background image

 

 

Maciej Zięba OP 
Wstępy do pielgrzymek Jana Pawła II do Polski z lat 1979-91. 

 
„Kolekcja dzieł Jana Pawła II” Wydawnictwo Hachette 2008-09 

© Maciej Zięba OP 

 
 
 

Wstęp do I pielgrzymki 

 

DZIEWIĘD DNI, KTÓRE WSTRZĄSNĘŁY ŚWIATEM 
 

Do  podzielonego  w  Jałcie  świata,  w  1979  roku  przyjeżdża  papież  Słowianin.  Nie  dało  się 

odmówid możliwości przyjazdu Karolowi Wojtyle, który – w świetle prawa – nadal jest obywatelem 
PRL. Władze Polski Ludowej starają się więc jedynie minimalizowad „straty”. Nie pozwalają Papieżowi 
przyjechad w maju na obchody 900-lecia śmierci świętego biskupa Stanisława zamordowanego przez  
Króla  Bolesława  Śmiałego,  uznając  je  za  zbyt  polityczne  (reakcją  strony  kościelnej  będzie 
przeniesienie  uroczystości na  czerwiec).  Ograniczają  liczbę  miejscowości  do których  może  pojechad 
(Warszawa, Gniezno, Częstochowa, Kraków, Oświęcim, Nowy Targ, Wadowice). Dopuszczają jedynie 
dwie ogólnopolskie transmisji TV z Mszy Świętych (Warszawa, Oświęcim) plus powitanie i pożegnanie 
na  lotnisku  oraz  spotkanie  z  władzami  w  Belwederze  (w  ciągu  tych  9  dni  Jan  Paweł  II  ma  aż  48 
oficjalnych  wystąpieo!).  Wydają  polecenia  aby  i  wszyscy  dziennikarze  i  technicy  ukrywali  przed 
światem  obecnośd  rzeszy  Polaków  towarzyszących  papieżowi,  a  zwłaszcza  młodych.  Polscy 
operatorzy  tak  skutecznie  pokazują  niebo,  drzewa,  gromadki  starszych  kobiet  i  samotną  sylwetkę 
Jana  Pawła  II,  że  gdy  Papież  4  lata  później  wybiera  się  do  rządzonej  przez  komunistów  Nikaragui 
polscy  technicy  zostaną  zaproszeni  przez  rząd  sandinistów,  aby  uczyd  swoich  nikaraguaoskich 
kolegów jak fałszowad transmisje. 

Pamiętajmy  przy  tym,  że  w  1979  roku  nikt  z  możnych  tego  świata  nie  jest  zainteresowany 

zmianą status quo i nikt posiadający zdrowy rozsądek nie widzi możliwości jego zmiany. Ani polityczni 
liderzy  „wolnego  świata”  kanclerz  Schmidt,  prezydenci  Jimmy  Carter  i  Giscard  D’Estaing,  czy  też 
premier Wilson, ani, tym bardziej, przywódcy „obozu socjalistycznego”  Breżniew,  Honecker, Husak, 
Ceausescu,  czy  Gierek.  Sytuację  polityczną  stabilizują  bowiem  tysiące  atomowych  głowic 
magazynowanych  po  obu  stronach  berlioskiego  muru  oraz  amerykaoskie  garnizony  we  Włoszech, 
Anglii,  Turcji  i  Niemczech  oraz  miliony  radzieckich  żołnierzy  stacjonujących  we  wszystkich  krajach 
Układu Warszawskiego. 

Do  tego  świata  przyjeżdża  Jan  Paweł  II  z  orędziem  wiary,  nadziei  i  miłości.  Począwszy  od 

pierwszej Mszy na Placu Zwycięstwa, aż po Mszę ostatnią – na Błoniach Papież z całą mocą przyzywa 
Ducha Świętego. „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi!” z wielką mocą kooczy 
pierwszą homilię, a żegnając się z 2 milionami pielgrzymów na krakowskich Błoniach pointuje: „Więc 
mówię  za  Chrystusem  samym:  ‘Weźmijcie  Ducha  Świętego!’.  I  mówię  za  Apostołem:  ‘Ducha  nie 
gaście!’. I mówię za Apostołem: ‘Ducha Świętego nie zasmucajcie!’. Musicie byd mocni drodzy Bracia i 
Siostry! Musicie byd  mocni tą  mocą,  którą daje wiara! Musicie byd mocni mocą wiary!  Musicie  byd 
wierni! Dziś tej mocy bardziej Wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów”. 

Słowa te padły na podatną glebę, bo Polska szybko „uczyła się” Papieża. Nie mający wcześniej 

dostępu  do  żadnych  mediów  (oprócz  „Tygodnika  Powszechnego”),  metropolita  krakowski  nie  był 
dotąd w Polsce zbytnio znany. Wybór na papieża w dniu 16.X.1978 roku otworzył serca Polaków, ale 
dopiero 9 dni intensywnej katechezy te serca przemieniło. 

Serca  rządzących  pozostały  raczej  nieprzemienione,  ale  i  oni  i  świat  otrzymali  wyraźne 

wskazówki jak Jan Paweł II wyobraża sobie ład międzynarodowy. Papież już w pierwszych godzinach 

background image

 

pielgrzymki,  w  Belwederze,  nawiązując  do  polskiej  tradycji  wywodzonej  od  Włodkowica,  mówił  do 
rządców PRL: „Pokój i zbliżenie między narodami może budowad się tylko na zasadzie poszanowania 
obiektywnych praw narodu takich jak prawo do istnienia, do wolności, do podmiotowości społeczno-
politycznej,  do  tworzenia własnej  kultury  i  cywilizacji”.  Do myśli  o  zbliżenia  narodów  jako  warunku 
pokoju powrócił Jan Paweł II w przemówieniu pożegnalnym opatrując ją komentarzem: „Czasy nasze 
domagają  się  od  nas  aby  nie  zamykad  się  w  żadnych  sztywnych  ramach,  gdy  chodzi  o  dobro 
człowieka”. Partyjny dogmatyzm oraz ideologiczny podział świata nie zostały nazwane po imieniu, ale 
aluzje  były  łatwo  czytelne.  Było  to  tym  łatwiejsze  do  zrozumienia,  że 3 czerwca  na  gnieźnieoskim 
Wzgórzu  Lecha  w  głęboko  teologiczny,  ale  mocny  i  aktualny  sposób  podjął  Papież  temat  Europy 
Środkowo-Wschodniej:  „Czyż  Chrystus  tego  nie  chce,  czy  Duch  Święty  tego  nie  rozrządza,  ażeby 
papież-Polak,  papież-Słowianin  właśnie  teraz  odsłonił  duchową  jednośd  chrześcijaoskiej  Europy,  na 
którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu… Tak Chrystus tego chce. Duch Święty 
tak rozrządza, ażeby to zostało powiedziane teraz tutaj, w Gnieźnie, na ziemi piastowskiej, w Polsce, 
przy  relikwiach  św.  Wojciecha  i  św.  Stanisława,  wobec  wizerunku  Bogarodzicy-Dziewicy,  Pani 
Jasnogórskiej  i  Matki  Kościoła…  Przychodzi  więc  Wasz  rodak,  papież,  aby  wobec  całego  Kościoła, 
Europy i świata mówid o tych często zapomnianych Narodach i Ludach. Przychodzi woład wołaniem 
wielkim!”  .  Słowa  te  rozeszły  się  szerokim  echem  w  owych  „często  zapomnianych  Narodach  i 
Ludach”. Przykładem niech będzie postawa kardynałów Tomaska (Praga) i Vejvodsa (Ryga), którzy - 
obaj  już  po  dziewięddziesiątce  –  stali  się  aktywnymi  liderami  obrooców  praw  człowieka.  Polacy 
otrzymali  dodatkowo  katechezę  –  wzorem  była  św.  Jadwiga  Śląska  –  o budowaniu  jedności 
wewnętrznej  w  społeczeostwie  i  pojednania  między  narodami  (Częstochowa  –  do  mieszkaoców 
Dolnego  Śląska),  o  znaczeniu  i  godności  pracy  ludzkiej  (Częstochowa  –  do  mieszkaoców  Górnego 
Śląska),  o  własności  prywatnej,  zwłaszcza  prawie  do  ziemi  oraz  o  jej  poszanowaniu  i  o  znaczeniu 
rodziny  (Nowy  Targ),  o  odnoszeniu  zwycięstwa  –  wzorem  Maksymiliana  Kolbe  –pomimo  ciemności 
wszechobecnego zła (Oświęcim). Wszystkie te homilie mimo upływu czasu nie zdezaktualizowały się, 
lecz  nabrały nowego znaczenia. Na przykład  mało znane  przemówienie  do profesorów  i studentów 
KUL: „Każdy człowiek, który wybiera światopogląd uczciwie, według własnego przekonania, zasługuje 
na szacunek. Natomiast niebezpieczny, powiedziałbym, dla jednej i dla drugiej strony, dla Kościoła i 
dla tej drugiej strony – nazwijcie ją jak chcecie – jest człowiek, który nie wybiera ryzyka, nie wybiera 
wedle  najgłębszych  przekonao,  wedle  swej  wewnętrznej  prawdy,  tylko  chce  się  zmieścid  w  jakiejś 
koniunkturze, przesuwając się raz na lewo, raz na prawo, wedle tego jak zawieje wiatr.” 

Był czerwiec 1979 roku. PZPR „przewodnia siła narodu” szykowała się do obchodów 35-lecia 

PRL.  Nikt  w  dowcipniejszym  skrócie  nie  ujął  znaczenia  pielgrzymki  Jana  Pawła  II  od  warszawskich 
studentów niosących ogromny – taki jak używane podczas 1-Majowych pochodów – transparent: „35 
lat  PRL.  1000  lat  chrześcijaostwa  w  Polsce”.  Papież  przywrócił  proporcje,  przywrócił  przeszłośd  i 
otworzył przyszłośd.  

Tsunami wolności, pojawiło się na razie jako niewielka zmarszczka na tafli oceanu. Dziesięd lat 

później zmyło z powierzchni ziemi sowieckie imperium. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Wstęp do II pielgrzymki 
 
NIE PRAGNIJMY POLSKI, KTÓRA BY NAS NIC NIE KOSZTOWAŁA 
   

Nie było łatwych pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Ta w 1983 roku bez wątpienia jednak 

należała  do  najtrudniejszych.  Od  pierwszej  pielgrzymki  minęły  4  brzemienne  lata:  wybuch 
„Solidarności”  w  1980  roku  –  wolnościowego  ruchu  o  chrześcijaoskich  korzeniach,  do  którego 
przyłączyło się blisko 10 milionów dorosłych obywateli; zamach 13 maja 1981 roku  – do dziś mamy 
jedynie podejrzenia co do zleceniodawców – na Jana Pawła II i jego wielomiesięczny pobyt w szpitalu; 
śmierd,  26  maja  1981  roku,  Prymasa  Tysiąclecia;  wprowadzenie  stanu  wojennego  13  grudnia  1981 
roku oraz zabicie kilkudziesięciu i aresztowanie wielu tysięcy Polaków.  

Tradycyjnie  już  Papież  nie  mógł  przybyd  do  Ojczyzny  w  pierwszym  z  proponowanych 

terminów,  w  1982  roku,  na  jubileusz  600-lecia  obecności  obrazu  Matki  Boskiej  Częstochowskiej  w 
Jasnogórskim  Sanktuarium.  Stan  wojenny  –  przepełnione  więzienia  i ośrodki  dla  internowanych, 
godzina  policyjna,  przepustki  dla  podróżujących,  knebel  wszechobecnej  cenzury,  uniemożliwiały 
zorganizowanie  pielgrzymki.  Dopiero  zawieszenie  stanu  wojennego  stworzyło  minimum  niezbędne 
do tego, by Jan Paweł II mógł przybyd do Polski. 

Pamiętad  trzeba,  że  była  to  Polska  rządzona  przez  namaszczonych  z Moskwy  liderów  PZPR, 

zdesperowanych  tym,  że  nie  udało  im  się  „rzucid  społeczeostwo  na  kolana”,  że  była  to  Polska 
zdesperowanego społeczeostwa, które zaangażowało się w bojkot i opór wobec panującego reżimu i  
w  którym  częśd  desperatów  –  wobec  braku  konkretnych  efektów  –  szykowała  się  do  bardziej 
agresywnych  form  oporu,  a  inna  –  ponad  milion  najzdolniejszej  młodzieży  –  wybrała  emigrację,  z 
świadomością, że nigdy już nie wróci za „żelazną kurtynę” – do Polski. 

Papież chciał zatem przywrócid ludziom nadzieję, wyrwad ich z desperacji, a zarazem, wobec 

bezlitosnych  uwarunkowao  geopolitycznych  -  z  wielkim  bowiem  niepokojem  obserwowali 
wydarzenia otaczający Polskę „sojusznicy” z ZSRR, CSRS i NRD – nie radykalizowad nastrojów. Chciał 
też  poszerzenia  przestrzeni  dialogu  pomiędzy  społeczeostwem  i  władzą,  lecz  dialogu  opartego  na 
prawdzie i fundamentach etycznych. Wyglądało to na kwadraturę koła. 

Jan  Paweł  II  zażądał  od  władz  umożliwienia  spotkania  z  przewodniczącym  zdelegalizowanej 

„Solidarności”  Lechem  Wałęsą.  Po  długich  negocjacjach  ustalono,  że  spotkanie  będzie  mogło  się 
odbyd w Tatrach i Papież spotka się z Wałęsą jako „osobą prywatną”. Jednakże już po przylocie Jana 
Pawła  II  do  Warszawy władze  znowu  zaczęły  robid trudności.  „No  to wracamy do  Rzymu”  –  krótko 
odpowiedział  Papież.  W  efekcie,  do  spotkania  z  Wałęsą  doszło  w  naszpikowanym  mikrofonami 
schronisku  w  Dolinie  Kościeliskiej,  w  której  za  każdą  skałką  krył  się  agent  SB,  a  „prywatna  osoba” 
przyleciała z Gdaoska rządowym helikopterem. 

Do  podobnie  dramatycznego  momentu,  w  którym  Papież  powtórnie  stwierdzi:  „No  to 

wracamy” doszło parę dni później na Jasnej Górze, gdy rządowa delegacja przybyła do Jana Pawła II, 
aby zgłosid – zwłaszcza po Apelu Jasnogórskim do młodzieży – że Papież zbytnio „upolitycznia” swoje 
kazania i powinien zmienid ton w dalszej części pielgrzymki. 

Trzeba  przyznad  ówczesnym  władzom,  że  dobrze  odczytywały  nastroje.  To  wieczorne 

spotkanie  z  zasłuchanymi  w  słowa  Jana  Pawła  II  wieloma  setkami  tysięcy  młodzieży  miało  moc 
przemieniania  serc,  dodawania  sił,  wezwania  do  działania  wbrew  nadziei.  Papież  mówił  m.  in.  o 
solidarności  z  internowanymi,    uwięzionymi  i  wyrzuconymi  z  pracy,  ale  istotą  jego  orędzia  było 
rozważanie  co  znaczenia  słowa  „czuwam”:  „Co  to  znaczy:  Czuwam?  To  znaczy,  że  staram  się  byd 
człowiekiem  sumienia.  Ze  tego  sumienia  nie  zagłuszam  i  nie  zniekształcam.  Nazywam  po  imieniu 
dobro  i  zło,  a  nie  zamazuję.  Wypracowuję  w  sobie  dobro,  a  ze  zła  staram  się  poprawiad, 
przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszyd, 
zepchnąd  na  dalszy  plan.  Nie.  Nie!  Ona  jest  wszędzie  i  zawsze  pierwszoplanowa.  Jest  zaś  tym 
ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjad temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z 
niego rozgrzeszali. Zwłaszcza jeżeli tak postępują inni. Moi drodzy przyjaciele! Do Was należy położyd 
zdecydowaną zaporę demoralizacji – zaporę tym wadom społecznym, których ja tu nie będę nazywał 
po imieniu, ale o których Wy sami doskonale wiecie. Musicie od siebie wymagad, nawet gdyby inni od 

background image

 

Was nie wymagali!” . I Papież kontynuował: „Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny, za 
to wielkie wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas 
wszystkich  zobowiązuje.  To  imię  nas  wszystkich  kosztuje.    Może  czasem  zazdrościmy  Francuzom, 
Niemcom,  czy  Amerykanom,  że  ich  imię  nie  jest  związane  z  takim  kosztem  w  historii.  Ze  o  wiele 
łatwiej  są  wolni.  Podczas  gdy  nasza  polska  wolnośd  tak  dużo  kosztuje.  Nie  będę  moi  Drodzy 
przeprowadzał analizy porównawczej. Powiem tylko, że to, co kosztuje, właśnie stanowi wartośd. Nie 
można  byd  prawdziwie  wolnym  bez  rzetelnego  stosunku  do  wartości.  Nie  pragnijmy  takiej  Polski, 
która by nas nic nie kosztowała”.  

To przemówienie ukazuje dobrze tonację całej pielgrzymki. Treśd jest duchowa i etyczna, ale 

jej  wymowa  –  rewolucyjna.  Po  upływie  dwierdwiecza,  w  nader  odmiennych  warunkach  dodad  też 
można  –  i  pozostaje  aktualna.  Temu  celowi  służyło  także  przywołanie  postaci  Maksymiliana  Marii 
Kolbego  w  Niepokalanowie  i  Nowej  Hucie  (konsekracja  kościoła  pod  jego  wezwaniem  w 
Mistrzejowicach)  oraz  beatyfikacje  Urszuli  Ledóchowskiej  (Poznao)  i bohaterów  powstania 
styczniowego  Rafała  Kalinowskiego  oraz  Alberta  Chmielowskiego  (krakowskie  Błonia).  Wszyscy  oni 
dokonali  wielkich  dzieł  i  odnaleźli  swą  drogę  do  świętości  w  czasach  niewoli,  w  skrajnie  trudnych 
warunkach. 

Papież  jasno  formułował  warunki  przełamania  polskiego  kryzysu.  W  Katowicach  mówił  o 

miłości  i  sprawiedliwości  społecznej:  „sprawiedliwośd  społeczna  polega  na  poszanowaniu  i 
urzeczywistnianiu  praw  człowieka  w  stosunku  do wszystkich  członków  danego społeczeostwa”. We 
Wrocławiu  przypominał,  że  warunkiem  budowania  wszelkiej  wspólnoty  jest  prawda,  która  rodzi 
zaufanie: „Cały naród polski musi odzyskad zaufanie w najszerszym kręgu swej społecznej egzystencji. 
Jest  to  sprawa  zupełnie  podstawowa…  Trzeba  centymetr  po  centymetrze  i  dzieo  po  dniu  budowad 
zaufanie  –  i  odbudowywad  zaufanie  –  i  pogłębiad  zaufanie!  Wszystkie  wymiary  bytu  społecznego, i 
wymiar polityczny, i wymiar ekonomiczny, i – oczywiście – wymiar kulturalny, i każdy inny, opierają 
się na tym podstawowym wymiarze etycznym: prawda - zaufanie – wspólnota”. 

Pomimo  rozbitej  przez  SB,  milicję  i  wojsko  tkanki  społecznej,  pomimo  ścisłej  kontroli 

wszelkich  dziedzin  życia  i  koncesji  jedynie  dla  ludzi  lojalnych  wobec  władz,    Polacy  zrozumieli 
papieską lekcję – szczególnie imponująca okazała się budowa instytucji niezależnej kultury i edukacji. 
Władze PRL nie zrozumiały  niczego. Symbolem tego stało się aroganckie pożegnanie ze strony gen. 
Jaruzelskiego: „Wasza Świątobliwośd odjeżdża – my pozostajemy”. 

Pozostali. Ale Polska była już inna. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Wstęp do III pielgrzymki 
 
KAŻDY MA SWOJE WESTERPLATTE 
 

Ze zdumieniem, ale i determinacją rozpocząłem 20 lat temu komentarz do pielgrzymki z 1987 

roku stwierdzeniem: „Podczas pierwszej pielgrzymki – budził, drugiej – pocieszał, teraz – wymaga”. Z 
determinacją, bo nie można było zignorowad wezwao płynących z ust Papieża (później dowiedziałem 
się  iż  Jan  Paweł  II  powiedział,  że  trafnie  zinterpretowałem  tę  zmianę  tonacji).  Ze  zdumieniem,  bo 
sytuacja w kraju i na świecie w porównaniu z poprzednią pielgrzymką nie była ani trochę lepsza. 

Związek  Radziecki  wciąż  pewnie  utrzymywał  swoje  strefy wpływów.  Pod  murem  berlioskim 

strzelano  do  uciekinierów  i  nikt  ani  na  Wschodzie  ani  na  Zachodzie  nie  zamierzał  go  obalad. 
Gorbaczow  jawił  się  jako  Chruszczow  lat  80  –  reformujący  imperium  tylko  po  to  aby  je  umocnid 
(jeszcze  w  1989  roku  używał  sił  specjalnych  przeciw  demonstrantom).  W Polsce  zmilitaryzowana 
ekipa  Jaruzelskiego  odmawiała  reform  oraz  oficjalnego  uznania  opozycji.  Ludzie  byli  coraz  bardziej 
przygnębieni  i  zrezygnowani,  słabła  podziemna  „Solidarnośd”,  w  kraju  brakowało  żywności,  a 
młodzież  masowo  zeo  emigrowała.  Sytuacja  wyglądała  może  nieco  mniej  dramatycznie  niż  przed 
czterema laty, ale jeszcze bardziej beznadziejnie. A ton papieskich przemówieo jest inny. Było to tym 
bardziej  nieoczekiwane,  iż pielgrzymka  w  1987  roku  miała  bardzo  „teologiczny”  charakter,  jako  że 
głównym tematem homilii były sakramenty, zwłaszcza Eucharystia jako, że pielgrzymka była związana 
z rozpoczęciem Kongresu Eucharystycznego. Stała się jednak kolejna okazja do objawienia swoistego 
geniuszu  Karola  Wojtyły  łączącego  rzeczywistośd  teologiczną,  egzystencjalną  i społeczną  w  wielką 
syntezę - ukazującego Polakom Eucharystię jako sakrament wyzwolenia, wolności i solidarności. 
 

Już  początek  pielgrzymki,  spotkanie  na  Zamku  Królewskim  z  rządcami  PRL,  przyniósł  nową 

nutę. Nigdy dotąd Jan Paweł II tak konkretnie nie podkreślał znaczenia niezbywalnych praw ludzkich, 
zwłaszcza prawa do wolności religijnej, wolności zrzeszania się i wolności wypowiedzi. W kontekście 
śmierci  ks.  Popiełuszki,  delegalizacji  „Solidarności”  oraz  wszechobecnej  cenzury  słowa  te  brzmiały 
jednoznacznie. Papież mówił też bardzo wyraźnie o konieczności reform politycznych, by obywatele 
nie  byli  traktowani  przez  władzę  jak  przedmioty,  ale  mogli  byd  podmiotami  współtworzącymi 
Rzeczpospolitą.  „Tylko  wówczas  naród  żyje  autentycznie  własnym  życiem,  gdy  w  całej  organizacji 
życia  paostwowego  stwierdza  swoją  podmiotowośd”.  Podobnie  jest  w  życiu  gospodarczym  – 
podkreślił Jan Paweł II. „Pozwalam sobie mówid o tym dlatego – pointował – że głęboko odczuwam 
trudny  okres  w  życiu  narodu  i  paostwa.  Trudny  w  znaczeniu  społeczno-  ekonomicznym”.  Nigdy 
wcześniej  Papież  nie  mówił  tak  jednoznacznie  do  władz  PRL.  To „oni”  mieli  te  reformy  robid.  „My” 
czuliśmy się zrezygnowani i rozgrzeszeni – zrobiliśmy wszystko co się dało. Dlatego słowa Jana Pawła 
II  z  nabożeostwa  w  Gdyni,  chod  nie  miały  zbyt  wielu  słuchaczy  (przekazy  w  TVP  były  ściśle 
reglamentowane – z Gdyni nie przeprowadzono transmisji) zaskakiwały i uderzały swą mocą. Papież, 
który  poprzednim  razem  mówił  solidarności  w  sposób  bardzo  delikatny,  tym  razem  jest  bardzo 
wyrazisty.  Omawia  wagę  oraz  sens  budowania  solidarności  i  dodaje:  „To  słowo  zostało 
wypowiedziane tutaj, w nowy sposób i w nowym kontekście. I świat nie może o tym zapomnied. To 
słowo  jest  waszą  chlubą,  ludzie  polskiego  morza,  ludzie  Gdaoska  i  Gdyni,  Trójmiasta,  którzy  żywo 
macie  w  pamięci  wydarzenia  lat  siedemdziesiątych  i  osiemdziesiątych”.  Solidarnośd  została 
wprowadzona  w  kontekst  najnowszej  historii  Polski  –  Grudnia’70  i  Sierpnia’80.  Tym  bardziej  więc 
konkretnie brzmi przywołana przez Jana Pawła II  biblijna scena – Piotr idący po falach do Chrystusa: 
„A  gdy  Piotr  się  uląkł  na  skutek  silnego  wiatru  i  zaczął  tonąd,  zawołał  ‘Panie,  ratuj  mnie’.  Chrystus 
podał  mu  rękę  ze  słowami:  ‘Czemu  zwątpiłeś,  małej  wiary’.  Pragnę,  drodzy  bracia  i  siostry,  aby  to 
wydarzenie  biblijne  znad  Morza  Galilejskiego,  pozostało  z wami,  ludzie  Bałtyku,  polskiego  morza  i 
polskiego Pomorza. Zastanawiajcie się nad nim w kontekście naszych dziejów, w kontekście wydarzeo 
naszego stulecia, w kontekście tych ostatnich osiemdziesiątych lat. Jezus mówi: ‘Odwagi! Ja jestem, 
nie bójcie się!’. ‘Czemuś zwątpił? Ja jestem’.” 

Następnego  dnia,  podczas  Mszy  dla  świata  pracy,  papież  kontynuuje  rozważania  nad 

znaczeniem solidarności, mówi o sensie pracy, która nie może dehumanizowad, która winna bazowad 
na podmiotowości każdego pracownika i całego społeczeostwa. Te rozważania brzmią w Polsce Anno 

background image

 

1987 bardzo konkretnie, zwłaszcza że Jan Paweł II odwołuje się do „Porozumienia gdaoskiego” oraz 
podkreśla prawo pracowników do posiadania „niezależnej i samorządnej” reprezentacji. 

W  tym  samym  dniu  Papież  spotyka  się  z  młodzieżą  na  Westerplatte.  Mówi  jej  o pokusie 

obojętności i emigracji, o pokusie ucieczki od życia oraz społeczeostwa, i mówi o wyzwalającej mocy 
Jezusa  Chrystusa.  Umocnieni  przez  Niego  młodzi  Polacy  mogą  i powinni  wziąd  odpowiedzialnośd: 
„Przyszłośd Polski zależy od was i musi od was zależed, To jest nasza Ojczyzna – to jest nasze ‘byd’ i 
nasze ‘mied’. I nic nie może pozbawid nas prawa, ażeby przyszłośd tego naszego  ‘byd’ i ‘mied

’ 

zależała 

od  nas.  Każde  pokolenie  Polaków,  zwłaszcza  na  przestrzeni  ostatnich  dwustu  lat,  ale  i  wcześniej, 
przez  całe  tysiąclecie,  stawało  przed  tym  samym  problemem,  można  go  nazwad  problemem  pracy 
nad sobą, i – trzeba powiedzied – jeżeli nie wszyscy, to w każdym razie bardzo wielu nie uciekało od  
odpowiedzi  na  wezwanie  swoich  czasów.”  Ten  mocny  apel  dopełnia  Jan  Paweł  II  wezwaniem  do  – 
nazwałbym to – realistycznego heroizmu. „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś 
swoje ‘Westerplatte’. Jakiś wymiar zadao, które musi podjąd i wypełnid. Jakąś słuszną sprawę o którą 
nie  można  nie  walczyd.  Jakiś  obowiązek,  powinnośd  od  której  się  nie  można  uchylid.  Nie  można 
‘zdezerterowad’. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba ‘utrzymad’ i ‘obronid’, tak 
jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronid – dla siebie i dla innych”. 

Było  podczas  pielgrzymki  w  1987  roku  wiele  ważnych  i  wzruszających  momentów,  chodby 

wizyta  w  obozie  w  Majdanku,  spotkania  z  ludźmi  nauki  i  ludźmi  sztuki,  spotkanie  ekumeniczne, 
beatyfikacja  męczennika  z  II  wojny  światowej  biskupa  Michała  Kozala,  ale  nad  całą  pielgrzymką 
górowało wezwanie Papieża – nie lękajcie się, weźcie odpowiedzialnośd za Polskę. 

 Od tego czasu radykalnie zmienił się świat, radykalnie zmieniła się Polska, odszedł Jan Paweł 

II, ale jego apel, jego nauczanie o solidarności, jego przypomnienie, że każdy ma swoje Westerplatte, 
nie straciły na aktualności. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

Wstęp do IV pielgrzymki  
 
TRUDNY DAR WOLNOŚCI 
 

Bez  wątpienia  była  to  najbardziej  dramatyczna  pielgrzymka.  Trzeba  zrozumied  jej  kontekst. 

Polska w ciągu zaledwie paru miesięcy zmieniła system polityczny, ekonomiczny i – w znacznej mierze 
–  kulturowy.  Wprawdzie  nie  polała  się  krew,  ale  dokonała  się  prawdziwa  rewolucja.  W  dodatku 
najbardziej  znaczące  i  odważne  grupy  społeczne  w  PRL  poczuły  się  pokrzywdzone.  Wielkie  zakłady 
przemysłowe zostają zamykane, a robotnicy idą na – nieznane w PRL – bezrobocie, hołubieni w PRL 
prywatni  producenci  żywności,  chłopi,  są  zagrożeni  nadprodukcją  ergo  bankructwem,  szanowany 
przez  wszystkich  Kościół  atakowany  jest  przez  media    za  cenzurowanie  i  kontrolowanie  życia 
publicznego  (post-komuniści  wmawiają  społeczeostwu,  że  „czarny”  zastąpił  „czerwonego”).  Mamy 
więc do czynienia z trwającą w Polsce – jak to określił jeden z publicystów – „zimną wojną religijną”. 
Większośd  społeczeostwa,  żyje  w  totalnej  niepewności  jutra  (chodby  dlatego,  że  szaleje  inflacja),  a 
całe społeczeostwo żyje w wielkim szoku transformacji. Nie trzeba dodawad, że taki stan nie sprzyja 
racjonalnej debacie, wspiera natomiast poglądy skrajne i demagogiczne. 

Do takiej właśnie Polski przyjeżdża Jan Paweł II w 1991 roku. Jej kontekst pomaga zrozumied, 

dlaczego  pielgrzymka  ta  nie  została  dobrze  zrozumiana,  a  nawet  dobrze  przyjęta.  Media  i  kręgi 
niechętne  Kościołowi  dopatrują  się  wszędzie  deptania  procedur  demokratycznych,  aspiracji  do 
„chomeinizacji”  paostwa  i  złamania  jego  świeckości.  Ideologiczni  politycy  i  działacze  katoliccy 
doszukują  się  w  wypowiedziach  Papieża  pełnej  konfirmacji  swych  radykalnych  (często  wręcz 
niezgodnych  z  katolicką  nauką  społeczną)  poglądów.  Prawda  jest  jednak  zupełnie  inna.  Tematem 
papieskiej wizyty jest Dekalog, a jej podstawową tezą, że żywotna demokracja potrzebuje podglebia 
wartości,  że  jej  istotą  nie  są  same  głosowania  i  procedury,  ale  stale  pielęgnowana  kultura 
demokratyczna. 

Jednym  z  podstawowych  tematów  jest  dobre  korzystanie  z  wolności.  Znamy  przypadki  jej 

nadużywania – to czasy saskie,  o których jako o wielkim ostrzeżeniu dla współczesnej Polski powie 
Papież pod koniec  pielgrzymki w   Warszawie. Wypowie  się też o wielkiej  roli mediów,  a także ludzi 
wpływających  na  opinię  publiczną,  w  tym  polityków,    w procesie  kształtowania  demokracji.  Sama 
wolnośd  wypowiedzi  nie  wystarczy  powie  Jan  Paweł  II  w  Olsztynie.  Można  bowiem  prawdę 
ideologizowad i upartyjniad: „Nie wiele daje wolnośd mówienia jeżeli słowo wypowiedziane nie jest 
wolne. Jeśli jest spętane egocentryzm, kłamstwem, podstępem, a może nawet nienawiścią i pogardą 
dla  innych  –  dla  tych,  którzy  różnią  się  narodowością,  religią,  albo  poglądami.  Niewielki  będzie 
pożytek z mówienia i pisania, jeżeli słowo będzie używane nie po to, aby szukad prawdy i dzielid się 
nią,  ale  tylko  by  zwyciężad  w  dyskusji  i  obronid  –  może  właśnie  błędne  -  stanowisko”.  Demokracja 
musi  byd  budowana  na  solidnych  aksjologicznym  fundamentach,  których  źródłem  jest  uniwersalny 
Dekalog.  Dopiero  w  tym  kontekście  można  w  demokracji  używad  swojej  wolności:  „Tak,  trzeba 
wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierad społeczeostwo, 
naród,  wszystkie  dziedziny  jego  życia,  ale  nie  można  stwarzad  fikcji  wolności,  która  rzekomo 
człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. Z tego trzeba zrobid rachunek sumienia u 
progu III Rzeczypospolitej!” 

Szczególne znaczenie w budowaniu kultury i wspólnoty demokratycznej, a więc dojrzałego i 

wspólnego  korzystania  z wolności,    zajmuje  rodzina. Papież  w  ostrych  słowach przeciwstawia   się  - 
rozpowszechnionej  wśród elit  –  filozofii indywidualizmu i wierze w niejako „samoczynny” charakter 
demokracji.  Takie    przekonania  rozbijają  tkankę  społeczną  i    grożą  autodestrukcją  demokracji,  w 
dramatycznych i bardzo osobistych słowach ostrzega Jan Paweł II: „Czy wolno lekkomyślnie narażad 
polskie  rodziny  na  dalsze  zniszczenie?  Nie  można  tutaj  mówid  o  wolności  człowieka  bo  to  jest 
wolnośd,  która  zniewala.  Może  dlatego  mówię  tak  jak  mówię,  ponieważ  to  jest  moja  matka,  ta 
ziemia! To jest moja Matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie to wy wszyscy, którzy 
lekkomyślnie  podchodzicie  do  tych  spraw,  zrozumcie,  że  te  sprawy  nie  mogą  mnie  nie  boled!  Was 
także  powinny  boled!  Łatwo  jest  zniszczyd  trudniej  odbudowad.  Zbyt  długo  niszczono!  Trzeba 
intensywnie odbudowywad. Nie można dalej lekkomyślnie niszczyd!” 

background image

 

Ten  dramatyczny  apel  Papieża  wolno  przebijał  się  do  świadomości  elit  zafascynowanych 

wolnością i przekonaniem, że jej osiągnięcie jest już osiągnięciem mety, że uruchamia „niewidzialną 
rękę”  nie  tylko  rynku,  ale  i  całego  życia  społecznego.  Świadomośd,  że  zdobycie  niepodległości  jest 
nowym początkiem, powoli przebijała się do polskiej świadomości. Proces ten zainicjował Jan Paweł II 
– lepiej rozumiany dopiero z upływem lat. 

Innym  wielkim  problemem  było  ustalenie  miejsca  w  Kościoła  w  życiu  publicznym  w wolnej 

Polsce.  Z  jednej  strony,  wielu  ludzi  Kościoła  uzurpowało  sobie  prawo  do  mówienia  w  imieniu  90% 
polskich katolików, wielu polityków mieniących się chrześcijaoskimi ideologizowało wiarę i starało się 
przełożyd ją w prosty sposób na polityczne działania, ze strony drugiej, każda forma obecności religii 
w  życiu  publicznym  oburzała  media  i agresywnie  nastawiała  sporą  częśd  społeczeostwa  przeciw 
„klerykalizacji”  życia  w  Polsce.  Jej  symptomami miałyby  byd  np.  powrót  kapelanów  do  więzieo,  czy 
wojska, obecnośd księży w mediach czy powrót religii do szkół. Dziś te sprawy nie budzą wątpliwości, 
ale  wówczas  ton  agresji  wobec  Kościoła  był  szeroko  rozpowszechniony.  Do  tych  nabrzmiałych 
kontrowersji odniósł się Papież w Lubaczowie: „postulat neutralności światopoglądowej paostwa jest 
słuszny  głównie  w  tym  zakresie,  że  paostwo  powinno  chronid  wolnośd  sumienia  i  wyznania 
wszystkich  swoich  obywateli,  niezależnie  od  tego  jaką  religię  lub    światopogląd  oni  wyznają.  Ale 
postulat,  ażeby  do  życia  społecznego  i  paostwowego  w  żaden  sposób  nie  dopuścid  wymiaru 
świętości,  jest  postulatem  ateizowania  paostwa  i  życia  społecznego  i niewiele  ma  wspólnego  ze 
światopoglądową  neutralnością.  Potrzeba  wiele  wzajemnej  życzliwości  i  dobrej  woli,  ażeby 
dopracowad  się  takich  form  obecności  tego  co  święte  w życiu  społecznym  i  paostwowym,  które 
nikogo  nie  będą  raniły  i  nikogo  nie  uczynią  obcym  we  własnej  ojczyźnie,  a  tego  właśnie 
doświadczaliśmy przez  kilkadziesiąt ostatnich lat.” 

Wiele  lat  trwała  jeszcze  w  Polsce  „zimna  wojna  religijna”,  ale  słowa  zasiane  podczas 

pielgrzymki w 1991 roku powoli wzrastały. Coraz lepiej rozumiano przesłanie Papieża, co raz bardziej 
przekonywano się o jego prawdziwości. W 1997 roku Jan Paweł II przyjeżdżał już do innej Polski, do 
dużo bardziej dojrzałego społeczeostwa.