background image

Jacqueline Baird

Grecki multimilioner

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Jemma Barnes bazgroliła po leżącym przed nią notatniku, 

zwracając nikłą zaledwie uwagę na toczącą się konwersację. 
Jej   ojciec,   dyrektor   naczelny   Vanity   Flair,   nalegał   na   jej 
obecność   na   spotkaniu   zarządu   teraz,   kiedy   została 
spadkobierczynią swojej zmarłej ciotki, a tym samym jednym 
z głównych akcjonariuszy spółki. Nie miała pojęcia, dlaczego 
tak bardzo się przy tym upierał, bo giełda i tym podobne były 
dla   niej   czarną   magią.   I   tak   miała   już   dosyć  problemów   z 
rozliczeniami   finansowymi   własnej   firmy,   co   mogła 
potwierdzić   Liz,   jej   najlepsza   przyjaciółka   i   partnerka   w 
kwiaciarni, którą wspólnie prowadziły w Chelsea.

  -   Jemma?   -   ostry   głos   ojca   przerwał   jej   zadumę.   - 

Zgadzasz się z nami?

Uniosła   głowę   i   zobaczyła   kilkanaście   wlepionych   w 

siebie   par   oczu.   Napotkała   spojrzenie   błyszczących, 
brązowych   tęczówek   siedzącego   naprzeciwko   Greka,   pana 
Devetzi. Wcześniej ojciec przedstawił ich sobie i starszy pan 
nawet się Jemmie spodobał. Przed kilku laty poznał jej ciotkę 
na wyspie Zante. Jemma spędziła tam z nią ostatnie wspólne 
wakacje. Z wielu przyczyn wspominała je niechętnie, między 
innymi   dlatego,   że   ciotka   zmarła   zaledwie   kilka   miesięcy 
później.

Starszy pan uśmiechnął się lekko, najpewniej wyczytał z 

jej spanikowanego wyrazu twarzy, że nie ma najmniejszego 
pojęcia, z czym powinna się zgadzać.

Uśmiechnął się szerzej, mrugnął i kiwnięciem srebrzystej 

głowy podpowiedział jej odpowiedź.

  - Oczywiście, ojcze - odpowiedziała Jemma i spotkanie 

zostało zakończone.

  -  Dlaczego   mnie   nie   zawiadomiłeś?   -   chciał   wiedzieć 

Luke Devetzi. Wpatrywał się w dziadka spoczywającego na 

background image

sofie,   z   jedną   kostką   grubo   zabandażowaną   i   opartą   na 
stołeczku. - Wiesz przecież, że przyjechałbym natychmiast. - 
Nerwowo przeczesał palcami ciemne włosy. - I co właściwie 
robisz   w   Londynie?   O   ile   dobrze   pamiętam,   po   ostatnich 
kłopotach z sercem lekarz zabronił ci podróżować.

 - Interesy - wyjaśnił Theo Devetzi mętnie.
  -   Przecież   już   dawno   wycofałeś   się   z   interesów   - 

przypomniał mu Luke

  - Nie z tych. Właściwie dzwoniłem do ciebie kilka dni 

temu, ale w twoim nowojorskim biurze poinformowano mnie, 
że wyjechałeś na długi weekend i można ci przeszkodzić tylko 
w razie  bardzo pilnej potrzeby. - Starszy pan uniósł kpiąco 
brew. - Ponieważ dzwoniłem towarzysko, postanowiłem ci nie 
przeszkadzać.   Chciałem   cię   tylko   uprzedzić,   że   zamierzam 
skorzystać z twojego londyńskiego apartamentu.

Luke opanował grymas. Rzeczywiście, wydał sekretarce 

takie polecenie i teraz czuł się winny. Życie jego dziadków 
zostało przewrócone do góry nogami przed trzydziestu ośmiu 
laty,   kiedy   ich   jedyna   córka   Anna   zaszła   w   ciążę   z 
przygodnym   żeglarzem.   Nie   chcąc   narażać   Anny   i   jej 
nienarodzonego dziecka na potępienie ze strony wyspiarskiej 
społeczności, przeprowadzili się do Aten, gdzie nikt ich nie 
znał. Anna zmarła przy porodzie i wychowanie wnuka spadło 
na nich.

Luke nie wiedział, kto był jego biologicznym ojcem do 

momentu   ukończenia   studiów.   Odmówił   przystąpienia   do 
rodzinnego   handlu   rybami   i   przyjął   pracę   stewarda   na 
luksusowym   statku   wycieczkowym.   W   ataku   furii   Theo 
zarzucił mu wtedy, że jest tak samo nieodpowiedzialny jak 
jego   francuski   ojciec,   uwodzący   dziewczęta   na   pokładzie 
swojego jachtu. Z rzuconych w złości słów Luke dowiedział 
się, że dziadek przez cały czas znał jego nazwisko.

background image

Luke   trzasnął   drzwiami   i   ruszył   na   poszukiwanie   ojca. 

Zdołał   ustalić   adres   okazalej   rezydencji   we   Francji,   gdzie 
mężczyzna mieszkał wraz z żoną i dwoma synami, starszymi 
od Luke'a.

Kiedy   Luke   stanął   przed   nim,   tamten   uśmiechnął   się 

szyderczo.

 - Nawet gdybym był wtedy wolny, to i tak nie ożeniłbym 

się z jakąś grecką wieśniaczką - rzucił, a potem, przy pomocy 
swoich   antypatycznych   synów,   wyrzucił   Luke'a   z   terenu 
posiadłości.

Luke   przyłączył   się   do   załogi   statku   wycieczkowego. 

Zawarł   tam   przyjaźń   ze   starszym   nowojorskim   bankierem, 
który zwerbował go do pomocy przy transakcjach giełdowych. 
Kiedy   statek   zacumował   w   Nowym   Jorku,   mężczyzna 
zaoferował   mu   pracę   w   swojej   firmie.   Luke   okazał   się 
wspaniałym   nabytkiem   i   w   pięć   lat   później   założył   własną 
bankierską firmę inwestycyjną, Devetzi International.

Przez   lata   nie   przejmował   się   już   więcej   swoim 

pochodzeniem, a o dziadku myślał tylko z miłością.

  -   Powinieneś   wiedzieć,   Theo,   że   nie   ciąży   mi   nic,   co 

mogę zrobić dla ciebie.

Theo   zaczynał   się   starzeć.   Jego   pobrużdżona   twarz   nie 

ukrywała   siódmego   krzyżyka.   Ale   wyraz   żywo   patrzących 
oczu   był   wciąż   młody,   jak   wtedy,   gdy   wraz   ze   swoim 
przyjacielem Milem zakładał firmę. Luke zawdzięczał Theo 
życie, a poza tym dziadek był jego jedyną rodziną.

  -   Pragnąłbym   widzieć   przy   tobie   żonę   i   dzieci,   które 

zapewniłyby   przetrwanie   naszego   rodu.   Chyba   jednak   będę 
musiał porzucić to marzenie. - Theo wziął do ręki kolorowy 
magazyn i machnął nim w kierunku Luke'a. - Popatrz tylko na 
swoją ostatnią dziewczynę.

Luke rzeczywiście spotykał się z Daviną Lovejoy od kilka 

tygodni i spędził z nią tamten długi weekend. Nie powiedział 

background image

dziadkowi,   że   nie   zamierza   się   z   nią   wiązać,   bo   nie   był 
zachwycony ingerencją Theo w jego życie towarzyskie. Luke 
nie miał zaufania do kobiet, więc nie spieszył się do stałego 
związku.

Znów dotarł do niego głos dziadka.
 - ...sądziłem, że masz lepszy gust, ale jak widać, myliłem 

się. Czytałeś to? - Theo machnął kolorowym magazynem. - W 
wieku dziewiętnastu lat miała operację plastyczną nosa. Mogę 
zrozumieć   to,   a   nawet   powiększenie   biustu,   ale   ta   ostatnia 
sprawa... Nigdy w życiu o czymś takim nie słyszałem. Równie 
dobrze mógłbyś wziąć do łóżka plastikową lalkę.

  - Co takiego? Pokaż. - Luke niemal wyrwał dziadkowi 

pismo. Szybki rzut oka na tekst powiedział mu, że starszy pan 
miał rację.

Zdjęcie   przedstawiało   jego   i   Davinę,   opuszczających 

restaurację,   chyba   mniej   więcej   przed   miesiącem.   Artykuł 
poniżej opisywał jej kolejne operacje plastyczne i przedstawiał 
nowego mężczyznę w jej życiu.

Z najwyższym niesmakiem odłożył pismo na stolik.
Theo zaaprobował ten gest lekkim uśmiechem.
Luke przeczesał palcami ciemne włosy.
  -   Nie   miałem   o   tym   pojęcia   -   powiedział   mrukliwie, 

siadając   obok   dziadka.   -   Davina   jest   dekoratorką   wnętrz. 
Poznałem ją przy urządzaniu mojego apartamentu w Nowym 
Jorku, ale nie zamierzałem się z nią wiązać.

Chociaż nie brakowało jej urody i inteligencji, ten ostatni 

wspólny weekend nie był tak udany, jak się spodziewał.

 - Doskonale. W takim razie możesz mi zrobić przysługę - 

stwierdził Theo. - Od śmierci twojej babki czynię starania o 
odkupienie naszego rodzinnego domu na Zante. Sprzedałem 
go, kiedy wyjechaliśmy do Aten, ale dom i zatoka należały do 
naszej rodziny od pokoleń. Chcę je odzyskać - powiedział z 
uczuciem. - Zostałem poczęty na tej plaży, tam się zalecałem 

background image

do   twojej   babki   i   tam   została   poczęta   twoja   matka.   Mam 
stamtąd mnóstwo szczęśliwych wspomnień, a w moim wieku 
przywiązuje się do nich coraz większą wagę. - Theo westchnął 
i   mówił   dalej:   -   Dowiedziałem   się,   że   rodzina   tamtego 
właściciela   sprzedała   dom   jakiemuś   biznesmenowi   z   Aten. 
Podobno podarował go swojej kochance, Angielce o imieniu 
Mary   James,   botanikowi   z   Londynu.   Spotkałem   ją   raz   na 
wyspie. Była piękną kobietą. Opowiadała mi o swojej pracy i 
firmie   Vanity   Flair   produkującej   homeopatyczne, 
nieuczulające kosmetyki do makijażu, którą założyły z siostrą. 
Potem   jej   siostra  wyszła   za   mąż   za   księgowego   firmy, 
niejakiego Davida Sutherlanda, i rozszerzyli sprzedaż na całą 
Europę.   Zapytałem,   czy   sprzeda   mi   dom   na   Zante,   ale 
odmówiła kategorycznie. Więc kiedy usłyszałem, że firma ma 
wejść na londyńską giełdę z zamiarem rozszerzenia wpływów 
na   Amerykę,   wykupiłem   dosyć   udziałów,   żeby   móc   je 
wykorzystać   jako   argument   w   sprawie   sprzedaży   domu   na 
wyspie.

Luke zmarszczył brwi. To były ryzykowne operacje.
  - Radziłbym ci to szybko sprzedać. Stary dom nie jest 

wart takiego ryzyka. Myślałem, że lubisz nasz dom? Nigdy się 
nie skarżyłeś.

 - Jest wspaniały, ale od śmierci twojej babki czuję się tam 

samotny.

Luke   wiedział,   że   Zante   jest   obecnie   bardzo   popularna 

wśród turystów.

  -   Na   wyspie   nie   jest   już   tak,   jak   za   dawnych   lat.   - 

powiedział.   -   Znienawidzisz   to   miejsce,   kiedy   tam 
zamieszkasz.

Luke wiedział coś na ten temat, ponieważ zacumował tam 

swój   jacht   na   jedną   letnią  noc  i   chociaż   miejsce   było 
przepiękne, rankiem szybko odpłynął.

background image

 - Mylisz się. Zamierzam odzyskać moją własność. - Oczy 

Thea błyszczały dawno niewidzianym blaskiem. - Odkryłem, 
że   Mary   James   zmarła   kilka   miesięcy   temu   i   natychmiast 
kupiłem   więcej   akcji.   -   Gestem   powstrzymał   Luke'a   od 
komentarza. - Wiem, że jak sam powiedziałeś, akcje ostatnio 
spadają, ale ja kupiłem je bardzo tanio.

Luke nie odezwał się, bo nie chciał się kłócić z dziadkiem.
 - W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w zebraniu zarządu 

Vanity Flair. Pojechałem tam w piątek i poszedłem na drinka z 
Sutherlandem.   Zaprosił   mnie   do   siebie   na   kolację   i   na 
urodziny córki w tym tygodniu.

  -  To   nie   wyjaśnia,   w  jaki   sposób   skręciłeś   kostkę   ani 

dlaczego,   gdyby   Milo   nie   skontaktował   się   ze   mną   zeszłej 
nocy w Nowym Jorku, nie miałbym o niczym pojęcia.

  -   Zawiadomiłbym   cię.   Miałem   zamiar   zadzwonić   do 

ciebie, jak tylko wrócę ze szpitala, ale Milo uprzedził mnie. 
Nawiasem   mówiąc,   skręciłem   kostkę   wczoraj,   na 
wewnętrznych schodach twojego mieszkania. - Rozejrzał się 
lekceważąco po luksusowo urządzonym wnętrzu.

 - No cóż, cale szczęście, że był z tobą Milo - wymamrotał 

Luke. - Nie chcę nawet myśleć, co mogłoby się stać, gdybyś 
był tu sam.

 - Milo tak samo niecierpliwie wyczekuje powrotu naszej 

rodziny do domu na wyspę, jak ja. Tam spotkaliśmy się po raz 
pierwszy   i   zostaliśmy   przyjaciółmi.   Odwiedzał   nas   zawsze, 
kiedy jego kuter zawijał do portu. Myślałem, że zwiąże się z 
twoją matką, ale widać nie było im pisane...

 - No więc co zamierzasz teraz? - zapytał.
  - Teraz kolej na ciebie - odparł Theo, uśmiechając się 

szeroko. - Na spotkaniu zarządu poznałem córkę Sutherlanda. 
To   piękna   kobieta,   absolutnie   bez   pojęcia   o   interesach, 
chociaż   sama   prowadzi   firmę.   Rozmawialiśmy   chwilę   i 
zdradziła   mi,   że   uczestniczy   w   tym   spotkaniu   tylko   na 

background image

wyraźne  polecenie ojca. Odziedziczyła po ciotce  udziały w 
firmie, a co ważniejsze, także posiadłość na Zante.

 - Dobra wiadomość. - Luke wstał, podszedł do barku na 

kółkach   i   nalał   sobie   whisky   z   lodem.   -   Pewnie   wszystko 
sprzedaje, a ty chcesz, żebym to kupił, tak? Nie ma sprawy. - 
Pociągnął łyk, patrząc na dziadka z czułością.

  -   Nie,   chciałbym   ją   tylko   skłonić   do   sprzedaży   willi. 

Chcę,   żebyś   za   mnie   poszedł   na   kolację   dziś   wieczorem   i 
wypróbował   na   niej   jeden   z   twoich   słynnych  sposobów   na 
czarowanie kobiet. Potem, kiedy spotkamy się w sobotę na jej 
urodzinach, może zdołam ją wzruszyć i wyjaśnić, co to znaczy 
dla   starego   człowieka   odzyskać   dom   swoich   przodków   i 
przekazać go swojemu następcy. I kiedy ją znów poproszę, 
żeby mi sprzedała willę, będzie gotowa to zrobić dla ciebie.

  -   Czy   ty   chcesz,  żebym   ją   uwiódł?   -   Luke   napotkał 

niewinne  spojrzenie  dziadka  i uniósł  brew, uśmiechając  się 
szyderczo.   -   Zadziwiasz   mnie,   w   końcu   przez   całe   lata 
narzekałeś na moje zachowanie wobec kobiet. Wstyd mi za 
ciebie, Theo.

  - Nie musisz posuwać się aż tak daleko... ale to  bardzo 

atrakcyjna dziewczyna. - Theo uśmiechnął się. - Gdybym miał 
czterdzieści lat mniej, sam bym się nią zajął. Luke roześmiał 
się.

 - Jesteś niepoprawny, ale dobrze. Uprzedź Sutherlanda, że 

będę   zamiast   ciebie   dziś   wieczorem,   a   zrobię   co   w   mojej 
mocy,   żeby   oczarować   tę   dziewczynę.   Muszę   się   tylko 
wykąpać i przebrać. - Dopił drinka. - Jak ona ma na imię?

Theo sięgnął po telefon, żeby zadzwonić do Sutherlanda.
  -   Coś   na   J...   Jem   czy   Jen   -   odpowiedział,   wybierając 

numer.

Luke pogimnastykował ramiona, starając się usunąć z nich 

napięcie   wywołane   długą   podróżą.   Podążył   do   sypialni   z 
nadzieją, że ta Jem czy też Jen będzie warta zachodu.

background image

Luke wrócił do apartamentu dobrze po północy zmęczony, 

ale zadowolony z siebie.

 - No i jak było? Spotkałeś ją? Podobała ci się? A ty jej się 

spodobałeś? - Theo od progu zasypał go pytaniami.

 - Trzy razy tak - odpowiedział Luke z uśmiechem. - Ale 

nie powinieneś był na mnie czekać.

 - Nieważne. Opowiedz mi wszystko.
Luke opadł na sofę, rozluźnił krawat i rozpiął kołnierzyk 

koszuli.

  - Poznałem Sutherlanda i to on przedstawił  mnie swojej 

córce Jan. Zabawnym zbiegiem okoliczności okazało się, że ją 
znam.

 - Znasz ją? Jesteś pewien?
  - Tak. Spotkałem ją kiedyś w Nowym Jorku. pracowała 

tam jako modelka i umówiłem się z nią kilka razy. Nie musisz 
się   o   nic   martwić.   Nie   odstępowała   mnie   na   krok.   Jutro 
wieczorem idziemy razem na kolację, a do soboty będzie cała 
moja.

Luke podniósł się z sofy.
 - A teraz idę spać i tobie radzę zrobić to samo.
 - Jemma! Telefon! - zawołała Liz. - Twoja macocha.
Jemma niechętnie oderwała się od pracy. Z westchnieniem 

odłożyła   narzędzia,   zdjęła   rękawice   ochronne   i   podniosła 
słuchawkę.

  -   Tak,   Leanne?   -   Przez   następne   kilka   minut   słuchała 

jednym uchem potoku wymowy swojej macochy.

Jej matka zmarła po długiej chorobie, kiedy Jemma była 

dwunastolatką,   a   sześć   miesięcy   później   jej   ojciec   poślubił 
swoją sekretarkę, matkę szesnastoletniej Janine, która właśnie 
rozpoczynała karierę modelki.

Dziewczynki   zaprzyjaźniły   się   raczej   jak   koleżanki   niż 

rodzina, ale ojciec Jemmy oficjalnie zaadoptował Janine, więc 
obie nosiły to samo nazwisko.

background image

 - Rozumiesz, Jemmo?
  - Tak, rozumiem doskonale. - Jemma zyskała pierwszą 

szansę odezwania się. - Zamówiłam kwiaty, tak jak chciałaś, i 
będę   w   sobotę   wcześnie   rano,   żeby   udekorować   dom   na 
przyjęcie   urodzinowe   Jan.   -   Jemma   odłożyła   słuchawkę   i 
popatrzyła  na  Liz.  -  Na  pewno  sobie  poradzicie  z  Patty  w 
sobotę wieczorem? Może zamkniemy wcześniej i pójdziesz ze 
mną?

 - Serdeczne dzięki - odpowiedziała Liz.
 - Wiesz, że toleruję piękną Janine wyłącznie w dawkach 

minimalnych.

 - Między nami mówiąc, zgadzam się z tobą. Jan spotkała 

na wczorajszym przyjęciu swojego byłego chłopaka.

  -   Na   tym   przyjęciu,   z   którego   się   wykręciłaś   bólem 

głowy?

  -   Tak.   Ten   facet   jest   wciąż   kawalerem   i   to   szalenie 

przystojnym. Jan chce go złapać, więc nie wolno zdradzać jej 
prawdziwego wieku.

 - Czemu mnie to wcale nie dziwi? - Liz zachichotała, a w 

jej ciemnych oczach zatańczył ognik.

 - Och ty! - Jemma uśmiechnęła się do przyjaciółki.
 - Ty też byś się czasem mogła z niej pośmiać - westchnęła 

Liz. - Czas, żebyś się w końcu trochę rozerwała.

  - Idę na przyjęcie w sobotę.  -  Jemma wyjęła Liz z ręki 

książkę   zamówień.   -   A   ty   idź   na   lunch.   Patty   i   Ray   zaraz 
wrócą.

Pat   była   praktykantką,   a   Ray   wykwalifikowanym 

kwiaciarzem,   który   jednak   spędzał   większość   czasu   jako 
dostawca zamówionych kwiatów.

 - No to idę. Pomyśl o tym, co powiedziałam. To już dwa 

lata od śmieci Alana. Celibat jest nie tylko mało zabawny, ale 
i niezdrowy.

background image

Ku  swojemu   najwyższemu   zawstydzeniu,  przez  ostatnie 

dwa lata Jemma nie żyła w całkowitym celibacie. Popełniła 
jeden   karygodny   błąd,   którego   poprzysięgła   sobie   nigdy 
więcej nie powtórzyć, ale nie miała odwagi wyznać prawdy 
nawet swojej najlepszej przyjaciółce. Zamiast tego rzuciła w 
nią wilgotną gąbką.

 - Idź już!
Patrzyła,   jak   rozbawiona   Liz   znika   za   drzwiami   i 

westchnęła.   Spotkała   już   kiedyś   wymarzonego   mężczyznę, 
poślubiła go, a potem straciła.

Po  śmierci   matki  zaczęła   spędzać   coraz  więcej  czasu z 

ciotką   Mary.   Jej   ojciec   sprzedał   dom   rodzinny   otoczony 
rozległym ogrodem i kupił dla swojej nowej żony imponujący 
dom w mieście. Jemma kochała ogrodnictwo, a ciotka, botanik 
z   wykształcenia   i   wykładowca   akademicki,   pozwoliła   jej 
eksperymentować   we   własnym   ogrodzie.   Wtedy   właśnie 
Jemma  poznała   asystenta  ciotki,  młodego  naukowca,  Alana 
Barnesa. Zadurzyła się  w nim  bez  pamięci, a on został  jej 
najlepszym przyjacielem i powiernikiem.

Wiedziała, że nie zrobi, wzorem ciotki, kariery naukowej. 

Miała   jednak   dobrą   rękę   do   roślin:   i   ukończyła   dwuletnią 
florystyczną   szkołę   pomaturalną,   gdzie   poznała   Liz.   Jej 
przyjaźń z Alanem przemieniła się w głębokie, niewzruszone 
uczucie i to właśnie za jego poradą i zachętą otworzyły razem 
z Liz kwiaciarnię. Życie układało się wspaniale, a stało się 
jeszcze  

wspanialsze

  po

  bajkowym  

ślubie 

dwudziestodwuletniej Jemmy z Alanem.

Niestety, po szczęśliwych czterech latach, Alan zginął w 

wypadku szybowca. Oboje z Jemmą kochali i uprawiali ten 
sport. Jemma wciąż czuła się winna, że nie było jej przy nim 
feralnego dnia.

Wspomnienie Alana nadal boleśnie ściskało jej serce, ale 

dzięki   niezawodnemu   wsparciu   Liz   przestała   przynajmniej 

background image

płakać   na   samą   myśl   o   nim   i   mogła   w   miarę   normalnie 
funkcjonować.

Luke   spojrzał   na   elegancką   blondynkę,   która   wisiała   u 

jego ramienia od chwili, gdy pokojówka wprowadziła jego i 
Thea do przestronnego salonu w domu Sutherlandów.

 - Wszystkiego najlepszego, Jan. Przypuszczam, że znasz 

mojego dziadka...

Nie pozwoliła mu skończyć.
  - Oczywiście. To straszne - rzuciła uśmiech w kierunku 

Theo. - Słyszałam o pańskim wypadku. Bardzo mi przykro, 
ale z drugiej strony dzięki temu mogłam spotkać Luke'a. To 
przeznaczenie,   że   spotkaliśmy   się   ponownie,   prawda, 
kochanie? -  wyrzuciła z siebie, przenosząc wzrok na Luke'a 
odchylając głowę, by mógł ją pocałować.

Luke uśmiechnął się w duchu.
Jan   była   kobietą   światową,   doskonale   świadomą   zasad 

gry. Znał ten typ, dziwiło go natomiast, że Theo uznał ją za 
atrakcyjną.   Nie   sądził,   że   może   go   pociągać   wysoka, 
tyczkowata modelka.

Jemma najpierw usłyszała głosy. Okiem profesjonalistki 

oceniła   kwietną   ekspozycję   na   stole   w   holu   i   niechętnie 
zwróciła   się   ku   źródłu   wrzawy.   Po   śmierci   Alana   bardzo 
rzadko uczestniczyła w większych przyjęciach, ale dziś nie 
mogła tego uniknąć.

Weszła do zatłoczonego salonu i rozejrzała się wokoło. Jej 

spojrzenie zatrzymało się na solenizantce. Jan nie odrywała 
wzroku   od   mężczyzny,   odwróconego   do   Jemmy   plecami. 
Wysoki,   ponad   metr   osiemdziesiąt,   o   czarnych   włosach   i 
szerokich ramionach, nawet z tyłu robił imponujące wrażenie i 
stanowił   doskonały   kontrast   dla   jasnych   włosów   i   smukłej 
sylwetki Jan.

Jemma zerknęła na nich z aprobatą i jej myśli odpłynęły w 

dal, by zaraz skupić się ponownie na starszym mężczyźnie, 

background image

samotnie   obserwującym   obejmującą   się   czule   parę.   Oparty 
ciężko   na   lasce   ze   srebrną   gałką,   miał   na   twarzy   wyraz 
całkowitej   konsternacji.   Rozpoznała   tę   twarz   natychmiast   i 
szybko podeszła do niego.

  -   Pan   Devetzi...   -   Uśmiechnęła   się   na   wspomnienie 

poprzedniego,   oficjalnego   spotkania.   -   Miło   pana   znów 
widzieć. - Podała mu dłoń, którą uścisnął z radością.

  - Bardzo mi przyjemnie - odpowiedział, z staroświecką 

galanterią   uniósł   jej   dłoń   do   ust   i   pocałował.  -  Proszę   mi 
mówić: Theo.

 - Dziękuję - odpowiedziała Jemma z uśmiechem.
Luke   w   tym   samym   momencie   poczuł   szarpnięcie   za 

rękaw i rozpoznał miękki kobiecy głos. Odwrócił się powoli i 
zobaczył   Jemmę   trzymającą   jego   dziadka   za   rękę   i 
uśmiechającą się do niego zalotnie.

Zesztywniał. Znał tę kobietę, znał ją w sposób najbardziej 

intymny   z   możliwych,   w   ciągu   minionego   roku   jej   obraz 
często nawiedzał go w snach. Gardził nią wprawdzie, ale jego 
ciało wciąż za nią tęskniło. Zanim jednak zdołał sformułować 
wystarczająco jadowite słowa powitania, Jan zacieśniła uścisk 
na jego drugim ramieniu.

 - Jemmo, kochanie - odezwała się Jan - poznaj Luke'a. To 

ten wspaniały facet, o którym ci opowiadałam.

Głos   Jan   dobiegał   jakby   z   daleka.   Jemma.   A   gdzie   się 

podziała   Mimie?   -   pomyślał   cynicznie.   Oczywiście, 
zdradzając męża, posłużyła się pseudonimem. Jej niewierność 
nie zmieniała jednak w żaden sposób faktu, że była jeszcze 
bardziej pociągająca, niż zapamiętał.

Spotkał   ją   przed   rokiem,   podczas   wyprawy   jachtem   na 

greckie wyspy. W dniu urodzin jednej z koleżanek najpierw 
urządzili imprezę na po - kładzie, a na kolację zeszli na ląd. 
Wtedy właśnie wymknął się samotnie do portu, żeby odpocząć 
od zgiełku i dymu papierosowego tam ją spotkał. Siedziała 

background image

przy stoliku portowej  tawerny nad szklaneczką  czerwonego 
wina i wyglądała, jakby właśnie zstąpiła z płótna Rosettiego. 
Bez makijażu, ale uderzająco piękna. Regularne rysy, wysokie 
kości   policzkowe,   krótki,   zgrabny   nos,   doskonale 
ukształtowane   usta,   pełne   i   naturalnie   różowe   wargi. 
Złotobrązowe pasma spływały kaskadą na plecy, przywodząc 
mu na myśl bogactwo barw jesieni.

Obserwował ją, kiedy ktoś potrącił jej stolik; szklanka i 

karafka z winem potoczyły się na ziemię. Dziewczyna zerwała 
się na nogi, a Luke skoczył jej na pomoc.

Chętnie zgodziła się  na jego propozycję, by oczyścić  z 

plam jej jasny top i szorty na jego jachcie. Kochali się wtedy i 
był to najlepszy seks w jego życiu. Na wspomnienie tego, co 
nastąpiło potem, wciąż jeszcze gotował się ze złości. Unikając 
jego spojrzenia, wyskoczyła z łóżka, mówiąc, że musi iść do 
łazienki. Zabrała rzeczy i zniknęła pod prysznicem.

Kiedy wróciła, całkowicie ubrana, wsuwała na serdeczny 

palec obrączkę. Luke nie wierzył własnym oczom.

 - Jestem mężatką. To był błąd. Luke z zasady nie sypiał 

mężatkami.

 - Lepiej znikaj stąd teraz. Zaraz wrócą goście i wolałbym, 

żeby cię tu nie spotkali, zwłaszcza pewna dziewczyna.

Odwróciła się na pięcie i wybiegła bez słowa.
Luke nie posiadał się z wściekłości. Nie miewał przygód 

na jedną noc, odkąd był nastolatkiem, Zwykle spotykał się z 
kobietą przynajmniej trzy razy, zanim posunął się dalej. Tej 
nocy jednak złamał tę zasadę.

Kiedy   patrzył   na   nią   teraz,   wydawała   się   bardzo 

opanowana. Wprost ciężko mu było uwierzyć, że to ta sama, 
pełna   ognistej   pasji   dziewczyna,   którą   poderwał   na   Zante. 
Upięte wysoko włosy podkreślały jej regularne rysy i łabędzią 
szyję, ozdobioną platynowym medalionem.

background image

Nosiła prostą, ale doskonale skrojoną, czarną sukienkę z 

mikroskopijnymi   rękawkami.   Wycięcie   w  karo  uwydatniało 
kremową   skórę   i   piękny   kształt   jędrnych   piersi.   Doskonały 
gatunkowo materiał podkreślał ponętne zaokrąglenia jej ciała. 
Sukienka   sięgała   przed   kolana   i   odsłaniała   zgrabne,   długie 
nogi, obute w sandałki na wysokim obcasie, uwidaczniające 
zadbane, pomalowane na różowo paznokcie. Od stóp do głów 
była skończoną doskonałością. Żywe wspomnienie jej nagiego 
ciała,   smukłych   nóg   zaparło   mu   dech   w   piersi.   Po   raz 
pierwszy w życiu był zazdrosny o własnego dziadka.

Przypomniał sobie z bólem, że jest mężatką.
Jemma usłyszała imię „Luke", ale puściła je  mimo uszu. 

Uśmiechnęła się do Jan i zerknęła na mężczyznę u jej boku. W 
tej   samej   chwili   jej   oczy  rozszerzyły   się   strachem,   krew 
odpłynęła z twarzy, serce zaczęło tłuc się w piersi jak oszalałe. 
Luke górował nad tłumem gości. Ubrany w nienaganną czerń, 
roztaczał wokół siebie aurę pewności siebie i męskości, której 
nie dawało się zignorować.

Jemma wprost nie wierzyła własnym oczom. Raz jeden 

popełniła taki błąd i oto ten mężczyzna stał tu, o niecały metr 
od   niej!   Nie   pamiętała   nawet   jego   nazwiska,   a   przecież 
przespała się z nim.

No nie, sen nie miał z tym nic wspólnego. To był seks, 

wspaniały  seks  i  nic  więcej.  Nienawidziła   siebie,  a  jeszcze 
mocniej   gardziła   nim   za   niewątpliwą   niewierność   wobec 
własnej partnerki, chwilowo nieobecnej na jachcie.

Zdołała wypowiedzieć zdawkowe pozdrowienie, a potem, 

unikając   wzroku   Luke'a,   odwróciła   się   i   skupiła   uwagę   na 
Theo.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI
Dla Luke'a Devetzi było to zupełnie nowe doświadczenie, 

które zdecydowanie nie przypadło mu do gustu. Bursztynowe 
oczy chłodno prześlizgnęły się po nim, by natychmiast wrócić 
do   Thea.   Nie   spodobało   mu   się   to.   Nie   był   wprawdzie 
zachwycony perspektywą rozmowy z Jemmą w towarzystwie 
wiszącej mu u ramienia Jan, ale nie był też przygotowany na 
tak wyraźne oznaki lekceważenia.

  - Jemma, prawda? - zamruczał prowokująco. Odwróciła 

się do niego na mgnienie.

 - Owszem - i natychmiast znów spojrzała w inną stronę.
 - Ponieważ nie zostaliśmy sobie formalnie przedstawieni, 

proszę   mi   pozwolić   dopełnić   tej   powinności.   Jestem   Luke 
Devetzi.

Koniecznie   chciał,   żeby   go   zauważyła,   i   rozmyślnie 

wyciągnął do niej dłoń. W zamian otrzymał mroźne spojrzenie 
i   niechętny   gest   małej   dłoni.   Uścisnął   ją,   czując   miękkość 
skóry i natychmiastowy przypływ pożądania. Ostatni raz był 
tak podniecony przy poprzednim spotkaniu z Jemmą, czy też 
Mimie,   jakkolwiek   się   wtedy   nazywała.   Spojrzał   na   ich 
złączone dłonie i zobaczył błysk ślubnej obrączki.

Jeszcze   zmrożona   niespodziewanym   wrażeniem,   Jemma 

usłyszała kuszący ton w jego głosie, zauważyła wyzwanie i 
błysk zmysłowości w szarych oczach.

Gwałtownie wyrwała dłoń z jego uścisku.
 - Jemma Barnes.
W tym samym momencie wtrąciła się Jan:
  - Jemmo, czy zechciałabyś zająć się dziadkiem Luke'a? 

Kilka dni temu miał wypadek i jeszcze niezbyt pewnie chodzi. 
- Jak zwykle nie grzeszyła nadmiarem wrażliwości. - Luke 
chciałby porozmawiać z Davidem.

Jakże wdzięczna była siostrze za te słowa.
 - Bardzo chętnie.

background image

Jan ujęła Luke'a pod ramię i para zniknęła w tłumie gości. 

Jemma   odetchnęła   z   ulgą,   chociaż   w   środku   wciąż   jeszcze 
dygotała.   Luke   Devetzi   zjawił   się   przed   nią   niby   zmora   z 
najgorszego snu!

Zdziwiła się, że jest spokrewniony z Theo, bo Theo był 

ciemnooki,   niewysoki   i   mocno   zbudowany,   a   Luke   był 
wysoki, miał oczy jasnoszare, kontrastujące z oliwkową skórą. 
To   właśnie   te   oczy   najpierw   zwróciły   jej   uwagę,   kiedy 
spotkali się przed rokiem.

Fakt, że Luke pojawił się w domu jej ojca w roli chłopaka 

jej przybranej siostry, było najgorszym z możliwych zbiegów 
okoliczności. Odwróciła się do Thea, który wciąż patrzył w 
ślad za Jan. Na twarzy miał wyraz kompletnego zaskoczenia. 
Jemma czuła się podobnie, tylko z całkiem innego powodu.

 - Jan zawsze robi piorunujące wrażenie na mężczyznach, 

ale myślę, że pański wnuk sobie z nią poradzi - powiedziała 
uspokajająco. - Świetnie razem wyglądają.

Starszy pan mruknął coś niewyraźnie, a potem uniósł dłoń 

do ust i rozkaszlał się gwałtownie.

Jemma   nie   mogła   teraz   wyjść.   Starszy   pan   czuł   się 

wyraźnie źle.

  - Nie wygląda pan najlepiej, Theo. Proponuję, żebyśmy 

znaleźli sobie jakiś zaciszny kącik i przyniosę panu szampana 
- zaproponowała, ujmując go pod ramię. - Opowie mi pan o 
tym wypadku i wyjaśni, na co się zgodziłam w zeszłą sobotę - 
zażartowała słabo.

  - Doskonale - uśmiechnął się niepewnie. - Ale najpierw 

proszę   mi   powiedzieć,   kim   jest   kobieta   u   boku   mojego 
wnuka? - Wskazał w ich kierunku srebrną gałką swojej laski.

  -   To   moja   przyrodnia   siostra,   Jan   -   wyjaśniła   Jemma, 

prowadząc   go   w   kierunku   sofy   stojącej   w   odległym   rogu 
eleganckiego   salonu.   -   Dobrze   się   pan   czuje?   -   zapytała   z 
troską, pomagając mu usiąść. - Wygląda pan dosyć blado.

background image

  - Chyba potrzebuję drinka  -  wychrypiał Theo, a potem 

dodał   po   grecku   coś,   co   w   uszach   Jemmy   zabrzmiało   jak 
przekleństwo.

 - Proszę tu zaczekać, przyniosę brandy - zaproponowała 

Jemma. - To będzie chyba lepsze niż szampan.

Tymczasem Luke objął Jan i sterował nią poprzez tłum. 

Uśmiechał   się   stosownie   do   okoliczności,   podczas   gdy   Jan 
przyjmowała   życzenia   urodzinowe.   Kierowali   się   ku 
rodzicom,   stojącym   w   odległym   końcu   salonu.   Luke   nie 
poświęcał nawet jednej myśli odgrywanej przez siebie roli, bo 
cały jego umysł był skupiony na uroczej Jemmie.

Rozejrzał się wokoło, próbując zgadnąć, który z obecnych 

mężczyzn jest jej mężem. Szczęściarz z niego, a może i nie, 
pomyślał Luke cynicznie. Jej mąż zasługiwał więc raczej na 
współczucie niż zazdrość.

Przypomniał   sobie,  że   powinien   skupić   się   na   Jan   i   na 

obietnicy   danej   dziadkowi.   Zerknął   w   kierunku   Thea   i   ich 
oczy spotkały się na krótko. Na widok zbliżającej się Jemmy 
Theo rozjaśnił się uśmiechem.

Jemma podała mu szklaneczkę brandy.
 - Wszystko w porządku? - zapytała, siadając obok niego i 

pociągając łyk szampana.

  - Dużo lepiej - zapewnił ją Theo, upijając łyk brandy. - 

Wydaje się, że pani siostra dobrze zna Luke'a. Spotkaliście się 
już kiedyś? - zapytał lekkim tonem.

 - Nie - skłamała. Nie mogła zdradzić starszemu panu, co 

zaszło pomiędzy nią a Lukiem.

Oboje  dopili  swoje drinki i odstawili  puste  kieliszki na 

stojący obok stolik.

  -   Chciałbym   panią   o   coś   prosić   -   Theo   skwapliwie 

wykorzystał okazję. - Proszę mi sprzedać dom pani ciotki na 
Zante. Dawno temu był to mój dom rodzinny. Może jestem 

background image

sentymentalny, ale chciałbym go odzyskać. Dobrze zapłacę, 
jeżeli się pani zgodzi.

  -   Bardzo   bym   chciała   móc   spełnić   pańską   prośbę,   ale 

niestety   to   niemożliwe.   -   Jemma   zauważyła   konsternację 
Thea.   -   Ciotka   Mary   przekazała   go   mnie   w   zarząd 
powierniczy dla moich dzieci, a potem dla ich dzieci i tak 
dalej.

  - Rozumiem.  - Ciemne oczy mężczyzny zwęziły się w 

zamyśleniu.   -   Czy   rozważała   pani   możliwość   zniesienia 
powiernictwa? Przypuszczam, że to możliwe.

  -   Może,   kiedyś...   -   Kiedy   będę   zbyt   stara,   żeby   mieć 

dzieci,   pomyślała.   W   obecnej   chwili   nie   miała   ochoty 
wtajemniczać Thea w całą historię.

  -   Oczywiście   decyzja   należy   do   pani   -   powiedział, 

unosząc dłonie w geście rezygnacji. - Żyję już dostatecznie 
długo, by wiedzieć, że człowiek rzadko dostaje to, o czym 
marzy. - Z uśmiechem  rozejrzał się po pokoju. - Proszę mi 
powiedzieć, co pani myśli o moim wnuku?

Drapieżnik   seksualny,   biegły   w   sztuce   uwodzenia, 

bezwzględnie wykorzystujący słabość kobiet, pomyślała, ale 
zachowała to dla siebie.

  -   Wygląda...   sympatycznie.   Jan   wiąże   z   nim   wiele 

nadziei.

Po   drugiej   stronie   pokoju   Luke   sprawiał   wrażenie 

całkowicie pochłoniętego rozmową z Sutherlandami, chociaż 
jego umysł krążył wokół raportu, który przeczytał rano. W 
ciągu minionych dwóch dni jego londyńskie biuro sprawdziło 
pewne fakty. David Sutherland miał kłopoty, chociaż się do 
tego nie przyznawał. Luke uśmiechnął się i wymienił z parą 
małżonków grzeczne pozdrowienie. Domyślał się, czego mógł 
chcieć   od   niego   Sutherland.   Luke,   jako   właściciel   Devetzi 
International,   miałby   zainwestować   w   Vanity   Flair   albo 
przynajmniej   polecać   tę   firmę   swoim   klientom,   co 

background image

wspomogłoby jej szeroko zakrojone plany rozwoju. Luke nie 
zamierzał robić ani jednego, ani drugiego, ale musiał wszystko 
rozegrać bardzo ostrożnie.

Przez dwa wieczory spędzone w tym tygodniu z Jan nie 

wspomniał o jej spadku, starając się utrzymać ich znajomość 
na poziomie lekkiego flirtu. Jan chętnie opowiadała o sobie i 
agencji modelek, którą założyła niedawno, co zgadzało się ze 
wzmianką Thea na temat jej własnej firmy.

Rozejrzał   się,   dostrzegł   dziadka   siedzącego   na   sofie   z 

wiarołomną   Jemmą   Barnes   u   boku.   Starszy   pan   odwrócił 
lekko głowę, skierował spojrzenie ciemnych oczu na Luke'a i 
wykonał laską naglący gest. O co w tym wszystkim chodzi?

Uśmiechnął   się   przepraszająco   do   Jan   i   jej   rodziców   i 

ruszył w stronę Thea.

Powitał go potok greki. Wynikało z niej jasno, że Luke 

jest wyjątkowym idiotą. Co też on sobie wyobraża? Były dwie 
córki, a on zajął się niewłaściwą, adoptowaną. Powinien był 
uwodzić Jemmę, a teraz pogrzebał szanse Thea na odzyskanie 
starego domu.

Zaskoczony   oskarżeniami,   Luke   przenosił   niepewnie 

wzrok z Thea na Jemmę i z powrotem. Potem złość wzięła 
górę. Skąd, u licha, miał wiedzieć, że są dwie córki, skoro nie 
wiedział tego nawet sam Theo? Poza tym to nikt inny, jak 
Theo właśnie, powiedział, że dziewczyna ma na imię Jan.

Niepotrzebnie dal się wplątać w intrygę. Teraz musi się 

wywinąć   ze   związku   z   Jan,   do   którego   zresztą   podchodził 
mało entuzjastycznie. A to nie będzie łatwe.

Jemma   domyślała   się,   że   między   dwoma   mężczyznami 

zaistniało   nieporozumienie   i   chociaż   wolałaby   uniknąć 
konfrontacji z Lukiem, współczucie dla Thea wzięło górę nad 
obawami.   Wstała   i   przerwała   potok   greki   chłodnym, 
wdzięcznie modulowanym głosem.

background image

 - Bardzo przepraszam, panie Devetzi, ale pański dziadek 

nie czuje się najlepiej i powinien teraz odpoczywać w domu.

Jemma mówiła mu, co ma robić! Taka bezczelność wprost 

nie mieściła mu się w głowie!

 - Wiem doskonale, czego potrzebuje. - Rzucił dziadkowi 

mordercze spojrzenie i zauważył, że starszy pan się uśmiecha. 
- Próbowałem zatrzymać go w domu, ale chciał koniecznie 
spotkać ciebie, Jemmo - powiedział Luke. - Chyba zrobiłaś na 
nim   wrażenie,   bo   nie   przestaje   o   tobie   mówić.   Zapomniał 
tylko   wspomnieć,   że   masz   męża...   -   Przerwał   i   rozmyślnie 
spojrzał na obrączkę na jej palcu, zanim dodał: - Może nie 
mówi   wystarczająco   biegle   po   angielsku.   Z   przyjemnością 
poznałbym twojego męża - rzucił znacząco, przygwożdżając 
ją spojrzeniem stalowoszarych oczu.

Jemma nie mogła nic poradzić na wypieki, które pojawiły 

się na jej policzkach pod jego bezczelnym spojrzeniem. Nie 
chciała   jednak   pozwolić,   by   Luke   w   tak   arogancki   sposób 
kwestionował znajomość angielskiego Thea.

Spojrzała na starszego pana z sympatią.
  -   Mówi   pan   po   angielsku   bardzo   dobrze   i   nie   mam 

żadnych problemów ze zrozumieniem - zapewniła go, zanim 
podniosła   głowę,   by   spojrzeć   na   górującego   nad   nią 
mężczyznę. - A po tobie spodziewałabym się lepszych manier 
niż krytykowanie dziadka w obecności obcych – powiedziała 
napiętym tonem, a jej złociste oczy zamgliła złość. Wydawało 
się, że są w pokoju tylko we dwoje; a napięcie między nimi 
było wręcz namacalne.

 - Mój mąż nie żyje. Czy to właśnie chciałeś usłyszeć?
Luke   milczał,   skonsternowany.   Gdyby   tylko   Theo 

właściwie naświetlił mu fakty... A więc Jemma była wolna. 
Ach, po co umawiał się z Jan!

background image

Prostując   się,   zobaczył   w   jej   wielkich,   bursztynowych 

oczach cień smutku, którego nie zdołała ukryć, i poczuł się jak 
łajdak.

 - Tak mi przykro, Jemmo... Nie miałem zamiaru obrazić 

ciebie ani Thea. Czy mogę ci złożyć wyrazy współczucia z 
powodu śmierci męża?

  - Dziękuję - odpowiedziała krótko, w końcu odwracając 

od niego wzrok.

Nie   uwierzyła   w   jego   szczerość,   ale   była   zbyt 

wstrząśnięta, by zareagować inaczej. Po raz pierwszy komuś 
udało się sprowokować ją do publicznego wyznania, że Alan 
nie żyje.

  -  Proszę wybaczyć mojemu wnukowi. Wiem doskonale, 

jak się pani czuje - odezwał się Theo i Jemma była mu za to 
wdzięczna. - Ja też straciłem żonę. - Uśmiechnął się do niej i 
spojrzał na wnuka.

  - Jemma ma rację, nie powinienem był wychodzić dziś 

wieczorem.   -   Wstał   i   ujął   Luke'a   pod   ramię   dokładnie   w 
chwili, gdy pojawiła się Jan.

  - Luke, kochanie, czy wszystko w porządku?  - Gestem 

właścicielki położyła dłoń na jego piersi.

 - Nie, dziadek nie czuje się dobrze i zamierzam zabrać go 

do domu. Przykro mi, ale to konieczne - wyrecytował gładko.

 - Och, doprawdy? - odparła z nadąsaną miną.
 - Ależ ty możesz zostać, a dla pana wezwiemy taksówkę.
 - Nie mogę pozwolić, żeby Theo wracał do domu sam. - 

Luke usunął dłoń Jan ze swojej koszuli.

Jego ton wyraźnie stwardniał, a Jemma pomyślała, że Jan 

popełniła   właśnie   ogromny   błąd   w   kontaktach   z   tym 
mężczyzną.

  -   Ależ,   wcale   nie   -   wypaliła   Jan,   zwracając   proszące 

spojrzenie na Jemmę. - Zrób Luke'owi i mnie jeszcze jedną 
grzeczność i odwieź pana Devetzi do domu, dobrze? Wiem, że 

background image

i tak nie lubisz przyjęć. A Luke i ja będziemy przynajmniej 
mogli porozmawiać z Davidem.

Jemma o mało się nie roześmiała. Tupet Jan niezmiennie 

ją   rozbawiał.   Otworzyła   usta,   żeby   dać   jakąś   wymijającą 
odpowiedź, kiedy wyręczył ją Theo.

 - Dziękujemy bardzo, panno Sutherland. Czułbym się nie 

w porządku, wykorzystując pani siostrę w taki sposób. Czas 
na nas. - Ujął Luke'a za ramię i jeszcze raz przeprosił, że go 
zabiera.

Sam   Luke   też   nie   czuł   się   najlepiej.   Zazwyczaj   to   on 

kontrolował sytuację i teraz niełatwo mu było  przyznać, że 
wydarzenia wieczoru całkowicie go zaskoczyły.

Przede   wszystkim   chciał   porozmawiać   z   Jem   -  .  mą,  a 

właściwie chciał od niej dużo więcej, niż tylko porozmawiać. 
Ale   to   nie   był   odpowiedni   czas   ani   miejsce.   Im   szybciej 
znikną z tego fatalnego przyjęcia, tym lepiej.

 - Przepraszamy panie, ale musimy już iść - powiedział. - 

Proszę przekazać nasze przeprosiny ojcu. Zadzwonię do ciebie 
później, Jan. Z pewnością jeszcze się spotkamy, Jemmo.

Na   pewno   nie,   jeżeli   to   będzie   zależało   ode   mnie, 

pomyślała Jemma. Potem pochyliła się i pocałowała starszego 
pana w policzek.

 - Proszę na siebie uważać, Theo.
  -   Na   pewno.   Byłaś   dla   mnie   bardzo   miła,   Jemmo.   I 

chociaż   jestem   rozczarowany   z   powodu   willi,   chciałbym 
zaprosić cię jutro na lunch. Potem wracam do Grecji.

 - Niestety, nie mogę. - Jemma odmówiła, zadowolona, że 

ma prawdziwą wymówkę.

Już raz okłamała Thea i nie chciała tego robić ponownie. 

Tak się jednak złożyło, że, jak co miesiąc, zaplanowała lunch 
z rodzicami Alana w Eastbourne.

background image

  - Jem jutro lunch z moimi teściami. Chociaż od śmierci 

mojego męża minęły już dwa lata, wciąż się widujemy. Może 
innym razem - odpowiedziała spokojnie.

Bardzo polubiła starszego pana, ale za żadne skarby nie 

chciała   mieć   nic   wspólnego   z   jego   wnukiem.   Im   szybciej 
panowie Devetzi znikną z horyzontu, tym lepiej. Theo podążył 
za   Jan   i   Lukiem   do   holu,   a   Jemma   westchnęła   z   ulgą.   - 
Wielkie dzięki - rzuciła Jan sarkastycznie pięć minut później, 
kiedy   już   odprowadziła   obu   mężczyzn   do   drzwi.   -   Mogłaś 
powiedzieć, że go odwieziesz, to Luke zostałby dłużej.

  -   Może.   W   końcu   ty   go   znasz   lepiej   niż   ja  -   odparła 

Jemma,   wzruszając   ramionami.   -   Ale   wydaje   mi   się,   że   to 
człowiek, który ma swoje zdanie. Mam nadzieję, że wiesz, w 
co się pakujesz - dodała jeszcze.

Jan była samolubna, ale niczemu niewinna i Jemma nie 

chciała, żeby została zraniona.

W   górującym   nad   miastem   apartamencie   na   ostatnim 

piętrze drogiego hotelu Luke Devetzi obserwował dziadka z 
mieszaniną frustracji i niepokoju. W drodze do domu Theo nie 
odezwał się ani słowem. Kiedy dotarli na górę, nalał im obu 
drinka i beznamiętnie wyjaśnił, że willa nie jest na sprzedaż, a 
on sam uznaje tę sprawę za zakończoną. Siedział teraz na sofie 
z nogami opartymi na podnóżku. W ciemnych oczach nie było 
już   iskierek   podniecenia,   na   twarzy   pojawił   się   wyraz 
rezygnacji.

 - Nie rozumiem, dlaczego to wszystko nagle przestało cię 

obchodzić?

 - Obchodzi mnie dalej, tylko uświadomiłem sobie, że to 

niemożliwe - odparł Theo ze spokojem. - Jemma nie może 
sprzedać  willi  ze  względu na  powiernictwo dla  jej  dzieci  i 
wnuków.

 - Powiernictwo można znieść - zasugerował Luke. - Nie 

rezygnuj jeszcze.

background image

 - Może... - Theo westchnął. - To jednak zajęłoby całe lata, 

a   nawet   gdybym  żył   wystarczając   długo...   zresztą   poznałeś 
Jemmę.   Wyobrażasz   sobie,   żeby   taka   kobieta,   piękna, 
współczująca, jeszcze długo była sama? Jest młoda, a jej mąż 
nie żyje od ponad dwóch lat.

Luke nagle osłabł i usiadł, omal nie upuszczając swojej 

whisky.   A   więc   tamtej,   pamiętnej   nocy   Jemma   nie   była 
mężatką!

 - Dwa lata, mówisz? Jesteś pewien?
W stosunkach z Jemmą popełnił już zbyt wiele błędów i 

był zdecydowany na tym poprzestać. Pomylił się co do niej i 
to   wcale   nie   było   zabawne.   Jego   dziadek   stracił   szansę   na 
realizację swojego marzenia, a on uwiódł i obraził najbardziej 
seksowną kobietę, jaką kiedykolwiek spotkał.

  - Tak, powiedziała mi o tym dzisiaj, przy pożegnaniu. 

Być może sama nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, ale 
okres   jej  żałoby   jest   zakończony.   Jestem   przekonany,   że 
Jemma będzie miała męża i dziecko na długo przedtem, zanim 
byłoby   możliwe   zniesienie   powiernictwa.   To   beznadziejne. 
Idę do łóżka. - Podniósł laskę, wstał i pokuśtykał na piętro. Na 
górze przystanął i powiedział:

 - Ja i Milo odlatujemy rano do Grecji. Dobranoc.
Luke zauważył przygnębienie w postawie dziadka. Było 

mu przykro, ale rzeczywiście odzyskanie willi wydawało się 
w chwili obecnej całkowicie poza ich zasięgiem.

Oczami wyobraźni zobaczył znowu Jemmę, tak serdeczną 

w stosunku do Thea, a tak chłodną wobec niego. Przypomniał 
sobie   jej   nagie   ciało,   jedwabistość   skóry,   słodki   smak, 
wszechogarniającą namiętność...

Zerwał się na nogi, by nalać sobie następną whisky, ale 

powstrzymał się. Nie powinien pić. Może gdyby porozmawiał 
z Jemmą i zaoferował jej pieniądze, zgodziłaby się odstąpić od 
powiernictwa.   Z   wyjątkiem   swojej   babki   nie   spotkał   nigdy 

background image

kobiety, która nie dbałaby o pieniądze. A gdyby plan zawiódł, 
w co wątpił, miał jeszcze drugi...

Miał trzydzieści siedem lat, większość mężczyzn żeni się 

dużo wcześniej. On też powinien zdecydować się na ten krok. 
Gdyby   poślubił   Jemmę   i   miał   z   nią   dziecko,   to   willę 
odziedziczyłby   wnuk   Thea.   Dom   na   zawsze   pozostałby   w 
rodzinie, a tym samym spełniłoby się najgorętsze pragnienie 
dziadka. Ponadto Luke gorąco pragnął Jemmy...

W planie numer dwa były dwie przeszkody. Wydarzania 

sprzed roku i jego obecny status „faceta Jan". Luke usadowił 
się   na   sofie   i   zmarszczył   brwi.   Jeszcze   raz   przetrawił 
wszystkie   informacje,   jakie   udało   mu   się   zebrać   w   ciągu 
ostatnich   kilku   dni.   Rozchmurzył   się,   na   wargach   zagościł 
drapieżny uśmiech, a szare oczy zabłysły wyzwaniem.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI
Jemma   zaparkowała   swoje   kombi   na   parkingu   dla 

mieszkańców,   przed   własnymi   drzwiami   wejściowymi. 
Zabrała z przedniego siedzenia torbę z zakupami i wysiadła. 
Ogarnęła   wzrokiem   barwną   plamę   frontowego   ogródka   i 
westchnęła z zadowoleniem.

To był wspaniały dzień. Pomogła teściowi w ogrodzie, a 

potem   wszyscy   razem   zjedli   pyszny   lunch   przygotowany 
przez Mavis. Po jedzeniu spacerowali po plaży i odwiedzili 
grób Alana. Potem wrócili do domu na herbatę.

Jemma,   pokrzepiona   dobrocią   i   gościnnością   rodziców 

Alana, zdołała oddalić od siebie przykre wspomnienia, które 
nie pozwoliły jej spać poprzedniej nocy.

Nieświadoma   obecności   eleganckiego,   czarnego 

samochodu,   zadowolona,   że   jest   już   w   domu,   grzebała   w 
torbie w poszukiwaniu kluczy. Dom na ulicy Bayswater kupili 
z Alanem wkrótce po ślubie. Otworzyła drzwi, weszła do holu 
i postawiła zakupy na podłodze. Odwróciła się, żeby zamknąć 
drzwi, i wydała stłumiony okrzyk.

 - Mogę? - Zanim zdołała odpowiedzieć, Luke Devetzi był 

już   w   holu,   a   drzwi   zamknęły   się   za   nim.   -   Musimy 
porozmawiać,   Jemmo.   A   może   powinienem   powiedzieć: 
Mimie?

Przez   chwilę   patrzyła   na   niego   oniemiała,   potem 

eksplodowała w niej wściekłość.

  - Nie chcę cię znać! Wynoś się w tej chwili z mojego 

domu! - warknęła.

 - Co za temperament! Doprawdy zaskakujesz mnie. Co w 

tym   złego,   że   dwójka   starych   przyjaciół   utnie   sobie   miłą 
pogawędkę? - rzucił z cynicznym rozbawieniem.

Wysiłkiem   woli   Jemma   zmusiła   się,   by   myśleć   jasno. 

Żałowała, że kiedykolwiek spotkała Luke'a Devetzi. Zamiast 
rozmawiać, chętnie wyrzuciłaby go za drzwi. Ale wystarczył 

background image

rzut oka na wyraz determinacji na jego twarzy, by zrozumiała, 
że nie ma na to żadnych szans.

Był   ubrany   w   jasnobrązową   kurtkę   skórzaną.   Biała, 

sportowa, rozpięta pod szyją koszula kontrastowała z opaloną 
skórą. Jasne spodnie, opinające smukłe biodra, podtrzymywał 
szeroki   pas.   Rozstawione   szeroko   nogi   i   lekkie   pochylenie 
tułowia   w   przód   eksponowało   jego   męskość   i   sprawiało 
groźne wrażenie.

Nie  chcąc dać  się  zastraszyć w swoim własnym domu, 

Jemma   wyprostowała   plecy   i   uniosła   podbródek,   a   jej 
bursztynowe oczy rzuciły wyzwanie. Jak mogła kiedykolwiek 
myśleć,   że   Luke   miał  oczy   tego   samego   koloru,   co   jej 
umiłowany   Alan?   Drgnęła   i   szybko   oddaliła   wzruszające 
wspomnienie, nakazując sobie spokój. Luke nie miał z nią nic 
wspólnego.

  - Nie mam ci nic do powiedzenia, więc bardzo proszę, 

wyjdź.

 - Przykro mi cię rozczarować, ale nie zamierzam wyjść, 

dopóki   mi   nie   odpowiesz   na   kilka   pytań   -   odpowiedział 
gładko.

Uświadomiła   sobie,   że   nie   jest   jej   tak   obojętny,   jak 

chciała, żeby wierzył. Pod żółtym jak jaskier, kusym topem, 
uroczo przylegającym do kształtnych piersi, najwyraźniej nie 
nosiła   stanika.   Pomiędzy   topem   i   obcisłymi,   białymi 
spodniami uwidaczniał się kusząco pasek gładkiej, kremowej 
skóry.   Fason   spodni   jeszcze   podkreślał   ponętne   kształty 
smukłych bioder i nóg. Na stopach miała płaskie sandały.

Podniósł wzrok i w bursztynowych oczach zobaczył lęk. 

Trwali   w   napiętym   milczeniu,   nie   odrywając   od   siebie 
wzroku. Jemma załamała się jako pierwsza.

  -   W   takim   razie   -   pochyliła   się   i   podniosła   torbę   z 

zakupami, unikając jego natarczywego spojrzenia - zapraszam 
do kuchni. Powiesz mi, co masz do powiedzenia, a ja zrobię z 

background image

tym porządek. - Przeszła przez hol, mijając schody i kierując 
się w głąb domu.

Nie chciała zapraszać Luke'a do salonu, ale kuchnia była 

wystarczająco   neutralna   na   to   spotkanie.   Obeszła   stół   i 
postawiła torbę na ławie pod oknem. Tuż za sobą wyczuła 
obecność Luke'a. Pomyślała, że spotkanie w tak niewielkim 
pomieszczeniu nie było najlepszym pomysłem.

  -   Jeżeli   mnie   przepuścisz,   przyniosę   ci   coś   do   picia  - 

zaproponowała chłodno.

Był zbyt blisko. Jemma gwałtownie wciągnęła powietrze. 

Nie, tamten wieczór się nie powtórzy...

  -   Nie   chcę   nic   do   picia,   Jemmo   -   odpowiedział, 

zdecydowany zachować się przyzwoicie, chociaż kusiło go, by 
porwać   dziewczynę   w   ramiona   i   całować   do   utraty   tchu.   - 
Chciałbym   z   tobą   pomówić   o   możliwościach   zniesienia 
powiernictwa na dom na Zante, tak aby mój dziadek mógł go 
odkupić.   Poza   tym   chciałbym   wiedzieć,   dlaczego   gdy 
spotkaliśmy   się   przed   rokiem,   powiedziałaś   mi,   że   jesteś 
mężatką. - Przerwał, w kącikach ust igrał mu uśmieszek. - No 
i chciałbym być z tobą... ale niekoniecznie w tej kolejności.

Jemma usilnie próbowała zachować spokój, ale nie zdołała 

opanować wywołanego strachem gniewu.

  - W  żadnej kolejności - odpowiedziała ze złością. - Nie 

ma mowy o zniesieniu powiernictwa. Dom nie może zostać 
sprzedany. Nie należą ci się ode mnie żadne wyjaśnienia i nie 
zamierzam ci poświęcać czasu, tym bardziej że spotykasz się z 
Jan. Jeżeli obawiasz się, że opowiem jej o naszej krótkiej i 
niefortunnej przygodzie, uspokoję cię.

Prędzej   obcięłabym   sobie   język,   niż   przyznała,   że   cię 

dotknęłam.

  - Rozumiem więc, że nie ma sensu prosić cię, żebyś za 

mnie wyszła? - zapytał Luke z lekkim rozbawieniem w głosie, 
zmierzając wprost do planu numer dwa.

background image

  -   Nigdy   nie   poślubiłabym   tak   lubieżnego   kobieciarza, 

nawet gdybyś był ostatnim facetem na ziemi! - odpaliła.

Podniosła ręce, żeby go odepchnąć, ale kiedy oparła mu 

dłonie   na   piersi,   zrozumiała,   że   popełniła   błąd.   Iskierki 
rozbawienia w jego oczach zniknęły, ich miejsce zajęła zimna 
furia, dorównująca jej własnej.

 - Skoro takie właśnie masz o mnie zdanie, nie mam nic do 

stracenia, nie sądzisz?

W   tej   samej   chwili   para   silnych   ramion   uniosła   ją   i 

przygarnęła mocno do twardej piersi. Błyskawicznie pochylił 
ciemną głowę i przycisnął usta do jej warg z pasją, w której 
więcej było woli dominacji niż pożądania.

Jemma, uwięziona w silnym uścisku, w żaden sposób nie 

mogła   uciec.   Próbowała   odwracać   głowę,   ale   natychmiast 
unieruchomił   ją,   przytrzymując   jedną   ręką   za   włosy. 
Wyczuwała napięcie w jego mięśniach, a kiedy ją pocałował, 
ogarnęło ją nagłe podniecenie.

To właśnie uczucie starała się wymazać z pamięci przez 

dwanaście minionych miesięcy, tego  właśnie się bała. Tego 
całkowitego zawładnięcia  jej  zmysłami. Teraz jednak, kiedy 
jej   ciało   zdradziecko   ogarnął   żar,   nie   zdołała   nad   nim 
zapanować.

  -   Jemmo!   -   jęknął.   -   Albo   Mimie...   Nigdy   nie 

zapomniałem   tamtej   nocy!  I   tak   bardzo   chcę   cię   znowu!   - 
Uniósł głowę i przygwoździł ją spojrzeniem. - Powiedz: tak!

Imię   „Mimie"   błyskawicznie   ją   otrzeźwiło.   Tylko   Alan 

miał   prawo   używać   tego   imienia.   Kiedy   ciotka   Mary 
przedstawiła ją Alanowi, mówiąc: „Moja bratanica, Jemmina", 
Alan natychmiast zdrobnił to na „Mimie". Słyszeć to w ustach 
Luke'a, wydawało się zdradą najgorszego rodzaju.

  -   Nie  śmiej   nazywać   mnie   „Mimie"   -   syknęła   i 

rozpaczliwym pchnięciem wyzwoliła się z jego uścisku.

background image

Na   drżących   nogach   przemknęła   przez   kuchnię,   by 

oddzielić   się   od   niego   szerokością   stołu.   Zarumieniona, 
wściekła,   z   sercem   tłukącym   się   szaleńczo   w   piersi   oparła 
dłonie na poręczy sosnowego krzesła.

Luke odwrócił się i swobodnie oparł o ławę. Nie powinien 

był   zachowywać   się   tak   obcesowo.   Rozzłościła   go 
niepochlebną oceną i kompletnie stracił panowanie nad sobą, 
co było do niego zupełnie niepodobne.

 - Zwykłe „nie" załatwiłoby sprawę, Jemmo - powiedział, 

przeciągając samogłoski. – Nigdy nie zdobywałem kobiet siłą 
i nie mam zamiaru tego robić, więc możesz puścić to krzesło i 
poczęstować mnie tym drinkiem, o którym wspominałaś.

 - Drinkiem? - Powtórzyła zaskoczona jego bezczelnością. 

- Żartujesz? Wynoś się natychmiast z mojego domu.

 - Miła jesteś, nie ma co. - Luke wyprostował się i ruszył 

do przodu. - Ciekawe, co by powiedział twój ojciec, gdyby 
usłyszał, jak jego córka potraktowała wnuka jednego z jego 
głównych akcjonariuszy. Poza tym, jak raczyłaś wspomnieć, 
jest jeszcze Jan. - Zatrzymał się obok niej.

  -   Mój   ojciec?   Jan?   -   powtórzyła   Jemma.   O   czym   on 

mówi?

 - Jan jest pod wrażeniem twojej świętości i życia w cnocie 

od śmierci męża. Ty nie masz zamiaru opowiadać jej o naszej 
przygodzie, ale ja nie mam takich obiekcji. Z przyjemnością 
opowiem o tym całemu światu, nawet gdyby miało to popsuć 
twój świątobliwy wizerunek.

Jego bezwzględność zraniła ją głęboko, bo jej smutek był 

szczery. Tęskniła za Alanem każdego dnia. Tęskniła za jego 
dobrocią,   za   rozmową   z   nim,   za   uczuciem   zatracenia   w 
absolutnej miłości i za pewnością i bezpieczeństwem, które jej 
ofiarował.   A   teraz   ten   arogancki,   zarozumiały   typ,   który 
zapewne nigdy nikogo nie kochał, ośmielał się szydzić z jej 
bólu.

background image

Zachowanie   Luke'a   przemieniło   jej   żal   w   zimną 

wściekłość.   Jemma   puściła   oparcie   krzesła   i   odwróciła   się 
wolno, prostując ramiona.

  -   Ciekawe,   czemu   mnie   to   wcale   nie   dziwi?   -   Nie 

czekając na jego odpowiedź, dodała: - Chodź, przygotuję ci 
tego   drinka.   -   Całkowicie   go   ignorując,   wyszła   z   kuchni   i 
otworzyła   drzwi   do   salonu,   doskonale   świadoma,   co   tam 
zobaczy.

Podeszła   do   małego   biureczka   służącego   jako   barek   i 

napełniła kryształową szklankę whisky.

  - Obawiam się, że nie mam nic innego. - Zawróciła do 

miejsca, gdzie stał, rozglądając się ciekawie wokoło. Podała 
mu szklankę, starając się nie dotknąć palcami jego dłoni.

  -   To   dobra   irlandzka   whisky...   tak   mi   się   wydaje.   - 

Podeszła do jednej z dużych sof, stojących po obu stronach 
kominka.   -   Ulubiony   trunek   Alana,   a   on   był   prawdziwym 
znawcą.   Przypomnij   mi   teraz,   dlaczego   musiałeś   tak   pilnie 
wtargnąć   do   mojego   domu?   -   Patrzyła,   jak   rozgląda   się 
wokoło ze szklanką w dłoni. Ten pokój, który zawsze uważała 
za przestronny, nagle skurczył się do rozmiarów domku dla 
lalek.   Luke   milczał   i   Jemma   czuła   się   coraz   bardziej 
niepewnie. - Proszę, usiądź - zaproponowała.

  - Dziękuję, postoję. - Jedno spojrzenie wystarczyło, by 

Luke zrozumiał, że salon został zamieniony  w sanktuarium 
poświęcone nieodżałowanemu Alanowi Barnesowi.

Podniósł   oprawioną   ślubną   fotografię,   jedną  spośród 

tuzina  zajmujących  piękną,  inkrustowaną   szafkę,  i  skrzywił 
się. Panna młoda patrzyła w oczy swojego przyszłego męża z 
bezbrzeżnym oddaniem i miłością. Przystojny pan młody, o 
brązowych,   kręconych   włosach   i   roześmianych   niebieskich 
oczach   odwzajemniał   czuły   uśmiech.   Jego   uroda   nie 
poprawiła Luke'owi nastroju.

background image

  -   Byłaś   piękną   panną   młodą   -   powiedział   w   końcu, 

spoglądając na nią.

Podziękowała skinieniem głowy.
Odłożył zdjęcie i spojrzał na inne. Ślub niewątpliwie był 

wydarzeniem.   Kolejne   fotki   przedstawiały   szczęśliwą   parę 
otoczoną  przyjaciółmi  na barbecue  i Jemmę  z  mężem  przy 
basenie,   roześmianych   i   trzymających   się   za   ręce.   Widok 
Jemmy   w   skąpym   bikini   jeszcze   bardziej   pogorszył   mu 
humor.

Zmarszczył brwi i pociągnął łyk alkoholu. Bez wątpienia 

whisky była doskonała. Ale należała do innego mężczyzny, 
którego   żony   pożądał,   i   Luke   poczuł   w   ustach   niesmak. 
Przesunął   się   ku   Jemmie,   obserwującej   go   bacznym, 
chłodnym wzrokiem, i usiadł naprzeciw niej na sofie.

  -   Jak   długo   byliście   razem   przed   ślubem?   -   zapytał, 

niepewny, dlaczego właściwie pyta.

Jemma   fascynowała   go   w   inny   sposób.   Spokojna   i 

wyważona na zewnątrz, w środku istny wulkan namiętności.

  -   Chcesz   usłyszeć   skróconą   historię   mojego   życia?   - 

zapytała. - I dasz mi potem święty spokój?

 - Jeżeli właśnie tego chcesz? Tak - zgodził się.
  -  Poznałam   Alana,   kiedy   miałam   dwanaście   lat,   a   on 

dwadzieścia jeden. Był asystentem mojej ciotki. Został moim 
przyjacielem   i   chłopakiem,   kiedy   poszłam   na   uczelnię. 
Zachęcał mnie do rozwijania zainteresowania kwiaciarstwem, 
a po studiach do założenia własnej firmy. Był dobry, kochał 
mnie  i wspierał. Pobraliśmy się, kiedy miałam dwadzieścia 
dwa lata. Cztery lata później zginął w wypadku szybowca.

  -   Mógł   być   wzorem   wszelkich   cnót,   ale   dlaczego 

ryzykował,   mając   tak   wspaniałą   żonę,   to   nie   rozumiem   - 
wymamrotał Luke.

  - Nie znałeś go, więc twoje zdanie nic tu nie znaczy - 

odpowiedziała chłodno.

background image

 - Był dobrym kochankiem?
  - To nie twoja sprawa - odparowała ostro, zaskoczona 

śmiałością pytania. - A teraz, kiedy już odpowiedziałam na 
twoje pytania, czy zechciałbyś opuścić mój dom?

 - Oczywiście, ale chyba mogę dokończyć moją whisky? - 

Uniósł   szklaneczkę   w   geście   pozdrowienia,   upił   łyk   i 
ponownie rozparł się na sofie, nonszalancko wyciągając przed 
siebie długie nogi.

  -   Muszę   przyznać,   że   twój   mąż   miał   doskonały   gust, 

jeżeli chodzi o alkohole... i nie tylko.

Siedziała sztywna i chłodna, z ramionami skrzyżowanymi 

na piersi i ściśniętymi kolanami, a przecież on wiedział, że to 
tylko   poza.   Dlaczego  usiłowała   przeczyć   istnieniu 
przyciągania między nimi?

  -   Czy   po  śmierci   męża   byłem   twoim   jedynym 

kochankiem? - zapytał.

Natychmiast zobaczył błysk wściekłości w jej oczach.
 - Tak - odpowiedziała bez wahania.
  -   Więc...   dlaczego   ja?   -   Nie   odrywał   wzroku   od   jej 

miotających   złe   błyski   oczu.   -   Chciałbym   wiedzieć,   bo 
niecodziennie facet podrywa śliczną dziewczynę, idzie z nią 
do łóżka, a potem ona pokazuje mu obrączkę i oznajmia, że 
jest mężatką.

 - Przyzwoici faceci nie podrywają dziewcząt
  -   odgryzła   się,   wciąż   od   nowa   zaskakiwana 

bezpośredniością jego pytań.

  -   A   przyzwoite   dziewczyny   nie   dają   się   poderwać   - 

odparował Luke sucho. - Wygląda na to, że należymy do tej 
samej grupy, nie sądzisz?

To   obraźliwe   stwierdzenie   wywołało   rumieniec   na   jej 

twarzy.

 - Żałuję, że ci to wszystko opowiedziałam.
 - Ale nie mogła zaprzeczyć trafności jego rozumowania.

background image

  -   I   tak   nie   wyjdę,   dopóki   nie   zrozumiem,   dlaczego 

przespałaś się ze mną, oczywiście wyjąwszy mój wrodzony 
wdzięk - powiedział z uśmieszkiem. - Pamiętam, że było nam 
wspaniale, więc dlaczego kłamałaś?

W ciszy przypatrywali się sobie wzajemnie,  a powietrze 

gęstniało od napięcia. Jemma z całych sił próbowała wymazać 
z pamięci to, co się między nimi wydarzyło, chociaż na samo 
wspomnienie oblewał ją żar.

Zamrugała. Nie chciała mieć nic wspólnego z obytym w 

świecie   potentatem   finansowym,   takim   jak   Luke   Devetzi. 
Sama należała do klasy średniej, firma jej ojca rozrosła się po 
jego   powtórnym   ożenku   i   podobno   ostatnio   świetnie 
prosperowała, ale Jemma niewiele o tym wiedziała. Ona sama 
pracowała na siebie.

  - Zadałem ci pytanie - nalegał ostro Luke.  Z  wyrazu jej 

twarzy wywnioskował, że nie myśli już o nim, i wcale mu się 
to nie spodobało. - Dlaczego kłamałaś?

Jego   głęboki   głos   w   końcu   ściągnął   uwagę   Jemmy. 

Uświadomiła   sobie,   że   rozpamiętywanie   przeszłości   nie 
pomoże   jej   w   obecnej   sytuacji,   a   zdrowy   rozsądek 
podpowiadał, że Luke nie da jej spokoju, dopóki nie dostanie 
wyjaśnienia.

Podniosła się powoli i spojrzała na niego z góry.
 - Zawrzyjmy umowę. Powiem ci to, co chcesz wiedzieć. - 

Wewnętrzna uczciwość nakazywała powiedzieć mu prawdę i 
zakończyć całą tę sprawę. - Ale potem wyjdziesz i już nigdy 
nie będziesz mnie niepokoił.

 - Uczciwy układ - zgodził się gładko. Nie była pewna, czy 

może   zaufać   jego   słowom,   ale   postanowiła   rozstrzygnąć 
wątpliwości na jego korzyść, głównie dlatego, że nie widziała 
innej   możliwości   pozbycia   się   go.   Przeszła   przez   pokój   i 
zabrała   swoje   ulubione   zdjęcie   Alana   z   konsolki,   a   potem 
wróciła   na   sofę.   Przez   chwilę   patrzyła   na   zdjęcie,   a   kiedy 

background image

podniosła wzrok, zobaczyła, że Luke obserwuje ją twardym 
spojrzeniem.

  -   Tamtego   dnia   przypadała   czwarta   rocznica   mojego 

ślubu   -   zaczęła   beznamiętnie.   Zobaczyła,   jak   się   krzywi   i 
wiedziała, że zdobyła punkt. - To był zły dzień - przerwała na 
moment -  kulminacja katastrof, jeżeli można to tak nazwać. 
Przyjechałam   na   Zante   dwa   tygodnie   wcześniej,   na   prośbę 
ciotki   Mary.   To   był   mój   pierwszy   pobyt   na   wyspie   i   nie 
wiedziałam nawet, że ciotka ma tam dom. Chciała, żebym jej 
towarzyszyła,   głównie   dlatego,   że   miesiąc   wcześniej 
dowiedziała się, że pozostało jej już bardzo niewiele życia. 
Byłam tym bardzo przygnębiona, a ciotka rzeczywiście zmarła 
niedługo   potem.   -   Bursztynowe   oczy   pociemniały   na   to 
smutne wspomnienie. - Nie były to dla mnie najszczęśliwsze 
wakacje,   ale   próbowałyśmy   cieszyć   się   swoją   obecnością   i 
założyłam jej ogródek skalny, jaki zawsze chciała mieć. W 
czasie   pracy   kamień   spadł   mi   na   rękę.   Trzy   palce   spuchły 
paskudnie,   a   moją   ślubną   obrączkę   trzeba   było   rozciąć.   - 
Spojrzała na Luke'a, a na jej wyrazistej twarzy malował się 
głęboki smutek. - Zabrałam ją do reperacji, a kiedy spotkałam 
ciebie, właśnie odebrałam ją od jubilera. Próbowałam ją od 
razu  założyć, ale palce były jeszcze trochę spuchnięte. Nie 
rozumiesz   tego,   bo   nigdy   nie   byłeś   żonaty,   ale   byłam 
naprawdę   przygnębiona.   Zazwyczaj   nie   piję,   ale   wtedy, 
czekając   na   autobus,   zamówiłam   kieliszek   wina.   Kelner 
przyniósł mi całą karafkę. Wypiłam kilka kieliszków, może 
więcej, rozmyślając o Alanie i naszej rocznicy, a potem wino 
się rozlało i pojawiłeś się ty. - Przerwała na chwilę i podała 
mu zdjęcie. - Zobacz.

Bez komentarza wziął je z jej wyciągniętej dłoni.
  - To moje ulubione zdjęcie Alana. Kiedy tamtego dnia 

spojrzałam   ci   w   oczy,   takie   zatroskane,   prawie   takie   jak 
Alana,   a   ty   zapytałeś   mnie   o   imię,   byłam   trochę   pijana   i 

background image

powiedziałam Mimie, bo Alan tak mnie zawsze nazywał. A 
potem po prostu poszłam za tobą. Przyznaję, że zachowałam 
się   źle   i   kiedy   odzyskałam   jasność   myślenia,   byłam 
wstrząśnięta   i   przestraszona.   -   Jej   gładkie   czoło   przecięła 
pionowa zmarszczka. - Bo przecież twoje oczy są zupełnie 
inne niż Alana, są szare, jak granit - powiedziała, spoglądając 
na niego. Zauważyła marsa na jego czole i zorientowała się, że 
odbiegła od tematu. - W każdym razie, wpadłam do łazienki, 
ubrałam się i wcisnęłam obrączkę na palec. Resztę znasz.

  - No wiesz...! - Przepełniająca Luke'a furia musiała w 

końcu   znaleźć   ujście.   Już   sam   fakt,   że   kobieta,   z   którą 
uprawiał   seks,   była   tym   wstrząśnięta   i   przerażona,   był 
wystarczająco zły, ale reszta...? - Chcesz, żebym uwierzył, że 
poszłaś   ze   mną   do   łóżka,   bo   przypominałem   ci   zmarłego 
męża? - zapytał zjadliwie. Upuścił zdjęcie i zerwał się na nogi. 
- Wcale nie jestem do niego podobny!

Obserwował ją zwężonymi złością oczami.
Zdumiona jego wybuchem, Jemma patrzyła, jak wysokie 

kości policzkowe pokrywa mu ciemny rumieniec, a w oczach 
pojawia   się   lodowaty   błysk.   Zbyt   późno   zrozumiała,   że 
szczerość nie była najlepszym pomysłem.

Osobnikowi   o   tak   silnie   rozwiniętym   ego   niewątpliwie 

niełatwo   się_   było   pogodzić   z   rolą   zamiennika   innego 
mężczyzny.

Wstała z sofy i stanęła jak najdalej od niego.
  - Nie powiedziałam, że wyglądałeś jak on. W tamtym 

oświetleniu twoje oczy wydawały się niebieskie. - Próbowała 
go ułagodzić. - Przyrzekłeś mi, że wyjdziesz, jeżeli powiem ci 
prawdę, więc to zrobiłam.

  - Już idę. - Luke postąpił krok w jej kierunku i Jemma 

przez   chwilę   sądziła,   że   naprawdę   wyjdzie.   -   Ale   najpierw 
udowodnię ci, że sama siebie oszukujesz. - I zanim zdążyła 

background image

zareagować na to oburzające stwierdzenie, przyciągnął ją do 
siebie i pocałował.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY
Na mgnienie zamarła, kiedy próbował siłą rozchylić jej 

wargi. Ale tylko na mgnienie. Uderzyła go zaciśniętą pięścią i 
uniosła kolano, celując w najwrażliwsze miejsce. Zorientował 
się i szarpnął w bok, ale stracił równowagę i upadł, pociągając 
ją za sobą. Wylądowali na sofie.

Zanim zdążyła się zorientować w sytuacji, leżała pod nim, 

a jego ciężkie ciało przygniatało ją do podłoża. Spróbowała 
znów go uderzyć, ale przytrzymał jej ręce nad głową.

  - Uprzedzam,  że nie zamierzam tolerować przemocy w 

stosunku do mnie, a już na pewno nie z rąk takiej diablicy jak 
ty.

  - Ciekawe, jak nazwiesz to, co ty robisz! - krzyknęła, 

próbując się spod niego uwolnić.

 - Pokażę ci, jak się żegna kochanka. - Pochylił się, żeby ją 

pocałować. - Choćbyś nie wiem jak chciała, żeby było inaczej, 
to ja jestem twoim ostatnim kochankiem, a nie twój mąż.

Furia   walczyła   w   niej   z   rosnącym   podnieceniem,   które 

starała się opanować.

Luke ujął jej brodę dwoma palcami i obrócił do siebie.
 - Wiesz, że mam rację - wymruczał, nagryzając jej dolną 

wargę.

Wciąż próbowała się opierać i być może udałoby się jej, 

gdyby   dalej   naciskał.   Ale   on   był   zbyt   doświadczonym 
kochankiem, by zachować się tak prostacko. I Jemma uległa 
jego wprawnym dłoniom. Otworzyła oczy, kiedy jeden z jego 
długich palców obrysował jej obrzmiałe wargi.

 - Powiedz moje imię.
 - Luke - wydyszała.
 - Jeszcze - nalegał, nie przerywając pieszczot.
 - Luke - jęknęła. - Nie przestawaj...
 - Doskonale. - Z wysiłkiem wstał.

background image

Jemma   spojrzała   na   niego   oczami   zamglonymi 

namiętnością i bezwiednie wyciągnęła do niego rękę. Poczuła 
chłód na nagiej piersi, ale to było nic w porównaniu z jego 
mroźnym spojrzeniem.

 - Teraz już nigdy nie pomylisz mnie ze swoim mężem ani 

z nikim innym.

Nieprzejednany  ton jego  głosu  przyprawił   ją  o  dreszcz. 

Instynktownie usiadła.

  -   Nie   zamierzam   kochać   się   z   tobą   na   tym   ołtarzu 

poświęconym mężowi. - Ta wygłoszona jedwabistym głosem 
uwaga podziałała na nią jak kubeł zimnej wody. - Następnym 
razem to ja wybiorę czas i miejsce, Jemmo.

Patrzyła   na   jego   gładką,   obojętną   twarz,   nie  mogąc 

uwierzyć   w   to,   co   usłyszała.   Rozpoznała   błysk   cynicznego 
tryumfu   w   stalowoszarych   oczach   i   mrok   pożądania   w 
rozszerzonych źrenicach. Odwróciła wzrok. Jak mogła być tak 
głupia? I tak naiwna?

Walczyły w niej pożądanie i odraza. Kątem oka dostrzegła 

zdjęcie Alana, rzucone na sofę naprzeciwko. W jakiś sposób 
dało jej ono siłę i determinację, by nie dać mu tej satysfakcji. 
Postanowiła zagrać z nim w tę samą grę.

  -   Niezły   pomysł   -   przymusiła   opuchnięte   wargi   do 

uśmiechu i ześlizgnęła się z sofy. Podnosząc swój top, dodała: 
- Masz rację. To nie jest dobre miejsce. - Wciągnęła top przez 
głowę   i   wygładziła   na   piersiach,   zyskując   jeszcze   chwilę, 
zanim spojrzy mu w oczy. Gdyby tylko nie była tak okropnie 
zawstydzona i zła, mogłaby się roześmiać na widok wyrazu 
jego twarzy. Z całą pewnością nie spodziewał się po niej takiej 
reakcji. - Dziękuję, że mi o tym przypomniałeś, a teraz chyba 
powinieneś już iść.

Resztkami   siły   woli   zmusiła   się,   by   podejść   do   drzwi. 

Udało jej się zrobić trzy kroki, zanim Luke złapał ją za ramię i 

background image

szarpnięciem   odwrócił   twarzą   do   siebie.   W   przenikliwych 
szarych oczach malowało się pytanie.

 - Nagle stałaś się bardzo rozsądna.
 - Czemu nie?
Otworzyła   drzwi   wyjściowe,   wybiegła   na   zewnątrz,   na 

krótką   ścieżkę   ogrodową   i   odwróciła   się,   by   spojrzeć,   czy 
Luke   jest   za   nią.   Śmiało   spojrzała   mu   w   oczy,   chociaż   w 
środku trzęsła się z upokorzenia i wściekłości.

 - Poza tym oboje wiemy, że to się nigdy nie zdarzy. Bo ty 

nie potrafisz się kochać – dodała słodko.

  - Nie potrafię? - powtórzył w zdumieniu. Dlaczego ona 

próbuje   zdeprecjonować  jego  talenty   erotyczne,  skoro  i   tak 
wie, że będzie jak wosk w jego ramionach, kiedy tylko zechce. 
Potrząsnął w złości głową. Jemma była najbardziej irytującą 
dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkał.

 - To prawda. Nie potrafisz, ty po prostu uprawiasz seks z 

niezliczonymi   kobietami.   Wprawnie   naciskasz   guziki   i   nic 
więcej.   Jesteś   całkowicie   pozbawiony   wrażliwości.   Ja 
poznałam prawdziwą miłość i nigdy nie zgodziłabym się na 
coś podobnego - zakończyła, nie próbując ukryć pogardy.

Luke,   rozwścieczony   taką   charakterystyką,   był   tym 

bardziej zły, że słowa Jemmy nie były całkowicie pozbawione 
słuszności. Wziął głęboki oddech, próbując się opanować.

  - Teraz tak mówisz. - Uśmiechnął się nieprzyjemnie. - 

Ale wkrótce możesz nie mieć wyboru.

 - Zawsze mamy jakiś wybór - odparła sentencjonalnie.
 - To prawda. Ale czasami nie wybierasz między dobrym i 

złym, słusznym i niesłusznym.

  -   Obserwował   ją   badawczo,   -   Czasami   wybierasz 

mniejsze zło, co z pewnością wkrótce zrozumiesz.

Patrzyła,   jak   Luke   wkłada   kurtkę   i   obdarzywszy   ją 

ostatnim pogardliwym spojrzeniem, odwraca się na pięcie i 
odchodzi.   Wsiadł   do   zaparkowanego   kilka   metrów   dalej 

background image

czarnego sportowego auta i odjechał, nie zaszczycając jej już 
ani jednym spojrzeniem.

Jemma wypuściła wstrzymywany długo oddech. Odjechał. 

Dzięki   Bogu!   W   końcu   zdołała   się   od   niego   uwolnić   i 
powinna odczuwać ulgę, jednak kiedy wróciła do domu, wciąż 
dręczył   ją   lęk   i   wspomnienie   pełnego   pogardy   spojrzenia, 
jakim ją obrzucił. Co miał  na myśli, mówiąc, że może  nie 
mieć wyboru?

W   pół   godziny   później,   kiedy   już   posprzątała   pokój, 

Jemma usiadła na sofie z filiżanką herbaty. Rozejrzała się po 
znajomych   pamiątkach,   ale   nie   czuła   się   wśród   nich   tak 
dobrze,   jak   zazwyczaj.   Obecność   Luke'a   Devetzi   w   jakiś 
sposób zaburzyła równowagę tego miejsca.

Po dziesięciu minutach poddała się i zaczęła krążyć po 

pokoju. Dotykała ulubionych pamiątek, ale wciąż nie potrafiła 
odzyskać   równowagi.   Weszła   na   górę   z   zamiarem   wzięcia 
relaksującej   kąpieli   i   wczesnego   pójścia   do  łóżka.   O  piątej 
rano musiała być na giełdzie kwiatowej.

Dwie godziny później leżała już w królewskich rozmiarów 

łożu, które kiedyś dzieliła z Alanem, ale nie mogła zasnąć ani 
nawet   ułożyć   się   wygodnie.   W   końcu   wybrała   pozycję   na 
plecach, wpatrzona obojętnie w sufit. Przesunęła palcami po 
lekko spuchniętych wargach i zawstydziła się, bo pomyślała o 
Luke'u. Przed oczami pojawiły się obrazy z ich poprzednich 
spotkań. Jaki kaprys losu chciał, żeby się spotkali ponownie? 
Wtedy na jachcie przyjęła jego pomoc w sposób tak naturalny. 
Kiedy   zaprowadził   ją   do   łazienki,   żeby   wzięła   prysznic,   i 
przyniósł   suche   rzeczy,   nie   podejrzewała   nic   złego. 
Zrozumiała, że była wtedy pod wpływem szoku. Poza Alanem 
nikt   nigdy   nie   widział   jej   nagiej,   nikt   nigdy   nie   nazywał 
Mimie ani nie mówił, że jest piękna. Nic więc dziwnego, że 
tak zareagowała, kiedy Luke nazwał ją zdrobniałym imieniem 
i   pocałował   z   czułością.   Musiała   przyznać,   że   to,   czego 

background image

doświadczyła   z   Lukiem,   było  zupełnie   inne   od   pieszczot   z 
mężem.   Wspominanie   tamtej   nocy   było   teraz   ponad   siły 
Jemmy. Pozbawiona nadziei na sen wyślizgnęła się z łóżka i 
powędrowała do kuchni po kubek ciepłego mleka.

Miała nadzieję, że rano wszystko będzie wyglądało lepiej. 

Luke   odszedł,   a   po   tym,   jak   go   obraziła,   z   pewnością   nie 
wróci.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY
Jemma wniosła do sklepu ostatnią skrzynkę i z najwyższą 

ulgą   opuściła   ciężar   na   podłogę.   Bardzo   lubiła   wybierać 
kwiaty   na   giełdzie,   ale   nie   przepadała   za   wstawaniem   o 
świcie. Teraz marzyła tylko o kawie.

Dziś wstanie przed piątą nie było aż takie trudne, bo i tak 

mało spala tej nocy. W świetle dnia wszystko wyglądało dużo 
lepiej.  Miała  swoją  firmę,   przyjaciół  i   dom  z   ogrodem.  Po 
katastrofalnym   weekendzie   wszystko   wracało   do   normy. 
Dopiła kawę i zaczęła rozpakowywać zakupy. Włożyła kilka 
bukietów do wody, inne umieściła na półkach pod ścianami. 
Do czasu przybycia Liz Jemma zdążyła odnowić wystawę i 
otworzyć sklep.

  -   Wystawa  świetna,   ale   ty   nie   wyglądasz   najlepiej   - 

oceniła Liz.

 - Serdeczne dzięki - odpowiedziała Jemma w nadziei, że 

uda   jej   się   powstrzymać   Liz   od   nieuchronnego   zadawania 
pytań.

 - Wiem,  że radziłam ci zacząć znów żyć, ale to musiała 

być niezła impreza. - Liz zachichotała.

 - Chodź, opowiesz mi wszystko. Niech ja też coś z tego 

mam. - Jemma wiedziała, że Liz nie widzi świata poza swoim 
mężem, Peterem, i dwuletnim synkiem, Thomasem, i za żadne 
skarby nie zmieniłaby swojego życia, dlatego uśmiechnęła się 
tylko w odpowiedzi. - Nie ma nic do opowiadania. Ci sami 
goście   i   to   samo   zamieszanie   co   zwykle,   a   ja   wcześnie 
wyszłam. I tyle.

  -   Nie   uda   ci   się   zbyć   mnie   w   ten   sposób!   Powiedz 

przynajmniej, jaki jest ten nowy facet Jan. Czy to poważny 
kandydat do małżeństwa? - Dopytywała się Liz ciekawie. - 
Porażający   przystojniak   czy   stary   i   tłusty?   Na   pewno 
nadziany, jak znam Jan.

background image

Jemma   wiedziała,   że   Liz   nie   zamilknie,   dopóki   nie 

wyciągnie z niej całej historii, ale tym razem spowiedź nie 
miała być kompletna.

 - Wysoki, ciemnowłosy, dość przystojny, po trzydziestce. 

Raczej   typ   kolekcjonera.   Jan   jest   zadurzona,   a   on 
nieprzyzwoicie bogaty.

 - Jak się nazywa?
  - Luke... Devetzi chyba. - Jemma nie chciała się wydać 

zbyt pewna, bo do cudzych sekretów Liz miała nos jak pies 
gończy.

  -   O,   mój   Boże!   Nie   wierzę!   -   wykrzyknęła   Liz.   - 

Naprawdę poznałaś Luke'a Devetzi? Dość przystojny! Czy ty 
jesteś   ślepa,   Jemmo?   Ten   facet   to   kawał   przystojniaka. 
Widziałam   jego   zdjęcia   w   różnych   magazynach,   ale   masz 
rację, to babiarz. Za każdym razem z inną. Słabe szanse, żeby 
Jan zdołała go zaciągnąć do ołtarza. Ale i tak ma szczęście, 
taki facet na urodziny! Niezły prezent.

  - Liz, zachowujesz się  skandalicznie. I to ty stateczna 

mężatka! - Zażartowała Jemma, ale w środku zebrało jej się na 
wymioty.

Jeżeli Liz, to i cały świat słyszał o Luke'u Devetzi. Ona 

jedna nie. Po tym, co usłyszała od Liz, przestała się obawiać, 
że Luke będzie jej szukał. Tak atrakcyjny facet ma na pewno z 
czego wybierać. Miała nadzieję, że nie będzie jej  już nigdy 
niepokoił.

 - Wolno pomarzyć, no nie? - ciemne oczy Liz błyszczały 

szelmowsko.

  -   Marzenia   nie   załatwią   za   nas   przedpołudniowych 

zamówień - odpowiedziała Jemma sucho.

 - No już dobrze. Zaraz ci pomogę. Na pewno dobrze się 

czujesz?

  - Tak. Wczoraj się najeździłam, a dziś rano wstałam - 

wyjaśniła, wzruszając ramionami.

background image

 - Wszystko rozumiem. - Liz objęła ją i uścisnęła.
Jemma poczuła się wstrętną oszustką.
Tamiza   lśniła   w   południowym   słońcu,   kiedy   Jemma 

wjeżdżała   na   Tower   Bridge.   Był   ostatni   dzień   sierpnia, 
wspaniały, letni dzień, urodziny jej ojca. Jemma westchnęła 
zadowolona.   Przed   godziną   podpisała   ważną   umowę   na 
dostawy kwiatów.

Będą miały więcej pracy, no i trzeba będzie za - trudnić 

kierowcę na pełny etat, ale Jemma spodziewała się, nie bez 
podstaw, że za tą umową pójdą następne.

Sprawy zawodowe szły doskonale i Jemma cię szyła się 

perspektywą   lunchu   z   ojcem.   Zamówiła   stolik  w   dobrej 
restauracji, gdzie mieli dotrzeć na dwunastą. Wybierała się też 
na uroczyste przyjęcie wieczorem, ale zamierzała urwać się 
stamtąd wcześnie.

Skrzywiła się, parkując przed imponującą rezydencją przy 

Connaught Square.

Wysiadła z samochodu i wygładziła klapy dopasowanego 

żakietu z kremowego jedwabiu, z krótkimi rękawami, i krótką 
spódniczkę.   Nieczęsto   ubierała   się   tak   elegancko,   wolała 
raczej   swobodniejsze   rzeczy,   ale   przez   lata   zebrała   zestaw 
klasycznych ubrań na specjalne okazje, takie jak dzisiejsza. 
Świadoma, że wygląda dobrze, lekko wbiegła po schodach do 
frontowego wejścia.

Weszła   do   środka,   pozdrowiła   gospodynię   i   zapytała   o 

ojca.

 - Cześć, Maggie. Tata jest u siebie?
  -   Nie.   Czeka   na   ciebie   w   saloniku   na   piętrze.   Jemma 

zerknęła na zegarek. Dopiero jedenasta trzydzieści.

 - Wprost nie do wiary, że jest już gotowy - uśmiechnęła 

się do Maggie, ale gospodyni nie odpowiedziała uśmiechem.

  - Mnie nie pytaj. Ja tu tylko pracuję. - ku konsternacji 

Jemmy, Maggie oddaliła się szybkim krokiem.

background image

Co też ją ugryzło? - zastanawiała się Jemma idąc na górę. 

Maggie była zazwyczaj bardzo przyjazna.

Ojciec   Jemmy   siedział   w   ulubionym   fotelu   przed 

kominkiem z filiżanką kawy w dłoni.

  - Wszystkiego najlepszego, tato. - Jemma z uśmiechem 

zrobiła kilka kroków w jego kierunku.

  -   Dziękuję   ci   -   w   odpowiedzi   uśmiechnął   się   blado   i 

spuścił wzrok.

Niezbyt   entuzjastyczne   przyjęcie,   pomyślała,   a   potem 

nagle zjeżyły jej się włosy na karku. Ostrożnie rozejrzała się 
po pokoju i zrozumiała. Nie byli sami...

Mężczyzna był odwrócony tyłem do okna. Jego sylwetka 

rysowała się w południowym słońcu. Nie widziała wyraźnie 
jego twarzy, ale czuła, że to Luke Devetzi. Serce zabiło jej 
mocniej.

 - Dzień dobry, Jemmo.
 - Dzień dobry... - zająknęła się niepewnie. Zbliżył się parę 

kroków.  Miał   dopasowaną,  grafitowoszarą   marynarkę,  białą 
koszulę i niebieski krawat. Włosy dłuższe, niż zapamiętała.

  -   Miło   cię   znowu   spotkać   -   powiedział   gładko   i 

uśmiechnął się.

Spojrzała   na   niego,   a   on   odwzajemnił   spojrzenie   tak 

intensywnie skupione na niej, że w głowie zadzwoniły jej się 
dzwonki alarmowe.

W   popłochu   zerknęła   na   ojca,   ale   stamtąd   nie  mogła 

spodziewać   się   pomocy.   Siedział   wpatrzony  w   swoją 
filiżankę, jakby od tego zależało jego życie.

Nagle pomyślała, że niepotrzebnie się niepokoi. Luke był 

przyjacielem   Jan.   Wiedziała,   że   może   na  niego   wpaść   w 
podobnych okolicznościach, no i tak się właśnie stało. Ale to 
nic wielkiego. Wróciła jej pewność siebie.

 - Miło cię znów widzieć, Luke. Zabieram ojca na lunch, 

więc nie zdążymy pogadać - rzuciła lekko. - Ale rozgość się i 

background image

czuj,   jak   u   siebie.   Jan   z   pewnością   niedługo   przyjdzie.   - 
Pogratulowała   sobie   chłodnego   i   dojrzałego   podejścia   do 
sytuacji, nie dostrzegając spojrzenia wymienionego przez obu 
mężczyzn.

  - Czy ona wie, Sutherland? - Luke patrzył na jej ojca z 

wyrazem niechęci. - Nic jej nie powiedziałeś?

 - O co chodzi? - spytała.
  - Nie przyszedłem do Jan. Jestem tu, by spotkać się z 

tobą,   między   innymi.   -   Po   tym   krótkim   wyjaśnieniu   Luke 
zwrócił się ponownie do starszego pana: - Mówiłeś jej?

 - Nie mogłem. Jemma nie ma pojęcia o interesach. I tak 

by nie zrozumiała.

 - Czego bym nie zrozumiała? – Przeniosła spojrzenie na 

ojca, zaskoczona,  że tak łatwo zaprzeczył jej inteligencji w 
obecności Luke'a.

  -   Usiądź,   Jemmo.   -   Luke   zacisnął   dłoń   na   jej 

przedramieniu i niemal siłą podprowadził ją do sofy. - Wierz 
mi, tak będzie lepiej.

 - Tato - zwróciła się do ojca. - Co...?
 - Usiądź, jak radzi Luke. Mam ci coś do powiedzenia.
Widok zamkniętej, wymizerowanej twarzy ojca przeraził 

ją, a fakt, że Luke przysiadł obok niej, wcale jej nie uspokoił.

 - Kocham cię, Jemmo, i za nic nie chciałbym cię zranić. 

Ale   niestety,   w   ciągu   ostatnich   kilku   lat   nie   zawsze 
dokonywałem  trafnych wyborów. Firma  przestała przynosić 
zyski i...

Słuchała słów ojca z rosnącym lękiem, a kiedy skończył, 

spojrzała   na   jego   twarz,   szarą   jak   popiół.   Poza   błędnymi 
decyzjami,  ojciec   przez  lata   pożyczał  pieniądze  z  firmy.  A 
potem nie zdołał w terminie spłacić pożyczek,

 - Nie mogę w to uwierzyć. Tato, jak mogłeś? - zapytała, 

ale znała odpowiedź.

background image

Leanne miała kosztowny gust, ten dom, willa na Majorce. 

Wiedziała   też,   że   ojciec   sfinansował   przed   rokiem   agencję 
modelek Jan.

 - Nie ma sensu się martwić, Jemmo. Luke też ma ci coś 

do powiedzenia i to może byłoby najlepsze rozwiązanie.

Jemma rzuciła Luke'owi mordercze spojrzenie.
 - To nie ma z tobą nic wspólnego. W ogóle nie powinno 

cię tu być. - Wasze szczęście, że jestem - odparował, a w jego 
oczach pojawił się błysk. - Chyba że chcesz, żeby twój ojciec 
trafił do więzienia za defraudację.

  -   Do   więzienia!   -   Jemma   zwróciła   wzrok   na   ojca   w 

nadziei, że zaprzeczy obraźliwemu komentarzowi. - Powiedz, 
że to nieprawda - błagała.

 - Przykro mi - wymamrotał w odpowiedzi.
Wstał.   Ramiona   mu   obwisły,   wzrok   miał   przygaszony, 

twarz bladą i mizerną. Nie przypominał pogodnego, pełnego 
życia   mężczyzny,   którego   kochała.   Wyglądał   jak   starzec, 
chociaż miał dopiero sześćdziesiąt lat. Jemma zrozumiała, że 
Luke mówi prawdę. Ojciec położył jej dłoń na ramieniu, a ona 
współczującym gestem nakryła ją swoją.

  -  Nie   chciałem  tego,  Jemmo   -  powiedział  zmęczonym 

tonem. - Jeżeli się zgodzisz, nie pójdę z tobą na lunch. Idź z 
Lukiem. On ci wyjaśni to wszystko lepiej ode mnie. Jeżeli się 
dogadacie,   to   będzie   najlepsze   rozwiązanie   dla   nas 
wszystkich.   Taką   mam   nadzieję,   bo   jeżeli   będę   musiał 
powiedzieć o wszystkim Leanne... - Poklepał ją po ramieniu. - 
Zobaczymy się wieczorem.

W końcu dotarła do niej potworność tej sytuacji. Od jej 

ugody   z   Lukiem   miało   zależeć,   czy   jej   ojciec   trafi   do 
więzienia. To wszystko nie miało sensu. Dlaczego ona była w 
to wplątana, skoro ojciec nie odważył się powiedzieć prawdy 
nawet własnej żonie? Chciała porozmawiać z nim sam na sam, 
ale on już pospiesznie zdążał do drzwi. Ze - rwała się, żeby za 

background image

nim pobiec, ale silna dłoń przytrzymała jej nadgarstek. Luke 
boleśnie przypomniał jej o swojej obecności.

Puścił jej dłoń, ale zaraz objął ramieniem talię.
  -   Puść   mnie!   -   Jemma   spróbowała   się   uwolnić   ale 

zacieśnił uścisk.

  - Chcesz go wypytywać teraz, kiedy nawet nie jest w 

stanie dać sensownych wyjaśnień? - Ironicznie uniósł brew. - 
Nie wierzę.

 - Co to wszystko ma wspólnego z tobą?! - krzyknęła.
  - Jestem udziałowcem Vanity Flair  -  przypomniał jej z 

półuśmieszkiem.

Jemma   tak   intensywnie   rozmyślała   o   ojcu,   że   zupełnie 

zapomniała o wmieszanych w sprawę wspólnikach.

  - O mój Boże! - wykrzyknęła. - Twój dziadek musiał 

stracić fortunę!

  - Nie martw się o Thea. On nic nie stracił. Odkupiłem 

jego udziały dwa miesiące temu, więc to o mnie powinnaś się 
martwić.   Słyszałaś,   co   mówił   ojciec:   chodźmy   na   lunch   i 
wszystko ci wyjaśnię.

Do Jemmy nagle dotarła straszna prawda.
 - To wszystko twoja wina! - wyrzuciła z siebie.
  - Nie. To po pierwsze niegodziwe złodziejstwo twojego 

ojca.   -  Luke   zobaczył   napięcie   na   jej   wdzięcznej   twarzy, 
strach,   którego   nie   zdołała   ukryć,   w   ogromnych   oczach   i 
instynktownie zapragnął jej chronić.

Jej ojciec zawiódł. Jemma nie miała pojęcia, jak dalece, a 

on sam nie wiedział, jak powinien się zachować.

 - Mój ojciec nie jest złodziejem. To ty jesteś niegodziwy! 

- odparowała. - To ty powinieneś zostać oskarżony. - Znów 
spróbowała się uwolnić z uścisku jego ramienia.

Ku swojemu zaskoczeniu, nie musiała o to walczyć. Luke 

puścił ją i cofnął się o krok.

background image

Wszystkie   jego   wątpliwości   znikły   pod   wpływem   jej 

obraźliwych słów. Już zbyt wiele od niej zniósł.

  - Nigdy w  życiu niczego nie ukradłem. Ale zapomnę o 

tym,   co   powiedziałaś,   bo   wiem,   że   to   był   dla   ciebie   duży 
wstrząs. Jeżeli chcesz uratować ojca i jego firmę  od ruiny, 
chodźmy na lunch. Oczywiście decyzja należy do ciebie...

Jaki   miała   wybór?   Własny   ojciec   radził   jej.   wysłuchać 

Luke'a.

 - Nie jestem głodna. I nie zamierzam z tobą rozmawiać o 

moich   prywatnych   sprawach   w   publicznym   miejscu,   gdzie 
każdy może nas usłyszeć. Chętnie wysłucham tego, co masz 
mi do powiedzenia, tutaj.

Podeszła   do   sofy,   niepewna,   jak   długo   jeszcze   zdoła 

utrzymać się na drżących nogach.

Luke położył jej dłoń na ramieniu. Jemma zesztywniała, 

instynkt samoobrony kazał jej uciekać, ale powstrzymało ją 
wyobrażenie zmizerniałej twarzy ojca.

  -   Rozumiem   twoje   obawy   -   powiedział.   -   Ale   jestem 

głodny.   Znam   miejsce,   gdzie   jedzenie   jest   doskonałe,   a 
prywatność zapewniona. Idziemy?

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Dlatego właśnie, w pół godziny później, Jemma znalazła 

się   w   apartamencie   Luke'a.   Siedziała   na   czarnej,   skórzanej 
sofie,   ze   szklaneczką   białego   wina   w   dłoni,   obserwując   z 
niepokojem,   jak   Luke   wypakowuje   zawartość   kartonowych 
pudełek na niski stolik. Złożył zamówienie przez telefon, jak 
tylko wsiedli do samochodu. Jemma zorientowała się, że znów 
popełniła błąd.

 - Mam nadzieję, że to lubisz - powiedział beznamiętnie, 

podając jej miseczkę i pałeczki.

Sam z apetytem zajął się swoją porcją. Jemma była zbyt 

zdenerwowana, by jeść. Zaczęła natomiast rozglądać się po 
apartamencie   i   zastanawiać,   jak   też   mogła   dopuścić,   by 
znaleźć się w takiej pułapce. Wystrój wnętrza był imponujący, 
wszędzie tylko czerń, biel i stal. Na zajmującym całą ścianę 
oknie nie było zasłon. W całości nic nie przywodziło na myśl 
domu. Doskonałe kawalerskie lokum.

Jemma nie była tym zdziwiona. Luke Devetzi z pewnością 

nie był typem domatora. Kiedy uspokoiła się na tyle, by móc 
znowu myśleć i poczuła się trochę lepiej.

W   zeszłym   miesiącu   kancelaria   radcy   prawnego   ciotki 

Mary poinformowała ją o zatwierdzeniu testamentu. Tak więc 
Jemma była teraz oficjalną właścicielką jednej trzeciej Vanity 
Flair, a także willi na Zante. Dzwoniła już do opiekuna willi 
na wyspie i umówiła się z nim na drugi weekend września, by 
zdecydować o koniecznych przeróbkach.

Jemma  żyła   całkiem   nieźle   z   zysków,   które   przynosiła 

kwiaciarnia, a poza tym miała pieniądze z polisy Alana, które 
zamierzała zainwestować w firmę. W zasadzie nie korzystała z 
dywidend,   ale   była   głównym   udziałowcem   i   ojciec 
potrzebował jej zgody na plan awaryjny Luke'a. Z pewnością 
chciał odzyskać pieniądze wyłożone na zakup udziałów Thea.

 - Jeszcze wina? - pytanie Luke'a przerwało tok jej myśli.

background image

Pospiesznie   nakryła   szklaneczkę   dłonią.   To   właśnie 

nadmiar   wina   był   przyczyną  jej  pierwszych   kłopotów   z 
Lukiem, a teraz nie miała zamiaru powtarzać tamtego błędu.

  -   Dziękuję.   Przejdźmy   lepiej   do   interesów.   Po   to   tu 

przecież jestem.  - Odważnie  mówiła  dalej: - Popraw mnie, 
jeżeli   się   mylę,   ale   sądzę,   że   jako   główny   udziałowiec 
powinnam ci udzielić zgody na wszelkie działania związane z 
firmą, bo nie możesz o niczym decydować bez konsultacji ze 
mną. Luke, rozparty wygodnie na sofie, uśmiechał się lekko.

  -   W   zasadzie   się   nie   mylisz.   -   Przerwał   na   chwilę.   - 

Istotnie   jesteś   głównym   udziałowcem,   dlatego   straciłaś 
najwięcej   i   zgodnie   z   prawem   nie   można   podejmować 
żadnych działań bez twojej zgody.

Jemma   wydała   ciche   westchnienie   ulgi,   okazało   się 

jednak, że była to ulga przedwczesna. Luke mówił dalej:

  -   Niestety   kłopoty   twojego   ojca   sięgają   daleko   w 

przeszłość.   Zgodnie   z   moimi   informacjami,   dopóki   nie 
ukończyłaś   osiemnastu   lat,   twój   ojciec   był   powiernikiem 
dziesięciu procent udziałów, które zostawiła ci matka. Potem 
zostałaś wspólniczką, razem z ciotką i ojcem i przez następne 
cztery lata, dopóki nie sprzedałaś udziałów matki ojcu, byłaś 
bezpośrednio odpowiedzialna za kierowanie firmą, podobnie 
jak   inni   członkowie   rodziny.   Na   szczęście   nie   byłaś 
udziałowcem w czasach najgorszych wybryków twojego ojca. 
Teoretycznie rzecz biorąc, mogłabyś zostać oskarżona razem z 
ojcem o wczesne defraudacje.

 - Ja?! - wykrzyknęła. - Oszalałeś? To niemożliwe. Nigdy 

nie   miałam   nic   wspólnego   z   tą   firmą.   Sprzedałam   udziały, 
które   zostawiła   mi   matka,   ojcu,   żeby   spłacić   dom,   który 
kupiliśmy z Alanem.

Nigdy nawet nie byłam na zebraniu rady nadzorczej aż do 

tej   wiosny,   kiedy   mój   ojciec   się   przy   tym   uparł,   bo 
odziedziczyłam udziały ciotki Mary.

background image

  -   Wiem.   Twój   ojciec   mi   powiedział   -   przyznał   Luke 

obojętnie, wstając  z  sofy. - Musiał  to zrobić  bo widziałem 
twój   podpis   na   wcześniejszych   dokumentach.   Czy   ty 
przynajmniej sprawdzałaś, co podpisujesz?

Jemma patrzyła na Luke'a z poszarzałą twarzą, nareszcie 

w pełni świadoma powagi sytuacji.

 - Nigdy - przyznała. - Myślałam, że to tylko formalność.
  -   Wierzę   ci.   Ale   to   nie   zmienia   faktu,   że   jedynym 

sposobem   powstrzymania   katastrofy   jest   duży   zastrzyk 
gotówki.

  -   Ile?   -   spytała   tępo.   -   Mogłabym   sprzedać   dom,   a   z 

czasem i willę w Grecji. - Zamrugała, próbując powstrzymać 
łzy.

Trudno było uwierzyć, że jej własny ojciec już dziesięć lat 

temu   wplątał   ją   w   aferę   kryminalną.   Wiedziała   jednak,   że 
Luke   mówi   prawdę.   Wyraz   winy   na   twarzy   ojca   i   jego 
niepewne zachowanie były tego jawnym dowodem.

Luke   usiadł   obok   niej,   ujął   jej   twarz   w   obie   dłonie   i 

zwrócił do siebie.

  -   Zaproponuję   ci   rozwiązanie.   Jestem   gotów 

zainwestować   całą   sumę   potrzebną,   żeby   wyciągnąć   was   z 
kłopotów, ale chcę czegoś w zamian.

  -   Jestem   pewna,  że   ojciec   zrobi   wszystko,   co 

zaproponujesz. To dobry człowiek, ale...

 - Ma żonę o kosztownych nawykach i żyje ponad stan - 

dokończył Luke cynicznie. - Ale nie chodzi mi o twojego ojca, 
ale o ciebie. Chcę, żebyś za mnie wyszła.

W pierwszej chwili pomyślała, że postradał zmysły, ale 

zobaczyła błysk determinacji w jego oczach i nie była już taka 
pewna.

  -   Moglibyśmy   ogłosić   zaręczyny   na   urodzinowym 

przyjęciu dziś wieczorem.

background image

Propozycja   była   tak   zaskakująca,   że   wyrwała   Jemmę   z 

przygnębienia.   Wyobraziła   sobie   minę   Jan   i   omal   nie 
parsknęła śmiechem.

  -  Żartujesz?   Przecież   umawiasz   się   z   moją   siostrą!   - 

Jemma nagle wpadła na wspaniały pomysł. - Ją powinieneś o 
to prosić, nie mnie. Na pewno chętnie się zgodzi.

  -   Jan   jest   dla   mnie   tylko   znajomą,   niczym   więcej.   - 

Patrzył jej prosto w oczy, aż się zarumieniła. - Więc z tym nie 
ma   problemu.   -   Jego   długie   palce   przesunęły   się   na   jej 
policzek i okręciły kosmyk włosów wokół jej ucha. Drgnęła, a 
on dodał: - Zapomnij o Jan. Jeżeli chcesz pomóc ojcu, wyjdź 
za mnie.

Jego głęboki głos podrażnił  jej zmysły, w ustach nagle 

zrobiło się sucho.

 - To twój wybór, ale chcę wiedzieć, co postanowiłaś.
Słowo  wybór  uświadomiło   jej   realność   zagrożenia. 

Zerwała się na równe nogi.

 - Dlaczego ja? - spytała, patrząc mu prosto w oczy.
Luke   znowu   odchylił   się   na   oparcie,   całkowicie 

zrelaksowany, podczas gdy ona stała przed nim na drżących 
nogach,   zastanawiając   się,   jakim   cudem   tak   miło 
zapowiadający się dzień zmienił się w horror.

  - Naprawdę musisz pytać? - Przesunął wzrokiem po jej 

ponętnych krągłościach. - Byłaś już mężatką, więc nie bądź 
taka naiwna.

 - Właśnie. - Jemma wpadła mu w słowo. - Dobrze wiem, 

czym jest małżeństwo. Miłość jest jego integralną częścią, a 
my się nie kochamy.

Nawet go nie lubiła! Był zbyt silny, zbyt arogancki, zbyt 

władczy. Zbyt wyraźnie był człowiekiem sukcesu. Zachowała 
jednak   na   tyle   zdrowego   rozsądku,   żeby   mu   tego   nie 
powiedzieć.

background image

  -   Miłość   nie   istnieje.   To   tylko   słowo   na   określenie 

pożądania - odpowiedział cynicznie. - I nie ma nic wspólnego 
z moją propozycją. Kiedy spłacę długi, Vanity Flair będzie 
należała wyłącznie do rodziny. Oczywiście będę potrzebował 
zabezpieczenia   moich   pieniędzy.   Uzyskam   je,   żeniąc   się   z 
tobą.

 - Ależ to jest równoznaczne z szantażem... - szepnęła.
Potrząsnęła   głową,   próbując   uporządkować   myśli. 

Podniosła   wzrok,   szukając   na   jego   twarzy   znaku,   że   to 
wszystko był okrutny żart.

Ale twarz Luke'a była bez wyrazu. Równie  dobrze mógł 

prowadzić rozmowy handlowe. Właściwie w pewien sposób 
tak było. Tylko że tym razem kupował małżeństwo, w końcu 
zbił   fortunę,  handlując,   czym   się   da.   Czemu   tym   razem 
miałoby być inaczej, pomyślała gorzko.

  - Mimo wszystko nie rozumiem, dlaczego chcesz mieć 

niechętną   ci   żonę   -   powiedziała   beznamiętnie.   -   Poza   tym 
mogłabym   się   zgodzić,  a   po  pół   roku   rozwieść   się   z   tobą. 
Wtedy byłabym trochę bogatsza, a ty wręcz przeciwnie.

 - Niezły pomysł. - Miał czelność uśmiechnąć się, wstając 

i   władczo   obejmując   ją   ramieniem.   -   Przykro   mi,   że   cię 
rozczaruję, ale to nie byłoby takie proste, bo jest jeszcze jeden 
warunek.   Chcę   mieć   z   tobą   dziecko,   a   żeby   być   pewnym 
twojej uległości, będę wpłacał pieniądze w przeciągu trzech 
lat.

Matka   jego   dziecka.   Trzy   proste   słowa,   ale   dla   Jemmy 

bardzo sugestywne. Najszczęśliwsze chwile jej dzieciństwa to 
była wspólna z mamą praca w ogródku. Nieodłączną cechą jej 
natury była fascynacja ciągłością życia w każdej formie. Myśl 
o dziecku poruszyła głębszą strunę w jej wnętrzu. Od dnia 
swojego   ślubu   Jemma   marzyła   o   dziecku,   ale   Alan   chciał 
poczekać, a potem było za późno.

background image

 - No więc, Jemmo? Jaka będzie odpowiedź? Tak czy nie? 

- Luke przesunął dłoń na jej kark.

  - Wiesz,  że dobrze nam razem. - Pochylił głowę jakby 

zamierzał ją pocałować.

 - Nie. - Odepchnęła go i cofnęła się o krok. Przez chwilę 

dała   się   porwać   jego   wizjom,  ale   przecież   on   próbował 
wymusić na niej małżeństwo!

 - Szkoda. - Luke wzruszył ramiom
 - Dwóch starych mężczyzn spotka wielkie rozczarowanie. 

Twojego ojca dotknie to jeszcze mocniej niż Thea.

W nagłym przebłysku olśnienia zrozumiała wszystko.
 - A więc to tak! - krzyknęła, a w bursztynowych oczach 

zabłysła   złość.   -   Myślałam,   że   twój   dziadek   jest   uroczym 
starszym panem, a tymczasem zamierzacie zrujnować mojego 
ojca,   żeby   dostać   dom   na   Zante   albo   przynajmniej   zyskać 
gwarancję,   że   dostanie   go   twoje   dziecko!   Nietrudno   mi 
uwierzyć w twoją podłość, ale nigdy nie podejrzewałabym o 
to Thea - powiedziała z goryczą. - Co jest z wami, panowie 
Devetzi? Dlaczego tak wam zależy, by zniszczyć moje życie?

  -   Nie   -   rzucił   Luke   ostro   i   znów   oparł   dłonie   na   jej 

ramionach. - Theo nie ma z tym nic wspólnego i cokolwiek się 
zdarzy,   nie   może   się   dowiedzieć   o   naszej   rozmowie. 
Powiedział mi po tamtym przyjęciu, że rezygnuje ze starań o 
willę, bo uświadomił sobie, że jesteś wspaniałą kobietą, która 
z pewnością długo nie pozostanie wolna i bezdzietna. Niech 
to, co się dzieje między nami, nie wpłynie na twoje zdanie o 
Theo.   -   Widzę,   że   naprawdę   ci   na   nim   zależy   -   mruknęła 
zaskoczona.

Nie sądziła, by Luke Devetzi liczył się z kimkolwiek.
 - Tak. - Zmarszczone brwi zbiegły się w poziomą kreskę. 

-   Nie   jestem   całkowicie   pozbawiony  ludzkich   odruchów. 
Powiem szczerze, nigdy nie zamierzałem się żenić. Robię to, 
ponieważ   powiedziałaś   Theo,   że   tylko   twoje   dzieci   mogą 

background image

odziedziczyć willę na Zante. Możliwość uszczęśliwienia Thea 
i zapewnienia mu spokoju ducha poprzez danie mu prawnuka, 
o   którym   marzy,   prawnuka,   który   kiedyś   odziedziczy   jego 
dawny dom, jest dla mnie warta wszystkich pieniędzy świata.

Po raz pierwszy, odkąd się poznali, Jemma poczuła dla 

Luke'a niechętny szacunek.

 - Czy on jest twoją jedyną rodziną? - zapytała.
  -   Tak   i   jeżeli   odpowiesz   „nie"   na   moją   propozycję, 

prawdopodobnie już tak zostanie. To stary człowiek.

Chociaż nie chciała przyznać, że ma cokolwiek wspólnego 

z Lukiem, rozumiała, jak się czuł. Ona też miała tylko ojca.

 - Jeżeli za ciebie nie wyjdę, co się stanie z moim ojcem? - 

zapytała   ostrożnie.   W   jej   głowie   zaczął   kiełkować   pewien 
pomysł.

  - Kiedy cała sprawa się wyda, co się stać musi,  bo są 

przecież inni udziałowcy, w najgorszym wypadku skończy w 
więzieniu, w najlepszym zostanie bez centa.

  -   A   jeżeli   się   zgodzę,   ale   pod   kilkoma   warunkami?   - 

Jemma   wiedziała,   że   już   nigdy   się   nie   zakocha   i,   chociaż 
rozważała   możliwość   sztucznego   zapłodnienia,   ten   pomysł 
niezbyt jej się podobał. Teraz znów rysowała się przed nią 
możliwość   wyboru   i   mogło   z   tego   wyniknąć   coś 
pozytywnego.

 - Nie stoisz na pozycji osoby, która mogłabyś dyktować 

warunki, ale słucham.

Czy naprawdę tego chce? Jemma nie była zupełnie pewna. 

Przez   chwilę   obserwowała   jego   nieprzenikniona   twarz.   Nie 
rozumiała, dlaczego chciał właśnie jej, dopóki nie wspomniał 
domu na Zante. Teraz jednak wyczuwała intuicyjnie, że miał 
jeszcze   jakiś   inny   powód.   Człowiek   z   takim   ego   nie   mógł 
znieść   odrzucenia.   Ona   zrobiła   to   dwukrotnie...   A   on   nie 
zapomniał.

background image

 - Wiem, że dużo podróżujesz w interesach, do Ameryki i 

na Daleki Wschód. To mi nie odpowiada. Chcę mieszkać w 
Londynie i prowadzić moją firmę.

  -   Wyjdź   za   mnie,   a   zgodzę   się   na   twoje   warunki   z 

kilkoma   zastrzeżeniami.   -   Czy   ona   zdaje   sobie   sprawę,   że 
oferuje   mu   najlepszą   możliwość?   Żona   opiekująca   się 
dzieckiem   w   Londynie   i   wolność   prowadzenia   życia,   do 
jakiego przywykł. - Sprzedasz dom i zamieszkamy w moim 
apartamencie. Oczywiście w twoim życiu nie będzie żadnych 
mężczyzn. Będziesz jeździła ze mną do  Grecji, do Thea. Co 
do reszty, rzeczywiście jeżdżę w interesach po całym świecie i 
nie widzę potrzeby, żebyś mi towarzyszyła, a już z pewnością 
nie wtedy, kiedy urodzi się nasze dziecko. Więc?

Luke uniósł jej podbródek jednym palcem. 
  - Wiesz,  że to ma sens - dodał. Jego głos stał się  nagle 

aksamitny i głęboki. - Wyjdź za mnie i bądź  matką mojego 
dziecka.

Ścisnęło ją w żołądku. Luke wspomniał kiedyś, że czasem 

trzeba   wybrać   mniejsze   zło.   Miał   rację.   Co   było   gorsze? 
Odmówić poślubienia niekochanego mężczyzny, tym samym 
skazując ojca na więzienie, czy wyjść za mąż i stworzyć nowe 
życie?   Żadne   rozwiązanie   nie   było   naprawdę   dobre,   ale   to 
drugie wydawało się mniejszym złem.

 - Tak - zgodziła się w końcu.
  -  To  dobrze.  Musimy   jeszcze   dziś  wybrać   pierścionek 

zaręczynowy.

Nieuchronność tego, co zrobiła, uderzyła ją jak obuchem. 

Spojrzała na swoje złożone dłonie, dostrzegając błysk ślubnej 
obrączki.   Za   wszelką   cenę   chciała   opóźnić   moment,   kiedy 
będzie musiała zdjąć ją z palca.

 - Czy to naprawdę konieczne?

background image

 - Tak - odpowiedział. - Twój mąż nie żyje od dwóch lat i 

już wystarczająco długo byłaś sama. Zdejmij tę obrączkę. Już 
jej nie potrzebujesz.

Jemma   spróbowała   mu   się   wyrwać,   ale   przytrzymał   ją 

mocniej.

  -   Pogódź   się   z   tym,   kochanie.   To   ja   jestem   twoją 

przyszłością. - Przyciągnął ją bliżej.

Miała ochotę go uderzyć. Zanim zdążyła obrócić myśl w 

czyn, pocałował ją.

 - Szkoda, że nie mamy czasu na więcej. - Uśmiechnął się 

i puścił ją. - Jubiler czeka. I trzeba tu posprzątać.

Wciąż otumaniona, Jemma obserwowała krzątającego się 

Luke'a. Trudno byłoby sobie wyobrazić mniej entuzjastycznie 
nastawioną   narzeczoną.   Ale   przecież   nie   było   tu   mowy   o 
miłości. Ich związek był tylko układem handlowym, niczym 
więcej.

Jemma niechętnie wspominała przyjęcie urodzinowe Jan, 

ale   to   było   nic   w   porównaniu   z   urodzinami   jej   ojca.   Była 
kłębkiem nerwów i nawet stała obecność Luke'a przy jej boku 
nie była w stanie pomóc.

Luke zapłacił fortunę za okazały pierścionek z brylantem i 

szmaragdami. Potem odwiózł ją do domu i obiecał wrócić o 
wpół do ósmej. Jemma spędziła ten czas, błąkając się po domu 
w   pewnego   rodzaju   otumanieniu.   Mechanicznie   wzięła 
prysznic i ubrała się. Kiedy zdjęła obrączkę, świadomość tego, 
co robi, dotarła do niej w całej pełni. Rozpłakała się, nagle 
przepełniona nieznośnym smutkiem i żalem.

O   siódmej   trzydzieści   otworzyła   drzwi,   ubrana  w 

klasyczną   czarną   sukienkę,   tę   samą,   którą   nosiła   na 
urodzinach   Jan.   Zobaczyła   błysk   dezaprobaty  w   oczach 
Luke'a.   Kiedy   wziął   ją   za   rękę,   zesztywniała.   Natychmiast 
zauważył   pasek   bledszej   skóry,  dotychczas   ukryty   pod 
obrączką, i uśmiechnął się, usatysfakcjonowany.

background image

  - Przypomnij mi tylko,  żebym ci kupił jakieś kolorowe 

ubrania. Nie jesteś już przecież pogrążoną w żałobie wdową.

Poprowadził   ją   do   czekającej   limuzyny,   gdzie   szofer 

przytrzymał przed nią otwarte drzwi. Jemma wsunęła się na 
tylne siedzenie, za nią szybko wsiadł Luke.

Nie   zareagowała   na   jego   uwagę   na   temat   jej 

wdowieństwa.

  -   Dlaczego   jedziemy   limuzyną?   -   zapytała   natomiast, 

obserwując   go   spod   opuszczonych   powiek   i   próbując   nie 
zauważać,   jak   przystojnie   wygląda   w   nienagannym 
wieczorowym stroju.

Sięgnął   do   kieszeni   po   pierścionek   i   wsunął   go   jej   na 

palec.

 - Przypuszczam, że wychylimy dzisiaj niejeden toast.
Jemma dotknęła pierścionka.
 - Czy to naprawdę konieczne? - Poczuła dreszcz strachu 

sunący wzdłuż kręgosłupa. - Co pomyślą znajomi? Mój ojciec, 
Leanne i ich przyjaciele nigdy nie uwierzą w naszą szaloną 
miłość, a co dopiero Jan!

 - Uwierzą. Przed godziną rozmawiałem z twoim ojcem.
Spojrzała   jeszcze   raz   na   migocące   kamienie   i 

przypomniała sobie ostatni raz, kiedy mężczyzna wkładał jej 
na palec pierścionek - symbol uczucia. To, co działo się teraz, 
było jak drwina ze wszystkiego, w co dotąd wierzyła i czego 
pragnęła. Nagle zapragnęła zrzucić tę fałszywkę.

  - Nawet o tym nie myśl - Luke zdawał się czytać w jej 

myślach i zanim zdążyła odpowiedzieć, pocałował ją.

Potem było już tylko gorzej. Kiedy przyjechali na miejsce, 

ojciec pogratulował jej, mówiąc:

  - Cieszę się, że udało się wam pogodzić. Jemma wciąż 

usiłowała   zrozumieć,   co   miał   na  myśli,   kiedy   Leanne   w 
zaskakującym   pokazie   czułości   uścisnęła   ją   i   życzyła 
szczęścia.

background image

Jan, której towarzyszył bardzo młody i przystojny model, 

objęła ją i wyszeptała do ucha:

 - Dobra robota.
Jej rodzina była zadowolona, to nie ulegało wątpliwości. 

Właściwie wszyscy naokoło wyglądali na uszczęśliwionych, 
poza nią samą. Bezwiednie ścisnęła między palcami medalion, 
który miała na szyi, i trochę się odprężyła.

Luke wyczuł to i pomyślał, że w końcu pogodziła się z 

sytuacją i spojrzał na nią z uśmiechem.

  -   Dobrze   się   bawisz,   kochanie?   Jemma   nie   chciała 

kłamać.

  -   Nie.   Szczerze   mówiąc,   nie   lubię   przyjęć,   a   teraz 

wszyscy się na mnie gapią. - To był koszmarny dzień i miała 
go serdecznie dosyć, a w dodatku czuła nadchodzącą migrenę. 
- Chcę porozmawiać z ojcem, a potem idę do domu - rzuciła 
wyzywająco i spróbowała się uwolnić z jego uścisku.

Luke mógł ją z łatwością przytrzymać, ale nie zrobił tego.
 - Masz rację, właściwie możemy już iść. - Pocałował ją i 

wypuścił   z   objęć.   Został   nagrodzony  rumieńcem,   który 
zabarwił jej bladą twarz, i błyskiem w jej niewiarygodnych 
oczach.

 - Przyjdę po ciebie za dziesięć minut. - Obserwował, jak 

toruje sobie drogę przez tłum, jakby ścigały ją ognie piekielne.

Uśmiechnął się złośliwie. Jak na kobietę, która była już 

zamężna, Jemma wykazywała zdumiewającą naiwność. Jego 
krew aż się gotowała na myśl o nadchodzącej nocy.

Jemma  nie mogła  nic poradzić  na  krępujący rumieniec, 

jaki   pojawił   się   na   jej   policzkach.   Zobaczyła,   że   ojciec 
wymyka   się   do   holu   i   podążyła   za   nim.   Chciała   usłyszeć 
prawdę z jego własnych ust. Czy od początku wiedział, co 
planuje Luke? I co miał na myśli, mówiąc, że dobrze, że się 
pogodzili?

background image

Dotarła do holu w chwili, gdy właśnie znikał w swojej 

pracowni, ale zanim zdążyła wejść za nim, podeszła do niej 
lekko wstawiona Jan.

  -   Czarny   koń   z   ciebie,   Jemmo.   Nigdy   bym   się  nie 

spodziewała. Nawet kiedy Luke mi powiedział że uważa mnie 
tylko za przyjaciółkę i wypytywał o ciebie, nie sądziłam, że 
znasz go tak dobrze. Ale do...

 - Tak dobrze! - Jemma zbladła. Luke musiał opowiedzieć 

Jan o ich wspólnie spędzonej nocy. Jak mógł?

  -   Przestań   już   zgrywać   cierpiącą   wdowę.   Matka 

powiedziała mi o tym, kiedy tu dziś przyszliście.

  - Leanne ci powiedziała? - Z każdą sekundą było coraz 

gorzej.

Jemma   nie   zauważyła   nadchodzącego   ojca,   dopóki   nie 

pojawił się obok niej. Cały rozpromieniony, objął ją i uścisnął.

 - W porządku, Jemmo. Nie powinnaś się tak przejmować. 

Luke naciskał, żebym powiedział Leanne prawdę o firmie. Na 
początku była trochę przygnębiona, ale kiedy wyjaśniłem jej, 
że znacie się z Lukiem od ponad roku, a rozstaliście się z 
powodu   błahej   sprzeczki   i   teraz   Luke   chce   się   z   tobą 
pogodzić, pobrać i pomóc nam, Leanne chciała od razu do 
ciebie zadzwonić, ale jej nie pozwoliłem.

Jemma   z   niedowierzaniem   patrzyła   na   wyraz   dumy   na 

jego twarzy.

  - Powiedziałem,  że  nie   możemy   się  wtrącać   i, jak  się 

okazuje, miałem rację. Wystarczył wam wspólny lunch, a ja 
jestem dziś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

 - Może ci po prostu ulżyło, pomyślała Jemma gorzko.
 - Luke naprawdę ci mówił, że już się znamy? - zapytała.
 - Mogłaś mi powiedzieć - wtrąciła Jan - że go spotkałaś w 

Grecji  i  tak dalej, zamiast  pozwolić, żebym robiła  z  siebie 
idiotkę. Ale co tam. Najlepszy po bogatym mężu jest bogaty 

background image

szwagier. Mogłam się była domyślić, kiedy zaproponował, że 
zainwestuje w moją firmę.

Jemma   nie   mogła   wydobyć   z   siebie   głosu.   Zresztą,   co 

mogła powiedzieć?

  -   Czy   można   się   przyłączyć?   -   Leanne,   szeroko 

uśmiechnięta,   otoczyła   ramieniem   talię   męża.   -   Serdecznie 
gratuluję, Jemmo.

Niepewna, czy zdoła powstrzymać wybuch furii, Jemma 

odwróciła się, by odejść, i wpadła prosto na Luke'a. Objął ją i 
podtrzymał, a w szarych oczach zobaczyła szyderczy błysk.

Doskonale  świadomy jej nastroju, przytulił ją do siebie i 

uśmiechnął się do jej ojca.

  - Wybaczysz nam, prawda? To przede wszystkim twoje 

święto, Davidzie. Pozwól, że się pożegnamy.

Jemma milczała.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY
Jak tylko wyszli za próg, odwróciła się do Luke'a. 
 - Jak śmiałeś?!
 - Zaczekaj, aż wsiądziemy do samochodu - odpowiedział 

krótko.

Prawie wepchnął ją do środka i sam wsunął się za nią. 

Podał kierowcy adres i samochód ruszył.

  -   Nie   rozkazuj   mi!   -   parsknęła   Jemma.   -   Jak   mogłeś 

powiedzieć mojemu ojcu, że byliśmy... - przerwała, bo słowo 
„kochankami"   nie   chciało   jej   przejść   przez   gardło.   Z 
nienawiścią patrzyła na jego kpiąco uniesione brwi.

  - Tak długo chowałaś głowę w piasek, że nie możesz 

znieść wypowiedzianej głośno prawdy...

  -   Ty   nie   rozpoznałbyś   prawdy,   nawet   gdyby   nagle 

wyskoczyła  i  ugryzła  cię  w  tyłek -  odparowała  -  bo jesteś 
pokrętnym,   przebiegłym   łajdakiem.   Udało   ci   się   ogłupić 
mojego   ojca,  ale   nie   uda   ci   się   to  ze   mną.   Byłam   idiotką, 
wyobrażając sobie, że to może się udać.

Ścisnął jej ramię tak, że musiała  spojrzeć mu w twarz. 

Wyraz jego oczu przyprawił ją o ciarki.

Oszukujesz   samą   siebie.   Ja   nie   kłamię   i   zabił   -   bym 

mężczyznę, który obraziłby mnie tak, jak to robisz - syknął.

Jemma uświadomiła sobie, że wzniecanie jego złości było 

co   najmniej   nieroztropne.   -   Masz   szczęście,   że   potrafię   się 
opanować. - Skoro tak mówisz. - Zdaniem Jemmy wcale nie 
wyglądał na opanowanego, ale jego bliskość nagle przestała 
budzić w niej strach. Straciła ochotę, żeby z nim walczyć, a to, 
co czuła, zabarwiło jej policzki zdradzieckim rumieńcem.

  -   Tak   właśnie   mówię.   I   jeżeli   to   małżeństwo   ma   być 

przekonujące   dla   mojego   dziadka   i   dla   naszego   otoczenia, 
proponuję ci to samo. Dlatego powiedziałem twojemu ojcu, że 
spotkaliśmy się przed rokiem na moim jachcie, a potem się 

background image

pokłóciliśmy. Jak dotąd to prawda, chyba sama przyznasz - 
dodał miękko.

 - Tak - szepnęła.
 - A więc w końcu jesteśmy zgodni. Twój ojciec usłyszał 

to,   co   chciał   usłyszeć,   a   nasze   zaręczyny   dziś   wieczorem 
uwolniły go od poczucia winy.

  - Musnął wargami  jej usta, najpierw delikatnie, potem 

mocniej. Kiedy podniósł głowę, Jemma bezwolnie i bez tchu 
opierała mu się na piersi.

 - Twoja rodzina jest przekonana, że się kochamy.
  -   Jego   dłoń   jakby   od   niechcenia   opadła   na   jej   udo. 

Spróbowała się usunąć, ale raczej bez przekonania.

 - Wiem, że pragniesz mnie tak samo jak ja ciebie, chociaż 

nie chcesz się do tego przyznać. A teraz oczekuję, że będziesz 
się   zachowywać   jak   rozsądna   kobieta,   jaką   przecież   jesteś. 
Rozumiemy się?

Jemma   w   milczeniu   skinęła   głową.   Choć   niechętnie, 

musiała przyznać, że Luke ma rację, Dzięki niemu wszyscy, 
łącznie z nią, zdołali zachować twarz.

Samochód zatrzymał się i Luke pomógł jej wysiąść.
 - Zaczekaj - zaprotestowała. - To nie moja ulica.
 - Moja. Mamy sporo do omówienia, a jutro wyjeżdżam do 

Nowego Jorku. Musimy ustalić szczegóły ślubu, a nie mam 
zamiaru tego robić w domu twojego zmarłego męża.

Jemma   w   ostatniej   chwili   powstrzymała   się   przed 

odmową. To on rozdawał karty, a poza tym, z niewiadomych 
przyczyn, potrafił momentalnie przyspieszyć bicie jej serca. 
Dlatego zgodziła się bez dyskusji.

 - Bardzo mądrze - pochwalił ją miękko i wprowadził do 

holu.

Zatrzymał   się   obok   dyżurki   i   przedstawił   ją 

umundurowanemu strażnikowi.

background image

 - Sam, to jest Jemma, moja narzeczona. Wyjeżdżam jutro, 

ale Jemma wprowadzi się tutaj w przyszłym tygodniu. Bardzo 
proszę, żebyś jej we wszystkim pomagał i poinformował o tej 
sytuacji resztę personelu.

 - Czy to naprawdę konieczne? - zapytała, jak tylko drzwi 

windy zamknęły się za nimi bezszelestnie - To znaczy...

 - Jemmo, im szybciej zaakceptujesz zasady gry tym lepiej 

dla nas obojga.

Nie była tego taka pewna i czuła dziecinne pragnienie, by 

odwrócić się na pięcie i umknąć. Widząc jej wahanie, Luke 
niemal   siłą   posadził   ją   na   sofie.   Sam   zrzucił   marynarkę   i 
krawat, a potem odwrócił się do barku.

 - Czego się napijesz? - zapytał przez ramię.
 - Proszę wody. Dwa kieliszki wina to dla mnie dosyć.
Skrzywił się, ale zaraz podał jej kryształową szklankę.
 - Proszę bardzo. - Usiadł obok niej. - Naprawdę musimy 

porozmawiać, Jemmo. W Anglii można wziąć ślub w ciągu 
szesnastu   dni.   Proponuję   ślub   cywilny   w   sobotę,   za   dwa 
tygodnie.   Złożyłem   już   dokumenty   w   urzędzie   stanu 
cywilnego. Ty musisz zrobić to samo. Co o tym myślisz?

Jemma   nie   była   zachwycona.   Luke   już   o   wszystkim 

zadecydował, a tymczasem ona też miała swoje plany i nie 
zamierzała z nich rezygnować. Postarała się jednak opanować.

  -   Obawiam   się,   że   to   niemożliwe.   W   sobotę   za   dwa 

tygodnie nie będzie mnie tutaj. Za tydzień lecę na Zante, by 
spotkać   się   z   opiekunem   willi  i   zadecydować   o   remoncie. 
Mam już bilet na samolot. Ślub trzeba odłożyć.

  - Wcale nie. - Luke odwrócił się do niej. Biała koszula, 

rozpięta   pod   szyją,   uwidaczniała   opaloną   pierś,   pokrytą 
czarnymi   kędziorami.   Jemma   przełknęła   z   trudem,   usiłując 
skupić się na jego słowach. - Wszystko doskonale się składa. 
Bez problemu załatwię ślub w Grecji.

 - W Grecji? - powtórzyła z niedowierzaniem.

background image

 - To doskonale rozwiązanie. Pobierzemy się w sobotę za 

tydzień w moim domu. Załatwię przelot dla twojej rodziny i 
przyjaciół, a Theo nie będzie musiał podróżować. Pierwszy 
tydzień po ślubie spędzimy na Zante, w willi, a potem gdzieś 
pojedziemy. Theo wszystkiego dopilnuje.

  -   Nie   możemy   zostać   w   willi   -   zaprotestowała 

energicznie.   -   Theo   też   nie.   Nie   będzie   mu   tam   dość 
wygodnie.

  - No to zamieszkamy  w hotelu, a Theo będzie musiał 

zaczekać, aż zobaczy swój stary dom.

 - Z rozbawieniem dodał: - Czas już, żebym zobaczył dom, 

który kosztuje mnie taką masę pieniędzy i moją wolność.

  -   Nigdy   nie   widziałeś   willi?   Myślałam,   że   się   tam 

urodziłeś.

 - Nie. Theo się tam urodził i moja matka.
 - Luke dopił drinka i odstawił szklaneczkę na stolik. - Ja 

urodziłem się w Atenach, a moja  matka  nie była zamężna. 
Moja babka nalegała, żeby przeprowadzić się do Aten, gdzie 
nikt   o   niczym   nie   wiedział.   Matka   zmarła   w   kilka   dni   po 
porodzie   i  wychowali   mnie   dziadkowie.   Theo   czasami 
wspominał  Zante, babka  nigdy, więc  nie  interesowałem  się 
tym miejscem. Wstyd mi, że nie zdawałem sobie sprawy, jak 
bardzo Theo tęsknił za wyspą, dopóki nie odkryłem, że od 
śmierci babki próbował odzyskać willę.

  -   A   czemu   nie   spróbował   tego   zrobić   wcześniej?   - 

zapytała Jemma.

Szeroki   uśmiech   rozświetlił   twarz   Luke'a,   nadając   mu 

niemal chłopięcy wygląd.

  - Nie odważył się i wcale mu się nie dziwię. Gdybyś 

kiedykolwiek  spotkała  moją   babkę,  zrozumiałabyś.  To  była 
drobna,   pełna   uroku,   ale   niezwykle   groźna   kobieta. 
Postanowiła zapomnieć o wyspie, a że była uparta jak osioł, 

background image

nawet ktoś dzielniejszy niż Theo i ja nie odważyłby się jej 
przeciwstawić.

Jemma   spróbowała   wyobrazić   sobie   drobną   Greczynkę, 

zdolną onieśmielić Luke'a Devetzi.

  - Chciałabym ją poznać - powiedziała cierpko. - Może 

nauczyłabym   się   czegoś   od   niej   -   dodała   z   figlarnym 
uśmiechem.

Luke,   po   raz   pierwszy   obdarowany   jej   uśmiechem, 

gwałtownie wciągnął oddech. Objął głowę dłońmi i musnął 
wargami słodko rozchylone usta.

 - Oj, chyba nie musiałabyś się uczyć - wymruczał, zanim 

ją   znów   pocałował.   Poczuł   lekki  opór,   który   natychmiast 
stopniał w cieple ich zmieszanych oddechów.

Luke uniósł głowę, by sięgnąć do zamka czarnej sukienki i 

spojrzał   w   bursztynowe,   przepełnione   pragnieniem   oczy. 
Podniósł się, unosząc ją w ramionach.

 - Co robisz? - zapytała.
  - Zabieram cię do łóżka - roześmiał się. - Co mógłbym 

zrobić innego?

Dużo, dużo później Luke oparty na łokciu spoglądał w jej 

piękną twarz.

Jemma   otworzyła   oczy.   Namiętność   minęła   i   znów 

poczuła   się   niepewnie.   Chciała   zostać   sama   i   spróbować 
ogarnąć to wszystko, co się zdarzyło w ciągu ostatnich dwóch 
dni.

 - Muszę już iść. Piątek to dla nas bardzo pracowity dzień. 

- Zsunęła się  na  brzeg łóżka i  wstała, zawstydzona  własną 
nagością, ale zdecydowana tego nie pokazać. - O piątej rano 
muszę być na giełdzie, a chciałabym się jeszcze przespać kilka 
godzin.   -   Podniosła   z   podłogi   sponiewieraną   sukienkę   i 
wciągnęła ją przez głowę. Dopiero teraz odważyła się spojrzeć 
na Luke'a.

background image

Rozciągnięty   na   łożu,   seksownie   potargany,   podpierał 

głowę jedną ręką.

 - Szkoda. Na pewno nie zdołam cię skusić, żebyś została? 

- spytał leniwie. - Wyjeżdżam dopiero o dziewiątej.

Bardzo   starała   się   nie   ulec.   Luke   najprawdopodobniej 

zdołałby skusić nawet świętego.

 - Pamiętaj o naszej umowie. Chcę zachować swoją firmę.
  - Okay. - Wyskoczył z łóżka, nie przejmując się swoją 

nagością. - Ale nie zapomnij się tu wprowadzić, zanim wrócę. 
-   Pocałował   ją   mocno.   Poczekaj   pięć   minut.   Odwiozę   cię. 
Zniknął w łazience, a kiedy wrócił, w dżinsach i swetrze, była 
już całkowicie ubrana. Zostawił ją przed wejściem i pocałował 
na do widzenia. Dwadzieścia minut później była już w łóżku, 
wyczerpana   fizycznie   i   z   zamętem   w   głowie.   Dlaczego 
zgodziła się poślubić mężczyznę, którego nie lubiła i któremu 
nie   ufała?   Liczne   „dlaczego"   kłębiły   się   w   jej   głowie.   Nie 
poznawała samej siebie.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY
Jemma zaklęła, odłożyła słuchawkę i spojrzała na Liz.
  - To znowu Luke, wyobrażasz sobie? Mam wziąć jutro 

wolny dzień, bo wysyła mnie po zakupy z Jan, na jego koszt! 
Ma tupet! Uważa, że nie potrafię się sama ubrać? - Patrzyła na 
telefon z taką złością, że Liz roześmiała się serdecznie.

  -  Oczywiście,  że   nie.  On  po  prostu  wariuje   na   twoim 

punkcie. To bardzo romantyczne, że dzwoni do ciebie po kilka 
razy dziennie. Weź wolne do końca tygodnia i przygotuj się na 
jego powrót.

Romantyczne, a jakże, pomyślała Jemma buntowniczo, ale 

nie powiedziała nic. W poprzedni piątek powiedziała Liz o 
zaręczynach,   podając   oficjalną   wersję   wydarzeń.   Liz 
przełknęła gładko całą historię, a nawet była nią zachwycona. 
Teraz   był   wtorek,   a   Luke   miał   wrócić   z   Nowego   Jorku   w 
czwartek.   W   piątek   wylatywali   do   Grecji,   a   ślub   miał   się 
odbyć   w   sobotę.   Luke   dzwonił   do   niej   co   pięć   minut   z 
najróżniejszymi informacjami.

Telefon zadzwonił ponownie.
  -   Ty   odbierz,   Liz,   a   jeżeli   to   Luke,   powiedz   mu,   że 

wyszłam. Powiedz, że przewożę rzeczy do jego apartamentu.

 - A to prawda? - spytała Liz, sięgając po słuchawkę.
  -  Tak  -  odpowiedziała  Jemma.   -  Rzeczywiście   wezmę 

wolne na resztę tygodnia, jeżeli tylko poradzisz sobie sama.

 - Jasne, bez problemu.
  -  Świetnie. W takim razie zobaczymy się w sobotę na 

ślubie. - Jemma zarzuciła torbę na ramię i wybiegła ze sklepu.

Błyskawicznie   wzięła   prysznic   i   przebrała   się,   a   potem 

pojechała   do   Eastbourne.   Obawiała   się   trochę,   jak   rodzice 
Alana   przyjmą   nowinę,   ale   okazało   się,   że   niepotrzebnie. 
Powiedzieli,   że   jest   zbyt   młoda,   by   poświęcić   resztę   życia 
pamięci Alana i żyć w samotności.

background image

Późnym popołudniem następnego dnia Jemma otworzyła 

drzwi swojego domu i weszła do środka. Lunch i zakupy z Jan 
były męczące. Rzuciła torby na kuchenny stół i spojrzała na 
swój imponujący pierścionek. Czas uciekał. Luke miał wrócić 
nazajutrz,   a   ona   jeszcze   nawet   nie   zaczęła   się   pakować. 
Przechadzała   się,   dotykając   znajomych   przedmiotów. 
Podniosła zdjęcie ze ślubu i uśmiechnęła się do wspomnień.

W godzinę później zamknęła za sobą drzwi, zostawiając 

dom w stanie nienaruszonym, i pojechała do Luke'a z trzema 
walizkami ubrań i drobiazgów codziennego użytku.

Sam   uparł   się,   że   odwiezie   jej   bagaż   na   górę   więc 

obdarzyła go uśmiechem i hojnym napiwkiem. Rozejrzała się 
po salonie. Był tak surowy jak zapamiętała. W kuchni i jadalni 
królowały stal i szkło.

Sypialnie   wcale   nie   były   lepsze.   Jedna   biała   a   druga 

niebieska, obie funkcjonalne, ale pozbawione wyrazu. Jedyny 
wyłom   w   tej   monotonii   stanowił   gabinet,   wygodny, 
wypełniony   półkami   pełnymi   książek,   ze   starym   biurkiem, 
sprzętem   elektronicznym,   ciekawie   zaprojektowanym 
kominkiem i dwoma wygodnymi fotelami, pokrytymi miękką, 
zieloną skórą.

Jemma podniosła walizkę i weszła do głównej sypialni. 

Ostatnim razem,  kiedy tu była, nie poświęciła wiele uwagi 
wystrojowi wnętrza i teraz była mile zaskoczona. W pokoju 
dominowały   barwy   kremowa   i   indygo.   Podłogę   pokrywał 
gruby, kremowy dywan z obramowaniem w kolorze indygo. 
Długie zasłony były podwiązane sznurami tej samej barwy. 
Ukryte za nimi wielkie, szklane drzwi otwierały się na taras, 
na którym stała wyściełana sofa, krzesło i niski stolik. Całość 
sprawiała   wrażenie   dużo   przytulniejsze   niż   reszta 
apartamentu.

Spojrzenie   Jemmy   zatrzymało   się   na   masywnym   łożu 

ustawionym pośrodku pokoju, ale szybko odwróciła wzrok.

background image

Na   przeciwległej   ścianie   znajdowało   się   dwoje  drzwi. 

Pierwsze   prowadziły   do   luksusowej,   białej   łazienki   z 
prysznicem i dużą wanną do masażu wodnego.

Za   następnymi   drzwiami   znajdowała   się   garderoba   z 

pojemnymi   szafami.   Podłogę   pokrywał  taki   sam   puszysty 
dywan.

Jemma   szybko   wypakowała   walizkę   i   rozwiesiła   swoje 

rzeczy.   Miejsca   było   mnóstwo,   rzeczy   Luke'a   ledwo 
wypełniały jedną z szaf. Oczywiście nie spędza tu dużo czasu, 
pomyślała. Upuściła kasetkę z biżuterią i precjoza rozsypały 
się po podłodze. Pięć minut później wciąż jeszcze pełzała na 
czworakach,   usiłując   znaleźć   ostatnią   sztukę   -   platynowy 
medalion w kształcie serca.

  -   Cóż   za   zapraszający   widok!   -   odezwał   się   Luke   z 

niekłamanym   entuzjazmem   na   widok   ponętnych   pośladków 
ledwie zakrytych krótką, niebieską sukienką.

Nie mógł się powstrzymać, żeby ich nie poklepać.
Jemma   usłyszała   go   na   moment   wcześniej,   niż   poczuła 

jego dotyk. Poderwała głowę i uderzyła w spód stolika.

  -   Przepraszam   -   wykrztusił   Luke.   Wspaniałe   włosy 

Jemmy   spadały   jej   na   ramiona   splątaną   kaskadą,   a   oczy 
błyszczały   jak   topazy   w   zarumienionej   twarzy.   Niebieska, 
jedwabna   sukienka   ani   trochę   nie   ukrywała   ponętnych 
krągłości. – Masz piękną pupę. Nie mogłem się powstrzymać. 
- Wyciągnął rękę, żeby pomóc jej wstać.

Ignorując zaproponowaną pomoc, niezgrabnie wstała.
 - Może powinieneś spróbować - burknęła. - No nie złość 

się,   nie   jesteś   przecież   zakonnicą.  -   odparł   z   drwiącym 
rozbawieniem, co rozzłościło ją jeszcze mocniej.

  - O tobie z pewnością nie da się tego po - wiedzieć - 

odparowała, rzucając mu wściekłe spojrzenie. Zauważyła, że 
rozbawienie w jego oczach zastępuje niebezpieczny błysk. - 
Co tu robisz? - spytała, gwałtownie zmieniając temat.

background image

 - Miałeś wrócić jutro.
  -   Skończyłem   wcześniej,   niż   się   spodziewałem.   - 

Podszedł bliżej, a Jemma cofnęła się o krok, ale zatrzymała ją 
krawędź   niskiego   stolika.   -   Nie   mogłem   się   doczekać   - 
wyciągnął ręce, by ją objąć - żeby cię zobaczyć. - Pocałował 
ją i Jemma cała zatraciła się w tym pocałunku.

Przylgnęła do niego, obejmując go ramionami, bezpieczna 

w kojącym uścisku. Luke przerwał pocałunek i zanim miała 
czas zaprotestować, uniósł ją i położył na stoliku. Pochylił się 
nad nią i oboje ogarnęła mgła pożądania.

Jeszcze   nigdy   nie   przeżyła   tak   gorącego   i 

natychmiastowego   uniesienia.   Luke   z   trudem   łapał   oddech. 
Nie zdarzyło mu się dotąd tak kompletnie stracić kontroli nad 
sobą, a ostatnie, czego chciał,  to przestraszyć Jemmę przed 
ślubem.  W jej  oczach widział  odbicie  przeżytego wstrząsu. 
Pomógł jej wstać i wygładził sukienkę na piersiach i biodrach. 
Jemma była zbyt odurzona, by się odezwać, zbyt zażenowana, 
by   patrzeć   mu   w   oczy.   Kiedy   w   końcu   zdołała   podnieść 
wzrok, napotkała jego uważne spojrzenie.

 - Jemmo, czy dobrze się czujesz? Jak się czuła? Spojrzała 

na   niego   i   na   widok  nienagannie   zawiązanego   krawata 
parsknęła śmiechem. Była w tym śmiechu nuta histerii, ale 
Luke zdawał się tego nie dostrzegać.

 - W porządku - odpowiedziała, kiedy w końcu odzyskała 

kontrolę   nad   głosem.   -   Miałeś   rację.   Jestem   rzeczywiście 
naiwna,   jeżeli   chodzi   o   seks.   Nigdy   przedtem   nie 
doświadczyłam takiej żądzy - przyznała szczerze. - To miłe od 
czasu do czasu, ale chyba wolę coś bardziej tradycyjnego.

  - Czy to zaproszenie? - Luke z uśmiechem wsunął jej 

kilka niesfornych kosmyków za ucho.

W jego tonie usłyszała ulgę zmieszaną z zachętą.
 - Nie - odpowiedziała szybko, próbując okrasić odmowę 

uśmiechem.

background image

Zaskoczyło   ją,   że   potrafiła   cieszyć   się   seksem   bez 

emocjonalnego   przywiązania   do   osoby   kochanka.   Teraz 
jednak   nie   była   pora   na   samoanalizę.   Jemma   z   pewnym 
wysiłkiem oddaliła myśli o seksie, wyprostowała się i cofnęła 
o krok.

  - Kiedy wszedłeś - powiedziała - szukałam czegoś, co 

upadło na podłogę.

  - Więc to dlatego siedziałaś pod stołem. To był bardzo 

ciekawy widok. - Luke zachichotał na samo wspomnienie.

  -   Nie   mogę   znaleźć   mojego   medalionu.   -   Jemma 

zmarszczyła   brwi   i   rozglądała   się   wokoło.   -   Musiał   chyba 
wpaść pod dywan. Uważaj, żeby go nie nadepnął. Dostałam 
go od Alana na dwudzieste pierwsze urodziny.

Udało jej się zbić Luke'a z tropu. To, że natychmiast po 

tak   intensywnych   przeżyciach   z   nim   potrafiła   z   uczuciem 
wspominać   zmarłego   męża,   boleśnie   ubodło   jego   wybujałe 
męskie ego.

  -   Pomogę   ci   szukać   -   zaoferował   się,   ale   mrukliwa 

odmowa,   okraszona   smutnym   uśmiechem,   rozzłościła   go 
jeszcze bardziej.

Bystrym   okiem   natychmiast   dostrzegł   medalion   i 

przydeptał go od niechcenia.

 - O, chyba znalazłem. - Pochylił się, podniósł i podał jej 

wgnieciony medalion. Nie był z siebie dumny, ale ostatecznie 
na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. Nagle 
zesztywniał. W miłości? A skąd mu się to wzięło? Tego słowa 
nie było w jego słowniku... - Muszę wziąć prysznic - oznajmił 
gwałtownie. - Kupię ci inny medalion.

Jemma zamknęła medalion w dłoni.
 - Dziękuję, nie trzeba - powiedziała chłodno.
Podniosła   głowę   i   spojrzała   mu   w   oczy,   ale   unikał   jej 

wzroku.  -  Jak   chcesz.   -   Wzruszył   ramionami   i   Jemma 
zrozumiała,   że   zniszczył   medalion   celowo.  -  Napiłbym   się 

background image

kawy, ale nie szykuj jedzenia - rzucił. - Niedługo pójdziemy 
na kolację. Jemma patrzyła, jak zdejmuje marynarkę i rozpina 
guziki koszuli.

Nie   miała   najmniejszego   zamiaru   dla   niego   gotować! 

Otworzyła usta, żeby mu to powiedzieć, ale powstrzymała się. 
Do tej pory nie zastanawiała się, co tak naprawdę oznacza 
małżeństwo z Lukiem. Jeżeli nie chce, by jej życie stało się 
piekłem,   musi   jakoś   ułożyć   sobie   z   nim   stosunki.   Ścisnęła 
medalion w dłoni. Tamte chwile już nie wrócą, pomyślała.

 - Zaparzę kawę - mruknęła, znikając w kuchni.
Później,   kiedy   siedzieli   w   eleganckiej   restauracji, 

delektując się kawą po doskonałym posiłku, Jemma pozwoliła 
sobie na uśmiech.

 - Czemu się uśmiechasz? - zapytał Luke, pociągając łyk 

brandy.

 - Bo właśnie tutaj zamierzałam zaprosić mojego ojca na 

urodzinowy   lunch.   A   teraz   siedzę   tu   z   tobą   i   za   kilka   dni 
będziemy   małżeństwem.   Czy   tobie   nie   przeszkadza,   że 
zupełnie mnie nie znasz, Luke?

  - W najmniejszym nawet stopniu. - Odstawił kieliszek i 

nakrył jej, oparte na blacie, dłonie swoimi. - Wystarczy mi to, 
co o tobie wiem.

  - Nie chodzi mi o seks. - Spróbowała uwolnić dłoń, ale 

nie pozwolił.

  - Pozwól mi dokończyć. Wiem, że pod tym względem 

pasujemy do siebie. - Puścił jej dłoń, pochylił się naprzód i 
jednym palcem uniósł jej podbródek. - Nie zaprzeczysz, że 
dobrze nam razem. W małżeństwie to bardzo ważne. A co do 
reszty, mamy całe życie, żeby się poznać. - Luke zamilkł na 
chwilę, a potem  dodał:  - Wiem też, że  oboje chcemy  tego 
samego: mieć dziecko, albo dwoje, i być rodziną.

 - Myślisz, że to wystarczy?

background image

  - To dużo więcej niż to, czym się zadowala większość 

ludzi - odpowiedział cynicznie. - Większość z nich nie bierze 
żadnej odpowiedzialności za dzieci, które rodzi. - Nachylił się 
do   niej,   -   Ale   wierz   mi,   chociaż   dużo   podróżuję,   kiedy 
będziemy mieli dziecko, mój terminarz ulegnie zmianie. Nie 
chcę być nieobecnym ojcem.

Zdziwiona,   milczała   przez   chwilę,   niepewna,   co   o   tym 

wszystkim sądzić. Luke wstał.

 - Chodźmy. - Obszedł stolik i podał jej ramię. Następnego 

ranka Jemma obudziła się w łóżku

Luke'a. Bolały ją nawet te mięśnie, o których istnieniu nie 

miała do tej pory pojęcia. Luke'a nie było i Jemma od razu 
wskoczyła   pod   prysznic.   Na   całe   szczęście   przywiozła 
poprzedniego   dnia   trochę   ubrań.   Wciągnęła   jasnobeżowe 
spodnie   i   pasującą   do   nich   kolorem,   jedwabną   bluzkę. 
Uczesała włosy i przewiązała je barwną wstążką, a na stopy 
wsunęła zamszowe klapki. Musiała użyć całej siły woli, żeby 
wyjść   z   sypialni.   Apartament   wydawał   się   pusty.   Jemma 
nalała sobie filiżankę kawy i przeszła do salonu niepewna, co 
robić.   Pomyślała,   że   wyjdzie,   kiedy   pojawił   się   Luke   w 
szarym garniturze, jasnoszarej koszuli i jedwabnym krawacie. 
Jemma nie mogła oderwać od niego wzroku, a jeszcze trudniej 
przyszło jej opanować zdradziecki rumieniec.

 - Chciałem cię obudzić, ale widzę, że jesteś już gotowa. 

To dobrze. Mój prawnik będzie tu za kwadrans, podpiszemy 
umowę   przedślubną.   Wszystko   gotowe,   kochanie.   - 
Uśmiechnął się i pocałował ją w czoło. - A jeżeli jeszcze nie 
wystawiłaś swojego domu na sprzedaż, moi ludzie zorganizują 
to za ciebie.

Był  taki  rozluźniony, taki rzeczowy. Najwidoczniej noc 

namiętnego   seksu   nie   zrobiła   na   nim   większego   wrażenia. 
Jemma obiecała sobie wkrótce nauczyć się tego samego.

background image

  -   Dziękuję,   ale   panuję   nad   wszystkim.   -   Nie   lubiła 

kłamać, ale w tej sytuacji nie miała innego wyjścia.

Prawnik okazał się profesjonalistą. Nalegał, by wysłuchali 

całości umowy przedślubnej. Na jej mocy oboje mieli prawo 
zachować to, co posiadali do tej pory. Gdyby rozstali się przed 
upływem   trzech   lat,   Jemma   nie   dostanie   nic.   Było   to 
oczywiste, ponieważ Luke przez następne trzy lata ma spłacać 
długi Vanity Flair. Potem Luke wyszedł razem z prawnikiem, 
zapowiadając, że wróci o szóstej.

Jemma w niedowierzaniu spoglądała na tłum gości. Kilka 

godzin   wcześniej   wzięli   ślub   w   ogrodach   greckiego   domu 
Luke'a.

Przybyło   co   najmniej   dwustu   gości.   Jemma   ubrana   w 

atłasową  suknię  barwy  kości  słoniowej  siedziała  przy boku 
Luke'a   na   wielkim   tarasie   biegnącym   przez   całą   szerokość 
domu. Po licznych przemowach w końcu zaczęła grać muzyka 
i Luke poprowadził ją do tańca.

Jemma spojrzała na swojego świeżo poślubionego męża. 

Wraz   z   grupą   mężczyzn,   już   bez   marynarek   i   krawatów, 
tańczyli teraz tradycyjny grecki taniec. Muzyka była głośna. 
Jemmie   kręciło   się   w   głowie.   Oparła   się   o   jedną   z 
marmurowych   kolumn   podtrzymujących   taras   i   rozejrzała 
wokoło.

Zrobiła   to...   była   mężatką...   i   wszyscy   byli   szczęśliwi. 

Theo   z   pewnością.   Uśmiechnęła   się   na   wspomnienie   jego 
przywitania. W znacznym stopniu zdołał złagodzić jej obawy 
związane z poślubieniem Luke'a.

Ostatniej   nocy   spała   sama   przez   wzgląd   na   ślub  i 

drażliwość   Thea   na   to,   co   wypada,   ale   ku   niezadowoleniu 
Luke'a.

Ku jej zaskoczeniu, wcześnie rano w jej pokoju pojawił 

się Theo z kawą. Wypili razem i Theo powiedział jej trochę o 

background image

Luke'u.   Wierzył   głęboko,   że   jego   wnuk   ją   kocha,   ale 
uprzedził, że potrafi być chłodny.

  - Przepraszam... - Jemma podniosła wzrok  i zobaczyła 

przystojnego starszego mężczyznę z grzywą siwych włosów. - 
Czy mógłbym zamienić z panią kilka słów?

  - Oczywiście. Pan Karadis, prawda? - Zapamiętała jego 

nazwisko, bo wcześniej, przy składaniu życzeń, okazał na jej 
widok niezwykłe poruszenie. Towarzyszyła mu żona, córka i 
syn w wieku Luke'a na wózku inwalidzkim.

 - Pani Jemma Sutherland, przynajmniej do niedawna?
 - Tak.
Jego   piwne   oczy   pociemniały   od   wzruszenia   i   Jemma 

zastanawiała  się, czy powinna  wdawać  się  w pogawędkę  z 
nieznajomym, ale mężczyzna uśmiechnął się.

 - Jest pani bratanicą mojej cudownej Mary, prawda?
Pięć minut później Jemma miała w oczach łzy wzruszenia. 

Pan Karadis był przez trzydzieści lat kochankiem jej ciotki, a z 
powodu   syna   inwalidy   nigdy   nie   opuścił   żony.   Jemma 
opowiedziała mu o testamencie ciotki i willi na Zante i teraz 
jego oczy wypełniły się łzami.

 - Wybacz staremu romantykowi, ale cieszę się że mogłem 

ci   powierzyć  nasz   sekret,   bo   wiem,   że   zachowasz   w   sercu 
wspomnienie o niej. - Pochylił się i pocałował ją w policzek. - 
Widzę   ją   w   twoich   oczach.   Gdybyś   czegokolwiek 
potrzebowała, daj mi znać.

Luke rozglądał się za Jemmą. Ruszył w kierunku domu, 

ale   zatrzymał   się.   Jego   świeżo   poślubiona   żona   stała   pod 
marmurowym filarem z bankierem Karadisem, pozwalając, by 
trzymał ją za rękę i całował w policzek. Mężczyzna, którego 
dopiero   co   poznała,   prawdopodobnie   jedyny   człowiek   w 
Grecji równie bogaty, jak Luke. Co było między nimi? Theo 
uległ jej urokowi od pierwszego spotkania, a najwyraźniej to 
samo przydarzyło się Karadisowi,

background image

 - A więc to tutaj się ukrywasz. - Jemma drgnęła na głos 

Luke'a.

Powiedział   coś   po   grecku,   Karadis   odpowiedział   mu   i 

roześmiał się, zanim znów zwrócił się do Jemmy:

  - Spotkanie z tobą sprawiło mi  ogromną  przyjemność. 

Niestety,   muszę   już   iść.   Mam   nadzieję,   że   się   jeszcze 
spotkamy.

Jemma odwzajemniła uśmiech.
  - Ja też - odpowiedziała miękko, a potem patrzyła, jak 

odchodzi.

  -   Bardzo   wzruszające.   Masz   zamiar   ukrywać   się   i 

flirtować z każdym napotkanym mężczyzną? warknął Luke.

  - Ani nie flirtowałam, ani się nie ukrywałam,  chciałam 

trochę ochłonąć.

Kilka dni spędzonych z Lukiem pozwoliło Gemmie lepiej 

zrozumieć ciotkę i jej słabość do Greków.

 - Skoro tak twierdzisz... - Luke wzruszył ramionami, ale 

czuła,   że   jest   zły.   -   Ochłoniesz   w   helikopterze.   Czas   się 
pożegnać i lecieć na Zante.

 - Ujął ją za rękę i poprowadził do gości.
Niedługo potem wylądowali na dachu budynku.
  -   Gdzie   jesteśmy?   -   zapytała.   Luke   spojrzał   na   nią   z 

ukosa.

 - W naszym hotelu.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Jemmę   obudziło   uczucie   mrowienia   wzdłuż   kręgosłupa. 

Otworzyła oczy i zobaczyła szeroką pierś. Przeciągnęła się.

 - Nareszcie się obudziłaś. - W ciasnym uścisku nie mogła 

nie zauważyć jego podniecenia.

 - Jesteś nienasycony...
 - Najpierw muszę ci coś powiedzieć... Ustaliłem z Liz, że 

na giełdę będzie jeździł wasz nowy pracownik.

 - Jak to? - Jemma nie była już senna. - Nie miałeś prawa 

nic ustalać za moimi plecami. Byłam bardzo zadowolona z 
moich godzin pracy i Liz też.

 - Nie ingerowałbym, ale Liz wcale nie była zachwycona. 

Zamieniała się z tobą tylko ze względu na waszą przyjaźń.

Jemma patrzyła na niego zaskoczona.
 - To dlaczego nic mi o tym nie wspomniała?
  - Mówiłem ci już, że często widzisz tylko to, co chcesz 

zobaczyć.

 - Ależ wielokrotnie ją o to pytałam!
  - Nie chciała sprawiać wrażenia, że się miga od  pracy. 

Ale małe dziecko z pewnością nie daje jej spać po nocach, 
więc   zrywanie   się   o   świcie   musi   być   dla   niej   męczące. 
Argumentacja Luke'a przemówiła do niej.

  - Masz rację - przyznała zawstydzona. Uśmiechnął się, 

rozbawiony.

  -   Zwykle   ją   mam.   Wspominałaś   coś   o   moim 

nienasyceniu... i w tym miałaś rację... - Przez jego wyraziste 
rysy przemknął cień pożądania. - Podoba ci się to, prawda?

Pocałował ją namiętnie i Jemma znów musiała przyznać 

mu rację...

W pół godziny później odmówiła  wspólnego prysznicu. 

Chciała   jeszcze   poleżeć,   ciesząc   się   uczuciem,   jakie 
pozostawiły   w   jej  ciele   czułe,   gorące   pieszczoty.   Był 

background image

poniedziałek   rano.   Od   przyjazdu   w   sobotni   wieczór 
praktycznie nie opuszczali apartamentu.

Luke   odkrył   przed   nią   całkiem   nowy   wymiar   jej 

seksualności, o którego istnieniu nie miała do tej pory pojęcia. 
Kochała Alana, wciąż pamiętała ich pierwszą, wspólną noc. 
Płakała wtedy, wzruszona ich wzajemnym uczuciem. Kochali 
się często, ale raczej rzadko osiągała spełnienie. Nigdy się tym 
nie przejmowała, przekonana o łączącej ich miłości. Ból po 
jego stracie wydawał się nie do zniesienia.

Luke budził w niej wyłącznie dzikie pożądanie. Stanęła 

przy   oknie,   wpatrzona   w   bezkresne   morze.   Słyszała   szum 
prysznica i odwróciła się, by spojrzeć na drzwi łazienki, a gdy 
wyobraziła sobie Luke'a nagiego w strugach wody, rytm jej 
serca przyspieszył.

Najprawdopodobniej   dla   kobieciarza   traktującego 

małżeństwo jak biznes była żoną idealną. Oboje mieli pewne 
oczekiwania,   ale   nie   dotyczyły   one   miłości.   Jej   to 
odpowiadało. Zrzuciła szlafrok i otworzyła drzwi łazienki, by 
przyłączyć się do Luke'a pod prysznicem.

Luke popatrzył na stopnie wyżłobione w skale i przeniósł 

wzrok na Jemmę.

 - Czy to jedyne zejście?
 - Można przypłynąć łodzią, ale z lądu to jedyna droga. - 

Uśmiechnęła się do niego i ruszyła przodem.

 - Zaczekaj. Pójdę pierwszy. Przynajmniej cię złapię, jeśli 

się obsuniesz. - Nie miał najmniejszego zamiaru stracić swojej 
nowo poślubionej żony.

Dom   na   Zante   był   typową   wyspiarską   chatą, 

jednopoziomową,   usytuowaną   nieco   powyżej   plaży.   Przed 
dziesięciu laty powiększono go, dobudowując z jednego końca 
wygodny salon ze szklanymi drzwiami od podłogi do sufitu, 
co pozwoliło w pełni korzystać ze wspaniałego widoku.

background image

 - Nie tak źle, jak myślałem - zauważył Luke, kiedy stanęli 

przed wejściem i Jemma uśmiechnęła się, ale następne słowa 
Luke'a natychmiast starły uśmiech z jej twarzy.

Architekt będzie w środę - dodał. Jemma nie miała ochoty, 

żeby   ktoś   obcy   oglądał   wnętrze   domu   jej   ciotki,   a   już   na 
pewno nie w jej obecności.

Otworzyła drzwi i poprowadziła Luke'a do salonu. Dwie 

kremowe   sofy   pokryte   poduszkami,   nieco   sfatygowane   po 
latach używania, stolik o szklanym blacie opartym na dwóch 
delfinach, mały, półokrągły barek w jednym rogu i półki z 
książkami   wokół   ścian.   Ślady   obecności   ciotki   Mary   były 
wszędzie i wspomnienia napłynęły do Jemmy falą. Podeszła 
do okna i spojrzała na morze, zastanawiając się, jak ciotka 
oceniłaby jej postępowanie.

Luke stanął obok niej i otoczył ramieniem jej talię. Oparła 

się o niego, po raz pierwszy zadowolona z jego obecności.

  -   Nie   wiem,   czemu   uznałaś,   że   nie   możemy   tu 

zamieszkać. Świetny domek weekendowy. Teraz rozumiem, 
dlaczego   Theo   chciał   tu   wrócić.   Ma   rację,   widok   jest 
rzeczywiście fantastyczny.

  -   Tak.   -   Jemma   spojrzała   na   klify   ograniczające   małą 

plażę. Z boku wykuto w skale wąską ścieżkę, prowadzącą do 
ogródka na tyłach domku.

  - Chodź, obejrzymy sypialnie. Theo mówił, że są dwie, 

ale  chyba  powinno  się   je   powiększyć  i  dobudować   jeszcze 
dwie. - Luke spojrzał jej głęboko w oczy. - Nie lubię ciasnoty 
w łóżku.

Lekki rumieniec zabarwił policzki Jemmy.
Wpadła   na   pewien pomysł,  ale   na  razie   nie  chciała  się 

jeszcze z tym zdradzać.

Luke rzucił jej pytające spojrzenie.
 - Dlaczego mam wrażenie, że coś kombinujesz?

background image

Wciąż   uśmiechnięta,   otworzyła   drzwi   do   sypialni   i 

zapaliła światło.

  - O mój Boże! - wykrzyknął Luke. Wyraz jego twarzy 

mówił  sam za siebie i Jemma  roześmiała  się głośno. Dwie 
oryginalne   sypialnie   i   łazienkę   połączono   w   jedno   duże 
pomieszczenie   z   przyległą   łazienką.   Ściany   pokrywały 
erotyczne   malowidła   przedstawiające   nagie   postacie  z 
greckich   legend   w   nieprawdopodobnych   pozach,   z 
uwzględnieniem   wszystkich   intymnych   szczegółów.   W 
centralnym   punkcie   pokoju   stało   okrągłe   łoże   ze   złotym 
baldachimem wspartym na kolumnach w kształcie węży.

 - Teraz rozumiem, dlaczego nie chciałaś, żeby przyjechał 

tu   Theo,   ale   nie   rozumiem,   dlaczego,   uznałaś   to   za 
nieodpowiednie dla nas dwojga.

  - Bo nie  byłam  pewna, jak na  to zareagujesz. - Sama 

zdumiona własną śmiałością, otoczyła go ramionami.

 - A teraz, kiedy już wiesz, może zostaniemy tu na chwilę?
  - O tak! - Jemma przylgnęła do niego i zadrżała, kiedy 

uniósł ją i umieścił na ogromnym łożu.

Zrzucił szorty i klapki, dołączył do niej i roześmiał się.
 - Popatrz, baldachim z lustrem! Coraz lepiej!
Przebiegła dłońmi po jego piersi i ramionach. Luke zsunął 

jej wstążkę z włosów, aż rozsypały się kaskadą na ramionach. 
Tym   razem   rozbierał   ją  powoli,   witając   każdy   odkryty 
fragment   ciała   pocałunkiem.   Jemma   westchnęła   i   zamknęła 
oczy.

Kiedy   je   znów   otworzyła,   Luke,   wsparty   na   łokciu, 

obserwował ich w lustrze. Jemma nagle zawstydziła się swojej 
nagości.   Co   innego   nadzy  kochankowie,   a   co   innego 
obserwować   tę   nagość  w   lustrze.   Luke   zwrócił   uwagę   na 
wyjątkowo pikantny szczegół ściennego rysunku.

background image

  -   Twoja   ciotka   musiała   mieć   fantastyczną   erotyczną 

wyobraźnię   -   stwierdził.   -   A   może   to   raczej   pomysł   jej 
kochanka. Kto nim był?

 - Nie mam pojęcia.
Luke   zauważył,  że   Jemma   unika  jego  wzroku,  czuł   też 

lekkie napięcie jej ciała. Dlaczego kłamała?

 - Nie powiedziała ci?
 - Nie. - Jemma odgarnęła włosy na plecy. - A teraz, skoro 

nie żyje, to i tak nie ma już znaczenia.

Było   mu   trochę   przykro,   że   Jemma   mu   nie   ufa.   Ale 

dlaczego miałby się tym przejmować? Była jego żoną, pod 
względem   seksualnym   pasowali   do   siebie   fantastycznie. 
Ciekawe jednak, jakie jeszcze ukrywa przed nim sekrety...

Jemma   zadygotała.   Nagle   pokój   wydał   jej   się 

klaustrofobiczny   i   zapragnęła   go   opuścić.   Szybko   włożyła 
szorty,   ale   musiała   obejść   całe   łoże,   by   znaleźć   bluzkę. 
Drżącymi palcami zapięła guziki.

Uśmiechała się uspokajająco, ale Luke zauważył cień w 

jej oczach i pośpiech, z jakim się ubrała.

Zdołał poznać swoją młodą żonę na tyle, by wiedzieć, że 

jak na kobietę wcześniej zamężną miała zdumiewająco nikłe 
doświadczenie w sypialni. Mówił o tym jej dotyk, zdumienie i 
niepewność w spojrzeniu... Z pewnością nie przeżywała tego 
wcześniej, zresztą wyznała mu to.

Spojrzał   na   jej   drobne   stopy   i   uświadomił   sobie,   że   je 

kocha.

Kochał   w   niej   wszystko.   Jedwabisty   nieład   jej 

wspaniałych   włosów,   delikatną   buzię   bez   makijażu, 
nabrzmiałe  wargi... Chciał  ją  znowu całować  i  mieć  blisko 
przy sobie...

Jemma   okazała   się   zachwycającą   kochanką...   nieśmiałą, 

ale co dzień śmielszą. Na wspomnienie otwartości, z jaką mu 
się oddawała, momentalnie jej znów zapragnął. Obserwował, 

background image

jak zapina bluzkę. Nie nosiła stanika, zresztą nie potrzebowała 
tego. Była tak naturalna jak kwiaty, które kochała.

Zobaczył, że zmierza do drzwi.
 - Już?
Spojrzała na niego przez ramię.
  -   Tak.   Zobaczyłeś   dom,   a   pojutrze   wrócimy   tu   z 

architektem. To świetny domek weekendowy, ale chyba zbyt 
trudno dostępny dla Thea. - Nie czekając na jego odpowiedź, 
otworzyła drzwi i wyszła.

Do   Luke'a   nagle   dotarło,   że   nie   wystarczy   mu 

uszczęśliwianie Jemmy w łóżku. Chciał więcej, dużo więcej.

Oto   Luke   Devetzi,   który   nie   wierzył   w   miłość,   był 

zakochany.   Przez   rok   po   ich   pierwszym   spotkaniu   żył   w 
celibacie. W końcu desperacja pchnęła go w ramiona Daviny, 
ale kiedy ponownie spotkał Jemmę i zrozumiał, że jest wolna, 
postanowił ją zdobyć za wszelką cenę.

Rozejrzał się po sypialni. Urok tego ekscytującego miejsca 

nagle zbladł.

Jemma oddychała głęboko, wędrując plażą. Nie odezwała 

się, kiedy obok pojawił się Luke. Delikatnie ujął jej twarz w 
obie   dłonie.   Rozpuszczone   włosy   lśniły   w   słońcu, 
bursztynowe oczy popatrywały na niego niepewnie. Chciał jej 
powiedzieć, co czuje, ale nie potrafił. Pocałował ją natomiast, 
długo i czule.

Jemma należała do niego. Był pewien, że zrobi co w jego 

mocy, żeby z nim została.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
W  środę   Luke   oprowadził   po   domu   architekta   Paula. 

Jemma została na zewnątrz. Paul był młody, ciemnowłosy i 
przystojny. Na widok sypialni zabłysły mu oczy. Przygotowali 
wstępny szkic i wyszli na zewnątrz. Jemma, w skąpym bikini, 
leżała na ręczniku.

 - Mamy już pewien pomysł - powiedział Luke. - Myślę, 

że ci się spodoba. - Wskazując ogródek i molo, wyjaśnił: - 
Powiększymy go z tej strony, w kształcie litery L. Powstaną 
cztery sypialnie, hangar na łódź i lądowisko. W ten sposób 
Theo będzie tu mógł bezpiecznie dotrzeć.

Spojrzała na niego przez zasłonę rzęs.
 - Zamierzasz zniszczyć ogródek skalny?
  - Tak. Ta strona jest słoneczna po południu. Przez całą 

długość domu pobiegnie weranda. Resztę wybrukujemy, żeby 
móc   jadać   na   zewnątrz.   Ustawimy   donice   z   roślinami.   Nie 
będzie przy nich dużo roboty.

 - Nie zgadzam się - rzuciła. Zwróciła się bezpośrednio do 

Paula: - Przykro mi, ale musi pan  znaleźć inne rozwiązanie. 
Może   dobudować   piętro   albo   przywrócić   dwie   oryginalne 
sypialnie? Luke był zaskoczony jej oporem.

 - Zrozum, to jedyna możliwość. Tu jest tak pięknie, że nie 

potrzeba ogrodu.

 - To zależy ode mnie - powiedziała stanowczo, unikając 

jego spojrzenia.

Luke wiedział, że ogrodnictwo jest jej pasją, ale zaczynał 

być znudzony tą śmieszną sytuacją.

  - W porządku - zwrócił się do Paula. - Proszę pokazać 

mojej   żonie   szkic,   a   sama   się   przekona,   że   to   najlepsze 
rozwiązanie.

Ku   jego   zdumieniu   Jemma   wzięła   szkic   od   Paula, 

spojrzała na niego i starannie podarła na małe kawałeczki.

background image

 - Obawiam się, że mój mąż wprowadził pana w błąd. Ten 

dom   należy   do   mnie   i   tylko   do   mnie.   Ja   zdecyduję   o 
wprowadzeniu   ewentualnych   zmian.   Czyż   nie   tak,   Luke?   - 
dodała,   patrząc   na   niego   z   nieukrywaną   złością.   -   O   ile 
pamiętam,   uwzględniono   to   nawet   w   naszej   umowie 
przedślubnej - przypomniała mu zjadliwie. - Ty zatrzymujesz 
to, co twoje, ja to, co moje. A teraz idę popływać.

 - Jemma odwróciła się i zbiegła na plażę.
Luke mógłby ją udusić, ale musiał odprowadzić gościa do 

samochodu.   Pożegnał   go,   obiecując   odezwać   się   później. 
Wydrapując   się   na   brzeg   klifu   i   schodząc   z   powrotem   na 
plażę, miał sporo czasu na zastanowienie i jego furia trochę 
osłabła.

Nie brakowało mu przenikliwości, w końcu zrobił fortunę 

na giełdzie, więc teraz posłużył się tą cechą, by zrozumieć 
zachowanie Jemmy. Była dobrą, otwartą istotą i wszyscy ją 
lubili. Miała łatwość nawiązywania kontaktów i, chociaż Luke 
nie   dał   jej   wyboru,   zmuszając   ją   do   małżeństwa 
zaakceptowała tę  sytuację bez specjalnego sprzeciwu, dając 
mu w zamian dużo więcej, niż się spodziewał.

Nigdy w  życiu nie miał tak wspaniałej kochanki i wciąż 

jeszcze nie zdołał się nią nasycić. Jego samego przerażała siła 
własnych   uczuć.   To   musiała   być   miłość,   uczucie   dotąd 
zupełnie mu obce.

Wiedział,   że   tak   gwałtowne   reakcje   nie   leżą   w   naturze 

Jemmy. Przebiegł wzrokiem po ogrodzie. Dlaczego to miejsce 
było dla niej takie ważne?

Przebrał   się   w   czarne   kąpielówki   i   pomaszerował   do 

wody. Jemma akurat wynurzyła się z wody, jak Afrodyta z 
piany.   Przerzuciła   zmoczone   włosy   przez   ramię   i 
wyprostowała   się.   Znieruchomiała   na   moment,   ale   zaraz 
niechętnie   ruszyła   w   jego   stronę.   Spotkali   się   na   granicy 
wody.

background image

 - Paul wyjechał i nie wróci, dopóki nie wyrazisz zgody. - 

Sięgnął   po   jej   dłoń   i   splótł   ich   palce.   -   Powinniśmy 
porozmawiać.

  -   To   brzmi   groźnie   -   spróbowała   się   roześmiać,   ale 

delikatnie   musnął   palcem   jej   wargi   i   poprowadził   ją   do 
rozłożonego na piasku ręcznika.

 - Muszę się ubrać. Za długo jestem na słońcu.
 - Najpierw powiedz, dlaczego tak niewzruszenie bronisz 

ogrodu. Wiem,  że twoja ciotka dostała ten dom od bliskiego 
mężczyzny, ale nie rozumiem, dlaczego to miejsce tak bardzo 
cię obchodzi. Sama powiedziałaś, że jesteś tu dopiero drugi 
raz, może więc chodzi o jakiś sekret twojej ciotki? Spróbuj mi 
zaufać. Obiecuję, że to, co powiesz, zostanie między nami.

Wierzyła   mu.   Wyczuwała   w   nim   wewnętrzną   silę   i 

uczciwość i miała wielką ochotę na zwierzenia. Strzeżona od 
ponad roku tajemnica ciotki zaczynała jej mocno ciążyć.

Luke obserwował ją zza zasłony grubych rzęs.
 - Będzie ci lżej, a ja jestem dobrym słuchaczem.
  -   Nie   darujesz   mi,   prawda?   -   westchnęła   i   zaczęła 

opowiadać.   -   Ponad   dwadzieścia   lat   temu   moja   ciotka 
oczekiwała   dziecka   swojego   kochanka.   Była   w   piątym 
miesiącu ciąży, kiedy popłynęli  na  Zante, na schadzkę, jak 
wielokrotnie   przedtem.   Tym   razem   ona   poślizgnęła   się   i 
upadła, wysiadając  z  łódki. Poroniła. Wszystko stało się  w 
ciągu godziny, zbyt szybko, by można jej było pomóc. To była 
dziewczynka.   Pochowali   ją   u   podstawy   klifu   i   zaznaczyli 
miejsce   kilkoma   kamieniami.   Dla   Mary   to   dziecko   było 
symbolem   więzi   z   ukochanym.   Nie   mogła   postawić   małej 
nagrobka, więc założyłam w tym miejscu ogródek skalny  i 
obiecałam   je   ochraniać.   -   Oczy   Jemmy   zwilgotniały,   kiedy 
przypomniała   sobie   wyraz   bólu   na   twarzy   ciotki, 
opowiadającej tę historię.

background image

Luke bez trudu zrozumiał, dlaczego dom został zapisany 

w   powiernictwie.   Ciotka   Mary   nie   mogła   zostawić   go 
swojemu   dziecku,   więc   zapisała   go   dzieciom   Jemmy,   ich 
dzieciom i ich dzieciom...

  -   Nic   już   nie   mów,   kochanie.   Rozumiem.  -   Musnął 

wargami jej oczy, objął ją mocniej, przyciągnął bliżej i kołysał 
w ramionach.

Wyznanie przyniosło Jemmie ulgę.
 - Naprawdę rozumiesz? Przecież ty nie wierzysz w miłość 

i może masz rację. Miłość to ból.  - Nie zauważyła, że dłoń 
Luke'a opadła z jej pleców, nie zauważyła nagłego zaciśnięcia 
warg.

  -   Moja   ciotka   przez   całe   życie   kochała   mężczyznę,   z 

którym nie mogła być, i pragnęła rodziny, której nie mogła 
mieć. Spędzała ze swoim mężczyzną zaledwie kilka tygodni w 
roku.

 - Twoja ciotka dokonała pewnego wyboru. Jemma nagle 

przestraszyła się własnej szczerości i wysunęła z jego objęć.

 - Czuję, że ten dom nie jest szczęśliwy. Przynajmniej nie 

był dla niej, nie przyniósł też szczęścia Theo, który musiał go 
opuścić.

Luke   też   wstał.   Obserwował   ją   w   napięciu   przez   kilka 

długich sekund, w końcu zmusił się do uśmiechu.

  -   Nie   myśl   teraz   o   domu.   Popłyniemy   w   rejs   i 

popracujemy nad powiększeniem rodziny.

Z głębokiego snu obudził Jemmę odgłos płynącej wody. 

Przeciągnęła się, ziewnęła i naciągnęła na nagie piersi cienkie, 
bawełniane   prześcieradło.   Zerknęła   na   zegarek   przy   łóżku. 
Dopiero   szósta!   Przypomniała   sobie,   że   Luke   leci   rano   do 
Nowego Jorku. Biorąc pod uwagę różnicę czasu, dotrze tam w 
porze lunchu. Właściwie powinien był polecieć poprzedniego 
wieczoru, ale zmienił zdanie, a obolałe mięśnie przypominały 
jej dlaczego.

background image

Drzwi   od  łazienki   otworzyły   się   i   Jemma   odruchowo 

skierowała   wzrok   na   męża.   Od   ślubu   upłynęły   cztery 
miesiące. Poza ręcznikiem owiniętym wokół smukłych bioder 
Luke był nagi. Jemma, jak zwykle, nie mogła oderwać wzroku 
od muskularnej piersi. Jego widok niezmiennie robił na niej 
wrażenie.

Spotkali się wzrokiem.
 - Znam to spojrzenie, Jemmo, ale muszę być w południe 

w Nowym Jorku, więc już mnie nie kuś - poprosił, znikając w 
garderobie.

Powinna   się   cieszyć,   że   Luke   wyjeżdża   i   będzie   miała 

chwilę   swobody,   ale   nie   wszystko   układało   się   tak,   jak 
spodziewała się na początku.

Kiedy wrócili do Londynu z podróży poślubnej, Jemma 

zastała czekające na nią nowe volvo kombi, prezent ślubny od 
Luke'a. Już dawno  zauważył, że jej staremu autu należy się 
emerytura. W ciągu dziesięciu dni, które spędził w Londynie 
przed wylotem na Daleki Wschód, zdołał zaprzyjaźnić się z 
Liz i Peterem. Zaproponował Peterowi pracę w swojej firmie i 
nie   poprzestał   na   tym.   Przy   entuzjastycznym   wsparciu   Liz 
doradził   Flower   Power   zatrudnienie   przynajmniej   dwóch 
nowych asystentów. Obie właścicielki mogły teraz pracować 
dużo krócej. Próby sprzeciwu ze strony Jemmy okazały się 
daremne.   Luke   był   jak   tornado,   przestawiał   wszystko, 
cokolwiek znalazło się na jego drodze.

Jedynym, nad czym zdołała zapanować, był dom na Zante. 

Zgodnie   z   jej   sugestią   willa   zyskała   piętro   z   czterema 
sypialniami i służyła jako domek weekendowy.

Ileż   emocji   mieści   się   w   słowie   „dom",   pomyślała, 

rozglądając   się   po   sypialni.   Czy   ten   apartament   był   jej 
domem? Nie umiała powiedzieć. Luke nie podróżował nawet 
w połowie tak wiele, jak zapowiadał na początku.

background image

Boże Narodzenie spędzili w Grecji z Theo i już od trzech 

dni byli w Londynie. W sobotę wieczorem Luke podarował jej 
brylantową bransoletkę i nalegał, by uczcili czwarty miesiąc 
małżeństwa   uroczystą   kolacją   i   wyjściem   do   opery,   którą 
Jemma lubiła, a on nie.

Wciąż kupował jej prezenty. Miała tyle biżuterii, że nie 

wiedziała,   co   z   nią   robić,   to   samo  dotyczyło   ubrań.   Był 
niesłychanie hojny, nie przyjmował do wiadomości odmowy i 
Jemma zaczęła sobie w końcu zdawać sprawę, jak bardzo jest 
bogaty.

Podejrzewała,   że   może   być   w   ciąży,   ale   na   razie   nie 

powiedziała jeszcze nic Luke'owi.

Ubrany Luke pojawił się obok niej.
 - Czy mogę mieć nadzieję, że będziesz za mną tęsknić?
Jemma   nerwowo   owinęła   się   prześcieradłem.   Luke 

wyleczył ją wprawdzie z wszelkich zahamowań w sypialni, 
ale jego pytanie uświadomiło jej, że rzeczywiście będzie za 
nim tęskniła.

Jemma nie mogła oderwać od niego wzroku.
 - Możesz ze mną lecieć, jeżeli chcesz. Poczekam, aż się 

przygotujesz - zaproponował.

Jemma spojrzała na niego zaskoczona.
 - Nie, chyba nie. Muszę iść do pracy.
 - Macie nowych pracowników - przypomniał jej - i twoja 

obecność   nie   jest   konieczna.   Ustąp   tym   razem,   dobrze? 
Chętnie pokażę ci Nowy Jork.

Jego prośba zadziwiła ją. Miała ochotę z nim lecieć, ale...
 - Nie, nie. Tego nie było w naszej umowie.
  -   Rzeczywiście,   nie   było.   -   Przez   szare   tęczówki 

przemknął mroczny cień. - Jak mogłem zapomnieć. - Pochylił 
się   i   pocałował   ją   szorstko.   -   Wracam   za   dwa   tygodnie. 
Spróbuj nie tęsknić za bardzo - rzucił szyderczo, odwrócił się 
napięcie i wyszedł.

background image

Telefon   zadzwonił,   kiedy   usiadła   do   śniadania.   Theo 

wyjaśnił,   że   dzwoni   z   życzeniami   na   trzydzieste   ósme 
urodziny wnuka. Jemma poczuła się fatalnie. Wymówiła się 
pracą i szybko skończyła rozmowę.

 - Co się z tobą dzieje? - Jemma nie zauważyła Liz, która 

przypatrywała   się   jej   z   widoczną   troską.   -   Tęsknisz   za 
Lukiem?

  -   Mniej   więcej.   -   Jemma   postanowiła   zwierzyć   się 

przyjaciółce.   -   Luke   ma   dziś   urodziny,   a   ja   zapomniałam 
złożyć mu życzenia przed wyjazdem.

  -   To  źle   -   odparła   Liz   sucho   -   ale   nie   kompletna 

katastrofa.   Zadzwoń   wieczorem,   przeproś   go.   To   powinno 
zadziałać. On cię uwielbia.

Jemma nie mogła się nie uśmiechnąć.
Luke wstał od biurka i rozejrzał się posępnie. Z równym 

skutkiem mógł zostać w domu. Ale gdzie właściwie był jego 
dom?   Powoli   zrozumiał,   że   Jemma   wcale   się   nie   stara,   by 
nadać ich londyńskiemu apartamentowi  jakiś charakter. Nie 
powiesiła najmniejszego obrazka ani nie postawiła kwiatka. 
Apartament,   nagi   i   surowy,   w   niczym   nie   przypominał 
przytulnego domu, który dzieliła ze swoim pierwszym mężem.

Luke westchnął. To nie był udany dzień. W uszach wciąż 

dzwoniły mu słowa Jemmy, że podróżowanie z nim nie należy 
do ich umowy.

Nalał   sobie   szkockiej,   stanął   przy   oknie   i   ponuro 

obserwował nowojorskie dachy na tle nieba. Nie mógł winić 
Jemmy za jej zachowanie. To on wymyślił tę umowę, ona się 
tylko dostosowała. Gdyby przed pół rokiem ktoś powiedział 
mu, że zakocha się we własnej żonie, Luke roześmiałby mu 
się w twarz.

Starał się, jak mógł, żeby Jemmie zaczęło na nim zależeć. 

Za   pierwszym   razem,   kiedy   wyjechał   bez   niej,   wysłał   jej 
kwiaty z Japonii, a po powrocie usłyszał, żeby tego więcej nie 

background image

robił, bo przecież ona jest właścicielką kwiaciarni. Kupował 
jej biżuterię i ubrania, mogła mieć wszystko, co chciała. Tylko 
że ona nie chciała od niego niczego, poza seksem.

Większość   mężczyzn   byłaby   zadowolona,   mając   taką 

żonę, ale nie Luke. W sensie fizycznym dawał jej wszystko, 
ale powoli zrozumiał, że jakaś część jej osobowości pozostaje 
ukryta przed nim na zawsze.

Miłość   osłabiła   go.   Coraz   częściej   zaniedbywał   pracę. 

Poprzednio spędzał w Londynie zaledwie kilka tygodni, teraz 
przez większość czasu chciał być z Jemmą.

Zrozumiał, że miłość uzależnia jeszcze silniej niż seks.
Rozważania przerwało pukanie do drzwi. Ciekawe, kto to? 

Myślał, że wszyscy już wyszli.

  - Niespodzianka! - W drzwiach stała Davina  Lovejoy z 

butelką szampana w dłoni. - Wszystkiego najlepszego w dniu 
urodzin! Otwórz. - Z uśmiechem wyciągnęła do niego butelkę. 
-   Napijmy   się   jak   starzy   przyjaciele,   a   potem   złożę   ci 
życzenia.

Luke zignorował zapraszający błysk w jej roześmianych 

oczach, ale nie wypadało odmówić drinka. Podszedł do barku 
po kieliszki.

Na biurku zadzwonił telefon.
 - Odebrać? - spytała Davina i, nie czekając na odpowiedź, 

podniosła słuchawkę. - Biuro Luke'a Devetzi. Mówi Davina. 
W czym mogę pomóc? Kim pani jest? Zoną Luke'a?

  -   Jemma!   -   Luke   wyrwał   Davinie   słuchawkę.   Jemma 

nigdy wcześniej do niego nie dzwoniła. Coś musiało się stać! - 
Co się dzieje?

  - Nic. Nic złego. Chciałam ci tylko życzyć wszystkiego 

najlepszego. Nie wiedziałam, że masz urodziny, dopóki nie 
zadzwonił Theo. Bardzo mi przykro, że nic ci nie dałam. Ale 
prezent będzie na ciebie czekał po powrocie. Powiedz mi, co 
byś chciał.

background image

Luke   nigdy   dotąd   nie   słyszał   Jemmy   paplającej   w   ten 

sposób. W dodatku jeszcze nie skończyła. Ale było mu miło 
słyszeć jej głos i wcześniejsze troski pierzchły jak śnieg w 
słońcu.

 - A może lepiej zrobię ci niespodziankę. Co wolisz? Będę 

kończyć, pewno jesteś zajęty, prawda? - rzuciła w końcu.

  -   Wcale   nie.   Moja   sekretarka   poczęstowała   mnie 

urodzinowym   toastem.   -   Gestem   nakazał   Davinie   opuścić 
pokój. - Właśnie wychodzi. - Usiadł w fotelu za biurkiem, 
Davina, ponaglana jego gestami, zatrzasnęła za sobą drzwi. - 
Już jestem sam. Właśnie miałem wyjść.

 - No to nie będę cię zatrzymywać.
  -  Nie   odkładaj   słuchawki.   Bardzo   się   cieszę,   że 

zadzwoniłaś.   Na   urodziny   chciałbym   najpierw   ciebie.   - 
Usłyszał   jej   westchnienie   i   popuścił   wodze   wyobraźni, 
precyzując swoje marzenia.

Jemma  zastanawiała  się  nad telefonem do Luke'a  przez 

cały   wieczór   i   kiedy   w   końcu   wybrała   numer,   dochodziła 
północ. W Nowym Jorku był wczesny wieczór.

  - Luke - odezwała się w końcu - nie powinieneś mówić 

takich rzeczy przez telefon.

 - Mam nadzieję, że będziesz o mnie śnić - odpowiedział 

ze śmiechem w głosie.

  -   Na   pewno.   Po   tym,   co   właśnie   usłyszałam,   to 

nieuniknione - odparła i słyszała, jak się śmieje.

  -   A   ja   będę   musiał   spędzić   wieczór   pod   zimnym 

prysznicem. Spróbuję wrócić wcześniej. A ty przez ten czas 
rozejrzyj się za domem. Wiem, że nie lubisz tego apartamentu, 
więc   poszukaj   domu   z   dużym   ogrodem.   Takiego,   który 
mogłabyś pokochać.

Jemma milczała przez moment, przetrawiając jego słowa. 

Słyszała, jak wymawia jej imię, pytając, czy jeszcze tam jest. 
Dotknęła dłonią brzucha i odpowiedziała:

background image

  - Tak, Luke, zrobię tak. A teraz dobranoc. - I odłożyła 

słuchawkę.

Po drugiej stronie Atlantyku Luke uśmiechnął się i nalał 

sobie kieliszek szampana. Głos Jemmy wciąż brzmiał mu w 
uszach, a nastrój poprawił się o sto procent.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY
W   czwartek   po   południu   Jemma   przekręciła   klucz   w 

drzwiach swojego starego domu na Bayswater. W środku było 
zimno i pachniało pustką - to typowe dla domów, w których 
nikt nie mieszkał. Wpadła tu tylko kilka razy przed Bożym 
Narodzeniem, kiedy Luke był za granicą.

Zrzuciła płaszcz i po raz ostatni obeszła ciche pokoje. W 

czwartek rano, po bezsennej nocy, podjęła w końcu decyzję. 
Zaakceptowała   małżeństwo   oparte   na   seksie   i   świadomie 
unikała   głębszego   zaangażowania.   Zdecydowana   nie 
przekraczać narzuconych sobie granic, nie zainteresowała się 
nawet, kiedy jej mąż ma urodziny. Teraz czuła się winna, że 
nawet go o to nie spytała.

Odkąd tak bardzo się bała emocjonalnego zaangażowania? 

Z perspektywy czasu widziała, że to się zaczęło po śmierci jej 
matki.   Nie   starała   się   zbliżyć   do   macochy   i   siostry 
przyrodniej,   wolała   raczej   bliższą   relację   z   ciotką   Mary   i 
Alanem.   Utrata   Alana   zrujnowała   ją   psychicznie,   a   śmierć 
ciotki w następnym roku jeszcze pogłębiła problem. Z natury 
ciepła   i   kochająca,   zaczęła   unikać   głębszych   związków. 
Odpychała   każdego,   kto   mógłby   uwolnić   jej   głęboko 
skrywane uczucia. Także Luke'a. Za bardzo się bała, że może 
stracić także i jego, by pozwolić mu się do siebie zbliżyć.

O świcie Jemma w końcu zrozumiała, że musi uwolnić się 

od przeszłości i od swoich lęków, że nie wolno jej zmarnować 
wspaniałej   szansy   przyszłości   z   Lukiem.   Chciała   mieć 
dziecko, a dziecko potrzebuje matki, która umie kochać, a nie 
emocjonalnego wraka.

Poprzedniego wieczoru ze smutkiem odkryła, że jednak w 

ciąży nie jest, ale to nie zmieniło jej postanowienia. Musiała 
iść naprzód i ufać w przyszłość. Skontaktowała się z agencją 
na temat domu za miastem, jak proponował Luke, w końcu 
musiała też sprzedać swój dawny dom, Rzeczoznawca miał 

background image

przyjść   następnego   dnia   rano,   a   ona   wymknęła   się   z 
kwiaciarni,   żeby   zabrać   jeszcze   trochę   drobiazgów,   które 
chciała   zachować,   zdjęć   z   dzieciństwa,   fotografii   rodziców, 
ciotki i Alana. Miała nadzieję, że któregoś dnia będzie mogła 
je pokazać swojemu dziecku.

Postawiła   pudło   na   stole   w   salonie   i   zaczęła   pakować, 

żałując,   że   nie   zrobiła   tego   kilka   miesięcy   wcześniej.   Przy 
niektórych   drobiazgach   marudziła,   przy   innych   wybuchała 
śmiechem, nad jeszcze innymi wzdychała. W końcu rozejrzała 
się po pokoju i stwierdziła, że nie chce już nic  więcej, poza 
kilkoma pamiątkami, które trzymała w sypialni.

Nie usłyszała otwierania frontowych drzwi ani kroków na 

schodach. Siedziała na łóżku, pochylona nad poobijaną puszką 
zawierającą ukochane skarby z dzieciństwa. Muszelki zebrane 
podczas   wakacji   z   rodzicami.   Kamyk   w   kształcie   serca   z 
czerwoną   żyłką   na   obwodzie,   ładniejszy   od   wszystkich 
wyrobów   jubilerskich   świata.   Oczy   jej   zwilgotniały   na 
wspomnienie dnia, kiedy go znalazła. Ojciec był zajęty pracą, 
więc obie z matką pojechały na cały dzień do Brighton, gdzie 
Jemma wykopała kamyk z piasku. To był jej ostatni wypad z 
matką.

Otarła   łzy   grzbietem   dłoni,   zamknęła   pudełko   i   wstała. 

Dość   smutku,   pozostawi   tylko   piękne   wspomnienia. 
Odwróciła się do drzwi i stanęła jak wryta.

W   drzwiach   stał   Luke,   ubrany   w   ciemnoniebieski 

kaszmirowy   sweter   i   granatowe   spodnie.   Serce   Jemmy 
podskoczyło radośnie.

 - Co ty tu robisz? Myślałam, że wrócisz za dziesięć dni - 

rzuciła z uśmiechem.

Szare oczy obserwowały ją zagadkowo, ale coś w wyrazie 

ust przyprawiło ją o niewytłumaczalną nerwowość.

 - Pomyślałem, że zrobię ci niespodziankę i kiedy cię nie 

zastałem   w   apartamencie,   zadzwoniłem   do   Flower   Power. 

background image

Patty powiedziała, że jesteś  w domu na Bayswater - odparł 
gładko. - Myślałem, że sprzedałaś go dawno temu, chociaż 
powinienem się domyślić, że nie zamierzasz się pozbyć tego 
ołtarzyka.

 - Mylisz się.
 - Czyżby? - Luke ruszył w jej kierunku, w szarych oczach 

błysnął   złowrogi   cień,   kiedy   skinął   w   kierunku   pomiętej 
pościeli.   -   Prawdopodobnie   śpisz   tutaj   za   każdym   razem, 
kiedy wyjeżdżam.

  -   Wcale   nie   -   zaprzeczyła   szybko.   Na   jego   twarzy 

malowała się gładka uprzejmość, ale czuła buzującą pod tą 
układną   maską   złość.   -   Chciałam   tylko   zabrać   kilka 
drobiazgów,   bo   jutro   rano   przyjdzie   pośrednik   od 
nieruchomości.

Czarne brwi wygięły się w szydercze łuki.
 - Dziwne, ale pamiętam, jak mi o tym mówiłaś w zeszłym 

roku.

Jemmę oblał rumieniec wstydu.
 - Nie chciałam kłamać, ale tak mnie wtedy ponaglałeś... - 

próbowała się usprawiedliwić.

  -  Ja cię ponaglałem? Pamiętam, że wpadłaś do mojego 

łóżka w minutę potem, jak mnie zobaczyłaś, a i następnym 
razem   nie   trzeba   cię   było   długo   prosić   -   powiedział   z 
odcieniem   goryczy.   Po   raz   pierwszy   nie   hamował   swojej 
wściekłości. - Za kogo ty mnie bierzesz? Za głupka?

Jemma patrzyła, całkowicie zaskoczona jego wybuchem.
 - Ja nigdy...
  -   Nie   zamierzam   słuchać   więcej   twoich   kłamstw. 

Uczepiłaś się swojej przeszłości jak rzep. Tylko dlaczego to 
nie dotyczy twojego ciała? - Trzymał ją tak mocno, że nie 
mogła się ruszyć.

 - Luke, proszę... - wykrztusiła słabo.

background image

Zanim   zdołała   dokończyć,   pocałował   ją   gwałtownie,   a 

kiedy próbowała się uwolnić, pchnął na łóżko.

Zalała   ją   fala   złości.   Co   takiego   zrobiła,   żeby   go   tak 

rozwścieczyć?   Chciała   się   zerwać,   ale   opadł   na   nią, 
unieruchamiając ją pod sobą.

 - Luke! - krzyknęła.
 - O tak, chcę, żebyś dobrze wiedziała, kto cię weźmie w 

tym łóżku najczulszych wspomnień. Nie będziesz już mogła w 
nim spać, nie myśląc o mnie.

Spróbowała go odepchnąć, ale  jego pierś była twarda  i 

nieustępliwa   jak  mur.   Kiedy   w  końcu  ogarnęło   ją   znajome 
podniecenie   i   zaczęła   oddawać   mu   pieszczoty,   Luke   nagle 
znieruchomiał.   Jemma   wolno  uniosła   powieki,   by   na   niego 
spojrzeć. Wpatrywał się w nią wściekły.

 - Co ja, u diabła, robię?
Jemma   nie   wierzyła   własnym   oczom,   kiedy   wstał   i 

poprawił ubranie. Spojrzał na nią ponuro i wsunął dłonie w 
kieszenie.

  -   I   pomyśleć,   że   mógłbym...   -   przerwał   i   potrząsnął 

głową.

 - Co się dzieje? - spytała ogromnie speszona, nienawidząc 

płaczliwego tonu w swoim głosie.

  - Nie rozumiesz? Znajduję cię tutaj, zapłakaną na łóżku 

twojego zmarłego męża.

 - Nie płakałam - zaprzeczyła, ale on nie słuchał.
 - Mam dosyć - syknął. - Chcę separacji. Możesz tu zostać, 

najwyraźniej   to   jest   twoje   miejsce.   -   Rzucił   jej   szyderczy 
uśmiech.  -  Byłem   szalony   myśląc,  że   to  możliwe.   Każę   ci 
odesłać rzeczy i nie chcę cię więcej widzieć.

Powoli odwróciła się od niego, zapięła spodniej i zsunęła 

nogi przez krawędź łóżka.

Przy   Alanie   nigdy   się   tak   nie   czuła,   bo   ich   uczucie 

narodziło się z długotrwałej przyjaźni, łagodności i troski i 

background image

mało było w nim namiętności. Luke zawładnął jej ciałem i 
umysłem. Całą siłą woli utrzymywała barierę między nimi, a 
teraz,   kiedy   było   już   za   późno,   nagle   zrozumiała   prawdę: 
kochała go.

Ból   zaatakował   ją   z   nową   siłą,   ale   nie   chciała   dać   mu 

poznać,   jak   bardzo   ją   zranił.   Naciągnęła   podartą   bluzkę, 
zapięła jedyny, ocalały guzik i wstała z łóżka. Musiała użyć 
całej siły woli, żeby na niego spojrzeć.

  - Jak sobie  życzysz - zdobyła się nawet na wzruszenie 

ramionami.   -   Nie   chciałabym   tylko,   żeby   nasza   separacja 
dotknęła mojego ojca.

  -   Twój   ojciec   i   jego   firma   będą   dalej   otrzymywać 

pieniądze,   tak   jak   uzgodniliśmy.   -   Skrzywił   się.   -   A   jeżeli 
okazałoby się, że jesteś w ciąży,  będziemy musieli dojść do 
jakiegoś przyjacielskiego porozumienia.

 - Nie jestem w ciąży. I powiedz Theo, że może korzystać 

z domu na Zante, ile razy przyjdzie mu ochota. - Wyglądało 
na to, że tylko ona jedna nie dostanie tego, czego oczekiwała 
od tego małżeństwa.

  -   Dziękuję   bardzo,   ale   będę   nalegał,   by   płacić   ci   za 

wynajem, ilekroć tam będzie. Theo nie musi wiedzieć.

Propozycja wynajmu za pieniądze rozzłościła ją, ale zanim 

zdążyła się odezwać, Luke odwrócił się na pięcie i wyszedł.

Jemma usiadła na łóżku. Nie płakała, usiłując pojąć sens 

tego, co się właśnie stało. Kiedy Luke odlatywał do Nowego 
Jorku,   wszystko   wydawało   się   w   najlepszym   porządku,   a 
tamtego wieczoru, kiedy do niego zadzwoniła...

Gwałtownie   wciągnęła   powietrze.   Telefon   odebrała 

kobieta. Davina... po chwili namysłu przypomniała sobie. Jan 
wspominała,   że   przed   ślubem   z   nią   Luke   spotykał   się   z 
dziewczyną   o   podobnym   imieniu,   mieszkającą   w   Nowym 
Jorku. Nagle Jemmie wydało się, że rozumie wszystko. Luke 
najpewniej znów jest z Daviną, a wszystko to, co powiedział 

background image

jej   tamtego   wieczoru   przez   telefon,   było   okrutnym   żartem. 
Czy teraz oboje się z niej śmieją? Kiedy Luke namawiał ją, by 
poszukała domu z ogrodem, naiwnie wierzyła, że zamieszkają 
tam razem. Ale to ona miała wyprowadzić się z apartamentu, 
żeby jej miejsce mogła zająć inna kobieta.

Ależ była ślepa. Luke miał inną kobietę. Szczerze mówiąc, 

od   samego   początku   spodziewała   się   czegoś   podobnego. 
Miała   szczęście,   że   ich   małżeństwo   przetrwało   aż   cztery 
miesiące. A jednak wcale nie czuła się szczęśliwa. Nie mogła 
powstrzymać łez...

Luke wsiadł do samochodu i mocno trzasnął drzwiami. W 

piersi czuł kamień. Oparł drżące dłonie na kierownicy. Chciał 
zniknąć   z   tego   miejsca,   odjechać   jak   najdalej.   Był 
wstrząśnięty własnym zachowaniem. Jakże mało brakowało, 
by wziął Jemmę siłą, nie licząc się z jej uczuciami. Jeszcze 
nigdy   nie   zdarzyło  mu   się   wpaść   w   tak   wszechogarniającą 
wściekłość.   Najwidoczniej   miał   na   jej   punkcie   niezdrową 
obsesję.

Dał   jej   wszystko,   poza   wyznaniem   miłości,   i   boleśnie 

tęsknił   za   jej   uczuciem.   Po   trzech   frustrujących   dniach   w 
Stanach   wyczarterował   samolot   i   wrócił   do   Londynu, 
zdecydowany wyznać Jemmie miłość. Romantycznie wierzył, 
że rzuci mu się w ramiona i odwzajemni jego uczucie.

Jak tylko usłyszał, że Jemma jest na Bayswater, zrozumiał 

wszystko, ale jeszcze nie chciał w to wierzyć. Kiedy zobaczył 
ją w sypialni, zapłakaną nad pamiątkami po zmarłym mężu, 
kompletnie stracił panowanie nad sobą. Miłość zrobiła z niego 
idiotę, ale przyrzekł sobie, że to ostatni raz. We wszystkich 
innych dziedzinach życia był dumnym zwycięzcą, z Jemmą 
poniósł   klęskę.   Nie   ufał   sobie,   kiedy   znajdowała   się   w 
pobliżu,   była   słabością,   na   którą   nie   mógł   sobie   pozwolić. 
Musiał z tym skończyć, jeżeli nie chciał, by to uczucie go 
zniszczyło.

background image

Tydzień   później   Jemma   siedziała   w   restauracji   z   Liz, 

udając, że cieszy się z lunchu, na który zupełnie nie miała 
ochoty.

 - Uśmiechnij się, Luke wróci w sobotę - pocieszała ją Liz.
Promienny   uśmiech   zupełnie   się   Jemmie   nie   udał.   W 

końcu prawda i tak wyjdzie na jaw.

 - On nie wróci, Liz. Wszystko skończone.
 - Nie! Nie wierzę. Luke cię uwielbia!
 - On uwielbia kobiety jako takie - odparła Jemma sucho. - 

Jestem pewna, że ma inną.

  -   Nie   zrobiłby   ci   tego.   Na   pewno   się   mylisz   - 

zaprotestowała Liz.

 - Raczej nie. Widziałam się z nim w czwartek. Wpadł do 

Londynu, żeby mi to powiedzieć osobiście. Ma mnie dosyć i 
nie chce mnie więcej widzieć. To ci wystarczy?

 - Wstrętna gnida!
  -   Też   tak   uważam   -   zgodziła   się   Jemma.   Wstała.   - 

Możemy stąd wyjść? Mam dosyć.

Jemma bała się wyznać prawdę ojcu, ale okazało się, że 

niepotrzebnie.   Odwiedził   ją   w   czasie   weekendu   i,   ku   jej 
zdumieniu, okazał współczucie.

  - Jak się miewasz, córeczko? - zapytał, obejmując ją na 

powitanie, - Miałem nadzieję, że Luke uczyni cię szczęśliwą, 
a nie zostawi w taki sposób.

Jemma   cofnęła  się  o  krok.  Fakt,  że   Luke   powiedział   o 

wszystkim jej ojcu, był dodatkowym upokorzeniem.

 - Nie martw się, tato - odparła. - Tobie ani firmie nic nie 

grozi. - Cynizm był instynktowną obroną przed dławiącym ją 
bólem i żalem.

  - Wiem, Luke mi powiedział. Ale czy ojciec może nie 

martwić o córkę? Na pewno jesteś przygnębiona.

 - Wcale nie - zaprzeczyła. - Zawsze wiedziałam, że Luke 

to   kobieciarz.   Było   miło,   dopóki   trwało.   Teraz   to   już 

background image

nieważne. A teraz, tato, muszę  cię pożegnać, bo za chwilę 
przyjdą ewentualni kupcy domu.

  -   Sprzedajesz   go?   Znajdź   coś   większego   i 

wygodniejszego. Luke'a z pewnością na to stać.

Po tej przyjacielskiej poradzie ojciec wyszedł. Jemma nie 

mogła powstrzymać uśmiechu.

W ciągu następnych tygodni uśmiechała się niewiele. Nie 

mogła   spać,   nie   mogła   jeść,   a   to   wszystko   z   winy   Luke'a 
Devetzi. Tak bardzo próbowała uniknąć bólu związanego z 
uczuciem do niego, ale wszystko na próżno.

Był   pierwszy   dzień   wiosny.   Jemma   właśnie   opuściła 

gabinet   swojego   lekarza   w   stanie   poważnego   wstrząsu. 
Znalazła się tutaj, bo zasłabła w pracy i Liz zmusiła ją do 
wizyty.

To chyba cud! Była w ciąży. Zdaniem doktora plamienie 

w pierwszych tygodniach ciąży nie było niczym niezwykłym, 
tymczasem ona myślała, że to okres. Teraz okazało się, że to 
już   trzeci   miesiąc.   Wspaniale,   myślała,   podążając   do 
samochodu   tanecznym   krokiem.   Sprzedała   dom   i   zaledwie 
przed tygodniem wprowadziła się do uroczej willi z dużym 
ogrodem   w   Sussex.   Decyzja   o   wyjeździe   z   Londynu   i 
ograniczeniu pracy do trzech dni w tygodniu uczyniła ją osobą 
szczęśliwą.

  - Co powiedział doktor? - spytała Liz, jak tylko Jemma 

weszła do sklepu.

 - Chodźmy na zaplecze, to wszystko ci opowiem.
 - A co z Lukiem? - zapytała Liz jakiś czas później, kiedy 

Jemma   opanował   trochę   wybuch   radości.   -   Musisz   mu 
powiedzieć.

  - Nie! Daj spokój, Liz. Niedawno w jednym z twoich 

kolorowych magazynów widziałam jego zdjęcie z Daviną w 
objęciach. Bądź realistką. Powiedział, że nie chce mnie więcej 
widzieć. Odesłał moje rzeczy kurierem, wyobrażasz sobie?

background image

Liz potrząsnęła głową.
  -   Nie   wiedziałam.   Co   za   drań!   Jednak   uważam,   że 

powinnaś mu powiedzieć. W końcu będzie ojcem.

 - Jeżeli to ci poprawi samopoczucie, powiem mu, jak go 

zobaczę - odpowiedziała Jemma.

Kilka tygodni później przyszedł list od Thea. Donosił, że 

remont domu na Zante został ukończony i wyrażał nadzieję, 
że   pomimo   jej   rozstania   z   Lukiem   nadal   pozostaną 
przyjaciółmi. Odpisała mu, donosząc, że poleciła opiekunowi 
domu zostawić mu klucz, żeby mógł korzystać z domu, kiedy 
tylko zechce. Czuła się winna, ale chociaż wiedziała, że nie 
może ukrywać ciąży przed Lukiem i Theo, nie chciała im tego 
powiedzieć od razu. Potrzebowała czasu, żeby oswoić się z 
tymi nowymi emocjami.

W połowie kwietnia przeżyła niemiły wstrząs.
  - Byliśmy z Peterem na biznesowej kolacji, a Luke był 

tam   specjalnym   gościem   -   oznajmiła   Liz   podczas   ich 
zwyczajowego,   wspólnego   lunchu.   -   Był   sam   i   wyglądał 
okropnie, a w każdym razie mizernie.

  -   Wcale   się   nie   dziwię,   przy   takim   trybie   życia   - 

opowiedziała Jemma krótko.

 - Pytał o ciebie... Jemma zesztywniała.
 - Mam nadzieje, że nic nie powiedziałaś?
 - Tylko tyle, że kwitniesz - odparła Liz sucho.
W   następnym   tygodniu   Jemma   wzięła   zwolnienie 

lekarskie. Tłumaczyła się troską o dziecko, ale tak naprawdę 
martwiła się, że Liz spotkała Luke'a w Londynie. Od rozstania 
nie widzieli się ani nie słyszeli i wolała, żeby tak zostało. Co 
miesiąc wpłacał na jej konto pieniądze na życie, które ona 
ignorowała. W czwartym miesiącu jej ciąża nie była jeszcze 
widoczna   i   wiedziała   o   niej   tylko   Liz.   Jemma   chciała 
utrzymać ten stan jak najdłużej.

background image

Bardzo   polubiła   nowy   dom   i   ogród   i   zachwycała   się 

cudem, rosnącym w niej samej. Miłość do Luke'a zamknęła w 
najtajniejszych zakamarkach pomięci. Kiedy czasem uczucie 
wracało   do   niej,   najczęściej   ciemną   nocą,   robiła   sobie 
szklankę   gorącego   mleka   i   rozmyślała   o   dziecku.   Była 
mistrzynią   w   ukrywaniu   uczuć,   miała   przecież   wieloletnią 
praktykę...

Usłyszała dzwonek telefonu jeszcze przed drzwiami, ale 

zanim znalazła klucze i weszła do domu, umilkł. Pomyślała, 
że   jeżeli   to   coś   ważnego,   zadzwoni   drugi   raz.   Przeszła   do 
przestronnej kuchni połączonej z jadalnią. Odłożyła kupioną 
właśnie puszkę farby na kuchenny stół i rozprostowała plecy. 
Postanowiła pomalować pokój dziecinny na jasnożółto.

Spędziła   niezwykle   pracowite   przedpołudnie,  odbyła 

wizytę kontrolną po sześciu miesiącach ciąży i zrobiła zapasy 
jedzenia   na   następny   tydzień.   Do   najbliższego   miasteczka 
miała  ponad sześć kilometrów własną  drogą, obsadzoną  po 
jednej   stronie   zagajnikiem.   Dom   został   zbudowany   przez 
poprzedniego   właściciela   przed   pięćdziesięciu   laty   i 
kilkakrotnie   przebudowywany,   w   miarę   jak   rodzina   się 
powiększała, aż w końcu miał, poza główną sypialnią, pięć 
innych i trzy łazienki. Właściwie był dla Jemmy zbyt duży, ale 
pokochała   to   miejsce   i   coraz   częściej   wyobrażała   sobie 
biegające po nim dziecko.

Uśmiechnęła   się   do   siebie   i   ruszyła   do   samochodu   po 

resztę   zakupów.   Telefon   zadzwonił   znowu   i   ponownie   nie 
zdążyła   go   odebrać.   Schowała   zakupy   i   zaparzyła   sobie 
rumianku.  Z  filiżanką  w  ręku wyszła  przez  tylne  drzwi   do 
ogrodu.   Klomby   leżały   barwnymi   plamami   pośród   zieleni 
trawników i Jemma westchnęła w zachwycie.

Usiadła na leżaku obok fontanny i sączyła napój. Malec 

czuł   się   świetnie.   Życie   było   piękne.   Odstawiła   filiżankę, 
objęła dłońmi brzuch i zamknęła oczy.

background image

Luke   rozpoznał   samochód   Jemmy,   zaparkował   obok   i 

wysiadł. Nacisnął dzwonek przy drzwiach frontowych i cofnął 
się o kilka kroków, żeby popatrzeć na dom. Glicynia w pełni 
kwitnienia   pokrywała   całą   frontową   ścianę.   W   dachu   z 
ciemnoniebieskiej   dachówki   uśmiechały   się   cztery 
mansardowe   okna,   zwieńczone   drewnianymi   rzeźbami 
kwiatów. A więc tak wyglądał dom Jemmy.

Zadzwonił jeszcze raz. Musiała tam być, ale słyszał tylko 

senne   brzęczenie   owadów   w   gorącym   czerwcowym 
powietrzu. Zajrzał za róg i odkrył, że dom ma dwa skrzydła. 
Miedzy nimi rozciągał się ogród z fontanną pośrodku.

Była   w  ciąży.  Nawet   z   oddalenia   widział   duży   brzuch. 

Leżała na leżaku i nie poruszyła się, kiedy do niej szedł. Była 
tak piękna, że falą wróciły do niego wszystkie uczucia, które 
jak sądził, już dawno pogrzebał głęboko.

Miała   na   sobie   miękką   muślinową   sukienkę   na 

ramiączkach. Jedno obsunęło się, odsłaniając kremową pierś. 
Jedno   smukłe   ramię   spoczywało   wzdłuż   ciała,   drugie 
opiekuńczym gestem osłaniało ciężarny brzuch. Nosiła jego 
dziecko i nie powiedziała mu o tym.

Otworzyła oczy i pomyślała, że śni.
Nagle zobaczyła go wyraźnie. To nie był sen. Serce jej 

zabiło, kiedy spojrzała  w szare  oczy  patrzące  groźnie  spod 
zmarszczonych brwi.

 - Jak mogłaś trzymać to w sekrecie przede mną? - zapytał 

szorstko.

 - Nie rozumiem, o czym mówisz - odpowiedziała. - Moja 

ciąża   to   żadna   tajemnica.   -   Jemma   wstała.   Powrócił   ból 
wywołany ich rozstaniem. - Powiedziałeś, że nie chcesz mnie 
więcej widzieć, więc nic dziwnego, że mój stan uszedł twojej 
uwagi.

Nie   miała   najmniejszego   pojęcia,   co   przeszedł   przez 

ostatnie miesiące. Chory z tęsknoty, niezdolny spać, pracował 

background image

dniami   i   nocami,   żeby   tylko   o   niej   nie   myśleć.   Zarobił 
mnóstwo   pieniędzy,   których   nie   potrzebował.   Ale   nic   nie 
mogło   ukoić   tęsknoty   za   Jemmą.   W   desperacji   zabrał   na 
kolację   Davinę,   ale   wieczór   okazał   się   katastrofą.   A   teraz 
Jemma   stała   przed   nim,   z   wyzwaniem   w   bursztynowych 
oczach.

  - Nie przeciągaj struny - warknął. - Wiesz doskonale, o 

czym   mówię.   Nie   miałaś   zamiaru   poinformować   mnie   o 
dziecku. Kiedy się rozstawaliśmy, pytałem, czy to możliwe. 
Znów mnie okłamałaś.

Wyraz jego przystojnej twarzy wstrząsnął Jemmą do głębi.
  - Wcale nie kłamałam! Kiedy mnie pytałeś, nie miałam 

pojęcia o ciąży - wyjaśniła. Cofnęła się o krok i wpadła na 
leżak,   który   dopiero   co   opuściła.   Luke   wykazał   się 
doskonałym refleksem, ratując ją od upadku. - Już w porządku 
- wysapała i w tej samej chwili poczuła kopnięcie.

Rysy Luke'a złagodniały, w jego oczach mignęła trwoga.
 - Dziecko kopie. Czy to cię boli? - zapytał.
 - Nie, wszystko dobrze - odpowiedziała drżącym głosem. 

- Powiedz mi teraz, jak mnie znalazłeś i dlaczego.

Opuścił ramię, którym ją podtrzymywał, i uśmiechnął się 

kpiąco.

  -   Dziwne,  że   Liz   cię   nie   ostrzegła.   To   chyba   jedyna 

osoba, z którą jesteś blisko.

 - Liz ci powiedziała? Nie wierzę. Nie zrobiłaby tego... - 

przerwała, bo przypomniała sobie dwa nieodebrane wcześniej 
telefony.

  -   Nie   martw   się,   Liz   nie   zawiodła   twojego   zaufania. 

Powiedział mi Peter. Spotkałem go na biznesowym przyjęciu. 
Sam jest ojcem i uznał, że powinienem wiedzieć.

Jemma   zdobyła   się   na   nonszalanckie   wzruszenie 

ramionami,   ale   w   środku   cała   drżała.   Przez   prawie   pięć 
miesięcy pracowicie przekonywała sama siebie, że nie kocha 

background image

Luke'a   i   go   nie   potrzebuje.   Ale   kiedy   przed   nią   stanął, 
wszystkie,   tak   starannie   budowane   zasieki   nagle   runęły. 
Wyglądał rzeczywiście mizernie, ale dla niej był wciąż tak 
samo pociągający.

  -   Czego   właściwie   chcesz,   Luke?   -   spytała   ostrożnie. 

Prawnie   wciąż   była   jego   żoną   i   Luke   miał   pełne   prawo 
wyegzekwować swoje prawa do dziecka. Mógł łatwo zburzyć 
jej,   niepewne   jeszcze,   nowe   życie.   Mógł   się   upierać   przy 
stałym kontakcie z dzieckiem albo Bóg jeden wie, co jeszcze. 
- Pospiesz się, z łaski swojej. Już wystarczająco długo byłam 
dziś na słońcu.

  -   Jesteś   moją   żoną,   w   ciąży   z   moim   dzieckiem  - 

odpowiedział i zanim zdążyła odgadnąć jego intencje, porwał 
ją na ręce.

 - Oszalałeś! Puść mnie! - krzyknęła, ale musiała go złapać 

za szyję, żeby nie stracić równowagi.

Ruszył w kierunku domu.
 - Zamierzam chronić ciebie i nasze dziecko. Masz rację, 

rzeczywiście   byłaś   zbyt   długo   na   słońcu   -   powiedział, 
wnosząc ją do przestronnej kuchni. Ostrożnie postawił ją na 
nogach i rozejrzał się. Szare oczy zabłysły uznaniem. - Ładnie 
tu.

  - Nie obchodzi mnie twoje zdanie - odparowała. - Nie 

wiem, o co ci chodzi, w każdym razie tracisz czas. Nie chcę 
cię tutaj. - Odwróciła się do niego plecami i podeszła do zlewu 
po szklankę wody.

Luke chwycił ją za ramię, odwrócił do siebie i wbił w nią 

wzrok.

 - Nie masz wyboru.
Kiedy słyszałam to ostatnio? - pomyślała z goryczą. Nic 

się nie zmieniło.

 - Zostanę tutaj, jak długo będzie trzeba. Nawet na zawsze. 

Kocham cię, Jemmo, i nie pozwolę ci znów odejść.

background image

Patrzyła na niego, zaskoczona.
 - Powtórz to. Przeczesał palcami czarne włosy.
 - Kocham cię, Jemmo. Zawsze cię kochałem.
Na moment prawie mu uwierzyła. Dopóki nie poruszyło 

się w niej dziecko.

  -   Nie   -   powiedziała.   -   Nie   wierzę   ci.   -   Jak   mogła 

zapomnieć,   że   umiał   doskonale   manipulować   ludźmi,   że 
wykorzystywał   swoją   siłę   i   błyskotliwą   inteligencję,   by 
zawsze dostawać, czego chce? Chciał dziecka. Jej dziecka. - 
Kłamiesz, bo chcesz dziecka.

  - Po co miałbym kłamać. Jestem ojcem tego dziecka, a 

ono   jest   również   moje,   niezależnie   od   stosunków   między 
nami.   Ale   to   ciebie   kocham.   -   Wyciągnął   do   niej   ręce.   - 
Potrzebuję cię, i to bardzo. Próbowałem żyć bez ciebie, ale to 
było piekło na ziemi.

Szczerość w jego głosie trafiła jej do serca. Spojrzała mu 

w oczy i zobaczyła, jak silnie to przeżywa. Jej opór zaczął 
słabnąć. Tak bardzo pragnęła jego miłości...

 - Musisz mi uwierzyć, bo nie pozwolę ci znowu odejść.
Jego   słowa   podziałały   jak   zimny   prysznic.   Nagle 

wyzwoliły się w niej emocje skrywane głęboko od miesięcy. 
Zebrała całą siłę i odepchnęła go.

 - Niedawno słyszałam, że nie chcesz mnie więcej widzieć. 

A   teraz   nachodzisz   mnie   w   domu,   deklarujesz   dozgonną 
miłość i spodziewasz się, że padnę ci do stóp? Ale ja też mam 
ci   coś   do   powiedzenia.   Myślisz,   że   nie   wiem   o   Davinie? 
Spotykałeś się z nią przed naszym ślubem, prawda?

Była z tobą, kiedy dzwoniłam z życzeniami, A ostatnio 

widziałam wasze zdjęcie.

Puścił   ją   i   cofnął   się   o   krok,   a   policzki   zabarwił   mu 

ciemny rumieniec.

  -   Nawet   nie   próbuj   zaprzeczać.   Te   wszystkie   słodkie 

słówka były skierowane do niej, prawda? Nieźle się bawiliście 

background image

moim kosztem! Wiesz co? Na twój widok zbiera mi się na 
wymioty.   Po   co   kazałeś   mi   szukać   domu   dla   nas,   skoro 
chciałeś tylko, żebym zwolniła apartament? I pomyśleć, że ja 
właśnie   postanowiłam   odłożyć   przeszłość   na   bok.   - 
Potrząsnęła głową i uśmiechnęła się gorzko. - Daj mi spokój, 
Luke. Muszę odpocząć. - Odwróciła się na pięcie, drżąc po 
tym wybuchu.

  - O nie, Jemmo. - Luke z powrotem przyciągnął ją do 

siebie. - Nie uciekaj. Jesteś zazdrosna o Davinę. - Szare oczy 
zabłysły ulgą. - Wiesz, jaki jestem z tego powodu szczęśliwy? 
Wiesz, jak bardzo pragnąłem przebić się przez twój chłód? 
Poczuć, że ty też coś do mnie czujesz? Jakże często leżałem 
obok ciebie i czułem, że budujesz między nami mur, a twoje 
głębsze uczucia zostały na zawsze pochowane razem z twoim 
zmarłym   mężem?   Pokochałem   kobietę,   zamkniętą   we 
wspomnieniach dawnego uczucia.

Jemma patrzyła mu w oczy i widziała w nich szczerość. 

Gwałtownie zaczerpnęła tchu. Takiego Luke'a dotąd nie znała 
i teraz obserwowała go  w bolesnej niepewności i ostrożnej 
nadziei, bo chciała mu wierzyć, ale jeszcze się bała.

 - No to kiedy cię olśniło? - zapytała sarkastycznie.
Uśmiechnął się do niej.
 - Tamtego dnia na Zante, kiedy kochaliśmy się w sypialni 

twojej ciotki. Potem, na plaży, powiedziałaś, że nie wierzę w 
miłość. Czułem, że jeszcze za wcześnie na wyznania. Zabolało 
mnie, że skłamałaś, kiedy pytałem o kochanka twojej ciotki, 
bo to znaczyło, że mi nie ufasz.

Jemma zarumieniła się.
  - To już nieważne. Nie musisz mi mówić. Przyrzekłem 

sobie wtedy, że zrobię wszystko, żebyś mi zaufała, a może i 
pokochała.

Luke   był   bardzo   przekonujący,   kiedy   tak   trzymał   ją   w 

ramionach.

background image

  - Powiedziałeś, że miłość nie istnieje, że to tylko inne 

słowo na określenie pożądania. Powiedziałeś, że masz mnie 
dosyć, dlaczego miałabym uwierzyć, że nagle  wszystko się 
zmieniło?

Luke skrzywił się na to wspomnienie.
 - Jak mam ci to wyjaśnić? Wszystkie moje wyobrażenia o 

miłości   wywietrzały   mi   z   głowy   w   chwili,   gdy   cię 
zobaczyłem.   Byłaś   kobietą   z   moich   snów,   ale   wszystko 
zmieniło   się   w   koszmar,   kiedy   powiedziałaś,   ze   jesteś 
mężatką.   Spędziłem   rok   w   celibacie,   próbując   o   tobie 
zapomnieć. W końcu, w desperacji, umówiłem się z Daviną.

Potem   ponownie   spotkałem   ciebie   i   przysięgam,   że   od 

tamtej   chwili   nie   dotknąłem   jej.   Przyszła   do   biura   z 
życzeniami,   ale   odesłałem   ją,   żeby   porozmawiać   z   tobą. 
Myślisz, że mógłbym kochać się z inną, tak jak z tobą? To ty 
jesteś   moją   miłością,   moją   pasją,   moim   życiem.   Kiedy   cię 
zmusiłem, żebyś za mnie wyszła, myślałem, że to nieważne, 
że   wciąż   kochałaś   Alana.   Pragnąłem   cię,   wiedziałem,   że 
pasujemy do siebie, wierzyłem, że to wystarczy, by stworzyć 
podstawy tego związku. Ale szybko zrozumiałem, że byłem w 
błędzie. Pokochałem cię i chciałem od ciebie dużo więcej. - 
Uniósł jej brodę. - Popatrz na mnie - poprosił. Spojrzała mu w 
oczy  i  zdziwiła   się,  jak  mogła  kiedykolwiek  myśleć,  że  są 
zimne. Teraz płonęły pragnieniem i bólem, od których serce 
jej drgnęło.

 - Jestem bardzo zaborczym mężczyzną i wstyd mi za to, 

ale byłem szaleńczo zazdrosny o twojego zmarłego męża.

 - Specjalnie zniszczyłeś mój medalion. Oczy Jemmy były 

teraz ogromne, a twarz Luke'a ściągnięta bólem.

  -   Kiedy   wróciłem   z   Nowego   Jorku,   chciałem   ci 

powiedzieć, co czuję, bo po tamtej intymnej rozmowie byłem 
przekonany,   że   wreszcie   nam   się   uda,   tym   bardziej   że 
zgodziłaś się poszukać domu.

background image

 - Myślałam, że to ma być dla nas, ale potem uznałam, że 

chcesz, żebym się wyprowadziła.

 - Pierwsza myśl najlepsza - Luke uśmiechnął się słabo. - 

Ale kiedy zobaczyłem, jak płaczesz w starym domu, coś we 
mnie   pękło.   -   Na   tamto   wspomnienie   przymknął   oczy,   ale 
zaraz otworzył je znowu. - Jemmo, czy mi wybaczysz? Nie 
mogła znieść cierpienia w jego oczach.

 - Byłeś na mnie zły...
  - Kiedy sobie uświadomiłem,  że nie mogę  sobie ufać, 

kiedy jestem przy tobie, musiałem odejść.

 - Ale powiedziałeś, że masz mnie dosyć i widziałam to w 

twoich oczach.

  - Miałem dosyć samego siebie. Tylko siebie. Seks był 

wspaniały,   ale   miałem   coraz   mniej   nadziei,   że   mnie 
pokochasz.   Chciałem   cię   mieć   całą.   Ciało   i   duszę. 
Próbowałem wszystkiego i wszystko zawodziło. Nie mogłem 
już dłużej. Nie dziwię się, że nie powiedziałaś mi  o ciąży. 
Musiałaś się mnie bać.

Jemma   nie   mogła   znieść   tej   pokory   u   dumnego, 

niezłomnego Luke'a.

  -   Nie   mogłabym   się   ciebie   bać,   Luke...   nigdy   - 

odpowiedziała z uśmiechem.

 - Mam nadzieję, że naprawdę tak myślisz, bo zamierzam 

być   przy   tobie   i   dziecku   przez   bardzo   długi   czas   - 
odpowiedział.

Jemma przesunęła dłońmi  po jego piersi i objęła go za 

szyję.   Przylgnęła   do   niego,   na   ile   pozwalał   jej   brzuch   i 
przyciągnęła jego dumną głowę do swojej.

  -   Bardzo   chcę,   żeby   mężczyzna,   którego   kocham,   był 

przy mnie i naszym dziecku.

Pochylił się i pocałował ją z czułością.

background image

 - Powiedz mi to - poprosił, unosząc głowę. Jedną dłonią 

pogładził jej miękkie loki, drugą położył na karku. - Powiedz, 
że to prawda, że naprawdę mnie kochasz.

Spojrzała mu w oczy.
  - Kocham cię, Luke.  -  Jej pełne wargi rozchyliły się w 

uśmiechu, kiedy krzyknął z radości.

Pocałował ją znowu z gorącym pragnieniem. Przylgnęli do 

siebie, porwani namiętnością.

 - Nie powinienem, jesteś w ciąży.
  -   Powinieneś.   -   Ciało   Jemmy   przebiegł   rozkoszny 

dreszcz. - Chodźmy na górę.

Luke uniósł ją w ramionach, ostrożnie wniósł po schodach 

i postawił na ziemi. Cofnął się o krok i obserwował ją w ciszy 
przez długą chwilę.

 - Podoba ci się sypialnia? - spytała Jemma nerwowo.
  -   Wypełniłaś   moje   oczy,   serce   i   umysł.   Nie   ma   już 

miejsca   na   nic   innego.   -   Położył   drżące   dłonie   na   jej 
ramionach   i   delikatnie   zsunął   ramiączka   sukienki.   Biały 
muślin opadł do stóp Jemmy.

  - Mój Boże! - wykrzyknął. - Zawsze wydawałaś mi się 

doskonała, ale teraz... to się po prostu nie da wypowiedzieć.

  - Luke - odezwała się niepewnie, bo jeszcze nigdy go 

takim nie widziała.

  - Jesteś niewiarygodnie piękna! - Wziął ją w ramiona i 

gładził po głowie z twarzą ukrytą w jej długich włosach. - Nie 
zasługuję   na   ciebie,   Jemmo,   ale   kocham   cię   szaleńczo   i 
zawsze będę cię kochał.

Pod   jego   czułym   dotykiem   i   tchnieniem   jego   oddechu 

wszystkiego   strachy   wyparowały,   została   tylko   miłość   i 
pragnienie.

 - Luke - powtórzyła drżąco, jego wargi musnęły jej brew, 

policzek i w końcu usta.

background image

Podniósł ją i ostrożnie, jakby była ze szkła, położył na 

łóżku, zsuną! ubranie i położył się obok niej.

 - Kochanie moje - wyszeptał.
Było jak nigdy przedtem, prawdziwy związek ciał i dusz, 

narastające fale namiętności i wspólny finał, cud stawania się 
jednością.

Potem Luke trzymał ją w objęciach i gładził delikatnie po 

brzuchu.

 - Theo będzie szczęśliwy, wiesz? Jego prawnuk w końcu 

odziedziczy jego stary dom.

Spojrzała w jego roześmiane oczy.
 - A ty?
  -   Ja?   Ja   kocham   cię   bardziej,   niż   potrafię   wyrazić, 

Jemmo.

 - To mi to pokaż - uśmiechnęła się figlarnie.

background image

EPILOG
Był wrzesień, na błękitnym niebie świeciło słońce, a w 

powietrzu rozbrzmiewał dziecięcy śmiech. Jemma wychyliła 
się   z   okna   sypialni,   uśmiechnięta   na   widok   Thea,   Mila   i 
małego Alexa, pluskających się w basenie pod oknem. Wciąż 
jeszcze nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.

  - Jemmo, już po dziewiątej. Maria zapakowała ci torbę. 

Musisz się tylko ubrać. - Luke stanął za nią i objął ramieniem. 
- To nasza druga rocznica, pamiętasz?

Rzuciła mu rozbawione spojrzenie.
  -   Przypominasz   mi   o   tym   już   trzeci   raz   od   północy, 

wiesz?

W szarych oczach czaił się uśmiech,
  -   Wiem   i   zrobię   to   jeszcze   nieraz,   obiecuję.   Ale 

pospieszmy   się.   Helikopter   już   leci,   a   ja   chcę   tam   dotrzeć 
przed nocą, bo mam dla ciebie niespodziankę.

 - Myślisz, że Alex może zostać sam?
  - Sam? Chyba  żartujesz? Sześcioro pracowników, a do 

tego Theo i Milo, zakochani w nim po uszy. Mały nie będzie 
sam ani chwili.

 - Masz rację. - Odwróciła się i pocałowała go w brodę. - 

Wezmę prysznic. - Dostrzegła błysk zainteresowania w jego 
oczach. Roześmiała się i wymknęła z jego objęć. - Spieszy 
nam się, pamiętasz?

Uśmiechała   się,   odkręcając   wodę.   Ostatnie   czternaście 

miesięcy wypełniało czyste szczęście. Dzielili czas pomiędzy 
dom   pod   Atenami   i   willę   wybraną   przez   Jemmę   pod 
Londynem.   Bywali   też   w   domku   na   Zante.   Ich   syn,   Alex, 
urodził się w domu, przy pomocy żony sąsiada, ku przerażeniu 
Luke'a,   który   załatwił   miejsce   w   najlepszym   londyńskim 
szpitalu. Jednak malec nie chciał czekać. Przyszedł na świat 
dzień przed ich pierwszą rocznicą ślubu, wierna kopia ojca, z 
masą czarnych włosów i donośnym głosem.

background image

Jemma wytarła się i ubrała w białe bawełniane spodnie i 

biało - granatową koszulkę. Poprzedniego dnia dom wypełnił 
tłum   przyjaciół   i   sąsiadów   z   dziećmi,   przybyłych   na 
uroczystość   pierwszych   urodzin   Alexa,   a   miary   ogólnego 
podniecenia dopełnił fakt, że mały zdołał o własnych siłach 
postawić pierwsze w życiu kroki.

 - Chodź, Jemmo, helikopter czeka. - Luke pojawił się w 

drzwiach sypialni, ubrany w szorty i koszulkę polo.

Wystartowali   godzinę   później,   po   długim   pożegnaniu   z 

Alexem.

 - Wyjeżdżamy przecież tylko na jedną noc... - mamrotał 

Luke.

Jemma uśmiechnęła się do siebie. Spędził tyle samo czasu 

na przytulaniu synka, co ona.

Ku zaskoczeniu Jemmy, helikopter wylądował na dachu 

hotelu, gdzie spędzili noc poślubną. Spojrzała zdziwiona na 
Luke'a, który wziął ją za rękę i poprowadził na dół. Często tu 
jadali,   kiedy   spędzali   czas   w   domu   na   plaży.   To   miłe, 
pomyślała, ale niezbyt oryginalne.

Luke objął ją i przyciągnął.
  -   To   jeszcze   nie   jest   moja   niespodzianka.   To   tylko 

najbliższe i najbezpieczniejsze lądowisko.

 - Więc dokąd idziemy?
 - Trochę cierpliwości.
Po krótkiej jeździe samochodem znaleźli się na klifie, przy 

ścieżce   prowadzącej   do   domku   przy   plaży.   Uśmiechnięty 
Luke zatrzymał się przy schodkach.

 - A teraz muszę ci zawiązać oczy. Wyglądał wspaniale w 

słońcu igrającym w czarnych włosach, pogodny i rozluźniony.

  -   Mam   nadzieję,   że   to   nie   ma   nic   wspólnego   z   jakąś 

perwersją?

  - Wstydź się, Wręcz przeciwnie. - Przewiązał jej oczy 

czarną szarfą, objął w talii i poprowadził w dół.

background image

W   końcu   poczuła   pod   stopami   bruk,   a   potem   ziemię. 

Stanęli i Luke odsłonił jej oczy.

 - Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Stali   przy   ogródku   skalnym,   który   urządziła   dla   swojej 

ciotki.   Teraz   w   skałach   klifu   powyżej   pojawiła   się   owalna 
nisza   wyłożona   błękitną   mozaiką,   z   przepięknie 
wyrzeźbionym posążkiem Madonny z dzieciątkiem.

Jemma   nie   mogła   powstrzymać   łez.   Luke   otoczył   ją 

ramionami.

  -   Mówiłaś,   że   ciotka   chciała   upamiętnić   to   miejsce. 

Pomyślałem o takiej kapliczce. Proszę, nie płacz - wyszeptał 
w jej włosy.

Jemma schyliła głowę, uśmiechając się, jej oczy jeszcze 

spływały łzami smutku i radości jednocześnie. Wiedziała, że 
Luke   ją   kocha,   okazał   to   już   na   tysiące   sposobów,   ale 
wrażliwość, której dowiódł tym prezentem, wzruszyła ją do 
głębi.

 - To wspaniałe, Luke. Kocham cię. - Spojrzała na niego 

oczami   przepełnionymi   miłością.   -   Ciotka   Mary   byłaby 
zachwycona. To najwspanialszy prezent świata.

 - To grecka rzeźba. - Luke pocałował ją, a kiedy podniósł 

głowę, dodał: - Muszę ci zdradzić jeszcze jeden powód, dla 
którego cię tu przywiozłem.

Ciepło jego ciała, błysk w oczach, przyspieszony puls nie 

kazały jej długo zgadywać.

  - Mamy pewną rodzinną tradycję, do której  chciałbym 

wrócić - powiedział, muskając wargami jej kark. - Theo został 
poczęty w tym domku i moja matka też. Jeżeli się zgodzisz, 
chciałbym, żeby tak się stało i z naszym dzieckiem...

Spadkobierczynią rodzinnej tradycji została Lucy Marie, 

urodzona dziewięć miesięcy później.