background image

Jedwabne a zbrodnie na Kresach 1939-1941

 

   

 

prof. JERZY ROBERT NOWAK 

   

Fa

łsze i przeinaczenia

 

W ostatnich miesi

ącach przetoczyła się przez polskie media fala antypolskiej nagonki pod hasłem 

rozliczania ca

łego polskiego społeczeństwa za mord na Żydach w Jedwabnem w lipcu 1941 roku. 

Pretekstem do nagonki sta

ła się niezwykle tendencyjna i zakłamana książka żydowskiego socjologa 

z USA Jana Tomasza Grossa "S

ąsiedzi". Żydowski autor, nie licząc się z dotychczasowymi 

ustaleniami prokuratury w tej sprawie, w oparciu o par

ę przekręconych, mało wiarygodnych relacji, 

mno

żąc fałsze i przeinaczenia w swych uogólnieniach, stara się maksymalnie obciążyć winą za mord 

w Jedwabnem nie Niemców, a Polaków. I równocze

śnie wykorzystać to dla oszczerczych uogólnień, 

stawiaj

ących Polaków obok Niemców w roli katów Żydów, tak by posłużyło to tym efektywniejszego 

wyci

śnięciu z Polski ogromnych odszkodowań dla Żydów za ich mienie w Polsce. Przypomnijmy, że 

Żydzi dostali już wiele dziesiątków miliardów dolarów odszkodowań od Niemców, podczas gdy 
Polacy nie dostali takich odszkodowa

ń ani od Niemców, ani od Rosjan. Znamienne, że tendencyjne, 

oszczercze teksty Grossa, budz

ące uzasadnioną krytykę historyków, zyskały sobie natychmiast w 

polskich mediach bezwarunkowe poparcie ze strony ogromnie silnego filosemickiego lobby, które 
potraktowa

ło je jak prawdziwe objawienie dowodzące, że Polacy jako naród muszą wreszcie raz na 

zawsze g

łęboko i pokornie się pokajać. Jak pisał Maciej Łętowski w artykule "Przedsiębiorstwo 

Pokuta" ("Tygodnik Solidarno

ść" z 9 lutego): "budzi we mnie opór zachowanie "narodowych 

biczowników", którzy przy ka

żdej okazji biją się przed kamerami w piersi w sposób tak wylewny, że 

zaczynam si

ę niepokoić o stan ich umysłów (...). Oby nie trzeba było zarzucić niektórym naszym 

ziomkom, 

że budują przedsiębiorstwo Pokuta". 

  

Szczególnie ponur

ą groteską przy tym jest fakt, że największy krzyk na rzecz pokuty Polaków za 

grzechy wobec 

Żydów w Jedwabnem i gdzie indziej podnoszą ludzie najbardziej niedouczeni z 

polskiej historii, ba, wyra

źnie nie mający o niej żadnego pojęcia (tak jak polakożerczy publicysta 

"Wyborczej" Dawid Warszawski, znany z pro

żydowskiej tendencyjności ksiądz Michał Czajkowski, 

filolo

żka Maria Janion, socjolog Jacek Kurczewski, chuligan pióra z "Wprost" Jerzy Stanisław Mac, 

pisarz science-fiction Stanis

ław Lem). Szerzej opiszę publicystyczne wybryki ich i ich komiltonów w 

źniejszym numerze "Głosu" pt. "Parada kłamców i dyletantów". Warto jednak szczegółowo 

zanalizowa

ć antypolskie zafałszowania Grossa na temat Jedwabnego i Kresów w latach 1939-1941, 

aby pokaza

ć do jakiego stopnia i z jaką hucpą przeinacza się - w duchu antypolskim - prawdę o 

historii w Polsce AD 2000/2001.

  

 

  

Jak fa

łszuje Gross

 

Historyk Piotr Gontarczyk, pisz

ąc w "Życiu" z 31 stycznia 2001 o wydanej w 2000 r. książce 

"S

ąsiedzi" Jana Tomasza Grossa stwierdził, że w książce tej: "Polacy pokazani są jako hitlerowscy 

wspó

łpracownicy w dziele zabijania Żydów. Są gorsi od Niemców i w okrutny sposób mordują Żydów 

- swoich s

ąsiadów. Jedynym miejscem, które gwarantuje Żydom jako takie bezpieczeństwo przed 

polsk

ą dziczą okazuje się posterunek hitlerowskiej żandarmerii". Występując w "Sąsiadach" z 

najskrajniejszymi atakami na Polaków, Gross opar

ł się głównie na jednej relacji ocalałego z masakry 

w Jedwabnem 

Żyda Szmula Wasersztajna, znanej m. in. z tego, że była publikowana w dwóch 

odmiennych wersjach, znacz

ąco różniących się od siebie co do samych podanych w nich faktów. 

Twierdzenia Wasersztajna ra

żąco rozmijały się również z danymi faktograficznymi ustalonymi przez 

prokuratur

ę i podawanymi jeszcze w 1989 r. przez badającego całą sprawę prokuratora Waldemara 

Monkiewicza. Prokurator Monkiewicz informowa

ł bowiem, że masakrę Żydów w Jedwabnem 

przeprowadzi

ło razem ponad 200 niemieckich żandarmów (ściślej 232). Wasersztajn zamiast liczby 

background image

tych 232 niemieckich 

żandarmów pisał o zaledwie 8 Niemcach uczestniczących w zbrodni (różnica 

ogromna!) i twierdzi

ł, że Niemcy byli tylko biernymi obserwatorami masakry dokonanej jakoby przez 

Polaków. Natomiast wed

ług podanych przez prokuratora Monkiewicza informacji, decydującą rolę w 

masakrze odegra

ło wspomnianych 232 (a nie 8) niemieckich żandarmów, podczas gdy grupa 

policjantów pomocniczych narodowo

ści polskiej brała udział głównie w czynnościach drugorzędnych 

typu wyprowadzenia 

żydowskich ofiar na rynek i ich konwojowania. Cała sprawa powinna być 

ponownie dok

ładnie wyjaśniona w czasie śledztwa - jest ona zresztą prowadzona na polecenie 

kierownictwa Instytutu Pami

ęci Narodowej. Niedopuszczalne są tu jednak jakiekolwiek pochopne 

uogólnienia, oparte przy tym na jednej ma

ło wiarygodnej i nie podpisanej relacji (Wasersztajna), tak 

grubo odbiegaj

ącej w swych twierdzeniach faktograficznych od ustaleń prokuratorskich.

  

Ju

ż 13-14 maja zeszłego roku w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" zwracałem uwagę na 

nierzetelno

ść postępowania Jana Tomasza Grossa, który upierając się przy wersji godzącej w 

Polaków, ani s

łowem nie wspomniał nawet o wynikach dotychczasowych polskich badań w tej 

sprawie. Szczególnie ostro krytykowa

łem tam całkowite pominięcie przez Grossa informacji o 

parokrotnie publikowanych relacjach prokuratora W. Monkiewicza, by

łego szefa Okręgowej Komisji 

Badania Zbrodni Hitlerowskich, który dok

ładnie badał całą sprawę. Gross nie wspomniał o tym, jak 

si

ę zdaje, głównie dlatego, iż stwierdzenia profesora Monkiewicza natychmiast obaliłyby gmach 

fa

łszów tak pracowicie budowany przez Grossa w oparciu o retuszowaną relację Wasersztajna.

  

W ponad pó

ł roku po moim wywiadzie dla "Naszego Dziennika" w "Gazecie Wyborczej" z 18-19 

listopada 2000 r. ukaza

ła się rozmowa Jacka Żakowskiego ze znanym badaczem dziejów drugiej 

wojny 

światowej - prof. dr. hab. Tomaszem Szarotą. Także on, podobnie jak ja, wysunął zastrzeżenia 

w zwi

ązku z całkowitym pominięciem przez Grossa ustaleń prof. Monkiewicza. Prof. Szarota 

powiedzia

ł m.in.: "Gross kompletnie pominął teksty Monkiewicza, a wątpię, żeby prokurator z palca 

wyssa

ł tych 232 Niemców, ciężarówki i samą postać Birknera" (tj. niemieckiego Hauptsturmfuehrera 

SS, który mia

ł nadzorować masakrę w Jedwabnem - J.R.N.). Odpowiadając na polemikę Grossa, 

Szarota pisa

ł w "Gazecie Wyborczej" z 2-3 grudnia 2000 r.: "W polemice ze mną często pojawia się 

nazwisko Waldemara Monkiewicza. Cz

łowiek ten na temat zbrodni w Jedwabnem opublikował kilka 

tekstów (ja znam ich pi

ęć). Gross powiada: "Nie trafiłem na teksty Monkiewicza przed napisaniem 

"S

ąsiadów" - czego nie żałuję". Czy Gross tego chce, czy tego nie chce, teksty Monkiewicza należą 

do tzw. literatury przedmiotu i obowi

ązkiem badacza jest zapoznanie się z tą literaturą, a dopiero 

potem wydawanie wyroku, 

łącznie z dyskwalifikacją".

  

Dodam tu do oceny prof. Szaroty, 

że wprost zdumiewająca jest postawa naukowa socjologa Grossa, 

który jak wida

ć nie ma pojęcia o tym, jak należy poszukiwać prawdy historycznej, kiedy kategorycznie 

g

łosi, że "nie żałuje" tego, że nie zapoznał się wcześniej z tekstami prokuratora, badającego sprawę, 

której Gross po

święcił całą książkę. Przecież takie postępowanie Grossa jest ordynarnym 

partactwem!

  

Z krytyk

ą skrajnie tendencyjnych uogólnień Grossa wystąpił również historyk - dr Stanisław Radoń, 

dyrektor Archiwum Pa

ństwowego w Krakowie, od 4 października 2000 r. przewodniczący Kolegium 

Instytutu Pami

ęci Narodowej. Według depeszy PAP z 21 grudnia 2000 r., przemilczanej w większości 

najbardziej wp

ływowych mediów, dr Radoń powiedział na konferencji prasowej, że książka Jana 

Tomasza Grossa "S

ąsiedzi" "pod względem ustalania prawdy jest nieuczciwa". W rozmowie z 

Romanem Graczykiem pt. "Pochopne s

ądy Grossa" ("Gazeta Wyborcza" z 20-21 stycznia) Radoń 

szczegó

łowo wyjaśnia swe zastrzeżenia wobec metod Grossa, zarzucając mu brak rzetelności 

naukowej. Rado

ń krytykuje to, że "Gross opiera się przede wszystkim na zeznaniach ze śledztwa z 

1949 i 1953 r. Trzeba pami

ętać jak wtedy działał wymiar sprawiedliwości, jak zastraszano świadków i 

oskar

żonych, jak łatwo zdążano do uznania winy". Wskazuje, że Gross zaniedbał sprawdzenia 

żnych faktów w niemieckich archiwach, m. in. w odniesieniu do roli W. Briknera, dowódcy Einsatz 

kommando Bia

łystok. Krytykując tendencyjność Grossa, dr Radoń stwierdza: "protestuję przeciwko 

stawianiu Polaków w jednym rz

ędzie z Niemcami jako sprawcami Holocaustu", Radoń ostrzega przy 

tym przed tym, i

ż: "Książka Grossa ukaże się niebawem w Stanach Zjednoczonych i w Niemczech i 

mo

żna się obawiać, że znowu przez dłuższy czas uproszczony i krzywdzący dla Polaków obraz 

b

ędzie kształtować świadomość zachodniej opinii publicznej".

  

Z bardzo ostr

ą krytyką tendencyjności Grossa wystąpił również przebywający w USA polski historyk 

Marek Jan Chodakiewicz (tekst: "K

łopoty z kuracją szokową", "Rzeczpospolita" z 5 stycznia 2001). 

background image

zarzuci

ł on Grossowi, że "właściwie ograniczy się do zbadania wspomnień żydowskich oraz zeznań 

polskich 

świadków, czasami przynajmniej uzyskanych od osób poddanych torturom przez UB (...)". 

Powo

łując się na opracowanie żydowskiego autora Icchaka (Henryka) Rubina z 1988 roku, 

Chodakiewicz zacytowa

ł jego stwierdzenie, iż: "Funkcjonariusze Komitetów Żydowskich mianowani 

przez parti

ę komunistyczną, którzy zbierali te zeznania, wskazywali piszącym, kto jest winien i na co 

zas

ługuje. Toteż wszystkie niemal zeznania zawierają jednakowe oceny i są stereotypowe w 

sposobie pisania i w tre

ści. Robią wrażenie podyktowanych. Piszący chcieli się przypodobać 

organizatorom zbierania zezna

ń, a bardzo często po prostu bali się pisać inaczej, niż tamci 

sugerowali".

  

Swego rodzaju prze

łomem w dyskusji wokół "Sąsiadów" Grossa stały się dwa teksty publikowane 

przez prof. dr. hab. Tomasza Strzembosza, najlepszego dzi

ś znawcę polskiej historii w okresie 

drugiej wojny 

światowej: wywiad w "Gazecie Polskiej" z 17 stycznia i artykuł w "Rzeczpospolitej" z 

27-28 stycznia. W wywiadzie dla "Gazety Polskiej" pt. "Szubienica i hu

śtawka" prof. Strzembosz 

skrytykowa

ł jako "niedopuszczalne" metody, którymi posłużył się Gross wysuwając oskarżenia 

przeciw spo

łeczności polskiej o mord na Żydach w Jedwabnem. Prof. Strzembosz zarzucił Grossowi, 

że "wyciąga daleko idące wnioski", i to "w oparciu o nieliczne relacje"". Tym bardziej, że chodzi o 
relacje, "co do których pe

łnej wiarygodności można mieć wątpliwości". Podobnie jak M. J. 

Chodakiewicz prof. Strzembosz zarzuci

ł Grossowi także i to, że "oparł się na materiałach ubowskich". 

Wed

ług prof. Strzembosza są materiały dowodzące, że mordu w Jedwabnem dokonali Niemcy, a nie 

Polacy - jak utrzymuje Gross. Prof. Strzembosz skrytykowa

ł również tych (dodajmy, jak to wcześniej 

przedstawi

łem, ludzi na ogół nie mających żadnego pojęcia o historii), którzy bezkrytycznie przyjęli za 

Grossem, i

ż to polskie społeczeństwo Jedwabnego dokonało mordu. Prof. Strzembosz wypowiedział 

si

ę również za dużo głębszym zbadaniem faktografii tamtych lat, w tym podjęciu spraw, o których się 

nie mówi, a które bardzo wydatnie wp

łynęły na pogorszenie stosunków polsko-żydowskich. Wskazał 

przy tym zw

łaszcza na sprawę uderzającej w Polaków zbrojnej kolaboracji z Sowietami 

zbolszewizowanych 

Żydów na Kresach w 1939 roku. Mówił w tym kontekście m. in. o wymierzonym 

przeciw Polsce "powstaniu 

żydowskim na Grodzieńszczyźnie i w samym Grodnie we wrześniu 1939 

r.".

  

27-28 stycznia w "Rzeczpospolitej" ukaza

ł się obszerny, gruntownie uargumentowany artykuł prof. 

Strzembosza "Przemilczana kolaboracja" (o prosowieckich dzia

łaniach zbolszewizowanych Żydów na 

Kresach po 17 wrze

śnia 1939 r., w tym o ich zbrojnej, antypolskiej dywersji i mordowaniu przez nich 

polskich 

żołnierzy i cywilów uciekających na wschód (Był on już szerzej prezentowany w "Głosie" w 

komentuj

ącym go tekście Antoniego Macierewicza). 

  

Bardzo stanowczy w tonie tekst prof. Strzembosza wyra

źnie ułatwił przetarcie szlaku w sferze tak 

trudnego i niechlubnego tabu, jakim by

ło blokowanie prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w 

latach 1939-1941. Ju

ż kilka dni później (31 stycznia) na łamach "Życia" ukazał się świetny tekst 

"Gross kontra fakty", pióra m

łodego historyka Piotra Gontarczyka, autora niedawno wydanej, świetnej 

odbr

ązowiającej książki o rzekomym pogromie w Przytyku. Polemizując w jakże widocznym w 

ksi

ążkach Grossa wybielaniem zachowania Żydów pod okupacją sowiecką, Gontarczyk pisał, iż 

stosunki polsko-

żydowskie były tam bardzo napięte, najwyraźniej z winy prosowieckich Żydów. 

Wed

ług Gontarczyka: "Obraz przedstawiany w zachowanych polskich (a także niektórych 

żydowskich!) relacjach jest naprawdę dramatyczny; obelżywe traktowanie Polaków, donosy do 
NKWD, udzia

ł w sowieckich represjach "czerwonej milicji", składającej się z jedwabneńskich Żydów. 

S

ą też opisy odzierania z ubrań wywożonych w głąb ZSRR - nomen omen - polskich sąsiadów (...). 

Wed

ług najnowszych ustaleń historiografii białoruskiej - opierającej się na zachowanej tam 

dokumentacji z lat 1939-1941 - w administracji sowieckiej, zw

łaszcza związanej z gospodarką, 

odsetek 

Żydów był wysoki. Przekraczał niekiedy 70%. Warto pamiętać, że dość często Żydzi 

zajmowali stanowiska aresztowanych lub deportowanych Polaków".

  

Gontarczyk zarzuci

ł również Grossowi, że wykorzystał bardzo ubogą i tendencyjnie dobraną "bazę 

źródłową, nie dokonał jej należytej krytyki, do swoich książek ustawicznie wprowadza 
nieudokumentowane twierdzenia i fakty, pomija i zniekszta

łca to, co do jego tez nie pasuje, buduje 

narracj

ę historyczną w oparciu o stereotypy, uprzedzenia i zwykłe plotki, w dowodach naukowych nie 

przestrzega zasad logiki i obiektywizmu naukowego, a na koniec wydaje nieuzasadnione 
metafizyczno-ideologiczne, pozbawione podstaw naukowych s

ądy.

  

background image

Ze wzgl

ędu na powyższe mankamenty, książka Jana Tomasza Grossa nie może być podstawą 

powa

żnej dyskusji na temat naszej historii. Zbrodni w Jedwabnem w szczególności."

  

2 lutego 2001 "

Życie" opublikowało bardzo znaczący wywiad z Bogdanem Musiałem, jednym z 

najwybitniejszych niemieckich historyków m

łodego pokolenia. Musiał bardzo krytycznie ocenił książkę 

Grossa, zarzuci

ł mu bardzo wiele pominięć i absurdalnych tez, skrytykował tendencyjne uogólnienia, 

rzucaj

ące na całe społeczeństwo polskie odpowiedzialność za mord w Jedwabnem. Skrytykował 

równie

ż tak mocno występujące u Grossa wybielanie roli Żydów "odpowiedzialnych za 

komunistyczne zbrodnie", o której pisz

ą dużo obiektywniejsi od Grossa badacze żydowscy, choćby 

Ben-Cion Pinchuk.

  

Ciesz

ę się, że właśnie w "Głosie" (z 3 lutego) ukazała się jak dotąd najciekawsza reakcja na szkic 

prof. Strzembosza - obszerny artyku

ł Antoniego Macierewicza, w pełni popierający tezy polskiego 

historyka, protestuj

ącego przeciwko zafałszowywaniu obrazu stosunków polsko-żydowskich. 

Nawi

ązywałem już do stwierdzeń A. Macierewicza na łamach "Niedzieli". Myślę, że szczególnie 

istotny jest jeden z jego g

łównych wniosków: "Fakty nie pozostawiają wątpliwości - Żydzi w 

Jedwabnem, jak i na ca

łym terenie okupacji sowieckiej stanowili trzon aparatu represji, do ostatniej 

chwili wydawali polskich patriotów w r

ęce NKWD i przygotowywali kolejne transporty wywózek na 

Sybir".

  

Za bardzo wa

żne uważam również wystąpienie Antoniego Macierewicza, ostro piętnujące dość 

szczególn

ą "polską szkołę historyczną", której część ochoczo muruje fundament antypolskiej 

historiozofii, a reszta tchórzliwie milczy. W pe

łni podzielam jego jakże krytyczny pogląd o 

"metodologii" takich historyków jak skrajni wybielacze komunizmu: Andrzej Paczkowski, Krystyna 
Kersten czy Jerzy Holzer. Doda

łbym tu piętnowanego już kiedyś przeze mnie w "Głosie" Andrzeja 

Garlickiego, g

łównego speca od zafałszowywania obrazu stosunków polsko-żydowskich, Jerzego 

Tomaszewskiego i wielu, wielu innych. Zgadzaj

ąc się z generalnym tonem jakże ważnego 

stwierdzenia A. Macierewicza o niegodnym milczeniu ogó

łu polskich historyków, które wciąż trzeba 

pi

ętnować, wskazałbym jednak na nieco wyjątków (poza wspomnianym prof. Strzemboszem). By 

przypomnie

ć choćby bardzo ważne kolejne wydania książki "Wojna polsko-sowiecka 1939" prof. 

Ryszarda Szaw

łowskiego, teksty prof. Janusza Rulki z Bydgoszczy, czy cenne publikacje niektórych 

m

łodszych badaczy, choćby wspomnianych przeze mnie wyżej Marka Jana Chodakiewicza i Piotra 

Gontarczyka oraz Marka Wierzbickiego i Leszka 

Żebrowskiego. Przypomnę przy okazji, że sam już 

łtora roku temu wydałem książkę - "Przemilczane zbrodnie" o zbrodniach zbolszewizowanej części 

Żydów na Kresach w latach 1939-1941. Poza tym w dwóch różnych tekstach prasowych: w 
wywiadzie w "Naszym Dzienniku" i w artykule w "Naszej Polsce" oraz w ksi

ążce "Spory o historię i 

wspó

łczesność" ostro atakowałem kalumnie Grossa i jego polskojęzycznych klakierów. Nie zmienia 

to faktu, 

że ci historycy, którzy występują otwarcie przeciwko zafałszowywaniu i szkalowaniu dziejów 

Polski, stanowi

ą jak dotąd nieliczną mniejszość ogółu polskich historyków. Tym bardziej oburzające 

na tym tle jest post

ępowanie tych pseudonaukowców, o których pisał A. Macierewicz: "Hańbią zawód 

historyka ci, którzy zamiast ustali

ć fakty biorą udział w nagonce na naród polski, próbując Polskę 

obarczy

ć odpowiedzialnością za zagładę Żydów pod okupacją niemiecką, "zapominając" 

równocze

śnie o tym, że prawdziwymi sprawcami byli Niemcy".

  

 

  

Gross jako k

łamca-recydywista

 

W przysz

łym numerze zajmę się jeszcze szerzej sprawami mordu w Jedwabnem i wcześniejszych 

zbrodni na Kresach 1939-1941. Chcia

łbym teraz zwrócić uwagę na informacje biograficzne o J. T. 

Grossie i przyk

łady ilustrujące jego stopniową ewolucję w kierunku antypolskiego kalumniatorstwa. 

Ur. w 1947 r. Gross jako ucze

ń szkoły średniej był jednym z założycieli michnikowskiego Klubu 

Poszukiwaczy Sprzeczno

ści. Od 1965 roku studiował na Uniwersytecie Warszawskim na fizyce, a 

źniej na socjologii. W 1968 roku został aresztowany za udział w "wydarzeniach marcowych", a 

źniej wydalony z uczelni. Po wyemigrowaniu z Polski wraz z rodziną w marcu 1969 r. doktoryzował 

si

ę z socjologii w USA, gdzie później został profesorem socjologii, a później nauk politycznych. Jego 

wydana w 1983 r. pierwsza ksi

ążka "W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali" w żadnym razie nie 

zapowiada

ła obecnego Grossa, fanatycznego kalumniatora. Ten wydany wspólnie z Ireną 

background image

Grudzi

ńską-Gross zbiór relacji osób deportowanych na Sybir był wartościowym materiałem 

źródłowym. W tym czasie Gross jeszcze starał się o zachowanie obiektywizmu, nie ukrywał nawet tak 
negowanego dzi

ś przez niego problemu kolaboracji z Sowietami ze strony dużej części Żydów w 

latach 1939-1941. We wspomnianej ksi

ążce przytaczał m. in. różne fakty o donoszeniu Żydów na 

Polaków, ich szykanowaniu, niszczeniu kapliczek przydro

żnych przez sfanatyzowanych Żydów-

komsomolców, o roli zbolszewizowanych 

Żydów w sowieckiej administracji. Wszystko to później 

zupe

łnie wyparowało z jego publikacji, które za to tym mocniej nasycały się jadem antypolskich 

kalumnii. Ma

ło kto wie, że już w 1981 roku Stefan Korboński, niegdyś jeden z przywódców Polskiego 

Pa

ństwa Podziemnego (b. Delegat Rządy na Kraj i  wicepremier) zdemaskował antypolskie kłamstwa 

Grossa w obszernym tek

ście publikowanych na łamach paryskich "Zeszytów Historycznych" (nr 58, 

s. 176-184). Chodzi

ło o omówienie wydanej przez Grossa dla anglosaskich  czytelników w 1979 roku 

ksi

ążki "Polish Society under German Occupation" (1979). Gross pisał swą książkę dla mało 

wiedz

ących o Polsce Anglosasów, tym śmielej więc "obdarzył" ich nonsensami, których na pewno nie 

o

śmieliłby się powtórzyć w książce dla polskich czytelników. Już wtedy zaznaczyła się jego maniera 

eksponowania ponad wszystko znaczenia martyrologii 

Żydów i równoczesnego maksymalnego 

pomniejszania polskiej martyrologii i heroizmu. Temu celowi s

łużyło wmawianie anglosaskim 

czytelnikom, 

że działalność konspiracji polskiej doby wojny nie była szczególnie ryzykowna, wręcz 

przeciwnie.. w warunkach zdumiewaj

ącej swobody działań, z jakich korzystali polscy konspiratorzy 

(sic!) Korbo

ński wyśmiał w swym tekście niezwykle kompromitującą Grossa brednię (ze s. 240 

ksi

ążki Grossa), jakoby: "Tak, paradoksalnie Polacy cieszyli się większą wolnością w okresie 1939-

1944 ni

ż w ciągu całego stulecia... Sądzę, iż można słusznie przyjąć, że rozmnożenie się organizacji 

podziemnych i obfito

ść konspiracyjnych inicjatyw należy zawdzięczać w znacznej mierze istnieniu w 

Generalnej Guberni w czasie wojny swobody politycznej. Trudno przypu

ścić, by podziemne 

organizacje mog

ły powstać i istnieć w takiej liczbie, gdyby było inaczej".

  

Innymi s

łowy - według Grossa wielkość Polskiego Państwa Podziemnego i polskiej konspiracji nie 

by

ła żadną wielką polską zasługą. Byliśmy bowiem tak bardzo wolni w czasie niemieckiej okupacji! 

Rzeczywi

ście Polacy mieli wtedy dzięki Niemcom, wręcz niebywałe rozmiary wolności w jednym 

wzgl

ędzie: wolności umierania od kuli, na stryczku, od katowskiego topora, z zagipsowanymi 

ustami...

  

Stefan Korbo

ński pisał również o innych nonsensach grossowskich uogólnień na temat Polskiego 

Pa

ństwa Podziemnego, stwierdzając, że Gross zastanawiając się nad pobudkami, jakie kierowały 

poszczególnymi jednostkami przyst

ępującymi do podziemia "sprowadza całe to zagadnienie do 

zwi

ązanych z tym korzyści. Twierdzi on, że bierność nie stanowiła żadnego zabezpieczenia przed 

terrorem okupanta, natomiast przynale

żność do podziemia czyniła ludzi bardziej ostrożnymi, 

zapewnia

ła im lepsze dokumenty osobiste, a w razie dekonspiracji pomoc organizacji podziemnych 

przy znalezieniu kryjówki i nowej to

żsamości opartej o świeże dokumenty osobiste. Innymi słowy 

osoby przyst

ępujące do podziemia kierowały się zimną kalkulacją. Wreszcie profesor Gross, 

zapu

ściwszy się w rozważania nad finansami podziemia, informuje czytelnika, że Armia Krajowa 

p

łaciła swym żołnierzom pensje (chyba żołd?), z których najwyższa wynosiła 18 dolarów czyli 800 

z

łotych.

  

To rozumowanie prof. Grossa zdradza niedostateczn

ą znajomość spraw podziemia. Nienależenie do 

niego istotnie nie zabezpiecza

ło np. przed przymusową pracą dla okupanta w Generalnej Guberni lub 

na terenie Rzeszy, ani przed 

łapankami na roboty i masowymi ulicznymi aresztowaniami 

represyjnymi. Jednak

że Polak pozbawiony wolności w ramach tych akcji był jednym z masy, bez 

takiego obci

ążenia indywidualnego jak należenie do podziemia. Tymczasem samo podejrzenie o 

udzia

ł w podziemiu powodowało długotrwałe badania, tortury, więzienie i niekiedy śmierć, a w 

najlepszym razie obóz koncentracyjny. Tak wygl

ądały w rzeczywistości "korzyści należenia do 

podziemia".

  

Co do pensji wyp

łacanych przez AK, to otrzymywali je tylko ci nieliczni, którzy cały swój czas musieli 

po

święcić pracy w podziemiu i nie byli w stanie zarabiać na swoje i rodziny utrzymanie. Pensje te 

by

ły wręcz nędzne i zaspakajały tylko najniezbędniejsze potrzeby. Wynosiły one nie 18 dolarów 

miesi

ęcznie, jak pisze prof. Gross, lecz od 6 dolarów do 18 dolarów. (...)

  

Jak z powy

ższego wynika, prof. Gross jest zwolennikiem "materialistycznej" (choć nie 

marksistowskiej) interpretacji motywów ludzkiego post

ępowania i sprowadza wszystko do korzyści i 

background image

pieni

ędzy. Jego wnikliwe szkiełko i oko socjologa nie dojrzało takich rzucających się w oczy prostych  

pobudek jak patriotyzm, 

żywiołowa chęć walki z Niemcami, odwaga, duch poświęcenia i zwykła 

mi

łość ojczyzny". 

  

Korbo

ński ostro polemizował z występującym w książce Grossa oskarżaniem całego polskiego 

spo

łeczeństwa o antysemityzm i obojętność wobec zagłady Żydów. Podsumowując swe uwagi 

krytyczne napisa

ł, że prof. Gross "włączył się do grona tych autorów amerykańskich, którzy za swój 

święty obowiązek uważają obciążanie narodu polskiego niepopełnionymi winami".

  

 

  

Zohydzi

ć Polaków, by wyłudzić pieniądze

 

W artykule dla "Tygodnika Powszechnego" z 11 lutego 2001 pt. "Poduszka pani Marx" Jan Tomasz 
Gross polemizuje z u

żytym przeze mnie w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" twierdzeniem, że jego 

teksty maj

ą na celu danie historycznego uzasadnienia dla żydowskich starań o odszkodowanie za 

mienie w Polsce. Ironizuj

ąc pisze o mnie: "Nie zdziwił mnie ten argument, bo w środowisku ideowym 

bliskim publicy

ście "Naszego Dziennika" skojarzenie Żydów i pieniędzy jest zupełnie powszechnym 

odruchem". Po pierwsze, nie jestem publicyst

ą "Naszego Dziennika", lecz "Niedzieli" i "Naszej 

Polski". Po drugie, opinie o tym, 

że różnymi sposobami, w tym szantażem, szuka się uzasadnień dla 

narzucenia Polsce ogromnego haraczu, g

łoszą także otwarcie niektórzy uczciwi Żydzi (w odróżnieniu 

od kalumniatora Grossa), np. 

żydowski profesor Norman G. Finkelstein z USA, b. szef żydowskiej 

gminy wyznaniowej w Gda

ńsku Jakub Szadaj, etc. Po drugie jako pierwszy w prasie polskiej obnażył 

prawdziwe intencje J. T. Grossa s

łynny polski uczony ze Stanów Zjednoczonych - prof. Iwo Cyprian 

Pogonowski na 

łamach krakowskich "Arcanów" (nr 5 z 1998). Pisząc o książce Grossa "Upiorna 

dekada 1939-1948" prof. Pogonowski ju

ż wtedy wskazywał, że celem Grossa "jest stwarzanie mitów 

o udziale narodu polskiego w zag

ładzie Żydów. Łatwiej jest ściągać odszkodowanie od winnych niż 

od wspó

łofiar (...). Na 118 stronach małego formatu autor oskarża naród polski o współudział w 

zag

ładzie Żydów. Okładka pracy Grossa pokazuje czytelnikowi wyobrażenie symbolicznego sępa, jak 

wiadomo 

żywiącego się padliną. Przypomina znany plakat propagandowy z 1945 roku: Olbrzymi i 

zapluty karze

ł reakcji (AK). (...) Gross, mimo że jest naukowcem uprawia propagandę w duchu 

wypowiedzi Izraela Singera na zje

ździe Światowego Związku Żydów. Propaganda Grossa pomaga 

skrajnym ugrupowaniom 

żydowskim w ich próbach wymuszania od rządu polskiego haraczu za 

zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemców, Sowietów i zwyk

łych kryminalistów."

  

Profesor Pogonowski udowodni

ł Grossowi m. in. świadome zafałszowywanie tekstów. Pisał, że Gross 

świadomie zmanipulował tekst dr Z. Klukowskiego z jego "Dziennika z lat okupacji". Klukowski pisał o 
zbrodniach dokonanych przez niemieckich 

żandarmów, "naszych" (tzn. mieszkających w 

Szczebrzeszynie i obcych, którzy przybyli by mordowa

ć, z innych miast). Gross cytując Klukowskiego 

opu

ścił cudzysłów przy słowie nasi, tak, żeby wyszło, że to nasi - polscy żandarmi mordowali Żydów. 

Jak pisa

ł prof. Pogonowski: "W czasie okupacji polskich żandarmów nie było! (...) Przez usunięcie 

cudzys

łowu Gross fałszuje tekst i sugeruje, że morderstwa dokonali Polacy. Jest to wymowny 

komentarz do wiarygodno

ści jego książki".

  

Wbrew zaprzeczeniom Grossa cele jego tendencyjnego "pisarstwa" s

ą aż nadto widoczne. Przyznał 

to nawet lewicowy Ryszard Bugaj, pisz

ąc w tekście pt. "Prawda historyczna i interes materialny" 

("Gazeta Wyborcza" z 6-7 stycznia 2001), i

ż: "Do czarnego obrazu Polski przyczyni się też publikacja 

na Zachodzie ksi

ążki Grossa (...). Podtrzymanie tezy o antysemickiej Polsce służy także 

uzasadnieniu roszcze

ń majątkowych wobec Polski (...). Przekonanie, że biedna Polska pod presją 

żydowskich środowisk musi wziąć na swe barki wielkie ciężary majątkowe (i dźwigać krzywdzącą 
opini

ę) może bardzo zaszkodzić stosunkom polsko-żydowskim". Podniósł tę sprawę również Maciej 

Łętowski w cytowanym już tekście w "Tygodniku Solidarność" z 9 lutego 2001. Ostrzegał w nim przed 
fatalnymi skutkami, jakie przyniesie ukazanie si

ę książki Grossa po angielsku w Stanach 

Zjednoczonych. Uderzy ona bowiem w chroni

ący dotąd Polskę przed żydowskimi roszczeniami 

materialnymi "wizerunek ofiary" zbrodni drugiej wojny. Jak pisze 

Łętowski: "Aby dobrać się do 

polskiej kasy, ameryka

ńscy adwokaci muszą więc uderzyć w ów wizerunek. Książka Grossa spadła 

im z nieba (...). Polskie zbrodnie b

ędą newsem. News ten zaś nieuchronnie wywrze moralną presję 

background image

na nowojorskich s

ędziach rozpatrujących powództwo przeciwko rządowi polskiemu".

  

 

  

 

Żydzi całowali sowieckie czołgi... 

(fragment wi

ększej całości)

 

 

Na wst

ępie tego odcinak chciałbym przeprosić czytelników GŁOSU za niedostatecznie 

dok

ładne poinformowanie o treści właśnie rozpoczynającego się cyklu moich artykułów w 

"Niedzieli". B

ędzie on mówić nie o ponad 60 kłamstwach J. T. Grossa, a o "Stu kłamstwach J. 

T. Grossa". Po dok

ładnym sprawdzeniu różnych nieprawd zawartych w pracach owego autora 

doliczy

łem się grubo ponad stu zafałszowań, ze względów objętościowych przyjmując 

ograniczenie do skupienia si

ę na stu jego fałszach.

  

Szokuj

ące wprost są rozmiary cynizmu i hucpiarstwa tego żydowskiego socjologa z USA w 

zafa

łszowywaniu prawdy o historii Polski i stosunków polsko-żydowskich. Gross w swych najnowszych 

ksi

ążkach konsekwentnie upowszechnia wizję dwóch przeciwstawnych narodów: Żydów, jako 

"anio

łów" wciąż padających ofiarą żyjących obok nich "fanatycznych i ciemnych" Polaków, którzy jako 

naród s

ą współwinni zagłady Żydów. W tym samym czasie Gross stara się urabiać mit o rzekomej 

bardzo cz

ęstej kolaboracji Polaków z Niemcami i równocześnie maksymalnie wybielać postawy Żydów 

wobec Sowietów na Kresach w latach 1939-1941.

  

Zarówno w wydanej w 1999 r. Upiornej Dekadzie jak i w wydanych w 2000 r. S

ąsiadach Gross idzie 

dos

łownie w zaparte dla zaprzeczenia faktom o kolaboracji Żydów. W "Sąsiadach" (s. 104) pisze, że 

entuzjazm 

Żydów na widok wchodzącej Armii Czerwonej nie był zgoła rozpowszechniony i nie 

wiadomo na czym mia

łaby polegać wyjątkowość kolaboracji Żydów z Sowietami w okresie 1939-1941. 

W Upiornej Dekadzie (s. 68) maksymalnie pomniejszaj

ąc rozmiary żydowskiej kolaboracji twierdzi, że 

nawet kilka osób autentycznie szcz

ęśliwych musiało się wyróżniać na tle ogólnej atmosfery strachu i 

przygn

ębienia. Najbardziej groteskowo brzmi twierdzenie Grossa (Upiorna Dekada, s. 66): Żydzi 

wystawiali wprawdzie bramy triumfalne na cze

ść wchodzących wojsk sowieckich (a robili to nagminnie 

- J.R.N.), ale czynili to najcz

ęściej ze strachu. Dziwne tylko, że wszystkie inne nacje na Kresach nie 

poddawa

ły się jakoś temu uczuciu strachu z takim niekłamanym entuzjazmem jak Żydzi. Są na ten 

temat dos

łownie tysiące świadectw, w tym bardzo wiele świadectw Żydów, jak widać dużo 

uczciwszych od Grossa. Przypomnijmy, 

że tak wybitny przywódca Polskiego Państwa Podziemnego 

jak genera

ł Stefan Rowecki "Grot" pisał 25 września 1941 r.: Ujawniło się, że ogół żydowski we 

wszystkich miejscowo

ściach, a już w szczególności na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu (...) po wkroczeniu 

bolszewików rzuci

ł się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad 

funkcjonariuszami Pa

ństwa Polskiego, działaczami polskimi (...). (cyt. za A. Żbikowski, Żydzi polscy 

pod okupacj

ą sowiecką 1939-1941 w wydanych przez Żydowski Instytut Historyczny Studiach z 

dziejów 

Żydów w Polsce, Warszawa 1995, t. 2, s. 63).

  

Jak wielki by

ł ten niekłamany prosowiecki entuzjazm Żydów najlepiej świadczył przyznawany niegdyś 

przez Grossa (w Revolution from Abroad, Princeton 1988) fakt, 

że tylko Żydom na Kresach przytrafiał 

si

ę dość szczególny nawyk - całowanie sowieckich czołgów. W żadnych relacjach nie ma bowiem 

informacji, by jakikolwiek Ukrainiec czy Bia

łorusin splamił się aż takim prosowieckim serwilizmem. Jak 

pisa

ł Gross (Revolution...., op. cit. s. 29) "całowano nawet czołgi. Żydzi jak się wydaje mieli 

predylekcj

ę do całowania czołgów, jakoś nikt nie wspomina, by robili to Ukraińcy czy Białorusini". 

Swoiste zboczenie "czo

łgowe".

  

 

  

Antypolska dywersja

 

Czy rzekomymi uczuciami strachu przed Sowietami da si

ę wytłumaczyć udział licznych grup 

zbolszewizowanych 

Żydów na Kresach w zbrojnej dywersji przeciw armii polskiej we wrześniu 1939 r. 

Przypomnijmy tu, 

że była to wówczas jedyna armia stawiająca zbrojny opór niemieckim nazistom. W 

background image

wydanej w 1999 r. ksi

ążce Przemilczane zbrodnie. Żydzi i Polacy na Kresach 1939-1941 szerzej 

pisa

łem o rozmiarach tej żydowskiej dywersji (m. in. w Grodnie, Skidlu, Rożyszczach, Skałacie, 

Ko

łomyi, Izbicy, Lubomlu). Ostatnio zdradziecką dywersję żydowską na Kresach napiętnował historyk 

prof. Tomasz Strzembosz w tek

ście Przemilczana kolaboracja ("Rzeczpospolita" z 27-28 stycznia 

2000, akcentuj

ąc, że Żydzi podejmowali akty rewolty przeciw państwu polskiemu, zajmując 

miejscowo

ści, tworząc tam komitety rewolucyjne, aresztując i rozstrzeliwując przedstawicieli polskiej 

w

ładzy państwowej, atakując mniejsze lub nawet całkiem duże (jak w Grodnie) oddziały WP. Prof. 

Strzembosz powo

łał się przy tym na wyniki najnowszych badań innego historyka Marka 

Wierzbickiego, który w swym tek

ście pisze m. in. o ówczesnych dwudniowych walkach o pobliski 

Skidel, o 

żydowskich rebeliach w Jeziorach, Łunni, Wiercieliszkach , Wielkiej Brzostowicy, Ostrynie, 

Dubnie, Dereczynie, Zelwie, Motolu, Wo

łpie, Janowie Poleskim, Wołkowysku, Horodlu i Drohiczynie 

Poleskim. W tych miejscowo

ściach nie widziano ani jednego Niemca - wystąpienia skierowane były 

przeciwko pa

ństwu polskiemu. Była to kolaboracja z bronią w ręku, stanięcie po stronie wroga, zdrada 

dokonana w dniach kl

ęski. (Podkr. - J. R. N.). W mającej się ukazać w najbliższym czasie mojej 

dwutomowej ksi

ążce Polacy i Żydzi na Kresach 1939-1941 przytoczę również jeszcze inne przykłady 

antypolskiej 

żydowskiej dywersji w różnych miejscowościach. Ogarnęła ona bardzo znaczące obszary 

Kresów, stanowi

ła prawdziwy cios w plecy polskiej armii. Dlaczego o tym wszystkim tak skrzętnie 

milczy Jan Tomasz Gross, skrajny wybielacz postaw 

Żydów na Kresach? Jak widać prawda 

historyczna nie ma dla niego 

żadnego znaczenia. Liczą się tylko antypolskie uprzedzenia i 

znies

ławiająca propaganda.

  

Jednym z najbardziej oburzaj

ących przejawów prosowieckiej kolaboracji części Żydów na Kresach 

by

ło dopuszczenie się przez nich rozlicznych mordów na polskich oficerach, żołnierzach i cywilach. 

Wspomina o tym prof. Strzembosz w cytowanym artykule. Ja pisa

łem na ten temat już ponad półtora 

roku temu w odr

ębnym rozdziale książki Przemilczane zbrodnie. Nie będę więc tu opisywał niektórych 

szerzej relacjonowanych tam mordów na Polakach. By przypomnie

ć choćby opisaną tam historię 

zamordowania przywódców studenckich na Politechnice Lwowskiej za rzekomy antysemityzm, czy 
wymordowania dominikanów z klasztoru w Czortkowie, bestialsko zabitych przez 

żydowskich 

enkawudzistów. W obecnym artykule skupi

ę się głównie na niektórych nowych przykładach mordów 

zbolszewizowanych 

Żydów na Polakach, które zebrałem do mającej się wkrótce ukazać wspomnianej 

dwutomowej ksi

ążki o Polakach i Żydach na Kresach w latach 1939-1941.

  

 

  

Po 17 wrze

śnia: zamordowani oficerowie

 

Ryszard Pedowski, szwagier autora cennego dzie

ła o Polsce w drugiej wojnie światowej Polands 

Holocaust - Tadeusza Piotrowskiego, przytoczy

ł fakt zamordowania dwunastu polskich oficerów przez 

Żydów w Grabowcu (powiat Hrubieszów, woj. lubelskie). Według Pedowskiego polscy oficerowie 
zostali zamordowani w piekarni bogatego 

Żyda grabowieckiego, zwanego Pergamen. Następnie inny 

Żyd, znany w miejscowości jako "Kuka" (woziwoda) przetransportował ciała dwunastu polskich 
oficerów na cmentarz i tam zostawi

ł je w rowie. Ciała zamordowanych nie miały nic na sobie poza 

bielizn

ą. Gdy je znaleziono na cmentarzu następnego dnia, mieszkańcy zapewnili zamordowanym 

chrze

ścijański pogrzeb. Później doszło do otrucia "Kuki" jako potencjalnego niewygodnego świadka. 

Wed

ług Ryszarda Pedowskiego zarówno dwunastu polskich oficerów, jak i woziwodę zamordowali 

miejscowi biedni grabowieccy 

Żydzi, sympatyzujący z komunistami (wg T. Piotrowski, Polands 

Holocaust, Jefferson, North Carolina 1998, s. 55).

  

Profesor Tadeusz Piotrowski akcentowa

ł, że sprawa grabowieckiej zbrodni na polskich oficerach 

powinna by

ć poddana szczegółowemu śledztwu. Zapytajmy więc, czy zajął się już nią, albo kiedy się 

ni

ą zajmie Instytut Pamięci Narodowej?

  

Sprawa zbrodni w Grabowcu o roli otrutego 

świadka zbrodni - Żyda "Kuki" została poddana również w 

nades

łanej do mnie relacji Bolesława Boratyńskiego z Grabowca. Podkreślał on, że przyczyną 

zlikwidowania "Kuki" by

ło to, że on rozpowiadał o całej sprawie, i uskarżał się, że dostał za mało 

pieni

ędzy za swe usługi w zbrodni (wg relacji B. Boratyńskiego z 30 grudnia 1999, znajdującej się w 

moim posiadaniu). Boraty

ński akcentował w swej relacji, że fakty o zbrodni na polskich oficerach są 

znane i pami

ętane przez mieszkańców Grabowca.

  

background image

Istniej

ą rozliczne rozproszone informacje informujące o przejawach brutalnego traktowania polskich 

oficerów i 

żołnierzy (aż do zabójstw włącznie) ze strony zbolszewizowanych  Żydów. Na przykład 

Julian Grzesik pisa

ł w wydanej w 1989 roku w Lublinie książce Alija o martyrologii Żydów 

europejskich, i

ż: Znane były przypadki rozbrajania przez Żydów polskich żołnierzy, a niekiedy nawet 

ich zabójstw. O zabójstwie w 1939 r. sier

żanta, który odmówił oddania broni Żydowi, piszący tę relację 

posiada informacje z pierwszej r

ęki. J. K. Kuncewicz wspomniał na łamach Tygodnika Kulturalnego 7 

maja 1989: 23 wrze

śnia zostaliśmy otoczeni przez czołgi sowieckie i przepędzeni do młyna w 

Hrubieszowie. Otoczeni przez miejscowych milicjantów-

Żydów, którzy w sposób bardzo ordynarny 

wykazywali, kto jest w

ładzą (...) Gros oficerów i podoficerów, którzy nie zaryzykowali ucieczki jest na 

wykazie katy

ńskim. Wielu Żydów, nie tylko komunistów, zapełniło wkrótce etaty w sowieckiej 

administracji, pomagaj

ąc NKWD w wyłapywaniu oficerów i pracowników polskiej administracji.

  

Wstrz

ąsającą relację wymagającą dalszych archiwalnych potwierdzeń, nadesłał do mnie we wrześniu 

1999 ksi

ądz Paweł Piotrowski z Curitiby w Brazylii. Pisał w niej m. in.: Przez kilkanaście lat, pracując w 

Rio de Janeiro, by

łem kapelanem koła tamtejszych Kombatantów Polskich - 9 PK. Przez długi czas ich 

prezesem by

ł pan Janusz Pawełkiewicz. W 1939 roku dowodził tylną strażą jednego z polskich 

zgrupowa

ń wycofujących się na południowy wschód. Nie mogę, niestety, przytoczyć tu 

dok

ładniejszych danych, ale wiem, że znajdują się one w londyńskim archiwum, które przez lata 

sporz

ądzano na podstawie zeznań uczestników walk - żołnierzy polskich - na różnych frontach II 

wojny 

światowej.

  

Wspomina

ł, jak bardzo burzył się na widok transparentów na cześć wybawicieli ze Wschodu, którzy 

jeszcze na te tereny nie wkroczyli. Oddzia

ł, którym por. Janusz Pawełkiewicz dowodził, oderwał się od 

g

łównych sił, pozostał w tyle, tak, że stworzyła się luka między nim a zasadniczymi siłami. Widocznie 

ten fakt wprowadzi

ł w przekonanie mieszkańców Chełma, że nie ma już polskich sił, że wszystkie 

uciek

ły. Po wejściu do miasta oddział pana Pawełkiewicza skierował się do miejscowej szkoły i 

zdumieni 

żołnierze znaleźli tam scenę wstrząsającą: na podłodze sali szkolnej leżało dwanaście ciał 

oficerów polskich przybitych do pod

łogi długimi gwoździami poprzez oczy i głowę. Żołnierze znaleźli 

wo

źnego i na pytanie: "kto to zrobił?", usłyszeli odpowiedź: "Żydy". Na pytanie: "gdzie oni są?", woźny 

odpowiedzia

ł: "Tu, na tej ulicy same Żydy mieszkają".

  

Pragn

ę dodać, że pan Janusz opowiadał o tym wydarzeniu wobec świadków, a dokładniejsze dane 

b

ędzie można znaleźć we wspomnianych archiwum w Londynie (...) (tekst nadesłanej do mnie relacji 

ks. Paw

ła Piotrowskiego był drukowany w dziale "Polski holocaust - relacje "Naszej Polski" z 15 

wrze

śnia 1999).

  

Prezes Towarzystwa Przyjació

ł Frampola Ryszard Jasiński przytoczył w publikowanej przez niego 

relacji o "frampolskim wrze

śniu 1939 r." fragmenty pamiętnika Jerzego Czerwieńca-Czerwińskiego, 

opisuj

ącego tragiczne wydarzenie z końca 1939 roku: 29 września na posterunek, czy komendę 

"Czerwonej milicji", równie

ż znajdujący się w szkole - dwóch Żydów doprowadziło podchorążego WP 

w stopniu plutonowego powracaj

ącego zza Buga przez Frampol za Wisłę. Tam urzędujący członkowie 

milicji z jej komendantem A. R. "Nuchymem" w czasie przes

łuchania zażądali zdjęcia orzełka z czapki 

i zerwania naramienników z dystynkcjami plutonowego WP. Podchor

ąży odmówił - a kiedy komendant 

A. R. chcia

ł mu je zerwać siłą, atakowany podobno uderzył "Nuchyma" w twarz. Rozwścieczeni 

milicjanci zak

łuli podchorążego bagnetami, a najwięcej znęcał się nad nim sam komendant. Tak 

zgin

ął, nie na linii frontu od kuli wroga, ale kainową ręką zamordowany plutonowy podchorąży WP 

Wincenty Panasiuk, student Uniwersytetu Warszawskiego, urodzony w 1912 r. w Opatowie (...) W 
nocy, w strachu przed mieszka

ńcami Frampola, wywleczono zamordowanego na tzw. "księże pole" i 

w jego cz

ęści północno-wschodniej (za obecną hydrofornią) wykopali dół i tam wrzucili zwłoki, a dla 

zatarcia zbrodni zakryto je martwym koniem (...) i dopiero potem zasypano ziemi

ą, zacierając dobrze 

ślady (...). Student Wincenty Panasiuk z Opatowa miał w przyszłości zostać nauczycielem, a jak na 
ironi

ę zamordowano go w szkole we Frampolu (...) Po roku, gdy wydobywano zwłoki żołnierza z dołu 

ha

ńby, spod padłego z głodu ułańskiego konia, gdzie ukryli go po "wieczne" czasy mordercy, mundur 

wskazywa

ł na bardzo liczne rany na ciele (cyt. za R. Jasiński, Frampolski wrzesień 1939 rok - cd. w 

gazecie regionalnej Towarzystwa Przyjació

ł Frampola "Wokół Frampola", lipiec 1998, nr 3, s. 20, 21, 

22).

  

In

żynier Michał Ławacz w nadesłanej do mnie relacji z 29 lipca 1999 r. opisał wstrząsający fakt 

zamordowania, dos

łownie na jego oczach, młodego polskiego żołnierza przez grupę żydowskich 

background image

milicjantów w Che

łmie. Jak wspominał inż. Ławacz: W dniu - nie pamiętam już którym - wjazd do 

Che

łma czołgów radzieckich przez przystrojone bramy z kwiatów itp. wykonane przez Żydów. 

Serdeczne witanie czo

łgistów, a następnie Sołdatów przez Żydów. Żydów opanowuje euforia. Nagle 

wszyscy 

Żydzi od wyrostków do lat ok. 40 mają opaski czerwone na rękawach. Już rządzą na ulicy 

jako milicja. Prawie wszyscy uzbrojeni w karabiny, pa

łki, bagnety, noże. Żądni krwi i mordu. Cel 

widoczny - szukanie ofiary. By

ło to w godzinach popołudniowych, ok. godz. 18.00. Byliśmy świadkami, 

jak zgraja oko

ło 10-15 wyrostków żydowskich, zaatakowała młodego żołnierza na ulicy, którą 

przechodzili

śmy - przy pomocy noży, pałek, bagnetów. Każdy Żyd chciał mieć swój udział w mordzie. 

Napadli na niego ca

łą grupą, gdy szedł sam ulicą. Stało się to około 50 do 100 metrów przed nami. My 

te

ż szliśmy w tym samym kierunku co ten żołnierz. Widząc to wszystko i słysząc głosy zabijanego i 

Żydów poczułem się słabo i zemdlałem. Ojciec wciągnął mnie do bramy kamienicy (...). Z bramy 
zaci

ągnięty zostałem na klatkę schodową, gdzie powoli odzyskiwałem przytomność (...) Obraz ten 

mam do dzisiaj w pami

ęci.

  

Mo

żnaby mnożyć przykłady podobnych jak powyższe historii zabójstw Polaków przez 

zbolszewizowwanych 

Żydów. Krzysztof Jasiewicz na przykład wymienia, w swej tak cennej pracy Lista 

strat ziemia

ństwa polskiego 1939-1956, Witolda Rozwadowskiego (1912-1939), aresztowanego wraz 

z ojcem prawdopodobnie we wrze

śniu 1939 roku. Według Jasiewicza Witold Rozwadowski został 

zamordowany w wi

ęzieniu w Oszmianie przez kolegę Żyda (milicjanta w Oszmianie) (por. K. 

Jasiewicz, Lista strat ziemia

ństwa polskiego 1939-1956, Warszawa 1995, s. 887).

  

Felicja Starosielec w przes

łanej do mnie relacji z 21 sierpnia 1999 r. podawała, że jej brat został 

zabrany z gimnazjum brzeskiego, aresztowany, oskar

żony i rozstrzelany przez milicję żydowską.

  

Za po

średnictwem Tadeusza Kalinowskiego ze Skierbieszowa w powiecie zamojskim otrzymałem 

przes

łane przez niego 22 sierpnia 1999 r. podpisane przez Józefa Chudzika z Majdana Sitanickiego 

zeznanie na temat okoliczno

ści zamordowania dwóch żołnierzy polskich około 17 września 1939 roku. 

Żołnierzy tych, idących w umundurowaniu, bez uzbrojenia, zabiła grupa uzbrojonych Żydów w 
miejscowo

ści Wierzba na Zamojszczyźnie. Pan Chudzik, który sam był świadkiem mordu na 

Polakach, powo

ływał się również na konkretne nazwiska innych świadków wspomnianej zbrodni.

  

Janina D

ługosz-Adamowska w nadesłanej do mnie relacji z 15 sierpnia 1999 r. opisując tragedię swej 

rodziny mieszkaj

ącej na Kresach, wspominała: Kuzynkę Marię ze Zborowskich wywieziono na Sybir, a 

m

ęża Rudolfa zabili Żydzi w domu, we Lwowie (lekarz z zawodu, były konkurent zawodowy i 

oczywi

ście gnębiciel uciśnionych, bo pochodzenia hrabiowskiego). 

  

W

ładysław Zańczuk w nadesłanej relacji z 26 sierpnia 1999 r. opisał zbrodniczy mord, najwyraźniej w 

celach rabunkowych, dokonany na kobiecie-Polce i jej dziecku przez patrol ukrai

ńsko-żydowski w 

rejonie miejscowo

ści Wołynka w październiku 1939 r. Zańczuk, we wrześniu obrońca twierdzy 

brzeskiej, zdo

łał wraz z kolegą Władysławem Schlichtynem wydostać się z niewoli sowieckiej i 

pod

ążał ku Włodawie wzdłuż torów kolejowych Brześć-Włodawa. W swej relacji tak pisał o tragicznym 

wydarzeniu, które zaobserwowali: Id

ąc już torami, na wysokości miejscowości Wołynka zauważyliśmy 

patrol w sk

ładzie dwóch ludzi z bronią na pasie (przedtem pisał, że był to patrol ukraińsko-żydowski - 

J. R. N.), pod

ążający ścieżką do torów kolejowych (...). Z przeciwnego zaś kierunku zbliżała się do nas 

kobieta z ma

łą dziewczynką, która niesie pod pachą bochenek chleba. Oceniając na oko odległość, 

mog

ła wynosić około 120-150 metrów. Liczyliśmy, że patrol wpierw spotka się z kobietą.

  

Mimo wszystko, sytuacja troch

ę nas niepokoi - postanowiliśmy trochę zwolnić kroku. - Widzimy jak 

patrol zatrzymuje kobiet

ę z dzieckiem, rozmowy żadnej nie słyszymy - po chwili dochodzi do dwóch 

strza

łów (...) Kobieta z dzieckiem zginęła, bo była Polką i miała futro (...) Chociaż było tak dawno, ale 

wszystko pami

ętam, jakby było to dzisiaj, mieli nie więcej niż 18-20 lat - jeden był Żydem, drugi 

Ukrai

ńcem.

  

 

  

Masakry wi

ęźniów

 

background image

Jedn

ą z najczarniejszych plam w historii antypolskich działań zbolszewizowanych Żydów w czasie 

wojny by

ł ich bardzo aktywny udział w mordowaniu polskich więźniów w czasie sowieckiego odwrotu 

po napa

ści na ZSRR w czerwcu 1941 roku. Chodziło o mordy na masową skalę. Autorzy 

dokumentalnej pracy na ten temat: Krzysztof Popi

ński, Aleksander Kokurin i Aleksander Gurjanow 

oceniali, 

że w toku pospiesznej "ewakuacji" więźniów zginęło od 20.000 do 30.000 polskich obywateli, 

g

łównie Polaków i Ukraińców. Zginęli zamordowani w więzieniach i w toku samej ewakuacji. Z kolei 

wed

ług ocen Stanisława Kalbarczyka w czasie czerwcowej "ewakuacji" z wszystkich więzień 

sowieckich zgin

ęło razem około 50.000 do 100.000 ofiar. I tak na przykład w więzieniu w Łucku 

prze

żyło masakrę tylko 90 z około 2.000 więźniów.

  

Ze wzgl

ędu na zmasowany charakter mordowania polskich więźniów (a także ukraińskich) w 

wi

ęzieniach i w czasie "ewakuacji" w czerwcu 1941 roku, tym istotniejsze jest pełne zbadanie 

konkretnej odpowiedzialno

ści zbolszewizowanych Żydów, uczestniczących w roli katów w owych 

masakrach. A by

ła to rola, niestety dość znacząca. Jak pisał Mark Paul w odniesieniu do zbrodni w 

czerwcu 1941 roku: Istnieje wiele autentycznych raportów o miejscowych 

Żydach w służbie sowieckiej, 

uczestnicz

ących w egzekucjach więźniów, przeprowadzonych na szeroką skalę przez sowiecką 

s

łużbę bezpieczeństwa w owym czasie (por. tekst M. Paula: Jewish-Polish Relations in the Soviet-

Occupied Poland 1939-1941, zamieszczony w ksi

ążce The Story of Two Shtetls, Brańsk and 

Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, cz. 2, s. 218).

  

W ksi

ążce Zbrodnicza ewakuacja więzień i aresztów NKWD na Kresach Wschodnich II 

Rzeczypospolitej w czerwcu-lipcu 1941 roku napisano mi

ędzy innymi o udziale zbolszewizowanych 

Żydów w mordowaniu więźniów w Łucku, Oszmianie i Wołożynie. We wspomnianej książce 
wymieniono po nazwisku - w oparciu o wyniki 

śledztw - niektóre osoby narodowości żydowskiej, które 

pe

łniły służbę w więzieniach, gdzie popełniono masakry. Byli wśród nich między innymi Szloma Szlut, 

Karp - kobieta narodowo

ści żydowskiej, Mohylow - Żyd-kierowca, Krelensztejn, również narodowości 

żydowskiej. Szczególną brutalnością "wyróżniły się" strzelające do więźniów ustawionych na 
dziedzi

ńcu więziennym dwie Żydówki z Łucka: Blumenkranz, lat 20, córka właściciela sklepu 

obuwniczego z ulicy Jagiello

ńskiej i Spiglówna (brak bliższych danych).

  

Poza udzia

łem w masakrach w Łucku, Oszmianie i Wołożynie, udział zbolszewizowanych Żydów 

odnotowano mi

ędzy innymi w mordowaniu Polaków w Czortkowie (co już wcześniej opisałem), w 

Tarnopolu, w okolicach Bra

ńska.

  

Ksi

ądz Wacław Szetelnicki pisał, że 21 czerwca 1941 roku wraz z wybuchem wojny niemiecko-

sowieckiej, wycofuj

ący się Sowieci wymordowali w więzieniach zamkniętych tam Polaków i Ukraińców. 

Stwierdzono, 

że w więzieniu tarnopolskim w mordowaniu brali udział trzej Żydzi z Trembowli: 

doro

żkarz Kramer, Dawid Kuemmel i Dawid Rosenberg (por. książkę ks. W. Szetelnickiego, 

Trembowla. Kresowy bastion wiary i polsko

ści, Wrocław 1992, s. 213). W tym przypadku dokładne 

nazwiska 

żydowskich katów Polaków są więc dobrze znane. Pytanie, czy Instytut Pamięci Narodowej 

wszcz

ął śledztwo w tej sprawie, a jeśli wszczął, to dlaczego wiadomość o tym nie jest szerzej znana 

polskiej opinii publicznej?

  

Szokuj

ące informacje na temat zbrodni popełnionej przy współudziale Żydów na 40 Polakach z okolic 

Bra

ńska znajdujemy w publikowanym rok temu tekście Zbigniewa Romaniuka. Jego autor jest 

cz

łowiekiem znanym z niezwykle gorącej troski o pielęgnowanie śladów żydowskiej przeszłości w 

Bra

ńsku i o stwarzanie możliwości prawdziwie głębokiego dialogu polsko-żydowskiego. Przejęty tymi 

ideami, kilka lat temu, nawet nazbyt naiwnie zaufa

ł w dobre intencje Mariana Marzyńskiego, 

kr

ęcącego film "Shtetl", który później okazał się tendencyjnym paszkwilem polakożerczym. Tym 

godniejsze uwagi s

ą więc stwierdzenia Zbigniewa Romaniuka, oparte na prowadzonych przez niego 

badaniach historii miasta Bra

ńska w 1939 roku. Romaniuk mówił między innymi: Główna Komisja 

Bada

ń Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu bada obecnie sprawę szokującego mordu na około 40 

osobach z Ciechanowca, Bra

ńska i otaczających je terenów. W czerwcu 1941 roku, dosłownie na 

godziny przed wej

ściem Niemców do Brańska, sowieckie NKWD w towarzystwie dwóch żydowskich 

policjantów z Bra

ńska eskortowało wyżej wspomnianą grupę do więzienia w Białymstoku. Po drodze 

natrafili oni na dzia

łania wojenne i musieli zrobić odwrót. Blisko wioski Folwarki Tylwickie, niektórych 

wi

ęźniów rozstrzelano, innych z braku kul zabito bagnetami i kolbami karabinów (por. tekst wywiadu 

W. Wierzewskiego z Z. Romaniukiem, opublikowanego w ksi

ążce The Story... op. cit, cz. I, s. 26).

  

background image

Romaniuk w odr

ębnym tekście przytoczył nazwiska niektórych osób zamordowanych 23 czerwca 

1941 r. w Folwarkach Tylwickich. Byli w

śród nich między innymi nauczycielka Helena Zaziemska, 

nauczycielka Szlezinger (z domu Klukowska?) i przedsi

ębiorca, Ignacy Płoński.

  

By

ła mieszkanka Kresów Wschodnich Maria Antonowicz pisała w nadesłanej do mnie relacji z 15 

sierpnia 1999 r. o udziale 

żydowskiej bojówki w mordowaniu polskich więźniów w Berezweczu. 

Wed

ług jej relacji: Prawie wszystkich mężczyzn z naszego transportu (w tym mego ojca) 

przetransportowano do wi

ęzienia w Berezweczu (dawny klasztor) koło Głębokiego i tu zaczęła się ich 

gehenna, wo

łająca na próżno o pomstę do nieba. Wiemy o tym od mojej matki, która już nie żyje, tak 

jak wi

ększość z pokolenia rodziców, którzy tyle mieliby do powiedzenia, a musieli milczeć przez pół 

wieku i najcenniejsze fakty z zakresu "bia

łych plam" zabrali do grobu (...) Po wkroczeniu Niemców 

otwarto bramy wi

ęzienia w Berezweczu. Miejscowi Polacy szukali swoich bliskich. Na terenie 

wi

ęzienia zastali doły pełne okaleczonych trupów, powiązanych drutem. Część ciał nie posiadała 

ko

ńczyn, uszu, języka. Wszystko wskazywało na to, że przed śmiercią byli okrutnie torturowani. 

Wed

ług relacji świadków mordu dokonało NKWD przy udziale żydowskiej bojówki. Więźniów, których 

nie zd

ążono zamordować (podobno około 2.000), pędzono na wschód (...) Na drodze koło wsi 

Niko

łajewo NKWD wymordowało całą kolumnę więźniów (...). Nie znam przypadku ocalenia Polaka 

przez 

Żyda, a była ku temu okazja w czasie okupacji sowieckiej i PRL. Za polski holocaust nikt nas 

nawet nie przeprosi

ł (poza Niemcami). My, Kresowiacy straciliśmy nie tylko swoich bliźnich, ale także 

domy, ziemie, rodzinne pami

ątki, cały dobytek i groby, które pokrywa niepamięć, żeby wszelki ślad po 

nas zagin

ął (...) Polacy znają holocaust Żydów i "akcję Wisła", a nie znają "akcji Syberia". Polacy 

znaj

ą mord kielecki a nie znają liczby ofiar naszych dzieci, które zginęły na Syberii z głodu i zimna 

oraz hekatomby ofiar zsy

łek, więzień i łagrów sowieckich. A przecież do tych ofiar przyczynili się w 

du

żej mierze Żydzi, współpracujący z NKWD, a później w UB.

  

Podane przez pani

ą Antonowicz informacje o szczególnie okrutnym mordowaniu polskich więźniów w 

Berezweczu znajduj

ą potwierdzenie również w innych źródłach. Między innymi prof. Ryszard 

Szaw

łowski pisał w swej znakomitej monografii wojny polsko-sowieckiej 1939 roku o dopuszczeniu się 

przez Sowietów potwornych tortur wobec wi

ęźniów polskich przed ich wymordowaniem, 

masakrowaniu, wyd

łubywaniu oczu, odcinaniu kończyn.

  

Wymienione tu przyk

łady stanowią zapewne tylko część znacznie szerszego bilansu morderstw 

pope

łnionych na Polakach w latach 1939-1941 przez zbolszewizowanych Żydów. Sprawy te 

wymagaj

ą szczegółowych, żmudnych badań i weryfikacji. Istnieją przeróżne informacje o zbrodniach 

na Polakach, które wymagaj

ą dokładnego sprawdzenia i zarazem ujawnienia ich faktycznych 

sprawców. Oto kilka typowych przyk

ładów takich spraw wymagających szczegółowego zbadania, z 

którymi zetkn

ął się w wyniku lektury publikacji książkowych i prasowych oraz nadesłanych do mnie 

relacji.

  

By

ły mieszkaniec Lwowa w czasach wojny - Zbigniew Schultz, w skierowanym do mnie liście z dnia 28 

marca 1996 roku, pisa

ł o swych informacjach na temat antypolskich działań współwłaściciela 

kamienicy, w której mieszka

ł - młodego, żonatego Żyda o nazwisku Schechter (Chodziło o kamienicę 

we Lwowie przy ulicy 

św. Kingi 10). Według listu Z. Schultza: współwłaściciel kamienicy Schechter 

wraz ze swym bratem i matk

ą mieli przed wojną duży sklep spożywczy. Po wkroczeniu 22 września 

1939 r. sowieciarzy do Lwowa rozpocz

ął on pracę w NKWD. Jego służąca, młoda Żydówka o imieniu 

Tinka, w tym czasie przychodzi

ła do nas i opowiadała, że jej pan przychodzi często z pracy w 

pokrwawionej koszuli. Przekonywa

ła nas, że jej pan morduje więźniów politycznych w więzieniu 

lwowskim.

  

Wed

ług wspomnień Władysława Poboga-Malinowskiego: Pod Czortkowem zginęło śmiercią 

m

ęczeńską kilku oficerów i żołnierzy, napadniętych o świcie przez komunistów, Ukraińców i Żydów 

(por. W. Pobóg-Malinowski, Na rumu

ńskim rozdrożu (fragmenty wspomnień), Warszawa 1990, s. 9).

  

W. Pobóg-Malinowski tylko informuje o zabójstwach na oficerach i 

żołnierzach polskich, a niezbędne 

by

łoby uściślenie ich nazwisk i nazwisk sprawców mordu popełnionego na nich.

  

Innym przyk

ładem sprawy wymagającej szczegółowego zbadania jest wspomniana w nadesłanej do 

mnie relacji z wrze

śnia 1999 r. Tadeusza Maciejewskiego historia mordu dokonanego przez Żydów w 

background image

Raduniu na czterech Polakach. Zabity zosta

ł wówczas między innymi sąsiad Maciejewskiego - 

Bierecewicz.

  

  

Mord w Brzostowicy Ma

łej

 

Wa

żne nowe fakty o mordowaniu Polaków na Kresach przez zbolszewizowanych Żydów odsłonił 

historyk Marek Wierzbicki w wydanej w 2000 roku w Warszawie ksi

ążce Polacy i Białorusini w zaborze 

sowieckim.

  

Wierzbicki pisa

ł głównie o białoruskiej kolaboracji z Sowietami, ale przytoczył również sporo informacji 

na temat zbrodniczych dzia

łań niektórych zbolszewizowanych Żydów, mordujących po 17 września 

1939 r. polskich oficerów, urz

ędników itp. Pisał np. na s. 116 swej książki, iż w Sokółce szewc 

Go

łdacki, Żyd, zastrzelił trzech policjantów. Tego samego dokonał kowal Abel Łabędych we wsi 

Bogusze 24 wrze

śnia".

  

Szczególnie wstrz

ąsające były zawarte w książce Wierzbickiego opisy niektórych mordów na 

Polakach, dokonanych przez zbolszewizowane bandy 

żydowsko-białoruskie. Opisał m.in. (ss. 70-72) 

histori

ę bestialskiego mordu dokonanego na Polakach w gminie Mała Brzostowica przez bandę 

komunistyczn

ą, składającą się z Żydów i Białorusinów i przewodzoną przez żydowskiego handlarza 

Ajzika. Zbolszewizowani bandyci obu nacji zamordowali wówczas hrabiostwo L. i A. Wo

łkowickich, ich 

szwagra oraz wójta gminy, sekretarza urz

ędu gminnego, kasjera, listonosza i miejscowego 

nauczyciela. Polskie ofiary "napojono" najpierw wapnem, a nast

ępnie wrzucono do dołu z wapnem i 

zasypano, mimo 

że większość ofiar jeszcze żyła. Później komunistyczni bandyci ugniatali miejsce, 

gdzie wrzucono ofiary, nogami, poniewa

ż ziemia ciągle pękała. Robiono tak dotąd, aż zniknęły 

wszystkie szczeliny.

  

Jak pisa

ł Wierzbicki: Z przytoczonej relacji wynika, że zamordowanie Wołkowickich musiało wydarzyć 

si

ę po przybyciu Sowietów do gminy Indura, co nastąpiło między 19 a 20 września. Natomiast zgodnie 

z ustaleniami Krzysztofa Jasiewicza, Wo

łkowiccy i pozostałe osoby zostały zamordowane w nocy z 17 

na 18 wrze

śnia. NKWD nie tylko nie ukarało sprawców zbrodni, lecz kilku z nich wynagrodziło 

przyj

ęciem do milicji (...) Sam Ajzik otrzymał stanowisko przewodniczącego kooperatywu, co jeszcze 

bardziej wzmocni

ło jego pozycję społeczną. (Tamże, s. 71-72; podkr. - J. R. N.)

  

 

  

Dani

łki, Świsłocz, Tomaszówka...

 

Do licznych okrutnych morderstw na Polakach dosz

ło również we wsiach Daniłki, Aminowce, w 

Massalanach, Szyd

łowiczach i Zajkowszczyźnie. Zamordowano tam sołtysa wsi Daniłki 

Sadowniczego, jego syna i brata, in

żyniera Witolda Berettiego (z pochodzenia Włocha), żonę i 

szwagierk

ę dzierżawcy majątku Golnie Antoniego Kozłowskiego, a później samego Kozłowskiego, 

dwóch le

śniczych z ordynacji Bispinga i zarządcę majątku Zajkowszczyzna - Apolinarego 

Ja

źwińskiego. Według książki Marka Wierzbickiego działaniami grup elementów komunistycznych i 

kryminalnych, które dokona

ły tych mordów miał kierować zdaniem świadków komitet rewolucyjny w 

Wielkiej Brzostowicy. Wierzbicki pisze o dzia

łalności tego komitetu: Przewodniczył mu Żyd nazwiskiem 

(lub mo

że o pseudonimie - J. R. N.) Żak Motyl, a członkami byli Żydzi, Białorusini i jeden Polak. (M. 

Wierzbicki: op. cit., s. 76).

  

Wierzbicki pisze równie

ż (na s. 86-87) o zbrodniczych działaniach "rewolucyjnego komitetu" w 

miasteczku Zelwa, zorganizowanego po zbrojnej rewolcie tamtejszej skomunizowanej ludno

ści 

bia

łoruskiej i żydowskiej. W rezultacie działań tego komitetu 21 września 1939 roku rozstrzelano 12 

Polaków. Wed

ług Wierzbickiego być może właśnie wtedy zamordowano m.in. ziemianina Jerzego 

Bo

łądzia (przed wojną posła na Sejm) i proboszcza z Zelwy - księdza Jana Kryńskiego.

  

background image

Z kolei (wg Wierzbickiego: op. cit., s. 87) w wyniku dzia

łań bojówek żydowsko-ukraińskich wokół 

Świsłoczy zamordowano m.in. nauczyciela spod Świsłoczy; zaginął również uprowadzony przez tą 
grup

ę zawiadowca stacji Świsłocz.

  

Wierzbicki (op. cit., s. 98) przytoczy

ł również dramatyczną relację kupca drzewnego narodowości 

żydowskiej Jechiela Szlachtera z osady Tomaszówka powiatu brzeskiego. Opisywał on w niej 
zbrodnicz

ą działalność band grasujących w okolicach powiatu lubomelskiego i brzeskiego po 17 

wrze

śnia 1939 roku, które miały na celu sianie terroru i dopuszczanie się gwałtu na przybywających z 

okupacji niemieckiej. Wed

ług Szlachtera: Bandy, które tam grasowały składały się z Żydów, 

Ukrai

ńców i Białorusinów (...) Działalność tych band polegała na niszczeniu uciekającej z terenu 

niemieckiego inteligencji polskiej. Wed

ług Szlachtera bandy zamordowały wielką ilość Polaków, 

których masowe groby znajduj

ą się w lasku sosnowym na drodze z Tomaszówki do Polenca i w 

Szacku, 200 metrów od cmentarza.

  

   

Czy b

ędą rozliczone zbrodnie na Polakach?

 

Wymienione tu przyk

łady wskazują, że w latach 1939-1941 doszło do licznych przypadków 

mordowania Polaków przez zbolszewizowanych 

Żydów. Prawda o tym powinna być wreszcie 

ujawniona, zw

łaszcza teraz, gdy próbuje się przedstawiać tak oszczerczy obraz Polaków jako narodu 

rzekomo morduj

ącego Żydów i "wspólników Hitlera". Zdumiewa tak wielka pasywność okazana w tej 

sprawie po 1989 roku, najpierw przez G

łówną Komisję Badania Zbrodni na Narodzie Polskim, a teraz 

przez Instytut Pami

ęci Narodowej. Czy wymogi lewackiej i filosemickiej "poprawności politycznej" mają 

wci

ąż przeszkadzać w ujawnieniu mordów popełnianych na Polakach przez Żydów i w ich ściganiu? 

Dlaczego mamy unika

ć powiedzenia całej prawdy o nikczemnych mordach popełnionych przez 

zbolszewizowanych 

Żydów na swych bliźnich tylko dlatego, że jakoby musimy szczególnie uważać na 

to, by nie urazi

ć wrażliwości Żydów jako ofiar holocaustu. My też byliśmy jako naród ofiarą holocaustu, 

sam straci

łem wtedy ojca, ale jakoś nikt, a zwłaszcza duża część Żydów, nie chce pamiętać o naszych 

cierpieniach i nie liczy si

ę z naszą wrażliwością. Nie tylko przemilcza się prawdę o polskiej 

martyrologii, lecz wytacza si

ę przeciw nam coraz ohydniejsze kalumnie. Byłem i będę zawsze za 

zbadaniem wszelkich przejawów niegodziwo

ści popełnionych przez poszczególnych Polaków wobec 

ludzi ze swego narodu czy wobec ludzi z innych narodów. Nie powinno by

ć pobłażania dla pamięci 

jakichkolwiek szmalcowników, jakichkolwiek wspólników zbrodni w s

łużbie któregokolwiek ze 

zbrodniczych totalitaryzmów. Ale pami

ęć o polskich ofiarach każe nam raz wreszcie zadbać o należyte 

pokazanie zbrodni pope

łnionych na Polakach przez przedstawicieli różnych narodów, bez 

żnicowania, czy pochodzą z narodów "lepszych" czy "gorszych", mniej czy bardziej "wybranych". 

Nie mo

że być dwóch miar. Przypominajmy i czcijmy pamięć oficerów polskich żydowskiego 

pochodzenia i rabina Barucha Steinberga - ofiar zbrodni katy

ńskiej. Pokazujmy jednak również i 

odpowiedzialno

ść żydowskich śledczych z Kozielska czy Starobielska, gorliwie donoszących na 

polskich oficerów za ich "kontrrewolucyjny szowinizm" (vide meldunki H. A. Eljmana).

  

Najwy

ższy czas, aby wreszcie przystąpić do systematycznego zbierania świadectw od ostatnich, 

jeszcze 

żyjących świadków polskiego holocaustu, tego najbardziej przemilczanego holocaustu z rąk 

sowieckich, dokonanego przy pomocy zbolszewizowanych 

Żydów.

  

W ponad 60 lat po rozpocz

ęciu czarnej serii zbrodni na narodzie polskim, tym niezbędniejsze jest 

podj

ęcie apelu o przyspieszenie wyświetlania kulisów popełnianych wówczas zbrodni, badania tropów 

prowadz

ących na ślad ich wykonawców. Każda informacja w tej sprawie powinna być zbadana i nie 

lekcewa

żona, póki jest szansa, że można dotrzeć do świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Wielu 

świadków zbrodni popełnianych na Polakach wymarło, niektórzy są w podeszłym wieku, tak jak 87-
letni dzi

ś Tadeusz Maciejewski, który nadesłał do mnie informację o zamordowaniu czterech Polaków 

w Raduniu. Najwy

ższy czas, by przyspieszyć badanie spraw popełnionych zbrodni.

  

 

  

Mord w Koniuchach - wiele relacji, nie ma winnych?

 

background image

Zdumiewa, 

że prezes Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leon Kieres, mający dość czasu na 

peregrynacje po Stanach Zjednoczonych i wydawanie pochopnych, przedwczesnych o

świadczeń 

przed zako

ńczeniem śledztwa, jak dotąd nie podjął publicznie sprawy masowych mordów na 

Polakach. Nie my

ślę tu tylko o masakrach popełnionych na wielu dziesiątkach tysięcy Polaków przez 

szowinistów ukrai

ńskich, ale również o masowym ludobójczym mordzie, popełnionym w 1944 roku na 

ch

łopach polskich ze wsi Koniuchy przez żydowskich partyzantów komunistycznych. A przecież 

ustalenie sprawców tego okrutnego mordu nie jest szczególnie trudne - paru z nich chlubi

ło się swymi 

zbrodniczymi "dokonaniami".

  

Chaim Lazar opisywa

ł w książce Destruction and Resistance (New York, Shengold Publishers, 1985, 

s. 174-175): Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyzantów z wszystkich obozów, uzbrojonych w 
najlepsz

ą broń, wyruszyło w kierunku wsi. Było wśród nich około 50 Żydów, przewodzonych przez 

Jaakowa Prennera. O pó

łnocy przybyli oni na kraniec wsi i zajęli odpowiednie pozycje. Rozkaz 

nakazywa

ł nie pozostawić ani jednej żywej duszy. Nawet zwierzęta domowe miały być wybite, a cała 

w

łasność zniszczona... Sygnał dano tuż przed świtem. W ciągu niewielu minut otoczono wieś z trzech 

stron. Z czwartej strony by

ła rzeka i jedyny most, który znajdował się w rękach partyzantów. 

Partyzanci, z zawczasu przygotowanymi pochodniami, podpalali domy, stajnie i spichlerze, otwieraj

ąc 

intensywny ostrza

ł domów... Półnadzy chłopi wyskakiwali z okien, szukając drogi ratunku. Wszędzie 

czeka

ły na nich jednak nieszczęsne kule. Wielu wskakiwało do rzeki i płynęło nią ku drugiemu 

brzegowi, ale i ich równie

ż spotka ten sam los. Misja została wypełniona w ciągu krótkiego czasu. 

Sze

śćdziesiąt rodzin, liczących około 300 ludzi, zostało wybitych; nikt z nich nie przeżył.

  

Przypomnijmy równie

ż inny opis całej rzezi, znajdujący się w książce żydowskiego autora Izaaca 

Kowalskiego: A Secret Press in Nazi Europe: The Story of a Jewish United Organization (New York: 
Central Guide Publishers, 1969, s. 333-334), przytoczony równie

ż w książce Anthology of Armed 

Jewish Resistance, 1939-1945, wyd. przez I. Kowalskiego i in., (Brooklyn, New York, Jewish 
Combatants Publishing House, 1991, vol. IV, s. 390-391): Komendant naszej bazy wyda

ł rozkaz, aby 

wszyscy zdolni do walki m

ężczyźni przygotowali się w ciągu godziny do wykonania operacji... 

Widzia

łem partyzantów nadchodzących z różnych kierunków, z różnych oddziałów. ... Nasz oddział 

dosta

ł rozkaz zniszczyć wszystko, co się rusza i spalić wieś do fundamentów. O dokładnie oznaczonej 

godzinie wszyscy partyzanci na wszystkich ko

ńcach wsi rozpoczęli zalewać wieś ogniem karabinów i 

karabinów maszynowych, wraz z kulami zapalaj

ącymi. Spowodowało to zapalenie się słomianych 

strzech domów. Wie

śniacy i mały niemiecki garnizon odpowiedział ciężkim ostrzałem, lecz po dwóch 

godzinach wie

ś wraz z ufortyfikowanym schronem została całkowicie zniszczona. Nasze straty 

wynios

ły dwóch ludzi, którzy zostali lekko ranni.

  

Kolejny 

żydowski autor - Rich Cohen opisywał w książce The Avengers (New York: Alfred A. Knopf, 

2000, s. 145): Partyzanci - Rosjanie, Litwini i 

Żydzi - zaatakowali Koniuchy od pól, ze słońcem 

świecącym im w plecy. Doszło do strzałów z karabinów maszynowych z wież strażników. Partyzanci 
odpowiedzieli ogniem. Ch

łopi ukryli się w swych domach. Partyzanci rzucali granaty na dachy i domy 

eksplodowa

ły w płomieniach. Inne domy zostały podpalone pochodniami. Chłopi uciekali przez drzwi 

domów i uciekali uliczkami. Partyzanci 

ścigali ich, zabijając strzałami mężczyzn, kobiety, dzieci. Wielu 

ch

łopów uciekało w kierunku niemieckiego garnizonu, przy cmentarzu na krańcu miasta. Komendant 

partyzantów, przewidziawszy ten ruch, umie

ścił grupę ludzi ukrytych za grobami, Gdy ci partyzanci 

otworzyli ogie

ń, chłopi zawrócili, tym razem jednak trafiając na żołnierzy, idących od tyłu. Setki 

ch

łopów zginęły, schwytane w krzyżowy ogień.

  

 

  

Puszcza Rudnicka o

śmieliła się bronić

 

Z ksi

ążki Isaaca Kowalskiego A Secret Press in Nazi Europe (op. cit., s. 405-407) znane są nazwiska 

niektórych 

żydowskich partyzantów z Puszczy Rudnickiej: Israel Weiss, Schlomo Brand, Chaim Lazar, 

Jacob Prener, Isaac Kowalski, Zalman Wolozni.

  

Co spowodowa

ło tę tak okrutną masakrę chłopów ze wsi Koniuchy? [porownaj 

Morderstwo w 

Koniuchach

 - wtr. WK] Polscy ch

łopi ze wsi Koniuchy, w pobliżu Puszczy Rudnickiej, zorganizowali 

jednostk

ę samoobrony, która miała za cel chronienie wsi przed ciągłymi rekwirowaniami żywności 

przez wpadaj

ące do wsi jednostki partyzanckie. Stąd, pod koniec kwietnia 1944 r., według żydowskich 

background image

źródeł, wybrano wieś Koniuchy dla aktu zemsty i zastraszenia. Żydowski autor Chaim Lazar (op. cit., 
s. 174-175) przedstawia wie

ś Koniuchy jako rzekome centrum intryg przeciwko partyzantom. Z kolei 

Isaac Kowalski pisze, 

że Koniuchy znajdowały się dziesięć kilometrów od bazy partyzanckiej, ale 

nigdzie nie wspomina, aby mieszka

ńcy wsi uczestniczyli w tropieniu partyzantów żydowskich czy 

sowieckich. (Jak komentowa

ł polonijny autor z Kanady Mark Paul, takie działanie byłoby samobójcze 

dla samych ch

łopów). Kowalski zarzuca mieszkańcom Koniuchów, że strzelali do partyzantów 

przechodz

ących przez wieś dla wykonywania różnych niewyszczególnionych po imieniu ważnych i 

niebezpiecznych misji. Zdaniek Marka Paula, nic nie zmusza

ło partyzantów do ciągłego 

przechodzenia przez wie

ś oddaloną o 10 km od ich bazy dla wykonywania misji i widoczne jest, że 

chodzi

ło o rekwirowanie żywności. Według polskiego historyka Kazimierza Krajewskiego (w książce 

Na Ziemi Nowogródzkiej, s. 511-512) wie

ś Koniuchy nie była żadną fortecą, a cały "arsenał" chłopów 

sk

ładał się z kilku zardzewiałych karabinów. Krajewski przypomniał również, że 27 kwietnia 1944 r., na 

krótko przed atakiem na Koniuchy, sowieccy partyzanci zaatakowali ma

łą wioskę Niewoniańce, która 

wspiera

ła Armię Krajową. Wymordowano dwie rodziny członków AK - osiem osób - a ich domostwa 

spalono do fundamentów.

  

Żydowscy kolaboranci

 

W poprzednim G

ŁOSIE pisałem o barbarzyńskim zniszczeniu polskiej wioski i wymordowaniu 

jej wszystkich mieszka

ńców (ok. 300 osób) przez sowieckich partyzantów, głównie Żydów, w 

kwietniu 1944 roku. Wymordowano ich w odwecie za to, 

że organizowali samoobronę chłopów 

przeciw wci

ąż ponawianym rabunkom wsi. Przez rzeź w Koniuchach [porownaj 

Morderstwo w 

Koniuchach

 - wtr. WK] chciano zastraszy

ć inne wsie polskie, by nie odważyły się bronić przeciw 

wci

ąż ponawianym rabunkom. Przytaczałem fragmenty książek żydowskich autorów, 

wydanych w USA, w których otwarcie chwalili si

ę dokonaną na polskich chłopach rzezią. 

Zapytywa

łem w związku z tym dlaczego prezes Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres nie 

podj

ął dotąd sprawy okrutnej rzezi na Polakach w Koniuchach, choć sprawcy mordu są znani, 

a niektórzy nawet pyszni

ą się swą zbrodnią.

  

Z tym wi

ększą satysfakcją mogę dziś poinformować czytelników GŁOSU, że zaledwie kilka dni po 

moim tek

ście, 23 lutego, "Rzeczpospolita" poinformowała, że Instytut Pamięci Narodowej wszczął 

śledztwo w sprawie mordu na polskich chłopach we wsi Koniuchy. Okazało się, że w lutym w tej 
sprawie pismo do IPN wystosowa

ł Kongres Polonii Kanadyjskiej. Zdumiewa jednak fakt, że o 

wszcz

ęciu śledztwa ogłoszono tylko w "Rzeczpospolitej", podczas gdy fakt ten przemilczano w tak 

wp

ływowych dziennikach, jak "Gazeta Wyborcza" czy "Życie", nie mówiąc o telewizji. Zdumiewa 

równie

ż informacja podająca, że bada się sprawę o odpowiedzialności za zbrodnie partyzantów 

sowieckich, nie podaj

ąc, że trzon uczestników rzezi w Koniuchach stanowili partyzanci żydowscy. Jak 

dot

ąd jakoś partyzanci sowieccy z innych narodowości, którzy uczestniczyli w rzezi, nie chwalili się 

swym udzia

łem.

  

   

Rozenblat ujawnia zbrodnie komunistów 

żydowskich

 

Wybielaj

ącym kolaborację Żydów na Kresach fałszerstwom Grossa jednoznacznie przeczą najnowsze 

ustalenia 

żydowskiego naukowca z Brześcia Litewskiego na Białorusi Eugeniusza Rozenblata. Jest on 

wytrawnym znawc

ą dziejów Żydów na Kresach, a przy tym historykiem, a nie socjologiem, jak Gross. 

W szkicu naukowym "Jewrei w sisteme me

żnacjonalnych otnoszenii w zapadnych obłastiach Bełarusi, 

1939-1941 g.", publikowanym w r. 2000 na 

łamach "Bełaruskiego histarycznego zbornika", 13, 

Rozenblat pisa

ł m. in.:  

"W pierwszych tygodniach wojny 

Żydzi, wykorzystując ucieczkę przedstawicieli polskiej administracji, 

przejawili inicjatyw

ę jeszcze przed wkroczeniem części Armii Czerwonej i zapełnili za zgodą lub bez 

zgody pozosta

łej ludności powstałą wtedy próżnię władzy praktycznie we wszystkich miastach i 

miasteczkach Zachodniej Bia

łorusi, gdzie ludność żydowska nierzadko stanowiła większość 

mieszka

ńców. W tym okresie aktywność żydowskiej ludności wyrażała się w formowaniu struktur 

aparatu przemocy dla poparcia systemu spo

łecznego (robotniczej gwardii, oddziałów milicji, 

rozlicznych komitetów, itd. ...). Stworzone przez nich organizacje wzi

ęły na siebie funkcje zbierania 

broni, aresztowania przedstawicieli polskiej armii i aparatu w

ładzy. W mieście Pińsku, dzięki czujności 

background image

gwardii robotniczej, aresztowano ministra sprawiedliwo

ści polskiego rządu Michałowskiego, 

rozpoznanego przez by

łego członka KPZB Basię Giller" 

(Wed

ług opracowanego przez J. Fronczaka w 2 tomie "Słownika biograficznego działaczy polskiego 

ruchu robotniczego biogramy Barbary (Baszy, Lei) Giller po wojnie by

ła ona m. in. kierownikiem 

katedry w Centralnej Szkole Ministerstwa Bezpiecze

ństwa Publicznego w Łodzi).  

Zadenuncjowanie przez Giller sko

ńczyło się tragicznie dla b. polskiego ministra sprawiedliwości. 

Skazany na pobyt w sowieckim wi

ęzieniu zmarł (być może został zamordowany) w 1941 r. w czasie 

ewakuacji wi

ęzień sowieckich.

  

E. Rozenblat akcentowa

ł również znaczenie udziału zbolszewizowanych Żydów w wystąpieniach 

zbrojnych przeciw polskiej armii we wrze

śniu 1939 r. Według jego ustaleń w tak wysławianym przez 

historiografi

ę sowiecką antypolskim powstaniu w mieście Skidel Żydzi stanowili większość 

uczestników. Opisuj

ąc rolę prosowieckich żydowskich ochotników, patrolujących miasta, Rozenblat 

pisa

ł, że:  

"Uzbrojone formacje s

łużyły nie tylko jako środek obrony żydowskiej ludności od możliwych konfliktów 

mi

ędzy narodowościami, lecz same również stanowiły zagrożenie dla określonej części ludności 

polskiej. Zabójstwa i grabienie Polaków mia

ły dwojaki charakter. W jednych przypadkach były to 

polityczne akcje, skierowane przeciwko przedstawicielom polskiej w

ładzy. I tak gwardia robotnicza 

miasta Pi

ńska na czele z b. członkiem KPZB Benjaminem Dodiukiem, w której skład weszli M. 

Żukowski-Zilberg, G. Szkliarnik, Sz. Szklarnik, Władimir Antonowicz, Abram Gorbat, Judel Kot i in., 
rozstrzeliwa

ła na miejscu polskich oficerów i policjantów, zatrzymanych z bronią w ręku, w innych 

przypadkach jako motyw mordu wyst

ępowała chęć wzbogacenia się kosztem swych ofiar. We wsiach 

podobne dzia

łania dokonywane były głównie przez Białorusinów, w miastach i miasteczkach - przez 

Żydów."

 

   

Zdominowanie administracji przez "aktyw" 

żydowski

 

Do szczególnie bezczelnych fa

łszów Grossa należą powtarzane parokrotnie w "Upiornej dekadzie" 

twierdzenia stanowczo zaprzeczaj

ące masowemu udziałowi Żydów w sowieckiej administracji. Gross 

gromko zapewnia i

ż "Żydzi są wymieniani w obsadzie lokalnych organów władzy bardzo rzadko" 

("Upiorna...", op. cit., s. 78), albo, 

że udział Żydów w obsadzie różnego typu komitetów prosowieckich 

"by

ł znikomy" (tamże, s. 77). I na dowód tego wylicza na niemal całą stronę 77 składów niektórych 

komitetów na wsiach, np. wsi 

Żurawice czy gminie Chotiaczów, podając, że tam najwyraźniej 

dominowali nie-

Żydzi. Przytacza nazwiska Jakuba i Dymitra Maksimczuka, Danelo Hantiuka, Iwana 

Maciochy, Wasyla Szostaka, etc. Manipulacja Grossa ma na celu oszukanie niezorientowanych 
czytelników. Otó

ż, jak powszechnie wiadomo, na wsiach kresowych, gdzie Żydów zamieszkiwało 

stosunkowo niewielu, w komitetach rewolucyjnych i milicji dominowali Bia

łorusini i Ukraińcy. Inaczej 

natomiast wygl

ądała sytuacja w miastach i miasteczkach, co szalbierczo pomija Gross. Otóż wszędzie 

tam w prosowieckich komitetach rewolucyjnych, milicji, s

ądach, prokuraturach zdecydowanie 

dominowali zbolszewizowani 

Żydzi. I oni właśnie dali się szczególnie we znaki polskiej ludności miast i 

miasteczek.

  

Aby dok

ładnie udowodnić fałszerstwa Grossa, który wylicza składy władz we wsi Żurawicy czy gminie 

Chotiaczów przytocz

ę jakże wymowne, a szalbierczo przemilczane przez Grossa składy sowieckich 

w

ładz po 17 września w niektórych miejscowościach, w tym w takich miastach jak Stanisławów, Łuck 

czy Zamo

ść. W przeważającej mierze oprę się przy tym na świadectwach Żydów, bez porównania 

uczciwszych od hochsztaplerskiego autora "Upiornej Dekady" i "S

ąsiadów". Oto niektóre, jakże 

wymowne, przyk

łady.

 

W ksi

ążce o "mniejszym z dwóch zeł" na temat sytuacji Żydów pod panowaniem sowieckim 1939-

1941 

żydowski historyk Dov Levin pisał, że:  "Już w początkowych dniach obecności Armii Czerwonej 

we wschodniej Polsce, cz

ęści Rumunii i w krajach bałtyckich - a w pewnych przypadkach nawet przed 

ich przej

ęciem - Żydzi byli aktywni w tworzeniu instytucji nowego rządu. Oni wyróżniali się w 

gwardyjskich formacjach milicji, cia

łach zwanych jako "komitety" rewolucyjne lub tymczasowe. 

Obecno

ść Żydów w tych organizacjach rzucała się w oczy w miasteczkach i miastach (...). W kręgach 

sowieckiej administracji wojskowej szeroko (i s

łusznie) podzielano w tym czasie pogląd, że żydowska 

mniejszo

ść była jednym z elementów najbardziej godnych zaufania na tym etapie (...) Żydzi byli 

background image

widoczni we wszystkich agencjach cywilnej administracji w czasie konsolidowania si

ę sowieckiego 

re

żimu przed oficjalnym anektowaniem zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi w listopadzie 1939 

r." (D. Levin, "The Lesser of Two Evils: Eastern European Jewry Under Soviet Rule, 1939-1941", 
Philadelphia and Jerusalem 1995, s. 43). 
Wed

ług wydanej w Jerozolimie "Pinkas Hahehillot" (Encyclopedia of Jewish Communities. Poland, vol. 

II Eastern Galicia, Jerusalem 1980, s. 368) po wej

ściu wojsk sowieckich do Stanisławowa żydowscy 

komuni

ści objęli liczne stanowiska we władzach miejskich. Stanowisko wiceburmistrza objął A. 

Eckstein, szefem milicji zosta

ł Rozental, jego zastępcą Kochman, komendantem więzienia - Mendel 

Blumenstein, jego zast

ępcą Shkulnik, a dyrektorem poczty - prawnik Hausknecht.

 

Wed

ług książki "Europa NIE prowincjonalna" (Warszawa 2000, s. 1105, 1106) w Łucku 

przewodnicz

ącym rady miejskiej po wejściu armii sowieckiej został żydowski komunista Menachem 

Librich, natomiast miejskim sekretarzem partii komunistycznej w tym mie

ście został Żyd z Kijowa - 

Geszonowicz. 
Cytowany ju

ż wcześniej żydowski historyk Dov Lewin przytoczył w swej książce konkretne, bardzo 

wymowne dane, ilustruj

ący jakże znaczący udział zbolszewizowanych Żydów w sowieckiej 

administracji licznych miast i miasteczek na Kresach. Wed

ług Levina: "Żydowski komunista, którego 

wypuszczono z wi

ęzienia po wybuchu wojny, i który dotarł do miasta Chełm, znajdującego się 

wówczas pod rz

ądami sowieckimi (następnie przekazano go Niemcom) opisuje, że całe miasto było w 

r

ękach żydowskich. Burmistrz był Żydem. Także wszyscy sprawujący urzędy miejskie i milicjanci, za 

wyj

ątkiem "kilku Polaków" byli żydowskimi komunistami. W Zamościu tak wielu Żydów weszło do 

miejscowej milicji, 

że stanowili większość w jej szeregach (...) Żydzi kierowali prowincjalnym 

komitetem miejskim w Stryju (...) Stosownie do 

żydowskich źródeł Żydzi stanowili 70 procent członków 

milicji w pewnych miejscowo

ściach wschodniej Galicji" (D. Levin, "Lesser... op. cit.", s. 43-44).

 

Wed

ług Levina komendantem miasta Telechany w okręgu pińskim został Leibel Klitnik, a jego brat 

Ephraim zosta

ł zastępcą przewodniczącego rady miejskiej. Żydzi zajęli stanowiska burmistrzów w 

takich miejscowo

ściach jak Dąbrowica, Ostrog, Łuck (...), (por. tamże, s. 43, 44). 

Ameryka

ński historyk Richard C. Lukas pisał w książce "Zapomniany Holocaust" (por. polskie wyd. 

Kielce 1995, s. 164), i

ż: 

"Jeden z raportów ocenia

ł, że 75 proc. administracji wysokiego szczebla we Lwowie, Białymstoku i 

Łucku podczas sowieckiej okupacji składało się z Żydów". 
Zbigniew Romaniuk z Bra

ńska cytował takąż oto opinię miejscowego Żyda Altera Trusa o 

zdominowaniu tamtejszej administracji sowieckiej przez 

Żydów: 

"Najwa

żniejszymi w mieście zostają Welwl Puszański, Benie Fajwel-Szustels, Rufcie Pytlak - starzy 

komuni

ści, przyłączają się do nich Szepsel Preiser i Chaje Man" (por. Z. Romaniuk, 21 miesięcy 

w

ładzy sowieckiej w Brańsku [w:] "Ziemia Brańska", t. VI, 1995, s. 79). Według Romaniuka (tamże s. 

84): "Nowy aparat urz

ędniczy wszystkich Polaków traktował jako potencjalnych wrogów".

 

Żyd ze Słonimia, miasta powiatowego w województwie nowogrodzkim - Nachum Alpert pisał, że na 
czele tymczasowej administracji miasta S

łonimia stanął Żyd z Mińska Matwej Kołotow. Według Alperta 

Ko

łotow "miał raczej prostacki wygląd. Zainstalował swój urząd w starostwie i w prywatnych 

rozmowach nie ukrywa

ł swej dumy z tego, że urodził się w rodzinie proletariackiej". - "Mój ojciec jest 

izwoszczikiem (wo

źnicą)" - chwalił się całą siłą swego głosu. I nie można go było lekceważyć. Cały 

świat był w jego rękach" (por. N. Alpert, "The Destruction of Slonim Jewry", New York 1990, s. 10). Na 
czele zorganizowanej przez Ko

łotowa Gwardii Robotniczej, mającej pilnować "porządku" w mieście 

postawiono innego 

Żyda - Chaima Chomskyego, weterana partii komunistycznej.

 

Żydowski autor M. Amihai, pisząc o sytuacji w mieście powiatowym Sambor w województwie 
lwowskim, stwierdzi

ł, że: "Wielu Żydów weszło do służb miejskich i rządowych. Rosjanie ufali 

żydowskiej ludności więcej niż Polakom i Ukraińcom, i dlatego wyższe stanowiska powierzano Żydom" 
(por. M. Amihai, "The Rohatyn Jewish Community. A Town that Perished", Tel Aviv 1962, s. 44). 
By

ły żołnierz Armii Krajowej Witold Andruszkiewicz wspominał na łamach "Głosu Polskiego" z Toronto 

1 lutego 1997, i

ż w jego rodzinnych Ejszyszkach po wejściu armii sowieckiej "Żydzi też obsadzili z 

miejsca wi

ększość stanowisk w miejscowej administracji i władzach bezpieczeństwa".

 

Doktor ordynator Wadiusz Kiesz tak wspomina

ł z czasów swej młodości zmonopolizowanie władzy 

przez 

Żydów w jego rodzinnym Boremlu po 17 września 1939 roku: "Po objęciu władzy przez 

Sowietów w miasteczku ukszta

łtował się komitet miejski partii, gdzie narodowościowy skład był 

background image

jednolity - 

żydowski. Od tej bezpośredniej władzy zależało wiele - kogo deportować, kogo odpowiednio 

zaopiniowa

ć, kogo wreszcie zaszeregować do tej czy innej szuflady" (por. W. Kiesz, "Od Boremla do 

Chicago", Starachowice 1999, s. 66).

 

Karol Liszewski (prof. Ryszard Szaw

łowski) pisał, że również w Nadwornej, gdzie wojska sowieckie 

pojawi

ły się 22 września 1939 r. "całą administrację miasta objęli miejscowi Żydzi" (por. K. Liszewski 

(R. Szaw

łowski), "Wojna polsko-sowiecka 1939 r.", Londyn 1988, s. 56). 

Wed

ług relacji Władysława Swirskiego otrzymanej z kręgów polonijnych w Kanadzie, za 

po

średnictwem autora znaczących prac o stosunkach polsko-żydowskich w latach 1939-1941 Marka 

Pula - w Bogdanówce, w pobli

żu Zborowa miejscowej organizacji partii komunistycznej przewodziła 

Basia Szapiro. Jej zi

ęć o nazwisku Lipszyc był sekretarzem rady miejskiej. W czerwonej milicji bardzo 

wp

ływową postacią był tamtejszy handlarz końmi Josz Pinkas.

 

   

"Panoszyli si

ę bezwzględnie"

 

Aby w pe

łni uprzytomnić czytelnikom jak fałszywe są stosowane 

przez Grossa próby wybielenia obrazu postaw 

Żydów na Kresach i zaprzeczania ich tak znaczącemu, 

a cz

ęsto dominującemu udziałowi w tamtejszej sowieckiej administracji pozwolę sobie na odwołanie 

si

ę do relacji samych Żydów-świadków owych lat. Na przykład Henryk Reiss, tak wspominał pierwsze 

lata rz

ądów sowieckich we Lwowie (1939-1941): 

 "wówczas we Lwowie bycie Jewrejem u

łatwiało życie. Władze sowieckie nie ufały Polakom. Nie ufały 

Ukrai

ńcom marzącym o wolnej Ukrainie, a nie o Ukrainie jako części Związku Radzieckiego. Pozostali 

Żydzi. Jedynie oni witali Armię Czerwoną kwiatami, jak zbawców. Polski rząd emigracyjny w Londynie 
apelowa

ł, aby nie współpracować z sowieckim okupantem. Polacy, początkowo przynajmniej, nie 

zg

łaszali się do pracy. Czekali. Żydzi nie mogli lub nie chcieli czekać. O posady było łatwo. Dla Żydów 

nawet bardzo 

łatwo (...). Dziewięćdziesiąt procent urzędników naszego zjednoczenia stanowili Żydzi. 

Podobna sytuacja istnia

ła we wszystkich innych zjednoczeniach i kooperatywach spółdzielczych na 

terenie Lwowa, obejmuj

ących wszystkie gałęzie przemysłu, produkcji i handlu. Czyż można się dziwić, 

że Polacy, którzy starali się nie współpracować z Rosjanami, bo taki był rozkaz polskiego rządu w 
Londynie, uwa

żali Żydów za kolaborantów, agentów bolszewizmu?" (por. H. Reiss, "Z deszczu pod 

rynn

ę. Wspomnienia polskiego Żyda", Warszawa 1993, s. 41). 

Wspomniany ju

ż historyk żydowski z Białorusi Eugeniusz Rozenblat pisał w cytowanym szkicu, iż 

"znacz

ące warstwy żydowskiej ludności wykorzystały zniknięcie polskiej inteligencji i upadek 

administracyjno-gospodarczego aparatu. W

łaśnie wtedy ogromna żydowska masa inteligencka i 

łinteligencka napłynęła do powstałej wówczas niszy, zajmując miejsca w nowych państwowych 

strukturach (...)".

  

Jak bardzo znacz

ące były te awanse żydowskich mas, gdy żydowski "lud wszedł do śródmieścia" 

wyrazi

ście świadczą przytoczone przez Rozenblata dane. Otóż w obwodzie pińskim w styczniu1941 

roku 

Żydzi stanowili 25,3% wśród osób, które awansowały na różne stanowiska, a w organizacjach i 

instytucjach obwodowych - oko

ło połowy składu (49,5%). W rejonie słonimskim Żydzi stanowili ok. 

43% osób awansowanych na ró

żne stanowiska, Białorusini 43,5%, Polacy 10,4%. W części 

miejscowo

ści Żydzi zajęli większość stanowisk w niektórych zawodach. W obwodzie pińskim na 

przyk

ład Żydzi stanowili 64,7% lekarzy, 49,2% buchalterów, rachmistrzów i planistów. Rozenblat 

pisze, 

że przejawy preferowania specjalistów Żydów prowadziły niekiedy do konfliktów. I tak na 

przyk

ład w Baranowiczach medycy nie-Żydzi uskarżali się na to, że w miejskim szpitalu zostawiono 

wy

łącznie lekarzy-Żydów, a lekarze z innych narodowości posłani zostali bądź do innej pracy w  

mie

ście, bądź posłani do regionów w teren. 

Czasami ostre konflikty wywo

ływała skrajna niekompetencja Żyda pochopnie awansowanego na 

kierownicze stanowisko. I tak 

Żyd mianowany przewodniczącym kołchozu im. Komuny Paryskiej już w 

ci

ągu miesiąca wzburzył przeciwko sobie większość kołchoźników. Według Rozenblata 

niezadowolenie z 

żydowskiego przewodniczącego kołchozu wywołało jego grubiaństwo, otwarte 

przyw

łaszczanie dóbr materialnych i wyraźne protegowanie miejscowych Żydów. Decydując się na 

zdj

ęcie go ze stanowiska rejonowy komitet partii akcentował, że jego postępowanie wywołało wybuch 

narodowej nienawi

ści w kołchozie.

 

background image

Rozenblat wskazywa

ł również na to, że: "Liczni Żydzi zajmowali odpowiedzialne stanowiska w 

organach NKWD, s

ądach i prokuratorach i z nimi kojarzono represje nowej władzy. I tak, prokuratorem 

okr

ęgowym w dywińskim okręgu obwodu brzeskiego była M. M. Becker, prokuratorem w okręgu 

pru

żańskim Była N. I. Liwszic (...), zastępcą naczelnika NKWD w obwodzie brzeskim - W. G. Kagan, 

naczelnikiem wydzia

łu śledczego w brzeskim NKWD - S. M. Levin (...)". Rozenblat podkreślał, że 

wed

ług danych z 25 września 1940 roku, 41,2% wszystkich pracowników zatrudnionych w sądach i 

prokuratoriach obwodu pi

ńskiego było narodowości żydowskiej. Zdaniem Rozenblatta tak silny udział 

Żydów w różnych strukturach sowieckiej władzy był traktowany przez część ludności jako 
"niesprawiedliwe uprzywilejowanie 

Żydów". Doprowadziło to do pojawienia się złośliwych określeń w 

stylu "sowiecka w

ładza - władza Żydów i dla Żydów", "władza żydowska".

 

Wroc

ławski sufragan, ks. biskup Wincenty Urban tak pisał w książce "Droga krzyżowa archidiecezji 

lwowskiej w latach II wojny 

światowej 1939-1945", (Wrocław 1983, s. 93-94): 

"Czynniki administracyjne nie zna

ły litości, były bezwzględne, cisnęły na każdym kroku. Organem 

wykonawczym by

ły najczęściej "biedniaki" oraz miejscowi Żydzi, zwłaszcza ci ostatni panoszyli się 

bezwzgl

ędnie, nieraz wyzywająco i bezczelnie. Ich dziełem po największej części były różne donosy 

na ludzi oraz oskar

żenia".

 

Rozliczne 

żydowskie świadectwa potwierdzają opinię o niezwykle dużym udziale żydowskich 

kolaborantów w sowieckiej administracji na Kresach. W wydanych przez 

Żydowski Instytut Historyczny 

"Studiach z dziejów 

Żydów w Polsce" (Warszawa 1995, t. II, s. 65) przytoczono zawartą w Archiwum 

Ringelbluma ocen

ę Żydówki z Grodna: 

"Po

łożenie Żydów na terenach polskich zajętych przez sowiety było nader pomyślne. Dzięki swojemu 

wrodzonemu sprytowi i zdolno

ściom potrafili sobie ułożyć życie jak najdogodniej (...). Bardziej 

wp

ływowych Polaków oraz takich, którzy zajmowali przed wojną ważniejsze stanowiska, bolszewicy 

wywie

źli wgłąb Rosji, wszelkie zaś urzędy obsadzali przeważnie Żydami i im powierzali wszędzie 

kierownicze funkcje (podkr. J. R. N.). Z tych wzgl

ędów ludność polska ustosunkowywała się na ogół 

od razu bardzo wrogo, wytworzy

ła się nienawiść o wiele jeszcze silniejsza, niż była przed wojną". 

Podobny pogl

ąd znajdujemy w zamieszczonej w tychże zbiorach Ringelbluma opinii Żydówki z Wilna, 

stwierdzaj

ącej:  

"bolszewicy na ogó

ł przychylnie odnieśli się do Żydów, mieli do nich pełne zaufanie i byli pewni ich 

ca

łkowitej sympatii i zaufania. Z tego powodu obsadzili Żydami wszystkie kierownicze i 

odpowiedzialne stanowiska, nie powierzaj

ąc ich Polakom, którzy je dawniej zajmowali" (podkr. - 

J.R.N.).

 

   

Zafa

łszowanie wymowy książki M. Gnatowskiego

 

Aby dowie

ść, że Żydzi nie grali żadnej znaczącej roli w administracji Jedwabnego pod okupacją 

sowieck

ą, Gross powołuje się na urywkową informację o czołowych urzędnikach tej administracji, nie-

Żydach, w oparciu o książkę prof. Michała Gnatowskiego: "W radzieckich okowach. Studium o agresji 
17 wrze

śnia 1939 r. i radzieckiej polityce w regionie łomżyńskim w latach 1939-1941", Łomża 1997, s. 

296. Jak zwykle starannie przemilcza natomiast rozliczne informacje w tej ksi

ążce dowodzące, że 

Żydzi byli szczególnie uprzywilejowani w polityce sowieckiej kosztem Polaków. Prof. Gnatowski pisał 
m. in. (op. cit., s. 158), 

że Żydzi i Białorusini to były w Łomżyńskiem jedyne grupy ludności, na które 

w

ładza radziecka mogła liczyć, zwłaszcza na liczny w małych miasteczkach regionu "proletariat 

żydowski". Na s. 159 swej książki prof. Gnatowski pisze, iż: 
 "Naczelnik MO NKWD w 

Łomży na naradzie w Mińsku 20 IX 1940 r. stwierdził: "u nas utarła się taka 

praktyka. Poparli nas 

Żydzi i tylko ich wciąż było widać. Zapanowała też moda, że każdy kierownik 

instytucji czy przedsi

ębiorstwa chwalił się tym, że u niego nie pracuje już ani jeden Polak. Wielu z nas 

Polaków po prostu si

ę bało". Uznał on taką postawę wobec Polaków za błąd. Inni uczestnicy narady 

tak nie uwa

żali. Odwrotnie jeden z naczelników RO NKWD stwierdził z naciskiem, że "wszyscy Polacy 

to kontrrewolucjoni

ści". 

Traktowani jako ludzie "drugiej kategorii", poddawani prze

śladowaniom narodowym, usuwani z pracy i 

nara

żani na ciągłą depolonizację, Polacy byli tym mocniej uczuleni na widoczne przykłady 

faworyzowania 

Żydów. Jak pisał prof. Gnatowski:  

"(...) w wypowiedziach mieszka

ńców regionu cytowanych w radzieckich dokumentach - wskazuje się 

na negatywne traktowanie Polaków i kokietowanie 

Żydów. Np. 20 X 1940 r. Jan Gosk mówił w 

background image

Rutkach: "Teraz to mamy 

żydowskie cesarstwo. Tylko ich wybierają wszędzie, a Polak jak koń, on 

tylko ci

ągnie i jego biją batem. Dla Polaków nastały złe czasy" (tamże, s. 159). 

  

   

"Ilu was? Raz!"

 

Zaprzeczaj

ąc masowemu udziałowi Żydów w kolaboracji z Sowietami na Kresach, przedstawiając go 

jako nik

ły i obejmujący tylko niewielką część Żydów, Gross stwarza mity o rzekomym masowym 

oporze 

Żydów przeciw Sowietom, co więcej, bezczelnie przecząc powszechnie znanym faktom, 

twierdzi w "Upiornej dekadzie" (wyd. z 1998, s. 82), i

ż "większość Żydów" odrzucała sowieckie 

porz

ądki, oraz że "za te poglądy i działania antysowieckie Żydzi zostali ukarani". Na poprzedniej 

stronie (s. 81) pisze, 

że Żydzi "zapłacili za to wysoką cenę". Powołując się na niektóre, poddawane w 

w

ątpliwość statystyki, stwierdzające, że Żydzi stanowili 30% osób deportowanych przez Rosjan 

(Polacy - 52%), cho

ć byli dużo mniej liczni od Polaków; Gross głosi, że jest to dowód na to, że "władze 

radzieckie represjonowa

ły Żydów surowiej niż Polaków". Jest to świadomy fałsz z kilku względów. Po 

pierwsze, gdy piszemy o surowych represjach, to Polacy wielokrotnie cz

ęściej byli mordowani przez 

Sowietów w latach 1939-1941 ni

ż Żydzi. Po drugie, Polaków represjonowano bądź z powodów 

politycznych (jako przedstawicieli dawnej administracji, cz

łonków elity polityczno-kulturalno, bądź po 

prostu tylko za to, 

że byli Polakami). Żydów deportowano na ogół z trzech powodów - jako 

uciekinierów z terenów pod okupacj

ą niemiecką (Rosjanie nagminnie podejrzewali ich o szpiegostwo), 

za zg

łoszenie się na wyjazd na tereny Generalnej Guberni, bądź za spekulację towarami, w której 

Żydzi odgrywali dominującą rolę. Groteskowo w tym względzie wygląda przedstawianie jako 
wyj

ątkowo znaczącej manifestacji żydowskiego oporu wobec Sowietów, to, że część Żydów nie 

kwapi

ła się do przyjmowania dokumentów potwierdzających sowieckie obywatelstwo. Według Grossa 

"Drug

ą demonstracją antyreżimową mniej więcej w tym samym czasie, było masowe zgłaszanie się 

Żydów do sowiecko-niemieckich komisji przesiedleńczych z prośbą o repatriację do Generalnej 
Guberni" ("Upiorna... op. cit.", s. 81). 
Tego typu dzia

łania nazwane szumnie przez Grossa "demonstracjami antyreżimowymi" nie miały nic 

wspólnego z prawdziwie aktywnym oporem wobec w

ładzy sowieckiej, w którym Żydzi albo nie 

uczestniczyli, albo w wyj

ątkowo małym, lilipucim wręcz stopniu. By przytoczyć choćby tak wymowne 

dane ze sprawozdania NKWD BSRR z 27 lipca 1940 r., skierowane do sekretarza KC KP Bia

łorusi 

Ponomarienki na temat likwidacji kontrrewolucyjnych organizacji podziemnych, skupiaj

ących 3.231 

dzia

łaczy, głównie ludzi młodych. Żydzi według tych informacji stanowili mikroskopijny ułamek 

wszystkich wykrytych i zlikwidowanych organizacji podziemnych. Dos

łownie jeden Żyd zamieszany w 

dzia

łalność tych organizacji przypadał na 363 Polaków. Dokładny stan narodowościowy podziemia 

antysowieckiego wed

ług informacji NKWD wyrażały następujące liczby: Polacy 2.904 osób, Białorusini 

- 184, 

Żydzi - 8, Litwini - 37, inni - 98 (por. A. Chackiewicz, Aresztowania i deportacje społeczeństwa 

zachodnich obwodów Bia

łorusi (1939-1941) w książce "Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie 

na ziemiach pó

łnocno-wschodniej II Rzeczypospolitej w latach 1939-1941", pod red. M. Giżejewskiej i 

T. Strzembosza, Warszawa 1995, s. 134). 
Na tle tej garstki 

żydowskich non-konformistów tym bardziej zdumiewa skrajne apoteozowanie przez 

Grossa ogromnego jakoby oporu 

żydowskiego wobec Sowietów. Ktoś złośliwy przypomniałby tu 

krótk

ą wymianę zdań: "Ilu was? Raz!".

  

   

Niemiecki historyk o "absurdach" Grossa

 

Zafa

łszowania Grossa, skrajnie wybielającego kolaborację Żydów z Sowietami, w druzgocący sposób 

obali

ł Bogdan Musiał, jeden z najwybitniejszych niemieckich historyków młodego pokolenia. W toku 

publikowanej w "

Życiu" z 2 lutego 2001 rozmowy z nim przeprowadzonej przez Pawła Paliwodę pt. 

"Nie wolno si

ę bać", Musiał powiedział m. in.: 

 "Cz

ęść ludności żydowskiej, która miała skłonności lewicowe, szczególnie młodzież, rzeczywiście 

zacz

ęła współpracować z Sowietami. W ten sposób Polacy zaczęli postrzegać Żydów jako zdrajców, 

sprzymierze

ńców Sowietów. Powszechnie sądzono, że listy proskrypcyjne wysyłanych na Syberię były 

przygotowywane przez 

żydowskich komunistów. Po części jest to prawda. Weźmy na przykład relację 

Michaela Mielnickiego, syna Chaima Mielnickiego z Wasilkowa (zawart

ą w książce "Białystok to 

background image

Birkenau", która ukaza

ła się w roku 2000 w Toronto). Wspomina on, że przyjeżdżali do nich 

funkcjonariusze NKWD i dla nich on z tat

ą wypełniali listy tych, którzy mieli jechać na Syberię. 

Polaków okre

śla mianem "zdrajcy", "folksdojcze", "faszyści" - językiem sowieckich okupantów. Cytuje 

swojego ojca: "musimy si

ę pozbyć tych polskich faszystów, bo oni są naszymi wrogami". Tylko, że 

w

śród tych faszystów i zdrajców były też dzieci, niemowlęta. Chociaż tylu Polaków wywieziono z 

pomoc

ą jego ojca, pan Michael Mielnicki dziwi się bardzo, że po wejściu Niemców nagle wśród 

Polaków pojawi

ło się tylu antysemitów".

  

Przeciwstawiaj

ąc się tym, którzy odrzucają jako rzekomy antysemicki stereotyp stwierdzenia, że 

wojska sowieckie wkraczaj

ące do Polski były owacyjnie witane przez znaczną część ludności 

żydowskiej, Musiał stwierdził: 
 "Co do tego (tzn. tego owacyjnego witania - J. R. N.) nie ulega w

ątpliwości. To jest potwierdzone 

tak

że przez żydowskich historyków. Na przykład w pracy Benciona Pinchuka "Shtetl Jews under 

Soviet Rule. Eastern Poland and the Eve of the Holocaust". G

łównym jego źródłem były relacje ludzi, 

którzy prze

żyli holocaust na tych terenach. Pinchuk dochodzi do całkowicie odmiennych wniosków niż 

Gross, przy czym ma on bez porównania bardziej profesjonaln

ą bazę źródłową. Pinchuk pisze o 

witaniu Sowietów i zaanga

żowaniu się Żydów, szczególnie w pierwszej fazie budowy systemu 

sowieckiego. W miastach 

Żydzi zwolennicy komunizmu odegrali dużą rolę w utrwalaniu władzy 

sowieckiej. Tworzyli komitety rewolucyjne, milicje, itd. To wszystko Pinchuk ustala na podstawie relacji 
nie polskich czy antysemickich - tylko 

żydowskich, które są w Yad Vashem. To jest do odnalezienia. 

Gross t

ę monografię zacytował tylko raz. Nie pasują mu jej tezy, jest dla niego bardzo niewygodna 

(...). Dlatego Gross omija prac

ę Pinchuka - i wiele innych - szerokim łukiem (...). Co do książki Grossa, 

to oczywi

ście nie ma u niego konstatacji, że ci Żydzi, którzy byli odpowiedzialni za komunistyczne 

zbrodnie (...) byli to pierwsi z tych, którzy uciekali z obszarów opuszczanych przez Sowietów". 
 

 

W artykule "Historiografia mityczna", publikowanym na 

łamach "Rzeczpospolitej" z 24-25 lutego 2001, 

Musia

ł krytykując manipulacje Grossa, stwierdził: 

"Gotowo

ść Grossa do afirmacji świadectw niedoszłych ofiar holocaustu ma swoje granice. Akceptuje 

on bowiem jedynie takie relacje, które potwierdzaj

ą jego tezy - inne ignoruje. Przykładem są relacje 

świadków żydowskich spisane w latach 1941-1942 o sytuacji na Kresach pod okupacją sowiecką. 
Wielu autorów tych relacji ocenia bardzo krytycznie postawy cz

ęści społeczeństwa żydowskiego w 

stosunku do Polaków. Jeden z nich opisuje tak sytuacj

ę w Wilnie: "Żydowscy komuniści igrali z uczuć 

patriotycznych Polaków, denuncjowali ich nielegalne rozmowy, wskazywali polskich oficerów i by

łych 

urz

ędników, z własnej woli pracowali w NKWD i brali udział w aresztowaniach". Podobnie jak Chaim - 

Mielnicki w Wasilkowie. 
Gross konsekwentnie omija takie relacje, bo przecz

ą one jego tezie, że podczas okupacji sowieckiej 

nie wydarzy

ło się nic, co mogłoby wpłynąć negatywnie na zaostrzenie i bez tego napiętych stosunków 

polsko-

żydowskich". 

B. Musia

ł pisze: "znając źródła żydowskie i inne można doprowadzić większość tez Grossa do 

absurdu". My

ślę, że słowo "absurd" jest zdecydowanie za łagodnym określeniem. Chodzi bowiem o 

cyniczne k

łamstwa wyrachowanego oszusta intelektualnego, jakim jest bez wątpienia Gross.

 

JERZY ROBERT NOWAK

 

P. S. W tekstach cyklu publikowanego w G

ŁOSIE skupiłem się na szerokim polemicznym omówieniu 

wybranych k

łamstw i oszczerstw J. T. Grossa. Czytelników GŁOSU chcących poznać całą 

żnorodność kłamstw i przeinaczeń Grossa, odsyłam do drukowanego równocześnie w tygodniku 

"Niedziela" cyklu "Sto k

łamstw J. T. Grossa". Piszę tam m. in. o zafałszowywaniu przez Grossa 

dawnej historii stosunku Polaków do 

Żydów, m. in. o jego insynuowaniu, że od czasów 

Chmielnickiego, które by

ły "pierwowzorem Shoah" czyli zagłady Żydów na wsi polskiej raz po raz 

manifestowa

ła się w paroksyzmach gwałtu "gotowość do zniszczenia tego, co obce". W tych 

oszczerczych stwierdzeniach Gross przypisa

ł polskim chłopom ukraińskie i kozackie rzezie pod 

dowództwem Chmielnickiego. Omawiam tam równie

ż m. in. skrajne kalumnie J. T. Grossa pod 

adresem katolicyzmu w Polsce, oszczerstwa na temat duchowej inspiracji przez polskie "czarne 
duchowie

ństwo" okrucieństw antysemickich, kalumnie pod adresem łomżyńskiego biskupa Stanisława 

Łukomskiego, etc.

 

Dzisiejsi manipulatorzy a zbrodnie z przesz

łości

 

background image

Spory wokó

ł polakożerczej wymowy książki "Sąsiedzi" Grossa i jego wypowiedzi zataczają coraz 

szersze kr

ęgi. Szczególnie szokująca okazała się ujawniona przez profesora Tomasza Strzembosza w 

wywiadzie dla G

ŁOSU informacja o tym, że główny świadek, na którego powołuje się Gross w swym 

ataku przeciw Polakom - Szmul Wasersztajn by

ł śledczym UB. Z kolei Katolicka Agencja Informacyjna 

piórami Bogumi

ła Łozińskiego i Aliny Petrowej Wasilewicz obaliła fałszerstwa Grossa w odniesieniu do 

szkalowanego przez niego 

łomżyńskiego biskupa Stanisława Łukomskiego (por. "Życie" z 3-4 marca 

2001). Z bardzo ostr

ą krytyką zafałszowań J. T. Grossa wystąpił prezes Kongresu Polonii 

Ameryka

ńskiej Edward Moskal, ostrzegając przed nową ofensywą antypolonizmu. Prezes Moskal 

wyrazi

ł również zdziwienie zachowaniem prezesa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leona Kieresa, 

który na d

ługo przed skończeniem śledztwa nt. wydarzeń w Jedwabnem występuje a priori z różnymi 

werdyktami. Wed

ług prezesa Moskala: "wypowiedzi p. Kieresa dowodzą, że bardziej zainteresowany 

jest tym, jak zareaguj

ą Żydzi niż rzeczywistym ujawnieniem prawdy". Prezes Moskal stwierdził, że 

prof. Kieres jak wida

ć "niewiele wie o służeniu "sprawiedliwości" W tym kraju człowiek jest niewinny do 

chwili udowodnienia mu winy, a nie odwrotnie". Prezes Moskal upomnia

ł się również o rozpoczęcie 

śledztwa w sprawie wszystkich zbrodni na Kresach, wydawania przez Żydów Polaków w ręce Rosjan, 
etc. Z ostr

ą krytyką zafałszowań Grossa wystąpili również wybitni naukowcy polonijni: profesorowie I. 

C. Pogonowski i W. Wagner. Godny podkre

ślenia jest fakt, że zdecydowana większość historyków 

zabieraj

ących głos w sprawie książki Grossa (m. in. prof. T. Strzembosz, dr Piotr Gontarczyk, 

niemiecki historyk dr B. Musia

ł) zdecydowanie krytykuje nieścisłości i deformacje Grossa.

  

  

Kwa

śniewski znów przeprasza  

Znamienne, 

że nawet w kręgach postkomunistycznych, dotąd tak ochoczo akceptujących antypolskie 

uogólnienia Grossa (por. np. wybryki anty-Polaka J. S. Maca we "Wprost" pojawiaj

ą się pierwsze 

przyk

łady dystansowania od żydowskiego "badacza"-hochsztaplera zza Oceanu. Np. w SLD-owskiej 

"Trybunie" z 23 lutego 20001 ukaza

ł się obszerny artykuł Jakuba Kopcia "Holocaust w Jedwabnem". 

Zdaniem Kopcia: "Ksi

ążka Jana Tomasz Grossa mami skutecznie". Zauważane przez Kopcia 

nieprawdy godz

ących w Polaków uogólnień Grossa nie mają żadnego znaczenia dla czołowego 

przedstawiciela postkomunistów - prezydenta RP Aleksandra Kwa

śniewskiego. Wyprzedzając 

ustalenia 

śledztwa w sprawie mordu w Jedwabnem Kwaśniewski już teraz zadeklarował wszem i 

wobec, 

że "10 lipca Polacy przeproszą Żydów w Jedwabnem (...) należy obecnie skłonić głowę i 

prosi

ć o przebaczenie. Możliwe, że po tym akcie Polacy staną się lepsi" (wg "Gazety Wyborczej" z 3-4 

marca). Rzecz znamienna, 

że SLD-owska "Trybuna" pominęła w swej informacji powyższe słowa 

Kwa

śniewskiego cytowane w "Gazecie Wyborczej", tym mocniej eksponując za to inne jego 

stwierdzenie, i

ż byłoby niedobrze, "gdyby okazało się, że przykład Jedwabnego jest traktowany jako 

przeniesienie odpowiedzialno

ści za Holocaust ze strony niemieckiej na polską".

  

Życie z 3-4 marca stwierdziło, że "Kwaśniewski nie zdradził, skąd czerpie wiedzę na temat wydarzeń z 
1941 roku". I rzeczywi

ście można się zastanawiać, skąd niedoszły magister, zresztą nie nauk 

historycznych, ma tak wielk

ą pewność co do głównych sprawców mordu w Jedwabnem. Jakim 

prawem zabiera g

łos - i to w wywiadzie dla izraelskiej gazety "Jedijot Achronot" przed ostatecznymi 

ustaleniami polskich bada

ń śledczych prowadzonych w tej sprawie. Opinię o winie oskarżonych, a 

priori przed zako

ńczeniem śledztwa i przed wyrokiem, mieli niegdyś tylko przywódcy stalinowscy. 

Czy

żby Kwaśniewskiemu tak miłe były wszystkie tradycje jego partii, ze stalinowskimi włącznie, że 

nawet dzi

ś ochoczo bez wahania, publicznie do nich nawiązuje?

  

  

Dyletanci atakuj

ą historyków  

Szokuj

ące jest jak wielu mamy dyletantów, którzy nie mając żadnego pojęcia o historii, z werwą 

atakuj

ą ustalenia najbardziej nawet doświadczonych profesjonalnych historyków. Szczególnie 

groteskowy pod tym wzgl

ędem był niedawny atak na prof. Strzembosza ze strony pisarza science-

fiction Stanis

ława Lema w "Tygodniku Powszechnym" z 11 lutego 2001. Pisarz fantasta, niegdyś 

g

łęboko umoczony w stalinowskiej poetyce fałszu, teraz z wielką hucpą rzuca się na twierdzenia prof. 

Strzembosza o 

żydowskiej kolaboracji lat 1939-1941, bo i na tym rzekomo zna się lepiej, a tekst 

background image

Strzembosza jest "stronny" (stylistyka Lema). Z równ

ą hucpą wszystkowiedzącego polemizował z prof. 

Strzemboszem na 

łamach "Wprost" socjolog J. Kurczewski. Wszystkie rekordy pobiło jednak 

wyst

ąpienie księdza Michała Czajkowskiego obok J. T. Grossa w "Kropce nad i" w TVN z 26 lutego. W 

rozmowie z Grossem ks. Czajkowski mia

ł - w myśl intencji Olejnik - stworzyć wobec widzów wrażenie, 

że reprezentuje stronę polską i katolicką (!). Od razu też popisał się dość szczególnym stwierdzeniem: 
"Ja nie jestem historykiem; nie bada

łem żadnych dokumentów; to co wiem, to z książki Pana 

Profesora i z prasy". Olejnik dobra

ła ks. Czajkowskiego do swej tendencyjnej audycji jak w korcu 

maku. Ks. Czajkowski znany jest ze swady w upowszechnianiu godz

ących w Polskę i Polaków 

nieprawd. Robi to ju

ż od dawna. M. in. już ok. 6 lat temu wyszydziłem wygłaszane przez niego w 

polemice z ks. prof. Zygmuntem Zieli

ńskim bzdurne twierdzenia o rzekomych pogromach Żydów przez 

Polaków na pocz

ątku XX wieku. Na próżno apelowałem, aby ks. Czajkowski zdobył się choćby na 

odrobin

ę uczciwości intelektualnej i sprostował swe banialuki, sprzeczne nie tylko z ustaleniami 

polskich, ale i 

żydowskich historyków.

  

Szerzej opisz

ę różne brednie ks. Czajkowskiego, który swymi nieprawdami kala noszoną przez siebie 

sutann

ę, w ostatnim odcinku mego cyklu w GŁOSIE pt. "Parada kłamców i dyletantów". Umieszczenie 

tego fanatycznego tropiciela polskiego "antysemityzmu" w audycji jako partnera anty-Polaka J. T. 
Grossa kolejny raz ujawni

ło na czym polega dialog według antynarodowych czerwonych i różowych 

bonzów telewizji. Na regularnym dobieraniu do programów osób, które b

ędą się prześcigać w 

dok

ładaniu Polakom za rzekome winy całego polskiego narodu, od zawsze. Ks. Czajkowski mówił o 

wielowiekowym antysemityzmie w Polsce; zapomnia

ł, biedaczyna, że tu w Polsce schroniła się 

przewa

żająca część Żydów świata, że Polskę nazywano w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej z XVIII 

wieku "paradisus Judeorum" (rajem 

Żydów) etc. etc.

  

Szczególny typ kr

ętactwa zaprezentował niedawno w "Rzeczypospolitej" związany z katolewicową 

"Wi

ęzią" red. Bohdan Skaradziński. Stwierdził tam, że oponenci Grossa: "Bronią się przypominaniem 

roli 

Żydów w czasach sowieckiej okupacji - dodając często "pierwszej", 1939-1941, akcentując ich 

ochotnicz

ą służbę w "organach", skwapliwość w donosach oraz pomoc Rosjanom w syberyjskich 

deportacjach. Nikt temu nie przeczy". 

  

  

Jak mo

żna tak bezczelnie kłamać?  

Przecie

ż pan Skaradziński dobrze wie, że przeczy temu na każdym kroku sam Gross, a niedawno z 

uporem przeczono w

łaśnie na łamach tak bliskiej Skaradzińskiemu "Więzi". Przypomnę, że właśnie na 

łamach "Więzi" z lipca 1999 r. w toku dyskusji o "Upiornej dekadzie" Grossa p. Helena Datnar głosiła 
jawn

ą nieprawdę, że tylko "jakaś niewielka część Żydów pracowała z Sowietami". Na łamach tejże 

lipcowej "Wi

ęzi" z 1999 r. upowszechniał podobną nieprawdę również nie byle kto - bo obecny 

prorektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. W

łodzimierz Borodziej (nota bene znany z poparcia dla 

oszczerstw Cichego przeciw Powstaniu Warszawskiemu (g

łosząc, że zaangażowanie Żydów po 

stronie Sowietów by

ło "z grubsza proporcjonalne" do ich liczebności na Kresach. Borodziej głosił tę 

ewidentn

ą nieprawdę, chyba nie z kompletnej niewiedzy o faktach, które rzetelnie przedstawiają 

uczciwi 

żydowscy historycy. Choćby taki Ben-Cion Pinchuk, autor głośnej książki o Żydach pod 

rz

ądami sowieckimi, opartej na wielkiej ilości źródeł dokumentalnych z 1939 roku. Pisał on expressis 

verbis, i

ż: "Żydzi uczestniczyli w nieproporcjonalnej liczbie (podkreśl. J.R.N.) w sowieckich instytucjach 

w pierwszych tygodniach w

ładzy (...) w wielu miejscach pierwsze wyznaczone przez Sowiety 

instytucje zawiera

ły bardzo wysoką liczbę Żydów" (por. Ben-Cion Pinchuk: "Shtetl Jews under Soviet 

Rule", "Oxford 1991, s. 25). W ksi

ążce Normana Daviesa: "Jews in Eastern Poland and the USRR, 

1939-1946" (Londyn 1991, s. 20) czytamy opinie innego autora 

żydowskiego, Weissa, iż: "Od 

pierwszych dni sowieckich rz

ądów Żydzi zostali wchłonięci w administrację państwową razem ze 

wszystkimi jej odga

łęzieniami, bez żadnych ograniczeń i byli tam reprezentowani w stopniu 

przekraczaj

ącym ich proporcje w całej ludności". Tego typu oceny ze strony żydowskich autorów 

móg

łbym długo mnożyć. Czy prof. Barodzieja, prorektora UW, nie stać na własną lekturę ich tekstów i 

wstrzymanie si

ę przedtem przed wypowiadaniem sądów rażących kompletnym niedoczytaniem i 

nieuctwem w zakresie literatury przedmiotu, o którym si

ę wypowiada?!

  

Ciekawe, jak mamy sobie poradzi

ć z atakującą Polskę ofensywą antypolonizmu, gdy w Polsce mamy 

a

ż nazbyt potężne lobby środowiskowe, minimalizujących wszelkie ataki na Polskę lub ich negujących. 

background image

Czy taki historyk jak prof. Borodziej zdob

ędzie się kiedykolwiek na publiczne przeciwstawienie 

antypolskim k

łamstwom? A jest ich coraz więcej i są coraz bezczelniejsze. Właśnie wpadł mi do ręki 

tekst napisanego przez 

żydowskiego profesora Dawida Engla wstępu do amerykańskiego wydania 

"S

ąsiadów" J. T. Grossa. Już w pierwszej linijce tego tekstu czytam najbardziej hucpiarskie 

stwierdzenie, nazywaj

ące Jana Tomasza Grossa "czołową postacią wśród "nowych historyków" 

Polski" (leading figure among Poland's "new historians"). W ten sposób niezorientowanym 
ameryka

ńskim czytelnikom wmawia się, że ohydnie szkalujący Polaków żydowski socjolog z USA jest 

czo

łowym polskim historykiem. Niech przyjmą jego antypolskie kalumnie jako wyraz rzekomego 

polskiego narodowego "samorozrachunku"!

  

  

Nieprawdy historyka z 

Żydowskiego Instytutu Historycznego  

Kolejny przyk

ład skrajnej tendencyjności pod kierownictwem Macieja Łukasiewicza zademonstrowała 

"Rzeczpospolita" z 3-4 marca 2001. W dyskusji redakcyjnej na temat sprawy Jedwabnego z udzia

łem 

Grossa i Strzembosza "dziwnym trafem" pomini

ęto takich historyków, którzy krytykowali przekłamania 

i nie

ścisłości J. T. Grossa jak P. Gontarczyk, T. Szarota, B. Musiał i niżej podpisany. Za to tym chętniej 

skorzystano dla wzmocnienia pozycji Grossa w dyskusji ze Strzemboszem poprzez uczestnictwo dr 
Andrzeja 

Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego, historyka aż nadto dobrze znanego z 

dyletantyzmu i fatalnych b

łędów warsztatowych. To, co Żbikowski zrobił we wcześniejszym artykule na 

łamach "Rzeczpospolitej" (z 4 stycznia 2001) i w toku dyskusji redakcyjnej, publikowanej 3-4 marca w 
tej

że gazecie, okazało się swoistym rekordem hucpy. Żbikowski najwyraźniej uznał, że nikt nie 

pami

ęta jego drukowanego przed 8 laty w małym nakładzie i w mało znanym periodyku ("Biuletynie 

Żydowskiego Instytutu Historycznego" z 1992 r., nr 2-3) tekstu o antyżydowskich zajściach na 
Bia

łostocczyźnie i na b. Kresach II Rzeczypospolitej. Sądząc, że nikt nie dotrze do tego tekstu po 

latach, postanowi

ł dosłownie pójść "na całość" w głoszeniu dziś treści przeciwstawnych. Wówczas - w 

1992 roku zwraca

ł uwagę, że zajścia antyżydowskie w czerwcu-lipcu 1941 wybuchały głównie wśród 

ludno

ści ukraińskiej, a w niewielkim tylko stopniu objęły Polaków. Teraz głosi, że zajścia 

anty

żydowskie wśród Polaków miały niemal równie wielki zasięg. Wówczas poddawał w wątpliwość 

jako "ma

ło dokładne" relacje dziś tak mocno eksponowanego przez Grossa Finkelsztajna. Dziś ten 

sam Finkelsztajn urasta u niego do roli niepodwa

żalnego koronnego świadka przeciw Polakom. 

Mo

żna oczywiście zmieniać swoje poglądy w wyniku nowych ustaleń. Jest to święte prawo każdego 

badacza. Trudno si

ę pogodzić jednak z tym, że p. Żbikowski nawet jednym słowem nie zająknął się na 

temat nag

łej zmiany swych poglądów na różne fakty, i to o 180 stopni. Żałuję też, że nie zareagował 

na to ani prof. Strzembosz, ani nikt inny z uczestników redakcyjnej dyskusji "Rzeczpospolitej". A teraz 
umo

żliwię czytelnikom GŁOSU dokładne porównanie różnic poglądów Żbikowskiego na te same fakty 

- w jego tek

ście z "Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego" z 1992 r. i w jego tekstach z 2001 

roku na 

łamach "Rzeczypospolitej".

  

 

  

   

Żbikowski w 1992 r.:

  

A). "W bogatych materia

łach wspomnieniowych przechowywanych w Archiwum 

ŻIH natrafiłem na bardzo niewiele informacji o krwawych pogromach poza 
terenami zamieszkanymi przez Ukrai

ńców" (s. 11) (...) akty wrogości wobec 

ludno

ści żydowskiej przybrały masowe formy głównie na terenach zamieszkałych 

przez ludno

ść ukraińską (...) Najtragiczniejsze wydarzenia miały miejsce w kilku 

miejscowo

ściach zamieszkałych oprócz Żydów i Polaków przez ludność 

ukrai

ńską" (s. 13)

  

B). "O pogromie w Radzi

łłowie koło Grajowa oraz o krwawych zajściach w 

s

ąsiednim Wąsoczu i w Jedwabnem informuje jedynie relacja Menachema 

Finkielsztejna. Sk

ładał ją przed urzędnikami Komitetu Żydowskiego w 

Bia

łymstoku w 1945 r. kilkakrotnie. Zapis wywiadu jest dość zniekształconym 

background image

t

łumaczeniem z języka jidysz. Całość zeznań Finkielsztejna jest wyraźnym 

doniesieniem na kilku czy te

ż kilkunastu Polaków z Radziłłowa pomagających 

Niemcom w poszukiwaniu miejscowych komunistów i komsomolców. Osoby te 
podobno zosta

ły przez Niemców uzbrojone i przez trzy dni terroryzowały całe 

miasteczko. Wiele danych przytoczonych przez autora relacji, przede wszystkim 
liczba ofiar pogromu (1500 osób) budzi spore w

ątpliwości. Informacje dotyczące 

Jedwabnego s

ą równie mało dokładne" (s. 15-16).

  

C). miejscowo

ść - Wizna 

  

sprawcy (zaj

ść z ofiarami śmiertelnymi - JRN) - Polacy

  

 

  

Żbikowski dziś (2001 r.)

  

A). "Jedynie na podstawie dokumentacji zgromadzonej w Archiwum 

ŻIH 

doliczy

łem się ponad pięćdziesięciu "lokalnych" pogromów w kresowych 

miastach; (...) Szczególnie cz

ęste były we wschodniej Małopolsce, a ich 

sprawcami by

ła raczej ludność ukraińska (...). Lektura wspomnień uratowanych 

Żydów spisanych w jidisz przekonała mnie jednak, że Białostocczyzna niewiele 
pod tym wzgl

ędem odbiegała od Galicji i Litwy" ("Rzeczpospolita" z 4 stycznia 

2001).

  

B). "Z pogromów w Jedwabnem i Radzi

łowie uratowało się kilkunastu Żydów, 

którzy pó

źniej przez 2 lata mieszkali razem. Relacje Wasersztajna i Finkelsztajna 

s

ą zgeneralizowanym zapisem wspomnień członków tej grupy, wynikiem 

wspólnej pami

ęci (...). To są ważne relacje, mimo, że żadna z tych osób nie była 

naocznym 

świadkiem, nie widziała płonącej stodoły (...) w tych relacjach nie ma 

Niemców. Co do Radzi

łowa Finkelsztajn sugeruje, że Niemcy spędzili Żydów na 

rynek, po czym wyjechali (...)". ("Rzeczpospolita z 3-4 marca 2001).

  

"Na Bia

łostocczyźnie, w Tykocinie, Wiznie i innych miejscowościach mordowali 

przede wszystkim Niemcy" ("Rzeczpospolita" z 3-4 marca 2001)

  

  

(Wszystkie podkre

ślenia w tekstach A. Żbikowskiego pochodzą ode mnie - JRN)

  

Przy okazji tych porówna

ń najlepiej ujawniła się fatalna słabość warsztatu naukowego p. 

Żbikowskiego. Dziś przyznaje, że to "przede wszystkim Niemcy" wymordowali Żydów w Wiznie, choć 
w 1992 r. (w oparciu o jedn

ą, dosłownie jedną relację) przypisał mord Żydów w Wiznie wyłącznie 

Polakom. Jeszcze jedna ciekawa sprawa odno

śnie metamorfoz poglądów p. Żbikowskiego. W tekście 

z 1992 r. uznawa

ł jako przyczyny wybuchu zajść antyżydowskich w lecie w 1941 r. głównie skutki 

kolaboracji wielu 

Żydów z sowieckimi okupantami na Kresach. Pisał wówczas m. in.: "Skrótowo i w 

sposób bardzo generalizuj

ący można powiedzieć, iż znaczny wzrost napięcia w nienajlepszych od 

po

łowy lat trzydziestych stosunkach polsko-żydowskich przyniosły dwa zjawiska: 1. powszechny 

entuzjazm ludno

ści żydowskiej dla zajmujących polskie tereny wschodnie wojsk sowieckich, w 

oczywisty sposób niezrozumia

ły dla Polaków i uznawany za dowód zdrady polskiego państwa; 2. duża 

reprezentacja osób pochodzenia 

żydowskiego w sowieckim okupacyjnym aparacie państwowym oraz 

cz

ęste nadużywanie tych stanowisk na niekorzyść przedstawicieli innych nacji (...). W świadectwach 

dotycz

ących Wilna wzmiankowane są litewskie gwałty na ludności polskiej i żydowskiej we wrześniu 

1939 r. i entuzjastyczne przyj

ęcie wojsk sowieckich przez Żydów w 1940 r. (m. in. budowanie bram 

tryumfalnych dla "wyzwolicieli spod terroru litewskiego"); nieraz 

Żydzi wyszydzali a nawet 

denuncjowali Polaków, g

łównie byłych żołnierzy; inni brali udział w Związku Bezbożników. Podobnie 

post

ępowano wobec Litwinów: tak np. żydowska trupa teatralna manifestowała na ulicach z kukłą 

Atanasa Smetony. Umocniona zosta

ła żydowska dominacja w handlu, teraz już uspołecznionym, 

kwit

ła protekcja i korupcja. Nie inaczej działo się w Grodnie i Białymstoku. Niektórzy autorzy relacji 

background image

pisali z roz

żaleniem o swoich rodakach, że "odnieśli się do Polaków lekceważąco i często ich 

poni

żali". Zdarzało się nawet, że przekupki żydowskie nie chciały Polakom sprzedawać towarów. 

Anonimowa informatorka rodem z Bia

łegostoku stwierdziła, iż w momencie wybuchu wojny "baliśmy 

si

ę nie tylko Niemców, ale i zemsty Polaków".

  

Lata 1939-1941 po

łożyły także cień na stosunki żydowsko-polskie i żydowsko-ukraińskie we Lwowie. 

Materia

ł źródłowy na ten temat w Archiwum Ringelbluma jest dosyć obfity i w zasadzie jednoznaczny. 

Do najciekawszych nale

żą: pamiętnik Stanisława Różyckiego, relacje Heleny Kagan, Ludwika Klaczki, 

Hanny Lewkowicz oraz kilka relacji anonimowych. We wszystkich autorzy wyra

źnie sugerowali, iż 

ludno

ść żydowska przez cały okres okupacji sowieckiej była zaniepokojona pogarszającymi się 

stosunkami z Polakami i Ukrai

ńcami. Klaczko zanotował: "Stosunek innych narodowości do Żydów był 

zawsze do pewnego stopnia napr

ężony, co było powodowane wyłącznie pchaniem się Żydów na 

kierownicze stanowiska". Pan K. zezna

ł: "Ludność polska ustosunkowała się do Żydów po wkroczeniu 

bolszewików na ogó

ł nieprzychylnie, głównie z tego względu, że Żydzi w dużej części pozajmowali te 

stanowiska, jakie przedtem piastowali Polacy. We wszelkich urz

ędach było wielu pracowników Żydów: 

sk

łady, magazyny i przedsiębiorstwa były również zarządzane przez Żydów". Różycki pisał z lękiem, 

i

ż Ukraińcy już na wiosnę 1941 r. "zapowiedzieli rzeź Lachów, Żydów i Moskali".

  

Nie inaczej by

ło na prowincji. Cytowany przez Pinchuka mieszkaniec Miru wspominał po latach: 

"byli

śmy całkiem szczęśliwi, gdy widzieliśmy Polaków w ich obecnym położeniu. Nasi wcześniejsi 

w

ładcy byli mali i upokorzeni".

  

Bez bada

ń archiwalnych nie można określić stopnia nadreprezentacji osób pochodzenia żydowskiego 

w istotnych sektorach 

życia społecznego. Niemniej jednak świadectwa z epoki sugerują, iż inne 

spo

łeczności lokalne poczuły się dotknięte czy wręcz zagrożone w swoich istotnych interesach nagłym 

awansem ludno

ści żydowskiej. Z początkiem działań wojennych zaczęły działać mechanizmy 

spo

łeczne pozwalające zrealizować ukrytą potrzebę "odegrania się", "wyrównania rachunków" i 

"odp

łacenia" za realne i wyimaginowane krzywdy (...)" (A. Żbikowski, Lokalne pogromy  Żydów w 

czerwcu i lipcu 1941 roku na wschodnich rubie

żach II Rzeczypospolitej, "Biuletyn Żydowskiego 

Instytutu Historycznego" 1992, nr 2-3, s. 8, 10-11. Cytowane fragmenty A. 

Żbikowskiego przytaczam 

bez ilustruj

ących je przypisów, które nie przynoszą żadnych dalszych informacji faktograficznych, 

wskazuj

ąc wyłącznie na bazę źródłową jego tekstu).

  

W cytowanym tek

ście Żbikowski pisał o przyczynach wybuchu szczególnie gwałtownych zajść 

anty

żydowskich wśród Ukraińców, stwierdzając m. in., iż: "Gwałty te zostały swoiście 

usprawiedliwione przez ukrai

ńską opinię publiczną po znalezieniu w więzieniu w Brygidkach zwłok 

wi

ęzionych tam Ukraińców. Wśród ofiar byli także uczestnicy "powstania ukraińskiego" z 24-26 

czerwca. Prawie wszyscy, 

łącznie z niemiecką komendą miasta uważali, że winę ponosili Żydzi". 

"

Żydowskie NKWD miało być wspomagane przez żydowskich donosicieli (...) Kolejne fale pogromowe 

przynios

ły: ekshumacja odkrytych zwłok i konieczność oczyszczenia więzień, pogrzeb ofiar NKWD 

(...)" (Tam

że, s. 15) W ówczesnym tekście Żbikowski, komentując wskazywanie przez Ukraińców 

Niemcom 

Żydów, którzy pracowali u Sowietów, pisał iż: "Wiele innych materiałów potwierdza częste 

przeplatanie si

ę motywów prywatnych i "ideologicznych", wzajemnie stymulujących się w coraz 

bardziej upowszechniaj

ącej się postawie wrogości wobec Żydów" (Tamże, s. 17).

  

Rzecz zdumiewaj

ąca, do jakiego stopnia historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego odszedł w 

swym tek

ście z "Rzeczpospolitej" z 4 stycznia 2001 od swych własnych ustaleń z 1992 roku. 

Wprawdzie i teraz w jednym fragmencie 

łaskawie przyznał, że "pchanie się Żydów na kierownicze 

stanowiska", denuncjowanie Polaków etc. mia

ło wpływ na zaognienie nastrojów, ale równocześnie 

stanowczo zaakcentowa

ł, iż "nie to było głównym powodem pogromów". Teraz jego zdaniem głównym 

motywem by

ło to, że można było bezkarnie mordować i rabować. I to wykorzystały "polskie bandy", 

z

łożone w większości z ludzi wypuszczonych niedawno przez Niemców z sowieckich więzień. Nic 

dziwnego, i

ż prof. Strzembosz uznał stwierdzenia Żbikowskiego za tak szokujące, że nie można ich 

skwitowa

ć milczeniem".  I wskazał w tekście "Przemilczana kolaboracja" (z 27-28 stycznia 2001) na 

straszne rozmiary godz

ącej w Polaków żydowskiej kolaboracji z Sowietami, które fatalnie zaciążyły na 

ówczesnych stosunkach polsko-

żydowskich. Można tylko żałować, że prof. Strzembosz nie 

przypomnia

ł Żbikowskiemu jego własnych ustaleń z 1992 roku, kiedy historyk ŻIH-u pisał dużo 

uczciwiej na temat dzi

ś tak zakłamywany przez niego. To, co zrobił Żbikowski w 2001 roku na łamach 

"Rzeczpospolitej", podaj

ąc informacje i uogólnienia jaskrawo sprzeczne z jego tekstem z 1992 roku, 

background image

nale

ży do szczególnie jaskrawych naruszeń podstawowych zasad etyki naukowca. Ciekawe, czy 

z

łapany przeze mnie na jawnych świadomych przekłamaniach historyk ŻIH spróbuje cokolwiek 

powiedzie

ć na swą obronę w otwartej publicznej dyskusji?

  

  

Zafa

łszowanie wymowy tekstu Karskiego  

Jaskrawym przyk

ładem tendencyjności Grossa w jego "wybiórczym" podejściu do cytowanych tekstów 

by

ło dokonane przez niego wyraźne zafałszowanie wymowy raportu Jana Karskiego z lutego 1940 

roku. G

łośny kurier, który przekroczył pod koniec 1939 roku granicę między niemiecką a sowiecką 

stref

ą demarkacyjną, skierował swój raport do polskiego rządu na emigracji w Angers (Francja). 

Raport Karskiego przynosz

ą bulwersujące wręcz dane na temat skrajnych form kolaboracji dużej 

cz

ęści Żydów na Kresach z władzami sowieckimi i konkretnych przejawów ich antypolskich wystąpień. 

By

ło to świadectwo tym cenniejsze, że chodziło o opinię człowieka później tak zasłużonego dla 

publicznego ujawnienia prawdy o eksterminacji 

Żydów. Co więcej, Karskiego w żadnej mierze nie 

mo

żna oskarżyć o jakąkolwiek niechęć do Żydów; przeciwnie, w ostatnich kilkunastu latach był on 

wr

ęcz skrajnie bezkrytycznym filosemitą. Tym "niebezpieczniejsza" dla niektórych jest więc gorzka 

prawda krytyk, jakich nie szcz

ędził w swym raporcie z lutego 1940 roku dla odmalowania 

prosowieckich i antypolskich zachowa

ń dużej części Żydów. Stąd nieprzypadkowe chyba opóźnienie 

w przedstawieniu raportu Karskiego w Polsce. Zosta

ł on wydrukowany dopiero w 1989 roku w 

niskonak

ładowym czasopiśmie historycznym "Dzieje Najnowsze". Tak wymowny w swym przesłaniu 

raport Karskiego z lutego 1940 roku w jego pe

łnym brzmieniu jest bardzo niewygodny dla wszystkich 

autorów usprawiedliwiaj

ących postawy żydowskie na Kresach po 17 września 1939 roku. Stąd nie 

mo

żna zbytnio się dziwić wyraźnemu zmanipulowaniu treści raportu Karskiego w książce J. T. Grossa 

"Upiorna dekada".

  

Gross po

święca aż cztery strony swojej 119 stronicowej książki na omówienie fragmentów raportu 

Karskiego, skupiaj

ąc się na tych z nich, które jakoby ze względu na uwagi o niechęci części 

spo

łeczeństwa polskiego do Żydów nie zostały w swoim czasie szerzej nagłośnione przed opinią 

publiczn

ą na Zachodzie. Gross wyraża w związku z tym swoje ogromne oburzenie - jak można było 

przemilcze

ć tak ważne fragmenty. Tylko, że cyniczny hipokryta Gross w tej samej książczynie 

zawieraj

ący dłuższy rozdział wybielający żydowską kolaborację na Kresach, świadomie pominął 

zacytowanie cho

ćby nawet jednego zdania z niewygodnej dlań części raportu Karskiego o żydowskiej 

kolaboracji na Kresach. A mia

łby, zaiste, co cytować. Oto najważniejsze stwierdzenia raportu 

Karskiego, których "nie zauwa

żył" Gross: "Żydzi są tu (na terenach zajętych przez ZSRR) u siebie; nie 

tylko 

że nie doznają upokorzenia i prześladowań, ale posiadają dzięki swemu sprytowi i umiejętności 

przystosowania si

ę do każdej nowej sytuacji pewne uprawnienia natury zarówno politycznej, jak i 

gospodarczej. Wchodz

ą do komórek politycznych, w dużej części zajęli poważniejsze stanowiska 

polityczno-administracyjne, odgrywaj

ą dość dużą rolę w związkach zawodowych, na wyższych 

uczelniach, no i przede wszystkim w handlu, a przede wszystkim w lichwie i paskarstwie, w handlu 
nielegalnym (kontrabanda, handel obcymi dewizami, spirytusem, nieczyste interesy i nieczyste 
po

średnictwo czy stręczenie). Na tych terenach w bardzo wielu wypadkach sytuacja ich jest lepsza i 

gospodarczo, i politycznie, ni

ż była przed wojną (...). Stosunek Żydów do bolszewików uważany jest 

przez polskie spo

łeczeństwo za bardzo pozytywny. Uważa się powszechnie, że Żydzi zdradzili Polskę 

i Polaków, 

że w zasadzie są komunistami, że przeszli do bolszewików z rozwiniętymi sztandarami. 

Istotnie w wi

ększości miast bolszewików witali Żydzi bukietami czerwonych róż, przemówieniami, 

uleg

łymi oświadczeniami itp.

  

Trzeba wprowadzi

ć tu pewne rozróżnienia. I tak, oczywiście, komuniści Żydzi odnieśli się do 

bolszewików z entuzjazmem, bez wzgl

ędu na klasę społeczną, z której pochodzili. Proletariat 

żydowski, drobne kupiectwo, rzemiosło, ci wszyscy, których pozycja obecnie strukturalnie poprawiła 
si

ę, a którzy uprzednio wystawieni byli przede wszystkim na prześladowania, zniewagi, ekscesy itp. 

elementu polskiego - ci wszyscy równie

ż pozytywnie, jeśli nie entuzjastycznie, odnieśli się do nowego 

regime'u. Trudno im zreszt

ą dziwić się. Gorzej już jest np., gdy denuncjują oni Polaków, polskich 

narodowych studentów, polskich dzia

łaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza 

biurek, lub s

ą członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. 

Niestety trzeba stwierdzi

ć, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na 

lojalno

ść wobec Polaków czy sentyment wobec Polski.

  

background image

Inteligencja natomiast, zamo

żniejsze i kulturalniejsze żydostwo - mam wrażenie, że (oczywiście z 

licznymi wyj

ątkami i nie biorąc pod uwagę pozorów) raczej myślą o Polsce często z pewnym 

sentymentem, z rado

ścią powitaliby zmianę obecnego stanu rzeczy - niepodległość Polski. Oczywiście 

jest w tym pewne wyrachowanie. Obecnie doznaj

ą i oni dużych utrudnień, jeśli nie likwidacji 

spo

łecznej, konfiskuje się im domy, a sklepy, zakłady, fabryki, odbiera się pod formą tzw. 

"uspo

łecznienia" (...). W zasadzie jednak i w masie Żydzi stworzyli tu sytuację, w której Polacy uznają 

ich za oddanych bolszewikom i - 

śmiało można powiedzieć - czekają na moment, w którym będą mogli 

po prostu zem

ścić się na Żydach. W zasadzie wszyscy Polacy są rozżaleni i rozczarowani w stosunku 

do 

Żydów - olbrzymia większość (przede wszystkim młodzież) dosłownie czeka na sposobność 

"krwawej zemsty".

  

Hucpiarska manipulacja Grossa, który 

świadomie przemilczał fragmenty raportu Karskiego, faktycznie 

obalaj

ące jego tezy, zdenerwowała nawet uczestniczkę dyskusji o "Upiornej dekadzie" na łamach tak 

życzliwej Grossowi "Więzi" z lipca 1999 r. - Agnieszkę Magdziak-Miszewską. Stwierdziła ona 
jednoznacznie pod adresem Grossa: 

  

"Je

śli pragnie się obalić mit powszechnej współpracy Żydów z Sowietami, to trudno to zrobić w sposób 

przekonuj

ący, wybiórczo traktując na przykład relację Karskiego, cytując te fragmenty, kiedy pisze on 

o antysemickich nastrojach w polskim spo

łeczeństwie i opuszczając te, w których opisuje agresywne 

zachowania 

Żydów wobec Polaków pod okupacją sowiecką. To jest po prostu kontrproduktywne."

  

Znamienne, 

że także inny manipulator, wspierający dziś Grossa, Andrzej Żbikowski z Żydowskiego 

Instytutu Historycznego, nie zdoby

ł się w swej pracy na zacytowanie najbardziej kompromitującego dla 

Żydów fragmentu raportu Karskiego. Żbikowski cytował fragmenty raportu Karskiego w pracy "Żydzi 
polscy pod okupacj

ą sowiecką 1939-1941", zamieszczonej w drugim tomie "Studiów z dziejów Żydów 

w Polsce", Warszawa 1995. Przytaczaj

ąc raport Karskiego na s. 62-63 Żbikowski opuścił tak 

"niewygodne" dla 

Żydów stwierdzenia o Żydach: "Gorzej jest np., gdy denuncjują oni Polaków, 

polskich narodowych studentów, polskich dzia

łaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji 

bolszewickich zza biurek, lub s

ą członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w 

dawnej Polsce. Niestety trzeba stwierdzi

ć, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki 

wskazuj

ące na ich lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski". (Podkreślenia - J.R.N.)

  

 

  

Fa

łsze, wybielające żydowską kolaborację  

Przytoczy

łem już parę zakłamanych stwierdzeń Grossa, nie znającego granic w zafałszowywaniu 

obrazu wybielanej przez siebie 

żydowskiej kolaboracji na Kresach. Przypomnijmy jeszcze parę 

barwniejszych kwiatków z tej grossowej 

łączki. Otóż na s. 80 "Upiornej dekady" Gross pisze z 

ferworem, i

ż "wizja sowietyzacji zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi przy pomocy Żydów jest 

nieprawdziwa". Kilka stron wcze

śniej (s. 76) w tej samej książce Gross pisze, iż "tylko drobna część 

spo

łeczności żydowskiej jawnie manifestowała" uczucia prosowieckie. Tak pisze żydowski socjolog-

szalbierz w swej ksi

ążce. A jak to widzieli inni, bardziej obiektywni autorzy?

  

S

łynny historyk brytyjski Norman Davies pisał 9 kwietnia 1987 roku na łamach "New York Review of 

Books": "W

śród kolaborantów, którzy przybyli, aby pomagać sowieckim siłom bezpieczeństwa w 

wywózce wielkiej liczby niewinnych m

ężczyzn, kobiet i dzieci na odległe zesłanie i przypuszczalnie 

śmierć, była nieproporcjonalnie wielka liczba Żydów. Po drugie zaś wieści o okolicznościach 
towarzysz

ących deportacjom przyczyniły się do pogorszenia stosunków polsko-żydowskich w innych 

cz

ęściach okupowanej Polski (...). Wśród kolaborantów i donosicieli jak i personelu sowieckiej służby 

bezpiecze

ństwa w owym czasie był szokująco wysoki procent Żydów (...). Z perspektywy 

emocjonalnej wielu Polaków 

Żydów widziano jako tańczących na grobie Polski".

  

Warto przypomnie

ć, jak oceniał zachowanie Żydów na Kresach po 17 września 1939 r. tak wnikliwy 

obserwator spraw polskich Frank Savery z Ambasady Brytyjskiej, sytuowanej przy Rz

ądzie Polskim w 

Angers we Francji. W li

ście do Foreign Office z 25 kwietnia 1940 roku Frank Savery stwierdził m. in.: 

"Je

śli chodzi o obecną postawę Polaków, a w szczególności tych, którzy są teraz w obcych krajach, 

wobec 

Żydów i kwestii żydowskiej, nie możemy zapomnieć, że we wrześniu zeszłego roku żydowska 

background image

ludno

ść w prowincjach okupowanych przez ZSRR, a szczególnie we wschodniej Galicji, stanęła po 

stronie rosyjskich naje

źdźców, za wyjątkiem bogatych Żydów, którzy mieli wiele własności do 

stracenia. Stosownie do 

świeżo otrzymanych raportów, które przeszły przez moje ręce, Żydzi w tych 

cz

ęściach Polski są w dalszym ciągu główną podporą bolszewickiego reżimu" (podkr. J. R. N.) (cyt. 

za: B. Wasserstein: "Britain and the Jews of Europe 1939-1945", Londyn i New York 1999, s. 109).

  

Podobna w tonie by

ła wypowiedź przedstawiciela War Office Wilkinsona w odpowiedzi na wysunięte 

przez deputowanego z lewego skrzyd

ła Labour Party D. N. Pritta zarzuty antysemityzmu pod adresem 

polskich wojskowych. Wilkinson stwierdzi

ł: "Zachowanie Żydów w Polsce podczas rosyjskiego 

natarcia musia

ło najwyraźniej wywołać uczucie animozji w kręgach armii, co uważam za 

usprawiedliwione" (por. tam

że, s. 109).

  

Jak 

żydowscy "sąsiedzi" tępili katolików

 

Coraz bardziej potwierdza si

ę słuszność oceny wyrażonej już kilka lat temu przez znakomitego 

polskiego naukowca Iwo C. Pogonowskiego z USA na temat prawdziwych intencji ataków J. T. 
Grossa w jego tekstach pi

ętnujących zachowanie Polaków w czasie wojny. Prof. Pogonowski, 

jak ju

ż pisałem w pierwszym odcinku GŁOSU, wskazywał, że Gross jest tendencyjnym 

propagandyst

ą, który chce przez niezwykle ostre ataki na Polaków - jako rzekomo 

"wspó

łwinnych zagłady Żydów" - wesprzeć naciski żydowskie zmierzające do uzyskania jak 

najwi

ększych odszkodowań za mienie w Polsce.

 

Nie zwa

żając na to, że Żydzi otrzymali wiele dziesiątków miliardów odszkodowań od Niemców, a 

Polska nie otrzyma

ła odszkodowań od dwóch wielkich niszczycieli ziem polskich w czasie wojny: 

Niemiec i Rosji. 9 marca 2001 r. w "Rzeczpospolitej" ukaza

ł się niezwykle wymowny tekst Edwarda E. 

Kleina, jednego z adwokatów 

żydowskich, którzy złożyli pozew przeciwko Polsce o zwrot żydowskiego 

mienia".

  

Tekst mo

żna by streścić właściwie jednym zdaniem: "Płaćcie za Jedwabne!". Oto, co pisze m. in. 

Klein: W Polsce i na 

świecie mówi się teraz dużo o masakrze Żydów w Jedwabnem. Polskie władze 

chc

ą przepraszać i prosić o wybaczenie. Naszym zdaniem zwrot mienia ocalałym z holocaustu 

Żydom, którzy nadal często uważają Polskę za swą ojczyznę, byłby jednym z najlepszych dowodów 
szczero

ści deklarowanych przez Polskę intencji uczciwego rozliczenia się z historią .

  

  

"Wielka niemowa" - Bartoszewski 

W imi

ę wyduszenia maksymalnych odszkodowań na Polsce, wokół książki Grossa rozpoczęto 

szczególnie gwa

łtowną, nie przebierającą w środkach ofensywę propagandową przeciw Polsce i 

Polakom, maj

ącą na celu pogrążyć nas w opinii świata jako rzekomych szczególnie podłych sprawców 

zag

łady Żydów. Szczególnie obrzydliwym przykładem tej ofensywy antypolonizmu był drukowany w 

wielce renomowanym dodatku literackim brytyjskiego "Timesa" (Times Literary Supplement") z 3 
marca 2001 tekst Abrahama Brumberga. Autor tekstu jest jednym z najskrajniejszych 

żydowskich 

polako

żerców, "wsławił się" m. in. publikowanym na początku lat 90-tych fanatycznym atakiem na prof. 

Normana Daviesa za jego "propolsko

ść". Tym razem Brumberg poszedł dosłownie na całego - 

w

łaściwie warto byłoby przedstawić jego ogromniasty tekst w całości polskim czytelnikom, jako 

szkolny wr

ęcz przykład metod fabrykowania najgorszych kalumnii o Polakach. Zacytuję tu jeden z 

najskrajniejszych przyk

ładów jego tekstu, kiedy oceniając losy Żydów w Polsce i w Niemczech przez 

stulecia, jednoznacznie akcentuje, 

że w Polsce mieli oni los bez porównania gorszy niż w Niemczech. 

Bo - jak pisze Brumberg -  

Żydzi, którzy żyli wśród Polaków (...) przez pokolenia odnosili rany 

nanoszone przez pogard

ę, upokorzenie, dyskryminację, dziką nienawiść religijną i prześladowania 

fizyczne, nieporównywalne do do

świadczeń relatywnie małej liczby Żydów żyjących na ziemiach 

niemieckich. 

  

Brumberg zapomnia

ł tylko wyjaśnić, dlaczego na ziemiach Polski żyły na początku XIX wieku cztery 

pi

ąte Żydów świata, podczas gdy w Niemczech tylko niewielkie gminy. A mógłby to bardzo łatwo 

sprawdzi

ć sięgnąwszy choćby do największego XIX wiecznego historyka żydowskiego - Heinricha 

background image

(Hersza) Graetza, który jak

że wiele pisze o okrutnych niemieckich pogromach, które skłoniły Żydów 

niemieckich do masowej ucieczki do Polski, która sta

ła się ich najlepszym schronieniem - "rajem dla 

Żydów" (paradisus Judeorum) - jak pisano w XVIII-wiecznej Wielkiej Encyklopedii Francuskiej.

  

Ofensywa antypolonizmu przybiera wci

ąż na sile, a tymczasem najbardziej miarodajne czynniki 

polskie milcz

ą jak zaklęte, począwszy od ministra spraw zagranicznych Władysława Bartoszewskiego, 

który okaza

ł się prawdziwie "wielkim niemową", jeśli chodzi o jakiekolwiek publiczne reakcje wobec 

antypolonizmu. To i tak oczywi

ście lepiej od zachowania obecnego prezydenta RP Aleksandra 

Kwa

śniewskiego, który "popisał się" czymś szczególnym. Otóż jeszcze przed zakończeniem śledztwa 

o Jedwabnem, on - niedoko

ńczony magister (i to nie historii) wystąpił już z jednoznacznym wnioskiem 

- Polacy powinni przeprasza

ć za Jedwabne jako swoją wielką narodową winę i on to osobiście zrobi w 

lipcu jako g

łowa państwa.

  

  

Za co przeprasza

ć? 

Na tle tego tak 

żenującego zachowania A. Kwaśniewskiego warto zacytować jakże wymowny 

fragment z pi

ęknego listu Abrahama Vagemana z Izraela "Za co przepraszać?", publikowanego w 

"Rzeczpospolitej" z 10-11 marca. Wagemann pisze m. in.: 

  

Chcia

łem powiedzieć jedno: to Polacy uratowali 80 procent mojej całej rodziny w czasie wojny. Gdyby 

nie Polacy by

śmy nie przeżyli. 

  

Dlatego chc

ę powiedzieć, że to, co usłyszałem o przeprosinach pana prezydenta, to dla mnie 

niesamowite rzeczy. Kto ma kogo przeprasza

ć? Kto był winny temu wszystkiemu? Czy Polacy, czy 

Żydzi, czy Niemcy? To jest pierwsze pytanie. Kto chciał nas wszystkich zgładzić? Czy Polacy 
wymy

ślili holocaust? To Niemcy wymyślili holocaust (...). To, co się dzieje teraz w Polsce przypomina 

mi najgorsze czasy. To jest propaganda, sianie nienawi

ści między dwoma narodami. Jeżeli ktoś 

dzisiaj mówi komu

ś "przepraszam za wszystko", to ja się pytam, za co? Jestem poruszony tym, co 

pan prezydent Polski w tej chwili wymy

śla. Ani Żydzi w Izraelu, ani Żydzi w Polsce, ani Polacy nie 

chc

ą tego (...).

  

  

Obalenie antychrze

ścijańskich oszczerstw Grossa 

Do najskrajniejszych, wci

ąż powtarzających się oszczerczych wątków w "Sąsiadach" Grossa należy 

wysuwanie przez niego pomówienia pod adresem Ko

ścioła katolickiego w Polsce, przedstawianego 

jako skrajnie antysemickie "czarne duchowie

ństwo" katolickie. Szczególnie jadowite oskarżenia padły 

w ksi

ążce Grossa pod adresem łomżyńskiego biskupa Stanisława Łukomskiego i dwóch księży 

łomżyńskich. Biskupa Łukomskiego Gross, w oparciu o zupełnie niewiarygodną relację, oskarżał o to, 
że rzekomo wziął od delegacji żydowskiej z Jedwabnego srebrne lichtarze, a mimo to nie zapobiegł 
pogromowi 

Żydów w Jedwabnem. Redaktorzy z Katolickiej Agencji Informacyjnej: B. Łoziński i A. 

Petrowa-Wasilewicz w publikowanym w "

Życiu" z 26 lutego 2001 r. tekście obalili fałsze Grossa, 

wskazuj

ąc w oparciu o fakty, że opisany przez Grossa incydent nie mógł mieć miejsca z jednego 

cho

ćby względu - ze względu na nieobecność biskupa Łukomskiego w Łomży we wspomnianym przez 

Grossa okresie. I có

ż się okazało? "Nasz Dziennik" z 10-11 marca opisywał jak Gross wycofywał się 

rakiem ze swego zarzutu pod adresem biskupa 

łomżyńskiego, mówiąc przed osobami zebranymi na 

spotkaniu z nim w synagodze we Wroc

ławiu, iż Żydzi może dali te lichtarze nie jemu (biskupowi 

Łukomskiemu - J. R. N.), tylko temu, kto otworzył drzwi biskupiej siedziby? Biskupa mogło tam nie 
by

ć, ale jakiś kontakt został nawiązany - Gross sugeruje uznanie przez Żydów innej osoby za biskupa.

  

Oszczerstwa Grossa coraz bardziej s

ą demaskowane w zestawieniu z rzeczywistymi faktami. 

Redaktorzy KAI-u przypomnieli m. in. fakty dowodz

ące, że wbrew oszczerstwom Grossa biskup 

Łukomski nie tylko że był jak najdalszy od antyżydowskości, lecz wręcz jednoznacznie piętnował jej 
przejawy. Np. ksi

ądz Kazimierz Łupiński wspominał, że wśród księży było przekazywane ustne 

background image

zalecenie bp. 

Łukomskiego, by odmawiać rozgrzeszenia Polakom, którzy brali udział w mordowaniu 

Żydów przez Niemców. Na temat innych zafałszowań antychrześcijańskich Grossa szerzej pisałem w 
"Niedzieli" z 11 marca. Tu chcia

łbym się skupić na sprawie całkowicie przemilczanej przez Grossa, a 

jak

że istotnej przy badaniu całokształtu stosunków polsko-żydowskich. Chodzi mi o rolę, jaką odegrali 

zbolszewizowani 

Żydzi w walce z Kościołem katolickim na Kresach. Gross ciągle piętnuje zachowanie 

polskich "s

ąsiadów" Żydów, uogólniając zachowania ludzi z marginesu na całokształt polskiego 

narodu. My

ślę, że warto przypomnieć jak zachowywała się wcześniej, przed lipcem 1941 r. duża 

cz

ęść żydowskich sąsiadów Polaków. Pisałem już o roli odegranej przez wielu z nich w antypolskiej 

dywersji we wrze

śniu 1939 roku, w mordowaniu polskich oficerów i cywilów na Kresach. Warto 

zwróci

ć uwagę na inny bardzo istotny problem - ich działania za czasów okupacji sowieckiej wobec 

swych katolickich s

ąsiadów.

  

Po dziesi

ęcioleciach tabu PRL-owskich, ciągle za mało przypomina się o jednym z najohydniejszych 

dzia

łań przeciw Polakom na Kresach po 17 września 1939 roku, w którym szczególnie "wyróżniła się" 

zbolszewizowana cz

ęść tamtejszych naszych żydowskich "sąsiadów". Otóż ci tak wybielani przez 

Grossa "s

ąsiedzi" odegrali wyjątkowo dużą rolę w walce z religią i Kościołem katolickim na Kresach - 

byli swego rodzaju "prymusami" w tej walce. Sprzyja

ł temu głównie fakt, że nie mieli żadnych 

wcze

śniejszych bliskich związków z religią chrześcijańską. Przeciwnie, nierzadko byli oni do niej już a 

priori niech

ętnie nastawieni od dzieciństwa, w oparciu o niektóre antychrześcijańskie przekazy 

Talmudu (Do

ść przypomnieć, jak obnaża te antychrześcijańskie uprzedzenia słynny izraelski profesor 

Izrael Shahak w ksi

ążce "Izraelskie dzieje i religia", tłum. M. J. Fijor, Warszawa-Chicago, 1997). W tej 

sytuacji w

łaśnie zbolszewizowani Żydzi stawali się tym gorliwszymi realizatorami stalinowskich 

zalece

ń w sprawie bezwzględnego zwalczania religii. Za to nikt nie przeprosił chrześcijan.

  

  

Gubelman (Jaros

ławski) - "morderca zza biurka" 

Przez dziesi

ęciolecia, chyba nieprzypadkowo, całokształtem sowieckiej walki z religią i Kościołem 

kierowa

ł komunista pochodzenia żydowskiego Jemelian Jarosławski (Gubelman), założyciel 

pot

ężnego Związku Bezbożników. Jak pisał o jego roli obecny zastępca redaktora naczelnego "Gościa 

Niedzielnego" Andrzej Grajewski we wstrz

ąsającej książce "Rosja i krzyż" (Wrocław 1989, s. 14): 

Zadanie stworzenia pot

ężnego ruchu antyreligijnego zostało powierzone Jemelianowi Jarosławskiemu 

(w

łaściwie Miniej Izrailewicz Gubelman), członkowi KC RPK (b), jednemu z kierowników radzieckiej 

prasy. Zosta

ł on kierownikiem specjalnej grupy lektorskiej, specjalizującej się w zagadnieniach 

wychowania ateistycznego. Ten zawodowy rewolucjonista, syn 

żydowskich zesłańców w czasach 

caratu, stworzy

ł wielki koncern prasy ateistycznej, opracował system wychowania ateistycznego oraz 

plan zniszczenia Cerkwi prawos

ławnej i innych grup religijnych. Do końca swego życia, tj. do 1943 

roku, nadzorowa

ł przygotowanie wszystkich kampanii antyreligijnych, był autorem wielu opracowań, w 

których fa

łszując historię, starał się zdyskredytować znaczenie Cerkwi w życiu narodu rosyjskiego 

oraz uzasadnia

ł konieczność bezwzględnej ateizacji wszystkimi dostępnymi państwu środkami. Ten 

morderca zza biurka by

ł odpowiedzialny za katorgę tysięcy duchownych i ludzi świeckich, zniszczenie 

bezcennych zabytków starej kultury rosyjskiej, ruin

ę tysięcy cerkwi.

  

Ksi

ądz Roman Dzwonkowski nazwał w swej głośnej książce "Za wschodnią granicą 1917-1995" J. 

Jaros

ławskiego (Gubelmana) mózgiem i inicjatorem wszystkich akcji antyreligijnych i antykościelnych 

w ZSRR (por. "Za wschodni

ą granicą 1917-1993: O Polakach i Kościele w dawnym ZSRR. Z 

Romanem Dzwonkowskim SAC rozmawia Jan Pa

łyga SAC", Warszawa 1993, s. 74). Ksiądz 

Dzwonkowski zaakcentowa

ł również fakt, że Jarosławski (Gubelman) był członkiem KC w Moskwie, co 

jeszcze bardziej umacnia

ło jego pozycję w działaniach antyreligijnych. Według ks. Dzwonkowskiego: 

Rola Jemeliana Jaros

ławskiego (Gebelmana) w walce z religią umacniała nieufność Polaków w Rosji 

do 

Żydów, jako organizatorów walki z religią (tamże, s. 150).

  

Rola Jaros

ławskiego (Gubelmana) jako mózgu i inicjatora wszystkich akcji antyreligijnych i 

antyko

ścielnych w ZSRR była tym bardziej złowroga, że akcje te spowodowały eksterminację 

ogromnej rzeszy duchownych ró

żnych wyznań. Według oficjalnych danych przedstawionych przez 

Aleksandra Jakowlewa, b. cz

łonka Biura Politycznego KC KPZR, przewodniczącego komisji powołanej 

dla zbadania przest

ępstw popełnionych w czasie rządów komunistycznych i rehabilitacji osób 

niewinnych w okresie od 1917 do 1985 r. pod rz

ądami sowieckimi zamordowano około 200 tysięcy 

background image

duchownych ró

żnych wyznań, a 300 tysięcy internowano. Księży i zakonników krzyżowano na 

drzwiach ko

ścielnych, rozstrzeliwano, duszono, a w zimie tak długo polewano wodą, aż zamarzali w 

bry

łach lodowych. Tylko w latach 1918-1939 zamordowano ponad 130 biskupów prawosławnych. 

Wed

ług rządowych dokumentów archiwalnych po 1917 roku zburzono około 40 tysięcy cerkwi i 

ko

ściołów.

  

W tej okrutnej walce z religi

ą, poza jej głównym nadzorcą - Jarosławskim (Gubelmanem) bardzo 

wielk

ą rolę odegrali również liczni inni zbolszewizowani Żydzi, którzy nie mieli większych skrupułów w 

zwalczaniu duchownych ró

żnych wyznań chrześcijańskich. Przypomnijmy tu, że według opinii 

znanego 

żydowskiego historyka S. Barona "nieproporcjonalna liczba Żydów weszła do sowieckiej 

tajnej policji CZeKa". Spo

śród bolszewików żydowskiego pochodzenia wywodzili się m. in. szef 

piotrogradzkiej CZeKa M. Uricki, ludowy komisarz spraw wewn

ętrznych, główny nadzorca masowych 

represji w ramach wielkiej czystki G. G. Jagoda (z 

łódzkich Bałutów), twórca i główny nadzorca 

systemu 

łagrów (Gułagów), turecki Żyd N. A. Frankel. Wspomniany już b. przewodniczący komisji 

partyjnej badaj

ącej zbrodnie stalinowskie A. Jakowlew ujawnił w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", 

że na czele 11 spośród 12 istniejących kompleksów łagrów stali Żydzi (12, miński, kierowany był przez 
Ormianina).

  

Zbolszewizowani 

Żydzi ponoszą więc bardzo dużą odpowiedzialność za okrutny system terroru, który 

spowodowa

ł wyniszczenie około 200 tysięcy duchownych różnych wyznań. Nigdy ze strony czołowych 

organizacji 

żydowskich nie padło jednak nawet jedno zdanie przeprosin za tak potworne 

antychrze

ścijańskie działania Jarosławskiego (Gubelmana) et consortes. Ciągle jeszcze w świecie za 

ma

ło wie się jednak zarówno o zbrodniach sowieckiego totalitaryzmu jak i o roli zbolszewizowanych 

Żydów w sukcesach i rozprzestrzenieniu tej odmiany totalitaryzmu. A przecież, jak pisał na ten temat 
w paryskiej "Kulturze" w grudniu 1986 roku jeden z najwybitniejszych sowietologów 

świata Alain 

Besancon: Oto u wej

ścia na scenę historii Żydzi skompromitowali się udziałem w przedsięwzięciu 

destrukcyjnym.

  

W ksi

ążce "Walka z kościołem wczoraj i dziś" (Szczecinek 1999) szeroko pisałem o jednym z 

fragmentów bolszewickiej walki z Ko

ściołem - bezwzględnym prześladowaniu polskiego 

duchowie

ństwa w ZSRR (m. in. procesie ks. arcybiskupa Jana Cieplaka, męczeństwie ks. 

Konstantego Budkiewicza, etc.).

  

Z rozlicznych relacji na temat walki z religi

ą w Sowietach wynika, że Jarosławskiemu (Gubelmanowi) 

pomaga

ła w jego bezlitosnym programie ateizacji niemała rzesza fanatycznych bezbożników 

żydowskiego pochodzenia. Wystarczy zajrzeć chociażby do tak przejmujących wspomnień księdza 
Teofila Skalskiego "Terror i cierpienie". Ksi

ądz Skalski niejednokrotnie wskazywał na wyjątkowo 

eksponowan

ą rolę żydowskich komunistów w okrutnych prześladowaniach Kościoła katolickiego na 

Ukrainie. Opisywa

ł m. in. jakże aktywną rolę zbolszewizowanych Żydów w aresztowaniach 

duchownych katolickich i przeprowadzanych u nich rewizjach, szczególnie aktywn

ą rolę młodzieży 

żydowskiej w tzw. festiwalach antyreligijnych (por. Ks. T. Skalski: "Terror i cierpienie. Kościół katolicki 
na Ukrainie 1900-1932. Wspomnienia", oprac. ks. J. Wo

łczański, Lublin - Rzym - Lwów 1995, s. 176, 

177, 178, 157). Ksi

ądz Skalski szeroko pisał również o roli komunistów żydowskich w prowadzonym 

przez bolszewików na ogromn

ą skalę rabunku kościołów z wszelkiego typu cennych przedmiotów 

(kielichów, monstrancji, krzy

ży, lichtarzy, nawet szatek na obrazach, precjozów na nich). Nader 

aktywn

ą rolę w "wywłaszczaniu" świątyń z rzeczy cennych odegrał w Kijowie - według ks. Skalskiego - 

niejaki Michajlik, 

Żyd kijowski, przed rewolucją pokątny doradca, a przy Sowietach - generalny 

prokurator Respubliki Ukrai

ńskiej (por. Ks. T. Skalski: op. cit., s. 218).

  

Warto przypomnie

ć, że łupem sowieckich konfiskat (czyt. grabieży) kościołów padły między innymi: 

zabrany z historycznej katedry w Kamie

ńcu Podolskim złoty krzyż z brylantami o wadze prawie 

siedmiu funtów, dwie z

łote monstrancje i szabla Wołodyjowskiego ze złotą rękojeścią (według: "Za 

wschodni

ą granicą 1917-1993. O Polakach i kościele w dawnym ZSRR z ks. R. Dzwonkowskim 

rozmawia ks. J. Pa

łyga SAC, Warszawa 1993, s. 58). Ksiądz R. Dzwonkowski wspomniał też o 

przedziwnych drogach sprzeda

ży skonfiskowanych przez bolszewików precjozów kościelnych, 

mówi

ąc: Czytałem gdzieś, że różne przedmioty z tej konfiskaty sprzedano później w pewnej dzielnicy 

Warszawy, której tu nie chc

ę wymieniać (por. tamże, s. 60).

  

background image

Po zdradzieckiej napa

ści Sowietów na Polskę i zagarnięciu Kresów Wschodnich stopniowo 

przyst

ąpiono do kampanii ateizacyjnej na anektowanych terenach. Bardzo znaczącą rolę odegrali w 

niej ró

żni kolaboranci z żydowskiej Targowicy, z werwą włączając się w sowiecką akcję antyreligijną. 

Nader typowy pod tym wzgl

ędem był opublikowany 1 stycznia 1946 roku w gadzinowym "Czerwonym 

Sztandarze" artyku

ł Adama Ważyka (Wagmana) pt. "Radziecka choinka". Ważyk (Wagman) atakował 

w nim duchowie

ństwo za upowszechnianie przy choince wyobrażeń religijnych, piętnując ją jako 

rzekome fa

łszowanie historii i wypaczenie umysłu ludzkiego od maleństwa. I akcentował: Naród 

radziecki, 

łącząc choinkę z dniem Nowego Roku, bynajmniej nie nawraca do jakichś wierzeń 

poga

ńskich, gdyż wszelkie wierzenia religijne odrzuca jako pojęcia fałszywe i sprzeczne z podstawami 

my

śli materialistycznej, pojęcia przezwyciężone w epoce socjalizmu; odnawia tylko piękny obyczaj 

ludowy, sprawiaj

ący tak wiele bezpośredniej radości dzieciom, łącząc go z dniem szturmowca, dając 

rado

ści życia nową podstawę, nie religijną, lecz socjalistyczną, podstawę pracy i szlachetnego w niej 

wspó

łzawodnictwa (cyt. za J. Trznadel: "Kolaboranci", Komorów 1998, s. 450).

  

Żydów chętnie wykorzystywano w najbrutalniejszych metodach walki z Kościołem, bo najczęściej nie 
mieli oni 

żadnych zahamowań w represjach wobec księży, tak silnych w przypadku wierzących 

katolików. Jak silne nieraz bywa

ły te zahamowania, najlepiej świadczy odnosząca się już do 

źniejszego okresu (po 1944 roku) historia opowiedziana we wspomnieniach Żyda, byłego oficera 

KGB, Mauricea Shainberga. Opisa

ł on tragiczny los Polaka, Zbigniewa Karla, świetnego studenta w 

szkole komunistycznego wywiadu. W pewnym momencie Karla uwi

ęziono, bo nie zgodził się na to, by 

osobi

ście aresztować polskiego księdza. Mówił: jako wierzący rzymski katolik nigdy nie zgodzę się 

wzi

ąć udział w aresztowaniu księdza. Zdesperowany Karl popełnił samobójstwo w więzieniu (por. M. 

Shainberg: "Breaking from the KGB", New York 1988, s. 225-226).

  

  

Niszczenie polskich ko

ściołów i klasztorów 

W relacjach z lat 1939-1941 niejednokrotnie podkre

ślano szczególną aktywną rolę agitatorów 

komunistycznych 

żydowskiego pochodzenia w zwalczaniu religii. Bardzo wymowne pod tym 

wzgl

ędem są m. in. uwagi zawarte w przygotowanym 16 sierpnia 1940 r. raporcie dr Ignacego 

Kleszczy

ńskiego z Ambasady Polskiej w Bukareszcie do Rządu RP w Londynie, omawiającym 

pi

ęciomiesięczny okres okupacji ziem wschodnich przez ZSRR. Według raportu dr I. Kleszczyńskiego: 

W pierwszych (...) miesi

ącach po wkroczeniu stosunek władz sowieckich do religii cechowała 

bezwzgl

ędność. Nasłani agitatorzy komunistyczni, materiał bardzo bojowy, rozpoczął gwałtowaną 

kampani

ę, przede wszystkim z zewnętrznymi oznakami religii tych mieszkańców - z kościołami i 

cerkwiami. W du

żej mierze akcję tę dążącą do zamknięcia świątyń prowadzili właśnie agitatorzy 

pochodzenia 

żydowskiego. W tym okresie zdarzyły się wypadki zmiany klasztorów czy kaplic na kina, 

jak np. w 

Łunińcu, gdzie kościół zamieniono na kino, w Niżniowie kaplicę SS. Niepokalanek 

zamieniono na 

żydowską restaurację (...). W klasztorze we Lwowie przy ul. Potockiego komuniści 

Żydzi przyszli, by spisać sprzęty i je wywieźć. Ludzie otoczyli klasztor i chcieli znajdujących się 
wewn

ątrz komunistów zlinczować. Dopiero interwencja samych Sióstr Zakonnych wyratowała ich z 

opresji, a klasztor pozostawiono nienaruszony (...) po

łożenie kleru zakonnego jest gorsze przede 

wszystkim dlatego, 

że został on pozbawiony swoich klasztorów. Wyjątkowo szkalowane są klasztory 

żeńskie. I tak do poszczególnych klasztorów żeńskich przydzielono komunistki, przeważnie 
pochodzenia 

żydowskiego, które spełniają rolę komisarek. Komisarki te na każdym kroku 

przeszkadzaj

ą w normalnej pracy zakonnic, szczególnie je poza tym szykanując, jak to było na 

przyk

ład u Sióstr Karmelitanek we Lwowie (cyt. za: "Z ziemi sowieckiej - z domu niewoli. Relacje, 

raporty, sprawozdania z londy

ńskiego archiwum prof. S. Kota". Wybór i oprac. J. Gmitruk, Z. 

Hemmerling, J. Sa

łkowski, Warszawa 1995, s. 48, 49, 50.).

  

W tek

ście publikowanym przez Romualda Szudejko na łamach "Biuletynu Żydowskiego Instytutu 

Historycznego" z grudnia 1998 roku mo

żna było przeczytać o kryminalnym wybryku antykatolickim, 

pope

łnionym przez grupę Żydów w Łomazach na Podlasiu. Jak pisał Szudejko: W trakcie pobytu Armii 

Czerwonej (Rosjanie przebywali w 

Łomazach od 24 września do 8 października 1939 r. - J. R. N.) 

grupa kilku 

Żydów i Żydówek dokonała napadu na miejscowy kościół rzymskokatolicki i plebanię 

niszcz

ąc część szat liturgicznych, przedmiotów kultu religijnego i dokumentów parafialnych oraz 

dopuszczaj

ąc się innych czynów kryminalnych (wg R. Szudejko: Społeczność żydowska w Łomazach 

- przyczynek do dziejów, "Biuletyn 

Żydowskiego Instytutu Historycznego", 1998, grudzień, nr 4, s. 87). 

background image

Poniewa

ż autor tekstu w Żydowskim Instytucie Historycznym nie pisze nic, co by wskazywało, że 

kryminalni niszczyciele ko

ścioła w Łomazach byli Żydami przyjezdnymi, można sądzić, ze napadu na 

ko

ściół dokonali miejscowi Żydzi - "sąsiedzi" mieszkających tam Polaków.

  

Do walki z religi

ą katolicką, w tym do barbarzyńskiego niszczenia przedmiotów kultu religijnego, 

szczególnie ch

ętnie włączyli się młodzi zbolszewizowani Żydzi. To z nich rekrutowała się większość 

najbardziej fanatycznych aktywistów Zwi

ązku Bezbożników. wojujący ateizm niektórych Żydów 

komsomolców czy milicjantów niejednokrotnie popycha

ł ich do skrajnych przejawów antyreligijnego 

wandalizmu. Przyznawa

ł to przed wielu laty, kiedy był jeszcze uczciwszy, nawet dzisiejszy oszczerca 

Ko

ścioła katolickiego i Polaków Jan Tomasz Gross. Otóż we wstępie do książki "W czterdziestym nas 

Matko na Sybir zes

łali" Gross pisał, że Żyd z miasteczka Wielkie Oczy wspominał młodzież żydowską, 

która, za

łożywszy, jak powiada "komsomoł" objeżdżała później cały powiat, strącając kapliczki 

przydro

żne i rozbijając je (por. "W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali. Polska a Rosja 1939-

1942", wybór i oprac. J. T. Gross i I. Grudzi

ńska-Gross, Warszawa 1989, s. 29). Ukraińsko-żydowska 

milicja w 

Łucku "popisała się" szczególnie barbarzyńskim wyczynem, wykłuwając bagnetami oczy na 

portretach biskupów umieszczonych w pa

łacu biskupim w Łucku (wg R. Szawłowski: "Wojna polsko-

sowiecka 1939", Warszawa 1997, t. I, s. 399, t. II, s. 383). Profesor Edward Prus przytoczy

ł w swej 

ksi

ążce historię chuligańskiego zachowania się żydowskich wyrostków względem kościoła i klasztoru 

ojców karmelitów w Wi

śniowcu po przybyciu tam Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku. Jak pisał 

Prus: M

łodzi Żydzi obrzucili kościół kamieniami, wybijając historyczne witraże (por. E. Prus: 

"Holocaust po banderowsku. Czy 

Żydzi byli w UPA?", Wrocław 1995, s. 71). Józef Klimaszewski 

"Cie

ń" pisał w pamiętniku z lat 1939-1950 pt. "W cieniu czerwonego boru" o tym, że w Zambrowie koło 

Łomży Żydzi podczas uroczystości pierwszomajowych 1940 roku obrzucili kamieniami figurę św. Jana 
co wywo

łało oburzenie ludności (wg maszynopisu J. Klimaszewskiego, za odpisem zrobionym w 

po

łowie lat 80-tych przez L. Żebrowskiego). Według pamiętnika ten akt wandalizmu potępili również 

miejscowi rabini podczas nauk w synagogach (por., tam

że).

  

Do skrajnego aktu wandalizmu antyreligijnego ze strony 

żydowskich komunistów doszło w Borysławiu, 

w kilka dni potem jak m

łodzież szkolna podczas pochodu 22 lutego 1940 roku zaintonowała pieśń 

"Bo

że coś Polskę" zamiast zakazanej "Międzynarodówki". Jak pisał Leszek Żebrowski cytując raport 

polskiego podziemia: W kilka dni pó

źniej miejscowi Żydzi-komuniści wtargnęli do kościoła, niszcząc i 

zabieraj

ąc obrazy i urządzenia kościelne. W bójce, jaka się następnie wywiązała między Żydami a 

ludno

ścią chrześcijańską, 6 Żydów zostało ciężko rannych (por. L. Żebrowski: Na manowcach dialogu, 

"Nasza Polska", 24 czerwca 1998).

  

Niech

ęć zbolszewizowanych Żydów do Kościoła katolickiego i polskiego duchowieństwa była 

okazywana przy rozlicznych okazjach. Na przyk

ład w pisanej przez S. Alojzę Piesiewiczównę "Kronice 

Panien Benedyktynek Opactwa 

Świętej Trójcy w Łomży 1939-1954" (Łomża 1995, s. 57) czytamy pod 

dat

ą 2 sierpnia 1940 r.: Dziś postanowiłyśmy zabrać ze spichrza siano, z którego zebraniem 

napotyka

łyśmy trudności. Dotychczasowy nasz stróż nie pozwalał nam go wywieźć, bo chciał je wziąć 

dla siebie, gdy

ż zamyślał odebrać nam i konie. Jakiś urzędnik-Żydek popierał go. Trzeba było bardzo 

energicznego wyst

ąpienia Panny Alojzy, aby przełamać ich opór i zabrać siano. Na zakonnice nie 

o

śmielali się podnieść ręki, ani w ich obecności, także na ludzi, którzy ładowali na fury siano.

  

***

 

Wiele rozproszonych informacji na temat przejmowania katolickich instytucji na Kresach pod zarz

ąd 

zbolszewizowanych 

Żydów wymaga ciągle jeszcze uporządkowania i potwierdzenia w innych źródłach 

z tamtych czasów.

  

 

Jak 

żydowscy "sąsiedzi" tępili katolików

 

Do szczególnie dramatycznych ekscesów antykatolickich dosz

ło po wejściu wojsk sowieckich 

do niewielkiego miasta powiatowego Pi

ńska, zdominowanego przez ludność żydowską. W 1939 

roku mieszka

ło tam 20,2 tysiące Żydów, około 70 proc. całej ludności miasta. Oni też stanowili 

trzon wspieraj

ącej władze sowieckie "czerwonej milicji" (F. Wilczewska: "Nim minęło 25 lat", 

Toronto 1983, s. 34, pisa

ła: "Sami Żydzi milicjantami w Pińsku"). Felicja Wilczewska stwierdziła 

w swych wspomnieniach, 

że w Pińsku tylko postawa miejscowych kobiet uchroniła kościół 

background image

przed profanacj

ą ze strony milicjantów żydowskich. Polki "zamknęły się w kościele, by nie 

dopu

ścić do profanacji" (por. F. Wilczewska: op. cit., s. 34).

  

Opisuj

ący historię martyrologii diecezji pińskiej ksiądz Eugeniusz Borowski przypomniał ciężkie chwile, 

jakie prze

żyli duchowni katoliccy w Pińsku po 17 września 1939 roku. Według ks. Borowskiego: "Zaraz 

po wkroczeniu Czerwonej Armii do Pi

ńska grupa (około 100 osób) cywilnych ludzi uzbrojonych w 

pistolety z czerwonymi opaskami na r

ękawach wdarła się do gmachu Wyższego Seminarium 

Duchownego, dokonuj

ąc rabunku całego mienia ruchomego, które się tam znajdowało. Mieszkających 

tam ksi

ęży i kleryków oraz przybyłych zakonników jezuitów, wyprowadzono na zewnętrzny 

dziedziniec, zapowiadaj

ąc rozstrzelanie jako wrogów ustroju komunistycznego. Na szczęście 

rozlegaj

ące się krzyki zainteresowały radziecki patrol wojskowy, który zwolnił z tej ciężkiej opresji 

ksi

ęży, zakonników i kleryków" (Ks. E. Borowski: "Martyrologia duchowieństwa diecezji pińskiej" [w:] 

"Martyrologia duchowie

ństwa polskiego 1939-1956", Łódź 1992, s. 98).

  

Dominikanin O. Zygmunt Mazur, szczegó

łowo opisał rolę zbolszewizowanego Żyda - konfidenta 

NKWD, jako g

łównego bezwzględnego prześladowcy klasztoru dominikanów we Lwowie. Żyd ten 

zosta

ł dyrektorem archiwum, na rzecz którego zagarniano coraz większe części klasztoru. Jak 

opisywa

ł O. Mazur: "Z końcem października (1939 r. - J.R.N.) władze nie licząc się z właścicielami 

przyst

ąpiły do zajmowania na magazyny archiwalne dalszych pomieszczeń klasztornych. Zwożono tu 

akta i ksi

ążki różnych polskich instytucji państwowych i kościelnych. Sposób ich zabezpieczenia był 

przera

żający (...) Zimą 1939/40 ojcowie byli świadkami rwania pergaminowych dokumentów na 

strz

ępy i palenia nimi w piecu. Na czynione przez członków klasztoru uwagi, że takie postępowanie 

jest barbarzy

ństwem, zatrudnieni w archiwum ludzie odpowiadali, że palone zabytki będące dziełem 

bur

żuazji i tak nie mają żadnej wartości (...). Archiwum zajęło bibliotekę konwencką, która tym samym 

sta

ła się niedostępna dla zakonników. Ciągle przesuwano granice zajmowane przez zgromadzone 

zbiory, a

ż doszło do tego, że klasztorowi zostawiono tylko część korytarza i kilka cel (...). 

Wyw

łaszczając konwent z dolnych sal, przy okazji wyrzucono także zakonników z hospicjum, atrium 

przed refektarzem i samego refektarza. W tej sytuacji ojcowie i bracia spo

żywali posiłki w spiżarni pod 

drewutni

ą. Czuli się tak, jakby żyli w katakumbach.

  

To nieustanne 

ścieśnianie zakonników na coraz mniejszej przestrzeni było sprawą dyrektora 

archiwum, polskiego 

Żyda rodem z Łodzi, konfidenta NKWD, który cały czas wrogo odnosił się do 

konwentu, d

ążąc do jego likwidacji (podkr. J.R.N.). Końcowym efektem nienawiści tego człowieka było 

zaj

ęcie dwóch części krużganków, od wejścia do klasztoru po furtę. Nosił się on jeszcze z zamiarem 

zabrania celi furtiana i samej furty, a w

łaściwych mieszkańców zmuszenia do przechodzenia do swych 

mieszka

ń przez kościół" (wg O. Mazur OP: Dominikanie lwowscy w podwójnej niewoli, "Gazeta", 

(Toronto), Bo

że Narodzenie 1991, s. 14).

  

Wspomniany dyrektor archiwum - 

żydowski konfident NKWD uczestniczył w podstępnym 

aresztowaniu kieruj

ącego konwentem subprzeora O. Czesława Kaniaka. Jak pisał O. Mazur: "W 

sobot

ę, 13 kwietnia (1940 r. - J.R.N.) dyrektor archiwum wezwał O. Czesława do arsenału obok 

klasztoru pod pretekstem podpisania najmu pomieszcze

ń konwentu na cele archiwalne" (O. Mazur, 

op. cit.). Zaproszenie by

ło pułapką. O. Kaniaka aresztowało NKWD i jak pisał O. Mazur - później "po 

O. Czes

ławie zaginął wszelki słuch" (tamże).

  

Nadzór na Seminarium Duchownym we Lwowie w

ładze powierzyły zbolszewizowanemu Żydowi 

Schnellingowi, mianuj

ąc go dyrektorem. Jak wspominał ksiądz Stanisław Bizuń: "Schnelling (...) 

chodzi

ł po całym domu, podglądał i próbował wydawać zarządzenia (...). Po kilku naradach ksiądz 

rektor zarz

ądził, aby część prowiantów wynieść z Seminarium i ukryć gdzieś w mieście (...). Klerycy 

zacz

ęli więc powoli wynosić wszystko do znajomych, do krewnych i do różnych mniejszych domów 

klasztornych (...). Schnelling do

ść szybko zauważył, że klerycy coś wynoszą. Zaczął kontrolować, 

próbowa

ł przeszkadzać, a nawet awanturował się o każą wynoszoną walizkę i worek. W pewnej chwili 

na furcie zjawi

ła się milicja. Uzbrojeni milicjanci kontrolowali wszystkich wychodzących i wchodzących. 

Poniewa

ż sytuacja stawała się coraz trudniejsza, pierwszy usunął się z gmachu Seminarium ks. bp 

Baziak. Postarano si

ę dla niego o mieszkanie w prywatnym domu w mieście. Kiedy wyprowadził się, 

w

łaśnie Schnelling spowodował, że skonfiskowano wyposażenie mieszkania biskupa. Stracił on cały 

salon, gabinet i sypialni

ę, a z biblioteki pozwolono mu zabrać jedynie książki o treści religijnej. Drobne 

rzeczy wynie

śliśmy jednak sami i oddaliśmy właścicielowi.

  

background image

Tak wi

ęc przez cały listopad byliśmy pod strażą Schnelliga i milicji. Schnelling był komunistą. W 

rozmowach chwali

ł się, że długi czas spędził w polskich więzieniach. Nie wiem kim był z zawodu, ale 

wygl

ądał na fryzjera lub drobnego sklepikarza. Był Żydem. Do Polski i Polaków bardzo źle 

usposobiony, drwi

ł z nas i naigrawał się z naszej klęski. Sam słyszałem jak mówił: "Wyście tańczyli 

tango, my - komuni

ści budowaliśmy tanki". Posługiwał się często wyświechtanymi sloganami 

propagandy. Usi

łował wciągać nas do długich dyskusji politycznych. Początkowo słuchaliśmy, potem 

po prostu unikali

śmy go (...). Schnelling był złośliwy i nieznośny, a choć przebiegły i udający 

sprytnego, by

ł w gruncie rzeczy ograniczony i głupi" (wg Ks. S. Bizuń: "Historia krzyżem znaczona. 

Wspomnienia z 

życia Kościoła katolickiego na Ziemi Lwowskiej 1939-1945", oprac. Ks. J. Wołczański, 

Lublin 1993, s. 64, 65).

  

   

Grabie

ż mienia kościelnego

 

Ci

ągle brak - jakże potrzebnego w świetle dzisiejszych żydowskich roszczeń majątkowych wobec 

Polski - spisu mienia zagrabionego przez 

środowiska żydowskie na Kresach w latach 1939-1941 

kosztem Polaków, w tym w niema

łej mierze - kosztem Kościoła i duchowieństwa katolickiego. 

Materia

ły na ten temat są rozproszone w rozlicznych relacjach i wspomnieniach, które wymagają 

zebrania i uporz

ądkowania w jednym większym wyborze. Przypomnijmy, że już 14 listopada 1939 

roku biskup przemyski Franciszek Barda poinformowa

ł Papieża Piusa XII listownie, że gmach kurii 

biskupiej w Przemy

ślu zajęto na mieszkania dla Żydów (wg J. F. Morley: "Vatican Diplomacy and the 

Jews during the Holocaust 1939-1943", New York 1980, s. 133). Biskup Barda poinformowa

ł Ojca Św. 

równie

ż o jeszcze bardziej niepokojącym zdarzeniu, że grupa kobiet żydowskich próbowała, acz 

bezskutecznie, zaj

ąć pałac biskupi, gdzie mieszkał biskup i kilku księży (por. J. F. Morley: op. cit., s. 

135). Ksi

ądz biskup Wincenty Urban, pisząc o roli Żydów jako antyreligijnych doktrynerów na terenie 

diecezji lwowskiej, przypomnia

ł, że: "Żydzi przejęli jako wychowawcy Zakład Sierot Siostry 

S

łużebniczki Starowiejskiej w Biłce Szlacheckiej pod Lwowem. Żydzi weszli też do szkoły jako 

wychowawcy i nauczyciele polskiej m

łodzieży i wpajali jej, że "nie ma Boga i nie potrzeba Go" (por. 

Ks. bp W. Urban: "Droga krzy

żowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945", 

Wroc

ław 1983, s. 87). Amerykański historyk Richard C. Lukas pisał w swej tak znakomitej książce 

"Zapomniany Holocaust" (przek

ład polski - Kielce 1995, s, 164), że w owym czasie: "Niektóre 

klasztory zamieniono na synagogi".

  

Ksi

ądz Marian Bardel opisał w swych wspomnieniach początki rządów komunistów żydowskich w 

Krasnobrodzie, stwierdzaj

ąc: "Zaczynają rządzić Żydzi - komuniści. Także młode Żydki pozakładały 

czerwone opaski i zaczynaj

ą wprowadzać nowe porządki. Przyszedł taki jeden młody Żydek do 

ksi

ędza prałata i mówi w nie bardzo grzeczny sposób, że klasztor mu będzie potrzebny i my go 

b

ędziemy musieli opuścić. Na co, nie mówili" (Ks. M. Bardel: "Z Krasnobrodu przez obozy i obczyznę 

do rodzimych stron", wst

ęp i przypisy ks. E. Walewander, Lublin 1994, s. 91). Ważną relację na 

omawiany tu temat znajdujemy w kronice ksi

ędza Józefa Mroczkowskiego (w czasie wojny żołnierza 

AK) z Oleszycy ko

ło Lubaczowa. Według tej kroniki jesienią 1939 r. kancelaria urzędu parafii została 

zaj

ęta przez szkołę żydowską. Równocześnie prawie, jesienią, górne pokoje plebanii zostały 

bezprawnie zaj

ęte przez miejscowego lekarza żydowskiego - Józefa Schneebauma (Ks. J. 

Mroczkowski: Wojna w Oleszycach, "Karta" 1998, zesz. 24, s. 105).

  

Pp

łk dr Lech Kowalski w artykule o działalności Stowarzyszenia Bezbożników Sowieckich przypomniał 

fakty o przejmowaniu w

łasności Kościoła katolickiego pod zarząd osób pochodzenia żydowskiego. 

Wed

ług tekstu ppłka Kowalskiego: "W Klewaniu, na przykład, istniejący Zakład Wychowawczy, 

prowadzony przez 6 zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Marii, które wychowywa

ły około 100 

dzieci w wieku od 7 do 15 lat, odebrano im i przekazano Wydzia

łowi Sanitarnemu Zarządu Miejskiego, 

na którego czele sta

ł miejscowy lekarz żydowski - Guzman. Po wejściu w posiadanie wspomnianego 

Zak

ładu Wychowawczego natychmiast zwolnił wszystkie siostry, a w ich miejsce przyjął nowe 

opiekunki, g

łównie pochodzenia żydowskiego (ppłk L. Kowalski: "Stowarzyszenie Bezbożników 

Sowieckich", "Polska Zbrojna", 5-7 czerwca 1992).

  

Pp

łk Lech Kowalski pisał również, że "w Kosowie Huculskim Żydzi oddali dobrowolnie jeden ze swych 

domów modlitwy (ale nie bo

żnicę) na warsztat stolarski, żądając przy tym oddania kościoła 

katolickiego na podobny cel" (L. Kowalski: op. cit.). Wed

ług ppłk. Lecha Kowalskiego: "Jest faktem, że 

background image

Liga (Bezbo

żników - J.R.N.) przy aresztowaniu polskich księży chętnie się wyręczała różnymi 

szumowinami narodowo

ści żydowskiej i ukraińskiej, które w początkowym okresie okupacji 

zdominowa

ły co podrzędniejsze stanowiska w aparacie policyjnym (...) zainteresowanym szczególnie 

tym zagadnieniem dostarcz

ę dziesiątki materiałów archiwalnych, poświadczających ten stan rzeczy" 

(pp

łk L. Kowalski: op. cit.).

  

   

Niebezpieczna denuncjacja 

żydowska w Tarnopolu

 

W walce z Ko

ściołem zbolszewizowani Żydzi nie cofali się przed uciekaniem się do najobrzydliwszych 

denuncjacji. Na przyk

ład Żydzi-komuniści w Tarnopolu wystąpili 19 września 1939 roku z opartą na 

fa

łszu denuncjacją antykościelną do dowódców oddziałów sowieckich, powodując spalenie dużej 

cz

ęści tamtejszego zabytkowego kościoła dominikanów. Całą sprawę szczegółowo opisał Czesław 

Blicharski w popularnonaukowej historii Tarnopola w latach 1809-1945. Wed

ług Blicharskiego: "Dnia 

19 wrze

śnia 1939 roku ustawili żołnierze sowieccy armatki pod kościołem OO. Dominikanów i zaczęli 

regularn

ą strzelaninę do fasady i wieży kościoła oznaczonego w światowych przewodnikach. 

Pretekstem do strzelaniny by

ła żydowska denuncjacja, że z wieżyczki na kopule kościoła "polscy 

oficerowie" strzelali do wybawicieli. W

łaśnie o. Fabian Madura skończył odprawiać Mszę Św. i wrócił 

do zakrystii ju

ż pełnej bojców sowieckich. Kazali księdzu zdjąć szaty liturgiczne, habit, pozostawiając 

go tylko w koszuli i spodniach. To samo zrobili z obecnym w zakrystii bratem Jackiem Matag

ą. 

Nast

ępnie wyprowadzili ich na zewnątrz i ustawili pod ścianą klasztorną. Na protesty brata Jacka, że z 

wie

ży nikt nie mógł strzelać, bo wieża była zamknięta, kazano mu pójść z eskortą na wieżę. Okazało 

si

ę, że tam nikogo nie było. Mimo tego strzelaniny nie przerwano, a wieże wkrótce zapaliły się. 

Przyjecha

ła Miejska Straż Pożarna pod dowództwem naczelnika Galanta, by gasić ogień. Strażacy 

wspi

ęli się na dach, ale tam zostali ostrzelani, w rezultacie czego musieli się wycofać z ciężko rannym 

Galantem (...).

  

W mi

ędzyczasie bojcy wdarli się do klasztoru i przechodząc z celi do celi rabowali i niszczyli, co się 

da

ło. W grabieży brali również udział miejscowi ludzie, m. in. byli lokatorzy domów dominikańskich, 

zach

ęcani przeze żołnierzy sowieckich: "Bieri, ksiondzów tiepier nie budziet". Przez schody na wieży 

ogie

ń dostał się do wnętrza kościoła, tak że spłonęły organy i boczne ołtarze. Przed furtę klasztorną 

zajecha

ły samochody. Do każdego z nich wsadzono po jednym zakonniku w otoczeniu zbrojnej asysty 

i konwój zajecha

ł do tymczasowej siedziby NKWD (...). Po szeregu przesłuchań ojcowie Antonin 

Gornisiewicz i Fabian Madura zostali zwolnieni. Brat Jacek Matoga kilka dni wcze

śniej zdołał uciec 

przy pomocy polskiego stra

żnika więziennego" (wg C. Blicharski: "Tarnopol w latach 1808-1945 (od 

epoki napoleo

ńskiej do wypędzenia), Biskupice 1993, s. 288).

  

Angielski historyk Keith Sword uzna

ł barbarzyński atak na kościół dominikanów w Tarnopolu za 

przejaw "najwi

ększych zniszczeń budowli sakralnych we wrześniu 1939 roku dokonanych przez 

Sowietów". Sword pisa

ł, że: "Po zajęciu miasta (Tarnopola - J.R.N.) Sowieci skierowali ogień 

artyleryjski na ko

ściół dominikanów, który zaczął gwałtownie płonąć. Oddziałom sowieckim zakazano 

pod kar

ą śmierci gaszenia pożaru i tylko zakrystia ocalała. Zajęła ją później NKWD" (por. K. Sword w 

ksi

ążce "Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie na ziemiach północno-wschodniej II 

Rzeczypospolitej w latach 1939-1945", pod red. M. Gi

żejewskiej i T. Strzembosza, Warszawa 1995, s. 

146). Takie by

ły skutki jednej denuncjacji ze strony zbolszewizowanych Żydów Tarnopola.

  

Bywa

ło, że dochodziło do drastycznych wręcz przejawów prześladowania polskich wierzących 

katolików przez komunizuj

ące szumowiny ze środowisk żydowskich. By przypomnieć choć opisane we 

wspomnieniach Bronis

ława Terpina wydarzenie, jakie miało miejsce w miejscowości Gwoździec, w 

pobli

żu dawnej polsko-sowieckiej granicy. Jak pisał Terpin: "Pod kościołem motłoch masakrował 

kobiet

ę krzycząc: "Skończyło się wasze, zaczęło się nasze, teraz przestańcie się modlić" (B. Terpin: 

"Przegrani zwyci

ęzcy. Odyseja żołnierza polskiego drugiego korpusu", Londyn 1989, s. 13). Uciekano 

si

ę do przeróżnych pretekstów w celu nękania polskiego duchowieństwa. Na przykład w Gwoźdźcu 

lokalni 

Żydzi i Ukraińcy wtargnęli wraz z oddziałem sowieckich żołnierzy do miejscowego klasztoru 

pod pretekstem szukania broni (B. Terpin: op. cit., s. 12).

  

   

background image

Walka z religi

ą w szkołach

 

Żydowscy nauczyciele odgrywali niejednokrotnie bardzo znaczącą rolę w antyreligijnej doktrynacji 
prowadzonej usilnie w ramach sowietyzacji dawnych polskich szkó

ł. By przypomnieć choćby, jak 

opisywa

ł po latach Włodzimierz Drohomirecki, drastyczne przejawy wojny z religią toczonej w jego 

szkole przez 

żydowską nauczycielkę (działo się to w miejscowości Deraźne, powiat Kostopol na 

Wo

łyniu - J.R.N.): "Przed Bożym Narodzeniem 1939 r. nauczycielka, Żydówka Berta Aros, dokonała w 

klasach przegl

ądu noszonych przez dzieci medalików. Co wartościowsze, w tym mój złoty krzyżyk z 

łańcuszkiem, prezent chrztu świętego od mego ojca chrzestnego, zostają zerwane i zabrane. 
Nauczycielka Berta Aros zabrania noszenia tych przedmiotów (cyt. za "

Świadkowie mówią", wyd. 

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Okręg Wołyń, Warszawa 1996, s. 97).

  

Naukowiec, profesor Wanda Koci

ęska tak wspominała po dziesięcioleciach swe szokujące przeżycia 

szkolne z czasów, gdy jej miasteczko by

ło okupowane przez wojska sowieckie: 

  

"W

śród nauczycieli naszej szkoły wszyscy wspólnie nie znosiliśmy nauczyciela matematyki - młodego 

Żyda. Był fanatykiem stalinizmu: arogancki i bezwzględny uważał, że w pierwszym rzędzie należy 
t

ępić już od dzieciństwa przekonania religijne. Był postrachem nie tylko nas katolików, lecz i dzieci 

innych religii i wyzna

ń: żydowskich, prawosławnych, muzułmańskich. Miał dwóch braci w wyższych 

klasach, którzy donosili mu o nastrojach w

śród uczniów i o tematach ich rozmów, ponadto śledzili 

kolegów przekradaj

ących się do kościoła na nabożeństwa. Podczas dużej przerwy nasz 

znienawidzony nauczyciel S. stawa

ł zwykle na korytarzu (...) i rozpoczynał złośliwe powitania 

upatrzonych przez siebie uczniów, np.: "wydaje mi si

ę, że widziałem ciebie, jak wychodziłeś wczoraj z 

ko

ścioła, co?..." Biada, jeśli to była prawda; czekała wówczas nieuzasadniona dwója, a potem nasz 

wierny stalinowiec niszczy

ł takiego ucznia konsekwentnie i do końca" 

  

(W. Koci

ęska: "Oddajcie nam Świętego Mikołaja! Wspomnienia z dzieciństwa na Kresach Wschodnich 

w latach wojny", Pozna

ń 1999, s. 24-25).

  

Pisarka Beata Oberty

ńska wspomniała w jakże wymownych zapiskach na temat charakteru 

antyreligijnej indoktrynacji prowadzonej przez zbolszewizowanych 

Żydów: 

  

"Ksi

ęża chodzą przeważnie po cywilnemu, bo wyłapują ich pod byle pozorem. Większość klasztorów 

tylko rozp

ędzili. W "Sacre Coeur" mieszka balet z Kijowa. Zakonnice przebrane po świecku muszą im 

us

ługiwać, gotować, sprzątać. U "Karmelitanek" - szpital. Jedynie szkoły "Benedyktynek" i 

"Urszulanek" jeszcze si

ę jakoś trzymają. Oczywiście program nauk przycięty ściśle do okoliczności. 

Żadnej nauki religii, żadnej historii. W obu szkołach stoi na czele żydowsko-komunistyczna komisja 
(podkr. J.R.N.).

  

W

ładze urządzają dla młodzieży przymusowe, antyreligijne meetingi. Jest wykład a potem dyskusja" 

(B. Oberty

ńska: "W domu niewoli", Chicago 1968, s. 12-13).

  

Polak z Wo

łynia, Karol Kosek, wspominał: "Rządy swoje w okupowanej Polsce na Kresach zaczęli 

Sowieci od usuni

ęcia i podeptania krzyży (...) W szkołach zakładano "naukowe koła antyreligijne" 

prowadzone przez komsomolców, przewa

żnie Żydów, czasem Rosjan, posługujących się 

"naukowymi" podr

ęcznikami sowieckiej propagandy. Z ciekawości byłem na jednym takim kółku. 

Ubli

żano wówczas na wszelkie nielogiczne sposoby postaci Jezusa, mówiąc jednym tchem, że 

Chrystusa nigdy nie by

ło i wymyślili Go "chytrzy księża", że był on synem wyzyskiwacza, właściciela 

zak

ładu ciesielskiego Józefa (...) Aktywiści partyjni prowadzili też agitację antyreligijną na lekcjach 

przy byle okazji. Na przyk

ład nauczycielka języka francuskiego Żydówka wyszydzała stale (...) 

zakonnice (...). Zast

ępca dyrektora, Żyd Margulis, na języku niemieckim i na akademiach szkolnych, 

wymy

ślał na "Kościół, który popierał faszyzm w Polsce (...)" (K. Kosek: "Od wyzwolicieli zachowaj nas 

Panie". Wspomnienia z Wo

łynia 1939-1944", Wrocław 1997, s. 44).

  

Zdarza

ło się, że skrajnymi agitatorami przeciw wierze chrześcijańskiej stawali się Żydzi, którzy sami 

po kryjomu dalej przestrzegali wszelkich regu

ł wiary mojżeszowej. Nader typowy przykład pod tym 

wzgl

ędem dał w swych wspomnieniach Włodzimierz Sławosz Dębski, kreśląc postać żydowskiego 

nauczyciela Ginzberga. Po 1939 roku sta

ł się on krzykliwym agitatorem antyreligijnym wobec polskiej i 

background image

ukrai

ńskiej młodzieży. Nauczając w 1940 roku w drugiej klasie Ginzberg chodził po szkole i 

autorytatywnie stwierdza

ł: "Nie ma Boga! Boha ne ma!" (wg tekstu W. S. Dębskiego: 

  

"W kr

ęgu kościoła kisielińskiego czyli Wołyniacy z parafii Kisielin", Lublin 1992, s. 9). Okazało się, że 

tak gorliwie "nawracaj

ący" na ateizm Polaków i Ukraińców Ginzberg sam po cichu wypełniał wszystkie 

nakazy religii moj

żeszowej i wychowywał w tym duchu swoich synów, którzy weszli do Komsomołu. 

W

łodzimierz Sławoj Dębski opisał, jak udało mu się zaskoczyć Ginzberga na potajemnym święceniu 

szabasu wraz z rodzin

ą. Następnego dnia wyczekawszy, aż zostaną sami w pokoju nauczycielskim, 

D

ębski wykrzyknął do niego: Ach, ty parszywa perfidna świnio! Ty świadomie deprawujesz tylko 

polskie i ukrai

ńskie dzieci! Jak nie przestaniesz to powiem o tym gdzie trzeba i jak trzeba, żeby twoje 

"husyckie" praktyki wybi

ć z głowy! Przestraszył się i zaprzestał walki z religią" (W. S. Dębski: op. cit., 

s. 9).

  

Pomys

łowość żydowskich ateizatorów nie miała granic. Edward Flis, w momencie najazdu wojsk 

sowieckich jeszcze m

łody chłopak chodzący do szkoły, pisał we wspomnieniach z tamtych lat, iż w 

U

ściługu (Uściług nad Bugiem, koło Włodzimierza - J.R.N.) Żydzi urządzili ateistyczny pokaz. Ubrali 

konia w ko

ścielne szaty i prowadzili po mieście".

  

Mo

żna by długo jeszcze wyliczać odnotowane w pamiętnikach i relacjach przykłady 

antychrze

ścijańskich wystąpień ze strony zbolszewizowanych Żydów na Kresach. Jeszcze raz 

podkre

ślam, że były one swoistą kontynuacją dawanego z góry potwornego przykładu zbrodniczych 

prze

śladowań za religię przez ludzi typu ateistycznego "mordercy zza biurka" - Jarosławskiego 

(Gubelmana). Skutki ich fanatycznej walki z religi

ą dla wzbudzenia nastrojów antyżydowskich w 

szerokich kr

ęgach Polaków na Wschodzie były trudne do przecenienia. A jednak o tych wszystkich, 

tak kompromituj

ących, zbrodniach woli milczeć Jan Tomasz Gross, szukając niechęci do Żydów w 

Polsce wy

łącznie w domniemanych skrajnie antysemickich tradycjach polskiego "krwiożerczego" 

"czarnego duchowie

ństwa". Odpowiedzialność za działanie grupy polskich mętów z marginesu 

spo

łecznego w Jedwabnem Gross zrzuca na całe polskie "społeczeństwo", na cały polski naród. 

Równocze

śnie zaś konsekwentnie przemilcza dziesięciolecia antychrześcijańskich zbrodni 

dokonywanych w ZSRR przez zbrodniczych zbolszewizowanych 

Żydów typu Gubelmana. Podobnie 

jak robi w odniesieniu do Polski po 1945 roku, gdzie rozwodz

ąc się nad rzekomym panowaniem wśród 

Polaków przekona

ń, że "Żydzi ściągają krew chrześcijańskich dzieci na macę" ("Upiorna dekada", s. 

105) milczy jak grób o wyj

ątkowej nadgorliwości w walce z Kościołem katolickim przejawianej przez 

żydowskich komunistów. Takich jak choćby osławiona Luna Brystygierowa ("krwawa Luna") p.o. 
Dyrektora Departamentu V (Spo

łeczno-Politycznego) Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w 

latach 1945-1950, a od stycznia 1950 do lipca 1954, dyrektor tego

ż Departamentu, główna 

nadzorczyni walki z katolicyzmem w Polsce. 

  

To ona ju

ż w październiku 1947 roku zalecała: "systematyczne rozpracowanie instytucji Kościoła w 

terenie (...) Nale

ży zerwać z zakorzenionym poglądem, że "klasztoru nie da się rozpracować". (...) 

Kierunek doj

ścia: żebracy, dostawcy klasztorni itp.". Brystygierowa zachęcała również do 

"systematycznego rozpracowywania katechetów szkolnych" i "przeciwdzia

łania rozszerzaniu się prasy 

katolickiej". Jak podkre

ślał Leszek Żebrowski w "Encyklopedii Białych Plam" (t. 2), s. 193-194: 

"Wynikiem pracy kierowanego przez ni

ą (Brystygierową - J.R.N.) Departamentu było aresztowanie m. 

in. ok. 900 ksi

ęży katolickich - kilku biskupów oraz "internowanie" prymasa Polski, kardynała Stefana 

Wyszy

ńskiego, unicestwione zostały liczne organizacje katolickie - w tym charytatywne ("Caritas") 

(...)". Jeszcze w pa

ździerniku 1955 roku na odprawie kierownictwa bezpieki Brystygierowa wezwała 

do likwidacji zakonów. Nikt jednak jak dot

ąd ze środowisk żydowskich nie zdobył się na przeproszenie 

Ko

ścioła katolickiego w Polsce za zbrodniczą działalność antykościelną i antyreligijną żydowskich 

fanatyków komunistycznych typu Brystygierowej et consortes. Tym 

łatwiej w tych warunkach mogą 

by

ć kolejne oszczerstwa antychrześcijańskie i antykościelne. I różni fałszerze historii typu Grossa i 

jego polskich klakierów mog

ą bezczelnie apelować do polskich hierarchów o ukorzenie się przed 

Żydami za grupy mętów. A kto wreszcie przeprosi Polaków za zbrodnicze działania ateistycznych, 
polako

żerczych "morderców zza biurka", takich jak Berman, Różański, Fejgin, Romkowski, 

Brystygierowa, etc?!

 

S

ąsiedzkie donosy

 

background image

Najbardziej zmasowan

ą formą zbrodniczych działań antypolskich ze strony prosowieckich 

Żydów była wielka fala skierowanych przeciwko Polakom "zabójczych" donosów. Były one 
nieustannym zjawiskiem lat 1939-1941 na Kresach. Zbolszewizowani 

Żydzi, znający doskonale 

lokalne stosunki w poszczególnych miejscowo

ściach, okazali się dla NKWD bezcennymi wręcz 

agentami i informatorami przeciwko ró

żnym patriotycznym środowiskom polskim. Wiele 

żydowskich donosów przyniosło najtragiczniejsze skutki dla schwytanych na ich podstawie 
Polaków . 

  

Niektórzy z nich bywali natychmiast zabijani w rezultacie tych donosów, tak jak stalo si

ę w opisanym w 

poprzednim rozdziale przypadku grodzie

ńskiego nauczyciela Jana Kurczyka. W przypadku bardzo 

wielu innych Polaków donos ko

ńczył się zamknięciem w sowieckim więzieniu i późniejszym 

zakatowaniem na 

śmierć. Bardzo wielu oficerów schwytanych na podstawie żydowskich donosów 

znalaz

ło się później na listach katyńskich.

  

Ta nadzwyczaj ponura, donosicielska rola znacznej cz

ęści Żydów na Kresach Wschodnich, została 

wymownie opisana mi

ędzy innymi w znakomicie udokumentowanej książce żydowskiego autora 

Bena-Ciona Pinchuka. Pisa

ł on między innymi, iż: "Nie ulega wątpliwości, iż lokalni komuniści 

żydowscy grali ważną rolę w rozpoznaniu dawnych działaczy politycznych i zestawieniu listy 
"niepo

żądanych" i "wrogów klasowych". NKWD próbowało, często z sukcesem, rekrutować ludzi, 

którzy przedtem byli aktywni w 

żydowskich instytucjach i politycznych organizacjach, i w ten sposób 

stworzyli oni atmosfer

ę wzajemnych podejrzeń i strachu wśród przyjaciół i kolegów" (por. Ben-Cion 

Pinchuk: "Shtetls Jews under Soviet Rule. Eastern Poland under Soviet Rule. Eastern Poland on the 
Eve of the Holocaust, Cambridge Mass, 1991, s. 35).

  

Z ró

żnych miejscowości na Kresach odnotowano po latach takie same, identycznie brzmiące skargi na 

donosicielsk

ą rolę części zbolszewizowanych antypolskich Żydów. Oto kilka jakże typowych 

przyk

ładów.

  

Wroc

ławski sufragan, ks. biskup Wincenty Urban, tak pisał już w 1983 roku w książce: "Droga 

krzy

żowa archidiecezji lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945" o sowieckim terrorze w 

dekanacie Lwów pozamiejski: "Czynniki administracyjne nie zna

ły litości, były bezwzględne, cisnęły na 

ka

żdym kroku. Organem wykonawczym byli najczęściej "biedniaki" oraz miejscowi Żydzi, zwłaszcza ci 

ostatni panoszyli si

ę bezwzględnie, nieraz wyzywająco i bezczelnie. Ich dziełem po największej części 

by

ły różne donosy na ludzi oraz oskarżenia" (Ks. bp W. Urban: "Droga krzyżowa archidiecezji 

lwowskiej w latach II wojny 

światowej 1939-1945", Wrocław 1983, s. 93-94).

  

Biskup Wincenty Urban pisa

ł w tej samej książce również, iż: "Po wejściu wojsk sowieckich w 1939 

roku, 

Żydzi w Krasnem, uciekinierzy z zachodniej części Polski, organizowali od razu "meetingi", na 

których atakowali lokalne w

ładze polskie, wieszali flagi czerwone na masztach, ustanawiali lokalne 

w

ładze komunistyczne (...)" (tamże, s. 123, 82).

  

W

ładysław Hermaszewski tak opisał dramatyczne wydarzenia, jakie nastąpiły po 17 września 1939 

roku w jego rodzinnym Bere

źnie (pow. Kostopol, woj. wołyńskie): "Spontanicznie witający 

czerwonoarmistów liczni Ukrai

ńcy i część biedoty żydowskiej zaczęli okazywać swą wrogość wobec 

nas, Polaków, stanowi

ących tu mniejszość. Wyszukiwali i wskazywali przybyłym enkawudzistom 

funkcjonariuszy i urz

ędników polskich instytucji państwowych i publicznych oraz uciekinierów z 

zachodnich i centralnych województw, szukaj

ących schronienia przed Niemcami, po czym nastąpiły 

masowe ich zwolnienia i deportacje" (W. Hermaszewski: "Echa Wo

łynia", Warszawa 1995, s. 43).

  

Mieszkaj

ący wówczas w Tarnopolu Czesław Blicharski wspomina: "Okupacja sowiecka Tarnopola 

rozpocz

ęła się o godzinie 15.00 17 września 1939 roku (...). Już tego samego dnia wieczorem 

rozpocz

ęły się masowe aresztowania, przeprowadzone przy pomocy usłużnych informatorów, 

pochodz

ących z kręgów nielicznej KPZU (Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy - JRN) i biedoty 

żydowskiej. Od tej chwili trwał nieprzerwanie proces wyniszczania elementów polskich w mieście" (C. 
Blicharski: "Tarnopolanie na starym ojców szlaku", Biskupice 1994, s. 203).

  

Podobnie jak Blicharski obserwacje z dramatycznych pocz

ątków okupacji Tarnopola przez wojska 

sowieckie odnotowa

ła w swych wspomnieniach Jadwiga Tomczyńska pisząc, że 17 września 1939 

roku "na ulicach pojawili si

ę Ukraińcy i Żydzi z opaskami na ramieniu, co miało oznaczać 

background image

przynale

żność do swoistej milicji, wyszukującej w mieście mieszkania, przede wszystkim rodzin 

policjantów, wojskowych, oficerów i podoficerów" (por. J. Tomczy

ńska: "Z Tarnopola przez Sybir do 

Wadowic", Kraków 1992, s. 9).

  

Wymown

ą relację na ten temat znajdujemy również we wspomnieniach b. żołnierza AK Okręgu 

wile

ńskiego, później więźnia Gułagu, współzałożyciela Stowarzyszenia Łagierników - Żołnierzy AK, 

Henryka Sobolewskiego. Pisa

ł on m. in.: "Mnożyły się aresztowania. Pierwszymi ofiarami byli 

policjanci, zawodowi wojskowi, pracownicy wymiaru sprawiedliwo

ści, urzędnicy państwowi, działacze 

(nie licz

ąc komunistów) wszystkich patii politycznych, właściciele majątków, księża i tak zwani kułacy. 

Najpilniej poszukiwano oficerów. Wszystkich aresztowanych wywo

żono do położonych w głębi Rosji 

wi

ęzień i łagrów.

  

W bolszewickich urz

ędach zaroiło się od miejscowych Żydów. Z nich rekrutowała się "ludowa milicja" i 

oni dostarczali do NKWD informacji o "wrogim w stosunku do ZSRR polskim elemencie". W

ładzę 

sowieck

ą uważali za swoją i otwarcie cieszyli się z naszej klęski. Często pod naszym adresem 

kierowali ró

żnego rodzaju pogróżki i drwili z naszych narodowych i duchowych wartości. Na każdym 

kroku oznajmiali, 

że skończyło się już "nasze panowanie". Małe Żydziaki mnie i moich kolegów 

okre

ślali "wstrętnymi polskimi mordami". Bolszewicy nie czekali na opór. Przy pomocy żydowskich 

szpicli i donosicieli oraz w oparciu o sk

ładane w zakładach pracy życiorysy ustalili, kto jest wrogiem 

sowieckiej w

ładzy lub może być dla niej niebezpieczny" (H. Sobolewski: "Z Ziemi Wileńskiej przez 

świat Gułagu", wyd. II Gdańsk 1999, s. 14, 27).

  

Emisariusz ZWZ Aleksander Blum opisywa

ł, jak już w drodze do Wilna dowiedział się, że tamtejszy 

dworzec jest niebezpieczny, bo "jest silnie obstawiony przez agentów NKWD i - tzw. -  milicj

ę 

obywatelsk

ą zaimprowizowaną przez okupantów i złożoną z chuliganów i z młodzieży komunistycznej, 

szczególnie pochodzenia 

żydowskiego, uzbrojoną w karabiny i zaopatrzoną w opaski czerwone. 

G

łównym zadaniem ich było zatrzymywanie podejrzanych osób i przebranych oficerów. "Przyklejali" 

si

ę oni do wybranych przez siebie wojskowych podróżnych i towarzyszyli im do mieszkań prywatnych 

celem sprawdzenia to

żsamości eskortowanych" (wg A. Blum: "O broń i orły narodowe... Z Wilna przez 

Francj

ę i Szwajcarię do Włoch", Londyn 1980, s. 102).

  

Starszy sier

żant Aleksander Pluta wspominał w nadesłanej do mnie relacji jak na przełomie września i 

pa

ździernika wyglądała podróż z Wilna do Grodna na Białystok. Pisał: "W wagonach osobowych było 

du

żo jadących, a wśród nich NKWD, jak zwykle w wieku 50-60 lat. Mówili niby po rusku, ale rozumiało 

si

ę wszystko. Byli to polscy Żydzi, przygotowani na naszą okupację i węszyli czy gdzieś nie jedzie 

jaki

ś polski oficer lub inteligent, albo obcy" (wg relacji A. Pluty z 14 sierpnia 1999, znajdującej się w 

moim posiadaniu).

  

Filip O

żarowski wspominając tragiczne karty życia polskiego na Wołyniu pod okupacją sowiecką, 

pisa

ł: "Wkraczająca w międzyczasie na Wołyń Armia Czerwona wraz z aparatem NKWD rozpoczęła 

rozbrajanie wojska polskiego. Rozbrojone oddzia

ły żołnierzy wysyłane były na Sybir, a oficerowie i 

policja byli albo rozstrzeliwani na miejscu, lub przeznaczeni na zamordowanie w lasach Katynia i 
innych miejscach. Dla lepszego wywiadu powo

łano tymczasowo do milicji Ukraińców z wiosek i Żydów 

z miast. 

Żydzi, którym się lepiej powodziło w Polsce niż przeciętnemu Polakowi, "odwdzięczali się" 

Polakom. Nie jestem antysemit

ą, ale muszę stwierdzić, że zamieszkujący w Polsce Żydzi od czasów 

Kazimierza Wielkiego, rwali si

ę teraz do współpracy z okupantem sowieckim. Mimo to później, za 

czasów okupacji niemieckiej, Polacy ratowali 

Żydów na Wołyniu" (por. F. Ożarowski "Mietlica": "Gdy 

p

łonął Wołyń", Chicago 1995, s. 14).

  

Zenon Skrzypkowski relacjonowa

ł: "W miasteczku [Drohiczynie - JRN] swoje "porządki" zaczęło robić 

NKWD. Znale

źli się tacy ludzie, którzy z nimi współpracowali. Wywodzili się na ogół z elementów o nie 

najlepszej opinii w 

środowisku. Byli to głównie Białorusini i Żydzi. Dużą aktywność w sprzyjaniu 

bolszewikom wykaza

ła zwłaszcza biedota żydowska. Dość szybko przystosowała się ona do nowych 

warunków i zaj

ęła pozycję wysoko uprzywilejowaną, zajmowała kierownicze stanowiska w 

administracji i milicji. Niektórzy 

Żydzi "pocieszali" nieszczęśliwych i pełnych obaw o przyszłość 

Polaków s

łowami "jakoś przy nas będziecie żyli" (Z. Skrzypkowski: "Przyszliśmy was oswobodzić... 

Drohiczy

ńskie wspomnienia z lat niewoli", Warszawa 1991, s. 15). 

  

background image

Wac

ław Wierzbicki z osiedla Kuchczyce, gmina Kleck, powiat Nieśwież wspominał wydarzenia po 17 

wrze

śnia 1939 roku w swych okolicach: "Natychmiast znaleźli się perfidni Białorusini i Żydzi, który 

wkraczaj

ącym wojskom sowieckim budowali triumfalne bramy. Żydzi powkładali czerwone opaski na 

r

ękawy i stali się enkawudzistami, wydając Sowietom polskich patriotów" (por. "Z Kresów Wschodnich 

RP na wygnanie. Opowie

ści zesłańców 1940-1946", Londyn 1996, s. 582).

  

Zygmunt Mazur OP pisa

ł w dominikańskim periodyku "W drodze" z 1989 roku: "Następne miesiące 

[od grudnia 1939 r. - J.R.N.] by

ły dla Czortkowa tragiczne - nieustanne łapanki, aresztowania i wywozy 

na Syberi

ę. Poszukiwano przede wszystkim inteligencji i wszelkiego typu przedwojennych działaczy. 

Akcj

ę eksterminacyjną przeprowadzono z całą bezwzględnością. W swoich poczynaniach NKWD było 

wspomagane przez nacjonalistów ukrai

ńskich i niestety Żydów" (por. Z. Mazur OP: Prawda o zbrodni 

w Czortkowie, "W drodze", 1989, nr 11-12, s. 53).

  

NKWD znajdowa

ło chętnych do współpracy wśród Żydów, nawet tam, gdzie było stosunkowo niewielu 

żydowskich komunistów. Stanisław Rakowski, pisząc o dziejach klasztoru w Czortkowie stwierdził, że 
pod koniec 1939 w

ładze sowieckie "rozpoczęły akcję eksterminacyjną wobec polskiej ludności miasta. 

Rozpocz

ęły się aresztowania, łapanki, wywózki na Syberię. NKWD była wspomagana przez 

ukrai

ńskich nacjonalistów i nielicznych tu komunistów żydowskich" (por. S. Rakowski: Z Dziejów 

Konwentu Dominikanów w Czortkowie, "Semper Fidelis", 1992, nr 2).

  

By

ły więzień sowiecki i zesłaniec Jerzy Głowała wspominał:

  

"Jeden z moich wspó

łtowarzyszy, który również szukał sposobności do ucieczki, opowiadał mi o 

wspó

łdziałaniu z władzami wielu Żydów i Białorusinów. Biorą oni udział w pogoni za uciekinierami oraz 

natychmiast donosz

ą o pojawieniu się jakiejś nieznajomej osoby" (por. J. Głowała: "Purga. Wśród 

wi

ęźniów i zesłańców w ZSRR 1941-1955", Warszawa 1990, s. 20).

  

W ksi

ążce żydowskich autorów - Jacka Pomerantza i Lyric Wallwork Winika o owych latach: "Wkrótce 

po wkroczeniu Sowietów do Ro

żyszcza komunistyczna organizacja młodzieży... przejęła kontrolę 

miasta... ci m

łodzi ludzie maszerowali po ulicach miasta z karabinami. Nosili czerwone opaski 

identyfikacyjne i wyaresztowywali ludzi uwa

żanych za faszystów czy wrogów komunistycznej sprawy. 

Ba

łem się spacerować na trasie od stacji kolejowej do domu Ytzela. Bałem się pomimo tego, że część 

m

łodych z opaskami na ramionach była Żydami" (wg relacji w książce J. Pomerantza i Z. Winika: "Run 

East: Flight From the Holocaust", Chicago 1997, s. 26).

  

Z kr

ęgu australijskiej Polonii z Melbourne został wysłany 12 sierpnia 1995 roku do księdza prałata 

Henryka Jankowskiego list, zawieraj

ący świadectwo dramatycznych czasów na Kresach po 17 

wrze

śnia 1939 roku. Autor listu, Bronisław Stankiewicz, pisał między innymi: "W 1939 roku jako 10-

letni ch

łopak byłem świadkiem, gdy do mojego miasta - Baranowicze - wkraczała wyzwoleńcza Krasna 

Armia, w

łaśnie Żydzi zakładali na lewą rękę czerwone opaski, na których widniały napisy NKWD. To 

w

łaśnie Żydzi byli donosicielami do NKWD i wydawali w ręce NKWD ukrywających się oficerów 

Wojska Polskiego, ukrywaj

ących się policjantów granatowych, nauczycieli, wyższych urzędników 

pa

ństwowych, a w nocy zajeżdżały czarne budy NKWD, które my nazywaliśmy "czorny woron" (...).

  

Du

ża część donosów kończyła się jak najgorszymi skutkami dla oskarżanych przez Żydów Polaków, 

doprowadzaj

ąc do utraty przez nich życia. Istnieje wiele relacji na temat tego typu  "zabójczych" 

donosów z ró

żnych miejscowości na Kresach - przytoczę tu kilka typowych przypadków tego typu.

  

Do szczególnie niebezpiecznej fali donosów na polskich urz

ędników i sędziów doszło w największym 

mie

ście na Wołyniu - Równem. Aresztowano tam m. in. byłego posła, Dezyderego Smoczkiewicza, i 

by

łego senatora, Tadeusza Dworakowskiego, pięciu sędziów Sądu Okręgowego i wiceprokuratora 

(wszystkich potem zamordowano). Aresztowano równie

ż dwóch podprokuratorów. Denuncjowali w 

szczególno

ści: aplikant sądowy, syn zamożnej miejscowej rodziny żydowskiej oraz starszy woźny 

s

ądowy, Ukrainiec (por. R. Szawłowski: "Wojna polsko-sowiecka 1939", Warszawa 1997, t. I. s. 397).

  

Wanda Skorupska, we wrze

śniu 1939 adwokatka we Włodzimierzu Wołyńskim tak opisywała w relacji 

spisanej w latach osiemdziesi

ątych wydarzenia zachodzące we Włodzimierzu po wejściu wojsk 

sowieckich: "Na podstawie donosów sporz

ądzonych przez komunistów i Żydów aresztuje się 

background image

natychmiast wybranych ludzi. We W

łodzimierzu aresztowano adwokata Albina Ważyńskiego i mjra 

(Juliana Jana) Pilczy

ńskiego, dyrektora gimnazjum, Leona Kisiela, inspektora szkolnego p. Jędryszkę 

oraz kierownika jednej ze szkó

ł powszechnych Strzeleckiego. Zadenuncjowali ich miejscowi Żydzi. 

Zagin

ęli bez śladu" (por. tamże, s. 207).

  

Zbigniew Schultz z Cz

ęstochowy w przysłanym do mnie świadectwie na temat wydarzeń czasów 

wojny, datowanym 23 lipca 1999, pisa

ł o tragicznych skutkach żydowskiego donosu na jego stryja 

Stanis

ława Schultza. Jak pisał Zbigniew Schultz: "Mój stryj Stanisław Schultz, urodzony we Lwowie w 

1910 roku, z powodu z

łego stanu zdrowia został zwolniony z obowiązku służby wojskowej - służby 

zasadniczej. Jesieni

ą 1940 r. sąsiadka Żydówka doniosła do NKWD, że Stanisław Schultz jest 

ukrywaj

ącym się oficerem polskim. Stryja mego wywieziono na Daleki Wschód ZSRR, gdzie był 

przymusowo zatrudniony przy budowie trasy kolejowej do W

ładywostoku. Jedyną wiadomość od 

Stanis

ława Schultza otrzymała jego matka, Ludwika Schultz z domu Siłkowska, w lutym 1941. Po 

wojnie Stanis

ław Schultz nie dał żadnego znaku życia. Próby wyjaśnienia jego losu nie dały żadnego 

rezultatu. Sowiecki Czerwony Krzy

ż nie jest w stanie udzielić na temat mego stryja żadnych informacji. 

Donosy do NKWD kierowane na Polaków by

ły w tym czasie praktykowane przez Żydów nagminnie - 

uwa

żam, że 80% Polaków zostało deportowanych na Syberię na skutek donosów żydowskich" (wg 

listu Z. Schultza z 28 marca 1996 r. znajduj

ącego się w moim posiadaniu).

  

Inny przyk

ład "zabójczego" donosu opisali A. i J. Wiszniowscy w liście do "Głosu Polskiego w Toronto" 

z 24 maja 1996 roku. W li

ście można było przeczytać dramatyczną historię rodziny stryja 

Wiszniowskiego, który w 1939 roku mieszka

ł w małym miasteczku Dolina, woj,. stanisławowskie.

  

Jak pisano w li

ście: "Stryj miał dorosłych synów, którzy należeli do związku "Sokołów" i "Strzelca", 

gdzie has

łem było "Bóg, Honor i Ojczyzna". Widocznie w oczach żydowskich było to wielkim 

przest

ępstwem i dlatego pewnej nocy NKWD i dwóch Żydów, których stryj znał, przyszło aresztować 

moich stryjecznych braci. Jeden by

ł zakatowany w miejscowym więzieniu, inni wywiezieni na Sybir, 

tak jak tysi

ące innych polskich rodzin, które dzięki żydowskiej służalczości zostało zesłanych na Sybir 

na zag

ładę (...). Kto sporządzał spis Polaków "kandydatów" na zsyłkę, jak nie (...) Żydzi, którzy 

zasiedli w 1939 roku na wszystkich wa

żnych stołkach?" W liście używa się bardzo ostrych epitetów 

pod adresem ówczesnych 

żydowskich donosicieli, czyż można się jednak dziwić człowiekowi, który 

móg

ł z bliska zaobserwować spowodowaną przez nich tak ciężką martyrologię rodziny jego stryja.

  

Znana polonijna dzia

łaczka społeczna Janina Ziemińska, od lat mieszkająca w Nowym Jorku 

wspomina

ła: "Zaczynają się donosy i aresztowania. Szpicle pracują całą parą - większość to Żydzi 

komuni

ści. Aresztuje się policjantów, sędziów, nauczycieli" (por. J. Ziemińska: Z Kresów do Nowego 

Jorku, polonijny "Nasz g

łos" 10 czerwca 1999). W innym odcinku wspomnień Ziemińska opisała 

histori

ę "morderczego donosu" Żyda Wala na swego kolegę szkolnego ze szkoły w Borysławiu, 

relacjonuj

ąc: "Rosjanie uciekają w popłochu [1941 - J.R.N.] (...) Niemcy otwierają więzienia. Rodzice 

szukaj

ą swoich najbliższych. Przychodzi do mnie nauczycielka, której aresztowano syna. A było to 

tak... Przyszed

ł do ich domu Żyd Wal (kolega szkolny syna) wraz ze swymi kamratami 

enkawudzistami, wskaza

ł palcem jej syna i powiedział: "To ten". Zabrali Jerzyka Kozłowskiego - miał 

wtedy 18 lat (...) Jerzyk - zanim zgin

ął - napisał własną krwią na ścianie więzienia, "Dziś, dnia... 

zamorduj

ą nas". Matka nauczycielka mdleje. Jej mąż na własnych rękach wynosi ciało syna (...) 

Nied

ługo potem odbył się pogrzeb ofiar bolszewickiego pogromu (...). Po pogrzebie poszłam do swojej 

nauczycielki. Znalaz

łam tam trzech niemieckich oficerów. Przyprowadzili oni rodziców Wala, sprawcy 

aresztowania Jerzyka. Oficerowie o

świadczyli, że młody Wal uciekł z bolszewikami, ale jego rodzice 

b

ędą do jej dyspozycji i może zrobić z nimi co zechce. Nauczycielka, która znała niemiecki 

znakomicie, odpowiedzia

ła, że co prawda syn rodziców Walów to bandyta, ale jego rodzice to 

porz

ądni ludzie i chce, żeby ich wypuścić na wolność, co też nastąpiło" (por. J. Ziemińska: "Z Kresów 

do Nowego Jorku", polonijny "Nasz G

łos", 25 czerwca 1999).

  

W ksi

ążce Małgorzaty Giżejewskiej o Polakach na Kołymie zamieszczony został opis aresztowania 

dzia

łacza polskiej organizacji podziemnej Aleksandra Katryniaka. Wspominał on m. in.: "24 IX 1939 r. 

(...) wzi

ąłem kierunek na Drohobycz (...). W Rychcicach Żydzi (znajomi spotkani po drodze; autor 

pochodzi

ł z Drohobycza) zgłosili milicji komunistycznej, że ja idę w kierunku Drohobycza (...). Milicja 

zawiadomi

ła NKWD i zrobiono na mnie zasadzkę" (wg M. Giżejewska: "Polacy na Kołymie 1940-

1943", Warszawa 1997, s. 69).

  

background image

Wiele, bardzo wiele by

ło sąsiedzkich donosów. Józefa Sieniarska pisała w relacji nadesłanej do mnie: 

"Pochodz

ę ze Stanisławowa (...). Mieszkałam tam do 1945 r. Miałam brata, Józefa Ostrowskiego, ur. 

w 1918 r., który przed wojn

ą był jeden rok w policji. W lutym 1940 roku Sowieci zabrali go w nocy z 

domu i 

ślad po nim zaginął. Nawet do tej pory nie wiem, gdzie zginął. A przeskarżył go Żyd (sąsiad)" 

(wg relacji J. Sieniarskiej z 30 sierpnia 1999, znajduj

ącej się w moim posiadaniu).

  

Malarka Barbara Koroczycka wspomina

ła w nadesłanej do mnie relacji"

  

"Przed wojn

ą 1939 r. rodzina moja mieszkała w Nowej Wilejce. W naszym bliskim sąsiedztwie 

znajdowa

ł się mały sklep spożywczy. Należał do Żydówki Romowej, może Rumowej - nie pamiętam. 

Mia

ła ona troje dzieci. Najstarsza córka posiadała sklep bławatny w centrum miasteczka na rynku. Syn 

mia

ł opinię działacza komunistycznego, co wcale nie przeszkadzało w skromnych interesach rodziny. 

(...) Po 17 wrze

śnia przeżyliśmy wtargnięcie Armii Czerwonej do naszego miasteczka. Wejście było 

bardzo efektowne, 

żołnierze okryci obłachmanionymi kocami, karabiny na sznurkach, a małe 

sko

łtunione koniki w uprzęży z postronków. Po tym iście apokaliptycznym wejściu zaczęły się 

żydowskie rządy. Syn naszej sąsiadki Rumowej, znając doskonale środowisko Nowej Wilejki, pomagał 
w aresztowaniach, wywo

żeniu i likwidowaniu polskich rodzin (wg relacji p. B. Koroczyckiej, znajdującej 

si

ę w moim posiadaniu).

  

Józef Godlewski wspomina

ł w książce "Na przełomie epok": "W aresztowaniach pomocny był 

bolszewikom m. in. 

Żyd, szofer Mulka. Jak mi opowiadano, był on synem pachciarza-mleczarza i 

wychowankiem Bogdanowiczów, którego nauczono szoferki. Jako wyj

ątkowo sprytnego używano go 

do za

łatwiania różnych interesów w mieście. Woził on swoich państwa - rzecz jasna - i do sąsiadów i 

pozna

ł w ten sposób wileńskie ziemiaństwo na wylot. Z czasem zmieniał swe posady i między innymi 

by

ł szoferem u Dmochowskiego. Gdy przyszli bolszewicy "dołączył" do nich jako "informator". 

S

łyszałem, że to właśnie on wydał szereg ziemian w ręce NKWD, wskazując ich mieszkania w Wilnie. 

Unika

łem go jak ognia. Raz widziałem nawet, jak najwyraźniej oczekiwał koło składu aptecznego 

Pru

żana na ul. Mickiewicza w towarzystwie dwóch cywilnych osób funkcjonariuszy sowieckiej policji. 

W pewnej chwili Ignacy Borowski wyszed

ł z magazynu i Mulko wskazał go im oczami. Enkawudyści 

natychmiast podeszli do Borowskiego, zamienili kilka s

łów i zabrali pod łokcie do czekającej dorożki. 

Odt

ąd ślad po Borowskim zginął. Wreszcie rodzina jego dowiedziała się, że znajduje się w więzieniu 

na 

Łukiszkach. - Mulko stał się ogólnym postrachem ziemian." (J. Godlewski: "Na przełomie epok", 

Warszawa 1990, s. 417).

  

Komunistyczni donosiciele 

żydowscy częstokroć nie ograniczali się do realizowania wyznaczonych im 

przez w

ładze NKWD zadań, lecz "wyróżniali się" w wyłapywaniu różnych osób, których sami z tych 

czy innych powodów uznali za "wrogów ludu". Nierzadko ofiarami ich tropicielskiej nadgorliwo

ści 

stawa

ły się przypadkowo spotkane osoby z ich dawnych miejsc zamieszkania. I tak np. ukraińskiego 

prawnika z Czortkowa Mychajlo Rosliaka zadenuncjowa

ł we Lwowie żydowski oficer NKWD Jonas 

Buchberg, pochodz

ący z jego rodzinnej miejscowości. Umieszczono go w osławionym więzieniu w 

Brygidkach, gdzie by

ł później świadkiem rozlicznych egzekucji więźniów politycznych (por. "Zakhidnia 

Ukraina pid bolshevykamy: IX 1939-VI 1941: Zbirnyk", wyd. M. Rudnytska, New York 1958, s. 441-
44). 

  

Ofiar

ą takiego donosu "na wyjeździe" padł ojciec prof. Jacka Trznadla - Edward Trznadel, były 

zast

ępca starosty w Olkuszu, później starosta w Zawierciu.

  

Warto przytoczy

ć w powyższym kontekście uwagi na temat nastrojów antyżydowskich wśród części 

żołnierzy armii Andersa, podane przez polityka-socjalistę Jana Stańczyka, człowieka jak najdalszego 
od anty

żydowskości, jak przyznawała nawet taka tropicielka "antysemityzmu" jak Krystyna Kersten. W 

lipcu 1943 roku Sta

ńczyk zderzył się podczas rozmów z Reprezentacją Żydostwa Polskiego z 

zarzutami dr. Abrahama Stuppa, 

że "żołnierze żydowscy nie są dopuszczani do pewnych formacji, nie 

ma awansów dla oficerów 

żydowskich, i w ogóle atmosfera jest taka, że Żyd się bardzo źle czuje". 

Odpowiadaj

ąc na te zarzuty Stańczyk powiedział: "Nie chcę ukrywać i przyznaję, że wśród ludności 

przyby

łej z Rosji, jak i w armii są nastroje antysemickie. Z bólem to stwierdzam, ale tego nie można 

za

łatwić rozkazem. Przyczyna leży w tym, że jak przyszli bolszewicy do Polski, to żydowscy milicjanci 

chodzili ze spisami i wskazywali, kogo z Polaków nale

ży wysiedlić. Każdemu takiemu Polakowi wydaje 

si

ę więc, że gdyby nie ten żydowski milicjant, to pozostałby u siebie w domu, na swoim 

gospodarstwie".

  

background image

Cz

ęstokroć jeden donos decydował o gehennie całej polskiej rodziny, która została w rezultacie 

denuncjacji skazana na deportacj

ę na Syberię. Nader typowa pod tym względem była historia 

opowiedziana we wspomnieniach Wies

ława Wróblewskiego, który jako młody chłopak został 

wywieziony wraz z matk

ą i paru innymi osobami na Syberię na skutek bezwzględnego żydowskiego 

donosu. Wies

ław Wróblewski mieszkał wraz z rodzicami w niedużej miejscowości Orla, wsi o 

ma

łomiasteczkowym charakterze zabudowy. Jego ojciec był kierownikiem miejscowej 

siedmioklasowej szko

ły, był niegdyś też legionistą. To wszystko stało się podstawą skierowanego 

przeciwko niemu wyrafinowanego donosu m

łodego Żyda, byłego ucznia rodziców Wróblewskiego. 

Podczas zebrania mieszka

ńców młody Żyd otwarcie zwrócił się do sowieckiego funkcjonariusza w 

mundurze, mówi

ąc: "Towarzyszu kamandir! Grażdanin Wróblewski to dobry człowiek, dobry 

nauczyciel. Uczy

ł nas mówić po polsku, uczył historii. Mówił o wyprawie Piłsudskiego na Kijów, której 

by

ł uczestnikiem. W bitwie został ranny, był u was w niewoli. Za zasługi otrzymał Krzyż 

Niepodleg

łościowy. Każdego roku 3 maja i 11 listopada ładnie przemawiał. On tu dzisiaj milczy, ale jak 

go doprowadzicie na komend

ę, to on wam wszystko powie. To bardzo uczciwy człowiek".

  

Na skutki tak wyszukanej denuncjacji nie trzeba by

ło długo czekać. W nocy 20 czerwca 1941 

aresztowano ojca Wies

ława Wróblewskiego - Tadeusza Wróblewskiego i osadzono w białostockim 

wi

ęzieniu. Jego żonę, córkę, syna i teściową wywieziono zaś na Syberię.

  

Czy m

łody donosiciel zdawał sobie w pełni sprawę jak długotrwałą gehennę zgotował swą denuncjacją 

ca

łej polskiej rodzinie? A może to był tylko jego pierwszy "pomyślny" start do całej serii donosów w 

s

łużbie NKWD czy UB.

  

Hania Fedorowicz z Ottawy w li

ście do dyrektora Yad Vashem w Jerozolimie z 12 lutego 1988 

upomnia

ła się o uczciwość w przedstawianiu losów nie-Żydów, pisząc między innymi, iż "mój dziadek 

zosta

ł deportowany na Syberię wraz ze swoją żoną i czworgiem rodzeństwa mego ojca, po 

zadenuncjowaniu przez 

żydowskiego współpracownika, któremu pomógł w zdobyciu pracy".

  

Bardzo ponur

ą kartę w stosunkach polsko-żydowskich na Kresach w latach 1939-1941 stanowił udział 

znacznej cz

ęści zbolszewizowanych Żydów w kilku masowych deportacjach ludności polskiej na 

Syberi

ę. Był to udział wielostronny. Rozpoczynał się od pomocy w starannym, błyskawicznym, tajnym 

aresztowaniu wszystkich Polaków skazanych na wywózk

ę, poprzez rabowanie mienia deportowanych, 

ich transportowanie do poci

ągów deportacyjnych i nadzór nad samym przejazdem eszelonami na 

Syberi

ę.

  

Aktywny i, dodajmy, bezwzgl

ędny udział znacznej części Żydów w masowych deportacjach Polaków 

odnotowany zosta

ł w bardzo licznych polskich świadectwach z owych ponurych "czasów pogardy". 

Np. ksi

ądz biskup Wincenty Urban wspominał: "W lutym 1940 roku miała miejsce "wielka wywózka" na 

Syberi

ę rodzin polskich wojskowych, tzw. osadników, kolonistów, rodzin osób uprzednio 

aresztowanych (...). Z przykro

ścią przychodzi pisać o tym, że wówczas to niektórzy nacjonaliści 

ukrai

ńscy, częściowo Żydzi, donosili do władz sowieckich o ukrywających się wojskowych i polskich 

policjantach. Ofiar

ą takiego donosu padł komisarz policji Bryl, zmarły na Syberii".

  

Tak

że Zbigniew Siemaszko, autor książki "W sowieckim osaczeniu 1939-1941", jednej z 

najgruntowniejszych analiz sytuacji Kresów Wschodnich pod okupacj

ą sowiecką pisał o uczestnictwie 

cz

ęści milicjantów żydowskich w deportacjach ludności polskiej. Akcentował, że niektórzy milicjanci 

żydowscy "brali potem udział w zabieraniu z domów rodzin wywożonych w głąb Sowietów. Fakt ten 
zapad

ł głęboko w pamięć wywożonych" (por. Z. Siemaszko: "W sowieckim osaczeniu 1939-1941", 

Londyn 1991, s. 264).

  

Deportacje 1939 i 1940 roku najsilniej dotkn

ęły Polaków. A działo się tak nieprzypadkowo. Grzegorz 

Mazur w swej historii Pokucia w drugiej wojnie 

światowej pisał: "Omawiając kwestie deportacji trzeba 

mocno podkre

ślić, że kryterium zaliczenia przez władze radzieckie do grupy deportowanych nie była 

narodowo

ść, ale ewentualny stosunek do nowego reżimu; deportowano tych, którzy mogli być, czy też 

byli jego przeciwnikami. Inna sprawa, 

że wedle radzieckich stereotypów byli to głównie Polacy, jako 

naród "panów" i ciemi

ężycieli, natomiast ciemiężonymi w oczach radzieckiej propagandy tego okresu 

byli zawsze tylko Bia

łorusini, Ukraińcy i Żydzi" (por. G. Mazur: "Pokucie w latach drugiej wojny 

światowej. Położenie ludności, polityka okupanta, działalność podziemna", Kraków 1994, s. 38).

  

background image

Warto zwróci

ć szerzej uwagę na to, czym powodowano się selekcjonując Polaków do deportacji, kogo 

z nich uznawano za najniebezpieczniejszych. Bardzo pouczaj

ąca pod tym względem jest historia listy 

Polaków do wywózki przygotowanej we Frampolu ko

ło Zamościa. Dokładne informacje o niej 

znajdujemy w artykule prezesa Towarzystwa Przyjació

ł Frampola Ryszarda Jasińskiego, opisującego 

zamys

ły Komitetu Rewolucyjnego Frampola, powołanego w czasie krótkotrwałej okupacji Frampola 

przez w

ładze sowieckie. Powołany pod koniec września 1939 Komitet składał się głównie z 

miejscowych 

Żydów. Wg Jasińskiego: "Jedną z pierwszych uchwał tego "Komitetu Rewolucyjnego" 

by

ło przygotowanie dla Rosjan "Listy" kilkudziesięciu osób z Frampola i okolic - wyłącznie Polaków - 

przeznaczonych do aresztowania i wywózki na wschód. (...) Stosunkowo krótkie (6 dni) rz

ądy we 

Frampolu tamtych okupantów nie pozwoli

ły im zrealizować aresztowań z tej przygotowanej listy" (por. 

R. Jasi

ński: Frampolski Wrzesień 1939 roku (cz. II), w czasopiśmie Towarzystwa Przyjaciół Frampola 

"Wokó

ł Frampola", kwiecień 1997, nr 2, s. 14). Znamienny był zestaw osób, które Komitet 

Rewolucyjny Frampola (zdominowany przez 

Żydów) uznał za celowe przeznaczyć do wywózki na 

wschód. Wg artyku

łu R. Jasińskiego: "Pierwszym na tej liście do wyeliminowania był Stanisław Miazga 

(...) cz

łonek POW (Polskiej Organizacji Wojskowej - J.R.N.), odznaczony medalem Niepodległości 

Polski, dzia

łacz polityczny w Stronnictwie Dmowskiego, a także największy społecznik we Frampolu. 

Wieloletni Naczelnik OSP (Ochotniczej Stra

ży Pożarnej - J.R.N.) przed wojną i później także po wojnie 

(...). Drugim na li

ście "Komitetu Rewolucyjnego" był miejscowy ksiądz proboszcz Mieczysław Malawski 

(...). Trzecim na tej li

ście był miejscowy organista Józef Czerwieniec (Czerwiński) - to również 

d

ługoletni działacz społeczny, członek Zarządu OSP we Frampolu, a także dyrygent strażackiej 

orkiestry d

ętej (...). Na tej liście do zsyłki byli jeszcze Tadeusz Kłos - to również członek POW i jedyny 

z Frampola rzeczywisty uczestnik Powsta

ń Śląskich, a także wieloletni działacz i członek miejscowej 

OSP. Na li

ście tej byli wypisani właściwie prawie wszyscy znaczący obywatele z Frampola i okolic, jak 

( Matra

ś - właściciel dworu w Radzięcinie i zarazem powiatowy Prezes OSP w Biłgoraju. Następnie 

dalej peowiacy jak Józef K

łos, Bolesław Wąsek, a także nauczyciele, urzędnicy i co bogatsi 

gospodarze - czyli praktycznie wszyscy ci, którzy w jaki

ś sposób byli związani z ruchem 

niepodleg

łościowym (POW) czy działalnością społeczną" (por. R. Jasiński: Frampolski wrzesień 1939 

roku (cz. II), w czasopi

śmie Towarzystwa Przyjaciół Frampola "Wokół Frampola", kwiecień 1997, nr 2, 

s. 14, 15).

  

Relacja na temat przygotowanej we Frampolu listy Polaków do wywózki na wschód jest nader 
wymownym 

świadectwem z paru względów. Pokazuje jak planowe i systematyczne było niszczenie 

polskiej inteligencji chrze

ścijańsko-narodowej na Kresach po 17 września 1939. Równocześnie zaś 

jest jaskrawym przyk

ładem roli odgrywanej przez skomunizowanych Żydów z "Czerwonej Milicji" i 

"Komitetów Rewolucyjnych" w rozbijaniu i likwidowaniu polskich 

środowisk patriotycznych. Bez 

wymierzonego w 

środowiska polskie odpowiedniego "rozpoznania" ze strony miejscowych Żydów 

w

ładze sowieckie miałyby dużo większe trudności w wyłapywaniu najbardziej świadomych 

niepodleg

łościowo Polaków.

  

Leon B. Kowalski opisa

ł w nadesłanej do mnie relacji warunki, w jakich rozpoczęła się deportacja jego 

i ca

łej rodziny z Tarnopola na Syberię: "W dniu 13 kwietnia 1940 roku - o godz. 4.00 nasze następne 

mieszkanie przy ul. Matejki 2 (w Tarnopolu) - zosta

ło otoczone przez 5 żołnierzy NKWD, a do wnętrza 

wszed

ł oficer z dwoma młodymi Żydami, posiadającymi broń i opaski na ramieniu - czerwone z 

czarnym napisem "Milicja". Nakaza

ł, aby cała nasza rodzina (mama i czterech synów) w ciągu 15 

minut opu

ściła dom rodzinny, pozostawiając dorobek życia "dla ZSRR". Towarzyszący mu Żydzi 

zarekwirowali dla Armii Czerwonej posag naszej Mamy warto

ści ok. 5 tys. zł. wyrywając siłą kasetkę 

od p

łaczącej kobiety, a następnie opluwali nas, wyzywając po polsku i po rosyjsku. Nie był z tego 

zadowolony nawet oficer NKWD, uciszaj

ąc zapienionych pyskaczy" (wg relacji L. B. Kowalskiego z 30 

sierpnia 1999, znajduj

ącego się w moim posiadaniu).

  

O roli 

Żydów w grabieży mienia polskiego wspomina również Grzegorz Mazur w swej historii Pokucia 

w latach drugiej wojny 

światowej. Pisze tam m. in. "Dochodziło też do przejmowania przez nich 

(

Żydów - J.R.N.) mienia skonfiskowanego Polakom, np. w Jaremczu i Mikuliczynie przejęli oni wille po 

Polakach (

żydowskich właścicieli z ich willi nie wywłaszczano). Miała jednak ta postawa jeszcze ten 

negatywny skutek, i

ż z racji ich zachowania gwałtownie wzrastał antysemityzm wśród ludności 

polskiej, a zw

łaszcza ukraińskiej, i to często w środowiskach do tej pory filosemickich" (por. G. Mazur: 

"Pokucie w latach II wojny 

światowej. Położenie ludności, polityka okupanta, działalność podziemna", 

Kraków 1994, s. 44).

  

background image

Bywa

ły przypadki, że Żydzi uczestniczyli w grabieniu całych wiosek, z których wywieziono wszystkich 

polskich mieszka

ńców. Wspomina o tym ks. Józef Mroczkowski w kronice parafii w Oleszycach przy 

opisie tragedii Polaków mieszka

ńców wioski Miłkowej, których wywieziono do Besarabii: "W styczniu 

1941, w

śród ciężkiej zimy i zamieci śnieżnych, przyszedł rozkaz pakowania swojego mienia i wyjazdu 

do Besarabii. Rozpocz

ął się straszny, jakby jakiś tragiczny pochód pogrzebowy tylu ludzi (...). Około 2 

tysi

ęcy podwód brało udział w przemieszczeniu ludzi, ich mienia. Trzy dni trwały korowody tych 

resztek n

ędzy ludzkiej z Miłkowa do stacji kolejowej w Oleszycach (...). Wnet oczyszczono z życia 

biedn

ą graniczną wioskę Miłkowo. Żydzi pojechali wozami i zagrabili resztę tego, co jeszcze 

pozosta

ło" (por. Ks. J. Mroczkowski: Wojna w Oleszycach, "Karta", 1998, zesz. 24, s. 108, 109).

  

W bardzo wielkiej ilo

ści relacji powtarza się ta sama informacja - w momencie wywożenia na 

deportacj

ę obok żołnierzy i oficerów NKWD, był jeden lub dwóch miejscowych, uzbrojonych Żydów z 

"Czerwonej milicji". Najcz

ęściej Żydzi ci rekrutowali się z osób, które znały same ofiary lub ich 

środowisko, i mieli za zadanie zapewnienie warunków jak najszybszej i najsprawniejszej deportacji. 
Nader typowy pod tym wzgl

ędem jest opis zabrania na zsyłkę przygotowany przez jedną z jej ofiar - 

Barbar

ę Piotrowską-Dubik: "Była sobota 13 kwietnia 1940 r. Przebywaliśmy w Boryszu na Podolu (...). 

Wczesnym rankiem oko

ło godz. 5.00, gdy spaliśmy jeszcze w najlepsze, zbudził nas silny łomot do 

drzwi (...). Do domu wszed

ł oficer NKWD w towarzystwie dwóch uzbrojonych żołnierzy, miejscowego 

Ukrai

ńca oraz zadowolonego i uśmiechniętego znajomego Żyda, z czerwoną opaską na ramieniu. 

Oficer usiad

ł przy stole, rozłożył dokumenty i powiedział: - Helena Piotrowska Kazimirowna z trojgiem 

dzieci, wstawa

ć i ubierać się. Zapadła cisza, a po chwili matka z przekąsem zauważyła, że to wstyd, 

aby po jedn

ą kobietę z dziećmi przychodziło aż pięciu uzbrojonych ludzi. Została uciszona przez Żyda, 

który powtórzy

ł rozkaz, aby nie dyskutować i ubierać się. Poganiani, wystraszeni, staramy się 

zachowa

ć godność, nie okazując łez i strachu (...). Żyd po wypełnieniu swej misji, miał jeszcze 

czelno

ść pożegnać się z nami wyciągając rękę, której jednak mama nie podjęła" (por. B. Piotrowska-

Dubik: Ze wspomnie

ń zsyłki kazachstańskiej w: "Polacy w Rosji mówią o sobie", wybór i wstęp ks. E. 

Walewander, t. II, Lublin 1994, s. 143-144. Zob. równie

ż: B. Piotrowska-Dubik: "Kwiaty na stepie", 

Warszawa 1997, s. 25-27).

  

By

ły Sybirak Jan Belina wspominał rolę działającego dla NKWD Żyda Mirskiego (bogacza ze Stołpc), 

nader aktywnego przy aresztowaniach i deportowaniach Polaków. Za swe "zas

ługi" dla NKWD Mirski 

szybko awansowa

ł (w 1945 był już ppłk. NKWD). Mirski "asystował" przy aresztowaniu ojca Byliny i 

deportowaniu jego matki, samego Jana Byliny (wówczas trzynastolatka) i jego licz

ącego zaledwie rok 

braciszka Ludka. Jak opisywa

ł Jan Bylina: "Po ojca przyszedł w asyście dwóch żołnierzy i oficera pan 

Mirski. O pó

łnocy zapukano do drzwi, które otworzyła matka. Została brutalnie odepchnięta i oficer z 

Mirskim biegiem wpadli do sypialni. Kazali ojcu si

ę ubierać i przeprowadzili rewizję. Wyprowadzili go, 

gdy ju

ż prawie świtało (...). W nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 roku obudziło nas walenie w drzwi i 

ujadanie psa. Wkroczy

ł p. Mirski w asyście dwóch żołnierzy NKWD. Oświadczył, że decyzją władz 

sowieckich zostajemy ze Sto

łpc wysiedleni jako element "niebłagonadiożnyj" (...). Dał nam dwie 

godziny na spakowanie si

ę (...). Gdy matka zajęta była karmieniem brata, p. Mirski dokonywał 

"przegl

ądu mieszkania" (...).  Znalazł jakieś przedmioty i skonfiskował, nie wiem co to było, bo włożył 

do torby. 

Żołnierze zachowywali się jak manekiny. Przez cały czas nie powiedzieli ani słowa" (por. J. 

Bylina: Ucieczka z kopalni we "Wspomnieniach Sybiraków", t. VI, Warszawa 1992, s. 31, 32).

 

Żydowska "hańba domowa"

 

18 marca 2001 tygodnik Forum przedrukowa

ł, począwszy od pierwszej kolumny tego 

periodyku, skrajnie polako

żerczy wywiad z Janem Tomaszem Grossem dla "The New Yorkera", 

zatytu

łowany wymownie "Polska hańba". Tą "polską hańbą" ma być wg Grossa zachowanie 

Polaków w czasie drugiej wojny 

światowej - wszak Gross już od dawna oskarża nas o rzekomy 

wspó

łudział w zagładzie Żydów. Ujawniane w ostatnich dniach fakty (m. in. w wystąpieniach 

prof. Strzembosza na 

łamach "Rzeczpospolitej" i "Życia", publikowanych relacjach z 1947 i 

1949 roku) pokazuj

ą jak nieprawdziwe i oszczercze były próby zwalenia na Polaków winy za 

niemieck

ą zbrodnię w Jedwabnem. Co zaś generalnie tyczy się "polskiej hańby"... Myślę, że w 

czasie drugiej wojny 

światowej, nie mamy powodów do wstydu. 

 

Wr

ęcz przeciwnie, Polska i Polacy doskonale zdali wówczas swój najcięższy być może egzamin z 

historii. Jak

że prawdziwe pod tym względem były słowa zapisane w dzienniku polskiego lekarza z 

Zamojszczyzny - doktora Zygmunta Klukowskiego, tak obrzydliwie zafa

łszowywanego niejednokrotnie 

background image

w tekstach Grossa. Otó

ż pod datą 1 września 1940 roku dr Klukowski zapisał z ogromną satysfakcją: 

"Postawa ca

łego narodu w kraju, pomimo niesłychanego terroru niemieckiego, jest niezwykle odporna. 

Uleg

ły tylko słabe, mierne i mało wartościowe jednostki. Ogół społeczeństwa zachowuje się z wielką 

godno

ścią" .

  

Nie jestem zwolennikiem pisania o swym narodzie w duchu panegirycznym, lecz za ci

ągłym, szczerym 

pokazywaniem blasków i cieni. Sw

ą postawę już dawno wyraziłem zarówno w dokonanym przeze 

mnie wyborze pism takiego rzecznika narodowego samorozrachunku jak Cyprian Norwid. Mój wybór 
jego my

śli "Gorzki to chleb jest - polskość" - rozszedł się w 1985 roku w ciągu kilku tygodni w 

nak

ładzie 50 tys. egzemplarzy. Podobne spojrzenie, ukazujące jasne i ciemniejsze strony naszej nacji 

pokaza

łem również w dwóch kolejnych wydaniach innego mego wyboru "Myśli o Polsce i Polakach". 

S

ą okresy w naszych dziejach, które oceniam z prawdziwą goryczą, zarówno w odniesieniu do 

dawniejszych czasów, jak cho

ćby czasów saskich lub Targowicy, jak i przygnębiającego wręcz 

zaprzepaszczania szans dla Polski w ostatnim dziesi

ęcioleciu. Myślę, że kiedyś nasi potomkowie będą 

si

ę szczerze wstydzić naszych fatalnych zaniechań i niedokonań po 1989 roku. Zawsze jednak będę 

si

ę sprzeciwiał jakimkolwiek plwaniom na tak wspaniałe zachowanie naszych rodaków w czasie 

drugiej wojny, sprzeciwia

ł haniebnym uogólnieniom dokonywanym przez Grossa i jego polskich 

klakierów, niegodnym spojrze

ć w oczy polskim patriotom, którzy przeżyli tak heroicznie "czasy 

pogardy".

  

Nie by

ło "polskiej hańby" w czasie drugiej wojny światowej. Było natomiast aż nazbyt wiele żydowskiej 

"ha

ńby domowej", zdradzenia ubogich Żydów w różnych krajach przez swe elity i Żydów europejskich 

en general przez bogatych 

Żydów amerykańskich, którzy okazali się z gruntu nieprzemakalni na 

jakiekolwiek prze

życia tragedii mordowanych Żydów . I o tej hańbie dziś tak bardzo pragną zapomnieć 

przy pomocy takich tendencyjnych paszkwilantów jak Jan Tomasz Gross. Jak

że bardzo można 

odnie

ść właśnie do niego to, co pisał już w 1971 roku redaktor "Znaku" Jacek Woźniakowski, iż jedna 

z hipotez na temat 

źródeł antypolskiej opinii w świecie twierdzi, iż głównymi jej autorami są hałaśliwi 

Żydzi amerykańscy, "którzy w czasie wojny palcem o palec nie stuknęli, by pomóc swoim 
pobratymcom. Je

żeli dzisiaj gryzie ich wyrzut sumienia, to najlepszą metodą jego zagłuszenia jest 

dopatrywa

ć się wszędzie winnych; własna wina ginie wtedy jak zwiędły liść, co zauważył jeden mądry 

ksi

ądz Brown" (Znak, 1971, nr 7-8, s. 107). Gdy dziś czytam wysuwane przez J. T. Grossa oskarżenia 

pod adresem Polaków o rzekom

ą współwinę zagłady Żydów mimo woli przypominają mi się jakże 

celne uwagi tak nieod

żałowanego twórcy jak Gustaw Herling-Grudziński. Pisarz ten, mający skądinąd 

równie

ż żydowskie korzenie, jak mu uporczywie przypominano w czasie wywiadu dla "Gazety 

Wyborczej" ju

ż 22 listopada 1990 napisał w swym dzienniku o odżywaniu "tępego schematu polskiej 

wspó

łodpowiedzialności za zagładę", wymyślonego przez oszalałych i najgłupszych na świecie Żydów 

ameryka

ńskich, którzy w ten sposób usiłują oczyścić swoje sumienia, zamulone wspomnieniami 

w

łasnej obojętnej bierności w latach wojny wobec postępów "ostatecznego rozwiązania" (G. Herling-

Grudzi

ński: "Dziennik pisany nocą 1989-1992", Warszawa 1993, s. 187).

  

W

śród przeróżnych bredni, jakie można znaleźć na kartach najnowszych książek J. T. Grossa jedno z 

poczesnych miejsc zajmuje sugerowanie jakoby "olbrzymia ilo

ść zamordowanych Żydów" zginęła z 

winy polskich szmalcowników (por. uwagi Grossa w "Upiornej dekadzie", s. 31-32). Gross przy tym 
zupe

łnie przemilcza fakt, że przeważająca część Żydów wysyłana była do obozów śmierci z gett, 

kierowanych przez w

łasne żydowskie Judenraty i pod nadzorem własnych żydowskich policjantów. 

Gross tak ochoczo peroruj

ący o polskiej odpowiedzialności za śmierć ogromnej liczby Żydów, zupełnie 

przemilcza w "Upiornej Dekadzie" tak katastrofaln

ą rolę żydowskich elit. Z nich bowiem wywodziło się 

gros cz

łonków Judenratów, posłusznie wypełniających najbardziej nawet zgubne dla Żydów rozkazy 

w

ładz niemieckich.

  

Najs

łynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt już w 1963 roku wystąpiła w książce 

"Eichmann w Jerozolimie" z dramatycznym oskar

żeniem przeciw Judenratom, twierdząc, że bez ich 

pomocy w zarejestrowaniu 

Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów 

zag

łady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów z ich spisaniem i 

wyszukiwaniem. W ró

żnych miastach okupowanej przez hitlerowców Europy powtarzał się ten sam 

perfidny schemat - funkcjonariusze 

żydowscy sporządzali wykazy imienne wraz z informacjami o 

maj

ątku, zapewniali pomoc własnej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągu. W ocenie 

Hannah Arendt: "Dla 

Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego 

narodu, stanowi niew

ątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii (...)" (podkr. J.R.N.) (H. 

Arendt: "Eichmann w Jerozolimie", Kraków 1987, s. 151).

  

background image

Uleg

łość Judenratów wobec hitlerowców oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w 

pa

ństwach okupowanych przez III Rzeszę. Hannah Arendt stwierdza wręcz: "O ile jednak członkowie 

rz

ądów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich 

byli z regu

ły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną 

w

ładzę aż do chwili, gdy i ich także deportowano" (H. Arendt: op. cit., s. 151).

  

Dodajmy przy tym, 

że odgrywający tak haniebną rolę szmalcownicy, czy pomagające Niemcom w 

niektórych miejscowo

ściach męty stanowiły prawdziwy margines społeczeństwa polskiego, zbiór 

szumowin. W

śród Żydów natomiast splamiła się straszliwie wielka część ich elity politycznej i 

spo

łecznej. Stąd pochodzi tak niebywale ostra konkluzja H. Arendt - "Wszędzie, gdzie byli Żydzi, 

istnieli uznani przywódcy 

żydowscy, i to właśnie oni, niemal bez wyjątku współdziałali w ten czy inny 

sposób, z takiej czy innej przyczyny, z nazistami. Ca

ła prawda przedstawiała się tak, że gdyby naród 

żydowski był istotnie nie zorganizowany i pozbawiony przywództwa, zapanowałby chaos, ale liczba 
ofiar z pewno

ścią nie sięgnęłaby 4,5 do 6 milionów ludzi" (H. Arendt: op. cit., s. 151, 160). Arendt 

powo

łała się przy tym na oceny sugerujące, że z powyższej ilości Żydów mogłaby uratować się mniej 

wi

ęcej połowa, gdyby nie trzymano się posłusznie zaleceń żydowskich (tamże, s. 160-161).

  

Żydowski autor Baruch Milch tak pisał w przejmującej relacji o losach Żydów na b. wschodnich 
kresach Rzeczypospolitej (woj. lwowskie i tarnopolskie): "W ka

żdym razie Judenrat stał się 

narz

ędziem w rękach gestapo do niszczenia Żydów, a jak sami członkowie później się wyrażali, są 

"Gestapem na ulicy 

żydowskiej (...)" (B. Milch: Mój testament, "Karta", luty 1991, s. 6-7, 16).

  

 

  

Przypomnijmy tu posta

ć Chaima Rumkowskiego, prezesa Rady Żydowskiej w Łodzi, "króla" getta 

łódzkiego na usługach Niemców. Był on absolutnym władcą getta, w którym kursowały specjalne 
pieni

ądze "chaimki" i "rumki" oraz znaczki pocztowe z jego podobizną. Rumkowski urządził sobie 

harem w jednej willi i wci

ąż sprowadzał nowe piękne kobiety. W zamian za przyzwolenie Niemców na 

jego tyrani

ę nad mieszkańcami getta arcygorliwie wykonywał wszystkie niemieckie rozkazy i 

wyekspediowa

ł olbrzymią większość swych poddanych do obozów zagłady. W końcu jednak i jego 

Niemcy wys

łali do Oświęcimia, podobno natychmiast padł ofiarą swych żydowskich współwięźniów, 

którzy nie zwlekaj

ąc ani chwili natychmiast po przywiezieniu go do obozu, spalili go żywcem w 

obozowym piecu (por. E. Reicher: "W ostrym 

świetle dnia. Dziennik żydowskiego lekarza 1939-1945", 

oprac. R. Jab

łońska, Londyn 1989, s. 29).

  

 

  

Na W

ęgrzech członkowie Judenratów uczestniczyli w najhaniebniejszych, najbardziej podejrzanych 

moralnie transakcjach dla ratowania bogatych i wp

ływowych Żydów kosztem zdradzanych i 

wydawanych Niemcom ich biednych wspó

łziomków. W Budapeszcie za pośrednictwem wybitnego 

syjonisty dr. Rudolfa Kastnera, Judenraty u

łatwiły Eichmannowi uśpienie czujności i deportowanie na 

śmierć do nazistowskich obozów zagłady 475 tysięcy Żydów w zamian za uratowanie 1.684 bogatych 
Żydów (znaleźli się wśród nich "ludzie wybitni" i członkowie syjonistycznego ruchu młodzieżowego (H. 
Arendt: op. cit., s. 54, 152). Eichmann umo

żliwił "nielegalny" wyjazd ponad półtora tysiąca Żydów do 

Palestyny (eskorta poci

ągu składała się w istocie z niemieckich policjantów) w zamian za "ład i 

porz

ądek" w obozach, zapobieżenie tam panice i ucieczkom bardzo łatwym w zamieszaniu 1944 roku, 

gdy front by

ł już tak blisko Węgier. W rezultacie tych "uspokajań" w obozach ze strony cieszących się 

autorytetem wp

ływowych Żydów Niemcy w porządku "wyekspediowali kilkaset tysięcy Żydów 

w

ęgierskich" na zagładę. Po wojnie w czasie procesu w Jerozolimie sędzia Benjamin Halevi z 

Jerozolimskiego S

ądu Okręgowego wydał orzeczenie stwierdzające, że Kastner "zaprzedał własną 

dusz

ę diabłu". Izraelski Sąd Najwyższy pod naciskami polityków unieważnił jednak to orzeczenie, 

uniewinniaj

ąc Kastnera, aby zatuszować tak kompromitującą Żydów sprawę. W kilka miesięcy potem 

w marcu 1957 roku Kastnera zabi

ło jednak dwóch węgierskich Żydów, którzy przeżyli czas masakry.

  

Szczególnie ci

ężkie określenia niejednokrotnie padały wobec policji żydowskiej. Oskarżano ją, że 

b

ędąc niezwykle służalcza wobec Niemców, nierzadko swym okrucieństwem w stosunku do 

żydowskich współziomków przewyższała nawet hitlerowców. Słynny kronikarz warszawskiego getta - 
Emanuel Ringelblum tak pisa

ł o żydowskiej policji: "Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze 

przed wysiedleniem. W przeciwie

ństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do 

background image

obozu pracy, policja 

żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą 

korupcj

ą i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło 

ani jedno s

łowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na 

rze

ź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie 

mózg sili si

ę nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stali, że Żydzi - przeważnie inteligenci, byli 

adwokaci (wi

ększość oficerów była przed wojną adwokatami) - sami przykładali rękę do zagłady 

swych braci. Jak dosz

ło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, 

wiedz

ąc, że wszyscy idą na rzeź (...). Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż 

Niemców, Ukrai

ńców i Łotyszów. Niejedna kryjówka została "nakryta" przez policję żydowską, która 

zawsze chcia

ła być plus catholique que le pape, by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które znikły z 

oczu Niemca wy

łapywał policjant żydowski (...). Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej 

dzikiej brutalno

ści. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zbójców, 

którzy na ulicach 

łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag? Do powszechnych po prostu 

zjawisk nale

żało, że zbójcy ci za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy (...) Każdy Żyd warszawski, 

ka

żda kobieta i każde dziecko mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości 

policji 

żydowskiej" (E. Ringelblum: "Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 - styczeń 1943", 

Warszawa 1988, s. 426, 427, 428).

  

Żydowski policjant Carl Perechodnik, który zginął pod koniec wojny, zapisał w swym pamiętniku: "Nie 
ma 

żadnego usprawiedliwienia dla policjantów żydowskich w Warszawie (...). Skamieniały im serca, 

obce sta

ły się wszelkie ludzkie uczucia. Łapali ludzi, na rękach znosili z mieszkań niemowlęta, przy 

okazji rabowali. Nic te

ż dziwnego, że Żydzi nienawidzili swojej policji bardziej niż Niemców, bardziej 

ni

ż Ukraińców" (C. Perechodnik: "Czy ja jestem mordercą?", Warszawa 1993, s. 112-113).

  

 

  

Jak

że żałuję, że polscy czytelnicy nie mają nadal dostępu do najciekawszego chyba dokumentu losów 

Żydów Warszawy w "czasach pogardy" - wstrząsającego dziennika b. dyrektora szkoły hebrajskiej w 
Warszawie Chaima A. Kaplana. Jego dziennik t

łumaczony był na liczne języki od angielskiego po 

szwedzki, a jednak nie udost

ępniono go właśnie Polakom, choć zawiera tak wiele ważnych 

spostrze

żeń  na temat polsko-żydowskich stosunków doby wojny, a także bez porównania uczciwszy i 

życzliwszy obraz Polaków niż książki Grossa. Myślę, że główną przyczyną dla której cenzorzy spod 
znaku filosemickiej "poprawno

ści politycznej" opóźnili przyswojenie książki Chaima A Kaplana polskim 

czytelnikom jest to, 

że w wielu miejscach zawiera ona szczególnie prawdziwy i bezlitosny osąd 

warszawskiej Rady 

Żydowskiej (Judenratu) i żydowskiej policji. Kaplan nazywał wprost Judenrat 

"ha

ńbą społeczności warszawskiej". Wielokrotnie piętnował zbrodniczą działalność żydowskiej policji 

pisz

ąc m. in.: "Żydowska policja, której okrucieństwo jest nie mniejsze od nazistów, dostarczyła do 

"punktu przenosin na ulicy Stawki wi

ęcej (osób - J.R.N.) niż było w normie, do której zobowiązała się 

Rada 

Żydowska (...). Naziści są zadowoleni, że eksterminacja Żydów jest realizowana z całą 

niezb

ędną efektywnością. Czyn ten jest dokonywany przez żydowskich siepaczy (Jewish 

slaughterers). (...) To 

żydowska policja jest najokrutniejsza wobec skazanych (...) Nazi są 

usatysfakcjonowani robot

ą żydowskiej policji, tej plagi żydowskiego organizmu (...) Wczoraj, trzeciego 

sierpnia, oni wyr

żnęli ulice Zamenhofa i Pawią. (...) SS-owscy mordercy stali na straży podczas gdy 

żydowska policja pracowała na dziedzińcach. To była rzeź w odpowiednim stylu - oni nie mieli litości 
nawet dla dzieci i niemowl

ąt (podkr. - J.R.N.). Wszystkich z nich, wszystkich bez wyjątku, zabrano do 

wrót 

śmierci" (por. "Scroll of Agency: The Warsaw Diary of Chaim A. Kaplan", New York 1973, s. 384, 

386, 389, 399). Na s. 231 swej ksi

ążki Kaplan cytuje jakże gorzki ówczesny dowcip żydowski. Miał on 

form

ę krótkiej modlitwy: "Pozwól nam wpaść w ręce agentów gojów, tylko nie pozwól nam wpaść w 

r

ęce żydowskiego agenta!". Podobne w wymowie są zapiski Aleksandra Bibersteina, dyrektora 

żydowskiego szpitala zakaźnego w krakowskim getcie. W swoich wspomnieniach o żydowskiej służbie 
porz

ądkowej OD (Ordnungsidienst) Biberstein pisał m. in.: "Przez cały czas okupacji Ordnungsdienst 

by

ł narzędziem w ręku gestapo, na jego polecenie odemani (tj. członkowie Ordnungsdienst - J.R.N.) 

wykonywali bez zastrze

żeń najpodlejsze czynności, prześcigając często bezwzględnością Niemców" 

(A. Bilberstein: "Zag

łada Żydów w Krakowie", Kraków 1985, s. 165).

  

 

  

Autor pami

ętnika z getta warszawskiego Henryk Makower pisał o jakże niegodnym zachowaniu 

żydowskiej Służby Porządkowej w czasie blokad domów w getcie: "Blokady wyzwoliły wśród SP 

background image

(S

łużby Porządkowej - J.R.N.) całą masę łajdactwa i draństwa. Opornych bito pałkami, nie gorzej od 

Niemców. Do tego do

łączyło się rabowanie opuszczonych mieszkań pod jakimś pretekstem, np. żeby 

nie zostawia

ć rzeczy Niemcom. Wielu "porządnych" wyższych funkcjonariuszy SP dorobiło się na 

żnych tego rodzaju praktykach dużych majątków. Było to zjawisko tak masowe, że nawet tzw. 

przyzwoici ludzie si

ę chwalili - "ja się na tej akcji dorobiłem" - lub "mój mąż nie nadaje się do 

dzisiejszych czasów, nic nie zarobi

ł na akcji" (H. Makower: "Pamiętnik z getta warszawskiego 

pa

ździernik 1940-styczeń 1943", Wrocław 1987, s. 62). 

  

Wiadomo jest, 

że policjanci żydowscy, by zadowolić życzenia Niemców wcale nie ograniczali się tylko 

do wy

łapywania swych żydowskich sąsiadów i prowadzenia ich na rzeź, że częstokroć wypełniali 

narzucane im przez Niemców normy tak

że poprzez odprowadzanie w ręce niemieckich katów na rzeź 

cz

łonków własnych rodzin, czasem nawet ojców, matki, żony. Sam Carl Perechodnik wciąż bije się w 

piersi na kartach swego pami

ętnika, że nie był odważny na tyle, by nie spełnić rozkazu 

przyprowadzenia w

łasnej żony na plac, skąd powieziono ją na śmierć. Co więcej, zapewniał ją, że nic 

jej nie grozi (Por. Carl Perechodnik: op. cit. 42, 150).

  

Przypomnijmy, 

że pisał na ten temat tak wybitny znawca żydowskiej problematyki, słynny uczony 

polski z USA - prof. Iwo Cyprian Pogonowski. Otó

ż stwierdził on, że "każdy żydowski policjant w getcie 

warszawskim wys

łał do komór gazowych Treblinki przeciętnie ponad 2.200 osób. Na Umschlagplatzu 

w Warszawie policja 

żydowska dawała strawę w wagonach śmierci, żeby do nich zwabić 

wyg

łodzonych mieszkańców getta. Tragedia żydowska podczas II wojny światowej polegała również 

na tym, 

że władze niemieckie dokonały ludobójstwa Żydów głównie żydowskimi rękami" (podkr. 

J.R.N.). I to co akcentuje prof. Pogonowski jest w

łaśnie takim tematem szczególnie wstydliwym dla 

przewa

żającej części żydowskich autorów typu Grossa, tym chętniej odwracających uwagę od roli 

żydowskich policjantów i Judenratów poprzez oszczercze kalumnie przeciw Polakom.

  

Żydowscy policjanci byli faktycznie zbrodniarzami wobec własnych współrodaków, najczęściej ze 
strachu, ale nierzadko tak

że z chęci zysku. I właśnie z tej kategorii Żydów, tej grupy najpodlejszej, 

s

łużalczej wobec morderców własnego narodu, pozbawionej jakichkolwiek skrupułów uratowało się 

szczególnie du

żo osób. Słynny matematyk żydowskiego pochodzenia - Stefan Chaskielewicz, pisał we 

wstrz

ąsających pamiętnikach: "Ukrywałem się w Warszawie styczeń 1943 styczeń 1945" (wydanych w 

Krakowie w 1988 r., s. 191-192): "W

śród Żydów, którym pomogło przeżyć posiadanie znaczniejszych 

funduszy, byli i dawni funkcjonariusze policji 

żydowskiej, a nawet sławnej ekspozytury Gestapo w 

getcie. Ci ludzie bowiem ob

łowili się podczas akcji wysiedleńczej. Trudno tu podać jakiekolwiek ścisłe 

dane liczbowe. Mog

ę jedynie powtórzyć stwierdzenie dwóch byłych policjantów, którzy po wojnie, w 

mojej obecno

ści mówili, że uratowało się co najmniej 200 ich kolegów (...)". Pytanie, czym się zajęli po 

wojnie ci dawni policjanci 

żydowscy, którzy przedtem odprowadzili posłusznie tak wielu swoich 

żydowskich współbraci na śmierć? Ilu z nich poszło do służby w bezpiece, mając tak nieludzkie 
charaktery, upad

łe na "dno podłości"!

  

Przypomnijmy, 

że sam Gross na 105 s. "Sąsiadów" stawia celne pytanie: "Czy ludzie 

skompromitowani wspó

łpracą z reżymem opierającym się na przemocy, nie są predestynowani 

niejako do kolaboracji z ka

żdym następnym terrorystycznym systemem władzy?" Kilka stron dalej (s. 

112) czytamy inne pytanie Grossa: "Jak mo

żna mieć zaufanie do kogoś kto mordował lub wydawał na 

śmierć innego człowieka?" Przecież tych dwustu żydowskich policjantów wydało w czasie wojny 
tysi

ące swoich żydowskich ziomków na rzeź. Jaka szkoda, że nikt nie spróbował zbadać, ilu z nich 

zgodnie ze swym zawodem 

łapaczy poszło po wojnie do bezpieki, by dalej wyłapywać i tropić? 

Szkoda, wielka szkoda, 

że Gross, ze swym nosem węszącym wszelkie możliwe zło u Polaków, nie 

zdoby

ł się na minimalną choćby próbę własnego żydowskiego samorozrachunku, ani słowem nie 

wspomnia

ł o zbrodniach przywódców Judenratów, żydowskich policjantów czy żydowskich kapo. 

Szkoda, 

że ani trochę nie zainteresował się własną "hańbą domową", prześledzeniem losów 

żydowskich pomocników hitlerowskich katów. Tych ludzi, którzy nigdy nie zostali ukarani za swą 
haniebn

ą  zdradę współziomków, nawet gdy od czasu do czasu prawdę o którymś z nich ujawniano w 

Izraelu. Na pró

żno tak oburzał się Szymon Wiesenthal z powodu tej bezkarności byłych żydowskich 

kolaborantów i kapo (S. Wiesenthal: "Prawo czy zemsta", Warszawa 1993, s. 244).

  

 

  

background image

Ewentualny rozwój zapocz

ątkowanego przez Hannah Arendt prawdziwie uczciwego żydowskiego 

samorozrachunku za zachowania doby wojny móg

łby być bardzo niewygodny i kompromitujący dla 

jak

że wielu wpływowych Żydów, którzy uratowali się kosztem swoich współziomków. Nagle więc 

znaleziono 

świetny sposób na zablokowanie dalszych rozliczeń. Niespodziewanie mnóstwo Żydów 

nagle zacz

ęło się mocno bić w piersi swoich polskich współbliźnich twierdząc, że Rady Żydowskie, 

żydowska policja nie mogły nic innego zrobić, bo działały jakby w całkowitej izolacji, wśród wrogości 
ca

łego polskiego otoczenia. Nie mogli się opierać, nie mogli iść do partyzantki, bo wszędzie jakoby 

czyhali na nich polscy antysemici, marz

ąc tylko o tym, aby ich zabić. Jak to dosadnie wyraził jeden z 

takich 

żydowskich oszczerców z USA - rabin Moshe Shoenfeld w książce "The Victims of Holocaust 

accuse" (Ofiary Holocaustu oskar

żają), New York 1977: "U Żydów w Polsce przyjęło się powiedzenie: 

je

śli Polak spotkał mnie na drodze i nie zabił, to tylko przez lenistwo". Zaczęto masowo urabiać teorię, 

zw

łaszcza w książkach licznych Żydów amerykańskich, którzy mieli za co się kajać, iż wszystkiemu 

winni byli Polacy. Bo 

Żydzi jakoby bezpieczniejsi byli w nazistowskich obozach śmierci, niż wśród tych 

"obrzydliwie antysemickich" Polaków, gorszych od Niemców. Przypomnijmy, 

że słynny polski uczony 

żydowskiego pochodzenia Ludwik Hirszfeld w pisanej już podczas wojny autobiografii "Historia 
pewnego 

życia" przepowiadał, że w pewnym momencie duża część Żydów w imię swych aktualnych 

interesów zacznie wybiela

ć Niemców. I tak się faktycznie stało kosztem Polski i Polaków. Nagle 

autentyczna "ha

ńba domowa" Żydów z doby wojny zaczęła być gwałtownie wpychana Polakom jako 

rzekomo winnym i zha

ńbionym. Co do prawdziwej perfekcji doprowadził właśnie nowojorski 

hochsztapler nauki Jan Tomasz Gross.

  

Żydowscy policjanci wyłapali i odprowadzili na rzeź w służbie dla swych niemieckich panów 
wielokrotnie wi

ęcej Żydów niż zrobili to jacykolwiek polscy szmalcownicy. Czy Gross tego nie 

zauwa

żył, nie doczytał w przeróżnych książkach, stanowiących obowiązkowy kanon lektur badacza 

tego okresu, ksi

ążkach Ringelbluma, Arendt, Perechodnika, Kaplana? Gross, który potrafił wytropić na 

1034 stronach ksi

ążki Bartoszewskiego i Lewinówny jakże nietypową dla wymowy całej tej książki 

scen

ę niegodnego zachowania się kilku wiejskich wyrostków, jakoś nie zauważył "podłego 

zachowania tysi

ęcy dorosłych, doświadczonych członków Judenratów, czy żydowskich policjantów. 

Nie, to chyba kolejny objaw wspomnianej ju

ż szczególnej odmiany ślepoty, która powinna przejść do 

nauki jako "choroba Grossa".

  

Antypolonizm Grossa

 

Kiedy zacz

ąłem kilka miesięcy temu pisać książkę o kłamstwach Grossa, już byłem 

zaszokowany rozmiarami zafa

łszowań widocznych w różnych jego pracach, przy 

równoczesnym panegirycznym wr

ęcz wysławianiu jego tekstów przez różnych krajowych 

dyletantów i klakierów. Zdawa

łem sobie oczywiście od dawna sprawę z tego, że istnieje w 

Polsce silne lobby ludzi, którzy bardzo Polski nie lubi

ą, nie myślałem jednak, że są aż tak 

bezkrytyczni.

  

Jednym z celów mojej ksi

ążki było wstrząśnięcie tymi właśnie ludźmi, przekazanie jak bardzo są 

bezmy

ślnie bezkrytyczni. Niech zobaczą, że ich "król" czy raczej mały królik Gross jest całkiem nagi, i 

nie ma za grosz wiarygodno

ści. Może to ich nauczy jakiejś ostrożności na przyszłość, może nie 

wszyscy z nich straceni dla krytycznego my

ślenia zamiast ciągłego bicia czołem przed różnymi 

antypolskimi Cielcami. Ju

ż gdy zaczynałem swą książkę pt. "Sto kłamstw J. T. Grossa" podczas 

"wst

ępnej" kwerendy natrafiłem na sto kilkadziesiąt zafałszowań. Później wciąż znajdowałem nowe 

k

łamstwa, niemal do ostatnich dni przed zamknięciem książki. W końcu z powodzeniem mógłbym 

swej ksi

ążce nadać tytuł "Dwieście kłamstw Grossa", ale opóźniłoby to tylko jej druk, zwiększyłoby 

obj

ętość, i tak już przekroczoną w stosunku do pierwotnych planów - moich i wydawcy.

  

A oto kilka najciekawszych ostatnich znalezisk po

śród fałszerstw Grossa. Przede wszystkim parę 

"cymesów" na które natrafi

łem uważnie wertując jego szkic w wydanej w Princeton w 2000 r. pracy 

zbiorowej "Politics of Retribution in Europe". Po raz kolejny równie

ż mogłem się przekonać, że Gross 

zawsze idzie "na ca

łość" w najskrajniejszych nawet kłamstwach o Polsce, gdy wie, że ma do czynienia 

z niewiele lub nic nie wiedz

ących o polskiej historii amerykańskimi czytelnikami. W publikowanym na 

s. 125 przypisie 75 do swego szkicu Gross zapewnia jakoby liczba osób 

żydowskiego pochodzenia w 

aparacie represji w Polsce mie

ściła się w granicach "kilku tuzinów", co było "bez znaczenia" (w 

oryginale "trivial" - J.R.N) na tle ca

łej polskiej ludności ok. 27 milionów w tym czasie. Przypomnijmy, że 

nawet Krystyna Kersten, zawsze sk

łonna do pomniejszania roli Żydów w polskiej bezpiece, twierdziła, 

że już w listopadzie 1945 roku a aparacie UB pracowało 438 Żydów (K. Kersten: "Polacy, Żydzi, 

background image

Komunizm", Warszawa 1992, s. 82). 438 

Żydów to nie kilka tuzinów, jak liczy domorosły matematyk 

Gross, lecz ponad 36 tuzinów. Poza tym od listopada 1945, gdy 

Żydów w bezpiece miało być 438, ich 

ilo

ść stale wzrastała. Co najważniejsze zajmowali oni w bezpiece kluczowe stanowiska, co oznaczało, 

że wcale nie byli tam drobiażdżkiem "bez znaczenia" jak Gross wmawia naiwnym Amerykanom. 
Przypomnijmy, 

że poza J. Bermanem, nadzorującym bezpieczeństwo, jako kluczowa postać w Biurze 

Politycznym KC PZPR w samym Ministerstwie Bezpiecze

ństwa Publicznego pracowali m. in. 

nast

ępujący bezpieczniacy żydowskiego pochodzenia: wiceministrowie MBP M. Mietkowski i R. 

Romkowski, dowódca KBW J. Huebner, dyrektorzy Gabinetu Ministra BP: L. Ajzen-Andrzejewski i J. 
Burgin, dyr. Dep. V, a pó

źniej III J. Brystiger, Dyr. Dep. Śledczego J. Różański, Dyr. Dep. X A. Fejgin, 

Dyr. Dep. III J. Czaplicki, wicedyr. Dep. X J. 

Światło, Dyr. Dep. IV J. Kratko, Dyr. Dep. IV A. Wolski-

Duszko, Dyr. Dep. II L. Rubinsztejn, Dyr. Dep. VII a pó

źniej Dyr. Dep. III J. Czaplicki, Dyr. Dep. 

Wi

ęziennictwa D. J. Łańcut (wg książki M. Piotrowskiego "Ludzie bezpieki w walce z Narodem i 

Ko

ściołem", Lublin 2000). Nie wyliczam wszystkich dalszych dyrektorów, wicedyrektorów, 

prokuratorów i s

ędziów, m. in. głównych winowajców mordu sądowego na gen. "Nilu" Fieldorfie, bo 

musia

łoby zająć to wiele stron. Szokuje tylko niebywała bezczelność w przedstawianiu jako 

drobia

żdżku bez znaczenia tej wielkiej, a bardzo jednorodnej swoistej Ligi Nadzorców i Dyrektorów.

  

Inn

ą manipulacją Grossa była podjęta przez niego próba przekonania amerykańskich czytelników, że 

w ówczesnym Ministerstwie Bezpiecze

ństwa Publicznego grasowali antysemici, ba - nadawali mu ton. 

W szkicu publikowanym w cytowanej wy

żej "Politics of Retribution...", w przypisie 83 do s. 127 Gross 

pisze o "epizodzie ilustruj

ącym antysemickie postawy pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa 

Publicznego". Tym epizodem ma by

ć znalezienie w owych stalinowskich latach 2 (słownie dwóch) 

dwóch anonimowych listów w skrzyneczce, zawieraj

ącej sugestie poprawy pracy MBP. W listach 

zapytywano dlaczego tylko 

Żydzi mają wysokie pozycje, są kierownikami i bossami. I te dwa listy (!) 

maj

ą według Grossa ilustrować "antysemickie postawy w MBP" w sytuacji, gdy skrajnie pomniejszył 

faktyczny obraz pozycji, jakie zajmowali "towarzysze 

żydowscy w bezpiece". Nic dodać, nic ująć.

  

Innym k

łamstwem Grossa, na jakie trafiłem w ostatnich dniach, było przedstawienie przezeń jako 

dowód antysemityzmu Polaków strajków w 

Łodzi w lipcu 1946 roku. Strajki te wybuchły natychmiast 

po og

łoszeniu przez władze w tamtejszym organie KW PPR "Głosie Robotniczym" nieprawdziwych 

informacji o pot

ępieniu przez załogi kilku łódzkich fabryk piętnowanych przez władze rzekomych 

sprawców pogromu kieleckiego. Gross t

łumaczył w "Sąsiadach" fakt, że robotnicy łódzcy 

zaprotestowali strajkiem na og

łoszenie nieprawdziwej informacji i w ich imieniu, jako jaskrawy dowód 

na to, 

że byli "antysemitami". Jego zdaniem strajki te "dają się za to doskonale wytłumaczyć jako 

protest przeciwko temu, 

że w powojennej Polsce nie można się porachować z mordercami 

bezbronnych chrze

ścijańskich dzieci". Czyli, innymi słowy, robotnicy łódzcy zawierzyli w to, że Żydzi 

mordowali chrze

ścijańskie dzieci i protestowali przeciw karaniu sprawców ich mordu w Kielcach. Jak 

za

ś było naprawdę, wbrew wyjątkowo bezczelnemu kłamstwu, robotnicy z Łodzi protestowali strajkiem 

nie przeciw karaniu morderców 

Żydów, lecz przeciw występowaniu w ich imieniu z haniebną 

propagandow

ą rezolucją. Rezolucją, która jeszcze przed procesem przesądzała o tym, że winnymi 

zbrodni w Kielcach byli andersowcy, WiN-owcy etc. i 

żądała dla nich kary śmierci. Rezolucją, w której 

porównywano rz

ądy sanacji z hitlerowską okupacją i piętnowano tych, którzy głosowali "nie" w 

referendum. W tek

ście rezolucji, drukowanej rzekomo w imieniu robotników Łódzkiej Fabryki Nici 

znalaz

ło się m. in. stwierdzenie: "Domagamy się od naszego rządu wprowadzenia publicznych sądów 

dora

źnych, które skazywać będą wrogów ludu spod znaku NSZ, WiN, spod znaku Andersa. W nowej 

Polsce Ludowej zniszczymy wroga" (wg tekstu: Robotnicy polscy pi

ętnują morderców 

czarnosecinnych z Kielc, "G

łos Robotniczy" z 10 lipca 1946 r.). Czy należy się dziwić protestowi 

robotników na to, 

że protestowali przeciw ogłoszeniu takiej rezolucji w ich imieniu. Można się 

natomiast dziwi

ć i nawet oburzać na to, że jeszcze dziś Gross nie widzi nic haniebnego w takiej 

rezolucji, ba, karci robotników, 

że przeciw niej protestowali. Jak widać on taką rezolucje poparłby z 

ca

łą satysfakcją jako znany "postępowiec", nienawidzący reakcji spod "znaku NSZ, WiN-u, spod 

znaku Andersa". Ja my

ślę, że jednak warto, by polscy historycy otwarcie zapytali p. Grossa, jakim 

prawem oskar

ża o "antysemityzm" robotników protestujących przeciw haniebnej komunistycznej 

rezolucji?

  

  

Czego nie zauwa

żyli krytycy Grossa

 

background image

W polskiej polemice z Grossem pope

łniono szereg znaczących błędów. Najpoważniejszym było 

skupienie si

ę niemal wyłącznie na rozbijaniu poszczególnych fałszów jego obrazu mordu w 

Jedwabnem, przy pomini

ęciu generalnego antypolskiego przesłania książki Grossa. Książki, będącej 

faktyczn

ą próbą przedstawienia swoistej anty-historii Polski, ciągłego umiejętnego wplatania jak 

najwi

ększej ilości antypolskich stereotypów. Tak, żeby na stałe przykleiły się do Polaków, uformowały 

ich mo

żliwie jak najbardziej odrażający obraz, tworząc czarną legendę Polski i Polaków .

  

Krytycy Grossa z pasj

ą rzucali się na różne fragmenty jego wywodów o Jedwabnem, udowadniając 

mu ra

żące zafałszowania. Zanim wykryto te najbardziej skrajne fałsze, jak zafałszowanie wymowy akt 

procesu z 1949 roku, co nast

ąpiło po uzyskaniu wreszcie przez polskich historyków dostępu do 

archiwów dost

ępnych tylko dla Grossa, perorowano o wielu drobniejszych sprawach. Słusznie 

pokazywano zak

łamania relacji Wasersztajna, nieprawdy co do liczby ofiar, wielkości stodoły czy 

przek

łamań na temat tych czy innych postaci. Nie mówiąc o tak ważnej sprawie sfałszowania obrazu 

kolaboracji 

Żydów z Sowietami w Jedwabnem. Sam poświęcam sprawie fałszów Grossa o 

wydarzeniach w Jedwabnem najobszerniejszy, kilkudziesi

ęciostronicowy rozdział swej książki. Myślę 

jednak, 

że nie wolno ograniczać się wyłącznie do ukazania faktograficznych fałszerstw Grossa w 

odniesieniu do wydarze

ń z lipca 1941 r. w Jedwabnem.

  

Powiem wi

ęcej, z punktu widzenia badawczego warsztatu historycznego uważam Grossa jako 

dziejopisa za absolutne zero. Nie dziwi

ę się też, że ktoś z profesorów historii powiedział, że 

"S

ąsiadów" Grossa nie przyjąłby nawet jako pracy magisterskiej. Jest jednak jeszcze inny Gross, z 

którym akurat szczególnie ma

ło polemizowano - Gross, prawdziwy spec od socjotechniki, umiejętności 

systematycznego upowszechniania k

łamliwego oczerniającego osądu. Sam fakt, że dość 

powszechnie przegapiono ten w

łaśnie szerszy aspekt jego książki, skupiając się głównie na 

nieprawdach jego faktografii o Jedwabnem, najlepiej dowodzi niebywa

łej zręczności Grossa jako 

pamflecisty i propagandzisty. Mo

żna go nawet uznać za jednego z najbardziej utalentowanych 

mistrzów szowinistycznego judzenia przeciwko innym narodom. Gross przez swe 

świadome 

prowokacje s

łowne typu stwierdzeń, że zbrodnię w Jedwabnem popełniło "społeczeństwo", świadomie 

wykonywa

ł manewry w stylu torreadora machającego czerwoną płachtą do byka. Miały one skierować 

ataki rozjuszonych krytyków g

łównie na te prowokacje słowne, popychać ich do skupiania się na 

polemice z ró

żnymi szczegółami opisów Grossa. Równocześnie zaś Gross bardzo umiejętnie 

odwraca

ł przez to wszystko uwagę od dawkowanego wciąż mimochodem generalnego oskarżania 

Polaków w przeró

żnych, poza jedwabneńskich sprawach. I tak to przelotnie, en passant, między tymi 

czy innymi sprawami zwi

ązanymi z Jedwabnem, Gross beznamiętnie strzelał z dwururki. Tak, aby 

niezauwa

żalnie kolejne kłamstwo przykleiło się do umysłów czytelników, gdy tylko pomyślą bądź 

us

łyszą o Polsce i Polakach. I tak w "Sąsiadach" czytamy m. in. o tym, jakim zagrożeniem dla Żydów 

by

ła endecja (s. 28), antysemiccy księża (s. 28), niebezpieczna, wywołująca tumulty antyżydowska 

szlachta (s. 29), antysemickie "czarne duchowie

ństwo", budujące swoją egzystencję na "nienawiści 

rasowej" (s. 46). W tym stylu utrzymane s

ą też inne "spostrzeżenia". Na s. 83 czytamy o 

wielowiekowym, krwio

żerczym antysemityzmie chłopów polskich od czasów Chmielnickiego! (u 

Grossa uchodzi za Polaka!), o nienawidz

ących Żydów Polakach-katolikach (s. 83). Potem czytamy o 

polskich powsta

ńcach mordujących Żydów w dobie Powstania Warszawskiego (s. 93), o tym, że 

miliony Polaków sta

ły po stronie komunistycznych "katów" (s. 97), o polskim społecznym zapleczu 

stalinizmu (s. 111-113), o antysemickich polskich robotnikach (s. 99-100), o Polakach masowo 
kolaboruj

ących z Wehrmachtem (s. 102, 105), o antysemityzmie wielkiej części dzisiejszej polskiej 

historiografii (s. 114), etc., etc.

  

W tej czarnej wizji zabrak

ło jakichkolwiek jaśniejszych barw, słowa choćby o polskiej tolerancji, o 

znaczeniu Polski jako schronienia dla 

Żydów, przypomnienia przykładów późniejszej symbiozy obu 

narodów, wspomnienia o przyznaniu przez Pi

łsudskiego praw obywatelskich 600 tysiącom Żydów 

zbieg

łych z Rosji po wojnie domowej czy o ponad 5 tysiącach Polaków - Sprawiedliwych Wśród 

Narodów 

Świata.

  

Polacy, cho

ć też nie wszyscy, wiedzą o wielu tych sprawach. Obywatele państw zachodnich, którzy 

b

ędą stanowić większość czytelników Grossa, na ogół nie mają zielonego pojęcia o tych jasnych 

kartach historii Polski. Gross, zdaj

ąc sobie doskonale sprawę z tej niewiedzy, bez wahania chce im 

zaserwowa

ć jak najwięcej czarnych, antypolskich stereotypów. Liczy na to, że je niezauważalnie 

prze

łkną, czytając wstrząsający dreszczowiec o polskich mordach na Żydach w Jedwabnem napisany 

przez Grossa "pod dyktando" Wasersztajna.

  

background image

Dlaczego nikt nie zaprotestowa

ł przeciwko tej fałszywej, godzącej w Polaków paszkwilanckiej wizji 

historii Polski? Przecie

ż dobrze wiedziano, że jego książka ma się ukazać w Stanach Zjednoczonych, 

Niemczech i przypuszczalnie licznych innych krajach; nawet obawiano si

ę tego. Tymczasem prawie 

nikt nie oburzy

ł się na tę jednostronną, ciemną wizję historii Polski. Niestety, Gross najwyraźniej 

osi

ągnął swój cel ściągania uwagi krytyków głównie na sprawę szczegółów wydarzeń w Jedwabnem. 

Nikt nie zwróci

ł uwagi na wspomniane, jakże ważne drugie dno książki Grossa. Jego krytycy, jakże 

cz

ęsto, nie dostrzegali lasu spoza drzew. O to właśnie autorowi "Sąsiadów" chodziło. Sprowadzał w 

ten sposób ataki swych przeciwników na najbardziej dogodn

ą dla siebie płaszczyznę. Zamiast zająć 

si

ę generalnym zafałszowaniem przez Grossa obrazu Polski i Polaków w skali makro, niech się 

zadowalaj

ą prostowaniem szczegółów w skali mikro. To było tym wygodniejsze dla Grossa, że dzięki 

prof. A. Paczkowskiemu, znanemu z popierania bardziej nawet skrajnych dywagacji na temat Polaków 
(vide jego poparcie dla artyku

łu M. Cichego, szkalującego Powstanie Warszawskie) sam miał bardzo 

dogodn

ą pozycję wyjściową. Tylko jemu umożliwiono zapoznanie się z aktami procesu z 1949 roku, 

podczas gdy polscy historycy przez ponad rok mieli do nich dost

ęp zamknięty. Dopiero w połowie 

marca 2001 r. 

łaskawie umożliwiono dostęp do nich pierwszym historykom, na czele z prof. T. 

Strzemboszem, który s

łusznie użalał się na łamach "Życia" z 31 marca-1 kwietnia 2001 r. nad 

sytuacj

ą, w której dzięki temu, że Gross był "jedynym czytelnikiem tych dokumentów (...) wiedza 

Grossa robi

ła wrażenie tak przygniatającej (...)" (por. "Mijanie się z faktami". Rozmowa P. Semki z 

prof. T. Strzemboszem, "

Życie" z 31 marca-1 kwietnia 2001 r.).

  

To wszystko prawda, ale przecie

ż nikt jakoś nie zauważył, że atakując wyłącznie faktograficzne 

dywagacje Grossa na temat Jedwabnego, nierzadko prawdziwie skandaliczne, zapewnia si

ę Grossowi 

osi

ągnięcie jego podstawowego celu. To jest znieczulenia czytelników jego książki na cichą, 

antypolsk

ą truciznę sączoną w maleńkich dawkach, kawałeczek po kawałeczku w różnych partiach 

jego ksi

ążki.

  

O tym, 

że Gross poszedł dosłownie "na całość" w kreowaniu swoistej anty-historii Polski 

zadecydowa

ła w niemałej mierze bezkarność jego wcześniejszych fałszerstw. Przede wszystkim w 

wydanej w 1998 roku "Upiornej dekadzie", która by

ła swego rodzaju testowaniem reakcji polskich elit 

na ró

żne absurdalne ataki wymierzone w polskie dzieje. Ataki w stylu porównywania przez Grossa 

rzekomej historii "prze

śladowań Żydów w Polsce" z niewolnictwem Murzynów w USA, zbrodniami 

hitleryzmu i stalinizmu. Test wypad

ł bardzo korzystnie dla Grossa, a bardzo negatywnie dla 

czytelników z tzw. polskich elit. Ukaza

ły się tylko trzy, dosłownie trzy ostre krytyki fałszerstw "Upiornej 

dekady": prof. I. C. Pogonowskiego w "Arkanach", P. Gontarczyka w "

Życiu" i moja na łamach "Naszej 

Polski". Faktycznie uton

ęły one w morzu progrossowego klakierstwa. Tym mocniej zachęciło to 

Grossa do pój

ścia bez zahamowań w kierunku syntetycznej antypolskiej konstrukcji. Tak oto 

dostali

śmy "Sąsiadów" do rąk. Można zrozumieć, dlaczego polscy krytycy skupiali się wyłącznie na 

jego k

łamstwach o Jedwabnem. Ogromnie prowokujące były komentarze, jakie dorabiał on do sprawy 

mordu w tej miejscowo

ści. Z góry przesądzając - na podstawie, jak już dziś wiemy, oszczerczej 

selekcji informacji - o winie Polaków, gromko pokrzykiwa

ł o polskiej hańbie.

  

Tymczasem okrutnych mordów, takich jak w Jedwabnem, by

ło bardzo wiele w XX wieku. My, Polacy, 

padli

śmy sami ofiarą rozlicznych mordów tego typu, zarówno z rąk niemieckich i rosyjskich, jak i 

szowinistów ukrai

ńskich, a nawet ze strony Żydów (wymordowanie wszystkich mieszkańców wsi 

Koniuchy - bestialsko zabili ich w

łaśnie żydowscy mordercy, po latach chlubiący się tym czynem w 

ksi

ążkach wydanych w USA). Jakże niedostatecznie pamięta się o tak bestialskim mordzie 

dokonanym w 1948 roku na 265 mieszka

ńcach małej wsi arabskiej Deir Jassin przez bojówki 

źniejszego premiera Izraela Menachema Begina. Niedawno obserwowaliśmy na Bałkanach 

naj

świeższe skutki krwawych wybuchów etnicznej nienawiści - wymordowanie całej ludności wiosek 

czy miasteczek.

  

Zrozumia

łe, że ze szczególnym oburzeniem reagowano na uogólnienia Grossa przerzucającego winę 

za mord w Jedwabnem z Niemców i pomagaj

ącej im niewielkiej grupy mętów, na czele z 

volksdeutschem Bardoniem, na ca

łe polskie społeczeństwo, na cały naród polski. Nie zauważano, że 

nie wystarczy ograniczy

ć się do konkretnej polemiki faktograficznej wokół Jedwabnego, do pokazania 

sprawczej roli Niemców, etc., 

że chodzi o sprawę dużo szerszą, o generalny obraz czarnej legendy 

Polski i Polaków, upowszechnianej przez Grossa w 

świecie. Nikt, niestety, poza mną, nie pomyślał o 

zajrzeniu do licznych tekstów Grossa, przeznaczonych dla ameryka

ńskich czytelników, nawet tych 

najnowszych z 2000 roku, cho

ć tam jego kłamstwa o Polsce były wyrażane w sposób jeszcze bardziej 

otwarty, bezczelny i hucpiarski i stosunkowo 

łatwo można je było obnażyć i zdemaskować. 

background image

Jednostronno

ści ataków na Grossa służyło także jakże słuszne wykrycie przez część krytyków autora 

"S

ąsiadów" prawdziwego instrumentalnego celu tej książki. Tego, że miała ona służyć maksymalnemu 

propagandowemu wzmocnieniu 

żydowskich nacisków w sprawie mienia pożydowskiego, w czasie 

przes

łuchań sądu w Nowym Jorku. To właśnie tym mocniej skłaniało do koncentrowania się na 

sporach wokó

ł mordu w Jedwabnem, przeciwstawianiu się rzucanym przez Grossa oskarżeniom 

Polaków jako rzekomych wspó

łsprawców holocaustu. Tyle że w ten sposób umknęła z pola widzenia 

krytyków Grossa ca

ła reszta przesłania jego książki. Nie zauważano całej misternej konstrukcji, tak 

pieczo

łowicie budowanego przez niego gmachu antypolskich fobii.

  

Do bli

ższego przyjrzenia się tym sprawom skłoniło mnie to, że już od dziesięcioleci byłem szczególnie 

uczulony na spraw

ę obrazu Polski, antypolskie manipulacje w sferze historii i publicystyki (vide 

przypomniane przez Wydawnictwo von borowiecky w 2000 r. w ksi

ążce "Spory o historię i 

wspó

łczesność" moje dawne polemiki z różnymi anty-Polakami, które toczyłem w latach 70. i 80. Czy 

dwa kolejne wydania innej mojej ksi

ążki: "Myśli o Polsce i Polakach"). Właśnie to uczulenie na 

prawdziwy obraz Polski, sprzeciw wobec manipulowania czarn

ą kartą polską historii, skłoniły mnie do 

tym mocniejszego skupienia si

ę na generalnym przesłaniu tekstu Grossa, zamiast topienia się w 

szczegó

łach jego dywagacji o Jedwabnem, w relacji Wasersztajna czy Finkelsztajna, lub kucharki 

Soko

łowskiej. Tylko wnikliwe i całościowe spojrzenie na "Sąsiadów" może w pełni pokazać jak zajadłe 

i fanatyczne jest polako

żerstwo Grossa. Sam obraz mordu w Jedwabnem, najbardziej nawet 

bezwzgl

ędne słowa Grossa w związku z tą sprawą, można by było zawsze tłumaczyć efektem jego 

niesamowitego przej

ęcia się tym, czego dowiedział się o sprawie. Niesprawiedliwe sądy, uogólnienia 

na temat Polaków, wynika

łyby wówczas wyłącznie ze skutków jakże zrozumiałego wstrząsu, który 

prze

żył stykając się z relacjami o okrutnym mordzie. Tak, to mogłoby go rzeczywiście tłumaczyć, 

nawet usprawiedliwia

ć jego najskrajniejsze, najbardziej fanatyczne uogólnienia o polskiej winie. Nic 

nie wyt

łumaczy jednak jego jakże przemyślnie sączonego nienawistnego obrazu Polaków jako całości, 

czarnego obrazu polskiej historii. Nic poza jego g

łębokimi zajadłymi antypolskimi fobiami. I dlatego 

warto bardzo dok

ładnie przyjrzeć się treściom zawartym w jego książce jako modelowemu wręcz 

wzorcowi antypolonizmu.

  

Na tle kolejnych faz antypolonizmu

 

Pomimo trwaj

ącego już wiele miesięcy sporu wokół Jedwabnego zdumiewa, jak wiele 

wypowiedzi jest powierzchownych, 

ślizga się na marginesie tematu, czy ogranicza do 

fragmentarycznych opisów. Z jednej strony mamy tendencyjne próby przypisania Polakom za 
wszelk

ą cenę odpowiedzialności za mord w Jedwabnem. Z drugiej strony mamy liczne 

prostowania tych czy innych nie

ścisłości Grossa i innych oszczerców, lecz przy zbyt rzadkich 

próbach szukania 

źródeł antypolskiej nagonki akurat w sprawie Jedwabnego. 

  

Niewiele osób zada

ło sobie trud przyjrzenia się historii sprawy Jedwabnego, od zeznań Wasersztajna 

przez proces 1949 r., pó

źniejsze śledztwa Monkiewicza po teksty Grossa, ale także z uwzględnieniem 

żydowskiej książki o Jedwabnem z 1980. Poza paru dosłownie wyjątkami, prawie nikt z krytyków 
Grossa nie zwróci

ł uwagi na treść tej książki, i jej cele. A przecież nie wystarczy obalenie tych czy 

innych antypolskich k

łamstw w sprawie Jedwabnego czy Radziłowa, począwszy od wczesnych 

powojennych zezna

ń Wasersztajna czy Finkelsztajna. Niezbędne jest zastanowienie się, dlaczego 

wymy

ślono te kłamstwa, kto był zainteresowany ich wymyśleniem i nagłośnieniem już w 1945 roku .

  

Wa

żnym, nader ważnym tropem w tej sprawie były cytowane przeze mnie we wcześniejszym 

rozdziale opinie najobiektywniejszej chyba badaczki zwi

ązanej z Żydowskim Instytutem Historycznym, 

ju

ż niestety nieżyjącej Teresy Prekerowej. Pisała ona, jak świadomie nagłaśniano fałszywe zarzuty 

antysemityzmu pod adresem Armii Krajowej w 

żydowskich relacjach z pierwszych lat powojennych. 

Na podobne intencje oficjalnych "zbieraczy" relacji 

żydowskich wskazywał również historyk żydowski 

Icchak Rubin w 1988 r. akcentuj

ąc, że "Funkcjonariusze Komitetów Żydowskich mianowani przez 

parti

ę komunistyczną, którzy zbierali te zeznania wskazywali piszącym, kto jest winien i na co 

zas

ługuje". Dobrze wiem, kogo chcieli w największym stopniu pogrążać, kompromitować i 

dyskredytowa

ć partyjniacy i bezpieczniacy w pierwszych latach powojennych na terenach 

Bia

łostockiego i Łomżyńskiego. Ich głównym wrogiem wówczas nie byli pokonani, i nie liczący się już 

Niemcy, lecz wyj

ątkowo silna antykomunistyczna partyzantka podziemna na wspomnianych terenach . 

Jak

że wymownie dopasowały się do tych partyjniacko-bezpieczniackich oczekiwań wymyślone 

zeznania M. Finkelsztajna z jego epitetami o "polskich mordercach, brudnych r

ękach ludzi ze świata 

podziemnego" ("S

ąsiedzi", s. 46).

  

background image

Fabrykowane wed

ług odgórnych instrukcji, pełne nienawiści do Polaków relacje części co bardziej 

serwilistycznych czy "post

ępowych" Żydów miały spełniać również dwa dużo ważniejsze w skali 

centralnej cele w interesie sowieckim. Z jednej strony chodzi

ło o ciągłe zohydzanie Polaków na 

Zachodzie jako antysemitów, faszystów, szowinistów. Czo

łowy PPS-owski działacz polityczny i 

historyk Adam Cio

łkosz pisał na łamach londyńskich "Wiadomości" w 1968 roku o szczególnie ciężkiej 

odpowiedzialno

ści polskich władz komunistycznych za świadome upowszechnianie o Polsce wizji 

kraju antysemickiego. Jak pisa

ł Ciołkosz: "I tak kamyczek po kamyczku, cegiełka po cegiełce 

w

łasnymi rękami wznosili komuniści polscy gmach fałszów, z których wynikać miało, iż rząd polski w 

Londynie by

ł antysemicki, (...) naród polski z wyjątkiem garstki komunistów był antysemicki". Wszystko 

to mi

ło służyć tym lepszemu przekonywaniu przez Sowietów na Zachodzie, że w tej "antysemickiej" i 

"reakcyjnej" Polsce nie mo

żna sobie pozwolić na demokrację, że Polaków trzeba mocno trzymać w 

ryzach, najlepiej mocn

ą sowiecką ręką, aby nie pojawiły się znów upiory "polskiego antysemityzmu".

  

Drugim celem propagandy na temat "krwio

żerczego polskiego antysemityzmu" było urabianie wśród 

Żydów, zgodnie z ówczesnymi priorytetami moskiewskiej polityki, przekonania o potrzebie jak 
najszybszego wyjazdu z tak niech

ętnej im Polski . Jak pisał Krzysztof Kąkolewski: "Rosjanom chodziło 

o pozbycie si

ę tzw. elementu kapitalistycznego: właścicieli sklepików, rzemieślników, członków 

żydowskich spółdzielni pracy - które rozwijały się i byłyby niewygodne do spacyfikowania w związku z 
przygotowaniami do stalinizacji Polski" (K. K

ąkolewski, "Umarły cmentarz", Warszawa 1996, s. 192). 

W masowym eksodusie 

Żydów do Palestyny z Polski i innych krajów Europy środkowej Rosjanie 

widzieli równie

ż dogodne narzędzie dla wywoływania zamieszania w zarządzanej przez W. Brytanię 

Palestynie. Liczyli poza tem, zr

ęcznie oszukiwani przez różnych polityków żydowskich, że przyszłe 

pa

ństwo żydowskie będzie państwem o rządach lewicowych i prosowieckich, być może stanie się 

nawet g

łówną bazą wpływów sowieckich na Bliskim Wschodzie. Później Stalin miał się jednak 

przekona

ć, ku swojej wściekłości, że został całkowicie oszukany co do intencji polityków żydowskich, 

którzy woleli w decyduj

ącej chwili postawić na "bogatego wujaszka" z USA.

  

Z tego typu oficjalnymi celami sowieckich rz

ądców i ich polsko-żydowskich popleczników częstokroć 

wspó

łgrały i osobiste postawy części Żydów, z różnych względów nienawidzących Polaków lub 

maj

ących do nich głębokie urazy i tym silniej marzących o wyidealizowanym państwie żydowskim, 

w

łaśnie rodzącym się w Palestynie. Jakże wymowny pod tym względem jest fragment wspomnień 

Natana Steinbergera, który po sprowokowanych przez bezpiek

ę zajściach antyżydowskich w Krakowie 

latem 1945 roku, zapisa

ł taki efekt swych żmudnych medytacji w ukryciu w lokalnym klozecie: "W 

czasie, gdy siedzia

łem w tym moim schronieniu (w ubikacji) zapadło w moim sercu postanowienie - 

Polska nie jest nasz

ą ojczyzną. Nie mam nic tu do szukania, jest jedno miejsce na świecie, w którym 

mo

żemy żyć - Palestyna (...)" (podkr. J.R.N.; cyt za: A. Cichopek: "Pogrom Żydów w Krakowie 11 

sierpnia 1945 r., Warszawa 2000, s. 235).

  

Szmul Wasersztajn móg

ł być jednym z tych Żydów, którzy doszli do bliźniaczo podobnych 

przemy

śleń, co Natan Steinberger, i to niezależnie od jego ubeckich celów (sprawa jego 

bezpieczniackiej profesji wymaga, jak podkre

ślałem, jeszcze pełnej weryfikacji). Doszedłszy do 

wniosku, 

że ma szczerze dość Polski, którą dość szybko później opuścił, chciał prawdopodobnie 

przekona

ć jak najwięcej Żydów do podobnej decyzji. Udając się do Ameryki Południowej, a nie do 

Izraela (by

ć może z obawy przed powołaniem do armii izraelskiej i utratą życia w krwawych bojach z 

Arabami), uzna

ł prawdopodobnie, że najlepiej zasłuży się swojej dalekiej żydowskiej ojczyźnie 

poprzez zniech

ęcenie jak największej ilości Żydów do Polski jako rzekomej "krainy pogromów" i 

zach

ęcenie ich do wyjazdu do Palestyny. Stąd tym większe wysiłki iście chorej wyobraźni 

Wasersztajna, dla przedstawienia mo

żliwie jak najbardziej makabrycznego portretu polskich 

"s

ąsiadów", obok których Żydzi nie mogą, nie powinni żyć.

  

Na tym tle zrozumia

łe jest, dlaczego część sił partyjnych i bezpieczniackich poparła absurdalną 

antypolsk

ą relację Wasersztajna w 1949 roku. Nieprzypadkowo skierował ją do sądu Żydowski Instytut 

Historyczny kierowany przez najbardziej zajad

łego fałszerza antypolskiego i anty-AK-owskiego 

Bernarda Marka. To z inicjatywy tych si

ł okrutnie katowano uwięzionych Polaków z Jedwabnego w 

czasie 

śledztwa, by przyznali się do rzekomego mordowania Żydów. Tu jednak wyłania się 

nast

ępujące pytanie: dlaczego ten cały plan zawiódł? Dlaczego na procesie odrzucono twierdzenia o 

odpowiedzialno

ści Polaków za mord Żydów, jednoznacznie stwierdzając w werdykcie, iż mordu 

dokonali Niemcy, a Polacy dzia

łali pod presją ich terroru? Sprawa ta wymaga szczególnie 

gruntownego zbadania. Ju

ż teraz myślę, że można pokusić się o następujące próby wyjaśnienia tego, 

tak istotnego, zwrotu.

  

background image

Po pierwsze, wyra

źnie zawiodły próby wymuszenia przez tortury UB zeznań, które by gremialnie 

przes

ądziły o winie Polaków. Część świadków umiała oprzeć się wszelkim ubeckim presjom i zgodnie 

z prawd

ą akcentowała wyłączną winę Niemców, wskazując na nieprawdę oskarżeń rzucanych pod 

adresem niektórych oskar

żonych. Część świadków obaliła je jako niewiarygodne, bo złożone przez 

ludzi nie b

ędących naocznymi świadkami wydarzeń, zeznania głównego świadka oskarżenia S. 

Wasersztajna oraz wspieraj

ących go E. Grądowskiego i A. Boruszczaka. Szczególne znaczenie w 

obaleniu antypolskich zezna

ń miało zeznanie Żyda Israela Grondowskiego, który jednoznacznie 

wskaza

ł na fałsz zeznań A. Boruszczaka i E. Grądowskiego, jako nieobecnych wówczas w 

Jedwabnem. Wydaje si

ę, że właśnie ta rola Israela Grondowskiego w podważeniu głównych 

żydowskich świadków oskarżenia przeciwko Polakom oraz to, że przeszedł na katolicyzm w sierpniu 
1945 roku, s

ą główną przyczyną tak mocnego obrzucania go różnymi kalumniami przez niektórych 

Żydów. Trudno przecież uwierzyć, by Israel Grondowski rzeczywiście wydał w 1941 roku kryjówkę 125 
Żydów, jak go oskarżyła Rywka Fogel, i nie spotkała go za to żadna kara po 1945 roku. Co więcej, 
trudno uwierzy

ć, by człowiek tak splamiony swą rolą w tropieniu żydowskich współrodaków i 

wydawaniu ich na 

śmierć, mógł być uznany przez sąd za wiarygodnego świadka. Gdyby żydowskie 

kalumnie przeciw Israelowi Grondowskiemu by

ły prawdą, to przecież powinien on sam mógł być 

jednym z oskar

żonych w procesie.

  

Po drugie, wydaje si

ę, że mnożące się trudności z przeforsowaniem oskarżeń ze względu na postawę 

niektórych 

świadków, mogły przekonać część wpływowych wówczas sił politycznych, że gra nie jest 

warta 

świeczki. Od czasu rzucenia pierwszych oskarżeń przez Wasersztajna w Polsce wiele się 

zmieni

ło. Komuniści dzięki terrorowi i sfałszowanym wyborom opanowali pełnię władzy w Polsce. Nie 

musieli wi

ęc już szukać dodatkowych pretekstów do spotwarzania podziemia niepodległościowego, 

którego trzon ju

ż rozbito. Niektórzy mogli się obawiać już po pierwszych protestach, że przeforsowanie 

fa

łszywych oskarżeń przeciw Polakom z Jedwabnego może stać się zaczynem dla nasilenia się nowej 

opozycji przeciw re

żimowi. Z kolei w polityce Moskwy też nie było już tak usilnej potrzeby 

kompromitowania Polaków jako faszystów i antysemitów na arenie mi

ędzynarodowej, Polska była już 

efektywnie przyt

łoczona sowieckim butem. Kreml wolał się teraz skupić na kampanii przeciwko 

zachodnim "imperialistom", "rewizjonistom" z RFN i "zdrajcom z Jugos

ławii". W sytuacji, gdy Izrael 

przeszed

ł na stronę USA, ustały również względy zachęcające wcześniej Kreml do wspierania przez 

odpowiedni

ą propagandę cichego exodusu z Europy wschodniej do Palestyny.

  

O tym, 

że wbrew twierdzeniom Grossa nie można mówić o sprawczej roli Polaków w mordzie Żydów 

w Jedwabnem czy Radzi

łowie, najlepiej świadczy fakt, że nie wykorzystano sprawy tych mordów 

przeciw Polakom w tak zajad

łej kampanii po 1968 roku. Przecież wtedy żyło na Zachodzie znacznie 

wi

ęcej ocalałych ofiar holocaustu z tych okolic Polski. Trudno sobie wręcz wyobrazić, żeby nie 

si

ęgnięto po dowody "polskich zbrodni" gdyby jakiekolwiek dowody tych zbrodni istniały. Dopiero po 

up

ływie określonego czasu, w prawie czterdzieści lat po mordzie w Jedwabnem, w 1980 roku wydano 

w Izraelu pierwsz

ą pracę oskarżającą Polaków za mord w Jedwabnem, cytowaną już we 

wcze

śniejszych rozdziałach. Powstała ona w dość specyficznym momencie, w czasie, gdy wyraźnie 

nasili

ła się tendencja do wybielania Niemców za zbrodnie na Żydach, tendencja suto wspierana przez 

niemieckie pieni

ądze. A zarazem w czasie, gdy doszło do kolejnej, bardzo silnej, antypolskiej 

ofensywy, zapocz

ątkowanej osławionym filmem "Holocaust" z 1978 roku. Pokazano w nim m. in. 

scen

ę jak to żołnierze polscy w mundurach z orzełkami na rogatywkach dokonują rzekomo na 

polecenie SS egzekucji mieszka

ńców Getta. Wybór Jana Pawła II na Stolicę Piotrową stał się 

kolejnym impulsem dla antypolskiej i antychrze

ścijańskiej ofensywy w USA, Izraelu etc. Szczególne 

oburzenie w

śród szowinistycznych kół żydowskich w Izraelu wywoływały deklaracje Jana Pawła II o 

potrzebie szanowania d

ążeń narodu palestyńskiego do niepodległości.

  

W tym kontek

ście należy chyba szukać źródeł faktu, że w tendencyjnej, pozbawionej większej 

warto

ści książce o Jedwabnem, przygotowanej przez parę rabinów: Jacoba i Juliusa Bakerów, tak 

mocno akcentowano rzekome zbrodnie polskich, chrze

ścijańskich "gojów". Relacje te brzmiały jednak 

a

ż nazbyt niewiarygodnie i zostały całkowicie zlekceważone przez wszystkich poważniejszych 

żydowskich badaczy holocaustu od M. Gilberta po I. Gutmana. Jak przyznawał sam Gross, książka o 
Jedwabnem "znajdowa

ła się w bibliotece Yad Vashem, a jednak nie stała się częścią naszej wiedzy o 

Holocau

ście - nie stała się nawet częścią tego, co o Holocauście wiedział sam Israel Gutman" (por. 

przek

ład wywiadu J. T. Grossa "Polska hańba" dla "New Yorkera", wydrukowany na łamach "Forum" z 

18 marca 2001). Dlaczego tak si

ę działo? Myślę, że dlatego, iż przez dłuższy czas aż do końca lat 90-

tych czo

łowe kręgi żydowskie nie chciały się wdawać w awanturę ze wspieraniem najbardziej 

absurdalnych oskar

żeń antypolskich.

  

background image

  

Buldo

żerem po faktach

 

Na tym tle tym bardziej godne refleksji jest pytanie, dlaczego nagle i to z takim impetem i ha

łasem 

poparto w 2000 i 2001 roku kolejny raz odgrzewane niewiarygodne oskar

żenia o Jedwabnem w 

wykonaniu Grossa? Co wi

ęcej, dlaczego wsparto tak silnie autora wychodzącego z jawnie 

rasistowskimi uogólnieniami na temat Polaków, i bezceremonialnie obchodz

ącego się z faktami, 

mo

żna powiedzieć jadącego buldożerem po faktach? Dlaczego czołowi historycy żydowscy nie 

zareagowali nawet na publikowanie przez Grossa wywodów, przebijaj

ących swą skrajnością 

antypolsk

ą książkę żydowską o Jedwabnem z 1980 r., parokrotnie przez to nawet zderzającą się z 

podanymi w niej relacjami. Przytocz

ę tu pewien jakże istotny konkret, na który, ku memu zdumieniu, 

nie zwróci

ł dotąd uwagi nikt z polskich historyków i publicystów w kraju i za granicą. Chodzi tu o jakże 

jaskraw

ą sprzeczność między fragmentami tekstów Grossa a relacją Rywki Fogel zamieszczoną we 

wspomnianej ksi

ążce żydowskiej o Jedwabnem ("Yedvabne. History and Memorial Book", ed. Julius L. 

Baker and Jacob L. Baker, Jerusalem - New York, 1980). Chodzi mi o "informacje" z relacji Szmula 
Wasersztajna, opisuj

ącą pierwsze zabójstwa Żydów w Jedwabnem już w czerwcu 1941 r., które 

rozpoczyna

ły tekst jego relacji o Jedwabnem, cytowany przez Grossa w książce "Europa NIE 

Prowincjonalna" i rozpoczyna

ły cytowaną przez Grossa relację Wasersztajna w "Sąsiadach" (Sejny 

2000, wyd. I, s. 11-12).

  

W odró

żnieniu od Rywki Fogel, która oskarżała Niemców o te pierwsze mordy na Żydach, 

Wasersztajn g

łosząc, że widział je "własnymi oczami", zrzucał winę za te same zabójstwa wyłącznie 

na Polaków, maluj

ąc w drastycznych barwach ich rzekomo niebywałe okrucieństwo. Oto tekst relacji 

Wasersztajna: "W poniedzia

łek wieczorem 23 czerwca 1941 r. Niemcy wkroczyli do miasteczka. Już 

25-go przyst

ąpili swojscy bandyci z polskiej ludności do pogromu Żydów (podkr. J.R.N.) 2-ch z tych 

bandytów Borowski (Borowiuk) Wacek ze swoim bratem Mietkiem, chodz

ąc razem z innymi bandytami 

po 

żydowskich mieszkaniach, grali na harmonii i klarnecie, aby zagłuszyć okrzyki żydowskich kobiet i 

dzieci. Ja w

łasnymi oczami widziałem, jak niżej wymienieni mordercy zamordowali: 1) Chajcię 

Wasersztajn, 53 lat, 2) Jakuba Kaca, 73 lat i 3) Krawieckiego Eliasza. Jakuba Kaca ukamienowali oni 
ceg

łami, a Krawieckiego zakłuli nożami, później wydłubali mu oczy i obcięli język. Męczył się nieludzko 

przez 12 godzin dopóki nie wyzion

ął ducha" (podkr. J.R.N.; cyt. za J. T. Gross: "Lato w Jedwabnem. 

Przyczynek do bada

ń nad udziałem społeczności lokalnych w eksterminacji narodu żydowskiego w 

latach II wojny 

światowej", "Europa NIE Prowincjonalna", pod red. J. Jasiewicza, Warszawa 1999, s. 

1100 i J. T. Gross: "S

ąsiedzi", wyd. I Sejny 2000, ss. 11-12).

  

I tu trafiamy na trop ewidentnego rzucaj

ącego się w oczy skrajnego fałszerstwa. Bo o tych samych 

mordach czytamy wr

ęcz przeciwstawne informacje w relacji Rywki Fogel, drukowanej w żydowskiej 

ksi

ążeczce o Jedwabnem z 1980. Rywka Fogel jednoznacznie stwierdza, że zbrodnie popełnione 

bezpo

średnio po wejściu wojsk niemieckich w Jedwabnem zostały popełnione przez Niemców. I że to 

w

łaśnie Niemcy zamordowali J. Katza i E. Krawieckiego, według Wasersztajna rzekomo bestialsko 

zamordowanych przez Polaków. Jak pisze Rywka Fogel: "Zaraz pierwszego dnia gdy Niemcy weszli 
do Jedwabnego, zamordowali oni rymarza Yakowa Katza, krawca Eli Krawieckiego (podkr. J. R. N.), 
kowala Shmula Weinsteina, biznesmana Moshe Fishmena, Choncha Gelberga i jego syna" (cyt. za 
"Yedvabne. History and Memorial Book", ed. Julius L. Baker and Jacob L. Baker, Jerusalem-New York 
1980, s. 101).

  

Gross doskonale zna

ł żydowską książkę o Jedwabnem z 1980 roku, sam powoływał się na nią szereg 

razy w swej ksi

ążce. W tej sytuacji trzeba uznać za skrajnie nieuczciwe całkowite pominięcie przez 

niego w "S

ąsiadach" jakiejkolwiek informacji o tak jaskrawej sprzeczności tego fragmentu relacji Rywki 

Fogel z odpowiednim fragmentem relacji Wasersztajna na temat mordów 

Żydów w czerwcu 1941 

roku. Dlaczego Gross to robi, wiadomo a

ż nazbyt dobrze. Chce maksymalnie wybielić Niemców i 

obci

ążyć Polaków, więc świadomie przemilcza przeczący temu fragment relacji R. Fogel. Fragment 

tym bardziej niewygodny dla niego, i

ż obala jego tak szowinistyczną, wręcz rasistowską tezę, że 

ka

żde świadectwo żydowskie jako świadectwo "niedoszłej ofiary holocaustu" trzeba zaakceptować 

bezkrytycznie, z "postaw

ą afirmującą". Tu zaś, ze względu na diametralne sprzeczności obu relacji 

niedosz

łych ofiar, kłamie albo jedna albo druga z nich. Tertium non datur. Skłonny zaś jestem sądzić, 

że kłamie, znany z rozlicznych innych kłamstw, ulubiony świadek koronny Grossa - S. Wasersztajn.

  

background image

Warto tu zwróci

ć uwagę na jeszcze jeden znamienny fakt - na próbę zatuszowania sprawy tak 

ewidentnej sprzeczno

ści między relacją Rywki Fogel a relacją Szmula Wasersztajna, ukrycia jej przed 

czytelnikami, jakiej dokonano na 

łamach żydowskiego miesięcznika "Midrasz". Otóż w miesięczniku 

tym przet

łumaczono kilka relacji z żydowskiej książki o Jedwabnem z 1980 r., w tym cytowaną tu 

relacj

ę R. Fogel. I rzecz szczególnie wymowna - w czasopiśmie "Midrasz" świadomie opuszczano, co 

prawda zaznaczaj

ąc to trzema kropkami, odpowiedni fragment relacji Fogel o niemieckich mordach na 

Kacu (Katzu) i Krawieckim. Jak oceni

ć takie postępowanie?

  

  

Stalinowska sztafeta pokole

ń

 

Powró

ćmy jednak znów do pytania, dlaczego właśnie teraz zdecydowano się na tak gwałtowny 

antypolski atak w sprawie Jedwabnego w wykonaniu Grossa? My

ślę, że złożyło się na to parę 

przyczyn. Po pierwsze, atak ten jest kulminacj

ą zapowiedzianej parę lat temu publicznie przez 

jednego z przywódców 

Światowego Kongresu Żydów Singera akcji upokarzania Polski, by wymusić na 

niej maksymalne ust

ępstwa w sprawie wielomiliardowych odszkodowań dla Żydów. Decyzję o pójściu 

dos

łownie na całość w atakowaniu Polaków, podjęto tym łatwiej w sytuacji wyjątkowej wprost słabości 

Polski na zewn

ątrz i na arenie międzynarodowej. Co więcej, w sytuacji, gdy tak wyraźny jest 

antynarodowy charakter wielkiej cz

ęści "polskich" elit i sprzedajność bardzo wpływowej części 

polskich mediów.

  

Po drugie, atak na Polsk

ę następuje w sytuacji, gdy wymarli najwybitniejsi przedstawiciele 

antykomunistycznych Polaków 

żydowskiego pochodzenia i antykomunistycznych, polskich Żydów na 

Zachodzie jak: M. Hemar, M. Grydzewski, L. Tyrmand, J. Lichten, J. Borwicz, F. Mantel. Za to tym 
silniej eksponowani na Zachodzie s

ą ludzie z kręgów żydowskich, dawniej po uszy zaangażowanych 

w stalinizm oraz ich dzieci. W tej sytuacji tym 

łatwiej w zachodnich środowiskach żydowskich 

zaczynaj

ą odżywać i dominować dawne antypolskie stereotypy, wymierzone w AK, polski Kościół 

katolicki, "polski antysemityzm", ciemne si

ły "podziemia". Książka Grossa jest jaskrawym 

odzwierciedleniem tej dawnej stalinowskiej optyki.

  

  

Po co s

ą potrzebne przeprosiny?

 

Nader wa

żnym elementem w obecnej ofensywie antypolonizmu jest dążenie do wymuszenia na 

Polakach uroczystych oficjalnych przeprosin za Jedwabne. Dlaczego to 

żądanie przeprosin tak się 

powtarza w ró

żnych wypowiedziach amerykańskich i polskich sojuszników i ich gorliwych sojuszników 

typu Jana Nowaka-Jeziora

ńskiego? Bo za takimi przeprosinami pójdą roszczenia materialne wobec 

Polski.

  

Niedawno pewien bardzo ceniony polski naukowiec w USA zwróci

ł mi telefonicznie uwagę na 

niedoceniane u nas przysz

łe koszty materialne ewentualnych przeprosin Kwaśniewskiego jako 

prezydenta RP w Jedwabnem. Polski profesor w USA stwierdzi

ł, że w Polsce nagminnie nie robi się 

rozró

żnienia między ubolewaniem, a przeprosinami, które mają odrębne znacznie w prawie 

mi

ędzynarodowym. Ubolewanie jest traktowane przede wszystkim jako gest moralny. Natomiast 

oficjalne przeprosiny s

ą traktowane jako przyjęcie odpowiedzialności za swój naród, zobowiązanie do 

zado

śćuczynienia za czyn, za który się przeprasza. Stanowi więc podstawę do późniejszych roszczeń 

materialnych. Nieprzypadkowo prezydent Bush tak stanowczo odrzuca

ł wszelkie chińskie żądania 

przeprosin, i zgodzi

ł się wyłącznie na wyrażenie ubolewania. Ci, którzy tak gorączkowo nalegają na 

przeprosiny ze strony polskiej, dobrze wiedz

ą o co chodzi. Jak raz doprowadzi się do oficjalnych 

przeprosin ze strony Polski za Jedwabne, to zyska si

ę podstawę do późniejszych roszczeń. I to się 

kryje za s

łodkimi słówkami niektórych rabinów typu Jacoba L. Bakera, który komplementuje nas jako 

naród, ale ci

ągle naciska na rzecz takiego "drobiazgu" - oficjalnych przeprosin. Tych, którzy bez reszty 

wierz

ą w niezwykle gorącą miłość rabina Jacoba L. Bakera do Polski, odsyłam do wydanej w 1980 r. 

w Jerozolimie i Nowym Jorku ksi

ążki o Jedwabnem, gdzie rabin Jacob L. Baker wypisywał teksty w 

bardzo odmiennym, wr

ęcz nienawistnym tonie. Pisał o tym, że Żydzi musieli żyć w "lesie gojów", 

background image

twierdzi

ł, że przez 300 lat Żydzi w Jedwabnem musieli zderzać się z sąsiadami, którzy chcieli ich 

zniszczy

ć (annihilate; por. "Yedvabne", op. cit. s. 86).

  

   

 

prof. JERZY ROBERT NOWAK, Tygodnik G

łos, 2001