background image

Zimowe   Przejście

Żelazny Dwór

Julie Kagawa

tłumaczenie: Mulka   

background image

Rozdział Pierwszy

Dotrzymywanie obietnic

W cieniu jaskini, obserwowałam jak zbliża się Łowca. Czarna sylwetka na tle 

śniegu,   podkradał   się   coraz   bliżej,   jego   oczy   jak   żółte   płomienie   w   cieniu, 

oddech owijał się wokół niego jak zjawy. Lodowato niebieskie światło błysnęło 

pomiędzy jego mokrymi zębami, futro miał grube i kudłate, ciemniejsze niż 

północ. Ash stanął między mną a Łowcą, obnażył miecz, ani na chwilę nie 

spuszczając z oczu tego ogromnego stworzenia, które śledziło nas od kilku dni, 

a teraz, wreszcie dopadło.

„Meghan   Chase.”   Jego   głos   był   jak   ryk,   głębszy   niż   grzmot,   bardziej 

prymitywny niż dzikie lasy. Starożytne złote oczy wpatrywały się prosto we 

mnie „W końcu Cię odnalazłem.”

Nazywam się Meghan Chase.

Jeśli istnieją trzy rzeczy jakie nauczyłam się w czasie pobytu w krainie 

elfów, to są to: nie jeść niczego co zaoferują ci w tejże krainie, nie pływać w 

cichych, małych jeziorkach i nigdy, przenigdy nie dobijać targu, z nikim.

Dobrze, czasami, nie masz wyboru. Czasami, bywasz zapędzony w kozi 

róg i musisz zawszeć umowę. Jak na przykład wtedy, gdy twój młodszy brat 

zostaje porwany i musisz przekonać księcia Mrocznego Dworu, aby pomógł ci 

go uratować, zamiast zawlec cię z powrotem do swojej królowej. Lub jesteś 

zagubiony i trzeba przekupić sprytnego, gadającego kota aby przeprowadził cię 

przez las. Lub musisz przejść przez pewne konkretne drzwi, a strażnik nie chce 

background image

Cię przepuścić bez zapłaty. Magiczne stworzenia kochają takie okazje i trzeba 

słuchać   ich   warunków   bardzo   ostrożnie,   albo   zostaniesz   wykiwany.   Jeśli 

dokonasz takiej umowy, pamiętaj: nie ma sposobu aby się z tego wycofać, nie 

bez katastrofalnych skutków. Zawsze upomną się o swój dług.

Właśnie dlatego, 48 godzin temu szłam przez swoje podwórko w środku 

nocy, pozostawiając swój dom w tle, stawał się on coraz mniejszy i mniejszy. 

Nie oglądałam się za siebie, gdybym to zrobiła, mogłabym stracić nerwy. Na 

skraju lasu, czekał na mnie mroczny książę z parą jarzących się, niebieskookich 

rumaków.

Książę  Ash,   trzeci   syn   Zimowego   Dworu,   przyglądał   mi   się   uważnie 

kiedy podeszłam, jego srebrne oczy odbijały światło księżyca. Wysoki i blady, z 

kruczoczarnymi   włosami   i   nieosiągalną   elegancją   elfów,   wyglądał   zarówno 

pięknie   i   niebezpiecznie,   moje   serce   biło   szybciej   w   oczekiwaniu     albo   ze 

strachu,   nie   mogłam   powiedzieć.   Kiedy   weszłam   w   cienie   drzew,   Ash 

wyciągnął bladą z długimi palcami dłoń w której umieściłam swoją własną.

Jego   palce   splotły   się   z   moimi,   przyciągnął   mnie   do   siebie   i   położył 

delikatnie ręce na moim pasie. Położyłam głowę na jego piersi i zamknęłam 

oczy, wsłuchując się w bicie jego serca, wdychając jego mroźny zapach.

„Musisz to zrobić, prawda?” szepnęłam, zaciskając palce na tkaninie jego 

białej koszuli. Ash wydał cichy odgłos, który mógł być westchnieniem.

„Tak.” Jego głos, niski i głęboki, ledwie powyżej szeptu. Odsunęłam się 

by spojrzeć znów na niego, widziałam siebie odbitą w jego srebrnych oczach. 

Kiedy pierwszy raz go spotkałam, te oczy były puste i zimne, jak twarz w 

lustrze. Ash kiedyś był wrogiem. Był najmłodszym synem Mab, królowej Zimy 

i starożytnym rywalem mojego ojca Oberona, króla Letniego Dwory. Zgadza 

się, jestem pół elfem – księżniczką elfów, mniej więcej – i nawet o tym nie 

wiedziałam do czasu , gdy mój ludzki brat został porwany przez elfy i zabrany 

do   Nigdynigdy.   Kiedy   się   o   tym   dowiedziałam,   przekonałam   mojego 

background image

najlepszego   przyjaciela,   Robbiego   Koleżkę   –   który   okazał   się   być   sługą 

Oberona,   Pukiem   –   aby   zabrał   mnie   do   magicznej   krainy,   aby   sprowadzić 

Ethana z powrotem. Ale bycie księżniczka elfów w Nigdynigdy okazuje się być 

bardzo niebezpieczne. Przede wszystkim, królowa Mrocznego Dworu wysłała 

Asha aby mnie złapał, chcąc użyć mnie jako broni przeciwko Oberonowi.

Wtedy zawarłam umowę z księciem , która zmieniała moje życie : pomóż 

mi uratować Ethana, a ja pójdę z tobą do Zimowego Dworu.

Więc, tak to się stało. Ethan jest teraz bezpieczny w domu. Ash dotrzymał 

swojej strony układu. Teraz była moja kolej aby dotrzymać swojej i udać się z 

nim do dworu odwiecznych wrogów mego ojca. Był tylko jeden problem.

Lato i zima nie powinni się w sobie zakochiwać.

Przygryzłam lekko wargę wpatrując się w niego. Pomyślałam że kiedyś 

widziałam go jako posąg z lodu, jego postawa jednak  nieco się rozmroziła w 

czasie   naszych   wspólnych   chwil   w   Nigdynigdy.   Teraz,   patrząc   na   niego, 

wyobrażam sobie szkliste jezioro: gładkie i spokojne, ale tylko na powierzchni.

„Jak długo będę musiała tam pozostać?” zapytałam.

Pokręcił   powoli   głową,   poczułam   jego   niechęć   „Nie   wiem,   Meghan. 

Królowa nie ujawnia mi swoich planów, a ja nie śmiem zapytać dlaczego ciebie 

chce”   sięgnął   i   chwycił   kosmyk   moich   blond   włosów,   wplatając   go   sobie 

między  palce „ Ja miałem cię tylko przyprowadzić” wyszeptał, a jego głos 

wydawał się jeszcze niższy „Przysiągłem, że cię przyprowadzę.”

Przytaknęłam. Bo kiedy elf obiecuje coś, zobowiązuje się to wykonać, 

dlatego właśnie zawieranie takich umów bywa zgubne. Ash nawet gdyby chciał 

nie może zerwać przysięgi.

Dobrze  to  rozumiałam, ale  … „Chcę coś zrobić , zanim wyruszymy” 

powiedziałam, czekając na jego reakcję. Ash uniósł brwi, ale poza tym wyraz 

jego twarzy się nie zmienił. Wzięłam głęboki oddech. „Chcę zobaczyć Puka.”

Mroczny   książę   westchnął.   „Przypuszczałem,   że   będziesz   chciała,” 

background image

uwolnił mnie cofając się, miał zamyśloną twarz „ I prawdę mówiąc, sam jestem 

ciekaw. Nie chciałbym aby Koleżka umarł nim rozstrzygniemy nasz pojedynek. 

To byłoby niefortunne.”

Skrzywiłam się. Puk i Ash byli odwiecznymi wrogami, już odbyli kilka 

dzikich, zagrażających życiu pojedynków, jeszcze zanim ja sama pojawiłam się 

na tym świecie. Ash poprzysiągł zabić Puka, Puk miał wielką przyjemność w 

prowokowaniu niebezpiecznego księcia lodu, gdy tylko miał do tego okazję. 

Tylko dlatego, że nalegałam na ich współpracę, zgodzili się na ten chwiejny 

rozejm.   Taki   który   nie   potrwa   długo,   bez   względu   na   to   jak   mocno   będę 

interweniowała.

Jeden z koni parsknął i zarył ziemią, Ash odwrócił się i położył dłonie na 

jego szyi. „Dobrze, sprawdzimy co u niego.” powiedział nie odwracając się. 

„Ale zaraz po tym, muszę cię zabrać do Tir Na Nog. Żadnych więcej opóźnień, 

rozumiesz?   Królowa   nie   będzie   zadowolona   z   tego,   że   zabiera   mi   to   tyle 

czasu.”

Przytaknęłam. „Tak. Dzię...- to znaczy … Doceniam to, Ash.”

Uśmiechnął się lekko i zaoferował mi znowu swą rękę, tym razem by 

pomóc mi wsiąść na siodło. Delikatnie podniosłam wodze i pozazdrościłam 

Ashowi, który dosiadł z łatwością drugiego konia jakby robił to tysiące razy.

„Dobrze.”   powiedział   delikatnie   zrezygnowanym   głosem,   patrząc   na 

księżyc.   „   Najpierw   najważniejsze.   Musimy   znaleźć   przejście   do   Nowego 

Orleanu.”

Przejścia to zaczarowane ścieżki między światem realnym a Nigdynigdy, bramy 

prosto do Zaklętej Krainy. Mogą być w dowolnym miejscu, każdymi wejściem : 

starą kurtyną w łazience, bramą na cmentarz, drzwiami do dziecięcej szafy. 

Możesz iść gdziekolwiek na świecie , jeśli wiesz którędy, ale przechodzenie 

przez   nie   to   inna   sprawa,   czasami   są   one   strzeżone   przez   nieprzyjemne 

background image

stworzenia, które mają za zadanie aby zniechęcić nieproszonych gości.

Nic   nie   strzegło   ogromnej,   gnijącej   stodoły,   które   stała   pośrodku 

bagnistego   rozlewiska,   pokryta   mchem   wyglądała   jakby   naniesiono   na   nią 

zielony, kosmaty dywan. Grzyby rosły na ścianach w bulwiastych kępach, były 

ogromne, jeśli spojrzało się wystarczająco blisko, można było dostrzec kilka 

malutkich, skrzydlatych postaci. Zamrugały kiedy przechodziliśmy koło nich, 

ogromne   oczy   spoglądały   w   różnych   kierunkach   spod   kapeluszy   grzybów, 

nagle   wyleciały   w   powietrze   ,   machając   opalizującymi   skrzydłami. 

Podskoczyłam, ale Ash i konie zignorowały je, kiedy weszliśmy pod ugiętą 

ościeżnicę wszystko zrobiło się białe.

Zamrugałam i rozejrzałam się kiedy świat na powrót nabierał ostrości.

Otoczył nas niesamowicie ciemny las, mgła pełzała po ziemi jak żywa 

istota,   zwijała   się   wokół   nóg   koni.   Drzewa   były   masywne,   rosnące   do 

zadziwiających wysokości, poprzeplatane gałęzie blokowały widok na niebo. 

Wszystko było ciemne i wyblakłe, jakby wszystkie kolory zostały wyprane, las 

uwięziony w wiecznym mroku.

„Losobór,” mruknęłam i zwróciłam się do Asha. „dlaczego tu jesteśmy? 

Myślałam, że wybieramy się do Nowego Orleanu.”

„Bo tak jest.” Ash obrócił swego konia by na mnie spojrzeć. „Ścieżka 

której szukamy jest jakiś dzień jazdy na północ stąd. To najszybsza droga do 

Nowego Orleanu.” Mrugnął do mnie i prawie, że się uśmiechnął „Chyba że 

planowałaś dostać się tam autostopem?”

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, mój koń nagle przerażająco zakwiczał i 

stając na tylnych nogach przeciął powietrze przednimi. Chwyciłam za grzywę, 

ale prześliznęła mi się przez palce, zsunęłam się do tyłu z siodła i uderzyłam w 

ziemię za koniem, łamiąc krzaki pod sobą. Parskając w popłochu rumak obrócił 

się w kierunku drzew i skacząc przez leżącą gałąź zniknął we mgle.

Jęcząc,   usiadłam,   testując   ciało   czy   nie   ma   obrażeń.   Moje   ramię 

background image

pulsowało w miejscu na które upadłam, drżałam, ale wydawało się, że niczego 

nie złamałam.

Ash również mocował się z kopiącym, piszczącym i rzucającym głową 

koniem, ale książę był w stanie utrzymać się na nim i przejąć z powrotem nad 

nim kontrolę. Zeskakując z siodła, przerzucił wodze przez głowę konia i ukląkł 

przy mnie.

„Nic   ci   się   nie   stało?”   Jego   palce   badały   moje   ramię,   zaskakująco 

łagodnie „Coś sobie złamałaś?”

„Nie   sądzę,”   mruknęłam,   pocierając   swoje   posiniaczone   ramię.     „Ten 

piękny skrawek jeżyny złagodził mój upadek.” Teraz kiedy adrenalina rozeszła 

się, dziesiątki piekących zadrapań dało o sobie znać. Marszcząc się, spojrzałam 

w kierunku gdzie zniknął mój koń. „Wiesz, to już drugi raz kiedy zostałam 

zrzucona z elfickiego konia. Innym razem jeden chciał mnie zjeść. Myślę, że 

konie nie przepadają za mną.”

„Nie” Nagle poważnie, Ash wstał oferując rękę, by postawić mnie na 

nogi. „To nie ty. Coś je wystraszyło.” Rozejrzał się powoli, rękę kładąc na 

mieczu   przy   pasie.   Wokół   nas   ,   Losobór   był   spokojny   i   ciemny,   jakby 

mieszkańcy bali się poruszyć.

Spojrzałam za nas, gdzie pnie dwóch drzew wrastały w siebie, tworząc 

między sobą bramę. Przestrzeń między pniami była przejściem, skrywały się w 

niej cienie, które wydawały się przypełzać bliżej. Zimny wiatr zasyczał między 

pniami, poruszył gałęziami i podrzucił , szeleszcząc liśćmi, wzdrygnęłam się.

Z   szaleńczym,   pędzącym   dźwiękiem,   stado   małych   skrzydlatych   istot 

wyrwało   się   ze   ścieżki,   wirując   wokół   nas   w   panice   i   wpadając   w   mgłę. 

Zaskomlałam   osłaniając   twarz,   koń  Asha   zarżał   ponownie,   dźwięk   przekłuł 

złowroga   ciszę.  Ash   chwycił  mnie  za  rękę   i  odciągnął  z  dala   od  przejścia, 

spiesząc   z   powrotem   do   swojego   konia.   Podniósł   mnie   i   posadził   tuż   za 

siodłem, chwycił lejce i wspiął się na przód

background image

„Trzymaj   się   mocno.”   ostrzegł,   przeszył   mnie   dreszcz   kiedy   oplotłam 

ramiona wokół jego bioder, czując twarde mięśnie poprzez jego koszulkę. Ash z 

krzykiem   wbił   w   konia   piety,   koń   wystrzelił   gwałtownie   do   przodu,   aż 

odrzuciło mi głowę do tyłu . Ścisnęłam mocniej Asha i schowałam twarz w jego 

plecach , koń pędził poprzez Losobór pozostawiając przejście daleko w tyle.

Zatrzymywaliśmy się rzadko, a kiedy to robiliśmy, to tylko po to abym ja i koń 

trochę   odpoczęła.   Kiedy   zapadł   wieczór,   Ash   wyciągnął   kilka   produktów 

spożywczych z torby przypiętej do siodła i mi je podał; chleb, mięso i ser, 

zwykłe ludzkie jedzenie. Widocznie, pamiętał moje ostatnie eksperymenty z 

jedzeniem pochodzącym z Nigdynigdy, które nie zakończyły się zbyt dobrze. 

Ugryzłam kawałek suchego chleba, miałam nadzieję, że nie wypomni o tamtym 

incydencie i zażenowaniu które wywołało.

Ash nie jadł. Pozostał ostrożny i podejrzliwy, i nigdy tak naprawdę się nie 

wyluzował przez całą podróż. Koń też był nerwowy i niespokojny, wpadał w 

panikę przy każdym cieniu, każdym szeleście opadającego liścia. Coś za nami 

podążało;   za   każdym   razem   kiedy   się   zatrzymywaliśmy,   ciemna,   szara 

obecność zdawała się być coraz bliżej.

Kiedy   nastąpiła   noc,   wieczny   zmierzch   Lasoboru   w   końcu   wygasł     i 

jasnożółty księżyc pojawił się na niebie. Ash i jego koń wydawali się mieć 

nieograniczoną   wytrzymałość,   w   odróżnieniu   ode   mnie.   Dosiadanie   konia 

godzinami to nie łatwa sprawa, do tego stres związany z tym, ze coś nas ściga 

w końcu zebrał żniwo. Walczyłam aby nie zasnąć, drzemiąc na plecach księcia, 

zaczęłam niebezpiecznie opadać na bok, kiedy wstrząsnęły mną ostre słowa 

Asha i doprowadziły mnie z powrotem do pionu.

Odpływałam ponownie, walcząc, aby moje oczy pozostały otwarte, kiedy 

Ash   nagle   zatrzymał   konia   i   zsiadł.   Mrugając,   rozejrzałam   się   skołowana, 

widząc tylko drzewa i cienie. „Już jesteśmy na miejscu?”

background image

„Nie” Ash spojrzał na mnie zirytowany „Ale cały czas grozisz upadkiem 

z konia,  nie mogę cały  czas sięgać do  tyłu  by  upewniać się ,że  nadal  tam 

jesteś.” Skinął na przednią część siodła. „Zamienimy się miejscami. Przesuń się 

do przodu.”

Ułożyłam się w siodle a Ash wskoczył za mnie, oplótł ramie wokół mojej 

tali, zapewniając mi tym bezpieczeństwo, powodując tym jednocześnie, że mój 

puls zabił szybciej z podniecenia.

„Trzymaj się,” mruknął kiedy koń zaczął ponownie iść „Jesteśmy prawie 

na   miejscu.   Kiedy   znajdziemy   się   wśród   śmiertelników,   będziesz   mogła 

odpocząć. Powinniśmy być tam bezpieczni.”

„Co za nami podąża?” szepnęłam, co spowodowało że koń położył uszy. 

Ash przez kilka chwil nie odpowiadał.

„Nie wiem,” mruknął, brzmiał jakby niechętnie się do tego przyznawał. 

„Cokolwiek to jest, jest wytrwałe. Trzymaliśmy równe tempo  i jeszcze tego nie 

zgubiliśmy.”

„Dlaczego to nas śledzi? Czego chce?”

„To nie istotne.” Ash wzmocnił uchwyt wokół mojej talii. „Jeśli chce 

ciebie, najpierw będzie musiało przejść przeze mnie.”

Coś mnie ukłuło w żołądku, a moje serce dziwnie zatrzepotało. W tym 

momencie czułam się bezpieczna. Mój książę nie pozwoli aby cokolwiek złego 

mi   się   stało.   Opierając   się   o   niego,   zamknęłam   oczy   i   pozwoliłam   sobie 

odpłynąć.

Musiało   mi   się   przysnąć,   bo   kolejną   rzeczą   jaką   odebrałam   był 

potrząsający   mną  Ash.   „Meghan   obudź   się,”   szepnął,   jego   chłodny   oddech 

owiał moją szyję. „Jesteśmy na miejscu.”

Ziewając   spojrzałam   na   małą   polanę   przed   nami.   Bez   osłony   drzew, 

mogłam zobaczyć niebo usłane gwiazdami. Polana była pusta, poza jednym 

ogromnym dębem w samym jej centrum. Jego korzenie wiły się na ziemi, były 

background image

strasznie grube uniemożliwiały aby cokolwiek większe od paproci mogło się 

rozwinąć.   Pień   był   szeroki   skręcony,   jakby   trzy   lub   cztery   drzewa   zostały 

zgniecione w jedno. Ale nawet przy jego wielkości i dominującej obecności 

zauważyłam   że   umiera.   Jego   gałęzie   opadły,   ale   odłamały   się   i   były 

rozproszone u podstawy drzewa. Większość jego szerokich liści było martwych 

i kruchych, a pozostałe były chore żółto-brązowe. Polana również wyglądała na 

zwiędłą i chorą, tak jakby drzewo wysysało życie z lasu wokół niego.

„Nie było takie wcześniej.” Ash szepnął za mną. Patrzyłam na umierające 

drzewo i czułam niezrozumiały smutek, jak gdybym oglądała śmierć starego 

przyjaciela. Otrząsając się z tego, rozejrzałam się za drzwiami albo bramą, ale 

drzewo było tutaj jedyna rzeczą.

„Czy to jeszcze działa?” Zastanawiałam się kiedy Ash prowadził konia na 

polanę w kierunku starego drzewa. „Mam na myśli przejście. Czy się otworzy?”

„Zobaczymy.”  Ash   zsiadł   z   konia   i   poprowadził   go   do   pnia.   Gdy   się 

zatrzymał zsunęłam się z siodła i dołączyłam do niego.

„Więc, w jaki sposób działa to przejście?” zapytałam, wpatrując się w 

pień w poszukiwaniu jakiegoś rodzaju drzwi. Drzwi na drzewach nie są czymś 

niezwykłym w Nigdynigdy. Faktycznie, podczas mojego pierwszego razu w 

Zaklętej   Krainie   spędziłam   noc   w   drzewie   krasnoludka,   w   jakiś   sposób 

zmniejszałam się do wielkości robaka aby zmieścić się w jego drzwiach. „Nie 

widzę bramy. Jak masz zamiar to otworzyć?”

„To proste” odpowiedział Ash „Po prostu zapytamy.”

Ignorując   moje   pochmurne   spojrzenie,   odwrócił   się   twarzą   do   pnia   i 

położył   rękę   na   surowej   korze.   „Tu  Ash,”   powiedział   wyraźnie   „trzeci   syn 

Mrocznego   Dworu,   żądam     przejścia   do   śmiertelnego   świata   i   rozliczenia 

Starszej.”

„Bardzo proszę.” dodałam.

Przez   chwilę   nic   się   nie   działo.   Następnie   z   głośnym   jękiem   i 

background image

skrzypieniem, jeden z masywnych korzeni poruszył się z ziemi, rozrzucając 

brud i gałązki. Uniósł się w powietrze, tak że utworzył bramę pomiędzy sobą a 

ziemią, a przestrzeń ta mieniła się magią.

„Oto twoja ścieżka,” szepnął Ash, a moje serce zabiło szybciej w klatce 

piersiowej. Puck był za tą bramą. O ile jeszcze żył.

Ściskając dłoń Asha, niemal ciągnęłam go z niecierpliwości, Schyliłam 

się pod łukiem.

Potknęłam się o korzeń po drugiej stronie i niemal poleciałam do przodu, 

ledwo łapiąc równowagę. Prostując się, rozejrzałam się wokół księżycowego 

zagajnika - Park Miejski w Nowym Orleanie, poznałam ogromne, omszone 

dęby   z   naszej   ostatniej   wizyty.   Powietrze   było   wilgotne,   ciepłe   i   spokojne. 

Świerszcze   brzęczały,   liście   szeleściły   a   księżyc   mienił   się   na   powierzchni 

pobliskiego jeziora. Nic się nie zmieniło. Było tak spokojnie jak ostatnim razem 

kiedy tu byliśmy, kiedy myślałam że mój świat się rozpada.

Ash dotknął mojego ramienia i skinął głową na drzewo, gdzie smukła 

dziewczyna o zielonej jak mech skórze stała i obserwowała nas z cienia dębu, 

oczy miała ciemne i szeroko otwarte z zaskoczenia.

„Meghan Chase?” driada zbliżała się do nas, poruszała się jak gałąź na 

wietrze „Co ty tutaj robisz?” zamrugałam słysząc strach w jej oczach „Nie 

możesz zostać!” syknęła kiedy była już blisko . „To nie jest bezpieczne. Coś 

groźnego podąża za tobą.”

„Wiemy,”   Ash   powiedział   koło   mnie,   spokojny   jak   zawsze.   Driada 

zamrugała i przesunęła wzrok na niego. „Ale przeszliśmy przez bramę Starszej, 

więc miejmy nadzieję, że cokolwiek nas ściga, nie wpuści ona tego do tego 

świata.”

Brama Starszej? Spojrzałam za siebie, mój żołądek skręcił się tak mocno, 

że aż poczułam mdłości.

Było to drzewo Nestorki, wielki dąb, który kiedyś stał wysoki i dumny, 

background image

górując nad innymi. Teraz, podobnie jak jego bliźniak na polanie -umierało. 

Jego gałęzie były nagie, kudłaty mech który je pokrywał był brązowy i martwy.

Gula urosła mi w gardle. Pamiętałam Nestorkę Driad z naszej pierwszej 

wizyty   tutaj:   stara,   o   wyglądzie   babci   wróżka   z   miękkim   głosem   i 

sympatycznym spojrzeniem, która oddała serce swojego drzewa, aby upewnić 

się, że odzyskam własnego brata. I że zabiję tego kto go uprowadził. Nestorka 

wiedziała   że   umrze   jeśli   mi   pomoże.   Mimo   to   dała   nam   broń   której 

potrzebowaliśmy by zniszczyć wroga i sprowadzić z powrotem Ethana.

Dziewczyna   stanęła   koło   mnie,   patrząc   na   umierający   dąb.   „Żyje 

jeszcze.” powiedziała, jej głos brzmiał jak szept liści. „Tak umiera. Jest zbyt 

słaba by opuścić drzewo, teraz śpi i śni o swojej młodości. Ale nie odeszła 

jeszcze. To zajmie dłuższy czas nim zniknie całkowicie.”

„Tak mi przykro.” wyszeptałam.

„Nie, Meghan Chase.” driada pokręciła głową wydając lekki szeleszczący 

dźwięk,   błyszczący   chrząszcz   przebiegł   przez   jej   twarz   i   ukrył   się   w   jej 

włosach. „Ona wiedziała. Wiedziała przez cały czas co się stanie. Wiatr mówi 

nam   te   rzeczy.   Tak   jak   mówi   nam,   że   znajdujesz   się   teraz   w   strasznym 

niebezpieczeństwie.”   nagle   przekłuła   mnie   swoimi   czarnymi   oczami   „Nie 

powinnaś być tutaj,” powiedziała stanowczo „To coś jest bardzo blisko. Po co 

tu przyszłaś?”

Przeszyła mnie gęsia skórka, ale otrząsnęłam się z uczucia niepokoju i 

wstrzymując jej wzrok powiedziałam „Jestem tutaj z powodu Pucka. Muszę go 

zobaczyć.”

Twarz driady złagodniała. „Ahh tak, oczywiście. Zabiorę cię do niego, ale 

obawiam się, że będziesz rozczarowana.”

„To nie ma znaczenia” poczułam chłód, mimo że była ciepła, letnia noc. 

„Po prostu chcę go zobaczyć.”

Driada   skinęła   głową   i   obróciła   się,   kołysząc   się   na   wietrze.   „Tędy 

background image

proszę.”

background image

Rozdział Drugi

Serce Dębu

Puk, lub słynny Robin Koleżka, jak był zwany w Śnie Nocy Letniej, miał kiedyś 

inne   imię.   Ludzkie   imię,   należące   do   chudego,   rudego   chłopca,   który   był 

sąsiadem   nieśmiałej   wiejskiej,   dziewczyny   mieszkającej   na   rozlewiskach 

Luizjany. Robbie Goodfell, jak sam się wtedy nazywał, był moim szkolnym 

kolegą, powiernikiem i najlepszym przyjacielem. Zawsze pilnujący mnie jak 

starszy brat. Sarkastyczny i trochę nadopiekuńczy, Robbie był … inny. Kiedy 

nie było go w pobliżu, ludzie ledwo pamiętali kim był i jak wyglądał. To było 

tak jakby po prostu znikał z ich pamięci, pomimo faktu, że gdy coś poszło nie 

tak w szkole – myszy w biurku, superglue na krzesłach, aligator w łazience – 

Robbie zawsze był jakoś w to zamieszany. Nikt go nigdy nie podejrzewał, ale ja 

zawsze wiedziałam.

Mimo to , szokiem dla mnie było kiedy odkryłam kim naprawdę był: 

sługą   Króla   Oberona,   jego   zadaniem   było   strzeżenie   mnie   w   świecie 

śmiertelników.   Ochraniał   mnie   przed   tymi   którzy   mogliby   zaszkodzić   pół-

ludzkiej córce Oberona. Ale także, miał dopilnować abym pozostała ślepa na 

magiczny   świat,   nieświadoma   swojej   prawdziwej   natury   i   wszystkich 

niebezpieczeństw które szły razem z nią.

Kiedy Ethan został porwany i zabrany do Nigdynigdy, plany Robbiego, 

aby   zachować   mnie   nieświadomą   ,   legły   w   gruzach.   Przeciwstawiając   się 

poleceniom Oberona zgodził się pomóc mi uratować brata, ale jego lojalność 

wobec mnie wiele go kosztowała. W czasie bitwy z Żelazną wróżką, zupełnie 

nowym   gatunkiem   zrodzonym   z   technologii   i   postępu,   został   postrzelony   i 

background image

ledwie uszedł z życiem. Ash i ja przynieśliśmy go tutaj, do Parku Miejskiego, a 

driady wzięły go do jednego z drzew, aby w trakcie snu jego rany się uleczyły. 

Trzymając go w zawieszonym stanie, driady utrzymywały go przy życiu, ale 

same   nie   wiedziały   kiedy   się   obudzi.   Zakładając   że   w   ogóle   się   to   stanie. 

Musieliśmy     go   pozostawić   tutaj   kiedy   ruszyliśmy   dalej   ratować   Ethana   i 

poczucie winy wynikające z tej decyzji prześladowało mnie od tamtego czasu.

Przycisnęłam   dłoń   do   omszonego   pnia,   zastanawiając   się   czy   mogę 

wyczuć bicie jego serca w drzewie, wibrację, westchnienie. Coś, cokolwiek, co 

powie mi że on nadal tam jest. Ale nie poczułam nic poza mchem i ostrymi 

krawędziami kory. Puk, jeśli jeszcze żyje, jest daleko poza moim zasięgiem.

„Jesteś pewna, że on tam jest?” zapytałam driadę, nie odrywając oczu od 

pnia. Nie wiedziałam czego się spodziewać: że może jego głowa wyskoczy z 

drzewa i uśmiechnie się do mnie?  Ale czułam, że jeśli choć na chwilę odwrócę 

wzrok mogę coś przeoczyć.

Driada  kiwnęła  głową.  „Tak.  Nadal  żyje. Nic  się  nie  zmieniło.  Robin 

Koleżka śni swoje marzenia senne, czekając na dzień gdy będzie mógł wrócić 

do świata.”

„Kiedy to się stanie?” spytałam, przesuwając palcami po drzewie.

„Nie wiemy. Być może to kwestia dni, może wieków. Być może on nie 

chce się obudzić.” driada położyła rękę na pniu i zamknęła oczy. „Wypoczywa 

wygodnie, nie czując bólu. Nie możesz nic dla niego zrobić, pozostaje czekać i 

być cierpliwym.”

Jej odpowiedz mnie nie satysfakcjonowała, przycisnęłam dłoń do drzewa 

i zamknęłam oczy. Blask słońca wirował wokół mnie, magia ojca Oberona i 

Letniego Dworu, czar ciepła, ziemi i żyjących istot. Delikatnie szturchnęłam 

drzewo,   czując   jak   słońce   ogrzewa   jego   liście   a   życie   płynie   przez   ich 

szmaragdowe   żyły.   Poczułam   tysiące   drobnych   owadów   żyjących   w   pniu, 

szybkie bicie serc ptaków  śpiących w gałęziach.

background image

Nacisnęłam   głębiej,   pod   powierzchnię,   mijając   miękkie   wciąż   rosnące 

drewno, wnikając głęboko do serca drzewa.

Był tam. Nie mogłam zobaczyć go fizycznie oczywiście, ale wyczułam 

go, czułam jego obecność przy sobie, jasny żywy punkt w twardym drzewie. 

Czułam drewno otaczające jego chude, słabe ciało, ochraniające je, i słyszała 

ciche uderzenia serca. Puk unosił się bezwładnie, brodę miał opartą na klatce 

piersiowej, oczy zamknięte. Wydawał się znacznie mniejszy i kruchy jak duch.

Podpłynęłam   bliżej,   wyciągając   się   by   go   dotknąć,   gładząc 

niematerialnymi palcami jego policzek, odpychając jego niesforną czerwoną 

grzywkę.   Nie   poruszał   się.   Jeśli   nie   słyszałabym   bicia   jego   serca,   lekko 

wibrującego przez drzewo, pomyślałabym że jest martwy.

„Tak mi przykro Puk,” szepnęłam, a może po prostu pomyślałam głęboko 

wewnątrz gigantycznego dębu. „Chciałabym abyś był teraz ze mną. Boję się i  

nie wiem co się wydarzy. Naprawdę potrzebuję abyś wrócił.”

Jeśli mnie usłyszał, nie pokazał tego po sobie. Nie poruszył powiekami, 

nie drgnął głową w odpowiedzi na mój głos. Puk pozostał wiotki i nieruchomy, 

bicie   jego     serca   spokojne   i   stabilne,   niosło   się   echem   przed   drzewo.   Mój 

najlepszy przyjaciel był daleko ode mnie, poza moim zasięgiem, nie mogłam go 

sprowadzić.

Załamana, czując się dziwnie chora, wysunęłam się z drzewa, powracając 

do własnego ciała. Kiedy dźwięki świata powróciły, poczułam że walczę ze 

łzami. Tak blisko. Tak blisko Puka, ale nadal tak daleko.

Ash był poważny kiedy spojrzałam na niego; wiedział co zrobiłam i mógł 

odgadnąć wynik.

„On   wciąż   żyje,”   powiedział   do   mnie   „W   tym   cała   nadzieja.” 

Pociągnęłam nosem, odwracając się, Ash westchnął. „Nie martw się zbytnio o 

niego Meghan. Robin Koleżka zawsze był niezwykle trudny do zabicia.” Jego 

głos balansował między irytacją a dowcipem, jakby mówił z doświadczenia. 

background image

„ Mogę niemal zagwarantować że Koleżka pojawi się pewnego dnia, kiedy 

będziesz się tego najmniej spodziewać, po prostu bądź cierpliwa.”

„Cierpliwość,”  powiedział  rozbawiony  głos gdzieś  ponad  moją  głową, 

„nigdy nie była mocną stroną dziewczyny.”

Zaskoczona, spojrzałam w górę, w gałęzie dębu. Para znajomych, złotych 

oczu spoglądała na mnie, reszty ciała nie było widać, serce mi podskoczyło.

„Grimalkin?”

Oczy zamrugały powoli , ciało wielkiego, szarego kota wyszło z cienia, 

przysiadł na jednej z niższych gałęzi. To był Grimalkin, kot którego poznałam 

podczas mojej ostatniej podróży do magicznej krainy. Grim pomógł mi kilka 

razy w przeszłości … ale jego pomoc zawsze  miała swoją cenę. Kot uwielbiał 

kolekcjonować przysługi i nie robił niczego za darmo, ale i tak  cieszyłam się , 

że   go   widzę,   mimo   że   nadal   nie   spłaciłam   u   niego   długu   czy   dwóch   , 

zaciągniętych podczas ostatniej przygody.

„Co ty tutaj robisz Grim?” zapytałam kiedy kot ziewnął i przeciągnął się, 

wyginając   swój   puszysty   ogon   nad   plecami.   I   tak   jak   zwykle,   Grimalkin 

kończąc   przeciąganie,   usiadł   ,   polizał   kilka   razy   futro   nim   uraczył   nas 

odpowiedzią.

„Miałem   interes   z   Nestorką,”   odpowiedział   znużonym   głosem. 

„Musiałem się dowiedzieć czy słyszała coś na temat miejsca pobytu pewnej 

osoby.” Grim podrapał się za uchem, zbadał tylną łapę i polizał ją. „Wtedy 

usłyszałem że podążacie tutaj, więc pomyślałem że poczekam i sprawdzę czy to 

prawda. Zawsze okazujecie się bardzo interesujący.”

„Ale   …   Nestorka   przecież   śpi,”   powiedziałam,   marszcząc   brwi. 

„Powiedzieli mi, że jest zbyt słaba by nawet wyjść z drzewa.”

„ O co ci chodzi, człowieku?”

„Nieważne” potrząsnęłam głową. Grimalkin był nieznośny i tajemniczy, a 

ja nauczyłam się dawno temu, że on nie dzieli się niczym dopóki nie jest na to 

background image

gotowy. „Wciąż dobrze cię widzieć Grim. Szkoda, że nie możemy  zostać i 

dłużej porozmawiać, ale tak jakby się spieszymy.”

„Mmm,   tak.   Twoja   nieprzemyślana   umowa   z   księciem   Zimy.”   oczy 

Grimalkina   powędrowały   do  Asha   i   wróciły   z   powrotem   do   mnie,   powoli 

mrugając. „Pośpieszna i lekkomyślna, jak typowy człowiek.” Pociągnął nosem, 

patrząc teraz prosto na Asha „Ale … myślałem, że ty wiesz to lepiej, książę.”

Nim   zdążyłam   zapytać   co   miał   na   myśli,   poczułam   rękę   na   moim 

ramieniu   i   odwróciłam   się   by   spotkać   poważną   twarz  Asha   „Musimy   iść” 

mruknął, choć jego głos był stanowczy , twarz wyrażała jak bardzo mu przykro. 

„Jeśli coś nas goni, powinniśmy postarać się dojść do Tir Na Nog, tak szybko 

jak tylko możemy. Tam nie będzie mogło za nami iść. Poza tym mogę lepiej cię 

chronić   na   moim   własnym   terytorium   niż   w   Losoborze   lub   śmiertelnym 

świecie.”

„Momencik.” Griamalkin ziewnął i zeskoczył z drzewa, lądując cicho na 

korzeniach.   „Jeśli   odchodzicie   teraz,   uważam   że   mógłbym   pójść   z   wami. 

Przynajmniej przez część drogi.”

„Naprawdę?” gapiłam się na niego, zaskoczona „ Wybierasz się do Tir Na 

Nog? Po co?”

„Mówiłem ci wcześniej, szukam kogoś.”

„Kogo?”

„Zadajesz męczące pytania, człowieku.” Grimalkin zeskoczył z korzenia i 

odszedł truchtem, machając ogonem w powietrzu. Kilka metrów dalej stanął i 

obejrzał się przez ramię „No i co ? Idziecie czy nie? Jeśli mówicie, że coś za 

wami podąża, lepiej żeby nas tu nie było kiedy przybędzie, tak?”

Podzieliliśmy z Ashem ogłupiałe spojrzenie i ruszyliśmy za nim.

Brama Starszej majaczyła przed nami, wysoka i okazała mimo że drzewo 

umierało. Gdy się zbliżaliśmy, cały pień nagle przesunął się z jękiem. Z kory 

wysunęła   się   twarz,   stara   i   pomarszczona,   część   drzewa   wróciła   do   życia. 

background image

Nestorka otworzyła oczy, mrużąc je jakby nie mogła się skupić, spojrzała na 

mnie.

„Nieeeeeeee,” wyszeptała, ledwie słyszalna w ciemności. „Nie możesz 

wrócić tą drogą. On czeka na ciebie po drugiej stronie. On ...” jej głos się urwał, 

a jej twarz z powrotem wchłonęło drzewo. „Uciekaj,” było ostatnią rzeczą jaką 

usłyszałam.

Przeszył mnie dreszcz. Ash wziął natychmiast moja rękę i odciągnął mnie 

, krocząc w przeciwnym kierunku, jego ciało napięło się jak struna. Grimalkin 

pobiegł   za   nami,   szary   duch   w   cieniu,   futro   najeżyło   mu   się   na   końcówce 

ogona. Byłoby to zabawne gdybym tylko nie czuła spojrzenia na karku, starego, 

dzikiego i cierpliwego, obserwującego jak uciekamy w noc.

Ash zatrzymał się pod gałęziami kolejnego dębu, włożył palce do ust i 

zagwizdał. Chwilę później, z cienia wybiegł jego koń, parskając i podrzucając 

głową zatrzymał się przed nami.

„Gdzie teraz pójdziemy?” zapytałam, Ash pomógł mi usiąść w siodle.

„Nie możemy ponownie skorzystać z Bramy Starszej by wrócić,” książę 

odpowiedział,   wskakując   za   mnie.   „Musimy   znaleźć   inne   przejście   do 

Nigdynigdy. I to szybko.” Złapał wodze jedną ręką , a drugą objął mnie w talii. 

„Znam inną ścieżkę która zabierze nas blisko Tir Na Nog, ale znajduje się ona 

w tej części miasta która jest … niebezpieczna dla letnich wróżek.”

„Mówisz o Lochach, tak?” Grimalkin powiedział, pojawiając się nagle 

między   moimi   kolanami,   wpasował   się   skulony.   Zamrugałam   zaskoczona. 

„Jesteś pewien, że chcesz tam zabrać dziewczynę?”

„W tej chwili nie mamy innego wyboru?” Ściskając mnie mocniej w tali, 

Ash szarpnął konia do przodu i pognaliśmy w ulice Nowego Orleanu.

Zapomniałam jak to jest być pół elfem w realnym świecie, a już w ogóle być w 

towarzystwie elfa pełnej krwi. Koń biegł w dół jasno oświetlonej ulicy, mijając 

background image

samochody i aleje pełne ludzi, nikt nas nie widział. Nikt nawet nie spojrzał na 

nas. Zwykli ludzie nie mogli zobaczyć istot z magicznego świata, choć na co 

dzień ich otaczali. Jak przykładowo dwa gobliny przerzucające śmieci w alejce, 

obgryzali kości i inne rzeczy, nad którymi nie chciałam się rozwodzić. Albo 

syflidy o skrzydłach jak u ważek , siedzące na szczycie słupa telefonicznego, 

gapiły   się   na   ulicę   z   intensywnością   orła   obserwującego   swoje   terytorium. 

Niemal wpadliśmy na grupę krasnoludów opuszczających jeden z wielu pubów 

na Bourbon Street. Mały, brodaty mężczyzna krzyknął przekleństwem kiedy 

koń skręcił ledwo go mijając i pogalopował w dół chodnika.

Byliśmy daleko we francuskiej dzielnicy kiedy Ash zatrzymał się przed ścianą 

kamiennych budynków. Miały stare, czarne okiennice a drzwi rozpościerały się 

wzdłuż   chodnika.   Nad   jednymi   grubymi,   czarnymi   wisiał   szyld   na   którym 

pisało: Ye Olde Original Dungeon , framuga była obryzgana czerwoną farbą, co 

miało   przypominać   krew.   Przynajmniej   miałam   nadzieję,   że   to   farba.  Ash 

pchnął drzwi, ukazując  długi, wąski korytarz, obrócił się do mnie.

„To terytorium Mrocznych,” szepnął blisko mojego ucha. „ wypełniony 

jest brutalnym tłumem. Nie rozmawiaj z nikim i trzymaj się blisko mnie.”

Skinęłam głową i spojrzałam na zamkniętą przestrzeń, która była ledwie 

na tyle szeroka aby przejść. „A co z koniem?”

Ash zdjął z konia siodło i uzdę, i wyrzucił je w ciemność. „Sam znajdzie 

drogę do domu,” mruknął zarzucając torbę na ramię. „Chodźmy.”

Wcisnęliśmy się w wąski korytarz, Ash przodem, Grim daleko w tyle. 

Przejście kończyło się małym dziedzińcem, gdzie poskręcana fontanna sączyła 

wodę do fosy przed budynkiem. Przeszliśmy przez kładkę , mijając znudzonego 

ludzkiego bramkarza który nie zwrócił na nas uwagi i weszliśmy do ciemnego, 

czerwonawego pomieszczenia.

Z   cienia   przy   ścianie   wyrosło   coś   ogromnego   i   zielonego,   błysnęły   , 

bordowe oczy   na potwornej, usianej zębami gębie samicy trolla. Pisnęłam i 

background image

zrobiłam krok do tyłu.

„Czuję zapach Letniego szczeniaka.” warknęła, blokując drogę.   Miała 

prawie dwa i pół metra, bagnisto-zieloną skórę i długie szponiaste palce. Oczy, 

jak czerwone paciorki spojrzały na mnie z góry. „Jesteś albo bardzo odważny, 

abo   bardzo   głupi   szczeniaku.   Przegrałeś   jakiś   zakład,   czy   co?   Letnim 

stworzeniom wstęp wzbroniony, więc spadaj.”

„Ona jest ze mną.” powiedział Ash, zasłaniając mnie przed wzrokiem 

trolla. „Odsuniesz się teraz. Musimy skorzystać z ukrytego przejścia.”

„Książę Ash.” Troll zrobił krok w tył ale nie odsunął się całkowicie. W 

obliczu   księcia   Mrocznego   Dworu,   zwrócił   się   uniżenie.   „Oczywiście   że 

wpuszczę  Waszą  Wysokość,   ale   ...”   spojrzał   nad   ramieniem  Asha   na   mnie. 

„Szef powiedział , absolutnie żadnej Letniej krwi tutaj, chyba że mamy zamiar 

ja pić.”

„Tylko przechodzimy,” Ash opowiedział , wciąż tym samym spokojnym , 

chłodnym głosem „Znikniemy nim ktoś zauważy naszą obecność.”

„Wasza  Wysokość,   nie   mogę,”   zaprotestowała,   brzmiąc   coraz   bardziej 

niepewnie. Obejrzała się do tyłu przez ramię, obniżając głos dodała. „Mogę 

stracić pracę jeśli ją przepuszczę.”

Bardzo swobodnie, Ash opuścił rękę na rękojeść swojego miecza.

„Możesz stracić głowę, jeśli tego nie zrobisz.”

Nozdrza trolla się rozszerzyły. Rzuciła jeszcze raz na mnie okiem, wtedy 

z   powrotem   na   księcia,   napinając   pazury   po   bokach.  Ash   się   nie   poruszył, 

chociaż   powietrze   wokół   niego   ochłodziło   się,   aż   oddech   trollicy   zawisł   w 

powietrzu tuż przy jej twarzy.

Wyczuwając że jest w strasznych tarapatach, ogromny stwór ostatecznie 

wycofał się. „Oczywiście, Wasza Wysokość.” wymamrotała i wskazała na mnie 

zakrzywionym, czarnym pazurem. „Ale jeśli ona zostanie nadziana w butelkę i 

podana jako kolejny specjalny drink, nie mów, że nie ostrzegałam.”

background image

„Będę   miał   to   na   uwadze”   powiedział   Ash,   i   wprowadził   mnie   do 

Lochów.

Lochy,   z   tym   całym   swoim   straszliwym   wystrojem,   okazały   się   być 

niczym więcej niż barem, nocnym klubem, choć na pewno dopasowany  do 

bardziej makabrycznego tłumu. Ściany z cegły; słabe, czerwone oświetlenie, 

zamieniające wszystko w szkarłat i potworna, warcząca głowa wystająca ze 

ściany nad barem. Muzyka biła ze stropu, w pomieszczeniu nad nami AC/DC 

wykrzykiwało słowa Back in Black.

Za   barem   stał     ludzki   przedstawiciel   ,   inni   siedzieli   po   całym 

pomieszczeniu z drinkami,  ale widziałam także tych  nieludzkich.  Gobliny  i 

satyry, czerwone kapturki, samotny ogr w kącie, popijał ciemny, purpurowy 

płyn prosto z dzbana. Niewidzialne, mroczne istoty wmieszały się w tłum ludzi, 

pluli im do drinków, podstawiali nogi pijanym, kradli portfele i przedmioty z 

ich torebek.

Wzdrygnęłam się i cofnęłam, ale Ash chwycił mocno moją dłoń „Trzymaj 

się   blisko,”   szepnął   ponownie   „Tu   nie   jest   tak   źle   jak   na   górze,   ale   nadal 

musimy być ostrożni.”

„Co jest na górze?”

„Czaszki, klatki i parkiet. Coś czego nie chciałabyś widzieć, zaufaj mi.”

Ash   nadal   mocno   trzymał   mnie   za   rękę   kiedy   omijaliśmy   stoliki, 

przemieszczając się w stronę tyłu sali. Grimalkin zniknął – to normalne u niego 

– więc wszystkie   chłodne, głodne spojrzenia skupiły się na nas. Czerwone 

kapturki – małe, złe istoty o rekinich zębach ubrudzonych od krwi ich ofiar – 

sięgnęły do mnie kiedy mijaliśmy ich stolik, zadzierając moją koszulę. Starałam 

się tego uniknąć, ale miejsce było ciasne, a przejście wąskie i zakrzywione 

palce uczepiły się mojego rękawa.

Ash   się   odwrócił.   Nastąpił   błysk   niebieskiego   światła   i   pół   sekundy 

później   czerwony   kapturek   zamarł   z   błyszczącym,   niebieskim   mieczem   na 

background image

gardle.

„Nie. Próbuj. Niczego.” głos Asha był zimniejszy niż chłód pochodzący 

od miecza. Jabłko adama na szyi czerwonego kapturka poruszyło się i bardzo 

powoli wycofał pazury. Reszta Mrocznych zamarła również i spoglądała na nas 

świecącymi, wrogimi oczami.

„Meghan, idź.” Ash spojrzał groźnie na resztę tłumu, rzucając wyzwanie 

tym którzy odważyliby się wstać. Nikt się nie ruszył. Prześliznęłam się koło 

niego   i   czerwonego   kapturka,   który   siedział   nieruchomo   na   swoim   krześle, 

przeszłam na tył sali.

„Tędy,   człowieku.”   Grimalkin   pojawił   się   na   końcu   sali,   najpierw 

zobaczyłam jego oczy dopiero potem resztę ciała. Za nim był ciasny, ciemny, 

zadymiony korytarz. Dziwne, wzdłuż ścian znajdowały się regały z książkami, 

sięgające   od   podłogi   do   sufitu   –   w   rodzaju   tych   jakie   można   znaleźć   w 

bibliotece   lub   starej   posiadłości,   a   nie   w   ciemnym   barze   we   francuskiej 

dzielnicy.

„Okej, skąd się wzięła biblioteka  na tyłach baru dla gotów?” zapytałam, 

spoglądając dookoła na książki. „Księgi z zaklęciami czarnej magii? Przepisy 

na przekąski z ludzi?”

 

Grimalkin parsknął.

„Patrz się i ucz, człowieku.”

W  tym   momencie   ,   regał   na   samym   końcu   korytarza   przesunął   się   i 

wyszły dwie chichoczące się licealistki. Mrugnęłam i przesunęłam się w bok 

kiedy nas mijały, cuchnęły dymem i alkoholem, poszły z powrotem w stronę 

baru.   Panel   zaczął   się   zasuwać   z   powrotem,   zdążyłam   zobaczyć   urywek 

pomieszczenia za nim – toalety, umywali i lustra – wytrzeszczyłam oczy na 

Grimalkina.

„Łazienka?”

Grimalkin   ziewnął   „Czegoż   ludzie   nie   zrobią   aby   zapewnić   sobie 

background image

rozrywkę,”   rzekł   w   zadumie   z  pół   przymkniętymi   oczami.   „To   jest   jeszcze 

zabawniejsze, kiedy po pijaku nie mogą znaleźć drzwi. Ale sugeruję abyśmy 

już poszli. Ta zbieranina czerwonych kapturów dość mocno zainteresowała się 

tobą.”

Obejrzałam się aby zobaczyć że do czerwonego kapturka dołączyło trzech 

jego kolegów i teraz wszyscy czterej patrzyli na nas i mruczeli coś między 

sobą. Ash dołączył do nas, nadal trzymał w ręku miecz, opary chłodu wokół 

niego  mieszały się z dymem.

„Szybciej,” warknął na nas, popychając mnie w kierunku końca korytarza 

„Nie   podoba   mi   się   uwaga   jaką   na   sobie   skupiliśmy.   Kocie,   otworzyłeś 

przejście?”

„Daj mi chwilę, Książę.” Grimalkin westchnął przechadzając się przed 

panelem, który był nie dawno otwarty.

„Poczekaj,   nie   jesteś   ich   Księciem?”   zastanawiałam   się   „   Oni   są 

mrocznymi, prawda? Nie możesz po prostu im rozkazać, żeby zostawili nas w 

spokoju?”

Ash   zaśmiał   się   ironicznie   „Owszem   jestem   księciem,”   odpowiedział, 

nadal patrząc na czerwone kapturki, które rewanżowały mu się tym samym. 

„Ale  nie  jestem jedyny. Moi  bracia  szukają  ciebie.  Rowan  ma  oczy  i  uszy 

wszędzie,   jestem   tego   pewien.   On   jest   bardziej   bezwzględny   niż   ja.   Te 

czerwone kapturki mogą dla niego pracować, lub mogą szpiegować dla Mab. 

Tak czy inaczej, poinformują kogoś o naszej wizycie, zaraz jak tylko opuścimy 

to miejsce. Mogę to zagwarantować.”

„Brzmi jak wspaniała rodzina.” mruknęłam.

Ash parsknął. „Nie masz nawet pojęcia.”

„Gotowe,” powiedział Grimalkin z końca korytarza „Chodźmy.”

„Za tobą,” powiedział Ash, przesuwając mnie do przodu „ Ja upewnię się, 

że nic za nami nie pójdzie.”

background image

Przeszłam przez otwarty panel, w połowie spodziewając się, że zobaczę 

małą łazienkę z umywalką i toaletą, z popisaną ścianą. Zamiast tego, zimny 

wiatr wdarł się do korytarza, pachniał mrozem; korą i rozkruszonymi liśćmi, 

szary, mglisty las Nigdynigdy rozciągał się za drzwiami.

Grimalkin przeszedł pierwszy, stając się niemal niewidoczny we mgle. 

Podążyłam za nim, drzwi po drugiej stronie okazały się być podzielonym pniem 

drzewa.   Ash   schylił   się   przechodząc   i   zamknął   je   za   sobą   ostatecznie, 

rozpłynęły się w nicości pozostawiając świat śmiertelników za nami.

Było zimniej w tej części Losoboru. Szron pokrywał ziemię i gałęzie 

drzew, mgła przytulała się do mojej skóry wilgotnymi palcami. Nie widziałam 

więcej   niż   kilka   metrów   w   każdym   kierunku.   Wszystko   było   zbyt   ciche   i 

spokojne, jak gdyby las wstrzymał oddech.

„Tir Na Nog jest blisko,” powiedział Ash, jego głos przytłumiła mgła. 

Jego oddech nie wywoływał zawisającej pary w powietrzu tak jak mój. Drżąc, 

potarłam ramiona aby się rozgrzać. „Musimy się spieszyć. Chcę jak najprędzej 

dostać się do Zimowego Dworu.”

Byłam zmęczona. Moje nogi były odrętwiałe, zarówno od konnej jazdy 

jak i od marszu, bolała mnie głowa, a zimno odbierało resztki mojej siły. I z 

własnego doświadczenia wiem, że będzie tylko zimniej im bliżej Tir Na Nog 

będziemy.

Na szczęście, Grimalkin zauważył moją niechęć. „Człowiek jest bliski 

upadku z wycieczenia,” stwierdził bez ogródek, drgając ogonem. „Tylko nas 

spowolni   jeśli   pchniemy   ją   do   dalszej   podróży.   Być   może   powinniśmy 

poszukać miejsca na odpoczynek.”

„Wkrótce,”   powiedział   Ash   i   odwrócił   się   do   mnie.   „Jeszcze   tylko 

kawałek, Meghan. Dasz radę? Zatrzymamy się jak tylko przekroczymy granicę 

Tir Na Nog.”

  Skinęłam   znużona.  Ash   wziął   mnie   za   rękę.   Idąc   za   Grimalkinem, 

background image

wkroczyliśmy w otaczającą nas mgłę.

Minutę później, za nami rozległo się przerażające wycie.

background image

Rozdział Trzeci

Żywy Chłód

Ash zatrzymał się, każdy mięsień w jego ciele się naprężył, kiedy echo 

niesamowitego krzyku rozniosło się we mgle.

„Niemożliwe,”  mruknął,  jego  głos był  przerażająco  spokojny. „Znowu 

jest za nami. Jak? Jak to możliwe że znalazło nas tak szybko?”

Grimalkin   nagle   wydobył   z   siebie   długi,   niski   warkot,   który   mnie 

zaszokował   i   spowodował   gęsią   skórkę   na   moich   ramionach.   Kot   nigdy 

wcześniej tego nie robił. „To Łowca” powiedział Grimalkin a jego futro uniosło 

się na  karku i wzdłuż pleców. „Najstarszy Łowca, Pierwszy.” Spojrzał na nas , 

miał wyszczerzone zęby , wyglądał przerażająco i dziko. „Musicie uciekać i to 

prędko! Jeśli złapał wasz ślad zjawi się tutaj szybko. Uciekajcie, natychmiast!”

Pobiegliśmy.

Las rozmazywał się wkoło nas, ciemne, niewyraźne kształty we mgle. Nie 

wiem   czy   przypadkiem   nie   biegaliśmy   w   kółko   prosto   w   paszczę   Łowcy. 

Grimalkin zniknął. Straciłam orientację we mgle, miałam jedynie nadzieję, że 

Ash wiedział dokąd zmierza uciekając w upiorną biel.

Ponownie rozległo się wycie, tym razem bliżej, bardziej podekscytowane. 

Odważyłam   się   spojrzeć   wstecz,   ale   nie   mogłam   niczego   dostrzec   poza 

wirującą mgłą i cieniami. Ale czułam, cokolwiek to było, że się zbliżało. Mogło 

teraz nas widzieć jak uciekamy, mój kark jako kuszący cel. Stłumiłam w sobie 

panikę i biegłam dalej, trzymając się kurczowo ręki Asha , który prowadził nas 

przez las.

background image

Drzewa się rozstąpiły, mgła rozwiała się trochę i nagle wielka przepaść 

otworzyła się przed nami, jak szeroka, otwarta paszcza olbrzymiego zwierzęcia. 

Ash szarpnął mnie i zatrzymał trzy stopy przed krawędzią , aż deszcz kamieni 

opadł w dół, stukając o postrzępione boki, zniknęły w morzu mgły znacznie 

poniżej. Rozstęp w ziemi ciągnął się wzdłuż granicy Losoboru nie widać było 

końca w żadnym kierunku, oddzielał nas od bezpieczeństwa po drugiej stronie.

Po drugiej stronie otchłani rozciągał się ośnieżony krajobraz, oblodzony i 

nietknięty.   Drzewa   tam   były   zamarznięte,   pokryte   lodem,   każda   gałązka 

wyglądała   jakby   była   oblana   błyszczącym   kryształem.   Ziemia   pod   nimi 

wyglądała jak biały i puszysty koc z chmur. Płatki śniegu błyszczały w słońcu, 

jak   miliony   maleńkich   diamentów.   Tir   Na   Nog,   kraina   zimy,   dom   Mag   , 

Mroczny Dwór.

„Tędy.”Ash szarpnął mnie za rękę i pociągnął za są w przepaść, gdzie 

mgła z Losoboru spływała powoli z urwiska, jak wodospad. „Jeśli dojdziemy 

do mostu, będę mógł go zatrzymać.”

Dysząc, zeszłam po krawędzi wąwozu i odetchnęłam z ulgą. Jakieś kilka 

metrów niżej był łukowy most, wykonany w całości z lodu, ponętnie błyszczał 

w słońcu.

Coś przebiegło przez las po naszej prawej, coś wielkiego i szybkiego. 

Łowca   był   w   tej   chwili   cicho,   nie   było   słychać   wycia   ani   warczenia; 

przygotowywał się do ataku.

Dotarliśmy   do   mostu,   Ash   pchnął   mnie   przodem   na   pokrytą   lodem 

powierzchnię.   Nie   było   żadnych   murków   ani   poręczy,   tylko   wąski   łuk   nad 

przerażającym spadkiem. Ścisnęło mi żołądek, zaczęłam iść, starając się nie 

patrzeć w dół. Ponieważ most był z lodu, przez co był całkowicie przejrzysty; 

czułam jakbym szła w powietrzu, widząc przepaść pod sobą.

Moja stopa się ześliznęła , serce podskoczyło mi między żebrami, waliło 

gwałtownie kiedy machałam rękami żeby zachować równowagę. Ash był tuż za 

background image

mną, chwycił mocno moją rękę i jakoś udało nam się przejść na drugą stronę.

Kiedy   tylko   tam   dotarliśmy,   zimowy   książę   wyciągnął   miecz.   Blask 

słońce przeszedł przez całą długość ostrza kiedy go uniósł i uderzył nim w 

brzeg mostu. Most pękł, lodowe odłamki poszybowały w powietrze, uniósł go i 

uderzył ponownie.

Po drugiej stronie przepaści, coś mrocznego i potwornego wyskoczyło 

spomiędzy   drzew,   mgła   zawirowała   wokół   niego.   Nie   widziałam   dokładnie 

poprzez   cienie,   ale   dostrzegłam   wyraźnie,   że   było   to   ogromne,   czarne   z 

płonącymi   żółto-zielonymi   oczami.   Gdy   to   coś   zauważyło   co   robi   Ash, 

zaryczało, aż zadrżało powietrze, następnie doskoczyło do mostu.

Ash   znów   uderzył   mieczem,   potem   jeszcze   raz   i   ponownie,   z 

ogłuszającym pęknięciem, most z lodu legł w gruzach. Koniec przy którym 

staliśmy zsunął się i spadł w zapomnienie, zabierając ze sobą resztę łuku. Cień 

po drugiej stronie zatrzymał się, zielone oczy gorejące furią spoglądały w dół 

przepaści, dyszał. Następnie zawarczał ukazując błyszczące, ostre, białe zęby; 

obrócił się i rozpłynął we mgle Losoboru, znikając nam z oczu.

Wzdrygnęłam się z ulgą i opadłam na śnieg bez tchu, czułam jakby moje 

płuca   i   nogi,   całe   ciało   płonęło.  Ale   gdy   adrenalina   opadła,   zdałam   sobie 

sprawę, jak przeraźliwie zimno było po tej stronie. Lodowaty wiatr przecinał 

mnie do kości, wbijał się we mnie jak nóż.

Ash ukląkł przy mnie i delikatnie przysunął mnie do siebie, otulił mnie 

ramionami. Oparłam się  o niego, poczułam jego galopujące serce, zadrżałam w 

jego objęciu. Milcząc, oparł swoje czoło o moje nic nie mówiąc. Po prostu był.

„Choć,” szepnął po chwili. „Znajdźmy jakieś miejsce na odpoczynek.”

„A co z Łowcą?”

Wyprostował się , pomógł mi stanąć na nogi. „Lodowa Paszcza ciągnie 

się kilometrami w każdym kierunku.” powiedział, kiwając głową na przepaść 

za   nami,   „dopóki   nie   spotka   Gór   Wyrmtooth   [

nie   wiem   jak   to   przetłumaczyć   = 

background image

'jaszczurzozębne'

 ] na północy i Kryształowego [

oryg. Broken Glass = potłuczone szkło – 

ale myślę, że tak jest ok 

] Morza na południu, Łowca nie znajdzie innego przejścia. 

Poza tym, „ dodał , zwężając oczy, „ to moje królestwo. Wątpię aby nas tutaj 

zaatakował.”

„Nie bądź zbyt pewien Książę,” powiedział Grimalkin, ukazując się na 

tym co zostało z mostu. „Łowca jest starszy od ciebie – wiele starszy. Nie dba o 

to na jakim jest terenie kiedy zmierza za swoją zdobyczą. Jeśli podąża za tobą, 

na pewno znowu go zobaczysz.”

Ziewnęłam,   aż   kot   postawił   swoje   uszy.  Ash   wziął   mnie   pod   rękę   i 

odciągnął   od   przepaści,   ustawił   się   tak   aby   ochronić   mnie   od   wiatru. 

„Będziemy  się o to martwić, jeśli go jeszcze spotkamy,” książę oświadczył 

spokojnie kiedy przytuliłam się do niego by ochronić ciepło. „ Nadchodzi noc , 

a z nią chłód. Musimy zapewnić Meghan schronienie.”

„Nim   zamieni   się   w   sopel   lodu?   Jak   przypuszczam.”   Grimalkin 

przeskoczył z resztek zniszczonego mostu w śnieg, lądując na nim delikatnie. 

„ Jedynie schronienie w pobliżu, o jakim mi wiadomo, to u starej Liaden w 

zamrożonym drzewie. Zakładam że nie zabierasz tam dziewczyny?” zamrugał 

pod   Asha   niewzruszonym   wzrokiem.   „Zabierasz.   No   cóż,   to   będzie 

interesujące. Chodźcie więc za mną.” Poszedł dalej, pozostawiając delikatne 

ślady łap na śniegu, wyglądał jak chmura na tle bieli.

„Kim jest Liaden?” zapytałam Asha.

Mrożący wicher zawiał z przepaści zanim zdążył odpowiedzieć, przeszył 

mnie i podrzucił zaspy śniegu w powietrze. „Później,” powiedział szorstko Ash, 

lekko mnie popychając. „Za Grimalkinem. Idź.”

Podążaliśmy za śladami łap w las. Sople zwisały z zamrożonych drzew, 

niektóre dłuższe niż ramiona i ostre jak włócznia. Co jakiś czas odczepiały się i 

spadały na ziemię z brzękiem tłuczonego szkła. Chłód panujący tutaj był jak 

żywa   istota,   szarpiąca   za   moją   naga   skórę,   przeszywająca   moje   płuca   przy 

background image

każdym   oddechu.   Szybko   zaczęłam   gwałtownie   drżeć,   szczękając   zębami, 

tęskno myśleć o swetrach i gorącej kąpieli, o tym by wgramolić się pod ciepłą 

pierzynę i przeczekać tam do wiosny.

Las   pociemniał,   drzewa   zbliżyły   się   do   siebie   a   temperatura   spadła 

jeszcze niżej. Traciłam już czucie w palcach u rąk i nóg, zimno mnie osłabiało. 

Czułam jakby zimne ręce chwytały mnie za nogi i ciągnęły w dół, wzywając 

mnie abym zwinęła się w kłębek i poddała się hibernacji, do czasu aż znów 

nadejdzie ciepło.

Błysk   kolorów   na   drzewie   przykuł   moją   uwagę.   Na   gałęzi   nade   mną 

siedział mały ptaszek, jasno czerwony na tle śniegu. Jego oczy były zamknięte, 

puszył   się   przed   zimnem,   wyglądał   jak   pierzasta   czerwona   kulka.   I   był 

całkowicie zamknięty w lodzie, pokryty skrystalizowaną wodą, tak przejrzysta 

że widziałam przez nią każdy szczegół.

Ten widok powinien mną wstrząsnąć, ale było tak zimno, że jedyne co 

poczułam to rozprzestrzeniające się odrętwienie. Moje nogi należały do kogoś 

innego, nie czułam już nawet własnych stóp. Potknęłam się o korzeń i upadłam 

prosto w zaspę, kryształki lodu zakuły mnie w oczy.

Poczułam się nagle bardzo śpiąca. Moje powieki były ciężkie, jedyne na 

co miałam ochotę to położyć głowę i zasnąć, jak niedźwiedź na zimę. To była 

atrakcyjna myśl. I nie było mi już zimno, byłam całkowicie sparaliżowana, a 

ciemność nawoływała kusząco.

„Meghan!”

Głos Asha przeciął się przez warstwę apatii, ukląkł w śniegu. „Meghan, 

wstawaj,”   powiedział   pilnym   głosem.   „Nie   możesz   tu   leżeć.   Zamarzniesz   i 

umrzesz jeśli nie będziesz się ruszać. Wstawaj.”

Próbowałam,   ale   nie   mogłam   nawet   podnieść   głowy,   wszystko   czego 

pragnęłam to sen. Chciałam wymruczeć coś o tym jak zmęczona jestem, ale 

słowa   zamarzały   mi   w   gardle   i   jedyne   co   wypłynęło   z   moich   ust   to 

background image

chrząkniecie.

„Chłód   ją   dopadł.”   głos   Grimalkina   wydawał   się   pochodzić   z   daleka. 

„Ona już zamarza. Jeśli jej teraz nie podniesiesz, umrze.”

Moje powieki zamykały się, mimo że z całych sił próbowałam trzymać je 

otwarte. Jeśli się zamkną, zamarzną i zostaną takie na zawsze. Próbowałam 

otworzyć je na siłę palcami, ale warstwa lodu obejmowała teraz moje ręce i już 

ich wcale nie czułam.

Poddaj się , chłód szepnął mi do ucha. Poddaj się, śpij. Już nigdy więcej  

nie poczujesz bólu.

Kiedy moje powieki zadrżały Ash wydał z siebie dźwięk który brzmiał 

niemal jak ryk. „Cholera, Meghan,” warknął, chwytając za moje ramiona. „Nie 

stracę cię będąc tak blisko domu. Wstawaj!”

Podniósł się wciągając mnie na nogi, zanim zdążyłam zarejestrować co 

się dzieje,  przycisnął swoje usta do moich.

Odrętwienie   rozpadło   się.   Niespodziewanie   moje   serce   podskoczyło   a 

mój żołądek skręcił się w węzeł. Oplotłam rękoma jego szyję i oddałam mu 

pocałunek,   czując   jego   ramiona   wokół   siebie,   oddychałam   jego   ostrym, 

mroźnym zapachem.

Kiedy   w   końcu   się   odsunął   ciężko   dyszałam,     jego   serce   waliło   pod 

moimi   palcami.   Znów   drżałam,   ale   tym   razem   z   zadowoleniem   powitałam 

chłód. Ash westchnął i dotknął swoim czołem mojego.

„Zabierzmy cię z tego zimna.”

Grimalkin   znowu   zniknął,   być   może   poirytowany   naszym   pokazem 

namiętności,   ale   jego   delikatne   ślady   były   wyraźnie   widoczne   na   śniegu. 

Poszliśmy ich szlakiem, który ostatecznie zakończył się przed małą, zniszczoną 

chatą pomiędzy dwoma gnijącymi drzewami. Nie sądzę aby ktokolwiek mógł 

tam   mieszkać,   ale   dym   wydobywał   się   z   komina   a   w   oknach   było   widać 

pomarańczowe światło, więc ktoś musiał być w domu.

background image

Pragnęłam wejść do środka, z dala od gryzącego zimna, ale Ash wziął 

moją rękę, zmuszając mnie tym abym na niego spojrzała.

„Jesteś teraz na mrocznym terenie, pamiętaj o tym.” ostrzegł. „Cokolwiek 

zobaczysz w środku, nie gap się i nie wygłaszaj żadnych komentarzy na temat 

jej dziecka. Zrozumiałaś?”

Skinęłam głową, gotowa  zgodzić się  na  wszystko,  by  móc się ogrzać 

ponownie. Ash puścił mnie, stanął na skrzypiącej, pokrytej śniegiem werandzie 

i zapukał mocno w drzwi.

Otworzyła   je   kobieta,   wpatrywała   się   zmęczonym,   przekrwionym 

wzrokiem. Szary płaszcz i kaptur zakrywał jej ciało jak kurtyna, a jej twarz, 

choć stosunkowo młoda była pomarszczona i zmęczona.

„Książę  Ash?”   powiedziała,   jej   głos   był   jak   słabe   sapnięcie.   „  A  to 

niespodzianka. Co mogę dla ciebie zrobić , Wasza Wysokość?”

„Chcemy spędzić tu noc,” Ash stwierdził cicho. „Ja i moi towarzysze. Nie 

będziemy  ci przeszkadzać, nie będzie nas nim nastąpi ranek. Czy  wpuścisz 

nas?”

Kobieta zamrugała. „Oczywiście,” szepnęła, otwierając drzwi na oścież. 

„Proszę,   wejdźcie   do   środka.   Rozgośćcie     się,   biedne   dzieci.   Jestem   Pani 

Liaden.”

I   wtedy   zobaczyłam   jej   dziecko,   tuliła   je   czule   drugim   ramieniem, 

przygryzłam   wargi   aby   zdusić   westchnienie.   Pomarszczone,   okropne 

stworzenie   owinięte   białym   kocem,   było   najohydniejszym   dzieckiem   jakie 

kiedykolwiek widziałam. Jego zdeformowana głowa była zbyt duża w stosunku 

do reszty ciała, małe kończyny były pomarszczone i martwe, a skóra miała 

niezdrowy, niebieski odcień, jak u topielca albo pozostawionego na mrozie. 

Dziecko kopnęło lekko i wydało słaby, nieziemski krzyk.

To była jak patrzenie na miejsce wypadku. Nie mogłam oderwać wzroku 

…   aż   Ash   trącił   mnie   ostro   w   bok.   „Miło   mi   poznać,”   powiedziałam 

background image

automatycznie i przeszłam przez próg do pokoju. Wewnątrz, pośrodku buzował 

ogień,   ciepło   wsiąkało   w   moje   zamarznięte   kończyny,   powodując   że 

odetchnęłam z ulgą.

Nie było nigdzie kołyski, kobieta ani na chwilę nie odłożyła dziecka, 

przemieszczając się po pokoju trzymała je cały czas, tak jakby obawiała się, że 

coś może jej je odebrać.

„Dziewczyna   może   zająć   łóżko   pod   oknem,”   Liaden   powiedziała, 

owijając mocniej dziecko, niegdyś białym kocykiem. „Obawiam się, że muszę 

teraz wyjść, ale proszę czujcie się jak u siebie w domu. W szafce jest herbata i 

mleko,   a   dodatkowe   koce   w   szafie.   Zbliża   się   północ,   więc   musimy   was 

opuścić. Bywajcie.”

Trzymając niemowlę blisko piersi, otworzyła drzwi, wpuszczając boleśnie 

zimny podmuch wiatru i wyszła w ciemność. Drzwi zatrzasnęły się za nią i 

zostaliśmy sami.

„Dokąd ona idzie?” zapytałam, zbliżając się do ognia. Czułam mrowienie 

w pacach, w końcu odzyskiwałam w nich czucie. Ash nie popatrzył na mnie.

„Nie chcesz wiedzieć.”

„Ash ...”

Westchnął. „Idzie obmyć swoje dziecko w krwi ludzkiego noworodka, 

aby jej własne mogło stać się na powrót całe i zdrowe. Choć stanie się to tylko 

na chwilę.”

 Cofnęłam się. „ To okropne!”

„Sama pytałaś.”

Wzdrygnęłam   się   i   potarłam   ramiona,   spojrzałam   przez   brudne   okna 

chatki. Światło księżyca błyszczało przez szybę, a ziemia za nią była skuta 

lodem. Było to terytorium mrocznych, jak powiedział Ash. Byłam daleko od 

domu, rodziny i bezpiecznego, normalnego życia.

Zamykając oczy zaczęłam się trząść. Co się ze mną stanie kiedy dotrzemy 

background image

do Zimowego Dworu? Czy Mab wrzuci mnie do lochów, a może nakarmi mną 

gobliny? Co może zrobić wielowiekowa królowa, córce swojego starożytnego 

rywala? Cokolwiek to będzie, nie mogłam sobie wyobrazić niczego dobrego. 

Strach wykręcił moje wnętrzności.

Poczuła, że Ash stanął za mną, tak blisko, że czułam jego oddech na 

swoim  karku.   Nie   dotknął   mnie,   ale   jego   obecność   ,   cicha   i   silna,   w  jakiś 

sposób mnie uspokajała. Chociaż logicznie myśląca część mnie mówiła mi, że 

być może to jego powinnam obawiać się najbardziej.

„Więc, jak to działa?” zapytałam mimochodem, starając się nie brzmieć 

oskarżycielsko, ale mimo chęci tak właśnie zabrzmiałam. „Jestem więźniem 

Zimowego Dworu? Gościem? Czy Mab wrzuci mnie do celi, czy może planuje 

dla mnie coś bardziej interesującego?”

Zawahał się , wyczułam zrezygnowanie w jego głosie , kiedy w końcu 

przemówił. „Nie wiem co ona ma zamiar zrobić,” powiedział cicho. „Mab nie 

dzieli się swoimi planami ze mną, ani z nikim.”

„To   będzie   niebezpieczne   dla   mnie,   prawda   ?   Jestem   córka   Oberona. 

Wszyscy   będą   mnie   nienawidzić.”   przypomniałam   sobie   o   głodnych 

spojrzeniach   czerwonych kapturków kiedy mnie złapały. „ Albo będą chcieli 

mnie zjeść.”

Jego ręce lekko chwyciły  moje ramiona, co spowodowało że przeszły 

mnie dreszcze a serce zatrzepotało mi w piersi. „Ochronię cię,” szepnął, a jego 

głos obniżył się jeszcze bardziej, tak jakby mówił do siebie „Jakoś.”

Grimalkin pojawił się gwałtownie, wskakując na stołek przy ogniu, przez 

co   aż   podskoczyłam,  Ash   cofnął   swoje   ręce.   Od   razu   zatęskniłam   za   jego 

dotykiem. „Odpocznij trochę,” powiedział książę odchodząc. „Jeśli nic więcej 

nam nie przeszkodzi, powinniśmy dotrzeć do Zimowego dworu przed jutrzejsza 

nocą.”

Ostrożnie położyłam się na łóżku pod oknem, starając się nie wyobrażać 

background image

sobie ostatniej istoty która używała materaca. Ash zajął krzesło przy ogniu, 

obracając  je  tak  że był twarzą  do  drzwi,  miecz  położył  sobie  na  kolanach. 

Zaskakujące , ale łóżko było ciepłe i wygodne, odpływałam obserwując zarys 

profilu Asha oświetlonego przez ogień.

Nocą, w pewnej chwili musiałam się obudzić, a może to był sen. Z tego 

co pamiętam otworzyłam oczy i zobaczyłam Asha stojącego z Grimalkinem 

przy   ogniu,   rozmawiali   cicho.   Jego   głosy   były   zbyt   niskie   bym   mogła   je 

usłyszeć, ale wyraz twarzy Asha był przerażony i ponury. Przesunął ręką po 

włosach   i   powiedział   coś   do   Grimalkina,   który   powoli   skinął   głową   i 

odpowiedział.   Mrugnęłam   a   może   zasnęłam   ponownie,   bo   gdy   otworzyłam 

ponownie oczy Grimalkina już nie było. Ash stał ze zwisającymi po bokach 

rękoma, zgarbiony, wpatrywał się w płomienie i pozostał tak przez długi czas.

background image

Rozdział Czwarty

Łowca

„Wstawaj.”

Zimny   głos   był   pierwszą   rzeczą,   jaką   usłyszałam   następnego   ranka, 

przeciął warstwę snu i wycieńczenia, sprawiając że całkowicie się obudziłam. 

Ash unosił się nade mną, jego postawa była sztywna, patrzył na mnie pustymi, 

srebrnymi oczami.

„Wyruszamy,”   powiedział   płaskim   głosem   i   rzucił   coś   na   łóżko,   co 

wylądowało w chmurze pyłu. Gruby płaszcz z kapturem, szary i zakurzony, 

jakby wszystkie kolory zostały z niego wyssane. „Znalazłem to w szafie,” Ash 

kontynuował odwracając się. „To powinno uchronić cię przed zamarznięciem. 

Ale teraz musimy już iść. Im szybciej dotrzemy do Zimowego Dworu, tym 

lepiej.”

„Gdzie jest Grim?” zapytała, próbując utrzymać pion i walcząc z jego 

nagłą zmiana nastroju. Ash otworzył drzwi, wpuszczając podmuch  zimnego 

powietrza.

„Zniknął   wcześnie   rano.”   czekał,   wciąż   trzymając   drzwi,   kiedy   ja 

obwijałam   płaszcz   wokół   ramion.   Włożyłam   kaptur,   książę   skinął   głową 

energicznie „Chodźmy.”

„Czy coś nadchodzi?” zapytałam, biegnąc za nim po śniegu, z każdym 

oddechem   wyrzucałam   z   siebie   chmurę   pary   w   powietrze.   Wszystko   było 

pokryte nową warstwą lodu. „Czy to Łowca zbliża się ponownie?”

„Nie.” nie odwrócił się by  na mnie spojrzeć. „Nie to żebym mógł to 

stwierdzić.”

background image

Przełknęłam ciężko. „Czy ja … czy zrobiłam coś nie tak?”

Zawahał   się   tym   razem,   po   czym   westchnął.   „Nie,”   powiedział 

delikatniejszym głosem. „Ty nie zrobiłaś niczego złego.”

„Więc dlaczego taki jesteś? Ash? Hej!” rzuciłam się do przodu i złapałam 

go za rękaw, sprawiając że oboje się zatrzymaliśmy.

„Puść.” głos Asha miał subtelną nutę ostrzeżenia. Odsunęłam na bok swój 

strach i mocniej stanęłam na nogach.

„Bo co? Zabijesz mnie? Czy już raz nie groziłeś mi tym?”

„Nie   kuś   mnie.”   ale   jego   głos   nie   był   już   chłodny   –   teraz   po   prostu 

brzmiał jakby był zmęczony. Westchnął, przeciągając wolną ręka po włosach. 

„To nie jest ważne. Tylko … chodzi o coś co powiedział Grimalkin. Coś co już 

wiedziałem.”

„Co?”

Obrócił się. „Meghan ...”

Przez drzewa przebiegło echo wycia, które niosło się gdzieś z daleka.

Wzdrygnęłam   się,  Ash   się   wyprostował   i   wyostrzył   wzrok.   „Łowca,” 

wyszeptał. „Znowu. Jak to możliwe, że tak szybko nadrobił zaległości?”

Kolejne wycie, zadrżałam zbliżając się do Asha. „Co to jest?”

Książę zmrużył oczy. „Nie wiem. Ale zatrzymało się. Chodź!”

Ash mocno ściskał moją dłoń kiedy biegliśmy przez śnieg. Pomyślałam, 

że po przejściu przez most nad tą wielką rozpadliną,   jakoś pozbyliśmy się 

Łowcy, sądziłam, że ten plan lepiej się powiedzie. Nie wyglądało na to, że uda 

nam się uciec przed tą niestrudzoną bestią.

Las   przerzedził   się,   poszarpane   klify   wzniosły   się   po   obu   naszych 

stronach, skrzyły się w słońcu. Wystawały z nich wielkie niebieskie i zielone 

kryształy o ostrych bokach,  jak pryzmat załamywały światło, które odbijało się 

kolorami na śniegu. Ash prowadził mnie przez wąski kanion, strome ściany 

naciskały po obu stronach aż w końcu otworzyły się na ośnieżone pustkowie 

background image

otoczone przez góry.

Wycie   rozległo   się   ponownie,   jego   echo   przeszło   przerażająco   przez 

wąwóz z którego właśnie wyszliśmy. Cokolwiek to było, zbliżało się bardzo 

szybko.

„Tędy.” Ash pociągnął mnie za rękę w kierunku drugiej strony polany. 

Między dwoma sosnami widniała ciemna plama na klifie, oznaczały wejście do 

jaskini,   zwisające   sople   sprawiały   wrażenie   jakby   była   uzębioną   otwartą 

paszczą.

„Idź,”   powiedział  Ash,   pchając   mnie   do   przodu.   „Wejdź   do   środka, 

szybko.”

Wśliznęłam   się   przez   otwór,   uważając   aby   nie   nabić   się   na   sople, 

wyprostowałam się i rozglądnęłam. Jaskinia była ogromna, rozległa, pokryta 

lodem,   światło   słoneczne   wkradało   się   przez   otwory   wysoko,   wysoko   nade 

mną.   Sufit   błyszczał,   każdy   centymetr   pokryty   był   ostrymi,   połyskującymi 

soplami, niektóre były dłuższe ode mnie. Wiatr wiał przez jaskinie, przez co 

sople uderzały o siebie, jak dzwonki na wietrze, wypełniając jaskinię muzyką.

„Ash,”   powiedziałam   kiedy   zimowy   książę   wszedł   przez   otwór, 

otrząsając ze swoich  włosów śnieg. „Co -”

„Ciii.” Ash położył palec na ustach, ostrzegająco pokiwał głową. Zwrócił 

uwagę   na   szkielety   porozrzucane   w   jaskini,   na   wpół   zagrzebane   w   śniegu. 

Kości   jakiegoś   wielkiego   zwierzęcia   leżały   rozwalone   na   ziemi   w   pobliżu, 

spomiędzy żeber wystawał opadnięty sopel. Skrzywiłam się i skinęłam głową 

na znak zrozumienia.

I nagle  coś czarnego  i ogromnego  pojawiło  się w wejściu  do jaskini, 

kłapnęło zębami przy mojej twarzy.

Ash pociągnął mnie do tyłu, jego dłoń zasłaniała mi usta, żeby stłumić 

mój krzyk, trzask zębów rozbrzmiał echem cal od mojej głowy. Gdyby Ash nie 

przyciskał   mocno   ręki   do   moich   ust   krzyknęłabym   ponownie   kiedy   para 

background image

płonących, żółto-zielonych oczy spojrzała na mnie.

To był wilk, ogromny, czarny wilk wielkości niedźwiedzia grizli, tylko 

dłuższy   i   szczuplejszy,   i   tysiąc   razy   bardziej   przerażający.   To   nie   był 

majestatyczny   stwór   którego   widać   na   kanałach   discovery,   spacerujący   po 

zaśnieżonych   peryferiach   razem   ze   swoją   paczką.     To   było   jak   chore   na 

wściekliznę   zwierzę   prosto   z   horroru   o   wilkach:   ciemne,   kudłate   futro; 

ośliniony pysk; lśniące, w żadnym wypadku nie szczenięce, oczy. Jego wargi 

były wywinięte ukazywały błyszczące kły, dłuższe od mojej dłoni, śliną sączyła 

się spomiędzy jego szczęk. Z otworu wystawała tylko jego głowa, zwrócona 

była w moją stronę i przysięgam że się do mnie uśmiechnął.

„Meghan Chase. W końcu cię odnalazłem.”

Ash pociągnął mnie jeszcze dalej w głąb jaskini. Ten niesamowity wilk 

wijąc   się   jakoś,   niemożliwie,   wsunął   się   do   środka.   Moje   serce   załomotało 

kiedy   ta  kreatura  wzrosła  do  pełnej  wysokości  wewnątrz. Wydawało  się  że 

wypełnia ją całą. Ash  popchnął mnie za siebie, przyciskając do ściany  pod 

skalistym   zwisem   i   dobył   miecza.   Wilk   parsknął   głębokim   tonem,   który 

wywołał u  mnie gęsią skórkę, wyszczerzył zęby w dzikim uśmiechu.

„Myślisz,   że   zdołasz   zrobić   mi   krzywdę   tym   małym   czymś?”   Jego 

gardłowy   głos   rozbrzmiał   w   jaskini,   sople   zachwiały   się   nad   nim 

niebezpiecznie. „Czy wiesz kim ja jestem chłopcze?” Pochylił głowę i opuścił 

swoje   wargi.   „Jestem   Wilkiem.   Jestem   starszy   od   ciebie,   starszy   niż   Mab, 

starszy niż najstarsza istota w tym świecie. Pojawiałem się w opowieściach na 

długo przed tym nim ludzie znali moje imię i nawet wtedy już się mnie bali.” 

Zrobił krok do przodu, jego ogromne łapy tonęły w śniegu. „Jestem wilkiem u 

drzwi, stworzeniem które prześladowało dziewczynkę w czerwonym kapturku 

gdy   szła  do   domu  babci.   Ja  jestem  wilkiem  który   staje   się   człowiekiem   i 

człowiekiem który ma w sobie bestię. Moje opowieści przewyższają wszystkie 

kiedykolwiek opowiedziane i nie możesz mnie zabić.”

background image

„Wiem   kim   jesteś.”   głos   Asha   lekko   zadrżał.   To   przecież   był 

nieustraszony   i   niewzruszony  Ash   więc   to   że   on   się   bał,   mnie   napełniło 

przerażeniem.  „Ale  jesteś tu po  letnią  księżniczkę, a ja mam swoje  własne 

zobowiązania,   obiecałem   przyprowadzić   ją   do   Zimowego   Dworu.  Więc   nie 

mogę pozwolić ci jej zabrać.” Machnął mieczem, urok zimy zawirował wokół 

niego. „Najpierw będziesz musiał przejść przeze mnie.”

Wilk się uśmiechnął. „Jak sobie życzysz.”

Rzucił się z rykiem, szczęki rozwarł szeroko, język zwisał mu między 

kłami. Szalenie szybko, jednym susem pokonał dzielący nas obszar, wyglądał 

jak czarna smuga w powietrzu. Skuliłam się kiedy nas dopadł, Ash zawirował, 

czar otoczył go, uderzył rękojeścią swoje miecza w ścianę.

Ogłuszający   dźwięk   pękania   rozległ   się   w   całej   jaskini,   jak   strzał   z 

pistoletu. Sufit zadrżał, sople kliknęły dziko, jakby ktoś rozbił milion talerzy z 

chińskiej   porcelany   naraz,   spadły   śmiertelnie,   lśniącym   deszczem.   Wilk 

zatrzymał się na chwilę, spojrzał w górę … i został pochowany pod tonami 

odłamków kryształów.

Odwróciłam się, zasłaniając oczy kiedy pojedynczy skowyt rozbrzmiał 

pod kupą rozbitego lodu. Śnieg opadł, kakofonia umilkła i zapadła cisza.

Zaczęłam spoglądać przez palce, ale Ash złapał mnie za rękę, blokując mi 

widok. „Nie patrz,” ostrzegł delikatnie, ale i tak dostrzegłam plamę czerwieni 

za nim, sączącej się przez śnieg. „Chodźmy stąd.”

Celowo   nie   patrząc   na   ciemną   masę   w   centrum   pomieszczenia, 

uciekliśmy z jaskini, przeciskając się przez otwór z powrotem na polanę. Śnieg 

padał, delikatne płatki tańczyły na wietrze. Wzięłam chwiejny oddech, zimno 

przecięło moje płuca, przypominając mi że jeszcze żyję. Spojrzałam na Asha 

który oglądał się na wejście do jaskini.

„Wilk,”   mruknął,   prawie   że   do   siebie.   „Wielki   Zły   Wilk.   Niewielu 

przeżyło   by   opowiedzieć,   że   go   widziało.”   pokręcił   głową   ze   zdumienia, 

background image

popatrzył znowu  na mnie. „Zastanawiam się , dlaczego cię szukał?  Kto go 

wysłał, że szedł za nami aż tak daleko?”

„Mab?”   zgadywałam.   Ash   prychnął   i   wykręcił   wargi   w   uśmiechu.

„Mab chce cię żywej,” powiedział, odchodząc od wejścia do jaskini, z 

powrotem w kierunku wąwozu. Włożyłam kaptur na głowę i pobiegłam za nim. 

„Martwa jesteś dla niej bezużyteczna. Była bardzo wyraźna jeśli o to chodzi. 

Poza   tym,   nie   postawiła   by   mnie   przed   takim   ryzykiem.”   zatrzymał   się, 

zmarszczył lekko brwi. „Tak myślę.”

Zabrzmiał   strasznie   niepewnie.  Współczułam   mu,   że   nie   wiedział   czy 

jego królowa, jego matka, byłaby zdolna do tego by wysłać za nami Wilka, nie 

troszcząc się że może go zranić. Dogoniłam go i sięgnęłam by dotknąć jego 

ramienia.

Ogromna, zakrwawiona głowa Wilka zaryczała między nami, odepchnął 

mnie   na   bok,   aż   się   przetoczyłam  przewrócona.  Ash   szybko   dobył   miecza, 

niestety o sekundę za późno. Szczęki potwora zacisnęły się na jego ramieniu, 

Wilk odrzucił go daleko. Krzyknęłam.

„Mówiłem ci, że nie możesz mnie zabić!” Wilk warknął, podchodząc do 

Asha,   który   próbował   podnieść   się   na   nogi   z   mieczem   przed   sobą.   Grube, 

kudłate futro było całe z krwi. Kapała z niego jak deszcz, każda kropla lekko 

parowała   uderzając   o   śnieg.   Sople   sterczały   z   jego   ciała,   jak   setki 

postrzępionych włóczni. Pomimo tego poruszał się gładko, łatwo, jakby  nie 

czuł w ogóle bólu.

„Głupi chłopcze,” Wilk zawarczał, krążąc wokół Asha, pozostawiając za 

sobą zakrwawiony szlak „Nie wygrasz tego. Jestem nieśmiertelny.”

„Meghan  uciekaj,”  rozkazał  Ash,   nie   spuszczając   z  oczu   wilka.   Krew 

sączyła mu się z ramienia na miecz, robiąc plamę na ziemi. „Zimowy Dwór nie 

jest daleko stąd. Ochronią cię – powiedz komukolwiek kogo spotkasz, że Ash 

cie przysłał. Uciekaj, natychmiast.”

background image

„Nie odejdę!”

„Już!”

Wilk otrząsnął się, krew, ślina i sople lodu pofrunęły. „Rozprawię się z 

tobą w moment, Księżniczko,” warknął, przykucając. Mięśnie naprężyły  się 

pod   jego   futrem,   zabłysły   sople   wystające   z  jego   umięśnionych   ud.   „Jesteś 

gotowy chłopcze? Nadchodzę!”

Zaatakował. Ash uniósł miecz, a ja skoczyłam na Wilka.

Wilk uderzył w Asha ciężarem całego ciała, zignorował miecz który wpił 

się w jego ciało. Potężne łapy uderzyły w klatkę piersiową i ramiona Asha, 

miecz   sterczał   między   nimi.   Uderzyli   w   ziemię,   Wilk   na   górze,   rozwarł 

ogromne szczęki by odgryźć Ashowi głowę.

Uderzyłam w Wilka całą siłą jaką w sobie miałam, celując w jeden z sopli 

wystających z jego ramienia. Ostra krawędź przecięła mi skórę przez płaszcz, 

ale   poczułam   że   wbiłam   włócznię   głębiej   między     żebra   Wilka.   Ogromne 

stworzenie wydało zaskoczony, bolesny skowyt. Odwrócił się, przenikając mnie 

płonącym żółtym spojrzeniem.

„Głupia dziewczyno! Co ty wyprawiasz? Staram się tobie pomóc!”

Zszokowana, patrzyłam na niego dysząc. Nadal przyszpilony przez Wilka 

Ash próbował wstać, ale dwie olbrzymie łapy  przyciskały go do ziemi. „O 

czym ty mówisz?” Zażądałam „Pozwól Ashowi wstać, skoro mówisz, że mi 

pomagasz.”

Bestia potrząsnęła głową. „Zostałem wysłany aby cie uratować i zabić 

tego tutaj,” odparł, przesuwając swoją wagę aby  lepiej oprzeć się na Ashu, 

który zacisnął zęby z bólu. „Już nie jesteś więźniem Księżniczko. Pozwól mi 

tylko go wykończyć i możemy wracać do Letniego Dworu.”

„Nie!” rzuciłam się do przodu, kiedy Wilk się obrócił otwierając paszczę. 

„Nie zabijaj go! Nie jestem więźniem. Zawarliśmy umowę, kontrakt – pójdę do 

Zimowego Dworu w zamian za jego pomoc. Nie trzyma mnie tutaj siłą. To mój 

background image

wybór.”

Wilk zamrugał powoli. „Zawarliście umowę” powtórzył

„Tak.”

„Umowę z tym tutaj.”

„Tak!”

„W takim razie … twój ojciec się mylił.”

Oberon?”   popatrzyłam   na   niego   zdumiona   „Oberon   rozkazał   ci   to 

zrobić?”

Wilk parsknął. „Nikt nie wydaje mi rozkazów,” warknął, szczerząc kły. 

„Letni Król myślał, że zostałaś porwana. Poprosił mnie abym cię odnalazł, zabił 

porywacza i przyprowadził cię z powrotem do Letniego Dworu. Myślał, że 

polowanie będzie trudne, tak daleko w głąb terytorium zimy, a ja nie mogłem 

przepuścić   takiego   wyzwania.”   Wilk   przerwał,   badając   mnie   intensywnie 

żółtymi oczami, przez pysk przeszedł mu cień irytacji. „Jednak, twoja umowa z 

Księciem zmienia postać rzeczy. Miałem cię uratować z rąk porywacza, ale ty 

nie zostałaś porwana. W związku z   tym ...” warknął i niechętnie się cofnął, 

uwalniając Asha. „ Muszę uszanować wasz układ i cię wypuścić.”

Wpatrywał   się   w   nas  kiedy   się   wycofywał.   Łowca,   tak   blisko   swojej 

zdobyczy. Stanęłam między nim a Ashem, w razie gdyby Wilk zmienił zdanie i 

pomogłam Księciu wstać na nogi. Asha ramię nadal krwawiło,   drugą ręką 

obejmował się za żebra, tak jakby miał zmiażdżona od ciężaru Wilka. Chowając 

miecz do pochwy, stanął przed naszym prześladowcą i lekko się ukłonił.

Wilk   skinął   głową.   „Masz   szczęście,”   powiedział   do  Asha.   „Dzisiaj.” 

Odchodząc otrząsnął się jeszcze raz i spojrzał na nas niechętnie. „To był dobry 

pościg. Módl się abyśmy się ponownie nie spotkali, bo nawet nie zauważysz 

kiedy nadejdę.”

Wyrzucając głowę do tyłu, wilk zawył, dziko i przeraźliwie, przez co 

włoski stanęły mi na karku. Pobiegł w kierunku drzew, jego ogromna, ciemna 

background image

postać   zniknęła   natychmiast,   pochłonięta   przez   śnieg   i   cienie.   Pozostaliśmy 

sami.

Zaniepokojona   spojrzałam   na  Asha.   „Wszystko   w   porządku?   Możesz 

chodzić?.”

Zrobił krok krzywiąc się, opadł na jedno kolano. „Daj mi chwilkę.”

„Chodź.” Wsunęłam rękę pod jego ramię i delikatnie podniosłam go do 

pionu.   Polana   wyglądała   jak   w   strefie   wojny:   zdeptany   śnieg,   pokruszona 

roślinność i krew wszędzie. To mogło przyciągnąć  mroczne drapieżniki i choć 

byłam pewna, że nie będą tak przerażające jak Wielki Zły Wilk, Ash  nie był w 

kondycji do walki z nimi. „Wracamy do jaskini.”

Nie miał obiekcji, kulejąc poszliśmy do lodowej jaskini. Podłoga była 

jednym wielkim bałaganem, rozbite sople leżały wszędzie, przez co przejście 

było zdradliwe i trudne, znaleźliśmy wolną przestrzeń na tyłach. Ash zsunął się 

po ścianie, oderwałam kawałek materiału od mojego płaszcza.

Milczał kiedy obwijałam szmatą jego ramię, ale czułam jego wzrok na 

sobie,   kiedy   go   opatrywałam.   Puszczając   jego   rękę,   spojrzałam   w   jego 

srebrzyste oczy. Ash zamrugał powoli, patrzył na mnie jakby próbował mnie 

rozgryźć.

„Dlaczego nie uciekłaś?” spytał cicho. „Jeśli nie powstrzymałabyś Wilka, 

nie musiałabyś iść do Tir Na Nog. Byłabyś wolna.”

 

Skrzywiłam się.

„Zgodziłam   się   na   naszą   umowę   tak   samo   jak   ty,”   powiedziałam, 

zawiązując mocniej opatrunek na jego ramieniu, Ash nawet się nie skrzywił 

kiedy szarpnęłam. W końcu zła, spojrzałam na niego, spotykając jego wzrok. 

„Co?,   myślisz,   że   tylko   dlatego   że   jestem   człowiekiem   to   się   wycofam? 

Wiedziałam w co się pakuję i mam zamiar dotrzymać mojej części umowy, bez 

względu na to co się dzieje. Jeśli myślałeś, że cię zostawię temu potworowi  po 

to abym nie musiała spotkać się z Mab, to znaczy że w ogóle mnie nie znasz.”

background image

„To  dlatego,   że   jesteś   człowiekiem,”   Ash   kontynuował   tym   samym 

spokojnym głosem, utrzymując moje spojrzenie, „ nie zauważyłaś taktycznej 

możliwości. Zimowy elf będą w twoim położeniu nie uratował by mnie. Oni nie 

pozwalają   aby   emocje   weszły   im   w   drogę.   Jeśli   masz   zamiar   przetrwać   w 

Mrocznym Dworze, musisz zacząć myśleć jak oni.”

„No   cóż,  nie   jestem  taka   jak   oni.”  Wstałam   i   zrobiłam   krok   do   tyłu, 

starając się zignorować uczucie krzywdy i zdrady, głupie łzy złości naciskały 

kąciki   moich   oczu.   „Nie   jestem   zimowym   elfem   –   jestem   człowiekiem,   z 

ludzkimi   uczuciami   i   emocjami.   Jeśli   chcesz   abym   za   to   przepraszała,   to 

zapomnij.   Nie   mogę   po   prostu   wyłączyć   swoich   uczuć   tak   jak   ty.   Chociaż 

następnym razem , kiedy coś będzie cię chciało zabić albo zjeść, myślę że nie 

będę zawracała sobie głowy ratowaniem tobie życia.”

Obróciłam   się   by   odejść   zirytowana,   ale  Ash   podniósł   się   szybko   i 

chwycił mnie za ramiona. Zesztywniałam, walka z nim była bez sensu, nawet 

ranny był o wiele silniejszy ode mnie.

„Nie jestem niewdzięczny,”  szepnął mi do ucha, poczułam wbrew sobie 

trzepotanie w brzuchu. „Chcę tylko abyś zrozumiała. Zimowy Dwór żeruje na 

słabych. Taka jest ich natura. Będą chcieli rozerwać cię na strzępy, fizycznie i 

emocjonalnie, a ja nie zawsze będę przy tobie, aby cię ochronić.”

Wzdrygnęłam się, gniew stopniał a w jego miejsce pojawiły się ponownie 

wątpliwości i obawy. Ash westchnął, poczułam jego czoło opierające się z tyłu 

na   moich   włosach,   jego   oddech   drażnił   moją   szyję.  „Nie   chcę   tego   robić,” 

przyznał   cichym,   udręczonym   głosem.   „Nie   chcę   patrzeć   na   to   co   będą 

próbowali ci zrobić. Lato w Zimowym Dworze nie ma wielkiej szansy. Ale 

obiecałem,   że   cię   sprowadzę   i   muszę   dotrzymać   słowa.”   Podniósł   głowę, 

ściskając   moje   ramiona   niemal   boleśnie,   jego   głos   opadł   o   kilka   oktaw, 

zamieniając się w zimny i ponury. „Więc, musisz być od nich silniejsza. Nie 

możesz opuścić gardy choćby nie wiadomo co. Będą manipulować tobą, grami 

background image

i   ładnymi   słowami,   będą   czerpać   przyjemność   z   twojego   nieszczęścia.   Nie 

pozwól im się do ciebie dostać. I nie ufaj nikomu.” zatrzymał się a jego głos 

opadł jeszcze niżej. „Nawet mnie.”

„Zawsze będę ci ufać,” szepnęłam bez zastanowienia, jego ręce naprężyły 

się, obrócił mnie niemal brutalnie twarzą do siebie.

„Nie,” powiedział, zwężając oczy. „Nie będziesz. Jestem twoim wrogiem, 

Meghan.   Nigdy   o   tym   nie   zapominaj.   Jeśli   Mab   zażąda   abym   cię   zabił   na 

oczach   całego   dworu,   moim   obowiązkiem   jest   to   zrobić.   Jeśli   rozkaże 

Rowanowi albo Sageowi aby pocięli cie powoli, upewniając się przy tym że 

cierpisz w każdej sekundzie gdy to robią, powinienem stać tam i pozwolić im 

na to. Rozumiesz to? Moje uczucia do ciebie nie mają znaczenia w Zimowym 

Dworze.   Lato   i   Zima   zawsze   będą   po   przeciwnych   stronach   i   nic   tego   nie 

zmieni.”

Wiedziałam, ze powinnam się go bać. Mimo wszystko był mrocznym 

księciem i w zasadzie przyznał, że na rozkaz Mab mnie zabije. Ale też przyznał 

że żywi do mnie uczucia – uczucia które nie miały znaczenia, prawda, ale i tak 

skręciło   mnie   kiedy   to   usłyszałam.   Może   byłam   naiwna,   ale   nie   mogłam 

wierzyć, że Ash był gotowy mnie skrzywdzić, nawet w Zimowym Dworze. Nie, 

kiedy tak na mnie patrzył, jego srebrne oczy sprzeczne i złe.

Patrzył   na   mnie   przez   dłuższą   chwilę   ,   po   czym   westchnął.   „Nie 

usłyszałaś ani słowa z tego co powiedziałem, prawda?”

„Nie boję się,” powiedziałam , było to kłamstwo bo byłam przerażona 

Mab i Mrocznym Dworem czekającym na mnie mnie na końcu naszej podróży. 

Ale jeśli Ash tam będzie, wszystko będzie ze mną w porządku.

„Jesteś irytująco uparta,” Ash mruknął przeczesując włosy ręką. „ Nie 

wiem jak będę mógł cię ochronić, skoro sama tego nie robisz.”

Zbliżyłam się do niego, dłoń oparłam na jego klatce piersiowej, czując jak 

jego serce bije pod koszulką. „Ufam ci,” powiedziałam unosząc się, tak że 

background image

nasze twarze dzielił ledwie cal, przesunęłam rękę w dół na jego brzuch. „Wiem, 

że znajdziesz jakiś sposób.”

Wciągnął  gwałtownie powietrze i spojrzał  na  mnie chciwie. „Igrasz  z 

ogniem, wiesz o tym?”

„To dziwne, biorąc pod uwagę to że jesteś zimowym księ -” Nie dał mi 

skończyć, nachylił się i pocałował mnie. Oplotłam ręce wokół jego szyi a on 

swoje wokół mojej talii i przez te kilka chwil chłód nie mógł mnie ruszyć.

Noc spędziliśmy w jaskini, aby Ash miał szansę wyleczyć się z ran i żeby 

wypocząć przed wyjściem do Tir Na Nog. Ash szybko zdrowiał. Elfy leczą się 

szalenie   szybko,   zwłaszcza   kiedy   są   na   swoim   terytorium   i   nim   minęła 

ciemność jego rany niemal zniknęły. Gdy temperatura spadła, rozpalił ogień, 

wyraźnie   dla   mnie,   usiedliśmy   przy   nim   dzieląc   się   resztkami   jedzenia, 

zagubieni we własnych myślach.

Nadal padał śnieg, układał się przed wejściem do jaskini i w jej centrum 

wpadając   przez   otwór   w   suficie.   W   świetle   księżyca   błyszczał   jak   płatki 

diamentów, kusiły aby stanąć na środku i łapać je na język.

Ash milczał przez większość wieczoru. To on przerwał nasz pocałunek, 

odsuwając się z winnym, bolesnym wzrokiem i wymamrotał coś o stworzeniu 

obozu. Od tamtej chwili, kiedy tylko próbowałam z nim rozmawiać dawał mi 

krótkie, jedno słowne odpowiedzi, do tego unikał kontaktu wzrokowego kiedy 

tylko  było to możliwe.

Teraz siedział naprzeciwko mnie, brodę miał opartą na rękach, zamyślony 

patrzył w ogień. Część mnie pragnęła podejść do niego i go przytulić, a część 

chciała rzucić śnieżka w tą jego idealną twarz aby uzyskać jakąś reakcję.

Zdecydowałam   się   na   mniej   samobójczą   opcję.   „Hej,”   powiedziałam, 

grzebiąc patykiem w ognisku. „Ziemia do Asha. Co masz na myśli?”

Nie poruszył się, przez moment myślałam, że odpowie swoim ulubionym 

background image

słowem tego wieczora: Nic. Lecz po chwili westchnął, a jego oczy przez krotką 

chwilę spojrzały na mnie.

„Dom,” powiedział cicho. „Myślę o domu. O dworze.”

„Tęsknisz za nim ?”

Kolejna chwila milczenia, po czym pokręcił wolno głową. „Nie.”

„Ale to przecież twój dom.”

„To miejsce w którym się urodziłem. To wszystko.” westchnął i spojrzał 

na ogień. „Nie wracam tam często, rzadko bywam na dworze przez dłuższy 

czas.”

Pomyślałam   o   mamie   i   Ethanie,   o   naszej   małej   farmie   na   bagnach, 

ścisnęło   mi   gardło.   „To   musi   być   samotne,”   wymruczałam   „Nie   tęsknisz 

czasami za domem?”

Ash spojrzał na mnie przez płomienie ze zrozumieniem i współczuciem. 

„Moja rodzina,” powiedział wzniośle, „nie jest taka jak twoja.”

Nagle   wstał   z   godnością,   tak   jakby   temat   rozmowy   był   męczący. 

„Prześpij się,” powiedział, chłód powrócił do jego głosu. „Jutro dotrzemy do 

Zimowego Dworu. Królowa Mab będzie chciała cię poznać.”

Skręciło mi żołądek. Owinęłam się płaszczem, przysunęłam tak blisko 

ognia jak tylko się dało i oczyściłam umysł. Byłam pewna, że ostatnie słowa 

Asha nie pozwolą mi zmrużyć oka, ale byłam bardziej zmęczona niż mi się to 

wydawało, po chwili odpłynęłam w zapomnienie.

Tej nocy po raz pierwszy śniłam o Żelaznym Królu.

Scena ta była przerażająco znajoma. Stałam na szczycie wielkiej żelaznej 

wieży, gorący wiatr piekł mnie w twarz, unosił się zapach ozonu i chemikaliów. 

Przede mną, wznosił się ogromny metalowy tron na tle cętkowanego żółtego 

nieba, czarne żelazne kolce wznosiły się do chmur. Za mną, Asha zimne ciało, 

rozłożone na krawędzi fontanny, krew sączyła się powoli do wody.

background image

Machina, Żelazny Król stał na szczycie przy swoim metalowym tronie, 

jego długie, srebrne włosy chłostał wiatr. Stał tyłem do mnie, liczne żelane 

kable wychodziło z jego ramion i kręgosłupa otaczając go jak lśniące skrzydła.

Zrobiłam krok do przodu, mrużąc oczy gdy patrzyłam w górę na jego 

sylwetkę. „Machino!” zawołałam, mój głos był cichy i słaby. „Gdzie jest mój 

brat?”

Żelazny Król uniósł głowę ale nie obrócił się. „Twój brat?”

„Tak, mój brat. Ethan. Ukradłeś go i przyprowadziłeś tutaj.” nadal szłam, 

ignorując wiatr który szarpał moimi włosami i ubraniami. Błyskawica huknęła 

nad   moją   głową,   nakrapiane   żółte   chmury   stały   się   czarne   i   purpurowe. 

„Chciałeś mnie tu zwabić,”  kontynuowałam, dochodząc do  podstawy  tronu. 

„Chciałeś bym została twoją królową w zamian za Ethana. Cóż, oto jestem. 

Teraz wypuść mojego brata.”

Machina się obrócił. Tylko, że twarz która na mnie spojrzała nie była 

ostrą, inteligentną twarzą Żelaznego Króla.

Była to moja własna.

Wzdrygnęłam się wybudzona, serce waliło mi w piersi, zimny pot ciekł mi po 

plecach.   Ogień   wygasł,   lodowa   jaskinia   była   ciemna   i   pusta,   choć   niebo 

widoczne przez otwory było już jasne. Kupka śniegu błyszczała na środku , w 

miejscu gdzie śnieg wpadał przez sufit, kilka nowych sopli już zwisało, jak 

odrastające zęby. Asha nigdzie nie było widać.

Nadal drżąc po koszmarze który mi się przyśnił, wstałam od martwego 

ogniska   i   wytrzepałam   grudki   śniegu   z   włosów.   Obwijając   się   ciaśniej 

płaszczem, poszłam poszukać Asha.

Nie trwało to długo. Stał na zewnątrz, na polanie, płatki śniegu wirowały 

wokół niego, jego miecz błyszczał niebieskim światłem na  tle bieli. Po śladach 

na śniegu, wiedziałam że musiał ćwiczyć. Teraz stał nieruchomo, tyłem do mnie 

background image

, patrzył w kierunku wejścia do wąwozu.

Naciągnęłam kaptur i wyszłam z jaskini, krocząc przez głęboki śnieg aż 

stanęłam obok niego. Dał mi znać wzrokiem, że mnie zauważył po czym z 

powrotem przykuł wzrok do krawędzi kanionu.

„Nadchodzą.” wyszeptał.

I   wtedy   pojawiła   się   grupa   koni,   zdawała   się   zmaterializować   w 

padającym   śniegu,   białe,   niebieskookie   konie,   zdawały   się   kłusować   kilka 

centymetrów   nad   ziemią.   Na   samym   przodzie   jechał   zimowy   rycerz   w 

lodowatej niebiesko-czarnej zbroi, ich spojrzenia pod wilczymi hełmami były 

zimne.

Ash zrobił krok do przodu, subtelnie przesunął się przede mnie, kiedy 

rycerz stanął przed nami, koń parskał wypuszczając przy tym parę z nozdrzy. 

„Książe Ash,” jeden z rycerzy powiedział oficjalnie, kłaniając się w siodle. „Jej 

wysokość królowa została poinformowana o twoim powrocie i wysłała nas by 

eskortować ciebie i  mieszańca z powrotem do pałacu.”

Zjeżyłam   się   na   słowo  mieszaniec  ale   Ash   nie   wydawał   się   być 

zaskoczony ich przyjazdem. „Nie potrzebuję eskorty,” powiedział znudzonym 

głosem. „Wróćcie do pałacu i powiedzcie Królowej Mab że niedługo przyjadę. 

Jestem w stanie sam doprowadzić mieszańca.”

Skuliłam   się   na   dźwięk   jego   ton.   Znów   był   Ksiciem  Ashem,   trzecim 

synem Mrocznego Dworu, niebezpiecznym, zimnym i bez serca. Rycerze nie 

wydawali się być zaskoczeni, co jakoś zaniepokoiło mnie jeszcze bardziej. Ten 

zimny, wrogi książę był Ashem do jakiego byli przyzwyczajeni.

„Obawiam się, że królowa nalegała, Wasza Wysokość,” pierwszy z nich 

odpowiedział śmiało. „Na rozkaz Królowej Mab, ty i mieszaniec pójdziecie z 

nami do Zimowego Dworu. Jest już zniecierpliwiona oczekiwaniem was.”

Ash westchnął.

„Dobrze   więc,”   mruknął,   nie   patrząc   nawet   na   mnie   dosiadł   pustego 

background image

konia. Zanim zdążyłam zaprotestować, inny rycerz schylił się i wciągnął mnie 

przed siebie na siodło. „Miejmy to już za sobą.”

Jechaliśmy kilka milczących godzin. Rycerz nie odzywał się do mnie, 

Asha, ani nikogo innego, kopyta koni nie wydawały żadnego dźwięku, gdy 

galopowały po śniegu. Ash nawet nie spojrzał w moim kierunku, jego twarz 

pozostała pusta i zimna podczas całej podróży.

Całkowicie zignorowana, pozostawiona zostałam własnym myślą, które 

stawały   się   coraz   mroczniejsze   i   bardziej   niepokojące   im   dalej   byliśmy. 

Tęskniłam za domem. Byłam przerażona na myśl o spotkaniu z Królową Mab. 

A Ash znów zmienił się w kogoś zimnego i obcego. Odtwarzałam w myślach 

nasz   ostatni   pocałunek,   tuląc   się   do   niego   jak   do   kamizelki   ratunkowej   na 

rozszalałym morzu. Czy tylko wyobraziłam sobie jego uczucia do mnie, źle 

odczytałam jego intencje? Co jeśli wszystko co powiedział to tylko gra, sposób 

aby zaprowadzić mnie do Tir Na Nog, do królowej?

Nie, nie mogłam w to wierzyć. Emocje wypisane na jego twarzy tamtej 

nocy   były   prawdziwe.   Musiałam   wierzyć   że   mu   zależało,   musiał   w   niego 

wierzyć, inaczej bym oszalała.

Zapadał   wieczór,   ogromny   zmrożony   księżyc   wyglądał   nad   czubkami 

drzew, kiedy doszliśmy do ogromnego, lodowego jeziora. Pomarszczone kry 

uderzały   o   siebie   przy   brzegu,   mgła   wiła   się   po   powierzchni   wody.   Długi 

drewniany dok ciągnął się w kierunku środka jeziora, znikając we mgle.

Kiedy zastanawiałam się jak blisko Zimowego Dworu jesteśmy, rycerze 

nagle skierowali konie na chwiejny trap i zaczęli iść jeden za drugim, ciemne 

wody jeziora uderzały po obu stronach.  Zmrużyłam oczy i próbowałam zajrzeć 

przez mgłę, zastanawiałam się czy Zimowy Dwór jest na wyspie w centrum.

Mgła rozwiała się na chwilę, ujrzałam krawędź doku, opadała do ciemnej, 

mrocznej   wody   jeziora.   Konie   zaczęły   kłusować,   a   następnie   przeszły   do 

galopu,   parskając   niecierpliwie,   kiedy   koniec   trapu   zbliżał   się   do   nas   z 

background image

zastraszającą prędkością.

Zamknęłam oczy, konie skoczyły.

Wpadliśmy   do   wody   z   głośnym   pluskiem,   tonęliśmy   szybko   w 

lodowatych głębinach. Koń nawet nie starał się wynurzyć, kamienny uścisk 

rycerza nie pozwalał mi się wyswobodzić. Wstrzymałam oddech i walczyłam z 

paniką, kiedy spadaliśmy głębiej i głębiej w lodowate wody.

  Wtem,   nagle   wynurzyliśmy   się   z   takim   samym   głośnym   pluskiem. 

Łapiąc   oddech,   przetarłam   oczy   i   rozejrzałam   się,   zdezorientowana   i 

zaniepokojona. Nie przypominałam sobie aby konie płynęły w górę. W takim 

razie gdzie byliśmy?

Skupiłam   wzrok,   wyrównałam   oddech   i   zapomniałam   o   wszystkim 

innym.

Masywne,   podziemne   miasto   zamajaczyło   przede   mną,   oświetlone 

milionami  maleńkich   świateł,  lśniły  na  żółto,  niebiesko   i  zielona  jak  koc  z 

gwiazd. Tam skąd wyszliśmy z czarnych wód jeziora widziałam duże kamienne 

budynki, uliczki wiły się w górę , wszystko było pokryte lodem. Komora była 

wielka i ciągnęła się dalej niż mogłam zobaczyć, a migoczące światła nadawały 

całemu miastu  mglistej eteryczności.

Na szczycie wzgórza, rzucając cień na wszystko, stał dumnie, ogromny, 

pokryty   lodem   pałac.  Wzdrygnęłam   się,   rycerz   za   mną   odezwał   się   po   raz 

pierwszy.

„Witamy w Tir Na Nog.”

Spojrzałam   na  Asha   i   wreszcie   złapałam   jego   wzrok.   Przez   chwilę, 

Mroczny   książę   wyglądał   na   rozdartego,   balansując   między   uczuciami   a 

obowiązkiem,   jego   oczy   prosiły   o   wybaczenie.   Ale   pół   sekundy   później 

odwrócił się, twarz znów zamknął w pustej masce.

Jechaliśmy   ośnieżonymi   uliczkami   w   kierunku   pałacu,   mieszkańcy 

Mrocznego   dworu   przyglądali   nam   się   świecącymi,   nieludzkimi   oczami. 

background image

Zatrzymaliśmy się w drzwiach pałacu, gdzie para potwornych ogrów spojrzała 

groźnie, ślina kapała z ich kłów,  ale przepuściły nas bez słowa.

Nawet   w   środku   pałacu   pokoje   i   korytarze   były   pokryte   szronem   i 

przejrzystymi   kryształkami   lodu   w   różnych   kolorach;   prawdopodobnie   w 

środku   było   chłodniej   niż   na   zewnątrz.   Więcej   mrocznych   przemierzało 

korytarze: gobliny, czarownice, czerwone kapturki wszystkie patrzyły na mnie 

głodnym wzrokiem, uśmiechały się złowrogo. Ale ponieważ byłam otoczona 

przez grupę rycerzy o kamiennych twarzach i jednego śmiertelnie spokojnego 

księcia, nikt nie odważył się zrobić nic więcej poza spoglądaniem z ukosa na 

mnie.

Rycerze odprowadzili nas do pary podwójnych drzwi na których były 

wyrzeźbione   zamrożone   drzewa.   Jeśli   się   przyjrzało   można   było   dostrzec 

twarze wpatrujące się przez gałęzie, jeśli się mrugnęło lub odwróciło wzrok – 

znikały. Chłód wydobywał się spomiędzy szczelin, chłodniejszy niż myślałam 

że to możliwe nawet w tym pałacu z lodu. Przeszedł po mojej skórze jakby 

malutkie igły wbijały się we mnie. Wzdrygnęłam się i cofnęłam.

Zdałam   sobie   sprawę,   że   rycerze   stali   już   na   baczność   w   korytarzu, 

patrzyli   prosto   przed   siebie,   nie   zwracając   na   nas   uwagi.   Potarłam   moje 

szczypiące ramiona, Ash przysunął się, nie dotykał mnie, ale był wystarczająco 

blisko aby moje serce szybciej zabiło. Stojąc tyłem do rycerzy, położył rękę na 

drzwiach, zatrzymał się jakby zbierał się w sobie.

„To jest sala tronowa,” mruknął półgłosem. „Królowa Mab jest po drugiej 

stronie. Jesteś gotowa?”

Nie byłam, ale i tak kiwnęłam głową na tak. „Zróbmy to,” wyszeptałam, 

Ash pchnął, drzwi się otworzyły.

To samo zimni buchnęło mi w twarz, zapiekło mnie w twarz i prawie 

odebrało   mi   oddech.   Pokój   był   boleśnie   zimny;   lodowe   kolumny 

podtrzymywały sufit, podłoga była śliska i zamrożona. W centrum, otoczona 

background image

przez bladą szlachtę i zwierzęce gobliny, królowa Mrocznego Dworu czekała na 

nas.

Królowa Mab siedziała na swoim lodowym tronie, wyniosła, piękna i 

przerażająca. Jej skóra była bledsza niż śnieg, jej niebiesko-czarne włosy były 

zwinięte elegancko na czubku głowy, przytrzymywane przez szpilki z lodu. 

Była   ubrana   w     płaszcz   z   białego   futra   w   jednej,   smukłej   dłoni   trzymała 

kryształowy   puchar.   Jej   oczy   były   czarne   jak   otchłań,   wstała   powoli, 

przeszywając mnie wzrokiem. Jej krwisto czerwone usta powoli wygięły się w 

uśmiech.

„Meghan   Chase,”   Królowa   Mab   zamruczała.   „Witaj   w   Zimowym 

Dworze. Proszę, rozgość się. Obawiam się, że możesz tu zostać na długi, długi 

czas.”