background image

Joan Elliott Pickart

Cynamonowy wirus

background image

Rozdział 1

– Poruczniku Santini, co pan będzie robił po odejściu z 

policji? Jakie ma pan plany?

– Żadnych wyjaśnień, proszę mnie przepuścić.
– Poruczniku, ponad sześć miesięcy temu powrócił pan 

z   Włoch,   gdzie   odbywał   pan   staż   w   ramach   programu 
wymiany   policjantów.   Czy   rozważa   pan   możliwość 
powrotu do Italii?

– Żadnych wyjaśnień – powtórzył Vince Santini. Szedł 

szerokim,   jasno   oświetlonym   korytarzem   kwatery 
głównej, z trudem przeciskając się przez tłum reporterów.

– Ludzie, czy nie macie nic ciekawszego do roboty? 

Często się zdarza, że gliniarze rezygnują z pracy w policji. 
To żadna rewelacja.

–   Pana   przypadek   to   sensacja   –   powiedziała   jakaś 

kobieta.   –   Wytypowano   pana   na   praktykę   do   Italii, 
rozwiązał   pan   większość   prowadzonych   przez   siebie 
spraw,   od   pierwszego   dnia   ożywił   działania   kwatery 
głównej   i   odnosił   pan   sukcesy.   Teraz   pan   odchodzi. 
Dlaczego? Jakie są pana plany na przyszłość?

Vince potrząsnął głową, marszcząc brwi.
– Żadnych wyjaśnień.
– No, poruczniku, niechże się pan złamie.
– Nie mam nic do powiedzenia.
Vince popchnął drzwi i opuścił budynek. Na schodach 

prowadzących   w   stronę   chodnika   reporterzy   wręcz 

background image

przepychali   się,   by   dotrzymać   mu   kroku.   Listopadowe 
niebo   nad   Los   Angeles   było   zachmurzone,   a   chłodny, 
ponury   i   szary   dzień   nie   wpływał   na   poprawę   coraz 
gorszego nastroju Vince'a.

„To oczywiste – pomyślał. – Musiał być przeciek w 

departamencie".   Reporterzy   dowiedzieli   się,   że   tego 
popołudnia   porucznik-detektyw   Vincent   Santini   spotkał 
się   z   komisarzem   i   wręczył   mu   swoją   oficjalną 
rezygnację.   Nie   spodziewał   się   jednak   ataku   prasy   na 
swoją osobę. Gdyby tylko mógł zwiać tym błaznom, w 
ciągu   godziny   zapomnieliby,   kim   był.   Faktem   jest,   że 
przez kilka lat jego nazwisko wielokrotnie pojawiało się w 
gazetach w związku ze sprawami, które prowadził. Ale 
emerytowany policjant dla reporterów jest tylko nudnym 
gliniarzem i gdyby zniknąć im z oczu, to przestaliby się 
nim zajmować.

–   Poruczniku,   pracował   pan   w   wywiadzie,   zanim 

przeszedł pan do policji. Czy myśli pan o pracy w jednej 
ze specjalnych agend rządowych?

– Żadnych wyjaśnień. – Vince zatrzymał się na dole 

schodów. Nie miał ochoty ciągnąć ich za sobą do miejsca, 
gdzie zaparkował samochód. – Słuchajcie – powiedział, 
odwracając się twarzą do tłumu. – Nie próbuję utrudniać 
współpracy.   Po   prostu   nie   mam   nic   do   powiedzenia. 
Zamierzam   na   kilka   tygodni   wziąć   urlop,   odpocząć, 
przemyśleć sprawy i podjąć decyzję.

–   Urlop?!   Gdzie   pan   wyjeżdża?   Vince   potrząsnął 

głową.

background image

– Nie dajecie mi odetchnąć, a ja naprawdę mogę tylko 

powtórzyć   –   żadnych   wyjaśnień.   Teraz   ustąpcie   mi   z 
drogi. Mam dość...

Przerwał mu pisk opon i wszystkie głowy odwróciły się 

w   kierunku   pobocza.   Mały   jasnoczerwony   samochód 
zatrzymał   się   gwałtownie   przy   komisariacie.   Nie 
wyłączając silnika, młoda kobieta otworzyła energicznie 
drzwi   i   podbiegła   w   kierunku   grupy   zgromadzonej   na 
chodniku.

Jej szybkie i zdecydowane ruchy sprawiły, że tłumek 

zdezorientowanych   reporterów   rozstąpił   się   jak   Morze 
Czerwone.   Runęła   w   kierunku   Vince'a,   przylgnęła   do 
niego całym ciałem i zarzuciła mu ręce na szyję.

Vince   zachwiał   się   lekko   pod   wpływem 

nieoczekiwanego   zderzenia,   po   czym   instynktownie 
przygarnął obejmującą go kobietę.

– Kochanie – powiedziała wystarczająco głośno, by ją 

wszyscy słyszeli. – Jest mi tak okropnie przykro, że się 
spóźniłam. Wybaczysz mi?

Patrzyła   na   niego   przesadnie   błagalnym   wzrokiem   i 

przewracała kokieteryjnie oczami.

Vince   nie   mógł   powstrzymać   uśmiechu,   który   cisnął 

mu się na usta. Zielone oczy kobiety iskrzyły się figlarnie 
i   wesoło.   Krótkie   kasztanowate   włosy   okalały   bardzo 
ładną twarzyczkę z zawadiackim piegowatym noskiem i 
miękkimi zmysłowymi ustami.

Nie miał najmniejszego pojęcia, kim była ta kobieta i 

dlaczego   rzuciła   mu   się   na   szyję,   odczuwał   natomiast 

background image

zupełnie   wyraźnie   ucisk   jej   małych   jędrnych   piersi, 
obciągniętych   jedynie   bladozielonym   podkoszulkiem,   i 
smukłych,   odzianych   w   dżinsy   nóg.   Uświadomił   sobie 
także, że jej bliskość wyzwala w nim pożądanie.

– Wybaczam ci – powiedział, wciąż się uśmiechając.
– To wspaniale – powiedział słodko. – Ruszajmy więc, 

kochanie.

Jestem pewna, że ci wspaniali ludzie nam to wybaczą. 

Wskoczymy po prostu do autka i ruszamy. Dobrze?

„Ratuje   mnie   od   reporterów"   –   pomyślał   nie 

dowierzając. Chyba że sama jest reporterką i ma więcej 
sprytu niż inni. Jeżeli tak jest, zajmie się tym później. Na 
razie...

– Chodźmy stąd – powiedział. Złapał ją za rękę i ruszył 

w kierunku czerwonego samochodu. – Do zobaczenia! – 
krzyknął   przez   ramię   do   zaskoczonych   takim   obrotem 
sprawy dziennikarzy.

– Będę prowadziła – oznajmiła. – Mój samochód jest 

kapryśny.

– Świetnie.
Gdy tylko zdołał wcisnąć swoje metr dziewięćdziesiąt i 

z trudem zamknął drzwi, samochód wystrzelił do przodu. 
Oparł się ręką o tablicę rozdzielczą i spojrzał uważniej na 
kobietę.

Kimkolwiek   była,   w   pełni   zasługiwała   na   miano 

kobiety   atrakcyjnej   w   całym   tego   słowa   znaczeniu. 
Prowadziła przy tym jak szaleniec i cud, że nie owinęła 
swojego „autka" wokół słupa telefonicznego.

background image

–   Mogłabyś   troszkę   zwolnić.   Nie   jedziemy   przecież 

obrabować   banku.   Ci   reporterzy   na   pewno   nie   zdążyli 
wsiąść do swoich samochodów, aby nas ścigać.

Skinęła głową i trochę zwolniła.
– Proszę bardzo.
Vince westchnął głęboko i spojrzał na nią znowu.
– Nienawidzę być wścibski, ale kim jesteś i dlaczego 

uratowałaś mnie przed reporterami?

– Trzymaj się – powiedziała i przejechała ze świstem na 

żółtym świetle.

– Gdzie się podziewają policjanci, gdy są potrzebni? – 

mruknął.

– To dowcipne – zauważyła i rozparła się w fotelu.
„Do   licha!   –   pomyślała   Katha   Logan.   –   Co   ja 

zrobiłam?"   Zgarnęła   Vince'a   Santiniego   z   chodnika   i 
wiozła go ze sobą, oto czego dokonała.

Jego   zdjęcia   widziała   w   gazetach   kilka   razy,   ale 

rzeczywistość ją zaskoczyła. Był niesamowity – wysoki, 
dobrze   zbudowany,   o   oliwkowej   skórze   i   czarnych   jak 
węgiel włosach i oczach.

Miał długie muskularne nogi i szerokie ramiona, a jego 

surowe   męskie   rysy   były   absolutnie   wspaniałe.   W 
obcisłych, wyblakłych dżinsach i jasnoniebieskiej koszuli 
prezentował się jak współczesny bóg romański. A ona go 
porwała. No, niekoniecznie porwała. Mimo wszystko był 
bardzo szczęśliwy, gdy odjechali.

– Hej! – powiedział. – Zanim spotkam Stwórcę, gdy 

wjedziesz   w   boczną   ścianę   budynku,   czy   mógłbym   się 

background image

przynajmniej dowiedzieć, kim jesteś?

– Tak, oczywiście. Katha Logan. – Uśmiechnęła się, a 

po chwili ponownie zaczęła obserwować ruch uliczny.

– Katha Logan – powtórzył. – Katha, niezwykłe imię i 

podoba mi się... A więc, Katho Logan, o co tu chodzi?

–   Potrzebuję   twojej   pomocy.   Przyjechałam   do 

śródmieścia   i   dowiedziałam   się,   że   jesteś   w   kwaterze 
głównej, bo akurat składasz rezygnację. Muszę przyznać, 
że, jak dla mnie, wybrałeś zły moment.

Czytałam   o   tobie   tyle   dobrego   w   gazetach.   Jedna   z 

moich   przyjaciółek   mówiła,   że   niedawno   prowadziłeś 
sprawę serii napadów rabunkowych na składy alkoholowe 
–   wiesz,   jej   ojciec   jest   właścicielem   jednego   z   tych 
składów – no, i złapałeś facetów w kilka dni. To mnie 
przekonało.

Zrozumiałam, że jesteś odpowiednim człowiekiem, aby 

załatwić tę sprawę.

Odetchnęła głęboko.
–   Ale   zrezygnowałeś   właśnie   teraz,   gdy   jesteś   mi 

potrzebny. Do licha!

Mimo   to   zdecydowałam,   że   mógłbyś   chociaż 

przedstawić swoją opinię o całym tym bałaganie, mimo że 
nie jesteś już w policji. Dlaczego odszedłeś?

Zresztą   mniejsza   o   to,   nie   moja   sprawa.   Gdy 

dojechałam   do   komisariatu   i   zobaczyłam   stłoczonych 
wokół   ciebie   reporterów,   pomyślałam,   że   nigdy   nie 
zdołam do ciebie dotrzeć. Pobiegłam po swój samochód, 
podjechałam   pod   wejście   i,   jak   mówią,   reszta   to   już 

background image

historia.   –   Wzięła   głęboki   oddech,   jakby   zabrakło   jej 
powietrza. – Rozumiesz?

Vince przytaknął z rozmysłem.
–   Tak.   Myślę,   że   dokładnie   zrozumiałem. 

Przypuszczam,   że   ma   pani   kłopoty   i   potrzebny   pani 
detektyw. Nie jestem już jednak oficerem policji, panno 
Logan.

– Ech, mów do mnie Katha, a ja też będę mówić ci po 

imieniu.

Dobrze?   Zdaję   sobie   sprawę,   że   nie   jesteś   już 

gliniarzem,   Vince,   ale   nie   oddałeś   przecież   swojego 
rozumu razem z rewolwerem i odznaką. Czy nie mógłbyś 
po prostu wysłuchać mnie do końca i powiedzieć, co o 
tym sądzisz? – Nagle zmarszczyła brwi. – Do licha! To na 
nic.

– Dlaczego?
– Ponieważ nie jesteś już opłacany z moich podatków. 

Domyślam   się,   że   prowadząc   dochodzenie,   robiłbyś   to 
jako   prywatny   detektyw,   a   ci   faceci   biorą   krocie.   – 
Westchnęła. – W takim razie to wszystko, jeśli chodzi o 
moją   sprawę.   Gdzie   mam   cię   wysadzić?   Sądzę,   że 
chciałbyś wrócić po swój samochód, mam rację?

–   Wolnego   –   powiedział,   podnosząc   rękę.   –   Za 

wcześnie   jeszcze,   by   wracać   pod   komisariat.   Jestem 
pewien, że reporterzy nadal się tam kręcą.

Tak naprawdę, to Vince wiedział, że prasa dawno już 

sobie poszła. Po prostu nie chciał jeszcze rozstawać się z 
czarującą, choć trochę zwariowaną Kathą Logan. Była tak 

background image

orzeźwiająca   jak   powiew   wiosennego   powietrza.   Co 
prawda nie jego typ, tym niemniej interesująca.

Może   wysłuchać   jej   historyjki   i   wskazać   kogoś   z 

policji, kto mógłby pomóc. Był jej ostatecznie coś winien 
za uwolnienie od pismaków.

–   Słuchaj   –   powiedział.   –   Dlaczego   nie   mielibyśmy 

napić się kawy w tamtej kafejce na górze. Nogi mi już 
zdrętwiały, tak jestem tutaj wciśnięty.

– Zgoda.
Vince zamknął oczy, gdy Katha przecinała dwa pasy 

ruchu, by wepchnąć się na parking obok kafejki. Wcisnęła 
hamulce i westchnęła.

– No, jesteśmy.
– Żyjemy – wymamrotał. – To doprawdy zadziwiające. 

– Otworzył drzwi i wygramolił się z auta.

W kawiarni zamówili kawę i ciastka. Vince odchylił się 

do tyłu, luźno założył ręce na piersiach.

– Twoja kolej, Katho. Cały zamieniam się w słuch.
„Gadaj   zdrów"   –   pomyślała.   Był   mężczyzną 

wspaniałym   w   każdym   calu.   Przypomniała   sobie   przez 
moment, jak czuła się w mocnych ramionach Vince'a, gdy 
tuliła się do niego przed kwaterą główną. Ekstaza, ot co. 
Sprawiał   wrażenie   takiego   dobrego   i   mocnego.   Była 
wtedy   świadoma   swej   witalnej   kobiecości,   czuła   się 
bezpieczna, zamknięta w uścisku bardzo męskiego faceta.

„Kobiety   muszą   chodzić   za   nim   stadami"   –   dumała. 

Atrakcyjne   kobiety   w   szałowych   strojach,   z   długimi 
zadbanymi paznokciami. Blondynki. Najprawdopodobniej 

background image

przepada za blondynkami, które wyglądają przebojowo w 
jego   ramionach.   Z   pewnością   nie   była   w   jego   typie... 
Myśli te przygnębiły ją. Ma wystarczająco dużo kłopotów 
i   niepotrzebne   to   smutne   wzdychanie   nad   mężczyzną, 
który nie zaszczyciłby jej dwukrotnym spojrzeniem.

– Katha?
– Ach, przepraszam, przez minutkę śniłam na jawie! – 

Wyprostowała się, uniosła podbródek, co sprawiło, że ich 
spojrzenia się spotkały.

– Prowadzę firmę Logan & Logan – przepisywanie i 

redagowanie tekstów – która...

– Przepraszam – powiedział, podnosząc rękę. – Jest was 

dwoje Loganów. – Był ciekaw, czy tamten to jej mąż. Nie 
nosiła wprawdzie obrączki, ale to nie dowód, że nie jest 
zamężna.   Ten   drugi   Logan   był   prawdopodobnie   jej 
mężem.

– Tak, dwoje Loganów – powiedziała Katha. – Ja i... – 

Przerwała, bowiem kelnerka stawiała właśnie na stoliku 
ich kawę i ciastka.

„I?" – Vince ponaglił ją w myśli, po czym zwymyślał 

sam siebie. Właściwie co to za różnica, kim był ten drugi 
Logan.

–   ...   mój   ojciec   –   powiedziała   Katha,   gdy   kelnerka 

odeszła.

Zanim się zorientował, jego twarz rozjaśnił uśmiech.
– Ach, twój ojciec! Prowadzisz firmę z ojcem. Miło mi. 

Kontynuuj więc swoją opowieść.

– Nie, to nie ma sensu – powiedziała. – Nie jesteś już 

background image

policjantem. Twój intelekt tak, ale ty nie, a mnie nie stać 
na jego opłacenie.

– Nie martw się o to. Gdy poznam fakty, będę cię mógł 

polecić właściwej osobie w odpowiednim wydziale.

– Rozumiem. Dobrze, powiem ci w czym rzecz. Pracuję 

poza domem.

Mieszkam  zresztą  w   domu  ojca.  Moimi  klientami  są 

głównie studenci uczelni w rejonie Los Angeles i kilka 
małych firm. Nanoszą swoje prace na dyskietki, zwykle 
bez ładu i składu, i przesyłają je do mojego komputera 
przez   modem.   Otrzymuję   wydruk   komputerowy   w   tej 
pierwotnej formie, przeredagowuję go i przepisuję. Tekst 
w końcowym kształcie dostarczany jest zamawiającemu 
przez posłańca. Jest wielu ludzi, którzy nie potrafią dobrze 
pisać, a ja ze swoimi usługami wychodzę im naprzeciw.

–   Pomysłowe.   Ja   sam   piszę   na   maszynie   dwoma 

palcami, a moje prace na uczelni nie należały do tych, 
którym przyznawano nagrody.

–   Dzięki   bezbłędnym   pracom   rośnie   renoma   naszej 

firmy   i   otrzymujemy   coraz   to   nowe   zamówienia.   Mam 
sekretarkę, ale gdy przychodzi nawał prac semestralnych, 
muszę wynajmować dodatkową maszynistkę, aby podołać 
zamówieniom.   Kod   umożliwiający   połączenie   z   moim 
modemem   wysyłany   jest   do   szkół   i   firm.   Klient   może 
zakodować   swoje   nazwisko   i   umieścić   je   w 
harmonogramie, aby w określonym czasie otrzymać swoją 
pracę.   Wszystko   to   przebiega   niesamowicie   sprawnie, 
zobaczysz, gdy już się w tym zorientujesz. Uczelnie mają 

background image

pracownie   komputerowe   z   wyposażeniem,   które   jest 
potrzebne studentom do przesłania mi swoich prac.

Vince szybko spałaszował swoje ciastko, wypił kawę i 

skinął głową.

–   W   porządku,   wiem   o   co   chodzi.   W   czym   więc 

problem?

Katha   rozejrzała   się   i   pochyliła   w   jego   kierunku. 

Mówiła cichym głosem.

–   Vince,   wczoraj   przez   mój   modem   przeszła 

wiadomość, która nie była dla mnie przeznaczona. To był 
błąd   w   przekazywaniu.   Znalazła   się   nagle   w   moim 
„koszyku przedruków".

– I co?
Otworzyła   portfel   i   wyciągnęła   złożony   kawałek 

papieru. Ponownie się rozejrzała i postukała lekko jednym 
palcem w kartkę papieru.

– Przeczytaj to – powiedziała.
Vince zauważył zakłopotanie na jej twarzy, po czym 

skierował swoją uwagę na kartkę.

–  

Wprowadzono   wirus,   by   zmienić   wykaz   opieki 

społecznej   pod   koniec   miesiąca   –  przeczytał   cicha  – 
Przygotuj się na przestawienie adresów przed pierwszym. 
– Spojrzał w oczy Kathy.

– Mam nadzieję, że wiesz, co to znaczy. Dla mnie to 

bełkot.

–   Rzeczywiście   wiem,   co   to   znaczy.   W   żargonie 

komputerowym, wirus, czasami nazywany „łobuzem", jest 
kodem   ukrytym   w   oprogramowaniu,   który   wydaje 

background image

określone polecenie w ustalonym czasie.

Wirus jest nielegalny, został wpisany przez kogoś, kto 

zdołał złamać kod programu. To poważne przestępstwo.

– Rozumiem cię, mów dalej.
–   Ta   wiadomość   mówi,   że   wirus   umożliwia   zmianę 

wykazu adresów opieki społecznej, co oznacza, że czeki 
nie zostaną doręczone właściwym ludziom. Instruuje on 
drugą stronę, by wpisała nową, fałszywą listę adresów w 
dokładnie   określonym   czasie.   Myślę,   że   czeki   zostaną 
wysłane   pod   te   adresy   i   będą   zrealizowane,   zanim 
właściwi adresaci  zgłoszą, że  ich nie  otrzymali. Jest  to 
operacja,   która   za   jednym   posunięciem   przyniesie 
przestępcom   ogromny   zysk,   nieprawdopodobną   sumę 
pieniędzy.

Vince wpatrywał się w nią, w wiadomość, znowu w 

nią. Tak, to możliwe, ale jak ktoś zdołał wymyślić coś 
podobnego?   Wydawało   się   to   niepojęte   i   śmieszne. 
Przypomniał sobie jednak historyjkę, którą usłyszał chyba 
rok   temu,   o   uczniu,   który   zdołał   zakłócić   pracę   kilku 
tysięcy   komputerów   rządowych   przy   pomocy   psotliwie 
wprowadzonego wirusa. Wysiłek, jaki należałoby włożyć 
w ten rodzaj przestępstwa, był zniechęcający – co Katha 
zasugerowała   –   ale   skoro   ktoś   naprawdę   znał   swoje 
komputery...

– Nie wierzysz mi, prawda? – powiedziała miękko.
Zmrużył oczy, bacznie przyglądając się jej twarzy. Była 

tak   piękna   i   malowała   się   na   niej   taka   szczerość,   że 
chociaż wieloletnia praktyka nakazywała mu sceptycyzm, 

background image

to wiedział, że nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby tak po 
prostu od niej odszedł. Zaczął mówić, ale mu przerwała.

– Vince, musisz mi wierzyć. System opieki społecznej 

w   tym   mieście   za   dwa   tygodnie   przestanie   nagle 
funkcjonować, jeżeli nie odnajdziemy tego wirusa. Ludzie 
będą   głodni,   pozbawieni   środków   na   utrzymanie,   na 
opłacenie mieszkań... Lista ciągnie się i ciągnie.

– Ale wiemy, że wirus tam jest. „Zakładając – pomyślał 

– że ta wiadomość jest prawdziwa".

–   Nie   rozumiesz?   Jeżeli   nie   znajdziemy   wirusa, 

przestanie   działać   program   drukujący   adresy   ściśle 
według ustalonego harmonogramu.

Zostanie   on   całkowicie   wymazany.   Jeżeli   nawet 

zaczęliby w tej minucie wpisywanie nazwisk zgodnie z 
nowym   programem,   nie   skończyliby   w   terminie,   by 
uzyskać czeki do pierwszego.

– Jak zamienią właściwie adresy na fałszywe?
–   Widocznie   mają   hasło   do   głównego   systemu. 

Wymazuje się oryginalną listę adresów i na jej miejsce 
wpisuje fałszywą. Źródło transmisji jest Bóg wie gdzie. 
Czeki   i   koperty   są   drukowane   z   nowymi   adresami   i 
wysyłane.   Nikt   nie   zauważy   nic   złego,   ponieważ   ta 
procedura powtarza się co miesiąc Potrząsnął głową.

– Nie do wiary. – Ale zaczynał w to wierzyć.
– Prawie nie zmrużyłam oka ostatniej nocy, myśląc o 

tym przez cały czas. Można wykryć wirusy w programie, 
chociaż jest to niesamowicie trudne. To długie godziny 
nudnej pracy, ale może się udać. Rzecz w tym, że oszuści 

background image

zaprzestaną   działania   w   tym   mieście,   gdy   uświadomią 
sobie, że ich plan został zablokowany. Pojadą do innego 
dużego miasta i zaczną znowu.

Trzeba ich koniecznie złapać, Vince.
– Ejże! – powiedział, przykrywając jej rękę swoją. – 

Nie   przejmuj   się   tak   bardzo.   Jesteś   naprawdę 
zdenerwowana. – Uderzył ją kciukiem w nadgarstek.

„Ma taką małą dłoń – pomyślał. – Delikatną, ze skórą 

miękką jak płatek róży". Katha Logan naprawdę myślała o 
ludziach.   Autentycznie   martwiła   się   o   otrzymujących 
zasiłki z opieki społecznej, których czeki mogły być w 
niebezpieczeństwie.

– Przypuszczam, że powiedziałaś o tym ojcu.
– Nie – odrzekła, wyciągając rękę. – Nie powiedziałam 

ojcu. On jest...

Nie powiedziałam i już. Tylko ty wiesz.
–   Wiadomość   przeszła   przez   twój   modem 

przypadkowo.   Jak   sądzisz,   czy   spostrzegli   już,   że   źle 
trafiła?

– Być może, ale niekoniecznie. Jeżeli nastąpi obniżenie 

mocy, wiadomość może zagubić się całkiem i musi być 
ponownie   wysłana.   Byli   nierozważni,   że   przesyłali   coś 
takiego   przez   modem.   Znają   się   z   pewnością   bardzo 
dobrze na komputerach, ale są mało przewidujący.

–   I   będzie   to   pracowało   na   ich   niekorzyść.   Muszę 

stwierdzić, Katho Logan, że prawdopodobnie trafiłaś na 
prawdziwe gniazdo os.

– Czy to oznacza, że mi wierzysz? Miałam nadzieję, że 

background image

ty...   Och,   możesz   przynajmniej   powiedzieć   mi,   z   kim 
powinnam porozmawiać w policji.

Vince   odwrócił   głowę,   by   popatrzeć   przez   okno.   W 

skupieniu przymrużył oczy.

Zainteresowanie   Kathy   wirusem   osłabło,   gdy 

obserwowała jego profil. Miał rysy jakby wyrzeźbione w 
kamieniu:   prosty   nos,   wystające   kości   policzkowe   i 
prostokątne szczęki. Był wspaniały.

– Vince?
Odwrócił się, by na nią spojrzeć.
– Nie powinnam cię porywać z chodnika w taki sposób, 

jak to zrobiłam. Musi to być męczący dzień dla ciebie. 
Nie sądzę, aby decyzja o odejściu z policji była łatwa do 
podjęcia.

–   Nie,   nie   była   łatwa,   ale   dojrzewała   od   dłuższego 

czasu   i   była   spóźniona.   Nie   zraziłem   się   do   pracy   w 
policji.   To   polityka   dobrała   się   do   mnie,   biurokracja, 
piętnaście   przepisów   w   najprostszej   sprawie.   Nie 
odpowiadałem na pytania reporterów, ponieważ nie lubię 
być przyciskany  do muru  w ten sposób. Sedno sprawy 
polega na tym, że wiem dokładnie, jakie są moje plany. 
Otwieram   swoją   własną   agencję   detektywistyczną.   Od 
teraz, Katho Logan, jesteś moim pierwszym klientem. Jak 
to brzmi?

–   Nie,   nie.   Nie   mogę   się   zgodzić,   ponieważ   nie 

mogłabym ci zapłacić.

Poza   tym   program   opieki   społecznej   nie   jest   mój, 

należy   do   miasta.  Ja   przypadkiem   jestem   świadoma,   w 

background image

jakim niebezpieczeństwie znalazł się ten system.

– Prawda, ale  pomyśl  i o tym, że  jeżeli  przekażemy 

sprawę policji i będzie jakiś przeciek informacji, stracimy 
jakąkolwiek   szansę   złapania   tych   facetów.   Pomyszkuję 
trochę na własną rękę, zobaczę, do czego się dogrzebię, 
zanim zdecydujemy się iść na policję. – Uśmiechnął się 
do niej. – To będzie dobry trening dla mnie, pozwoli mi 
przekonać   się,   jakim   będę   detektywem.   Bez   opłat. 
Wszystko na koszt firmy. Co o tym myślisz?

–   To   brzmi   rozsądnie,   oprócz   jednej   małej   zmiany, 

którą muszę uczynić w twoim planie.

– To znaczy?
–   My   będziemy   myszkować.   Jako   wspólnicy. 

Zobaczymy, do czego uda się nam dobrać. Jestem w to 
wciągnięta z własnej woli, Vincento Santini, i zamierzam 
doprowadzić   sprawę   do   końca.   Poza   tym   potrzebujesz 
mojego doświadczenia w obsłudze komputerów. Jesteśmy 
więc wspólnikami?

Patrzył na nią przez chwilę, potem pojawił się na jego 

twarzy uśmiech. – Panno Logan, będziemy rzeczywiście 
nierozłączni. Przeszył ją dreszcz, gdy zobaczyła błysk w 
ciemnych oczach Vince'a. „Och! Do licha! – pomyślała 
drugi raz tego dnia. – Co ja zrobiłam?"

background image

Rozdział 2

O północy Vince odrzucił koce i nagi wstał z łóżka. 

Przeszedł   przez   pokój   do   dużego   okna.   Zasłony   były 
odsunięte,   co   umożliwiło   mu   podziwianie   efektownych 
świateł, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Z 
wysokości   dwudziestu   pięter   widział   samochody   na 
drogach, pojazdy pojawiające się jak mrówki maszerujące 
w szeregu.

Jedną   ręką   ścisnął   framugę   okna,   a   drugą   masował 

kark, chcąc rozluźnić spięte mięśnie. Denerwowało go, że 
nie   może   się   odprężyć,   uspokoić   myśli   i   spać.   Miał 
świadomość,   że   przegrał   bitwę   z   myślami   o 
niespokojnych wydarzeniach dnia.

Pierwszy   raz   od   wielu   lat   poczuł   się   całkowicie, 

przygnębiająco samotny.

– Cholera! – wymamrotał, potrząsając głową.
Decyzja   o   odejściu   z   policji   dojrzewała   długo. 

Frustracja   i   złość   zbierały   w   nim   w   związku   z   wciąż 
piętrzącymi   się   przepisami,   zasadami   i   polityką, 
wstrzymującymi   postęp   przy   każdym   posunięciu, 
utrudniającymi każde śledztwo. Nie chcąc zepsuć swojej 
reputacji, musiał odejść.

Ale teraz w ciszy nocy decyzja ta ciążyła mu bardzo. 

Czuł się jak rozbitek unoszony przez fale, płynący bez 
celu, samotny, bezradny.

„Głupota"   –   strofował   sam   siebie.   Przecież   starannie 

background image

zaplanował każdy następny krok, zanim jeszcze zamknął 
tamtą   sprawę.   Podanie   o   pozwolenie   na   pracę   w 
charakterze   prywatnego   detektywa   zostało   przyjęte   i 
nowiutka karta identyfikacyjna spoczywa bezpiecznie w 
portfelu.   Broń   i   pozwolenie   na   nią   leżą   w   szufladzie 
stolika. Oficjalnie jest już prywatnym detektywem.

Sądził,   że   narastające   tej   nocy   zniecierpliwienie   jest 

zrozumiałe. W jego życiu zachodziły zasadnicze zmiany, 
ale skąd to uczucie, że stracił coś, czego nowa praca mu 
nie da?

Vince   odwrócił   się   od   okna,   mamrocząc   następne 

przekleństwo. „Szalony" – powiedział o sobie. Czuł się 
wyczerpany   z   powodu   braku   snu.   Oto   stał   całkiem 
rozbudzony,   podczas   gdy   Katha   spała   prawdopodobnie 
smacznie jak niemowlę.

Katha Logan.
Wrócił   do   łóżka,   przeciągnął   się,   założył   ręce   pod 

głowę   i   gapił   się   w   sufit.   Opanowała   wszystkie   jego 
myśli.

Ładna,   zdrowa   Katha   z   puszystymi   rudymi   lokami, 

dużymi, zielonymi  oczami  i  kilkoma  piegami  na  nosie. 
Katha,   która   wskoczyła   w   jego   ramiona,   była   jakby 
stworzona   właśnie   dla   niego.   Katha,   jego   wspólnik   w 
śledztwie, które prowadzi jako prywatny detektyw.

Ogarnęła go senność. Śliczna... śliczna Katha.
Katha usiadła sztywno na łóżku, całkiem przebudzona, 

jakby nią ktoś potrząsnął. Spojrzała na zegar, zobaczyła, 
że było prawie wpół do pierwszej i zakłopotana zamrugała 

background image

kilka razy oczyma.

Dlaczego   się   obudziła?   Czy   coś   usłyszała?   Nie, 

wszędzie było cicho, a jednak zerwała się ze snu, jakby to 
był ranek, a nie chwila po północy. Jakie to dziwne.

Ułożyła   się   znowu   na   poduszce   i   złożyła   ręce   na 

brzuchu. „Śpijże" – nakazywała sobie. Miała zbyt wiele 
pracy   następnego   dnia,   by   pozwolić   sobie   na   nie 
przespaną   noc.   Rozsądni   ludzie   śpią.   Vince   Santini 
najprawdopodobniej śpi.

Vince Santini.
„Ale   facet"   –   pomyślała   uśmiechając   się.   Nie   była 

ekspertem   w   męskich   sprawach,   ale   nawet   ona,   gdy 
patrzyła,  wpatrywała   się...  no   dobrze,  gapiła   się   na   ten 
nieprawdopodobny okaz męskiego gatunku, wiedziała, że 
jest   wspaniały.   Duży,   silny,   śniady   i   piękny.   Gdy   jej 
dotykał, uśmiechał się i mówił do niej swoim głębokim, 
przejmującym głosem, topiła się jak masło w słońcu.

Zaczynają jutro i musi przestać zachowywać się przy 

nim   jak   ciamajda.   Jest   jego   wspólnikiem   w   bardzo 
ważnym dochodzeniu. Tak, jutro nada  właściwy kształt 
swoim działaniom.

A   dzisiaj?   Dzisiejszy   wieczór   należał   do   niej.   Był 

opromieniony kuszącymi myślami o Vincencie.

Vince... Ziewnęła. Nadchodził sen.
Vince Santini.
Następnego   dnia   o   pierwszej   Katha   usadowiła   się   w 

foteliku   naprzeciw   Vince'a   i   uśmiechnęła   do   niego. 
Wmawiała sobie, że jej serce stuka gwałtownie, ponieważ 

background image

przebiegła   parking   obok   restauracji   i   że   śmieszne 
poruszenie   w   żołądku   było   spowodowane   głodem.   Ale 
patrząc   na   ładną   twarz   Vince'a,   na   jego   uśmiech, 
wiedziała,   że   się   okłamuje.   Trzy   sekundy   w   jego 
obecności i cała była roztrzęsiona. Jeszcze nigdy tak się 
nie czuła. Gdy rozsądek zawodzi, należy to ukryć. Nigdy 
nie będzie wiedział, że działa na jej zmysły.

–   Cześć!   –   powiedziała   wesoło.   –   Przepraszam   za 

spóźnienie.   Musiałam   czekać   na   posłańca,   by   zabrał 
przepisane teksty, potem ruch uliczny był srogi i... Ale już 
jestem, gotowa do pracy, wspólniku.

– Nie jesteś aż tak spóźniona – powiedział, dając sygnał 

kelnerce. – Zamówmy lunch. Na co masz ochotę?

– Obojętne co, byle coś wrzucić na ruszt, poruczniku.
– Co? – zapytał, wybuchając śmiechem.
–   To  żargon   policjantów.   Słyszałam   w   telewizji.   Jak 

widzisz, nie jestem całkowitą nowicjuszką, jeżeli chodzi o 
pracę w policji.

– To budujące – powiedział, wciąż chichocząc. – Co 

chcesz jeść, asie?

Zamówili   hamburgery,   frytki   i   koktajl   czekoladowy. 

Vince   obserwował,   jak   Katha   rozkładała   serwetkę   na 
kolanach.

Wyglądała niesamowicie w słonecznie żółtym swetrze i 

ciemnych marynarskich, jak mu się wydawało, spodniach; 
rzucił  okiem   na   jej   smukłe  nogi   i   zgrabną  pupcię,  gdy 
ulokowała się na kanapie. Policzki miała zarumienione, a 
jej oczy wyglądały jak szmaragdy. Gdy uśmiechnęła się, 

background image

jej twarz promieniała, a ciepło spływało w dół jego ciała. 
Była   taka...   realna.   Tak,   to   dobre   słowo.   Poczuł   nagłe 
pragnienie pociągnięcia jej przez stół w swoje ramiona i 
całowania aż do utraty tchu. Na to z pewnością miałby 
ochotę.

– No więc – powiedziała, odrywając go od niesfornych 

myśli. – Kiedy zaczynamy? I od czego?

– Wolnego, Katho. Lepiej będzie, jeżeli coś wyjaśnię. 

Ty   będziesz   w   tle   jako   doradca.   Jesteś   ekspertem   od 
komputerów.   Ja   będę   prowadził   dochodzenie   i 
przychodził  do ciebie  z  każdym problemem.  Co o tym 
sądzisz?

Uniosła się i pochyliła w jego kierunku, zmrużyła oczy.
–   To   nie   fair.   To   moja   sprawa,   panie   Sanitni.   Ja   ją 

odkryłam   i   jesteśmy   wspólnikami   w   śledztwie.   Nie 
będziesz   miał   całej   przyjemności   czajenia   się   w 
ciemności, podczas gdy ja będę odstawiona na półkę. To 
jest po prostu nie w porządku. – Usiadła z powrotem i 
zdecydowanie skinęła głową.

Przez moment Vince wpatrywał się w sufit, potem ich 

spojrzenia się skrzyżowały.

–   Po   pierwsze,   panno   Logan,   nikt   nie   mówił   o 

czatowaniu w ciemności.

– Ale ty stoisz na czatach. Wszyscy policjanci to robią. 

Widziałam to...

–   W   telewizji.   Wspominałaś   już.   Policjanci   spędzają 

więcej   czasu   na   wypełnianiu   raportów   w   trzech 
egzemplarzach każdy niż na czatowaniu. A po drugie, nie 

background image

chcę, abyś w widoczny sposób brała w tym udział. To 
niemałe   przedsięwzięcie.   Mówimy   o   ohydzie,   w   której 
chodzi o dużą sumę pieniędzy, i ci ludzie nie pozwolą się 
tak po prostu powstrzymać. Gdyby to policja prowadziła 
dochodzenie,   prawdopodobnie   wycofaliby   się   po 
usłyszeniu pierwszych pogłosek o jej zainteresowaniu się 
wydziałem opieki społecznej. W przypadku mojej osoby, 
jeżeli   nawet   mają   kogoś   wewnątrz,   kto   udziela   im 
wskazówek,   uznają,   że   jeden   człowiek   nie   stanowi   dla 
nich zagrożenia.

–   Słowo   daję   –   powiedziała   złośliwie   –   mówisz 

żargonem policyjnym jak na zamówienie. Mała operacja, 
ktoś wewnątrz... Straszne.

Zaczął się śmiać.
– Po prostu słuchaj uważnie, dobrze?
„Jest   naprawdę   jak   oddech   świeżego   powietrza   – 

pomyślał. – Absolutnie zachwycająca".

– Czas minął. Oto nasz lunch. Uśmiechnęła się.
– Nie pasuje do ciebie ten koktajl czekoladowy. Duzi, 

twardzi policjanci powinni pić kawę... czarną.

– Piję – powiedział, uśmiechając się również – jeżeli 

nie ma możliwości zamówienia koktajlu czekoladowego. 
–   Uświadomił   sobie,   że   przez   ostatnie   dziesięć   minut 
więcej się uśmiechał i śmiał głośno, niż prawdopodobnie 
w   ciągu   ostatnich   dwóch   tygodni.   Energia   Kathy   była 
zaraźliwa. Było wspaniale tak długo, jak zapominał, że 
musi   się   koncentrować   na   poważnej   sprawie.   –   Jedz, 
Katho.

background image

Przez   kilka   minut   jedli   w   ciszy,   po   czym   Katha 

zapytała:

– Masz rodzinę, Vince?
– Skąd takie pytanie? Myślałem, że cała jesteś zajęta 

tym potencjalnym przestępstwem.

–   Nie   jestem   pewna   –   powiedziała   poważnie   –   czy 

dyskutowanie o takich sprawach podczas jedzenia dobrze 
wpływa na trawienie. Dlatego pytam, czy masz rodzinę.

– Policjanci nie przestają rozmawiać o swoich sprawach 

nawet podczas jedzenia, bo nigdy by nic nie rozwiązali. 
Ale   niech   będzie,   jak   chcesz.   Nie,   nie   mam   żadnej 
rodziny.

– Żadnej?
– Nie. Moi rodzice zginęli w wypadku drogowym, gdy 

miałem   siedem   lat.   Wychowywał   mnie   dziadek.   Zmarł 
dziesięć lat temu.

– Nie byłeś nigdy żonaty?
–   Nigdy.   Sądzę,   że   praca   w   policji   nie   sprzyja 

poważnym związkom, nie mówiąc już o małżeństwie. A 
koszty rozwodu, są zbyt wygórowane.

Podjąłem   taką   decyzję   wiele   lat   temu   i   teraz   jako 

prywatny detektyw nie zmienię zdania.

– Och!
– Och? Zdziwiona? Większość ludzi traktuje tę opinię 

jako wyzwanie do dyskusji.

–   Każdy   ma   prawo   dokonać   własnego   wyboru   – 

powiedziała,   lekko   wzruszając   ramionami.   –   Nigdy   nie 
zamierzasz się żenić. W porządku. – To, co ścisnęło jej 

background image

serce, absolutnie nie było rozczarowaniem. – Czy mogę 
prosić o ketchup?

Wręczył jej butelkę.
– A ty? Logan & Logan to ty i twój ojciec. Czy jest was 

więcej Loganów?

– Nie. Tylko nas dwoje. Moja matka zmarła cztery lata 

temu.   Ja   już   skończyłam   studia   i   rozpoczęłam   pracę. 
Prowadziłam usługi przepisywania na maszynie w moim 
mieszkaniu.

– A teraz połączyłaś się z ojcem i mieszkasz w jego 

domu?

– Tak. Z ojcem... Można tak powiedzieć.
– Dlaczego? – zaciekawił się Vince. – Czy jest jakiś 

szczególny   mężczyzna   w   twoim   życiu?   –   Pytał   nie 
dlatego,   żeby   go   to   obchodziło,   oczywiście.   Prowadził 
właśnie jałową rozmowę, ponieważ dyskusja o pracy w 
policji podczas jedzenia nie wpływa dobrze na trawienie. 
–   Wiesz,   mężczyzna,   który   myśli   po   linii   małżeństwa, 
dzieci, hipoteki.

– Byłam zaręczona z chłopcem, którego poznałam na 

uczelni.

Mieliśmy   się   pobrać   po   jego   obronie   pracy 

magisterskiej z matematyki, ale gdy przeprowadziłam się 
do domu mojego ojca, on... – Przerwała. – No, po prostu 
nie   wyszło.   Naprawdę   nie   miałam   czasu   na   poważny 
związek,   ponieważ...   ponieważ   byłam   bardzo   zajęta 
rozwijaniem firmy Logan & Logan.

– Rozumiem – powiedział Vince, choć tak naprawdę 

background image

nie rozumiał.

„Czegoś   tu   brakuje   –   pomyślał   –   czegoś   mi   nie 

powiedziała".   Jej   oczy   przestały   się   iskrzyć.   Boże,   jej 
oczy były pełne wyrazu. Lepiej, żeby nigdy nie grała w 
pokera.

– Hmm, zgaduję, że chciałabyś wyjść kiedyś za mąż, 

mieć dzieci...

Patrzyła na niego dłuższą chwilę.
–   Tak   –   powiedziała   cicho.   –   Może   kiedyś.   Był 

niezadowolony   z   jej   melancholijnego   tonu   i   posiłek 
skończyli w ciszy. Gdy kelnerka zabrała talerze, poprosił 
o czarną... kawę. Katha oświadczyła, że nic więcej już nie 
przełknie.

– Mam pytanie – powiedział, gdy kawa stała już przed 

nim. – Ten „łobuz", jak go nazwałaś, który sprawił, że 
wiadomość   przeszła   przez   twój   modem,   to   tylko 
przypadek, czyż nie?

–   Tak   przypuszczam.   Nie   mieliby   powodu   celowo 

przesyłać mi tej wiadomości.

– Jakie są szanse na jej powtórzenie?
– Nie mam pojęcia. Skinął głową.
– Warto byłoby to sprawdzić. Czy jesteś wolna przez 

kilka godzin?

– Tak. Moja sekretarka jest w domu i pracuje nad tym, 

co ma być gotowe na dziś po południu.

j   Mogę   się   skoncentrować   na   naszej   sprawie.   – 

Zauważył, że jej oczy iskrzyły się znowu.

–   A   więc   zabierajmy   się   do   pracy.   Ja   prowadzę. 

background image

Zdumienie jej było ogromne, gdy okazało się, że celem 
był wspaniały jacht, stojący w ekskluzywnej przystani.

Na pokładzie powitał ich wysoki, dobrze zbudowany 

mężczyzna trochę po trzydziestce. Katha spostrzegła, że 
był   bardzo   przystojny,   miał   jasno-brązowe   włosy   o 
słonecznych   smugach,   ciemną   opaleniznę   i   promienny 
uśmiech. Ale  nie  był tak przystojny  jak Vince, nie  tak 
dobrze   zbudowany,   nie   miał   też   brązowych   oczu   z 
bursztynowymi  plamkami,  takich jak zniewalające  oczy 
Vince'a. Był urzekającym mężczyzną ubranym w wąskie 
dżinsy i rybacki sweter, ale nie mógł nawet próbować się 
równać z siłą męskości Vincenta.

– Jak się masz, do diabła, Vince? – zapytał, potrząsając 

ręką Vincenta i uderzając go w ramię. – To wspaniale, że 
cię widzę.

– Katho – powiedział Vince – poznaj Tandera Ellisa.
– Cześć! – Katha uśmiechnęła się.
– Witam na pokładzie, piękna damo. Dzięki tobie to 

skromne i trochę lepkie otoczenie nabiera blasku.

– Zignoruj go. – Vince roześmiał się. – On jest znanym 

pochlebcą.

Tander, kontroluj się, Katha przyszła ze mną i ze mną 

odejdzie.

– Tak? – zdziwił się Tander.
– Właśnie, Pojmujesz?
–   Tak   jest,   sir   –   powiedział   Tander.   –   Ranisz 

oczywiście moje wrażliwe serce, ale to nie pierwszy raz. 
Jeżeli mówisz, że Katha jest twoją damą, Vince, więc tak 

background image

jest. Nie ma problemu.

– Ale... – niepewnie zaczęła Katha.
– Dobrze – powiedział Vince.
„Wielkie   nieba"   –   pomyślała.   Czuła   się   jak   kość,   o 

którą ktoś się targuje. Ale czuła też, że jest bardzo kobieca 
i   piękna.   Dama   Vincenta?   To   nie   była   prawda, 
oczywiście, ale to ślicznie brzmiało. „Nie... Zapomnij o 
tym. Po prostu zapomnij!"

– A więc, Vince, odszedłeś z policji. Nie zdziwiło mnie 

to, ty buntowniku. Byłem zdumiony, że tak długo tkwiłeś 
w   tym   systemie.   Jakie   masz   plany?   Czy   zamierzasz   w 
końcu żyć z pieniędzy po dziadku i korzystać z uciech?

Katha   spojrzała   szybko   na   Vince'a.   Spadek?   Czyżby 

Tander Ellis sugerował, że Vince jest zamożny?

–   Nie   –   odpowiedział   Vince.   –   Te   pieniądze   są   w 

rękach pośrednika od lokaty kapitału.

– Nudne – jęknął Tander. – Wiązałem z tobą nadzieje, 

gdy   kupiłeś   mieszkanie   w   drapaczu   chmur,   ale   ty 
kontynuowałeś zabawę w policjantów i złodziei.

– Dalej to robię. Jestem teraz prywatnym detektywem.
Tander machnął ręką.
– Przepadłaś, Katho. Jak na tak piękną kobietę, masz 

wstrętny gust, jeśli chodzi o mężczyzn. Ja wiem, jak się 
bawić i korzystać z milionów, które są w moim zasięgu. 
Popłyń   ze   mną,   moja   księżniczko,   do   egzotycznych 
krajów.

– Nie mogę dzisiaj. – Roześmiała się. – Mam tysiące 

rzeczy do zrobienia.

background image

– Niech to cholera!
– Tander – powiedział Vince – chciałbym wykorzystać 

troszkę   twój   mały   móżdżek.   Katha   i   ja   pracujemy   nad 
sprawą, którą mi przedstawiła.

– Poważnie?
– Poważnie.
– Zejdźmy więc na dół i usiądźmy wygodnie. Ten wiatr 

od wody jest chłodny. – Tander z radości zatarł ręce. – 
Poważnie. Ech! Santini, jesteś tym, czego potrzebuję, by 
przerwać nudę bezczynnego bogacza.

Dech jej zaparło, gdy zobaczyła wspaniały pokój, do 

którego Tander ich zaprowadził. Dominowały królewski 
błękit   i   złoto,   ciemne   drzewo   i   błyszczący   mahoń,   a 
krzesła i sofy obciągnięte były skórą. Na podłodze leżał 
gruby niebieski dywan.

Katha usiadła na środku sofy i rozglądała się dookoła.
Tander skierował się w jej kierunku, ale zatrzymało go 

spojrzenie   Vince'a.   Zaśmiał   się   i   potrząsnął   głową, 
podnosząc ręce do góry na znak pokoju.

– Dobrze, dobrze. Po prostu sprawdzam podwójnie. I 

tyle. – Opadł niezdarnie na ogromny fotel. – Katha jest 
twoja, rozumiem. Rozumiem.

„Znowu   zaczynają"   –   pomyślała   Katha   wzdychając. 

Ktoś   obserwujący   to   wszystko   wywnioskowałby,   że 
Katha   Logan   jest   wyłączną   własnością   Vincenta 
Santiniego.

Patrzyła,   jak   odwrócił   się   od   popielatej   zasłony.   Nie 

należała   przecież   do   niego.   On   nie   chciał   żadnego 

background image

poważnego związku. Nawet gdyby chciał, nie była w jego 
typie, nie używała też tego rodzaju sztuczek, do których, 
jak jej się wydawało, był przyzwyczajony. Nie wolno jej 
przywiązywać wagi do ogarniającego ją ciepła, które było 
spowodowane zachowaniem Vince'a demonstrującym, że 
„ta kobieta jest moja".

Odwrócił się, by położyć marynarkę na oparciu krzesła, 

a   jej   oczy   zrobiły   się   okrągłe   na   widok   pistoletu 
zatkniętego z tyłu za pasem.

Podnosząc oczy, zauważył jej zdziwienie.
–   Nawyk   –   powiedział.   –   Z   przyzwyczajenia   noszę 

pistolet. Dzisiaj nie jest potrzebny.

– Pamiętam, że kilka razy w dawnych czasach byłem 

bardzo zadowolony, że go miałeś – powiedział Tander. – 
Wyciągnąłeś nas z potrzasku, Vince.

– Ty zrobiłeś to samo dla mnie.
– Byłeś oficerem policji, Tander? – zapytała Katha.
– Ja? Mój Boże, nie. Wiele lat temu razem załatwiliśmy 

kilka szalonych i niezbyt czystych spraw dla CIA. To było 
w   czasach   naszej   beztroskiej   młodości.   Byliśmy   nawet 
bliscy   kupienia   domku   na   wsi.   Do   tej   pory   mile 
wspominam ten nonsens. Nasz problem polegał na tym, że 
rzeczywiście   wierzyliśmy,   iż   jesteśmy   niezniszczalni.   I, 
co najważniejsze, okazało się, że jesteśmy.

Vince roześmiał się i usiadł obok Kathy, kładąc rękę na 

oparciu za jej plecami.

„Też   coś!"   –   pomyślała   oburzona.   Było   tyle   innych 

miejsc, gdzie mógł usiąść, ale usadowił się tuż obok niej. 

background image

Czuła   jego   ciepło,   lekki   zapach   piżmowej   wody   po 
goleniu, widziała wspaniałe mięśnie ud rysujące się pod 
miękkim materiałem dżinsów. Do cholery z nim. Posuwał 
się w tej grze za daleko.

Odchrząknęła głośno.
– Z pewnością mieliście wiele fascynujących przygód, 

ale   myślę,   że   teraz   powinniśmy   się   skoncentrować   na 
obecnej sprawie.

–  

Tak, madame – powiedział Vince uroczyście, udając, 

że nie widzi jej pochmurnego spojrzenia. – Oto szczegóły, 
Tander.

O niczym nie zapominając, Vince złożył sprawozdanie 

z tego, co zaszło.

– Czy to, co zacytowałeś, brzmi dokładnie jak słowa 

przesyłki, którą Katha odebrała na swoim modemie?

– Tak – potwierdziła. Otworzyła portfel i wyciągnęła 

kartkę papieru. – Chciałbyś to zobaczyć?

Ze zmarszczonymi brwiami, przemierzając pokój w tę i 

z   powrotem   kilkakrotnie,   czytał   w   skupieniu   zapisaną 
informację.

Katha   obserwowała   go.   Ten   wysoki,   muskularny 

mężczyzna o włosach w słoneczne pasma przywodził jej 
na   myśl   uwięzionego   w   klatce   lwa.   Instynktownie 
wyczuwała, że jest równie silny jak Vince. Beztroska i 
niefrasobliwość są tylko pozą. W rzeczywistości Tander 
to silna osobowość.

– W czym problem, Ellis? – zapytał w końcu Vince. – 

Przeczytałeś to co najmniej tuzin razy. Fakty są, jakie są. 

background image

Ktoś   podszywa   się   pod   wydział   opieki   społecznej,   by 
obrabować wielu ludzi, których na nic nie stać, a ja chcę 
go mieć.

Tander zatrzymał się i spojrzał na Vince'a.
–   Do   licha,   Santini!   –   powiedział,   targając   jeszcze 

bardziej   zmierzwione   już   przez   wiatr   włosy.   –   Nie 
pamiętam,   abyś   kiedykolwiek   postępował   pochopnie,   a 
teraz widzę, że gotów jesteś skoczyć na łeb, nie wiedząc, 
jak głęboka jest woda.

Vince zmrużył oczy.
–   O   czym,   do   cholery,   mówisz?   Czyż   nie   umiesz 

przeczytać tego, co masz przed oczami? Katha wyjaśniła 
mi, co to jest wirus.

– Świetnie – powiedział Tander. – Miło wiedzieć, że 

nie jesteś za stary, by nauczyć się czegoś nowego. Moim 
jednak zdaniem... – Zawahał się i spojrzał na Kathę. – Nie 
oburzaj się, Katho, dobrze? Ale bądźmy rozsądni.

Tę informację można wytłumaczyć na wiele sposobów.
–   Ach   tak...   !   –   zaczęła   Katha,   bo   jakoś   nie   mogła 

wymyślić nic inteligentnego. – Ach...

– Co z tobą, Tander? – zapytał Vince niezbyt cicho.
–   Zaskakujesz   mnie,   Vince   –   powiedział   Tander, 

podnosząc   głos.   –   Jesteś   cholernie   dobrym   gliniarzem, 
zawsze   postępujesz   metodycznie   i   ostrożnie.   Zbierasz 
fakty   i   składasz   je   w   całość   jak   zawiłą   zagadkę.   Gdy 
czegoś   brakuje,   wychodzisz   i   znajdujesz   to.   Ale   to?   – 
Pomachał kartką w powietrzu. – Prujesz przez fale pełną 
parą,   byle   do   przodu.   Czy   nie   mógłbyś   zwolnić   na 

background image

minutę?

– Nie ma czasu!
– To co, że nie ma. Przypuszczasz, że ta wiadomość 

dotyczy systemu opieki społecznej w mieście. A jeśli się 
mylisz? To może być... Cholera, nie wiem. Kod imion dla 
gry komputerowej, w którą grają jakieś dzieci i używają 
modemów   do   przeniesienia   ostatniego   posunięcia,   lub 
cokolwiek innego.

Vince wymamrotał przekleństwo. Obaj, zdenerwowani 

do   granic   wytrzymałości,   nie   odrywali   od   siebie   oczu. 
Napięcie z każdą sekundą narastało.

„Panowie   –   pomyślała   Katha   –   pistolety   i   dystans 

dziesięciu kroków. Proszę, nie poplamcie dywanu krwią".

– Czy Katha wygląda na idiotkę?! – wrzasnął Vince. – 

Rozszyfrowała   tę   wiadomość   dla   mnie   i   rozumiem   ją 
dokładnie   tak,   jak   powiedziała.   Jeśli   nie   chcesz   się 
włączyć w to, powiedz od razu, a Katha i ja pójdziemy 
sobie.

Tander   otworzył   usta   i   szybko   zamknął   je   znowu. 

Popatrzył na Kathę, na Vince'a, znowu na Kathę, a jego 
spojrzenie spotkało się z pochmurnym wyrazem twarzy 
Vince'a.   Skrzywił   usta   w   lekkim   uśmiechu,   błysk 
przekory pojawił się w jego oczach.

– Dobrze, Santini – powiedział, uśmiechając się szerzej. 

– Wygrałeś.

Zrobimy,   jak   chcesz.   Przyłączam   się.   –   W   gruncie 

rzeczy nie zrezygnowałby za żadne skarby. – Rzekłbym, 
że to może być bardzo, bardzo interesujące. – Zachichotał 

background image

„Co to znaczy?" – zastanawiała się Katha.

– Co to znaczy? – zapytał Vince, prawie warcząc.
–   Nic.   Po   prostu   nic   nic.   –   powiedział   Tander 

niewinnie. Wręczył kartkę Kathy i znowu usiadł niedbale 
w fotelu. – Mów dalej.

Vince gapił się na Tandera przez chwilę, jakby chciał 

odgadnąć   jego   myśli.   Napięcie   osłabło,   powoli   się 
uspokoili.

„A jeśli Tander ma rację? – pomyślała Katha. – Jeżeli 

robię wiele hałasu o nic?"

–   Dobrze   –   odezwał   się   Vince.   –   Pytanie.   Jakie   są 

szanse, aby następna wiadomość  przeszła przez modem 
Kathy?

–   Trudno   wywnioskować.   –   Tander   wzruszył 

ramionami. – Nagły wzrost mocy mógł wcisnąć to w rejon 
Kathy, ale prawdopodobieństwo powtórzenia się tego jest 
niewielkie. Jeśli będziecie mieć szczęście, zdarzy się to 
znowu   bez   żadnej   rozsądnej   przyczyny.   Oczywiście, 
musieliby   całkiem   zgłupieć,   by   przesyłać   znowu   coś 
takiego   przez   modem.   Szanse   nie   są   duże,   ale   warto 
sprawdzić.

– Jak? – zapytał Vince.
– Drukarka śledząca. Mam szykowne małe urządzenie, 

które prześledzi każde połączenie odbierane przez modem 
Kathy aż do źródła, z którego zostało nadane.

– Czy to jest legalne? – Katha była ostrożna. Tander 

spojrzał na nią zdziwiony.

– Oczywiście, że nie, serduszko.

background image

– Aha. – Uśmiech pojawił się na jej twarzy.
– Zacznijmy więc od tego – postanowił Vince. – Katha, 

a twój ojciec?

Czy chcesz poinformować go o tym, co się dzieje?
– Ja... przemyślę to – powiedziała, bawiąc się paskiem 

od swetra.

Vince i Tander wymienili szybkie spojrzenia, a Vince 

zapytał:

–   Czy   możesz   dostać   się   do   programu   w   wydziale 

opieki społecznej, tego, który zawiera adresy odbiorców, 
by poszukać wirusa?

– Nie ma sprawy. Dam wam to urządzenie i podłączcie 

go do modemu Kathy, ale miejcie się na baczności. Ci 
faceci na pewno znają swoje komputery, a my działamy 
zgodnie z założeniem, że rzeczywiście spartaczyli robotę. 
Jest   mała   szansa,   że   doszli   do   tego,   gdzie   trafiła   źle 
nadana wiadomość. Mówiłeś, że Katha pracuje w domu 
swojego ojca.

Proponuję,   abyś   złożył   jej   dyskretną   wizytę   w   nocy, 

aby podłączyć drukarkę do modemu.

– Dobry pomysł – rzekł Vince. – Katha nie powinna 

być kojarzona ze mną, zanim nie będziemy pewni swoich 
racji. – Położył rękę na jej ramieniu.

– Poinformuję o rym policję, ale jeszcze nie teraz.
Nie wiedziała, czy nie chciał informować policji, bo tak 

jak Tander miał wątpliwości, czy nie zinterpretowała źle 
tej   wiadomości.   Czy   dlatego   położył   rękę,   tę   mocną, 
ciepłą, uspokajającą rękę na jej ramieniu? Doprowadzał ją 

background image

do szaleństwa. I denerwował. Miała już dość tej gry, którą 
prowadził z Tanderem.

– Byłabym wdzięczna, panowie – powiedziała sztywno 

– gdybyście przestali rozmawiać o mnie tak, jakby mnie 
tu nie było. Mam głos i chcę, by mnie słuchano. Nikt nie 
przychodzi do mojego domu w środku nocy bez mojego 
pozwolenia. Będziecie mnie traktować w tej sprawie jak 
równego partnera lub... – Podniosła podbródek. – Pójdę z 
tym gdzie indziej.

Vince poruszał ustami  jak ryba wyrzucona  na  brzeg, 

wreszcie   machnął   ręką   i   nic   nie   powiedział.   Tander 
wybuchnął śmiechem.

–   Santini,   drogi   przyjacielu,   trafiła   kosa   na   kamień. 

Będziesz miał pełne ręce roboty.

background image

Rozdział 3

Vince skradał się bezszelestnie w kierunku alejki. Noc 

była czarna jak atrament, chmury skryły księżyc i srebrne 
gwiazdy,   nie   przepuszczając   najmniejszego   promyczka 
światła.

Jego   oczy   szybko   przywykły   do   ciemności.   Mijał 

ciemne i ciche o tej porze domy i tylko psy szczekały, 
wyczuwając go z daleka.

Dom Kathy znajdował się na osiedlu starszych, dobrze 

utrzymanych, pojedynczych, piętrowych domów. Mówiła 
mu, że jest czwarty od rogu i teraz idąc liczył.

A jednak czaił się w cieniu, chociaż Kathy twierdziła, 

że   nie   ma   o   tym   mowy.   Czeka   na   niego,   tak   jak 
zaplanowali, by go wpuścić tylnymi drzwiami do domu.

Katha czeka, by przyszedł do jej domu.
„Na   litość   boską!   –   złajał   sam   siebie.   –   Cóż   za 

idiotyczna myśl". Przekręcał w myślach fakty, wyciągając 
fałszywe wnioski. Dlaczego więc brzmiało to... tak miło? 
Dlaczego   uśmiechał   się   jak   idiota,   skradając   się   alejką 
pełną kubłów na śmieci? Czy Katha Logan nie przestanie 
zaprzątać jego umysłu chociaż na dziesięć minut?

Nawet   pod   prysznicem   nie   przestawał   wyobrażać   jej 

sobie. Gdy w myślach zobaczył ją stojącą obok, poczuł, 
jak ogarnia go palące pożądanie. Tulił ją nagą w swoich 
ramionach, całował delikatnie, później bardziej namiętnie, 
aż...

background image

Potrząsnął głową zły na samego siebie. Nagle usłyszał 

jakiś   hałas.   To   tylko   kot   przebiegł   mu   drogę   i   z 
przejmującym miauczeniem zniknął w ciemności. Szedł 
dalej, kierując się do drewnianej furtki, która prowadziła 
na   podwórze  domu   Kathy. Zatrzymał  się  i   obserwował 
ciemny dom. Miał tam wejść, podłączyć drukarkę i wyjść. 
„Ściśle określone zadanie" – powiedział sobie stanowczo. 
Obojętnie jaki to czar rzuciła Katha na niego, miał tego 
dość. Prowadził samotne życie.

Ale Katha czeka na niego.
– Santini – wymamrotał – zamknij się.
W ciemnej kuchni przy stole siedziała Katha. Była tak 

napięta, że zaczynały już ją boleć mięśnie.

Doszła   do   wniosku,   że   czajenie   się   w   ciemności 

zupełnie   jej   nie   odpowiadało.   Było   wyczerpujące 
nerwowo i sprawiało, że człowiek czuł się we własnym 
domu jak złodziej. Nie będzie więcej tego robić. Zostawi 
to Vincentowi.

Westchnęła. Od czasu, gdy rozstali się z Vince'em po 

opuszczeniu   jachtu   Tandera,   wzdychała   już   wiele   razy. 
Wzdychała,   ilekroć   jego   postać   pojawiała   się   przed   jej 
oczyma, a zdarzało się to niestety często.

Znowu   westchnęła.   Po   raz   kolejny   nakazała   sobie 

spokój   i   przesunęła   się   na   krześle,   by   znaleźć 
dogodniejszą   pozycję.   Od   czasu,   gdy   opuścili   jacht 
Tandera, biła się z myślami. Z jednej strony odczuwała 
ciepłe,   drażniące   pożądanie,   które   ją   przeszywało,   gdy 
Vince   był   w   pobliżu,   z   drugiej   jednak   strony   coś   jej 

background image

szeptało, że demonstracyjna zaborczość Vince'a jest tylko 
aktorstwem.

A ona chciała, by pragnął jej naprawdę!
Wcale nie. Absolutnie nie. W jej życiu nie ma miejsca 

dla mężczyzny, dla poważnego związku. A nawet gdyby 
było, Vince nie jest odpowiednim kandydatem. Traci więc 
czas, myśląc o nim i wzdychając. Dlatego zrezygnuje. To 
jest wystarczająco proste.

Westchnęła.
–   Ach,   gdyby   można   się   głośno   wykrzyczeć   – 

powiedziała,   potrząsając   głową.   W   tym   momencie 
usłyszała ciche pukanie do tylnych drzwi.

Skoczyła na równe nogi, prawie przewracając krzesło.
–   Wielkie   nieba   –   wyszeptała,   przyciskając   rękę   do 

łomocącego   serca.   Cholerny   Vince   przestraszył   ją   na 
śmierć.  I   co   z   tego,   że   wiedziała,  iż   miał   nadejść   lada 
chwila. I tak ją przestraszył.

Przeszła przez kuchnię i energicznie otworzyła drzwi. 

Vince wszedł, zamknął drzwi z lekkim skrzypnięciem i 
oparł ręce na biodrach.

– Nawet nie zapytałaś, kto tam.
– Cii... A któż inny mógł to być? – zapytała. – Nie mam 

zwyczaju przyjmować gości, którzy czają się w ogrodzie 
w ciemnościach nocy.

– To mógł być ktokolwiek. Powinnaś sprawdzić, zanim 

otworzyłaś drzwi.

– Ci... To moje drzwi, panie Santini, i będę je otwierać, 

gdy będzie trzeba.

background image

– Do diabła, ostra jesteś, ale pamiętaj, że to, co robimy, 

to nie zabawa.

– Nie? No właśnie, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna 

rzeczywistość? Czy możesz mi odpowiedzieć?

– O czym ty mówisz?
Po   ripoście   przyszła   refleksja.   „Co   za   głupota,   że   to 

powiedziałam".   Nie   zamierzała   mu   mówić,   jak 
denerwujące było przedstawienie, które miało miejsce na 
jachcie Tandera. Kiedy wreszcie nauczy się trzymać język 
za zębami?

– I? – zapytał Vince.
Cofnęła się o krok. Vince nagle wydał się za duży, za 

silny   i   zbyt   masywny,   gdy   górował   nad   jej   drobną, 
odzianą   w   czerń   sylwetką.   Był   potężny,   piękny   i 
przyjemnie pachniał, i...

– Nie – wyszeptała. – Zapomnij o tej rozmowie. Pokażę 

ci   moje   biuro,   byś   mógł   podłączyć   to   urządzenie   do 
modemu.

Vince   spojrzał   na   nią   z   ukosa.   Wydawała   się   taka 

drobna, taka krucha i wrażliwa. Przyjęła go gotowa do 
działania, teraz cofa się, zaczyna skupiać na sobie. Nie 
powinien   na   nią   wrzeszczeć,   wejść   nagle,   nie   mówiąc 
nawet „cześć". Nie była wyszkolonym oficerem policji, 
przygotowanym   do   potajemnych   spotkań.   Była 
prawdopodobnie   niesamowicie   zdenerwowana,   może 
nawet przerażona. Cholera, był czasem taki wstrętny.

– Hej! – powiedział delikatnie. Uniósł ręce i ujął jej 

twarz, kciukami pocierał jej miękkie policzki. – Słuchaj, 

background image

ja... Ach, do licha...

Pochylił głowę i pocałował ją.
Katha zdrętwiała zaskoczona. Oparła  ręce  na twardej 

klatce piersiowej Vince'a, zdecydowana odepchnąć go i 
powiedzieć,   że   jest   arogancki,   skoro   sądzi,   że   może   ją 
całować   tylko   dlatego,   że   ma   na   to   ochotę.   Ale   gdy 
poczuła smak jego ust, puściła tę myśl w niepamięć.

Przesunęła ręce do góry, poczuła jego silne mięśnie i 

wsunęła końce palców w gęste czarne włosy. Wziął ją w 
ramiona i przyciągnął do siebie.

„Właśnie   na   to   czekałem"   –   pomyślał   pośpiesznie. 

Czekał   wieczność   na   ten   pocałunek,  na   to,   by   tulić   jej 
ciało, ale, Boże, warto było czekać! Jej usta smakowały 
jak   słodki   nektar.   Kołysała   się   obok   niego,   mocno 
przytulona,   a   krew   łomotała   w   jej   żyłach.   Namiętność 
rozgorzała w szalony ogień.

Przewidział ekstazę pocałunku, ale teraz chciał więcej. 

Chciał mieć ją całą. Wybiegł myślami naprzód, widząc ją 
nagą   obok   siebie;   jej   rude   loki,   ożywioną   twarz,   oczy 
przyćmione pożądaniem dla niego, tylko dla niego. Objął 
ją jeszcze mocniej, w stałym rytmie sięgając coraz głębiej 
językiem. Jęk wydobył się z jego piersi.

Katha   doznała   pożądania,   jakiego   nigdy   jeszcze   nie 

doświadczyła. Gdy nabrzmiałe piersi przyciskała do jego 
torsu,   czuła   słodki   ból,   który   tylko   on   mógł   złagodzić 
dotykiem   swych   silnych,   ale   delikatnych   rąk.   Czuła 
drżenie nóg, a ciało pulsowało w rytmie pocałunku. Była 
całkowicie   świadoma   każdego   milimetra   swego   ciała   i 

background image

nawet   skóra   doznawała   uczucia   mrowienia   z   powodu 
pożądania. Wszystko było wzniosłe – smak ust Vince'a, 
jego imponująca siła, zapach jego mydła, wody toaletowej 
i   ten   najważniejszy,   niepowtarzalny   zapach   męskości. 
Miał   sprężyste   ciało,   podczas   gdy   jej   było   miękko 
ukształtowane;   byli   jak   dwie   części   układanki,   które 
wspaniale pasują do siebie. I to, że przyciskał ją mocno, 
było dowodem, że jej pragnął.

„Czy   rzeczywiście   on   cię   pragnie,   Katho   Logan?" 

Przypomniała sobie, jak na jachcie Tandera przyrzekała, 
że nie stanie się ofiarą jego sztuczek.

Opuściła   ręce   na   jego   piersi   i   odepchnęła   mocno. 

Uwolnił ją z uścisku, a ona cofnęła się i oparła o szafkę. 
Wciągnęła   niespokojnie   powietrze,   ale   nie   próbowała 
mówić. Chciała, aby rozpalone drżeniem ciało uspokoiło 
się.

Vince   zamrugał,   otrząsnął   się   i   wrócił   do 

rzeczywistości. Czuł się tak, jakby dostał czymś w głowę. 
Palący   go   żar   osłabł,   zostawiając   mieszane   uczucia. 
Wpatrywał   się   w   Kathę   i   widział   ją   w   ciemności   tak 
wyraźnie,   jakby   kuchnia   była   doskonale   oświetlona. 
Powoli spojrzała mu w oczy, wyraz jej twarzy był smutny. 
Miała   lekko   rozchylone   usta,   proszące   wręcz   o   dalsze 
pocałunki.   Zacisnął   dłonie,   z   trudem   opanowując   chęć 
ponownego jej objęcia.

–   Co...   –   Jego   głos   był   zachrypnięty   od   pożądania, 

odchrząknął. – O co chodzi?

– To nie powinno się zdarzyć – wyszeptała.

background image

– Do diabła, dlaczego nie? – zapytał głośno. – To było 

nieuniknione i ty o tym wiesz. Coś się pojawiło między 
nami   od   początku.   Narastało   i   groziło   wybuchem. 
Pragnęłaś tego pocałunku tak samo jak ja.

– Nie...
– I pragnęłaś mnie. Czułem to, czułem, że dawałaś całą 

siebie.  I   Bóg  wie  –  kontynuował,  przeciągając  ręką  po 
włosach – jak bardzo cię pragnąłem. – Przerwał. – Do 
licha,   przestań   patrzeć   na   mnie,   jakbyś   bała   się   mnie 
śmiertelnie.   Nie   wziąłem   nic,   czego   nie   dawałaś.   Ten 
pocałunek   był   odwzajemniony.   Jeszcze   trochę,   a 
kochalibyśmy się.

–   Nieprawda!   Ten   pocałunek   nie   powinien   mieć 

miejsca i nigdy się nie powtórzy.

Przesunął się do przodu, położył ręce na blacie szafki, 

łapiąc ją w zasadzkę. Dzieliły ich tylko centymetry, a on 
mówił głosem cichym i starannie modulowanym, patrząc 
jej prosto w oczy.

–   Nie   powtórzy   się?   Jesteś   tego   tak   bardzo   pewna? 

Gdybym   cię   pocałował   właśnie   teraz,   czy   nie 
odwzajemniłabyś pocałunku tak jak przedtem?

– Nie. Ja... – Nie. Powinien koniecznie odsunąć się od 

niej! Czuła nie tylko ciepło emanujące z jego ciała, ale i 
wciąż pulsujące w niej pragnienie.

– Nie ma mowy – powiedział i przycisnął swe usta do 

jej ust.

Pocałunek   był   brutalny,   jakby   Vince   chciał   ukraść 

każdy   jej   oddech,   każdą   jej   myśl.   To   był   jakiś   urok. 

background image

Pragnęła   Vince'a   Santiniego.   Dotykała   go   językiem, 
przytulała   do   niego   swe   ciało,   a   namiętność   potężniała 
tak, jak nigdy dotąd. Jęknęła cicho, dając więcej, biorąc 
więcej i chcąc więcej.

Pocałunek stał się delikatniejszy, a Vince rozkoszował 

się   jej   słodyczą.   Napełniony   nią   po   brzegi   poczuł 
narastające aż do bólu pożądanie. Pulsujące, tętniące w 
najintymniejszych zakamarkach jego ciała.

Po   chwili   w   dalekich   zakątkach   stłamszonego 

namiętnością   umysłu   odezwały   się   echem   wcześniejsze 
słowa.   Było   to   pytanie   Kathy,   gdzie   kończy   się   gra,   a 
zaczyna   rzeczywistość.   Jaka   gra?   O   czym,   do   licha, 
mówiła? Nie prowadził tutaj żadnej gry.

Podniósł   głowę   i   plasnął   w   przełącznik   na   ścianie. 

Kuchnia   ożywiła   się   jasnym   światłem.   Zamrugał   kilka 
razy,   zmarszczył   brwi   i   popatrzył   na   Kathę.   Powoli 
otworzyła oczy i przymrużyła je z powodu blasku.

– Dlaczego włączyłeś światło? – szepnęła.
– Udawaj, że wstałaś po szklankę mleka – odburknął. – 

Nie będzie nic dziwnego w tym, że poszłaś do kuchni w 
środku   nocy.   –   Boże,   była   taka   piękna.   Miała   usta 
wilgotne,   jakby   nabrzmiałe...   jego   pocałunkami   i   tak 
właśnie   powinno   być.   Włosy   opadały   na   ramiona   w 
wyzywającym   nieładzie,   gdyż   błądził   w   nich   palcami. 
Wypieki na policzkach i błędny wzrok mówiły mu, że go 
pragnie. Tylko jego.

–   Chciałbym,   abyś   wyjaśniła   mi   to,   co   mówiłaś 

wcześniej.

background image

–   Co   mówiłam?   –   zapytała,   wpatrując   się   w   niego 

rozmarzona.

– Katho, dalejże, wygadaj się. To bardzo ważne.
– Jeszcze jak! – powiedziała, kiwając głową.
– Wspaniale – wymamrotał. – Katho, proszę, posłuchaj 

mnie. Co miałaś na myśli, gdy pytałaś, gdzie skończyła 
się gra, a zaczyna rzeczywistość?

– Ach to. – Machnęła energicznie ręką w powietrzu. – 

Po prostu wygłupiałam się. Nie przypisuj temu żadnego 
znaczenia. – „Nie mam ochoty nic wyjaśniać" – dodała w 
myśli. Takie słowa nie przeszłyby jej przez usta.

Wyłączyła światło. – Tyle właśnie czasu potrzeba na 

wypicie   szklanki   mleka.   Straszne,   nic   teraz   nie   widzę. 
Będziemy musieli poczekać, aż moje oczy przyzwyczają 
się do ciemności, zanim zabiorę cię do biura.

Potykałabym   się   o   meble,   jeśli   teraz   spróbowałabym 

iść.

– Moje oczy szybko przyzwyczajają się do ciemności, 

gdybyś więc powiedziała mi, gdzie jest twoje biuro... – 
Przerwał i uderzył ją lekko kciukiem po ustach. – Ale ty 
naprawdę   to   powiedziałaś,   Katho   –   kontynuował 
cieplejszym tonem. – O prowadzeniu gry. Naprawdę nie 
wiem,   co   miałaś   na   myśli,   ale   jestem   przekonany,   że 
między nami nie może być mowy o grze. Porozmawiaj ze 
mną i nie udawaj, że nigdy nie wypowiedziałaś tych słów.

Katha westchnęła mimo danego sobie przyrzeczenia, że 

nie będzie tego robić.

– Vince, jestem zmęczona. To był bardzo długi dzień, a 

background image

teraz   marnujemy   noc.   Potrzebuję   trochę   snu.   Może   po 
prostu   podłączymy   drukarkę   do   modemu   i   damy   sobie 
spokój? Jestem naprawdę wyczerpana.

„Cholera! – pomyślał. – Nie ma zamiaru powiedzieć, o 

co   jej   chodziło".   Przynajmniej   nie   teraz.   Ale   nic   nie 
zostało wyjaśnione i nie wolno o tym zapominać. Odłoży 
to, ale z pewnością wkrótce wyjaśni dokładnie.

– Dobrze, Katho. Tak zróbmy. Wkrótce odejdę, abyś 

mogła się przespać. Za kilka minut nie będzie mnie tutaj.

„Nie   musiał   mówić   tego   tak   radośnie"   –   pomyślała 

Katha. To, że był tu, nie było dla niej wcale przykre. Te 
pocałunki   były...   Och,   Boże,   po   prostu   niesamowite! 
Przerażenie   ją   ogarnęło,   gdy   uświadomiła   sobie,   jak   je 
odwzajemniała, ale były podniecające i... Lepiej będzie, 
jeżeli zacznie myśleć o czymś innym.

– W porządku, widzę już. Chodź za mną.
–   Twój   tato   musi   być   niezłym   śpiochem.   Czy   jesteś 

pewna, że mu nie przeszkadzamy? A może wytłumaczyłaś 
mu, że tu będę?

– Nic mu nie mówiłam. Nie obudzi się. – Przeszła przez 

kuchnię.

Idziemy?
– Tak. – To następna sprawa, którą musi wyjaśnić. Było 

coś   dziwnego   w   niechęci   Kathy   do   mówienia   o   ojcu. 
Jeżeli byli wspólnikami w firmie Logan & Logan, czy nie 
powinien   on   wiedzieć,   co   się   działo?   Były   to   jednak 
prywatne sprawy Kathy i na ten teren wstęp był surowo 
wzbroniony.

background image

„Wszystko w swoim czasie, Santini – powiedział sobie. 

– Nie bierz tego tak poważnie".

–   Jestem   zaraz   za   tobą,   Katho.   Niełatwo   się   mnie 

pozbyć. Przylepiam się do ciebie jak klej.

„Jaka słodka myśl – marzyła. – Są jak dwa groszki w 

strączku. Ach, daj spokój, Katho".

Jej biuro znajdowało się w końcu holu i Vince domyślał 

się, że duży pokój, który minęli, był sypialnią. Wyjął z 
marynarki mały  czytnik i zgodnie z  instrukcjami,  które 
otrzymał   od   Tandera,   włożył   srebrny   dysk   wielkości 
monety dwudziestopięciocentowej do wejścia modemu.

– Zrobione – powiedział.
– To tyle? Równie dobrze ja mogłam to podłączyć.
Vince potrząsnął głową.
– Ja za to odpowiadam. Zaczynając od jutra, zatrzymuj 

wszystkie wydruki, które przejdą przez twój modem.

–   Dobrze,   Vince.   Czy   zastanawiałeś   się   jeszcze   nad 

tym, co powiedział Tander? Że może to być zabawa dzieci 
lub coś równie nieszkodliwego?

–   Nie,   on   przedstawił   swój   punkt   widzenia.   Ja   to 

odrzuciłem. Na tym koniec. – Vince udał, że nie pamięta, 
jak   na   początku   również   nie   wierzył   w   to,   co   Katha 
mówiła.

– Ale co będzie, jeżeli...
– Nie. – Odwrócił się i opuścił biuro, a ona podążała za 

nim.  Zatrzymał się przy drzwiach kuchennych i włożył 
ręce do kieszeni marynarki. – Teraz możesz się przespać. 
Aha! Masz tutaj mój numer telefonu domowego i numer 

background image

Tandera na jachcie, gdybyś nie mogła skontaktować się ze 
mną.

– Dobrze.
– Katho, ja... – Zesztywniał. – Ciii... Wydaje mi się, że 

coś słyszę.

– Ja nic nie słyszę.
– Zostań tu, rozejrzę się na zewnątrz.
– Ale... – Zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć, Vince 

wymknął się przez tylne drzwi. Wytężała słuch, ale nie 
słyszała nic poza echem bijącego serca.

Nagle głos Vince'a zagrzmiał nieopodal.
– Hej! Zostań tam. Mam broń. Nie bądź głupi.
„Och, Boże! – pomyślała oszołomiona. – Proszę, bądź 

ostrożny,   Vince.   Ma   broń.   Czy   ta   druga   osoba   ma   ją 
również? Vince... "

Usłyszała   głośny   huk,   później   wycie   motoroweru, 

odjeżdżającego szybko w górę alejki.

Dość tego, nie zostanie w domu nawet sekundy dłużej, 

martwiąc się, co stało się z Vince'em.

Otworzyła drzwi i wybiegła właśnie wtedy, gdy Vince 

wracał i przechodził przez furtkę. Spotkali się na środku 
trawiastego   podwórka.   Vince   wyciągnął   chusteczkę   z 
kieszeni i przyłożył do skroni.

– Kto to był? – zapytała. – Co się stało? Ty krwawisz? 

Czy mam wezwać lekarza? Zabrać cię do szpitala?

– Skądże. Jestem skaleczony, to wszystko. Rzucił we 

mnie kubłem ze śmieciami, pokrywa odpadła i uderzyła 
mnie. Nie wiem, kim był, i czy to ma coś wspólnego z 

background image

tym, czym się zajmujemy. To mógł być dzieciak jeżdżący 
dla  zabawy, który zatrzymał się, by coś  poprawić przy 
motorowerze. Do licha, nie wiem!

–  Wejdź,  popatrzę   na  twoją   głowę.  Teraz  cały  świat 

wie, że czatujesz w okolicy. Nie ma powodu, abym nie 
mogła zapalić świateł i opatrzyć ci rany.

–   Myślę,   że   masz   rację.   –   Vince   wpatrywał   się   w 

ciemność,   w   kierunku,   gdzie   odjechał   motorower.   – 
Zbiegi okoliczności denerwują mnie. Nie podoba mi się 
to, Katho. Ani trochę.

background image

Rozdział 4

Vince przechadzał się po pustym biurze i kiwał głową, 

rozglądając się wokół. Zajrzał za drzwi, później podszedł 
do   ściany   z   błyszczącymi   oknami,   z   których   miał 
wspaniały   widok   na   miasto.   Ciężki   smog   wisiał   w 
powietrzu i Vince mógł tylko domyślać się, że tam, osiem 
pięter   niżej,   naprawdę   są   ruchliwe   ulice.   Odwrócił   się, 
wsunął  ręce  do tylnych kieszeni  dżinsów i  obserwował 
pokój   wyłożony   dywanem.   Z   uśmiechem   na   ustach 
pomyślał, że to właśnie jest biuro Vincenta Santiniego – 
prywatnego   detektywa.   Było   to   piekielnie   szykowne 
miejsce, a właściwie będzie, gdy wstawi tu meble.

Wyraz   troski   zastąpił   uśmiech.   Nie   miał   pojęcia   o 

urządzaniu  wnętrz.  Mieszkanie   kupił  razem  z  meblami, 
wprowadził się i to by było tyle. Nigdy nie rozważał, czy 
wystrój   jest   zgodny   z   jego   upodobaniami,   ale   to   biuro 
musi   być   odpowiednie.   Musi   wzbudzać   zaufanie   w 
potencjalnych   klientach,   nie   może   być   surowe,   bo   ich 
odstraszy. Muszą czuć się wygodnie, swobodnie, by móc 
się otworzyć i powiedzieć mu, o co im chodzi.

– Halo? – z biura obok zawołał jakiś głos.
– Tak – odpowiedział Vince.
–   Agencja   telefoniczna   –   odrzekł   mężczyzna,   który 

zjawił się w drzwiach. – Mam zlecenie, aby sprawdzić tu 
gniazdka telefoniczne. Czy może... – Spojrzał na kartkę w 
ręce. – Pan Vincent Santini?

background image

– Tak.
–   Dobrze.   Zabieramy   się   do   pracy.   Dopatrzę 

wszystkiego.

„On   zabiera   się   do   pracy   –   pomyślał   Vince   –   ale 

Vincent   Santini,   prywatny   detektyw,   nie   jest   jeszcze   z 
pewnością   człowiekiem,   o   którym   mówią,   że   pracuje". 
Czego   brak?   Ot,   drobiazgów,   takich   jak   umeblowanie 
pokoju,   sekretarka   odbierająca   telefony,   tabliczka   na 
drzwiach, no i klienci.

Chociaż nie. Ma jedną klientkę – Kathę Logan.
Uśmiechnął   się,   gdy   przejechał   końcem   palca   po 

małym   rozcięciu   na   skroni.   Poprzedniej   nocy 
nadskakiwała  mu  i trzęsła się  nad nim,  gdy wrócili do 
domu. Przyniosła taką ilość środków pierwszej pomocy, 
że można by opatrzyć cały pluton, posadziła go na krześle 
i rozpoczęła rytuał opatrywania z godną podziwu powagą. 
Uwielbiał każdą minutę tamtej nocy.

Od dłuższego czasu nikt się nie interesował nim w ten 

sposób, nikt nie traktował go, jakby był najważniejszy na 
świecie. Musiał zacisnąć ręce, aby nie pochwycić jej, nie 
posadzić na kolanach i nie ucałować jeszcze raz miękkich, 
słodkich ust.

Ich   pocałunki   były   zmysłowe.   Boże,   jak   jej   pragnął! 

Natychmiast. Myśl o tych pocałunkach, o jej smukłych 
kształtach   w   jego   objęciach   sprawiła,   że   ogarniało   go 
rosnące pożądanie.

„Spokojnie, Santini" – powiedział sobie. Nie chciał, aby 

facet od telefonów był świadkiem jego podniecenia.

background image

Starał   się   pamiętać,   że   jest   przecież   jego   klientką. 

Usilnie próbował kontrolować swe myśli.

Wprawdzie   nie   płaci,   ale   przecież   to   klientka   i   nic 

więcej. Prawda, że nie zachował się całkiem odpowiednio 
w   stosunku   do   niej   –   winien   postępować   bezosobowo, 
rzetelnie i skrupulatnie – ale to było zrozumiałe. Sprawa 
Kathy   była   jego   pierwszym   zadaniem   jako   prywatnego 
detektywa.   Musi   po   prostu   się   przystosować   do   nowej 
roli. Da sobie z tym radę. Bez problemu. – Vince?

Podniósł gwałtownie głowę, a serce zaczęło mu walić 

jak   bęben.   Katha.   Stała   w   drzwiach   ubrana   w   beżowy 
sweter i rozkloszowaną tweedową spódnicę. Była piękna. 
Jej   włosy   tworzyły   miękką   aureolę   wokół   twarzy,   jej 
usta... Ach, Katho...

–   Przepraszam.   –   Uśmiechnęła   się.   –   Czy 

przestraszyłam cię?

Wyglądasz jak trochę kontuzjowany.
„Poza   tym   cudownie   –   pomyślała   –   i   jak   zawsze 

wspaniale".   W   dżinsach,   perłowopopielatym   swetrze   i 
bladopopielatej   koszuli   był   wspaniały.   Gdyby   Vince 
wiedział   o   zmysłowych,   swawolnych   marzeniach,   jakie 
snuła, gdy opuścił ją poprzedniej nocy, zapadłaby się pod 
ziemię.

– Czy mogę wejść? Zaproponowałeś przecież spotkanie 

w twoim nowym biurze.

– Co? – potrząsnął głową. – Oczywiście, wchodź.
Weszła wolno, rozglądając się wokół.
– Będzie śliczne, Vince. Jest takie duże, a okna sprawią, 

background image

że   będzie   słoneczne   i   jasne...   Naturalnie   nie   w   takie 
mgliste dni jak dzisiejszy.

–   Przepraszam   –   odezwał   się   facet   od   telefonów.   – 

Wszystko   w   porządku.   Ma   pan   potrzebne   gniazdka. 
Wystarczy   przynieść   telefony   i   włączyć   je.   Proszę 
podpisać tutaj, a ja wydam polecenie, żeby włączyli prąd.

Vince   podpisał   się   na   podanej   kartce,   podziękował 

mężczyźnie i patrzył, jak tamten wychodzi z biura. Cisza 
zapanowała   w   pokoju.   Powoli   przesuwał   wzrok,   by 
spojrzeć w oczy Kathy.

„Och, wielkie nieba!" – pomyślała, czując przenikające 

ją   gorąco.   Ciemne   oczy   Vince'a   płonęły   pożądaniem, 
czystym, nienasyconym pragnieniem. A cóż on zobaczył 
w jej oczach? To przecież szaleństwo. Kilka pocałunków, 
które zdarzyły się głęboką nocą, nie powinny aż tak wiele 
znaczyć w ciągu dnia. Ale cóż ona mogła wiedzieć. Miała 
tylko   jednego   kochanka   i   była   niedoświadczona   aż   do 
śmieszności.

Nie powinna odwzajemniać pocałunków, ale były tak 

cudowne.   Nie   powinna   reagować   tak   żywiołowo,   ale 
czuła się pełna życia, gdy trzymał ją w ramionach. Nie 
powinna stać tam, pragnąc, by ją przyciągnął znowu w 
swoje ramiona i zacałowywał na śmierć.

Nie powinna pozwolić, aby takie myśli błądziły jej po 

głowie.   A   jednak   dlaczego   stał   tak,   nawet   z   daleka 
hipnotyzując ją wprost oczami.

– Katho – powiedział szorstko. – Ja...
– Tak? – Miała nadzieję, że głos jej nie drżał.

background image

– Ja... Co myślisz o akwariach? – Gapił się w miejsce 

na ścianie, gdzieś powyżej jej głowy.

–   Akwaria?   –   Czy   to   pytanie   mające   seksualny 

podtekst?   Czy   narobi   sobie   kłopotu,   gdy   da   mu   złą 
odpowiedź? – Akwaria? – powtórzyła.

– Właśnie. Mam przyjaciół, Joya i Declan Harrisów. 

Joy   jest   psychologiem   i   ma   wspaniale   prezentujący   się 
zbiornik na ryby wbudowany w ścianę biura. Myślałem... 
Chociaż, nie... Przecież nie mam najmniejszego pojęcia o 
pielęgnowaniu ryb. Zapomnij o tym. – Rozejrzał się. – 
Muszę urządzić to pomieszczenie.

Katha zachichotała.
–   Rozmawiamy   o   urządzaniu?   Więc   spróbujmy 

wyobrazić to sobie.

Akwaria są ładne. Przypuszczam, że liczba znawców 

ryb jest trochę ograniczona, ale... – Wzruszyła ramionami. 
– Czy to dlatego prosiłeś mnie, abyśmy się tutaj spotkali? 
By porozmawiać o akwariach?

– Nie. Chciałem pogadać z tobą i ponieważ nikt nie wie 

o   tym   biurze,   pomyślałem,   że   jest   to   wystarczająco 
bezpieczne miejsce. Dużo rozmyślałem o naszej sytuacji. 
Nie   sądzę,   aby   któreś   z   nas   lubiło   spotkania   w   środku 
nocy. Poza tym, obawiam się, że ci potencjalni przestępcy 
odkryli,   dokąd   dotarła   ich   wiadomość   i   być   może   cię 
śledzą.   Pomyślałem   więc,   że   moglibyśmy   spotykać   się 
towarzysko...   Wiesz,   wychodzić,   umawiać   się   i   to 
sprawiłoby,   że   przychodzenie   do   twojego   domu   nie 
byłoby   podejrzane.   W   ten   sposób   będę   mógł   lepiej 

background image

dopatrzyć tego, co się dzieje. A po incydencie, jaki miał 
miejsce   ostatniej   nocy,  jestem   przekonany,  że   to   dobry 
plan.

– Vince, ten chłopiec na motorowerze ma czternaście 

lat.

– Co?
– Jego ojciec przyprowadził go do mnie dzisiaj rano. 

Dzieciak   był   roztrzęsiony,   ponieważ   wrzeszczałeś,   że 
masz   broń.   Wyznał   wszystko,   gdy   wrócił   do   domu. 
Mieszka  na  następnej  ulicy. Motorower   należy   do  jego 
osiemnastoletniego brata i młodszy chłopak zabrał go na 
przejażdżkę   bez   pozwolenia.   Ojciec   nakłonił   go,   by 
przeprosił za kłopot, który sprawił, i obiecał, że nie zrobi 
tego więcej. Widzisz  więc, że  nie było to nic  godnego 
uwagi.

Vince zmarszczył brwi.
–   No   cóż,   to   dobra   wiadomość.   –   Naturalnie. 

Postanowił jednak nie rezygnować ze swojego planu. – 
Ale   mimo   to   czuję,   że   moja   propozycja   jest   najlepsza. 
Łatwo   będzie   mnie   dostrzec.   Zaczniemy   działać   dzisiaj 
wieczorem,   idąc   razem   na   kolację.   Ubierz   coś 
wytwornego, a ja posunę się aż do włożenia garnituru i 
krawata. Jeżeli ktoś cię obserwuje, okaże się, że jestem po 
prostu aktualnym mężczyzną w twoim życiu.

„Jaki ekscytujący, wyborny scenariusz – dumała Katha. 

–   Vince   jej   mężczyzną,   jej   doniosłą   połowicą,   jej 
kochankiem – dość, Katho". To tylko interesy, konkretne 
interesy. I tak się poświęcała w imię sprawiedliwości.

background image

– Skąd ten uśmiech? – zapytał Vince.
–   Co?   Ach,   nic.   Myślałam   o   tym,   co   mówiłeś. 

Będziemy więc grać swoje role, prawda? Ciąg dalszy tego 
porwania sprzed kwatery głównej, gdy zabrałam cię od 
reporterów, udając, że jestem twoją... no, kimkolwiek.

– Tak, jak sądzę, możemy powiedzieć, iż jesteśmy jak 

aktorzy w sztuce. – To był jego pomysł, ale już nie był z 
niego  zadowolony.  To  brzmiało   dziwnie.  Miała  włożyć 
ładną sukienkę, uśmiechać się, ale to nie miało być dla 
niego. Boże, co za głupi plan! Wściekły na siebie samego 
rzucił: – Zabiorę cię o ósmej.

– Świetnie – odrzekła. Uznała ten ton za potwierdzenie, 

że to tylko gra, w której zgodziła się brać udział. Vince 
nie będzie miał trudności ze swoją rolą ugrzecznionego 
kochanka. Widziała go w akcji na jachcie Tandera.

Scenariusz   gwałtownie   stracił   swój   urok.   W   gruncie 

rzeczy nienawidziła go.

Zajęła się wyciąganiem rzekomej nitki ze swetra.
– W porządku. Posłuchaj, powinniśmy zająć się jeszcze 

jedną sprawą.

Chodzi o ostatnią noc i pocałunki.
– Nie – odrzekła ostro, patrząc mu prosto w oczy. – Nie 

chcę rozmawiać o tym, co się stało. Było i koniec.

– Czyżby?
–   Tak,   oczywiście.   Był   środek   nocy,   sytuacja   trochę 

nietypowa,   nawet   niesamowita.   Ja...   Byliśmy   ofiarami 
okoliczności nie całkiem normalnych. – Uśmiechnęła się 
promiennie. – Dokładnie tak. Oto, co się stało. Nie ma 

background image

potrzeby rozwodzić się nad tym dłużej. Przyjmijmy, że to 
jedna ze spraw, o których najlepiej zapomnieć. Dobrze?

Ruszył wolno w jej kierunku. Absurd.
– Ech, tego się obawiałam! – Patrzyła, jak podchodzi 

coraz bliżej, podniosła rękę. – Stój!

– Nie wolno ci tak mówić – rzekł, wciąż zbliżając się. – 

Jestem gliniarzem, pamiętasz?

–   Dobrze,   spróbuj.   Radzę   ci,   nie   właź   na   moje 

terytorium. W żargonie wielkomiejskich mądrali znaczy 
to: „Jeżeli podejdziesz do mnie, rozkwaszę ci nos".

Roześmiał się cicho i zrobił następny krok.
– Och, pomocy! – wymamrotała Katha. Zatrzymał się 

przed nią, ani śladu uśmiechu.

Musnął   ją   ręką   po   szyi,  kciukiem   rysował   delikatnie 

linię jej ust, gładził po gładkiej skórze policzka. Zadrżała.

– Proszę, Vince, przestań – mówiła, patrząc mu w oczy. 

–   Nie   jestem   stworzona   do   tego   rodzaju   gierek.   Nie 
widzisz tego? Czy nie rozumiesz, że nie jestem taka jak 
kobiety, które znasz? Kolacja z tobą i udawanie, że jestem 
zaangażowana, to jedna sprawa, ale gdy jesteśmy sami jak 
teraz, nie mogę wciąż grać. Owszem, byłam zaręczona, 
ale to było dawno temu, i nie było... Chcę powiedzieć, że 
ja nie...

–   Że   nie   sypiasz   z   mężczyznami?   –   Dalej   pieścił   ją 

kciukiem.   –   Nigdy   nie   wydawało   mi   się,   że   to   robisz. 
Jeżeli mówisz, że miałaś tylko jednego kochanka, faceta, 
z którym byłaś zaręczona, to mnie ani trochę nie dziwi. A 
jeżeli chodzi o gierki... Wciąż do tego wracasz, ale nie 

background image

chcesz wyjaśnić, o co ci chodzi. Odnoszę  wrażenie, że 
podejrzewasz mnie o chęć zabawienia się z tobą, a tak nie 
jest – Być może to subiektywne odczucie. Twoja definicja 
gierek   pochodzi   prawdopodobnie   z   przeciwległego 
bieguna. Vince, działamy   na  różnych  płaszczyznach,  to 
wszystko. Mężczyźni tacy jak ty i Tander maszerują w 
rytmie   perkusji,   która   wybija   melodię,   jakiej   nigdy   nie 
słyszałam.

– Tander? Co on ma z tym wspólnego? Myślałem, że 

rozmawiamy o nas. – Zacisnął usta. – Wolałabyś pogadać 
o Tanderze, czy o to chodzi?

– Ależ skąd. Nie chcę rozmawiać o tym wcale. Może 

jeszcze   coś   należałoby   omówić   w   związku   z   naszym 
śledztwem?   –   Przeskoczyła   na   miły,   bezpieczny   temat. 
Odkryła   się   bardziej   niż   zamierzała,   ale   przynajmniej 
teraz   wróciła   na   twardy   grunt   Jakże   upokarzające   jest 
przyznanie się do tego, że miała tylko jednego kochanka. 
Gdy   była   obok   Vince'a   Santiniego,   stawała   się   „panną 
pleciugą". – Czy chciałeś jeszcze coś?

– Złe pytanie – rzekł, po czym pochylił głowę i jego 

spragnione usta odnalazły jej drżące wargi.

„Wreszcie – pomyślała rozmarzona Katha. – Długo to 

trwało, zanim się zdecydował. Och, Boże, cóż on robi?" 
Nie   powinna   całować   się   z   tym   mężczyzną.   Ale... 
mniejsza   o   to.   To   przecież   Vince,   a   pocałunek   jest 
wspaniały, o resztę będzie martwić się później. O wiele 
później.

Podniosła ręce, aby objąć go za szyję. Przyciągnął ją 

background image

bliżej,   obejmował.   Przywarła   do   niego   piersiami,   a   on 
sięgał   po   jej   usta,   trącając   jej   język,   tańcząc   i 
pojedynkując się z nim. Paliło ich pożądanie.

„Do licha! – przemknęło przez głowę Vince'a. – Co ja 

robię?" Przecież obiecał sobie, że zmieni swój stosunek 
do   Kathy.   Jest   detektywem,   a   Katha   jego   klientką. 
Dlaczego   ją   całuje?   Dlaczego?   Ponieważ   nie   mógłby 
powstrzymać się, nawet gdyby ktoś przyłożył mu pistolet 
do skroni. Potrzebował tych pocałunków, musiał trzymać 
ją w ramionach i delektować się jej miękkim, delikatnie 
rzeźbionym ciałem.

Podniósł głowę, by złapać oddech i znów wziął jej usta, 

czując, jak odwzajemnia  pocałunki, jak daje  siebie, jak 
mu ulega...

Wyprostował   się   i   opuścił   ręce.   Podszedł   do   okna   i 

zapatrzył   się   w   pożółkłą   mgłę.   Chociaż   serce   wciąż 
mocno waliło, chciał, aby podniecone ciało dało nad sobą 
znów panować. Pomieszane myśli i emocje nakładały się 
na siebie, zaskakiwały go i dezorientowały sprawiając, że 
cały drżał.

Katha wpatrywała się w napięte plecy i ramiona Vince'a 

i   wciągała   wolno   powietrze.   Zastanawiała   się,   co   było 
przyczyną, że przed chwilą całował ją, jakby nie miało 
być jutra, a teraz stał z dala od niej, wyraźnie zły. Cóż za 
skomplikowany mężczyzna. Mógłby chociaż wyjaśnić jej 
swe   zachowanie.   Miała   dość   problemów   ze 
zrozumieniem, dlaczego ona robiła to, co robiła, gdy tylko 
znalazła się obok niego.

background image

–   Vince   –   odezwała   się   zadowolona,   że   jej   głos 

zabrzmiał   normalnie.   –   To   oczywiste,   że   o   coś   się 
złościsz, a ja nie mam najmniejszego pojęcia o co. Wiem 
natomiast, że jestem okropnie zakłopotana.

Odwrócił się błyskawicznie, oczy mu błyszczały, puls 

na skroni uderzał gwałtownie. Bezwiednie cofnęła się o 
krok.

–   Jesteś   zakłopotana?   –   Jego   śmiech   był   ostry, 

nieprzyjemny. – Pozwól, że coś ci powiem, moja damo. 
Ty nie wiesz, co to zakłopotanie. Robisz sztuczki z moim 
umysłem,  roztaczasz  dookoła  jakiś  urok, sprawiając, że 
gdy   jestem   przy   tobie,   tracę   rozum.   I,   do   diabła,   chcę 
położyć temu kres.

W zamroczonym umyśle Kathy zaświtała jakaś myśl. – 

Ejże?

Vince   wymamrotał   przekleństwo   i   gapił   się   w   sufit 

Katha   wpatrywała   się   w   niego   i   usiłowała   nie   drgnąć 
nawet, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały.

– Nie mów mi „ej że" – powiedział sztywno. – Dobrze 

wiesz, o czym mówię. Wciąż insynuujesz, że prowadzi się 
tutaj  jakiś  rodzaj gry. Zaczynam sądzić, że  to ty jesteś 
osobą, która gra, panno Logan. – Co za głupota to mówić. 
Katha   nie   ma   pojęcia   o   gierkach   pomiędzy   kobietą   i 
mężczyzną. Był zły na siebie i odegrał się na niej. – Nie, 
poczekaj chwilę. Ja...

– To pan niech poczeka – powiedziała podniesionym 

głosem. – Mam dość tych nastrojów zmieniających się jak 
żywe srebro i wstrętnych oskarżeń.

background image

– Ja...
– Dość – powiedziała, machając ręką w powietrzu. – 

Teraz ja mówię i lepiej będzie, jak posłuchasz.

No tak, doigrał się. Była piekielnie wściekła. I piękna, 

tak cholernie piękna. Jej oczy były jak promienie lasera, 
policzki zarumienione, a usta wciąż wilgotne i obrzmiałe 
od pocałunków.

– Santini – mówiła dalej – nie zabawiam się w gierki, 

ponieważ nie znam tych, w które ty grasz. Byłam tam, 
pamiętasz? Na jachcie Tandera.

Byłam   pionkiem,   którym   obaj   zabawialiście   się   dla 

rozrywki. „Ona jest moja, Tander". „Ty stawiasz warunki, 
Vince.   Nie   ma   problemu".   Kręciłeś   się   koło   mnie   z   tą 
swoją   zaborczością   na   pokaz   jak   dzieciak   ochraniający 
swą piłkę. Gierki? Masz do nich skłonności, zresztą tak 
samo Tander, ale mnie z tego wyłączcie. I zostaw mnie w 
spokoju.

– Czy o to chodziło? Sądzisz, że prowadziłem grę na 

jachcie Tandera?

– Oczywiście, że tak było. Wiedziałam to wtedy i wiem 

teraz. Jestem wściekła na siebie, że całuję cię za każdym 
razem, gdy zaświta ci myśl, aby mnie pocałować. Boję 
się, że nie umiem tego powstrzymać. Po prostu to robię i 
jest to wspaniałe, i czuję się tak. Ale nie! Nigdy więcej. 
Jesteś prywatnym detektywem, a ja twoją klientką, nawet 
jeżeli ci nie płacę. Nie liczy się ani trochę to, że myślę o 
tobie, gdy nie jesteśmy razem, że marzę o tobie tak, że nie 
uwierzyłbyś   i...   –   Złapała   oddech   i   rozłożyła   ręce.   –   I 

background image

jestem   ciekawa,   czy   będę   umiała   trzymać   język   za 
zębami,   gdy   dojrzeję,   czy   też   zawsze   będę   skończoną 
idiotką, nawet wtedy, gdy będę siwa i stara.

– Katho...
–   Bądź   cicho   –   powiedziała,   pociągając   nosem. 

Skrzyżowała   ręce   na   piersiach,   podniosła   podbródek   i 
ponownie pociągnęła nosem.

–   Proszę,   posłuchaj   mnie,   Katho.   Nie   to   miałem   na 

myśli, mówiąc, że zabawiasz się w gierki. Wiem, że nie 
postąpiłabyś   tak.   Byłem   zły   na   siebie,   ponieważ 
udzieliłem   sobie   nagany   za   brak   profesjonalnego 
zachowania   względem   ciebie,   a   później   zacząłem 
zapominać o wszystkim, co sobie obiecałem.

Katha   zacisnęła   usta   i   zamrugała   kilka   razy,   by 

powstrzymać cisnące się łzy.

–   Nie   wiem,   jak   to   jest   z   tobą   –   mówił   dalej.   –   Ja 

również myślę o tobie, gdy nie jesteśmy razem, ale gdy 
jesteś obok, moje dobre intencje ulatują w powietrze. Gdy 
jestem blisko ciebie, pożera mnie potrzeba obejmowania 
cię i całowania. Pragnę cię, Katho Logan. Pragnę kochać 
się z tobą godzinami leniwie i rozkosznie. Nie wiem, co 
się dzieje, ale obawiam się, że mogłoby doprowadzić do 
czegoś   poważnego.   Nie   zabawiałem   się   na   jachcie 
Tandera.

Wszystko,   co   robiłem   i   mówiłem,   było  uczciwe   i   to 

mnie piekielnie zdziwiło.

Przeciągnął ręką po karku.
–  Mówiłem  ci,  Katho, że  nie   chcę   angażować  się  w 

background image

żaden poważny  związek i  to właśnie  miałem  na  myśli. 
Pragnę się z tobą kochać, ale wolałbym nie zakochać się 
w   tobie.   Los   nie   przewidział   nic   takiego   dla   mnie   ani 
teraz,   ani   nigdy.   Jestem   z   tobą   tak   szczery,   jak   tylko 
można   wyrazić   to   słowami.   Jestem   samotny   i   planuję 
pozostać samotnym.

Nie wiem, dlaczego przy tobie tracę kontrolę nad sobą, 

ale zamierzam się opanować. Daję ci słowo, że nic, co 
zrobiłem lub powiedziałem, nie było nieprawdą. Nie była 
to też żadna gra.

Katha kiwnęła głową. Nie odważyła się mówić z obawy 

przed   łzami,   które   cisnęły   się   do   oczu.   Nie   wiedziała, 
dlaczego czuła się tak przygnębiona. Jej sytuacja również 
nie   pozwalała   na   zawarcie   poważnego   związku.   Była 
pewna, że Vince był szczery, gdy zapewniał  ją, że  nie 
prowadził żadnej gry. Przynajmniej jej sponiewierane ego 
zostało   trochę   ułagodzone.   Mimo   wszystko   wtedy   na 
jachcie   Tandera   nie   była   pionkiem.   Dlaczego   więc   tak 
bardzo chciało jej się płakać?

–   Czy   wolałbyś   –   podjęła   ryzyko   mówienia   –   abym 

poszła z informacją o wirusie na policję?

– Nie, tkwię w tym i nie zamierzam się wycofać. Sądzę, 

że rozumiemy się teraz lepiej. Wspólnie zdecydujemy, jak 
daleko możemy się posunąć, i żadne nie będzie czuło się 
zranione, dobrze?

– Ależ tak, świetnie. Porozumienie jest wszystkim, jak 

powiadają,   prawda?   Wyjaśniliśmy   sobie   wszystko.   –   A 
jednak   nigdy   jeszcze   nie   czuła   się   taka   pusta   i 

background image

nieszczęśliwa.

– Wspaniale – rzekł. – Wszystko ustaliliśmy.
„Powinienem   udać   się   do   najbliższego   szpitala 

psychiatrycznego – pomyślał – ponieważ to oczywiste, że 
postradałem zmysły".

background image

Rozdział 5

–   Powinieneś   koniecznie   zmienić   to   umeblowanie   – 

powiedział Tander.

– Ten supernowoczesny chromowy i szklany wystrój 

nie   pasuje   do   ciebie,   jeżeli   nawet   są   to   rzeczy   z 
artystyczną pompą. Zgadza się, Declan?

Declan Harris rozejrzał się po przestronnym pokoju.
– Tak, oczywiście. Niezbyt mocne robi wrażenie. Vince 

nosi raczej pomięty sztruks lub wyblakłe dżinsy.

Vince zaśmiał się, wręczając każdemu puszkę zimnego 

piwa.

–   Rozumiesz,   o   co   mi   chodzi?   –   zapytał   Declan.   – 

Słabe, Santini, bardzo słabe.

Vince wzruszył ramionami.
– Nie pij więc.
Opadł na duże skórzane krzesło, rozprostował nogi, a 

potem skrzyżował.

– Nie jest aż takie słabe – rzekł Declan. – Po naszym 

treningu   w   klubie   zdrowotnym   to   „niebo   w   gębie".   – 
Nawet   jeżeli   nie   jest   podane   w   ochłodzonej,   matowej 
szklance.

– Wypchaj się – powiedział Vince uprzejmie.
Ci   trzej   wspaniale   zbudowani   i   przystojni   mężczyźni 

byli   przyjaciółmi.   Declan,   tak   jak   Vince   miał   ciemne 
włosy, ale oczy jego były jasnozielone. Włosy Tandera, 
jasnobrązowe ze słonecznymi pasmami, pozwalały już z 

background image

daleka go odróżnić od przyjaciół.

Vince i Tander znali się od ponad piętnastu lat, Declan 

dołączył   do   nich   później.   Gdy   po   śmierci   wspólnika   z 
firmy architektonicznej grożono mu śmiercią, sprawą tą 
zajmował   się   właśnie   Vince.   Przedstawił   Declana 
Tanderowi i wszyscy trzej natychmiast przypadli sobie do 
gustu. Spotykali się zawsze wtedy, gdy Tander dokował w 
Lon Angeles.

Ostatnio   widzieli   się   sześć   miesięcy   temu.   Tander   i 

Vince byli drużbami Declana, gdy żenił się z Joy Barlow.

– Joy prosiła, aby przekazać jej pozdrowienia dla obu 

„kochanych   panów"   –   powiedział   Declan   leniwie,   gdy 
usadowił się na sofie. – Mówiłem jej, że wystarczy, jak 
powiem:   „dla   drogich   panów",   jako   że   jestem 
zainteresowany,   komu   przekazuje   czułości,   ale 
powiedziała, że jednak „dla kochanych".

Odmówiłem   przekazania   każdemu   z   was   uścisku   i 

całusa.

– Nie martw się – rzekł Tander, mrugając do Vince'a. – 

Weźmiemy   osobiście   następnym   razem,   gdy   ją 
zobaczymy.

– Najwyżej uścisk rąk – powiedział Declan z pozorną 

srogością   po   czym   uśmiechnął   się.   –   Joy   życzy   ci 
powodzenia  na  nowej  drodze  i zaproponowała, abyśmy 
poszli wszyscy na kolację i uczcili twoje nowe wcielenie. 
A ja ci radzę, obserwuj swój poziom stresu, przyjacielu. 
Zasadnicze   zmiany   w   twoim   życiu   mogą   spowodować 
solidny stres, gdy nie będziesz ostrożny.

background image

–   Och,   Boże!   –   odezwał   się   Tander.   –   Znowu   się 

zaczyna.   Kolejny   wykład   Declana   Harrisa,   jak   radzić 
sobie   ze   stresem.   Dlaczego   nie   zostawiasz   tych   spraw 
swojej pięknej żonie? To ona jest ekspertem.

– Nauczyłem się dużo od Joy. Ale dzisiaj dam wam 

spokój.   Chciałbym   usłyszeć   o   tej   sprawie,   nad   którą 
pracujesz,   Vince.   Mówiłeś   w   klubie,   że   poinformujesz 
mnie, gdy tylko wrócimy. I wiem oczywiście, że ma to 
pozostać między nami.

–   Dobrze   –   odparł   Vince.   Zwięźle   opowiedział   o 

wszystkim, co zdarzyło się od czasu, gdy przypadkowa 
wiadomość przeszła przez modem Kathy. – Rozumiesz? – 
zakończył.

Declan przytaknął.
– Istne cudo. Ta Katha Logan rzeczywiście wdepnęła w 

gniazdo szerszeni.

Niezgorsza operacja I chcą położyć rękę na diabelnie 

dużych pieniądzach. Wielu ludzi będzie w kłopocie, gdy 
te czeki nie przyjdą w określonym terminie.

–   Hmm   –   odezwał   się   Tander   i   opróżnił   puszkę   z 

piwem.

–   Nie   wspominaj   o   tym,   Tander.   –   Vince   spojrzał 

groźnie.

– O czym? – zapytał Declan, patrząc na obu mężczyzn. 

– Czego nie wiem?

–   Pan   Ellis   –   zaczął   Vince,   obrzucając   Tandera 

następnym   chmurnym   spojrzeniem   –   uważa,   że 
wiadomość   Kathy   może   być   interpretowana   na   różne 

background image

sposoby, nawet że to sprawka dzieci bawiących się w gry 
komputerowe.

Całkowicie się z tym nie zgadzam.
– Nie ma żartów – odezwał się Tander. – Szarżujesz do 

przodu   jak   byk   za   czerwoną   płachtą.   I   co   masz?   Nic. 
Sprawdziłem   ludzi   z   wydziału   opieki   społecznej   i   są 
czyści jak łza. Jeden wielki oszust na liście płac dostał 
mandat za przekroczenie prędkości kilka lat temu, a inny 
został złapany z przedawnionymi napisami na tablicach 
rejestracyjnych.   Rozmawiamy   tutaj   o   poważnych 
przestępcach, panowie. O dalekosiężnym przestępstwie.

– Obejdę się bez twojego sarkazmu, Tander – stwierdził 

Vince. – Ta wiadomość jest jasna jak słońce.

– Hmm, podoba mi się ten kawałek o „niebezpiecznym 

przestępcy"   w   alejce,   który   okazał   się   dzieciakiem 
podbierającym motorower brata. Smakowite.

– Daj temu spokój – powiedział Vince. – Masz prawo 

do swojego zdania, ale zatrzymaj je dla siebie.

– Fascynujące – włączył się Declan. – Obaj patrzycie 

na to z całkiem różnych punktów widzenia.

Tander wzruszył ramionami.
–   To   sprawa   Vince'a.   Ja   się   tylko   przyłączyłem, 

pomagam,   jak   mogę,   robię,   co   mi   kazano.   Co   dalej, 
Santini?

– Muszę pomyśleć, jak szukać wirusa w programie, nie 

wzbudzając   podejrzeń.   Nie   chciałbym,   aby   ci   głupcy 
wystraszyli   się,   jako   że   robią   się   nerwowi,   gdy   ktoś 
przychodzi   węszyć.   Na   wypadek   gdyby   odkryli,   gdzie 

background image

poszła  ich wiadomość,  trzymam  się  blisko Kathy. Dziś 
wieczorem zabieram ją na kolację, całkiem oficjalnie, tak 
aby to było widoczne. Mam nadzieję, że jeżeli ją śledzą, 
po prostu pomyślą, iż jestem jej aktualną sympatią, i nie 
będą przywiązywać wagi do tego, że jestem detektywem, 
gdy   będą   deptać   mi   po   piętach.   Tander   wybuchnął 
śmiechem.

–   Zamierzasz   trzymać   się   blisko   Kathy   dla   dobra 

śledztwa? Santini, kogo chcesz nabrać?

– Aha – odezwał się Declan – przeczuwam, że Katha 

Logan jest piękną kobietą.

– Trafiłeś  w dziesiątkę  – potwierdził Tander  śmiejąc 

się.   –   A   nasz   przyjaciel   przez   nią   doprowadził   się   do 
obłędu.

Declan roześmiał się.
– Wszystko zaczyna być jasne.
–   Nazywam   rzeczy   po   imieniu   –   stwierdził   Tander 

wstając.   –   Chodźmy,   Declan.   Zostawimy   Vince'a,   aby 
wyszorował   i   wypolerował   swoje   zramolałe   ciało,   by 
pachniał   i   lśnił   czystością   dla   Kathy.   Włożysz   krawat, 
Vince? Od dawna nie bawiłeś się w lalusia. Czy chcesz, 
abym był w pobliżu i pomógł go zawiązać?

Prawdopodobnie zapomniałeś, jak się to robi.
– Dobranoc, Ellis! – powiedział Vince. – Nie dzwoń do 

mnie. Ja zadzwonię.

– Informuj mnie na bieżąco, Vince. – rzekł Declan, idąc 

za Tanderem przez pokój. – To duża sprawa. I pamiętaj, 
uważaj na każdy sygnał stresu.

background image

Vince   pokiwał   głową,   gdy   koledzy   zniknęli   za 

drzwiami.

„Do   diabła   z   Tanderem   –   pomyślał.   –   Jest   jak   pies, 

który   znalazł   kość   i   trzyma   ją.   Uparty   człowiek. 
Wiadomość,   która   przeszła   przez   modem   znaczyła 
dokładnie to, co Katha przypuszczała". Będzie się trzymał 
tego,  bo  ma  rację,  do  cholery.  Nie  ma   czasu  zawracać 
sobie   głowy   jakimś   „być   może".   Ma   rozpocząć   nową 
pracę, urządzić biuro i... A Tander jest pełen sprzeczności 
z   szalonymi   pomysłami   o   dzieciach   grających   na 
komputerach.

– Do diabła – wymamrotał.
Wstał   i   poszedł   do   sypialni.   „Wyszorować   i 

wypolerować swoje zramolałe ciało".

– Przystopuj, Ellis.
Niezbyt   wesoły   nastrój   Vince'a   nie   polepszył   się   do 

czasu,   gdy   zaparkował   wóz   przed   domem   Kathy. 
Niezadowolenie pogłębiło się, gdy wysiadł z samochodu. 
Tuż   obok   stał   zaparkowany   stary   pojazd.   Był   prawie 
pozbawiony farby, miejscami zardzewiały i musiał mieć 
co najmniej trzydzieści lat. Zanotował w pamięci numer 
rejestracyjny i poszedł w kierunku drzwi wejściowych.

Na   werandzie   poprawił   krawat   i   przesłał   w   myśli 

filisterską wiadomość Tanderowi, że Vincent Santini umie 
w dalszym ciągu doskonale wiązać krawat, i zapukał do 
drzwi.

W   otwartych   drzwiach,   oświetlona   delikatnym 

światłem sączącym się z pokoju, stanęła Katha.

background image

– Cześć, Vince! Wejdź.
„Wejdź   koniecznie"   –   pomyślała   natychmiast   W 

czarnym eleganckim garniturze, białej cienkiej koszuli i... 
krawacie,   z   chusteczką   w   górnej   kieszonce   był 
mężczyzną,   z   którym   chciała   wejść   do   swojego   domu. 
„Ten facet zapiera dech w piersiach".

– Jesteś punktualny.
– Cześć! – powiedział Vince wchodząc. – Nie wiesz 

przypadkiem, kto jest właścicielem samochodu, który... – 
Spojrzał na Kathę zamykającą drzwi, a gdy odwróciła się 
twarzą   do   niego,   obraz   rozklekotanego   samochodu 
rozpłynął się i pojawił się obraz pięknej kobiety.

Miała   na   sobie   dopasowany   czarny   żakiet   i   wąską 

spódnicę   sięgającą   do   kolan.   Żakiet   miał   poduszki   na 
ramionach,   szerokie   białe   klapy   i   biały   pasek,   który 
podkreślał   jej   wąską   talię.   Z   biżuterii   miała   jedynie 
dyskretne złote kolczyki i medalik w kształcie serca na 
złotym łańcuszku.

„Jest   piękna   –   pomyślał,   wpatrując   się   w   nią.   – 

Zmysłowa.   I   wie,   że   nie   ma   mowy   o   trzymaniu   rąk   z 
daleka od niej".

– Ty jesteś... – Głos uwiązł mu w krtani, spróbował 

ponownie. – Jesteś piękna, Katho. Wyglądasz... Nigdy... 
Ta sukienka jest... Ech, do diabła.

–   Dziękuję.   –   Uśmiechnęła   się.   –   Odczytuję   to 

wszystko jako komplement.

Ty również wyglądasz bardzo... elegancko. Dotychczas 

widziałam   cię   tylko   w   dżinsach.   Jesteś   wspaniały   w 

background image

garniturze.   I   podoba   mi   się   twój   krawat.   Oczywiście, 
wspaniale go wiążesz. Niektórzy robią to niedbale i psują 
cały efekt.

„Przestań blefować, Katho Logan – pomyślała. – Nie 

rzucaj się temu facetowi w ramiona i nie pleć bzdur".

– No cóż, jesteś bardzo przystojny.
Jakże   chciał   ją   pocałować!   Potrzebował   tego 

pocałunku. Do licha! Pocałuje ją. Teraz. Zrobił krok w jej 
kierunku.

–   Co   mówiłeś   o   samochodzie?   –   zapytała, 

powstrzymując go.

– Samochód? – powtórzył. – Jaki samochód? – Patrzył 

na   nią   przez   moment   bezmyślnie.   –   Samochód,   aha, 
samochód.   –   Odchrząknął.   –   Na   poboczu   jest 
zaparkowany   stary   grat.   Jestem   ciekaw,   czy   wiesz,   do 
kogo   należy.   –   Wcale   go   to   nie   obchodziło.   Chciał   ją 
pocałować.

– Stary grat! – odezwał się jakiś głos za nim. Odwrócił 

się zdziwiony. – Młody człowieku, musisz wiedzieć, że to 
automobil   z   dobrych  lat.   Nie   rozpoznajesz   klasycznego 
studebakera, gdy widzisz taki samochód?

Vince otworzył usta ze zdziwienia. Nie miał pojęcia, co 

powiedzieć.   Przyglądał   się   badawczo   drobnej   kobiecie, 
która przemierzała pokój.

Miała najwyżej sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu, 

fryzurę z kręconych śnieżnobiałych włosów i wyglądała 
na   około   osiemdziesiąt   lat.   Była   ubrana   w   koronkową 
suknię, która – tego był pewien – nie była naturalnie żółta, 

background image

ale   pożółkła   ze   starości,   i   mogła   służyć   równie   dobrze 
jako obrus.

Na   głowę   włożyła   dziwny   kwadratowy   kapelusz, 

jaskrawoczerwony,   przybrany   wysokim   purpurowym 
tulipanem,   który   kiwał   się   przy   każdym   ruchu   raz   w 
jedną, raz w drugą stronę. Pomyślał, że wygląda, jakby 
przybyła   z   całkiem   innej   epoki.   Dopełnieniem 
wszystkiego mogło być imię takie jak Mabel, Ethel lub 
Gertruda.

– Marto... – zaczęła Katha.
Aha,   Marta.   Całkiem   blisko.   Punkt   dla   włoskiego 

dzieciaka z Los Angeles.

–   ...   Vince   nie   chciał   wyśmiewać   się   z   twojego 

samochodu   –   mówiła   dalej   Katha.   –   Prawda,   Vince? 
Oczywiście,   że   nie.   Marto   Turnbull,   chciałabym,   abyś 
poznała   Vincenta   Santiniego.   Vince,   przedstawiam   ci 
Martę   Turnbull,   długoletnią   i   kochaną   przyjaciółkę 
mojego ojca.

–   Madame   –   powiedział   Vince,   pochylając   głowę.   – 

Bardzo   mi   miło.   Proszę   wybaczyć   mi   te   uwłaczające 
uwagi o pani... klasycznym pojeździe. Jest ciemno i nie 
widziałem go wyraźnie.

–   No   cóż   –   odparła   Marta,   pociągając   nosem.   – 

Wybaczam panu, ponieważ jest pan z pewnością sympatią 
Kathy. – Uśmiechnęła się. – Może nie jesteś już, Katho, w 
kwiecie   wieku,   ale   jestem   przekonana,   że   nadrobiłaś 
wspaniale stracony czas. – Dokładnie obejrzała Vince'a od 
stóp do głów i z zadowoleniem pokiwała głową. – Ładne 

background image

kształty.

Vince zachichotał, a na policzkach Kathy pojawiły się 

różowe wypieki.

–   Wielkie   nieba   –   odezwała   się,   wznosząc   oczy   do 

góry.

–   Dziękuję   pani   –   powiedział   Vince   uroczyście   do 

Marty. – Czuję się uspokojony, wiedząc, że moja osoba 
zadowala panią.

– Oczywiście, że zadowala – odrzekła rozpromieniona 

Marta.   Poprawiła   loki   i   trzasnęła   mocno   w   czubek 
kapelusza.   Tulipan   zatrząsł   się   niebezpiecznie.   – 
Wychodzę, Katho. Robert  dobrze  dzisiaj  wygląda. Jane 
mówiła, że lepiej je i śpi jak kłoda. Ubrałam ten kapelusz, 
ponieważ   Robert   zawsze   go   lubił.   Bywajcie,   dzieci. 
Bawcie się dobrze.

Marta ucałowała Kathę w policzek, uśmiechnęła się do 

Vince'a   i   ponownie   nań   spojrzała   badawczo,   po   czym 
wyszła pośpiesznie.

Cisza   zapanowała   w   pokoju.   Katha   zajęła   się 

spulchnianiem i prostowaniem dwóch poduszek leżących 
na sofie. Vince obserwował ją, spoglądając z ukosa. W 
końcu odezwał się:

– Katha?
Wzięła oddech i odwróciła się do niego.
– Masz pytania? – powiedziała cicho. – Robert Logan 

to   mój   ojciec,   ta   druga   połowa   Logan   &   Logan. 
Przepisywanie... Ja... Ja przeprowadziłam się do domu i 
dodałam nazwisko do mojej firmy, gdy on... miał wylew. 

background image

Jest   przykuty   do   łóżka,   gdyż   jest   w   połowie 
sparaliżowany.

–   Do   licha,   Katho,   przepraszam.   Dlaczego   nie 

powiedziałaś mi wcześniej?

Podniosła podbródek i spojrzała mu prosto w oczy.
–   Kocham   ojca,   Vince.   Był   moim   idolem,   moim 

bohaterem,   gdy   dorastałam.   Jest   dumnym   mężczyzną, 
który pracował ciężko przez całe życie. Zawsze mi mówił, 
że duma mężczyzny, jego poczucie własnej wartości jest 
drogocenną   rzeczą   i   że  zawsze  będzie  tak  żył,  aby   nie 
stracić tej dumy, którą miał w sobie. Vince kiwnął głową.

– Mów dalej.
–   Gdy   się   tu   wprowadziłam,   mężczyzna   z   którym 

byłam   zaręczona   stwierdził,   że   mój   ojciec   i   jego   stan 
zdrowia są odpychające. Nie mógł znieść przebywania z 
tatą w tym samym pokoju. Powiedział mi, że zanim się 
pobierzemy,   będę   musiała   umieścić   ojca   w   lecznicy. 
Odmówiłam,   a   on   zerwał   zaręczyny.   To   koniec   tej 
historii.

Łzy napłynęły jej do oczu, ale mówiła dalej drżącym 

głosem:

– Zdecydowałam, że będę ochraniać ojca, opiekować 

się nim tak, jak on to robił dla mnie. Zrobię wszystko, co 
w mojej mocy, aby ocalić choćby resztki jego dumy. To 
wszystko, co mu zostało.

– Nie wszystko. – powiedział Vince delikatnie. – Ma 

jeszcze ciebie, Katho.

–   Nie   mogę   cofnąć   zegara,   uczynić   go   silnym   i 

background image

zdrowym,   jakim   był   przed   wylewem.   Mogę   go   tylko 
kochać.   Umieszczenie   jego   nazwiska   obok   mojego   na 
tablicy firmy... nie wiem... to rodzaj posunięcia, które ma 
uświadomić mu, jaka jestem dumna, że jestem jego córką. 
Ochraniam go, bardzo ostrożnie dobieram ludzi, którzy go 
odwiedzają, którzy wiedzą, jaki jest niedołężny. Nigdy go 
nie zostawię, jak długo będzie żył i mnie potrzebował.

Mrugała, chcąc powstrzymać łzy.
–   Teraz   już   wiesz,   kto   to   jest   Robert   Logan,   druga 

połowa Logan & Logan – Przepisywanie tekstów. Jane 
jest jego pielęgniarką. Mieszka tu, bo nie ma rodziny.

Jest   wspaniała   dla   mojego   ojca.   Tak   jak   ja,   rozumie 

jego   dumę.   Robert   Logan   jest   i   zawsze   będzie 
najwspanialszym mężczyzną, jakiego znałam.

„A Katha Logan – pomyślał Vince – jest najbardziej 

niezwykłą kobietą, jaką miałem zaszczyt znać".

Jakby   instynktownie   podszedł   do   niej   i   wziął   ją   w 

ramiona.   Trzymał   ją   blisko,   kobiecy   zapach   kwiatów 
wiosennych wypełniał mu zmysły, unosił się nad nim. W 
jego   ramionach   była   taka   mała   i   krucha.   Ochraniała 
swojego   ojca   z   miłości,   a   on,   Vince   Santini,   będzie 
ochraniał   ją   z...   Do   diabła!   Nie   wiedział   dlaczego,   ale 
teraz to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko to, że już 
nigdy nie będzie sama.

Katha przytuliła się  do Vince'a, by poczuć jego siłę, 

moc   jego ramion.  „Tylko na   chwilkę"   – mówiła   sobie. 
Tylko   przez   chwilę   chciała   czuć,   że   ktoś   ją   ochrania, 
oddziela od bólu, zmartwienia, rzeczywistości. Tylko na 

background image

chwilę, tu w niebiańskim uścisku Vince'a.

Po kilku minutach Katha wolno, niechętnie wyśliznęła 

się z jego ramion, zdobyła na uśmiech i powiedziała:

– Teraz już wiesz. Mam nadzieję, że nie przygnębiłam 

cię zbytnio. Idziemy na kolację?

– Jeszcze nie. Czy mój krawat dobrze leży?
– Wspaniale.
–   Dobrze.   Nie   chciałbym   poznać   twojego   ojca   w 

rozmemłanym krawacie.

To psuje pierwsze wrażenie.
– Co takiego?
–   Jestem   staromodnym   włoskim   chłopcem. 

Powinienem przywitać się z rodziną dziewczyny, z którą 
idę na randkę, zanim ją zabiorę. Jestem, aby cię zabrać, 
więc chcę przywitać Roberta Logana.

– Vince, nie musisz tego robić. Doceniam twoje chęci, 

ale to nie jest konieczne. Poza tym, nie idziemy przecież 
na prawdziwą randkę, tylko tak udajemy, pamiętasz?

–   Zapomnij   o   tym.   Czy   chcesz   powiedzieć   Jane,   że 

przyjdę poznać twojego ojca?

– Dlaczego nalegasz?
–   Ponieważ...   –   Zawahał   się,   przeciągając   ręką   po 

karku. – Ponieważ nalegam. To wszystko. No, idź, zapytaj 
Jane, czy będę mógł wejść.

– No cóż, dobrze. – Przeszła przez pokój, zatrzymała 

się, by ponownie na niego spojrzeć, i wyszła na korytarz.

Vince   zacisnął   na   chwilę   mocno   powieki.   Kipiały   w 

nim   nieznane   dotąd   uczucia,   których   nie   umiał   nawet 

background image

nazwać. Potrząsnął głową, próbując uspokoić kakofonię 
głosów huczących w głowie.

Poczuł się nagle tak, jakby rozdwoił się i z boku oglądał 

kogoś jakby znajomego, choć nie całkiem. Był jakiś inny, 
odmieniony.

„Mój Boże – pomyślał – co się ze mną dzieje?" Jedna 

jego   połowa   była   wypełniona   ciepłem,   jakiego   nigdy 
wcześniej   nie   znał,   drugą   opanował   lodowaty   strach. 
Strach   przed   czym?   Ciepło,   ale   skąd?   Cholera,   tracił 
zmysły. Musi zrozumieć, co się dzieje, co się z nim dzieje. 
Musi wiedzieć, co Katha Logan z nim robi.

– Vince? – Stała właśnie w drzwiach. – Możesz wejść 

tam... Jeżeli jeszcze chcesz.

Przytaknął   i   przeszedł   przez   pokój.   Prowadziła   go 

korytarzem,  tą  samą  drogą, którą  szli  tamtej  nocy, gdy 
zakładał drukarkę śledzącą jej modem. Zauważył, że są 
jeszcze   trzy   małe   sypialnie   oprócz   tej,   którą   Katha 
przekształciła   w   biuro.   Zatrzymała   się   przy   otwartych 
drzwiach i popatrzyła na niego.

– Vince...
– Zaufaj mi. – Patrzył jej prosto w oczy. – Proszę.
Pomyślała,   że   ufa   mu   naprawdę.   Pozwala   mu   wejść 

poza mur, który zbudowała wokół kochanego ojca. A mur 
otaczający   jej   serce?   Czy   Vince   powoli,   ale 
zdecydowanie, pokona go również? Nie może myśleć o 
tym teraz. Nie teraz.

–   Oto   Katha   i   jej   przyjaciel,   Robercie.   Czy   to   nie 

wspaniałe, że tyle osób odwiedza cię dzisiaj wieczorem? – 

background image

rozległ się głos Jane.

Katha przez dłuższą chwilę patrzyła na Vince'a. Było to 

spokojne spojrzenie, bardzo głębokie, mówiące o pełnym 
zrozumieniu.   Ten   moment   zbliżył   ich   jeszcze   bardziej. 
Odwróciła się wreszcie i weszła do pokoju, a Vince zaraz 
za nią.

Robert   Logan   musiał   być   kiedyś   dużym   i   krzepkim 

mężczyzną. Ten szczupły, blady, siwowłosy człowiek w 
łóżku szpitalnym miał szerokie ramiona i duże dłonie. Pół 
leżał, pół siedział oparty wysoko o poduszki i zakryty do 
pasa   kocami.   Klatka   piersiowa,   z   której   dawniej 
wydobywał się prawdopodobnie głośny śmiech i głęboki 
głos, była teraz zapadnięta. Przechylił się lekko w prawo, 
jakby brakowało mu sił, aby siedzieć prosto. Cała prawa 
strona jego twarzy opadała w dół, oczy były przymknięte, 
usta   dziwnie,   nienaturalnie   wykrzywione   i   częściowo 
otwarte. Prawa ręka była przykryta kocem.

Katha stanęła u wezgłowia łóżka.
–   Tato,   to   jest   Vincent   Santini.   Vince,   mój   ojciec, 

Robert Logan.

Robert podniósł lewą rękę, a Vince podał mu również 

lewą i był zdziwiony siłą tych suchych, sękatych palców.

– Cieszę się, że mogę pana poznać – powiedział Vince.
– Cieszę się – rzekł Robert. Jego głos był stłumiony, 

jakby usta miał wypełnione watą.

Vince   skierował  swój  wzrok  na   Jane.  Wyglądała  jak 

klasyczna   babcia:   tęga,   z   siwymi   włosami,   rumianymi 
policzkami i ciepłym uśmiechem.

background image

–   Wychodzicie?   –   zapytał   Robert.   –   Wyglądasz... 

ładnie, Katho.

–   Dziękuję.   Założę   się,   że   zaczynałeś   myśleć,   iż 

zapomniałam,   jak   należy   się   dobrze   ubrać.   Vince   i   ja 
wychodzimy na kolację.

Jane całkiem naturalnym gestem pochyliła się i wytarła 

ślinę z brody Roberta, po czym wyprostowała kołnierzyk 
jego piżamy. Zrobiła to szybko i zręcznie.

–   Opiekuj   się...   moim   skarbem   –   powiedział   Robert, 

kierując swoją uwagę na Vince'a.

–   Może   pan   na   mnie   liczyć   –   obiecał   Vince   z 

uśmiechem. – Gwarantuję.

Robert bacznie patrzył na Vince'a, a gdy ten wytrzymał 

spojrzenie starszego człowieka, pokiwał głową.

– Dobrze, dobrze.
– Pora na lekarstwo, Robercie – powiedziała Jane. – I 

powinieneś się trochę przespać. Sądzę, że ci młodzi ludzie 
aż   palą   się   do   wyjścia.   My,   starsi,   potrzebujemy 
odpoczynku. Jestem gotowa zrobić sobie ciepłą kąpiel i 
położyć się na miękkiej poduszce.

Katha pochyliła się i pocałowała ojca w policzek.
–   Dobranoc,   tatusiu.   Śpij   dobrze   i   pamiętaj,   że   cię 

kocham.

– Kocham cię – powiedział Robert. – Przyjdź znowu, 

Vince. Lubisz... futbol?

–   Zgadł   pan.   Zawsze   chętnie   patrzę,   jak   drużyna 

Ramsów wygrywa.

–   Absurd.  –   Nie   zgodził   się   Robert.   –  Ramsowie   są 

background image

okropni.

– Tatusiu – odezwała się Katha. – Na litość boską.
– Tak? – zdziwił się Vince. – Stawiam pięć dolarów, że 

Ramsowie wygrają następny mecz.

– Zgoda – powiedział Robert.
– Wchodzę za pięć – dodała Jane. – Ramsowie są do 

niczego.

Vince przytaknął.
– Forsa z nieba. Obyście oboje byli gotowi zapłacić.
Robert wydał bulgoczący dźwięk, a lewa część jego ust 

uniosła się, gdy chichot wydostał się z gardła.

„Dziękuję, Vince – pomyślała Katha. – Tato śmieje się 

w   swój   charakterystyczny   sposób,   a   jego   zielone   oko, 
które wciąż widzi, połyskuje z uciechy i radości. Ależ ten 
Vince jest wspaniałym i serdecznym facetem".

– Świetnie – powiedziała Katha. – Zakładamy tu punkt 

hazardowy. Idę z wami w zawody. Myślę, że Ramsowie 
wywyższają się.

Vince zaśmiał się, Robert podniósł lewą rękę kciukiem 

do góry.

–   Dosyć   na   dzisiaj   –   rzekła   Jane.   –   Idźcie   już,   wy 

dwoje.

–   Dobranoc   –   powiedzieli   Vince   i   Katha   razem   i 

skierowali się do drzwi.

– Katho – zawołał Robert.
Zatrzymali się, a Katha odwróciła głowę, by na niego 

popatrzeć.

– Tak?

background image

– Pofruń w przestworza... jak anioły. Tak dawno tego 

nie robiłaś.

Katha   zamrugała,   by   powstrzymać   cisnące   się   łzy,   i 

uśmiechnęła ciepło do ojca.

– Dobrze, tatusiu. Pofrunę w przestworza... jak anioły.
– Dobrze. Idźcie.
Noc  była czysta i zimna, ale  Katha  zdecydowała, że 

weźmie tylko miękki, szeleszczący kremowy szal, a nie 
ciężki płaszcz. Gwiazdy migotały na niebie jak srebrne 
światła   świąteczne.   Vince   pomógł   jej   wsiąść   do 
samochodu i po chwili ruszył.

– Dziękuję – powiedziała cicho.
– Za co? – zapytał, spoglądając na nią.
– Za to, że byłeś taki miły dla mojego ojca. Za to, że 

traktowałeś go jak równego, że założyłeś się z nim o pięć 
dolarów o mecz piłkarski. Za to, że rozśmieszyłeś go i nie 
zwracałeś uwagi na to, jak wygląda, i rozmawiałeś z nim 
jak mężczyzna z mężczyzną.

– Katho, on jest mężczyzną. Nie jest tym samym ojcem 

u   boku   którego   rosłaś,   jeśli   chodzi   o   jego   wygląd 
zewnętrzny, ale wewnątrz jest tą samą osobą.

Szkoda słów, jeśli chodzi o tego typa, z którym byłaś 

zaręczona. Wystarczy, jak powiem, te to był typ. Wydaje 
mi się, że zapominasz, jak długo byłem policjantem, gdzie 
bywałem   i   co   widziałem.   Na   litość   boską,   widok 
człowieka,   który   miał   wylew,   nie   skłoni   mnie   do 
przerwania sprawy I ucieczki!

– Ja...

background image

–   I   jeszcze   jedno.   Zapominasz   też,   że   wychowywał 

mnie dziadek. Widziałem, jak się starzał, tracił siły, jak 
zmarł. Nie osłabiło to mojej miłości i szacunku dla niego.

– Ja...
Uśmiechnął się pośpiesznie.
– Poza tym, że słabo zna się na drużynach piłkarskich, 

myślę...   –   Tu   spoważniał.   że   Robert   Logan   jest 
niebywałym   wprost   facetem.   Nie   dziękuj   mi   więc, 
ponieważ to brzmi, jakbym odegrał jakąś scenkę w jego 
pokoju. Nie zrobiłem tego. Naprawdę, Katho.

Chciała rzucić mu się na szyję i uścisnąć go. Chciała 

mu powiedzieć, jaki jest inny i wspaniały. Chciała, aby 
wiedział,   że   jej   uczucia   dla   niego   wzmacniają   się   z 
każdym uderzeniem jej oszalałego serca.

Ale nie powiedziała nic.
– Wspominałaś, że Jane mieszka z wami. Czy słyszała 

coś   tej   nocy,   gdy   przyszedłem   podłączyć   drukarkę 
śledzącą?

– Nie. Ma jedną wolną noc w tygodniu i na szczęście 

wtedy właśnie odwiedzała swoją córkę i wnuki.

Vince skinął głową i jechali w ciszy przez kilka minut.
– Co twój tato miał na myśli – zapytał Vince nagle – 

gdy mówił, abyś „pofrunęła w przestworza jak anioły"?

Uśmiechnęła się.
– Gdy byłam małą dziewczynką, zapytałam go, skąd 

anioły potrafią latać.

Odpowiedział mi, że dzieje się tak dlatego, iż są bardzo 

mądre   i   odkładają   swoje   zmartwienia   i   niedole,   swoje 

background image

wewnętrzne   poważne   obciążenia.   Od   tego   czasu,   gdy 
tylko mój ojciec czuł, że pracuję za ciężko lub że jestem 
zbyt smutna i zmartwiona, mówił mi, abym pofrunęła w 
przestworza   jak   anioły.  Po   tych   wszystkich   latach   jego 
powiedzonko skłania mnie do zatrzymania się, złapania 
oddechu i uregulowania najważniejszych spraw.

Vince pokiwał głową.
–   Podoba   mi   się.   Pofrunąć   jak   anioły.   Rzeczywiście 

wspaniałe. Powiedziałaś mu, że tak będzie. Dzisiaj więc 
nie   będzie   przyciężkich   rozmów   o   sprawie,   o   opiece 
społecznej, wydrukach z modemów... nic z tego. Dzisiaj 
wieczorem, Katho, „oderwiemy się od ziemi".

– Świetnie – powiedziała. – Tak będzie świetnie.
I tak było.
Kilka godzin później, gdy leżała już w łóżku, a mgiełka 

snu unosiła się nad nią, doszła do wniosku, że wieczór z 
Vince'em   był   rzeczywiście   tak   bliski   doskonałości,   jak 
tylko mógł być.

Restauracja,   którą   wybrał,   była   droga   i   pięknie 

urządzona, co tworzyło romantyczną intymną atmosferę. 
Jedzenie   było   wspaniałe,   ale   ledwo   to   zauważyła. 
Wielokrotnie   była   zaskoczona   tym,   jak   niesamowicie 
męski   i   przystojny   jest   Vince.   Czuła   się   piękna   i 
wyjątkowa, jako że przywiązywał wagę do wszystkiego, 
co mówiła i robiła.

Rozmawiali godzinami o sprawach tych przyziemnych i 

tych ważniejszych, o ulubionych książkach i filmach, o 
polityce, najlepszych lodach, zaletach Ramsów i o wielu 

background image

innych   sprawach.   Odłożyli   stresy   i   zmartwienia   życia 
codziennego i skoncentrowali się na sobie. Pofrunęli w 
przestworza jak anioły.

Od momentu gdy Vince zdecydował, jaki ten wieczór 

powinien   być,   aż   do   wspaniałych   zapierających   dech 
pocałunków   w   jej   pokoju,   gdy   przywiózł   ją   do   domu, 
wszystko było doskonałe.

Vince   w   samych   tylko   spodniach   stał   w   ciemnej 

sypialni i gapił się na rozległe miasto.

Zaczął   przygotowywać   się   do   snu,   ale   zrezygnował, 

wiedząc,  że   i   tak  nie   zaśnie.  Wątpliwości,   które   zdołał 
odeprzeć, gdy był z Kathą, znów wróciły. Przeplatały się 
one   z   szalejącym  gorącym  pragnieniem,   które   pojawiło 
się, gdy przytulał ją i całował w jej pokoju.

Nie   miał   ochoty   jechać   do   domu,   do   pustego 

mieszkania i dużego, pustego łóżka. Pragnął Kathy Logan. 
Paliła   go   potrzeba   kochania   się   z   nią.   Po   wspaniałym 
wieczorze w jej towarzystwie, gdy dzielił z nią śmiech i 
rozmowę, teraz czuł się strasznie opuszczony i... samotny.

– Cholera! – zaklął i uderzył kantem dłoni o framugę 

okna.

Czy   fizyczne   zbliżenie   z   Kathą   zmniejszyłoby 

narastającą   w   nim   wrzawę?   Czy   zapanuje   nad   tymi 
dziwnymi,   nieznanymi   emocjami,   gdy   zostanie 
zaspokojone jego fizyczne pragnienie? Sądził, że nie.

To, że zdał sobie z tego sprawę, rozzłościło go jeszcze 

bardziej.

Nagle poczuł się całkowicie wyczerpany. I wiedział, że 

background image

będzie   musiał   poradzić   sobie   z   tymi   wątpliwościami, 
jeżeli chciałby jeszcze kiedyś pofrunąć w przestworza jak 
anioły.

background image

Rozdział 6

–   Chodź   dalej,   Vince   –   powiedział   Tander.   –   Nie 

oszczędzaj   mojego   dywanu.   Po   prostu   zmienię   go   i 
obciążę cię rachunkiem.

Tander   siedział   niedbale   w   skórzanym   fotelu   w 

głównym pomieszczeniu na swoim jachcie. Długie nogi 
miał wyprostowane i skrzyżowane. Palce rozłożył luźno 
na   piersiach   i   obserwował,   jak   Vince   chodzi   ciężkimi 
krokami tam i z powrotem.

–   Czy   to   będzie   śmieszne,   jak   powiem,   że   kiwasz 

łódką?

– Nie.
Tander wzruszył ramionami.
– Nie  będę  więc  wysilał  się, by  to mówić.  Mógłbyś 

opaść gdzieś, Santini?

Doprowadzasz mnie do szału. Mówię ci przez telefon, 

że   złamię   kod,   aby   dostać   się   do   programu 
komputerowego opieki społecznej  do jutra, po czym ty 
zjawiasz się w moich drzwiach, raczej w drzwiach jachtu, 
godzinę później. Jesteś tu piętnaście minut i nie zrobiłeś 
nic   poza   tym,   że   wydeptujesz   rów   w   mojej   podłodze. 
Vince, co cię gryzie?

Vince zatrzymał się, rzucił gniewne spojrzenie w stronę 

Tandera i usiadł na jednej z sof. – Nic.

– Cieszę się, że to słyszę. Mógłbym przysiąc, że chodzi 

ci coś po głowie. – Przerwał. – Co u Kathy? Zobaczymy. 

background image

Byliście   razem   na   kolacji   przedwczoraj   wieczorem. 
Rozmawiałeś z nią od tego czasu?

– Nie. – Vince odchylił głowę i zamknął oczy. Widział 

ją w swoich snach, a to sprawiło, że spał niespokojnie. 
Obudził się i złapał na tym, że szukał jej w pustym łóżku. 
„Cholera, jestem wrakiem" – pomyślał.

– Nie.
Tander zmarszczył brwi, pochylił się, oparł łokcie na 

kolanach.

– Poważnie, Vince, chciałbyś coś  z siebie  wyrzucić? 

Wyglądasz   jak   diabeł,   a   mój   wydeptany   dywan   jest 
dowodem,   że   nie   jesteś   w   pogodnym   nastroju.   Niech 
zacytuję   znanego   wszystkim   Declana   Harrisa:   „Są   to 
objawy maksymalnego zestresowania".

Vince   otworzył   oczy   i   przez   dłuższy   czas   patrzył   w 

sufit,   następnie   podniósł   głowę,   aby   spojrzeć   w   oczy 
Tandera.

– Poradzę sobie – rzekł. – Było ostatnio wiele zmian w 

moim   życiu.   No   wiesz,   odejście   z   policji,   otwarcie 
własnej agencji detektywistycznej, poznanie... – Jego głos 
urwał się.

– Kathy? – powiedział Tander cicho.
Oczy Vince'a zwężyły się ze złości. Tander nie drgnął. 

Wciąż patrzył prosto w oczy Vince'a z twarzą bez wyrazu. 
Vince wziął głęboki oddech, wypuścił wolno powietrze i 
złość minęła tak szybko, jak przyszła.

– Katha jest inna – powiedział. Wstał i zaczął chodzić 

znowu. – Nigdy nie znałem takiej kobiety.

background image

Tander przytaknął.
–   Dokończę   za   ciebie.   Spotykałeś   się   zawsze   z 

doświadczonymi   kobietami,   które   pragną   dużo   uciechy 
bez zobowiązań. Katha nie jest taka. Ona...

– Ona jest uczciwa i szczera, i... i tak cholernie inna! 

Zasługuje na mężczyznę, który gotów jest podjąć jakieś 
zobowiązania. Nie jest w moim typie, ani trochę. – Znowu 
opadł na sofę. – Ale... Ach, do diabła, dość tego!

– Moim zdaniem...
– Powiedziałem: „dość tego" – burknął Vince. Tander 

podniósł obie ręce.

– Dobrze, świetnie, skoro tak mówisz. Nie będziemy o 

niej rozmawiać.

–  Ona  wyzwala   w  mężczyźnie   instynkty  opiekuńcze. 

Wiesz, co mam na myśli?

– Tak.
–   Mimo   że   jest   silna   i   ma   dużo   obowiązków.   Jej 

ojciec... Nie, nie mam prawa o tym mówić. Jest bardzo 
wrażliwa   na   tym   punkcie.   Jej   ojciec   jest   wspaniałym 
człowiekiem. Polubiłem go od razu. Wyczuwa się miłość 
pomiędzy Kathą a Robertem Loganem. To wzniosłe.

– Tak.
– Jeśli chodzi o Kathę, to... do diabła, sprawia, że tracę 

rozum. Myślałem, że jeśli nie będę jej widział przez kilka 
dni, to... Ale zadomowiła się w moich myślach i... I co, do 
licha,   mam   z   nią   zrobić?   Cholera,   Tander,   przestań 
ciągnąć mnie za język! Mówiłem, że nie chcę rozmawiać 
o niej.

background image

– Ojej! Bracie, przepraszam. – Tander zakaszlał, aby 

zakamuflować   nie   kontrolowany   wybuch   śmiechu.   – 
Mówiąc   szczerze,   cieszę   się,   Vince,   że   przyszedłeś. 
Miałem zamiar dzwonić do ciebie ponownie. – Tak?

– Zawiadomiono mnie, że są jakieś problemy z szybami 

ropy na Alasce, których jestem właścicielem. Muszę tam 
jechać.

– Teraz?
– Powiedziałem im, że będę tam tak szybko, jak tylko 

zdołam.   Mamy   więc   nowy   plan.   Rozszyfruję   ten   kod 
komputerowy w nocy i odlecę wcześnie rano.

Miałem zamiar szukać wirusa, ale Katha będzie musiała 

wpaść i zrobić to.

– Ech, zaczekaj.
–   Nie   panikuj.   Może   to   robić   tutaj,   na   jachcie.   Nie 

będzie   musiała   być   blisko   wydziału   opieki   społecznej. 
Zostawię   jej   instrukcje   i   będzie   mogła   rzucić   na   nie 
okiem. Przywieź ją tutaj jutro rano – masz klucz i czujcie 
się jak u siebie w domu.

Moja   załoga   ma   wolne,   nikt   więc   nie   będzie   wam 

przeszkadzał.

– Ale...
– Postanowione. Nie kupuj nigdy szybów. Są jak ból 

karku.

Zadzwonił   telefon.   Tander   przeszedł   przez   pokój   i 

poniósł słuchawkę.

– Halo?... Witam, piękna damo. Jak leci?... Ach tak?... 

Byłbym przeklęty...

background image

Tak, jest tutaj... Z pewnością to zrobię, słodziutka. On 

to zbada natychmiast...

Uważaj na siebie... Do widzenia! – Odłożył słuchawkę i 

zwrócił się do Vince'a. – To była Katha.

–   Co?   Dzwoniła   do   ciebie?   Dlaczego,   do   diabła, 

dzwoniła do ciebie?

– Dlaczego? Co się stało? Co mówiła?
–  Santini, zamknij   się. Zbyt  łatwo  wpadasz   w złość. 

Zapominasz tak szybko, że to przestępstwo. Katha prosiła, 
by ci  przekazać, że właśnie dostała  przez swój modem 
następną   wiadomość,   która   nie   była   dla   niej.   Wydruk, 
dzięki   mojej   szykownej   drukarce   siedzącej,   pokazuje 
numer telefonu nadawcy.

– Świetny numer – powiedział Vince, kierując się do 

drzwi.

–   Skontaktuję   się   z   tobą,   gdy   wrócę   z   Alaski!   – 

krzyknął za nim Tander.

– Dobrze. Do zobaczenia!
Tander   zaśmiał   się   i   potrząsnął   głową.   „Jesteś 

skończony, Santini. Czeka cię końcowe odliczanie, ale nie 
rozszyfrowałeś tego jeszcze". Nagle spoważniał. „Gdzie 
mam jechać? Nie posiadam żadnych szybów na Alasce".

Katha   stała   w   pokoju   przy   frontowym   oknie,   ręce 

ciasno założone, kartka papieru zaciśnięta w dłoni.

Vince   jest   w   drodze   do   niej.   Zobaczy   go   wkrótce... 

Nędznik.   Była   pewna,   że   wpadnie   lub   zadzwoni 
następnego   dnia   po   tym,   jak   spędzili   razem   wspaniały 
wieczór, ale on nie pojawił się... Szczur. Zgubiła różowe 

background image

okulary i zrozumiała, że przywiązywała zbyt wielką wagę 
do   tych   przepięknych   godzin   spędzonych   z   nim.   Z 
pewnością dla pana Santiniego nie znaczyły nic... Gad.

Stanowczo   sobie   nakazała,   że   należy   zapomnieć   o 

pocałunkach   i   oddalić   wspomnienie   pożądania,   które 
przenikało ją do głębi. Postara się zapomnieć o tym, co 
czuła,   gdy   przytulała   się   do   jego   muskularnego   ciała. 
Potraktuje jako nieważny fakt, że krążył w jej myślach w 
ciągu dnia i szedł za nią w jej sny nocą. Będzie działać 
dokładnie,   nie   wychodząc   poza   sprawę,   tak   jak   on   to 
najwyraźniej zamierzał robić... Wesz.

Miała   nadzieję,   że   gdy   będę   razem,   będzie   zdolna 

postępować w sposób zimny, profesjonalny. Ale co ma 
robić,   gdy   jest   sama?   Co   ma   robić   z   przerażającym 
pytaniem, które szydziło z niej dzień i noc? Czy zakochała 
się w Vincencie Santinim?  Czy właśnie to działo się z 
nią? Dlaczego nie potrafi odpowiedzieć? Była już przecież 
raz   zaręczona,   była   wtedy   taka   pewna,   że   znalazła 
właściwego mężczyznę. Ale tamto to przeszłość, a Vince 
to teraźniejszość. Nie jest podobny do żadnego znanego 
jej   mężczyzny.   Wyzwolił   w   niej   typowe   dla   kobiety 
uczucia i teraz wie, że tamto uczucie to była po prostu 
dziecinada.

„Och, nie!" – pomyślała. Nie można  zakochać się w 

Vincencie.   Po   prostu   jest   niewłaściwym   mężczyzną. 
Złamie jej serce i odejdzie z jej życia, zostawiając samą, 
we łzach.

Vince   nie   chciał   żadnego   poważnego   związku   i 

background image

wiedziała,   że   nie   miał   zamiaru   zmienić   zdania   w   tej 
kwestii.

Czyż jest aż taką kompletną idiotką, że zakochała się w 

nim mimo wszystko?

– Ech, Katho! – powiedziała głośno. – Czy jesteś aż tak 

głupia?

Zesztywniała, gdy zobaczyła jego samochód parkujący 

przed domem. Wysiadł i szedł szybko w kierunku drzwi.

„Odejdź!" – pomyślała szalona, mimo że jej serce go 

witało.

Zapukał   do   drzwi.   Wzięła   głęboki   oddech,   zanim 

ruszyła z miejsca.

„Ściśle   zgodnie   z   interesami"   –   przypomniała   sobie. 

Musi chronić swoją dumę. Jest córką Roberta Logana i 
nauczono ją, jak ważna jest własna duma.

Podniosła głowę i otworzyła drzwi.

–  

Cześć, Vince! – powitała go.  Witaj moja miłości – 

Szybko się tu dostałeś. – I szybko ukradłeś moje serce. – 
Proszę,   wejdź.   –  I   proszę,   wyjdź   szybko,   zanim   się 
rozkleję. Ponieważ... ponieważ.

Kochała go.
W   tej   sekundzie   uświadomiła   to   sobie.   Była   tego 

pewna, bo serce jej tajało już na jego widok. Wszystkie 
wspaniałe wspomnienia razem spędzonego czasu przeszły 
nad nią jak druzgocąca fala i teraz wiedziała, że go kocha.

Jest zakochana w Vincencie Santinim.
Zamknęła drzwi, gdy wszedł do pokoju, i modliła się, 

by żaden grymas na jej twarzy, by żadne spojrzenie lub jej 

background image

głos nie zdradziły, co przeżywa.

– Cześć, Katho! – powiedział, odwracając się do niej. – 

Tander   mówił,   że   odebrałaś   następną   wiadomość   na 
swoim modemie.

– Tak, mam tutaj. – Wyciągnęła pomięty papier.
Vince zabrał go, wyprostował i skupił swoją uwagę na 

tekście.

„Zbierz to w całość, Santini – mówił sobie. – Nie wolno 

ci myśleć o całowaniu Kathy i przytulaniu jej do swego 
rozpalonego   ciała.   Czytaj   tę   cholerną   wiadomość!" 
Wydawało się, że upłynęła wieczność od czasu, gdy stał 
tutaj i całował Kathę po wspólnym wyjściu na kolację. To 
było   tak   cholernie   dawno   temu...   Chciał...   Potrzebował 
jej...

–   Co   o   tym   sądzisz?   –   zapytała   Katha.   „Całkiem 

postradałem zmysły" – pomyślał ponuro. Szept tej kobiety 
doprowadzał go niemal do szaleństwa.

Odchrząknął i zmusił się do skoncentrowania uwagi na 

wydruku.

 

Zobaczymy.   –  Dlaczego   brak   potwierdzenia 

wiadomości?   Czy   wychodzisz   z   tej   operacji?   Wykazy 
opieki   społecznej   wchodzą   w   grę.  
Interesujące.   Bardzo 
interesujące.

– Co to znaczy? Domyślam się, że ta osoba nie zdaje 

sobie sprawy z tego, że tamta przesyłka zbłądziła i nie 
może zrozumieć, dlaczego jego wspólnik nie odpowiada. 
Ale co to jest to wychodzenie z operacji?

–   To   slang   określający   rezygnację,   wyjście.   Jest 

background image

używany na różne sposoby, ale oznacza to samo.

Facet może „dostać wyjście" z baru, gdy wypił za dużo 

i robi się awanturniczy.

–   Aha,   rozumiem.   Pyta   więc   wspólnika,   czy   nie 

wchodzi już w tę sprawę.

–   Tak   właśnie   to   odczytuję.   Nie   wiem,   dlaczego   to 

przeszło przez twój modem, ale mamy szczęście, że tak 
się stało. Numer telefonu, z którego zostało to nadane, jest 
tutaj,   na   górze   kartki.   Wkrótce   zakończymy   sprawę, 
Katho.

Zadziałam,   gdzie   trzeba,   dostanę   adres   tego   numeru 

telefonu   i   będziemy   mieć   naszego   chłopca.   Jestem 
pewien, że nie on sam zostanie o to oskarżony. Będzie 
sypał nazwisko partnera, aż nałożymy mu kajdanki. To 
właśnie jest zawarte pod tym małym numerem.

–   Czyż   to   nie   wspaniałe?   –   powiedziała   Katha, 

zmuszając się do uśmiechu.

Potem Vince odejdzie, wyjdzie z jej domu i z jej życia. 

– Tak, to wspaniałe.

– Tak – odburknął. – Kto jest w domu?
– Tato śpi. Jane wyszła do biblioteki, a moja sekretarka 

wyszła godzinę temu.

–   Dobrze.   Chodźmy   do   twojego   biura,   abym   mógł 

skorzystać z telefonu.

Potem zdecyduję, jak zabrać się za tego faceta.
– W porządku.
Vince obserwował, jak przeszła przez pokój w stronę 

holu, czuł szarpiący jego wnętrzności ból, gdy palące go 

background image

pragnienie narastało. Szedł za nią wolno, zastanawiając 
się, co, do licha, ma zrobić!

Pół   godziny   później,   gdy   zmierzch   zmienił   się   w 

ciemność,   Katha   zasłoniła   okno   w   biurze,   po   czym 
włączyła gwałtownie lampkę na biurku. Vince siedział w 
skórzanym   fotelu   za   biurkiem,   gapiąc   się   w   telefon   i 
niecierpliwie stukał palcami po blacie.

Prawie nie rozmawiali ze sobą, odkąd weszli do biura. 

Vince zadzwonił do oficera policji, przedstawił prośbę i 
obiecano mu odpowiedź tak szybko, jak to możliwe.

Teraz czekali.
Katha   była   świadoma   narastającego   napięcia. 

Wydawało   się,   że   rośnie   ono   z   każdą   sekundą. 
Obserwowanie   telefonu,   który   nie   chciał   dzwonić, 
oczywiście niszczyło nerwy, ale było jeszcze coś więcej. 
Atmosfera zmysłowości, jaka zapanowała między nimi, a 
przede   wszystkim   świadomość   tego,   była   nie   do 
zniesienia.

„Chociaż – pomyślała – być może jest inaczej". Może 

tylko ona jest tak poruszona bliskością Vince'a, podczas 
gdy cała jego uwaga jest skupiona na telefonie.

– Ktoś jest przy drzwiach wejściowych – odezwał się. 

Prawie   podskoczyła   na   niespodziewany   dźwięk   jego 
głębokiego głosu. – Sądzę, że to Jane.

– Halo! Halo! – wołał jakiś głos. – Wróciłam.
–   Tak,   to   Jane   –   potwierdziła   Katha.   –   Pójdę   jej 

powiedzieć, że jesteś tutaj i poinformuję ją, że tato spał, 
gdy ostatni raz zaglądałam do niego.

background image

Vince oparł się w fotelu, gdy opuściła pokój, i wypuścił 

zdławiony oddech, czując się tak, jakby przetrzymywał go 
przez rok.

„Boże!   –   pomyślał.   –   Jestem   tak   zdenerwowany,   że 

chyba   mój   bezpiecznik   w   mózgu   nie   wytrzyma".   Miał 
nadzieję,   że   na   Kathy   sprawiał   wrażenie   Supermana, 
Prywatnego   Detektywa   myślącego   tylko   o   telefonie   i 
planie   działania,   który   wprowadzi   w   życie,   gdy   tylko 
otrzyma adres.

Gdy dostanie już adres, zmusi się do skoncentrowania i 

rozpoczęcia działalności detektywa. Tymczasem nie mógł 
myśleć o niczym innym, tylko o niej.

Wstał   i   podszedł   do   drzwi,   słysząc   w   oddali   szmer 

głosów.   Przeciągnął   niecierpliwie   ręką   po   włosach, 
odwrócił   się   i   podszedł   do   jednego   z   okien.   Odsunął 
zasłonę i patrzył w ciemność.

„Katha,   oczywiście,   wydaje   się   spokojna,   zimna   i 

pozbierana"   –   pomyślał   posępnie.   Najwyraźniej   nie 
obchodziło   jej   ani   trochę   to,   że   nie   zadzwonił   i   nie 
przyszedł   od   tego   wyjątkowego   wieczoru,   który   razem 
spędzili. Czyż nic dla niej tamto spotkanie nie znaczyło? 
Być   może   nie.   Może   jedynie   on   był   emocjonalnie   i 
nerwowo wykończony.

„Wspaniale"   –   dumał.   Myśli   o   niej   i   wspomnienia 

każdej   wspólnie   spędzonej   chwili   uniemożliwiają   mu 
normalną   egzystencję,   podczas   gdy   ona   zajmuje   się 
zwyczajnie   biznesem,   nie   zwracając   uwagi   na   świat.   Z 
pewnością,   do   diabła,   nie   robiła   wrażenia,   że   jest   nim 

background image

zajęta! Wielkie dzięki, Katho Logan.

–   Vince?   –  zawołała,  wchodząc   do   pokoju.   –  Jane   i 

ojciec będą jeść kolację. Gotuje się właśnie domowa zupa. 
Możemy dostać trochę, jeśli tylko zechcemy.

Zaciągnął zasłonę z powrotem i odwrócił się do niej.
– Nie jestem głodny. Wzruszyła ramionami.
–   Dobrze.   Po   prostu   chciałam   ci   powiedzieć,   że   jest 

zupa. Nieważne.

W trzech dużych krokach podskoczył do niej i złapał ją 

za ramiona.

–   A   co   jest   ważne,   Katho?   Dlaczego   nie   dasz   mi 

wskazówki? Co, u diabła, jest dla ciebie ważne?

Otworzyła szeroko oczy.
– Co? Nie rozumiem.
– Do diabła z tym – wymamrotał i mocno pocałował ją 

w usta.

Zaskoczona jego słowami i czynami Katha dosłownie 

zesztywniała. Po chwili, gdy atak jego ust ustał, a wargi 
delikatnie   i   pieszczotliwie   dotykały   jej   warg,   podniosła 
ręce, aby go objąć za szyję i przymknęła oczy. Rozchyliła 
usta, by przyjąć jego poszukujący język i przytuliła się, 
gdy przyciągnął ją do siebie.

„To   właśnie   Vince"   –   pomyślała   szczęśliwa,   gdy 

odwzajemniła pocałunek całkowicie mu oddana. Kochała 
go.   Czy   to   był   ich   ostatni   pocałunek?   Koniec   raju,   w 
którym była, gdy trzymał ją w mocnym uścisku? Czy był 
to   koniec,   będący   jednocześnie   początkiem   bólu   serca, 
samotności i łez? Ach, nie, jeszcze nie! Nie wolno tego 

background image

kończyć tak szybko. Ale dlaczego Vince wydawał się taki 
zły, taki...

Myśli te gdzieś odpłynęły, gdy pocałunek się pogłębił. 

Vince   przesunął   ręce   w   dół   jej   pleców   do   pośladków, 
przytulając ją do bioder. Uciskał ją wzwiedziony członek, 
pełny, ciężki, namacalny dowód jego pożądania.

„Ja   także   pragnę"   –   pomyślała   pośpiesznie.   Chciała 

kochać się z Vincentem Santinim, ponieważ była w nim 
zakochana. Było właśnie tak, jak powinno być. Tak, jak 
będzie... zanim ją opuści.

Krew łomotała  w  żyłach Vince'a,  pragnienie  rosło, a 

ogień pożądania palił się w nim. Usłyszała jego jęk, jęk 
rozkoszy, gdy pieścił jej ciało, a ich języki tańczyły.

Pragnął tej kobiety! Ona pragnęła go również. Czuł, jak 

mu ulegała, dając siebie, swoje usta, całe ciało, mówiąc 
mu, że jest jego. Będzie ją miał i zakończy bolesną agonię 
podniecenia.   Nie   będą   go   dręczyły   wyrzuty   sumienia, 
ponieważ Katha dawała mu do zrozumienia, że go chce.

Dlaczego? Był ciekaw. Dlaczego go pragnie? Czy było 

to   zwykłe   pożądanie,   czysto   fizyczna   reakcja   na   jego 
próbę   uwiedzenia?   Czy   jej   serce   czuło   to   samo   co   jej 
ciało?   Ale   co   to   za   różnica,   do   diabła!   To   nie   ma 
znaczenia.

Nieprawda, to ma znaczenie. Do cholery, ma!
Podniósł   głowę,   uwolnił   ją   i   odsunął.   Zachwiała   się 

nieznacznie i otworzyła oczy, by spotkać jego badawcze 
spojrzenie.

– Pragnę cię, Katho – powiedział głosem ochrypłym od 

background image

uniesienia.

– Tak – wyszeptała. – Ja również cię pragnę, Vince.
– Dlaczego?
Katha zamrugała, chcąc uspokoić wewnętrzne drżenie.
– Dlaczego?
–   To   rozsądne   pytanie.   Dlaczego   chcesz   się   ze   mną 

kochać?

„Ponieważ cię kocham, ty głupku" – pomyślała. Boże, 

nigdy   by   sobie   nie   wybaczyła,   gdyby   powiedziała   te 
słowa, gdyby zniszczyła ostatnią nitkę dumy.

–   Myślę,   że   lepsze   byłoby   pytanie   –   powiedziała, 

prostując ramiona – dlaczego jesteś taki zły i... i dlaczego 
nalegasz, abym odpowiedziała na to, które moim zdaniem 
wcale nie jest rozsądne.

– Do licha, nie jest.
–   Dobrze,   panie   Santini,   ty   więc   na   nie   odpowiedz. 

Dlaczego chcesz się ze mną kochać?

– Ponieważ ja... – Przerwał. Ponieważ paliła go żądza 

posiadania jej.

Ponieważ zamęt i chaos kipiały w nim i pożerały go 

żywcem. Ponieważ nigdy wcześniej nie przeszedł przez 
takie piekło i musiał przezwyciężyć czar, jaki na niego 
rzucała,   wyzwolić   się   spod   jej   panowania.   I   nie   miał 
zamiaru mówić jej o żadnej z tych rzeczy. – Zapomnij o 
tym.   Pragnę   cię,   ty   pragniesz   mnie,   to   wystarczająco 
jasne.

–  Tak?   A  co się   stało z  twoim  rozsądnym  pytaniem 

„dlaczego", Vince?

background image

– Powiedziałem: „zapomnij o tym" – powtórzył głośno.
Zadzwonił telefon.
– Tak, tak – powiedziała  Katha, patrząc  na  niego. – 

Dokładnie tak, jak na filmie... uratowany przez telefon.

Rzucił jej ponure spojrzenie, po czym złapał słuchawkę.
– Mieszkanie Loganów... Tak, tu Santini. Mów.
– Usiadł za biurkiem i napisał coś na kartce papieru. – 

Cholera, paskudniej już nie mogło być. Jesteś pewny... ? 
W porządku. Dziękuję za pomoc. – Odłożył słuchawkę i 
wymamrotał kilka przekleństw.

– Coś nie tak? – zapytała Katha.
– Telefon pochodził z budki telefonicznej w dzielnicy 

handlowej. Innymi słowy, nie mamy nic.

–   To   nie   ma   sensu.   Ta   osoba   spodziewała   się 

odpowiedzi, musi więc mieć komputer i modem. Nadaje 
wiadomość przez zły modem, czyli mój, ale można się 
domyślić, że ci ludzie mają skomplikowane wyposażenie.

– Tak może być naprawdę, ale ten konkretny telefon 

był nadawany z budki telefonicznej. – Przejechał dłonią 
po   blacie   biurka.   –   Cholera,   jesteśmy   z   powrotem   w 
punkcie   zerowym.   Pojadę   do   dzielnicy   handlowej   i 
rozejrzę się, chociaż mógłbym się założyć, że ten facet już 
dawno sobie poszedł.

– Więc co teraz? Vince wstał.
– Tander łamie szyfr, by dostać się do komputera działu 

opieki społecznej.

Zamierzał   szukać   wirusa,   ale   ma   pilną   sprawę   na 

Alasce. – Przerwał.

background image

– Nie wiedziałem, że posiada szyby naftowe.
W każdym razie, czy możesz przygotować się do akcji i 

być wolna jutro?

– Tak, ale...
– Pojedziemy na jacht Tandera i będziesz mogła szukać 

wirusa,   używając   jego   komputerów.   Myślałem,   że 
złapiemy tego faceta dzisiaj wieczorem i on mógłby nam 
powiedzieć, gdzie jest wirus, ale... Cholera! Zabiorę cię o 
siódmej  rano. Załoga  Tandera  wyjechała, nikt  więc  nie 
będzie   nam   przeszkadzał,   a   ty   będziesz   z   daleka   od 
wydziału opieki społecznej. To całkowicie bezpieczne.

„Aha!"   –   pomyślała   Katha.   Przebywanie   tylko   z 

Vince'em   na   luksusowym   jachcie   nie   kojarzyło   się   z 
bezpieczeństwem.   Po   ich   pocałunku   i   myślach,   jakie 
błądziły jej wtedy po głowie, mimo że ojciec i Jane byli za 
ścianą... To nie jest wcale bezpieczne miejsce, ten jacht 
Tandera. Cały scenariusz krzyczał: „niebezpieczeństwo"!

A   najbardziej   przygnębiające   było   to,   że   bardziej 

obawiała się siebie i tego, co mogłaby zrobić, niż Vince'a.

– Katho?
– Co? Ależ tak, świetnie. Będę gotowa, by wyruszyć 

jutro o siódmej.

– Dobrze. Pożegnam się z twoim ojcem i wyruszę do 

dzielnicy handlowej. – Przerwał znowu, potem wyszedł 
zza   biurka   i   stanął   przed   nią.   –   Katho,   ja...   Słuchaj, 
przepraszam za to, co się stało kilka minut temu. Jestem 
zmęczony i sądzę, że jestem u kresu wytrzymałości. To 
nie   usprawiedliwia   mnie,   że   odegrałem   się   na   tobie,   i 

background image

przepraszam. Naprawdę mi przykro, Katho.

– Za co przepraszasz? – zapytała cicho. – Za to, że mnie 

pocałowałeś?

Przykro ci, że mnie pocałowałeś, Vince?
Przeciągnął kciukiem po jej ustach.
–   Nie   to   miałem   na   myśli   i   sądzę,   że   wiesz   o   tym. 

Całowanie,   przytulanie   i   dotykanie   ciebie   jest...   – 
Przesunął   wzrok   na   jej   rozchylone   usta,   potem   z 
powrotem   na   oczy.   –   Lepiej   będzie,   jak   stąd   pójdę. 
Zobaczymy się rano.

Kiwnęła głową, ale nie ruszyła się, gdy Vince opuścił 

biuro.   Wiedziała,   że   dobre   maniery   nakazują,   aby 
towarzyszyła mu do pokoju ojca, a potem odprowadziła 
go do drzwi, ale nie mogła. Nie teraz. Nie teraz, gdy miała 
ściśnięte gardło od wstrzymywania łez.

Była   pewna,   że   uczucia   Vince'a   względem   niej 

narastają   i   że   jest   zły   z   tego   powodu.   Miał   swoje 
ugruntowane   poglądy   na   temat   poważnego   związku. 
Walczył   ze   swoimi   emocjami   i   pewnie   zwycięży, 
ponieważ   jest   silny,   silniejszy   od   niej.   Ona   przegrała 
swoją bitwę i zakochała się w nim.

Dumała,   jak   miło   byłoby   pozbyć   się   wewnętrznego 

napięcia choć na kilka godzin i pofrunąć w przestworza 
jak anioły, bez trosk i niepokojów. Ale nie potrafi, smutne 
wspomnienia   przeszłości   ciążą   zbyt   mocno,   by   mogła 
unieść się na krótką chwilę, poszybować z lekkim sercem.

Wyłączyła   pośpiesznie   lampę   na   biurku,   a   zasłona 

ciemności okryła pokój. Światła świeciły się w holu, a z 

background image

oddali słyszała wesoły śmiech Jane.

Czuła się samotna. Tu, w ciemnym pokoju, unosił się 

wciąż męski zapach Vince'a, wciąż czuła jego obecność, 
słyszała jego głos odbijający się echem w ciszy. Zobaczy 
go jutro. Jeszcze nie wszystko skończone, ale już teraz 
tęskniła za nim, wyobrażając sobie ostatnie pożegnanie, 
które musi wkrótce nadejść.

Pojedyncza łza stoczyła się po jej policzku.

background image

Rozdział 7

Następnego   ranka   Katha   włożyła   dżinsy   i 

jasnoniebieski sweter. Wesoły kolor ubioru pozostawał w 
kontraście z jej ponurym nastrojem.

Obiecała sobie, że nie da Vince'owi poznać, iż jest tak 

bardzo   przygnębiona.   Miała   nadzieję,   że   jej   duma 
Loganów utrzyma ją w dobrej formie.

Gdy   sączyła   herbatę   przy   stole   kuchennym,   obiecała 

sobie, że skupi uwagę na zadaniu, które czekało ją tego 
dnia.

Stanie przed ogromnym wyzwaniem, gdy będzie starała 

się   odnaleźć   wirus   ukryty w   programie  komputerowym 
list opieki społecznej. Na jachcie Tandera wykorzysta swą 
inteligencję i rozległą praktykę w obsłudze komputerów, 
którą zdobyła na uczelni. Ekscytowała ją świadomość, że 
udaremnienie   tego   nikczemnego   przestępstwa   zależy 
tylko od niej.

„A jeśli – pomyślała nagle – Tander miał rację i nie 

było   żadnego   nikczemnego   przestępstwa?"   A   jeżeli   ten 
cały kram nie był niczym więcej, tylko niewinną zabawą 
dzieciarni grającej na komputerach?

„Nie   –   rozważała.   –   Vince   jest   doświadczonym 

oficerem policji. Jest wysokiej klasy detektywem, który 
umie rozpoznać rzeczywiste przestępstwo. Nie na darmo 
nosił broń i odznakę przez wszystkie lata".

Wieczorem   wyjaśniła   ojcu   i   Jane,   że   wyjdzie   z 

background image

Vince'em wcześnie rano. Powiedziała, że potrzebuje jego 
pomocy w skomplikowanej sprawie komputerowej, i nie 
jest pewna, o której wróci. Fakt, że słuchający obdarzyli ją 
znaczącymi uśmiechami, świadczył o tym, że starała się 
bardzo podczas wyjaśnienia.

Umyła   kubek,  postawiła   go   na   suszarce   do  naczyń  i 

weszła   do   pokoju   właśnie   wtedy,   gdy   dało   się   słyszeć 
delikatne   pukanie   do  drzwi.  Zignorowała   przyśpieszone 
bicie serca, wysiliła się na sztuczny uśmiech i otworzyła 
drzwi.

– Cześć, Katha! – powitał ją Vince. – Jesteś gotowa?
Popatrzyła na jego tors obciągnięty białym swetrem.
–   Tak,   wszystko   w   porządku.   Tylko   wezmę 

portmonetkę.

Kilka minut później wyszła na werandę, zamknęła za 

sobą   drzwi   i   przeszła   obok   Vince'a   z   nic   nie   znaczącą 
uwagą   o   wspaniałym,   rześkim,   porannym   powietrzu. 
Wsiadła   do   jego   samochodu   i   zajęła   się   wyciąganiem 
rzekomej nitki z dżinsów.

Vince podszedł wolno do samochodu. Zmrużył oczy. 

„Czy Katha dziwnie się zachowuje?" – zastanawiał się. 
Jest wesoła i bezpośrednia, ale nie spojrzała mu w oczy. 
Chyba że nie lubi białych swetrów i celowo unika jego 
spojrzenia.

Sam przyznał, że nie chce jej obwiniać za to, że jest 

przy   nim   rozważna.   Jego   zachowanie   poprzedniego 
wieczoru   było   do   niczego,   a   dzisiaj   nie   był   w   lepszej 
kondycji psychicznej. Spędził kolejną niespokojną noc i 

background image

zbudził się z pulsującym bólem głowy.

Przysiągł sobie jednak, gdy pił trzecią filiżankę gorzkiej 

kawy, że jakoś odsunie od siebie całe rozmemłanie, gdy 
będzie dzisiaj z Kathą, i zachowa się w sposób właściwy. 
Będzie   stuprocentowym,   twardym   prywatnym 
detektywem. Będzie tym, kim był, zanim spotkał Kathę – 
detektywem, mężczyzną, samotnikiem.

Droga do przystani upłynęła w całkowitej ciszy. Jacht 

Tandera błyszczał w porannym słońcu, a jego mosiężne 
balustrady   odbijały   promienie.   Gdy   Katha   weszła   na 
pokład,   poczuła   jeszcze   raz,   jakby   przenoszono   ją   do 
innego świata. Oto jak żyła ta iluzyjna „druga połowa". 
Zabawka dla milionera. To było miejsce, gdzie Vince czuł 
się wygodnie. To było miejsce, gdzie można prowadzić 
gierki według reguł, których nie rozumiała.

Vince otworzył drzwi i puścił ją pierwszą. Zeszli po 

schodach, a Vince skierował się w kierunku przeciwnym 
do głównego pomieszczenia. Dalej w korytarzu otworzył 
następne drzwi.

– Ależ to niesamowite – powiedziała Katha, gdy weszła 

do pokoju. – Patrz na ten sprzęt.

Vince rozejrzał się po dużym pomieszczeniu. Z mebli 

było tam tylko kilka krzeseł i kilka dużych stołów. Stały 
na   nich   różne   komputery   i   inne   skomplikowane 
urządzenia.

–   Tander   rzeczywiście   lubuje   się   w   komputerach   – 

powiedział.   –   Ma   wrodzony   talent   i   gdy   tylko   coś 
postanowi zrobić, nie rezygnuje, aż osiągnie cel.

background image

„Tak jak ty" – pomyślała Katha. Vince jest tak samo 

uparty jak Tander. Ale podczas gdy Tander koncentrował 
swą energię na łamaniu kodu programu opieki społecznej, 
Vince zatrzymał się na tłumieniu lub ignorowaniu swych 
uczuć   względem   niej.   Do   diabła   z   nim!   Kochała   go, 
chciała spędzić z nim resztę życia, urodzić mu dziecko, 
być jego wspólniczką, jego najlepszym przyjacielem.

„Katho, pamiętaj o swojej dumie".
– Lepiej będzie, jak zacznę – oznajmiła wesoło.
–   Zobaczymy.   Tander   musiał   zostawić   mi   jakieś 

wskazówki. Gdybym była Tanderem, gdzie zostawiłabym 
wiadomość?

–   Katha...   –   Vince   zmarszczył   brwi   i   kiwnął   głową. 

Podniósł   skoroszyt   ze   stołu.   –   Proszę,   tu   jest   napisane 
twoje imię.

–   Dobrze,   dziękuję.   –   Otworzyła   skoroszyt   i   zaczęła 

czytać.

„Niech to" – pomyślał Vince. Nawet na niego jeszcze 

nie spojrzała. Świetnie. Łatwiej mu było przysięgać, że 
nie   dotknie   jej,   jeżeli   nie   spojrzy   na   niego   swymi 
pięknymi   zielonymi   oczami.   Łatwiej   mu   będzie 
kontrolować siebie, gdy nie będzie patrzył na jej miękkie, 
domagające się pocałunku usta i przypominać sobie, jak 
to było, gdy... „Opanuj się, Santini. Uspokój się".

–   To   ten   komputer,   na   którym   będę   pracować   – 

powiedziała Katha, przechodząc przez pokój. Usadowiła 
się na krześle naprzeciw urządzenia. – Tander zanotował, 
że odnalazł trzy oddzielne programy w programie opieki 

background image

społecznej. Jeden na drukowane czeki, drugi na koperty 
na   czeki,   a   trzeci   na   kwity   żywnościowe,   które 
przychodzą do wydziału co miesiąc.

– Kwity żywnościowe? – zapytał Vince.
– Tak. Kwity są co miesiąc inne, najwidoczniej zależą 

od   tego,   ile   mogą   otrzymać   od   dużych   firm.   Wiesz, 
produkty mleczne, chleb, ciasta, owoce i warzywa, takie 
właśnie   rzeczy.   Tander   pisze   tu,   że   rynki   zbytu   są   w 
całym mieście. Ludzie biorą kwit do sklepu wpisanego na 
ich kopercie i otrzymują to, co wybrano dla nich danego 
miesiąca.

–   Nas   to   nie   interesuje   –   powiedział   Vince.   – 

Skoncentruj się na programie, który drukuje koperty na 
czeki.

Katha spojrzała na niego przez ramię.
–   Zdaję   sobie   z   tego   sprawę,   Vince.   –   Ponownie 

skierowała   uwagę   na   skoroszyt.   –   Przepraszam,   nie 
powinnam cię strofować.

Włożył ręce do tylnych kieszeni i wolno przemierzył 

pokój, by stanąć obok niej.

– Rzeczywiście, miałaś do tego prawo – rzekł. Pragnął, 

potrzebował,   by   spojrzała   na   niego.   Nagle   stało   się   to 
bardzo   ważne.   –   Wiem,   że   jesteś   dość   inteligentna,   by 
umieć wybrać program, który należy rozpracować.

Pomyślał,   że   czuje   się   dziwnie...   Tak   samotnie. 

Niewidoczna   ściana   otaczająca   Kathę   była   wyższa   i 
solidniejsza,   niż   kiedykolwiek   i   nie   wiedział,   co 
powiedzieć, aby móc wejść do jej schronienia, jej ciepła.

background image

– Ja... uhm. – Odchrząknął. – Pójdę zrobić kawę.
– Dobrze. Ja zaczynam. – Katha zaśmiała się. – Jeżeli 

uda   mi   się   zgromadzić   wystarczającą   ilość   werwy,   by 
zabrać się za tę sprawę.

Wciąż   się   uśmiechając,   podniosła   oczy,   by   na   niego 

spojrzeć.

Ich   spojrzenia   spotkały   się   i   wszystko   stanęło   w 

miejscu.   Oprócz   gwałtownego   bicia   serca   Kathy   i 
pulsowania gorącej krwi w żyłach Vince'a.

„Wielki Boże" – pomyślał, gdy kropelki potu toczyły 

się   po   jego   plecach.   Kocha   ją.   W   tej   chwili   wszystkie 
głupie   wątpliwości,   jakie   miał,   gdzieś   zniknęły,   a   ich 
miejsce zajęła prawda tak jasna, jak jasne są promienie 
słońca w letni dzień. Kocha Kathę Logan.

Właśnie   tak   należało   to   wszystko   rozumieć.   To   tam 

prowadziła go nieznana ścieżka, usłana nie znanymi mu 
dotychczas emocjami. Oddał swe serce Kathe Logan. Jak 
to się stało? Dawno temu postanowił, że nigdy nie będzie 
kochał,   nie   będzie   próbował   głupiego   i   beznadziejnego 
zadania   łączenia   swej   kariery   z   poważnym   związkiem. 
Był   wierny   swym   przekonaniom   tyle   czasu   mimo 
wszystkich kobiet, z jakimi się spotykał przez te lata. Aż 
do teraz. Do czasu Kathy. Cholera, jak to się stało?

"Nieważne, jak to się stało" – odpowiadało mu serce. 

Liczy się tylko to, że patrzy na tę kobietę, jedyną kobietę, 
którą kocha.

„Co mam zrobić?"
–   Kawa   –   odezwał   się   szorstkim   głosem.   –   Zrobię 

background image

trochę kawy. – Odwrócił się i wyszedł z pokoju.

Katha zamrugała, uśmiech zniknął, gdy wciągała duży 

haust powietrza do płuc. Popatrzyła na drzwi, za którymi 
zniknął Vince, potem odwróciła się w stronę komputera.

Z   pewnością   minęła   tylko   chwila,   ale   dla   niej   czas 

zatrzymał się, gdy spojrzała Vince'owi w oczy. Nie było 
komputera,   jachtu,   nic...   tylko   Vince.   Ależ   go   kochała, 
och, jakże chciała, by tak nie było. Przez to, że była słaba, 
że nie potrafiła opanować swoich emocji, zbyt wcześnie 
skazała się na samotność i ból serca.

–   Ech,   do   diabła   z   tym,   Katho!   –   powiedziała   i 

pociągnęła   nosem.   –   Przestań   i   włącz   tę   cholerną 
maszynę.

Nacisnęła   przycisk   i   poderwała   się,   gdy   komputer 

zabrzęczał   i   zielony   ekran   ożywił   się.   Linie   symboli 
pojawiały się jedna za drugą, potem zniknęły. Na środku 
ekranu pojawiło się słowo „cześć".

– Nie bądź taki ochoczy – powiedziała do komputera i 

wsadziła  nos  do skoroszytu, by prześledzić  wskazówki, 
które zostawił jej Tander.

Vince   stał   i   obserwował   ciemny   płyn   ściekający   z 

automatu do szklanego dzbanka. Rosnący ból w rękach 
uświadomił   mu,   że   ściskał   brzeg   blatu   tak   mocno,   aż 
kostki dłoni stały się białe. Zwolnił uścisk i przyciągnął 
ręce do twarzy.

Był do głębi poruszony i wściekał się na to.
Wielki Vincent Santini, twardy policjant, rozklejał się. 

Potężny   Vince,   który   występował   przeciw   najbardziej 

background image

zatwardziałym   przestępcom,   okrutnym   zbirom,   który 
zwyciężał brutalną siłą i podstępem, został rozłożony na 
łopatki przez kobietę, która prawdopodobnie nie ważyła 
więcej niż czterdzieści dwa kilogramy.

Co teraz? Teraz... nic. Nie pozwoli sobie brnąć dalej. 

Katha nie może  nigdy poznać głębi jego uczuć. Był w 
dalszym ciągu detektywem, nic się nie zmieniło. Miłość i 
zobowiązania to nie karty dla niego. Widział, jak życie 
wielu gliniarzy było zdruzgotane przez małżeństwa, które 
nie sprawdziły się, które nie mogły przeżyć miażdżącego 
ciężaru kariery oficera policji.

Gdy zamknie sprawę, odejdzie od Kathy. Nigdy więcej 

jej   nie   zobaczy,   nigdy   nie   weźmie   w   ramiona,   nie 
pocałuje,   nie   dotknie.   Spędzi   pozostałe   dni   jak   zawsze 
samotny.

Ale   przyszłość   bez   Kathy   była   przerażająca.   Taka 

pusta, zimna, tak cholernie samotna.

Nalał   sobie   do   kubka   zaparzonej   kawy   i   zaczął   ją 

sączyć.

Świadomie   odkładał   powrót   do   pokoju,   w   którym 

pracowała Katha. Nie był jeszcze gotów, by ją zobaczyć. 
To kobieta, którą kocha. Kocha ją. Zakochał się w niej. 
Nieważne, jak układał to w słowa, wciąż nie mógł jednak 
w to uwierzyć. Jak, na Boga, do tego doszło?

Co więcej, był tak narwany, że zakochał się w kobiecie, 

która go nie kochała. Nie, żeby to się uczyło, nie miał 
przecież zamiaru ciągnąć tej całej historii, a jednak...

Nie   był   jej   obojętny,   tego   był   pewien.   To   było 

background image

oczywiste   za   każdym   razem,   gdy   brał   ją   w   ramiona   i 
całował. Mówiła, że go pragnie, że chce się z nim kochać, 
ale nigdy nie powiedziała, że go kocha. Oczywiście, to 
niewielka   sprawa,   ponieważ   sam   nie   zamierzał   jej 
powiedzieć, że kocha ją, a jednak...

Mamrocząc różne przekleństwa po angielsku i włosku, 

Vince   dolał   sobie   kawy,   napełnił   kubek   dla   Kathy   i 
postawił   obydwa   na   tacy.   Znalazł   paczkę   słodkich 
placuszków i także je wziął. „Pewnie porozlewam kawę 
po placuszkach" – pomyślał, gdy podnosił tacę i opuszczał 
pokój. Ponieważ życie toczyło się taką a nie inną drogą, 
nie   był   w   stanie   nic   robić   dobrze.   Zatrzymał   się   przy 
wejściu   do   pomieszczenia   z   komputerami.   Katha   była 
odwrócona   plecami   do   niego,   pochylona   do   przodu, 
skoncentrowana   na   symbolach,   które   pokrywały   ekran 
monitora.

Serce waliło mu głucho, a ciepło rozlewało się po jego 

ciele. „Kocham tę kobietę" – pomyślał. Piękna Katha z 
jedwabistymi rudymi lokami i kilkoma piegami na nosie, 
ze  smukłym ciałem,  które  doskonale współgrało z  jego 
ciałem, z miękkimi, słodkimi ustami ukradła jego serce.

Chciał je odzyskać.
„Dobre   sobie   –   pomyślał   z   ironią.   –   Katha,   ciężki 

orzech do zgryzienia. Nie ruszaj się, póki nie oddasz mi 
mojego serca".

Vince   pokiwał   głową   z   obrzydzenia   do   siebie, 

przemierzył pokój i postawił tacę obok komputera.

– Kawa i placuszki – powiedział.

background image

– Dobrze – odrzekła. Jej wzrok penetrował monitor. – 

Dziękuję.

Podniósł   kubek   i   stanął   przed   nią.   Rzucił   okiem   na 

ekran i rzędy symboli, do których nie umiałby się zabrać, 
potem   obejrzał   Kathę   od   czubka   głowy   po   obciągnięte 
dżinsem pośladki.

Odniósł wrażenie, że jego ręka bez jego woli sięgnęła w 

kierunku jej jedwabistych loków.

Opanował się, cofnął rękę gwałtownie, zakręcił się w 

koło   i   mało   co   nie   rozchlapał   kawy.   Wybrał   jedno   z 
krzeseł w odległej części pokoju i usadowił się na nim. 
Wziął kubek w dłonie, położył łokcie na oparciu krzesła i 
wpatrywał się w Kathę. Zmarszczył brwi.

Obiecał sobie, że nie będzie rozmyślał. Boże, ależ ją 

kocha! „Zapomnij o tym". Chciał pozbyć się wszelkich 
myśli związanych z nią. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo 
kocha, pragnie, potrzebuje tej kobiety. Piłka nożna. Skupi 
się   na   drużynie   Ramsów.   To   wielka   drużyna,   twarda 
drużyna,   z   którą   należało   się   liczyć,   pomimo   tego   co 
Robert   Logan   mówił   na   jej   temat.   Robert   Logan   jest 
ojcem Kathy. A Katha jest wyjątkową, wspaniałą, piękną 
kobietą, którą kocha.

Postawił swój kubek na stolik obok krzesła i złożył ręce 

na piersiach. W pokoju słychać było tylko równomierny 
powolny   klekot   klawiatury   komputera,   którą   Katha 
przyciskała, by rozpracować program.

Vince   ziewnął,   poczuł,   że   mięśnie   tracą   napięcie, 

zamknął   oczy.   Natrętne   myśli   i   wyobrażenia   zaczęły 

background image

przygasać, dały o sobie znać nie przespane noce.

Zasypiał.
– Och!
Vince obudził się nagle, zerwał na równe nogi i zaczął 

szukać   swego   rewolweru.   Zachwiał   się,   zamrugał   i 
wreszcie zrozumiał, gdzie jest.

– Coś nie gra, Katho? – zapytał głosem ochrypłym od 

snu.

Wstała i zaczęła rozcierać bolący kręgosłup.
–   Jestem   zdrętwiała.   Nie   ruszałam   się   przez   trzy 

godziny.

– Trzy... – Spojrzał na zegarek. – Boże, solidnie się 

zdrzemnąłem.

Odwróciła się do niego z uśmiechem.
–   Wiem,   zapomniałeś   o   bożym   świecie.   Mogę 

zaświadczyć, że nie chrapiesz.

–   Pokrzepiające   –   rzekł,   również   się   uśmiechając.   – 

Każdy obawia się tego, że gdy śpi, hałasuje jak zarzynana 
krowa.

Katha kręciła przecząco głową.
– Zdecydowanie nie. Byłeś cichutki jak niemowlę.
Przeszedł   przez   pokój,   by   stanąć   za   nią,   po   czym 

położył ręce na jej ramionach. – Co...

– Pozwól, że zrobię ci masaż. Trzeba było zrobić sobie 

przerwę, Katho. – „Delikatnie, Santini. Nie wolno ci jej 
zranić. Jest taka mała i krucha". Gdyby się z nią kochał, 
byłby taki ostrożny i... nie! – Czy miałaś szczęście z tym 
programem?

background image

–   Nie   –   odpowiedziała   z   na   wpół   przymkniętymi 

oczyma. – Ależ wspaniałe uczucie.

Ma takie silne ręce, ale masował ją delikatnie, tak jak to 

robił, gdy ją obejmował i całował. I byłby taki, gdyby się 
kochali. Nie!

– Przejrzałam program trzy razy, Vince. Pierwszy raz 

uczyłam   się   go   czytać,   jest   bardzo   jasny.   Nie   jest 
skomplikowany,   bo   wykonuje   proste   funkcje.   Istnieje 
powód, cel dla każdego symbolu, który tam jest.

– Rozumiem – odparł, kontynuując masaż ramion.
– Będę dalej szukać. – Ciepło z rąk Vince'a emanowało, 

przedzierało się niżej, sprawiało, że jej piersi robiły się 
ciężkie   i   wrażliwe,   bolesne   i   spragnione   łagodnego 
dotyku.   I   niżej...   głęboko   w   niej...   narastało   wraz   ze 
stałym rytmem jego palców pulsowanie.

– Wrócę do pracy.
– Nie, zrelaksuj się trochę.
– Ale... – Odwróciła się, by na niego spojrzeć. Podniósł 

ręce i znowu położył je na jej ramionach. Nie wiedziała, 
że byli tak blisko siebie, zorientowała się dopiero gdy się 
odwróciła, by spojrzeć na niego. Tak blisko, tak bardzo 
blisko.

Chciała   położyć   ręce   na   jego   piersiach,   dotknąć 

miękkiego   swetra   i   napiętych   mięśni.   Chciała   przytulić 
swe ciało do jego ciała, rozchylić usta, by przyjąć jego 
pocałunek,   jego   język.   Chciała   kochać   się   z   Vince'em 
Santinim.

– Vince, ja... – Jej głos urwał się.

background image

Zacisnął palce na jej ramionach i spojrzał jej prosto w 

oczy. Zrozumiał, że te oczy mówią mu, że go pragnie. 
Jego   serce   zabiło   mocno   i   ogarnęło   go   pożądanie 
przenikające aż do głębi.

„Odejdź od niej!" – zażądał rozum.
„Nie ma szans" – odpowiedziało serce.
„Nie rób tego, Santini" – ostrzegał rozum.
„Idź do diabła" – mówiło serce.
– Katho – wyszeptał Vince z jękiem, który wydawał się 

pochodzić z samego dna duszy.

Zniżył głowę i pocałował ją.
Gdy spotkały się ich usta, gdy dotknęły się ich języki, 

byli zgubieni, porwani przez podmuch pożądania, które 
wzbierało w nich przez tak długi czas. Katha podniosła 
ręce,   by   objąć   go   za   szyję,   a   on   pieścił   jej   plecy   i 
przyciągał do siebie. Miękki szloch złapał ją za gardło.

Pocałunek   stał   się   intensywniejszy.   On   dawał,   ona 

przyjmowała. Ona dawała, on przyjmował. To był głód i 
nienasycenie, potrzeba i pragnienie. To byli Katha i Vince 
kochający się, ale nie wypowiadający słów. Katha i Vince 
pragnący   siebie,   ich   ciała   mówiły   to   za   nich.   Katha   i 
Vince, którzy wiedzieli, że nadszedł czas, by pofrunąć w 
przestworza z aniołami.

– Pragnę cię, Katho – wyszeptał Vince w jej usta. – 

Chcę się z tobą kochać.

– Tak – szepnęła.
– Posłuchaj. Proszę cię, Katho, musisz być pewna, że 

tak jest w porządku. Nie mógłbym znieść, gdybyś tego 

background image

żałowała   później.   Zostawię   cię,   pójdę   z   powrotem   – 
usiądę   na   tamtym   krześle   i   nie   dotknę   cię.   Muszę 
wiedzieć, że pragniesz tak bardzo jak ja. To jest takie... To 
jest cholernie ważne.

„Ależ,   Vince"   –   pomyślała.   Odkrywał   się   przed   nią 

zupełnie,   stał   bezbronny   i   mogłaby   go   tak   łatwo 
zniszczyć, odmawiając mu połączenia się z nim. Jakie to 
musi   być   trudne   dla   mężczyzny   takiego   jak   on, 
mężczyzny niesamowicie silnego, który umiał doskonale 
kontrolować siebie i swoje emocje. Jaki szczególny skarb 
kładł w jej ręce.

„A   co   z   moją   dumą?"   –   zadała   sobie   pytanie.   Czy 

zbliżenie   z   Vince'em   Santinim   pozbawi   ją   dumy? 
Rozerwie ją na strzępy? Nie. Ich połączenie będzie czymś 
oddzielnym   i   odrębnym   od   deklaracji   miłości,   która 
pozostanie bezpiecznie ukryta w jej sercu.

– Katho?
– Chcę się z tobą kochać, Vince. Obiecuję, że nie będę 

żałować.   Tak   jest   dobrze   i   nadszedł   odpowiedni   czas. 
Wiem to. Wiem to, Vincencie.

Wtopił swe usta w jej usta, posunął język głęboko, by 

dotknąć   jej   języka.   Mgiełka   zmysłowości   zakręciła   się 
wokół nich, zamykając ich w czarownym kokonie, gdzie 
nic   nie   mogło   im   przeszkodzić.   Byli   sami,   świat   na 
zewnątrz przestał istnieć.

Vince podniósł głowę i w następnym momencie wziął 

Kathę na ręce. Ciasno objęła go za szyję, wdychając jego 
zapach, rozkoszując się jego ciepłem i siłą.

background image

Niósł ją przez korytarz do dużej sypialni. Postawił ją 

obok ogromnego łóżka i znów pocałował.

Ogarnięta   pożądaniem   i   oczekiwaniem,   Katha   ledwie 

uświadamiała   sobie,   że   rozbierał   ją,   potem   siebie. 
Odrzucił   pościel   z   łóżka   i   położył   ją   na   zimnym 
jasnoniebieskim prześcieradle.

– Katho – odezwał się chropawym głosem. Stał obok 

łóżka, wznosząc się nad nią. – Katho, proszę, powiedz to 
jeszcze raz. Powiedz, że tego właśnie chcesz.

Z   wysiłkiem   wróciła   do   rzeczywistości.   Jej   wzrok 

prześliznął się po nim, aż jej dech zaparło. Był wspaniały. 
Miał   piękne   i   mocne   ciało.   Ciemne   kręcone   włosy 
pokrywały umięśnioną  klatkę  piersiową  i  sięgały aż  do 
płaskiego brzucha. A trochę niżej prawdziwa istota jego 
męskości,   obnażony   dowód   jego   pragnienia   i   obietnica 
rozkoszy.

Miękki   uśmiech   przemknął   po   jej   ustach,   podniosła 

ręce, by go zachęcić. Nie czuła drżenia, ponieważ to był 
Vince. Kochała go.

Vince na moment przymknął oczy, chcąc zebrać myśli, 

potem ułożył się obok niej. Z ręką na brzuchu całował jej 
usta,  policzki,  przeciągał   kąsające   pocałunki   wzdłuż  jej 
szyi. Wolno, wolno posuwał się do brodawek jej piersi. 
Katha zadrżała.

– Piękna – wyszeptał. – Jesteś taka piękna. Objął ustami 

naprężoną   brodawkę   i   pieścił   ją   językiem,   zanim 
pociągnął ją głębiej w usta, ssąc i ciągnąc.

Jęk rozkoszy wymknął się z jej ust. Nigdy wcześniej 

background image

nie   czuła   tego,   co   teraz   –   słodkiego   bólu,   palącego   ją 
ciepła,   pulsującego   pragnienia.   Wczepiła   palce   w   gęste 
włosy   Vince'a,   ponaglając   go,   gdy   przyciskał   swe   usta 
mocniej do jej miękkiej skóry.

Uciskał   ją   nabrzmiałym   członkiem,   a   ręką   muskał 

zroszoną   skórę   jej   uda,   podążając   do   kasztanowego 
gniazda, które przykrywało jej kobiecość.

– Ach, Vince! – Jej głos brzmiał dziwnie nawet dla jej 

własnych   uszu.   –   Czuję   się   taka...   Proszę.   Pragnę   cię. 
Potrzebuję. Teraz.

Przesuwał   się   nad   nią,   utrzymując   ciężar   na 

przedramionach. Podniósł głowę, by spojrzeć jej w oczy, 
mięśnie zadrgały mu od powściągliwości, ciało błyszczało 
od potu.

– Chodź, Vince – powiedziała. – Kocham cię.
– Tak, Katho. Kocham cię.
Wszedł   w   nią,   naciskając   delikatnie,   obserwując   jej 

twarz, czy nie przejawia jakiegoś bólu czy strachu. Nie 
widział   nic   takiego.   Zawinęła   ręce   wokół   jego   pleców, 
przyciskając  go  mocno,  jakby   nie  chciała  mu   pozwolić 
nigdy   odejść.   Posuwał   się   głębiej,   zaciskając   zęby,   by 
utrzymać kontrolę, i wypełnił ją wszystkim, czym był.

– Tak – wyszeptała Katha bez tchu. – Ach, tak!
Zaczął   taniec   miłości,   posuwając   się   w   niej   wolno, 

potem   szybciej,   gdy   uniosła   biodra,   by   współdziałać. 
Wszedł   głębiej,   mocniej,   miotając   się   w   niej,   a   cała 
ostrożność   odpłynęła,   gdy   dał   upust   swej   namiętności, 
która go pożerała.

background image

– Pofruń... ze mną... Katho... jak anioły.
– Jak... anioły. Tak. Ach tak, Vince!
– Tak, to właśnie to. Właśnie to.
Ogarnęły   ją   falujące   skurcze,   przytuliła   się   do   niego 

jeszcze   mocniej,   gdy   huśtała   się   na   skraju   nieznanej 
przepaści. Czuła jak jej ciało zaciskało się wokół niego, 
przyciągając   go   głębiej.   Potem   popadła   w   całkowitą 
uległość,   osiągając   ekstazę,   jakiej   nigdy   wcześniej   nie 
doświadczyła.

– Vincent! – Ach, Katho!
Odwrócił   głowę   i   jęczał   z   czystej   męskiej 

przyjemności, gdyż znalazł ukojenie, łącząc się z nią w 
tym zachwycającym miejscu, gdy drżał, wtryskując w nią 
swą życiową siłę, unosząc się z nią w przestworza jak dwa 
anioły.

Upadł obok niej zmęczony. Przylgnęła do niego, czując 

jego mocno uderzające serce. Unieśli się w przestworza, a 
potem wrócili tu, gdzie wszystko się zaczęło.

Vince ponownie uniósł się na przedramionach.
– Dziękuję – powiedział cicho.
Łzy pojawiły się w oczach Kathy, a jej serce prawie 

eksplodowało miłością. „Takie proste słowo – pomyślała 
– ale powiedziane tak szczerze, z taką czcią, jakbym dała 
mu   najbardziej   drogocenny   dar,   jaki   kiedykolwiek 
otrzymał".

–   Nie,   Vince,   to   ja   dziękuję.   Nigdy   nie   doznałam 

czegoś tak niewiarygodnie pięknego. Nie wiedziałam, że 
tak   może   być.   Pofrunęliśmy   w   przestworza   jak   anioły, 

background image

prawda? Uśmiechnął się.

– Z pewnością. – Jego uśmiech przybladł. – To było... 

niesamowite, Katho.

Bardzo, bardzo niesamowite.
– Tak.
Pocałował ją namiętnie, odsunął się od niej, podciągnął 

koce,   by   przykryć   ochładzające   się   ciała.   Przytuliła   się 
mocno   do   niego   i   położyła   rękę   na   jego   wilgotnych 
piersiach.

– Program komputerowy. Powinnam...
– Potem. – Przerwał. Pocałował ją delikatnie w skroń. – 

Możesz to rozpracować później.

Westchnęła   z   zadowolenia.   Zasnęli,   a   ich   głowy 

spoczywały blisko siebie, na jednej poduszce.

background image

Rozdział 8

Obudził   ją   deszcz   stukający   w   szyby   i   dochodzący 

gdzieś   z   oddali   grzmot.   W   pokoju   panował   półmrok   i 
musiała minąć chwila, zanim zrozumiała, gdzie jest.

Gdy   rozbudziła   się   na   dobre,   odwróciła   głowę   i 

zmarszczyła brwi, widząc puste łóżko. W chwilę potem 
spojrzała na zegar na stoliku.

Trzecia? Po południu? Tak przypuszczała. Półmrok w 

pokoju   nie   oznaczał   nocy,   tylko   zbliżającą   się   burzę. 
Drzemka   nie   była   taka   krótka,   a   burczenie   w   brzuchu 
oznajmiało, że jest głodna.

„Niezłe   doświadczenie,   panno   Logan"   –   pomyślała 

smętnie. Oceniła w myśli pogodę, porę dnia i narzekanie 
pustego żołądka. Przeszła do zasadniczej, bliskiej jej sercu 
sprawy i zdecydowała nie mitrężyć więcej czasu. „Dobrze 
więc – pomyślała. – Jestem gotowa, by rozprawić się z 
sobą".

Kochała się z Vincentem Santinim.
Nie, zdecydowała, to było coś więcej. Kochała się z 

Vincentem   Santinim,   mężczyzną,   którego   uwielbiała 
każdym milimetrem swego ciała.

A   gdzie   poczucie   winy?   Zastanawiała   się.   Gdzie 

wcześniejsze wątpliwości? Dlaczego nie czuje wyrzutów 
sumienia? Przecież zdecydowała się na ten krok, wiedząc, 
że nie ma dla nich wspólnej przyszłości.

Poruszyła   się   niespokojnie,   uświadomiwszy   sobie,   że 

background image

może   się   będzie   czuć   nieswojo   w   obcym   miejscu.   Ale 
potem   uśmiechnęła   się   miękkim,   szczęśliwym 
uśmiechem, bo przecież kochała się z mężczyzną swojego 
serca  i  zrozumiała  nagle, że wcale  nie będzie  poczucia 
winy ani łez. Wśród jej wspomnień, gdy Vince ją opuści, 
pozostanie pamięć o doskonałym połączeniu się z nim i o 
tym, że pofrunęli w przestworza jak anioły.

" A ten wspaniały mężczyzna – pomyślała – gdzie on 

jest? Co więcej – o czym myśli? Co powie i co zrobi, gdy 
mnie zobaczy?"

Zmarszczyła brwi, gdy zdała sobie sprawę, że wolałaby 

zasnąć   z   powrotem   i   odłożyć   spotkanie   z   Vince'em   na 
później,   ale   nazwała   się   tchórzem,   używając   wielu 
obrazowych określeń. Zdecydowanym ruchem odrzuciła 
koce i poszła pod prysznic. Jacht kołysał się, a za oknem 
szalał deszcz i wiatr.

Vince wszedł do sypialni z tacą i zdumiony zatrzymał 

się,   gdy   zobaczył   puste   łóżko.   Szum   wody   w   łazience 
zdradził, gdzie zginęła Katha. Zaświecił lampę, usiadł na 
brzegu łóżka i nie mógł oderwać wzroku od zamkniętych 
drzwi do łazienki.

Tam, za nimi jest Katha. Nie śpi już i pewnie rozmyśla. 

Zdrzemnął się tylko na krótko, bo przespał się wcześniej 
w   pracowni   komputerowej,   potem   leżał   obok   niej   i 
patrzył, jak śpi. Gdy gorące pragnienie uczyniło go znów 
niebezpiecznie   podnieconym,   opuścił   łóżko,   wziął 
prysznic i ubrał się. Próbował nie myśleć tak długo, jak 
tylko mógł to odkładać.

background image

Ale   gdy   skończył   robić   kanapki,   zrozumiał,   że   musi 

przemyśleć   wiele   spraw.   Wiedział,   że   jest   chodzącą 
sprzecznością.   Z   jednej   strony   był   wystraszony, 
całkowicie   oszołomiony   tym,   że   kochał   się   z   Kathą,   a 
było to uczucie piękne i wzruszające. To było coś więcej 
niż   fizyczne   zadowolenie,   którego   zwykle   doznawał. 
Czuł, jakby jego prawdziwa dusza została poruszona, gdy 
połączyli swe ciała.

Przesuwał ręką po karku. Istniała druga strona medalu. 

Był w niej zakochany, chociaż nie chciał zakochać się i 
nie miał pojęcia, co dalej z tym począć.

– Cholera! – rzekł.
Zza   drzwi   nie   dobiegał   już   szum   wody.   W   każdej 

minucie   Katha   może   wrócić   do   sypialni.   Co   ma   jej 
powiedzieć,   co   ma   zrobić?   Nigdy   przedtem   nie   był   w 
takiej   sytuacji,   ponieważ   nigdy   przedtem   nie   był 
zakochany.   Ma   oznajmić,   że   miłość   jest   bezcelowa, 
ponieważ   on   nie   ma   zamiaru   ciągnąć   tego   dłużej?   No 
więc,  co  ma  powiedzieć?   „Dzięki   za  baraszkowanie  na 
sianku, serduszko?" Och, Boże!

Gdy   drzwi   łazienki   otworzyły   się,   każdy   mięsień 

Vince'a zesztywniał. Pojawiła się Katha zawinięta w duży, 
niebieski   ręcznik.   Serce   mu   mocno   uderzało,   a   dobrze 
teraz już znane ciepło przeniknęło go do głębi.

–   Och!   –   powiedziała,   zatrzymując   się,   gdy   go 

zobaczyła. – Ja, och...

– Przyniosłem kanapki i mleko. Katho, czy ci nic nie 

jest?   Czy   nie   zraniłem   cię   lub...   To   jest...   –   Niech   to, 

background image

niszczył wszystko. Jego głos brzmiał zimno i klinicznie 
jak   głos   lekarza   pytającego   o   aktualne   samopoczucie 
pacjenta.   A   co   z   jej   umysłem?   Czy   żałowała,   że   się 
kochali?   Czy   płakała,   gdy   była   sama?   –   Do   licha,   czy 
wszystko w porządku?

Katha przymrużyła oczy, zdziwiona nagłą oziębłością 

Vince'a. Dlaczego jest taki? O co mu chodzi? Wcześniej 
też   nalegał,   by   powiedziała,   że   nie   będzie   niczego 
żałować. Okazuje się, że to sobie pan Santini powinien 
zadać takie właśnie pytanie, zanim przeszli do... no, zanim 
zaczęli robić to, co robili.

– Czuję się świetnie – powiedziała sztywno. – Dlaczego 

miałoby być inaczej? Z pewnością wiesz, że nie zraniłeś 
mnie.

– Dobrze, dobrze. – Przeciągnął ręką po włosach. – Ale 

co z twoimi... twoimi uczuciami, emocjami? – Do diabła! 
Zachowywał   się   jak   kompletny   idiota.   Przecież   chciał 
porwać ją w ramiona, odrzucić ręcznik i słodko kochać się 
z   nią   godzinami,   dlaczego   więc   mówił   jak   gliniarz, 
wymuszający zeznanie od podejrzanego o zbrodnię?

„Widocznie żałuje, że doszło do zbliżenia" – pomyślała 

i   poczuła   łzy   zbierające   się   w   kącikach   oczu.   Jest   taki 
napięty   i   być   może   drży   z   obawy,   że   ona   rozklei   się, 
rozpłynie we łzach lub jeszcze gorzej, rzuci się w jego 
ramiona i wyzna mu dozgonną miłość. No tak!

Podniosła podbródek.
– Vincent, mówiłam ci, że nie będę mieć poczucia żalu 

ani winy z powodu kochania się z tobą.

background image

I   nie   czuję   nic   takiego.   To,   co   przeżyliśmy,   było 

bardzo... miłe.

Miłe! Dotknęło to Vince'a do żywego. To, co przeżyli, 

było   najpiękniejszym,   najbardziej   fantastycznym, 
niewyobrażalnym   zbliżeniem   stulecia,   a   ona   nazywa   to 
miłym? Tylko tyle znaczyło to dla niej?

Założył ręce na piersiach i przymknął oczy.
– Miłe – powtórzył, aż zadrgał mu jeden z mięśni w 

zaciśniętych   ustach.   –   Dobrze,   wydaje   mi   się,   że   to 
wystarczająco jasne.

–   Tak,   sądzę,   że   wszystko   jest   jasne   –   powiedziała, 

mając nadzieję, że jej głos nie zadrżał. Pozbierała ubrania 
z podłogi, trzymając ręcznik jedną ręką. – Pozwól, że się 
ubiorę.   –   Pośpiesznie   udała   się   do   łazienki   i   zamknęła 
drzwi.

Vince poczuł, że boli go serce, gdy przyciskał rękę do 

klatki   piersiowej.   Bluźniercza   opinia   Kathy   o   ich 
zbliżeniu, wywołała autentyczny fizyczny ból. Nie chciał, 
aby żałowała. Nie chciał, aby płakała. Ale, do diabła, nie 
spodziewał się, że ona tak podsumuje całą sprawę. Było – 
było miło. Cholera, kocha ją! Oczywiście, ona o tym nie 
wie, ale...

– Groch z kapustą – wymamrotał, krocząc po pokoju. – 

Mam   jakby   groch   z   kapustą   w   głowie.   –   Wyszedł   z 
sypialni,   zamykając   drzwi   za   sobą   z   większą   siłą   niż 
należało.

Gdy Katha wyszła z łazienki i zobaczyła, że Vince'a nie 

ma, doznała mieszanego uczucia ulgi i rozczarowania. Z 

background image

jednej strony to dobrze, bo nie okazuje demonstracyjnie, 
że nie żałuje tego, iż zostali kochankami. Z drugiej jednak 
strony jej czysto kobieca połowa pragnęła, aby był, czekał 
na   nią,   by   wyjaśnił,   że   źle   interpretowała   jego  słowa   i 
czyny, by wziął ją w ramiona i zaniósł do łóżka, gdzie...

– Cii... – powiedziała, machając ręką w powietrzu. – 

Katho, cii...

Usiadła   na   brzegu   łóżka   i   wzięła   z   tacy   kanapkę. 

Ugryzła i odniosła wrażenie, że było to najgorsze masło 
orzechowe i najgorsza kanapka, jaką kiedykolwiek jadła.

Skierowała   wzrok   na   pogniecione   prześcieradła. 

Radosne wspomnienie ich zbliżenia zatańczyło przed jej 
oczami,   a   pragnienie,   które   w   niej   nagle   zapulsowało, 
zaróżowiło jej policzki.

Ugryzła porządnie kanapkę i westchnęła.
„Zasługuję na to, aby wzdychać" – pomyślała.
Miała   prawo,   by   choć   raz   westchnąć   głęboko,   ze 

smutkiem, i to wszystko, na co sobie mogła pozwolić.

Jeżeli pan Santini chce się pieklić jak kapryśne dziecko 

z tego powodu, że posunęli się tak daleko, to jego sprawa.

Zachowanie Vince'a nie zmusi jej do cofnięcia zegara i 

wymazania pięknych scen ich miłości. Jej duma, chociaż 
zadraśnięta   przez   Vince'a,   nie   doznała   większego 
uszczerbku. Zignoruje go i jego gburowate zachowanie. 
Skryje wspomnienie o połączeniu z nim w swoim sercu, 
umyśle i duszy.

Skończyła kanapkę i mleko, odstawiła szklankę na tacę 

i   wstała.   Przeszła   przez   pokój,   zawahała   się   przy 

background image

drzwiach, ponownie spojrzała na łóżko, odwróciła się i 
wyszła.

Vince siedzący w pracowni komputerowej poprawił się 

w fotelu tak, by pistolet nie uwierał go w plecy, założył 
ręce na piersiach i wlepił wzrok w czubek buta.

„Czy wyglądam jak naburmuszony dzieciak? Cholera, a 

jeżeli nawet tak, to co?" Był wrakiem, czuł totalny zamęt 
w   głowie.   Nie   powinien   dotykać   Kathy,   nie   powinien 
kochać się z nią, nawet jeżeli był w niej zakochany.

„Do   diabła!   –   pomyślał   smętnie.   –   Kogo   oszukuję?" 

Jeżeli   dostałby   szansę   cofnięcia   się   do   momentu,   w 
którym podjął decyzję, zrobiłby to wszystko raz jeszcze. 
Dzięki   niej   dostrzegł   różnicę   pomiędzy   prawdziwym 
zbliżeniem   a   uprawianiem   seksu.   Nigdy   nie   zapomni 
wspólnych doznań i gdy opuści ją po zakończeniu sprawy 
z opieką społeczną (wiedział, iż musi tak zrobić), również 
jej nigdy nie zapomni.

Wśliznęła   się   do   pokoju,   a   on   wyprostował   się 

gwałtownie.

–   Pora   wracać   do   pracy   –   oznajmiła   melodyjnym 

głosem. – Nie da się nadrobić straconego czasu.

Rzuciła mu olśniewający uśmiech i usiadła naprzeciw 

komputera.   Jednostajne   uderzenia   w   klawiaturę 
towarzyszyły   kroplom   deszczu   uderzającym   silnie   w 
jacht.

Vince   zmrużył   oczy   i   obserwował   ją.   Miał   ochotę 

urwać jej głowę za to, że była taka wesoła, i za gadkę, że 
ich   zbliżenie   było   miłe.   Nie,   to   nieprawda.   Nie   chciał 

background image

ukręcić   jej   głowy,   ale   chciał   kochać   się   z   nią   znowu, 
właśnie teraz, podczas deszczu, wygrywającego wspaniałą 
muzykę ich miłości. Chciał całować  i dotykać każdego 
milimetra   jej   miękkiej,   wilgotnej   skóry,   słuchać   jej 
okrzyków zadowolenia, czuć jej delikatne ręce na swoim 
ciele, czuć jej smaki...

„Wystarczy" – powiedział do siebie czując, jak napręża 

się   jego   ciało   i   budzi   jego   męskość.   Wystarczająco 
przykry był ból w sercu, nie mówiąc już o bólu w innych 
częściach ciała.

–   Poszukam   odpowiedniej   stacji,   by   posłuchać 

prognozy na krótkofalówce.

– Uhm. – Katha kiwnęła ręką, ale dalej wpatrywała się 

w ekran monitora.

Vince wyszedł a ona natychmiast rozluźniła ramiona. 

Wciągnęła   powietrze   i   próbowała   powstrzymać   nie 
chciane łzy. „Poradzę sobie z tym" – postanowiła.

Odsunęła   przykre   myśli   w   najciemniejszy   zakamarek 

swej   pamięci   i   skoncentrowała   się   na   symbolach 
programu komputerowego.

Ponad dwie godziny później Vince wrócił do pracowni.
– Katho?
– Tak? – zapytała, nie patrząc na niego.
–   Przez   cały   czas   słuchałem   prognozy   na 

krótkofalówce.

–   Aha,   przypuszczam,   że   pogoda   jest   interesująca, 

skoro tak cię wciągnęła prognoza! – Wcisnęła przycisk 
komputera.

background image

–   Czy   mogłabyś   posłuchać   przez   chwilę?   –   zapytał, 

opierając ręce na biodrach.

–  Słucham.  Przez   ponad dwie  godziny  słuchałeś,  jak 

ktoś paple o pogodzie.

Pada, sama do tego doszłam.
Vince   spojrzał   w   sufit   z   zamiarem   policzenia   do 

dziesięciu. Policzył do czterech.

–   Do   licha,   Katho!   Przestań   gapić   się   w   to   pudło. 

Posłuchaj mnie.

Podskoczyła i zakręciła się wokół, jej oczy iskrzyły się.
–   To   pudło,   mój   drogi,   ukrywa   informację,   której 

potrzebujemy,   by   uniemożliwić   przestępcom   kradzież 
pieniędzy, na które ludzie z niecierpliwością czekają.

Podniósł obie ręce.
– Dobrze, dobrze, uspokój się. Wiem, jak ważne jest to, 

co   robisz,   ale   równie   ważne   jest   to,   co   ja   mam   do 
powiedzenia.

– Mów więc.
– Ulice w tym rejonie miasta są zatopione. Nie jest to 

zwykła   ulewa,   ale   ogon   nawałnicy,   która   zmieniła 
kierunek. Spodziewano się, że zostanie nad morzem. Na 
razie linie telefoniczne w tej dzielnicy nie działają, a ulice 
są zamykane z powodu zalania wodą. Mówi się ludziom, 
aby   nie   opuszczali   mieszkań.   Nie   grozi   nam   żadne 
niebezpieczeństwo,   ponieważ   jacht   Tandera   przetrwał 
poważniejsze   burze,   ale...   –   Przerwał.   –   Nie   możemy 
jechać do domu.

Otworzyła szeroko oczy.

background image

– Co takiego?
–   Musimy   tkwić   tutaj   do   czasu   otwarcia   ulic. 

Telegrafowałem do mojego kumpla, on dzwoni do Jane, 
by   jej   przekazać,   że   jesteś   bezpieczna,   ale 
unieruchomiona. Wiedziałem, że nie chciałabyś, aby ona i 
twój ojciec się martwili.

– Och! – Złapała się za głowę i wpatrywała w sufit, 

jakby chciała zobaczyć na własne oczy szalejącą burzę. 
Ponownie spojrzała na Vince'a. – Czy mój ojciec i Jane są 
bezpieczni? Tego nie wiesz, prawda? Jestem pewna, że 
nic im nie jest.

Dom   ma   solidną   konstrukcję,   a   Jane   wie,   gdzie   są 

latarki i świece, gdyby zgasło światło. Jest im wygodnie, 
prawda? Z pewnością. Nam nic nie grozi, bo ten jacht jest 
solidny jak statek wojenny. Czyż nie? I...

– Ej! – przerwał Vince delikatnie. Zbliżył się do niej i 

ujął jej twarz w dłonie.

–   Denerwujesz   się,   Katho,   a   nie   ma   powodu   się 

martwić. Wszystko jest pod ścisłą kontrolą.

„Oprócz mnie" – dodała w myśli.
Nie zamierzał dotykać jej, czy nawet się do niej zbliżać, 

ale była taka przestraszona, mała, bezbronna, a jej piękne 
oczy szeroko otwarte z przerażenia. Kochał ją i nie mógł 
odwrócić   się   od   niej   plecami,   wyjść   tak   po   prostu   z 
pokoju, gdy ona czuła lęk.

– Nie ma się czym denerwować. Zaufaj mi.
„Tego już za wiele – pomyślała Katha – naprawdę za 

wiele".   Tak   bardzo   starała   się   nie   zaangażować   i 

background image

zachować   dystans,   ale   tyle   wydarzyło   się   w   czasie   ich 
pobytu na jachcie, że nie miała kiedy zebrać myśli. Teraz 
ulewa... A Vince jest taki silny, spokojny i sprawia, że 
czuje się bezpieczna i ochraniana, i... Tego było za wiele.

Dwie łzy spłynęły jej po policzkach.
–   Katho,   nie   płacz.   Proszę,   nie   płacz...   –   wykrztusił 

Vince.

– Nie będę – obiecała i dwie następne łzy spłynęły w 

dół. – Nie płaczę.

– Chodź! – Wziął ją w ramiona, przyciągając do siebie. 

Objęła   go   w   pasie   i   położyła   głowę   na   jego   piersiach 
ciesząc się, że jest taki silny, ciepły i troskliwy.

Stali   tak   w   bezruchu,   każde   zatopione   we   własnych 

myślach o miłości, której  nie  chcieli  wyrażać  słowami. 
Przytuleni   do   siebie,   czuli   pulsujące   ciepło   pożądania, 
które w nich wzbierało i drażniło ich ciała.

– Ach, Vince! – powiedziała Katha, walcząc ze łzami.
Zamknął   oczy   i   przytulił   ją   mocniej,   nie   chcąc,   aby 

odeszła,   pragnąc   powiedzieć   jej,   że   jest   bezpieczna, 
ponieważ on zawsze z nią będzie. Pragnąc powiedzieć jej, 
że ją kocha.

Ale   nie   mówił   nic.   Ukrył   twarz   w   jej   pachnących 

lokach i głęboko oddychał, jakby chciał wchłonąć to, co 
stanowiło jej istotę. Za wszelką cenę chciał kontrolować 
wzrastające pożądanie.

– Przepraszam – powiedziała, nie próbując nawet się 

odsunąć.   –   Jestem   dziecinna.   Ulewy   z   reguły   nie 
przerażają   mnie.   To   dlatego...   Wszystko   w   porządku. 

background image

Czuję się świetnie.

– Dobrze. W porządku.
Sekundy   zbierały   się   w   minuty,   a   oni   ciągle   stali   w 

bezruchu.

–   Być   może   będziemy   musieli   spędzić   tutaj   noc   – 

odezwał   się   w   końcu.   –   Będę   trzymał   rękę   na   pulsie, 
słuchając radia. Kołysanie jachtu nie szkodzi ci, prawda?

– Nie. Naprawdę sądzisz, że będziemy tutaj przez całą 

noc?

– To raczej pewne.
– Ten jacht, nie wiem... Jest tak, jakbyśmy znaleźli się 

w   innym   świecie,   wyizolowanym   i   dalekim   od 
rzeczywistości.   Jakbyśmy   zostali   przeniesieni   gdzieś 
daleko. Kusi mnie, aby powiedzieć, że nie jesteśmy już w 
Kansas.

Zaśmiał się, ale moment później był znowu poważny.
– Masz rację – powiedział cicho. – Tu jest rzeczywiście 

tak, jakbyśmy byli z dala od realnego świata. To nasze 
miejsce, Katho, gdzie nikt nie może wtargnąć, chyba że 
będziemy   tego   chcieli.   Jesteśmy   tylko   my   dwoje.   Nikt 
inny i nic innego.

– Tak, właśnie to miałam na myśli.
– Czy to niepokoi cię, przeraża?
– Nie – wyszeptała.
„Ależ to głupie" – pomyślała. Tam, na zewnątrz, czeka 

na nią szorstka, prawdziwa rzeczywistość, ale jej to nie 
obchodziło,   nie   teraz,   gdy   czuje   się   taka   bezpieczna   w 
ramionach Vincenta Santiniego.

background image

– Nie jestem przerażona.
– W tym miejscu, w naszym świecie, Katho, możemy 

pofrunąć w przestworza jak anioły.

„Cóż ja, do diabła, opowiadam?" Powinien odsunąć ją 

od siebie, wyjść z tego pokoju i trzymać się na możliwie 
duży   dystans.   Ale   nie   zamierzał   tego   robić.   W   tym 
momencie nie przeszłoby mu przez myśl, że coś jest nie 
tak, nieprawidłowo, całkiem źle. Na razie Katha znajduje 
się w jego ramionach, gdzie jest jej miejsce i nie zamierza 
pozwolić jej odejść. Jeszcze nie.

Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
– Pocałuj mnie, Vince, proszę.
Pochylił   głowę   i   dotknął   jej   ust,   myszkując   w 

poszukiwaniu jej języka. Każde z nich piło słodki nektar, 
a ich pragnienie wzbierało, osiągając siłę huraganu. Serca 
galopowały,   a   oddechy   stały   się   spazmatyczne,   gdy 
pocałunek przybrał na sile. Żar namiętności rozpalił się w 
szalejący pożar miłości i pożądania.

Vince wsunął ręce pod jej sweter, później wyżej, by 

dotknąć jej nabrzmiałych piersi. Czuł, jak narastające z 
każdą   sekundą   pożądanie   wypełnia   jego   członek 
ocierający się boleśnie o dżinsy.

Pomyślał, że nigdy nie będzie miał jej dość. Kochanie 

się z Kathą nie było podobne do niczego, czego wcześniej 
doświadczył.   Wypełniła   pustkę,   w   której   tkwił,   ogrzała 
jego samotność. Tutaj w ich prywatnym świecie, należy 
do niego. Tutaj nie musi pozwalać jej odejść.

–   Kochajmy   się,   Vince   –   wyszeptała.   –   To   nasze 

background image

miejsce, nasz świat. Pragnę cię.

Niespokojnym ruchem podciągnął jej sweter i rzucił na 

podłogę. To samo zrobił ze stanikiem. Pieścił jej piersi w 
swoich   dłoniach,   potem   pochylił   się,   by   objąć   ustami 
jeden różowy pączek. Katha przylgnęła do jego ramion, 
odchylając głowę i przymknęła oczy w ekstazie.

Vince   pieścił   językiem   jej   pierś,   później   lekko   ssał, 

wciągając   głęboko   w   usta   miękką   brodawkę,   a   ręce 
posuwały   się   w   kierunku   jej   dżinsów.   Rozpiął   je   i 
przyklęknąwszy na jedno kolano, rozbierał ją, trzymając 
figi   kciukami.   Gdy   jej   wilgotna   i   błyszcząca   skóra 
pojawiła   się   przed   jego   oczami,   całował   ją,   delikatnie 
chwytał zębami, kreśląc powoli kółka końcem języka.

Katha stała naga i drżąca. Przyklękła, nie mogąc ustać 

już chwili dłużej, i sięgnęła do swetra Vince'a. Podniósł 
ręce, aby ułatwić rozbieranie go, po czym zadrżał, gdy 
pochyliła się i całowała go delikatnie po piersiach. Ujął ją 
za   ręce   i   ostrożnie   położył   na   puszystym   dywanie. 
Patrzyła, jak zrzucał pozostałe części ubrania i kładł obok 
jej ciuszków. Nachylił się nad nią, położył nogę na jej 
nogach,   poszukiwał   jej   ust,   jej   języka.  Drażnił   ręką   jej 
brodawki,   gładził   ją,   wzniecając   płomienie   wszędzie, 
gdzie jej tylko dotykał. Czuła głęboko we wnętrzu swego 
ciała   pulsujące   ciepło.   Jej   ręce   również   wędrowały   po 
wilgotnej   skórze   Vince'a,   pieszcząc   go,   wywołując 
podniecenie.   Jego   mięśnie   drżały   pod   jej   miękkim 
dotykiem i czuła pulsowanie jego męskości.

– Proszę, Vince – westchnęła. – Vince, proszę. Pękła 

background image

ostatnia nić samokontroli, przesunął się nad nią i wypełnił 
ją jednym głębokim posunięciem, potem zaczął ją kochać, 
a jego ruchy były szybkie jak błyskawica. Owinęła nogi 
wokół   jego   mocnych   bioder   i   poddała   się   pulsującemu 
rytmowi, przywarła mocno do jego ramion, szepcząc jego 
imię.

Gdy ogarnęła ich ekstaza, unieśli się w przestworza jak 

anioły.   Mijały   sekundy,   a   oni   dotarli   na   szczyt 
niewyobrażalnych   przeżyć,   gdyż   ich   ciała   dawały   i 
otrzymywały miłość. Resztką sił Vince przewrócił się na 
plecy, razem z Kathą, bo ciała ich wciąż były połączone. 
Trzymał ją mocno, łomot krwi cichł, zmęczeni wracali z 
przestworzy.   Położyła   głowę   na   jego   ramieniu   i 
wzdychała nasycona szczęściem.

Leżeli   w   bezruchu,   w   ciszy,   nie   chcąc   przerwać 

zmysłowego uroku, który ich otaczał.

– Wspaniale – odezwał się Vince w końcu.
–   Och,   tak...   !   Z   pewnością   nie   jesteśmy   w   Kansas, 

Toto. – Uśmiechnęła się. – Nie.

– Boże, Katho, ja... !
– Sza... Nie! Było wspaniale, Vince, i oboje tak bardzo 

tego pragnęliśmy. Nie mów nic, dobrze? Byliśmy razem, 
w naszym, tylko naszym świecie. Tylko to liczy się teraz. 
Proszę!

– Dobrze. – Przerwał jej. – Czy czujesz mnie?
Wewnątrz siebie? Boże, jest świetnie, tak niesamowicie 

dobrze!

– Tak.

background image

Przez kilka minut leżeli w ciszy.
– Czy miałeś  kiedyś psa o imieniu Toto? – zapytała 

Katha.

– Nie, mój dziadek miał alergię na psy i koty. Zawsze 

chciałem   mieć   angielskiego   owczarka.   Nazwałbym   go 
Oliwer.

–   Świetnie.   Ja   chcę   pieska   chow-chow,   ponieważ 

wyglądają one jak misie.

Nazwę go Chow-Lee-Chan.
Vince roześmiał się.
– To okropne imię.
– Wiem. Ale uwielbiam go. – Uwielbiała też Vince'a 

Santiniego. Wielkie nieba, jak bardzo go kochała! – Czy 
jestem za ciężka? – Poruszyła się nieznacznie.

– Nie, jesteś lekka jak piórko, ale... Katho, nie kręć się 

tak.

– Dlaczego? Próbuję znaleźć wygodniejszą pozycję. – 

Znowu się poruszyła. – Nie chcę odsuwać się od ciebie, 
ale jesteś raczej twardą poduszką.

–   Dobrze   to   ujęłaś   –   powiedział   uśmiechając   się.   – 

Właśnie   o   to   mi   chodziło,   gdy   mówiłem,   że   powinnaś 
leżeć spokojnie.

–   Co...   Ach!   –   westchnęła,   bo   poczuła,   jak   w   jej 

wnętrzu narasta jego pożądanie.

– Tak.
Poruszyła się. Zajęczał.
Katha wolno uniosła się, by objąć jego biodra.
– Katho, czy jesteś pewna, że chcesz...

background image

– Cii... Pofruniemy, Vince. Anioły czekają na nas.
I pofrunęli.
Minęło   jeszcze   wiele   czasu,   zanim   wzięli   prysznic   i 

ubrali   się.   Katha   zrobiła   omlety,   a   Vince   przygotował 
tosty   z   masłem.   Gawędzili   sobie   podczas   jedzenia,   a 
rozmowa była lekka i beztroska.

–   Za   kilka   dni   mój   ojciec   będzie   miał   urodziny   – 

oznajmiła Katha, gdy skończyła już omlet.

– Czy ma jakiś ulubiony rodzaj tortu? – zapytał Vince, 

zerkając na ostatni tost.

– Nie, lubi rożki cynamonowe. Możesz zjeść ten tost. Ja 

mam już dosyć.

– Rożki cynamonowe zamiast tortu urodzinowego? – 

Vince roześmiał się.

– Właśnie rożki, odkąd pamiętam. Zrobię je naprędce i 

zatknę świeczki urodzinowe na środku tych list. Właśnie! 
Rozsądek   podpowiada   mi,   że   lepiej   będzie,   jak   pójdę 
popracować z komputerem.

Vince   zaśmiał   się,   ale   gdy   zobaczył,   jak   usiadła 

sztywno z szeroko otwartymi oczami, spoważniał.

– Katho, co jest? O co chodzi?
– Do licha! Och, do diabła, Vince! – Poderwała się na 

nogi.

Wstał również, zaniepokojony coraz bardziej.
–   Vincent,   słyszałeś,   co   powiedziałam?   Listy   opieki 

społecznej, rożki cynamonowe. Przeglądałam program w 
kółko, ten, który drukuje koperty na czeki i przysięgam, 
że wirusa tam nie ma. A jeżeli sprawdzam niewłaściwy 

background image

program?

Vince, a jeżeli przestępcom nie chodzi wcale o czeki? 

Jeżeli   chcą   kwity   żywnościowe   na   mleko,   ser,   rożki 
cynamonowe i takie rzeczy?

– Katho, to nie ma sensu.
– Czyżby? – Wybiegła z pokoju.
–   Hej!   Katho!   –   zawołał   za   nią.   –   Wysokiej   klasy 

przestępcy nie kradną rożków cynamonowych.

background image

Rozdział 9

A jednak robili to.
Po godzinie zaciskania zębów, szukania na oślep Katha 

pisnęła radośnie.

–   Mam!   Znalazłam!   –   Wstała   i   objęła   Vince'a, 

uśmiechając   się   do   niego.   –   Dokonaliśmy   tego!   Wirus 
tkwi w programie jasny jak słońce.

Pocałował ją pośpiesznie w usta. – Ty tego dokonałaś, 

geniuszu   od   komputerów.   Zrobiło   to   na   mnie   ogromne 
wrażenie.

–   Nie   powinno   –   zauważyła   niedbale,   odsuwając   się 

nieznacznie   od   niego.   –   To   bardzo   prosty   wirus   i   nie 
próbowano   go   umieścić   pod   innymi   symbolami   lub 
zamaskować w jakikolwiek sposób. To może dziwić, że 
komputer instruuje, by ponownie zaadresować określoną 
liczbę kopert, nie wszystkie. Wirus pojawia się tylko na 
liniach   programu   dotyczących   jednego   sklepu 
piekarniczego mającego nadwyżkę.

– Tylko jednego? – Zmarszczył brwi. – I tylko produkty 

piekarnicze?

Usiadła znowu naprzeciw komputera.
–   Tutaj.   –   Pokazała   mu   końcem   palca   na   zielonym 

ekranie. – Widzisz to?

Kombinacja   tych   pięciu   symboli   daje   instrukcje,   by 

wymazać   adresy,   które   po   nich   następują.   Zgodnie   z 
wiadomością,   która   przeszła   przez   mój   modem,   nowy 

background image

adres   będzie   umieszczony   tutaj   przed   pierwszym 
następnego miesiąca, co nastąpi w przyszłym tygodniu.

Kwity na produkty piekarnicze dla jednego rynku zbytu 

zostaną przesłane. Vince przytaknął.

– Masz rację, to dziwne. Gdzie jest ten sklep, w który 

wymierzono?

– Tutaj, spójrz. Oto adres, ale ja nie wiem, gdzie to jest.
– Ja wiem. W dzielnicy handlowej. Poderwała głowę i 

spojrzała na Vince'a.

–   Telefon,   który   sprawdzaliśmy,   pochodził   z   tego 

rejonu.

– Tak.
Vince   znowu   zaczął   chodzić   w   kółko,   w   skupieniu 

zmrużył   oczy.   Patrzyła,   jak   krążył   tam   i   z   powrotem. 
Gdzieś w dali słychać było grzmoty, a deszcz uderzał w 
szyby.   W   końcu   zatrzymał   się   i   spojrzał   przez   ramię 
Kathy na ekran monitora. Wyprostował ręce i złożył je na 
piersiach.

–   Interesujące   –   powiedział.   –   I   bardzo   dziwne. 

Dlaczego zadają sobie tyle trudu, by oszukać tylko jeden 
sklep? I dlaczego tylko produkty piekarnicze?

–   Mają   bzika   na   punkcie   chleba   pszennego   – 

powiedziała i roześmiała się.

Vince spojrzał na nią. – Przepraszam. Co robimy dalej? 

Czy zamierzasz iść z tym na policję i przedstawić im całą 
sprawę?

„Proszę, jeszcze nie" – pomyślała. Jeżeli on to zrobi, 

ich rola będzie skończona, a Vince odejdzie z jej życia na 

background image

zawsze. – A więc?

– Nie – odpowiedział namyślając się. – Nie sądzę.
„Hurra!" – ucieszyła się w duchu.
– Dlaczego nie?
„Dobre   pytanie"   –   pomyślał   Vince   oschle.   Mógł 

sprezentować   ten   adres   jednemu   ze   swoich   kumpli   z 
policji w eleganckiej małej  paczuszce z dużą czerwoną 
kokardą. Wystarczyło, by gliny obstawiły sklep i złapały 
złodziei bułeczek, gdy tam przybędą. Dlaczego więc nie 
zamierzał postąpić w ten sposób? Ponieważ... Ponieważ, 
cholera, ich rola się skończy! Będzie musiał opuścić ją, 
pożegnać na dobre, a nie był gotowy, by to zrobić. Jeszcze 
nie teraz.

– Hmm, pomyśl, Katho – powiedział. – Czułbym się 

jak głupek, idąc z tym do glin. Vincent Santini – prywatny 
detektyw – rozwikłał poważną sprawę, chłopcy. Te męty 
rozwalą paczkę bułek z hamburgerami. – „Nieźle, Santini 
– pomyślał. – To zabrzmiało prawie rozsądnie". – Będą 
śmiać się do rozpuku.

– Ojej!
– Nie sugeruję, że ci faceci powinni umknąć bezkarnie, 

rozumiesz to chyba.

Grzebanie   w   miejskim   komputerze,   włamanie   do 

programu   opieki   społecznej   nie   jest   małym 
przestępstwem.   Ale   to,   o   co   zabiegają,   czyni   sprawę 
śmieszną.   Nie,   sądzę,   że   najlepiej   będzie   dopatrzyć 
wszystkiego do końca.

– Co masz na myśli?

background image

–  

Będziemy   obserwować   program.   Gdy   nowe   adresy 

wślizną  się   tam,  pójdę  i  złapię  ich,  gdy  pojawią  się   w 
piekarni   z   kwitami.   Udam   się   na   policję,   gdy  założę 
kajdanki tym typom. Katha zerwała się na równe nogi.

– Wolnego, mój panie. Słyszę o działaniu jednej tylko 

osoby. M y otoczymy piekarnię i razem doprowadzimy 
sprawę do końca.

–   Nie   ma   mowy.   Mogą   rabować   chleb,   Bóg   wie   z 

jakiego powodu, ale zadali sobie wiele trudu, by to zrobić. 
Nie sądzę, aby spokojnie przyjęli to, że w ostatniej chwili 
wpadli w pułapkę. Mogą być brutalni, Katho, i nie chcę 
cię w to wciągać.

– To nie fair, Vince. Tkwię w tym od samego początku 

i zasłużyłam na  to, by tam być. Obiecuję, że  nie  będę 
wchodzić ci w drogę. Będę cicha jak mysz pod miotłą. 
Możesz zakładać im kajdanki, tarmosić  za kołnierz  lub 
robić   cokolwiek   innego,   ale   chcę   tam   być,   gdy   to   się 
będzie działo.

Obserwował   ją   przez   dłuższą   chwilę.   Patrzyła   mu 

prosto w oczy, z podniesioną głową i zaciśniętymi ustami.

–   W   porządku,   wygrałaś.   To   jest   niezgodne   z   moją 

oceną sytuacji, ale wygrałaś. Chcę, abyś dała słowo, że 
będziesz robić to, co ci każę, gdy sprawy będą mieć się ku 
końcowi. Nie mógłbym się z tym uporać, gdyby tobie coś 
się stało.

Zabiorę się za sprawę, a ty rób dokładnie, co ci każę.
Katha uśmiechnęła się.
–   Dobrze,   poruczniku.   Chcesz,   abym   ci   salutowała, 

background image

uderzała obcasami lub coś w tym rodzaju?

Zaśmiał się i wziął ją w ramiona.
–   To   nie   będzie   potrzebne,   panno   Logan. 

Przypieczętujemy naszą umowę w taki oto sposób.

Zatopił   w   jej   ustach   swoje,   a   Katha   odwzajemniła 

namiętny   pocałunek,   całkiem   mu   oddana.   Czuła,   jak 
dosięgają   ją   płomienie   pożądania,   które   w   niej   znowu 
szaleją.

– Zgoda? – zapytał, gdy podniósł głowę.
– Zgoda.
W ciszy, bez słów wyszli z pokoju na korytarz i udali 

się w kierunku sypialni. Tej nocy kochali się raz po raz. 
Zasypiali,   a   po   przebudzeniu   sięgali   po   siebie.   Nie 
znajdowali   zaspokojenia   dla   swej   namiętności,   byli   jak 
wędrowcy,  których  pragnienie   nie   ma   kresu.  W   swoim 
prywatnym   świecie,   prywatnym   miejscu,   unosili   się   w 
przestworza jak anioły.

Następne   dni   były   dla   Kathy   jakby   skąpane   w 

płomieniach   ekstazy.   Burza   wyrzuciła   całą   swą   złość. 
Jane   i   ojciec   powitali   ją   w   domu   z   domyślnymi, 
znaczącymi   uśmiechami,   a   oni   działali   zgodnie   ze 
wspaniale ustaloną procedurą.

Przyjeżdżał   po   nią   wieczorem   i   jechali   na   jacht 

Tandera,   by   sprawdzić   program   komputerowy.   Vince 
mówił,   że   Tander   dzwonił   z   Alaski,   że   dalej   jest   tam 
uwięziony, starając się uporządkować bałagan, w jakim 
znalazły się jego szyby naftowe.

–   Jestem   ciekaw,   dlaczego   nigdy   nie   mówił   mi,   że 

background image

posiada   szyby   naftowe   –   niejednokrotnie   powtarzał   w 
zamyśleniu. – Zwykle aż się pali, by opowiadać o tym, w 
czym macza palce.

–   Nie   rozumiem   tego   –   odpowiedziała   Katha, 

wzruszając ramionami.

Były   to   magiczne   dni   i   pełne   miłości   noce.   Vince 

odwoził Kathę do domu około północy i dopiero wtedy, 
gdy   leżała   sama   w   łóżku,   rzeczywistość   próbowała 
pokazać   jej   swą   brzydką   twarz.   Nie   chciała   słuchać 
szydzących z niej szeptów jej własnej podświadomości, 
nie chciała przyznać, że każdy następny dzień przyczynia 
się do tego, iż rozstanie z Vince'em będzie dla niej jeszcze 
bardziej bolesne.

„Później będę ponosić konsekwencje" – zdecydowała, 

gdy powoli z uśmiechem na ustach odpływała w sen.

W ostatnim dniu miesiąca, tydzień po wykryciu wirusa, 

Katha włączyła polecenia, by przywołać program.

– Och... Mój... Boże! – wykrzyknęła.
– O co chodzi? – zapytał Vince.
– Zrobili to, mój Boże, zrobili to. Patrz, Vince, to są 

nowe adresy na koperty, w których będą kwity do sklepu 
w   dzielnicy   handlowej.   Zapamiętałam   poprzednie, 
ponieważ   tak   wiele   razy   je   widziałam.   Tamte   są 
wymazane, na ich miejsce wpisano nowe.

–   No   właśnie!   Czeki   i   kwity   wychodzą   jutro, 

pierwszego. Sprowadzają czasową pomoc raz w miesiącu, 
by   napełnić   koperty.   Komputer   drukuje   adresy   w 
dokładnej   kolejności,   a   kwity   przychodzą   z   centrum 

background image

rozdziału nadwyżek w odpowiednim porządku. Koperty 
są napełniane rutynowo. Ci ludzie nie mają powodu, by 
coś podejrzewać. Robią, co do nich należy, i idą do domu. 
To   właśnie   to.   Jutro   będą   wysłane.   Pojutrze   powinny 
dotrzeć na miejsce przeznaczenia lub najpóźniej za dwa 
dni.

–   Vince,   kwity   do   tego   sklepu   idą   pod   trzy   różne 

adresy.   Jest   ich   troje.   Nie   sądzisz,   że   potrzebujesz 
pomocy?

– Tander ma wrócić dziś wieczorem. Może iść z nami. 

Dzwonił do mnie do domu wcześnie rano.

– O której spodziewasz się go dziś wieczorem?
– Późno. Bardzo późno. Chodź tutaj, moja Katho.
– Tak jest, panie poruczniku.
Następnego   dnia   wczesnym   popołudniem   Vince 

siedział w miękkim fotelu na pokładzie jachtu patrząc, jak 
Tander rozpływa się w głośnym, długim śmiechu.

–   Chleb,   ciastka,   rożki   cynamonowe   –   powiedział 

Tander,   łapiąc   powietrze.   –   Ach,   uwielbiam   to, 
uwielbiam!  Słyszałem  o kradzieży  forsy, a  tu chodzi  o 
ciastka. Co za dowcip. Santini, dostarczyłeś mi uciechy.

– Skończyłeś, panie Ellis? – zapytał Vince uprzejmie. – 

Czy   też   potrzebujesz   następnych   dwudziestu   minut,   by 
całkiem zwariować?

– Zamknę się – powiedział Tander, szczerząc zęby – 

ponieważ   ty,   oczywiście,   jesteś   naburmuszony.   Ale 
musisz przyznać, Vince, że to by była niezła komedia.

Zacznę   się   kontrolować   i   nie   będę   obrzucać   cię 

background image

stwierdzeniem „a przecież ci mówiłem".

–   Jesteś   bardzo   wspaniałomyślny.   Rozmawiałem   z 

kierownikiem   sklepu,   w   którym  są   nadwyżki,  i   obiecał 
współpracę.   Użyjemy   zaplecza,   by   obserwować 
wchodzących i wychodzących. Chcesz się włączyć, czy 
nie?

– Ależ oczywiście, że chcę tam być. Za żadne skarby 

nie chciałbym, by mnie to ominęło. Ty i ja możemy dać 
sobie   radę   z   trzema   facetami   bez   większego   wysiłku. 
Dziwię   się,   że   pozwalasz,   by   Katha   była   tak   blisko, 
chociaż...

– Będzie trzymać się z daleka. Mówi, że ma prawo tam 

być i ma  słuszne  argumenty. Obiecała  stosować  się  do 
moich   poleceń   co   do   joty.   Boże,   gdyby   coś   się   jej 
przytrafiło, ja...

Tander spoważniał.
– Vince, chwila szczerości. Co z tobą i Kathą? Co do 

niej czujesz? Jest wyjątkową kobietą i...

–   Kocham   ją   –   odpowiedział   Vince.   Zamrugał 

zdziwiony, że to wyznał.

– Tak podejrzewałem od początku – powiedział Tander 

spokojnie.   –   Byłem   ciekaw,   czy   już   sam   do   tego 
doszedłeś. Czy mówiłeś jej, co do niej czujesz?

Vince westchnął głęboko i powoli wypuścił powietrze.
– Nie, i nie zamierzam tego robić.
Tander pochylił się  do przodu, by położyć łokcie  na 

kolanach, luźno złączył palce rąk.

– Dlaczego nie, do cholery?

background image

–   Co   to   miałoby   dać?   „Kocham   cię,   Katho,   do 

zobaczenia". Brednie. Nie  będę  się  z nią  spotykał, gdy 
zakończymy tę sprawę z opieką społeczną.

– Zważyłeś wszystko w myślach i pozbywasz się tego, 

co ciąży. Jesteś wariat.

–   Jestem   całkiem   świadomy   tego,   co   robię.   Moje 

poglądy   na   temat   małżeństwa   i   pracy   detektywa   nie 
zmieniły się. Nie łączą się, nie współgrają, koniec historii.

Tander usiadł wygodnie i zanim zaczął mówić, patrzył 

na Vince'a przez długą chwilę.

– Masz rację – rzekł. – Powinieneś uwolnić się od tej 

sprawy tak szybko, jak to możliwe.

– Wiem.
– Ponieważ nie zasługujesz na nią. Vince zesztywniał.
– Co?
– Nie zasługujesz na Kathę Logan. Obsypałeś ją całą 

masą   statystyk,   które   mówią,   że   gliny   mają   wysoki 
wskaźnik   rozwodów.   Nieważne,   że   miała   rację, 
rozszyfrowując   ten   numer   z   opieką   społeczną   i   od 
początku   będąc   wspólnikiem   w   odkryciu   przestępstwa. 
Jest   z   pewnością   zbyt   krucha,   by   żyć   z   prywatnym 
detektywem, by go kochać. Nie dałaby sobie z tym rady. – 
Potrząsnął głową. – Jesteś taki pełen absurdów, Santini. 
Jesteś niedorzeczny.

Vince poderwał się na nogi.
–   Dość   tego,   Ellis.   Pleciesz   bzdury.   Wiesz   o   tym? 

Gadasz,   bo   lubisz   słuchać   brzmienia   swojego   głosu, 
ignorujesz fakt, że nie masz pojęcia, o czym mówisz.

background image

–   Czyżby,   Vince?   –   Tander   wstał   i   spojrzał   na 

rozgniewanego Vince'a. – Odkąd cię znam, stosujesz to 
swoje   nędzne   i   nadużyte   wytłumaczenie,   by   uniknąć 
poważnego związku, zobowiązań względem kobiety. Ale 
tym   razem,   przyjacielu,   pozwalasz,   by   najlepsze,   co 
kiedykolwiek ci się przydarzyło, przeciekło ci przez palce.

– Słuchaj, Tander...
–   Dosyć.   Nie   interesuje   mnie   twoja   pusta   gadanina. 

Wynoś   się   z   mojego   jachtu,   Santini,   i   pozwól   mi   się 
zdrzemnąć.   Jestem   wypompowany   przedzieraniem   się 
przez   śniegi   Alaski.   Zobaczymy   się   jutro.   –   Minął 
Vince'a, spojrzał na niego przez ramię. – Aha, Vince. Czy 
zastanowiłeś się kiedyś, czego naprawdę się boisz?

Vince zrobił jeden długi krok w jego kierunku i złapał 

mocno muskularne ramię Tandera.

–   Tym   razem   posuwasz   się   zbyt   daleko,   Tander   – 

powiedział   przez   zaciśnięte   zęby.   –   W   mgnieniu   oka... 
bym...

– Powalił mnie na ziemię? – przerwał Tander.
– No, już, jeżeli to poprawi twoje samopoczucie. Jeżeli 

nawet rozwalisz mi głowę, fakty pozostaną faktami.

Vince   zaklął   po   włosku   i   uwolnił   jego   ramię. 

Przygładził ręką włosy i potrząsnął głową.

– W moim umyśle panuje chaos.
– Wiem – rzekł Tander spokojniejszym głosem.
–   Wiem.   Wyglądasz   jak   podgrzane   nieszczęście. 

Pomyśl o tym, co mówiłem, dobrze? Stracisz Kathę, jeżeli 
się   nie   pozbierasz.   Idę   spać.   –   Odwrócił   się   i   opuścił 

background image

pokład.

– Do zobaczenia – powiedział Vince cicho, po czym 

ruszył w kierunku doku. Tander stał w cieniu wyjścia i 
patrzył,   jak   Vince   odchodzi.   „Pomyśl,   Santini   – 
powiedział mu cicho. – Na litość boską, pomyśl".

W zamyśleniu potarł palcem policzek.
– Niezłe, zapierające dech w piersiach przedstawienie – 

powiedział   głośno.   –   Niemal   się   wściekłeś   –   szczerzył 
zęby.   –   Ach,   cóż   za   pierwszorzędną   robotę   robię. 
Amorku,   jesteś   mi   winien   jeden   strzał,   ty   leniwy 
próżniaku.

Vince   wyjechał   z   przystani,   mocno   ściskając 

kierownicę. Słowa Tandera jak szalone chodziły mu po 
głowie.

„Czy   zastanawiałeś   się   kiedyś,   czego   naprawdę   się 

boisz?"

– Cholera! – zaklął. – Tander jest szalony, kompletny 

wariat.

Spojrzał   na   zegarek   i   mocniej   nacisnął   pedał   gazu. 

Przypomniał   sobie   nagle,   że   miał   spotkać   się   z 
dekoratorem   w   swoim   nowym   biurze.   Wiedział,   jaką 
atmosferę chciał wykreować, była więc to kwestia rady, 
jak to wszystko połączyć w całość. Później zobaczy Kathę 
i...

Zaklął ponownie, a jego mina stała się jeszcze bardziej 

naburmuszona.   Nie   spotka   się   z   nią   tego   wieczoru, 
ponieważ   brała   udział   w   zebraniu   dla   kobiet   biznesu. 
Doszedł   do   wniosku,   że   świetnie   się   składa.   Spędzi 

background image

spokojny   wieczór   w   domu,   sam,   bez   Kathy,   która 
napełniała   jego   pokój   kipiącym   śmiechem,   wesołą 
pogawędką. Nie ma sprawy. Poczyta książkę lub będzie 
oglądał telewizję, lub...

„Czy   zastanawiałeś   się   kiedyś,   czego   naprawdę   się 

boisz?"

– Cholera.
Następnego   ranka   Katha,   Vince   i   Tander   stali   na 

zapleczu piekarni, która dysponowała nadwyżką.

–   Znacie   fakty   –   powiedział   Vince.   –   Ludzie   mogą 

wchodzić tutaj prosto z ulicy i płacić gotówką za towary. 
Kierownik sklepu ma na oddzielnej półce produkty, które 
można otrzymać za kwity z opieki społecznej. Jeżeli ktoś 
wręczy mu kwit on zapyta: „Czy sądzi pani, że spadnie 
deszcz?"  Tander, to sygnał  dla   nas,  aby  wkroczyć.  Ty, 
Katho, zostajesz tutaj. Rozumiecie?

– Owszem – odrzekł Tander.
–   Tak,   rozumiem   –   powiedziała   Katha   cicho.   Vince 

prawie   dziś   z   nią   nie   rozmawiał.   Być   może   tak 
zachowywał się, gdy był w akcji, ale nawet nie pocałował 
jej, nie uśmiechnął się do niej. – Nie będę wchodzić wam 
w drogę.

– Dobrze.
„Boże, ależ ona jest piękna" – pomyślał. Nie do wiary, 

jak   zielony   sweter   pasował   do   jej   wspaniałych   oczu. 
Pragnął porwać ją w ramiona i całować aż do utraty tchu. 
Spędził samotny, smętny wieczór w domu i niespokojną 
noc w dużym, pustym łóżku. A niemądre pytanie Tandera 

background image

nie dawało mu chwili spokoju. Być może mimo wszystko 
powali z nóg pyskatego pana Ellis.

– Stanę na warcie pierwszy. Wy możecie się rozgościć.
Przesunął   się   do   drzwi.   Otworzył   je   z   trzaskiem,   po 

czym wsparł się jednym ramieniem o ścianę. Założył ręce 
na piersiach, zmarszczył brwi, patrzył przez wąski otwór.

– Partyjkę remika? – zapytał Tander, wyciągając talię 

kart z kieszonki koszuli. – Tysiąc dolarów za punkt.

Katha przeniosła wzrok z Vince'a na Tandera.
–   Słucham?   Przepraszam,   nie   słyszałam,   co 

powiedziałeś.

Tander uśmiechnął się do niej.
–   Wiele   dzieje   się   wokół.   Zagrajmy   w   karty.   Czas 

wolno płynął.

Nikt   nie   przychodził   do   sklepu   z   kwitami   opieki 

społecznej.

W południe Tander wymknął się tylnym wyj ściem i 

wrócił z kanapkami i zimnymi napojami.

– Jedz i rozdaj karty – powiedział do Kathy. – Jestem ci 

winien   pięćdziesiąt   siedem   tysięcy   dolarów.   Wyciągasz 
moją podręczną gotówkę.

–   Cii...   –   odezwał   się   Vince   ze   swojego   dogodnego 

punktu przy drzwiach. – Mówcie ciszej.

– Robi się, panie Promyku Słońca – rzekł Tander. – 

Zagrasz w pokera, Katho?

– Ej! – zakrzyknął Vince.
– Panie Santini, proszę – powiedział Tander szyderczo. 

– Mów ciszej. Chcesz narobić hałasu?

background image

Vince wymamrotał coś, czego Katha wolała nie słyszeć, 

po czym zajęła się kartami.

Czas znowu wolno płynął.
Vince nie skorzystał z propozycji Tandera, że zmieni go 

przy   drzwiach.   Ciemna   zasłona   smutku   zawisła   nad 
Kathą. Dwanaście po czwartej Vince wyprostował się i 
odsunął od ściany. Przymrużył oczy i patrzył przez otwór 
przy drzwiach.

– Cholera jasna! – wyszeptał. Katha i Tander wstali.
– Co... – zaczął Tander.
Vince podniósł rękę, by go uciszyć, po czym dał im 

znak,   by   podeszli   do   drzwi.   Usłyszeli   głos   kierownika 
sklepu.

– Czy sądzi pani, że będzie padać?
Tander   sięgnął   po   rewolwer   zatknięty   z   tyłu   za   pas, 

potem   poruszył   głową   zmieszany,   gdyż   Vince   dał   mu 
znak, że nie trzeba. Vince wziął Kathę za rękę i przesunął 
ją przed siebie, aby mogła patrzyć przez otwór. Otworzyła 
szeroko oczy ze zdumienia, a jej usta wyszeptały cichy 
okrzyk. Vince położył ręce na jej ramionach i delikatnie 
odsunął ją z drogi. Kiwając głową na Tandera, otworzył 
drzwi i wszedł do sklepu.

–  Dobry  wieczór,  moje  panie   – powiedział. –  Witaj, 

Marto   Turnbull.   Jak   jeździ   twój   klasyczny   studebaker? 
Wszystko gra?

Marta   westchnęła,   machając   ręką   przed   ustami. 

Purpurowy tulipan na jej czerwonym kapeluszu zahuśtał 
się gwałtownie. Dwie starsze kobiety, które z nią były, 

background image

wpatrywały się w Vince'a szeroko otwartymi oczami. Na 
ich bladych, pomarszczonych twarzach czaił się strach.

– Och, psiakrew! – powiedziała Marta. – Koniec pieśni. 

To   Vincent   Santini,   dziewczyny,   detektyw.   Jest 
małodusznym, twardym gliniarzem. On nie traci czasu. Po 
prostu   przyłapuje   i   zapisuje   nazwiska.   Jedziemy   do 
więzienia.

– Przyłapuje i... – Tander wybuchnął śmiechem.
–   Cześć,   Katho,   kochanie!   –   powiedziała   Marta, 

uśmiechając się wesoło, gdy Katha weszła do sklepu. – 
Twój   młody   człowiek   ma   właśnie   zaciągnąć   mnie   i 
dziewczęta do ciupy.

– Marto – odezwała  się  Katha. – O co, do licha, tu 

chodzi?

– Chcę adwokata – zawołała jedna z kobiet.
– Ciszej, Gladys – powiedziała Marta. – Nie stać cię na 

adwokata.

–   A   jednak   chcę   adwokata   –   powtórzyła   Gladys.   – 

Wystarczy   bystry   młody   obrońca   z   urzędu.   Oczywiście 
mężczyzna.

–   Dość   tego   –   powiedziała   Katha   surowo.   –   Marto, 

musisz mi coś wyjaśnić.

Czy   włamałaś   się   do   programu   komputerowego   w 

wydziale opieki społecznej?

– Oczywiście, że tak – odrzekła Marta, nadymając się z 

dumy. – W przytułku dla starszych, tam gdzie chodzimy 
na   bezpłatny   lunch  na  gorąco,  jest   komputer  i   modem. 
Zobaczysz,   że   jestem   czarodziejem   komputerów.   Mario 

background image

Małgorzato...

Przywitaj się, Mario Małgorzato.
– Witaj – powiedziała Maria Małgorzata trzęsącym się 

głosem. – Bardzo mi miło poznać was wszystkich.

– Maria Małgorzata – mówiła Marta dalej – mieszka w 

przeciwległym   zakątku   miasta   i   w   jej   przytułku   dla 
starszych również jest komputer.

Przesyłałyśmy   wiadomości   tam   i   z   powrotem   przez 

modemy.   –   Zmarszczyła   brwi,   patrząc   na   Marię 
Małgorzatę.   –   Ale   ona   nie   odpowiedziała   nawet   na 
połowę z nich.

–   Ponieważ   niektóre   z   twoich   wiadomości   przeszły 

przez mój modem – poinformowała Katha.

– Co też powiesz? – Marta mlasnęła językiem. – Ależ 

jestem głupia. Moja pamięć nie jest już taka jak kiedyś. 
Musiałam   przez   pomyłkę   wykręcić   numer   twojego 
modemu, pomylić twój numer z tym od Marii Małgorzaty. 
Och,   starość   to   koszmar!   Dzięki   Bogu,   mam   Piotra   do 
pomocy. – Nagle zamilkła.

– Piotr? – zapytała Katha. – Czy twój wnuk jest w to 

wciągnięty?

Marta rzuciła zakłopotane spojrzenie w stronę Vince'a.
–   Nie   całkiem,   kochana.   Chcę   powiedzieć,   że   nieźle 

umiem obchodzić się z komputerami. Zaczęłam uczyć się 
ich obsługi kilka lat temu, gdy Piotr tak bardzo się nimi 
zainteresował. I jestem w tym dobra, ale nie tak jak Piotr. 
No, wiesz, on robi doktorat z informatyki, Katho.

–   Wiem.   Ale   co   on   ma   wspólnego   z   waszym 

background image

włamaniem do komputerów opieki społecznej?

–   Ech,   pomógł   nam   troszkę!   Nie,   żeby   chciał, 

zapamiętaj.   Babcie   dobrze   wiedzą,   jak   odpowiednio 
przycisnąć swoich wnuków. – Spojrzała Vince'owi prosto 
w   oczy.   –   Nie   myśl   więc,   że   możesz   oskarżyć   Piotra. 
Robił   wszystko   wbrew   swojej   woli.   Gladys,   Maria 
Małgorzata i ja bierzemy pełną odpowiedzialność za to, 
co zrobiłyśmy, nieprawdaż, moje panie?

–   Bezwzględnie   –   powiedziała   Gladys.   –   Najwięcej 

uciechy sprawiło mi wprowadzenie danych personalnych 
do...

– Ale dlaczego? – przerwał Vince. – To jest zagadka. 

Dlaczego sprawiłyście sobie tyle kłopotu, by obrabować 
nadwyżki piekarnicze akurat w tym sklepie?

–   Gladys   i   ja   –   wyjaśniła   Marta   –   mieszkamy   w 

pobliżu, w domach kwaterunkowych. Maria Małgorzata 
mieszka również w domu kwaterunkowym, ale po drugiej 
stronie miasta. Wszystkie jesteśmy wdowami i dostajemy 
stałe marne renty; po prostu nie miałyśmy funduszy, by 
kupić to, co nam było potrzebne. Nie zrozum mnie źle, 
młody człowieku. Już odesłałyśmy kwity, które nie były 
nam potrzebne, do opieki społecznej, tak, aby właściwi 
ludzie mogli otrzymać należne im produkty. Przyszłyśmy 
tutaj tylko po...

– Po co? – Katha, Vince i Tander zapytali zgodnym 

chórem.

– Po rożki cynamonowe, by uczcić urodziny Roberta. 

Mogłyśmy   zrzucić   się   i   kupić   mu   pudełko   rożków   w 

background image

supermarkecie, ale one nie są tak dobre jak te z piekarni, a 
Robert zasługuje na najlepsze. I nie na jeden lub dwa, ale 
na całe tuziny.

Mogłabyś je zamrozić, Katho, a on mógłby obchodzić 

urodziny miesiącami. Ale...

– westchnęła. – Złapaliście nas i biedny Robert nic nie 

będzie miał.

–   Marto!   –   krzyknęła   Katha.   –   Zrobiłyście   to   dla 

mojego   ojca?   Zrobiłyście   to,   by   wydać   mojemu   ojcu 
przyjęcie urodzinowe?

Vince potarł czoło.
– Do licha.
– To mi się podoba – powiedział Tander śmiejąc się. – 

Co za szwindel. To przestępstwo stulecia. Gang „Spoza 
Wzgórz" w zmasowanym natarciu.

– My nie jesteśmy – rzekła poirytowana Gladys – spoza 

wzgórz.   Może   huśtamy   się   na   wierzchołkach,   ale   z 
pewnością   nie   spoza   nich.   Uważaj   na   swoje   maniery, 
młody człowieku.

– 

Przepraszam, madame. Nie chciałem pani obrazić.

–   Mam   nadzieję,   że   nie.   Wszyscy   młodzi   ludzie   są 

podobni.   Myślicie,   że   jak   komuś   stuknie   sześćdziesiąt 
pięć   lat,   to   mógłby   równie   dobrze   już   umrzeć.   Marta, 
Maria   Małgorzata   i   ja   nie   chcemy   być   przerzucane   do 
domów starców, gdzie można tylko wegetować. Spójrz, 
co zrobiłyśmy, by otrzymać te kwity. Kto mówi, że nie 
można   nauczyć   starego   psa   nowych   trików?   Prawda, 
Marto?

background image

– Oczywiście, że tak – rzekła Marta. Zmierzyła Kathę, 

Vince'a i Tandera chmurnym spojrzeniem. – Założę się, że 
upłynie wiele czasu, zanim powiecie, że życie człowieka 
kończy się po sześćdziesiątce.

Wszyscy   posłusznie   przytaknęli,   a   Vince   gwałtownie 

potrząsnął głową.

– Przestańcie  już  – powiedział. – Skończcie  na tym. 

Marto,   zgadzam   się,   że   często   nie   wierzymy,   że   starsi 
ludzie mogą jeszcze wiele zdziałać, ale czy macie pojęcie, 
co   zrobiłyście?   Popełniłyście   przestępstwo.   Poważny 
występek.   Jesteście   winne   włamania   do   programu 
komputerowego,   które   przynosi   szkodę,   i   to   mogłoby 
wam dać wyrok do dziesięciu lat więzienia i pięć tysięcy 
dolarów grzywny.

– Czy pan – zapytała Marta lekko trzęsącym się głosem 

– ma pojęcie, jak żyje się z jałmużny, którą dostajemy co 
miesiąc?   Jak   trzeba   wciąż   się   martwić,   że   pojawi   się 
nieoczekiwany   wydatek?   Że   musimy   uciekać   się   do 
przyjmowania   bezpłatnych   posiłków   w   przytułku   dla 
starszych?   Mieć   tak   kochanego   przyjaciela   jak   Robert 
Logan i nie mieć pieniędzy, by dać mu zamiast tortu rożki 
cynamonowe w jego uroczystym dniu?

– Och, Marto! – odezwała się Katha ze łzami w oczach. 

– Robiłyście to, co dyktowało wam serce, ale Vince ma 
rację. To, co zrobiłyście, jest bardzo złe.

Marta westchnęła.
–   Teraz   rozumiem,   kochana.   –   Wyciągnęła   ręce.   – 

Panie Santini. Załóż nam kajdanki i zabierz nas do kicia.

background image

Kierownik sklepu przyłożył chusteczkę do oczu, potem 

wytarł nos.

–   Nic   nie   widziałem   ani   nie   słyszałem.   Nie   będę 

przeciwko nim zeznawał.

– Vince – odezwała się Katha, patrząc na niego. – Co 

zamierzasz z nimi zrobić?

– Zamierza wsadzić je do ciupy – powiedział Tander. – 

Wiecie, on jest gliniarzem o twardym sercu.

– Chcę bystrego adwokata – pisnęła Gladys.
–   Zamknijcie   się   wszyscy!   –   zażądał   Vince.   Całe 

zgromadzenie w sklepie ucichło.

– Dziękuję.
Wolno   pocierał   ręką   brodę   i   gapił   się   na   trzy 

przestępczynie. Zrobiło się cicho jak makiem zasiał.

– Marto Turnbull – odezwał się w końcu. – Czy mogę 

dostać twoje słowo honoru, że nigdy, ale to nigdy w życiu 
nie zrobisz czegoś podobnego?

– Ależ tak, kochanie. Naprawdę nie sądzę, abym była 

stworzona   do   życia   w   przestępstwie   z   moim   głupim 
brakiem pamięci, partaczącym każde działanie.

– Świetnie – Vince pozbierał kwity leżące na ladzie. – 

Dopilnuję, aby to wróciło do wydziału opieki społecznej, i 
powiem kierownikowi, że trzeba wprowadzić poprawki w 
programie. Tymczasem...

Wszystkie   oczy   były   w   niego   wlepione.   Sięgnął   do 

kieszeni   i   wyjął   kilka   banknotów,   kładąc   pieniądze   na 
ladzie.

–  ... kupcie   Robertowi   Loganowi  wystarczającą   ilość 

background image

rożków   cynamonowych,   by   zrobić   największy   tort 
urodzinowy, jaki kiedykolwiek widział.

Katha   czuła   się   tak,   jakby   jej   serce   miało   pęknąć   z 

miłości do Vince'a Santiniego.

– Dziękuję, Vince – wyszeptała.
– Na ciebie postawiłem, Santini – powiedział Tander. – 

Wiedziałem, że wyjdziesz z tego z twarzą. Teraz idę do 
domu. Damy, poznanie was było dla mnie zaszczytem.

– Do zobaczenia, Tander – rzekł Vince.
–   Do   widzenia,   Tander!   –   zawołała   Katha,   gdy 

wychodził frontowymi drzwiami.

Tander odwrócił głowę w kierunku sklepu.
– A propos, Vince, nie mam żadnych szybów na Alasce 

– powiedział i zniknął.

Vince zamyślił się przez chwilę, po czym odwrócił się 

do kierownika sklepu.

– Proszę podać paniom, co sobie życzą. Chodź, Katho. 

Chodźmy już stąd.

Gdy   Vince   i   Katha   wyszli   zza   lady,   Marta   stanęła 

naprzeciw Vince'a, wspięła się na palce i pocałowała go w 
policzek, a purpurowy tulipan uderzył go w czoło.

–   Niech   cię   Bóg   błogosławi,   kochany   chłopcze   – 

powiedziała wzruszona. – Katha dobrze wybrała.

Vince   próbował   się   uśmiechnąć,   ale   bez   rezultatu. 

Złapał   lekko   łokieć   Kathy   i   wyprowadził   ją   ze   sklepu. 
Zagubieni w swoich własnych myślach nie odzywali się 
do siebie, jadąc do jej domu.

background image

Rozdział 10

Vince   zaparkował   samochód   przed  domem,   wyłączył 

silnik,   skrzyżował   ręce   na   kierownicy   i   gapił   się   przez 
przednią szybę.

Katha   spojrzała   na   niego   nie   wiedząc,   czy   powinna 

wysiąść   z   auta,   powiedzieć   coś   lub   czekać,   aż   on   coś 
powie.

– Sądzę, że okropna trójca wkrótce się tu pojawi, aby 

urządzić przyjęcie urodzinowe twojemu ojcu – odezwał 
się wreszcie.

– Chciały dobrze, Vince. To, co zrobiłeś dla nich, było 

wspaniałe.

– W porządku – powiedział trochę sarkastycznie. – To 

ja,   Pan   Wspaniały.   –   Spojrzał   na   nią.   –   Sprawa   jest 
zamknięta. Przestępstwo zostało wyjaśnione.

„A   to   jest   pożegnanie"   –   pomyślała   Katha,   pełna 

smutku. Wiedziała, że to nadejdzie, ale czuła nienawiść 
do tej chwili. Prawdziwą nienawiść. Musi z godnością, z 
dumą przebrnąć przez następne minuty.

–   Tak,   wszystko,   wszystko   skończone,   prawda?   – 

powiedziała miękko, patrząc mu w oczy. – Rozumiem.

Vince wiedział, że Katha nie mówiła o ciągnącym się 

śledztwie, robiła aluzję do nich, do tego, co ich łączyło. 
Skończyło się. I tak musiało być.

„Czy   zastanawiałeś   się   kiedyś,   czego   naprawdę   się 

boisz? Przeklęty Tander – dumał Vince. – Nie wiedział, 

background image

co mówi". To było śmieszne pytanie i on je zignorował. 
Cholera, nie ma w jego życiu miejsca dla Kathy Logan, 
ogniska   domowego,   dzieci,   szczeniąt   i   spotkań 
towarzyskich. Tak właśnie jest. I tak właśnie będzie.

–   Słuchaj,   Katho,   czas,   który   razem   spędziliśmy   był 

bardzo... miły.

„Miły, Boże, czy faktycznie powiedziałem to okropne 

słowo?" Było fantastycznie, pięknie nie do wyobrażenia. 
Unosili się w przestworza jak anioły do miejsc, o których 
istnieniu nawet nie wiedział.

– Ja...
Podniosła rękę.
–   Vince,   proszę.   Przydługie   wyjaśnienia   nie   są 

potrzebne.   –   Jej   głos   był   spokojny.   Nie   zobaczy   łez 
zbierających  się   w   jej   oczach.  Opuści   scenę   z   klasą.  – 
Znam   twoje   zdanie   o   łączeniu   pracy   detektywa   z 
zobowiązaniami   względem   kobiety.   Wiedziałam   to   od 
początku, ponieważ postawiłeś sprawę bardzo uczciwie.

Z wysiłkiem połykała ślinę i mrugała, by powstrzymać 

łzy.

– Chcę, abyś wiedział – dodała, a jej głos zaczął drżeć – 

że   gdybym   miała   możliwość   cofnąć   czas   i   przemyśleć 
ponownie   moje   decyzje,   postąpiłabym  tak   samo,   nawet 
wiedząc, że tak to się skończy. To, co nas łączyło, było 
nadzwyczajne,   niespotykane   i   wspaniałe.   Nigdy   cię   nie 
zapomnę, Vince, ale rozumiem, dlaczego musisz odejść.

– Ale...
Sięgnęła do klamki w drzwiach, odwracając głowę, by 

background image

ukryć   łzy.   –   Dziękuję,   Vince,   za...   Po   prostu   dziękuję. 
Mam nadzieję, że będziesz bardzo szczęśliwy i odniesiesz 
sukces w nowej pracy. Pamiętaj, że gdy sprawy osaczają 
cię,   jest   ciężko...   Pamiętaj...   –   Załkała   aby   pofrunąć   w 
przestworza jak anioły. Do widzenia.

– Katho, poczekaj.
Odwróciła się, łzy płynęły po jej bladych policzkach.
– Nie chciałam płakać. Obiecałam sobie, że nie będę 

płakać. Rozmieniłam na drobne dumę Loganów. Więc... – 
Odetchnęła głęboko, starając się powstrzymać szloch. – 
Więc mogę równie dobrze iść na piwo. Vince, chcę, abyś 
wiedział,   jak   wiele   to   wszystko   znaczyło   dla   mnie,   co 
dzieliliśmy,   co   nas   łączyło.   Jesteś   pełnym   ciepła, 
troskliwym, przystojnym mężczyzną i tak się cieszę, że 
byłeś chociaż przez chwilę w moim życiu. Naprawdę cię 
kocham.   –   Wyśliznęła   się   z   samochodu   i   pobiegła 
chodnikiem, znikając w domu.

– Katho! – krzyknął Vince. Pochylił się na siedzeniu 

auta. – Katho, wróć tutaj! Chcę ci powiedzieć... Cholera!

Zamknął   drzwi   z   trzaskiem.   Przekręcił   kluczyk   w 

stacyjce i z hukiem odjechał z pobocza.

Powiedzieć   jej?   Co?   Że   ją   kocha?   Nie   może   tego 

zrobić,   ponieważ   słowa   niczego   nie   zmienią.   Katha   go 
kocha? Piękna, doskonała, jedyna w swoim rodzaju Katha 
kocha go? To nie ma znaczenia, ponieważ on nie może jej 
mieć.

Jest samotnym prywatnym detektywem. A Katha, gdy 

brał ją w ramiona, była w każdym calu kobietą.

background image

– Cholera, Santini, daj temu spokój! – wymamrotał. – 

To skończone. Tak musi być.

„Czy   kiedyś   zastanawiałeś   się,   czego   naprawdę   się 

boisz?"

– Ellis, rozwalę cię! – warknął Vince.
Nocą   pytanie   Tandera   atakowało   Vince'a   bez   litości. 

Siedział w fotelu w swoim salonie, nie dbając o włączenie 
światła i gapił się w pustkę. Siedział i myślał, aż światło 
jutrzenki oznajmiło mu początek nowego dnia.

W   nocy   Katha   płakała.   Wykorzystała   ostatni   zapas 

energii i wzięła udział w przyjęciu urodzinowym ojca z 
Martą   i   jej   starowinkami.   Wiedziała,   że   nie   oszuka 
ukochanego ojca i widziała jego zmartwione spojrzenia, 
ale udawała, że wszystko jest dobrze. Gdy tylko mogła 
pozwolić   sobie   na   ucieczkę,   zamknęła   się   w   swoim 
pokoju.

Świtało.   Wytarła   oczy,   wyprostowała   ramiona   i 

podniosła głowę.

„Nieważne"   –   pomyślała.   Płakała   jak   każda   myśląca 

kobieta w takich okolicznościach, znając kojącą moc łez. 
Płakała, ale teraz przestanie i pójdzie dalej w życie. Bez 
Vince'a.

A   co   z   bólem   jej   zranionego   serca?   Co   z   jej 

zdruzgotaną dumą?

Zmarszczyła brwi i potrząsnęła głową. Nie, do licha... 

Nie utraciła swej dumy, mówiąc Vince'owi, że go kocha. 
Powiedziała mu prawdę i nie żałuje tego. To były ostatnie 
słowa   tego   rozdziału   w   jej   życiu   i   będzie   zawsze 

background image

pielęgnować wspomnienia o nim. Wspomnienia należą do 
niej. Na zawsze.

Mijały dni, a Katha rzuciła się w wir pracy. Spędzała 

długie godziny, pisząc na maszynie i robiąc korekty. Gdy 
padała w nocy na łóżko, zasypiała wyczerpana, ale zawsze 
towarzyszył jej obraz Vincenta.

Tydzień po pożegnaniu z Vince'em, ojciec wziął ją za 

rękę i mocno uścisnął.

–   Porozmawiaj...   z   ojcem   –   poprosił.   –   Gdzie...   jest 

Vince?

–  Odszedł,  tatusiu –  odrzekła   spokojnie. –  Wszystko 

między nami skończone.

– Kochasz... go?
–   Tak,   ależ   tak,   ale   wiedziałam,   że   to   się   skończy. 

Nigdy nie kłamał. Jest bardzo stanowczy w sprawie nie 
mieszania pracy z poważnym związkiem. Sądzę, że nie 
ma racji, ale szanuję jego prawo do własnego zdania na 
ten temat. Dojdę do siebie po pewnym czasie. Potrzebuję 
po prostu trochę więcej czasu.

– Może... fruwanie... w przestworza jak anioły... ulży 

twemu bólowi.

– Nie, tatusiu. Anioły nic tu nie pomogą. – Pocałowała 

go w policzek. – Kocham cię. Proszę, nie martw się o 
mnie. – Uśmiechnęła się do niego I wyszła.

Robert spoważniał i potrząsnął głową.
– Głupi człowiek... ten Santini. I... nie ma  pojęcia o 

drużynach piłkarskich.

Dwa tygodnie później zdecydowała, że pora rozpocząć 

background image

nowy etap w życiu.

Koniec   ze   smutkami.   Założyła   ciemnoniebieskie 

spodnie   i   jasny   sweter   w   białe,   czerwone   i   niebieskie 
paski i  skierowała się  do biura. Postanowiła, że będzie 
pełna werwy i radości życia i była zdecydowana odsunąć 
od siebie wspomnienia związane z Vince'em.

Gdy   przechodziła   przez   salon,   kierując   się   do   biura, 

usłyszała   pukanie   do   drzwi.   Odwróciła   się,   otworzyła 
drzwi energicznie, z uśmiechem.

– Cześć, Katho! – powitał ją Vince.
Uśmiech zniknął z jej ust, zamrugała raz, potem drugi. 

To pewne, że Vince Santini stoi na jej werandzie. Wysoki, 
silny i wspaniały Vince, odziany w dżinsy i sweter koloru 
karmelowego,   sprawiający   wrażenie   wyczerpanego,   ale 
mimo to wspaniały. „Och, Boże, dlaczego Vince stoi na 
mojej werandzie?!"

– Dlaczego stoisz na mojej werandzie? – zapytała.
– Czy naprawdę o tym teraz myślałaś? Kochasz mnie, 

Katho?

– Vince, proszę, przestań. To nie ma sensu.
– Czy właśnie to miałaś na myśli? – powtórzył.
– Tak – odpowiedziała z westchnieniem.
–   Katho,   czy   mogłabyś   wybrać   się   ze   mną   na 

przejażdżkę? Proszę cię.

– Po co?
– To ważne. Wiem, że nie mam prawa prosić cię o nic, 

ale proszę, zrób to dla mnie.

„Nigdy w życiu, mój panie" – pomyślała.

background image

–   Tak.   –   Zdziwiona   usłyszała   swoją   odpowiedź.   – 

Pozwól, że powiem Jane, iż wychodzę, chociaż to absurd.

– Ależ nie. To ważne.
Minęło dwadzieścia minut od chwili, gdy opuścili dom 

i   przez   ten   czas   Katha   zauważyła   coś   zadziwiającego. 
Vince Santini był nerwowy. Nie mówił do niej ani na nią 
nie patrzył, ale uderzał palcami o kierownicę i majstrował 
przy radiu. „Ten człowiek to kłębek nerwów".

Lecz  to właśnie   on, przyznała,  sprawiał,  że   jej  serce 

łomotało.   Dwa   tygodnie   od   ostatniego   spotkania   nie 
zmniejszyły płomienia miłości i pożądania.

– Dokąd jedziemy? – zapytała w końcu. Nie spojrzał na 

nią.

– Zaufaj mi.
– Hmm – mruknęła. Założyła ręce i gapiła się w boczną 

szybę.

Vince przejechał kilka mil na południe miasta, później 

skręcił w ulicę prowadzącą na jakieś wzgórze. Zauważyła, 
że   droga   prowadzi   do   dzielnicy   ogromnych,   drogich 
domów, które były zbudowane na dużych działkach poza 
miastem.

Minęło następne dziesięć minut. Vince zwolnił. Minął 

dwa   betonowe   słupy   i   skierował   się   na   podjazd 
prowadzący   do   białego,   ogromnego,   dwupiętrowego 
domu, który lśnił w słońcu.

–   Ale   piękny   dom!   –   krzyknęła   Katha.   –   Czyj 

samochód stoi przed nim?

–   Tandera.   –   Vince   zatrzymał   się   za   lśniącym 

background image

srebrzystym jaguarem i wyłączył silnik.

– Tander tu mieszka?
– Nie. – Wysiadł z samochodu. Katha otworzyła drzwi i 

stanęła obok.

– Kto więc tu mieszka? – zapytała.
– Zaufaj mi. Chodź.
Szli szerokimi schodami w kierunku rozległej werandy. 

Vince   otworzył   drzwi   i   zrobił   krok   do   tyłu,   by   ją 
przepuścić.

– Nie zapukałeś – zauważyła.
– Zaufaj mi.
–   Uparcie   powtarzasz   to   samo   –   powiedziała   i 

wkroczyła do domu.

Zatrzymała się zdziwiona, bo w domu nie było żadnych 

mebli. Ogromne frontowe foyer było wyłożone różowym 
marmurem, drewniane podłogi w przestronnych pokojach 
błyszczały, ale nie było żadnych mebli.

W   połowie   długiego   korytarza   otworzyły  się   drzwi   i 

pojawił się Tander.

–   Witaj,   serduszko   –   powiedział,   uśmiechając   się   do 

Kathy.

–   Cześć,   Tander!   –   powitała   go,   odwzajemniając 

uśmiech.

–   Już   mnie   nie   ma,   Vince.   Dostaniesz   rachunek. 

Pobieram tysiące za opiekę nad maluchami.

–   Jestem   ci   winien   coś   więcej   –   powiedział   Vince 

poważnie.

Tander otworzył drzwi i odwrócił się, by spojrzeć na 

background image

Vince'a.

– Nie dopuść, by diabli to wzięli, po prostu nie dopuść 

– rzekł stanowczo.

Opuścił dom, a kilka chwil potem rozległ się warkot 

potężnego silnika.

– Opieka nad maluchami? – zapytała Katha.
– Wejdź do salonu – powiedział Vince i przeszedł przez 

korytarz.

Katha   wpatrywała   się   w   niego   przez   chwilę,   potem 

wolno poszła za nim.

W   salonie   był   kominek   z   płyt   kamiennych,   okna 

sięgające   od   podłogi   do   sufitu,   wspaniały   orientalny 
dywanik, ale  nie było mebli. Słońce wlewało się przez 
okna, błyszcząc na białych ścianach.

Vince wsunął ręce do kieszeni, wyciągnął, założył na 

piersiach, po czym z powrotem włożył je do kieszeni.

„Kłębek nerwów" – pomyślała Katha ponownie.
– Piękny dywanik – powiedziała, by przerwać ciszę.
– Co? – Bezmyślnie wpatrywał się w dywan. – Tak, 

owszem. Należał do mojego dziadka. To jedna z niewielu 
rzeczy, które zachowałem, gdy zmarł.

– Aha. Dywanik dziadka. Co on tutaj robi?
– Katho, ja... – zaczął, odchrząknął i spróbował znowu. 

– Zostawiłem cię dwa tygodnie temu wierząc, że nie mam 
innego wyboru. Przekonałem się wiele lat temu, że moja 
praca nie może iść w parze z poważnym związkiem.

– Wiem – powiedziała cicho.
– Potem ty zjawiłaś się w moim życiu; zrozumiałem, że 

background image

wypełniłaś coś pustego i zimnego, co tkwiło we mnie. To, 
co nas łączyło, było piękne, bardzo piękne.

– Tak.
– Ale ja dalej utrzymywałem, że nigdy nie zwiążę się z 

kobietą na całe życie.

Tak   było,   tak   musiało   być.   Potem   Tander   nakłonił 

mnie,   abym   stanął   twarzą   w   twarz   z   bardzo   trudnym 
pytaniem.   Zapytał   mnie,   czy   zastanawiałem   się   kiedyś, 
czego naprawdę się obawiam.

– Czego się obawiasz? Wyjaśniłeś mi to. Powiedziałeś, 

że   statystycznie   procent   rozwodów   w   małżeństwach,   w 
których   mężczyzna   jest   oficerem   policji,   jest   bardzo 
wysoki.

Potrząsnął głową.
– To było usprawiedliwienie, które powtarzałem przez 

całe lata, by uniknąć związku, by upewnić się, że nigdy 
nie   kochałem.   Tak   długo   to   stosowałem,   że   faktycznie 
uwierzyłem, iż tak właśnie czuję.

– Nie rozumiem.
– Ja nie rozumiałbym również, gdyby nie Tander i jego 

pytanie.   Katho,   kochałem   rodziców,   a   oni   zginęli. 
Zostawili mnie, gdy byłem małym chłopcem.

Kochałem dziadka, ale on miał duszę wędrowca, i za 

każdym   razem,   gdy   tylko   z   kimś   się   zaprzyjaźniłem, 
pakował mnie i przeprowadzał się do innego miasta czy 
innego kraju. Potem postarzał się i zmarł. Zostawił mnie. 
Przyjaźnię   się   z   Tanderem   i   Declanem   Harrisem,   ale 
zawsze trzymałem na dystans kobiety i innych mężczyzn, 

background image

ponieważ   się   obawiałem.   Troszczyć   się,   Katho,   kochać 
oznaczało dla mnie być opuszczonym i samotnym.

– Ależ, Vince – wyszeptała.
–   Spojrzałem   w   oczy   duchom,   spojrzałem   w   oczy 

prawdzie o sobie, w te rany, w ten strach. Zmierzyłem się 
z tym wszystkim, stoczyłem bitwę i wygrałem.

Była to najcięższa bitwa mojego życia, ale musiałem 

wygrać, ponieważ przegrana oznaczała, że utracę ciebie. 
Moje obawy nie pozwalały mi powiedzieć, jak bardzo... 
do licha... Katho, kocham cię.

–   Kochasz   mnie?   –   powtórzyła,   a   głos   uwiązł   jej   w 

gardle.

– Przysięgam na Boga, że cię kocham – wyznał głosem 

ochrypłym   ze   wzruszenia.   –   Katho,   jestem   gliną,   teraz 
prywatnym detektywem, ale jednak gliną, i zawsze nim 
będę.

– Tak, oczywiście, to część tego, kim jesteś. Przytaknął.
– Jestem policjantem, ale także mężczyzną, samotnym 

mężczyzną,   który   cię   kocha   i   uwielbia   ciepło,   które 
wnosisz w jego życie. Lepiej chyba nie umiałbym tego 
wyrazić. Kupiłem ten dom... dla nas, taką mam nadzieję. 
Możesz   pracować   tutaj,   jeżeli   zechcesz.   Jest 
wystarczająco duży dla nas wszystkich... dla ciebie, dla 
mnie, dla Jane i twojego ojca. Wiem, że nie jesteś sama, i 
oni to część tego, kim jesteś. Założymy rodzinę, będziemy 
mieszkać   wszyscy   razem,   razem   z   naszymi   dziećmi. 
Katho, proszę, powiedz, że wyjdziesz za mnie. Nie chcę 
być   już   dłużej   samotny   i   kocham   cię   naprawdę,   tak 

background image

cholernie mocno. Katho, proszę.

Rzuciła   się   w   jego   ramiona,   obejmując   go   za   szyję. 

Mocno ją przytulił.

– Katho?
– Tak! Tak, tak, tak! – Odchyliła głowę, by uśmiechnąć 

się do niego przez łzy szczęścia. – Tak, wyjdę za ciebie, 
urodzę   ci   dzieci   i   zamieszkam   z   tobą   w   tym   pięknym 
domu.   Ach,   Vince,   kocham   cię!   Tęskniłam   za   tobą, 
cierpiałam, bardzo płakałam, gdy myślałam o tobie. Tak, 
mój Vincencie, jesteś moim życiem.

Łzy   błysnęły   w   ich   oczach.   Vince   zniżył   głowę   i 

delikatnie, z czcią pocałował Kathę. Pocałunek mówił o 
bólu i rozterkach ostatnich dwóch tygodni, o stoczonych 
bitwach i o zwycięstwie. Mówił o pragnieniu rosnącym z 
każdym uderzeniem pulsujących serc. Mówił o miłości i 
spełnieniu na zawsze.

– Kocham cię, Katho Logan – powiedział Vince, gdy 

podniósł głowę.

– I ja cię kocham, Vincencie Santini – wyszeptała. – 

Vince, kim opiekował się Tander?

– Boże, zapomniałem o nich.
– O nich?
Wziął ją za rękę i ruszył przez salon. Katha musiała 

prawie biec, by dotrzymać mu kroku. Otworzył drzwi do 
pokoju, z którego wyszedł Tander i wprowadził Kathę.

Na środku pomieszczenia, które z pewnością miało być 

biblioteką, stał kojec. W kojcu wierciły się dwie puszyste 
kuleczki – biała i brązowa.

background image

– 

Madame – powiedział Vince, wznosząc rękę. – Poznaj 

resztę   naszej   rodziny.   Owczarek   angielski   o   imieniu 
Oliver i chow-chow o imieniu Chow-Lee-Chan.

Katha   klasnęła   z   radości   i   podbiegła,   by   zagarnąć 

szczenięta   w   swoje   ramiona.   Lizały   ją   po   twarzy   i 
machały ogonkami.

– Witaj w domu, pani Santini – powiedział Vince.
– Wspaniale jest tutaj, panie Santini – odrzekła, śmiejąc 

się do niego z błyskiem miłości w oczach.

Bawili   się   ze   szczeniętami,   ale   wkrótce   puszyste 

maluchy   zaczęły   ziewać   i   chciały   tylko   udać   się   na 
drzemkę do kojca.

Vince objął Kathę i razem wrócili do salonu. Kochali 

się na orientalnym dywaniku w promieniach słońca.

W domu,  który miał stać się ich domem,  który miał 

rozbrzmiewać   miłością   i   śmiechem,   Katha   i   Vince 
pofrunęli w przestworza jak anioły.


Document Outline