background image

N. Frye, Archetypy literatury, przeł. A. Bejska, [w:] Współczesna teoria badań literackich 

za granicą. Antologia, oprac. H. Markiewicz, t. II, Kraków 1976.  

ARCHETYPY LITERATURY 

Każdej  usystematyzowanej  nauki  można  uczyć  się  stopniowo  i  z  doświadczenia  wiemy,  że 
nauczanie  literatury kojarzy  się również z pewną stopniowością. Już  nasze pierwsze zdanie 
nastręczyło  nam  trudności  natury  semantycznej:  fizyka  jest  usystematyzowaną  nauką  o 
przyrodzie  i  student  zajmujący  się  tą  dziedziną  wiedzy  powie,  że  uczy  się  fizyki,  a  nie,  że 
uczy  się  przyrody.  Sztuka,  podobnie  jak  i  przyroda,  jest  przedmiotem  systematycznego 
badania i należy ją odróżnić od samego badania, które zwie się krytyką literacką. Dlatego to 
nie można „uczyć się literatury”, uczymy się w pewien sposób o niej, lecz z kolei to, czego 
się  uczymy,  jest  krytyką  literacką.  Sprzeciw,  który  wyczuwamy  w  stosunku  do  wyrażenia 
„nauczanie literatury”, wynika stąd, że właściwie nie da się  tego robić: krytyka literacka — 
oto wszystko, czego można uczyć bezpośrednio. Jeśli jednak nie oczekujemy od literatury, by 
zachowywała się  jak  nauka,  nie  ma też z pewnością powodu, dla którego krytyka  literacka, 
jako  zorganizowany  system  badawczy,  nie  miałaby  być,  przynajmniej  częściowo,  nauką. 
Może  nie  nauką  czystą  lub  ścisłą,  lecz  określenia  te  i  tak  należą  do  dziewiętnastowiecznej 
kosmologii,  która  przestała  już  być  aktualna.  Krytyka  zajmuje  się  sztuką  i  sama  może  być 
czymś w rodzaju sztuki, nie wynika stąd jednak, że nie może być usystematyzowana. Jeśli ma 
być spokrewniona z nauką, nie znaczy to wcale, że musi być pozbawiona wdzięków kultury. 

Oczywiście taka krytyka, z jaką spotykamy się w fachowych, czasopismach i  monografiach 
naukowych,  posiada  wszystkie  charakterystyczne  znamiona  nauki.  Naukowo  sprawdza  się 
dowody,  naukowo  posługuje  dawniejszymi  autorytetami,  naukowo  bada  różne  kompleksy 
zagadnień. To samo dotyczy edycji tekstów. Prozodia ze względu na swą strukturę jest nauką, 
podobnie  jak  fonetyka  i  filologia. A przecież oddając  się studiom  nad tym rodzajem krytyki 
naukowej [critical science], student uświadamia sobie pewien ruch odśrodkowy oddalający go 
od literatury. Stwierdza on, że literatura jest główną dziedziną „humanistyki”, u której boku z 
jednej  strony znajduje  się  historia, a z drugiej  filozofia.  Krytyka  literacka stanowi  jak dotąd 
jedynie  podrozdział  literatury.  Toteż  chcąc  systematycznie  uporządkować  ów  przedmiot  w 
swym umyśle, student musi się odwoływać do pojęciowego schematu historyków w zakresie 
faktów, a do schematu pojęciowego filozofów — w dziedzinie idei. Nawet bardziej centralnie 
usytuowane  działy  krytyki  naukowej,  jak  krytyczna  edycja  tekstów,  zdają  się  należeć  do 
„dalszego planu” przechodzącego w historię lub jakąś inną dziedzinę pozaliteracką. Narzuca 
się  myśl,  że  pomocnicze  dyscypliny  krytyczne  można  ześrodkować  wokół  jakiegoś 
ekspansywnego  schematu  systemowego  pojmowania;  takiego  schematu  jeszcze  nie 
ustanowiono, gdyby się „o jednak stało, owe dyscypliny przestałyby być odśrodkowe. Jeśliby 
taki schemat istniał, stosunek krytyki do sztuki byłby taki. jak filozofii do mądrości, a historii 
do działania. 

Największą część centralnego obszaru krytyki stanowi obecnie: niewątpliwie stanowić będzie 
zawsze  sfera  komentarzy.  Komentatorzy  jednak,  wręcz  przeciwnie  niż  badacze, 
niedostatecznie  uświadamiają  sobie  fakt,  że  działalność  ich  mieści  się  w  obrębie  pewnej 
dyscypliny naukowej: wysiłki ich zmierzają głównie  —  mówiąc słowami hymnu religijnego 
—  do  rozjaśnienia  miejsca,  w  którym  są.  Jeśli  będziemy  próbowali  szerzej  ująć  przedmiot 
krytyki,  znajdziemy  się  na  grząskim  gruncie  uogólnień,  rozważnych  wypowiedzi 
wartościujących  refleksyjnych  komentarzy,  retorycznych  finałów  dopisywanych  do  prac 
badawczych i tym podobnych konsekwencji przyjęcia szerokiego punktu widzenia. Lecz w tej 
dziedzinie  krytyki  jest  takie  mnóstwo  pseudozdań,  pięknie  brzmiących  nonsensów,  nie 

background image

zawierających ani prawdy, ani fałszu, że istnieje ona tylko dzięki temu, iż krytyka podobnie 
jak przyroda woli obszary leżące odłogiem od pustki. 

Określenie  „pseudo-zdanie”  może  sugerować  jakąś postawę pozytywizmu  logicznego z  mej 
strony.  Nie  chciałbym  jednak  mieszać  zdań  rzeczywiście  posiadających  znaczenie  ze 
zdaniami  tylko  wypowiedzianymi.  nie  uważałbym  również  za  wskazane  gmatwać  badania 
literatury  schizofrenicznym  podziałem  na  subiektywno-emocjonalne  i  obiektywno-opisowe 
aspekty  znaczenia,  zważywszy,  iż  po  to.  by  w  ogóle  stworzyć  jakiekolwiek  znaczenie 
literackie, trzeba o tej dychotomii  zapomnieć. Stwierdzam tylko, że krytyce  literackiej  brak 
jasno określonych zasad umożliwiających odróżnienie wypowiedzi posiadających znaczenie 
od wypowiedzi bezsensownych. A zatem naszym pierwszym krokiem będzie wyodrębnienie i 
wyeliminowanie  krytyki  literackiej  „bezsensownej”,  tzn.  takiej,  która  mówi  o  literaturze  w 
sposób  uniemożliwiający  zbudowanie  jakiejś  usystematyzowanej  struktury  wiedzy. 
Przypadkowe  sądy  wartościujące  nie  należą  do  krytyki  literackiej,  lecz  do  historii  smaku  i 
odzwierciedlają w najlepszym razie jedynie naciski socjalne i psychologiczne, dzięki którym 
zostały  wypowiedziane.  Wszystkie  sądy,  w  których  wartości  nie  oparto  na  doświadczeniu 
literackim,  lecz  które  są  z  natury  emocjonalne  lub  których  podłoże  stanowią  przesądy 
religijne lub socjalne, trzeba uważać za przypadkowe. Sądy emocjonalne oparte są zwykle na 
nie istniejących kategoriach bądź antytezach („Szekspir studiował życie  — Milton książki”) 
albo  też  źródłem  ich  jest  wewnętrzna  reakcja  na  osobowość  autora.  Paplanina  literacka 
powodująca  wzrost  i  spadek  reputacji  poetów  na  wyimaginowanej  giełdzie  jest 
pseudokrytyką.  Taki  bogaty  inwestor,  jak  Eliot,  najpierw  uprawiał  na  rynku  literackim 
dumping w stosunku do Miltona, a teraz znów go wykupuje, Donnę prawdopodobnie osiągnął 
już najwyższą cenę i jego akcje zaczną powoli tracić na wartości; Tennyson może oczekiwać 
lekkich fluktuacji, natomiast akcje Shelleya nadal spadają. Na tego rodzaju rzeczy nie może 
być miejsca w żadnym usystematyzowanym badaniu, gdyż badanie takie zawsze posuwa się 
naprzód,  to  zaś  wszystko,  co  oscyluje,  waha  się,  zmiennie  reaguje,  to  tylko  salonowe 
pogawędki. 

Spotykamy z kolei grupę poważniejszych krytyków, którzy twierdzą, że w krytyce literackiej 
wysuwa się na plan pierwszy wpływ literatury na czytelnika, toteż studium literatury należy 
traktować  dośrodkowo,  a  proces  nauczania  oprzeć  na  analizie  strukturalnej  samego  dzieła 
literackiego.  Tekstura  każdego  wielkiego  dzieła  sztuki  jest  skomplikowana  i  niejasna;  przy 
rozwiązywaniu zawiłych problemów wolno nam uciekać się do pomocy historii i filozofii, o 
ile przedmiot naszego studium nie przestaje być ośrodkiem naszego zainteresowania. Jeśli tak 
nie jest. może się zdarzyć, ze pragnąc usilnie pisać o literaturze, zapominamy, jak ją należy 
czytać. 

Jedyną  ujemną  stroną  takiego  podejścia  jest  to,  że  traktuje  sie  je  przede  wszystkim  jako 
antytezę  krytyki  odśrodkowej  lub  krytyki  „podłoża”.  A  zatem  stawia  nas  ono  wobec  nieco 
nierealnego  dylematu,  podobnego  do  konfliktu  między  wewnętrznymi  i  zewnętrznymi 
relacjami  w  filozofii.  Zazwyczaj gdy rozwiązujemy  antytezy  nie opowiadamy  się po  jednej 
stronie, odrzucając stronę przeciwni) i nie dokonujemy eklektycznego wyboru, lecz usiłujemy 
ominąć  antytetyczne  ustawienie  problemu.  To  racja,  że  pierwszym  zadaniem  krytyki 
literackiej  powinna  być  analiza  językowa  czy  strukturalna  dzieła  sztuki.  Lecz  czysto 
strukturalne  podejście  posiada  w  krytyce  literackiej  te  same  ograniczenia  co  i  w  biologii. 
Samo  w  sobie  jest  ono  pozbawionym  ciągłości  szeregiem  analiz  opartych  tylko  na  samym 
istnieniu struktur literackich. Taka metoda nie wyjaśnia, w jaki sposób struktura owa stała się 
tym, czym jest, i jakie struktury są jej najbardziej pokrewne. Analiza strukturalna przywraca 
krytyce  literackiej  retorykę,  nam  jednak  potrzebna  jest  także  nowa  poetyka,  usiłując  zaś 

background image

skonstruować  nową  poetykę  z  czystej  retoryki,  trudno  uniknąć  sytuacji,  w  której  terminy 
retoryczne nie przerodziłyby się tylko w skomplikowany a jałowy żargon. Sądzę, że krytyka 
literacka  cierpi  obecnie  przede  wszystkim  na  brak  zasady  koordynującej,  jakiejś  centralnej 
hipotezy, która podobnie jak teoria ewolucji w biologii — rozpatrywałaby wszelkie zjawiska, 
z którymi ma do czynienia, jako część pewnej całości. Taka zasada, zachowując dośrodkową 
perspektywę  analizy  strukturalnej,  usiłowałaby  jednak  również  dać  tę  samą  perspektywę 
innym rodzajom krytyki literackiej . 

Pierwszy  postulat  tej  hipotezy  jest  taki  sam,  jak  w  każdej  innej  nauce:  zasada  całkowitej 
koherencji. To założenie dotyczy samej nauki, a nie tego, czym się ona zajmuje. Przekonanie 
o  porządku  istniejącym  w  przyrodzie  jest  ‘wnioskiem  wyprowadzanym  z  inteli  gibilności 
nauk przyrodniczych, i jeśliby nauki przyrodnicze kiedyś całkowicie wykazały ów porządek 
w przyrodzie, przypuszczalnie wyczerpałyby swój przedmiot. Krytyka literacka, jako nauka, 
jest  w  pełni  inteligibilna;  literatura  jako  przedmiot  tej  nauki,  jest  —  jak  wiemy  — 
niewyczerpanym źródłem nowych odkryć krytycznoliterackich i byłaby nim nawet wówczas, 
gdyby  przestano  pisać  nowe  dzieła  literackie.  A  jeśli  tak  —  to  poszukiwanie  w  literaturze 
jakiejś  zasady  ograniczającej  celem  powstrzymania  dalszego  rozwoju  krytyki  jest  pomyłką. 
Twierdzenie, że krytyk powinien szukać w wierszu tylko tego, co  — jak zasadnie  możemy 
przypuszczać  —  poeta  świadomie  w  nim  zamieścił,  jest  zwykłą  formą  zjawiska,  które 
możemy  nazwać  błędem  pochopnej  teleologii.  Odpowiada  ono  twierdzeniu,  że  zjawisko 
natury  jest  takie,  a  nie  inne,  ponieważ  Opatrzność  w  swej  nieogarnionej  mądrości  takim  je 
uczyniła. 

C

hociaż założenie to wydaje się tak proste, jednak trzeba dużo czasu, by jakoś nauka odkryła, 

że jest w pełni inteligibilnym systemem wiedzy. Dopóki tego odkrycia nie uczyni, nie narodzi 
się jako indywidualna nauka i pozostanie nadal embrionem tkwiącym w ciele jakiegoś innego 
przedmiotu.  Narodziny  fizyki  z  „filozofii  przyrody”  oraz  socjologii  z  „filozofii  moralnej” 
ilustrują ten proces. Jest także rzeczą bardzo prawdopodobną, że nauki nowożytne rozwinęły 
się  w  takiej  kolejności,  w  jakiej  bliskie  są  matematyce.  I  tak  fizyka  i  astronomia  przybrały 
swą nowożytną formę w okresie renesansu; chemia w wieku XVIII, biologia w wieku XIX, a 
nauki  społeczne  w  wieku  XX.  Fakt,  że  usystematyzowana  krytyka  rozwija  się  dopiero  w 
naszych czasach, nie jest wcale anachronizmem. 

Poszukajmy teraz zasad klasyfikujących, mieszczących się w zakresie ograniczonym dwoma 
ustalonymi przez nas punktami. Pierwsza z nich to wstępny wysiłek krytyki: analiza struktury 
dzieła  sztuki. Druga  — to założenie, że  istnieje taki przedmiot  jak krytyka  i  że daje on  lub 
może  posiadać  sens  kompletny.  Z  kolei  wychodząc  od  analizy  strukturalnej,  postępujemy 
indukcyjnie,  kojarząc  nagromadzone  przez  nas  dane  i  usiłując  dostrzec  w  nich  ogólniejsze 
schematy.  Możemy  posłużyć  się  dedukcją,  przyjmując  konsekwencje  wynikające  z 
postulowania jedności krytyki. 

Jest oczywiście rzeczą jasną, że żadna z tych metod nie będzie działała skutecznie w sposób 
nieograniczony  bez  uwzględnienia  korekty  ze  strony  drugiej  metody.  Czysta  indukcja 
zawiodłaby nas na manowce zgadywania na chybił trafił; przy czystej dedukcji groziłoby nam 
sztywne  i  nadto  uproszczone  szufladkowanie.  A  teraz  spróbujmy  zrobić  kilka  kroków 
zarówno w jednym, jak i w drugim kierunku, zaczynając ocl metody indukcyjnej. 

Jedność  dzieła  sztuki,  będąca  podstawą  analizy  strukturalnej,  nie  powstała  jedynie  z 
niezależnej woli artysty, ponieważ artysta jest. tylko jego przyczyną  sprawczą: dzieło sztuki 
posiada  formę,  a  więc  i  przyczynę  formalną.  Możliwość  rewizji  i  fakt,  iż  poeta  dokonuje 

background image

zmian, nie dlatego że zmiany te bardziej mu odpowiadają, lecz ponieważ są lepsze, oznacza, 
że poematów tak jak poetów nie stwarza się — one się rodzą. Zadaniem poety jest wydać na 
świat  utwór  w  stanie  możliwie  nie  uszkodzonym,  a  jeśli  ów  utwór  żyje,  to  tak  samo  chce 
usilnie uwolnić się od poety i wrzeszczy, by odciąć go od osobistych wspomnień i skojarzeń 
twórcy,  od  jego  chęci  wyrażenia  własnej  osobowości  oraz  wszelkich  innych  pępowin  i 
przewodów odżywczych Ego poety. Krytyk podejmuje swe zadanie w tym miejscu, w którym 
ustępuje  poeta,  i  krytyka  literacka  nie  może  chyba  obejść  się  bez  pewnego  rodzaju 
psychologii  literackiej,  łączącej  poetę  i  utworem.  Częścią  jej  może  być  psychologiczne 
badanie twórcy, choć pomaga ono przeważnie  zanalizować tylko niedostatki  jego ekspresji, 
tego, co w nim jeszcze złączone jest z jego dziełem. Ważniejszy jest fakt. że każdy poeta ma 
swoją  własną  mitologię.,  własną  taśmę  spektroskopową  lub  szczególną  formację  symboli, 
których  większości  zupełnie  sobie  nie  uświadamia.  W  utworach  literackich,  w  których 
występują  ich  bohaterowie,  tj.  w  dramacie  czy  powieści,  taką  samą  psychologiczną  analizę 
można rozciągnąć na wzajemne oddziaływanie na siebie tych bohaterów, chociaż oczywiście 
psychologia  literatury  analizowałaby  ich  zachowanie  się  tylko  w  odniesieniu  do  konwencji 
literackiej. 

Wciąż jeszcze nie rozwiązaliśmy problemu przyczyny formalnej wiersza. Zagadnienie to jest 
ściśle  powiązane  z  kwestią  rodzajów  literackich  [genres],  o  których  niewiele  możemy 
powiedzieć, ponieważ krytyka  literacka  niewiele  o nich wie. Znaczna część tego, co zrobili 
krytycy,  usiłując  uporać  się  z  takimi  terminami,  jak  „powieść”  lub  „epos”,  interesować  nas 
może  głównie  jako  przykłady  psychologii  pogłoski.  Z  całą  pewnością  dwie  koncepcje 
rodzajów literackich są błędne, a ponieważ reprezentują dwa skrajne punkty widzenia, prawda 
musi więc  leżeć gdzieś pośrodku. Pierwsza, pseudoplatońska, traktuje rodzaj  jako  istniejący 
wcześniej i niezależnie od aktu kreacyjnego i miesza rodzaje z formami konwencjonalnymi. 
jak  np.  sonet.  Według  drugiej,  pseudobiologicznej,  rodzaje  powstają  w  drodze  ewolucji  — 
jest to pogląd przejawiający się w tylu opisach rozwoju tej lub innej formy. 

Zbadajmy teraz pochodzenie rodzajów  literackich przede wszystkim uwzględniając warunki 
społeczne i potrzeby kulturalne, które je wytworzyły — innymi słowy: materialną przyczynę 
dzieła  literackiego.  To  z  kolei  prowadzi  nas  do  historii  literatury  różniącej  się  od  zwykłej 
historii tym, że zawarte w niej kategorie, jak „gotycki”, „ barokowy”, „romantyczny’’ itp., są 
kategoriami kulturowymi, które nie na wiele przydają się zwykłemu historykowi. Większość 
historii literatur nie posuwa się poza te kategorie, lecz nawet w tym stanie rzeczy wiemy na 
ten  temat  więcej  aniżeli  na  temat  większości  odmian  krytyki  naukowej.  Historyk  traktuje 
literaturę  i  filozofię  historycznie,  filozof  traktuje  historię  i  literaturę  filozoficznie,  a  tzw. 
„historia  idei”  —  to  pewna  próba  traktowania  historii  i  filozofii  z  punktu  widzenia  krytyki 
autonomicznej. 

Wciąż jednak czujemy, że czegoś tu brak. Mówimy, że każdy poeta ma swą własną formację 
obrazów. Lecz skoro tak wielu poetów używa tylu takich samych obrazów, w grę wchodzą 
zapewne  znacznie  ważniejsze  problemy  krytyki  aniżeli  problemy  natury  biograficznej. 
Błyskotliwy esej Audena The. Enchajed Flood [1951] pokazuje np., że tak ważny symbol, jak 
morze, nie ogranicza się do poezji Shelleya,  Keatsa  lub Coleridge’a  i że poprzez twórczość 
wielu  poetów  na  pewno  rozrasta  się  w  archetypowy  symbol  literacki,  A  jeśli  pochodzenie 
rodzaju  jest  historyczne,  dlaczego  dramat  jako  rodzaj  literacki  wyłania  się  z  religii 
średniowiecza w sposób tak uderzająco przypominający jego wyłanianie się przed wiekami z 
religii greckiej? Jest to raczej problem struktury niż genezy i każe nam przypuszczać, że mogą 
istnieć archetypy rodzajów, podobnie jak istnieją archetypy obrazów literackich. 

background image

Jest rzeczą jasną, że krytyka nie może stać się usystematyzowaną, jeśli w literaturze nie ma 
jakiejś  właściwości,  która  jej  to  umożliwi,  jakiegoś  porządku  słów  odpowiadającego 
porządkowi  natury  w  naukach  przyrodniczych.  Archetyp  winien  być  nie  tylko  unifikującą 
kategorią  krytyki,  lecz  sam  stanowić  część  formy  całościowej;  od  razu  stawia  to  nas  przed 
problemem:  jaki  rodzaj  owej  formy  całościowej  może  krytyka  dostrzec  w  literaturze.  Nasz 
przegląd  technik  krytyki  literackiej  doprowadził  nas  aż  do  historii  literatury.  Cała  historia 
literatury posuwa się od literatury prymitywnej do wyrafinowanej [sophisticated]; i tu świta, 
nam  możliwość traktowania  literatury  jako komplikacji  stosunkowo wąskiej  i prostej grupy 
formuł,  które  możemy  badać  w  kulturze  prymitywnej.  Jeśli  tak  się  rzecz  ma,  poszukiwanie 
archetypów  jest  swego  rodzaju  antropologią  literacką,  badającą,  w  jaki  sposób  kategorie 
przedliterackie,  takie  jak:  rytuał,  mit  i  podanie  ludowe,  stają  się  źródłem  natchnienia  dla 
literatury. Następnie uświadamiamy sobie, że relacja zachodząca między tymi kategoriami a 
literaturą  w  żadnym  wypadku  nie  dotyczy  wyłącznie  pochodzenia,  gdyż  stwierdzamy 
ponowne ich pojawianie się w największych dziełach klasycznych; wydaje się bowiem, że w 
wielkich  dziełach  klasycznych  istnieje  ogólna  tendencja  powrotu  do  tych  kategorii.  Z  tym 
wiąże  się  nasze  poprzednie  przekonanie:  że  nawet  najbardziej  usilne  badanie  przeciętnych 
dzieł sztuki pozostanie zawsze w sferze przypadkowych i marginesowych form doświadczeń 
krytyki, natomiast arcydzieło zdaje się prowadzić nas do punktu, w którym możemy dostrzec 
olbrzymią  ilość  zbiegających  się  wzorców  znaczeniowych.  I  tu  zaczynamy  się  zastanawiać 
nad tym, czy nie można by spojrzeć na literaturę jak na zjawisko nie tylko komplikujące się w 
czasie,  lecz  także  rozszerzające  się  w  pojęciowej  przestrzeni  z  jakiegoś  niewidzialnego 
centrum. 

Ten  indukcyjny  ruch  w  kierunku  archetypu  to  jakby  proces  oddalania  się  od  analizy 
strukturalnej, tak jak oddalamy się od obrazu. jeśli chcemy widzieć kompozycję, a nie fakturę. 
Na przykład;  na pierwszy plan  sceny z grabarzami w Hamlecie wysuwa się zawiła tekstura 
słowna  oscylująca  między  kalamburami  pierwszego  klowna  a  danse  macabre  monologu  o 
Joryku,  którą  badamy  w  drukowanym  tekście.  Krok  wstecz,  a  znajdziemy  się  wśród  grupy 
takich  krytyków,  jak  Wilson  Knight  i  Spurgeon,  słuchając  jednostajnego  deszczu  obrazów 
zepsucia  i  upadku.  W  miarę  zaś  jak  zacznie  nam  świtać  sens  umiejscowienia  tej  sceny  w 
kontekście  całej  sztuki,  znajdziemy  się  w  sieci  stosunków  psychologicznych,  które  były 
głównym przedmiotem zainteresowań Bradleya. Ale przecież — mówimy — zapominamy 0 
rodzaju literackim: Hamlet jest dramatem, i to dramatem elżbietańskim. W ten sposób robimy 
dalszy krok wstecz i patrzymy na powyższą scenę w kategoriach konwencji literackiej, jako 
na  część  jej  dramatycznego  kontekstu.  Jeszcze  jeden  krok  i  możemy  zacząć  dostrzegać 
archetyp  sceny:  Liebestod  [śmierć  miłosna]  bohatera  i  jego  pierwsze  niedwuznaczne 
wyznanie  miłosne,  jego  walka  z  Laertesem  i  przypieczętowanie  własnego  losu  oraz  nagłe 
ochłonięcie,  które  znamionuje  przejście  do  sceny  końcowej  —  wszystko  to  kształtuje  się 
wokół skoku do grobu i wyjścia z tego grobu, który tak niesamowicie ział swym otworem na 
scenie 

N

a  każdym  etapie  rozumienia  tej  sceny  zależni  jesteśmy  od  pewnego  rodzaju  organizacji 

badań  naukowych.  Najpierw  potrzebny  jest  nam  wydawca,  który  by  oczyścił  dla  nas  tekst, 
następnie  znawca  retoryki  i  filolog,  a  wreszcie  psycholog  literatury.  Nie  możemy  badać 
danego  rodzaju  literackiego  bez  pomocy  historyka  badającego  społeczne  tło  literatury, 
filozofa literatury i badacza „historii idei”, a do badania archetypu potrzebujemy antropologa 
literatury. Teraz jednak, gdy ustaliliśmy już nasz główny schemat postępowania krytycznego, 
widzimy, że wszystkie te zainteresowania zbiegają się w krytyce literackiej zamiast oddalać 
się  od  niej  w  kierunku  psychologii,  historii  czy  pozostałych  dyscyplin.  Szczególnie 
antropolog literatury, który bada źródło legendy Hamleta od dramatu przedszekspirowskiego 

background image

do Saxa i od Saxa do mitów przyrody — nie oddala się od Szekspira, lecz przybliża do formy 
archetypowej,  którą  Szekspir  wskrzesił.  Pomniejszym  rezultatem  tej  naszej  nowej 
perspektywy jest to, że sprzeczności dzielące krytyków oraz twierdzenia o słuszności tego a 
nie  innego  podejścia  zaczynają  rozpływać  się  w  nierzeczywistość.  Zobaczymy  z  kolei,  co 
może nam dać metoda dedukcyjna. 

Niektóre sztuki, np.  muzyka, przebiegają w czasie;  inne,  jak  malarstwo. są przestrzenne.  W 
obu  wypadkach  zasadą  organizującą  jest  powtarzalność,  którą  nazywamy  rytmem,  gdy 
występuje w czasie, a układem [pattern], gdy występuje w przestrzeni. W tym sensie mówimy 
o rytmie w muzyce i schemacie kompozycyjnym w malarstwie. Z kolei, popisując się naszym 
przerafinowaniem intelektualnym, możemy zacząć mówić o rytmie w malarstwie i o układzie 
w  muzyce.  Innymi  słowy:  wszystkie  sztuki  mogą  być  pojmowane  w  sensie  zarówno 
czasowym,  jak  i przestrzennym, Partyturę kompozycji  muzycznej  można studiować całą od 
razu;  obraz  możemy  rozpatrywać  jako  ślad  skomplikowanego  ruchu  oka.  Literatura  wydaje 
się czymś pośrednim  między  muzyką a  malarstwem:  u  jednego z jej krańców słowa tworzą 
rytmy,  które  zbliżają  się  do  sekwencji  dźwięków  w  muzyce;  u  drugiego  tworzą  układy 
zbliżone  do  obrazu  hieroglif  icznego  lub  malarskiego.  Próby  możliwie  jak  największego 
zbliżenia się do owych granic stanowią główny zrąb tzw. pisarstwa eksperymentalnego. Rytm 
w  literaturze  możemy  nazwać  narracją  [the  narrative],  układ,  symultaniczne  uchwycenie 
intelektualne  struktury  słownej  —  sensem  albo  znaczeniem  [meaning  or  signifi  cance]. 
Słyszymy narrację lub przysłuchujemy się jej, lecz dopiero gdy uchwycimy całościowy układ, 
,,widzimy”, co pisarz ma na myśli. 

Krytyka  literacka  jest  znacznie  bardziej  skrępowana  przefałszywą  koncepcję  sztuki  jako 
reprezentacji życia niż nawet krytyka malarstwa. Dlatego to jesteśmy skłonni uważać narrację 
za  reprezentację  pewnego  ciągu  zdarzeń  z  życia  „zewnętrznego”,  a  znaczenie  za  odbicie 
jakiejś  zewnętrznej  „idei”,  Jeśli  użyjemy  poprawnie  tych  terminów  jako  terminów 
krytycznoliterackich,  to  narracja  autora  oznaczać  będzie  ruch  linearny,  zaś  znaczenie  — 
integralność  skończonej  formy.  Podobnie  obraz  nie  jest  po  prostu  słownym  odbiciem 
przedmiotu zewnętrznego,  lecz pewną  jednostką struktury słownej, rozumianej  jako cząstka 
całościowego układu, czyli rytmu. Nawet litery, z których autor składa słowa, stanowią część 
jego  obrazowania,  chociaż  tylko  w  specjalnych  przypadkach  (aliteracja)  zwracają  na  siebie 
uwagę krytyka. W ten sposób. jeśliby użyć terminów z zakresu muzyki, narracja i znaczenie 
stają się odpowiednio melodycznym i harmonicznym kontekstem obrazowania. 

Rytm  albo  ruch  periodyczny  tkwi  głęboko  korzeniami  w  cyklu  naturalnym  i  wszystko  w 
przyrodzie,  co  według  nas  posiada  pewną  analogię  z  dziełami  sztuki,  jak  kwiat  lub  śpiew 
ptaka.,  wyrasta  z  głębokiej  synchronizacji  między  organizmem  a  rytmami  jegu  środowiska, 
zwłaszcza  rytmem  roku  słonecznego.  U  zwierząt  niektóre  przejawy  tej  synchronizacji,  jak 
tańce ptaków w okresie godów, można  by  niemal  nazwać rytuałami. Lecz w życiu  ludzkim 
rytuał  zdaje  się  być  czymś  w  rodzaju  świadomego  wysiłku  (stąd  jest  w  nim  element 
magiczny)  w  celu  przywrócenia  utraconego  związku  z  cyklem  naturalnym.  Rolnik  musi 
zbierać  zbiory  w  pewnej  porze  roku,  lecz  ponieważ  nie  jest to  zależne  od  jego  woli.  Same 
żniwa  są  ściśle  rytuałem.  Ale  dopiero  świadomy  przejaw  chęci  zsynchronizowania  energii 
ludzkiej  z  energią  przyrody  powoduje  powstawanie,  pieśni  żniwnych,  dożynek  oraz 
związanych ze żniwami zwyczajów ludowych, które nazywamy rytuałami. W rytuale zatem 
możemy odnaleźć początek narracji, gdyż rytuał jest czasowym następstwem działań, których 
świadomy  sens  czy  znaczenie  są  ukryte:  może  je  dostrzec  widz,  lecz  jest ono  w  znacznym 
stopniu  niewidoczne  dla  samych  uczestników.  Rytuał  ciąży  ku  czystej  narracji,  która  — 
gdyby  coś  takiego  mogło  istnieć  —  byłaby  automatycznym  i  bezwiednym  powtarzaniem. 

background image

Zwróćmy  również  uwagę  na  powszechną  tendencję  rytuału  do  stawania  się 
encyklopedycznym.  Wszystkie  ważniejsze  zjawiska  periodyczne  w  przyrodzie,  jak  dzień, 
fazy księżyca, pory roku i przesilenie dnia z nocą, okresy życia od narodzin do śmierci, mają 
związane  z  nimi  rytuały,  a  większość  religii  wyższego  rzędu  posiada  określony  zestaw 
rytuałów  przywodzących  na  myśl  —  jeśli  można  się  w  ten  sposób  wyrazić  —  kompletny 
zakres potencjalnie znaczących czynności w życiu człowieka, 

Z drugiej strony układy obrazowe czy fragmenty znaczenia mają swe źródło w wyroczniach i 
pochodzą z epifanii,  lego przebłysku  nagłego zrozumienia o charakterze pozaczasowym,  na 
co zwrócił uwagę Cassirer w swojej pracy pt. Sprache und Mythos [1925; ang, przekł. Myth 
and. Language, 1946], W chwili gdy do nas docierają jako przysłowia, zagadki, przykazania i 
etiologiczne podania ludowe, jest już w nich dość dużo elementu narracyjnego. W charakterze 
ich  leży również pewna  encyklopedyczność, gdyż tworzą kompletną  strukturę znaczącą  lub 
doktrynę  z  fragmentów  empirycznych  i  przypadkowych.  I  tak  jak  czysta  narracja  byłaby 
aktem  nieświadomym,  tak  czyste  znaczenie  byłoby  niekomunikowalnym  stanem 
świadomości. gdyż komunikacja zaczyna się z chwilą tworzenia narracji. 

Mit  jest  główną  siłą  ożywiającą,  która  nadaje  znaczenie  archetypowe  rytuałowi  i  narrację 
archetypową  —  wyroczni.  Stąd  mit  j  e  s  t  archetypem,  chociaż  wygodniej  byłoby  używać 
słowa „mit” tylko w odniesieniu do narracji, a „archetyp’’ — w odniesieniu do znaczenia. W 
słonecznym cyklu dnia, w cyklu pór roku oraz w organicznym cyklu życia ludzkiego zawarty 
jest  jeden  jedyny  schemat  znaczący,  z  którego  mit  buduje  główną  narrację  wokół  pewnej 
figury  Jest  nią  bądź  słońce,  bądź  też  płodność  roślinna,  bądź  bóg  łub  archetypowa  istota 
ludzka. O decydującym znaczeniu tego mitu przekonali krytyków literackich w szczególności 
Jung  i  Frazer.  Jednakże  istniejące  na  ten  temat  prace  nie  zawsze  traktują  go  w  sposób 
usystematyzowany, dlatego też podaję następującą tabelę faz mitu. 

1)  Faza  świtu,  wiosny  i  narodzin.  Mity  o  narodzinach  bohatera,  jego  ożywaniu  i 
zmartwychwstaniu;  o  stworzeniu  oraz  (gdyż  cztery  fazy  tworzą  cykl)  o  pokonaniu  mocy 
ciemności,  simy  i  śmierci.  Postacie  drugorzędne:  ojciec  i  matka.  Archetyp  romansu  oraz 
przeważającej części poezji dytyrambicznej i rapsodycznej. 

2) Faza zenitu, lata i małżeństwa albo triumfu. Mity o apoteozie, uświęconym małżeństwie, 
dostaniu  się  do  raju.  Postacie  drugorzędne:  towarzysz  i  oblubienica.  Archetyp  komedii, 
pastorałki i sielanki. 

3) Faza zachodu słońca,  jesieni  i  śmierci.  Mity o upadku, o umierającym Bogu, o gwałtem 
zadanej  śmierci  i  poświęceniu  oraz  o  samotności  bohatera.  Postacie  uboczne:  zdrajca  i 
kusicielka. Archetyp tragedii i elegii. 

4)  Faza  ciemności,  zimy  i  rozkładu.  Mity  o  triumfie  tych  sił,  mity  o  potopach  i  powrocie 
chaosu,  o  klęsce  bohatera  i  mity  o  zmierzchu  bogów  [Gotterdammerung].  Postacie 
drugorzędne: olbrzym i czarownica. 

Poszukiwanie  bohatera  wykazuje  również  tendencję  do  asymilowania  wyroczni  i 
przypadkowych,  struktur  słownych.  Możemy  to  zjawisko  zaobserwować,  śledząc  chaos 
lokalnych  legend,  który  powstaje  z  proroczych  epifanii  jednoczących  się  w  narracyjną 
mitologię bóstw pewnych okręgów. W większości religii wyższego rzędu. stała się ona z kolei 
tym  samym  centralnym  mitem  poszukiwania.  który  wyłania  się  z  rytuału.  Tak  np.  mit  o 
Mesjaszu dał narracyjną strukturę wyroczniom mozaistycznym. Jakaś lokalna powódź może 

background image

przypadkowo stać się źródłem ludowej opowieści; lecz porównanie takich podań pokaże, jak 
szybko powstają z nich przykłady mitu o powszechnej zagładzie. Wreszcie dążność zarówno 
rytuału,  jak  i  epifanii  do  encyklopedyczności  realizuje  się  w  ostatecznym  kształcie  mitu, 
jakim  są  księgi  święte  w  różnych  religiach.  Stąd  krytyk  literacki  winien  badać  przede 
wszystkim  księgi  święte  celem  lepszego  zrozumienia  swego  przedmiotu.  Dopiero,  gdy  już 
pojął ich strukturę, może przejść od archetypów do rodzajów literackich i śledzić powstanie 
dramatu  z  rytualnego  aspektu  mitu,  a  liryki  z  jego  aspektu  epifanicznego  lub  fragmentów 
ubocznych, podczas gdy epos kontynuuje centralną strukturę encyklopedyczną. 

Na

leży wypowiedzieć parę słów ostrzeżenia i zachęty, zanim krytyka literacka wytyczy sobie 

jasno granice w tych dziedzinach, Jednym z zadań krytyka jest wykazać, że wszystkie rodzaje 
literackie pochodzą od mitu poszukiwania; chodzi tu jednak o pochodność logiczną w obrębie 
krytyki  naukowej:  mit  o  poszukiwaniu  będzie  stały.  Duncjada  —  poemat  satyryczny 
Aleksandra  Pope’a  (1728),  którego  bohaterką  jest  bogini  Głupoty;  utwór  kończy  się  jej 
triumfem,  panowaniem  chaosu  i  nocy.  Stanowił  pierwszy  rozdział  wszelkich  przyszłych 
podręczników krytyki literackiej, opartych na wiedzy krytycznej, usystematyzowanej na tyle. 
by zwać się „zarysami” lub „wstępami”, i zgodnych ze swym tytułem. Dopiero gdy usiłujemy 
wyjaśnić  pochodzenie  chronologicznie,  spostrzegamy,  że  tworzymy  pseudoprehistoryczne 
fikcje i teorie umowy mitologicznej. Nadto, ponieważ psychologia i antropologia są naukami 
lepiej rozwiniętymi, krytyk zajmujący się tego rodzaju materiałem przez pewien czas będzie 
musiał sprawiać wrażenie dyletanta. Powyższe dwie fazy krytyki są przeważnie zaniedbane w 
porównaniu  z  historią  literatury  i  retoryką  ze  względu  na  późniejszy  rozwój  dyscyplin,  z 
którymi  są  powiązane.  Jednakże  fascynujący  wpływ,  jaki  wywarły  na  krytyków  literackich 
Złota gałąź [1890—1915] oraz książka Junga o symbolach libido [Wandlungen und Symbole 
der Libido 1912], wynika nie z dyletantyzmu, lecz stąd, że są to przede wszystkim studia z 
dziedziny krytyki literackiej, i to bardzo ważne. 

Niemniej jednak zainteresowania krytyka badającego zasady formy literackiej są całkowicie 
różne od zainteresowań psychologa, zajmującego się stanami psychiki, oraz od zainteresowań 
antropologa, zajmującego się instytucjami społecznymi. Weźmy przykład: reakcja umysłu na 
narrację jest głównie bierna; na znaczenie — głównie czynna. Na tej podstawie Ruth Benedict 
odróżnia w książce Patierns Culture kultury „apolińskie”, oparte na przestrzeganiu rytuału, od 
kultur  „dionizyjskich”,  których  podstawę  stanowi  silna  skłonność  psychiki  proroczej  ku 
epifanii. Krytyk literacki natomiast zaobserwuje, jak to literatura popularna przemawiająca do 
inercji  nie  wyszkolonego  umysłu  kładzie  duży  nacisk  na  walory  narracyjne  —  natomiast 
przerafinowane  próby  zerwania  łączności  między  poetą  a  jego  otoczeniem  prowadzą  do 
Rimbaudowskich  iluminacji,  samotnych  epifanii  Joyce’a  oraz  Baudelaire’owskiej  koncepcji 
natury  jako  źródła  objawienia.  Tak  więc  w  literaturze,  w  miarę  tego  jak  rozwija  się  od 
prymitywu do świadomości samej siebie, następuje u twórcy ‘stopniowe przesunięcie uwagi z 
walorów narracyjnych  na  znaczeniowe, co stanowi podstawę Schillerowskiego rozróżnienia 
między poezją naiwną a sentymentalną. 

Bardziej skomplikowany jest stosunek krytyki do religii, wówczas gdy obie zajmują się tymi 
samymi  dokumentami.  Zarówno  w  krytyce  literackiej,  jak  w  historii  element  boski 
traktowany  jest  zawsze  jako  wytwór  ludzki.  Dla  krytyka  literatury  Bóg  —  czy  to  w  Raju 
utraconym,  czy  w  Biblii  —  jest  zawsze  postacią  w  utworze  napisanym  przez  człowieka; 
wszystkie epifanie traktuje on nie jako tajemnice nawiedzającego boga lub szatana, lecz jako 
zjawiska,  psychiczne.  których  pochodzenie  pozostaje  w  ścisłym  związku  z  marzeniami 
sennymi. Stwierdziwszy to. trzeba z kolei koniecznie powiedzieć. że ani w dziedzinie krytyki, 
ani  w  sztuce  nic  nie  zmusza  krytyką.  by  wobec  marzenia  sennego  lub  bóstwa  zajmował 

background image

postawę  świadomości  potocznej.  Sztuka  ma  do  czynienia  nie  z  rzeczami  realnymi,  lecz  z 
możliwymi do pomyślenia [the concevable], a choć krytyka ostatecznie będzie musiała mieć 
jakąś  teorię  tego.  co  jest  możliwe  do  pomyślenia,,  nigdy  jednak  nie  będzie  uprawniona  do 
tworzenia,  a  tym  bardziej  przyjmowania  jakiejś  teorii  rzeczywistości.  Trzeba  to  koniecznie 
zrozumieć, zanim przejdziemy do następnego i ostatniego punktu naszych wywodów. 

Określiliśmy  centralny  mit  literatury  w  jego  aspekcie  narracyjnym  jako  mit  poszukiwania. 
Teraz z kolei,  jeśli chcemy ujrzeć ów  mit  jako układ  znaczeniowy,  musimy  zwrócić  się do 
działania nieświadomości w sferze, gdzie powstaje epifania — inaczej mówiąc — w marzeniu 
sennym.  Cykl  jawy  i  śnienia  u  człowieka  odpowiada  ściśle  cyklowi  światła  i  ciemności  w 
przyrodzie  i  być  może z tej od odpowiedniości  bierze swój początek całe życie wyobraźni. 
Stosunek ten w dużym  stopniu zasadza  się na przeciwieństwie:  właśnie za dnia człowiek w 
istocie  znajduje  się  w  mocy  ciemności,  pada  ofiara  frustracji  i  słabości,  natomiast  podczas 
ciemności w przyrodzie budzi się „libido” lub zdobywcza jaźń bohaterska. Stąd ostatecznym 
celem  sztuki,  nazywanej  przez  Platona  snem  na  jawie,  zdaje  się  być  rozwiązanie  tej 
sprzeczności — zespolenie słońca i bohatera, itrze czy istnienie świata, w którym wewnętrzne 
pragnienie  poukrywałoby  się  z  okolicznościami  zewnętrznymi.  Oczywiście  jest  to ten.  sam 
cel, ku któremu zmierza chęć zespolenia mocy boskiej i ludzkiej w rytuale. 

Dlatego wydaje się. że społeczna funkcja sztuki wiąże się ściśle z uwidocznieniem celu pracy 
w życiu ludzkim. Tak więc w aspekcie znaczeniowym — centralny mit sztuki musi być wizją 
celu wysiłku społecznego, nieskalanego świata spełnionych pragnień, wolnego społeczeństwa 
ludzkiego. Z chwilą zrozumienia tego, łatwiej dostrzeżemy  integralne  miejsce,  jakie pośród 
innych  nauk  społecznych  zajmuje  krytyka  literacka  wyjaśniająca  i.  systematyzująca  wizję 
artystyczną.  Z  tego  stanowiska  patrząc,  możemy  dostrzec,  że  religijne  koncepcje  finalnej 
przyczyny działalności ludzkiej są dla krytyki literackiej nie mniej istotne jak wszelkie inne. 

Doniosłość  boga  lub  bohatera  mitu  polega  na  tym,  że  takie  postacie  —  przedstawione  na 
podobieństwo  ludzi,  lecz  posiadające  większą  władzę  nad  przyrodą  —  tworzą  stopniowo 
wizję  wszechpotężnej.  osobowej  społeczności  poza  obrębem  obojętnej  przyrody.  Do  tej 
społeczności  wstępuje  zwykle  bohater  w  swej  apoteozie.  W  ten  sposób  świat  tej  apoteozy 
zaczyna  się  oddalać  od  kolistego  cyklu  poszukiwania,  w  którym  wszelki  triumf  jest 
przemijający.  Stąd  rozpatrując  mit  o  poszukiwaniu  jako  układ  obrazowy,  widzimy 
poszukiwania  bohatera  przede  wszystkim  od  strony  ich  realizacji  Otrzymamy  wtedy  nasz 
centralny układ obrazów archetypowych wizję  niewinności, oglądającą  świat w kategoriach 
całkowitej zrozumiałości. Wizja ta odpowiada wizji świata nie skalanego upadkiem lub wizji 
niebios  w  religii  i  zazwyczaj  występuje  w  tej  formie.  Możemy  nazwać  ją  komiczną  wizją 
świata  —  w  przeciwieństwie  do  wizji  ‘ragicznej.  gdzie  poszukiwanie  pozostaje  w  ramach 
cyklu nakazanego przez los. 

Na  zakończenie  podaję  drugą  tabelę  tematów,  w  której  postaram  sję  przedstawić  centralny 
układ tragicznej i komicznej wizji świata, Jedną z istotnych zasad krytyki archetypowej jest 
identyczność jednostkowych i uniwersalnych form każdego obrazu; powody byłyby na razie 
dla nas zbyt zawiłe. Zastosujemy ogólny schemat gry dwadzieścia pytań: 

l) W wizji komicznej świat ludzki jest społecznością lub bohaterem uosabiającym spełnienie 
pragnień czytelnika. Archetyp uczty, wspólnoty, ładu. przyjaźni i miłości. W wizji tragicznej 
świai  ludzki  —  to  tyrania,  anarchie  albo  człowiek  pojedynczy  bądź  odosobniony, 
odwracający się od swych zwolenników plecami, awanturniczy olbrzym z romansów, bohater 
zdradzony lub opuszczony 

background image

Małżeństwo  lub  jakieś  równoznaczne  z  nim  spełnienie  przynależy  do  wizji  komicznej, 
nierządnica,  czarownica  i  inne  odmiany  „straszliwej  matki”  Junga  —  do  wizji  tragicznej. 
„Wszelkie społeczności  bóstw, bohaterów, aniołów  lub  innych  istot nadludzkich stosują  się 
do układu społeczności ludzkiej. 

2)  Wizja  komiczna  przedstawia  świat  zwierzęcy  jako  społeczność  oswojonych  zwierząt  — 
zwykle stado owiec, jagniąt lub mniej dzikich ptaków, najczęściej gołębi. Archetyp obrazów 
sielankowych.  W wizji tragicznej  świat zwierzęcy reprezentowany  jest przez dzikie  bestie  i 
drapieżne ptaki, wilki, sępy, węże, smoki itp. 

3) Wizja komiczna utożsamia świat roślinny z ogrodem, gajem, parkiem lub drzewem życia, 
różą lub  lotosem. Jest to archetyp arkadyjskich obrazów, np. zielonego świata Marvella  lub 
leśnych  komedii  Szekspira.  W  wizji  tragicznej  świat  roślinny  jest  posępnym  lasem  (np.  w 
Comusie  Miltona)  lub  na  początku  Pieklą  Dantego,  wrzosowiskiem,  pustkowiem,  drzewem 
śmierci. 

4)  Wizja  komiczna  przedstawia  świat  minerałów  jako  miasto,  budowlę,  świątynię,  kamień, 
zazwyczaj  błyszczący,  drogocenny  —  właściwie  całe  szeregi  archetypów  komicznych, 
zwłaszcza  drzewo  można  wyobrazić  sobie  jako  świecące  lub  ogniste.  Archetyp  obrazów 
geometrycznych;  tu  należy  „gwiaździsta  kopuła”.  W  wizji  tragicznej  świat  mineralny  to 
pustynie, skały i ruiny lub ponure kształty geometryczne, np. krzyż. 

5)  W  wizji  komicznej  świat  nie  uformowany  jawi  się  jako  rzeka,  tradycyjnie  płynąca 
czterema  nurtami,  co  wywarło  wpływ  na  renesansowy  wizerunek  temperamentu  ludzkiego, 
podlegającego  czterem  humorom.  W  wizji  tragicznej  świat  zwykle  staje  się  morzem, 
ponieważ narracyjny mit zagłady to często mit o potopie. Przez połączenie obrazów morza i 
dzikich bestii powstaje lewiatan itp. wodne potwory. 

Powyższa  tabela  wydaje  się  bardzo  prosta,  niemniej  jednak  przekonamy  się,  że  może 
pomieścić  wiele  rozmaitych  odmian  obrazów  i  form  poetyckich.  W  utworze  Sailing  to 
Byzantium Yeatsa  —  biorąc  pierwszy  z  brzegu  sławny  przykład  wizji  komicznej  — 
znajdziemy miasto, drzewo, ptaka, społeczność mędrców, geometryczne koło oraz oderwanie 
od świata cyklicznego. Oczywiście interpretacja każdego symbolu zależy tylko od ogólnego 
kontekstu, który może być komiczny albo tragiczny. Jest to widoczne zwłaszcza w przypadku 
archetypów względnie  neutralnych,  jak wyspa, która może  być wyspą Prospera albo wyspą 
Kirke. 

Rzecz  jasna,  nasze  tabele  są  nie  tylko  rudymentarne,  lecz  nadto  nadmiernie  uproszczone. 
Podobnie jak nasza indukcyjna metoda badania archetypów jest tylko domysłem. 

Ważne jest nie to, że obie metody, oddzielnie rozpatrywane, nie są wolne od usterek; ważny 
jest fakt, że gdzieś i w jakiś sposób obie niewątpliwie spotkają się pośrodku. A ich spotkanie 
będzie  równoznaczne  z  ustanowieniem  zasadniczego  planu  systematycznego  i 
wszechstronnego rozwoju krytyki literackiej.