background image

Patrick Robinson
TSUNAMI

Dom Wydawniczy REBIS poleca m.in.
thrillery:
Marcus Wynne
BEZ WYBORU WOJOWNIK W MROKU TOWARZYSZE BRONI
Keith Ablów PRZYMUS
David Baldacci TEN, KTÓRY PRZE
Stephen Coonts
USS AMERICA
HONGKONG
KUBA WOLNO
Krzysztof Kotowski
ZYGZAK JAPO SKIE CI CIE
Steve Martini STAN OSKAR ENIA
Graham Masterton
KATIE MAGUIRE
KONDOR
WYBUCH
PLAGA
Don Passman
WIZJONERKA
Patrick Robinson
USS SEAWOLF
BUNT NA USS SHARK
BARRACUDA 945
Scott Turów

DY ODWRACALNE

Vince Flynn
TRZECIA OPCJA David Lindsey
BEZ ROZG OSU
Patrick Robinson
TSUNAMI
Prze

 Janusz Szczepa ski

Dom Wydawniczy REBIS Pozna  2005

Tytu  orygina u Scimitar SL-2
Copyright © Patrick Robinson 2004 Ali rights resenred
Copyright © for thc Polish cdition by
REBIS Publishing House Ltd.,
Pozna  2005
Redaktor Ma gorzata Chwa ek
Opracowanie graficzne serii i projekt ok adki Jacek Pietrzy ski
Fotografia na ok adce Paul Hanna/ REUTERS/FORUM
Wydanie I
ISBN 83-7301-597-3
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z 0.0.
ul.  migrodzka 41/49, 60-171 Pozna
tel. (0-61) 867-47-08, 867-81-40; fax 867-37-74
e-mail: rebis@rebis.com.pl
www.rebis.com.pl
WA NIEJSZE OSOBY
Naczelne dowództwo ameryka skie
prezydent Charles McBride
wiceprezydent Paul Bedford
Cyrus Romney (doradca do spraw bezpiecze stwa narodowego)
Edward Kennedy (senator, przewodnicz cy senackiej komisji ds. sil zbrojnych)
Bili Hatchard (szef kancelarii prezydenta)
admira  Arnold Morgan (g ównodowodz cy operacji „Przyp yw")
Agencja Bezpiecze stwa Narodowego (National Se-curity Agency, NSA)
kontradmira  George R. Morris (dyrektor)
komandor podporucznik James Ramshawe (asystent dyrektora)
Dowództwo si  zbrojnych USA
genera  Tim Scannell (przewodnicz cy Po czonego Komitetu Szefów Sztabów)
admira  Alan Dickson (szef operacji morskich) admira  Dick Greening (dowódca Floty Pacyfiku — CINC-PAC)
admira  Frank Doran (dowódca Floty Atlantyku - CIN-CLANT)
kontradmira  Freddie Curran (dowódca Floty Podwodnej Pacyfiku - COMSUBPAC)
genera  Kenneth Clark (dowódca Korpusu Marines) genera  Bart Boyce (naczelny dowódca si  NATO) kontradmira    John   Bergstrom   (dowódca

Si    Specjalnych - SPECWARCOM)

Dowództwo bliskowschodnie
admira  Mohammed Badr (dowódca marynarki wojennej Iranu)
genera  Rawi Raszud (naczelny dowódca wydzia u operacji wojskowych Hamasu)
kontradmira  Ben Badr (dowódca Barracudy II)
komandor podporucznik Szakira Raszud (oficer nawigacyjny i kierowania ogniem, Barracuda II)
Wojskowi z innych pa stw
pu kownik Dae-jung (szef operacji nuklearnych, kompleks Kwanmobong, Korea ska Republika Ludowo-Demokratyczna)
kapitan Habib Abdu Camara (dowódca marynarki wojennej Senegalu)
Osoby cywilne
profesor Paul Landon (wulkanolog, Uniwersytet Londy ski)
Dawid Gawron (ambasador Izraela w Waszyngtonie, by y szef Mosadu)
Tony Tilton (prezes Banku Seattle)
Mark Volmer (ambasador USA w Dubaju)
Kathy Morgan (ma onka admira a Morgana)
PROLOG
Czwartek, 8 maja 2008 r., Londyn
Profesor Paul Landon, znany rocznikom studentów Uniwersytetu Londy skiego pod pseudonimem „Lawa", wyszed  spiesznie z siedziby

Królewskiego Towarzystwa Geograficznego na mroczn , wysadzan  rz dami drzew, szerok  Exhibi-tion Road, ulic  najwi kszych muzeów stolicy
Wielkiej Brytanii, prowadz

 z Hyde Park na po udnie. Zatrzyma  si  na chwil  w bramie wej ciowej, która przed nim wita a niejednego wielkiego

cz owieka: badaczy Antarktyki Scotta i Shackle-tona, zdobywcy Mount Everestu Edmunda Hillary'ego i kierownika jego wyprawy, lorda Hunta, a przed
nimi takie s awy jak Livingstone'a i Stanleya. Podobnie jak profesor Landon, wszyscy oni byli cenionymi cz onkami towarzystwa i w tym samym
szacownym budynku te  prowadzili serie b yskotliwych „wiosennych" odczytów, podczas których sala p ka a w szwach, a ludzie s uchali jak
zaczarowani. Landona od s ynnych poprzedników ró ni a przede wszystkim tematyka wyk adów. Tamci, wielcy odkrywcy, przedstawiali s uchaczom
zapieraj ce dech w piersiach relacje o przetrwaniu cz owieka w ekstremalnych warunkach zimowych; „Lawa" za  opowiedzia  zebranym szczegó owo,
jak b dzie wygl da  nadchodz cy koniec  wiata. Nie poda  oczywi cie dok adnej daty; zgodnie ze zwyczajem geofizyków Landon operowa  jednostkami
czasu równymi stu wiekom. Nieunikniona katastrofa mo e nast pi  mniej wi cej za siedem tysi cy lat, zako czy , dodaj c po krótkiej pauzie: „Ale

background image

równie dobrze mo emy si  jej spodziewa  w nast pny pi tek tu  po obiedzie".
Audytorium, typowe dla Królewskiego Towarzystwa Geograficznego - pow ci gliwa z natury, dobrze sytuowana elita
o aspiracjach naukowych — przyj o odczyt entuzjastycznie. Landon zaplanowa  go do najdrobniejszego szczegó u i wyg osi  ze swad , ilustruj c

doskonale dobranymi rysunkami, diagramami i krótkimi filmami. Opowiedzia  o najsilniejszych erupcjach wulkanów na ca ym  wiecie, o niszcz cych ca e
po acie wybrze y falach tsunami i najgro niejszych trz sieniach ziemi. Najwi cej uwagi po wi ci  jednak w

nie wulkanom z przesz

ci, jak

indonezyjski Krakatau, którego wybuch w 1883 roku zniszczy  sam  gór , wznosz

 si  przedtem na tysi c osiemset metrów nad poziom morza,

poch aniaj c trzydzie ci sze

 tysi cy ofiar na Sumatrze i Jawie, albo pot

ny wulkan w parku Yellowstone w Wyoming, który zasypa  magm  i

popio em Kaliforni , Teksas, a nawet wyspy na Morzu Karaibskim; zdarzy o si  to co prawda przed sze ciuset pi

dziesi cioma tysi cami lat, ale w

ustach profesora zabrzmia o to jak wydarzenie sprzed paru miesi cy.

Landon przedstawi  te  graficzne studium pot

nej erup-cji Saint Helens w Kordylierach  rodkowych w stanie Waszyngton, podczas której ogromny

bel lawy rozerwa  pó nocne zbocze góry, tworz c nowy krater i niszcz c ponad tysi c kilometrów kwadratowych lasu. Opis tej katastrofy z 1980 roku

pozwoli  profesorowi przej

 do g ównego punktu odczytu: mo liwo ci powstania tsunami. To japo skie s owo oznacza seri  niezwykle wysokich fal

wywo anych przez trz sienie ziemi lub - co bardziej prawdopodobne - osuni cie si  gigantycznej ilo ci ziemi i ska  w g biny oceanu na skutek erupcji
wulkanu. Landon skoncentrowa  si  na potencjalnym zagro eniu podobnym zjawiskiem na po udniowo-za-chodnim wybrze u Palmy w archipelagu
Wysp Kanaryjskich, wyrastaj cej z g bokich wód Atlantyku o czterysta sze

dziesi t kilometrów od po udniowego wybrze a Maroka. Powiedzia

uchaczom,  e olbrzymi z om skalny, d ugi na kilka kilometrów i le

cy akurat nad lini  uskoku tektonicznego, w ci gu ostatnich kilkudziesi ciu lat

osun  si  o kilka metrów wzd

 pod

a, a gdzie  pod tym niepewnie posadowionym bazaltowym kolosem kipi j dro wielkiego wulkanu Cumbre Vieja.

- Kiedy on wybuchnie, runie wszystko - oznajmi  profesor. — Kilka do kilkunastu kilometrów sze ciennych ska y
odpadnie od zachodniego stoku wulkanu i uderzy w wody Atlantyku z pr dko ci  ponad trzystu kilometrów na godzin , osuwaj c si  coraz szybciej

wzd

 dna, by  mo e osi gaj c w ko cu szybko

 odrzutowca. Prosz  pa stwa, mówi  tu o jednym z najwi kszych osuwisk w ci gu ostatniego

miliona lat. W gr  wchodzi kompletne zniszczenie ca ej po udniowo--zachodniej cz

ci wyspy Palma.

Audytorium - byli oficerowie armii i marynarki wojennej, akademicy, spadkobiercy starych rodów ziemia skich, którzy zawsze  ywo si  interesowali

podobnymi problemami naukowymi - s uchali z szeroko otwartymi oczyma, jak profesor wyja nia mechanizm tworzenia si  olbrzymiej fali o
kilkusetmetrowej d ugo ci (odleg

ci mi dzy kolejnymi wierzcho kami), mkn cej od dna ku powierzchni oceanu i rozprzestrzeniaj cej si  we wszystkich

kierunkach z pr dko ci  rz du o miuset kilometrów na godzin . Na otwartym morzu jej wysoko

 nie przekracza jednego metra, natomiast gdy wpada

na p ytsze akweny, zaczyna si  szybko wypi trza , a przy samym wybrze u mo e si  zamieni  w wodny wa  si gaj cy kilkudziesi ciu metrów. Landon
plastycznie opisa  katastrofalne skutki takiej fali. Zniszczeniu uleg yby wielkie po acie l du w zachodniej Afryce, Hiszpanii, Francji i po udniowej Anglii, a
w ci gu dziewi ciu godzin od erupcji wulkanu fala dotar aby na drug  stron  Atlantyku i zmiot aby ca e Wschodnie Wybrze e USA.

- Je li wybuchnie Cumbre Vieja, tak si  w

nie stanie -powtórzy  Landon. - Rzadko wyst puj ce, straszne tsunami. Obliczenia wykazuj ,  e kilka

pot

nych fal, wci

 mierz cych oko o pi

dziesi ciu metrów wysoko ci, wpadnie na ograniczone akweny przy dolnym Manhattanie. Ju  pierwsza z

nich nie pozostawi kamienia na kamieniu z okolic Wall Street. Nast pna po tak przygotowanym gruncie wedrze si  g biej, nawet na kilkana cie
przecznic od linii nabrze y. Po niej run  nast pne, wci

 ponadtrzydziestometrowe, a  wreszcie ca y Nowy Jork legnie w gruzach. Najwi ksze tsunami

w ca ej znanej nam historii, a wszystko z powodu jednego wulkanu.

Paul Landon, jeden z najwybitniejszych wulkanologów na  wiecie, by  profesorem Uniwersytetu Londy skiego i dyrek-
torem Benfield Greig Geohazard Research Centre, uczelnianego o rodka zajmuj cego si  naturalnymi katastrofami i zagro eniami. Pracowa  cz sto

na stokach dziesi tek najniebezpieczniejszych wulkanów  wiata, nieraz trafnie przepowiadaj c gro ne erupcje. Zas

 sobie na swój pseudonim; jego

umiej tno ci okre lania temperatury i „zamiarów" magmy dorównywa  tylko jego talent krasomówczy. Mia  teraz czterdzie ci cztery lata i by  u szczytu
kariery; jego wyk ady cieszy y si  nies abn cym powodzeniem na ca ym  wiecie. By  m

czyzn

redniego wzrostu o jasnoniebieskich oczach; ubiera

si  zgodnie z uniwersaln  mod  akademick : tweedowa sportowa marynarka, kraciasta koszula i uniwersytecki krawat. „Lawa" mieszka  z  on  Va erie,
prawniczk  z City, pod Londynem, w Buckinghamshire. Ich dwaj synowie - starszy mia  pi tna cie lat, m odszy czterna cie - zgodnie uwa ali ojca za
cokolwiek zwariowanego; trudno si  by o spodziewa  innej reakcji, skoro niemal ka dego dnia ich m odego  ycia s yszeli,  e koniec  wiata nast pi
prawdopodobnie za tydzie . Sceptycyzm potomstwa w najmniejszym stopniu nie przeszkadza  profesorowi Landonowi — jak wielu jego kolegów, 

 we

asnym  wiecie i by  odporny na wszelk  krytyk . Krocz c teraz  ladami wielkich poprzedników, ocenia  w my li swoje dzisiejsze wyst pienie. Dobrze

wiedzia ,  e przyku  uwag  ca ego audytorium. Nie by  jednak  wiadomy obecno ci jednego szczególnego obserwatora.

Zagubiony w ród zas uchanych ludzi dwudziestotrzyletni palesty ski bojownik Ahmed Sabah pilnie notowa , zwa aj c na ka de s owo prelegenta i

ka dy pokazywany przeze  wykres czy rysunek. Po odczycie Ahmed wyszed  jeden z pierwszych, a teraz spokojnie czeka  w mroku po po udniowej
stronie s siaduj cej z siedzib  Królewskiego Towarzystwa Geograficznego s ynnej sali koncertowej, Royal Albert Hali.

„Lawa" szed  ulic  Kensington Gore. Akurat kiedy wkracza  na dziedziniec tego przybytku muzyki, nazwanego na cze

 ma onka królowej Wiktorii, z

bram Albert Hali po koncercie po wi conym popularnym zespo om z lat osiemdziesi tych zacz o si  wysypywa  kilka tysi cy fanów. Up yn y jeszcze
cztery minuty, zanim Landon znalaz  si  na szczycie d ugich, szerokich schodów prowadz cych ku ciemnej uliczce

10
na ty ach sali koncertowej. W tym samym kierunku pod

 t um m odych ludzi i po chwili profesor by  otoczony ze wszystkich stron. U stóp schodów

zauwa

 czarnego rang  rovera z wy czonymi  wiat ami, nieprzepisowo zaparkowanego przy kraw

niku i zwróconego w niew

ciwym kierunku. Za

kierownic  nie by o nikogo.

W tym momencie Ahmed Sabah i jego dwóch kolegów zaatakowali go od ty u. Wprawnie zarzucili Landonowi worek na g ow , chwycili go z obu

stron i brutalnie poci gn li po kilku ostatnich stopniach prosto ku tylnym drzwiom czekaj cego pojazdu. Profesor nie mia  mo liwo ci si  opiera  czy
nawet krzykn

. G os z obcym akcentem sykn  mu do ucha: „B

 cicho, je li chcesz 

!" Na plecach, gdzie  w okolicy lewej nerki, czu  nacisk

czego , co mog o by  tylko du ym no em.

Zadziwiaj ce, jak ten ludzki rój móg  nie zauwa

, co si  dzieje. Ka dy musia  by  zaj ty my

 o jak najszybszym powrocie do domu, wypatruj c

wolnych taksówek, spiesz c si  na przystanek autobusowy czy stacj  metra South Ken-sington. Nikt nie zwróci  uwagi na ten incydent, nawet dwaj
patroluj cy t  okolic  policjanci z psem o imieniu Roger, których porwa  ze sob  t um fanów. Znajdowali si  akurat na szczycie schodów, dziewi
metrów powy ej miejsca akcji grupy Sabaha. Wierni wspó czesnemu etosowi londy skiej policji nie spostrzegli przest pstwa, za to natychmiast
zainteresowali si  nieprawid owo zaparkowanym samochodem. Brn li przez ci

, gotowi zatrzyma  kierowc , a ich r ce ju  si ga y po wypróbowany

„w boju" alkomat.

Kiedy dotarli w pobli e rang  rovera, miejsce za kierownic  by o ju  zaj te. Siedzia  na nim by y major SAS Ray Kerman, obecnie znany jako genera

Rawi Raszud, najwy szy dowódca si  bojowych Hamasu, najprawdopodobniej najgro niejszy obecnie i najbardziej poszukiwany terrorysta  wiata*.
Niecierpliwie nacisn  peda  gazu; silnik zawy  na wysokich obrotach,  a zaskoczony policjant spu ci  psa ze

* O metamorfozie majora i jego pó niejszych wyczynach opowiada poprzednia powie

 Patricka Robinsona, Barracuda 945, Rebis 2004. (Wszystkie

przypisy pochodz  od t umacza).

11
smyczy. Masywny owczarek dopad  samochodu w dwóch susach, celuj c z bami w rami  kierowcy za otwartym oknem. Nie zd

. Siedz cy za

Rawim Ahmed Sabah krótk  seri  z ka asznikowa z t umikiem roz upa  mu czaszk . Biegn cy za psem pierwszy z policjantów nie móg  uwierzy

asnym oczom. Zatrzyma  si  jak wryty o trzy metry od rang  rovera, wlepiaj c oczy w martwe cia o zwierz cia.

Pistolet maszynowy Ahmeda odezwa  si  znowu trzema g uchymi pykni ciami. Na czole policjanta wykwit  rz d krwawych kropek. Nie 

 ju , gdy

pada  na wznak na ziemi .

Drugi cz onek patrolu, widz c nieruchomego psa, ale jeszcze nie zauwa ywszy, co si  sta o z koleg , instynktownie rzuci  si  ku kierowcy. Spó ni

si  jednak. Genera  by  ju  na trotuarze. Schwyci  policjanta za wyci gni

 praw  r

 i jednym p ynnym ruchem rzuci  nim w dó , prosto w otwarte

drzwi pojazdu. W nast pnej chwili z apa  go za gard o i przycisn  mu g ow  do  rodkowego s upka karoserii. Ahmed Sabah pchn  silnie drzwi,  ami c
policjantowi ko

 czo ow . Rawi podrzuci  nieszcz

nika z powrotem do pozycji pionowej i nasad  prawej d oni zada  ów klasyczny cios  mierci,

wypraktykowany przez SAS, wbijaj c od amek ko ci prosto w mózg ofiary.

Grupa bojowa Hamasu  wiczy a t  operacj  tygodniami; kiedy nadszed  jej termin, nie by o b dów. Zaskoczy a ich obecno

 psa policyjnego, ale

tylko na chwil . Od ataku na profesora Landona do odjazdu rang  rovera up yn o zaledwie siedemna cie sekund. Terenowy samochód zawróci  i
wci

 ze zgaszonymi  wiat ami ruszy  ku Exhibition Road. Oszo omiony wi zie  na jego tylnym siedzeniu nie mia  poj cia,  e zosta y za nimi trupy.

Kolejne pi

 minut min o, zanim par  osób w rozgrzanym koncertem t umie zda o sobie spraw  z tego, co zasz o. Nie, psisko nie uci o sobie

drzemki na  rodku chodnika. Owszem, ta ciemna plama to naprawd  krew. Policjant le

cy na wznak rzeczywi cie zosta  zastrzelony, a ten drugi, z

twarz  w rynsztoku, nie jest pijany, tylko nie  yje. To si  rzeczywi cie zdarzy o, w miejscu jak najbardziej publicznym, tu  pod Royal Albert Hali. W
ko cu, po ponad siedmiu mi-

12
nutach od zaj cia, kto  zadzwoni  z telefonu komórkowego na londy ski numer alarmowy 999. Niemal drugie tyle up yn o, zanim na miejsce zbrodni

dotar y dwa radiowozy. Genera  Raszud i jego ludzie zd

yli w tym czasie zmieni  samochód i spokojnie jechali przez zachodnie dzielnice Londynu do

bezpiecznej jak bank szwajcarski kryjówki w domu nale

cym do kilku muzu manów w przedmiejskim Houn-slow. Landonowi skr powano r ce ta

klej

, nie zdj to te  worka z g owy. Siedzia  wci ni ty mi dzy dwóch najgro niejszych islamskich terrorystów  wiata, zupe nie zdezorientowany. Kiedy

ze strachem pyta , o co chodzi, przekonany,  e pad  ofiar  pomy ki, us ysza  cich , lecz stanowcz  odpowied : „Prosz  milcze , profesorze Landon.
Chcemy tylko z panem porozmawia , a potem b dzie pan wolny".

Nie by a to prawda. „Lawa" ju  w tej chwili za du o wiedzia .
Dwa ambulanse zabiera y ju  zw oki zamordowanych policjantów do szpitala St. Mary's w Paddington. Pracownicy RSPCA*  adowali na furgon

Rogera, a policja gor czkowo szuka a  wiadków przest pstwa. Nikt jednak nie s ysza  strza ów, nikt nie widzia  samego ataku na obu policjantów. Nie
da o si  ustali  marki samochodu terenowego, którym mogli si  pos ugiwa  sprawcy, nie znalaz  si  te  nikt, kto by zapami ta  jego numery. Kto

background image

twierdzi ,  e samochód odjecha  bez  wiate , skr caj c w prawo, w Exhibition Road. Kto  inny widzia ,  e wóz skr ci  w lewo. Nie by o nawet odrobiny

informacji o wygl dzie jego kierowcy i ewentualnych pasa erów.

By  to najbrutalniejszy mord na londy skich policjantach od niemal pó  wieku, kiedy gangsterzy zastrzelili trzech „bob-bych" w Shepherd's Bush, kilka

kilometrów na zachód od Albert Hali. Wówczas jednak dochodzeniowcy bardzo szybko domy lili si  to samo ci sprawców; tym razem by o zupe nie
inaczej - brakowa o poszlak,  wiadków i przede wszystkim

* Royal Society for Preventing Cruelty to Animals — Królewskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucie stwu wobec Zwierz t, dzia aj ce w Wielkiej

Brytanii, Australii i Nowej Zelandii.

13
motywów. No i oczywi cie nikt nie mia  poj cia,  e w samochodzie, którym mordercy uciekli, znajdowa a si  ofiara porwania — znany naukowiec.
Przes uchanie profesora Landona zacz o si  o pierwszej w nocy. Zdj to mu worek z g owy, rozwi zano r ce, posadzono za du ym sto em w pokoju

o bia ych  cianach bez okien i podano kubek kawy. Przy drzwiach stali dwaj stra nicy z ka- asznikowami, wygl daj cy na Arabów, ubrani w jednakowe

insy, krótkie br zowe kurtki skórzane i czarne wysokie buty. Przed profesorem siedzia  barczysty m

czyzna w marynarce, który sprawia  wra enie

brytyjskiego oficera. On równie  mia  rysy bliskowschodnie, ale jego g os i ton mog y by  tylko wytworem dobrej angielskiej szko y publicznej.

Tematem rozmowy by y wulkany.
- Ile prawdziwych erupcji wyst pi o na  wiecie w ostatnich latach?
- Od dwutysi cznego roku oko o stu, mo e troch  wi cej.
- Mo e pan wymieni  kilka wi kszych?
- Oczywi cie. Montserrat na Antylach, Karangetang w Indonezji... San Cristobal w Nikaragui... Tangkubanparahu na Jawie... co najmniej trzy na

Kamczatce... Fuego w Gwatemali... w oski Stromboli... podwodna góra Kavachi w archipelagu Wysp Salomona... wyspa Chuginadak na Alasce...

- Ile odnotowano w ci gu ostatniego roku?
- Ma   pan  na  my li  powa niejsze  wybuchy  czy  tak e zwyk e pomruki?
- Chodzi mi o wybuchy.
- No, przede wszystkim Colima w Meksyku, Etna, Fuego, te trzy na Kamczatce... do tego Killauea na Hawajach, Ma-man w Papui-Nowej  Gwinei...

Soufriere  na Montserrat... Saint Helens w stanie Waszyngton te  da  o sobie zna ... By o te  kilka gro nych t pni

 na Wyspach Kanaryjskich. Te by y

najpowa niejsze.
- Z powodu tsunami?
- Oczywi cie.
Oko o siódmej rano profesor zacz  si  powa nie niepokoi . Za godzin  powinien by  w swoim biurze we wspania ym budynku Benfield Greig na

Gower Street. By  w ko cu

14
jednym z najwa niejszych profesorów na wydziale geologicznym i jego nieobecno

 z pewno ci  zostanie zauwa ona. Tymczasem nieznajomy nie

przestawa  zadawa  pyta ; Landon nie mia  wyboru i musia  na nie odpowiada .

- Czego potrzeba do spowodowania wybuchu aktywnego wulkanu? Du ej bomby? Mo e kilku rakiet cruise wycelowanych w krater?
- To zale y. Na przyk ad na Montserrat po zachodniej stronie wyspy magma le y bardzo p ytko pod powierzchni . Niewykluczone,  e da oby si

doprowadzi  do erupcji za pomoc  zwyk ego granatu ci ni tego w odpowiednie miejsce. Ten wulkan w

ciwie nie przestaje wybucha  przez ostatnie

pi

 lat.

- A Saint Helens?
- Tam ju  by oby trudniej. Ale w ostatnich miesi cach bywa y tam niewielkie erupcje i sporo wstrz sów. Trzeba te  pami ta ,  e kiedy Saint Helens

wybuch  w 1980 roku, si a eksplozji by a tak wielka,  e mo na by j  porówna  do czterech Hiroszim na sekund . Teraz ten wulkan jest bardzo
niebezpieczny i z ka dym dniem sytuacja si  pogarsza. Powiedzia bym,  e gdyby ze cztery rakiety uderzy y we w

ciwe miejsce na wra liwym

po udniowym stoku, niemal na pewno pola aby si  lawa.

- A Cumbre Vieja?
- Pyta pan o mo liwo

 wywo ania tsunami, o jakim mówi em na odczycie?  adna konwencjonalna eksplozja nie oderwa aby tej ska y od pod

a.

Musia by wybuchn

 wulkan. A do tego trzeba by broni j drowej.

- To znaczy prawdziwej bomby?
- Nie, nie. Nie a  tyle. Ale wspomina  pan o cruise'ach. Je eli mia  pan na my li rakiety  redniego zasi gu, nie balistyczne, to s dz ,  e przeci tnej

mocy g owica j drowa mog aby wybi  wystarczaj co du

 dziur , aby uwolni  magm .

- I to spowodowa oby osuni cie si  ska y do oceanu?
- Nie. Sama eksplozja to za ma o. Widzi pan, g boko pod t  lini  wulkanów na po udniu Palmy zalega ogromna ilo

 wody. Uwolnienie si  pr cej ku

powierzchni magmy wytwarza w ska ach ogromne ilo ci energii cieplnej. Gwa townie podgrzewa ona kilkana cie kilometrów sze ciennych wody,

15
która zaczyna wrze  i si  rozszerza. To w

nie rozsadzi gór  i najprawdopodobniej zepchnie ca  po udniowo-zachodni  cz

 Palmy do oceanu.

Osuwisko na skal , jakiej ziemia nie widzia a od miliona lat.

- Gdyby wi c pos

 rakiet  j drow  w czu e miejsce wulkanu Cumbre Vieja, o którym pan wczoraj mówi ,  e jest jednym z najaktywniejszych,

powinna ona przebi  si  przez ska y i eksplodowa  dopiero g boko pod ziemi ?

- W

nie. Musia aby pokona  warstwy powierzchniowe, pod którymi uwi ziona jest magma, i dopiero potem wybuchn

. Uwolnione ogromne masy

lawy wytrysn yby wówczas do atmosfery, podziemne jeziora zagotowa yby si  i w okamgnieniu zamieni y w par . Dopiero to spowodowa oby
roz-padni cie si  ca ego 

cucha górskiego.

Rawi Raszud patrzy  na profesora Landona z aprobat . Oto cz owiek, który jak ekspert zna  si  na eksplozjach, tak naturalnych, jak i wywo anych

ludzk  r

, ca kowicie poch oni ty sw  dziedzin . Nie zastanawia  si  nad konsekwencjami, ale mówi  szczerze, jak przysta o na naukowca, i bardzo

konkretnie. Kierunek, w jakim zd

a ta rozmowa, najwyra niej go nie niepokoi , podobnie zreszt  jak osoba przes uchuj cego, którego bez trudu

mo na by o zakwalifikowa  jako terroryst . Dla Landona liczy a si  jedynie nauka. Tak, genera owi Raszudowi podoba  si  ten cz owiek. Szkoda...

- Dzi kuj , profesorze - powiedzia . - Naprawd  bardzo dzi kuj . Zjemy teraz  niadanie, a pó niej wrócimy do naszej rozmowy...
ROZDZIA  1
Czwartek, 8 stycznia 2009 r. Bia y Dom, Waszyngton
Gabinet  wie o upieczonego prezydenta z partii demokratycznej, który zwyci

 w wyborach z minimaln  przewag  nad swym przeciwnikiem,

wprowadza  si  do zachodniego skrzyd a Bia ego Domu. Dla ich republika skich poprzedników, z wyj tkiem samego ust puj cego prezydenta, który z
góry wiedzia ,  e z ko cem swej drugiej kadencji i tak musi odej

, by  to istny dramat. Oddanie w adzy w r ce ludzi, których ci wojskowi i polityczni

wyjadacze uwa ali za „band  naiwnych, niedo wiadczonych, dupowatych libera ów" pod wodz  m odego idealisty z Rhode Island, ledwo zdolnego do
utrzymania si  na porz dnym kierowniczym stanowisku, by o czym  nie do pomy lenia.

Ten dzie  za  by  chyba najgorszy ze wszystkich. Admira  Arnold Morgan, doradca by ego prezydenta do spraw bezpiecze stwa narodowego,

opuszcza  Bia y Dom po raz ostatni - przechodzi  na emerytur . Jego masywne, dziewi tnastowieczne biurko rodem z marynarki wojennej by o ju
opró nione i wyniesione, pozosta o jeszcze tylko kilka po egna . Drzwi do gabinetu by y szeroko otwarte i admira , któremu towarzyszy a jego
niepokoj co pi kna sekretarka Kathy O'Brien, by  gotów do wyj cia.  egnaj cych by o kilku: sekretarz stanu Harcourt Travis, przewodnicz cy
Po czonego Komitetu Szefów Sztabów genera  Tim Scannell, szef operacji morskich admira  Alan Dickson, dyrektor Agencji Bezpiecze stwa
Narodowego kontradmira  George Morris i jego osobisty asystent, komandor porucznik James Ramshawe. W ostatnich kilku latach wszyscy oni
uczestniczyli na szczeblu dowodzenia w najbrutalniejszych tajnych operacjach, ja-

17
kie kiedykolwiek podejmowa y si y zbrojne USA. Ich oddanie dla Arnolda wyros o na gruncie licznych sukcesów na arenie mi dzynarodowej,

zawdzi czanych niemal wy cznie sile jego intelektu.

Tak jak Cezara, admira a Morgana nie da o si  kocha  (ta sztuka uda a si  tylko Kathy), ale nikt nie zna  si  równie dobrze na zawi

ciach polityki

mi dzynarodowej, poci ganiu za w

ciwe sznurki, pokerowych zagraniach, makiawelicz-nej propagandzie, politycznym szanta u, gro bach i ripostach;

nikt te  nie potrafi  tak planowa

ci le tajnych operacji militarnych. We wszystkim tym by  wirtuozem, popychanym do dzia ania przez niezachwiany

patriotyzm. Podczas swoich rz dów w Bia ym Domu budzi  strach w najpot

niejszych ludziach na  wiecie, przechytrza  ich, wodzi  za nos, a kiedy

trzeba, gra  ostro. Jego credo brzmia o: walczy  uparcie i nie opuszcza  miecza, dopóki si  nie zwyci

y. Bohaterami Morgana byli genera owie

Douglas MacArthur i George Patton. Teraz admira  odchodzi , pozostawiaj c swych waszyngto skich przyjació  niepocieszonych, przekonanych,  e
drugiego takiego cz owieka ju  ziemia nie wyda.

W najbli szych tygodniach wielu spo ród wysoko postawionych cywilnych polityków te  b dzie musia o odej

 z Bia ego Domu, ust puj c

demokratom, ale nikogo nie potraktowano równie upokarzaj co jak admira a Morgana. Zadzwoni a do niego niejaka panna Betty Ann Jones, libera  z
Po udnia, która nigdy przedtem nie by a w Waszyngtonie, i oznajmi a: „Prezydent McBride uwa a,  e lepiej b dzie, je li pan od razu poda si  do dymisji,
poniewa  nie s dzi, aby dobrze si  mu z panem pracowa o". Arnoldowi nie trzeba by o tego powtarza  dwa razy. Pi

 minut pó niej podyktowa  Kathy

krótkie pisemko z rezygnacj , a po dalszych pi ciu minutach oboje zaj ci byli ustalaniem daty  lubu, skoro przesta a istnie  dotychczasowa przeszkoda
w postaci jego pracy na stanowisku doradcy prezydenta do spraw bezpiecze stwa narodowego. Na po egnalnej kolacji w ich ulubionej restauracji w
Georgetown sekretarz stanu Travis zjawi  si  przy stoliku, z teatraln  przesad  nuc c melodi  „Te weselne dzwony rozbi y m  star  paczk ". Wkrótce i
on mia  wróci  na etat profesora na Harvardzie. Z kr gu najbli szych wspó pracow-

18
ników admira a na posterunku mieli pozosta  tylko wojskowi, cho  ju  pod nowym zwierzchnikiem.
Admira  Morgan stan  u wielkich d bowych drzwi swego biura, zawaha  si  przez moment i krótko skin  g ow , jakby na po egnanie pustego

background image

gabinetu, po czym wyszed  na korytarz, do czekaj cych kolegów. U miechn  si  troch  z musem i rzek :
- Panowie,  b

  zaszczycony,  je li  zechcecie  poda   mi r

.

Kolejno wymieniali s owa po egnania,  ywo czuj c wi

 wzajemnego zaufania, jaka przez lata po czy a ich z odchodz cym. Jako ostatni podszed

do Arnolda najm odszy z nich, komandor porucznik Ramshawe, którego admira  zacz  traktowa  niemal jak syna.

- B dzie mi ciebie brakowa o, Jimmy.
- I mnie pana te , sir - odrzek  Ramshawe. - Nawet pan nie wie jak bardzo.
- Dzi ki, ch opcze.
Morgan, jak zwykle elegancki w ciemnopopielatym garniturze, l ni cych czarnych butach, niebieskiej koszuli i w krawacie Akademii Marynarki

Wojennej, obróci  si  na pi cie i ruszy  przed siebie korytarzem. Szed  wyprostowany, spr

ystym krokiem i pe en godno ci, trzymaj c pod r

 Kathy

O'Brien. Nie sprawia  wra enia cz owieka  egnaj cego si  z czynnym  yciem zawodowym, ale m odego oficera, dopiero co powo anego pod sztandar.
Na  cianach wisia y tam portrety kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Mijaj c podobizn  Eisenhowera, admira  skin  mu g ow  po
wojskowemu, jak to zawsze czyni . Przez g ow  przelatywa y mu tysi ce wspomnie  z d ugich lat s

by dla kraju, na wszystkich szczeblach i w

najró niejszych wcieleniach: dowódcy okr tu nawodnego... dowódcy atomowego podwodniaka bazuj cego w Norfolk... szefa wywiadu marynarki...
dyrektora Agencji Bezpiecze stwa Narodowego... a wreszcie prawej r ki chwiejnego republika skiego prezydenta, który pod koniec kadencji ju
zapomnia , co to znaczy lojalno

 i patriotyzm. Nie szkodzi; Arnold Morgan mia  tych przymiotów za dwóch.

Sun c przez dobrze sobie znane korytarze zachodniego skrzyd a, admira  znów s ysza  w wyobra ni szum fal rozci-
19
nanych przez dziób okr tu wychodz cego w morze... metaliczny  oskot 

cucha kotwicznego... zwi

e komendy szefa okr tu... a tak e okrzyki

dawno poleg ych komandosów z Na-vy SEALs, których nigdy nie pozna , a którzy zgin li, wykonuj c jego rozkazy. Dyscyplina i pos usze stwo - taka
by a ich dewiza, tak  kierowa  si  te  on... zazwyczaj.

W uszach rozbrzmia y mu dawno nie s yszane uderzenia dzwonu okr towego, oznajmiaj ce up yw godzin wachty, i cichy szum wysuwanego

peryskopu. Wiedzia ,  e gdy tylko wyjdzie z budynku, spojrzy w gór  i j  zobaczy:  opocz

 na wietrze, tak cholernie dumnie powiewaj

 flag .

Morgan nie w

 p aszcza, mimo  e Kathy by a opatulona w d ugi jasnobr zowy strzy ony ko uch. Tu  przed wyj ciem na ganek zachodniego

skrzyd a wzi a go za r

, jakby chcia a go zapewni ,  e nie b dzie sam w tej pami tnej chwili, kiedy po raz ostatni „zejdzie z pok adu" i po egluje na

zupe nie inne wody - d ugie (mia a nadziej )  ata emerytury. Admira  mia  sze

dziesi t cztery lata.

Nikt z obecnych nie mia  zapomnie  tej sceny. Wszyscy mieli wyra ne poczucie utraty panowania, jakby wielki okr t wojenny nagle zgubi  p etw

sterow . Dochodzi y ju  wie ci,  e wartowników z Korpusu Marines zast puj  stra nicy cywilni. Wymuskani m odzi ludzie przed trzydziestk  kr cili

owami i ze smutkiem mówili o prymitywizmie dzia ania ameryka skich si  zbrojnych pod zwierzchnictwem republikanów. Nowi ideolodzy przybywali z

innego  wiata,  wiata przysz

ci, w którym najwi ksze znaczenie mia a edukacja rozwijaj cych si  krajów; w którym nie by o z a, a tylko

nie wiadomo

; w którym  mier  i zniszczenie b

 zast pione przez rosn

 pomoc finansow , a zamiast mordowa  tyranów, b dzie si  ich uczy

zachodniej demokracji, ubogich i bezsilnych za  wspomaga  i walczy  z ich brakiem poczucia w asnej warto ci. W tym nowym  wiecie absolutnie nie

dzie miejsca na jakiekolwiek drastyczne dzia ania w imi  zemsty, podboju czy unicestwienia przest pczych re imów.

Armi  i marynark  wojenn  czeka y du e ci cia bud etowe. Prezydent-elekt Charles McBride by  globalist , g boko przekonanym,  e rozs dek i

lito

 zawsze zwyci

, nawet wobec najbardziej b dz cego wroga. Jednak e tak jak

20
Bili Clinton, a przed nim Jimmy Carter, McBride by  cz owiekiem niezdecydowanym, zawodowym politykiem nawyk ym do kompromisów, wiecznie

szukaj cym z otego  rodka, a przy tym zupe nie niedo wiadczonym w twardej grze dyplomatycznej, niezdolnym przejrze  knowania dzia aj cego we

asnym interesie adwersarza. Wiedzia  za to jedno: nie ma sensu wydawa  miliardów dolarów na obron , je li si  nie zamierza walczy . Nikt go

jeszcze nie nauczy  odwiecznej mantry m drych w adców: si vis pacem, para helium. Chcesz pokoju, b

 gotów do wojny; inaczej przyjdzie ci zap aci

krwaw  da . Albo, jak powiedzia  Wielki Sternik chi skiej rewolucji, przewodnicz cy Mao: „Prawdziwa w adza tkwi w lufie armaty".

Wi kszo

 z wci

 stoj cych na korytarzu m

czyzn uznawa a to credo za prawdziwe i uwa

a,  e wszystko b dzie dobrze, dopóki Stany

Zjednoczone b

 posiada y najwi ksze armaty na  wiecie. Je eli jednak któremukolwiek z ameryka skich prezydentów potrzebny by  u boku Arnold

Morgan, to w

nie czterdziestosiedmioletniemu Charlesowi McBri-de'owi. I kiedy przebrzmia o echo kroków admira a, genera  Scannell mrukn :

- Chryste Panie! Nie wiem, co teraz b dzie.
- Ani ja, generale - rzek  Harcourt Travis.
Kilka godzin pó niej admira  Morris i komandor porucznik Ramshawe w minorowych nastrojach siedzieli na tylnej kanapie sztabowego samochodu

US Navy, wracaj c do siedziby NSAw Fort Meade.

- Nie mog  uwierzy ,  e ju  go nie ma, Jimmy — mrukn  dyrektor agencji.
- Tak, trudno si  z tym pogodzi  - przytakn  m ody oficer. - Teraz to ju  nie b dzie to samo, prawda, sir?
-  eby  wiedzia . B dzie gorzej. Do Bia ego Domu wprowadza si  prezydent, który ani w z b nie rozumie, z jakimi zagro eniami ten kraj miewa do

czynienia. Ma nas wszystkich za wariatów.

- Na to wygl da. Mo e pan to sobie wyobrazi ? Kaza  jakiej  sekretarce zadzwoni  do admira a i powiedzie  mu,  e jest zwolniony. Niech to cholera!
21
- A teraz Bóg raczy wiedzie , kim go zast pi.
- Pewnie jakim  ulizanym spo ecznikiem. Kierownikiem zespo u w Korpusie Pokoju albo kim  w tym rodzaju. Jezu, nie mog  uwierzy ,  e to si

dzieje naprawd ...

- Problem s

b wywiadowczych polega na tym — rzek  George Morris —  e potrzebujemy w rz dzie cz owieka, który na wst pie uwierzy,  e nie

jeste my jakimi  t pymi dupkami, i b dzie s ucha  tego, co mówimy, z przekonaniem,  e mamy do wiadczenie, jakiego on sam nie mia  okazji naby .
Bez tego utrzymywanie rozleg ej i kosztuj cej miliardy organizacji po prostu nie ma sensu. Nie mo emy po owy czasu marnotrawi  na ja owe
przekonywanie facetów, którzy powinni by  po naszej stronie.

- Jasne, sir. I to by o najlepsze u admira a Morgana. On zawsze traktowa  nasze informacje powa nie i przynajmniej bra  je pod rozwag . Równy z

niego go

, nie? Lepszego w  yciu nie spotka em.

- I ju  nie spotkasz, Jimmy.
Dwaj m

czy ni jechali dalej w zgodnym, ponurym milczeniu przez pó nocno-zachodnie przedmie cia Waszyngtonu i dalej, do Fort Meade. Dotar szy

do celu, dyrektor pospieszy  do swego gabinetu, a komandor Ramshawe zanurzy  si  w chaosie w asnego zawalonego papierami biura, by sp dzi  w
nim reszt  swej ulubionej pory tygodnia: czwartkowego popo udnia. Dla trzydziestoletniego oficera oznacza o ono kilka godzin przyjemnego studiowania
prasy. To wtedy w

nie otrzymywa  swe zamówione tytu y: „Daily Mai " i „Telegraph" z Londynu, „Age" z Melbourne, „Morning Herald" z Sydney i

kanadyjski „Toronto Globe" - gazety pe ne lakonicznych wiadomo ci ze  wiata polityki, gospodarki, finansów, wojska, no i z wy szych sfer, jakie nie
zawsze da si  znale

 w „Washington Post" czy nawet „Wall Street Journal". Jedn  kolumn  Jimmy lubi  szczególnie; mo e to dziwne u Australijczyka

urodzonego i wychowanego w USA, ale by a to rubryka „Dwór i socjeta" w londy skim „Daily Telegraph", nieco pom-patyczny miszmasz ezoterycznych
wydarze , rozpoczynaj ca si  od doniesie  o tym, co tego dnia porabia królowa i ró ni cz onkowie jej rodziny, pobieraj cy pensje rz dowe. Wymienione
by y  tam wszystkie  planowane  spotkania Jej  Wy-

22
soko ci, jak równie  ksi cia Filipa i nast pcy tronu Karola. Potem nast powa y relacje na temat rozmaitych imprez, spotka  i nominacji z kr gów

szkolnictwa - z najlepszych w kraju szkó  publicznych i uniwersytetów, przede wszystkim z Cambridge, Oksfordu i Londynu. Przytaczano listy

obników na wa niejszych pogrzebach, informowano, kto w si ach zbrojnych dosta  jaki medal, nagrod  b

 nowy przydzia  s

bowy. Opisywano

spotkania weteranów, nie obesz o si  te  bez obwieszcze  o co wa niejszych towarzysko zar czynach,  lubach i zgonach. By a te  sta a kolumna In
me-moriam, w której rodziny zamieszcza y rocznicowe wspomnienia o poleg ych oficerach, nawet je li padli w boju przed sze

dziesi ciu laty.

Jimmy regularnie poch ania  ten dzia , robi c notatki, które potem zapisywa  w swoim komputerze. Je li na przyk ad w Royal Navy mianowano

nowego dowódc  floty podwodnej, wprowadza  jego nazwisko i wa niejsze wydarzenia z kariery, na wypadek gdyby kiedy  w przysz

ci Fort Meade

potrzebowa  szybko dost pnego dossier. Komandor porucznik Ram-shawe by  prawdziwym profesjonalist .

W londy skim „Telegraph" z poniedzia ku 5 stycznia znalaz  kilka artykulików, które go ubawi y, i kilka innych, po których pospiesznie si ga  po

ugopis. Jednak by o tam tak e jedno s owo, na którego widok omal nie zach ysn  si  kaw . „Zamordowany". W samym  rodku najnudniejszej

kolumny akademickiej by a niewielka wzmianka o nominacji nowego starszego wyk adowcy w o rodku bada  zagro

 geofizycznych Benfield Greig na

uniwersytecie londy skim. Doktor Hillary Betts, wulkanolog, „zast pi  profesora Paula Landona, który zosta  w maju zamordowany w zachodnim

Londynie".
— Zamordowany? Cholera, na tych stronach jeszcze nigdy nie widzia em tego s owa! To tak, jakby ksi

eczk  do nabo

stwa zilustrowa  zdj ciem

striptizerki.

Odruchowo otworzy  przegl dark  internetow , wszed  na stron  „Telegraph" i w wyszukiwarce wpisa  nazwisko Landona. Ku jego zaskoczeniu na

czele listy znalaz  si  spory artyku  z pierwszej strony wydania z 12 maja:

23
PROFESOR PAUL LANDON ZAGIN
Najlepszy wulkanolog  wiata znikn  po odczycie
w Królewskim Towarzystwie Geograficznym
Pod tym rzucaj cym si  w oczy tytu em widnia  szczegó owy opis kariery i osi gni

 Landona, a dalej streszczenie raportu policyjnego: profesor nie

wróci  do domu w Bucking-hamshire po swym wyk adzie wyg oszonym wieczorem 8 maja. Zamieszczone by y tam te  wypowiedzi sekretarza
generalnego towarzystwa, kolegów z uniwersytetu i oczywi cie  ony zaginionego. Nikt nie mia  zielonego poj cia, co si  z nim mog o sta . Jimmy
Ramshawe wkrótce si  jednak sam tego dowiedzia . „Telegraph" z 15 maja obwie ci  tytu em przez ca  pierwsz  stron :

background image

PROFESOR LANDON ZAMORDOWANY! Cia o z dwiema kulami w g owie znaleziono na wyspie na Tamizie
Patolog policyjny stwierdzi ,  e profesor zosta  zabity „w stylu egzekucji" i wrzucony do rzeki. Sternik ósemki z klubu wio larskiego spostrzeg  zw oki

wyrzucone przez pr d przyp ywu na Chiswick Eyot, ma  wysepk  wyznaczaj

 pó metek podczas tradycyjnych regat Oksford-Cambridge na trasie z

Putney do Mortlake. Podejrzanych na razie nie by o, ale policja nie mia a w tpliwo ci,  e by o to morderstwo dokonane z zimn  krwi ; co prawda
wszyscy zachodzili w g ow , kto móg by chcie

mierci nie wadz cego nikomu uczonego.

Komandor Ramshawe uwielbia  podobne zagadki. Przez bit  godzin  szpera  w internetowych archiwach „Telegraph" z okresu mi dzy pocz tkiem

lata a jesieni . Znalaz  doniesienie o wynikach  ledztwa koronera, relacj  z pogrzebu i artyku  o dziedzinie, w której Landon si  specjalizowa . Wci
jednak nigdzie nie natkn  si  nawet na cie  wyja nienia, kto, u diab a, móg by chcie  go zabi .

Jimmy przerzuci  si  na „Daily Mai ", przebojow  bul-warówk  dla ni szych segmentów rynku czytelniczego, w nadziei  e jej reporterzy wpadli na

jaki  bardziej oryginalny

24
pomys . I tu jednak mu si  nie powiod o. Przez tydzie  po wydarzeniu „Mai " koncentrowa a si  wy cznie na dwójce zamordowanych policjantów i ich

psie:

DZIELNY ROGER ZGIN

 W AKCJI

U BOKU SWYCH PANÓW Zabójstwo funkcjonariuszy zagadk  dla Scotland Yardu
Ramshawe te  nie umia  jej rozwi za . Zainteresowa  go za to ust p zaczynaj cy si  od zdania: „Ze wzgl du na charakter ran jednego z zabitych

policja wezwa a podobno Wydzia  Specjalny, ale do zamkni cia numeru nie uda o si  nam tego potwierdzi ". Jimmy nie mia  w tpliwo ci,  e mo e tu
chodzi  o MI5 lub nawet MI6, brytyjski odpowiednik CIA. I chocia  brutalny napad na policyjny patrol w Londynie, a tym bardziej  mier  profesora
uniwersytetu nie le

y w sferze jego zawodowych zainteresowa , sporz dzi  na temat Landona wyczerpuj

 notatk . Nie móg  przesta  o tym

wszystkim my le ; obraca  w my li poznane fakty jeszcze w drodze do ambasady australijskiej, gdzie czeka a go kolacja w towarzystwie narzeczonej,
córki ambasadora, Jane Peacock. By a ju  prawie dwudziesta, kiedy tam dotar  i z wdzi czno ci  przyj  szklank  zimnego fostera, któr  go
pocz stowa a na powitanie, zanim do czyli w jadalni do jej rodziców. Jimmy zawsze dobrze si  czu  przy Johnie Peacocku. Ich rodziny by y
zaprzyja nione od wielu lat; mieszkaj cy na sta e w Nowym Jorku rodzice m odego oficera mieli nawet dwa tygodnie pó niej odwiedzi  ambasadora.

Ramshawe odczeka  z poruszeniem intryguj cego go tematu do g ównego dania, doskona ej pieczeni wo owej, do której podano szczególnie

wykwintne wino z Australii, Clo-nakilla Shiraz z winnicy po

onej w umiarkowanym klimacie wzgórz wokó  Canberry. John Peacock przez ca e  ycie

kolekcjonowa  dobre wina i dysponowa  imponuj

 piwniczk  w swym domu z widokiem na port w Sydney. Jako ambasador w USA czu  si  w

obowi zku serwowa  go ciom trunki z w asnego kraju i nie zdarzy o mu si  dot d nikogo w tej materii zawie

. Przy drugim kieliszku Jimmy zapyta :

25
- John, czyta

 co  o wulkanologu z Londynu, którego zamordowano w maju?

- Mo liwe. Jak si  nazywa ?
- Profesor Paul Landon.
- Czekaj no... Tak, co  mi si  obi o o uszy. Zwróci em na to uwag , bo mia  przyjecha  z odczytami na trzy nasze uczelnie, w tym Monash z

Melbourne, któr  sam uko czy em. Chodzi o chyba w

nie o tego go cia. Pami tam,  e jeden z sydneyskich dzienników zamie ci  obszerny artyku  o

jego  mierci. A dlaczego pytasz?

- Po prostu trafi em na co  ciekawego w internecie. To morderstwo wydaje si  raczej dziwne, a nawet bezsensowne. Nikt si  nie dowiedzia ,

dlaczego go zabito, nikogo te  w tej sprawie nie oskar ono.

- Tak, pami tam. On zreszt  by  nie tylko wulkanolo-giem. Specjalizowa  si  we wszelkiego rodzaju naturalnych katastrofach: trz sieniach ziemi,

wielkich falach, kolizjach z asteroidami i Bóg wie czym jeszcze. Przypominam sobie,  e mia  u nas mówi  o skutkach szczególnie gro nej fali... o jakiej
cholernej chi skiej nazwie... chop suey, czy co  w tym rodzaju. W ka dym razie chodzi o ca  mas  wody.

Jimmy zachichota  pod nosem. Lubi  swego przysz ego te cia, który kaza  mu mówi  do siebie po imieniu od pierwszego roku studiów.
- Chodzi o tsunami - podpowiedzia . - To z japo skiego. Jestem ekspertem w tej dziedzinie mniej wi cej od sze ciu godzin.
- Tak, to jest to - przytakn  ambasador. - Powstaje, kiedy cholernie du y kawa  ska y odrywa si  od macierzystej góry i wpada do morza, robi c

wielkie chlup. Prawda, ekspercie?

- To chyba dostateczne wyja nienie. - Jimmy zmarszczy  czo o i przyj  ton, jak mu si  wydawa o, uczonego. - Bardzo dobrze uj te. Odt d b

 si

do ciebie zwraca  per „Chlup" Peacock, znawca tsunami.

Wszyscy si  roze mieli, ale ambasador jeszcze nie sko czy .
- Powiem ci, co jeszcze pami tam z tego artyku u. Zamiarem Landona by o omówienie szczególnie tych fal, które wyst pi y w archipelagach Pacyfiku

na pó noc od nas. To niebezpieczny rejon, nie? Twój profesor, Jimmy, wiedzia  wszyst-

26
ko o jednej z nich, powsta ej w wyniku zapadni cia si  wyspy Nowa Brytania nieopodal Nowej Gwinei. Na s siednich wyspach zgin y wtedy trzy

tysi ce ludzi.

- Jak na faceta, który nie potrafi wymówi  s owa „tsuna-mi", wiesz o nich cholernie du o! - zauwa

 Jimmy.

- Daj  mi par  tygodni, a i nazw  opanuj ... - odpar  z u miechem Peacock.
- Jak my lisz, dlaczego kto  go za atwi ?
- Kto wie? Mo e z kim  go pomylono?
- Mo e. Ale policja twierdzi,  e to wygl da o na egzekucj .
Pi tek, 9 stycznia 2009 r. Pentagon
Zacz y nap ywa  pierwsze zarz dzenia nowego gabinetu. Nie ulega o w tpliwo ci,  e prezydent zamierza wprowadzi  brutalne ci cia w bud ecie

departamentu obrony, szczególnie za  w marynarce wojennej. Uwa

 wydawanie miliardów dolarów na flot  nawodn  i podwodn  za szale cze

marnotrawstwo. By  zdania - nie bez powodu -  e naród wybra  go w

nie po to, aby po

 temu kres. Ludzie nie chc  rozwoju armii, tylko lepszej

opieki zdrowotnej i lepszego startu dla swych dzieci. Ostatnie wybory by y tego wyra

 demonstracj . Zwyci stwo McBride'a nie by o druzgoc ce;

wygra  tylko nieznaczn  liczb  g osów, a obie izby Kongresu wci

 pozostawa y w r kach „starej dobrej partii", jak nazywano republikanów. Naród

jednak wyrazi  sw  wol . Trafi o do niego g oszone przez McBride'a has o nadziei na lepsze  ycie. S uchali, jak oskar a w asny kraj, w którym ludzie
mog  zbankrutowa  tylko dlatego,  e dopadnie ich choroba; jak przysi ga na Boga,  e zmieni ten stan rzeczy. Vox populi przemówi .

Wszystko to w mig zosta o zrozumiane, zw aszcza w biurze d ugoletniego przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów na drugim

pi trze Pentagonu. Genera  Tim Scannell, urz duj cy dok adnie pod gabinetem ust puj cego sekretarza obrony Roberta MacPhersona, nie by  teraz
szcz

liwym cz owiekiem.

- Nie wiem, jak d ugo on mo e przetrwa . Mam nadziej ,
27

e tylko cztery lata. Ale ten sukinsyn prawdopodobnie wyrz dzi US Navy wi cej szkód ni  admira  Yamamoto.

ród siedz cych naprzeciwko przewodnicz cego by  szef operacji morskich, admira  Alan Dickson. Jemu te  nie by o do  miechu.

- Ju  to wszystko prze ywa em - powiedzia . - Tu nie chodzi tylko o wielkie sprawy. Wiecie równie dobrze jak ja,  e ostre ograniczenia bud etu

obrony maj  wp yw na wszystko. Wsz dzie jest pe no skorych do obcinania kosztów i zazwyczaj posuwaj  si  o krok za daleko. Nikt do ko ca nie
rozumie rzeczywisto ci... a potem jest za pó no. Zw aszcza za  w marynarce. Kiedy zaczniesz wycofywa  z czynnej s

by lotniskowce, odstawia  na

sznurek niszczyciele i fregaty, ko czy si  zapotrzebowanie na naprawd  dobrych ludzi. A kiedy m odzi dojd  do wniosku,  e ich nie potrzebujemy, nie
poka

 si  w Annapolis.

— Lewicowi politycy nigdy tego nie rozumieli - wtr ci  admira  Dick Greening, dowódca Floty Pacyfiku. — Nie my

 o tym,  e ca e cholerne miasta

yj  tylko dzi ki zamówieniom wojskowym. Przestajesz budowa  okr ty, to nie tylko doprowadzisz je do bankructwa, ale na twoich oczach wymr

wyj tkowe umiej tno ci w ca ych regionach. Nie minie wiele czasu, a zamienimy si  w jaki  kraik z Trzeciego  wiata, zmuszony kupowa  technologi
za granic .

W gabinecie zapad a cisza.
— Wiecie, co mnie naprawd  wkurza? - spyta  Dickson. — To, o czym  aden rz d nigdy ludziom nie mówi.
Nikt si  nie odezwa .
- Chodzi o to,  e rz d nie ma ani centa w asnych pieni dzy - kontynuowa  szef operacji morskich. - Maj  tylko to, co wezm  od ameryka skich

podatników i ameryka skich korporacji. Kiedy wi c t umacz  narodowi,  e lotniskowiec za du o kosztuje, wciskaj  ogromny kit. Oni nie wydaj
pieni dzy, w ogólnie przyj tym znaczeniu tego s owa. Oni je tylko rozdzielaj .  Bior  je  z  ka dego  ród a, jakie  uda  si  im znale

 bez wywo ania

rewolucji, a potem przek adaj  w inne szufladki gospodarki. Nie wydaj , powtarzam, tylko mieszaj  w cudzych pieni dzach. - Dickson zamilk  na chwil ,
po czym powiedzia : — Po owa kosztów robocizny idzie do kie-

28
szeni ludzi, którzy buduj  okr ty. Natychmiast oddaj  jedn  trzeci  rz dowi. Nikt nie mówi,  e reszta zostaje wydana w najbli szej okolicy,

zapewniaj c prac  innym ludziom, którzy te  co trzeciego zarobionego dolara oddaj  rz dowi. Ani s ówkiem nikt nie wspomni,  e masa pieni dzy idzie
na konto US Steel, ameryka skich koncernów elektronicznych, stoczni w Maine, Connecticut czy Virginii, które te  p ac  podatki. Cz

 trafia do

personelu marynarki, który te  oddaje cesarzowi, co cesarskie. To jedna wielka karuzela. Lotniskowiec nie jest drogi. Mamy go za darmo. Wydane na
jego utrzymanie pieni dze i tak nie by y w asno ci  rz du, który tylko je przerzuca z kieszeni do kieszeni.

- Wiadomo ju , jakich ci

 mo emy si  spodziewa ? -zapyta  ponuro kontradmira  Curran.

- Nikt nie mówi nic konkretnego. Dostali my jednak nieoficjalne polecenie, by zacz

 oszcz dza . Powiedzia bym,  e na pocz tek trzeba  wstrzyma

przebudow   tych czterech podwodniaków SSBN klasy Ohio.

Dickson mia  na my li program wycofania ze starych strategicznych atomowych okr tów podwodnych rakiet Trident i przekszta cenia ich w platformy

background image

ogniowe dla taktycznych rakiet kierowanych. Ka dy z Ohio mia  teraz dysponowa  stu pi

dziesi cioma czterema tomahawkami, ulepszony mia  te

zosta  ich system sonarowy.

- Nie jestem pewien, czy uda si  nam utrzyma  zielone  wiat o dla budowy dwóch kolejnych lotniskowców klasy Ni-mitz. CVN 77 i 78 zostan

prawdopodobnie skasowane.

- Jezu! - wypsn o si  wiceadmira owi Brianowi Ingramo-wi, dowódcy Floty Atlantyku. - To by oby fatalne. Niektóre ze starych okr tów goni

resztkami si . Potrzebne s  nam nowe i to od razu. A co z programem niszczycieli klasy Ar-leigh-Burke?

- Jak wiecie, dotychczas dostali my dwadzie cia cztery z planowanych trzydziestu sze ciu. Teraz nie wiem, czy mo emy liczy  na pozosta y tuzin.
- Niech to diabli. Szlag mnie trafi, gdyby mia o nam zabrakn

 okr tów rakietowych. I na pewno czu bym si  lepiej, gdyby Wielki Cz owiek jeszcze

siedzia  w Bia ym Domu.

Wielki Cz owiek by  jednak bardzo daleko.
29
Wtorek, 27 stycznia 2009 r., godzina 11.30. Teneryfa
Pani Arnoldowa Morgan sp dza a ostatni  godzin  swego miodowego miesi ca w samotno ci. Wygodnie rozparta na le aku przy ni szym basenie

szacownego Gra  Hotel Bahia del Duque, po

onego na po udniowym cyplu wyspy, pogr

ona by a w lekturze. Nieopodal dwóch agentów ochrony

gra o w karty. Co jaki  czas zjawia  si  kelner, dopytuj c si , czy nie  yczy sobie jeszcze troch  soku pomara czowego lub kawy. Oko o trzydziestu
metrów nad ni  sta  jej m

, okupuj cy obserwatorium na szczycie hotelowej wie y, zaj ty wpatrywaniem si  w ocean przez teleskop wielokrotnie

silniejszy, ni  wi kszo

 ludzi kiedykolwiek mia a okazj  u ywa .

Wyspy Kanaryjskie ze swym czystym atlantyckim niebem przyci ga y astronomów z ca ego  wiata i na ka dej z nich powsta y dobrze wyposa one

obserwatoria. To na szczycie Gra  Hotel Bahia del Du ue zosta o zbudowane przede wszystkim z my

 o uczonych, a jego teleskop na ogó  by

wycelowany w niebo. Tym razem jednak obiektyw skierowany by  na powierzchni  b kitnej wody na po udnie od Costa Adeje, tam gdzie dno morskie
raptownie si  obni a do g boko ci prawie dwóch kilometrów.

Kathy wola aby,  eby Arnold wreszcie stamt d zlaz  i z ni  porozmawia . Izolacja nie s

a by ej bogini zachodniego skrzyd a Bia ego Domu.

Otrz sn a si  z zamy lenia i wróci a do ksi

ki, od czasu do czasu podnosz c wzrok na wspania e otoczenie. Pi ciogwiazdkowy hotel w eklektycznym

stylu wenecko-wiktoria skim zajmowa  rozleg  przestrze  nad samym brzegiem oceanu, przypominaj

 subtropikalny ogród botaniczny. Jej  wie o

po lubiony ma onek uwielbia  takie majestatyczne budowle. Przed wyjazdem z w

ciw  sobie „s odycz " wyda  jej instrukcje: „S uchaj, Kathy, postaraj

si  nie zanudza  mnie hotelowymi broszurami, tylko za atw nam jakiekolwiek cholerne miejsce, byle luksusowe. I hasta la uista, czyli po hiszpa sku
rusz no si " — doda , wr czaj c jej kart  kredytow .

Arnold Morgan by  beznadziejnym przypadkiem i Kathy wybacza a mu tylko dlatego,  e w ten sam sposób traktowa  wszystkich. Przez sze

 lat

pracy na stanowisku jego sekre-

30
tarki w Bia ym Domu widywa a dyplomatów najpot

niejszych krajów  wiata truchlej cych pod jego s ownym natarciem - szczególnie chi skich, a

niemal równie cz sto rosyjskich.

Pomys  wyprawy na t  garstk  hiszpa skich wysepek wystaj cych z roziskrzonego s

cem Atlantyku u brzegów Afryki wyszed  od niej. W m odo ci

mieszka a w Europie, a jej szwagierka Gayle z po udniowej Hiszpanii proponowa a Las Canarias z uwagi na styczniow  pogod , znacznie tam
cieplejsz  ni  na kontynencie, o tysi c mil na pó nocny wschód. Najwa niejszy jednak powód by  zupe nie inny. Kathy chcia a wzi

 tam katolicki  lub

ko cielny; do tej pory mieli tylko cywilny, zawarty przed urz dnikiem w Waszyngtonie. Gayle wyszuka a idealny ma y ko ció ek, Iglesia de San Antonio
Abad, ukryty w ród portowych uliczek Las Palmas na s siedniej Gra  Canarii, i za atwi a mówi cego po angielsku ksi dza, który w pi tkowy ranek
udzieli  im sakramentu ma

stwa. Kathy chcia a dopiero po przybyciu na miejsce powiedzie  m

owi,  e w

nie w tym niepozornym ko ciele w stylu

roma skim Krzysztof Kolumb modli  si  o boskie wspomo enie przed wyruszeniem na wypraw  w poszukiwaniu zachodniej drogi do Indii. Ameryka ski
patriota i europejski awanturnik, dwaj morscy dowódcy z ró nych epok, ale podobni duchem, po czeni w pewnym sensie przez ten sam o tarz... Kathy
uwa

a,  e Arnoldowi si  to spodoba. Wiedzia a,  e pod pancerzem szorstko ci jest w gruncie rzeczy wielkim romantykiem. I na tym stan o: miesi c

miodowy sp dz  na „Kanarach". Przepych hotelu zaskoczy  nawet tak wyrafinowanego  wiatowca jak on; elewacja z terakoty, pi

 basenów, jadalnia

na tarasie pod lazurem nieba, z widokiem na z ote piaski szerokiej pla y...

- A teraz on siedzi na tej g upiej wie y ju  czwarty dzie  z rz du — burkn a pod nosem Kathy. — Z teleskopem przy oku, prawdopodobnie

wypatruj c nieprzyjaciela.

Akurat w tej chwili by y doradca prezydenta do spraw bezpiecze stwa narodowego zjawi  si  u jej boku.
- Och, dzie  dobry, kochanie - przywita a go. - Ju  nabiera am przekonania,  e po lubi am lorda Nelsona i jego lunet .
31
— Zrobi

 lepszy interes - zapewni  j  Morgan. - Tamten go

 straci  r

 w bitwie pod Santa Cruz, zaledwie czterdzie ci mil st d. Siedzia aby

teraz pod sal  pooperacyjn , zastanawiaj c si , czy owdowiejesz, czy nie.

Kathy nie mog a si  nie roze mia . Zawsze podziwia a jego b yskawiczne riposty i encyklopedyczn  wiedz .
- Poza tym lord nie by  specjalnie dobry w miodowych miesi cach - doda  Arnold. - Nigdy nie po lubi  lady Ha-milton, nieprawda ? Pewnie dlatego,

e chcia  unikn

 gderania za ka dym razem, kiedy by podniós  lunet  do oka.

Kathy pokr ci a g ow . Wiedzia a,  e z Arnoldem Mor-ganem nie warto próbowa  si  w s ownych potyczkach, nieodmiennie bowiem wygrywa ; nie

warto si  sprzecza , bo zawsze wiedzia  wi cej; i nie warto si  gniewa , bo w ka dej sytuacji umia  za artowa , uk

 ironi  czy po prostu roz mieszy

jak

 min  czy gagiem. Zakocha a si  w nim od pierwszego dnia, kiedy z hukiem wkroczy  w jej  ycie, polecaj c jej na dzie  dobry zadzwoni  do

dowódcy rosyjskiej marynarki wojennej i powiedzie  mu,  e jest k amliwym sukinsynem.

By  niemo liwy i wszyscy o tym wiedzieli. By  te  jednak bardziej ekscytuj cy, zabawny i wymagaj cy ni  wszyscy m

czy ni, których w  yciu

spotka a. Starszy od niej o dwadzie cia lat i ni szy o cal, by  najbardziej pewnym siebie cz owiekiem w ca ym Bia ym Domu. Nie dba  o czyj kolwiek
rang  czy stanowisko, a tylko o prawd . By y prezydent wyra nie si  obawia  Arnolda Morgana i jego absolutnego oddania krajowi i sprawie jego
bezpiecze stwa. W oczach Kathy O'Brien mierz cy sto siedemdziesi t cztery centymetry admira  bywa  chwilami trzymetrowym dryblasem. Ona sama i
wiele innych osób uwa

o,  e po lubi a najni szego olbrzyma  wiata.

Wydawa o si  niewiarygodne,  e ju  go nie ma w Bia ym Domu. Kathy, która przepracowa a tam wiele lat, wprost nie mog a sobie wyobrazi , jak tam

dzie bez tego oswojonego lwa w gabinecie doradcy do spraw bezpiecze stwa, który bra  na siebie wszystko i decydowa , „co jest dobre dla tego

cholernego kraju". Nowy prezydent b dzie potrzebowa  na tym stanowisku kogo , kto by by skrzy owaniem Johna Wayne'a, Henry'ego Kissingera i
Douglasa MacArthura. A nikogo takiego nie znajdzie. Jedyny znany okaz tego gatunku le

32

nie obok Kathy, trzymaj c j  za r

 i mówi c jej,  e j  kocha i  e jest najcudowniejsz  osob , jak  kiedykolwiek w  yciu spotka . Po chwili

oznajmi ,  e idzie pop ywa . Po czterech dniach na Teneryfie jego skóra przybra a br zowy odcie , kontrastuj cy z krótko przystrzy onymi siwymi

osami. Chocia  Arnold Morgan by  w wieku emerytalnym, wci

 mia  muskularne nogi i ramiona, a jego  yciowa mi

 do ociekaj cych majonezem i

musztard  kanapek z pieczon  wo owin  tylko w nieznacznym stopniu wp yn a na obwód talii.

W wodzie te  radzi  sobie  wietnie. Kathy patrzy a, jak sunie równym, profesjonalnym kraulem, nabieraj c powietrza przy co drugim zagarni ciu,

ledwo wysuwaj c g ow  bokiem w dolin  tworzonej przez siebie fali. Wygl da o to tak, jakby móg  tak p ywa  cho by ca y rok. Kathy postanowi a si
do  przy czy . Skoczy a do basenu, kiedy zrobi  kolejny nawrót, wynurzy a si  obok niego i ruszy a naprzód nieco wysilonym stylem bocznym. Nie by o

atwo dotrzyma  tempa Arnoldowi.

Kiedy w ko cu odpoczywali na le akach, Morgan powiedzia :
- Jutro zabieram ci  na wycieczk . Pojedziemy zobaczy  miejsce, gdzie wed ug naukowców wydarzy si  najwi ksza naturalna katastrofa w historii
Ziemi.
- Wydawa o mi si ,  e co  takiego ma si  wydarzy  za miesi c w Bia ym Domu...
- Masz racj . W takim razie chodzi o drug  pod wzgl dem skutków. - Admira  si  roze mia .
- Co to takiego? - spyta a bez wi kszego zaciekawienia.
- Wulkan.
- O, nie. Znowu? Za jeden w

nie wysz am za m

.

- Zapewne za du o bym od ciebie oczekiwa , gdybym poprosi  o chwil  uwagi?
- Nie, admirale. Zamieniam si  w s uch.
- No wi c oko o stu kilometrów na pó nocny zachód st d le y aktywna wulkanicznie wyspa La Palma. Ma powierzchni  mniej wi cej równ  jednej

trzeciej Teneryfy, kszta t gruszki zwróconej ogonkiem na po udnie...

- Mówisz, jakby  czyta  z przewodnika.
33
- To nie by  przewodnik, ale ca kiem ciekawa ksi

ka. Znalaz em j  przy teleskopie.

- Jaka ksi

ka?

- Kochanie, prosz ... Katarzyno Morgan, s uchaj, co do ciebie mówi . Czyta em w

nie z uwag  bardzo fascynuj cy opis pobliskiej wyspy i wp ywu,

jaki mo e mie  na przysz

wiata. My la

 mo e,  e ja tak sobie si  gapi  przez teleskop, ale...

- Porzuci

 lunet ? W takim razie jak to si  sta o,  e  aden wróg jeszcze nie zaatakowa  Teneryfy? - przerwa a mu ze  miechem.

- Jak nie b dziesz uwa

, sama za chwil  zostaniesz zaatakowana. - Arnold te  si  roze mia . - Chcesz,  ebym ci opowiedzia  o ko cu  wiata, czy

nie?
- Pewnie, najdro szy. B

 wniebowzi ta.

- Dobra. A teraz s uchaj. - Jego g os brzmia  znów jak na odprawie w centrali manewrowej okr tu podwodnego, jakich swego czasu wiele

background image

przeprowadzi . - Po udniowa cz

 Palmy ma co  w rodzaju kr gos upa. To wysoki grzbiet górski wulkanicznego pochodzenia, d ugi mniej wi cej na

pi

 kilometrów, biegn cy z pó nocy na po udnie przez sam jej  rodek. Nazw  wzi  od najwi kszego wulkanu Cumbre Vieja, wznosz cego si  na sze

i pó  kilometra ponad dno oceanu, z czego nad wod  wystaje mniej wi cej dwa i pó . W ostatnich pi ciuset  atach wybucha  siedmiokrotnie. Uskok
tektoniczny wzd

 grzbietu pojawi  si  podczas erupcji w 1949 roku. Mo na powiedzie ,  e ca e zachodnie zbocze zsuwa si  z wielkiej wysoko ci do

pieprzonego oceanu.

Kathy zachichota a na ten znajomy „ubarwiacz", który jej m

 stosowa  cz sto w wypowiedziach na dowolny temat.

- Uwa aj! - ofukn  j  Arnold i ci gn  dalej. - Dalej na po udnie jest wulkan San Antonio,  wielki czarny krater. W

nie zako czyli tam budow

centrum dla turystów z fantastycznymi widokami. Potem mo na pojecha  na ostatni z wulkanów, Tenegui , który ostatnio wybuch  w 1971 roku. Mo na
wej

 na jego szczyt i zajrze  do krateru, je li masz na to ochot .

- Nie, dzi ki.
- Ale najwa niejszy jest sam Cumbre Vieja. I w ostatnich
34
ATLANTYK
hotel pa stwa Morgan w Palma
CuZre Weja        J^^ryfa
_     <T^/*Santa Cr
c—p       Gomera
Hierro
"Gra  Canana
SAHARA ZACHODNIA 400 km
Wyspy Kanaryjskie
35
latach troch  pomrukuje. Wed ug tej ksi

ki jego wybuch by by najwi ksz  katastrof  od miliona lat.

- Arnoldzie, czasami masz sk onno

 do przesady. Dlatego zadam ci jedno proste pytanie. Jakim cudem osuni cie si  kawa ka ska y na tej odleg ej

atlantyckiej wysepce mia oby mie  skutki na tak  skal , o jakiej mówisz?

- Tsunami, Katarzyno Morgan. Megatsunami.
- Powa nie? Z ry em czy z frytkami?
- Jezu Nazare ski!  — Morgan wzniós  oczy ku niebiosom. — Stoj  w tej chwili,  ono, na czym  w rodzaju rozstajnych dróg, zastanawiaj c si , czy

mam ci  zostawi  tu, wspaniale si  prezentuj

 w bikini, ale przygniecion  Czomo-lungm  ignorancji, czy te  wyprowadzi  ci  na s oneczne wy yny

wiedzy. To b dzie w du ej mierze zale

o od twojego nastawienia.

Kathy wzi a go za r

 i rzek a:

- Prowad , mistrzu. Dobrze wiesz,  e si  tylko z tob  dra ni . Chcesz troch  soku?
Wsta a z le aka, podesz a do stolika i nala a do du ej szklanki. Pomara cze w Hiszpanii s  tak samo dobre jak na Florydzie i admira  wychyli  podany

napój jednym d ugim haustem, zanim na nowo podj  wysi ek edukacyjny.

- Orze wiaj cy. Prawie tak jak ty - mrukn  z uznaniem, co Kathy wynagrodzi a mu poca unkiem. - Na czym stan li my? Tsunami. Wiesz, co to jest?
- Dzisiaj chyba ka dy o tym s ysza , ale mów.
- Najwi ksza fala na  wiecie.  ciana wody, która nadci ga z oceanu i nie za amuje si  na p ytkim akwenie jak ka da normalna fala, ale sunie dalej,

zachowuj c kszta t i energi , przez wszystko, co jej stanie na drodze. Mo e mie  kilkana cie metrów wysoko ci.

- Czyli gdyby uderzy a gdzie  w p aski brzeg Marylandu, przetoczy aby si  nad domami?
- W

nie. Jest jednak co  jeszcze gorszego. Mówi  na to megatsunami. Takie zjawisko mo e zniszczy

ycie na wielkich obszarach  wiata. Ta

ksi

ka twierdzi,  e podobna fala mo e osi gn

 wysoko

 rz du pi

dziesi ciu metrów. Zmiot aby ca e Wschodnie Wybrze e USA.

Kathy zaduma a si  nad t  wiadomo ci , czuj c si  troch
36

upio,  e tak frywolnie potraktowa a  wie

 wiedz  Arnolda na ten temat.

- Nadal jednak nie rozumiem, w jaki sposób wybuch wulkanu móg by wywo

 co  podobnego. Przecie  to tylko erup-cja popio u i rzeki wolno

yn cej zboczami lawy.

- I tu wracamy do naszej Palmy. Po ostatnim wybuchu Cumbre Vieja przed sze

dziesi ciu laty naukowcy stwierdzili,  e na zachodnim zboczu

wyst pi o osuni cie si  masywu skalnego o kilka metrów.

- Kilka metrów to chyba niezbyt wiele?
- Mo e niewiele, ale tu chodzi o kawa  ska y d ugi na dwana cie kilometrów. Je li co  takiego zsunie si  do oceanu z du ej wysoko ci i z du

pr dko ci ... To miliardy ton kamienia. Efektem by oby najwi ksze tsunami na tej planecie.

- To pewne?
- Jak cholera. Na paru uniwersytetach w Stanach i chyba w Niemczech s  ca e wydzia y zajmuj ce si  przewidywaniem mo liwych skutków

megatsunami powsta ej na Wyspach Kanaryjskich.

-  I jeden z nich opublikowa  t  ksi

, któr  znalaz

 w obserwatorium?

- Nie. Jej autorami s  dwaj profesorowie z uniwersytetu londy skiego, jakie  szychy w  rodowisku. Day i Sarandon. Wygl da na to,  e wiedz , co
mówi .
Nast pnego dnia, godzina 9.30
Na naleganie ochroniarzy admira  wyczarterowa  prywatny samolot, podstarza y ATR-72, nieco tylko cichszy i wygodniejszy od katastrofy kolejowej,

którym polecieli na Palm  z ma ego lotniska Reina Sofia po

onego o niespe na dziewi

 kilometrów od ich hotelu. Samolot trz

 niemi osiernie, lec c

wzd

 malowniczego zachodniego wybrze a Teneryfy. Przed najbardziej wysuni tym cyplem Punta Teno skr cili nad ocean, aby wkrótce wyl dowa  w

Santa Cruz de la Palma, gdzie ju  czeka  na nich samochód z szoferem, a w

ciwie dwa samochody i jeden szofer. Tym drugim mieli oczywi cie

jecha  za nimi agenci Secret Service. Jednym z wa-

37
runków kontraktu, jaki Morgan podpisa  przed podj ciem pracy w Bia ym Domu, by o w

nie zapewnienie mu ca odobowej ochrony przez pi

 lat po

przej ciu na emerytur . W Stanach przydzielono mu zespó  czterech agentów pracuj cych w systemie zmianowym, z których dwójka polecia a z nimi na
miesi c miodowy.

Admira  Morgan by  teraz cz owiekiem zamo nym. Jego wojskowa emerytura wp ywa a na konto od prawie dziesi ciu lat nie naruszane. Nie mia

dzieci do wykszta cenia, alimentów do p acenia ani  adnych kredytów. Sprzeda  swój dom w Marylandzie i przeprowadzi  si  do znacznie wi kszej willi
Kathy w Chevy Chase, te  nie obci

onej hipotek . Kathy dysponowa a sporym funduszerm powierniczym za

onym dla niej przez bogatego, acz

niewiernego pierwszego m

a, i te  nie musia a wydawa  swej pensji przez ostatnie sze

 lat, kiedy to Morgan utrzymywa  ich oboje ze swojej. Razem

posiadali kilka milionów dolarów - wystarczaj co du o, by Arnold móg  wyrzuci  do kosza dwie pi ciomilionowe oferty nowojorskich wydawnictw, które
chcia y opublikowa  jego wspomnienia.  adnemu z nich nawet nie raczy  odpowiedzie .

Schodz c z samolotu na rozgrzany pas startowy, ubrany w granatowe polo, odprasowane szare szorty, br zowe mokasyny od Gucciego i bia

panam  admira  wygl da  na tego, kim by : by ego wysokiego rang  wojskowego, z którym lepiej nie zadziera .

— Samochód jest tam, sir — powiedzia  Harry, d ugoletni ochroniarz Arnolda. — Pierwszy z tych trzech czarnych mercedesów zaparkowanych przed

budynkiem.

Ruszyli niespiesznie w tamtym kierunku. Mimo wczesnej pory by o ju  gor co, a na b kitnym niebie pró no by szuka  cho by jednej chmurki. Harry

otworzy  tylne drzwi samochodu i admira  wsiad  pierwszy, przesuwaj c si  na drug  stron  siedzenia.

- Prosz , pani Morgan. - Harry sk oni  lekko g ow . Dziesi

 lat temu zaproponowa

wie o rozwiedzionej atrakcyjnej Kathy O'Brien randk .

Odmówi a grzecznie, a teraz agenta na samo wspomnienie tego niewinnego, ale powa nego b du przeszywa  zimny dreszcz.

38
Szofer ruszy agodnie, opuszczaj c teren lotniska, a Har-ry z koleg  jechali za nimi w niewielkiej odleg

ci w szyku torowym, jak admira  zwyk  to

nazywa  po marynarsku. Posuwali si  ku po udniowemu cyplowi wyspy. Od miasteczka Fuencaliente de la Palma, dawniej uzdrowiska z gor cymi

ród ami, dzieli o ich szesna cie kilometrów nadmorskiej szosy. Wybuch wulkanu w 1971 roku pogrzeba

ród a, zamieniaj c je w wielkie podziemne

jeziora, skryte pod grub  warstw  zastyg ej lawy. Dzi  w jednym z bielonych domów urz dzono co  w rodzaju centrum monitorowania wulkanu, a w
okolicy pe no by o drogowskazów kieruj cych go ci ku licznym kraterom i szczytom trzymaj cym milcz

 stra  nad przysz

ci  Ziemi.

Du a bia a tablica z napisem „Wulkan San Antonio" i grub  czarn  strza

 od razu wpad a w oko Morganowi.

- Jed  prosto tam, Pedro — poleci  szoferowi, sprawdzaj c jednocze nie, czy ochrona trzyma miejsce w szyku.
Kathy, majstruj ca przy nowym cyfrowym aparacie fotograficznym z wszystkimi bajerami i teleobiektywem, który dopiero co dosta a od Arnolda,

spyta a od niechcenia:

- Sk d wiesz, jak on ma na imi ?
- Pewno ci oczywi cie nie mam, ale w Hiszpanii wielu ludzi nazywa si  Pedro albo Miguel.
- Bo e jedyny! Kochanie, nie mo na wymy la  ludziom imion! To grubia skie. Jakby  si  czu , gdyby kto  obcy nagle zacz  ci  nazywa  Fredem?
- Och, zgadzam si ,  e w Stanach ten numer by nie przeszed . Ale tu prawdopodobie stwo trafienia jest bardzo wysokie. W Arabii te : tam wszyscy

si  nazywaj  Mohammed, Mustafa albo Abdul. Nie da si  spud owa .

- A jednak to niegrzeczne. Tak samo nie powiniene  nazywa  ka dego  niadego cz owieka turbaniarzem. — Kathy mi-rno woli si  za mia a, kiedy

Morgan zme  w ustach jakie  burkliwe s owo. Dotkn a ramienia kierowcy i spyta a: - Przepraszam, czy mog  pozna  pana imi ?

background image

- Oczywi cie, seflora. Pedro.
- Sk d wiedzia

? - Szturchn a m

a w bok, w sz c podst p.

- Harry mi powiedzia .
39
Kathy unios a oczy ku niebu. W tamt  stron  zreszt  jechali. Silnik mercedesa wy  na wysokich obrotach, kiedy samochód wspina  si  stromo pod

gór  przez piniowy las ku wielkiej rozpadlinie widniej cej w samym szczycie czarnego sto ka. Niedawne wstrz sy we wn trzu drzemi cego od
sze

dziesi ciu lat wulkanu sk oni y w adze do zamkni cia krateru dla wszelkich go ci, ale kiedy dojechali na miejsce, Harry wyja ni  stra nikowi, kim

jest cz owiek w bia ej panamie. Hiszpan machn  przyzwalaj co r

 i Arnold z  on  spacerkiem podeszli na kraw

 krateru, by zajrze  do  rodka.

Daleko w przedzie zobaczyli czteroosobow  grupk  innych turystów. M

czy ni robili zdj cia ca ej okolicy i najwyra niej pod

ali na pó noc

wyznaczonym szlakiem wzd

 górskiego grzbietu. Obok nich sta y dwa elektryczne wózki golfowe.

- Da oby si  takie za atwi  i dla nas? - spyta  admira .
- Zaraz sprawdz  — odrzek  Harry i zawróci  do budki stra nika.
Po trzech minutach wróci  z dobr  nowin : z centrum turystycznego ju  jedzie do nich czteroosobowy pojazd.
- Super - ucieszy  si  Arnold. - W ten sposób b dziemy mogli dojecha  a  na sam Cumbre Vieja, a potem wróci  nadmorsk  drog  i popatrze  na

klifowe brzegi.

Wynaj cie wózka sowicie si  op aci o. Sceneria by a niesamowita, widoki zapiera y dech w piersiach. Jechali przez pola zastyg ej lawy pofa dowanym

grzbietem zwanym Ruta de los Volcanos, miejscami poro ni tym g szczem sosen ka-naryjskich, gdzie indziej nagim i pustym. Wózek podskakiwa  na
wyboistym terenie, który zaledwie czterdzie ci lat wcze niej by  roz arzon  magm . W wielu miejscach wida  by o niebieski bezmiar Atlantyku po obu
stronach, na wschodzie i na zachodzie. Wycieczka by a udana, ale nie wiedz c, czy akumulatory wystarcz  na pokonanie ca ej trasy, zdecydowali si
zawróci  i pojecha  na dó  samochodem. Pó torej godziny pó niej stali na szczycie wielkiego bazaltowego urwiska, góruj cego o kilkadziesi t metrów
nad dziwacznie czarn  pla

, w któr  bi y rz dy zwie czonych pian  atlantyckich grzywaczy.

Zaparkowali na nierównej, ale raczej p askiej polanie. By  tam te  inny samochód, te  czarny mercedes. Ci sami czterej
40

czy ni, których widzieli wcze niej pod San Antonio, z zapa em fotografowali klif. Wszyscy byli  niadzi, z krótkimi k dzierzawymi w osami, ale na

pewno nie wygl dali na Hiszpanów, a tym bardziej - mimo girland najrozmaitszych aparatów i kamer na szyjach - na japo skich turystów. Raczej s
Arabami, pomy la  Morgan.

- Co, u diab a? - mrukn  pod nosem. - Ciekawe, po co pl cz  si  nam pod nogami i robi  tyle zdj

 go ym ska om?

- Obawiam si ,  e nie b

 w tym pomocna, kochanie. Nie przedstawili nam swojego planu podró y.

- Cholerni turba... - burkn  admira , ale ugryz  si  w j zyk, wspomniawszy niedawn  rozmow  o tym, co jest gru-bia skie, a co nie.
Dwie minuty pó niej obcy odjechali na po udnie. Spotkali ich potem jeszcze raz. Czterej turba... to jest, tury ci znów zawzi cie uwieczniali okolic  na

zdj ciach i filmach wideo.

- Zatrzymaj si  tu, Pedro - rzuci  szoferowi admira . -Podjed  jak najbli ej do nich, ale tak,  eby nie pomy leli,  e w azimy im na plecy.
Morgan nie by  zdziwiony, widz c,  e tamci znów wybrali idealny punkt do uprawiania swojego hobby. Linia brzegu by a tu nieco wkl

a, tworz c

ytk  zatoczk . Widok z jednego z najwy szych miejsc w okolicy w obu kierunkach, na pó noc i na po udnie, by  spektakularny. W

ciwie nie by o w

tym nic podejrzanego; po prostu lata pracy w wywiadzie zbyt g boko odcisn y si  na charakterze admira a. Morgan mia  mani  prze ladowcz  na
punkcie dwóch rzeczy: okr tów podwodnych na morzu i Arabów na l dzie. Od 11 wrze nia 2001 roku nie móg  spojrze  na  adnego przedstawiciela tej
nacji, nie my

c jednocze nie: „Cholerny terrorysta..." Oczywi cie takie uczucia  ywi o wielu innych ludzi w ameryka skich s

bach specjalnych, ale

Arnold, jak to on, musia  co  z tym fantem zrobi .

Ledwo si  zatrzymali, by  ju  na nogach. Podszed  do mercedesa ochrony i wyda  zwi

e polecenie. We cie aparat z mojego wozu i zacznijcie nam

robi  zdj cia. U

 teleobiektywu. Zdj

 tych facetów czysto i z bliska.

- Tak jest, sir.
Mi dzy obiema grupkami by o mo e trzydzie ci metrów.
41

Harry spisa  si  doskonale. Arabowie musieli si  zorientowa ,  e obiektyw jest wycelowany w nich, odwrócili bowiem spiesznie twarze, ale nie do

szybko. Wyszli na zdj ciach  wietnie, poza jednym, którego Harry zdo

 uwieczni  tylko lekko od ty u, niemniej ca a czwórka by a zapisana na karcie

pami ci aparatu.

- Dowiem si  mo e, o co tu chodzi o? - spyta a jego w

cicielka, kiedy ruszyli w drog  powrotn  na lotnisko.

- Nie s dz , aby to byli zwykli tury ci - odpar  Morgan. -Bez  on czy dziewczyn, powa ni jak cholera. Odnios em wra enie,  e robi  te wszystkie

zdj cia w jakim  konkretnym celu.

- Pewnie. Mo e chc  wyda  album? „Wspania e wybrze a Atlantyku", czy co  podobnego. Albo szukaj  pleneru filmowego. Albo pracuj  dla izby

turystyki Wysp Kanaryjskich i przygotowuj  prospekt. Albo zatrudni  ich jaki  hotel czy biuro podró y w poszukiwaniu nowych wra

 dla swoich

klientów. W ko cu jeste my na jednym z najwi kszych wulkanów  wiata, prawda?

- Jasne. Wiem. I nie s dz , aby ktokolwiek planowa  jak

 wielk  budow , kiedy pod stopami poczuje podrygi Cum-bre Vieja. To by by szybki i

pewny sposób na utrat  hotelu, prawda? - Arnold si  zamy li  i dopiero po chwili zacz  mówi  dalej, jakby do siebie. - Nie wiem dlaczego, ale co  mnie
tkn o, kiedy zobaczy em tych facetów. Ci gle byli tam, gdzie my... Ale mam ich teraz i by  mo e poprosz  m odego Ramshawe'a,  eby spróbowa  ich

zidentyfikowa .
- To by oby mo liwe? - zdziwi a si  Kathy.
- Je li s  zupe nie anonimowi, to nie. Ale nigdy nie wiadomo...
- Co  ci powiem - rzek a Kathy. - Teraz wierz ,  e gdyby ca e to zachodnie zbocze osun o si  do oceanu, narobi oby rzeczywi cie ogromnego
plusku.
- Prawda? By by to król wszystkich plusków.
ROZDZIA  2

roda, 27 maja 2009 r. godzina 15.00. Autostrada Wschodniego Wybrze a, Korea Pó nocna

Byli tu  na pó noc od portowego miasta Wonsan. Chi ska ci

arówka wojskowa p dzi a dziwnie pust  szos , biegn

 wzd

 poszarpanego

zatoczkami wybrze a, chronionego przed falami Morza Japo skiego tylko przez kilka malutkich wysepek, widocznych w dali jak sine plamki na
horyzoncie. Szumnie nazwana autostrad  droga wi a si  przez trzysta dwadzie cia kilometrów dzikiego terenu na pó noc, gdzie zbiegaj  si  granice
Chin, Korei i Rosji, o jakie  sto trzydzie ci kilometrów na po udniowy zachód od W adywostoku.

Siedz cemu w szoferce genera owi Raszudowi towarzyszy  jego osobisty ochroniarz, szwagier i weteran Hamasu, Ahmed Sabah, zajmuj cy miejsce

z ty u i  ciskaj cy odbezpieczonego ka asznikowa. Genera  patrzy  przez przedni  szyb  w milczeniu. Tutejszy j zyk by  zbyt dziwaczny, jak zreszt
ludzie i sam kraj, aby próbowa  konwersacji z korea skim kierowc . Rawi Raszud by  ot pia y z nudy. W tym najbardziej zamkni tym pa stwie  wiata, z
policyjnym re imem rodem z najczarniejszej epoki komunizmu czu  si  tak nienaturalnie, tak daleko od wszystkiego, co zna,  e straci  wszelkie poczucie
perspektywy. Zerkn  na szofera, na którego mundurze nie by o  adnych wojskowych insygniów poza ma  metalow  odznak  z portretem Drogiego
Przywódcy, Kim Dzong Ha, uwa anego za wariata przez wi kszo

 zachodniego  wiata, ale przez tutejszych ludzi niemal za bóstwo. O randze

nierza  wiadczy a tylko czerwona obwódka odznaki.
43
Ojciec Kima, Kim Ir Sen, nazywany by  (oczywi cie w Korea skiej Republice Ludowo-Demokratycznej) najwi kszym wodzem w ca ej historii

ludzko ci, dystansuj c tym samym Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara, D yngis-chana, Karola Wielkiego, Napoleona, Gandhiego, Churchilla, a
nawet Mao Tse-tunga. Dzieci korea skie od ma ego uczy y si  i codziennie  piewa y hymn o „Najwi kszym geniuszu, jakiego zna

wiat". Jego

ogromnej wielko ci portrety zdobi y miasta, miasteczka, wsie i wioski, a jego s owa po dzi  dzie  s  uwa ane za co  w rodzaju objawienia woli Nieba.

Oty y syn Kima, Kim Dzong II, szybko dorówna  ojcu. Wszechobecne uliczne g

niki na prawo i lewo s awi y wielko

 jego rodu, niepodwa aln  dla

wszystkich poza tymi, którym nie zale y na wolno ci, a nawet na  yciu. W XXI wieku re im Kim Dzong Ila nie zamierza  tolerowa  jakichkolwiek form
sprzeciwu. Poniek d upraszcza o to spraw : kochaj Wodza albo gi .

Kierowca wojskowej ci

arówki by  typowym reprezentantem sterroryzowanego narodu. Pod jego enigmatycznym u mieszkiem kry  si  pusty,

martwy wyraz w

ciwy ludziom, których morale leg o w gruzach, szacunek dla siebie si  ulotni , a jedyn  szans  przetrwania jest stanie w szeregu i

bicie czo em przed Kim Dzong I em, którego portret zgodnie z prawem musia  wisie  w ka dym domu. Korea Pó nocna jest orwellowskim koszmarem,
wiecznie balansuj cym na granicy g odu, gdzie ludzie setkami tysi cy mr  z niedo ywienia. Jest jak Rosja zim  sprzed pó  wieku, za Stalina. A mimo to
ludzie wci

 staj  szpalerami na ulicach, którymi przeje

a ten t usty potwór, gor co wiwatuj c na cze

 Drogiego Przywódcy, cara jednego z

najgorzej zarz dzanych suwerennych pa stw rodem ze  redniowiecza. Dzie  w dzie  i noc w noc, je li ma si  ochot  s ucha , rz d Kim Dzong Ila tr bi
wszem i wobec pochwa  Korei Pó nocnej jako kraju pod ka dym wzgl dem przewy szaj cego reszt

wiata.

Genera  Raszud by  wstrz

ni ty tym, co tutaj zobaczy , i autentycznie 

owa ,  e musi robi  z Korea czykami interesy. W jego grze pozosta o

jednak bardzo niewiele miejsc, w których dawa o si  jeszcze je robi . Cz

ci  jego fachu by  handel broni  i to na wy szym szczeblu wtajemniczenia:

44
Kwanmdbong^ JfCzongjin
• zak ad^nuklearne Yongbyon
Wonsan Phenian
Bllian         Namph^
MORZE 

TE Qingdao

background image

200 km
#¦ rejony zamkni te
Morze 

te - chi ska baza okr tów podwodnych, korea skie zak ady nuklearne

45
w tym zakrytym zmow  milczenia,  ci le tajnym i nielegalnym kr gu broni nuklearnej, gdzie ma o kto si  przyznaje do zapotrzebowania, a ju

absolutnie nikt do ch ci sprzeda y. Poza pewnym mrocznym rejonem w Bo ni jedynym dostawc  jest w

nie Korea Pó nocna. Ten parias  wiata,

wci ni ty mi dzy Chiny, Rosj  i Japoni , od dawna produkuje komponenty broni j drowej, ani troch  si  nie przejmuj c mi dzynarodowym traktatem o
jej nierozprzestrzenianiu. Przez d ugie lata, od 1974 roku, kiedy to Korea przyst pi a do Mi dzynarodowej Agencji Energii Atomowej, pozostaje ona dla
Zachodu oczywistym problemem ze wzgl du na nieustanne d

enie do produkcji plutonu i eksport rakiet Scud na Bliski Wschód. Jednak Kim Ir Sen

zaskoczy  nawet najwi kszych optymistów, kiedy w 1985 roku podpisa  traktat o nierozprzestrzenianiu broni j drowej, obiecuj c,  e Korea nie
wyprodukuje bomby i udost pni wszystkie zak ady nuklarne dla zachodniej inspekcji. Jeszcze w tym samym roku rozpocz ta zosta a budowa reaktora o
mocy dwustu megawatów, który móg by produkowa  pluton w ilo ci wystarczaj cej na siedem bomb rocznie. Niezale nie od tego projektu ruszy a te
budowa du ego zak adu przetwarzaj cego pluton na form  gotow  do zastosowania militarnego. Rok pó niej pracowa  ju  pierwszy blok reaktora o
mocy trzydziestu megawatów, daj c po

dany pluton. W 1987 roku Korea nie dotrzyma a pierwszego terminu mi dzynarodowej inspekcji. Kilka

miesi cy potem dostarczy a Iranowi sto rakiet Scud-B. Przez nast pne dwa lata odmawiali wpuszczenia inspektorów MAEA i kontynuowali budow
reaktorów produkuj cych pluton. Stale sprzedawali te  scudy Syrii i Iranowi. W 1992 roku MAEA uzna a ostatnie deklaracje nuklearnego stanu
posiadania Korei (oko o dziewi

dziesi ciu gramów plutonu!) za fa szywe i zacz a si  domaga  dost pu do Yongbyon, supertajnych podziemnych

zak adów atomowych po

onych o osiemdziesi t kilometrów na pó noc od stolicy kraju, Phenianu. Nic nie wskóra a. Rok pó niej Chiny i Rosja

wstrzyma y wszelk  pomoc dla Korea skiej Republiki Lu-dowo-Demokratycznej. Stany Zjednoczone wystosowa y ultimatum, 

daj c od Kim Ir Sena,

aby odkry  karty jak wszyscy inni. Dyktator zareagowa  natychmiastowym wydaleniem

46
inspektorów MAEA i zagrozi ,  e wycofa si  z traktatu o nie-rozprzestrzenianiu broni j drowej. Ostatecznie w po owie roku 1994 Korea Pó nocna

wyst pi a z MAEA. Prezydent Clinton, zawsze sk onny do kompromisu, zgodzi  si  dostarczy  Korea czykom dwa reaktory typu LWR ch odzone zwyk
wod  i dodatkowo pó  miliona ton mazutu rocznie, je eli nowy przywódca, Kim Dzong II, wznowi cz onkostwo swego kraju w MAEA, nie wypowie
traktatu i „unormuje stosunki handlowe" ze Stanami Zjednoczonymi. Te, jak je nazwano, „ustalone ramy" mia y kosztowa  ameryka skich podatników
ka dego roku dwadzie cia do trzydziestu milionów dolarów.

Niespe na dwana cie miesi cy po umowie Clintona dyrektor CIA John Deutsch zameldowa ,  e nowe rakiety Nodong-1 wejd  na wyposa enie armii

po nocnokorea skiej przed up ywem roku i  e Korea czycy w najg bszej tajemnicy kontynuuj  prace nad konstrukcj  nuklearnych, chemicznych i
biologicznych g owic bojowych. Nieustanne ostrze enia s

b wywiadowczych by y jednak ignorowane przez rz d. Wiosn  1997 roku sytuacja jeszcze

si  pogorszy a. Sta o si  oczywiste,  e Kim Dzong II produkuje pluton. Materia  dowodowy systematycznie rós . Pewien pó nocnokorea ski genera
zdezerterowa  do Chin i opublikowa  artyku , w którym potwierdzi ,  e jego by a ojczyzna naprawd  dysponuje broni  j drow . Nowoczesny ameryka ski
satelita szpiegowski, zwany pieszczotliwie Wielkim Ptakiem, wykona  sensacyjne zdj cia zwi kszonej aktywno ci w rozleg ym kompleksie nuklearnym
Yongbyon, którego wi ksza cz

 jest ukryta pod ziemi . Informacje Choona Sun Lee, innego uciekiniera z Korei, wysokiego urz dnika w ogromnej

infrastrukturze militarnej, który ujawni  istnienie  ci le tajnego podziemnego zak adu produkcji plutonu i konstrukcji broni, by y niemal na pewno

prawdziwe.
W czerwcu 1998 roku dyktator og osi ,  e Korea Pó nocna nadal b dzie konstruowa  i eksportowa  rakiety zdolne do przenoszenia g owic

nuklearnych. Ameryka skie s

by wywiadowcze s

y ostrze enie za ostrze eniem,  e Korea czycy zbudowali pod ziemi  wielki reaktor b

 zak ad

przetwarzania paliw j drowych. Raport Billa Richardsona, szefa de-

47
partamentu energii, stwierdza ,  e istniej  dowody na to, i  Korea Pó nocna pracuje nad technologi  wzbogacania uranu, czyli — w du ym skrócie —

przetwarzania tej  mierciono nej substancji w materia  do zastosowania militarnego. Cztery miesi ce pó niej Agencja Bezpiecze stwa Narodowego, a
dok adniej mówi c jej ówczesny dyrektor, agresywny admira  Arnold Morgan, dos ownie wy wrzeszcza  prezydentowi przez telefon,  e re im Kim Dzong
Ila jest w posiadaniu od dwudziestu pi ciu do trzydziestu kilogramów plutonu, co wystarczy oby na kilka g owic bojowych.

Wszystko to by o jeszcze drobnostk  w porównaniu z wydarzeniami roku 2002. Nie ulega o ju  w tpliwo ci,  e Korea Pó nocna dysponuje gro nym

arsena em scudów, dost pnych dla ka dego ch tnego kupca. Zeznania Choona Sun Lee znów zacz y prze ladowa  wszystkich zainteresowanych.
Korea czyk przysi ga ,  e wielka góra Chun-Ma zosta a wydr

ona, aby pomie ci  tajny zak ad przetwarzania uranu. Opisa  ogromny tunel, zag biony

w ska  na ponad pó tora kilometra, prowadz cy do wielkich komór. W jednej z nich z rudy uranu uzyskuje si  koncentrat, co jest pierwszym etapem
procesu wzbogacania. CIA uzna a informacje Choona za zbyt szczegó owe, aby mog y by  fa szywe; pasowa y zreszt  dok adnie do jej w asnych
obserwacji satelitarnych, wykazuj cych istnienie a  dwudziestu dwóch tajemniczych wielkich wykopów w górskim regionie Korei Pó nocnej. Je li
wierzy  Choonowi, re im Kim Dzong Ha posiada ca e j drowe imperium. A Choon bynajmniej nie sko czy . Opisa  dok adnie ka dy szczegó  operacji
transportowania rudy uranu ci

arówkami i  mig owcami do ukrytej w odleg ej górskiej dolinie podziemnej fabryki. Do jego zezna  do

 swoje trzeci

wa ny uciekinier z Korei Pó nocnej, który w 2002 roku zameldowa ,  e Kwanmobong, druga najwy sza góra kraju le

ca o czterysta trzydzie ci

kilometrów na pó nocny zachód od Phe-nianu, zosta a równie  wydr

ona prac  tysi cy ludzi, którzy nocami worek po worku przygotowali miejsce dla

kolejnego tajnego zak adu nuklearnego.

W grudniu 2002 roku dosz o do pierwszej otwartej konfrontacji. Amerykanie zlokalizowali pó nocnokorea ski frachtowiec nieopodal wyspy Sokotra u

wybrze y Somalii, przy

48
tak zwanym Rogu Afryki, i poprosili znajduj cy si  akurat vv pobli u hiszpa ski okr t wojenny o jego zatrzymanie. Kilka godzin pó niej Hiszpanie

zmusili p yn cy bez bandery* statek So-San do zatrzymania silnika, po czym weszli na jego pok ad. W  adowniach znale li pi tna cie scudów, starannie
ukrytych pod czterdziestoma tysi cami worków korea skiego cementu. Oprócz rakiet by o tam te  pi tna cie konwencjonalnych g owic bojowych,
dwadzie cia trzy cysterny kwasu azotowego (sk adnika paliwa rakietowego) i osiemdziesi t pi

 beczek niezidentyfikowanych chemikaliów. Ludzie

Kima nareszcie zostali przy apani na gor cym uczynku. Zanim jednak Stany Zjednoczone zd

y zawrze  oburzeniem, Korea og osi a,  e natychmiast

wznowi prac  reaktorów w Yong-byon i zacznie produkowa  energi  elektryczn . By o to wierutne k amstwo. Reaktory nigdy nie przesta y pracowa , a
ich podstawowym celem dzia ania by a produkcja plutonu do g owic j drowych. Kim Dzong II najwyra niej by  zdania,  e najlepszym interesem dla
gospodarki pa stwowej b dzie nielegalny handel broni  nuklearn , plutonem i rakietami  redniego i krótkiego zasi gu. Trudno sobie wyobrazi
biz-nesplan budz cy wi kszy sprzeciw mi dzynarodowy; by  on jakby specjalnie stworzony w celu wywo ania furii Amerykanów, zw aszcza za rz du
republika skiego, który mia  po dziurki w nosie podobnych nieskorych do wspó pracy przest pczych re imów. Inspektorzy MAEA zameldowali,  e nie
pozwala si  im wype nia  obowi zków, a kilka dni pó niej wszyscy zostali wydaleni.

Mija y lata pierwszej dekady XXI wieku. Reaktory w Yong-byon kontynuowa y produkcj  plutonu. Do Fort Meade dochodzi y meldunki

przedstawiaj ce jako g ówny element pó -

* Zwyczaje morskie nieco si  zmieni y od czasów, kiedy tylko na podejrzanych statkach nie powiewa a dumnie (od ósmej rano do zachodu s

ca)

narodowa bandera. Dzi  podnosi si  j  tylko w portach 1 na redach; na pe nym morzu poza statkami pasa erskimi i okr tami na ogó  si  jej nie
zobaczy. Zreszt  ten dawny ceremonia  zupe nie straci  na znaczeniu w dobie, kiedy za ogi s  wielonarodowe, przynale no

 pa stwowa statku jest

papierow  fikcj , armator za  najcz

ciej na oczy me widzia  kraju, w którym rejestruje swoje jednostki.

49
nocnokorea skiego imperium nuklearnego le

 zaledwie

0  czterdzie ci kilometrów od granicy chi skiej gór  Kwan-mobong.

nie tam zd

 teraz genera  Raszud, w nadziei,  e we wn trzu tej ska y znajdzie bro , dzi ki której raz na zawsze b dzie móg  wyprze

znienawidzonych Amerykanów z Bliskiego Wschodu. Rawi nawet nie stara  si  udawa ,  e rozumie orientaln  mentalno

. Obchodzi o go tylko jedno:

reputacja Korei Pó nocnej jako solidnego i nie zadaj cego zb dnych pyta  dostawcy. Towar nie by  tani; w cen  wliczone by o ubezpieczenie przed
wszelkimi nieprzyjemnymi konsekwencjami, jakie mog  spotka  Korea czyków za ich polityk  handlow .

Bardzo niewielu ludzi z zewn trz mia o okazj  obejrze  korea skie zak ady nuklearne, a ju  zw aszcza te ukryte w skalnych komorach gór Paitou

Szan. Jednak genera  Ha-masu, w którym Korea czycy szybko rozpoznali powa nego kupca, wymóg  na nich przyj cie  cis ych warunków, pod jakimi
zakupi ich produkt. Owszem, powiedzia , zgodzi si  na odbiór towaru wprost z fabryki. Z chwil  opuszczenia jej terenu odpowiedzialno

 za dalszy

transport przejdzie na Hamas. W razie jakiegokolwiek wypadku nie b dzie wysuwa

adnych roszcze  pod adresem Korea czyków. Dla genera a

oznacza o to,  e gdyby ca a partia zagin a gdzie  pod drodze, nale

 sum  i tak trzeba b dzie zap aci . Dlatego postawi  warunek,  e on i jego ludzie

musz  nadzorowa  za adunek

1 eskortowa  towar przez ca y kraj a  pod burt  statku czekaj cego w porcie Nampo na zachodnim wybrze u. Zgodzi  si  ostatecznie na jednego

miejscowego kierowc .

Wiedzia ,  e Korea Pó nocna, kraj o powierzchni stanu Missisipi, ma dwadzie cia cztery miliony obywateli, z czego po owa mieszka w Phenianie.

Przejechali ju  jednak szmat drogi, a on nie umia by powiedzie , gdzie  yje druga po owa. Dziesi tkami kilometrów ci gn y si  dzikie pustkowia i tylko
gdzieniegdzie na wybrze ach Morza Japo skiego napotykali male kie rybackie wioski.

Przed przybyciem do Korei nie mia

adnych o niej informacji. Nigdzie nie by o turystycznych folderów, fotografii ani prospektów promuj cych

doskona

 korea skich wyrobów.

50
Na powitanie dosta  tylko map  drogow  i szofera, który mia  go zawie

 do fabryki w Kwanmobong.

Jedyne, co wiedzia  o tym kraju, dotyczy o spraw wojskowych:  e ten  mieszny, zacofany wyrzutek z Trzeciego  wiata dysponuje trzeci  co do

wielko ci armi , maj c pod broni  milion dwie cie tysi cy 

nierzy. O po ow  wi cej ni  Korea Po udniowa. Jedna czwarta bud etu pa stwa

background image

przeznaczona jest na wojsko, a mimo to tutejsza marynarka wojenna jest bardziej ni  skromna, lotnictwo za  liczne, ale w wi kszo ci przestarza e.
Korea przyprawia a Rawiego o g si  skórk . Nie mia  jednak czasu nad tym rozmy la : za par  godzin zacznie si  stan ostrego pogotowia. Siedzia

nieruchomo, wpatrzony w drog , któr  ci

arówka jednostajnie mkn a do celu. Min li miasta Hamhung i Pukczhong, pod

aj c wzd

 torów

kolejowych do Kildzu i Czilbo-san. Jeszcze trzydzie ci kilometrów i szofer skr ci z szosy w niepozorn  bit  drog , biegn

 ku odleg ym o dwadzie cia

kilka kilometrów górom, strze on  przez wartowników w drewnianych budkach rozstawionych po obu stronach co kilkaset metrów. Praktycznie nie ma
na niej miejsca, w którym samochód by by niewidoczny dla uzbrojonych patroli i wart. Koniec drogi b dzie met  dla genera a Raszuda w jego d ugim
marszu, rozpocz tym tak naprawd  w odleg ej Moskwie, cho  nie by  tam osobi cie. Oficjalna pro ba ira skiej marynarki wojennej o sprzedanie kilku
rakiet cruise klasy Raduga SS-N-21, z których dwie mia yby by  wyposa one w taktyczne g owice j drowe o sile 200 kiloton, spotka a si  tam z
kamiennym milczeniem, je li nie liczy  jedynego pytania: „Czy zamierzacie za adowa  je na wasz okr t podwodny klasy Barracuda?"

Ira czycy cenili wspó prac  z Rosjanami i nie chcieli k ama  w  ywe oczy. Odpowied  twierdz ca spowodowa a,  e dowództwo rosyjskiej marynarki

poinformowa o ich, i  nie mo e dostarczy  im rakiet Raduga na  adnych warunkach. Dalszym krokiem Teheranu by o zwrócenie si  do Chin. Do Pekinu
posz o zapytanie o mo liwo

 wyprodukowania rakiety, która by aby wiern  kopi  Radugi. Chi czycy pomrukiwali, robili uniki, a  w ko cu o wiadczyli,

e po tak bliskim zaanga owaniu w operacj  Hamasu i Barracudy I w USA

51
ostatni  rzecz , jakiej by sobie  yczyli, by oby odkrycie przez Amerykanów,  e Barracuda II zosta a wyposa ona w chi skie rakiety zdolne do

przenoszenia g owic nuklearnych, wbrew g ównym postanowieniom traktatu o nierozprzestrzenianiu broni j drowej.

Chi czycy nie mieli zasadniczo nic przeciwko wspomaganiu swych przyjació  (i dobrych klientów) z Bliskiego Wschodu. S  powa nie zainteresowani

tamtejszymi polami naftowymi i od czasu do czasu mog  ponosi  pewne ryzyko, pomagaj c któremu  z re imów; nie obejmowa o to jednak uzbrajania
drugiej Barracudy dla tych szale ców,  eby mogli sia  zniszczenie, gdzie im przyjdzie do g owy. Ameryka mo e si  zdenerwowa  na muzu manów, ale
nie na nas! Poza tym nie maj  rakiety, któr  da oby si  w prosty sposób zmodyfikowa  do wymiarów Radugi. Owszem, znalaz oby si  odpowiednie
oprogramowanie w zakresie naprowadzania, chytrze wydostane od Amerykanów w latach dziewi

dziesi tych, ale w asnej produkcji urz dze

Chi czycy po prostu nie s  pewni, zw aszcza tych dla rakiet krótkiego zasi gu.

Genera owi Raszudowi pozosta o zatem niewiele opcji. Najmniej prawdopodobna z nich zaprowadzi a go do Bo ni, gdzie zarz dzany z Belgradu

pa stwowy koncern Jugoimport podobno wspó pracowa  z Irakiem przy opracowaniu w asnej rakiety typu Cruise. Jugoimport wspó dzia

 te  z

wojskowymi zak adami Orao Arms w Bijeljinie, drugim co do wielko ci mie cie w serbskiej cz

ci Bo ni. Zarz d Orao twierdzi  co prawda,  e tylko

pomaga  Irakijczykom remontowa  samoloty bojowe, ale dowody w sprawie Cruise by y przekonuj ce. By o jasne,  e w Orao potrafi  zbudowa  rakiet
kierowan  i odpowiedni nap d, zapewniaj cy jej do

 daleki zasi g. Ka dy handlarz broni  na Bliskim Wschodzie wiedzia ,  e posiadaj  te  powa ny

zasób wiedzy w zakresie g owic bojowych. Dlatego w

nie Rawi Raszud wybra  si  z Syrii do Bo ni.

Luk w tej wersji by o jednak zbyt wiele. Personel Orao Arms by  pracowity i ambitny; naukowcy pracowali dniami i nocami nad doskonaleniem g owic

nuklearnych. Jednak do celu jeszcze nie dotarli. Byli  wietni, je li chodzi o uk ady nap dowe, i kompetentni w oprogramowaniu zespo ów napro-

52
wadzania. Raszud wymaga  jednak precyzji i gwarantowanej niezawodno ci. Rakiety, których potrzebowa , musia y spe ni  swoje zadanie bezb dnie

i za ka dym razem. Zastrzega  sobie prawo do wysokich kar umownych w razie awarii. Bo niacy d ugo i usilnie my leli, zach ceni wysokim zyskiem z
operacji Hamasu, ale ryzyko by o dla nich zbyt du e. Oczywi cie wiedzieli,  e Palesty czycy mieliby spory k opot z przekonaniem mi dzynarodowego

du arbitra owego do wyegzekwowania postanowie  tego kontraktu; prezes Orao zdawa  sobie jednak spraw ,  e istniej  inne metody dochodzenia

swoich roszcze  i  e ten bliskowschodni wata ka o zimnym spojrzeniu nie zawaha by si  zetrze  ich z powierzchni ziemi. Mia  racj , ale rozstali si  po
przyjacielsku. Ostatnie s owa, jakie Raszud us ysza  na odjezdnym od jednego z in ynierów, brzmia y: „Musi pan pojecha  do Korei Pó nocnej. Oni
mog  panu to sprzeda . Maj  technologi  i o wiele wi cej do wiadczenia od nas". I tak Rawi znalaz  si  na korea skiej szosie, wypatruj c miejsca,
gdzie skr

 w drog  do kompleksu nuklearnego Kwanmobong. Nie mia  weso ej miny, rozwa aj c list  rzeczy do sprawdzenia: wymiary, zu ycie

paliwa, oprogramowanie detonuj ce. No i te koszty! Pó  miliarda dolarów za komplet osiemnastu cruise'ów z konwencjonalnymi g owicami i dwóch
nuklearnych po dwie cie kiloton.

Barracuda I zosta a zakupiona z „pe nym magazynkiem" radug, Rawi zatem dobrze wiedzia , jak powinien wygl da  korea ski towar. Pami ta  du e

szare korpusy z wymalowanymi ma ymi literkami „SS-N-21", o d ugo ci niespe na o -niiu metrów,  rednicy czterdziestu pi ciu centymetrów i masie
startowej prawie tysi c siedemset kilogramów. Radugi lec  z pr dko ci  0,7 Macha - niespe na tysi c sto kilometrów na godzin  - na pu apie
sze

dziesi ciu metrów, a ich zasi g wynosi trzy tysi ce kilometrów. Wystrzeliwane ze zwyk ych wyrzutni torpedowych, rozwijaj  skrzyd a i stateczniki

natychmiast po wynurzeniu si  nad wod . S

 zasadniczo do atakowania celów l dowych; do celu kieruje je system naprowadzania oparty na

zaprogramowanych danych o trasie, Wspomagany wskazaniami radaru. Ich dok adno

 standardowo wynosi sto metrów - a  nadto dla potrzeb

Raszuda.
W  wiecie pe nym wielkich interesów nie by o wielu ope-
53
racji wi kszych od jego, bardziej bezlitosnych i niebezpiecznych. Mia  nadziej ,  e technicy korea scy stan  na wysoko ci zadania i spe ni  obietnice

sk adane w ród uk onów i pewnych siebie u miechów, kiedy by  tu poprzednim razem.

Zbli ali si  do pierwszej bramy wjazdowej. Rawiemu nie by o spieszno do tej wizyty; niezale nie od zmartwienia o wywi zanie si  Korea czyków z

przyrzecze  bardziej niepokoi y go teraz procedury bezpiecze stwa w tym wyra nie toksycznym  rodowisku, jakim jest kompleks Kwanmobong.
Genera  nie by  ekspertem j drowym, ale wiedzia  to i owo, a zw aszcza jakie s  w

ciwo ci trzech znanych izotopów uranu, 234U, 235tj j 238jj

Najwi cej jest w przyrodzie tego ostatniego; stosowanego w bombach 235U jest zaledwie 0,7 procent ale tylko on liczy si  naprawd . Wykazuje bowiem
nie tylko zdolno

 do rozszczepiania pod wp ywem bombardowania neutronami, ale te  mo e podtrzymywa  reakcj

cuchow : ka de rozszczepienie

dra jego atomu wytwarza dostateczn  liczb  wolnych neutronów, by wywo

 kolejne, eliminuj c w ten sposób potrzeb  zewn trznego  ród a

neutronów. Tak w skrócie dzia a bomba atomowa: niepohamowany przyrost i gwa towne wyzwolenie energii wskutek coraz wi kszej liczby rozszczepie

der atomów, przy którym eksplozja trotylu jest zwyk ym dzieci cym kapiszonem. Izotop 23°U jest niezwykle trudny do uzyskania, ale trud i koszty

sowicie si  op acaj  - tym, którym na tym zale y.

Zwyk y 238U te  nie jest jednak bezu yteczny dla wojskowych. We w asnej postaci nie mo e co prawda da  reakcji 

cuchowej, ale po

przetworzeniu na izotop plutonu 239Pu ju  tak. Ten w

nie pierwiastek, praktycznie nie istniej cy w przyrodzie, by  sercem bomby, która 9 sierpnia

1945 roku zniszczy a Nagasaki. Raszud sp dzi  d ugie godziny, studiuj c w swym domu w Damaszku podr czniki energetyki atomowej i rozumia
zasady jego otrzymywania. Wydobycie rudy uranu; proces przeróbki na skoncentrowany tlenek uranu; ogromne ilo ci odpadów radioaktywnych, z
których cz

 mo e promieniowa  przez siedemdziesi t pi

 tysi cy lat. Rawi nie mia  poj cia, czy cokolwiek z tego przedosta o si  do wód gruntowych

wokó  Kwanmobongu, ale by  zdecydowany nie ryzykowa . Wszelkie napoje mog  tu zawiera  sporo radu

54
i metali ci

kich, jak mangan czy molibden. By  pewien,  e w tym  otrowskim komunistycznym kraju nie stosuje si

adnych zabezpiecze ,

wymaganych przez prawo na Zachodzie. We wn trzu tej ogromnej góry pracowa  wielki zak ad wzbogacania uranu, przekszta caj cy go w
sze ciofluorek uranu, diabolicznie toksyczny i radioaktywny zwi zek, do którego lepiej si  nie zbli

. W takich zak adach zdarzaj  si  wypadki i

Rawiego niezbyt cieszy a perspektywa najbli szych godzin.

Otrz sn wszy si  z tych ponurych my li, odwróci  si  do swego szwagra, pos

 mu u miech, po czym skoncentrowa  si  na samych rakietach. Czy

Korea czycy rzeczywi cie zdo ali przebudowa  swój jednostopniowy pocisk Nodong-1 na wystrzeliwany z okr tu podwodnego sobowtór radugi? Ich
wymiary by y zbli one, nodongi by y te  z powodzeniem eksportowane do Iranu pod nazw  Szahab-3, ale pytanie, czy poradzili sobie z bardziej
wyrafinowanym silnikiem, z automatycznie rozk adanymi skrzyd ami, no i z odpowiednimi komponentami umo liwiaj cymi monta  g owicy nuklearnej.
Zarzekali si ,  e potrafi  to zrobi , i byli na tyle uczciwi,  e przyznali si  do s abego punktu, jakim jest dla nich oprogramowanie systemu
naprowadzania. Rawi jednak wytargowa  u Chi czyków zgod  na wykonanie tych niezb dnych, kosztownych, lecz anonimowych czynno ci ko cowych
przy komputerach pok adowych zakupionych przez niego rakiet. Technologia elektroniczna by a zreszt  w du ej mierze pochodzenia ameryka skiego.

Rawi zosta  poinformowany,  e rakiety s  gotowe do transportu. Pozosta o tylko je odebra  i zap aci . O Korea czykach mo na powiedzie  wiele

rzeczy, pomy la , ale nic nie mo na zarzuci  ich metodom prowadzenia interesów.

ce szybko nikn o za górskim masywem i zacz  si pi  deszcz. Przed nimi zamajaczy a  una  wiate  i wysoki p ot z siatki. Wkrótce zobaczyli

przegradzaj

 wyboist  drog  stalow  bram , b yszcz

 w blasku jarzeniówek. Przed bram  stali uzbrojeni wartownicy. Kierowca zatrzyma

ci

arówk  o par  metrów przed nimi i otworzy  okno w drzwiach. Wartownik, który najwyra niej spodziewa  si  ich przybycia, wyci gn  r

 po

podane dokumenty, schowa  je pod pele-

55

ryn  i obszed  pojazd dooko a, sprawdzaj c numery rejestracyjne. Wróci  potem do wartowni, gdzie os oni ty przed deszczem uwa nie obejrza

papiery, po czym odda  je kierowcy. Brama ju  si  uchyla a i inny wartownik machni ciem r ki da  im znak,  e mog  jecha . Zrobi o si  ju  ciemno i la o
coraz mocniej. Droga z wolna pi a si  w gór  zboczem Kwan-mobongu. Co jaki  czas mijali kolejne wartownie, a po paru-nastu kilometrach zatrzymali
si  przed nast pn  bram , bli niaczo podobn  do pierwszej. Procedura kontroli dokumentów te  by a identyczna; po chwili jechali ju  dalej. Ten ostatni
odcinek by  z ca  pewno ci  najtrudniejszy. Droga pi a si  coraz bardziej stromo, pogoda za  jeszcze si  pogorszy a. Zerwa  si  wiatr z pó nocnego
zachodu i deszcz zacina  teraz niemal poziomo, prosto w przedni  szyb  ci

arówki. W prasie fachowej trudno szuka  pochwa  dla samochodów

wyprodukowanych przez fabryk  Qingming w dawnej chi skiej stolicjt Chong ing, ale na stokach Kwanmobongu Rawi poczu  szacunek dla
konstruktorów tej maszyny.

- Widzisz, Ahmedzie? — powiedzia  po angielsku. — Ci faceci w Chong ing wiedz , jak si  robi samochody. To pud o dosta o solidnie w ko

, a

jednak jako  si  toczy dalej.

- Nie wiedzia em nawet,  e w Chinach produkuj  samochody - odrzek  zagadni ty. - My la em,  e sprowadzaj  tylko ca ymi statkami u ywane wozy

background image

ze Stanów i Europy.
- Pomyli o ci si  z rosyjskim importem, i to prywatnym. Chi czycy maj  ogromne fabryki w

nie w Chong ing.

- Gdzie to jest, Rawi?
- To miasto schowane g boko wewn trz kraju, w Syczu-anie. Jakim  cudem zbudowali je w tej g uszy, przylepione do zbocza górskiego z widokiem

na uj cie rzeki Jialing do Jang-cy. Daleko od czegokolwiek. Tysi c sto kilometrów od Szanghaju, tysi c trzysta od Pekinu. Mieszka tam ponad
pi tna cie milionów ludzi, którzy produkuj  mnóstwo samochodów wszelkiej ma ci.

- Sk d to wszystko wiesz?
- By em tam - odpowiedzia  lakonicznie Rawi.
- Nie wiedzia em,  e zwiedza

rodkowe Chiny.

- Chi czycy te  nie wiedzieli. Ahmed si  roze mia  i pokr ci  g ow .
56
- Jeste  cz owiekiem pe nym tajemnic, generale Raszud.
- I potrafi  ich dochowa , bo chc  jeszcze po

.

W opinii szwagra Rawi Raszud by  bez w tpienia najsprytniejszym, najtwardszym i najbardziej bezlitosnym cz owiekiem, jakiego zna . Widzia , jak

zabija bez zmru enia oka i sieje zniszczenie, ani przez chwil  nie wspó czuj c potencjalnym ofiarom. Widzia  te  jednak, jak  mi

ci  i oddaniem,

niemal niespotykanym w  wiecie arabskim, darzy jego ukochan  siostr  Szakir . Ahmed by  dru

 na ich  lubie, pe ni  te  rol  osobistego ochroniarza

Rawiego we wszystkich misjach bojowych przeciwko Izraelczykom i Zachodowi. Cho  zna  si  na tym, kiedy  jednak nie zd

 nawet zareagowa , gdy

ody palesty ski terrorysta, rozw cieczony doznanym podczas brutalnego treningu upokorzeniem, rzuci  si  na genera a, usi uj c uderzy  go kolb

ka asznikowa. Szybko

, z jak  Rawi sobie z nim poradzi , by a osza amiaj ca. Z ama  napastnikowi r

 i obojczyk, rzucaj c nim o ziemi , po czym

postawi  mu stop  na gardle, mówi c cicho: „Zabija em ludzi ze znacznie b ahszych powodów. Zabierz go do szpitala, Ah-medzie". Po drodze Sabah
wyja ni  j cz cemu z bólu m odzie cowi,  e ich nowy dowódca by  jednym z najlepszych dowódców oddzia ów w brytyjskich si ach specjalnych i
mistrzem sztuk walki. Zrz dzeniem losu by y major Ray Kerman znalaz  si  po niew

ciwej stronie w krwawej bitwie o  wi te miasto Hebron, gdzie

Szakira uratowa a mu  ycie. To ona przywiod a go do Hamasu i nawróci a na religi  dzieci stwa, islam. Ray z powrotem zmieni  imi  i nazwisko na to, z
którym si  urodzi  w ira skim miasteczku Kerman, a które jego rodzice zmienili po emigracji do Anglii po upadku szacha. Palesty ska organizacja
zyska a w nim chyba najwi kszego wodza w historii muzu ma skiej od czasów Saladyna. Tak w ka dym razie kierownictwo Hamasu mówi o rekrutom,
aby ich zainspirowa , ale niewiele by o w tym przesady. Rawi o eni  si  z Szakir , zamieszka  w Syrii i walczy  rami  w rami  ze swymi arabskimi
bra mi, staj c si  jednym z najbardziej Poszukiwanych terrorystów  wiata. Ahmed powiedzia  odwo onemu do szpitala koledze,  e sam Allah zes

 im

genera a Raszuda; poturbowany bojownik uwa

,  e i szatan musia  Macza  w tym palce, ale nic nie powiedzia .

57
Ci

arówka przynosz ca chwa  in ynierom z Chong ing mia a przed sob  ostatnie, ale najniebezpieczniejsze pó tora kilometra górskiego szlaku.

Nachylenie stoku przywodzi o na my l Mount Everest i silnik wy  na wysokich obrotach, gdy kierowca na pierwszym biegu pokonywa  strom  i  lisk  od

ota granitow  drog . To,  e opony jeszcze trzyma y si  nawierzchni, graniczy o z cudem. W ko cu przejechali przez najwy szy punkt i ostatnie

kilkaset metrów prowadzi o ju  w rozpadlin , przegrodzon  stalowym p otem z drutu kolczastego, zwie czonym ostrymi stalowymi szpikulcami. Bram

wietla y liczne jarzeniówki. Wszystko to zrobi o na Rawim, który potrafi  oceni  jako

 zabezpiecze , wra enie przeszkody nie do pokonania. Po obu

stronach bramy sta y wie e wartownicze, wystaj ce o trzy metry nad ogrodzenie. Na ka dej by y zamontowane dwa ruchome reflektory i ci

ki karabin

maszynowy. Rawi nie móg  si  zorientowa , czy chodzi o o niedopuszczenie do wdarcia si  intruzów na teren zak adu, czy raczej do ucieczki
kogokolwiek z wewn trz. Jedno by o pewne: gdyby mia  postawi  pieni dze na któr

 ze stron, wybra by wartowników.

Na zewn trz p otu trzyma  stra  o mioosobowy patrol, rozstawiony po obu stronach drogi. Za bram  nie by o wida  nic, nawet  wiate . Rawi i Ahmed

czekali nieruchomo na rozwój wydarze . Dowódca warty poleci  otworzy  wrota i ci

arówka ruszy a naprzód. W  wietle drogowych reflektorów widnia a

przed nimi skalna  ciana, nic poza tym. Dopiero kiedy podjechali bli ej, Raszud stwierdzi ,  e rzekoma ska a to w rzeczywisto ci kolejna brama z litej
stali, która nagle znikn a, usuwaj c si  na boki do wn trza ska y. Znajdowali si  przed ciemn  jaskini , której czarnej czelu ci nie roz wietla a cho by
najmniejsza  arówka. Trudno by o si  oprze  uczuciu zag biania w gigantycznym grobowcu; stalowe drzwi zasun y si  cicho za nimi i Rawi poczu
mrowienie na plecach. By  zamkni ty we wn trzu góry przez si y, nad którymi nie mia

adnej kontroli.

Po zaledwie kilku sekundach wszystko rozb ys o o lepiaj cym  wiat em. To ju  nie by  grobowiec, ale Broadway w wydaniu Kwanmobong: uliczne

latarnie, znaki drogowe i o wietlone okna warsztatów, biur i laboratoriów. Ulica by a prosta

58
jak strzeli  i zag bia a si  w ska  jak okiem si gn

.  ród o elektryczno ci by o oczywiste: energia j drowa. Byli w najwi kszym zak adzie

nuklearnym Korei Pó nocnej, wykutym w granitowym masywie góry. Osi gni cie godne tytanów, pomy la  Rawi, ale jakim kosztem dokonane?
Popatrzy  w gór  na sklepienie gigantycznej komory, które wci

 miejscami by o tylko go  ska .  ciany wy

ono ju  jednak betonem. Nawet w

zamkni tej szoferce ci

arówki dobiega  jego uszu równy szum pracuj cych generatorów. Gdzie  za tymi  cianami, a mo e pod komor , znajdowa  si

pot

ny reaktor, dostarczaj cy energii na to wszystko i nie tylko. Gdyby ktokolwiek chcia  go unieszkodliwi , musia by u

 bomby j drowej. Jest

ca kiem mo liwe, pomy la ,  e jedynymi lud mi zdolnymi zniszczy  ten zak ad s  ci, którzy go zbudowali. Jezu Chryste...

Przejechali jeszcze kilkaset metrów, po czym ci

arówka zacz a skomplikowany manewr wje

ania ty em pod ramp  za adowcz  skryt  w bocznej

komorze. Kierowca wy czy  silnik i otworzy  drzwi; w tej samej chwili ukaza o si  czterech Korea czyków. Dwaj mieli na sobie bia e laboratoryjne
fartuchy, pozostali byli w tych dziwnych dalekowschodnich mundurach wojskowych: zielone spodnie, koszula z zamkiem b yskawicznym zamiast
guzików, czerwone epolety i podwini te r kawy. Rawi i Ahmed zeskoczyli w  lad za szoferem na g adk  betonow  nawierzchni . Oficer, najwyra niej
dowódca ca ego kompleksu, przywita  ich po angielsku.

- Witam, generale. Mi o pana tu go ci . Mam nadziej ,  e to pierwsza z wielu przysz ych wizyt. - Przedstawi  si  jako pu kownik Dae-jung, wymieni

te  nazwiska towarzysz cych mu osób. Wyci gn  r

, k aniaj c si  dwukrotnie w japo skim stylu. — Obejrzycie teraz swój towar?

Kiedy tym formalno ciom sta o si  zado

, bez dalszej zw oki poprowadzi  ich do obszernego, jasno o wietlonego holu, gdzie pe ni o s

 dwóch

uzbrojonych wartowników

1 pisarz wojskowy. Ca a trójka odda a honory pu kownikowi, który min  ich bez s owa i ruszy  korytarzem. Szerokie schody zaprowadzi y ich do

du ego magazynu z suwnicami i wielkimi stalowymi drzwiami. Przed nimi l ni y dwa cylindry

2 nierdzewnej stali, wysokie na cztery i pó  metra, o  rednicy
59
blisko stu osiemdziesi ciu centymetrów, znane w ród fachowców jako „flaszki" - zachodniej konstrukcji ci

kie pojemniki, s

ce wy cznie do

transportu materia ów radioaktywnych. Zaprojektowane i udoskonalone przez British Nuclear Fuels, s  uwa ane za najlepsze mo liwe zabezpieczenie.
Zbudowane ze stalowej blachy o grubo ci dwóch i pó  centymetra, posiadaj  wewn trzne os ony przeciwpromienne, dzi ki czemu s  zarazem
bezpieczne dla ludzi i odporniejsze na ataki terrorystyczne.

- W pojemnikach znajduj  si  dwie nuklearne g owice, które pan zamówi , generale - powiedzia  korea ski dowódca. — Ka da zawiera system

myl cy. Obie gotowe do monta u na rakietach, które pakujemy osobno. Chi scy in ynierowie naprowadzania mog  po swojemu ustawi  uk ady
steruj ce w cz

ci dziobowej. W niczym to nie zaszkodzi g owicom. Na ogó  montuje si  je w ostatniej chwili, tu  przed uszczelnieniem i za adunkiem na

okr t.

Rawi skin  g ow .
- Mog  zobaczy  g owice? - spyta .
- Oczywi cie. W pojemniku jest ma e okienko z szyb  grub  na dziesi

 centymetrów, ale da si  zajrze  do  rodka.

Poprowadzi  Raszuda na drug  stron  jednego z pojemników i wskaza  okienko,  wiec c do  rodka latark . Rawi z trudem rozró ni  sto kowy kszta t

spoczywaj cy w solidnych uchwytach.

- Zapewniam,  e nikt nie b dzie rozczarowany - rzek  pu kownik. - To g owica o sile ra enia dwustu kiloton. Aktywowana prawid owo spowoduje takie

zniszczenia, o jakie panu chodzi...

Rawi w to nie w tpi .
- A normalne rakiety? Sobowtóry radug?
- Z

one s  tam dalej. - Komendant poprowadzi  go w inn  stron . - Jak pan widzi, jedna z nich nie jest zapiecz towana, aby móg  pan j  obejrze .

Raszud popatrzy  na dziewi ciometrowe skrzynie.
- G owice konwencjonalne s  zamontowane?
- Tak jest.
-  Nie mieli cie problemu z dopasowaniem ich do rosyjskich wymiarów?
60
- Najmniejszych. Mamy tu w fabryce dwie oryginalne ra-dugi. Zadanie by o proste. Mamy kad uby od pewnego typu scudów i nodongów, prawie
identyczne.
- Nawet nie próbuj  pyta , jak si  wam uda o zdoby  ra-dugi. - Rawi si  u miechn .
- I s usznie — odpar  powa nie Korea czyk. — Zastosowali my jednak silnik ca kowicie naszej konstrukcji. Uwa amy,  e jest odrobin  lepszy od

rosyjskiego i o wiele bardziej niezawodny. Dzia a na zwyk e paliwo z kwasem azotowym jako utleniaczem.

Rawi skin  g ow . Przeliczy  skrzynie, zajrza  do jednej i dotkn  zimnego metalowego cylindra rakiety.
- Czy port w Nampho jest odpowiednio wyposa ony do prze adunku takich ci

kich przedmiotów?

- Ten port nie ma sobie równych na ca ym  wiecie - odpar  skromnie komendant. - Specjalizujemy si  w przewozie rakiet od bardzo dawna. Nie

robimy b dów.

- Jeden zrobili cie - zauwa

 Rawi. - U brzegów Somalii przed paroma laty.

background image

- Tu, w Azji,  b dów nie robimy - powtórzy  Korea czyk. - Tyle panu powinno wystarczy .
- I wystarcza.
- Jest pan zadowolony z towaru?
- Tak. Zechce pan teraz dope ni  finansowej cz

ci transakcji?

- Oczywi cie, generale. Zjemy potem kolacj  i mo e pan rusza . Trzy nasze ci

arówki pojad  w konwoju. Paliwa wystarczy wam do samego

Nampho.
- Doceniam to, pu kowniku.
Sposób dokonania p atno ci zosta  ustalony kilka miesi cy wcze niej: sto pi

dziesi t milionów dolarów zaliczki, pozosta e trzysta pi

dziesi t po

odbiorze loco fabryka. Po rednikiem by  Korea Exchange Bank z Seulu, pieni dze za  zosta y zdeponowane przez Teheran kilka tygodni temu. Seulski
bank po otrzymaniu od genera a Raszuda has a (telefoniczne, faksem lub e-mailem) musi jeszcze uzyska  potwierdzenie od Teheran National Bank,
zanim przeleje pieni dze na konto rz du Korei Pó nocnej. Tego wieczora wszyscy czekali na sygna  i has o od Rawiego.

61
Genera  zasiad  przed komputerem w biurze pu kownika Dae-junga i wystuka  na klawiaturze zdanie w j zyku perskim: „se-panjah bash-e" - w

wolnym przek adzie „trzysta pi

dziesi t w porz dku". Has o w mig przeby o osiem tysi cy kilometrów i sze

 stref czasowych dziel ce go od banku w

centrum Teheranu przy g ównej ulicy handlowej Heyabun-e Ferdosi, vis-a-vis ambasady niemieckiej. Odpowied  wróci a do Seulu równie szybko:
„Wyp aci  Pó nocy". I tak w ci gu nieca ych pi ciu minut trzysta pi

dziesi t milionów dolarów przesz o z r k do r k, a kierownictwo Hamasu po raz

pierwszy w swej historii otrzyma o do dyspozycji bro  j drow .

Kolacja u Korea czyków przesz a oczekiwania Rawiego. Kucharz przyrz dzi  doskona e sinsollo, narodowe danie z gotowanego mi sa, ryb i jarzyn,

przyprawione past  fasolow  dweonjang i chili, nieco podobne do japo skiego szabu szabu, ale smaczniejsze i bardziej s one. Go ciom podano je z
gryczanym makaronem i omletem. Do picia by a tylko woda mineralna; Rawi mia  nadziej ,  e nie pochodzi a ze  róde  z okolic Kwanmobong...

Uprzejmie odmówi  wycieczki po laboratoriach, ale nie móg  nie zwróci  uwagi na dziesi tki kr

cych si  wsz dzie techników w bia ych

kombinezonach, r kawicach i czapkach. Pozostawa o tylko wierzy ,  e trzymaj  si  z dala od sze cio-fluorku uranu i  e kierownictwo tego
zadziwiaj cego podziemnego obiektu stosuje odpowiednie przepisy i dysponuje bezpiecznym miejscem sk adowania tego  mierciono nego
pó produktu. Na odjezdnym pu kownik powiedzia  Rawiemu:

- Prosz  pami ta ,  e tu, w Kwanmobong, przeprowadzamy ca y proces przeróbki materia u rozszczepialnego. Wzbogacanie, przetwarzanie na

pluton, rafinacj  uranu 235U do u ytku militarnego. Na drugim ko cu kompleksu, pó tora kilometra st d, produkujemy rakiety, kilkana cie typów, od
krótkiego do dalekiego zasi gu, w tym balistyczne i s

ce do wynoszenia satelitów na orbit . Jakie pan chce. Jedno-, dwu- lub trzystopniowe, z

du ym ud wigiem.  adnych problemów. Dobrze, co?

- Doskonale - odrzek  Raszud. - Jestem pod wra eniem. Ruszyli   do rampy za adunkowej. Sta y tam trzy wojskowe ci

arówki, na których uwija y si

dru yny 

nierzy za-

62
lc adaj cych z powrotem brezentowe plandeki, zdj te na czas za adunku. Rawi zauwa

,  e obie „flaszki" z g owicami j drowymi za adowane zosta y

na ten samochód, którym tu przyjechali. Na pozosta ych dwóch le

o po dziewi

 skrzy  z rakietami, w trzech warstwach po trzy, przedzielonych

drewnem i paletami, ale zwi zanych w ca

 stalow  ta

 mocuj

. Uzmys owi  sobie,  e ka da ci

arówka powiezie oko o osiemnastu ton

adunku, i znów przysz a mu do g owy ta sama my l: „W Chong ing robi  cholernie dobre samochody".

Po egnali si  z pu kownikiem i wsiedli do szoferki. Ka asz-nikow le

 na siedzeniu tak, jak go Ahmed zostawi ; sprawdzi  go teraz i upewni  si ,  e

bro  jest na adowana. Kierowcy uruchomili silniki i ca y konwój ruszy  z wolna w stron  tunelu i bramy. Zanim zosta a otwarta, w jednej chwili pogas y
wszystkie  wiat a. Ci

arówki jecha y z w czonymi  wiat ami mijania, ale poza tym z wn trza góry Kwanmobong nie wydostawa  si  nawet najmniejszy

promyk, który móg by zdradzi ,  e kryje si  w niej pot

ny kompleks przemys owy. Wkrótce byli na zewn trz. La o jak przedtem, kiedy zbli ali si  do

ównej bramy; tym razem wartownicy po prostu otworzyli wrota i zasalutowali, przepuszczaj c ich bez sprawdzania dokumentów.

Mimo  e za jego plecami spoczywa y dwa spore i najzupe niej nielegalne pociski nuklearne, genera  nie mia  wyrzutów sumienia. Jego plan jest

diaboliczny, ale w s usznej sprawie; jego ludzie gotowi s  walczy  i zgin

 za swe przekonania, za prawo do samostanowienia prastarego narodu

palesty skiego i innych uciskanych krajów Bliskiego Wschodu, które teraz zmuszone s  ta czy , jak im zagraj  Amerykanie. Pó nocni Korea czycy, z
drugiej strony, s  zwyk ymi gangsterami. Nie maj  swojej sprawy, nie znaj  lojalno ci, moralno ci, nie s  z nikim sprzymierzeni - chodzi im tylko o kas
za bro , i to najgorszego rodzaju. Dla kasy gotowi s  dostarczy  j  ka demu, kto zap aci - cho by planowa  najkrwawsze zbrodnie przeciwko ludzko ci.
A oni? Allah nieraz okaza ,  e sprzyja bojownikom Hamasu. Rawi by

wi cie przekonany,  e b dzie ich dalej wspomaga  we wszystkich wielkich

misjach przeciwko Zachodowi.

63
Trzy ci

arówki mozolnie jecha y stromym szlakiem w dó , z trudem zachowuj c przyczepno

 kó  na mokrej skale i b ocie. Na szcz

cie

przynajmniej nie musieli si  nigdzie zatrzymywa  - wszystkie kolejne posterunki przepuszcza y ich, zawczasu otwieraj c bramy. Wreszcie znale li si
na asfaltowej drodze do Phenianu i dalej posz o ju  g adko. Stolic  omin li od po udnia, kieruj c si  ku nowej autostradzie do Nampho, le

cego o

czterdzie ci kilometrów na po udniowy zachód. Raszud by  rozczarowany,  e nie zobaczy korea skiej metropolii, ale rozumia ,  e by oby szale stwem
pakowa  si  konwojem z g owicami nuklearnymi w zat oczone miasto. Jechali wi c dalej pust  szos  ku brzegom Morza 

tego. Zbli

 si  brzask, ale

dzie  nasta  dopiero, gdy wje

ali ju  na teren portu w Nampho, najwi kszego na zachodnim wybrze u. Rawi i Ahmed, g odni i zm czeni

wyczerpuj cymi podró ami, byli zadziwieni jego rozmiarami, ilo ci  nabrze y i stoj cych przy nich du ych kontenerowców. Wi kszo

 z nich, jak

zauwa yli, nosi a bandery pa stw po udniowo-wschod-niej Azji i Afryki, ale spostrzegli te  trzy statki arabskie i jeden z Europy. Port móg  przyjmowa
jednostki o praktycznie nieograniczonym tona u - po przegrodzeniu zatoki pot

 grobl  ze  luzami poziom wody zosta  znacznie podniesiony.

Konwój Rawiego zatrzyma  si  jednak przy statku zdecydowanie niepozornym, starym frachtowczyku o no no ci zaledwie pi ciuset ton. Na

niebieskiej burcie, mocno poplamionej rdz , widnia  jeszcze zarys dawnego numeru taktycznego 81 — trzydziestosze cioletnia jednostka by a w istocie
przebudowanym okr tem pomocniczym klasy ASU przeznaczonym dla japo skiej marynarki wojennej, z dwoma silnikami. Teraz wygl da o na to,  e
goni resztkami si . Nadbudówka na dziobie prosi a si  o  wie

 warstw  farby, podobnie jak przysadzisty komin. Pok ad za nadbudówk  by  p aski do

samej rufy, gdzie wystawa  z niego solidny d wig, niegdy  obs uguj cy japo skie  mig owce. Wypisana na dziobie czerwonymi literami - korea skimi i
angielskimi - nazwa Yongdo by a mocno wyblak a. Rawi nie mia  poj cia, co oznacza, ale rozpozna  pó nocnokorea sk  bander  z wielk  czerwon
gwiazd , wypr

on  na porywistym wietrze. Na kei wida  by o wy cznie wojskowych i dopiero kiedy ci

arówki stan y na

64
starannie oznaczonych bia  farb  miejscach, genera  si  zorientowa ,  e s  na obszarze zamkni tym. Od reszty portu odgradza  ich wysoki p ot z

siatki, a masywna brama ze stalowych pr tów ju  si  za nimi zasun a.

U trapu czeka  na nich kapitan Yongdo, oficer marynarki wojennej Cho Joong Kun.
- Witam w Nampho — powiedzia  po angielsku. - Prosz  szybko wchodzi  na pok ad. Przygotowa em dla was kabiny, kucharz czeka ze  niadaniem.

Wyp ywamy oko o pó nocy, kiedy zacznie si  odp yw. Jak panowie wiecie, mamy przed sob  dwa dni rejsu.

Rawi zerkn  na dziwne dla  oznaki rangi na r kawach kapitana: dwa czarne paski na z otym tle - jakby negatyw przyj tych chyba we wszystkich

marynarkach wojennych  wiata oznacze  - i rz d trzech srebrnych gwiazdek.

- Dzie  dobry, kapitanie Cho. Mi o mi to s ysze . Mamy za sob  ca onocn  jazd .
- Tak, wiem.  Mo ecie przespa  cho by ca y dzie .  My przez ten czas wszystko za adujemy. Musimy poczeka  oko o trzech godzin na d wig

portowy, no i sam za adunek te  troch  potrwa. Towar jest raczej delikatny...

- Delikatny i drogi. — Rawi skin  g ow .
Tego samego dnia, czwartek, 28 maja 2009 r., godzina 19.00. Pozycja 2750N/12410E. Zanurzenie 120 m, pr dko

 25 w

Barracuda II p yn a  wawo na pó noc przez akwen o g boko ci o miuset metrów, oko o osiemdziesi ciu mil morskich na pó nocny zachód od

Okinawy, min wszy ju  d ugi 

cuch wysp Riukiu, po udniowy kraniec wyspiarskiego terytorium Japonii. Zmierzali ku linii ciep ego pr du Kuro Siwo,

która praktycznie stanowi granic  Morza Wschodniochi skiego.  wie o awansowany kontradmira  Ben Badr zamierza  trzyma  si  g bszych wód po
oceanicznej stronie pr du tak d ugo Jak si  da. Jak wi kszo

 blisko- i dalekowschodnich dowódców okr tów podwodnych, wola  unika  w cibskich

oczu ameryka skich satelitów wywiadowczych. Nigdy nie zapomina

65
rady swego ojca, dawniej podwodniaka jak on, a obecnie dowódcy ira skiej marynarki wojennej: „Trzymaj si  jak najg biej, p

 jak najciszej, a w

bezpo rednim zagro eniu jak najwolniej. W ten sposób szansa,  e ci  wróg wykryje, jest bliska zeru".

Niecz sto si  zdarza,  eby okr tem dowodzi  oficer w stopniu admiralskim, ale podczas misji bojowej Bena mia  zast pi  kapitan, on sam za  zna  t

jednostk  na wylot. Poza tym Hamas nie by  zwi zany tradycj  innych marynarek wojennych  wiata - dopiero zaczyna  tworzy  w asn .

Barracuda II wysz a w morze z Zhanjiang, g ównej bazy chi skiej Floty Po udniowej, we wtorek wieczorem, p yn c na powierzchni, widoczna dla

ka dego zainteresowanego. Zanurzy a si  dopiero przed cie nin  Luzon, oddzielaj

 Filipiny od Tajwanu, a teraz znajdowa a si  w po owie mierz cej

dwa tysi ce czterysta mil drogi na pó noc. By  to drugi z dwóch okr tów tej klasy, które organizacja Hamas w najg bszej tajemnicy kupi a od Rosjan za
po rednictwem Chin i Iranu, i chocia  Amerykanie mogli  ywi  podejrzenia co do to samo ci prawdziwego w

ciciela, na pewno wiedzieli tylko trzy

rzeczy: Rosja nie przyzna a si  do sprzeda y tej konkretnej Barracudy komukolwiek; Chiny nie przyzna y si  do jej posiadania; nie zrobi  tego te  nikt

inny.
Los Barracudy I, zniszczonej w Kanale Panamskim, by  im znany, ale ten temat by

cis ym tabu i Waszyngton trzyma  j zyk za z bami równie

uparcie jak Moskwa i Pekin. Kontradmira  Badr wiedzia ,  e widok Barracudy II spokojnie opuszczaj cej Zhanjiang i udaj cej si  Bóg wie gdzie musia
zwróci  uwag  ameryka skiego wywiadu marynarki. W Fort Meade za  z pewno ci  zacz to na nowo zadawa  so-1 bie stare pytanie: do kogo, u
diab a, nale y ten okr t? I tylko kilka osób w Teheranie, Damaszku i Pekinie wiedzia o,  e ten atomowy okr t my liwski o wyporno ci o miu tysi cy ton
wybiera si  na pierwsz  misj  bojow . Pierwszy etap wiód  do supertajnej bazy w Huludao, ukrytej w g bi Morza 

tego, tego  lepego zau ka oceanu,

background image

gdzie Chiny przygotowywa y i prowadzi y próby morskie swych najwi kszych strategicznych okr tów podwodnych uzbrojonych w

mi dzykonty-nentalne rakiety balistyczne.

66
- Zwrot w prawo o dziesi

 stopni! - zakomenderowa  Badr. - Po

 si  na kurs trzysta pi

dziesi t. Trzyma  dwadzie cia pi

 w

ów, zanurzenie

sze

dziesi t metrów.

Morze 

te jest znacznie p ytsze od Wschodniochi skiego

1  ostatni odcinek trasy wiod cy przez najbardziej strze one wody trzeba b dzie pokona  w wynurzeniu, pod obserwacj  ameryka skich satelitów.

Badr wola by nikomu nie rzuca  si  w oczy, ale w ko cu nie mia o to wi kszego znaczenia. Rosyjskiej budowy okr t p ynie do chi skiej bazy po wodach
mi dzynarodowych i chi skich — nikt nie ma obowi zku t umaczy  si  z tego Waszyngtonowi. Pentagon wszak e nie jest panem wszystkich oceanów

wiata. Chiny i Rosja maj  pe ne prawo przemieszcza  swoje okr ty i odwiedza  wzajemnie swoje porty. Ben Badr u miechn  si  ponuro:

„Najwa niejsze,  eby si  nie dowiedzieli, dok d naprawd  zmierzamy".

By  ogólnie zadowolony z tego okr tu. Jego tytanowy kad ub wydatnie si  przyczynia  do t umienia emisji ha asu, cho  jednocze nie powa nie

zwi kszy  koszt budowy, a jeszcze bardziej pó niejszej eksploatacji. Barracuda II w zwi zku z tym nigdy nie wysz a w morze, dopóki przed rokiem nie
zosta a przej ta przez ira sk  marynark  wojenn  na rzecz Hamasu. Do tej pory odby a jedn  d ug  i niespieszn  podró  przez pó

wiata, z rosyjskiej

bazy w Aragubie nad Morzem Barentsa do Chin, a potem przesz a dok adny, wielomiesi czny przegl d w stoczni Floty Po udniowej. Teraz, w pierwszej
podró y od tamtego czasu, zachowywa a si  jak okr t prosto spod ig y; reaktor pracowa  bez namniejszych zak óce , zapewniaj c energi  na wszystkie
potrzeby. Barracuda II mog a przebywa  w zanurzeniu przez ca e miesi ce. W pe ni uzbrojona stanowi a powa

 si  ogniow , dysponuj c

doskona ymi samonaprowadzaj cymi si  rosyjskimi rakietami SSN-21 Granat, nale

cymi do typu zwanego  artobliwie ..Wystrzel i zapomnij". Jej

wyrzutnie by y co prawda w tej chwili puste, ale to si  mia o zmieni  zaraz po wej ciu do Hu-ludao.

Kontradmira  Badr dobrze si  zna  na prowadzeniu ato-rnowego okr tu podwodnego. Dla niego by a to tylko przyjemna wycieczka. Pod komend

mia  wypróbowan  za og ,

2  któr  ju  walczy  i zwyci

 na Barracudzie I. W naj-

67
bli sz  przysz

 patrzy  niemal z ut sknieniem. By a teraz dwudziesta trzecia i nad sieczonym ulewnym deszczem Morzem Wschodniochi skim

panowa  zupe ny mrok. Barracuda znajdowa a si  oko o trzystu mil na ESE od Szanghaju, p yn c kursem niemal prosto na pi kn  subtropikaln
Dze-dzu-do, siedemdziesi ciokilometrowej d ugo ci wysp  wulkaniczn  u po udniowego kra ca Pó wyspu Korea skiego. Ben zamierza  zostawi  ten
sk pany w s

cu turystyczny raj, zwany Hawajami Korei, o sze

dziesi t mil na prawym tra-1 wersie. Za ni  zaczyna si  Morze 

te, gdzie  ycie

nawigatora nie b dzie ju  takie  atwe i trzeba b dzie zachowywa  pe

 czujno

. Po udniowa cz

 tego akwenu jest szczególnie ruchliwa. To istna

autostrada dla du ych zbiornikowców, masowców i kontenerowców zawijaj cych do du ych po ud-niowokorea skich portów Inczhon, Kunsan i Mokpho,
jak równie  do Nampho. Oprócz frachtowców pe no tam zawsze jest kutrów rybackich, nie brak te  chi skich okr tów patrolowych z flot Wschodniej i
Pó nocnej. Dla sonarzystów na podwodniaku oznacza to sta e pe ne pogotowie.

Dochodzi a pó noc. Yongdo w

nie opuszcza

luz  Nampho, dygoc c od wibracji dwóch wys

onych diesli, których jazgot ostro by kontrastowa  z

delikatnym poszumem turbin Barracudy II. Genera  Raszud i Ahmed Sabah skorzystali z propozycji i przespali ca y dzie , zjedli kolacj  z kapitanem i
pierwszym oficerem, a teraz stali na mostku podczas manewrów jako go cie honorowi. W ko cu nawet w Korei Pó nocnej niecodziennie sprzedaje si
parti  rakiet kierowanych i dwie drogie g owice j drowe... Trasa Yongdo mia a liczy  oko o czterystu mil morskich. W pó nocnej cz

ci Morza 

tego

stateczek mia  si  min

 z Barracuda II, która wed ug planu powinna przybi  do nabrze a w Huludao w sobot  wczesnym wieczorem. Rawi zastanawia

si , czy b dzie mia  j  okazj  zobaczy  z mostku Yongdo, wiedzia  bowiem,  e okr t b dzie musia  p yn

 w wynurzeniu. Dziwnie by o pomy le ,  e

jego stary przyjaciel i towarzysz broni  egluje akurat po tym samym kawa ku wody co on i Ahmed.

W ciemno ciach niewiele by o wida , ale statek szybko zacz  si  ko ysa  na martwej fali - co znaczy o,  e wyszli
68
z zatoki na otwarte wody. Kapitan Cho zapewnia ,  e nie ma powodu do obaw, albowiem nie zdarza si  tu gorsza pogoda, lecz genera  nie móg  si

op dzi  od uczucia niepokoju. By oby fatalnie, gdyby jego cenny  adunek spocz  na dnie morza. Z oczywistych powodów nie by  ubezpieczony i przy
warunkach kontraktu loco fabryka w razie jego utraty ca y koszt poniós by nowy w

ciciel.

Znajdowali si  o dwie cie mil na wschód od Bohai Haixia, cie niny dziel cej zatok  Bohai od reszty Morza 

tego, w której  egluga jest szczególnie

utrudniona. Ta w ska morska brama do wa nych chi skich portów handlowych i wojennych jest strze ona jak ma o który akwen na  wiecie. S  tam trzy
rejony zamkni te dla obcych statków, mi dzy którymi pozostaj  tylko wyznaczone przej cia.  aden, nawet najbardziej brawurowy dowódca nie
próbowa by p yn

 tamt dy w zanurzeniu — g boko ci si gaj  tam zaledwie dwudziestu kilku metrów. Mapa wygl da jak tor przeszkód: tu nie wolno

kotwiczy , ówdzie po awia  ryb, tam le

 na dnie ruroci gi naftowe, spory akwen zastrze ony jest dla jednostek marynarki wojennej ChRL. Do tego

liczne wysepki, ska y, mielizny, a wszystko pilnowane przez czujne patrolowce. Chi czycy maj  czego strzec przed Zachodem - w pó nocnym
zakamarku zatoki Bohai skoncentrowany jest ich przemys  stoczniowy, buduj cy atomowe okr ty podwodne. Nawet ma y frachtowczyk z
zaprzyja nionej Korei Pó nocnej b dzie przeprowadzony do portu przez eskort , jak zreszt  i Barra-cuda II, która mia a tam dop yn

 kilka godzin po

nim.
Yongdo dotar  do Bohai Haixia o pó nocy z pi tku na sobot . Ponaddwukrotnie szybszy podwodniak dogania  go w jednostajnym tempie. Ben Badr

yn  wci

 w zanurzeniu, ale wiedzia ,  e wkrótce b dzie musia  podej

 na peryskopow , a potem wyj

 na powierzchni . Z ka

 przep yni

 mil

by  coraz bardziej zadowolony ze swej za ogi. Ka dy z nich nauczy  si  wiele w ci gu minionych dwóch lat, Podczas niezliczonych kursów i treningów w
rosyjskiej bazie Araguba, gdzie poznawali tajniki fizyki j drowej, obs ugi reaktora, turbin, uk adu nap dowego, mechaniki, elektroniki, hydrologii,
uzbrojenia i systemów naprowadzania, a potem Podczas d ugiej podró y przez trzy oceany. Nie byli ju

-

69

todziobami, lecz do wiadczonymi podwodniakami: funkcj  ZDO pe ni  kapitan Ali Akbar Mohtad , który ju  dowodzi) tym okr tem w pierwszej

podró y; komandor Abbas Szafii, specjalista nukleonik, pochodz cy z rodzinnych stron genera a Raszuda, by  dowódc  dzia u reaktora; dobrym
specem byli te  szef okr tu starszy bosman Ali Zahedi i starszy bosman Ardeszir Tikku, do którego zada  nale

 nadzór nad trzema g ównymi

komputerami monitoruj cymi prac  reaktora. By  w ród nich te  pierwszorz dny oficer elektronik z Teheranu, z zaliczonymi trzema kolejkami s

by na

ira skich spalinowo-elektrycznych podwodniakach klasy Kilo, który tak e bra  udzia  w pierwszej podró y Barracudy II. Ben Badr u miechn  si  na my l
o tym,  e nied ugo b dzie znów mia  na pok adzie genera a Raszuda i jego pogodnego przybocznego Ahmeda Sabaha, który mia

wietny wp yw na

morale ca ej za ogi, weso o chwal c ka dego za dobr  robot . Marynarze odbierali to jak opini  samego wojskowego bossa Hamasu; takie pochwa y
pozwala y im  atwiej znosi  stres wywo any sp dzaniem d ugich tygodni pod wod , bez ogl dania nie tylko l du, ale nawet  wiat a dziennego czy
gwiazd. No i oczywi cie do czy te  do nich pi kna, smuk a, szarooka Szakira,  ona genera a i siostra Sabaha, jedna z najbardziej zaufanych osób w
organizacji, bojowniczka, która pomog a majorowi Rayowi Kermanowi ukry  si  mi dzy Palesty czy-kami po strzelaninie w Hebronie, gdzie ratuj c jej

ycie, zabi  dwóch swoich podkomendnych z SAS. Ocalony w ten sposób przed wymiarem sprawiedliwo ci w asnej armii pó niejszy genera  Rawi

Raszud dawa  ma once woln  r

 w pracy, i zach caj c do rozwijania jej g ównego talentu, czyli umiej t- j no ci zbierania drobiazgowo dok adnych

informacji niezb dnych przy planowaniu akcji, zw aszcza gdy chodzi o mapy, plany miast i topografi  terenu. W opinii Rawiego nie by o drugiej osoby,
która tak szczegó owo potrafi aby zaplanowa  tras  lotu cruise'a jak ona. W ko cu ugi  si  nawet przed jej 

daniem dopuszczenia do s

by na

pok adzie Barracudy 1, czyni c j  tym samym pierwsz  na  wiecie kobiet -podwod-niakiem. Jak si  okaza o, by a to m dra decyzja. Ta dziewczyna,
teraz dwudziestosiedmioletnia, ma  cis y umys  i b yskotliw  inteligencj , a jej praca w dziale naprowadzania

70
rakiet by a bez zarzutu; sprawi a si  tak dobrze,  e Rawi prawie zapomnia  o drobnym szanta u, jakim go zmusi a do zabrania jej na misj : „Albo

jedziemy oboje, albo  adne. Nie chc , aby  zgin  beze mnie". Teraz czeka a na nich w Huludao i kontradmira  Badr nie móg  si  doczeka  tego
spotkania, cho  mo e nie tak bardzo jak dobry klient Korea skiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, który w milczeniu obserwowa  akurat wraz z
Ahmedem Sabahem bezkres Morza 

tego z mostku starego Yongdo.

Obie jednostki odby y swe rejsy bez problemów. Przeby y w skie gard o Bohai Haixia pod eskort  chi skiej marynarki; Barracuda II zacumowa a

oko o dziewi tnastej w sobot , Yongdo wszed  do portu dwana cie godzin pó niej. Chi scy celnicy, wszyscy w mundurach wojskowych, weszli na
pok ad, zanim ktokolwiek móg  zej

 na l d. Dok adnie sprawdzili dokumenty statku i za

dali umo liwienia im inspekcji przynajmniej dwóch rakiet w

celu porównania z papierami przedstawionymi przez ich w

ciciela, genera a Raszuda. Otworzono dwie skrzynie; w jednej z nich spoczywa a rakieta,

która mia a ponie

 do celu g owic  nuklearn , teraz bezpiecznie spoczywaj

 we „flaszce" zamocowanej na górnym pok adzie statku.

Rawi wiedzia ,  e ogl daj  w

nie ten pocisk, poniewa  na jego kad ubie widnia  angielski napis: „Mark-2 Subma-rine Launched" oraz nazwa

asna, wymy lona przez Sza-kir  i na jej pro

 wymalowana z otymi literami na stalo-woszarym korpusie: SCIMITAR SL-2. Uczci a w ten sposób

pami

 s awnego damasce skiego miecza Saladyna, który dzier

 go w d oni, atakuj c Ryszarda Lwie Serce u bram Jerozolimy.

- Jak móg bym zapomnie ? Wed ug Jane na jednym z nich wyszed em jak cholerny w ócz ga z buszu. W os rozwiany, koszula wysz a ze spodni, w

ku kufel fostera i w takim stanie prosz  pani  Morgan do ta ca.

- Tak, widzia em je. A tu mamy czterech innych facetów, którzy te  wygl daj , jakby nie chcieli by  fotografowani. Oczywi cie maj  wi cej godno ci

od ciebie, ale zdj cia s  tak samo porz dnie zrobione.

Obydwaj si  roze mieli, ale Morris bynajmniej nie traktowa  sprawy lekko.
- Okay, Jimmy. Zrób z nich kopie, powiedzmy, pi

dziesi t kompletów. Potem wysma  notatk  i po lemy je w odpowiednie miejsca, sk d mo emy

si  spodziewa  odzewu.

- Dok d na przyk ad?
- Mo emy zacz

 od naszych ambasad w Iranie, Iraku, Syrii, Egipcie, Emiratach, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Libanie i Izraelu. Pentagon te  niech

background image

roze le kopie do dowódców baz wojskowych i morskich na Bliskim Wschodzie. Zaprz gniemy te  do pracy FBI i CIA. Poprosimy te  Angoli: MI5,

MI6, Scotland Yard...

- Jezu, to sporo k opotu, sir.
- Na szcz

cie mamy do

 liczny personel. Sugeruj , by nie puszcza  niczego do sieci.  adnego internetu, e-maili poza wewn trznymi i

zabezpieczonymi. Zdj cia s  w ko cu robione przez osob  prywatn  i nie ma sugestii po piechu. Miesi c miodowy Arnolda sko czy  si  pi

 miesi cy

temu i tyle czasu zaj o mu przys anie ich tobie. Ale skoro  yczy sobie sprawdzenia, zrobimy to dla niego. Najlepiej jak umiemy.

- W porz dku, sir. Zajm  si  tym od razu.
Jimmy Ramshawe wróci  do swego zasypanego papierami biura, mrucz c pod nosem:
-  adna mi prywatna osoba. Cyka par  fotek, pakuje w kopert  i pó

wiata skacze na komend ...

Lawiruj c przez swój twórczy nie ad, dotar  do biurka i wróci  do studiowania fotografii w typowy „ramszawski" sposób: „Zrobione na wulkanie, ale go

tu nie wida ... Jest tylko szczyt urwiska... Wysoko, cholera... Na samym brzegu wyspy, czyli wulkan musi by  za fotografem... Ciekawe, jak wygl da?...
Zapewne nieczynny... Nie staliby na jego szczycie, gdyby cho-

74
lernik plu  dooko a law ... Nawet nie wiedzia em,  e na Kanarach maj  wulkany..."
Nie by o jednak czasu na rozwa ania. Wezwa  kogo , kto by zrobi  potrzebne kopie, i kogo  innego, aby skombinowa  list  wszystkich ameryka skich

ambasad na Bliskim Wschodzie. Zadzwoni  do kapitana Scotta Wade'a z wydzia u wywiadu wojskowego z pytaniem, jak przekaza  zdj cia do
tamtejszych baz. Na koniec  ci gn  porucznika Jima Perry'ego i poleci  mu pu ci  ca  machin  w ruch. List przewodni napisa  osobi cie, przes
Jimowi e-mailem do wydrukowania i rozes ania z fotografiami, gdy tylko b

 gotowe - najpó niej nazajutrz rano. Za atwiwszy w ten sposób pro

Morgana, zaj  si  tym, co wed ug niego by o naprawd  wa ne.

Z Krajowego Biura Zwiadu przysz o zdj cie satelitarne rosyjskiej budowy atomowego okr tu podwodnego klasy Barra-cuda p yn cego po Morzu

tym na pó noc, prawdopodobnie do chi skiej bazy w Huludao, jako  e poza ni  nie ma tam niczego ciekawego. Mia  te  wcze niejsze o trzy dni

fotografie takiej samej jednostki wychodz cej w morze z Zhanjiang, g ównej bazy i siedziby sztabu Floty Po udniowej. Satelita sfotografowa  j  jeszcze
raz, gdy by a o dwadzie cia pi

 mil dalej i w

nie si  zanurza a. Par  nast pnych zdj

 tego fragmentu oceanu nie pokazywa o ju  niczego. Jimmy

zastanawia  si  wtedy, dok d te  si  ten okr t wybiera. Poniewa  istnieje na  wiecie tylko jedna jedyna zdolna do  eglugi Bar-racuda, nowe zdj cie
odpowiedzia o mu na to pytanie. Inne pozostawa o jednak wci

 bez odpowiedzi: do kogo on w

ciwie nale y? Rosjanie robili uniki, twierdz c,  e

sprzedali go Chi czykom. Chi czycy odmawiali wprost ujawniania jakichkolwiek informacji o swojej flocie podwodnej zachodniemu mocarstwu, nawet
Stanom Zjednoczonym, których dolary tak bardzo lubi . Trudno, sprawa pozostaje otwarta. Jimmy postanowi ,  e napisze krótki raport i b dzie mia  oko
wyczulone na zdj cia z pó nocno-wschodniej Azji, czekaj c na chwi-1?> kiedy Barracuda znów wyruszy w morze w niewiadomym kierunku.

Tajemnica tego okr tu nie dawa a mu spokoju. „Po jakiego grzyba to pud o wlok o si  do Huludao? To ich baza j drowa, gdzie zbudowali te

przero ni te i praktycznie bezu yteczne

75
boomery klasy Xia. Niech mnie szlag, je li wiem. Barracuda jest za ma a do rakiet mi dzykontynentalnych. Mo e tym razem Ruski naprawd  j

sprzedaj ? Ale przecie  równie dobrze mogli to zrobi  w Zhanjiang, nie? Po co by o pcha  j  tysi c sze

set mil na pó noc? Co takiego jest w Huludao,

czego Barracuda potrzebuje? Mo e specjalistycznego serwisu dla reaktora? A mo e raczej rakiet. Chinole robi  tam cruise'y- Bo ja wiem? Ale lepiej j
przypilnowa , kiedy b dzie wychodzi a z portu". Obejrza  fotografie ponownie, po czym odszuka  powi kszenie urz dze  portowych Huludao. Ruchliwe
miejsce, pomy la ; pe no statków, mo e obs

 miliony ton  adunku rocznie.

ledzi  chi sk  baz  przez nast pne dwa dni i ucieszy  si , gdy dosta  znowu zdj cie Barracudy, ju  w porcie i kieruj cej si  prosto do krytego doku.

Porcja z nast pnego przelotu satelity pokaza a niezwyk y widok cywilnego stateczku z p askim pok adem  adunkowym i nadbudówk  na dziobie,
cumuj cego przy kejach dla podwodniaków. Pewnie przywióz  cz

ci zamienne albo co  w tym rodzaju, wydedukowa . Nie móg  wiedzie ,  e nielegalny

mierciono ny  adunek Yongdo zosta  ju  wcze niej wy adowany w innym krytym doku, dwie godziny przed pojawieniem si  nad horyzontem

ameryka skiego satelity.

Przes

 do CIA rutynow  pro

 o zidentyfikowanie statku, ale niewiele to da o. Z Langley odpowiedziano,  e to leciwa  ajba, prawdopodobnie

rodem z japo skiej marynarki wojennej, ale przebudowana, jak wiele starych okr tów na Dalekim Wschodzie, na cywilny frachtowiec. Nie byli pewni, kto
jest jego armatorem, ale domniemywali,  e mo e wci

 by  w r kach japo skich, ewentualnie pó nocnokorea skich. „Pewnie przywióz  par  bomb

atomowych do dalszego transportu dla Arabów", pomy la  z ironi  Jimmy. „Nic wielkiego, raptem koniec cholernego  wiata".

Nast pny tydzie  up yn  bez  adnych wydarze . Barracudy od tamtej pory ju  nie widziano, nikt te  nie potrafi  okre li  to samo ci starego

stateczku wci

 zacumowanego w porcie wojennym Huludao. A potem nadesz a sensacyjna wiadomo

. Ambasador USA w Dubaju, który wcze niej

pe ni  t  misj  w Teheranie, powiedzia ,  e rozpozna  a  dwóch

76

czyzn ze zdj

 admira a Morgana. Jego ekscelencja Mark Volmer, zawodowy dyplomata z Massachusetts, nie mia

adnych w tpliwo ci:

„Podczas mojej kadencji w Iranie zosta em osobi cie poproszony o rozpatrzenie wniosku o wiz  dla dwóch bardzo wa nych profesorów z wydzia u
geofizyki na Uniwersytecie Tehera skim. Jednym z nich by  Fatahi Mohammed Reza, drugim Hatami D amszid, obaj zamieszkali w stolicy". Ambasador
przypomnia  sobie,  e uczeni wybierali si  na roczne studia podyplomowe na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Cruz. Obydwaj specjalizowali si  w
wulkanologii i spowodowanych przez erupcje osuwiskach ziemnych. Pomy la  nawet o tym, by na zdj ciu podpisa  nazwiska pod odpowiednimi
postaciami. Patrz c ponownie na fotografie, Jimmy Ramshawe oceni  na podstawie j zyka cia a,  e profesor Hatami jest wy szy rang  od kolegi,
natomiast powa na, zafrasowana mina Fatahiego  wiadczy a,  e te  jest ekspertem w swojej dziedzinie. Ambasador zatelefonowa  nawet na
tehera sk  uczelni  i dowiedzia  si ,  e obaj naukowcy s  starszymi wyk adowcami i cz onkami rady wydzia u geofizyki, i ju  wrócili do pracy. I Hatami, i
Fatahi wiele podró uj , obserwuj c i badaj c dzia anie podziemnych si , jakie od czasu do czasu zmieniaj  oblicze naszej planety.

- Hej, ten Volmer powinien pracowa  u nas, zamiast ugania  si  po pustyni ze zgraj  nomadów! - wykrzykn  Jimmy z nieskrywanym podziwem dla

dok adno ci informacji ambasadora.

By  uszcz

liwiony i zarazem zdziwiony,  e sprawa tak szybko znalaz a wyja nienie, i z niejak  dum  napisa  meldunek do Wielkiego Cz owieka.

E-mail zako czy  efekciarskim: „...dwójka wulkanologów zaj ta swoj  robot . I tak si  ko czy tajemnicza historia dwóch Arabów na kanaryjskiej górze".

Poczt  odebra a - jak zawsze - Kathy. Jej m

 wiecznie si  odgra

,  e ci nie drogi laptop w odm ty Potomacu, „bo Jest tak cholernie powolny!"

Arnold przeczyta  raport Jim-^'ego Ramshawe'a z zainteresowaniem, po czym pos

 mu Podzi kowanie i pro

 o uwa ne  ledzenie wszelkich

informacji, jakie mog  nadej

 o pozosta ych dwóch postaciach z doskona ych uj

 Harry'ego.

77
— Ca y Arnold Morgan — skomentowa  pó niej Jimmy swemu szefowi, — Dostaje wiadomo

, na któr  szans  mia  jak jeden do  wier  miliarda, i

da wi cej. My la em,  e dwóch rozpoznanych profesorów to ju  dostatecznie du o i sprawa zamkni ta. Ot, grupka jajog owych przygl daj ca si

obiektowi swoich bada .

— Znasz go prawie tak dobrze jak ja, Jimmy - odpar  George Morris. — To nie jego wina. Taki ma mózg. Cholerna szara masa nie umie odpu ci ,

dopóki cho  jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Pozna  dwóch z czterech? No, to chce wiedzie , kim s  pozostali dwaj. Nic na to nie poradzi.

— Jak go znam, to dopisze mu szcz

cie - rzek  Jimmy. By y to prorocze s owa. Cztery dni pó niej na jego biurku

wyl dowa  zaszyfrowany sygna  z CIA, przekazuj cy informacj  z Londynu: „MI5 przekaza a wasz  pro

 do si  specjalnych armii brytyjskiej.

Pu kownik Russell Makin, dowódca 22. pu ku SAS, twierdzi,  e cz owiek, który na zdj ciu jest pierwszy z prawej i odwrócony ty em do kamery, to
zaginiony major Ray Kerman. Potwierdza to czterech innych oficerów SAS. Pa stwo Kermanowie jad  jutro do Stirling Lines. Prosz  o jak najszybsze
przekazanie daty, godziny i miejsca wykonania fotografii".

Jimmy Ramshawe omal nie wyskoczy  ze skóry. Ruszy  prawie biegiem przez korytarz, zastuka  do drzwi admira a Morrisa i nie czekaj c na

zaproszenie, wpad  do  rodka jak burza. Gabinet by  pusty, wi c wypad  z powrotem i odszuka  sekretarza dyrektora.

— Kr ci si  tu gdzie , sir. Mam przekaza ,  eby do pana zadzwoni ?
— Nie, przeka ,  eby przyszed  prosto do mojego biura. Mam co , od czego j dra mu si  skurcz  do rozmiarów króliczych. - Komandor porucznik

James Ramshawe ledwo panowa  nad sob , a có  dopiero mówi  o j zyku.

Dziesi

 minut pó niej George Morris jako  przebrn  przez labirynt papierów do krzes a, usiad  i przeczyta  notatk  od CIA. Pokiwa  m drze g ow  i

rzek :
— No có , Jimmy. Mamy wi c dowód na to, co ju  wcze niej wiedzieli my. Po pierwsze, pi

 miesi cy temu major Kerman definitywnie 

, po

drugie, ktokolwiek ignoruje g os instynk-

78
tu admira a Arnolda Morgana, robi to na w asn  szkod , powiedzia

 mu ju  o tej rewelacji?

- Nie, sir.
- To nie mów. Zadzwoni  do niego i wprosz  nas z odwiedzinami na dzi  wieczór. Przy odrobinie szcz

cia mo e Kathy poprosi,  eby my zostali na

kolacji.
- Zgadzam si  ca ym sercem, sir. My

,  e w tej chwili pogaw dka z admira em to najlepszy pomys . On mo e wpa

 na co  jeszcze lepszego.

- Tymczasem dowiedz si  wszystkiego, co mo liwe, o tych dwóch profesorach. Je eli wspó pracuj  z majorem Kerma-nem, to musz  to by  jakie

ciemne sprawki. I to na du

 skal . Arnie zada nam ca  mas  pyta .

- Aye, aye, sir!
Przez nast pne cztery godziny Jimmy szpera  w inter-necie, zaczynaj c od Uniwersytetu Kalifornijskiego. Znalaz  sporo informacji na temat

tamtejszego wydzia u geofizyki i — ku swemu zdziwieniu - ca  katedr  zajmuj

 si  wy cznie zjawiskiem, o którym przed paroma tygodniami

rozmawia  ze swym przysz ym te ciem: tsunami. By y tam komputerowe modele kilku s ynnych na  wiecie przypadków tych fal wywo anych przez
wybuchy wulkanów oraz drobiazgowe studia mo liwych takich zdarze  w przysz

ci. Kilka z nich wskazywa o na gor ce punkty na pó nocnym

background image

Pacyfiku, zw aszcza w okolicach Hawajów. Co ciekawe, sporo miejsca po wi cono miejscu potencjalnie najwi kszej katastrofy w ca ej historii  wiata:

wyspie Palma w archipelagu kanaryjskim.

Jeden z ciesz cych si  najwi ksz  renom  ameryka skich profesorów opublikowa  prac , w której stwierdzi  wprost,  e - z powodu pierwotnego

kszta tu i rozmiaru niestabilnego zbocza wulkanu Cumbre Vieja - fale tsunami, jakie powsta yby w wyniku jego erupcji, najprawdopodobniej zachowa yby
powa

 cz

 energii, przemieszczaj c si  od Wysp Kana-ryjskich ku USA, Europie i pó nocnej Brazylii. Pocz tkowa d ugo

 fali wynosi aby oko o

kilometra, a po dotarciu na p ytkie wody jej wysoko

 si gn aby pi

dziesi ciu metrów. Dowodz  tego napotykane u wybrze y Bahamów ogromne

azy i inne osady naniesione tam przez tsunami pochodz ce z epicentrum na Wyspach Kanaryjskich, które powsta o kilka

79
tysi cy lat temu. Niepodwa alny wniosek autora tego komputerowego modelu, doskonalonego przez lata bada , brzmia  tak samo jak ten, który

admira  Morgan wy

 Kathy: w sze

 do dziewi ciu godzin po osuni ciu si  Cumbre Vieja do Atlantyku zniszczone zostanie ca e Wschodnie

Wybrze e USA. Na stronie internetowej mo na by o zobaczy  dobrze dopracowane kolorowe wykresy zmian wysoko ci fali. Jimmy wpatrywa  si  w nie
z wyba uszonymi oczami.

— Pi

dziesi t metrów! - wydysza . - Bo e, to  od Bostonu po Miami nie zostanie ani jedno nadbrze ne miasto! Nic dziwnego,  e ci pieprzeni

turbaniarze si  tam kr cili. Nie wiem tylko, czego tam szuka  nasz Ray Kerman... chyba  e chce zetrze   za jednym  zamachem  pó   Stanów
Zjednoczonych z mapy...

Ugryz  si  w j zyk. „Nie, on tego nie mo e zrobi ... Co innego  upn

 rakiet  w rafineri  czy elektrowni , które dalej ju  same wylecia y w powietrze...

Ale to zupe nie inna sprawa... Tu idzie o pot

 moc z wn trza Ziemi. Ludzko

 jeszcze nie widzia a takiej si y. Na miar  samego Boga... a nie bandy

stukni tych terrorystów... chyba..."

Poza t  skarbnic  wiedzy z Kalifornii Jimmy nie znalaz  wiele materia u na temat dwóch ira skich profesorów, a ju  zupe nie nic o majorze Kermanie,

którego nikt nie widzia  na Zachodzie od chwili jego dezercji przed pi ciu laty. By o par  niech tnych o wiadcze  ze strony ministerstwa obrony w
Londynie, ale nie rzuca y one  adnego  wiat a na jego aktualne miejsce pobytu ani tym bardziej na jego plany.

Kathy Morgan zareagowa a dok adnie po my li admira a Morrisa i zaprosi a ich obu na kolacj  do Chevy Chase. Cieszyli si  na t  perspektyw , od

kilku miesi cy  aden z nich nie mia  bowiem okazji spotka  si  z ich idolem. Punktualnie o dwudziestej zjawili si  w stylowej willi Morganów, któr  Kathy
zatrzyma a po rozwodzie z pierwszym m

em. Drzwi otworzy  im Arnold, witaj c ciep o i oznajmiaj c,  e kolacj  przyrz dza osobi cie na grillu w

ogrodzie. Kiedy ju  poda  drinki (wszyscy trzej zdecydowali si  na solidn  szkock  z wod ) i wyszli na werand , Morris „zdetonowa " obiecan
bombow  wiadomo

.

- Arnie, przygotuj si  na szok. Jednym z go ci na twoich
80
zdj ciach, tym, którego Harry'emu nie uda o si  z apa  od przodu, jest niejaki Raymond Kerman, by y major SAS. I co ty na to?
- Chyba  artujecie? Ten sukinsyn sta  o kilka kroków ode mnie na szczycie pieprzonego urwiska nad oceanem? Do diab a! Gdybym wiedzia ,

udusi bym go w asnymi r kami!

- Gdyby on wiedzia , kim pan jest, zrobi by to pierwszy -odrzek  Jimmy ze  miechem, ani wiedz c, jak bliski jest prawdy, po czym opowiedzia

admira owi, jak otrzymali potwierdzenie to samo ci tego najbardziej poszukiwanego terrorysty  wiata.

- To rzeczywi cie by a bomba, George - rzek  Morgan. -Wa niejsze jest jednak co innego: co on robi  z Ira czykami na kanaryjskim wulkanie?
- No có , oto jest pytanie. — Morris wzruszy  ramionami. - I to za pi

dziesi t punktów. Nie ma  adnych dowodów,  e ci profesorowie s  na przyk ad

islamskimi fundamenta-listami. To akademicy, którzy po wi cili  ycie wulkanom.

- Je li wolno mi si  wtr ci , to i ja mam dobre pytanie -powiedzia  Ramshawe. - Dlaczego akurat Palma? Na  wiecie jest tyle wulkanów, a

najniebezpieczniejszy terrorysta wybiera sobie na miejsce pogaw dki ze specjalistami akurat zbocze najniebezpieczniejszego z nich?

- Sk d wiesz,  e ten wulkan jest najniebezpieczniejszy? -Arnold u miechn  si  lekko.
- Och, oko o siedemnastej zosta em ekspertem w tej dziedzinie. Sprawdzi em starego Cumbre Vieja w internecie... Du o o nim mówi  na stronie

Uniwersytetu Kalifornijskiego. To ta uczelnia, gdzie ci dwaj z Teheranu robili studia podyplomowe.

- Cholerny internet... — mrukn  Morgan. — Ja musia em Przejecha  pó

wiata i s ono za to zap aci ,  eby si  dowiedzie  o Palmie tego samego, co

ty wy uska

 w pi

 minut kosztem pi ciu dolców...

- Pi ciu centów, je li nie liczy  ceny papieru i tuszu do drukarki - poprawi  go Jimmy.
Na t  chwil  wesz a Kathy, nios c na tacy cztery pó ki-'°gramowe befsztyki z pol dwicy po nowojorsku, skrusza e, Przyprawione i gotowe do
pieczenia.
81
- Cze

, George - skin a g ow  Morrisowi. - Mog  by , Jimmy? - spyta a, wskazuj c mi so.

- Dobry wieczór, pani Morgan. S  w sam raz.
Pani Morgan wygl da a jak zwykle zniewalaj co. D ugie do ramion rude w osy mia a swobodnie rozpuszczone, za ca y makija  s

a dyskretna

szminka i niewiele ponadto. Do bia ych obcis ych spodni toreadora w

a rubinow  jedwabn  bluzk . Na 

cuszku na szyi wisia y dwa z ote delfiny,

stylizowane na starogreck  mod  - nieoficjalny emblemat s

by podwodniackiej w US Navy.

Arnold wzi  d ugi grillowy widelec i jeden po drugim u

 befsztyki na ruszcie. Znad  aru rozleg o si  g

ne, apetyczne skwierczenie - drugi hymn

narodowy jego rodzinnego Teksasu.

- Chod cie, chod cie, malutkie - mrucza  gospodarz, precyzyjnie ustawiaj c solidne porcje w szyku czo owym, burta w burt . Nie zamkn  wieka, ale

podkr ci  palnik gazowy na wysoki p omie . — Tak si  to robi, ch opcze - zwróci  si  do Jimmy'ego. — Nauczy em si  od ojca. Du y ogie , czujne oko i
szybka reakcja... oto, czego potrzebujesz przy steku z grilla.

- I w  yciu - odrzek  Jimmy z u miechem. — Wystarczy si  zagapi , a poparzysz sobie palce.
- Mam nadziej ,  e nie o cholerny wulkan - burkn  Morgan. - Zastanawiam si , co te sukinsyny knuj .
- Mo e nic - powiedzia  Morris. - Mo e Kerman si  tym po prostu interesuje i pojecha  w teren z dwoma wulkanolo-gami. Mo e zwiedzaj  tak i inne
miejsca.
- Akurat! - Komentarz Morgana by atwy do przewidzenia. - Tacy faceci nie maj  niewinnych hobby. To fanatycy, którzy ani na chwil  nie przestaj

snu  swych niecnych planów. Nie ufam zw aszcza Kermanowi. Je eli zrobi  cho  po ow  z tego, o co go pos dzamy, to plasuje si  gdzie  w po owie
drogi mi dzy pu kownikiem Kadafim a D yngis-chanem.

- Czyta em dzisiaj o problemie z Cumbre Vieja - wtr ci  Ramshawe. - Nie da si  dzi  spowodowa  takiej eksplozji,  eby str ci  do morza ca e

kilometry sze cienne ska y.

- Tyle to i ja wiem, Jimmy - odpar  admira . - Ale to nie erupcja wulkanu b dzie czynnikiem sprawczym zapowiadanej katastrofy. Chodzi o co  innego:

gwa townie wyp ywaj ca

82
lawa po drodze podgrzeje podziemne jeziora do wrzenia. B dzie to jak eksplozja gigantycznego kot a parowego.
- Widzia em kiedy  stare zdj cie po wybuchu kot a lokomotywy. - Jimmy pokiwa  g ow . - Rozwali o pó  stacji, a wcale nie by a ma a. Ale przecie  do

wywo ania takiej reakcji trzeba by niewiarygodnej si y, prawda? Jeden z uczonych powiedzia ,  e wymaga oby to ingerencji Boga, a Wszechmocny nie
zsy

 nic tak powa nego od stuleci.

- Mam nadziej ,  e ma racj  - rzuci  Arnold, zr cznie odwracaj c befsztyki na drug  stron . - Nie podobali mi si  tylko ci turbaniarze na tej pieprzonej

górze, ot i wszystko. Obawiam si ,  e knuj  co  niedobrego, jak zwykle.

Popijali w milczeniu whisky, ale atmosfera zrobi a si  troch  napi ta. George Morris wiedzia ,  e Wielki Cz owiek martwi si  mo liwym spiskiem

terrorysty o randze Kermana ze  wiatowej rangi znawcami wulkanów. Arnold w my li atakowa  ju  problem, zastanawiaj c si , co z tym robi  i jakie
gro by mo e przynie

 przysz

. Nie pracowa  ju  w Bia ym Domu i by  formalnie cywilem, zwyk ym obywatelem. Troski wysokiego urz du powinny

zosta  poza nim; teraz by  czas na planowanie z  on  wakacji, podró y po  wiecie, wizyt u przyjació . Morganowie to robili, owszem, ale admira  zawsze
traktowa  problemy Stanów Zjednoczonych jak w asne. By  to stary nawyk, którego trudno si  pozby .

Kathy tak e spos pnia a. Nie znosi a, kiedy jej m

 zachowywa  si , jakby wci

 by  doradc  prezydenta do spraw bezpiecze stwa narodowego;

wiedzia a jednak,  e po prostu nie ma na to  adnej rady i nale y tylko mie  nadziej ,  e z y nastrój minie. Spróbowa a odwróci  jego uwag , rzucaj c z
udawan  trosk  w g osie pytanie, czy aby na pewno wino, które zamierza poda , ma odpowiedni  temperatur .

By o to has o, które niemal zawsze odnosi o po

dany skutek. Admira  pospiesznie ruszy  do domu, by spróbowa  wybranego na ten wieczór

pomerola z Chateau de Valois, rocznik 1998. Wkrótce zapomnia  o majorze Kermanie, zaj ty wyk adaniem go ciom zalet  wietnego czerwonego
bordeaux, którego za chwil  posmakuj .

- Z  dziewi

dziesi tego  ósmego  liczy  si   tylko  prawy brzeg, co, Jimmy?

83
- Nie wiem, o jaki brzeg pan pyta.
- To by  wy mienity rok dla bordeaux, ale tylko po jednej stronie  yrondy.
- Gdzie to jest?
-  yronda to wspólne lejkowate uj cie Garonny i Dor-dogne do Zatoki Biskajskiej. Na jej lewym brzegu znajdziesz wi kszo

 wielkich francuskich

chateaux. Na prawym s  dwa najwa niejsze: Pomerol i St Emilion. Tamten rok by  bardzo deszczowy, tu  przed winobraniem. Rzeki wezbra y, z
Pirenejów sp yn a masa wody i zala a lewy brzeg, w tym Medoc. Pomerol i St. Emilion wysz y z tego sucho i mia y wspania e zbiory. Otworzy em na
dzisiaj dwie butelki. Po telefonie George'a chcia em zaprosi  te  twojego ojca, Jimmy, ale zdaje si ,  e rodzina wyjecha a z miasta?

- Tak, s  u moich staruszków w Nowym Jorku. Szkoda,  e Johna tu nie ma. Na pewno chcia by spróbowa  tego wina. -Ramshawe urwa , czuj c,  e

pod fasad  towarzyskiej konwersacji w umy le admira a wci

 pracuj  te same trybiki. -Sir, nie wiem, kiedy pan ostatnio czyta  o tych sprawach, ale ja

dzi  po po udniu dobrze przewertowa em kilka rzeczy. Wiem,  e naukowcy snuj  czarne prognozy co do Palmy, ale wi kszo

 z nich jest zdania,  e

background image

du ego bum mo na si  spodziewa  nie wcze niej ni  za jakie  sto tysi cy lat...
- Mo e i tak - odpar  Morgan. - Ale ja tam by bym spokojniejszy, gdyby ten Kerman ju  nie 

.

Poniedzia ek, 5 lipca 2009 r., godzina 5.00. Huludao, baza okr tów podwodnych
Po miesi cu sp dzonym w wielkim suchym doku w chi skiej bazie morskiej ca y komplet pó nocnokorea skich rakiet by  w pe ni gotowy. Miejscowi

elektronicy sprawdzili wszystkie systemy w ka dym pocisku i dwa z nich wyposa yli w g owice j drowe. Szczególn  uwag  po wi cili „mózgom",
komputerom naprowadzania i nawigacji umieszczonym w samym ich czubku. Rawi chcia  mie  pewno

,  e wystrzelona rakieta poleci dok adnie tras

wyznaczon  i zaprogramowan  przez komandor podporucznik Szakir  Raszud. Ca  osiemnastk

84
za adowano do magazynu Barracudy II i Chi czycy mogli wystawi  oburzaj co lichwiarski rachunek dla marynarki wojennej Iranu jako jej agentowi,

cho  nie w

cicielowi - na ca e osiem milionów dolarów — za swe us ugi. Oczywi cie ich technologia i wiedza by y w tej cz

ci  wiata bezcenne, trudno

wi c oczekiwa ,  eby mieli skrupu y i wyrzekli si

atwego zarobku. Najwa niejsze,  e Scimitar SL-2 by  przygotowany do boju.

Poprzedniego wieczoru mechanicy zacz li wyci ga  pr ty spowalniaj ce i o trzeciej nad ranem starszy mechanik, komandor Abdulrahim,

zameldowa ,  e turbiny s  gotowe. Do wiadczony ira ski podwodniak by  na s

bie ca  noc, nadzoruj c wysuwanie grup smuk ych walców z hafnu z

uranowego serca reaktora. Z ka

 minut  neutrony mog y swobodniej si  przemieszcza , powoduj c coraz wi cej reakcji rozszczepienia,

systematyczny wzrost temperatury uk adu i osi gni cie samopodtrzymuj cej si  reakcji 

cuchowej -podstawy energetyki nuklearnej. Abdulrahim w

pe ni kontrolowa  reaktor, reguluj c temperatur  i doprowadzaj c uk ad ch odzenia do normalnego ci nienia eksploatacyjnego stu siedemdziesi ciu
pi ciu kilogramów na centymetr kwadratowy - niewyobra alnego w porównaniu z ci nieniem atmosferycznym, do jakiego ewolucyjnie przywykli my:
jeden kilogram na centymetr kwadratowy. Woda musia a osi gn

 w

ciw  temperatur , aby zapewni  okr towym turbinom o mocy czterdziestu

siedmiu tysi cy koni mechanicznych odpowiedni  energi , by mog y pchn

 do przodu osiem tysi cy ton masy okr tu. Wraz z komandorem w

przedziale reaktora pracowa o jeszcze czterech ludzi.

Dwie godziny przed  witem okr t podwodny Hamasu zosta  odholowany z krytego doku przez dwa chi skie holowniki. Teraz byli ju  za falochronem i

yn li pod w asnym na-P dem, stopniowo zwi kszaj c pr dko

 do o miu w

ów. Okr t prowadzi  ZDO, w si owni starszy bosman Tikku ccuj-nie

obserwowa  prac  swoich operatorów trzech komputerowych paneli sterowania: uk adu nap dowego, reaktora i agregatów pr dotwórczych. Szef
okr tu, Ali Zahedi, sta  u boku ZDO w centrali manewrowej. Miejsce nawigatora zajmowa  Porucznik Asztari Mohammed, urodzony w Anglii Irakijczyk,

85
którego rodzice uciekli tam w latach dziewi

dziesi tych przed prze ladowaniami re imu Saddama Husajna. Asztari by  z serca rewolucjonist  i sam

z kolei wyjecha  z Europy, aby wst pi  w szeregi Hamasu. Wybrany do za ogi, sko czy  kurs w szkole oficerskiej w Bandar Abbas. Umiej tno ci
nawigacyjne doskonali  w chi skiej szkole marynarki w Qing-dao. Bra  udzia  w misji Barracudy I i dobr  postaw  zapracowa  sobie na powo anie na
drugi okr t genera a Raszuda.

Na pomo cie stali kontradmira  Badr oraz Rawi i Szakira Raszudowie, obserwuj c, jak Barracuda II sunie pog bionym kana em przez niepokoj co

ytki akwen na podej ciach do Huludao. Na wschodzie ró owi o si  niebo, morze by o ole-i cie g adkie i szare. Holowniki p yn y z nimi jeszcze przez

par  kabli, po czym zawróci y do portu. Zostali sami. Przed sob  mieli niebezpieczne zadanie, ale ci ludzie ju  stawiali razem czo o zagro eniom i czuli
si  pewnie. Tylko Szakira,  ciskaj ca rami  m

a, mimowolnie zadr

a, patrz c, jak okr t z wolna kieruje si  na wschód, p yn c teraz z pr dko ci

dwunastu w

ów. Znajdowali si  jeszcze na  ci le strze onych wodach zatoki Liaodong, niedost pnych dla obcych jednostek i patrolowanych przez

chi skie kutry i  cigacze.

Tu  przed siódm  trzydzie ci Ben Badr zszed  pod pok ad i zarz dzi  zwrot na po udnie, ku cie ninie Bohai. Dopiero za ni  b dzie móg  pomy le  o

zej ciu na peryskopow . Na razie pozostawa o p yn

 na powierzchni, pod okiem ich protektorów z chi skiej marynarki wojennej. Jednak nie tylko oni

patrzyli na Barracuda II. O siódmej czterdzie ci pi

, krótko po zwrocie, „Wielki Ptak" zrobi  jej kilka zdj

 i zarejestrowa  kurs oraz pr dko

. W

Waszyngtonie dochodzi a osiemnasta... poprzedniego dnia. Fotografie z Krajowego Biura Zwiadu znajd  si  na biurku komandora Ramshawe'a o ósmej
rano — po czternastu godzinach. Do tego czasu okr t b dzie ju  na bardziej otwartych i g bszych wodach wschodniej cz

ci Morza 

tego, gdzie

dzie móg  si  zanurzy , p yn c dalej tu  pod powierzchni , mo e niezupe nie niewidzialny, ale prawie. Na razie jednak Rawi i Szakira stali dalej na

pomo cie kiosku. Robi o si  cieplej; Ahmed przyniós  im kaw , a reszta za ogi by a zaj ta rutynowymi czynno ciami kontrolnymi. Dowódca 

cza  w

nawigacyjnej z porucznikiem

86
]Vlohammedem nad mapami, ustalaj c tras  przej cia mi dzy licznymi wysepkami, jakimi usiane s  po udniowe brzegi Japonii, na otwarty ocean.
Poniedzia ek, 5 lipca 2009 r., godzina 8.00. Fort Meade
Jimmy Ramshawe patrzy  na zdj cia Barracudy II, sun cej przez Morze 

te na po udnie.

- I dok d ci , psiakrew, niesie? - nie móg  si  powstrzyma  od g

nego zapytania.

Sprawdzi  wspó rz dne podane przez KBZ: 40°42'N, 121°20'E. Biuro us

nie zidentyfikowa o te  obiekt na fotografii jako jedyny istniej cy okr t

rosyjskiej klasy Barracuda wychodz cy z chi skiej bazy marynarki.

- To nie do wiary - mrukn . - Wci

 nie wiemy, czyj on jest. Ruski nie chc  si  przyzna ,  e sprzedali go Chinolom, z tej racji,  e to nie nasz interes.

Chinole w ogóle si  nie odzywaj , pewnie z tego samego powodu.

Otworzy  na ekranie monitora map  Morza 

tego i po udniowej Japonii. „To cholerne pud o wkrótce pójdzie w zanurzenie, pewnie zaraz po

przej ciu Bohai Haixia, i nie zobaczymy go Bóg wie jak d ugo", pomy la . „Mo e skr ci  prosto w Cie nin  Korea sk  i na Morze Japo skie. Równie
dobrze mo e pop yn

 dalej na wschód i wyj

 pod Japoni  na Pacyfik, a tam ju  hulaj dusza, na pó noc, na wschód, na po udnie... Albo wróci  do

Zhanjiang, sk d przyby . No, to by zacz o wygl da  na to,  e jednak nale y do Chi czyków. Krótko mówi c, mo e zrobi  wszystko, a my si  dowiemy
tego dopiero wtedy, gdy znów si  gdzie  wynurzy. Na przyk ad za Pó  roku. Cholera..."

Jimmy Ramshawe nie znosi

lepych zau ków. Nie lubi  te  Morza 

tego i wszystkiego, co si  z nim kojarzy. A tu Barracuda p ynie sobie weso o

akurat na tych najmniej dost pnych dla Zachodu wodach w pe nym s

cu, najwyra niej z chi skim b ogos awie stwem i pomoc , a mo e i za og .

Zamówi  powi kszenia wszystkich zdj

; po godzinie móg  ju  Przyjrze  si  trzem sylwetkom stoj cym na pomo cie okr tu.

87
Wszystkie mia y jednak na g owach czapki, a  e fotografie wykonane by y prawie pionowo z góry, nie by o mowy nie tylko o identyfikacji osób, ale

nawet o okre leniu ich narodowo ci czy stopni wojskowych.

- Nic, cholera, nie mo emy zrobi  - burkn . - Lepiej poka

 to szefowi, ale poza tym mog  tylko go obserwowa , dopóki si  nie zanurzy. Nie mog

si  jednak oprze  wra eniu,  e je li Chi czycy naprawd  t  Barracud  kupili, to nie dla siebie, ale dla kogo  innego. Bliski Wschód, Pakistan, Korea
Pó nocna? Bóg jeden wie...

Wsta  i wyszed  na korytarz ósmego pi tra budynku OPS--2B, ruszaj c w stron  po

onego w g bi gabinetu dyrektora.

- Mam tylko nadziej ,  e przypadkiem nie zrobili my znowu zdj cia majora Raya Kermana, za ywaj cego  wie ego powietrza na kiosku Barracudy.

Bo je li tak, to szykuj  si  cholerne problemy, a nowy prezydent b dzie nas jeszcze mniej lubi .

roda, 7 lipca 2009 r., godzina 14.00. 3250N, 12528E. Morze 

te. Kurs 112°, pr dko

 12 w.

Znajdowali si  na trawersie wyspy Dzedzu-do. Barracuda II wp ywa a na g bszy akwen, gdzie Morze 

te spotyka si  z Wschodniochi skim.

Nadszed  czas na zanurzenie. Droga wiod a prosto na po udniowy wschód, ku wysepkom nale

cym do ci gn cego si  od Japonii ku Tajwanowi

archipelagu Riukiu. Nawigacja w tym rejonie jest nieco utrudniona, ale s  tam g bokowodne trasy, które pozwol  im pozosta  w zanurzeniu, poza
zasi giem obiektywów ameryka skich satelitów. Za to gdy min  wyspy, przed nimi b

 ju  tylko kil-kukilometrowe g bie otwartego Pacyfiku, gdzie

stan  si  praktycznie niewidzialni dla wszystkich.

Wybór tej trasy zabra  im ca e godziny w tygodniu poprzedzaj cym wyj cie w morze. Genera  Raszud chcia  skr ci  na pó nocny wschód i przez

ciasn  Cie nin  Korea sk  pop yn

 na Morze Japo skie, potem na Ochockie, aby wreszcie przemkn

 si  przez Wyspy Kurylskie na ocean. By aby to

eglu-

88
ga przez os oni te wody mi dzy kontynentaln  Azj  i archipelagiem japo skim. Ben Badr sprzeciwi  si  jednak stanowczo, przynajmniej z dziesi ciu

powodów. Co gorsza, po jego stronie stan a i Szakira. Badr przez ostatnie lata wyrós  na bardzo kompetentnego oficera, nieustannie dzia aj c w takim
samym poczuciu zagro enia, jakie jest udzia em wszystkich dowódców okr tów podwodnych.

- Przyjrzyj no si  temu twojemu Morzu Japo skiemu -powiedzia  do Rawiego. - Niby du e, d ugie na tysi c mil, szerokie na prawie pi

set, w

Wyniesieniu Yamato nawet bardzo g bokie. Ale to  miertelna pu apka. Gdyby my tam weszli i natkn li  si   na  ameryka skiego  podwodniaka,  nie
mogliby my wykorzysta  naszej pr dko ci,  eby mu uciec. Wykryliby nas i zostaliby my jak szczury w klatce, nie mog c si  wydosta  na otwarte wody.
Musieliby my albo zawróci  do Cie niny Korea skiej, albo próbowa  si  wyrwa  na Ochockie przez Cie nin  La Perouse'a... a to jest dopiero w skie
gard o! Zatopiliby nas, Rawi. Gdyby my spróbowali uderzy  pierwsi, przys aliby wi cej okr tów z bazy na Okinawie, a my dalej nie mogliby my si
przedrze .  Naprawd  niedobrze by oby pcha  si  tamt dy.

- Tak, rozumiem,  e Amerykanie mog  nas wykry , cho  szans  na to nie s  zbyt wielkie. — Rawi skin  g ow . — Gdyby my jednak po cichutku si

przemkn li do La Pe-rouse'a, na Morzu Ochockim by oby ju  lu niej i spokojnie wy lizn liby my si  na Pacyfik mi dzy Kurylami.

- To prawda, tylko  e ja si  boj  Morza Ochockiego jeszcze bardziej ni  Japo skiego. Rosjanie uwa aj  je za swój prywatny akwen i pe no tam ich

okr tów nawodnych i podwodnych. Nie wiem, czy Amerykanie tam si  zapuszczaj , ale je li ktokolwiek wpadnie na nasz trop, b dziemy tam jeszcze
bardziej zamkni ci. Jak w stawie. A je eli Amerykanie gdziekolwiek w tym rejonie trzymaj  pilny dozór, to w

nie u przej

 przez Kuryle. Twoja trasa to

potencjalne samobójstwo. Lepiej nad

 drogi i p yn

 bezpiecznie. Czasu raa-ttiy do

. Proponuj  pój

 na po udnie od Japonii,  eby jak Najszybciej

znale

 si  na otwartym oceanie. Zapomnij o tych bia ych morzach. Wyrwijmy si  jak najszybciej na szerokie Wody i ruszajmy do celu. Mamy bardzo

szybki okr t i nie

89
chcia bym  marnowa  tej  przewagi na  zamkni tych akwenach.

background image

Genera  pojmowa ,  e w s owach Badra jest wiele racji, ale wci

 by  przekonany,  e Ira czyk troch  przesadza z ostro no ci . Szakira

wypowiedzia a si  jednak równie stanowczo.

- Czy ju  i tak nie ponosimy wystarczaj co du ego ryzyka? - spyta a. - Nie ma sensu podejmowa  dodatkowego, je li nie ma takiej potrzeby.

Wola abym te ,  eby nasz dowódca okr tu nie wykonywa  swych obowi zków wbrew swej woli i profesjonalnej opinii. Wiem,  e to ty dowodzisz ca
misj , Rawi, ale chyba nie chcemy obci

 Bena niepotrzebnym napi ciem. W ko cu je li zostaniemy przy apani, to on b dzie musia  nas wydosta  z

matni.
- Wed ug mnie pój cie przez zamkni te morza by oby fatalnym b dem — powtórzy  Badr. — Zgadzam si  jednak,  e ostatnie s owo nale y do

ciebie, Rawi. Wype ni  twoje polecenie.

Genera  u miechn  si  i rzek :
- A zatem ruszamy, Ben, ca  naprzód...
- Któr dy?
- Prosto na Pacyfik.
- Tak jest, generale.
I tak Barracuda II przyspieszy a, kieruj c si  na po udniowy wschód. Wybrana trasa wiod a na po udnie od wi kszych wysp Yaku-shima i

Tanega-shima. Wkrótce min li o  Kuro Siwo, utrzymuj c zanurzenie czterdziestu pi ciu metrów. Dwukrotnie podeszli na peryskopow , tu  przed
po udnikiem 130°E, sprawdzaj c pozycj  namiarem optycznym na latarnie na wysepkach Gaja-shima i Yakana-shima. Potem ju  by o  atwo. Dno
oceanu opad o do ponad trzech tysi cy metrów i w g osie kontradmira a Badra wyra nie s ycha  by o ulg , kiedy wydawa  rozkaz:

- Ster lewo dziesi

, kurs zero siedemdziesi t. Trym dziesi

 stopni na dziób, zanurzenie sto osiemdziesi t metrów. Pr dko

 dwana cie w

ów...

Trzymali si  o sze

dziesi t mil wzd

 linii brzegu wysp japo skich, kolejno mijaj c wystaj ce przyl dki Ashizuriza-ki, Shio-no-misaki i Nojimazaki, z

których ostatni le y u wej cia na Zatok  Tokijsk . Dno by o tu pofa dowane, a okoliczne wody, nie p ytsze ni  pó tora kilometra, wspaniale „ha

li-

90
we" wed ug podwodniackiego okre lenia. Kapitanowi Mohta-d owi, który teraz prowadzi  okr t, bardzo to odpowiada o. Pe no tu by o przeplataj cych

si  morskich pr dów,  awic ryb i podmorskich grot, od których wszelkie d wi ki odbija y si  wielokrotnym echem, wprowadzaj cym w b d ka dego
sona-rzyst  i utrudniaj cym ich wykrycie. W pomieszczeniu sonaru Barracudy II te  panowa o napi cie; operatorzy czujnie nas uchiwali, czy w pobli u
nie ma kutrów rybackich z g bokowodnymi tra ami, odwiecznego zagro enia dla okr tów podwodnych.

Na wysoko ci Nojimazaki Badr zarz dzi  kolejn  zmian  kursu, tym razem prosto na pó noc, nie zmieniaj c pr dko ci ani zanurzenia. Wci

zachowywa  te  sze

dziesi ciomilow  odleg

 od brzegu Honsiu, p yn c ku ostatniej z wielkich wysp Japonii, Hokkaido. Stamt d zaczn  z wolna

odpada  w prawo, ku wschodowi, dalej od przybrze nych patroli rosyjskich na wodach Kurylów. Sam Rawi te  chcia  z daleka omin

 Kamczatk , stare

królestwo rosyjskiej, potem radzieckiej i znów rosyjskiej Floty Pacyfiku.

Pierwszy l d, jaki mieli zobaczy , to wyspa Attu, najdalej na zachód wysuni ta z archipelagu Aleutów, ci gn cego si  wygi tym na po udnie

tysi cmilowym  ukiem a  od Alaski i stanowi cego granic  Morza Beringa. Nale

ca do USA Attu le y zaledwie o pi

set mil na wschód od najwi kszej

rosyjskiej bazy morskiej w tym rejonie, Pietropaw owska. Pogoda jest tam zwykle paskudna; dla marynarzy to mro ne, sztormowe piek o przez dwie
trzecie roku. To jednak nie martwi o Raszuda i jego ludzi, którzy mieli je przeby  w cieple i wygodzie, g boko poni ej rozszala ych fal i wichrów.

Przez tysi c pi

set mil od mini cia Tokio p yn li na du ej g boko ci, pozostawiaj c o sto dwadzie cia mil na lewym trawersie grupk  Wysp

Komandorskich, le

cych w po owie odleg

ci mi dzy Attu i pó wyspem Kamczatka. Badr zdecydowa  przej

 po zachodniej stronie podmorskiej góry

zwanej  awic  Impasu, Stalemate Bank, gdzie niemal bezdenna otch

 Pacyfiku nagle zaczyna si  jednostajnie sp yca  do g boko ci zaledwie

trzydziestu metrów;  adna to przeszkoda dla statków, ale dla okr tu podwodnego istny mur.  awicy bardzo niewiele zabrak o, by zosta  najbardziej na

zachód
91
PACYFIK •'  Wyspy Kurylskie________
Trasa Barracudy II z Morza 

tego na Zatok  Alaska

92
wysuni

 wysp  Aleutów, któr  by  mo e w przesz

ci by a. powódca wiedzia ,  e  awica wymaga dalekiego obej cia, i wybra  drog  na lewo od

niej, uznawszy,  e p yn c drug  stron , znalaz by si  za blisko Attu i ameryka skiej stacji nas uchowej, która przez ponad pó  wieku by a przedni
stra

 US Navy i pierwsz  lini  obrony przed flot  Zwi zku Radzieckiego. Co do tej cz

ci trasy wszyscy troje: Ben, Rawi i Sza-kira byli zgodni,  e tak

jak podczas poprzedniej misji na Bar-racudzie I, powinni powoli przedosta  si  na Morze Beringa i posuwa  wzd

 archipelagu, omijaj c Attu jak

najdalej od pó nocy, ameryka skie systemy wykrywania bowiem musz  by  tam wyj tkowo czu e. Zdecydowali,  e b

 si  trzyma  nie mniej ni

pi

set mil od Aleutów, na g boko ci stu osiemdziesi ciu metrów. Omin  w ten sposób stacj  nas uchow  na wyspie Atka i nast pne na Umnak i

Unalasce. Ostatnia stacja nadzorowa a cie nin  Unimak mi dzy wysp  o tej samej nazwie, le

 tu  przy wschodnim kra cu w skiej macki pó wyspu

Alaska, wysuni tej ku Aleutom, a znacznie mniejszymi wyspami Fox. Cie nina ta stanowi wa

 drog  wodn  dla statków handlowych p yn cych na

po udnie z portów alas-ka skich b

 z Zachodniego Wybrze a do Japonii. Tamt dy te  Barracuda II b dzie musia a prze lizn

 si  z powrotem na

otwarty Pacyfik.

Oczywi cie znacznie  atwiej by oby w ogóle nie wchodzi  na Morze Beringa, tylko zostawiwszy Aleuty po lewej burcie, pop yn

 prosto pod brzegi

ameryka skie. Nie kto inny jak komandor podporucznik Szakira Raszud przekona a swego czasu Rawiego i Bena,  e ta opcja jest nie do przyj cia. Na
podstawie zgromadzonych przez siebie danych uzmys owi a im,  e US Navy po prostu musi utrzymywa  tam, tu  na po udnie od Rowu Aleuckiego
przynajmniej jeden, a mo e i dwa nuklearne okr ty podwodne na sta ym patrolu jako logiczne uzupe nienie g stej sieci hydrofonów SOSUS,
rozmieszczonych po drugiej stronie, mi dzy Rowem a archipelagiem. Przygotowuj c misj  Barracudy I, o wiadczy a,  e wola aby porzuci  ca y zamys ,
ni  narazi  ich niepotrzebnie na ameryka skie tor-Pedy. Na tych strategicznie wa nych wodach, przedpolu Ameryki Pó nocnej, najpierw si  strzela do
podwodnych intruzów, a dopiero potem sprawdza, z kim si  mia o do czynienia...

93
Przepe zli obok Attu z ma  pr dko ci , przy której tytanowy kad ub Barracudy II niemal zupe nie t umi  szum turbin. Kiedy osi gn li po udnik 175°E,

Badr zaryzykowa  zwi kszenie obrotów. Niedu o, z pi ciu do o miu w

ów. Akurat w tym momencie zablokowa  si  uk ad hydrauliczny rufowych

sterów g boko ci, chwilowo wychylonych w dó .

Dziób okr tu natychmiast zacz  opada  i Barracuda II zacz a coraz bardziej stromym torem zd

a w stron  dna. W centrali rozb ys y lampki

alarmowe, g boko ciomierz oszala , trym na dziób systematycznie rós , a p etw sterów nie dawa o si  przestawi . Szef okr tu Zahedi b yskawicznie
sobie wyobrazi , jak spadaj  a  na samo dno, i krzykn  pierwszy:

- Ca a wstecz! Ca a wstecz!!!
Pot

ne turbiny zwolni y biegu, po czym zacz y coraz szybciej wirowa  w przeciwnym kierunku.  ruba mieli a wod , wstrzymuj c stopniowo ruch

okr tu. Po paru tysi cach mil cichej, powolnej  eglugi powsta y przy tym ha as wydawa  si  wszystkim piekielny. Barracuda II zatrzyma a si , po czym
ruszy a do ty u, z powrotem ku powierzchni. Trym by  jednak wci

 za du y.

- Wyrzuci  balast z przednich zbiorników! - Zahedi by  spi ty, ale nie uleg  panice.
Ben Badr wpad  do centrali, kiedy z g

nika p yn  meldunek wachtowego mechanika: „Stery rufowe jeszcze zablokowane. Awaria hydrauliki,

prawdopodobnie posz a uszczelka. Prze czam teraz na uk ad awaryjny. Jeszcze pó  minuty".

Rozleg  si

wist i bulgot, o wiele g

niejszy, ni  ka dy by sobie  yczy . Spr

one powietrze wypiera o wod  ze zbiorników balastowych i okr t

stopniowo wyrówna  trym. W chwil  pó niej zapasowy uk ad hydrauliczny zacz  pracowa  i sternik odzyska  kontrol  nad tylnymi p etwami. Dwóch
mechaników pracowa o ju  przy wymianie feralnej uszczelki, staraj c si  robi  przy tym jak najmniej ha asu; przesadnie mocno  ciskali ob

one gum

klucze, wiedz c,  e metaliczny odg os upuszczonego narz dzia rozniesie si  w wodzie na wiele mil. Na okr cie podwodnym zawsze obowi zuje
naczelna zasada: nie da  si  us ysze  nikomu.

Szcz

cie im jednak nie dopisa o. Stacja nas uchowa na wschodnim cyplu Attu wychwyci a odg osy szamotaniny uszko-

94
dzonej Barracudy II z czterdziestu pi ciu mil. Nie by a to zwyk a przelotna linia, lecz silny, wyra ny sygna . M ody ameryka ski operator o ma o nie

spad  z krzes a z wra enia, widz c na ekranie mocne krechy szumu turbin na najwy szych obrotach. Chwil  pó niej pojawi y si  charakterystyczne
wykresy szybko opró nianych du ych zbiorników balastowych.

- Psiakrew, to cholerny podwodniak! - krzykn . - Wygl da na to,  e tonie albo z czym  si  zderzy .
Podwodny ha as trwa  w sumie minut , z ró nym nat

eniem. Zaalarmowany oficer s

bowy zd

 jeszcze zobaczy  ko cówk  wydmuchiwania

balastu, gdy nagle wszystko ucich o. P yn ca z pr dko ci  pi ciu w

ów Barracuda II znik-n a znowu w czarnej, zimnej otch ani Morza Beringa, jakby

jej tam nigdy nie by o.

- Przelotny kontakt, sir - ko czy  meldunek operator. -Nie mam poj cia, kto to by , ale na pewno s ysza em okr t podwodny i to nie nasz. My nic tam

nie mamy. Mo e b dziemy mieli szcz

cie i znów co  wychwycimy.

Nie pojawi  si  ju  jednak  aden nowy odg os. Badr oddala  si  powoli od Attu w absolutnej ciszy. Szef stacji pu ci  jednak informacj  o wykrytym

okr cie do sieci: „161750LIP09 przelotny kontakt na pó noc od Attu, zachodnie Aleuty, przybli ona pozycja 5351N/17501N. Turbina okr tu nuklearnego,
by  mo e rosyjskiej Delty. Charakter kontaktu - wyrzucanie balastu i wysokie obroty  ruby mniej wi cej przez minut . Brak powtórzenia. W sieciach
sprzymierzonych brak informacji o okr cie podwodnym w tym rejonie".

Sygna  zosta  przekazany w normalnym trybie kana ami US Navy i jeszcze tego popo udnia trafi  do NSA w Fort Meade. Barracuda II tymczasem

systematycznie oddala a si  ku brzegom najwi kszego ze stanów USA. Przez ca  drog  do Unimaku, ponad siedemset mil, nie zosta a wykryta. Teraz
czeka  ich powa niejszy test:przekradni cie si  przez stosunkowo w sk , dziesi ciomilow  cie nin  tu  pod okiem ameryka skiej stacji nas uchowej i
radarowej. Metod  mieli juz wypróbowan  podczas ubieg orocznej akcji: schowa  si  tu  za przep ywaj cym na ocean statkiem cywilnym.

95

background image

Na miejsce dotarli o pó nocy w  rod , 21 lipca. Pogoda na powierzchni by a z a: sztorm z pó nocnego wschodu, zacinaj cy deszcz, a do tego

widoczno

 mocno ograniczona przez uparcie utrzymuj

 si  mg , której nie mog y rozp dzi  gwa towne podmuchy wichury. Nawigator wachtowy

ustawi  okr t na tej samej bezpiecznej pozycji co przed rokiem: dziesi

 mil od b yskowego  wiat a na pó nocnym cyplu wyspy Akutan. Czeka y ich teraz

ugie godziny wypatrywania odpowiedniego frachtowca, za którym mogliby przej

 na peryskopowej, kryj c wysuni ty maszt w jego kilwaterze.

Tej nocy ruchu prawie nie by o. Trafi y si  w ko cu dwa  redniej wielko ci statki, ale zbyt ma e dla ich celów, a przy tym p yn y wolno, praktycznie

nie burz c  rub  wody. Ben czeka  na du y kontenerowiec albo zbiornikowiec, którym zawsze spieszno do portu przeznaczenia. Przez ca  noc jednak

adna podobna jednostka si  nie pojawi a. Wachty mija y, za oga pe ni a s

, odpoczywa a, jad a, reaktor niezmiennie pracowa  bez zarzutu. O

drugiej Rawi i Szakira wrócili do swojej ma ej kabiny, sp dziwszy dwie godziny na bezowocnym wyczekiwaniu. Genera  poleci  szefowi okr tu obudzi
go, gdy tylko zauwa

 jaki  odpowiedni statek, ale do rana  aden si  nie trafi . Barracuda II kr

a wolno wokó  pozycji odniesienia kursami

nawrotnymi, od czasu do czasu podchodz c na peryskopow  w celu szybkiego sprawdzenia pozycji z GPS i sytuacji na powierzchni, po czym wraca a
w g bin . Pogoda jeszcze si  pogorszy a; mg a si  rozesz a, ale deszcz la  jak przedtem i widoczno

 si ga a najwy ej dwóch mil.

O dziewi tej pi tna cie sonarzysta zameldowa  o pojawieniu si  statku, nadp ywaj cego z pó nocnego zachodu. Ali Za-hedi zerkn  we wskazanym

kierunku przez peryskop i spostrzeg  du y zbiornikowiec zmierzaj cy do cie niny.

- Mamy go! - krzykn . - Ten si  nada, admirale. Namiar trzysta, ale jest blisko... Tylko trzy tysi ce metrów... Jeste my po jego prawej, aspekt

trzydzie ci pi

. Peryskop w dó !

- Daj no, niech mu si  przyjrz , Ali. - Ben podsun  si  bli ej.
- Peryskop w gór !
-Trzysta trzydzie ci pi

... Dwa i pó  tysi ca metrów..

96
Kurs rzeczywisty sto dwadzie cia... - Badr oblicza  w pami ci niezb dny manewr, po czym wyda  komend : - Ster prawo dwadzie cia, kurs zero

sze

dziesi t! Bardzo wolno naprzód! Peryskop w dó .

- Zbli a si  - zameldowa  sonarzysta.
- Peryskop w gór !
Przez nast pne trzy minuty rura peryskopu w drowa a w gór  i w dó , gdy dowódca sprawdza  po

enie wzgl dem sun cego jednostajnie

zbiornikowca. Barracuda II przyspieszy a na krótko do dwunastu w

ów, gdy j  min , i ustawi a si  dok adnie tu  za jego ruf , zanim wyrówna a

pr dko

 do utrzymywanych przez cel dziewi ciu w

ów, nikn c w masie wody wzburzonej wielk

rub .

- Rosyjska bandera — stwierdzi  Zahedi, spogl daj c przez peryskop.
Radar w stacji nas uchowej zlokalizowanej na pó nocno--zachodnim kra cu wyspy Unimak wykry  maszt Barracu-dy II akurat w chwili, kiedy

przyspiesza a, by dogoni  swego „przewodnika". Echo znikn o jednak po trzech obrotach anteny, pozostawiaj c zagadk : peryskop podwodniaka czy
tylko jaki

mie  unoszony przez fale? A je li peryskop, to czy nale

 do tego samego okr tu, który w pi tek us ysza a stacja na Attu?

W normalnych okoliczno ciach dowódca stacji nie meldowa by o takim przelotnym kontakcie. Co  si  za tym kry o; echo by o wyra ne, cho  pojawi o

si  i znikn o nagle. No i ten meldunek z Attu... Decyzja by a szybka: meldowa . „221127LIP09. Prawdopodobny kontakt radarowy wykryty na podej ciu
do Unimaku. Pi

 sekund, trzy kolejne cykle. Korelacja z kontaktem sonarowym z Attu 161750LIP09 mo liwa''. Porównanie czasów i pozycji obu

wydarze  odpowiada o przej ciu nieznanego okr tu przez Morze Beringa z pr dko ci  pi ciu w

ów. Ten sygna  po paru godzinach mia  uruchomi

dzwonki alarmowe w g owie komandora porucznika Kamshawe'a w odleg ym Fort Meade.

Jimmy znów wyt

 umys , staraj c si  odgadn

 aktu-aln  pozycj  Barracudy. Musia  przyzna ,  e nie potrafi by jej Poda  z dok adno ci  cho by

do dziesi ciu tysi cy mil. Okr t ó    teraz by  wsz dzie. Nie po raz pierwszy zastanawia  si

97

jednak nad okruchami informacji nap ywaj cymi z tamtego pó nocnego szlaku nad Aleutami. I w tej chwili gotów by  da  prawie wszystko za

wiadomo

, co to za tajemnicza jednostka mo e si  tam kr ci , gdzie dok adnie jest i do kogo nale y.

Tymczasem kontradmira  Badr ustawi  Barracud  II w idealnej odleg

ci za ruf  rosyjskiego zbiornikowca. Rzecz sprowadza a si  teraz do zwyk ej

geometrii. P yn li sto metrów za statkiem, kontroluj c k t widzenia jego  wiat a rufowego. Prawid owa warto

 wynosi a trzyna cie stopni. Gdyby k t si

zmniejszy , wypadliby ze wzburzonego kilwateru, chroni cego ich przed ameryka skim radarem i sonarem. Gdyby si  zwi ksza , oznacza oby to,  e
zanadto si  zbli aj , co grozi oby kolizj . Za sterem w tej wa nej chwili stan  sam ZDO, kapitan Mohtad . Rosyjski statek, b ogo nie wiadomy,  e tu
za sob  „holuje" atomowy arsena , sun  spokojnie naprzód.

Kiedy osi gn li pozycj  54°15'N, 164°30'W, nie musieli d

ej kry  si  w cieniu frachtowca. Barracuda II zwolni a biegu, zanurzaj c si  jednocze nie

na dziewi

dziesi t metrów i kieruj c na pozycj  sze

dziesi t mil na po udniowy zachód od wyspy Sanak, gdzie Ben nakaza  zwrot na wschód. Aleuty i

wszystkie zwi zane z nimi problemy mieli ju  za sob  i pod

ali teraz spokojnie wzd

 pi

dziesi tego czwartego równole nika z pr dko ci  o miu

ów, prosto na  rodek Zatoki Alaska skiej. W kabinie nawigacyjnej Rawi dzieli  dzbanek  wie o zaparzonej kawy z Szakir  i porucznikiem

Mohammedem, 

cz c nad mapami akwenu i staraj c si  wymy li  sposób omini cia obrony wybrze y Stanów Zjednoczonych. Na stole, o wietlone

ma  lampk  biurow  pi trzy y si  arkusze notatek. By y tam szczegó owe dane o warstwach geologicznych, grubo ci pokrywy skalnej,
prawdopodobnych s abych punktach skorupy ziemskiej, opisy aktywno ci wulkanicznej, a wszystko elegancko przedstawione w kolorach, tabelach i na
wykresach. Dok adne mapy ukazywa y okolice wielkich gór, pod którymi w ci gu nast pnych pi ciu lat mo e si  pojawi  lawa. W tabelach widnia y dane
o potencjalnych zniszczeniach, zagro onych obszarach. Osobny plik opisywa  po

one w g bi l du ameryka skiego wulkany, inny w dwóch

osiemnastostronicowych rozdzia ach przedstawia  te ukryte pod morskim dnem.

98
Rawi osobi cie sporz dzi  te dokumenty, wzajemnie porównuj c wszystkie dost pne dane o wulkanach, które mog y go zainteresowa . By  to cenny

element, a w

ciwie podstawa jego planu wyparcia Wielkiego Szatana z Bliskiego Wschodu na zawsze. Ka dy szczegó  i aspekt zosta  zaczerpni ty z

wiedzy i bada  najwi kszego  wiatowego autorytetu w dziedzinie zagro

 geofizycznych - profesora Paula Lan-dona. Rawi Raszud móg  tylko

owa ,  e ich londy ska znajomo

 trwa a tak krótko.

ROZDZIA  4

Pi tek, 23 lipca 2009 r., godzina 3.00. 5330N/16148W. Zanurzenie 150 m, kurs 080°, pr dko

 5 w.

Barracuda II pe

a kursem 080° ponad stromymi podmorskimi zboczami wschodniego kra ca Rowu Aleuckiego, gdzie ta g boka rozpadlina

strzeg ca dost pu do archipelagu zaczyna si  w ko cu sp yca  w stron  szelfu kontynentalnego przy wybrze ach Alaski. G boko ci wci

 jeszcze

si ga y tu pi ciu kilometrów, ale systematycznie mala y. Na tych przyjaznych wodach, g boko wewn trz Zatoki Alaska, nieprzyjaciela praktycznie si
nie spotyka, w odró nieniu od zachodniego ko ca rowu, nieopodal Rosji i Chin, gdzie za ogi ameryka skich okr tów podwodnych na dozorze musz
zachowywa  nieustann  czujno

.

Rawi i Ben uwa ali ten wypad na wewn trzne wody USA za ma o ryzykowny. US Navy nie tam si  spodziewa k opotów, przede wszystkim dlatego,

e nie tak  atwo si  tam dosta . Trzeba albo pokona  strze ony akwen na po udnie od Aleutów (je li kto  ma sk onno ci samobójcze), albo w lizn

 si

z Morza Beringa przez cie nin  Unimak (dobrze kontrolowan  przez s

by nas uchowe), b

 te  nadp yn

 od po udniowego zachodu, z otwartego

oceanu - tam z kolei dno jest naszpikowane hydrofonami SOSUS. Tu, na wschodnim kra cu rowu, podwodniacy z Hamasu czuli si  bezpieczni, a przy
tak niskiej pr dko ci us yszeliby ka dy ameryka ski okr t na d ugo przedtem, zanim sami mogliby zosta  wykryci.

Z pocz tku logiczne si  wydawa o,  eby pop yn

 prosto przez  rodek Zatoki Alaska, g bokiej przynajmniej na cztery kilometry. Badr za bardzo si

jednak ba  ameryka skiego

100
nas uchu i w odpowiedzi na ka

 sugesti  Raszuda, preferuj cego krótsz  i wygodniejsz  tras , odpowiada :

- Daj spokój, Rawi. Us ysz  nas. — A potem dodawa : -Musimy trzyma  si  brzegu, ha

liwych wód, gdzie pe no ryb, morze ci gle wzburzone, przy

wyspach huczy przybój, g boko ci stale si  zmieniaj , no i kr ci ten pó nocny pr d. Tam b dziemy bezpieczni, w ród przybrze nych frachtowców i
rybaków, robi cych kup  szumu, podczas gdy my po cichutku sobie podrepczemy na pi

dziesi ciu metrach.

Rawi wpatrywa  si  w map  zatoki.
- Chcesz powiedzie ,  eby pój

 w t  dziur , Cie nin  Szelichowa? Mi dzy Kodiakiem a sta ym l dem?

- To by mi pasowa o. Chyba zauwa

,  e mamy tam sto s

ni wody przez ca  oko ostumilow  drog ? Niemniej cie nina ko czy si  niemal na

wysoko ci Zatoki Cooka, prowadz cej do Anchorage. Obawiam si ,  e to nie dla nas. Szakira twierdzi,  e tam a  g sto od radarów, ruch wi kszy ni  na

ównej ulicy Teheranu, a wody raptem kilkadziesi t metrów.

- Tak, to nie dla nas - zgodzi  si  Rawi. - To co robimy? P yniemy na zewn trz Kodiaku?
- I to niezbyt blisko. Musimy si  trzyma  poza izobat  dwustumetrow . O, tutaj. Wejdziemy w Pr d Alaska i po

ymy si  na zero siedemdziesi t.

Rawi spojrza  na map .
- Czyli oko o sze

dziesi ciu mil od brzegu przez ca  drog . G boko ci powy ej trzech tysi cy metrów a  po Cie nin  Ksi cia Williama. Co Szakira

wie na temat tamtejszego nas uchu?

- Wed ug niej sporo tam radarów brzegowych, co nam nie przeszkodzi, poniewa  b dziemy p yn

 g boko. Na zatoce za cie nin  mo na si

spodziewa  cz stych patroli, czego te  nie musimy si  obawia . Nie wida  natomiast  adnych oznak wzmo onej aktywno ci okr tów podwodnych.
Pop yniemy sobie spokojnie i nie wadz c nikomu. Nie ma patroli, za to jest du o ha asu. Nic nam nie grozi.

Barracuda II ruszy a wi c na pó nocny wschód, powoli 1 w du ym zanurzeniu. Dotarcie do dawnej rosyjskiej kolonii na wyspie Kodiak, ojczyzny

ponad dwóch tysi cy najwi k-

101
szych na  wiecie brunatnych nied wiedzi, zaj o im cztery dni. Min li j  o pi

dziesi t mil po lewej burcie. Lodowate wody obmywaj ce wysp  s

background image

rajem i  ród em zarobku dla rybaków; w sezonie bywa tam po par  tysi cy kutrów i trawlerów, które  owi  nie tylko  ososie i halibuty, ale i ogromne

kraby królewskie, od których si  tam wr cz roi. To g ównie te morskie monstra, dochodz ce do siedmiu kilogramów wagi i miewaj ce rozstaw odnó y
do stu dwudziestu centymetrów, uczyni y port Kodiak jednym z wa niejszych komercyjnych portów Zachodniego Wybrze a USA. Nic dziwnego,  e
Alas-kanie zazdro nie strzeg  swych bogactw. Na wyspie znajduje si  najwi ksza w kraju baza stra y przybrze nej Coast Guard; stale stacjonuj  tam
cztery du e i uzbrojone  cigacze, które patroluj  te wody bez przerwy i bezlito nie aresztuj  ka dy bezprawnie po awiaj cy kuter. Jak Szakira ostrzeg a
towarzyszy, „mo e nie interesuj  si  okr tami podwodnymi, ale na pewno podnios  wrzask na ca e gard o, kiedy im si  wyda,  e jaki  us yszeli".

O pó nocy we wtorek 28 lipca, znacznie poni ej nied wiedzi i rybaków, ale o par set metrów ponad chrz szcz cymi pancerzami krabów-olbrzymów,

Barracuda II dalej cierpliwie sun a na pó nocny wschód. Od czasu do czasu sonarzy ci s yszeli szum  rub za adowanych zbiornikowców p yn cych na
zachód z nowego terminalu w Yakutat. W regularnych odst pach czasu przechodzi  nad nimi stanowy prom Tustume-na, kursuj cy z Seward na
pó wyspie Kenai; rzadziej dawa  si  s ysze  basowy pomruk diesli  cigacza Coast Guard. Trzy godziny przed  witem Szakira wesz a do centrali, nios c
kaw  i grzanki dla Bena i Rawiego, i oznajmi a,  e znajduj  si  na trawersie portu Kodiak. Nie omieszka a si  pochwali  ciekawostk  ze swych bogatych
zasobów informacji lokalnych.

- Wiedzieli cie,   e  nie  dawniej  jak w  sze

dziesi tym czwartym roku ten port by  zrównany z ziemi ?

— Ja nie - przyzna  Ben.
— Ani ja - zawtórowa  Rawi.
- Zniszczone zosta o ca e  ródmie cie, wszystkie cumuj ce akurat trawlery, przetwórnia ryb... w sumie sto sze

dziesi t domów. Nazwano to

„trz sieniem wielkopi tkowym".

102
- Jakim cudem trz sienie ziemi mog o zniszczy  trawlery? — spyta  czujny Raszud. - Dlaczego nie wysz y w morze, jak robi  wszyscy  eglarze, kiedy

zaczyna si  co  takiego?

- Bo to nie trz sienie je za atwi o, tylko tsunami - odpar a Szakira. - Twój ulubiony temat, widzisz?
- Zawsze mówi em,  e te fale to piekielna si a - rzek  Rawi z u miechem.
- Wed ug moich notatek ta z sze

dziesi tego czwartego roku rozwin a si  nadzwyczaj szybko. Kiedy wpad a do portu, po prostu unios a wszystkie

statki i miotn a nimi z du ej wysoko ci o ulice. Budynki nie mia y  adnych szans przy takim taranie. Wszystko... statki, domy, warsztaty, magazyny...
posz o w drzazgi. Wi kszo

 ludzi na szcz

cie zd

a si  ewakuowa  na wy sze tereny. Ktokolwiek zosta , ju  o nim wi cej nie us yszano.

- Na Allaha! - zakrzykn  Badr. - To chyba jedyna dobra strona tsunami: ma si  troch  wi cej czasu,  eby si  zorganizowa . S  wczesne

ostrze enia, a fala na p ytkim akwenie zwalnia do trzydziestu, mo e czterdziestu w

ów. Ludzie maj  pewnie z pó  godziny na ucieczk .

- Czasami nawet wi cej - wtr ci  Rawi w zamy leniu. — Niektóre z fal na Pacyfiku, powsta e w wyniku trz sie  ziemi lub erupcji wulkanów na

Hawajach, potrzebowa y d ugich godzin na dotarcie do bardzo odleg ych brzegów, gdzie zniszczenia bywaj  najwi ksze.

- Powiedzia  ekspert... - za mia a si  Szakira. — Chcesz si  czego  dowiedzie  o tsunami, zapytaj mojego m drego m

a. On wie wszystko. W

ka dym razie tak uwa a.

- Ja pobiera em nauki u mistrza, w przeciwie stwie do was dwojga - skontrowa  Raszud. - Profesor Landon, zanim odszed  z tego  wiata, zrobi  mi

solidny kurs.

- I ju  nied ugo ci si  to przyda — zako czy  t  wymian  zda  Badr.
Kodiak zosta  za nimi, podobnie jak szlaki  eglugowe wiod ce do Anchorage. Dzie  pó niej byli ju  na wysoko ci Cie niny Ksi cia Williama, wci

trzymaj c si  na g boko ci pi

dziesi ciu metrów. Pod

aj c za krzywizn  wybrze a, zmienili tu kurs w prawo, pozostaj c poza izobat

dwustumetrow , w zasi gu g ównego nurtu Pr du Alaska. Min li

103

z daleka zatok  Yakutat, id c ku Dixon Entrance. Na tym w

nie akwenie wi kszo

 za ogi ju  operowa a w akcji Bar-racudy I.

Os oni te, ha

liwe wody szerokiej cie niny Hecate, oddzielaj cej Wyspy Królowej Charlotty od kontynentalnej Kanady, wygl da y kusz co, ale

boko ci by y tam zdradliwe. Pod wzgl dem akustycznym by by to podwodniacki raj, ale zbyt  atwo tam rozpru  dno o któr

 z niezliczonych ska .

- Musimy p yn

 od zewn trz - powiedzia  Ben. - Jest tam g boko, ale niemal na pewno czai si  tam sie  SOSUS. Trzeba b dzie stosowa  zwyk

taktyk . Bardzo wolno, bardzo cicho i ostro nie wzd

 ca ego wybrze a Kanady po wysp  Vancouver i dalej, obok stanu Waszyngton. Powinni my

dotrze  w rejon operacyjny oko o szóstego sierpnia. Reszta b dzie nale

 do Szakiry.

Nikt nie by  tego bardziej  wiadomy od samej pi knej Arabki, która niestrudzenie pracowa a za swoim biurkiem w kabinie nawigacyjnej.
Od czasu do czasu Badr wynurza  okr t na g boko

 peryskopow , by szybko sprawdzi  pozycj  i  ci gn

 wiadomo ci z satelity, poprzez sztab

chi skiej floty w Zhanjiang przekazywa  te  w asn  pozycj  i kurs do Bandar Abbas. Ich fach wymaga  maksymalnej redukcji ryzyka i nie zamierzali
zapewnia  nadmiaru informacji bystrookim  ledczym z Fort Meade w rodzaju m odego Ramshawe'a, którzy potrafili je zdoby  nawet z wojskowych  czy
satelitarnych Chi czyków. Nawi zywali  czno

 nie cz

ciej ni  co cztery lub pi

 dni, wystawiaj c maszt nie d

ej ni  na pó torej minuty. Poza tym

pozostawali na du ej g boko ci i posuwali si  w 

wim tempie coraz dalej na po udnie. Przecinaj c o  ruchliwego toru wodnego w cie ninie Juan de

Fuca, prowadz cego do wielkich portów Vancouver i Seattle, nie licz c kilkunastu pomniejszych, zeszli jeszcze g biej, na sto osiemdziesi t metrów.
Byli ju  teraz znowu na wodach ameryka skich. Oficjalnie jurysdykcja terytorialna Stanów Zjednoczonych, jak i wi kszo ci pa stw na  wiecie, rozci ga
si  na pas o szeroko ci dwunastu mil morskich od brzegu, Barracuda II za  p yn a w odleg

ci czterdziestu pi ciu mil, czyli formalnie na wodach

mi dzynarodowych. Jednak w dobie  wiatowego

104
terroryzmu dwustumilowa strefa ekonomiczna jest dla US Navy równie ameryka ska jak Pi ta Aleja w Nowym Jorku i okr ty pod gwia dzist

bander  patroluj  j  nieustannie. Szakira by a zdania,  e nale y trzyma  si  jak najdalej od wybrze a. Uwa

a ten odcinek trasy za najbardziej

niebezpieczny, spodziewaj c si  i patroli podwodnych, i przede wszystkim okr tów nawodnych, wyposa onych w najlepszy sprz t i uzbrojenie ZOP.
Radzi a, by p yn

 w du ym zanurzeniu dopóty, dopóki nie wyjd  poza rejon operacyjny baz US Navy w Everett i Bremerton.  adne z nich nie w tpi o,

e Amerykanie si  g owi , gdzie mog a si  podzia  spostrze ona na Morzu 

tym Barracuda II, a po niedawnych do wiadczeniach musz

ywi

obawy,  e mog a si  skierowa  ku ich brzegom. Wykryty tak blisko brzegów Waszyngtonu czy Ore-gonu rosyjskiej budowy atomowy okr t podwodny
nie mo e liczy  na pob

liwo

. Kontradmira  Badr na bie

co konsultowa  si  z Szakir , nieodmiennie przyznaj c jej racj  w kwestii zalecanej

ostro no ci. Posuwali si  wi c dalej w tym samym tempie, co pó  dnia mijaj c kolejny stopie  szeroko ci geograficznej. 5 sierpnia byli na wysoko ci
uj cia wielkiej rzeki Columbia, stanowi cej znaczn  cz

 granicy mi dzy stanami Waszyngton i Oregon, która dzi ki jedenastu pot

nym tamom

dostarcza jedn  trzeci  energii uzyskiwanej w ameryka skich hydroelektrowniach. Najwi ksze z nich, John Day i Bonneville, zosta y przez Szakir
zaznaczone na mapie czerwonymi okr gami jako rejony szczególnie niebezpieczne. Domy la a si ,  e te wielkie zak ady energetyczne, po

one

powy ej du ej aglomeracji Portland, musz  by  silnie chronione przed ewentualnym atakiem terrorystycznym i prawdopodobie stwo,  e nieba pilnuj
tam dobre radary, by o wed ug niej wysokie. Zale

o jej za  na tym, by wystrzelone przez nich rakiety nie zosta y przez nikogo wykryte. Dlatego te

trasa lotu zaprogramowana dla scimitarów SL-1 (z g owicami konwencjonalnymi, w odró nieniu od SL-2, jak oznaczono dwie rakiety j drowe) wiod a
wzd

 Columbii, ale Przed Portland skr ca a w bok, nad prawie zupe nym pustkowiem. Dziewczyna nie mog a jednak opanowa  zdenerwowania i

mia a k opoty ze snem, cz sto chodz c tam i z powrotem po ograniczonej przestrzeni kabiny nawigacyjnej o naj-

105
ró niejszych porach nocy, na przemian wyci gaj c mapy i znów chowaj c, po raz kolejny sprawdzaj c, czy nie pope ni a gdzie  b du.
Rawi te  dobrze sobie zdawa  spraw  z wymiaru ich przedsi wzi cia, ale jego z kolei zajmowa y detale dotycz ce samego rejonu celu. Przeczesywa

notatki z przes uchania Paula Landona i t skni  do luksusu  czno ci satelitarnej, za pomoc  której móg by uaktualnia  posiadane informacje o
nieustannie zmiennej sytuacji sejsmicznej wielkich wulkanów w pó nocno-zachodnich pasmach górskich USA.

Dysponowa  wielostronicowym dossier Mount St. Helens, „ameryka skiej Fud i-jamy", góry niemal identycznie ukszta towanej jak ten legendarny

symbol Japonii. To znaczy by a taka do chwili, kiedy wybuch a z osza amiaj

 si  18 maja 1980 roku, wprawiaj c w dr enie ca

po udniowo-zachodni  cz

 stanu Waszyngton i pasmo Gór Kaskadowych. Erupcja doszcz tnie zniszczy a wspania e iglaste lasy w promieniu ponad

dwudziestu kilometrów. Pi

dziesi t siedem osób straci o  ycie. Do rzek sp yn y pot

ne lawiny b ota, a wulkaniczny popió  pokry  olbrzymie tereny a

po stan Montana, ponad tysi c kilometrów od St. Helens. W wyniku wybuchu dumny, pokryty wiecznym  niegiem szczyt, jeden z najpi kniejszych w
ca ych Stanach Zjednoczonych, przesta  istnie . Przed 18 maja wysoka na prawie trzy tysi ce metrów Mount St. Helens wznosi a si  ponad wszystkie
okoliczne góry, dominuj c nad ca ym krajobrazem. Po wybuchu straci a  nie

 czap  i czterysta metrów wysoko ci. Na szczycie powsta  szeroki,

okr

y i nieco nachylony krater o  rednicy blisko trzech kilometrów. Na pó nocnym stoku w jego ni ej po

onej kraw dzi widnia a wyrwa w kszta cie

litery V, przez któr  wylewa a si  niszczycielska lawa, teraz zastyg a w groteskow  bazaltow  drog  w dó  zbocza, rozwidlon  u podstawy w dwóch
kierunkach. Odnoga zachodnia wpada a do malowniczego i czystego wcze niej jeziora Spirit; reszta lawy wla a si  w pi kn ,  nie

 dolin  rzeki

Toutle. Wygl da o to tak, jakby w ogrodzie  wi tego Miko aja za

ono odkrywkow  kopalni  w gla.

Rawi zna  to wszystko na pami

, szczególnie jednak przemawia  do  jeden konkretny szczegó  zwi zany z erupcj -

106
Centralny „komin" St. Helens by  zablokowany tysi cami ton lawy z poprzednich wybuchów i wspinaj ca si  ku powierzchni magma nie mia a si

gdzie podzia . Ostatecznie przebi a si  ku pó nocnemu zboczu, pr c na zewn trz i tworz c gigantyczny guz materia u skalnego, popio u i ziemi.
Podobne twory spotyka si  cz sto i na innych aktywnych wulkanach; ten jednak, na krótko przed wybuchem, rozwin  si  do imponuj cych rozmiarów:
pó tora kilometra  rednicy i oko o trzydziestu metrów wysoko ci. Jednak to nie wznosz ca si  magma ostatecznie rozsadzi a ten skalny wrzód, lecz
stosunkowo s abe trz sienie ziemi, które zupe nie zdestabilizowa o ca y pó nocny stok góry. Kopu a p

a w wielu miejscach i rozpad a si  na zewn trz,

spadaj c w dó  pot

 kamienn  lawin . Skalny korek o obj to ci pó  miliona metrów sze ciennych przesta  hamowa  parcie magmy i gazy

wulkaniczne uleg y gwa townemu rozpr

eniu - innymi s owy, eksplodowa y niczym bomba — k ad c pokotem drzewa w ca ej okolicy.

Rawi koncentrowa  uwag  na podobnym guzie, jaki wed ug Landona formuje si  na tej samej pokiereszowanej pó nocnej stronie Mount St. Helens,

background image

po wewn trznej stronie nowego krateru -  ci le mówi c, na pozycji 46°12'N, 122°11'W. Od pocz tku lat dziewi

dziesi tych notowano wzmo on

aktywno

 wulkanu: sporadyczne erupcje popio u i pary, od czasu do czasu wyp yw lawy i pojawienie si  kilku wybrzusze  na stoku. Znacznie silniejsza

emisja pary i popio u 1 lipca 1998 roku zd

a nap dzi  solidnego stracha okolicznym mieszka com, zanim w ko cu usta a. W 2006 roku w samym

rodku krateru zacz  si  tworzy  nowy guz, d ugi na pó tora kilometra.

Kiedy Barracuda II przeci a równole nik 46°12'N, Sza-kira oznajmi a,  e znale li si  na wysoko ci celu, akurat na wprost uj cia Columbii, o sto

dwadzie cia dwie mile morskie od wybrze a. Badr trzyma  okr t na g boko ci stu osiemdziesi ciu metrów i na kursie po udniowym, wzd

 po udnika

127°W. Od le

cej sto czterdzie ci kilometrów w g bi l du Mount St. Helens dzieli o ich teraz trzysta sze

dziesi t sze

 kilometrów -  aden problem

dla spoczywaj cych w ma-Sazynie pó nocnokorea skich rakiet. Ocean by  tu g boki na Pó tora tysi ca metrów, a dno prawie p askie. Powierzchni

107

porusza a d uga, trzymetrowa martwa fala, ale w tych czarnych i cichych g binach nie czu o si

adnego ruchu wody. Ben sugerowa  odej cie

jeszcze o trzy stopnie szeroko ci na po udnie; Raszud zgodzi  si , mimo  e, jak stwierdzi , nie widzia  potrzeby oddalania si  od celu; kursy rakiet
zosta y ju  wprawdzie uzgodnione i zaprogramowane przez Szakir , nietrudno by o to jednak zmieni . Genera  zaskoczy  natomiast ich oboje obran
strategi . Nakaza  mianowicie wystrzelenie rakiet za dnia, zamiast noc , kiedy wszyscy czuliby si  znacznie bezpieczniej. Zapytany przez Szakir  o
powód takiej decyzji, wyja ni  rzeczowo:

- Cruise po opuszczeniu wody zostawia za sob  wielki ogon ognia, widoczny z du ej odleg

ci, zw aszcza po zmroku. Je li wystrzelimy je w dzie ,

nie b

 si  tak rzuca y w oczy.

- Ale przedtem strzelali my noc .
- Dlatego,  e nie chcieli my,  eby rakiety zosta y zauwa one przez ochron  obiektów. Teraz jest inaczej. Nasz cel le y na bezludziu, nie ma tam

ochrony, ani stra y.

- Hmm... — mrukn a Szakira, lekko poirytowana,  e sama na to nie wpad a.
- Naszym jedynym  zagro eniem podczas tego zadania jest wykrycie przez patroluj cy okr t nawodny, o co  atwo zw aszcza noc , gdyby my

urz dzili taki fajerwerk.

- Ale rakiet  mog  spostrzec i w dzie  - upiera a si  Szakira. - Patrole trwaj  ca  dob , prawda?
- Patroli nie b dzie w okolicy i rakiety nie zostan  zauwa one — odpar  Rawi.
- Sk d ta pewno

?

- St d,  e zamierzam odda  salw  podczas mg y. Przeczeszemy te  akwen pasywnym sonarem, no i przez peryskop,  eby si  upewni ,  e nie ma
nikogo.
- To pi knie, ale nawet ty nie mo esz mie  mg y na zamówienie.
- Niestety... Ale w tej cz

ci wybrze a cz sto pada, a tam, gdzie s  deszcze i ch odne masy powietrza, które przeplataj  si  z ciep ymi, o mg

nietrudno.
- Jednak mg y mo e nie by  akurat wtedy, kiedy b dziemy jej potrzebowa . - Szakira nie dawa a za wygran .
108
- Nie szkodzi. Poczekamy.
Pokonana Szakira zapyta a m

a, czy nie napi by si  herbaty, na co Rawi przysta  z ochot , z trudem odpieraj c pokus , by powiedzie  jej,  e si

cieszy, i  zdecydowa a si  zaj

 tym, w czym jest naprawd  dobra. Mia  ch

 na herbat , ale nie wylan  ca ym dzbankiem na g ow . U miechn  si

tylko, patrz c jej w oczy.

- Jestem ci wdzi czny, kochanie - powiedzia . -  wietnie potrafisz zmusi  cz owieka,  eby wyja ni , o co mu chodzi.
- Sprytny jeste  - odrzek a, wydymaj c wargi. - O wiele za sprytny. Dobrze by  po twojej stronie.
- A ty jeste  dobrym oficerem. Gotowa do dyskusji, kiedy czego  nie rozumiesz, ale szanujesz swego dowódc . Tacy wszyscy by  powinni my.
- Tak, jestem dobrym oficerem. Ale mam nadziej ,  e lepsza jestem w roli  ony, bo zamierzam j  pe ni  znacznie d

ej.

- Tak b dzie, je eli nadal b dziesz mnie s ucha , przynajmniej dopóki jeste my na tym okr cie z misj  bojow  w imi  Allaha. Ja na ogó  wiem, co

robi  i jak zapewni  nam bezpiecze stwo.

- Ha! Mówisz,  e wszyscy powinni my szanowa  swoich dowódców, ale ty nie masz  adnego - za mia a si  Szakira. -Sam sobie okre lasz zasady.
- Mylisz si . Ja te  mam dowódc . I mam nadziej ,  e On b dzie mia  nas oboje w opiece.
Szakira patrzy a na niego z niek amanym uwielbieniem. Ten silny m

czyzna, by y major elitarnej jednostki brytyjskiej, najtwardszy facet, jakiego w

yciu spotka a, z og ad  absolwenta Sandhurst i taktycznym geniuszem liniowego dowódcy SAS, by  zarazem wierny swym arabskim, bedui skim

korzeniom. Dzi kowa a Najwy szemu za ten dzie , kiedy ucieka a z nim, struchla a z przera enia i grozy, przez ruiny nieszcz snego Hebronu w ród
wybuchów artyleryjskich pocisków, gwizdu kul karabinowych i krzyków rannych. Dzi kowa a za si , jak  w sobie znalaz a, by zabra  go do kryjówki
bojowników Hamasu. Za ka dym razem, kiedy odwa

a si? wspomina  tamte chwile w rozbitym domu w dzielnicy Palesty skiej,  ywo stawa y jej przed

oczyma jej zabite dzie-

109
ci, ma y Rawi i Irenka, ich skrwawione cia ka le

ce nieruchomo obok trupów dwóch sier antów SAS, zamordowanych przez jej dzisiejszego m

a,

który w ten sposób uratowa  j  od  mierci. Nie ma na  wiecie nic, co by oby warte tej ofiary, my la a cz sto. Jednak by y major Ray Kerman prawie jej to
wynagrodzi . Nie wyobra

a sobie,  e mog aby kogokolwiek kocha  bardziej ni  jego. Posz aby za nim w paszcz  samego piek a.

Tymczasem jednak to on poszed  za ni  do pentry, gdzie nie byli widoczni z przyleg ego kambuza, i poca owa  j  zach annie pod os on  pó ek z

puszkami kompotów.

- Mówi

,  e w

nie  dlatego dziewczynom nie wolno s

 na okr tach podwodnych - powiedzia a, wysuwaj c si  z jego obj

 w obawie,  e kto

ich zobaczy.

- Moi podw adni maj  robi  tylko to, co im ka

 - odpar  weso o. — Na ladowa  mnie ju  nie musz .

- A nie mówi am? Robisz, co ci si  podoba, bo nie masz nad sob  dowódcy.
Rawi popatrzy  na  on , pi kn  nawet w mundurowym granatowym swetrze, i rzek  powa nie:
- Allah da  nam moc równ  fa szywym bogom staro ytnego  wiata i nie opu ci nikogo z nas podczas tej misji. Pracujemy dla Jego chwa y i On

powiedzie nas do zwyci stwa.

- I pomy le  tylko,  e kiedy  by

 niewiernym... — Szaki-ra pokr ci a g ow  z udawanym niedowierzaniem. - S odzisz?

Genera  Raszud zachichota  cicho, wdzi czny w duchu ma once za jej talent do roz adowywania napi cia podczas ich wielkiej misji, cho by na kilka

chwil. Wrócili oboje do nawigacyjnej. Szakira nios a tac  z dzbankiem i trzema szklankami w srebrnych uchwytach, ju  z nasypanym cukrem - ta trzecia
na wypadek, gdyby zastali porucznika Mo-hammeda przy pracy. Dochodzi a ju  pó noc.

Asztari Mohammed istotnie siedzia  jeszcze pochylony nad map  wschodniego Pacyfiku, kre

c kurs na po udnie. Kiedy zobaczy  Rawiego i

Szakir , wsta  i przeci gn wszy si , z wdzi czno ci  przyj  gor cy napój.

- Kontradmira  Badr uwa a,  e powinni my i

 na po udnie jeszcze przez pó torej doby - wyja ni  nie pytany przyczyn  nocnej pracy.

110
Rawi skin  g ow . Spojrza  na map  roz

on  na stoliku; tyle by o na niej notatek,  e sta a si  niemal nieczytelna. Czerwona linia trasy rakiet z

czterema punktami zwrotu wyró nia a si  jednak graficznie. Teraz Szakira b dzie musia a nanie

 now , pomy la . Zd

 wypi  zaledwie dwa  yki,

kiedy z g

nika rozleg o si  ciche: „Genera  Raszud do centrali. Powtarzam, genera  Raszud do centrali". Zabra  szklank  ze sob  i przeszed  do

siaduj cej z kabin  nawigacyjn  centrali manewrowej, gdzie czeka  na niego Ben Badr.

- Od kiedy chcesz zacz

 przeszukiwanie akwenu? — spyta  Ira czyk. - Jeste my oko o stu mil od pozycji odniesienia. Pomy la em,  e zaczniemy

od pi

dziesi ciu mil. Zapewne nie zechcesz si  wynurza ?

- Nie, tego robi  nie b dziemy - odrzek  Rawi. - Podejd my tylko na peryskopow  co par  godzin,  eby si  szybko rozejrze .  Naszym  g ównym

narz dziem  b dzie  sonar pasywny. Nie mo emy ryzykowa  wykrycia. Przy takiej akcji nie ma podejrzanych, wi c by oby g upot  da  si  przy apa

komukolwiek.
- To co,  zaczynamy o pi

dziesi t mil powy ej  pozycji strza u?

- Niech b dzie pi

dziesi t. Je li znajdziemy tam jaki  obiekt, poobserwujemy go mo e przez par  dni. Musimy by  pewni,  e dooko a jest czysto.

No i modli  si  o mg .

Barracuda II p yn a wi c dalej przez ca  noc i do popo udnia 6 sierpnia. O szesnastej trzydzie ci Badr poleci  podej

 na peryskopow  i osobi cie

rozejrza  si  po ca ym horyzoncie. Porucznik Mohammed odczyta  pozycj  z GPS: 43°N, 127°W. Szakira nanios a pozycj  na map , sprawdzi a
odleg

 i zapisa a: „290 mil do celu". Natychmiast Potem Badr nakaza  ponowne zej cie na sto osiemdziesi t ftietrów. Nie by o dla nich  adnych

wiadomo ci, nie wykryli te

adnego statku ani okr tu. Nad pustym oceanem  wieci o s

ce - ani  ladu mg y. Jedynym zagro eniem by y niewidoczne,

czaj ce si  na dnie hydrofony SOSUS. Dowódca pole-« wachtowemu oficerowi utrzymywa  si  w pobli u tej pozy-c)!> posuwaj c si  z pr dko ci
pi ciu w

ów kursem na-wrotnym.

Czekali tak dwie doby. Dopiero o trzeciej nad ranem w nie-
111
dziel  nadszed  ni  znad oceanu, nios c deszcz i zimny, porywisty wiatr. Wykryli go sonarem i cicho podeszli pod powierzchni , by si  rozejrze .

Wysun li peryskop na siedem sekund - do

 dla szefa okr tu, by zameldowa  siek

 ulew , ograniczaj

 widoczno

 do mniej wi cej stu metrów.

Raszud rozwa

 mo liwo

 oddania salwy tu i teraz; wiedzia  jednak,  e nad brzegiem pogoda mo e by  jeszcze dobra, i nie u miecha o mu si

posy

 rakiet nad zamieszkanymi okolicami nawet o tej porze nocy. Zdecydowa ,  e zaczeka na prawdziw  mg . By  pewien,  e pr dzej czy pó niej

si  pojawi, zgodnie ze statystyk  klimatyczn  tych okolic.

O  wicie sprawdzili powierzchni  jeszcze raz. Rawi mia  racj  - nad oceanem wisia a g sta mg a. Domy la  si ,  e musi si  rozci ga  a  po

background image

wybrze e, ogarniaj c swym lepkim bia ym mu linem wszystko a  po zbocza nadbrze nych gór Oregonu.
- To jest to, stary. — Rawi klepn  Bena po ramieniu.
Po chwili z g

ników na ca ym okr cie rozleg  si  g os dowódcy:

- Przygotowa  wyrzutnie jeden do cztery... Oficer uzbrojenia i komandor Szakira do centrali naprowadzania... Sternicy, trym plus dziesi

 stopni,

wynurzenie do sze

dziesi ciu metrów... kurs zero trzydzie ci... pr dko

 pi

 w

ów... Sonar, sprawdzi  i zameldowa  brak kontaktów... Oficer

uzbrojenia, sprawdzi  procedury i ustawienia.

Dziób okr tu uniós  si  lekko. Mikrofon rozg

ni przej  teraz Rawi, wzywaj c za og  do modlitwy. Wolni od bie

cych zada  ukl kli na pok adzie.

Ludzie wyskakiwali z koi, mechanicy odk adali narz dzia; wszyscy s uchali s ów dowódcy misji. Raszud ostrzega ,  e zaczyna si  okres walki i
zagro enia, i ka dy powinien by  przygotowany na trzykrotne brzmienie tr b. Kiedy one zagraj , tylko ludzie prawi przejd  przez most w ramiona
Allaha. Przypomnia  im,  e pracuj  dla Niego, s  Jego dzie mi i dla Jego chwa y znale li si  na tym narz dziu wojny. Przeczyta  werset z Koranu:

...Od Ciebie tylko prosimy pomocy. Prowad  nas prost

cie

 tych, którzy ciesz  si  Tw

ask .

112

k „       \^^\-

;       USA

PACYFIK

\ WSeattle

«>> ^   WASZYNGTON

j          Yakima

trasa rakiet  f35*^ i Mbunt St. Helens

Columbia___<¦

j    PortlanS

^   /

OREGON

200 km /

Barracuda II u wybrze y Oregonu
113
Genera  zako czy  przemow  wezwaniem do Boga:
- Zwracam twarz tylko ku Najwy szej Istocie, która stworzy a niebo i ziemi . Tobie niech b dzie chwa a, Twoje imi  jest najwspanialsze, Ty

Najwy szy i nikt poza Tob  nie jest godny uwielbienia.

Za oga modli a si  w ciszy jeszcze przez chwil , po czym wszyscy wrócili do swoich zada . Szakira zameldowa a si  w centrali naprowadzania i

jeszcze raz sprawdzi a programy systemów nawigacyjnych rakiet: „Kurs zero trzydzie ci do szeroko ci 46'05N, potem zero dziewi

dziesi t do

po udnika 122°W, dalej na pó noc przez trzydzie ci mil morskich i ostatni pi tnastomilowy odcinek do celu kursem dwie cie dziesi

". O szóstej

trzydzie ci genera  Raszud wyda  rozkaz:

- Uwaga na wyrzutniach jeden do cztery! - I w sekundy pó niej: — Wyrzutnia jeden, ognia!

miometrowe cygaro pó nocnokorea skiej rakiety ruszy o w drog  do zaprogramowanego celu. Okr t zadr

 lekko, gdy pchni ta uderzeniem

spr

onego powietrza wylecia a z dziobowej wyrzutni torpedowej,  mign a ku powierzchni oceanu i wyrwa a si  w powietrze. W tej samej chwili

uruchomiony zosta  silnik, z ogona strzeli  strumie  ognia. Dotar szy na pu ap sze

dziesi ciu metrów, rakieta wyrówna a lot, przyspieszaj c gwa townie.

Przy pr dko ci sze ciuset w

ów w czy y si  turbiny gazowe i znikn  zdradliwy p omie  wylotowy. Korea ska kopia rosyjskiej ra-dugi, przez Arabów

nazwana od legendarnego miecza Sa-ladyna, bezb dnie lecia a kursem 030°. Do linii brzegu pozosta o jej dwie cie dwadzie cia mil, które pokona w
dwadzie cia jeden minut. Do tego czasu trzy identyczne pociski b

 ju  gna y jej  ladem przez niebo, jeden za drugim szykiem torowym przez

orego sk  mg , kieruj c si  w to samo miejsce: sp kane, nadwer

one zbocze St. Helens.

Pierwsza rakieta przemkn a nad wysokim, nierównym brzegiem na pó noc od przyl dka Tillamook Head o szesnastej pi

dziesi t cztery. Wznosz c

si  i opadaj c wraz z ukszta towaniem terenu, pokona a szczyt góry Saddle, min a stanowy rezerwat przyrody Clatsop i wpad a nad hrabstwo
Columbia, na drug  stron  rzeki, a potem, trzydzie ci kilometrów na pó noc od Portland przekroczy a gra-

114
nic  stanu Waszyngton. Teren zaczyna  by  górzysty; rakieta zbli

a si  do pasma Gór Kaskadowych. Komputer pok adowy pracowa  intensywnie,

aktualizuj c parametry lotu w zale no ci od wskaza  ultrad wi kowego wysoko ciomierza. Chi scy programi ci i elektronicy dobrze wykonali swoj
robot . Pocisk przeci  lini  autostrady mi dzystanowej Interstate 5 i lecia  wzd

 doliny rzeki Kalama ku tamie Swift Creek. Tam skr ci  na pó noc,

dok adnie w przewidzianym czasie. Pot

ny masyw Mount St. Helens by  wówczas zaledwie o kilkana cie kilometrów na lewym trawersie. Rakieta

min a go, nie zmieniaj c kursu, i dopiero na wysoko ci miasteczka Gifford skr ci a szerokim  ukiem, zawracaj c ku celowi - wielkiemu skalnemu
guzowi, jaki wyrós  na stoku krateru. Trac c stopniowo wysoko

, nabiera a jednocze nie pr dko ci, mkn c nad lesistymi zboczami Mount Hughes. W

chwil  pó niej  mign a nad spowitymi mg  wodami jeziora Spirit, po czym zadar a nos i pomkn a w gór  wzd

 stoku St. Helens. Pokonanie dwóch

kilometrów do szczytu zaj o jej dziewi

 sekund. Znalaz szy si  nad kraterem, zanurkowa a raptownie ku jego wn trzu. Zaprogramowana, by

eksplodowa  w dwie sekundy po uderzeniu w cel, wbi a si  ostrym nosem z utwardzonej stali w bazaltowe rumowisko, zakopuj c si  na g boko
czterech i pó  metra, zanim nast pi  wybuch. W skalnym pod

u natychmiast powsta y g bokie p kni cia, naruszaj ce ju  i tak os abion  struktur

cienkiej skorupy krateru, pod któr  wiecznie wrz ca magma szuka a jakiegokolwiek uj cia. Od tej pierwszej eksplozji erupcja wulkanu nie mog a
nast pi  — ale w drodze by y jeszcze trzy rakiety. Owszem, w powietrze strzeli  pióropusz Pary, ale ani okoliczni mieszka cy, ani przeje

aj cy

lokal-nyrni drogami numer 503, 90 czy 25 kierowcy ci

arówek nie spostrzegli tego ostrze enia. Nawet w przejrzystym powietrzu szczyt Mount St.

Helens nie zawsze jest widoczny spomi dzy g sto rosn cych jode  i  wierków, a poza tym ob oki Pary nad wulkanem by y czym  raczej powszednim.

Nieca  minut  pó niej w to samo miejsce uderzy a druga rakieta. Eksplozja, cho  nies yszalna u podnó y góry, wystar-czy a, by rysy w skale

si gn y ju  górnej cz

ci „komina" Wype nionego magm . Roz arzone bia e strumienie natych-

115
miast pope

y przez szczeliny i rumowisko, na razie jednak tylko s cz c si  w ma ej ilo ci.

Po kolejnej minucie nast pi  prze om. Trzecia rakieta wpad a w nadwer

one przez poprzedniczki miejsce, otwieraj c lawie szersz  drog  wyp ywu.

Coraz wi cej p ynnej ska y wydostawa o si  na powierzchni , z wolna wype niaj c lej krateru. W niebo wznosi y si  chmury pary i pierwsze j zyki

omieni. I wtedy nadlecia a ostatnia z rakiet, uderzaj c ju  w jeziorko lawy. Metalowy kad ub zacz  si  szybko topi , ale trotyl w g owicy wykona  swe

zadanie, szerokim p kni ciem rozdzieraj c skorup  ska y i uwalniaj c miliony metrów sze ciennych silnie spr

onych gazów. O godzinie siódmej sze

w niedzielny poranek 9 sierpnia 2009 roku po raz pierwszy od trzydziestu lat wulkan St. Helens zatrz

 si  od wybuchu. Si a eksplozji powali a tysi ce

drzew w pó kolu o promieniu dwudziestu kilometrów na pó nocnym zboczu. Krater z niestabilnym guzem by  ju  nachylony w t  stron , kiedy wi c
nast pi  wybuch, obszary na po udniowym i zachodnim stoku nie ucierpia y znacznie; spad  na nie tylko deszcz kamieni i popio u. Po przeciwnej stronie,
jak w 1980 roku, lawa pop yn a niszcz

, trzymetrowej grubo ci rzek , na pozór powoln , ale w rzeczywisto ci pr

 z pr dko ci  ponad

sze

dziesi ciu kilometrów na godzin  w dó , ku jezioru Spirit, unicestwiaj c wszystko na swej drodze, doprowadzaj c wod  do wrzenia i posy aj c w

niebo k by pary. Nikt z obozuj cych na brzegu jeziora studentów nie mia  szans na prze ycie. Garstka popio u pogrzebana g boko pod warstw
bazaltu to wszystko, co zostanie po ofiarach tej okrutnej, sadystycznej wojny, o której nikt jeszcze nie wiedzia ,  e trwa.

Mg a ju  si  przerzedzi a i z miasteczek Glenoma, Morton i Mossyrock wida  by o szczyt St. Helens, pluj cy ogniem i miotaj cy tysi cami ton

roz arzonych kamieni i popio u na setki metrów w powietrze. Wygl da  gro nie i wspaniale, jak wi kszo

ywio ów, ale ka dy cz owiek w tych

malowniczych waszyngto skich osadach wiedzia ,  e jest  wiadkiem chaosu, bezlitosnego zniszczenia i  mierci. Wszyscy bezsilnie patrz cy na ten
przejaw si  natury zdawali sobie spraw ,  e tego wieczoru w wielu domach b

 puste krzes a przy sto-

116

ach. Lawa ogarn a pi tna cie samochodów zaparkowanych wokó  jeziora i wla a si  do rzeki Toutle, niemal j  przegradzaj c. Mniejsza rzeczka

Coldwater zosta a ca kowicie zablokowana. Tysi ce ton popio u wyrzuconego w pierwszym momencie wybuchu pokry o pi

set kilometrów

kwardato-wych terenu, d awi c strumienie i grzebi c pod czarn  warstw  lasy i pola. Ten ciep y, senny niedzielny poranek zostanie na zawsze w
pami ci mieszka ców tego zak tka Waszyngtonu jako dzie , w którym bez  adnego ostrze enia ich góra, Fud i-jama Ameryki, królowa Gór
Kaskadowych zniszczy a ziemie, które dot d zdobi a sw  majestatyczn  sylwetk . Ci, którzy nie do wiadczyli pierwszej erupcji z 1980 roku, poznali
teraz prawdziwy charakter swego symbolu, niewiele maj cy wspólnego z niewzruszonym, milcz cym pi knem, jakie w nim widzieli do tej pory.

W kilka minut po pierwszym wybuchu rozszala y si  po ary. Wielkie kule roztopionego kamienia i g sty deszcz  arz cego si  czerwono popio u

dowa y na iglastym lesie. Suche igliwie na pod

u zapali o si  natychmiast, po czym zaj y si  drzewa.  atwopalna  ywica w ig ach, ga ziach i

pniach p on a z trzaskiem i sykiem; po ar by o s ycha  z oddali jak echo  miertelnej bitwy. Tysi ce hektarów lasu zamieni y si  w jedno gigantyczne
ognisko. Ogie  rozprzestrzenia  si  przera aj co szybko, niesiony zachodnim wiatrem znad Pacyfiku, który rozwiewa  resztki mg y i podsyca

ar oczne

omienie. Co kilka minut od szczytu wulkanu dobiega  grzmot kolejnej gwa townej erupcji; j zor ognia i dymu strzela  w niebo z now  si , a z krateru

wylewa y si  nieustannie potoki lawy.

Do ósmej trzydzie ci w ka dym domostwie, w ka dym samochodzie pe nym turystów czy grupie my liwych na le nym szlaku w promieniu

pi

dziesi ciu kilometrów wiedziano ju ,  e St. Helens si  obudzi a z blisko trzydziestoletniego snu. Radiostacje pospiesznie uk ada y specjalne

komunikaty, °Parte na jednym niezaprzeczalnym fakcie: ta cholerna góra Wylecia a w powietrze. Znowu.

Zbierano elektronicznie i telefonicznie wypowiedzi lokalnych ekspertów z dziedziny wulkanologii. Wszyscy jak jeden ni

 wyra ali zupe ne

zaskoczenie.  O dziewi tej  szefowie

117
!
stacji radiowych ju  rozpaczliwie poszukiwali jakichkolwiek konkretnych informacji. Policja stanowa zakaza a lotów  mig owców z dziennikarzami,

background image

niemo liwe by o te  dotarcie w pobli e góry.
Wulkanologów, którzy stale monitorowali St. Helens, nigdzie nie mo na by o znale

. Studenci z grup uniwersyteckich zbieraj cych dane u podnó a

góry zgin li. Wi kszo

 punktów obserwacyjnych na pó nocnym stoku uleg a zniszczeniu. Budynki na wzniesieniach terenu zamieni y si  w zgliszcza, te

po

one w dolinach zosta y poch oni te przez rzeki lawy. Drzewa wyrwane lub z amane przez wybuch, ci ni te mi dzy inne tworzy y teraz wysokie

stosy, roz wietlone od  rodka przez p omienie wzniecone przez b yskawicznie rozprzestrzeniaj cy si  po ar le nego poszycia. Z lotu ptaka wygl da y
jak wielkie piece, rozrzucone po ca ej okolicy r

 olbrzyma i siej ce ogie  wsz dzie dooko a.

W po udnie prezydent og osi  po udniowo-zachodni  cz

 stanu Waszyngton rejonem kl ski  ywio owej. Uruchomiono pomoc federaln . Problem z

wulkanami jest jednak taki,  e nie ma mowy o pó rodkach, nie ma rannych i zszokowanych osób - i nie ma  wiadków. Furia natury jest zbyt pot

na.

Je eli kto  znajdzie si  tak blisko katastrofy,  e móg by rzuci

wiat o na jej przyczyny, to szans  na prze ycie ma bliskie zeru. Nie inaczej by o u

podnó a St. Helens w ten niedzielny ranek... poza jednym przypadkiem.

Du y samochód terenowy, wypakowany my liwskimi strzelbami, w dkami nale

cymi do czterech sportsmenów, trzech miejscowych i jednego z

dalekiej Wirginii, ca  noc sta  nad pó nocnym brzegiem jeziora Spirit. Przewodzi  tej ma ej ekspedycji Tony Tilton, by y adwokat z Worcester w
Massa-chusetts, a obecnie prezes Seattle National Bank. Towarzyszy  mu s ynny marszand sztuki marynistycznej z Nowego Jorku, Alan Granby, który
przeprowadzi  si  z  on  na Zachód, kiedy bezwzgl dnie goni ca za zyskiem prywatna korporacja zacz a budowa  wielk  elektrowni  wiatrow  tu  za
jego domem na brzegu cie niny Nantucket. Trzecim cz onkiem grupy by  inny przybysz ze Wschodu, Don McKeag, wp ywowy dziennikarz radiowy i
sprawozdawca polityczny, który po latach pracy porzuci  swój program w lokalnej stacji

118
radiowej na Cape Cod dla wielkiego kontraktu z sieci  „Glos Pó nocnego Zachodu", który wymaga  od niego przeprowadzki do Seattle. Do tej trójki

do czy  Wirginijczyk Jim Mills -zapalony w dkarz morski, my liwy i zawodnik rajdowy z Middleburga. Wybrali si  w

nie na tygodniow  wypraw  w

lasy wokó  i szykowali si  do ataku na wspania e pstr gi zamieszkuj ce jezioro.

Od innych w dkarzy i my liwych, jacy w tym czasie przebywali w okolicy, ró ni a t  grup  jedna zasadnicza rzecz: Tony Tilton i jego  ona Martha byli

na wycieczce na Morzu Karaibskim w 1997 roku, kiedy wybuch  wulkan na Mont-serrat, grzebi c dwa miasta, niszcz c ca  po udniow  stron  wyspy i
obsypuj c wszystko na kilkadziesi t kilometrów woko o grub  warstw  popio u. Tony sta  na dziobie wyczar-terowanego jachtu, obserwuj c ziej ce
ogniem piek o na górze Soufriere. W pami

 wry a mu si  szczególnie szybko

, z jak  wulkan zaatakowa  wysp . Widzia  moment wybuchu,

strzelaj cy na kilkadziesi t metrów w niebo s up ognia i dymu i niemal jednocze nie czerwon  rzek  lawy sp ywaj

 na trzy strony z krateru. Stwierdzi

wówczas,  e w takiej sytuacji ktokolwiek znajdzie si  na zboczu wulkanu, ma nie wi cej ni  kwadrans na ucieczk , inaczej niechybnie zginie.

Teraz, dwana cie lat pó niej, tego niedzielnego ranka nad jeziorem Spirit Tony us ysza  nag y, dziwny  wist wichru, który przemkn  gdzie  nad jego

ow  we mgle i ucich . M

czyzna odruchowo poderwa  g ow , ale nic nie zobaczy . Kilkana cie sekund potem dobieg  go g uchy grzmot gdzie  od

szczytu góry, ale te  nic nie by o wida . Po chwili znów da  si  s ysze  ten dziwny szum i kolejny  oskot gromu, jakby g

niejszy, ale mo e tylko Tony

odniós  takie wra enie, bo by  ju  czujny. To mu jednak wystarczy o. Odwróci  si  do Dona McKeaga, który w

nie wyjrza  na  wiat o dzienne, i rzuci

ostro:
- Do wozu, Don. Nic nie mów, tylko wsiadaj! - po czym krzykn  w stron  namiotu: - Alan, Jimmy! Wstawa  i do samochodu! Natychmiast! Mamy

cholerne k opoty!

Alan Granby, m

czyzna postawny, ale szybki w ruchach, Rozumia  od razu. On i Jim spali w ubraniach i w par  sekund byli na zewn trz,

zaalarmowani wyra nym napi -

119
ciem w g osie kolegi. Silnik ju  pracowa , kiedy wskakiwali na tylne siedzenia. Tony wcisn  peda  gazu. Ko a zabukso-wa y przez moment na sypkim

pod

u, ale wóz zaraz ruszy , szybko nabieraj c pr dko ci. Jechali na zachód krótkim le nym traktem do szosy numer 504. Trakt by  prosty i

stosunkowo równy i wkrótce wskazówka pr dko ciomierza stan a na stu dziesi ciu kilometrach na godzin . Z daleka dobieg  ich odg os trzeciej
eksplozji, a tu  potem nast pnej.

— Co to, u diab a, by o? — spyta  McKeag.
— Nic takiego — odrzek  Tony. - Tylko St. Helens w

nie wybuch .

Byli ju  na lokalnej drodze do Glenomy, gdzie mo na skr ci  na znacznie lepsz  szos  numer 25. Wsz dzie wokó  nich mi dzy drzewa spada y

dziwne,  wiec ce obiekty, niczym deszcz meteorów. Jasno

 dnia jednak gdzie  znikn a. Alan Granby zerkn  na niebo.

— Gdybym mia  zgadywa , powiedzia bym,  e nast pi o cz

ciowe za mienie s

ca.

W tej chwili poczuli, jak ziemia zadr

a pod ko ami samochodu, a w lesie zawy  gwa towny wiatr o sile huraganu. Tony skr ci  na rozwidleniu w

drog  numer 12, biegn

 bardziej na pó noc. Na asfalt zaczyna y spada  p on ce szcz tki ga zi i roz arzone kamienie.

— Miejmy nadziej ,  e ta droga gdzie  dalej nie zawraca na po udnie - mrukn . - Mam dziwne przeczucie,  e ktokolwiek tam zosta , mo e nie
prze

.

Kolejne mile zostawa y za nimi. Niebo poczernia o, zaci gni te ci

, g st  chmur , ale przez tyln  szyb  wida  by o straszn  czerwon

un . W

jedena cie minut oddalili si  od podnó a wulkanu o dziewi tna cie kilometrów. Z przodu by o nieco ja niej i Don, niepoprawny dziennikarz,
zaproponowa ,  eby po jeszcze kilku kilometrach zatrzymali si  i popatrzyli na gór , po ar i zniszczenia, przed jakimi cudem uciekli.

— A mo e macie ochot  na ma  wypraw

owieck  do Indonezji w przysz ym roku? - zapyta  Tony Tilton. - Wiecie, przytulny obóz w tropikalnej

ungli na stoku Krakatau..-Zaczynam  nabiera   profesjonalnej   wprawy  w  ucieczkach przed wulkanami.

120
Trzy godziny pó niej
- Dzie  dobry wszystkim. Mówi Don McKeag z wiadomo ciami z pierwszej r ki z frontu naszej stanowej katastrofy. W chwili nag ego i

niszczycielskiego wybuchu wulkanu St. Helens by em w obozowisku tu  u jego podnó a. My

,  e mog  uczciwie powiedzie ,  e tylko cud sprawi ,  e

dzisiaj do was mówi ... szybki refleks mojego kolegi Tony'ego Tiltona, któremu uda o si  nas w por  wywie

 w bezpieczne miejsce, oszcz dzi  mi

bowiem pewnej  mierci. Jechali my przez deszcz gor cego popio u. W lesie zaczyna o p on

 poszycie. Za nami z krateru sp ywa a ju  rzeka  arz cej

si  lawy, a my uciekali my na pó noc, jak najdalej od kataklizmu. W moim codziennym programie porannym, jak wiecie, zawsze przyjmuj  telefony i
rozmawiam ze s uchaczami o polityce w naszym wielkim stanie. Dzi  jednak zmieniam formu . Chc  tylko tu spokojnie usi

, z apa  oddech i

spróbowa  wyja ni  wam, jak to jest, kiedy si  umknie dos ownie sprzed wrót piekie . Jak dot d, otrzymali my zg oszenia o oko o stu naszych
wspó obywatelach, którym si  to nie uda o. Ich rodzinom pragn  z

 wyrazy najszczerszego wspó czucia. Jak e  atwo móg bym teraz by  jednym z

nich...
Podczas gdy Don przemawia  przez radio wywa onym, lecz dramatycznym tonem, wszyscy stra acy z po udniowo--zachodniego Waszyngtonu

zaj ci ju  byli walk  z ogniem na obrze ach szalej cego na dobre po aru lasu. Nie by o mowy o próbach wchodzenia g biej, nikt te  nawet nie
pomy la , by wysy

 w to piek o flot  ambulansów. W tej katastrofie rannych nie b dzie. Jedyne, co teraz mo na robi , to próbowa  ograniczy

rozprzestrzenianie si  ognia w kierunku rejonów zamieszkanych. Po jakim  czasie do akcji w czy y si  specjalistyczne samoloty, zrzucaj ce dziesi tki
ton wody na jeszcze wolne od ognia partie lasu. Jednostki l dowe czerpa y wod  z okolicznych jezior i rzek, staraj c si  nie dopu ci  do jej
odparowania w rosn cym  arze, zanim jeszcze po ar dotrze w te rejony. Po po udniu o kl sce  ywio owej mówiono ju  w ca ym kraju. CNN pokazywa a
uj cia filmowe, podobnie jak Fox News i wi kszo

 du ych sieci medialnych. Do wieczora Mount St. Helens by a g ównym tematem wiado-

121
mo ci we wszystkich ca odobowych serwisach radiowych i telewizyjnych, cho  nikt nie mia

adnych  wie ych informacji, faktów ani fachowych

opinii. Wiadomo by o jedynie,  e wulkan wybuch , region jest zasypany popio em i trawiony po arami, a ktokolwiek znajdowa  si  w okolicy, niemal na
pewno zgin . Nie by o  adnych naocznych  wiadków erupcji poza Donem McKeagiem i jego trzema przyjació mi.

Wulkany tradycyjnie robi  to, na co maj  ochot , eliminuj c mo liwo

 publikowania dramatycznych, oskar yciel-skich tytu ów w rodzaju: TO SI  NIE

MO E POWTÓRZY ... CZY ZGIN LI NA PRÓ NO?... NALE

O SI  TEGO SPODZIEWA ... ODPOWIEDZIALNI MUSZ  PONIE

 KAR ...

Dziennikarze mogli jedynie - cho  z mieszanymi uczuciami niech ci i ulgi - odwo

 si  do Szacownych Ekspertów. Oczywi cie ci z fachowców, którzy

rzeczywi cie mogliby powiedzie  co  konkretnego, zgin li u podnó a wulkanu, za to inni, którzy nie mieli poj cia, co si  naprawd  sta o, ch tnie
zabierali g os. Przypominali sobie,  e w ostatnich tygodniach w kraterze St. Helens odnotowywano emisje pary, a nawet ma ych ilo ci gazów
wulkanicznych, trafia y si  te  niewielkie erupcje p omieni, popio u i dymu; w sumie nie by oby wielk  niespodziank , gdyby wulkan wybuch  w ci gu
nast pnych pi ciu lat. Zapowiedzi  tego by  rosn cy w kraterze guz. Uczonych zaskoczy a tylko gwa towno

 erupcji, tak nag ej, niespodziewanej, bez

najmniejszego nawet ostrze enia. To by o co  nowego dla wulkanologów z ca ego  wiata:  adnych gniewnych pomruków, snopów iskier wylatuj cych
na setki metrów nad szczyt, nawet cienkich strumyczków lawy s cz cych si  z ma ych p kni

 w ska ach.  adnych oznak podwy szonej aktywno ci.

CNN wyszuka a m odego specjalist  z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz. Nie widzia  on nigdy Mount St. Helens, a w 1980 roku, kiedy

dosz o do pierwszego wybuchu, jeszcze go nie by o na  wiecie. Jego ojciec by  za m ody, by pami ta  erupcj  Lassen Peak z 1914 roku, jedynej w
historii USA o porównywalnej sile.  wie o upieczony magister Simon Lyons przemawia  jednak z niezachwian  pewno ci  siebie, w

ciw  ludziom

do

 jeszcze m odym, by uwa

,  e znaj  odpowiedzi na wszystkie pytania.

122
- Ka dy przeci tnie dobry student geofizyki powinien wiedzie ,  e ten wulkan móg  wybuchn

 w ka dej chwili. Guz w kraterze rós  w bardzo szybkim

tempie, mo e z kilometr w ostatnich  dwóch latach.  To by  znak,  którego wszyscy szukamy. Dowód,  e magma podchodzi a coraz wy ej i coraz silniej
napiera a na zewn trzne warstwy ska y. Kiedy wida  takie  wybrzuszenie,  wiadomo,   e  wulkan  szykuje  si   do erupcji.

- A zatem obwinia pan te grupy badaczy, obozuj ce na górze, które rzekomo monitorowa y jej aktywno

... wykorzystuj c fundusze federalne?

-Tak jest. Jak najbardziej. Niekompetencja i lekcewa enie warto ci danych. Dla prawdziwego naukowca to nie do pomy lenia.
Profesor Charles Delmar z Uniwersytetu Kolorado, cz owiek starszy, bardziej do wiadczony i ostro ny w s dach, udzieli  wywiadu dla Fox News,

ch tnie s

c sw  wiedz , by rzuci

wiat o na ostatnie wydarzenia. Powiedzia ,  e z obejrzanych przez niego zdj

 Mount St. Helens wynika,  e

erupcja by a skierowana na pó noc, co z kolei sugeruje,  e to w

nie guz podda  si  parciu magmy. Wed ug profesora to „bardzo niezwyk e", dlatego  e

background image

nie by o  adnych wcze niejszych symptomów zbil aj cego si  wybuchu akurat w tym miejscu. Obserwowano, owszem, k by pary i nieco dymu, ale

wydobywa y si  one z samego szczytu, a nie z ewentualnych szczelin w guzie, co by oby dowodem na rosn ce ci nienie pod jego powierzchni .
Dlatego te  Delmar uwa

 za „bardzo dziwne",  e ten skalny nowotwór tak nagle si  podda , a jeszcze dziwniejsze by o wed ug niego to,  e dosz o do

tego w tak szybkim tempie i  e trzeci co do wielko ci wybuch wulkanu w Stanach Zjednoczonych w ci gu ostatniego stulecia móg  nast pi  dos ownie w
kilkadziesi t sekund.

Barracuda II p yn a wolniutko na po udnie, jeszcze przez sto mil morskich pod

aj c wzd

 po udnika 127°W. O trzeciej rano Badr nakaza

podej cie na peryskopow , wysun  anten  i nada  depesz  z

on  z jednego s owa, przeznaczon  dla dowództwa ira skiej marynarki wojennej w

dalekim Bandar Abbas. S owo to brzmia o: SALADYN. Wiado-

123
mo

 zosta a przekazana dalej poczt  elektroniczn  do mieszkania przy Via Dolorosa, uliczce w muzu ma skiej cz

ci Jerozolimy, któr  wed ug

tradycji Chrystus niós  krzy  na Kalwari . Kilka minut po jej odebraniu koperta z ju  wcze niej nalepionymi znaczkami by a w r ku pos

ca, który

szybko zaniós  j  na g ówn  poczt  przy ulicy Szlomzion.

Koperta by a zaadresowana do admira a Arnolda Morga-na w Bia ym Domu, Pennsylvania Avenue 1600, Waszyngton DC, USA; czerwony dopisek

ostrzega : „Poufne, do r k w asnych". Genera  Raszud wiedzia ,  e admira  ju  nie pracuje w Bia ym Domu, ufa  jednak,  e prezydenckie biuro
pocztowe, obs uguj ce pi

dziesi t tysi cy przesy ek tygodniowo, znajdzie sposób, by dor czy  list adresatowi w jego aktualnym miejscu pobytu.

ROZDZIA  5
Pi tek, 14 sierpnia 2009 r. Chevy Chase, Maryland
Harry pokwitowa  kurierowi z Bia ego Domu cztery listy, opró ni  te  skrzynk  pocztow  i obszed szy dom dooko a, stan  przed wysok  furtk

broni

 dost pu na ty y, gdzie znajdowa  si  ogród z basenem. Otaczaj ce go trzy wysokie kamienne  ciany pomalowane by y w hiszpa skim stylu na

ososiowo. Z czwartej strony sta  p ot drewniany, w który wbudowana by a ma a cabana z barkiem z polerowanego drewna tekowego  i czterema takimi

sto kami.

- Sir! - zawo

 Harry przez furtk . - Czy mam przynie

 poczt ?

- Skoro ju  musisz rujnowa  mi dzie  cholernymi bzdurami, to lepiej zrób to od razu! - odpowiedzia  mu szorstki g os z drugiej stronu muru.
Agent podszed  do du ego szklanego sto u, przy którym na sk adanym re yserskim krze le siedzia  admira  Morgan, ze zmarszczonym czo em

studiuj cy polityczne artyku y w „New York Timesie". Jak wiele codziennych gazet, „Times" aktualnie przechodzi  okres radosnych pochwa  nowego,
wspania ego demokratycznego prezydenta.

- Chryste Panie! - warkn  Arnold. - Nie wiedzia em,  e mo na zebra  tylu totalnych dupków pod jednym redakcyjnym dachem. Z wyj tkiem mo e

„Washington Post"... którego jeszcze  dzisiaj  nie czyta em.  Nie chc ,  eby mi ci nienie skoczy o.

- Tak jest, sir - skomentowa  Harry, k ad c koperty na stole obok dzbanka z mocn  kaw . - Widzia  pan wczorajszy mecz? Orioles znowu wygrali.
- Tak.  Zrobili dwa b dy, w tym samym momencie co
125
zazwyczaj. Mówi  ci, od kiedy odszed  Bordick, nie mieli ani jednego dobrego stopera. Dopóki takiego nie znajd , w  yciu nie wygraj  w play-offach.
- Ogl da  pan ca y mecz?
- Tylko ostatnie minuty.  Zd

em tylko zobaczy , jak schrzanili dwa zagrania. Przez chwil  nawet my la em,  e Jankesi wyrównaj .

- Tak, ja te . Ale ten nowy zawodnik z Japonii jest niez y, nie? W

ciwie to on uratowa  sytuacj .

- Zgadza si . I co te  za  mietnik mi tu przynios

? Skocz do domu i przynie  worek plastykowy. Czuj ,  e dziewi

dziesi t dziewi

 procent

dzisiejszej poczty mog  spokojnie wyrzuci .

- Jasne, sir. Zaraz wracam.
Admira  spojrza  na cztery wierzchnie koperty, te przywiezione z Bia ego Domu. Jedna by a z wydzia u emerytur, dwie z zaproszeniami, za to czwarta

od kogo  z Bliskiego Wschodu, je li s dzi  po brodatym szejku na znaczkach. Arnold rzadko kiedy patrzy  na zdj cie lub obraz z podobizn  starszego
wiekiem Araba bez jednoczesnego skojarzenia z World Trade Center. Chwyci  list i niecierpliwie rozdar  kopert . Wewn trz znalaz  arkusz zwyk ego
papieru bez nag ówka firmowego, na którym po rodku wydrukowane by y tylko trzy linijki tekstu:

Admirale Morgan, chyba ani przez chwil
nie przypuszcza  Pan,  e wybuch Mount St. Helens
by  zwyk ym wypadkiem? — Hamas
Morgan patrzy  szeroko otwartymi oczami. Odwróci  kartk , dok adniej obejrza  te  kopert . Nic. Nie by o  adnych innych dodatkowych wskazówek,

tylko to jedno z owrogie pytanie. Czy by  art? Dawniej Arnold natychmiast wezwa by George'a Morrisa, a potem wpad  bez pukania do Gabinetu
Owalnego. Dzisiaj jednak, o jedenastej rano w ciep y dzie , przy kawie nad basenem, by o zupe nie inaczej. Admira  Morgan by  cywilem w pe nym
znaczeniu tego s owa. Co jest jego obowi zkiem w takiej sytuacji? Co powinien zrobi ? Có , odpowied  na oba pytania by a jedna: nic. I admira owi
cholernie trudno by o si  z tym pogodzi .

126
Kathy wysz a do fryzjera. Arnold z roztargnieniem patrzy  na Harry'ego wracaj cego z workiem na  mieci, ale list od Hamasu pali  go w d

 jak

roz arzony w gielek. Agent bez s owa po

 worek na stole i odszed . Admiar  nala  sobie kawy i pogr

 si  w rozmy laniach. Ostatecznie

zdecydowa ,  e w

ciw  reakcj  b dzie odes anie koperty i listu kurierem do Bia ego Domu na r ce cz owieka, który zast pi  go na stanowisku doradcy

do spraw bezpiecze stwa narodowego. Niech on si  tym martwi. Takie sprawy ju  Arnolda Morgana nie obchodz .

Poszed  do domu, zrobi  kilka kopii listu i koperty, po czym zapakowa  orygina y wraz z krótk  notatk  do jego nast pcy, Cyrusa Romneya, by ego

profesora na wydziale humanistycznym w Berkeley, uczestnika „prawie wszystkich cholernych durnych marszów pokojowych, jakie Zachodnie
Wybrze e widzia o za pami ci  yj cych". Gdyby to zale

o od Arnolda Morgana, Cyrus Romney otrzyma by nakaz maszerowania do samej pustyni

Gobi i pozostania tam na sta e. Admira  by

wi cie przekonany,  e ten kalifornijski libera  nie nadaje si  na to odpowiedzialne stanowisko, które

zawdzi cza wy cznie d ugotrwa ej przyja ni z politycznym kolesiem Charlesem McBride'em. Tre

 notatki by a ch odna:

Drogi Cyrusie,
Za czony list przyszed  do mnie przez pomy

, wys any prawdopodobnie przez kogo , kto nie ma poj cia o zmianach, jakie w tym roku zasz y w

administracji pa stwowej. Zrób z tym, co uwa asz za stosowne. Z powa aniem

Arnold Morgan
Wiedzia ,  e Cyrus i jego boss nie przejm  si  specjalnie li cikiem od starego „Lwa z zachodniego skrzyd a". Czy go obchodzi, co sobie pomy

?

Ani troch . Czy go obchodzi, co mo e oznacza  dla Stanów Zjednoczonych implikowana gro ba Hamasu? W skali od jednego do tysi ca Morgan oceni
to na spory u amek powy ej dziewi ciuset dziewi

dziesi ciu dziewi ciu. Wróci  nad basen, wzi  telefon komórkowy i zadzwoni  na zastrze ony numer

admira a Morrisa w Fort Meade.

- Cze

, George. Masz chwil  czasu na pogaw dk ?

127
Pó  godziny pó niej by  ju  w drodze. Harry prowadzi  now  terenówk  Morgana, wyposa ony we wszystkie bajery majstersztyk General Motors,

hummera H2A, w prostej linii potomka pustynnego wozu bojowego humvee. Stary przyjaciel admira a, Jack Smith, by y szef Departamentu Energii za
poprzedniego prezydenta, a jeszcze wcze niej prezes General Motors, powiedzia  mu: „Ten samochód jest jak stworzony dla ciebie, Arnold. Przede
wszystkim dlatego,  e Kathy z  atwo ci  mo e go prowadzi , a w razie czego mo esz ruszy  nim na wojn ". Na pytanie Morgana, czy podoba by si
genera owi Pattonowi, odpowiedzia : „Patton by w nim pewnie zamieszka !" Dwaj inni agenci jechali za nimi w  lad s

bowym sedanem z Bia ego

Domu.
Szybko pokonali autostradowe kilometry dziel ce Chevy Chase od siedziby NSA. Przy g ównej bramie stra nik podszed  od strony kierowcy i za

da

przepustek. Nie zd

 jeszcze doko czy  zdania, gdy us ysza :

- Wsiadaj i natychmiast jedziemy do OPS-2B, do dyrektora.
Stra nik, by y starszy sier ant wojsk l dowych, rozpozna  dawnego cara Fort Meade i w lot poj ,  e je li nie pos ucha, zatrzyma posad  jeszcze

przez najbli sze trzy minuty.

- Tak jest, sir! — krzykn  i zd

ywszy jeszcze trzasn

 obcasami, wskoczy  na tylne siedzenie hummera.

Harry zna  drog . Kiedy zatrzymali si  u wej cia do budynku, stra nik wyskoczy  i sykn  do kolegi pe ni cego s

 przed drzwiami:

- Chuck, to Wielki Cz owiek, zabieram go prosto do starego.
- Witam, sir. - Ostrze ony pospiesznie otworzy  drzwi.
Admira  ze swym przewodnikiem weszli do  rodka, kieruj c si  prosto do prywatnej windy dyrektora. Kiedy znale li si  pod gabinetem, powiedzia :
- Powiedz Harry'emu,  eby ci  odwióz  do bramy, a potem niech czeka na mnie na dole. I dzi kuj , 

nierzu.

- Nie ma za co, sir! - odrzek  stra nik, otwieraj c przed Morganem drzwi.
- Arnie,  wietnie,  e wpad

! - rozbrzmia  ze  rodka g os George'a Morrisa. - Wchod  i siadaj. Kop  lat, co?

128
Nie widzieli si  od dwóch miesi cy. Po raz pierwszy Morgan nie poszed  prosto za biurko i wbrew swemu zwyczajowi nie rozsiad  si  w dyrektorskim

fotelu, który sam kiedy  zajmowa . Przyj  zaproponowan  kaw , odmówi  obiadu i usadowi  si  na stylowym kapita skim krze le dla go ci. Bez s owa
si gn  do wewn trznej kieszeni marynarki i poda  gospodarzowi kopi  otrzymanego listu. George Morris przeczyta  i spojrza  na admira a z uniesionymi
brwiami.

- Jezu. Kiedy to przysz o?
- Dzi  rano. -Jak?
- Normaln  poczt  na adres Bia ego Domu.
- Sk d?

background image

- Bliski Wschód. Stemple by y zamazane, ale wydaje mi si ,  e znaczki by y palesty skie, ze specjalnej serii wypuszczonej w niektórych cz

ciach

Izraela. Z portretem jakiego  szejka.

- Powiedzia

 o tym komu ?

- Pewnie. Odes

em orygina  mojemu nast pcy, informuj c,  e przyszed  do mnie omy kowo.

Morris skin  g ow .
- Nie rozwodzi

 si  na temat naszych wcze niejszych dyskusji o wulkanach i terrorystach?

- Nie, do diab a. Byliby uszcz

liwieni tak  szans  na udowodnienie,  e jestem maniakalnym reliktem zimnej wojny. Poza tym nie mam energii na

eranie si  z tymi dupkami.

- Owszem, masz.
- Wiem. Ale po prostu mi si  nie chce.
Morris spojrza  jeszcze raz na trzymany w r ku list, przypominaj c sobie rozmow  sprzed dwóch miesi cy, jak  toczyli wraz z Jimmym

Ramshawe'em na grillu u Morganów.

- Wiem, o czym my lisz, Arnie. O twoim miodowym miesi cu na Teneryfie, kiedy si  natkn

 na wojskowego szefa Hamasu w towarzystwie dwóch

wulkanologów z Teheranu. A teraz, osiem miesi cy pó niej, Hamas przysy a ci li cik sugeruj cy,  e spowodowa  wybuch St. Helens. Wszystko do
siebie pasuje.

- Przyznasz, George,  e zbieg okoliczno ci jest uderzaj cy.
129
Rozumiem,  e nie mo na tak sobie wysadzi  w powietrze wulkanu. O ile mnie pami

 nie myli, nikt dot d czego  podobnego nie dokaza . Mam na

my li ca  histori , a to s  d ugie tysi ce lat.

- Tak, ale naprawd  liczy si  ostatnie sze

dziesi t pi

. Wcze niej nikt nie mia  odpowiednio silnej bomby.

- Masz jakie  dane o ewentualnym opadzie radioaktywnym wokó  St. Helens?
- Có , nie sprawdza em. Ale na pewno zostaliby my poinformowani, gdyby co  takiego wykryto. My

,  e tam jest jeszcze za gor co,  eby

ktokolwiek móg  robi  badania.

- To do mnie nie dociera. Nie mog  uwierzy ,  e kto  pod

 w kraterze bomb . Poza tym bomba by tego nie za atwi a. One nie eksploduj  w dó .

eby spowodowa  wybuch wulkanu, trzeba by zakopa  j  raczej g boko i dopiero zdetonowa .

- Te  nie mog  sobie tego wyobrazi  - zgodzi  si  Morris. — Kopa by  dó  w g ównym kominie krateru czynnego wulkanu, wiedz c,  e przy ka dym

kolejnym uderzeniu kilofa to cholerstwo mo e ci wybuchn

 pod nogami?

- A rakieta? - zastanowi  si  nagle Morgan. - Gdyby mia a odpowiedni, wzmocniony i ostry nos i wpad a tam z pr dko ci  co najmniej jednego
macha?
- Kto wie? - George spowa nia . - Trzeba by si  wywiedzie , czy taka rzecz jest mo liwa. Na przyk ad, jaka by a grubo

 skorupy krateru przed

erupcj . Mo e by a nie do przebicia? A poza tym sk d mia aby si  tam wzi

 rakieta... Chyba nie masz na my li mi dzykontynentalnej?

- Nie w wypadku Hamasu. Oby Bóg mia  nas w swojej opiece, kiedy wpadnie im taka w  apy. Ale cruise? Albo dwie, trzy?
- Wystrzelone sk d?
- Jak zwykle, George. Z okr tu podwodnego. By  mo e z tej drugiej Barracudy, która znikn a z powierzchni kuli ziemskiej.
- To jest mo liwe. Ale przy obecnym rz dzie nie mo emy po wi ca  zbyt wiele czasu na uganianie si  za takimi w tkami. Ju  si  domagaj ,  eby

zredukowa  wszystkie wydzia y Czekaj  nas powa ne ci cia bud etowe, no i maj  dla nas

130
nowy rozk ad zaj

, przede wszystkim za  ka

 mi sko czy  z tym ogólno wiatowym polowaniem na wyimaginowanych terrorystów.

- Hmm...  — mrukn  Arnold.  - My lisz,   e  zareaguj  w jakikolwiek sposób na list Hamasu?
- Romney odrzuci go jako fa szerstwo, a prezydent si  z nim zgodzi. W tpi , aby ta sprawa trafi a do mnie z tamtej strony. Chocia  mo e prze

kopi  do CIA.

- A je li to nie fa szerstwo? Mo e oni naprawd  rozstrzelali St. Helens? Mo e czaj  si  w tej pieprzonej atomowej  ajbie wy adowanej po brzegi

rakietami i Bóg wie co knuj ? Mo e to autentyczne ostrze enie?

- No có , pewnie wkrótce si  o tym przekonamy.
- Co chcesz przez to powiedzie ?
- Ten list nie jest doko czony — wyja ni  Morris. — „Chyba ani przez chwil  nie przypuszcza  Pan,  e wybuch St. Helens by  zwyk ym wypadkiem?

To nasza robota... i na tym nie koniec".  To chcieli ci naprawd   przekaza ,  nie  uwa asz?

- Jak najbardziej. Je eli jest w tym cho  troch  prawdy, to rzeczywi cie wkrótce si  tego dowiemy, tak?
- Tak to rozumiem, stary.
- Jasne. Chcia bym,  eby  zleci  m odemu Ramshawe'owi troch   detektywistycznej  roboty.  Niech mi  sprawdzi par  rzeczy. Chc  mu pokaza  ten

list, je li nie masz nic przeciwko temu.

- Nie ma problemu. Odprowadz  ci  do jego biura. Ostatnio bywa mniej zaj ty ni  kiedy . Jak my wszyscy.
Dwaj admira owie doko czyli kaw  i udali si  do biura asystenta dyrektora. Komandora Ramshawe'a zastali pochylonego nad stosem papierów, ale

jego pokój by  mniej podobny do punktu skupu makulatury ni  zazwyczaj — widoczny znak nowych czasów w NSA. Wszystko si  zmieni o w
wywiadowczym  wiatku. Kiedy  ludzie w Bia ym Domu i Pentagonie podskakiwali na krzes ach, gdy tylko jedno s ówko ostrze enia nadchodzi o z Fort
Meade; dzisiaj wszelkie wiadomo ci spotyka y si  tylko z cynicznym u mieszkiem, a podejrzenia odrzucane by y z machni ciem r ki. Co wa niejsi
urz dnicy nowej administracji za przyk adem prezydenta uwa ali,  e CIA, FBI, wywiad wojskowy i NSA stanowi

131
band  prze ytków, staro wieckich szpiegów, którzy stracili kontakt z rzeczywisto ci  i  yj  w m tnej zimnowojennej przesz

ci, podczas gdy

wspó czesny  wiat pod koniec pierwszej dekady nowego milenium jest zupe nie inny. Dzi  licz  si  przyja

, wspó praca, a nie eskalacja zbroje ,

polowania na czarownice w postaci rzekomo skorumpowanych dyktatorów czy zajad e ataki ameryka skich si  specjalnych na ka dego, kto si  nie
podoba lub w jakikolwiek sposób si  narazi  rz dowi USA. Ludzie w rodzaju Arnolda Morgana, a nawet genera a Scannella, admira a Dicksona, czy
zw aszcza George'a Morrisa i admira a Bergstroma, dowódcy Navy SEALs, byli traktowani jak dinozaury. M odzi karierowicze z Bia ego Domu nabrali
nawet zwyczaju nazywania kompleksu Fort Meade „Parkiem Jurajskim", a naczelnego dowództwa si  zbrojnych „psychopatami". Prezydent McBride
jasno powiedzia ,  e nie  yczy sobie by  otoczony przez wojskowych, chocia  to marynarka wojenna praktycznie administrowa a Bia ym Domem, armia
dostarcza a samochodów i kierowców, Departament Obrony  rodków  czno ci, lotnictwo wszelkich samolotów z Air Force One na czele, a Korpus
Marines  mig owców i wartowników.

Tak, Charles McBride d

 do pozbawienia znaczenia wojska w swoim programie. Jako naczelny zwierzchnik si  zbrojnych móg  jednak tylko sobie

zaszkodzi , zra aj c do siebie generalicj  i admiralicj . Jeszcze  aden prezydent Stanów Zjednoczonych nie posun  si  tak daleko, by straci  zaufanie
Pentagonu. McBride na razie wi c tylko pobrz kiwa  szabelk , ale jego polityka ju  zaczyna a wywiera  wp yw na  rodowisko. Wkrótce m odzi i zdolni
oficerowie mog  uzna ,  e lepsz  karier  zrobi  w cywilu. Na razie jednak do tego jeszcze nie dosz o.

- Dzie  dobry panom - Jimmy przywita  niespodziewanych go ci, wstaj c, by u cisn

 d

 Arnoldowi Morgano-wi. - Jak tam spokojna emerytura,

sir? Nie t skni pan jeszcze do Fabryki?

Morgan si  za mia , rozbawiony pami ci  Jimmy'ego do takich drobnych informacji jak ta,  e zwyk  nazywa  Bia y Dom „fabryk ". George Morris

po egna  si , mówi c na odchodnym:

132
- Jimmy, admira  chce z tob  pogada . Ja musz  i

 na to zebranie, ale ty mo esz zosta . Arnold ma dla ciebie co  ciekawego.

- Jak zawsze - odrzek  Ramshawe. - Admirale, zamieniam si  w s uch.
Morgan wyj  kopi  listu Hamasu i poda  komandorowi, obserwuj c go podczas czytania.
- Niech mnie... - Jimmy gwizdn  cicho. - Wygl da na to,  e te sukinsyny wysadzi y w powietrze Mount St. Helens.
- Mo liwe — przytakn  ostro nie Arnold.
- Je li nie, to o co tutaj chodzi?
- Dobre pytanie, James. Bardzo dobre pytanie. Cho  oczywi cie nie mo emy wykluczy  najprostszej odpowiedzi:  e to zwyk y kawa . Dooko a pe no

ró nej ma ci wariatów i ci gle si  trafiaj  podobne historie.

- Mo e... Tylko  e to troch  zbyt subtelne jak na wariata, sir. Taki by raczej napisa  co  w stylu: „S uchajcie, dupki, w

nie rozwali em pieprzony

wulkan i zrobi  to znowu. Bóg mi kaza  oczy ci  t  grzeszn  planet ".

- Tak, Jimmy, wiem. I ciesz  si ,  e s yszysz w tym nutk  autentyczno ci, bo ja te  j  dostrzegam. Co  jest w sposobie u

enia tego zdania. George

natychmiast wpad  na to,  e w li cie brakuje w

ciwie zako czenia. Ton sugeruje,  e nale y to odczyta  tak: „My leli cie,  e to naturalna katastrofa?

Otó  nie. To nasza sprawka... i jeszcze si  odezwiemy".

- Te  tak uwa am, sir. Nie ma w tpliwo ci.
-  eby sobie oszcz dzi  sporo gadaniny, przyjmijmy,  e rzeczywi cie to oni spowodowali wybuch St. Helens. Bomba nie mog a tego dokona , a wi c

zostaje rakieta, a raczej kilka rakiet. Jak zwykle nadlecia y znik d, czyli musia  to by  okr t podwodny. Wiesz, co mam na my li? Specjalnej konstrukcji
cruise'y, z ostrym nosem, które mog yby przebi  si  Przez ska . Na razie nie widz  innej mo liwo ci. A wi c, Jimmy... gdzie jest ta druga Barracuda?

- Momencik, sir. Niech no wskocz  w mój komputerek. -Ramshawe kilka razy stukn  w klawisze, ekran rozb ys  kilka razy ró nymi oknami, zanim

wy wietli  szukany przeze  plik. - Przeczytam na g os, sir, same najwa niejsze fakty. Mo e pan zrobi  notatki... tu jest blok i d ugopis. Mog ?

133
- Dawaj.
- No wi c... 5 lipca Barracuda zosta a spostrze ona na Morzu 

tym; sz a kursem po udniowym z bazy Huludao, gdzie sp dzi a miesi c w krytym

background image

doku.  Z apali my j  na pozycji 4042N/12120E, jeszcze przed cie nin  Bohai. Dok d posz a potem, Bóg raczy wiedzie .  Mog a pop yn

 przez

Cie nin  Korea sk  albo na po udnie od Japonii, a potem na wschód, na pó noc albo na po udnie. Mo e nawet z powrotem do Zhanjiang, gdzie
wcze niej sta a wiele miesi cy. Na zdj ciach wida  trzy postacie na pomo cie. Zapisa em wtedy,  e w Bogu nadzieja,  e jedn  z nich nie jest major
Kerman, bo inaczej b dziemy mieli cholerne k opoty. Barracuda posz a w zanurzenie, gdy tylko wysz a na g bsze wody przy Korei Po udniowej,  po
czym  lad po niej  zagin .  Ale mam tu jeszcze dwie notatki...  16 lipca stacja SOSUS na wyspie Attu  zameldowa a  o  przelotnym  kontakcie
akustycznym, 5351N/17501E. Wed ug nich by a to turbina okr tu atomowego, i to rosyjskiego. S yszeli sporo ha asu, wysokie obroty, dmuchanie
balastu, w sumie przez mniej  wi cej minut , a potem nic. 22 lipca, czyli sze

 dni pó niej, mamy inny meldunek, tym razem z cie niny Unimak. Z

oblicze  wynika,  e móg  to by  ten sam okr t, po przebyciu siedmiuset dwudziestu  mil  na  Morzu  Beringa  z   minimaln   pr dko ci .
Pi ciosekundowy kontakt radarowy, trzy kolejne cykle. Potem echo znikn o. Prawd  mówi c, sir, niewiele bym si  tym przejmowa , gdyby nie ta
zbie no

 liczb. Siedemset dwadzie cia mil to sze

 dni po sto dwadzie cia mil, czyli pr dko

 pi

 w

ów. Akurat taka, jakiej mo na si  spodziewa

po cwanym sukinsynie, który chce si  niepostrze enie przemkn

.

- Na pó noc od Aleutów, powiadasz? A co z przej ciem z Morza 

tego do Attu? Te  si  zgadza?

- Jasne, sir. Dziesi

 dni? Bez problemu. Wygl da na to,  e posuwali si  bardzo ostro nie. Tak, to mog a by  Barracuda. Sprawdzi em te  biuletyny.

W promieniu tysi ca mil nie ma  adnego cholernego okr tu podwodnego poza naszym w asnym patrolem przy Rowie Aleuckim.

- No, to mi daje do my lenia - rzek  Morgan. - Czy by te dranie rzeczywi cie potrafi y doprowadzi  do tak pot

nej

134
erupcji wulkanu? Nie do wiary. Ale z tym pieprzonym Rayem Kermanem, kto wie? Kiedy go ostatnio widzia em, akurat przygl da  si  najbardziej

niebezpiecznemu wulkanowi na kuli ziemskiej! Jimmy, musimy chyba si  skontaktowa  z jakim  najlepszym specem w tej dziedzinie i po prostu si
przekona , czy taka dywersja jest w ogóle mo liwa. Potem trzeba si  zorientowa , czy wokó  wybuchu Mount St. Helens zasz o cokolwiek cho  troch
podejrzanego. Pogadaj mo e z miejscow  policj  i FBI. Na koniec rozejrzyj si  za wszystkimi wi kszymi artyku ami na temat wulkanów, jakie
gdziekolwiek si  ukaza y w ci gu minionego roku. Znajd  wszystko, co mo e by  dowodem,  e faceci, których szukamy, s  aktywni na tym polu...

- Sir, b dziemy si  musieli zadowoli  jednym z najlepszych speców - przerwa  Jimmy. — Najlepszego nie da rady  ci gn

.

- Tak? A to dlaczego?
- Dlatego,  e najlepszy zosta  znaleziony z dwiema kulami w g owie w Londynie w maju ubieg ego roku. Nazywa  si  Paul Landon, by  profesorem

Uniwersytetu Londy skiego. Wy owiono go z Tamizy, na brzegu jakiej  wyspy na trasie regat mi dzyuczelnianych...

- Paskudna sprawa... To musia a by  Chiswick Eyot, tu  w gór  rzeki od mostu Hammersmith. To w

ciwie jedyna wyspa w tamtej okolicy. — Arnold

parskn  urywanym  miechem na widok rozdziawionych ust Ramshawe'a.  Zawsze sprawia o mu przyjemno

, gdy zap dza  m odzie  w kozi róg. -

Znam t  rzek  do

 dobrze, synu. Dawno, dawno temu ci gn em dziobowe wios o w barwach Annapolis na regatach Henley w Pucharze Tamizy. Kilka

lat pó niej by em asystentem trenera naszej ósemki.

- Hmm... a wi c, jak mówi em, sir, Landon by  czo owym specjalist  w swej dziedzinie. Zdaje si ,  e policja nigdy nie Wykry a mordercy. Przyj li,  e

kto  go musia  pomyli  z kim  innym. Ja nie by bym tego taki pewny. Profesor zosta  zastrzelony w stylu egzekucji, dwie kule w ty  g owy. Nie bardzo mi
to wygl da na przypadek.

- Okay, Jimmy. Bierz si  do roboty. Pogadaj z kim  o prawdopodobie stwie sztucznego wywo ania wybuchu Mount St.
135
Helens i sprawd , czy ktokolwiek co  podejrzewa w tej sprawie. Ja musz  lecie . Po egnaj ode mnie George'a i informuj go na bie

co.

- Tak jest, sir. Odprowadz  pana na dó .
- Nie trzeba, ch opcze. Radzi em sobie sam w tym budynku, kiedy ty jeszcze rzuca

 grzechotk  z 

eczka.

cisn li sobie d onie z u miechem i admira  ruszy  do wyj cia. Cztery godziny pó niej na biurku George'a Morrisa wyl dowa  orygina  listu od

Hamasu, nades any przez Cy-rusa Romneya z Bia ego Domu z odr cznym dopiskiem informuj cym dyrektora NSA,  e i autor, i sam prezydent uwa aj
list za oczywiste fa szerstwo i  adne dzia anie nie jest w tej sprawie wymagane. Nie nale y traci  czasu na niepotrzebne  ledztwo. Morris, który sp dzi
ostatnie dwie godziny z komandorem Ramshawe'em, mrukn  tylko pod nosem:

- Rozumiem, panie Romney. Od razu wida  do wiadczenie ca ych pi ciu miesi cy na stanowisku. Dupek...
Jimmy Ramshawe w swoim biurze p yn  tymczasem ca  naprzód. Na pocz tek zaj  si  morderstwem w Londynie, poniewa  przy pi ciogodzinnej

ró nicy czasu musia  si  pospieszy , je eli trzeba by by o do kogo  tam zadzwoni . Wszed  do internetu i dok adnie przejrza  brytyjskie strony w
poszukiwaniu nowych informacji na temat profesora Lan-dona, ale od artyku u o znalezieniu jego zw ok i pó niejszej relacji z pogrzebu w „Daily
Telegraph" nie pojawi o si  nic wartego uwagi. O samym pogrzebie czyta  ju  wcze niej na stronie „Dwór i socjeta". Otworzy  stron , na której mo na
by o zobaczy  pierwsze strony trzech g ównych dzienników: „Telegraph", „Daily Mai " i „Financial Times". Nieraz si  przekona  o jej przydatno ci; teraz
zacz  przeszukiwa  dzie  po dniu od 9 maja 2008 roku, kiedy to stwierdzono zagini cie profesora. Jimmy ju  sprawdza  „Telegraph" i „Mai " z okresu
po  mierci Landona, ale to by o ponad pó  roku temu, kiedy nikomu nie by o to do niczego potrzebne. Teraz zabra  si  do dzie a znacznie staranniej.
Ostatnim razem starczy o mu ciekawo ci na zaledwie tydzie  po znikni ciu profesora; tym razem szuka  znacznie dalej. Rzuci o mu si  w ko cu w oczy
wydanie „Daily Mai " z 18 maja z du ym tytu em na ca  stron : ZAGADKOWE MORDERSTWO POD ALBERT

136
HALL WPRAWI O SCOTLAND YARD W KONSTERNACJ . KTO ZABI  TYCH POLICJANTÓW? Pod spodem zamieszczone by y fotografie

konstabli Petera Higginsa i Jacka Marlowa, a tak e... profesora Paula Landona. Po rodku strony znacznie mniejsze zdj cie przedstawia o policyjnego
owczarka, z podpisem: „Zastrzelony: okrutna  mier  dzielnego Rogera". Jimmy Ramshawe omal nie dosta  apopleksji. „Daily Mai " nie zwróci  uwagi na
bardzo istotny fakt: do  ledztwa w sprawie zabójstwa jednego z policjantów w czy  si  Wydzia  Specjalny, a to oznacza o,  e musia y zaistnie  jakie
podejrzenia dzia ania terrorystów. Gazeta wiedzia a za to o innym wa nym zbiegu okoliczno ci, o którym Jimmy do tej pory nie mia  poj cia. Wszystkie
trzy morderstwa mog y by  pope nione w tym samym czasie i prawie w tym samym miejscu.

Komandor w zamy leniu opar  si  plecami o krzes o. Nala  sobie kubek wystyg ej kawy i zacz  czyta  uwa nie ca y artyku . Z wolna wszystko

stawa o si  jasne. Wieczorem 8 maja 2008 roku profesor Landon wyg osi  swój odczyt w Królewskim Towarzystwie Geograficznym, po czym uda  si
stamt d do swego samochodu, pó niej znalezionego przez policj  na parkingu Imperia  College niedaleko Queen's Gate. Jeden ze s uchaczy zauwa
profesora spiesz cego w stron  schodów na ty ach Royal Albert Hali. Wtedy w

nie widziano go po raz ostatni. „Lawa" do domu ju  nie wróci , a sze

dni pó niej jego zw oki wyrzuci a rzeka. Patolog policyjny stwierdzi ,  e nie mo e dok adnie okre li  godziny, a nawet daty  mierci, poniewa  cia o
przebywa o w wodzie przez d

szy czas.

Tego samego wieczoru, kiedy Landon mia  swój wyk ad, dwaj policjanci zostali zamordowani tu  przy Albert Hali, dok adnie na trasie marszu

profesora i akurat w chwili, kiedy musia  schodzi  po schodach. Reporter „Daily Mai " bystro po czy  te fakty i og osi  wydarzenie „masakr  pod Albert
Hali". W ko cu chodzi o a  o trzy trupy, plus naturalnie Rogera. Oczywi cie oficer wywiadu od razu zada by sobie zasadnicze pytanie: kto powiedzia ,  e
profesor zosta  zabity w tym samym czasie co dwaj konstable? Przecie  móg  by  tylko uprowadzony i wywieziony dok dkolwiek, a zamor-

137
dowano go gdzie indziej i kiedy indziej. Nie by o ani cienia dowodu na to,  e on te  móg  zosta  zastrzelony w

nie wtedy na schodach przy Albert

Hali. Gdyby tak si  sta o, to zabójcy najprawdopodobniej zostawiliby go tam wraz z trupami policjantów.

Jimmy uwa

,  e w sumie „Daily Mai " wpad  na w

ciwy trop. Osza amiaj ca zbie no

 czasu i miejsca by a po prostu zbyt wielka jak na czysty

przypadek. Te zbrodnie musia y si  jako  ze sob

czy  i znany londy ski dziennik to wykry , cho  Scotland Yard nie móg  si  doszuka  motywu.

Komandor pomy la  jednak,  e jest prawdopodobne, i  profesor zosta  wtedy porwany, a dwaj policjanci zgin li, bo chcieli w tym przeszkodzi  albo si
po prostu napatoczyli w niew

ciwym momencie. Pytanie tylko, co Wydzia  Specjalny robi w typowo cywilnym  ledztwie?

- Na pewno nie by o to zwyk e porwanie... - Jimmy jak zwykle zacz  g

no my le . — Inaczej kto  by si  zg osi  z 

daniem okupu.  Ktokolwiek

zgarn  Landona, potrzebowa  go z innych powodów. Wzi li go  ywego, a potem zabili. Jestem tego pewien.

Zastanawia  si  przez chwil  nad t  tez , po czym wybra  numer telefonu i zada  rozmówcy pytanie, co dok adnie trzeba zrobi ,  eby dosta  w tej

okolicy kubek gor cej kawy, i czy jest na miejscu kto , kogo cho  troch  obchodzi, czy on, James Ramshawe, b dzie dalej próbowa  ratowa  cholerny

wiat, czy umrze z pragnienia?

Dy urny szef ca odobowej kuchni na ósmym pi trze OPS--2B mia  du

 s abo

 do mi ego Australijczyka w mundurze komandora porucznika US

Navy, cho  w duchu uwa

,  e Jimmy z ka dym dniem coraz bardziej si  upodabnia do strasznego admira a Arnolda Morgana.

- Zaraz przynosz , sir. Chce pan jakie  herbatniki czy co  w tym rodzaju?
- Oto s  s owa prawdziwego cholernego chrze cijanina! -zagrzmia  Ramshawe swym najlepszym sydnejskim akcentem. - Dawaj je pan.
Odk adaj c s uchawk , dalej zastanawia  si , dlaczego Wydzia  Specjalny Scotland Yardu jest zainteresowany t  spraw . Zdecydowa  si  zadzwoni

do starego kumpla z ma-

138
rynarki, Roba Hacketta, który pracowa  w CIA, i sprawdzi , czy w Langley wiedz  co  wi cej o tych morderstwach. Odpowied  by a zwi

a: nic. To

czysto wewn trzna sprawa Angoli i CIA nie zadawa a im  adnych pyta . Hackett nie móg  te  rzuci

wiat a na zagadk  zaanga owania Wydzia u

Specjalnego, ale od razu si  zgodzi  zatelefonowa  do paru osób w Londynie. Nie min y trzy kwadranse, a ju  dzwoni  z informacjami.

- Baaaardzo interesuj ce - zameldowa , przeci gaj c s owa na mod  Herculesa Poirot czy te  innego europejskiego tajniaka. - Specjalni weszli w t

spraw  z powodu metody zabójstwa jednego z policjantów. Nie tego, który dosta  seri  z ka asza, tylko drugiego, tego z rozbit  czaszk .

- Tak? Nie wiedzia em nawet,  e który  mia  rozwalony  eb.
- I to jak! Przez sam  rodek czo a, jakby oberwa  jakim  cholernym toporkiem. I tu si  dopiero zaczyna najciekawsze. Przyczyn

mierci by  silny cios

w nos, który wbi  od amek ko ci g boko w mózg. Takie uderzenie, jak powiada mój cz owiek w Londynie, mog o zosta  zadane tylko przez
wyszkolonego eksperta od walki wr cz z si  specjalnych. Dlatego w

nie  wezwano Wydzia   Specjalny.  Plus dla ch opaków z brygady

antyterrorystycznej. Scotland Yard ani s ówkiem o tym nikomu nie napomkn .

Jimmy Ramshawe znieruchomia .

background image

- Hej, Rob... Czy my ju  tego nie przerabiali my?
- Jasne,  e tak. Ponad rok temu. Ten parlamentarzysta, Rupert Jak-mu-tam, zosta  zabity dok adnie w ten sam sposób, cho  a  tak mocno mu

czaszki nie roz upano.

- Nie dziwota,  e zaproszono do  ledztwa antyterrorys-tów - powiedzia  Jimmy. - Hej, stary, serdeczne dzi ki za pomoc.
- Nie ma  sprawy, Jim.  Tylko nie rzu  si  na to zbyt  apczywie,  eby ci nie wysz o,  e dwa plus dwa to sze

.

- To nie ze mn , Rob. Jak ja si  bior  za dodawanie dwójek, to zawsze wychodzi mi par  setek.
Od

 powoli s uchawk  i wypu ci  powietrze z d ugim  wistem.

- Niech to cholera. Ten pieprzony „Lawa" Landon zosta
139
porwany przez majora Raya Kermana. Tak my

. I powiedzia  mu, jak wysadzi  w powietrze cholerny wulkan. Aon to, cholera, w

nie zrobi . I co

wi cej, powiedzia  nam o tym. Cholera jasna!

Zmusi  si  do spokoju, staraj c si  my le  jasno. „Co robi  najpierw? Dzwoni  do George'a? Dzwoni  do Morgana? Napisa  raport? Stan

, kurwa,

na g owie? Zamówi  nast pn  kaw ? Na ile to jest pilne? Hola, Jimmy... We  no si  w gar

..."

Admira  Morgan da  mu trzy zadania, a on na razie wykona  dwa: sprawdzi  historie o wulkanach i spraw  morderstwa w Londynie oraz

zaanga owania Wydzia u Specjalnego. Wniosek? Profesor Paul Landon, najlepszy wulkanolog, zosta  uprowadzony przez Raya Kermana i jego ludzi.
Podczas tej operacji musieli zabi  interweniuj cych policjantów z psem. Kerman potem przes ucha  uczonego, a na koniec go zastrzeli . Rok i trzy
miesi ce pó niej by y oficer SAS spokojnie informuje w imieniu terrorystycznej organizacji Hamas rz d Stanów Zjednoczonych,  e spowodowa  wybuch
Mount St. Helens.

Ostatnim zadaniem, jakie pozosta o Jimmy'emu do wykonania, by o sprawdzenie, czy policja stanu Waszyngton odnotowa a cokolwiek, co mog oby

wiadczy ,  e kto  trafi  w krater wulkanu rakiet . Na Zachodnim Wybrze u by o jeszcze do

 wcze nie, Ramshawe wi c poprosi  operatora o

po czenie z kim  w komendzie g ównej, kto ma wiadomo ci z pierwszej r ki na temat St. Helens. Realizacja po czenia troch  potrwa a, bowiem
dobrze wyszkolony operator z Fort Meade dzwoni  od osoby do osoby, dopóki nie znalaz  oficera, którego odpowiedzi mog yby usatysfakcjonowa
dochodzeniowca na wysokim szczeblu NSA. Jego rozmówcy z kolei musieli od-dzwoni  do NSA dla weryfikacji. Kiedy wreszcie odpowiedni cz owiek by
na linii, po czy  go z biurem Jimmy'ego.

- Mówi posterunkowy Ray Suplee. W czym mog  pomóc, sir?
- Tu komandor porucznik Ramshawe, asystent dyrektora Agencji Bezpiecze stwa Narodowego. Podobno to pan z

 bezpo redni raport o

wybuchu wulkanu?

- Tak jest. By em na patrolu na drodze numer dwana cie i jecha em na po udnie, kiedy to si  sta o. Wszystko si  dzia-
140

o bardzo szybko. Widzia em szczyt z wzniesienia drogi, us ysza em te  grzmot. Pot

ny wybuch, a zaraz po nim fala uderzeniowa. Niebo si

wype ni o popio em. S

ce dos ownie znikn o.

- Podjecha  pan blisko?
- Nie, sir. Nie da o si . By o za gor co. Od razu si  zorientowali my,  e je li ktokolwiek zosta  w pobli u góry, nie móg  prze

 wybuchu i  aru, a w

dziesi

 minut potem na dó  dotar a ju  lawa. Mogli my ju  tylko stara  si  o ograniczenie zasi gu po aru. Naprowadzali my wozy stra ackie,

organizowali my ewakuacj  z okolic, w których ogie  móg  si  rozprzestrzenia . Prawie  aden  wiadek, który móg by cokolwiek bli szego powiedzie  o
erupcji, nie prze

.

- Rozumiem. Domy lam si ,  e w osiemdziesi tym roku by o wi cej czasu na ucieczk ?
- O, zdecydowanie. Program ewakuacji dzia

 ju  kilka dni przed wybuchem. Tym razem nie mieli my ani nowojorskiej minuty. To cholerstwo po

prostu wzi o i wybuch o. Bez  adnego ostrze enia.

- Powiedzia  pan,  e prawie nikt nie prze

. Prawie czy absolutnie nikt?

- Prawie. By a tam grupa sportsmenów, którzy jako  si  wydostali. Czterech, w tym trzech miejscowych. O nikim innym jednak nie s ysza em.
- Przes uchiwali cie ich?
- Nie, sir. Us ysza em o tym przez radio jakie  trzy, cztery godziny po erupcji. Jednym z nich by  znany dziennikarz radiowy Don McKeag z „G osu

Pó nocnego Zachodu". Wszyscy go s uchaj , ale zazwyczaj nie w niedziel . To go

 z dnia powszedniego, by tak rzec. Ma program od ósmej do

jedenastej rano, wiadomo ci i polityka.

- Du o mia  do powiedzenia?
- Sporo. Szczegó owo opisa , jak uciekali, p dz c przez p on cy las, staraj c si  wydosta  na jeszcze wolny teren. Zupe nie jak w sensacyjnym

uchowisku...

- Czy s yszeli sam pocz tek wybuchu?
- Pewnie. Don powiedzia ,  e obozowali u podnó a góry, jakie  dwa kilometry od szczytu.
- A wspomnia , co ich sk oni o do tak szybkiej ewakuacji?
141

- Tak. Jednym z nich by  bardzo znany w naszym stanie biznesmen, pan Tilton. Prezes Seattle National Bank. Podobno by  akurat jachtem na

Karaibach, kiedy wybuch  tamtejszy wulkan, prawie doszcz tnie niszcz c ca  wysp . Dziesi

 czy dwana cie lat temu.

- Montserrat?
- O, w

nie. Pan Tilton obserwowa  wszystko z morza,

0  kilka mil od wyspy. Jacht mu zasypa o popio em tak,  e musia  sp ukiwa  w

em. W ka dym razie wiedzia  lepiej ni  ktokolwiek, jak szybko trzeba

wia ,  eby si  uratowa , kiedy wybucha wulkan.

- Wygl da na to,  e Donowi trafi a si  prawdziwa dziennikarska gratka, co?
- Jasne. Tylko... By o co  w programie, co mi nie bardzo pasowa o do ca

ci. Pan Tilton wspomina ,  e s ysza  trzykrotny wybuch od strony krateru,

ale przedtem, to znaczy przed pierwszym z nich, us ysza  dziwny powiew wichru nad jeziorem, we mgle. Dla mnie to nie ma zwi zku. Nawet huragan
nie spowoduje wybuchu wulkanu, prawda? A z drugiej strony go

 jak Tilton by tego nie zmy la . Nie on. W Waszyngtonie jest bardzo szanowany.

Niektórzy mówi ,  e mo e startowa  w wyborach na gubernatora.

- Panie Suplee, czy mo e mi pan za atwi  rozmow  z prezesem Tiltonem?
- Pewnie, sir. Zaraz zadzwoni  do banku i dam panu zna .
- Dzi ki. Bardzo mi pan pomóg .
- Do us ug, sir. Zaraz oddzwoni .
Jimmy od

 s uchawk  w zamy leniu. Czy by Tilton s ysza  przelatuj

 rakiet ? Nie musia  czeka  d ugo. Po pi ciu minutach posterunkowy

Suplee by  znów na linii.

- Za dwadzie cia minut pan Tilton b dzie czeka  pod tym numerem...
Jimmy zapisa  rz d cyfr. Postanowi  poinformowa  o swoich podejrzeniach admira a Morgana dopiero po zako czeniu tego ostatniego punktu

dochodzenia. Zdj  zegarek i po

 go przed sob  na biurku — zwyczaj ten przej  od ojca -

1  zacz  spisywa  swoje spostrze enia. Punktualnie o osiemnastej dziesi

 wystuka  podany numer i po sekundzie by  ju  po czony z kremowym

aparatem w przestronnym, kli-

142
matyzowanym gabinecie w centrum Seattle, gdzie by a dopiero pi tnasta dziesi

.

- Tilton - rzek  g os w s uchawce.
- Dzie    dobru   panu.   Nazywam   si    komandor  James Ramshawe i jestem asystentem dyrektora Agencji Bezpiecze stwa Narodowego w Fort

Meade w Marylandzie. Spodziewa  si  pan mojego telefonu...

- Tak. Dwadzie cia minut temu uprzedzi a mnie policja stanowa. Czym mog  s

? Musi chodzi  o wulkan. Nigdy jeszcze tyle osób nie chcia o ze

mn  rozmawia  naraz i na ten sam temat.

Jimmy przeszed  wi c do sedna sprawy.
- Policjant,  z którym rozmawia em,  powiedzia   mi,   e udziela  pan wywiadu radiowego, w którym wspomnia  pan o gwa townym porywie wiatru tu

przed wybuchem,  czy tak?

- Mniej wi cej. S ysza em go kolejno par  razy. Dziwny  wist gdzie  w górze nad jeziorem, we mgle. To by  d wi k podobny do tego, jakie si  s yszy

w starym domu podczas burzy... wie pan, kiedy zrywa si  gwa towny wiatr i gdzie  na strychu rozlega si  to upiorne zawodzenie. Tylko  e tego dnia nad
jeziorem praktycznie nie by o ani tchnienia wiatru. Tylko ten nag y  wist powietrza.

- Czy s ysza  go jeszcze kto  oprócz pana?
- Nie. Tylko ja. Spojrza em nawet w gór , bo to by  taki niezwyk y d wi k.
- I co dalej?
- W sekundy pó niej, dos ownie mo e dziesi

 sekund, od strony szczytu rozleg  si  g uchy, st umiony huk. To ju  na dobre mnie zaniepokoi o, bo jak

pan wie, po Montserrat mam niez ego stracha przed wulkanami. Don te  go s ysza . Wyci gn li my pozosta ych z namiotu. A potem znowu, mo e
minut  pó niej... znów ten dziwny wiatr i jeszcze jedna, wyra na eksplozja. Daleko w górze.

- By y jeszcze nast pne?
- Ju  nie s yszeli my, ale za to poczuli my. Ca y teren woko o si  zatrz

, a potem niebo zasnu a czarna chmura i te P on ce kamienie zacz y

spada  na las. Pierwszy ogie  zobaczyli my po prawej i daleko przed nami, mo e z kilometr.

143

background image

Tak daleko to wszystko lecia o. Byli my ju  wtedy w drodze... Powiedzia bym,  e dobre dziesi

 kilometrów od szczytu.

— Panie Tilton, nie wiem, jak panu dzi kowa  — rzek  Jimmy. - Bardzo mi pan pomóg .
— Nie ma za co, komandorze. Ale niech mi pan powie, dlaczego NSA interesuje si  czym , co wyra nie jest dzia aniem si y wy szej?
— To rutynowe dochodzenie, prosz  pana. Zawsze sprawdzamy okoliczno ci wszystkich takich katastrof. Wie pan, trz sienia ziemi, wielkie po ary,

fale powodziowe... Dzi kuj ,  e po wi ci  mi pan swój czas.

Wtorek, 18 sierpnia 2009 roku, godzina 11.30. Bia y Dom, Waszyngton
Prezydent McBride, szczup y, wysoki m

czyzna o kasztanowych, nieco ju  siwiej cych i przerzedzonych w osach, nie kry  poirytowania. Jeszcze

przed chwil  my la  tylko

0  zbli aj cym si  lunchu, a tu masz! Trzystronicowy raport prosto z Parku Jurajskiego, z kopi  do Cyrusa Romneya, przedstawiaj cy hipotez ,  e

nieznane osoby spowodowa y wybuch Mount St. Helens z okr tu podwodnego zaparkowanego podobno o setki mil od wybrze a, na dnie cholernego
Pacyfiku. Absurd! To jest w

nie przyk ad wojennej psychozy rozsiewanej przez mundurowych o zaj czych mó

kach, jak  prezydent poprzysi

wyeliminowa . Ca e dekady

1  biliony dolarów  z kieszeni podatników zmarnowane na wariackie militarne eskapady, pogo  za cieniami, doszukiwanie si  szpiegów za ka dym

rogiem, na wymys y Reagana i Busha, gro by wobec innych krajów, bombardowania... I po co? Pogl dy Charlesa McBride'a by y dobrze znane. Uwa
perspektyw  jakiejkolwiek wojny za nie do pomy lenia. Nieraz mawia : „Je eli mieliby my walczy  po to,  eby utrzyma  nasze miejsce we
wspó czesnym  wiecie, to lepiej si  z niego wy czy  i prowadzi  polityk  izolacjonizmu".

Prezydent podniós  w dwóch palcach raport, który przed chwil  przekartkowa , i zwalczy  w sobie pokus  wyrzucenia go do kosza. Cyrus przecie

wyra nie powiedzia  tym z Fort

144
Meade,  e maj  na to nie marnowa  czasu. Oczywi cie oni zrobili akurat na odwrót, a teraz jeszcze to. Nacisn  guzik wzywaj cy doradc  do spraw

bezpiecze stwa narodowego. Chcia  z nim przedyskutowa  t  spraw . Zawsze lepiej si  czu , mog c pogada  z Cyrusem. Byli starymi przyjació mi,
rami  w rami  maszerowali w Waszyngtonie w demonstracjach przeciwko wojnom bliskowschodnim. Obaj zaliczali si  do „o wieconych" i nie mieli
zamiaru 

 mroczn , pe

 antagonizmów przesz

ci .

Cyrus zapuka  lekko do drzwi i wszed .
- Cze

, panie prezydencie - rzuci  weso o od progu. -I jakie  to okropne problemy rzuca ci dzisiaj pod nogi ten bezduszny  wiat?

W wolnych chwilach Cyrus Romney para  si  poezj .
- To, stary - odrzek a g owa pa stwa. - Wariackie wymys y dinozaurów. Oni s  przekonani,  e jaki  potwór rodem z „Wodnego  wiata" czai si  na

dnie oceanu, naciska guziki i wysadza w powietrze ameryka skie wulkany. Uwierzy by  w podobne bzdety?

- Szczerze mówi c, dopiero si  zabiera em za dzisiejsz  poczt . Chyba przys ali mi kopi ?
- A jak e. Opieraj  swoj  teori  na tym fa szywym li cie do Morgana. Admira  Morris chyba uwa a,  e kto  móg  strzela  rakietami cruise w stan
Waszyngton.
- Jezu Chryste! — westchn  doradca. - Ci faceci powinni pisywa  powie ci.
- Ja wiem tylko,  e w tym stanie s  dwie olbrzymie bazy US Navy, a teraz te b azny z Fort Meade wmawiaj  mi,  e mimo bilionów dolarów

wpompowanych w ca y ten horrendalnie drogi sprz t obserwacyjny pilnuj cy zatoki Puget i wszystkiego, co na zachód od niej, na wodzie, pod wod  i
nad wod , jaki  cholerny atomowy okr t podwodny mo e sobie swobodnie podp yn

 nie wiadomo sk d i strzela  w nasze wulkany. Nie wiem, albo co

mi tu umkn o, albo to jedno wielkie gówno na bezprecedensow  skal .

- Có , jeszcze tego nie czyta em, Charles. Ale rzeczywi cie brzmi to lekko przesadnie.
- Streszcz  ci. Rok temu jaka  organizacja terrorystyczna ri       rzekomo porwa  w Londynie s ynnego wulkanologa,
145
którego potem zabili. Wed ug dinozaurów on tym terrorystom powiedzia , jak mo na uruchomi  nieczynny wulkan, a oni podobno to w

nie zrobili.

Wybuch Mount St. Helens to pono  ich sprawka.

- Czy mordercy tego uczonego zostali z apani? S  jakie  dowody? By  proces?
- Co  ty? Angole nikogo nie z apali. Mimo to Fort Meade twierdzi,  e  lady wiod  na Bliski Wschód.
- Co wobec tego sugeruj ?
- Chc  postawi  ca  marynark  wojenn  w stan ostrego pogotowia. Mamy bra  powa nie ich wymys y,  e ci faceci naprawd  istniej  i umiej  si

pos ugiwa  wulkanami.

- Banda wariatów. Zgodzisz si  chyba z t  opini ? Mam pewnie napisa  odpowied .
- Tak jest. I... Cyrusie, powiedz im, na lito

 bosk , niech przestan  wymy la  takie psychotyczne scenariusze. To nikomu nie przynosi nic dobrego.

- Zrobi si , szefie. Zaraz to przeczytam i za atwi  spraw , jak trzeba.
Romney odszed . Tego popo udnia admira  Morris otrzyma  jego sarkastyczn  odpowied  na swój wys any rano raport.
Drogi admirale Morris,
Przykro mi,  e uzna  Pan za stosowne nie pos ucha  mojej rady i nie zignorowa  Pan tego fa szywego listu od Hamasu. Jak Panu wiadomo, i wtedy, i

teraz pozostaj  przekonany,  e by  to czyj  g upi dowcip albo produkt chorego umys u. Wie Pan zapewne,  e wi kszo

 naprawd  ci

ko dotkni tych

chorob  psychiczn  ch tnie przypisuje sobie bosk  moc i odpowiedzialno

 za globalne katastrofy.

Przedyskutowa em t  spraw  z prezydentem i spiesz  zapewni  Pana,  e obaj si  zgadzamy, i  nie ma ani cienia konkretnego dowodu na

powi zania jakiegokolwiek bliskowschodniego terrorysty z tymi londy skimi morderstwami. Trudno mi si  domy li , w jaki sposób doszed  Pan do
wniosku,  e profesor Lan-don przed  mierci  sporz dzi  co  w rodzaju poradnika wysadzania wulkanów i wr czy  go zgrai arabskich zabijaków. Z ca
pewno ci  nie ma podstaw do uznania tego listu za cokolwiek innego ni  zwyk e fa szerstwo albo wymys  wariata. Przykro mi. admirale, ale prezydent
wypowiedzia  si  stanowczo. Nie prze-

146
kona  nas Pan. Prosz  zawsze pami ta  o tym,  e wydajemy pieni dze ameryka skich podatników, którzy w

nie po to wybrali Charlesa McBride'a

na to najwy sze stanowisko w kraju,  eby unika  bezsprzecznie nadmiernych kosztów, jakie generuj  nasze si y zbrojne. Dzisiaj, w trzecim tysi cleciu
naszej ery, naród  yczy sobie udzia u w decydowaniu o sposobie wydawania jego pieni dzy. Z powa aniem

Cyrus Romney
Komandor porucznik Ramshawe spojrza  na szefa z niedowierzaniem.
- Tak jest, synu. Mamy tam przeciwników. Kontruj  nas od samego pocz tku, zanim jeszcze poznaj  nasze opinie i rady.
- Poinformujemy Wielkiego Cz owieka o stanie rzeczy?
- Oczywi cie. Przedstawimy mu wszystkie szczegó y naszego dochodzenia. Powiemy te  genera owi Scannellowi. Nie przeszkadza mi,  e Bia y Dom

sobie ze mnie drwi. Ale kiedy dochodz  do przekonania,  e prezydent  wiadomie wystawia nasz kraj na zagro enie, czuj  si  w obowi zku dmuchn
w kilka gwizdków. On mo e sobie by  prezydentem, ale to pieprzony polityk, który jest tam tylko chwilowo. My za  nale ymy do sta ej instytucji, która
zosta a powo ana w

nie po to, by  Stanom Zjednoczonym zapewnia  bezpiecze stwo. Przewa nie robimy to, czego sobie kolejni prezydenci  ycz .

Jest jednak granica, któr  on mo e przekroczy  tylko na w asne ryzyko... i szkod .

- I my li pan,  e w

nie to zrobi ? - spyta  Jimmy.

- Czyta em twój raport, komandorze. To pewne,  e granica zosta a przekroczona.
Admira  Morris i jego asystent raz jeszcze mieli szcz

cie. Jimmy zadzwoni  do domu pa stwa Morganów i poprosi  o pilne i prywatne spotkanie w

sprawie, któr  jego szef uwa a za absolutnie priorytetow .

- Nie mo na z tym zaczeka  do jutra? - spyta  Arnold Morgan.
- Mo na by, ale admira  Morris jest zdania,  e powinni my porozmawia  natychmiast, a wie pan,  e on zazwyczaj nie ulega nadmiernemu
podekscytowaniu.
147
Morgan dobrze o tym wiedzia . Milcza  przez chwil , po czym rzek :
- S uchaj, Jimmy, zabieram dzisiaj Kathy na kolacj  do jej ulubionej restauracyjki w Georgetown. Nie mog  odwo

 rezerwacji w ostatniej chwili,

wi c najlepiej b dzie, jak twój szef i ty do czycie do nas.

- Jest pan pewien, sir? - upewni  si  uradowany Jimmy.
- Nie. Ale przycisn

 mnie do muru. „Le Bec Fin", chyba wiesz,   gdzie  to  jest.   Kilka   razy  widzia em  tam  Johna Peacocka.

- Tak, wiem. Byli my tam w urodziny Jane. O której nas pan tam przyjmie?
- O czterech szklankach, po ostatniej psiej wachcie. I nie spó ni  mi si !
- Aye, aye, sir! - Jimmy z trudem zachowa  powag .
Punktualnie o dwudziestej samochód s

bowy z Fort Meade podjecha  pod wej cie do restauracji. Morris i Ram-shawe znale li Morganów

siedz cych naprzeciwko siebie w przestronnej, prywatnej lo y na ty ach g ównej sali. George'owi dosta o si  miejsce obok admira a, Jimmy przysiad  si
do Kathy.

- Bardzo przepraszam, ale musz  da  panu admira owi krótki dokument do przeczytania, zanim zaczniemy rozmawia  — sumitowa  si  komandor.

— To tylko trzy strony i nie ja jestem winien.  Sprawca tej  niedogodno ci siedzi teraz naprzeciw mnie i jest zbyt grub  ryb , abym  mia  si  z nim

sprzecza .
To do

 zr czne zagranie prze ama o lody, jakie mog y si  nagromadzi  wokó  wymuszonego zaproszenia. Arnold i Kathy si  roze mieli, a admira

nala  wszystkim bia ego burgunda. Nigdy nie mia  zwyczaju zadawa  go ciom tradycyjnego pytania „Czego si  napijecie?"; jak w wi kszo ci sytuacji
uwa

,  e sam wie najlepiej. I najcz

ciej mia  racj -Bladoz ocisty Pernand-Vergeless rocznik 1998, z Domaine Chandon de Briailles, okaza  si

wy mienity.

background image

- Niech mnie, ale  to wspania e wino, sir! - wyrwa o si  Jimmy'emu.
- Cisza, Ramshawe. Nie widzisz,  e czytam?
148
- Tak jest, sir.
Doko czenie lektury zaj o Morganowi pi

 minut. Kiedy sko czy , wychyli  marynarskiej wielko ci  yk burgunda.

- Matko Boska! - westchn . — Nasz stary znajomy Ray Kerman znowu w akcji. I wygl da na to,  e dopiero zaczyna. Wulkan by  tylko imprez

towarzysz

, bo inaczej nie przys

by mi tego autogratulacyjnego listu, prawda?

- W

nie - przytakn  George Morris. - Jeszcze o nim us yszymy.

- Dobrze, ale gdzie on si  tymczasem podziewa? - spyta  Arnold. - Zgadzam si  z Jimmym,  e ten dwukrotnie wykryty okr t na Aleutach to nie kto

inny, jak druga Barracuda. Kilka dni pó niej cz owiek, którego mo na okre li  jako godnego zaufania, s yszy kilka rakiet lec cych w stron  szczytu St.
Helens, na sekundy przed erupcj . To mi wystarcza. Mamy do czynienia z Kermanem, który czai si  gdzie  tam pod wod  i knuje Bóg wie co.

- Mnie te  wi cej nie trzeba — rzek  Morris. - Niestety, nie wystarcza to prezydentowi i jego g ównemu doradcy. - To rzek szy,   poda    Morganowi

kopi    listu   otrzymanego   od Cyrusa Romneya.

Arnold znów zabra  si  do lektury, z wyra nym niepokojem maluj cym si  na twarzy.
- No, tak. To kwintesencja wszystkiego, czego si  obawia em ze strony mi kkiego, lewicowego prezydenta - podsumowa . - Elegancko

pomieszczone na jednej stronie druku, autorstwa jednego z najwi kszych dupków na tej planecie. Chryste Panie. Romney to pieprzone dziecko-kwiat
ubrane w garnitur. W zesz ym miesi cu „New Yorker" zamie ci  jeden z jego okropnych wierszy. Cholera, mamy w Bia ym Domu pieprzonego
Wordswortha, który kieruje obron  Stanów Zjednoczonych przeciwko jednemu z najniebezpieczniejszych terrorystów, na jakich si  natkn li my w
historii. Psiakrew, »p k z otych  onkili... pora mgie  i s odkiego owocowania..."

- To s  cytaty z dwóch ró nych poetów, kochanie - zwróci a mu uwag  Kathy.
- I bardzo dobrze. Ja mam akurat do czynienia z dwoma ró nymi dupkami.
Komandor porucznik Ramshawe by  bardzo bliski wyrzu-

149
ii
ceni  trunku nosem, ale uratowa o go nadej cie kelnera, który odwróci  uwag  wszystkich, kieruj c j  na g ówne menu.
- My

,  e musimy si  jeszcze z pi

 minut pozastana-wia  - zby  go Morgan, natychmiast wracaj c do zasadniczego tematu. - George, po

pierwsze, musz  pogratulowa  Jimmy'emu jego nieprzeci tnej roboty detektywistycznej. Po drugie, chc  ci powiedzie ,  e jeszcze  aden polityk
zajmuj cy pierwszoplanow  pozycj  w Bia ym Domu nie budzi  we mnie takiego niepokoju. List, jaki dosta

 od tego ca ego Romneya, jest wed ug

mnie ni mniej, ni wi cej, tylko haniebny. Tak pisa  do dyrektora Agencji Bezpiecze stwa Narodowego,  admira a i by ego dowódcy zespo u lotniskowca?
Jestem zaszokowany. Ale to wszystko blednie przy zasadniczym problemie. Mam na my li niech

 tego rz du do dzia ania w prawdziwym interesie

naszego kraju. Nawet je eli prezydent osobi cie w to nie wierzy, musi stan

 twarz  w twarz z podstawow  prawd : terrory ci mogli... powtarzam,

mogli... zabi  ju  oko o setki naszych obywateli ze stanu Waszyngton. Takie odrzucenie faktów mo e oznacza ,  e Charles McBride powa nie si
sprzeniewierzy  przysi dze.

- Co wobec tego zrobimy?
- Na razie siedzimy bardzo cicho. Chc  jednak, aby  zaalarmowa  genera a Scannella i admira a Dicksona. Je eli naprawd  dzieje si  co  tak

powa nego, to wol  mie  pewno

,  e odpowiednie instancje s  dobrze poinformowane. Trzeba im chyba poradzi ,  eby uwa ali na wolno p yn cy

rosyjski okr t nuklearny, który mo e si  znajdowa  gdziekolwiek u naszych zachodnich wybrze y.

- Arnie, co by  zaleci  na wypadek, gdyby my zlokalizowali t  Barracud  gdzie  na Pacyfiku, mo e niezupe nie na naszych wodach terytorialnych?
- Jak to co? Zatopi , George — odpar  Morgan. - Zatopi  sukinsyna, oby na jak najg bszym akwenie. O nic nie pyta  i upiera  si ,  e nic o niczym

nie wiemy.

- To mi si  podoba, sir. - Jimmy Ramshawe wyszczerzy  z by w zawadiackim u miechu. - Takiego ducha nam trzeba-
Wszyscy trzej w tej chwili gorzko 

owali,  e Arnolda Morgana nie ma ju  w jego dawnym biurze w zachodnim skrzydle Bia ego Domu.

150
Wtorek, 18 sierpnia, po udnie. Pacyfik, 2430N/12300W
Barracuda II p yn a tymczasem kursem SSW, wzd

 brzegów ameryka skich, a potem meksyka skich, trzymaj c si  o pi

set mil od l du i na

boko ci stu osiemdziesi ciu metrów. Mijaj c niebezpieczny rejon na wysoko ci wielkiej bazy marynarki w San Diego, Ben Badr odszed  dalej na

ocean, ale potem skr ci  w lewo i znów wróci  w pobli e brzegu. Nie wygl da o na to, by ktokolwiek ich szuka . Nie s yszeli  adnych transmisji
radiowych, sami te  si  nie odzywali. Od ponad tygodnia nie wychodzili na powierzchni , a teraz posuwali si  wzd

 d ugiego na tysi c kilometrów

Pó wyspu Kalifornijskiego, ku zwrotnikowi Raka. Przed sob  mieli d ugi, licz cy sze

 tysi cy mil morskich odcinek oceanicznej  eglugi do przyl dka

Horn, a potem dalej, w gór  Atlantyku. Przy obecnej pr dko ci pi ciu w

ów dotarcie na pogranicze dwóch oceanów zaj oby pi

dziesi t dni.

Otwieraj cy si  jednak przed nimi bezmiar Pacyfiku nie jest patrolowany przez US Navy, a i satelity ameryka skie nie po wi caj  mu wiele uwagi. Kiedy
dotr  na wysoko

 Peru i Chile, b

 mogli rozkr ci  turbiny Barracudy II do wi kszych obrotów, mo e i do pi tnastu w

ów; wsz dzie za  b

 mieli

do dyspozycji bardzo g bokie wody, daleko od szelfu kontynentalnego.

Genera  Raszud sp dzi  ten dzie , jak zreszt  wszyscy, w nastroju pogodnym, cho  nie zmniejszy  czujno ci. Kolacj  zjedli tylko we dwoje z Szakir ;

Ben trzyma  akurat wacht  w centrali. O pó nocy dziewczyna po

a si  spa . O drugiej nad ranem Rawi poleci  podej

 na g boko

 peryskopow .

Natychmiast, gdy by o to mo liwe, wysun  maszt antenowy. Wys anie dwuwyrazowego komunikatu zaj o sze

 sekund i tyle te  czasu antena by a

nad wod . Potem znów znikn li w g binach.

ROZDZIA  6

roda, 19 sierpnia 2009 r., godzina 1.30. Baza marynarki wojennej w Bandar Abbas

Sygna  satelitarny od genera a Raszuda nadszed  dok adnie w umówionym terminie i admira  Mohammed Badr odebra  go z pewn  ulg . Barracuda

II wci

 operuje, a jego ukochany syn jest bezpieczny. Spojrza  na zapiecz towan  paczk  z dokumentami le

 na biurku obok telefonu. Mia

wra enie,  e gotowa jest wypali  dziur  w blacie. Wsta  szybko i wyszed  na zewn trz. Samochód sztabowy wywióz  go z bazy na pó noc i na
najbli szym skrzy owaniu skr ci  w lewo w stron  lotniska. Na pasie startowym czeka  na niego ma y odrzutowiec syryjskich linii lotniczych, grzej c ju
silniki. Samochód podjecha  prosto pod schody. Badr wysiad  i osobi cie przekaza  paczk  pilotowi. Sta  potem jeszcze przez chwil , obserwuj c, jak
samolot nabiera pr dko ci, odrywa si  od pasa i ostro wspina w czarne, rozgwie

one niebo, pochylaj c si  w skr cie na pó nocny zachód, wzd

Zatoki Perskiej, granicy iracko-saudyjskiej, i dalej, nad Jordani , w stron  odleg ego o ponad dwa tysi ce kilometrów Damaszku. Tam b dzie na niego
czeka  m ody komandor ira skiej marynarki, który odbierze paczk  i zawiezie j  do ambasady saudyjskiej przy alei Al-D ala. Królewska poczta
dyplomatyczna dostarczy j  z kolei do ambasady syryjskiej w Waszyngtonie. Tak pokr tna droga paczki z dokumentami b dzie praktycznie niemo liwa
do odtworzenia. Zaadresowana do prezydenta Stanów Zjednoczonych, do Bia ego Domu, zostanie dostarczona przez dyplomatyczn  s

 kuriersk .

Przesy ka oficjalna, ale niewiadomego pochodzenia. Admira  Badr by  dumny z siebie za tak chytre zaplanowanie jej dor czenia do adresata.

152
Pi tek, 21 sierpnia 2009 r., godzina 11.00. Bia y Dom, Waszyngton
Szef gabinetu prezydenta McBride'a, „Du y" Bili Hat-chard, dawny i niezbyt dobry obro ca z dru yny Yale, zastuka  lekko do drzwi Gabinetu

Owalnego. Prezydent rozmawia  przez telefon, ale Bili by  przyzwyczajony do czekania. S

 by emu kongresmanowi z Rhode Island podczas jego

kadencji na Kapitolu, wozi  go, pisa  za niego, ochrania , a w ko cu prowadzi  jego kampani  prezydenck . Charlie McBride traktowa  go jak brata.

W ko cu zza drzwi da  si  s ysze  znajomy okrzyk:
- W

, Bili, o co chodzi?

Hatchard wszed , dzier

c pod pach  paczk  z Bandar Abbas, któr  zd

 otworzy  i przejrze  zawarto

. Tylko przesy ki, które asystenci uznali za

wyj tkowo wa ne, by y kierowane bezpo rednio do szefa gabinetu. Ta za  wygl da a na bardzo wa

; dor czy  j  kurier dyplomatyczny, a

zaadresowana by a do samego prezydenta i oznaczona jako „poufna, do r k w asnych". Nic jednak nie mog o trafi  do samej g owy pa stwa bez
po rednictwa jego prawej r ki. W przeciwie stwie do raczej miernych osi gni

 jako futbolowego obro cy, Bili Hatchard móg  teraz zatrzyma  wszystko

i ka dego ze swej pozycji w biurze w zachodnim skrzydle.

Tego ranka jednak jego zazwyczaj pogodna twarz by a nachmurzona. Taka mina Billa by a dobrze znana jego kolegom z  awki rezerwowych, ale tu,

w Bia ym Domu, rzadko widywano go w takim nastroju. Cz

ci  jego obowi zków by o podtrzymywanie wysokiego morale, rozweselanie ludzi,

agodzenie stresu i bagatelizowanie problemów.

- Cokolwiek  tam   ciskasz  w  prawicy,  m ody  cz owieku,  najwyra niej   przyczynia  ci  wielkiego   zmartwienia  -zauwa

 prezydent. - Je li to mniej

powa ne ni  bezpo rednia gro ba  mierci, to b

 musia  ci troch  poprawi  nastrój.

Bili za mia  si  niewyra nie.
- Sir, to mo e by  co  znacznie gorszego od gro by  mierci- Chcia bym,  eby pan to przynajmniej uwa nie przeczyta ... to raptem dwie strony. Mog

si  pocz stowa  kaw ?

153
- Prosz  bardzo. Przy okazji mo esz nala  i mnie, a ja tymczasem rzuc  okiem, jakie to z e wie ci  mi przynios

...

Panie prezydencie,
Do tej pory ju  Pan pewnie zda  sobie spraw ,  e erupcja Mount St. Helens nie by a dzie em przypadku. W samej rzeczy zosta a ona spowodowana

przez bojowników o wolno

 spod znaku Hamasu, jak ju  da em do zrozumienia w moim komunikacie dla admira a Morgana. Jestem teraz gotów

wy

 moje 

dania, które musi Pan spe ni , aby zapobiec zniszczeniu przez nas ca ego Wschodniego Wybrze a Stanów Zjednoczonych, w tym

Bostonu, Nowego Jorku i Waszyngtonu. Zamierzamy tego dokona  przez wywo anie najwi kszej fali tsunami, jak  ten  wiat widzia  za  ywej pami ci

background image

ludzko ci.
Szacujemy,  e jej wysoko

 osi gnie oko o pi

dziesi ciu metrów w chwili, gdy przetoczy si  nad portem nowojorskim, Wall Street i Manhattanem.

Niemal na pewno wleje si  w g b l du na trzydzie ci kilometrów, zanim w ko cu straci impet i zacznie si  gwa townie cofa  do oceanu. Na tym jednak
nie koniec - po niej nadejdzie nast pna i jeszcze jedna, podobne do pierwszej wysoko ci . W sumie mo ecie si  spodziewa  oko o pi tnastu fal. z
której  adna nie b dzie ni sza ni  dwadzie cia kilka metrów.

Nie ma na  wiecie miasta, które opar oby si  takiemu uderzeniu oceanu. Obawiam si ,  e niewiele zostanie z waszego Wschodniego Wybrze a,

kiedy ju  to megatsunami si  uspokoi. By  mo e w tpi Pan w nasz  zdolno

 do spowodowania katastrofy na tak  skal . Zapewniam jednak,  e to nie

jest takie trudne; podobne zdarza y si  ju  kilkakrotnie w historii naszej planety. S  ró ne miejsca, gdzie mo na wywo

 tak  reakcj  oceanu, my

jednak wybrali my takie, w którym nie mo e si  nam nie uda . Jestem pewien,  e Pan si  zgodzi z twierdzeniem,  e skoro umieli my doprowadzi  do
eksplozji najwi kszego wulkanu na terytorium Stanów Zjednoczonych, to prawdopodobnie potrafimy zaaran owa  odpowiednio du e osuni cie ska y
po rodku pustego oceanu. Niech Pan w to nie w tpi, panie prezydencie.

Nadesz a zatem pora przej

 do meritum. Aby oddali  gro

 wy ej opisanego wydarzenia, bez zw oki podejmie Pan nast puj ce dzia ania:

1. Ewakuuje Pan ca y ameryka ski personel wojskowy i usunie ca  zmagazynowan  artyleri , bomby, rakiety, amunicj  i inne materia y wojenne z

waszych nielegalnych baz w Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej, Katarze, Omanie, Zjednoczonych Emiratach

154
Arabskich i D ibuti. Wszystkie okr ty wojenne i samoloty bojowe opuszcz  Bahrajn i b

 w asno ci  Brytyjczyków wysp  Diego Garcia.

Wszystkie trzy zespo y lotniskowców i inne jednostki marynarki wojennej, aktualnie znajduj ce si  w Zatoce Perskiej i przyleg ych morzach,
niezw ocznie opuszcz  te wody. Wycofa Pan te  samoloty i sprz t pomocniczy z bazy powietrznej Incirlik na terenie Turcji. Termin zako czenia tych
dzia

 jest nieprzekraczalny. Oczekujemy rozpocz cia ruchów wojsk, okr tów i samolotów w ci gu siedmiu dni. Operacja musi si  zako czy  przed

up ywem sze ciu tygodni, nawet je li wymaga oby to porzucenia przez was cz

ci wyposa enia.

2. Rz d Izraela ma niezw ocznie uzna  Niepodleg e, Demokratyczne i Suwerenne Pa stwo Palesty skie, oparte na terytoriach Gazy i Zachodniego

Brzegu, okupowane przez wojska izraelskie od 4 czerwca 1967 roku. Musi si  te  zgodzi  na natychmiastowe rozpocz cie wycofywania wszelkich
izraelskich jednostek wojskowych z okupowanych terenów. Wymagamy, aby rz d Stanów Zjednoczonych zmusi  Izrael do zastosowania si  do naszych

da  bez  adnej zw oki.

Niespe nienie powy szych warunków b dzie równoznaczne ze zniszczeniem waszych wielkich miast Boston, Nowy Jork i Waszyngton, a wraz z nimi

ca ego wybrze a atlantyckiego. Zak adamy,  e otrzyma Pan ten list 21 sierpnia. Macie czas do pó nocy w czwartek 8 pa dziernika,  eby wej

 w

ostatni  faz  ca kowitego wycofania si  z Bliskiego Wschodu. Je eli nie ujrzymy wyra nych oznak,  e to robicie, w ci gu dwudziestu czterech godzin od
podanego terminu wywo amy tsunami.

Jestem przekonany,  e wasi eksperci potwierdz , i  nasze zamiary s  najzupe niej wykonalne. Powtarzam,  e jeste my zdolni do spowodowania

osuni cia si  warstw skalnych w wybranym miejscu w dniu 9 pa dziernika bie

cego roku. Nie próbujcie gra  na zw ok . Z pomoc  Allaha, który nam

sprzyja, chcemy raz na zawsze wyrzuci  was z Bliskiego Wschodu. On da nam zwyci stwo. Nie cofniemy si  przed niczym, aby osi gn

 nasze cele.

Hamas
Prezydent McBride westchn .
- Bili, ten list napisa  jaki  wariat. Wpad  na genialn  my l, by przypisa  sobie wybuch Mount St. Helens... oczywi cie po fakcie.  aden problem,

prawda? Potem sobie ubzdu-ra ,  e kto  móg  w to uwierzy , i usi uje wymusi  spe nienie tych idiotycznych 

da . W tpi  jednak,  eby nawet on by

155

tak stukni ty,  eby s dzi , i  naprawd  zaczniemy wycofywa  wszystkie nasze wojska z najbardziej zapalnego regionu  wiata tylko dlatego,  e on

grozi zrównaniem z ziemi  Nowego Jorku..

- Chyba tak, sir... - Hatchard skin  g ow . - Ale, na Boga... Nie uwa a pan,  e ten facet mo e mówi  prawd ?
- Nie, do diab a! Co  ci powiem. Za ka dym razem, kiedy przytrafia si  jaka  naturalna katastrofa, wybuch wulkanu, trz sienie ziemi, powód , wielki

po ar czy kl ska g odu, nadchodz  listy od ró nych czubków, którzy twierdz ,  e oni j  spowodowali, zainspirowali albo przynajmniej przewidzieli. Bili,
nikt nie zwraca uwagi na takie wymys y. To nie jest tak, jakby kto  zadzwoni  dzie  wcze niej i oznajmi : „Zamierzam wysadzi  w powietrze cholerny
wulkan", a na drugi dzie  wulkan naprawd  wybucha, prawda? To by oby do

 trudne do wykonania. Nie,  wiry czekaj  na takie wydarzenie, a dopiero

potem mówi : „Hej, to w

nie ja zrobi em".

- Okay, sir. Je li taka jest pana decyzja... Ale mo e ja zrobi  kilka kopii tego listu i roze

 do ró nych zainteresowanych stron w wojsku i wywiadzie?

Mo na by te  pos

 je sekretarzom obrony i stanu.

- Nie s dz , aby to by o konieczne, Bili.
- Tak jest. Ale prosz  przyj

 s ówko ostrze enia. Je eli przyjmiemy,  e jest minimalne prawdopodobie stwo, powiedzmy jeden do miliona,  e kto

rzeczywi cie pomóg  St. Helens, to warto pu ci  ten list w obieg z krótkim wyja nieniem. Wie pan, poinformowa  ludzi,  e uwa a pan to za wyg up, ale
te  jest pan otwarty na sugestie... W ten sposób os onimy w asne ty ki, sir. Ja wiem,  e nic podobnego si  nie zdarzy, ale gdyby jednak si  zdarzy o... to
có , nie b dzie to pa ska wina. To ci bezu yteczni wojskowi nie zareagowali w por . W polityce zawsze trzeba chroni  ty ek, prawda, sir? Wpakuje pan
ten list na dno archiwum, a potem przyjdzie zapowiadana w nim katastrofa... i co? Tylko pan b dzie za to odpowiada . Po co ryzykowa ? Musimy si

zabezpieczy .
- No, dobra, stary. Ale je li nagle ca y Bia y Dom wype ni si  szalonymi genera ami i admira ami, uszcz

liwionymi okazj  do zaatakowania Arabów,

to ty b dziesz za to odpowiada . Przede mn .

156
- W porz dku, sir. Mog  odpowiada .
Bili Hatchard wycofa  si  i zaj  kopiowaniem listu od genera a Raszuda. Podyktowa  sekretarce krótki list przewodni do ka dego adresata:
Prezydent uwa a,  e to albo fa szerstwo, albo wymys  wariata. Zwraca uwag ,  e twierdzenie autora o spowodowaniu wybuchu Mount St. Helens

pojawi o si  dopiero w par  dni po fakcie. Prosi  mnie o zapewnienie Pana,  e jako naczelny zwierzchnik si  zbrojnych nie zamierza spe nia

dania

wycofania naszych jednostek z Bliskiego Wschodu. Niemniej chce, aby Pan si  zapozna  z tre ci  za czonego listu i b dzie Pana informowa  o
wszelkich dalszych podobnych o wiadczeniach.

Z powa aniem
Bili Hatchard
szef gabinetu prezydenta
List Hamasu zosta  przekazany sekretarzowi stanu i sekretarzowi obrony, którzy ca ym sercem zgadzali si  z opini  swego przywódcy. Otrzyma  go

te  dyrektor NSA Morris, genera  Tim Scannell i admira  Alan Dickson, którzy zd

yli si  wcze niej zapozna  z raportem Jimmy'ego Ramshawe'a i

zdecydowanie si  z prezydentem nie zgadzali.

Admira  Morgan nie znalaz  si  na li cie adresatów Billa Hatcharda, ale George Morris przes

 mu kopi . Dickson z kolei przekaza  tre

 listu

Hamasu admira om Dickowi Greeningowi (CINCPAC - dowódcy Floty Pacyfiku), Fred-diemu Curranowi (COMSUBPAC - dowódcy floty podwodnej
Pacyfiku) i Johnowi Bergstromowi (SPECWARCOM -dowódcy si  specjalnych US Navy, SEALs). Do popo udnia czasu Wschodniego Wybrze a
wszyscy najwa niejsi oficerowie marynarki wojennej odpowiedzialni za obszar operacyjny Pacyfiku otrzymali polecenie zapoznania si  z raportem
Ramshawe'a, a potem przeczytania naj wie szego o wiadczenia Hamasu. Jak jeden m

 uznali,  e nie mo e to by  zwyk y zbieg okoliczno ci. Nikt nie

mia  w tpliwo ci,  e jest a  nadto dowodów na powi zania przywódcy palesty skich terrorystów Raya Kermana z katastrof  w stanie Waszyngton.
Raport Ramshawe'a stwierdza ,  e admira  Morgan nawet sfotografowa  by ego  majora  SAS  w  towarzystwie

157
czo owych ira skich wulkanologów na stokach Cumbre Vieja; po jego lekturze wi kszo

 z oficerów by a przekonana,  e ten w

nie wulkan na

Wyspach Kanaryjskich jest najbardziej prawdopodobnym celem, który mo e spowodowa  kataklizm opisany w li cie Hamasu. Wydawa o si
prawdopodobne,  e Barracuda II mo e si  teraz skrada  po cichu przez wschodni Pacyfik u wybrze y USA. Mog a te  ucieka  na po udnie, ku
przyl dkowi Horn i dalej na Atlantyk, w stron  wysokiego, niestabilnego po udniowo-zachodniego brzegu Palmy.

Nie zwa aj c na opini  prezydenta, genera  Scannell zwo

 alarmowe zebranie Po czonego Komitetu Szefów Sztabów w Pentagonie na dziesi

trzydzie ci w poniedzia ek 24 sierpnia. Zebranie mia o charakter wy cznie militarny,  ci le tajny; oprócz wojskowych zaproszono na nie tylko trzy osoby
spoza Pentagonu: dyrektora NSA, admira a Morgana i m odego Sherlocka z Fort Meade, komandora Ramshawe'a. Porz dek dnia mia  pi

 punktów.

Po pierwsze, analiza listu od Hamasu i zlecenie ekspertyzy stanu psychicznego jego autora; po drugie, ocena sytuacji i opracowanie zarysów planu
obrony przed atakiem rakietowym na Cumbre Vieja; po trzecie, rozwa enie mo liwo ci,  e terrory ci wybior  jaki  inny cel; po czwarte, wst pna
dyskusja o ewentualnej ewakuacji Nowego Jorku, Waszyngtonu i Bostonu; ostatni punkt dotyczy  zasugerowania prezydentowi podj cia niezw ocznych
odpowiednich dzia

 cywilnych w tych miastach.

Genera  Scannell zadzwoni  do George'a Morrisa z pro

 o przyniesienie informacji na temat  rodków niezb dnych terrorystom do wywo ania

osuni cia si  kilku kilometrów granitowego klifu. Zasugerowa  te , by zasi gn

 fachowej opinii na jednym z ameryka skich uniwersytetów co do

mo liwych skutków takiego osuwiska i ewentualnie poprosi  o sporz dzenie modelu rozwoju takiego megatsunami w czasie rzeczywistym.

Na sobotnie popo udnie genera  zaprosi  na lunch admira a Morgana, Alana Dicksona i przebywaj cego akurat w Waszyngtonie Freddiego Currana.

Chcia  wspólnie z nimi zastanowi  si  nad planem operacji na wschodnim Atlantyku; wygl da o na to,  e niezb dne b dzie skierowanie w rejon

158
Palmy zespo u lotniskowca z najnowocze niejszymi  rodkami obrony przeciwrakietowej. Wbrew wieloletniej tradycji Pentagonu Scannell zrzek  si

przewodniczenia zebraniu na rzecz admira a Morgana, honoruj c w ten sposób jego wieloletnie do wiadczenie strategiczne i dowódcze, a tak e
zaanga owanie od samego pocz tku w spraw  wulkanicznego terroryzmu. Morgan oczywi cie przyj  t  rol  z zadowoleniem, cho  nie oby o si  bez
kokieteryjnych protestów,  e jest tylko cywilem i emerytem.

background image

— No, to gdzie b dziemy szuka  tych pieprzonych podwodnych turbaniarzy? - burkn , przechodz c od razu do sedna.

aden z trzech wojskowych nie mia  w tpliwo ci,  e ten cywil i emeryt nie straci  nic ze swej charyzmy. Poczuli tylko uk ucie nostalgii za nie tak

dawnymi, dobrymi czasami, kiedy  ycie by o o tyle prostsze. Nie dalej jak przed rokiem podobne spotkanie nie odbywa oby si  na zasadach
pó prywat-no ci, ale w pokoju sytuacyjnym w zachodnim skrzydle Bia ego Domu, niewykluczone,  e z udzia em prezydenta, który im wierzy  i w nich
wierzy . Teraz by o inaczej. Spotkali si  niemal jak spiskowcy, a obecna g owa pa stwa nie ufa a ich ocenie sytuacji.

- Chyba wszyscy tutaj si  zgadzaj  z tez ,  e je eli kto  celowo wywo

 wybuch Mount St. Helens, to zastosowanym  rodkiem by a prawdopodobnie

salwa rakiet cruise - zagai  Morgan, na co odpowiedzi  by o skini cie trzech g ów. — Rakiety te musia y zosta  wystrzelone z okr tu podwodnego, który
sfotografowali my na Morzu 

tym, a potem dwukrotnie wykryli my jako przelotny kontakt w okolicy Aleutów.  aden inny okr t na ca ym  wiecie nie

pasuje do tej serii, a poza tym wszystkie s  zlokalizowane. Zgadzaj  si  daty, odleg

ci, pr dko

. Zgadza si  te  moment i prawdopodobna pozycja

ataku na Mount St. Helens. Mamy te  idealnego  wiadka, godnego zaufania i szanowanego prezesa banku W Seattle, który w chwili wybuchu by
akurat w lesie u podnó a wulkanu. Jest bankierem i prawnikiem, p ac  mu za podejrzliwo

, ale nie za nieposkromion  wyobra ni . — Morgan przerwa

na chwil . — Panowie, to nie jest stuprocentowy,  elazny fakt. Ale te wszystkie poszlaki s  o wiele za mocne, by je odrzuci . Zgadzacie si  ze mn ?

159
Trzej s uchacze znów skin li w milczeniu g owami.
- I dlatego, w  wietle listu nades anego przez Hamas, musimy przyj

,  e naprawd  mamy do czynienia z okr tem pe nym bliskowschodnich

terrorystów zdecydowanych rozwali  klif na Palmie. Z wojskowego punktu widzenia jakiekolwiek inne rozumowanie by oby dziecinad . Po to jeste my,
do cholery.  Mamy zapewnia  temu krajowi bezpiecze stwo.  Nie mamy prawa chodzi  sobie spokojnie i po krety sku zak ada ,  e mo e si  nam uda i
nic si  nie stanie. Uwa am,  e si  stanie, je eli nie zdo amy stan

 mi dzy tym cholernym klifem i ich pieprzonymi rakietami.

- Masz racj  - przytakn  genera  Scannell. - Mam nadziej ,  e wszyscy jeste my tego samego zdania... Panowie?
Admira owie Dickson i Curran kiwn li powa nie g owami.
- My

,  e powinni my si  dzisiaj skoncentrowa  na tym, jak tego sukinsyna z apa . A to nie b dzie  atwe, jak si  ju  na w asnej skórze

przekonali my.
- Dla  cis

ci dodam,  e musi chodzi  o SLCM — rzek  admira  Dickson. — Nie s dz , aby oni chcieli u

 wielkich ICBM*, które wykryliby my z

du ej odleg

ci. To musi by  cruise i prawdopodobnie zechc  j  wystrzeli  z odleg

ci oko o pi ciuset mil. Ich zasi g przekracza tysi c mil, ale gdyby

chcieli strzela  z tak daleka, da oby to nam za du o czasu na ich wykrycie. B

 woleli podej

 blisko, kto wie, czy nie a  na dwie cie pi

dziesi t.

Bli ej to ju  chyba nie... Freddie?

Dowódca floty podwodnej Pacyfiku mia  zmarszczone czo o.
- To oznacza cholernie du o wody, sir. W najlepszym razie, je li przyjmiemy,  e w gr  wchodzi tylko zachodnie podej cie...   wykre laj c skierowany

na zachód pó okr g o promieniu pi ciuset mil ze  rodkiem na Palmie, otrzymamy prawie czterysta tysi cy mil kwadratowych oceanu. Je li za
Barracuda planuje strza  z dalszej odleg

ci, to znacznie wi cej. Ale wtedy z kolei lot rakiety potrwa by na tyle d

ej,

* SLCM - Submarine Launclied Cruise Missile, rakieta cruise wystrzeliwana z okr tu podwodnego; ICBM - Intercontinental Ballistic Missile,

mi dzykontynentalna rakieta balistyczna.

160
jak zauwa

 Alan,  e  atwiej by nam by o j  wykry . — Curran zamilk , po czym powiedzia : - Gdybym to ja by  na ich miejscu i chcia  strzeli , i uciec,

zdecydowa bym si  pewnie na podej cie na trzysta mil. Je li wi c ustawimy kordon na pi ciuset milach, to w pewnym sensie mieliby my ich w
zamkni ciu. Tylko  e ten sukinsyn móg by przekra

 si  pod nami, p yn c bardzo wolno na du ej g boko ci, i znikn

. Ju  to par  razy zrobi .

- Ilu okr tów na to potrzebujemy? - spyta  Morgan. -Có ... gdyby my dysponowali w sumie setk ... w tym
dwudziestoma podwodniakami, poza tym fregatami, niszczycielami i kr

ownikami, to ka dy z okr tów mia by do przeszukania oko o czterech

tysi cy mil kwadratowych, czyli mniej wi cej kwadrat o boku sze

dziesi ciu paru mil...

- Jezu, Freddie! Tylu okr tów nie mieli my nawet na Pacyfiku w czterdziestym czwartym! - wpad  mu w s owo Morgan.
- A nasz przeciwnik nie mia  atomowych okr tów podwodnych, które mog yby zej

 tak g boko, zosta  tam tak d ugo i p ywa  tak cicho jak ten

sukinsyn. I powiem wam jeszcze co . Nawet z tak  liczn  flot  mo emy go nie znale

. Je li za  wy lemy mniej ni  sto okr tów, to mamy w

ciwie

zagwarantowane niepowodzenie.

- Poza tym nawet je li go znajdziemy, on mo e zd

 wystrzeli  - doda  Arnold.

- Tym bym si  tak nie przejmowa , bo s dz ,  e potrafimy j  przechwyci . Ale jestem pewien, sir,  e jak zwykle wola by pan dopa

ucznika ni

strza .
- Absolutnie, Freddie. - Morgan si  u miechn  na to przypomnienie jego ulubionej zasady. — Ale polowanie na pod-wodniaka tyloma okr tami

przedstawia pewn  trudno

...

- Trzeba  b dzie  zastosowa   system  kwadratów  operacyjnych - odpar  Curran, w lot chwytaj c, do czego admira  zmierza. - Wie pan, przydzieli

ka demu naszemu podwod-niakowi akwen, którego musz  si  trzyma , bo inaczej zaczn  strzela  do siebie nawzajem.

- Co te  jest zawsze problematyczne. — Morgan nie dawa  Za wygran . — Je li wykryjesz nieprzyjaciela i  ledzisz go a  ^o granicy twojego rejonu

operacyjnego, to albo  amiesz za-

161
sad  i  cigasz go dalej, albo pozwalasz mu uciec i modlisz si ,  eby twój s siad go namierzy .
- Sir, my la em tylko o akwenach poszukiwania. Sugeruj ,  eby dowódcy naszych okr tów otrzymali rozkaz niezw ocznego otwarcia ognia i

zatopienia przeciwnika.

- I s usznie, Freddie. To za  tym bardziej oznacza konieczno

 niewychodzenia poza wyznaczone kwadraty. Tak, w sumie ten system bywa

najlepszy. Chocia  przypominam sobie,  e dowództwo Royal Navy nie by o zbyt zachwycone, kiedy jeden z ich okr tów wykry  argenty skiego
podwod-niaka na pó noc od Falklandów i pozwoli  mu uciec, bo dotar  w po cigu do granicy swojego rejonu.

- Tak, zawsze jest jaka  z a strona - rzek  Curran w zamy leniu. - Ale wi kszym z em by oby, gdyby nasze okr ty atakowa y si  nawzajem.
- Dobrze, panowie... - wtr ci  genera  Scannell. - Popracujecie na poniedzia ek nad jakim  planem dzia ania floty, ale na razie chcia bym wiedzie ,

czy mamy dostatecznie du o okr tów?

- Z tym nie ma problemu - odpar  Alan Dickson. — W tej chwili mamy trzy zespo y lotniskowca na patrolu w pó nocnej cz

ci Zatoki Perskiej, w

cie ninie Ormuz i na Morzu Arabskim, plus jeden w pogotowiu na Diego Garcia. Pi ty szykuje si  do wyj cia z Pearl Harbor. Ka dy z nich mo e si
znale

 na  rodkowym Atlantyku w kilkana cie dni. To razem pi

dziesi t pi

 okr tów.

- W porz dku. Reszta, jak s dz , jest ju  na Atlantyku albo w bazach Wschodniego Wybrze a?
- Tak jest. Nie ma problemu z przerzuceniem setki w rejon operacyjny.
- A co do Barracudy, oczywi cie nie mamy poj cia, gdzie ona mo e teraz by ?
- W stu  ró nych miejscach,  do  diab a - rzek  Arnold Morgan. - I  adne z nich nie jest pewniejsze od innych. Ale my

,  e je li to wszystko trzyma

si  kupy, to po wystrzeleniu salwy w Mount St. Helens z wód Waszyngtonu czy nawet Oregonu ten sukinsyn musi by  w drodze na Atlantyk. Oczy'
wi cie nie wybra  drogi najd

szej. Na pewno nie zawróci  tam, sk d przyby , czyli na Morze Beringa, ani nie skierowa

162
si  na po udniowy zachód przez ca y Pacyfik i Indyjski. To za daleko. Lekko licz c, dwadzie cia tysi cy mil, z czego wi kszo

 musia by pokonywa

z niewielk  pr dko ci . Zaj oby mu to ze trzy miesi ce. Poza tym dobrze wie,  e ca y pó nocny Pacyfik mamy pod kontrol  SOSUS. Nie, tego akwenu
ten cwany sukinsyn b dzie unika . — Morgan przerwa , pozwalaj c kolegom na zastanowienie, po czym zacz  mówi  cicho dalej. — Oczywi cie Kana
Panamski absolutnie nie wchodzi w gr . Dlatego jedyn  prawdopodobn  drog , jak  mo e obra , b dzie kurs na po udnie wzd

 Meksyku, Ekwadoru,

Peru i Chile, przez wody, na których rzadko spotyka si  patrole i które nie s  cz sto obserwowane przez nasze satelity. To szlak krótszy i o wiele
spokojniejszy. Pami tajmy,  e St. Helens wybuch  dziewi tego sierpnia. Dzi  mamy dwudziestego drugiego. To trzyna cie dni, z których oko o
dziesi ciu musia  p yn

 z pr dko ci  najwy ej siedmiu w

ów, ale teraz, na bardziej pustych wodach, mo e rozwin

 i pi tna cie. To znaczy,  e

oddali  si  z pozycji strza u o dobre trzy tysi ce mil. Na dole, przy po udniowym Chile, mo e jeszcze przyspieszy . Przewiduj ,  e Barracuda dotrze do
Hornu za jakie  dwa tygodnie.

- Jest sens postawi  gdzie  tam nasz okr t podwodny,  eby postara   si  jej  nie wpu ci   na Atlantyk? - spyta  Scannell.
- Cie nina Drake'a to szeroki i bardzo g boki kawa  wody - odrzek  Freddie Curran. — Trzeba by przerzuci  tam kilkana cie jednostek, a gdyby

mimo to uda o mu si  prze lizn

, co jest wielce prawdopodobne,  to mieliby my co  w rodzaju podwodnych regat z met  na Wyspach Kanaryj-skich... i

mogliby my je przegra . My

, sir,  e znacznie korzystniej b dzie ustawi  si  do bitwy tam, gdzie to si  liczy najbardziej: na zachód i po udnie od

Palmy. W ko cu wiemy, Ze on tam zmierza.

- Jestem za - odezwa  si  admira  Dickson. - To jedna z tych sytuacji, kiedy nie mo na sobie pozwoli  na  adne ryzyko.
- Rozumiem - powiedzia  Tim Scannell. - Mam jeszcze Jeden punkt, zanim oddam sprawy w r ce kolegów admira ów. Wed ug mnie w ca ej tej historii

jest tylko jedna luka.

163
Mówi  o pytaniu, czy te domniemane rakiety cruise rzeczywi cie by y przyczyn  erupcji wulkanu. Mamy na to jednego wiarygodnego  wiadka i nie

korzystamy z tego tak, jak powinni my. Panowie, proponuj ,  eby na poniedzia kowe zebranie  ci gn

 z Seattle pana Tony'ego Tiltona. Musimy sami

si  przekona , czy to, co s ysza , mog o by  naprawd  odg osem przelatuj cych pocisków.

- Zgadzam si  z tym - rzek  Arnold Morgan. - Wiecie,  e prezydent i jego pó

ówki wykpi  nasz  hipotez  o rakietach. Zastanowi bym si  nawet, czy

nie sfilmowa  zezna  pana Tiltona,  eby mo na je by o pokaza  w Bia ym Domu.

- Nie ma problemu - odpar  Scannell. - Proponuj  rozejrze  si  teraz za czym  do jedzenia i przy stole pogada  o dyslokacji okr tów i  rodkach

obrony, jakie musimy zainstalowa  na Palmie.  Kto si  zajmie odszukaniem w Seattle Tiltona przy sobocie?

- Ja to za atwi  - zapowiedzia  Morgan. - Niech kto  zadzwoni do Fort Meade i poprosi komandora Ramshawe'a o telefon do mnie na tej linii. Zg osi

background image

si  w ci gu dziesi ciu minut.
Okaza o si  to zbyt ostro

 ocen . Admira  ledwo zd

 rozpocz

 opowiadanie o tym, jak to „sta  na jednym wulkanie z najbardziej poszukiwanym

terroryst

wiata i...", kiedy zadzwoni  telefon. Odebra  genera  Scannell.

- Dzie  dobry, sir. Tu komandor porucznik Ramshawe z NSA. Szuka  mnie pan?
- Chwileczk , komandorze... Arnie, to twój cz owiek. Morgan przej  s uchawk .
- Cze

, Jimmy. Pami tasz tego prezesa banku, z którym rozmawia

 o rakietach pod Mount St. Helens?

- Tak, sir. Tony Tilton, Seattle National Bank.
- Ten sam. Mo esz go z apa  telefonicznie? Po cz go na ten numer. Chcia bym,  eby si  zjawi  na naszym poniedzia kowym zebraniu.
- To mo e troch  potrwa , sir. Bank jest dzi  zamkni ty, ale jako  go znajd .
- Jeste  w biurze?
- Tak, sir.
- Okay.  ci gnijmy go tu na niedziel  wieczorem. Mu-
164
sia by wyjecha  z Seattle oko o dziewi tej rano tamtejszego czasu.
— Jak ma podró owa , sir?
— Samolotem  wojskowym,  a jak my la

? Pieprzonym promem kosmicznym?

— Ehm... nie, sir.
— S uchaj, Jimmy... — Admira  zachichota . - Po cz si  z nim, popro ,  eby czeka , i oddzwo  tu do mnie, a podam ci jego rozk ad jazdy. Mo e si

zatrzyma  u mnie w domu.

Jimmy Ramshawe zacz , jak to okre li , od naciskania „oczywistych guzików". Znalaz  w internecie ksi

 telefoniczn  stanu Waszyngton, a w niej

pa stwa Tony'ego i Marth  Tiltonów w dzielnicy Magnolia. Zadzwoni  sam, nie chc c kogokolwiek z operatorów niepotrzebnie wprowadza  w poufny
temat. U Tiltonów nikt nie odbiera . W Seattle by a ósma pi

dziesi t sze

. Jimmy zostawi  wiadomo

 na automatycznej sekretarce, wiedz c,  e has o

„Agencja Bezpiecze stwa Narodowego, Fort Meade" zadzia a na ka dego niczym petarda pod ty kiem.

Zadzia

o w trzy minuty. Prezes Tilton by  natychmiast na linii i zgodzi  si  na wyjazd nast pnego dnia do Waszyngtonu na spotkanie w Pentagonie, i

oczywi cie na zachowanie tego w absolutnej tajemnicy. Jimmy zapowiedzia ,  e wkrótce oddzwoni z informacjami na temat podró y, po czym
zatelefonowa  do biura przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów.

— Przyjedzie, sir — zameldowa . - Poprosz  o plan lotu. On czeka przy telefonie.
Zaj o to jeszcze dwadzie cia minut, ale w niedziel  o ósmej trzydzie ci rano Tony Tilton móg  przyjecha  do biurowca swego banku, gdzie w holu

czeka o na niego dwóch oficerów marynarki, którzy zaprowadzili go na szeroki, p aski dach budynku. Sta  tam gotowy do lotu du y  mig owiec Bell
AH-IZ Super Cobra, który w mniej pokojowych czasach ma na uzbrojeniu osiem rakiet hellfire do zwalczania celów naziemnych i dwa naprowadzane
termicznie pociski AIM-9L powietrze-powietrze, nie licz c dzia ek i karabinów maszynowych. Tony Tilton by  jedynym pasa erem; gdy tylko zaj
miejsce, maszyna wystartowa a i ruszy a na pó noc wzd

165
Puget Sound, do bazy lotnictwa morskiego Whidbey Island, odleg ej o nieca e pi

dziesi t kilometrów od  ródmie cia Seattle. Po dziesi ciu minutach

dowali ju  na pasie startowym, tu  obok gotowego do lotu odrzutowca Lockheed EP--3E Aries. Pasa er przesiad  si  do niego, m ody oficer

dopilnowa  prawid owego zapi cia pasów i po trzydziestu sekundach byli ju  w powietrzu. Od chwili, kiedy Tony Tilton wchodzi  do swego banku przy
Szóstej Alei, min o czterna cie minut.

— Bo e, d

ej sta bym w kolejce po bilet - zauwa

, kiedy samolot, wci

 pn c si  w gór , po

 si  w zwrocie na wschód, mkn c z pr dko ci

ponad siedmiuset kilometrów na godzin .

Siedz cy obok niego porucznik marynarki za mia  si  i powiedzia :
— Pewnie tak, sir. W naszym fachu po prostu na ogó  nie mamy wiele czasu na guzdranie si . Szybko

 jest u nas bardzo popularna. Mo e kawy?

Prezes z przyjemno ci  przyj  propozycj . Mijali w

nie grzbiet Gór Kaskadowych. Dalsza trasa sze ciogodzinnego lotu, podczas którego pe ni cy

rol  stewarda oficer parokrotnie serwowa  kaw  i kanapki, wiod a na po udniowy wschód nad Nebrask  i Wyoming, Górami Skalistymi, a potem na
po udnie od Cincinnati i prosto na wschód do Waszyngtonu.

0  osiemnastej czasu lokalnego wyl dowali w bazie lotniczej Andrews. Na pasie czeka  na go cia czarny sztabowy sedan. Kierowca zabra  torb

podró

 Tony'ego i otworzy  mu tylne drzwi. Chwil  pó niej wyje

ali ju  na drog  numer 95

1  dalej, w kierunku obwodnicy waszyngto skiej. Objechali miasto od wschodu i pó nocy i zjazdem numer 33 trafili do eleganckiego przedmie cia

Chevy Chase. Reszta drogi zaj a pi

 minut. Agenci ochrony wyszli na spotkanie przed bram  imponuj cej willi w stylu kolonialnym, w której mieszkali

pa stwo Morganowie.

By a za kwadrans siódma. Wieczór by  ciep y i admira  mia  na sobie bia e bermudy, granatowe polo i bia  panam  na g owie. Przywita  Tiltona

serdecznie, dzi kuj c za przybycie na tak nieoczekiwane wezwanie. Harry zaofiarowa  si >  e odprowadzi go cia do jego pokoju, Arnold za  zasugero-

166
wa ,  eby Tony zaraz zszed  na dó  na drinka. Przebrawszy si  wzorem gospodarza w lu ne polo, Tilton zameldowa  si  na obszernym patio obok

basenu, gdzie Morgan siedzia  ju  na wygodnym ogrodowym fotelu, gestem zapraszaj c go cia, by zaj  miejsce naprzeciw niego. Drinki czeka y ju  na
podr cznym stoliku: dobra szkocka z lodem i wod  sodow .

- Spodziewam si ,  e komandor Ramshawe ju  pana poinformowa , dlaczego zechcieli my pana zaprosi  do Waszyngtonu?
- Owszem.  Chodzi o spotkanie jutro rano w Pentagonie.
- Tak jest. Ale winien jestem panu nieco wi cej informacji. Najpierw jednak, je li wolno, chcia bym spyta , czy mog  pana uwa

 za republikanina?

- Mo e pan.
- Tak my la em... bankowiec z Zachodniego Wybrze a... kapitalista... Bardziej prawe skrzyd o czy raczej centrum?
- Bardziej prawe. Mamy tam dzisiaj bardzo republika ski stan. Pe en niezale nych, przedsi biorczych ludzi, zatwardzia ych  samowystarczalnych

prowincjuszy,  nie  lubi cych Waszyngtonu, a ju  obsesyjnie nieufnych wobec aktualnego rz du. Libera owie ze Wschodniego Wybrze a nie maj
wzi cia w moich stronach. Zdecydowanie nie, sir.

- Okropnie mi o mi to s ysze  - odrzek  Morgan. - Pewnie sobie pan wyobra a, co si  teraz musi dzia  w Pentagonie?
- Jasne.
- I tak wracamy do tematu Mount St. Helens. Mog  mówi  ci po imieniu?
- Oczywi cie.
- Jestem teraz cywilem, wi c... mów mi Arnie. Krótko mówi c, wiem od komandora Ramshawe'a,  e nieobce ci s  nasze powa ne podejrzenia co do

tego wybuchu?

- Có ... Dzwoni do mnie facet z jednej z najwa niejszych agencji rz dowych w kraju i szczegó owo wypytuje o te dwa dziwne podmuchy wichru w

cichy i mglisty poranek nad jeziorem... uzna em,  e by o w tym co  mocno podejrzanego. Nie mo na wyci gn

adnego innego wniosku, prawda?

- Mo na, je li si  pracuje w Gabinecie Owalnym - burkn  Arnold, wywo uj c u go cia lekki atak  miechu.
167
- Zapewniam,  e pan Ramshawe nie ujawni  mi  adnych innych danych o swoim dochodzeniu. Po prostu domy li em si , do czego zmierza.
- Rozumiem. Poniewa  jednak uwa am ci  za faceta, któremu mo na zaufa , wprowadz  ci  nieco g biej w temat, a potem poprosz  o ponowne

opowiedzenie ze wszystkimi szczegó ami, co dok adnie zaobserwowa

 w tamt  niedziel  rano. B dziesz te  musia  to samo zrelacjonowa  na

jutrzejszym spotkaniu.

- Nie ma sprawy.
- A wi c,  Tony,  yknij  jeszcze tego  dewar'sa  i s uchaj uwa nie...
- Jestem gotów, admirale.
- Arnie.
- O, przepraszam... - Tilton pokr ci  g ow . - Ten nawyk oficjalno ci... w moim zawodzie trudno si  od niego uwolni . Mog  prosi  o numer rachunku?
Arnold nie wytrzyma  i wybuchn

miechem, po czym sam poci gn  spory  yk szkockiej i rozpocz  przemow . Par  minut pó niej zako czy  j ,

mówi c:
- ...czyli, jak mówi , móg  to by  tylko okr t podwodny. Rozumiemy si ?
- Jasne, Arnie.  I my lisz,  e to, co s ysza em, to by y w

nie te rakiety?

- Tak, Tony. W

nie to chc  powiedzie .

- Mo na je wystrzeliwa  spod wody? I wi cej ni  jedn  naraz?
- Pewnie. Nazywaj  si  w

nie „wystrzeliwanymi spod wody rakietami cruise". Strzela  mo na tylko pojedynczo, ale szybko, w odst pach nawet

poni ej minuty. S  cholernie szybkie, robi  dobrze ponad sze

set w

ów, lec c kilkadziesi t metrów nad powierzchni .

- Jakim wi c cudem nie rozbi y si  o nadbrze ne pasmo gór?
- Potrafi  regulowa  pu ap lotu w zale no ci od ukszta towania terenu, pos uguj c si  wskazaniami w asnego wyso-ko ciomierza.
- I s ysza em, jak przelatuj  nade mn ?
- My

,  e s ysza

 dwie pierwsze.

168
- Gdyby to by y dwie ostatnie, chyba nie daliby my rady stamt d uciec.
- Mo esz mi dok adnie opisa  ten d wi k?
- Obawiam si ,  e nie powiem nic wi cej, ni  ju  to zrobi em w wywiadzie dla Dona McKeaga i w rozmowie z komandorem Ramshawe'em...

background image

I w

nie w tej chwili rozsun y si  francuskie drzwi werandy; na patio wesz a Kathy w ró owej kwiecistej spódnicy i ró owej bluzce, boso i z

rozpuszczonymi w osami, nios c p ask  misk , na której pyszni  si  du y, rozp atany udziec jagni cy, jeszcze w zalewie, w której si  marynowa
przepisow  ilo

 czasu. By  to ulubiony gatunek mi sa jej m

a - co dziwne u Teksa czyka, który powinien wykazywa  kowbojskie zami owanie do

wo owiny i pogard  dla pracy hodowców owiec. Arnold jednak uwielbia  jagni cin , a Tony Tilton mia  szcz

cie trafi  na ni  akurat w niedzielny

wieczór, kiedy to gospodarz zwyk  otwiera  butelk  lub dwie znakomitego wina, w jakie zaopatrywa  sw  piwniczk  z rekomendacji swego g ównego
doradcy w tej dziedzinie, Har-courta Travisa. Sekretarz stanu równie  musia  ust pi  ze stanowiska po zmianie prezydenta i teraz wyk ada  - nieco
wynio le - wspó czesn  histori  polityczn  na Harvardzie.

Morgan przedstawi

on  koronnemu  wiadkowi oskar enia i nala  jej kieliszek ch odnego bia ego burgunda.

- Arnold opowiada  mi, Tony, jak uda o ci si  uj

 przed wulkanem — powiedzia a Kathy. — To musia o by  przera aj ce... Ja bym chyba zemdla a

ze strachu.

- Kathy, kiedy cz owiek tak si  boi jak ja wtedy, potrafi, dokona  zdumiewaj co wiele. Poranek by  bardzo cichy, najl ejszego powiewu, a wokó

jeziora obozowa o niewielu ludzi, naliczy em wszystkiego z sze

 namiotów. Wszyscy chyba jeszcze spali. Nad lasem unosi a si  mg a... i to nie takie

sobie poranne opary, ale prawdziwa, wysoka mg a. Nie by o nic wida  ani nad jeziorem, ani wy ej, na zboczu. Cisza by a tak przejmuj ca,  e mimo woli
mówi o si  przyciszonym g osem... nawet mój kumpel Don, który jest wyszkolony do bombardowania  wiata swoimi opiniami.

Admira  si  za mia  znad szklanki.
- Mów dalej, Tony. Podoba mi si  to.
169
- No i nagle us ysza em ten nag y wiatr. Nie by o to jakie  teatralne wycie z horroru, przypomina o raczej  wist przechodz cy w j k. Podobne

zawodz ce d wi ki mo na us ysze  w starym drewnianym domu podczas wichury. Zaskakuj cy, dziwaczny odg os w ca ej tej ciszy. I nie by ... jak by to
okre li ... statyczny. To nas mija o, jakby lec c znad jeziora w gór  stoku. Mimo woli obejrza em si  w tamt  stron  i nagle gdzie  od szczytu dobieg o
to g bokie, g uche  upni cie, jak podziemna eksplozja. W chwil  pó niej znów us ysza em ten cholerny d wi k.

- Po jakim czasie, Tony?
- Mniej ni  minuta. I wyra nie s ysza em, jak przelatuje nad nami. Natychmiast poderwa em g ow , ale we mgle nic nie  zobaczy em.  Odg os  by

jednak taki  sam.  A dziesi

 sekund potem kolejna eksplozja u szczytu góry. Tym razem by  to znacznie wyra niejszy grzmot. Wyobra am sobie,  e tak

mo e brzmie  wybuch bomby, cho  nigdy go nie s ysza em.

- I co dalej?
- Uruchomi em wóz i dali my drapaka. Wtedy us yszeli my trzeci  eksplozj , ju  bardzo g

. I nagle w las woko o zacz  spada  ogie  i popió .

on y drzewa,  ció ka, Bóg wie co. Jechali my, nie zwa aj c na nic, byle jak najszybciej i najdalej przed siebie. Jeszcze w  yciu tak nie p dzi em

samochodem. Po chwili nast pi  czwarty wybuch, silniejszy ni  trzy poprzednie razem wzi te. Nie s yszeli my jej, ale poczuli my... ziemia si  pod nami
zatrz

a. I potem zacz o si  robi  ciemno. Tony popio u i kamieni wyrzucane pod niebo, jak s dz . S

ce po prostu znikn o. Gdybym wtedy, przed

laty, nie widzia , jak wybucha ten wulkan na Karaibach, pewnie jeszcze bym sta  z rozdziawion  g

, gapi c si  na szczyt Mount St. Helens, kiedy

lawa zaczyna a si  toczy  w dó . To niesamowite, jak ona wszystko na drodze po yka...

- Wraz z waszym galonem whisky, jak donosi  twój kumpel Don. - Arnold zachichota .
- Taak... tylko sobie wyobra cie... jeden ma y kawa ek wulkanicznej ska y w kolorze bursztynu po rodku ca ej tej szaro ci. Dewar's Rock. Atrakcja

turystyczna jak cholera.

170
- McKeag opowiada  w swoim programie,  e za par  lat mo e b dziesz si  ubiega  o fotel gubernatora. To by mog o by  twoje pierwsze posuni cie...

nadanie szkockiej nazwy ska ce u podnó a Mount St. Helens.

Poniedzia ek, 24 sierpnia 2009 r., godzina 10.30. Pentagon
Uczestnicy zebrania kolejno si  schodzili do prywatnej sali konferencyjnej przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów. W ród

zaproszonych znale li si  kontradmira  Morris z NSA ze swym asystentem, szef operacji morskich admira  Dickson, dowódca floty podwodnej Pacyfiku
admira  Curran, Arnold Morgan ze swym go ciem Tonym Tiltonem, oraz genera owie Cale Carter, dowódca wojsk lotniczych, Bart Boyce, naczelny
dowódca NATO, i Stanford Hudson, szef si  szybkiego reagowania US Army. Rzuca a si  w oczy nieobecno

 polityków, nawet sekretarza obrony Milta

Schlemmera*, dawniej pracuj cego w MAE A i w Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego. Ju  samo jego nazwisko budzi o w Arnoldzie Morganie
pusty  miech. Oprócz by ego doradcy prezydenta, ludzi z NSA i Tony'ego Tiltona by  jeszcze tylko jeden cz owiek spoza kr gu najwy szych w adz
wojskowych USA - pu kownik lotnictwa ze sztabu si  powietrznych i kosmicznych, który czeka  na zewn trz. Za drzwiami wart  pe nili dwaj 

nierze

piechoty morskiej, a dalszych czterech zaj o pozycj  w korytarzu numer 7, prowadz cym prosto do tak zwanego E-ringu, g ównego holu biegn cego
wokó  ca ego Pentagonu.

Zebrani zasiedli wokó  du ego sto u konferencyjnego i genera  Scannell rozpocz  narad  od przypomnienia,  e dzisiejsze spotkanie ma  ci le tajny

charakter i  e absolutnie nikt nie powinien si  dowiedzie  nawet o tym,  e si  odby o. O wiadczy ,  e zebranie poprowadzi admira  Morgan, wyja niaj c
krótko, i  od d

szego czasu i szczegó owo zajmuje si  on problemem, o którym b dzie mowa. Wspomnia  te  o kil-

Schlemmer (niem.) - birbant, sybaryta.
171
kumiesi cznym zaanga owaniu admira a Morrisa i komandora Ramshawe'a w t  spraw . Scannell przekaza  wcze niej wszystkim uczestnikom

zebrania zaszyfrowan  poczt  elektroniczn  tylko bardzo ogólnikowe informacje, ale ka dy z oficerów sztabowych wiedzia  dostatecznie du o o
podejrzanych okoliczno ciach erupcji Mount St. Helens, wszyscy otrzymali te  kopie listu od Hamasu, 

daj cego natychmiastowego wycofania wojsk

ameryka skich z Bliskiego Wschodu.

- Ka dy z panów rozumie,  e istnieje wyra ne podejrzenie, i  krater wulkanu zosta  rankiem dziewi tego sierpnia ostrzelany salw  czterech rakiet

cruise — rozpocz  Scannell. — Tylko jeden cz owiek by  tak blisko... i prze

...  e mo e nam szczegó owo opowiedzie , jak to wygl da o. Jest tu

dzisiaj z nami. Przedstawiam pana Tony'ego Tiltona, prezesa Seattle National Bank. Poniewa  chcia bym jak najszybciej odwie

 go do domu, od jego

zeznania zaczniemy. Pan Tilton ju  zapozna  admira a Morgana ze swymi spostrze eniami, dlatego poprosz  ci , Arnoldzie,  eby  pokierowa  tym

przes uchaniem.
Wspierany pytaniami Morgana Tilton z prawnicz  precyzj  zrelacjonowa  kolejno

 wydarze  nad jeziorem Spirit w ow  feraln  niedziel . Kiedy na

zako czenie admira  zapyta  zebranych, czy nale y co  wyja ni  dok adniej, nikt nie zg osi  takiej potrzeby. Jego wyst p z Tonym by  wirtuozeri .
Scannell podzi kowa  oficjalnie go ciowi za przybycie, po czym czekaj cy za drzwiami dwaj m odzi porucznicy marynarki odprowadzili Tiltona na

dowisko  mig owcowe, sk d natychmiast zosta  przewieziony do bazy Andrews i dalej do Seattle.

W sali konferencyjnej w tym czasie s uchano ju  wypowiedzi wojskowego psychiatry z si  powietrznych, którego zadaniem by a ocena tre ci listu od

Hamasu. Doktor nie mia  w tpliwo ci co do stanu psychicznego jego autora.

dania zawarte w li cie s  jawnie oburzaj ce, nie znajduj  w nim jednak oznak histerii ani  adnego rodzaju zaburze  psychicznych. Osoba, która

go napisa a, nie jest wariatem. Przeciwnie, autor jest cz owiekiem wykszta conym, którego ojczystym j zykiem jest z ca  pewno ci  angielski. Nie ma
tu ani jednego przypadku problemów z gramatyk , myle-

172
nia czasów, co jest klasycznym znakiem firmowym cudzoziemca pisz cego w obcym j zyku. Co wi cej, brak w li cie najmniejszego dysonansu

frazeologicznego ani kolokwializ-mu, jakiego my by my nie u yli. Nie dostrzegam te  w ca ym tek cie oznak podekscytowania. J zyk jest prosty i
rzeczowy nawet wtedy, gdy autor wyk ada swoje 

dania. „Podejmie Pan bez zw oki nast puj ce dzia ania... oczekujemy rozpocz cia ruchów wojsk...

operacja musi si  zako czy ..." Chcia bym te  zwróci  uwag  panów na zdanie, w którym ten cz owiek podkre la,  e „skoro umieli my doprowadzi  do
eksplozji najwi kszego wulkanu na terytorium Stanów Zjednoczonych, to prawdopodobnie potrafimy zaaran owa  odpowiednio du e osuni cie ska y
po rodku pustego oceanu". S owem najwa niejszym jest tu „prawdopodobnie", dlatego  e oznacza ono ironi , chyba najbardziej ulotny z wzorów
my lowych, zdolno

 do niedopowiedzenia, a mimo to osi gni cia zamierzonego efektu. Powszechnie uwa a si ,  e Amerykanie nie s  do niej zdolni,

za to dla Brytyjczyka to chleb powszedni. Chcia bym te  przypomnie  panom zwrot „jak ju  da em do zrozumienia w moim komunikacie..." To s  s owa
wyszkolonego oficera, a nawet dyplomaty. To zdanie móg by napisa  ka dy z obecnych w tej sali. Panowie, ten list zosta  napisany przez osob  bardzo
powa

, jak najbardziej zdrow  psychicznie i bezwzgl dn . Z psychologicznego punktu widzenia nie ma podstaw, by jej nie wierzy , je li twierdzi,  e

wysadzi a w powietrze wulkan St. Helens.

Po psychiatrze zabra  g os komandor porucznik Ramsha-we, który przedstawi  problem zaginionej Barracudy, poda  prawdopodobne pozycje, gdzie

mog a zosta  namierzona, i swój wniosek,  e najprawdopodobniej okr t p ynie teraz wzd

 wybrze y Ameryki Po udniowej na Atlantyk.

Nast pnie genera  Scannell skierowa  dyskusj  na temat 

da  terrorystów i poprosi  Stanforda Hudsona o przedstawienie aktualnej dyslokacji wojsk

i stanu magazynów amunicji i sprz tu. Hudson rozda  wszystkim arkusze papieru, po czym zacz  czyta  z w asnego:

BAHRAJN: Sztab V Floty i cztery tysi ce pi ciuset ludzi. Bahrajn jest o rodkiem centralnym dla wszystkich amery-
173
ka skich okr tów operuj cych na Zatoce Perskiej, Morzu Czerwonym i Morzu Arabskim.
KUWEJT: Korpus wojsk l dowych w sile dwunastu tysi cy 

nierzy. Du a baza szkoleniowa Camp Doha, aktualnie nasz najlepszy o rodek

szkolenia do walk na pustyni. Kolejn  budujemy w Arifd anie. Lotnictwo ma swoje bazy w Ali Al-Salem i Ahmed Al-D abar.

ARABIA SAUDYJSKA: Na nowo otwarta baza lotnictwa, oko odziesi ciotysi czny personel. Samoloty bojowe i zwiadowcze. Do tego trzy samoloty

dalekiego rozpoznania AWACs i lataj ce cysterny w bazie Prince Su tan, chronione przez dwie baterie rakiet Patriot.

KATAR: Oko o czterech tysi cy ludzi. Korzystamy z bazy lotniczej Al Udeid, która ma najd

sze pasy startowe w ca ym regionie. Zbudowali my tam

schrony dla samolotów. Stacjonuj  tam równie  lataj ce cysterny KC-10 i KC-135. W obozie As-Salijah za

yli my naczelne dowództwo wszystkich si

dzia aj cych w regionie Zatoki Perskiej.

OMAN: U ywamy hangarów na lotnisku mi dzynarodowym A -Seeb jako punktu tranzytowego dla przerzutów do Afganistanu i Zatoki. Bazuje tam

background image

oko o trzech tysi cy ludzi.
EMIRATY: Oko o pi ciuset osób, g ównie z US Air Force.
DZIBUTI: Do trzech tysi cy ludzi — si y specjalne, mari-nes i US Air Force jako cz

 zespo u antyterrorystycznego. Baza bezza ogowych

samolotów zwiadowczych Predator w gestii CIA.

DIEGO GARCIA: Oko o pó tora tysi ca ludzi, baza US Na-vy i ci

kich bombowców strategicznych B-52 i B-2 Stealth.

Dodatkowo utrzymujemy w regionie trzy zespo y lotniskowców na zasadzie rotacji, w zale no ci od klimatu politycznego.
- Czyli w sumie ca a masa ludzi i sprz tu - wtr ci  genera  Scannell. - Za du o,  eby rozwa

 ewakuacj  ca

ci tylko na podstawie jednego 

dania

bliskowschodniego terrorysty.

- Chyba  e ten terrorysta rzeczywi cie jest zdolny zniszczy  ca e Wschodnie Wybrze e - dorzuci  admira  Morgan. -W takim wypadku zrezygnowanie

z ca ej naszej militarnej obecno ci w regionie by oby cen  niewspó miernie nisk .

174
- To nie mo e by  mo liwe - powiedzia  genera  Boyce. -Po prostu nie mo e.
- „Skoro umieli my doprowadzi  do  eksplozji  najwi kszego  wulkanu  na  terytorium  Stanów  Zjednoczonych,  to prawdopodobnie potrafimy

zaaran owa  odpowiednio du e osuni cie ska y po rodku pustego oceanu" — zacytowa  Arnold Morgan.

Na kilkana cie sekund w sali zapad o milczenie. Przerwa  je znów by y doradca poprzedniego prezydenta.
- Panowie, spójrzmy prawdzie w oczy. Musimy przyj

 za

enie,  e ten facet nie  artuje. Nie mamy w tej sytuacji zbyt wielu wyj

. Wyj cie numer

jeden, absolutnie priorytetowe, to z apa  i zatopi  tego gnojka. Zgadza si ? - Rozejrza  si  woko o, a nie widz c oznak sprzeciwu, kontynuowa : -A
zatem nast pne posuni cia to kolejno: opracowanie planu dyslokacji floty; wyznaczenie jej dowódcy i wreszcie nak onienie prezydenta, naczelnego
zwierzchnika wszystkich si  zbrojnych Stanów Zjednoczonych, aby si  zgodzi  na t  akcj . Ostatni punkt jest zdecydowanie najtrudniejszy do

wykonania.
- Chcesz wiedzie , Arnie, jakie s  moje przewidywania w tej kwestii? — spyta  George Morris.
- Oczywi cie.
- On si  nigdy nie zgodzi wprowadzi  kraju na wojenn

cie

 na podstawie listu jednego wariata. Nie s ucha nas i nie b dzie s ucha .

Znów zapad a cisza.
- W takim razie b dziemy musieli poradzi   sobie bez niego - odezwa  si  wreszcie Tim Scannell.
- Co by oby niezbyt ortodoksyjnym posuni ciem - dorzuci  Alan Dickson.
- Mo liwe - odpar  przewodnicz cy. - Ale nie mo emy  wiadomie zawie

 naszego narodu, wiedz c,  e istnieje realne niebezpiecze stwo,  e kto

mo e zetrze  z mapy spor  po

 USA. Komandor Ramshawe przekaza  wszystkim panom krótki, ale tre ciwy raport na temat opinii ekspertów o

wulkanie na Palmie, prawda?

- Tak jest. Rozumiem,  e tsunami nie da si  powstrzyma , kiedy ju  si  wytworzy? - upewni  si  Bart Boyce.
- Nie. Mówimy o prawdopodobnie najwi kszej sile na na-
175
szej planecie — odpowiedzia  admira  Morgan. - Wytworzona fala osi ga pr dko

 pasa erskiego odrzutowca. Do Nowego Jorku dotrze w dziewi

godzin, przez ca y czas nabieraj c niszcz cej energii. Widz  tylko dwie szans . Jedna jest licha, druga nieco lepsza, ale te  nie daje  adnej pewno ci.
Wy lemy w rejon Wysp Kanaryjskich flot  stu okr tów i b dziemy szuka  Barracudy, cho  skutek b dzie raczej mizerny, je eli jej dowódca jest tak
sprytny, za jakiego go mam. Poza tym ustawimy lini  obrony z jednostek nawodnych wokó  Palmy, z zadaniem wykrycia i zestrzelenia rakiet jeszcze
nad oceanem. Oczywi cie by oby nam  atwiej, gdyby my wiedzieli, z jakiego kierunku on zamierza strzela , ale nie wiemy.

- Có , niezale nie od wszystkiego musimy wys

 w morze ca  nasz  flot  atlantyck  - rzek  admira  Curran. -Taka fala zniszczy aby wszystkie

okr ty przebywaj ce w porcie, dlatego ani jeden nie mo e zosta  przy kei. Sporz dzili my wst pny plan, który admira  Dickson chce wszystkim
przedstawi ... to znaczy, o ile wszyscy jeste my jednomy lni co do realizmu tej gro by. Czy wszyscy obecni zgadzaj  si ,  e konieczne jest
przeciwdzia anie marynarki wojennej, niezale nie od tego, co o tym my

 nasi polityczni prze

eni?

Dziewi

 r k unios o si  w gór .

- Nie   mamy    adnego   wyboru  -   podsumowa    genera  Scannell.
- W porz dku. Dzi  jest dwudziesty czwarty. To znaczy,  e mamy czterdzie ci siedem dni na dopi cie wszystkiego na ostatni guzik- rzek  admira

Morgan. - Proponuj  wymy lenie jakich  okresowych  wicze  floty na Atlantyku. Trzeba jak najszybciej postawi  okr ty w pogotowie do wyj cia w
morze. S dz ,  e na Bliskim Wschodzie jest ostatnio wystarczaj co spokojnie,  eby my mogli przerzuci  zespo y lotniskowców na Atlantyk bez robienia
zbyt wielkiego szumu, Alan?

- Nie ma problemu, sir.
- Dobra. A teraz mo e wys uchamy, jaki jest wst pny plan dzia ania, nad którym pracowali cie z Freddiem przez ca y weekend?
Admira  Curran wr czy  ka demu po arkuszu zadrukowanego papieru, po czym zacz :
- Jako podwodniak zosta em poproszony o wyja nienie
176
pierwszej cz

ci planu, zanim przeka

 pa eczk  admira owi Dicksonowi. Wiecie panowie zapewne,  e prowadzenie poszukiwa  wroga z

wykorzystaniem wi kszej liczby okr tów podwodnych jest trudne, poniewa

atwo o pomy

 i wzajemne ostrzelanie przez w asne jednostki. W zwi zku

z tym zaleca bym ustalenie rejonu operacyjnego w formie kwadratu o boku pi ciuset mil, opartego  rodkiem wschodniego boku o Palm  i
wychodz cego na pi

set mil na zachód. To olbrzymia powierzchnia, dwie cie pi

dziesi t tysi cy mil kwadratowych, ale spodziewamy si ,  e gdzie  z

tego obszaru Barracuda zamierza wystrzeli  rakiety. Niewykluczone,  e zechce to zrobi  mo e jeszcze dalej na zachód, cho by z tysi ca mil, osobi cie
jednak w to w tpi . Ktokolwiek ni  dowodzi, b dzie wiedzia ,  e ich szukamy, pami ta te  na pewno o naszych doskona ych systemach obrony
przeciwrakietowej i nie b dzie chcia ,  eby jego cruise'y zbyt d ugo musia y lecie  do celu. Gdybym mia  zgadywa , postawi bym na to,  e on b dzie
strzela  z odleg

ci trzystu mil od Palmy. Nie mo emy jednak ryzykowa . Musimy zabezpieczy  zewn trzne granice jego zasi gu.

— Ilu rakiet wed ug ciebie nale y si  spodziewa , Freddie? - spyta  Arnold Morgan.
—  eby mie  pewno

, i  uda si  mu naruszy  stabilno

 ska y... my

,  e z dwudziestu. Chyba  e u yje g owic j drowych... Wtedy wystarcz  dwa

pociski.
- A mo e u

 j drowych?

- W tpi  - wtr ci  George Morris. - Po prostu dlatego,  e nie wyobra am sobie, sk d mia by je wzi

. Musia yby by  dopasowane do wyrzutni

Barracudy, a Rosjanie nie pomogliby mu a  do tego stopnia. Oni nawet nie chc  si  przyzna ,  e sprzedali okr t komu  innemu ni  Chi czykom. Ci za
z kolei wszystkiemu zaprzeczaj . A ju  na pewno nie zechc  si  przyzna  do powi za  ze zgraj  arabskich terrorystów, którzy   gro

   zniszczeniem

Wschodniego   Wybrze a  USA. Chi czycy s  kr taczami, ale nie g upcami.

- Mogliby je kupi  w tej dziurze w Bo ni — przypomnia  Morgan. — Ale zdziwi bym si , gdyby którekolwiek pa stwo europejskie si  na to zgodzi o,

szczególnie te z NATO i Unii.

— A Korea Pó nocna? - spyta  Morris.
177
— To  mo liwe.  Ale nie  s dz ,  aby Korea czycy zdo ali osi gn

 ten poziom technicznego wyrafinowania, jakiego wymaga zbudowanie rakiety

zdolnej  do przenoszenia g owic nuklearnych, która by pasowa a do rosyjskiego okr tu podwodnego.

- Miejmy nadziej ,  e nie osi gn li - rzek  Alan Dick-son. - My

 jednak,  e ostatecznie nie ma znaczenia, sk d wzi li g owice. Musimy ich

powstrzyma  niezale nie od  ród a.

— Dobra. Pos uchajmy teraz, co Freddie ma do powiedzenia na temat rozstawienia floty — zako czy  dyskusj  Morgan.
- Zdecydowanie musimy zastosowa  system kwadratów operacyjnych dla naszych okr tów podwodnych - powiedzia  Curran.  - Zalecam utworzenie

os ony w trzystumilowym pasie na zachód od wybrze y Palmy, licz c od zewn trznej granicy pi ciusetmilowego akwenu, o którym mówi em. Ka demu
z pi tnastu okr tów przypadnie kwadrat o boku czterdziestu mil. B

 je patrolowa  z zastosowaniem sonarów holowanych,   staraj c   si    wychwyci

ka dy   najmniejszy d wi k w wodzie. W sumie pokryje to powierzchni  oko o dwudziestu   czterech   tysi cy   mil   kwadratowych.   Jestem wprawdzie
zdania,  e Barracuda nie b dzie si  d ugo czai  gdzie  w zachodniej cz

ci oceanu, po pierwsze dlatego,  e jej dowódca b dzie si  nas tam

spodziewa , a po drugie zak adamy,  e p ynie do Wysp Kanaryjskich od po udnia, od Hornu. Ma do pokonania du

 odleg

 przy niewielkiej pr dko ci.

Nasza najlepsza szansa to przechwycenie go w drodze, cho  nie liczy bym na taki b d z jego strony, który pomóg by nam go wykry . Dlatego te
pozosta e pi

 okr tów podwodnych ustawi bym w takich samych kwadratach operacyjnych, ale bezpo rednio przy brzegach Palmy. Akwen jest tam

bardzo g boki. Jest pewne prawdopodobie stwo,  e Barracuda podejdzie blisko pod os on  nocy, by ustawi  si  na pozycji strza u nie tylko za pomoc
GPS, ale i sprawdzi  j  wizualnie. Nie twierdz ,  e taki scenariusz jest bardziej prawdopodobny od innych, ale by oby g upot  pilnowa  tylko
zewn trznego pasa, podczas gdy nieprzyjaciel móg by cichaczem prze lizn

 si  pod nami i zaatakowa  z bliskiej odleg

ci, pozostawiaj c nam

niewiele czasu na przechwycenie rakiet.

178
¦
Genera  Hudson wszed  Curranowi w s owo, stwierdzaj c,  e bezsprzecznie nale

oby przerzuci  na sam  wysp  kilka baterii rakiet Patriot,

ustawiaj c je na zachodnim klifie i wokó  wulkanów.

- Mo emy tylko mie  nadziej ,  e oni u yj  raczej pocisków o wysokim torze lotu, a nie cruise'ów - powiedzia . -Wówczas naprawd  mieliby my

szans  sobie z nimi poradzi .

Admira  Curran tylko skin  g ow . Zasugerowa ,  eby zespó  okr tów podwodnych podlega  bezpo rednio sztabowi SUBLANT, gdziekolwiek on si

dzie znajdowa . By o coraz bardziej oczywiste,  e zanosi si  na ogóln  ewakuacj  wszystkich o rodków dowodzenia na Wschodnim Wybrze u przed

wyznaczonym przez Harna  terminem 9 pa dziernika.

background image

Admira  Dickson omówi  pokrótce planowane rozmieszczenie floty nawodnej, zalecaj c wys anie na dozór oceaniczny osiemdziesi ciu okr tów.
- Powinno si  w tej grupie znale

 oko o czterdziestu fregat rakietowych  z  sonarami  holowanymi.  Zajm   pozycje w wolnym pasie mi dzy rejonami

operacyjnymi obu zespo ów podwodnych. To oko o dwustu tysi cy mil kwadratowych, czyli po dwa i pó  tysi ca na ka dy okr t. To daje kwadraty
przeszukiwania o boku pi

dziesi ciu mil. Pozostanie tylko czeka  na enpla. Je eli jest dobry, mo emy go nigdy nie us ysze . Ale kiedy pope ni cho

jeden b d, utopimy sukinsyna. Panowie, je eli si  zgadzamy, natychmiast zaczynam pracowa  nad szczegó owym planem operacyjnym. I lepiej
zacznijmy ju  przerzuca  tam okr ty z Bliskiego i Dalekiego Wschodu.

- Jestem za tym - rzek  admira  Morgan. - Niepokoi mnie tylko kwestia czasu, a tak e mo liwo

,  e Hamas b dzie przez nast pne par  tygodni

obserwowa  nasze dzia ania wokó  baz w rejonie Zatoki Perskiej. Je li zobacz ,  e nic nie robimy, mog  si  wkurzy  i stukn

 w ten klif przed

up y-Wem terminu ultimatum albo w inny sposób przyspieszy  bieg rzeczy. Wola bym tego unikn

.

- Sugerujesz,  e powinni my zacz

 przeprowadzk , niby spe niaj c ich 

danie?

- Wed ug mnie tylko w ten sposób mo emy kupi  troch  C2asu. Kiedy si  przekonaj ,  e jeste my pos uszni, mog
179
nam pozwoli  na jak

 prolongat . A przy operacjach defen-sywnych na tak  skal  dodatkowy czas jest cholernie potrzebny.

- Sir, czy móg bym o co  zapyta ? - odezwa  si  komandor Ramshawe.
- Wal, Jimmy.
- Czy pan uwa a,  e te skunksy chc  ostrzela  sam klif,  eby spowodowa  osuwisko, czy te  raczej wsadzi  par  g owic nuklearnych prosto w krater

Cumbre Vieja,  eby doprowadzi  do wybuchu i pozwoli  dzia

 naturze, to znaczy liczy  na rozsadzenie ska y przez powsta  par ?

- Dobre pytanie - odrzek  Morgan. — Normalnie powiedzia bym,  e ka dy terrorysta w takiej sytuacji odpali by salw  rakiet w brzeg, mo e z trzystu

mil, i wzi  nogi za pas. Z tym akurat skunksem sprawa jest jednak inna. S  powody, by uwa

 go za eksperta od wulkanów. Twoja druga opcja, czyli

uderzenie w krater, jest trudniejsza i wymaga d

szych przygotowa , ale te  jest o wiele skuteczniejsza. Tak, wed ug mnie on wybierze w

nie tak

metod . Niestraszne mu trudno ci, a na pewno chce osi gn

 maksymalny efekt.

- Tak jak to zrobi  z Mount St. Helens - doda  Jimmy.
- Otó  to.
- Znów wi c wracamy do kwestii czasu - rzek  genera  Scannell. - My licie, panowie,  e mo emy zamarkowa  dyskretne opuszczanie baz wokó
Zatoki?
- Nie by bym tego taki pewien — odpar  Bart Boyce, wyra nie zmartwiony. — Dopóki prezydent ma nas za wariatów, po prostu tego nie widz .
Tim Scannell mia  lepszy wzrok.
- Bart, zdaje si ,  e ju  to mówi em. Tym razem mo emy by  zmuszeni radzi  sobie bez niego.
Przez niejedne plecy w tej sali przeszed  zimny dreszcz. Zanosi o si  na bunt przeciw prawowitej, legalnej w adzy pa stwowej i to w wykonaniu

najwy szego dowództwa si  zbrojnych. W powietrzu zapachnia o puczem wojskowym.

ROZDZIA  7
Pi tek, 4 wrze nia 2009 r., godzina 8.00.5618S/06700W. Pr dko

 15 w, zanurzenie 90 m

Kontradmira  Badr prowadzi  Barracud  II kursem 270°. Dwadzie cia pi

 mil na pó noc widnia  przyl dek Horn, a na powierzchni szala  sztorm o sile

8°B, wiej cy znad lodowych pustkowi Antarktydy. Po udniowy odcinek podró y mieli ju  za sob . Przez basen po udniowo-wschodniego Pacyfiku
przeszli z dobr  pr dko ci , a teraz posuwali si  ju  na wschód, zimnymi, zdradliwymi wodami Cie niny Drake'a pomi dzy setkami wysepek i fiordów
Tierra del Fuego a archipelagiem Szetlandów Po udniowych, przycupni tym u brzegów najdalej na pó noc wysuni tego fragmentu szóstego kontynentu,
Pó wyspu Antarktycznego. Badr zmierza  ku kraw dzi podmorskiego urwiska Grzbietu Szkotia, pozostaj c jednocze nie w korzystnym nurcie silnego
Pr du Falklandzkiego. Nast pny kurs poprowadzi Barracud  II obok p ytkiej  awicy Burdwood i daleko na wschód od Falklandów. Ten rozleg y,
oceaniczny akwen jest praktycznie pusty, stosunkowo rzadko odwiedzany przez statki, prawie nie patrolowany przez marynark  wojenn  Argentyny;
Royal Navy, strzeg ca podej

 do tych spornych wysp, o które przed dwudziestu siedmiu laty toczy a si  wojna i gin li brytyjscy i argenty scy 

nierze,

te  rzadko si  tam zapuszcza. Tu, na dalekim po udniu, by  teraz  rodek zimy. Dowódca zapewnia  za og ,  e cho  nie ogl dali  wiat a dziennego od
prawie dwóch miesi cy, na pewno nie byliby zadowoleni, gdyby przysz o teraz ^y ciubi  nos z g bin.  nie na zawieja i pot

ne fale Oceanu

Po udniowego, jak nazywa si  w locji ten okalaj cy ca  Antarktyd  bezmiar wody, usprawiedliwia y ponur  s aw

181

Cabo de Hornos. Okr ty podwodne nie lubi  powierzchni morza w

ciwie w  adnych warunkach pogodowych poza absolutn  flaut . Tu jednak,

blisko kilkadziesi t metrów poni ej pot

nych ba wanów, Barracuda II by a w swoim  ywiole, zapewniaj c pe en komfort  yj cym na jej pok adzie

marynarzom. Si ownia o mocy czterdziestu siedmiu tysi cy koni mechanicznych pracowa a nieprzerwanie przez osiem tygodni, co nie przynios o
znacz cego uszczerbku dla jej zapasu paliwa j drowego, wystarczaj cego na osiem lat. Rosyjski wodny reaktor ci nieniowy PWR mo e dostarcza
energii dla potrzeb nap du, ogrzewania, produkcji wody pitnej i regeneracji powietrza praktycznie bez ko ca. Je li nie trafi si

adna awaria, tylko

wyczerpanie zapasów  ywno ci mog oby zmusi  Barracud  II do wyj cia na powierzchni . Ten okr t o tytanowym kad ubie, cichy jak duch i zdolny do
skrytego, morderczego ataku spod wody by  marzeniem ka dego podwodniaka.

Od przyl dka Horn do równika jest cztery tysi ce mil morskich. Trzy czwarte tej drogi przebyli szparko; utrzymywali przyzwoit  pr dko

 pi tnastu

ów, wykorzystuj c brak systemów nas uchowych i patroli jakiejkolwiek marynarki wojennej. Badr trzyma  si  o tysi c mil od brzegów Argentyny,

yn c  rodkiem Basenu Argenty skiego na g boko ci stu pi

dziesi ciu metrów. Min li Rio de la Pl ta, estuarium dwóch pot

nych rzek, Parany i

Urugwaju, trzymaj c si  na wschód od p ytkich wód nad Wyniesieniem Rio Grand , i szli dalej na pó noc, w stron  brytyjskiej Wyspy Wniebowst pienia.
Na d ugo przed dotarciem w jej rejon Badr znacznie zmniejszy  pr dko

, aby przemkn

 jak najciszej obok znajduj cej si  na niej ameryka skiej bazy

wojskowej. Na ca ym po udniowym i  rodkowym Atlantyku by o to prawdopodobnie jedyne miejsce, gdzie mogli zosta  namierzeni, dlatego te
Barracuda II mija a je w 

wim tempie i na wi kszej ni  zazwyczaj g boko ci, bo a  dwustu dziesi ciu metrów. Na ca ym okr cie panowa a g ucha

cisza. Rawi i Ben Badr przesiadywali d ugie godziny w centrali lub w pomieszczeniu sonarów, Szakira w nawigacyjnej.

W pi tek 18 wrze nia przekroczyli równik i znale li si  z  powrotem  na  pó kuli   pó nocnej.   Przed  nimi  by   teraz
182
tysi cmilowy odcinek do wyznaczonego miejsca spotkania, który pokonali z dobr  pr dko ci  w nieca e trzy dni. W po udnie 21 wrze nia byli na

miejscu, kr

c na g boko ci peryskopowej w odleg

ci oko o o miu mil od Dakaru, stolicy i najwa niejszego portu Senegalu, le

cego w najbardziej

wysuni tym na zachód punkcie Afryki, Przyl dku Zielonym.

Poniedzia ek, 21 wrze nia 2009 r., godzina 11.00. Chevy Chase
Arnold Morgan go ci  u siebie starego przyjaciela, od niedawna ambasadora izraelskiego w Waszyngtonie, sze

dzie-si ciodwuletniego genera a

Dawida Gawrona, niegdy  kieruj cego najsprawniejsz  chyba na  wiecie s

 wywiadowcz  - Mosadem. Poznali si  i wspó pracowali przed siedmiu

laty, kiedy Gawron pe ni  rol  attache wojskowego. Pó niej, kiedy obydwaj awansowali - admira  na doradc  prezydenta, genera  na szefa Mosadu - si
rzeczy musieli pozostawa  w kontakcie.

Spotkanie tego dnia nie by o zwyczajne. Dawid Gawron oczywi cie wiedzia ,  e Morgan ju  nie piastuje swojego stanowiska w Bia ym Domu, co

jednak w niczym nie zmniejszy o jego szacunku ani dla osoby gospodarza, ani dla jego encyklopedycznej wiedzy o  wiecie zakulisowych walk o wp ywy
na arenie mi dzynarodowej. Gawron zgadywa ,  e Stany Zjednoczone stan y w obliczu powa nego problemu. Od lat by  bliskim przyjacielem i
powiernikiem najwa niejszych osobisto ci w polityce i si ach zbrojnych Izraela, ciesz c si  opini  najbardziej zaufanego cz owieka w kraju.

By  prawdziwym sabr , urodzonym nieopodal Nazaretu. 8 pa dziernika 1973 roku, pierwszego dnia wojny Jom Kippur, wyjecha  na pustyni  Synaju

jako dowódca batalionu w dywizji pancernej samego genera a Abrahama „Brena" Adana. Tego strasznego dnia setki m odych 

nierzy, oszo omionych

si  ataku egipskiej 2. armii, walczy y i gin y na ja owych piaskach. Przez dwie doby m ody Dawid by  na pierwszej linii bitwy, odpieraj c fal  za fal
egipskich czo -

183
gów. Dwukrotnie ranny, otrzyma  medal za odwag  z r k samej premier Goldy Meir.
Takiego w

nie cz owieka Arnold Morgan potrzebowa  w tej chwili, poniewa  tylko kto  taki jak Dawid Gawron, kto stawia  czo o armii naje

ców,

mo e ostatecznie zadecydowa , czy jego obl

ony kraik mo e spe ni  pro

 Stanów Zjednoczonych o wycofanie si  z Zachodniego Brzegu Jordanu.

Do tej pory efekty nieoficjalnych, acz konkretnych rozmów nie by y zach caj ce. Najwy sze szar e w izraelskiej armii dostawa y niemal drgawek na
my l o wolnym pa stwie palesty skim. Twardzi ludzie z Knesetu, Mosadu i Szin Bet, s

by bezpiecze stwa, niedwuznacznie dawali do zrozumienia,

e to by aby zbyt wielka przys uga, by Amerykanie mogli o ni  prosi .

Arnold Morgan spojrza  na blizn  przecinaj

 lewy policzek Gawrona. Wiedzia ,  e to pami tka po odleg ej w czasie i przestrzeni bitwie czo gów na

synajskiej pustyni. Wiedzia  te ,  e si ga ona g boko... Reakcja ambasadora na uprzejm  propozycj , by zaprzesta  wrogich dzia

 wobec

Palesty czyków, b dzie mia a istotny wp yw na dalsze post powanie Amerykanów.

Dzie  by  ciep y, usiedli wi c na patio przy basenie. Arnold popija  kaw , spogl daj c w zimne niebieskie oczy wysokiego i nad wiek sprawnego

Izraelczyka o krótko przystrzy onych w osach i opalonej cerze.

- Dawidzie... - odezwa  si  w ko cu. - Chcia bym,  eby  by  ze mn  szczery.
- Jak zawsze. - Ambasador si  u miechn .
- Czy wiadomo wam o gro bie jak  kierownictwo Hamasu wystosowa o naszemu krajowi?
- Owszem.
- Wiecie o dwojakiej  naturze ich 

da ? Chc ,   eby my wycofali ca kowicie wszystkie nasze wojska z Bliskiego Wschodu i sk onili was do

wyra enia zgody na utworzenie pa stwa palesty skiego w obecnych granicach Izraela.

- Tak, znane s  nam te 

dania, jak równie  sama gro ba.

- Okay. Wiecie wi c te ,  e zacz li my pierwsze ruchy naszych oddzia ów w bazach wokó  Zatoki Perskiej.

background image

- Oczywi cie.
184
- Czy s dzicie,  e Hamas wierzy, i  zamierzamy spe ni  ich ultimatum?
- W tpi .
- Dlaczego?
- Dlatego  e na pewno nie robicie nawet w przybli eniu odpowiednio du o. Gracie tylko na zw ok , przygotowuj c si  przez ten czas do zniszczenia

przeciwnika... zgodnie z u wi con  ameryka sk  tradycj .

- Cholernie  trudno by oby  zniszczy   Hamas,  skoro  go nigdzie nie wida .
- Zapewniam ci ,  e nie musisz nam tego mówi . My ich widzimy znacznie lepiej ni  wy, a te  nie udaje si  nam ich pozby .
- No có , Dawidzie, z pewno ci  mo emy zwi kszy  tempo wycofywania naszych ludzi na tyle,  eby to wygl da o realistycznie. Ale naturalnie

potrzebna jest nam wasza pomoc. Musimy zademonstrowa ,  e namówili my was do zawarcia trwa ego pokoju i korekty granic rejonu Gazy i
Zachodniego Brzegu Jordanu.

Dawid Gawron nie odpowiedzia .
- Chc  wi c zada  ci dwa pytania — ci gn  Morgan. — Pierwsze ma zwi zek z twoim do wiadczeniem w walce z terrorystami arabskimi. Uwa asz,

e powinni my traktowa  te gro by Hamasu powa nie?

- Mówisz o zapowiedzi spowodowania gigantycznego osuwiska, a w jego wyniku tsunami, które zniszczy oby wasze Wschodnie Wybrze e?
- O tym w

nie.

- Odpowiem ci wi c,  e tak, powinni cie traktowa  je powa nie. Dlatego,  e Hamas sta  si  bardzo gro ny w ostatnich dwóch, trzech latach. Na

pewno zwrócili cie uwag  na ich spektakularne sukcesy, niektóre naszym kosztem, niektóre waszym...

- Jasne,  e tak. A teraz oni nam znów gro

, Dawidzie. Niech to szlag, oni nigdy nie byli a  tak niebezpieczni!

- Dopóki nie znale li sobie lidera wyszkolonego w Sand-hurst.
- Mówisz o oficerze SAS, który zdezerterowa  i przeszed  na ich stron ?
185
— O nim w

nie. I nie w tpi ,  e wiecie o tym, i  przeskoczy  przez ten mur w moim kraju, podczas bitwy ulicznej w Hebronie.

—  ci le mówi c, Dawidzie, on nie tyle przeskoczy  mur, co obszed  go dooko a.
— Masz precyzyjne informacje, Arnoldzie. - Gawron si  u miechn . - Mamy oczywi cie te same  ród a. W ka dym razie nikt go ju  wi cej nie

widzia , a od tamtej pory Hamas ju  nie jest taki jak przedtem.

— Nie musisz mi tego mówi . Teraz jednak mamy na g owie ten cholerny wulkan.
— Nie wiem, czy s ysza

,  e pó tora roku temu on uprowadzi  i zamordowa  tego profesora w Londynie,  wiatowej s awy eksperta od katastrof

geologicznych?
— Skojarzyli my te fakty dopiero niedawno.
— My w Tel Awiwie byli my troch  szybsi. Ale ju  wcze niej wiedzieli my,  e w Londynie dzia a aktywna komórka Hamasu. W samej rzeczy

spó nili my si  dos ownie o jeden dzie . Ma o brakowa o, a oszcz dziliby my wszystkim wielu k opotów.

— Albo straciliby cie zespó  zabójców.
— Tak, zawsze si  liczymy z tak  ewentualno ci , kiedy mamy   do   czynienia   z  takim   cz owiekiem  —   przytakn  ambasador. - Wracaj c

jednak do twojego pytania, naprawd  uwa am,  e musicie podej

 do tej gro by powa nie. Po jego poczynaniach w Londynie mo emy przyj

,  e teraz

on jest ekspertem od wulkanów. Nasz szef siatki w Damaszku doniós ,  e oni z ca  pewno ci  zamierzali spowodowa  erupcj  Mount St. Helens. Ta
informacja nigdy si  nie doczeka a potwierdzenia, ale zbieg okoliczno ci jest tu zbyt wielki.

— To za  z kolei oznacza,  e dni naszego Wschodniego Wybrze a mog  by  policzone - odrzek  Arnold. - Troch  si  zapozna em z tematem i

prawda jest dla mnie oczywista. Je li on uderzy w Cumbre Vieja, tsunami powstanie. A wtedy  egnaj, Nowy Jorku...

— Rozumiem oczywi cie wasz problem. Musicie zyska  na czasie, markuj c wycofywanie si  z Bliskiego Wschodu. Naprawd  jednak wysy acie

wielk  flot  na Atlantyk,   eby

186
znale

  i  zatopi  ten  okr t  podwodny  albo  przynajmniej przechwyci  i zestrzeli  ich rakiety w drodze do celu.

- Sk d, u diab a, wiesz,  e mo e chodzi  o okr t podwodny?
- Prosz , Arnoldzie, troch  nas doce . Wiemy o znikni ciu dwóch Barracud. Wiemy,  e jedn  z nich znale li cie, ju  porzucon  i zatopion , oraz  e

druga jeszcze gdzie  si  czai. Jasne jak s

ce,  e nie ma innego sposobu na za atwienie tego wulkanu, jak tylko przez ostrzelanie go rakietami spod

wody. Samoloty i okr ty nawodne nie wchodz  w gr , a odpalenie pocisków z kontynentu afryka skiego zosta oby przez was natychmiast wykryte. Nie,
Arnoldzie. Oni was poinformowali o swoich zamiarach i nie ma w tpliwo ci,  e atak rakietowy musi nast pi  z okr tu podwodnego, skradaj cego si
gdzie  w g binie czy to na pó nocnym Atlantyku, czy u brzegów Afryki. A skoro ta Barracuda jest jedyn  podejrzan ... elementarne, Watsonie.

- Masz racj . Je eli za  nie b

 móg  udowodni ,  e rz d Izraela  jest  gotów  zgodzi   si   wype ni   nasze  zalecenia, Hamas prawdopodobnie

otworzy ogie  i si  przekonamy, czy b dziemy umieli im przeszkodzi . Ostrzegam ci  tylko,  e gdyby taka wersja wydarze  okaza a si  prawdziwa, to
Kne-set mo e wi cej nie liczy  na jakiekolwiek wsparcie, finansowe czy wojskowe, ze strony USA.

- Zdaj  sobie z tego spraw  - odpar  Gawron. - I powiem ci ca kiem uczciwie,  e usi owa em nie w cza  si  do tych rozmów. Wiem,  e formalnie nic

si  jeszcze nie zacz o, ale te rzeczy szybko si  rozchodz . Mamy  wiadomo

,  e pr dzej czy pó niej Stany Zjednoczone zadadz  nam powa ne

pytania.
Morgan dola  im obu kawy, po czym wsta  i przeszed  kilka kroków tam i z powrotem.
- Dawidzie, powiedz mi, jakie s  twoje osobiste zapatrywania na 

danie Hamasu utworzenia niezawis ej, demokratycznej Palestyny na terytoriach

strefy Gazy i Zachodniego Brzegu... jak to oni mówi , okupowanych przez si y izraelskie od  czwartego  czerwca  tysi c  dziewi

set  sze

dziesi tego

siódmego roku? Wiesz,  e chc  natychmiastowego wycofania Wszystkich waszych oddzia ów?

- To dla mnie nic nowego. Ale takie 

danie jest równo-

187
znaczne z nak anianiem rz du Izraela do pope nienia politycznego samobójstwa. A wiesz, co twój wielki bohater Wins-ton Churchill o tym
powiedzia ?
— Nie przypominam sobie.
— Problem z politycznym samobójstwem polega na tym,  e zazwyczaj  yje si  dalej i gorzko tego 

uje.

Arnold   Morgan   si    roze mia    mimo   powagi   sytuacji. Usiad , wypi yk kawy i milcza , zamy lony.
— Arnoldzie, s  u nas tysi ce rodzin, które straci y kogo  w walce o te nowe ziemie izraelskie z agresorami arabskimi. Mój dziadek i dwaj stryjowie

zgin li w sze

dziesi tym siódmym na Synaju, moja ukochana i dzielna babcia poleg a w tym samym roku, zaopatruj c nasze czo gi w amunicj  na

Wzgórzach Golan. Dwana cie lat temu moja jedenastoletnia wnuczka zosta a zabita przez palesty sk  bomb  w supermarkecie. Wybacz, Arnoldzie,
ale nigdy si  nie zgodz  na powstanie w naszych granicach pa stwa palesty skiego. Nie zgodz  si  na oddanie ziem, za które gin li my w walce z
przyt aczaj

 przewag  Arabów. Mój rz d mo e i ulegnie, je li Ameryka zacznie gra  ostro, ale ja sam? Nigdy.

Arnold Morgan u miechn  si  ponuro do starego wojaka z Ziemi  wi tej.
— Ale co z nami, Dawidzie? Tyle zrobili my dla waszego bezpiecze stwa. Jak si  zachowacie, gdy na nas przyjdzie godzina prawdziwej próby?
— Có ... Wschodnie Wybrze e USA jest bardzo daleko od Izraela. To prawie dziesi

 tysi cy kilometrów. I po raz pierwszy to nie nam zagra a

zbrojny wróg.  yje u nas wielu m odych ludzi, których jeszcze nie by o na  wiecie, kiedy Egipcjanie prze amali lini  Bar-Lev, atakuj c nas w nasze
najwi ksze  wi to. Mieliby my ich prosi  o poparcie dla rz du, który oddaje wielkie po acie kraju, jedynego, jaki znaj ... Palesty czykom? Z czego
takiego rodz  si  wojny domowe.

— Chcesz powiedzie ,  e Izrael nigdy si  nie zgodzi na utworzenie wolnej Palestyny? Nigdy nie opu cicie okupowanych terytoriów?
— Nie mówi ,  e nigdy. Ale na pewno nie w najbli szych pi ciu tygodniach, Arnoldzie. To absolutnie niemo liwe. Pami taj,  e to nie my, ale wy

stoicie wobec zagro enia.

188
- Jak na oficera i dyplomat  to raczej krótkowzroczna reakcja - zauwa

 ch odno Morgan.

- Niezupe nie. Ameryce nie b dzie  atwo zagra  z nami ostro.  aden prezydent nie zaryzykuje utraty poparcia wielkiej liczby  ydowskich wyborców.
- Ja nie mówi em o ostrej grze.
- O... a co mia

 na my li?

- Dawa em ci do zrozumienia,  e je eli to tsunami narobi nam ba aganu, to przez jaki  czas b dziemy poniek d zaj ci. Zbyt zaj ci, by wam pomaga ,

skoro wy nie zechcieli cie pomóc nam.

- Ale my nie potrzebujemy pomocy. To nie nam gro

.

- Tak? Je eli nasze wojsko i marynarka zostan  na kilka miesi cy praktycznie pozbawione mo liwo ci dzia ania na Bliskim Wschodzie, to jak d ugo

wed ug ciebie potrwa, zanim Hamas obróci swój dot d t umiony gniew przeciwko Izraelowi?

Dawid Gawron si  zamy li . Milcza  przez d ug  chwil , zanim odpowiedzia :
- Hamas to organizacja dzia aj ca na zasadzie „uderz i uciekaj". Zwykli terrory ci. Nie maj  naszego wyszkolenia ani gotowo ci bojowej. Nie maj

gotowej odpowiedzi na ci

 artyleri . A my mo emy znie

 ataki terrorystyczne. Zawsze to robili my. Hamas po prostu nie jest wystarczaj co du

si ,  eby zagrozi  takiemu krajowi jak Izrael.

- Trzy lata temu mo e i nie by  - odpar  Morgan. — Teraz jednak jest inaczej. Maj  dowódc  tak dobrego taktycznie, jakiego od lat nie widzieli my.
- Mówisz o tym cholernym Kermanie?
- O nim w

nie, Dawidzie. O nikim innym.

background image

Poniedzia ek, 21 wrze nia, godzina 15.30. Atlantyk, 1433N/01730W. Pr dko

 5 w, kursy zmienne

Barracuda II kr

a tu  pod powierzchni  oceanu w ród  awic b kitnop etwych tu czyków, niespe na dziesi

 mil od Dakaru. W zachodniej Afryce

trwa a w najlepsze pora deszczowa i ciep a tropikalna ulewa siek a wod  na wiele mil od

189
brzegu. Czekali ju  tak cztery godziny, a deszcz nie ustawa . Co kwadrans Ben Badr wysuwa  peryskop i rozgl da  si  dooko a, na pró no wypatruj c

senegalskiego kutra patrolowego, który powinien si  zjawi  na umówionej pozycji ju  w po udnie. Kiedy si  wreszcie pokaza , dochodzi a szesnasta i
Ben z Rawim byli ju  mocno zdenerwowani. Nawet na tych ma o interesuj cych dla ameryka skich satelitów wodach nie by o zbyt przyjemnie tkwi  na
tak niewielkiej g boko ci, gdzie  atwo mogli zosta  spostrze eni.

Ulewa do

 mocno ogranicza a widoczno

 i kiedy dowódca wreszcie zauwa

 nadp ywaj cy kuter, by  on ju  o nieca  mil  od Barracudy II.

Natychmiast nakaza  wynurzenie. Z sykiem spr

onego powietrza i szumem turbin pracuj cych na zwi kszonych obrotach wielki okr t wychyn  na

powierzchni  po raz pierwszy od dziesi ciu tygodni, kiedy min li japo sk  wysp  Yaku-shima i zeszli w g bi  Pacyfiku. Spieniona woda sp yn a z
pok adu. Oficer wachtowy zatrzyma  okr t na kursie po udniowym, czekaj c na podej cie se-negalskiej jednostki. Poza ni  w zasi gu wzroku nie by o
nikogo innego. Senegalczycy przygotowali d ugi przeno ny trap i z pomoc  marynarzy z Barracudy II, którzy podali im lin , przerzucili go mi dzy obu
okr tami. Genera  Raszud, stoj cy z Szakir  na pok adzie, patrzy  ze skrywanym niesmakiem na kuter, ameryka skiej budowy Peterson Mark 4, klasy
22 z lat osiemdziesi tych, który rzeczywi cie by  w op akanym stanie. Czarny kad ub i niegdy  bia y pok ad rozpaczliwie domaga  si  nowej warstwy
farby, za odbijacze s

y mocno ju  naddarte opony samochodowe; jak na jednostk  b

 co b

 marynarki wojennej niepokoj co przypomina  on

zapuszczon

ód  rybaka-bankruta. Nie by o jednak innego sposobu na dyskretne wyl dowanie, a Senegalczycy jako wspó wyznawcy islamu ch tnie

zgodzili si  pomóc; co prawda Rawi podejrzewa ,  e jego koledzy z Bandar Abbas sowicie im za t  przys ug  zap acili. By  mo e wi cej, ni  jest wart
ten kuter.

Trzej u miechni ci i czarni jak smo a marynarze (Ra-szuda ju  nie zdziwi o,  e zamiast murdurów maj  na sobie d insy i bia e podkoszulki) pokiwali

do nich rado nie i podali dwie cumy na Barracud  II.

190
- Naprawd  wsi dziemy na ten wrak? - spyta a szeptem Szakira.
- Obawiam si ,  e tak - odrzek  Rawi. - Nic lepszego w tej chwili nie mamy.
W strugach deszczu po egnali si  z Benem, Ahmedem i ZDO, kapitanem Mohtad em. Wszyscy od pocz tku wiedzieli,  e genera  z  on  dalej z nimi

nie pop yn , niemniej atmosfera by a smutna. Od tej pory jednak misja Barracu-dy II mia a charakter  ci le operacyjny. Zadanie by o okre lone, rakiety
zaprogramowane, trasa ustalona. Teraz potrzeba by o tylko dobrej nawigacji, ostro nego prowadzenia, 

wich pr dko ci, a potem ucieczki na g bokie,

bezkresne wody oceanu. Badr b dzie nadal wymienia  sygna y satelitarne z Bandar Abbas; mog  si  okaza  konieczne zmiany rozkazów, ale dla
dowódcy i jego zast pcy pociech  by o to,  e wszelkie polecenia i informacje b

 pochodzi  wprost od genera a Raszuda. Wojskowy przywódca

Hamasu b dzie teraz gra  w satelitarnego pokera z Amerykanami w ostatnich fazach operacji zmierzaj cej do ich ostatecznego wyparcia z Bliskiego
Wschodu i w razie konieczno ci z daleka pokieruje ruchami okr tu; na jego pok adzie nie móg by ju  nic wi cej zdzia

.

Szakira u ciska a brata, poda a r

 obu ira skim oficerom, po czym wesz a na chybotliwy trap. W granatowym worku marynarskim nios a cywilne

ubrania, swoje kosmetyki i ka asznikowa. Rawi obserwowa , jak ostro nie st pa po niepewnych stopniach. Kiedy stawia a nog  na pok adzie Ma-telot
Oumar Ndoye, ruszy  jej  ladem.

Wci gni cie trapu z powrotem na kuter wymaga o po czenia wysi ków ca ej jego sze cioosobowej za ogi. Ta skomplikowana operacja odby a si
ród licznych i g

nych krzyków i  miechu; dwa razy ma o brakowa o, a spad by za burt . Kiedy wreszcie bezpiecznie z

yli go na pok adzie, po

Barracudzie II nie by o ju

ladu. P yn a ju  na zachód, z powrotem na g bokie wody wokó  Grzbietu  ródatlantyc-kiego, znów schowana przed okiem

ameryka skich satelitów.

Rawi i Szakira siedzieli na plecionych krzes ach pod brezentowym tentem na rufie kutra. Jego dowódca, umi

niony

191
by y rybak, odwa nie brn  w próby konwersacji, ale  e w ada  tylko ci

ko akcentowanym francuskim, rozmowa wyra nie si  nie klei a. Poprzesta

wi c na weso ym przedstawieniu si  jak capitaine Reme i zapowiedzi,  e dostarczy ich do portu w pó  godziny. Wygl da o na to,  e capitaine zna tylko
dwa rodzaje pr dko ci: stop i ca a naprzód. W tej chwili by a to ca a naprzód i Matelot rozdygotany od wysi ku dwóch leciwych silników mkn  przez
spokojn  wod , rozwijaj c swe maksymalne dwadzie cia w

ów, ku widniej cemu na horyzoncie wielkiemu muzu ma skiemu miastu Dakar, w którym

przynajmniej jeden z wielkich meczetów dorównuje najwspanialszym  wi tyniom Stambu u i Teheranu. Senegal i jego stolica od wieków sta  jedn  nog
w Czarnej Afryce, drug  w muzu ma skim Sahelu; na jego terytorium krzy owa y si ,  ciera y, a wreszcie wymiesza y wp ywy chrze cija stwa, islamu i
wierze  poga skich. Podstaw  gospodarki kraju jest rolnictwo i rybo ówstwo, w przewa aj cej cz

ci zaopatruj ce rynek wewn trzny. Na eksport, a tym

samym przychody, pozostaje niewiele, z czego znikomy procent przeznaczony jest na bud et marynarki wojennej. US Navy wydaje prawdopodobnie
wi cej na  rodki czysto ci. Obdrapany i roztrz siony Matelot Oumar Ndoye spisa  si  jednak jak nale y i capitaine Reme dotrzyma  s owa. Up yn o
dok adnie trzydzie ci minut, kiedy dobijali do nabrze a portu niew tpliwie wojennego, cho  rozwieszone wsz dzie sieci rybackie zdecydowanie
nadawa y mu inny koloryt, ni  Rawi i Szakira pami tali znad Morza 

tego. Cumowa y tu czterystupi

-dziesi ciotonowy, lekko uzbrojony patrolowiec

Njambuur i  cigacz artyleryjski kanadyjskiej klasy Interceptor, oba dobiegaj ce s dziwego dla okr tów wieku trzydziestu lat. Nie dochodzi  od nich
odg os pracuj cych generatorów, a na pok adach nie by o  ywego ducha. Nie ulega o w tpliwo ci,  e senegalska marynarka wojenna na  adn  wojn
si  w najbli szej przysz

ci nie wybiera.

Na kei przywita  ich sam tutejszy szef operacji morskich, toutes proportions gardees, barczysty, oko oczterdziestoletni m

czyzna, który nienagann

angielszczyzn  przedstawi  si  jako kapitan Camara i zapewni ,  e jest mu niezmiernie mi o go ci  ich w swoich skromnych progach; poinformowa  te ,

e

192
rozmawia  ze swym przyjacielem Mohammedem Badrem zaledwie przed kilkoma godzinami i  e wszystko jest przygotowane zgodnie z planem.

Zapowiedzia ,  e osobi cie odwiezie ich na odleg e o pi

 kilometrów lotnisko, ale najpierw zaprasza ich na herbat . Samolot b dzie na nich czeka  o

osiemnastej, maj  wi c pó  godziny czasu.

Deszcz przesta  pada  i pokaza o si  s

ce, mocno jeszcze pra

ce o tej porze dnia. Pa stwo Raszudowie ruszyli za swym gospodarzem, po raz

piewszy od ponad dwóch miesi cy postawiwszy stop  na sta ym l dzie. Herbata u kapitana Camary by a mi ym przerywnikiem. Usiedli na tarasie z
widokiem na basen portowy, po którym przep ywa y  odzie rybackie, i popijali ciep y napój ze szklanek w srebrnych uchwytach. Senegalczyk nie
zadawa  pyta , cho  musia a go z era  ciekawo

. Najwyra niej jednak uzna ,  e nic mu do spraw tajemniczych go ci. Wiedzia ,  e musz  by

wa nymi osobami i  e wkrótce odlec  w poprzek ca ej Afryki, nad rozleg ymi piaskami Sahary. On sam odwiedzi  t  dalek , rozpalon  pustyni  tylko raz
w  yciu i czu  do niej odraz , jak wi kszo

 czarnych Afrykan; rozumia  jednak,  e te bezkresne piaski stanowi  ca  osnow  muzu ma skiego  wiata i

czu ,  e jego niezbyt wielki kraj w jaki  ponadczasowy sposób jest po czony poprzez te pofa dowane wydmy z wielkimi islamskimi narodami od Maroka
przez Egipt a  po odleg y Iran. To si  liczy o; dlatego te  z szacunkiem podejmowa  t  par  ich przedstawicieli. Aby jako  zacz

 konwersacj ,

zauwa

,  e genera  Raszud mówi po angielsku z wyra nym brytyjskim akcentem, i zapyta , czy mia  okazj  uko czy  studia w Zjednoczonym

Królestwie. Rawi, zm czony trudami niemal dwudziestu tysi cy mil podmorskiej  eglugi, móg by wymy li  tysi c powodów, aby nie rozmawia  na temat
swojego pochodzenia, wybra  jednak wariant zmylenia przeciwnika. U miechn  si  i powiedzia :

- Nie, kapitanie. Wykszta cenie odebra em w Szwajcarii. To tam nauczy em si  angielskiego.
— Aha... Zwróci  pan chyba jednak uwag ,  e moja wymowa jest w

ciwie identyczna, a ja studiowa em w

nie w Anglii. Sko czy em

Charterhouse, a potem robi em wydzia  in ynierii w Oksfordzie. Ale moim najwi kszym osi g-

193
ni ciem by  udzia  w uczelnianej dru ynie golfa przeciwko Cambridge. Raz nawet by em kapitanem.
Rawi, który w wilgotnej afryka skiej spiekocie ju  prawie drzema , ockn  si  i wróci  do rozmowy.
- Jest wi c pan kartuzjaninem i gra  pan w golfa w barwach Niebieskich? Jestem pod wra eniem.
— Tak jest - odrzek  Camara, wyra nie zaskoczony,  e jego go

 tak dobrze zna niuanse brytyjskiej wy szej edukacji, a zw aszcza ten, i

absolwentów publicznej szko y  redniej Charterhouse zwie si  kartuzjanami. Kontynuowa  jednak jak gdyby nigdy nic. - Nauczy em si  gra  w college'u i
kiedy si  znalaz em w Oksfordzie, wyszed em na jednego z najlepszych golfistów. Naprawd  mi si  to podoba o, pozna em dzi ki temu wielu
fantastycznych ludzi. Zabawne, ale nigdy nie dawali sobie rady z moim pe nym imieniem i nazwiskiem... Habib Abdu Camara... i kiedy wywieszano listy
spotka  na ca y tydzie , figurowa em na nich jako „Czarny Cz owiek".

- No, nie! Gdyby dzisiaj tak zrobili, wszyscy poszliby siedzie ! - skomentowa  z u miechem Rawi.
- Pewnie tak! - Camara wybuchn

miechem. - Ale nie mieli z ych zamiarów. Nawet mnie to bawi o. Wszyscy s  do dzisiaj moimi przyjació mi.

— Spotykacie si ?
— Trudno to tak okre li . Wróci em z Oksfordu siedemna cie lat temu, a potem przez kilka sezonów bywa em na turniejach golfa dla absolwentów

szkó  publicznych. Wie pan, puchar Halforda Hewitta w Royal Cin ue Ports. Grali my oczywi cie w barwach ró nych szkó , ale wtedy w Oksfordzie dwa
razy do

yli my tym z Cambridge, z czego jeste my raczej dumni.

- A potem przesta  pan grywa ?
— Niezupe nie. Ale moja kariera w marynarce przez wiele lat nie pozwala a mi ju  wyst powa  w barwach Charterhouse. Tak si  sk ada,  e w

przysz ym roku wybieram si  do Anglii. To zabawne, ale w pucharze spotyka si  rokrocznie tych samych ludzi, graj cych dla swych dawnych szkó . Trzy
razy byli my w pó finale przeciwko Harrow i  adna z dru yn si  wiele nie zmieni a.

Rawi zesztywnia  na wzmiank  o jego starej szkole, ale
194
rozgadany dowódca senegalskiej marynarki wojennej nie zamierza  marnowa  okazji do pochwalenia si  swoimi sportowymi osi gni ciami  przed

background image

kim ,  kto  najwyra niej  wie,
0 czym mowa.
- Z Harrow rozegrali my wiele  wietnych spotka . Ich kapitanem by  go

 o nazwisku Richard Trumper Johnston, ale wszyscy nazywali go Thumper*

Johnston. Dobry gracz. Dwa razy mnie pokona  w ten sam sposób, d ugim strza em do osiemnastego do ka. W czwórkach nie by  ju  najlepszy.

Rawiemu znów zacz y si  zamyka  powieki, ale si  zreflektowa  i w obawie, by nie urazi  gospodarza brakiem uwagi, rzuci  tyle  pr dko, co
nieostro nie:
- Thumper  Johnston?  Tak,   wróci   pó niej   do  Harrow
1 uczy  matematyki.
- Jest pan absolutnie pewien,  e nie uczy  si  pan w Wielkiej Brytanii? - spyta  Camara. - Znam was, bliskowschodnich wojskowych. Bardzo

tajemniczy z was ludzie, niczego nigdy nie wyjawiacie. Ale wielu z was ko czy o angielskie szko y, zw aszcza za  Harrow... cho by król Husajn, co? Ha,
ha, ha! — Kapitan wyszczerzy  ol niewaj co bia e z by w szerokim u miechu. — Chyba pana przy apa em, generale. Ale ka dy przyjaciel Thumpera
jest i moim przyjacielem. Pa ski sekret jest u mnie bezpieczny.

- Nie powiedzia em,  e go znam - sprostowa  Rawi. - Po prostu o nim s ysza em. Mój ojciec go zna .
- A wi c to pa ski ojciec ucz szcza  do Harrow? Który  z was musia , skoro znacie Johnstona. On praktycznie si  stamt d nie rusza  poza wyjazdami

na turnieje golfa.

Raszud si  u miechn , cho  wcale nie czu  weso

ci. Wiedzia ,  e musi do czego  si  przyzna ,  eby jako  zamkn

 temu idiocie g

.

- Mój ojciec by  Anglikiem, kapitanie, i zdaje mi si ,  e gra  w pucharze Ha forda Hewitta przeciwko Thumperowi. Przypominam sobie to przezwisko.
- Ojciec pana gra  w barwach Harrow? To by a krytyczna chwila.
- Nie, w Bradford.
Od ang. to thump -  upn

,  omota .

195
Kapitan zastanawia  si  nad tym przez chwil , bez w tpienia, jak pomy la  Rawi, oceniaj c absurdalny pomys ,  e Anglik o nazwisku Raszud tak

podziwia  gr  swojego przeciwnika,  e a  opowiedzia  synowi o jego karierze nauczyciela. „Nie, on chyba tego nie kupi..."

I rzeczywi cie; Camara roze mia  si  serdecznie.
- Aha, chyba ju  pana rozgryz em. Absolwent Harrow,  ci le tajny dowódca  odzi podwodnej, przybywa nie wiadomo sk d... Sprawdz  pana sobie,

kiedy b

 w Anglii, by  mo e u samego Thumpera Johnstona. A teraz dolejemy herbaty naszym przyjacio om z g bin oceanu.

Szakira, jeszcze bardziej zm czona od m

a, przysn a na chwil  i wi kszo

 tej rozmowy jej umkn a. Obudzi a si  akurat na ostatnie zdanie

Rawiego:
- Powinien pan by  detektywem, kapitanie, ale w tej sprawie jest pan w b dzie.
- Je li tak,  to  sk d pan zna Thumpera,  matematyka z Harrow? - nie dawa  za wygran  Senegalczyk. - Przegra  pan, generale, z Czarnym

Cz owiekiem z Oksfordu! Ha, ha, ha!

Cho  z y na siebie za t  kra cow  nieostro no

, Rawi, chc c nie chc c, musia  si  roze mia . Odmówi  dodatkowego pocz stunku i zapyta , czy nie

mogliby ju  pojecha  na lotnisko, Szakira jest bowiem tak wyczerpana,  e pewnie za nie od razu po zaj ciu miejsca w samolocie.

- Naturalnie! - Kapitan Camaro zerwa  si  z krzes a. -Chod my zatem. Zawo am Tomasa, zabierze wasze torby do samochodu. Zaparkowa em za
rogiem.
Po chwili siedzieli ju  w sztabowym czarnym mercedesie z proporczykami w barwach narodowych na b otnikach. Camara niespiesznie wyjecha  z

portu na drog  wiod

 na pó noc i ju  bez dalszej konwersacji odwióz  go ci prosto na pas startowy, nieopodal grzej cego silniki lockheeda z

oznakami ira skich si  powietrznych. Upar  si ,  e odprowadzi ich pod same schody, i nie pytaj c, chwyci  za baga  Szakiry. Oboje po egnali si  z
go cinnym kapitanem i weszli do samolotu. U szczytu schodów Rawi odwróci  si  raptownie i zawo

 za odchodz cym:

- Kapitanie! Prosz  wróci . Mam dla pana drobny prezent w torbie... Zupe nie o nim zapomnia em.
196
Camara u miechn  si  od ucha do ucha i zawróci , jak by o do przewidzenia. Kilkoma spr

ystymi krokami podbieg  do schodów i po chwili by  ju

na pok adzie. Odwrócony do niego ty em Raszud grzeba  w swoich rzeczach i nagle b yskawicznym ruchem znalaz  si  przy Senega czyku, uderzaj c
go silnie r koje ci  no a bojowego w nasad  nosa, a potem drugi raz w nozdrza w klasycznym stylu SAS. Czarny Cz owiek z Oksfordu nie 

 ju ,

padaj c na wznak mi dzy rz dy foteli.

Szakira sta a oniemia a, zupe nie nie rozumiej c, dlaczego Rawi to zrobi . Pilot, który nie widzia  samej akcji, te  zd bia  na widok zw ok, ale podszed

bli ej i zasalutowa .

- Genera  Raszud? - spyta  tylko. Wojskowa dyscyplina przewa

a.

- Przepraszam za ten ba agan — odrzek  Rawi. - Prosz  mu za

 worek foliowy na g ow  i ramiona. Wyrzucimy go nad pustyni  albo nad Morzem

Czerwonym. Powiem panu kiedy.

- Tak jest.
- Kapitanie... Pan rozumie,  e to jest  ci le tajna operacja. Ten cz owiek za du o o nas wiedzia . Przedstawia  zagro enie dla Iranu i dla sprawy

islamu. Mia  zamiar ujawni  moj  to samo

 jako przywódcy Hamasu Brytyjczykom. Oczywi cie nie mog em do tego dopu ci .

- Tak jest, generale. Rozumiem doskonale. Ale b

 musia  zwolni  i zej

 bardzo nisko, je eli mamy otworzy  tylny luk. Prosz  mi tylko powiedzie ,

kiedy b dzie trzeba. Polecimy na pu apie sze ciu tysi cy metrów. Mam na pok adzie gor

 kaw  i troch  kanapek. Mo emy dosta  co  lepszego w

Asuanie, gdzie oko o pierwszej w nocy wyl dujemy dla uzupe nienia paliwa.

- Dzi kuj , kapitanie. A teraz lepiej zabierajmy si  st d, zanim  kto   zacznie  szuka   dowódcy  tutejszej   marynarki wojennej.
Razem z Szakir  usiedli na wygodnych, krytych skór  fotelach w przedniej cz

ci samolotu, zazwyczaj zajmowanych przez obserwatorów

radarowych i techników komputerowych podczas lotów zwiadowczych nad Morzem Arabskim i Zatok  Persk . Pilot, kapitan Fahad Kani, podko owa  na
pozycj

197
startow , sprawdzi , czy pas przed nimi jest wolny, i pchn  do przodu manetki silników, nie czekaj c nawet na zezwolenie z wie y kontrolnej.

Lockheed ruszy  naprzód, nabieraj c pr dko ci, i po chwili by  ju  w powietrzu, ostro pn c si  do góry nad brzeg Atlantyku. Wkrótce pochyli  si  w
zwrocie na pó noc ku Mauretanii, a po jakim  czasie skr ci  na wschód. Dalsza trasa lotu wiod a nad ubogimi,  ródl dowymi krajami Sahelu: Mali,
Nigrem i Czadem, a potem nad pó nocnym Sudanem. Po kolejnych kilku godzinach dotr  do  yznej, zielonej doliny Nilu w okolicach Asuanu, gdzie t
najd

sz  rzek

wiata przegradza wielka tama.

Rawi nie móg  si  zdecydowa , czy zrzuci  cia o kapitana Camary w piaski Sahary, z nadziej ,  e rozszarpi  je s py albo pogrzebie pierwsza burza

piaskowa, czy te  wybra  morze, gdzie zajm  si  nim rekiny. Nie by  tylko pewien, czy w Morzu Czerwonym rekiny trafiaj  si  odpowiednio cz sto i nie
chcia  ryzykowa ,  e fale wyrzuc  zw oki na brzeg. Zdawa  te  sobie spraw ,  e czas gra tu niebagateln  rol . Ten akwen jest stosunkowo w ski,
samolot leci szybko, a wyrzucenie ci

kiego cia a przez luk nie b dzie  atwe. Wystarczy drobny pech, a senegalski oficer wyl duje w centrum D uddy

albo i Mekki.

Oboje byli zbyt zm czeni, by mie  ochot  na jedzenie, ale kawa smakowa a wybornie, wzi li te  z rozs dku po lekkiej kanapce z kurczakiem i

pomidorem w bu ce pita. Wkrótce pogr

eni byli we  nie. Rawi zbudzi  si  po dwóch godzinach — rzadko sypia  d

ej - i zapyta  kapitana o pozycj .

Zajrza  potem do swojego ulubionego Atlasu podró nika w kieszonkowym, oprawnym w skór  wydaniu ze z oconymi brzegami stron, który dosta  od
Szakiry. Po krótkim zastanowieniu wybra  miejsce na pozbycie si  zw ok senegalskiego gadu y. Obliczy ,  e dotarcie tam zajmie im jeszcze trzy i pó
godziny, po czym poleci  drugiemu pilotowi, by obudzi  go

0  odpowiedniej porze i przygotowa  si  do obni enia pu apu
1  zmniejszenia pr dko ci. Wróci  do Szakiry i stara  si  zasn

, trzymaj c j  za r

, ale by a to ju  tylko niespokojna drzemka. Samolot lecia

tymczasem nad terytorium Czadu. Wkrótce znale li si  nad Pustyni  Libijsk , najbardziej odludn  cz

ci  Sahary u zbiegu granic Czadu, Libii, Egiptu

198
i Sudanu. Rawi wybra  rejon Al-Kufra, pas wydm mi dzy oazami Ma'tan Biszrah i Ma'tan Sarah, gdzie w promieniu stu kilkudziesi ciu kilometrów nie

ma  adnej osady, a temperatury od wschodu do zachodu s

ca utrzymuj  si  na poziomie czterdziestu kilku stopni.

W tych dzikich stronach bez  adnych charakterystycznych punktów w terenie dok adn  pozycj  mo na uzyska  tylko za pomoc  odbiornika GPS.

Kapitan Kadi obserwowa  uwa nie jego wskazania. Raszud z drugim pilotem zaci gn li trupa pod tylne drzwi, podczas gdy samolot z wolna schodzi  na
wysoko

 trzech tysi cy metrów i zmniejsza  pr dko

 do minimum niezb dnego dla utrzymania si y no nej, czyli w tym wypadku trzystu pi

dziesi ciu

kilometrów na godzin . Obaj za

yli szelki i przypi li si  linkami do  ciennych uchwytów. Kiedy samolot znalaz  si  w pobli u ustalonej pozycji, z

nika pad o ostrze enie pilota: „JEDNA MINUTA!"

Drugi pilot odbezpieczy  drzwi luku i poci gn  je w bok,  eby otworzy . Ha as by  og uszaj cy, a p d powietrza móg by wyssa  ich na zewn trz,

gdyby nie zabezpieczenie. Przytrzymuj c si  r kami za por cze, nogami przeturlali zw oki ku drzwiom.

- TERAZ! - krzykn  kapitan przez g

nik.

Jeszcze dwa solidne pchni cia i doczesna pow oka Czarnego Cz owieka z Oksfordu poszybowa a ku ziemi. Rawi i ira ski lotnik przez chwil  za ni

patrzyli, po czym szybko zamkn li drzwi.

- W porz dku, kapitanie, mo emy wraca  na w

ciwy pu ap! - rzek  Rawi przez interkom.

Pilot zareagowa  natychmiast. Rawi poczu  nag e przyspieszenie, a pok ad uniós  si  o kilkana cie stopni ku górze. Wróciwszy na miejsce, stwierdzi ,

e Szakira  pi w najlepsze, co tylko  wiadczy o o jej zm czeniu. Zadowolony,  e uda o mu si  nie dopu ci  do jakiegokolwiek kontaktu przem drza ego

Senegalczyka z kr giem absolwentów Harrow i nie pozostawi  przy tym  ladów, nala  sobie  wie ej kawy.

Kapitan Kani prowadzi  maszyn  ku granicy libijsko-egip-skiej. Drzwi do kokpitu by y otwarte i Rawi widzia  jego prawe rami  i fragment g owy.
- Do  Asuanu  zosta o  jeszcze  nieca e  dziewi

set  kilo-

background image

199
metrów! — krzykn  Ira czyk za siebie. - B dziemy tam za godzin  z hakiem.
- Ile jeszcze jest stamt d do domu? - spyta  Raszud.
- Oko o dwóch tysi cy czterystu kilometrów. To b dzie jakie  trzy i pó  godziny lotu. W Asuanie zostaniemy przez
godzin .
Genera  zdo

 jeszcze zasn

, kiedy lockheed wyrówna  lot i mkn  dalej z przelotow  pr dko ci  prawie dziewi -ciuset kilometrów na godzin  nad

wschodnimi po aciami Sahary. Obudzi  si  na czas, by zobaczy  przez iluminator po yskuj ce w dole Jezioro Nasera, sztuczny zbiornik o d ugo ci
trzystu sze

dziesi ciu kilometrów, powsta y po zbudowaniu tamy asua skiej. Kani powoli schodzi  ju  do l dowania nad p askim, nagim terenem na

zachodnim brzegu i o godzinie czwartej czasu lokalnego wprawnie posadzi  samolot na pasie startowym asua skiego lotniska. Mimo wczesnej pory
uda o mu si  za atwi  ciep y posi ek dla swoich szacownych pasa erów, egipskie narodowe danie kuszari, przywiezione przez 

nierza na

elektrycznym wózku. Rawi i zaspana Szakira z pewnym niepokojem wpatrywali si  w t  mieszank  makaronu, ry u, czarnej soczewicy, sma onej cebuli
i pomidorów. Na dworze by o ciemno cho  oko wykol, a oni na dodatek po przebyciu kilku stref czasowych stracili poczucie czasu, ale odwa yli si  na to
wczesne  niadanie. Potrawa okaza a si  smaczna; poch on li wszystko, przegryzaj c wszechobecn  w arabskim  wiecie pit  i popijaj c zimnym
sokiem pomara czowym.

Od wie eni w ten sposób i z pe nym zapasem paliwa wystartowali w dalsz  drog  o pi tej rano, kieruj c si  orto-drom  ku Morzu Czerwonemu i

Pó wyspowi Arabskiemu. Pó metek tego ostatniego odcinka wypada  na wysoko ci Ri-jadu, a nad Dammamem, najwa niejszym portem saudyjskim po
stronie wschodniej, wylecieli nad Zatok  Persk . Kiedy l dowali w Bandar Abbas, by a ju  godzina dziesi ta we wtorek, 22 wrze nia.

Sztabowy samochód marynarki zabra  Rawiego i Szakir  wprost z pasa startowego, gdy tylko kapitan Kani wy czy  silniki swego lockheeda.

Kierowca zawióz  ich do portu wojennego, gdzie zaprowadzono ich do pokoju dla najwa niej-

200
szych go ci w budynku dowództwa. Podobnego apartamentu nie powstydzi by si  najlepszej klasy hotel. Klimatyzacja dzia

a idealnie, wyk adana

zielonym marmurem  azienka zach ca a wyborem myde , kosmetyków, p ynów do k pieli i wód kolo skich, a podwójne 

e z baldachimem kusi o z nie

mniejsz  si . Dwóch ordynansów w nieskazitelnie bia ych i wyprasowanych mundurach nape nia o ju  wann  pachn

, spienion  wod , a na po cieli

czeka y dwie czarne jedwabne pi amy. W garderobie wisia y nowiutkie sorty mundurowe w wersji m skiej i damskiej: spodnie i d uga spódnica,
granatowe i bia e koszule, skarpetki, bielizna i buty. Szakira z wyd tymi wargami stwierdzi a,  e b dzie wygl da  jak  wie o wypucowany majtek, na co
Rawi przypomnia  jej,  e sama si  upiera a,  eby wst pi  do marynarki wojennej.

piel by a gotowa, a dwaj marynarze zaj li si  teraz pokojem. Na stole znalaz a si  czara z sa atk  owocow , dzbanki kawy i herbaty oraz  wie e

ciastka, telewizor by  w czony na kana  CNN, a na bocznym stoliku mi dzy dwoma wygodnymi fotelami le

y gazety w j zyku arabskim i angielskim. Z

której strony spojrze , porównanie z kabin  admiralsk  na Barracudzie II wypada o zdecydowanie na korzy

 garnizonowego hotelu. Szakira czu a si

jak w przedsionku raju. Bit  godzin  moczy a si  w wannie, trzykrotnie myj c w osy, aby „przesta  pachnie  jak okr t podwodny". Ira scy ordynansi
zabrali do prania ich rzeczy, a na odchodnym jeden z nich zaci gn  story i zasugerowa ,  eby go cie si  przespali, gdy  admira  Badr wyznaczy
konferencj  na szesnast  trzydzie ci.

Admira  Badr wiedzia , jak wa ne osoby go ci w swej bazie, i mia

wiadomo

,  e wiele krajów zap aci oby bajo skie sumy za informacj  o

aktualnym miejscu pobytu wojskowego lidera Hamasu. Przed drzwiami pokoju pa stwa Raszudów stan o dwóch wartowników, kolejni dwaj zaj li
pozycj  u podnó a schodów, a na zewn trz pe ni  s

 czteroosobowy patrol.

O szesnastej obudzi  ich telefon. Kto  po drugiej stronie uprzedzi ,  e za pó  godziny podjedzie po nich samochód. Rawi i Szakira ubrali si  bez

po piechu, napili si  jeszcze po fili ance kawy i zeszli na dó .

201
Dowódca ira skiej marynarki wojennej przywita  ich ciep o i opowiedzia , w jakim napi ciu czekali na wie ci o ich akcji i jaki dramatyczny efekt

wywar a w sztabie informacja o erupcji Mount St. Helens.

- To by  dla nas wszystkich cudowny moment. Tyle miesi cy planowania przynios o taki widowiskowy rezultat. Ale nie s yszeli my o jakiejkolwiek

reakcji Stanów Zjednoczonych na nowe gro by i 

dania Hamasu.

- W

ciwie nie oczekiwa em z ich strony  adnych o wiadcze  - odrzek  Rawi. - Spodziewa em si  za to ruchów wojsk w ich bliskowschodnich

bazach, no i by  mo e jakiego  przynajmniej ogólnikowego komunikatu izraelskiego do wa niejszych pa stw arabskich i Iranu.

- O tym w

nie b dziemy dzisiaj  dyskutowa  - rzek  Badr senior. — Nic nie wiadomo ani nam, ani nikomu innemu o    adnych   nowych

inicjatywach   w   kwestii   Zachodniego Brzegu. Mam tu jednak raport o sytuacji w ameryka skich bazach wojskowych.

- To  wietnie. Chcia bym,  eby my go wspólnie przestudiowali, a potem zastanowili si  nad dalszymi posuni ciami.
- Oczywi cie. Mam wszystkie niezb dne informacje. Ale zanim przejdziemy do rzeczy... Jak tam mój syn? Czy dobrze si  sprawuje jako dowódca
okr tu?
- O, Ben jest doskona ym oficerem — zapewni  Rawi. -Wyrós  na  wietnego dowódc , trzyma wszystko pod absolutn  kontrol , a za oga mu ufa w

stu procentach. Sam okr t nie sprawia  adnych k opotów. Trafia y si  tylko drobne defekty. Spodziewam si ,  e bez przeszkód wype ni  pozosta
cz

 misji, a potem bezpiecznie wróc  do domu. Mog  wprawdzie by   zmuszeni  do  ukrycia  si   przez  kilka  tygodni  gdzie  w g binach, je eli

dziemy musieli dokona  naszego ostatecznego ataku.

- Jak to od pocz tku zamierzali my zrobi  - doda  admira . - Wygl da na to,  e Barracuda II jest po prostu nie do wykrycia, nawet na wodach
przeciwnika.
- W ka dym razie w r ku takiego mistrza jak Ben -zgodzi  si  Rawi. — Prowadzili my ten okr t przez niebezpieczne akweny, wiedz c,  e pó  US

Navy musi nas szuka , ale o ile mi wiadomo, nie us yszeli nawet szmeru.

202
- W ustach podwodniaka to dufne s owa — u miechn  si  Badr. - Ale mi o mi je s ysze . Popatrzymy teraz na dane o ameryka skiej ewakuacji?
- Prosz  czyta , admirale, a ja b

 sobie notowa .

- Dobrze. Zaczniemy od Bahrajnu. Baza V Floty US Navy. Sta  tam zespó  lotniskowca Constellation, ale przed trzema dniami odp yn . Jedena cie

okr tów, w tym dwa podwodne.  ledzili my ich w drodze do Ormuz i dalej na po udnie. Odnotowali my te  nieznaczn  redukcj  personelu, oko o
pi ciuset ludzi odlecia o do Incirlik. Dalej Kuwejt. Maj  tam silny korpus i baz  szkoleniow , w sumie dwana cie tysi cy 

nierzy. Cz

 my liwców

odlecia a na Diego Garcia, ale nie stwierdzili my    adnych   powa niejszych   ruchów   wojska. Trzecia jest Arabia Saudyjska. Niedawno znowu
otworzyli star  baz  i teraz stacjonuje tam ponad dziesi

 tysi cy ludzi, do tego spora liczba samolotów bojowych i zwiadowczych...

Mohammed Badr czyta  kolejno dane o wszystkich jednostkach ameryka skich wokó  Zatoki Perskiej. Powoli wy ania  si  z tego wyra ny obraz. Rawi

nie mia  w tpliwo ci.

- Przyznam,  e jestem rozczarowany t  list  - powiedzia . - Amerykanie najwyra niej nie wzi li naszej gro by powa nie. Jasno wida ,  e usi uj  tylko

zyska  na czasie. Ile ich lotniskowców jest teraz w tym rejonie?

- Na Zatoce nie ma ju

adnego. Jeden jest na Morzu Arabskim, a drugi p ynie w kierunku Diego Garcia, jak si  zdaje.

- Constellation? -Tak.
- No có ... Jedno jest pewne. Nie tak post puje kraj, którego pó  wybrze a i najwa niejsze o rodki przemys owe i finansowe maj  wkrótce lec w

gruzach, prawda?

- Zgadzam si  z tob , Rawi.
- Mamy jakie  informacje na temat reakcji samego prezydenta McBride'a?
-  adnych. Mo e to oznacza ,  e dzia a zakulisowo,  eby nas wyko czy , ale s dz ,  e raczej nie uwierzy  w nasze ultimatum.
- Te  tak uwa am. To znany libera  i pacyfista, a tacy maj  sk onno ci do chowania g owy w piasek. Dla nas zagro-
203

eni  pojawia si  wtedy, gdy do w adzy dochodz  ludzie w rodzaju admira a Morgana, poniewa  po nich mo na si  spodziewa  ataku, a

przynajmniej odwetu.

- Co wi c wed ug ciebie nale y teraz zrobi ?
- My

,  e czas na drug  faz  naszego planu, admirale.

- Spodziewa em si ,  e to powiesz, generale. Trudno si  z tym nie zgodzi . Mamy teraz do

 si y,  eby ich zmusi  do uleg

ci.   Podj

 ju

decyzj   co  do  nast pnego  o wiadczenia?

- Oczywi cie. Wiem dok adnie, co trzeba zrobi . Najpierw jednak musz  wys

 Bena do akcji. Jest dobrze zorientowany i na pewno nie b dzie

niepotrzebnie pakowa  si  w niebezpiecze stwo. Ten etap jest zreszt  chyba naj atwiejszy, a efekty mog  by  nader korzystne.

- A zatem bierz si  do dzie a - rzek  z u miechem Badr. -I niech ci  Allah wspiera, Rawi.
Wtorek, 22 wrze nia 2009 r., godzina 15.30. 1445N/ /01800W. Pr dko

 7 w, kursy zmienne

Barracuda II wolno manewrowa a na g boko ci stu osiemdziesi ciu metrów, utrzymuj c pozycj  oko o czterdziestu mil na zachód od wybrze a

Senegalu. Od po udnia Ben Badr oczekiwa  rozkazów z Bandar Abbas, jakie mia y nadej

 za po rednictwem chi skiego satelity wojskowego. Wiedzia ,

e w tej chwili jego ojciec i genera  Raszud pracuj  nad nast pnym posuni ciem. Co dwie godziny podchodzi  na peryskopow , wysuwa  maszt

antenowy i  czy  si  z satelit , sprawdzaj c, czy nie ma dla niego wiadomo ci. Ca a procedura zajmowa a nie wi cej ni  siedem sekund, po czym
natychmiast schodzi  znów w g bin . O dwunastej jednak nic nie nadesz o, podobnie jak o czternastej, czyli o osiemnastej trzydzie ci czasu ira skiego.
Ben powoli zaczyna  si  niepokoi . Do nast pnej pory transmisji zosta o jeszcze pó  godziny, które dowódca przesiedzia  jak na szpilkach. Kiedy
punktualnie o szesnastej antena znowu wynurzy a si  z wody, tym razem ku jego uldze na ekranie komputera ukaza a si  zakodowana wiadomo

 od

admira a Badra i genera a Raszuda:

204

yn

 na wschód do 5650N/15700E. Wystrzeli  o 300--200LIS11.

background image

Tyle w ka dym razie zobaczy by kryptograf z obcego wywiadu po z amaniu kodu depeszy. Móg by si  tylko zdziwi ,  e kto  ka e komu  dop yn

 na

trzydzie ci pi

 kilometrów w g b Kamczatki od strony Morza Ochockiego. Ben Badr wiedzia  jednak,  e szyfr jest podwójny i w rzeczywisto ci

otrzymany rozkaz kieruje go na zachód, na pozycj  16°50'N, 057°W, a czas oddania salwy wyznacza na 282400WRZ09, czyli na pó noc 28 wrze nia.
Mia  wi c sze

 i pó  dnia na pokonanie dwóch tysi cy dwustu pi

dziesi ciu mil morskich; wynika o z tego,  e jego ojciec uwa a  redni  pr dko

czterna cie i pó  w

a za odpowiedni  na tych pustych wodach  rodkowego Atlantyku. Ben zdecydowa ,  e pop ynie do Grzbietu  ródatlantyckiego na

du ej g boko ci i z pr dko ci  siedemnastu w

ów, po drugiej za  stronie wydatnie zwolni - b dzie wtedy o tysi c mil od ameryka skiej bazy morskiej

w Puerto Rico, a do celu pozostanie mu nieca e pi

set mil.

Zszed  do kabiny nawigacyjnej. Pusto tam teraz by o bez Szakiry... Razem z porucznikiem Asztarim sprawdzili pozycj  podan  w depeszy na

przygotowanej jeszcze przez ni  mapie. Koordynaty celu - 16°42'N, 062°10'W - by y ju  wprowadzone do komputerów pok adowych w nosach czterech
rakiet SL-1. Wybrana pozycja strza u znajdowa a si  o trzysta mil morskich na wschód, co dawa o oko o pó  godziny lotu. Ben Badr wróci  do centrali i
wyda  odpowiednie polecenia.

- Kurs dwie cie siedemdziesi t dwa. Zanurzenie sto osiemdziesi t, pr dko

 siedemna cie w

ów!

Czwartek, 24 wrze nia 2009 r., godzina 11.30. Pentagon
Genera  Tim Scannell wiedzia ,  e najzwyczajniej w  wiecie dosta  kopniaka. Zadzwoni  do prezydenta bezpo redni  lini  do Gabinetu Owalnego i po

raz pierwszy w historii przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów po -

205
czono go nie z g ow  pa stwa, lecz z szefem gabinetu. Bili Hatchard rozmawia  z nim uprzejmie, co nie zmienia o faktu,  e telefon z naczelnego

dowództwa si  zbrojnych USA do prezydenta zosta  przechwycony przez zwyk ego w gruncie rzeczy urz dnika. Co gorsza, Hatchard chcia  koniecznie
wiedzie , o co genera owi chodzi. Scannell uwa

 to za niewybaczalne, ale szef gabinetu jasno powiedzia ,  e albo si  dowie, czego Pentagon chce od

prezydenta, albo nie po czy tej rozmowy. Genera  po raz pierwszy w swej d ugiej i zaszczytnej s

bie by  zmuszony skapitulowa .

- Powiedz mu,  e chodzi o komunikat od Hamasu — rzuci  szorstko, z ledwo maskowanym gniewem. -1 niech do mnie od-dzwoni, kiedy ju  sko czy

z tym, co go tak cholernie zajmuje.

Bili Hatchard nie czu  bynajmniej triumfu. Przeciwnie, narasta a w nim obawa. Zrobi  sobie wroga z najwy szego rang  i najbardziej szanowanego

wojskowego w kraju, cz owieka, który nie ba  si  ani jego, ani jego szefa. Niedobrze. Bili zna  zasady gry. Te wysokie szar e z Pentagonu mia y siln
pozycj , a co wi cej, ich stanowiska by y sta e. Genera  Scannell b dzie tam jeszcze d ugo po odej ciu Charlesa McBride'a, podobnie jak wi kszo

 z

tych kapi cych z otem genera ów i admira ów w jego otoczeniu. Bili zdecydowa ,  e nie wspomni prezydentowi o wrogo ci, jaka tak szybko zapanowa a
mi dzy nim a Scannellem.

To wszystko si  dzia o trzy kwadranse temu, a genera  wci

 jeszcze si  nie doczeka  telefonu z Bia ego Domu. Wpad by w furi , gdyby zna  tre

krótkiej rozmowy, jaka pó  godziny wcze niej wywi za a si  mi dzy prezydentem a jego szefem gabinetu.

- Sir,   czy  nie   zechcia by  pan   oddzwoni   do  genera a Scannella?
- Czego on znów chce?
- Chodzi o t  spraw  z Hamasem.
- Dostali co  nowego?
- Nie wiem. On nie chcia  nic powiedzie  i upiera  si ,  e musi rozmawia  z panem.
- Zadzwo  do niego sam i powiedz,  e je li maj  nowe wiadomo ci, to mo e spróbowa  si  ze mn  po czy , ale je li nie, to niech da spokój. Jestem

bardzo zaj ty.

206
- Tak jest, sir.
Odwaga jednak opu ci a by ego futbolist . Nie móg  si  zebra  w sobie,  eby zatelefonowa  do przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów

Sztabów i potraktowa  go jak smarkacza. Nie mia o to nic wspólnego z taktem - Bili Hatchard po prostu si  ba  i nie zamierza  wypowiada  Ti-mowi
Scannellowi otwartej wojny. Jak wielu niezbyt kompetentnych urz dników, którym przychodzi dzia

 na zbyt g bokich wodach, wybra  rozwi zanie

dora nie bezpieczne — nie robi  nic. Rozjuszonemu genera owi pozosta o tylko skontaktowa  si  z „jedynym cz owiekiem, który dok adnie rozumie, o
co tu chodzi" - z admira em Arnoldem Morganem.

Rozmowa by a powa na. Wed ug domys ów admira a Barracuda by a teraz gdzie  na po udniowym Atlantyku, prawdopodobnie u wybrze y

Argentyny. Wys ucha  z uwag  relacji Scannella o ewakuacji wojsk z Bliskiego Wschodu; ucieszy a go szczególnie wiadomo

,  e w Zatoce Perskiej nie

ma ju  zespo u lotniskowca. Dla nich obu 

danie Hamasu likwidacji bazy ameryka skiej na Diego Garcia by o w najwy szym stopniu bezczelne.

Archipelag Czagos, do którego nale y ta wyspa, jest w ko cu koloni  brytyjsk  i le y o tysi ce mil bli ej Indii ni  Iranu czy jakiegokolwiek innego
pa stwa bliskowschodniego. Najbardziej jednak niepokoi a ich  wiadomo

,  e terrory ci gro

 atakiem 9 pa dziernika — czyli ju  za pi tna cie dni.

Arnold martwi  si , czy US Navy zd

y przemie ci  w rejon operacyjny niezb dne sto okr tów, a jeszcze wi kszy niepokój budzi  w nim fakt,  e

naczelny zwierzchnik si  zbrojnych nic nie wie i zdecydowanie nie chce wiedzie  o ca ej operacji. Na tym etapie jednak ani on, ani genera  Scannell nie
dbali ju  o prawne i moralne aspekty tej sytuacji. Jak to Arnold uj , „nic nie mo e by  ani s uszne, ani nies uszne tylko dlatego,  e tak uwa a
prezydent". Obydwaj byli przekonani,  e Stany Zjednoczone znalaz y si  w obliczu zagro enia, które mo e przynie

mier  milionów obywateli i

zag ad  kilku wielkich miast, je eli Wojsko nie zadzia a zdecydowanie i szybko.

— Je eli  prawdopodobie stwo  nadej cia  takiej  fali jest cho by jak jeden do dwudziestu, musimy albo temu zapobiec, albo przygotowa  si  na to

jak najlepiej. Ka dy inny

207
I

wybór by by wielkim zaniedbaniem obowi zku — stwierdzi  Scannell.
W  wietle znanych dowodów admira  Morgan by  sk onny przyj

 prawdopodobie stwo zamachu Arabów na granitowe klify Palmy jak jeden do

dwóch, nie do dwudziestu. Nie by o wyj cia - musz  przeci gn

 prezydenta na swoj  stron .

Poniedzia ek, 28 wrze nia 2009 r., godzina 01.00. Pentagon
Oficer dy urny w centrali  czno ci patrzy  szeroko otwartymi oczyma na ekran komputera, odruchowo uruchamiaj c drukark . Poczta elektroniczna,

któr  w

nie odebra , nie by a zakodowana.

Przewodnicz cy Po czonego Komitetu Szefów Sztabów USA.
Sir, najwyra niej nie wzi  pan naszego ostatniego komunikatu na serio. Jeszcze dzi , tu  po pó nocy, przekona si  pan, co potrafimy zrobi , i by

mo e zmieni pan nastawienie.

Harna
Major Sam MacLean, weteran drugiej wojny w Zatoce Perskiej, od razu zareagowa . Poleci  jednemu z podw adnych, by wy ledzi , sk d wiadomo

zosta a nadana, a sam zadzwoni  do oficera dy urnego w sztabie US Army na trzecim pi trze Pentagonu. Samo s owo „Hamas" by o wystarczaj cym
powodem,  eby przes

 kopi  do CIA i do Fort Meade, gdzie trafi a ona mi dzy innymi do asystenta dyrektora. Komandor porucznik Jimmy Ramshawe

by  akurat jeszcze w biurze, 

cz c nad zdj ciami satelitarnymi i przechwyconymi sygna ami, staraj c si  doszuka  jakiejkolwiek informacji o aktualnej

pozycji Barracudy.

Pu kownik ze sztabu nie waha  si  ani chwili i po czy  si  gor

 lini  z domem genera a Scannella, przekazuj c mu tre

 nowego komunikatu.

Ramshawe dzwoni  ju  do Chevy Chase, gdzie admira  Morgan wyskoczy  z 

ka jak rakieta, zanotowa  sobie spiesznie, co us ysza , i po chwili sam ju

wykr ca  numer przewodnicz cego. O wpó  do drugiej wszys-

208
cy najwa niejsi gracze byli poinformowani o nowej gro bie i Tim Scannell zwo

 zebranie w Pentagonie na siódm .

Tymczasem  czno ciowcy z centrali, którzy tropili odebran  wiadomo

, zameldowali si  z niezbyt precyzyjnym wynikiem; doszukali si ,  e zosta a

nadana na Bliskim Wschodzie, najprawdopodobniej w Syrii, Jordanii, Iraku lub Kuwejcie, a na pewno nie na zachód od Morza Czerwonego ani na
po udnie i wschód od Pó wyspu Arabskiego. Major MacLean przekaza  wi c to tylko do Langley, w nadziei,  e CIA b dzie mog a znale

 bli sze

szczegó y.
O siódmej rano w Pentagonie panowa a niespokojna atmosfera. Wie

 o nowej gro bie Hamasu rozesz a si  do

 szybko, a najbardziej niepokoj ce

w niej by o to,  e terrory ci nie podali  adnych konkretnych danych. Uderzy  mogli wsz dzie i w dowolny sposób; nie mo na by o nawet wykluczy
powtórzenia metody ataku z 11 wrze nia 2001 roku. Kiedy w sali konferencyjnej admira  Morgan rozpoczyna  zebranie, napi cie w budynku si ga o
poziomu „czerwonego alarmu".

- Nie mamy pewnie  adnych nowych informacji na temat Barracudy? - spyta  na wst pie.
- Nic, sir - pospieszy  z odpowiedzi  Jimmy Ramshawe. -Szuka em w sieci ca  noc, ale nigdzie nie ma ani  ladu. Jedyna w miar  interesuj ca

wiadomo

 przysz a z Francji. Podobno dowódca senegalskiej marynarki wojennej zagin .

- Prawdopodobnie po ar  go pieprzony lew - burkn  Morgan. - Panowie, za siedemna cie godzin dowiemy si , co knuj  ci turbaniarze z Hamasu.

Je eli po pó nocy nic si  nie wydarzy, by  mo e racj  ma prezydent. Mo e wszystkie poszlaki, jakimi dysponujemy, to rzeczywi cie tylko jeden wielki
zbieg okoliczno ci.

- Marne szans , Arnie - odpar  admira  Morris. - Co  si  gdzie  stanie i wiesz o tym równie dobrze jak ja.
- Wobec tego musimy poderwa  naszego bossa na nogi -zadecydowa  Morgan. - Niech kto  mu powie,  e zjawiamy si  u niego punktualnie o

dziewi tej i  e lepiej b dzie, jak nas uwa nie wys ucha.

ROZDZIA  8
Poniedzia ek,  28 wrze nia  2009  r.,  godzina  9.00. Bia y Dom

background image

Genera  Tim Scannell w towarzystwie genera a Barta Boyce'a i admira ów Dicksona oraz Morrisa zjawi  si  niezapowiedziany u zachodniego wej cia

do Bia ego Domu. Na polecenie przewodnicz cego wszyscy poza Morrisem, emerytowanym wojskowym, byli w mundurach. Dwaj agenci Secret
Service pe ni cy s

 przy wej ciu nie byli pewni, jak post pi : czy zgodnie z przepisami zatrzyma  ten dumny kwartet militarny i rozpocz

procedur  wydawania przepustek, czy te  natychmiast odprowadzi  ich pod Gabinet Owalny. Jak wszyscy stra nicy, tak e ochrona Bia ego Domu jest
wyszkolona wed ug  cis ego kodeksu i zobowi zana bezwzgl dnie przestrzega  jego zalece  podczas s

by. Czyli w tym wypadku - sprawdzi

to samo

 i spisa  personalia go ci oraz wyda  przepustki. Nie by a to jednak zwyczajna sytuacja i go cie nie zaliczali si  do przeci tnych.

Przewodnicz cy Komitetu Szefów Sztabów, naczelny dowódca si  NATO, szef operacji morskich i dyrektor NSA... Obaj agenci szybko doszli do takiego
samego wniosku: nie ma czasu na drobiazgo-wo

. Odeskortowali przyby ych do poczekalni przed Gabinetem Owalnym i poinformowali sekretark ,

kogo ma zaanonsowa  prezydentowi. Bili Hatchard zjawi  si  w nieca  minut  i poprosi  go ci do swego biura.

- Chcecie si , panowie, widzie  z prezydentem? - spyta  uprzejmie.
- Zgadza si  - odrzek  krótko Tim Scannell.
- Dzi  b dzie to nadzwyczaj trudne. Prezydent ma bardzo wype niony dzie .
210
- Nie ma sprawy. Ma pan ca e pi

 minut, zanim albo wejdziemy sami do Gabinetu Owalnego, albo rozka emy mari-nes szuka  go tak d ugo, a

znajd . Lepiej niech si  wi c pan pospieszy.

- Sir... - zacz  Hatchard rozpaczliwym tonem. - Czy chodzi o jakie  zagro enie dla kraju?
- Prosz  znale

 prezydenta. - Scannell nie zamierza  si  t umaczy . - I to szybko.

Szef gabinetu nie nale

 do specjalnie bystrych, ale mia  instynkt przetrwania i potrafi  rozpozna  prawdziwe k opoty, kiedy ju  w nie wdepn .

Zdawa  sobie spraw ,  e je eli nadal b dzie rzuca  k ody pod nogi najwa niejszym ludziom w si ach zbrojnych USA, to najdalej po lunchu mo e straci
prac . W duchu nie dawa  te  wi kszych szans swemu bossowi, je eli sytuacja naprawd  jest tak powa na, na jak  wygl da. „Jezu, gdyby by o inaczej,
ci faceci nie zjawiliby si  tu tak  gromad . Musi si  dzia  co  wielkiego".

Bili wsta  zza biurka.
- Zaraz wracam. Mam nadziej ,  e b

 mia  wi cej informacji.

- Informacje mnie nie interesuj , 

nierzu — warkn  Scannell, wk adaj c w t  wypowied  lata do wiadcze  w besztaniu ni szych rang . - Wró  tu z

prezydentem.
Hatchard niemal wyprysn  z gabinetu. Po trzech minutach by  z powrotem.
- Prezydent przyjmie panów teraz - oznajmi .
- Dobra robota, 

nierzu - pochwali  go genera . - Wykona

 zadanie na czas. Jeszcze czterdzie ci pi

 sekund, a odebra bym ci dowództwo.

- Tak jest, sir. Prosz  za mn .
Ca a pi tka wkroczy a do Gabinetu Owalnego, gdzie oczekiwa  ich Charles McBride.
- Có  za mi a niespodzianka, panowie — powita  ich. — Zamówi em dla nas kaw . Mo e zechcecie usi

?

Czterej wojskowi zasiedli na du ych drewnianych krzes ach, a genera  Scannell poda  prezydentowi kopi  ostatniego o wiadczenia Hamasu.
- Czy mog  przyj

,  e zapozna  si  pan z tym krótkim listem, sir? — zapyta  po chwili.

211
- Mo e pan.
- A czy wolno mi zapyta , co pan o nim s dzi?
- Oczywi cie. W poprzednim li cie tego typu, rzekomo od Hamasu, kto  napisa ... tydzie  po fakcie...  e wysadzi  w powietrze Mount St. Helens.

Wygl da na to,  e ta sama osoba przys

a i ten nast pny, zapowiadaj c,  e dzi  w nocy zamierza gdzie  co  zrobi .

-  W

nie, sir. Czy mog  pozna  pana opini  na temat dzia

, jakie ewentualnie powinni my podj

 w tej sprawie?

- Jak najbardziej. Poniewa  oba listy s  dzie em ewidentnego wariata, nie nale y podejmowa

adnych dzia

. Na wysokich stanowiskach w

administracji pa stwowej nie sp dzamy wiele czasu na uganianiu si  za ka dym  wirem, któremu przyjdzie do g owy grozi  nam ko cem  wiata.

- Sir, chcia bym przypomnie ,  e w rzeczywisto ci dostali my nie dwie, ale trzy takie przesy ki. W pierwszej autor twierdzi ,  e spowodowa  erupcj

wulkanu, w drugiej 

da , aby my si  wycofali z Bliskiego Wschodu, bo w przeciwnym razie wysadzi inny wulkan na Atlantyku i zniszczy nasze

Wschodnie Wybrze e. Dzi  nam przypomina,  e ignoruj c go, dzia amy tylko na w asn  szkod  i  e poka e nam, jak naprawd  jest gro ny.

- I co z tego? Nie ma najmniejszego dowodu,  e on rzeczywi cie to zrobi . Dlaczego wi c oczekujecie,  e porusz  pó

wiata i rozpoczn  ewakuacj

dziesi tek tysi cy naszych 

nierzy?

- Odpowied  jest bardzo prosta, sir - odrzek  Scannell. -Dlatego,  e on mo e mówi  prawd . Mo liwe,  e istotnie to on si  kryje za wybuchem Mount

St. Helens i  e dzisiaj znowu dokona równie niebezpiecznego aktu. I mo liwe,  e potrafi spowodowa  pot

ne osuni cie masywu skalnego, a w

konsekwencji zdewastowanie naszego wybrze a przez kilkudziesi ciometrowe tsunami.

- Chcia  pan zna  moje zdanie, a wi c powtarzam,  e wed ug mnie to bzdura i  e mamy do czynienia z osob  chor  psychicznie.
- Sir, w wojsku jeste my szkoleni inaczej. Musimy bra  pod uwag  ró ne warianty. Co b dzie, je li to prawda i on rzeczywi cie zaleje Nowy Jork

mas  s onej wody?

212
- Co b dzie, je li, generale? Co b dzie? To krzyk wystraszonego urz dnika. Pozwol  sobie przypomnie  panu,  e nie dosta em si  na ten fotel dzi ki

strachliwo ci. Jestem tu dlatego, mówi c waszym  argonem,  e stawia em czo o przeciwnikowi. Naprawd  my licie,  e jeden cz owiek jest w stanie
spowodowa  tak  katastrof  i chaos, jaki pan mi tu opisuje?

- Tak, panie prezydencie. Na dobry pocz tek mamy niepodwa alny dowód,  e rakiety cruise naprawd  mog y zosta  wystrzelone w Mount St.

Helens. A je li tak, to tylko z okr tu podwodnego.

- Z dokumentów, które czyta em, wynika,  e opieracie to twierdzenie wy cznie na zeznaniach dyrektora banku, który wypi  wtedy pó  galonu whisky.
- Ten dyrektor jest prezesem jednej z najwi kszych instytucji finansowych na Zachodnim Wybrze u - wtr ci  admira  Dickson. — W nast pnych

wyborach prawdopodobnie b dzie si  ubiega  o gubernatorstwo, a tej whisky nie zd

 nawet otworzy . Dowodem na to,  e s ysza , co s ysza , jest

sam fakt,  e zdo

 stamt d uciec, podczas gdy nikomu innemu si  to nie uda o.

- Wszystko, co s ysza , to par  podmuchów wiatru, a to dla mnie za ma o,  eby wprawi  w ruch pó  armii, marynarki i lotnictwa.
- Sir, przybyli my tu,  eby s

 panu rad  w sprawie bezpiecze stwa kraju. Je eli nasz nieprzyjaciel planuje jakie  uderzenie, ca kiem mo liwe,  e

na skal  porównywaln  z jedenastym wrze nia i z poprzednimi atakami tego typa Kermana na nasze Zachodnie Wybrze e, to powinni my by  w
pe nym pogotowiu. Nie musz  chyba mówi ,  e Pentagon ju  w nim jest. Sugeruj , aby Bia y Dom poszed  w nasze  lady. Prosz  te  pana o
pozwolenie na wys anie floty na wschodni Atlantyk w poszukiwaniu okr tu podwodnego, który mo e mie  na pok adzie g owice nuklearne, a tak e na
rozpocz cie ewakuacji naszych baz bliskowschodnich. Chc  przede wszystkim zyska  na czasie,  eby zd

 zlokalizowa  ich okr t podwodny.

- Generale, wed ug mnie by oby to uganianie si  za w asnym ogonem. Odmawiam. Poczekajmy spokojnie do pó nocy i zobaczmy, co si  b dzie
dzia o.
213

- Czuj  si  w obowi zku pana ostrzec, panie prezydencie,  e powinien pan dobrze przemy le  swoje stanowisko w tej sprawie. Je eli dzi  w nocy

wydarzy si  co  dramatycznego, czy to u nas, czy gdzie indziej, to prosz  pami ta ,  e my, wojskowi, w przeciwie stwie do polityków, nie jeste my
szkoleni do k amstwa.

- Generale Scannnell, nie podoba mi si  ta uwaga.
- Tak? Wobec tego sugeruj , aby najbli sze czterna cie godzin przeznaczy  pan na zastanawianie si , co pan powie, je eli wydarzenia udowodni ,

e si  pan myli . Dobrego dnia, sir.

To rzek szy, przewodnicz cy Po czonego Komitetu Szefów Sztabów i jego trzej milcz cy towarzysze wstali i wyszli. Pozostawiony sam sobie

prezydent Charles McBride pokr ci  g ow , mrucz c pod nosem:

- Cholerne 

daki. Nic si  nie stanie. Oni s  chorzy...

I nacisn  guzik wzywaj cy Billa Hatcharda. Czas na sensown  rozmow  o prawdziwych problemach dnia.
Poniedzia ek, 28 wrze nia 2009 r., godzina 23.00. Zachodni Atlantyk, 5659N/01645W. Pr dko

 6 w, zanurzenie 150 m, kurs 270°.

Barracuda II znajdowa a si  na wschód od Ma ych Antyli. Gdzie  przed dziobem, o dwa dni drogi z ma  pr dko ci , le

y znane tropikalne

wyspy-kurorty: St. Kitts i Nevis, Antigua i Barbuda, ulubione miejsca s awnych i bogatych. Dwadzie cia pi

 mil za ich lini  wyrasta  z Morza

Karaibskiego cel dla czterech kolejnych rakiet, wyspa Montserrat, kolonia brytyjska. Niegdy  i ona przyci ga a turystów 

dnych bia ych pla  z

aniaj cymi si  oceanowi palmami; w roku 1996 po wybuchu góruj cego nad ni  wulkanu cz

 wyspy uleg a zniszczeniu i straci a na atrakcyjno ci.

Jej mieszka cy mieli nadziej ,  e ich góra w ko cu si  uspokoi i za nie, jak spa a przez stulecia - a  do feralnego dnia w 1997 roku, kiedy po udnie
wyspy znów zosta o zbombardowane przez roz arzone kamienie i zalane rzek  lawy. Nic nie by o ju  od tamtej pory takie samo. Wyspiarze  yj  w ci -

214

ym strachu przed kolejn  erupcj , wierz c mimo wszystko,  e to si  musi kiedy  sko czy  i magma przestanie napiera  na poturbowane ska y.

Wulkanolodzy nie podzielali tego optymizmu. Do ludno ci regularnie apelowano o opuszczanie wyspy, ale zbyt wielu ludzi po prostu nie mia o dok d

ucieka . Przenosili si  co najwy ej na pó nocn  stron , jak najdalej od niebezpiecznego po udniowego zbocza. A góra Soufriere nie przestawa a gro nie
pomrukiwa , plu  popio em i dymem, a od czasu do czasu law , z niepokoj

 regularno ci . Na zachód od szczytu le

o wymar e miasto Plymouth,

niegdy  siedziba miejscowych w adz, dzi  pogrzebana pod grub  warstw  czarnego wulkanicznego popio u, znad którego ledwo wystaje martwy od
dawna zegar na wie y pomnika bohaterów wojennych. Wulkan nie by  ju , jak kiedy , dumn , spokojn  i pi kn  piramid , ale podobnie jak Mount St.
Helens po pierwszej erupcji niestabiln , niebezpieczn  besti , o sp kanej, nadwer

onej skorupie, naznaczonej licznymi skalnymi guzami, które co

background image

jaki  czas p ka y, uwalniaj c strumienie pr cej w gór  magmy. Jak profesor Landon powiedzia  Rawiemu Raszudo-wi pó tora roku wcze niej...

„Montserrat? Mo na by go pewnie doprowadzi  do erupcji za pomoc  zwyk ego granatu ci ni tego w odpowiednie miejsce. Ten wulkan w

ciwie nie

przestaje wybucha  przez ostatnie pi

 lat". Teraz plan przywódcy Hamasu, maj cy na celu zastraszy  Pentagon i zmusi  do spe nienia jego 

da , za

godzin  mia  zosta  zrealizowany. Czas oddania salwy, wyznaczony na pó noc czasu lokalnego, by  wcze niejszy o godzin  od czasu
waszyngto skiego. Genera  Raszud przewidzia  trzydzie ci pi

 minut na dotarcie rakiet do celu i kolejne dwadzie cia pi

 na przedostanie si  wie ci o

wybuchu do  wiatowej sieci mediów. Kontradmira  Badr by  pewny siebie. Rakiety zaprogramowane by y na uderzenie w centralny krater Soufriere,
Chance's Peak.

Barracuda II z wolna p yn a ku pozycji strza u. Badr spojrza  na zegarek. W ci gu ostatniej godziny kilkakrotnie sprawdzano procedury ogniowe i

ustawienia komputerów pok adowych, przygotowane jeszcze przez Szakir  Raszud. Na wszystkich czterech ekranikach kontrolnych widnia y te same
koordynaty: 16.45N, 62. IOW - samo serce krateru. Szaki-

215

ra wybra a dla rakiet tras  po udniow , oddalon  o dodatkowe kilkana cie mil od ameryka skich stacji radarowych na Puerto Rico i Wyspach

Dziewiczych. Po osi gni ciu pu apu przelotowego scimitary mia y po

 si  na kursie 270°, który zaprowadzi je nad  rodek Guadeloupe Passage,

cie niny mi dzy Antigu  a Gwadelup . Po dotarciu na wysoko

 przyl dka Point  de Grand  Vigie, pó nocnego kra ca tej francuskiej wyspy, odchyl

si  o dwadzie cia stopni w lewo, aby omin

 Montserrat od po udnia i skierowa  si  nad cel od po udniowego zachodu. Przemkn  nad ruinami

Plymouth i dalej do odleg ego o nieca e trzy kilometry krateru. Tym razem nie b dzie  adnego Tony'ego Tiltona, który móg by zaobserwowa  czy
us ysze

wist przelatuj cych pocisków cruise. Po udniowa cz

 Montserrat jest dzi  wyludniona i nikt niczego nie zauwa y, dopóki gro na góra znów

nie plunie ogniem.

Ben Badr sprawdzi , czy sonarzy ci nie wykryli  adnego kontaktu, po czym poleci  podej

 pod powierzchni  oceanu. W gór  poszed  maszt

radarowy i peryskop. Szybka kontrola wizualna i kilka cykli pracy radaru upewni y go,  e w promieniu kilkunastu mil nie ma  adnego statku, okr tu czy
kutra, co jest wa ne przy strzelaniu noc , kiedy za wyskakuj

 z wody rakiet  ci gnie si  warkocz jaskrawego i widzialnego z daleka ognia.

Uspokojony, nakaza  ponowne zej cie na wi ksz  g boko

. Razem z oficerem naprowadzania dokonali ostatniego sprawdzenia ustawie , a minut

przed pó noc  Badr wyda  rozkaz uruchomienia procedury ogniowej. Oficer naprowadzania wpatrywa  si  w ekran swojego komputera. Barracuda II

yn a kursem zachodnim, dziewi

dziesi t metrów pod powierzchni  ciep ego Atlantyku.

- UWAGA NA WYRZUTNIACH JEDEN DO CZTERY!
- Wyrzutnie gotowe!
- Numer jeden... ognia!
Pierwszy scimitar wypad  z dziobowej wyrzutni torpedowej w czer  wody, skierowa  si  ostro ku górze i po chwili by  ju  nad powierzchni .

Natychmiast w czy  si  silnik i niebo rozja ni o si  od jasnego p omienia, pchaj cego rakiet  niemal pionowo w powietrze. Po osi gni ciu
zaprogramowanego pu apu stu pi

dziesi ciu metrów scimitar wyrów-

216
Barbuda i\j$t. K'ttS   WYSPY PODWIETRZNE
ATLANTYK i K^wmgua
Montserrat
O                       c^^s Antiaua
TNevis              !    3
t lotnisko
 k                                  Barracuda II

Port Louis                 pozycja strza u

 3
Gwadelupa \     f    "~
MORZE                                 OGalante
KARAIBSKIE
DominikaN     | _____400 km                   \ J
MORZE KARAIBSKIE
MONTSERRAT
|\_ lotnisko
Salem, maszt radiowy/^ obserwatorium ¦      '     ....• JB Spanish Point
strumie  lawy mces pI
200 km
Barracuda II atakuje wulkan na Montserrat
217
na  lot, w czy a si  nowoczesna turbina gazowa i od tej pory pocisk przesta  by  widoczny. Nabieraj c pr dko ci, pomkn  na zachód. By  w drodze

do celu i nic w tej cz

ci oceanu nie mog o go ju  zatrzyma . Tymczasem z wyrzutni numer dwa wyskakiwa  ju  kolejny scimitar, za nim w minutowych

odst pach trzeci i czwarty. Dwadzie cia pi

 minut po wystrzeleniu pierwszy pocisk min  pó nocny cypel Gwadelupy i skr ci  nieco na po udnie. Po

dalszych czterech minutach mkn  ju  prosto ku pogrzebanemu pod popio em Plymouth. Min  wystaj cy na pó tora metra czubek pomnika z zegarem,
polecia  wzd

 George Street, obok dawnej siedziby rz du, i dalej w gór  ku czerniej cemu masywowi Chance's Peak. O godzinie zero trzydzie ci

sze

 we wtorek 29 wrze nia uderzy  w skorup  krateru, wbijaj c si  w ska  na dwa i pó  metra, zanim eksplodowa  z g uchym hukiem. Minut  pó niej

w to samo miejsce trafi  drugi scimitar, rozrywaj c nadwer

on  pow ok  skaln . Wi cej wulkanowi nie by o trzeba. Pot

na góra zdawa a si  nabiera

oddechu, a potem nagle wybuch a, posy aj c w niebo trzystumetrowy s up ognia i rozja niaj c noc wzd

 ca ego 

cucha Wysp Zawietrznych. Trzecia

rakieta by a zb dna, ale i ona przedar a si  przez deszcz  arz cych si  od amów kamienia i eksplodowa a w zamienionym w jezioro lawy kraterze.
Czwarta ju  nie dolecia a do celu, rozpadaj c si  w powietrzu pe nym gor cych gazów i tryskaj cej p ynnej ska y.

Po po udniowym stoku góry p yn a niepowstrzymana rzeka lawy, a z góry sypa  si  g sto popió . Dawne tereny uprawne na pó noc od Plymouth,

które po pierwszym wybuchu nigdy nie zosta y doprowadzone do pierwotnego stanu, i same ruiny miasta znów znalaz y si  na drodze  ywio u. Erupcja
by a silniejsza ni  przed dwunastu laty, kiedy pióropusz popio u strzela  w atmosfer  na przera aj

 wysoko

 dwunastu kilometrów; tym razem

wybuch tak wysoko nie si gn , ale  ar by  o wiele wi kszy, a strumie  lawy g bszy.

Po dziesi ciu minutach dosz o do drugiej erupcji. Najwi kszy ze skalnych guzów na pó nocno-wschodnim stoku Chance's Peak zacz  si  nagle

rozpada . Pó niejsze badania geologiczne wykaza y,  e musia  ulec wstrz som i p

 pod wp ywem parcia magmy, która nie nad

a wyp ywa  z

ów-

218
nego krateru. Nowy gejzer lawy, gazu i kamieni wystrzeli  na kilkadziesi t metrów w powietrze, natychmiast te  roztopiona ska a pop yn a nowym

strumieniem po zboczu, porytym licznymi jarami, ku dolinie rzeki Tar i dalej w stron  lotniska. Wszystko, czego dotkn a, natychmiast stawa o w

omieniach; asfalt na drogach topi  si  w mgnieniu oka, p on y drzewa, zabudowania, z których na szcz

cie wi kszo

 sta a opuszczona. Lawa

sun a ku morzu z pr dko ci  kilkudziesi ciu kilometrów na godzin . Ogarn a malutk  osad  Spa-nish Point i stare lotnisko. Chmura czarnego popio u
zupe nie przes oni a ksi

yc i gwiazdy. Ocean gotowa  si  wzd

 wybrze a, gdzie roz arzona do bia

ci p ynna ska a spotyka a si  z falami przyboju.

Od chwili, kiedy ostatnie metry kwadratowe pasa startowego poch on a lawa, up yn o dziewi

 minut, kiedy nagle nowa eksplozja wstrz sn a

Chance's Peak, tym razem znów po po udniowej stronie. Raz jeszcze w niebo polecia y  arz ce si  g azy, lawa i popió , spadaj c na pozosta

ci

zniszczonej przed laty rybackiej wioski St. Patrick's i wzniecaj c nowe po ary w okolicy. Lawa pop yn a podobn  drog  jak w 1997 roku: prosto na
po udnie, rozdzielaj c si  nieopodal wsi Great Alps Falls. G ówny strumie  wpad  na St. Patrick's, drugi skr ci  w lewo, o pó tora kilometra na wschód i
wlewa  si  w morze.

O pierwszej nie by o ju  na wyspie nikogo, kto by jeszcze zosta  w 

ku. Nawet na odleg ych o pi

dziesi t do sze

dziesi ciu kilometrów

siednich wyspach Nevis, Antigua i Gwadelupa ludzie budzili si  ze snu i patrzyli ze zgroz  na straszny widok za morzem. Kobieta, która prowadzi a

lokaln  stacj  radiow  na Montserrat, wpad a tam w siedem minut po pierwszej du ej eksplozji i zacz a transmisj . Redakcja i umieszczony w
przyleg ym budynku nadajnik znajdowa y si  w bezpiecznej pó nocnej cz

ci wyspy, na wzgórzach Central Hills. Czterdzie ci osiem minut po pó nocy w

eter pop yn a wiadomo

 o nieoczekiwanej i pot

nej erupcji Soufriere, która nast pi a bez najmniejszego ostrze enia. W nowoczesnym centrum

badawczym, zbudowanym przez mi dzynarodowe organizacje naukowe na wzgórzu nieopodal miasteczka Salem, sejsmografy i inne przyrz dy stale

219
monitoruj ce stan niespokojnej góry nie odnotowa y  adnej wczesnej aktywno ci. Poprzednim razem, w latach 1996-1997, ostrze enia pojawia y si

na d ugo przed wybuchem; wska niki szala y, zapisuj c dr enia skorupy ziemskiej atakowanej przez napieraj

 z g bi magm . Teraz nie by o takich

oznak zbli aj cej si  erupcji. Ani jeden z komputerów nie zarejestrowa  cho by najmniejszego wstrz su;  aden z zainstalowanych wokó  krateru i
skalnych guzów mierników nachylenia nie wykaza  wzmo onych ruchów pod

a.

Obserwatorium sejsmiczne na Montserrat by o jednym z najbardziej obleganych o rodków badawczych  wiata. Profesorowie geologii, wulkanolodzy i

studenci przyje

ali tu ze wszystkich kontynentów,  eby zdoby  informacje z pierwszej r ki o zagro eniach geofizycznych, czaj cych si  pod ponur

sylwetk  niebezpiecznej góry. Urz dzenia detekcyjne nie mia y sobie równych na  wiecie. Ka de drgni cie pow oki ziemskiej, ka dy gejzer pary, ka dy
strumyczek wyciekaj cej magmy by y starannie rejestrowane. W  rodowisku mówi o si ,  e Soufriere jest najpilniej obserwowan  mil  kwadratow  na
ca ej planecie z Wall Street w cznie.

Mimo to w t  ksi

ycow  noc wrze niow  ten w

nie wulkan wybuch  z bezprecedensow  si  bez najmniejszych wcze niejszych oznak. Erupcja

background image

wzi a si  nie wiadomo sk d; wulkanolodzy z najlepszych wydzia ów geofizyki na presti owych uczelniach przez d

szy czas mieli zachodzi  w

ow , jak to by o mo liwe. Miejscowa policja, stra  po arna i s

ba zdrowia nie by y postawione w stan pogotowia, dopóki pot

na konwulsja nie

rozsadzi a góry, a i wtedy niewiele ju  mo na by o zdzia

. Policjanci natychmiast pojechali na l dowisko  mig owcowe, gdzie wpadli na naukowców

ju  oceniaj cych mo liwo

 lotów nad obszar dotkni ty kl sk . Szef policji osobi cie zakaza  jednak startów wszelkich pojazdów powietrznych, dopóki

powietrze si  troch  nie oczy ci.

Tym razem oby o si  bez ofiar.  adnego farmera lawa nie zaskoczy a w polu, nikt nie sp on  wraz z domem. By  to spektakularny pokaz si  natury,

roz wietlaj cy mrok nad Antylami i gro

cy zawa em niektórym wy szym wojskowym w odleg ym Waszyngtonie. Informacje o wybuchu zacz y si

przes cza  do ameryka skich sieci radiowych i telewizyjnych

220
krótko przed pó noc  czasu waszyngto skiego. Najpierw dotar y relacje z Antiguy, opisuj ce widok z tej wyspy. Miejscowi dziennikarze zdo ali si

po czy  z Radiem Montserrat i przekazywali wiadomo ci do sieci wschodniokaraibskiej, która z kolei by a monitorowana przez jedn  z agencji
ameryka skich na Puerto Rico. W nied ugim czasie nowina o erup-cji trafi a ju  do Miami, a trzy minuty pó niej do centrali CNN w Atlancie. Przekazy
telewizyjne z Antiguy by y kiepskiej jako ci i nadesz y nieco pó no, ale zaraz potem pojawi y si  prawdziwie widowiskowe filmy zrobione przez
naukowców z o rodka w Salem, natychmiast przekazane elektronicznie na Puerto Rico - zgodnie z kontraktem z mediami, które pokrywa y spor  cz
kosztów prowadzonych na Montserrat bada  geofizycznych. Pi

 minut po pó nocy czasu waszyngto skiego dzi ki niezawodnej CNN zdj cia gorej cej

góry na Karaibach obieg y ju  ca y  wiat.

Kiedy na ekranie telewizora ukaza  si  wulkan Soufriere w pe nej ognistej krasie, Jimmy Ramshawe siedzia  wygodnie — i nago — w fotelu w swym

mieszkaniu w Watergate. Jego narzeczona, bogini australijskiego surfingu Jane Pea-cock, le

a na 

ku, czytaj c ksi

 i nie przejmuj c si

zupe nie ponurymi przepowiedniami Jimmy'ego, który zapowiada  na pó noc jakie  straszne wydarzenia. Dlatego te  prze

a lekki szok, kiedy

narzeczony nagle wyskoczy  z fotela z krzykiem:

-JASNA CHOLERA! ON TO ZROBI !... Ten cholerny sukinsyn naprawd  to zrobi !
Chwyci  za telefon i zadzwoni  do George'a Morrisa, tak jak si  umówili. Dyrektor NSAby  po „marynarskiej" kolacji i w

nie zaczyna  chrapa  w

najlepsze; dzwonek us ysza  dopiero po paru minutach, ale wiadomo

 od asystenta od razu wybi a go ze snu.

— Kiedy to si  sta o, Jimmy?
— Chyba z pó  godziny temu. Co robimy, sir?
— Có , zbyt wiele do zrobienia nie mamy. Przygotujmy si  jednak lepiej na wczesne rozpocz cie dnia. Spotkamy si  w moim biurze... powiedzmy o
szóstej.
— Okay, sir. Chce pan,  ebym zadzwoni  teraz do Wielkiego Cz owieka, czy sam pan go zawiadomi?
221
W tej chwili u admira a zad wi cza  dzwonek drugiego telefonu - bezpo redniej linii od genera a Scannella. Morris poleci  wi c Jimmy'emu zadzwoni

do Arnolda Morgana, sam za  zaj  si  rozmow  z przewodnicz cym, a potem z admira em Dicksonem.

Ramshawe wybra  numer w Chevy Chase, ale okaza o si ,  e Morgan te  ogl da  wiadomo ci na kanale CNN.
- Wygl da na to, sir,  e mamy odpowied  na sporo zagadek.
-  eby  wiedzia , ch opcze - odrzek  Morgan. - Chc  teraz posiedzie  przed telewizorem i popatrze , jak si  sprawa rozwija. Ciekawe, czy by y

jakiekolwiek ostrze enia... Nic innego chyba nie mo emy na razie zrobi . Potem musimy si  spotka  jak najwcze niej...

- Admira  Morris wyznaczy  zebranie u siebie na godzin  szóst  i tam te  b

, sir. Popatrzymy, co maj  na ten temat w CIA, je eli w ogóle co  maj ,

a potem chyba dobrze b dzie zebra  wszystkich gdzie  ko o dziewi tej. Mój szef rozmawia teraz z genera em Scannellem. Wie pan co? Zostawi  panu
wiadomo

 na sekretarce, gdy tylko b

 wiedzia , gdzie i kiedy wyznaczone zostanie zebranie. Pewnie w Pentagonie, ale jeszcze potwierdz .

- W porz dku, Jimmy. Miej oczy i uszy otwarte. Ten sukinsyn nie  artuje. Naprawd  przygrza  rakietami w t  Bogu ducha winn  wysepk  i nasze

megatsunami jest coraz bli ej, nie mam co do tego  adnych w tpliwo ci.

- Ja te  nie, sir.
- Co si  dzieje? Mo esz mi powiedzie , co si  dzieje? -Jane Peacock straci a ca e zainteresowanie lektur .
- Rzu  mi ten notes, kochanie, dobrze? I moj  pi am . B

 musia  ogl da  wiadomo ci przez najbli sze par  godzin.

Wtorek, 29 wrze nia 2009 r., godzina 2.30 czasu lokalnego
Od dwóch i pó  godziny Barracuda II p yn a szybko na g boko ci stu pi

dziesi ciu metrów kursem wschodnim, oddalaj c si  spiesznie od pozycji

strza u. Kontradmira  Badr

222
chcia  utrzyma  pr dko

 pi tnastu w

ów jeszcze przez trzy dni, dopóki nie dotr  najpierw do Grzbietu Sródatlantyckie-go, a potem wzd

 niego

do szeroko ci geograficznej 28°N. Dopiero po wschodniej stronie grzbietu zamierza  zwolni  przynajmniej do siedmiu w

ów, poniewa  nie mia

pewno ci, w którym miejscu zaczyna si  sie  SOSUS. Na stosunkowo p ytkich, „ha

liwych" wodach nad tym ci gn cym si  przez ca y Atlantyk z

pó nocy na po udnie podmorskim 

cuchem górskim okr t podwodny nie atwo wykry  z uwagi na zmienne warunki hydrograficzne, ale potem, na

bokim akwenie trzeba b dzie zachowywa  jak najwi ksz  ostro no

. Badr mia  jedena cie dni na dotarcie do nast pnego rejonu operacyjnego, z

czego czterdzie ci godzin zajmie dop yni cie do grzbietu, kolejne czterdzie ci z nie zmienion  pr dko ci  pi tnastu w

ów kursem NNE wzd

 niego,

a pozosta e osiem dni potrwa  egluga kursem wschodnim ku Wyspom Kanaryjskim, ju  o po ow  wolniej. Zgadza  si  z twierdzeniem Szakiry,  e US
Navy z pewno ci  nie pozwoli aby obcemu okr towi podwodnemu buszowa  gdziekolwiek na pó noc od dwudziestego pi tego równole nika bez swojej
wiedzy. P yn c powoli, unikn  wykrycia i spokojnie dotr  do nowej pozycji strza u, któr  Ben ustali na miejscu w zale no ci od rozmieszczenia
ameryka skich okr tów, które spodziewa  si  tam zasta  na patrolach wokó  archipelagu. Na razie jednak z niecierpliwo ci  oczekiwa  nast pnej
depeszy satelitarnej, w której kto  go poinformuje, czy uda o si  mu wysadzi  w powietrze wysp  Montserrat.

Wtorek, 29 wrze nia 2009 r., godzina 6.00. Agencja Bezpiecze stwa Narodowego, Fort Meade
CIA zajmowa a si  t  spraw  przez ca  noc, ale w sumie nie dowiedzia a si  praktycznie niczego ponad to, co wiedzia y media: na Montserrat

nast pi a zupe nie niewyja niona i nieoczekiwana, a przy tym niezwykle silna erupcja najbardziej niespokojnego wulkanu na zachodniej pó kuli. Nie by o
przyczyn, ostrze

 ani  adnych teorii próbuj cych wyja ni , co si  sta o. Agencja by a oczywi cie zaznajomiona

223
z ostatnimi gro bami i 

daniami Hamasu, podobnie jak z pogl dami na ten temat najwy szych w adz wojskowych USA. Do pracy nad zagadk

Montserrat skierowano a  dwudziestu agentów liniowych, którzy przez ca  noc szukali jakichkolwiek dowodów na to,  e wysp  zaatakowano salw
rakiet cruise. Do rana nie zdo ali jednak wpa

 na  aden  lad, je li nie liczy  kra cowego zdumienia naukowców z Salem, których czu a aparatura nie

zarejestrowa a najdrobniejszych nawet zapowiedzi katastrofy. Oko o pi tej rano z Langley przes ano wst pny raport, który komandor Ramshawe
przeczyta  z zainteresowaniem, zw aszcza ostatni akapit, napisany przez jednego z oficerów prowadz cych spraw :

...absolutny brak jakiegokolwiek sygna u ostrzegawczego jest uwa any przez fachowców za wypadek bez precedensu. Ka dy wulkan przed

wybuchem zdradza drobne ruchy pow oki skalnej, wywo ane przez zwi kszone parcie magmy. Tym razem nic podobnego nie zaobserwowano, co
wed ug nas oznacza celow  inicjacj  wybuchu przez osoby nieznane...

Jimmy przegl da  raporty i im wi cej ich czyta , tym bardziej oczywiste si  dla  stawa o,  e Barracuda znowu zaatakowa a.
Telewizja donosi a o ogromnych ilo ciach popio u zasypuj cego wysp , nawet teoretycznie bezpieczn  cz

 pó nocn . Na ka dym budynku o

askim dachu zalega o ju  po trzydzie ci do pi

dziesi ciu centymetrów ci

kiego, czarnego py u, bardziej przypominaj cego konsystencj  m

 ni

zwiewne, lekkie pozosta

ci po ognisku. L ejsze, szare i szarobia- e frakcje popio u wulkanicznego pokry y widoczn  warstw  ogrody na po udniu

Antiguy, pla e Nevis i uliczki Port St. Louis na Gwadelupie. Po udniowa cz

 Montserrat p on a jak pochodnia. Kilometry kwadratowe bujnej

ro linno ci gin y w ogniu na ca ej szeroko ci wyspy. P omienie strawi y resztki zabudowa  i przystani portowej, jakie jeszcze pozosta y w Plymouth po
poprzedniej erupcji. W miar  up ywu czasu obrazy przekazywane do sieci telewizyjnych by y coraz bardziej wyraziste. Z nastaniem dnia nad wysp
pojawi y si

mig owce z ekipami dziennikarzy i operatorów. By  to drugi

224
w ci gu ostatnich czterech miesi cy powa ny wybuch wulkanu na zachodniej pó kuli i ka dy redaktor naczelny wiedzia ,  e ma do czynienia z

dziennikarsk  gratk .  aden z nich nie mia  jednak zielonego poj cia, jak wielk ...

Admira  Morris w czy  swój wielki, czterdziestoo mio-calowy telewizor na kana  CNN od razu po przybyciu do swego gabinetu w Fort Meade. By o

par  do

 ciekawych wiadomo ci krajowych, ale nic nie mog o si  równa  z relacj  na  ywo z wydarzenia, które przypomina o wybuch bomby j drowej

w tropikalnym karaibskim raju. Razem z komandorem Ramshawe'em po wi cili oko o dziesi ciu minut na zapoznanie si  z bie

 sytuacj  na wyspie.

Doj cie do nieuniknionego wniosku,  e Hamas precyzyjnie spe ni  swoj  gro

, zaj o im znacznie mniej czasu. „...Tu  po pó nocy przekona si  pan,

co potrafimy zrobi , i by  mo e zmieni pan nastawienie". S owa ostatniego komunikatu Hamasu  ywo sta y przed oczyma obu m

czyzn. Punktualnie

niemal co do minuty palesty ska organizacja wywo

a kolejny wybuch wulkanu. Teraz ju  wszystko by o jasne, brakuj ce elementy uk adanki same

wskoczy y na miejsce. Miniona noc sta a si  dowodem na to,  e wulkan St. Helens naprawd  zosta  ostrzelany rakietami z Barracudy. Stany
Zjednoczone stan y w obliczu najwi kszego zagro enia w d ugiej historii swych wojen i konfliktów.

George Morris podniós  s uchawk  i zadzwoni  do Arnolda Morgana, potwierdzaj c spotkanie w gabinecie genera a Scannella o dziewi tej. Wielki

Cz owiek nie spa  prawie ca  noc, studiuj c mapy pó nocnego Atlantyku, zastanawiaj c si  nad prawdopodobn  pozycj  i kursem Barracudy i
zachodz c w g ow , jak j  z apa . George Morris nie widzia , by admira  by  tak niespokojny, przez ca e ostatnie trzydzie ci lat.

Wraz z Jimmym zebrali niezb dne mapy i dokumenty i o siódmej wsiadali ju  do s

bowego samochodu. Przedarli si  jako  przez poranny ruch na

drogach dojazdowych do stolicy i dziesi

 minut przed ósm  dotarli do Pentagonu. W biurze przewodnicz cego panowa o wzmo one zaniepokojenie:

nie odebrano kolejny list od Hamasu, nades any poczt  elektroniczn  gdzie  z Syrii, Jordanii, Iraku lub Iranu. Jak poprzednio, nie da o si

dok adniej  prze ledzi  jego drogi

225

background image

przez internetowe zakamarki. Do Pentagonu dotar  o czwartej pi tna cie nad ranem.
Do przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów.
Jak pan widzi, nie rzucamy s ów na wiatr. Usu cie natychmiast swoje wojska z Bliskiego Wschodu i we cie do galopu Izra-elczyków. Zosta o wam

ju  tylko jedena cie dni.

Hamas
Admira  Morgan by  ju  na swoim miejscu u szczytu sto u konferencyjnego. Obok niego siedzieli genera owie Scannell i Boyce. By  tam te  genera

Hudson, admira  Dickson i CIN-CLANT, dowódca Floty Atlantyku admira  Frank Doran, dawniej kapitanuj cy na kr

owniku rakietowym Lak  Erie.

Oprócz niego drugim nowym cz onkiem tej rady wojennej by  genera  Kenneth Clark, dowódca korpusu piechoty morskiej, s ynnych marines. Alan
Dickson oznajmi  te ,  e w razie potrzeby w krótkim czasie mo e  ci gn

 dowódc  atlantyckiej floty podwodnej, który czeka w pogotowiu w Norfolk.

Arnold Morgan otworzy  zebranie.
- Panowie, jest ju  oczywiste,  e Hamas po raz drugi spowodowa  erupcj  wulkanu. Do tej pory mieli my dziewi

dziesi t dziewi

 procent pewno ci

co do Mount St. Helens. Wydarzenia tej nocy da y nam ten brakuj cy jeden procent. O pó nocy czasu waszyngto skiego, dok adnie wed ug zapowiedzi,
nasi przeciwnicy wysadzili w powietrze Montserrat. Gem, set i mecz na korzy

 Hamasu... a przed nami kolejna rozgrywka. Nie musz  wam

przypomina  o niebezpiecze stwie, w jakim si  znale li my. Scenariusz jeszcze par  miesi cy temu wydawa  si  ma o realny, potem zdecydowanie
nabra  prawdopodobie stwa... dzi  to w

ciwie cholerny pewnik. Czy wszyscy si  z tym zgadzamy?

Zebrani w milczeniu skin li g owami.
- Mamy wi c przed sob  trzy podstawowe zadania. Po pierwsze, musimy rozpocz

 ewakuacj  Waszyngtonu, Bostonu i Nowego Jorku.  Po drugie,

przygwo dzi  Barracude, je eli si  gdziekolwiek poka e. Po trzecie, przechwyci  i zestrzeli  rakiety wycelowane w Cumbre Vieja, je eli zostan

wystrzelone.
226
— Czy nie ma ju  szansy na spe nienie ich 

da ? — spyta  admira  Morris.

— Nie przez te kilka dni, jakie nam pozosta y - odpowiedzia  stanowczo Morgan. - Nie zd

ymy przerzuci  tylu 

nierzy,  eby to przekona o Hamas.

Poza tym oni chc ,  eby do wyznaczonej daty zosta  ustalony i podpisany plan pokojowy w Izraelu, z utworzeniem i uznaniem wolnej Palestyny. Tego
si  po prostu nie da zrobi , nawet gdyby my mieli wi cej czasu. Tel Awiw wyra nie stwierdzi ,  e nie zamierza si  na to zgodzi , wi c nie ma o czym

mówi .
— Zw aszcza w sytuacji, gdy nasz prezydent nie bierze udzia u w dyskusji - doda  genera  Scannell.
— I nie interesuje si  dzia aniami obronnymi, jakie musimy podj

,  eby zapobiec temu atakowi na nasze wybrze e. - Morgan pokiwa  g ow . -

Dlatego te  proponuj ,  eby my si  do niego dzi  udali, przedstawili nasze zamiary

wyja nili, dlaczego naszym zdaniem trzeba teraz zacz

 powa nie traktowa  ten problem.

— A je li znowu odmówi?
— Wówczas b dziemy zmuszeni usun

 go ze stanowiska — rzek  Tim Scannell. - Nie widz  innego wyj cia. Konstytucja Stanów Zjednoczonych nie

przewiduje mo liwo ci wprowadzenia stanu wyj tkowego bez ca ych ceregieli zwi zanych z zatwierdzeniem go przez Kongres, a na to nie mamy czasu.
Poprosi em par  dni temu Arnolda o sprawdzenie mo liwych rozwi za . Mam nadziej ,  e nie b dziemy musieli z nich korzysta , ale prosz  ci , Arnie,
o przedstawienie zebranym sytuacji.

Wszystkie oczy zwróci y si  na admira a Morgana, który wsta  i zacz  mówi  tonem pozbawionym zabarwienia emocjonalnego:
— Artyku  drugi, cz

 pierwsza konstytucji stwierdza,  e prezydenta mo na usun

 ze stanowiska z nast puj cych powodów:  mier , rezygnacja

lub niezdolno

 do pe nienia obowi zków. W takiej sytuacji jego miejsce zajmuje wiceprezydent, natomiast je li ich obu trzeba wykopa , wyboru

nast pnego prezydenta musi dokona  Kongres.

— Czy James Madison u

 s owa „wykopa "? — zapyta  George Morris.

227
- Nie. Trzyma  si  czasownika „usun

". Staram si  tylko jasno wyra

.

- Dzi kuj , admirale. Chcia em si  tylko upewni .
- W tym w

nie jeste  dobry, George. I tego si  trzymaj. Nawet w chwili  miertelnego zagro enia Arnold Morgan

potrafi  narzuci  taki ton rozmowy, jaki mu odpowiada .
- Panowie, nie mamy wyboru. Musimy wyrzuci  tego cz owieka z cholernego Gabinetu Owalnego - kontynuowa . -Poniewa  dla naszych celów

dobrze by oby,  eby wiceprezydent Bedford by  po naszej stronie i post pi  zgodnie z naszymi zaleceniami, poprosi em go, aby wzi  udzia  w tym
zebraniu. Powinien tu si  zjawi  lada moment. Rozumiecie, panowie,  e zrobi em tak tylko dlatego,  e zosta  nam zaledwie tydzie  na wykonanie
odpowiednich posuni

, to znaczy na wprowadzenie   stanu   wyj tkowego   na   ca ym  Wschodnim Wybrze u w celu ewakuacji mieszka ców. Nie

mamy czasu czeka , a  te cymba y z Kongresu przestan  si  przekrzykiwa  jak stado licealistek i dojd  do jakiego  porozumienia. Jestem przekonany,

e je li ci faceci z Hamasu odpal  par  rakiet j drowych w Cumbre Vieja, góra si  rozpadnie i powstanie zapowiadane megatsunami. Zgadzaj  si  co

do tego wszyscy cholerni naukowcy, jakich zd

yli my poprosi  o opini . Musimy albo znale

 i zatopi  przeciwnika, zanim spe ni swoj  gro

, albo

przygotowa  si  na najgorsze. Pami tajcie,  e oni nie chc , aby my si  na cokolwiek zgodzili, tylko 

daj  wprost spe nienia ich polece  i to

natychmiast. Stracili my ju  kilka tygodni przez nasz  g ow  pa stwa i teraz czas wycieka nam przez palce jak woda. Oni s  prawie gotowi do akcji,

panowie.
Wszyscy wiedzieli, kim jest wiceprezydent Bedford. Charles McBride wybra  go jako demokratycznego senatora z prawego skrzyd a partii, aby

pomóg  mu zdoby  g osy na Po udniu. Niewiele to w rzeczywisto ci da o, ale dzi ki temu stanowisko wiceprezydenta obj  o wiele mniej radykalny
libera  ni  reszta orszaku McBride'a. Paul Bedford mia  ponadto za sob  s

 oficersk  w US Navy podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.

Wiceprezydent by  cz owiekiem  wiatowym, a przez swoje pogl dy ju  zaczyna  by  usuwany na boczny tor w administracji McBride'a. W redakcjach

228
„Washington Post" i „New York Times" tego nieco sarkastycznego Wirginijczyka traktowano prawie jak banit  - przyczyni o si  do tego niezachwiane

poparcie, jakiego udziela  republika skiemu prezydentowi, który wyruszy  na wojn  z Irakiem w 2003 roku.

Porucznik marines, dowodz cy wart  przed sal  konferencyjn  przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów, zaanonsowa  przybycie

zaproszonego wiceprezydenta. Kiedy wchodzi , wszyscy zebrani wstali na jego powitanie. Genera  Scannell dokona  prezentacji, po czym podszed  do
antycznej komody i nala  wszystkim po fili ance gor cej kawy. W sali nie by o nikogo z m odszych oficerów, którzy mogliby si  zaj

 takimi

przyziemnymi czynno ciami, z wyj tkiem komandora porucznika Ramshawe'a; ten jednak by  zbyt poch oni ty swymi notatkami i mapami,  eby cho  na
chwil  podnie

 znad nich g ow .

Na pytanie Arnolda Morgana, co wiceprezydent wie o problemie, z jakim maj  do czynienia, Bedford odpowiedzia  lakonicznym „Nic". Nie trzeba by o

wyra niejszego potwierdzenia,  e ten by y oficer nawigacyjny z fregaty rakietowej zd

 ju  wypa

 z kr gu bliskich wspó pracowników prezydenta

Mc-Bride'a. Morgan wzi  zatem na siebie zadanie zapoznania go cia z rozwojem wydarze  ostatnich miesi cy. Oczy przyby ego z ka dym zdaniem
robi y si  coraz okr

ej sze. Admira  opowiedzia  mu kolejno o domniemanej podró y Barracudy,

0  tym,  e niezaprzeczalnie zaatakowa a Mount St. Helens, gro bach i 

daniach Hamasu, katastrofie na Montserrat

1 ostatnim li cie, jaki dopiero co nadszed  do Pentagonu.
- Czy jest pan z nami? - zapyta  na koniec.
- Je li ma pan na my li, czy rozumiem powag  sytuacji, to tak, jestem z wami. Ale nie powiedzia  mi pan nic, admirale, o reakcji naszego prezydenta.

Czy o tym wie?

- Oczywi cie,  e wie. Odrzuci  wszystkie pro by najwy szych w adz wojskowych tego kraju... o wys uchanie ich raportów, o poczynienie kroków

zaradczych, przygotowa  cywilnych czy o zorganizowanie obrony. Twierdzi,  e owe listy s  dzie em wariata, a ca y 

cuch zdarze  produktem naszej

wyobra ni. Nie musz  chyba dodawa ,  e byli my, jeste my i b dziemy przeciwnego zdania?

229
- Oczywi cie,  e nie - powiedzia  Bedford, który odruchowo zaczyna  wchodzi  w rol  porucznika marynarki pe nego respektu dla dowództwa. - Czy

przekazali panowie prezydentowi tre

 ostatniego komunikatu Hamasu?

- Nie, sir, nie zrobili my tego - odrzek  Morgan. — On naprawd  wierzy,  e wszyscy jeste my szale cami. Je li zechce pan podej

 tu do mnie,

poka

 panu, na czym owo szale stwo polega.

Paul Bedford przysun  si  bli ej do admira a. Arnold Morgan zakre li  palcem na le

cej przed nim mapie morskiej okr g o promieniu kilkunastu

centymetrów.
- Gdzie  tam czai si  wielki atomowy okr t podwodny, zbudowany w Rosji, z jedn , a mo e i dwiema rakietami cruise wyposa onymi w g owice

nuklearne. Za jedena cie dni od tej  chwili jego dowódca zamierza wystrzeli  te cacka w kierunku tego 

cucha górskiego na wyspie Palma w

archipelagu Kanaryjskim, prawdopodobnie z niewielkiej odleg

ci. Ich wybuch spowoduje najwi ksze osuni cie mas skalnych, jakie ten  wiat widzia  w

ci gu ostatnich dziesi ciu tysi cy lat, prosto na dno Atlantyku. Wywo ana przez to zjawisko fala tsunami, a raczej ci g kilkunastu takich fal, dziewi
godzin pó niej runie na Wschodnie Wybrze e USA.

- Jak wysokie b

 te fale w chwili uderzenia w brzeg?

- Pierwsze b

 si ga y kilkadziesi ciu metrów, nast pne kilkunastu.

- Czyli wy ej ni  wi kszo

 zabudowa  Nowego Jorku.

- I Waszyngtonu, i Bostonu...
- Czy one si  za ami  nad miastem?
- Nie, sir. Tsunami po prostu prze naprzód. Do za amania mo e doj

 zapewne dwadzie cia lub trzydzie ci kilometrów w g bi l du.

Paul Bedford g

no wci gn  powietrze.

- Zasi gali cie opinii najlepszych naukowców w tej sprawie?

background image

- Ma si  rozumie .
- Ilu pytali cie?
- Oko o dwudziestu.
- A ilu z nich stwierdzi o,  e tak si  w

nie stanie?

- Wszyscy.
230
- Jezu Chryste! - wykrzykn  wiceprezydent. - A wi c to prawda. Nie mo emy temu zapobiec?
- Mo emy. Tylko  e nie drog  negocjacji ani przez spe nienie ich 

da . S  dwa czynniki, które na to nie pozwalaj : rz d Izraela i prezydent Stanów

Zjednoczonych. Poza tym nie wystarczy nam ju  czasu. Pozostawia to nam dwa zadania do wykonania: ewakuacj  du ych miast na wybrze u i próba
zniszczenia  albo tego okr tu,  albo wystrzelonych z niego rakiet, albo jedno i drugie.

- I zamierzacie pomin

 prezydenta?

- Nie. Zamierzamy usun

 prezydenta.

Bedford poderwa  g ow , wbijaj c wzrok w admira a Mor-gana.
- Kiedy?
- Dzi  po po udniu. Zaraz po lunchu.
- Zdaje pan sobie spraw , admirale,  e piastuj c godno

 wiceprezydenta,  mam obowi zek wspiera  we wszystkim Charlesa McBride'a, dopóki on

sam wype nia wiernie swoje powinno ci, do jakich zobowi za  si  przysi

 i dopóki stoi na stra y konstytucji? — Paul Bedford cytowa  rot  w asnej

przysi gi.
- Nie wiem jak pan, ale ja uwa am,  e dopuszczenie do zalania   ameryka skiej   konstytucji   pi

dziesi ciometrow  warstw    morskiej   wody

mo e   poniek d   stanowi    sprzeniewierzenie si  obowi zkowi jej strze enia — odpar  ch odno Morgan.

- Zgadzam si  z panem,  e ca a ta historia  wiadczy o powa nym  zaniedbaniu  z  jego   strony.   Musicie  jednak  da  McBride'owi ostatni  szans

na naprawienie b dów. I prosz  pami ta ,  e ja nie mog  odegra

adnej roli w usuni ciu urz duj cego prezydenta ze stanowiska.

- Rozumiemy to doskonale, sir. Dzi  po po udniu prosz  jednak si  spodziewa  powiadomienia o konieczno ci obj cia tego stanowiska przez pana

— powiedzia  genera  Scannell z godno ci . - Nikt z obecnych nie pragnie takiego rozwi zania. Nie chcemy by  jak

 junt  z Trzeciego  wiata i nie

zamierzamy dokonywa  puczu wojskowego. Sytuacja jest jednak bardzo powa na i tylko si y zbrojne Stanów Zjednoczonych mog  jeszcze zapobiec
katastrofie albo... je eli ju

231
dojdzie do ataku Hamasu... przygotowa  i przeprowadzi  ewakuacj  ludno ci z zagro onych terenów. Niech pan pami ta,  e prezydent ju

kategorycznie odmówi  pozwolenia na przerzucenie floty na wschodni Atlantyk w celu zastawienia pu apki na ten okr t podwodny.

- A czy mimo to pracujecie nad tym? To znaczy, czy kierujecie nasze okr ty w tamten rejon? - spyta  wiceprezydent.
- Oczywi cie, sir. Nie mo emy jednak dzia

 tak w niesko czono

, sprzeciwiaj c si  poleceniom naszego naczelnego zwierzchnika.

- Nie, nie mo ecie. Rozumiem to.
Paul Bedford zaczyna  wygl da  na jeszcze bardziej zaniepokojonego ni  Arnold Morgan, który marszczy  teraz czo o jak genera  Custer pod Little

Big Horn na znanym obrazie. Admira  znów zabra  g os, przedstawiaj c zarys ogromnego zadania, jakie sta o przed ameryka skim wojskiem.

- Paul, musimy ewakuowa  nie tylko miliony obywateli, ale i skarby narodowe, i ca y nasz system administracji i biznesu. W samym Waszyngtonie

trzeba wywie

 dzie a sztuki z kilku najwi kszych muzeów, wi kszo

 zbiorów Instytutu Smithsonian, nie wspominaj c o historycznych dokumentach z

Biblioteki Kongresu, Bia ego Domu i Bóg wie sk d jeszcze. W Nowym Jorku podobnie, a do tego musimy ewakuowa  poza zasi g oceanu ca  gie
Wall Street, wraz z bazami danych, oprogramowaniem i sprz tem komputerowym. To samo dotyczy szpitali, szkó , uczelni. Ponadto musimy obsadzi
miasta silnymi oddzia ami wojska dla zapobie enia grabie om.

- To zrozumia e - rzek  wiceprezydent.
- Ta operacja b dzie wymaga a zarekwirowania poci gów, metra, autobusów, a nawet prywatnych ci

arówek i samochodów osobowych. To stan

powszechnego zagro enia i musimy by  dobrze przygotowani. Je li ten sukinsyn odpali rakiety, b dziemy musieli si  liczy  ze zniszczeniem Nowego
Jorku, Waszyngtonu i Bostonu w stopniu porównywalnym z Berlinem w tysi c dziewi

set czterdziestym pi tym roku.

Paul Bedford si  zamy li . W sali na chwil  zapad a cisza.
- Tylko si y zbrojne s  w stanie przeprowadzi  podobn
232
akcj  - odezwa  si  w ko cu. - Pomy leli cie panowie o organizacji dowodzenia?
Pa eczk  przej  teraz genera  Scannell.
- Sir, proponuj  wyznaczy  admira a Morgana na g ównodowodz cego ca ego przedsi wzi cia. On pierwszy zaalarmowa  nas o zagro eniu, a potem

rozpozna  je jako bardzo powa ne. Wraz z dyrektorem Morrisem i jego asystentem komandorem Ramshawe'em we trójk  prowadzili ca  spraw .
Arnold jest do wiadczonym oficerem marynarki i politykiem, potrafi te  opracowa  plan dzia ania, który pozwoli nam na przygwo

enie nieprzyjaciela.

Bez wahania powierz  mu funkcj  naczelnego wodza operacji „Przyp yw" i specjalnego doradcy prezydenta.  B

 go  s ucha  i dowódcy wojskowi, i

rodowisko wywiadowcze, i politycy.  adne inne rozwi zanie nie by oby do przyj cia.

- A gdzie, wed ug pana, mia by sprawowa  t  funkcj ? -spyta  Bedford, z góry znaj c odpowied .
- Gdzie? W Bia ym Domu, oczywi cie. Prosz  nie zapomina ,  e ta sytuacja potrwa zapewne nie d

ej ni  par  tygodni, pod warunkiem  e

we miemy si  w gar

 i z apiemy Barracud . Przez ten czas podstawowe znaczenie b dzie mia a szybko

. Nie mo e by  sporów, debat, oporu.

Wszyscy musz  dzia

 sprawnie i bez wahania. Admira  Morgan b dzie potrzebowa  bezwarunkowego pos usze stwa, a prawd  mówi c, najwi ksze

szans  na to b dzie mia  wtedy, gdy zasi dzie w Gabinecie Owalnym jako pe ni cy obowi zki prezydenta, zanim pan si  tam wprowadzi po
zako czeniu operacji.

Ta wypowied  bardziej ni  wszystko inne uzmys owi a Bedfordowi powag  sytuacji: w adza wojskowa w Gabinecie Owalnym! Widzia  jednak

wyra nie,  e innego wyj cia nie ma.

- Czy mam wype ni  jakie  zadanie podczas tego... okresu przej ciowego dzisiaj po lunchu? - zapyta  po prostu.
Przez sal  przemkn o westchnienie ulgi. Najwa niejsza przeszkoda zosta a pokonana.
- Nie - odpowiedzia  Scannell. - Chcemy jeszcze raz poprosi  prezydenta o wspó prac , a w razie odmowy pozbawimy go w adzy. B dziemy mieli

przygotowane o wiadczenie,

233
w którym poinformujemy,  e prezydent dozna  powa nego za amania psychicznego i wraz z rodzin  wyjecha  tymczasowo do Camp David.

Oczywi cie b dzie tam pozostawa  w areszcie domowym bez mo liwo ci jakiegokolwiek kontaktu ze  wiatem. Nast pnie wezwiemy do Bia ego Domu
wyznaczonego przez S d Najwy szy s dziego, aby odebra  od pana przysi

.

— A co  z  najwa niejszymi urz dami? Kogo chcecie  si  pozby ?
— Przede wszystkim tego idioty sekretarza obrony i doradcy do spraw bezpiecze stwa narodowego. I to szybko, zanim Arnold którego  udusi. Pan

za  pewnie zechce powo

 nowego szefa gabinetu, wi c i ten bufon Hatchard b dzie musia  odej

.

Paul Bedford wyrzek  cicho s owa, jakich nigdy si  nie spodziewa  us ysze  w swoich ustach.
— To dobrze. Schlemmer i Romney musz  od razu wylecie . Ja sam wyja ni  Hatchardowi,  e wraz z ko cem kadencji jego szefa ko czy si  jego

zatrudnienie w Bia ym Domu.

Tim Scannell wyrazi  uczucia wszystkich zebranych, mówi c:
— Sir, ka dy z nas jest panu wdzi czny za zrozumienie. Nie mogli my siedzie  z za

onymi r kami i patrze , jak ten b azen z Gabinetu Owalnego

pozwala na zniszczenie naszych najwi kszych miast. Musieli my dzia

.

— Rozumiem - odrzek  Bedford. - Ja z kolei winienem panom wdzi czno

 za wasz  dalekowzroczno

 i za pok adane we mnie zaufanie. Zw aszcza

admira owi Morganowi, którego, musz  si  przyzna , od dawna si  ba em.

— Co  ty, Paul! - burkn  admira . - Do tej pory mnie nawet nie zna

.

— Zapewniam pana, admirale,  e pa ska reputacja jest szeroko znana. Ciesz  si ,  e b

 z panem wspó pracowa ... hm... chyba...

Ca e towarzystwo wybuchn o  miechem, nieco zbyt g

nym, jak to bywa, kiedy roz adowuje si  nadmierne i strachem podszyte napi cie. Ulga

jednak nie trwa a d ugo. Kiedy wiceprezydent opu ci  Pentagon, by wróci  do Bia ego Domu, wszyscy odruchowo spojrzeli na zegarki. By o cztery

minuty
234
po dziesi tej, wtorek, 29 wrze nia 2009 roku. W tej chwili emerytowany admira  Arnold Morgan, by y dyrektor NSA i doradca prezydenta do spraw

bezpiecze stwa narodowego, sta  si  de facto przywódc  Stanów Zjednoczonych.

Tego samego dnia, w tej samej chwili (19.30 czasu lokalnego). Bandar Abbas
Genera  Raszud i dowódca marynarki wojennej Iranu admira  Mohammed Badr rozwa ali, czy niezb dne jest wys anie kolejnego komunikatu do

Waszyngtonu. Czy Amerykanie s dz ,  e kierownictwo Hamasu nie posunie si  do zrealizowania swej gro by w obawie przed pot pieniem przez

wiatow  opini  publiczn ? Je li tak, to trzeba ich wyprowadzi  z b du. Za jedena cie dni, 9 pa dziernika, Ben Badr wystrzeli dwa scimitary SL-2

prosto w krater Cumbre Vieja i nie ma od tego odwo ania. Rawi prawie ju  ko czy  wst pn  wersj  listu, któr  po chwili odczyta  admira owi.

Do przewodnicz cego Po czonego Komitetu Szefów Sztabów, Pentagon.
Nie mo ecie ju  w  aden sposób nas powstrzyma . Szkoda,  e zignorowali cie nasze polecenia. B dziecie jeszcze pod wod , kiedy nasi bracia w

Palestynie znowu powstan .

Uzgodnili,  e ten tekst zostanie nadany jak zwykle poczt  elektroniczn  nazajutrz, w  rod , 30 wrze nia.
Wtorek, 29 wrze nia, godzina 10.05. Pentagon

background image

Minut  po wyj ciu Paula Bedforda z sali konferencyjnej genera  Scannell przeprosi  zebranych i wróci  do swego przyleg ego gabinetu. Zadzwoni

gor

 lini  do Bia ego Domu, prosz c o po czenie z prezydentem.

- Przepraszam, panie generale, ale prezydent jest akurat bardzo zaj ty. Czy mog  mu przekaza ,  eby do pana od-dzwoni  w wolnej chwili? -

odpowiedzia a sekretarka.

235
- Nie, nie mo e pani. Prosz  mnie natychmiast po czy .
Po niespe na minucie w s uchawce odezwa  si  charakterystyczny g os Charlesa McBride'a. Prezydent powiedzia  cicho:
- Generale, zaczynaj  mnie odrobin  m czy  te niepo

dane zak ócenia mojego dnia pracy. Rozumiem jednak,  e pa skie stanowisko daje panu

pewne przywileje, po wi

 wi c panu pi

 minut.

- Dzi kuj ,  sir.  Z pewno ci  zauwa

 pan,  e Hamas spe ni  swoj  gro

 i punktualnie w zapowiedzianym terminie zdetonowa  wulkan

Montserrat?
- Owszem, powiadomiono mnie o erupcji tego wulkanu, je li to pan ma na my li. Nie wiem za to, czy panu wiadomo,  e od kilku lat on wybucha

niemal co miesi c?

- Ale nie tak jak dzi  w nocy, sir. Prosz  mi wierzy . To najsilniejsza erupcja od wielu lat, prawie tak niszcz ca, jak w przypadku Mount St. Helens...
- I co, wed ug pana, mam z tym zrobi ? - przerwa  mu niecierpliwie McBride. - Przecie  to nie ma najmniejszego zwi zku z nami. To si  zdarzy o o

tysi ce kilometrów st d, w obcym pa stwie. Chyba wyra nie panu powiedzia em, kiedy poprzednim razem rozmawiali my na ten temat,  e pa skie
teorie to czysta strata czasu i  e nie ma absolutnie  adnego powodu, aby stawia  Pentagon i Bia y Dom w stan pogotowia...

Tym razem to Scannell przerwa  swemu rozmówcy. Widzia , dok d zmierza ta konwersacja, i nie zamierza  d

ej strz pi  j zyka na pró no.

- Tak pan istotnie powiedzia , sir. Ale oni nie grozili,  e zaatakuj  nas bezpo rednio, tylko  e poka

 nam, co potrafi , w nadziei, i  to nas przekona i

zmusi do spe nienia ich 

da . Powtarzam po raz drugi,  e w

nie nam pokazali, co potrafi .

- Nie przekona  mnie pan. Nadal uwa am,  e wybuch Mount  St.   Helens  podsun   jakiemu    wariatowi  pomys
z tym szanta em i  e zbiegiem okoliczno ci uda o mu si  trafi  z kolejn  gro

 w moment kolejnej erupcji regularnie wybuchaj cego wulkanu na

Morzu Karaibskim. To nie jest wystarczaj cy powód,  eby zwraca  si  do prezydenta Stanów Zjednoczonych o rzucenie do akcji po owy marynarki
wojennej, wycofanie naszych si  z Bliskiego Wschodu... a to

236
wszystko kosztem miliardów dolarów... i o wywieranie nacisku na Izraelczyków,  eby w tydzie  opu cili swoje osiedla na Zachodnim Brzegu. Czy

pan nie widzi, generale,  e to s  histeryczne reakcje? Te 

dania dotycz  spraw tak wielkich i niemo liwych do zrealizowania,  e  aden prezydent nie

móg by ich traktowa  serio, samemu nie wystawiaj c si  na po miewisko!

— Sir, musz  raz jeszcze o wiadczy ,  e dowództwo naszych si  zbrojnych uwa a zagro enie ze strony Hamasu za bardzo powa ne. Jeste my

przekonani,  e oni mog  wysadzi  w powietrze ten wulkan na Wyspach Kanaryjskich i zrobi  to, wywo uj c tsunami, które zniszczy nasze wybrze e
atlantyckie.  aden z wulkanologów, z którymi si  konsultowali my, nie poda  tego w w tpliwo

. Wszystko, co w tym celu musz  zrobi , to strzeli  w

krater rakiet  o du ej sile ra enia, by  mo e nuklearn . Osuni cie si  milionów ton ska y do oceanu b dzie wtedy pewne, a to z kolei oznacza
powstanie niepowstrzymanej, katastrofalnej fali.

- Prosz  pana... — prychn  pogardliwie McBride. - Niech mnie Bóg chroni przed admira ami, genera ami i stukni tymi naukowcami. Stwarzacie

wi cej problemów ni  wszyscy ludzie na tej planecie razem wzi ci. Zada  mi pan ostatnie pytanie, a ja udzielam panu ostatecznej odpowiedzi. Uwa am
pa skie teorie za fantastyczn  bajeczk . Do tej pory to ja mia em racj  i nie w tpi ,  e tak b dzie nadal. Co za  si  tyczy tych gigantycznych posuni

,

jakich si  pan ode mnie domaga, raz jeszcze musz  panu odmówi . Nie pozwalam na przeczesywanie po owy Atlantyku w poszukiwaniu nie
istniej cego okr tu podwodnego po kolosalnych kosztach. Nie zamierzam wycofywa  naszych 

nierzy z Bliskiego Wschodu. Nie zwróc  si  te  do

izraelskiego premiera z 

daniem utworzenia wolnego pa stwa palesty skiego. Czy wyrazi em si  wreszcie jasno?

- Obawiam si ,  e tak, panie prezydencie. Obawiam si ,  e tak.
Genera  Scannell wolno od

 s uchawk  i wróci  do sali konferencyj ne j.

— Panowie, w

nie rozmawia em z prezydentem. Nie zmieni  stanowiska.

237
Admira  Morgan spowa nia  jeszcze bardziej, ale nie wygl da  bynajmniej na zaskoczonego.
— W takim razie nasz plan przekazania w adzy w inne r ce musi zosta  zrealizowany — powiedzia . — Panowie, wiem,  e musimy si  przygotowa

do ewakuacji tych miast, ale przede wszystkim trzeba znale

 i zatopi  ten pieprzony okr t podwodny.

— Arnoldzie, czy masz pomys  na dyslokacj  floty? - spyta  Alan Dickson. - To w ko cu setka okr tów.
— Wiele nad tym rozmy la em, Alan. Je eli oni dysponuj  prawdziwymi nowoczesnymi rakietami cruise, prawdopodobnie rosyjskimi, to w gr

wchodzi zasi g do tysi ca dwustu mil morskich. Wed ug mnie on zatrzyma si  do

 daleko od celu, by  mo e o pi

set, mo e nawet o tysi c mil.

Przyjmijmy,  e o tysi c. Na pocz tek b dziemy musieli u

 SSN-ów albo TAFF-ów w systemie patroli w kwadratach operacyjnych.

Admira  Morgan, jak ka dy wy szy oficer marynarki, mia  zwyczaj mówi  do wszystkich, jak gdyby wojennomor-ski  argon by  wspó czesn  lingua

franca. Nie posta a mu w g owie my l,  e s  ludzie nie wiadomi, i  SSN to atomowy podwodny okr t my liwski, a TAFF to fregata wyposa ona w towed
array, sonar holowany - urz dzenie, którego zawi

ci budowy i zastosowania te  nie wszystkim s  znane. Nie by o jednak czasu na wyja nienia.

— Nie zapominajmy przy tym,  e TA nie wykryje Barra-cudy, je li oni nie pope ni  jakiego  b du albo nie narobi  ha asu, w co osobi cie w tpi . Od

czego  jednak musimy zacz

. Panowie z marynarki wojennej wiedz ,  e sonary holowane s

wietne, ale... Jeden okr t z TA p yn cy z pr dko ci

dziesi ciu w

ów w ci gu godziny przeszuka akwen o promieniu dziesi ciu mil morskich. Daje nam to obszar trzystu czternastu mil kwadratowych na

godzin . Na jednokrotne przeszukanie ca ego prawdopodobnego rejonu, gdzie Barracuda mo e przebywa , pi

dziesi t okr tów b dzie potrzebowa o

miu dni. - Morgan urwa  i rozejrza  si  po sali. - My mamy dziesi

 dni na jej znalezienie, je eli zaczniemy od jutra. Zwracam przy tym uwag ,  e te

zakrojone na szerok  skal  poszukiwania nie b

 obejmowa y akwenów przybrze nych, które dla sonarów holowanych s  znacznie

238
trudniejsze do monitorowania. Tam potrzeba ca ych eskadr  mig owców z aktywnymi sonarami opuszczanymi, które powinny zaj

 si  pasem

mi dzy izobatami pi tnastu i pi

dziesi ciu s

ni. Co prawda mo na si  te  spodziewa ,  e sygna y aktywnych sonarów zmusi yby Barracud  do

odej cia na g bsze wody, gdzie z kolei TA mia yby lepsze szans ... Ale je eli poszczególne miejsca mo emy sprawdzi  tylko raz na osiem dni...
Cholera, marne szans ...

Morgan wsta  zza sto u i podszed  do rozwieszonej na  cianie wielkiej mapie  rodkowego Atlantyku, zakre laj c d oni  kr g dla uzmys owienia

wszystkim ogromu powierzchni oceanu, jak  musz  bra  pod uwag .

- Mo e nam si  uda  tylko wtedy, gdy znajdziemy si  tam przed Barracud . Je li to si  nam powiedzie, b dziemy mogli sformowa  zewn trzny

pier cie  obronny, przez który oni b

 musieli przep yn

. Przy zak adanym promieniu tysi ca mil jest to okr g o d ugo ci sze ciu i  wier  tysi ca mil.

Praktycznie pozostaje nam z tego mniej wi cej jedna trzecia, wycinek w sektorze oko o stu dwudziestu stopni, od Azorów do brzegów Afryki w okolicach
Gwinei. Dwa tysi ce mil. Pi

dziesi t fregat z TA jest w stanie taki odcinek pokry . Tak czy owak musimy wys

 w morze tyle jednostek, ile si  da,

eby jak najwi cej uratowa  przed tsunami. Koszty paliwa, prowiantu i pracy s  do zniesienia. Problem jednak w tym,  e mimo tak intensywnych

poszukiwa  szans  na wykrycie Barracudy s  znikome. Pami tajmy,  e nie us yszeli my jej  ani razu przez par  miesi cy. Jej  dowódca jest naprawd
dobry i ma bardzo cichy okr t. Mo e przep yn

 z minimaln  pr dko ci  pod naszymi fregatami i nie zosta  spostrze ony. Musimy to dobrze

przemy le , panowie.

- To by a raczej pesymistyczna przemowa, Arnoldzie -zauwa

 z przek sem George Morris. - Pouczaj ca, ale ponura. Nie powtarzaj jej tylko przy

prezydencie, bo jeszcze ci  we mie za politycznego sympatyka.

- George, je li taki dzie  kiedykolwiek nadejdzie... - Morgan si  za mia  - wówczas wyjd  z pokoju ze s

bowym pistoletem i post pi  zgodnie z

kodeksem honorowym oficera i d entelmena.

239
ROZDZIA  9
Wtorek, 29 wrze nia 2009 r., godzina 13.30. Atlantyk, 1800N/05300W.
Barracuda II p yn a z pr dko ci  pi tnastu w

ów przez g bokie wody na wschód od Rowu Portoryka skiego. Krótko przed brzaskiem Badr na

chwil  podszed  na peryskopow , by odebra  oczekiwany sygna  z Bandar Abbas. Depesza przekazana za po rednictwem chi skiego satelity
potwierdzi a nast pne zadanie i wykonanie poprzedniego: OKRUTNE MORZE DLA SKRZYDLATYCH  PIEWAKÓW. Genera  Ra-szud, zdalnie
kieruj cy operacj  z ira skiego sztabu, nie uwa

 si  za sk onnego do przechwa ek, ale mia  jedn  drobn  s abo

: by  dumny ze swojej umiej tno ci

uk adania tre ci kodowanych depesz. Ta ostatnia, zawczasu uzgodniona z Be-nem Badrem, wed ug Rawiego mog a uchodzi  za majstersztyk. W tych
kilku s owach zawarte by y przemy lnie ukryte informacje; Okrutne morze to tytu  s ynnej ksi

ki Nicho-lasa Monsarrata, co przez blisko

 brzmienia

kojarzy o si  z wysp  Montserrat i informowa o Bena o sukcesie misji, a zwrot „skrzydlaci  piewacy" kierowa  Barracud  II ku ostatecznemu celowi i
potwierdza ,  e klamka zapad a: okrutny los wyspy w ojczystym archipelagu kanarków, a z ni  i aroganckiego Wielkiego Szatana mieszaj cego si  do
spraw Bliskiego Wschodu, musi si  dope ni . Ca kiem literackie, jak na komandosa; genera  Raszud alias major Ray Kerman móg by zbiera
tek ciarskie laury na festiwalu pie ni 

nierskiej, gdyby ktokolwiek wpad  na pomys  jego zorganizowania. Kontradmira  Badr by  bliski ekstazy.

Wszystko sz o zgodnie z planem i nied ugo wype ni  przeznaczenie, jakie wyznaczy  im sam Allah.

240
Barracuda II znajdowa a si  teraz mniej wi cej w po owie drogi mi dzy Antylami a wzgl dnie bezpiecznymi wodami nad Grzbietem  ródatlantyckim,

yn c na du ej g boko ci kursem 083°. Dowódca wraz z szefem okr tu Alim Zahedim stali w pomieszczeniu sk adowym rakiet, popijaj c s odk  kaw

i spogl daj c na reszt  swojego arsena u - dziesi

 scimi-tarów, z których dwa mia y zamontowane taktyczne g owice j drowe po dwie cie kiloton. Ben

przesun  ostro nie palcem po ostrym czubku najbli szej rakiety, jakby g adzi

pi cego lwa. Nie móg  oderwa  wzroku od z otych liter na jej kad ubie:

background image

SCIMITAR SL-2.
- Taka jest wola Allaha - rzek  cicho do siebie.
Wtorek, 29 wrze nia 2009 r., godzina 15.00. Bia y Dom
Prezydent McBride z nie skrywan  irytacj  zgodzi  si  na krótkie spotkanie z genera em Scannellem i admira em Dick-sonem, bo nie mia  wyboru.

Nawet jego wierny szef gabinetu pokr ci  z dezaprobat  g ow , kiedy próbowa  si  od tego wykr ci .

- Nie da rady, sir - sykn  z progu Gabinetu Owalnego. -Musi go pan przyj

. To oczywiste.

Gdyby nie by o oczywiste, sam mia by  z tym k opot, Billy, pomy la  prezydent.
- Je li on ma dla pana jakie  naprawd  wa ne informacje, a pan odmówi ich wys uchania... i stanie si  najgorsze, to on mo e doprowadzi  do pana

usuni cia. Musi si  pan z nim zobaczy  i tyle.

Charles McBride przydzieli  dowódcy si  zbrojnych i szefowi operacji morskich dziesi

 minut swojego cennego czasu, zgadzaj c si  ich przyj

 o

pi tnastej pi

. Przybyli pi

 minut wcze niej dwoma samochodami sztabowymi i w liczniejszym gronie, ni  si  prezydent spodziewa . W pierwszym

Wozie z Timem Scannellem jecha  Arnold Morgan i dowódca Korpusu Marines, genera  Clark; w drugim admira owi Dick-sonowi towarzyszyli
CINCLANT, admira  Doran i naczelny dowódca si  NATO, genera  Boyce. Z wyj tkiem admira a Mor-

241

gana wszyscy byli w mundurach. Zajechali pod Bia y Dom od strony West Executive Avenue, parkuj c u stóp schodów wiod cych na tak zwany

Podjazd Dyplomatyczny i do „frontowych" drzwi zachodniego skrzyd a. Wysiedli i w zwartym szyku ruszyli do  rodka, eskortowani przez oczekuj

 na

nich czwórk  marines. Na widok genera a Clarka pe ni cy wart

nierz w pe nym galowym granatowo-czerwonym mundurze ze z otymi galonami

stan  na baczno

 i z krótkim: „Dzie  dobry, sir!" chwyci  za mosi

 klamk , otwieraj c przed nimi drzwi. W korytarzu przywita  ich wo ny,

dwumetrowy by y bosman z US Navy, i jeden z agentów Se-cret Service, najwyra niej przygotowani na ten militarny najazd. Agent zapyta  genera a
Scannella, czy mo e by  w czym  pomocny.

- Tak,   w   dwóch   sprawach   -  odrzek    przewodnicz cy PKSS. - Po pierwsze, najdalej za dziesi

 minut na trawniku wyl duje  mig owiec

marynarki z Andrews. Dopilnujcie,  eby wydzia  wojskowy o tym wiedzia . Po drugie, powiadomcie central  telefoniczn ,  e przeprowadzamy  ci le
tajny alarm  wiczebny.  Od tej chwili przez najbli sze pó  godziny nie wolno im  czy

adnych rozmów, ani przychodz cych, ani wychodz cych.

- Tak jest, sir! - wyrecytowa  agent, równie  by y oficer wojsk l dowych. - I... hm... admirale Morgan, sir... czy b dzie panu potrzebna przepustka?
- Siadaj, Tommy, jestem zaj ty — pad a odpowied . Agent, który zawsze  ywi  niek amany podziw dla by ego
doradcy prezydenta do spraw bezpiecze stwa narodowego, nie móg  si  powstrzyma  od  miechu.
- Mam nie pieprzy , sir?
- Dobrze to uj

, Tommy.

Ca a szóstka wraz z 

nierzami pomaszerowa a korytarzem prosto do Gabinetu Owalnego. Przed drzwiami Bili Hatchard mówi  co  do sekretarki,

która ze zdziwieniem ogarn a spojrzeniem nadci gaj cy w szyku i gali „oddzia ". Zacz a si  usprawiedliwia ,  e nie wiedzia a, i  w tym
kilkuminutowym spotkaniu ma wzi

 udzia  a  tylu go ci.

- Prosz  si  tym nie martwi  - odrzek  genera  Clark. Równie  przed wej ciem do gabinetu prezydenta sta o
242
dwóch wartowników z Korpusu Marines. Clark zwróci  si  do jednego z nich, polecaj c, aby sprowadzi  dodatkowo jeszcze co najmniej o miu

nierzy.

- Tak jest, sir! - Wartownik strzeli  obcasami i szparko ruszy  wype ni  rozkaz.
Sekretarka patrzy a na to z widocznym niepokojem, który jeszcze si  zwi kszy , kiedy genera  rzek  do drugiego wartownika:
- A wy udajcie si  do g ównej centrali telefonicznej i dopilnujcie,  eby nie  czono  adnych rozmów. Odpowiedni rozkaz zosta  ju  wydany.
Genera  Scannell omin  zdumion  kobiet  i bez pukania otworzy  drzwi Gabinetu Owalnego. Prezydent McBride podniós  wzrok znad czytanego

akurat dokumentu i z zaskoczeniem patrzy  na wchodz

 za przewodnicz cym doborow  pi tk  wy szych oficerów.

- Generale, to ju  lekka przesada. Zgodzi em si  porozmawia  z dwoma z was, a nie z ca  dywizj . Prosz  poleci  tamtym czterem wyj

 z

gabinetu.
Przewodnicz cy PKSS, nie zwracaj c uwagi na gniewne s owa i ton g owy pa stwa, rzek :
- Panie prezydencie, dzi  o dziesi tej rano poinformowa  mnie pan,  e nie wyra a zgody na podj cie przez ameryka skie si y zbrojne dzia

maj cych na celu zapobie enie atakowi terrorystów z Hamasu na nasz kraj, a w najgorszym razie zminimalizowanie jego skutków. Czy mam rozumie ,

e nie zmieni  pan zdania?

- Tak jest. To wszystko jeden wielki stek bzdur. A teraz, je li to wszystko, co ma mi pan do powiedzenia, b

 wdzi czny, je eli pozbawi mnie pan

swojego towarzystwa.

- Sir, to w  adnym razie nie wszystko, co mam panu do powiedzenia. Jestem zmuszony o wiadczy ,  e dowódca marynarki wojennej, dowódca

wojsk l dowych, naczelny dowódca si  NATO, dowódca Floty Atlantyku, dowódca Korpusu Marines, a tak e admira  Arnold Morgan jednomy lnie
zgadzaj  si ,  e nie ma pan racji. Ka dy z nas jest przekonany,  e miasta na Wschodnim Wybrze u znalaz y si  w  miertelnym zagro eniu ze strony
bezlitosnego nieprzyjaciela. Pan nie tylko umywa r ce od odpowiedzialno ci, ale wr cz przeszka-

243
dza nam w naszych usi owaniach zabezpieczenia obywateli i ich mienia, nie wspominaj c o historycznych dokumentach i skarbach kultury naszego

kraju, które s  przechowywane w tych miastach.

- Generale, to s  decyzje, które tylko ja jestem w adny podejmowa . Nie pan czy ktokolwiek z wojskowych w Pentagonie.
- Sir, zapewniam pana,  e je eli wojskowi z Pentagonu uwa aj ,  e Stanom Zjednoczonym zagra a wróg, a w Bia ym Domu urz duje

niekompetentny prezydent, to nie oni, ale on musi odej

. To my jeste my sta ymi stra nikami bezpiecze stwa tego kraju i s dz ,  e b dzie pan mia

okazj  si  przekona ,  e ludzie bardziej ufaj  nam ni  politykom.

Charles McBride patrzy  na Tima Scannella z niedowierzaniem w szeroko otwartych oczach.
- Jak pan  mie mówi  do mnie w taki sposób? Mam tego dosy , s yszy pan?! Wyno cie mi si  st d wszyscy, zanim ka

 wartownikom was

wyprowadzi !
- Mo e powinienem panu przypomnie ,  e wart  w Bia ym Domu pe ni

nierze piechoty morskiej, a ich dowódca stoi tu  obok mnie.

McBride uderzy  pi

ci  w blat polerowanego d bowego biurka.

- Zaraz zobaczymy! — krzykn ,  api c za s uchawk  telefonu.
Linia by a jednak g ucha, podobnie jak wszystkie inne w ca ym kompleksie siedziby prezydenta. McBride cisn  s uchawk  na wide ki. R ce mu si

trz

y, kiedy urywanymi, sycz cymi zdaniami mówi :

- Zawsze mówi em,  e wszyscy jeste cie band  wariatów... Chcecie niemo liwego... Nie mog  ot, tak zarz dzi  ewakuacji milionów ludzi... Nie mog

narzuca  Izraelczykom... Ja nic nie wiem o dyslokacji okr tów... Dlaczego to robicie? Dlaczego, do jasnej cholery, nie zostawicie mnie w spokoju,

ebym móg  robi  to, po co zosta em wybrany?!

- Sir, w naszej opinii nie jest pan zdolny rz dzi  tym krajem podczas kryzysu, w jakim si  znale li my. Jeszcze dzi  prezydent musi wyg osi  or dzie

do narodu i jest oczywiste,  e nie mo e to by  pan. - G os genera a Scannella nabra

244
stalowego tonu. - W imieniu si  zbrojnych Stanów Zjednoczonych pozbawiam pana stanowiska. Przez najbli sze dziesi

 minut w naszym kraju

dzie trwa  stan wyj tkowy, dopóki nie zostanie zaprzysi

ony nowy prezydent. Jak panu wiadomo, zgodnie z konstytucj  b dzie to dotychczasowy

wiceprezydent Paul Bedford...

- Nie   mo e   pan   nic   podobnego   zrobi !   -   wrzasn  McBride.
- Nie mog ?... Generale Clark, prosz  sprowadzi  czteroosobowy oddzia  marines.
- Tak jest!
Kenneth Clark podszed  do drzwi i ruchem d oni wezwa  czekaj cych 

nierzy.

- Sta cie po obu stronach prezydenta i b

cie gotowi, gdyby chcia  zrobi  co  nieprzewidzianego - poleci .

- Panie prezydencie, oto pa ska rezygnacja. - Genera  Scannell po

 na biurku arkusz papieru. - Jak pan widzi, jest ju  na niej urz dowa piecz

.

Prosz  j  przeczyta ... i podpisa .

Charles McBride g uchym g osem odczyta  zdanie:
- „Niniejszym sk adam rezygnacj  ze stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki z powodu utraty zdrowia, co potwierdzam

asnor cznym podpisem... Waszyngton, dnia 29 wrze nia 2009 roku"... A je li odmówi ?

- Zostanie pan aresztowany za  wiadome i celowe nara anie obywateli USA na niebezpiecze stwo przez odmow  podj cia dzia

 obronnych w

obliczu nieprzyjaciela. To b dzie oczywi cie równoznaczne z natychmiastowym pozbawieniem pana urz du i kompromitacj  w oczach narodu. Prosz
to podpisa  albo pana st d wyniesiemy. Nie mamy czasu na ceregiele.

- Ale  wy nie mo ecie tak po  prostu mianowa  sobie nowego...
- Zamknij   si   wreszcie,  McBride!   -  warkn    admira  Morgan. - Do

 si  ju  nagada

.

Prezydent zaniemówi . Sta  przez chwil  jak ra ony, po czym wolno si gn  po pióro i podpisa  le

cy przed nim dokument.

- Zostanie pan teraz odprowadzony do  mig owca czeka-
245

cego przed budynkiem, który odwiezie pana do Camp David — rzek  przewodnicz cy PKSS. - Pozostanie tam pan w areszcie domowym, dopóki

nie poradzimy sobie z zagro eniem ze strony Hamasu. Czy Pierwsza Dama jest w Bia ym Domu? A inni cz onkowie rodziny?

— Tylko moja  ona. Jest w apartamencie.

background image

— Ona równie  poleci z panem. W Camp David nie b dzie wolno nikomu z was kontaktowa  si  w jakikolwiek sposób z kimkolwiek na zewn trz.

Linie telefoniczne b

 od czone,   a   telefony  komórkowe   skonfiskowane.   —  Genera  Scannell spojrza  na zegarek i mrukn  do Clarka: — Niech

go st d zaraz zabior , a my idziemy prosto do biura nowego prezydenta. S dzia Moore czeka ju ,  eby odebra  od niego przysi

.

Operacja zosta a przeprowadzona z i cie militarn  precyzj . Bez zastrze

 wierzono,  e naczelne dowództwo ameryka skich si  zbrojnych mówi

prawd , jest obiektywne i dzia a bez ukrytych motywów politycznych. Cz onkowie S du Najwy szego nie mieli co do tego w tpliwo ci i dwaj s dziowie,
których zgoda by a niezb dna do udzielenia s dziemu Moore'owi odpowiedniego pe nomocnictwa, od razu spe nili pro

 Pentagonu. Jedynym

politykiem, którego genera  Scannell poinformowa  o przygotowywanym „przewrocie", by  senator Edward Kennedy, jeden z cz onków senackiej komisji
do spraw si  zbrojnych, którego patriotyzm by  niekwestionowany, a osobistej motywacji do dzia ania w najlepszym interesie Stanów Zjednoczonych nikt
nigdy nie poda  w w tpliwo

. W obecnej sytuacji admira  Morgan z góry zapewni  wszystkich o jego poparciu, cho by dlatego,  e rodzinna posiad

Kennedych po

ona jest na samym brzegu cie niny Nantucket, prosto na drodze gro

cego tsunami.

— Ale znam Eda dobrze i wiem,  e gdyby nawet mieszka  na najwy szym pieprzonym szczycie Gór Skalistych, to te  by post pi  w

ciwie. On te

nas zna i dobrze si  orientuje w sprawach US Navy jako przewodnicz cy podkomisji si  morskich. Wie,  e czego  takiego by my nie zmy lali. Zaufa
nam i w pe ni poprze, mo ecie na to liczy .

I tak oto Charles McBride zosta  wyprowadzony za  okcie z Gabinetu Owalnego przez dwóch marines. W prezydenckim
246
apartamencie na pi trze pani  McBride potraktowano znacznie delikatniej, ale pozwolono jej zabra  tylko torebk , zapewniaj c,  e rzeczy osobiste

obojga zostan  dowiezione do Camp David wieczorem. Za godzin  nowo zaprzysi

ony prezydent Bedford mia  obwie ci  zaszokowanemu narodowi

rezygnacj  swego poprzednika z powodu za amania psychicznego.

Sze ciu popo udniowych go ci Bia ego Domu wysz o za usuni tym prezydentem na trawnik przed budynkiem. Sto metrów dalej  mig owiec z

emblematami US Navy sta  gotowy do startu. Z innego wyj cia wysz a w tej samej chwili Pierwsza Dama. Genera  Clark pozosta  na miejscu,
obserwuj c odlot maszyny, pozostali za  udali si  do gabinetu wiceprezydenta. By o ju  uzgodnione,  e tym razem pomini te zostan  zawi e niuanse
dwudziestej pi tej poprawki do konstytucji, wytyczaj ce procedur  przekazywania w adzy w r ce wiceprezydenta w razie niedyspozycji zdrowotnej

owy pa stwa, poci gaj cej za sob  niezdolno

 do wype niania obowi zków. Poprawka ta zosta a zastosowana do tej pory tylko dwukrotnie: po

zranieniu prezydenta Reagana przez zamachowca i w kwietniu 1989 roku, kiedy George Bush musia  si  podda  operacji w znieczuleniu ogólnym.

W obecnej sytuacji zdecydowano,  e wiceprezydent powinien zosta  zaprzysi

ony bez  adnej zw oki. Nie by o w ko cu  adnej szansy na powrót

Charlesa McBride'a do Bia ego Domu. W biurze Paula Bedforda by  ju  senator Kennedy. S dzia Moore wyg osi

wi te s owa, które ka dy prezydent

musi powtórzy , obejmuj c urz d: „Przysi gam uroczy cie,  e b

 wiernie wype nia  obowi zki prezydenta Stanów Zjednoczonych i czyni  wszystko,

co w mojej mocy, aby dochowywa , broni  i strzec konstytucji naszego kraju".

Rozdzia  drugi ustawy najwy szej ustanawia  go z t  chwil  naczelnym dowódc  si  zbrojnych USA. Paul Bedford natychmiast podpisa  akt nominacji

admira a w stanie spoczynku Arnolda Morgana na swego specjalnego doradc  na czas obecnego kryzysu zwi zanego z gro

 Hamasu. Z

 te

podpis na za czniku uprawniaj cym admira a do urz dowania w Gabinecie Owalnym jako zwierzchnika wszystkich si  morskich, l dowych i
powietrznych, bior cych udzia  w ope-

247

porucznikiem wys uchuj cym wskazówek udzielanych mu przez jednego z najwa niejszych admira ów, jacy kiedykolwiek s

yli temu krajowi. Arnold

szybkim ruchem wyrwa  kartk  z bloku i poda  j  prezydentowi.

- To wszystko? - spyta  Bedford.
- Wszystko, co mo emy zrobi  - odrzek  admira . - Za pi tna cie minut wchodzi pan na mównic , a my z Frankiem musimy ju  i

.

- Okay, sir. Dam sobie rad .
- Paul, w tym pokoju mo esz mnie nazywa , jak ci si  podoba. Ale na Boga, nie mów do mnie „sir" przy ludziach!
- Jasne, sir! - Bedford si  roze mia  mimo powagi sytuacji.
- I jeszcze jedno, panie prezydencie - rzek  Morgan, ju  wychodz c z gabinetu. - Kiedy Winston Churchill za

da  ca kowitego przegrupowania floty

na pó nocnym Atlantyku, powiedzia  pierwszemu lordowi admiralicji: „Je eli to si  nie zmie ci na jednej stronie jednego arkusza papieru, to znaczy,  e
nie zosta o dobrze przemy lane".

To rzek szy, znikn . W drzwiach wida  by o tylko plecy dowódcy Floty Atlantyku, usi uj cego dotrzyma  mu tempa.
- Jezu Chryste! - westchn  Bedford. - Co to za facet? W tej chwili ku zaskoczeniu wszystkich obecnych admira
Morgan znów si  ukaza  w wej ciu.
- Zapomnia em o czym , Paul.  Lepiej zaraz wywal na zbity  eb sekretarza obrony Schlemmera i Cyrusa Romneya, a potem Hatcharda, kiedy ju  go

zwolni  z zebrania. Odr czna notka do ka dego z podzi kowaniem za wszystko, czego dokonali. Par  linijek, dobra?

- W porz dku, Arnie, za atwione - odrzek  prezydent. -Mog  sobie po yczy  twoje biurko?
Admira  Morgan  mia  si  jeszcze d ug  chwil , schodz c do podziemnej cz

ci zachodniego skrzyd a. W pokoju sytuacyjnym zasta  wielce

poruszonych kierowników wszystkich wydzia ów Bia ego Domu: protokolarnego, ochrony,  czno ci, obs ugi, transportu, prasowego... By  tam Bili
Hatchard i sekretarz stanu, i g ówny kamerdyner, i zespó  pisz cy przemówienia, a nawet sekretarka Charlesa McBride'a. Wszyscy domagali si
informacji, nie maj c poj cia, co si  dzieje-

250
Przed wej ciem do sali stan o czterech wartowników, dwóch innych zaj o pozycj  przy windzie. Wpuszczali ka dego, kto mia  odpowiednie

dokumenty, ale nie wypuszczali nikogo. Skonfiskowane telefony komórkowe pi trzy y si  na biurku, za którym siedzia  dowódca warty. Do chwili
wyg oszenia przez nowego prezydenta o wiadczenia dla mediów  aden cz onek personelu Bia ego Domu nie móg  si  skontaktowa  z nikim na

zewn trz.
W pomieszczeniu oprócz du ego sto u konferencyjnego sta o jeszcze sporo biurek i stolików z komputerami, telefonami i ró nymi akcesoriami

sekretarskimi. Dzisiaj nie by y do niczego potrzebne, ale ludzie szybko zajmowali przy nich miejsca, by o bowiem oczywiste,  e przy tej liczbie
zebranych zabraknie dla wszystkich miejsc nie tylko przy g ównym stole.

Arnold Morgan zasiad  na wielkim krze le, niegdy  zajmowanym przez Ronalda Reagana. Przysun  bli ej siebie jeszcze jedno dla admira a Dorana,

po czym przywo

 zgromadzenie do porz dku, plasn wszy niecierpliwie otwart  d oni  w stó .

— Dla garstki z was mo e to przypomina  dawne czasy. Do wiadomo ci pozosta ych, nazywam si  Arnold Morgan, admira  w stanie spoczynku, by y

dyrektor NSA, a pó niej doradca prezydenta do spraw bezpiecze stwa narodowego. Nie jestem pewien, jak szybko kr

 tu teraz plotki, ale chcia bym

wam oznajmi ,  e przed nieca  godzin  prezydent Charles McBride z

 rezygnacj  z urz du z przyczyn zdrowotnych. Zgodnie z konstytucj  do

obj cia jego obowi zków zosta  niezw ocznie powo any wiceprezydent. Przysi

 odebra  s dzia Moore z S du Najwy szego. Ceremonia odby a si  tu,

w Bia ym Domu, a jej  wiadkami byli senator Edward Kennedy, przewodnicz cy Po czonego Komitetu Szefów Sztabów genera  Scannell, szef operacji
morskich admira  Dick-son, dowódca Floty Atlantyku admira  Doran, który siedzi tu obok mnie, genera owie Boyce i Clark oraz ja. Dziennikarze
dowiedz  si  o zmianie w Gabinecie Owalnym za dziesi

 minut, a pa stwo wszyscy obejrz  w telewizji wyst pienie prezydenta Bedforda. Oczywi cie

zmieni si  tak e cz

 personelu, ale nie w ród tych pracowników, na których mo emy

251
polega . Jednak najwa niejsze, co mam wam do powiedzenia, to to,  e nasze Wschodnie Wybrze e znalaz o si  w sytuacji najwi kszego

zagro enia ze strony terrorystów w ca ej historii USA, gorszego nawet od 11 wrze nia. To w

nie zagro enie sta o si  przyczyn  za amania

psychicznego prezydenta McBride'a, który w tej chwili znajduje si  pod opiek  specjalistów. Pan McBride z w asnej woli ust pi  ze stanowiska, nie daj c
sobie rady z rosn cym napi ciem i maj c  wiadomo

,  e nie ma  adnego do wiadczenia wojskowego i  e jego zast pca Paul Bedford, który ma za

sob  pi

 lat s

by w marynarce wojennej, w czasie kryzysu mo e by  lepszym przywódc  USA ni  on. By y prezydent przebywa obecnie wraz z

ma onk  w Camp David i do Bia ego Domu ju  nie powróci. Co do istoty zagro enia, o którym mówi , chodzi po prostu o grasuj cy na Atlantyku
atomowy okr t podwodny zbudowany w Rosji i obsadzony przez grup  fanatycznych terrorystów z Hamasu.

W sali zapad a grobowa cisza, podczas gdy admira  przedstawia  gro by i 

dania Palesty czyków. Po krótkiej przerwie zacz  mówi  dalej:

— Wypadki ostatnich miesi cy dowodz ,  e oni s  do tego zdolni. Spowodowali wybuch Mount St. Helens, a wczorajszej nocy spe nili sw  drug

gro

, punktualnie niemal co do minuty, pobudzaj c do erupcji wulkan na wyspie Montserrat. W ostatnim komunikacie zapowiadaj ,  e uderz  w

Palm  9 pa dziernika. Najwa niejszym dla nas zadaniem jest oczywi cie znale

 ten okr t, ale rozpocz li my ju  tak e wst pne dzia ania w celu

ewakuacji ca ego Wschodniego Wybrze a na wy ej po

one tereny, na wypadek gdyby akcja marynarki wojennej si  nie powiod a. Pocz wszy od

dzisiaj, si y policyjne, wojsko i Gwardia Narodowa b

 pilnowa  porz dku w miastach, aby zapobiec wybuchom paniki po telewizyjnym or dziu

prezydenta. Od chwili erupcji wulkanu Cumbre Vie-ja up ynie zaledwie dziewi

 godzin, zanim tsunami uderzy w Nowy Jork. Nasz nowy prezydent

mianowa  mnie naczelnym dowódc  wszystkich si  bior cych udzia  w tej operacji na okres najbli szych dwóch tygodni. Przez ten czas zaczniemy
wywo enie skarbów narodowych, zbiorów muzealnych, historycznych dokumentów, gie dy nowojorskiej, szkó  i uczel-

252

ni. B

 kierowa  operacj  z Gabinetu Owalnego, w  cis ej wspó pracy z prezydentem Bedfordem i pi cioma wy szymi oficerami, którzy byli

wiadkami jego zaprzysi

enia. W tej chwili nie b

 odpowiada  na pytania. Prosz , aby kto  w czy  telewizory i ustawi  kana  której  z g ównych sieci,

eby my mogli wszyscy wys ucha  prezydenckiego or dzia.

W pokoju sytuacyjnym mo na by us ysze  przelatuj

 much , gdyby uda o si  której  przedosta  przez zainstalowany tam specjalny system filtrów i

klimatyzacji. Nikt si  nie odezwa , cz

 ludzi tylko cicho zmienia a pozycj , aby dobrze widzie  ekrany. Tymczasem na górze w sali prasowej

kilkudziesi ciu akredytowanych w Bia ym Domu dziennikarzy, nazywanych czasem „lwami" (nie przez skojarzenie z królewsk  postaw , ale raczej z
rzymskimi igrzyskami), z ka

 minut  coraz bardziej si  niecierpliwi o. Nikt z nich nie mia  zielonego poj cia, co si  szykuje, i chocia  kilku znudzonych

background image

fotoreporterów drzema o w fotelach, w tylnej cz

ci sali, gdzie zasiadali ludzie z serwisów telegraficznych, powoli zaczyna o wrze . Zwo ana ad hoc z

wyprzedzeniem zaledwie dwudziestu minut konferencja prasowa by a czym  w najwy szym stopniu niezwyk ym. Reporterzy skupiali si  w grupki,
zastanawiaj c si  nad przyczyn  tego zamieszania. Zdecydowanym faworytem w tych zak adach by a teza,  e prezydent McBride og osi stan kl ski

ywio owej na wyspie Montserrat i po le tam ameryka sk  pomoc. Wielkie rzeczy. Jednak co bardziej spostrzegawczy dziennikarze zauwa yli

obecno

 a  o miu marines ustawionych po obu stronach podwy szenia z mównic . To by  wiadczy o,  e chodzi o co  powa niejszego ni  karaibski

wulkan. Nic jednak nie wskazywa o na to,  e za chwil  us ysz  najwi kszy news roku.

Up yn o jeszcze kilka minut i „lwy" zaczyna y by  rozdra nione; zawsze tak bywa w „porze karmienia", je li „dozorca" si  spó nia. „Gdzie on, u

diab a, jest?... Ludzie, za chwil  b dzie za pó no na wieczorne wydania... Co za idiotyczna pora na konferencj ... Kogo to obchodzi,  e on chce posy
pieni dze podatników na Montserrat?"

O szesnastej dwadzie cia pi

 sala prasowa przypomina a ul. Nag e pojawienie si  rzecznika prasowego wiceprezydenta Bedforda, Lee Mitchella, w

najmniejszym stopniu nie wp y-

253

o na zmniejszenie poziomu ha asu. Kiedy jednak wszed  na mównic , w czy  mikrofony i poprosi  o cisz , dziennikarze z wolna i niech tnie

dopu cili go do g osu.

Mitchell, m ody, wysoki by y komentator polityczny z „Atlanta Constitution", od razu przeszed  do sedna.
— Panie i panowie, jestem tu po to, aby was oficjalnie poinformowa ,  e Charles McBride godzin  temu ust pi  ze stanowiska. O pi tnastej

pi

dziesi t trzy zgodnie z konstytucj  Stanów Zjednoczonych wiceprezydent Paul Bedford przej  jego obowi zki i z

 przysi

 przed

wyznaczonym przez S d Najwy szy s dzi  Moore'em.

Milcz ce zgromadzenie eksplodowa o okrzykami reporterów, rozdartych mi dzy ch ci  zasypywania rzecznika dodatkowymi pytaniami a odruchem

natychmiastowego zaalarmowania swoich redakcji. „Ust pi ? Jak to, ust pi ? Kiedy? Gdzie? Dlaczego? Dlaczego teraz? Gdzie jest prezydent? Czy
nadal przebywa w Bia ym Domu? Co spowodowa o jego decyzj ?" Up yn y pe ne dwie minuty, zanim szum przycich , i to tylko dlatego,  e Lee Mitchell
najwyra niej nie mia  zamiaru odezwa  si  cho by s ówkiem, dopóki znów nie zapadnie cisza.

- Dzi kuj . Na tej konferencji nie b dziemy odpowiada  na pytania. Powiem wam jednak,  e pan McBride odpoczywa w  tej  chwili  w Camp  David,

gdzie  jest otoczony opiek  lekarsk . Przeszed  ostre za amanie nerwowe i mo e nie wróci  do zdrowia przez kilka tygodni. Pierwsza Dama jest przy
nim. W tych okoliczno ciach nie widzia  innego wyj cia, jak tylko z

 rezygnacj .

umione emocje znów wyrwa y si  spod kontroli. „To sprawa wagi pa stwowej! Ludzie maj  prawo wiedzie ! Co mam powiedzie  czytelnikom?

Jakie za amanie nerwowe? To jest Ameryka, nie carska Rosja! Mitchell, p ac  ci za to,  eby  nam mówi , co si , u diab a, dzieje z prezydentem!"

Dziennikarze dysponowali pewn  si , niektórzy potrafili bystro my le , ale nie mieli szans w zderzeniu ze sprawn  inscenizacj  re yserowan  przez

Morgana, Bedforda i Scan-nella. W tej chwili nast pi a zmiana sceny. Lee Mitchell odsun  si  na bok, by oficjalnie przywita  przewodnicz cego
Po czonego Komitetu Szefów Sztabów, za którym weszli do

254
sali szef operacji morskich, dowódca Korpusu Marines i naczelny dowódca NATO, zajmuj c pozycje wyznaczone im przez Arnolda Morgana - „za

ruf  prezydenta w szyku czo owym". Ryki g odnych „lwów" stopniowo przycich y, ust puj c bardziej godnym d wi kom; z g

ników pop yn y znajome

tony Hail to the Chief, marsza prezydenckiego. Linie telefoniczne Bia ego Domu znów by y w czone i zaczyna y przesy

 kilowaty sygna ów. Kamery

telewizyjne pracowa y, komentatorzy spiesznie relacjonowali szokuj ce nowiny, na ty ach sali reporterzy agencyjni nadawali depesze; wszyscy
pozostali, przykuci do swych miejsc przez tradycj  i protokó , pisali w notatnikach.

W ten dziennikarski wir wkroczy  w takt marsza Paul Bedford, postawny,  ysiej cy Wirginijczyk, zajmuj c miejsce za ustawion  na podwy szeniu

mównic  z god em prezydenckim. Stan  przed zgromadzeniem pozornie spokojny, popatrzy  na rz d mikrofonów przed sob  i powiedzia
zdecydowanym tonem:

- Mam zaszczyt poinformowa  pa stwa,  e godzin  temu zosta em czterdziestym pi tym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jak ju  pewnie

wiecie, prezydent McBride zmuszony by  nagle zrezygnowa  ze swego urz du z przyczyn zdrowotnych. To by o nieoczekiwane, niefortunne wydarzenie
i wszyscy  yczymy mu szybkiego i pe nego powrotu do zdrowia. Tymczasem jednak rz d musi funkcjonowa  bez zak óce .  Z najwi kszym smutkiem i
niepokojem musz  wam oznajmi ,  e stoimy dzi  w obliczu chyba najwi kszego niebezpiecze stwa, jakie kiedykolwiek grozi o naszemu krajowi. Nie

 odpowiada  na pytania, ale postaram si  przedstawi  w zarysie skal  ataku terrorystycznego, jaki ma wkrótce nast pi ...

- Czy jest jaki  zwi zek mi dzy tym atakiem i rezygnacj  prezydenta? - krzykn  który  z reporterów.
- Czy by by pan uprzejmy poda  mojej sekretarce, jaki jest pana j zyk ojczysty? - Paul Bedford skorzysta  z zaproponowanej przez Arnolda Morgana

jedynej mo liwej odpowiedzi na niepo

dane pytanie.

Sala wybuchn a  miechem, a prezydent kontynuowa  wypowied .
255

— Cztery miesi ce temu otrzymali my z niewiadomego  ród a na Bliskim Wschodzie komunikat, w którym palesty ska organizacja terrorystyczna

Hamas wzi a na siebie odpowiedzialno

 za spowodowanie wybuchu Mount St. He-lens w stanie Waszyngton. Przeprowadzone przez nas

dochodzenie wykaza o,  e to prawda. Wkrótce potem zostali my poinformowani,  e mamy zaledwie kilka tygodni na absolutne wycofanie naszych si
militarnych z ca ego regionu bliskowschodniego i zmuszenie Izraela do opuszczenia okupowanych terytoriów na Zachodnim Brzegu. Nie musz
dodawa ,  e rz d podszed  do tych komunikatów sceptycznie, ale z ostro no ci . Zacz li my nawet niewielkie przemieszczenia naszych wojsk i
okr tów. Po nied ugim czasie przys ano nam kolejn  gro

 z dodatkowym szczegó em: je eli nie zrobimy, czego od nas 

daj , terrory ci powtórz

wyczyn z Waszyngtonu na Wyspach Kanaryjskich.

W sali panowa a g ucha cisza. Wszyscy czekali w napi ciu na nast pne s owa prezydenta, który przerwa  na chwil , w duchu si  modl c, aby albo sir

Winston Churchill, albo Arnold Morgan podsun  mu jakie  notatki, je eli ju  nie gotowy tekst na jednej stronie jednego arkusza. Brn  jednak dzielnie
dalej, opisuj c prognozy naukowców zwi zane z potencjaln  erupcj  Cumbre Vieja.

— Có ,  prezydent McBride  pozostawa   nie  przekonany, cho  zaniepokojony. W Pentagonie natomiast traktowano te gro by bardzo powa nie.

Wkrótce za  nadszed  nast pny komunikat, w którym Hamas ostrzega ,  e o pó nocy 29 wrze nia poka e, co potrafi, i  e 9 pa dziernika uderzy w
Cumbre Vieja.

— Czy zasi gn li cie opinii uczonych ameryka skich w tej sprawie?
— Oczywi cie,  e nie. - Prezydencka riposta by a b yskawiczna. — Nawet nam to do g owy nie przysz o.
Skonfundowany reporter z Associated Press usiad  jak niepyszny w ród  miechu kolegów, Bedford za  niewzruszony mówi  dalej:
— Tak wi c, panie i panowie, mamy przed sob  dwa zadania. Po pierwsze, znale

 i zatopi  okr t podwodny, który ostrzela  rakietami cruise Mount

St. Helens i wulkan na

256
Montserrat, po drugie, rozpocz

 powszechn  ewakuacj  Wschodniego Wybrze a, na wypadek gdyby nie uda a si  akcja marynarki wojennej.

- A sonary? - wyrwa  si  inny dziennikarz, wykazuj c si  pewn  znajomo ci  tematu. - Nie mo na ich wykry  sonarem?
- Có , lepsze by by y tresowane delfiny, ale nie wiem, czy mamy ich dostatecznie du o - odpar  Bedford. - Prosi em, aby mi pa stwo nie przerywali,

zw aszcza je eli mo ecie tylko rzuci  jaskrawe  wiat o na rzeczy oczywiste.

Dziennikarze zaczynali sobie uzmys awia ,  e z tym prezydentem musz  poczyna  sobie ostro niej, ni  na pocz tku s dzili.
- Ta operacja obronna jest w stu procentach przedsi wzi ciem militarnym. Mianowa em by ego doradc  do spraw bezpiecze stwa narodowego

admira a Arnolda Morgana g ównodowodz cym w obu jej aspektach, to znaczy dzia aniach marynarki i programie ewakuacji. Pan Morgan ma pe ne
poparcie najwy szych dowódców naszych si  zbrojnych, którzy stoj  tu za mn . To wszystko, co mam w tej chwili do powiedzenia, ale mam nadziej ,  e

 pa stwo nak ania  swoich widzów, s uchaczy i czytelników do  cis ej wspó pracy w tym najtrudniejszym okresie. Czasu jest dosy , aby ka dy

zd

 wyjecha , ale musimy dzia

 spokojnie i w sposób zorganizowany. Oczywi cie b dziemy pa stwa na bie

co informowa  o rozwoju sytuacji w

du ych miastach nadmorskich. Zalecamy, by wszyscy udawali si  na wy ej po

one tereny, do swych krewnych i przyjació . Je eli to tsunami uderzy,

nikt nie ocaleje. Na Wschodnim Wybrze u nie mo e pozosta  nikt. Prosz  stosowa  si  do polece  wojska. Dzi kuj .

Prezydent Bedford odwróci  si  i wyszed  z sali prasowej w towarzystwie genera ów Clarka i Boyce'a. Admira  Dick-son pozosta  z genera em

Scannellem, który natychmiast zaj  miejsce za mównic .

- Je eli kto  z pa stwa mnie nie zna, nazywam si  Tim Scannell i jestem tu, aby wspiera  prezydenta. Mog  teraz odpowiedzie  na kilka pyta  o

sprawy wojskowe, prosz  tylko, aby dotyczy y kwestii istotnych, jeste my bowiem bardzo zaj ci, jak sobie pa stwo mog  wyobrazi .

257
- Sir, czy nast pi  gremialne zmiany na kluczowych stanowiskach w Bia ym Domu?
- To nie ma zwi zku z wojskiem, ale wiadomo mi,  e prezydent Bedford mianuje jutro nowego sekretarza obrony.
- Czy mo e pan opisa  skal  poszukiwa  okr tu podwodnego na Atlantyku?
- Nie. Uznali my jednak,  e przeszukiwanie rozleg ego akwenu wokó  Wysp Kanaryjskich, na przyk ad w promieniu tysi ca mil, prawdopodobnie

by oby bezskuteczne. Admira  Dickson jest zdania,  e dobrze dowodzony atomowy okr t podwodny mo e wymyka  si  nawet stu ameryka skim
okr tom praktycznie bez ko ca.

- Sk d wiecie,  e to okr t atomowy?
- Tak wynika z naszej oceny sytuacji.
- Skoro tak, to jakim cudem dosta  si  w r ce terrorystów?
- Na to pytanie nie umiem odpowiedzie . Powiem tylko,  e gdyby by a to jednostka konwencjonalna, do tej pory ju  by my j  wykryli, a na pewno

sta oby si  to w ci gu najbli szych dziesi ciu dni.

- Dlaczego tak trudno go wykry ? Ci gle si  nam opowiada, jak  to mamy nowoczesn  marynark  wojenn !

background image

- Wspó czesny okr t podwodny o nap dzie j drowym przy pr dko ciach do o miu w

ów jest praktycznie nies yszalny, zw aszcza w du ym

zanurzeniu, sto pi

dziesi t do dwustu metrów. Je li ktokolwiek chce si  dowiedzie  jeszcze czego  o okr tach podwodnych, prosz  zaczeka . Za

chwil  oddam g os admira owi Dicksonowi.

- Panie generale, jak powstanie to tsunami, je eli wulkan wybuchnie?
- Je li wrzucimy kamyk do stawu, utworz  si  fale rozchodz ce si  we wszystkich kierunkach. Erupcja Cumbre Vie-ja spowoduje gwa towne

osuni cie si  pot

nej masy skalnej, oko o dwudziestu kilku kilometrów sze ciennych, na dno oceanu. Mog  sobie pa stwo wyobrazi , jaka przy tym

powstanie fala.

- Czy mo e pan przedstawi  wasz plan wykrycia i zatopienia tego okr tu?
- Nie mog .
258
- Czy to znaczy,  e jeszcze nie macie takiego planu?
- Nie. To znaczy,  e gdybym wyjawi  go wam, równie dobrze móg bym go zdradzi  dowódcy poszukiwanego okr tu i jego mocodawcom.
- Czy dowiemy si  szczegó ów programu ewakuacji?
- Oczywi cie.  Nied ugo  zaczniemy nadawa  informacje dla ludno ci o  rodkach i procedurach, jakie zastosujemy. Dzi kuj  pa stwu. To wszystko

na dzisiaj.

Scannell i Dickson opu cili sal , kieruj c si  z powrotem do Gabinetu Owalnego. Czwórka marines pod

a za nimi, a po drodze do czy  do

orszaku Henry Wolfson, rzecznik prasowy by ego prezydenta, jeden z wielu urz dników  redniego szczebla, którzy mieli pozosta  na zajmowanych
stanowiskach. Poda  d

 obu wojskowym i przedstawi  si .

- Zdaje si ,  e nasze  cie ki nigdy dot d si  nie przeci y - powiedzia . - Mam jednak wra enie,  e to si  zmieni.
- Zgadza si , Henry - odrzek  Scannell. - Liczymy,  e postarasz si  trzyma  sytuacj  pod kontrol . Chodzi o zapobie enie wybuchowi powszechnej

paniki, ale bez ukrywania powagi sytuacji.  Pó niej  dok adniej  to przedstawimy,  ale pewne jest jedno: Hamas wystrzeli  salwy rakiet w Mount St.
Helens i wulkan na Montserracie, doprowadzaj c do ich erupcji. Do wysadzenia w powietrze wulkanu na Wyspach Kanaryjskich potrzeba czego
wi kszego, ale g owica nuklearna pewnie wystarczy. Te sukinsyny strzelaj  z zanurzonego okr tu podwodnego, a to cholernie trudno wykry . Idziesz
porozmawia  z prezydentem, Henry?

- Tak. I z admira em Morganem, co, szczerze mówi c, porz dnie mnie przera a.
- Nie martw si . On mocniej szczeka, ni  gryzie, a my wszyscy si  go czasami boimy. Ciesz  si  jednak,  e mamy go teraz na pok adzie.
- Tak zdaje si  my le  wi kszo

 personelu, sir - powiedzia  Wolfson. — Wszyscy si  troch  pewniej poczuli.

- Hmm... my w wojsku powinni my by  apolityczni, ale nie da si  ukry ,  e  atwiej si  nam pracuje, kiedy za sterem stoj  republikanie.
Dotarli do Gabinetu Owalnego. Boyce i Clark akurat wychodzili i genera  Scannell wraz z nimi uda  si  do Penta-
259
gonu. Tymczasem admira  Morgan zd

 ju  zamieni  ten s ynny pokój w centrum dowodzenia. Na ustawionym po rodku wielkim stole, który

specjalnie poleci  przynie

 z gabinetu doradcy do spraw bezpiecze stwa, le

y roz

one mapy nawigacyjne. Cyrus Romney, humanista z Berke ey,

zdradza  oznaki irytacji na widok grupy ludzi z obs ugi technicznej, którzy zabierali mu mebel, i domaga  si  wyja nie .

- Niesiemy go do Gabinetu Owalnego, sir. Z rozkazu admira a Morgana.
Romney, który ju  s ysza  kr

ce po Bia ym Domu pog oski, uzna ,  e m drzej b dzie nie zag bia  si  w t  spraw ; by  pewien,  e najdalej za par

godzin sam zostanie równie bezceremonialnie usuni ty ze swego biura.

W pó  godziny ciemny polerowany blat by  bardziej „zaj ty", ni  mu si  trafi o kiedykolwiek przez ostatnie trzy kwarta y. Spod mapy generalnej

zachodniego Atlantyku, akwenu nad Grzbietem Sródatlantyckim, podej ciówek do Antyli i Wysp Kanaryjskich oraz bardziej szczegó owych map tego
ostatniego archipelagu nie by o wida  kawa ka wolnego miejsca.

Siedem wysp tworz cych archipelag rozci ga si  na przestrzeni dwustu pi

dziesi ciu mil morskich z zachodu na wschód, a ostatnia z nich,

Fuerteventura, le y zaledwie o sto kilometrów od afryka skiego l du. Na obejmuj cej je wszystkie mapie admira  Morgan zaznaczy  czerwonym
kr giem tylko jeden punkt: g ówny krater wulkanicznego grzbietu Cumbre Vieja. Sta  teraz przy stole z prezydentem, przygl daj c si  przebiegowi izobat
wokó  Palmy. Ocean jest tam g boki jeszcze do

 blisko brzegów; pi

dziesi t mil od wyspy dno le y na czterech tysi cach metrów i wi cej pod

powierzchni , o dziesi

 mil od brzegu biegnie izobata ty-si cmetrowa, o mil  stumetrowa, a o dobry rzut kamieniem z wysokiego urwistego brzegu

mo na jeszcze nurkowa  na trzydzie ci metrów - prawie przy samej pieprzonej pla y, wed ug okre lenia Arnolda.

Admira  podniós  wzrok znad mapy, spostrzeg szy wchodz cego Alana Dicksona. Paul Bedford odszed  na drugi koniec pokoju, by porozmawia  z

Henrym Wolfsonem. Gabinet Owalny stawa  si  coraz bardziej centrum operacyjnym Ar-

260
nolda Morgana i ju  by o wida ,  e dru yna co najmniej pi ciu sprz taczy b dzie potrzebna ze dwa razy dziennie, aby utrzyma  jako taki porz dek.
Panna Betty-Ann Jones, osobista sekretarka Charlesa McBride'a, by a w trakcie opró niania biurka i pakowania swoich rzeczy. Jako osoba, która

ma o taktownie powiadomi a by ego doradc  do spraw bezpiecze stwa narodowego,  e b dzie zwolniony natychmiast po obj ciu urz du przez
prezydenta elekta, spodziewa a si  pozosta  w Bia ym Domu jeszcze najwy ej dwie godziny. By a pewna,  e wyl duje na bruku, zw aszcza  e w ród
personelu roznios a si  wie

, i  pani Arnoldowa Morgan jest ju  w drodze, aby zaj

 si  organizacj

ycia m

a podczas jego zmaga  z Hamasem.

Betty--Ann niepotrzebnie si  jednak martwi a; gro ny admira  traktowa  wszystkich jednakowo: prezydentów, ambasadorów, genera ów i kelnerów —
najcz

ciej niecierpliwie, czasami z irytacj , ale nigdy z

liwie. Nie utkwi o mu w pami ci, w jaki sposób otrzyma  wypowiedzenie, tylko  e musia

zostawi  kraj w r kach ludzi niekompetentnych. To  ama o mu serce; telefony od cudzych sekretarek w tym równaniu nie by y brane pod uwag . W tej
godzinie próby chcia  jednak mie  przy sobie sprawn , niezast pion

on .

- Gdzie, u diab a, jest Kathy? - burkn  do admira a Dorana.
- Kathy? A kto to taki? - spyta  CINCLANT.
Arnold podniós  wzrok na Dorana, zaskoczony pytaniem.
- Och, przepraszam, Frank. Musia em mówi  do siebie. To moje do

 popularne wyra enie. Pewnie ka

 je wyry  na moim nagrobku. „Gdzie, u

diab a, jest Kathy?"...

- Domy lam si ,  e chodzi o pani  Morgan?
- O ni  w

nie. O najlepsz  sekretark , jak  w  yciu mia em, najpi kniejsz  dziewczyn , jaka chcia a ze mn  rozmawia , i zdecydowanie najlepsz

z moich trzech  on.

- Czy by jej pan tu oczekiwa ? - Frank Doran si  za mia .
- A jak e! W

nie przyj em j  do pracy na dawnym stanowisku i kaza em wsiada  w samochód i zasuwa  do Bia ego Domu.

- A co ona na to?
261
I
- Powiedzia a,  e si  zastanowi, czy chce znowu pracowa  dla najwi kszego grubianina, jakiego w  yciu widzia a, ale  ebym nie robi  sobie wi kszej
nadziei.
Tego ju  by o za wiele dla Dorana. Wybuchn

miechem, usi uj c w przerwach mi dzy kolejnymi falami powiedzie ,  e zna ten ból; ka dy admira

musi si  dobrze pilnowa ,  eby nie zwraca  si  do rodziny jak do marynarzy na dolnym pok adzie. Arnold mia  ju  na ko cu j zyka jaki  zgry liwy
komentarz, ale w tej chwili do pokoju wkroczy a Kathy, jak zawsze pi kna i promienna. Nie patrz c w jej stron , rzuci  ostro:

- No, nareszcie. KAWY! I zadzwo  do ira skiego ambasadora. Powiedz mu,  e jest przebieg ym, k amliwym sukinsynem.
Frank Doran zaniemówi . Admira  Dickson, który bywa  ju

wiadkiem podobnych scen, pokr ci  tylko g ow , wznosz c oczy ku niebu. Arnold za

wyskoczy  zza sto u i mocno przytuli

on , nie zwa aj c na obecno

 obcych ludzi. Przez wszystkie lata pracy jako jego sekretarka Kathy cz sto

bywa a zaszokowana wydawanymi przeze  komendami: zadzwo  do prezesa, do szefa, do ambasadora i powiedz mu... ró ne straszne rzeczy. W

zyku Arnolda Morgana pro ba o szybk  odpowied  od wysokiej rangi rosyjskiego admira a brzmia a: „Niech ten Niko aj Jakmutam we mie dupsko w

troki i do mnie zaraz oddzwoni!" Zaskakuj ce polecenie zaatakowania dyplomaty ajatollahów nie by o niczym innym, jak tylko zwyk ym „Witaj w domu"
dla Kathy, która zgodzi a si  wróci  do pracy pod warunkiem,  e chodzi o umow  na czas ograniczony... do dwóch tygodni.

Arnold przedstawi  ma once Franka Dorana, po czym poleci  jej powiedzie  „tej damie za drzwiami, Betty Jakiej -tam",  e je li chce, mo e zachowa

prac , tyle  e jako jej asystentka w jakim  mniejszym biurze, a je li jej to nie odpowiada, mo e si  wynosi . Kathy dobrze si  orientowa a w zasadach
gry w Bia ym Domu, ale odmówi a.

- Kochanie, nie mog  zaraz po zjawieniu si  tutaj zacz

 wyrzuca  ludzi na bruk!

- Nie ma sprawy. - Arnold ju  wróci  do swoich map. -Frank si  tym zajmie.
262
- Przepraszam, sir, ale je li kto  ma zwolni  sekretark  by ego prezydenta, to nie ja.
- Co ja z wami mam... Dobra, sam to zrobi .
Ruszy  do drzwi i przez próg oznajmi  wystraszonej Betty--Ann,  e powinna zwolni  swoje biuro, gdy  jego  ona i d ugoletnia sekretarka obejmie jej

stanowisko, ale  e on nie ma absolutnie nic przeciwko temu,  eby pracowa a tu dalej na ni szym szczeblu...

-  ...Dopóki  b dzie  si   pani  mocno  stara  - zako czy  i odwróci  si , nie czekaj c na odzew.
Ustanowiwszy w ten sposób zale no

 s

bow , wróci  do swoich zaj

 pewny,  e trywialne sprawy sekretarskie same si  u

. Zasiad  za sto em

z mapami i zaprosi  obu admira ów, aby si  do  przy czyli.

- Kathy, za atw nam kaw  i jakie  ciastka - poprosi . - aden z nas nic nie jad  od rana. Dopilnuj te ,  ebym mia  pod r

 cyrkiel nawigacyjny i zwyk y,

linijki, trójk ty, kalkulator, blok papieru i o ówki.

- Co powiesz na sekstant i lornetk , skoro najwyra niej wybierasz si  na morze? - Kathy te  nie zapomnia a, jak si  odcina  szefowi.

background image

W tym momencie podszed  do nich prezydent. Arnold przedstawi  mu  on .
- By  pan bardzo dobry w telewizji — powiedzia a. —  wietnie pan usadzi  tych dziennikarzy.
- W ustach pani Morgan to dla mnie prawdziwy komplement - odrzek  Paul Bedford z u miechem.
- Prosz  si  do nas dosi

, sir - powiedzia  Arnold. -W

nie si  zabieramy do opracowania planu przy apania tego podwodniaka. Jutro doko czymy

program ewakuacji. Najpierw jednak chc  jak najpr dzej wys

 w morze troch  ci

szych okr tów w rejon, gdzie, jak si  spodziewam, on mo e

zmierza . Kto wie, mo emy mie  szcz

cie i wpa

 na niego. Nie chc  nas pozbawia  tej szansy.

- Ile okr tów, admirale?
- Na razie my

 o kilkunastu fregatach. Mo na by u

 klasy Oliver Hazard Perry z rakietami kierowanymi. Potem trzeba tam przerzuci  lotniskowiec

wypakowany  mig owcami. My

,  e admira  Dickson si  ze mn  zgodzi, i

atwiej

263

dzie go wykry  z powietrza ni  na g bokim akwenie za pomoc  okr tów podwodnych. Z tym jest zawsze du o problemów i cz sto ko czy si

wzajemnym ostrzelaniem przez w asne jednostki.

- A mamy gdzie  w pobli u zespó  lotniskowca?
- Tak. Ronald Reagan jest teraz na Morzu  ródziemnym, o trzy dni drogi. Fregaty mog  dotrze  w rejon operacyjny za sze

 dni. Pi tka ju  tam

ynie, reszta b dzie gotowa do wyj cia z Norfolku za kilka godzin.

- Czy nasz by y prezydent o tym wiedzia ?
- Nie, do diab a. Gdyby my go s uchali, nigdy nie byliby my gotowi na czas.
- Jedno pytanie, Arnie. W tych komunikatach terrory ci nigdy nie wspomnieli o Cumbre Vieja. Jeste  pewien,  e szukamy ich przy w

ciwym

wulkanie?
- Na to, sir, musia by pan postudiowa  wulkanologi  jak ja - Arnold zachichota . - Hamas grozi,  e tsunami zniszczy nasze wybrze e atlantyckie, a na

ca ym Atlantyku nie ma drugiego miejsca, w którym mo na by je sztucznie wywo

. Cumbre Vieja jest jedynym kandydatem z uwagi na wysoko

urwiska, g boko

 akwenu wokó  wyspy i niestabilno

 tektoniczn . Ale naprawd  liczy si  co  innego. Chodzi o masy wody, podziemne jezioro, jakie

znajduje si  pod tym 

cuchem gór.  Przy erupcji wulkanu magma zamieni je w par , która rozsadzi ska y. Je li wi c te sukinsyny wrzuc  do krateru

owic  j drow ... Poza tym mamy wyra ne fotografie naczelnego wodza Hamasu konferuj cego na stokach Cumbre Vieja ze znanymi ira skimi

wulkanologami i studiuj cego z nimi teren. W maju ubieg ego roku Hamas porwa  te  w Londynie, przes ucha , a potem zamordowa  najlepszego
eksperta od katastrof geofizycznych na  wiecie.

- Trudno o bardziej konkretne poszlaki. - Bedford skin  g ow .
Morgan wyci gn  na wierzch generalk  pó nocnego Atlantyku i zacz  podsumowanie sytuacji.
- Zak adaj c,  e do Montserratu strzela  z czterystu mil, o pó nocy 29 wrze nia móg  by  gdzie  tutaj... - zatoczy  cyrklem wycinek okr gu ze

rodkiem na wyspie. - Wody na wschód od Antyli nie s  patrolowane, wi c móg  tam roz-

264
win

 wi ksz  pr dko

, powiedzmy, dwana cie do pi tnastu w

ów... czyli po dwudziestu czterech godzinach móg  by ... tutaj... a jutro b dzie

tutaj. Kiedy przejdzie w zasi g naszej sieci SOSUS, b dzie zmuszony p yn

 bardzo wolno, nie wi cej ni  sze

 w

ów... sto pi

dziesi t mil na

dob ... Nie dotrze w swój prawdopodobny rejon operacyjny wcze niej ni  9 pa dziernika. Punktualnie, cholera...

- Pytanie tylko, czy w ogóle b dzie si  pcha  tak daleko - wtr ci  admira  Dickson. - Mo e si  zatrzyma  znacznie wcze niej i strzela  z daleka, nawet

z tysi ca mil.

- Nie mo emy mu na to pozwoli , Alan. Po prostu nie mo emy.
- Nie wiem, jak mieliby my tego dokona .
- To b dzie trudne, ale nie jest niemo liwe. Pytanie numer jeden: jak jego rakiety s  naprowadzane na cel?
- Ich komputery pok adowe korzystaj  z sygna ów GPS -odrzek  Dickson. - Programista wczytuje wspó rz dne celu, oficer uzbrojenia strzela i spokój.

GPS zrobi reszt  i doprowadzi rakiet  do celu jak po sznurku.

- Tak jest. Pytanie numer dwa: do kogo nale y GPS?
- Zasadniczo do nas. System sk ada si  z dwudziestu siedmiu satelitów okr

aj cych Ziemi  w dwana cie godzin. Zainstalowany zosta  przez

Pentagon i udost pniony nawigatorom... ba! Teraz nawet kierowcom ca ego  wiata. Podaje dok adn  co do metrów pozycj  ka demu, czy to wróg, czy

przyjaciel.
- W

nie. Pytanie numer trzy: jakim sposobem mo emy wi c nie dopu ci , by ten sukinsyn korzysta  z naszego systemu nawigacyjnego w celu

rozpieprzenia wyspy Palma?

- Hmm... Chyba tylko przez wy czenie systemu,  eby nikt nie móg  z niego korzysta .
- Otó  to, Alan. I to by go w

nie zmusi o do zrobienia tego, czego bym sobie  yczy : do podej cia pod brzeg. Kiedy bowiem wynurzy si  na

peryskopow  i wysunie anten  GPS, na ekranie odbiornika zobaczy: „Przepraszamy, nieczynne" i nie b dzie mia  innego wyj cia, jak tylko strzela ,
opieraj c si  na obserwacjach wizualnych. Nie da si  za  tego zrobi , nie podchodz c na co najmniej dwadzie cia pi

 niil od

265
brzegów Palmy. I to jest nasza szansa, poniewa  b

 tam na niego czeka y nasze fregaty i  mig owce. Przy odrobinie szcz

cia mog  go wykry

ju  za pierwszym razem, kiedy wysunie peryskop, by si  rozejrze  w sytuacji. Nawet gdyby uda o mu si  wystrzeli  rakiety, b dziemy mieli jakie  dwie,
mo e trzy minuty na ich wykrycie i str cenie w locie, zanim dotr  do brzegu. A gdyby to si  nie uda o, b dziemy musieli polega  na bateriach Patriot,
które trzeba rozstawi  wokó  wulkanu.

- Trzeba bardzo odwa nych ludzi,  eby obs ugiwa  wyrzutnie rakiet na kraterze, który lada moment mo e wybuchn

 - zauwa

 Paul Bedford.

- Mamy du o odwa nych ludzi, sir - odpar  Morgan.
- Czy g owica nuklearna mo e eksplodowa  w powietrzu po trafieniu przez rakiet  Patriot?
- Najprawdopodobniej nie. Do detonacji  adunku j drowego potrzeba specjalnej procedury absolutnie zgranej w czasie. Konwencjonalny materia

wybuchowy musi pchn

 na siebie z ogromn  si  dwa elementy z uranu z dok adno ci  do milisekund. Eksplozja stu kilogramów trotylu w g owicy

patriota z zadaniem rozsadzenia korpusu nadlatuj cej rakiety nie spe nia tego warunku, ale za to wystarczy a  nadto, by str ci  j  do morza.

- Jakie wi c w sumie mamy szans ?
- Bardzo du e, je li tylko wy czymy GPS.
- Do tego zmierza em - rzek  prezydent. - Chyba nie mo emy tego tak po prostu zrobi , nikomu nic nie mówi c? Co z ca  nawigacj ? Jezu, przecie

na ca ym  wiecie statki zaczn  wpada  na mielizn !

- Sir, je eli wy czymy system GPS, jestem pewien,  e po paru godzinach kilkana cie supertankowców wpadnie na pla

 czy raf , a reszta b dzie

si  kr ci  w kó ko, zbita z tropu z powodu braku tej jednej z najstarszych ludzkich umiej tno ci, jak  jest nawigacja.

- Masz racj , Arnie - odezwa  si  admira  Dickson. -Wi kszo

   cywilnych   nawigatorów   nie   umia aby   znale

 wyj cia z portu bez tego systemu,

z którym wyro li. Nasze satelity nawigacyjne, najpierw Transit, teraz GPS, dzia aj  od lat siedemdziesi tych i dzisiejszy przeci tny oficer wach-

266
towy na frachtowcu nie zna niczego innego*, a ju  nie wspomn  o tysi cach jachtsmenów, którzy  egluj  gdzie  po oceanach, polegaj c wy cznie

na odbiornikach satelitarnych.

- Kto u nas obs uguje GPS? - spyta  prezydent.
- Druga  Eskadra   50.   Skrzyd a   Operacji  Kosmicznych w bazie Falcon w Kolorado — odpowiedzia  Morgan. — Zajmuj  si  obs ug  satelitów i

naziemnego centrum obliczeniowego. System dzia a nieprzerwanie, podaj c co kilkana cie sekund bardzo dok adne dane o pozycji ka dego satelity na
orbicie, a odbiorniki nawigacyjne na podstawie ró nic mi dzy parametrami sygna ów odbieranych z trzech lub wi cej satelitów a ich warto ciami
nominalnymi obliczaj  pozycj  statku, jachtu, samolotu, ci

arówki czy w druj cego po górach turysty, bo dost pne s  ju  wersje, rzek bym,

kieszonkowe. Tworzy to globaln  sie  wspó rz dnych, któr

atwo adaptowa  do ró nych kartograficznych uk adów odniesienia, niezale

 od pogody i

warunków. A wszystko to stworzone i utrzymywane przez Amerykanów. To my umie cili my satelity na orbitach i dzi ki nam to wszystko dzia a.

- I my mo emy to wy czy .
- Mo emy zrobi , co nam si

ywnie podoba, sir - burkn  Arnold. - Musimy tylko odpowiednio wcze nie zawiadomi  o tym spo eczno

mi dzynarodow , bo inaczej konsekwencje by yby horrendalne.

- Zastanawiam si , panowie, i nie potrafi  znale

 odpowiedzi, dlaczego, do cholery, w ogóle udost pnili my ten system ka demu, kogo sta  na

kupno odbiornika - rzek  poirytowany Bedford. - Zw aszcza  e jest tak diabelnie precyzyjny.

* T umacz, na co dzie  „cywilny nawigator", kapitan sporego kontenerowca, cho  spokojny, nie zdzier

 i musi wtr ci  swoje trzy grosze. Bardzo

wygodny i dobry, przyznaj , system GPS wszed  do powszechnego u ytku dopiero z pocz tkiem lat dziewi

dziesi tych, a do tej pory wszak jako

udawa o si  nam trafia  z A do B. Mi dzynarodowe konwencje narzucaj  rygorystyczne standardy wyszkolenia nawigatorów i oficerowie pok adowi
potrafi  sobie radzi  bez elektroniki. Czytelniku,  pij spokojnie, superzbiornikowce nie zaczn  z byle powodu nagle wpada  na rafy. A w  rodowisku
„cywilnych nawigatorów" to ci trafiaj cy do nas z marwoju ciesz  si  raczej kiepsk  opini ...

267
- Gdyby to wojsko o tym decydowa o, nigdy by do tego nie dosz o - zapewni  Morgan. - Ale za Billa Clintona wiceprezydent Al Gore, dobroczy ca

wszech wiata, si  upar . Oczywi cie byli my bliscy furii, ale szef Ala te  nie mia  wojskowych w wielkim powa aniu, no i teraz mamy skutki: banda
zwariowanych muzu manów mo e w nas strzela  precyzyjnie kierowanymi rakietami, kiedy tylko zechce.

Nawet Bedford nie móg  powstrzyma  si  od  miechu, s ysz c ten klasyczny morganowski wywód, mimo pewnego poczucia lojalno ci wobec

znanego kolegi z partii demokratycznej.

- Kiedy wi c wy czamy GPS, Arnie?
- Hmm... Je eli oni robi  na razie po trzysta, mo e trzysta pi

dziesi t mil na dob  i zamierzaj  natychmiast po przybyciu odpali  rakiety i da  dyla,

background image

to zaryzykowa bym twierdzenie,  e w nocy z 7 na 8 pa dziernika b

 o jakie  dwie cie mil od rejonu operacyjnego. Nad ranem zechc  pewnie

sprawdzi  pozycj , a potem zasuwa  na miejsce. My

,  e musimy wy czy  system o pó nocy w  rod  7 pa dziernika i nie w cza , zanim albo go

znajdziemy i zatopimy, albo on wystrzeli rakiety.

- Czyli co najmniej czterdzie ci osiem godzin  wiat b dzie pozbawiony globalnego systemu nawigacyjnego?
- Tak jest. Ale przynajmniej nawigatorzy b

 mieli osiem dni na nauczenie si  pos ugiwania sekstantem, chronometrem, identyfikatorem gwiazd i

tablicami astronawigacyj-nymi. Dobrze im zrobi taki powrót do prawdziwego mary-narstwa.

- Nie mamy innego wyj cia?
- Ja w ka dym razie go nie widz , sir. Musimy to zrobi . O lepi  go i zmusi  do podej cia do brzegu i na g boko

 peryskopow .

- Po której stronie wyspy? - spyta  prezydent, spogl daj c na map  archipelagu Kanaryjskiego.
- Och, zapewne po wschodniej. Alan, Frank, zgadzacie si  ze mn ?
- Nie ma co do tego zbyt wielkich w tpliwo ci - rzek  admira  Doran. - Przynajmniej ja bym tak zrobi . Po pierwsze dlatego,  e nie u miecha oby mi si

zosta  przewróconym

268
przez tsunami, a to by mnie czeka o, gdybym w czasie osuni cia si  ska y znajdowa  si  na zachód od wyspy. Po drugie za  dlatego,  e móg bym si

schowa  tutaj... - Frank wskaza  o ówkiem akwen mi dzy Palm  a s siedni  Gomer . - G boko ci si gaj  tu trzystu metrów i ma si  za sob  l d, a to
zawsze przeszkadza sonarom. Wzi bym to pod uwag , chc c si  wymkn

 wrogim okr tom podwodnym. Za wszelk  cen  utrudnia bym  ycie tym, co

chc  mnie wykry . P yn bym wolno i g boko, a potem poszed bym tutaj, przez t  dwukilo-metrow  g bi . Wzi bym namiar peryskopowy na wysp ,
powiedzmy, na jeden ze szczytów i wróci  na du e zanurzenie. Gdzie  tutaj, o dwadzie cia pi

 mil od brzegu, sprawdzi bym pozycj  jeszcze raz i

odpali  szybko dwie rakiety, po czym schroni bym si  gdzie , najpewniej za Gomer  albo nawet za Teneryf , byle jak najdalej od wulkanu i tsunami.

— Jezu... Ciesz  si ,  e jeste  po naszej stronie, Frank -j kn  Bedford.
- Jest tylko jeden problem, sir - powiedzia  Morgan. -Nasz plan ma pewn  luk .
- No to wy

, o co chodzi.

— Jest jeszcze jeden, mniejszy system nawigacji satelitarnej, nad którym nie mamy kontroli*. To europejski odpowiednik GPS, Galileo, który wci

pozostaje w cieniu naszego, niemniej istnieje, dzia a i ka dy mo e go u

 do celów naprowadzania. Spodziewam si ,  e nasz przeciwnik z Ha-masu o

tym wie, a dobrze sobie zdaje spraw ,  e chwycimy si  wszelkich sposobów i sztuczek,  eby go za atwi . Podchodz c do Wysp Kanaryjskich, mog  si
prze czy  na Galileo.

- Musimy zastosowa  wszelkie  rodki,  eby mu uniemo liwi  korzystanie z satelitów - powiedzia  stanowczo prezydent.
— I dlatego w

nie powierz  teraz panu raczej nieprzyjemne zadanie, sir. G ówny satelita Galileo nazywa si  Helios

* W rzeczywisto ci Morgan musia by si  liczy  z trzecim satelitarnym systemem o zasadzie dzia ania i dok adno ci zbli onej do GPS, na który mia by

jeszcze mniejszy wp yw: z rosyjskim GLONASS-em. Trudno zreszt  przypuszcza ,  e rosyjskiej budowy okr t i rakiety mia yby polega  w tak istotnej
dziedzinie jak nawigacja i naprowadzanie na infrastrukturze konkurencyjnego b

 co b

 mocarstwa.

269
i jest w asno ci  Francji. Kto  musi si  z nimi dogada , a wie pan, jacy oni b

 sk onni do wspó pracy, kiedy dostan  telefon z Waszyngtonu z

pro

 o wy czenie ich systemu nawigacyjnego... Sacrebleu i tak dalej. Jakby tego by o ma o, jest jeszcze jeden drobny szczegó , który jednak w tej

sytuacji mo e nabra  istotnego znaczenia. Kiedy sze

 lat temu Europejczycy rozpocz li prace nad Galileo, wci gn li w ten interes Chi czyków.

Kosztowa o to Pekin g upie czterysta milionów dolców, w zamian za co Europa zgodzi a si  nie tylko sprzeda  im dziesi

 procent udzia ów, ale tak e

na lokalizacj  o rodka techniczno-szkoleniowego w Pekinie. Chiny wyros y tym samym na naszego przysz ego rywala strategicznego.

— Zawsze te cholerne Chiny! - zirytowa  si  Bedford. -Chcesz powiedzie ,  e mam si  z tym wszystkim upora ? Dobrze wiesz,  e Pary  od razu

powie,  e musz  zapyta  o zgod  ich wspólników w Pekinie.

- No có ... zaczniemy od tego,  e polecimy naszemu naziemnemu centrum kontrolnemu GPS wys

 bezpo redni  pro

 do ich odpowiednika we

Francji - odrzek  Arnold. -Potem spróbujemy  abojadów  miertelnie przestraszy , zapowiadaj c,  e tsunami zniszczy tak e ich breto skie wybrze e, bo
tak w

nie b dzie. Na koniec trzeba b dzie rozmawia  na szczeblu prezydenckim. - Admira  zawiesi  teatralnie g os, po czym rzek  dobitnie: - A je li

aden z tych sposobów nie przyniesie po

danego rezultatu, panie prezydencie, to b dziemy mieli moralny obowi zek, zgodny z prawem boskim i

ludzkim, w imieniu naszego wielkiego narodu zestrzeli  to cholerstwo ze stratosfery.

ROZDZIA  10
Rozpocz a si  ewakuacja Wschodniego Wybrze a. Federalna Agencja Kryzysowa (FEMA) podzieli a to gigantyczne przedsi wzi cie na pi

ównych kategorii: ludno

, administracja federalna i stanowa, kultura i dziedzictwo narodowe, przemys  i handel oraz s

by komunalne i awaryjne.

Prezydent Bedford og osi  stan alarmowy i upowa ni  FEMA do nadzoru ca

ci operacji. Agencja z kolei przekaza a w adzom stanowym

pe nomocnictwo do mobilizacji miejscowych oddzia ów Gwardii Narodowej we wszystkich zagro onych rejonach. Naczelnym zadaniem gwardzistów
by o patrolowanie obszarów miejskich i utrzymywanie porz dku publicznego.

By o oczywiste,  e gdy tylko ludzie pojm , jak powa ne jest zagro enie, trudno b dzie unikn

 szerzenia si  paniki, czego na pewno nie omieszkaj

wykorzysta  przest pcy. Prezydent ostrzeg ,  e we wszelkich przypadkach grabie y mienia, zw aszcza federalnego, Gwardia Narodowa ma rozkaz
otwiera  ogie  do sprawców.

Od rana prowadzono strategiczn  ocen  sytuacji i ogólnego zagro enia, dopracowywano plany awaryjne. Bataliony wojska ci gn y ju  autostradami

do Waszyngtonu, Bostonu, Nowego Jorku i Filadelfii. Nast pne przemówienie prezydenta, nad którym gor czkowo pracowa  Henry Wolfson, mia o
uzmys owi  wszystkim, jakie skutki b dzie mia o wtargni cie kilkudziesi ciometrowej  ciany wody na przybrze ne p ycizny i dalej na l d, na ulice miast.
Henry napisa ,  e b dzie to katastrofa podobna do wybuchu wulkanu Krakatau w 1883 roku: niepowstrzymana, niszczycielska si a, nios ca pewn

mier  ka demu, kto znajdzie si  na jej drodze. Chaos zapanuje totalny; woda zmiecie prawie wszystko, co napotka, a po pierwszej fali b

nadchodzi  nast pne, równie pot

ne i gro ne. Pas l du o szeroko ci do trzydziestu kilometrów od

271
brzegu znajdzie si  pod wod , a zalana s on  wod  infrastruktura, zw aszcza elektrownie i stacje przesy owe energii, system  czno ci telefonicznej i

zaopatrzenia w wod  pitn  zostanie zniszczona. Wolfsonowi uda o si  przerazi  samego siebie.

Z tego pierwszego szkicu wy ania o si  naczelne przes anie,  e w obliczu tego ataku oceanu ka dy obywatel ma do spe nienia obowi zek wobec

swego kraju. Ka da rodzina ma sobie poszuka  w asnego schronienia u krewnych lub przyjació  zamieszka ych na wy szych partiach terenu, ale cz
ludzi powinna pozosta  w miastach przez kilka dni i pomóc pracodawcom w pakowaniu i wywo eniu co cenniejszego mienia, zw aszcza pa stwowego,
ale i prywatnych firm. Do celu rejestracji czasu opuszczenia domów i wybranego miejsca pobytu wyje

aj cych rodzin utworzono specjalny wydzia .

Jeszcze bardziej pal cym problemem by a ewakuacja biedniejszych dzielnic, zw aszcza w przypadku osób pozostaj cych pod nadzorem policyjnym

lub s dowym. Wielu ludzi nie dysponowa o tam w asnymi  rodkami transportu albo nie mia o si  dok d uda . W adze terenowe otrzyma y instrukcje,
aby w jaki  sposób zapewni  im jedno i drugie, wykorzystuj c publiczne autobusy, poci gi oraz budynki, które mog yby pomie ci  ewakuowanych, jak
szko y, ratusze czy  wietlice. Prowadzono ju  odpowiednie rozmowy z radami miejskimi w miejscowo ciach le

cych na stokach Gór B kitnych w

Wirginii i Marylandzie.

Wyst pienie prezydenta o dziewi tnastej mia o dramatyczny efekt. Ludno

 Wschodniego Wybrze a, ju  wcze niej oszo omiona wie ci  o rezygnacji

Charlesa McBride'a, musia a teraz prze kn

 jeszcze gorsz  nowin : megatsunami mo e spa

 na ich domy. Perspektywa by a tak potworna,  e ludzie

zdawali si  nie pojmowa  skali zagro enia. Ca e wybrze e pod wod ? Wszystkie miasta zniszczone? Niewyobra alne. Nie do przyj cia. Ca e rodziny
siedzia y jak skamienia e przed telewizorami, kiedy prezydent Bedford przedstawia  wst pne kroki, jakie ka dy musi poczyni , aby prze

 i uratowa  to,

co niezb dne.

Pierwsze oznaki paniki da y si  zauwa

 niemal od razu po zako czeniu przemówienia. Centrala telefoniczna Bia ego

272
Domu zosta a zablokowana tysi cami po cze . Redakcje telewizyjne zanotowa y rekordow  liczb  widzów dzwoni cych po dodatkowe informacje.

Pod stacjami benzynowymi zacz y si  tworzy  kolejki samochodów. Ludzie chcieli nape ni  baki i rusza  w g b l du zaraz, natychmiast, nie czekaj c
na 9 pa dziernika.

Tu  po wyst pieniu prezydenta Departament Transportu obwie ci ,  e od rana 5 pa dziernika wszystkie lotniska i porty morskie na Wschodnim

Wybrze u zostan  zamkni te dla przybywaj cych sk dkolwiek statków i samolotów, z wyj tkiem tych, które maj  by  wykorzystane do celów ewakuacji.

Dla londy skich bulwarówek, ukazuj cych si  o pi

 godzin przed waszyngto skimi czy nowojorskimi, by o to reporterskie eldorado. Redaktorzy

bezlito nie  czyli dwie najwi ksze „stories" z Ameryki. Tytu  na pierwszej stronie „Daily Mai " krzycza  wielkimi literami:

MAC P

 POD GRO BAMI TERRORYSTÓW!

PREZYDENT McBRIDE RZUCI  PRAC ,
TYRAN BIA EGO DOMU MORGAN
WEZWANY NA POMOC
Reszt  powierzchni zajmowa a wielka fotografia Paula Bedforda i Arnolda, podpisana: „Prezydent Bedford zaprzysi

ony w obecno ci admira a

Morgana". Ca

 robi a piorunuj ce wra enie i wszystkie ameryka skie kana y telewizyjne nadaj ce ca odobowo wiadomo ci pokazywa y to ju  od

trzeciej rano. „Daily Mai " po wi ci a wydarzeniom w USA a  sze

 stron; g ówny artyku  napisa  jej polityczny gwiazdor, Tony Pina.

W s oneczne jesienne popo udnie w Bia ym Domu odby  si  niesamowity polityczny spektakl: Charles McBride, czterdziesty czwarty prezydent USA,

zrezygnowa  z urz du i odlecia  potajemnie  mig owcem do Camp David. Kilka minut pó niej wiceprezydent Paul Bedford zosta  zaprzysi

ony jako

jego nast pca w obecno ci wyborowej grupy dowódców wojskowych, w ród których znalaz  si  by y doradca do spraw bezpiecze stwa narodowego
Arnold Morgan, przewodnicz cy

273
Po czonego Komitetu Szefów Sztabów genera  Tim Scannell oraz dowódcy marynarki wojennej i Korpusu Marines.  wiadkiem ceremonii

background image

poprowadzonej przez wyznaczonego specjalnie przez S d Najwy szy s dziego Davida Moore'a by  te  senator Edward Kennedy...
Dalej nast powa  dok adny opis wydarze  prowadz cych do og oszenia stanu wyj tkowego i rozpocz cia ewakuacji ca ego Wschodniego Wybrze a

USA, poczynaj c od informacji o gro bach i 

daniach Hamasu, a ko cz c na za amaniu psychicznym by ego prezydenta i determinacji nowego rz du

w zamiarze wykrycia i zatopienia okr tu podwodnego, narz dzia w r kach Palesty czyków, oraz zabezpieczenia ludno ci i mienia przed skutkami
katastrofalnego megatsunami. Na s siedniej stronie pod tytu em „POWRÓT CZ OWIEKA Z  ELAZA" na londy skich czytelników spogl da  spod
marsa na czole Arnold Morgan w admiralskim mundurze. Towarzysz cy fotografii artyku  zaczyna  si  od akapitu:

Admira  Arnold Morgan, by y dowódca atomowego okr tu podwodnego, dzi ki któremu przetrwa a poprzednia, republika ska administracja, na

wezwanie nowo zaprzysi

onego demokratycznego prezydenta zawiesi  emerytur  i wróci  do Bia ego Domu, aby obj

 funkcj  g ównodowodz cego

operacji „Przyp yw", jak nazwano szeroko zakrojone polowanie na terrorystyczny okr t podwodny, jakie obecnie prowadzi na Atlantyku US Navy...

Poniewa  genera  Scannell nie chcia  przyzna ,  e rezygnacja prezydenta McBride'a ma jakikolwiek zwi zek z gro bami Hamasu, ameryka skie

media nie próbowa y  czy  tych dwóch spraw. Dopiero swobodne potraktowanie tematu przez londy skie brukowce doda o im odwagi i w rezultacie w
porze  niadania nikt z Amerykanów nie mia  ju  w tpliwo ci,  e McBride nie wytrzyma  napi cia i z podkulonym ogonem uciek  z Gabinetu Owalnego,
boj c si  decyzji o wys aniu floty w morze przeciwko nieuchwytnemu dot d agresorowi, a jeszcze bardziej konieczno ci zarz dzenia powszechnej
ewakuacji ludno ci z zagro onego przez  ywio  regionu. Wiele stacji telewizyjnych i gazet po wi ca o programy i artyku y Arnoldowi Morganowi,
„cz owiekowi, bez którego rz d

274
USA najwyra niej nie mo e si  obej

". Tytu y bywa y ró ne, od „Lew z zachodniego skrzyd a" poczynaj c, przez „Morgan - cz owiek na ci

kie

czasy", a  po  mielsze pytania w rodzaju „Morgan - patriota czy globalny gracz?"

Nikt jednak nigdzie nie napomkn ,  e prezydent Mc-Bride zosta  si  wyprowadzony przez marines z Gabinetu Owalnego na rozkaz i w obecno ci

najwy szego dowództwa wojskowego. By  to prawdziwy przewrót militarny, jakie na ogó  zdarzaj  si  w niespokojnych republikach rozdartych przez
kryzysy gospodarcze, skorumpowanych przez kartele narkotykowe i rodz cych g odnych w adzy dyktatorów. Tu jednak by a Ameryka, Ziemia Wolno ci;
przewrót trwa  ca e dziesi

 minut, po których w

ciwy porz dek natychmiast zosta  przywrócony, a flaga ani na chwil  nie opu ci a masztu.

rodowy poranek 30 wrze nia zasta  Waszyngton ju  drastycznie odmieniony. Miasto by o zdominowane przez wojsko, Gwardi  Narodow  i policj .

Przerwano wszelk  zb dn  dzia alno

 komercyjn , w s dach zawieszono procesy karne i cywilne oraz zacz to ewakuowa  urz dników wymiaru

sprawiedliwo ci. W dwóch wypadkach konieczne by o izolowanie  awników na najbli sze dziewi

 dni, a by  mo e d

ej. Szko y i uczelnie szykowa y

si  do zamkni cia; mia  to by  ostatni dzie  nauki. Szpitale odwo ywa y zaplanowane operacje, zwalnia y, ilu si  da o pacjentów i przygotowywa y
naj-ci

ej chorych do ewakuacji. Na korytarzach uwijali si  ju

nierze, pomagaj c w wynoszeniu i  adowaniu kosztownego sprz tu medycznego. Pod

niektórymi wi kszymi klinikami sta o nawet po kilkana cie wielkich, osiemnastoko owych ci

arówek, gotowych do wywiezienia ultranowoczesnych

urz dze  diagnostycznych do baz wojskowych w g bi l du. Hotele na ca ym wybrze u nie przyjmowa y ju  rezerwacji, a obecnych go ci proszono o jak
najszybszy wyjazd. Wszyscy zdawali sobie spraw ,  e Stanom Zjednoczonym nie grozi ugrupowanie ludzi  wiat ych i rozs dnych, ale zgraja gotowych
na wszystko arabskich zbójów, którzy mog  ulec panice i wysadzi  Cumbre Vieja cho by zaraz, skoro jest ju  oczywiste,  e USA nie mog  albo nie
chc  spe ni  ich 

da . Ewakuacja wszystkich bez wyj tku obywateli by a spraw  najpilniejsz .

275
FEMA przygotowywa a ju  plany zarekwirowania pojazdów prywatnych firm transportowych nawet spoza zagro onego regionu, podobnie jak taboru
kolejowego.
Tymczasem admira  Morgan zastanawia  si  nad delikatn  kwesti  sk onienia niech tnych do wspó pracy Francuzów, aby wy czyli europejski

system nawigacyjny. W Gabinecie Owalnym przez bite trzy godziny g owiono si , jak tego dokona . Ostatecznie ustalono,  e szefostwo g ównej stacji
GPS w Kolorado wystosuje oficjaln  pro

 do rz du francuskiego o przerwanie pracy Galileo na dwie doby w celu przetestowania istotnych ulepsze

systemu GPS, które pó niej zostan , ma si  rozumie , udost pnione przez Amerykanów europejskim kolegom. Wszyscy trzej admira owie zgodnie
spodziewali si ,  e odpowiedzi  na ten wniosek b dzie krótkie i d wi czne tion. Dopiero wtedy zamierzali wyjawi  prawdziwy powód wy czenia GPS.

Arnold Morgan dysponowa  ju  danymi naukowymi, ukazuj cymi model rozprzestrzeniania si  tsunami od momentu osuni cia si  milionów ton ska y

na Palmie do chwili dotarcia fali do wybrze y USA. Cumbre Vieja by  rzadkim przypadkiem geologicznej bomby zegarowej, zdolnej niszczy  l dy na
kilku kontynentach. Wed ug naukowców, ju  w trzy i pó  godziny po wybuchu wulkanu fala znajdzie si  u wej cia do kana u La Manche i przy wa nym
francuskim porcie i bazie marynarki wojennej w Bre cie. Nie osi gnie tam takiej wysoko ci jak po stronie ameryka skiej, ale Francuzi musz  si  liczy  z
uderzeniem pi tnastometrowej  ciany wody na wybrze a Zatoki Biskajskiej. Na zachodniej pó kuli pierwsze poczuj  niszczycielsk  si  tsunami
Brazylia, Bermudy i Kanada, godzin  pó niej fala zaleje Bahamy i Antyle. Po dalszych dwóch godzinach  ywio  dosi gnie wybrze y Stanów
Zjednoczonych, poczynaj c od Bostonu, a potem kolejno coraz bardziej na po udnie, przez Nowy Jork, Filadelfi  i Waszyngton, p askie brzegi Karoliny,
Georgii i Florydy a  po Miami i Key West. Po przeciwnej stronie Atlantyku ucierpi  Sahara Zachodnia, Mauretania i Wyspy Zielonego Przyl dka.
Powa nie dotkni ta b dzie nawet po udniowa cz

 Angli  cho  nie wystawiona na bezpo rednie uderzenie. Wszyscy eksperci zgodnie twierdzili,  e

tsunami spowodowane przez

276
erupcj  Cumbre Vieja b dzie najwi ksz  tak  fal  w zapisanej historii ludzko ci. Wszystko do siebie pasowa o: wysokie, strome brzegi, du a

boko

 oceanu, aktywno

 wulkaniczna - do ostatniej wi kszej erupcji dosz o przed sze

dziesi ciu laty - magma zalegaj ca stosunkowo p ytko pod

powierzchni , podziemne jeziora i, oczywi cie, niestabilno

 pod

a, na którym ju  zaobserwowano trzymetrowy uskok tektoniczny wzd

 grzbietu

górskiego. Ostatnia taka erup-cja wulkanu i wywo ane przez ni  tsunami o porównywalnej skali mia a miejsce cztery tysi ce lat temu na nale

cej dzi

do Francji wyspie Reunion na Oceanie Indyjskim. W wypadku Palmy wulkany w po udniowej cz

ci wyspy wybucha y w miar  regularnie, mniej wi cej

co dwie cie lat. Nie by o zatem przes anek, by twierdzi ,  e pojedyncza erupcja na pewno doprowadzi do osuni cia si  ska  na dno Atlantyku; by  mo e
potrzeba by do tego jednoczesnego wybuchu wszystkich wulkanów na wyspie. Nikt jednak nie wiedzia , jaki naprawd  efekt przyniesie erupcja Cumbre
Vieja skumulowana z eksplozjami paru dwustukilotonowych g owic j drowych...

Admira  Morgan mia  jeszcze jedn  pomoc naukow  do swej prezentacji: pó metrowej  rednicy plastyczny, trójwymiarowy model wulkanicznego

grzbietu na po udniowym kra cu Palmy. Zosta  przys any samolotem US Air Force z Uniwersytetu Kalifornijskiego idostarczony do Bia ego Domu

mig owcem z bazy Andrews. Model pokazywa  ukszta towanie dna i podmorskiej góry, której wystaj cy nad powierzchni  wierzcho ek Hiszpanie

nazwali Isla de la Palma. Zaznaczone by y na nim strefy prawdopodobnego osuwiska; nie trzeba by o wielkiej wyobra ni,  eby sobie uzmys owi , jaki
skutek b dzie mia a taka gigantyczna lawina opadaj ca w ocean tak stromo i z takiej wysoko ci. Zwie czeniem modelu by y kratery Caldera de
Taburiente, Cumbre Nueva, San Antonio i z owrogi Cumbre Vieja, wznosz cy si  na sze

set metrów nad powierzchni  morza i na tysi c osiemset

metrów ponad jego dno.

- Jezu Nazare ski...  - mrukn   admira   Doran.  - To rzeczywi cie rzuca jaskrawe  wiat o na problem, co?
- Niedawno sko czy em czyta  cholernie dobr  ksi
277
Simona Winchestera o Krakatau - rzek  Alan Dickson. -Dawno si  do niej przymierza em, a teraz j  po prostu poch on em. To dopiero by a

eksplozja! Góra rozlecia a si  zupe nie, w gruzy posz o trzysta miast i wsi, trzydzie ci sze

 tysi cy ludzi zgin o. I wiecie co? Prawie wszystkie

zniszczenia i ofiary by y spowodowane przez tsunami. A przecie  w porównaniu z fal , która mo e powsta  po erupcji na Wyspach Kanaryjskich, to by a
pestka.

- Panowie, ja wiem,  e trzeba stawi  czo o rzeczywisto ci, ale przesta my si  nawzajem straszy , bo za par  dni wszyscy wyl dujemy w Camp

David pod opiek  medyczn  - powiedzia  Arnold Morgan. - Wracamy do spraw bie

cych.

- Jasne.  Prezydenta za atwili my,  Francuzów na razie te ... Pora si  zabra  za flot  - rzek  Dickson. - Mo e Frank zapozna nas z aktualn
sytuacj ?
- Pewnie.  ci gn  tu tylko Bedforda - zgodzi  si  Morgan. - Lepiej niech b dzie zorientowany. Naczelnym zwierzchnikiem si  zbrojnych jest raptem od

czterech godzin.

Po pi ciu minutach prezydent zjawi  si  ponownie w Gabinecie Owalnym. Nigdy nie zapomnia  lat s

by jako porucznik na fregacie i nieraz wraca

my lami do tamtych chwil. Trzej admira owie nie zdziwili si ,  e rozmawia  z nimi teraz tak, jak  aden cywil by nie potrafi .

- Frank, powiedz mi co  bli szego o tych fregatach klasy Oliver Hazard Perry. Za moich czasów dopiero wchodzi y do s

by. Dobre s ?

- Doskona e, sir. Trzy tysi ce sze

set ton wyporno ci, dwie turbiny gazowe nap dzaj ce wspólny wa ,  czna moc czterdzie ci jeden tysi cy koni

mechanicznych, zasi g cztery i pó  tysi ca mil przy pr dko ci dwudziestu o miu w

ów. B

 musia y bunkrowa  po doj ciu w rejon operacyjny, ale to

nie problem. Potrafi  te  nie le przy

... podd wi kowe rakiety kierowane typu Harpoon o skutecznym zasi gu siedemdziesi ciu mil, torpedy ZOP...

Ka da fregata ma na pok adzie po dwa  mig owce Seahawk, te  nie le uzbrojone. Ich w

nie potrzeba tam najbardziej. Maj  wy mienite sonary

zanurzane Hughes AQS-22 pracuj ce na niskiej cz stotliwo ci, procesory akustyczne USY-2, radar APS-124 i dwadzie cia cztery aktywne boje
sonarowe. Do tego trzy torpe-

278

dy Mk-50, rakiet  Hellfire i drug  Penguin Mk-2. Gdy tylko Barracuda poka e si  tam, gdzie powinna, dostaniemy

-

- Oby tylko Francuzi poszli nam na r

 - westchn  Paul Bedford.

- Och, to w ko cu nie taki wielki problem — odrzek  admira  Morgan. - Je li oni nie wy cz  tego satelity, sami to za nich zrobimy. Nie  artowa em,

mówi c o tym pierwszy raz. Zestrzelimy go, bo innego wyj cia nie b dzie.

- Czy to znaczy, Arnie,  e ca kowicie porzuci

 wariant z intensywnym przeszukiwaniem oceanu na zachód od wysp?

- Tu te  nie mamy wyboru. Nawet je li rzeczywi cie pos aliby my tam setk  okr tów, on i tak móg by si  przemkn

 przez t  sie . Akwen jest po

prostu za du y na skuteczne dzia anie, poprzestaniemy na tych dwunastu fregatach i zespole lotniskowca. Frank, b

 tak dobry i poinformuj

background image

prezydenta, jak w tej chwili wygl da rozlokowanie naszej floty.
- Dwa okr ty w

nie wyruszy y z zatoki Maine na Kanary. - Admira  Doran zajrza  do notesu. — To Elrod i Taylor. Kauffman i Nicholas by y ju

wcze niej na pó nocnym Atlantyku i od trzech dni p yn  na po udnie. Simpson by  na patrolu na wysoko ci Karoliny Pó nocnej i dwa dni temu pos ali my
go na wschód. Dzi  do pó nocy siedem innych fregat wyjdzie w morze z Norfolku.

- A co ze  mig owcami dla lotniskowca?
- Wysy amy z Norfolku Harry'ego Trumana z pi

dziesi cioma maszynami. Zostan  przerzucone na Ronalda Reaga-na, a Truman zabierze jego

samoloty.
- Czyli w sumie b dziemy dysponowali w rejonie operacyjnym siedemdziesi cioma czterema seahawkami?
- Zgadza si , sir. B dziemy g sto patrolowa  przybrze ne wody mi dzy wyspami, pocz wszy od pó nocy 7 pa dziernika. Wystarczy,  e wysunie

peryskop czy maszt radiowy na d

ej ni  kilka sekund, a mamy go. Przy braku GPS on potrzebuje troch  czasu na wyznaczenie pozycji i dok adne

okre lenie odleg

ci.

- A jakiej dok adno ci potrzebuje dla tych cholernych rakiet?
- Je eli u yje j drowych, a jestem pewien,  e tak, to wy-
279
starczy,  e trafi kilometr od Cumbre Vieja. My

 jednak,  e postara si  pos

 te ptaszki w sam krater. Pami tajmy,  e zale y mu na wywo aniu

erupcji. Nie b dzie si  stara  str ci  bezpo rednio tej ska y do oceanu, bo na to par  rakiet, nawet z taktycznymi g owicami nuklearnymi, po prostu nie
wystarczy. Do tego za  niezb dne jest wykonanie dok adnych namiarów i w tym tkwi nasza szansa. Pokryjemy ca  okolic  radarami i gdy on b dzie si
rozgl da , wykryjemy go.

- Frank, od tego cholernie du o zale y - przypomnia  Paul Bedford. - Twoi ludzie musz  by  maksymalnie skoncentrowani.
- Wiem o tym, sir. Je li to tylko jest mo liwe, oni to zrobi . Nie mam najmniejszych w tpliwo ci.
W Bia ym Domu trwa a wyt

ona praca, nie inaczej te  by o w Fort Meade. Komandor porucznik Ramshawe niemal nieustannie przeczesywa

niezliczone sygna y przechwycone przez ameryka ski nas uch w poszukiwaniu cho by najdrobniejszej podpowiedzi co do aktualnej pozycji Barracudy.
O jedenastej rano trafi  na jeden mglisty tekst, zakodowany i na pierwszy rzut oka nikomu do niczego nieprzydatny. Stacja nas uchowa na Azorach
przechwyci a go z satelity komunikacyjnego chi skiej Floty Po udniowej o pi tej rano: OKRUTNE MORZE DLA SKRZYDLATYCH  PIEWAKÓW. Co  w
nim zwróci o uwag  Jimmy'ego. Patrzy  na te pi

 s ów, próbuj c przypisa  im jakie  znaczenie. „Okrutne morze... Okrutne morze? By a taka powie

...

druga wojna  wiatowa, konwoje... autor Nicholas Monsarrat... Monsarrat! Cholera! I nadali to w tym samym dniu, kiedy wybuch  tam wulkan!"
Ramshawe'owi nawet przez my l nie przesz o,  e nazw  karaibskiej wyspy od nazwiska pisarza ró ni drobny szczegó  pisowni. Oczywi cie taki sygna
móg  napisa  ktokolwiek do kogokolwiek, ale ten by  nadany w j zyku angielskim na chi skim kanale  czno ci marynarki wojennej. Musia  mie  jakie
znaczenie. „Tylko co z tymi skrzydlatymi  piewakami?" Asystent dyrektora NSA nie marnowa  czasu na zastanawianie si , tylko zadzwoni  do swego
szefa i zacytowa  mu przechwycon  depesz . George Morris my la  d ugo, a  w ko cu powiedzia :

280
- Bardzo interesuj ce, Jimmy. Zw aszcza gdy si  oka e,  e nadawca mia  na my li kanarki...
- No jasne! Szefie, ma pan  eb! Nie wiem, co to dok adnie znaczy, ale stawiam na to,  e Barracuda jest w drodze na Kanary.

aden z nich nie wiedzia ,  e ku chi skiemu satelicie w

nie pomkn  kolejny zaszyfrowany sygna , te  bardzo lakoniczny: BRZYTWOG BNY

7130N/09600E. Genera  Ra-szud nie przypuszcza ,  e ten wymy lony przez admira a Badra kryptonim dla Barracudy I Amerykanie rozpracowali
jeszcze za czasów pierwszej operacji Hamasu przeciwko Stanom Zjednoczonym. Zreszt  i tak nie mieli klucza do odczytania prawdziwych
wspó rz dnych geograficznych; z tego sygna u mogliby jedynie zrozumie ,  e poszukiwany przez nich okr t podwodny tkwi gdzie  na wiecznej
zmarzlinie syberyjskiego pó wyspu Tajmyr. Tylko Ben Badr i Rawi Raszud wiedzieli,  e od szeroko ci geograficznej nale y odj

 pi

dziesi t stopni, a

ugo

 podzieli  na dwa i zamieni  znak,  eby otrzyma  aktualn  pozycj  Barracudy II: 21°30'N, 048°00'W. P yn a z pr dko ci  pi tnastu w

ów nad

zachodnim stokiem Grzbietu  ródatlantyckiego, nad Uskokiem Kane'a, oddalona ju  o osiemset sze

dziesi t mil od Mont-serratu, kieruj c si  prosto

ku Wyspom Kanaryjskim. Po nadaniu meldunku Ben Badr natychmiast zszed  z powrotem na du

 g boko

 i zmniejszy  pr dko

 do dziewi ciu

ów. Po przej ciu na drug  stron  Grzbietu chcia  jeszcze bardziej zwolni , spodziewaj c si  znale

 ju  na wodach monitorowanych przez SOSUS.

- No to przynajmniej mamy co  w rodzaju potwierdzenia,  e sukinsyn p ynie na Kanary, szefie. Chce pan zadzwoni  do Wielkiego Cz owieka, czy ja

mam to zrobi ?

- Dzwo , Jimmy. Ja siedz  nad planem  czno ci dla okr tu dowodzenia. Wykorzystujemy do tego celu starego Coronado.
Admira  Morris mówi  o dawnym lotniskowcu klasy Aus-tin o wyporno ci siedemnastu tysi cy ton, zbudowanym w 1970 roku i od tamtej pory

trzykrotnie przebudowywanym. Ostatnia taka operacja pod koniec lat dziewi

dziesi tych zamie-

281
ni a go w zupe nie nowy typ okr tu — p ywaj cy sztab floty. Hangar pod pok adem startowym podzielono na liczne pomieszczenia o ró nym

charakterze, od przestronnej, trzypoziomowej centrali operacyjnej po biura kwatermistrzów i wygodne kabiny dla czterech oficerów rangi admiralskiej.
Coronado w pierwszym wcieleniu od 1980 roku pe ni  funkcj  okr tu flagowego floty bliskowschodniej, bra  udzia  w pierwszej wojnie na Zatoce Perskiej,
a potem zosta  przeniesiony do III Floty na Hawaje. Ma dwie  ruby nap dzane przez osobne turbiny o  cznej mocy dwudziestu czterech tysi cy koni
mechanicznych. Zastosowany na nim po przebudowie system kierowania walk  by  ostatnim krzykiem techniki. W jego sk ad wchodzi  mi dzy innymi
zautomatyzowany uk ad kontroli ruchu powietrznego z mo liwo ci  wykorzystania szerokowst gowych pasm komercyjnych. Do obserwacji
powierzchniowej s

 doskona y radar Raytheon SPS-lOP pracuj cy w pa mie G. Na okr cie na sta e bazowa y dwa  mig owce. U progu nowego

tysi clecia Coronado sta  si  p ywaj cym laboratorium US Navy, w którym testowano najnowsze rozwi zania informatyczne.

O dziewi tej rano tego dnia szef operacji morskich powiadomi  zainteresowanych,  e na komodora Zespo u Poszukiwawczego 201.1, bo taki

kryptonim nadano flotylli poluj cej na Barracud , wyznaczy  kontradmira a George'a Gillmo-re'a, by ego dowódc  SSN, my liwskiego okr tu

podwodnego
0  nap dzie atomowym. Mia  on podlega  bezpo rednio CIN-CLANT-owi, a przez niego admira owi Morganowi w Bia ym Domu. Gillmore by  w

swoim czasie wybitnym podwodnia-kiem, dorównuj cym s ynnemu Cale'owi „Boomerowi" Dun-ningowi. Kiedy po raz pierwszy obj  dowództwo okr tu
nawodnego, fregaty Rodney M. Dauis, szybko da  si  pozna  jako jeden z najlepszych specjalistów ZOP w ca ej flocie, zwyci

aj cy niemal w ka dych

manewrach. Mia  wszystkie odpowiednie cechy, jak zdolno

 do pe nej koncentracji przez kilka godzin, instynktowno

 reakcji na ka dy cie

podwodnego kontaktu i zdecydowanie w dzia aniu, kiedy ju  wykry  cel. D ugie lata sp dzone na podwodniakach wiele mu da y; jako  cigaj cy zawsze
potrafi  si  postawi  w roli  ciganego

1  przewidzie  jego post powanie - zazwyczaj trafnie. Teraz
282
ten wysoki, brodaty wyznawca  cis ej dyscypliny by  na pok adzie zmierzaj cego ku Wyspom Kanaryjskim Coronada, wyszed szy w morze przed

witem we wtorek, kiedy Char-lesowi McBrideWi je eli si  co  akurat  ni o, to na pewno nie to,  e za dziesi

 godzin przestanie by  g ównym lokatorem

Bia ego Domu. To w

nie konieczno

 podejmowania tak istotnych decyzji militarnych nie tylko bez wiedzy, ale wbrew woli urz duj cego prezydenta

Stanów Zjednoczonych przekona a Arnolda Morgana i Tima Scannella,  e McBride musi odej

.

Zadaniem George'a Gillmore'a b dzie koordynacja intensywnej i skomplikowanej operacji poszukiwania nieprzyjacielskiego okr tu przez fregaty,

mig owce i jednostki eskorty lotniskowca. Do pomocy b dzie mia  w tym obsad  centrali operacyjnej,  czno ciowców, radarzystów, kontrolerów ruchu

powietrznego i wielu innych specjalistów, w sumie ponad stu marynarzy i podoficerów oraz osiemnastu oficerów. W chwili, kiedy admira  Dickson
og asza  jego nominacj , Gillmore zapoznawa  si  z nowymi systemami Coronada. W towarzystwie dwóch komandorów i trzech poruczników obchodzi
pomieszczenia sonarów, radarów,  czno ci, operacyjne, rozmawia  z nawigatorami, informatykami, elektronikami- Z ca ej za ogi tylko on jeden wiedzia ,

e o pó nocy 7 pa dziernika sygna y satelitów GPS zamilkn .

Kiedy biuro rzecznika prasowego US Navy wydawa o komunikat o nominacji kontradmira a Gillmore'a, kilka pomieszcze  dalej, w gabinecie szefa

operacji morskich panowa o spore zamieszanie. W

nie nadesz a wiadomo

 od Francuzów. Pod  adnym pozorem nie zgodz  si  na zamkni cie

europejskiego systemu nawigacyjnego. Powo ywali si  na konsekwencje dla  wiatowego transportu morskiego, zagro enie dla  eglarzy sportowych,
straszyli widmem wpadaj cych na mielizny zbiornikowców. T umaczyli,  e sumienie nie pozwala im na takie dzia anie.

Admira  Dickson od razu przeszed  do „Planu B", wed ug którego Arnold Morgan mia  osobi cie porozmawia  z francuskim ministrem spraw

zagranicznych - lub raczej nan na-wrzeszcze . By  pewien,  e Wielki Cz owiek potrafi nastraszy

abojadów i zmusi  ich do wspó pracy, co zreszt

tylko
283
wysz oby im na dobre. Szef operacji morskich nie mia

adnych w tpliwo ci,  e w razie odmowy Morgan poleci zestrzeli  ich cennego satelit .

W miar  jak realizowano kolejne etapy programu ewakuacji, szybko si  okaza o,  e najwi kszych problemów b

 przysparza  bogate skarby

kultury, jakie znajduj  si  w Waszyngtonie. Z siedmiuset pi

dziesi ciu tysi cy mieszka ców stolicy prawie siedemdziesi t procent jest zatrudnionych

przez rz d federalny, z natury rzeczy wi c istnieje tam rozleg a struktura u atwiaj ca obieg informacji i wykonywanie zada  ewakuacyjnych. O ile z
lud mi, a nawet ze sprz tem medycznym, informatycznym i temu podobnymi mog o i

 stosunkowo  atwo, ze zbiorami muzealnymi, dzie ami sztuki,

dziesi tkami tysi cy woluminów z bibliotek, dokumentami historycznymi wymagaj cymi szczególnej ostro no ci i specjalnych warunków
przechowywania sprawa przedstawia a si  znacznie gorzej.

W Pentagonie, a  ci lej mówi c w departamencie marynarki wojennej urz dzono specjalny pokój operacyjny, w którym zespó  oficerów zajmowa  si

przewidywaniem przebiegu uderzenia tsunami w rejonie Waszyngtonu. Z pocz tku jedyn  pewn  rzecz  by o to,  e jako pierwszy dozna si y  ywio u

ugi pó wysep Delaware, podzielony mi dzy trzy stany -Pensylwani , Maryland i Wirgini  - który oddziela od Atlantyku zatok  wraz z uchodz

 do niej

sto eczn  rzek  Poto-mac. Ucierpia aby zw aszcza jego w ska po udniowa cz

 poni ej miasta Salisbury. Tsunami przewali oby si  przez le

ce u

brzegów Delaware wyspy i wpad o na p aski l d, druzgoc c Salisbury i kilkana cie mniejszych osiedli, po czym z pr dko ci  kilkuset kilometrów na
godzin  wpad oby na lejkowat  Chesapeake Bay, powoduj c gwa towne podniesienie poziomu wosy u uj cia Potomacu co najmniej do czterdziestu

background image

metrów. Do tego momentu prawdopodobnie nie mniej ni  pi

dziesi t rozsianych w okolicy Waszyngtonu miasteczek i wsi b dzie ju  zrównanych z

ziemi . Par  minut pó niej pod wod  znajdzie si  sama stolica. Po czeni gor

 lini  z Pentagonem specjali ci z Uniwersytetu Kalifornijskiego

twierdzili,  e fala b dzie mia a pi tna cie metrów jeszcze na

284
wysoko ci Bethesdy i dopiero tam zacznie stopniowo male , ale a  w New Brunswick, le

cym o sto kilometrów w gór  rzeki od centrum

Waszyngtonu, przybór mo e jeszcze si ga  sze ciu metrów. Po kilku dniach wody oczywi cie opadn , ale zniszczenia b

 nie do oszacowania.

Waszyngton jest po

ony na bardzo niskim terenie. Pomniki Lincolna i Jeffer-sona stoj  na dawnych bagnach. Niektóre z najwy szych budynków

miasta mog  przetrwa , ale tylko nieliczne. Nikt, kto by pozosta  na miejscu, nie prze

by tsunami.

Skarb Pa stwa, S d Najwy szy, Departament Obrony i FBI praktycznie zaprzesta y dzia alno ci, skupiaj c si  na ewakuacji. W siedzibie CIA,

usytuowanej na zachodnim brzegu Potomacu, rozpoczynano wielk  operacj  ratowania najbardziej poufnych dokumentów w kraju, nie wspominaj c

0  du ej warto ci wyposa eniu i teczkach, których zawarto

 mog aby si  przyczyni  do wybuchu wojny  wiatowej, gdyby trafi a w nieodpowiednie

ce. Pracownicy agencji jak w ka dej rz dowej instytucji zaj ci byli pakowaniem i ekspediowaniem w bezpieczne miejsce komputerów, dysków z

danymi
1 archiwów. Wszystko  adowano do solidnych wojskowych pojemników, oznaczonych numerami i zarejestrowanych, i wywo ono do Andrews, sk d

wielkimi transportowymi C-17 mia y odlecie  do baz wojskowych w g bi kraju, poza zasi g wody, gdzie b

 strze one przez uzbrojone formacje

maj ce rozkaz strzela  do intruzów bez uprzedzenia.

Przy Independence Avenue podobna operacja trwa a w Bibliotece Kongresu. Od 1897 roku, kiedy przeniesiono j  do obecnie zajmowanego

budynku, nie dzia o si  tam nic gro nego, cho  bibliotece nieobce s  katastrofy. W pierwszej po owie XIX wieku, kiedy mie ci a si  w Kapitolu, sp on a

 dwukrotnie. Dzi  jednak by a scen  gor czkowego dzia ania; pracownikom, staraj cym si  jak najszybciej spakowa  ponad osiemdziesi t cztery

miliony opracowa  na najró niejsze tematy w czterystu siedemdziesi ciu j zykach, musieli pomaga

nierze z bazy lotniczej. Biblioteka

ameryka skiego Kongresu nale y do najwi kszych w  wiecie. Ksi

ki, broszury, mikrofilmy, partytury muzyczne, mapy s  przechowywane w trzech

budynkach nazwanych imionami trzech prezydentów, Ojców Za

ycieli: Thomasa Jeffersona, Jamesa Madisona

285
i Johna Adamsa. Operacj  dodatkowo komplikowa  fakt,  e na terenie biblioteki mie ci si  równie  ameryka skie biuro praw autorskich z wyj tkow

baz  danych. Zabezpieczenie cho by po owy tego wszystkiego wymaga o nieprzerwanej, ca odobowej pracy do samego momentu katastrofy.

W Archiwum Narodowym przy Pennsylvania Avenue, miejscu „ostatniego spoczynku" wszystkich dokumentów rz dowych, trwa a nieco delikatniejsza

operacja. Kustosze wspomagani przez 

nierzy szykowali do wywozu bezcenne pami tki z historii USA, w ród nich orygina  Deklaracji Niepodleg

ci,

konstytucji i Karty Praw. Podobnie wygl da a sytuacja w pa stwowej drukarni papierów warto ciowych, Bureau of Engraving and Printing na rogu ulic
Czternastej i C, gdzie dziennie drukuje si  banknoty o warto ci trzydziestu pi ciu milionów dolarów tylko w celu zast pienia w obiegu zu ytych. Oprócz
tego powstaj  tam znaczki pocztowe i skarbowe, obligacje rz dowe oraz druki koncesji i licencji. Podczas rozmontowywania pras drukarskich i
wynoszenia matryc budynek otacza  kordon kompanii piechoty morskiej.

Takie same lub podobne sceny dzia y si  we wszystkich agencjach federalnych, w Kapitolu i w samym Bia ym Domu. Zewsz d wynoszono dzie a

sztuki, dokumenty, cenniejsze meble i wyposa enie,  adowano na wojskowe i cywilne ci

arówki i wywo ono jak najdalej od oceanu. Najwa niejsze

organa rz du dzia

y tymczasem bez przerwy. W Gabinecie Owalnym admira owie Morgan i Doran pracowali nad problemem ewakuacji Floty

Atlantyckiej. Nale

o szybko wyprawi  w morze wszystkie sprawne okr ty z baz Wschodniego Wybrze a i skierowa  je na akwen os oni ty przed

niszczycielskim  ywio em. Normalne tsunami na pe nym oceanie jest prawie niezauwa alne, przy przeci tnej wysoko ci jednego do dwóch metrów i
wielusetmetrowej d ugo ci. Nikt jednak nie wiedzia , jak  posta  mo e przyj

 ta wyj tkowa megafala i Arnold Morgan nie zamierza  ryzykowa

wysy ania floty na jej drog . Nawet atomowe okr ty podwodne w du ym zanurzeniu nie by y zupe nie bezpieczne, nie by o bowiem wiadomo, jak

boko si ga turbulencja towarzysz ca przej ciu tsunami. Frank Doran rzuci  pomys  schronienia okr tów na pó nocy, w szerokiej na trzydzie ci mil

morskich zatoce Fun-

286
dy, os oni tej od Atlantyku przez trzystukilometrowy pó wysep Nowa Szkocja.
- O tej porze roku nie ma tam problemu z zalodzeniem — powiedzia . — Mogliby my schowa  okr ty a  w zatoce Chig-necto. By yby bezpieczne za

pasem stu kilometrów wysokiego l du.

Arnold wyrazi  jednak obaw ,  e tsunami mo e ulec ugi ciu wokó  przyl dka Sable i wpa

 na zatok , a wówczas st oczone w zamkni tym zau ku

jednostki skazane by yby na zag ad . Wola  wys

 je wszystkie daleko na po udnie.

- Ale region karaibski mo e by  znacznie bardziej nara ony! - zaprotestowa  CINCLANT. - Naukowcy z Kalifornii przewiduj ,  e tsunami uderzy

nawet w Meksyk, a có  mówi

0 Florydzie.
- Wiem o tym, Frank. Ale Floryda to jednak spory kawa  ziemi, w najw

szym miejscu ma ponad sto sze

dziesi t kilometrów, a ci sami naukowcy s

zdania,  e fala wedrze si  najwy ej na trzydzie ci kilometrów w g b l du. Ja jestem za skierowaniem floty na Zatok  Meksyka sk , za Floryd  i a
gdzie  pod Pensacol , gdzie tylko znajdzie si  do

 g bokie wody. Zgadzasz si  ze mn ?

- Zgadzam si . Ka dy  eglarz woli po udnie od pó nocy,
1 ja te .
- Tylko  e ty po eglujesz najdalej do Norfolku i stamt d b dziesz kierowa  operacj , dopóki te rakiety nie wyfrun  spod  powierzchni   oceanu.

Oczywi cie   o   ile   nasi   ch opcy wcze niej tego sukinsyna nie za atwi . Cholera, co ja bym da  za to,  eby ci turbaniarze atakowali nas sk dkolwiek,
nawet z kosmosu, zamiast z atomowego okr tu podwodnego.

- Ja te  bym wiele do

 od siebie, Arnie. Na razie jednak rzeczywi cie pora mi wraca  do Norfolku. Szlag mnie trafia, kiedy sobie przypomn , jak

to wszystko wygl da i co tam mo e narobi  taka fala. L d jest tam taki p aski i wsz dzie rozci ga si  labirynt kana ów, basenów i doków, rzeczek i
jeziorek. Po owa naszej infrastruktury, do tego stocznie w Newport News i Norship.

- Nie przypominaj mi o tym, Frank. Przecie  stoj  tam dwa lotniskowce w budowie. Nawet gdyby da o si  je odho-lowa  w bezpieczne miejsce, nie

dzie na to czasu.

287

- A baza w Kings Bay? - Doran pokiwa  g ow . - Mamy tam cztery boomery klasy Ohio i Bóg wie ile rakiet Tri-dent. Pewnie dosy , by wysadzi  w

powietrze pó  pieprzonego wszech wiata, a my tu gonimy w pi tk , usi uj c znale

 pod wod  band  ubranych w prze cierad a facetów...

Admira  Morgan si  roze mia . Zawsze lubi  Franka Do-rana i jego nieoczekiwane przeb yski humoru w najdrama-tyczniejszych sytuacjach. Zadanie,

jakie los przed nimi postawi , by o przyt aczaj ce i obaj musieli walczy , by nie da  mu si  pokona . Wiedzieli,  e jest szansa przygwo dzi  Barra-cud ,
je li podejdzie blisko pod powierzchni  i cho by wysunie peryskop; je li za  nie uda si  jej znale

, zanim wystrzeli nios ce kataklizm cruise'y, to

jeszcze mo na próbowa  je unieszkodliwi  rakietami woda-powietrze z fregat albo z baterii Patriot rozstawionych wokó  kanaryjskiego wulkanu. Gdyby
zawiod y obie opcje,  ycie na Wschodnim Wybrze u USA przez d ugie, d ugie lata nie wróci do normy.

- Odmeldowuj  si , sir. Od razu po powrocie do Norfolku wcielam w  ycie nasz plan ewakuacji floty na po udnie. -Admira  Doran wsta  z krzes a. -

Wszystko, co zdolne p yn

 o w asnych si ach, wyjdzie w morze. Przede wszystkim po

 nacisk na wywiezienie zmagazynowanych w bazie

podwod-niaków ICBM-ów i innego materia u. Przyjdzie nam chyba zarekwirowa  kilka cywilnych frachtowców do tego celu, tyle tam tego mamy.

- Sam tam kiedy  pracowa em — mrukn  Morgan.  -Wracasz tu jutro, Frank?
- Aha. Postaram si  by  tu jak najwcze niej rano. Mo e do tego czasu dojd  jakie  lepsze wie ci.
Pi tek, 2 pa dziernika 2009 r., godzina 19.30. Damaszek
Rawi i Szakira byli ju  w swoim domu przy Szaria Bab Touma. Admira  Mohammed Badr uzna ,  e wymiana sygna ów mi dzy Bandar Abbas i

Barracud  jest zbyt podatna na przechwycenie przez Amerykanów, a ich wiedza i rady nie s  w tej chwili potrzebne. Mogli wi c ju  tylko czeka . Ira -

288
ski dowódca zdawa  sobie spraw ,  e NSA potrafi pods ucha  wszystko i wsz dzie, a ju  na pewno nie uchodzi jej uwagi  aden sygna  nadawany z

baz morskich krajów uznawanych za potencjalnie wrogie. Pa stwo Raszudowie opu cili wi c komfortowy apartament go cinny w sztabie admira a i
odlecieli do Damaszku. Rawi mia  co prawda na poddaszu ich przestronnej willi supernowoczesn  radiostacj  do  czno ci satelitarnej i co jaki  czas
móg  odbiera  meldunki o pozycji okr tu, cho  droga sygna ów by a wielce skomplikowana:

Atlantyk-satelita-Zhanjiang-satelita-Teheran-satelita-Dama-szek.

nie schodzi  na dó , trzymaj c w r ku ostatni  wiadomo

 od Bena Badra, która brzmia a krótko: „7230N/07600E". Genera  szybko przeliczy  to

na rzeczywiste wspó rz dne i naniós  na map . Od wtorku rano Barracuda pokona a siedemset mil. Znajdowa a si  teraz prawie na zwrotniku Raka i
pe

a z pr dko ci  pi ciu w

ów nad sieci  hydrofonów SOSUS. Do rejonu operacyjnego pozosta o jej jeszcze oko o siedmiuset siedemdziesi ciu mil,

co przy aktualnym dziennym przebiegu stu dwudziestu mil zajmie sze

 i pó  doby. Na obecnej pozycji okr tu by a teraz dwunasta w po udnie, zatem do

wybranego miejsca oddania ostatecznej salwy Ben Badr i jego za oga dotr  oko o pó nocy w czwartek 8 pa dziernika.

- Akurat na czas - powiedzia  Rawi do siebie. - Trzeba tylko prosi  Allaha,  eby scimitary znów spe ni y swoje zadanie.
- S ysz  tu jakie  podejrzane mamrotanie. - Szakira akurat stan a w drzwiach kuchni. - Masz ochot  na herbat ? Dobrze robi na sko atane nerwy.
- Dzi ki, przyda si . W

nie dosta em dobre wie ci z Bar-racudy II. Wszystko w porz dku, wszyscy zdrowi, p yn  planowo i zosta o im akurat tyle

drogi,  e zd

 na czas.

- Ogl da am przed chwil  CNN. Amerykanie s  bardzo niespokojni, prezydent ju  dwa razy przemawia  w telewizji, a ewakuacja wybrze a jest w

pe nym toku. Zdaje si ,  e zrozumieli realno

 naszej gro by.

- Mówi  co  konkretnego o swoich krokach obronnych? To znaczy o wys aniu okr tów w rejon wysp?
289

background image

- Nic. Powiedzieli tylko,  e wkrótce rozpoczn  intensywne poszukiwania Barracudy.
- Hmm... Na pewno b

 tam mieli powa ne si y, ale nie s dz ,  eby uda o im si  Bena przy apa . - Rawi zmarszczy  brwi. - B dzie strzela  z trzystu

mil, daleko na po udniowy wschód od celu...  Wed ug mnie nie ma sposobu,  eby go wykry  na tym g bokim akwenie, je li b dzie si  trzyma  w du ym
zanurzeniu i nie przekracza  pi ciu, sze ciu w

ów.

- Chyba niczego nie pomin li my — zastanowi a si  Sza-kira. - My lisz,  e szcz

cie nadal b dzie mu dopisywa ?

- To nie jest kwestia szcz

cia, tylko dobrego, d ugiego i drobiazgowego planowania.

- Czy oni na pewno wiedz ,  e atakujemy wulkany z okr tu podwodnego?
- Wiedz , wiedz . To musi by  dla nich oczywiste.
- To co by  zrobi  na ich miejscu?
- Ucieka bym, gdzie pieprz ro nie. Totalna ewakuacja.
- I nie próbowa by  si  broni ?  adnych kroków militarnych?
- No, na pewno wys

bym w rejon Kanarów okr ty,  eby próbowa y szcz

cia. Atlantyk to jednak sporo wody do przeszukania, wi c nie robi bym

sobie specjalnych nadziei.

Szakira nie mog a przesta  my le  o mo liwych komplikacjach.
- Wiesz co, kochanie? - odezwa a si  po chwli. - Sp dzi am wiele czasu na opracowywaniu tras rakiet i programowaniu ich uk adów naprowadzania.

Tak sobie my

... One dzia aj  na podstawie systemu nawigacji satelitarnej, prawda?

- Tak jest. Wykorzystuj  GPS.
- A gdyby Amerykanie w jaki  sposób go zak ócili? Albo ca kiem wy czyli?
- To chyba nie jest takie proste, nawet dla nich. Tam jest oko o trzydziestu satelitów i z tego, co wiem, s  niezb dne nie tylko dla nawigacji, ale i

czno ci, telewizji, i wielu innych rzeczy.

Rawi Raszud wykazywa  si  czasami zadziwiaj

 ignorancj , jak na jednego z najlepszych oficerów elitarnej brytyjskiej formacji i wyznawc  zasady

drobiazgowego przygotowywania si  do ka dej operacji.

290
- Nie s dz ,  eby Pentagon móg  jakim  sposobem wy czy  globalny system  czno ci i nawigacji. Obawialiby si ,  e pó

wiata wytoczy im procesy

o odszkodowania id ce w miliardy dolarów.

- Mam nadziej ,  e si  nie mylisz - rzek a Szakira, nalewaj c herbat  arabskim zwyczajem do dwóch szklanek w srebrnych uchwytach.
Pi tek, 2 pa dziernika 2009 r., godzina 12.00. Agencja Bezpiecze stwa Narodowego, Fort Meade
Deszyfranci z NSA prawie sko czyli zadanie  amania kodu pierwszego sygna u przechwyconego z chi skiego satelity. Admira  Morris chcia ,  eby

wydedukowali na podstawie dost pnych informacji, jaka naprawd  pozycja mo e si  kry  w tym syberyjskim przebraniu. Narysowa  na mapie du e
kó ko, mówi c:

— Uwa amy,  e Barracuda powinna si  znajdowa  gdzie  w tym rejonie. Liczby 7130N i 09600W na pewno s  zakodowanymi wspó rz dnymi jej

pozycji. Postarajcie si  co  wymy li , dobra?

Krótko przed po udniem nast pnego dnia doszli do przybli onego rozwi zania.
- Od pierwszej liczby trzeba wed ug nas odj

 50, mo e 48 lub 49, ale nie wi cej. Oczywiste jest,  e w d ugo ci geograficznej nale y zamieni  E na

W, jeste my te  prawie pewni,  e jej warto

 oni dziel  przez dwa. W ten sposób otrzymamy odpowiednio 21c30'N i 48°00'W, czyli pozycj  prawie w

samym  rodku pa skiego kó ka, szefie.

George Morris i jego asystent nie kryli zadowolenia. Teraz niecierpliwie wygl dali pojawienia si  nast pnego sygna u. I d ugo nie musieli czeka . O

dwunastej trzydzie ci Jimmy znalaz  znajome s owo w chi skiej transmisji: „Brzytwog bny 7230N/07600E".   Po   zastosowaniu   metody   dekodowania
otrzyma  pozycj  Barracudy na 22°30'N, 038WW. Naniós  te wspó rz dne na  swoj  komputerow  map  i porówna z poprzedni . Odleg

 mi dzy nimi

wynosi a równe siede set mil morskich. Wyliczy  z tego,  e okr t musi p yn c z pr d-

291
ko ci  blisk  dziesi ciu w

ów. Utrzyma j  jeszcze przez kilka godzin, a potknie si  o nasz SOSUS, pomy la . Jimmy patrzy  na to z coraz wi kszym

optymizmem. Barracuda by a troch  dalej na pó noc, ni  si  spodziewa , o jakie  sze

dziesi t mil, ale wa ne by o,  e wyra nie zmierza w stron  Wysp

Kanaryjskich. Ucieszony tym potwierdzeniem zadzwoni  do admira a Morrisa, który w pierwszej chwili pomy la  o wys aniu tam samolotu ZOP z
lotniskowca, ale szybko odrzuci  ten pomys . Samolot móg by dotrze  we wskazany w depeszy rejon najwcze niej za cztery godziny, czyli w sumie od
czasu nadania sygna u Barracuda przesun aby si  o oko o siedemdziesi t mil; nie by o jednak gwarancji,  e utrzyma dotychczasowy kurs. Obszar
poszukiwania zwi ksza  si  wi c o grube tysi ce mil kwadratowych. Dyrektor NSA zatelefonowa  do Arnolda Morgana, donosz c o uzyskanych danych.
Admira  porównywa  informacje Morrisa z zainstalowan  w Gabinecie Owalnym map  elektroniczn , po czym poleci  mu natychmiast przekaza  je
Frankowi Doranowi w Nor-folku i szefowi operacji morskich.

- Widzisz, George, to wszystko znowu si  sprowadza do tego samego problemu - powiedzia . - Olbrzymi akwen do przeczesania i znikome szans

powodzenia, je eli on b dzie p yn  powoli i na du ej g boko ci. Poza tym nie znamy dok adnego czasu, w którym oni nadali meldunek o pozycji.
Jimmy mo e mie  racj ,  e pewnie ze trzy godziny wcze niej, zanim sygna  dotar  do Fort Meade, ale równie dobrze móg  pój

 w eter wczoraj.

Zauwa ,  e na  adnym meldunku nie podaj  daty ani godziny, spryciarze. Musz  mie  umówione terminy nadawania i je li na okr cie wszystko jest w
porz dku, nie musz  niczego dodawa . Z tego wszystkiego dla mnie wynika,  e gremialne tropienie Barracudy na g bokich wodach mija si  z celem.
Nigdy nie znajdziemy sukinsyna, je li nie uda si  nam zap dzi  go blisko brzegu. Wtedy nasze szans  powa nie wzrosn .

Dziesi

 minut pó niej na linii Bia ego Domu zameldowa  si  admira  Doran. Podziela  pogl d Arnolda.

- To na nic. Zmarnowaliby my mnóstwo czasu i energii, a prawdopodobie stwo powodzenia nie przekracza oby pi ciu procent. Jedyny po ytek z

tego sygna u to potwierdzenie ist-

292
nienia Barracudy i jej zamiarów. Trzeba tylko go zwabi  pod brzeg. Jak idzie z Francuzami?
- Za pó  godziny b

 rozmawia  z ich ministrem spraw zagranicznych, Frank. Nie obiecuj  sobie po tym zbyt wiele. Czuj ,  e to b dzie musia o

zosta  za atwione mi dzy prezydentami. Ale zrobi , co b

 móg ,  eby nap dzi  stracha  abojadowi.

Od

ywszy s uchawk , admira  Doran wyda  polecenie, aby domnieman  pozycj  Barracudy nadano na wszystkie okr ty znajduj ce si  na

rodkowym Atlantyku, po czym wróci  do pracy nad swoim aktualnie najwi kszym zadaniem: ewakuacj  stoczni z Norfolku.

Po godzinie — z trzydziestominutowym opó nieniem — Kathy uda o si  wreszcie po czy  z ministerstwem spraw zagranicznych w Pary u. Arnold

nie zna  swego rozmówcy i uzna ,  e najrozs dniej b dzie potraktowa  go uprzejmie. Przedstawili si  sobie oficjalnie. Francuz dobrze w ada  angielskim
i admira  postanowi  przej

 od razu do meritum.

- Panie ministrze, przypuszczam,  e ju  pan wie, dlaczego do pana dzwoni . Musia  pan czyta  w gazetach o zagro eniu ze strony terrorystów,
prawda?
Minister potwierdzi , po czym podzieli  si  z rozmówc  swoimi obawami. Rz d francuski w

nie otrzyma  raport ze szwajcarskiego Federalnego

Instytutu Technologii na temat mo liwych skutków tsunami wywo anego przez erupcj  Cumbre Vieja i niepokoi  si  oczywist  powag  sytuacji.
Jednak e Pary  nie by  jeszcze w pe ni przekonany,  e gro ba Hamasu jest realna; w przeciwie stwie do Amerykanów Francuzi nie mieli  adnych
dowodów,  e to wydarzenie naprawd  mo e nast pi .

Arnold poprosi  go, aby w tej mierze po prostu zaufa  opinii Pentagonu.
- Prosz  nie w tpi ,  e zrobimy wszystko, co w naszej mocy,  eby ich powstrzyma  - doda . - Nikogo nie prosimy o pomoc, chocia  zagro enie

tsunami dotyczy te  wielu miast w innych pa stwach.

- Tak, Szwajcarzy twierdz ,  e kataklizm dotknie czterech kontynentów.
- I w tym, oczywi cie, waszego w asnego wybrze a Bre-
293
tanii. Na g ówn  baz  Marin  Nationale w Bre cie runie fala o wysoko ci mo e a  dwudziestu metrów, i to na cztery godziny przed zalaniem Nowego

Jorku.

- Rozumiem... - odrzek  Francuz z wahaniem. — Dla nas jednak podstawowe pytania brzmi : czy mamy wierzy  w te gro by? A je li tak, to czy

sprawa jest na tyle powa na,  eby my posun li si  do wy czenia ca ego europejskiego systemu nawigacji satelitarnej? Przykro mi, ale odpowied  na
oba jest negatywna.

- Panie ministrze, przecie  nie prosimy was o jego zdemontowanie. Chodzi tylko o zwyk e zaprzestanie nadawania sygna ów przez dwie doby, mo e

nawet krócej, je eli wcze niej nam si  uda dopa

 ten okr t podwodny. Wie pan,  e my zrobimy to samo z naszym GPS, z którego korzysta

dziewi

dziesi t procent u ytkowników na  wiecie?

- Nie w tpi  w to, admirale. Ale znamy histori  waszych stosunków z krajami Bliskiego Wschodu. Pozwol  sobie powiedzie ,  e rz d Francji nie

pochwala niczego, co robicie na wschód od Kana u Sueskiego.

- W takim razie ja pozwol  sobie panu przedstawi  konsekwencje takiej postawy. Po pierwsze, stracicie ca  marynark  wojenn  na zachodnim

wybrze u, a Bretania i ziemie nad Zatok  Biskajsk  nawiedzi katastrofalna powód . Po drugie, na bardzo d ugi czas mo ecie zapomnie  o dobrych
stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi. Je eli za  dojdzie do wybuchu Cumbre Vieja, nie zawahamy si  ujawni ,  e wina za to le y w du ej mierze po
stronie Francji, która odmówi a nawet pozorów wspó pracy w obliczu takiego zagro enia. Po trzecie, prezydent zwróci si  do Kongresu o zatwierdzenie
ustawy o na

eniu stuprocentowego c a na wszystkie francuskie towary importowane do USA. Po czwarte, wykluczymy was z rynku ropy naftowej w

Iraku i Arabii Saudyjskiej, nad którymi praktycznie mamy kontrol . Wielka szkoda,  e wolicie ryzykowa  to wszystko tylko dlatego,  e nie chce si  wam
na dwa dni wy czy  pieprzonego satelity.

- Przeka

 pa skie pro by i gro by mojemu prezydentowi — odpar  francuski minister.

Arnold Morgan ju  tego jednak nie s ysza , rzuci  bowiem s uchawk  na wide ki, burkn wszy tylko: „I vive la France,

background image

294
dupku" - ku lekkiemu zdziwieniu Kathy, która akurat wesz a z jego ulubion  kanapk  z pieczenia wo ow , majonezem i musztard .
- Wszystko si  dzisiaj  spó nia.  Ministrowie, kanapki... Jestem tu traktowany, jakbym pracowa  przy sortowaniu poczty.
- Nie posz o ci z Francuzem? - Kathy si  za mia a.
- Ani troch .  Mo esz  ci gn

 mi tu ich ambasadora? Spróbuj  jemu przemówi  do rozumu.

- Teraz?
W rozmowach obojga ostatnio zdecydowanie obni

 si  poziom humoru. Za drzwiami Gabinetu Owalnego panowa  rozgardiasz: ludzie wynosili

cenne meble, lampy, obrazy do czekaj cych na zewn trz wojskowych ci

arówek. Oficerowie sprawdzali i zapisywali, na który wóz trafia ka dy kolejny

artyku . Z w czonego stale telewizora dobiega y komunikaty wojskowego biura prasowego; Pentagon przej  wszystkie sieci medialne Wschodniego
Wybrze a. Rodziny, które nie mia y zobowi za  wobec pracodawców w Waszyngtonie, nak aniano, by nie zwlekaj c, wyje

y z miasta, aby pó niej

unikn

 korków na drogach. Ruch kierowano na austostrady wylotowe na pó noc i zachód, pozostawiaj c drogi mi dzy-stanowe numer 66 i 270 dla

konwojów federalnych i innych celów pa stwowych.

Francusk  ambasad  przy Reservoir Road od Bia ego Domu dzieli trzy i pó  kilometra. Arnold Morgan oczekiwa  na przybycie ambasadora z rosn

niecierpliwo ci . Monsieur Gaston Jobert zjawi  si  w ko cu o czternastej dwadzie cia i Kathy natychmiast wprowadzi a go do Gabinetu Owalnego,
gdzie prócz admira a by  te  prezydent Bedford. Usiedli przy kawie i ambasador wys ucha  relacji o chronologii wydarze  od samego pocz tku. Arnold
nie pomin  niczego, co zasz o od chwili rozpoznania ataku rakietowego na Mount St. Helens do erupcji na Montserrat. Przedstawi  gro by i 

dania

Ha-masu, niemo liwo

 ich spe nienia i naszkicowa  strategi  przyj

 przez ameryka sk  marynark  wojenn . Szczególny nacisk po

 na

decyduj ce znaczenie systemu GPS.

- Krótko mówi c, ich rakiety b

 wykorzystywa y nasz w asny system nawigacyjny. Je li terrory ci stwierdz ,  e nie

295
mog  odbiera  danych pozycyjnych z GPS, przestroj  odbiorniki na wasz Galileo i po problemie. Je eli za  oba systemy zamilkn , b

 zmuszeni

podej

 blisko brzegu Palmy i strzela  na podstawie obserwacji wizualnych. A wtedy my ich dopadniemy. Nie musz  chyba panu mówi ,  e

post powanie rz du Francji jest dla mnie zagadkowe. Zaprosi em tu pana przede wszystkim po to,  eby pan uzmys owi  im powag  sytuacji.

— Czy mój rz d zna pe

 wersj  wydarze , w cznie z istnieniem tego okr tu podwodnego, rakietami i tak dalej?

— Mo na tak powiedzie .
— No có ... z pa skiej wypowiedzi zrozumia em... hm... do

 jasno,  e dla Francji by oby badzo  le, gdyby my... gdyby cie z naszego powodu nie

zdo ali zniszczy  tego okr tu, zanim on zniszczy wasze wybrze e, a przy okazji i nasze. To by oby zupe nym szale stwem...

— Panie ambasadorze, my to wiemy, ale obawiam si ,  e wasz minister spraw zagranicznych nie zrozumia  tego tak dobrze jak pan - wtr ci  Paul
Bedford.
— Rozmawiali cie z Jeanem Crepeau?
— We w asnej osobie - potwierdzi  Morgan. — Okaza  si  cz owieczkiem o bardzo antyameryka skim nastawieniu, co w dzisiejszych czasach

zakrawa na absurd. Mo e pan sobie wyobrazi ,  e Stany Zjednoczone odmawiaj  wam pomocy, gdyby Pary owi grozi  atak terrorystów na wielk

skal ?
— Nie, admirale, nie mog . Ale ja mieszkam tu od wielu lat i osobi cie lubi  wasz kraj. To wszystko jest dla mnie  enuj ce i pewnie nied ugo moi

zwierzchnicy pójd  po rozum do g owy. - Jobert urwa  i podniós  do ust fili ank  z kaw . -Wbrew dyplomatycznym zwyczajom pozwol  sobie wyrazi

asn  opini . Panowie byli cie ze mn  szczerzy... Monsieur Crepeau jest cz owiekiem o znacznie wi kszych ambicjach ni  zdolno ciach, a nasz

premier niewiele go pod tym wzgl dem przewy sza. Jednak w prezydencie Dreyfusie mamy prawdziwego m

a stanu... mo e tylko odrobin  zbyt

dumnego. Na pewno jednak mo ecie liczy  na jego inteligencj  i rozs dek. Wi kszo

 ludzi w naszym rz dzie si  go boi... Ja nie, g ównie dlatego,  e

jest  onaty z moj  siostr  Janin . Znamy si  od pi tnastego roku  ycia. Rozmawia em ju  z nim

296
na ten temat i my

,  e bezpo redni telefon od prezydenta Bedforda, powiedzmy jutro rano, powinien rozwi za  ten problem. Ostatecznie nie mamy

innego wyj cia, poniewa  je li odmówimy wspó pracy, i tak zestrzelicie naszego satelit , n'est ce pas?

- Nie   pozosta oby  nam  nic  innego.   - Arnold  Morgan u miechn  si  ponuro. - Na jednej szali Waszyngton i Nowy Jork, na drugiej ma y sputnik?

Nie by oby w tpliwo ci.

Gaston Jobert wsta .
- Zostawcie to mnie, panowie. Porozmawiam dzi  wieczorem z naszym prezydentem i wszystko mu dok adnie przedstawi . Powiem mu,  e odmowa

waszej pro bie przyniesie nieporównywalnie wi ksze k opoty. Jak pan to uj , admirale? Szkoda ryzykowa  to wszystko tylko dlatego,  e nie chce si
wam na dwa dni wy czy  pieprzonego satelity?

- Niez e podsumowanie - odrzek  Morgan.
ROZDZIA  11
Sobota,   3   pa dziernika   2009   r.,   godzina   8.00. 2300N/03840W. Zanurzenie 180 m, pr dko

 6 w

Ostatni rozkaz kontradmira a Badra po

 Barracud  II na kurs 060°. Dowódca sp dza  teraz wi cej czasu w towarzystwie brata Szakiry, Ahmeda

Sabaha, który z czasem sta  si  jego powiernikiem. W tej chwili wraz z nawigatorem, porucznikiem Asztarim Mohammedem, studiowali mapy
wschodniej cz

ci Atlantyku. Jak to si  mówi, nic nie jest realne, dopóki nie musisz temu sprosta . To, co kiedy  si  wydawa o zwyk ym przep yni ciem

z jednej strony oceanu na drug , dzi  si  jawi o jako powa ne wyzwanie. Ben i Ahmed dobrze wiedzieli,  e gro ba genera a Raszuda przes ana do
Pentagonu zosta a og oszona publicznie i  e Stany Zjednoczone podejmuj  zdecydowane dzia ania w celu ich wykrycia i zatopienia. Im bardziej si
zbli ali do Wysp Kanaryjskich, tym wi ksze grozi o im niebezpiecze stwo.  aden z nich nie wiedzia , jak  strategi  obrony przyjmie ameryka ska
marynarka wojenna, ale Ben Badr by  przekonany,  e przeciwnik nie zdecyduje si  na rzucenie do akcji zespo u okr tów podwodnych.

- Nie zaryzykuj  tego w obawie przed przypadkowym zatopieniem w asnej jednostki, Ahmedzie. My

,  e mo emy si  raczej liczy  z poszukiwaniem

przez fregaty lub niszczyciele z sonarami holowanymi. Dopóki b dziemy si  trzymali minimalnej pr dko ci i du ego zanurzenia, nie znajd  nas. Jedyny

opot to satelity. Potrzebujemy ich do naprowadzania rakiet, a system GPS nale y wy cznie do Amerykanów. Je li oni naprawd  uwierzyli,  e

mo emy zniszczy  ca e ich Wschodnie Wybrze e, to niewykluczone,  e po prostu go wy-

298

cz . To by oby dla nas bardzo niewygodne. Zosta by nam tylko system europejski, a nie wiem, czy mo emy si  do niego dostroi . Ameryka ski jest

powszechnie u ywany.

- My lisz,  e Amerykanom uda oby si  namówi  Europejczyków do równoczesnego zamkni cia ich systemu?
- Nie wiem. Brytyjczycy na pewno by si  zgodzili, ale Francuzi mog  odmówi . Ja sk ania bym si  do twierdzenia,  e obu systemów naraz nie dadz

rady wy czy .

- A je li tak? — Ahmed by  wyra nie zaniepokojony.
- Wtedy nie b dziemy mieli innego wyj cia, jak tylko podej

 do brzegu i strzela  na podstawie namiarów optycznych. SL-2 ma tu istotn  przewag

nad SL-1, których do tej pory u ywali my. Nie musi trafi  dok adnie w okre lony punkt. Wystarczy, jak rzucimy g owic  nuklearn  gdziekolwiek w
promieniu pó  mili od krateru. Magma za atwi za nas ca  reszt .

- Jak blisko trzeba podej

 do wyspy?

- Na jakie  dwadzie cia pi

 mil. Tyle  eby by o wida  wulkan przez peryskop.

- Sk d b dziemy strzela ?
- Zobaczymy. Je li GPS pracuje normalnie, to z dwustu pi

dziesi ciu mil. My la em o pozycji oko o trzydzie ci mil na po udnie od Fuerteventury.

dziemy na g bokiej wodzie w po owie odleg

ci mi dzy wysp  a kontynentem. Zaraz po odpaleniu rakiet pójdziemy ca  naprzód na pó noc, za

Fuer-teventur . O, tutaj, na wysoko

 miasta Gra  Tarajal. Od pozycji strza u zajmie nam to godzin . Ale rakiety b

 lecia y do celu dwadzie cia pi

minut, g ówna erupcja powoduj ca osuni cie ska y nast pi po dalszych dziesi ciu minutach, a tsunami dotrze do zachodniego brzegu naszej wyspy w
kolejne pó  godziny. My za  b dziemy po wschodniej stronie, os oni ci przed fal . Potem po prostu przycupniemy bez ruchu na du ej g boko ci i
poczekamy, a  wszystko przycichnie.

- No, dobrze. Ale je li si  oka e,  e nie mo emy skorzysta  z GPS? - Ahmed nie dawa  za wygran , coraz wyra niej zdaj c sobie spraw  z ryzyka,

jakie podejmuj .

- Wówczas przyjdzie nam podp yn

 blisko. Podejdziemy od po udniowego zachodu, kieruj c si  na t  pozycj . - Ben

299
aGHapS

wskaza  na mapie punkt oddalony o dwadzie cia mil morskich od Palmy, gdzie ocean ma g boko

 do tysi ca metrów. - We miemy trzy namiary...

na latarnie Punta Fuen-caliente i Punta de Arenas Blancas oraz na sam wulkan. Znamy jego pozycj  i wysoko

. Przeprogramujemy rakiety, a potem

bez problemu podejdziemy w to samo miejsce. Wystarczy wtedy krótkie sprawdzenie przez peryskop i mo emy strzela . Nawet bior c pod uwag
przypadkowe b dy wynikaj ce z si y i kierunku wiatru, promienia zwrotu, regulacji wysoko ci lotu, scimitar nie mo e chybi . G owica ma tak du

 si

ra enia,  e cho by rakieta zboczy a z kursu nawet o pó  mili, efekt b dzie taki sam.

- Ben, my la

, co zrobimy potem? To znaczy, jak st d uciekniemy?

- Omówili my to z twoim szwagrem. Gdzie  na po udniowym Atlantyku, w odludnym miejscu przesi dziemy si  na ira ski frachtowiec, pod

ywszy

miny na okr cie. Musimy zatopi  Barracud  II na jak najg bszym akwenie,  eby nigdy nie zosta a odkryta. Potem wrócimy do domu, wysadzaj c w
ró nych portach po drodze po kilku ludzi.

— Czy teraz chce pan zmieni  kurs na bardziej wschodni? - przerwa  t  rozmow  porucznik Mohammed. - Rozumiem,  e pójdziemy na pozycj

dalekiego strza u,  eby sprawdzi  GPS?

background image

— Tak jest. Tylko  adnych gwa townych manewrów. Przeka cie szefowi okr tu,  eby nie wychyla  steru wi cej ni  dwa stopnie. Oczywi cie pr dko

nadal sze

 w

ów.

Barracuda II skrada a si  z wolna ku docelowej pozycji, odleg ej jeszcze o pi

set czterdzie ci mil. W ci gu najbli szych trzech dni Ben Badr

spodziewa  si  us ysze  pierwsze ameryka skie okr ty. Na razie jednak znajdowali si  na nie patrolowanych i ma o ucz szczanych wodach, daleko na
po udnie od szlaków  eglugowych pó nocnego Atlantyku. W ten sobotni ranek najbli ej Barracudy II znajdowa a si  fregata rakietowa Simpson,
dowodzona przez kapitana Joego Wick-mana, p yn ca kursem po udniowo-wschodnim w stron  Palmy. Bli niacza jednostka Elrod kapitana Smitha by a
ju  w rejonie Wysp Kanaryjskich, posuwaj c si  ku Teneryfie, gdzie od pó nocy czeka  kapitan Brad Willett na swoim USS

300
Taylor. Kauffman i Nicholas spodziewano si  w ich rejonach operacyjnych za dwie godziny. Siedem fregat z Norfolku sz o w rozci gni tym konwoju

przez Atlantyk; wysz y w morze ostatnie i mia y dotrze  na miejsce dopiero w niedziel  wieczorem. Zespó  lotniskowca Ronald Rcagan zbli

 si

nie do Gibraltaru i na wyznaczonej dla niego pozycji, na pó nocny wschód od Lanzarote, mia  si  znale

 równie  w niedziel , cho  nieco wcze niej

od fregat. Admira  Gil more na USS Coronado mia  za sob  dwie trzecie drogi z Norfolku, a do przebycia jeszcze tysi c mil. On równie  spodziewa  si
zjawi  w rejonie spotkania w niedziel  oko o pó nocy. Ostatni mia  przyby  lotniskowiec Harry S. Truman z eskort  dwóch niszczycieli i atomowego
okr tu podwodnego Tucson, obecnie przebijaj cy si  przez sztormowy ni  nad Grzbietem Sródat-lantyckim.

Ca a ta armada znajdowa a si  daleko na pó noc od aktualnej pozycji Barracudy II i kontradmira  Badr, który spodziewa  si  przeciwnika, ale raczej

nie w takiej sile, nic o niej nie wiedzia . W pami ci mia  s owa swego ojca: „Zawsze b dziesz bezpieczny, je li pozostaniesz na du ej g boko ci i
utrzymasz nisk  pr dko

". Dziwna rzecz, ale mimo swego morskiego do wiadczenia bez Rawiego i Szakiry czu  si  troch  niepewnie. Nied ugo mia

otworzy  sejf z zamkiem czasowym, w którym spoczywa  zapiecz towany list napisany do , cho  nie podpisany, przez ajatollaha rz dz cego w
Islamskiej Republice Iranu. To by  pomys  admira a Mohammeda Badra, który w ten sposób chcia  doda  synowi ducha i da  mu poczucie wy szego
celu;  wi ty m

 potwierdza  w li cie,  e wystrzeliwuj c swoje rakiety, Ben podniesie na wroga wygi ty miecz proroka Mahometa. Badr junior wiedzia

od ojca, jaka jest tre

 tego przes ania, ale nie móg  si  doczeka  chwili, kiedy b dzie móg  osobi cie je przeczyta . Ju  dwukrotnie tego ranka

próbowa  otworzy  sejf, ale zamel< czasowy ustawiony na konkretn  dat  i godzin  si  nie poddawa .

Tymczasem o cztery tysi ce kilometrów od pozycji Barracudy II, w Gabinecie Owalnym, admira  Morgan potyka  si  w

nie o kolejne k od  rzucon

mu pod nogi prz< Komunikat z Pa acu Elizejskiego stwierdza , ze mimo d ugiej

301
rozmowy z francuskim ambasadorem w Waszyngtonie prezydent V Republiki nie jest przekonany o realno ci gro by Ha-masu i konieczno ci

wy czenia systemu Galileo. Informowa ,  e zastanowi si  jeszcze i da ostateczn  odpowied  w poniedzia ek rano. Podobnie jak minister spraw
zagranicznych, jest zdania,  e Amerykanie wyolbrzymiaj  problem ataku terrorystycznego na wulkan, nie pali si  zatem do tego, by wraz z nimi sia  w

wiecie panik  i bra  na siebie odpowiedzialno

 za potencjalne wypadki, do jakich mo e doj

 po wy czeniu globalnego systemu nawigacyjnego. Na

koniec doda  ironicznie,  e nie widzi sensu w dodatkowym pog bianiu antyameryka skich nastrojów na  wiecie, kiedy zagro enie oka e si  fa szywe.

- Fa szywe? - Arnold Morgan by  bliski wybuchu. - Jak to zagro enie mo e by  fa szywe? Co ten nad ty kacyk z ratusza jakiej  mie ciny w Normandii

sobie my li?

- Zapewne,  e ma racj  - odrzek  prezydent Bedford. -Czy to znaczy,  e ja mam z nim porozmawia ?
- Kiedy    to   by   w

nie   znaczy o.   Ale   teraz   ju    nie. KATHY!!!   

CZ   NATYCHMIAST   Z   PREZYDENTEM FRANCJI!

- Czy mam mu powiedzie ,  e to od prezydenta Bedfor-da? - spyta a Kathy, staj c w progu z uniesionymi brwiami; wci

 nie mog a poj

, dlaczego

jej m

 woli krzycze  przez zamkni te drzwi, zamiast jak cz owiek do niej zadzwoni .

- Powiedz mu tak, a potem prze cz go do mnie.
Kathy pokr ci a g ow  i podnios a s uchawk , instruuj c operatora, by zadzwoni  do Pa acu Elizejskiego i podkre li ,  e sprawa jest niezwykle pilna.

Trzy minuty pó niej lekko zmieszany prezydent Dreyfus by  na linii.

- Mais je pense que le President Bedford?
- Panie prezydencie! - odrzek  admira  Morgan po angielsku. - Siedz  tu w Bia ym Domu tu  obok prezydenta Stanów Zjednoczonych... Od trzech dni

prosimy was o wspó dzia anie w udaremnieniu najwi kszego zamachu terrorystycznego w historii tej planety. Czy mam rozumie ,  e nie zamierzacie
nam w tym pomóc? To proste pytanie i za odpowied  wystarczy mi zwyk e oui lub  non.

- Có , jeszcze nie podj em ostatecznej decyzji...
302
- Czy to jest non, panie prezydencie?
- My

,  e mo emy jako  doj

 do porozumienia, mo e za par  dni...

- Panie prezydencie, to jest bardzo powa na operacja militarna. Nie mamy czasu na wasze wykr ty. Albo wy czycie swojego satelit , albo jutro o tej

samej porze nie b dzie ju  istnia .

Arnold niemal poczu , jak ze s uchawki powia o mrozem.
- Admirale Morgan, czy pan mi grozi?
- Nie. Stwierdzam oczywisty fakt. Chc ,  eby wasz system by  nieczynny przez czterdzie ci osiem godzin, poczynaj c od godziny zero czasu

europejskiego w  rod  7 pa dziernika. Ma pan wybór: albo pójdziecie mi na r

 i sami go wy czycie, albo b dziecie si  stawia  i go stracicie. W

drugim wypadku dodatkowo na

ymy ca kowite embargo na wszystkie towary francuskie,  zerwiemy stosunki  dyplomatyczne i wydalimy wasz personel

dyplomatyczny. Na odpowied  ma pan dziesi

 sekund.

Arnold Morgan czu  przez skór ,  e prezydent Francji, jak wielu jego poprzedników, jest mocny w s owach i bu czucznych minach, za to s abszy w

czynach. By  pewien,  e przez g ow  jego rozmówcy przelatuj  teraz my li o gigantycznych kosztach odbudowy kosmicznego systemu nawigacyjnego,
o powa nym rynkowym ciosie dla francuskich win i serów, stratach Peugeota i Citroena... wykluczeniu Francji z licznych mi dzynarodowych instytucji...
powszechnym pot pieniu... osobistej nienawi ci milionów ludzi do niego samego jako cz owieka, który odmówi  pomocy, kiedy Stany Zjednoczone w
obliczu  miertelnego niebezpiecze stwa zwróci y si  do  z pro

 o stosunkowo drobn  przys ug ... Prezydent Dreyfus wiedzia ,  e w

nie dosta

mata.
- Dobrze wi c, admirale. Tym razem pa ska bezczelno

 zwyci

a. System Galileo zostanie wy czony w podanym przez pana terminie. Nie

podobaj  mi si  pa skie metody, ale mój kraj, jak zwykle, post pi w

ciwie. Prosz  przys

 swoich emisariuszy z odpowiednimi dokumentami w

poniedzia ek rano.

- To bardzo uprzejme z pana strony, panie prezydencie. Jeszcze dwie rzeczy... Nie  ycz  sobie  adnych opó nie  czy
303

innego kr tactwa... i prosz  nie zapomina ,  e gdyby nie my, to dzi  rozmawialiby cie, psiakrew, po niemiecku. - To rzek szy, Arnold od

uchawk .

- Nie jestem pewien, czy ta ostatnia uwaga by a absolutnie niezb dna - zauwa

 Paul Bedford.

- A kogo to obchodzi? Pieprzony francuski satelita b dzie wy czony, a tylko to si  liczy - odpar  g ównodowodz cy operacji „Przyp yw". - Nawigacja

satelitarna b dzie niedost pna i Barracuda musi podej

 do brzegu, poniewa  jej rakiety b

lepe i g uche. Mamy swoj  szans .

— To ja si  wobec tego zabieram do oficjalnego przypiecz towania umowy z Francj . Zadzwoni  do Departamentu Stanu...
— Doskonale, sir. Prosz  te  powiadomi  genera a Scan-nella, który si  zajmie sprawami bardziej praktycznymi, jak koordynacja wy czenia obu

systemów. To musi nast pi  równocze nie.

Prezydent wyszed  z gabinetu, Arnold za  wróci  przed wielki  cienny ekran z elektroniczn  map  Atlantyku, staraj c si  przewidzie  posuni cia

nieprzyjacielskiego dowódcy.

W mrocznych g binach Basenu Zielonego Przyl dka kontradmira  Badr czyta  w tej samej chwili osobisty list od aja-tollaha.
Beniaminie, jeste  cennym narz dziem naszej walki w sprawie Wielkiego Allaha i wkrótce poniesiesz Jego miecz do bitwy. Ten list ma ci

przypomnie  o odpowiedzialno ci, jaka spoczywa na twoich barkach. Pami taj,  e nasza wiara bierze pocz tek na pustyniach Arabii i zawsze zwi zana
by a z wojn . Nasz Prorok sam by  zdobywc  i m

em stanu. Jego s owa nie mia y precedensu w historii. Zosta y zes ane prosto od Boga i dzi ki nim w

sto lat wierni pokonali poga skie imperium perskie i zdobyli wielkie po acie bizantyjskiego. Armie arabskie przetoczy y si  przez pó nocn  Afryk ,
niszcz c chrze cija stwo w Egipcie i Tunezji, ojczy nie ich  wi tego Augustyna; spustoszy y Hiszpani  i zagrozi y Francji. O tak, mój synu, od samego
pocz tku byli my narodem wojowników.

Pami taj te ,  e islamska nauka wyprzedza a europejsk  o stulecia. To my dali my im instytucj  uniwersytetu, któr  krzy-
304

owcy ponie li do swoich krajów. Podbili my Turcj  i Konstantynopol, który sta  si  stolic  imperium osma skiego. Niewierni dopiero przed trzystu

laty zacz li si  d wiga  z kl ski. Doszli do pot gi i zmieniali nasze granice, wymy lali nowe pa stwa, dzielili nasze ziemie, kradli nasze bogactwa, nasz
naft  i narzucali nam swój zachodni styl  ycia i to, co oni nazywaj  kultur . Wcze niej, po tak d ugich wiekach triumfu, podbój  wiata przez nasz
prawdziw  wiar  wydawa  si  nieunikniony. Wtedy nam si  nie uda o, ale dzi  Allah wskazuje nam drog  do naprawienia tych trzystu lat z a, zachodniej
arogancji i grabie y naszych dóbr.

Pami taj zawsze,  e nasz  wi ty d ihad - nasza wojna i duchowa, i zbrojna, pob ogos awiona przez Proroka - nigdy si  nie ko czy. To wokó  niej

powinno si  koncentrowa

ycie ka dego muzu manina. Nie chcemy kra

 tego, co do nas nie nale y, ale  nimy o wielkim islamskim imperium, które

nie by oby zdominowane przez Wielkiego Szatana - Ameryk . Mój synu, pragniemy ich wyrzuci  z Bliskiego Wschodu, a wraz z nimi ich
zdege-nerowany, grzeszny styl  ycia. Skoro nie chc  si  ugi

 przed nasz  wol , potrafimy im uprzykrzy  walk  z nami. Modl  si  za twoj

wi

misj , za zwyci stwo twoje i twoich 

nierzy. Ca y  wiat muzu ma ski dowie si  którego  dnia i zrozumie, czego dokonali cie.  ycz  ci powodzenia i

niech twoje scimitary dosi gn  celu. Niech ci  Allah prowadzi, mój synu.

List nie mia  podpisu, ale ajatollah napisa  go w asnor cznie. Ben Badr z

 go starannie i schowa  do kieszeni na piersi. By  wytrawnym morskim

background image

profesjonalist , pewnym swego do wiadczenia i zdolno ci dowódczych, i dobrze si  czu  ze swoj  za og . Nie widzia  si  w roli

zamachowca-sa-mobójcy, wspó czesnego kamikaze, ale w g bi duszy chowa  nie wypowiedziane przekonanie,  e jest gotów na  mier , je li zajdzie
potrzeba, dopóki b dzie walczy  za to, w co on sam i jego naród wierz . Czu  si  zaszczycony,  e to jemu w

nie przypad o w udziale znale

 si  w

przedniej stra y d ihadu, w ród wybranych z wybranych. Doprowadzi swój wspania y okr t do tego wulkanu i rozsadzi go swoimi rakietami, albo zginie
w walce. Ben nie szuka

mierci i si  jej nie spodziewa . Je li jednak wyci gnie ona ku niemu i Barracudzie II sw  ognist , krwaw  pi

, spojrzy jej w

twarz spokojnie i bez strachu.

305
Ben otrz sn  si  z zamy lenia i poszed  do centrali. Upewni  si ,  e s  na w

ciwym kursie, a pr dko

 nie przekracza nakazanych sze ciu

ów. Zajrza  potem do przedzia u reaktora, skontrolowa  wskazania monitorów i zamieni  kilka s ów z pe ni cym wacht  Ardeszirem Tikku. Po tylu

ugich tygodniach  eglugi z dalekich Chin wszystko na okr cie dzia

o bez zarzutu, wystawiaj c doskona e  wiadectwo rosyjskiej technice i

in ynierom. Reaktor pracowa  bez najmniejszych zak óce , bez wysi ku zapewniaj c par  dla turbin i generatorów. Czarny tytanowy kad ub g adko
sun  przez g bin , nie wydaj c prawie  adnego d wi ku. Ka dy mechanizm na pok adzie, dla unikni cia wibracji, by  zamontowany na gumowych
amortyzatorach. Je li kto  w pobli u dobrze wyt

by s uch, dotar by do niego jakby delikatny szum komputerowego wentylatora; nie by  to jednak

komputer, ale turbina nap dowa o nominalnej mocy czterdziestu siedmiu tysi cy koni mechanicznych, pchaj ca wypieraj cy osiem tysi cy ton okr t
przez ocean.

Z ka dym dniem Ben zauwa

 u ludzi, zw aszcza oficerów, rosn ce napi cie. Kapitan Ali Akbar Mohtad  coraz bardziej zamkni ty w sobie, sp dza

czas tylko w towarzystwie komandora Abbasa Szafii, do którego b dzie nale

o uzbrojenie g owic nuklearnych SL-2. By o ju  postanowione,  e musz

wystrzeli  obie rakiety, tym bardziej,  e zale ny od GPS uk ad naprowadzania mo e by  o lepiony. Dwie g owice

0   cznej mocy czterystu kiloton zdawa y si  gwarantowa  potworne zniszczenie ca ej po udniowej cz

ci wyspy Palma. Nawet je li zostan  wykryci,

nawet je li z góry posypie si  na nich grad bomb g binowych  i  pomkn   ku  nim torpedy, b dzie jeszcze do

 czasu. Mo e tylko sekundy; ale to

wystarczy, by z Barracudy II  mign y ku celowi dwie rakiety, których nikt ju  wtedy nie powstrzyma i które wywo aj  tsuna-mi nie maj ce sobie równych
w historii. Kapitan Mohtad

1 komandor Szafii wiele nad tym my leli i byli tego pewni.
Waszyngton tymczasem szykowa  si  na spotkanie z przeznaczeniem. Ustalono,  e je eli rakiety Barracudy uderz  w wulkan, prezydent Bedford

wraz z ca ym gabinetem zostanie w ostatniej chwili ewakuowany do nowej tajnej bazy rz -

306
dowej w pa mie wzgórz Shenandoah, niedaleko miejscowo ci Mountain Falls, na terenach wielkich historycznych zmaga  regularnych armii Pó nocy

i Po udnia w wojnie secesyjnej. Ta zapasowa siedziba g owy pa stwa, wyposa ona w najnowocze niejsze systemy  czno ci i bezpo rednie linie
telefoniczne do Pentagonu i niektórych rz dów sprzymierzonych, zbudowana zosta a na terenie  ci le strze onej bazy wojskowej, niemal ca kowicie
pod ziemi  i - co w tej sytuacji by o b ogos awie stwem - o par set metrów nad poziomem morza. W kr gach waszyngto skich znana by a jako Camp
Goliat -przeciwie stwo pokojowego w charakterze Camp David. Od pocz tku zak adano,  e na wypadek konfliktu nuklearnego i bezpo redniego
zagro enia stolicy b dzie to miejsce schronienia dla najwy szych w adz cywilnych i wojskowych. Uruchomienie wszystkich systemów zaj o pe ne trzy
dni, ale teraz Camp Goliat gotów by  na przyj cie prezydenta i jego orszaku w swych odci tych od  wiata wn trzach jak z pi ciogwiazdkowego hotelu,
wyposa onych we wszelkie urz dzenia biurowe, telekomunikacyjne i informatyczne niezb dne do utrzymywania  wiata w ruchu. Paul Bedford mia
przylecie  z Bia ego Domu trójsilnikowym, uzbrojonym  mig owcem Sikorsky CH-53E, przeznaczonym do przewozu pó  kompanii marines w rejon walki,
eskortowanym przez klucz my liwców F-15 Tomcat.

Ewakuacja Waszyngtonu post powa a zgodnie z planem. W niedziel  rano tysi ce 

nierzy Gwardii Narodowej, którzy do czyli do pracuj cych w

mie cie oddzia ów wojska, zajmowa o si  zadaniem równie wa nym jak ochrona instytucji rz dowych i ich mienia - ratowaniem tysi cy przedmiotów,

róde  historycznych, ksi

ek i dzie  sztuki, które stanowi  o kulturze i rozwoju narodów. Wiele z tych bezcennych zbiorów przechowywanych jest w

Smithsonian Institution -wielkim kompleksie czternastu muzeów, mieszcz cym niezliczone eksponaty, od kilkusetletnich obrazów i rze b a  po
wspó czesne pojazdy kosmiczne. W samym tylko Muzeum Lotnictwa i Kosmosu s  dwadzie cia trzy galerie wystawiaj ce dwie cie czterdzie ci
samolotów i pi

dziesi t raku planetarium i kino z ekranem na pi

 kondygnacji.

Dyrektorzy niektórych muzeów pojmowali ju ,  e nie
307

 na czas ewakuowa  wszystkiego, maj c oprócz wystawianych eksponatów jeszcze tysi ce innych w magazynach. Wszyscy dzwonili do Bia ego

Domu po wskazówki. Admira  Morgan udziela  ich z wojskow  zwi

ci  i prywatnym zniecierpliwieniem:

- Ustalcie sobie priorytety, s yszycie? Skupcie si  na obiektach o prawdziwej warto ci historycznej. Porzu cie wszystkie makiety i modele. Zróbcie im

zdj cia, dokumentacje, kopie rysunków, ale koncentrujcie si  na tym, co naprawd  tego warte. I ruszajcie no si  tam!

Kustosze wa nych muzeów nie s  przyzwyczajeni do takiego szorstkiego traktowania. Niemniej musieli to prze kn

 i... rusza  si . Trzeba by o

podejmowa  decyzje, które z tysi cy obrazów pakowa  i wywozi , które zostawi  na miejscu, wynosz c je tylko na najwy sze pi tra w nadziei,  e
budynek jako  przetrzyma pierwsze uderzenia fal, a pó niej statyczny poziom wody nie si gnie tak wysoko. Na masywnych schodach Narodowej
Galerii Sztuki ustawi y si  d ugie szeregi pracowników i 

nierzy, podaj cych sobie z r k do r k dzie a  redniowiecznych i renesansowych mistrzów, w

zale no ci od decyzji dyrekcji w druj cych w dó  na ci

arówki lub na poddasze budynku. Niektóre zadania by y zbyt czasoch onne,  eby w ogóle o

nich my le . Zabytkowe okr ty i samoloty stoj ce na terenie d ugiego na trzy kilometry Muzeum Pami ci w waszyngto skim porcie wojennym trzeba
by o zostawi  na miejscu, podobnie jak wielk  kolekcj  starych maszyn, które w przesz

ci nap dza y ameryka sk  gospodark , wystawion  na

parterze Narodowego Muzeum Historii Ameryki.

Jeszcze trudniej by o zorganizowa  ewakuacj  sto ecznego ogrodu zoologicznego. Madison Bank wzi  sobie do serca los zwierz t i w swoim

oddziale przy Du Pont Circle urz dzi  specjalny sztab kryzysowy. Dwadzie cioro ludzi gor czkowo pracowa o, kontaktuj c si  z innymi ogrodami w
promieniu stu kilkudziesi ciu kilometrów, dopytuj c si  o wolne miejsca, szukaj c dla poszczególnych gatunków tymczasowych domów w odpowiednich
warunkach. Wynajmowali klatki od Ringling Brothers, samochody od U-Haul, przej li nawet par  zestawów wagonów od Southern Railroad. Wszyscy
chcieli pomóc w ratowaniu zwierzaków, cho  zarz d klubu

308
bejsbolowego w Baltimore troch  si

achn  na propozycj  jednego z m odych zapale ców, by przeznaczy  stadion Oriole Park w Camden Yards

na wybieg dla nied wiedzi. Po po udniu sytuacja by a opanowana i wi kszo

ywych „zbiorów" mia a ju  dok d si  uda .

W ca ym mie cie pe no by o najró niejszych oznak przypominaj cych o nadci gaj cej katastrofie. Na specjalny rozkaz admira a Morgana wszystkie

historyczne pomniki mia y by  zdemontowane i wys ane na wzgórza Marylandu. To w

nie sta o si  przyczyn  pierwszego powa niejszego starcia;

urz dnik z zarz du parków narodowych, w którego gestii le y opieka nad pomnikami, uzna  to zadanie za absolutnie niemo liwe do wykonania.

- Co to znaczy, niemo liwe? - warkn  w s uchawk  Morgan. -  ci gnij pan saperów z ci

kim sprz tem, d wigami i lorami, i za atw to pan.

- Nie da si  tego zrobi , sir. Prawie wszystkie pomniki s  na to za ci

kie.

- Za ci

kie? Kto  je tam w ko cu jako  ustawi , nie?

- No, tak, sir... ale ci wszyscy ludzie raczej ju  nie  yj . Trudno za  wys

 faks do kogo  martwego z pro

 o rad , prawda?

Arnold Morgan nie mia  czasu na wys uchiwanie „wym drzania si  pieprzonych biurokratów".
- Prawda - odpar . - W takim razie spróbuj pan e-maila, bo te pomniki maj  by  wywiezione i basta.
Po godzinie oddzia  saperów p yn  ju  bark  z Craney Island w kompleksie stoczniowym w Norfolku w gór  Poto-macu. Zanim zapad  zmierzch,

stoj cy na rzecznej wyspie wielki pomnik Teodora Roosevelta wisia  ju  na haku d wigu p ywaj cego. Na pó nocnym skraju wojskowego cmentarza
Arlington inna grupa zabiera a si  do demonta u s ynnego dwudziestoczterometrowego pomnika przedstawiaj cego pi ciu marines stawiaj cych
ameryka ski sztandar na Iwo Ji-mie - najwi kszego, jaki kiedykolwiek odlano. Widok d wigu unosz cego ten najbardziej poruszaj cy dowód pami ci o
ameryka skich bohaterach II wojny  wiatowej przyci gn  t umek gapiów, którzy w ponurym milczeniu przygl dali si  wy-si kom saperów.

309

- Nie martwcie si ! — krzykn  m ody 

nierz. - Pod koniec miesi ca przywieziemy go tu z powrotem!

Oficerowie z Korpusu Saperów byli ju  w rotundzie kryj cej pod kopu  sze ciometrowej wysoko ci statu  trzeciego prezydenta USA, Thomasa

Jeffersona, spogl daj cego spi owymi oczyma na basen p ywowy. Zadanie by o bardzo trudne, ale wykonalne. Na zewn trz czeka y ju  cztery d wigi
ró nego kalibru i pi

dziesi ciu 

nierzy, ekspertów w swoim fachu. M ody porucznik zgodnie z rozkazem zadzwoni  z komórki do Gabinetu Owalnego.

- Mamy go, sir - zameldowa . - Do pó nocy Jefferson b dzie na wozie.
- Dobra robota, ch opcze. A co z tymi orientalnymi wi niami wokó  pomnika?
- Ogrodnicy nie chc , by je przenosi . Mówi ,  e drzewka by tego nie przetrwa y.
- Uderzenia pieprzonego tsunami na pewno nie przetrwaj .
- Te  im o tym wspomnia em, sir. Oni na to,  e mo na b dzie potem posadzi  nowe i  e nie ma co traci  na nie czasu.
- Dobrze,  e chocia  ogrodnicy maj  g ow  na karku, co, poruczniku?
- Tak jest, sir!
Ulubiony pomnik Arnolda przedstawia  troch  wi kszy problem. Sze ciometrowy pos g siedz cego na wysokim krze le Abrahama Lincolna

wykonany jest z litego marmuru i otoczony wyrytymi na kamiennych tablicach jego nie miertelnymi s owami. Ca

 jest oczywi cie znacznie ci

sza od

statui Jeffersona, ale i z tym zadaniem saperzy sobie poradzili. W Waszyngtonie by y jeszcze dziesi tki pomników; niektóre te  wywo ono w
bezpieczne miejsca, inne trzeba by o zostawi  na  ask  i nie ask

ywio u. Wiecznego ognia p on cego w br zowym zniczu u stóp grobu trzydziestego

pi tego prezydenta, Johna Fitzgeralda Kennedy'ego, nie mo na by o zgasi . Admira  Morgan w porozumieniu z senatorem Edwardem Kennedym
ustali ,  e od oryginalnego p omienia zapali si  nowy i niczym pochodni  olimpijsk  przeniesie na inny cmentarz wojskowy w g bi kraju. Gdy tylko tam

dotrze

background image

310
i zap onie w zniczu, ten waszyngto ski, pal cy si  nieprzerwanie od chwili pogrzebu prezydenta w 1963 roku, zostanie zgaszony, sam za  grób i

pomnik schowany pod os on  ze stali i betonu, by przeczeka  kataklizm. Senator zachowa  si  raczej pow ci gliwie, a nawet z zak opotaniem, ale
Arnold Morgan postawi  spraw  jasno:

- Nie dopuszcz ,  eby przez jakiego  cholernego terroryst  zgas  wieczny ogie  u grobu prawdziwie wielkiego cz owieka. Je li ju  trzeba go zgasi ,

marynarka wojenna si  tym zajmie i ona te  zapali go na nowo, gdy przyjdzie czas. Ale do tej pory sam p omie  musi przetrwa , chocia  gdzie indziej,
ale na ameryka skiej ziemi.

Ameryka zawsze czci swoich bohaterów. Jednym z najwi kszych pomników do zabezpieczenia by a stupi

dziesi -ciometrowa  ciana wy

ona

ni cymi p ytami z czarnego marmuru, upami tniaj ca wszystkich 

nierzy, którzy zgin li lub zagin li w Wietnamie. Stoi zaledwie o dwie cie

kilkadziesi t metrów od pomnika Lincolna, który mo e lepiej ni  ktokolwiek z Amerykanów rozumia by okrutn  przewrotno

 tej wojny. Pielgrzymuj  tu

rocznie tysi ce osób, by cho  rzuci  okiem czy dotkn

 r

 kamienia, na którym widnieje nazwisko kogo  bliskiego, kto stamt d nie wróci . Admira

Morgan rozkaza , aby ludzie zdejmowali i przenosili p yty w mi kkich r kawiczkach.

- Nie chc  zobaczy  ani jednej rysy, kiedy je przywieziemy z powrotem na miejsce - zapowiedzia .
Na ulicach Waszyngtonu przez ca  dob  panowa  ruch-Z miejsca na miejsce przeje

y samobie ne d wigi, transportery z wojskiem, ci

arówki

wywo

ce mienie, a w ród nich nieprzerwanym strumieniem ci gn y prywatne samochody mieszka ców, opuszczaj cych swe domy i chroni cych si

na wy ynie. Na szcz

cie w stolicy nie ma wielkieg° przemys u ani centrów finansowych, ale banki pracowa y na pe nych obrotach, wysy aj c dane

klientów, gotówk  i depozy" ty do bezpiecznie po

onych oddzia ów na prowincji. W i dziel  placówki czynne by y do dziesi tej wieczorem, aby kuj cy

si  do wyjazdu w poniedzia ek od rana ludzie podj

 pieni dze lub zabra  ze skrytek kosztowno ci. Firmy prawnicze, brokerskie i inne wywozi y jeszcze

ci

arow*i

311

dokumentów, ale prawie wszystkie przedsi biorstwa nie zaanga owane w program ewakuacji by y ju  zamkni te, odes awszy w góry, co si  da o.

Tylko stacjom radiowym i telewizyjnym polecono jak najd

ej nie przerywa  nadawania, oczywi cie pod kontrol  Pentagonu, a od czasu do czasu i

samego admira a Morgana, który wys uchiwa  ostatnich wiadomo ci. Mia y wy czy  nadajniki dopiero po otrzymaniu wiarygodnej informacji,  e wulkan
Cumbre Vieja z przyleg

-ciami osun  si  na dno Atlantyku. Dziennikarze b

 mieli dziewi

 godzin na opuszczenie miasta.

Szczególnie skomplikowana by a ewakuacja szpitali. Od pi tku wszystkie ambulanse w mie cie je dzi y niemal bez przerwy, rozwo

c l ej chorych

do domów, aby mogli wyjecha  ze swymi rodzinami, ci

sze przypadki za  transportuj c do odleg ych szpitali na zachodzie. Nie przyjmowano

oczywi cie  adnych nowych pacjentów poza nag ymi wypadkami. Sytuacja stawa a si  coraz trudniejsza, poniewa  jednocze nie ewakuowano sprz t
medyczny. Nikt nie chcia  przewozi  chorych w najci

szym stanie dalej, ni  by o absolutnie trzeba, ale rozkazy z Pentagonu by y wyra ne: do  rody

wieczorem w sto ecznych szpitalach ma ju  nie by  nikogo. Dotyczy o to tak e samych karetek; mia y opu ci  miasto najpó niej w chwili, gdy Barracuda
wystrzeli rakiety. Arnold Morgan wyra nie stwierdzi ,  e nie zamierza utraci  cho by jednego ambulansu, niezale nie od si y, wysoko ci i zasi gu
tsunami. Na ostatnie dwie doby wojsko mia o udost pni  swe rezerwowe jednostki medyczne z Fort Belvoir, wielkiej bazy po

onej na po udnie od

Alexandrii, na zagro onym prawym brzegu Potomacu. Kilka podobnych polowych ambulatoriów dzia

o ju  w Whitehaven Park, Ogrodach Konstytucji i

w budynku centralnego szpitala miejskiego. Podobnie jak media, mia y pracowa  do ostatniej chwili. Eskadra  mig owców z Korpusu Marines czeka a w
pogotowiu, by przewozi  powa niejsze przypadki do g ównego szpitala polowego, ulokowanego na bezpiecznym obszarze za mi dzynarodowym
lotniskiem Dulles.

Chyba najbardziej zapracowan  instytucj  w mie cie by a policja. Wszystkich funkcjonariuszy odwo ano z urlopów, trzy- i czteroosobowe patrole ca

dob  kr

y po ulicach,

312
zw aszcza w tych rejonach, gdzie ewakuacja by a najbardziej zaawansowana. Pilnowano nie tylko sklepów i domów towarowych, ale i prywatnych

posesji. Gabinet Owalny i Pentagon obwie ci y,  e policja i wspieraj ce j  wojsko z Gwardi  Narodow  maj  pozwolenie i rozkaz otwierania ognia do

odziei. „Inaczej to wszystko si  nam wymknie spod kontroli - powiedzia  Arnold Morgan. - Mamy cholernie gro nego wroga na zewn trz i nie

zas

yli my sobie na to,  eby walczy  na dodatek z wewn trznymi. Je eli do tego dojdzie, to nie mog  liczy  na lito

".

W komendzie miejskiej zdawano sobie oczywi cie spraw  z tego,  e w kulminacyjnych godzinach ewakuacji do wszystkich dotychczasowych

problemów dojdzie jeszcze upiorny ruch drogowy. Ju  teraz starano si  jak najsprawniej nim kierowa ; policja podawa a odpowiednie informacje,

a rad , eskortowa a wi ksze konwoje do rogatek miasta. Nad ulicami kr

y policyjne  mig owce, bezustannie przekazuj c meldunki o sytuacji.

Od wczesnych etapów programu ewakuacji policjantom pomaga y tysi ce gwardzistów, tak w s

bie ruchu, jak i w patrolowaniu, bystro obserwuj c

poczynania wspó obywateli. Kryminali ci nie mieli teraz lekkiego  ycia.

Inn  organizacj  maj

 pozosta  do ko ca w ci

ym pogotowiu by a stra  po arna, cho  polecono jej w miar  mo liwo ci stopniowo wycofywa

swoich ludzi. Wszystkie wozy bojowe by y gotowe do u ycia i na pierwszy sygna  o zaatakowaniu wulkanu ca a flota mog a konwojem opu ci  miasto
specjalnie dla niej zarezerwowan  autostrad .

By  jeszcze jeden k opotliwy punkt programu ewakuacji: wi zienia. Problem stwarza o przede wszystkim przemieszczenie szczególnie

niebezpiecznych przest pców odsiaduj cych wysokie wyroki w zak adach karnych o surowym rygorze. Pospolici kryminali ci mieli by  rozwiezieni do
wi zie  w mniejszych miastach w miar  wolnych miejsc, ale brakowa o cel dla morderców, gwa cicieli i skazanych za inne ci

kie przest pstwa.

Genera  Scannell skierowa  ju  trzy kompanie Gwardii Narodowej do pomocy przy dostosowaniu opuszczonej bazy wojskowej w Wirginii Zachodniej.
Trzystu 

nierzy przy  wietle nowo zainstalowanych lamp jarzenio-

313
wych pracowa o teraz przy budowie odpowiednich ogrodze  i baraków. Powstaj cy obóz mia  by  strze ony przez jednostki regularnej armii. Na

razie sytuacja by a pod kontrol ; nikt jeszcze nie skorzysta  z wyg oszonej pó

artem, pó  serio rady admira a Morgana, by „postawi  t  ca  band

przed plutonem egzekucyjnym i sprawa za atwiona".

Prawa wojenne w tej chwili obowi zywa y jednak tylko po drugiej stronie oceanu, na wodach wokó  archipelagu Kana-ryjskiego. Ostatnie okr ty US

Navy przybywa y na wyznaczone pozycje. O pó nocy USS Coronado dotar  na swoj , czterdzie ci mil na pó nocny zachód od Lanzarote. Admira
Gillmore nawi za

czno

 z fregatami Elrod i Taylor, znajduj cymi si  o sze

dziesi t mil dalej na zachód. Pierwsze rozkazy komodora kierowa y je z

pierwszym brzaskiem na patrole przybrze ne. W

nie zaczyna  si  poniedzia ek 5 pa dziernika - do godziny W (jak wulkan) pozosta y cztery dni.

Gillmore nie liczy  na to,  e fregaty natkn  si  na Barracud ; by  przekonany,  e okr tu jeszcze nie ma w rejonie Kanarów. Za ogi powinny jednak
zapozna  si  z akwenem i panuj cymi na nim warunkami hydroakustycznymi. Nale

o rozpozna  miejscowe anomalie, jak wiry wodne, uk ad warstw

termicznych, wyst powanie  awic ryb, raf, podwodnych ska  i wielu innych zjawisk, które mog  sprawia  k opoty sona-rzystom. Kontakty akustyczne,
je li nie s  okr tami podwodnymi, wykazuj  tendencje do dwóch ró nych zachowa : albo nagle znikaj  (w przypadku ryb), albo tkwi  niewzruszenie na
miejscu (gdy s  ska ami). Okr t zazwyczaj si  porusza, daj c mocniejsze echo z wyra nym przesuni ciem dopple-rowskim. Zadaniem dwóch fregat
by o w

nie takie przeczesanie dna morskiego po wschodniej stronie archipelagu i sporz dzenie jego mapy, a w razie wykrycia czegokolwiek

podejrzanego zrzucenie bomb g binowych. Poniewa  admira  Gillmore za najbardziej prawdopodobny kierunek podej cia Barracudy uwa

 po udnie,

spodziewa  si  j  wykry  w

nie tam, w cie ninie mi dzy wyspami a kontynentem afryka skim. Nawet gdyby nie wykryto  adnego kontaktu, sygna y

aktywnych sonarów prawdopodobnie zmusi yby kryj cy si  okr t podwodny do odej cia na g bsze wody. Tam za  wysy

 sze

 innych fregat z

superczu ymi sonarami holo-

314
wanymi, zdolnymi wykry  nawet delikatny poszum mechanizmów okr towych. Mia y stanowi  drug  lini  obrony, patroluj c akwen w odleg

ci oko o

dwudziestu pi ciu mil od wysp.

Do dozoru przybrze nego po zachodniej stronie archipelagu, w tym wokó  samej Palmy, admira  wyznaczy  dwie fregaty, które przyby y w rejon

operacyjny najwcze niej: Kauff-mana i Nicholasa.

Dowodz cy Elrodem i Taylorem kapitanowie Smith i Wil-lett byli oficerami o du ym sta u, dobrze znanymi komodo-rowi. Obaj specjalizowali si  w

operacjach ZOP i mieli za sob  d ugie miesi ce s

by na wci

 jeszcze podejrzanych, mimo zako czenia zimnej wojny, wodach GIUK — przej ciu z

rosyjskich baz nad Morzem Barentsa na otwarty Atlantyk, mi dzy Grenlandi , Islandi  i Wielk  Brytani .

Jak wcze niej admira  Morgan i CINCLANT, admira  Doran, George Gillmore doszed  do oczywistego wniosku,  e terrory ci b

 musieli strzela  z

takiej pozycji, która umo liwi im ucieczk  i schronienie si  za wyspami przed powsta ym tsunami. Zanim ich oficer naprowadzania si  przekona,  e nie
mo e liczy  na sygna y GPS, z pewno ci  b

 chcieli spróbowa  odda  salw  gdzie  spod brzegów Sahary Zachodniej, po czym schowa  si  pod

os on  Fuerteventury.

Kiedy stwierdz ,  e systemy satelitarne nie dzia aj , nie b

 mieli innego wyj cia, jak tylko przenie

 si  z powrotem na po udnie od Gra  Canarii —

w rejon operacyjny Elroda i Taylora - nast pnie op yn

 Teneryf  i przedosta  si  na wody przybrze ne Gomery. Stamt d b

 si  musieli pod-kra

bli ej Palmy,  eby wyznaczy  dok adn  pozycj . Obie fregaty b

 wi c mia y szans  na wykrycie Barracudy po raz pierwszy, kiedy nadp ynie z

otwartego oceanu i wysunie maszt w celu sprawdzenia pozycji z GPS, a potem po raz drugi, gdy b dzie zmuszona zawróci  na zachód, w stron

Gomery.
Admira  Gillmore rozwi za  zadanie geometrycznie. Cztery okr ty w pi ciomilowym pasie przybrze nym i sze

 na drugiej linii, do dwudziestu pi ciu

mil od wysp. Ka da fregata z sonarem holowanym musi wzi

 na siebie patrolowanie akwenu o promieniu do dwudziestu mil morskich, co pozwoli

315
praktycznie na ci

e przeszukiwanie. Pozostawia o to admira owi do dyspozycji jeszcze dwie fregaty, Klakring i Simp-so?i. Postanowi  u

 ich do

rozszerzenia rejonu poszukiwa , je li zajdzie taka konieczno

, albo jako odwód do  cigania wykrytego okr tu, ewentualnie nawet do zag szczenia

pokry- cia radarowego bli ej brzegu. Przy tak skomplikowanej ope- racji z minimalnym marginesem na b d admira  Gillmore  wiedzia ,  e musi by
elastyczny w dzia aniu. Zadanie by o   ci le okre lone - za wszelk  cen  znale

 i zatopi  Barra-cud , jakkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek, ale jak

background image

najszybciej i na pewno przed 9 pa dziernika.
Dwadzie cia mil na wschód od Coronado p yn  lotniskowiec Ronald Reagan ze sw  eskort , szykuj c si  do spotkania z Harrym S. Trumanem i do

wymiany swoich samolotów na  mig owce ZOP. W zespole Reagana by y dwa my liwskie okr ty podwodne klasy Los Angeles, ale admira  Doran nie
chcia  ich anga owa  do polowania w g binach. George Gillmore podziela  t  opini ; obaj czuli,  e Barracud  wytropi  i zniszcz

mig owce. Przybycia

Trumana oczekiwano w poniedzia ek rano, operacja transferu samolotów mia a si  zacz

 natychmiast potem. Kiedy nasta

wit i gor ce afryka skie

ce wychyn o zza horyzontu, lotniskowca nie by o jeszcze wida , ale wszyscy wiedzieli,  e jest ju  o sto mil od miejsca spotkania. Elrod i Taylor

yn y na swoje pozycje przy brzegach. O dziewi tej Truman znalaz  si  na wysoko ci Palmy i zmierza  dalej na wschód, na spotkanie z Rea-ganem.

Morze by o spokojne i wia

wie y, ciep y wiatr z po udniowego wschodu, od Afryki. Wed ug prognozy za trzy godziny mia  skr ci  na po udniowy zachód

i przynie

 przelotne szkwa y deszczowe — nie najlepsza pogoda dla lotniczych manewrów na tak du

 skal . Przerzucanie samolotów i  mig owców

mia o si  rozpocz

 o czternastej.

Krótko przed dziesi

 trzydzie ci eskadra admira a Gillmore^ by a ju  na przewidzianych pozycjach i fregaty rozpocz y  mudne „oranie" morza

mi dzy Palm  a Hierro sonarami sta ymi i holowanymi.

316
Poniedzia ek, 5 pa dziernika 2009 r., godzina 8.00. 2730N/02450W
Barracuda II wci

 p yn a z 

wi  pr dko ci  sze ciu w

ów na g boko ci stu pi

dziesi ciu metrów. Kontradmira  Badr sprawdzi  zliczon

pozycj ; byli o trzysta pi

dziesi t mil od linii dwóch najdalej wysuni tych wysp archipelagu, Palmy i Hierro. Wschodni kurs poprowadzi ich o

dwadzie cia mil na po udnie od tej ostatniej. Jak dot d, nie by o s ycha  poszukuj cych ich okr tów podwodnych ani nawodnych. Badr dwukrotnie
odwa

 si  podej

 na peryskopow , by szybko sprawdzi  pozycj  GPS. Problemu nie by o: system pracowa  jak zawsze nienagannie.

Od obszaru przeczesywanego aktualnie przez fregaty ko-modora Gillmore'a dzieli y Barracuda II jeszcze niespe na trzy dni drogi. Po dop yni ciu na

wysoko

 Punta de la Res-tinga, po udniowego cypla Hierro, okr t znajdzie si  w odleg

ci kilkunastu mil od rejonu patrolowania Nicholasa, o ile

kapitan Nielsen nie przejdzie do tego czasu pod Teneryf . Gdyby tak si  sta o, szans  Barracudy II na niepostrze one przemkni cie si  mog yby si
podwoi , gdy  ta najwi ksza z Wysp Kanaryj skich le y o dwadzie cia kilka mil bardziej na pó noc od Hierro. Odleg

 mi dzy ira sko-palesty skim

podwodniakiem a najbli sz  jednostk  US Navy wynosi aby w tym momencie ponad czterdzie ci mil morskich. Gra si  jednak dopiero rozpoczyna a.

Cztery i pó  tysi ca kilometrów na zachód od aktualnej pozycji Barracudy II s

ce zaczyna o si  w

nie wspina  na zachmurzone niebo. Nie tylko w

wielkich miastach Wschodniego Wybrze a USA trwa a gor czkowa ewakuacja ludno ci i mienia. Na ca ej linii brzegowej podobne prace i akcje na
mniejsz  skal  prowadzono w setkach miejscowo ci rozsianych wzd

 atlantyckiego brzegu. Na skalistych, poro ni tych drzewami wyspach stanu

Maine o tej porze roku jest juz zimno; wi kszo

 w

cicieli jachtów schowa a je ju  do    ai garów i uciek a na po udnie przed nieprzyjemn  tutaj jes ni .

Na sta ym l dzie temperatury panowa y jeszcze ni w listopadzie cz sto spada tam pierwszy  nieg- JNa wy p

317
zostali w

ciwie sami ich stali mieszka cy - rodziny nieustraszonych rybaków, po awiaczy s ynnych homarów, tak cenionych przez go ci restauracji

w ca ych Stanach Zjednoczonych i nie tylko. Na ca ym tym wybrze u nie ma ani jednego portu czy przystani, które by si  osta y w obliczu kataklizmu,
jaki mia  wkrótce nadci gn

.  eby ci dzielni ludzie mogli zachowa  swoje  odzie i kutry, nale

o je albo wyci gn

 na l d i przewie

 na wy sze

tereny, albo zaryzykowa  i zakotwiczy  je pod os on  której  z ponad trzech tysi cy wysp, jakie strzeg  tego odcinka l du przed atlantyckimi sztormami.

 one w przewa aj cej wi kszo ci do

 wysokie i strome; by  mo e nie na tyle,  eby zupe nie powstrzyma  nieub agany bieg gigantycznego tsunami,

ale mog y je nieco zbi  z tropu. Niewykluczone,  e fala mo e je omin

 i wedrze  si  w utworzone przez nie podobne do fiordów cie niny, ale nie

porwie zakotwiczonych  odzi i nie roztrzaska ich gdzie  o l d. Rybacy z Maine s  przyzwyczajeni do z ej pogody. Wi kszo

 z nich spokojnie przenosi a

si  z kutrami na os oni te wody, wierz c,  e i tym razem ich wyspy ochroni  je przed  ywio em, w jaki  sposób rozpraszaj c niszczycielsk  si  tsunami.
Oni sami wraz z rodzinami byli przewo eni na sta y l d, gdzie krewni, przyjaciele czy po prostu ch tni do pomocy nieznajomi czekali z samochodami, by
zabra  ich do swych domów bezpiecznie po

onych na wzgórzach. Poza sezonem ludzie z Maine s  zamkni

, zwi zan  ze sob  spo eczno ci ; na

prawie dziewi

dziesi ciu tysi cach kilometrów kwadratowych na sta e zamieszkuje tam nieco ponad milion osób. W takich wyj tkowych sytuacjach

siedzi s  sobie bliscy jak rodzina.

Nieco gro niej sytuacja si  przedstawia a w miejscowo ci Provincetown, po

onej na samym kra cu w skiego pó wyspu Cape Cod, nieopodal

Bostonu. Zamieszkana przez ludzi zamo nych i artystyczne dusze, jest os oni ta przed Atlantykiem tylko przez niskie, poro ni te traw  wydmy. W
poniedzia ek po po udniu by a ju  jak wymar a. Kto móg , zabiera ód  lub dobytek na przyczep  i wynosi  si  na zachód; pozostali zostawiali wszystko,
licz c,  e ich domy jakim  cudem przetrwaj . Lloyd's i inne firmy ubezpieczeniowe mog y si  spodziewa  zalewu korespondencji od swoich klientów z
tych okolic i wcale im si  to nie u miecha o.

318
11
Policja stanowa z Massachusetts pilnowa a, aby wszyscy mieszka cy nadmorskich osiedli wyjechali. Wszystkie drogi dojazdowe do biegn cej

wzd

 wybrze a autostrady numer 6A zamieniono w jednokierunkowe. Nikomu nie wolno by o wróci , dopóki niebezpiecze stwo nie minie. Nie inaczej

by o na p askich brzegach stanów Rhode Island i Connecticut. I tam wiele miejscowo ci by o skazanych na zag ad , gdyby rakiety kontradmira a Badra
dosi

y celu. W Newport, miasteczku  eglarzy, niewiele brakowa o do zbiorowego za amania nerwowego. Niektóre z cumuj cych tu zazwyczaj w

sezonie najdro szych jachtów, jakie kiedykolwiek zbudowano, nie zosta y jeszcze wyci gni te do hangarów b

 odprowadzone na cieplejsze morza.

Siedziba Jachtklubu Nowojorskiego, po

ona u wej cia do portu, prawdopodobnie jako pierwsza zosta aby zniszczona, a czy góruj cy nad okolic

most ocaleje, mo na by o tylko zgadywa .

Dalej wzd

 wybrze a pe no by o równie zagro onych ma ych miejscowo ci, im bli ej Nowego Jorku, tym zamo niejszych,  eby nie powiedzie :

ekskluzywnych. „Z ote Przedmie cia" Connecticut - Bridgepoint, Norwalk, Stamford, Darien i Greenwich - pe ne by y wartych miliony dolarów
posiad

ci, których w

ciciele wbrew wszystkiemu mieli nadziej ,  e oddzielaj ca ich wybrze e od oceanu d uga i szeroka Long Island we mie na

siebie g ówne uderzenie potwornej fali i os oni ich wypiel gnowan  w asno

.

Najwi cej zmartwienia w adzom stanowym i federalnym przysparza  jednak port i typowe marynarskie miasto New London - jedna z wielkich baz

okr tów podwodnych i stoczni Electric Boat Company, w których s  one budowane. Na jego licznych nabrze ach od kilku dni trwa a wyt

ona,

gor czkowa praca. Zacumowane tam du e nuklearne okr ty szykowano do jak najszybszego wyj cia w morze, aby pe

 pr dko ci  pod

y na

po udnie, ku os oni tym wodom zachodniej Florydy. Kad uby nowo budowanych jednostek odholo-wywano po kilkana cie kilometrów w gór  rzeki, gdzie
mog y si  znale

 poza zasi giem katastrofalnej fali-

Na po udnie od Nowego Jorku rozci ga y si  niskie, równinne wybrze a New Jersey i Marylandu, Wirginii i obu Karolin, nie os oni te niczym poza
skimi mierzejami, mewie-
319
le wystaj cymi ponad przybrze ne p ycizny. Na samej granicy stanu Georgia le y jego najstarsze miasto, Savannah, miejsce  mierci bohatera

Stanów Zjednoczonych Kazimierza Pu askiego. Dziesi

 tysi cy 

nierzy pomaga o tam w ewakuacji; strach by o nawet pomy le  o zniszczeniach,

jakie czekaj  to zabytkowe, kolonialne miasto, tak pieczo owicie zachowane przez trzy stulecia i jednocze nie tak bezbronne wobec furii gro

cego

ywio u.

Ostatnim nara onym na spustoszenie l dem USA by a oczywi cie Floryda. Ten pó wysep o d ugo ci sze ciuset kilkudziesi ciu kilometrów od

Jacksonville po Miami praktycznie nie ma wzgórz, a le

cy nieopodal jego brzegów archipelag Bahamów stanowi lich  os on . Na po udnie od Florydy

le y ju  tylko 

cuch malutkich wysp Florida Keys, z  eglarskim rajem Key West na ko cu. Ka da z nich nieraz musia a si  opiera  atakom cz stych w

rejonie Zatoki Meksyka skiej huraganów, ale tsunami nie widzia y od czasów, gdy Egiptem rz dzili faraonowie.

Ca e Wschodnie Wybrze e Stanów Zjednoczonych by o zupe nie bezsilne w obliczu takiego kataklizmu. Genera  Ra-szud zaplanowa  swój atak po

mistrzowsku, nie pozostawiaj c Amerykanom innego wyj cia, jak tylko spakowa , co si  da, i bra  nogi za pas — chyba  e admira owi Gillmore'owi i
jego ludziom uda si  znale

 Barracud  II.

ROZDZIA  12

Poniedzia ek, 5 pa dziernika 2009 r., godzina 17.00. 2948N/01335W
W ramach operacji „Przyp yw" przeprowadzona zosta a jedna z najwi kszych i najbardziej skomplikowanych akcji wymiany samolotów pomi dzy

lotniskowcami w najnowszej historii. Harry S. Truman i Ronald Reagan sz y kursami równoleg ymi w odleg

ci pó  mili od siebie. Pogoda nie by a

sprzyjaj ca; wia  porywisty wiatr z po udniowego zachodu, nios c zacinaj cy deszcz. Na papierze operacja wygl da a prosto: przenie

 pi

dziesi t

mig owców seahawk z Trumana na Reagana. Jednak na pok adzie tego ostatniego t oczno ju  by o od samolotów. Z hangaru wyjecha a wi kszo

 z

osiemdziesi ciu czterech maszyn, nale

cych do czterech najs awniejszych eskadr ameryka skiego lotnictwa morskiego. Nowymi my liwcami

bombarduj cymi F-14D Tomcat latali piloci z VF-2 Bounty Hunters. Pozosta e trzy eskadry - VMFA-323 Death Rattlers, VFA-151 Vigilantes i VFA-137
Kestrels - mia y na wyposa eniu samoloty F/A-18C Hornet. Oprócz nich na lotniskowcu by y jeszcze prowlery i vikingi, stoj ce w bezpiecznej odleg

ci

od g ównego pasa startowego, no i najdro sze, najwi ksze samoloty wczesnego ostrzegania i kontroli ruchu E-2C Hawk-eye, sokolim radarowym okiem
omiataj ce niebo i morze na wiele dziesi tek mil wokó  okr tu i samolotów bojowych, zawsze „zaparkowane" tu  przy nadbudówce i gotowe do zaj cia
pozycji na rufowej katapulcie, w ka dej akcji startuj ce jako pierwsze.  aden ameryka ski lotniskowiec nie rusza si  z portu bez co najmniej trzech
takich maszyn na pok adzie. Prowlery, vikingi i hawkeye nie bra y udzia u w transferze; my liwce Reagana czeka y na rozkaz startu.

321
Na pok adzie Trumana seahawki sta y wzd

 g ównego pasa startowego, ze z

onymi wirnikami. Do startu przygotowywano pierwsz  szóstk . US

Navy dysponuje trzema setkami tych wyspecjalizowanych w zwalczaniu okr tów podwodnych  mig owców, wyposa onych w najnowsze urz dzenia
detekcyjne i silnie uzbrojonych, ale jeszcze  aden z nich nie podlega  tak surowym rozkazom jak ta pi

dziesi tka. Admira  Gillmore szczegó y transferu

pozostawi  w gestii dowódców obu lotniskowców. Dwaj kapitanowie zadecydowali,  e przy tej pogodzie najbezpieczniej b dzie dokonywa  wymiany
grupami po sze

 maszyn. Osobno przerzucano obs ug  techniczn

mig owców. Specjalnie w tym celu zosta  zabrany z Norfolku helikopter sea

background image

stallion, przeznaczony do przewozu trzydziestu o miu marines w warunkach bojowych. Dzi  kursowa  tam i z powrotem mi dzy dwoma

lotniskowcami, a jego pasa erami byli w jedn  stron  technicy z baga em cz

ci zapasowych do seahawków, w drug  obs uga my liwców, wracaj ca

do kraju wraz ze swymi maszynami.

Pierwsza szóstka seahawków by a gotowa do startu. Oficer kieruj cy czynno ciami za ogi pok adowej, zwany kontrolerem pok adu, da  sygna  i

mig owce jeden po drugim wzbi y si  pionowo w powietrze, skr caj c ostro w lewo i formuj c wyd

ony konwój, szerokim  ukiem kieruj cy si  na

yn cy w pobli u drugi lotniskowiec. Na pok adzie Trumana by o miejsce dla pierwszej szóstki tomcatów z Reagana, na którym panowa  teraz o ywiony

ruch. Czerwone  wiat o na maszcie sygna owym nadbudówki oznajmia o: „Cztery minuty do startu". Pierwszy my liwiec by  ju  na pozycji, pilot i obs uga
pok adowa zako czyli ostatnie ogl dziny maszyny. Wkrótce  wiat o zmieni o si  na 

te: „Dwie minuty". Jeden z marynarzy po czy  katapult  z t okiem

hydraulicznym. Zielone  wiat o... „Strzelec", porucznik Jack Snyder, uniós  praw  r

, mierz c d oni  w pilota, po czym uniós  lew , pokaza  mu dwa

palce... „Pe na moc!"... Wyprostowa  palce... „W czy  dopalacze!"... Pilot zasalutowa  i pochyli  si  lekko do przodu, napinaj c mi

nie w oczekiwaniu

na gwa towne pchni cie katapulty. Porucznik Snyder, nie spuszczaj c oka z kokpitu my liwca, odsalutowa , po czym ugi  kolana, dotykaj c jedn  r
pok adu, drug  wyrzucaj c przed siebie w stron

322
dziobu... „Start!" Kl cz cy na w skim pomo cie obok samolotu marynarz nacisn  guzik uruchamiaj cy katapult , kul c si  szybko, gdy pot

na si a

ci nienia oleju hydraulicznego pchn a tomcata naprzód. Z wyciem silników na maksymalnym ci gu samolot pomkn  wzd

 pasa, zostawiaj c za sob

smug  gor cych gazów. Jak zawsze przy starcie, wszyscy na pok adzie, na mostku i w centrali kierowania lotami wstrzymali na par  sekund oddech,
czekaj c, a  samolot wy-pry nie nad ramp  dziobow  i zacznie nabiera  wysoko ci, odchodz c na dwadzie cia pi

 mil, aby potem zatoczy  kr g i

rozpocz

 manewr podej cia do l dowania na Trumanie.

W krótkich, kilkuminutowych odst pach za oga pok adowa Reagana wyprawi a kolejne pi

 samolotów, a zaraz potem kontroler da  znak,  e

nadlatuj

mig owce. Tymczasem na drugim lotniskowcu ich koledzy szykowali si  do jeszcze trudniejszej operacji przyjmowania l duj cych my liwców.

Tomcat, maszyna wa

ca dwadzie cia dwie tony, nie podchodzi do l dowania statecznie i elegancko jak pasa erski liniowiec, maj cy do dyspozycji

par  tysi cy metrów pasa startowego, ale nadlatuje nad ko ysz cy si  kilkusetmetrowy pok ad, cz sto w fatalnych warunkach atmosferycznych,
przewa nie z resztkami paliwa w zbiornikach, i uderza podwoziem o stal, podczas gdy pilot zanosi b yskawiczne mod y,  eby lina hamuj ca z apa a hak
na ogonie i wstrzyma a p dz cy z pr dko ci  trzystu kilometrów na godzin  samolot. Na lotniskowcu nie ma czasu na prze czanie ci gu i hamowanie
silnikami. Je li hak nie zahaczy o lin , pilot ma u amek sekundy na raptowne pchni cie manetki, dodanie gazu i prób  ponownego startu, zanim warta
czterdzie ci milionów dolarów maszyna runie w morze z drugiego ko ca pok adu albo zboczy z drogi, uderzaj c w inne stoj ce samoloty - a to wszystko
w pobli u milionów litrów benzyny lotniczej w zbiornikach okr tu. Niezale nie od do wiadczenia lotnika i liczby l dowa , jakie ma za sob , ka dy taki
manewr na rozko ysanym lotniskowcu zawsze jest ogniow  prób  nerwów i umiej tno ci, w której stawk  jest  ycie.

Na zlewanej deszczem rufie Trumana oficer sygna owy, wysoki i chudy Teksa czyk Eugene Espineli, by  w sta ym kontakcie radiowym z pilotem

nadlatuj cego z odleg

-

323
ci dwudziestu mil tomcata, staraj c si  nie spuszcza  go z uzbrojonych w lornetk  oczu. Odpowiedzialny za dzia anie systemu hamuj cego m odszy

chor

y Taylor Cobb, przekrzykuj c wicher, wydawa  przez telefon polecenia obs udze si owników hydraulicznych, omiataj c wzrokiem pok ad w

poszukiwaniu jakichkolwiek lu nych przedmiotów, jakie mog yby zosta  wessane do silnika samolotu, nara aj c go na eksplozj . Po raz pi ty
sprawdza , czy stalowe sploty liny hamuj cej nie maj  p kni

. Pod pot

nym obci

eniem mog aby si  zerwa , zabijaj c kilku ludzi z obs ugi, nie

mówi c o pewnej w takim wypadku katastrofie l duj cej maszyny.

- Uwaga na tomcata! Dwie minuty!
Napinaj ce lin  hydrauliczne si owniki by y odpowiednio ustawione, by przej

 na siebie energi  rozp dzonego samolotu, elastycznie zapobiegaj c

zerwaniu. Teraz ju  wszyscy widzieli nadlatuj cego my liwca. Obserwowali, jak pilot, porucznik J.R. Crowell, stara si  prowadzi  go równo, pod k tem
paru stopni do p aszczyzny pok adu, walcz c z nieprzewidywalnymi podmuchami. Harry S. Truman ko ysa  si  na atlantyckiej martwej fali, p yn c z
pr dko ci  osiemnastu w

ów prosto pod wiatr. K t przechy ów wzd

nych nie by  du y, zaledwie pó tora do dwóch stopni, jednak przy tej d ugo ci

okr tu przek ada o si  to na kilkumetrowe pionowe ruchy dziobu i rufy.

- Uwaga! - krzykn  chor

y Cobb, a dwadzie cia sekund potem: - Teraz!

Wszyscy odsun li si  od mechanizmów hamowania. Na pok adzie marynarze z obs ugi l dowania podsun li si  do wy

onego mi kko luku, do

którego wskoczyliby, gdyby pilot pope ni  b d i uderzy  o ruf .

- Rampa! - wrzasn  Cobb.
W sekund  potem podwozie tomcata dotkn o pok adu. Za oga odetchn a, gdy lina hamuj ca zaczepi a si  o hak pod ogonem maszyny i

yskawicznie unios a si  w gór  wyd

onym, drgaj cym „V". W nast pnej chwili my liwiec sta  ju  nieruchomy i bezpieczny. Grupa marynarzy rzuci a

si  sprintem ku niemu, by odholowa  go na wyznaczone miejsce postojowe. Tymczasem na swym stanowisku na rufie Eugene Espi-neli rozmawia  ju
z nast pnym tomcatem.

324
- Podej cie sto osiem... wiatr w porywach do dwudziestu pi ciu w

ów... lotki w dó ... hak w dó ... widz  ci ... idziesz dobrze, podchod ...

Kolejno powtarzali te same czynno ci przy nast pnych l dowaniach. Kiedy szósty my liwiec sta  ju  bezpiecznie na pok adzie, w powietrze wzbi a si

nast pna szóstka seahawków, a z Reagana wystartowa o sze

 tomcatów. Wymiana trwa a nieprzerwanie jeszcze przez sze

 godzin i zako czy a si

dopiero przed pó noc . Zm czone za ogi pok adowe i piloci mogli wreszcie wraca  do swych kabin i kubryków. Harry S. Truman po

 si  na kursie

zachodnim - do domu. Obsady  mig owców ju  w wi kszo ci spa y na Reaganie; o  wicie mia y rozpocz

 d ugie,  mudne patrole w poszukiwaniu

wrogiego okr tu podwodnego. Dopóki go nie znajd , niewiele zaznaj  odpoczynku.

Kiedy powietrze nad wschodnim Atlantykiem wype nia  ryk silników startuj cych i l duj cych maszyn, o cztery i pó  tysi ca kilometrów na zachód te

trwa a inna ca odobowa, nieprzerwana akcja, cz

 sk adowa operacji „Przyp yw".

Nowy Jork by  dziesi ciokro  bardziej nara ony na zniszczenia wskutek tsunami ni  le

cy do

 daleko od wybrze a Waszyngton. Wie owce Wall

Street by yby wprawdzie najwi ksz  przeszkod  na drodze fali, ale nawet one nie mog yby powstrzyma  mocy, która ju  wcze niej zburzy aby most
Verrazano, cisn a weso ym miasteczkiem z Coney Island o Brooklyn Heights i na dno Zatoki Nowojorskiej pos

a Statu  Wolno ci. Ekipy in ynierów i

naukowców stara y si  teraz oceni , czy najwy sze budynki Manhattanu opr  si  pierwszemu atakowi oceanu, prowadz c wizje lokalne od piwnic po
dachy. Rozbie no ci w opiniach by y du e, w zasadzie wi kszo

 zgadza a si  tylko co do jednego: ostatecznie zaledwie kilka konstrukcji b dzie si

wci

 jako tako trzyma o, kiedy  ywio  si  uspokoi. Najgorzej to wygl da o w  ródmie ciu, g sto zabudowanym drapaczami chmur zamieniaj cymi ulice

w kaniony. Cz

 uczonych twierdzi a,  e je li tsunami przewróci cho by dwa lub trzy wysokie budynki, wyst pi efekt domina i ca a dzielnica zostanie

zrównana z ziemi . Najwi ksze niebezpiecze stwo przedstawia y dwie rzeki op ywaj ce

325
wysp  Manhattan od wschodu i zachodu: Hudson i East Ri-ver. Spodziewano si ,  e poziom wody w obu tych g bokowodnych kana ach,

dost pnych dla du ych statków oceanicznych, podniesie si  pocz tkowo o trzydzie ci metrów i miliony ton wody run  w sie  ulic. Fale z obu rzek
wpad yby na siebie gdzie  po rodku wyspy, w okolicach Parku Centralnego. Nowojorskie City zdecydowanie nie by o miejscem, w którym warto by
przebywa  w chwili uderzenia  ywio u. To samo dotyczy o Staten Island, Brooklynu, Queens i Bronksu. Niskie równiny New Jersey by y jeszcze bardziej
bezbronne; miasta Bayonne, Jersey City, Hoboken i Union City by y po prostu skazane na zag ad , podobnie jak Newark ze swym po

onym niemal

na poziomie morza jednym z trzech nowojorskich lotnisk mi dzynarodowych, tam gdzie rzeka Passaic rozszerza si  i tworzy zatok  Newark. Bez

tpienia by  to kraj wymarzony dla tsunami.
Ewakuacja Nowego Jorku rozpocz a si  w  rod . W przeciwie stwie do Waszyngtonu najwi kszym problemem w adz nie by y skarby kultury, ale

ludzie. To miasto codziennie odwiedza wi cej osób, ni  stolica wraz z przyleg

ciami liczy mieszka ców. Nowojorczyków jest osiem milionów, go ci

osiemset tysi cy. Jest to barwny tygiel ras, wyzna  i narodowo ci, który w czasie kryzysu mo e stanowi  mieszank  piorunuj

. Imigranci z Dalekiego

Wschodu, Indii i Meksyku przybywali tu tysi cami od wielu lat. Wi kszo

 z nich nie ma  adnych znajomych ani krewnych poza swoimi etnicznymi

dzielnicami. W takiej ekstremalnej sytuacji ci ludzie nie mieli dok d wyje

 ani gdzie si  schroni . Par  dni po pierwszym telewizyjnym wyst pieniu

prezydenta Bedforda Tammany Hali* przej a na siebie odpowiedzialno

 za ewakuacj  dwóch milionów nowojorczyków i zapewnienie dachu nad

ow  i wy ywienia dla tych, którzy tego potrzebuj  i którzy prawdopodobnie straciliby wszystko, co posiadaj .

Exodus z miasta si  zacz . Od razu pojawi y si  powa ne
* Nazwa siedziby organizacji politycznej Tammany. Za

ona w zaraniu historii Stanów Zjednoczonych (w 1789 roku), z pocz tku mia a zasi g

ogólnokrajowy, pó niej ograniczony do samego Nowego Jorku. Ma charakter liberalny i jest zwi zana z parti  demokratyczn .

326
problemy, wynikaj ce z samej liczby ludzi, których nale

o wywie

 na zachód. Wi kszo

 by a przera ona, wstrz

ni ta i bliska paniki. Plotki

szerzy y si  jak epidemia, ludzie na przemian to t oczyli si  w kolejkach po jedzenie, to szukali masek gazowych, to znów rzucali si  do masowej
ucieczki, sp dzaj c w efekcie wiele godzin w niewyobra alnych dot d nawet dla nowojorczyków korkach. Wszyscy byli podminowani i wojsko z Gwardi
Narodow  ledwo dawa y sobie rad  z utrzymaniem porz dku. Do City  ci gano setkami gwardzistów z ca ego stanu, aby zapobiec wybuchowi

zamieszek.
Komenda miejska policji wyda a ju  zalecenia dla zamo niejszych obywateli, by wyje

ali jak najszybciej na prowincj . Na autostradach zosta

wprowadzony ruch jednokierunkowy, okre lono te  wyra nie, z których dróg mo na i nale y korzysta . Je li mieszkasz w Brooklynie czy na Long
Island, masz jecha  przez most Verrazano na Staten Island i dalej przez p atny most Outerbridge, teraz otwarty na wszytkich pasach, ku autostradom
US-1 i Interstate-287, biegn cym na zachód i po udniowy zachód. Mieszka ców Queens i Manhattanu kierowano przez tunele Holland i Lincolna na
drogi numer 495 i Pu askiego. Most Waszyngtona by  niedost pny dla ruchu publicznego, zarezerwowany wy cznie dla potrzeb wojska, policji i rz du.
Dwadzie cia cztery godziny na dob  ci gn y tamt dy w obie strony konwoje ci

arówek.

Przez weekend pojawi  si  nowy problem. Tysi ce ludzi, z których wielu ledwo si  potrafi o porozumie  po angielsku, ba o si  lub nie chcia o czeka

background image

na swoj  kolej ewakuacji przez wojsko czy policj ; niektórzy zreszt  bardziej si  obawiali tych instytucji ni  tsunami. Brali zatem sprawy we w asne

ce: kupowali za grosze i dora nie naprawiali ca e armady starych samochodowych wraków, nie tylko nie nadaj cych si  do ruchu na drogach

publicznych, ale wr cz niebezpiecznych dla swych w

cicieli i dla innych kierowców. Ten rozklekotany, pozbawiony hamulców z om w cza  si  do

ównego nurtu pojazdów wype niaj cych ulice i drogi wylotowe.

W niedziel  wieczorem korki by y ju  takie, jakich nikt nie pami ta . Ludzie siedzieli na chodnikach i poboczach obok swoich samochodów

wype nionych dobytkiem. Pojazdy porusza y si  o metr czy dwa, by znów stan

 na kilka, a na-

327
wet kilkana cie minut. Wystarczy o,  e gdzie  w przedzie w jednym z reanimowanych wraków wysiad  zu yty akumulator, by ca a kolumna utkwi a na

dobre. Na mostach Triboro i Queensboro oba poziomy by y szczelnie wype nione samochodami. Korki zablokowa y Whitestone, Throg's Neck,
autostrad  West Side. Tunele Holland i Lincolna bardziej przypomina y podziemne parkingi ni  arterie  cz ce Manhattan z reszt

wiata.

W poniedzia ek rano burmistrz Nowego Jorku wyda  edykt nadaj cy policji miejskiej specjalne uprawnienia do konfiskaty ka dego zepsutego wozu na

ulicach i przekazania go Gwardii Narodowej. Puste przestrzenie pod estakadami dróg i mostami zamieniano w tymczasowe z omowiska; w tym samym
celu burzono p oty wokó  miejskich boisk sportowych dla u atwienia dojazdu. Gwardzi ci  ci gali unieruchomione pojazdy z ulic i mostów,
bezceremonialnie spychaj c je na dost pne wolne miejsca.

Burmistrz og osi  ju  Nowy Jork rejonem potencjalnej kl ski  ywio owej i poleci  wojsku przej

 kontrol  nad metrem i kolej ; mia y one pos

 do

ewakuacji Manhattanu i Long Island. Sz o to jednak opornie. Na alejach Siódmej i Ósmej tworzy y si  d ugie kolejki ludzi, godzinami czekaj cych na
wej cie na dworzec Penn. W sumie jednak poci gi stanowi y dogodny i pojemny  rodek transportu. Urz dników z Amtrac i Long Island Railroad

ci gni to do ratusza, by pomagali w koordynacji i zarz dzaniu operacj .

Do prawdziwych rozruchów omal nie dosz o z powodu postawy niektórych firm transportowych, które 

da y poczwórnych cen za wynajem

ci

arówek. Bossowie chcieli si  zabezpieczy , nie maj c pewno ci, czy wozy kiedykolwiek do nich wróc , ale dla klientów by o to jawne zdzierstwo,

cyniczna próba ich ograbienia w obliczu gro

cej katastrofy. Trzech narwa ców pod

o nawet ogie  w jednej z firm na Lower East Side; sp on o

biuro i trzy samochody. Stra acy nie zd

yli na czas, by je uratowa , a przybyli na miejsce gwardzi ci nie okazali w

cicielowi specjalnego

wspó czucia. Komendant policji i burmistrz zareagowali szybko, zabraniaj c wszelkiego podnoszenia cen na us ugi transportowe. Dodali te ,  e je eli
firmy nie chc  w takich warunkach dalej pro-

328
wadzi  wynajmu, maj  do tego prawo; zarazem jednak Gwardia Narodowa zosta a upowa niona do rekwirowania wszystkich  rodków transportu na

terenie Nowego Jorku. Rozporz dzenie wysz o o par  godzin za pó no dla innej firmy na Lower West Side, gdzie rozjuszeni 

daniem przez w

ciciela

stawki tysi ca dolarów za dzie  wynajmu niewielkiego wozu dostawczego ludzie wdarli si  do biura, obezw adnili czterech pracowników, zabrali wisz ce
na  ciennej tablicy kluczyki i znikn li z dwudziestoma sze cioma baga ówkami. I w tym wypadku policja niewiele mog a - ani nie chcia a — pomóc.
Wszyscy funkcjonariusze we wspólnych patrolach z 

nierzami chodzili od domu do domu, systematycznie zmuszaj c mieszka ców ca ych dzielnic do

opuszczania miasta, pomagaj c im przy wynoszeniu rzeczy i wydaj c instrukcje co do kierunku ewakuacji. By o to tytaniczne zadanie, zw aszcza na
Middle i Upper West Side, gdzie wzd

 alei Pierwszej, Drugiej i Trzeciej mi dzy Pi

dziesi

 Siódm  Ulic  a Sutton Place stoi tyle wielkich bloków

mieszkalnych. Wszyscy tury ci i odwiedzaj cy Nowy Jork w interesach albo ju  wyjechali, albo byli w drodze. Pod koniec poprzedniego tygodnia
otrzymali instrukcje, by nie zwlekaj c, opu ci  miasto. Na polecenie burmistrza wojsko obj o kontrol  nad firmami autobusowymi i wzi o na siebie
odwo enie turystów na lotniska. Departament Stanu ostrzeg  obce rz dy o nadchodz cym kataklizmie i poinformowa  ameryka skie ambasady na
ca ym  wiecie,  e obowi zuje absolutny zakaz przylotów na ca e Wschodnie Wybrze e. Linie lotnicze poproszono o przysy anie pustych samolotów, by
usprawni  wywo enie go ci z JFK, La Guardii i Newark. Samoloty, które ju  by y w drodze do Nowego Jorku, kierowano do Toronto, gdzie mia y
uzupe ni  paliwo i wraca , sk d przybywa y. Port morski te  nie przyjmowa

adnych statków, odprawiano jedynie w morze te, które ju  w nim

cumowa y. Zamkni te by y szko y i uczelnie, przedsi biorstwa us ugowe, produkcyjne i handlowe zaprzesta y dzia alno ci, pracowa y jedynie te firmy,
które bra y udzia  w ewakuacji. Chodzi o tu przede wszystkim o to, aby maksymalnie zredukowa  normalny ruch na ulicach i w ten sposób u atwi
dzia anie wojsku i policji.

329
Zamkni cie sklepów i magazynów przypomnia o planistom z Tammany Hali jeszcze jedno widmo z przesz

ci: wydarzenia z lata 1977 roku, kiedy

wielka awaria energetyczna pogr

a miasto w niemal absolutnej ciemno ci. Kryminalistom zaj o najwy ej dziesi

 minut u wiadomienie sobie

wspania ej nowiny: nie ma  wiat a, nie dzia aj  zabezpieczenia i alarmy! Do  witu dokonano setek, je li nie tysi cy w ama  jak Nowy Jork d ugi i szeroki,
a  upem z odziei pad y towary za miliony dolarów. Tym razem sytuacja nie by a a  tak gro na - energii elektrycznej nie brakowa o, a miasto patrolowa y
tysi ce policjantów i gwardzistów, z odzieje za  musieli si  obawia  o w asne  ycie. Niemniej ca e wyludnione dzielnice i sklepy pe ne wszelakich dóbr
sta y nie pilnowane, kusz c  atw  zdobycz . Policja pracowa a niejako falami, koncentruj c si  na niektórych rejonach i poruszaj c si  w du ej grupie,
za sob  zostawiaj c ziemi  niczyj . Sygna y o dwóch powa nych w amaniach nieopodal du ego domu towarowego Macy's na Trzydziestej Czwartej
Zachodniej zwróci y uwag  w adz na ten problem i odt d w  lad za policj  posy ano do opustosza ych dzielnic silne patrole Gwardii Narodowej.
Radiowozy wolno kr

y po ulicach, gromko informuj c przez g

niki ka dego, komu si  chcia o s ucha ,  e od tej pory dany rejon jest zamkni ty dla

ruchu pieszego i dla prywatnych samochodów. Zapowiadano g

no i wyra nie: DO Z ODZIEI STRZELAMY BEZ OSTRZE ENIA. Zakrawa o to na

dyktatur  wojskow , co w ameryka skiej demokracji mog o si  wydawa  nie do pomy lenia; stanowisko Pentagonu by o jednak niewzruszone - tak
operacj  mo na przeprowadzi , tylko bezwgl dnie stosuj c  elazne regu y. Obywatele musz  si  pogodzi  z tym,  e trzeba wykonywa  polecenia, i to
natychmiast, dok adnie i bez wyj tków. Na biurku burmistrza le

y wytyczne sporz dzone przez wszechw adnego teraz admira a Morgana i

doszlifowane w szczegó ach przez szefostwo sztabu armii.  adnych protestów,  adnych dyskusji, przerw ani innych rozwi za . To mia a by  operacja

ci le militarna i w adze miejskie otrzymywa y rozkazy, nie sugestie. Dzia

 i nie gada . I to si  w sumie sprawdza o. Oczywi cie by o z pocz tku troch

zaburze , trafia y si  próby rabunku, ale widok przy apanych na gor cym uczynku spraw-

330
ców  adowanych pod lufami pistoletów maszynowych na ci

arówki i wywo onych Bóg wie gdzie studzi  zap dy tych, którym po g owie chodzi y

podobne pomys y.

Podobnie jak w Waszyngtonie, tak e i tutaj powa ny problem stwarzali wi

niowie i personel placówek penitencjarnych. Nowojorski Wydzia

Poprawczy mia  aktualnie na swych listach ponad dziewi tna cie tysi cy skazanych, których pilnowa o dziesi

 tysi cy funkcjonariuszy stra y

wi ziennej i pó tora tysi ca pracowników cywilnych. Wi zie  jest w Nowym Jorku kilka; g ówny o rodek znajduje si  na wyspie Rikers, le

cej na East

River vis-a-vis lotniska La Guardia, gdzie oprócz otoczonych murem zabudowa  wielko ci Kremla stoj  zakotwiczone dwa p ywaj ce wi zienia,
przebudowane promy pasa erskie. Oczywi cie ca y ten kompleks nie mia by szans na przetrwanie, gdyby kontradmira owi Badrowi uda o si  trafi  w
Cumbre Vieja. Oprócz Rikers Island s  te  zak ady karne na samym Manhattanie, w Queens i po dwa w Brooklynie i Bronksie; jedno z tej ostatniej
dzielnicy równie  by o przebudowan  bark , mieszcz

 osiemset osób. Komendant policji niezw ocznie podj  decyzj  o przedterminowym zwolnieniu

tych wi

niów, którzy nie stanowili zagro enia publicznego na przysz

. Reszt  przewo ono do o rodków penitencjarnych le

cych w bezpiecznej

odleg

ci od wybrze a w czterech s siednich stanach. Na  rodek transportu wybrano kolej, któr

atwiej by o zarz dza  i zabezpieczy  ni  w wypadku

pojazdów samochodowych i zat oczonych autostrad.

Istne pandemonium panowa o od pi ciu dni w twierdzy biznesu - na Wall Street. Pami tny atak terrorystyczny na World Trade Center zmusi  wiele

ameryka skich i mi dzynarodowych korporacji przemys owych, handlowych i finansowych do przegl du i uaktualnienia swoich strategii kryzysowych. W
przedsi biorstwach opracowywano procedury awaryjne, maj ce umo liwi  jak najszybsze przywrócenie normalnego funkcjonowania po katastrofie,
my lano te  o stworzeniu zapasowych siedzib i systemów na wypadek zniszczenia g ównych biur. Jednak tylko niewiele korporacji stworzy o naprawd
przemy lane i skuteczne sposoby dzia ania. Wiele firm wci

 sta o w obliczu tych samych problemów, ja-

331
kie wynik y po 11 wrze nia 2001 roku. Niektóre z nich co prawda mia y zapasowe struktury organizacyjne i techniczne, ale mieszcz ce si  równie

na Manhattanie, a wi c w obecnej sytuacji bezu yteczne. Inne firmy usi owa y zaoszcz dzi  sobie wydatków i wynajmowa y zaplecze informatyczne u
us ugodawców, którzy dysponowali spor  cyberprzestrzeni  do magazynowania danych, ale prawie  adn  fizyczn , gdzie mogliby zasi

 za biurkami

pracownicy ratuj cy interesy swojego przedsi biorstwa po utracie w asnej siedziby.

Gro ba tsunami raptownie i dobitnie przypomnia a o innym potencjalnym zagro eniu: awarii systemowej, która mo e na d ugo wy czy  z biznesu

kilka najwi kszych instytucji finansowych  wiata. W ten pa dziernikowy poniedzia ek nowojorskie City stan o w obliczu najstraszniejszego efektu
domina, zdolnego za ama  ca y globalny system finansowy.

Po 11 wrze nia sprawuj ca nadzór nad operacjami finansowymi Komisja Gie dy i Papierów Warto ciowych (Security and Exchange Commission)

wyda a surowe ostrze enie, narzucaj c najpowa niejszym instytucjom konkretne wymagania co do dopuszczalnego czasu powrotu do normalnego
dzia ania i minimalnych odleg

ci mi dzy siedzibami firm a ich zapasow  infrastruktur . Niektóre korporacje, jak IBM, potraktowa y te wymagaj ce

du ych nak adów plany priorytetowo i dzi  mog y zapewne da  sobie rad  na wypadek tsunami. IBM zainteresowa a si  na przyk ad terenami na
wzgórzach Kittatinny w zachodnim New Jersey, szukaj c tam miejsca na budow  nowego kompleksu biurowego, który zapewni by jej „pe

 odporno

informatyczn ", czyli mo liwo

 równoleg ego magazynowania i przetwarzania danych. Ostatecznie zarz d IBM zdecydowa  si  na Sterling Hill i

zainwestowa  du e pieni dze w utworzenie Centrum Odbudowy i Ci

ci Dzia ania, biurowego labiryntu po

onego w ród lasu o pi

dziesi t kilka

kilometrów na pó nocny zachód od Wall Street, cz

ciowo ukrytego pod ziemi  w dawnej kopalni. Wielu klientów korporacji p aci o comiesi czny czynsz

za utrzymywanie dla nich bezpiecznych i dobrze wyposa onych biur wraz z pe nym zapleczem informatycznym -na wypadek, gdyby kiedykolwiek
okaza y si  potrzebne.

Przyk ad IBM sk oni  kilka innych przedsi biorstw z Man-
332
hattanu do postawienia takich zapasowych siedzib w górach New Jersey. Od pi ciu dni urz dnicy, dyrektorzy, bankierzy, maklerzy i ca a armia

pracowników odp ywa a z miasta nie ko cz cym si  konwojem samochodów na zachód. W miejscowych zak adach energetycznych raptowny skok

background image

obci

enia zasygnalizowa  uruchomienie tych kryzysowych zapleczy korporacyjnych, które przejmowa y funkcje zamykanych g ównych siedzib

nowojorskich. Na Wall Street do ostatnich chwil pracowali technicy komputerowi, demontuj c, pakuj c i ekspediuj c w góry serwery, twarde dyski i
sprz t pomocniczy.

Morgan Stanley, gigant gie dowy, po zburzeniu World Trade Center by  zmuszony przenie

 trzy tysi ce siedmiuset pracowników do nowej siedziby.

W nast pnych latach firma ta bardziej ni  inne po wi ca a uwag  budowie w pe ni nowoczesnego zapasowego centrum biznesowego. Dyrekcja wybra a
odpowiednie miejsce, prace zosta y rozpocz te i w 2007 roku centrum by o gotowe do u ytku. Mia o tylko jedn  wad : powsta o w Harrison, zaledwie o
trzy kilometry od portu Mamaroneck, na p askim pó nocnym brzegu cie niny Long Island, gdzie teraz spodziewano si  przej cia fali o wysoko ci co
najmniej dwudziestu pi ciu metrów.

W generalnym exodusie z miasta bra o udzia  niewielu maklerów gie dowych. Gie da nowojorska pope ni a zasadniczy b d. Wype niaj c zalecenia

SEC, zbudowa a alternatywny o rodek dla prowadzenia transakcji na wypadek jakiejkolwiek katastrofy na Dolnym Manhattanie, zdolny do dzia ania w
dwadzie cia cztery godziny, co przewy sza o wymagania Komisji. B d polega  jedynie na tym,  e ów zapasowy o rodek zosta  zlokalizowany w Nowym
Jorku. Teraz sp dza o to sen z wielu oczu od Wall Street po Bia y Dom. Nag e zamkni cie najwi kszego  wiatowego rynku, by  mo e a  na kilka
tygodni, mo e mie  fatalne konsekwencje. Na New York Stock Exchange zarejestrowanych jest ponad dwa tysi ce osiemset przedsi biorstw
ameryka skich, zagranicznych i mi dzynarodowych, których  czny kapita  rynkowy wynosi pi tna cie bilionów dolarów. Jej codzienne niezak ócone
funkcjonowanie jest podstaw  ci

ej stabilno ci rynków ca ego  wiata. Dlatego te  w ostatnich latach prawie wszystkie gie dy, od najwa niejszych po

lokalne, nalega y na stwo-

333

enie zapasowego „parkietu", który w razie zniszczenia siedziby g ównej móg by szybko przej

 funkcje transakcyjne. Na NYS  pracuje codziennie

trzy tysi ce maklerów i personelu pomocniczego, korzystaj c z o miu tysi cy linii telefonicznych i ponad pi ciu tysi cy przeno nych urz dze
elektronicznych. Budowa zapasowego parkietu z pe nym wyposa eniem to projekt o warto ci pi

dziesi ciu milionów dolarów.

Dodatkowy k opot sprawia  fakt,  e nowojorska gie da architektonicznie nie jest jednym, zwartym organizmem. Ju  w 1870 roku zasz a konieczno

rozbudowy pierwotnej siedziby, pi ciopi trowego budynku przy Broad Street 10. Z biegiem lat stawiano nowe budynki; ostatni, pi ty ju  parkiet,
wyposa ony w najnowocze niejsze  rodki audiowizualne, powsta  w 2000 roku przy Broad Street 30. Wszystko to sprawia o,  e ewakuacja gie dy nie
by a prostym przedsi wzi ciem, a jej pe ne sklonowanie w innym miejscu pod jednym dachem trudno by o sobie nawet wyobrazi . Ironi  losu by o to,  e
istniej ce zapasowe urz dzenia zosta yby zmiecione przez tsunami, jeszcze zanim uderzy oby ono w g ówn  siedzib  NYS . Wygl da o na to,  e
przyjdzie przenie

 gie

 a  do Chicago; Filadelfia nie wchodzi a w rachub  jako równie nara ona jak Nowy Jork.

Trzecim i chyba najpowa niejszym z wielkich k opotów po wi ziennictwie i gie dzie by a ewakuacja zgromadzonych w muzeach nowojorskich dzie

sztuki. Tak zwana „Wielka Pi tka" - Metropolitan Museum of Art, MoMA, Guggenheim, Whitney i Museum of Natural History - to instytucje  wiatowej
klasy. Dziesi tki pomniejszych galerii i muzeów w ka dym mniejszym mie cie by yby g ównymi atrakcjami turystycznymi. W samym tylko „Met"
wystawione s  trzy miliony eksponatów: obrazów, rze b, ceramiki, szk a, mebli,  redniowiecznych militariów, rzadkich instrumentów muzycznych i
innych. Ka dy z nich ma unikatow  warto

 historyczn  i móg by by  przedmiotem marze  ka dego kustosza na  wiecie.

Konwoje wojskowych ci

arówek od paru dni wywozi y zbiory z labiryntów Metropolitan do bazy lotniczej na zachodzie stanu Nowy Jork, gdzie mia y

by  strze one przez

334
co najmniej dwie kompanie wojska. Ewakuowano ju  oko o trzydziestu sze ciu tysi cy eksponatów staroegipskich. W ka dej ci

arówce jecha  kto

z personelu muzeum i kilkunastu uzbrojonych 

nierzy. Bezcenny, naturalnej wielko ci pos g królowej Hatszepsut z XVIII dynastii mia  ca  naczep

dla siebie, je li nie liczy  dwunastu gwardzistów do ochrony. Ca a  wi tynia Dendur, dar narodu egipskiego dla USA, zosta a rozebrana i wywieziona w
cz

ciach. Jej wielkie kamienne bloki z okresu rzymskiego, na których przedstawiony jest cesarz August sk adaj cy ofiary bogom Egiptu i Nubii, zosta y

przekazane Stanom Zjednoczonym w podzi ce za pomoc przy ratowaniu skarbów staro ytnej architektury z Abu Simbel w latach sze

dziesi tych XX

wieku przed zalaniem przez wody sztucznego Jeziora Nasera, jakie mia o powsta  po zako czeniu budowy tamy w Asuanie*.

Skarby kultury greckiej i rzymskiej, g ównie pos gi, militaria i ceramika, pow drowa y do bazy wojskowej Fort Drum w okolicy, gdzie rzeka  w.

Wawrzy ca wyp ywa z jeziora Ontario. Specjalny oddzia  marines w sile batalionu zajmowa  si  pakowaniem i transportowaniem obrazów, pracuj c
nieprzerwanie przez okr

 dob . Na specjalny rozkaz z Pentagonu ta jedna z najwi kszych w  wiecie kolekcji malarstwa trafi a do Akademii

Wojskowej West Point, zlokalizowanej oko o osiemdziesi ciu kilometrów w gór  rzeki Hudson. W ten sposób od chwili zdj cia ze  cian Metropolitan
obrazy znajdowa y si  pod stra

 i opiek  ludzi ciesz cych si  najwi kszym zaufaniem w USA. Przez weekend 

nierze wyekspediowali w drog

prawie ca  kolekcj  florenckich i weneckich mistrzów;  prace  Rafaela,  Tintoretta, Tycjana, Yeronesego

* W dobie tak wielkiej przyja ni z USA nie od rzeczy b dzie chyba napomkn

,  e to nieco ju  dzi  zapomniane wielkie przedsi wzi cie

archeologiczno-in ynieryjne z lat 1964-1968 nie by o bynajmniej zas ug  samych li tylko Amerykanów. Zrealizowano je pod egid  UNESCO wed ug
projektu szwedzkiego (dwie wykute w nadbrze nych ska ach  wi tynie, jedn  po wi con  Ptahowi, Amonowi i Ramzesowi II, drug  bogini Hathor i
Nefretete, poci to i na powrót zmontowano w innym miejscu, o 64 metry nad poziomem przysz ego jeziora), a pracami kierowa  mi dzynarodowy
komitet pod przewodnictwem polskiego egip-tologa, zm. w 1981 roku profesora Kazimierza Micha owskiego z UW.

335
i Tiepola, najwi ksze dzie a El Greca, Velazqueza by y ju  bezpieczne w ku ni kadr oficerskich US Army. Tego poniedzia kowego popo udnia do

drogi szykowano mi dzy innymi znany obraz Rembrandta, Arystoteles z popiersiem Homera, oraz wielk  kolekcj  impresjonistów. Ca  t  operacj
nadzorowali na miejscu w Metropolitan dwaj genera owie z Korpusu Marines.

Po

ony o trzysta kilometrów na pó nocny wschód od Nowego Jorku Boston by  tak e powa nie zagro ony przez tsunami. Ca e  ródmie cie le y

praktycznie nad otwartym morzem i poci te jest w skimi, kr tymi zatokami, do których uchodz  trzy rzeki: Charles, Chelsea i Mystic. Pewn  os on  daj
wprawdzie wyspa Nantucket i wygi ty sierp pó wyspu Cape Cod, ale eksperci przewidywali,  e fala, która wedrze si  na zatok  Massachusetts i runie
na miasto, b dzie jeszcze mia a trzydzie ci metrów wysoko ci.

W Bostonie mieszka tylko pi

set pi

dziesi t tysi cy ludzi, z czego prawie po owa to studenci sze

dziesi ciu col-lege'ów i uniwersytetów.

Wszystkie uczelnie zosta y ju  zamkni te, zaprzesta y te  dzia alno ci firmy software'owe i internetowe, których na fali rewolucji technicznej ostatnich
dwóch dekad XX wieku powsta o tu ponad trzy tysi ce. Najbardziej martwiono si  o dwa sztandarowe centra edukacyjne - Harvard i Massachusetts
Institute of Technology, po

one na lewym brzegu Charles River. Naprzeciwko zajmuj cego sze

dziesi t hektarów terenu MIT, tak e tu  nad wod ,

le y trzeci co do wielko ci w USA Uniwersytet Bos-to ski, w którym kszta ci si  trzydzie ci tysi cy m odych ludzi ze wszystkich stanów i z ca ego  wiata.

Ewakuacja wszystkich tych uczelni i licznych muzeów przebiega a podobnie jak w innych wielkich miastach Wschodniego Wybrze a, ale niewielki

Boston by  poniek d najbardziej wystawiony na furi

ywio u, nie maj c kamiennych  cian wie owców jak Nowy Jork ani jakiejkolwiek os ony

topograficznej jak Waszyngton. W tym historycznym porcie Nowej Anglii, miejscu rozpocz cia rewolucji ameryka skiej, strach zagl da  ludziom w oczy
rzeczywi cie ogromnymi  lepiami.

336
Wtorek, 6 pa dziernika 2009 r., godzina 6.00. Santa Cruz de la Palma, Wyspy Kanaryjskie
Pas startowy lotniska w Santa Cruz niedawno zosta  wyd

ony i teraz mierzy  tysi c sze

set metrów - zupe nie jakby w przewidywaniu,  e wkrótce

 tam musia y wyl dowa  cztery wielkie transportowce US Air Force C-17 Globemaster III z pe nymi  adowniami, które w

nie nadlatywa y od

zachodu, w odst pach co dziesi

 kilometrów. Ogromne maszyny kolejno robi y zwrot na pó noc i podchodzi y do l dowania. Ko owa y potem do

wyznaczonych miejsc postojowych, gdzie przez nast pne dwie godziny 

nierze ze s

by transportu powietrznego z bazy lotniczej w Charleston w

Karolinie Po udniowej wy adowywali przywieziony przez nie sprz t. Z pierwszego globemastera wyjecha y cztery ci gniki siod owe, które nast pnie
wjecha y ty em do  adowni pozosta ych trzech samolotów. Kiedy znów si  ukaza y na asfalcie lotniska, ka dy ci gn  za sob  naczep  z dwiema
samobie nymi wyrzutniami Patriot, supernowoczesnymi platformami ogniowymi dla kierowanych rakiet przeciwlotniczych MIM-104E, jedynych, które
kiedykolwiek w warunkach bojowych przechwyci y balistyczne pociski nieprzyjaciela. Ka da wyrzutnia mia a po cztery takie rakiety, fantastyczn  bro ,
skuteczn  w ka dych warunkach pogodowych, o du ym zasi gu i pu apie, przeznaczon  do zwalczania taktycznych rakiet balistycznych, pocisków
cruise i nowoczesnych samolotów. Produkowane s  one w zak adach Raytheon w Massachusetts oraz Lockheed Martin Missiles and Fire Control na
Florydzie. Posiadaj  skuteczny zasi g do siedemdziesi ciu kilometrów i maksymalny pu ap dwudziestu czterech tysi cy metrów. Ich zadanie
teoretycznie jest proste: wykry  i zniszczy  nadlatuj ce rakiety nieprzyjaciela. Rzeczywisto

 jest jednak troch  bardziej skomplikowana- Patrioty lec

do celu z pr dko ci  5 machów (prawie 6 tysi cy kilometrów na godzin ), co w zasadzie gwarantuje,  e cel, na ogó  znacznie wolniejszy, nie zd

y

zrobi  uniku; przy tym jednak system naprowadzania patriotów musi by  niezwykle sprawny.

Armia ameryka ska dziesi

 lat z ok adem strawi a na

337

doskonaleniu tych rakiet, po raz pierwszy zastosowanych w operacji „Pustynna burza" w 1991 roku. Chybi y wówczas zbyt wiele razy,

przepuszczaj c scudy Saddama Husajna nad terytorium Izreala i nad bazy US Army w Arabii Saudyjskiej. Kolejne udoskonalenia i wielokrotnie
powtarzane próby ogniowe na pustkowiach Pacyfiku przynios y wreszcie po

dany efekt. Nowa, unowocze niona wersja patriota otrzymywa a dane z

radaru naziemnego, dotycz ce ostatecznych korekt kursu, polece  namierzenia konkretnego celu, sama za  przesy

a uzyskane przez w asny system

wykrywania informacje o pozycji celu. Ta wymiana danych z uwagi na ogromn  pr dko

 rakiety musia a odbywa  si  b yskawicznie — tu o sukcesie

decyduj  ju  nie u amki, a u amki u amków sekundy. Ten system naprowadzania znany jest pod kryptonimem TVM - Track via missile,  ledzenie (celu)
przez system detekcyjny rakiety. Zamontowany w specjalnie skonstruowanym nosie pocisku, o niskiej charakterystyce szumów, ma wielokrotnie
zwi kszon  czu

 sensorów, aby wykrywa  cele o niewielkim efektywnym przekroju radarowym. W g owicy bojowej przenosi dziewi

dziesi t

kilogramów trotylu — ilo

 wystarczaj

 do zburzenia stadionu futbolowego Yankees w Nowym Jorku. Scimitary kontradmira a Badra s  szybkie,

niezawodne i celne, ale w nowym patriocie mia y bardzo gro nego przeciwnika. Wystrzelona w kierunku celu rakieta uaktywnia swój system
namierzania TVM i gdy raz „z apie" swój obiekt, na dobr  spraw  nie mo e chybi . Nie musi te  zderzy  si  ze scimitarem,  eby go zestrzeli ;

background image

wystarczy,  e si  znajdzie w jego pobli u i zdetonuje niespe na cetnar trotylu w g owicy bojowej.

ówn  szans  Hamasu by  element zaskoczenia, typowy dla wszystkich ataków rakietowych spod wody. Nikt nie wiedzia  na pewno, z którego

kierunku nale y si  go spodziewa .  eby tak  rakiet  zestrzeli , trzeba j  zobaczy , a potem dzia

 naprawd  b yskawicznie. Patriot potrafi tego

dokona , ale musi zosta  wystrzelony w sekundy, nie w minuty po wykryciu ataku. 

nierze z obs ugi wyrzutni dobrze to wiedzieli. Pierwsze cztery

jednostki, zamontowane na podwoziach ci

arówek, by y ju  w drodze na po udnie, aby wkrótce skr ci  na zachód, ku wulkanicznemu grzbietowi, nad

którym góru-

338
je poszarpany krater Cumbre Vieja. Tam zajm  pozycje na ogó  znacznie wolniejsze bojowe, niewykluczone,  e jako ostatnia linia obrony przed

miertelnie gro nym przeciwnikiem.

W pierwszej grupie by o dwunastu 

nierzy i czterech oficerów. Ka dy z nich zdawa  sobie spraw ,  e je li system namierzy cel, a wystrzelona

rakieta we  nie trafi, b dzie to ich ostatnia chwila na tej ziemi. Scimitar rozniesie w strz py wielk  gór  i wszystko dooko a niej, a po dziewi ciu
godzinach kataklizm nawiedzi ca e Wschodnie Wybrze e.

Dowódc  ca ej baterii by  trzydziestopi cioletni major Blake Gili, zawodowy oficer, absolwent West Point. W Clarks-ville w Tennessee czeka a na

jego powrót  ona i dwaj synowie w wieku o miu i pi ciu lat. Major Gili, jeden z najlepszych specjalistów rakietowych w US Army, s

 w jednej z

najwi kszych baz wojskowych na terenie USA, Fort Campbell, po

onej na granicy Kentucky i Tennessee, gdzie stacjonuje s ynna 101. Dywizja

Powietrzno-Desantowa. Gili by  cz onkiem grupy ekspertów armijnych przydzielonych do US Navy na czas programu prób patriotów na Pacyfiku. By
zagorza ym fanem tego systemu obronnego i je li kiedykolwiek zdecydowa by si  na przej cie do cywila, czeka a go b yskotliwa kariera w zak adach
Raytheon albo Lockheed Martin. Blake Gili by  jednak - nomen omen — patriot , cz owiekiem odlanym w podobnej formie co admira  Arnold Morgan,
zaprzysi

ym wrogiem nieprzyjació  swego kraju, dla którego osobisty zysk by  poj ciem ca kowicie obcym. Ten kr py, muskularny Po udniowiec mia

przed sob  otwart  drog  do najwy szych stanowisk, jakie US Army ma do zaoferowania. I je eli ktokolwiek potrafi w por  zestrzeli  arabskie
scimi-tary, zanim uderz  w Cumbre Vieja, to na pewno major Blake Gili, rakietowiec pierwszej wody, m

 Luizy, ojciec Charliego i Harry'ego.

Major jecha  w kabinie pierwszej wyrzutni. Mia  ze sob  trzy ró nej skali mapy terenu: zdj cie satelitarne ca ego grzbietu Ruta de los Volcanos z

widocznymi brzegami wyspy, dok adniejszy szkic wykonany na miejscu i trzeci , szczegó ow  map  o du ej skali, przedstawiaj

 pofa dowany teren

wokó  samego g ównego krateru. W sytuacji, kiedy nie by o wiadomo, z jakiego kierunku nadlec  rakiety, Gili musia  po-

339
lega  na ocenie Pentagonu, z któr  si  zapozna  w drodze do bazy w Charleston. Wiedzia ,  e musi pokry  sektor zachodni i mniej prawdopodobny

pó nocny, ale prawdziwego niebezpiecze stwa spodziewa  si  ze wschodu i po udnia. Bar-racuda musia a zej

 z drogi wywo anego przez siebie

tsuna-mi,  eby nie ryzykowa  uszkodzenia lub nawet zatopienia. To za  oznacza o,  e je li b dzie strzela  z bliskiej odleg

ci, musi poszuka

schronienia po wschodniej stronie Palmy albo Gomery.

Major Gili naniós  o ówkiem na map  pozycje swoich o miu wyrzutni tak, aby ka da by a zwrócona w jednym z kardynalnych kierunków

kompasowych. Wst pnie zaprogramowana rakieta cruise mo e obra  tras  niezwykle kr

 i skomplikowan , ale do tego potrzebne s  jej dane z GPS.

W obecnej sytuacji raczej nie wchodzi y w gr

adne przebieg e manewry i nalot nad wulkan od pó nocy czy zachodu. Generalicja z Pentagonu by a

pewna,  e rakiety nadlec  prostym kursem ze wschodu lub po udniowego wschodu, poniewa  tylko w ten sposób dowódca okr tu podwodnego móg by
zapewni  sobie bezpiecze stwo. Wyrzutni  numer pi

 trzeba zatem wycelowa  na po udniowy wschód. Gillowi nie dawa  jednak spokoju kierunek

pó nocno-wschodni. Rozumia  oczywi cie,  e przeciwnik mo e strzela  jedynie na wprost, a tam nie ma si  gdzie schroni  przed tsunami. A jednak...
Major zna  tych samobójczych sukinsynów z Bliskiego Wschodu. Kto wie, mo e od pocz tku chcieli po wi ci  swe  ycie? Mo e o nie nie dbaj ? Mog
wystrzeli  z dowolnego miejsca i zda  si  na wol  Allaha... W ko cu czeka na nich raj... Dla m odych bojowników z Hamasu i podobnych organizacji nie
jest niczym dziwnym  wiadome pój cie na pewn

mier  w  wi tej wojnie z Zachodem.

Major siedzia  zamy lony. By o dla  oczywiste,  e Bar-racuda odbywa swoje ostatnie zadanie. Oni nie zamierzaj  pop yn

 ni  do domu. Bo i

dok d? Ten okr t ju  nigdy nie b dzie móg  si  pokaza  na powierzchni i ju  nie wystrzeli  adnej nast pnej rakiety. Kiedy odda salw  w Cumbre Vieja,
zdradzi swoj  pozycj , a prawdopodobie stwo przechytrzenia takiej si y morskiej, jak  aktualnie dysponuje w tym rejonie US Navy, jest bliskie zeru. Nie,
ci terrory ci niemal na pewno

340
wiedz ,  e ich gra si  sko czy, gdy tylko otworz  ogie  w promieniu kilku mil od okr tów i  mig owców ZOP. On, major Blake Gili, musi by  wi c

gotowy na wszystko i to ze sporym zapasem. Postanowi  trzyma  si  swego pierwotnego planu i rozstawi  wyrzutnie dooko a wulkanu we wszystkich
kierunkach. Z map wynika o,  e teren jest tam nierówny i trudno dost pny, dlatego b ogos awi  w duchu przezorno

 dowództwa, które przys

o mu do

dyspozycji wielki  mig owiec chinook o du ym ud wigu, który bez wysi ku mo e podnie

 wyrzutni  i postawi  j  dok adnie w wybranym przez niego

miejscu.
Mijali w

nie miasteczko Los Canarios de Fuencaliente, gdzie niegdy  bi y gor ce  ród a, teraz jednak od dawna pogrzebane pod law  i popio em z

wcze niejszych erupcji tworzy y cz

 niebezpiecznego, d ugiego na kilkana cie kilometrów kot a pod skaln  skorup  gór. Dalej na po udnie widnia

wulkan San Antonio. Major zauwa

 drogowskaz kieruj cy turystów na  cie

 do punktu widokowego na kraw dzi krateru. Jeszcze dalej wznosi si

Teneguia, do którego nie wiedzie  aden szlak i tylko niewielu 

dnych przygód w drowców wspina si  po niedost pnych stokach, by zajrze  do jego

wn trza. Konwój ameryka ski skr ci  jednak w przeciwnym kierunku, na pó noc, gdzie sterczy dumnie masyw Cumbre Vieja. Po chwili major Gili ujrza
przed sob  czekaj cego chi-nooka z oznaczeniami Korpusu Marines.

Zamocowanie stalowych lin zaj o dwadzie cia minut. Major wraz z obsad  wyrzutni zaj  miejsca w kabinie  mig owca. Nie min o wiele czasu, a

pilot postawi  pojazd wed ug jego wskazówek na wyznaczonym miejscu obok krateru, przodem na wschód, z widokiem na ocean i majacz ce na
horyzoncie ciemne sylwetki Gomery i Teneryfy. Wielki  mig owiec ju  wcze niej przewióz  na jeden ze szczytów wyposa enie centrum kierowania
walk . Dwunastu techników, którzy przyp yn li na pok adzie Harry'ego S. Trumana, rozpocz o ju  ustawianie stacji w odpowiednim miejscu,
zapewniaj cym dobr  widoczno

 we wszystkich kierunkach, a zw aszcza na Atlantyk od wschodu i od zachodu, gdzie kr ci y si  patroluj ce pas

przybrze ny fregaty. Przede wszystkim jednak z centrum musia y by  widoczne wszystkie wyrzutnie

341
patriot rozstawione wokó  g ównego krateru, z czystym polem obserwacji radarowej w pe nym zakresie.
Centrum kierowania walk  jest w baterii patriot jedyn  stacj  z obsad  ludzk . Mo e si  komunikowa  z wyrzutniami M901 i z innymi bateriami

patriot, a tak e z o rodkiem dowodzenia wy szego szczebla, w tym wypadku z USS Co-ronado admira a Gillmore'a. Obs uguj cy je trzej operatorzy
mieli do dyspozycji dwie konsole sterowania i radiostacj  z trzema niezale nymi terminalami przeka nikowymi. Obok terminalu wymiany danych,
pracuj cym w pa mie fal ultrakrótkich, sta  komputer cyfrowego kierowania uzbrojeniem.

Jeden z globemasterów przywióz  zamontowany na przyczepie zespó  fazowego radaru wojskowego MPQ-53, zdolny do  ledzenia stu celów naraz.

Jest to doskona y i mo e najwa niejszy element ka dej nowoczesnej l dowej baterii rakietowej. Jego zadaniem jest wykrywanie,  ledzenie i
identyfikacja obiektów,  ledzenie i naprowadzanie w asnych rakiet oraz zak ócanie elektroniczne systemów przeciwnika. Radar jest automatycznie
sterowany przewodowo przez komputer kierowania ogniem w centrum dowódczym. Ma zasi g do dziewi

dziesi ciu kilometrów i mo e podawa  dane

niezb dne do naprowadzania dziewi ciu rakiet naraz. Dzi ki zastosowanej technice szerokopasmowej zapewnia, dot d niemo liw  do osi gni cia,
rozró nialno

 celów. W normalnych okoliczno ciach u ycie tego elektronicznego cacka mo na by uwa

 za przesad , skoro chodzi o wykrycie i

zestrzelenie zaledwie jednej czy dwóch rakiet. To jednak nie by y normalne okoliczno ci i admira  Morgan wyda  w tej sprawie wyra ne rozkazy. T
walk  nale

o potraktowa  jak najpowa niej.

Major Gili mia  w kieszeni munduru kopi  instrukcji wydanych przez Wielkiego Cz owieka z Bia ego Domu. Arnold Morgan zak ada ,  e rakiety z

Barracudy b

 zaprogramowane na wysok  i strom  trajektori  w ostatnim odcinku lotu, aby mog y spa

 do wn trza krateru niemal pionowo. Gili

pami ta  o tym, kiedy rozwa

 dyslokacj  swoich wyrzutni wokó  wulkanu. Ca y czas mia  te  w pami ci co  innego: je eli fregaty nie zd

 otworzy

skutecznego ognia do nadlatuj cych cruise'ów albo nie wykryj  ich na czas, to

342
on i jego bateria mo e si  okaza  ostatni  lini  obrony Stanów Zjednoczonych.
Wtorek, 6 pa dziernika 2009 r., godzina 23.30. Atlantyk, 2725N/02050W
Na g boko ci stu pi

dziesi ciu metrów Barracuda II po nieznacznym zwrocie w prawo zmniejszy a pr dko

 z sze ciu do pi ciu w

ów. Nowy

kurs prowadzi  j  czterna cie mil na po udnie od Punta Restinga, po udniowego cypla wyspy Hierro. W tej chwili znajdowa a si  nieco ponad sto
czterdzie ci mil morskich na zachód od niej. Od kilku dni nie mieli kontaktu z genera em Raszudem. Ben Badr sta  w centrali ze swym ZDO, kapitanem
Alim Mohtad em, który w

nie ko czy  wacht . Dowódca nakaza  podej cie na peryskopow , by szybko sprawdzi  pozycj  z GPS i rozejrze  si  po

powierzchni oceanu. Dooko a nie by o  adnych statków ani okr tów. Wspó rz dne otrzymane z GPS zgadza y si  z ich pozycj  zliczon , skrupulatnie
wyznaczon  przez nawigatora porucznika Mohammeda.

- Peryskop w dó ! Zanurzenie sto pi

dziesi t!

Kontradmira  Badr u miecha  si  lekko, wydaj c te komendy. Czu  si  bezpieczny - nie by o  adnych oznak  wiadcz cych o poszukiwaniu go przez

US Navy. By a godzina dwudziesta trzecia trzydzie ci i pi tna cie sekund. Badr nie wiedzia ,  e dok adnie za dwadzie cia cztery godziny, trzydzie ci
minut i czterdzie ci pi

 sekund oba globalne systemy nawigacji satelitarnej, GPS i Galileo, zamilkn  jednocze nie. Zamierza  zgodnie z planem

wystrzeli  rakiety z du ej odleg

ci, nie wiadomy,  e oka e si  to niemo liwe i  e pierwszy punkt w tym secie zdob

 Amerykanie.

Badr i Mohtad  patrzyli w zadumie na roz

one na stole nawigacyjnym mapy, popijaj c  wie o zaparzon  herbat  z cytryn . Do linii wysp mieli

dotrze  nast pnego dnia przed  witem i p yn

 dalej ku wybranej pozycji strza u: trzydzie ci mil na po udniowy wschód od Fuerteventury, w po owie

cie niny mi dzy wysp  a kontynentem afryka skim.

- Je eli to si  nam uda, nie mo emy nie trafi  - rzek
343
Badr. - Rakiety b

 lecia y do celu d

ej, ni  nam zajmie dotarcie pod os on  wyspy, a ryzyko wykrycia przez Amerykanów jest znikome. Jak dot d,

background image

bardzo mi si  to podoba.
Ko czyli herbat , nie wiedz c,  e wkrótce czeka ich raptowna zmiana sytuacji. Co gorsza, USS Nicholas wci

 jeszcze pozostawa  w tej okolicy i

radarzysta omal nie namierzy  peryskopu Barracudy podczas tego szybkiego sprawdzania pozycji. Ameryka ska fregata znajdowa a si  o nieca e
dwadzie cia mil i na radarze przez dwa kolejne cykle pracy pokaza o si  s abe echo. Przy trzecim ju  si  nie powtórzy o, ale m ody marynarz
obserwuj cy ekran by  czujny i natychmiast o nim zameldowa . Jego prze

ony zapisa  kontakt w dzienniku i przydzieli  mu numer. Informacja posz a w

wiat, to znaczy do reszty floty. Oczywi cie mog o to by  cokolwiek: wy sza od innych fala, stado siedz cych na wodzie mew czy nawet nabieraj cy

powietrza wieloryb. Radarzysta wola  jednak zgodnie z wytycznymi dmucha  na zimne. Nicholas sp dzi  nast pn  godzin , kr

c w tej okolicy i

wypatruj c powrotu namierzonego echa. Niczego podejrzanego jednak ju  nie zauwa ono i kapitan Nielsen ruszy  wolno dalej wzd

 brzegów Hierro, a

potem na wschód, ku Teneryfie. Fregata p yn a z nieznacznie tylko wi ksz  pr dko ci  od Barracudy, która pod

a w tym samym kierunku,

niewidoczna i nies yszalna za jej ruf  i ukryta g boko pod powierzchni .

ROZDZIA  13

roda, 7 pa dziernika 2009 r. Atlantyk

Barracuda II, wci

 p yn ca z pr dko ci  sze ciu w

ów, min a po udniowy cypel Hierro o siódmej rano. Nad Atlantykiem wstawa  w

nie

oneczny poranek i szary kad ub znajduj cej si  o dwadzie cia mil na pó noc fregaty Nicholas odcina  si  wyra nie na tle nieba. Okr t posuwa  si

wolno na po udnie o cztery mile od rdzawo-br zowych ska  wschodniego wybrze a wyspy. Jego kurs przecina  si  z kursem Barracudy II przy
niewielkim CPA*, ale kapitan Nielsen mia  wkrótce skr ci  na wschód ku Teneryfie. Na zachód od Hierro druga fregata, Kauffman kapitana Deala,
przeczesywa a g biny sonarem, szukaj c cho by najdrobniejszego szumu zdradzaj cego obecno

 okr tu podwodnego. I ona trafi aby pr dzej czy

pó niej w pobli e Barracudy II, ale rozkaz komodora Gillmore'a kierowa  j

ladem Nicholasa w rejon przybrze ny Teneryfy. Obie fregaty p yn y z

umiarkowan  pr dko ci ; niezbyt szybko, aby niczego nie przeoczy , ale na tyle sprawnie, by zd

 przeszuka  szeroki pas oceanu przydzielony im

przez dowódc .

Niewielka wysepka Hierro, dzi  mieszcz ca si  w okr gu o promieniu kilkunastu kilometrów, kiedy  by a trzykrotnie wi ksza. Pot

na erupcja

wulkaniczna przed pi

dziesi ciu tysi cami lat pogr

a dwie trzecie wyspy w oceanie; wul-kanolodzy oceniaj  dzi ,  e na dno oceanu osun o si

oko o dwustu pi

dziesi ciu kilometrów kwadratowych ska y.

* Closest Point of Approach - punkt najwi kszego zbli enia. Termin stosowany przy obliczaniu drogi wzgl dnej dwóch jednostek na przecinaj cych

si  kursach.

345
ATLANTYK
 Lanzaroteg
„ v              Tenetyfa         (P
Gomer  r—p                   n
.     *-> \J     j~_            Puerteventura
hfierro              O           ^
Gra  Canana
SAHARA ZACHODNIA 400 km   (
PALMA
ATLANTYK
^Hoya Negro
iMontana La   •latarnia
V                f ueseaaa    j morska
latarnia morska 5 km
Wyspy Kanaryjskie i pasmo wulkanicznych gór na Palmie
346
Kszta t wyspy jest typowy dla wulkanu wyrastaj cego z g boko le

cego pod

a. Dno schodzi od razu do

 stromo do trzystu metrów, po czym w

odleg

ci zaledwie dziesi ciu kilometrów od kamienistej pla y niemal pionow

cian  opada ku w skiemu podmorskiemu p askowy owi tysi c pi

set

metrów pod powierzchni . Niedaleko zaczyna si  kolejne urwisko; na przestrzeni trzech kilometrów g boko

 oceanu ro nie a  do czterech tysi cy

metrów - podobnie jak w wypadku le

cej o siedemdziesi t kilometrów na pó noc Palmy.

O ósmej Ben Badr poleci  ponownie wynurzy  si  na g boko

 peryskopow , by po czy  si  z satelit , wys

 meldunek o pozycji do

ównodowodz cego operacji, genera a Raszuda w jego damasce skim domu, i sprawdzi  GPS. Kapitan Mohtad  wysun  maszt radiowy i

rozpoznania elektronicznego. Na powierzchni nie wykry  impulsów radarowych, a radiowiec b yskawicznie  ci gn  czekaj

 na nich wiadomo

.

Chi czycy podali w niej numery kana ów i cz stotliwo

 robocz  europejskiego systemu Galileo, na wypadek gdyby Amerykanie posun li si  jednak do

wy czenia GPS. Genera  Raszud mia  informacje o „mo liwych ograniczeniach pracy systemu", dodawa  jednak,  e Pentagon jest niezwykle
pow ci gliwy i podaje ten komunikat tylko na kana ach zastrze onych dla  eglugi morskiej i lotnictwa cywilnego. Arabskie gazety prawie nic na ten
temat nie pisz , a do nast pnego wydania „Wall Street Journal" z uwagi na ró nic  czasu mi dzy Damaszkiem i Nowym Jorkiem genera  b dzie mia
dost p dopiero za osiem godzin.

Oficer  czno ci ponownie sprawdzi  dzia anie GPS, a po przestrojeniu odbiornika tak e Galileo. Oba systemy funkcjonowa y normalnie. Nagle

rozleg  si  d wi k alarmowego brz czyka na panelu rozpoznania elektronicznego: antena wykry a impulsy ameryka skiego radaru. Mohtad  szybko
nakaza  opu ci  maszt i peryskop, a sternikom poleci  wróci  na g boko

 stu pi

dziesi ciu metrów. Za pó no. Na p yn cym dwana cie mil dalej

Nicholasie zauwa ono podejrzane echo, które utrzyma o si  przez trzy kolejne obroty anteny. Komputery w centrali operacyjnej natychmiast porówna y
dane z radaru z poprzednim kontaktem sprzed siedmiu godzin, wykrytym czterdzie ci mil na zachód od aktualnej

347
pozycji. Je eli oba echa pochodz  od tego samego obiektu, oznacza to,  e porusza si  on kursem wschodnim wzd

 równole nika 27°25'N z

pr dko ci  oko o sze ciu w

ów. W kilka sekund komputerowy „wniosek" trafi  do o rodka dowodzenia na USS Coronado, obecnie znajduj cy si  na

pó nocny zachód od Lanzarote. Admira  Gillmore natychmiast oceni  sytuacj . W tej chwili Elrod i Nicholas znajdowa y si  nieco za domnieman  pozycj
przeciwnika, ale mia  w odwodzie Klakringa i Simpsona, czekaj ce w pogotowiu przy pó nocno-wschodnim kra cu Teneryfy. Poleci  im p yn

 z du

pr dko ci  na po udnie przez sto mil i rozpocz

 poszukiwanie po przekroczeniu szeroko ci 27°30'N. Wygl da o na to,  e wrogi okr t jest jak w pu apce

mi dzy czterema ameryka skimi fregatami. Admira  wiedzia  jednak,  e Barracuda jest tak cicha,  e ma szans  przemkn

 si  na du ej g boko ci nie

wykryta przez sonary pasywne. Wys

 raport do admira a Dorana w Norfolku:

070800PAZ09 MO LIWE WYKRYCIE BARRACUDY 14 MIL NA PO UDNIE OD HIERRO. KORELACJA Z POPRZEDNIM KONTAKTEM Z

070100PAZ09 WSKAZUJE NA KURS OBIEKTU 090 I PR DKO

 6 W. ELROD I NICHOLAS P YN  ZA NIM, KLAKRING I SIMPSON ID  NA

PRZECI CIE. GILLMORE.

Osiem minut pó niej Arnold Morgan zerwa  si  na równe nogi w pozbawionym prawie mebli Gabinecie Owalnym, wymierzy  powietrzu szybki

sierpowy i krzykn :

- Dalej, ch opaki! Przycisn

 dobrze sukinsyna i pos

 go na dno!

- Chyba nie zaczynasz podchodzi  do tego zbyt osobi cie, Arnie? - zauwa

 niewinnie prezydent Bedford.

- Ja? Sk

e znowu, sir! Uwielbiam ugania  si  za podwodnymi  terrorystami po wszystkich oceanach.  Tylko po pierwszym roku robi  si  troch

nerwowy.
Admira  Gillmore poleci  dowódcy Ronalda Reagana skierowa  si  na po udniowy zachód ku brzegom Gra  Canarii. Sie  si  z wolna zaci ga a, cho

admira  zdawa  sobie spraw ,

348

e ryzykuje, zak adaj c, i  owe dwa przelotne kontakty to rzeczywi cie Barracuda. Je li si  myli i wrogi okr t w tej chwili podchodzi na przyk ad od

pó nocy, wszystko b dzie zale

o od czekaj cych wokó  Palmy fregat.

Lotniskowiec utrzymywa  dwa sta e powietrzne patrole w pasie mi dzy zachodnim wybrze em Palmy a s siedni  Gomer . Wszystkie analizy

prowadzone przez sztaby ameryka skiej marynarki wojennej na ró nych szczeblach sprowadza y si  do takiego samego wniosku: je eli Barracuda

dzie zmuszona strzela  na podstawie namiarów optycznych, to po prostu musi podej

 do Cumbre Vieja gdzie  od strony Gomery, zostawiaj c j  po

lewej lub po prawej burcie, a potem próbowa  si  za ni  schroni  przed tsunami.

Ben Badr nie mia  poj cia o zaciskaj cej si  wokó  jego okr tu p tli. Przez nieuwag  jego sonarzy ci nie wykryli przechodz cego niedaleko

Nicholasa. Barracuda II p yn a wi c wci

 tym samym kursem na wschód, wolniutko i bezszelestnie. Porucznik Asztari Mohammed obliczy ,  e o

pó nocy znajd  si  o trzydzie ci jeden mil na po udniowy zachód od Punta Tauro, jednego z przyl dków po udniowo-zachodniego wybrze a Gra
Canarii. Mia  to by  krytyczny moment i dla Hamasu, i dla USA; dok adnie o tej porze zamilkn  satelity systemów nawigacyjnych. Od tego, kiedy Ben
Badr rozka e wysun

 peryskop i maszt radiowy, b dzie zale

o, jak szybko si  dowie,  e strza  z du ej odleg

ci nie wchodzi w gr .

Barracuda II p yn a dalej niezmienionym kursem, nie wykryta przez  adn  z fregat. Pó  godziny po pó nocy w czwartek 8 pa dziernika na rozkaz

kontradmira a Badra znowu podesz a pod powierzchni  i wysun a maszt radiowy i rozpoznania elektronicznego, ten ostatni gruby prawie jak s up
telegraficzny. Dwa stalowe palce wychyn y z wody... prosto pod wi zki fal radarowych z wszystkich czterech fregat patroluj cych ten akwen.

czno ciowcy odebrali sygna  od genera a Raszuda par  sekund wcze niej, zanim detektor w centrali wykry  promieniowanie elektromagnetyczne

obcych radarów. Kapitan Mohtad  zameldowa  lakonicznie:

- Jeste my otoczeni, panie admirale.
- Nie szkodzi - odpar  Ben. - Najbli szy z nich jest o sze

background image

349
mil od nas i jeszcze nic si  takiego nie sta o. Schodzimy z powrotem. Trym dziesi

, zanurzenie sto pi

dziesi t. Pr dko

 dziesi

 w

ów. Ster

prawo dziesi

, nowy kurs sto dziesi

... W tej chwili do centrali wpad  z pomieszczenia  czno ci m ody Ahmed Sabah z wydrukiem wiadomo ci z

Damaszku.
Ameryka ski GPS wy czony o pó nocy. Zhanjiang nie mo e si  dostroi  do systemu europejskiego. Strza  z daleka odwo any, powtarzam,

odwo any. Zmieni  kurs na pó nocny zachód i p yn

 ku Gomerze, potem na pozycj  ogniow  25 mil na wschód od Palmy. Zaprogramowa  rakiety

wed ug pozycji terrestrycznej*. Allah jest z wami. Raszud.

Na wszystkich czterech fregatach radary z apa y kontakt. Echo by o „jak dzwon". Podobnie jak dwa poprzednie kontakty, i ten znajdowa  si  na

szeroko ci geograficznej 27°25'N. Kapitanowie Nielsen, Smith, Sammons i Wickman byli teraz pewni,  e namierzyli poszukiwany okr t podwodny.
Wiedzieli te ,  e przy braku sygna ów GPS z pewno ci  zrobi on zaraz zwrot w kierunku Palmy.

W kabinie nawigacyjnej Barracudy II nie od razu w pe ni zrozumiano, co si  dzieje. Nie widz c znajomych liczb na ekranie odbiornika, porucznik

Mohammed z pocz tku zacz  szuka  jakiej  awarii. Dopiero kiedy zdenerwowany Ahmed odczyta  tre

 wiadomo ci od Rawiego Raszuda, nawigator

poj , co naprawd  oznacza pusty wy wietlacz GPS. System nie dzia a!

Przy jakimkolwiek zak óceniu pracy GPS, z powodu awarii, planowanego przegl du itp. centrum naziemne w Kolorado nadaje oficjalny komunikat do

wszystkich u ytkowników, który w zale no ci od typu odbiornika mo e by  wy wietlony na ekranie. Tak post piono i tym razem, ale dopiero cztery
minuty po wy czeniu nadawania sygna ów z danymi nawigacyjnymi. Sta o si  tak na polecenie admira a Morgana,

* Nawigacja terrestryczna - w odró nieniu od astronawigacji i nawigacji oceanicznej - prowadzona jest na podstawie danych l dowych: pozycj

okre la si  m.in. z namiarów kompasowych lub radarowych na latarnie morskie, charakterystyczne punkty na l dzie etc.

350
który przewidywa ,  e cztery minuty to o wiele za d ugo dla Barracudy, by trzyma  maszt wysuni ty nad wod , i liczy  na to,  e okr t przep ynie

jeszcze kilka mil tym samym kursem, zanim jego dowódca si  zorientuje, i  nie mo e liczy  na naprowadzanie swoich rakiet przez ameryka ski system
satelitarny. Wiadomo

 od genera a Raszuda za atwi a jednak t  spraw  jednoznacznie.

- Ster lewo dwadzie cia... Nowy kurs trzysta... Pr dko

 pi

 w

ów, zanurzenie sto osiemdziesi t!

Kapitan Mohtad  zda  wacht  szefowi okr tu Zahediemu o pierwszej. Od brzegów Gomery dzieli o ich jeszcze dziewi

dziesi t mil  eglugi na

bokich wodach; nie by o problemu z utrzymaniem si  „poni ej warstwy", na stu osiemdziesi ciu metrach; poza obszarem bezpo rednio przy

brzegach Atlantyk wokó  Wysp Kanaryjskich ma dobrze ponad trzy tysi ce metrów g boko ci. Nag a zmiana kursu zasia a jednak niepokój w za odze.
Co prawda tylko nieliczni oficerowie wiedzieli,  e otaczaj  ich ameryka skie okr ty, a pierwotny plan oddania salwy z bezpiecznej odleg

ci spali  na

panewce, ale wszyscy szybko si  domy lili,  e co  jest nie w porz dku. Barracuda II sz a prosto w szpony US Navy, co nie by o najlepsz  z perspektyw.
Genera  Raszud nie my la  jednak o porzuceniu misji; przeciwnie, zagrzewa  ich do boju, aby jako 

nierze A laha zadali  miertelny cios Wielkiemu

Szatanowi. Kontradmira  Badr zwo

 najstarszych oficerów na narad  w swojej niewielkiej kabinie. Oprócz ZDO zasiedli tam dowódca dzia u reaktora

komandor Abbas Szafii, jego zast pca komandor Hamidi Abdolrahim, nawigator porucznik Asztari Mohammed i Ahmed Sabah.

- Panowie, nie mog  ju  twierdzi  z ca  pewno ci ,  e ktokolwiek z nas wyjdzie st d  ywy - zacz  Ben Badr. -Jednak e otrzymane rozkazy nie

pozostawiaj

adnych w tpliwo ci. To zadanie musi by  wykonane i my je wykonamy.

Nala  wszystkim herbaty ze srebrnego dzbanka, daj c zebranym chwil  na zrozumienie jego s ów. Po raz pierwszy w obu ich podmorskich misjach

pojawi o si  realne prawdopodobie stwo oddania  ycia za spraw . Ka dy islamski bojownik liczy si  z tak  konieczno ci  i ta perspektywa nie jest mu
tak straszna jak wyznawcom innych religii. Niemniej Ben

351
Badr by

wiadomy nag ej zmiany nastroju w kabinie i wiedzia ,  e musi zaj

 uwag  obecnych.

- Na dobr  spraw  nic si  specjalnie nie zmieni o - powiedzia . - Oczywi cie lepiej by by o odda  nasz  salw  z dwustu lub trzystu mil, ale wszyscy

wiemy,  e to ju  nie jest mo liwe. Nasz cel jednak nie ucieknie. Jedyna zmiana dotyczy konieczno ci znacznego zbli enia si  do niego. Mo emy bez
problemu podkra

 si  na dwadzie cia pi

 mil, wzi

 namiary i odpali  scimitary prosto w wulkan. Rakiety polec  tam, gdzie je po lemy. Wystarczy

dobrze wycelowa . G owica nuklearna nie wymaga precyzyjnego naprowadzania, byle trafi a kilkaset metrów od celu. Eksplozja za atwi reszt .

- Ale jeszcze co  si  zmieni o, admirale - wtr ci  Ahmed Sabah. - Po pierwsze, czas naszego wynurzenia, po drugie, kwestia wycofania si .
- Oczywi cie. Amerykanie na pewno nas wykryj , ale s dz ,  e po wystrzeleniu rakiet b dziemy mieli do

 czasu, kilka cennych minut,  eby zej

 z

powrotem na du

 g boko

. Wtedy nawet najlepszym my liwym b dzie trudno nas znale

 i skutecznie zaatakowa .

- O jakiej g boko ci mówimy, panie admirale? - spyta  komandor Szafii.
- Minimum trzysta metrów. Je li zastosuj  bomby g binowe, zejdziemy na trzysta sze

dziesi t. Przy takim zanurzeniu musieliby my mie

wyj tkowego pecha,  eby w nas trafili. Zw aszcza gdy b dziemy mieli pi

 do dziesi ciu minut przewagi. Postaramy si  odda  salw  co najmniej dwie

mile od najbli szego okr tu.

- Czy oni nie mog  nas ostrzela  rakietami, gdy tylko zauwa

 nasze nad wod ?

- Mam nadziej ,  e wi kszo

 energii skoncentruj  na próbie przechwycenia scimitarów - odpar  Ben. - By  mo e po

 w nas par  rakietotorped, ale

nawet wtedy b dziemy mieli te par  minut na zej cie w dó . Musieliby mie  sporo szcz

cia,  eby zd

 nas dosi gn

, zw aszcza je li b

 w tym

samym czasie stara  si  zestrzeli  nasze rakiety.

- My

,    e   mamy  szans   im  umkn

  —  odezwa   si  Ahmed.

- Powiedzia bym nawet,  e du

 — przytakn  dowódca.

352
- A je eli oni u yj

mig owców z torpedami? - spyta  komandor Abdolrahim.

- To gra w kotka i myszk , Hamidi. Wystawimy peryskop,  eby zrobi  namiary, a potem zejdziemy na du

 g boko

, zanim skierujemy si  ku

wybranej pozycji strza u. Tam znów wyznaczymy pozycj  i wystrzelimy obie rakiety. By  mo e  mig owiec znajdzie si  akurat w tamtym rejonie, ale

tpi ,  eby by  wystarczaj co blisko. Wtedy zreszt  oni skupi  ca  uwag  na obronie wulkanu przed trafieniem. Mo ecie mi wierzy , mamy realn

szans  ucieczki. Nie zapominajmy te

0  naszej istotnej przewadze. Allah jest z nami, a nie z niewiernymi.
Ben Badr na tym zako czy  odpraw , po czym przez okr tow  rozg

ni  wezwa  ca  za og  do modlitwy s owami, które muezzini pi

 razy dziennie

wy piewuj  z minaretów w ca ym muzu ma skim  wiecie: „Allah-u akbar... Bóg jest wielki... Nie ma innego Boga nad Allaha... a Mahomet jest jego
prorokiem". Wszyscy jak jeden m

, poza sternikiem i szefem dzia u sonarów, wyznali sw  wiar  i modlili si , kolejno przybieraj c dwana cie

nakazanych pozycji, na przemian kl kaj c, wstaj c, dotykaj c czo ami zimnej stali pok adów. Kontradmira  Badr,  wiadomy zdenerwowania za ogi i
strachu, jaki jego ludzie b

 prze ywa  przez nast pne par  godzin, zacz  czyta  wybrane sury Koranu: „Nie my lcie nigdy,  e ci, którzy  ycie oddali

w boskiej sprawie, umarli. Oni  yj

1 Bóg ma ich w opiece". Przypomnia  im,  e i sam Prorok zakrzykn  kiedy  w rozpaczy: „O, Panie, jak e nie mam narzeka  na m  bezsilno

 i

ma

 wobec ludzko ci? Ty  jednak jest Panem ubogich i s abych, ty  moim Panem. W czyje mnie wydasz r ce?" Zako czy  innym cytatem ze  wi tej

ksi gi: „Nie zapominajcie o Mnie, a i Ja b

 o was pami ta . Dzi kujcie Mi. Nie b

cie niewdzi cznymi. Wy, którzy we Mnie wierzycie, szukajcie

pomocy przez wytrwa

 i modlitw ".

Stali teraz z wyci gni tymi przed siebie d

mi, przesuwaj c nimi po twarzy na znak przyj cia Bo ego b ogos awie stwa. Dowódca modli  si  jeszcze

przez chwil  sam, po czym powtórzy  ten sam gest. Modlitwa by a sko czona. Ponownie potwierdzi  sternikowi kurs 300°, po czym poleci  ZDO i
oficerowi uzbrojenia uda  si  do przedzia u rakieto-

353
wego i rozpocz

 ostatnie sprawdzanie obu g owic nuklearnych.

W tym czasie admira  Gillmore dysponowa  ju  wszystkimi danymi z czterech fregat tropi cych Barracud . Pozycja spostrze onego o godzinie 0.30

peryskopu by a dok adnie obliczona: 27°25'N, 016°06'W. Ameryka scy dowódcy okr tów s  przyzwyczajeni do prowadzenia dok adnej nawigacji i lepiej
ni  ktokolwiek inny radzili sobie bez GPS. Admira  raz jeszcze przeanalizowa  sytuacj  i doszed  do tego samego wniosku: przeciwnik móg  obra  kurs z
sektora mi dzy W a WNW, poniewa

aden inny nie by by odpowiedni dla jego celów. Niezw ocznie poleci  przes

 rozkazy dla fregat: Elroda i

Nicholasa skierowa  ku cie ninie mi dzy Gomer  a Teneryf , natomiast Klakringa i Simpsona bardziej na zachód. Nakaza  te  dowódcy lotniskowca
zmieni  kurs i zbli

 si  wraz ze sw  gro

 eskadr

mig owców w rejon Palmy.

Barracuda II tymczasem p yn a naprzód, wolno i cicho, nie widziana i nie s yszana. Z tytanowego kad uba nie wydostawa  si  na zewn trz prawie

aden d wi k. Jej wielkie turbiny obraca y si  na minimalnych obrotach, nie powoduj c wibracji. Rosjanie strawili ca e lata na doskonaleniu tej

konstrukcji i trzeba przyzna ,  e im si  uda o: do tej pory nikt jeszcze nie wykry

adnego z zakupionych przez Hamas okr tów z jak kolwiek pewno ci

i dok adno ci . Amerykanie wiedzieli, gdzie Barracuda II znajdowa a si  przed godzin , i domy lali si , dok d p ynie, ale nikt nie móg  naprawd
przewidzie  jej kursu. Dopóki znowu nie wykryj  jej peryskopu radarem albo samego okr tu aktywnym sonarem, jej rzeczywista pozycja pozostanie
nieznana. I przez nast pnych pi tna cie godzin tak w

nie by o. Barracuda II wymyka a si  g sto zastawianym sieciom, mimo sta ego patrolowania

akwenu przez niestrudzone seahawki, przeszukiwania g bin przez specjalistyczne wyposa enie ZOP na pok adzie samolotów S-3B Viking i
nas uchiwania przez superczu e sonary holowane fregat. Nie pomog o te  przeczesywanie oceanu silnymi impulsami sonarów aktywnych ani próby
osaczenia przeciwnika zagrodami z p aw sonarowych zrzucanych przez seahawki.

Ben Badr tylko dwukrotnie, pod koniec tej d ugiej podró y
354
do wschodnich wybrze y Gomery, odwa

 si  na pi

 sekund wysun

 maszt rozpoznania elektronicznego. Za ka dym razem natychmiast

wykrywano promieniowanie radarów vikin-gów operuj cych poza dwudziestopi ciomilowym pasem wokó  Palmy. Komputer natychmiast klasyfikowa  te
impulsy i podawa  namiar, z którego nadchodzi y. Kiedy Barracuda II dop ywa a pod os on  Gomery, kontradmira  Badr zaczyna  nabiera  przekonania,

e ich misja mo e mie  charakter samobójczy. Raz jeszcze wezwa  do swojej kabiny najbardziej zaufanych ludzi - ZDO, Szafii, Zahediego i Sabaha.

background image

Wspólnie zacz li rozwa

, czy wci

 maj  szans  wycofa  si  bezpiecznie po wystrzeleniu scimitarów. Doszli do wniosku,  e najprawdopodobniej

nie. Pakuj  si  przecie  w sam  z bat  paszcz  g stej linii obrony US Navy. Wszyscy dobrze rozumieli,  e trzeba b dzie kilkakrotnie podchodzi  na
peryskopow . Próba wykonania zadania przy jednym, d

szym wystawieniu peryskopu nad powierzchni  by aby równoznaczna z palni ciem sobie w

eb. Nie, jedyn  szans  powodzenia by o szybkie wzi cie namiarów na wybrane punkty l dowe i jeszcze szybsze zej cie na bezpieczn  g boko

,

potem powrót w gór  w celu ostatniego sprawdzenia pozycji, a w ko cu odpalenie rakiet. Ka de wystawienie peryskopu nie powinno trwa  d

ej ni

pi

 do siedmiu sekund, inaczej ich szans  na prze ycie dramatycznie zmalej .

O szesnastej tego czwartkowego popo udnia weszli na wzgl dnie p ytkie - nie przekraczaj ce o miuset metrów — wody przy wschodnim brzegu

Gomery, trzymaj c si  na g boko ci stu osiemdziesi ciu metrów o cztery mile od wyspy. Kapitan Mohtad  zagl da  przez rami  porucznikowi
Mo-hammedowi, gdy ten kre li  na mapie kurs ku punktowi sze

 mil na pó nocny wschód od Punta del Organo, najbardziej na pó noc wysuni tego

przyl dka Gomery. Stamt d pozostawa o ju  tylko szesna cie mil do wybranej strefy strza u, oddalonej dok adnie o dwadzie cia pi

 mil od szczytu

Cumbre Vieja. Ben Badr zamierza  odda  salw  z pozycji 28°22'N, 017°28'W, je li pozwoli na to rozmieszczenie si  przeciwnika.

Od dowódcy po najm odszego marynarza wszyscy ju  sobie zdawali spraw ,  e z ka

 przebyt  mil  sie  amery-

355

ka skiej obrony b dzie coraz cia niejsza. Na razie jednak wydawa o im si ,  e  aden z okr tów przeciwnika nie zdo

 precyzyjnie namierzy  ich

pozycji. Za oga by a teraz  wiadoma gro

cej im  mierci, ale te  czu a si  bezpiecznie w g bi oceanu. W ko cu przep yn li ju  setki mil na akwenie

niezmordowanie przeszukiwanym przez wroga i nie zostali wykryci. Mieli jeszcze du e szans .

O osiemnastej na powierzchni by o jeszcze zupe nie widno, kiedy mijali ostatnie mile brzegów Gomery. Porucznik Asztari Mohammed oznajmi

wkrótce,  e maj  przed sob  czyst  drog  do Palmy. Kontradmira  Badr rzuci  ju  w my lach ko ci; by  zdecydowany wykona  zadanie - podej

 pod

Palm , wzi

 namiary i wystrzeli  rakiety w krater lub tak blisko jak si  da. W kwestii ucieczki zdawa  si  na mi osierdzie Allaha, nie zapominaj c,  e

przewaga jest po stronie Amerykanów.

Porucznik Mohammed sprawdzi  pozycj  obliczon  przez system nawigacji inercyjnej (INS), urz dzenie przekraczaj ce mo liwo ci finansowe

przeci tnych cywilnych linii  eglugowych, a ostatnio nawet balansuj cej na kraw dzi bankructwa rosyjskiej marynarki wojennej. Barracuda II mia a go
jednak na wyposa eniu; jej INS zlicza  kursy i pr dko ci od samego wyj cia z Huludao przed trzema miesi cami.

System INS zosta  skonstruowany w latach pi

dziesi tych specjalnie na potrzeby okr tów podwodnych i od tamtej pory by  sukcesywnie

udoskonalany. Ma jedno zadanie: podawa  nawigatorom dok adn  pozycj  bez dost pu do  adnych systemów radionawigacyjnych, po ca ych
tygodniach bez mo liwo ci obserwacji astronomicznych. Jego dzia anie opiera si  na precyzyjnym pomiarze przyspiesze  bocznych i wzd

nych

dzia aj cych na poruszaj cy si  okr t, z wyeliminowaniem z oblicze  przyspieszenia ziemskiego i wynikaj cych z ko ysa  poprzecznych i wzd

nych. Z

INS korzysta y ameryka skie atomowe okr ty podwodne, Nautilus i Skate, podczas pierwszego przej cia pod pokryw  lodow  bieguna pó nocnego w
1958 roku. Urz dzenie, którym dysponowa  na wigator Barracudy II, by o zdecydowanie lepsze od tamtych pierwowzorów. Przez ca  drog  przez
pó nocny Pacyfik, wzd

 nie ko cz cych si  wybrze y obu Ameryk, a potem w gór  At-

356
lantyku INS podawa  nieprzerwanie pozycj  okr tu z niemal idealn  dok adno ci . Dok adno

 zliczania jest tak du a,  e przy precyzyjnie

wyznaczonej pozycji pocz tkowej — przy nabrze u w porcie wyj cia — mo na op yn

 ca y  wiat dooko a i trafi  w wybrany punkt z b dem nie

przekraczaj cym pa-ruset metrów. W ostatnim dziesi cioleciu precyzja i powszechna dost pno

 GPS usun a nieco w cie  relatywnie stary INS, ale

na ka dym okr cie podwodnym nawigatorzy wci

 utrzymuj  system inercyjny w dzia aniu, cz sto porównuj c wskazania obu ze sob . Dlatego te

porucznik Mohammed wiedzia  dok adnie, gdzie si  znajduj , mimo najlepszych stara  admira a Morgana i obs ugi naziemnego centrum GPS w
Kolorado. Na ekranie INS widnia y aktualne wspó rz dne: 26°17'N, 017°12'W. Jednak nawet to doskona e urz dzenie by o tylko urz dzeniem - zawsze
nale y si  liczy  z jakim  defektem technicznym, wp ywaj cym na prawid owo

 wskaza ; dlatego te  Ben Badr i jego nawigator musieli co jaki  czas

sprawdza  jego dzia anie, porównuj c jego wskazania z pozycj  wyznaczan  metodami nie ró ni cymi si  w zasadzie od tych, którymi pos ugiwa  si
Krzysztof Kolumb. Teraz te  przysz a pora na z apanie ostatnich namiarów optycznych przed wyruszeniem bezpo rednio ku pozycji strza u. Asztari
Mohammed poprosi  o kilka sekund na peryskopowej, na co Ben si  zgodzi . Wkrótce peryskop i maszt radiowy wysun y si  z g adkiej,
ciemnoniebieskiej wody. Dowódca w czy  stoper, kontroluj c czas. S ysza , jak nawigator wykrzykuje polecenia dla obs ugi.

- Peryskop w gór !
- Klif Los Organos, prawa kraw

... Zaznaczy ! Peryskop w dó !

- Dwie cie czterdzie ci! — zameldowa  podoficer odczytuj cy namiary na sygna  porucznika.
- W gór !
- Lewa kraw

... Zaznaczy ! W dó !

- Sto osiemdziesi t!
- W gór ! Latarnia Punta del Organo... Zaznaczy ! W dó ! Kapitan Mohtad  wykre la  tymczasem podane namiary
na mapie.
- I jak to wygl da, Ali? - spyta  dowódca.
357
— Bardzo dobre namiary, panie admirale. Przeci cie prawie w punkcie. Pozycja si  zgadza. Kurs do strefy strza u dwie cie dziewi

dziesi t.

Ben Badr s ysza ,  e  czno ciowcy w

nie sko czyli odbieranie sygna u z chi skiego satelity, od razu wyda  wi c polecenie zanurzenia.

— Trym pi

, pr dko

 siedem w

ów. Po dotarciu na g boko

 sto osiemdziesi t przej

 na kursy nawrotne.

Badr wiedzia ,  e nie mia oby sensu i

 od razu do odleg ej o trzy godziny drogi strefy strza u, a potem czeka  tam bezczynnie przez ca  noc. By o

oczywiste,  e w pasie do dwudziestu pi ciu mil od wybrze y Palmy b dzie si  roi  od ameryka skich okr tów,  mig owców i samolotów. Tu, niedaleko
Gomery, poszukiwania nie by y intensywne. Ben wola  wi c dotrze  cicho na miejsce o samym  wicie, pojawi  si  nie wiadomo sk d i wzi

 namiary na

cel, maj c wschodz ce s

ce za sob . Siedem sekund wystarczy; przez ten czas Amerykanie nie powinni zd

 ich namierzy . Badr poleci  przynie

ostatni sygna . Wiedzia ,  e musi pochodzi  od Rawiego.

Ben, my li moje i Szakiry s  teraz z wami. Je li Allah s ucha, a tak z pewno ci  jest, to Jego wojownicy b

 bezpieczni. Wszyscy muzu manie

modl  si  teraz tylko za was i  ycz  wam udanego powrotu do domu, kiedy ju  scimitary wykonaj  swoje  wi te zadanie. Rawi Raszud.

Czwartek, 8 pa dziernika 2009 r., godzina 23.00. Bia y Dom
Admira  Morgan i prezydent Bedford siedzieli z oficerami z dowództwa marynarki wojennej w pokoju sytuacyjnym w zachodnim skrzydle. Na wielkim

ekranie komputerowym ja nia a elektroniczna mapa Wysp Kanaryjskich, na której czerwonymi krzy ykami by y zaznaczone pozycje, na których
poprzednio prawdopodobnie wykryta zosta a Barracuda. Bia y krzy yk pokazywa  miejsce, gdzie wed ug admira a Dora-na przeciwnik móg  si  aktualnie
znajdowa . Admira  spodziewa  si ,  e dotar  on ju  na kraw

 dwudziestopi cio-

358
milowego pasa przybrze nego wokó  Palmy, co by o troch  na wyrost. Kontradmira  Badr jeszcze si  nie zdecydowa  na tak bliskie podej cie do celu

i nie mia  tego zrobi  jeszcze przez nast pne pó  godziny. Pozycja wyliczona przez ameryka skich sztabowców by a obarczona szesnastomilowym

dem -co przy poszukiwaniu okr tu podwodnego na g bokowodnym akwenie jest ca kiem spor  odleg

ci .

Admira  Morgan szykowa  si  do czytania raportu z pospiesznie zwo anego zebrania mi dzynarodowej konwencji SOLAS*. To szacowne cia o

spotyka si  co kilka lat w celu ustalenia tzw. Mi dzynarodowych Przepisów o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu, znanych w  rodowisku pod
angielskim skrótem COLREGS lub jako „Prawo drogi morskiej". Na stole przed Arnoldem le

o zestawienie konsekwencji jednego dnia bez GPS.

Otwieraj cy je przypadek pierwszej powa nej katastrofy wprawi  go w zdumienie. Zarejestrowany w Liberii zbiornikowiec z trzystoma tysi cami ton ropy
naftowej jakim  cudem pomyli  pó nocny brzeg atlantyckiego wej cia w Cie nin  Magellana z Isla de los Estados, wyznaczaj

 wschodni kraniec

Cie niny Drake'a, i wykona  zwrot, pakuj c si  z pr dko ci  pi tnastu w

ów na pla

 pod Punta Espora.

- Zboczy  z kursu o pi

set mil! Wszed  na g adk  jak stó , prawie zamkni

 mi dzy brzegami zatok  i my la ,  e na-wiguje po najburzliwszych

wodach  wiata pod Cape Horn! -wykrzykn  admira . — Bo e Wszechmog cy, Ty to widzisz i nie grzmisz?

* Safety Of Life At Sea - „Bezpiecze stwo  ycia na morzu", konwencja sygnowana przez prawie wszystkie pa stwa  wiata, ustalaj ca bardzo

szczegó owo i rygorystycznie warunki, jakim powinny odpowiada  konstrukcja i wyposa enie statków oraz niektóre procedury bezpiecze stwa. Po raz
pierwszy podpisana w 1914 roku w reakcji na zatoni cie Titanica, pó niej kilkakrotnie zmieniana. Jej przywo anie w tym kontek cie przez Autora jest

dem, podobnie jak przypisanie jej autorstwa MPZZM, które s  przedmiotem odr bnej konwencji. W poruszanej tu kwestii odpowiednim cia em, które

mog oby si  zebra  dla oceny skutków wy czenia GPS, jest IMO - Mi dzynarodowa Organizacja Morska, lub - co bardziej prawdopodobne - jej
podorgan MSC (Mantime Safety Committee - Komisja Bezpiecze stwa Morskiego).

359
Nast pny punkt raportu nie poprawi  humoru wielkiego znawcy win i wszelkich innych tematów. Frachtowiec panam-ski w drodze z Indonezji nie trafi

nie tylko do swego portu przeznaczenia, Kagoshimy, ale min  si  z ca  japo sk  wysp  Kiushiu, celuj c w po udniowy cypel Pó wyspu Korea skiego,
do którego zreszt  nie dop yn ; trafi  prosto na red  Mosulpo na tropikalnej wyspie Cheju Do i tam zderzy  si  z wieczornym promem z Pusan. Morgan
nie wierzy  w asnym oczom. Trzeci wypadek by  równie przera aj cy; kapitan zbiornikowca wioz cego dwie cie tysi cy ton ropy do Rotter-damu wjecha
na mielizn  Goodwin Sands przy wschodnim kra cu kana u La Manche przy niskiej wodzie i do tej pory tkwi  na piasku schowanym zaledwie metr pod
powierzchni  morza. Inny supertankowiec wyl dowa  na pla y w Nigerii. Czarterowy jacht trafi  na rafy o trzysta mil od w

ciwej wyspy karaibskiej, a

kapitan du ego statku wycieczkowego z Neapolu zachodzi  w g ow , dlaczego na Korsyce nikt nie mówi po w osku. Porca Madonna, che cosal

Zarz d londy skiego Lloyd's by  bliski apopleksji. Co kwadrans z jakiego  zak tka globu nap ywa o zg oszenie kolejnego przypadku zgubienia drogi

przez kosztuj cy miliony dolarów statek, który gdzie  tam wjecha  na ska y, rafy, betonowe nabrze a, plac  w. Marka, kosmodrom w Bajkonurze czy do
lokalnego zoo. Admira  Morgan zaczyna  dostrzega  w tym humorystyczn  stron , ale my l o niezliczonych pozwach do s du, jakie czekaj  USA za
wy czenie tak niezb dnego  wiatu systemu GPS, nie pozwala a mu roze mia  si  w g os.

background image

- Konsekwencje prawne b

 koszmarne - odezwa  si  admira  Dickson. - Lloyd's mo e to uzna  za sposobno

 do odegrania si  na nas po latach...

Wiecie, o czym mówi ... o tym zwariowanym werdykcie  naszego  s du, przez który omal nie zbankrutowali dwadzie cia lat temu. Przypisano im
odpowiedzialno

 ubezpieczeniow  za wszystkie te historie z azbestem, które wynik y na d ugie lata Wcze niej, zanim komukolwiek si  przy ni o,  e to

niebezpieczna substancja.

- To mo liwe - odrzek  Morgan. - B

 jednak musieli wytoczy  nam proces tutaj. A poniewa  to w

ciwie wojsko

360
wy czy o GPS z przyczyn  ci le militarnych, najpewniej odmówimy poddania si  cywilnej jurysdykcji.
- Dobry pomys  - przyklasn  Dickson. — A tymczasem pla e ca ego  wiata zape niaj  si  wrakami.
- Prowadzonymi przez cymba ów, którym nie powinno si  wyda  karty rowerowej, a có  mówi  o dyplomie kapitana — burkn  Arnold. - Przecie

zawiadomili my wszystkich armatorów o wy czeniu GPS dwie doby wcze niej. Skoro uznaj  za stosowne stawia  ma py za sterami swoich statków, to
ich problem, nie?

- Absolutnie, sir — zgodzi  si  szef operacji morskich. - Ale wró my do naszych spraw. Na wschodnim Atlantyku bez zmian, co? Ani  ladu Barracudy

od... ile to b dzie? Prawie od doby.

- Prawie. A do pó nocy pozosta o niewiele czasu - odrzek  Morgan. - Za par  godzin b dziemy mieli dziewi tego pa dziernika. D-day. Mam nadziej ,

e ten sukinsyn wylezie wkrótce  pod  powierzchni .   George   Gillmore  otoczy   ca y prawdopodobny akwen.

- No, dla mnie pocieszaj ce jest to,  e dopóki go nie wida , nie mo e te  wystrzeli  — powiedzia  Dickson. - Dopóki si  trzyma du ych g boko ci,

rakiety nie polec  do Cumbre Vieja, a to mi si  cholernie podoba.

Jimmy Ramshawe, siedz cy dot d w milczeniu nad swym laptopem, rzek  nagle:
- Wiecie, panowie... Nie zdziwi bym si  wcale, gdyby si  okaza o,  e si  powa nie mylimy co do aktualnej pozycji Barracudy. Jako  nie mog  sobie

wyobrazi , dlaczego mia aby p yn

 akurat do najbardziej patrolowanej strefy wokó  Palmy i tam czeka  na swoj  godzin . Moim zdaniem wci

 si  czai

gdzie  pod Gomer  i nie zbli y si , dopóki nie nadejdzie pora strza u.

- Prawd  mówi c, ja te  bym tak zrobi  - mrukn  admira  Morgan. - Przykucn bym gdzie  w zacisznym miejscu i z pierwszym brzaskiem ruszy bym

do celu.

- To znaczy kiedy, Arnie? - spyta  Paul Bedford.
- Oni tam s  o cztery godziny do przodu... powiedzmy,  e za jakie  dwie godziny.
- Chyba nie, sir - wszed  mu w s owo Jimmy. - Ja bym
361
ruszy  jeszcze noc , tak wolno,  eby dotrze  na miejsce ze  witem nautycznym*. W ten sposób natychmiast po znalezieniu si  na pozycji móg bym

zrobi  namiary i...

- M ody cz owieku, czy ty kiedykolwiek by

 na okr cie podwodnym? — zapyta  surowo Arnold Morgan.

- Nie, sir.
- A powiniene . Masz w

ciwy instynkt. My

,  e mo esz mie  racj . Po czcie mnie z Frankiem Doranem w Nor-folku. Zobaczymy, co on na to

powie. Potem nadamy sygna  do George'a Gillmore'a.

Tymczasem Wschodnie Wybrze e przygotowywa o si  do ostatniego stadium ewakuacji, które zgodnie z prezydenckim dekretem mia o si

rozpocz

 o pó nocy. Na ulicach panowa  wi kszy ruch ni  jeszcze przed godzin . W niektórych budynkach federalnych gas y  wiat a, gdy ostatni

pracownicy opuszczali swe posterunki i spieszyli do samochodów, by wyjecha  z miasta na pó nocny zachód. Policja mia a od dwudziestej czwartej
wprowadzi  ruch jednokierunkowy na ca ej obwodnicy Waszyngtonu, a g ówn  autostrad  numer 279 zarezerwowa  dla wyje

aj cych wy cznie na

pó noc. Pozwoli to wszystkim cz onkom rz du na szybk  ewakuacj  do Camp Goliat. Prezydent Bedford upar  si ,  e opu ci stolic  jako jeden z

ostatnich.
- Dopiero wtedy, gdy si  dowiemy,  e wulkan wybuch  — zapowiedzia . — Nie rusz  si  st d, dopóki tsunami b dzie dalej ni  pi

set mil od naszych

brzegów.
W Pentagonie personel specjalnego pokoju operacyjnego mia  pozosta  na miejscu do ostatniej chwili przed odlotem do Camp Goliat. Dwa

mig owce superstallion z Korpusu Mari-nes sta y w pogotowiu na l dowisku, dwa inne czeka y pod Bia ym Domem. Ca a czwórka mog a pomie ci

dwie cie dwadzie cia osób.

W miar  jak wskazówki zegarów pe

y ku „ma ym godzi-

* W nawigacji rozró nia si  dwa rodzaje  witu - „nautyczny", gdy s

ce jest 12" pod horyzontem i jest na tyle jasno,  e ju  wida  lini  widnokr gu, a

zarazem na niebie jeszcze s  widoczne najja niejsze gwiazdy, i „cywilny", gdy s

ce jest 6° pod horyzontem i nie da si  ju  „ apa " gwiazd sekstantem.

362
nom" nocy, gigantyczna operacja ewakuacji Wschodniego Wybrze a zbli

a si  do ko ca. Zacz  si  dzie  9 pa dziernika i wszystkie mniejsze

miejscowo ci od Maine po Floryd  by y niemal doszcz tnie wyludnione. Miasta takie jak Boston, Newport, Providence, nowojorskie przedmie cia na
Long Island czy podobne na równinach New Jersey i Karoliny by y jak wymar e. Jedynie w samym Nowym Jorku trwa o istne pan-demonium. Korki na
ulicach wci

 by y ogromne, dworce kolejowe p ka y w szwach od t umów ludzi usi uj cych wydosta  si  na bezpieczniejsze tereny na zachodzie.

Poci gi mia y tu jednak do pokonania dwukrotnie wi ksz  odleg

 ni  w Waszyngtonie czy Bostonie, gdzie do wzgórz jest stosunkowo blisko. Poza

tym o ile  tu by o wi cej mieszka ców, w tym dziesi tki tysi cy osób nie maj cych si  gdzie podzia , do wywiezienia! Wojsko dzielnie robi o, co mog o,
posy aj c do Wielkiego Jab ka kolejne setki ci

arówek i rekwiruj c ka dy dost pny jeszcze w ca ym stanie galon paliwa. Zadanie by o jednak kolosalne

i dowódcy zaczynali si  obawia ,  e na ca ym  wiecie nie ma wystarczaj cej ilo ci samochodów, poci gów i autobusów,  eby mu sprosta , zanim ca a
cholerna okolica znajdzie si  pod wod . Do Pentagonu nap ywa y coraz to nowe rozpaczliwe wo ania o wi cej pojazdów, wi cej 

nierzy, wi cej

helikopterów. Ostatni sygna , jaki przeczyta  genera  Scannell, zosta  nadany przez pu kownika piechoty, weterana wojny w Zatoce Perskiej, który
zako czy  swój apel tymi s owami:

Sir, nie ma pan poj cia, jak to tutaj wygl da. Nigdy w  yciu nie widzia em tylu przera onych ludzi. Nikt tu nie wie, co si  z nim stanie. Zaklinam pana,

niech pan przy le na Manhattan jeszcze sto ci

arówek, bo inaczej po prostu nie damy rady.

Admira  Morgan dobrze sobie zdawa  spraw  z kryzysowej sytuacji w Nowym Jorku. Naradza  si  z genera em Scannellem niemal co godzin .

Zakazane by o publikowanie jakichkolwiek reporta y z ewakuacji czy tak zwanych ludzkich historii; nowojorskie gazety zosta y zamkni te, stacje
radiowe i telewizyjne obsadzone przez wojsko nadawa y wy cznie oficjalne komunikaty i instrukcje dla ludno ci. Admira

363
zapowiedzia  dyrektorom wszystkich sieci,  e je li którakolwiek z nich powa y si  z ama  jego zarz dzenia, jej budynek zostanie natychmiast

zamkni ty i otoczony czo gami. Genera  Scannell wyst pi  nawet w nadanym przez telewizj  kablow  apelu do wszystkich stacji nadawczych
Wschodniego Wybrze a, w którym potwierdza  gro

 wprowadzenia przez g ównodowodz cego operacj  „Przyp yw" stanu wojennego.

— Damy sobie rad  ze wszystkim poza wybuchem masowej paniki — oznajmi . — Nie próbujcie nawet my le  o z amaniu tego zakazu.
Jak dot d nikt tego nie zrobi . By a pierwsza w nocy 9 pa dziernika, dnia zapowiedzianego ataku Hamasu. Z wyj tkiem wci

 wrz cego kot a

Nowego Jorku ewakuacja Wschodniego Wybrze a dobiega a ko ca. Miliony ludzi przenios y si  na wy sze tereny i teraz czeka y na rozwój wypadków.
Oficerowie z wydzia u prasowego Pentagonu okupowali ka dy kana  radiowy i telewizyjny, staraj c si  profesjonalnie przygotowanymi komunikatami
uspokaja  s uchaczy, zapewniaj c,  e linia obrony US Navy wci

 jeszcze stoi mi dzy terrorystami a ich celem, wielkim i gro nym wulkanem na

wschodnim Atlantyku. Na polecenie admira a Morgana ka de nadawane co godzin  o wiadczenie ko czy o si  zdaniem: „Pami tajcie,  e mamy si ,
technik  i najdzielniejszych ludzi, którzy wykonuj  plan obronny Pentagonu... i pami tajcie wszyscy s owa wielkiego ameryka skiego dziennikarza
sportowego: Nie zawsze wy cig wygrywa najszybszy, nie zawsze w bitwie zwyci

a najsilniejszy - ale na nich w

nie trzeba stawia !"

Pi tek, 9 pa dziernika 2009 r., godzina 5.00. 2821N/01724W. Zanurzenie 180 m, kurs 290°, pr dko

 5 w

Na powierzchni by o jeszcze ciemno. Barracuda II sun a bezszelestnie kursem na zachodni pó noco-zachód, trzy mile od wybranej pozycji strza u,

wci

 poni ej warstwy termicznej, dobrze ukryta przed penetruj cymi impulsami aktywnych sonarów. Kontradmira  Badr dopiero o pi tej trzydzie -

364
ci da  rozkaz podej cia na peryskopow . Przez siedem sekund, jakie da  nawigatorowi na wzi cie namiarów, zorientowa  si ,  e ca y akwen a  huczy

od wrogich radarów; rozpoznanie elektroniczne wykaza o obecno

 kilku vikingów, ale tylko par  okr tów by o w pobli u. Natychmiast zszed  z

powrotem „pod warstw ", w czelu cie oceanu, gdzie kakofonia odbi  dezorientuje sonary z powierzchni. Kiedy Barracuda II z wolna zmierza a do celu,
sonarzy ci zameldowali o wykryciu nowych impulsów aktywnych z fregat i  mig owców. Ben wywnioskowa ,  e US Navy musi koncentrowa  najwi ksze
si y w pasie oko o dwunastu mil wokó  Palmy. Po raz pi ty ju  tego ranka poleci  spor  zmian  kursu, chc c si  w ten sposób zorientowa , czy
ktokolwiek go  ledzi. Po kilku minutach nakaza  sternikowi po

 si  znowu na 290° i powoli, delikatnie wróci  na peryskopow . Pora by a wzi

ostatnie namiary i przygotowa  rakiety do odpalenia.

W pobli u nie by o s ycha  aktywnych sonarów. Ben Badr skin  g ow  Alemu Zahediemu, który zmniejszy  pr dko

 do trzech w

ów.

- Peryskop w gór ! Sprawdzi  dooko a! I dwadzie cia sekund pó niej:
- Peryskop w dó !
Ahmed Sabah, który dobrze wbi  sobie do g owy powtarzan  przez dowódc  zasad  nieprzetrzymywania masztu nad powierzchni  d

ej ni  siedem

sekund, wiedzia ,  e tym razem peryskop by  w górze o wiele za d ugo. Patrzy  na Badra, usi uj c odczyta  z jego twarzy jakiekolwiek emocje;
zdenerwowanie? Desperacj ? Niepewno

? Nie zobaczy  jednak nic poza beznami tnym pogodzeniem si  z losem. I ani troch  mu si  to nie podoba o.

„Allahu! On si  podda " - szepn  do siebie w my li. „My li,  e nie wyjdziemy z tej pu apki".

- Ben? - zagadn  pytaj co.
Dowódca odrzek  mechanicznie, jakby go nie s ysza :
- Tam si  roi od  mig owców. Chyba widzia em te  fregat  bli ej brzegu. - A potem znów zwyk ym, dziarskim tonem rozkaza : - Uwaga na

wyrzutniach! Przygotowa  si  do ostatniego namiaru. Peryskop w gór !

background image

- Latarnia Fuencaliente... zaznaczy ! W dó !
365
- Dwie cie osiemdziesi t sze

!

- W gór ! Latarnia Punta de Arenas Blancas... zaznaczy ! W dó !
— Trzysta siedem!
Up yn o kilka sekund, zanim pad  kolejny rozkaz.
— W gór ! Szczyt Cumbre Vieja... zaznaczy ! W dó !
Asztari Mohammed szybkimi poci gni ciami o ówka narysowa  trzy linie od wymienionych przez dowódc  punktów na brzegu i po czy  ich punkt

przeci cia z kropk  oznaczaj

 szczyt wulkanu.

— Namiar  dwa  dziewi

  siedem,  odleg

  dwadzie cia sze

 koma dwa! - zameldowa .

- Sternik, po

 si  na dwie cie dziewi

dziesi t siedem. Oficer uzbrojenia, wprowadzi  dane do komputerów...

Godzina 5.56. Bateria patriot, Cumbre Vieja
Na wschodzie przed oczami 

nierzy z baterii rakiet kierowanych patriot roztacza  si  fantastyczny widok na Atlantyk, zaró owiony przez w

nie

wspinaj ce si  ponad poprzeczk  horyzontu krwiste s

ce. Oczy wszystkich zwrócone by y na wod  jednak nie z powodu pi kna chwili; gdzie  tam

pod mieni

 si  powierzchni  kry  si  wróg, czekaj cy sposobnej chwili, by zada  cios. Byli gotowi. Wielu z nich zaciska o pi

ci, obserwuj c

nieustannie kr

ce seahawki i vikingi, przeczesuj ce ocean sonarami i magnetometrami. Major Gili z apa  wczorajszego popo udnia par  godzin snu,

ale od tamtej pory by  ca y czas na nogach, kr

c mi dzy o mioma wyrzutniami swojej baterii, os aniany przez czterech przydzielonych mu

komandosów. Przy ka dej przystawa  na chwil  i przygl da  si  bacznie wszystkiemu, jakby staraj c si  dostrzec jakie  niedoci gni cie, niew

ciwy

t ustawienia, z e po czenie elektroniczne; niczego jednak nie znajdowa . Jego patrioty by y rozstawione idealnie, pokrywaj c wszystkie kierunki,

gotowe do startu. Blake Gili wiedzia ,  e patrzy na najlepsz  bro  przeciwlotnicz  i przeciwrakietow , jak  kiedykolwiek zbudowano. By  dumny ze
swego or

a i powtarza  ka dej z obsad: „Bawi  si  w rakiety ju  sporo czasu i pra-

366
cowa em z wieloma ró nymi lud mi. Ale gdybym mia  wymieni  jeden zespó , który by bez pud a str ci  tego sukinsyna z nieba, to bym powiedzia :

wy, ch opaki". Szed  tak od wyrzutni do wyrzutni, rozmawia  z podw adnymi, dodawa  im ducha i zagrzewa  do walki, wzmacniaj c ich poczucie w asnej
warto ci i zdecydowanie, by da  z siebie wszystko.

Teraz major Gili siedzia  w centrum kierowania walk , spogl daj c na ekrany komputerów. Poleci  ponownie sprawdzi

czno

 z poszczególnymi

wyrzutniami, z centralami operacyjnymi na czterech fregatach, z USS Coronado i z patroluj cymi  mig owcami. Blake Gili nie zostawia  niczego
przypadkowi; ka demu z tych ludzi na ziemi, wodzie i w powietrzu - radarzystom, sonarzystom, obserwatorom, pilotom, nawigatorom - ka demu, kto
zauwa y cokolwiek podejrzanego, wystarcz  dwa naci ni cia guzika, by skontaktowa  si  elektronicznie z centrum kierowania walk  baterii patriotów.
Trzeba b dzie dzia

 szybko, ale czasu im nie zabraknie. Major Gili by  przekonany,  e przewaga jest zdecydowanie po ich stronie. Pod warunkiem  e

ka dy z nich zrobi, co do niego nale y, i zrobi to najlepiej. Pi ciometrowe pociski MIM-104E za atwi  reszt . Ponios  dziesi tki kilogramów trotylu ku
nadlatuj cym rakietom nieprzyjaciela z pr dko ci  pi ciu machów. Tak, Hamas ma po swojej stronie element zaskoczenia, ale obrona jest
sze ciokrotnie szybsza ni  atak.

Major Gili raz jeszcze po czy  si  bezpo rednio z admira em Gillmore'em i obaj osobi cie sprawdzili system komunikacji. Wszystko by o gotowe.

Pozostawa o tylko czeka  na ruch przeciwnika.

Godzina 6.35. 2822N/01728W
- Peryskop w gór !
Ben Badr powoli omiót  horyzont dooko a i rozlu ni  si . Zauwa

 jeden  mig owiec z opuszczonym sonarem trzy mile na zachód i drugi w przelocie

dwie mile na pó noc. Namierzy  te  bli ej brzegu fregat  klasy Oliver Hazard Perry. By o to nad podziw spokojne rozgl danie si  po powierzchni morza,
jakby dowódca okr tu mia  tyle czasu, ile mu si  zamarzy,

367
a jednocze nie  wiedzia ,   e ostatecznie  nie  b dzie  mowy
0 ucieczce. Amerykanie nie mog  mu przeszkodzi  w oddaniu salwy, prawdopodobnie nie zd

 te  przechwyci  scimita-rów. Cokolwiek jednak si

stanie, na pewno nie pozwol  mu odp yn

 spomi dzy Wysp Kanaryjskich na otwarte wody. Kontradmira  Beniamin Badr nie mia  ju  w tpliwo ci,  e ich

misja przerodzi a si  w samobójcz .

Peryskop Barracudy II stercza  z wody przez ca e sze

dziesi t sekund. Za d ugo. Przelatuj cy seahawk, pilotowany przez porucznika Dona

Brickle'a, wykry  go radarem o szóstej trzydzie ci pi

 czasu lokalnego. Natychmiast zrobi  zwrot w jego kierunku, aby zanurzy  sonar na ostatniej

znanej pozycji celu, jednocze nie alarmuj c central  operacyjn  na Nicholasie oraz wszystkie  mig owce w pobli u.

Trzy minuty pó niej sonarzysta na Barracudzie II zameldowa  wykrycie efektu hydrofonowego i aktywne impulsy w niewielkiej odleg

ci za ruf .

Jednocze nie porucznik Mo-hammed g

no odczyta  wprowadzone do komputerów pok adowych rakiet koordynaty i zameldowa :

- Rakiety gotowe do odpalenia!
Porucznik Brickle pochyli  maszyn  w zwrocie w prawo
1  spostrzeg  ob y cie  Barracudy pod powierzchni  morza w chwili, gdy nad nim przelatywa . Okr t trzyma  kurs oko o trzystu stopni. K tem oka pilot

zauwa

 drugi  mig owiec z fregaty, prowadzony przez jego koleg , porucznika lana Hol-mana, nadlatuj cy z po udniowego wschodu.

W tej samej chwili Ben Badr rozkaza  wystrzeli  rakiety.
- Uwaga na pierwszej!
- Pierwsza gotowa!
- Ognia!
Okr t zadr

 lekko, gdy masywne cielsko scimitara z g owic  nuklearn  wyrwa o si  z wyrzutni torpedowej numer jeden. Rakieta pomkn a ostro w

gór  i wyskoczy a nad wod  w chmurze ognia i pary. Statecznik i krótkie skrzyd a roz

y si  i zablokowa y we w

ciwej pozycji. Ci gn c za sob

warkocz ognia, scimitar z rykiem wspina  si  po zaprogramowanej trajektorii. In ynierowie pracuj cy w podziem-

368
nej fabryce pod masywem Kwanmobong mogli by  dumni ze swego dzie a. Ben Badr patrzy  przez peryskop, jak rakieta leci stromo w gór  z

pr dko ci  prawie tysi ca kilometrów na godzin , kieruj c si  prosto na widniej cy w dali krater Cumbre Vieja, odleg y o czterdzie ci jeden kilometrów;
dwie minuty i trzydzie ci sze

 sekund lotu.

Badr pragn  z ca ego serca,  eby Rawi i Szakira Raszu-dowie wspólnie z nim prze ywali ten donios y moment. Nast pnej pó  godziny na pok adzie

Barracudy II nie  yczy by jednak nawet najgorszemu wrogowi. Odsun  si  od peryskopu, by wyda  swój ostatni, jak mniema , rozkaz.

- Uwaga na drugiej!
Wysoko nad nimi porucznik Brickle zaj ty by  naprowadzaniem lana Holmana na cel.
- Silny kontakt aktywny... Klasyfikacja, pewny okr t podwodny... kurs dwa dziewi

 siedem, odleg

 sze

set metrów, wolno ro nie... Delta Trzy do

Brawo Dwa, atakuj natychmiast, lekka torpeda.

- Brawo Dwa do Delta Trzy, gotów.
- Brawo Dwa, uwaga... Teraz, teraz, teraz! Porucznik Holman wcisn  guzik i torpeda Mark-50 wypad a z uchwytu, nurkuj c stromo ku wodzie.
- Delta Trzy do Brawo Dwa, torpeda w wodzie. Widz  wci

 jego peryskop. Kurs nadal dwa dziewi

 siedem. Odlatuj  na trzy mile przed nim,  eby

zanurzy  sonar.

- Roger, Delta Trzy. Uwa aj, cel przyspiesza... Jezu, wystrzeli  nast pn  rakiet !
Barracud  II wstrz sn a eksplozja. Torpeda z seahawka trafi a w praw  burt  o dziesi

 metrów za kioskiem. Wybuch o ma o nie przewróci  okr tu

do góry dnem, k ad c go na burt . W przedziale reaktora komandorowie Szafii i Abdol-rahim zostali z wielk  si  rzuceni o grod . Przechy  okaza  si  za
du y dla reaktora; system bezpiecze stwa natychmiast opu ci  pr ty spowalniaj ce na ca  d ugo

, powoduj c raptowne zatrzymanie reakcji

cuchowej. G ówne o wietlenie zgas o w jednej chwili na ca ym okr cie, pozosta y tylko daj ce md e  wiat o lampy awaryjne. Miejscami woda wdar a

369
si  do wn trza kad uba, ale przedzia y wodoszczelne by y pozamykane i kontradmira  Badr wiedzia ,  e okr t jest uszkodzony, mo e nawet

powa nie, ale nie tonie. Poleci  zmniejszy  pr dko

 do pi ciu w

ów; p yn li teraz na silnikach elektrycznych, czerpi c energi  z akumulatorów.

Nakaza  te  zwrot na po udnie i trym dziesi

 stopni na dziób, próbuj c zej

 na wi ksz  g boko

.

Poturbowani szef dzia u reaktora i jego zast pca pozbierali si  jako  na nogi. Bosman Ardeszir Tikku, którego wybuch zaskoczy  na siedzeniu za

panelem kontrolnym, nie ucierpia  tak bardzo; wsta  teraz i stara  si  pomóc prze

onym. Wszystkie mo liwe buczki alarmowe wy y przera liwie.

Kapitan Mohtad  przej  prowadzenie okr tu, a Ben Badr wraz z szefem Zahedim ruszyli do si owni.

— Szafii, musimy szybko uruchomi  reaktor...  Zaczynaj wyci ga  pr ty, bo inaczej jeste my sko czeni!
Bosman Tikku zacz  nerwowo stuka  palcami w klawiatur  komputera steruj cego reaktorem, nie wiadomy,  e wysoko nad nimi Brickle i Holman

szykowali si  do kolejnego ataku.

Oba  mig owce zawis y bezpo rednio nad okaleczon  Bar-racud  II, a ich piloci spokojnie rozmawiali z trzecim sea-hawkiem, Delta Cztery

porucznika Paula Lubrana, nowo przyby ym z Elroda.

- Brawo Dwa, eksplozja w namiarze dwa dziewi

 siedem. Delta Cztery, przygotowa  si  do zrzucenia torpedy. Delta Trzy, masz go?

— Delta Trzy, mam go, namiar trzy pi

 sze

, odleg

 dwa tysi ce metrów. Potwierdzam, eksplozja w namiarze. Delta Cztery, wektor zero

sze

dziesi t pi

, uwaga... Zrzut! Teraz, teraz, teraz!

- Delta Cztery, posz a.
Druga torpeda spad a prawie pionowo w wod  i pomkn a ku Barracudzie, ku tykaj cej pi tna cie metrów pod powierzchni . Uderzy a w pok ad tu

przed kioskiem, wybijaj c dziur  o prawie dziesi ciometrowej  rednicy. Woda b yskawicznie wype ni a uszkodzony przedzia . Nikt z za ogi nie wiedzia

background image

na dobr  spraw , czym zostali trafieni. Dok adnie w trzydzie ci dwie sekundy okr t otrzyma  dwa  miertelne
370
ciosy i teraz szed  w swoje ostatnie zanurzenie. Sonarzy ci na okr tach US Navy us yszeli ten dziwny, metaliczny d wi k, wydawany przez p kaj cy

kad ub w drodze na dno. Obsada si owni zd

a jeszcze zamkn

 swój przedzia , nie dopuszczaj c do jego zalania; mogli prze

 o minut  d

ej ni

ich koledzy. Sze

set metrów wody wywiera jednak potwornie du e ci nienie i uszkodzony kad ub po prostu nie móg  tego wytrzyma . Zgnieciony,

prze amany na kilka cz

ci opada  coraz g biej i g biej, wci

 posy aj c ku górze swój rozpaczliwy,  miertelny krzyk, odg os dartego, p kaj cego

metalu. Obserwatorzy na Elrodzie dostrzegli startuj

 spod wody rakiet  i patrzyli, jak nabiera wysoko ci i mknie na zachód. Radar kierowania

systemu Harpoon natychmiast j  wykry  i namierzy . Oficer wachtowy zameldowa  dowódcy:

- Sir, rakieta enpla, strza  podwodny prawo sze

dziesi t pi

, cztery mile. Cel namierzony.

- Bardzo dobrze. Centrala naprowadzania, zezwalam na otwarcie ognia.
Pierwsza rakieta woda-powietrze  mign a z wyrzutni, ci gn c za sob  ogon ognia i dymu. Z pr dko ci  0,9 macha pomkn a na spotkanie z wci

pn cym si  ostro w gór  sci-mitarem. Nied ugo potem wysoko nad wysp  zakwit  ob ok dymu, kiedy kierowana termolokacyjnie ameryka ska rakieta
zderzy a si  z dum  Korei Pó nocnej, zamieniaj c j  i siebie w drobny z om. W tej samej chwili z wyrzutni Elroda wystrzeli  drugi harpoon, poniewa
jednak zabrak o mu celu, skierowa  si  ku najbli szemu innemu — seahawkowi Brawo Dwa.  mig owiec uratowa a szybka reakcja centrali operacyjnej
na fregacie; wci ni cie guzika wys

o do rakiety polecenie autodestrukcji. Porucznik Don Brickle omal nie dosta  zawa u, widz c mkn cy ku niemu

pocisk. Nawet kiedy bestia eksplodowa a w powietrzu o cztery tysi ce metrów od niego, nie móg  si  opanowa .

- Jezu, czy wy cie powariowali? - wrzasn  w mikrofon. -Jestem po waszej stronie! My leli cie,  e mam pieprzony turban na g owie?
W eterze zapanowa o zamieszanie; pada y komentarze, ten i ów za mia  si  nerwowo, kto  zameldowa  o trafieniu pierwszego harpoona w cel, inny

dorzuci  raport o unieszkodliwie-

371
niu drugiego, który  z pilotów potwierdzi  dwie silne eksplozje na  ciganym okr cie podwodnym, inny krzykn ,  e terrory ci zd

yli wystrzeli  drug

rakiet . Ta paplanina na kanale  czno ci z helikopterami wprowadzi a chwilowy zam t i kapitan Smith na wszelki wypadek zakaza  dalszego strzelania,
póki kto  w ferworze jeszcze nie str ci  której  z maszyn.

I wtedy wszystko sta o si  jasne. Drugi scimitar by  ju  daleko w drodze, pe ne czterdzie ci sekund. Pokona  sze

 mil w kierunku Cumbre Vieja,

stale pn c si  w gór , by potem opa

 prawie pionowo ku kraterowi. Sam kapitan z apa  za mikrofon radiostacji i nada  sygna .

- Patriot Boss, tu fregata Foxtrot Charlie. Rakieta w namiarze sto trzyna cie. Wasza kolej, odbiór.
Major Gili w swym górskim centrum dowodzenia patrzy , jak automatyczny system naprowadzania w cza szerokopasmowy radar, zdolny do

ledzenia stu celów naraz. Przeszukanie nieba, wykrycie rakiety i obliczenie jej parametrów lotu zaj o cztery sekundy.

- Mamy j , sir! — zameldowa  operator.
- Foxtrot Charlie, tu Patriot Boss. Mamy j . Spodziewacie si  nast pnych?
- Nie wiadomo, Patriot Boss. Mamy tu problemy, ale pod-wodniak jest pod silnym ostrza em. Nast pne rakiety mo liwe, ale ma o prawdopodobne.
- Roger, Foxtrot Charlie.
W tej chwili pierwszy pocisk opu ci  wyrzutni , nieomylnie prowadzony przez komputer w centrum kierowania. Zgodnie z pocz tkowymi danymi

mkn  kursem sto trzyna cie; jego w asny radar szuka  celu, który akurat min  szczytowy punkt swej trajektorii i z wysoko ci dziewi ciu tysi cy metrów
zacz  pikowa  ku wulkanowi, odleg emu w poziomie o szesna cie kilometrów.

Major Gili poleci  wystrzeli  trzy kolejne patrioty, ale by a to zb dna przezorno

. Po dwunastu sekundach od startu pierwsza rakieta, p dz ca na

spotkanie scimitara z pr dko ci  sze ciu tysi cy kilometrów na godzin , eksplodowa a zaledwie kilkana cie metrów od hamasowskiego „miecza
Alla-ha". Dziewi

dziesi t kilogramów trotylu zrobi o swoje. Ko-

372
rea ska rakieta rozpad a si  w powietrzu o czterna cie kilometrów od swego celu, w jaskrawym fajerwerku p on cego paliwa. G owica nuklearna nie

eksplodowa a; opad a nieszkodliwie do oceanu. Wiwatów, jakie podnios y si  przy rozstawionych wokó  krateru wyrzutniach baterii majora Gilla, nie
powstydzi by si  stadion Yankees.

- Foxtrot Charlie, tu Patriot Boss. Rakieta str cona.
- Bogu niech b

 dzi ki, Patriot Boss.

Admira  George Gillmore móg  wi c wys

 do Pentagonu oficjalny raport o zako czeniu zadania.

090652PAZ09. Barracuda wystrzeli a spod wody dwie rakiety cruise w kierunku wulkanu Cumbre Vieja z pozycji 25 Mm na wschód od Palmy. Okr t

zniszczony i zatopiony dwiema torpedami ze  mig owców. Obie rakiety str cone: jedna przez har-poona z Elroda, druga przez patriota z l du. Bo e,

ogos aw Ameryk . Gillmore.

EPILOG
Operacja „Przyp yw" zosta a oficjalnie zako czona nad ranem 9 pa dziernika. Budz c si  ze snu, Amerykanie si  dowiedzieli,  e niebezpiecze stwo

min o. Gro ba by a realna, ale wojsko sobie z ni  poradzi o. Wyczerpany admira  Morgan wraz z Kathy opu cili Bia y Dom o czwartej rano, wsiedli do
nowiutkiego hummera 2A z przyciemnionymi, kuloodpornymi szybami i kierowca z Secret Service odwióz  ich do domu w Chevy Chase. By a za
kwadrans szósta, kiedy Kathy postawi a na stole jajka w koszulkach, angielskie bu ki ma -lane, sma ony boczek i kie baski. Jak na tak wczesny posi ek,
by  to istny bankiet, ale g ównodowodz cy operacj  „Przyp yw" i jego osobista sekretarka nie jedli nic od  rody rano, a i wtedy by a to tylko sa atka
owocowa. Admira  Morgan, poci gaj cy za sznurki z Gabinetu Owalnego, móg  wygl da  na klasycznego wojskowego twardog owca, jak go ochrzci y
media, ale siedem tygodni zmaga  z zagro eniem ze strony Hamasu niew tpliwie si  na nim odbi o.

Kathy obarcza a win  za to wszystko Charlesa McBride'a.
— Gdyby tylko ten cholerny g upek s ucha , co si  do niego mówi! - powiedzia a znad fili anki kawy. — Gdyby skorzysta  z rad, jakie mu podsuwa y

wywiad i wojsko, ca a operacja by aby o po ow

atwiejsza. Ludzie, którzy si  znaj  na rzeczy, mogliby spokojnie robi  swoje.

— Trudno ci odmówi  racji, kochanie — mrukn  Arnold. — Musimy zawsze zachowywa  czujno

, bo wrogów jest sporo. Ale najwi kszym

niebezpiecze stwem dla Ameryki jest nie-doros y b azen w Gabinecie Owalnym.

— My lisz,   e  to  wszystko  wyjdzie  na  jaw?  Przewrót wojskowy, usuni cie prezydenta i tak dalej?
— Mam nadziej , cholera,  e nie. Nie chcia bym patrze , jak ten kraj si  rozdziera na pó . My

,  e ten cymba

374
McBride b dzie mia  do

 wstydu, by siedzie  cicho i nie rzuca  si  do pisania pieprzonych pami tników.

- Czy Alan Dickson powiedzia  ci, jak blisko by a ta druga rakieta, kiedy patriot j  dopad ?
- Och, to nie by

aden problem. Kiedy ju  ptaszek poszed  w gór , mieli my ca e tony czasu.

- Tak, ale ile? Kiedy mia a uderzy  w krater?
- Zosta o jej czterdzie ci sekund.
- Matko Boska...
O siódmej rano nadano wyst pienie prezydenta Paula Bedforda na  ywo. Og osi  koniec stanu zagro enia i odwo anie stanu wyj tkowego, jaki

panowa  na Wschodnim Wybrze u przez ostatnie dziesi

 dni. Apelowa  o spokojny powrót do normalnego  ycia i zapewni ,  e wojsko b dzie robi o

wszystko,  eby pomóc w przywróceniu porz dku w najwi kszych miastach. Pogratulowa  dziennikarzom pow ci gliwo ci i podzi kowa  za wspó prac
(ani s ówkiem nie napomykaj c,  e by a wymuszona przez Arnolda Morgana pod lufami czo gów). Wyrazi

al z powodu ogromnego zamieszania i

poniesionych przez bud et federalny kosztów zwi zanych z ewakuacj .

- Nie zosta em jednak zaprzysi

ony na to wysokie stanowisko tylko po to, bym broni  naszej konstytucji, ale mo e przede wszystkim, bym broni

ameryka skich obywateli -powiedzia . - Was wszystkich i ka dego z osobna. Tej obietnicy nie sk ada em na pi mie, ale traktuj  j  jak najpowa niej.

Zwi

le i ch odno przedstawi  skal  zagro enia ze strony bliskowschodniego ugrupowania terrorystycznego.

- Nie mog em ryzykowa . Przed pi cioma godzinami si y zbrojne Stanów Zjednoczonych zniszczy y i zatopi y okr t podwodny terrorystów oraz

zestrzeli y ich rakiety. Niebezpiecze stwo min o. Rozpocz li my jednak rozmowy z rz dem Hiszpanii w sprawie zainstalowania ameryka skiej tarczy
antyrakietowej jako sta ej stra y wokó  Cumbre Vieja. Tocz  si  ju  tak e wst pne negocjacje z zainteresowanymi stronami w sprawie wspólnego
przedsi wzi cia in ynieryjnego, maj cego na celu osuszenie podziemnych jezior pod masywem

375
wulkanu. Jednocze nie z tymi inicjatywami ostrzegam te  Hamas i inne podobne organizacje. Jeszcze z wami nie sko czyli my. Znajdziemy was,

gdziekolwiek si  chowacie, i wymierzymy kar .

Tego samego dnia w Damaszku
Rawi i Szakira Raszudowie, którzy ogl dali u siebie prezydenckie wyst pienie na kanale CNN, byli oszo omieni tym, co us yszeli. Z wolna dociera o

do nich,  e Ben Badr, Ahmed i ca a reszta nie  yj . Oboje wierzyli,  e ich misja jest zaplanowana perfekcyjnie i  e nawet pot

na Ameryka nie potrafi

wykry  dobrze prowadzonego okr tu takiego jak Bar-racuda. Wstrz

ni ci, udali si  natychmiast do wielkiego meczetu Omajjadów, by si  pomodli  za

poleg ych przyjació . Projektuj c t  operacj  i bior c udzia  w jej pierwszych etapach, oboje wiedzieli,  e mo e by  niebezpieczna i  e Allah mo e w
ka dej chwili powo

 ich kolegów przed swój tron. Zawsze jednak w takich sytuacjach, kiedy chodzi o bliskich przyjació  i krewnych,  mier  nadlatuje

na skrzyd ach kruka; genera  i jego  ona przez d ugi czas nie mogli wymówi  s owa.

W tym samym czasie w Waszyngtonie
Prezydent Bedford zako czy  swe przemówienie s owami: - Raz jeszcze 

nierze i marynarze ameryka scy stan li na wysoko ci zadania, broni c

nas wszystkich jak zawsze m

nie i sprawnie. Im w

nie chc  dzi  podzi kowa , a zw aszcza ich wspania ym dowódcom. Dzi kuj

ównodowodz cemu tej operacji, który kierowa  tak cywiln , jak i militarn  jej cz

ci , admira owi Arnoldowi Morganowi, którego wi kszo

 z was

pami ta z poprzedniej administracji. Admira  jak zawsze by  w pierwszym szeregu, kiedy naród stan  w obliczu zagro enia. Przez ostatnie osiem dni
praktycznie nie opuszcza  Bia ego Domu, a mimo to... kiedy nasze jednostki toczy y t  krótk , ale  mierteln  bitw  na wschodnim Atlantyku... mieli my

background image

dodatkowego cz owieka w ka dej
376
baterii rakiet, w ka dym  mig owcu, w ka dej okr towej centrali operacyjnej... kogo , kto by  z nimi przez ca y czas. Arnold Morgan jest w

nie takim

cz owiekiem i wszyscy w naszych si ach zbrojnych o tym wiedz . Nie wiem, jak poradziliby my sobie bez niego. Jestem pewien,  e wszyscy
przy czycie si  do mnie w  yczeniach d ugiej i spokojnej emerytury dla admira a.

W tej samej chwili w Chevy Chase
Arnold Morgan konsumowa  w

nie ostatni  kie bask  na talerzu. Kathy pos

a mu ca usa.

- S ysza

, kochanie, co powiedzia  prezydent? - spyta a. - E-me-ry-tu-ra!

- Tak jest. To w

nie od tej chwili robi .

- Jasne... Nie wiem tylko, dlaczego co  mi mówi,  e gdy tylko znowu zacznie si  dzia  co  diabo icznego, oni ci  znów wezw , a ty ruszysz do boju,

zanim tr bacz sko czy pierwsze takty sygna u...

PODZI KOWANIA
Moja d uga, niemal wokó ziemska podró  na pok adzie rosyjskiej budowy atomowego okr tu podwodnego by a opracowana przez admira a sir Johna

„Sandy'ego" Woodwarda, by ego dowódc  podobnej jednostki, a pó niej dowódc  floty podwodnej Royal Navy. Admira  jest ostatnim cz owiekiem, który
dowodzi  bitw  morsk  na du

 skal  - by  komodorem zespo u brytyjskiego w wojnie o Falklandy w 1982 roku.

Z anielsk  cierpliwo ci  prowadzi  mnie przez zawi

ci nuklearnego systemu nap dowego, ani razu nie okazuj c zdenerwowania moj  ignorancj ...

no, powiedzmy,  e nie okazywa  go tak cz sto, jak by móg . W kulminacyjnej fazie starcia pod Palm  to on zadecydowa ,  e Barracuda zostanie
zaatakowana raczej z powietrza ni  z okr tu. Pomóg  mi równie  w planowaniu ameryka skiej strategii poszukiwania i ataku. Jak zawsze, winien mu
jestem wdzi czno

.

Byli oficerowie si  specjalnych, którzy zawsze s  w pobli u, kiedy pisz  kolejny z moich technothrillerów, z oczywistych powodów nie  ycz  sobie

podawania ich nazwisk do publicznej wiadomo ci, ale i im dzi kuj  z ca ego serca. Ka dy z nich wie, ile mu zawdzi czam.

W sprawie przyczyn powstawania i skutków tsunami konsultowa em si  z trzema wybitnymi naukowcami po obu stronach Atlantyku. W dwóch czy

trzech punktach wyst pi y pewne ró nice pogl dów. Nie wymieniam zatem nikogo z nazwiska, w obawie przed wywo aniem tarcia w  rodowisku
geofizyków. Co gorsza, zosta bym przy tym obwiniony o manipulowanie (wprawdzie nieznaczne) ich szczerze wyra onymi opiniami. Niemniej im tak e
dzi kuj  za pomoc przy snuciu g ównego w tku tej powie ci.

! I
Patrick Robinson