background image

Fragment ksiąŜki Mariana Adamusa pt. „Tajemnice sag i run” tyczący się odkrycia 

Ameryki przez wikingów. 

 

13. NA „SMOKACH” DO AMERYKI 

Kto pierwszy odkrył Amerykę? Bjarni u brzegów nieznanego lądu. Leif i Thorfin w Ameryce. Daremny trud uczonych. Ingstad odkrywa 

osady Winlandczyków. Wikingowie walczyli z Indianami! Kobieta-wiking. Zagadkowy koniec Winlandczyków. Fałszywy kamień runiczny 

z Kensington. 

 
 

Wikingowie grenlandzcy odkryli Amerykę i utrzymywali z nią Ŝywe kontakty juŜ 

prawie pięćset lat przed Kolumbem! Szczegóły tych odwaŜnych wypraw podawane z ust do 
ust przetrwały całe dwa wieki, nim doczekały się utrwalenia w sagach. Z Islandii brały 
początek wyprawy do Grenlandii oraz do Ameryki i w Islandii powstały opisy tych dalekich 
podróŜy, dzięki czemu, przed kilku zaledwie laty, udało się dotrzeć do zagród pierwszych 
osadników na półkuli zachodniej. W ten sposób w końcu odszukano legendarną Winlandię, 
bo tak nazwali Normanowie grenlandzcy Amerykę. Miano to w przekładzie na język polski 
oznacza Kraj Wina i tak je interpretowali kolejni poszukiwacze skandynawscy, fińscy i 
amerykańscy. Ta właśnie nazwa wprowadzała uczonych w błąd i utrudniała odszukanie osady 
wikińskiej na wschodnim wybrzeŜu Ameryki Północnej. Podany w sagach opis pasował w 
zasadzie do rozległej połaci wybrzeŜa leŜącego na długiej przestrzeni od Zatoki Chesapeake 
na południu po Zatokę Hudsona na północy. 
 

Kiedy wreszcie udało się ustalić ponad wszelką wątpliwość, Ŝe osada, którą 

odnaleziono w miejscu najmniej oczekiwanym, to miejsce bytowania druŜyny wikińskiej i jej 
rodzin sprzed prawie tysiąca lat, wówczas zaczęto darzyć sagi znacznie większym zaufaniem. 
Mimo Ŝe wiadomości o wyprawach wikingów przekazywane były przez długi czas ustnie, nie 
zapomniano Ŝadnego waŜniejszego szczegółu ani z podróŜy morskiej, ani z krajobrazu osady. 
Nim doszło do tego wielkiego odkrycia, nie obeszło się bez całego szeregu sensacji na temat 
podróŜy wikingów do Ameryki oraz ich kontaktów z ówczesnymi mieszkańcami tego 
kontynentu. Największy rozgłos zdobył sobie odkryty w Kensington, w stanie Minnesota, 
kamień z napisem runicznym. Gdyby napis ten był autentyczny, wówczas trzeba by przyjąć 
bez zastrzeŜeń, Ŝe wikingowie dotarli na swych małych statkach-smokach do samego serca 
Ameryki Północnej. Mimo rozgłosu nadawanego sprawie przez prasę i radio amerykańskie, 
ostroŜni z natury uczeni skandynawscy, szczególnie runologowie, nie zadowolili się ubranymi 
w piękne słowa pozorami o autentyczności napisu i Ŝądali konkretnych dowodów, a tych było 
ciągle brak. 
 

Bez niezbitych dowodów naukowych Winlandia pozostawała bliŜej nie określoną 

nazwą, którą syn Eryka Rudego, Leif Eiríksson nadał nieznanej krainie podczas jednej ze 
swych licznych wypraw odkrywczych. Ale nie on odkrył Amerykę. Normanem, który 
pierwszy dotarł do tego kraju był Bjarni Herjólfsson. 
 

Dobrze poinformowany Adam z Bremy (zm. 1075) w swej Hamburskiej historii 

kościoła (Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum) z 1070 roku w części dotyczącej 
wysp północnych wspomina o wyspie, „która nazywa się Winlandia, gdyŜ rośnie tam ponoć 
dziko winorośl dająca wyśmienite wino. O tym, Ŝe rośnie tam dziko wiele drzew owocowych 
dowiedziałem się nie ze zmyślonych opowiadań, tylko z wiarygodnych opisów dostarczonych 
przez Duńczyków”. Tak pisze kronikarz, o którym wiemy skądinąd, Ŝe przebywał dłuŜszy 
czas na dworze króla duńskiego Svena Estridssona w stołecznym Roskilde. Tam 
najprawdopodobniej dowiedział się o odkryciach wikingów grenlandzkich. Wiadomo było 
powszechnie, Ŝe królowie duńscy kierowali najlepiej zorganizowanymi wyprawami 
wikińskimi i na ich dwór garnęli się poszukiwacze niezwykłych przygód. Byli to wikingowie, 
którzy przedtem brali udział w niejednej niebezpiecznej wyprawie. Zgłaszający się na dworze 
i proszący o przyjęcie w poczet przybocznej druŜyny królewskiej musieli najpierw wywieść 
swój ród i opowiedzieć królowi, w obecności druŜyny przybocznej, o swych wielkich 

background image

przygodach. Gawęd tych chętnie słuchano i sowicie za nie nagradzano, szczególnie jeśli 
wsławiały samego króla, jego ród lub jego poddanych. Adam z Bremy miał tu niejedno do 
powiedzenia, a jako gość królewski miał jednocześnie znakomitą okazję do zanotowania 
szczegółów wypraw Normanów. Szkoda wielka, Ŝe o Winlandii zaledwie wspomina. Aby 
dowiedzieć się czegoś więcej sięgniemy do czternastowiecznej Sagi o Grenlandczykach
 
 

Islandczycy interesowali się wyprawami do Ameryki bardziej niŜ inni Normanowie, 

ich bohaterami byli bowiem potomkowie słynnego rodu Ingolfa, pierwszego osadnika na 
Islandii. Z rodu Ingolfa pochodził przecieŜ Herjólf, ów słynny wiking, który porzucił 
Norwegię i wyruszył z Erykiem Rudym do Grenlandii, by tam osiąść na stałe i załoŜyć 
rozległą osadę nazwaną od jego imienia Herjólfsnes, czyli Przylądek Herjólfa. Wspomniany 
wyŜej Bjarni, pierwszy odkrywca Ameryki, był synem Herjólfa. Gdy ojciec gospodarował na 
Islandii, Bjarni wędrował po świecie. W połowie lata 985 roku opuścił dwór norweski i 
powrócił do kraju, ale zastał zagrody pozamykane na cztery spusty. Z domowników, ku 
swemu wielkiemu zdziwieniu, nie zastał Ŝywej duszy. Od sąsiadów dowiedział się, Ŝe rodzice 
załadowali dobytek na statek i odpłynęli z Erykiem Rudym do Grenlandii. Saga o 
Grenlandczykach 
powiada: „Wiadomości te wydały mu się waŜne i postanowił nie 
wyładowywać statku. Gdy załoga zaczęła się dopytywać, co ma zamiar robić dalej, odrzekł, 
Ŝ

e zgodnie ze swym zwyczajem chciałby i tym razem spędzić zimę u boku swego ojca. 

»Chciałbym się udać do Grenlandii, jeŜeli mi nie odmówicie towarzystwa«. 
 

Przyrzekli wszyscy, Ŝe popłyną z nim razem. Na to rzekł Bjarni: »PodróŜ nasza będzie 

się wszystkim wydawać nierozsądną, bo nikt z nas dotąd nie był na morzu grenlandzkim«. 
Mimo to wypłynęli na pełne morze i Ŝeglowali trzy dni, nim stracili z oczu ląd. Ale pomyślny 
wiatr ustał, zerwał się nowy od północy i przygnał mgłę, w której się zgubili. Przez trzy dni 
nie wiedzieli, gdzie są. Dopiero gdy nastało słońce mogli ustalić strony świata. Wówczas 
podnieśli Ŝagiel i płynęli cały dzień i całą noc, nim spostrzegli jakiś nieznany ląd. Zaczęli się 
zastanawiać, co to mógł być za kraj. Bjarni oznajmił, Ŝe to nie Grenlandia. Zapytali go wtedy, 
czy chce podpłynąć do brzegu. Odrzekł im na to: »Wydaje mi się, Ŝe nie powinniśmy się 
zbliŜać zbytnio do lądu«. Tak teŜ postąpili i płynąc dalej zauwaŜyli, Ŝe kraj był płaski, 
porośnięty lasem. Tu i tam widniały pagórki. Pozostawili więc ląd za lewą burtą i płynęli 
dalej. 
 

Następnie Ŝeglowali dwa dni i znów spostrzegli ląd. Zapytali Bjarniego, czy sądzi, Ŝe 

to Grenlandia. Odparł, Ŝe równieŜ ten ląd nie wydaje się być Grenlandią, skoro nie ma 
lodowców. Znów przybliŜyli się do brzegu i zobaczyli kraj nizinny, porośnięty lasem. Ustał 
pomyślny wiatr i ludzie z załogi radzili, by w tym miejscu przybić do lądu, ale Bjarni 
sprzeciwił się temu, mimo Ŝe brakowało im drzewa na opał oraz wody. 
 

»Macie wszystkiego pod dostatkiem« - powiedział i nie bacząc na szemranie załogi 

rozkazał podnieść Ŝagiel, co uczynili niezwłocznie. Oddaliwszy się od lądu płynęli trzy dni 
przy południowo-zachodnim wietrze, nim zobaczyli ląd po raz trzeci. Kraj ten był górzysty i 
pokryty lodowcami. Bjarni zapytany, czy kaŜe tu lądować, powiedział: »Nie, kraj ten wydaje 
mi się mało ponętny«. Nie ściągając Ŝagli, popłynęli wzdłuŜ brzegu i przekonali się, Ŝe to 
wyspa”. Skierowali więc statek na pełne morze i po czterech dniach Ŝeglugi przy silnym 
wietrze dotarli do Grenlandii. Płynąc wzdłuŜ brzegu, przybili pod wieczór do przylądka, gdzie 
stały łodzie i gdzie, jak się wkrótce przekonali, mieszkał ojciec Bjarniego, Herjólf. 
 
 

Bjarni nie omieszkał opowiedzieć ojcu i osadnikom o swej niezwykłej podróŜy, ale ku 

wielkiemu swemu zdziwieniu spotkał się z wyrzutem, Ŝe nie poznał bliŜej nieznanego kraju. 
Wyprawa ta nie przyniosła mu sławy równieŜ u jarla Eryka w Norwegii, gdzie wybrał się w 
odwiedziny. Zarzucono mu wręcz, Ŝe zmarnował znakomitą okazję do odkrycia ziemi być 
moŜe bogatszej niŜ grenlandzka. W opinii słuchaczy uchodził za człowieka niegodnego miana 

background image

wikinga. Opowieść o nieznanym lądzie nie poszła na marne. Rozpaliła ambicję Leifa, syna 
Eryka Rudego. A moŜe jemu przeznaczone było zostać wielkim odkrywcą? Po krótkim 
namyśle postanowił odkupić statek od Bjarniego i poprosić ojca, by stanął na czele wyprawy. 
Eryk Rudy, nie bez powodów, uchodził w Grenlandii za najznakomitszego Ŝeglarza i Leif 
wiedział, Ŝe u jego boku załoga będzie zdolna do największych wyrzeczeń. Eryk dał się 
nakłonić i był juŜ nawet w drodze do stojącego w zatoce statku, gdy dziwnym zrządzeniem 
losu koń potknął się i jeździec upadając skaleczył sobie nogę. Przesądny wiking uznał to 
widocznie za zły omen, bo zrezygnował z pokierowania wyprawą. Odmowa Eryka nie 
zniechęciła syna. Polecił załodze przysposobić statek i mimo młodego wieku sam stanął na 
czele wyprawy. 
 

Saga przedstawia Leifa jako męŜczyznę wysokiego i silnego, o wyrazistych rysach 

twarzy i surowym obejściu. Był podobno człowiekiem bardzo namiętnym, ale uczciwym. Z 
opowiadania Bjarniego znał szczegóły podróŜy, więc skierował statek ku tym samym lądom, 
tyle tylko, Ŝe w odwrotnym kierunku. Autor Sagi o Grenlandczykach powiada: 
 

„Najpierw zbliŜyli się do lądu, który Bjarni widział na ostatku. Podpłynęli więc do 

brzegu, zarzucili kotwicę, spuścili na wodę łódź i dobili w niej do brzegu. Rozglądając się, 
nigdzie nie widzieli trawy. W dali widniały olbrzymie lodowce, a okolica podobna była do 
płaskiego kamienia. Kraj ten nie wydawał im się ponętny. Wówczas Leif odezwał się w te 
słowa: »Nie dowiedzieliśmy się o tym kraju nic więcej niŜ Bjarni, choć ten nie wychodził w 
ogóle na ląd. Nadajmy temu lądowi imię. Będzie się odtąd zwał Płaskim Krajem«. 
 

Następnie powrócili na statek, popłynęli dalej i odkryli drugi ląd. ZbliŜyli się do 

brzegu, zarzucili kotwicę, spuścili na wodę łódź i wyszli na brzeg. Okolica była równinna, 
pokryta gęstym lasem. Pełno tu było łach białego piasku, a brzeg nie opadał stromo w morze. 
Wtedy Leif powiedział: »I temu krajowi nadamy nazwę, która by odpowiadała jego 
wyglądowi. Nazwiemy go Krajem Lasów«. Powróciwszy na statek płynęli z wiatrem 
północnowschodnim całe dwa dni, nim zobaczyli jakiś nowy ląd oraz połoŜoną na północ od 
niego wyspę. Weszli na nią i rozejrzeli się dokoła. Była piękna pogoda i zobaczyli, Ŝe trawa 
pokryta jest gęstą rosą. Umaczali w niej dłonie i skosztowali. Stwierdzili zgodnie, Ŝe jeszcze 
nigdy nie mieli w ustach czegoś równie słodkiego. 
 

Po powrocie na statek skierowali się do nieznanej cieśniny oddzielającej wyspę od 

przylądka, który mieli po prawej ręce. Wyminęli go od strony zachodniej, ale nie upłynęli 
daleko, poniewaŜ była pora odpływu i statek osiadł na mieliźnie. Długa przestrzeń płytkiej 
wody oddzielała statek od pełnego morza. Chęć wyjścia na ląd owładnęła wszystkimi, więc 
nie czekając na podniesienie się fali pobiegli na brzeg. Tu zobaczyli rzeczkę wypływającą z 
jeziora. 
 

Gdy tylko morze wezbrało, wsiedli do łodzi, chwycili za wiosła i podpłynęli do statku, 

który skierowali najpierw ku rzece i płynąc pod prąd dotarli do jeziora. Tam rzucili kotwicę, 
znieśli ze statku zwinięte skóry i rozbili namioty. Z zamiarem przezimowania zbudowali 
sobie duŜe domy. Łososi było pod dostatkiem w rzece i w jeziorze. Oczy ich nie oglądały 
nigdy przedtem okazalszych sztuk. Ich zdaniem klimat był tam tak łagodny, Ŝe nie trzeba było 
gromadzić dla bydła paszy na zimę. Trawa zaledwie Ŝółkła i nie było mrozów. Nie było teŜ 
takiej róŜnicy między dniem i nocą jak w Grenlandii i Islandii. W najkrótszy dzień słońce 
było widać przez pełne sześć godzin”. 
 

Wiosną następnego roku opuścili ten nieznany kraj, któremu Leif nadał nazwę 

Winlandia. Po powrocie do Grenlandii zdali szczegółową relację ze swego odkrycia. 
Odszukanie tajemniczego kraju przyniosło Leifowi sławę i wywołało wielkie poruszenie. 
 

Wielu młodych ludzi zdradzało chęć powtórzenia wyczynu Leifa. W roku 1003 do 

Winlandii dotarł brat Leifa, Thorwald, ale juŜ nie powrócił do kraju. Zginął ugodzony strzałą 
wypuszczoną z łuku tubylca. Prawdziwą wyprawę kolonizacyjną do Winlandii przedsięwziął 
dopiero kupiec islandzki Thorfin Karlsefni. W jednym z portów islandzkich załadował na 

background image

statki sporo róŜnego towaru, zabrał osiemdziesięciu ludzi załogi i popłynął najpierw do 
Grenlandii, gdzie przyjęty serdecznie przez Eryka Rudego spędził zimę na grach i zabawach. 
Poznał Gudhrídh, córkę Eryka, oświadczył się o jej rękę i pojął ją za Ŝonę. Saga o Eryku 
powiada, Ŝe równieŜ wiosnę spędzili wesoło. Grali w warcaby, kości i urządzali pojedynki, w 
których popisywali się zręcznością. Bogaty kupiec islandzki nie zadowalał się jednak 
wyłącznie uciechami. Marzył o wyprawie do Winlandii, gdzie spodziewał się zdobyć jeszcze 
większy majątek. O nieznanym kraju miał własne wyobraŜenie wytworzone na podstawie 
opowiadań, których nasłuchał się wiele w Islandii i w Grenlandii. śywił przy tym ciche 
nadzieje nie tylko na zdobycie majątku, lecz takŜe na pozyskanie sławy odkrywcy. Szybki w 
podejmowaniu decyzji wyekwipował odpowiednio statki i skrzyknął załogę. Przyłączyło się 
do niego kilku znakomitych wikingów z Grenlandii i mając stu czterdziestu towarzyszy 
przygód wyruszył latem śladami swych poprzedników, Bjarniego i Leifa. 
 

Płynęli starym kursem obok brzegów Płaskiego Kraju i Kraju Lasów prosto do 

Winlandii. PodróŜ ta interesuje nas od chwili minięcia Kraju Lasów, poniewaŜ dostarcza 
dalszych szczegółów topograficznych. Saga o Grenlandczykach powiada, Ŝe minęli Kraj 
Lasów i płynąc wzdłuŜ wybrzeŜy połyskujących łachami białego piasku zbliŜyli się do 
przylądka podobnego z kształtu do stępki okrętowej. Dla ułatwienia orientacji przylądek ten 
nazwali Przylądkiem Stępki, a rozciągający się za nimi ląd WybrzeŜem Dziwów, bo „był 
zadziwiająco długi”. Statki swe skierowali do jednej z licznych zatok wrzynających się w 
brzeg i wzięli kurs ku leŜącej w środku wysepce. Gdy podpłynęli bliŜej, porwał ich mocny 
prąd, więc wysepkę nazwali Wyspą Prądów, a zatokę Fiordem Prądów. Nie schodząc na ląd, 
popłynęli dalej i juŜ bez większych trudności dotarli do Winlandii. Z daleka ujrzeli 
zabudowania Leifa i poznali osadę po rzece wpadającej najpierw do jeziora, a następnie do 
morza. U ujścia natknęli się na ławice piasku, na które dostali się z przypływem fali. Wyszli 
na ląd i ujście rzeki nazwali Zalewem. Karlsefni nie zawiódł się: „Zastali pola z łanami 
samorodnego zboŜa, a na wzgórzach i w lasach traw było pod dostatkiem. Strumyki roiły się 
od ryb... w lasach pełno było wszelakiego zwierza”. 
 
 

Minęło dziewięć wieków i wiele szczegółów tego pięknego krajobrazu musiało ulec 

zmianie. Zdawali sobie z tego sprawę wczytujący się w teksty sag uczeni. Punktem 
wyjściowym wszystkich wypraw podejmowanych przez archeologów skandynawskich i 
amerykańskich były przede wszystkim zacytowane wyŜej wyjątki z sag. W osiemnastym 
stuleciu identyfikowanie Winlandii z Ameryką Północną uchodziło powszechnie za objaw 
wybujałej fantazji. Dopiero norweski archeolog, profesor Anton Wilhelm Brögger z 
uniwersytetu w Oslo poddał na początku bieŜącego stulecia szczegółowej analizie wszystkie 
dane zawarte w opisie podróŜy Bjarniego oraz Leifa i doszedł do wniosku, Ŝe obaj, po 
czterech dniach podróŜy, musieli znaleźć się u wybrzeŜy południowego Labradoru. Jego 
zdaniem opis nieznanego lądu odpowiadał okolicom Hamilton Inlet. Teren jest tu równy i 
tylko tu i ówdzie widnieją pagórki, o których wspomina Bjarni. RównieŜ okolica odległa o 
dwa dni Ŝeglugi na północ odpowiadała opisowi Bjarniego. Dziś poszarpane wybrzeŜe i ostre 
skały teŜ nie zachęcają do lądowania, więc Brögger przyznaje rację Bjarniemu, Ŝe jako 
doświadczony Ŝeglarz, zabronił swej załodze przybicia do brzegu w tym niebezpiecznym 
miejscu. 
 

Trzeci ląd oglądany oczyma Bjarniego i jego towarzyszy to nic innego, powiada 

profesor Brögger, jak tylko Ziemia Baffina. Są tu i góry, i lodowce, a krajobraz zgoła inny niŜ 
w Grenlandii. Największą zagadkę stanowiła jednak nadal sama Winlandia. Na nic domysły i 
przypuszczenia znakomitego archeologa, jeŜeli z ich pomocą nie udało się odszukać osady 
Leifa. Zdawali sobie z tego sprawę fachowcy i dlatego poszukiwano innych dróg 
prowadzących do odkrycia prawdy. Podczas gdy jedni uczeni prowadzili spór o to, czy 
Winlandię naleŜy identyfikować z Wirginią, Nową Anglią, Nową Funlandią lub z Florydą, 

background image

drudzy na wodzie i lądem przemierzali setki mil w poszukiwaniu osady wikingów 
winlandzkich. 
 

Amerykański uczony E. F. Gray sporządził specjalną mapkę, na którą naniósł 

wszystkie napotkane w sagach nazwy, ale miał olbrzymie trudności z lokalizacją niektórych z 
nich. Według niego osada Leifa, która powinna była leŜeć na południe od Bostonu, istniała na 
No Man’s Land, wysepce połoŜonej na południe od Martha’s Vineyard. W ślad za domysłami 
poszły czyny. Rozpoczęto intensywne poszukiwania i gdy po kilku dniach natknięto się 
wreszcie na kawałek zbutwiałego drewna, radości nie było końca. Przypuszczano, Ŝe są to 
resztki domów wzniesionych przez ludzi Leifa. Po dokładnym, laboratoryjnym zbadaniu 
wydobytych z ziemi kawałków drewna okazało się, Ŝe radość była przedwczesna. 
 

Tymczasem uczeni duńscy wykazali niezbicie, Ŝe drewno, którego wikingowie 

grenlandzcy uŜywali do budowy domów, trumien i przedmiotów codziennego uŜytku, nie 
pochodziło ani z Norwegii, ani z Syberii, tylko z lasów labradorskich. Wynikało z tego, Ŝe 
kontakty Normanów grenlandzkich z Ameryką były nader częste. Proste porównanie 
odległości podsuwało logiczny wniosek, Ŝe łatwiej było przebyć trzysta mil z Grenlandii do 
Ameryki niŜ płynąć tysiąc pięćset mil do Norwegii, w dodatku po znacznie groźniejszym 
morzu. Nowe odkrycie upewniło uczonych, Ŝe obrali właściwy kierunek poszukiwań. Z tym 
większym zapałem zaczęto wertować archiwa i biblioteki w celu wzbogacenia informacji 
zdobytych podczas lektury sag. Ponownie skierowano uwagę ku wybrzeŜom Labradoru, tym 
razem jednak nie na długo, bo wybuchła sprawa napisu runicznego z Kensington. Głównym 
rzecznikiem autentyczności napisu był Hjalmar R. Holand, znawca języków i historii krajów 
skandynawskich. Dał się przy tym poznać jako niestrudzony poszukiwacz nieznanych 
materiałów do dziejów wikingów grenlandzkich i winlandzkich. Przewertował stosy 
dokumentów i wydobył na światło dzienne wiele nieznanych dotąd notatek z archiwów obu 
półkul. Dzięki niemu ujawniły się kontakty duchownych i kupców z krajami 
skandynawskimi, które z biegiem czasu poszły w zapomnienie. Dowiódł on między innymi 
niezbicie, Ŝe stolica apostolska utrzymywała stałą więź zarówno z Grenlandią, jak Winlandią. 
Nieszczęście chciało, Ŝe wziął na serio wspomniany napis runiczny i skierował oczy 
uczonych ku Wielkim Jeziorom w stanie Minnesota w przekonaniu, Ŝe tu jest ukryty klucz do 
zagadki wikingów winlandzkich. ToteŜ wychodzące spod jego pióra ksiąŜki nie pozbawione 
posmaku sensacji przy mocnej podbudowie naukowej zmyliły uczonych, których 
poszukiwania osady Bjarniego Herjólfssona, Leifa Eiríkssona i Thorfina Karlsefniego na 
ziemi amerykańskiej szły przez dalsze kilkadziesiąt lat fałszywym tropem. 
 
 

Nowy kierunek nadał badaniom językoznawca szwedzki Sven Södeberg, który zwrócił 

uwagę archeologów na to, Ŝe nordyckie „vin” znaczyło nie tylko: wino, lecz równieŜ: łąka, 
pastwisko, i Ŝe dwa dalsze znaczenia są starsze. Jego zdaniem występująca w sagach 
islandzkich Winlandia (Vinland) to nie Kraj Wina, tylko raczej Kraj Łąk lub Kraj Pastwisk. 
Winlandii nie naleŜało więc identyfikować z okolicą obfitującą w winną latorośl, tylko z 
terenami, gdzie pełno było pastwisk i łąk. Informacja ta przydała się bardzo norweskiemu 
podróŜnikowi Helge Ingstadowi. Był on prawnikiem z wykształcenia, ale pociągały go 
znacznie bardziej studia nad ludoznawstwem, a szczególnie poznawanie nie znanych dotąd 
szczepów i plemion. Jako Skandynaw interesował się znacznie bardziej sagami islandzkimi 
niŜ uczeni innych nacji. Sagi dotyczące Winlandii znał prawie na pamięć i doszedł stopniowo 
do coraz bardziej ugruntowanego wniosku, Ŝe tajemniczej osady Leifa szukać naleŜy w 
południowej Funlandii. Jak się później przekonał, w domysłach swych nie był odosobniony, 
bo podobnie rozumowali przed nim W.A. Munn, Nowofunlandczyk z pochodzenia, oraz 
Finlandczyk Väinö Tanner. Ci ostatni poparli swe dociekania teoretyczne poszukiwaniami w 
terenie skupiającym się głównie w okolicy Zatoki Pistolet. Ich śladami poszli wkrótce A.H. 

background image

Mallary, J. Meldgaard i wielu innych, ale nadaremnie. Nie natrafili nawet na ślad wojów 
Leifa. 
 

Dodatkowym, nader cennym źródłem dla Helge Ingstada była szesnastowieczna mapa 

sporządzona przez Islandczyka Sigurdha Stefánssona zachowana w postaci kopii z 1670 roku, 
na której widniały, oprócz Grenlandii, Hellelandia, Marklandia, Skraelinge Land oraz 
Promontorium Winalandiae. Oryginał tej mapy nosił datę 1570, a wymienione nazwy to 
znane nam juŜ z sag: Płaski Kraj, Kraj Lasów oraz Przylądek Winlandzki, uderzająco 
podobny do Nowej Funlandii. NaleŜało załoŜyć, Ŝe autor tej cennej mapki dysponował 
danymi pozwalającymi mu dokładniej zlokalizować Winlandię, niŜ to mógł uczynić uczony w 
dwudziestym stuleciu. 
 

Ingstad zapamiętał dokładnie kaŜdy szczegół sag związany z kursem statków 

wikińskich, lądów, które mijali po drodze, i czasy przepływu. Ufał przy tym autorom sag 
bardziej niŜ inni. Wierzył święcie, Ŝe obyci z morzem Islandczycy zapamiętali wiernie i 
potrafili dokładnie powtórzyć innym szczegóły dzienników pokładowych normańskich 
Ŝ

eglarzy. W tych czasach te fakty liczyły się na morzu bardziej niŜ imiona osób najbliŜszych. 

Od nich przecieŜ zaleŜało Ŝycie śmiałka podejmującego wyprawę. W prowadzeniu badań 
nieocenione usługi oddała Ingstadowi jego Ŝona Anna-Stina, archeolog z zawodu i z 
zamiłowania. Z nią wybrał się w 1953 roku do Grenlandii, by zobaczyć na własne oczy 
odkryte przez archeologów zagrody grenlandzkich wikingów. Szczególnie interesowała ich 
zagroda Thorfina Karlsefniego, załoŜyciela większej osady na ziemi amerykańskiej. 
Zakładali, Ŝe Karlsefni mógł wybudować w Winlandii domy na wzór grenlandzkich. Starali 
się ponadto zachować w pamięci kaŜdy najdrobniejszy szczególik dotyczący grenlandzkich 
wykopalisk archeologicznych i nie uszły ich uwadze nawet kawałeczki węgla antracytowego, 
groty z kwarcu i style do siekier wykonane prawdopodobnie z drzewa pochodzącego z 
tajemniczej Winlandii. PoniewaŜ węgiel antracytowy nie występował ani w Grenlandii, ani w 
Norwegii, a jest go pod dostatkiem w Ameryce Północnej, nasuwało się przypuszczenie, Ŝe 
przywieziono go w czasie jednej z licznych wypraw. 
 

Posiadłszy bogaty zasób wiadomości teoretycznych Ingstadowie wyruszyli do 

Ameryki. Na wszelki wypadek rozpoczęli poszukiwania od najbardziej wysuniętego na 
południe obszaru wchodzącego jeszcze w rachubę, mianowicie od wyspy Rhode i posuwali 
się stopniowo na północ docierając kolejno do wybrzeŜy stanu Massachusets, wyspy Nowa 
Szkocja i w końcu do Nowej Funlandii. Odwiedzili tysiące osad rybackich i spędzili 
niezliczoną ilość godzin na przeprowadzaniu rozmów z tubylcami. Wszystko nadaremnie. 
Ale, jak to często bywa z odkryciami naukowymi, decydujący moment przyszedł najmniej 
spodziewanie. Zrezygnowawszy z dalszych wędrówek wstąpili do rybaka, który miał ich 
podwieźć do statku. Zainteresowany ich zmartwionymi minami poczciwina oznajmił, Ŝe 
niejaki George Decker z miejscowości L’Anse au Meadow wspominał kiedyś o ruinach jemu 
tylko znanych. Dla wyczulonego ucha Ingstada juŜ sama nazwa miejscowości będąca 
mieszaniną elementów francuskich i angielskich, a znacząca tyle co Zatoka Łąkowa, brzmiała 
zbyt zachęcająco, by nie zdobył się na jeszcze jeden wysiłek. Nie zwlekając, udał się we 
wskazanym kierunku i dotarł do małej osady rybackiej liczącej zaledwie jedenaście rodzin. 
JuŜ w pierwszej rozmowie z rybakami wyczuł, Ŝe mówią dziwnym akcentem angielskim. 
Osada odcięta była od świata całkowicie. Nie było ani jednej drogi łączącej ją z najbliŜszą 
osadą. George Decker nie taił, Ŝe nad Potokiem Czarnej Kaczki (Black Duck Brook) natknął 
się kiedyś na dziwne ruiny. Zapewniał jednocześnie, Ŝe w tej okolicy nie prowadzono dotąd 
Ŝ

adnych badań wykopaliskowych. Ingstadowi szkoda było kaŜdej chwili, zaproponował więc 

wycieczkę w tym kierunku. Szli na przełaj, brnąc z trudem przez wysokie trawy. Okolica 
wywierała nieodparte wraŜenie ziemi dziewiczej. 
 

Ingstad odczuwał jakiś dziwny niepokój, który przerodził się w zdumienie, gdy oczom 

jego ukazała się rzeczka wypływająca z jeziora i wpadająca do morza. Widok ten odebrał mu 

background image

siły. Omal nie krzyknął z radości. Prawie nic nie zmieniło się tu od czasów Leifa! Była ta 
sama rzeczka, to samo jezioro i ta sama, osłonięta od morza zatoka. W końcu znalazły się i 
ruiny. Nie mogło ulegać Ŝadnej wątpliwości, Ŝe tu Leif Eiríksson i jego ludzie „nie chcieli 
czekać na podniesienie się fali i pobiegli na brzeg”. To tu „zobaczyli rzeczkę wypływającą z 
jeziora i wpadającą do morza”. Krajobraz odpowiadający temu, jaki przedstawiały sagi 
rozpościerał się przed oczyma Ingstada w promieniach zachodzącego słońca. CzyŜby 
rzeczywiście? Oby nie było to jeszcze jedno złudzenie! PrzecieŜ ta zaskakująca wprost 
zgodność opisu z krajobrazem jeszcze niczego nie dowodziła. Trzeba się było otrząsnąć z 
marzeń i postarać o dowody, których dostarczyć mogły jedynie wykopaliska. Następną myślą 
Ingstada było jak najszybsze sprowadzenie Ŝony; niech kopie i szuka. 
 

Prace rozpoczęto w 1961 roku, gdy mała ekspedycja złoŜona z Ingstada, jego Ŝony 

Anny-Stiny, córki Benedykty, doktora Odda Martensa i Paula Sørnesa przybyła stateczkiem z 
Montrealu prosto do L’Anse au Meadow. Czynności podzielono według zamiłowań. Anna-
Stina ze swą ekipą przystąpiła niezwłocznie do poszukiwań na miejscu, natomiast Ingstad 
wyruszył szlakiem wikingów wzdłuŜ wybrzeŜy Labradoru w celu zidentyfikowania 
pozostałych okolic naszkicowanych w sagach. Bez większego trudu odszukał Przylądek 
Stępki, juŜ wcześniej znaleziony przez profesora Tannera. Karlsefni uŜył nazwy nordyckiej, 
która po islandzku brzmi Kjalarnes, od słowa „kjölr” (kil, stępka) i sufiksu –nes znaczącego 
tyle, co przylądek. Przylądek ten zwie się obecnie Porcupine i ma idealny kształt okrętowej 
stępki. Anna-Stina powitała powracającego z wyprawy męŜa pierwszymi wykopaliskami. W 
miejscu niedawnych ruin pojawiły się ocalałe resztki sześciu zabudowań i kilka dołów o nie 
ustalonym jeszcze przeznaczeniu. 
 
 

Dalsze prace wykopaliskowe prowadzone w latach 1962 i 1963 odsłaniały coraz to 

nowe szczegóły składające się powoli na całość obrazu. Największy z budynków mierzył 22 
m na 12 m i mógł pomieścić pięć lub sześć izb. W dobrym stanie przetrwały podłogi z 
ubitego piasku i gliny, paleniska i ściany z torfu. Z belek zbudowano tylko górne części ścian 
i dachu. Obeznany z Ŝyciem wikingów Ingstad stał przy jednym z palenisk i oczyma 
wyobraźni widział ich zbierających się wokół ogniska. Tu jedli, pili, słuchali sag, układali 
plany na przyszłość i wypoczywali. Tu witano gości z Grenlandii i Islandii. W rogu jednego z 
pomieszczeń znajdowała się łazienka, taka sama, jakiej uŜywali wikingowie grenlandzcy. 
Podłoga jej wyłoŜona była wielkimi kamieniami, które podgrzewano i polewano wodą. Ogień 
przetrzymywano w specjalnych dołkach przykrywanych na noc popiołem. Rano wystarczyło 
odsunąć górną warstwę i nałoŜyć na Ŝarzące się niedopałki suchych liści i drewna, następnie 
dmuchnąć kilkakroć, by buchnął ogień, na którym przygotowywano strawę i ciepły napój. 
TuŜ obok były usytuowane zagrody sąsiadów z nieco mniejszymi domkami o długości około 
dziesięciu metrów. Ingstadowi wydawało się, Ŝe słyszy nawoływania pasterzy zaganiających 
do zagród bydło i owce, które trzymano na dworze nawet w zimie. Zagadnięci rybacy 
przyznali, Ŝe i oni pozostawiają swe bydło na dworze przez całą zimę. 
 

Uczestniczący w jednej z wypraw wykopaliskowych Islandczycy natrafili nad 

strumieniem na doły, z których wydobyli 15 kg ŜuŜlu i kawałki rudy darniowej, niektóre 
wielkości kurzego jaja. Wniosek był jeden: natrafili na kuźnię. Przypuszczenia potwierdziły 
się, gdy nieopodal wydobyto z ziemi resztki węgla drzewnego. Dla upewnienia się poddano 
znaleziska badaniom izotopowym. Nadesłane orzeczenie stwierdziło, Ŝe materiały znalezione 
w kuźni pochodzą z początków jedenastego stulecia. Podobnie jak w Grenlandii, Islandii czy 
Norwegii wikingowie kuli w Winlandii broń, narzędzia gospodarskie, przede wszystkim 
siekiery oraz Ŝelazne spojenia do budowy i naprawy statków. 
 

Jak na razie badacze nie natrafili na namacalny ślad dowodzący, Ŝe w osadzie Ŝyły 

takŜe kobiety, choć w sagach jest o nich mowa. Dopiero w 1964 roku przy oczyszczaniu 
terenu Anna-Stina natrafiła na mały przęślik słuŜący do napędzania wałka skręcającego wełnę 

background image

w nić. Przęśliki te wykonywano z wypalanej gliny lub po prostu z dna rozbitego garnka. 
Znajdowano je dotąd jedynie w Grenlandii, Islandii i Norwegii. Wydobyty przez Annę-Stinę 
przęślik stanowi najstarszy europejski element gospodarstwa domowego odkryty w Ameryce. 
Tak więc sagi nie kłamały. Nie ma powodów, by nie dać wiary szczegółom dotyczącym Ŝycia 
codziennego wikingów winlandzkich i ich zmagań ze Skraelingami (tak nazywali wikingowie 
tubylców). Sposób toczenia walk ze Skraelingami nie odbiegał zasadniczo od potyczek 
staczanych przez Europejczyków z Indianami; zmieniła się jedynie broń, bowiem topór 
wikiński zastąpiono strzelbą. 
 

Wśród wydobytych z ziemi przedmiotów nie brak rzeczy naleŜących ongiś do Indian i 

Eskimosów. Jak wynika z sag, wikingowie nie tylko walczyli, lecz równieŜ handlowali z 
tubylcami. Saga o Grenlandczykach wspomina, Ŝe „Thorfin Karlsefni zabrał ze sobą do 
Winlandii nie tylko krowy, lecz takŜe buhaja. Wypuszczone na nieznany ląd bydło zaczęło po 
długiej podróŜy szaleć i narobiło wiele zamieszania”. Jak dokuczliwy był w Grenlandii brak 
drzewa, świadczy fakt, iŜ natychmiast po wyjściu na ląd „Thorfin polecił ludziom wyrąbywać 
drzewa i przycinać tak, by weszły na jego statek. Następnie kazał poukładać belki na 
wzgórzu, by podeschły. śywili się tym, czym nowa ziemia ich obdarowała, a więc 
winogronami i mięsem wszelkiego rodzaju zwierzyny. Dopiero następnego lata zobaczyli po 
raz pierwszy Skraelingów. Wyszli oni gromadą z lasu i natknęli się na bydło. Byk zaczął 
ryczeć i przeraŜeni jego widokiem Skraelingowie pierzchli ze swymi tobołami pełnymi soboli 
i róŜnego rodzaju skór. Ruszyli więc ku zabudowaniom Thorfina i chcieli się wedrzeć do 
domu, ale gospodarz kazał zasunąć drzwi wejściowe. Skraelingowie pootwierali worki i na 
migi dawali do zrozumienia, Ŝe w zamian za ich zawartość chcą nabyć broń. Ale Thorfin juŜ 
onegdaj zakazał sprzedawania broni, więc wpadł na pomysł zaoferowania Skraelingom zupy 
mlecznej, którą przyniosły kobiety. Gdy ujrzeli napój, nie chcieli nic innego. Najadłszy się do 
syta zostawili swój towar, za który dostali tylko tyle zupy, ile pomieścić mogli w Ŝołądkach”. 
 

W obawie przed zbrojnym najściem Skraelingów przezorny Thorfin rozkazał otoczyć 

dom cokołem. Chodziło mu głównie o to, by Skraelingowie nie wyrządzili krzywdy Ŝonie, 
która niedawno powiła mu syna. „Skraelingowie pojawili się ponownie dopiero na początku 
następnej zimy, ale było ich znacznie więcej niŜ za pierwszym razem. Nieśli takie same 
toboły jak przedtem, więc Thorfin zwrócił się do kobiet z tymi słowy: »Wynieście im takie 
same poŜywienie, jak przedtem, bo im bardzo smakowało, ale nie dajcie im nic poza tym«. 
Na widok jedzenia tamci wrzucili worki do wnętrza ogrodzenia...” 
 

Z dalszej relacji sagi wynika, Ŝe któryś z ludzi Thorfina zabił jednego z gości za to, Ŝe 

chciał mu zabrać broń. Pozostali Skraelingowie uciekli nie zabrawszy ubrania ani 
przyniesionej broni. „»Teraz musimy się naradzić – powiada Thorfin – i powziąć decyzję, bo 
zdaje mi się, Ŝe za trzecim razem Skraelingowie nie przyjdą do nas z pokojowymi zamiarami, 
a i gromada ich moŜe być większa. Niechaj dziesięciu ludzi uda się do przełęczy i pokaŜe się 
im, natomiast pozostali pójdą do lasu i wyrąbią dla bydła polanę na wypadek, gdyby 
Skraelingowie znowu się pojawili. Jeśliby doszło do walki, byka pędzimy przed sobą«. 
Ludzie z druŜyny domyślili się, Ŝe miejscem, gdzie ma dojść do starcia, będzie polana między 
lasem i jeziorem. Gdy juŜ wszystko przygotowano, jak nakazał Thorfin, Skraelingowie 
pojawili się w miejscu, które wybrał jako pole walki. Doszło do spotkania i wielu 
Skraelingów zostało zabitych. 
 

Uwagę Thorfina zwrócił jeden ze Skraelingów, który musiał być wodzem. Stojący 

obok niego Skraeling podniósł z ziemi topór i nie mógł mu się nadziwić. Następnie uderzył 
nim w najbliŜej stojącego towarzysza i zabił go na miejscu. Topór ten wziął następnie ów 
wysoki mąŜ, przyjrzał mu się dokładnie i cisnął nim z całych sił do jeziora, co oznaczało 
koniec bitwy. Skraelingowie rzucili się do ucieczki i umykali, ile sił w nogach. 
 

Przez zimę Thorfin pozostał w osadzie, ale gdy nastała wiosna oznajmił swym 

ludziom, Ŝe nie chce tu dłuŜej pozostawać i nosi się z zamiarem powrotu do Grenlandii. 

background image

Przygotowali się więc do podróŜy zabierając ze sobą duŜo towaru w postaci winogron, jagód i 
futer”. 
 

Mniej szczęścia w spotkaniu ze Skraelingami miał brat Leifa, Thorwald. Słuchając 

opowiadania brata, doszedł do przekonania, Ŝe odkryty kraj naleŜało poznać bliŜej. Wybrał 
więc trzydziestu śmiałków i na wypróbowanym statku Leifa wyruszył w drogę. W zamian za 
wypoŜyczenie statku miał przywieźć z powrotem drzewo ścięte i ułoŜone w osadzie 
winlandzkiej przez Thórira. Do domów Leifa dotarli bez trudu i nie zwlekając wyruszyli 
zwiedzać okolicę. W drugim roku pobytu podczas jednej z wypraw natknęli się przypadkowo 
na trzy skórzane łodzie, pod którymi spało dziewięciu Skraelingów. „Ustawili więc druŜynę 
w szyku i ujęli wszystkich z wyjątkiem jednego, któremu udało się wymknąć na łodzi. Ośmiu 
pojmanych zabili, po czym wdrapali się na górę, skąd dojrzeli kilka wzniesień w pobliskim 
fiordzie. Nie mieli wątpliwości, Ŝe mają przed sobą osadę. 
 

Ale wszystkich zmogło tak wielkie zmęczenie, Ŝe nie mogli ustać na nogach, więc 

posnęli. Niebawem usłyszeli jakiś głos, który poderwał wszystkich na równe nogi: »Zbudź 
się, Thorwaldzie, i wy, jego przyjaciele! Jeśli chcesz ratować Ŝycie, zbierz przyjaciół, udaj się 
z nimi na statek i opuść jak najszybciej ten kraj«. Jednocześnie we fiordzie zaroiło się od 
łodzi, które płynęły prosto na nich. Widząc je, Thorwald rzekł: »Zamienimy nasz statek w 
twierdzę i będziemy się bronić ze wszystkich sił. Starajmy się przy tym nie atakować, jeśli to 
nie okaŜe się konieczne«. Postąpili zgodnie z jego rozkazem, a Skraelingowie postrzelawszy 
chwilę z łuków rzucili się do ucieczki. Wówczas Thorwald zapytał przyjaciół, czy ktoś nie 
został ranny. Zgodnie zaprzeczyli. »Ja jestem ranny pod pachą – powiedział. Jakaś strzała 
przemknęła między burtą i tarczą i wbiła mi się pod pachę. Oto ona. Przyniesie mi śmierć. 
Radzę wam jak najszybciej powrócić do ojczyzny. Mnie wynieście na tę górę, gdzie tak 
bardzo chciałem mieć swój dom«”. 
 

Sadze o Eryku znajdujemy natomiast inną wersję. Thorwald wyrwał strzałę z 

Ŝ

ywota i miał wypowiedzieć słowa uwaŜane po dzień dzisiejszy za klasyczny wyraz 

nonszalancji wikinga: „Mam sadło na brzuchu. Zdobyliśmy piękny i urodzajny kraj, ale nie 
dadzą się nam nim nacieszyć”. To były jego ostatnie słowa. Spoczął na zawsze w ziemi 
odkrytej przez Bjarniego. 
 
 

W bitwach ze Skraelingami uczestniczyły równieŜ kobiety. Nieślubna córka Eryka 

Rudego, Freydhís, zawstydziła w jednej z potyczek cały oddział wikingów. Przebieg walki 
relacjonuje saga, w której czytamy, Ŝe od morza zbliŜyły się skórzane łodzie i broniący 
brzegu wikingowie zobaczyli w nich ludzi. „Podnieśli w górę Ŝerdzie, potrząsali nimi i głośno 
coś krzyczeli. Wtedy ludzie Thorfina chwycili za czerwone tarcze i ruszyli na spotkanie. 
Skraelingowie powyskakiwali z łodzi i rozpoczęli walkę. W powietrzu zaroiło się od strzał i 
kamieni rzucanych z proc. Thorfin i Snorri spostrzegli, Ŝe przeciwnicy nieśli na Ŝerdziach 
jakąś niebieską kulę wielkości małej owcy. Podbiegli z nią do ludzi Thorfina i rzucili. Kiedy 
kula upadła na ziemię rozległ się potworny huk. Thorfin i jego ludzie tak się przestraszyli, Ŝe 
nie chcieli słyszeć o niczym innym, jak tylko o ucieczce, bo się im zdawało, Ŝe zewsząd 
nacierają Skraelingowie. Zatrzymali się dopiero na skałach, gdzie stawili gwałtowny opór. 
 

Freydhís wyszła z domu i spostrzegła, Ŝe Thorfin umyka z ludźmi, więc krzyknęła: 

»Dlaczego wy, dzielni wojowie, uciekacie przed tymi potworami? Powinniście ich wyrŜnąć 
jak bydło. Och, gdybym tylko miała broń, walczyłabym lepiej od was«. Ale oni nie zwaŜali 
na jej słowa. Widząc to, Freydhís chciała pobiec za nimi, ale nie mogła, bo była cięŜarna. 
Ruszyła więc w kierunku lasu, a Skraelingowie pobiegli za nią. Po drodze natknęła się na 
zabitego. Był nim Thorbrand; wbito mu w głowę ostry kamień. Obok niego leŜał miecz, który 
porwała i przygotowała się do obrony. Gdy Skraelingowie przybliŜyli się, wyjęła piersi z 
koszuli i zaczęła w nie uderzać płazem miecza. PrzeraŜeni tym widokiem Skraelingowie 
pobiegli do swych łodzi i odpłynęli. Wtedy Thorfin podszedł z ludźmi do Freydhís i 

background image

powiedział jej, Ŝe miała szczęście. Zginęło dwóch ludzi z druŜyny Thorfina i czterech 
Skraelingów”. 
 

Istnieje przekonanie, Ŝe Freydhís poprowadziła ostatnią znaną na podstawie sag i 

kronik wyprawę z Grenlandii do Winlandii. UwaŜana jest za kobietę-wikinga, dlatego dobrze 
będzie poznać ją nieco bliŜej. Była przewrotna, ambitna, odwaŜna, zazdrosna, Ŝądna majątku i 
władzy, równie Ŝywiołowa, jak sama natura na północy. Nie mniej dumna niŜ ojciec chciała 
dorównać we wszystkim swemu bratu Leifowi. Imponował jej równieŜ Thorfin Karlsefni, 
który po powrocie z Winlandii opowiadał wiele o swych niecodziennych przygodach na 
morzu i zetknięciu się ze Skraelingami. Zazdrościła sławy nie tylko Thorfinowi, lecz takŜe 
bratu swemu, Leifowi. Chciała zostać równie sławna i podziwiana, toteŜ postanowiła pójść w 
ich ślady. Skorzystała z okazji, Ŝe dwaj bracia, Helgi oraz Finnbógi, zawinęli do Fiordu Eryka 
i zaprosiła ich do siebie do Gardhar. Gdy się juŜ najedli i napili do syta, zaczęła ich namawiać 
do wzięcia udziału w wyprawie do Winlandii. Przebiegła z natury zaŜądała, by przez cały 
czas trwania wyprawy dzielili z nią wszystko po połowie. Helgi i Finnbógi wyrazili zgodę, po 
czym Freydhís udała się do brata z prośbą, by podarował jej domy i zagrody w Winlandii. 
Ten jednak nosił się stale z zamiarem powrotu tam na stałe, więc zgodził się jedynie na ich 
wypoŜyczenie. Posłuchajmy teraz, jak potoczyły się dalsze wypadki w dosłownym ujęciu 
Sagi o Grenlandczykach
 

„ Freydhís i bracia uzgodnili, Ŝe kaŜda ze stron weźmie na statek po trzydziestu 

uzbrojonych wikingów, nie licząc kobiet, ale Freydhís złamała to przyrzeczenie i poleciła 
zabrać pięciu ludzi więcej. Ukryła ich dobrze na statku tak, Ŝe bracia ujrzeli ich dopiero po 
przybyciu do Winlandii. Po wypłynięciu na pełne morze statki, zgodnie z postanowieniem, 
nie oddalały się od siebie, tylko trzymały się razem wszędzie tam, gdzie to było moŜliwe. Ale 
bracia dobili nieco wcześniej do brzegu i zanieśli swój dobytek do domów Leifa. Widząc to 
Freydhís zapytała: »Dlaczego wnieśliście tutaj swoje rzeczy?« - »Sądziliśmy – odparli – Ŝe 
dotrzymujemy umowy dzielenia się wszystkim po połowie« - »Domy Leif wypoŜyczył mnie 
– powiedziała – a nie wam«. Wówczas zabrał głos Helgi: »Źle wychodzimy na twojej 
złośliwości«. Zabrawszy swoje rzeczy wynieśli się na dwór i zbudowali sobie własny dom 
nad jeziorem, niedaleko morza, i wszystko urządzili sobie tak, jak mogli najlepiej. 
Tymczasem Freydhís kazała swym ludziom ścinać drzewa, które chciała zabrać na statek. 
 

Nadeszła zima i bracia zaproponowali dla rozrywki zabawić się w jakieś gry. Przez 

pewien czas szło wszystko dobrze, ale potem ludzie zaczęli się spierać między sobą i gier 
zaniechano. Między obu domami ustały wszelkie kontakty i nic się nie zmieniło aŜ do późnej 
zimy. 
 

Pewnego ranka Freydhís wstała z łóŜka, ubrała się, ale nie włoŜyła nic na nogi. Na 

dworze była wtedy gęsta rosa. Na ramiona nałoŜyła płaszcz swego męŜa i podeszła do drzwi 
budynku, gdzie mieszkali bracia. Przed paroma chwilami wyszedł ktoś z domu i zostawił 
uchylone drzwi. Otwarła je i nie mówiąc słowa oparła się o framugę. Finnbógi nie spał juŜ, 
tylko leŜał w głębi izby. »Czego chcesz Freydhís?« - zapytał. »Chcę – powiedziała – byś 
wstał i wyszedł ze mną, bo pragnę z tobą porozmawiać«. Finnbógi zgodził się, więc wyszli i 
usiedli na kłodzie drzewa leŜącego pod ścianą domu. »Jak ci się tu podoba?« - zapytała. 
»Sądzę, Ŝe ziemia jest dobra, tylko nie podoba mi się nieprzyjaźń, jaka narosła między nami, 
a stało się tak bez Ŝadnego powodu« - powiedział Finnbógi. »Mówisz prawdę – wtrąciła – 
więc mam zamiar odpłynąć i dlatego chcę się zamienić statkami, bo wasz jest większy od 
mojego«. - »Jeśli ci to odpowiada – powiedział – niech tak będzie«. I na tym się rozstali. 

Freydhís powróciła do domu, a Finnbógi poszedł się jeszcze połoŜyć. Gdy weszła do 

łóŜka, zbudziła Thorwarda, który zapytał, dlaczego jest taka zimna i przemoknięta. Oburzona 
odparła: »Byłam u braci, by się z nimi rozmówić co do statku, bo chciałam mieć większy, ale 
się tak rozzłościli, Ŝe mnie zniesławili i pobili. A ty, nędzniku, nie potrafisz pomścić ani 
mojej, ani swojej hańby. Czuję teraz bardziej niŜ kiedykolwiek, Ŝe nie jestem w Grenlandii. 

background image

Ale jeśli tym razem mnie nie pomścisz, odejdę od ciebie«. Nie mógł tego słuchać bezczynnie 
i polecił swym ludziom, by czym prędzej wstali i wzięli broń. Uczynili, jak rozkazał, i udali 
się do domu braci. Weszli do środka, gdy ci jeszcze spali, pojmali ich i związali. KaŜdego 
związanego wyprowadzano na dwór, gdzie na rozkaŜ Freydhís zabijano go. W ten sposób 
wymordowano wszystkich męŜczyzn i zostało tylko pięć kobiet, których nikt nie chciał 
zabijać. Wtedy Freydhís zawołała: »Dajcie mi topór«. Gdy go jej dano, zabiła wszystkie i 
odeszła dopiero wtedy, gdy zobaczyła, Ŝe nie Ŝyją. 

Po tym niecnym czynie powrócili do domu i tak się zachowywali, jak gdyby zrobili 

coś dobrego. Freydhís zebrała swych ludzi i rzekła: »po szczęśliwym powrocie do Grenlandii 
zabiję kaŜdego, kto piśnie choć słówko o tym, co tu się stało. Powiemy, Ŝe nie chcieli z nami 
wyjeŜdŜać«. 

Jedne źródła powiadają, Ŝe wyjazd nastąpił w 1011 roku, inne, Ŝe w rok później. 

Wielu skandynawistów, między innymi historyk Halldor Hermannsson, uwaŜa, Ŝe opowieść o 
Freydhís z Sagi o Grenlandczykach nie moŜe być prawdziwa. Stanowisko swe motywują 
uczeni tym, Ŝe w sytuacji kiedy tubylcy raz po raz napadali na osadę mordowanie swoich 
ludzi było zupełnie nieprawdopodobne. W obecnej chwili nie dysponujemy innymi źródłami, 
więc moŜemy jedynie konfrontować dostępne nam źródło z naszymi wątpliwościami, 
wynikającymi wyłącznie ze sposobu rozumowania człowieka współczesnego. IleŜ innych 
opowieści z tej samej sagi, łącznie z częścią dotyczącą istnienia Winlandii w Ameryce, 
uwaŜano za wątpliwe, a okazały się prawdziwe. JakieŜ więc mamy podstawy do 
przedkładania swych domysłów, choćby najbardziej logicznych, nad wersję zawartą w źródle, 
w którym nie sposób oddzielić historii od fikcji literackiej, nawet jeśli z opisem danego 
wydarzenia spotykamy się jeden jedyny raz. A moŜe brak nam tylko potwierdzenia? O ile 
oczywiście zadowoliłyby nas dwie identyczne wersje. 

 
Powróćmy jeszcze do sprawy zasadniczej, mianowicie do dalszych losów osady 

odnalezionej w Winlandii. Wiadomość o Skraelingach wstrząsnęła zapewne Normanami w 
Grenlandii, Islandii, Norwegii i w pozostałych państwach skandynawskich. Dziś przewaŜa 
pogląd, Ŝe Skraelingowie winlandzcy to nie kto inny tylko Indianie. Wyklucza się 
Eskimosów, gdyŜ tylko Indianie uŜywali skórzanych łodzi i miotali niebieskimi kulami. W 
opisach pierwszych osadników europejskich w Ameryce spotykamy się ze wzmianką, Ŝe 
podobną bronią posługiwali się Indianie ze szczepu Algonkinów. Dla zastraszenia 
przeciwnika rzucali w jego stronę kamieniem owiniętym w zwierzęcą skórę. Znając 
przesądność wikingów nie moŜna powątpiewać w skuteczność tej broni. Wierzyli oni święcie, 
Ŝ

e nie wygrają z wrogiem, który stosuje czary. Tak więc i tę relację sagi naleŜy uznać za 

prawdziwą. 

Ogólnie rzecz biorąc, główną przeszkodą w dalszej kolonizacji Winlandii przez 

wikingów grenlandzkich byli, oprócz morza i odległości, wojowniczy Skraelingowie, którzy 
tym razem obronili się skutecznie przed naporem białych. Kolejność wypraw wydaje się być 
następująca. Bjarni dotarł do Ameryki, ograniczając się jedynie do obejrzenia jej brzegów od 
strony morza w 985 roku. Potem wyruszyli kolejno Leif Eiríksson, jego brat Thorwald, 
kupiec islandzki Thorfin Karlsefni i w końcu Freydhís. Jej wyprawa przypada na rok 1011. na 
tym dwudziestosześcioletnim okresie zamyka się opis pięciu podróŜy odkrywczych i 
kolonizacyjnych w Ameryce. Opis, jaki daje Saga o Grenlandczykach, nie grzeszy długością 
jak na objętość sag islandzkich i tego rodzaju przedsięwzięcie wikingów. Co do dalszych 
losów osady winlandzkiej moŜemy jedynie snuć domysły, poniewaŜ ani cytowana saga, ani 
inne źródła nie wspominają nic na ten temat. Notabene źródeł tych jest niewiele. Sięgnijmy 
do najwaŜniejszych. 

W annałach islandzkich natrafiono na notatkę, która donosi, Ŝe biskup Eryk odwiedził 

Grenlandię w 1121 roku i udał się w podróŜ do Winlandii. CzyŜby to miało oznaczać, Ŝe 

background image

jeszcze wtedy istniała kolonia winlandzka? Z tych samych annałów dowiadujemy się, Ŝe w 
roku 1347 przybył do Islandii statek z Krainy Lasów, z czego wynikałoby, Ŝe kraj ten był 
jeszcze wtedy dobrze znany. A moŜe i tam powstała jakaś osada wikińska? Nie jest 
wykluczone, Ŝe tam właśnie przenieśli się osadnicy grenlandzcy po nagłym opuszczeniu 
Osady Wschodniej. Nie jest to tylko nasz domysł, poniewaŜ biskup islandzki Gísli Oddsson 
po zapoznaniu się w 1637 roku z dawnymi, dziś juŜ nie istniejącymi, dokumentami donosi, Ŝe 
„mieszkańcy Grenlandii powrócili do ludzi z Ameryki” (ad Americae populos se 
converterunt). Ale kiedy i w jakich okolicznościach to miało miejsce? Na ten temat brak 
wiadomości. 

 
Jeszcze mniej o Winlandii wiemy z napisów runicznych. Na norweskim kamieniu w 

miejscowości Hönen (Busekrud fylke) odkryto trudny do odczytania napis, który zawierał 
słowo „uinlat” interpretowane przez niektórych skandynawistów jako Winlandia. Dzisiaj 
trudno spierać się na ten temat, bo kamień ponownie zaginął. Na Ŝadnym innym kamieniu 
skandynawskim nie widnieje nawet wzmianka o wyprawach do Ameryki. W tym stanie 
rzeczy prawdziwą sensację wywołała wiadomość, Ŝe napis taki istnieje i Ŝe odkryto go nie w 
Europie czy Skandynawii, tylko w samej Ameryce w roku 1898. równie rewelacyjna była 
sama treść, którą zacytujemy in extenso. Na mierzącym 80 cm długości, 40 cm szerokości i 
15 cm grubości kamieniu zapisanym z dwu stron widnieją wyryte runami słowa: 

 
 

 

8 götar ok 22 norrmen 

 

 

på opþagelsefarþ fro 

 

 

winlanþ of west wi 

 

 

haþe lager weþ 2 skjar en 

 

 

þags rise norr fro þenu sten 

 

 

wi war ok fiske en þagh äptir 

 

 

wi kom hem fan 10 man röþ 

 

 

uf bloþ ug þeþ AVM 

 

 

fräelse af illy 

 

 

har 10 mans we hawet at se 

 

 

äptir wore skip 14 þagh rise 

 

 

fråm þeno öh ahr 1362. 

 
Ostatnie trzy wiersze umieszczone są na 15-centymetrowej krawędzi. Tekst ten stanowi 
mieszaninę języków szwedzkiego i angielskiego; w dosłownym tłumaczeniu brzmi on 
następująco: 
 
 

 

8 Gotów [Szwedów z południa] i 22 Norwegów 

 

 

w wyprawie odkrywczej z 

 

 

Winlandii. Na zachodzie 

 

 

mieliśmy obóz przy dwu skalnych wysepkach. 

 

 

Dzień podróŜy na północ od tego kamienia 

 

 

byliśmy łowić ryby przez jeden dzień. Potem  

 

 

wróciliśmy do domu, znaleźliśmy 10 ludzi czerwonych 

 

 

od krwi i nieŜywych. A[ve] V[irgo] M[aria]. 

 

 

Wybaw od nieszczęścia. 

 

 

Mamy 10 ludzi nad morzem do pilnowania 

 

 

naszych okrętów, 14 dni podróŜy 

 

 

od tej wyspy. Rok 1362. 

 

background image

Dla archeologów oraz historyków mających na uwadze głównie datę i treść była to 
niewątpliwie sensacja, tylko Ŝe bez orzeczenia runologów nie moŜna było uznać napisu za 
materiał dowodowy. A decyzja tych ostatnich wypadła negatywnie. Orzekli oni, Ŝe napis jest 
po prostu falsyfikatem. Sprawa oŜywała co pewien czas i w dyskusji ścierały się zasadniczo 
dwa obozy złoŜone z archeologów i historyków z jednej, i językoznawców z drugiej strony. 
Historyków i archeologów uderzała zbieŜność treści napisu ze znanymi skądinąd faktami, a 
językoznawców fakt, Ŝe dla sporządzenia samego tłumaczenia muszą sięgać do dwu języków. 
 

Naszkicujemy teraz przynajmniej w ogólnym zarysie historię tej sensacji i dodamy 

interpretację językoznawczą falsyfikatu. Sprawa zaczęła się urzędowo w roku 1909 w biurze 
notariusza R.J. Rasmussona w Duglas County w stanie Minnesota. Na prośbę Olafa Ohmana 
sporządził on notarialnie poświadczone zeznanie w kwestii następującej. Olaf Ohman urodził 
się w Helsingeland w Szwecji, skąd w roku 1881 wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i 
osiadł w Salem, niedaleko Kensingtonu w stanie Minnesota. Przy karczowaniu osiki w roku 
1898 natrafił na zapisany niezrozumiałymi dla niego znakami kamień, który najpierw pokazał 
swemu sąsiadowi, a następnie przewiózł do swojego obejścia. Kamień przeleŜał porzucony 
kilka miesięcy, nim został wysłany do Chicago w celu wydania opinii. Po kilku miesiącach 
wrócił z powrotem i słuŜył jako próg do spichlerza aŜ do 1907 roku, kiedy Ohman pokazał go 
Hjalmarowi R. Holandowi, który umieścił fotografię kamienia wraz z opisem w swej ksiąŜce 
Historia osiedli norweskich w Ameryce
 

Archeologowie i historycy zaczęli się zastanawiać nad wieloma aspektami tej dziwnej 

sprawy. Po zapoznaniu się ze szczegółami towarzyszącymi wydobyciu kamienia z ziemi 
obliczyli, Ŝe drzewo wyrosło na kamieniu na początku dziewiętnastego stulecia, a głaz z 
wyrytym napisem spoczywał w ziemi prawie pięć i pół wieku. Innego zdania byli 
językoznawcy, profesor O.J. Breda, skandynawista z uniwersytetu w Minnesocie, oraz 
George O. Curme, wybitny specjalista w dziedzinie języków germańskich na uniwersytecie w 
Evanston, którzy odcyfrowali napis i nie ulegając naciskowi dziennikarzy orzekli zgodnie, Ŝe 
napis jest falsyfikatem. Po tym to właśnie orzeczeniu zwrócono kamień Ohmanowi i sprawa 
nieco przycichła, by oŜyć z tym większym nasileniem po ukazaniu się fotografii kamienia w 
ksiąŜce H.R. Holanda, który bronił autentyczności napisu. Wtedy to Ohman sporządził 
oficjalne zeznanie w sprawie okoliczności, w jakich kamień wydobył z ziemi. W wyniku 
nacisku prasy i radia kamień sprowadzono najpierw do Aleksandrii w Minnesocie, a 
następnie, w roku 1948, do Muzeum Narodowego w Waszyngtonie. Geologowie orzekli 
bowiem, Ŝe inskrypcja jest starej daty i Ŝe runy mają około pięciuset lat. Była to woda na 
młyn prasy, która zaprosiła do Ameryki w roku 1951 profesora Williama Thalbitzera, 
kopenhaskiego etnografa i językoznawcę, zajmującego się badaniami kultury i języka 
Eskimosów w Grenlandii, by wygłosił przemówienie na temat napisu z Kensington. Uczony 
ten, po zapoznaniu się z zagadnieniem, nie mógł zadowolić gospodarzy ze względu na brak 
dowodów. W swym ostroŜnym orzeczeniu przyznał, Ŝe „nie udało się dowieść jednoznacznie, 
Ŝ

e kamień jest dokumentem autentycznym”. Nie udało się mimo bardzo Ŝmudnych i 

drobiazgowych poszukiwań archeologów i historyków. Wśród nich na szczególną uwagę 
zasługuje H.R. Holand, autor takich ksiąŜek, jak The Kensington stone (Kamień z Kensington) 
1932, oraz najobszerniejszej rozprawy broniącej autentyczności napisu: America 1355 – 
1364. A New Chapter in Pre-Columbian History (Ameryka w latach 1355 – 1364. Nowy 
rozdział w historii przed przybyciem Kolumba)
 1946. 
 

Językoznawcy nie mieli jednak mimo tego podstaw do zmienienia swego zdania. 

Pisali w tej sprawie krótko, ale rzeczowo. W Madison w roku 1958 opublikowano krótką 
rozprawę Erika Wahlgrena pod tytułem The Kensington Stone, a Mistery Solved (Kamień z 
Kensington, tajemnica rozwiązana)
. Autor nie wskazuje palcem oszusta, bo nie to jest 
najwaŜniejsze. Uczonemu idzie o docieknięcie prawdy polegające na wskazaniu słów, które 
nie mogły powstać w roku 1362. Sprawa jest o tyle prosta, Ŝe w czasie tym nie było jeszcze 

background image

na ziemi amerykańskiej ludzi mówiących językiem angielskim. Skąd więc w napisie 
anglicyzmy oraz słowa czysto angielskie? Z treści napisu wynika, Ŝe członkami ekspedycji 
byli Szwedzi i Norwegowie, a nie Anglicy. Ponadto napis zdradza cechy języka 
nowoangielskiego, a nie odmiany sprzed czasów Shakespeare’a. Mało tego, runy uŜyte przez 
anonimowego autora nie odpowiadają kształtem znakom stosowanym w czternastym wieku 
ani na terenie Szwecji, ani Norwegii. 
 

Nigdzie na obszarze wspomnianych dwu krajów nie uŜywano w 1362 roku takich 

wyrazów jak „of” (wiersz trzeci), „þeþ” (wiersz ósmy), „illy” (wiersz dziewiąty), „mans” 
(wiersz dziesiąty) i „fråm” (wiersz dwunasty). ZbliŜonych słów moŜna się doszukać 
wprawdzie w dialektach szwedzkich i norweskich, ale trudność polega na tym, Ŝe jeśli jedna 
forma występuje na południu Szwecji, to inna w środkowej Norwegii. Jednym słowem, 
wyrazy te nie występowały jednocześnie w czternastym wieku ani na terenie Norwegii, ani w 
Szwecji, nawet w dialektach. Ponadto nie udało się mimo drobiazgowych poszukiwań 
odnaleźć w tych dwu krajach niektórych znaków runicznych, którymi posługiwał się autor 
napisu. Ani w Skanii, ani w Dalekarlii nie natknięto się na takie runy, jakimi notował głoski 
p, t, u, ä, y, oraz j. Jak z tego wynika autor znał alfabet runiczny i zmodyfikował go według 
własnej koncepcji. Tekst zredagowany jest zasadniczo w języku szwedzkim, a tylko 
przeplatany wyrazami nowoangielskimi. Występuje więc angielskie „from” (z) zamiast 
szwedzkiego „fra”. Inne wyrazy angielskie zostały zniekształcone. I tak na przykład zamiast 
„ill” (nieszczęście) jest forma „illy”, zamiast poprawnej formy „men” (ludzie) – występująca 
z innymi rzeczownikami końcówka –s w połączeniu z pojawiającym się tylko w liczbie 
pojedynczej wyrazem „man” (człowiek). Dla utrudnienia odczytania autor napisu uŜył 
angielskiego „of” w złym połączeniu. Spójnik „i” notuje raz za pomocą formy poprawnej 
„ok” języka szwedzkiego, ale nieco niŜej występuje zniekształcona postać: „ug”. 
 

Wszystkie te nowotwory oraz zniekształcenia zostały uŜyte po to, by stworzyć pozory 

archaiczności języka. Trud włoŜony w rozszyfrowanie fałszywego napisu nie posunął ani o 
krok naszej wiedzy o losie osady winlandzkiej. Nie wiemy nadal, czy osadnicy grenlandzcy 
dotarli do osady Leifa, czy nie. Nie znamy zatem ani losu osadników winlandzkich, ani 
grenlandzkich. Brak odpowiednich dokumentów nie pozwala na dopisanie ostatniego 
rozdziału historii Winlandczyków, pierwszych znanych nam białych mieszkańców 
Czerwonego Lądu. Wiadomo natomiast, jaki los spotkał Skraelingów.