background image

Korzystna miłość 

 

by Marisa 

beta: lilczur 

 
 
 

 
Rozdział 1 
 

Podejmowane  przez  nas  decyzje  możemy  podzielić  na  przemyślane  i  spontaniczne. 

Mając  do  czynienia  z  tymi  pierwszymi,  jesteśmy  bardziej  pewni  co  do  ich  słuszności, 
ponieważ  mieliśmy czas  na zastanowienie się  i wzięcie pod uwagę wszystkich za  i przeciw. 
Zdajemy sobie sprawę z ich konsekwencji i nie są one dla nas zbyt wielką niespodzianką. Z 
kolei te drugie podejmowane są przeważnie bez zbytniego użytku naszego rozumu. Ich dobrą 
stroną jest to, że mogą zapewnić nam sporo dobrej zabawy, wielu niezapomnianych przygód, 
jak również wiele kłopotów. Zastanawiacie się pewnie co skłoniło mnie do tych refleksji? Już 
wam wszystko wyjaśniam.  

Zacznę  może  od  tego,  co  dzieje  się  w  tej  właśnie  chwili.  Jest  upalne,  wrześniowe 

popołudnie, siedzę sobie w taksówce na tylnim siedzeniu, gdzie szyby nie chcą się odsuwać 
oraz  gdzie  nie  dociera  podmuch  zimnego  powietrza  wydzielający  się  z  deski  rozdzielczej. 
Zaczyna  brakować  mi świeżego powietrza, co niedługo  może spowodować duszności.  Moje 
plecy  kleją  się  do  oparcia,  a  kierowca  nuci  w  rytm  jakiejś  starej  piosenki,  lecącej  w  radiu, 
która strasznie mnie denerwuje. Biorąc pod uwagę to, iż kierowca śpiewa bardzo nieczysto i 
w dodatku tylko ostatnie wyrazy ze zdań, piosenka coraz mniej mi się podoba. Ba! Ona wcale 
mi  się  nie  podoba,  a  teraz  jej  już  nienawidzę.  A  wszystko  to  za  sprawą  tej  jednej,  bardzo 
spontanicznej decyzji, podjętej przeze mnie. Całe moje, do tej pory w miarę uporządkowane i 
zaplanowane życie,  zrobiło podwójny  fikołek, od którego mam  mdłości.  Kiedy pomyślę,  co 
może  mnie  teraz  spotkać,  dochodzi  do  tego  jeszcze  ogromna  migrena.  Otóż  tydzień  temu 
zgodziłam  się  zamieszkać  z  dwiema  obcymi  dla  mnie  dziewczynami,  ponieważ  niedawno 
wróciłam  z  pracy  za  granicą  i  musiałam  szukać  mieszkania  na  przysłowiowy  „łeb  i  szyję”. 
Moi rodzice  nie są  biedni, prowadzą własną, dobrze prosperującą  firmę.  Moja  mama Renee 
jest  nadopiekuńcza,  zawsze  stara  się  chronić  mnie  przed  wszystkim  i  chce  znać  każdy 
szczegół, dotyczący mojego życia. Natomiast mój ojciec Charlie jest strasznie zapracowany, 
bardzo  rzadko  się  widujemy,  a  nawet  jeśli  już  jest  w  domu,  to  i  tak  za  dużo  ze  sobą  nie 
rozmawiamy.  No  bo  o  czym  może  rozmawiać  nastoletnia  córka,  posiadająca  problemy  w 
stylu  „z  którym  chłopakiem  chodzić”,  z  ojcem,  który  ma  pod  sobą  dziesiątki  ludzi  i  kieruje 
nimi? Chciałam za wszelką cenę się od nich odciąć i być niezależna, dlatego wyjechałam za 
granicę.  Początkowo  w  moim  planie  było  tylko  zwiedzanie,  zabawa  z  nowo  poznanymi 
ludźmi, dopiero później dostałam propozycję pracy w barze  jako kelnerka, którą podjęłam z 
powodu braku innych zajęć. Niestety wakacje się kończą i trzeba wracać do domu, a studia to 
wprost  idealne  rozwiązanie,  by  być  z  dala  od  niego.  Odnośnie  mojego  nowego  miejsca 
zamieszkania, obawiam się tylko współlokatorek, no bo skąd mam wiedzieć, kim one są i czy 

background image

będę w stanie się z nimi porozumieć? Nie żebym była nieśmiała, bo to absurd. Jestem osobą 
bardzo kreatywną i towarzyską, która radzi sobie w każdym otoczeniu, co nie oznacza, że w 
każdym  dobrze  i  swobodnie  się  czuję.  Dlatego  zastanawiam  się,  czy  dobrze  zrobiłam,  że 
zgodziłam się z nimi zamieszkać?  
-  Jesteśmy  na  miejscu.  -  Z  zamyślenia  wyrwał  mnie  kierowca  taksówki,  który  pociągając 
nosem,  odwrócił  się  do  tyłu  i  zlustrował  mnie  od  góry  do  dołu.  Podałam  mu  pieniądze  i 
wyszłam z  samochodu. Taksówkarz również wyszedł  i  już zaczęłam  się  martwić, że  czegoś 
ode mnie chce, na przykład numeru telefonu albo za mało mu zapłaciłam i chce się upomnieć, 
ale gdy zobaczyłam, jak otwiera bagażnik i wyciąga z niego moje torby, to popukałam się w 
myślach  po  głowie  i  postanowiłam  udać  się  w  najbliższym  czasie  do  psychiatry.  A  do tego 
czasu  pilnować  głowy  na  karku,  bo  niedługo  nawet o  niej  zapomnę.  Taksówkarz    podał  mi 
torby i odjechał, a ja spojrzałam w górę na budynek, w którym miałam spędzić najbliższy rok.  
Weszłam do środka, a następnie udałam się do windy i przycisnęłam przycisk z napisem „5”. 
Kiedy wysiadłam na wybranym piętrze, przeszłam przez krótki odcinek korytarza, mijając po 
drodze grupę dzieci, skaczących w gumę. Widok ten przypomniał mi moje młodzieńcze 
zabawy i czas, kiedy nie przejmowałam się tym, co przyniesie następny dzień, co ja mówię, 
następny kwadrans. Stanęłam przed drzwiami z numerem „41” i trzymając w górze zaciśniętą 
dłoń, zastanawiałam się, czy nie zawrócić i już nigdy się tu nie pokazać. Nie zrobiłam tego, 
ale delikatne i ciche pukanie świadczyło o moim niezdecydowaniu. Drzwi otworzyły się nagle 
i szybko, a za nimi stała drobna dziewczyna o krótkich, czarnych i postrzępionych włosach. 
Była niższa ode mnie i kojarzyła mi się z chochlikiem. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech, 
który odsłaniał rządek śnieżnobiałych zębów. Była ładna. 
- No witaj, już myślałam, że się zgubiłaś i że będziemy musiały cię szukać, a przecież nawet 
nie  wiedziałyśmy  jak  wyglądasz  –  na  jednym  wydechu  rozpoczęła  swoje  przywitanie  ta 
sympatyczna istotka. – No, ale już dwa razy mnie zaskoczyłaś, po pierwsze jesteś, a po drugie 
pewnie bym cię poznała, bo wyobrażałam sobie ciebie jako wysoką, szczupłą brunetkę. No i 
śliczną,  oczywiście.  O  rany,  gadam  i  gadam,  ale  to  dlatego,  że  już  nie  mogłam  się  ciebie 
doczekać. – Wyciągnęła do mnie rękę na przywitanie i przeszła do dalszej części powitania. 
–  Nazywam  się  Alice  Cullen  i  jestem  twoją  nową  współlokatorką.  Cieszysz  się  z  tego,  że 
będziemy  miały wspólny  pokój?  Mam  nadzieję,  że tak. Nic  się  nie  martw, nie chrapię  i  nie 
mówię  przez  sen.  Podobno  –  powiedziała  dziewczyna  i  znowu  uśmiechnęła  się  do  mnie 
przyjaźnie.  Wypowiedziała te słowa tak szybko,  jakby  już  wcześniej  miała przygotowaną tę 
kwestię. Tak bardzo byłam w nią zapatrzona, że zapomniałam języka w ustach. Gdy w końcu 
po  jakiejś  chwili  poukładałam  sobie  w  głowie  wszystko  to,  co  powiedziała,  postanowiłam 
równie sympatycznie odpowiedzieć na przywitanie. 
- Miło  mi  cię poznać. Jestem Isabella, ale dla przyjaciół Bella. - Potrzasnęłam delikatnie  jej 
dłonią.  W  tym  momencie  Alice,  nadal  ściskając  moją  dłoń,  podniosła  leżącą  na  ziemi  torbę 
drugą ręką i wciągnęła mnie do środka. 
-  Rozgość  się,  w  końcu  to  również  twój  dom.  Na  prawo  jest  nasz  pokój,  na  lewo  łazienka, 
prosto kuchnia, a po drodze do naszego pokoju są drzwi do pokoju Rose.  A, no właśnie – to 
powiedziawszy, pobiegła po drugą dziewczynę. Wykorzystałam tę chwilę na rozglądnięcie się 
po mieszkaniu. Korytarz, w którym stałam, był szerszy niż przypuszczałam, na ścianie obitej 
fioletową  tapetą  z  czarnymi  wzorkami,  wisiało  duże  lustro  ze  złotą  ramą.  Moje  obserwacje 
przerwała Alice, która wyszła z pokoju wraz z drugą współlokatorką. 
-  Strasznie  się  cieszę,  że  z  nami  zamieszkałaś.  Już  nie  mogę  doczekać  się  czekających  nas 
imprez. Zobaczysz spodoba ci się. A tak w ogóle to jestem Rosalie Hale, ale mów mi Rose – 
powiedziała  wysoka,  długowłosa  blondynka  o  zielonych  oczach  i  przytuliła  mnie  do  siebie. 
Trochę mnie zdziwił tak przyjacielski  gest ze strony obcej dziewczyny, przecież dopiero co 
się poznałyśmy. 

background image

-  Zobaczysz,  będziemy  świetnymi  przyjaciółkami  –  powiedziała  Alice,  jakby  czytała  mi  w 
myślach. 
Po tym zapewnieniu złapały mnie pod ręce i zaprowadziły do naszego pokoju. Od razu mi się 
spodobał.  Od  dołu  pomalowany  był  na  brązowo,  a  od  środka,  w  nierównej  linii,  na 
pomarańczowo.  Sufit  był  koloru  ecru  albo  po  prostu  kiedyś  był  biały  i  zżółkł  od  promieni 
słońca. Szybko odpędziłam tę myśl, bo widać było, że to dzieło moich nowych koleżanek. Na 
oknach  umieszczone  były  pomarańczowe  rolety,  dwa  białe  storczyki  stały  w  doniczkach  na 
parapecie. Ładne zasłony  były podpięte metalowymi  motylami. Na parkiecie  leżał kwiecisty 
dywan  koloru  czekolady.  Alice  podniesieniem  głowy  wskazała  moje  łóżko,  przykryte 
brązową narzutą, z wyhaftowanymi wzorami. Byłam oczarowana tym pokojem. 
- Przepraszam za to – pokazała właśnie tę narzutę z bliżej nieokreślonymi wzorkami. – Jeśli ci 
się nie podoba, możemy wymienić. 
-  Nie,  jest  piękna.  Ale  nie  mogę  przyjąć  takiego  prezentu!  Oczywiście  zaraz  ci  oddam 
pieniądze, tylko powiedz mi ile? – zapytałam i już zaczęłam wyjmować z podręcznej torebki 
portfel, gdy złapała mnie za rękę. 
- Przestań, przecież od teraz co moje to i twoje, daj spokój – powiedziała, siadając na moim 
łóżku wraz z Rose. Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok, niby to rozglądając się po pokoju.  
Ujrzałam  dużą  szafę  z  ciemnego  drewna,  stojącą  blisko  mojego  łóżka  oraz  stolik  nocny  w 
podobnym kolorze, z lampką nocną. Kiedy zobaczyłam, że Alice również ma podobną szafę i 
stolik, uśmiechnęłam się do dziewczyn i usiadłam z nimi na łóżku. 

Przez następne 3 godziny snułyśmy opowieści o swoim życiu, aby w ten sposób lepiej 

się  poznać.  Alice  opowiadała  o  swoich  rodzicach  oraz  dwóch  braciach.  Jeden  z  nich  był 
chłopakiem  Rose.  Zaśmiewałyśmy  się  również  z  historii  dotyczących  brata  Rose –  Jaspera, 
który  z  kolei  był  chłopakiem  Alice.  Całkiem  zabawna  ta  sytuacja,  wprost  nasuwało  się 
powiedzenie „wszystko zostaje w rodzinie”. Dziewczyny zaproponowały mi wspólny wypad 
do  kina  z  ich  facetami,  ale odmówiłam, tłumacząc się zmęczeniem, tym  że  muszę dać znać 
swoim  rodzicom,  ale  tak  naprawdę  nie  chciałam  wyglądać  jak  jakaś  przyzwoitka  na  tej 
podwójnej  randce.  Kiedy  dziewczyny  wyszły  z  pokoju,  żeby  się  przygotować,  usiadłam 
wygodnie na łóżku, wyciągnęłam laptopa i napisałam mamie e-maila. Zapewniłam ją, że żyję 
i dotarłam do mieszkania, które bardzo mi się spodobało, że poznałam dziewczyny, z którymi 
już się polubiłyśmy. Na koniec poprosiłam, żeby się nie martwiła oraz obiecałam, że odezwę 
się, kiedy wydarzy się coś więcej.  

Drzwi do pokoju cichutko się otworzyły. 

- Na pewno nie chcesz z nami iść? Poznasz chłopaków, będzie fajnie – Alice wychyliła tylko 
głowę  i  zapytała  z  nadzieją  w  głosie,  po  raz  kolejny  w  dniu  dzisiejszym  uśmiechając  się 
przyjacielsko. 
- Na pewno. Jestem strasznie padnięta, ale następnym razem nie odmówię – odpowiedziałam, 
wyciągając głowę do przodu, żeby ją lepiej widzieć 
- Czyli jutro? – Alice wyszczerzyła zęby i już chciała zamknąć drzwi. 
- Ale co jutro? – zawołałam i uniosłam jedną brew w geście zdziwienia. 
- No, na jutro jesteśmy umówione. Lecimy, bo chłopaki już czekają – powiedziała i zamknęła 
głośno drzwi. Chyba nie usłyszała tego jak kazałam jej ich pozdrowić, chociaż kto wie? 

Sprawdziłam  pocztę,  poczytałam  jakieś  nowinki  i  zamknęłam  komputer.  Wyjęłam  z 

torby  kosmetyczkę,  koszulę  nocną  i  postanowiłam  dopiero  jutro  zabrać  się  za 
rozpakowywanie  swoich  rzeczy.  Leżąc  już  w  łóżku,  po  uprzednim  zażyciu  relaksującej 
kąpieli  oraz  umyciu  głowy  ulubionym  szamponem  truskawkowym,  nagle  sobie  o  czymś 
przypomniałam. Wyskoczyłam z łóżka, pobiegłam w kierunku torby i przeszukałam ją w celu 
znalezienia  telefonu.  Kiedy  odnalazłam  moją  zgubę,  z  powrotem  udałam  się  w  kierunku 
łóżka, przykryłam się kołdrą i napisałam wiadomość o takiej treści: 

background image

„Hej  Słońce.  Chciałam  Cię  przeprosić  za  to,  że  piszę  dopiero  teraz,  ale  wcześniej  byłam 
zajęta. Współlokatorki są bardzo fajne i na pewno się  zaprzyjaźnimy. Mieszkanie, jak i cały 
Nowy Jork, bardzo mi się podoba. Właśnie kładę się spać i już za Tobą tęsknię. Bella. 
Wybrałam w książce telefonicznej numer Jacoba i wysłałam wiadomość. 
 
Rozdział 2 
 
- Wstawaj śpiochu! – powiedziała Alice, próbując jednocześnie ściągnąć ze mnie kołdrę. Z 
mojego gardła wydobyło się tylko drobne jęknięcie i z powrotem przykryłam głowę 
poduszką. Czego ode mnie chciała tak wcześnie? Nic nie jest na pewno ważniejsze od mojego 
snu! 
- Ileż można spać? Nie dość, że położyłaś się o wiele szybciej od nas, spałaś jak zabita kiedy 
wróciłyśmy, to teraz jeszcze budzisz się później niż my – Alice nie ustępowała. 
- Miałam ciężki dzień, muszę to odespać – odpowiedziałam jej z wielką łaską. Nagle zapadła 
cisza, pomyślałam więc, że w końcu sobie odpuściła. Kiedy jednak chciałam się odkryć, w 
celu potwierdzenia tych myśli, ktoś wskoczył na moje łóżko i zaczął mnie łaskotać. Nie 
wiedziałam, co się dookoła mnie dzieje, spanikowałam i zaczęłam piszczeć. Alice widząc, że 
jestem już całkowicie przytomna, przestała mnie torturować, ale nadal siedząc na mnie, 
powiedziała: 
- Obiecałaś mi, że dzisiaj gdzieś wyjdziemy, ale nie możemy się nigdzie wybrać bez 
wcześniejszych zakupów. Wstawaj więc, ubieraj się i maszeruj do kuchni, bo śniadanie ci 
wystygnie.  – Pocałowała mnie w policzek, zeszła ze mnie, uwalniając przy tym moje płuca i 
powodując tym samym, że zaczęłam oddychać niczym astmatyk, a następnie wyszła z pokoju. 
Czyli to było takie ważne i nie mogło poczekać? Boże, zamieszkałam z jakąś 
zakupoholiczką!! To gorsze niż alkoholizm, pracoholizm i narkomania! Nie chodzi o to, że 
nie lubię zakupów, wręcz przeciwnie – uwielbiam je, ale żeby dla nich wyrywać mnie z objęć 
Morfeusza to już gruba przesada! 
- Może mam pomóc ci się ubrać? Jeśli chcesz, wybiorę ci strój. – Alice znowu wróciła do 
pokoju i otworzyła moją szafę. 
- Co takiego wczoraj robiłaś, że nie miałaś czasu się rozpakować? A zresztą, nie ważne, 
zrobię to za ciebie, bo muszę się czymś zająć. – Rzuciła się w kierunku mojej torby i zaczęła 
wyciągać z niej ubrania. 
- Nie nadążam za tobą – stwierdziłam z niekłamanym zdziwieniem. – To ja może pójdę zjeść 
to śniadanie, a ty sobie nie przerywaj.  – Wychodząc pocałowałam ją w policzek. 
- Alice, tylko się nie wczuwaj, bo za chwilę musimy jechać – usłyszałam najpierw głos Rose, 
dochodzący z kuchni, a później jej chichot. 
- Spokojnie, nasza kochana Bella chyba specjalnie zabrała mało rzeczy, żebym się nudziła, 
ale po dzisiejszych zakupach to się zmieni – odpowiedziała Alice, wywołując jeszcze 
głośniejszy chichot Rose. 
- Czekajcie, po kolei: co robimy i po co? – zapytałam zdezorientowana, powoli 
przytomniejąc.  
- Jedziemy na zakupy, a wieczorem na imprezę. Aha, poznasz w końcu chłopaków i w ogóle 
miasto, tutejsze życie, no i zakupy z nami – Rose już prawie piszczała. Wskazała mi talerz z 
płatkami i krzesło obok niej.  
- Nie zapominaj o tym, że to będzie trudniejsza misja, bo nie kupujemy tylko rzeczy na 
imprezę, ale również musimy odświeżyć i poszerzyć garderobę Belli – zawołała Alice z 
naszego pokoju. 
- Zobaczysz, będzie fajnie. – Rose podniosła rękę i poczochrała nią moje, i tak już pomięte, 
włosy. 
- Nie wątpię – stwierdziłam już z większym entuzjazmem i zabrałam się za jedzenie. 

background image

- Dziękuję za śniadanie, jesteście kochane – powiedziałam w przerwie między kolejnymi 
łyżkami. 
-  Wiemy – odpowiedziały obie razem, jakby porozumiewając się telepatycznie. 

Kiedy skończyłam jeść, wstałam od stołu i umyłam talerz. Pomyślałam, że 

przynajmniej tyle mogę zrobić. Wróciłam do pokoju, wzięłam ubrania, które podała mi Alice 
i udałam się do łazienki. Umyłam zęby, twarz, ubrałam biały podkoszulek, jeansowe rurki i 
związałam włosy. 
- Szybko, nie ma czasu do stracenia, chcesz, żeby wykupili nam wszystko ze sklepów? – Rose 
zapukała do drzwi łazienki. 
- Może coś nam zostawią. - Wytuszowałam tylko rzęsy, a usta przejechałam błyszczykiem, bo 
na dokładniejszy makijaż nie było już czasu. 
- Zamówiłyście taksówkę? – zapytałam wychodząc z łazienki i kierując się z powrotem do 
pokoju. 
- Kochana, jedziemy samochodem Rose – usłyszałam, przechodząc w korytarzu obok Alice, 
która ubierała właśnie balerinki. 
Wyjęłam spod łóżka moją torbę, ubrałam buty i wyszłyśmy we trójkę z mieszkania. Na 
parkingu, mijając po drodze kolejne samochody, stanęłyśmy w końcu przed najbardziej 
wyróżniającym się autem. Było to metaliczne porsche carrera. Moja dolna szczęka z hukiem 
opadła na dół, a oczy wyszły z orbit.  
- Czy to twój samochód? – Zakrztusiłam się własną śliną. 
- Piękny, prawda? – Rose uśmiechnęła się szeroko i otworzyła przednie drzwi.  
- Łał! Nie wiedziałam, że aż tak dobrze ci się powodzi. – Usiadłam z tyłu, ponieważ Alice 
zajęła już miejsce z przodu. 
- Bello, kochanie, gwarantuję ci, że jeszcze mało widziałaś. Ale wszystko w swoim czasie. – 
Rose włączyła silnik i z piskiem opon wyjechała z parkingu. 

Jechałyśmy około 30 minut, słuchając w tym czasie głośnej muzyki i nie rozmawiając 

ze sobą. W końcu mogłam sobie szczerze odpowiedzieć, że jednak dobrze zrobiłam, 
zamieszkując z nimi. Okazały się bardzo sympatyczne. Nie znały mnie nawet 24h, a już 
uważały mnie za swoją przyjaciółkę. Wtedy przypomniałam sobie o Jake’u i wyciągnęłam z 
torebki telefon. Miałam jedną wiadomość: 

„Cukiereczku,  ja też strasznie za Tobą tęsknię i  nie gniewam się na Ciebie, gdzież bym mógł. 

Niedługo Cię odwiedzę i mam nadzieję, że  razem poszalejemy w tym wielkim mieście.  

Do tego czasu bądź grzeczna i nie zapomnij o mnie. Jake :*” 

Uśmiechnęłam się sama do siebie i schowałam telefon. Właśnie wjechałyśmy na parking 
wielkiego centrum handlowego, zaparkowałyśmy i z ogromnym entuzjazmem weszłyśmy do  
budynku.  
Byłyśmy chyba w każdym sklepie i w każdym coś kupiłyśmy. Alice na poważnie mówiła o 
poszerzeniu mojej garderoby i wrzucała mi mnóstwo rzeczy do przymierzalni. Kiedy 
wyszłam z jednej z nich w czarnej, błyszczącej bluzce z tzw. „wodą” i wielkim dekoltem, 
oraz krótkiej jeansowej mini, dziewczyny wytrzeszczyły oczy i gapiły się na mnie jak na 
modelkę. 
-Wyglądasz kapitalnie – krzyknęła Rose i zaczęła klaskać w dłonie 
- Spadłaś nam z nieba. Teraz będziemy mogły cię malować, układać ci włosy, ubierać – 
rozmarzyła się Alice. 
-Yyy dzięki, ale ja nie jestem waszą lalką – zaczęłam się śmiać. 
- Ty jesteś naszą… yy... modelką – rzuciła Rose i wepchnęła mnie z powrotem do 
przymierzalni. 
- Bello, miałabyś coś przeciwko, żeby pójść na lunch z nami i naszymi chłopakami? – Alice 
nieśmiało zapytała 

background image

- No jasne, że nie! To oczywiste, że chcę ich w końcu poznać. – Wyszłam w przymierzalni, 
zabierając wszystkie przymierzone rzeczy. 
- No bo właśnie Jasper napisał do mnie, że wracają z treningu i są niedaleko – odparła, 
chowając komórkę do swojej torby. 
-Treningu? To co takiego trenują? – Naprawdę mnie to zaciekawiło. 
- Ehmm, kosza. Grają w reprezentacyjnej drużynie, więc często trenują. – Alice zmierzała już 
w kierunku kasy, biorąc ode mnie część rzeczy, na co skinęłam tylko głową. 
Kiedy zaniosłyśmy wszystkie torby do samochodu, poszłyśmy do pizzerii o nazwie 
„Florenz”. Tam, przy stoliku znajdującym się w głębi sali, siedziało dwóch przystojniaków. 
Obaj byli ubrani w obcisłe T-shirty, podkreślające ich zapierającą dech muskulaturę. Jeden z 
nich, brunet, o wiele bardziej postawny niż jego kolega, pomachał w naszym kierunku i trącił 
łokciem drugiego, który miał przydługawe blond włosy i właśnie przeczesywał je palcami. 
Kiedy podeszłyśmy do nich, obaj wstali, zaś brunet pocałował w policzek Rose, obejmując ją 
i przyciągając do siebie. Natomiast blondyn złapał Alice za rękę i czule się uśmiechnął. Ta 
dwójka nie okazała sobie uczuć w inny sposób np. pocałunkiem czy czymś podobnym, ale ich 
spojrzenia mówiły wszystko.  
- Jestem Jasper.  – Blondyn wyciągnął w moim kierunku dłoń.  
- Bella. – Podałam mu swoją i wykrzywiłam usta w lekkim uśmiechu. 
- A ja Emmet. – Również brunet wyciągnął rękę na przywitanie. 
- Siadajcie dziewczyny, zamówiliśmy już naszą ulubioną pizzę i colę. – Jasper znowu 
przeczesał włosy palcami. Doszłam do wniosku, że to może być jakiś jego tik nerwowy. 
- Bajka tam z jedzeniem, nie widzisz, że nowa piękność wkracza w szeregi naszej paczki? 
Zachowujesz się, jakby jedzenie było najważniejsze. – Emmet puścił mi oczko. 
- I kto to mówi, największy obżarciuch jakiego znam. – Jasper zaczął się śmiać, a my zaraz za 
nim. 
- Hej, hej kolego nie podlizuj się tak, bo ci to na dobre nie wyjdzie. – Rose puściła swojemu 
chłopakowi sójkę w bok, ten zaś podskoczył na krześle, wylewając przy tym colę na Jaspera. 
- No pięknie, jak ja teraz wrócę do domu? – Jasper zaczął wycierać mokry T-shirt serwetkami 
stojącymi na stole, ale nic to nie dało. Koszulka przylgnęła jeszcze bardziej do jego ciała, 
dokładniej ukazując jego mięśnie. 
- Przynajmniej raz w życiu porządnie ją wypierzesz. – Emmet poklepał swego kolegę po 
ramieniu. – Wiesz co Alice, podziwiam cię, że wytrzymujesz z nim i jego śmierdzącymi 
koszulkami – zwrócił się tym razem do Alice. 
Podczas tej wymiany zdań, obie z Rose śmiałyśmy się do rozpuku, nie próbując już tego 
ukryć. 
- Gdybyś był kobietą, to wiedziałbyś, że uwielbiamy ten samczy zapach – odgryzła się Alice. 
- Rose, dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? – Emmet wyglądał na zagubionego. 
- To dlatego zawsze chcesz się spotykać ze mną po treningu? – Jasper zwrócił się do swojej 
dziewczyny i zmarszczył brwi. 
- Hahaha – już nie mogłam się opanować i salwa śmiechu rozniosła się po pizzerii. W ślad za 
mną poszły dziewczyny i teraz we trzy skręcałyśmy się pod stołem. Chłopcy siedzieli 
zdezorientowani, ponieważ zdziwiła ich nasza reakcja. 
- Powiedzcie, z czego się śmiejecie, bo nie kumamy? – Emmet uderzył ręką w stół. 
- Ej faceci, czy wiecie co to sarkazm, czy słyszeliście słowo ironia? Przecież Alice żartowała, 
nie mówcie, że wzięliście to na poważnie? – próbowałam wypowiedzieć te słowa w miarę 
zrozumiale, ponieważ nie mogłam przestać się śmiać. 
- Dziewczyny, normalnie zazdroszczę wam tych facetów, są tacy słodcy i kochani.  – Szeroki 
uśmiech nadal nie schodził z mojej twarzy. 

background image

Słysząc mój komentarz, dziewczyny nagle ponownie zaczęły się śmiać. Miałam wrażenie, że 
tym razem ze mnie. Czyżbym to ja była tą słodką i naiwną, jak określiłam przed chwilą 
chłopaków? 
- Dobra, teraz to ja nie wiem, z czego się śmiejecie. – Uniosłam jedną brew do góry czekając, 
aż w końcu się uspokoją.  
- Bello, chodzi o to, że nie tylko oni są tacy i już niedługo się o tym przekonasz. – Rose 
pogłaskała mnie po ramieniu. 
-Yyy, co? – spytałam całkowicie zagubiona. 
-Nic, nic, nieważne, niech lepiej żyje w błogiej nieświadomości. – Emmet zaczął 
gestykulować rękami, jakby chciał, aby słowa jego dziewczyny rozpłynęły się w powietrzu. 
- Ehh, i tak nie rozumiem. – Machnęłam ręką. 
Kiedy zjedliśmy, udaliśmy się w piątkę na parking. Emmet i Jasper siedzieli z przodu auta, 
ponieważ nie zmieściłabym się między nimi z tyłu, a siedząc obok dziewczyn czułam się o 
wiele swobodniej.  
- Belluniu, nastaw się na mega imprezę i ostre picie, bo może to być dla ciebie szok. – Emmet 
popatrzył na mnie, wysiadając z samochodu. 
- Żebyś się nie zdziwił. – Wystawiłam mu język. 
- Nawet nie wiesz, jak bardzo bym tego chciał, dziewczyny w naszej ekipie to kiepskie 
zawodniczki. – Emmet puścił całusa Rose, ta zaś popatrzyła na niego morderczym wzrokiem. 
- Emmet, nie strasz naszej Belli. A tak w ogóle, to ty wcale lepszy nie jesteś. – Alice 
wykrzywiła się w stronę brata. 
- Dobra, koniec tematu – zakończył dyskusję, a my chichocząc udałyśmy się do mieszkania. 
Za nami podążyli chłopcy, niosąc nasze zakupy. Kiedy weszliśmy do mieszkania, położyli 
torby na podłodze, pocałowali swoje dziewczyny w policzek i już mieli wychodzić, gdy nagle 
brat Alice odwrócił się gwałtownie, jakby coś sobie przypomniał. Ruch ten spowodował 
zderzenie się z Jasperem, jednak Emmet zignorował to, podszedł do mnie i powiedział: 
- Do wieczora, Bello. – Przytulił mnie w swoim żelaznym uścisku, aż zabrakło mi tchu. Po 
chwili postawił mnie z powrotem na ziemi, pocałował Rosalie po raz kolejny i wyszedł za 
Jasperem, zamykając drzwi. Odruchowo walnęłam się w czoło i zaczęłyśmy się śmiać. 
- Oni są świetni, gdzie ich znalazłyście? – Zaczęłam podnosić torby z ziemi i zanosić je do 
pokoju. 
- No wiesz, jeden to mój brat, a drugi to brat Rosalie, jakoś tak wyszło – zaczęła tłumaczyć 
Alice. Pokręciłam jedynie głową i wyjęłam ubrania z  worków. Podałam je następnie Alice, 
która już otworzyła moją szafę, zaś Rose przyniosła kolejne torby. 
 
Rozdział 3 
 
Po tym, jak poukładałyśmy moje nowe ciuchy do szafy i obgadałyśmy Jaspera i Emmetta, 
chichocząc co jakiś czas, zaczęłyśmy szykować się na wieczorną imprezę. Nie bardzo 
wiedziałam, gdzie idziemy i co będziemy tam robić, ale podobała mi się perspektywa 
spędzenia czasu w tym towarzystwie. 
Dziewczyny, tak jak wcześniej obiecały, zrobiły sobie ze mnie lalkę i kazały mi co chwilę się 
przebierać w różne rzeczy, a kiedy już wybrały strój, zaczęły znęcać się nad moimi włosami i 
twarzą. Nie powiem, efekt ich pracy było widać. Moje włosy były proste jak druty i lśniące. 
Miałam oczy mocno podkreślone ciemnym cieniem i czarnym elainerem, a usta pomalowane 
błyszczykiem. Byłam ubrana we fioletową sukienkę, która z przodu układała się w falę, 
biegnącą od jednego ramienia do drugiego. Odkrywała w ten sposób całą moją szyję wraz z 
obojczykami i dekoltem, a z tyłu odsłaniała połowę moich pleców tak, że musiałam uważać 
na to, by mi nie spadła. Sukienka ta była bardzo krótka. Zgodziłam się w niej pójść dopiero 
po stwierdzeniu dziewczyn, iż grzechem byłoby ukrywanie takich długich, ładnych nóg. 

background image

Alice ubrana była w srebrną tunikę i czarne rurki, a Rose w błyszczącą, czerwoną bluzkę oraz 
krótką, jeansową mini. Wszystkie trzy miałyśmy na stopach czarne szpilki. 
Ponieważ umówiłyśmy się, że do chłopaków dołączymy już w środku, zamówiłyśmy 
taksówkę i po dokonaniu ostatnich poprawek, zamykając drzwi na klucz, powoli zeszłyśmy 
po schodach i wsiadłyśmy do czekającej już na nas taksówki. Rose podała kierowcy adres i 
odjechałyśmy.  
Nowy Jork nocą jest całkowicie inny niż w dzień. Chodniki pełne za dnia zabieganych ludzi 
pracy, obfitowały teraz w toczących się, pijanych imprezowiczów albo ludzi takich jak my, 
którzy dopiero na imprezę się wybierają. 
- Jesteśmy na miejscu - wyrwał mnie z zamyślenia kierowca, poprawiający w lusterku swoje 
wąsy. Rose podoła mu pieniądze i wyszłyśmy z samochodu.  
Moim oczom ukazała się ulica świecąca neonami pubów, restauracji i klubów. Zmierzałyśmy 
w kierunku klubu o nazwie „Eclipse”. Zamiast ustawić się w kolejce, Alice pociągnęła mnie 
za rękę i podeszłyśmy od razu do bramkarza. Ten zmierzył naszą trójkę wzrokiem i wpuścił 
do środka, skąd dochodziła już głośna muzyka.  
Zeszłyśmy po kilku schodkach i weszłyśmy na salę pełną ludzi. Na scenie Dj stał za konsolą i 
miksował kawałek, którego nie znałam. Dookoła sali były loże, w których ludzie zawzięcie 
rozmawiali, pili alkohol i całowali się. Blee. 
Po lewej stronie sceny było przejście do baru, a po prawej schody na górę, gdzie znajdowały 
się miejsca dla VIP-ów. Dziewczyny ruszyły w kierunku schodów, a ja posłusznie podążyłam 
za nimi. Po wejściu na górę, przeszłyśmy obok kilku wielkich loży z czerwonymi kanapami i 
ostatecznie weszłyśmy do jednej z nich. Siedzieli w niej Jasper, Emmett i dwóch innych 
mężczyzn. 
- Patrzcie kto przyszedł, nasza kochana Bella. - Emmett wstał i rozłożył ręce. 
- Widzę, że jednak nie przestraszyłaś się tego, co powiedział Emmett o naszych wspólnych 
wypadach. - Jasper jak zwykle był opanowany, ale uśmiechał się do mnie delikatnie. 
- W końcu ktoś musi utrzeć nosa jego dumie. - Puściłam oko do Emmetta. 
- Może jakiś zakładzik? - powiedział jeden z facetów, który siedział w loży i wyglądał na 
najmłodszego, a przynajmniej był najmniej zbudowany, w przeciwieństwie do pozostałych.  
- Ja stawiam na Emmetta - powiedziała Rose. – Nie wątpię w ciebie słoneczko, ale znam 
swojego faceta - zwróciła się tym razem do mnie, siadając obok niego.  
Alice już wcześniej zrobiła to samo z Jasperem. 
- A ja na Bellę, ona tylko wygląda tak niepozornie, a w środku kryje się w niej niezła diablica 
- Alice podkreśliła dwa ostatnie słowa.  
- Kochanie, a skąd możesz to wiedzieć? – Jasper popatrzył na Alice i uniósł lekko brew. 
- Tak przypuszczam, a moja intuicja nigdy mnie nie zawodzi. - Alice pogroziła palcem 
swojemu chłopakowi, a wszyscy pokiwali głowami, jakby już nie raz słyszeli te słowa. 
Usiadłam naprzeciwko dwóch nieznajomych i w końcu się odezwałam: 
- Nie ma co gdybać, już niedługo się przekonamy. - Przybiłam „piątkę” podniesionej już w 
górze dłoni Emmeta. 
- Może ktoś nas łaskawie przedstawi? Albo nie, sam to zrobię. - Chłopak, który wcześniej 
zaproponował zakład, wyciągnął spod stołu rękę i podał mi ją.  – Jestem Seth, kuzyn 
Cullenów. Mam nadzieję, że słyszałaś o mnie same superlatywy? – zapytał mnie i wreszcie 
puścił moją dłoń. 
-Heh, w sumie to nic nie słyszałam, ale po dzisiejszym wieczorze na pewno zapytam. - 
Uśmiechnęłam się do zawstydzonego chłopaka. Emmett zaśmiał się tubalnie, a my wraz z 
nim. 
- A ja mam na imię Edward, jestem bratem Alice i Emmetta oraz kuzynem tego głupka. - 
Drugi nieznajomy walnął ręką w głowę Setha i podał mi swoją dłoń. 

background image

Dopiero teraz zwróciłam na niego uwagę. Był wysoki, a czarna koszulka, która przylegała do 
jego torsu, podkreślała jego wspaniale wyrzeźbione mięśnie. Miał ładną twarz i zielone oczy. 
Jego włosy, lekko przydługawe i kasztanowe, były w nieładzie, co sprawiało, że wyglądał 
jeszcze lepiej. Uniósł jeden kącik ust do góry, ukazując białe zęby i popatrzył na mnie 
wzrokiem, od którego zakręciło mi się w głowie. Mam tylko nadzieję, że nie otworzyłam ust 
z zachwytu, a jeśli już to zrobiłam, to nikt tego nie zauważył.  
Chyba odrobinę za długo mieliśmy złączone ręce, ale jego dłoń była taka ciepła i duża. Muszę 
to powiedzieć, był boski! Puściłam jego dłoń i odwróciłam wzrok, czując na sobie jego palące 
spojrzenie.  
- Przepraszam wszystkich, ale muszę iść do toalety - odezwała się Alice i wstała. 
- Idę z tobą. - Musiałam stamtąd odejść, bo wcześniej czy później wszyscy zauważyliby, że 
coś się dzieje. Kiedy wyszłyśmy z loży, Alice trochę za mocno pociągnęła mnie za rękę w 
kierunku  toalety i gdy weszłyśmy do środka, odwróciła się do mnie. 
- Co to było? Widziałam jak Edward na ciebie patrzył! - spojrzała na mnie dziwnym 
wzrokiem, więc nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć. 
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi, inni może nie zauważyli, ale ja widziałam, że cię 
onieśmielił - nadal nie ustępowała i drążyła ten temat. 
- No to co z tego, a niech sobie patrzy, ważne, że mnie to nie rusza. - Wystawiłam jej język i 
chyba wygrałam, bo tylko pokiwała głową. 
- Zobaczymy, a teraz chodźmy się czegoś napić, bo tak na trzeźwo to się nie da – stwierdziła 
Alice. 
Wyszłyśmy więc z toalety, kierując się w stronę baru. Wypiłyśmy po dwa wściekłe psy, 
zamówiłyśmy sobie mój ulubiony drink Malibu z mlekiem i wróciłyśmy do naszych 
znajomych. 
Postanowiłam ignorować Edwarda chyba, że zauważyłabym jego podchody, to wtedy 
musiałabym się zastanowić, ale do tego czasu niech alkohol się leje, a Emmett niech 
przegrywa. 
Kiedy wypiłam swojego drinka, zaczęłam pić wódkę ze wszystkimi. Humor nam dopisywał, 
cały czas śmialiśmy się albo z żartów Emmetta, albo z niego samego. Kilka razy zauważyłam 
jak Edward na mnie patrzył i specjalnie nie zwracałam na niego uwagi, jednakże pozwoliłam, 
aby ramiączko sukienki zsunęło się trochę, eksponując moje ciało. Skoro się na mnie gapi, to 
niech przynajmniej ma na co -  pomyślałam sobie i wypiłam kolejny kieliszek.  
Ktoś rzucił hasło, abyśmy poszli tańczyć. Wszyscy jak na komendę podnieśliśmy się z 
czerwonej kanapy i ruszyliśmy na parkiet. Edward oczywiście szedł za mną i mogę się 
założyć, że oglądał mój tyłek albo nogi. Podziękowałam w myślach Alice za ubranie mnie w 
tę sukienkę.  
Gdy zaczęliśmy tańczyć, szumiało mi już porządnie w głowie. Bawiłam się świetnie i ze 
wszystkimi. Tańczyłam z Emmettem, Jasperem i Sethem, natomiast jeśli chodzi o Edwarda, 
to tylko ocierałam się o niego świadomie.  Po jakimś czasie zauważyłam, że wszyscy gdzieś 
zniknęli, ale nie bardzo mnie to obchodziło, czułam się świetnie. Nagle poczułam czyjeś 
ciepłe i duże dłonie na moich biodrach i wiedziałam, do kogo one należą. Jedna z rąk 
Edwarda zjechała na mój brzuch i przysunęła mnie do siebie. Wcale mi to nie przeszkadzało. 
Odwróciłam delikatnie głowę do niego i oparłam ją o jego umięśniony tors. Zaciągnęłam się 
jego zapachem, a moje nogi ugięły się w kolanach, ponieważ pachniał cudownie. Mogłabym 
wdychać ten zapach cały czas. Objął mnie drugą ręką i przejechał nią po mojej szyi, co 
spowodowało, że cichutko jęknęłam. Chyba to zauważył, bo usłyszałam jego cichy śmiech. 
Następnie wtulił twarz w moje włosy. Kiedy delikatnie chuchnął mi do ucha ciepłym 
powietrzem, poczułam przyjemny dreszcz. Tańczyliśmy tak przez chwilę, poznając swoje 
zapachy i upajając się nimi. Edward zaczął delikatnie muskać mnie ustami po szyi, co 
spowodowało jeszcze silniejszy dreszcz. Ocierając się o moje ciało, całował moją szyję od 

background image

szczęki, aż do obojczyków. Dalszą drogę uniemożliwiły mu ramiączka sukienki, które 
przesunął delikatnie palcami i zaczął całować moje ramiona. Nagle obrócił mnie gwałtownie, 
dzięki czemu mogłam spojrzeć w jego oczy, pałające pragnieniem i pożądaniem. Przysunął 
się do mnie i wypuścił z ust ciepłe powietrze, łaskocząc przy tym moją szyję i ucho. Złapał 
moją głowę od tyłu i podniósł twarz na wysokość mojej. Stykaliśmy się nosami i głośno 
dyszeliśmy. Przybliżył swoje usta do moich, ale nie pocałował mnie, jedynie szybko 
oddychał. Nie było od tego odwrotu… W końcu złapał w swe usta moją górną wargę i zaczął 
ją ssać. Myślałam, że zaraz eksploduję, że zedrę z niego koszulkę i zaciągnę go… nie wiem, 
nawet do toalety. Jedną ręką trzymał mnie za głowę, bawił się moimi włosami, głaskał po 
szyi, masował plecy, pośladki albo bawił się ramiączkami sukienki. Drugą ręką przyciskał 
mnie do siebie, by być jak najbliżej.  
Puścił moją górną wargę tylko po to, by złapać dolną. Tego już nie mogłam wytrzymać! 
Złapałam go za włosy i przyciągnęłam do siebie. On objął mnie mocno w talii i uniósł lekko 
nad ziemię. Zaczęliśmy się całować szybko i gwałtownie, jakby nie mogąc się sobą 
nacieszyć, chcąc otrzymać jak najwięcej pocałunków, ucząc się swoich smaków i porównując 
je z poznanymi wcześniej zapachami, śpiesząc się do czegoś. Nawet nie wiem, kiedy 
znaleźliśmy się w naszej loży, która była już pusta. Gdzie się wszyscy podziali? Zresztą, kogo 
to obchodzi? Całowaliśmy się coraz bardziej gwałtownie, kąsając, gryząc i drapiąc się 
nawzajem, ale nie brutalnie, tylko z uczuciem, z pożądaniem. Alkohol uderzał mi do głowy, 
w której kręciła się karuzela. Wszystko wokół mnie wirowało. Nie wiem, w jaki sposób 
znalazłam się później w tej samej taksówce z Edwardem, jak to się stało, że zaniósł mnie do 
mieszkania i położył w moim łóżku. To wszystko było takie zwariowane. 
 
Rozdział 4 
 
Obudziłam się w południe z wielkim bólem głowy. Wstałam ostrożnie, chociaż to nic nie 
pomogło, ponieważ ból i tak się wzmógł. Powoli, trzymając się ręką za głowę, poszłam do 
kuchni i poszukałam w szafce jakiś tabletek przeciwbólowych. Nie było mowy, żeby sama 
przestała boleć. Połknęłam pigułkę i wróciłam do pokoju. Usłyszałam jak Alice jęczy pod 
kołdrą, że pęka jej głowa i że już nigdy nie weźmie alkoholu do ust. Miałam ochotę się 
zaśmiać, ale to by tylko wzmogło ból. Kładąc się z powrotem  pod cieplutką kołderkę, 
zobaczyłam na stoliku kartkę, na której ładnie i schludnie napisane było: 

„Dziękuję za wieczór i mam nadzieję, że podobał Ci się tak, jak mi. Czekam na telefon.  

Edward 

      PS. Kiedy śpisz wyglądasz naprawdę słodko. :*” 
Dopiero teraz przypomniałam sobie, co się wczoraj działo. Zaraz, zaraz, przecież ja nic nie 
pamiętam, pewnie dlatego, że byłam taka pijana. Boże, co ja robiłam z tym playboyem?! Czy 
w ogóle coś z nim robiłam? Pamiętam tylko, jak zaczęliśmy się całować, potem jak 
kontynuowaliśmy całowanie się w loży, a następnie w taksówce. Mam tylko nadzieję, że z 
nim nie spałam. Jezu, pewnie sobie teraz myśli, że rzucam się na każdego nowo poznanego 
faceta! Przecież ja mu się na oczy nie pokażę, a on chciał żebym do niego zadzwoniła. 
Spaliłabym się ze wstydu.  
Tylko, że to jedyny sposób, by się dowiedzieć, co tak naprawdę między nami zaszło. Ale się 
wkopałam! 
 
Kiedy po południu wszystkie trzy doszłyśmy do siebie, dziewczyny próbowały wydusić ze 
mnie coś z wczorajszego wieczoru. Czy kogoś wyrwałam, czy do czegoś doszło? W sumie to 
sama bardzo chciałam się dowiedzieć, bo nie pamiętałam nic poza tym, że jedynym facetem, 
którego wyrwałam, był brat Alice – Edward. Ale tę informację zatrzymałam dla siebie. 
Miałam tylko nadzieję, że on też nikomu się tym nie pochwalił. W sumie w niczym mi to nie 

background image

przeszkadzało, ale nie chciałam, żeby coś złego sobie o mnie pomyśleli. Zależało mi na 
przyjaźni z tym towarzystwem i nie warto było tego psuć jakimś bezmyślnym incydentem. 
 
Po  bardzo długim przesłuchaniu i opowieściach o poprzednim wieczorze, chciałam wyrwać 
się z tego mieszkania. Postanowiłam iść na spacer i porozmawiać z kimś o wczorajszym dniu. 
Nie mogłam tego zrobić w domu, ponieważ nie chciałam, żeby dziewczyny mnie usłyszały, 
dlatego wyszłam na zewnątrz, przy okazji zwiedzając miasto. Przeszłam przez alejkę i 
wyciągnęłam z torby telefon komórkowy. Wybrałam w książce telefonicznej numer osoby, 
której zawsze mogłam się ze wszystkiego zwierzyć, porozmawiać z nią, wypłakać się, 
pośmiać się z czegoś. Mojego powiernika, jedynego, prawdziwego przyjaciela, na którego 
zawsze mogę liczyć… Jacoba. 
 
Rozmawiałam z nim bardzo długo i opowiedziałam mu o wczorajszym incydencie. Zdziwiło 
mnie to, że był z tego powodu niezwykle rozbawiony i zadowolony. Jego zdaniem dobrze się 
stało, że w końcu się zabawiłam i miał nadzieję, że znajdę sobie wreszcie chłopaka. Mówił, że 
już znudziło mu się bawienie w moją niańkę i że z miłą chęcią odstąpi komuś to stanowisko. 
Oczywiście żartował. Przywykłam już do jego specyficznego poczucia humoru. Martwiłabym 
się o niego, gdyby tego nie robił. Kazał mi zadzwonić do Edwarda i się z nim umówić, bo 
skoro jest przystojny i już przeskoczyłam z nim kilka baz, to szkoda by było zmarnować taką 
okazję. Kiedy wracałam ze spaceru, zastanawiałam się nad tym, co powiedział mi Jake i 
próbowałam sobie przypomnieć coś z wczorajszego wieczoru, żeby nie wyjść przed 
Edwardem na kompletną idiotkę. Niestety za wiele sobie nie przypomniałam poza tym, że był 
cudowny, przystojny, umięśniony, miał cudowny zapach, świetnie całował, a jego dotyk był 
taki… elektryzujący. Usiadłam na jednej z ławek wokół alejki, gdy po chwili ktoś przysiadł 
obok mnie. 
- Całkiem niezła miejscówka dla kogoś, kto chce odciąć się na chwilę od świata - powiedział 
głos, który już gdzieś wcześniej słyszałam. Spojrzałam na rozmówcę i poczułam suchość w 
gardle, motyle w brzuchu i mrówki w palcach. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam 
przełknąć śliny. 
- Co ty tutaj robisz? - odpowiedziałam zaskoczona, ignorując jego wcześniejszą wypowiedź. 
- Przyjechałem z Jasperem do Alice. - Przeczesał włosy rękoma, podobnie jak czynił to 
Jasper. – Bo wiesz, mieszkam razem z nim w jednym mieszkaniu, a on tak wczoraj 
zabalował, że nie był w stanie dziś jeszcze prowadzić. A ponieważ nie mogłem doczekać się 
telefonu od współlokatorki mojej siostry, postanowiłem pod pretekstem sam złożyć jej 
wizytę. – Edward lekko uniósł jeden kącik ust, co przypomniało mi o wczorajszym 
wieczorze.  
Chciałam poczuć ich smak jeszcze raz, choćby tu i teraz. Niestety, a raczej – na szczęście,  
powstrzymałam się, bo gdyby mnie odepchnął, spaliłabym się ze wstydu, zapadła pod ziemię 
i tam została. W końcu wczoraj był pijany. Może chciał mi właśnie powiedzieć, że to była 
pomyłka, żebym o tym zapomniała, że nie był sobą. Nagle przerwał moje rozmyślania: 
- Nie zamierzałaś zadzwonić - zapytał, a raczej stwierdził, nie patrząc na mnie, tylko prosto 
przed siebie. Był zawiedziony. Zawiedziony mną? To się zaraz okaże.  
- Nie, nie… zamierzałam tylko… nie wiedziałam …co… co mam ci powiedzieć… Strasznie 
mi głupio - jąkałam się i naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć. Na moje policzki wpełzły 
rumieńce, od których zrobiło mi się strasznie gorąco. 
- Nie powinno. Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie żałuję tego co się wczoraj stało, bardzo 
mi się podobało i chcę przeprosić. - Popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Zrobiło mi 
się jeszcze cieplej. 
- Yyy ale… ale za co przeprosić? - Nie bardzo rozumiałam, co do mnie mówił, jego oczy były 
hipnotyzujące, a jego usta przyciągały do siebie.  

background image

- Za to, że… że się na ciebie rzuciłem. Zachowałem się jak jakiś zboczeniec, albo napaleniec. 
Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać, byłaś… jesteś taka piękna… nie mogłem 
odwrócić od ciebie wzroku. Przepraszam jeszcze raz. - Złapał moje dłonie w swoje. Moje 
policzki kipiały, zrobiło mi się słabo, ale teraz nie od gorąca, tylko od jego słow. Nie żałował 
tego co się stało, a nawet spodobałam mu się! 
- Nie masz za co przepraszać. Ja też tego nie żałuję, wręcz przeciwnie, nie mogłam dzisiaj 
przestać o tym myśleć. Głupio było mi zadzwonić, wydawało mi się, że uważasz mnie za 
jakaś napaloną idiotkę. Wybacz, że nie zadzwoniłam, ale cała ta sytuacja… To takie 
pokręcone - strasznie się motałam i uciekałam wzrokiem od jego palącego spojrzenia.  
- Wiem, nie tak to powinno wyglądać, ale czasu już nie cofniemy. - Uśmiechnął się do mnie i 
dotknął opuszkiem palców mojego gorącego policzka. Miał zimne dłonie, jego dotyk chłodził 
moją skórę. Uśmiechnęłam się tylko do niego, ponieważ nie wiedziałam co odpowiedzieć. W 
końcu przerwał tę przyjemną ciszę: 
- Czasu nie cofniemy, ale możemy to naprawić, albo udawać, że to się nie zdarzyło. Chociaż 
tego ostatniego nie obiecuję. Ciężko wymazać z pamięci coś takiego. - Teraz zjechał palcami 
z mojego policzka, przez szczękę i szyję, zatrzymując się na ramieniu. Delikatnie wygięłam 
głowę w bok i przymknęłam oczy. Zauważyłam, że znowu uśmiechnął się, podnosząc jeden 
kącik ust i ukazując białe zęby. Ja nadal milczałam, zaczarowana jego spojrzeniem i w pełni 
skupiona na dotyku jego chłodnych palców. 
- Co powiesz na hmmm… taką jakby randkę? Zaraz… Teraz? - Brutalnie przerwał tę chwilę 
mojej rozkoszy, zabierając dłoń z mojej szyi i wstając. Minęło parę sekund zanim 
oprzytomniałam i dostrzegłam wyciągniętą w moim kierunku dłoń. 
- Teraz? W tym momencie? Muszę się przebrać, nie jestem w ogóle przygotowana! - Nadal 
siedziałam na ławce, szukając jakiejś wymówki, sama nie wiem dlaczego, przecież marzyłam 
żeby znów mnie dotknął, żeby się zbliżył. Mimo tego trochę obawiałam się całej tej 
pokręconej sytuacji. 
- Po co? Ślicznie wyglądasz. Nie ma takiej opcji, żebyś szła się gdzieś przebierać. – Popatrzył 
na mnie wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu, trzymając nieustannie wyciągniętą dłoń. 
- A co mi tam, napiszę tylko do Alice, że jeszcze mi chwilę zejdzie - zdecydowałam i 
podałam mu rękę.  
Podciągnął mnie do góry, przysunął do siebie i powiedział: 
- Napisz jej, że zejdzie ci długą chwilę i że wrócisz późno - wyszeptał mi do ucha, a mnie 
przeszedł przyjemny dreszcz. Nie uszło to jego uwadze i zareagował na to tym swoim 
szelmowskim uśmiechem, który doprowadzał mnie do obłędu. 
- Poczekaj! A jak Jasper wróci do domu? - Wstrzymałam się i popatrzyłam na niego z 
zaciekawieniem. 
- Już to załatwiłem. - Uśmiechnął się zwycięsko i dodał. - Powiedziałem, że mam coś do 
załatwienia i żeby Alice go odwiozła albo ktoś po niego przyjechał - wytłumaczył się szybko. 
Na to wygląda, że wszystko już wcześniej zaplanował! 
Napisałam Alice wiadomość, wyciszyłam dzwonki i wrzuciłam telefon z powrotem do torby, 
żeby nikt nam nie przeszkadzał. Edward zaprowadził mnie na parking do swojego 
samochodu. Nie trzymaliśmy się za ręce, ale szedł tak blisko, że momentami ocierał się 
swoim silnym ramieniem o moje ciało. Był taki ciepły, a ja chciałam za wszelką cenę 
zwiększyć ilość tych otarć i specjalnie przysuwałam się do niego, niby to przypadkiem. 
Jeździł srebrnym Volvo. Doszłam do wniosku, że ta rodzina naprawdę miała jakiegoś bzika 
na punkcie drogich samochodów.  
http://www.youtube.com/watch?v=6v3axbFgdqU 
Edward jeździł szybko, ale pewnie i ostrożnie. Siedziałam niezwykle rozluźniona jak na taką 
obcą mi sytuację. Nie rozmawialiśmy, tylko napawaliśmy się swoją obecnością, a 

background image

przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony. Starałam się spoglądać na niego od czasu do 
czasu, ale nie chciałam natknąć się na jego wzrok. W końcu przerwałam to milczenie: 
- A tak w ogóle, to gdzie mnie zabierasz? - Spojrzałam na niego i oblałam się rumieńcem. 
- Czekałem, aż w końcu zadasz to pytanie.  
Zrobiło mi się głupio, ponieważ właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie, że wsiadłam do 
samochodu z obcym facetem i nawet nie obchodziło mnie, gdzie mnie wiezie. Co z moim 
instynktem samozachowawczym?  
- Zabieram cię na kolację. W końcu musimy się lepiej poznać. Poznać z innej strony niż 
ostatnio. – Edward popatrzył na mnie z boku i uniósł kącik ust, ukazując rządek białych 
zębów. Ten jego uśmiech… cały on, onieśmielał mnie jak nikt inny. Pewnie dlatego, że był 
pewny siebie. Zbyt pewny, nawet bardziej, niż ja. Znał swoją wartość i możliwości, więc 
wykorzystywał je, a ta jego tajemniczość jeszcze bardziej mnie w nim pociągała. Niezły 
zawodnik. Zobaczymy, czym mnie jeszcze zadziwi. 
- Lubisz chińskie jedzenie? – No i nie musiałam długo czekać, już tym pytaniem mnie 
zaskoczył. Owszem lubiłam, nawet bardzo. W moim miasteczku do chińskiej restauracji 
chodziłam zawsze z Jakiem.  
- Uwielbiam! Nie mów, że ty też? Widzę, że mamy coś ze sobą wspólnego - odpowiedziałam 
z wielkim entuzjazmem. 
- No widzisz, może nie tylko chińskie jedzenie nas łączy? - Popatrzył na mnie z boku i 
zaparkował pod chińską restauracją. 
Wyszedł z samochodu i chciał otworzyć mi drzwi, ale nie zdążył, ponieważ sama już to 
zrobiłam. Nie byłam przyzwyczajona do takiej uprzejmości ze strony mężczyzny, ale miło 
mnie to zaskoczyło. Gdy weszliśmy do środka, Edward poprowadził mnie do bardziej 
ustronnego miejsca, gdzie nie było ludzi. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zamówiliśmy 
jedzenie. Opowiadałam mu o moich wakacjach, o tym, że będę studiować na uniwerku 
psychologię, o tej całej, śmiesznej sytuacji z mieszkaniem i o moich współlokatorkach, które 
są cudowne, zwariowane i niepowtarzalne. On opowiadał o swojej pracy w salonie 
samochodowym, o studiach prawniczych, o tym, jak to jest mieszkać z Jasperem oraz mieć 
mieszkanie obok swojego brata Emmetta i kuzyna Setha.  
Nagle zadzwonił jego telefon. Wyciągnął go z kieszeni, popatrzył na wyświetlacz i chyba nie 
ucieszyło go to, co na nim zobaczył, ponieważ skrzywił się, wyłączył komórkę i schował ją z 
powrotem do kieszeni. 
- Przepraszam, że nam przeszkodzono, ale już się to nie powtórzy. Zapomniałem wyciszyć 
telefon. - Uśmiechnął się do mnie i złapał moją rękę, leżącą na stoliku. 
- Może to było ważne, trzeba było odebrać, nie pogniewałabym się -  zapewniłam i oblałam 
rumieńcem, ponieważ ciągle trzymał moją rękę w swojej. 
- Nie było ważne, zresztą ta osoba jeszcze nie raz zadzwoni. Teraz nie przeszkadzajmy sobie i 
nie psujmy dobrego nastroju. - Podniósł moją dłoń i pocałował ją, co spowodowało, że 
spuściłam wzrok i znowu się zaczerwieniłam. 
- Uwielbiam te twoje rumieńce. Jesteś wtedy taka urocza – powiedział z czułością i spojrzał 
na mnie takim dziwnym wzrokiem. Poczułam się jak mała dziewczynka, która zawstydza się 
z byle jakiego powodu. Co się ze mną dzieje? To jest nienormalne, że ten koleś tak na mnie 
działa i najgorsze jest to, że on dobrze o tym wie… 
- Dziękuję, ale nie rozumiem, co może być uroczego w tym, że w sekundę moja głowa 
zamienia się w buraka ćwikłowego. - Popatrzyłam na niego krzywo i parsknęłam śmiechem. 
- Ja tego tak nie odbieram, wydaje mi się, że wtedy zmieniasz się w taką słodziutką, małą 
dziewczynkę, a to, w przeciwieństwie do buraka, jest urocze. - Zagryzł dolną wargę, a ja 
pomyślałam wówczas, że rozpłynę się w powietrzu, ale najpierw rzucę się na niego i pokąsam 
mu te słodkie usta. 

background image

Rozmawialiśmy w tej restauracji jeszcze bardzo długo, jedzenie było świetne i postanowiłam 
wybrać się tu z Jacobem, kiedy przyjedzie. Później poszliśmy jeszcze na spacer. Edward objął 
mnie ramieniem, ponieważ zrobiło mi zimno. Poczułam wtedy znów jego zapach, od którego 
zakręciło mi się w głowie. Świetnie mi się z nim rozmawiało, spacerowało, jadło, w ogóle 
wszystko mogłam z nim robić. W tym momencie przypomniałam sobie, że przecież dalej nie 
wiem, co dokładnie zaszło wczoraj między nami. 
- Strasznie mi głupio, ale mam takie pytanie, na które chciałabym usłyszeć odpowiedź - 
powiedziałam, wtulając się w niego mocniej, starając się ukryć zawstydzenie. 
- Co to za pytanie? Mam zacząć się bać? - Zaśmiał się i pocałował mnie we włosy. 
- Bo chodzi o to, że… Czy mógłbyś mi powiedzieć co…? - nie dokończyłam, ponieważ mi 
przerwał: 
- Spokojnie, bo się udusisz. - Ścisnął mnie mocniej i zaczął się śmiać. 
- Wiesz, że byłam pijana i nie do końca pamiętam, co między nami zaszło. To znaczy wiem, 
że się całowaliśmy i takie tam, ale czy doszło do czegoś więcej? - Naprawdę myślałam, że się 
uduszę, ale w końcu wykrztusiłam to z siebie. 
- Naprawdę nic nie pamiętasz? Wczoraj wyglądałaś na dość świadomą. - Cicho zachichotał, a 
ja myślałam, że moje policzki zaraz pękną, tak bardzo były napompowane krwią. 
- Pamiętam tak przez mgłę, ale coś tam pamiętam. To znaczy to, co pamiętam, to są miłe 
wspomnienia i chciałabym po prostu wiedzieć czy… czy doszło do czegoś więcej? - Dobrze, 
że przynajmniej było ciemno i nie mógł zobaczyć mojego zawstydzenia. Chociaż 
podejrzewam, że było je słychać w moim głosie, więc nawet ciemność tu nic nie pomogła. 
- A co masz na myśli mówiąc „czegoś więcej”? - Teraz perfidnie się ze mnie nabijał. Miałam 
ochotę kopnąć go w… kostkę, bo gdybym kopnęła gdzie indziej, to mogłabym tylko 
pomarzyć o tym, że powie mi, co się naprawdę stało. 
- Mówiąc to mam na myśli sex! Czy mógłbyś mi w końcu odpowiedzieć, a nie bawić się ze 
mną? - odpowiedziałam już trochę zdenerwowana. Co jak co, ale mógł sobie zaoszczędzić 
nabijania ze mnie! 
- Nie bawię się tobą, przepraszam. Widzę, że jesteś strasznie nerwowa. A odnośnie twojego 
pytania to nie, nie kochaliśmy się, przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie zapominajmy, że ja 
też byłem pijany - odpowiedział trochę zły. Chyba nie spodziewał się takiej reakcji z mojej 
strony. 
- Czyli nie wiesz dokładnie co się wydarzyło…? Ale cyrk…- powiedziałam zdziwiona, 
zrezygnowana i zmartwiona. Skoro on tego nie wie, to nikt tego nie wie.  
Wróciliśmy do samochodu i Edward odwiózł mnie do domu. Kiedy dojechaliśmy pod mój 
blok, zgasił silnik i odwrócił się do mnie. Trzymałam już rękę na klamce od drzwi, kiedy 
przysunął się do mnie i ściągnął z niej moją dłoń. Owionął mnie przy tym jego słodki oddech 
i zaciągnęłam się nim, przymykając przy tym oczy i połykając ślinę napływającą mi do ust. 
Poczułam jego oddech na mojej szyi, uchu, policzku i w kąciku warg. Lekko je rozchyliłam i 
nie mogłam się już doczekać, by skosztować jego ust, teraz już w pełni przytomna, gdy nagle 
odsunął się nagle o kilka centymetrów. 
- Nie powinienem, ale jesteś taka słodka, że nie mogę się powstrzymać, po prostu nie mogę. - 
Złapał się za włosy. Tak jakby toczył sam ze sobą walkę. Chciał tego, ale coś mu nie 
pozwalało. Nie rozumiałam, co takiego go powstrzymywało. 
Teraz to ja przejęłam inicjatywę. W końcu, skoro narobił mi smaka, to nie może zostawić 
mnie teraz niespełnioną. Złapałam go za szyję i powoli przysunęłam się do niego. 
Wciągnęłam głęboko powietrze, pocierając nosem o jego szczękę i policzek, aż w końcu 
złapałam delikatnie płatek jego ucha w zęby. Usłyszałam jak jęknął i uśmiechnęłam się do 
siebie z powodu tej małej wygranej. Z powrotem wydmuchując ciepłe powietrze z ust, 
zjechałam z ucha, przez policzek, po kącik jego warg. Widziałam, jak wstrząsnął nim dreszcz 
rozkoszy. Teraz prawie stykaliśmy się ustami i głęboko oddychaliśmy. W pewnym momencie 

background image

złapał ustami moją górną wargę i zaczął ją ssać. Złapałam więc jego dolną wargę w zęby po 
to, by zaraz ją puścić - widziałam, że to na niego działa. Przyciągnął rękami moją głowę i 
zaczął obsypywać mnie pocałunkami. Całowaliśmy się łapczywie, ale kiedy poczułam, jak 
jego ręka wędruje pod moją bluzkę, oprzytomniałam. Znieruchomiałam wówczas i odsunęłam 
się.  
- Przepraszam, ale muszę już iść, Alice będzie się martwić. Dziękuję za kolację i mile 
spędzony wieczór - wypowiedziałam to jak regułkę i uśmiechnęłam się. Przysunęłam się do 
niego i lekko pocałowałam w kącik ust. – Dobranoc – dodałam, po czym chwyciłam za 
klamkę. 
- Dobranoc, śpij słodko - usłyszałam jego smutny głos. Pewnie myślał, że zostanę dłużej. Co 
to, to nie, na trzeźwo nie oddam się nikomu na tylnim siedzeniu samochodu. 
Wyszłam z auta, jeszcze raz posyłając mu słodki uśmiech. Jadąc windą zastanawiałam się, 
czy nie wrócić się z powrotem i nie złamać swojej zasady, ale jednak się powstrzymałam. 
Weszłam do mieszkania na paluszkach, nie chcąc nikogo obudzić. Niestety Alice mnie 
usłyszała: 
- Gdzie byłaś? - usłyszałam spod kołdry jej zaspany głos. 
- Spotkałam starą znajomą, poszłyśmy na kolację, a potem do jej mieszkania. - Postanowiłam 
skłamać, bo bałam się jej reakcji na wieść o moim romansie z jej bratem. W końcu może to 
zakończy się szybciej, niż się zaczęło. W głębi serca nie chciałam tego, bo coś ciągnęło mnie 
do niego, ale wolałam potrzymać to jeszcze przez jakiś czas w tajemnicy. 
- Aha, to dobranoc, rano pogadamy - powiedziała Alice i odwróciła się do mnie plecami, 
ziewając. 
- Dobranoc Słońce. - Położyłam się i usłyszałam wibrację w telefonie. Przeczytałam 
wiadomość: 

„Dziękuję za wieczór, mam nadzieję, że nie zraziłem Cię do siebie, nie wybaczyłbym sobie 

tego. Dobrej nocy dziewczynko.:* Edward”