background image

Carol Wood

Powrót z antypodów

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Alison  siedziała  w  samochodzie  i  wdychała  przez  otwarte  okno  zapachy  lata,  które 

budziły w niej żywe wspomnienia z przeszłości. Zdawała sobie sprawę, że za chwilę będzie 
musiała odbyć dwuminutowy spacer do przychodni i stanąć twarzą w twarz z Samem, który z 
pewnością siedzi teraz w gabinecie, jak zwykle rozparty wygodnie za biurkiem. 

Spojrzała  na  piękny,  dwupiętrowy  budynek  przychodni.  Wiedziała,  że  będzie  on  jej 

zawsze kojarzył się z Samem. Choć wyjechał przed dziesięcioma miesiącami, zawsze był tu 
obecny  duchem.  Zawsze  był  ważnym  elementem  tego  niewielkiego,  ale  ważnego  dla  niej 
fragmentu wszechświata. 

– Czy wyobrażasz sobie, jak pięknie będzie wyglądał po remoncie? – pytał ją z wówczas 

zachwytem,  a  ona,  zaślepiona  miłością,  nie  potrafiła  mu  wyznać,  że  wcale  sobie  tego  nie 
wyobraża. 

Stary  i  zaniedbany  dziewiętnastowieczny  budynek  nie  wzbudzał  wtedy  jej  entuzjazmu. 

Zdobyła  się  na  odrobinę  zainteresowania  tylko  przez  wzgląd  na  uczucia,  jakie  żywiła  do 
swego męża. 

Zamknęła  oczy,  próbując  powstrzymać  gorączkową  gonitwę  myśli.  Nie  chciała 

wspominać  przeszłości.  Miała  trzydzieści  trzy  lata,  a  nadal  czuła  się  jak  niezrównoważona 
nastolatka. 

Kiedy  wreszcie  przestanę  żyć  wyrzutami  sumienia? – spytała  się  w  duchu.  Kiedy 

zrozumiem,  że  nasza  separacja  była  najmniej  bolesnym  krokiem  na  drodze  do  rozwodu? 
Najbardziej korzystnym dla nas, najlepszym dla naszej córeczki, Gemmy. 

Tok  jej  myśli  przerwało  niespodziewanie  pukanie  w  szybę  samochodu.  Otworzyła 

szeroko oczy i zobaczyła uśmiechniętą twarz Petera Johnsona, młodszego wspólnika Hectora 
Trencharda. 

– Jest  dopiero  siódma  trzydzieści,  a  ty  wyglądasz  tak  świeżo  jak  stokrotka.  – Młody 

lekarz uniósł brwi ze zdziwienia. – Na czym polega twój sekret, Ali?

– Mam  bardzo  sprawny  budzik – odparła  z  uśmiechem  zażenowania.  – Innymi  słowy, 

małą córeczkę, która żąda, aby ją przytulić już o szóstej rano. 

Zdawała sobie sprawę, że kłamie. Ostatniej nocy nie zmrużyła oka. Dręczył ją lęk przed 

dzisiejszym  dniem.  Kiedy  Gemma  obudziła  się  o  piątej,  przyjęła  jej  dziecinne  gaworzenie 
niemal z wdzięcznością. 

– Czy dobrze się czujesz, Alison? – spytał Peter, patrząc na nią badawczo. 
– Przepraszam cię – mruknęła  pospiesznie, uświadamiając sobie, że  odpłynęła myślami 

daleko. Szybko chwyciła teczkę, wysiadła z auta i ruszyła za Peterem w kierunku przychodni. 

– To chyba dla ciebie wielki dzień – odezwał się niepewnie jej kolega. – A raczej... do 

diabła, sam nie wiem, co mówię. Miałem na myśli to, że zobaczysz Sama po raz pierwszy od 
roku. 

– Od dziesięciu miesięcy, Peter – poprawiła go. 
– No tak, mój pierwszy rok tutaj minął bardzo szybko, ale ty pewnie czułaś się inaczej. 

background image

Tak czy owak, mam nadzieję, że od nas teraz nie odejdziesz. 

– Nie – potwierdziła.  – Powrót  Sama  do  pracy  nie  ma  dla  mnie  żadnego  znaczenia. 

Hector chce, żebym nadal miała dyżury w poniedziałki i piątki, a mnie to odpowiada. 

Młody kolega położył niespodziewanie dłoń na jej ramieniu. 
– Posłuchaj, Ali, nie chcę się wtrącać, ale jeśli kiedyś przeżyjesz moment słabości, jeśli 

będziesz chciała ukryć się przed całym światem, zawsze możesz przyjść do mojego gabinetu, 
usiąść na balkonie i nie przejmować się mną. Obiecuję, że nie odezwę się ani słowem. 

– Dziękuję, Peter – wyjąkała, wziąwszy głęboki oddech. – Być może kiedyś skorzystam z 

twojej propozycji. Jestem ci za nią bardzo wdzięczna. 

– Nie ma za co. 
– Dzień dobry! – powitała ich młoda recepcjonistka, Lucy Edwards, gdy weszli do holu. –

Mamy  dziś  mnóstwo  pacjentów.  Zobaczycie  listę,  gdy  wejdziecie  do  gabinetów.  Ale  jest 
jeszcze wcześnie. Zaraz przyniosę wam kawę. 

Alison  posłała  jej  pełen  wdzięczności  uśmiech,  odwróciła  się  na  pięcie  i  ruszyła  w 

kierunku wykładanej boazerią klatki schodowej, prowadzącej do jej gabinetu. 

Oczywiście,  powinna była  patrzeć przed  siebie.  Ponieważ  jednak chciała  jak najprędzej 

znaleźć się w zaciszu swego pokoju, nie podniosła w porę wzroku i wpadła na ścianę, której 
nie było w tym miejscu poprzedniego dnia. 

Takie  przynajmniej  miała  wrażenie.  W  istocie  zderzyła  się  z  nadchodzącym  właśnie 

Samem i z pewnością straciłaby równowagę, gdyby nie podtrzymał jej, chwytając ją mocno 
za ramiona. Przez chwilę była tak oszołomiona, że nie wiedziała, co się z nią dzieje. 

– Alison! – zawołał tak dobrze jej znanym głosem, a ona odzyskała świadomość i zdała 

sobie sprawę, że nadal trzyma ją w uścisku. – Alison... czy nic ci się nie stało?

– Czy  nic  się  pani  nie  stało,  doktor  Stewart? – spytała  jak  echo  Lucy,  wybiegając  do 

poczekalni. 

– Wszystko w porządku, Lucy – wymamrotała słabym głosem, powoli wracając do siebie. 

– Czuję się doskonale. 

– W  takim  razie  pójdę  po  tę  kawę – oznajmiła  recepcjonistka  i  odeszła,  zostawiając 

Alison z Peterem i Samem. 

– Uderzyłaś głową w mój bark – oznajmił Sam i dotknął palcami jej czoła. – Czy bardzo 

cię boli?

– Nie – skłamała, krzywiąc się lekko. 
– Nie  zdążyłem  zejść  ci  z  drogi.  Pędziłaś  przed  siebie  jak  pociąg  pospieszny.  – Sam 

postukał dwoma palcami w swą kość barkową. Mimo woli dostrzegła jego umięśnioną klatkę 
piersiową, brzuch, biodra, nogi... 

– Ja po prostu... 
– Po  prostu  nie  patrzyłaś  przed  siebie – rzekł  Peter  z  naganą  w  głosie.  – Na  drugi  raz 

musisz bardziej uważać!

Uśmiechnął  się  do  niej  pogodnie  i  zniknął  na  schodach,  a  ona  została  w  cztery  oczy z 

Samem.  Była  coraz  bardziej  przerażona.  Przygotowywała  się  na  to  spotkanie  od  dłuższego 
czasu, ale teraz nie miała pojęcia, co ma mówić. 

background image

– Miło cię widzieć – rzekł z uśmiechem. – Czy moglibyśmy porozmawiać? Oczywiście 

nie teraz. Po dyżurze, zgoda?

– Ja... ja muszę odebrać Gemmę. Jest teraz u Clare, pisałam ci o tym... 
– Owszem.  W  jednym  z  twoich  trzech  listów.  Napisała  wszystkie  trzy  z  konkretnych 

powodów. 

W  pierwszym  tłumaczyła  mu  swoją  decyzję  o  powrocie  do  pracy.  Hector  poprosił  ją  o 

wypełnienie luki  powstałej na skutek jego nagłego wyjazdu. W  drugim powiadomiła go, że 
ich  córka  otrzymała  wysłane  przez  niego  prezenty  gwiazdkowe.  W  trzecim  doniosła,  że 
Gemma  zaczęła  chodzić.  Ten  trzeci  list  był  może  zbędny,  ale  jej  matczyna  duma 
zatriumfowała nad niechęcią do byłego męża. 

Zapadła krępująca cisza. Sam wzruszył ramionami i westchnął. 
– Ali, przykro mi z powodu tego całego zamieszania. Przepraszam, że nie dałem ci znać... 
– Owszem, to był dla mnie szok – przerwała mu bezceremonialnie. Czuła się teraz trochę 

lepiej. Jej serce nadal biło jak młot, ale mogła już swobodnie oddychać. 

– Muszę ci to wszystko wytłumaczyć... 
– Nic nie musisz, Sam – poprawiła go, odzyskując pewność siebie. – Czy pamiętasz naszą 

umowę?  Żadnych  wyjaśnień,  chyba  że  będą  dotyczyły  Gemmy.  Masz  teraz  swoje  własne 
życie i możesz z nim robić, co ci się podoba. 

Jego  opalona  twarz  pobladła  nagle,  a  w  oczach  pojawił  się  wyraz  bólu.  Wiedziała,  że 

sprawiła mu przykrość, ale nie odczuła z tego powodu żadnej satysfakcji. 

– Ali... musimy porozmawiać. 
Spojrzała  na  niego  chłodnym  wzrokiem.  Stał  przed  nią  ojciec  Gemmy,  mężczyzna, 

którego szaleńczo kochała i który ją zdradził. Niegdyś, dawno temu,  zgodziłaby się na taką 
rozmowę,  ale  jego  wyjazd  do  Australii  wszystko  zmienił.  Uciekł  na  koniec  świata,  a  ona  z 
trudem odzyskała równowagę i  osiągnęła pewien  stopień niezależności. Nie interesowały ją 
powody jego nagłego powrotu. Czyżby sobie wyobrażał, że ma prawo na nowo wkroczyć w 
ich życie?

– Będziesz się pewnie chciał widywać z Gemmą – zauważyła rzeczowo. – Możemy od 

razu ustalić terminy... 

– Chcę  się  też  zobaczyć  z  tobą,  Ali – przerwał  jej  stanowczo.  Podszedł  bliżej  i  uniósł 

dłonie w geście pojednania. – Nie odtrącaj mnie, Alison. Chcę tylko tego, co będzie najlepsze 
dla nas wszystkich. 

– Dla mnie i dla Gemmy najlepsze było życie w normalnej rodzinie – warknęła. – Ale ty z 

tego zrezygnowałeś. Dokonałeś wyboru i nic mnie nie obchodzi to, czy ten wybór okazał się 
słuszny. Możesz widywać Gemmę, ale nie próbuj się wtrącać do naszego życia. 

Odwróciła  się  gwałtownie  i  ruszyła  w  kierunku  schodów.  Choć  czuła  na  sobie  jego 

wzrok,  nie  odwróciła  głowy.  A  gdy dotarła  do  gabinetu,  usiadła  w  fotelu,  zamknęła  oczy  i 
pomyślała, że oto udało jej się pokonać pierwszą przeszkodę. Nie było to wielkie osiągnięcie, 
ale dzięki niemu odzyskała szacunek do siebie i wiarę we własne siły. Cokolwiek Sam ma jej 
do  powiedzenia,  nie  zmieni  to  faktu,  że  zdradził  ją  i  przekreślił  ich  szanse  na  wspólne 
szczęśliwe życie. 

background image

Eila Hayward, dwudziestopięcioletnia  kobieta o dużych, wyrazistych oczach, oddychała 

powoli i głęboko, podczas gdy Alison słuchała bicia serca jej dziecka. 

– To będzie chłopiec – oznajmiła przyszła matka, siadając na kozetce. – Mark zapowiadał 

to od samego początku. 

Alison zdjęła słuchawki i zaczęła mierzyć pacjentce ciśnienie krwi. 
– Na jakiej podstawie jest tego taki pewny? – spytała z uśmiechem. 
– Przede wszystkim dlatego, że wytapetował pokój dziecinny na niebiesko. 
– Czy naprawdę aż tak mu zależy na synu?
– Oczywiście! Powiedział mi, że nie będzie miał pretensji, jeśli urodzę dziewczynkę, ale 

ja wiem, że byłby zrozpaczony. Ma bzika na punkcie futbolu. Dlatego właśnie postanowiłam 
nie robić badań mających na celu ustalenie płci. Przecież nie możemy odesłać tego dziecka do 
sklepu, prawda?

– Z mojego doświadczenia wynika, że większość ojców cieszy się z urodzin pierwszego 

potomka bez względu na jego płeć. Szczególnie wtedy, kiedy są obecni przy porodzie. To jest 
dla nich bardzo pouczające doświadczenie. 

Eila z namysłem kiwnęła głową. 
– Czy pani ma dzieci, doktor Stewart?
– Tak. Moja córeczka ma dwadzieścia dwa miesiące. 
– A czy pani mąż był obecny przy jej narodzinach?
– Owszem. 
– Czy to  było  dla  niego  pouczające doświadczenie?  Alison  pomogła pacjentce  wstać,  a 

potem usiadła z powrotem za biurkiem. 

– Mój mąż jest lekarzem, więc dobrze zdawał sobie sprawę, jak to wygląda. 
Eila Hayward spojrzała na nią ze zdumieniem. 
– Chyba nie ma pani na myśli tego doktora Stewarta, który podjął tu pracę w ubiegłym 

tygodniu?

– Tak, właśnie jego – odparła Alison, opuszczając wzrok na kartę pacjentki. 
– Często się zastanawiałam, czy chciałabym pracować razem z moim mężem – oznajmiła 

Eila.  – Myślę,  że  działalibyśmy  sobie  na  nerwy!  Czasem  wspólne  życie  jest  wystarczająco 
trudne, wie  pani,  co  mam  na  myśli...  różne  irytujące  drobiazgi  i  tak  dalej.  Jak,  na  miłość 
boską, znosicie się po powrocie do domu?

– Jesteśmy w separacji – rzekła obojętnie Alison. 
– Och,  bardzo  przepraszam – wymamrotała  pacjentka.  – Zawsze  muszę  popełnić  jakąś

gafę. 

– Nic  nie  szkodzi – uspokoiła  ją  Alison.  – Wróćmy  do  sprawy  dziecka.  Ma  pani 

zarezerwowane miejsce na oddziale położniczym w szpitalu Kennet General i nie przewiduję 
żadnych  problemów.  Ciśnienie  krwi  jest  w  porządku,  a  ogólny  stan  zdrowia  doskonały. 
Jestem pewna, że wszystko pójdzie dobrze. 

– Dziękuję, doktor Stewart. – Eila uśmiechnęła się nerwowo. – Proszę za mnie trzymać 

palce. 

– Niech pani będzie dobrej myśli. To już niedługo. 

background image

– Poproszę Marka, żeby powoził mnie po wyboistych drogach! – zaśmiała się pacjentka, 

ruszając w kierunku wyjścia. – To powinno przyspieszyć poród. Do widzenia, pani doktor!

Alison  zamknęła  drzwi  i  wróciła  za  biurko.  Miała  nadzieję,  że  mówiąc  o  narodzinach 

Gemmy,  nie  ujawniła  swych  uczuć.  Sam  także  marzył  o  posiadaniu  syna.  Ale  gdy  ujrzał 
Gemmę,  liczyło  się  dla  niego  tylko  to,  że  jest  silna  i  zdrowa.  Trzymał  ją  w  ramionach  i 
delikatnie przesuwał palcami po jej skórze. Była to miłość od pierwszego wejrzenia... 

Wzdrygnęła  się  lekko  i  po  raz  nie  wiadomo  który  postanowiła  nie  wracać  myślami  do 

przeszłości.  Perspektywa  ponownego  spotkania  z  Samem  ciążyła  na  niej  przez  cały  dzień. 
Mimo  to  przyjęła  wszystkich  pacjentów,  którzy  byli  na  liście,  i  poświęciła  im  niezbędną 
porcję uwagi. Teraz zerknęła na zegarek. Była już czwarta trzydzieści. 

– To  wszystko – oznajmiła  z  uśmiechem  Pam  Shearing,  młoda  pielęgniarka,  która 

zajrzała do gabinetu. – Chyba że chciałaby pani przyjąć kilku nadprogramowych pacjentów. 
Doktor Trenchard i doktor Stewart zostali wezwani do chorych, więc... 

– Zgoda – mruknęła Alison. – Ale muszę wyjść o wpół do szóstej. 
– Nie wiem, jak dalibyśmy sobie bez pani radę – mruknęła Pam. – Czy nie zgodziłaby się 

pani na dodanie jeszcze jednego dnia, oprócz poniedziałków i piątków?

– Przykro  mi,  Pam,  ale  to  nie  wchodzi  w  rachubę.  We  wtorki  przyjmuję  pacjentów  w 

Northreach,  a  w  środy w  Kennet.  Czwartek  to  oprócz  weekendów  jedyny dzień,  jaki  mogę 
spędzić z Gemmą. 

– Wiem – przyznała Pam, kładąc na jej biurku kolejną kartę. – Ma pani mnóstwo roboty. 

To wszystko przez to, że pacjenci tak bardzo panią lubią. Ale mam nadzieję, że teraz, kiedy 
doktor Stewart do nas wrócił, wszystko ułoży się trochę lepiej... 

Przerwała  nagle,  zdając  sobie  sprawę,  że  popełniła  nietakt.  Na  jej  twarzy  pojawił  się 

wyraz zakłopotania. 

– Masz rację – oświadczyła Alison, szybko przyoblekając twarz w maskę obojętności. –

Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze. Poproś następnego pacjenta. 

Pam pospiesznie wyszła, a ona odetchnęła z ulgą. Była zadowolona, że zdołała pokonać 

następną przeszkodę. Ale jej radość nie trwała długo. Usłyszała odgłos otwieranych drzwi, a 
gdy podniosła wzrok, ujrzała w nich Sama. 

– Chodzi mi o ten dzisiejszy wieczór, Ali... – zaczaj nieśmiało, podchodząc bliżej. 
– Odbieram  Gemmę  od  Clare  za  piętnaście  szósta.  Będę  w  domu  niedługo  potem –

wycedziła chłodno. 

– Więc mogę do was przyjść? Nie sprawię ci kłopotu?
– Nie. 
– To wspaniale! – zawołał z wyraźną ulgą. – Ali, jestem... 
– Sam, jesteś ojcem Gemmy – przerwała mu obcesowo. – Powiedziałam ci już, że możesz 

się  z  nią  widywać,  kiedy  zechcesz.  Ale  nie  traktuj  tego  jako  zachęty  do  ponownego 
wkraczania  w  nasze  życie.  – Wstała  i  wyprostowała  się  z  godnością.  Była  wysoka,  ale  w 
porównaniu  z  Samem,  który  miał  ponad  metr  dziewięćdziesiąt  wzrostu,  nie  wyglądała 
imponująco. 

Patrzył na nią w milczeniu przez dłuższą chwilę, a potem powoli kiwnął głową. 

background image

– Rozumiem – odparł krótko. – Nie będę wam się narzucał. Ale chcę, żebyś wiedziała, że 

przez te dziesięć miesięcy bardzo tęskniłem za moją córką. 

– Ona za tobą też. Nie zapomniała cię. Starałam się o to dla jej dobra. 
Wiedziała,  że  sprawia  mu  przykrość,  ale  nie  odczuwała  najmniejszych  wyrzutów 

sumienia.  To  on  postanowił  wyjechać.  To  on  w  trosce  o  karierę  zerwał  więzy  z  najbliższą 
rodziną. 

Sam podszedł do drzwi i zatrzymał się, jakby zamierzając coś powiedzieć. Potem rzucił 

jej przeciągłe, pełne bólu spojrzenie i bez słowa wyszedł. 

I  tym  razem  nie  odczuła  ani  cienia  satysfakcji.  Opadła  ciężko  na  fotel.  Czuła  się 

całkowicie wyczerpana. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Hector Trenchard, założyciel i współwłaściciel przychodni w Lamstone, był mimo swych 

pięćdziesięciu  ośmiu  lat  nadal  bardzo  atrakcyjnym  mężczyzną.  Jego  czarne  włosy 
przyprószyła siwizna, ale w żywych niebieskich oczach nadal iskrzyło się poczucie humoru. 
Alison  lubiła  go  i  podziwiała.  Miał  wiele  kobiet,  ale  nigdy  się  nie  ożenił,  a  jako  człowiek 
znający własną wartość, cierpliwie znosił uszczypliwe żarty kolegów z pracy i przyjaciół. 

Sam  podjął  współpracę  z  przychodnią  przed  czterema  laty,  a  dzięki  swej  wrodzonej 

energii wydatnie przyczynił się do jej rozwoju, zyskując wdzięczność i uznanie Hectora. Lecz 
tego  wieczoru,  idąc  wraz  z  szefem  w  kierunku  parkingu,  Alison  nie  myślała  o  dawnych 
czasach. Jej umysł pochłaniały problemy bardziej aktualne, a ściśle mówiąc, zapowiedziana 
wizyta Sama w jej domu. 

– Jak ci dziś poszło? – spytał Hector, najwyraźniej wyczuwając jej napięcie. 
Alejka, którą szli, graniczyła z rzeką, a zachodzące słońce tworzyło na powierzchni wody 

srebrzyste plamy. 

– Nieźle – odparła  z  udawaną  nonszalancją.  Bądź  co  bądź  to  właśnie  Hector 

zaproponował  jej  objęcie  stanowiska  Sama,  a  ironicznym  zrządzeniem  losu  właśnie  on 
powiadomił ją o jego zamierzonym powrocie. – Szczerze mówiąc, nie mieliśmy wiele czasu 
na rozmowy. Sam chce dziś wpaść do Gemmy... 

Hector z namysłem kiwnął głową. 
– Nie masz się czego bać. Odniosłem wrażenie, że on nie zamierza ci się narzucać. 
Alison nerwowo zagryzła wargi. 
– Nie bardzo mogę w to uwierzyć. 
– Przyznaję,  że  oceniam  jego  stanowisko  tylko  na  podstawie  kilku  międzynarodowych 

rozmów telefonicznych, które odbyliśmy, kiedy powiadomił mnie o swym zamiarze powrotu 
do Anglii. 

– Czy nie sądzisz, że powinien przede wszystkim powiadomić o tym mnie?
– To ja zaproponowałem, że będę pośredniczyć w waszych kontaktach, więc... 
– Nie musisz się z niczego tłumaczyć. Wiem, jak wysoko cenisz Sama... 
– Równie wysoko jak ciebie. 
– Wiem,  a  ty  wiesz,  że  bardzo  cię  szanuję.  Tyle  tylko,  że  Sam  i  ja  nie  jesteśmy  już 

małżeństwem. Żyjemy w separacji. A to, że on pod wpływem kaprysu postanowił wyjechać z 
Australii i wrócić do Anglii... 

– Tak  ci  się  może  wydawać – przerwał  jej  Hector.  – Ale  ja  jestem  pewien,  że  bardzo 

starannie przemyślał tę decyzję. Rozumiem jednak, że czujesz się zaniepokojona... 

Raczej  zagrożona,  pomyślała.  Choć  w  ciągu  tego  dnia  wyraźnie  przedstawiła  swoje 

stanowisko  Samowi,  nadal  czuła  się  bardzo  niepewnie.  Pogodziła  się  z  tym,  że  Sam 
postanowił ułożyć sobie życie na antypodach, przystała na separację. Ale wiedziała dobrze, że 
największą cenę za nieobecność ojca zapłaci jej córka. Miała nadzieję, że oboje będą mieli na 
względzie  przede  wszystkim  dobro  Gemmy.  Najwyraźniej  Sam  myślał  inaczej.  Ponownie 

background image

postawił na pierwszym miejscu pracę. 

– Posłuchaj,  potrzebujesz  trochę  czasu,  żeby  się  przyzwyczaić  do  tej  nowej  sytuacji –

rzekł  łagodnym  tonem  Hector.  – Jeśli  po  upływie...  powiedzmy  miesiąca,  będziesz  miała 
jakieś  zastrzeżenia,  przemyślimy  całą  sprawę  jeszcze  raz.  Mogłabyś  na  przykład  pracować 
wtedy,  kiedy  on  będzie  miał  dni  wolne.  Albo  przyjmować  w  sobotę  rano  i  podczas 
weekendów. Jestem gotów na wszystkie ustępstwa, byle cię zatrzymać. 

Alison dostrzegła w jego oczach prawdziwą troskę. 
– Sam  i  ja  jesteśmy  cywilizowanymi  ludźmi – oznajmiła.  – Jestem  pewna,  że  kiedy 

ustalimy pewne zasady, będziemy potrafili współpracować bez żadnych problemów. 

– To  właśnie  chciałem  od  ciebie  usłyszeć,  Ali – rzekł  Hector,  uśmiechając  się  do  niej 

promiennie. – A teraz muszę cię uwolnić od swego towarzystwa. 

Jadąc do domu, zdała sobie sprawę, że jak zwykle padła ofiarą jego przebiegłości. Hector 

nie  na  darmo  miał  opinię  człowieka,  któremu  trudno  odmówić.  Kiedy  po  odejściu  Sama 
zaproponował jej przejście na połowę etatu, zabiegał ojej zgodę przez kilka dni, ale w końcu 
ją uzyskał. Alison zdawała sobie sprawę, że wychowując samotnie dziecko, nie może marzyć 
o zatrudnieniu w pełnym wymiarze godzin. 

Oddaliwszy  się  o  pięć  kilometrów  od  Lamstone,  skręciła  w  boczną  drogę  i  dotarła  do 

Timpton.  Clare  i  jej  mąż  Robbie  prowadzili  w  tej  wiosce  szkółkę  ogrodniczą.  Ich  dom 
wznosił  się  na  tej  samej  parceli.  Clare,  trzymając  Gemmę  na  rękach,  stała  już  przy  furtce, 
czekając na przyjazd siostry. 

Przez chwilę gawędziły ze sobą przyjaźnie, zapominając o troskach minionego dnia. Po 

chwili Alison zerknęła jednak na zegarek. 

– Przykro mi, ale muszę lecieć. Jak mówiłam ci przez telefon, nie mogę zostać na kolacji. 
– Nie ma problemu – stwierdziła pogodnym tonem Clare, wzruszając ramionami. – Mała 

jest wykąpana i nakarmiona, więc nie zajmie ci wiele czasu przed przyjazdem Sama. 

– Nie powiedział mi wyraźnie, o której się zjawi – zauważyła Alison, sadzając córeczkę 

na dziecinnym foteliku. 

– Daj mi znać, jak przebiegła wizyta. 
– Zadzwonię do ciebie zaraz po jego wyjściu. 
– A zatem życzę ci szczęścia. 
– Coś  mi  mówi,  że  będę  go  potrzebowała – mruknęła  Alison  pod  nosem,  przekręcając 

kluczyk w stacyjce. 

Jadąc do domu, obserwowała co chwilę w lusterku twarz córki. Za każdym razem czuła 

przyspieszone  bicie  serca.  Czuła  się  winna,  nie  mogąc  poświęcić  jej  więcej  czasu.  Musi 
jednak bywać w pracy, przyjmować pacjentów... a od dziś znosić również towarzystwo Sama. 

Była ciekawa, jak minie jego wieczorna wizyta. Jak będzie się czuła, widząc go ponownie 

w domu, w którym mieszkali jako małżeństwo. 

Jej  ozdobiony  żółtymi  okiennicami  domek  był  oddalony  o  dziesięć  minut  marszu  od 

domu  Clare.  Pamiętała  dobrze  dzień,  w  którym  oboje  z  Samem  zdecydowali  się  na  jego 
kupno.  Obejrzeli  go  pobieżnie  z  zewnątrz,  a  natychmiast  po  otwarciu  drzwi  równocześnie 
zawołali: „Tak!”. 

background image

Pamiętała  również  pierwszą  spędzoną  w  nim  noc,  chwile  miłosnych  uniesień... 

dochodzące  z  zagajnika  pohukiwanie  sowy...  trzask  uderzających  o  szyby  gałązek.  A  także 
dzień  urodzin  Gemmy,  która  przez  kilka  pierwszych  tygodni  skupiała  na  sobie  całą  uwagę 
Sama. 

Czasem,  kiedy  zdobyła  się  na  wysiłek woli,  potrafiła  zapomnieć  o  bolesnych chwilach, 

jakie przeżyła w tym domu  nieco później. Ale nie zdarzało się to często. Tylko wtedy, gdy 
była tak wyczerpana, że znużenie tłumiło jej dotkliwy ból. 

– Czy  przyszedłem  zbyt  wcześnie,  czy  zbyt  późno? – spytał  Sam,  stając  na  progu  i 

obrzucając bacznym spojrzeniem wnętrze domu. 

Alison  nadal  miała  na  sobie  niebieski  lniany  kostium,  który  włożyła  tego  ranka.  Nie 

zdążyła się wykąpać ani przebrać, bo Gemma pochłonęła całą jej uwagę. 

Sam  natomiast  był  nieskazitelnie  ubrany.  Jego  jasna  sportowa  koszula  pięknie 

kontrastowała z  australijską  opalenizną.  I  choć  uśmiechał  się  niepewnie,  błysk  jego  białych 
zębów jak zwykle przyprawił Alison o przyspieszone bicie serca. Efektu dopełnił tak dobrze 
jej znany zapach wody po goleniu. 

Oszołomiona wrażeniem, jakie na niej zrobił, zaprosiła go do wnętrza domu  i wskazała 

pokój Gemmy. 

– Budowałyśmy  właśnie  domek  z  klocków – wyjąkała  niepewnie,  jakby  chcąc 

wytłumaczyć swój wygląd. 

– Z tych błyszczących kolorowych klocków, których nie mogła jeszcze utrzymać w ręku?

– spytał z uśmiechem. 

– Tak, z tych, które jej kupiłeś. 
– To  wspaniale – mruknął,  nie  ruszając  się  z  miejsca,  a  ona  miała  wrażenie,  że  spada 

bardzo szybko z jakiejś ogromnej wysokości. 

Przez chwilę stali bez słowa. Potem Sam dostrzegł barierki umieszczone na początku i u 

szczytu schodów. 

– Kiedy wyjeżdżałem, ona nie umiała jeszcze chodzić... 
– To  prawda.  Zrobiła  pierwsze  kroki  w  jakiś  tydzień  później.  Pisałam  ci  o  tym, 

pamiętasz?

Sam kiwnął potakująco głową. 
– Czy mogę już iść na górę? – spytał niepewnie. 
– Tak... zaraz ci przyniosę coś do picia. 
Bez trudu przekroczył barierkę, a ona poszła do kuchni i zrobiła kawę, celowo celebrując 

wszystkie czynności. Oczami wyobraźni widziała scenę rozgrywającą się w pokoju dziecka, 
uśmiech Gemmy, ich uścisk, który zawsze tak bardzo ją wzruszał... 

Nagle usłyszała głośny krzyk. Szybko odstawiła imbryk, omal nie wypuszczając go przy 

tym  z  rąk,  uniosła  spódnicę  i  pobiegła  w  kierunku  schodów.  Gdy  przekraczała  barierkę,
Gemma wydała kolejny rozpaczliwy okrzyk, który przyprawił ją o dreszcz niepokoju. 

Gdy  dotarła  do  pokoju,  Sam  stał  nieruchomo  pod  ścianą.  Wydawał  się  niemal 

sparaliżowany.  Gemma  patrzyła  na  niego  z  przerażeniem,  po  jej  policzkach  spływały  dwie 

background image

duże łzy. W drobnej piąstce trzymała klocek. 

– Ona...  ona  mnie  nie  poznaje! – stwierdził  Sam.  – Przestraszyła  się  mnie!  Ali,  ona 

zachowuje się tak, jakbym był obcym człowiekiem!

Alison  była  wstrząśnięta.  Nigdy  nie  przyszło  jej  do  głowy,  że  jej  córka  może  nie 

rozpoznać ojca. Podbiegła do dziewczynki i wzięła ją na ręce. 

– Już wszystko dobrze, kochanie, to jest tatuś... 
Gemma krzyknęła jeszcze głośniej niż przedtem. Alison przytuliła ją do piersi i spojrzała 

na Sama. Nadal stał nieruchomo pod ścianą. 

– Na miłość boską, Sam, nie stój jak przymurowany!
– Więc co mam zrobić?
– Nie wiem... Zacznij chodzić, zrób kilka kroków. Zachowuj się naturalnie. 
– Ja... chyba zejdę na dół. – Odszedł od ściany, potrącając niechcący trójkołowy rowerek, 

i skierował się w stronę drzwi. Kiedy był już w progu, Gemma wrzasnęła jeszcze głośniej. 

– O co chodzi, Gem? – Alison zaczęła wpadać w panikę. – Gemma, przecież ty nigdy się 

tak nie zachowujesz. 

Krzyk  dziewczynki  stał  się  ogłuszający.  Alison  poczuła  na  ramionach  uderzenia  jej 

drobnych  piąstek.  Ściskany  w  jednej  z  nich  klocek  przemknął  tuż  obok  jej twarzy.  I wtedy 
nagle zrozumiała. 

– Sam, wracaj! – zawołała głośno. 
Gdy ostrożnie  wyjrzał zza  drzwi, Alison  omal nie wybuchnęła śmiechem. Wydawał się 

tak przestraszony, jak królik schwytany w światła reflektorów. 

Okrzyki Gemmy nie milkły. 
– Mój widok jeszcze pogarsza sprawę – wyszeptał Sam, znikając za futryną. – Najlepiej 

będzie, jeśli stąd wyjdę. 

– Sam,  ty  nic  nie  rozumiesz! – zawołała  Alison,  usiłując  utrzymać  Gemmę  na  rękach. 

Potem  wybiegła  na  korytarz.  – Nie  musisz  wychodzić.  Chodzi  o  ten  duży  klocek,  który 
trzymasz w ręku. Ona myśli, że chcesz jej go zabrać. 

Sam zerknął na Swoją zaciśniętą pięść. 
– Nawet nie wiedziałem, że go trzymam – mruknął, wyciągając rękę w kierunku dziecka. 
– Dziękuję, tatusiu – podpowiedziała Alison, patrząc na córeczkę. 
Gemma pospiesznie chwyciła klocek. Z jej ust wydobył się jakiś niewyraźny bełkot. 
– To jest jej wersja podziękowania – oznajmiła ze śmiechem Alison. 
Dziewczynka  zaczęła  machać  nogami.  Gdy  Alison  postawiła  ją  na  podłodze,  poszła 

chwiejnym krokiem do swego pokoju. 

– Czy myślisz, że nic jej nie dolega? – spytał Sam, nadal kompletnie oszołomiony. 
– Jest  w  lepszym  stanie  niż  ty – zażartowała  Alison.  – Zapomniałam,  że  ma  bzika  na 

punkcie tych klocków. 

– Chyba powinienem się z tego cieszyć. 
– Tak,  ona  bardzo  je  lubi.  – Podeszła  do  drzwi  dziecinnego  pokoju  i  odwróciła  się.  –

Bawimy się nimi co wieczór. Nazywa je „klockami tatusia”. 

– Naprawdę? – spytał z niedowierzaniem, zaglądając ostrożnie do pokoju. 

background image

– Może nie wymawia tych słów całkiem wyraźnie, ale to właśnie chce powiedzieć. 
Gemma  spojrzała  na  nich  i  uśmiechnęła  się  z  zadowoleniem.  Alison  pomyślała,  że  jej 

córeczka wygląda jak rozbawiony, jasnowłosy aniołek. 

Sam  patrzył  na  dziewczynkę  z  zachwytem.  Gdy  obdarzyła  go  kolejnym  promiennym 

uśmiechem,  usiadł  obok  niej  na  podłodze.  Zaczęli  wspólnie  budować  dom  z  klocków, 
wznosząc od czasu do czasu radosne okrzyki. 

Alison przysiadła na kanapie i uważnie im się przyglądała. 

– Czy ona dobrze sypia? – zapytał Sam, kiedy Alison położyła już Gemmę do łóżka. 
Stali  oboje  pod  drzwiami  dziecinnego  pokoju,  patrząc  na  widoczną  w  świetle  lampy 

kędzierzawą główkę dziewczynki i jej rozrzucone na poduszce złote włosy. 

– Tak, jeśli nie ma złych snów. 
– A czy budzi się, kiedy je ma?
– Czasami. Przychodzi wtedy do naszego... do mojego pokoju i układa się przy mnie. 
– Czy chcesz powiedzieć, że dręczą ją koszmary?
– Chyba  nie...  jest  na  to  moim  zdaniem  zbyt  mała.  Po  prostu  czasem  coś  jej  się  śni.  –

Alison ruszyła na dół, a on podążył za nią. 

Nie chciała wyjawiać mu całej prawdy. Te złe sny zaczęły się wkrótce po jego wyjeździe 

i zapewne miały z nim jakiś związek. 

– Dlaczego mnie o tym nie zawiadomiłaś?
– Co by komu z tego przyszło? Sam chwycił ją mocno za ramię. 
– Alison, mam prawo wiedzieć o takich rzeczach... 
– Nawet jeśli jesteś pięć tysięcy kilometrów od nas?
– Nawet jeśli jestem jeszcze dalej. To moja córka. 
– Czy naprawdę myślałeś, że twoje odejście nie będzie miało na nią żadnego wpływu? –

spytała,  uwalniając  się  z  jego  uścisku.  Potem  zrobiła  kilka  kroków  i  zatrzymała  się  przy 
drzwiach wejściowych. Teraz, kiedy Gemma zasnęła, nie chciała z nim rozmawiać ani chwili 
dłużej. 

– Czy mam wyjść?
Alison uśmiechnęła się posępnie. 
– O czym mielibyśmy dalej rozmawiać, Sam?
– Może o tobie i o mnie?
Spojrzała w jego ciemne oczy i wzięła głęboki oddech. 
– Sam,  możesz  się  z  nią  widywać,  kiedy  zechcesz.  Nie  będę  wprowadzała  żadnych 

ograniczeń, bądź co bądź masz do nadrobienia dziesięć miesięcy. Ale my nie mamy sobie już 
nic do powiedzenia. 

– Ali, nie traktuj mnie w ten sposób. Możesz mieć pretensje o to, że nie powiadomiłem 

cię o moim powrocie... 

– Nie chodzi o twój powrót, tylko o twój wyjazd, Sam. 
– Wtedy uważałem, że tak będzie najlepiej. Być może nie miałem racji... 
– Myślałeś tylko o tym, co będzie najlepsze dla ciebie. Czy zastanowiłeś się kiedyś nad 

background image

tym, jak twoja nieobecność wpłynie na rozwój Gemmy? Jak będzie się czuła, wiedząc, że jej 
tatuś mieszka na końcu świata?

– Ali, jesteś niesprawiedliwa. – Spojrzała w jego oczy i zdała sobie sprawę, że za chwilę 

sama  zacznie  szukać  dla  niego  okoliczności  łagodzących  i  tłumaczyć  sobie  jego 
postępowanie.  A  wtedy  cały  wysiłek,  jaki  włożyła  w  pogodzenie  się  z  jego  nieobecnością, 
zostanie zmarnowany. 

– Sam, powinieneś już iść. 
– Dlaczego? Czy boisz się mnie wysłuchać?
– Słuchałam cię już wiele razy... 
Podszedł do niej i chwycił ją za ramiona, a potem spojrzał jej głęboko w oczy. 
– Widocznie  słuchałaś  nie  dość  uważnie,  Alison – rzekł  powoli,  starannie  wymawiając 

słowa. – Gotów jestem wziąć na siebie część winy za naszą separację i za rozwód, do którego 
najwyraźniej dążysz. Ale nie obciążaj mnie całą winą! To jest niesprawiedliwe, niesłuszne i 
całkowicie  oderwane  od  rzeczywistości.  Albo  zgodzisz  się  porozmawiać  ze  mną  o  naszej 
przyszłości, albo będziesz  musiała wziąć na siebie  pełną  odpowiedzialność za  wszystko,  co 
się odtąd wydarzy. 

Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, otworzył drzwi i nie odwracając się, wyszedł z 

domu. 

Alison  wzięła  prysznic,  a  potem  wyszła  do  ogrodu,  zabierając  ze  sobą  komórkowy 

telefon,  i  usiadła  na  leżaku.  Był  piękny  wieczór,  w  ciepłym  powietrzu  unosił  się  zapach 
kapryfolium. 

Wystukała numer Clare, porozmawiała przez chwilę przyjaźnie z Robbiem, który odebrał 

telefon, a potem zrelacjonowała siostrze przebieg wizyty Sama. 

– O mój Boże! – mruknęła Clare. – Czy on ma rację?
– O co ci chodzi? – spytała z irytacją Alison. 
– Czy naprawdę bałaś się wysłuchać tego, co miał ci do powiedzenia?
– Słuchałam go wiele razy! – zawołała, zaskoczona i wstrząśnięta pytaniem siostry. – To 

on nie chciał słuchać mnie! Czy tego nie pamiętasz? Kiedy Gemma przyszła na świat... 

– Kiedy Gemma przyszła na świat, miałaś depresję, Ali. 
– Więc twoim zdaniem to moja wina, że on wdał się w ten romans? – spytała z irytacją 

Alison. 

– Nie.  Moim  zdaniem  nie  byłaś  wtedy  sobą.  Depresja  poporodowa  jest  takim  samym 

przekleństwem jak złamana noga czy ręka, tyle że ludzie tego nie zauważają. Nie sądzę, żeby 
Sam to rozumiał... 

– Przecież próbowałam mu to tłumaczyć. Na miłość boską, jest lekarzem, powinien o tym 

wiedzieć!

– Lekarze nie są nieomylni, a on pracował wtedy tak ciężko i nie sypiał po nocach... 
– Tak, twierdził, że pracuje całymi nocami – przerwała jej z goryczą Alison. 
– To była tylko jedna noc, Ali. Wiem, że to go nie usprawiedliwia... 
– Co byś powiedziała, gdyby Robbie spędził całą noc z inną kobietą? – spytała Alison, a 

potem wstrzymała oddech. 

background image

Była zła,  że  musi  wracać  do  tej  bolesnej  sprawy i  nie  mogła  pojąć,  dlaczego  Clare  tak 

utrudnia jej tę rozmowę. 

– Oczywiście  chciałabym  wiedzieć,  dlaczego  to  zrobił.  Znam  go  dobrze  i  byłabym 

pewna,  że  musi  istnieć  jakiś  powód.  Potem  musiałabym  zdecydować,  czy  ten  powód  był 
wystarczająco ważny – odparta spokojnym tonem Clare. 

– Patrzysz na te sprawy inaczej, bo Robbie jest ci wierny, Clare – stwierdziła z rosnącą 

irytacją Alison. 

– Tym bardziej chciałabym zrozumieć powody jego zdrady. 
Alison  pojęła,  co  siostra  chce  jej  zakomunikować.  Obie  zawsze  zakładały,  że  ich 

mężowie, w odróżnieniu od ich ojca, są wiernymi mężami. Nawet teraz, po tylu latach, Alison 
nie mogła pojąć tego, że jej ojciec porzucił matkę dla młodszej kobiety. 

– Ali... jesteś tam? Alison przełknęła ślinę. 
– Tak, słyszę cię. 
– Posłuchaj,  ja  nie  biorę  strony  Sama.  Po  prostu  mówię,  że...  nie  byłaś  wtedy  sobą. 

Zresztą, co ja o tym wiem? To ty jesteś lekarzem. Ale depresja poporodowa działa na kobiety 
ogłupiająco.  Działa  też  ogłupiająco  na  wszystkich  ludzi  z  ich  otoczenia,  którzy  nie  mogą 
zrobić nic, żeby im pomóc. 

Alison  poczuła  dławienie  w  gardle.  Wspomnienia,  które  starała  się  od  siebie  odsunąć, 

powróciły  teraz  ze  zdwojoną  siłą.  Nie  chciała  myśleć  o  depresji,  która  spadlana  nią 
niespodziewanie i z powodu której czuła się tak bardzo winna. Clare, wyczuwając jej nastrój, 
dyskretnie zmieniła temat, a po chwili zakończyła rozmowę. 

Alison  odłożyła  telefon  i  pogrążyła  się  w  rozmyślaniach.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  w 

słowach siostry tkwi odrobina prawdy. 

Czego  w  gruncie  rzeczy  się  boję? – pytała  samą  siebie.  Czy  jestem  zbyt  dumna,  aby 

przyznać,  że  depresja  poporodowa  na  jakiś  czas  odebrała  mi  zdolność  trzeźwej  oceny 
sytuacji? Czy też nie chcę sobie uświadomić, że właśnie ta depresja spowodowała, że Sam tak 
bardzo się ode mnie oddalił?

W  tym  momencie  usłyszała  wołanie  dochodzące  z  pokoju  Gemmy.  Pobiegła  na  górę. 

Córeczka siedziała na łóżku, trąc oczy piąstkami. Alison podeszła bliżej i utuliła ją do snu. Na 
wpół świadomie żałowała, że nie ma przy niej Sama, który mógłby ją zastąpić. 

Następnego  ranka  zostawiła  Gemmę  u  Clare  i  pojechała  do  oddalonego  o  dwadzieścia 

pięć  kilometrów  miasteczka  Cirencester.  Zastępowała  tam  raz  w  tygodniu  doktor  Christine 
Morgan,  lekarza  domowego.  Doktor  Morgan  miała  pod  koniec  roku  przejść  na  emeryturę  i 
chciała  zamknąć  swą  praktykę.  Poprosiła  więc  Alison,  by  pomogła  jej  uporządkować 
wszystkie zaległe sprawy. 

Alison lubiła pobyty w Circencester. Christine Morgan miała wielkie poczucie humoru i z 

filozoficznym  spokojem  przyjmowała  zmierzch  swej  pracy.  Mieszkańcy  tych  okolic 
nagminnie  rezygnowali  z  hodowli  bydła.  Młodzi  ludzie  porzucali  rodzinne  strony  albo 
przestawiali się na inny model życia. Oddawszy na złom poobijane, stare samochody, jeździli 
teraz  nowoczesnymi  furgonetkami  lub  terenowymi  wozami  z  napędem  na  cztery  koła. 

background image

Zamiast tweedowych kurtek i kaloszy nosili modne stroje, zakupione w salonach ze sportową 
odzieżą. 

– Przeżywamy  koniec  epoki – mawiała  doktor  Morgan  swym  pacjentom – więc  radzę 

wam wykorzystać moją obecność, dopóki jeszcze tu jestem. 

W drzwiach domu, w którym mieścił się gabinet lekarski, powitała Alison Jenny Wilkins, 

młoda recepcjonistka, pełniąca zarazem rolę sekretarki i pielęgniarki. 

– Mamy dziś  jednego pacjenta z  zawrotami  głowy,  jedną jaskrę  i  cztery  osoby,  którym 

dolega  nie  wiadomo  co – oznajmiła  pogodnie.  – Doktor  Morgan  pojechała  odebrać  poród 
pewnej krowy. Nasz weterynarz jest obłożnie chory na grypę. 

Alison wcale nie była zaskoczona tym, że jej szefowa zastępuje weterynarza. Dawno już 

nauczyła  się  przyjmować  ze  zrozumieniem  nieoczekiwane  wydarzenia.  W  dodatku  Jenny 
Wilkins,  która  współpracowała  z  doktor  Morgan  już  od  trzydziestu  lat,  znała  dobrze 
wszystkich pacjentów. Wiedziała, co im dolega i często stawiała diagnozę przez telefon, nie 
wymagając od nich osobistego pojawienia się w gabinecie. 

– Ach, byłabym zapomniała – dodała pospiesznie recepcjonistka. – Dzwonił do pani jakiś 

lekarz. Powiedział, że odezwie się później. 

– Kto to był, Jenny?
– Nie dosłyszałam nazwiska. Było go bardzo źle słychać. 
– Jeśli odezwie się ponownie, połącz go ze mną. To pewnie Hector Trenchard. 
Uśmiechnęła się pod nosem na myśl o tym, że jej kolega zapewne nadal próbuje lać olej 

na wzburzone wody, i ruszyła w kierunku swego pokoju. 

Dziesięć minut później była już pochłonięta pracą. Z uwagą wysłuchiwała relacji starego 

farmera,  który  opisywał  jej  katastrofy  wywołane  jego wadą  wzroku.  Do  godziny dwunastej 
przyjęła  już  wszystkich  pacjentów  figurujących  na  porannej  liście.  Po  krótkiej  przerwie 
zaczęła badać tych, którzy przybyli w międzyczasie. 

Gdy doktor Morgan wróciła do przychodni po odebraniu porodu krowy, Alison zamieniła 

z  nią  kilka  słów  i  jak  zwykle  opuściła  przychodnię  w  doskonałym  nastroju.  Była  już  w 
połowie  drogi  do  domu,  gdy  zadzwonił  jej  telefon  komórkowy.  Zjechała  na  pobocze  i 
przyłożyła go do ucha. 

– Alison... mówi Clare. 
Usłyszała w głosie siostry niepokojący ton i wstrzymała na chwilę oddech. 
– Nie ma powodów do paniki, ale Robbie skaleczył się kawałkami szkła. 
– Co się stało, Clare? – spytała z przerażeniem Alison. 
– Jacyś  chłopcy  potłukli  kamieniami  szyby  jednej  szklarni.  Robbie  próbował  je 

wymienić,  ale  pośliznął  się  i  dość  paskudnie  rozciął  sobie  nogę.  Nic  mu  nie  grozi,  ale 
musieliśmy pojechać na pogotowie. 

– O Boże, Clare... 
– Próbowałam dodzwonić się do ciebie wcześniej, ale twój telefon nie odpowiadał. Czy 

był wyłączony?

– Nie, zostawiłam go w samochodzie – wyznała Alison, czując wyrzuty sumienia. 
– Rozumiem. Chodzi o to, że pozwoliłam Samowi zaopiekować się Gemmą. 

background image

– Samowi? Dlaczego?
– Nie  mogłam  przecież  zabrać  jej  z  nami  do  szpitala.  Nie  miałam  pojęcia,  jak  długo 

zatrzymają  tam  Robbiego.  A  ponieważ  nie  mogłam  się  z  tobą  skontaktować,  uznałam,  że 
najlepiej oddać ją pod opiekę ojca. 

– Gdzie oni teraz są?
– U ciebie. Nie przyjeżdżaj do nas, tylko jedź prosto do domu. 
– Do domu? – powtórzyła Alison, starając się opanować narastającą panikę. 
– Tak. Dałam mu mój klucz. Chyba nie masz nic przeciwko temu, prawda?
Alison poczuła się tak bezradna, że przez chwilę nie była w stanie wyjąkać słowa. Miała 

wrażenie,  że  jej  żołądek  zaciska  się  w  węzeł.  Potem  uświadomiła  sobie, że  jej  siostra musi 
być śmiertelnie przerażona losem męża, więc zdobyła się na odpowiedź:

– Oczywiście, że nie. Czy potrzebujesz pomocy?
– Nie. Zadzwonię do ciebie, jeśli wydarzy się coś nowego. 
Alison odłożyła telefon i siedziała przez chwilę nieruchomo, usiłując zebrać myśli. Potem 

ruszyła w stronę domu, próbując opanować narastający w niej niepokój. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Nie miała pojęcia, co zastanie po powrocie do domu. Otworzyła drzwi i stanęła w progu, 

nasłuchując, ale głośne bicie serca tłumiło wszystkie inne dźwięki. 

Dostrzegła porozrzucane na korytarzu ręczniki, buty, książeczki z obrazkami oraz kredki i 

podążyła  ich  śladem  do  kuchni.  Poczuła  jakiś  apetyczny,  lekko  egzotyczny  zapach  i 
zauważyła,  że  w  piecyku  coś  się  piecze.  Na  kuchence  stał  garnek  pełen  nie  ugotowanych 
jeszcze, lecz obranych jarzyn. 

Kiedy jej serce odzyskało normalny rytm, odwróciła się i podeszła do podnóża schodów. 

Usłyszała  dochodzące  z  łazienki  głośne  wybuchy  śmiechu – głęboki  bas  Sama  i  pełen 
zachwytu cienki głos Gemmy. 

Ruszyła w tamtą stronę i otworzyła drzwi. Sam klęczał obok wanny. Jego biała, sportowa 

koszulka była kompletnie mokra, a ciemne włosy spadały w nieładzie na twarz, nadając mu 
dziwnie młodzieńczy wygląd. Kiedy uniósł głowę, by na nią spojrzeć, nie dostrzegła w jego 
oczach ani odrobiny zaskoczenia czy poczucia winy. 

– Witaj! Popatrz, Gem, mama wróciła. 
Alison, ignorując go, pocałowała córkę w mokry policzek. 
– Mama!  Mama! – zachichotała  dziewczynka,  nie  przestając  bawić  się  bańkami 

mydlanymi, które pływały po powierzchni wody. 

– Dlaczego  nie  dałeś  mi  znad,  co  się  stało? – spytała  Alison,  opadając  na  stołeczek  i 

patrząc badawczo na Sama. 

– Próbowałem. – Wzruszył lekko ramionami. – Twoja komórka była wyłączona. A kiedy 

zadzwoniłem  do  gabinetu  doktor  Morgan,  jakaś  dziwna  osoba  zaczęła  mi  opowiadać  o 
porodzie krowy. 

– Christine zastępowała miejscowego weterynarza... 
– wyjaśniła i urwała, widząc zdumioną minę Sama, po czym dodała: – Co powiedziałeś w 

pracy?

– Na szczęście mam dziś wolny dzień. 
Sama  nie  wiedziała,  na  kogo  jest  taka  wściekła.  Czy  na  siebie – o  to,  że  była  poza 

zasięgiem  telefonu,  kiedy  Clare  i  Gemma  jej  potrzebowały – czy  też  na  Sama,  który  tak 
zręcznie wybrnął z kryzysu. 

– Mogłem  oczywiście  przejechać  te  dwadzieścia  pięć  kilometrów  i  powiedzieć  ci  to 

osobiście – ciągnął  Sam  – ale  ponieważ  byłem  wolny,  nie  chciałem  cię  niepokoić.  Jak 
widzisz, daliśmy sobie radę bez większych strat. 

Alison, widząc uszczęśliwioną minę Gemmy, musiała przyznać mu rację. 
– Czy Clare powiedziała ci, co się stało Robbiemu?
– zapytał Sam. 
– Tylko tyle, że skaleczył się szkłem. 
– Doznał poważnych obrażeń. Clare zadzwoniła do mnie koło dziewiątej. Tuż po twoim 

wyjeździe wszedł do pokoju zakrwawiony Robbie. Opatrzyła go pospiesznie, zadzwoniła do 

background image

ciebie,  a  ponieważ  nie  odpowiadałaś,  porozumiała  się  z  przychodnią.  Hector  natychmiast 
mnie wezwał. 

– Dlaczego nie zatelefonowała po karetkę?
– Robbie nie chciał robić zamieszania. 
– Och, ci mężczyźni! – jęknęła Alison. 
Sam  spojrzał  na  nią  z  udanym  oburzeniem  i  chciał  coś  odpowiedzieć,  ale  w  tym 

momencie Gemma rzuciła w niego gumową kaczuszką. 

– Tatusiu, chodź się bawić! – zawołała piskliwym głosem. 
– Przepraszam cię, kochanie, ale muszę iść do kuchni. – Sam postawił zabawkę na brzegu 

wanny i wstał. – Teraz pobawi się z tobą mama. 

Alison  nagłe  zdała  sobie  sprawę,  że  wpatruje  się  w  jego  muskularne  ramiona.  Szybko 

odwróciła  głowę,  usiłując  ukryć  zawstydzenie.  O  czym  ja  myślę? – zganiła  się  w  duchu. 
Przecież nasze wspólne życie należy już do przeszłości. 

Kiedy w  chwilę  później  Sam,  pogwizdując wesoło,  zszedł  na  dół, odzyskała  częściowo 

spokój ducha. Ale nadal nie otrząsnęła się z wrażenia, jakie wywarła na niej jego obecność w 
domu. 

Był  ciepły,  czerwcowy  wieczór.  Alison  wyjrzała  przez  okno  sypialni  na  ogród, 

przypominając sobie letni dzień, w którym wprowadzili się do tego domu. Sam od razu zabrał 
się do przycinania śliw, które teraz uginały się pod ciężarem owoców. W powietrzu unosiła 
się lekka mgła, taka sama jak wtedy, przed czterema laty... 

Usłyszała kroki Sama na dole i gwałtownie wróciła do teraźniejszości. Obejrzała szybko 

swe  odbicie  w  lustrze  i  zadała  sobie  pytanie,  po  co  tak  starannie  się  czesała  i  poprawiała 
makijaż. Czyżby nadal zależało jej na jego opinii?

– Nie! – szepnęła do siebie, potrząsając głową. – Nie będę sobie zadawała żadnych pytań! 

Zejdę na dół, zjem kolację, powiem mu dobranoc i z ulgą zamknę za nim drzwi!

– Czy Gem dobrze się czuje? – spytał, kiedy weszła do kuchni. 
– Owszem. Już śpi. 
– Kolacja jest  niemal  gotowa – oznajmił,  odwracając  się  od  kuchenki.  – Pokroiłem  już 

kurczaka. Czekam tylko na jarzyny i kartofle. 

Zawsze  potrafił  doskonale  gotować.  W  porównaniu  z  Robbiem,  jej  czarującym,  ale 

całkowicie pozbawionym kulinarnych talentów szwagrem, był znakomitym kucharzem. 

– Jak spędziliście dzień? – spytała szybko, by nie myśleć o jego zaletach. 
– Spacerowaliśmy nad rzeką, karmiliśmy ptaki. Potem pojechaliśmy na targ i obeszliśmy 

wszystkie kramy. W końcu wypieliliśmy ogród. 

– Czy Gemma nie była po tym wszystkim bardzo zmęczona?
– Większość czasu spędziła na moim grzbiecie – odparł ze śmiechem. 
– Zawsze była zachwycona, kiedy ją nosiłeś na barana. Nawet wtedy, kiedy była jeszcze 

malutka i nie umiała chodzić. 

– A więc pamiętasz? – spytał, odwracając się od piecyka i patrząc na nią czule. 
Kiwnęła głową. Nie była w stanie wydobyć głosu. Miała wrażenie, że cała kuchnia wiruje 

background image

wokół własnej osi... że wszystko znowu wygląda tak samo jak dawniej. 

– Bardzo ładnie dziś wyglądasz, Ali – odezwał się Sam po chwili krępującego milczenia. 

– Przez  cały  czas  pobytu  w  Australii  pamiętałem  dokładnie  kolor  twoich  oczu.  Bardzo  za 
wami tęskniłem... bardziej, niż możesz sobie wyobrazić. 

Alison miała wrażenie, że uginają się pod nią kolana. Ona też za nim tęskniła. Ich życie 

erotyczne zawsze było dla niej rajem, a teraz, na wspomnienie tych czasów, poczuła przypływ 
pożądania. 

– Więc dlaczego odszedłeś, Sam? – spytała cicho. 
– Ponieważ wtedy wydawało mi się to najlepszym wyjściem. 
– Najlepszym? – powtórzyła z niedowierzaniem. 
– Przecież żyliśmy już w separacji, a ty domagałaś się rozwodu. 
– Rozmawialiśmy  o  różnych  możliwościach – poprawiła  go  szybko,  oburzona  jego 

skłonnością do przekręcania faktów. – Doszliśmy do wniosku, że separacja będzie najbardziej 
korzystnym wyjściem dla Gemmy. 

– Ali,  to  nie  ja  domagałem  się  separacji,  a  tym  bardziej  rozwodu.  Na  miłość  boską, 

przecież was kochałem... ciebie i ją. Byłyście dla mnie całym światem. 

Alison  nagle  odzyskała  pewność  siebie.  Czy  on  naprawdę  sądzi,  że  uwierzę  w  jego 

uczucie po tym, co mi zrobił?

– spytała się w duchu. 
– Sam,  mogę  uwierzyć  w  to,  że  kochasz  Gemmę,  że  za  nią  tęskniłeś,  ale  nie  próbuj 

usprawiedliwiać  twojego...  zachowania.  – Chciała  powiedzieć  „romansu”,  ale  nie  była  w 
stanie wymówić tego słowa. Przełknęła ślinę i nabrała powietrza do płuc. – Teraz masz swoje 
życie, a ja swoje.  Nie obchodzi  mnie,  co robisz i  z  kim się zadajesz. A ciebie nie powinny 
obchodzić moje sprawy. 

Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. 
– Nie poznaję cię, Alison, i nie potrafię cię zrozumieć – stwierdził w końcu. – Myślałem, 

że dziś osiągnęliśmy pewien postęp. Ale ty się tak zmieniłaś, że nie mogę do ciebie dotrzeć. 

– Szkoda, że nie myślałeś w ten sposób, wyjeżdżając do Australii – oznajmiła spokojnym 

tonem, usiłując opanować wewnętrzne drżenie. 

Znów spojrzał na nią badawczo, a potem wyprostował się powoli, stojąc przy kuchence. 
– Chyba nie ma sensu, żebym zostawał na kolacji – mruknął, ruszając w kierunku drzwi. 

Zatrzymał się w progu i ponownie spojrzał jej w oczy. – W związku z tym, co powiedziałaś, 
uważam, że  powinniśmy unikać spotkań na gruncie prywatnym. Miałem dobre intencje, ale 
tego  rodzaju  rozmowy  oddalają  nas  od  siebie  jeszcze  bardziej.  Dobranoc,  Alison.  Pozdrów 
ode mnie Gemmę. 

Alison stała przez chwilę bez ruchu, usiłując powstrzymać napływające jej do oczu łzy. 

Wygrała  wymianę  zdań,  ale  nie  mogła  zaprzeczyć,  że  jego  widok  nadal  budził  w  niej 
pożądanie. I nadal czuła ból, jaki obudziły w niej jego ostatnie słowa. 

Ruszyła  powoli  na  górę,  by  sprawdzić,  czy  Emma  śpi.  Przysiadła  obok  niej  na  łóżku  i 

pogłaskała ją po głowie. 

– Tatuś  prosił,  żeby  powiedzieć  ci  dobranoc,  kochanie  – oznajmiła  z  wymuszonym 

background image

uśmiechem. 

Potem zeszła na dół i usiadła w ogrodzie, patrząc na rozgwieżdżone niebo. Wyraźniej niż 

kiedykolwiek  dotąd  zdała  sobie  sprawę,  że  wyjazd  Sama  zmienił  nie  tylko  ich  wzajemne 
stosunki, lecz również jej charakter. 

Następnego ranka, tuż przed wyjściem do pracy, odebrała telefon od Clare. 
– Z Robbiem już wszystko dobrze – oznajmiła siostra. 
– Dotąd nie mogę pojąć, jak on mógł się tak pokaleczyć. 
– Co się właściwie stało?
– Och, w gruncie rzeczy nic wielkiego. Robbie jest silny jak koń. Ale, jak wielu innych 

mężczyzn, mdleje na widok własnej krwi. Sam natomiast zachował się wspaniale. Zatamował 
krew  płynącą  z  uda  i  kazał  mu  trzymać  nogę  w  górze,  dopóki  nie  przyjechała  karetka 
pogotowia. Gdyby nie on, mój niemądry mąż mógłby wykrwawić się na śmierć. 

– Sam jest lekarzem, więc powinien wiedzieć, jak należy postępować w takiej sytuacji –

stwierdziła sucho Akson. 

– A jak minął wczorajszy wieczór? – spytała Clare. 
– Gemma  była  zachwycona,  ale  Sam  i  ja...  No  cóż,  doszło  między  nami  do  ostrej 

wymiany zdań – przyznała Alison. Potem postanowiła jak najszybciej zmienić temat. – Clare, 
bardzo  się  spieszę,  ale  powiedz  mi,  czy  mogę  ci  w  czymś  pomóc?  Robbie  będzie 
unieruchomiony przez parę dni, prawda?

– Zadzwoniłam już do Marge. Ona i jej mąż przyjadą tu zaraz i zajmą się szkółką aż do 

końca tygodnia. 

Alison  znała  parę  emerytów,  którzy  byli  sąsiadami  jej  siostry.  Jako  zapaleni  ogrodnicy 

często pomagali Robbiemu, kiedy potrzebował ludzi do pracy. 

– Daj mi znać, jak się czuje Robbie – poprosiła Alison, zerkając na zegarek. 
– Zadzwonię do ciebie wieczorem. Czy zabierasz z sobą Gemmę?
– Tak. Mój dyżur w Kennet kończy się o drugiej, więc pójdę z nią później do parku. 
Szybko  spakowała  torbę  z  kanapkami,  posadziła  córkę  na  dziecinnym  foteliku  i 

wyruszyła  do  Kennet.  Ten  duży  ośrodek  zdrowia,  w  którym  przyjmowała  pacjentów  raz  w 
tygodniu,  oddalony  był  zaledwie  o  piętnaście  minut  jazdy  od  jej  domu.  Było  tam  centrum 
opieki nad dziećmi, w którym mogła zostawić córeczkę. Z budynkiem przychodni graniczył 
duży park, obejmujący plac zabaw. Gemma chętnie jeździła tam z matką, by pobawić się na 
huśtawkach i zjeżdżalniach. 

Kiedy  mijały  parking  przychodni,  dostrzegła  na  nim  Sama,  który  stał  obok  swego 

samochodu, rozmawiając z jakąś młodą kobietą. Poczuła ukłucie zazdrości. Miała wrażenie, 
że rozpoznaje tę ciemnowłosą, ubraną na biało dziewczynę. 

– Tata... tata... – zaszczebiotała Gemma, wyciągając ręce w stronę ojca. 
– Tak, kochanie, to jest tatuś – przyznała Alison, usiłując skupić uwagę na prowadzeniu 

samochodu. 

Przez całą drogę do przychodni zastanawiała się, czy istotnie rozpoznała rozmawiającą z 

Samem kobietę, czy też było to tylko złudzenie – ponury dowcip, jaki spłatała jej wyobraźnia. 

background image

Ostatni  pacjent  wyszedł  kilka  minut  po  godzinie  drugiej.  Alison  odebrała  Gemmę  z 

centrum opieki i wyruszyła z nią do parku. W płytkim basenie bawiła się już gromadka dzieci. 
Gemma natychmiast dołączyła do ich grona. 

Alison usiadła na ławce. Nie spuszczając oka z córeczki, zaczęła rozmyślać o przeszłości. 

Centralnym  punktem  jej  rozważań  była  Charlotte  Macdonald,  młoda  pielęgniarka,  z  którą 
Sam przeżył krótki romans, będący powodem ich rozstania. 

Czy ona nadal stanowi ważny element jego życia? – pytała się w duchu. Ale właściwie 

dlaczego  miałoby  mnie  to  obchodzić?  Przecież  powiedziałam  mu  wczoraj,  że  jego  życie 
prywatne mnie nie interesuje. Czyżbym okłamała nie tylko jego, lecz również samą siebie?

Po chwili doszła do wniosku, że odpowiedź jest bardzo prosta. Że gdyby nie obchodziło 

jej życie osobiste  Sama,  nie zastanawiałaby się teraz nad tym, co może go jeszcze  łączyć z 
Charlotte Macdonald. 

Uświadomiła sobie z irytacją, że mimo wszystkich zapewnień o swej obojętności, nadal 

darzy go uczuciem. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Czwartek jak zwykle minął bardzo szybko. Był to dla Alison wolny dzień, który chętnie 

spędzała z Gemmą. Tego dnia pojechały po zakupy dla Clare. 

– Mogę  jutro  zaopiekować  się  małą – oznajmiła  Clare,  gdy  podjechały  pod  jej  dom  i 

wyładowały  z  samochodu  artykuły  spożywcze.  – Robbie  nie  będzie  chyba  miał  drugiego 
wypadku w ciągu tygodnia. 

– Nie kuś losu! – zażartowała z uśmiechem Alison. – Nie, dziękuję. Meg powiedziała, że 

chętnie z nią zostanie. 

– Czy jesteś tego pewna?
– Oczywiście. Ty pilnuj Robbiego. 
– Możesz na mnie liczyć! – zaśmiała się Clare. 
Alison  ruszyła  w  kierunku  domu,  postanawiając  włączyć  następnego  dnia  budzik  na 

wcześniejszą godzinę, by udzielić Meg wszystkich niezbędnych instrukcji. 

W piątek rano padał ulewny deszcz. Meg Holroyd, która sprzątała u Alison, pojawiła się 

punktualnie o ósmej. 

– Megiiii! – krzyknęła Gemma, widząc ją na progu. 
– Witaj, laleczko! – zawołała z uśmiechem drobna, siwa kobieta. 
– Miałam  nadzieję,  że  będziecie  mogły  posiedzieć  w  ogrodzie  albo  pójść  na  spacer –

westchnęła Alison, wieszając mokry płaszcz Meg na wieszaku. 

Maggie wzruszyła filozoficznie ramionami i wzięła dziewczynkę na ręce. 
– Znajdziemy sobie  mnóstwo  innych zajęć,  prawda, kotku? – powiedziała, uśmiechając 

się pogodnie. 

– Tu  są  wszystkie  numery  telefonów – oznajmiła  Alison,  pokazując  jej  kartkę,  która 

leżała na kuchennym stole. – Przez cały dzień przyjmuję w Lamstone, więc w razie potrzeby 
mogę przyjechać do domu w ciągu dziesięciu minut. 

– O  nic  się  nie  martw – powiedziała  Meg,  otwierając  jej  kuchenne  drzwi.  – Jedź 

spokojnie do pracy. Pomachaj mamie na do widzenia, Gem. 

Wsiadając  do  samochodu,  Alison  obejrzała  się  i  dostrzegła  w  oknie  swą  uśmiechniętą 

córeczkę.  Jak  to  dobrze,  że  ona  nie  boi  się  zostawać  z  Meg,  pomyślała  w  drodze  do 
przychodni. Jest bardzo odważna jak na swój wiek. Nasza separacja nie zmieniła najwyraźniej 
jej pogodnego usposobienia. 

Wjeżdżając na parking, zerknęła odruchowo na  okna gabinetu Sama i  stwierdziła, że  w 

jego  pokoju  pali  się  już  światło.  Potem  pobiegła  w  kierunku  frontowych  drzwi  i  po  chwili 
znalazła się w zatłoczonym holu. Powitała Pam i Lucy, dwie młode recepcjonistki, a potem 
ruszyła w stronę schodów. 

Po wejściu do swego gabinetu dostrzegła leżącą obok komputera kartkę papieru. Usiadła 

przy  biurku  i  przeczytała  napisane  na  niej  słowa.  „Alison...  po  dyżurze...  obok  przystani... 
jeśli możesz”. 

Od lat nie myślała o ich dawnym miejscu spotkań. Nie wiedziała nawet, czy ono jeszcze 

background image

istnieje. Zatrzymywały się tam łodzie, którymi pływali po rzece turyści. Było to malownicze 
miejsce, otoczone łanami zbóż, wśród których oboje z Samem tak często spacerowali... 

Wzięła głęboki oddech i podniosła słuchawkę. 
– Sam?
– Cześć. 
– Przeczytałam twoją kartkę. 
– I... ?
– Będzie tam mokro. Czy nie zauważyłeś, że pada?
– Zauważyłem.  Dawniej  nam  to  nie  przeszkadzało.  Alison  przełknęła  ślinę.  Nie  mogła 

zrozumieć, dlaczego jego słowa budzą w niej tak wielkie poczucie bezradności i zagrożenia. 

– Niestety, chyba nie dam rady. Mam mnóstwo zajęć... 
– Dawniej  znajdowaliśmy  czas,  żeby  się  spotkać – przerwał  jej  bezceremonialnie.  –

Zabiorę ci tylko godzinę. Musimy ustalić pewne sprawy. Chyba o tym wiesz. 

– Sam... 
– Ja tam będę. I proszę, żebyś przyjechała. 
W  słuchawce  rozległ  się  sygnał.  Alison  spojrzała  na  aparat  z  niedowierzaniem.  Nie 

potrafiła pojąć, jakim cudem dopuściła do tak kłopotliwej sytuacji. 

– Nie! – powiedziała głośno. – Nie pojadę tam. Jeśli już mamy rozmawiać, zróbmy to na 

miejscu. Zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele skojarzeń... Wszędzie, tylko nie tam... 

Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek telefonu. 
– Twój pierwszy pacjent nie przyszedł – oznajmiła Lucy. – To chyba przez ten deszcz. 
– Czy możesz poprosić następnego?
– Nie, bo na razie nikogo nie ma. Przy tej pogodzie nie będę zdziwiona, jeśli twój dyżur 

skończy się bardzo wcześnie. 

Akurat  tego  dnia  wolałabym  pracować  dłużej,  pomyślała  Alison,  wzdychając  z 

rezygnacją. 

Pokryte  wodorostami  resztki  drewnianego  pomostu  zaledwie  wystawały  z  wody.  Na 

słupie, przy którym cumowano niegdyś łodzie, wisiała tablica, z której wynikało, że teren ten 
został wykupiony przez jakiegoś przedsiębiorcę budowlanego. 

Alison  zaparkowała  samochód  na  drodze  i  stała  bez  ruchu,  wsłuchując  się  w  ciszę. 

Nigdzie  nie  dostrzegła  śladu  Sama.  Jej  dyżur  istotnie  skończył  się  wcześniej,  zapewne  z 
powodu deszczu. Teraz jednak zza chmur wyglądało błękitne niebo. 

Oderwała  oczy  od  rzeki,  z  którą  łączyło  ją  tyle  wspomnień.  Ileż  razy  przepływaliśmy 

promem  na  drugą  stronę,  żeby  spacerować  wśród  pól! – pomyślała  ze  wzruszeniem. 
Kochałam  tę  okolicę.  Ziemia  pachniała  wtedy  tak  samo  jak  teraz.  To  chyba  najpiękniejsze 
miejsce na ziemi... 

– Nie radziłbym ci iść dalej – usłyszała męski głos i wzdrygnęła się z przerażenia. 
Zdała sobie sprawę, że stoi tuż nad stromym brzegiem rzeki, i pospiesznie cofnęła się na 

ścieżkę. 

– Dlaczego tutaj? – spytała stłumionym głosem. 
– Dlaczego nie? – odparł Sam, patrząc jej w oczy.  – Kiedyś rozwiązywaliśmy tu  nasze 

background image

wszystkie problemy. 

To prawda, pomyślała. Ale nasze problemy były wtedy o wiele mniej skomplikowane. 
– Czy  pójdziemy  na  spacer? – spytała  rzeczowym  tonem,  by  odwrócić  myśli  od  jego 

zdrady i cierpień, na jakie naraził ją jego romans. 

Ruszyli wolnym krokiem w kierunku przystani. 
– Jaka szkoda, że nie ma już tego pomostu – mruknął Sam. 
– Nie ma też naszego promu. 
– Chyba będą coś tu budować. 
Alison  kiwnęła  głową  i  podniosła  kołnierz  kurtki.  Po  deszczu  temperatura  wyraźnie 

spadła, a ona odczuła nagle dotkliwy chłód. 

– Dziękuję  ci,  że  przyjechałaś – powiedział  Sam,  zatrzymując  się  gwałtownie.  –

Pomyślałem  sobie,  że  łatwiej  nam  będzie  porozmawiać  z  dala  od  domu.  Ali,  chciałbym 
zacząć  wszystko  od  nowa.  Przemyślałem  to,  co  mi  mówiłaś.  Masz  rację,  nasze  życie  się 
zmieniło. My też nie jesteśmy tacy sami jak dawniej. Nie możemy cofnąć się do przeszłości. 
Musimy  iść  do  przodu.  Zdałem  sobie  sprawę,  że  dobrze  by  było  się  postarać,  żeby  ta 
separacja była jak najmniej bolesna. 

Alison nie miała pojęcia, dlaczego jego oświadczenie nie budzi w niej entuzjazmu. Bądź 

co  bądź  tego  właśnie  chciała.  Bezbolesnej  separacji.  Dla  dobra  Gemmy,  która  kochała 
swojego ojca. Dla niej Alison gotowa była poświęcić dumę i zapomnieć o bólu. Chciała, by 
jej córka była szczęśliwa. 

– Więc co proponujesz, Sam? – spytała, marszcząc brwi. 
– Miałem  nadzieję,  że  moglibyśmy  od  czasu  do  czasu  wspólnie  zabierać  Gemmę  na 

spacer. Stworzyć jakąś namiastkę życia rodzinnego. Nie zachowywać się tak, jak we wtorek. 

Poczuła wyraźną ulgę. 
– Kiedy chciałbyś zacząć te rodzinne spotkania?
– Podczas tego weekendu mam dyżur pod telefonem. Proponuję następną niedzielę. 
– W porządku. 
– O której mam po was przyjechać? Potrząsnęła przecząco głową. 
– Dziękuję, ale spotkamy się na miejscu.
– Jak wolisz – mruknął zdawkowym tonem. 
Odwrócili się i bez słowa ruszyli z powrotem w kierunku opuszczonej przystani. Kiedy 

wspinali się po zarośniętym trawą nadbrzeżu, Alison straciła nagle równowagę i z pewnością 
upadłaby  na  ziemię,  gdyby  Sam  nie  chwycił  jej  mocno  za  ramię.  Czując  jego  dotyk, 
natychmiast zesztywniała. 

– Bałem się, że upadniesz – mruknął przepraszającym tonem. 
– Zaczepiłam  butem  o  jakiś  kamień – wymamrotała,  uwalniając  się  z  jego  uścisku  i 

ruszając w kierunku samochodu. 

– A zatem do zobaczenia w przyszłą niedzielę – powiedział. 
– Tak – odparła, siedząc już za kierownicą. – Mam nadzieję, że tym razem nam się uda. 
– Ja też. 
– Muszę jechać. Meg będzie się niepokoić. 

background image

Sam, który szedł już w stronę swego auta, nagle się zatrzymał. 
– Zapomniałem spytać, jak się czuje Robbie. 
– Och, coraz lepiej. Rana szybko się goi. 
– Zawsze  był  dzielnym  sportowcem – stwierdził  Sam,  uśmiechając  się  do  niej 

porozumiewawczo. 

Z trudem oderwała od niego wzrok, pożegnała go szybko i wrzuciła bieg. Jadąc do domu, 

przemyślała  przebieg  spotkania  i  poczuła  satysfakcję.  Nie  dopuściła  do  wspominania 
dawnych  czasów,  wspólnych  znajomych  miejsc,  w  których  oboje  lubili  się  spotykać. 
Postanowiła kontynuować tę linię postępowania w przyszłości. 

W ciągu następnego tygodnia stało się jasne, że Sam zamierza zachować wobec niej pełen 

rezerwy  dystans.  Gdy  spotykali  się  w  przychodni,  witał  ją  z  uśmiechem,  pytał  o  zdrowie 
Gemmy, ale nie podejmował dłuższej wymiany zdań. 

W środę jak zwykle pojechała do Kennet, odwożąc po drodze Gemmę do siostry. Mijając 

przychodnię, przypomniała sobie scenę, którą widziała przed kilku dniami. Nadal dręczyło ją 
pytanie, czy dziewczyną, z którą rozmawiał Sam, była Charlotte. 

W piątek, wchodząc do przychodni, zobaczyła w holu Sama, który gawędził przyjaźnie z 

Pamelą Shearing, jedną z recepcjonistek. Kiwnęła mu głową i poszła dalej, zastanawiając się, 
kiedy przestanie odczuwać na jego widok tak silne ukłucia zazdrości i pożądania. 

– Alison, czy możemy chwilę porozmawiać? – spytał, doganiając ją na schodach. 
Była przekonana, że chce omówić szczegóły niedzielnego spotkania, więc zatrzymała się. 

Ale ku jej zdziwieniu chodziło mu o coś innego. 

– Był  tu  wczoraj  twój  pacjent,  Thomas  Knight.  Dostał  w  szkole  ataku  astmy,  więc 

dyrektorka wezwała  jego  matkę,  która  natychmiast  go do  nas  przywiozła,  bo  jego inhalator 
wcale mu nie pomagał. 

Alison zmarszczyła brwi. 
– To niedobra wiadomość. Czy powiedział ci, co wywołało ten atak?
– Jego  zdaniem  był  on  skutkiem  fizycznego  wysiłku.  Stało  się  to  podczas  lekcji 

gimnastyki,  na  której  ćwiczył  ze  skakanką.  Powiedział  mi  też,  że  te  ataki  stają  się  coraz 
częstsze. 

– Owszem,  ostatni  miał  miejsce  na  początku  kwietnia.  Jak  przebiegła  jego  wczorajsza 

wizyta?

Sam zastanawiał się przez chwilę. 
– Był oczywiście mocno przestraszony i zawstydzony, że musiał posługiwać się aparatem 

w obecności klasy. 

– A  czy  podczas  wizyty  w  przychodni  zastosował  ten  inhalator  z  większym 

powodzeniem?

– Nie... Nie namawiałem go do tego. Nauczyłem go natomiast techniki oddychania... 
– Techniki oddychania? – powtórzyła z niepokojem. 
– Tak. Chciałem na nim wypróbować system zwalczania astmy, którego nauczyłem się w 

Australii. Zamierzam kontynuować tę terapię, oczywiście, jeśli się na to zgodzisz. 

– Thomas nie jest pacjentem, na którym można eksperymentować – oznajmiła. – Leczę 

background image

go od listopada i wiem, że jego astma przybiera niekiedy bardzo ostrą formę... 

– Właśnie  dlatego  sądzę,  że  ta  technika  może  mu  pomóc – przerwał  jej  Sam.  – Kiedy 

nabierze wprawy, będzie mógł ograniczyć stosowanie inhalatora, a później całkowicie z niego 
zrezygnować. 

– Nie  masz  żadnych  konkretnych  podstaw  do  takiego  twierdzenia – odparła,  coraz 

bardziej  oburzona  jego  pewnością  siebie.  – Nie  pozwolę,  żebyś  traktował  Thomasa  jak 
królika  doświadczalnego.  Ta  twoja  eksperymentalna  metoda  musi  być  dopiero  w  stadium 
raczkowania, bo ja nigdy o niej nie słyszałam. 

– Więc pozwól, że ci wyjaśnię... 
– Powinieneś  był  rozmawiać  ze  mną  o  tym  przed  zastosowaniem  tej  terapii,  a  nie  po 

fakcie – ciągnęła z  coraz  większą  złością.  – Nakłaniając Thomasa  do  tych  eksperymentów, 
zapewne naraziłeś go na stres, który zwiększa jego podatność na ataki. 

– Mylisz  się,  Alison – odparł  Sam.  – Czy  naprawdę  myślisz,  że  naraziłbym  zdrowie 

pacjenta, stosując jakieś szarlatańskie metody, które nie zostały przetestowane?

– Nie  mam  pojęcia – odparła  lodowatym  tonem.  – Nie  pojmuję  twojego  sposobu 

myślenia, ani w sprawach osobistych, ani w kwestiach zawodowych. A teraz, jeśli pozwolisz, 
zajmę się moimi pacjentami. 

Odwróciła  się  i  szybko  ruszyła  po  schodach  w  górę,  nie  odwracając  się,  by  na  niego 

spojrzeć. 

Kiedy wpadła do swego gabinetu, usiadła za biurkiem i głęboko zaczerpnęła powietrza, 

żeby – się  choć trochę  uspokoić. Sam  nie tylko wtrąca się do  jej życia  prywatnego,  lecz w 
dodatku kwestionuje jej kompetencje zawodowe.  Nie miał  prawa zmieniać metody leczenia 
Thomasa  bez  konsultacji  z  nią.  Thomas,  i  tak  już  zaniepokojony  częstotliwością  ataków,  z 
pewnością  nie  jest  pacjentem,  na  którym  można  by  testować  skuteczność  jakiejś 
eksperymentalnej terapii. 

Pod  wpływem  nagłego  impulsu  podniosła  słuchawkę  i  poprosiła  recepcjonistkę  o 

połączenie jej z matką chłopca. Chciała zapytać o stan jego zdrowia. Pamela powiadomiła ją 
po chwili, że w mieszkaniu państwa Knight nikt nie odbiera telefonu. 

Po zakończeniu dyżuru sama wykręciła podany jej numer, ale i tym razem bezskutecznie. 

Trocheja  to  zdziwiło,  bo  państwo  Knight  mieli  oprócz  Toma  jeszcze  dwóch  młodszych  od 
niego  synów.  Wydawało  jej  się  mało  prawdopodobne,  by  żadnego  z  członków  rodziny  nie 
było w domu późnym popołudniem. 

Raz  jeszcze  pomyślała o  chorobie Thomasa,  który  z  powodu  ataków  astmy dwukrotnie 

już przebywał w szpitalu. Stan jego zdrowia był niewątpliwie niepokojący. Utwierdziła się w 
przekonaniu, że Sam postąpił nieodpowiedzialnie, ograniczając terapię do ćwiczeń oddechu, i 
postanowiła zachować wobec niego dystans nie tylko  w sferze  stosunków  prywatnych, lecz 
również na płaszczyźnie zawodowej. 

Jak miała się niebawem przekonać, postanowienie to łatwiej było podjąć, niż zrealizować. 
Kiedy w piątek odbierała Gemmę od Clare, dziewczynka była rozkapryszona i zmęczona. 

Nie  chciała  się  bawić  nawet  z  Robbiem,  który  zawsze  był  jej  ulubieńcem.  Przez  całą  noc 

background image

kaszlała, a w sobotę rano Alison doszła do wniosku, że mała jest przeziębiona. 

Po południu temperatura dziecka wzrosła do trzydziestu ośmiu stopni. Gemma odmówiła 

zjedzenia kolacji i nie chciała nawet tknąć swych ukochanych lodów. 

O ósmej Alison stwierdziła dalszy wzrost gorączki i zdała sobie sprawę, że Gemma chyba 

ma grypę. Zastanawiała się właśnie, co zrobić, kiedy zadzwonił telefon. 

– Chciałem ustalić nasze plany na jutro – oznajmił Sam, zanim zdążyła się odezwać. 
– Gemma jest chora – powiedziała. – Prawdę mówiąc, bardzo się o nią niepokoję. 
– Co jej dolega? – spytał z troską w głosie. 
– Stale rośnie jej temperatura. Poza tym nic nie jadła przez cały dzień, co w jej przypadku 

zdarza się niezwykle rzadko. 

– Zaraz do was przyjadę. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko temu. 
Zgodziła  się  bez  chwili  wahania.  Przez  cały  dzień  biła  się  z  myślami,  nie  wiedząc,  co 

począć. Niewiele wcześniej jeden z małych pacjentów przychodni zapadł na zapalenie opon 
mózgowych  i  gdyby  nie  szybka  diagnoza  Hectora,  jego  choroba  mogłaby  okazać  się 
śmiertelna.  Alison  drżała  z  niepokoju  na  myśl  o  tym,  że  jej  córka  może  cierpieć  na  jakąś 
wirusową lub bakteryjną infekcję. 

W  dziesięć  minut  później  usłyszała  pisk  opon  hamującego  gwałtownie  samochodu. 

Otworzyła drzwi, a Sam pobiegł za nią do pokoju dziecinnego. 

– Jak się miewa moja dziewczynka? – spytał łagodnie, całując czoło dziecka. 
Gemma, która zwykle radośnie go witała, tym razem nie zareagowała na jego obecność. 

Zmarszczył brwi i dotknął palcami jej czoła. 

– Od jak dawna ma tak wysoką gorączkę? – spytał, odwracając się do Alison. 
– Od szóstej. Ale już wczoraj wieczorem nie była sobą. 
– Co jej podałaś?
– Tylko paracetamol. O dziesiątej ma dostać następną tabletkę. 
– Czy nie skarżyła się na ból brzucha? Nie wymiotowała?
Alison pokręciła przecząco głową. 
– Nie.  Początkowo  myślałam,  że  po  prostu  rosną  jej  zęby,  ale  zmieniłam  zdanie,  kiedy 

dostała gorączki. 

– Czy  mogę  cię  obejrzeć,  kochanie? – spytał  Sam,  wyjmując  z  torby  lekarskiej  małą 

latareczkę. 

Zajrzał dziecku do gardła, a potem dokładnie je zbadał, powtarzając wszystkie czynności, 

które w ciągu tego dnia kilkakrotnie wykonywała Alison. 

– Migdały  nie  są  spuchnięte  i  nie  ma  nalotu  w  gardle – powiedział  w  końcu.  – Może 

należałoby umyć ją zimną gąbką. To powinno obniżyć temperaturę. 

– Właśnie się do tego zabierałam, kiedy zadzwoniłeś – oznajmiła Alison. 
Teraz dopiero spojrzała uważnie na Sama i zdała sobie sprawę, jak bardzo cieszy ją jego 

obecność. I jak bardzo podnieca widok jego silnych ramion, wyraźnie widocznych pod cienką 
sportową koszulą. 

Zeszła do łazienki po miskę z wodą, gąbkę i ręcznik. Widząc przypadkiem swe odbicie w 

lustrze, zdała sobie sprawę, że jej kolorowe szorty i bawełniana bluzka są mocno pogniecione, 

background image

a ona sama, blada i rozczochrana, też prezentuje się niezbyt korzystnie. 

Poprawiając  włosy,  zaczęła  mimo  woli  myśleć o  ich  dawnym  wspólnym  życiu.  I nagle 

uświadomiła sobie, jak bardzo pragnie, aby Sam spędził tę noc razem z nią. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Gemma zasnęła tuż przed północą. Alison i Sam zeszli do kuchni, by w końcu napić się 

herbaty. 

– Co o tym myślisz? – spytała, nalewając wodę do czajnika. 
– Nie jestem zbyt przerażony jej temperaturą. Przypuszczam, że do rana spadnie. 
– Chciałabym, ale i tak będę dziś spała w jej pokoju na rozkładanym łóżku. 
Sam spojrzał na nią z niepokojem. 
– Ali, jesteś bardzo zmęczona. Chciałbym zostać  tu na noc, żeby ci pomóc. Pozwól,  że 

obejmę dyżur przy małej. 

– Ale czy zawołasz mnie, jeśli się obudzi?
– Mam nadzieję, że będzie spała jak kamień. Ale jeśli stanie się inaczej, dam ci znać. 
Alison wiedziała, że jego propozycja jest rozsądna, choć nie była pewna, czy uda jej się 

zasnąć.  Poprzedniej  nocy  nie  zmrużyła  oka  i  wstawała  kilka  razy,  by  zajrzeć  do  pokoju 
dziecka. Kiedy w końcu usnęła, wstawał już blady świt. 

– Ona nigdy nie chorowała tak poważnie – wyjaśniła. 
– Nie zamartwiaj się. To z pewnością nie jest ostatni raz. 
– Przez cały czas się boję, że mogliśmy coś przeoczyć – wyznała płaczliwym tonem. 
– Lekarze zawsze są najgorszymi pacjentami i najbardziej nadopiekuńczymi rodzicami –

przypomniał jej z uśmiechem. – Nie stwierdziliśmy sztywnienia karku, wysypki ani żadnych 
innych objawów poważniejszej choroby. Obiecuję ci, że będę do niej zaglądał co kilka minut. 

– Sam, powiedz mi, że nic jej nie będzie... – poprosiła niepewnie. 
– Oczywiście, że nic jej nie będzie. Natomiast ty, jeśli  się trochę nie prześpisz, możesz 

mieć jutro fatalne samopoczucie. 

Była  zbyt  zmęczona,  by  dalej  protestować,  więc  poszła  do  sypialni.  Zamykając  oczy, 

przypomniała  sobie  upojne  noce,  które  spędziła  w  niej  razem  z  Samem.  Ale  po  chwili 
zmorzył ją sen. Widziała w nim leżącą w kołysce Gemmę i pochylonego nad nią ojca. Potem 
zobaczyła sielską scenę,  rozgrywającą się na tle  błękitnego nieba. Sam  zbliżał  się do niej z 
wyciągniętymi ramionami, a ona jak zwykle biegła mu naprzeciw... 

– Ali... Ali, obudź się!
Usłyszała jego głos i usiadła, zanim skończył zdanie. Nadal było ciemno. W jej umyśle 

natychmiast obudziły się najgorsze podejrzenia. 

– Coś się dzieje z Gemmą?
– Myślę, że powinnaś ją zobaczyć. – Starał się mówić spokojnym tonem, lecz ona znała 

go zbyt dobrze, by nie wyczuć, że stan dziecka uległ pogorszeniu. 

Kiedy  wbiegła  do  pokoju  córeczki,  stwierdziła,  że  ma  ona  jeszcze  wyższą  temperaturę. 

Ciałem Gemmy wstrząsały dreszcze. Alison wzięła ją na ręce i próbowała dodać jej otuchy, 
Sam tymczasem błyskawicznie się ubrał i po chwili wyruszyli do szpitala. 

Gdy  dotarli  na  miejsce,  Gemma  dostała  drgawek.  Natychmiast  zaopiekowali  się  nią 

background image

lekarze z oddziału nagłych wypadków, a Sam delikatnie wypchnął Alison z sali zabiegowej 
na korytarz i niemal siłą posadził ją na krześle. 

– Alison, ona jest w dobrych rękach. Nie wolno nam się wtrącać. 
– Ale ja jestem lekarzem... 
– Oboje jesteśmy lekarzami – przypomniał jej – ale jesteśmy też jej rodzicami. 
Alison  zamknęła  oczy.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  była  naprawdę  przerażona.  Nie  mogła 

zrozumieć,  jakim  cudem  choroba  dotknęła  tym  razem  nie  kogoś  obcego,  lecz  jej  własne 
dziecko. Po chwili oczekiwania, która wydała jej się wiecznością, ujrzała wychodzącą z sali 
zabiegowej pielęgniarkę. Natychmiast wstała z krzesła, ale jej serce bito tak mocno, że przez 
kilka sekund nie mogła wydobyć głosu. 

– Jak... jak ona się czuje? – wyjąkała w końcu. 
– Odzyskała  już  przytomność – odrzekła  pielęgniarka.  – Jej  utrata  trwała  na  szczęście 

bardzo  krótko.  Robimy  teraz  wszystkie  niezbędne  badania.  Proszę  przejść  do  poczekalni. 
Wezwiemy państwa, gdy tylko poznamy wyniki. 

– Och, Sam, nie mogę w to wszystko uwierzyć – wyszeptała Alison, gdy usiedli w małej 

sali, którą wskazała im pielęgniarka. – Dlaczego nie pozwalają nam być przy niej?

– To  nie  potrwa  długo – zapewnił  ją  uspokajającym  tonem.  – Musimy  być  cierpliwi  i 

wierzyć, że wszystko będzie dobrze. 

Chwyciła go kurczowo za rękę. W tej chwili był jej potrzebny bardziej niż kiedykolwiek 

dotąd. Zapomniała o wszystkich konfliktach, które ich dzieliły w przeszłości. Myślała tylko o 
swojej córce. 

Po  chwili  Sam  przyniósł  dwa  plastikowe  kubki  z  herbatą.  Była  mocna  i  gorzka,  a  gdy 

Alison wypiła kilka łyków, poczuła się trochę lepiej. 

– Sam...  – zaczęła niepewnie – a jeśli  drgawki  są  wywołane przez  infekcję centralnego 

systemu nerwowego... 

– To wcale nie jest przesądzone – przerwał jej pospiesznie. – Nawet nie myśl o zapaleniu 

opon mózgowych. Nie przewiduj najgorszej możliwości. 

Opuściła wzrok na plastikowy kubek z herbatą. Co będzie, jeśli choroba Gemmy okaże 

się poważna? Czy popełnili błąd, nie przywożąc jej do szpitala wcześniej?

– Ten  atak  mógł  być  skutkiem  gorączki  wywołanej  przez  jakąś  wirusową  infekcję –

ciągnął  Sam.  – Ona  ma  wszystkie  klasyczne  objawy. Podwyższona  temperatura,  dreszcze, 
drgawki, i  w końcu utrata  przytomności. Dzieci często  dostają takich infekcji i  wychodzą z 
nich bez szwanku. 

Dopił resztkę herbaty i oparł głowę na rękach. Kiedy ją ponownie podniósł, wydawał się 

tak wyczerpany, że Alison miała ochotę czule go objąć. 

Pozostała  jednak  na  miejscu,  myśląc  o  swej  córce.  Marzyła  o  tym,  by  to  upiorne 

nieszczęście, które tak nagle na ich spadło, odeszło w niebyt. Żeby mogli wszyscy wrócić do 
normalnego, spokojnego życia. 

Nie miała pojęcia, jak długo  czekali; utraciła  całkowicie poczucie czasu.  Kiedy pojawił 

się lekarz, jej nerwy były tak napięte, że z trudem zachowała spokój. 

– Córeczka państwa odzyskała już  pełnię świadomości – oznajmił. – Ten atak drgawek 

background image

był wywołany wysoką gorączką. 

– Zapewne będącą skutkiem jakiejś infekcji? – spytał Sam. 
Lekarz kiwnął głową. 
– Chyba jednak nie dolega jej nic poważnego. Alison wydała westchnienie ulgi. 
– Czy temperatura już opadła?
– Owszem,  a  ponieważ  była  nieprzytomna  tylko  przez  kilka  minut,  ośmielę  się 

zaryzykować” twierdzenie, że wróci do pełni zdrowia. 

– Czy możemy zabrać ją do domu? – spytał Sam. Lekarz wahał się przez chwilę. 
– Moim  zdaniem  przetrzymywanie  jej  na  oddziale  mogłoby  jej  tylko  zaszkodzić. 

Większość dzieci lepiej przechodzi rekonwalescencję w domu niż w otoczeniu szpitalnym. –
Urwał  i  zerknął  na  Alison.  – Ale  jako  lekarze  wiecie  dobrze,  że  zawsze  istnieje 
niebezpieczeństwo nawrotu ataku drgawek. 

– Mimo to wolimy zabrać ją do domu – stwierdziła bez chwili wahania Alison. 
Lekarz kiwnął głową. 
– W takim razie proponuję, żebyście przed wyjściem posiedzieli jakiś czas przy jej łóżku. 
Ulegając jego sugestii, poszli do sali, w której leżała Gemma. Kiedy wchodzili, pochylała 

się nad nią pielęgniarka. Na widok swej córeczki ubranej w szpitalną koszulę Alison omal się 
nie załamała. 

Dziewczynka siedziała już na łóżku i wyglądała  o wiele lepiej. Kiedy ujrzała rodziców, 

wybuchnęła płaczem. Alison podbiegła do niej pospiesznie, by ją objąć i pocieszyć. 

– Niedługo  pojedziemy  do  domu! – wyszeptała  jej  do  ucha.  Formalności  związane  z 

wypisaniem  dziewczynki  ze  szpitala  zajęły  jednak  sporo  czasu,  więc  dotarli  na  miejsce 
dopiero koło południa. 

Bez słowa weszli na górę i położyli Gemmę do łóżka. Kiedy zasnęła, usiedli obok siebie 

na kanapie, nie spuszczając jej z oka. 

– Chyba wszystko będzie dobrze – wymamrotała Alison. – Jestem potwornie śpiąca. 
Oparła głowę na ramieniu Sama i po chwili zapadła w głęboki sen. Spała tak spokojnie 

jak za dawnych czasów, kiedy przyszłość wydawała jej się jednym pasmem szczęścia. 

Kiedy  się  obudziła,  odkryła,  że  leży  wyciągnięta  na  kanapie.  Z  dołu  dobiegał  aromat 

kawy. Łóżko Gemmy było schludnie posłane, a jej zabawki leżały na stosie w kącie pokoju. 

Usiadła, spojrzała na zegarek i stwierdziła ze zdumieniem, że jest już wpół do piątej. Nie 

mogła uwierzyć w to, że przespała niemal całe popołudnie. Pospiesznie wstała i podeszła do 
otwartego okna, przez które dobiegały głosy. 

Sam  siedział  na  huśtawce,  trzymając  Gemmę  na  kolanach  i  obejmując  ją  ramieniem. 

Dziewczynka miała teraz na sobie jakąś koszulkę i swoje ulubione różowe dżinsy. Huśtali się 
lekko, a Gemma raz po raz wybuchała głośnym śmiechem. 

Alison  stała  przez  chwilę  nieruchomo,  wspominając  przeszłość.  Za  dawnych  czasów 

często oglądali z tego okna ogród, który tak bardzo kochał Sam. Początkowo przypominał on 
dziką dżunglę; dopiero potem, dzięki wysiłkom Sama, stał się ich dumą i chlubą. 

Chcąc odrzucić natłok wspomnień, cofnęła się gwałtownie od okna, zaczepiając przy tym 

background image

ramieniem o futrynę, która wydała głośny trzask. Sam natychmiast podniósł głowę. 

– Mama już wstała – powiedział cicho, a Gemma odwróciła się do matki i zaczęła machać 

do niej rączkami. 

– Kawa jest gotowa – dodał Sam. 
Jego  uśmiech  po  raz  kolejny  przyprawił  ją  o  przyspieszone  bicie  serca.  Pełen  kwiatów 

ogród, ojciec i córeczka – cóż za sielski obrazek, pomyślała z goryczą. 

– Zaraz schodzę! – zawołała do nich i poszła do łazienki. Wzięła prysznic i włożyła jasne 

bawełniane  spodnie  oraz  niebieską  jedwabną  bluzkę.  Potem  skropiła  się  swymi  ulubionymi 
perfumami, których delikatny zapach Sam dawniej uwielbiał. 

Zdała  sobie  sprawę,  że  obecność  Sama  w  domu  wpływa  kojąco  na  jej  nerwy.  Że 

chciałaby,  aby  pozostał  on  w  nim  jak  najdłużej...  żeby  spędził  w  nim  przynajmniej  jeszcze 
jedną noc. To bezsensowne mrzonki, zgromiła się w duchu. Nie wolno ci im ulegać. Wasze 
drogi na zawsze się rozeszły!

Ale kiedy spojrzała w lustro, dojrzała w swych oczach mgiełkę pożądania. 
Nadszedł  piękny  wieczór.  Zachodzące słońce  ozłacało  ostatnimi  promieniami  widoczne 

na  horyzoncie  wzgórza.  Zjedli  podwieczorek  w  ogrodzie.  Gemma  była  jeszcze  trochę 
przygaszona, ale jej temperatura wróciła do normy. Zjadła też pierwszy od dwóch dni posiłek
– kanapkę z ogórkiem i porcję lodów przybranych konfiturą. 

– Myślę, że ktoś tu jest bardzo śpiący i powinien pójść do łóżka – zauważył Sam, patrząc 

na drzemiącą w jego ramionach córkę. 

Wstał z fotela, zaniósł Gemmę na górę i powiedział jej dobranoc. Potem zszedł na dół i 

zatrzymał się przy drzwiach wejściowych. 

– Gdybyś mnie potrzebowała, będę w domu – oznajmił cichym głosem. – Mam nadzieję, 

że ta noc będzie dla ciebie trochę łatwiejsza. 

– Ja też... Ale na wszelki wypadek będę spała w jej pokoju. 
Wyszedł do ogrodu, a ona  pod wpływem nagłego  impulsu  poszła za  nim. W  powietrzu 

unosił się zapach kwiatów. 

– Gdyby  nie  było  mnie  w  domu,  zadzwoń  na  mój  numer  komórkowy – dodał, 

zatrzymując się przy furtce. 

– Dziękuję  ci  za  to,  że  przyjechałeś – rzekła  niespodziewanie.  – I  za  to,  że  zająłeś  się 

Gemmą. 

– Czy spodziewałaś się, że mógłbym postąpić inaczej?
– Nie, oczywiście, że nie. Tylko że... 
– Alison,  Gemma  jest  dla  mnie  najważniejsza  na  świecie.  Właśnie  dlatego...  – Urwał  i 

zagryzł wargi, a potem wzruszył ramionami. – Będzie lepiej, jeśli już pójdę. 

Wtedy właśnie Alison popełniła błąd, którego miała gorzko żałować przez cały wieczór. 
– Czy na prawdę musisz iść? – spytała, czerwieniąc się gwałtownie. 
Spojrzał na nią z zaskoczeniem. 
– Gemma  jest  już  zdrowa – powiedział,  zamykając  za  sobą  furtkę.  – Więc  po  cóż 

miałbym tu zostawać?

Odszedł, a ona wróciła do domu i szybko zatrzasnęła za sobą drzwi. Czuła się poniżona i 

background image

upokorzona. Piekła ją twarz, a jej gardło dławił bolesny skurcz. 

Po co go prosiłam, żeby został? – pytała się w duchu. Przecież na pewno w międzyczasie 

znalazł  sobie  kogoś  innego!  Przecież  przed  wyjazdem  do  Australii  mieszkał  z  dala  od  nas 
przez cztery miesiące. Z pewnością nawiązał wtedy bliskie kontakty z jakąś kobietą!

Nadal zastanawiała się, czy dziewczyną, z którą widziała go na parkingu, była Charlotte 

Macdonald.  Czy  ponownie  pojawiła  się  w  jego  życiu,  czy  też  może  nigdy  z  niego  nie 
zniknęła?

Po  raz  kolejny  zdała  sobie  sprawę,  że  powrót  Sama  do  niej  jest  bardzo  mało 

prawdopodobny. 

Gemma czuła się nazajutrz zupełnie dobrze, ale Alison postanowiła nie iść tego dnia do 

pracy. Zadzwoniła do Hectora, który obiecał, że wspólnie z Peterem zajmie się jej pacjentami. 
Sam  zatelefonował  do  niej  po  południu,  spytał  o  zdrowie  dziecka,  a  potem  szybko  ją 
pożegnał. 

W środę Gemma była już całkowicie zdrowa, więc Alison wzięła ją ze sobą do Kennet. 

Po dyżurze wstąpiły jak zwykle do parku. 

W  czwartek  po  południu  w  jej  domu  zadzwonił  telefon.  Podniosła  słuchawkę, 

spodziewając się, że usłyszy głos Sama. Ale okazało się, że dzwoni Lucy. 

– Przepraszam, że panią niepokoję w domu, doktor Stewart, ale muszę na jutrzejszą listę 

wpisać  Eilę Hayward,  która  urodziła  podczas  weekendu  chłopca.  Wiem,  że  Gemma  była 
chora, a pani nie przyszła w poniedziałek do przychodni... 

– Będę jutro w pracy – przerwała jej  Alison.  – Gemma już  wyzdrowiała. Czy chodzi  o 

Eilę, czy o dziecko?

– Chyba  głównie  o  dziecko...  – odparła  Lucy  po  chwili  wahania.  – Jak  pani  pewnie 

pamięta,  oni  mieszkają  tuż  obok  przychodni.  Mark  jest  tu  znanym  człowiekiem,  gwiazdą 
naszej drużyny piłkarskiej. 

– Ach tak, Eila chyba mi o tym wspominała – przypomniała sobie Alison. 
– Lubię  ją,  choć  nie  przepadam  za  jej  mężem.  Bardzo  mi  jej  żal.  Ona  nie  ma  łatwego 

życia – zakończyła zagadkowo Lucy, a potem odłożyła słuchawkę. 

Alison  była  zaskoczona.  Eila  nie  wspominała  podczas  ostatniej  wizyty  o  żadnych 

małżeńskich  kłopotach.  Powiedziała  tylko,  że  jej  mąż  wołałby  chłopca.  Lucy  najwyraźniej 
chciała jej wyjawić coś więcej, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. 

Nazajutrz  rano,  parkując  samochód  pod  przychodnią,  myślała  jednak  nie  o  Eili,  lecz  o 

małym  Thomasie,  który  chorował  na  astmę.  Ponieważ  nie  udało  jej  się  skontaktować  z 
państwem Knight, mogła tylko pocieszać się nadzieją, że gdyby w wyniku nieprzemyślanych 
rad  Sama  nastąpiło  pogorszenie  jego  stanu,  rodzice  natychmiast  przywieźliby  go  do 
przychodni. Postanowiła  jednak ponownie zadzwonić  do jego matki  i  zapytać ją o przebieg 
choroby. 

Weszła  do  budynku,  wbiegła  na  górę  i  otworzyła  drzwi  gabinetu.  W  chwilę  później 

Pamela  wprowadziła  pierwszego  pacjenta.  Był  to  Thomas  Knight.  Tuż  za  nim  szła  jego 
matka. 

– Doktor Stewart, sama nie mogę w to uwierzyć! – zawołała od progu. – Thomas jest... 

background image

no,  w  każdym  razie  przestał  się  dusić.  Oddycha  bez  trudu,  niech  pani  sama  posłucha.  Był 
nawet wczoraj na lekcji gimnastyki i ani razu nie musiał używać inhalatora. Czy to możliwe?

Alison  spojrzała  na  Thomasa.  Oddychał  najzupełniej  normalnie,  a  jego  uśmiechnięta 

twarz promieniała zdrowiem. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Pani Knight dopiero po kilku minutach przestała mówić i usiadła, dopuszczając do głosu 

swego syna. 

– Miałem  wczoraj  lekcję  gimnastyki – oznajmił  z  dumą.  – Zawsze  zabieram  ze  sobą 

inhalator, bo po chwili biegania tracę oddech. Ale tym razem w ogóle go nie używałem. 

– Chcesz powiedzieć, że nie zacząłeś się dusić?
– Robię codziennie te ćwiczenia, które pokazał mi doktor Stewart. Od tej pory nie miałem 

ani jednego ataku. 

Alison zerknęła na panią Knight, która potwierdziła słowa syna ruchem głowy. 
– To prawda. Zaczął je robić zaraz po powrocie do domu i wykonuje je codziennie, więc 

chyba... 

– Czy myślisz, że te ćwiczenia ci pomogły? – przerwała jej szybko Alison, zwracając się 

do Thomasa. 

– Oczywiście! Chyba nie potrzebuję już inhalatora! Alison potrząsnęła z powątpiewaniem 

głową. 

– Thomas,  wiem,  że  nabrałeś  pewności  siebie,  bo  ćwiczenia  najwyraźniej  okazały  się 

skuteczne. Ale dla własnego bezpieczeństwa musisz zawsze mieć przy sobie ten aparat. 

– To  samo  powiedział  mi  doktor  Stewart – oznajmił  chłopiec.  – Ale  teraz  potrafię 

przerwać nadchodzący atak. Robię to w taki sposób... 

Ścisnął  nos  kciukiem  i  palcem  wskazującym,  a  potem  zerknął  na  zegarek.  Po  chwili 

rozluźnił  uścisk  i  zrobił  kilka  krótkich  wdechów,  a  potem  zaczął  oddychać  zupełnie 
normalnie. 

– Dlaczego patrzyłeś na zegarek? – spytała Ałison. 
– Potrafię teraz wstrzymać oddech na pięćdziesiąt sekund!
– I na tym polega ta technika?
– Nie tylko – odparł z entuzjazmem chłopiec. – Doktor Stewart wytłumaczył mi, że jako 

astmatyk, wciągam podczas ataku do płuc zbyt wiele powietrza. Myślałem, że jest odwrotnie, 
ale się myliłem. To, czego nauczył mnie doktor podczas pierwszej sesji, przynosi skutki. 

– Rozumiem – stwierdziła Alison. – Mimo to proszę cię, żebyś nie ruszał się nigdzie bez 

inhalatora. 

– Będę  go  pilnowała – obiecała  pani  Knight.  – Z  początku  myślałam,  że  ta  technika 

oddychania to jakieś głupstwa. Ale kiedy zobaczyłam, że Thomas wykonuje te ćwiczenia trzy 
razy  dziennie,  byłam  zdumiona.  On  jest  bardzo  niesystematyczny,  a  wszystkie  nudne 
zajęcia... 

– One wcale nie są nudne, mamo – przerwał jej Thomas. – One mi pomagają. 
– Wiem, kochanie – cierpliwie odparła pani Knight – ale doktor Stewart powiedział, że 

musisz  pod  jego  kierunkiem  przejść  cały  kurs  techniki  oddychania.  Właśnie  dlatego  tu 
jesteśmy – wyjaśniła, zwracając się do Alison. 

– Myślałam, że na wszelki wypadek zechce go pani zbadać. 

background image

Alison nie wiedziała, co począć. Była bardzo sceptycznie nastawiona do terapii zaleconej 

przez Sama, ale chłopiec najwyraźniej wierzył w skuteczność nowej metody. Nie chciała więc 
podważać jego pewności  siebie. Musiała przy tym przyznać, że stan jego zdrowia wyraźnie 
się poprawił. Podejrzewała jednak, że jest to po prostu tylko szczęśliwy zbieg okoliczności. 

W końcu, chcąc oszczędzić chłopcu zażenowania, a równocześnie uspokoić jego matkę, 

zaproponowała, by Thomas zapisał się do niej na wizytę w przyszłym tygodniu. 

– Och, on i tak wybiera się do przychodni – oznajmiła pani Knight. – Będzie chodził na te 

specjalne zajęcia dla astmatyków, które prowadzi doktor Stewart. 

Gdy  oboje  wyszli,  Alison  zagryzła  wargi.  Nie  mogła  pogodzić  się  z  myślą,  że  Sam 

zamierza  prowadzić  na  terenie  przychodni  kursy  swej  nowej,  nieznanej  nikomu  metody 
terapii, nie uzyskawszy zezwolenia Hectora. 

Postanowiła  porozmawiać  o  tym  z  Hectorem,  choć  zdawała  sobie  sprawę,  że  fakty 

świadczyć  będą  przeciwko  niej.  Jej  tradycyjne  metody  leczenia  astmy  okazały  się  w 
przypadku Thomasa mało skuteczne, a cudowna kuracja Sama przyniosła widoczne rezultaty. 

Nieco później w gabinecie zjawiła się Eila Hayward, trzymając na rękach synka. Alison 

zbadała  go,  ale  ponieważ  wydawał  się  zupełnie  zdrowy,  poinformowała  tylko  matkę,  jak 
należy zapobiegać odparzeniu skóry od pieluszek. 

Rozmawiając  z  Eilą,  zauważyła  jednak,  że  jest  dziwnie  nieswoja.  Przypominając  sobie 

słowa Lucy, spytała ją o samopoczucie. 

– Nic mi nie jest – odparła bez przekonania pacjentka. 
– Czy jada pani regularnie i ma dość czasu na odpoczynek?
– Tak. Anthony jest dobrym dzieckiem. Budzi się dopiero około piątej rano. 
– Czy wraca pani do łóżka po nakarmieniu go? Eila spuściła oczy. 
– Tak, czasem... Zwykle wstaję i sprzątam dom. 
– Powinna pani więcej sypiać – oznajmiła z naciskiem Alison, widząc ciemne kręgi pod 

oczami  pacjentki.  Już  wcześniej  dostrzegła  jej  nienaturalną  bladość,  ale  ponieważ  młoda 
kobieta nie chciała się najwyraźniej zwierzyć ze swych trosk, nie miała prawa nalegać. – W 
poniedziałki  po  południu  prowadzimy  zajęcia  dla  matek  z  małymi  dziećmi.  Niech  pani 
przyjdzie i weźmie ze sobą Anthony’ego, dobrze?

– Pomyślę o tym... – wybąkała Eila i pospiesznie opuściła gabinet. 
Alison  zmarszczyła  brwi.  Nie  wiedziała,  co  dręczy  młodą  matkę,  ale  jej  zachowanie 

wydało jej się niepokojące. 

Zanim jednak zdążyła się nad nim zastanowić, usłyszała pukanie do drzwi. Uniosła wzrok 

i dostrzegła stojącego w progu Sama. 

– Widziałam  przed  chwilą  Thomasa  i  jego  matkę – oznajmiła,  usiłując  przezwyciężyć 

nerwowe  napięcie,  jakie  zawsze  budził  w  niej  jego  widok.  – Twoja  technika  oddychania 
okazała się dość skuteczna... 

– To świetnie – powiedział obojętnym tonem, patrząc na zegarek. – Posłuchaj, chciałbym 

porozmawiać  z  tobą  dłużej,  ale  nie  mam  czasu.  Muszę  jeszcze  przed  lunchem  odbyć  kilka 
wizyt  domowych.  Chciałem  tylko  powiedzieć,  że  nie  mam  nic  wspólnego  z  zaproszeniem, 
które przekazał ci Hector. 

background image

– Z jakim zaproszeniem? – spytała ze zdumieniem. 
– To  znaczy,  że  jeszcze  z  tobą  nie  rozmawiał? – Sam  jęknął  cicho  i  włożył  ręce  do 

kieszeni.  – Więc  przygotuj  się  na  niespodziankę.  Z  pewnością  zgłosi  się  do  ciebie  dzisiaj. 
Będzie chyba najlepiej dla wszystkich, jeśli po prostu odmówisz. 

Alison wstała, okrążyła swoje biurko i podeszła do niego bliżej. 
– Sam, ja nic nie rozumiem. 
– Więc nie wiesz, że Hector się zaręczył? Alison omal nie wybuchnęła śmiechem. 
– Przecież on jest zagorzałym starym kawalerem... 
– wyjąkała ze zdumieniem. 
– Tak, i wszyscy sądziliśmy, że pozostanie nim na zawsze. Ale on postanowił zrobić nam 

niespodziankę. 

– Kiedy się o tym dowiedziałeś?
– W środę. Ale ciebie tu wtedy nie było, prawda? Alison kiwnęła potakująco głową. 
– Jak  zwykle  przyjmowałam  pacjentów  w  Kennet.  A  w  czwartek  miałam  wolny dzień. 

Ale mógł do mnie zadzwonić... 

– Chyba chciał powiedzieć ci o tym osobiście – mruknął Sam. 
– Pewnie  tak – przyznała,  wyczuwając  w  głosie  Sama  jakąś  dziwną  nutę.  – Jestem 

zaskoczona, ale bardzo się cieszę. Tylko nie wiem, co to ma wspólnego z nami. 

– Więcej niż przypuszczasz – oznajmił z ponurą miną Sam. – Hector urządza uroczyste 

przyjęcie. Chce, żebyśmy poznali jego wybrankę. Zaprosił więc Petera z jego dziewczyną, a 
także nas. 

Alison czuła, że Sam coś przed nią ukrywa, ale nadal nie miała pojęcia, o co chodzi. 
– To znaczy, że będzie nas tylko sześcioro? Kiwnął głową. 
– Porozmawiamy o tym później – wyjąkał niepewnie. 
– Teraz muszę lecieć. 
– Sam, co chcesz przede mną ukryć? – spytała, idąc za nim w stronę drzwi. 
Ale on wyszedł szybko na korytarz, mijając się w progu z jej następnym pacjentem. 
– Zadzwonię do ciebie! – zawołał na pożegnanie i zniknął jej z oczu. 
Przez  całe  przedpołudnie  zastanawiała  się,  o  co  mogło  mu  chodzić,  kiedy  powiedział: 

„Będzie  chyba  najlepiej  dla  wszystkich,  jeśli  po  prostu  odmówisz”.  W  końcu  doszła  do 
wniosku,  że  być  może  obawia  się  krępujących  pytań  wybranki  Hectora,  dotyczących  ich 
małżeństwa i przyczyn jego rozpadu. 

Dopiero  po  zakończeniu  dyżuru  spotkała  w  recepcji  Hectora.  Wydał  jej  się  dosyć 

speszony i niepewny. 

– Czy widziałaś się z Samem? – spytał. 
– Tak, ale tylko przez chwilę. Spieszył się bardzo, bo miał do odbycia kilka wizyt. 
Hector pokiwał głową, jakby zastanawiając się nad następnym pytaniem. 
– Czy skończyłaś już dyżur?
– Tak. Dlaczego cię to interesuje?
– Bo chciałbym zaprosić cię na lunch. 
Alison  wiedziała  już,  że  czeka  ją  jakaś  niemiła  niespodzianka.  Poczucie  to  nasiliło  się 

background image

jeszcze  bardziej  w  dziesięć  minut  później,  kiedy  usiadła  naprzeciw  Hectora  w  małej 
nadbrzeżnej restauracji. Szef był wyraźnie zakłopotany i przez dłuższą chwilę wyraźnie grał 
na zwłokę, mówiąc o jakichś głupstwach. 

– Z  pewnością  dotarła  już  do  ciebie  wiadomość  o,  moich  zaręczynach – wykrztusił  w 

końcu. – Moja narzeczona, Anabelłe, zaprosiła nas do swego domu na weekend... 

Alison zaczęła potrząsać głową, ale Hector nieubłaganie mówił dalej:
– Ta biedna  dziewczyna  nie ma pojęcia, jak wygląda  życie lekarza. Powiedziała  mi, że 

chce was wszystkich poznać, zanim ustalimy datę ślubu. Nie zgodzi się za mnie wyjść, jeśli 
nie spełnię tego warunku. Alison, nie muszę ci tłumaczyć, jak wiele to dla mnie znaczy... 

Alison westchnęła z rezygnacją i bez słowa zaczęła jeść stojący przed nią omlet. 
Telefon  zadzwonił  o  siódmej  wieczorem.  Wiedziała,  że  to  Sam.  Nadał  nie  mogła  się

pogodzić  z  tym,  co  przeżyła  podczas  lunchu,  chciała  jednak  wyjaśnić  mu  swoją  reakcję  na 
propozycję szefa. 

Sam od razu przeszedł do sedna sprawy. 
– Czy Hector już z tobą rozmawiał?
– Owszem. Dlaczego mi nie powiedziałeś, o co mu chodzi?
– Bo wiedziałem, że to cię zirytuje. Próbowałem ci coś wytłumaczyć, ale ostatnio jakoś 

nie możemy się porozumieć. 

– To  prawda.  A  propozycja  Hectora  nie  poprawiła  sytuacji.  Zaprosił  mnie  na  lunch,  a 

potem zwalił mi na głowę ciężki ładunek. 

Sam zachichotał cicho. 
– Mnie nie poczęstował nawet lunchem. 
– Pewnie się domyślał, że ja będę trudniejszym orzechem do zgryzienia. 
– A więc odmówiłaś mu?
Milczała przez chwilę, zastanawiając się nad sytuacją. 
– Nie całkiem – przyznała w końcu niechętnie. 
– Czy Gemma już śpi?
– Nie. Właśnie zamierzałam jej przeczytać jakąś bajkę. 
– Czy mogę wpaść i powiedzieć jej dobranoc?
– To chyba dobry pomysł. Potem będziemy mogli omówić całą sprawę i podjąć decyzję. 
Zjawił się w piętnaście minut później. Alison kończyła właśnie poprawiać fryzurę, kiedy 

usłyszała skrzypnięcie drzwi i jego donośny głos. 

– Tata! – krzyknęła z radością Gemma, wybiegając z dziecinnego pokoju na korytarz. 
– Jesteśmy na górze! – zawołała Alison. 
Sam wbiegł na piętro i wyciągnął ręce do dziecka. 
– Witaj,  kochanie! – Chwycił  Gemmę  w  ramiona  i  mocno  ją  uściskał.  – Jak  się  czuje 

moja dziewczynka?

Po chwili poszli oboje do dziecinnego pokoju i zaczęli się bawić klockami. Kiedy Alison 

zajrzała tam w jakiś czas później, Gemma leżała już w łóżku, a Sam głaskał ją po głowie. 

– Będę  na  dole – szepnęła  cicho  i  zeszła  do  ogrodu.  Sam  pojawił  się  tam  po  kilku 

minutach. 

background image

– Już  śpi – oznajmił,  siadając  na  ogrodowym  fotelu.  – Jakie  to  piękne  dziecko!  Jest 

bardzo podobna do ciebie. Ma takie same jasne włosy i równie zdrową cerę... 

Alison wyprostowała się, chcąc jasno dać mu do poznania, że zamierza utrzymać dzielący 

ich dystans. 

– Musimy omówić  sprawę Hectora – oznajmiła  rzeczowym tonem.  – Nie  chcę spędzać 

weekendu poza domem. Nie mogę zostawić Gemmy, zwłaszcza po jej ostatniej chorobie. 

– Jestem dokładnie tego samego zdania – powiedział Sam. 
– A co na ten temat sądzi Peter?
– Och,  on  jest  zachwycony  tym  zaproszeniem.  – Sam  wzruszył  ramionami.  – Peter 

uwielbia takie towarzyskie imprezy. To zupełnie zrozumiałe; jest wolnym człowiekiem. 

– Podobnie  jak  ty  i  ja – przypomniała  mu  Alison.  – Czyżbyś  zapomniał  o  naszej 

separacji?

Kiwnął głową, najwyraźniej przyznając jej słuszność. 
– Ale co powiemy Hectorowi? – spytał po chwili. 
– Prawdę – odparła Alison. 
– Czyli  to  samo,  co  powiedziałaś  mu  podczas  lunchu?  Zarumieniła  się,  przypominając 

sobie, że nie udzieliła Hectorowi jednoznacznej odpowiedzi. 

– Byłam zaskoczona... – zaczęła się tłumaczyć. 
– Podobnie jak ja – przerwał jej. – Ale dzięki mnie wiedziałaś przynajmniej, że czeka cię 

niespodziewana propozycja. 

– No tak – przyznała niechętnie. – Mimo  to  przeżyłam szok, kiedy mi  oznajmił, że  nie 

oświadczy się swej narzeczonej, dopóki ona nas wszystkich nie pozna. W pewnym sensie dał 
mi do zrozumienia, że powodzenie jego małżeńskich planów zależy od nas. 

– To absurdalne! – stwierdził Sam. 
– Ale oczywiście mu tego nie powiedziałeś, prawda?
– spytała, zerkając na niego z ukosa i stwierdzając z satysfakcją, że on również opuścił 

wzrok. 

– Problem polega na tym... – zaczął po długiej pauzie – problem polega na tym, że on jest 

taki cholernie przekonujący. Potrafił wzbudzić w nas przeświadczenie, że mamy obowiązek 
się tam zjawić. 

– Więc dlaczego nie chcesz jechać? – spytała Alison. 
– Sam  jeden?  I  być  piątym  kołem  u  wozu?  Dodatkiem  do  dwóch  par? – Zaśmiał  się 

krótko. – Alison, ty chyba żartujesz. 

– Jeśli pojedziemy oboje, to i tak każde z nas będzie piątym kołem u wozu, prawda?
– Tak, ale to mogłoby być interesujące. Hector w roli swata... 
Alison uśmiechnęła się. 
– Jestem zdumiona, że żadne z nas nie rozszyfrowało jego intencji. 
– Przebiegły stary lis. 
– Ciekawe, jaka ona jest... 
Spojrzeli na siebie i oboje wybuchnęli śmiechem. 
– Nie wiem, co nas tak bawi – mruknęła Alison po chwili. – Powinniśmy być na niego 

background image

wściekli za to, że stawia nas w tak niezręcznej sytuacji. 

– I za  to,  że  tak późno  znalazł  sobie narzeczoną. Dlaczego nie mógł  tego  zrobić, kiedy 

byliśmy jeszcze normalnym małżeństwem? Zawsze marzyłem o tym, żeby zamieszkać choć 
na parę dni w wiejskiej rezydencji. 

– W  wiejskiej  rezydencji? – powtórzyła  Alison,  a  on  spojrzał  na  nią  z  wyraźnym 

zdziwieniem. 

– Jak to, czy nie wiesz, kto jest jego narzeczoną?
– Nie mam pojęcia. 
– Anabelle Reid. 
Dopiero po chwili zrozumiała, kogo ma na myśli, i szeroko otworzyła usta. 
– Czyżbyś miał na myśli kobietę, z którą rozwiódł się niedawno Theo Reid?
– Jak najbardziej. 
Z  trudem  powstrzymała  się  od  śmiechu.  Doszła  do  wniosku,  że  Hector  jest  czarnym 

koniem. Zrozumiała też, dlaczego utrzymywał ten związek w takiej tajemnicy. Gazety nadal 
rozpisywały się na temat rozpadu trzeciego małżeństwa bogatego biznesmena. 

– Dlaczego się śmiejesz? – spytał Sam. – Czy gdybyś wiedziała, o kogo chodzi, miałoby 

to jakiś wpływ na twoją decyzję?

Zaczęła się zastanawiać, jak zareagowałby Sam, gdyby odpowiedziała twierdząco. Ale w 

tym momencie zadzwonił telefon, przerywając tok jej myśli. 

Była  to  Clare,  która  chciała  z  nią  poplotkować,  jak  w  każdy  piątkowy  wieczór.  Gdy 

dowiedziała się, że jest u niej Sam, obiecała zadzwonić nazajutrz. Alison wróciła do ogrodu. 

– To była moja siostra – oznajmiła, siadając z powrotem na fotelu. 
– Czy opowiedziała ci, jak pomagałem wczoraj Robbiemu w szklarniach?
– Nie – odparta ze zdziwieniem. 
– To nie było nic wielkiego. Nowe szyby są bardzo kosztowne, więc przerobiliśmy kilka 

ram, żeby dopasować do nich stare. Nie jestem złotą rączką, ale jakoś sobie poradziliśmy. 

– Więc widywałeś się z Robbiem po jego wypadku?
– Owszem.  Wpadłem  tam  kilka  razy,  żeby  spytać,  czy  nie  potrzebuje  pomocy. 

Wiedziałem, że nie jest im lekko. Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, jak twoja matka radziła 
sobie z tym gospodarstwem ogrodniczym po odejściu ojca... – Urwał i opuścił wzrok. 

– Było jej bardzo trudno – przyznała Alison, przypominając sobie czasy swej młodości. 
Miała czternaście lat, kiedy ojciec opuścił dom, by zamieszkać z inną kobietą. Clare była 

o trzy lata młodsza. Gdyby nie pomoc rodziców Robbiego, którzy byli przyjaciółmi rodziny, 
firma ogrodnicza, będąca ich jedynym źródłem utrzymania, musiałaby zbankrutować. 

– No dobrze, więc co zrobimy? – spytał Sam, przywołując ją na nowo do teraźniejszości. 
– W  sprawie  Hectora? – Wzruszyła  ramionami.  – Możemy  zrobić  tylko  jedno: 

powiedzieć mu prawdę. 

– Zgoda, ale jaką prawdę?
– Że  przyjmując  jego  zaproszenie,  postąpilibyśmy  niestosownie.  Ze  możemy 

zorganizować na ich cześć jakąś kolację albo... jakieś mniej krępujące spotkanie. 

Sam powoli podniósł się z fotela. 

background image

– W porządku. Porozmawiam z nim w poniedziałek, przed rozpoczęciem pracy. 
Alison kiwnęła głową. 
– Czy masz ochotę na kawę? – spytała, choć czuła, że jej odmówi. 
– Dziękuję. Chyba już pójdę. Ucałuj ode mnie Gemmę. Do zobaczenia w poniedziałek. 
Ruszył  w  kierunku  furtki,  a  po  chwili  usłyszała  warkot  silnika  jego  samochodu.  Potem 

zapadła cisza... 

Westchnęła  ciężko.  Raz  jeszcze  zdała  sobie  sprawę,  jak  bardzo  go  jej  brak.  Potem 

uświadomiła  sobie,  że  zapomniała  porozmawiać  z  nim  o  małym  Thomasie.  Postanowiła 
zrobić to w poniedziałek. 

Opuściła głowę i pogrążyła się we wspomnieniach. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Przez  cały  weekend  martwiła  się  perspektywą  rozmowy  z  Hectorem.  Kiedy  jednak 

przyszła w poniedziałek do pracy, powiedziano jej, że jest on nieobecny z powodu choroby. 

– Grypa – oznajmiła  Lucy,  przynosząc  jej  poranną  listę  pacjentów,  do  której  dopisała 

osoby oczekujące na przyjęcie przez Hectora. – Przykro mi, ale doktor Johnson składa dziś 
wizyty domowe, więc musiałam podzielić tych pacjentów między panią a doktora Stewarta. 

– A więc zaczynajmy – westchnęła Alison. – Czy możesz zrobić mi kawę? Obawiam się, 

że będę jej dziś potrzebowała. 

– Zaraz  przyniosę – obiecała  z  uśmiechem  Lucy.  Mimo  sporej  liczby  pacjentów 

przedpołudnie minęło bez większych kłopotów. Po przerwie na lunch w poczekalni zrobił się 
jeszcze  większy  ścisk.  Alison  skierowała  do  szpitala  młodego  człowieka  cierpiącego  na 
zapalenie wyrostka robaczkowego oraz pewnego farmera, który skaleczył się w rękę. Potem 
zajęła się Victorią Reid, czternastoletnią dziewczyną skarżącą się na wysoką temperaturę i ból 
gardła. 

Po  dokładnym  badaniu  stwierdziła  powiększenie  śledziony  i  doszła  do  wniosku,  że 

dziewczyna cierpi na mononukleozę. 

– Czy nie można tego wyleczyć jakimś antybiotykiem?
– spytała matka chorej, kiedy Alison skierowała jej córkę na badanie krwi. 
– Nie – odparła  Alison.  – Chory  musi  po  prostu  wypoczywać  i  pozwolić, żeby  jego 

system immunologiczny zwalczył wirusa. 

– Przecież  antybiotyk  załatwiłby  to  o  wiele  szybciej  – upierała  się  kobieta.  – Moja 

siostrzenica też miała kłopoty z jakimiś gruczołami, ale po pięciu dniach brania antybiotyku 
wyzdrowiała. 

– Nie  wiem,  na  co  była  chora  pani  siostrzenica – wyjaśniła  cierpliwie  Alison – ale 

mononukleoza nie jest infekcją bakteryjną, więc antybiotyk może przynieść więcej szkody niż 
pożytku.  Poczekajmy  na  wyniki  badania  krwi,  które  zapewne  potwierdzą  moją  diagnozę. 
Wtedy pomyślimy o terapii. Na razie zalecam całkowity odpoczynek. 

– Na jak długo?
– Miesiąc do sześciu tygodni... może dłużej. 
– To nie wchodzi w rachubę. Wybieramy się na lato za granicę. 
– Nie  sądzę...  – zaczęła  Alison,  ale  pani  Reid,  wyraźnie  rozzłoszczona,  natychmiast  jej 

przerwała. 

– To musi być jakaś pomyłka! – zawołała z gniewem. 
– Moja córka ma powiększone gruczoły i jest trochę blada, ale mononukleoza! Nigdy o 

czymś  takim  nie  słyszałam.  Jestem  pewna,  że  postawiła  pani  błędną  diagnozę.  Zwykle 
chodzimy do doktora Trencharda, ale jest dziś chory. Domagam się, żeby moja córka została 
zbadana  przez  kogoś  innego,  jakiegoś  lekarza,  który  pracuje  w  tej  przychodni  na  pełnym 
etacie!

Alison  była  wstrząśnięta  i  oburzona.  Sugestia  pani  Reid,  która  uważała  widocznie,  że 

background image

półetatowy pracownik nie potrafi postawić trafnej diagnozy, była obraźliwa i arogancka. Nie 
chciała się  jednak  wdawać  w  dłuższe  spory ze  względu  na  dobro  chorej  Victorii.  Wezwała 
więc Lucy i poprosiła ją, by skierowała dziewczynkę do innego lekarza. 

Reszta popołudnia upłynęła jej dość spokojnie. Mimo to po rozmowie z panią Reid była 

lekko  zdenerwowana.  Gdy  więc  pod  koniec  dyżuru  w  drzwiach  jej  gabinetu  stanął  Sam, 
zapytała go natychmiast, jaki był wynik badania Victorii. 

– Och,  to  rzeczywiście  jest  mononukleoza – odparł,  siadając  wygodnie  w  fotelu.  – Nie 

mam żadnych wątpliwości. Ale matce bardzo nie podoba się nasza diagnoza i nie przyjmie jej 
do wiadomości, dopóki nie dostaniemy wszystkich wyników badania krwi. 

– Nie wiem, dlaczego tak ostro zareagowała – powiedziała Alison, wypijając łyk kawy, 

którą podała jej przed chwilą Lucy. – Nie musiała być taka arogancka. 

– Moim zdaniem ona przypuszcza, że choroba Victorii jest skutkiem jej prowadzenia się

– odparł tajemniczo Sam. 

– Co to znaczy? – spytała Alison, marszcząc brwi. 
– Kiedy  wszedłem  do  poczekalni,  robiła  córce  wymówki  z  powodu  jakiegoś  młodego 

człowieka, z którym dziewczyna się spotyka, a którego ona nie aprobuje. 

– Czyżby  podejrzewała,  że  on  mógł  jej  przekazać  tego  wirusa  na  przykład  podczas 

pocałunku?

Sam kiwnął głową. 
– Sytuacja rodzinna jest niewesoła. Państwo Reid rozwiedli się dwa lata temu. Od tej pory 

Victoria ma podobno problemy ze szkołą. 

– No  cóż,  ale  ma  też  niemal  piętnaście  lat.  Byłoby  dziwne,  gdyby  nie  spotykała  się  z 

jakimś chłopcem. 

– Tylko  że  jej  wybrany  nie  budzi  zachwytu  pani  Reid  – stwierdził  Sam,  wzruszając 

ramionami. 

– A co na to ojciec dziewczynki?
– Ożenił  się  powtórnie  i  ma  nową  rodzinę.  Nic  go  nie  obchodzą  losy  córki.  To  szkoła 

odkryła, że ona wagaruje. 

– Aby spotykać się z tym chłopakiem?
– Chyba tak. I właśnie dlatego matka chce ją wywieźć za granicę. 
Alison poczuła odrobinę współczucia wobec pani Reid. 
– Jeśli  badania  krwi  potwierdzą  naszą  diagnozę,  będzie  musiała  zrezygnować  z  tego 

pomysłu. Trochę mi jej żal. 

– Na tym polegają rozkosze rodzicielstwa – stwierdził z ironią Sam. – Zapewne nikt z nas 

nie  wiedziałby,  jak  się  w  takiej  sytuacji  zachować.  Za  moich  czasów  czternastoletnie 
dziewczynki nie pozostawały w trwałych związkach z młodymi chłopakami. 

– Teraz jest inaczej – westchnęła Alison. – A kto wie, co będzie przyjętą normą, kiedy 

Gemma skończy czternaście lat. 

– Nic mnie nie obchodzą przemiany obyczajowe – oznajmi! Sam. – Moja czternastoletnia 

córka nie będzie... 

Przerwał gwałtownie, widząc uniesione ze zdziwienia brwi Alison. Zapanowało dłuższe 

background image

milczenie.  Oboje myśleli o tym,  co  może  im  przynieść  przyszłość. Alison  zastanawiała  się, 
czy ich koncepcje dotyczące wychowywania dziecka będą od siebie bardzo odległe. 

Sam wstał nagle i odstawił na miejsce swój fotel. 
– Niestety, muszę już iść. Szkoda, że Hectora nie było dziś w pracy. 
– Ale my podjęliśmy już decyzję, prawda?
– Owszem. Wspólny weekend nie wchodzi w rachubę. 
– Sam ruszył w kierunku drzwi, ale nagle się zatrzymał. 
– Nawiasem mówiąc, w piątek przychodzi do mnie Thomas. Czy chciałabyś być obecna 

podczas jego wizyty?

– Chyba poczekam na rozpoczęcie tych twoich kursów – odparła wyzywającym tonem. 
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. 
– Pani Knight powiedziała mi, że zamierzasz uruchomić kursy oddychania... 
– Ach,  tak...  Wspominałem  jej,  że  prowadziłem  takie  kursy  w  Australii,  a  ona  spytała, 

dlaczego nie prowadzę ich tutaj. Wytłumaczyłem jej, że nie mógłbym tego zrobić bez zgody 
Hectora i wszystkich członków personelu medycznego. – Uśmiechnął się do niej promiennie i 
dodał:

– Tak czy owak, moje zaproszenie na piątek jest nadal aktualne. 
Kiedy  wyszedł,  Alison  zaczęła  sobie  przypominać  swoją  rozmowę  z  matką  Thomasa. 

Doszła  do  wniosku,  że  nie  ma  powodów  nie  wierzyć  Samowi.  W  gruncie  rzeczy  nie  miała 
pojęcia, dlaczego tak bezkrytycznie przyjęła wersję pani Knight. 

W piątek po południu Alison spotkała Thomasa i panią Knight obok recepcji. 
– Jak się miewasz? – spytała chłopca. 
– Doskonale. Bardzo dziękuję, doktor Stewart. 
– Miło  mi  to  słyszeć.  – Alison  odwróciła  się  do  jego  matki.  – Na  razie  nie  planujemy 

otwierania  specjalnych  kursów  dla  astmatyków,  ale  cieszę  się,  że  ta  technika  oddychania 
pomaga pani synowi. 

– Musiałam coś źle zrozumieć. – Pani Knight wzruszyła ramionami, popychając syna w 

kierunku holu. – Ale skoro ta metoda pomogła Thomasowi, to mogłaby z pewnością pomóc 
wielu innym ludziom. 

Alison musiała przyznać jej w myślach rację, tym bardziej że chłopiec tryskał zdrowiem. 

Spytała więc, czy nie mają nic przeciwko temu, by była obecna podczas nauki, a oni chętnie 
zaprosili ją do udziału w lekcji. 

Usiadła w kącie pokoju i słuchała Sama, który odpowiadał cierpliwie na pytania chłopca. 
– Technika płytkiego oddychania zwiększa naturalne wytwarzanie steroidów – zapewniał 

swego  pacjenta.  – Z  czasem  zniknie  potrzeba  wdychania  sztucznych  steroidów  za  pomocą 
inhalatora. 

– A ja zawsze myślałam, że głębokie oddychanie jest zdrowe – wtrąciła pani Knight. 
– Astmatycy wciągają do płuc nadmierną ilość powietrza – tłumaczył Sam. – Wywołuje 

to niedobór dwutlenku węgla, a to z kolei obniża poziom tlenu we krwi. 

– Czy będę musiał robić te ćwiczenia przez całe życie? – spytał Thomas. 

background image

– Będziesz  musiał  ćwiczyć  przez  kilka  minut  dziennie.  Traktuj  to  jako  środek 

zapobiegawczy.  Z  czasem  przyzwyczaisz  się  do  tego  i  będziesz  traktował  to  tak  samo  jak 
spożywanie posiłków. 

Thomas zacisnął nos i wstrzymał oddech. Po chwili zwolnił uścisk i spojrzał na zegarek. 
– Doszedłem już do sześćdziesięciu sekund! – oznajmił z dumą. 
– To  dobrze.  – Sam  kiwnął głową.  – Pamiętaj,  że  ten  wynik jest  wskaźnikiem  twojego 

stanu zdrowia. 

– Na  początku  potrafiłem  wstrzymać  oddech  tylko  na  piętnaście  sekund.  Więc  chyba 

jestem teraz o wiele zdrowszy. 

– Ale  na  wszelki  wypadek  zawsze  noś  przy  sobie  inhalator – ostrzegł  go  Sam.  – To 

dopiero początek kuracji. 

– Stale  mu  to  powtarzam,  doktorze – oznajmiła  pani  Knight.  – Ja  też  spróbowałam  tej 

metody, kiedy wpadłam z jakiegoś powodu w panikę, i okazała się ona skuteczna. 

– Miło mi to słyszeć – mruknął z uśmiechem Sam, zerkając porozumiewawczo na Alison. 
– Kiedy mamy znowu przyjść? – spytał Thomas. 
– Zapisz się na wizytę w przyszłym tygodniu. Zobaczymy, czy zrobiłeś postępy. 
Pani Knight i jej syn wyszli z gabinetu, a Sam odwrócił się do Alison. 
– Co o tym sądzisz? – spytał. 
– No  cóż,  jego  stan  z  pewnością  uległ  poprawie.  Czy  wszyscy  astmatycy  reagują  w 

podobny sposób?

– Dzieci i młodzi ludzie uczą się tej techniki bardzo szybko. Ale staram się uczyć ich tego 

sposobu oddychania przez pięć kolejnych dni. W ten sposób mogę wytłumaczyć im zasady tej 
metody i sprawdzić jej działanie. 

– Wydaje się bardzo skuteczna. 
– Byłem zdumiony wynikiem  kursów w Australii. U większości  pacjentów, niezależnie 

od  wieku,  można  było  zaobserwować  wyraźną  poprawę.  Ciekaw  jestem,  czy  Hector 
zaakceptuje moje plany. Ale jeszcze bardziej mi zależy na twojej aprobacie. 

– Dlaczego mogłaby ona mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie?
– Bo  kiedyś  zawsze  mogłem  liczyć  na  twoje  poparcie – odparł  Sam.  Potem  wyciągnął 

ręce, chwycił ją za ramiona i delikatnie odwrócił ku sobie, by spojrzeć jej prosto w oczy. –
Kiedyś  potrafiliśmy  o  wszystkim  rozmawiać  i  zawsze  znajdowaliśmy  wspólny  język –
szepnął. – Kiedy to się wszystko . popsuło?

Alison zadawała sobie to pytanie wiele razy i nie znalazła na nie odpowiedzi. Dlaczego 

Sam  szukał  pocieszenia w ramionach innej  kobiety? Czy ich miłość  nie  była wystarczająco 
silna?

– Na miłość boską, Ali, co się stało? – powtórzył stłumionym głosem, zaciskając dłonie 

na jej ramionach. – Wiem, że wyprowadziłem się z naszego domu, ale... 

– Opuściłeś nasz dom, bo nie mogłeś ze mną wytrzymać. 
– To nieprawda. – Potrząsnął nią lekko, jakby chcąc zwiększyć siłę swej argumentacji. –

Wyprowadziłem  się,  bo  tego  chciałaś.  Nie  było  dla  mnie  miejsca  w  twoim  odizolowanym 
świecie. Nie chciałaś słuchać żadnych tłumaczeń, po prostu odgrodziłaś się ode mnie. A ja nie 

background image

potrafiłem w żaden sposób do ciebie dotrzeć. 

Oswobodziła się z uścisku, jakby jego dłonie ją parzyły, i znów spojrzała mu w głęboko 

w oczy. 

– Czego ode mnie oczekiwałeś, Sam? Przebaczenia? Patrzył na nią przez dłuższą chwilę 

takim wzrokiem, jakby była zupełnie obcą osobą. 

– Gdyby  to  mogło  doprowadzić  do  naszego  pojednania,  to  owszem – odparł  w  końcu, 

wyraźnie  wymawiając  słowa.  – Wszyscy popełniamy  błędy.  To  nie  znaczy,  że  małżeństwo 
musi się rozpaść. Mogliśmy razem to wszystko rozważyć... 

– Sam,  wiesz  dobrze,  że  powiedzieliśmy  sobie  wszystko,  co  było  do  powiedzenia –

przerwała mu lodowatym tonem. Potem podeszła do drzwi. Nie chciała, by zauważył, że drży 
na całym ciele, że nadal jest wobec niego bezbronna. 

– Ile  razy  już  w  ten  sposób  odchodziłaś,  Ali? – spytał  tak  cicho,  że  zaledwie  go 

dosłyszała.  – Czy  chcesz  to  zrobić  ponownie?  No  dobrze,  mogę  pogodzić  się  z  twoją 
dezaprobatą na grancie zawodowym... nie mam prawa liczyć na twoje poparcie. Myliłem się. 
Ale pomyśl o naszym życiu prywatnym. Musimy myśleć o nas dwojgu i o Gemmie. Mamy 
jeszcze przed sobą długie lata życia. Ali, musisz się z tym pogodzić... 

Jej serce biło tak mocno, że słyszała jego każde uderzenie. Chciała coś powiedzieć, ale w 

tym momencie zadzwonił telefon. Kiedy Sam do niego podszedł, wymknęła się z pokoju. 

Hector  był  nieobecny  w  pracy  do  końca  tygodnia.  Alison  zdziwiła  się  więc,  gdy  w 

niedzielę  wczesnym  popołudniem  ujrzała  przed  swoim  domem  jego  samochód.  Położyła 
właśnie  Gemmę  do  łóżka  na  poobiednią  drzemkę  i  zamierzała  zająć  się  sprzątaniem,  miała 
więc na sobie tylko sportową koszulkę i szorty. 

– Co  za  miła  niespodzianka! – zawołała,  otwierając  mu  drzwi.  – Czy  już  dobrze  się 

czujesz?

– Doskonale – odparł z uśmiechem. – To było tylko zaziębienie. 
– Wejdź – poprosiła,  cofając  się,  by  zrobić  mu  miejsce.  – Jest  u  mnie  Clare.  Ona  też 

ucieszy się na twój widok. 

– Nie. Nie chcę wam przeszkadzać. – Podał jej beżową kopertę, na której wypisane było 

jej imię i nazwisko. 

– Co to jest, Hector? – spytała, marszcząc brwi. 
– Jestem  tylko  posłańcem – wyjaśnił  z  tajemniczym  uśmiechem.  – Annie  umiera  z 

niepokoju. To chyba moja wina. Powinienem był wcześniej wyjaśnić jej całą sytuację. 

– Hector, nadal nie rozumiem, o co chodzi. 
– Więc  przeczytaj to  i  zastanów  się.  Wybacz  staremu  człowiekowi  jego  błąd.  Pozdrów 

ode mnie Clare i Gem. 

– Hector, poczekaj... 
Ale on szedł już szybkim krokiem w kierunku furtki. 
– Do zobaczenia jutro! – zawołał na pożegnanie, wsiadając do samochodu. 
Alison wróciła do domu, usiadła Obok siostry i zaczęła otwierać kopertę. 
– Ciekawa jestem, co tym razem knuje Hector – mruknęła z uśmiechem rozbawienia. 

background image

– Jaki wytworny papier – zauważyła Clare. 
– To jest list od Anabelle Reid – stwierdziła Alison z zaskoczeniem. 
– Narzeczonej Hectora?
Potwierdziła ruchem głowy i zaczęła czytać. 
– Przeprasza  za  to,  że  postawiła  mnie  i  Sama  w  tak  krępującej  sytuacji...  Hector  nie 

wyjaśnił jej, że postanowiliśmy żyć w separacji... pyta, czy moglibyśmy przyjechać z Gemmą 
do  Glencourt...  podczas  sierpniowego  długiego  weekendu.  – Podniosła  wzrok  znad  listu  i 
dodała z rozbawieniem: – Każe nam przygotować oddzielne pokoje. 

– Ali, to wspaniale! – zawołała Clare z entuzjazmem. 
– Glencourt? To przecież ta rezydencja, o której pisały w zeszłym roku wszystkie gazety?
– Chyba tak – mruknęła bez przekonania Alison. 
– Pojedziesz, prawda?
– Nie jestem pewna. – Alison wzruszyła ramionami. 
– To  wszystko  wygląda  na  dziwny  zbieg  okoliczności.  Hector  boi  się  zapewne,  że 

odmówimy. 

– I co z tego? Potrzebuje waszego poparcia. Będziesz mogła spędzić z Gemmą i Samem 

całe dwa dni. 

– I to właśnie mnie niepokoi. Nie chcę przebywać z nim tak długo pod jednym dachem. 
– Przecież  będzie  tam  mnóstwo  innych  ludzi – przypomniała  jej  Clare.  – Mówiłaś,  że 

zaprosili też Petera z narzeczoną. 

– To prawda. Czy myślisz, że będą tam inni goście?
– Z pewnością. Ali, to fascynująca propozycja! Alison z namysłem kiwnęła głową. 
– Być  może  to  zmienia  postać  rzeczy. Zanim  Gemma  zachorowała,  obiecaliśmy,  że 

zabierzemy ją na jakąś wycieczkę. To byłaby dla niej miła przygoda. 

– No więc sama widzisz, że powinnaś jechać – stwierdziła z zadowoleniem siostra. 
Alison spojrzała na nią uważnie. 
– Clare, czy nie rozumiesz, że staram się postępować rozsądnie? Ta rezydencja na pewno 

jest cudowna, ale stosunki między Samem a mną nie są, jak wiesz, najlepsze... 

– Tym bardziej powinnaś udzielać się towarzysko – oznajmiła Clare. – Korzystać z życia. 

Przecież taki weekend to  wielka  atrakcja. Wygrałaś  los  na loterii. Możesz  nigdy więcej nie 
mieć takiej okazji. 

Alison oparła łokcie na kolanach i zaczęła się zastanawiać nad sytuacją. Musiałaby kupić 

jakiś nowy strój... coś dla Gemmy... Nie wiedziała nawet, jak należy się ubrać na taką okazję. 

– Pojadę z tobą po zakupy – obiecała Clare, jakby czytając w jej myślach. – Musisz sobie 

sprawić wystrzałową kreację. 

– Jeszcze  się  nie  zdecydowałam  na  ten  wyjazd – mruknęła  Alison,  a  siostra  jęknęła, 

oburzona. 

– Jeśli  odmówisz,  będziesz  żałować  do  końca  życia! – skonstatowała  Clare,  a  Alison 

zaczęła podejrzewać, że siostra jak zwykle ma rację. 

W poniedziałek zrobiło się bardzo ciepło. Kiedy Alison zostawiała Gemmę u siostry, w 

gospodarstwie  ogrodniczym  jej  męża  kręciła  się  już  spora  grupa  klientów,  zachęconych  do 

background image

zakupów przez piękną pogodę. Pożegnawszy się z córeczką, Alison pojechała do przychodni i 
natychmiast spotkała na korytarzu Sama. Wydawał się tak pogodny, że mimo woli zaczęła się 
zastanawiać, z kim spędził weekend. 

– Cześć,  Ali! – zawołał  na  powitanie  i  zaprosił  ją  gestem  do  swego  gabinetu.  Potem 

podniósł  z  biurka  beżową  kopertę.  – Przypuszczam,  że  ty  też  dostałaś  list  od  narzeczonej 
Hectora – powiedział z uśmiechem. – Kiedy Hector mi go doręczył, chciałem natychmiast do 
ciebie zadzwonić, ale potem pomyślałem, że możesz mieć gości... 

– Istotnie tak było – oświadczyła, kiwając głową. – Ja wpadłam na ten sam pomysł, ale 

bałam się, że możesz być... zajęty. 

Sam zagryzł wargi i opuścił wzrok. 
– Więc co postanawiasz, Ali? – spytał po chwili milczenia. – Tak czy nie?
– Nie  sądzę,  żebyśmy  mogli  odmówić,  zwłaszcza  że  zaprosiła  również  Gemmę.  –

Westchnęła i wzruszyła ramionami. – Byłoby to bardzo nieuprzejme. 

– A  więc  decyzja  zapadła.  Jedziemy.  Może  nie  będzie  tak  źle?  Przyda  się  nam 

odpoczynek, a ta rezydencja jest podobno niezwykła. Myślę, że wszystko będzie dobrze. 

– Mam nadzieję – powiedziała Alison, choć nadal nie była pewna, czy postępuje słusznie. 

– Sam...  chciałam  porozmawiać  z  tobą  o  tych  kursach  oddychania.  Możesz  liczyć  na  moje 
poparcie. 

– A więc zmieniłaś zdanie? – spytał z radością. 
– Tak.  Przekonał  mnie  przypadek  Thomasa.  Albo  był  to  zbieg  okoliczności,  albo  ta 

technika naprawdę jest skuteczna. Tak czy owak, uważam, że warto spróbować. 

Chciała  odejść,  ale  Sam  chwycił  ją  za  ramię  i  delikatnie  dotknął  wargami  jej  policzka. 

Poczuła gorący dreszcz, przeszywający ją od stóp do głów, i omal nie straciła równowagi. 

– Bardzo ci dziękuję, Ali – mruknął czule. 
Jego  przelotny  pocałunek  obudził  w  niej  wspomnienia.  Przez  chwilę  stała  nieruchomo, 

pogrążona  w  myślach.  Potem  siłą  woli  odzyskała  panowanie  nad  sobą  i  postąpiła  krok  do 
tyłu. 

– Muszę iść – wykrztusiła przez ściśnięte gardło i pobiegła w stronę drzwi. 
Gdy  dotarła  do  swojego  pokoju,  stanęła  w  oknie  i  wdychała  przez  chwilę  świeże 

powietrze  płynące  od  strony  rzeki.  Ale  dopiero  po  kilku  minutach  odzyskała  wewnętrzny 
spokój. 

W następnym tygodniu Alison ponownie ujrzała Charlotte Macdonlad. A w każdym razie 

tak jej się wydawało. 

Tego dnia przyjmowała pacjentów w Kennet. Zostawiła Gemmę w centrum opieki i szła 

korytarzem w kierunku swego gabinetu. Nagle ujrzała drobną, ciemnowłosą kobietę w białym 
kitlu, która trzymała w ręku jakieś dokumenty. 

Miała pochyloną głowę, więc Alison nie widziała jej twarzy, ale była pewna, że ma rację. 

Chciała  przyjrzeć  jej  się  dokładniej,  ale  w  tym  momencie  poczuła  na  ramieniu  dotknięcie 
czyjejś dłoni. Odwróciła głowę i ujrzała opiekunkę Gemmy. 

– Doktor Stewart, bardzo przepraszam, ale Gemma miała w kieszeni te klucze. Pobiegłam 

za panią, bo bałam się, że będzie pani ich szukać. 

background image

– Dziękuję, Susie – mruknęła Alison. – Musiała zabrać je z domu, zanim wyjechałyśmy. 

To są klucze od mojego starego samochodu. 

Dziewczyna odeszła, a Alison odwróciła się szybko, chcąc potwierdzić słuszność swych 

domysłów. Ale korytarz był pusty. 

Kiedy dotarła do swego gabinetu, była już niemal pewna, że padła ofiarą złudzenia. Co 

mogłaby robić w Kennet  Charlotte Macdonald? – pytała się w duchu. Przecież ona odbywa 
staż w innej przychodni, położonej w odległej części hrabstwa. 

Problem ten nie dawał jej jednak spokoju. Po zakończeniu dyżuru postanowiła pociągnąć 

za język opiekunkę Gemmy. 

– Powiedz mi, Susie, czy dobrze znasz tutejszy personel? – spytała, odbierając dziecko z 

centrum opieki. 

– No  cóż,  ja  tu  pracuję  dopiero  od  stycznia...  – odpowiedziała  dziewczyna,  wzruszając 

ramionami. 

– Wydawało mi się, że widziałam kogoś, kogo znam – wyjaśniła Alison. 
– Czy chodzi o któregoś z lekarzy?
– Nie, ta kobieta jest pielęgniarką. W swoim czasie pracowała jako położna. Nazywa się 

Charlotte Macdonald. 

Susie zmarszczyła czoło i zagryzła wargi. 
– Pamiętam  skądś  to  nazwisko,  ale  nie  znam  dobrze  personelu  zatrudnionego  na 

położniczym.  Macdonald...  Nie,  nie  potrafię  nic  pani  powiedzieć.  Proszę  o  nią  zapytać  w 
recepcji.  Coral,  która  jest  tam  kierowniczką  zmiany,  zna  wszystkie  zatrudnione  u  nas 
pielęgniarki. 

– Dziękuję  ci,  Susie.  Chyba  tak  zrobię – oznajmiła  z  uśmiechem  Alison.  – A  teraz 

spróbuję namówić Gemmę, żeby zechciała pojechać ze mną do domu. Bawi się tu tak dobrze, 
że nigdy nie chce wyjść. 

Idąc  z  córeczką  w  kierunku  sadzawki,  usiłowała  przypomnieć  sobie  młodą,  atrakcyjną 

dziewczynę, z którą Sam spędził tę fatalną noc. Widywała ją wiele razy, ale tylko na terenie 
przychodni. Była wtedy w ósmym miesiącu ciąży, więc pojawiała się w pracy bardzo rzadko. 

Dwukrotnie spotkała ją w gabinecie Sama, ale nie obudziło to w niej żadnych podejrzeń. 

Charlotte była po prostu jedną z pielęgniarek, wykonujących polecenia jej męża... 

Przebrała  Gemmę  w  kostium  kąpielowy,  a  kiedy  dziewczynka  zaczęła  chlapać  się  w 

płytkiej wodzie, usiadła na brzegu, nie spuszczając jej z oka. 

Po  raz  nie  wiadomo  który  doszła  do  wniosku,  że  jej  córeczka  jest  ślicznym  dzieckiem. 

Obserwując  ją  uważnie,  poczuła  nagle  w  sercu  bolesne  ukłucie  żalu.  Ciągle  nie  potrafiła 
zrozumieć, dlaczego Sam zaryzykował ich rodzinne szczęście dla jednorazowej przygody, dla 
epizodu, który trwał tylko jedną noc. 

A  skąd  wiesz,  że  to  był  tylko  epizod? – spytał ją  wewnętrzny  głos.  Może  to  wcale  nie 

była chwila szaleństwa? Może Sam jest nadal zakochany w Charlotte Macdonald?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

W  niedzielę  słońce  skryło  się  za  chmurami,  które  zapowiadały  deszcz.  Alison 

postanowiła zrobić zakupy w miasteczku, a potem wstąpić do Clare. 

Gemma  jak  zwykle  cieszyła  się  na  wizytę  u  ciotki.  Jej  humor  poprawił  się  jeszcze 

bardziej,  kiedy  po  przyjeździe  do  sklepu  otrzymała  wielką  porcję  lodów.  W  kilka  minut 
później Alison skręciła z szosy w boczną drogę, prowadzącą do domu siostry. Był on kiedyś 
własnością  ich  dziadków,  a  w  latach  siedemdziesiątych  przeszedł  w  ręce  rodziców.  Ojciec 
Alison  i  Clare  założył  gospodarstwo  ogrodnicze,  a  obie  siostry  wychowywały  się  właśnie 
tutaj. 

Parkując na podjeździe, pomyślała o swoim dzieciństwie. Kiedy przymknęła oczy, ujrzała 

matkę... drobną, szczupłą kobietę, która kochała do szaleństwa obydwie córki. 

Pogrążona we wspomnieniach nie zauważyła ciemnoniebieskiego samochodu, który stał 

tuż obok domu. 

– Ali, Gemma! Co za miła niespodzianka! – zawołała Clare, wychodząc na ich spotkanie. 

Miała  na  sobie  dżinsy  i  sportową  koszulkę.  Alison,  widząc  plamy  ziemi  na  jej  ubraniu, 
zmarszczyła brwi. 

– Czyżbyś pracowała w niedzielę? – spytała z niedowierzaniem. 
– Nie... to znaczy tak... Przywieziono nam kamienie, więc zakładamy japoński ogród. 
– Jak wam idzie?
– Powoli – roześmiała się Clare, biorąc na ręce Gemmę. Potem zrobiła krok do tylu, by 

wpuścić Alison do domu. – Nie zapowiadałaś dzisiejszej wizyty. 

– Przywiozłam wam gazety i coś słodkiego na niedzielne śniadanie – oznajmiła Alison, 

wyjmując z torby kubełek z lodami. – A gdzie jest Robbie?

Clare uśmiechnęła się niepewnie. 
– Prawdę mówiąc... 
Widząc  zażenowanie  siostry,  Alison  zdała  sobie  sprawę,  że  być  może  przyjechała  w 

niewłaściwym  momencie.  Gospodarstwo  ogrodnicze  zawsze  odwiedzało  w  niedzielę  sporo 
klientów. 

– Nie bój się, nie zostanę długo – powiedziała pospiesznie. – Chciałam tylko... 
Spostrzegła,  że  Clare  nagle  się  czerwieni  i  zerka  w  kierunku  drzwi.  Odwróciła  się, 

podążając  za  jej  wzrokiem,  i  dostrzegła  na  progu  wysokiego  opalonego  mężczyznę,  który 
miał na sobie tylko szorty. 

– Tata! – zawołała Gemma, podbiegając bliżej i rzucając mu się w ramiona. 
– Jak się miewa moja dziewczynka? – spytał, biorąc ją na ręce. 
Alison zerknęła pytająco na siostrę, która wzruszyła ramionami. 
– Sam pomaga Robbiemu budować patio nad stawem – wyjaśniła stłumionym głosem. –

Musimy je otworzyć w przyszłym tygodniu. 

– Cześć! – zawołał Sam, uśmiechając się do Alison. 
– Witaj, Sam – mruknęła i ponownie zwróciła się do Clare. – Czy na pewno zdążycie je

background image

skończyć w tym terminie?

– Tak, dzięki pomocy Sama. 
– Chodź obejrzeć – zaproponował Sam, nadal trzymając w ramionach Gemmę. 
– Może innym razem. Teraz muszę już jechać... 
– Nie  mów  głupstw! – ofuknęła  ją  Clare.  – Chodź  z  nami.  Posiedzimy  nad  stawem  i 

zjemy  lody.  To  będzie  dla  nas  dobra  reklama.  Klienci  zobaczą,  że  nasz  japoński  ogród  już 
teraz wzbudza zainteresowanie. 

– My  z  Gemmą  pójdziemy  przodem – oznajmił  Sam,  patrząc  porozumiewawczo  na 

Alison. – Pokażę jej ryby, które właśnie wpuściliśmy do stawu. 

Alison, nie umiejąc znaleźć powodu, dla którego nie mogłaby zostać, kiwnęła głową. Sam 

postawił Gemmę na podłodze, a potem wziął ją za rękę i poprowadził w stronę ogrodu. Alison 
odwróciła się do siostry. 

– Zanim cokolwiek powiesz – zaczęła pospiesznie Clare – chcę cię zapewnić, że miałam 

ci powiedzieć o obecności Sama, ale... 

– Od jak dawna wam pomaga? – przerwała jej Alison. 
– Od wypadku Robbiego. Bez jego pomocy nigdy nie założylibyśmy tego ogrodu. 
– Więc dlaczego mi o tym nie wspominałaś?
Clare patrzyła na nią w milczeniu, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. 
– Bo  wiedziałam,  że  nie  będziesz  z  tego  zadowolona – odparła  w  końcu.  – Och,  Ali, 

musisz nas zrozumieć. Nie można zerwać przyjaźni z kimś, kogo zna się od wielu lat, kto był
przyjacielem  rodziny.  – Widząc  oburzenie  we  wzroku  siostry,  dodała  pospiesznie: – Nawet 
jeśli on popełnił błąd, spędzając noc z tą dziewczyną, to przecież drogo za niego zapłacił. 

– Myślałam, że jesteś po mojej stronie – ostrym tonem powiedziała Alison. 
Clare podeszła do niej i uściskała ją serdecznie. 
– Oczywiście, że  jestem  po twojej strome. Ale oboje  z  Robbiem  byliśmy w rozpaczy... 

wiesz  przecież,  że  nie  idzie  nam  ostatnio  najlepiej.  W  zeszłym  roku  myśleliśmy  nawet  o 
zamknięciu  firmy.  Kiedy  Sam  zaproponował  nam  pomoc,  nie  potrafiliśmy  odmówić.  Nie 
wspominałam ci o tym do tej pory, bo nie chciałam cię irytować. 

Alison usiadła na kuchennym krześle. 
– Przeżyłam szok, widząc go tu tak niespodziewanie. 
– Gdybym  była  żoną  Sama,  pewnie  myślałabym  o  jego  zdradzie  to  samo  co  ty –

powiedziała  cicho  Clare.  – Ale  on  nie  jest  taki  jak nasz  ojciec.  On  nie  oszukiwał  cię  przez 
wiele  miesięcy  i  nie  odszedł  potem  bez  słowa.  Prawdę  mówiąc,  nadal  nie  mogę  do  końca 
uwierzyć w jego jednorazowy wyskok. 

– Wcale nie jestem pewna, że zdarzyło się to tylko raz. 
– A czy nie sądzisz, że powinnaś go o to zapytać?
– Wtedy nie przyszło mi to do głowy – odparła chłodno Alison. 
– Przecież  musiały  istnieć  jakieś  powody...  – zaczęła  Clare,  ale  urwała  gwałtownie,  bo 

Alison uniosła głowę i spojrzała na nią ze zdumieniem. 

– Powody do zdrady?
– No nie... – Clare zawahała się. – Ale może on myślał, że przestałaś się nim interesować. 

background image

Miałaś wtedy tę okropną depresję... 

– Czy chcesz powiedzieć, że moja depresja była przyczyną całego nieszczęścia?
– Nie, ale mogła się do niego przyczynić – odparła Clare. 
– Po urodzeniu Gemmy potrzebowałam go jeszcze bardziej niż przedtem – wykrztusiła z 

oburzeniem Alison. 

– Ale nie mogliśmy się porozumieć. 
– Być  może – mruknęła  Clare,  odwracając  wzrok.  – Tylko  że  on  też  potrzebował 

psychicznego  wsparcia.  Bądź  co  bądź,  przed  narodzinami  Gemmy był  centralnym  punktem 
twojego życia. 

– Mogę cię zapewnić, że to, co działo się między nami, nie usprawiedliwiało jego zdrady. 
– Nie będę się z tobą o to spierać – odparła Clare, po czym zajęła się rozkładaniem lodów 

na talerzyki, które postawiła na dużej tacy. 

Idąc za nią do ogrodu, Alison roztrząsała w myślach szczegóły tej rozmowy. Choć Clare 

zapewniała ją o swej lojalności, czuła się zawiedziona, a może nawet oszukana. 

– Jak  tu  pięknie! – zawołała  Alison,  stając  nad  stawem,  którym  Robbie  ozdobił  swój 

japoński ogród. Na jego powierzchni unosiły się kwiaty wodnych lilii, a łuski pływających w 
nim  złotych rybek  lśniły  w promieniach słońca jak gwiazdy. Po  wielkich kamieniach, które 
ułożyli Robbie i Sam, spływał miniaturowy wodospad. 

– Wydajesz się zaskoczona – zauważył cicho Sam. 
– Bo jestem zaskoczona! – odparła, marszcząc brwi. 
– Wiedziałam,  że  pomagałeś  Robbiemu  przy  przebudowie  szklarni,  ale  nie  miałam 

pojęcia,  że  to  przybiera  takie  rozmiary.  Cieszę  się  ze  względu  na  Robbbiego,  ale  dlaczego 
trzymałeś to w tajemnicy?

– Jestem pewien, że gdybym ci o tym powiedział, posądzałabyś mnie o niecne motywy... 
– Och, daj spokój, Sam. Mówisz głupstwa!
– Tak uważasz? Przykro mi, ale jestem odmiennego zdania. 
Zapadło krępujące milczenie. W końcu Alison, nie mogąc znieść tej niezręcznej sytuacji, 

usiadła na kamiennym obramowaniu stawu. 

– Takie rozmowy do niczego nie prowadzą, Sam – powiedziała cicho. 
– Wiem – odparł ze smutkiem. – Dlatego proponuję, żebyśmy zapomnieli o przeszłości. 

Ona  już  nie  wróci.  Każde  z  nas  ma  teraz  swoje  własne  życie,  ale  to  nie  znaczy,  że  nie 
możemy się zachowywać  jak kochający rodzice wobec Gemmy.  I utrzymywać poprawnych 
stosunków towarzyskich. 

Alison  wyczuła  chłód  bijący  z  jego  słów  i  wstrzymała  oddech.  Kochający  rodzice, 

poprawne stosunki, pomyślała z goryczą. Przecież byliśmy kiedyś namiętnymi kochankami... 

Sam przysiadł obok niej na murku. 
– Powinienem był zbudować taki staw w naszym ogrodzie – mruknął, zanurzając dłoń w 

wodzie. 

– Gemma  jest  jeszcze  na to  za  mała.  Umierałabym  ze  strachu,  że  się  utopi – odparła  z 

niepewnym uśmiechem. 

background image

– No,  to  może  za  dwa  lata.  Jeszcze  lepszym  pomysłem  byłby  chyba  basen  kąpielowy. 

Mogłaby wtedy zapraszać kolegów, a my występowalibyśmy w roli ratowników. 

– Na pewno zaczęłaby się buntować – mruknęła Alison. 
– Wszyscy buntowaliśmy się przeciw rodzicom w wieku czternastu lat – przypomniał jej 

Sam. 

– Ja nie odczuwałam takiej potrzeby. 
– Och,  Ali,  zapomniałem,  że  byłaś  w  innej  sytuacji  niż  ja.  Twój  ojciec  odszedł,  kiedy 

byłaś właśnie w takim wieku. 

– No właśnie. To on się zbuntował, a nie ja. 
– Musiałaś ciężko to przeżywać – powiedział po chwili ciszy. 
– Jeszcze ciężej przeżywała to matka. Ale przed śmiercią pogodziła się z jego odejściem. 
– A ty?
– Ja po prostu zaakceptowałam ten stan rzeczy – odparła, wzruszając ramionami. 
Spojrzała  mu  w  oczy,  ale  zaraz  odwróciła  wzrok.  Doszła  do  wniosku,  że  powinna  już 

jechać. Zawołała Gemmę i wstała. 

– Czy będziesz dziś wieczorem w domu? – spytał niepewnie. – Chciałem do was wstąpić 

w drodze powrotnej... żeby powiedzieć jej dobranoc. 

W  normalnych  okolicznościach  wyraziłaby  zgodę,  ale  teraz,  pod  wpływem  nagłego 

impulsu, potrząsnęła głową. 

– Dziś nie, Sam. Może w przyszłym tygodniu?
Nie  odpowiedział  jej  ani  nie  ujawnił  swoich  myśli,  a  ona  dopiero  w  drodze  do  domu 

poczuła  wyrzuty  sumienia.  Doszła  do  wniosku,  że  powinna  być  bardziej  skłonna  do 
kompromisu. 

Kiedy Gemma zapadła w popołudniową drzemkę, usiadła w saloniku i zaczęła przerzucać 

gazety. Ale niebawem jej myśli wróciły do Sama. Wspominając jego nagi, opalony tors, jego 
piwne  oczy,  których  spojrzenie  zawsze  przenikało  do  najbardziej  ukrytych  zakątków  jej 
umysłu, poczuła przyspieszone bicie serca. 

Potem przypomniała sobie przeżyte wspólnie chwile uniesień. Sam nie był jej pierwszym 

mężczyzną,  ale  był  jej  pierwszą  miłością.  Pod  jego  wpływem  pozbyła  się  wszystkich 
zahamowań  i  posiadła  umiejętność  korzystania  z  chwil  rozkoszy.  Gdzie  się  podziała  nasza 
miłość? – westchnęła z żalem. 

Usłyszała dochodzący z pokoju dziecinnego pomruk Gemmy i pomyślała z ulgą, że udało 

jej  się  zatrzymać  przy  sobie  choć  jedną  ukochaną  istotę – dziecko,  które  jest  owocem  tej 
miłości. Dziecko, dla którego musi zapomnieć o przeszłości i nauczyć się życia bez Sama. 

W  następny  piątek  ponownie  złożyła  jej  wizytę  Eila  Hayward.  Od  czasu  ostatniego 

badania  stan  jej  zdrowia  uległ  wyraźnemu  pogorszeniu.  Niepokojąco  straciła  na  wadze  i 
skarżyła się na bezsenność. 

– Przez  cały  dzień  jestem  zmęczona – oznajmiła  płaczliwym  głosem.  – Wieczorem 

padam jak nieżywa na łóżko, ale budzę się jeszcze przed synkiem. 

– A jak on sypia? – spytała Alison. 

background image

Eila podeszła do wózka, odsunęła kołderkę i odkryła ciemną główkę Anthony’ego. 
– Przestał  się budzić w ciągu nocy – odparła z  uśmiechem. –  I nie ma już  tej okropnej 

wysypki. 

Alison zbadała pacjentkę i nie stwierdziła żadnych objawów jakiejkolwiek choroby. 
– Czy karmi go pani piersią? – spytała, gdy Eila zaczęła zapinać bluzkę. 
– Nie  mam  dość  pokarmu,  żeby  zaspokoić  jego  apetyt.  Muszę  go  dokarmiać  butelką. 

Ciągle się o niego niepokoję. Nie potrafię myśleć o niczym innym ani zabrać się do pracy w 
domu... 

– Wydaje się zupełnie zdrowy – stwierdziła Alison, zerkając na śpiącego chłopca. Potem 

spojrzała ponownie na swą pacjentkę. – Bardziej niepokoi mnie to, że traci pani na wadze. 

– Po prostu nie mam apetytu – stwierdziła Eila, wzruszając ramionami. 
– Czy jada pani przynajmniej jeden posiłek dziennie? Eila opuściła wzrok. 
– Staram się. Ale nie zawsze mam na to czas, bo Mark często jest poza domem. Ciągle 

gra w piłkę nożną, i... 

Alison czekała na dalszy ciąg, ale w oczach dziewczyny pojawiły się nagle łzy. Otarła je 

szybko chusteczką i bezradnie wzruszyła ramionami. 

– A co na to rodzina? Czy nie ma pani nikogo, z kim mogłaby pani zostawić dziecko na 

kilka godzin dziennie?

– Moja matka mieszka daleko, a rodzice Marka nie żyją. Mam siostrę, ale ona przeniosła 

się  do  Szkocji.  Zresztą  nie  zostawiłabym  Anthony’ego  pod  niczyją  opieką.  Mam  stale 
wrażenie, że może mu się stać coś złego. 

Alison  zdała  sobie  sprawę,  że  u  źródeł  problemów  nękających  Eilę  leży  jej  nadmierna 

troska  o  dziecko.  Niektóre  kobiety  nie  potrafiły  się  znaleźć  w  nowej  dla  nich  roli  matki  i 
przeżywały  głęboki  kryzys  wewnętrzny.  Niekiedy  pomocna  okazywała  się  rozmowa  z  ich 
mężami. Ale w tym przypadku wszystko wskazywało na to, że byłaby ona bezprzedmiotowa. 

Przypomniała  sobie  depresję,  jaką  sama  przeżyła  po  narodzinach  Gemmy.  Marzyła 

wówczas o tym, żeby szczerze porozmawiać z Samem o swych odczuciach, ale nie potrafiła 
się do tego zmusić. 

– Niech pani spróbuje zapanować nad tymi obawami – poradziła Eili, ale widząc niemal 

zupełny brak reakcji, zdała sobie sprawę, że jej słowa padają na kamienisty grunt. – Być może 
cierpi pani na depresję... 

Eila wyprostowała się gwałtownie. 
– Narodziny Anthony’ego to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu wydarzyła – oznajmiła z 

przejęciem. 

– Jestem  tego  pewna – odparła  spokojnie  Alison – ale  wiele  młodych  matek  przeżywa 

kryzys  po  urodzeniu  pierwszego  dziecka.  Jeśli  będzie  się  on  przedłużał,  zapiszę  pani  jakiś 
środek  uspokajający.  Tymczasem  powinna  pani  jak  najwięcej  odpoczywać,  żeby 
zrekompensować sobie brak snu. Czy nikt nie może zająć się Anthonym w ciągu dnia?

Eila ponownie wzruszyła ramionami. 
– Straciłam kontakt z przyjaciółkami. Żadna nie ma jeszcze dziecka. Mogłabym poprosić 

sąsiadkę... ale nie chcę jej sprawiać kłopotu. Nasze stosunki nie są na tyle bliskie. 

background image

– Musi pani odpoczywać choćby przez kilka godzin w ciągu dnia – z uporem powtórzyła 

Alison. 

– Łatwiej  to  powiedzieć,  niż  zrobić,  ale  spróbuję – oznajmiła  Eila  ze  smutnym 

uśmiechem. 

Po wyjściu pacjentki Alison pokiwała posępnie głową. Zdawała sobie sprawę, że nie jest 

w stanie jej pomóc. 

Wychodząc tego dnia z pracy, została zatrzymana przez młodą recepcjonistkę. 
– Widziałam, że była u pani Eila – powiedziała Lucy. 
– Ona strasznie schudła. Mam nadzieję, że nie dolega jej nic poważnego. 
– Po  urodzeniu  dziecka  czuje  się  bardzo  odizolowana  od  świata – odparła  wymijająco 

Alison,  zdając  sobie  sprawę,  że  nie  ma  prawa  informować  nikogo  o  stanie  zdrowia  swych 
pacjentów. – Nie ma w okolicy żadnych krewnych. 

– To musi być dla niej okropne – westchnęła Lucy. 
– Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie miała mamy i sióstr. Mogłabym ją odwiedzić, 

ale nie wiem, czy nie uzna, że wtykam nos w nie swoje sprawy. 

– Myślę, że będzie ci bardzo wdzięczna. 
– Naprawdę? W takim razie wpadnę do niej dziś po południu. 
– Tylko jej nie mów, że rozmawiałam z tobą o jej problemach – poprosiła Alison. 
– Nie ma sprawy. Kilka razy pożyczałam już od niej mleko, więc znajdę jakiś pretekst. 

Dam pani znać, jak mi poszło. 

Alison podziękowała jej i ruszyła w kierunku wyjścia. Ale w tym momencie na jej drodze 

stanęli Sam i Hector. 

– Właśnie  marzyłem  o  tym,  żeby  cię  spotkać,  Ali – oznajmił  Hector  z  czarującym 

uśmiechem. – Czy jeździsz konno? Sam twierdzi, że tak. 

Alison  dopiero  po  chwili  domyśliła się,  o  co  może  mu  chodzić.  Zerknęła  niepewnie na 

Sama i poczuła, że się rumieni. 

– Czy twoje pytanie ma jakiś związek z tym weekendem, na który jesteśmy zaproszeni? –

spytała niepewnie. 

– Istotnie – przyznał  Hector.  – Annie  ma  kilka  znakomitych  koni  i  chce  zorganizować 

małą przejażdżkę. 

– Nie siedziałam w siodle od dawna. – Ponownie spojrzała na Sama. – Od czasu naszych 

ostatnich wspólnych wakacji. 

– Tak, to  już  cztery lata... – przyznał Sam. – Znaleźliśmy w Kornwalii  cudowną plażę, 

położoną  niedaleko  stadniny.  Jeździliśmy  konno  niemal  przez  cały  tydzień.  To  był  bardzo 
udany urlop. 

Jego  słowa  obudziły  w  niej  wspomnienie  siedmiu  uroczych  dni,  które  spędzili  w 

nadmorskim domku. Rozkoszowali się samotnością i chciwie wdychali świeże powietrze. Pod 
koniec dnia podziwiali z balkonu gładką taflę morza. Potem Sam niósł ją do sypialni. Ich ciała 
emanowały ciepłem słońca i aromatem wody... Z zamyślenia wyrwał ją głos Sama. 

– Ali... ?
– Przepraszam... – wymamrotała z zażenowaniem. – Nie słyszałam, co mówisz. 

background image

– Annie chciałaby wiedzieć, czy jeździmy konno. 
– No tak... – odparła z wahaniem. – Ale co będzie z Gemmą?
– Jestem  pewien, że  Annie  znajdzie  dla niej jakąś  rozrywkę – odparł  Hector. – A więc 

załatwione. Wpisuję was na listę uczestników, a teraz muszę lecieć. 

– Muszę  przyznać,  że  on  robi  wszystko,  żeby  ten  weekend  stał  się  niezapomnianym 

wydarzeniem – zauważył po jego odejściu Sam. 

Alison uśmiechnęła się mimo woli. 
– To może być bardzo zabawne. 
– Naprawdę tak myślisz? – spytał, otwierając szeroko oczy. 
– Owszem. To będzie z  pewnością bardzo udany weekend. Mam nadzieję, że wszystko 

się  powiedzie.  – Spojrzała  mu  w  oczy.  – To  samo  dotyczy  naszych  planów.  Myślę,  że 
potrafimy żyć oddzielnie i wspólnie wychowywać nasze dziecko. Ale będzie to wymagało od 
nas ciężkiej pracy. 

Sam  nie skomentował jej  wypowiedzi. Kiwnął  głową i  życzył jej  dobrej  nocy,  a potem 

pospiesznie odszedł. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

W  ostatni  poniedziałek  lipca  Alison  wybrała  się  na  prowadzony  przez  Sama  kurs 

oddychania. Przyprowadziła ze sobą swoją młodą pacjentkę, Kerry Ames, która cierpiała na 
łagodną odmianę astmy. 

– Staram  się  jak  najrzadziej  używać  inhalatora – powiedziała  jej  Kerry  podczas 

rutynowego  badania.  – Nie  jestem  od  niego  zależna,  ale  wolałabym  w  ogóle  o  nim 
zapomnieć. 

Alison, słysząc tę uwagę, zaproponowała jej wspólną wyprawę na kurs. O wyznaczonej 

godzinie usiadła obok Hectora w niewielkiej sali wykładowej i obserwowała przebieg zajęć. 
Kiedy godzina ćwiczeń dobiegła końca, jej pacjentka nie posiadała się z zachwytu. 

– Wykonałam wszystkie polecenia i przestałam  się dusić! – zawołała z  entuzjazmem. –

Nie  muszę  już  używać  tego  inhalatora.  Będę  codziennie  brała  udział  w  zajęciach 
prowadzonych przez doktora Stewarta. 

– Życzę ci powodzenia – powiedziała Alison. 
– Widzę, że masz co najmniej jedną zadowoloną pacjentkę – powiedział Hector do Sama, 

kiedy dziewczyna odeszła. – Ciekaw jestem, czy jej poprawa będzie miała charakter trwały. 

– Tak,  o  ile  będzie  regularnie  wykonywać  ćwiczenia – odparł  Sam.  – Technika 

oddychania  to  nie  żadna  magiczna  sztuczka.  Jej  stosowanie  wymaga  cierpliwości  i
zrozumienia.  Podobnie  zresztą,  jak  wszystkie  inne  ludzkie  poczynania – dodał,  zerkając  na 
Alison. 

Zapamiętała jego uwagę i jadąc po Gemmę do domu Clare, zaczęła się zastanawiać, czy 

dotyczyła ona ich wzajemnych stosunków. Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie, co 
wprawiło ją w lekką irytację. Może dlatego zareagowała dość chłodno na powitalny monolog 
siostry, która natychmiast zaczęła wychwalać Sama. 

– Robbie  otworzył  dziś  japoński  ogród – zawołała  z  radością.  – Dzięki  pomocy  Sama 

wszystko świetnie się udało. Obiecał nam, że wpadnie dziś wieczorem, aby obejrzeć gotowy 
produkt swojej pracy. Mam nadzieję, że obie z Gemmą zostaniecie na kolacji. 

– Przykro mi, ale ktoś ma mnie dziś odwiedzić – oznajmiła Alison, otwierając tylne drzwi 

samochodu i sadzając Gemmę na jej foteliku. 

– Ach, tak? – spytała ze zdziwieniem Clare. – Czy jest to ktoś, kogo znam?
– Nie – uśmiechnęła  się  Alison,  rozbawiona  ciekawością  siostry.  – Ale  mogę  dać  ci 

wskazówkę. Jest wysokim blondynem i ma trzydzieści kilka lat. 

– Powiedz mi o nim coś więcej – poprosiła Clare. 
– Będziesz  musiała  zdobyć  się  na  cierpliwość.  – Alison  pospiesznie  usiadła  za 

kierownicą. – Jestem już i tak spóźniona. 

– Zadzwonię  do  ciebie  jutro! – zawołała  siostra.  – Ale  nigdy  ci  nie  wybaczę  tych 

tajemnic!

Jadąc  do  domu,  Alison  zaczęła  się  zastanawiać,  co  by  powiedziała  jej  siostra,  gdyby 

oczekiwanym przez nią gościem nie był mechanik, który przychodzi naprawić kuchenkę, lecz 

background image

jakiś atrakcyjny młody człowiek. 

Ale to i tak nie jej sprawa, pomyślała z rozbawieniem. 
Mam prawo umawiać się, z kim zechcę. Kłopot polega na tym, że odkąd poznałam Sama, 

żaden  mężczyzna  nie  wydaje  mi  się  na  tyle  interesujący,  żebym  chciała  nawiązać  z  nim 
bliższą znajomość. 

Cały  ogród  zaśmiecony  był  balonikami  i  zabawkami.  Cztery  dziewczynki,  które  brały 

udział  w  urodzinach  Gemmy,  chlapały  się  w  plastikowym  basenie.  Robbie  i  Sam,  ubrani 
jedynie w szorty, dolewali do niego świeżą wodę, a Alison z siostrą siedziały na bujającej się 
kanapie. 

– A więc kim był twój tajemniczy znajomy? – spytała Clare. 
– Nie powiem ci – odparła Alison. 
– Daj spokój, Ali, to nie fair! – zawołała z oburzeniem siostra. 
– No  dobrze,  był  mechanikiem  z  firmy  elektrycznej.  Nie  odegraliśmy  żadnych  czułych 

scen, ale naprawił mi kuchenkę. 

Clare wybuchnęła śmiechem. 
– W  grancie  rzeczy  nie  podejrzewałam  cię  o  żaden  romans.  Dobrze  wiem,  że  jesteś 

kobietą zdolną kochać tylko jednego mężczyznę. 

Alison uznała tę uwagę za dość niepokojącą. 
– Być  może  jeszcze  nie  znalazłam  tego  jednego  mężczyzny – powiedziała  cicho, 

wzruszając lekko ramionami. 

– Czy przerywam wam jakąś ważną rozmowę? – spytał za ich plecami Sam. 
– Nie – odparła  szybko  Alison.  – Miałam  właśnie  zamiar  zawołać  dzieci  na 

podwieczorek. 

Sam odszedł, a Clare spojrzała na siostrę z rozbawieniem. 
– Czy myślisz, że on nas słyszał? – spytała cicho. 
– Jakie mogłoby to mieć znaczenie?
– Chodzi mi tylko o to... – Clare wstała i ruszyła w ślad za siostrą w stronę kuchni. – Po 

prostu nie chciałabym, żeby Robbie podsłuchał przypadkiem tego rodzaju rozmowę. 

– Robbie nigdy cię nie zdradził – odparła stanowczym tonem Alison. – A dlaczego twoim 

zdaniem ja nie miałabym prawa zadawać się z innymi mężczyznami?

– Dlatego  że...  – Clare  bezradnie  uniosła  ręce.  – Po  prostu  dlatego,  że  sprawiłabyś  mu 

przykrość. 

– Owszem, doświadczyłam  tego  uczucia.  Ale  czy  nie  przyszło  ci  do  głowy,  że  on 

zapewne jest związany z jakąś kobietą?

– Nigdy mi o tym nie wspominał... – wykrztusiła Clare, marszcząc brwi. 
– A ja nie jestem niczego pewna – stwierdziła Alison, zdejmując z półki urodzinowy tort. 
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– To, że chyba widziałam w przychodni Charlotte Macdonald. 
Clare wydała cichy okrzyk zdumienia. 
– Chodzi ci o tę dziewczynę, z którą on podobno miał romans? Przecież mówiłaś mi, że 

background image

zniknęła po jego wyjeździe do Australii. 

– Tak powiedziała mi jedna ze znajomych pielęgniarek. Zresztą, to nie ma znaczenia. Nic 

mnie  nie  obchodzi,  czy  on  nadal  się  z  nią  spotyka,  ani  to,  czy  właśnie  dla  niej  wrócił  z 
Australii. 

Clare zastanawiała się przez chwilę. 
– Gdyby chodziło o mojego męża, to zamiast chować głowę w piasek, postarałabym się 

dowiedzieć, co naprawdę zaszło tamtej nocy – stwierdziła w końcu. 

Alison  zignorowała tę  uwagę,  wychodząc  z  założenia,  że  Clare  nie  wie,  o  czym  mówi. 

Bądź co bądź to nie jej mąż dopuścił się małżeńskiej zdrady. Zrobił to Sam. 

Kiedy świece zostały zdmuchnięte, a potrawy zjedzone, dochodziła już piąta po południu. 

Alison  pożegnała  przy  furtce  matkę  ostatniej  z  wychodzących  dziewczynek  i  wróciła  do 
ogrodu. 

– Musicie z Robbiem zostać na kolacji – powiedziała do siostry. – Zrobię coś lekkiego: 

omlet i sałatę. 

– Bardzo żałujemy – odparła z westchnieniem Clare – ale Marge i jej mąż zgodzili się nas 

zastępować tylko do szóstej. Odkąd otworzyliśmy japoński ogród, mamy co wieczór mnóstwo 
klientów. I dzięki Bogu... Nasze obroty wyraźnie wzrosły. 

– A więc do następnego razu – westchnęła Alison. 
– Sam  obiecał,  że  pomoże  ci  posprzątać – powiedziała  siostra,  zabierając  z  pokoju 

torebkę. 

– Nie  ma  potrzeby – oznajmiła  Alison  z  takim  pośpiechem,  że  Clare  uniosła  brwi,  a 

potem rzuciła jej przewrotne spojrzenie. 

– On  z  pewnością  chętnie  zje  z  tobą  kolację – stwierdziła  na  pożegnanie  i  pobiegła  w 

stronę samochodu. 

Alison  wyjrzała  przez  okno.  Sam  bawił  się  w  ogrodzie  z  Gemmą,  która  co  chwilę 

wybuchała  głośnym  śmiechem.  Obejmowała  czule  jego  szyję,  a  on  biegał  na  czworakach, 
udając wierzchowego konia. 

Obserwowała  ich  przez  chwilę  ze  wzruszeniem,  ale  kiedy  Sam  odwrócił  głowę  w  jej 

kierunku, schowała się za futrynę okna. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że siostra ma 
rację.  Samowi  istotnie  należy  się  jakaś  rekompensata  za  wszystkie  wysiłki,  jakie  włożył  w 
organizację przyjęcia urodzinowego. Nie chcąc zostawać z nim sama, postanowiła podać mu 
coś do jedzenia, zanim Gemma pójdzie spać. 

Wyszła  do  ogrodu.  Był  piękny,  letni  wieczór.  Różnokolorowe  kwiaty  pięknie 

harmonizowały  z  zielenią  drzew.  Sam  siedział  na  bujanym  leżaku,  trzymając  Gemmę  na 
kolanach. 

– Czy nie chciałbyś zostać na kolacji? – spytała, siadając obok niego. 
– Och... – mruknął, marszcząc brwi. – Miałbym na to wielką ochotę, ale niestety muszę 

za chwilę wyjść. Bardzo mi przykro... może zaprosisz mnie innym razem?

– Może – mruknęła zdawkowo, starając się ukryć rozczarowanie. Potem odwróciła się na 

pięcie, wróciła do domu i zaczęła sprzątać kuchnię. 

W chwilę później zadzwonił telefon. Podniosła słuchawkę i usłyszała w niej głos Lucy. 

background image

– Przepraszam,  że  panią  niepokoję,  doktor  Stewart.  Wiem,  że  urządza  pani  przyjęcie 

urodzinowe, ale chodzi o nagły wypadek. 

– Co się stało?
– Moja sąsiadka, Eila Hayward, jest roztrzęsiona. Mark, jej mąż, zniknął bez śladu. 
– Czy jesteś teraz u niej?
– Tak, i szczerze mówiąc, boję się zostawić ją samą. 
– Czy Anthony dobrze się czuje?
– To właśnie on skłonił mnie do przyjścia. Wyszłam do ogrodu i usłyszałam jego krzyki. 

Od tej pory ani na chwilę nie przestał płakać. 

W tym momencie Alison poczuła na ramieniu dłoń  Sama. Obejrzała się i zobaczyła, że 

stoi za nią, trzymając na rękach Gemmę. 

– Czy mogę w czymś pomóc? – spytał cicho. Alison zasłoniła słuchawkę dłonią. 
– Jedna z moich pacjentek przeżywa jakiś domowy kryzys – odparła szeptem. 
– Jeśli chcesz do niej jechać, to mogę zostać z Gemmą. 
– Przecież mówiłeś, że musisz wyjść?
– Jeśli  chodzi  o  coś  ważnego,  to  moje  sprawy  mogą  poczekać – odparł,  wzruszając 

ramionami. 

Alison kiwnęła głową i zaczęła ponownie rozmawiać z Lucy. 
– Czy możesz tam zostać do mojego przyjazdu? – spytała. 
Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, szybko się przebrała i w chwilę później była gotowa 

do wyjazdu. 

– Do widzenia, mamo! – zawołała Gemma, stając obok Sama na progu. 
– Do  widzenia,  kochanie! – odpowiedziała  jej  Alison.  Jadąc  pod  wskazany  jej  adres, 

zastanawiała się, z kim Sam mógł być umówiony na ten wieczór. I czy ta osoba wybaczy mu 
spóźnienie. 

Wokół domku Eli Hayward panował idealny spokój. Gdy tylko jednak podeszła do drzwi, 

usłyszała płacz dziecka. W kilka sekund później w progu stanęła Lucy, trzymająca na rękach 
małego Anthony’ego. 

– Jak to dobrze, że pani przyjechała, doktor Stewart – zawołała z radością. – Eila jest na 

górze,  leży  w  łóżku...  Pierwszy  pokój  na  prawo.  Ja  zamierzam  właśnie  nakarmić 
Anthony’ego. 

– Wydaje  się,  że  istotnie  jest  głodny – stwierdziła  Alison,  gdy  chłopczyk  znowu  się 

rozpłakał. 

– Już przygotowałam butelkę. Podam mu ją, gdy pani pójdzie do Eili. 
– Czy ona śpi?
– Nie, ale wydaje się wyczerpana. Chyba przeżywa jakieś załamanie nerwowe, albo coś w 

tym rodzaju. 

Dom  wydawał  się  dość  zaniedbany.  Wszędzie  leżały  porozrzucane  części  garderoby  i 

buty. Kiedy Alison weszła do sypialni, stwierdziła z przykrością, że i tam panuje bałagan. 

Usiadła obok łóżka Eili, która, słysząc jej kroki, otworzyła oczy. Na jej twarzy malowała 

się nienaturalna bladość, a powieki były zapuchnięte od płaczu. Miała brudne, rozczochrane 

background image

włosy i widać było, że od dłuższego czasu zaniedbuje nie tylko dom, lecz również siebie. 

Z  chaotycznych  zdań,  jakie  wyrzucała  z  siebie  w  odpowiedzi  na  pytania  Alison, 

wynikało,  że  Mark  pokłócił  się  z  nią  przed  dwoma  dniami,  a  potem  wyszedł  z  domu. 
Spakował swoją torbę i nie zostawił żonie żadnego adresu, pod którym mogłaby go znaleźć. 

Po  kilku  minutach  Eila  wpadła  w  histerię,  więc  Alison  podała  jej  środek  uspokajający. 

Siedząc przy łóżku chorej, usłyszała dochodzący z dołu dzwonek telefonu. Zeszła pospiesznie 
na dół, w nadziei, że może to być Mark. 

– Dzwoniła Mary Flynn, matka Eili – poinformowała ją Lucy. – Musiałam jej wyjaśnić, 

dlaczego telefonu nie odebrała jej córka albo zięć. 

– I co ona na to?
– Twierdzi,  że  niepokoiła  się  o  Eilę  już  od  kilku  miesięcy.  Czuła,  że  coś  nie  jest  w 

porządku. Ma zamiar zaraz tu przyjechać, ale zajmie jej to co najmniej godzinę. Według niej 
Eila  jest  nieszczęśliwa,  a  jej  małżeństwo  już  od  dłuższego  czasu  znajduje  się  w  stanie 
rozkładu. 

Wszystko,  czego  się  dowiaduję,  nie  wróży  tej  młodej  kobiecie  niczego  dobrego, 

pomyślała ze smutkiem Alison. 

Mary Flynn nadjechała wpół do dziewiątej. Po krótkiej wymianie zdań zapewniła Alison, 

że  zostanie z  córką i zaopiekuje się wnukiem. Ponownie stwierdziła, że dostrzegała objawy 
kryzysu małżeńskiego jeszcze przed narodzinami dziecka. 

Alison podziękowała Lucy i zapewniła matkę chorej, że  choć nie będzie  jej następnego 

dnia w przychodni, zarezerwuje jej córce wizytę u jednego z innych lekarzy. 

Kiedy dojechała  do  swego  miasteczka,  zapadał  już  zmrok.  Przed  rzęsiście oświetlonym 

pubem  siedzieli  na  ławkach  liczni  klienci.  Cała  sceneria  wyglądała  bardzo  malowniczo  i 
wprawiła  ją  w  nieco  lepszy humor.  Po  chwili  skręciła  w  boczną  drogę  i  ujrzała  rozjarzone 
okna swego domu. 

Parkując samochód, poczuła  nagły przypływ niepewności. Zastanawiała się, co zastanie 

po wejściu do domu. Miała nadzieję, że Gemma już śpi, a Sam spokojnie czeka na jej powrót. 

Idąc przez  ogród, stwierdziła, że wszystkie ślady przyjęcia zostały już usunięte. Weszła 

do domu i zajrzała do kuchni. Tu również panował idealny porządek. 

Zostawiła lekarską torbę w korytarzu i weszła na górę. Zajrzała do dziecinnego pokoju i 

stwierdziła, że Gemma mocno śpi. Nigdzie nie było jednak śladu Sama. 

W  tym  momencie  usłyszała  szum  wody  dochodzący  z  łazienki,  przylegającej  do  jej 

sypialni. Otworzyła drzwi i ujrzała na swoim łóżku parę spodni oraz sportową koszulkę. Obok 
nich stała otwarta podręczna torba z przyborami do golenia. 

Widok  ten  przypomniał  jej  czasy,  w  których  Sam  dzielił  z  nią  sypialnię.  Podeszła  do 

drzwi  łazienki  i  lekko  je  uchyliła.  Przez  kłęby  pary  dostrzegła  jego  sylwetkę,  wyraźnie 
widoczną za matową szybą zasłaniającą kabinę prysznica. 

Stała w miejscu jak zahipnotyzowana, wpatrując się w jego opalone plecy i ramiona. Nie 

mogła od niego oderwać oczu. Widok jego nagiego ciała obudził w niej falę pożądania, której 
nie potrafiła się oprzeć. 

Oprzytomniała  dopiero  wtedy,  gdy  Sam  odsunął  matową  szybę.  Zdała  sobie  sprawę  z 

background image

tego, co robi, i chciała się szybko wycofać na korytarz, ale było już za późno. Sam zauważył 
jej obecność, szybko owinął się ręcznikiem i spojrzał jej w oczy. 

– Ali, czy dobrze się czujesz? – spytał z niepokojem. 
– Tak... – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło. 
– Chyba nie masz nic przeciwko temu, że skorzystałem z twojego prysznica, prawda?
– Oczywiście, że nie – odparła, nie mając odwagi na niego spojrzeć. Nie chciała widzieć 

jego  torsu,  którego  tak  często  dotykała  w  chwilach  uniesień,  ani  kruczoczarnych,  mokrych 
włosów,  zaczesanych  teraz  do  tyłu.  A  zwłaszcza  ciemnych  oczu,  których  spojrzenie 
przykuwało ją do podłogi. 

– Wykąpałem Gemmę i przeczytałem jej bajkę – oznajmił Sam. 
Kiwnęła  głową,  nadal  nie  mogąc  wydobyć  z  siebie  głosu.  Nie  wiedziała,  co  się  z  nią 

dzieje,  czego  się  spodziewa,  na  co  oczekuje...  Miała  ochotę  wyciągnąć  rękę  i  dotknąć  jego 
mokrej, lśniącej skóry. Powstrzymywała się od tego najwyższym wysiłkiem woli. 

– Nie  wiedziałem,  kiedy  wrócisz...  – powiedział  stłumionym  głosem,  nie  odrywając  od 

niej  wzroku.  Potem  delikatnie  wyjął  spinkę  przytrzymującą  jej  fryzurę.  – Wolę,  kiedy  są 
rozpuszczone. Masz piękne włosy, Ali. 

– Sam...  – wyjąkała  niepewnie,  a  on  podszedł  bliżej,  objął  ją  i  mocno  przyciągnął  do 

siebie. 

Jego  pocałunek  był  długi  i  delikatny,  ale  bardzo  namiętny.  Alison  wydała  cichy  jęk, 

przywarła do niego całym ciałem i poczuła, że on również ulega zmysłom. 

– Widzisz  sama,  jak  na  mnie  działasz,  Ali – rzekł  zdławionym  głosem.  – Pragnę  cię 

bardziej niż czegokolwiek innego na całym świecie. 

Zanim  zdążyła  mu  odpowiedzieć,  zaczął  rozpinać  jej  bluzkę.  Potem  otoczył  dłonią  jej 

pierś, a ona zdała sobie nagle sprawę, jak bardzo tęskniła za jego pieszczotami. Oboje opadli 
na łóżko. Po chwili byli już kompletnie nadzy, zapamiętani w miłosnym uścisku. 

– Wcale się nie zmieniłaś – wyszeptał czułe Sam, odrywając na chwilę wargi od jej ust. –

Nadal jesteś tą piękną kobietą, którą tak dobrze pamiętam. 

Spojrzała mu głęboko w oczy. 
– Ali...  jeśli  tego  nie  chcesz,  powstrzymaj  mnie...  – poprosił.  A  ona,  choć  na  wpół 

przytomna z pożądania, odzyskała nagle zdolność logicznego rozumowania. 

Co będzie, jeśli zajdę w ciążę? – myślała gorączkowo. Co stanie się ze mną i z Gemmą? 

Jak mogę się z nim kochać, skoro nie jesteśmy już rodziną? Jak mogę mu wybaczyć, że przez 
swój egoizm rozbił nasze małżeństwo? Że naraził mnie i dziecko na tyle cierpień?

Zesztywniała i zastygła w bezruchu, a on, najwyraźniej wyczuwając jej obawy, zsunął się 

z niej i przykrył ją prześcieradłem. Potem usiadł i owinął się ponownie mokrym ręcznikiem. 

Alison  nerwowo  zebrała  swoje  części  garderoby  i  pobiegła  do  łazienki.  Usiadła  na 

stojącym tam krześle, usiłując opanować drżenie. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje. Nie 
potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego przerwała chwilę miłosnego szaleństwa. 

Ubrała  się  powoli,  a  potem  ochlapała  twarz  zimną  wodą,  unikając  wzrokiem  swego 

odbicia w lustrze. Nie chciała widzieć płonącego w jej oczach pożądania, które podziałało na 
niego tak prowokująco. 

background image

Nie  miała  do  Sama  żalu.  Przecież  ona,  ulegając  miłosnemu  zapamiętaniu,  gotowa  była 

przed chwilą zapomnieć o jego zdradzie i zamknąć oczy na podszepty zdrowego rozsądku. 

Kiedy  otworzyła  drzwi  łazienki  i  zajrzała  do  sypialni,  ujrzała  tylko  zmiętą  pościel  i 

usłyszała puste echo ciszy. 

Ta sama pusta cisza zapanowała natychmiast w jej udręczonym sercu. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Następnego dnia stanęła niespodziewanie twarzą w twarz z Charlotte Macdonald. 
Wchodząc do przychodni, myślała z przerażeniem o chwili, w której spotka Sama. Może 

dlatego nie rozpoznała młodej kobiety, która siedziała w biurze, rozmawiając z Pamelą. 

– Och,  doktor  Stewart! – Pam  zerwała się  na  jej  widok  zza  biurka.  – To  jest  Charlotte 

Macdonald. Pracowała kiedyś u nas na oddziale położniczym. 

Charlotte  wstała  i  wyciągnęła  rękę  do  Alison.  Była  szczupłą,  atrakcyjną  kobietą  w 

zaawansowanej ciąży. 

– Dzień dobry, doktor Stewart. Nie wiem, czy mnie pani pamięta. Poznałyśmy się, zanim 

urodziła  pani  dziecko...  małą  dziewczynkę,  prawda?  Przechodziłam  tu  wtedy  staż...  od  tej 
pory musiały upłynąć już ze dwa lata. To pani mąż pomógł mi podczas tej koszmarnej nocy... 
Gdyby nie on, zrezygnowałabym z zawodu pielęgniarki. 

Alison zmarszczyła brwi. Nie mogła zrozumieć, jakim cudem ta młoda kobieta rozmawia 

z  nią  tak  swobodnie  o  Samie.  To  przecież  jej  szminkę  i  zapach  jej  perfum  znalazła  owego 
dnia na jego chustce do nosa... to przez nią doszło do kłótni, która doprowadziła do rozpadu 
ich małżeństwa. 

W tym momencie otworzyły się drzwi i stanął w nich Sam. Nastąpiła chwila ciszy. Potem 

wyciągnął do Charlotte rękę, a ona serdecznie ją uścisnęła. 

– Dzień dobry, doktorze Stewart. Właśnie rozmawiałam z pańską żoną... 
– Tu jest lista pańskich pacjentów, doktorze Stewart – przerwała jej szybko Pam. – A ja 

muszę pędzić do recepcji. Do widzenia, Charlotte. 

Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju. 
– Powiedz mi, Charlotte, jak ci poszło w nowej pracy? – » spytał Sam życzliwym tonem. 
– Doskonale – odparła. – Miał pan zupełną słuszność. Rezygnacja z posady na oddziale 

położniczym  nie  jest  końcem  świata.  Pracuję  teraz  na  uniwersytecie  jako  konsultant 
medyczny i udzielam porad studentom. To bardzo ciekawe zajęcie. 

– Cieszę się, że wszystko tak dobrze poszło – podsumował Sam, a potem zwrócił się do 

Alison.  – Ta  młoda  dama  miała  pecha.  Podczas  ostatniego  roku  studiów  na  wydziale 
pielęgniarstwa wykryto u niej epilepsję. 

– Byłam w rozpaczy – dodała Charlotte z emfazą. – Bałam się, że wszystkie moje plany 

zawodowe legną w gruzach. Nie wiem, co bym zrobiła tej nocy, gdyby nie pomógł mi pani 
mąż. 

– Pewnie  w  końcu  odzyskałabyś  zdrowy  rozsądek – wtrącił  Sam,  ale  ona  potrząsnęła 

głową. 

– Z pewnością zrobiłabym coś okropnego. Może rozbiłabym samochód, narażając życie 

innych ludzi. – Zerknęła na Alison. – Widzi pani, miałam już poprzednio dwa ataki, ale nie 
zdobyłam się na  odwagę, żeby powiedzieć  o tym przełożonej  pielęgniarek. Kochałam moją 
pracę i nie mogłam znieść myśli o tym, że mogłabym ją stracić. 

Bardzo  ciężko  pracowałam  na  to,  żeby  zostać  położną,  a  epilepsja  oznaczała  koniec 

background image

moich marzeń. 

Alison była tak zdezorientowana, że przez dłuższą chwilę nie mogła wydobyć głosu. 
– Więc mój mąż został z panią tej nocy z powodu pani choroby? – spytała w końcu. 
Charlotte roześmiała się beztrosko. 
– No tak, oczywiście. Gdyby nie nadszedł w porę i nie odebrał tego porodu... a potem nie 

przemówił  mi  do  rozsądku,  sama  nie  wiem,  co  by  się  stało.  Mogłabym  narazić  na  szwank 
życie tej kobiety i jej dziecka. 

– Ale w końcu postanowiłaś się; leczyć – wtrącił Sam. 
– Tak,  dzięki  panu,  doktorze  Stewart.  Teraz  zażywam  środki  przeciwdrgawkowe  i 

potrafię  zapanować  nad  atakiem  epilepsji.  Ale,  jak  panu  mówiłam  podczas  ostatniego 
spotkania, nie mogę już wrócić do zawodu pielęgniarki. Wiedząc, że w każdej chwili mogę 
dostać  kolejnego  ataku,  byłabym  stale  zestresowana.  Dlatego  właśnie  prosiłam  pana  o 
referencje.  Poszerzyłam  swoją  wiedzę  i  kiedy  trafiła  się  ta  posada  na  uniwersytecie, 
postanowiłam się o nią ubiegać. 

Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Potem Charlotte podeszła z uśmiechem do Alison. 
– Cieszę się, że panią ponownie spotkałam, doktor Stewart – powiedziała cicho. – Bardzo 

wiele zawdzięczam pani mężowi. 

Podeszła do drzwi i wyszła na korytarz. Cisza, która zapadła po jej odejściu, stała się po 

chwili  wręcz  nieznośna.  Alison  była  całkowicie  zdezorientowana.  Nie  miała  pojęcia,  czy 
Charlotte jest na tyle dobrą aktorką, by tak przekonująco odegrać na jej użytek całą scenę. Ale 
znała  dobrze  Sama  i  widziała;  że  jego  stosunek  do  młodej  kobiety  był  pozbawiony 
jakichkolwiek  podtekstów  erotycznych.  Świadczyło  o  tym  także  jego  autentyczne 
zainteresowanie  jej  karierą  zawodową.  Oraz  skromność,  z  jaką  mówił  o  własnej  roli  w 
rozładowaniu kryzysu młodej pielęgniarki. 

Ale skoro okoliczności, które skłoniły go do spędzenia z nią tej nocy, były tak całkowicie 

niewinne, to dlaczego nie powiedział mi prawdy podczas tej okropnej kłótni, jaka nastąpiła po 
jego powrocie? – pytała się w duchu Alison. 

Zdała sobie nagle sprawę, że przyczyną ich rozstania było najwyraźniej po prostu zwykłe 

nieporozumienie. Świadomość ta tak ją poraziła, że nagle poczuła zawrót głowy. Ugięły się 
pod nią kolana i byłaby upadła na podłogę, gdyby Sam nie podsunął jej krzesła. 

– Sam...  – wykrztusiła  przez  zaciśnięte  gardło,  czując  że  traci  przytomność.  – Sam... 

dlaczego ty nie... 

Odurzona falą zalewających ją emocji, zamknęła oczy i zemdlała. 

Dopiero  znacznie  później  zdała  sobie  sprawę,  że  mogła  uporać  się  z  trudną  sytuacją  o 

wiele lepiej. Ale jak zwykłe okazała się mądra po szkodzie. Gdyby Hector, który wszedł w tej 
chwili  do  biura,  nie  zrobił  sceny,  zmusiłaby  się  pewnie  do  podjęcia  pracy  i  przyjmowania 
pacjentów. On jednak kazał jej stanowczo wrócić do domu. 

– Chcemy, żebyś doszła do siebie przed weekendowym przyjęciem – oznajmił surowym 

tonem.  – Wydaję  ci  więc  to  polecenie  z  pobudek  egoistycznych.  Wsiadaj  do  mojego 
samochodu, to zaraz cię odwiozę. 

background image

Kiedy  próbowała  z  nim  dyskutować,  wziął  ją  za  rękę  i  wyprowadził  z  pokoju. 

Wychodząc, czuła za plecami nabrzmiałe treścią milczenie Sama. 

Nie pamiętała szczegółów podróży do domu. Hector jechał bardzo szybko, zapewniając 

ją, że obaj z Samem odwiozą jej samochód po dyżurze. Kiedy oznajmiła, że chce wstąpić do 
Clare po Gemmę, stanowczo się sprzeciwił i kazał jej odpoczywać do końca dnia. 

Zgodziła  się  bez  szemrania,  być  może  dlatego,  że  chciała  w  samotności  uporządkować 

swoje myśli, w których panował kompletny chaos. 

Usiadła  w  ogrodzie  i  zaczęła  rozważać  całą  sytuację.  Doszła  do  wniosku,  że  wersja 

przedstawiona  jej  przez  Chalotte  Macdonald  jest  całkowicie  wiarygodna.  Nadal  jednak  nie 
mogła  pojąć,  dlaczego  Sam  nie  wyznał  jej  wówczas  prawdy.  Zaczęła  więc  analizować 
dokładnie przebieg rozmowy, która doprowadziła do ich separacji. 

– Odchodzę,  Ali – oznajmił  jej  tego  ranka,  po  kłótni,  której  przyczyną  była  jego 

całonocna nieobecność. – Skoro mi nie ufasz, skoro nie potrafisz mnie wysłuchać... 

Teraz, po upływie niemal dwóch lat, musiała przyznać mu słuszność. Nie słuchała go. Nie 

mogła się do tego zmusić. Była tak przekonana o jego winie, że rozmowa wydawała jej się 
bezprzedmiotowa. 

Nagle ujrzała wszystkie dotychczasowe wydarzenia w zupełnie innym świetle. I poczuła 

przypływ optymizmu. 

Jeśli doprowadzę do szczerej wymiany zdań, jeśli potrafię go przekonać, że depresja po 

narodzinach Gemmy odebrała mi zdolność logicznego rozumowania, może okaże się, że nie 
wszystko jest stracone, pomyślała z nadzieją. I postanowiła podjąć walkę o swoje szczęście. 

Nadszedł  piątek.  Parkując  pod  przychodnią,  Alison  z  radością  dostrzegła  stojący  na 

zwykłym miejscu samochód Sama. Z bijącym sercem wkroczyła do budynku, mając nadzieję, 
że zaraz go zobaczy. Ale gdy tylko dotarła do recepcji, usłyszała od Lucy, że Sam i Peter już 
zaczęli pracę. 

Kiedy  podczas  południowej  przerwy  nie  spotkała  go  ani  w  recepcji,  ani  w  kantynie, 

doszła  do  wniosku, że  chyba jej  unika.  A  gdy zajrzała  do  jego  gabinetu  i  nie  zastała  go za 
biurkiem, była już pewna, że jej podejrzenia są słuszne. 

O piątej, po zakończeniu dyżuru, zapytała o niego Lucy. 
– Wyszedł kilka minut temu – oznajmiła recepcjonistka. – Bardzo się spieszył. 
Teraz już była pewna, że stało się coś złego. Wybiegła na parking i z radością stwierdziła, 

że Sam siedzi w samochodzie. Kiedy jednak ujrzała jego obojętny wyraz twarzy, jej nadzieja 
zamieniła się w gorzkie rozczarowanie. 

– Sam... muszę z tobą porozmawiać – wykrztusiła nerwowo, zdając sobie sprawę, że jest 

zdyszana i roztrzęsiona, a jej zmięta letnia sukienka nie prezentuje się korzystnie. 

– Bardzo się spieszę, Ali – odparł obcesowo, patrząc na nią przez  otwarte okno. – Czy 

chodzi o Gemmę?

– Nie... To znaczy tak, choć tylko pośrednio... – zaczęła się plątać, zdając sobie sprawę, 

że teraz on stara się zachować dystans. 

Zmarszczył brwi i westchnął, a potem wyciągnął rękę i otworzył drzwi, zapraszając ją do 

wnętrza samochodu. 

background image

Siadając na fotelu, nie miała pojęcia, co ma zamiar  mu  powiedzieć. Jej zdenerwowanie 

przybrało jeszcze  na sile, kiedy ujrzała Hectora i  Petera, którzy wyszli właśnie z budynku i 
zmierzali w stronę parkingu. 

– Czy  moglibyśmy  stąd  odjechać? – spytała  szybko,  widząc,  że  on  również  dostrzegł 

idących w ich stronę kolegów. 

Sam  bez  słowa zapalił  silnik i  ruszył  przed  siebie. Alison w milczeniu wyglądała przez 

okno.  Obojętność  Sama onieśmieliła  ją  do  tego stopnia,  że  nie  była  w  stanie  zdobyć  się  na 
jakiekolwiek  tłumaczenia.  Gdy  jednak  zauważyła,  że  skręca  w  boczną  drogę  wiodącą  do 
starej przystani, w jej sercu zatliła się iskierka nadziei. 

I  równie  szybko  zgasła,  bo  Sam,  zatrzymawszy  samochód  na  poboczu,  zerknął  na 

zegarek. 

– Muszę stąd odjechać o szóstej – oznajmił chłodno. 
– To, co mam ci do powiedzenia, zajmie nam tylko kilka minut – odparła cicho. 
Wysiedli i ruszyli po kamiennych stopniach w kierunku rzeki. Trawa, która podczas ich 

ostatniej  wizyty  ociekała  deszczem,  była  teraz  poskręcana  i  pożółkła  od  upału.  Zachowała 
swą soczystą zieleń tylko w miejscach, na które padał cień wierzb. Molo było już częściowo 
rozebrane,  a  jego  gnijące  drewniane  elementy  leżały  na  brzegu.  W  płytkiej  wodzie  pływali 
dwaj chłopcy, a po ścieżce przechadzali się nieliczni miłośnicy spacerów. 

Panująca tu spokojna atmosfera letniego popołudnia wpłynęła na Alison kojąco i pomogła

jej zebrać rozproszone myśli. 

– Myślałam, że do mnie po tym wszystkim zatelefonujesz – zaczęła niezręcznie, a kiedy 

nadal milczał, dodała: – To znaczy po wizycie Charlotte... 

– Po  co  miałem  telefonować? – spytał,  wsuwając  ręce  do  kieszeni  spodni.  – Przecież 

ustaliliśmy wszystkie szczegóły. Zgodziłem się na to, że dasz mi znać, kiedy mogę zobaczyć 
się z Gemmą. 

Alison wcale nie chciała rozmawiać o ich córeczce i wiedziała dobrze, że on zdaje sobie z 

tego sprawę. 

– Sam, musimy o tym porozmawiać... to jest bardzo ważne... – zaczęła niepewnie. 
Sam zatrzymał się gwałtownie i spojrzał jej w oczy. Dostrzegła na jego twarzy gniew. 
– Kiedyś miałem nadzieję, że uda nam się odbyć taką rozmowę, Ali. Ale im bardziej o nią 

zabiegałem, tym szybciej się ode mnie oddalałaś. 

– Teraz już o tym wiem – przyznała drżącym głosem. 
– Ale  po  urodzeniu  Gemmy  stało  się  ze  mną  coś  złego.  Czułam  się  odizolowana  i 

przytłoczona odpowiedzialnością. 

– Przecież chciałem dzielić z tobą tę odpowiedzialność – przypomniał jej ostrym tonem. 
– To  w  gruncie  rzeczy  były  drobne  sprawy,  z  którymi  powinnam  była  sobie  poradzić. 

Przecież  jestem  lekarzem.  Powinnam  wiedzieć  coś  o  depresji.  Ale  ja  nie  potrafiłam  stawić 
czoła rzeczywistości. Wstydziłam się swoich uczuć, byłam zażenowana tym, że nie potrafię 
ich opanować. 

– Więc dlaczego, do diabła, nie podzieliłaś się ze mną swymi kłopotami? Czułem się jak 

obcy, jak nieznajomy. 

background image

– Chciałam to zrobić. Ale ty miałeś swoją pracę, która powinna być dla ciebie ważniejsza 

niż moje... moje lęki. 

Spojrzał na nią z niedowierzaniem. 
– Lęki? – powtórzył powoli. – Jakie lęki, Alison?
– Och,  Sam...  – Przerwała  i  zasłoniła  usta  dłonią,  starając  się  opanować.  – Zawsze 

podejrzewałam, że zdarzy mi się to samo, co mojej matce. Że nasze małżeństwo... skończy się 
w taki sam sposób. 

– Więc myślałaś, że zachowam się tak samo jak twój ojciec? Że pewnego dnia po prostu 

zniknę? – spytał ze zdumieniem. 

Kiwnęła głową. 
– Kiedy nie wróciłeś tej nocy do domu, byłam pewna, że właśnie tak się stało – ciągnęła z 

coraz większym trudem. – Byłam załamana. Nie rozmawialiśmy ze sobą szczerze już od kilku 
tygodni, a kiedy znalazłam tę chustkę... 

– Co  ma  do  tego  ta  cholerna  chustka? – wybuchnął  Sam,  patrząc  na  nią  ze  złością.  –

Pożyczyłem  ją  Charlotte.  Ta  biedna  dziewczyna  była  w  okropnym  stanie.  Dostała  ataku 
epilepsji  właśnie  wtedy,  kiedy  pacjentka  zaczęła  rodzić.  Na  szczęście  wszystko  przebiegło 
bez  komplikacji,  ale  wyobraź  sobie,  co  ona  musiała  przeżyć.  W  normalnych  warunkach 
dałaby  sobie  ze  wszystkim  radę.  Kiedy  tam  przyszedłem,  trzęsła  się  jak  galareta,  usiłując 
zachować resztki przytomności... 

– Więc dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?
– Próbowałem, Alison, ale nie chciałaś mnie słuchać. Czy tego nie pamiętasz?
Bezradnie potrząsnęła głową. 
– Wyszedłeś z domu o dziesiątej wieczorem i wróciłeś dopiero o ósmej rano. To się nigdy 

przedtem nie zdarzyło. A ponieważ przeżywaliśmy właśnie trudny okres, myślałam, że... 

– Myślałaś,  że  postanowiłem  szukać  pociechy  w  ramionach  jakiejś  kobiety? – spytał  z 

ironią. 

– Nie... to nie było tak. Ja po prostu nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. To był jakiś 

koszmar. Być może gdybyśmy nie pokłócili się wcześniej... 

– Nawet już nie pamiętam o co! – mruknął ze złością. – To była jakaś kompletna bzdura!
Spojrzała mu w oczy i zrozumiała, że jego gniew jest usprawiedliwiony. Gdyby przyznała 

mu  się  wtedy  do  depresji,  zrozumiałby,  co  się  z  nią  dzieje,  i  nie  dopuściłby  do  tego,  co 
nastąpiło później. 

Miała ochotę zarzucić mu  ręce na szyję, objąć  go z  całej siły i  nigdy już  nie pozwolić, 

żeby od niej odszedł. 

– Przepraszam  cię,  Sam – odezwała  się  cicho.  – To  właśnie  chciałam  ci  powiedzieć. 

Musiałam to zrobić... 

– Czy wierzysz teraz, że byłem niewinny? – spytał chłodnym tonem. 
– Sam,  depresja  poporodowa  nie  usprawiedliwia  mojego  zachowania.  Teraz  już  o  tym 

wiem, ale... 

– Spytałaś  mnie  kiedyś,  czy  oczekuję  od  ciebie  przebaczenia – przerwał  jej.  –

Powiedziałem  ci  wtedy,  że  jeśli  przebaczenie  może  ocalić  nasze  małżeństwo,  to  moja 

background image

odpowiedź brzmi twierdząco. Niestety, nie zgodziłaś się wtedy z moim punktem widzenia. 

Zamilkł i ze smutkiem spojrzał jej w oczy. 
– Od  tej  pory  wiele  się  zdarzyło,  Ali.  Pogodziłem  się  z  tym,  że  mnie  nie  kochasz. 

Gemma, rzecz jasna, będzie dla mnie zawsze najważniejsza. Ale skoro dopiero po rozmowie 
z  Charlotte  doszłaś  do  wniosku,  że  warto  byłoby  ocalić  nasze  małżeństwo,  to  mam  prawo 
posądzać cię o całkowity brak zaufania. 

Spojrzała na niego, ale wszystko przesłoniły jej napływające do oczu łzy. Zrozumiała, że 

Sam nie chce wysłuchać tego, co chciałaby mu  powiedzieć. Mimo to, kiedy odwrócił się w 
stronę samochodu, postanowiła podjąć jeszcze jedną, desperacką próbę porozumienia. 

– Czy spotykasz się z jakąś kobietą? – spytała drżącym głosem. 
Spojrzał na nią z zaskoczeniem. 
– A czy gdyby tak było, miałoby to dla ciebie jakieś znaczenie?
– Nie... nie wiem... 
– Co to ma znaczyć?
– Po prostu to, że nie wiem – odparła, starając się zachować obojętny ton. – Teraz, kiedy 

porozmawialiśmy  z  sobą  szczerze,  powinniśmy  chyba  pogodzić  się  z  tym,  że...  że  każde  z 
nas... 

– Znajdzie sobie nowego partnera? – dokończył za nią, a ona odwróciła wzrok, nie mogąc 

znieść  jego  badawczego  spojrzenia.  – Ja  potrzebuję  w  życiu  miłości,  Ali.  Nasze  życie 
erotyczne  układało  się  zawsze  doskonale,  ale  ja  potrzebuję  czegoś  więcej  niż  fizyczne 
spełnienie.  Potrzebuję  zaufania.  A  tego  najwyraźniej  brakowało  w  naszym  małżeństwie,  bo 
inaczej nie prowadzilibyśmy teraz tej rozmowy. 

Wsiedli  w  milczeniu  do  samochodu.  Sam  odwiózł  ją  na  parking  przychodni,  a  kiedy 

wysiadła, szybko odjechał. Jego chłód i pośpiech zdawały się potwierdzać jej podejrzenia, że 
spotyka się z inną kobietą. 

Westchnęła  ciężko,  otworzyła  drzwi  swego  auta  i  ruszyła  w  kierunku  domu  Clare.  Ale 

dopiero  późnym  wieczorem,  kiedy  położyła  Gemmę  do  łóżka,  zaczęła  analizować 
wydarzenia, do których doszło tego popołudnia. 

Zdała sobie sprawę, że  kocha Sama bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Ale równocześnie 

uświadomiła  sobie,  że  podejrzewając  go  o  zdradę,  wykopała  między  nimi  przepaść.  I  że 
zapewne nigdy nie będzie w stanie jej zasypać. 

Nadszedł weekend, więc miała dużo czasu na rozmyślania. Nadal czuła się upokorzona. 

Nadal boleśnie przeżywała to, że Sam odrzucił jej próbę pojednania. Ale stopniowo zaczęła 
zdawać sobie sprawę, że musi pogodzić się z rzeczywistością. 

Tak,  mój  największy  błąd  polegał  na  tym,  że  zataiłam  przed  nim  rozmiary  swojej 

depresji, powiedziała do siebie w duchu. Powinnam była wyznać mu całą prawdę. Tylko że 
on miał wtedy mnóstwo pracy, więc nie chciałam obarczać go moimi kłopotami. A teraz jest 
już za późno, żeby to naprawić. Nie dopuszczę jednak do tego, żeby osobiste problemy miały 
wpływ na nasze kontakty zawodowe. 

Z tym postanowieniem pojawiła się w poniedziałek na dyżurze w przychodni i odkryła, że 

Sam jest nieobecny. 

background image

– Doktor Stewart wziął dziesięć dni wolnego – poinformowała ją Lucy, podając jej listę 

pacjentów. – Wróci w przyszły wtorek. 

– Ach,  tak,  zapomniałam,  że  mi  o  tym  wspominał – mruknęła  niepewnie  Alison.  –

Miejmy nadzieję, że utrzyma się ta dobra pogoda. 

– W  Paryżu  można  spędzić  przyjemnie  czas  nawet  wtedy,  kiedy  pada – powiedziała  z 

uśmiechem recepcjonistka. – To takie romantyczne miasto... 

Alison uśmiechnęła się, usiłując ukryć zaskoczenie. 
– Paryż... no tak, oczywiście... – Ruszyła w kierunku swego gabinetu i zatrzymała się. –

Dam ci znać, kiedy będę gotowa na przyjęcie pierwszego pacjenta. Nawiasem mówiąc... czy 
widziałaś się z Eilą Hayward?

Lucy potrząsnęła przecząco głową. 
– Nie, ona pojechała do matki, co zresztą bardzo mnie zaskoczyło. Powtarzała mi przez 

cały czas, że chce zostać w domu, na wypadek, gdyby wrócił Mark. 

– Kto ją przyjął w dzień po mojej wizycie?
– Chyba doktor Stewart. 
– W takim razie przynieś mi jej kartę choroby, zanim zacznę dyżur – poprosiła Alison. 
Po  chwili  czytała  już  notatki  sporządzone  przez  Sama,  jak  zwykle  podziwiając  jego 

skrupulatność i troskę o szczegóły. Z akt wynikało, że złożył Eili wizytę domową w dzień po 
jej pobycie w przychodni. 

Alison  nie  miała  wątpliwości,  że  to  on  nakłonił  Eilę  do  pobytu  w  domu  matki.  Ze 

sporządzonej przez niego adnotacji dowiedziała się, że Mary Flynn dzwoniła do niego już po 
przyjeździe córki. Poinformowała go, że zarówno córka, jak i jej dziecko czują się dobrze. 

Alison  odłożyła  teczkę  z  aktami  Eili  i  postanowiła  przystąpić  do  pracy.  Jej  pierwszą 

pacjentką okazała się Victoria Reid. 

– Wczoraj  wieczorem  pokłóciłam  się  okropnie  z  mamą – oznajmiła  z  przejęciem.  –

Znalazła  w  mojej  szufladzie  prezerwatywy  i  dostała  szału.  Ona  uważa,  że  dostałam  tej 
mononukleozy,  bo  całowałam  się  z  chłopakiem.  Zagroziła  mi  też,  że  jeśli  będę  uprawiać  z 
nim  seks,  mój  stan  zapewne  jeszcze  bardziej  się  pogorszy.  Przyszłam  więc  do  pani,  żeby 
dowiedzieć się prawdy. 

– Czy to jakiś poważny związek? – spytała Alison, zastanawiając się, z jakiego powodu 

pani Reid groziła swej córce tak poważnymi konsekwencjami. 

– Nie bardzo – odparła dziewczyna, wzruszając ramionami. – Chodzimy ze sobą dopiero 

od  trzech  miesięcy.  Poznaliśmy  się  tuż  przed  moją  chorobą.  Prawdę  mówiąc,  jeszcze  nie 
spaliśmy  ze  sobą,  ale  wiele  moich  koleżanek  żyje  już  ze  swoimi  chłopakami.  Jedna  z  nich 
dała mi te prezerwatywy. Wszyscy wiedzą, że trzeba się zabezpieczyć. 

– To prawda, choć moim zdaniem należy w pierwszym rzędzie zastanowić się nad tym, 

czy w ogóle rozpoczynać życie seksualne. 

– Czy ja mogłam zarazić się tą chorobą od mojego chłopaka?
– Na  to  pytanie  nie  potrafię  ci  odpowiedzieć – stwierdziła  Alison.  – Zapadają  na  nią 

dziesiątki  tysięcy  młodych  ludzi.  Według  powszechnej  opinii  można  się  nią  zarazić  przez 
pocałunek. 

background image

– A ja myślałam, że to tylko babskie gadanie. 
– Nie, to prawda, tylko że nie każdy pocałunek wywołuje tę chorobę. Kiedy jednak wirus 

dostanie  się  do  organizmu,  rozmnaża  się  on  w  komórkach,  które  stanowią  część  systemu 
odpornościowego. Dlatego właśnie skierowaliśmy cię na badanie krwi. I właśnie to badanie 
wykazało obecność wirusa. 

– Więc co mam robić? – spytała dziewczyna. 
– Nie przemęczać się i jak najwięcej odpoczywać. Od twojej poprzedniej wizyty upłynęły 

zaledwie dwa miesiące. Jak ci powiedziałam, ta choroba mija dopiero po pewnym czasie. 

– W  gruncie  rzeczy  nie  przepadam  za  tym  chłopakiem – mruknęła  Victoria.  – Ale  nie 

chcę, żeby moja matka myślała, że zerwałam z nim tylko dlatego, że ona go nie lubi. 

– Więc powiedz jej, że postanowiłaś go nie widywać, dopóki nie poczujesz się lepiej. Ona 

będzie zadowolona z twojej decyzji, a ty szybciej wyzdrowiejesz, bo nie będzie między wami 
dochodziło do awantur. 

– Chyba spróbuję tak zrobić – obiecała Victoria, kiwając z namysłem głową. 
Po  jej  wyjściu  Alison  oparła  podbródek  na  dłoni  i  zaczęła  wyglądać  przez  okno. 

Zamyśliła  się.  Co  zrobię,  jeśli  Gemma  znajdzie  sobie  adoratora  w  wieku  czternastu  lat? 
Przecież będzie jeszcze dzieckiem. A ta dziewczyna chce sypiać ze swoim chłopakiem tylko 
dlatego, że robią to jej koleżanki... 

Zdała sobie sprawę, że jeśli będzie samotnie wychowywać Gemmę, może mieć z nią takie 

same problemy, jakie ma ze swoją córką pani Reid. I że zapewne będzie wtedy potrzebować 
Sama jeszcze bardziej, niż potrzebuje go teraz. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

W  piątek  nadeszła  pocztówka  z  Paryża,  zaadresowana  do  Alison  i  do  Gemmy. 

Przedstawiała  ona  skąpaną  w  słońcu  wieżę  Eilla.  Na  odwrocie  znajdowały  się  słowa: 
„Pozdrowienia z Francji”, nakreślone pismem Sama. 

W sobotę po południu odwiedziła je Clare. Alison natychmiast pokazała jej kartkę. 
– Czy wiedziałaś, że on się wybiera do Paryża? – spytała dociekliwie Clare. 
– Nie – odparła Alison. 
– Więc nic ci nie powiedział?
– Nie. Zapomniałam o tym, że planował urlop w sierpniu, ale... 
– Ale co? – nalegała siostra. Alison opuściła wzrok. 
– Dowiedziałam się, że nie miałam racji w sprawie Sama i Charlotte. On wcale mnie z nią 

nie zdradził. 

– Co to znaczy? – spytała Clare, szeroko otwierając oczy. 
Kiedy Alison opowiedziała jej całą historię, otworzyła je jeszcze szerzej. 
– Czyjej wierzysz? – spytała nerwowo, gdy opowieść dobiegła końca. 
– Owszem – odparła Alison, kiwając głową. – Mam okropne wyrzuty sumienia. Obawiam 

się, że Sam nigdy mi nie wybaczy mojego zachowania. Clare postawiła na stole filiżankę z 
kawą. 

– Ali,  byłaś  wtedy  chora...  Miałaś  ciężką  depresję.  Do  tego  nieporozumienia  doszło 

dlatego, że nie rozmawialiście, a nie dlatego, że przestaliście się kochać. 

– Mimo to mam wrażenie, że on nie żywi już wobec mnie żadnych uczuć. Co więcej, że 

nawiązał bliski związek z jakąś inną kobietą. 

– Czy  jesteś  tego  pewna? – spytała  z  przejęciem  Clare.  Alison  zastanawiała  się  przez 

chwilę. 

– Kilka razy powiedział mi, że musi nas pożegnać i wyjść o określonej porze – odparła w 

końcu. – A teraz ten urlop w Paryżu... 

– Może po prostu pojechał tam z wizytą do przyjaciół?
– Więc dlaczego ta kartka jest tak lakoniczna?
– Może nie wiedział, co ma napisać... 
Alison usiadła wygodniej i przesunęła palcem po obrzeżu kubka. 
– Myślę, że zbyt wiele było między nami nieporozumień. I mam prawo przypuszczać, że 

podczas naszej separacji związał się z kimś... 

– On może myśleć to samo o tobie – oznajmiła Clare. 
– Nigdy nie dałam mu do tego powodu – odparła z zaskoczeniem Alison. 
– Był  przez  dziesięć  miesięcy  w  Australii.  Nie  wiedział,  czy  nie  widujesz  się  z  kimś 

innym. A po powrocie został przez ciebie potraktowany bardzo chłodno. 

– Czy rozmawiał z tobą o tym? – spytała Alison, marszcząc brwi. 
– Nie, ale... – Clare zastanawiała się przez chwilę. – Być może wspomniał o tym, kiedy 

pomagał Robbiemu... Mówił, że nie chce wpadać do ciebie bez uprzedzenia, bo możesz nie 

background image

być sama... A potem spytał Robbiego, czy jesteś z kimś związana. 

– Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
– Bo spytałabyś, co go to  obchodzi, i byłabyś oburzona. – Clare po raz kolejny wydała 

głębokie westchnienie. 

– Szczerze  mówiąc,  uważam,  że  musicie  załatwić  to  między  sobą.  Powinnaś  o  tym 

rozmawiać nie ze mną, lecz z nim. 

– Próbowałam – mruknęła Alison – ale on dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie chce o 

niczym wiedzieć. 

– Więc spróbuj jeszcze raz! – poradziła jej siostra. 
Kerry  Ames  siedziała  w  gabinecie  Alison,  trzymając  na  kolanach  listę  spraw  do 

załatwienia. Poprosiwszy Alison o dwa inhalatory, skreśliła tę pozycję z wykazu. 

– Wyjeżdżam na rok do Australii i mam w związku z tym mnóstwo spraw na głowie –

wyjaśniła z uśmiechem. – Doktor Stewart kazał mi nosić jeden inhalator przy sobie, a drugi 
schować do walizki. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała używać żadnego. 

– Jak skutkuje w pani przypadku ta technika oddychania? – spytała Alison. 
– Wspaniale.  Ćwiczę  kilka  razy  dziennie.  Od  ukończenia  tego  kursu  nie  miałam  ani 

jednego ataku. – Sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej białą kopertę. – Mam do pani prośbę. 
Czy  mogłaby  pani  to  oddać  doktorowi  Stewartowi?  To  jest  list  z  podziękowaniem  za
wszystko, co dla mnie zrobił. 

– Cieszę się, że ta metoda okazała się tak skuteczna – powiedziała Alison, kładąc kopertę 

na biurku. 

– To wszystko dzięki pani. To pani skierowała mnie na ten kurs. A zatem do zobaczenia 

za rok – dodała z uśmiechem i ruszyła w kierunku drzwi. 

Po  jej  wyjściu  Alison  zatopiła  się  w  myślach.  Sam  ma  wrócić  następnego  dnia. 

Postanowiła  więc  zatelefonować  do  niego  wieczorem  i  powiedzieć  mu  o  liście.  Po  chwili 
doszła jednak do wniosku, że oszukuje samą siebie. Że pragnie wykorzystać list jako pretekst 
do spotkania z Samem. 

Westchnęła głęboko i wyszła z gabinetu, zostawiając kopertę na biurku. 

Wtorkowy  dyżur  w  Northreach  minął  nadspodziewanie  szybko  z  powodu  niewielkiej 

liczby pacjentów.  Alison  była wolna  już  o  czwartej  po  południu,  odebrała  więc  Gemmę  od 
siostry  i  wróciła  do  domu  o  piątej.  Stwierdziła  z  przykrością,  że  nikt  nie  nagrał  żadnej 
wiadomości  na  automatyczną  sekretarkę.  Wydało  się  jej  to  dziwne,  bo  była przekonana,  że 
Sam  zadzwoni  do nich zaraz  po  powrocie.  Bądź  co  bądź  nie  widział  swego dziecka  już  od 
dwóch tygodni. 

Kładąc  się  do  łóżka,  postanowiła  jednak  nie  robić  mu  z  tego  powodu  wymówek  i 

pogodzić się z jego obojętnością. 

Następnego dnia przyjmowała pacjentów w Kennet i wróciła do domu dopiero o drugiej. 

Nadal nie było żadnych wiadomości od Sama. Jej irytacja przeradzała się stopniowo w złość. 
Nie mogła pojąć, dlaczego on nie zdaje sobie sprawy, że Gemma z pewnością za nim tęskni. 

Kiedy  w  czwartek  rano  zatelefonowała  do  niej  Clare,  podzieliła  się  z  nią  swymi 

background image

wątpliwościami. 

– Zapewne nie wrócił jeszcze z Paryża – zasugerowała uspokajającym tonem siostra. – A 

może odkłada rozmowę do jutra, wiedząc, że spotkacie się w przychodni. 

Tego  popołudnia  Alison  zawiozła  Gemmę  na  basen.  Wróciły  do  domu  koło  piątej.  Na 

sekretarce nadal nie było żadnej wiadomości. 

Telefon  zadzwonił  dopiero  wieczorem.  Alison  natychmiast  podniosła  słuchawkę  i 

usłyszała w niej niepewny głos swego szefa. 

– Mówi Hector... 
– Ach, to ty, dobry wieczór... 
– Czy jesteś zajęta? – spytał podejrzanie uprzejmym tonem. 
– Nie... Po prostu myślałam, że to może być Sam. 
– Tak, oczywiście, rozumiem... Nie zabiorę ci wiele czasu. Zastanawiałem się po prostu, 

jakie jest twoje stanowisko w sprawie weekendu w Glencourt?

Przez  chwilę  panowała  cisza.  Alison  zaczęła  podejrzewać,  że  połączenie  zostało 

przerwane. 

– Hector, czy tam jesteś?
– Tak... oczywiście... 
– Przepraszam, ale nie rozumiem, o co ci chodzi – powiedziała. – Co to znaczy: „Jakie 

jest twoje stanowisko”?

Czyżby Sam dał mu znać, że nie chce tam jechać? – zastanawiała się nerwowo. 
– No cóż, po tym, co się stało... 
Teraz  już  była  pewna,  że  Sam  rozmawiał  z  Hectorem  o  ich  osobistych  problemach. 

Poczuła nagły przypływ gniewu. 

– Szczerze mówiąc, całkowicie zapomniałam o tym weekendzie – oznajmiła, siląc się na 

obojętny ton. 

– To  zupełnie  zrozumiałe – przyznał  natychmiast  Hector.  – W  tych  okolicznościach... 

Annie z pewnością zaprosi ciebie i Sama w innym terminie. 

Alison zaczęła zdawać sobie sprawę, że czegoś nie pojmuje. 
– Co masz na myśli, mówiąc: „w tych okolicznościach”? – spytała obcesowo. 
– Alison, my chyba się nie rozumiemy – stwierdził Hector, odbijając jak echo jej myśli. –

Czy miałaś wiadomości od Sama po jego powrocie z Paryża?

– Nie... – odparła, zdumiona obcesowością jego pytania. 
– Och, mój Boże... Więc ty o niczym nie wiesz?
– O  czym  nie  wiem? – spytała  z  napięciem  w  głosie.  Wyobraźnia  podsuwała  jej 

najróżniejsze możliwości. 

Czyżby Sam nadal przebywał w Paryżu? Czyżby postanowił przedłużyć swoje wakacje i 

nie wracać do Anglii?

– Ali... – zaczął łagodnie Hector. – Sam rozbił samochód tuż po przylocie do Londynu, 

jadąc z lotniska Heathrow. Skręcił gwałtownie, żeby ominąć jakiegoś przechodnia, i uderzył 
w drzewo. 

Alison nie mogła przez chwilę wydobyć głosu. Potem przełknęła ślinę, zapanowała nad 

background image

sobą i spokojnie wysłuchała do końca tego, co miał jej do powiedzenia Hector. 

Ubrała szybko Gemmę, a potem wyjęła z szafy długą, letnią spódnicę i biały żakiet. Jej 

zwykły strój, złożony z dżinsów i sportowej koszulki, mógłby okazać się nieodpowiedni. Nie 
była przecież pewna, czy nie zastanie u Sama jakiejś innej kobiety. Nie wiedziała nawet, czy 
był w Paryżu sam. 

Chwyciła  torebkę  i  wsiadła  do  samochodu.  Jadąc  w  kierunku  Lamstone,  przypominała 

sobie  fragmenty  rozmowy  z  Hectorem.  Połamane  żebra  i  obrażenia  twarzy,  oznajmił  jej 
ponurym  głosem.  Miał  też  lekki  wstrząs  mózgu,  ale  zażądał  wypuszczenia  do  domu  już  na 
dragi dzień po wypadku. 

– Chcesz powiedzieć, że wypisał się ze szpitala?
– To właśnie mam na myśli. Kiedy do mnie zadzwonił, powiedział, że ktoś go odwiezie 

do domu. Byłem przekonany, że ma na myśli ciebie. 

– Niestety, tak nie było – stwierdziła sucho Alison, usiłując zgadnąć, o kim mówił Sam. 
– Mam  wyrzuty  sumienia,  że  nie  zrobiłem  nic  więcej – ciągnął  Hector  zatroskanym 

głosem. – Ale zakładałem, że tam będziesz i że wszystkim się zajmiesz. Uważam, że jedno z 
nas powinno do niego pojechać, Ali. 

Po krótkim wahaniu obiecała mu, że to zrobi. Wtedy zaproponował, że pojedzie z nią, ale 

odrzuciła  jego  ofertę.  Była  niemal  pewna,  że  zastanie  w  mieszkaniu  Sama  jakąś  kobietę. 
Miała wrażenie, że łatwiej zniesie to spotkanie, jeśli nikt nie będzie jej towarzyszył. 

Mieszkanie  Sama  mieściło  się  w  cichym  zaułku  miasteczka  Lamstone.  Nigdy  tam  nie 

była, ale na podstawie jego opowiadań trafiła bez kłopotów. Zaparkowała samochód i weszła 
po białych stopniach na klatkę schodową. Znalazła jego nazwisko na ostatnich drzwiach po 
lewej stronie korytarza. 

Nacisnęła  dzwonek  i  czekała.  Po  chwili  ujrzała  przez  matową  szybę  oszklonych  drzwi 

jakąś  kobiecą  sylwetkę.  Wstrzymała  oddech.  Nie  była  pewna,  jak  Sam  i  jego  znajoma 
zareagują na jej niespodziewaną wizytę. 

Drzwi  uchyliły  się  lekko  i  natychmiast  zostały  zatrzaśnięte.  Alison  usłyszała  kilka 

stłumionych stęknięć, a potem okrzyk:

– Proszę chwilę poczekać!
W końcu ujrzała przez szybę wysoką sylwetkę Sama. 
Gdy  tylko  otworzył  drzwi,  wyskoczył  przez  nie  duży,  niesforny  szczeniak,  który 

natychmiast  podbiegł  do  Alison  i  Gemmy.  Za  nim  ukazała  się  młoda,  mniej  więcej 
czternastoletnia dziewczynka, trzymająca w ręku drugi koniec smyczy. 

– Przepraszam – mruknął Sam – ale jak widzicie, przeżywamy tu coś w rodzaju trzęsienia 

ziemi. 

Jego jedno oko było spuchnięte i otoczone wielkim, granatowym sińcem. Reszta twarzy 

najwyraźniej  nie  ucierpiała  podczas  wypadku,  gdyż  Alison  nie  dostrzegła  na  niej  żadnych 
obrażeń. Sam poruszał się powoli stawiał kroki z wyraźną trudnością. 

– Nie wiedziałam... nie wiedziałam, że masz psa – wykrztusiła ze zdumieniem, patrząc z 

zachwytem na wijącą się u jej stóp kędzierzawą kulkę. 

background image

– Mam, i nie potrafię sobie z nim poradzić – odparł ze śmiechem. Schylił się sztywno, by 

odepchnąć  szczeniaka,  który  zaczął  już  gryźć  jej  sandały.  – Jak  widzisz,  nie  jest  jeszcze 
wytresowany. Ale na szczęście zajmuje się nim Tabitha. Tabby, to jest moja żona, Alison. A 
to jest Gemma. 

Wziął córkę z rąk Alison i postawił ją na podłodze. Gemma natychmiast zaczęła głaskać 

pieska po grzbiecie. 

– On pochodzi z hodowli mojej mamy – wyjaśniła dziewczyna. – Mieszkamy po drugiej 

stronie ulicy. 

– On  chce  się  z  tobą  zaprzyjaźnić,  kochanie – powiedział  Sam  do  Gemmy,  a  ona 

krzyknęła z radości, bo szczeniak zaczął ocierać się o jej nogi. 

– Będzie chyba lepiej, jeśli już pójdziemy – wtrąciła Tabitha. – Muszę pomóc mamie przy 

karmieniu pozostałych piesków. Do zobaczenia jutro, panie doktorze. 

Kiedy dziewczyna i piesek wyszli, Sam spojrzał z rozbawieniem na Alison. 
– Wiem, o co mnie chcesz spytać, ale to długa historia. Nie będę jej opowiadał na progu. 

Czy zechcecie wejść do środka?

– Jeśli nie jesteś zbyt zajęty – odparła z wahaniem, zaglądając ciekawie do wnętrza. 
– Nie,  mam  mnóstwo  czasu.  Prawdę  mówiąc,  zamierzałem  właśnie  zatelefonować  do 

Hectora.  Chyba  nie  powinienem  pojawiać  się  jutro  w  przychodni.  Mój  wygląd  mógłby 
przestraszyć pacjentów, nie uważasz?

– Co się właściwie stało? – spytała, kiedy Sam ruszył w głąb mieszkania, niosąc Gemmę 

na rękach. 

– Zaraz  po  wyjeździe  z  lotniska  omal  nie  wpadłem  na  jakiegoś  człowieka,  który 

wyskoczył  mi  na  jezdnię  tuż  przed  maską  samochodu.  Musiałem  nagłe  skręcić.  Niestety, 
uszkodziłem przy okazji pobliskie drzewo, samochód i siebie. 

– Czy stało ci się coś? – spytała Alison z niepokojem, ruszając za nim. 
– Nie doznałem żadnych poważnych obrażeń – odparł z uśmiechem, wprowadzając ją do 

dużego pokoju, którego okna wychodziły na niewielki, lecz zadbany ogród. 

Na widok tego uśmiechu jej serce zaczęło bić coraz szybciej. Uświadomiła sobie nagle, 

że w jego mieszkaniu nie ma żadnej innej kobiety, i poczuła się prawie szczęśliwa. 

– Nie ma tu nic oprócz puszki dla psów – oznajmiła Alison, zaglądając do pustej lodówki. 
– Mam  ser  i  trochę  bekonu – pocieszył  ją  Sam,  który  właśnie  w  tej  chwili  wszedł  do 

kuchni. – Przed wyjazdem do Paryża wyjadłem wszystkie zapasy. 

– Jak się udał urlop? – spytała, patrząc na niego badawczo. 
Sam wzruszył ramionami. 
– To była decyzja podjęta, w ostatniej chwili. 
– Domyśliłam się, bo nie wspomniałeś nam o tym ani słowem. 
– Nie przyszło mi to do głowy – mruknął. – Jak już powiedziałem, cel podróży nie był 

zaplanowany. 

Zapadła niezręczna cisza. Alison domyśliła się, że Sam nie chce o tym rozmawiać, więc 

pragnąc podtrzymać rozmowę, zmieniła temat. 

– Tak, tu nie ma nic do jedzenia, nawet mleka. Jak zorganizujesz sobie posiłki?

background image

– Dam sobie radę. – Urwał nagle i zacisnął zęby z bólu. – Te cholerne żebra... 
– Och, Sam, dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś? – spytała ze złością. – Przecież widzę, że 

nie powinieneś być skazany na własne siły. 

– Nic mi nie będzie, Ali – odparł, patrząc na nią z wdzięcznością. – Złamania się zrosną. 

To tylko kwestia czasu. Posłuchaj, czy nie musisz jechać do domu? Gem powinna być o tej 
porze w łóżku. 

– Przecież  nie  mogę cię  tak  zostawić – westchnęła z  desperacją.  – Przenieś  się  do  nas, 

przynajmniej na jedną noc. 

– Nie potrzebuję niczyjej pomocy – zaczął Sam, ale przerwał, widząc wyraz jej twarzy. 
– Ja  ci  nie  proponuję  pomocy,  Sam.  Jutro  napełnię  twoją  żałośnie  pustą  lodówkę 

zapasami. Będziesz wtedy mógł wrócić do domu i sam o siebie zadbać. 

Przesunął dłonią po włosach i uśmiechnął się przewrotnie. 
– No dobrze – mruknął. – Przeniosę się do was. Ale tylko na dzisiejszą noc. 
Gemma spała już mocno, przyciskając do siebie swego pluszowego niedźwiadka. Alison 

pochyliła się nad nią i pocałowała ją delikatnie w czoło. 

– Dobranoc, kochanie – szepnęła.  – Śpij  dobrze.  Zamknęła  drzwi  dziecinnego pokoju  i 

poszła do swojej sypialni. Słysząc dochodzący z łazienki szum wody, domyśliła się, że Sam 
bierze właśnie kąpiel. 

Na łóżku leżała jego podręczna torba, a niebieska koszula i sportowe płócienne spodnie 

były przewieszone przez poręcz krzesła. Alison spojrzała na nie i przypomniała sobie nagle 
ich  dzisiejsze  spotkanie.  Spuchnięte  oko  Sama  i  głęboką  ranę  na  czole,  którą  przykrywał 
kosmyk ciemnych włosów. 

Jak  bym  się  czuła,  gdyby  ten  wypadek  był  groźniejszy? – spytała  się  w  duchu.  Gdyby 

Sam  nie  miał  już  nigdy  wrócić  do  domu?  Poczuła  przyspieszone  bicie  serca  i  niemal 
podświadomie  ruszyła  w  kierunku  drzwi  łazienki,  a  potem  nacisnęła  klamkę  i  zajrzała  do 
wnętrza. 

Sam,  owinięty  ręcznikiem,  wychodził  właśnie  spod  prysznica.  Kiedy  ujrzała  ogromny 

siniec na jego klatce piersiowej, zaczęła nagle płakać. 

– Ali, co się stało? – spytał, marszcząc brwi. – Kochanie, o co chodzi?
– Ja po prostu się cieszę, że żyjesz... – wykrztusiła przez łzy. – Przecież mogło się stać 

coś strasznego... 

Sam  podszedł  do  niej,  wyciągnął  ręce  i  przycisnął  ją  do  piersi.  Poczuła  silny  zawrót 

głowy, o jaki zawsze przyprawiała ją jego bliskość. 

– Sam, ja... 
– Nic  teraz  nie  mów – uciszył  ją,  kładąc  palec  na  jej  ustach.  – Nie  próbuj  mi  niczego 

tłumaczyć. Chcę, żebyś po prostu była przy mnie. 

Objął ją jeszcze mocniej i dotknął wargami jej ust. Potem pociągnął ją w stronę łóżka i 

położył się obok, odsuwając ręcznik. Widok jego nagiego ciała jeszcze bardziej wzmógł jej 
pożądanie.  Nie  odrywając  od  niej  wzroku,  zaczął  rozpinać  jej  suknię.  Kiedy  była  już  naga, 
przesunął palcami po jej piersiach, a potem zaczął je całować. 

Po chwili oboje zagubili się w miłosnym zapamiętaniu i zespolili w jedną całość. Alison 

background image

czuła tylko bicie swego serca i pulsujące fale ogarniającej ją rozkoszy. 

– Kocham cię, Ali... – wyszeptał Sam. Potem nie słyszała już nic więcej, bo wzniosła się 

wraz z nim na sam szczyt. 

– Ali, czy śpisz? – spytał szeptem, kiedy leżeli obok siebie w ciemności. 
– Nie – odparła, obejmując ramieniem jego szyję. 
– Chcę cię o coś zapytać... Czy żałujesz tego, co się stało?
– Jak możesz mnie o to podejrzewać! – odparła cicho, przysuwając się do niego jeszcze 

bliżej. 

– Sam  nie  wiem...  Ale  widzisz,  aż  do  wczorajszego  wieczoru  byłem  przekonany,  że 

znalazłaś sobie kogoś. 

– Dlaczego tak sądziłeś? – spytała ze zdumieniem. Próbowała usiąść, ale on przyciągnął 

ją z powrotem do siebie. 

– Kiedy  pomagałem  Robbiemu  w  pracach  ogrodowych,  powiedział  mi  kiedyś,  że 

spodziewasz się wizyty jakiegoś przystojnego młodego człowieka, więc myślałem... 

– Chodziło o mechanika, który miał naprawić kuchenkę! – zawołała ze śmiechem Alison. 

– Robbie zawsze wszystko plącze. Ale jak mogłeś potraktować go poważnie?

– Nie zrobiłbym tego, gdyby nie Hector. Powiedział mi, że kiedy przyjechał do ciebie z 

zaproszeniem na to przyjęcie w Glencourt, miałaś akurat gościa... 

– To  była  Clare! – Alison  wyciągnęła  rękę  i  przesunęła  dłonią  po  jego  twarzy.  –

Kochanie, w moim życiu nie ma i nigdy nie było nikogo oprócz ciebie. 

Sam  westchnął z  ulgą  i  ponownie  ją  objął.  Leżąc w  jego ramionach,  poczuła,  że  do jej 

oczu napływają łzy. 

– Ja myślałam to samo o tobie – wyszeptała, przyciskając wargi do jego włosów. – Bałam 

się, że  znalazłeś  sobie kogoś... nawet  wtedy, kiedy wiedziałam  już, że  nic cię nie  łączyło  z 
Charlotte.  A  wczoraj...  byłam  przekonana,  że  pojechałeś  do  Francji  z  jakąś  kobietą.  Kiedy 
zadzwoniłam do drzwi twojego mieszkania i usłyszałam głos tej dziewczyny... 

– Och, Ali, jacy byliśmy oboje głupi!
– Przytul mnie, Sam – poprosiła cicho, czując ponownie przypływ pożądania. – Przytul 

mnie mocno i nigdy nie pozwól mi odejść. 

Spełnił jej prośbę, a ona objęła go obiema rękami i zaczęła namiętnie całować. Po chwili 

znów zatonęli w miłosnym upojeniu i wspólnie wspięli się na szczyt rozkoszy. 

Kiedy się obudziła, poczuła, że leży w łóżku sama. Wyciągnęła rękę i dotknęła pustego 

posłania, a potem westchnęła. 

Czyżby mi się to wszystko przyśniło? – pomyślała z przerażeniem. Czyżby ta upojna noc 

była tylko wytworem mojej wyobraźni?

W  tym  momencie  usłyszała  radosny  śmiech  Gemmy  i  pogodny  głos  Sama.  Odzyskała 

spokój i zaczęła wspominać wydarzenia ubiegłego wieczoru. 

Nagle zdała sobie sprawę, że jest piątek – dzień jej dyżuru w przychodni. Wyskoczyła z 

łóżka  i  pobiegła  do  łazienki.  Była  już  niemal  gotowa  do  wyjścia,  kiedy  do  sypialni  wszedł 
Sam, niosąc dwie filiżanki gorącej kawy. 

– Dzień  dobry! 

r

  zawołał,  stawiając  tacę  na  nocnym  stoliku.  Potem  podszedł  do  niej  i 

background image

wziął ją w ramiona, a ona dotknęła lekko jego posiniaczonej twarzy. 

– Czy jeszcze cię boli? – spytała szeptem. 
– Nie odpowiem ci, dopóki nie obiecasz, że zostaniesz w domu. 
– To niemożliwe – odparła z uśmiechem. – Hector i tak ma o jednego lekarza za mało. 
– W tej chwili nic mnie to nie obchodzi – oświadczył Sam, kładąc dłoń na jej piersi. –

Czy nie możemy do niego zadzwonić i powiedzieć, że wydarzyło się coś bardzo ważnego?

Alison  chciała  zaprotestować,  ale  on  zamknął  jej  usta  pocałunkiem,  który  zdawał  się 

trwać w nieskończoność. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Kiedy zatrzymała samochód na parkingu przychodni, podszedł do niej Peter Johnson. 
– Cześć,  Ali – powitał  ją  serdecznie,  odgarniając  z  czoła  niesforny  kosmyk  jasnych 

włosów. – Wspaniale dziś wyglądasz. Nie mów mi, że Gemma znowu obudziła cię o świcie, 
bo i tak ci nie uwierzę. 

– Prawdę mówiąc, okropnie dziś zaspałam – wyznała z zażenowaniem Alison. 
– Tak  czy  owak,  wyglądasz  doskonale – mruknął  Peter,  ruszając  za  nią  w  kierunku 

wejścia  do  budynku.  – Chyba  zmieniłaś  fryzurę  albo  makijaż,  bo  wydajesz  się  dziwnie 
odmieniona... 

– Nie  wiedziałam,  że  masz  dzisiaj  dyżur – przerwała  mu  pospiesznie,  chcąc  jak 

najszybciej zmienić temat rozmowy. 

– Muszę przyjąć pacjentów, którzy zapisali się na wizytę do Sama – wyjaśnił Peter. – Czy 

nie wiesz, jak on się czuje?

Od  odpowiedzi  na  to  pytanie  wybawił  ją  Hector,  który  czekał  na  nich  przy  drzwiach 

prowadzących do recepcji. 

– Lucy rozdzieliła między was pacjentów Sama, więc musimy zabrać się jak najszybciej 

do pracy – oznajmił im na powitanie. – Peter, chciałbym cię o coś zapytać. Czy w razie pilnej 
potrzeby zgodzisz się odbyć kilka wizyt domowych?

– Oczywiście – odparł  z  uśmiechem  młody  lekarz,  kiwając  głową.  – Do  zobaczenia 

później. 

Kiedy zniknął za rogiem korytarza, Alison chciała ruszyć w kierunku swego gabinetu, ale 

Hector chwycił ją za ramię. 

– Sam  dzwonił  do  mnie  wczoraj  wieczorem – powiedział  cicho,  aby  nie  usłyszały  go 

zatrudnione w recepcji pielęgniarki. – Mówi, że nie dolega mu nic poważnego. 

– Miał wielkie szczęście – przyznała Alison. – Mogło się to skończyć o wiele gorzej. Ale 

pewnie ci wszystko opowiedział. 

– Owszem...  prawie wszystko – mruknął  Hector,  a  ona  miała  wrażenie,  że  dostrzega w 

jego oczach przewrotny błysk. – A jak ty się miewasz, Ali? Czy wszystko w porządku?

– Naturalnie – odparła szybko, kiwając głową. – Czuję się doskonale. 
– Tak  właśnie  myślałem,  moja  droga.  Wyglądasz  kwitnąco.  I  właśnie  dlatego...  –

Przerwał,  bo  mijał  ich  akurat  jakiś  pacjent,  potem  zerknął  na  kolejkę  oczekujących  pod 
recepcją chorych. – Nie będę cię zatrzymywał. Masz przed sobą ciężki dzień. Poproszę Lucy, 
żeby zrobiła ci mocną kawę. 

Alison doszła do wniosku, że Hector wie o wiele więcej, niżby się mogło wydawać, ale 

jak  zwykle  udaje  naiwnego.  Kiedy  weszła  do  swego  gabinetu  i  ujrzała  listę  pacjentów, 
utwierdziła się w przekonaniu, że istotnie ma przed sobą ciężki dzień. 

Była z tego w pewnym sensie zadowolona, gdyż od chwili, w której opuściła rano swój 

dom, nie mogła pozbyć się dręczących wątpliwości. Nie była wcale pewna, czy miłosna noc 
radykalnie zmieni  stosunki między nią  a Samem.  Choć przeżyła chwile uniesienia, zdawała 

background image

sobie sprawę, że seks jest tylko jednym z elementów ich związku. 

Od narodzin Gemmy wiele się wydarzyło. Nieporozumienie dotyczące Charlotte, wyjazd 

Sama  do  Australii,  jego  nieoczekiwany  powrót,  którego  przyczyny  nadal  były  dla  niej 
tajemnicą... Wszystko to ciąży na ich stosunkach. 

Przecież  powiedział  ci, że  cię kocha,  szeptał  jej wewnętrzny  głos, a  ona  bardzo chciała 

mu  wierzyć.  Wiedziała  jednak dobrze,  że  słowa wypowiedziane  pod  wpływem namiętności 
nie zawsze odzwierciedlają prawdziwe uczucia. 

Opinię  tę  potwierdziła  pierwsza  pacjentka,  Eila  Hayward.  Usiadła  na  stojącym  za 

biurkiem krześle i spojrzała na nią wzrokiem, w którym krył się tłumiony ból. 

– Chcę pani podziękować za  to, co pani dla mnie wtedy zrobiła – powiedziała cicho. –

Wiem od Lucy, że przyjechała pani do mnie, choć miała pani wolny wieczór. – Przerwała i 
wzięła głęboki oddech. – Powinnam więc pani chyba powiedzieć, że postanowiłam rozwieść 
się z Markiem. 

– Bardzo mi przykro to słyszeć – odparła Alison po chwili namysłu. – Ta decyzja musiała 

być bardzo trudna. 

– Teraz, kiedy ją  już  podjęłam, mogę pomyśleć o przyszłości – oznajmiła Eila. – Mark 

przyjechał  do  domku  mojej  matki  i  zaproponował,  żebyśmy  spróbowali  ratować  nasze 
małżeństwo. 

– Czyżby pani tego nie chciała? – spytała z zaskoczeniem Alison. 
– Kiedyś dałabym wszystko, żeby zatrzymać go przy sobie – odparła stłumionym głosem 

Eila. – Ale kiedy go spytałam, czy mnie kocha, nie mógł się zmusić do potwierdzenia. Wiem, 
że  kocha  Anthony’ego  i  chce  podjąć  tę  próbę  dla  dobra  dziecka,  ale  dla  mnie  to  za  mało. 
Potrzebuję kogoś, kto będzie kochał mnie. 

Ałison poczuła dreszcz niepokoju. Po raz nie wiadomo który zaczęła się zastanawiać, czy 

Sam istotnie darzy ją uczuciem, czy też chce do niej wrócić tylko przez wzgląd na Gemmę. 
Wiedziała dobrze, że podobnie jak Eila, nie mogłaby żyć z mężczyzną, który jej nie kocha. 
Nawet dla dobra dziecka. 

– Wydawało  mi  się,  że  będę  gotowa  przyjąć  go  z  powrotem  na  każdych  warunkach –

ciągnęła Eila. – Czułam  się bardzo samotna. Nie  wiedziałam, czy będę  w stanie wychować 
Anthony’ego  o  własnych  siłach.  Ale  zbyt  długo  zgadzałam  się  na  kompromisy,  zbyt  długo 
pozwalałam  na  to,  żeby  stawiał  na  pierwszym  miejscu  swoją  piłkę  i  swoje  interesy.  Teraz 
wiem, że muszę znaleźć inny sposób na życie. Wierzyłam, że Mark zmieni swój stosunek do 
rodziny po narodzinach dziecka. Ale, jak się okazało, nie miałam racji. 

Kiedy  Eila  wyszła,  Alison  zaczęła  się  zastanawiać,  jak  postąpiłaby  na  jej  miejscu.  Czy 

zdobyłaby  się  na  tak  radykalną  decyzję?  Czy  Sam  naprawdę  ją  kocha?  Czy  depresja 
poporodowa usprawiedliwia błąd, jaki popełniła, zarzucając mu niewierność?

Nagle  zapragnęła  poczuć  uścisk  jego  ramion  i  usłyszeć  zapewnienie,  że  ją  kocha.  Pod 

wpływem  impulsu  podniosła  słuchawkę i  nakręciła  numer  swego  domu.  Czekała  z  bijącym 
sercem,  ale  zamiast  głosu  Sama  usłyszała  tylko  komunikat  nagrany  na  automatyczną 
sekretarkę. Poprosiła Sama, żeby do niej zadzwonił, i odłożyła słuchawkę. 

Sam  nie  odezwał  się  jednak  aż  do  końca  dnia.  Alison  skończyła  dyżur  około  szóstej, 

background image

odebrała Gemmę od  Clare i  ruszyła  w kierunku  swego domu. Nie  wiedziała, co zrobi,  jeśli 
okaże się on zupełnie pusty. 

Drżąc z niepokoju, otworzyła drzwi. Gemma natychmiast pobiegła w stronę kuchni, ale 

po chwili wróciła ze smutną miną. 

– Tatusia  nie  ma – szepnęła,  przytulając  się  do  matki.  Alison  zajrzała  do  sypialni  i 

stwierdziła, że podręczna torba Sama zniknęła. Nigdzie nie znalazła też ani jego garderoby, 
ani maszynki do golenia. Gemma ma słuszność. Dom jest pusty. 

– Dlaczego nie powiedziałaś mi o jego wypadku? – spytała ze zdumieniem Clare. 
Alison westchnęła ciężko i jeszcze mocniej przycisnęła słuchawkę do ucha, przeklinając 

się w duchu za to, że zataiła przed siostrą przebieg ostatnich wydarzeń. 

– Dowiedziałam się o nim dopiero wczoraj wieczorem... – wyjąkała niepewnie. – A dziś, 

kiedy odbierałam od ciebie Gemmę, nie byłam pewna, czy go jeszcze tu zastanę. 

– Nie wiedziałabym o niczym do tej pory, gdyby przypadkiem nie wpadł do nas jeden z 

jego pacjentów – mruknęła obrażonym tonem Clare. – Czy nie mogłaś mi o tym wspomnieć, 
kiedy wstąpiłaś po dziecko?

– Widziałam, że jesteś bardzo zajęta. To nie był odpowiedni moment na zwierzenia. 
– No dobrze, może masz rację – przyznała siostra. – W każdym razie z twojej opowieści 

wynika, że teraz go u ciebie nie ma, prawda?

– Nie ma i nie sądzę, żeby wrócił – wyjąkała Alison. – Zastanawiałam się dziś przez cały 

dzień nad tą sytuacją i przypuszczam, że on robił to samo. Clare, czy chciałabyś, żeby Robbie 
został przy tobie, gdybyś była przekonana, że cię nie kocha?

– Oczywiście,  że  nie! – odparła  bez  chwili  namysłu  Clare.  – Ale  on  mnie  kocha,  a  ja 

dobrze  wiem,  że  Sam  kocha  ciebie.  Przecież  wrócił  z  tej  cholernej  Australii  tylko  z  tego 
powodu!

– Więc dlaczego nigdy mi o tym nie powiedział? – spytała Alison, zagryzając nerwowo 

wargi. 

– Czy go o to pytałaś?
– Nie, ale... 
– On nie jest taki jak nasz ojciec – oznajmiła Clare, a Alison, słysząc te słowa, skrzywiła 

się  z  bólu.  – Kiedy  wreszcie  zrozumiesz,  że  on  cię  kocha?  Na  pewno  niedługo  do  ciebie 
zadzwoni. 

– Mam nadzieję – mruknęła z westchnieniem Alison, odkładając słuchawkę. 
Przez  dłuższą  chwilę  siedziała  w  ciemnościach,  zbierając  myśli.  Pod  wpływem  słów 

Clare zdała sobie sprawę, że  przyczyną jej wszystkich wątpliwości jest pamięć’ o  postępku 
ich ojca. Z niewyjaśnionych przyczyn podejrzewała od samego początku ich związku, że Sam 
może zrobić to samo. Porzucić ją i na zawsze zniknąć z jej życia. 

Poszła  do  kuchni  i  zrobiła  sobie  kawę.  Potem,  po  krótkim  namyśle,  zrezygnowała  z 

oglądania  dziennika  telewizyjnego.  Nie  obchodziły  jej  najnowsze  wydarzenia.  Nie  chciała 
myśleć  o  jutrze  ani  planować  niczego  na  przyszłość.  Czuła  się  rozpaczliwie  samotna  i 
opuszczona. 

background image

Była  już  niemal  dziesiąta,  kiedy  w  końcu  rozebrała  się  i  stanęła  pod  prysznicem. 

Natychmiast  przypomniała  sobie  chwile,  które  spędziła  tu  z  Samem.  Dotyk  jego  mokrego 
ciała, czułe pieszczoty, które przyprawiały ją zawsze o zawrót głowy... 

Wydała  ciężkie  westchnienie,  które  przerodziło  się  w  krzyk  przerażenia,  gdyż  poczuła 

nagle uścisk silnej dłoni. Ale już po ułamku sekundy miejsce strachu zajęła ogromna radość. 

– Sam! – krzyknęła stłumionym głosem, z trudem chwytając oddech. – Co ty robisz?
– To  samo,  co  ty  zrobiłaś  wczoraj  wieczorem – odparł  z  uśmiechem,  ogarniając 

pożądliwym wzrokiem jej nagie ciało. – Podglądałem cię podczas kąpieli, ale nie mogłem już 
wytrzymać ani chwili dłużej. 

Kiedy  stanął  obok  niej  pod  strumieniem  wody,  stwierdziła  z  radością,  że  również  jest 

nagi.  Przywarła  do  niego  mocno  i  zaczęła  go  namiętnie  całować.  Nie  pytała,  gdzie  spędził 
cały dzień... w tej chwili nie miało to znaczenia. Ważna była tylko jego obecność i miłosna 
pasja, z jaką pieścił jej płonące z pożądania ciało. 

– Tęskniłem za tobą – wymamrotał, odrywając na chwilę wargi od jej ust. 
– Ja  też  za  tobą  tęskniłam – jęknęła  cicho,  przytulając  się  do  niego  jeszcze  mocniej. 

Potem nie mogła już nic mówić, bo znów zalała ją fala rozkoszy. 

Odwróciła  się  leniwie  na  posłaniu  i  poczuła  bijące  od  Sama  ciepło.  Uchyliła  oczy  i 

zauważyła, że mąż uważnie się jej przygląda. 

– Jak ci się spało, kochanie? – spytał czule, muskając wargami jej obolałe od pocałunków 

usta.  Pod  wpływem  jego  dotyku  natychmiast  odzyskała  pełnię  przytłumionej  przez  sen 
świadomości. 

– Która godzina? – wyjąkała zaspanym głosem. 
– Nie mam pojęcia. Pewnie druga albo trzecia w nocy. Czy to ma jakieś znaczenie?
Przesunął palcami po jej włosach, a ona uniosła głowę z poduszki i spojrzała na niego z 

czułością. Przy okazji stwierdziła z zadowoleniem, że siniak na jego klatce piersiowej jest o 
wiele mniej widoczny. 

– Sam... – szepnęła cicho. – Jak to dobrze, że wróciłeś. Bałam się, że już nigdy cię nie 

zobaczę. 

Uniósł się na łokciu i zerknął na nią ze zdumieniem. 
– Jak mogło ci to przyjść do głowy? – spytał cicho. 
– Kiedy  wróciłam  do  domu  i  zobaczyłam,  że  cię  nie  ma,  zaczęłam  podejrzewać,  że 

może... że może przyszedł ci do głowy jakiś nowy pomysł. 

– I miałaś słuszność – powiedział, śmiejąc się cicho. 
– Chodź ze mną, to pokażę ci, co wymyśliłem. 
– Przecież jest środek nocy! – zawołała z niepokojem. 
– Nie rozumiem, co chcesz mi pokazać... 
– Zrozumiesz, kiedy zejdziesz na dół – mruknął, pociągając ją w kierunku drzwi. 
Potem na palcach ruszył w stronę schodów. 
– Dlaczego zachowujesz się tak cicho? – spytała Alison. 
– Bo on śpi. 

background image

– Kto?
Sam  otworzył  drzwi  kuchni.  Obok  piecyka  stał  duży,  wiklinowy  koszyk,  z  którego 

wystawała głowa psa. 

– Szczeniak! – zawołała cicho Alison. – Zupełnie zapomniałam o jego istnieniu. 
– Właśnie dlatego nie było mnie tak długo w domu. Musiałem pojechać do pani Huntley. 
– Kto to jest pani Huntley? – spytała, coraz bardziej zdezorientowana. 
– Kobieta,  od  której  go  kupiłem.  Pojechałem  do  niej  taksówką,  a  w  drodze  powrotnej 

wstąpiłem  do  mojego  mieszkania,  żeby  zabrać  kilka  części  garderoby.  Z  powodu  tych 
przeklętych żeber wszystko zajęło mi sporo czasu. 

– Dlaczego nie zostawiłeś mi kartki? Przychodziły mi do głowy najbardziej przerażające 

myśli. Zdałam sobie sprawę, że w gruncie rzeczy prawie nic o to tobie nje wiem. Nie mam na
przykład pojęcia,  dlaczego  kupiłeś  tego  psa.  Nie  byłam nawet  pewna,  czy  nie  postanowiłeś 
wrócić do Australii... 

Przerwała nagle, nie mogąc opanować dławienia w gardle. Sam podszedł do niej i czule ją 

objął, a ona przywarła do niego całym ciałem. 

– Ali... – mruknął stłumionym głosem. – Pojechałem do Australii tylko dlatego, że życie 

bez ciebie było dla mnie torturą. Nie mogłem znieść myśli o tym, że będę cię widywał jako 
osobę obcą. Uznałem, że wyjazd będzie najmniej bolesnym wyjściem z sytuacji. Ale szybko 
zdałem sobie sprawę, że popełniłem błąd. Kiedy tylko mój kontrakt dobiegł końca, wróciłem 
do  kraju...  Jeśli  idzie  o  tego  psa,  to  miał  on  być  prezentem  dla  nas  wszystkich.  Symbolem 
odbudowy  naszego  życia  rodzinnego.  Kiedy  okazało  się,  że  nie  jest  to  takie  proste, 
postanowiłem  oddać  go  pani  Huntley.  Ale  polubiłem  go  tak  bardzo,  że  nie  mogłem  się  do 
tego zmusić. 

Alison przesunęła łagodnie palcami po jego policzku. 
– Och, Sam, bardzo mi przykro, że niesłusznie cię podejrzewałam. .. 
– Jeśli jest ci na prawdę przykro, to spróbuj mnie przebłagać – mruknął. 
– Bardzo chętnie – odparła, pociągając go w stronę sypialni. 

background image

GLENCOURT

Był  słoneczny  sierpniowy  poranek.  Alison  rozsunęła  ciężkie  brokatowe  zasłony  i 

wyjrzała  przez  okno.  Uśmiechnęła  się  z  zachwytem  na  widok  biegającej  po  trawniku 
gromadki pięknych, rasowych koni, a potem raz jeszcze obrzuciła wzrokiem wnętrze pokoju. 
Stojące w nim antyczne meble wspaniale harmonizowały z nowoczesnymi tapetami. 

Kiedy  poprzedniego  dnia  przyjechali  do  Glencourt,  Hector  i  Anabelle  oddali  im  do 

dyspozycji  wykwintny  apartament,  złożony  z  ogromnej  sypialni,  saloniku  i  pokoju  dla 
Gemmy. Spodziewali się niezwykłych przeżyć estetycznych, ale przepych panujący w pałacu 
zaparł im dech w piersiach. 

Nagłe Alison poczuła uścisk mocnych ramion Sama. Odwróciła się i spojrzała czule na 

mężczyznę, który był jej mężem. 

– Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie – szepnęła ze wzruszeniem. – Że będziemy tacy 

szczęśliwi. 

– A ja nie podejrzewałem, że będziemy się kochać w łożu, w którym przed trzystu łaty 

sypiali królowie – mruknął Sam z szelmowskim uśmiechem. 

– Jak spędziłeś poranek?
– Rozmawiałem  z  Hectorem.  Powiedział  mi,  że  zaraz  po  ślubie  zamierza  przejść  na 

emeryturę.  A  to  oznacza,  że  Peter  i  ja  będziemy  musieli  znaleźć  jakiegoś  lekarza  na  jego 
miejsce.  – Usiadł  na  długiej,  obitej  aksamitem  kanapie  i  posadził  ją  obok  siebie.  – Czy 
zechcesz zostać moim wspólnikiem w przychodni? Czy obiecasz mi miłość i posłuszeństwo 
aż do końca naszego długiego życia?

– Być  może  miłość,  ale  z  pewnością  nie  posłuszeństwo – odparła  ze  śmiechem.  –

Będziesz też musiał spytać o zdanie Petera. 

– To nie jest konieczne. Rozmawiałem z nim przed chwilą, a on natychmiast się zgodził. 

Co  więcej,  był  zachwycony.  Jak  widzisz,  my,  mężczyźni,  potrafimy  rozwiązać  każdy 
problem. 

Alison  rzuciła  w  jego  kierunku  poduszką,  lecz  on  uchylił  się  zręcznie  i  chwycił  ją  w 

ramiona. 

– Annabel  wyznaczyła  termin  tej  przeklętej  przejażdżki  konnej  dopiero  na  jedenastą –

szepnął do jej ucha. – Czy myślisz, że możemy zamknąć drzwi na klucz?

– Chyba nie... – mruknęła z żalem. – Przecież może nas szukać Gemma... 
– Zajrzałem do niej przed chwilą. Śpi  tak mocno, że  nie obudziłaby jej nawet  armatnia 

salwa. 

Delikatnie  wsunął  dłoń  pod  jej  szlafrok,  a  ona  jęknęła  z  pożądania  i  rozkoszy.  Potem 

mocno przycisnęła usta do jego warg i zapomniała o całym świecie.