Rozdział szósty
Wiem, Ŝe nie będziesz miał do nich obiekcji na tym tle.
Po przebudzeniu Darcy podjął te same rozwaŜania, które towarzyszyły mu gdy
zamykał oczy. Wstał i podszedł do okna. Słońce dopiero wschodziło.
Dlaczego Georgiana to powiedziała? Był pewien, Ŝe nie miała w tym Ŝadnego
celu. Jednak była świadoma swojej pozycji społecznej - dopilnował, by
wchodziło to w zakres jej edukacji. Po doświadczeniach zeszłego lata powinna
przyswoić tą lekcję. Od tego czasu wiedział, Ŝe zrozumiała jakie były wobec
niej oczekiwania.
Rozmyślał nad drugim dnem jej słów. Było prawdą Ŝe jeśliby rozwaŜać tylko
osobowości i charaktery panien Bennet, nie miał im nic do zarzucenia. Niemniej
ich Ŝyciowa sytuacja budziła wątpliwości. Georgiana nie zdawała sobie sprawy
z zachowania reszty rodziny Bennetów, ale znała ich niskie koneksje i powinna
pojąć, Ŝe zacieśnianie takich znajomości było niewłaściwe. Był przeraŜony
kiedy uświadomił sobie, Ŝe myślał o pannie Elizabeth jako moŜliwej siostrze dla
Georgiany, kiedy jego siostra miała na myśli tylko kontynuowanie
niezobowiązującej znajomości. Między poślubieniem jej, a zezwoleniem na
przyjaźń z Georgianą była wielka róŜnica.
Nie mógł teŜ nie myśleć o krytycyzmie z jakim panna Bingley i pani Hurst
odniosły się do swych gości. Był pewien Ŝe Georgiana była powściągliwa
relacjonując ich uwagi, a biorąc pod uwagę co sam słyszał, nie musiał wytęŜać
wyobraźni Ŝeby wiedzieć co konkretnie mówiły. Sam mógł znieść ich
niekulturalne komentarze z łatwością, ale wolał by wykazały się większą
rozwagą w wyraŜaniu dezaprobaty w obecności jego młodej siostry. Jednak był
dumny z tego, Ŝe Georgiana potrafiła rozpoznać oznaki złego wychowania.
Zamyślił się nad ironią stosunków z dwoma parami sióstr. Damy które z racji
swojej pozycji powinny być dla jego siostry dobrym towarzystwem,
zachowywały się w sposób niegodny naśladowania. Te z kolei, które ze względu
na złą sytuację Ŝyciową stanowiły wątpliwą kompanię, z pewnością byłyby
lepszymi przyjaciółkami i stanowiły odpowiedni wzór. RóŜnica między
charakterami i pozycją czterech kobiet uderzyła go z nagłą siłą. Nie mógł nie
dostrzec sprzeczności we własnym dąŜeniu do połączenia losów siostry z
kobietami których zachowanie ganił, w chęci wydania jej za ich brata, skoro
jednocześnie odmawiał jej prawda do znajomości z pannami które zawsze
zachowywały się nienagannie. Nie potępiał przyczyn nakazujących mu
opieranie się Elizabeth i kierowanie Georgiany w stronę przyjaźni z siostrami
Bingley'a. Tego wymagała socjeta. Zastanawiał się jednak, czy dobrze określił
priorytety w sprawie siostry, a to nieuchronnie prowadziło do pytań o jego
własną sytuację.
Nie mógł zaprzeczyć Ŝe jedyną okolicznością która pozwalała mu się cieszyć ze
spotkania Elizabeth i panien Bennet było jego oczarowanie Elizabeth. Gdyby
chodziło o inną kobietę, prawdopodobnie nie pozwoliłby na kontynuowanie
znajomości. Siostry Bennet były co prawda córkami dŜentelmena, ale
przebywały w nieodpowiedniej części miasta i z ludźmi, których nie mógł
traktować jak równych. Mimo to był zadowolony z ich spotkania i z całego
serca Ŝyczył sobie kolejnych, Ŝałując jednocześnie Ŝe nie mógł cieszyć się
obserwowaniem ich w chwili zapoznawania. Nie mógł sobie policzyć zasługi za
miły przebieg spotkania, ale pogratulował sobie tego, Ŝe przewidział ich
wzajemną sympatię.
A jednak jego radość bladła wobec całej sytuacji. Usiadł i schował twarz w
dłoniach. Jego serce było cięŜkie od rozczarowania i frustracji. Kochał Elizabeth
- nie mógł dłuŜej temu zaprzeczać. Miała wszystko czego oczekiwał od Ŝony i
była wspaniałą siostrą dla Georgiany. Uległ słabości i znów zaczął
rozpamiętywać braki jej pozycji i rodziny. Jak dotąd unikał takich myśli, bo nic
dobrego nie mogło przyjść z rozwaŜania okoliczności które były stałe i tak
niezmienne jak wschód i zachód słońca. Ale przeklinał kaŜdy szczegół który
czynił kobietę która go oczarowała, zachwyciła i nim zawładnęła,
nieodpowiednim wyborem. KaŜdą okoliczność która przyczyniała mu bólu i
zgryzoty sprawiając, Ŝe nie mógł jej mieć. Przeklął w swoich myślach wszystko
z wyjątkiem jednego: swojej miłości. Uśmiechnął się na tą myśl. Nie potrafił
Ŝ
ałować swojego uczucia. Niemniej Ŝałował kaŜdej przeszkody która między
nimi stała i szczęścia, które nigdy nie będzie mu dane. Czynił to z kaŜdą siłą i
gorzką urazą, na jakie mógł się zdobyć nie tylko ze względu na siebie, ale teŜ
Georgianę.
Jego rozwaŜania powróciły do niewinnej deklaracji jego siostry i wydarzeń ją
poprzedzających. Jej słowa nie przestawały go prześladować. JeŜeli był pewny
Ŝ
e to ona popełniła błąd i Ŝe jej stwierdzenie wynikało z nieznajomości świata,
to dlaczego czuł się tak zawstydzony kiedy je wypowiadała? Dlaczego czuł Ŝe
zawiódł siostrę, skoro jej oczekiwania były absolutnie nierozsądne?
Społeczna nierówność była przecieŜ usprawiedliwionym powodem aby unikać
lub ograniczyć pewne związki. Powiedział sobie Ŝe przecieŜ nie chodzi tylko o
niską pozycję - maniery rodziny Bennetów były dostatecznym
usprawiedliwieniem dla przerwania tej znajomości. Od razu uznał, Ŝe Elizabeth
nie byłaby dla niego odpowiednią Ŝoną. Potem nagle się uśmiechnął, prawie
ś
miejąc się podczas przemierzania pokoju. Była przecieŜ odpowiednia pod
kaŜdym względem - zaiste, jako kobieta pasowała do niego idealnie. To jej
sytuacja Ŝyciowa - rodzina i koneksje - stanowiły problem, a on nie potrafił tego
rozdzielić.
Wiedział, Ŝe przy wypowiadaniu krąŜących w jego umyśle słów jego siostra
miała na myśli znacznie mniejszą zaŜyłość. Przyjaźń między nią a Elizabeth
była moŜliwa, jego małŜeństwo juŜ nie. Pokręcił głową ponownie rozwaŜając
wszelkie wady takiego związku. Znowu wróciły do niego słowa Georgiany,
jednak z walczył je z taką samą, jeśli nie większą mocą. Czy oczekiwała od
niego, Ŝe cieszyłby się niŜszością jej koneksji? Ze gratulowałby sobie krewnych,
których pozycja w Ŝyciu jest tak raŜąco niŜsza niŜ jego? Nie, jego uczucia
względem małŜeństwa były naturalne i sprawiedliwe, a uwaga Georgiany nie
powinna wpędzać go w poczucie winy. Zresztą i tak miała co innego na myśli.
Zaraz potem walka ponownie rozgorzała, kiedy stwierdził Ŝe jego inne uczucia
są równie naturalne i sprawiedliwe. Bo czy nie naturalnie i sprawiedliwie byłoby
spędzić Ŝycie z kobietą, którą kocha? Westchnął... gdyby tylko mógł mieć obie
rzeczy na raz... Ale postanowił nie marnować więcej czasu na próŜne Ŝale.
Elizabeth pozostawała poza jego zasięgiem i tyle.
Tego samego ranka na ulicy Gracechurch znowu omawiano wizytę sprzed
dwóch dni - tym razem ze względu na pana Gardinera, który nie miał jeszcze
okazji zapoznać się ze szczegółami. Kiedy został poinformowany Ŝe panna
Darcy jest słodką, uroczą chociaŜ nieśmiałą dziewczyną, skierował wzrok na
Elizabeth i zapytał:
- Więc nie przypomina w niczym brata, tak?
- Absolutnie nie - odparła.
Jej ton skłonił go do zapytania:
- Czy zaskoczyła cię róŜnica między nimi?
- Przyznaję, Ŝe poinformowano mnie o ich wspólnej dumie, jednak nic takiego
nie dostrzegłam.
- Być moŜe osoba z którą rozmawiałaś nie znała jej wystarczająco, by wydać
rzetelną opinię.
- Nie sądzę. Powiedział mi to pan Wickham, a przecieŜ wychowywali się w
jednym domu kiedy była dzieckiem.
- Tak, ale pewnie minęło sporo czasu od chwili, kiedy widział ją ostatni raz?
- Nie wspominał o tym.
- CóŜ, jeśli mnie pamięć nie myli zajście z Darcym miało miejsce co najmniej
dwa lata temu - wtrąciła pani Gardiner - a nie mogę sobie wyobrazić Ŝeby po
tym wszystkim z nią jeszcze przebywał. Pan Darcy dał wyraźnie do zrozumienia
co myśli o Wickhamie i kazał cię ostrzec, więc z pewnością nie Ŝyczyłby sobie
jego towarzystwa dla siostry.
- Pewnie się nie mylisz. MoŜemy spokojnie załoŜyć Ŝe pan Wickham widział
pannę Darcy więcej niŜ dwa lata temu.
Po chwili zamyślenia pani Gardiner zauwaŜyła:
- Ale wówczas miała tylko czternaście lat. Trudno uwierzyć Ŝeby ze słodkiej
czułej dziewczynki wyrosła dumna i arogancka czternastolatka, Ŝeby potem
znów przemienić się w czarującą bojaźliwą osóbkę, którą poznaliśmy wczoraj.
- Wygląda na to, Ŝe pan Wickham źle ocenił jej charakter - dodała Jane -
Zastanawiam się co sprawiło Ŝe odniósł takie złe wraŜenie.
- Jego opis był zdecydowanie błędny - zgodziła się Elizabeth - chyba, Ŝe panna
Darcy ma jakąś ukrytą stronę charakteru, której jeszcze nie poznaliśmy.
Tego dnia pan Bingley nie tylko gościł, ale teŜ obiadował w domu Gardinerów.
Przyniósł teŜ ze sobą zaproszenie na wtorkową kolację do domu na ulicy
Grosvenor. Udało mu się je uzyskać od pani Hurst z duŜym wysiłkiem. Z
początku na kaŜdą sugestię zaproszenia Gardinerów i ich siostrzenic reagowała
kolejną wymówką bądź ignorowała brata. Potem zgodziła się zaprosić tylko
panie i to wyłącznie na herbatę w czasie, kiedy w domu nie będzie Ŝadnych
dŜentelmenów. Wreszcie niechętnie zgodziła się na prywatną rodzinną kolację
bez zapraszania innych znajomych.
Jednak gdy Bingley dowiedział się,Ŝe Hurstowie wydają duŜą kolację,
zaproponował by zaprosić przy okazji równieŜ Gardinerów. Miał przy tym dwa
cele. Chciał dać do zrozumienia siostrom,Ŝe panny Bennet mają być
zaakceptowane jako członkinie towarzystwa, a nie ukrywane jakby znajomośc z
nimi była wstydliwa. Poza tym czuł, Ŝe Darcy zarzucił swoje obserwacje panny
Bennet z niechęci do przebywania w sąsiedztwie Gardinerów. Kiedy rozmawiali
na ten temat, przyjaciel wciąŜ był niepewny co do jej uczuć. Obiad dałby mu
kolejną moŜliwość aby ocenić, czy odwzajemnia uczucia Bingley'a, a Bingley
mocno pragnął zapewnienia Darcy'ego o jej miłości, zanim zacznie zaloty.
Jego siostry były zdecydowanie przeciwne zaproszeniu na przyjęcie Gardinerów
i panien Bennet. Na początku tłumaczyły, Ŝe dodanie czworga nowych osób
spowoduje, Ŝe liczba gości będzie za duŜa. Jednak szybko wyjawiły prawdziwe
powodu sprzeciwu: nie chciały, aby ich znajomi z Cheapside paradowali wśród
bardziej znaczącego towarzystwa oczekiwanego wieczorem. Trwało to aŜ pan
Hurst, który chciał szybko załatwić sprawę wziął stronę Bingley'a i zmusił Ŝonę
do kapitulacji.
I tak Bingley zaniósł pani Gardiner liścik z zaproszeniem napisany przez jego
siostrę. Pani Gardiner odpisała, z wdzięcznością przyjmując propozycję.
Obiad na ulicy Gracechurch upłynął tak miło i przyjemnie,jak wszyscy się
spodziewali. Po posiłku rozmowa toczyła się lekko i wesoło, a wszyscy jej
uczestnicy byli zadowoleni ze swojego towarzystwa. Był to dokładny obraz
szczęścia,który wcześniej przewidział pan Darcy.
Kiedy Bingley wrócił do domu Darcych, właściciel udał się juŜ na spoczynek.
Następnego ranka, po śniadaniu, Bingley zaczął z przyjacielem nowy temat.
- Darcy, czy wybierasz się na premierę Snu nocy letniej w piątek?
- Tak, miałem zamiar iść. TeŜ chciałem ci o tym wspomnieć i zaprosić cię do
swojej loŜy.
- Postanowiłem zaprosić panny Bennet i Gardinerów. Miałem nadzieję,Ŝe
pójdziesz z nami, ale jeśli zaprosiłeś do swojej loŜy innej gości, będę musiał
wynająć własną na wieczór.
- Nie zaprosiłem nikogo innego. Ty i twoi goście moŜecie skorzystać z mojej
loŜy.
- W takim wypadku to będą twoi goście, czy nie tak? - spytał Bingley z
dobrodusznym uśmiechem.
Darcy był nieco poruszony, kiedy zmuszono go do spędzenia wieczoru w jej
towarzystwie. Ale zadeklarował juŜ Ŝe zamierzał iść na przedstawienie i byłoby
nieuprzejme wycofać się teraz, kiedy Bingley poinformował Ŝe chce zaprosić
innych. Jego zakłopotanie było oczywiście przyćmione przez radość z
perspektywy przebywania z Elizabeth. Musiał przyznać, Ŝe unikanie jej kiedy
przebywała w Londynie, okazało się trudne. Chciał się z nią spotkać i nie mógł
się zmusić do niezadowolenia, Ŝe mu się to uda. Musiał po prostu był ostroŜny i
panować nad uczuciami w jej obecności. Jakby nie patrzeć lubił Szekspira i była
to w końcu jego loŜa.
- Na to wygląda - odparł Bingleyowi-Wyślę liścik z zaproszeniem do
Gardinerów, wspominając o twojej obecności.
Bingley uśmiechnął się. Notka została napisana i wysłana. Na ulicy Gracechurch
przyjęto ją z wyrazami zaskoczenia i uradowania. Szczególnie Elizabeth była
ponad miarę zachwycona, bo Sen nocy letniej był jej ulubioną sztuką. Była teŜ
zaskoczona. Ledwo mogła uwierzyć Ŝe pan Darcy ją gdzieś zaprasza, chociaŜ
wzmianka o panu Bingley'u rzuciła trochę światła na jego motywy. Pozwoliło
jej to wierzyć,Ŝe dał swojemu przyjacielowi przyzwolenie na szczęście. Mimo
to, zaproszenie takich ludzi jak jej ciotka i wuj do swego towarzystwa i to
publicznie przekraczało jej pojmowanie. Zastanawiała się, czy siostry Bingley'a
albo panna Darcy teŜ będą obecne. Zaproszenie powiadamiało, Ŝe panowie
przyjadą po nie na ulicy Gracechurch przed przedstawieniem. Pan Gardiner
odpisał panu Darcy'emu wyraŜając pełną wdzięczności akceptację zaproszenia.