background image

Od autora
Szczęśliwie nie ma już dziś — na przełomie II i III tysiąclecia — żadnych podstaw po temu, 
aby nadal powtarzać za Jamesem T. Shotwellem (ą9ł9), że „Klio, jako najstarsza z Muz, 
zajęła się spisywaniem przeszłości innych, ale zlekceważyła to zadanie w stosunku do samej 
siebie". W ostatnim półwieczu XX stulecia historia historiografii rozwinęła się — w skali 
światowej — w wyspecjalizowana dziedzinę nauki historycznej, uprawianą na coraz większą 
skalę w ramach jej profesjonalnych struktur, zajęła też odpowiednie w stosunku do jej 
stanowiska w badaniach naukowych miejsce w akademickim nauczaniu historii. Pogląd, który 
swego czasu (ą965) propagował czołowy w powojennej Polsce historyk historiografii Marian 
H. Serejski, jakoby wciąż jeszcze szukała ona „właściwych dróg" i „znajdowała się u progu 
swojego rozwoju", zdecydowanie stracił już swoją dawniejszą aktualność. Również w Polsce, 
gdzie jeszcze w okresie międzywojennym zajmowało się nią bardzo niewielu uczonych i 
praktycznie nie była ona jeszcze obecna na uniwersytetach, stała się dziedziną uprawianą 
przez coraz liczniejsze grono specjalistów, a równocześnie — zwykle w powiązaniu
Od autora
z metodologią historii — przedmiotem nauczania na kierunku historii na uniwersytetach i w 
innych szkołach wyższych, w których prowadzone są studia historyczne. Realizuje się go 
jednak na różne sposoby — na miarę istniejących w poszczególnych ośrodkach naukowych 
możliwości, a więc albo, stosunkowo rzadko, jako historię historiografii powszechnej, 
oczywiście z uwzględnieniem polskiej, albo też, najczęściej, jako historię historiografii polskiej 
w powiązaniu z powszechną, dobrze — bo i tak się zdarza — jeśli nie tylko jakiegoś jej 
wąskiego chronologicznego odcinka.
Do takiego stanu rzeczy walnie przyczynia się niemal zupełny brak niezbędnych do 
nauczania tego przedmiotu w szkołach wyższych pomocy naukowych, a przede wszystkim 
syntetycznych opracowań zarówno historii historiografii powszechnej, jak i polskiej. Nieliczne 
dawniejsze prace tego rodzaju — dostępne dziś tylko w większych bibliotekach — bardzo się 
już zestarzały i w większości nie odpowiadają już dzisiejszym wymaganiom ani naukowym, 
ani dydaktycznym. Opublikowane niedawno dzieła Jerzego Serczyka (ą994) i Jerzego 
Topolskiego (ą998) — oba dotyczące powszechnej historii historiografii — są w naszym 
piśmiennictwie naukowym praktycznie jej jedynymi całościowymi opracowaniami! Jeszcze 
gorzej jest w przypadku historii historiografii polskiej. Podjęta w ostatnich latach przez grono 
specjalistów, skupione wokół Jerzego Maternickie-go, inicjatywa opracowania zbiorowymi 
siłami jej obszernej naukowej syntezy, pozostaje wciąż na etapie opracowywania koncepcji 
dzieła i poszukiwania środków na jego wykonanie. W tych okolicznościach zdecydowałem się 
na opublikowanie tej pracy, pomyślanej jako adresowane przede wszystkim do studentów 
ogólne wprowadzenie do historii historiografii polskiej, a jednocześnie zapowiedź 
przygotowywanych przeze mnie od dłuższego czasu dwóch większych prac syntetycznych, 
mianowicie będącej na ukończeniu jednotomowej historii histo-
8
Od autora
riografii polskiej, oraz znacznie już zaawansowanego obszerniejszego opracowania historii 
historiografii powszechnej.
W niniejszej pracy starałem się przedstawić najogólniejszy zarys historii historiografii polskiej 
od czasów najdawniejszych do współczesnych. Skoro przedmiotem zawartych w niej 
rozważań jest historiografia, a więc wytwór pracy historyków, nie zaś oni sami, ograniczyłem 
informacje o ich życiu i działalności tylko do takich, które były konieczne dla objaśnienia ich 
pracy historycznej. Mogłem tak postąpić w znacznej mierze dzięki istnieniu opracowanego 
pod redakcją Marii Prosińskiej-Jackl popularnonaukowego Słownika historyków polskich 
(ą994), do którego też odsyłam zainteresowanych ich życiem czytelników. Starałem się też 
opracować niniejszą książkę w sposób możliwie jasny, tak, aby była ona zrozumiała dla osób 
nie dysponujących jeszcze poważniejszym przygotowaniem z zakresu historii historiografii 
czy metodologii historii. Zbudowałem więc swoją narrację w sposób — jak mi się wydaje — 
najprostszy z możliwych, przedstawiłem bowiem dzieje historiografii polskiej najpierw w 
układzie chronologicznym, wedle kolejnych jej okresów, a następnie w ich ramach także w 
porządku rzeczowym, według uprawianej w każdym z nich problematyki.
Wreszcie w nadziei, że może się okazać pomocna w przypadku czyjegoś poważniejszego 
zainteresowania się omawianą w niej problematyką, na zakończenie książki podałem 
bibliografię, która obejmuje jednak tylko prace odnoszące się do historii historiografii polskiej 
oraz bardzo skromny wybór dzieł z zakresu teoretyczno-metodologicznych zagadnień historii, 
natomiast niemal zupełnie pomija, nawet powoływane w niniejszej książce, prace dotyczące 
czy to historii historiografii innych krajów, czy też historii historiografii powszechnej.
Rozdział I

background image

Wprowadzenie
Terminem historiografia posługuję się w niniejszej pracy w jego szerszym znaczeniu, a więc 
na określenie całokształtu pracy historyka razem z jej rezultatem, czyli produkqą 
dziejopisarską, nie zaś w węższym znaczeniu, kiedy słowem tym oznacza się „właściwie 
tylko jedną z czynności, składających się na historię: jej wykład, formę ekspozycji, czy 
konstrukcję opisową" (M. H. Serejski, ą965). Propozycja — za którą opowiadają się 
zwłaszcza uczeni rosyjscy — zastąpienia nazwy historia historiografii terminem historia nauki 
historycznej mnie nie przekonała, gdyż zdaje się sugerować ograniczenie przedmiotu 
naszego zainteresowania tylko do „naukowego" etapu rozwoju historiografii — tak jakby jego 
wcześniejsze fazy można było z góry zakwalifikować jako nienaukowe czy też pozanaukowe. 
Nie utraciły bowiem aktualności słowa, wypowiedziane niegdyś przez cytowanego przed 
chwilą uczonego, że:
pojęcie historiografii obejmuje swym zakresem różne stopnie rozwoju i formy myślenia 
historycznego, od bardzo prymitywnych, aż do naj-dojrzalszych. Chociaż przy tym w 
ściślejszym sensie oznacza ono ostatni tylko etap czynności historyka, zawiera w sobie 
jednak efekt
ą0
Pojęcie historiografii
wszystkich poprzednich: heurystycznych i techniczno-erudycyjnych, organizacyjnych i 
badawczych. Mało tego, na tym etapie właśnie historyk wyraża wynik swej refleksji nad 
przeszłością, czyniąc ją dopiero komunikatywną. Dzieła historiograficzne, w których zo-
" biektywizowana została myśl historyczna, stanowią też główny materiał badawczy historyka 
historiografii. W dotychczasowej praktyce cele, jakie mu dziś przyświecają, wykraczają 
daleko poza ramy
"    badania uformowanej, nowoczesnej nauki historycznej (M. H. Se-
ą8   rejski, ą965).
Zamierzając — jak już powiedziano — przedstawić w tej pracy w sposób syntetyczny dzieje 
naszej historiografii od początków, aż po próg dnia dzisiejszego, rezygnuję z wyjaśniania, 
dlaczego będę je prezentował w kategoriach rozwoju, wszelako z zastrzeżeniem, że nie 
zawsze one na nim polegały, gdyż także dzieje historiografii polskiej prócz okresów rozwoju 
znały także momenty stagnacji, a niekiedy nawet regresu. Nie mogę natomiast zrezygnować 
z odniesienia się do wielce dyskusyjnej wciąż kwestii ogólnego mechanizmu tego — ma się 
rozumieć, że nie tylko przecież historiografii polskiej — rozwoju.
Nawet w poważnej literaturze historiograficznej funkcjonuje w tej sprawie ogromnie wiele 
uproszczeń. I tak, zwłaszcza w dawniejszych pracach z naszej dziedziny, rozwój historiografii 
sprowadzano do doskonalenia jej strony warsztatowo-erudy-cyjnej. U podstaw takiego 
poglądu legło — anachroniczne dziś, choć mające wciąż wielu zwolenników — 
charakterystyczne dla pozytywistycznej i postpozytywistycznej metodologii historii 
przekonanie, że o wartości dzieł historycznych przesądza to, czy i w jakim stopniu ich autorzy 
zdołali się zdystansować od otaczającego ich świata i potrafili się wykazać warsztatowym 
mistrzostwem w ustalaniu i empiryczno-indukcyjnym wyjaśnianiu historycznych faktów. Jego 
przeciwieństwem jest przekonanie, że o interesującym nas rozwoju bynajmniej nie decyduje 
historyczny warsztat, ale przede wszystkim polityczne,
ąą
Rozwój historiografii
społeczne czy religijne — słowem ideologiczne — wartości, którym hołdują poszczególni 
historycy. W czasach tzw. realnego socjalizmu młodym adeptom historii uporczywie 
wtłaczano do głowy świętą zasadę „partyjności" historycznego poznania, według której 
adekwatne poznanie „obiektywnej rzeczywistości" mogli osiągnąć tylko tacy historycy, którzy 
reprezentowali „postępową" — faktycznie: zgodną z aktualną linią partii — postawę 
polityczno-ideologiczną. Na gruncie podobnej koncepcji rozwój historiografii nie mógł polegać 
na czym innym, jak na nasycaniu jej (jedynie) słuszną, bo „postępową" ideologią. Nie rna 
więc co się dziwić, że hołdujący jej poważny skądinąd uczony oświadczył, że „z 
marksistowskiego punktu widzenia historia historiografii jest jedną z gałęzi historii myśli 
społecznej".
I wreszcie koncepcja zasadniczo różna od obu wymienionych — prócz autora niniejszych 
słów z mniejszymi bądź większymi zastrzeżeniami opowiada się dziś za nią wielu 
specjalistów — według której rozwój historiografii miałby się przedstawiać jako mający 
strukturę fazową dialektyczny proces powstawania dziejopisarskich standardów, ich trwania, 
a następnie kryzysu, z kolei kreowania nowych, które znów będą przez jakiś czas trwały, 
zanim z kolei nie znajdą się w sytuacji kryzysowej wtedy, kiedy zaczną się wyłaniać nowe 
standardy itd. Używamy tu liczby mnogiej dla podkreślenia, że — jak będziemy się mogli o 

background image

tym przekonać — w różnych epokach dziejów historiografii nader często będziemy mieli do 
czynienia z funkcjonowaniem nie jednego, ale równocześnie kilku jej standardów (czy tylko 
konkurencyjnych względem siebie jej modeli). W długich dziejach historiografii proces ten 
kreowało jednak nie tyle „współzawodnictwo między poszczególnymi odłamami środowiska 
naukowego" (Thomas Kuhn), ile przede wszystkim konkurencja nowych kategorii rozumienia 
historyczności świata z dawnymi kategoriami, oraz nowe oczekiwania, adresowane do 
historiografii przez elity społeczne i intelektualne danych czasów.
Struktura wiedzy historycznej
W naszej relacji o dziejach historiografii polskiej będziemy stale pamiętali o tym, że w każdej 
epoce jej dziejów stanowiła ona jakąś — bardziej czy też mniej znaczną — część 
historiografii europejskiej, ściślej — co akcentujemy ze szczególną mocą — 
zachodnioeuropejskiej. Starając się więc przedstawić dzieje naszego rodzimego 
dziejopisarstwa na szerszym tle historiografii zachodniej, przy okazji charakteryzowania 
kolejnych okresów jego rozwoju, będziemy się zastanawiali nad kluczowym dla osiągnięcia 
ich adekwatnego obrazu zagadnieniem, mianowicie: czy i o ile przemiany, które w danym 
czasie stały się jego udziałem, przybliżały naszą historiografię do zachodnioeuropejskiej czy 
też, przeciwnie, oddalały ją od niej.
Historiografia jako całość — zarówno powszechna, jak i poszczególnych krajów — 
odzwierciedla wyposażenie ludzkich umysłów w wiedzę historyczną. Zauważyłem już na 
innym miejscu (ą998), że budowę tej ostatniej można sobie — w płaszczyźnie strukturalnej — 
wyobrazić jako składającą się z wielu poziomów strukturę wertykalną. Dla niniejszych 
rozważań proponuję wyróżnić w niej trzy takie poziomy: cywilizacyjny (czy kulturowy), 
strukturalny oraz wydarzeniowy; każdemu z nich odpowiadają odmienne treści oraz — co z 
tym związane — sposoby ich metaforyzacji, polegające — najogólniej mówiąc — na 
kreowaniu i destrukq'i odpowiadających im różnego rodzaju mitów, bez których żadna 
historiografia obyć się nie może.
I tak najgłębszemu, cywilizacyjnemu (kulturowemu) poziomowi wiedzy historycznej 
odpowiadają zakodowane w cywilizacjach, rozumianych jako całościowe systemy, 
najogólniejsze wyobrażenia o charakterze świata i jego zmienności. Wytwarzając 
charakterystyczny dla siebie sposób postrzegania ludzkiego świata wyznaczają one przez to 
nieprzekraczalne granice możliwego i niemożliwego w rozumieniu jego charakteru i dynamiki. 
W wyznaczonych przez siebie ramach kreują też — by posłużyć się tu kategorią 
zaproponowaną przez Wojciecha
ął
Rozwój historiografii
Pole operacyjne historii historiografii
Wrzoska (ą995) — najogólniejsze historyczne (historiozoficzne) metafory, pretendujące do 
wyjaśnienia sensu i planu dziejów, które — niezależnie od tego, czy historycy to sobie 
uświadamiają, czy też nie — stanowią najbardziej podstawowy, a jednocześnie nieuchronny 
fundament wszelkiej uprawianej na gruncie tych cywilizacji historiografii.
Owe najogólniejsze metafory określają z kolei — już na następnym, podporządkowanym 
cywilizacyjnemu, strukturalnym poziomie wiedzy historycznej — ramy możliwego i 
niemożliwego dla tworzenia różnych, ma się rozumieć w poszczególnych cywilizacjach i 
epokach dziejów, wyobrażeń o strukturach społecznej egzystencji człowieka. Od swego 
początku historiografia zajmując się dziejami najróżniejszych struktur społecznych, 
wyznaczających człowiekowi jego miejsce w społeczeństwie — takich jak wspólnota etniczna 
czy religijna, ród, naród, stan społeczny, państwo itd. — opisywała je w kategoriach historii 
nie w innym celu, jak po to, żeby je na rozmaite sposoby legitymizować. Chodziło bowiem o 
sprawę pierwszorzędnej wagi, mianowicie o zakorzenienie danych struktur — z biegiem 
czasu, ma się rozumieć, coraz to innych — w przyjmowanym na obszarze danej cywilizacji 
ogólnym poglądzie — historiozoficznej metaforze — na sens i plan dziejów. Wymagało to 
budowania odmiennych, niż na poziomie cywilizacyjnym, strukturalnych w tym przypadku 
metafor, które bardzo często były niczym innym, jak rozmaitymi strukturalnymi mitami 
historycznymi.
Pozostaje nam wreszcie wydarzeniowy poziom wiedzy historycznej, który wypełniają — 
zakorzenione ma się rozumieć w obowiązującym w danym czasie i miejscu poglądzie na 
struktury społecznej egzystencji człowieka, a przez to także w głębokich, cywilizacyjnych 
metaforach o sensie i planie dziejów — wyobrażenia o konkretnych wydarzeniach 
historycznych, określanych zwykle, chociaż bardzo nieprecyzyjnie, mianem faktów. Także i 
on jest obszarem — choć innego od poprzednich —
ą4
zmetaforyzowania czy wprost mitologizacji. Informacja o jakimś wydarzeniu staje się bowiem 

background image

metaforą czy mitem wydarzenio-wym wtedy, kiedy przy wiąże się do niej jakieś 
ponadprzestrzen-ne i ponadczasowe, przekraczające ramy swojego miejsca i czasu wartości. 
Nie biorą się one oczywiście z samych wydarzeń, nadają im je — a przez to ich znaczenie — 
ludzie, hołdujący jakimś ideologiom, wyznający jakieś religie, opowiadający się za jakimiś 
opcjami politycznymi itd., i czynią to opierając się na systemach wartości, zakodowanych w 
głębszych, aniżeli wydarzeniowy, poziomach wiedzy historycznej. Można powiedzieć, że 
tworzy je więc samo życie, którego aktorzy często skłonni są przypisywać jakieś wyjątkowe 
znaczenie pewnym, uważanym przez siebie za szczególnie ważne, wydarzeniom.
W zależności też od tego, o jaki poziom wiedzy historycznej będzie chodziło, historiografie 
poszczególnych krajów czy narodów — w tym także będąca przedmiotem naszych rozważań 
historiografia polska — mogą w różny sposób uczestniczyć w powszechnodziejowym 
procesie rozwoju wiedzy historycznej. Na jej poziomie cywilizacyjnym ich dorobek zdaje się 
głównie polegać na adaptacji funkcjonujących w danej cywilizacji ogólnych metafor 
historiozoficznych do przedmiotu swoich zainteresowań. Większą samodzielność uzyskują 
one dopiero na jej poziomie strukturalnym, w związku z czym — taki też jest również 
przypadek historiografii polskiej — wykazują przebogatą inwencję w tworzeniu 
najróżniejszych strukturalnych metafor i mitów, najczęściej mających legitymować pretensje 
danych nacji czy państw do zajęcia szczególnie poczesnego miejsca w cywilizowanym 
świecie. Największą jednak samodzielność uzyskują one dopiero na jej poziomie 
wydarzeniowym, gdzie przedmiotem ich zainteresowania — i zmitologizowania — staje się 
wiedza o konkretnych dziejowych zaszłościach. Chociaż również na nim nie są one w pełni 
suwerenne, skoro tworzone przez nie wyobrażenia o danych zaszłościach są w sposób 
konieczny
ą5
Rozwój historiografii
zakorzenione w głębszych jej poziomach, zdaje się nie ulegać wątpliwości, że właśnie on 
stwarza szczególnie dogodne warunki do kreowania najrozmaitszego rodzaju mitów, 
osnutych wokół wydarzeń i postaci. Nie jest przy tym wcale konieczne, aby takie zdarzenie 
faktycznie nastąpiło, a osoba rzeczywiście istniała. Nie ma chyba nic bardziej pod względem 
społecznym drażliwego, jak właśnie osnute wokół zdarzeń i ludzi mity wydarzeniowego 
poziomu wiedzy historycznej.
Trudno byłoby bardziej adekwatnie określić pole operacyjne historii historiografii, niż uczynił 
to wielki francuski nowator historii Lucien Febvre, kiedy pisał (ą942):
każda epoka wytwarza swój własny mentalny Wszechświat. Tworzy go nie tylko przy pomocy 
wszelkich pozostających w jej dyspozycji środków, wszystkich prawdziwych lub fałszywych 
faktów, które o--'   dziedziczyła po swych poprzednikach, albo uzyskała sama. Kreuje •;   go 
także podług właściwych sobie uzdolnień — swej specyficznej j.   przemyślności, swoich 
przymiotów i zainteresowań — a więc tego ,,    wszystkiego, co ją odróżnia od epok 
poprzednich. Podobnie każda _ v   epoka kreuje także swoje własne mentalne wyobrażenie o 
historycznej ,,   przeszłości: Rzymu i Aten, średniowiecza i Odrodzenia. W jaki spo-'   sób? 
Przy pomocy materiałów, którymi dysponuje, I tutaj właśnie ""   do pracy historyka może się 
wślizgnąć pewien moment postępu. Po-";   mnożenie bardziej niż dawniej zróżnicowanych i 
lepiej skontrolowanych faktów jest dla niej przecież korzyścią nie do pogardzenia. 
Niezależnie od swego talentu architekt nie zbuduje takiego samego domu ze starych kamieni 
oraz paru zużytych desek, co wtedy, kiedy będzie miał dostatek odpowiednio przykrojonych 
kamieni i gotowych do montażu, pięknie ociosanych belek. Rzecz nie polega jednak tylko J   
na użytych materiałach. Pozostają jeszcze zmienne uzdolnienia, wła-'    ściwości umysłu i 
metody postępowania intelektualnego, są na koniec •'   — przede wszystkim — 
zainteresowania, oraz jakże szybko gotowe '5   się zmieniać motywy interesów, które 
zwracają uwagę ludzi danych czasów na te aspekty przeszłości, które długo pozostawały w 
cieniu, a jutro znów zostaną pokryte mrokiem. Zapewne nie jest to humanitarne, ale jest 
przecież prawem ludzkiego poznania.
ą6
Rozdział II
Dziejopisarstwo polskie wieków średnich
Przystępując mniej więcej w tym samym czasie, co inne państwa środkowoeuropejskie, do 
chrześcijańskiej (łacińskiej) wspólnoty narodów, Polska dołączyła do wielkiego histo-
riograficznego ruchu, który obejmował już wówczas całą Europę Zachodnią. Wprawdzie 
zapoczątkowana na przełomie starożytności i średniowiecza historiografia 
zachodnioeuropejska nie była jedynym dziejopisarstwem chrześcijańskim, wszelako 
rozwinęła się jako jego ogromnie wpływowa odmiana, która na okres całej epoki — od VI do 
XV w. — określiła ramy uprawianej na europejskim Zachodzie pracy historycznej. Rozwinęła 

background image

się na podstawie chrześcijańskiej teologii dziejów, która implikowała ich rozumienie jako 
linearnego — wyznaczonego przez trzy wielkie wydarzenia, mianowicie Stworzenie, 
Odkupienie i Sąd Ostateczny — teleologicznego procesu, którego aktorem był wprawdzie 
człowiek, ale o którego biegu suwerennie decydowała Opatrzność. Jak bowiem napisał św. 
Augustyn (ł54-4ł0), który usystematyzował rozwijający się od I w. chrześcijański pogląd na 
dzieje:
ą7
Wieki średnie
Bóg [...] rozdaje królestwa ziemskie zarówno dobrym, jak i złym. Nie bezmyślnie i na chybił 
trafił, boć przecież Bogiem jest, nie fortuną, lecz wedle porządku rzeczy i czasów; wedle 
porządku niepojętego dla nas, ale przezeń doskonale rozumianego. Temu porządkowi 
czasów sam On nie podlega, lecz nim jako pan włada i jako kierownik rozrządza (tłum. W. 
Kornatowski).
Dla rozwoju chrześcijańskiej historiografii sprawą absolutnie podstawową była kwestia 
sposobu rozumienia teologicznej tezy o boskim rządzie nad światem. Zawężony pogląd, 
według którego Opatrzność miała w każdym przypadku określać bezpośrednio wszystko, co 
się na nim działo — praktycznie uniemożliwiający rozpatrywanie przez historyków dziejowych 
wydarzeń jako spraw ludzkich — podważyli już przedstawiciele tzw. Renesansu XII w., którzy 
poczęli doszukiwać się w dziejach duchowego postępu. Dalej posunęli się ich następcy; 
zaczęli oni dowodzić, że Opatrzność określa ich bieg przede wszystkim pośrednio, rzadko 
kiedy interweniując bezpośrednio w sprawy ziemskie. Interpretację tę skodyfikował św. 
Tomasz z Akwinu (ą224/5-ą274), który, jak zauważył badacz jego myśli Martin Grabmann, 
określił stosunek Opatrzności do świata jako relację transcendencji: aczkolwiek Bóg 
uczestniczy w każdym działaniu ludzkim, przecież jego forma została pozostawiona samemu 
człowiekowi. W ten sposób znakomity ten myśliciel otworzył — co miało szczególnie istotne 
znaczenie dla historiografii—możliwość rozpatrywania dziejów ziemskich w perspektywie 
antropologicznej, jako kreowanych przez świadomą i celową działalność odpowiedzialnego 
za swe czyny przed Bogiem człowieka.
Przyjmowane w średniowieczu teoretyczne założenia z zakresu filozofii dziejów wyznaczały 
granice możliwego i niemożliwego w postrzeganiu zmienności świata człowieka, a co za tym 
idzie określały przedmiot uprawianej na ich podstawie historiografii. Konsekwencją 
rozumienia dziejów w kategoriach dialektyki „historii świętej" i „historii świeckiej" było więc uz-
ą8
Charakter polskiej średniowiecznej historiografii
nanie przez nią za główne czynniki dziejotwórcze sił stojących na czele średniowiecznego 
społeczeństwa, mianowicie władzy duchownej — utożsamianej z Kościołem — oraz władzy 
świeckiej, identyfikowanej z władzą monarchów. Dziejopisarstwo wieków średnich 
przedstawiało więc „dzieje kapłanów i królów", średniowieczni historycy — jak w XII w. 
angielski dzie-jopis William z Malmesbury — będą bowiem sądzili, że „każde dzieło 
historyczne jest zwierciadłem władców". Dzięki temu mogli żywić głębokie przeświadczenie o 
szczególnym dostojeństwie swojej pracy, skoro — jak w pierwszej połowie XII w. stwierdził 
Normandczyk Orderyk Yitalis — pisali swoje utwory po to, aby ludzie nie powtarzali dawnych 
błędów. Oczywiście nie wszyscy ludzie, ale tylko ci, którzy mieli realną możliwość ich 
popełnienia.
W nawiązaniu do tradycji antycznej średniowiecze łacińskie wypracowało też 
charakterystyczne dla całej epoki gatunki dziejopisarstwa, z których każdy doczekał się też 
wcale precyzyjnej kodyfikacji. Najstarszym z nich, uprawianym od VII-VIII w., były roczniki, 
które zasadniczo różniły się zarówno od historii — a później także dziejów (gęsta) — jak i od 
kroniki. Pierwsza uprzywilejowywała opowiadanie, druga chronologię. Historia była przede 
wszystkim „kompletną opowieścią" o opisywanych wydarzeniach, kronika zaś skrótem, który 
ujmował dzieje w układzie chronologicznym. Od historii wymagano potoczystego opisu, 
wprawdzie zgodnego z porządkiem omawianych spraw, ale bez dokładności w ich 
datowaniu. Liczył się w niej literacki, często retoryczny walor narracji. Inaczej było w 
przypadku kroniki, od której wymagano przede wszystkim skrupulatności, dokładności 
chronologicznej, ale już nie innych zalet. Nie znaczy to jednak, aby rozróżiienia te były przez 
średniowiecznych historyków zawsze ściśle obserwowane.
Przystąpienie Polski do zachodnioeuropejskiej wspólnoty narodów przesądziło ostatecznie o 
charakterze historiografii
ą9
Wieki średnie
Skromne początki
polskiej nie tylko zresztą wieków średnich, lecz także i czasów późniejszych. Nasza 

background image

średniowieczna historiografia będzie więc dziejopisarstwem, rozwijającym się z pnia 
zachodnioeuropejskiej tradycji historiograficznej, według wypracowanych na Zachodzie 
zasad uprawiania dziejopisarstwa, które polscy średniowieczni historycy sobie przyswoją i 
będą stosowali we własnej praktyce dziejopisarskiej. W ten sposób Polska wraz z Czechami i 
Węgrami stały się najdalej wysuniętymi na wschód i północ krajami, w których historiografia 
od samego początku miała charakter zachodnioeuropejski — łaciński. Dalej na wschód, na 
średniowiecznej Rusi, historiografia rozwijająca się na podstawie tradycji miejscowej 
złączonej z bizantyńską, uprawiana w języku narodowym, miała już zdecydowanie odmienny 
charakter. Natomiast na dalekiej Północy, mimo przyjęcia chrześcijaństwa w obrządku 
łacińskim, przez długi czas kultywowano własną oryginalną formę dziejopisarstwa w postaci 
sag skandynawskich, które były najpierw historiografią oralną, później zaś także pisaną, ale 
nie po łacinie, lecz po nordyjsku.
Podobnie jak jej południowi sąsiedzi, którzy również przyjęli chrześcijaństwo w obrządku 
łacińskim, do zachodniego ruchu historiograficznego Polska dołączyła jednak z opóźnieniem. 
Nastąpiło to wtedy, kiedy zachodnioeuropejska średniowieczna historiografia miała już za 
sobą pierwszą fazę swojego rozwoju i właśnie — na przełomie X i XI w. — przeżywała 
czasowy zastój. Tak samo jak u wspomnianych sąsiadów, również w Polsce szybko 
ukształtowały się na wzór zachodni pierwsze struktury, w ramach których przystąpiono do 
uprawiania historiografii. Także i u nas najwcześniejszymi ośrodkami dziejopisarstwa stały 
się więc dwory biskupie. Stopniowo zaczęto też w Polsce przyswajać sobie 
zachodnioeuropejskie formy historiografii: najpierw najprostszą z nich, czyli rocznikarstwo. 
Tak więc, niebawem po przyjęciu chrześcijaństwa, przybyłe do Polski duchowieństwo 
przeniosło do niej praktykowany od dawna na
Zachodzie zwyczaj spisywania bieżących wiadomości historycznych na marginesach tablic 
paschalnych. Przepisane na osobnych kartach, połączone z przywiezionymi z zagranicy 
zapiskami annalistycznymi, dały one początek polskiemu rocznikarstwu. Najdawniejsze 
roczniki polskie były kontynuacją zachodnich, niemieckich wzorów, mianowicie 
przywiezionych do Polski dwóch roczników niemieckich: pierwszego, określanego w nauce 
mianem kompilacji fuldajskiej, który już w 970 r. znalazł się w Gnieźnie, gdzie był następnie 
kontynuowany, oraz drugiego, składającego się z zapisek pochodzących z Reichenau i 
Kolonii, przywiezionego w ą0ął r. przez żonę Mieszka II, Ry-chezę, do Gniezna, gdzie go 
następnie wzbogacono o zapiski dworu książęcego (G. Labuda). Najdawniejsze roczniki 
polskie zaczęły więc powstawać około ą000 r. w głównych kościelnych ośrodkach państwa i 
ukształtowały się w dwóch pniach: małopolskim i wielkopolskim, z których następnie wyrosła 
późniejsza bogata polska twórczość annalistyczna. Dopiero na przełomie XI i XII w. 
ośrodkiem historiograficznej aktywności stał się w Polsce dwór monarszy. Nieco później niż 
na Węgrzech, ale mniej więcej w tym samym czasie, co w sąsiednich Czechach, 
przyswojono też sobie w Polsce, bardziej rozwiniętą od annalistyki, kronikarską formę 
dziejopisarstwa. Nie na tyle jednak, by — jak na Węgrzech czy w Czechach, gdzie autorami 
pierwszych kronik byli już przedstawiciele miejscowych elit — zainicjował ją u nas ktoś 
spośród polskiego duchowieństwa. Anonim zwany Gallem z całą pewnością nie był Polakiem. 
Jego dzieło, które prawdopodobnie było opatrzone tytułem Kroniki i dzieje książąt czyli 
władców Polaków (Cronica et gęsta ducum sive principum Po-lonorum), było wprawdzie 
pierwszym powstałym w Polsce i poświęconym sprawom polskim utworem typu podobnego 
do kronikarskiego, jednakże kroniką w ścisłym znaczeniu tego słowa zdecydowanie nie było. 
Reprezentowało ono bardzo uczony i wykwintny zarazem gatunek dziejopisarski, określany 
jako
20

Wieki średnie
„dzieje" (gęsta), który rządził się innymi niż kronika regułami. Utwory tego typu poświęcano 
przedstawieniu czynów znakomitych postaci nie tyle w sztywnym chronologicznym porządku, 
ile w porządku rzeczowym, rozpatrywano ich działania z punktu widzenia ich przyczyn oraz 
nie tylko bezpośrednich, ale i dalszych skutków. W swoim gatunku dzieło Anonima Galia 
okazało się utworem rzeczywiście znakomitym, napisanym kunsztowną rytmiczną i 
rymowaną prozą, wystawiającym jak najlepsze świadectwo nie tylko jego autorowi, lecz także 
kulturze środowiska, w którym powstało.
Na pierwszą kronikę, napisaną przez Polaka i poświęconą dziejom polskim, wypadło nam 
poczekać jeszcze całe stulecie, bowiem dopiero w początku następnego wieku powstał 
znany jako Kronika Polaków (Cronica Polonorum, oryginalny tytuł nie jest znany) znakomity 
utwór pióra biskupa krakowskiego, mistrza Wincentego Kadłubka (ok. ąą50-ą22ł). Ale jakie to 
było dzieło! Opracowane na najwyższym poziomie ówczesnej europejskiej historiografii, 

background image

świetny polski odpowiednik szczytowych dziejopisarskich osiągnięć Renesansu XII w., z 
którym też należy je wiązać. Kiedy na początku XX w. wybitny mediewista Tadeusz 
Wojciechowski określił swoich naukowych oponentów, którzy nie zgadzali się z jego 
kontrowersyjną skądinąd interpretacją tzw. sprawy św. Stanisława, mianem plemienia 
Kadłubka, nie im sprawił afront, ale wyrządził najzupełniej niezasłużoną krzywdę uczonemu 
biskupowi. Jego wyszukane w formie, ukazujące w najlepszym świetle wszechstronną 
uczoność autora, świetne dzieło nie powstało jednak ani na dworze książęcym, z którym 
autor był niegdyś związany, ani też na dworze biskupim, ale w zaciszu cysterskiego klasztoru 
w Jędrzejowie, gdzie znakomity historyk osiadł po rezygnacji z biskupstwa. Mistrz Wincenty 
był pierwszym i na długi czas jedynym polskim biskupem, który czynnie uprawiał 
historiografię. Niegdyś przypuszczano, że niewiele później poszedł w jego ślady biskup po-
22
Partykularyzacja historiografii
znański Boguchwał (Bogufał) (zm. ą25ł), którego uważano za autora tzw. Kroniki 
Wielkopolskiej. Dziś sądzi się raczej, że był on co najwyżej inspiratorem dziejopisarskiej 
działalności kogo innego. Nie ulega wątpliwości, że w porównaniu z zachodnimi, 
przedstawiciele polskiego średniowiecznego episkopatu rzadziej parali się dziejopisarstwem. 
Częściej niż oni zajmowali się nim natomiast mniej eksponowani przedstawiciele hierarchii 
kościelnej oraz reprezentanci duchowieństwa zakonnego: najpierw benedyktyni, potem także 
cystersi, następnie również franciszkanie i dominikanie, by wymienić tylko zakony, które 
najbardziej zasłużyły się dla rozwoju historiografii polskiej w wiekach średnich.
Podobnie jak na Zachodzie, gdzie wraz z politycznym rozdrobnieniem następował proces 
partykularyzacji ogólnopań-stwowej dawnej historiografii, również i w Polsce, w odróżnieniu 
od dotychczasowej, która miała charakter ogólnopaństwo-wy, od XIII w. historiografia zaczęła 
przybierać charakter dzielnicowy. Podzieliła się ona — co wiązało się z przemianami 
dawnych i powstaniem nowych ośrodków dziejopisarskich — na trzy główne nurty: 
małopolski, wielkopolski i śląski. Pomimo że najbujniej rozwinęła się annalistyka, uprawiano 
naonczas także inne rodzaje dziejopisarstwa, zarówno kronikarstwo, jak i hagiografię. 
Wielkopolski nurt historiografii tych czasów reprezentowała najświetniej tzw. Kronika 
Wielkopolska, małopolski — kronika krakowskiego franciszkanina Dzierzwy, być może także 
tzw. Kronika Węgiersko-Polska, śląski — Kronika Pol-sko-śląska oraz późniejsza od niej 
Kronika Książąt Polskich. Proces partykularyzacji dziejopisarstwa wyraził się także w 
powstaniu w XIV w. zarówno w Małopolsce, jak i w Wielkopolsce annalistyczno-kronikarskich 
kompilacji, które uaktualniano dodając nowe partie, poświęcone wydarzeniom niedawno 
minionym. Taki właśnie charakter miała sporządzona u schyłku tego stulecia w Wielkopolsce 
Wielka Kronika, ogarniająca całość

Wieki średnie                                                             i
dziejopisarskiego dorobku tej dzielnicy, który uzupełniła o nową kronikę pióra archidiakona 
poznańskiego Janka z Czarnkowa (ok. ął20-ok. ął87). Wprawdzie pisał on swoje dzieło jako 
dostojnik kapituły gnieźnieńskiej, jednak odzwierciedlił w nim polityczne poglądy innego 
środowiska, mianowicie przeciwnych wprowadzeniu Andegawenów na tron Polski panów 
wielkopolskich.
W XV stuleciu głównym centrum rozwoju historiografii w Polsce stał się ośrodek krakowski. 
Historię uprawiano tutaj zarówno na dworze królewskim, jak i w ośrodkach kościelnych oraz 
— co było wówczas w Europie zjawiskiem wyjątkowym — także na uniwersytecie. 
Wprowadził ją bowiem do swoich wykładów wybitny profesor Uniwersytetu Krakowskiego, 
jego kilkakrotny rektor Jan z Dąbrówki (ok, ął95/ą400-ą472). W ramach zajęć z retoryki 
wykładał on bowiem także historię Polski, biorąc za podstawę kronikę Wincentego Kadłubka, 
do której opracował obszerny komentarz.
Ku schyłkowi wieków średnich historiografia polska rozwijała się nadal w dotychczasowych 
strukturach, według wcześniej wypracowanych wzorów. Procesy modernizacyjne, które stały 
się wówczas udziałem historiografii zachodnioeuropejskiej, praktycznie ją ominęły. Nie 
wytworzyła ona — w odróżnieniu od Zachodu, gdzie takie dziejopisarstwo zaczęło się 
kształtować już od XIII w. — oficjalnej historiografii państwowo-narodowej. Nie stworzyła też 
poważniejszego dziejopisarstwa miejskiego, które w XIV-XV w. w historiografii 
zachodnioeuropejskiej wysunęło się na najważniejszą pozycję. Nie wydała też tak bujnie 
rozkwitającej w niektórych krajach zachodnich historiografii rycerskiej.-W odróżnieniu 
wreszcie nie tylko od przodujących pod względem kulturalnego rozwoju krajów Zachodu, lecz 
także i Czech, dziejopisarstwo nasze w najmniejszej nawet mierze nie stało się wówczas 
historiografią, uprawianą w języku narodowym. Pozostało tradycyjnym średniowiecznym 
łacińskim dziejopisarstwem, zajmującym się niemal wyłącznie dziejami rodzi-

background image

24
Dzieło Długosza
mymi. Było niezmiernie charakterystyczne, że tylko jeden z polskich średniowiecznych 
historyków, mianowicie dominikanin Marcin Polak (zm. ą279), przebywając przez dłuższy 
czas w Rzymie, pokusił się o opracowanie dzielą, poświęconego historii powszechnej. Mimo 
że napisana przezeń kompilacyjna Kronika papieży i cesarzy nie była szczytowym 
osiągnięciem europejskiej historiografii XIII w., odniosła przecież sukces, jaki nie stał się 
udziałem żadnego polskiego historyka nie tylko tej epoki! Nie tylko sama cieszyła się 
powodzeniem, ale u schyłku wieków średnich na jej podstawie opracowywano w Europie 
liczne „Marcinowe Kroniki", często pisane już w językach narodowych, które zdobyły znaczną 
popularność.
Najznakomitszym polskim dziejopisem XV w., jeżeli nie naj-świetniejszym historykiem 
polskim średniowiecza, był z całą pewnością Jan Długosz (ą4ą5-ą480). Bylibyśmy w grubym 
błędzie, gdybyśmy sądzili, że opracowane przezeń, obejmujące bieg dziejów ojczystych od 
czasów najdawniejszych do ą480 r., największe dzieło polskiej średniowiecznej historiografii, 
mianowicie Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego (Annales seu Cronicae 
inclyti Regni Poloniae), było utworem reprezentującym dziejopisarstwo o charakterze 
narodowo-państwowym. Nic podobnego: było ono utworem zainspirowanym przez zmarłego 
kardynała Zbigniewa Oleśnickiego, w którym jego wierny zausznik godnie spłacił mu ideowy 
dług wdzięczności; było dziełem świetnie reprezentującym jego teokratyczny program i 
ogromne ambicje sprawowania rzeczywistej politycznej władzy w państwie. Przesądziło to o 
tendencji dzieła: jako historyk Długosz oceniał bowiem całokształt dziejów Polski z punktu 
widzenia politycznego programu swojego zmarłego protektora! Był zdecydowanym 
zwolennikiem rodzimej dynastii, nie krył, że wolałby widzieć na polskim tronie mazowieckich 
Piastów niż Jagiellonów, krytykował wszystkie przypadki, kiedy obcy sprawowali rządy w 
kraju. Zgodnie z programem Zbig-
25
Wieki średnie
niewa Oleśnickiego hołdował teokratycznej koncepcji stosunków między państwem i 
Kościołem, dowodził, że państwo powinno zostać poddane pod jego władzę i starał się 
wykazać, że tak właśnie było w Polsce od czasów przyjęcia chrześcijaństwa. Był 
orędownikiem silnej teokratycznej monarchii, sprawującej rządy niezależne i sprawiedliwe, 
opowiadał się za zniesieniem dożywotności urzędów, osłabiała ona bowiem władzę 
królewską, uważał też, że głównym kryterium przy ich obsadzaniu powinny być zdolności i 
wiedza kandydatów.
Krakowskiego dziejopisa można z pewnością zaliczyć do najwybitniejszych europejskich 
historyków jego czasów. Wolno jednak wątpić, czy istnieją podstawy po temu, aby sądzić — 
jak to niejednokrotnie czyniono w naszej literaturze naukowej — że dzieło Długosza górowało 
nad wszystkim, co powstało w ówczesnej europejskiej historiografii. Powstało przecież w 
czasie, kiedy średniowieczny świat od dawna odchodził już w przeszłość, kiedy na Zachodzie 
kwitły nowe, humanistyczne idee historyczne, rozwijało się nowe renesansowe 
dziejopisarstwo. Długosz ze swą ortodoksyjnie prowidencjalistyczną wizją świata i 
teokratycznym programem politycznym, chociaż utrzymywał kontakty z humanistami swoich 
czasów i po części nie było mu także obce humanistyczne piśmiennictwo, należał przecież 
nie do nowego, ale do starego, odchodzącego już świata, zaś jego dziejopisarstwo, pomimo 
swych wszystkich niewątpliwych zalet, w porównaniu z nową odrodzeniową historiografią, 
było dziejopisarstwem równie świetnym, co już wówczas anachronicznym. W takich jak on 
kategoriach uprawiali bowiem wówczas historię nie nowatorzy, lecz epigoni. Słusznie więc 
podkreśla się w literaturze naukowej, że praca krakowskiego historyka „jest ostatnim wielkim 
dziełem historycznym w Europie, pisanym w duchu kościelnym, a sam Długosz, choć nieobcy 
nowym prądom, stoi jak potężny słup na pograniczu dwu epok" (J. Dąbrowski).
26
Rozdział III
Historiografia
polskiego
Odrodzenia
Podobnie jak dorobkiem naszych średniowiecznych elit intelektualnych było stworzenie 
rodzimej historiografii według standardów zachodnich, a w konsekwencji także jej włączenie 
do ogólnoeuropejskiego ruchu historiograficznego, tak samo zasługą intelektualistów 
reprezentujących nową, odrodzeniową formację umysłową było z kolei umocnienie pozycji 
dziejopisarstwa polskiego w historiografii europejskiej. Tym razem nie może też być mowy o 
żadnym opóźnieniu: idee włoskiego humanizmu poczęły przenikać do Polski wcześniej, niż 

background image

sugerowałoby to jej oddalenie od głównych ośrodków nowej myśli, zaś przedstawiciele 
polskich elit umysłowych i politycznych poczęli sięgać po odrodzeniowe wzory dziejopisarskie 
niemal tak samo wcześnie jak intelektualiści z bliżej w stosunku do nich położonych, 
przodujących pod względem rozwoju historiografii krajów zachodnich. Stosunkowo szybko 
przyswojono więc sobie w Polsce charakterystyczny dla renesansowej refleksji historycznej 
sposób rozumienia dziejów jako rezultatu świadomych i celowych działań władzy politycznej, 
rozpatrywanych z punktu widzenia ich motywacji oraz skuteczności w osiąganiu za-
27
Odrodzenie
mierzonych celów. Rychło też podjęto starania, mające na celu zaszczepienie na rodzimym 
gruncie jakże wysoko cenionych w ówczesnej Europie wzorów nowej praktyki 
dziejopisarskiej. Nie tylko w przypadku Polski były to przede wszystkim wzory włoskie, 
mianowicie ukształtowane jeszcze we wczesnej fazie włoskiego Odrodzenia historiograficzne 
modele retoryczny i erudycyjno-krytyczny.
Pierwszy z nich, którego twórcą był Leonardo Bruni (ął69--ą444), proponował uprawianie 
historii jako rodzaju literatury pięknej, z pieczołowitą dbałością o artystyczne wartości 
historycznej narracji. Odrodzeniowa historiografia retoryczna miała — zgodnie z tradycją 
cycerońską — uczyć swoich odbiorców, przekazując im doświadczenia, płynące jakoby z 
przeszłości, co sprowadzało się do moralizatorskiego serwowania im chwalebnych bądź 
odstraszających przykładów ludzkiego postępowania. Wzięła już ona rozbrat z tradycją 
prowidencjalistycznej interpretacji dziejów, więc opisywane przez siebie wydarzenia 
wyjaśniała w kategoriach zracjonalizowanych, z punktu widzenia ich ziemskich przyczyn i 
takich samych skutków. Jej przedstawiciele dbali przede wszystkim o retoryczny efekt swoich 
utworów, natomiast znacznie mniej o krytyczną weryfikację podawanych przez siebie 
informacji, rzadko kiedy podejmowali tez poważniejsze badania źródłowe. Inaczej 
reprezentująca zupełnie inny stosunek do uprawiania historii, zapoczątkowana jeszcze przez 
Flavia Bionda (ął92-ą64ł), historiografia erudy-cyjno-krytyczna, która przed historiografią 
stawiała przede wszystkim zadania poznawcze, w związku z czym na pierwszy plan 
wysunęła postulat przeprowadzenia przez historyka krytycznej weryfikacji podawanych 
informacji. Mniejsze od ich obu znaczenie miał dla renesansowej modernizacji historiografii 
polskiej późniejszy polityczny model historiografii, którego powstanie wiąże się z nazwiskiem 
Niccola Machiavellego (ą469--ą527).                                  •»,•;'••'•.••,">.
28
Zapotrzebowanie na historię
Antyjagiellońska wymowa dzieła Długosza przesądziła o tym, że nie mogło ono zostać 
uznane za oficjalną, państwową wykładnię dziejów narodowych, podobną do tych, którymi 
dysponowały już — bądź pragnęły je posiadać — inne państwa europejskie. Już jednak z 
końcem XV stulecia w gronie wybitnych przedstawicieli polskiej elity politycznej i 
intelektualnej powstała świadomość potrzeby stworzenia nowego, odpowiadającego 
politycznym potrzebom jagiellońskiej monarchii, całościowego opracowania historii ojczystej. 
Było też dla nich sprawą oczywistą, że jeżeli podobne dzieło miało spełnić pokładane w nim 
nadzieje upowszechnienia w Europie pożądanego z punktu widzenia interesów państwa 
obrazu dziejów polskich, powinno zostać opracowane nie według przestarzałych, 
średniowiecznych wzorów, ale powinno być ujęte nowocześnie, w duchu nowego, 
humanistycznego dziejopisarstwa. Zagorzałym orędownikiem tej idei był wpływowy na 
dworze Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta Piotr z Bnina Moszyński, biskup 
włocławski, sam humanista i miłośnik historii.
Aby zrealizować ten ambitny zamiar, biskup Piotr postąpił tak samo, jak w podobnych 
przypadkach czyniono na Zachodzie. Skoro humanistyczna historiografia włoska wydała tak 
wiele dziejopisarskich talentów, których dzieła podziwiała cała Europa, skoro autorzy włoscy 
zyskali reputację szczególnie doskonałych historyków, było zrozumiałe, że europejscy 
monarchowie, którzy odczuwali potrzebę dysponowania przez państwo własną wykładnią 
swoich dziejów, starali się pozyskać do tej pracy właśnie Włochów. Jeszcze w pierwszej 
połowie XV w. praktykę tę zapoczątkował cesarz Fryderyk III, który jako swojego sekretarza, 
mającego opisać dzieje jego panowania, zatrudnił sławnego humanistę Eneasza Sylwiusza 
Piccolominiego, późniejszego papieża Piusa II. Potem w jego ślad poszli inni monarchowie. 
Powracając z Włoch do Francji (ą497) król Karol VIII zabrał ze sobą włoskiego humanistę z 
Werony Paulusa Aemi-
29
Odrodzenie
liusa, któremu powierzył urząd historiografa. Jego następca Ludwik XII polecił Aemiliusowi 
napisanie po łacinie historii Francji. Dwaj uczeni Włosi zajmowali się historią na przełomie 

background image

XV— XVI w. na dworze kastylijskim. Byli nimi Petrus Martyr Anghiera i Ludo Marineo 
(Marinaeus Siculus). W Anglii Henryk VII napisanie historii swego kraju zlecił mieszkającemu 
tam już od dłuższego czasu włoskiemu humaniście Polidoriu Vergilio (Polydore Vergil). Król 
węgierski Maciej Korwin ściągnął w ą484 r. z Włoch na swój dwór Antonia Bonfiniego i zlecił 
mu opracowanie dziejów Węgier.
Z inspiracji Piotra z Bnina historią Polski zajął się więc włoski humanista Filip Kallimach 
(Buonaccorsi) (ą4ł7-ą496), który schronił się w Polsce przed ścigającymi go agentami 
papieskimi. Nie podjął się jednak opracowania całości dziejów polskich, ale zajął się dziejami 
Władysława III Warneńczyka. Był to wówczas bardzo gorący temat: wprawdzie bitwa 
warneńska odbiła się szerokim echem w Europie, jednak opinie o królu nie zawsze były 
życzliwe, zaś wielu humanistów oceniało go zdecydowanie niechętnie. Jeszcze kardynał 
Zbigniew Oleśnicki — nie bez pewnego powodzenia — starał się wpłynąć na to, by Eneasz 
Sylwiusz złagodził swój krytyczny sąd o królu Władysławie. Nie zdołało to jednak zagłuszyć 
nieżyczliwych o nim opinii innych humanistów. Kallimach znakomicie wywiązał się z 
powierzonego mu zadania: w świetnej Historii o królu Władysławie (Historia de rege 
Yladislao), napisanej w konwencji humanistycznej retorycznej historiografii, nie tylko 
przeciwstawił się niechętnym opiniom o zmarłym władcy, lecz także starał się „na wszelkie 
sposoby rozsławić oraz, jeśli to możliwe, zaliczyć w poczet nieśmiertelnych i świetlanych 
postaci historii" aktualnie panującego monarchę Kazimierza Jagiellończyka.
Wciąż jednak brakowało odpowiadającego interesom państwa całościowego opracowania 
dziejów Polski. Potrzebę stworzenia podobnego dzieła doskonale rozumiał kanclerz, a 
później
ł0
Wapowski
prymas Jan £aski, który nie szczędził zabiegów, aby znaleźć dla tej pracy odpowiedniego 
autora. On to zapewne był inspiratorem opracowania „dziejów narodu polskiego oraz historii 
dawnych w Polsce czasów", do czego w pierwszych latach XVI w. miał się zabrać związany z 
dworem dyplomata Mikołaj Rozem-berski. Inicjatywa ta spaliła jednak na panewce. Kolejnym 
kandydatem, którego £aski sobie upatrzył na przyszłego autora historii Polski, był 
dalmatyński humanista Franciszek Andronik (Tranąuillus Andronicus Parthenius), który 
znalazł się w otoczeniu prymasa podczas jego pobytu w Rzymie na V Synodzie 
Lateraneńskim. Kiedy i on nie spełnił pokładanych w nim nadziei, £aski zdecydował się na 
powierzenie tej odpowiedzialnej pracy wykształconemu we Włoszech humaniście — inni 
kandydaci nie wchodzili wówczas w rachubę — ale już nie cudzoziemcowi, lecz Polakowi, 
mianowicie bolońskiemu doktorowi prawa kanonicznego Bernardowi Wapowskiemu (ok. 
ą450--ą5ł5), który został też pierwszym — na podobieństwo działających wówczas na wielu 
dworach monarszych na Zachodzie — polskim urzędowym historiografem.
Tylko po części zdołał on sprostać postawionemu przed nim trudnemu zadaniu. Jego ujęta w 
konwencji humanistycznej historiografii retorycznej, łacińska, obejmująca dzieje Polski od 
czasów najdawniejszych do ą5ł5 r., Kronika nosiła silne piętno oficjalno-dworskie. Autor 
wychwalał w niej nie tylko politykę dynastii Jagiellonów, lecz także — nie zawsze oglądając 
się przy tym na historyczną prawdę — czyny jej poszczególnych przedstawicieli. 
Przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu jednak doprowadzić swej pracy do końca i nadać jej 
ostatecznego szlifu. Mimo że sam Zygmunt Stary żywo interesował się opublikowaniem 
dzieła Wapowskiego, pojawiły się trudności. Jego pierwsza część zaginęła w zagadkowych 
okolicznościach jeszcze z końcem XVI w.; końcowe partie ukazały się w ą589 r. jako dodatek 
do opisu Polski pióra Kromera.
łą
Odrodzenie
Nie Wapowski, ale właśnie Marcin Kromer (ą5ą2-ą589) stał się też w XVI w. w Polsce 
historykiem, który przedstawił czytelnikom w kraju i za granicą obraz całości dziejów polskich. 
Jego wydane po raz pierwszy w ą555 r. w Bazylei — ważne jest tu miejsce Wydania, miasto 
to było wówczas promieniującym na całą Europę ośrodkiem wydawniczym, w którym 
ukazywały się dzieła licznych sławnych autorów — łacińskie, ma się rozumieć, dzieło O 
pochodzeniu i dziejach Polaków ksiąg XXX (De origine et rebus gestis Polonorum libri XXX), 
aczkolwiek inspirowane przez króla i najwyższych dostojników państwa, nie miało jednak 
charakteru urzędowego, prezentowało się jako prywatne przedsięwzięcie polskiego historyka 
piszącego głównie z myślą o cudzoziemskim czytelniku. Marcin Kromer reprezentował w nim 
polityczny program pierwszego okresu rządów Zygmunta Augusta, był orędownikiem 
ogólnopaństwowych interesów, przeciwstawiał się zarówno regionalnym separatyzmem, jak i 
— był przecież nobilitowanym przez króla mieszczaninem
—  nadmiernemu uprzywilejowaniu szlachty, nie krył jednak swojego wrogiego stosunku do 

background image

reformacji.
Inaczej niż w wielu innych monarchiach europejskich, mimo podejmowanych prób, w 
państwie ostatnich Jagiellonów nie doszło więc do powstania prężnego ośrodka 
państwowego, oficjalnego dziejopisarstwa. Podobnie natomiast jak na Zachodzie
—  chociaż z opóźnieniem, gdyż niezależni intelektualiści od dawna zajmowali się tam już 
historią jako swoją sprawą prywatną — również w Polsce rozwinęła się historiografia, 
uprawiana jako nieurzędowe, prywatne zatrudnienie poszczególnych autorów. Również u nas 
podobne inicjatywy podejmowali wówczas już nie tylko duchowni, lecz także świeccy: 
przedstawiciele szlachty, niekiedy również mieszczanie, raczej jednak nobilitowani bądź tacy, 
którzy dostąpili do godności kościelnych. Paralelnie z historiograficznymi projektami J. 
£askiego właśnie prywatną inicjatywę dziejopisarską podjął więc w Kra-
ł2
Prywatne inicjatywy dziejopisarsłde
kowie mieszczanin z pochodzenia, lekarz i profesor tamtejszego uniwersytetu, Maciej z 
Miechowa (ok. ą457-ą52ł). Zawdzięczamy mu nie tylko pierwsze w europejskiej 
humanistycznej literaturze dzieło o krajach i narodach środkowowschodniej Europy, którym 
był Traktat o dwóch Sarmacjach (Tractatus de duabus Sarmatiis, ą5ą7), lecz także opatrzone 
tradycyjnym tytułem Kroniki Polaków (Chronica Polonorum, ą5ą9) nowe całościowe 
opracowanie dziejów Polski. Krytyczny stosunek historyka do niektórych przedstawicieli 
panującej dynastii, ujawnienie i krytyka pewnych wciąż jeszcze drażliwych spraw, nie mogły 
spotkać się z aplauzem w kołach dworskich. Za sprawą J. £askiego, który nie był tu całkiem 
bezinteresowny, kronika Miechowity padła więc ofiarą pierwszej w dziejach polskiej 
historiografii konfiskaty. Prymas doprowadził do zakazu jej rozpowszechnienia, a następnie 
do przeredagowania dzieła. „Przeróbki, dokonane prawdopodobnie przez samego prymasa, 
były tendencyjne, wykrętne i niezgodne z rzeczywistym stanem rzeczy; wprowadzały nowe 
oświetlenie wypadków, przy czym usunięciu względnie upiększeniu uległy ustępy, dotyczące 
osoby i działalności Jana £askiego jako kanclerza" (H. Barycz).
Podobnie jak dzieło Macieja z Miechowa, prywatny charakter miała też kolejna inicjatywa 
dziejopisarską. Tym razem podjął ją osiadły w Krakowie przybysz z Alzacji, mieszczanin, 
który dopiero w dziesięć lat po opublikowaniu swej pracy poświęconej historii Polski uzyskał 
polski indygenat, królewski sekretarz Jo-dok Ludwik Decjusz (ok. ą485-ą545). W swoim 
napisanym świetną, humanistyczną łaciną, liczącym trzy księgi utworze pt. O starożytności 
Polaków (De vetustatibus Polonorum) powiązał on najdawniejsze dzieje Polski z obrazem 
początkowych dziejów narodów Europy, który rozwinęła humanistyczna historiografia 
(głównie niemiecka). Czerpiąc pełną garścią z rzekomego Be-rossusa (ogłoszonego pod 
koniec ubiegłego stulecia, razem z innymi falsyfikatami, przez włoskiego humanistę 
Giovanniego
łł
Odrodzenie
Nanniego, znanego pod pseudonimem Anniusa z Yiterbo), oraz innych, podobnej wartości 
tekstów, które zażywały wówczas powagi wiarogodnych źródeł historycznych, Decjusz 
skomponował długą listę rzekomych królów sarmackich i dowodził, że przodkowie Polaków, 
dawni Sarmaci, którymi władał król Tui-sco (w humanistycznej historiografii niemieckiej 
uważany za protoplastę władców Niemiec), utworzyli wspólne państwo razem z Teutonami.
Już w dyskusjach, jakie rozgorzały po ukazaniu się dzieła Kromera, zarysowały się początki 
zasadniczego konfliktu, który odtąd będzie coraz silniej oddziaływał na polskie 
dziejopisarstwo, mianowicie antagonizmu między tendencjami monarchicz-ną a szlachecką w 
interpretacji dziejów ojczystych. Zaznaczył się on wyraźnie już za rządów Stefana Batorego. 
Napisanie historii Węgier jako kontynuacji dzieła Antonia Bonfiniego monarcha ten powierzył 
Wenecjaninowi Gianmichele Bruto (Bru-tus), który sprawnie wywiązał się z postawionego mu 
zadania. Gorzej powiodło się w przypadku opracowania historii Polski. Zapewne za radą 
Jana Zamoyskiego napisanie historii Polski, która oczywiście miała zostać ujęta w duchu 
monarchicznym, król powierzył działaczowi kalwińskiemu Stanisławowi Sar-nickiemu (ok. 
ą5ł2-ą597). W młodości, zanim podczas pobytu w Genewie został zwolennikiem Jana 
Kalwina, słuchał on w Wittenberdze wykładów Filipa Melanchtona, tego samego, który 
właśnie wprowadzał historię jako samodzielny przedmiot do nauczania uniwersyteckiego. 
Pędząc żywot osiadłego na wsi szlachcica, Sarnicki wypełniał sobie czas komponowaniem 
utworów o tematyce wojskowej i historycznej. Jego wielcy patroni srodze się jednak na nim 
zawiedli: kiedy stało się jasne, jak będzie się przedstawiało jego dzieło historyczne, królowi i 
Zamoyskiemu nie pozostawało uczynić nic innego, jak wycofać swoją nad nim protekcję.
Nie ma powodu po temu, by jak niegdyś zaliczać Sarnickiego
ł4

background image

Sarnicki
Roczniki czyli o pochodzeniu i sprawach Polaków i Litwinów ksiąg VIII (Annales, swe de 
origine et rebus gestis Polonorum et Lithuano-rum libri VIII) (ą587) do „śmietnika naszej 
historiografii". Zasługują one na uwagę jako jaskrawy przykład wypływającego z narodowej 
dumy historycznego mitotwórstwa, żywiącego się legendarnymi wątkami, rozwijanymi 
zarówno przez dawniejszą, jak i współczesną autorowi, nie tylko zresztą humanistyczną, 
historiografię europejską. Folgując narodowej dumie nasz dziejopis uznał, że nie do przyjęcia 
jest wywodzenie dziejów polskich dopiero od Lecha i podjął trud wykazania, że Polacy pod 
względem starożytności dorównują innym narodom, które swoją historyczną egzystencję 
mogą wywieść już od biblijnego potopu. W jego ujęciu dzieje Polski rozpoczynały się więc od 
22ą0 r. przed Chr., od biblijnych protoplastów ludzkości, mianowicie od syna Sema, 
praprzodka Sarmatów, Asarmota. Przodkowie Polaków mieli być spowinowaceni z samym 
Jezusem Chrystusem, który wywodził się z tego samego co oni pokolenia Sema! Szlachecki 
dziejopis bez najmniejszego krytycznego zastanowienia kładł więc w swe dzieło wszystko, 
cokolwiek tylko mogło się przysłużyć sarmackiej sławie. Stąd znalazł się w nim i wątek 
trojański: przodkowie Polaków, sarmaccy Heneci (We-neci), mieli jakoby przybyć do Europy 
pod wodzą trojańskiego Antenora.
Niepowodzenie z Sarnickim nie zniechęciło jego niedawnych protektorów do dalszych 
zabiegów o znalezienie odpowiedniego autora dla stworzenia pożądanego przez nich obrazu 
polskiej przeszłości. Znaleźli go niebawem w osobie Niemca z Prus Książęcych, 
wykształconego humanisty — prawnika Reinholda Heidensteina (ą5ł5-ą620), który najpierw 
napisał zatytułowaną O wojnie moskiewskiej ksiąg sześć (De Bello Moscovitico libri sex, 
ą585) historię zwycięskiej wojny króla Stefana z Iwanem Groźnym, potem zaś przystąpił do 
opracowania wszakże nie całości historii Polski, lecz tylko najważniejszego z punktu wi-
ł5
Odrodzenie
dzenia jego patronów zarysu jej dziejów najnowszych. Ciężka choroba oczu, a następnie 
ślepota, nie pozwoliły mu jednak na doprowadzenie swych Dziejów polskich od zejścia 
Zygmunta Augusta ksiąg XII (Rerum Polonicarum ab excessu Sigismundi Augusti libri XII) do 
końca. Opiekę nad swoim utworem przekazał przed śmiercią sekretarzowi królewskiemu, 
niebawem biskupowi łuc-kiemu (później płockiemu) i podkanclerzemu koronnemu 
Stanisławowi £ubieńskiemu (ą57ł-ą640). Uporządkował on dzieło Heidensteina, nie zdołał 
jednak doprowadzić do jego opublikowania: ukazało się dopiero w pięćdziesiąt dwa lata po 
śmierci autora (ą672).
Prócz scharakteryzowanych przedsięwzięć historiograficz-nych, inspirowanych przez dwór 
królewski, rozwinęły się wówczas w Polsce także wcale liczne prywatne inicjatywy dziejo-
pisarskie, które również zmierzały do opracowania całości dziejów polskich. Niewiele wiemy 
o takiej właśnie inicjatywie, którą podjął związany z obozem reformacyjnym wykształcony 
szlachcic Leonard Górecki (ok. ą525-po ą582); napisał on zaginione dziś Dekady 
(Decades...), obejmujące rys dziejów Polski do ą572 r., oraz również zagubioną kronikę 
panowania Stefana Batorego. Niewątpliwym sukcesem zakończyło się natomiast inne 
podobne prywatne przedsięwzięcie, mianowicie próba opracowania całokształtu dziejów 
powszechnych i polskich, podjęta przez człowieka świeckiego, pochodzącego z ziemi 
sieradzkiej szlachcica Marcina Bielskiego (ok. ą495-ą575). Jego Kromka wszyt-kiego świata 
(ą55ą) okazała się jednak niewielkiego lotu kompilacją, której najbardziej wartościową pod 
względem informacyjnym częścią była partia końcowa, obejmująca opis wydarzeń z drugiej 
połowy XVI stulecia. Po śmierci ojca część jego dzieła, poświęconą sprawom polskim, 
przerobił, uzupełnił i jako Kronikę polska Marcina Bielskiego nowo przez Joachima 
Bielskiego, syna jego wydana opublikował (ą597) jego syn Joachim (ok. ą550-ą599).
W cieniu inicjatyw, zmierzających do opracowania całości
ł6
Dzieje najnowsze
dziejów Polski, w historiografii polskiej doby Odrodzenia rozwinął się także inny nurt prac 
historiograficznych, którego przedstawiciele—podobnie jak to czyniło wielu renesansowych 
historyków na Zachodzie — zajmowali się dziejopisarskim upamiętnianiem ważnych 
wydarzeń z dziejów najnowszych. Również i w tej dziedzinie ówczesna historiografia polska 
miała znaczące osiągnięcia. Wspominaliśmy już o pracy Heidensteina o wojnie z Moskwą, 
praca ta jednak miała charakter oficjalny. Inne podobne inicjatywy miały już jednak charakter 
prywatny. Nie dochowały się pamiętniki o czasach współczesnych pióra jednego z 
najznakomitszych polskich humanistów tej epoki, sekretarza Zygmunta Augusta, Andrzeja 
Patrycego Nideckiego. Przetrwały jednak do naszych czasów obejmujące lata ą548-ą552 
Roczniki polskie od zejścia dostojnego Zygmunta I (Annales Polonici ab excessu dwi 

background image

Sigismundi primi, ą554, wyd. ą6ąą) pióra znakomitego pisarza politycznego i polemisty 
religijnego Stanisława Orzechowskiego (ą5ął-ą566). W świetnym, humanistycznym stylu 
opracował obejmujące okres od ą5ł8 r. do ą572 r. Dzieje w Koronie Polskiej nobilitowany syn 
mieszczański, który w królewskiej służbie doszedł do godności starościńskiej, £ukasz Gór-
nicki (ą527-ą60ł). Krótki komentarz o sprawach polskich od śmierci Zygmunta Augusta 
(Commentarius brevis rerum Polonicarum a morte Sigismundi Augusti, ą647), obejmujący 
opis dziejów Polski od śmierci Zygmunta Augusta do czasów sobie współczesnych, napisał 
nawrócony na katolicyzm niedawny różnowierca, wybitny publicysta polityczny, sekretarz 
królewski, a później arcybiskup lwowski, Jan Dymitr Solikowski (ą5ł9-ą60ł). Pośród licznych 
utworów pisarza i dyplomaty Krzysztofa Warszewickiego (ą54ł-ą60ł) znalazły się także dwa 
zasługujące na wysoką ocenę dzieła historyczne, jedno — Trzy księgi dziejów polskich 
(Rerum polonicarum libri tres, ą589) — poświęcone dziejom pierwszego bezkrólewia oraz 
pierwszej wolnej elekcji oraz drugie, zatytułowane Dziejów polskich ksiąg XIII (Rerum 
polonicarum liber XIII,
ł7
A
Odrodzenie
ą589), w którym Warszewicki przedstawił dzieje trzeciego bezkrólewia. Dzieje dwóch 
bezkrólewi po śmierci Zygmunta Augusta znalazły wreszcie swojego dziejopisa (Akta 
bezkrólewia, mianowicie po zgonie Zygmunta Augusta — Acta interregni post obitum nimirum 
Sigismundi Augusti) w osobie pisarza, a następnie sędziego ziemskiego kaliskiego, później 
starosty radziejowskie-go, protestanckiego pisarza politycznego świętosława Orzel-skiego 
(ą549-ą598). Wszystkie te prace, przedstawiające rozmaitą wartość oraz różne tendencje 
ideowe, powstały z prywatnej potrzeby ich autorów.
Oprócz dwóch wymienionych nurtów dziejopisarskich: mającego za przedmiot swego 
zainteresowania całość dziejów Polski, oraz tylko ich część najnowszą, w dziejopisarstwie 
polskiego Odrodzenia rozwinął się także trzeci nurt dziejopisarski, mianowicie historiografii 
regionalnej. Pierwszoplanową pozycję zajęła w nim twórczość dziejopisarska poświęcona 
dziejom Litwy i Rusi. Było zrozumiałe, że sprawami litewskimi siłą rzeczy musieli zajmować 
się wszyscy historycy, piszący o dziejach Polski od czasów Jagiellonów, nie traktowali oni 
jednak dziejów Litwy i Rusi jako odrębnego przedmiotu swych dziejopisarskich 
zainteresowań. Znaleźli się jednak i tacy, którzy zajęli się specjalnie historią tych krajów. Nie 
znamy treści zaginionej kromki litewskiej (Kronika czyli historia Litwy — Cronica sive historia 
Lit-huaniae, po ą55ą), którą na polecenie Zygmunta Augusta opracował wykształcony w 
Niemczech i Włoszech humanista, zresztą człowiek świecki, nobilitowany mieszczanin, wójt 
wileński Augustyn Rotundus (Mieleski) (ok. ą520-ą582). Szerokim echem odbiła się 
natomiast dziejopisarska działalność innego świeckiego autora, który wiele lat życia poświęcił 
służbie wojskowej, mianowicie Macieja Stryjkowskiego (ok. ą547-przed ą59ł). Pisał on po 
polsku, był między innymi autorem opatrzonego ogromnie długim tytułem dzieła: Która przed 
tym nigdy światła nie widziała kronika polska, litewska, żmodzka i wszystkiej Rusi [...], oraz
Historiografia regionalna
późniejszej pracy O początkach, wywodach, dzielnościach, sprawach rycerskich i domowych 
sławnego narodu litewskiego, żemojdzkiego i ruskiego... Macieja Stryjkowskiego—jak tego 
dowodzą nowsze badania — niesłusznie umieszczano „w drugim garniturze staropolskich 
kronikarzy", skoro poruszał się on „na gruncie nie tkniętym przez historiografię zachodnią" (Z. 
Wojtkowiak). Inna sprawa, że niewiele różnił się od Sarnickiego, kiedy snuł 
nieprawdopodobne dywagacje o rzekomej starożytności opisywanych przez siebie narodów. 
Wiele wskazuje na to, że wydany w ą578 r. przez nobilitowanego w Polsce Włocha 
Aleksandra Gwagnina (ą5ł4-ą6ą4) (notabene dowódcę, pod którym służył Stryjkowski), 
wielokrotnie przedrukowywany na Zachodzie i tłumaczony na obce języki Opis Sarmacji 
europejskiej (Sarmatiae Europae descriptio) był niczym innym, jak plagiatem z zaginionego 
utworu Stryjkowskiego.
Ówczesna historiografia regionalna nie ograniczała się wszakże do dziejopisarstwa, 
zajmującego się dziejami Litwy i Rusi. Ważnym ośrodkiem regionalnej historiografii miejskiej 
był Gdańsk, gdzie jeszcze w pierwszej połowie XVI w. powstał szereg kronik, takich jak tzw. 
kronika Ferbera (jej nazwa pochodzi od nazwiska mieszczanina, Eberharda Ferbera (ą46ł--
ą529), który nie był jednak jej autorem, ale zainicjował jej powstanie), czy późniejsze utwory 
Bartłomieja Wartzmanna (ok. ą525-przed ą578) i Jerzego Melmanna (ą52ą-ą557), których 
ho-ryaant zainteresowań ogarniał dzieje Prus, zakonu krzyżackiego i Polski. W 
przedstawieniu spraw polskich dziejopisarstwo gdańskie obficie korzystało z historiografii 
polskiej. Znaczenie dorobku dziejopisarstwa gdańskiego nie zmienia jednak faktu, że w 
Polsce w czasach Odrodzenia dziejopisarstwo miejskie odgrywało niepomiernie mniejszą 

background image

rolę niż na Zachodzie, oraz, że nie zdołało się ono rozwinąć jako wyodrębniony, prężny nurt 
ówczesnej polskiej historiografii.
Wprawdzie  również  w  dobie Odrodzenia  historia po-
ł9
Odrodzenie
wszechna nie stała się w jakiejkolwiek mierze uprzywilejowanym przedmiotem 
zainteresowania historyków polskich, należy jednak zauważyć, że pierwszym obszernym 
dziełem historycznym, które zostało napisane w języku polskim, było wspomniane już przez 
nas dzieło M. Bielskiego. Aczkolwiek nie stało ono na wysokości wybitnych dzieł europejskiej 
humanistycznej historiografii, okazało się utworem poszukiwanym przez czytelników, którym 
interesowano się daleko poza ojczyzną autora. Oddziałało ono bowiem na dziejopisarstwo 
ruskie i rosyjskie oraz historiografię mołdawską, gdzie „przynosiła wiadomości z zachodniego 
świata i wpłynęła na rozwój miejscowej historiografii" (K. Tymieniecki). Charakter 
kompendium historii powszechnej miała wydana w Rzymie w ą596 r., doprowadzona do ą545 
r., Chronografia (Chronographia), opracowana przez kanonika warmińskiego Aleksandra 
Scultetusa (Scultetiego, ok. ą485-ą564). Historii powszechnej, mianowicie starożytnego 
Rzymu, dotyczyła także jedyna humanistyczna monografia historyczna, która wyszła w tej 
epoce spod pióra polskiego autora. Był nim nie byle kto, bo przyszły kanclerz Jan Zamoyski 
(ą542--ą605). Podczas studiów na uniwersytecie w Padwie był on słuchaczem wybitnego 
historyka Karola Sigoniusa. Wtedy też opracował Dwie księgi o rzymskim senacie (De senatu 
romano libń Hą56ł). W cieniu głównych nurtów historiografii polskiego Odrodzenia rozwijała 
się historyczna biografistyka, a także szczególnie ważna dla społeczności szlacheckiej 
heraldyka (Bartosz Pa-procki (ok. ą54ł-ą6ą4), Herby rycerstwa polskiego, ą584). W histo-
riograficznym dorobku polskiego Odrodzenia odosobnione, choć ważne miejsce zajmuje 
pierwszy polski humanistyczny traktat z zakresu metodologii historii, mianowicie wydana w 
ą557 r. w Bazylei Książeczka o umiejętności dziejopisarskiej (De historica facultate libellus) 
pióra wykształconego na Zachodzie humanisty Stanisława Iłowskiego (zm. ą589). 
Zagadnieniami tymi musiano się wówczas w Polsce interesować, skoro znany nam już Gian-
40
Acta Tomiciana
michele Bruto właśnie w Krakowie opublikował swe dziełko
0 chwale historii czyli o niezawodnym i rozsądnym sposobie czytania pisarzy dziejów (De 
historiae laudibus sive de certa via et ratione, quae sunt rerum scriptores legendi, ą582).
Nowe rozumienie historycznego źródła jako podstawy poznania historycznego legło u 
podstaw szczególnie ambitnej inicjatywy, jaką podjął u nas w dobie Odrodzenia wieloletni 
pracownik kancelarii Piotra Tomickiego (ą464-ą5ł5), kanonik płocki
ą krakowski Stanisław Górski (ok. ą497-ą572). Jej celem nie było napisanie jakiegoś 
konkretnego dzieła historycznego, ale zebranie źródeł historycznych dla przyszłych 
historyków. Niebawem po śmierci swego protektora Górski przystąpił do gromadzenia 
dokumentów, związanych z jego działalnością, następnie zaś rozszerzył zakres swojej 
kwerendy na całość czasów panowania Zygmunta Starego. Powstał w ten sposób (w 
kolejnych redakcjach) zbiór 24 tomów akt z lat ą506-ą548, ułożonych w porządku 
chronologicznym, oraz kilka tomów dodatkowych, dotyczących wybranych zagadnień. W 
połowie XVIII w. Jan Daniel Janocki nadał mu nazwę Acta Tomiciana.
Pracy Górskiego przyświecał klarowny program ideowy: jako gorący orędownik tych sił 
politycznych, które opowiadały się przeciwko reformacji, zwolennik umocnienia i centralizacji 
władzy królewskiej, przekazując swe dzieło do rąk monarchy miał nadzieję przekonania go 
do poparcia tego właśnie politycznego programu. Później, w roku ą567, inną wersję swojego 
zbioru przekazał senatorom koronnym, a prawdopodobnie także litewskim, zachęcając ich do 
działania przeciw dążeniom szlacheckich egzekucjonistów, przeciwko reformacji oraz na 
rzecz ściślejszej unii z Litwą. Górski żywił bowiem pragnienie, aby jego zbiór oddziałał „na 
sferę świadomości politycznej szlachty i magnaterii, dostarczając tej ostatniej jednego z 
podstawowych typów argumentacji, używanej wówczas powszechnie tak na forum 
sejmowym, jak w publicystyce" (R. Marciniak).

Odrodzenie
> Wprawdzie dzieło Górskiego nie przyniosło bezpośredniego politycznego pożytku, jednak 
poglądy autora były pod wieloma względami zbieżne z „dążeniami szerszych kręgów 
społecznych" i jako takie miały pewne szansę oddziałania na polityczną rzeczywistość. 
Całkiem inną sprawą jest to, że nadzieje autora spełniły się tylko w niewielkiej mierze. Praca 
S. Górskiego, stanowiąca „najznakomitszy pomnik nauki historycznej i polskich dążeń w 
zakresie poznania przeszłości w wieku XVI" (H. Ba-rycz), nie została przez współczesnych 

background image

doceniona.
Dzieło Stanisława Górskiego było z pewnością wówczas najwybitniejszym, nie jedynym 
wszakże u nas świadectwem upowszechniania się wśród przedstawicieli parających się 
historią elit intelektualnych charakterystycznego dla erudycyjno-krytycz-nego nurtu 
renesansowej historiografii europejskiej nowego rozumienia znaczenia źródła historycznego 
jako koniecznej podstawy naukowego poznania w historii. Podobnie jak na Zachodzie, 
również w Polsce niektórzy historycy starali się wykorzystywać dla swych prac źródła 
archiwalne, takie jak materiały przechowywane w Archiwum Skarbca Koronnego (M. Kromer, 
R. Heidenstein). W połowie XVI w. wartościowy zbiór źródeł do dziejów Litwy miał zebrać 
znany już nam Augustyn Rotun-dus. Wiadomo również o tym, że Stefan Batory — „wielbiciel 
muzy Klio, ale upaństwowionej" (H. Barycz) — w latach ą577--ą578 podjął za pośrednictwem 
kardynała Stanisława Rozjusza uwieńczoną zresztą niepowodzeniem próbę uzyskania z 
Biblioteki Watykańskiej co ważniejszych źródeł do historii Polski i Węgier. Tego nowego 
stosunku do historycznego źródła nie podzielała jednak wówczas jeszcze większość 
historyków polskich.
Podobnie jak inne historiografie tej części Europy, również dziejopisarstwo polskie czasów 
Odrodzenia wykorzystywało więc zachodnioeuropejskie inspiracje przede wszystkim dla 
opracowania historii ojczystej, którym się głównie zajmowało. Mocarstwowa pozycja polsko-
litewskiej monarchii inspirowała
42
Teoria sarmacka
do stworzenia nowej interpretacji dziejów polskiego państwa i narodu, legitymującej jej 
aktualne miejsce w Europie. Z tej właśnie potrzeby zrodziła się rozwinięta przez historyków 
doby Odrodzenia sarmacka teoria pochodzenia Polski i Polaków, która będzie odgrywała rolę 
historycznej ideologii ich państwa. Stanowiła ona projekcję wstecz, w najdawniejsze dzieje 
ludzkości, polskich współczesnych aspiracji politycznych. Inaugurowała nową historyczno-
polityczną mitologię, która będzie oddziaływała na polską myśl historyczną w czasach 
późniejszych.
Rozdział IV
Dziejopisarstwo polskie czasów Baroku
Siedemnaste stulecie wniosło do refleksji nad zmiennością świata społecznego moment o 
rewolucjonizującym znaczeniu: podważenie odrodzeniowego przekonania o wyższości 
osiągnięć starożytnych, co pociągało za sobą rewaloryzację współczesności. Dla historycznej 
refleksji zakwestionowanie autorytetu starożytnych miało znaczenie ambiwalentne. Z jednej 
strony jego konsekwencją było szerokie rozpowszechnienie się wśród zachodnich 
intelektualistów tzw. pirronizmu historycznego (nazywanego tak od imienia starożytnego 
filozofa Pyrrona z Elidy), wyrażającego radykalnie sceptyczny stosunek do poznawczego 
znaczenia czy też możliwości historii. Mimowolnie przyczyniła się do niego ta część 
ówczesnej historiografii, która hołdując tradycji retorycznej rozwijała kunsztownie udramaty-
zowane, teatralne, ale bardzo dalekie od prawdy opisy wydarzeń. Jednakowoż — z drugiej 
strony — kryzys zaufania do historii nie mógł nie spowodować reakq'i ze strony tych 
myślicieli, którzy uważali ją za niezbędną dla współczesnego człowieka. Przystąpili oni jednak
nie tyle do obrony walorów dotychczasowej historiografii, do której sami często odnosili się z 
kry-
44
Erudycja historyczna
tycyzmem, ile do rewaloryzacji kategorii prawdy w historii, co na obszarze zróżnicowanych 
nurtów ówczesnej refleksji historycznej znalazło odmienne artykulacje. Skoro krytycy historii 
powiadali, że jest ona „zmyśleniem, uznanym za prawdę" (Bernard de Fontenelle), znakomita 
część jej obrońców uznała, że podawaną w wątpliwość prawdę można i należy 
zrewaloryzować przez weryfikację historycznych faktów, będących podstawą historycznej 
narracji.
Konsekwencją takiego stanowiska było upowszechnienie się przekonania, że właściwym 
kierunkiem obrony statusu historii będzie jej oparcie na historycznej erudycji. Osiągnięcia 
zachodnioeuropejskiej historiografii XVII w. były pod tym względem przeogromne.
Całe rzesze erudytów przykładały się pracowicie do niewdzięcznych zajęć: wydawania 
tekstów, odcyfrowywania dokumentów, oskroby-wania kamieni, czyszczenia monet. Całe 
odważne, zapalone rzesze: mrowisko, które miało swoich rzemieślników, a nawet 
wojowników. Ci gorliwi pracownicy, pasjonujący się swoją ciężką pracą, dążyli do ustalenia 
rzeczy pewnych — doniosłych lub drobnych, ale niewzruszonych. Pragnęli bez pochopnych 
interpretacji, bez uprzedzeń, bez zniekształcenia przez sztukę, wydobyć rzeczy solidne, 
ustalone raz na zawsze (P. Hazard).

background image

Niemal we wszystkich krajach europejskich historycy eru-dyci zajęli się historią wszelkich 
epok, zarówno świecką, jak i kościelną, bardzo często ojczystą historią jej autorów. 
Niezależnie od tego, jaka była ich społeczna kondycja, w jakich działali strukturach, musieli 
być teraz innymi historykami, niż dawniej. Coraz mniej liczyło się barwne opowiadanie o 
przeszłości, coraz więcej badanie źródeł i ustalanie faktów. W zachodniej Europie uprawianie 
historii stopniowo przestaje być zajęciem tylko literackim i poczyna się stawać pracą 
badawczą. Konsekwencją tej postawy było to, że erudycyjna historiografia tej epoki rozwinęła
45
Barok
w sposób systematyczny nauki pomocnicze historii oraz, że szczególnie gorliwie zajęła się 
gromadzeniem, krytyką i publikowaniem źródeł historycznych. W tej dziedzinie szczególnie 
znakomite osiągnięcia uzyskały dwa katolickie zakony: benedyktyni z Kongregacji św. Maura 
(mauryni) oraz jezuici, tzw. bollandyści (od nazwiska jednego z inicjatorów akcji publikowania 
żywotów świętych, Jeana Bollanda), którzy znaleźli licznych naśladowców w wielu krajach 
Europy.
Rzadko kto zadawał sobie wówczas pytanie, czy prawda krytycznie ustalonego faktu 
wystarczy za pełną historyczną prawdę. Postawił je jednak jeden z najznakomitszych 
umysłów epoki, niemiecki matematyk i filozof, a także — o czym nie zawsze się pamięta — 
historyk Gottfried Wilhelm Leibniz. Jemu to właśnie zawdzięczamy sformułowanie poglądu, 
że
rejestracja faktów jeszcze nie jest historią, natomiast wybór faktów już nią nie może być — 
historyk więc ryzykuje albo brak obiektywizmu, albo utratę naukowego charakteru uprawianej 
przez siebie dyscypliny.
Doniosłe przemiany, jakie dokonywały się w historiografii zachodnioeuropejskiej w XVII w., 
tylko częściowo odzwierciedliły się w dziejopisarstwie polskim, które będzie się teraz coraz 
wyraźniej oddalało od tego, co proponował Zachód. Rozwijająca się pod wpływem kultury 
Baroku historiografia polska bardziej kontynuowała dawne wzory dziejopisarstwa, aniżeli 
kusiła się o stworzenie nowych.
Czasy Baroku przyniosły w Polsce ogromny, w porównaniu z poprzednimi, wzrost 
popularności historii. Znacznie rozszerzył się wówczas społeczny krąg środowisk i osób, 
które brały aktywny udział w uprawianiu dziejopisarstwa. „Gdy w wieku XVI uczestniczył w 
nim drobny zastęp ludzi, to w omawianym okresie zamiłowania historyczne pielęgnuje 
mieszczaństwo, niż-
46
Zainteresowanie historią
szy kler, szlachta, członkowie senatu i najwyżsi urzędnicy państwowi. Tak liczny udział 
senatorów i wysokich dygnitarzy w uprawie historiografii [...] stanowi zjawisko nie 
występujące w żadnej epoce naszego życia umysłowego. Poparcia i opieki udzielają 
pisarzom historycznym w stopniu również nie spotykanym królowie: Władysław IV, Jan 
Kazimierz, Jan III Sobieski" (H. Barycz). Zainteresowanie historią objęło wówczas także 
środowiska żydowskie, jak o tym świadczy utwór, będący rodzajem kroniki rodzinnej, z 
dołączoną autobiografią autora, napisany przez rabina z Włodzimierza Wołyńskiego, 
Jomtoba Lipmana Hellera.
Dla pobudzenia zainteresowań historycznych w społeczeństwie oraz podniesienia jego 
kultury historycznej doniosłe znaczenie miało wprowadzenie historii jako przedmiotu 
nauczania zarówno publicznego, jak prywatnego. Pod tym względem Polska XVII w. poczęła 
się przybliżać do zachodniej Europy. Również u nas historia wkroczyła teraz w mury 
uniwersyteckie: w Akademii Krakowskiej utworzono pierwsze katedry tego przedmiotu. 
Analogicznie działo się także w świetnie rozwijających się gimnazjach pruskich. Historia 
zajęła też ważne miejsce w domowej i publicznej edukacji przygotowującej się do udziału w 
życiu publicznym młodzieży magnackiej i szlacheckiej.
Dla wzrostu prestiżu profesji historyka nie bez znaczenia było ustanowienie przez 
monarchów z dynastii Wazów urzędu królewskich historiografów. O tym, jakie przynosił on 
„fawory i wywyższenie", świadczy kariera pochodzącego ze śląska mieszczańskiego syna 
Joachima Pastoriusa (ą6ąą-ą68ą), „któremu opracowanie zwięzłego zarysu dziejów polskich 
[Florus poloni-cus seu polonicae historiae epitome nova, ą64ą — A.F.G.] zapewniło nie tylko 
łaskę i poparcie magnatów, ale nobilitaq'ę polską i w cesarstwie rzymskim [...], stanowisko 
historiografa na dworze brandenburskim i króla polskiego oraz pozycję nieoficjalnego 
doradcy Jana Kazimierza" (H. Barycz).             ...... ,,fc.
47
Barok
O ile ustanowienie urzędu historiografa królewskiego było przeniesieniem na polski grunt 

background image

instytucji, znanej od dawna na Zachodzie, o tyle oryginalną inicjatywą polską było utworzenie 
na Uniwersytecie Krakowskim przez profesora Sebastiana Pe-trycego z Pilzna (ą554-ą626) 
specjalnej fundacji historiografa. W ciągu XVII w. było nimi pięciu uniwersyteckich profesorów 
wymowy: Jan Innocenty Petrycy (ą592-ą64ą), Jan Rachtamowic Cynerski (ą600-ą654), 
Stanisław Temberski (zm. ą679), Jan Racki i Stanisław Józef Bieżanowski (ą628-ą69ł), którzy
zgodnie z wolą fundatora zajmowali się systematycznym spisywaniem dziejów 
współczesnych. Ich prace przyniosły wartościowe rezultaty, nie wszystko jednak z tego, co 
opracowali, dochowało się do naszych czasów. Własnych historiografów powoływały także 
inne instytucje: w dziedzinie historii kościelnej zaowocowała działalność bernardyńskiego 
historiografa Hieronima Kakowskiego (ą5847—ą65ł?).
Zupełnie inaczej niż ich poprzednicy, historycy polscy XVII w. zaprzestali tworzenia 
historycznych syntez, obejmujących całość dziejów Polski. Zapotrzebowanie czytelników na 
całościowy obraz dziejów ojczystych zaspokajała teraz nie tj^o — dostępna również w 
polskim przekładzie Marcina BłażeVćkiego (zm. ok. ą628), oraz w przeróbce ęawła 
Demitrowicza — datana praca Kromera, lecz także coraz lepiej znane i zdobywające sobie 
coraz większe poważanie dzieło Długosza. Powstałe wówczas nieliczne zarysy całości 
dziejów polskich były na ogół popularnymi kompendiami, pisanymi dla celów informacyjnych 
lub dydaktycznych. Taki właśnie charakter miała zarówno wspomniana już przez nas, 
wielokrotnie wznawiana praca Pastoriusa, jak i dwa dziełka (Historia rerum Polonicarum, 
ą6ąą; Icones et Yitae Principum ac Regum Poloniae, ą620) pochodzącego z Prus różno-
wiercy Salomona Neugebauera (zm. po ą620), który przez jakiś czas był nauczycielem w 
protestanckiej szkole w Kocku.
Z całą pewnością do miana zarysu historii Polski nie mogło
48
Lubieniecki
i — według słów własnych jego autora — nie miało pretendować jedno z najoryginalniejszych 
dzieł historiografii polskiej czasów Baroku, mianowicie Poloneutychia, albo polskiego 
królestwa szczęście pióra ariańskiego pisarza Andrzeja Lubienieckiego (ok. ą55ą--ą62ł). 
Antycypując punkt widzenia, z którego będą później oceniali dzieje myśliciele Oświecenia, 
Lubieniecki poszukiwał w nich motywów, stanowiących o „szczęściu" czy nieszczęściu 
„królów i Rzeczypospolitej". Ocena powodów powodzenia bądź klęsk stała się w jego 
rozważaniach podstawą, na której zbudował on ogólny, historiozoficzny pogląd na całość 
dziejów polskich.
Historiozofia A. Lubienieckiego miała charakter prowi-dencjalistyczny: był on zdania, że Bóg 
decyduje o losach państw i narodów, w zależności od ich moralnego postępowania w 
dziejach. Uważał więc pomyślność państwa za nagrodę niebios, zaś jego niepowodzenie za 
boską karę. Za nieszczęśliwe uznał czasy panowania Piastów, ze względu na absolutny, jego 
zdaniem, charakter ich rządów, który pociągnął za sobą niekorzystne skutki polityczne i 
społeczne. Tę nieszczęśliwą sytuację odwróciło wygaśnięcie dynastii i unia z Litwą: odtąd
nowe szczęście Pan Bóg dać raczył tym krajom, którym sława dobra, wraz tym większe 
bogactwa, im dalej, tym obfitsze i wczas tak w duchownych jako i w ziemskich rzeczach, tym 
wdzięczniejsze i ucie-szniejsze pomnożenie brały, a łaska Boża ich kraje te oświeciła jako 
słońce oświeca nocne ciemności.
Rozwój wolnościowych urządzeń społecznych i tolerancji dokonywał się jednak stopniowo, by 
osiągnąć swoje apogeum w okresie od ą506 do ą6ąą r. Po latach największej pomyślności, 
jako karę za rokosz Zebrzydowskiego oraz religijną nietolerancję, Opatrzność zesłała na 
Rzeczpospolitą dwa lata srogiej kary, po których dopiero miały powrócić czasy szczęśliwości. 
Znaczenie Poloneutychii nie sprowadza się tylko do podkreślenia,
49
Barok   i -,v
na podstawie materiału historycznego, niekorzystnych dla Rzeczypospolitej konsekwencji 
religijnej nietolerancji. Na tle dotychczasowej historiografii dzieło Lubienieckiego odróżniało 
się wyraźnym dążeniem do idealizacji polskiej narodowej przeszłości. Charakteryzowało się 
„uwielbieniem dla tej organizacji i działania życia zbiorowego, jaką zrodziła doba ostatnich 
Jagiellonów. Zdaniem Lubienieckiego stworzyło to wielką siłę mo-ralno-polityczną i dało 
Polsce prawo do przodownictwa w świecie" (H. Barycz). W ten sposób ariański historyk 
inaugurował apologetyczny nurt polskiej myśli historycznej, który jeszcze w tej samej epoce 
znajdzie fanatycznego orędownika w osobie ks. Wojciecha Dembołęckiego.
W historiografii polskiej XVII w. tylko marginalnie zaznaczyło się zainteresowanie 
monograficznym opracowywaniem poszczególnych epok dziejów ojczystych. Spod pióra 
płodnego pisarza historycznego Szymona Starowolskiego (ą588-ą656) wyszły obejmujące 
zarys panowania Zygmunta Starego Dzieje Zyg-muntaPierwszego (De rebus Sigismundi 

background image

Primigestis, ą6ą6), a krótkie panowanie Henryka Walezego znalazło swego dziejopisa w 
osobie aktywnego zarówno na polu politycznym, jak i pisarskim Andrzeja Maksymiliana 
Fredry (ok. ą620-ą679), autora Dziejów narodu polskiego za Henryka Walezego (Gestorum 
populi Poloni sub Henrico Yalesio [...], ą652).
Historyków polskich doby Baroku — tak samo, jak ich poprzedników — interesowała przede 
wszystkim historia ojczysta, choć — inaczej niż nich — nie całych dziejów Polski, ale tylko ich 
jednej części, którą uważano widocznie za najważniejszą i najciekawszą: była to polityczna 
historia czasów najnowszych. Pod tym względem, choć zajmowała się inną od 
zachodnioeuropejskiej, bo polską dziejową rzeczywistością, ówczesna nasza historiografia 
niewiele odbiegała od zachodniej, która także bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zwracała 
swoje zainteresowania ku sprawom współczesnym. Na tym też polu najsilniej za-
50
Historia najnowsza
rysowały się zarówno polityczne, jak i religijne różnice pomiędzy rozwijającymi się wówczas 
w polskiej historiografii ideowymi nurtami.
Zaznaczyły się one wyraźnie już w dziejopisarstwie, poświęconym panowaniu Zygmunta III 
Wazy. I tak świetny historyk biskup przemyski Paweł Piasecki (ą579-ą649), autor Kroniki 
spraw, które zdarzyły się w Europie (Chronica gestorum in Europa singularium, ą645) 
krytykował tego władcę za uległość obcym wpływom, związki z Habsburgami, oraz dążenie 
do władzy absolutnej. Przeciwstawną ocenę rozwinęli związani z osobą króla inni historycy, 
którzy jednocześnie byli wysokimi dostojnikami Rzeczypospolitej: kanclerz wielki koronny 
Andrzej Lipski (ą572-ą6łą) autor Krótkiej opowieści o dziejach Zygmunta III (De rebusgestis 
[...] SigismundiIII [...] brevis narmtio, ą605), pod-kanclerzy koronny Stanisław £ubieński, który 
pozostawił po sobie Krótka opowieść o wyprawie Zygmunta III do Szwecji (Brevis narratio 
profectionis in Sueciam Sigismundi III, ą59ł), oraz wielki kanclerz litewski Albrycht Stanisław 
Radziwiłł (ą59ł-ą656). Wszyscy trzej hołdowali ideom kontrreformacji, wszyscy też byli 
orędownikami polityki królewskiej.
Nie brakło też historyków, którzy zajęli się przedstawieniem dziejów panowania Władysława 
IV. Dwa dziełka historyczne, ujęte w panegirycznym tonie, poświęcił mu oficjalny historiograf 
tego monarchy, Niemiec Eberhard Wassenberg (ą6ą0-ok. ą668?). Dzieje życia Władysława 
do objęcia przezeń tronu, czyli Historip Władysława, władcy Polski i Szwecji do zejścia 
Zygmunta III (Historia Yladislai, Poloniae et Sueciae principis [...] usąue ad exces-sum 
Sigismundi III, ą655) napisał dawny królewski sekretarz, później kasztelan gdański i 
wojewoda pomorski Stanisław Ko-bierzycki (ok. ą600-ą665). Sympatyzował on z 
umiarkowanymi tendencjami republikańskimi i w związku z tym krytykował angażowanie się 
Rzeczypospolitej w sprawy moskiewskie. W tajemnicy przed okiem postronnych (zaginione) 
dzieło, poświę-

Barok
cone historii współczesnej (Historia dziejów tak w Polszcze, jako i w cudzych krajach), 
napisał także inny dostojnik Rzeczypospolitej, £ukasz Opaliński (ą6ą2-ą662). Najpewniej 
spod jego pióra wyszła wydana anonimowo w latach ą662-ą665 Historia abo opisanie wielu 
poważniejszych rzeczy, które się działy podczas wojny szwedzkiej w Królestwie Polskim, 
niesłusznie przypisywana kanclerzowi wielkiemu koronnemu, a następnie prymasowi Janowi 
Stefanowi Wydżdze (zm. ą685) (H. Barycz). Przedstawieniem innych współczesnych 
wydarzeń zajęli się: dominikanin Szymon Okolski (ą580-ą65ł), który napisał dwa diariusze 
wojen polsko--kozackich, oraz burmistrz Elbląga Izrael Hoppe (ą60ą-ą679), który pozostawił 
wartościowe niemieckie opracowanie dziejów wojny ze Szwedami (ą626-ą6ł5). Nie 
dochowało się do naszych czasów dzieło, jakie historii współczesnej miał poświęcić opat 
wąchocki i tyniecki, biskup nominat warmiński Jan Karol Konopacki.
Szczególnie wielu historyków zajęło się opracowaniem burzliwych wydarzeń, które działy się 
w Rzeczypospolitej od połowy XVII stulecia. Czasom od śmierci Władysława IV do pokoju 
oliwskiego poświęcił swoje Dziewięć ksiąg historii Polski od śmierci Władysława IV do pokoju 
oliwskiego (Historiarum Poloniae ab excessu Vladislai IV ad pacem Oliviensem usque libri IX) 
syn nobilitowanego mieszczanina, kanonik warmiński Wawrzyniec Rudawski (ą6ą7—ą674), 
który po niepowodzeniu zabiegów o uzyskanie kanonii krakowskiej przeniósł się do Austrii, 
gdzie został radcą cesarza Leopolda. Hołdował on zdecydowanej tendencji proaustriackiej, 
łączył krytykę roli możnowładztwa w Polsce z sympatią do silnej, dziedzicznej monarchii. 
Dalej w krytyce panujących w Rzeczypospolitej stosunków, zwłaszcza nietolerancji religijnej, 
poszedł w swej Historii wojny kozac-ko-polskiej (Historia belli cosacco-polonici, ok. ą672) 
dawny uczestnik zmagań z Kozakami, który przeszedł na służbę szwedzką, a następnie 
przystał do Rakoczego, arianin Samuel Grądzki (zm. ok. ą672). Dzieje tej wojny stały się 

background image

także przedmiotem opartego
52
Historia najnowsza
na szerokiej podstawie źródłowej łacińskiego opracowania J. Pa-storiusa, zatytułowanego 
Wojna scytyjsko-kozacka, czyli o sprzy-sieżeniu Tatarów, Kozaków i plebsu ruskiego przeciw 
Królestwu Polski (Bellum Scythico-Cosacicum, seu de coniuratione Tartarorum, Cosa-corum 
et plebis Russicae contra Regnum Poloniae, ą652). Poświęcone wydarzeniom z lat ą647-
ą672 roczniki (Annales) opracował wspomniany już uniwersytecki historiograf Stanisław 
Tember-ski. Głośny epizod oblężenia przez Szwedów klasztoru paulinów w Częstochowie 
stał się przedmiotem Nowej gigantomachii, która wyszła spod pióra jego przeora, Augustyna 
Kordeckiego (ą60ł-ą67ł).
Ambitnego zadania opisania całości dziejów ojczystych w czasach Jana Kazimierza i Michała 
Korybuta podjął się pochodzący z Sandomierskiego szlachcic, który, zanim przyszło mu 
sprawować różne urzędy publiczne, spędził wiele lat w siodle, mianowicie Wespazjan 
Kochowski (ą6łł-ą700). Król Jan III zaliczy go w poczet dworzan i mianuje „uprzywilejowanym 
historiografem". Pomimo zebrania bogatego materiału źródłowego, opracował on cztery, jak 
je określił, Klimaktery roczników Polski od zgonu Władysława IV (Annalium Poloniae ab obitu 
Vladislai IVClimacterI, ą68ł; Climacterll, ą688; Climacterlll, ą698; Climacter IV nie wyd.). Był to 
najzupełniej bezkrytyczny utwór, przepojony uczuciami patriotycznymi, pełen umiłowania dla 
starodawnych instytucji Rzeczypospolitej (z wolną elekcją na czele), oraz jej katolickiej 
nieskazitelności, daleko odbiegający jednak od standardu ówczesnej naukowej historiografii. 
Nie okazał się też historykiem wysokiego lotu Kazimierz Zawadzki (ą647--ą69ą), dziejopis 
panowania Michała Korybuta, autor Siedmiu ksiąg historii sekretnej czyli roczników polskich 
(Historia arcana seu annalium polonicorum libri VII, ą699), powierzchowny morali-zator, który 
nie starał się wniknąć głębiej w przyczyny postrzeganych przez siebie niedomogów polskiego 
życia publicznego. -

Barok
Pod koniec XVII w. zapał do opracowywania historii politycznej czasów współczesnych 
zaczął jednak wygasać. Było bardzo znamienne, że wojenne przewagi Jana III nie znalazły 
już godnego współczesnego dziejopisa. Nie powiodły się też starania króla, aby W. 
Kochowski zajął się opisaniem także i jego panowania: przeszkodziła temu śmierć historyka.
Charakterystyczny dla czasów Baroku zapał do opracowywania historii współczesnej wyraził 
się także w nadzwyczajnej wręcz erupcji twórczości pamiętnikarskiej. Zajmowali się nią 
przedstawiciele bardzo różnych środowisk i zawodów, uprawiali ją w rozmaitych formach. 
Wiele z tego rodzaju utworów, na przykład diariusz wojny moskiewskiej pióra Jana 
Moskorzow-skiego (zm. po ą662), dziennik Stanisława Oświęcima (po ą605--przed ą657) czy 
świetny diariusz Kazimierza Sarneckiego (zm. po ą7ą2), rzuciło sporo światła na wewnętrzne 
stosunki w Rzeczypospolitej.
Spośród licznych pamiętnikarzy polskich XVII w. na pierwszy plan wysuwają się zwłaszcza 
trzy znakomite postaci. Należy do nich niewątpliwie hetman wielki koronny, a następnie 
kanclerz Stanisław ¯ółkiewski (ą547-ą620), który w swym Początku i progresie wojny 
moskiewskiej zaprezentował świetny, wzorowany na najlepszych przykładach antycznych i 
nowożytnych, opis przebiegu wojny Rzeczypospolitej z Moskwą (ą609-ą6ąą). Zapamiętałym 
pamiętnikarzem, szczególnie dbającym o wiaro-godność podawanych przez siebie informacji, 
był również inny wysoki dostojnik Rzeczypospolitej, Jakub Sobieski (ą588-ą646); jego prace 
pamiętnikarskie tylko w niewielkiej części ukazały się jednak drukiem. I wreszcie Memoriale 
rerum gestarum in Polonia a morte Sigismundo III, czyli Pamiętnik o dziejach w Polsce pióra 
podkanclerzego, a następnie kanclerza wielkiego litewskiego, wspomnianego już przez nas 
A. S. Radziwiłła, obejmujący opis wydarzeń z lat ą6ł2-ą656. Przy okazji wydania jego 
polskiego tłumaczenia (ą980) napisano, że „nie ma drugiego
54
Sarmatyzm
źródła tego rodzaju, które by tak wszechstronnie oświetlało dzieje Polski za panowania 
Władysława IV i w pierwszych latach panowania Jana Kazimierza" (A. Przyboś, R. ¯elewski).
W miarę, jak przybliżał się koniec stulecia, zmieniał się ogólny ton ówczesnej historiografii 
dziejów Polski:
••-»,    im bliżej końca wieku, tym wyżej się wznosi wzrastający żal za cza-./    sami dawnymi, 
lepszymi. Im owoczesny „dzień dzisiejszy" więcej ..f    rzucał goryczy, rozczarowań, 
świadectw rozstroju i upadku w życiu publicznym, im cięższe gromadził chmury na 
zacieśniającym się horyzoncie Rzeczypospolitej, tym piękniej, tym ponętniej mamił blask 
gwiazdy szczęścia i chwały na niebie wieków minionych, tym bardziej te wieki umysłom 

background image

dziejopisów XVII w. ukazywały się ozdobione majestatem siły, powagą cnoty, liliami 
idealnego piękna, tym silniej potęgowała się w ich duszach tęsknota za nimi i wyrywała z ust 
ich .     hasło powrotu do dawnych obyczajów i urządzeń państwowych ;    (R. Mienicki).
, Idee te rozwinęła zdobywająca sobie od drugiej połowy XVII stulecia szturmem umysły i 
serca szlacheckiej braci ideologia sarmatyzmu. £ączyła ona przekonanie o szczególnej 
szlachetności narodu polskiego z wiarą w wyjątkową doskonałość urządzeń ustrojowo-
politycznych szlacheckiej Rzeczypospolitej. Ideologia ta obejmowała przeświadczenie, że 
jesteśmy czymś lepszym nie tylko od Wschodu, lecz także od Zachodu, że osiągnęliśmy w 
naszych dziejach niedostępne dla innych narodów szczyty doskonałości. Jeżeli zaś nie 
wszystko idzie u nas dobrze, dzieje się tak za sprawą obcych, którzy nie mogąc się pogodzić 
z naszą doskonałością, wszelkimi środkami starają się zepchnąć nas z niedostępnego dla 
siebie piedestału. Wizja kraju, cieszącego się szczególną protekcją Opatrzności, który 
stworzył najdoskonalszy ustrój, rozwinął najświetniejsze wolności, w powiązaniu z 
samouspokajającym przekonaniem o niewzruszalnej potędze Rzeczypospolitej, oto 
zdeformowany obraz rzeczywi-
55
Barok
stości, który popularyzowało bujnie rozwijające się, gęsto szermujące argumentacją 
historyczną, sarmackie piśmiennictwo polityczne (Andrzej Maksymilian Fredro, Stanisław 
Orzechowski, Walenty Pęski i legion innych). Takie właśnie przekonania, przyjmowane 
ogromnie chętnie za własne przez samozadowo-loną szlachtę, złożyły się na specyficznie 
polską historiozofię sarmackiego mesjanizmu, która wywierała przemożny wpływ na 
wyposażenie umysłowe szerokich kręgów szlacheckich. W ukształtowaniu się i 
upowszechnieniu tej specyficznej histo-riozofii niekwestionowany udział miały poglądy 
rozwijane przez naszych historyków.
Historia współczesna była z pewnością szczególnie preferowanym, jednakże nie jedynym 
przedmiotem zainteresowania zajmujących się dziejami ojczystymi historyków polskich doby 
Baroku. Znacznie rozwinęła się wówczas także zapoczątkowana już wcześniej historiografia 
regionalna, zarówno dziejów Litwy — jej czołowym przedstawicielem był rektor Akademii 
Wileńskiej Wojciech Wijuk Kojałowicz (ą609-ą677) — jak i Prus Zachodnich, których historią 
zajmowali się Grzegorz Hess i jego syn, burmistrz Elbląga, Tomasz, oraz wybitny profesor 
gimnazjum toruńskiego Jan Krzysztof Hartknoch (ą644-ą687). Dopiero w XVII stuleciu, z 
ogromnym opóźnieniem w stosunku do Zachodu, rozwinęła się polska historiografia 
mieszczańska, nie znana dotąd u nas poza miastami pruskimi, gdzie uprawiano ją już od 
bardzo dawna. Miała głównie charakter pamiętnikarski, zdarzało się jednak, że mieszczańscy 
historycy mieli większe ambicje i starali się ogarnąć całość dziejów ojczystych (jak to uczynił 
rajca kazimierski Marcin Goliński (ą608-po ą67ł)). Na XVII stulecie przypadło u nas wreszcie 
ukształtowanie się nowej gałęzi dziejopisarstwa, mianowicie historiografii (na razie rodzimej 
tylko) nauki i oświaty (Szymon Halicius, Jan Rybkowic, Jan Brożek (ą585-ą652), Marcin 
Radymiński (ą6ą0-ą664)).
Inaczej niż historyków z bardziej oddalonych od nas krajów
Histońa powszechna
Zachodu, podobnie jednak jak historyków w Niemczech, dzie-jopisów polskich XVII w. w 
bardzo niewielkiej mierze pociągała historia powszechna. Pod tym względem rzadkim 
wyjątkiem było napisane i wydane za granicą Compendium historiae univer-salis pióra brata 
czeskiego, później przełożonego kościołów kalwińskich w Małopolsce, Jana Laetusa-
Wesselskiego (ą609-ą656). Jeżeli interesowano się u nas historią powszechną, to co 
najwyżej jako „historia mixta", która polegała na przedstawianiu dziejów polskich w 
powiązaniu z dziejami obcymi, zwłaszcza krajów ościennych, „przy czym rzadko wykazywały 
one organiczną całość" (H. Barycz). Ze zrozumiałych względów interesowano się 
współczesnymi sprawami moskiewskimi: zajmowali się nimi kanclerz litewski Lew Sapieha i 
jego syn Krzysztof Mikołaj, nad dziejami Dymitrów Samozwańców pracował Sebastian 
Petrycy, polityczno-ustrojowym stosunkom Wielkiego Księstwa Moskiewskiego poświęcił swą 
pracę Paweł Potocki (zm. ą675). Najznacz-niejszym u nas wyrazem zainteresowania 
dziejami obcymi była historia Siedmiogrodu, opracowana na podstawie kroniki Wolf-ganga 
Bethlena przez wspomnianego już przez nas ariańskiego pisarza Samuela Grądzkiego. Na 
najdalszym marginesie zainteresowania naszych historyków wciąż pozostawała historia 
starożytna: na samym początku XVII w. ukazała się biografia Juliusza Cezara pióra 
różnowiercy Krzysztofa Colera, zaś w drugiej połowie stulecia historia Teodozjusza 
Wielkiego, napisana przez
J. Pastoriusa.
Na tym ubożuchnym tle jako pierwszoplanowa figura pojawiła się osobliwa cokolwiek postać 

background image

żołnierza zawadiaki w zakonnym habicie, niegdyś kapelana lisowczyków, franciszkanina, ks. 
Wojciecha Dembołęckiego (ą585-po ą645). Swą działalność w zawodzie dziejopisarskim 
rozpoczął on od napisania pamiętnika o czynach lisowczyków. Następnie, podczas pobytu w 
Rzymie, przystąpił do opracowywania ogromnego dzieła historiozoficznego, które miało nosić 
(zapożyczony chyba od
57
Barok
średniowiecznego autora Wincentego z Beauvais) tytuł Zwierciadło historii uniwersalnej 
(Speculum universalis historiae) i ogarnąć całość dziejów ludzkości, od czasów biblijnych do 
współczesności. Pracy tej nie doprowadził do końca, napisał jednak i wydał drukiem jej 
część, poświęconą czasom najdawniejszym, zatytułowaną Wywód jedynowłasnego państwa 
świata (ą6łł). Główną tezą tego fantastycznego utworu było twierdzenie, że Polacy są 
narodem wybranym, któremu przysługuje pierwsze miejsce wśród innych, mającym do 
spełnienia szczególną, uniwersalną misję dziejową. Aczkolwiek ówczesne polskie elity 
intelektualne fantazje te przyjęły ze zrozumiałym sceptycyzmem, jednak „podziałały one jak 
haszysz na niewyrobione umysłowo tłumy szlacheckie, rozbudzając wśród nich megalomanię 
narodową, swoisty mesjanizm, przekonanie o Polsce jako kraju wybranym przez Boga" (H. 
Barycz).
Oprócz współczesnej historii politycznej i pamiętnikarstwa w historiografii polskiej doby 
Baroku bogato rozwinęło się także dziejopisarstwo kościelne, i to zarówno katolickie, jak 
różno-wiercze. Rozkwit katolickiej historiografii kościelnej wiązał się z zajęciem przez Kościół 
hegemonicznej pozycji w państwie. „Charakter tej historiografii był wybitnie apologetyczny i 
afirmatywny, jeśli chodzi o własne wyznanie, negatywny — w stosunku do innowierców" (H. 
Barycz). Znamienitymi jej reprezentantami byli: kontynuator powszechnych roczników 
Kościoła autorstwa Cezarego Baroniusa, polski dominikanin Abraham Bzowski (ą567-ą6ł7), 
autorzy historycznych monografii klasztorów: miechowskiego Samuel Nakielski (ą584-ą652) i 
tynieckiego Stanisław Szczygielski (ą6ą6-ą687), oraz dwaj historycy zakonu jezuitów, Jan 
Wielewicki (ą566-ą6ł9) i wspomniany już przez nas W. Wijuk Kojałowicz.
Inne motywy złożyły się wówczas na zaskakujący na pozór rozkwit polskiej kościelnej 
historiografii różnowierczej. Dla środowisk różnowierczych stanowił on „próbę 
przeprowadzenia,
58
Dziejopisarstwo kościelne
w obliczu gwałtownie zanikającego w Polsce ruchu reformacyjnego, dowodu prawdziwości i 
pierwotności przyjętej wiary" (H. Barycz). Paradoksalnie więc czasy upadku reformacji stały 
się u nas okresem świetnego rozwoju reformacyjnego dziejopisarstwa. Zaświadcza o tym nie 
tylko poświęcone dziejom reformacji w Polsce i w krajach słowiańskich dzieło wyznawcy kal-
winizmu Andrzeja Węgierskiego, które odbiło się szerokim echem w protestanckich krajach 
Europy. Najświetniejszym pomnikiem bogatej historiografii unitariańskiego odłamu braci 
polskich była praca, poświęcona historii polskiej reformacji, pióra wybitnego działacza 
unitariańskiego Stanisława Lubieniec-kiego (ą62ł-ą675). Poważnych historyków mieli 
wówczas także bracia czescy, by wymienić tylko Jana £asickiego (ą5łł/4-po ą599), Marcina 
Gracjana Gertich (ą568-ą629), czy Jana Rybiń-skiego (ok. ą560/65-po ą608). Historiografię 
luterańską reprezentowały pisane głównie po niemiecku, poświęcone historii pruskiej prace 
znakomitego toruńskiego historyka Krzysztofa
Hartknocha.
W XVII w. zaznaczył się też u nas rozwój zainteresowań teoretyczno-metodologicznymi 
zagadnieniami historii: w porównaniu z Odrodzeniem, które wydało tylko jedną polską pracę z 
tej dziedziny, czasy Baroku przyniosły ich co najmniej pięć. Były to: stojąca na niezłym 
poziomie praca heidelberskiego studenta Jana Firleja, świetny traktat (ą6ą0) Bartłomieja 
Kecker-manna (ą572-ą609), rozprawka (ą620) Szymona Starowolskiego, zamieszczone w 
napisanym przezeń podręczniku metodologiczne rozważania rektora gimnazjum toruńskiego 
Konrada Gra-sera (ą585-ą6ł0) i wreszcie najwybitniejsza praca z tej dziedziny, mowa O 
powadze historii (De dignitate historiae), wygłoszona przy objęciu katedry historii w 
gimnazjum elbląskim przez dobrze znanego nam J. Pastoriusa.
Mimo wszakże utrzymywania stałych kontaktów z ośrodkami nauki historycznej na 
Zachodzie, w swej podstawowej ma-
59
J
Barok
się historiografia polska XVII w. nie stała się nowoczesnym dziejopisarstwem erudycyjnym. 
Nieliczne wyjątki nie czyniły pod tym względem wiosny. Nie dorównywała też europejskiej w 

background image

dziedzinie gromadzenia, krytycznego opracowywania i publikowania źródeł. Nie znaczy to, by 
u nas zupełnie nie zabiegano o zbieranie i utrwalanie historycznej dokumentacji. Z inicjatywy 
bibliotekarzy króla Zygmunta III i pod jego protektoratem podjęto w Rzymie, nie bez 
powodzenia, poszukiwanie źródeł do dziejów polskich. Wiadomo o staraniach, jakie w celu 
gromadzenia i przechowania zabytków przeszłości podejmował J. Bro-żek, a zwłaszcza 
niestrudzony na tym polu Sz. Starowolski. Wśród licznych miłośników przeszłości — nie tylko 
z kręgów szlacheckich — stało się modą zbieranie różnych miscellaneów, czego rezultatem 
są zachowane nieraz do dzisiaj tzw. silvae re-rum. Niewielka mimo wszystko skala tych 
przedsięwzięć unaocznia, jak daleko było nam wówczas do tego, co w zakresie 
gromadzenia, opracowywania i publikowania źródeł działo się na Zachodzie.
Rozdział V
Oświeceniowa transformacja w historiografii europejskiej
Historiozofia sarmackiego mesjanizmu rozkwitała u nas w najlepsze, kiedy na Zachodzie 
rozpoczęła się, obejmująca również historiografię, wielka intelektualna transformacja 
Oświecenia. Ów wielki nurt kulturowy, który określi całą epokę dziejów Europy, zainicjowany 
w ostatnim dwudziestoleciu XVII w. w Holandii, rozszerzył się najpierw na Anglię, później 
ogarnął Francję — od lat trzydziestych następnego stulecia wysunęła się ona na jego czoło 
— a następnie Niemcy. Około ą680 r. „koncentrycznymi kręgami Europa i reszta świata 
kołyszą się [... ] w strukturalnej już teraz modyfikacji myśli i rzeczy" (P. Ohaunu). Podbijająca 
stopniowo całą Europę, rozłożona w czasie intelektualna mutacja Oświecenia była dziełem 
nowych elit umysłowych, które znacznie różniły się od swych poprzedników zarówno pod 
względem statusu społecznego, jak i form swej działalności. Również uprawianie 
historiografii stawało się teraz w coraz większej mierze sprawą profesjonalnych 
intelektualistów, zawdzięczających swój status społeczny nie tyle pochodzeniu czy 
majątkowi, ale przede wszystkim wypracowanej przez siebie pozycji intelektualnej. Ona to 
właśnie, a nie miejsce

Oświecenie
w hierarchii społecznej, umożliwiała spotkanie się na wspólnym polu pracy dziejopisarskiej 
przedstawicieli dawnych elit świeckich i duchownych z ludźmi, wywodzącymi się z innych 
grup społecznych, zwłaszcza z rosnącego w znaczenie mieszczaństwa. Podobne przemiany 
następowały wówczas także w Polsce: wprawdzie również wśród polskich elit nie brakowało 
osób, które uważały, że do pisania historii wystarczy sprawnie władać piórem — nie 
odosobnionym tego przykładem były dziejopi-sarskie zapędy Stanisława Trembeckiego — 
jednakże większość spośród tych, którzy poważnie zajęli się dziejopisarstwem, miała 
świadomość potrzeby przyswojenia sobie zasad naukowego postępowania w historii.
Nie tylko kto inny był teraz historykiem, lecz także historią zajmowano się gdzie indziej, niż 
dawniej. Pod tym względem oświecona Europa zaproponowała dwa modele struktur, w 
których uprawiano historię. Pierwszy z nich najpełniej rozwinął się we Francji. Ośrodkami 
wymiany myśli, gdzie dyskutowano nad powstającymi w zaciszu prywatnych gabinetów 
dziełami historycznymi, stały się tam przede wszystkim salony literackie, teraz już nie tylko 
arystokratyczne, lecz także i mieszczańskie. Inny model uprawiania historii rozwinął się w 
Niemczech, gdzie dziejopisarstwo uprawiano przede wszystkim na uniwersytetach, na 
których funkcjonowały katedry historii i działali liczni zawodowi historycy. W Polsce było na 
ogół podobnie jak we Francji: czyż nie literackim salonem były obiady czwartkowe? 
Uniwersytet Krakowski nie odgrywał wówczas poważniejszej roli jako ośrodek historiografii. 
Inaczej było tylko na północno--zachodnich rubieżach państwa, gdzie, zwłaszcza w Gdańsku 
i Toruniu, świetne tamtejsze gimnazja stały się poważnymi ośrodkami pracy dziejopisarskiej.
Oświecenie przyniosło zasadniczą zmianę kategorii historycznego myślenia, która stała się 
podstawą dla rozwoju nowego, oświeceniowego dziejopisarstwa. Podejmując i rozwijając
62
Nowe kategorie historycznego myślenia
wypracowaną przez rewolucję naukową XVII w. wizję świata jako jedności przyrodniczo-
społecznej, Oświecenie zaproponowało rozumienie rzeczywistości społecznej w kategoriach 
nomo-logicznych. Myśliciele Oświecenia hołdowali bowiem poglądowi, według którego 
działania ludzkie w tej mierze, w jakiej są określane przez niezmienną naturę człowieka, 
należało rozumieć jako rezultat oddziaływania na niego rozmaitych sił (namiętności), 
występujących w rozmaitych połączeniach. Rozumiano więc aktywność człowieka w dziejach 
jako wynik interakcji między nim (jego naturą) a oddziałującymi nań siłami. Dla myślicieli 
Oświecenia człowiek pierwotny czy antyczny był pod względem swojej natury zupełnie taki 
sam, jak człowiek współczesny, a jeżeli mimo wszystko się od niego różnił, zależało to
— jak powiadał Wolter — głównie cd obyczaju, a więc ogólnie mówiąc od społecznego 

background image

środowiska człowieka, czyli cywilizacji.
Myśl historyczna Oświecenia rozpatrywała więc człowieka jako narzędzie 
zdeterminowanego, prawidłowego dziejowego procesu. Oświeceniowi myśliciele rozpatrywali 
człowieka w jego środowisku, czyli w społeczeństwie, które niezależnie od tego, czy 
postrzegali je jako zgodne z naturą ludzką i sprzyjające człowiekowi, czy przeciwnie — 
istniała w tej sprawie zasadnicza rozbieżność poglądów — rozumieli jako całościowy system, 
rządzący się stałymi, niezmiennymi prawami. Myśl społeczna Oświecenia wyruszyła tedy na 
poszukiwanie tego rodzaju praw, oferując pod tym względem ogromne bogactwo propozycji. 
Skoro szczegółowe prawa, rządzące światem natury, można było sprowadzić do jednego 
prawa powszechnego ciążenia, to czemu nie dałoby się owych zróżnicowanych sił — praw 
cząstkowych
— które myśliciele Oświecenia postrzegali w świecie społecznym, sprowadzić również do 
jakiegoś jednego ogólnego prawa, mającego rządzić całością rzeczywistości społecznej? 
Wielu myślicieli Oświecenia żywiło przekonanie, że takim najogólniejszym prawem świata 
społecznego jest prawo postępu. Nawią-

Oświecenie
żując do mającej dawną metrykę idei postępu, myśl historyczna Oświecenia stworzyła na jej 
podstawie ogólną teorię, mającą wyjaśnić mechanizm zmienności rzeczywistości społecznej. 
Prawda, że nie wszyscy wybitni oświeceniowi myśliciele skłonni byli się za nią opowiedzieć 
— odrzucali ją zwolennicy poglądu
0  postępującej degeneracji człowieka w miarę, jak oddalał się on od stanu natury — prawda 
też, że sami zwolennicy tej teorii proponowali rozmaite interpretacje kierunku postępu w 
dziejach, że wreszcie bardzo różnie zapatrywali się na to, na czym miałby on w istocie 
polegać, przecież dla refleksji historycznej miała ona zasadnicze znaczenie.
i.   Teoria postępu pozwalała akceptować i równocześnie osądzać historii rię. Można było 
odrzucać z dziejowych tradycji wszystko, co w świet-.;j le krytyki rozumu wydawało się 
przesądem i fanatyzmem, przemocą możnych i przywilejem bogaczy; można było atakować 
przeszłość za jej ciemnotę i barbarzyństwo; ale można było — równocześnie — akceptować 
ją jako całość rozwoju, który prowadził ku nowszym czasom, ku epoce «światła» (B. 
Suchodolski).
Oparcie modelu nauki historycznej na wzorze nauk przyrodniczych stawiało przed historią 
wymaganie możliwie dokładnego dokumentowania przedstawianych przez nią opisów 
zdarzeń i formułowanych ocen. Oświecenie mogło szeroko spożytkować skumulowany 
dorobek historycznej erudycji poprzedniego stulecia. Dzięki niemu historycy Oświecenia 
mogli wykorzystać ogrom faktów, zebranych w monumentalnych wydawnictwach źródłowych 
i kolekcjonerskich publikacjach historycznych, a także znakomity dorobek z zakresu nauk 
pomocniczych historii. Sami pod względem erudycji często ustępowali swoim pracowitym 
poprzednikom, szybko zmierzali do syntezy
ą nie myśleli trawić lat nad odczytywaniem pożółkłych pergaminów.
Nowym historykom nie wystarczała już bowiem prawda hi-
64
Krytyka historyczna
storycznego faktu, choć wysoko ją sobie cenili i domagali się, aby historia przynosiła 
„dokładną i szczerą relację o wydarzeniach, opartą na świadectwie własnych oczu, na 
pewnych i niewątpliwych przekazach lub na sprawozdaniu osób godnych zaufania" (N. 
Lenglet de Fresnoy). Głośno deklarowany historyczny krytycyzm myśli historycznej 
Oświecenia łączył bowiem w sobie dwa momenty: epistemologiczny i moralny. Dla myślicieli 
oświeconego wieku krytyka historyczna nie mogła się bowiem ograniczać do określenia 
wiarogodności ustalanych przez historyków faktów, lecz także miała objąć ich moralną, 
krytyczną ocenę.
Nazywany teraz „filozoficznym", moralizatorski cel oświeceniowej krytyki historycznej 
warunkował, że również myśliciele Oświecenia podzielali pogląd, że prawdziwym pożytkiem, 
jaki powinna przynieść ludziom historia, jest „lekcja", której władna jest ona udzielić swym 
czytelnikom. W tej sprawie różnica między stanowiskiem oświeceniowym, a stanowiskiem, 
którego bronili przeciwnicy Oświecenia, nie polegała bowiem na tym, czy historia miała 
dostarczać lekcji, czy też nie, ale na tym, jaka to miała być lekcja i jakiej historii. 
Odpowiadając na pytanie, jaka historia będzie naprawdę pożyteczna, Wolter odpowiadał, że 
taka, „która nauczy nas obowiązków i praw, nie ujawniając pretensji, aby je nam wykładać". 
Nowa historia pragnęła pouczać już nie — jak dawna — rządzących, ale wszystkich 
obywateli, nie powstrzymując się również przed uczeniem Kościoła.
Racjonalistyczna krytyka Oświecenia stawiała sobie przede wszystkim na celu weryfikację 

background image

tych wszystkich tradycji, na których opierała się dotychczasowa wizja świata. Nie 
powstrzymała się przed niczym: poddając krytyce Pismo święte i tradycję kościelną 
podważała podstawy tradycyjnego chrześcijańskiego światopoglądu. Przede wszystkim 
jednak krytycznie weryfikowała historyczną legitymację, do której odwoływał się istniejący 
porządek społeczno-polityczny. Szczególnie dobitnym tego
65
Oświecenie
przykładem była wielka dyskusja wokół pochodzenia narodu i państwa francuskiego, 
zainicjowana we Francji jeszcze u progu Oświecenia, kontynuowana aż do jego schyłku. 
Ukazała ona, jak pod sztandarami oświeceniowego historycznego krytycyzmu dokonywano 
zarówno demitologizacji dawnych tradycji, stanowiących ideologiczne narzędzie 
dotychczasowego porządku, jak i tworzono nowe, legitymujące sprzeczne ze sobą programy. 
Francuska debata ujawniła podstawową antynomię praktyki oświeceniowego krytycyzmu 
historycznego: będąc świetnym narzędziem destrukcji dawnej historycznej mitologii, sam 
okazywał się znakomitym instrumentem tworzenia nowej. Z nie mniejszą ostrością jak we 
Francji ta demitologizacyjna, a jednocześnie mitotwórcza funkcja oświeceniowej refleksji 
historycznej ujawni się w podobnych historyczno-politycznych sporach, które rozwiną się w 
XVIII w. zarówno w Rosji, jak i w Polsce.
Oświeceniowa weryfikacja dziedzictwa, na którym opierała się dotychczasowa wizja świata, 
prowadziła do odrzucenia judeochrześcijańskiej tradycji rozpatrywania dziejów z 
uprzywilejowanego punktu widzenia, najpierw wybranego przez Boga narodu żydowskiego, a 
następnie religii chrześcijańskiej, co pociągało za sobą ograniczenie horyzontu historiografii 
do dziejów krajów basenu Morza śródziemnego i Europy, oraz interesowania się innymi 
kontynentami o tyle, o ile były one przedmiotem ekspansji europejskiej.
Programowy uniwersalizm myśli historycznej Oświecenia kierował uwagę historyków ku 
dziejom krajów i ludów, pozostających dotychczas na marginesie zainteresowania 
dziejopisarstwa, inspirował do zajęcia się dziejami mniej znanych krajów Europy, takimi jak 
skandynawskie czy słowiańskie, zainteresowania się dziejami dalekiego Wschodu, odległych 
krajów Afryki i obu Ameryk. Wymagało to od historyków nowych kwalifikacji naukowych, 
przede wszystkim zaś opanowania mało dotych-
Rozumienie treści dziejów
czas znanych języków dawnych i współczesnych, czemu nie wszyscy potrafili sprostać.
Było zrozumiałe, że tworzona na podstawie teorii postępu nowa, oświeceniowa historiografia 
nie tylko przyjmowała różny od dotychczasowej czasowo-przestrzenny horyzont 
zainteresowań, lecz także odmiennie niż tradycyjne dziejopisarstwo musiała rozumieć swój 
przedmiot. Skoro dla tak wielu myślicieli Oświecenia treścią dziejów miał być postęp, 
wyzwalający niczym nie ograniczone możliwości twórcze człowieka, było zrozumiałe, że za 
podmiot procesu dziejowego, a co za tym idzie za przedmiot zainteresowania nowej 
historiografii, uznali oni nie polityczno-wojenną sferę dziejowej rzeczywistości, ale wszystko 
to, co miało decydować o postępowym biegu dziejów. W liście do jednego ze swoich 
korespondentów Wolter, prosząc go o dostarczenie mu anegdot z czasów panowania 
Ludwika XIV, podkreślał, że bardziej niż na informacjach o osobie monarchy zależy mu na 
wiadomościach o sztukach pięknych, które rozkwitły za jego panowania, że bardziej niż 
wiadomości o stoczonych bitwach obchodzą go informacje o artystach. O wynoszonych 
przez tradycyjne dziejopisarstwo bohaterach Wolter pisał:
.;   nic bowiem, po nich nie pozostaje prócz imion tych, którzy wiedli ,.    bataliony i szwadrony 
do boju; nic nie przyjdzie rodzajowi ludzkiemu ze stu tworzonych bitew, natomiast wielcy 
ludzie, o których powiadam, zgotowali czystą i trwałą radość dla ludzi, którzy się jeszcze nie 
narodzili. śluza kanału, który łączy dwa morza, obraz Poussina, v   piękna tragedia, prawda 
odkryta, są to rzeczy tysiąckroć cenniejsze, -<   niż wszystkie roczniki dworu i wszelkie 
relacje z wojennych kam-~i   parni. Wie Pan, że dla mnie wielcy ludzie są zawsze pierwsi, 
zaś ;   bohaterowie ostatni. Nazywam wielkimi ludźmi tych, którzy celowali n   w tym, co 
pożyteczne, oraz w tym, co przyjemne. Niszczyciele prowincji są tylko bohaterami.
W słowach tych Wolter — który był jednym z najznakomitszych w Europie historyków doby 
Oświecenia — dobitnie okre-
67
Oświecenie
ślił, jak nowa oświeceniowa historiografia rozumiała przedmiot swoich zainteresowań. 
Przełamując ograniczoność horyzontu tradycyjnego dziejopisarstwa rozszerzała go na nie 
obejmowane dotychczas przez historię obszary problematyki: od geograficznych warunków 
ludzkiej społecznej egzystencji (Montesąuieu), przez problematykę gospodarczą i społeczną, 
po zagadnienia kultury i sztuki. Kładła w ten sposób podwaliny pod rozumienie świata 

background image

społecznego jako całościowej struktury, obejmującej (w wymiarze synchronicznym) 
wzajemnie się warunkujące sfery rzeczywistości. Jednocześnie oświeceniowa refleksja 
historyczna proponowała rozumienie dynamiki dziejowej rzeczywistości (w płaszczyźnie 
diachronicznej) już nie w kategoriach wyda-rzeniowych — jako serii indywidualnych zdarzeń 
— ale proce-sualnych, jako mającego obiektywny charakter procesu, charakteryzującego się 
immanentnym rytmem, wyznaczanym czy to przez linearny postęp, czy przez regres, czy 
wreszcie cykl, a więc rozumianego jako proces tak czy inaczej ustrukturalizowany. Otwierało 
to przed nauką historyczną perspektywę poszukiwania prawidłowości dziejowego procesu.
Europejskie Oświecenie wydało plejadę znakomitych historyków myślicieli, którzy w swych 
dziełach łączyli opisowe zadania historii z ogólniejszą historyczno-filozoficzną refleksją. 
Historiografia Oświecenia nie ograniczała się bowiem do stawiania sobie jedynie zadań 
opisowych, przywiązywała ona największą wagę do wyjaśniania w racjonalistycznych 
kategoriach przyczyn i skutków badanych przez siebie dziejowych procesów i zdarzeń. 
Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej nowa historiografia przyjęła więc wówczas perspektywę 
wyjaśniającą, co w dziejopisarskiej praktyce najpełniej starała się przeprowadzić stawiająca 
sobie najambitniejsze zadania ówczesna tzw. historia filozoficzna.
Rozdział VI
Historiografia
polskiego
Oświecenia
Jeszcze za panowania Sasów nowe idee historyczne Oświecenia poczęły zrazu nieśmiało 
przenikać do Rzeczypospolitej. Wprawdzie skarbnicą wszelkiej szlacheckiej mądrości były 
wówczas Nowe Ateny albo Akademia wszelkiej sciencyi pełna... pióra niesłusznie 
ośmieszonego w dawniejszej naukowej literaturze ks. Benedykta Chmielowskiego (ą700-
ą76ł), w których znalazł się wcale rozsądny, nie pozbawiony akcentów krytycznych zarys 
dziejów polskich, zaś ogólny ton historiografii nadawały takie dzieła, jak Tron ojczysty, albo 
pałac wieczności szlacheckiego pisarza Augustyna Kołudzkiego (zm. ą720), przedstawiające 
historię Polski jako dzieje rozwoju wolności i prerogatyw szlachty, jednak już w czasach 
saskich przenikały do nas idee oświeceniowego historycznego krytycyzmu, każące podawać 
w wątpliwość niektóre ulubione tradycje, jakimi tak obficie pożywiała się sarmacka myśl 
historyczna. Na pierwszy ogień poszła krytyka legendy o rokoszu gliniańskim, który jakoby 
miał odbyć się za panowania Ludwika Węgierskiego; z krytyką tą w dedykowanej 
Stanisławowi Leszczyńskiemu pracy (Specimen historiae criticae, Gdańsk ą7łł) wystąpił 
kanonik krakowski,
69
Polskie Oświecenie
później biskup kijowski i czernihowski, uczony Józef Andrzej Załuski (ą702-ą774). Do nowych 
idei nawiązywano już w kręgu Stanisława Leszczyńskiego. Jeżeli przejrzymy pochodzący z 
połowy stulecia zestaw historycznych lektur, wykorzystywanych w szkolnictwie pijarskim, 
przekonamy się, że znajdowały się wśród nich także prace reprezentujące nowe, 
oświeceniowe idee.
Najwcześniej do Rzeczypospolitej poczęły docierać historyczne idee niemieckiego 
Oświecenia, dopiero później przyszły in-spiraq'e francuskie oraz, w niewielkiej tylko mierze, 
angielskie. Ryzykując nieuchronne w takim przypadku uproszczenie można powiedzieć, że w 
dobie Oświecenia najpierw uczyliśmy się od Niemców porządnej, krytycznej erudycji, a 
następnie historycznego rezonowania od Francuzów.
Dzięki kontaktom z Niemcami, wcześniej aniżeli w centrum naszego kraju, bo już w pierwszej 
połowie XVIII stulecia, dalekie od wszelkiego radykalizmu, umiarkowane oświeceniowe idee 
historyczne poczęły inspirować środowiska intelektualne na północno-zachodnich rubieżach 
Rzeczypospolitej. Znalazło to między innymi wyraz w działalności badacza dziejów prawa 
polskiego, profesora gimnazjum toruńskiego Jerzego Piotra Schultza (ą680-ą748). Dorobek 
jednego z tamtejszych historyków miał znaczenie ogólnopolskie: mamy tu oczywiście na 
myśli profesora gdańskiego gimnazjum, historyka i prawnika Got-fryda Lengnicha (ą689-
ą774). Z pewnością najważniejszym dziełem historycznym w jego dorobku nie był 
podręcznikowy, łaciński zarys dziejów Polski Od Lecha do śmierci Augusta II (Historia Polona 
a Lecho ad Augusta II mortem, ą740). Mimo tradycyjnego, kronikarskiego ujęcia, zasługuje 
on na uwagę ze względu na odrzucenie legend o początkach Polski i krytyczny stosunek do 
dotychczasowego dziejopisarstwa. Niepomiernie większe znaczenie naukowe miało jego 
dziewięciotomowe, stojące na poziomie ówczesnej profesjonalnej historiografii niemieckiej, 
dzie-
70
Czynniki dynamiki

background image

ło, poświęcone historii Prus Królewskich (Geschichte der preus-sischen Lande Koniglich-
Polnischen Anteils, ą722-ą755), obejmujące czasy od ą526 r. do współczesności, oparte na 
doskonałej znakomitej znajomości źródeł archiwalnych. Oprócz drobniejszych prac, w 
dorobku G. Lengnicha jako historyka znalazło się także wydanie dzieł Galia i Kadłubka.
Na przyśpieszenie rozwoju nowej, oświeceniowej refleksji historycznej i historiografii w 
Polsce oddziałały wszakże okoliczności polityczne. Jeszcze przed wstąpieniem na tron 
Stanisława Augusta pojawiły się więc pierwsze próby podważenia sarmac-kich wyobrażeń 
historycznych i reinterpretacji dziejów Polski w umiarkowanym duchu monarchicznym. Podjął 
się tego zafascynowany reformatorskimi ideami Stanisława Konarskiego Francuz, Cezar 
Pyrrhys de Yarille (ą707-ok. ą800), który w latach sześćdziesiątych XVIII w. bywał w 
Warszawie gościem jednego z arystokratycznych salonów, gdzie spotykali się 
przedstawiciele elity intelektualnej i politycznej. Wykorzystując pojęciowy aparat 
oświeceniowej refleksji historycznej, w opracowanym przez siebie łacińskim zarysie dziejów 
Polski sarmacko-repub-likańskiemu poglądowi na polskie dzieje narodowe przeciwstawił ich 
interpretację monarchiczną, antycypując w ten sposób koncepcję, którą już niebawem 
rozwinie reformatorskie środowisko, skupione wokół Stanisława Augusta.
Nastąpił wreszcie pierwszy rozbiór Polski: wywołał on w całej Europie istną powódź 
piśmiennictwa politycznego, w którym głosy rzeczników polityki Berlina, Wiednia i 
Petersburga, szermujące najróżniejszymi historycznymi argumentami, ścierały się z 
odwołującymi się również do argumentów z historii wypowiedziami obrońców interesów 
Rzeczypospolitej. Dla polemiki z argumentami, wysuwanymi przez propagandę mocarstw 
zaborczych, z inicjatywy króla utworzono wówczas sztab publicystów, którzy wzięli na swe 
barki obronę polskich racji przed opinią Europy. Ogłosili oni szereg różnojęzycznych 
publikacji,

Polskie Oświecenie
w których zwalczali propagandową tezę, jakoby rozbiór był zbawiennym lekarstwem na 
polską anarchię i wykazywali bezpodstawność „praw historycznych", do których odwoływali 
się zaborcy. Najwybitniejszym historykiem był w rym gronie znany już wcześniej z 
zamiłowania do badań historycznych Feliks £oy-ko (ą7ą7-ą779). W polemice z zaborcami 
wspomagali go ks. Józef Pokubiatto, Daniel Gralath (ą7ł9-ą809), być może również Józef 
Aleksander Jabłonowski (ą7ąą-ą777), a także inni, nieznani z imienia pisarze. Ich obfita 
historyczna publicystyka, która — jak w przypadku prac F. £oyki — miała niekiedy charakter 
poważnych rozpraw naukowych, nie tylko unaoczniała współczesnym potrzebę uprawiania 
historii. Uświadamiała im także, że jeżeli polska argumentacja historyczna miała kogokolwiek 
przekonać w Europie, nie mogła opierać się na tradycyjnych, sarmackich wyobrażeniach o 
przeszłości, ale powinna odwoływać się do takiej historii, jakiej za granicą dawano wiarę. Dla 
środowiska literatów, uczestniczących w obiadach czwartkowych, historyczna polemika z 
zaborcami stała się więc bodźcem do podjęcia rewizji sarmacko-republikańskich wyobrażeń 
o dziejach Polski.
Z początku nie myślano jeszcze o żadnym syntetycznym dziejopisarskim przedsięwzięciu: 
królowi zamarzyło się opracowanie, na wzór Plutarcha, zbiorowym wysiłkiem żywotów 
sławnych Polaków, których portrety miały zawisnąć na Zamku. Dopiero później, w ą775 r., w 
środowisku tym zrodził się projekt napisania nowego, całościowego opracowania historii 
Polski. Było wielką zasługą Stanisława Augusta, że nie tylko wysunął ten pomysł, lecz także, 
że znalazł do jego wykonania świetnego, jak się miało okazać, autora, w osobie 
zawdzięczającego mu wszystko, świeżo mianowanego biskupem koadiutorem smoleńskim 
Adama Naruszewicza (ą7łł-ą796).
Napisana przezeń Historia narodu polskiego, której sześć tomów (od II do VII) ukazało się od 
ą780 r. do ą786 r., była nie tylko pierwszym w naszym dziejopisarstwie, ujętym w duchu
72
Naruszewicz
Oświecenia, w pełni naukowym opracowaniem historii Polski. Dzieło to, aczkolwiek nie 
dokończor.e, doprowadzone zaledwie do wprowadzenia na tron Władysława Jagiełły, 
zawierało bowiem nowy całościowy pogląd na polskie dzieje narodowe. Wzorem myślicieli 
Oświecenia na Zachodzie polski historyk uznał za swe główne zadanie ukazanie 
mechanizmu wzrostu i upadku państwa, w tym przypadku polskiego. Rzutując wstecz, na 
całość przeszłości Polski, hasło „król z narodem, naród z królem", historyk wykazywał, że 
pomyślność i siłę zawdzięczała ona umiarkowanym rządom monarchicznym, zaś 
ograniczenie władzy królewskiej, wzrost potęgi możnowładztwa oraz szlacheckiej swawoli, 
były źródłem wszystkich krajowych nieszczęść. Wszystko to prowadziło go do konkluzji, którą 
Naruszewicz najdobitniej wyraził w poezji:

background image

Czegóż się błędny uskarżasz narodzie!
Los twój zwalając na obce uciski?
Szukaj nieszczęścia w twej własnej swobodzie
I bolej na jej opłakane zyski:
¯aden kraj cudzej potęgi nie zwabił,
Który sam siebie pierwej, nie osłabił.
Wówczas, kiedy powstał ten utwór (ą778), działacze obozu reform wierzyli, że Polska o 
własnych siłach wydźwignie się z upadku. Zawarta w tych wierszach historiozofia narodowa 
miała więc wówczas zdecydowanie proreformatorską, optymistyczną wymowę polityczną. 
Zmieni się to jednak radykalnie po katastrofie Rzeczypospolitej.
Dzieło Naruszewicza nie byłoby najznakomitszym osiągnięciem historiografii polskiego 
Oświecenia, gdyby ograniczyło się tylko do przedstawienia nowej, monarchicznej interpretacji 
dziejów Polski. Rzecz bowiem w tym, w jaki sposób autor je opracował. Uczynił to zaś pod 
wszelkimi względami znakomicie. Starał się oprzeć swoje dzieło na możliwie szerokiej pod-

Polskie Oświecenie
stawie źródłowej. Uzyskał poparcie króla dla zaproponowanej przez siebie akcji zbierania 
potrzebnych do opracowania „historii narodowej" źródeł, stworzył w tym celu — na koszt 
królewski — specjalną „kancelarię". Owocem tej pracy był zbiór 2łą tomów odpisów źródeł 
historycznych, nazwany Tekami Na-ruszewicza, monumentalna kolekcja, którą biskup 
smoleński w swej własnej pracy dziejopisarskiej wykorzystał jednak tylko w niewielkiej mierze 
— zawierała źródła głównie do czasów późniejszych niż te, opracowane przez Naruszewicza 
— która jednak służyć będzie następnym pokoleniom historyków, zajmujących się dziejami 
Polski.
Naruszewicz wykorzystał w swym dziele wszystkie praktycznie znane wówczas źródła 
drukowane do dziejów Polski, odnoszące się do czasów, których historię napisał. Najwięcej 
kłopotów sprawiało mu opracowanie dziejów najdawniejszych: nie zdecydował się na 
opublikowanie poświęconego im pierwszego tomu swego dzieła (wydano go dopiero w ą824 
r.). Aprobował w nim sarmacką teorię pochodzenia Słowian, jednakże krytycznie weryfikował 
tradycję legendarną, czyniąc prawdziwe spustoszenie w dotychczasowych wyobrażeniach 
swych rodaków o początkowych dziejach Polski. W swoim dziele przy ustalaniu faktów 
przyjmował jednak za podstawę nie tylko źródła im współczesne, lecz także — co było 
niedostatkiem jego metody krytycznej — polegał na autorytecie historyków. Jeżeli więc 
stulecie po stuleciu kronikarze przedstawiali jakieś wydarzenie jako autentyczne, było nim 
ono także dla naszego historyka. Jednak nie zawsze: tylko wtedy, kiedy dawało się 
zrozumieć w racjonalnych kategoriach. Konsekwentnym raqonalistą wszakże nie był, 
jednakże jako historyk radykalnie ograniczał możliwość interpretowania zdarzeń dziejowych 
w kategoriach cudowności lub przypadku, dążąc do ich wyjaśnienia w związkach przy-
czynowo-skutkowych, przez odwołanie się do ziemskich motywacji działań ludzkich w 
dziejach,                 -r • ; F, -.r n
74
Naruszewicz
Biskup smoleński przyjął w swym dziele nowy, oświeceniowy pogląd na przedmiot 
zainteresowania historiografii. Zgodnie z ideami oświeconego wieku jego historia nie 
ograniczała się do opisu wydarzeń wojenno-politycznych, starała się bowiem objąć także 
dzieje ustroju, stosunków społeczno-gospo-darczych i kultury. Prawda, że przyjęcie układu 
materiału według okresów panowania kolejnych władców utrudniało mu włączenie opisu tych 
zagadnień do dziejopisarskiej narracji. Naruszewicz starał się przezwyciężyć tę trudność w 
ten sposób, że na końcu każdej z ksiąg dzieła zamierzał umieścić ustęp, poświęcony „luźnym 
materiom", traktujący właśnie o ustroju, prawodawstwie, wojskowości, handlu, rzemiośle, 
nauce i innych zagadnieniach. Nie w pełni mu się to udało, skoro w końcu omówienie tych 
spraw historyk rozproszył w różnych miejscach swego dzieła, przede wszystkim zaś wtłoczył 
w nadmiernie rozbudowane przypisy. Na te niedostatki pracy Naruszewicza zwrócił już 
uwagę jej współczesny krytyk, Krystian Bogumił Steiner.
W niczym nie zmienia to jednak faktu, że pisząc historię, której celem było wiązanie „spraw 
królów i narodu", za rzeczywisty podmiot procesu dziejowego historyk uważał „naród", 
rozumiany zgodnie z poglądami Oświecenia jako wspólnota obywateli, obejmująca aktywne 
stany Rzeczypospolitej, a więc jako naród posiadaczy, którego podstawowy trzon stanowiły 
szlachta, duchowieństwo i mieszczaństwo, w niewielkim zaś stopniu inne kręgi społeczne 
(chłopi). Koncepcja ta pozostawała w opozycji — z jednej strony — do dawnej koncepcji 
narodu szlacheckiego, z drugiej zaś do radykalnej oświeceniowej idei narodu-ludu, z 
wyłączeniem stanów uprzywilejowanych. Opowiadając „o narodzie do narodu", historyk 

background image

pragnął uczyć go, „czego w cywilnym, duchownym i żołnierskim stanie ma się wystrzegać, co 
czynić i co naśladować". Adresatów swego dzieła widział więc bardzo wyraźnie.
75
Polskie Oświecenie
Naruszewicz rozpatrywał wreszcie bieg dziejów w kategoriach postępu, który zgodnie z 
potocznymi wyobrażeniami oświeconego wieku rozumiał jako postęp umysłowo-moralny. 
Uważał, że miał on charakter powszechnodziejowy, uniwersalny, oraz że nie w równej mierze 
uczestniczyły w nim poszczególne narody. Podobna interpretacja teorii postępu umożliwiła 
Naruszewiczowi sformułowanie poglądu o rozwojowym zapóźnieniu Polski, nie tylko w 
czasach bardzo dawnych, lecz także nowożytnych. Nie interpretował wszakże biegu postępu 
jako wektorowego procesu, przebiegającego po wznoszącej się linii prostej. Uważał bowiem, 
że dokonywał się on przez powtarzające się co jakiś czas dziejowe cykle, po linii wznoszącej 
się spirali. Umożliwiło mu to dowodzenie, że skoro to, co już się raz zdarzyło, może się 
powtórzyć raz jeszcze, zatem siły, które już raz sprowadziły na kraj nieszczęście, uczynią to 
niechybnie ponownie, jeśli się temu nie położy tamy. Albowiem środki, które już raz uchroniły 
Polskę od katastrofy, mogą z powodzeniem zostać użyte po raz wtóry, kiedy zdarzy się 
analogiczna do dawnej sytuacja. Biskup smoleński wyprowadzał więc z biegu dziejów Polski 
polityczne posłanie, które w jego przekonaniu odnosiło się nie tylko do przeszłości, lecz także 
— przede wszystkim — do teraźniejszości i na przyszłość, wyjaśniające, jak Polska może, i 
powinna, przezwyciężyć stan kryzysu, w którym się znowu znalazła. Piórem biskupa 
smoleńskiego teoria postępu uzasadniała więc reformatorski program polityczny jego 
królewskiego protektora.
Historia narodu polskiego dostarczała argumentacji, którą wykorzystywano w toczącej się w 
kraju walce politycznej. Przeciwnicy dążeń monarchicznych wypominali Naruszewiczowi, że 
pochwalił króla „kosztem narodu", a nawet zarzucali mu fałszowanie historii. Mimo znacznej 
objętości i małej przystęp-ności dla szerszego kręgu czytelników — która nieraz spotykała się 
z naganą — dzieło biskupa smoleńskiego oddziaływało na
76
Historia republikańska
przemiany mentalności obywateli Rzeczypospolitej. Korzystano z niego w zreformowanym 
szkolnictwie Komisji Edukacji Narodowej, odwoływali się doń politycy i publicyści, powoływali 
się na nie senatorowie i posłowie, uczestniczący w debatach Sejmu Czteroletniego. Historia 
narodu polskiego odegrała ogromną rolę w toczącej się walce o wyposażenie umysłów 
współczesnego pokolenia Polaków w nowe kategorie myślenia o sprawach narodu i państwa.
Skoro monarchiczny program reform otrzymał pod piórem Naruszewicza tak świetną 
historyczną legitymację, było zrozumiałe, że lepszego jeszcze — ich zdaniem — 
zakorzenienia swych poglądów w narodowej przeszłości jęli wówczas dowodzić także 
zwolennicy alternatywnego do królewskiego, republikańskiego programu naprawy stosunków 
krajowych. Nie stworzyli oni wprawdzie naukowych dzieł historycznych, które można by było 
porównać z pracą biskupa smoleńskiego, stworzyli wszakże adresowaną do szerokiej 
publiczności historyczną publicystykę. Rozwinęła się ona w dwóch wariantach: tradycjonalisty 
cznym i oświeceniowym. W szranki historycznej polemiki z dążeniami monarchicznymi 
wstąpił więc przywódca reakcji staroszlacheckiej, hetman polny koronny Seweryn Rzewuski 
(ą74ł-ą8ąą), który w pisemku O tronie polskim zawsze obieralnym (ą79ą) zaprezentował 
integralnie konserwatywną, trady-cjonalistyczną interpretację historii Polski. Znacznie 
poważniejszy charakter miała jednak praca jednego z czołowych działaczy konfederacji 
barskiej Michała Wielhorskiego (ok. ą7ł0-ą8ą4). W traktacie O przywróceniu dawnego rządu 
według pierwiastkowych Rzeczypospolitej ustaw (ą775) przedstawił on nawiązujący do 
republikańskich idei, rozwijanych przez myślicieli francuskiego Oświecenia, odmienny od 
tradycjonalistycznego i nie mniej niż on polemiczny w stosunku do koncepcji monarchicznej, 
republikański, pogląd na całość dziejów Polski. Jego sposób myślenia o biegu spraw polskich 
„wywrze istotny wpływ na poglądy
77
J
Polskie Oświecenie
i postawy wcale licznych pisarzy i działaczy, zwłaszcza młodej generacji, w czasach 
stanisławowskich. W niczym nie przeszkadzało temu, że Wielhorski nie znalazł 
bezpośrednich kontynuatorów" (J. Maciejewski).
Opozycja między monarchizmem a republikanizmem nie wyczerpywała wszakże głównych 
kierunków ówczesnej polskiej myśli historycznej. W czasie burzliwych debat Sejmu 
Czteroletniego, w środowisku Kuźnicy Kołłątajowskiej zrodził się bowiem radykalny 
reformatorski program, zmierzający do wyzwolenia ludu i ustanowienia w Rzeczypospolitej 

background image

nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Podobnie jak zwolennicy konkurencyjnych 
programów, również orędownicy tej koncepcji starali się wykorzystać historię jako oręż do 
walki o jej realizację. Wprawdzie również i oni nie stworzyli własnej historiografii w pełnym 
tego słowa znaczeniu, jednak piórami tak znakomitych autorów, jak Hugo Kołłątaj (ą750-
ą8ą2) i Franciszek Salezy Jezierski (ą740-ą79ą) rozwinęli świetną publicystykę, w której 
przedstawili własną, całościową interpretację naszych dziejów. Uznali oni, że od śmierci 
Zygmunta Augusta Polska zatrzymała się w marszu na szlaku postępu, jakim dotychczas 
kroczyła razem z Europą i wkroczyła na drogę regresu, która doprowadziła ją do sytuacji 
rozwojowego zacofania. Podczas gdy w Europie „narody poszły pod powagę tronu opisaną 
ustawą prawa" (F.S. Jezierski), w Polsce utrwaliły się stosunki feudalne, które następnie 
wyrodziły się w szlacheckim jedynowła-dztwie. Wtórował mu Stanisław Staszic (ą775-ą826) 
powiadając w Przestrogach dla Polski... (ą790): „Polska dopiero w wieku piętnastym. Cała 
Europa już wiek osiemnasty kończy!" Uważali więc, że jeśli Rzeczpospolita ma ocalić swą 
egzystencję, powinna pilnie przystosować stosunki krajowe do „robót całej Europy" (H. 
Kołłątaj).
Nie ma co do tego wątpliwości, że autor Dziejów narodu polskiego był najwybitniejszym 
polskim historykiem czasów stani-
78
Historia powszechna
sławowskich, jedynym, który stworzył całościową interpretację dziejów Polski, a ta 
interpretacja zainicjuje ważny kierunek nowożytnej historiografii polskiej. Nie był przecież 
historykiem jedynym: oprócz niego działali inni, którzy także mieli udział w rozwoju polskiego 
oświeceniowego dziejopisarstwa. Kiedy powszechna uwaga skupiała się na sporach o 
interpretację narodowej przeszłości, ich prace poza kręgiem intelektualistów nie mogły 
spotkać się z większym zainteresowaniem. Taki los stał się nie tylko udziałem znanego nam 
już jako polemista F. £oyki — który rezultatów swoich pionierskich badań nad dziejami 
gospodarczymi nie ogłosił — lecz także toruńskiego historyka i prawnika, przez szereg lat 
nauczyciela w Szkole Rycerskiej, autora kilku wartościowych rozpraw naukowych, 
wspomnianego już Krystiana Bogumiła Steinera (ą746-ą8ą4). O dziejach Polski nie pisano 
też wówczas jedynie w nowym, oświeceniowym duchu. Mimo wszystkich sukcesów nowej 
historiografii i publicystyki historycznej, tradycyjne sarmackie dziejopisarstwo — jak świadczy 
o tym choćby twórczość Szymona Majchrowicza (ą7ą7-ą78ł) — długo jeszcze trzymało się u 
nas
całkiem dobrze.
Aczkolwiek głównym obszarem, na którym toczyła się walka
0  nowy kształt myślenia Polaków, była historia Polski; objęła ona również także pole historii 
powszechnej. Oświeceniowy powrót Polski do Europy zaznaczył się w historiografii 
wyraźnym obudzeniem zainteresowania historią powszechną. Z inicjatywy środowiska, 
zbierającego się na obiadach czwartkowych, zbiorowymi siłami, w duchu umiarkowanych idei 
oświeconego wieku, opracowano Historie polityczna państw starożytnych (ą772). Inne 
publikacje z historii powszechnej były jednak na ogół dziełami pojedynczych autorów, takich 
jak Kajetan (ą74ł-ą806)
ą Wincenty (ą745-ą79ą) Skrzetuscy, Karol Wyrwicz (ą7ą7-ą79ł), Jacek Idzi Przybylski (ą756-
ą8ą9), Dominik Szybiński (ą7ł0--ą799), Tadeusz Podlecki czy Franciszek Rzepnicki. 
Reprezen-
79
Polskie Oświecenie
towały one różny poziom, nie wszyscy też ich autorzy byli otwarci na nowe idee epoki, w 
sumie stanowiły jednak poważny dorobek dziejopisarski. Prócz zarysów historii powszechnej 
znalazły się wśród tych prac także opracowania historii poszczególnych krajów, nie tylko 
starożytnej Grecji czy Rzymu, lecz także Francji, Szwecji, a nawet Indii i Chin. Brak 
rodzimych dzieł, poświęconych historii obcej, starano się nadrobić tłumaczeniem 
francuskiego Nowego dykcjonarza historycznego (Józef Ignacy Boelcke) oraz przekładami 
różnych dzieł cudzoziemskich. Większość wspomnianych prac autorów polskich, 
poświęconych historii powszechnej, miała charakter dydaktyczny i wraz z nowymi 
popularnymi opracowaniami dziejów ojczystych — wśród których wyróżnił się zwłaszcza 
podręcznik pióra Teodora Wagi (ą7ł9-ą80ą) wydany po raz pierwszy w ą767 r. jako Krótkie 
zebranie historii i geografii polskiej, następnie, z pominięciem części geograficznej, 
wielokrotnie wznawiany w kolejnych przeróbkach (po raz ostatni w ą864 r.) pt. Historii książąt 
i królów polskich krótko zebranej — była szeroko wykorzystywana w zreformowanym 
szkolnictwie Komisji Edukacji Narodowej. W ten sposób prace te uczestniczyły w 
kształtowaniu nowych wyobrażeń Polaków o świecie.

background image

Wiek Oświecenia przyniósł wreszcie w Polsce znaczący wzrost zainteresowania 
teoretycznymi i metodologicznymi zagadnieniami historii. Teraz zajmowali się nimi nie tylko 
historycy (Naruszewicz), lecz także pisarze, którzy interesowali się historią (Ignacy Krasicki); 
wielokrotnie, w oświeceniowym duchu, pisano o nich na łamach ówczesnej prasy. Również 
pod tym względem poczęliśmy wówczas wracać do Europy. Od początków Oświecenia 
wreszcie przystąpiono u nas do nadrabiania zaległości w zakresie gromadzenia, 
opracowywania i publikowania źródeł historycznych. Jeszcze w latach ą7ł2-ą7łł ukazały się 
opracowane staraniem Stanisława Konarskiego (ą700--ą77ł) dwa pierwsze tomy 
wydawnictwa, obejmującego prawa
80
Historia a katastrofa
Rzeczypospolitej, opatrzonego tytułem Yolumina Legum. W drugiej połowie XVIII stulecia w 
Warszawie poczęły się ukazywać liczne wydawnictwa źródłowe, przygotowane przez 
oficjalnego historiografa Augusta III, Wawrzyńca Mitzlera de Kolof (ą7ąą--ą778), zaś w Wilnie 
pierwsze tomy kodeksu dyplomatycznego Królestwa Polskiego (Codex Diplomaticus Regni 
Poloniae), opracowywanego przez Macieja Dogiela (ą7ą5-ą760). Dorobek ten — bardziej 
jednak w zakresie porządkowania zasobów archiwalnych (m.in. H. Kołłątaj) i gromadzenia (A. 
Naruszewicz) źródeł, niż ich publikowania — zostanie pomnożony w czasach 
stanisławowskich.
Dla polskiej refleksji historycznej i historiografii największym wstrząsem stała się likwidacja 
polskiej państwowości. W przekonaniu wielu działaczy polskiego Oświecenia nowa sytuaq'a 
stwarzała ogromne zagrożenie dla narodowego bytu Polaków, niełatwo bowiem przychodziło 
im wyobrazić sobie możliwość ich dalszej egzystencji jako narodu w warunkach braku 
własnego państwa. Zabiegając o jej przedłużenie na przyszłość, zaczęto się więc krzątać 
wokół pielęgnowania tego wszystkiego, co zgodnie uważano za dźwignie polskiej 
świadomości narodowej, mianowicie języka i literatury oraz pamięci o polskiej przeszłości. W 
ten sposób starano się uczynić zadość przestrodze Jana Jakuba Rousseau, aby Polacy, 
skoro nie mają dość siły, aby uratować własne państwo, przynajmniej nie dali się pochłonąć 
przez narody, które się nim podzieliły. „Niezdolni polityczną egzystencję upadłej ojczyzny 
naszej podźwignąć, chcielibyśmy przynajmniej pod pozorem nauk niejako jej zapewnić 
jestestwo", powiadał w cztery lata po zawiązaniu się Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół 
Nauk jego pierwszy prezes, historyk Jan Albertrandi (ą7łą-ą808).
Porozbiorowa sytuacja wymagała od historyków odpowiedzi na nurtujące świadomych pod 
względem narodowym Polaków zasadnicze pytanie o przyczyny katastrofy Rzeczypo-

Polskie Oświecenie
spolitej, odpowiedzi, która ułatwiłaby im rozwiązanie dylematu: czy katastrofa jest 
nieodwracalna, czy też los kiedyś się dla nich odwróci i będą mogli odzyskać polityczną 
egzystencję? Od jego rozwiązania zależało wówczas bardzo wiele: mianowicie to, jak Polacy 
odnajdą się w nowej politycznej rzeczywistości.
W ówczesnej polskiej refleksji historycznej zarysowały się w tej sprawie dwa stanowiska, 
które uogólniała antyteza: upadek czy rozbiór? Skoro starania o naprawę stosunków 
krajowych skończyły się niepowodzeniem, niedawni orędownicy mo-narchicznej interpretacji 
dziejów Polski, zgodnie z przyjmowanymi przez siebie oświeceniowymi kategoriami 
rozumienia mechanizmu wzrostu i upadku państw, poczęli rozpatrywać katastrofę 
Rzeczypospolitej jako samozawiniony — ma się rozumieć — upadek. Teoria 
samozawinionego upadku, która pod piórem Naruszewicza miała być przestrogą, w nowych 
okolicznościach zdawała się potwierdzać nieodwołalność wydanego już na Polskę wyroku. 
Zanim wszakże katastrofa się dopełniła, w środowisku Kuźnicy Kołłątajowskiej i Stronnictwa 
Patriotycznego zrodziła się przeciwstawna koncepcja, mianowicie teoria rozbioru. Rozwinęli 
ją Hugo Kołłątaj i Ignacy Potocki (ą750-ą809) w opracowanym przy udziale Franciszka 
Ksawerego Dmochow-skiego (ą762-ą808) dziele O ustanowieniu i upadku Konstytucji 
polskiej ł maja ą79ą (ą79ł). Dowodzili w nim, że Polska nie upadła z własnej winy, ale padła 
ofiarą chciwości sąsiednich mocarstw:
bez żadnej winy ze swej strony, nie dawszy najmniejszego powodu sąsiadom do zemsty i 
nieprzyjacielstwa, przygotowawszy środki wszystkie do szczęścia własnego.
Każda z tych teorii pociągała za sobą odmienne spojrzenie na polską przeszłość narodową. 
Teoria samozawinionego upadku implikowała rozpatrywanie przeszłości Polski z punktu 
widzenia narastania w niej czynników wewnętrznego rozkładu państwa, co prowadziło do 
krytycznej, uważanej nieraz za pesy-
82
Historia a katastrofa

background image

mistyczną, oceny dziejów narodowych. Przeciwnie teoria rozbioru: inspirowała ona do 
poszukiwania w dziejach Polski momentów, świadczących o żywotności narodu i państwa, co 
z kolei prowadziło do idealizacji narodowej przeszłości. Przemiany polskiej myśli historycznej, 
jakie nastąpiły bezpośrednio po rozbiorach, potwierdzają słuszność socjologicznej 
obserwacji, że kiedy stosunki teraźniejsze postrzega się jako niekorzystne, wówczas czasy 
wcześniejsze „powoli ulegają idealizacji: to są dobre czasy, o których się marzy" (S. 
Ossowski).
Rozdział VII
Przemiany historiografii europejskiej w XIX w.
Nazwano dziewiętnaste stulecie wiekiem historii. Konsekwencją wielkich dziejowych 
wydarzeń, które od końca XVIII w. stały się udziałem tak wielu społeczeństw europejskich, 
był wzrost „świadomości realności historii, świadomości, że historia, która jest nieprzerwanym 
pasmem przeobrażeń, może wkroczyć w życie każdej jednostki" (G. Lukacs). Zbiorowe 
doświadczenie pociągnęło za sobą zasadniczą zmianę w świadomości społecznej: 
oświeceniowe nastawienie na powolny postęp ustępowało coraz bardziej miejsca 
orientowaniu się ludzi na szybką i zasadniczą zmianę, którą na najrozmaitsze sposoby 
pozwalały artykułować bujnie rozwijające się nowe idee wieku. To nowe uwrażliwienie 
świadomości zbiorowej na historyczną zmienność rzeczywistości społecznej przyniosło w 
Europie niespotykane wcześniej nasycenie historią wszelkich rodzajów twórczości: od 
filozofii, przez literaturę piękną, do najsubtelniejszych dzieł sztuki.
Wiek XIX przyniósł też niebywały rozkwit dziejopisarstwa. Historiografia wysunęła się 
wówczas zdecydowanie na pierwsze miejsce wśród nauk społecznych. Szybko poczęła się 
stawać
84
Uzawodowienie historiografii
nauką profesjonalną, której standardy określali zajmujący się nią zawodowo uczeni, 
działający zarówno na uniwersytetach, jak i w innych, rozwijających się wówczas 
organizacyjnych strukturach nauki historycznej. Ich bujny rozwój stał się możliwy dzięki 
mecenatowi państwowemu: władze państw europejskich coraz lepiej poczęły teraz zdawać 
sobie sprawę z tego, że popieranie rozwoju nauki historycznej we własnym kraju może im 
przynieść pożytek, którego w inny sposób nie mogłyby uzyskać. Przykład przyszedł z Prus, 
gdzie już w ą8ą9 r. z inicjatywy barona Heinricha von Steina powołano do życia Towarzystwo 
do Badania Dawniejszej Historii Niemiec (Gesellschaft fur altere deutsche Geschichtskunde), 
które postawiło sobie za zadanie publikowanie źródeł do ich średniowiecznej historii. 
Rezultatem tego przedsięwzięcia było podjęcie edycji (ą826) Monumentu Ger-maniae 
Historica, które stały się wzorem dla podobnych inicjatyw w innych krajach. We Francji dla 
kształcenia specjalistów z zakresu nauk pomocniczych historii w ą82ą r. utworzono „Ecole 
des Chartes", później z inicjatywy Franc.ois Guizota powołano do życia Towarzystwo Historii 
Francji (Societe de l'Histoire de France), które od ą8ł5 r. poczęło ogłaszać źródła do historii 
tego kraju. Nieco później (ą857) podobną inicjatywę podjęto w Anglii (Rolls Series). Nie 
pozostawały w tyle także inne kraje.
Zasadnicze znaczenie dla uzawodowienia historiografii miało rozpowszechnienie się w 
Europie stworzonej przez naukę niemiecką seminaryjnej metody przygotowywania przyszłych 
adeptów historii do samodzielnej pracy. W drugiej połowie XIX stulecia metoda ta 
rozpowszechniła się w całej Europie. Z prowadzonych przez znakomitych mistrzów 
seminariów historycznych wywodziła się odtąd większość uniwersyteckich profesorów 
historii, a także innych uczonych, uprawiających ją według profesjonalnych standardów.
Powiedzieliśmy o miejscu, jakie wśród nauk społecznych zajęła wówczas historiografia: 
należałoby tu jednak rzec raczej
85
Wiek Histońi
o historiografiach w liczbie mnogiej. W odróżnieniu bowiem od Oświecenia, nowe stulecie nie 
stworzyło jednego tylko histo-riograficznego standardu, ale zaproponowało kilka modeli 
historii jako nauki, z których niemal każdy w jakiejś mierze stał się standardem dla jakiejś 
części ówczesnego dziejopisarstwa, żaden jednak nie został powszechnie, w skali 
ogólnoeuropejskiej, zaakceptowany. Historiograficzna rzeczywistość XIX w. była bowiem 
ogromnie pluralistyczna, a wyznacznikiem jej zróżnicowania stał się stosunek do tradycji 
oświeceniowej myśli historycznej: opozycyjny bądź przeciwnie, afirmatywny. W związku z 
różnicami stanowisk w tej podstawowej sprawie, rozwinęły się wówczas na Zachodzie różne 
style historycznego myślenia (filozofie dziejów), które stały się podstawą do uformowania się i 
rozwoju różnych modeli dziejopisarstwa, a co za tym idzie także ukształtowania się 
rozmaitych historiograficznych standardów.

background image

Podczas gdy w dobie Oświecenia pierwszoplanową rolę odgrywała historiografia francuska, 
w wieku XIX na czołowe miejsce w Europie wysunęła się niemiecka nauka historyczna, której 
wzór będzie odtąd promieniował na historiografię innych krajów. Swoją czołową pozycję 
zawdzięczała ona nie tylko nowej filozo-ficzno-historycznej doktrynie, którą przyjęła za swoją 
podstawę, ale przede wszystkim budzącej powszechny podziw świetnej dziejopisarskiej 
praktyce znakomitych niemieckich historyków.
Już w początkach XIX stulecia w reakcji na uniformistyczny uniwersalizm i racjonalizm myśli 
Oświecenia począł się kształtować w Niemczech nowy styl historycznego myślenia, którego 
orędownicy zakwestionowali oświeceniową wiarę w jedność rzeczywistości społecznej i 
przyrodniczej, w jej nomologiczny charakter, oraz w istnienie ponadczasowych zasad 
etycznych i politycznych. Rozwinęli oni indywidualistyczny pogląd na dzieje, według którego 
ich podmiotem nie był już — jak dla myślicieli Oświecenia — zuniformizowany „ród ludzki", 
ale poszczególne narody i państwa, rozumiane jako niepowtarzalne
86
Indywidualistyczny historyzm
indywidualności, mające realizować w swych dziejach indywidualne misje. Chociaż 
zaproponowali spojrzenie na dzieje jako na „sumę indywidualności obdarzonych 
indywidualną wolą" (G. G. Iggers), nie poniechali ich rozpatrywania w perspektywie 
uniwersalistycznej. Czynili to jednak zasadniczo inaczej od swych oświeceniowych 
poprzedników, nie w kategoriach uni-formistycznych, ale w indywidualistycznych, 
proponowali bowiem rozpatrywanie stanowiącej zbiorowy podmiot dziejów „ludzkości" jako 
harmonicznej jedności—„symfonii", jak nieraz powiadano — wypełniających w swych 
dziejach swoje indywidualne powołania narodów.
Jeżeli rzeczywistość, będącą przedmiotem zainteresowania historii, uznano teraz za 
zasadniczo różną od przyrodniczej, było zrozumiałe, iż musiano uznać, że odmienne powinny 
być też metody badania ich obu. O ile nauki przyrodnicze posługują się „racjonalną 
obserwacją", w historii ona nie wystarcza, bowiem dziejowa rzeczywistość jest — jak się 
wyraził Wilhelm Humboldt — „tylko po części dostępna zmysłom". Prawda postrzeganych 
przez badaczy faktów jest „konieczną podstawą historii", ale nie jest „samą historią". To 
bowiem, co „stawia szczegół w prawdziwym świetle" — mianowicie „wewnętrzny związek 
przyczynowy, na którym to przecież jedynie opiera się wewnętrzna prawda" — „wymyka się 
bezpośredniej obserwacji". W swej mowie „O zadaniach dziejopisarza" (ą82ą) Humboldt 
dowodził:
to, co się zdarzyło, jest tylko częściowo widoczne w świecie zmysłów, pozostała część musi 
zostać dodatkowo odczuta, wywnioskowana, odgadnięta. [...] Prawda każdych dziejów 
polega na dołączeniu się [...] niewidzialnej części każdego faktu i tę musi historiograf u-
względnić.
W ten sposób niemiecki filozof uzasadniał zasadniczy z punktu widzenia programowanego 
przez siebie nowego stylu historycznego myślenia — mianowicie doktryny indywiduali-
87
Wiek Historii
stycznego historyzmu — pogląd o intuicyjnym charakterze historycznego poznania.
Sformułowaną przez W. von Humboldta doktrynę indywidualistycznego historyzmu przyjął za 
podstawę naukowej historiografii najznakomitszy historyk niemiecki XIX w., wieloletni 
profesor Uniwersytetu w Berlinie Leopold Ranke. Również dla niego podmiotem dziejów były 
indywidualności: postacie, instytucje, narody, kultury. Także i on uważał, że rzeczywistość 
będąca przedmiotem badania historii różni się zasadniczo od przyrodniczej, gdzie rządzą 
ogólne prawa, których nie ma i być nie może w rzeczywistości historycznej. To bowiem, co 
indywidualne, jednostkowe, szczególne, niepowtarzalne, nie daje się podporządkować 
jakimkolwiek prawom rozumianym na wzór obowiązujących w przyrodzie. Podmiotem dziejów
— a przedmiotem historii jako nauki — jest bowiem dla Rankego „ludzki duch, unikalny 
element osobowości, który nadaje indywidualnościom ich charakter".
Zrozumienie indywidualności, unikalności, rzeczywistości dziejowej wymagało — zdaniem 
Rankego — odpowiedniej rekonstrukcji przeszłości. Już u początku swej naukowej 
działalności (ą824) sformułował on słynną odtąd dyrektywę metodologiczną, pisząc:
wyznaczono historii urząd sądzenia przeszłości, pouczania współczesnych ku pożytkowi 
przyszłych pokoleń; tak wysokich urzędów nie czuje się godna niniejsza próba; pragnie ona 
tylko powiedzieć, jak to właściwie było (er bloss will sagen, wie es eigentlich gewesen).
Niemiecki historyk nie rozumiał jednak kategorii eigentlich tak jak sądzi wielu jego 
komentatorów, mianowicie w znaczeniu: „rzeczywiście", „faktycznie", co implikowałoby, że 
stawiał on przed historią minimalistyczne zadania opisowe. Znakomity historyk rozumiał tę 
kategorię jako „w istocie", „właściwie", a to oznacza, że opowiadał się nie za stanowiskiem 

background image

minimalistycz-
88
Ranke
nym, ale przeciwnie, domagał się, aby historia docierała do tego, co stanowiło indywidualną, 
niepowtarzalną „istotę" badanych przez nią zdarzeń. Podobnie jak dla W. von Humboldta, 
również dla Rankego krytyczne zestawienie faktów nie stanowiło jeszcze historii. Uważał on, 
że historyk nie może ograniczać się do powierzchniowej obserwacji zdarzeń, że powinien 
zgłębić ich „istotę" i dotrzeć do określających ją idei. Każdy bowiem fakt historyczny — 
zdaniem Rankego — wyraża „akt myśli ludzkiej lub ducha ludzkiego". „Każde życie zawiera w 
sobie swój ideał" — pisał Ranke — i wywodził, że:
fi idea, która inspiruje i określa całość, przeważającą tendencję umysłów i ogólne warunki, 
jest tą, która określa powstanie i charakter każdej instytucji.
Owe przysługujące poszczególnym dziejowym indywidualnościom idee stawały się w myśli 
Rankego swoistą energią witalną, właściwą każdej indywidualności zasadą, określającą jej 
rozwój, zmieniającą się w jego trakcie. Konsekwencją rankow-skiej teorii idei była dyrektywa, 
według której każda dziejowa indywidualność powinna być badana z punktu widzenia jej 
samej. Zdaniem berlińskiego historyka wszelkie próby podporządkowania badania 
historycznego jakimkolwiek ogólnym schematom bądź abstrakcyjnym pojęciom oznaczałyby 
zgwałcenie historycznej rzeczywistości.
Rozwinięta przez berlińskiego historyka koncepcja etycznej autonomii każdej indywidualności 
oczywiście wykluczała możliwość przyjęcia przezeń poglądu o istnieniu w dziejach 
uniwersalnego postępu. „Każda epoka pochodzi bezpośrednio od Boga", powiadał Ranke, 
każda ma swoje indywidualne, niepowtarzalne cechy i w związku z tym nie można mówić o 
wyższości jednej z nich nad drugą. Inna sprawa, że historyk nie był jednak w tej sprawie 
zupełnie konsekwentny. ,,,, Za podstawową indywidualność, która miała być przedmio-
89
Wiek Historii
tem badania historycznego, Ranke uważał państwo. Rozumiał je jako „skupienie władzy", 
oparte nie na umowie społecznej, ale na metafizycznej, duchowej podstawie; uważał, że jako 
indywidualność kieruje się ono w swoim postępowaniu własnymi duchowymi dążeniami. 
Dlatego też sądził, że nie może podlegać ocenie z punktu widzenia żadnego zewnętrznego 
kryterium. Prowadziło go to do wniosku, że opierająca się na duchowej podstawie władza 
państwowa, inaczej niż indywidualny człowiek, nie może podlegać moralnemu 
wartościowaniu. Wszystko, co państwo czyni, było więc dla niego ze swej istoty moralne, zaś 
to państwo, które zwyciężyło w konflikcie z innym, reprezentowało wyższą moralną energię 
od pokonanego. Nie trzeba wyjaśniać, jakie miało to konsekwencje dla historiografii: 
koncepcja Rankego uzasadniała bowiem apologię siły państwa w dziejach.
Konsekwencją przyjętej przez historyka koncepcji państwa było ukierunkowanie jego 
dziejopisarstwa na badanie przede wszystkim dziejów stosunków państwowo-politycznych, w 
szczególności międzynarodowych. Leopold Ranke nie tylko sam znakomicie je badał, ale 
dzięki przemożnemu wpływowi, jaki wywierał na naukę historyczną, ukierunkował na nie 
także swoich licznych uczniów i naśladowców. Właśnie za sprawą Rankego, jego uczniów i 
naśladowców, uprawianie historii jako historii państwowo-politycznej stało się więc w XIX w. 
szeroko akceptowanym standardem naukowej historiografii. Odtąd dla ogromnej części 
europejskiej historiografii prawdziwie naukową, „umiejętną" —jak wówczas powiadano — 
historią była historia polityczna.
Zdaniem Rankego wiedza historyczna możliwa jest dlatego, że obie strony — zarówno 
historyk, jak i jego przedmiot — stanowią część historycznego procesu i obie mają wspólną 
podstawę w woli Opatrzności. Umożliwia to historykowi zrozumienie badanego przez siebie 
przedmiotu. Ranke zbudował całą
Ranke
teorię rozumienia w historii, określając jako jej narzędzie intuicyjną kontemplację przedmiotu. 
Jego zdaniem poznanie w historii ma charakter aktywny i intuicyjny: jest to proces, w którym 
intelekt może uchwycić istotę przedmiotu. Kontemplacja indywidualności pozwala historykowi 
na rozpoznanie kierunku, w jakim toczy się świat, kierunku, który — jak sądzili zarówno 
Humboldt, jak i Ranke — można tylko przewidywać, ale nie można go z pewnością określić.
Ranke stworzył nowy standard historii jako nauki, który przyjęła za własny przeważająca 
część hołdującej poglądom konserwatywnym akademickiej historiografii niemieckiej XIX w. 
Berliński mistrz stworzył ogromnie wpływową własną szkołę historyczną, która na 
kilkadziesiąt lat zmajoryzowała niemiecką akademicką historiografię. Wywarł też znaczny, 
choć nie tak przemożny jak w swojej ojczyźnie, wpływ na naukę historyczną w innych 
krajach.

background image

Historiografia indywidualistycznego historyzmu nie była wszakże jedynym dziejopisarskim 
standardem, który rozwinął się w pierwszej połowie XIX w. w opozycji w stosunku do tradycji 
myśli historycznej Oświecenia. Opozycja ta wyraziła się współcześnie także w inny sposób, 
mianowicie w koncepcjach historycznych i związanych z nimi propozycjach historiograficz-
nych, które rozwinęły się na gruncie Romantyzmu. Romantyczny bunt przeciw istniejącemu 
porządkowi świata wyraził się w specyficznym historyzmie, polegającym na deprecjacji 
teraźniejszości i postrzeganiu jej jako tylko przejściowego momentu dziejącej się historii. 
Podstawą traktowania przez romantyków sprzężenia przeszłości — teraźniejszości — 
przyszłości jako integralnej całości było z jednej strony znane nam już z obszaru 
indywidualistycznego historyzmu przekonanie o auto-nomiczności rzeczywistości moralnej, 
czyli dziejowej, z drugiej zaś przeświadczenie, że dzieje są niczym innym, jak realizacją 
indywidualnych zasad moralnych. Dla romantyków dzieje nie
90

Wiek Historii
były jednak dziejami w ogóle — pod tym względem zaprzeczali oni uniwersalizmowi myśli 
Oświecenia — ale były dziejami poszczególnych indywidualności: narodów, grup etnicznych 
(Germanie, Słowianie), wspólnot językowych czy duchowych. Ich indywidualność miała być 
określana przez właściwą im misję, powołanie, ideę, oczywiście o proweniencji 
prowidencjalnej, która miała wyznaczać bieg ich dziejów, indywidualny i im tylko właściwy 
przebieg historycznego procesu.
W różnych krajach Romantyzm w poglądach swych reprezentantów legitymował bardzo 
zróżnicowane dążenia ideowe. Równie dobrze dostarczał argumentów dla ideologii 
zachowawczych — czego przykładem był konserwatywny romantyzm niemiecki, z jego 
mediewalizmem, czyli kultem feudalnego średniowiecza — jak i postępowych, aż po 
rewolucyjne, z czym spotykamy się zarówno na gruncie polskim, jak i francuskim. 
Romantyczne dążenie do „ożywienia przeszłości" było bowiem pod względem ideowym 
ambiwalentne. Okazało się wszakże ogromnie płodne pod względem kulturowym.
Mimo wspólnych (ontologicznych) założeń romantycznego historyzmu, nie mogło więc dojść 
w europejskiej historiografii pierwszej połowy XIX w. do ukształtowania się jakiegoś 
względnie jednolitego kierunku historiografii romantycznej, choć niemal w każdym kraju miała 
ona wówczas swoich przedstawicieli. Dlatego też trudno jest mówić o Romantyzmie jako 
dającym się wyodrębnić okresie rozwoju europejskiej historiografii XIX w.
Historiografię romantyczną reprezentowała w Niemczech przede wszystkim tzw. historyczna 
szkoła prawa, rozpatrująca prawo jako wyraz indywidualnego charakteru narodowego 
(Friedrich Karl Savigny, Karl Friedrich Eichhorn), później zaś zafascynowana lokalnym 
kolorytem stosunków, panujących niegdyś w Niemczech, konserwatywna historiografia 
kultury (Wilhelm Heinrich Riehl, Gustav Freytag). Bodaj najbujniej dziejopisarstwo 
romantyczne rozkwitło we Francji, gdzie zaprezen-
Nowe teorie społeczne
towało też największą rozpiętość opcji ideowych: od zapatrzonego w ideały 
średniowiecznego chrześcijaństwa Franc.ois Renę Chateaubrianda po demokratę, 
szermierza wolności narodów Julesa Micheleta. Po drugiej stronie kanału La Manche 
wybitnymi przedstawicielami romantycznego historyzmu będą zagorzały orędownik 
heroistycznej interpretacji dziejów Thomas Carlyle oraz świetny historyk Thomas Babington 
Macaulay.
Romantyczny historyzm tylko w niewielkiej części stał się podstawą dla rozwoju 
demokratycznej i liberalnej myśli historycznej w Europie. Silniejsze aniżeli w nim oparcie 
znalazła ona bowiem w nowych teoriach społecznych, które proponowały rozumienie 
dziejowej rzeczywistości zasadniczo w innych kategoriach niż te, do których odwoływał się 
zarówno indywidualistyczny historyzm, jak i refleksja Romantyzmu. Chodzi tu o teorie, które 
rozwinęły się nie w opozycji, ale w nawiązaniu do myśli historycznej Oświecenia stały na 
stanowisku jedności świata społecznego i przyrodniczego, rozumiały rzeczywistość 
społeczną w kategoriach nomologicznych i starały się określić prawa, mające wyznaczać jej 
dynamikę.
Spośród nich największą popularnością cieszyła się na Zachodzie teoria, rozwinięta przez 
zwolennika idei socjalizmu Claude'a Henri Saint-Simona. Dowodząc, że „historia jako nauka 
nie wyszła jeszcze z powijaków", postulował on jej zasadniczą przebudowę po to, aby 
umożliwiła „wnioskowanie o tym, co będzie, na podstawie tego, co było". Rozpatrując 
społeczeństwo w kategoriach naturalistycznych, jako organizm, francuski myśliciel dowodził, 
że rozwija się ono „podług faz analogicznych do tych, wedle których rozwija się jednostka". 

background image

Miały nimi być: dzieciństwo, młodość, wiek męski i starość, przy czym każda z tych faz miała 
mieć zindywidualizowany charakter, podobnie jak miały go fazy rozwoju jednostki.
Francuski filozof rozwinął różne warianty swojej koncepcji rzeczywistości dziejowej. 
Nawiązując do idei Oświecenia
92

Wiek Historii
Saint-Simon uważał, że źródłem jej dynamiki jest postęp myśli, polegający na bezustannym 
rozwoju ludzkiego poznania. W odróżnieniu od myślicieli Oświecenia nie rozumiał go jednak 
jako procesu linearnego i kumulatywnego, ale interpretował jako proces dialektyczny, w 
którym przyczyny zamieniały się miejscami ze skutkami, dokonujący się skokami, którymi 
były dla niego rewolucje. Nie deklarował się jako ich wielbiciel, uważał je wszakże za 
konieczny, a zarazem twórczy moment dynamiki dziejowej rzeczywistości. Wywodził bowiem:
rewolucje są złem straszliwym, lecz jednocześnie złem nieuniknionym. Wielkie postępy 
ducha ludzkiego są rezultatem wielkich kryzysów; postępy te przygotowują nowe kryzysy. 
Lud zawsze się buntował i będzie się nadal zawsze buntować, ilekroć załamie się 
równowaga między oświeceniem i władzą rządzących, z jednej strony, a ciemnotą i 
zależnością rządzonych z drugiej.
W swym dążeniu do unaukowienia historii Saint-Simon w nawiązaniu do idei Oświecenia 
rozwinął więc nowy ogólny pogląd na dzieje, w którym zaproponował ich rozumienie jako 
koniecznego, dialektycznego procesu, którego mechanizmem napędowym byłaby walka 
społeczna. Poglądy Saint-Simona weszły do szerokiego obiegu społecznego w 
zmodyfikowanej postaci, dzięki działalności jego uczniów, którzy utworzyli tzw. szkołę 
saintsimonistów. Rozwinęli oni filozofię historii swego mistrza, podkreślając szczególnie 
mocno konieczność zniesienia podziału społeczeństwa na antagonistyczne klasy. Wywodzili 
więc:
ludzie [...] dzielą się [...] na dwie klasy, wyzyskujących i wyzyski-" wanych, można nawet 
powiedzieć [...], że przeszłość ukazuje nam dwa odrębne gatunki, gatunek panów i gatunek 
niewolników. Pierwszy gatunek ludzki uważa ten drugi za obcy sobie, stanowi on część M 
dobytku ruchomego, jest prawnie i faktycznie zrównany ze zwierzę-
94
Nowe teorie społeczne
•••••>,. tami. Historia wskaże nam, jak ta najliczniejsza klasa, dzięki pracom pokojowym, do 
których była używana, stale polepszała swój ą względną pozycję w społeczeństwie. [...] 
Rodzaj ludzki skruszy w końcu wszelkie łańcuchy, jakimi skrępował go antagonizm, pewnego 
dnia człowiek [...], zorganizuje się dla pokoju.
Z pewnością mniej, niż idee Saint-Simona, oddziałały na europejską myśl historyczną 
pierwszej połowy XIX w. koncepcje innych myślicieli społecznych. Odnosi się to do idei 
wybitnego francuskiego reformatora społecznego Frangois Marie Charlesa Fouriera. 
Również i on, w nawiązaniu do nomologicznej refleksji Oświecenia, stworzył własną filozofię 
historii. Także i on rozpatrywał rzeczywistość dziejową w kategoriach naturalistycz-nych, 
uważał bieg dziejów za konieczny proces ewolucyjny, który miał przechodzić przez 
analogiczne do etapów rozwoju jednostki cztery fazy rozwojowe: dzieciństwa, wzrastania, 
schyłku i zgrzybiałości. W każdej z wyodrębnionych przez siebie faz wyróżniał trzy 
sukcesywne etapy: wibracji wschodzącej (wznoszenia się), stanu harmonii, wreszcie wibracji 
zachodzącej (opadania). Dla uzasadnienia tego schematu myśliciel sformułował prawo 
nazwane przez siebie „prawem wibracji".
Idee saintsimonizmu legły u podstaw poglądów, rozwiniętych przez co bardziej radykalnych 
przedstawicieli „nowej" francuskiej historiografii z pierwszej połowy XIX w. (Augustin Thierry, 
Francois Guizot). Czyż nie saintsimonistycznie brzmiały wywody A. Thierry'ego, kiedy pisał, 
że:
układ społeczny prawie wszystkich narodów europejskich zdradza '. pochodzenie od 
średniowiecznych najazdów. [...] Wyższe i niższe warstwy społeczeństwa, które dzisiaj 
spoglądają na siebie z nieufnością, są to w istocie szczepy zdobywców i podbitych z doby 
przed-, historycznej. [...] Rasa zwycięzców została klasą uprzywilejowaną .[...], a lud spokojny 
i pracowity pozostał pod jarzmem tej klasy, .  dopóki trwało jej panowanie, będące wynikiem 
najazdu. Rasa podbita,
95
Wiek Historii
pozbawiona własności ziemskiej, bez udziału w rządzie i bez wolności osobistej, utrzymująca 
się nie z oręża, ale z pracy i zamieszkująca nie zamki, lecz miasta, tworzy osobny, stanowi 
rycerskiemu poddany naród.

background image

Nowa historiografia francuska była programowo historią społeczną: jej orędownicy pojmowali 
dzieje jako postępowy, dialektyczny proces, którego dynamikę miała wyznaczać walka klas, 
mianowicie klasy ujarzmionych, dążących do zaspokojenia naturalnej potrzeby wolności, z 
klasą ciemiężycieli. Sami byli czynnymi uczestnikami toczącej się we Francji walki o 
likwidację pozostałości feudalizmu, zniesienie przywilejów społecznych,
0 wolność i równość obywatelską.
Nawet we Francji nie wszyscy przedstawiciele nowej historiografii pierwszej połowy XIX 
stulecia wyznawali idee saintsi-monizmu i hołdowali społecznemu radykalizmowi. Za czasów 
monarchii lipcowej wielu niedawnych jego zwolenników stanowczo się odeń zdystansowało. 
Bardziej umiarkowany profil ideowy od francuskiej miała też demokratyczna i liberalna 
historiografia, rozwijająca się wówczas w innych krajach: w Niemczech (Friedrich Christoph 
Schlosser, Georg Gottfried Gervinus), jak również w Anglii (Henry Hallam, George Grotę). 
Także i ona wciąż nawiązywała do tradycji refleksji historycznej Oświecenia
ą rozpatrywała dzieje z punktu widzenia mającego dokonywać się w nich postępu 
społecznego.
Od połowy XIX stulecia na mapie głównych kierunków historiografii europejskiej poczęły 
następować dalsze istotne zmiany. Romantyczny historyzm coraz wyraźniej tracił już swą 
dotychczasową atrakcyjność i począł ustępować miejsca nowym stylom historycznego 
myślenia. Rozwój tendenq'i nacjonalistycznych, jaki wystąpił teraz w historiografii wielu 
krajów europejskich, zachęcał historyków do zdystansowania się od usiłowania czynienia 
zadość postulatowi historycznego obiektywizmu, poczęło zaś upowszechniać się 
przekonanie, że nauka historyczna ma
96
Upolitycznienie historii
przede wszystkim charakter polityczny, bowiem „polityka jest historią teraźniejszości, zaś 
historia polityką w przeszłości" (J. G. Droysen). Było zrozumiałe, że tendencje te mogły się 
rozwijać na podstawie rozumienia dziejowej rzeczywistości w tak czy inaczej 
interpretowanych kategoriach indywidualistycznych, nie zaś dzięki jej pojmowaniu w 
kategoriach nomologicz-nych.
Rozwinęły się one w wielu krajach nie tylko Europy Zachodniej, jednakże wyraziły się 
najpełniej w wyrastającej z tradycji indywidualistycznego historyzmu historiografii tzw. 
pruskiej szkoły historycznej, nowego historiograficznego kierunku (Jo-hann Gustav Droysen, 
Heinrich von Sybel), który w drugiej połowie XIX w. wysunął się na poczesne miejsce w 
historiografii niemieckiej. Z niego to właśnie wywodził się najbardziej skrajny herold 
niemieckiego wielkomocarstwowego nacjonalizmu w historiografii Heinrich von Treitschke. 
Przedstawiciele szkoły pruskiej programowo odrzucali rankowski postulat historycznego 
obiektywizmu, rozumieli historię jako rzutowaną wstecz współczesną politykę, apoteozowali 
w dziejach siłę i skuteczność działania państwa, kierowanego przez wielką jednostkę (Otto 
von Bismarck), dowodzili, że opatrznościową misją Prus było doprowadzenie do leżącego w 
ogólnoniemieckim interesie zjednoczenia przez siebie krajów niemieckich, później zaś 
uzasadniali prawo Niemiec do zajęcia pozycji pierwszego mocarstwa w świecie. Jak 
stwierdził amerykański historyk historiografii:
wraz z powstaniem szkoły pruskiej nacjonalistyczna historia w Niemczech poczęła się stawać 
coraz bardziej szowinistyczna i dynastyczna (H. E. Barnes).
Od połowy XIX w. obszarem istotnych przemian stała się również ta część historiografii 
europejskiej, której (ontologiczną) podstawą było rozumienie dziejowej rzeczywistości w 
kategoriach nomologicznych. Niewiele wcześniej nomologiczny po-
97
Wiek Historii
gląd na dzieje doczekał się nowego sformułowania w teorii „ojca pozytywizmu", francuskiego 
myśliciela Augusta Comte'a. Nawiązując do tradycji Oświecenia i saintsimonizmu rozpatrywał 
on więc badaną przez historię rzeczywistość jako jedność przy-rodniczo-społeczną o 
charakterze (w planie synchronii) strukturalnym, a jednocześnie (w płaszczyźnie 
diachronicznej) dynamicznym. Rozpatrywał człowieka w dziejach z punktu widzenia jego 
uwikłania w obiektywne i subiektywne uwarunkowania swojego czasu, w pewien 
„współczesny stan rzeczy", który w jego przekonaniu wyznaczał nieprzekraczalne warunki, a 
także określał szansę jego własnej twórczej aktywności. Dowodził bowiem:
*    w dziedzinie myśli nie ma takiej władzy indywidualnej, która by ś   mogła przenieść do 
pewnej epoki odkrycia, odpowiadające epoce późniejszej. Historia nauk wskazuje, że 
najwybitniejszy geniusz jest •••    podporządkowany współczesnemu sobie stanowi rzeczy. 
Podobnie F,   dzieje się z umiejętnościami, zwłaszcza w tym zakresie, który zależy ,,-   od 
mechanicznych środków, zastępujących działanie ludzkie. Rozwój 7;   moralny, który w 

background image

każdej epoce jest regulowany przez warunki odpowiadającej mu ewolucji, nie wzbudza 
więcej wątpliwości. Każda forma społecznego istnienia wyznacza odpowiednie obyczaje, 
których wspólna postać da się odszukać u wszystkich jednostek wśród różnic, 
charakterystycznych dla każdej z nich.
Rozumiejąc rzeczywistość społeczną — jak świadczą przytoczone słowa — w kategoriach 
strukturalnych i akcentując tak mocno jej zindywidualizowanie w poszczególnych epokach 
dziejów, francuski myśliciel nie tylko opowiadał się za jej nomo-logicznym charakterem, lecz 
także — w czym czynił ukłon w stronę naturalizmu — był zdania, że rządzące nią prawa mają 
charakter przyrodniczy, dowodził „podporządkowania zjawisk społecznych prawom 
naturalnym". Sam pokusił się też o sformułowanie najogólniejszego prawa historycznego, 
którym w jego przekonaniu miało być „prawo ewolucji" głoszące, że ludz-
98
Pozytywizm
kość w swych dziejach miałaby przejść przez trzy stadia rozwojowe: teologiczne, 
metafizyczne i pozytywne. Miało ono uzasadniać „koncepcję jednolitego i ciągłego szeregu, 
obejmującego całą kolejność czasów minionych od początku rozwoju inteligencji i poczucia 
społecznego aż do chwili obecnej". Podobnie jak dawniej myśliciele Oświecenia, później zaś 
Saint-Simon, również Comte nawoływał do zasadniczej przebudowy historiografii, ma się 
rozumieć na podstawie zaproponowanych przez siebie założeń. Uważał bowiem, że:
nie istnieje jeszcze historia w prawdziwym znaczeniu tego słowa, pojęta w duchu naukowym, 
to znaczy mająca za cel poszukiwanie praw, które przewodniczą rozwojowi gatunku 
ludzkiego.
Zarysowaną przez Comte'a koncepcję unaukowienia historii rozpropagowali później inni 
przedstawiciele pozytywistycznej filozofii, którym niewielkie rozeznanie w historiografii 
zupełnie nie przeszkadzało udzielać jej reprezentantom pouczeń, jak mają zreformować 
swoją dyscyplinę. Zastosowania wysuwanych przez nową filozofię pod adresem historii 
postulatów do praktyki historiograficznej podjął się dopiero nie będący akademickim 
historykiem angielski samouk Henry Thomas Buckle w Historii cywilizacji w Anglii, Francji, 
Hiszpanii i Szkocji, której dwa pierwsze (i jedyne) tomy ukazały się w latach ą857-ą86ą, 
inaugurując w ten sposób kierunek pozytywistyczny w historiografii XIX w.
Również i Buckle do dotychczasowego dorobku nauki historycznej odnosił się z 
lekceważeniem i uważał, że dla prawdziwie naukowej historii może on mieć co najwyżej 
wartość materiału, który można będzie wykorzystać przy wznoszeniu gmachu prawdziwej 
nauki. Dążąc do zreformowania historiografii pragnął „wielki ten dział wiedzy ludzkiej 
podnieść na równi z innymi działami naukowymi", chciał uczynić dla nauki
99
Wiek Histoni
historii to samo, „co inni badacze zdziałali w rozmaitym zakresie nauk przyrodniczych", 
usiłował postawić historię „na równi z innymi działami naukowej wiedzy ludzkiej". Aby to 
uczynić, wystarczało, jego zdaniem, wykazać, że dzieje ludzkie „odbywają się całkiem 
prawidłowo i podobnie, jak każdy inny rozwój, zależą jedynie od tego, co je poprzedza". Kto 
nie potrafi tego dokonać, może zostać biografem lub kronikarzem:
ale wyżej nie zdoła się wznieść, jeżeli nie przejmie się owym duchem -. umiejętności, 
uczącym jako artykuł wiary naukę o prawidłowym dzie-j jów rozwoju, czyli innymi słowy 
zasadę, że skoro zaszły pewne wy-•j, padki, muszą po nich nastąpić pewne inne, tamtym 
odpowiadające.
W swej Historii cywilizacji w Anglii Buckle przedstawił w sposób wszechstronny i 
uargumentowany model historiografii pozytywistycznej, obejmujący zarówno sposób 
pojmowania dziejowej rzeczywistości (ontologię), jak związaną z nim koncepcję 
historycznego poznania (epistemologię). Podstawą historycznej ontologii angielskiego 
myśliciela było rozumienie dziejowej rzeczywistości w typowych dla Pozytywizmu kategoriach 
naturalistycznych. Buckle był zbyt dobrze obznajomiony z historią, aby odmawiać jej prawa 
do zajmowania się także indywidualnymi zdarzeniami — jak to czynili niektórzy 
pozytywistyczni filozofowie — ale przyznawał je historii tylko w odniesieniu do takich 
wydarzeń, które dały się zinterpretować jako rezultaty poprzedzających je przyczyn, a więc 
mogły zostać zinterpretowane jako ogniwa ogólniejszych ewolucyjnych procesów. Te ostatnie 
Buckle pojmował zaś według wzoru nauk przyrodniczych, jako łańcuch kauzalnych 
konieczności, zgodnie z zasadami kategorycznego łapiące'owskiego determinizmu. Przyjęcie 
przez naszego uczonego tej mechanistycznej interpretaqi determinizmu było przesłanką do 
rozumienia przezeń praw procesu dziejowego jako nieuchronnych i niezmiennych. Podobnie
ą00
Pozytywizm

background image

pojmował je Comte. Buckle'a koncepcja praw dziejowych zwracała się przeciw tradycyjnej, 
prowidencjalnej interpretacji dziejów — co angielski myśliciel akcentował szczególnie silnie 
— jak również przeciw wszystkim koncepcjom indywidualistycznym, niezależnie od tego, z 
jakiej tradycji one wyrastały.
Wprawdzie w ontologicznej refleksji Buckle'a występowały elementy strukturalnego 
rozumienia badanej przezeń rzeczywistości, jednak nie zastanawiał się on tak bardzo, jak 
Comte, nad jej wymiarem synchronicznym. Inaczej niż w przypadku Comtek, bardziej od 
zagadnień synchronii zwracała jego uwagę problematyka diachronii. Stanowisko naszego 
uczonego w tej sprawie było dalekie od nowatorstwa, skoro opowiadał się on za koncepcją 
stałych czynników dynamiki dziejów i teorią postępu intelektualnego. Chociaż źródła dynamiki 
rzeczywistości społecznej Buckle związał z człowiekiem, jednak uniezależnił je od jego 
celowej i świadomej działalności, a więc zinterpretował w sposób fatalistyczny. W jego ujęciu 
postęp umysłowy, aczkolwiek kreowany przez człowieka, stawał się odczłowieczoną, 
immanent-ną, działającą na zasadzie kauzalnego determinizmu siłą napędową dziejów. Od 
innych, podobnie fatalistycznych koncepcji, rozwijanych przez innych pozytywistycznych 
myślicieli, rozwinięta przez angielskiego myśliciela teoria postępu różniła się jedynie doborem 
czynnika sprawczego, nie zaś rozumieniem jego funkcji.
Swej historycznej ontologii podporządkował Buckle swoje poglądy epistemologiczne. Były 
one w gruncie rzeczy stosunkowo proste: pozostawał on na fenomenalistycznym poziomie 
postrzegania objawów zjawisk. Stawiając, zgodnie z przyjętymi przez siebie założeniami 
ogólnymi, w centrum uwagi badanie związków między zdarzeniami w celu wykrycia 
rządzących nimi immanentnych praw dziejowych, angielski myśliciel koncentrował się 
wreszcie na określonym rodzaju problematyki historycznej, pozostawiając poza zakresem 
swej refleksji zagadnienia, które z góry uznał za mało istotne (a zajmowanie się
ą0ą
Wiek Historii
nimi ostro wytykał dotychczasowej historiografii) i które nie nadawały się do ich 
zorganizowania w kategoriach nomologicz-nych. Była to przede wszystkim preferowana —jak 
o tym wiemy — przez inne kierunki historiograficzne problematyka historii politycznej. 
Podobnie jak w poglądach innych pozytywistycznych myślicieli, również pod piórem Buckle'a 
naukowa historia, którą pragnął stworzyć, przekształcała się więc w mechanisty-czną 
socjologię dziejów.
Wprawdzie dzieło Buckle'a w wielu krajach zostało przyjęte z żywym zainteresowaniem — co 
nie znaczy, że zawsze z aprobatą —jednak tylko w niektórych z nich pozytywistyczny model 
historiografii zdołał zyskać status alternatywnego w stosunku do innych standardu 
naukowego dziejopisarstwa. Nie zdobył tej pozycji w ojczyźnie autora Historii cywilizacji w 
Anglii, gdzie wśród historyków znalazł niewielu zwolenników (William Edward Hartpole Lecky, 
Leslie Stephen). Taką rolę odegrał jednak w Stanach Zjednoczonych, gdzie w ostatnich 
dziesięcioleciach XIX w. historiografia pozytywistyczna wybiła się na znaczącą pozycję w 
historiografii północnoamerykańskiej (Herbert B. Adams, James Ford Rhodes, John Fiske, 
John William Draper). Mimo że miała zwolenników wśród wybitnych historyków francuskich 
(Hipolit Taine), historiografia pozytywistyczna nie zajęła jednak wpływowego stanowiska w 
nauce francuskiej. Kategoryczny sprzeciw ze strony orędowników indywidualistycznego 
historyzmu nie dopuścił do zakorzenienia się pozytywistycznego modelu historii w 
Niemczech, gdzie uznano go za „głównego przeciwnika niemieckiego myślenia 
historycznego" i traktowano nie tylko jako „niebezpieczeństwo metodologiczne", lecz także i 
polityczne, jako liberalne zagrożenie dla „państwa zwierzch-nościowego i autorytarnego" (H. 
Schleier). Zgoła inaczej przedstawiała się sytuacja w historiografii rosyjskiej, gdzie 
historyczne idee pozytywizmu napotkały podatną glebę w środowiskach liberalnych i 
pozytywistyczny model nauki historycznej stał się
ą02
Kryzys historiografii
standardem dla znacznej części profesjonalnej historiografii (Afanasij P. Szczapow, Michaił 
S. Korielin, Aleksandr S. £ap-po-Danilewskij).
Pod koniec XIX w. zarysował się kryzys wielu dotąd dominujących standardów uprawiania 
historii, który zainspirował historyków do podjęcia starań o jego przezwyciężenie, bądź to na 
drodze poszukiwania dla nich nowych artykulacji, bądź stworzenia nowych wzorców historii 
jako nauki. W nauce niemieckiej, hołdującej doktrynie indywidualistycznego historyzmu, 
odpowiedzią na kierunek pruski stał się teraz przede wszystkim tzw. renesans Rankego. 
Reprezentowało go nowe pokolenie historyków, o zróżnicowanych postawach ideowych, 
którzy wprawdzie nie zerwali z tradycją uważania państwa za główną siłę dziejotwórczą ani 
też nie zrezygnowali ze stawiania w centrum swej uwagi jego polityki zagranicznej, 

background image

nawiązywali jednak do odrzucanej przez historyków szkoły pruskiej rankow-skiej idei 
obiektywizmu historycznego. Równocześnie poczęto poszukiwać nowych interpretacji 
doktryny indywidualistycznego historyzmu, czego wyrazem było sformułowanie przez 
filozofów z neokantowskiej szkoły badeńskiej teorii idiografizmu historycznego (Wilhelm 
Windelband, Heinrich Rickert), następnie teorii specyficznego, subiektywnego charakteru 
poznania historycznego, jako procesu „rozumienia" (Wilhelm Dilthey), a później także próby 
nowego sformułowania samej doktryny (Ernst Troeltsch, Friedrich Meinecke).
Podczas gdy zwolennicy indywidualistycznego historyzmu poszukiwali odnowy historiografii 
w reinterpretacji swej doktryny, inni uczeni zmierzali do podobnego celu odrzucając ją i 
starając się sformułować alternatywne w stosunku do niej modele uprawiania historii. 
Jeszcze w drugiej połowie XIX w. w krytycznym nawiązaniu do tradycji rankowskiej taki 
właśnie model, mianowicie historii jako historii kultury, zainaugurował blisko związany z 
nauką niemiecką (uczeń Rankego!) szwajcar-
ą0ł
Wiek Historii
ski uczony Jacob Burckhardt, którego koncepcje bardziej, niż na jemu współczesną, 
oddziałały na naukę historyczną następnego stulecia. Zgodnie z tradycją rankowską 
podkreślał on, że historyk kultury stara się „mierzyć wartość wszystkich stanowisk i epok ich 
własnymi miernikami", ale — na przekór owej tradyq'i — za dziejotwórczą siłę, którą powinna 
badać historia, uważał bynajmniej nie państwo, ale „sposób myślenia i postrzegania rzeczy", 
niepowtarzalną duchową osobowość, charakterystyczną dla poszczególnych kultur i epok 
dziejów.
Zdecydowanie więcej jednak, niż nawiązujących do idei ran-kowskich, zgłoszono pod koniec 
XIX w. nowych propozycji przebudowy nauki historycznej w nawiązaniu do tradycji 
rozumienia dziejów w kategoriach nomologicznych. Bodaj najważniejszą z nich 
zaproponowano historiografii z zewnątrz, mianowicie ze strony ekonomii politycznej. W 
opozycji w stosunku do ekonomii klasycznej, która poszukiwała ponadczasowych praw życia 
ekonomicznego, w nauce niemieckiej XIX w. rozwinął się bowiem kierunek historyczny, 
reprezentowany najpierw przez starszą (Wilhelm Roscher, Bruno Hildebrand), następnie 
przez młodszą (Gustav Schmoller, Lujo Brentano, Karl Biicher) szkołę historyczną. Jego 
przedstawiciele starali się wykrywać względne, historyczne prawidłowości gospodarczego 
rozwoju poszczególnych narodów, konstruowali też na tej podstawie pretendujące do 
wyjaśnienia całości biegu dziejów ludzkości teorie szczebli rozwoju gospodarczego. 
Niezależnie od tego, jak ocenia się dorobek kierunku historycznego na gruncie ekonomii 
politycznej, nie ulega wątpliwości, że miał on przeogromne znaczenie dla nauki historii. Polski 
historyk gospodarczy Witold Kula pisał:
zdumienie ogarnia, gdy spojrzeć na dorobek młodszej szkoły historycznej. Przepracowano 
niezliczone archiwa, wydano niezliczone tomy edycji źródłowych, napisano monografie 
niezliczonych miast, cechów, wsi, skarbowości państwowej czy komunalnej, firm handlo-
ą04
Historia gospodarcza
wych itd. Biblioteki nowo powstających seminariów historii gospodarczej zaczęły szybko 
uginać się od książek.
Byłoby oczywiście uproszczeniem sprowadzać ukształtowanie się historii gospodarczej jako 
nowego modelu (a zarazem kierunku) nauki historycznej jedynie do wpływu, jaki na 
historiografię wywarł niemiecki kierunek historyczny w ekonomii. Mniej w Niemczech, bardziej 
w innych krajach, spotykał się on bowiem z innego rodzaju tradycjami zainteresowań 
historiografii problematyką gospodarczą, które rozwijały się zarówno na gruncie 
pozytywistycznego modelu historii, jak i na obszarze historiografii, podejmującej w innych niż 
pozytywistyczne kategoriach problematykę społeczną. Inspiracje płynące od historii 
gospodarczej wreszcie, w powiązaniu z nomologicznymi koncepcjami rozwijającymi się na 
obszarze nauk społecznych (także psychologii Wilhelma Wundta), legły u podstaw podjętej 
pod koniec XIX w. w nauce niemieckiej przez Karla Lamprechta ogromnie ambitnej próby 
stworzenia nowego, ogólnego modelu historii jako nauki. Wbrew tradycji 
indywidualistycznego histo-ryzmu zaproponował on rozumienie dziejowej rzeczywistości w 
kategoriach nomologicznych, wyróżniał w dziejach poszczególne „epoki kulturowe", które 
rozumiał jako strukturalne całości, każdorazowo zorganizowane przez zbiorowe psychiczne 
stany społeczeństwa i na tej podstawie starał się zbudować uniwersalny schemat faz rozwoju 
ludzkości. Zmasowany atak obrońców indywidualistycznego historyzmu sprawił, że 
propozycja Lamprechta nie stała się dla nauki niemieckiej alternatywnym w stosunku do 
dominującego w niej (rankowskiego) standardem naukowej historii. Odrzucona w Niemczech, 
została ona jednak przyjęta z zainteresowaniem poza ich granicami, oddziałując na procesy 

background image

modernizacyjne, dokonujące się tam w nauce historycznej na przełomie XIX i XX w. Odnosi 
się to zarówno do propozycji przebudowy modelu historii jako nauki, rozwi-
ą05
WzeJc Historii
niętej w początku nowego wieku w nauce północnoamerykańskiej przez twórców tzw. Nowej 
Historii (James Harvey Robinson, Charles A. Beard), jak i stworzonego w nauce francuskiej 
przez Henriego Berra programu „syntezy historycznej", do którego jako do swej intelektualnej 
tradycji nawiążą później twórcy kierunku „Annales" Lucien Febvre i Marc Bloch.
Ukształtowana z końcem XIX w. jako nowy standard badań historycznych historia 
gospodarcza spotykała się na swym polu badawczym z jeszcze jednym kierunkiem, który w 
przyszłości miał odegrać istotną rolę w rozwoju nauki historycznej, mianowicie z kierunkiem 
marksistowskim. O propozycji przebudowy nauki historycznej na podstawie teorii 
materializmu historycznego nie da się powiedzieć tego, co mogliśmy rzec o 
pozytywistycznym modelu nauki historycznej, mianowicie, że w takiej czy innej mierze 
rzeczywiście oddziałała ona na europejską historiografię w drugiej połowie XIX w. Mimo że 
sama teoria była wówczas zaledwie naszkicowana, już w połowie XIX w. twórcy marksizmu 
poczęli się nią posługiwać przy badaniu konkretnej rzeczywistości historycznej. Jak to później 
podkreśli Fryderyk Engels, praca Karola Marksa Walki klasowe we Francji od ą848 do ą850 r.
(ą850) była:
pierwszą próbą Marksa wyjaśnienia, z punktu widzenia jego mate-rialistycznego pojmowania 
dziejów, pewnego okresu historii na podstawie stanu ekonomicznego tegoż okresu.
Twórcy marksizmu byli autorami także innych, powstałych w tym czasie prac historycznych. 
Im bardziej zbliżał się koniec XIX w., tym więcej teoria materializmu historycznego zyskiwała 
zwolenników w środowiskach socjalistycznej lewicy, gdzie (wprawdzie nie tak powszechnie, 
jak się często sądzi) uważano, że przynosi ona ostateczne, „naukowe" wyjaśnienie 
mechanizmu biegu dziejów i uzasadnia nieuchronność upadku kapita-
ą06
Marksizm a histona
lizmu i powstania na jego gruzach „sprawiedliwego" ustroju społecznego. Selektywnie — 
mianowicie do rozwijanego przez nią wątku krytyki stosunków kapitalistycznych — do teorii 
tej odwoływali się także niektórzy, głównie niemieccy, przeciwnicy liberalizmu gospodarczego 
domagający się, aby państwo prowadziło aktywną politykę społeczną, w celu łagodzenia 
istniejących konfliktów (tzw. socjaliści z katedry). Poza nielicznymi wyjątkami, zarówno jedni, 
jak drudzy rozumieli jednak samą teorię materializmu historycznego w sposób niezmiernie 
uproszczony, mianowicie jako determinizm ekonomiczny, rzadziej technologiczny. O tym, jak 
ją naówczas pojmowano, wymownie świadczą pytania, jakie w ą890 r. skierował do Engelsa 
student matematyki z Królewca, Józef Bloch:
według materialistycznego pojmowania dziejów, momentem określa-f jącym jest w 
historycznym procesie produkcja i wytwarzanie rzeczywistego życia. Jak należy rozumieć to 
stanowisko? Czy stosunki ekonomiczne są jedynym momentem określającym, czy też tworzą 
one w pewnym sensie tylko trwałą podstawę dla wszystkich innych stosunków, które zatem 
same mogą okazywać działanie? [...] Czy w biegu historii nie odgrywały często określonej roli 
interesy czysto polityczne, a także indywidualne? [...] Dlatego chciałbym Pana spytać, czy 
naprawdę podług materialistycznego pojmowania dziejów stosunki ekonomiczne działają 
wszędzie bezpośrednio, w sposób wyłączny i zupełnie niezależnie od ludzi, niezmiennie i w 
sposób nieunikniony, podobnie do praw przyrody, czy też inne stosunki, które w ostatecznym 
rachunku są w istocie określane przez stosunki ekonomiczne, mogą ze swej strony 
przyśpieszać lub hamować bieg historycznego rozwoju?
Dla naszych rozważań nie jest najbardziej istotne, czy ówcześni marksiści, których nurtowały 
takie właśnie problemy, zdawali sobie sprawę z tego, jak dalece rozumienie materializmu 
historycznego jako determinizmu ekonomicznego czy technologicznego było sprzeczne z 
intencjami twórców tej teorii. Waż-
ą07
Wiek Historii
niejsze jest, że tego rodzaju jej interpretacja przekształcała materializm historyczny w jeden z 
wariantów pozytywistycznej filozofii dziejów i nadawała tej teorii wymowę jednostronnie 
ekonomistyczną. W tych warunkach nie było niczym zaskakującym, że z jednej strony nieraz 
jak najdalszych od marksizmu historyków gospodarczych uważano za marksistów i 
socjalistów (za takiego właśnie Wilhelm II uważał G. Schmollera), z drugiej zaś sami 
zwolennicy teorii Marksa i Engelsa skłonni byli uważać wszelkich zwolenników ekonomicznej 
interpretacji dziejów za nieświadomych czy też potencjalnych zwolenników marksizmu!
Marksistowska propozycja przebudowy nauki historycznej przez długi czas nie spotykała się 

background image

jednak z poważniejszym zainteresowaniem ze strony ówczesnej profesjonalnej historiografii. 
Dopiero pod sam koniec XIX stulecia legła ona u podstaw kształtowania się poza nią, 
najpierw w Niemczech (Karl Kautsky, Franz Mehring, Eduard Bernstein), potem także w Rosji 
i w innych krajach, nieprofesjonalnego wciąż jeszcze kierunku historiografii marksistowskiej. 
Jego wpływ na profesjonalną naukę historyczną, jeżeli w ogóle gdzieś się zaznaczył, był 
wówczas jeszcze bardzo niewielki.
Rozdział VIII
Historiografia polska w dobie zaborów. Czasy przedstyczniowe
Czy i w jakiej mierze wszystkie te doniosłe przemiany, jakie dokonywały się w nauce 
historycznej w Europie Zachodniej w XIX w., stały się wówczas także udziałem historiografii 
polskiej? W ogromnej mierze zdecydowały o tym warunki, w których musiała działać polska 
nauka historyczna po katastrofie Rzeczypospolitej. Odkąd zabrakło własnego państwa, 
warunki te stały się zdecydowanie mniej korzystne od tych, w których rozwijała się 
historiografia większości krajów europejskich. Nie były wszakże przez cały ten czas 
jednakowe: zmieniały się w zależności od politycznych przemian, determinujących zbiorowe 
losy Polaków w czasach porozbiorowych. W okresie do powstania listopadowego warunki te 
nie były jeszcze bynajmniej najgorsze: to przecież za czasów pruskich powstało w 
Warszawie Towarzystwo Przyjaciół Nauk (ą800), oraz Liceum Warszawskie (ą804). Pierwsze 
stanie się później istotnym ośrodkiem polskiego życia naukowego — i historiografii — w 
Królestwie Polskim, drugie będzie zalążkiem innej ważnej polskiej placówki naukowej: 
Uniwersytetu Warszawskiego (ą8ą7). Mniej więcej w tym samym czasie (ą80ł) w zaborze ro-
ą09
Czasy przedstyczniowe
syjskim powstał Uniwersytet Wileński, który rychło stał się bodaj najważniejszym ośrodkiem 
polskiej nauki historycznej, dystansując pod tym względem uniwersytety: Warszawski, 
Krakowski i austriacki we Lwowie, oraz zasłużone Liceum Krzemienieckie. Już wówczas w 
zaborach austriackim (Ossolineum) i pruskim (Edward Raczyński (ą786-ą845), Adam Tytus 
Dzia-łyński (ą796-ą86ą)) polską pracę na polu historii wspierał arystokratyczny mecenat.
Warunki polskiej pracy historycznej pogorszyły się dramatycznie po klęsce powstania 
listopadowego. Najgorzej ułożyły się one w zaborze rosyjskim, gdzie zlikwidowano wszystkie 
dotychczasowe instytucje nauki historycznej, a dla większości historyków — z wyjątkiem 
nielicznych jednostek, które okazywały postawę lojalistyczną — zajmowanie się historią 
mogło być tylko ich prywatnym, podejrzanym przez władze zajęciem. Dopiero z upływem lat 
powstała możliwość skupienia się historyków i amatorów historii wokół nowo powstałych 
pism, najpierw „Biblioteki Warszawskiej" (ą840), potem także wileńskiego „Atheneum" (ą842). 
Niewiele lepsze warunki do pracy historycznej panowały wówczas w Krakowie, nieco 
korzystniejsze zaś we Lwowie, dzięki działalności Ossolineum, a potem (ą85ą) także 
„Dziennika Literackiego". Polska praca historyczna trwała natomiast nieprzerwanie w zaborze 
pruskim, gdzie cieszyła się poparciem nie władz oczywiście, ale zainteresowanych nią 
mecenasów i zaowocowała cennymi inicjatywami, zarówno organizacyjnymi, jak 
wydawniczymi, oraz indywidualnymi przedsięwzięciami dziejopisarskimi. Mimo trudnych 
warunków emigracyjnej egzystencji, do pracy nad historią Polski przystąpiono również na 
wychodźstwie. Z patriotycznych — ale także i politycznych — pobudek zrodziła się inicjatywa 
utworzenia w Paryżu (ą8ł6), w ramach Towarzystwa Literackiego, pod pre-zydencją Juliana 
Ursyna Niemcewicza (ą758-ą84ą), Wydziału Historycznego (przekształconego później (ą85ą) 
w Towarzy-
ąą0
Warunki pracy historycznej
stwo Historyczne, połączone w ą854 r. z Towarzystwem Literackim w jedno Towarzystwo 
Historyczno-Literackie). Placówka ta zajęła się zbieraniem w zbiorach europejskich, przy 
pomocy licznych współpracowników, źródeł do dziejów Polski.
Od przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ta ogólnie niekorzystna dla uprawiania 
historii sytuacja w kraju zaczęła się jednak częściowo zmieniać na lepsze. W zaborze 
rosyjskim, w atmosferze „posewastopolskiej odwilży" stało się możliwe utworzenie w 
Warszawie polskiej wyższej uczelni, mianowicie Szkoły Głównej (ą862). Chociaż nie 
wszystkie plany udało się zrealizować, mimo jej krótkiego istnienia, trwałym rezultatem 
działalności Szkoły Głównej było odtworzenie w Warszawie ośrodka profesjonalnej nauki 
historycznej oraz przygotowanie wychowanków, którzy rozwiną później działalność naukową i 
dydaktyczną w zakresie historii. Prywatną inicjatywą było utworzenie (ą859) przy Bibliotece 
Warszawskiej Wydziału Historycznego, który pod przewodnictwem Juliana Bartoszewicza 
(ą82ą-ą870) stał się swego rodzaju nieformalnym towarzystwem naukowym, skupiającym 
zajmujących się historią współpracowników tego pisma. Iniq'atywy, mające na celu ożywienie 

background image

pracy historycznej, podejmowano wówczas także w Wilnie (Komisja Archeograficzna), jak 
również w środowisku polskim w Petersburgu (Słowo, ą857). Korzystne zmiany warunków 
uprawiania pracy historycznej rozpoczęły się także w zaborze austriackim, w związku z 
zapoczątkowaniem procesu poloni-zacji Uniwersytetu Krakowskiego oraz reaktywowaniem 
(ą86ą) działalności Towarzystwa Naukowego. Nie ominęły one również zaboru pruskiego, 
gdzie w ą857 r. w Poznaniu stało się możliwe utworzenie Towarzystwa Przyjaciół Nauk i 
zorganizowanie w nim Wydziału Nauk Historycznych i Moralnych, który rozpoczął owocną 
działalność organizacyjną i wydawniczą. W Paryżu dzięki energicznym zabiegom animatorów 
utworzonego w ą856 r. Komitetu Wydawniczego Towarzystwo Hi-
ąąą
Czasy przedstyczniowe
storyczno-Literackie mogło przystąpić do ogłaszania drukiem poważnych wydawnictw 
źródłowych, a następnie własnego „Rocznika" (ą859).
Warunki, w których przyszło rozwijać się historiografii polskiej w czasach porozbiorowych nie 
tylko ogromnie utrudniały, a nieraz — jak po powstaniu listopadowym — wręcz 
uniemożliwiały powoływanie do życia podobnych do tych, jakie rozwijały się na Zachodzie, 
organizacyjnych struktur, mogących stanowić oparcie dla rozwoju badań historycznych. 
Warunki te w ogromnej mierze wpływały również na to, kto z Polaków mógł zajmować się 
historią, określały, kim byli ówcześni polscy historycy. Wystarczy przejrzeć biografie naszych 
XIX-wiecz-nych historyków, aby przekonać się, że przynajmniej do drugiej połowy stulecia 
przeważali wśród nich „prywatni" uczeni, zbieracze i amatorzy historii, nie zaś profesjonalnie, 
w sposób akademicki przygotowani do pracy naukowej badacze. Wprawdzie w XVIII w. w 
Europie — poza Niemcami — wykształcenie uniwersyteckie nie było jeszcze powszechnie 
przyjętym standardem przygotowania historyków, jednakże w związku z profesjonalizacją 
pracy historycznej zaczęło nim być już od początku następnego stulecia. Nie było więc 
opóźnieniem w stosunku do Zachodu, że ukształtowani w czasach stanisławowskich 
historycy nie byli uczonymi o uniwersyteckim wykształceniu. Opóźnieniem w stosunku do 
Europy było jednak to, że w Polsce owych amatorów szybko nie zastąpili historycy o 
profesjonalnym przygotowaniu.
Powstanie listopadowe, emigracja, represje zaborców, wszystko to uwarunkowało, że choć 
może zupełnie nie zabrakło w naszym międzypowstaniowym dziejopisarstwie młodego, 
profesjonalnie przygotowanego pokolenia historyków, takiego, jakie zajmowało wówczas 
czołowe miejsce w nauce historycznej na Zachodzie, było ono u nas znacznie słabsze, mniej 
liczne i w związku z tym — także wobec braku nowoczesnych struk-
ąą2
Zmiana pokoleniowa
tur nauki historycznej—nie mogło decydować o kształcie naszej ówczesnej historiografii. 
Zaledwie część historyków, którzy zaznaczyli się na polu ojczystego dziejopisarstwa w 
okresie międzypowstaniowym, kształciła się przedtem w Wilnie czy Warszawie, niewielu po 
„rewolucji" na zgermanizowanych uniwersytetach galicyjskich, w państwach zaborczych, 
jeszcze mniej dalej na Zachodzie. Poza pracującym w swej brukselskiej samotni Lelewelem, 
na ogólny profil ówczesnej historiografii polskiej decydujący wpływ mieli wówczas wciąż 
historycy amatorzy, którzy mogli uprawiać dziejopisarstwo dzięki niezależnej pozycji 
społecznej i materialnej.
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać dopiero pod koniec okresu międzypowstaniowego, kiedy w 
zaborach pruskim i rosyjskim pojawiło się nowe pokolenie historyków, wykształconych na 
uniwersytetach niemieckich, rzadziej rosyjskich, którego przedstawiciele zasilą najpierw 
warszawską Szkołę Główną, a następnie także galicyjskie ośrodki naukowe. Ale nawet po 
powstaniu styczniowym tylko po części doszła do europejskiej normy. Sytuacja bowiem, w 
której historycy o profesjonalnym przygotowaniu naukowym, znajdujący oparcie dla swej 
pracy w nowoczesnych strukturach nauki, zajęli dominującą pozycję w historiografii, od czasu 
uzyskania przez Galicję autonomii powstała bowiem jedynie w zaborze austriackim. 
Wprawdzie także w zaborach rosyjskim i pruskim wysunęli się na czoło nowi historycy, którzy 
także mieli już profesjonalne, niekiedy nawet świetne przygotowanie do pracy naukowej, 
jednak wobec braku akademickich struktur nauki polskiej mogli oni zajmować się historią 
jedynie jako prywatni uczeni, na marginesie innej pracy, która zapewniała im egzystencję. 
Mimo coraz liczniejszych inicjatyw społecznych, mających na celu stworzenie 
instytucjonalnego oparcia także dla rozwoju ojczystej historiografii, sytuacja ta nie zmieniła 
się aż do odrodzenia się niepodległej Polski.
Anormalne warunki rozwoju historiografii polskiej w cza-
ąął
Czasy przedstyczniowe

background image

sach porozbiorowych nie pozostawały bez wpływu na to, czym i w jaki sposób się ona 
zajmowała. Trudno nie zgodzić się ze zdaniem znakomitego badacza naszej historiografii, że 
w związku z nimi:
nastąpiła pod wieloma względami dewiacja w rozwoju myśli i warsztatu historycznego. 
Podczas gdy w krajach niepodległych dzieje własnego państwa stanęły w centrum uwagi 
historyków, sięgano tam jednak ł do dziejów powszechnych, w Polsce natomiast historia, 
pomimo kontaktów z nauką obcą, zwłaszcza niemiecką i rosyjską, przybierała charakter 
wybitnie regionalny, a nawet zaściankowy (M. H. Serejski).
Rozumiemy doskonale, dlaczego nasi historycy czasów porozbiorowych zajmowali się niemal 
wyłącznie dziejami Polski: w dobie bezpaństwowej była to niewątpliwie forma obrony polskiej 
egzystencji narodowej. Ale — jeżeli spojrzymy na nasze dziejopisarstwo z punktu widzenia 
tego, co działo się wówczas w nauce europejskiej — wówczas okaże się, że w porównaniu z 
nią horyzont zainteresowań naszej historiografii był ogromnie zawężony. Nie ogarniał on 
dawnych czasów, kiedy nie można było jeszcze mówić o Polsce. Któż po Joachimie 
Lelewelu, który uprawiał ją w sposób jak najbardziej profesjonalny, zajmował się u nas w 
czasach porozbiorowych poważnie historią starożytną? Do końca XIX w. tylko bardzo 
nieliczne jednostki. Na długie dziesięciolecia poza horyzontem zainteresowań naszej 
historiografii pozostały też wielkie przestworza dziejów powszechnych. Trudno nie zgodzić 
się ze sformułowaną niegdyś oceną, że:
wyjątkowe warunki bytu porozbiorowego sprawiły, że zainteresowania historiografii polskiej 
zwracały się przede wszystkim ku przeszłości własnego narodu, sprawy obce pozostawiając 
na uboczu. Lelewel ze swym szerokim tchnieniem powszechnodziejowym pozostał 
zjawiskiem odosobnionym (J. Feldman).                              ,..,,,
ąą4
Wyznaczniki rozwoju historiografii
W zakresie historii powszechnej (łącznie ze starożytną) więcej zrobiono u nas w czasach 
stanisławowskich i — dzięki J. Lelewelowi — w dobie Królestwa Polskiego, aniżeli potem 
przez dobre kilkadziesiąt lat! Prawda, że jest to zrozumiałe, co jednak nie zmienia faktu, iż w 
porównaniu z tym, co działo się wówczas w historiografii europejskiej, była to niewątpliwa 
dewiacja. Nie mówimy już o innych dziedzinach nauki historycznej, takich jak 
zainaugurowane u nas przez J. Lelewela nowoczesne nauki pomocnicze czy metodologia 
historii. Prawda, że, podobnie jak u nas, w Europie także zajmowano się historią ojczystą. 
Jednakże nie wyłącznie nią. Również więc pod tym względem nasza historiografia czasów 
porozbiorowych była w stosunku do europejskiej opóźniona. Opóźnienie to zaczęła nadrabiać 
dopiero z końcem XIX w.
Kolejne etapy rozwoju historiografii polskiej w czasach porozbiorowych w znacznie większej 
mierze zostały też wyznaczone przez stosunek Polaków do przemian warunków ich 
narodowego bytu i zróżnicowane dążenia do ich odmiany, aniżeli przez wewnętrzny, 
immanentny rozwój historycznego poznania. Dla pokolenia, które doświadczyło katastrofy 
Rzeczypospolitej, likwidaq'a państwowości polskiej stanowiła poważną groźbę zatraty 
narodowego bytu Polaków. Mając tedy na względzie przedłużenie polskiej egzystencji 
narodowej na przyszłość, działacze i myśliciele oświeconego wieku poczęli się więc krzątać 
wokół pielęgnowania wszystkiego, co zgodnie z ich przekonaniami stanowiło dźwignię 
polskiej świadomości narodowej, a więc wokół języka i literatury polskiej, a nade wszystko 
utrwalania pamięci o polskiej przeszłości.
Nie można jednak było na tym poprzestać: kiedy katastrofa Rzeczypospolitej stała się faktem, 
zaś propaganda mocarstw zaborczych przekonywała, iż rozbiory były zbawiennym 
lekarstwem na nieuleczalną chorobę polskiego organizmu państwowego, trzeba było teraz 
udzielić zarówno samym Polakom, jak i obcym odpowiedzi na najbardziej aktualne pod 
względem po-
ąą5
Czasy przedstyczniowe
litycznym, a przecież także historyczne pytanie: dlaczego Polska upadła? Właśnie wokół 
odpowiedzi na to pytanie ukształtowały się główne nurty ówczesnej polskiej myśli 
historycznej, które określiły kierunki naszej historiografii w okresie do powstania 
listopadowego.
Skoro katastrofa się dopełniła, nie mogły już wystarczyć dotychczasowe kategorie 
interpretacji dziejów Polski. Tylko część spadkobierców monarchicznego poglądu na nasze 
dzieje skłonna była teraz uważać upadek państwa za w pełni samo-zawiniony i ostateczny. 
Większość, nie negując własnych win Polaków, opowiadała się za poglądem, że gdyby 
Polska w odpowiedniej chwili wkroczyła na drogę, prowadzącą do umocnienia monarchii, 
wówczas nie doszłoby do upadku Rzeczypospolitej. Koncepcji tej zdecydowanie 

background image

przeciwstawili się zwolennicy demokratycznej interpretacji dziejów Polski. Nawiązując do idei 
działaczy Kuźnicy Kołłątajowskiej wiązali oni krytyczny stosunek do szlacheckiej przeszłości 
Polski (S. Staszic) z wysoką oceną dokonań Sejmu Wielkiego i oceniali katastrofę 
Rzeczypospolitej podobnie, jak niedawno autorzy dzieła O ustanowieniu i upadku Konstytucji 
Polskiej ł Maja ą79ą, a więc nie jako samo-zawiniony upadek, ale jako rozbiór dokonany 
przez zaborców na odradzającym się organizmie polskiej państwowości.
Monarchiczny pogląd na dzieje Polski rozwinęli przede wszystkim historycy, skupieni wokół 
Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, którzy podjęli się realizowania projektu 
opracowania zbiorowym wysiłkiem syntezy historii polskiej, która objęłaby całokształt dziejów 
narodowych. Udało się to zrealizować tylko częściowo, wielu bowiem historyków amatorów, 
mających wziąć udział w tym dziele, nie wywiązało się z powierzonego im zadania. Nie 
napisali prac, których się podjęli, także tak wybitni przedstawiciele oświeceniowej nauki 
historycznej, mogący się pochwalić poważnym dorobkiem badawczym z zakresu historii 
Polski, jak Tadeusz Czacki (ą765-ą8ął) czy
ąą6
Epigoni i nowatorzy
Józef Maksymilian Ossoliński (ą748-ą826). Niemniej jednak powstała seria wartościowych, 
choć różnych pod względem swego poziomu, dzieł, pióra Michała Dymitra Krajewskiego 
(ą746--ą8ą7), Kajetana Kwiatkowskiego (ą769-ą852) oraz wspomnianego już przez nas J.U. 
Niemcewicza. Jeżeli mimo wszystko sukces okazał się niepełny, zaważył ia tym epigoński 
charakter przedsięwzięcia: jego animatorom wydawało się, że czas stanął w miejscu i że 
można bez większegc trudu powielić ten sposób pisania historii, którego przykład da] 
Naruszewicz. Chciano jednak mnożyć owoce, nie pomnażając uprawy, puszczano mimo 
uszu przestrogi, wskazujące na koneczność pogłębienia badań źródłowych. Było niezmiernie 
charakterystyczne, że do udziału w tym przedsięwzięciu nie zaproszono historyków, których z 
całą pewnością można uznać za jedynych wówczas w historiografii polskiej przedstawicieli 
profesjonalnej nauki historycznej: ani bliskiego działaczom Towafzystwa poglądami Jerzego 
Samuela Bandtkiego (ą768-ą8ł5), ani zdecydowanie przeciwstawiającego się im Joachima 
Lelewela Lelewel sposób, w jaki Towarzystwo realizowało swój projekt, uznał później wprost 
za „niedorzeczny".
Albowiem mimo wszystkich za?ług, jakie historycy ci niewątpliwie położyli na polu historii 
ojczystej, nie epigoni dziejopisarstwa Oświecenia ani nawet me poszukujący ogólnosło-
wiańskich korzeni dawnej Polski słowianofile (Wawrzyniec Su-rowiecki (ą769-ą827), Zorian 
DołęgaChodakowski (Adam Czar-nocki, ą784-ą825), Ignacy Benedykt Rakowiecki (ą78ł-
ą8ł9)) otwierali teraz nowe horyzonty historiografii polskiej. Tylko w ograniczonym—ze 
względu na zakres swoich zainteresowań — zakresie czynili to historycy prawa, którzy z 
powodzeniem przenosili na grunt nauki polskiej wzorzec badań, wypracowany przez 
niemiecką tzw. historyczną szkołę prawa (Wacław Aleksander Maciejowski (ą792-ą88ł), 
Romuald Hubę (ą80ł-ą890)). Największy udział w torowaniu nowych horyzontów historio-
ąą7
i
Czasy przedstyczniowe
Epigoni i nowatorzy
grafii polskiej miał wówczas tylko jeden uczony, mający równie wielu niechętnych wśród 
starszych, co entuzjastów pośród młodych, mianowicie Joachim Lelewel (ą786-ą86ą). Czynił 
on to w świadomej opozycji w stosunku do monarchicznej interpretacji dziejów Polski. W 
swym pamiętniku przyzna później (ą857), że jego badaniom nad dziejami Polski przyświecał 
określony „cel polityczny". Swoją koncepcję historii Polski Lelewel wyjaśniał pod koniec życia 
w sposób następujący:
naród który stracił byt i swego odrodzenia szuka przez przypomnienie przeszłości, którą 
wskrzesić pragnie, nabywa sił. Przypomnienie to przeszłości jest — li dla niego korzystne czy 
szkodliwe w jego odrodzeniu — była kwestia, która miała siłę narodu przeszłością obudzoną 
albo źle, albo dobrze kierować. Było powiedziane przy nieszczęśliwym upadku, że ta 
przeszłość jest szkodliwa. Wszakże L(ele-wel) rozpatrując tę przeszłość narodową, uważał ją 
z innego stanowiska, cieszył się, że ją znalazł przez tych, co na nią sarkali, źle ' widzianą, źle 
zrozumianą. Był szczęśliwy, że w niej zacny i poży-- teczny dla odrodzenia się wzór 
odkrywał; dlatego wydobywając prawdę we właściwym jej świetle rozpoczął walkę z 
wykrzywionymi o przeszłości wyobrażeniami. Nie obawiając się ostatnich celów ani 
spodziewanych owoców z trudów swoich, wiele lat z różnych stanowisk, różnymi drogami do 
tego dążył i stopniami pomysł dobywał, rozwijał i rozgłaszał starodawną sławę i wielkość, 
starodawną swobodę i republikanizm, republikan Polski i Sławian; bo sam z usposobienia i 
wychowania republikanin. Patrząc na postęp ludzkości w Europie przekonany był, że 

background image

odradzający się naród polski swoją pomyślność i swój byt zapewniony w republikanizmie 
tylko znaleźć może.
W słowach tych zawiera się wszystko, co najważniejsze, o le-lewelowskiej koncepcji dziejów 
Polski. Poczynając od przeróbek podręcznika Teodora Wagi, przez kolejne ujęcia historii 
Polski i badania monograficzne, wielki historyk tworzył republikańską syntezę dziejów Polski. 
Proces jej kształtowania dobiegł końca dopiero na emigraq'i, gdzie J. Lelewel zetknął się z 
francuską
ąą8
demokratyczną nową historiografią i opracował najważniejsze koncepcyjnie ze swych dzieł, 
poświęconych historii ojczystej, mianowicie Uwagi nad dziejami Polski i Ludu jej (ą8ł6). 
Ukształtowany w wileńskim środowisku naukowym, w kręgu oddziaływania — za 
pośrednictwem Gotfryda Ernesta Groddecka (ą762-ą825) — getyńskiej szkoły historycznej, J.
Lelewel dopracował się ujętego w kategoriach historii społecznej własnego, syntetycznego 
poglądu na dzieje Polski, dzięki czemu stanął w jednym szeregu z czołowymi 
przedstawicielami propagującej analogiczną optykę badawczą nowej historiografii 
francuskiej, jako jej odpowiednik na gruncie polskim.
Nie tyle jednak nowe koncepcje, rozwijane w nauce europejskiej, co własna tradycja 
dziejopisarska zdecydowała o kształcie naszej historiografii w okresie międzypowstaniowym. 
Określała go — z jednej strony — postawa, reprezentowana przez znaczną część 
ówczesnego dziejopisarstwa, wyrażająca się w mi-łośnictwie narodowej przeszłości, której 
hołdowało coraz więcej polskich twórców zarówno w kraju, jak i na emigracji. Autorzy 
hołdujący tej wyrastającej ze szlachetnych pobudek patriotycznych — pobudzanej teraz 
przez idee Romantyzmu — postawie uprawiali historię na różne sposoby. Było wśród nich 
grono poważnych historyków—by wymienić tu (niedocenianego jako historyka) Józefa 
Ignacego Kraszewskiego (ą8ą2-ą887), wspomnianego już wyżej J. Bartoszewicza, ogromnie 
popularnego wśród czytającej publiczności Karola Szajnochę (ą8ą8-ą868), czy działającego 
na emigracji Leonarda Chodźkę (ą800-ą87ą) — więcej było jednak osób, zajmujących się 
historią po amatorsku, bezkrytycznie, co sprzyjało krzewieniu się tendencji apologetycznych 
w spojrzeniu na dzieje Polski. Ich nasilanie się było zresztą zgodne ze zrozumiałą reakcją 
polskiego społeczeństwa na politykę zaborców: im bardziej aktualny porządek postrzegano 
jako nie do zniesienia, tym silniej narodową przeszłość otaczano świetlaną aureolą.
ąą9
Czasy przedstyczniowe
Kształt historiografii polskiej w okresie międzypowstanio-wym określała wciąż — z drugiej 
strony — stale aktualizowana ze względów politycznych dawna opozycja między monarchicz-
ną a republikańską interpretaqą dziejów Polski. Skoro do mo-narchicznej koncepcji naszych 
dziejów narodowych odwoływało się w swym programie politycznym wpływowe stronnictwo 
ks. Adama Czartoryskiego, było zrozumiałe, że jej orędownikami byli na emigracji historycy, 
związani z Hotelem Lambert, tacy jak Karol Sienkiewicz (ą79ł-ą860), Teodor Morawski 
(ą797--ą879), czy najnowocześniejszy z nich, badacz dziejów reform politycznych w dawnej 
Polsce, Karol Boromeusz Hoffman (ą798--ą875). Kierunek ten miał także swoich, co prawda 
mniej wybitnych, reprezentantów w kraju. Opozyq'ę w stosunku do niego stanowił przede 
wszystkim wciąż niezmiernie aktywny na polu dziejopisarskim Lelewel, którego dzieła 
zbiorowe, poświęcone dziejom Polski, poczęły się ukazywać od ą85ł r. w Poznaniu. Wywarł 
on przemożny wpływ nie tylko na poglądy ówczesnego polskiego obozu demokratycznego — 
którego przedstawiciele równie gęsto go krytykowali, jak zapożyczali jego koncepcje — lecz 
także na poglądy niektórych znaczących historyków krajowych, z Jędrzejem Moraczewskim 
(ą802-ą855) i Henrykiem Schmittem (ą8ą7-ą88ł) na czele.
Wprawdzie—jak można sądzić na podstawie sondaży, przeprowadzonych w czasopismach 
— ówczesne polskie środowiska kulturalne były na ogół poinformowane o tym, co działo się 
w nauce historycznej na Zachodzie, zwłaszcza we Francji, mimo to w okresie 
międzypowstaniowym nasze dziejopisarstwo, poza nielicznymi wyjątkami, rozwijało się w 
izolacji od historiografii zachodnioeuropejskiej. Chociaż niektórzy nasi historycy jeszcze w 
latach czterdziestych sięgali do dzieł Rankego (niektórych posądzono nawet później o to, że 
z nich ściągali), Polacy późno poczęli dostrzegać jego znaczenie w nauce historycznej, bo 
dopiero od lat pięćdziesiątych, kiedy do berlińskiego
ą20
Zapóźnienie rozwojowe
mistrza zaczęli ściągać polscy uczniowie. Jednakże z wyjątkiem jednego tylko spośród nich 
— Józefa Kazimierza Plebańskiego ((ą8łą-ą897) — właściwie żaden z polskich historyków, 
którzy tak czy inaczej otarli się o wielkiego niemieckiego historyka, nie przyjął za własną jego 
doktryny indywidualistycznego history-zmu, która tak podbiła historiografię niemiecką. 

background image

Zupełnie też przeciwstawnie do tej ostatniej już w latach pięćdziesiątych — a więc bardzo 
wcześnie — niektórzy polscy historycy nie kryli swego, nie do pomyślenia w nauce 
niemieckiej, życzliwego zainteresowania dla przenikających z Zachodu pozytywistycznych 
nowinek historiograficznych. Izolacja historiografii polskiej od głównych nurtów 
zachodnioeuropejskiej nauki historycznej zostanie przełamana dopiero od lat 
sześćdziesiątych XIX w., odkąd o kształcie naszej historiografii — tak samo, jak w Europie — 
będą decydowali historycy, dysponujący profesjonalnym przygotowaniem naukowym.
Odnosi się to w całej rozciągłości do dziejopisarstwa głównych tzw. szkół historycznych, które 
w okresie po powstaniu styczniowym będą decydowały o profilu historiografii polskiej. 
Mówimy tu o „tak zwanych szkołach", ze względu na wieloznaczność tego pojęcia, którego w 
historii historiografii używa się zarówno na określenie cechujących się taką czy inną 
jednolitością poglądów kierunków historiograficznych, jak i na oznaczenie konkretnych 
historycznych środowisk. Dwie z owych tzw. szkół, o których będzie mowa — krakowskiej i 
warszawskiej — były jednocześnie jednym i drugim.
Warunki pracy historycznej
Rozdział IX
Historiografia polska w dobie zaborów. Czasy postyczniowe
W zaborze rosyjskim proces stopniowego polepszania się warunków polskiej pracy naukowej 
na polu historii został gwałtownie zahamowany „w okresie odwetu rosyjskiego za powstanie 
styczniowe" (W. Smoleński). Likwidacja Szkoły Głównej (ą869) oznaczała zniesienie 
jedynego w zaborze rosyjskim, dopiero niedawno odtworzonego polskiego ośrodka polskiej 
profesjonalnej historiografii. Na utworzonym na jej miejsce (ą870) rosyjskim Cesarskim 
Uniwersytecie Warszawskim powstał ośrodek rosyjskiej nauki historycznej, w skład którego 
wszedł tylko jeden z wybitnych historyków polskich. Po likwidacji Szkoły Głównej:
polscy uczeni, którymi można by obsadzić katedry kilku uniwersytetów, rozbiegli się po 
świecie, zostali dziennikarzami lub urzędnikami w bankach i przy kolejach. Najszczęśliwszym 
udało się otrzymać ciężkie, a niepewne posady przy gimnazjach, skąd ostatecznie wpływu 
nie wywierają na społeczeństwo (B. Prus, ą882).
Ocena znakomitego pisarza—w każdym razie w odniesieniu do historyków—była przesadnie 
pesymistyczna nie co się tyczy
ą22
warunków ich działalności, ale wpływu uczonych polskich na społeczeństwo. Pozbawione 
oparcia w państwowych strukturach nauki, mimo wszelkich represji środowisko polskich 
historyków nie dało się zlikwidować i na przekór nie sprzyjającym okolicznościom szybko 
otrząsnęło się z marazmu i przygnębienia i nie tylko kontynuowało, ale nawet rozwijało swą 
działalność, publikując swe prace zarówno na łamach dawnych czasopism, takich jak 
„Biblioteka Warszawska", jak i nowych — „Ateneum" (ą876), a także, coraz częściej, w 
mających ambicję popierania nauki polskiej  domach wydawniczych.  Dopiero później ich 
uprawiana wciąż jako prywatne zajęcie praca naukowa znajdzie (ą88ą) oparcie w mecenacie 
Kasy im. Józefa Mia-nowskiego. Po wydarzeniach ą905 r., które wymusiły złagodzenie kursu 
władz w stosunku do polskich inicjatyw naukowych, dotychczas nielegalna dydaktyczna 
działalność historyków, prowadzona w ramach Uniwersytetu Latającego, mogła znaleźć 
częściowe oparcie w Towarzystwie Kursów Naukowych (ą907). Najwymowniejszym wreszcie 
dowodem profesjonalnego poziomu i badawczych możliwości polskiego środowiska 
historycznego w zaborze rosyjskim było powołanie do życia (ą905) pierwszego w Królestwie 
Polskim naukowego czasopisma historycznego, mianowicie „Przeglądu Historycznego", a 
następnie (ą906) utworzenie Towarzystwa Miłośników Historii.
Wcale nie łatwiejsze, niż pod panowaniem rosyjskim, warunki dla polskiej pracy historycznej 
panowały wówczas także w zaborze pruskim, gdzie władze popierały działalność niemieckich 
regionalnych organizacji naukowych, zajmujących się między innymi historią, starając się 
jednocześnie ograniczyć wszelkie polskie inicjatywy kulturalne i naukowe. W warunkach kul-
turkampfu i nasilającej się polityki germanizacyjnej jedynym oparciem dla polskiej pracy 
historycznej było wciąż Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, później także (ą875) 
Towarzy-
ą2ł
Czasy postyczniowe
stwo Naukowe w Toruniu, które od ą908 r. poczęło publikować swoje „Zapiski", oraz mecenat 
prywatny.
Inaczej, aniżeli w zaborach rosyjskim i pruskim, ułożyły się natomiast warunki polskiej pracy 
historycznej w zaborze austriackim. W związku z przekształceniem, po klęskach we 
Włoszech (ą859) i pod Sadową (ą866), struktury państwa dotychczas unitarnego w 
dualistyczną monarchię austro-węgierską i przyznaniem autonomii poszczególnym krajom 

background image

koronnym, która objęła także Galicję, władze musiały odstąpić od prowadzonej do tej pory 
antypolskiej polityki i — za cenę ugody przynajmniej z częścią wpływowych polskich sił 
politycznych — wyrazić zgodę na oddanie im władzy w kraju. Mimo więc, że Galicja nie 
uzyskała pełnej samodzielności i nadal pozostawała w austriackiej części monarchii, usunięto 
w niej austriackich urzędników i nauczycieli, dopuszczono Polaków do pracy w administracji i 
szkolnictwie, co „spowodowało napływ na wyższe studia, z czasem ponad potrzeby dzielnicy, 
lecz nadprodukcja przydała się znakomicie w formowaniu polskiej państwowości po ą9ą8 r. i 
Galicja odegrała dobrze rolę polskiego Piemontu" (S. Brzozowski).
W ślad za polonizacją obu działających w Galicji uniwersytetów — najpierw w Krakowie, 
potem także we Lwowie — nastąpił rozkwit działających w ich ramach polskich naukowych 
środowisk historycznych. Nie tylko doszło do pomnożenia liczby katedr ściśle historycznych, 
oraz częściowo zajmujących się problematyką historyczną, lecz także znacznie wzrosła ich 
obsada: oprócz profesorów coraz częściej poczęli się w nich pojawiać młodsi, świetnie 
wykształceni docenci, pracowały coraz liczniejsze Seminaria Historyczne. Epokowe 
znaczenie dla rozwoju polskiej nauki historycznej miało powołanie w ą869 r. do życia na 
Uniwersytecie w Krakowie pierwszej w dziejach naszej historiografii Katedry Historii Polskiej i, 
jak się miało później okazać, nader szczęśliwe obsadzenie jej — mimo, że swoje kan-
ą24
Warunki pracy historycznej
dydatury do jej objęcia zgłosili historycy o ustalonej już pozycji naukowej, dysponujący też 
znaczniejszym od niego dorobkiem dziejopisarskim: Iwowianin H. Schmitt i warszawiak J. 
Barto-szewicz — znacznie od nich młodszym, świetnie zapowiadającym się miejscowym 
kandydatem w osobie J. Szujskiego. W ciągu zaledwie kilku lat obydwa galicyjskie 
uniwersytety z prowincjonalnych w gruncie rzeczy uczelni przekształciły się w stojące na 
europejskim poziomie ośrodki polskiej nowoczesnej nauki historycznej, coraz bardziej liczące 
się w Europie i promieniujące na cały podzielony kraj. Nieocenione wreszcie znaczenie dla 
rozwoju polskiej nauki historycznej miała nowo utworzona (ą872) Akademia Umiejętności w 
Krakowie, placówka skutecznie realizująca swoją ambicję stania się ogólnonarodową 
reprezentacją nauki polskiej zarówno wobec kraju, jak i zagranicy; w jej ogromnie żywej 
działalności historia zajmowała zdecydowanie pierwsze miejsce. Mniej akademicki charakter 
miało założone w ą90ą r. we Lwowie Towarzystwo do Popierania Nauki Polskiej, które także 
— obok innych placówek — stało się ważnym ośrodkiem polskiej pracy historycznej. 
Wyrazem czołowej roli, jaką zajęły Kraków i Lwów w polskiej nauce historycznej, stały się 
pierwsze zjazdy historyków polskich: w Krakowie w ą880, we Lwowie w ą890 i ponownie w 
Krakowie w ą900 r.
W czasach po powstaniu styczniowym szczególnie znamiennym świadectwem pasji 
aktywnego uprawiania historii ojczystej były wreszcie inicjatywy, które rodziły się wówczas na 
wychodźstwie. Było polskim paradoksem, że kończąca wówczas swoją polityczną misję 
emigracja wydała nie tylko tak ważne inicjatywy, jak „Rocznik Towarzystwa Historyczno-
Literackie-go" w Paryżu (ą866-ą878) czy Album Muzeum Narodowego w Raperswilu (ą872-
ą894), lecz także adresowany do ogółu historyków polskich Konkurs im. Juliana Ursyna 
Niemcewicza (ą867), przejęty następnie przez Akademię Umiejętności, który
ł25
Czasy postyczniowe
budował ponadpokoleniowy pomost między historiografią polską we wszystkich częściach 
kraju i na emigracji. Kiedy historiografia na emigracji dochodziła swego naturalnego kresu, 
jedynym obszarem, na którym polska nauka historyczna mogła rozwijać się we względnie 
normalnych warunkach, dysponując strukturami podobnymi do tych, w których działała nauka 
historyczna na Zachodzie, była autonomiczna Galicja.
Niepowodzenie kolejnego zrywu niepodległościowego i represje, jakie po nim nastąpiły, 
zainspirowały polskie elity polityczne i intelektualne do ponownego przemyślenia poglądu na 
narodową przeszłość. Jak gdyby powtórzyła się sytuacja z czasów po upadku 
Rzeczypospolitej: jeżeli znów ponieśliśmy klęskę, to znów trzeba było spytać, czy naprawdę 
jesteśmy tak doskonali, jak mówiła o nas romantyczna literatura i opiewająca blaski 
narodowej przeszłości historiografia, czy więc nie trzeba szukać wad i po naszej stronie, a 
nie składać przyczyny naszych niepowodzeń jedynie na barki zaborców? Na to podstawowe 
pytanie starała się dać odpowiedź najpierw tzw. krakowska szkoła historyczna, która 
uformowała się w drugiej połowie lat sześćdziesiątych wokół spolonizowanego Uniwersytetu 
Krakowskiego i Akademii Umiejętności. Zaproponowała ona ogólny pogląd na dzieje Polski; 
najdobitniej sformułował go jej ojciec duchowy, ks. Walerian Kalinka (ą826-ą886), który na 
wstępie do swych Ostatnich lat panowania Stanisława Augusta... wyrokował:
ostatnim słowem świadectw historycznych, które z tej epoki były lub będą jeszcze ogłoszone 

background image

jest: że upadku swego Polacy sami są sprawcami i że nieszczęścia, które na nas spadły 
wówczas lub później, zasłużoną są przez naród pokutą. Ta prawda aczkolwiek bolesna i 
wobec nieprzyjaciół naszych tak upokarzająca, była już nieraz powiedzianą, ale powtórzona 
dzisiaj w chwili największego ucisku, jakiego naród doznał od dziesięciu wieków, nie na 
rozumowaniu pisarza oparta, ale nasuwająca się sama z dokumentów niewątpliwych i swą 
jas-
Szkoła krakowska
nością aż rażących, nabiera większego nierównie znaczenia i głośniejszym staje się 
wyznaniem.
• Oskarżano autora przytoczonych słów, że zatruwa dusze Polaków jadem pesymizmu, 
pomawiano go o to, że każe Polakom porzucić wszelką nadzieję i zdać się na łaskę 
zaborców. Ludziom, którzy mieli w pamięci niedawne zmagania, niełatwo przychodziło 
spokojnie czytać jego wywody. Zarzuty te były niesprawiedliwe. Wytykając Polakom ich 
grzechy ksiądz-histo-ryk starał się wstrząsnąć ich sumieniem po to, aby przez pokutę je 
odkupili, co uważał za konieczny warunek tego, by w przyszłości ich nie popełniali. Rzekomy 
pesymizm W. Kalinki uzasadniał więc optymistyczną wiarę w lepszą przyszłość. 
Przypominając słowa Pisma świętego: „poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi", 
Kalinka krytykował „szkołę historyczną, której mistrzami byli [...] poeci, słuchaczami dusze 
rozdarte boleścią", która usprawiedliwiała wszelkie narodowe grzechy i powołując się na 
przykład Włoch i Niemiec dowodził, iż:
zdrowych to organizmów jest cechą, że łakną prawdy, i te tylko odrodziły się i podniosły 
narody, które prawdę sobie mówić pozwalały.
Zręby swej narodowej historiozofii — bo tak chyba można nazwać jego pogląd na dzieje 
Polski — zbudował W. Kalinka już wcześniej, przed powstaniem, w kręgu Hotelu Lambert. 
Już wtedy nawoływał (ą857) do zerwania z bezkrytycznym uwielbieniem przeszłości i 
upominał się o pogłębienie źródłowych badań historycznych. Spodziewał się po nich 
dwojakiego pożytku: moralnego i politycznego, wskazywał, że:
znajomość przeszłości krzepi i prostuje uczucia narodowe, bo przeświadczenie klęsk dawniej 
z triumfem minionych, dodaje otuchy do przetrwania dzisiejszych.
ą27
Czasy postyczniowe
-•• Wtedy te jego myśli przeszły bez echa; powtórzone w jedenaście lat później zainicjowały 
doniosły zwrot w historiografii polskiej.
Za główne autorytety tzw. krakowskiej szkoły historycznej jako kierunku, który od końca lat 
sześćdziesiątych XIX w. wysunął się na czoło w historiografii polskiej, uważa się zwykle 
dwóch historyków starszej generacji, którzy rozpoczęli swą dzisłalrtość jeszcze w okresie 
międzypowstaniowym, mianowicie Kalinkę i Szujskiego, oraz dwóch reprezentantów 
młodszego pokolenia: Bobrzyńskiego i Smółkę. Pierwszy z nich należał do podwawelskiego 
kierunku historiograficznego tylko moralnie: rezydował we Lwowie i nigdy nie związał się z 
krakowskim środowiskiem naukowym. Jego studia historyczne, nie tylko wspomniana już 
praca o ostatnich latach panowania Stanisława Augusta, lecz także nie dokończony Sejm 
Czteroletni (ą880, ą884-ą886), miały dla historiografii polskiej znaczenie przełomowe. Oparte 
na bogatym materiale źródłowym nie tylko ukazywały nieznane dotąd karty z dyplomatyczno-
politycznych dziejów czasów stanisławowskich, lecz także rozwijały znany nanrt już, ogólny 
moralizatorski pogląd na przyczyny upadku Rzeczypospolitej, a pośrednio także na całość 
dziejów Polski.
Najbardziej reprezentatywną postacią krakowskiego środowiska naukowego był z pewnością 
Józef Szujski (ą8ł5-ą88ł), niegdyś romantyk i uczestnik powstania styczniowego, później 
krytyk romantyzmu i współtwórca ugodowego stronnictwa stańczyków, współautor słynnej 
Teki Stańczyka, przede wszystkim jednak ogromnie utalentowany historyk i organizator pracy 
naukowej na polu historii, profesor Katedry Historii Polski na uniwersytecie, sekretarz 
generalny Akademii Umiejętności, autor syntez dziejów Polski oraz wielu innych prac 
historycznych.
Szujski pozostawił po sobie dwie syntezy dziejów Polski: czterotomowe Dzieje Polski (ą862-
ą866) zawierające jeszcze pew-
ą28
Szkoła krakowska
ne poglądy, od których historyk później odstąpił, oraz jednotomowe Historii polskiej treściwie 
opowiedzianej ksiąg dwanaście (ą880), w których zawarł swój ostateczny pogląd na dzieje 
Polski. Proponowaną przez siebie interpretację dziejów ojczystych historyk budował w 
krytycznym odniesieniu do polskiej tradycji historiograficznej, w opozycji do koncepcji J. 
Lelewela i jego kontynuatorów. Prezentując swoją dojrzałą syntezę dziejów Polski jako 

background image

podsumowanie „zdobyczy ostatnich" badań historycznych, ma się rozumieć, 
reprezentowanego przez siebie kierunku, Szujski sformułował swego rodzaju jego 
dziejopisarskie credo. Stwierdzał więc, że historiografia polska wkracza w nową epokę „w 
traktowaniu dziejów", różną zarówno od tej, która trwała do ą86ą r., odmienną także — „acz 
bardziej pokrewną tej, którą reprezentował Naruszewicz i jego epigonowie". Tym ostatnim 
trzeba bowiem oddać sprawiedliwość:
że sam fakt zapamiętania lub czynnego przebycia ostatnich zapasów upadającego państwa 
wpłynął korzystnie na ich sposób pojmowania dziejów, na sąd, który o nich wydali, a który był 
zarazem ugruntowanym sądem poważniejszej i dojrzalszej części narodu.
Nawiązując w ten sposób do tradycji naruszewiczowskiej krakowski historyk przeszedł zaraz 
do krytyki tradycji lelewe-lowskiej. Pisał więc:
nie miała tej korzyści epoka historiograficzna następna, ojcem swoim ą Joachima Lelewela 
słusznie uznająca, epoka zakończona mistycyzmem politycznym Koronowicza i doktrynerią 
republikańską Henryka Schmitta. W badaniu dziejów dawniejszych niespożytej zasługi, 
Joachim Lelewel traktował późniejsze bez podstawy badawczej, z apodyktycznością 
polityczną wszakże, która wypływała z osobistych przekonań i roli historycznej, jaką odegrał 
w tegowiecznych wypadkach. Na kredyt badań właściwych, uwierzono jego sądowi o reszcie; 
Ignacy [sic! — A.F.G.] Moraczewski rozprowadził go w dziewięciotomowym dziele swoim, 
wyobrażenia lelewelowskie
ą29
Czasy postyczniowe
dostały się do przeważnej liczby podręczników i zapanowały stanowczo w pojmowaniu 
historii.
Na czym, zdaniem krakowskiego historyka, polegały błędy J. Lelewela i jego kontynuatorów? 
Uczony wytykał, że dzięki nim właśnie:
dzieje przybrały formę apologii naszego historycznego społeczeństwa, zwróconą przede 
wszystkim przeciw zewnętrznemu złemu. Stworzono dla nas wyjątkowe warunki istnienia w 
historii, zawieszono dla nas prawa nieuchronne, którym każde podlega społeczeństwo. 
Wytrącono najistotniejszy czynnik badania, czynnik porównawczy. W ten sposób z jednego z 
najmłodszych narodów, występujących na arenie cywilizacji europejskiego Zachodu, staliśmy 
się w własnych oczach narodem prześcigającym cały Zachód rozwojem form konstytucyjnych 
i republikańskich; z błędów i zboczeń myśli politycznej utworzyliśmy sobie szkodliwe laury 
idealne, w wolnej elekcji, w konfederacjach, ba nawet w liberum veto upatrywaliśmy dodatnie, 
chlubne objawy. Walkę z ideą rządu przenosiliśmy w czasy, w których ten rząd znajdował się 
w najtrudniejszych warunkach, a przecież sam jeden reprezentował interesy samodzielności 
państwa.
Nawiązanie do biskupa smoleńskiego, odcięcie się od samotnika brukselskiego nie 
oznaczało, że rozwijany przez krakowskiego historyka pogląd na dzieje ojczyste był prostym 
nawrotem do oświeceniowej, monarchicznej koncepcji dziejów Polski. Szujski wychodził z 
tkwiącej korzeniami w ideach Romantyzmu religijnej filozofii dziejów, według której 
poszczególnym narodom miały przyświecać określone opatrznościowe idee, a każdy z nich 
był powołany do zrealizowania określonego celu w opatrznościowym planie świata. Podobnie 
jak przed nim Szajnocha, uważał, że dla Polski taką ideą była misja, by Polska była 
„przedmurzem chrześcijaństwa", zaś celem zadanie krzewienia chrześcijaństwa 
(katolicyzmu) na Wschodzie. Założenia te legły u podstaw sformułowanej przezeń teorii 
młodszości cywilizacyjnej Polski, tłumaczącej się jej oddaleniem od głównych ośrod-
ął0
Szkoła krakowska
ków cywilizacji zachodniej. Chociaż Szujski polską ekspansję na Wschodzie rozumiał jako 
spełnienie misji cywilizacyjnej i religijnej, prócz blasków (unia) dostrzegał także jej cienie. Za 
jej niekorzystne konsekwencje uważał „roztapianie się" sił narodu na olbrzymich, 
niemożliwych do zasymilowania obszarach, warcholstwo kresowych „królewiąt", których 
ambicje podważały jedność państwa. Uczony gloryfikował zarówno tendencje monarchiczne 
w dziejach Polski, jak dziejową rolę Kościoła, jednakże mimo całego sentymentu, jaki żywił 
do szlachty, piętnował przecież wady (szlacheckiego) narodu, wytykając mu skłonność do 
anarchii, „właściwy krwi słowiańskiej brak zmysłu organizacji politycznej", „fałszywe i 
niemożliwe instytucje", wreszcie „rozbujały parlamentaryzm". W jednym ze swych wystąpień 
publicystycznych (ą867) Szujski dowodził, że niezbędnym warunkiem pomyślności wszelkich 
społeczeństw jest zachowanie „harmonii w społeczeństwie narodowym", polegającej na 
równowadze między władzą a ładem i sprawiedliwością. Jeżeli przestają one pozostawać w 
zgodzie, znaczy to, że „coś w układzie społecznym lub w rządzie jest słabego i zepsutego, że 
jest grzech przeciw prawom bożym w jednym i drugim". Stan taki pociąga za sobą 

background image

wewnętrzne wstrząsy, „które opatrzna ręka wiedzie do katastrofy sprawiedliwości 
wymierzającej". Taki był właśnie, jego zdaniem, przypadek Polski. Krakowski historyk 
dowodził:
otóż grzechem tym narodu, wedle proroctwa świętego kaznodziei naszego, było pogardzanie 
rządem, nierząd i pogardzanie bliźnim, uciemiężenie ludu. Grzechem tym było odstępstwo od 
wiary ojców, od Boga i Kościoła. Grzechy te wywołały ową szaloną dysharmonię w 
społeczeństwie narodowym, która się skończyła podziałem Polski. Uprawniały one tron do 
ratowania rządu za pomocą dążeń monar-chicznych [...]. Uprawniały one Kościół do 
chwycenia się środków radykalnych, jakim był jezuityzm. Lud spał jeszcze, więc się nie 
objawił, a szlachta, która była podówczas sama narodem, poddawszy
ąłą
Czasy postyczniowe
się zaciemniającemu radykalizmowi jezuickiemu, nie poddała się radykalizmowi 
monarchizmu, wynalazła na niego środek gwałtowny, szalony, liberum veto! Tym środkiem 
broniła się od wszelkiej zmiany, od wszelkich nakazanych okolicznościami i sumieniem 
reform społecznych i politycznych.
Zdaniem Szujskiego nieprzeprowadzenie tych reform na czas było główną przyczyną 
samozawinionego upadku Polski.
Rozwiniętą przez Kalinkę i Szujskiego teorię samozawinionego upadku przeartykułował i 
sformułował na nowo wybitny przedstawiciel młodszego pokolenia historyków 
podwawelskiego kierunku Michał Bobrzyński (ą849-ą9ł5). Prawnik z wykształcenia, który 
hołdował programowi przekształcenia historii w naukę, zajmującą się „zbieraniem faktów 
dziejowych i zastosowaniem do nich wyników nauk społecznych i politycznych" (ą879), 
odrzucił wszystkie prowidencjalne i moralizatorskie momenty interpretaq'i swych 
poprzedników i w swoich Dziejach Polski w zarysie (ą879), w których za oś syntezy przyjął 
dzieje państwa, dokonał konsekwentnego, nieubłaganego w swej logice, przewartościowania 
dotychczasowych poglądów na polską przeszłość. Na zakończenie tej książki pisał:
jakiekolwiek byśmy też dzisiaj naszego upadku wydobywali przyczyny, czy to ucisk ludu 
przez szlachtę, czy poniżenie miast, czy rozstrój moralny i przyćmienie inteligencji, wszystko 
to będą tylko podrzędne zjawiska, które gdzie indziej w gorszym nieraz występowały świetle, 
ale żadnego narodu nie przyprawiły o utratę politycz-I nego bytu. Wszędzie bowiem gdzie 
indziej istniał rząd, który dostrzegłszy zło prędzej lub później je naprawiał lub zmniejszał. U 
nas tylko jednych brakło tego uzdrawiającego czynnika, brakło rządu, który by w chwili 
stanowczej chociażby stargane siły około siebie skupił i jednolity kierunek im nadał. Nie 
mieliśmy rządu i ta jest jedna, jedyna upadku naszego przyczyna.
Samozawinione niewykończenie budowy państwa prawnego było dla Bobrzyńskiego główną 
przyczyną upadku Polski.
ął2
Szkoła krakowska
Gdyby na podstawie naszkicowanych tu poglądów trzech koryfeuszy podwawelskiego 
kierunku sądzić o koncepcjach czwartego z nich, czyli Stanisława Smółki (ą854-ą924), 
należałoby się spodziewać, że również on był historykiem, który zmierzał do zbudowania 
jakiegoś nowego, całościowego obrazu dziejów Polski. Było wszakże zupełnie inaczej. 
Podkreśliliśmy już, że o krakowskiej szkole historycznej można mówić równocześnie jako o 
kierunku historiograficznym, który rozwinął własną interpretację dziejów Polski, oraz jako o 
środowisku naukowym. Nie wszyscy jego przedstawiciele podzielali teorię samozawinionego 
upadku, niektórzy nawet nie zgadzali się, by ich środowisko określać mianem szkoły 
krakowskiej i woleli mówić, że reprezentują szkołę krytyczną, która ma swoich przedstawicieli 
nie tylko w Krakowie.
Narodową historiozofią w rodzaju tej, którą snuli trzej omówieni historycy, Smółka się nie 
zajmował. Uczeń Georga Waitza w Getyndze, profesor najpierw historii austriackiej, potem 
następca Szujskiego w katedrze historii Polski, był natomiast wybitnym przedstawicielem 
nowoczesnej — na wzór niemiecki — historii krytycznej, który osiągnął świetne rezultaty 
najpierw w badaniach mediewistycznych, a potem także z zakresu historii XIX w. W 
odróżnieniu od Bobrzyńskiego nie zgadzał się z nomo-logicznym poglądem na dzieje, 
przypisywał natomiast istotną w nich rolę wielkim jednostkom oraz przypadkowi.
Zarówno Szujski, jak Smółka wychowali spore grono uczniów, głównie mediewistów; wielu 
prowadziło później samodzielne badania naukowe, których rezultaty ogłaszali na łamach 
czasopism naukowych bądź w formie książkowej. Oprócz Smółki do czołowych mediewistów 
krakowskich należeli wówczas: historyk i prawnik, wydawca źródeł średniowiecznych 
Franciszek Piekosiński (ą844-ą906), badacz czasów wczesnopiastow-skich i jagiellońskich 
Anatol Lewicki (ą84ą-ą899), specjalista w zakresie nauk pomocniczych historii Stanisław 

background image

Krzyżanowski
ąłł
Czasy postyczniowe
środowisko lwowskie
(ą865-ą9ą7). Na przełomie stuleci z nowatorskimi koncepcjami wystąpił badacz 
najdawniejszych dziejów Polski Karol Potkań-ski (ą86ą-ą907). Choć przeważali w nim 
mediewiści, krakowskie środowisko historyczne nie składało się tylko z nich: poczesną 
pozycję zajmował w nim badacz głównie dziejów XVI w. Wincenty Zakrzewski (ą844-ą9ą8), 
pod koniec stulecia na poważne miejsce wysunął się badacz XVII w. Wiktor Czermak (ą86ł--
ą9ął). W Krakowie badaniami historycznymi zajmowali się wówczas — niejednokrotnie z 
wielkim powodzeniem — także przedstawiciele innych niż historia dyscyplin naukowych. Z 
prawników oprócz Piekosińskiego parali się nimi poświęcający się jednak głównie polityce 
Antoni Zygmunt Helcel (ą808--ą870), następnie Udalryk Heyzmann (ą8ł5-ą9ą8) i Lotar 
Dargun (ą85ł-ą89ł), a zwłaszcza znakomity badacz prawa polskiego w wiekach średnich 
Bolesław Ulanowski (ą860-ą9ą9). Z filologów klasycznych znakomitym historykiem — 
mianowicie badaczem polskiego Odrodzenia i dziejów Uniwersytetu Jagiellońskiego — był 
Kazimierz Morawski (ą852-ą925), do najwybitniejszych historyków krakowskich zaliczał się 
wreszcie najznakomitszy wówczas polski historyk Kościoła w Polsce, zajmujący się głównie 
średniowieczem, ks. Jan Fijałek (ą864-ą9ł6).
Trudno wyważyć, czy w upowszechnieniu w polskiej nauce historycznej profesjonalnego 
standardu historii krytycznej większy udział miał krakowski czy lwowski ośrodek naukowy, 
mianowicie tzw. lwowska szkoła historyczna. Jej przedstawiciele nie tworzyli żadnej 
narodowej historiozofii, znakomicie natomiast rozwijali krytyczne badania historyczne i 
przygotowywali wydawnictwa źródłowe. W środowisku lwowskim czołową postacią był 
Ksawery Liske (ą8ł8-ą89ą), wychowanek uniwersytetów niemieckich, badacz głównie XVI w., 
wydawca źródeł, twórca (ą886) Towarzystwa Historycznego, założyciel i pierwszy redaktor 
„Kwartalnika Historycznego", przede wszystkim jednak profesor uniwersytecki i kierownik 
semina-
rium, na którym wprowadzał swych uczniów w arkana krytycznych badań źródłowych. Pod 
koniec stulecia dwóch z nich zajęło już poważne miejsce w nauce: od ą887 r. profesor prawa 
polskiego na uniwersytecie, nie ograniczający wszakże swych zainteresowań jedynie do 
zagadnień historyczno-prawnych Oswald Balzer (ą8ł8-ą9łł), oraz docent, następnie (ą892) 
profesor na katedrze historii Austrii Ludwik Finkel (ą858-ą9ł0), badacz głównie XVII w., 
twórca Bibliografii Historii Polskiej (od ą89ą r.). Najznakomitszym we Lwowie mediewistą był 
Tadeusz Woj-ciechowski (ą8ł8-ą9ą9), pionier w stosowaniu metody retrogre-sywnej w 
badaniach historycznych, mistrz subtelnej źródłowej analizy, interesujący się także 
zagadnieniami metodologicznymi historii. Prócz niego wybitnymi przedstawicielami 
mediewisty-ki lwowskiej byli: wieloletni kustosz, a następnie dyrektor Ossolineum Wojciech 
Kętrzyński (ą8ł8-ą9ą8), profesor historii literatury polskiej Antoni Małecki (ą82ą-ą9ął), docent, 
a następnie profesor historii powszechnej Aleksander Semkowicz (ą850-ą92ł), historyk 
archiwista, badacz czasów jagiellońskich Antoni Pro-chaska (ą852-ą9ł0), dopiero 
zaczynający naukową karierę badacz tej samej epoki Fryderyk Papee (ą856-ą940). Historią 
Kościoła w średniowiecznej Polsce i na Rusi zajmował się we Lwowie znakomity historyk 
prawa Władysław Abraham (ą860-ą94ą), natomiast historią dawnego prawa polskiego, 
oprócz Balzera także jego uczniowie, jak Przemysław Dąbkowski (ą877-ą950), oraz 
przedwcześnie zmarły Alojzy Winiarz (ą868-ą9ą2). Od lat sześćdziesiątych w badaniach nad 
dziejami XVII w., W których do niedawna zdecydowany prym dzierżył Szajnocha, pierwsze 
skrzypce grali: nie związany z Uniwersytetem, sympatyzujący z demokratami Ludwik Kubala 
(ą8ł8-ą9ą8), oraz docent, potem (ą90ł) profesor Uniwersytetu, zajmujący się także XVI 
stuleciem, związany z Ligą Polską Aleksander Hirschberg (ą847-ą907). Wreszcie dziejami 
XVIII w., oprócz spędzającego większość czasu we Lwowie Kalinki, wciąż zajmował się 
Schmitt. Dopiero
ął4
ął5
Czasy postyczniowe
pod sam koniec XIX stulecia pojawią się na lwowskiej wszechnicy dwaj młodzi specjaliści od 
historii XVIII i XIX w.: najpierw Bronisław Dembiński (ą858-ą9ł9), potem Szymon Askenazy 
(ą865-ą9ł5). Poza Uniwersytetem historią XIX w. zajmowali się we Lwowie lekarz Jan 
Sawicki-Stella (ą8łą-ą9ąą) oraz dziennikarz Stanisław Schniir-Pepłowski (ą859-ą900). We 
lwowskim środowisku historycznym szanowaną postacią był też zajmujący się dziejami 
mieszczaństwa i obyczajów powieściopisarz Władysław £oziński (ą84ł-ą9ął).
Dawno temu (ą908) jeden z najaktywniejszych aktorów przemian, które stały się udziałem 

background image

polskiej nauki historycznej na przełomie wieków, Wacław Sobieski, napisał, że kiedy 
„krakowskie teorie" zaczęły być wykorzystywane przez propagandę rosyjską: 4
>; wówczas musiała ostatecznie wybuchnąć reakcja przeciw tzw. kra-,. kowskiej szkole, jako 
źródłu tych wszystkich poglądów i to wybu-i chnąć nie gdzie indziej, tylko w Warszawie.
Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej złożona. Podobnie jak to było w przypadku 
szkoły krakowskiej, również i o tzw. warszawskiej szkole historycznej można mówić w 
dwojakim znaczeniu: jako o historiograficznym kierunku, oraz jako o określonym środowisku 
historycznym. Rzeczywiście, jako kierunek historiograficzny uformowała się ona w opozyqi do
szkoły krakowskiej, jednakże ukształtowała się później od niej, bo dopiero na przełomie lat 
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
Było zrozumiałe, że u podstaw warszawskiego kierunku historiograficznego legła odmienna, 
niż w przypadku krakowskiego, opcja polityczna. W zaborze rosyjskim, w dobie rosyjskiego 
odwetu za powstanie styczniowe, podobny do stańczykowskiego program ugody oznaczałby 
coś zgoła innego, aniżeli w autonomicznej Galicji. Dlatego też opowiedziano się tam za
ął6
Szkoła warszawska
programem organicznej pracy iu podstaw, sformułowanym przez ideologów nurtu 
kulturowego, określanego mianem pozytywizmu warszawskiego. On też legnie u podstaw 
warszawskiego kierunku historiograficznego. Nie ulega też wątpliwości, że warszawska 
szkoła historyczn.a odwoływała się do odmiennych, niż Kalinka czy Szujski, teoretycznych 
założeń historii, nie były one jednak już tak bardzo różne od tych, które przyjął Bobrzyński.
Przedstawiciele warszawskiego kierunku byli w większości pozytywistami także w innym 
znaczeniu, mianowicie co się tyczy przyjmowanej przez siebie koncepcji historii jako nauki 
nomologicznej, stawiającej sobie za zadanie badanie praw dziejowych. Mimo że był uczniem 
między innymi Rankego i Waitza, hołdował jej także Adolf Pawińslki (ą840-ą896). Jak 
wspomnieliśmy, zwolennikiem doktryny indywidualistycznego history-zmu pozostał w 
Warszawie po likwidacji Szkoły Głównej jedynie coraz mniej aktywny na polu dziejopisarskim 
Plebański. Wielu historyków warszawskich podzielało pogląd, który Władysław Smoleński 
sformułował w sposób następujący (ą892):
zadaniem nauki jest odkrycie praw' rządzących zjawiskami. Uczonym jest ten, który praw 
swoich poszukuje lub też do ich odkrycia gromadzi materiał.
Ideologowie warszawskiego pozytywizmu poddawali ostrej krytyce polskie społeczeństwo 
uważając, że może ono zapewnić sobie lepszą przyszłość dopiero) wtedy, kiedy 
przezwycięży swoje zacofanie i wkroczy na drogę modernizacji i postępu. „Zasada 
determinizmu, implikująca poszukiwanie w przeszłości korzeni i czynników współczesności, 
imperatyw krytycyzmu, domagający się piętnowania niedostatków nie tylko tego, co jest, ale i 
tego, co było, wreszcie tak (charakterystyczne dla pozyty-wistów pojmowanie społeczeństwa 
jako (strukturalnej) całości,
ął7
Czasy postyczniowe
w dalszej zaś konsekwencji jego dziejów jako immanentnego, «wewnętrznego» rozwoju, 
wszystko to wiodło nieuchronnie do kształtowania się w tym nurcie zdecydowanie 
krytycznego spojrzenia na przeszłość narodową". Niektórzy pozytywiści w swym krytycyzmie 
w stosunku do przeszłości szli też bardzo daleko, aż do uznania, że „wszystkich nieszczęść 
naszych my jesteśmy przyczyną" (B. Prus). W tych okolicznościach było zrozumiałe, że 
warszawscy pozytywiści, w tym także historycy, skłonni byli zrazu upatrywać w krakowskim 
kierunku historio-graficznym nie tyle przeciwnika, co sojusznika swoich obrachunków z 
narodową przeszłością i teraźniejszością. W opozycji w stosunku do narodowej historiozofii 
szkoły krakowskiej spośród przedstawicieli kierunku warszawskiego staną nie wszyscy i nie 
od razu: zasadniczą polemikę podejmą z nią właściwie tylko Aleksander Rembowski (ą847-
ą906), w większej zaś odeń mierze Tadeusz Korzon (ą8ł9-ą9ą8) i wspomniany już przez nas 
W. Smoleński (ą85ą-ą926). Tak znakomity uczony warszawski jak Pawiński był w swych 
poglądach na dzieje Polski ogromnie bliski zapatrywaniom Szujskiego. Nie cała więc 
dziejopisar-ska Warszawa i nie od razu zareagowała krytycznie na poglądy, rozwijane przez 
podwawelskich dziejopisów.
Co w krakowskich koncepcjach spotkało się z warszawskim sprzeciwem? Nic innego, jak 
teoria samozawinionego upadku, która w przekonaniu tak samo zresztą jej warszawskich 
krytyków miała implikować pesymistyczny pogląd zarówno na przeszłość, jak i na przyszłość 
Polski. Teorii tej warszawscy historycy — mianowicie Korzon i Smoleński — przeciwstawili, 
każdy na inny sposób, teorię odrodzenia w upadku, głoszącą, że u schyłku istnienia dawnej 
Rzeczypospolitej dokonały się w społeczeństwie polskim we wszystkich niemal dziedzinach 
życia społecznego: w gospodarce, w stosunkach społecznych i politycznych, w mentalności 

background image

społecznej i kulturze, głębokie przemiany modernizacyjne, które świadczyły o skutecznym 
przezwyciężeniu
ął8
Szkoła warszawska
przez samych Polaków ich zadawnionych wad i zapewniłyby im dalszy pomyślny byt, gdyby 
nie brutalna interwencja mocarstw ościennych, które zlikwidowały polską państwowość. 
Zainicjowany wszakże wraz z Oświeceniem proces narodowego odrodzenia nie mógł zostać 
całkowicie obrócony wniwecz przez zaborców: rozwijany dziś na wszystkich dostępnych 
polach (praca organiczna) daje podstawę do optymistycznego spojrzenia w przyszłość, ta 
bowiem zdaniem pozytywistów należy do tych, którzy znajdą się w czołówce powszechnego 
postępu ludzkości. Sformułowana przez przedstawicieli warszawskiej szkoły historycznej 
teoria odrodzenia w upadku miała więc optymistyczną wymowę polityczną, chociaż ze 
względów cenzural-nych jej autorom trudno ją było zbyt wyraźnie podkreślać. Uważając, 
zgodnie z przyjmowanymi przez siebie założeniami metodologicznymi, że właściwym 
przedmiotem badań historii powinny być dzieje społeczeństwa, przedstawiciele 
warszawskiego kierunku zarzucali historykom krakowskim, że zawężając horyzont swej 
refleksji do dziejów państwa, z jego katastrofy uczynili klucz, mający wyjaśnić całokształt 
dziejów polskich. Najdobitniej tezę tę sformułował Smoleński dowodząc (ą886):
branie katastrofy upadku za punkt wyjścia w poglądzie na przeszłość jest z gruntu rzeczą 
fałszywą, dla nauki historycznej szkodliwą. Fakt upadku państwa, ważny dla historii czasów 
następnych, bezzasadnie został wzięty za motyw zasadniczy przy badaniu dziejów 
przedrozbiorowych. Fakt upadku musi być punktem wyjścia dla historii po-rozbiorowej, 
zmienił bowiem warunki dalszego rozwoju [...]; nie widzimy jednak racji naukowej do 
przyjmowania go za główny wątek przy zgłębianiu całej przeszłości. Czyż przeszłość 
gromadziła jedynie materiał dla sprowadzenia upadku? Czyż obok wadliwej organizacji 
państwowej nie rozwijała motywów innych? Upadek państwa nie doprowadził bytu naszego 
do kresu, lecz stworzył jedynie przełom: nie unicestwił narodu, lecz tylko zmienił warunki jego 
rozwoju. Te zasoby, nagromadzone w przeszłości, którym naród zawdzięcza cią-
ął9
Czasy postyczniowe
glość życia moralnego, pomimo upadku państwa, stanowią fakt zna-mienniejszy niż zanik 
bytu politycznego. Racjonalniej by było przyjąć za punkt wyjścia do dziejów genezę i proces 
gromadzenia tego dorobku moralnego, który zagwarantował byt narodu i jego kulturę, niż 
ogrywanie wszystkich strun przeszłości na temat upadku.
Historycy warszawscy zajmowali się więc przede wszystkim nie historią polityczną, ale 
dziejami „wewnętrznymi": stosunków społeczno-gospodarczych, ustrojowych i kultury. Różne 
od szkoły krakowskiej ukierunkowanie przedmiotowe zainteresowań historyków 
warszawskiego kierunku uwarunkowało też, że w przeważającej mierze zajmowali się oni 
innymi, niż historycy krakowscy czy lwowscy, okresami dziejów Polski. Przedmiotem ich 
zainteresowań była bowiem przede wszystkim historia nowożytna, którą parali się nie tylko 
Korzon i Smoleński, lecz także wkraczający również w czasy dawniejsze Rembowski. Było 
niezmiernie charakterystyczne, że Pawiński, mimo że był z wykształcenia mediewistą, 
zajmował się przede wszystkim XVI w. Głównie dziejami XVI-XVIII w. zajmował się także 
współwydawca — razem z Pawińskim — „ ródeł Dziejowych", Aleksander Jabłonowski. 
Inaczej niż to było w Krakowie czy we Lwowie, w Warszawie badania nad 
Sredniowieczemnie były tak popularne: najświetniejszym mediewistą był tu Stosław Laguna 
(ą8łł-ą900), nierównie mniej wybitnym Ernest Sulimczyk--świeżawski (ą84ł-ą9ą9). Karol 
Dunin (ą850-ą9ą7), który świetnie zadebiutował pracą o dawnym prawie mazowieckim 
(ą880), rychło porzucił zainteresowania mediewistyczne. Wprawdzie trudno by było 
powiedzieć, że warszawscy historycy reprezentowali jednolitą formację intelektualną, 
jednakże poza nielicznymi wyjątkami byli oni uczonymi o profesjonalnym przygotowaniu 
naukowym. Było przy tym niezmiernie charakterystyczne, że bardzo wielu z nich miało za 
sobą studia prawnicze: jedynie Pawiński uzyskał wykształcenie ściśle historyczne. Studia 
prawnicze bowiem, a nie historyczne, zapewniały
ą40
Inne ośrodki pracy historycznej
wówczas kawałek chleba. Podobnie jak to było w ośrodkach krakowskim i lwowskim, prócz 
dzieł wymienionych koryfeuszy, na dorobek warszawskiego środowiska składały się także 
prace historyków mniejszego lotu, nieraz o znacznej wartości naukowej.
Aczkolwiek w okresie po powstaniu styczniowym Kraków, Lwów i Warszawa były głównymi 
ośrodkami rozwoju historiografii polskiej, nie tylko w nich zajmowano się wówczas 
poważnymi badaniami historycznymi. Uprawiano je wszędzie tam, gdzie znaleźli się chętni do 

background image

pracy historycy, oraz istniały możliwe do tego warunki, nie tylko na obszarze dawnej 
Rzeczypospolitej, lecz także w głębi państw zaborczych. Kiedy w jednej części kraju nie 
można było publikować prac na drażliwe ze względów cenzuralnych tematy, ogłaszano je — 
często pod pseudonimem — w innym zaborze. Czynili tak nie tylko historycy warszawscy, 
którzy często publikowali w Galicji. Podobnie postępowali historycy poznańscy, którzy 
wprawdzie mogli ogłaszać u siebie niewygodne dla władz rosyjskich prace o dziejach unii 
kościelnej (abp Edward Likowski, ą8ł6-ą9ą5), nie mogli jednak krytykować nasilania się 
tendencji nacjonalistycznych w historiografii niemieckiej, które kompetentnie i wytrwale tropił 
Kazimierz Jarochowski (ą828-ą888): ich krytykę publikował więc w Warszawie. Sytuacja 
układała się bowiem tak, że krytycznie o sprawach rosyjskich można było pisać w Galicji, 
rzadziej w Poznańskiem, o niemieckich — w Warszawie, mniej w Galicji, o austriackich — w 
Królestwie, o wszystkich zaś bez skrępowania, choć nie bez groźby represji, na emigracji. 
Choć nie odgrywała ona już takiej roli, jak dawniej, wciąż nie przestała być ośrodkiem 
historiografii polskiej. W Paryżu działali przecież badacz dziejów emigracji polskiej XIX w. 
Lubomir Gadon (ą8łą-ą908), a także historyk XVII-XVIII w. Kazimierz Waliszewski (ą849-
ą9ł4), w Dreźnie niestrudzony Kraszewski, w Raperswilu — weteran i historyk powstania 
styczniowego
ą4ą
Czasy postyczniowe
Agaton Giller (ą8łą-ą887). W Paryżu jeszcze w latach osiemdziesiątych, za sprawą 
dziejopisarskiej działalności Bolesława Limanowskiego (ą8ł5-ą9ł5), począł się kształtować 
socjalistyczny nurt historiografii polskiej, który za przedmiot zainteresowań obrał dzieje 
społeczne; pod sam koniec XIX w. dołączą do niego pierwsi polscy zwolennicy marksizmu.
Tak więc w ostatnim trzydziestoleciu XIX w. historiografia polska, którą koleje polskiego losu 
oddaliły na jakiś czas od Europy, nie tylko stała się dziejopisarstwem, w którym decydującą 
rolę odgrywali profesjonalnie przygotowani do pracy naukowej uczeni, lecz także znów — po 
długiej przerwie — stała się historiografią, uprawianą według europejskich standardów 
naukowej historii. Nie znaczy to, by nie okazywała swoistych, indywidualnych cech. Wyraziły 
się one w szczególności w wysoce selektywnym przyswajaniu sobie tych standardów przez 
nasze dziejopisarstwo. I tak w pierwszej połowie stulecia historiografia polska zaadaptowała 
dla swoich celów zarówno wzorzec badań, zaproponowany przez tzw. historyczną szkołę 
prawa, jak i po części także romantyczny model historii społecznej, zaś w drugiej zarówno 
standard historii krytycznej (G. Waitza i jego szkoły), jak i — odrzucany w nauce niemieckiej 
— pozytywistyczny model historii, który przyjął się u nas bardziej, niż w wielu krajach 
zachodnich. W stosunku do innych — przede wszystkim dominującego w nauce niemieckiej 
standardu historiografii, opartej na doktrynie indywidualistycznego historyzmu — nasza 
historiografia odniosła się jednak ze zdecydowaną rezerwą. Charakterystyczną cechą 
zainteresowań ówczesnej historiografii polskiej było natomiast zrozumiałe w warunkach 
bezpaństwowej egzystencji narodu, co nie znaczy, że korzystne dla niej jako nauki, 
ograniczenie zainteresowań niemal wyłącznie do problematyki dziejów Polski.
Rozdział X
Historiograficzne reorientacje na przełomie wieków
Owa uprawiana już wówczas według europejskich standardów historiografia polska nie 
pozostała też obojętna na przemiany, jakie od przełomu XIX i XX w. dokonywały się w 
europejskiej nauce historycznej. Odbiły się one u nas silnym echem: historycy polscy z 
uwagą śledzili rozwijające się na Zachodzie nowe idee, inspirujące do przebudowy podstaw 
teoretycznych i horyzontów problemowych nauki historycznej. Również i u nas doszło do 
załamania się dotychczasowych, konkurencyjnych względem siebie standardów uprawiania 
historii jako nauki: zarówno indywidualistycznego, jak i pozytywistycznego, oraz podjęto 
wysiłki, zmierzające do ich przewartościowania. Z jednej strony obok kontynuacji tradycji 
historii krytycznej będziemy więc teraz mieli do czynienia z przewartościowaniem tradycji 
indywidualistycznego dziejopisarstwa opierając się na kategoriach neorankizmu, podjętym 
przez nowych zwolenników uprawiania dziejopisarstwa jako przede wszystkim historii 
politycznej (Szymon Askenazy i jego szkoła, ale także jego przeciwnicy z Bronisławem 
Dembińskim na czele). Z drugiej strony, po załamaniu się pozytywistycznej wiary w 
możliwość odkry-
ą4ł
Na przełomie wieków
wania przez historię niezmiennych, immanentnych praw dynamiki dziejów, zwolennicy 
nomologicznego poglądu na dzieje będą z kolei szukali oparcia dla swych poglądów 
teoretycznych w popularnej również u nas na przełomie stuleci wśród młodych historyków 
metodzie kulturowo-historycznej Lamprech-ta, w osiągnięciach (głównie niemieckiej) historii 

background image

gospodarczej, w socjologii historycznej Juliusa Lipperta, w sozologicznych koncepq'ach 
Ludwika Gumplowicza (ą8ł8-ą909), rzadziej w ideach marksizmu. Tradycyjnej fascynacji 
niemieckimi ideami metodologicznymi będzie się teraz przeciwstawiać intuicjoni-styczne 
inspiracje francuskie.
Cały ten ferment teoretyczny wiązał się z dokonującą się na przełomie stuleci w naszej 
historiografii zmianą generacyjną. Stopniowo miejsce seniorów, hołdujących dawnym wzorom 
badań historycznych, poczęli zajmować historycy średniego pokolenia, „bez porównania 
lepiej przygotowani do pracy naukowej pod względem warsztatowym" (J. Matemicki), coraz 
wyraźniej jęli też zaznaczać swoją obecność najmłodsi adepci historii, odnajdujący w nowych 
ideach, rozwijających się na Zachodzie, inspirację dla podejmowanych przez siebie 
zróżnicowanych prób rewizji polskiej tradycji historiograficznej. Na wzór europejski, od 
początków XX w. historiografia polska szybko rozszerzała horyzonty swoich zainteresowań 
zarówno pod względem chronologicznym, jak i problemowym. Coraz intensywniej poczęła 
obejmować swymi zainteresowaniami obszary, którymi do niedawna nie interesowała się w 
ogóle bądź w niewielkim stopniu. Coraz więcej historyków zaczęło więc zajmować się 
dziejami starożytnymi (Stefan Waszyński (zm. ą908) habilitował się w ą905 r. w Krakowie 
jako pierwszy w Polsce docent historii starożytnej), mediewiści oraz specjaliści od historii 
nowożytnej — w tym także historycy prawa — coraz częściej wkraczali na szerokie pole 
historii powszechnej. Od wystąpienia Szymona Askenazego na III Zjeździe Historyków 
Polskich (ą900)
ą44
Przemiany modernizacyjne
szybko i zdecydowanie w głąb XIX stulecia przesuwał się zakres chronologiczny 
zainteresowań polskiej historiografii nowożytnej, obejmując przede wszystkim czasy 
przedlistopadowe, niebawem także okres międzypowstaniowy i dzieje powstania 
styczniowego. Mediewistyka stopniowo traciła swoją dotychczasową dominującą pozycję na 
rzecz historii nowożytnej, ta ostatnia zaś nie kończyła się już jak dawniej na schyłku XVIII w., 
skoro w centrum jej zainteresowań stał teraz wiek XIX.
W porównaniu z sytuacją, istniejącą w nauce historycznej na Zachodzie, specyficzną cechą 
ówczesnej historiografii polskiej było szczególnie poczesne miejsce, na jakie wysunęła się 
historia prawa. Stało się to głównie dzięki aktywności dwóch wybitnych uczonych: Oswalda 
Balzera we Lwowie i Stanisława Kutrzeby (ą876-ą946) w Krakowie. Mimo wszystkich różnic 
między nimi, zarówno jeden, jak i drugi uprawiali badania nad ustrojem społeczno-
politycznym z punktu widzenia jego związków z całokształtem życia społecznego, 
wykraczając w ten sposób poza ścisłe ramy problematyki prawno-historycznej, obejmując 
swymi badaniami także inne strony dziejowej rzeczywistości. Słusznie podkreśla się w nauce 
(J. Maternicki), że stworzona przez Balzera szkoła naukowa „sprawy ustroju ujmowała na 
szerokim tle i w powiązaniu z innymi dziedzinami życia społecznego". Kutrzeba, zanim 
poświęcił się badaniom praw-no-historycznym, ze szczególną pasją zajmował się historią 
gospodarczą, osiągając w tej dziedzinie badań ważne rezultaty. W ą905 r. wystąpił on z 
własną syntezą historii ustroju Polski, która stała się „ważnym wydarzeniem naukowym i w 
ogóle społeczno-kulturalnym". Rozwijane od przełomu wieków także poza Lwowem i 
Krakowem badania historyczno-prawne stały się u nas „poważnym impulsem do rozwoju 
innych dyscyplin historycznych, nie tylko historii politycznej, ale także społecz-no-
gospodarczej, wojskowej i in." (J. Maternicki). • Ze scharakteryzowanym już 
przeorientowaniem chronolo-
ą45
Na przełomie wieków
gicznego horyzontu zainteresowań naszej ówczesnej historiografii wiązało się bowiem także 
jej otwarcie na nowe — pod względem problemowym — dziedziny nauki historycznej. Pod 
tym względem na pierwszy plan wysunęła się u nas historia gospodarcza. Wprawdzie miała 
ona w nauce polskiej bogate tradycje, dotychczas uprawiano ją jednak niejako na marginesie 
zainteresowań innymi dziedzinami dziejowej rzeczywistości. Dopiero w początku XX w. 
historia gospodarcza ukształtowała się u nas — z pewnym opóźnieniem w stosunku do 
Zachodu i na wzór zachodni (niemiecki) — jako wyspecjalizowany kierunek badań 
historycznych. Pierwszy spośród historyków polskich habilitował się z historii gospodarczej w 
ą905 r. w Krakowie Franciszek Bujak (ą875-ą95ł), który w ą909 r. uzyskał tam też 
nadzwyczajną profesurę tego przedmiotu. W swym wykładzie habilitacyjnym Bujak 
podkreślał, że:
powinien u nas powstać cały kierunek ekonomiczno-historyczny, na wzór narodów 
zachodnich, nie dla ślepego ich naśladownictwa, ale z istotnej potrzeby. [...] Uwzględnienie 
strony gospodarczej naszej przeszłości wpłynie z pewnością bardzo silnie i korzystnie nie 

background image

tylko na pełność jej obrazu, lecz także i na główne tego obrazu linie.
Dzięki działalności nie tylko autora przytoczonych słów, lecz także innych uczonych, którzy 
rozwinęli zróżnicowane zarówno pod względem metodologicznym, jak i problemowym 
badania nad dziejami gospodarczymi (Jan Rutkowski (ą886-ą949), Ignacy Tadeusz 
Baranowski (ą879-ą9ą7), Władysław Grabski (ą874-ą9ł8), Zofia Daszyńska-Golińska (ą866-
ą9ł4) i in.), polska nauka historyczna jeszcze przed I wojną światową zdołała spełnić ten 
postulat.
Inną nową dziedziną dochodzącą wówczas do głosu w historiografii była historia kultury. 
Powodem, dla którego stała się ona u nas wyodrębnioną dziedziną nauki historycznej później 
niż historia gospodarcza, był nie niedostatek zainteresowania uczonych problematyką 
historyczno-kulturalną, ale
ą46
Przemiany modernizacyjne
brak ogólnej koncepcji historii kultury jako dziedziny badań historycznych. Uprawiano ją 
bowiem na bardzo różne sposoby: w powiązaniu z historią obyczajów, literatury, nauki i 
oświaty, „w kształcie nie zespolonym", jednakże bez świadomości zarówno pokrewieństwa 
tych badań, jak i ich wspólnego znaczenia dla „przyszłego wielkiego obszaru badawczego" 
(S. £empicki, K. Hartleb). Choć rozmaicie rozumiana i uprawiana na różne sposoby, od końca 
XIX w. problematyka historii kultury poczęła interesować coraz więcej badaczy zarówno 
starszego (oprócz wspomnianego już K. Morawskiego należy wymienić takich uczonych, jak 
Aleksander Kraushar (ą84ł-ą9łą), Teodor Wierz-bowski (ą85ł-ą92ł), Antoni Karbowiak (ą856-
ą9ą9), Leonard Lepszy (ą856-ą9ł7) i in.), jak młodszego pokolenia. Jeszcze przed I wojną 
światową świetnie zadebiutowali uczeni (Aleksander Briickner (ą856-ą9ł9), Jan Ptaśnik 
(ą876-ą9ł0), Stanisław Kot (ą885-ą975), Stanisław £empicki (ą886-ą947), Zygmunt Kukulski 
(ą890-ą944) i in.), którym później będziemy zawdzięczali ukształtowanie się w polskiej nauce 
historycznej „historii kultury jako odrębnej, ważnej, a coraz dokładniej określającej się 
dyscypliny" (S. £empicki, K. Hartleb).
Głębokie i wielostronne przewartościowania, jakie stały się udziałem historiografii polskiej na 
przełomie XIX i XX w., nie mogły nie objąć także sprawy z punktu widzenia jej funkcji 
społecznej najistotniejszej, mianowicie poglądu na dzieje Polski. „Dawne szkoły historyczne 
przestały faktycznie istnieć, stopniowo zaczynały powstawać nowe, grupujące historyków o 
zbliżonych postawach społeczno-politycznych i podobnych zapatrywaniach na dzieje 
narodowe. Proces ten właściwie nigdy nie został zakończony. Wartki nurt wydarzeń 
politycznych powodował liczne łamańce ideologiczne i częste zmiany orientacji politycznej. 
Nie sprzyjało to oczywiście stabilizacji ówczesnej myśli historycznej, która znajdowała się w 
ciągłym ruchu, w fazie nieustających przewartościowań. Pomimo jednak tej płyn-
ą47
Na przełomie wieków  < \
ności, będącej wynikiem szybko po sobie następujących zmian w położeniu narodu i jego 
życiu wewnętrznym, można mówić
0  pewnych tendencjach względnie stałych charakteryzujących niektóre grupy historyków" (J. 
Maternicki).
Nie przestał oczywiście istnieć konserwatywny nurt naszej historiografii, który kontynuował 
poglądy krakowskiej szkoły historycznej, gloryfikował politykę pracy organicznej (Smółka)
ą  poddawał ostrej krytyce narodową konspirację i powstania (Bronisław £oziński (ą848-
ą9ąą). Nie on jednak nadawał teraz ogólny ton historiografii polskiej. Teraz decydowały o nim 
dwie nowe „szkoły", które — ze względu na ich heterogeniczność — lepiej chyba byłoby 
określić mianem orientacji: niepodległościowej i narodowej.
Pierwszą z nich reprezentowali historycy, hołdujący rozwijającemu się po ą908 r. w Galicji 
polskiemu ruchowi niepodległościowemu. Jej czołowym przedstawicielem był niewątpliwie 
Askenazy, który zyskał sobie wysoki autorytet jako uczony, a przy tym był świetnym stylistą; 
jego prace cieszyły się popularnością wśród szerokich kół czytelników. Miał się kiedyś 
wyrazić, że swoją twórczością dziejopisarską starał się polską młodzież „przygotować 
moralnie do nowej walki o niepodległość" (S. Stempowski). Jeżeli taki był jego cel, to spełnił 
go znakomicie. W swym ostatnim wielkim, nieukończonym dziele o stosunku Napoleona do 
Polski Askenazy powiadał:
<     o znaczeniu faktów dokonanych w dziele odbudowy państwa, o zna-,<     czeniu 
zwłaszcza reprezentacji jego wojskowej na międzynarodowej i     widowni, o wadze miecza 
rzuconego na szalę wydarzeń. Czyny Dąbrowskiego i Poniatowskiego, wydarte romantycznej 
legendzie, przestawały być szlachetną pomyłką, stawały się nauką i przykładem (M. Kukieł).
Lwowski mistrz „uczył «niepodległościowców» nie tylko pa-i triotyzmu, w jego pracach 
znajdowali oni moralne, historyczne

background image

ą48
Orientacje historiografii
i polityczne uzasadnienie podejmowanych przez siebie poczynań natury wojskowej" (J. 
Maternicki).
Jego też twórczość dziejopisarska legła u podstaw koncepcji historycznych, rozwijanych 
przez działaczy obozu niepodległościowego z Józefem Piłsudskim na czele, w którym 
znaleźli się też niektórzy bezpośredni uczniowie Askenazego (Michał So-kolnicki (ą880-
ą967), Marian Kukieł (ą885-ą97ł) i in.). Nie znaczy to jednak, by bezkrytycznie powielali oni 
idee lwowskiego mistrza: starali się wyprowadzać z nich praktyczne wnioski dla przyszłej 
walki o niepodległość. Podnosili zwłaszcza moralną wartość „czynu zbrojnego" i ofiary krwi, 
złożonej na narodowym ołtarzu dowodząc (M. Kukieł), że „sztuką umierania zmartwychwstał 
naród w dobie napoleońskiej", co dało mu siłę nie tylko przetrwania, lecz także daje rękojmię 
politycznego odrodzenia. Jeszcze inaczej rozkładali akcenty historycy związani z lewicą 
społeczną. Ich patronem był nie tylko Askenazy, lecz także — jeśli nie przede wszystkim — 
Bolesław Limanowski, który w swej twórczości historycznej wiązał perspektywę 
niepodległości Polski z wyzwoleniem społecznym. Do jego to właśnie poglądów będzie 
nawiązywał w swoim dziejopisarstwie JOT zef Dąbrowski-Grabiec (ą876-ą926).
W opozycji w stosunku do koncepcji krakowskiej szkoły historycznej kształtowały się również 
poglądy na dzieje Polski zwolenników orientacji narodowej w ówczesnej publicystyce i 
historiografii polskiej. Prawda, że początkowo ich poglądy nie były jeszcze ustabilizowane i 
wahały się między dezaprobatą a aprobatą krakowskich koncepcji, jednakże po roku ą905 
przyjęły już postać zdecydowanie „optymistyczną". Uważano, że optymistyczny, niekiedy 
wprost apologetyczny pogląd na dzieje Polski będzie sprzyjał integracji społeczeństwa wokół 
solidary-stycznego i narodowego programu politycznego. Narodo-wodemokratyczni 
publicyści i historycy (Józef Siemieński (ą882--ą94ą), Wacław Sobieski (ą872-ą9ł5), Adam 
Szelągowski (ą87ł-
ą49
Na przełomie wieków
-ą96ą), Władysław Konopczyński (ą880-ą952) i in.) nawiązywali przy tym do poglądów 
warszawskiej szkoły historycznej, której żyjący przedstawiciele (Korzon, Smoleński) wyraźnie 
skłaniali się teraz ku narodowej demokracji, choć nie wiązali się z nią pod względem 
organizacyjnym. W swym historycznym „optymizmie" posunęli się znacznie dalej, aniżeli 
przedstawiciele warszawskiego historiograficznego kierunku, którzy przecież nie ukrywali 
wad dawnej Rzeczypospolitej, ale dowodzili, że zostały one przezwyciężone dzięki 
przeprowadzeniu światłych reform. „Myśl historyczna Narodowej Demokracji nastrojona była 
bez porównania bardziej apologetycznie, «rehabilitowała» ona [...] nawet dawną anarchię". 
Należy też, za badaczem omawianych tu przemian (J. Maternickim) podkreślić, że rozwijana 
przez zwolenników orientacji narodowej w historiografii polskiej „optymistyczna" interpretacja 
dziejów Polski polegała głównie na krytyce poglądów szkoły krakowskiej i nawoływaniu do 
stworzenia nowej syntezy dziejów Polski. Ta jednak nie powstała, zabrakło bowiem dla niej 
podstawy w postaci nowych dzieł monograficznych, jak również niezbędnego poziomu 
refleksji syntetycznej. Początkowo orędownikami tendencji „optymistycznej" byli historycy 
średniej i młodszej generacji, którzy wyrabiali sobie dopiero naukową pozycję, zaś starsi 
uczeni, cieszący się autorytetem, do niej się nie przyłączali.
Pod tym względem sytuacja zmieniła się diametralnie podczas I wojny światowej, wraz z 
kolejnym pojawieniem się sprawy polskiej na arenie międzynarodowej. Skoro na politycznym 
horyzoncie zarysowała się perspektywa odzyskania przez Polskę niepodległości, uznano za 
pilną potrzebę wyplenienie zarówno z głów swoich rodaków, jak i cudzoziemców 
zakorzenionego w nich, tradycyjnego poglądu, jakoby dawna Polska upadła była z własnych 
win. Odium winy należało więc teraz zdjąć z Polaków i nałożyć je na barki samych, wówczas 
zjednoczonych, teraz zaś szczęśliwie dla nas skłóconych ze sobą,
ą50
Ofensywa historycznego optymizmu
zaborców. Od początku ą9ą5 r. rozwinęła się więc wielka publicystyczna ofensywa, 
rozpościerająca na wszelkie możliwe sposoby „optymistyczny" pogląd na całokształt dziejów 
Polski, w której aktywny udział wzięli nie tylko pisarze i publicyści (Stanisław Baczyński, 
Stanisław Przyby szewski, Artur Górski, Antoni Chołoniewski (ą872-ą924), lecz także 
profesjonalni historycy, zarówno dotychczasowi rzecznicy tendencji „optymistycznej" (J. 
Siemieński, Jan Karol Korwin-Kochanowski (ą869--ą949), W. Sobieski), jak i uczeni, którzy 
dotąd jej nie hołdowali. Jeżeli Polska w jakiejś, dla wielu współczesnych rysującej się wciąż 
jeszcze niejasno, perspektywie miała znów stanąć w szeregu państw europejskich, nie 
wystarczało wykazywanie, że utraciła swój niezależny byt nie z własnej, ale z cudzej winy. 

background image

Trzeba było również wykazywać, że w Europie nie była ona — i nie będzie — intruzem, że 
pragnie tylko wrócić na miejsce, które w niej dawniej trwale zajmowała. Oba te wątki: 
europejskiego charakteru społeczno-politycznego ustroju dawnej Polski oraz jej katastrofy nie 
z własnych win najpełniej rozwinął Balzer w opublikowanej w ą9ą5 r. pracy Z zagadnień 
ustrojowych Polski, która wywołała „prawdziwe wrzenie i nową fazę dyskusji na temat  
optymizmu  i  pesymizmu  w  polskiej  historiografii" (A. Wierzbicki). Znakomity historyk 
zdecydowanie odrzucił w niej, mile łechcącą naszą dumę, tradycyjną tezę o wyjątkowości 
naszego dziejowego rozwoju. Dowodził:
nie była Polska «Chrystusem narodów», ale nie była też naczyniem .   szczególnej 
nieprawości, wstecznictwa czy upadku; i tak samo jej ustrój z trzech ostatnich stuleci o ile ani 
nie był rzeczą doskonałą, J   ani formacją wznoszącą się szczególnie ponad ustroje 
tamoczesnych państw, o tyle znowuż nie opierał się na zasadach, w których, na tle 
stosunków współczesnych, można by się dopatrzyć znamion jakiejś osobliwej 
niedoskonałości, jakiejś znacznej niższości wobec tamtych ustrojów. Był — na ogół — 
przeciętnym ustrojem ówczesnego państwa zachodnioeuropejskiego. Główne podstawy, na 
których się oparł,
ą5ą
Na przełomie wieków          ;
ogólne ramy, w które był ujęty, były takie same, czy podobne, jak gdzie indziej.
Zdaniem Balzera owa tylekroć uważana za coś zupełnie wyjątkowego dawna Rzeczpospolita 
była po prostu typowym, choć nie pozbawionym swoistych cech, państwem europejskim. W 
rozważaniach lwowskiego historyka teza ta uzasadniała kolejne ważne twierdzenie, 
mianowicie odrzucenie obiegowego nie tylko w piśmiennictwie polskim, lecz także — co 
ważniejsze — europejskim poglądu o samozawinionym upadku dawnej Polski. „Pogląd, 
jakoby w niedostatkach naszego ustroju tkwiła istotna przyczyna upadku Polski — dowodził 
Balzer — okazał się błędnym". Swoją książkę kończył zaś słowami:
trzeba będzie przecież starą, wypróbowaną metodą Kolumba sięgnąć po odpowiedź, która 
była i jest tu zawsze pierwszą z brzegu — i najprostszą: że właściwą, rozstrzygającą 
przyczyną upadku naszej państwowości, istotną «causa efficiens» tego zdarzenia jest: 
pożądliwość złączonych, więc przemożnych, na zgubę Polski sprzysiężonych sąsiadów. I to 
nie tylko w tym znaczeniu, że upadek ten spowodowany został bezpośrednio rozbiorami, 
jakich dokonali sąsiedzi; ale i w tym, że gdyby nie rozbiory, nie istniała ani konieczność 
dziejowa upadku, ani też nie brakło warunków po temu, żeby Polska przetworzywszy w 
stosownym czasie urządzenia swoje na równi z innymi państwami, przetrwała razem z nimi, 
przez dalsze stulecia, jako organizm żyjący i — żywotny.
Prawda, że aczkolwiek poglądy znakomitego lwowskiego historyka odbiły się współcześnie 
szerokim echem, nie wszyscy, również wybitni nasi historycy, się za nimi opowiedzieli. Nie 
ulega wszakże wątpliwości, że publikacje, ogłaszane przez polskich historyków i publicystów 
podczas I wojny światowej:
w niemałym stopniu przyczyniły się do podniesienia nastrojów patriotycznych i spotęgowania 
dążeń niepodległościowych w społeczeń-
ą52
Ofensywa historycznego optymizmu
stwie polskim. Duże były również zasługi historyków na polu propagandy sprawy polskiej za 
granicą (J. Maternicki).
Stanowiąca odpowiedź na wyzwanie szczególnej historycznej chwili ofensywa historycznego 
optymizmu miała jednak i drugą stronę. Powszechne rozgrzeszenie dziejów polskich z 
wszelkich grzechów osłabiało ostrze krytycznej refleksji nad narodową przeszłością, 
inspirowało bezkrytyczny samoza-chwyt nad polską doskonałością, sprzyjało krzewieniu się 
narodowej megalomanii. Nie było to jednak wówczas zjawisko jedynie polskie. Nie bez 
powodu wielki historyk belgijski Henri Pirenne na pierwszym po wojnie Międzynarodowym 
Kongresie Nauk Historycznych (ą92ł) oskarży ówczesną historiografię o to, że podczas wojny 
sprzeniewierzyła się swemu naukowemu powołaniu, skoro nie oglądając się na rygory 
naukowego postępowania dostarczała wątpliwych argumentów na polityczną korzyść 
własnych rządów, rzucając oskarżenia na obcych.
Rozdział XI
Europejska nauka historyczna w dwudziestoleciu międzywojennym
Czy międzywojenne dwudziestolecie przyniosło zasadniczy zwrot w dziejach nauki 
historycznej? W tej zasadniczej sprawie zdanie uczonych jest podzielone. Za poglądem, że 
rok ą9ą8 stanowi zasadniczą cezurę w rozwoju historiografii, a co za tym idzie okres 
międzywojenny stanowi w jej dziejach nową jakość, opowiadają się zazwyczaj marksistowscy 
historycy historiografii. Uważają oni, że przełomowe pod tym względem znaczenie miało 

background image

przyjęcie w porewolucyjnej Rosji marksizmu--leninizmu za teoretyczną podstawę nauki 
historycznej, co miało inicjować nowy pod względem jakościowym etap jej rozwoju. 
Interpretacja ta zdaje się jednak nie brać pod uwagę co najmniej dwóch zasadniczych 
momentów, a mianowicie, że — po pierwsze — owo przyjęcie nowej podstawy teoretycznej 
nie dokonało się od razu, oraz — po drugie — że dotyczyło historiografii jednego tylko kraju. 
Inni badacze historiografii mają w sprawie cezury ą9ą8 r. odmienne zdanie i uważają, że w 
skali europejskiej, a tym bardziej światowej nauki historycznej, rok ten nie stanowił 
zasadniczego przełomu, zaś międzywojenne dwudziestolecie nie było jakościowo 
odmiennym etapem jej rozwoju.
ą54
Kryzys zaufania do historii
Takie właśnie stanowisko zajął między innymi znakomity amerykański uczony Georg G. 
Iggers, który wyraził pogląd, że I wojna światowa i klęska Niemiec nie stały się zasadniczą 
cezurą nawet w historiografii niemieckiej. Przed laty (ą966) wybitny polski historyk 
historiografii pisał zaś w tej sprawie:
d dwudziestolecie międzywojenne nie oznaczało w dziejach nauki historycznej jakiegoś 
zasadniczego zwrotu. Wojna powszechna i wielka rewolucja, kryzys ekonomiczny czy 
zwycięstwo hitleryzmu wpłynęły
L jedynie na umocnienie tych tendencji rozwojowych oraz tych fermentów, które występowały 
już od kilkudziesięciu lat. Po przerwie ' spowodowanej działaniami wojennymi szybko 
następowała odbudo-
''    wa i rozbudowa warsztatów. Powstawały nowe ośrodki badawcze,
'"•< rosła liczba katedr i kadra wyszkolonych w różnych działach historii specjalistów; 
rozwijały się badania i nowe metody w kierunkach daw-
f; niej mniej uprawianych: nad dziejami gospodarczo-społecznymi i kulturalnymi oraz nad 
dziejami najdawniejszymi (Wschód starożytny) (M. H. Serejski).
Aczkolwiek brak podstaw, by mówić o dokonaniu się w niej jakiegoś zasadniczego zwrotu, 
nie ma co do tego wątpliwości, że w okresie międzywojennym nastąpiły jednak w 
historiografii istotne zmiany. Pod tym względem na plan pierwszy wysunęło się zjawisko, 
określane przez współczesnych za pomocą wieloznacznego pojęcia „kryzysu historyzmu". 
Wiązał się on z ogólniejszym kryzysem światopoglądowym, który wyrażał się w załamaniu się 
wiary w tradycyjne wartości obywatelskiego społeczeństwa, w idee postępu moralnego i 
społecznego, wreszcie w zasadność racjonalnego przewidywania. „Rzeczywistość zadawała 
kłam wielu pewnikom, rozwiewała złudzenia, podważała wiarę w trafność rozeznania 
tkwiących w niej tendencji, w słuszność przewidywań opartych na racjonalnych przesłankach. 
Wojna powszechna i wielka rewolucja społeczna zaskoczyły związaną z panującym 
systemem inteligencję, ale i powojenna sytuacja nie wróżyła spełnienia marzeń o stabilizacji, 
po-
255
Czasy międzywojenne
koju, porządku opartym na racjonalnych, sprawiedliwych, zapewniających prawdziwy postęp i 
pomyślne perspektywy dla ludzkości" (M. H. Serejski). Mianem „kryzysu historyzmu" 
określano więc załamanie się wiary w zasadność dotychczasowych sposobów wyjaśniania 
zmienności świata społecznego, niezależnie od tego, na jakich ogólnych kategoriach — 
indywidualistycznych czy nomologicznych — się one opierały. Był to więc raczej nie kryzys 
historyzmu, ile załamanie się zaufania do historii.
Coraz częściej począł on przybierać postać otwarcie deklarowanej antyhistoryczności. 
Polityczne uwikłanie historiografii podczas wojny warunkowało, że tendencjom 
antyhistorycznym poczęli teraz hołdować niektórzy wybitni twórcy, którzy w nadmiernym 
nasyceniu historią ludzkiej świadomości dostrzegali zagrożenie dla ogólnoludzkich wartości. 
Szczególnie głośno zabrzmiały wówczas (ą9łą) słowa świetnego francuskiego pisarza Paula 
Yalery, że:
historia jest najniebezpieczniejszym wytworem, jaki wyprodukowała chemia intelektu. Jej 
właściwości są dobrze znane. Rozsnuwa ona marzenia, odurza ludy, tworzy im fałszywe 
wspomnienia, wyolbrzymia ich odruchy, zachowuje ich stare rany, dręczy w ich snach, 
prowadzi do obłędu wielkości lub do szału prześladowania, czyni narody dokuczliwymi, 
pysznymi, nieznośnymi i zarozumiałymi. Historia usprawiedliwia wszystko, czego się pragnie. 
Nie uczy absolutnie niczego, bowiem zawiera wszystko i daje przykłady wszystkiego. [...] W 
aktualnym stanie świata niebezpieczeństwo, aby się dać uwieść Historii, większe jest, niż 
było kiedykolwiek.
Wtórował mu Andre Gide powiadając, że „najlepszą nauką", jaką można wynieść z historii:
jest właśnie to, że przeszłość nie może oświecać przyszłości i że aby stawić czoła nowym 

background image

wydarzeniom, lepiej jest mieć umysł nie troszczący się o tradycję, niż zaślepiony przez jej 
fałszywe nauki. Wielką nauką Historii jest nigdy nie zdawać się na jej nauki.
256
Nowe idee historiozoficzne
Ówczesna antyhistoryczność wyrażała co najmniej dwie — nie tylko nie tożsame, ale wręcz 
ze sobą sprzeczne — tendencje ideowe. Z jednej strony, w imię wyższych, ogólnoludzkich 
ideałów, zwracała się przeciw nadużyciom tradycyjnej, upolitycznionej historiografii. 
Równocześnie jednak — po drugie — podważając zaufanie do wartości poznawczej 
wszelkiej historiografii, paradoksalnie sprzyjała nasilaniu się tendencji, domagających się od 
niej porzucenia postulatu poszukiwania prawdy i zastąpienia go żądaniem wprzęgnięcia 
historii w służbę ideologii. Nie było przypadkiem, że taki właśnie postulat kierował pod 
adresem historii na Zachodzie nazizm, zaś na Wschodzie stalinizm. Karl Alexander von 
Muller, który z rekomendacji nazi-stów przejął po Friedrichu Meinecke redakcję „Historische 
Zei-tschrift", wywodził więc (ą9ł6), że „jest ona dziś zobowiązana — przed innymi naukami—
wydźwigać nowego ducha pełnego życia w naszym narodzie, współdziałać w kształtowaniu 
oblicza niemieckości dla nadchodzących czasów [...], które wykuwa wola twórcza wielkiego 
wodza". Z kolei w ą9łą r. Józef Stalin w liście do redakcji czasopisma „Proletarskaja 
Rewolucija" krytykując „metodę grzebania się w przypadkowo zebranych papierach" 
dezawuował zasadę opierania historycznych sądów na podstawie źródeł i narzucał 
programowo prezentystyczny, ahi-storyczny stosunek do historii, wykluczający możliwość 
stawiania pytań badawczych w odniesieniu do spraw rozstrzygniętych już przez jej oficjalną 
wykładnię. Jedynym kryterium historycznej prawdy miała być odtąd zgodność z aktualną linią 
partii.
Już w ą9ł0 r. wybitny włoski filozof Benedetto Croce celnie zwrócił uwagę na niebezpieczne 
pod względem społecznym konsekwencje szerzenia się postaw antyhistorycznych. 
Podkreślał, że:
zwolennicy tego kierunku marzą o przyszłości bez przeszłości, o posuwaniu się naprzód 
skokami, o woli, która jest raczej samowolą, o odwadze, która by nie stracić nic ze swego 
rozpędu, zawiązuje sobie oczy. Uwielbiają siłę dla siły, czyn dla czynu, nowość dla no-
ą57
Czasy międzywojenne
wości, życie dla życia, które nie potrzebuje żadnego związku z przeszłością, ani ciągłości w 
twórczości.                                                  ,
Tendencje, przed którymi przestrzegał, znalazły swój najpełniejszy wyraz w niezbyt co 
prawda koherentnym, za to podbijającym wówczas serca i umysły szerokich mas 
konglomeracie idei, którymi żywiły się rozmaite skrajne nurty polityczne, przede wszystkim 
zaś faszyzm.
Załamanie się wiary w wartość dotychczasowych wzorów rozumienia dziejów i uprawiania 
historii wpłynęło na ożywienie zainteresowań problematyką historiozoficzną, która przyciągała
teraz uwagę licznych myślicieli; wielu z nich nie było zresztą profesjonalnymi historykami. 
Zapotrzebowanie szerokich kół inteligencji na nowe wyjaśnienie sensu dziejów w znacznej 
mierze zaspokajały nowe, wyrastające na gruncie pesymistycznej oceny perspektyw 
cywilizacji współczesnej, koncepcje historiozoficzne, w rodzaju idei, rozwijanych w 
Niemczech przez Oswalda Spenglera, w Anglii Arnolda Toynbeego, czy wreszcie w Polsce 
przez Feliksa Konecznego (ą862-ą949). Niezależnie od wszystkich zachodzących między 
nimi — oraz innymi jeszcze koncepcjami, których tu nie wymieniamy — istotnych różnic, ich 
wspólną cechą było odrzucenie rozumienia dziejów jako jednolitego linearnego procesu, 
zmierzającego do zrealizowania jakichś celów, oraz zastąpienie go poglądem, według 
którego rzeczywistym podmiotem dziejów miałyby być niesprowadzalne jeden do drugiego, 
indywidualne aglomeraty społeczne — kultury czy cywilizacje — wyposażone w jedynie sobie 
właściwy, niesprowadzalny do żadnego innego indywidualny rytm i kierunek zmienności. 
Większość z nich — znów niezależnie od tego, jak dalece były od siebie różne, oraz jaką 
cieszyły się popularnością (pod tym względem wszelkie rekordy pobił Spen-gler) — 
kwestionowała więc podstawowy dogmat, na jakim opierały się te wszystkie filozofie historii 
— zarówno chrześci-
258
Nowe propozycje historiogmficzne
jańska filozofia dziejów, jak oświeceniowa teoria postępu, he-glizm, historiozofia 
indywidualistycznego historyzmu, pozytywizm czy wreszcie marksizm — które rozumiejąc 
proces dziejowy w jakkolwiek interpretowanych kategoriach linearnych, poszukiwały sensu 
dziejów w spełnieniu się jakiegoś ogólnoludzkiego ideału, w takiej bądź innej teleologii. 
Koncepcje te antycypowały rozumienie biegu dziejów w zindywidualizowanych kategoriach 

background image

polilinearnych, co nauka historyczna podejmie jednak znacznie później. Jednocześnie 
podważenie wiary w wartość dotychczasowych wzorców rozumienia dziejów i uprawiania 
historii inspirowało będących także filozofami historyków do podjęcia wysiłków w celu nowego
określenia teoretycznych podstaw swej dyscypliny. Uczeni ci (Emst Troeltsch, B, Croce, 
Robin G. Collingwood i in.) „nie negując roli czynnika subiektywnego w rekonstruowaniu 
przeszłości, sądzili przecież, że ich wyniki badawcze, przetworzone w konstrukcję 
historyczną, odpowiadają temu co rzeczywiście, obiektywnie kiedyś istniało, że nie jest ona 
fikcją, wytworem naszej fantazji, naszego umysłu" (M. H. Serejski).
Było zrozumiałe, że na powojenny chaos światopoglądowy oraz szerzenie się tendencji 
antyhistorycznych ówczesna historiografia, która nie dysponowała przecież — jak o tym 
pamiętamy — jakimś jednym jedynym standardem uprawiania naukowej historii i była pod 
względem teoretyczno-metodologicz-nym wysoce pluralistyczna, nie mogła udzielić jednej 
jedynej odpowiedzi. Mimo że przeważająca część historyków nadal uprawiała swoją 
dyscyplinę według dawnych standardów, w reakcji na panującą wówczas sytuację ideową 
zrodziły się w ówczesnej europejskiej historiografii nowe koncepcje, zmierzające do 
rewaloryzacji historii jako nauki bądź to na drodze modernizacji jej dotychczasowych modeli, 
bądź przez ich przezwyciężenie i zaproponowanie na ich miejsce nowych. Tak więc — po 
pierwsze — odpowiedzią na wyzwanie nowych czasów, sformułowaną na gruncie tradycji 
dziejopisarstwa, nawiązują-
ą59
Czasy międzywojenne
cego do teorii indywidualistycznego historyzmu były w nauce niemieckiej z jednej strony 
podejmowane wówczas próby, zmierzające do rewaloryzacji samej tej doktryny, z drugiej zaś 
rysujące się od lat dwudziestych wśród części (głównie liberalnych) historyków niemieckich 
dążenie do ściślejszego powiązania swej dyscypliny z socjologią — niemiecką, ma się 
rozumieć, przede wszystkim z jej kierunkiem, reprezentowanym przez Maksa Webera (Otto 
Hintze, Kurt Breysig, Siegmund Hellmann, Eckart Kehr i in.). Na gruncie tradycji 
nomologicznej podobną odpowiedzią — po drugie — był we Francji zarówno sformułowany i 
realizowany przez filozofa Henriego Berra program „syntezy historycznej", jak i, od przełomu 
lat dwudziestych i trzydziestych, koncepcja „odnowy" nauki historycznej, sformułowana przez 
twórców kierunku „Annales" (nazwa pochodzi od jego organu: Annales d'Histoire ćconomiąue 
et Sociale) Febvre'a i Blocha. Tradycyjnemu wydarzeniowemu dziejopisarstwu, określanemu 
przez siebie pogardliwym mianem historii „historyzującej", przeciwstawili oni koncepq'ę 
historii jako nauki integralnej, ogarniającej — w planie synchronicznym — całokształt 
struktury dziejowej rzeczywistości, stawiającej sobie na celu śledzenie — w planie 
diachronicznym — strukturalnego zróżnicowania rytmów jej dziejowej zmienności. Koncepcja 
historii, zaproponowana przez twórców kierunku „Annales", miała swój odpowiednik w 
soq'ologizującym nurcie ówczesnej historiografii północnoamerykańskiej.
Zasadniczo odmienną od wyżej zasygnalizowanych propozycję odpowiedzi na wyzwanie 
nowych czasów rozwinęła — po trzecie — historiografia, odwołująca się jako do swej 
podstawy teoretycznej do doktryny materializmu historycznego. Wprawdzie doktryna ta miała 
za sobą kilkadziesiąt lat rozwoju i od dawna oddziaływała na nauki społeczne, w tym także na 
historiografię, jednak, jak pisał (ą978) wybitny brytyjski uczony, który sam bynajmniej nie był 
marksistą, Geoffrey Barradough:
ą60
Nowe propozycje historiograficzne
trzeba było dopiero rewolucji rosyjskiej ą9ą7 r., aby poza Rosją marksistowska interpretacja 
historii została potraktowana poważnie. Ale także i teraz pierwsza reakcja była zasadniczo 
wroga, na czym zaważyły bardziej racje ideologiczne, aniżeli naukowe i krytyczne. 
Wydarzeniem, które zasadniczo przeważyło szalę na korzyść marksizmu, była światowa 
depresja ą929-ą9ł0 r. i pogłębiający się kryzys społeczeństwa kapitalistycznego, który zdawał 
się potwierdzać historyczną diagnozę Marksa. Wielki kryzys ą929 r. położył kres długiemu 
okresowi lekceważącej pogardy, z jaką odnoszono się do marksizmu. Poczynając od ą9ł0 r. 
jego wpływ rozszerzał się coraz bardziej i także ci, którzy odrzucali marksistowską 
interpretację dziejów (stanowiący, poza Związkiem Radzieckim, ogromną większość), byli 
zmuszeni do zrewidowania swego stanowiska. Jak napisał Sur Charles Webster, historycy 
nie mogli uchylić się od podjęcia wyzwania, któremu nie mogło już poprzestać na 
«zaprzeczaniu wkładu Marksa do myśli historycznej*, a które wymagało teraz poddania jego 
interpretacji dziejów «nowej analizie, biorąc pod uwagę masę narastających źródeł, o których 
nie mógł on nawet wiedzieć*.
Mimo wszystkich wcześniejszych antecedencji, dopiero w okresie międzywojennym 
marksistowska koncepcja historii poczęła rzeczywiście poważnie oddziaływać na 

background image

historiografię, nie tylko zresztą europejską. Wszelako marksistowska alternatywa 
historiograficzna — nie tylko zresztą wówczas — bynajmniej nie stanowiła jedności i 
obejmowała zróżnicowane, konkurencyjne względem siebie propozycje przebudowy nauki 
historycznej.
Jedną z bardziej wpływowych była koncepcja, która rozwinęła się w Rosji w pierwszych 
latach porewolucyjnych, a której głównym przedstawicielem był czołowy naówczas historyk 
radziecki Michaił N. Pokrowski. Rozpatrywał on bieg dziejów jako proces, określany z jednej 
strony przez kolejne formy gospodarowania, z drugiej przez walkę klas. Jego jednotomowe 
opracowanie dziejów Rosji przyjęto w świecie ze znacznym zainteresowaniem, skoro ukazało 
się ono w tłumaczeniach w Niem-
ą6ą
Czasy międzywojenne
czech, Anglii i Stanach Zjednoczonych, Holandii, Hiszpanii, Czechosłowacji i Japonii. Od lat 
trzydziestych koncepcja ta została jednak w ZSRR zastąpiona interpretaq'ą stalinowską, 
która zredukowała przedmiot nauki historii do przedmiotu ekonomii politycznej i wtłaczała 
całokształt procesu dziejowego w aprioryczny, teleologiczny schemat koniecznego 
następstwa pięciu kolejnych społeczno-ekonomicznych formacji (wspólnota pierwotna, 
niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, komunizm). Kreowany na „czwartego klasyka 
marksizmu" Józef W. Stalin głosił bowiem, że historia rozwoju społeczeństwa „jest historią 
rozwoju sił wytwórczych i stosunków produkcji między ludźmi", i dowodził, że „naczelnym 
zadaniem nauki historycznej jest zbadanie i wykrycie praw rządzących produkcją, praw 
rozwoju sił wytwórczych i stosunków produkcji, praw ekonomicznego rozwoju 
społeczeństwa". Dyskontując wyniki radzieckich dyskusji nad formacjami społeczno-
ekonomicznymi, podniósł on do rangi niepodważalnego dogmatu engelsowski schemat, 
według którego bieg dziejów ludzkich miał polegać na przechodzeniu od jednej formacji do 
drugiej, w nieuchronnym dążeniu ludzkości do soq'alizmu i komunizmu. W ten „naukowy" 
sposób uzasadniał obowiązującą teraz w światowym ruchu komunistycznym tezę, że ustrój 
społeczno-polityczny, zaprowadzony w ZSRR, powinien być postrzegany jako uniwersalny 
wzór i cel dla całej ludzkości. W okresie międzywojennym poza ZSRR wpływ stalinowskiej 
wykładni materializmu historycznego ograniczał się jednak tylko do środowisk 
komunistycznych. Oprócz stalinizmu, przyznające się do marksistowskiej inspiracji 
środowiska miały bowiem do wyboru czy to tzw. ortodoksyjny marksizm II Międzynarodówki, 
czy austromarksizm, trockizm bądź otwarcie zrywające z tradycją deterministyczną 
zgłoszone jeszcze w latach dwudziestych teoretyczne propozycje Gyórga Lukacsa i Karla 
Korscha.
Skoro więc sama marksistowska inspiracja teoretyczna była
ą62
Załamanie się prestiżu nauki niemieckiej
tak dalece zróżnicowana, było zrozumiałe, że także przyjmująca ją za swą podstawę 
historiografia nie mogła stanowić żadnej teoretyczno-metodologicznej jedności. Niezależnie 
zresztą od tego, jak rozumiano marksizm, w praktyce historiograficznej opowiedzenie się za 
nim wcale nie oznaczało przyjęcia w całości jego filozofii dziejów. Najczęściej polegało na 
selektywnym przyswojeniu sobie przez historyków tylko niektórych jej wątków, przy 
odrzuceniu innych. W związku z tym w okresie międzywojennym w europejskiej nauce 
historycznej będziemy mieli do czynienia zarówno z różnymi, mniej lub bardziej wpływowymi 
odmianami określającej się jako marksistowska historiografii, jak i z oddziaływaniem 
rozmaicie rozumianej marksistowskiej inspiracji teoretycznej na historiografię 
niemarksistowską, zwłaszcza społeczno-gospodarczą.
Ogromnie istotną zmianą, jaka dokonała się wówczas w historiografii europejskiej, była utrata 
prymatu sprawowanego w niej do niedawna przez naukę niemiecką. Stało się to nie tyle w 
związku z coraz bardziej liczącymi się w skali międzynarodowej osiągnięciami nauki 
historycznej innych krajów, zwłaszcza francuskiej i anglosaskiej, ile za sprawą samej 
historiografii niemieckiej. Dominującą rolę odgrywali w niej wciąż historycy
0 orientacji konserwatywnej, których wpływu nie mogli zrównoważyć ani skłaniający się ku 
liberalizmowi „republikanie z rozsądku", ani tym bardziej nieliczni, pozostający na marginesie 
„historycznego cechu" radykałowie. W czasach republiki weimarskiej konserwatywna 
historiografia niemiecka, odrzucając potrzebę jakiejkolwiek rewizji swoich dotychczasowych 
koncepcji, okopała się na zajmowanych dotychczas pozycjach. Nie kryła swej wrogości do 
nowego porządku, odrzucała republikę
ą  konstytucję weimarską, za swój główny cel przyjęła walkę z „dyktatem wersalskim" i 
obronę polityki cesarskich Niemiec. Jej głęboki konserwatyzm, wrogość do republikańskiego 
porządku, uwielbienie dla imperialnej tradycji, wreszcie trwająca

background image

ą6ł
Czasy międzywojenne
od dziesięciu lat „tendencja do «uzgadniania» naukowych obowiązków uczonego z 
wartościami wysuwanymi na plan pierwszy przez hitlerowski reżim" (H. Olszewski), ogromnie 
ułatwiły podporządkowanie sobie niemieckiej nauki historycznej przez system hitlerowski i 
uwarunkowały, że wielu nawet wybitnych jej przedstawicieli udzieliło mu swojego poparcia. W 
Niemczech po dojściu Adolfa Hitlera do władzy „liczni nacjonalistyczni historycy nie tylko 
chętnie poddali się «zglajchszałtowaniu» (Gleichshaltung), lecz również aktywnie popierali 
faszyzm ideologicznie, niektórzy tylko przez pierwsze lata, inni aż do ostatniej godziny" (H. 
Schleier).
Jak dalece historiografia niemiecka poparła nazizm, jakie też poniosła straty w konsekwencji 
usunięcia z życia naukowego niepożądanych przez system uczonych, jest dziś przedmiotem 
sporów i poważnych badań naukowych. Nie ulega jednak wątpliwości, że mimo intensywnej 
propagandy, prowadzonej przez ówczesną historiografię niemiecką za granicą, stosunek 
międzynarodowej społeczności historyków do głoszonych przez tę historiografię treści 
przesądził o upadku jej prestiżu, a co za tym idzie także utracie przez nią prymatu w nauce 
historycznej w skali międzynarodowej. W mniejszej mierze dotyczyło to historiografii włoskiej, 
która okazała się mniej uległa wobec panującego systemu, ale też i miała o wiele mniejsze od 
niemieckiej międzynarodowe znaczenie.                                                        i
Rozdział XII
Historiografia
II Rzeczypospolitej
O ile przełomowe znaczenie roku ą9ą8 w dziejach europejskiej nauki historycznej można 
uznać za wątpliwe, nie ulega ono jednak wątpliwości w odniesieniu do historiografii polskiej. 
Odbudowanie niepodległego bytu państwowego zmieniło bowiem zasadniczo warunki 
uprawiania nauki historycznej w Polsce. Były one odtąd podobne, jak w innych państwach, w 
których nauka historyczna cieszyła się opieką władz, zdecydowanie korzystniejsze, niż 
kiedykolwiek pod zaborami, choć nie zawsze tak dobre, jak tego oczekiwało od odrodzonego 
państwa środowisko historyków polskich.
Zasadnicze znaczenie dla rozwoju nauki historycznej miał rozwój wyższych uczelni, na 
których była ona uprawiana. Obok działających dotąd uniwersytetów w Krakowie i Lwowie, 
powstały uniwersytety w Warszawie, Poznaniu, Wilnie i Uniwersytet Katolicki w Lublinie, 
powołano do życia Wolną Wszechnicę Polską w Warszawie (z filią w £odzi) i inne uczelnie. 
Dorobkiem międzywojennego dwudziestolecia był:
265
Druga Rzeczpospolita
poważny rozwój ośrodków działalności historycznej, badawczo-na-ukowej i dydaktycznej, 
które też, bardziej równomiernie rozmieszczone po całym kraju, specjalizowały się często w 
określonych kierunkach, związanych z ich regionami. Oddziaływały one w swych 
środowiskach na powstanie bibliotek naukowych, archiwów, muzeów, szkoliły niezbędnych 
specjalistów, niezależnie odprowadzonych prac badawczych i kształcenia nowych kadr 
naukowych (M. H. Serejski).
Wiązał się z tym rozwój naukowego czasopiśmiennictwa historycznego, zarówno ogólnego, 
jak poświęconego wyspecjalizowanym dziedzinom historii, oraz regionalnego. Pomyślnie 
udało się dokonać zjednoczenia organizacyjnego historyków: w ą925 r. na miejsce lokalnych 
organizacji powołano do życia ogólnokrajowe Polskie Towarzystwo Historyczne, które z 
czasem objęło swymi oddziałami cały kraj.
W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości wybitni przedstawiciele polskiej nauki 
historycznej nawoływali do zasadniczej reorientacji historiografii polskiej, oraz stworzenia — 
opierając się na programowanym przez siebie, odmiennym spojrzeniu na polską przeszłość 
— nowej, odpowiadającej potrzebom obecnej rzeczywistości Polski, syntezy jej dziejów. 
Przewartościowania te — a co za tym idzie także i ową syntezę — wyobrażano sobie w 
bardzo różny sposób. Jedyny z koryfeuszy dawnej warszawskiej szkoły historycznej, który 
doczekał się uniwersyteckiej katedry w niepodległej Polsce, W. Smoleński, dowodził więc 
(ą9ą9), że:
warunki bytu niepodległego niweczą główny powód, dla którego naukę historii poczytywano 
za jedno z narzędzi ratunkowych. Upadek Rzeczypospolitej traci tę aktualność, jaką posiadał 
dla szeregu pokoleń, dręczonych niewolą. Znika potrzeba udzielania narodowi lekcji 
politycznych dla ratowania sprawy ocalonej i dla zabarwiania ich motywami, zaczerpniętymi z 
katastrofy upadku. [...] Przyszli badacze przeszłości polskiej, wolni od pokusy udzielania 
narodowi wskazań ratunkowych, zabezpieczeni będą od jednego z najważniejszych szko-
ą66

background image

W poszukiwaniu nowej syntezy
pułów, utrudniających poprzednikom znalezienie prawdy. Poszukiwaniom ich towarzyszyć 
będzie najlepsza przewodniczka umiejętności — obca tamtym bezinteresowność. [...] Cel zaś 
nauki historycznej, tak samo jak innych umiejętności, polega na poszukiwaniu prawdy dla 
samej prawdy, bez względu na jej stosowalność praktyczną w chwili bieżącej i w przyszłości.
Wprawdzie również wielu innych historyków podkreślało, że w nowej rzeczywistości 
historiografia polska powinna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czynić zadość postulatom 
historycznego obiektywizmu, jednak nie wszyscy pragnęli zrezygnować z wyznaczania jej 
oprócz poznawczych, także społecznych zadań wychowawczych. Inny z seniorów polskiej 
nauki historycznej M. Bobrzyński podkreślał więc (ą920), że „nowe państwo polskie 
potrzebuje tak samo historycznej prawdy, jak potrzebowało jej pokolenie dobijające się tego 
państwa", ale jednocześnie dowodził, że:
wobec wskrzeszenia państwa polskiego uzasadniona jest niewątpliwie rewizja poglądów 
naszych historycznych, na szerszym badaniu źródeł oparta, ale rewizja ta powinna szerzyć w 
społeczeństwie nie rozmarzonego ducha wolności, lecz twardego ducha pracy, obowiązku i 
poświęcenia.
Postulując stworzenie nowej syntezy historii Polski, weteran podwawelskiego kierunku 
historiograficznego wyrażał pogląd, że:
'' dziś z naszych dziejów i z naszych urządzeń i doświadczeń nauka powinna wydobyć i 
oświetlić to, co nowemu państwu posłużyć może za podstawę. [...] Nowa synteza naszych 
dziejów obracać się musi nie około pytania, jak i dlaczego upadliśmy, lecz około pytania, jak 
dźwigaliśmy się z upadku i z jakim zasobem sił, moralnych i fizycznych, z jakimi urządzeniami 
i stosunkami stanęliśmy do budowy państwa, które pokój światowy przed nami otwarł.
ą67
Druga Rzeczpospolita
Podobnie jak W. Smoleński, również wybitny przedstawiciel średniej generacji ówczesnych 
historyków Stanisław Zakrzew-ski (ą87ł-ą9ł6) uważał (ą92ł), że po odzyskaniu niepodległości 
pogląd historiografii na narodową przeszłość „straci uczucio-wo-polityczne zabarwienie". 
Inaczej jednak niż sędziwy konserwatysta Bobrzyński, bo z perspektywy obozu rządzącego, 
widział jej perspektywę na przyszłość. Nawiązując pod tym względem — czego ostrożnie nie 
zaznaczył — do tradycji koncentrującej swoją uwagę na politycznej sferze dziejowej 
rzeczywistości historiografii niemieckiej, historyk ten uznał, że zasadniczym przedmiotem 
nauki historycznej powinna być „właściwa polityczna historia". Następnie wywodził:
wskrzeszenie państwa restytuuje tak dobrze konkretną pracę politycz-no-państwową dla 
Polski, jak również przywraca prawo pełnego obywatelstwa historii politycznej w obrębie 
naszej historiografii. Stoimy, a przynajmniej powinniśmy stanąć u progu renesansu historii 
politycznej, i to zarówno w literaturze naukowej, jak i pedagogicznej.
Swoje rozważania o zadaniach historiografii wobec wskrzeszenia państwa Zakrzewski 
zamykał następującą konkluzją:
ogniskiem jednak wszystkich usiłowań musi pozostać myśl, że wskrzeszone państwo 
domaga się od ogółu swych obywateli starannego przygotowania historyczno-politycznego, 
uzdolniającego do spełniania zadań narodu uzbrojonego w potężną broń, jaką stanowi 
państwo. Naród polski był i będzie narodem państwowym, co tworzy szczególną cechę 
naszej kultury w czasach nawet niewoli. W pracy naukowej i w wychowaniu społeczeństwa 
historiografia nasza musi zapewnić w dziejach narodu należyte miejsce państwu, jego 
realnym sprawom i troskom o jego przyszłość, o czym myśleć odzwyczailiśmy się przez 
ostatnie półtora wieku.
Było zrozumiałe, że w innym tonie skłonni byli wypowiadać się historycy, którzy 
sympatyzowali nie z obozem rządzącym,
ą68
W poszukiwaniu nowej syntezy
ale z pozostającym w stosunku do niego w opozycji ruchem narodowo-demokratycznym. 
Czynili to na bardzo różne sposoby. Zgadzając się z poglądem, że odzyskanie niepodległości 
każe porzucić spoglądanie na całość dziejów Polski z punktu widzenia upadku, W. Sobieski 
— mając na myśli ruch narodowy__
podkreślał (ą92ł), że „na miejsce pokoleń męczenników wkracza teraz pokolenie młode, 
rwące się ku nowym celom, ku nowym szlakom", i wyrażał pogląd o potrzebie ukazania jego 
„zwiastunów" w dawnych czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej.
„Nie tyle w kazamatach epoki porozbiorowej — dowodził__
ile raczej wśród bujnego życia czasów złotej wolności Rzeczpospolitej szukać nam pora 
nawiązania teraźniejszości z przeszłością". Innym poglądom hołdował następca Szujskiego i 
Smółki na krakowskiej uniwersyteckiej katedrze, W. Konopczyński. Zgadzając się ze 

background image

zdaniem, że „wskrzeszenie państwa powinno zmodyfikować nasz punkt widzenia w 
poglądach na przeszłość", wyrażał on pogląd (ą925), że „demokratyzacja społeczeństwa 
każe pytać tym pilniej o przeszłość warstw ludowych, a nie tylko szlachty". Podobnych głosów
było znacznie więcej. Na zakończenie listy wypowiedzi wybitnych przedstawicieli polskiej 
nauki historycznej, postulujących reorientację poglądów na polską przeszłość oraz 
stworzenie nowej syntezy historii Polski, dodajmy jeszcze głos jednego z najwybitniejszych 
wówczas historyków polskich, Marcelego Handelsmana (ą882-ą945). Starając się pogodzić 
stanowiska różnych stron powiadał On (ą9ł0):
j, każdemu pokoleniu rzeczywistość współczesna narzuciła inny stosu-,,.. nek do przeszłości i 
podsunęła podstawy do odmiennej syntezy. [.. ] Obecnie, po optymizmie nadszedł czas na 
realizm. Wymaga tego światowy stosunek do zadań historii. Nakazuje odważny, nie liczący 
się z obciążeniem przeszłością obowiązek uczonego. ¯ąda tego potrzeba własnego narodu. 
Bo jednego tylko żąda od nas, nauczycieli swoich, naród polski: prawdy, choćby najbardziej 
gorzkiej, najbar-
ą69
Druga Rzeczpospolita
dziej brutalnej, lecz prawdy szczerej, bez osłonek i bez frazesu, prawdy «prawdziwej». Bo 
tylko w znajomości surowej rzeczywistości, takiej, jaka istnieje, i rzeczywistości takiej, jaka 
istniała, obywatel wielkiego, wolnego narodu może wychować siebie na twórcę świadomego 
losu swego, losu narodu i państwa.
Czy i w jakiej mierze nadzieje na przewartościowanie historycznych sądów oraz stworzenie 
nowej syntezy historii Polski się ziściły? Co się tyczy sprawy syntezy, to mimo opublikowania 
obejmującej czasy przedrozbiorowe zbiorowej Historii politycznej Polski (ą920-ą92ł), 
akademickich podręczników średniowiecznej (R. Gródecki, S. Zachorowski, J. Dąbrowski, 
ą926) i nowożytnej (do rozbiorów) historii Polski (W. Konopczyński, ą9ł6), zbiorowego dzieła 
Polska, jej dzieje i kultura (ł t., od ą927 r.), jedyną właściwie syntezą, obejmującą całość 
dziejów Polski, opracowaną według jednolitej — tyle, że wielce dyskusyjnej — koncepcji 
okazały się dwutomowe Dzieje Polski W. Sobieskiego (ą92ł--ą925). Niedostatek jednolitej 
syntetycznej koncepcji charakteryzował także opracowaną zbiorowymi siłami historyków 
polskich Wielką, historie powszechną (ą0ą., od ą9ł5 r.). Braku syntezy całościowej dziejów 
Polski na miarę dawnych dzieł Szujskie-go, Bobrzyńskiego czy Smoleńskiego nie zastąpiły 
opracowania poszczególnych dziedzin naszych dziejów: historii kultury (A. Briickner), 
gospodarczej (J. Rutkowski), czy wreszcie wojskowości (M. Kukieł).
Z całą pewnością stworzenie nowej syntezy dziejów Polski utrudniała okoliczność, że 
pogłębiona refleksja teoretyczno--metodologiczna nie należała do mocnych stron ówczesnej 
historiografii polskiej. Poza nielicznymi wyjątkami — takimi, jak zajmujący się metodologią 
historii w sposób profesjonalny M. Handelsman (Historyka. Zasady metodologii historii, ą92ą; 
II wyd. zmienione pt. Historyka. Zasady metodologii i teorii poznania historycznego, ą928; 
Zagadnienia teoretyczne historii, ą9ą9), który nawiązywał do nowych koncepcji 
metodologicznych, rozwija-
ą70
Wizje polskiej przeszłości
nych zarówno w nauce niemieckiej, jak francuskiej, a także szczególnie uwrażliwieni na nowe 
(w szczególności nawiązujące do tradycji nomologicznej) zachodnioeuropejskie idee 
metodologiczne twórcy polskiej szkoły historii gospodarczej F. Bujak i J. Rutkowski, i niewielu 
innymi — ówcześni nasi historycy bardzo mało interesowali się teoretyczno-metodologiczną 
problematyką historii. W niewielkim stopniu na pobudzenie wśród nich zainteresowań 
metodologicznych oddziaływał uprawiający także badania historyczne znakomity socjolog, 
uczeń Emila Durkheima, Stefan Czarnowski (ą879-ą9ł7). Bardziej też zniechęcały, niż 
inspirowały do zainteresowania się nią pomysły historiozoficzne, z którymi występowali 
rodzimi historycy, tacy jak poszukujący klucza do zrozumienia dziejów polskich w 
niepowtarzalnej psychice narodu polskiego, nie rozumiany jednak przez współczesnych, 
wspomniany już J. K. Korwin-Kochanow-ski, oraz także współcześnie nie doceniany, dziś 
jednak budzący coraz większe zainteresowanie autor uprzedzającej pod pewnymi względami 
późniejsze propozycje Toynbeego cywilizacyjnej koncepcji historii, Feliks Koneczny.
W niewielkim także stopniu spełniły się oczekiwania dotyczące przewartościowania poglądów 
na dzieje Polski. Słusznie podkreślono w literaturze przedmiotu, że:
jakkolwiek odbudowa państwa stwarzała warunki bardziej pomyślne dla odmitologizowania 
obrazu przeszłości narodowej, wezwanie do przewartościowania wartości, do nowego 
spojrzenia na własne dzieje, pozostawało w gruncie rzeczy bez większego echa. W ogólnych 
poglądach na dawną Rzeczpospolitą i jej upadek nadal ścierały się ze sobą dawne 
stanowiska, chociaż zmieniała się ich wymowa polityczna (M. H. Serejski).

background image

Nie mogło być inaczej, skoro historycy tkwili głęboko w otaczającej ich rzeczywistości, zaś 
najbardziej wpływowe, zwalczające się obozy polityczne odwoływały się do zasadniczo 
różnych
ą7ą
Druga Rzeczpospolita
wizji polskiej przeszłości narodowej. Gdy piłsudczycy nawiązywali do tradycji insurekcyjnych, 
narodowi demokraci wzywali do ich rewizji, sami zaś nawiązywali do tradycji pracy 
organicznej i „polityki realnej". Mające głębokie polityczne korzenie zróżnicowanie stosunku 
do narodowej tradycji wycisnęło wyraziste piętno na ówczesnym polskim „rewizjonizmie 
historycznym". Odnosi się to zarówno do wywołanej wystąpieniem Adama Skałkowskiego 
(ą877-ą95ą) (ą924)—który zakwestionował demokratyzm Tadeusza Kościuszki — 
kontrowersji wokół postaci Naczelnika, a następnie do angażującego w latach trzydziestych 
nie tylko profesjonalnych historyków głośnego sporu o Stanisława Augusta, jak i do 
„rewizjonistycznych" wystąpień Olgierda Górki (ą887-ą955). Wystąpił on najpierw (ą9ł4) z 
rewizją sienkiewiczowskiego obrazu Potopu, strącając z piedestału narodowych bohaterów, 
zarówno Jeremiego Wiśniowieckiego, jak i powieściowego imć pana Jana Skrzetuskiego. 
Następnie (ą9ł5) Górka zaproponował sensacyjne „odwrócenie pojęć": uważane za 
„pesymistyczne" poglądy szkoły krakowskiej ocenił jako w gruncie rzeczy optymistyczne, zaś 
dotychczasowy historyczny „optymizm" zakwalifikował jako rzeczywisty pesymizm. W ten 
sposób dokonał rehabilitacji i rewaloryzacji tradycji krakowskiej szkoły historycznej. Dowodził 
bowiem, że koncepcja, według której causa effidens upadku dawnej Rzeczypospolitej była 
zaborczość mocarstw, implikuje interpretowanie odzyskania przez Polskę niepodległości 
(zgodnie z tezą narodowej demokracji) jako daru obcych, zaś dawna teza szkoły krakowskiej, 
według której Polska upadła niegdyś z własnych win, uzasadnia pogląd, że (tak właśnie, jak 
tego dowodzili piłsudczycy) odrodziła się dzięki własnemu wysiłkowi samych Polaków. Nie 
poprzestał wszakże na tym, bowiem za główny czynnik dziejotwórczy uznał nie tyle naród 
jako zbiorowość, ile aktywne polityczne elity, kierowane przez wielką, opatrznościową 
jednostkę. Nie pozostawiając żadnych wątpliwości, kogo miał na myśli, powiadał więc:
ą72
Główne nurty historiografii
powstaliśmy z własnej zasługi, znalazłszy człowieka, który potrafił zarówno przygotować, jak i 
zwycięsko rozegrać grę o Polskę.
Ostatecznym wnioskiem, który miał wypływać z tej całej konstrukcji było to, że nie tradycja 
insurekcyjna (szkoły Sz. Aske-nazego), ale właśnie przeciwstawna jej, zrewaloryzowana 
tradycja szkoły krakowskiej powinna była stać się teraz historycznym fundamentem obozu 
sanacji. Głos Górki „wyrażał nie tylko indywidualne poglądy autora, lecz szedł po linii 
tendencji obozu rządzącego i to podwójnie: ą) przez podkreślenie tezy, że Polska odzyskała 
niepodległość własnym, tzn. legionowym wysiłkiem, 2) że rehabilitował poglądy szkoły 
głoszącej potrzebę silnej władzy" 0. Dutkiewicz, K. śreniowska). Polemika z koncepcją O. 
Górki, którą podjęło wielu uczonych (W. Konopczyński, S. Zakrzewski, M. Kukieł i in.), w 
sposób dobitny ujawniła:
jak daleki był ogół historyków od nowego spojrzenia na proces dziejowy, jak trudno było 
odstępować od spetryfikowanych poglądów i rozważać problem dawnej Rzeczpospolitej i jej 
upadku, choć dawno się już przebrzmiały, w kategoriach wyłącznie naukowych (M. H. Se-
rejski).
Pomimo wszakże okoliczności, że właściwie wszystkie rywalizujące ze sobą w okresie 
międzywojennym kierunki polityczne — nie tylko piłsudczycy i narodowi demokraci — 
odwoływały się do własnych, ogólnych wizji dziejów Polski oraz, że wielu historyków było z 
tymi kierunkami związanych, nie można z pełnym uzasadnieniem stwierdzić, że 
zdeterminowały one w zupełności ogólny kształt historiografii polskiej w okresie 
międzywojennym. Trzeba z całym naciskiem stwierdzić, że pomimo wszystkich jej związków 
z bieżącym życiem politycznym, jako całość historiografia polska w okresie międzywojennym 
nie została pod względem politycznym zuniformizowana. Przedstawiała się ona pod tym 
względem podobnie jak nauka
ą7ł
Druga Rzeczpospolita
historyczna demokratycznych krajów Europy, zaś zasadniczo różnie — a nie podobnie, jak 
niekiedy sądzono — od historiografii państw totalitarnych.
Nie znaczy to jednak, by władze nie wywierały na nią politycznych nacisków: przykład dał 
sam J. Piłsudski, który w Poprawkach historycznych (ą9łą) zdezawuował działalność 
naukową szefa Wojskowego Biura Historycznego (M. Kukiela). Pobicie, za niechętną 
wypowiedź o Marszałku, przez „nieznanych sprawców" związanego z lewicą socjalistyczną 

background image

historyka Jana Cynarskiego (ą882-ą94ł) nie było przypadkiem odosobnionym. Ze względów 
politycznych rząd sanacyjny pozbawił jednak katedr na Uniwersytecie Jagiellońskim dwóch 
wybitnych historyków: S. Kota i W. Sobieskiego, pierwszego za krytykę panującego systemu i 
jego wystąpienia przeciw ograniczeniu autonomii Uniwersytetów, drugiego z powodu oceny 
wydarzeń ą920 r., zawartej we francuskim wydaniu jego syntezy historii Polski, która 
sprowokowała piłsudczyków do zorganizowania na niego bezprzykładnej nagonki. Znakomity 
ten historyk zmarł w dwa dni po przymusowym przeniesieniu na emeryturę.
Jeżeli mówimy, że historiografia polska w okresie międzywojennym nie została 
zuniformizowana pod względem politycznym, nie chcemy przez to powiedzieć, że nie 
uformowały się w niej nurty, związane z konkurencyjnymi względem siebie ruchami 
politycznymi. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że poza marginalnymi wyjątkami w okresie 
międzywojennym polska nauka historyczna nie była historiografią „partyjną" w takim sensie, 
w jakim będziemy z nią mieli do czynienia w PRL, i w swoim podstawowym zrębie była 
uprawianym według obowiązujących w nauce europejskiej wzorów profesjonalnym 
dziejopisarstwem, co oczywiście nie znaczy, by była całkowicie wolna od uwarunkowań i 
implikacji politycznych.
Odnosi się to do nawiązującego do tradycji insurekcyjnej pił-sudczykowskiego nurtu 
ówczesnej historiografii, a przedstawi-
ą74
Główne nurty historiografii
ciele tego nurtu (prócz samego Marszałka, który nie tylko przed I wojną światową, lecz także i 
po niej — choć w ograniczonym zakresie — zajmował się badaniami historycznymi 
(mianowicie nad powstaniem styczniowym, dziejami polskiego czynu zbrojnego podczas I 
wojny światowej oraz dziejami wojny polsko--bolszewickiej) Wacław Lipiński (ą896-ą949), 
Julian Stachiewicz (ą890-ą9ł4), Władysław Pobóg-Malinowski (ą899-ą962), Stefan 
Pomarański (ą89ł-ą944) i in.) zajmowali się najnowszymi dziejami Polski, akcentując w 
szczególności znaczenie polskiego czynu zbrojnego w odzyskaniu niepodległości i 
umocnieniu (wojna ą920 r.) podstaw odrodzonej państwowości. Trudno jednak byłoby 
zaliczyć do tego nurtu wybitnych historyków, którzy chociaż z piłsudczyzną bardziej czy mniej 
sympatyzowali, jeżeli zabierali głos jako historycy, czynili to z reguły w sposób profesjonalny, 
zgodnie z wymaganiami nauki. Taki właśnie był przypadek wspomnianego już przez nas 
Handelsmana, który przy całej sympatii do Piłsudskiego krytycznie oceniał narastanie w 
Polsce autorytarnych tendencji politycznych, także S. Za-krzewskiego, który po rozstaniu się 
z endecją związał się z obozem sanacyjnym, wreszcie Wacława Tokarza (ą87ł-ą9ł7), 
dawnego legionisty, którego krytyczny stosunek do Piłsudskiego zbliżył pod koniec życia do 
Frontu Morges. Po zwolnieniu z wojska wrócił on do nauki, by kontynuować i znakomicie 
rozwinąć badania nad dziejami polskich zrywów wyzwoleńczych XVIII--XIX w.
Podobnie należałoby rzec także o konkurencyjnym w stosunku do piłsudczykowskiego, 
narodowo-demokratycznym nurcie naszej ówczesnej historiografii. Za największe jego 
osiągnięcie należy poczytać to, że był jedynym jej kierunkiem, który zdobył się — w postaci 
wspomnianego już przez nas dzieła Sobieskiego—na stworzenie swojej własnej syntezy 
historii Polski. Mimo że endecja liczyła w swoich szeregach bodaj więcej, niż piłsudczycy, 
znakomitych historyków, wyraził się on jednak
ą75
Druga Rzeczpospolita
chyba bardziej w twórczości publicystycznej, niż naukowej, aczkolwiek uprawianej nieraz 
przez wybitnych uczonych, takich jak między innymi najwybitniejszy wówczas badacz 
nowożytnych dziejów przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, wielokrotnie przez nas wspomniany 
W. Konopczyński, czy ogromnie aktywny na polu publicystycznym Zygmunt Wojciechowski 
(ą900--ą955). Również związani z endecją uczeni — oprócz wymienionych, znakomity 
ekonomista i historyk gospodarczy Roman Rybarski (ą887-ą942), niegdyś mediewista, 
później wybitny badacz nowożytnych dziejów Polski i powszechnych (który zresztą później 
zdystansował się od endecji), Adam Szelągow-ski i inni — w swojej dziejopisarskiej praktyce 
uprawiali nie historiografię partyjną, ale świetne, profesjonalne dziejopisarstwo.
W okresie międzywojennym poczęły się także profesjonali-zować, reprezentowane 
dotychczas głównie przez twórczość amatorską, inne oprócz wymienionych nurty 
historiograficzne, przede wszystkim socjalistyczny — którego przedstawicielami oprócz wciąż 
aktywnego B. Limanowskiego byli J. Cynarski i zwłaszcza Adam Próchnik (ą892-ą942) — 
oraz programowo dystansujący się od niego nurt komunistyczny, marksistowski (Józef 
Rotstadt (Krasny) (ą877-ą9ł2), Eugeniusz Przybyszewski (ą889-ą940), Hipolit Grynwaser 
(ą895-ą944), Maksymilian Me-loch (ą905-po ą94ą). Było niezmiernie charakterystyczne, że 
mimo iż wśród działających wtedy historyków nie brakło zwolenników ruchu ludowego (F. 

background image

Bujak, S. Kot, Michał Janik i in.), w naszej ówczesnej historiografii nie doszło do 
ukształtowania się nurtu ludowego.
Zróżnicowanie ideowe historiografii polskiej bardziej, niż w podziałach na „partyjne" nurty 
dziejopisarskie, uzewnętrzniło się bowiem w okresie międzywojennym w różnicach 
ukierunkowania jej naukowych zainteresowań.
276
Orientacje historiograficzne
Położenie geopolityczne państwajego struktura narodowościowa, jak i ścierające się 
orientacje i koncepcje polityczne (tzw. piastowców i jagiellończyków historycznych) 
determinowały w pewnym sensie dwukierunkowość zainteresowań zarówno tych placówek, 
jaki ośrodków regionalnych uniwersyteckich: kierunek zachodni i wschodni (M. H. Serejski).
W związku z tym w historiografii okresu międzywojennego rozwinęły się dwie konkurencyjne 
w stosunku do siebie orientacje: zachodnia i wschodnia. Każdą z nich inspirowały odmienne 
poglądy polityczne: zachodnią — idee narodowej demokracji, która główne zagrożenie dla 
Polski upatrywała w Niemczech i uważała, że odrodzona Polska powinna nawiązywać do 
tradycji państwa Piastów; zaś wschodnią — federalistyczne koncepcje obozu 
piłsudczykowskiego, który nawiązywał do tradycji wielkości Polski w czasach Jagiellonów. 
Jednakże zarówno w przypadku jednej, jak i drugiej orientacji polityczna inspiracja wpływała 
przede wszystkim na wybór problematyki, w znacznie zaś mniejszym stopniu na sposób jej 
opracowania. Wysoki profesjonalny poziom badań historyków uwarunkował, że nie okazały 
się one prostym rzutowaniem wstecz aktualnych poglądów politycznych.
Przedstawiciele zachodniej orientacji w historiografii polskiej — archeologowie (Józef 
Kostrzewski (ą885-ą969), badacze wcześniejszego średniowiecza (Kazimierz Tymieniecki 
(ą887--ą968), Teodor Tyć (ą896-ą927), Józef Widajewicz (ą889-ą954), Karol Maleczyński 
(ą897-ą968), Marian Zygmunt Jedlicki (ą899--ą954), Z. Wojciechowski i in.) i późniejszego 
średniowiecza (Karol Górski (ą90ł-ą988), Bronisław Włodarski (ą895-ą974), Stanisław 
Zajączkowski (ą890-ą977) i in.), oraz dziejów nowożytnych (W. Sobieski, A. Szelągowski, 
Józef Feldman (ą899-ą946) i in.) — polemizując z poglądami historiografii niemieckiej 
podkreślali, że państwo polskie powstało na rodzimym korzeniu, roz-
ą77
Druga Rzeczpospolita
winęło się jako organizm niezależny od Niemiec, które wciąż mu zagrażały, że żywioł 
rodzimy, nie zaś niemiecki, zdecydował
0 ukształtowaniu się struktury dawnego polskiego społeczeństwa i minimalizowali — 
niejednokrotnie przesadnie — znaczenie oddziaływania żywiołu niemieckiego i wpływów 
niemieckich w dziejach Polski. Przede wszystkim jednak przeciwstawili się rozwijanemu 
zarówno przez dawniejszą, jak i współczesną historiografię niemiecką poglądowi na 
niemiecką ekspansję wschodnią w dziejach jako na misję cywilizacyjną, ukazując ją jako 
wynikający z imperialisty cznych dążeń narodowo--państwowych, prowadzony wszelkimi 
możliwymi środkami, brutalny podbój. Przedstawiciele omawianej orientacji nie tylko 
podkreślali przy tym odwieczną polskość zachodnich terytoriów, które znalazły się w 
granicach odrodzonej Polski, lecz także wskazywali na polski i słowiański charakter 
obszarów, pozostających pod panowaniem niemieckim, zarówno śląska, jak
ą całego Pomorza. Historiografia polska udzieliła też zbiorowej odpowiedzi na propagandowe 
tezy wydanej w związku z Międzynarodowym Kongresem Nauk Historycznych w Warszawie 
(ą9łł), inspirowanej przez Ministerstwo Propagandy Trzeciej Rzeszy, niemieckiej publikacji 
pod redakcją Alberta Brackmanna pt. Deutschland und Polen. jeszcze w okresie 
międzywojennym, po raz pierwszy w ą924 r., jeden z czołowych przedstawicieli omawianego 
kierunku, związany z endecją Z. Wojciechowski sformułował teorię macierzystych ziem 
Polski, uzasadniając pogląd, „że właściwym miejscem Polski w Europie" są obszary państwa 
polskiego z pierwszego okresu jego istnienia, zaś ową tak chwaloną przez innych ekspansję 
na wschodzie oceniał nad wyraz krytycznie, powiadając, że zaciążyła ona „fatalnie" na 
dalszym biegu naszych dziejów.
Od samego początku niepodległości z orientacją zachodnią rywalizowała w naszej 
historiografii orientacja wschodnia. O ile pierwszy po wojnie Powszechny Zjazd Historyków 
Polskich
ą78
Szkoły naukowe
(ą925) odbył się pod znakiem dzie^^ćsetlecia koronacji Bolesława Chrobrego, ostatni - w 
Wilnie (ą9ł5) - zorganizowano w pięćsetlecie układu w Krewię. Czasy jagiellońskie, jako 
epoka największej potęgi Rzeczypospolitej' przyciągały uwagę wielu historyków polskich 
(Oskar Kaleck* (ą89ą-ą97ł), Ludwik Ko-lankowski (ą882-ą956), Henryk PaszJdewicz (ą897-

background image

ą979), Witold Kamieniecki (ą88ł-ą964) i in.), którzY w tzw-idei jagiellońskiej poszukiwali 
tradycji, mającej uzasadmać mocarstwowe ambicje współczesnego państwa polskiego. 
Ponieważ jednak były one reprezentowane nie przez jedną, ale dwie rozne od siebie Poll~ 
tyczne koncepcje polskiej obecnością na Wschodzie, to znaczy unitarystyczną i 
federalistyczną, byłP zrozumiałe, ze mimo jednoznacznie pozytywnej oceny unii polsko-
litewskiej, zgodnie uważanej za zwrotny moment w naszych dziejach, powstały różnice zdań 
co do jej istoty, mianowicie w sprawie, czy polegała ona na inkorporacji, czy też na federacji, 
w związku z czym rozwinęła się poważna, naukowa dtyskusJa- Zdaniem historyków, którzy 
eksponowali tzw. ideę jjagiellońską, unia miała polegać na dobrowolnym związku nairodów' 
miała b?£ świadectwem pokojowej ekspansji cywilizaicyJneJ' przeciwstawnej zarówno w 
stosunku do wąskiego „nacjonalizmu", jak i polityki podboju („doktrynie moskiewskiej"/ Jak sie 
wyraził W" Kamie" niecki). Kiedy jednak zwolennicy te;'zy ^korporacyjnej podkreślali zasługi 
Jagiellonów w dążeniu L° umocnienia silnej władzy monarchicznej (L. Kolankowski), 
orędownicy tezy federahstycz-nej (O. Halecki) w unii z Litwą dopaatrywali si« realizacji 
szczególnego religijno-kulturalnego powvołania Polski' mianowicie spełnienia przez nią misji 
przedmurza chrześcijaństwa, strzegącego Zachodu przed napierającym rnań Wschodem. 
Obie te interpretacje budziły łatwe do rozszyf:frowania aktualne skojarzenia polityczne. 
Słusznie zauważono,:że rozwijając koncepcję polskiej misji cywilizacyjnej na Wschodźnas/a 
historiografia odwoływała się w gruncie rzeczy „dd° podobnych pojęć i argu-
ą79
Druga Rzeczpospolita
mentacji, jak naq'onalistyczna historiografia niemiecka w stosunku do Polski" (M. H. Serejski).
Szczególnie znamiennym świadectwem rozwoju historiografii polskiej w latach 
międzywojennych było uformowanie się i rozwój szeregu szkół naukowych. Były to szkoły 
historyczne nie w tym sensie, że grupowały historyków, opowiadających się za jakimś 
jednolitym poglądem, czy to teoretyczno-meto-dologicznym, czy na jakiś konkretny proces 
dziejowy, ale w znaczeniu grona uczonych, skupionych wokół jednego bądź (rzadziej) kilku 
naukowych mistrzów. Dawna szkoła Sz. Askena-zego przestała już wówczas istnieć: jej 
mistrz pozostawał na marginesie życia naukowego, uczniowie rozproszyli się i kontynuowali 
działalność naukową na własny rachunek. Natomiast znakomicie rozwijała się zainicjowana 
jeszcze przed wojną szkoła historyczno-prawna, której patronami byli nadal O. Balzer i S. 
Kutrzeba, zaś przedstawicielami działający już wówczas we wszystkich liczących się 
ośrodkach naukowych kraju historycy ustroju (P. Dąbkowski, Z. Wojciechowski, Wojciech 
Hejnosz (ą895-ą976), Jan Adamus (ą896-ą962), Karol Koranyi (ą897-ą964), Adam Yetulani 
(ą90ą-ą976) i in.). W latach trzydziestych nowe odgałęzienie tej szkoły poczęło się 
kształtować wokół Z. Woj-ciechowskiego w Poznaniu (Zdzisław Kaczmarczyk (ą9ąą-ą980), 
Michał Sczaniecki (ą9ą0-ą977), Józef Matuszewski i in.). Na okres międzywojenny przypada 
też uformowanie się i rozkwit polskiej szkoły historii gospodarczej, związanej z nazwiskami F. 
Bujaka i J. Rutkowskiego, z których każdy skupił wokół siebie grono wybitnych uczniów 
(uczniami F. Bujaka byli m.in. Stefan Inglot, Stanisław Hoszowski (ą904-ą987), Jan Warężak 
(ą896--ą967), Janina Berger-Mayerowa (ą900-ą97ą), Antoni Walawen-der (ą90ł-ą960); 
uczniami J. Rutkowskiego: Władysław Rusiński (ą9ąą-ą986), Janusz Deresiewicz, Marian 
Kniat (ą899-ą944) i in.). W Uniwersytecie Warszawskim własną szkołę naukową stworzył M. 
Handelsman: wyróżniającą jej cechą było, że podobnie
ą80
Horyzont zainteresowań historiografii
jak sam mistrz jej przedstawiciele zajmowali się zarówno historią powszechną 
zachodnioeuropejskiego średniowiecza (Tadeusz Manteuffel (ą902-ą970), Marian Henryk 
Serejski (ą897-ą975), Stanisław Arnold (ą895-ą97ł), Marian Małowist (ą909-ą988), Wanda 
Moszczeńska (ą896-ą974), Aleksander Gieysztor (ą9ą6--ą999) i in.), jak historią powszechną 
i Polski czasów nowożytnych, przede wszystkim XIX w. (Helena Więckowska (ą897--ą984), 
Stanisław Płoski (ą899-ą966), ks. Mieczysław ¯ywczyński (ą90ą-ą978), Ryszard 
Przelaskowski (ą90ł-ą97ą), Lucjan Rusjan (ą904-ą945), Ludwik Widerszal (ą909-ą944) i in.)- 
Szkoła historyczna, zajmująca się głównie dziejami powstań narodowych i polskiej 
wojskowości, powstała także wokół działającego teraz w Warszawie Wacława Tokarza 
(Adam Moraczewski (ą907--ą94ą), Edmund Oppman (ą90ł-ą95ą), Henryk Jabłoński (ur. 
ą909) i in.). Mianem tzw. nowej krakowskiej szkoły historycznej określa się też niekiedy grono 
historyków związanych z Uniwersytetem Jagiellońskim, z W. Sobieskim i W. Konopczyńskim 
na czele. Mimo podobnych sympatii politycznych, obaj byli tak wybitnymi naukowymi 
indywidualnościami, że trudno ich wtłoczyć w ramy jednej szkoły historycznej.
W okresie międzywojennym polska nauka historyczna znacznie rozszerzyła horyzont swoich 
zainteresowań, zarówno pod względem chronologicznym, jak i problemowym. Co się tyczy 

background image

głównego obszaru jej zainteresowań, którym byty — ze zrozumiałych względów — dzieje 
Polski, chronologiczny zakres swoich zainteresowań rozszerzyła zarówno wstecz, 
nawiązując współpracę z dyscyplinami, zajmującymi się tzw. czasami przedhistorycznymi, jak 
przede wszystkim ku czasom bliższym współczesności. Szczególnie intensywnie zajęła się 
dziejami czasów porozbiorowych, podjęła badania nad genezą odzyskania niepodległości, a 
także dziejami najzupełniej współczesnymi, w szczególności nad wojną ą920 r. Powrót 
niepodległej Polski na polityczną mapę Europy zainspirował historyków, zajmują-
ą8ą
Druga Rzeczpospolita
cych się dziejami Polski, do istotnej zmiany optyki ich badania. Także mediewiści, nie mówiąc 
już o historykach czasów nowożytnych, poczęli uprawiać badania nad niegdysiejszą rolą 
Polski na arenie międzynarodowej, zajmując się coraz intensywniej jej międzynarodowymi 
stosunkami — nie tylko politycznymi, lecz także gospodarczymi, kościelnymi, kulturalnymi czy 
artystycznymi — zarówno w średniowieczu, w czasach nowożytnych, jak w epoce 
porozbiorowej. Mimo że — podobnie, jak to było w nauce historycznej większości krajów 
europejskich—również w ówczesnej polskiej nauce historycznej dominowały, wciąż uważane 
za najważniejsze, tradycyjne badania nad dziejami politycznymi, jednak otworzyła się ona 
wówczas na nową problematykę. W historiografii naszej na poczesne miejsce wysunęła się 
więc teraz przede wszystkim historia gospodarcza, uprawiana nie tylko w jej głównych 
ówczesnych ośrodkach — mianowicie we Lwowie (F. Bujak) i w Poznaniu 0. Rutkowski) — 
lecz także w innych, zwłaszcza w Krakowie (Roman Gródecki (ą889--ą964)) i w Warszawie 
(Natalia Gąsiorowska-Grabowska (ą88ą--ą964), S. Arnold). Znaczącą, pozycję w nauce 
zyskała sobie wówczas także historia kultury, uprawiana jako historia kultury umysłowej, 
która rozwijała się głównie w Krakowie (S. Kot), we Lwowie (S. £empicki, J. Ptaśnik), w 
Warszawie (S. Czarno-wski), a także — dzięki niezmordowanej aktywności A. Briicknera — 
w Berlinie. Bardzo często zajmowanie się nią wiązano z uprawianiem także historii nauki i 
oświaty, czego przykładem była zarówno twórczość S. Kota i S. £empickiego, jak zwłaszcza 
uczniów pierwszego z nich Henryka Barycza (ą90ą-ą994). Nie można wreszcie nie 
wspomnieć, że w okresie międzywojennym rozwinęły się także poważne badania nad 
dziejami Kościoła katolickiego oraz innych wyznań religijnych w Polsce. Bardziej poza 
strukturami akademickiej nauki historycznej, aniżeli w ich ramach, prowadzono także 
wówczas badania nad dziejami wielkich klas społecznych (robotnicy, chłopi) i ruchów 
społecznych.
ą82
Europejski charakter historiografii polskiej
Oprócz badań nad dziejami Polski, w historiografii naszej w czasach międzywojennych 
zaznaczył się nie spotykany kiedykolwiek wcześniej rozwój profesjonalnych badań z historii 
powszechnej: mającej już u nas swoją tradycję historii starożytnej (K. Morawski, Tadeusz 
Zieliński (ą859-ą944), Ludwik Pio-trowicz (ą886-ą957), Tadeusz Wałek-Czernecki (ą889-
ą949), Zdzisław Zmigryder-Konopka (ą897-ą9ł9), Jerzy Manteuffel (ą900--ą954) i in.), także 
nowej na gruncie polskim historii Bizancjum (Kazimierz Zakrzewski (ą900-ą94ą), O. Halecki), 
rzadko dotąd uprawianej historii powszechnej średniowiecza (prócz reprezentantów szkoły 
M. Handelsmana wymienić tu należy J. Ptaś-nika, oraz historyków stosunków Polski z 
sąsiadami: J. Dąbrowskiego, S. Zajączkowskiego, B. Włodarskiego, Stefana M. Ku-
czyńskiego (ą904-ą985), Leona Koczego (ą900-ą98ą) i in. Mniej intensywnie niż historią 
średniowieczną, głównie z punktu widzenia spraw polskich, zajmowano się u nas wówczas 
historią powszechną nowożytną i najnowszą (B. Dembiński, W. Konop-czyński, A. 
Szelągowski, A. Skałkowski, J. Feldman i in.). Dodajmy na koniec, że w międzywojennej 
Polsce działało także środowisko historyków żydowskich, którego niektórzy przedstawiciele 
(Mojżesz Schorr (ą874-ą94ą), Majer Bałaban (ą877--ą942/ł?) pracowali w ramach 
akademickich struktur nauki polskiej, a także pozostające na jej uboczu środowiska 
historyków ukraińskich i mniejszości niemieckiej.
Tuż ten pobieżny siłą rzeczy rzut oka na historiografię polską okresu międzywojennego 
potwierdza wyrażone przez nas na wstępie przekonanie, że odzyskanie przez Polskę 
niepodległości miało trudne do przecenienia, zasadnicze znaczenie dla rozwoju polskiej 
nauki historycznej. Stworzyło dla niej normalne, podobne do istniejących w innych krajach 
europejskich, warunki rozwoju, umożliwiło rozwój naukowej kadry, sprzyjało rozszerzeniu 
zarówno chronologicznych, jak problemowych horyzontów nauki historycznej, nadrobieniu 
pozostałych w tym zakresie po
ą8ł
Druga Rzeczpospolita
czasach zaborów zaległości, pobudziło rozwój nowych historycznych koncepcji. Nie ulega 

background image

wątpliwości, że zarówno pod względem swych horyzontów, jak i metod badawczych, 
ówczesna polska twórczość historyczna — która w przeważającej większości była dobrym, 
fachowo uprawianym, tradycyjnym dziejopisarstwem i nie okazywała większej skłonności do 
nowatorstwa — była w pełnym tego słowa znaczeniu historiografią europejską, uprawianą 
według obowiązujących w nauce europejskiej standardów. W dobie międzywojennej 
przeżywała ona niewątpliwie okres swojego rozwoju, choć panująca wówczas sytuacja 
polityczna z pewnością nie była idylliczna i wyraźnie pogorszyła się zwłaszcza od początku 
lat trzydziestych, kiedy po procesie brzeskim zapanowała — jak pisał M. Kukieł do S. 
Zakrzewskie-go — „duszna atmosfera", która nie pozostała bez wpływu na warunki i 
możliwości pracy historycznej. Dzięki udziałowi przedstawicieli Polskiej Akademii 
Umiejętności w pracach Związku Akademii, uczestnictwu coraz liczniejszych delegacji 
historyków polskich w Międzynarodowych Kongresach Nauk Historycznych (w Brukseli, 
ą925; w Oslo, ą928; i Zurychu, ą9ł8), wejściu przedstawicieli nauki polskiej do 
Międzynarodowego Komitetu Nauk Historycznych, oraz polskiemu uczestnictwu w innych 
międzynarodowych inicjatywach naukowych historiografia polska wyrobiła sobie uznanie na 
arenie międzynarodowej. Jego miarą stało się powierzenie Polsce organizacji VII 
Międzynarodowego Kongresu, który odbył się w ą9łł r. w Warszawie i stał się, jak podkreślił w 
poświęconym pięćdziesięcioleciu Polskiego Towarzystwa Historycznego tomie „Kwartalnika 
Historycznego" (ą9ł7) Kazimierz Tyszkowski, „prawdziwym naszym zwycięstwem na forum 
międzynarodowym".
Rozdział XIII
Przemiany
historiografii
europejskiej
po II wojnie światowej
Z im dalszej perspektywy spoglądamy na przemiany, jakie dokonały się w ostatnim półwieczu 
w historiografii światowej, tym wyraźniej uświadamiamy sobie, że koniec II wojny światowej 
zapoczątkował w dziejach nauki historycznej nową epokę, zarówno pod względem warunków 
jej uprawiania, jak i sposobu pojmowania przez samych historyków „charakteru i roli historii, 
oraz ich stosunku do własnej dyscypliny" (G. Barraclough). Nowy układ sił, w szczególności 
zaś pojałtań-ski porządek w Europie, na długi czas określił warunki uprawiania nauki 
historycznej nie tylko na Wschodzie, lecz także na Zachodzie, oraz wywarł doniosły wpływ na 
nią samą w skali globalnej. Jednakże przemian, jakie w niej nastąpiły, nie można zrozumieć 
jako uwarunkowanych li tylko zmianami, które się dokonywały w sferze obiektywnych 
warunków rozwoju historiografii. Jeszcze podczas II wojny światowej, a jeszcze wyraźniej po 
jej zakończeniu, coraz liczniejsi głównie europejscy intelektualiści poczęli dawać wyraz 
swemu przekonaniu, że historiografia taka, jaką dotychczas uprawiano, nie odpowiada 
wyzwaniu nowych czasów. Narastało przekonanie, że historia ludzi
ą85
Po II wojnie światowej
„zawiodła" czy wręcz „zdradziła", skoro nie potrafiła wyjaśnić tego, co nastąpiło; rozwijał się 
sceptyczny stosunek do jej wartości poznawczych, skoro z taką łatwością podczas wojny 
dostarczała niejednokrotnie sprzecznych ze sobą argumentów mających legitymować 
najróżniejsze, nie zawsze bynajmniej szlachetne cele polityczne. Jeszcze podczas wojny 
baczny obserwator i krytyk bezpośredniego angażowania się historii w służbie polityki Marc 
Bloch przestrzegał, że jeżeli pozostanie ona taką, jaką była, to historiografii — nie tylko tej, 
którą kwalifikował jako „niewłaściwie pojmowaną", lecz także historii „w dobrym znaczeniu 
tego słowa" — grozi utrata społecznego zaufania, co — jak podkreślał — stałoby się 
„kosztem zupełnego zerwania z naszymi najtrwalszymi tradycjami intelektualnymi". 
Uświadomienie sobie faktu, że historiografia, uprawiana według dotychczasowych wzorów, 
nie potrafiła sprostać wyzwaniom nowych czasów, inspirowało też do postulowania 
przeprowadzenia zasadniczej rewizji jej podstaw teoretyczno-metodologicznych. Sir Maurice 
Powiekę, Regius Professor na uniwersytecie w Oksfordzie, w swym adresie do brytyjskiej 
Historical Association na Nowy Rok ą944 r. stwierdzał:
gdy oglądamy się wstecz na ostatnie pięćdziesięciolecie, wszyscy musimy być świadomi 
złego samopoczucia i niepokoju, jakie prześladują dziś refleksyjne studium historii. Badacz 
historii, szczególnie jeżeli jest także jej nauczycielem, nigdy tak bardzo jak dzisiaj nie był 
świadomy znaczenia swojego przedmiotu. Słusznie jest on przekonany o jego doniosłości, 
ale jest osaczony przez publiczność, gorąco pragnącą wiedzieć, jak to wszystko było, na co 
on nie może udzielić jasnej odpowiedzi.
Uświadomienie sobie tego faktu doprowadziło brytyjskiego historyka do zakwestionowania 
świętej zasady tradycyjnej historiografii głoszącej, że historię tworzy się na drodze 

background image

indukcyjnej, na podstawie naukowo stwierdzonych faktów, oraz sfor-
ą86
Krytyka dotychczasowego dziejopisarstwa
mułowania tezy, że poznaniem historycznym steruje sfera (nazwanej tak później) wiedzy 
pozaźródłowej, której zasadniczą treścią jest przyjmowany przez historyków system ocen. 
Powiekę dowodził więc, że:
ustalenie faktu jest wynikiem dedukcji i każdy z nas czerpie swoją całościową wiedzę o 
historii z drugiej, trzeciej, czwartej czy którejś tam ręki. Ponadto historia, którą' czytamy 
spodziewając się, że jest oparta na faktach, opiera się mówiąc ściśle nie na nich, ale na 
seriach przyjętych sądów, a to co zwiemy historycznymi uogólnieniami, jest sądami o sądach.
Uświadomienie sobie niewystarczalności takiej historii, jaką dotychczas uprawiano, 
prowadziło więc brytyjskiego historyka do sformułowania relatywistycznej koncepcji poznania 
historycznego, wychodzącej naprzeciw poglądom, rozwijanym jeszcze w okresie 
międzywojennym przez francuskich twórców kierunku „Annales".
Powojenna krytyka dotychczasowych sposobów uprawiania historiografii dotyczyła przede 
wszystkim jej dwóch modeli, w nierównym stopniu określających praktykę dawniejszej i 
współczesnej nauki historycznej. Szczególnie gorąca polemika rozwinęła się wokół 
cieszącego się do niedawna szczególnie wysokim prestiżem modelu historiografii, opartego 
na doktrynie indywidualistycznego historyzmu. Rozwinęła się ona nie tylko w nauce 
niemieckiej, gdzie po katastrofie Trzeciej Rzeszy ścierały się ze sobą (w Niemczech 
Zachodnich) dwie sprzeczne tendencje: zmierzająca do rewaloryzacji tej historiograficznej 
tradycji, reprezentowana przez konserwatywne skrzydło niemieckiej nauki historycznej (G. 
Ritter i in.), oraz opozycyjne w stosunku do niej, długo jednak słabsze, dążenie zmierzające 
do zasadniczej rewizji tradycji indywidualistycznego historyzmu i oparcia niemieckiej nauki 
historycznej na nowych podstawach teoretyczno-metodologicznych. Chyba jednak ostrzejszą 
formę polemika
ł87
Po II wojnie światowej
z tą historiograficzną tradycją przybrała w nauce historycznej poza granicami Niemiec. Znany 
już nam Barraclough w wydanej w ą955 r. książce Historia w zmieniającym się świecie 
(History in a Changing World), na którą złożyły się teksty, w większości drukowane już 
wcześniej, zarzucił temu wzorcowi historiografii, że prowadzi on do, sprzecznego z moralnym 
poczuciem człowieka, niebezpiecznego relatywizmu. Brytyjski historyk wypominał więc, że 
wychowanego na tej tradycji historyka:
nauczono ukazywać nie to, czy Karol I — lub Hitler — był prawy, czy też nie, ale „jak jego 
działalność była historycznie uwarunkowana", nauczono go rozszczepiać „strukturalne rysy 
konfliktu, który tkwił w dialektyce wydarzeń". Jeśli naprawdę jest to jego zajęcie, jedyna 
czynność, na której podjęcie pozwala mu jego materiał, wypada nam tylko stwierdzić, że jego 
pogląd jest do tego stopnia ograniczony i zawężony, że wyklucza rzeczywiste problemy, które 
nas jako ludzi obchodzą właśnie najbardziej. Nie może on bowiem znieść (abolish) 
zagadnienia o charakterze moralnym, mianowicie, że jeżeli przyjmiemy, iż nasza wiedza jest 
niewystarczająca do tego, aby potępiać, to w takiej samej mierze nie może ona wystarczać 
dla usprawiedliwiania. [...] Któż nie będzie winił zwykłego człowieka, kiedy przejąwszy się do 
głębi ślepymi regułami, wypływającymi z założeń historyzmu, będzie on myślał i postępował 
tak właśnie, jak gdyby historyczne sądy mogły być ostateczne i wszechwystarczające, zaś 
kryteria, na których je oparto, możliwe do odniesienia do wszystkich spraw ludzkich? Któż 
będzie miał prawo go winić, jeśli pod wpływem zbyt dużej dawki historii, która wpadła mu w 
rękę, powstrzyma się on od wydawania jakichkolwiek sądów, ze względu na (zaistniałe) 
okoliczności, albo gdy użyje on historii za wygodny pretekst dla (uzasadnienia swego) 
cynizmu, bądź wreszcie — co byłoby już najlepsze — odrzuci ją z obrzydzeniem?
Na innym miejscu ten sam uczony później podkreślił, że takie wydarzenia z lat II wojny 
światowej, jak eksterminacja ¯ydów, zbrodnie hitlerowskie w Europie Wschodniej, 
gigantyczne przemieszczenia ludności, „atomowy holocaust Hiroszimy i Naga-
ą88
Alternatywa marksistowska i jej krytyka
saki" sprawiły, że „żadna wrażliwa jednostka nie może się już z niezmąconą pogodą 
przypatrywać biegowi historii" i wołał:
nadszedł czas, aby przystąpić do zrewidowania podstaw i zasadniczych postulatów 
historycznego myślenia.
Ze względu na to, że uniemożliwia ona nauce historycznej dokonywanie moralnej oceny 
rozpatrywanych procesów i zdarzeń, brytyjski historyk postulował więc odrzucenie modelu 
historii, opartego na doktrynie indywidualistycznego historyzmu. Z innego względu — 

background image

mianowicie z powodu, że implikując te-leologiczny pogląd na dzieje w gruncie rzeczy 
legitymuje on wszystko, co się kiedykolwiek gdziekolwiek zdarzyło — został on wówczas 
poddany krytyce także przez niektórych wybitnych filozofów. W szczególności niepokoiło ich 
pytanie o sens dziejów, które nabierało teraz szczególnie aktualnego znaczenia. Chodziło 
mianowicie o odpowiedź na odwieczne pytania o to, czy historia może dostarczać podstawy 
do racjonalnego przewidywania historycznego, a w związku z tym o to, czy jest uzasadnione 
rozumienie procesu dziejowego w jakichkolwiek kategoriach ideologicznych. Karl Jaspers 
wyrażał nie tylko swoje indywidualne przekonanie, kiedy zakwestionował pojęcie sensu 
historii. Przestrzegał, że:
ten kto wierzy, że historia zmierza do jakiegoś celu, z pewnością nie poprzestanie na 
medytacji nad tym celem, ale zacznie obmyślać, jak go zrealizować. [...] Jeśli sens historii ma 
być dla nas ziemską realizacją stanu ostatecznej szczęśliwości, nie potrafimy znaleźć w 
naszym umyśle żadnego o niej wyobrażenia ani odszukać w minionej historii żadnego znaku 
zapowiadającego jej przyjście. Ba, przeciwnie, cała historia ludzkości świadczy przeciw tej 
idei: idzie ona po wyboistej drodze, pełnej lichych osiągnięć i całkowitych ruin. Na pytanie, 
jaki jest sens historii, nie sposób odpowiedzieć wskazaniem jakiegoś celu.
ą89
Po II wojnie światowej
Krytyka znakomitego myśliciela z całą pewnością zwracała się przeciw poglądom, które w 
nawiązaniu do doktryny indywidualistycznego historyzmu rozwijała historiografia hitlerowska, 
przedstawiająca Trzecią Rzeszę jako cel całego niemieckiego procesu dziejowego. 
Kierowała się ona także w inną stronę, mianowicie przeciwko koncepcjom, rozwijanym przez 
historiografię marksistowską, która po II wojnie światowej stała się rzeczywistą alternatywą 
dla nauki historycznej w wielu krajach, nie tylko uzależnionych od ZSRR i nie tylko 
europejskich. Z jednej strony, jeszcze podczas wojny wielu historyków poczęło się zwracać 
ku marksistowskiej koncepcji historii, która po wojnie w licznych środowiskach intelektualnych 
na Zachodzie została uznana za atrakcyjną propozycję przezwyciężenia niedostatków 
tradycyjnych kategorii historycznego myślenia i uprawiania historii. Z drugiej strony 
marksistowski model nauki historycznej, a ściślej jego stalinowski wariant, został pod koniec 
lat czterdziestych przyjęty za podstawę historiografii we wszystkich krajach satelickich 
radzieckiego imperium. Niezależnie od tego, w jakiej mierze „przełom metodologiczny", który 
stał się udziałem historiografii tych krajów, był wymuszony, a w jakiej spontaniczny, 
konsekwencją przyjęcia nowego historiograficznego standardu było przyjęcie nowych 
kategorii (ontologicznych) rozumienia dziejowej rzeczywistości oraz jej badania 
(epistemologia), a co za tym idzie ukierunkowanie badań historycznych na nową 
problematykę. Było zrozumiałe, że ta gwałtowna aktualizacja marksistowskiego modelu 
historiografii pociągała część historyków, opowiadających się za rewizją dotychczasowych 
sposobów rozumienia i uprawiania historii, skłaniała do krytyki innych, niekoniecznie tylko 
obrońców tradycji, lecz także uczonych, którzy modernizaq'ę historiografii wiązali z 
odmiennymi od marksistowskiej propozycjami.
Spośród wszystkich głosów krytycznych, które sprowokowała aktualizacja marksistowskiego 
modelu historii, zasługują
ą90
Alternatywa marksistowska i jej krytyka
na uwagę zwłaszcza te, które poddawały krytyce teleologiczne implikacje stanowiącej jego 
podstawę teorii. Wielką polemikę w tej sprawie podjął Karl Popper w pracach: Nędza, 
historycyzmu (The Poverty of Historicism, ą944-ą945) oraz Społeczeństwo otwarte i jego 
wrogowie (The Open Society and Its Enemies, ą945), w których przeprowadził zasadniczą 
krytykę tak nazwanego przez siebie historycyzmu. Przez to pojęcie — nie należy mylić go z 
histo-ryzmem — filozof ten rozumiał takie filozofie dziejów, które upatrują w nich realizacji 
jakiegoś koniecznego celu, niezależnie od tego kto i kiedy je formułował; tego rodzaju 
poglądy myśliciel odnalazł już w myśli antycznej. Wskazując na to, że prowadzą one do 
totalitarystycznych konsekwencji, myśliciel ten dowodził, że „wiara w historyczne 
przeznaczenie jest czystym przesądem, oraz że nie można przewidzieć biegu ludzkiej historii 
przy pomocy żadnych naukowych, bądź jakichkolwiek innych racjonalnych metod". Popper 
tłumaczył:
przyszłość zależy od nas samych, my zaś nie zależymy od żadnej konieczności historycznej. 
Istnieją jednak bardzo wpływowe filozofie społeczne, wyznające pogląd przeciwny. [...] 
Twierdzą one, że wygłaszanie przewidywań jest celem nauki lub raczej, że celem tym jest 
udoskonalanie naszych codziennych przewidywań i oparcie ich na pewniejszej podstawie; 
oraz że celem nauk społecznych jest uzbrojenie ludzi w dalekosiężne przepowiednie 
historyczne. Co więcej, wierzą, że odkryły prawa historii, które pozwalają im przewidywać 

background image

bieg wydarzeń historycznych. Różne filozofie społeczne wysuwające takie roszczenia 
zgrupowałem pod wspólnym mianem historycyzmu.
Skonstruowane przez Poppera pojęcie historycyzmu obejmowało więc (co wydaje się nam 
niedostatkiem tej konstrukcji) opozycyjne w stosunku do siebie pod względem ontologicznym 
koncepcje, zarówno tworzone na gruncie tradycji nomologicz-nej, jak indywidualistycznej, 
takie, które pretendowały do adekwatnego przewidywania (a więc i kreowania) przyszłości, 
na podstawie rozumienia biegu dziejów jako teleologii.
ą9ą
Po II wojnie światowej
Swoją krytykę historycyzmu Popper skierował przede wszystkim przeciwko — jak je określił 
— „dwóm najważniejszym nowożytnym wersjom historycyzmu", mianowicie historycznej 
filozofii faszyzmu oraz marksistowskiej filozofii dziejów. Pisząc swe Społeczeństwo otwarte 
podczas II wojny światowej w Nowej Zelandii żywił on przeczucie, że już w niedalekiej 
przyszłości „marksizm stanie się problemem naczelnym", co zdecydowało, że poświęcił mu 
„więcej miejsca". Wą950 r. uznał, że „z punktu widzenia dzisiejszej zagmatwanej sytuacji 
światowej można uznać moją krytykę Marksa za główny przedmiot książki". O ile w krytycznej 
warstwie swych rozważań Popper zwrócił uwagę na istotne zagrożenia, związane z 
proponowaną przez marksizm historyczną teleologią, to pozytywna warstwa jego refleksji 
wydaje się banalna: myśliciel opowiedział się bowiem za tradycyjną, powszechnie już 
wówczas kwestionowaną tezą historiograficznego idiografizmu, głoszącą, że historia powinna 
się zajmować ustalaniem indywidualnych faktów.
W podobnym do Poppera kierunku szły też rozważania — podjęte już w okresie zimnej wojny 
— przez filozofa sir Isaiaha Berlina, który w wykładzie z ą95ł r. rozprawiał się ze wszystkimi 
możliwymi postaciami „doktryny konieczności historycznej". Podobnie jak Barraclough, nie 
godził się on na taką neutralność historii, która powstrzymywałaby ją od „osądzania Karola 
Wielkiego czy Napoleona, Dżyngis-chana, Hitlera lub Stalina za ich rzezie", i akcentował, że 
neutrałistyczne stanowisko dziejopisarstwa pozostaje w sprzeczności z naszymi własnymi 
kategoriami myślenia jako zwykłych ludzi. Zaaprobowanie „doktryny konieczności 
historycznej" — pisał — zadaje bowiem gwałt:
podstawowym kategoriom naszej moralności, mylnie przedstawiając sens naszej przeszłości 
oraz ignoruje najbardziej podstawowe pojęcia i kategorie naszego normalnego myślenia. 
Winien nadejść taki czas, kiedy ludzie zdumieją się, jak ów pogląd, łączący niezrozumienie
ą92
Histotriograficzna rewolucja?
metod empirycznych z wyolbrzymionym do dziwactwa cynizmem, mógł zyskać tak wielką 
sławę i powalanie.
Aczkolwiek do podjętej przez filozofów krytyki rozumienia biegu dziejów jako teleologii 
historycy odnieśli się na ogół sceptycznie, nie ulega wątpliwości, że zwróciła ona uwagę na 
niebezpieczne konsekwencje, jakie pociągały za sobą zarówno marksistowska (przede 
wszystkim stalinowska) interpretacja biegu dziejów, jak i inne „historycystyczne'"—w 
znaczeniu, jakie temu terminowi nadał Popper — konstrukcje historiozoficzne, co nie było bez 
znaczenia również dla historiografii.
Załamanie się wiary w walory poznawcze historiografii takiej, jaka była dotychczas 
uprawiana, wielostronna krytyka założeń, na jakich opierały się jej główne modele, w 
połączeniu ze zmianą generacyjną, która dokonała się wówczas w nauce historycznej wielu 
krajów, złożyły się na gwałtowne przyśpieszenie przemian, jakie w połowie lat pięćdziesiątych 
nastąpiło w nauce historycznej w skali globalnej, i które niekiedy określa się dziś mianem 
historiograficznej rewolucji. Od ą955 r. — podkreślał Barraclough — nauka historyczna 
wkroczyła w „nową fazę przyśpieszonych przemian", bmy wybitny znawca historiografii 
współczesnej Georg G. Iggers pisał (ą984):
w ciągu kilku minionych dziesięcioleci, ale szczególnie w ciągu dzie-sięciu-piętnastu lat, 
uwidoczniła się wyraźna reorientacja badań historycznych, zarówno tu (w Ameryce), jak i w 
Europie. Pod wpływem nowoczesnych nauk społecznych i zmieniającej się społecznej i 
politycznej rzeczywistości, metodologiczne procedury, które [...] były przewodnikami hla 
większej części profesjonalnych badań historycznych od dziewiętnastego wieku, okiizaty się 
coraz bardziej nieadekwatne dla młodszej generacji historyków.
Na czym więc, najogólniej mówiąc, polega owa przemiana, którą niektórzy nazywają 
rewolucją, a która w ostatnich dzie-
ą9ł
Po II wojnie światowej
sięcioleciach dokonuje się w nauce historycznej w skali globalnej? Krytyka dotychczasowych 
sposobów uprawiania historii nie doprowadziła — wbrew oczekiwaniom wielu spośród tych, 

background image

którzy ją podejmowali — do uzgodnienia stanowisk i przyjęcia jako obowiązującego 
historiograficznego standardu jakiegoś jednego jej modelu. Uświadomiła ona jednak 
historykom, że tym, co uniemożliwia podobne uzgodnienie stanowisk, jest nie tyle różna 
wiedza o faktach (procesach, wydarzeniach), ile głębsze rozbieżności, warunkujące sposoby 
postrzegania badanej rzeczywistości, o charakterze teoretyczno-metodologicznym. 
Uświadomienie sobie doniosłego znaczenia tego związku pobudziło jednak historyków nie 
tyle — jak niejednokrotnie dawniej — do poszukiwania ogólnego sensu dziejów (Barraclough 
celnie podkreślił, że rozważania te chętnie przekazali oni filozofom i teologom) — ile do 
poddania ściślejszym niż kiedykolwiek dotąd rygorom metodologicznym swej własnej praktyki 
badawczej, zainspirowało ich do przywiązywania coraz większego znaczenia w pracy 
historycznej do konceptualizacji. Trzeba się zgodzić ze zdaniem Jerzego Topolskiego, który 
podkreślił, że:
w historiografii nowoczesnej istnieje tendencja, by [...] system sterujący, w którym dominuje 
potoczna wizja świata oraz przeświadczenia ideologiczne, wpływające bezpośrednio, na ogół 
przy tym de-formująco, na wyniki badań, zastąpić weryfikowalną naukowo teorią, czyli by 
strukturze konceptualizacyjnej nadać walorów naukowych, podobnie jak to stało się 
wcześniej z innymi dziedzinami badania, szczególnie z ustalaniem faktów.
Charakterystyczne dla dokonującej się we współczesnej nauce historycznej uteoretycznienie 
historiografii nie polega jednak na jej wiązaniu z każdą dowolną teorią, ale tylko z teoriami 
określonego rodzaju. Pod tym względem szczególnie istotną zmianą, jaka dokonała się w 
historiografii współczesnej, było radykalne załamanie się doktryny indywidualistycznego 
histo-
ą94
Histonograficzna rewolucja?
ryzmu. Od czasów głośnej kontrowersji wokół tez Fritza Fische-ra, jaka w latach 
sześćdziesiątych rozgorzała w historiografii niemieckiej, doktryna ta nie znajduje już nowych 
zwolenników nawet w swej własnej ojczyźnie, w Niemczech. Barraclough dowcipnie wyraził 
się, że nowi historycy uznali wywodzący się od Immanuela Kanta pogląd o istnieniu 
zasadniczej dychotomii między światem człowieka a naturą za „kuriozalnie przestarzały", zaś 
„traktowanie dziejów gatunku ludzkiego jako czegoś pod względem jakościowym 
odmiennego od np. dziejów ryb, jest dla nich wyrazem podejrzanego antropomorfizmu".
Jak celnie podkreślił Jerzy Topolski, „proces uteoretycznienia historii oznacza zarówno 
wprowadzanie na jej grunt teorii z innych nauk (np. socjologii), jak i budowanie teorii 
własnych, odpowiadających potrzebom badań nad różnymi epokami". Podczas gdy dawne 
dziejopisarstwo, które ograniczało swój horyzont badawczy do tego, co w dziejach 
indywidualne i niepowtarzalne, chętnie akcentowało swoją autonomiczność w stosunku do 
innych dziedzin nauki, współczesna nauka historyczna czyni przeciwnie, otwiera się bowiem 
coraz szerzej na współpracę z coraz to innymi naukami, przede wszystkim — chociaż z 
pewnością nie tylko — społecznymi: z socjologią, antropologią, ekonomią, demografią, 
psychologią i innymi. Przyjęcie perspektywy nomologicznej otworzyło jej horyzonty na 
ilościowe wymiary dziejowej rzeczywistości; erupcja historycznych badań kwantytatywnych 
jest dziś chyba najbardziej spektakularnym wyznacznikiem dokonujących się w historiografii 
zmian. W nierównej mierze — a także w rozmaity sposób — uczestniczą w nich historiografie 
poszczególnych krajów. W dokonujących się w ostatnich dziesięcioleciach przemianach 
historiografii ogromnie doniosłą rolę odegrało francuskie środowisko „Annales". Szczególnie 
przyczynił się do tego czołowy przedstawiciel drugiej generacji tego historiograficznego 
kierunku, Fernand Brau-del, nie tylko sam będący twórcą ogromnie nowatorskiej kon-
ą95
Po II wojnie światowej
cepcji historii globalnej, którą rozwijał do końca swego życia, lecz także stworzył on prężny, 
promieniujący na cały świat ośrodek nowej myśli naukowej, wokół którego oprócz historyków 
skupił także wybitnych przedstawicieli innych nauk, oraz wychował liczne grono — nie tylko 
francuskich — młodszych historyków, którzy będą później rozwijali i — ma się rozumieć — 
także rewidowali koncepcje swojego mistrza. W nauce niemieckiej, która przez długi czas nie 
zwracała uwagi na propozycje, zgłaszane przez francuskich reformatorów historii, nową 
historiografię reprezentuje przede wszystkim ukształtowany pod koniec lat sześćdziesiątych 
kierunek „Sozialgeschichtć' (H. U. Wehler, J. Kocka i in.), który rozwija badania nad historią 
„całego społeczeństwa". Wśród nowych kierunków historiografii amerykańskiej na szczególną 
uwagę — ze względu na najbardziej uteoretycznioną konceptualizację przedmiotu badań 
oraz zastosowanie szczególnie precyzyjnych metod — zasługuje rozwijająca się od drugiej 
połowy lat pięćdziesiątych „Nowa Historia Ekonomiczna" (New Economic History), mająca jak 
dotąd jednak niewielki wpływ na historiografię europejską. W dokonujących się w ciągu 

background image

ostatnich dziesięcioleci głębokich przemianach w nauce historycznej ma także pewien udział 
część historiografii marksistowskiej, ta mianowicie, która zdołała przezwyciężyć 
schematyczne rozumienie stanowiącej jej podstawę teorii oraz zerwać z tradycją jej 
instrumentalnego traktowania. Pluralistyczna pod względem swych założeń teoretycznych, 
modernizująca się historiografia współczesna z dumą podkreśla swoją nowość, określając się 
mianem „Nowej Historii" w ogóle czy jakiejś bardziej szczegółowej „nowej" historii. 
Przekonanie o ogromnych możliwościach, jakie się przed nią otwarły, zrodziło wśród jej 
entuzjastów atmosferę optymizmu, jakże kontrastującego ze zwątpieniem, jakie po II wojnie 
światowej ogarniało historyków, snujących refleksję nad stanem swej dyscypliny.
Nie trwało to jednak długo, skoro nie trzeba było długo cze-
ą96
Historiograficzna rewolucja?
kac, aby tej nadmiernie optymistycznej ocenie aktualnego stanu historiografii stanowczo 
zaprzeczyli orędownicy postmodernizmu. Jak niedawno (ą994) celnie podkreśliła tropiąca z 
ogromnym powodzeniem jego meandry w filozofii historii i historiografii Ewa Domańska:
od blisko dwudziestu lat obserwuje się zasadniczą zmianę w sposobie myślenia o historii, 
historiografii, możliwościach poznania historycznego i samym historyku, którą można określić 
jako «kryzys tradycyjnego widzenia historii*. Kryzys ten ujawnił się wraz z «narra-
tywistycznym» czy «retorycznym» zwrotem, który rozpoczął się w teorii historii w połowie lat 
siedemdziesiątych, a dokonał w latach osiemdziesiątych.
W konsekwencji owego zwrotu — jak pięknie napisała ta sama autorka w tym samym ą994 r., 
ale już w innym miejscu:
obecnie historyk uważany jest za interesującego wówczas, gdy nie •>"»' jest on zimnym 
scjentystą, ale wrażliwym „artystą", który odkrywając przeszłość próbuje dotknąć prawdy o 
świecie. Od „nowego historyka" wymaga się, aby był nie tylko historykiem w tradycyjnym tego 
słowa znaczeniu, lecz także filozofem, pisarzem, poetą, krytykiem, a przede wszystkim 
indywidualnością, żeby nie powiedzieć mędrcem, który niosąc na swoich barkach nie tylko 
doświadczenia swojego własnego życia, ale doświadczenia ludzi badanych przez niego 
epok, potrafił udzielić odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania, pytania o wartości 
ludzkie.
Rozdział XIV
Historiografia PRL
W tych wielkich przemianach, jakie dokonywały się w światowej nauce historycznej po II 
wojnie światowej, historiografia polska nie zawsze mogła uczestniczyć, co jednak nie 
oznaczało, aby wtedy, kiedy stało się to możliwe, nie zaznaczyła w nich swojego udziału. 
Jeżeli zwróciliśmy uwagę na znaczenie, jakie dla rozwoju nauki historycznej miała zmiana 
warunków jej uprawiania, która dokonała się po wojnie, powinniśmy podkreślić, że w 
dwójnasób odnosiło się to właśnie do historiografii polskiej.
Po pierwsze: żadna z historiografii państw, które tak czy inaczej zostały dotknięte przez 
wojnę, nie wkraczała w okres powojenny z tak wielkimi stratami, jak właśnie polska nauka 
historyczna. Objęły one zarówno — wskutek zniszczenia licznych archiwów i bibliotek — 
podstawę warsztatową nauki historycznej, jak i — w związku z likwidacją podczas okupacji 
wyższych uczelni oraz wszystkich instytucji i organizacji naukowych, które podczas okupacji 
mogły działać tylko nielegalnie — jej struktury organizacyjne, a zwłaszcza kadrę naukową.
ą98
Pierwsze* przewartościowania
Oblicza się, że podczas wojny zginęło lub zmarło aż 5ł% czynnych dotychczas historyków (H. 
Winnicka, ą987).
Po drugie: żadnej z zachodnioeuropejskich — jeśli nie liczyć nauki historycznej w 
okupowanych, a następnie podzielonych Niemczech — i tylko niektórych z historiografii 
krajów środkowoeuropejskich po II wojnie światowej nie dotyczyła tak bardzo, jak polskiej 
nauki historycznej, zmiana ogólnych warunków jej egzystencji. Przemiany polityczne: 
przesunięcie granic i nowy status Polski w ramach pojałtańskiego porządku politycznego, 
jako państwa satelickiego radzieckiego imperium, oraz przeprowadzone w kraju zmiany 
ustrojowe określiły, że warunki spo-łeczno-polityczne, w jakich przyszło j«j funkcjonować, 
okazały się pod bardzo wieloma względami zasadniczo odmienne od tych, w których 
rozwijała się ona w okresie międzywojennym. Ze względów politycznych część historyków, 
którzy podczas wojny znaleźli się na Zachodzie - ą były wśród nich osoby znaczące w 
polskiej nauce historycznej — zdecydowała się nie wracać do kraju i kontynuowała 
działalność za granicą. W tych okolicznościach doszło do podziału historiografii polskiej na 
krajową i emigracyjną, który utrzymał się przez cały okres istnienia PRL.
Rozwój historiografii PRL bynajmniej nie przebiegał w sposób harmonijny i można w nim 

background image

wyróżnić, związane zarówno ze zmianami uwarunkowań pracy historycznej, jak i z 
wewnętrznymi przemianami samej nauki historycznej, kolejne okresy. Pierwszy z nich trwał 
od zakończenia działań wojennych mniej więcej do przełomu lat ą948/49.
Integracji środowiska historyków, które w przytłaczającej większości składało się z 
przedstawicieli przedwojennej nauki historycznej, z nowym państwem sprzyjało ich — 
podobnie zresztą, jak całego polskiego świata naukowego — w znacznej mierze 
spontaniczne, niezależne od politycznych podziałów, włą-
ą99
U|4|l
PH
PRL
czenie się do pracy nad odbudową dawnych i tworzeniem nowych struktur nauki historycznej 
w dążeniu, aby objęły one całość nowego terytorium państwa. Ogromnie szybko 
uruchomiono więc studia historyczne na dawnych i nowo utworzonych uniwersytetach, 
podjęły działalność dawniejsze i nowo powstałe inne instytucje oraz organizacje naukowe, 
przystąpiono do porządkowania i udostępniania ocalałych z pożogi wojennej bibliotek i 
archiwów. Władze udzielały tej pracy pełnego poparcia, widząc w niej nie bez racji ważne 
także pod względem politycznym świadectwo związania się świata nauki — w którym 
przedstawiciele nauki historycznej zajmowali poczesne miejsce — z potrzebami nowego 
państwa. Jednakże co się tyczy ogromnie istotnej sprawy rozumienia powiązania nauki w 
ogóle, zaś nauki historycznej w szczególności, z potrzebami państwa, już wówczas 
zarysowały się poważne różnice zdań zarówno między władzą państwową a środowiskami 
naukowymi, jak i wewnątrz tych ostatnich. środowiska związane z nową władzą z niechęcią 
odnosiły się do często przypominanej wówczas przez przedstawicieli nauki tezy, że może 
ona rzeczywiście służyć potrzebom kraju, kiedy zachowa swoją autonomię, i głosiły, że 
warunkiem rzeczywiście efektywnego wykorzystania potencjału nauki dla kraju jest jej 
ściślejsze niż dotąd powiązanie z polityką państwa. Wprawdzie pełne poddanie badań 
naukowych pod jego kontrolę nie było jeszcze wówczas możliwe, jednak od samego 
początku publikowanie ich wyników podlegało cenzurze politycznej, co było szczególnie 
dojmujące dla środowiska historyków.
Podobnie jak w nauce historycznej innych krajów, jeszcze podczas II wojny światowej, a 
szczególnie intensywnie po jej zakończeniu, również wśród historyków polskich narastała 
świadomość potrzeby rewizji dotychczasowej polskiej historiografii. Odnosiła się ona w 
szczególności do dwóch obszarów problemowych. Przemiany społeczno-polityczne, jakie 
dokona-
200
Pierwsze przewartościowania
ły się podczas wojny i okupacji oraz bezpośrednio po jej zakończeniu, również w nauce 
polskiej inspirowały — po pierwsze — do krytyki tradycji rozumienia dziejów w kategoriach 
indywidualistycznych, które uprzywilejowywały polityczną sferę procesu dziejowego, oraz do 
jej zastąpienia pojmowaniem ich w kategoriach nomologicznych, jako otwierających przed 
nauką historyczną możliwość badania procesów masowych i powtarzalnych. Proponowano 
więc teoretyczno-metodologiczną reorientację podstaw historiografii, nawiązując pod tym 
względem do różnych inspiracji, zarówno nie mających wiele wspólnego z marksizmem, jak i 
marksistowskich, rozumianych jeszcze wówczas w sposób dalece niejednoznaczny, skoro 
początkowo odwoływano się nie tylko do stalinowskiej wykładni teorii materializmu 
historycznego, lecz także do nieortodoksyjnych z jej punktu widzenia poglądów marksistów 
zachodnich. Rezultatem tych teoretyczno-metodologicznych przewartościowań był 
zaznaczający się bardzo wyraźnie od pierwszych lat powojennych wzrost zainteresowania 
historyków polskich problematyką dziejów społeczno-gospodarczych, co wiązało się z 
równoczesnym zahamowaniem badań nad, siłą rzeczy bardziej drażliwą z oczywistych 
względów, historią polityczną. Większość znaczących prac z tej ostatniej dziedziny, jakie się 
wówczas ukazały, było dziełami powstałymi wcześniej, które dopiero teraz mogły się ukazać 
drukiem.
Niedawne doświadczenia oraz dokonujące się wówczas przemiany warunków narodowego 
bytu Polaków inspirowały również — po drugie — do przewartościowania obrazu dziejów 
Polski. Jak celnie podkreślił badacz przemian ówczesnej historiografii polskiej:
nowa rzeczywistość wymagała od historiografii odpowiedzi na następujące pytania: ą. jakie 
elementy z obrazu dziejów narodowych wymagają krytycznej oceny i dlaczego?; 2. do jakich 
tradycji z dzie-
20ą
PRL

background image

jów Polski należy nawiązać, szukając korzeni współczesności? W obliczu kataklizmu 
wojennego, zerwania dosłownie rozumianej ciągłości państwowej, pytania te miały swój 
rzeczywiście niezwykle aktualny kontekst. W ten sposób historycy wpisywali si? w 
ogólnonarodową dyskusję, dotyczącą kształtu terytorialnego, ustrojowego tej Polski, która 
powstała w wyniku II Wojny światowej (R. Stobiecki).
Szeroka dyskusja, jaka w pierwszych latach powojennych rozgorzała wokół koncepcji dziejów 
Polski, nawiązywała do przewartościowań, które zainicjowano jeszcze podczas wojny i 
okupacji. Skoncentrowała się ona na ocenie kilku węzłowych zagadnień, mających 
rzeczywiście zasadnicze dla niej znaczenie. Z całą pewnością pierwszym z nich była sprawa 
historycznych korzeni Polski współczesnej. Zdecydowana większość historyków — 
niezależnie od dzielących ich różnic politycznych — poczęła teraz doszukiwać się ich w 
Polsce piastowskiej, poddając jednocześnie krytyce tradycję jagiellońską. Za nawiązaniem do 
Polski piastowskiej przemawiał zarówno argument natury geopolitycznej — potrzeba 
dostarczenia historycznej legitymacji dla aktualnego terytorialnego kształtu państwa, 
pokrywającego się z pradawnym obszarem „macierzystych ziem Polski", z którego została 
ona wyparta przez germański ekspansjonizm — jak i argument natury wewnętrznej: potrzeba 
uzasadnienia jego jednona-rodowego, jak wówczas głoszono, charakteru. Odwołując się do 
koncepcji Polski piastowskiej, nowe państwo nawiązywało bynajmniej nie do poglądów 
lewicy, ale adaptowało dla swych celów koncepcję historyczną, rozwijaną od lat 
międzywojennych w myśli historycznej Narodowej Demokracji. Nie było sprawą przypadku, 
że chociaż w pierwszych latach powojennych ukazały się liczne prace, poświęcone czasom 
piastowskim, autorstwa historyków reprezentujących jeszcze przedwojenną formację 
naukową — takich jak K. Tymieniecki, Z. Wojciechowski (ą900-ą955), K. Maleczyński, J. 
Widajewicz, Z. Kaczmarczyk i inni — jednak nie mogła się pojawić niemal żadna, poświęcona
202
Stalinizacja historiografii polskiej
czasom jagiellońskim. Symptomatyczne było pod tym względem, że napisana w latach ą942-
ą948, przez tak znakomitego ich znawcę, jakim był Henryk £owmiański, Polityka Jagiellonów 
ukazała się dopiero w ą999 r.!
Kolejnym węzłowym zagadnieniem, wokół którego w pierwszych latach powojennych 
rozwinęła się szeroka dyskusja, był stosunek do tradycji powstańczej. Aktualnym punktem 
odniesienia była oczywiście ocena powstania warszawskiego, w którym doszukiwano się — 
jak się wyraził jeden z ówczesnych publicystów — „sensu historii ostatnich dwóch wieków". 
Nowa władza nie dopuszczała do głosu obrońców decyzji o rozpoczęciu powstania, 
umiejętnie dyskontowała nasilający się od jego klęski krytyczny stosunek do kierownictwa 
AK, starała się przeciwstawić jego „antynarodową politykę" dramatowi szerokich mas 
polskiego społeczeństwa. Polityczny spór wokół powstania warszawskiego stał się 
przesłanką do podjęcia rewizji tradycji powstańczej, w której ścierały się ze sobą dwa 
stanowiska. Przedstawiciele pierwszego z nich — nawiązując do tradycji myśli 
konserwatywnej — proponowali jej odrzucenie w imię politycznego realizmu (nie przypadkiem
przywoływano wówczas na pamięć Aleksandra Wielopolskiego). Reprezentanci drugiego 
stanowiska — którzy odwoływali się tutaj do inspiracji marksistowskich — opowiadali się nie 
za odrzuceniem tradycji powstańczej, ale za jej gruntowną reinterpretacją. Domagali się 
zakwestionowania poglądu, do jakiego odwoływał się przedwojenny obóz rządzący, według 
którego tradycja powstańcza miałaby stanowić istotę polskiego procesu dziejowego w 
czasach porozbiorowych. ¯ądali jego zastąpienia nową interpretacją, zgodnie z którą 
powstania miały być rozumiane przede wszystkim jako przejawy walki społecznej, 
stanowiącej ogniwa prawidłowego procesu kształtowania się kapitalistycznego 
społeczeństwa i burżuazyj-nego narodu. W ten sposób tradycja powstańcza miała dostarczać 
genealogii nowej polskiej rzeczywistości.
20ł
PRL
Podsumowania przemian, jakie przyniósł pierwszy okres dziejów powojennej historiografii 
polskiej, dokonał VII Powszechny Zjazd Historyków Polskich, który odbył się w ą948 r. we 
Wrocławiu. Ukazał on skalę zmian, jakie następowały w poglądach na dzieje Polski, 
jednakże, mimo energicznych wystąpień historyków, opowiadających się za przebudową 
historiografii opierając się na teorii materializmu historycznego — jak ironicznie napisał polski 
emigracyjny obserwator — „cud nawrócenia jednak nie nastąpił". Jak znacznie później (ą987) 
podkreślił Tadeusz £epkowski, „zjazd wrocławski nie był jeszcze administracyjno-
przymusowym nakłanianiem, lecz zaledwie «muśnięciem» marksizmem". Przyniósł jednak 
zapowiedź działań, mających na celu zapewnienie mu dominującej pozycji w polskiej nauce 
historycznej.

background image

Początek ą949 r. zainaugurował drugi okres dziejów naszej powojennej historiografii, który 
będzie trwał do ą956 r. Na wiosnę ą949 r. władze podjęły ofensywę „na froncie naukowym", 
mającą na celu przebudowę historiografii na wzór radziecki i zapewnienie we wszystkich jej 
dziedzinach monopolu marksi-zmu-leninizmu. Politykę stalinizacji nauki proklamowano na I 
Kongresie Nauki Polskiej (ą95ą), na którym dokonano też krytycznej oceny stanu 
historiografii. Przystąpiono do przebudowy struktur nauki historycznej, zlikwidowano bądź 
drastycznie ograniczono działalność dotychczasowych instytucji i organizacji historycznych, 
utworzono na wzór radziecki nowe struktury historiografii partyjnej, zmieniono profil 
uniwersyteckiego nauczania historii, odsunięto od wpływów — a niekiedy w ogóle 
wyeliminowano z życia naukowego — niektórych najbardziej niewygodnych dla władz 
historyków (m.in. W. Konopczyńskie-go). Stalinizacja nauki polskiej w ogóle, zaś nauki 
historycznej w szczególności, wiązała się z ujednolicaniem, na wzór radziecki, systemu nauki 
we wszystkich krajach komunistycznych. W Polsce nie była ona jednak aż tak głęboka, jak 
gdzie in-
204
Stalinizacja historiografii polskiej
dziej: nie doszło u nas do całkowitego — jak na przykład w Czechosłowacji — usunięcia z 
życia naukowego przedstawicieli dawnej nauki historycznej, na czele nowych struktur nauki 
(m.in. Instytutu Historii PAN) stanęli bynajmniej nie partyjni propagandyści, ale uczeni o 
poważnej pozycji naukowej, instytucje historiografii partyjnej nie tylko nie zdominowały nauki 
historycznej, ale nie uzyskały w niej poważniejszej pozycji.
Stalinizacja polskiej nauki historycznej nie ograniczyła się tylko do reorganizacji jej struktur: 
pociągnęła za sobą także przebudowę treści historiografii. Taki właśnie cel przyświecał 
zapoczątkowanej w ą950 r. dyskusji nad periodyzacją dziejów Polski, będącej polskim 
odpowiednikiem analogicznych debat, które odbywały   się   także   w   innych   krajach   
komunistycznych, a w szczególności I Metodologicznej Konferencji Historyków Polskich, 
która odbyła się na przełomie ą95ą /ą952 r. w Otwocku. Nie ma co do tego wątpliwości, że w 
zamiarach organizatorów miała ona przynieść pełne zwycięstwo nowej, marksistowskiej 
(faktycznie stalinowskiej) nauki historycznej oraz personalnie jej przedstawicieli, nad 
historiografią kwalifikowaną jako „bur-żuazyjna" i jej reprezentantami. Jeżeli takie były 
intencje organizatorów konferencji otwockiej, to w znacznej mierze skończyły się one 
fiaskiem, zarówno dlatego, że większość (odpowiednio dobranych) uczestników obrad 
przynajmniej deklarowała — mniejsza o to, czy szczerze, mniejsza też o to, jak ją wówczas 
rozumieli — swój aprobatywny stosunek do metodologii marksistowskiej, jak i z innego 
względu, który w ówczesnych warunkach ważył szczególnie wiele. Okazało się bowiem, że 
zaproszeni na konferencję historycy radzieccy nie udzielili poparcia rodzimym radykałom 
stalinizmu. Według relacji kompetentnego uczestnika konferencji, w opinii o sytuacji w 
historiografii polskiej, którą przedstawili ówczesnemu politycznemu kierownictwu kraju, 
podkreślili, że:
205
PRL
Podsumowania przemian, jakie przyniósł pierwszy okres dziejów powojennej historiografii 
polskiej, dokonał VII Powszechny Zjazd Historyków Polskich, który odbył się w ą948 r. we 
Wrocławiu. Ukazał on skalę zmian, jakie następowały w poglądach na dzieje Polski, 
jednakże, mimo energicznych wystąpień historyków, opowiadających się za przebudową 
historiografii opierając się na teorii materializmu historycznego — jak ironicznie napisał polski 
emigracyjny obserwator — „cud nawrócenia jednak nie nastąpił". Jak znacznie później (ą987) 
podkreślił Tadeusz £epkowski, „zjazd wrocławski nie był jeszcze administracyjno-
przymusowym nakłanianiem, lecz zaledwie «muśnięciem» marksizmem". Przyniósł jednak 
zapowiedź działań, mających na celu zapewnienie mu dominującej pozycji w polskiej nauce 
historycznej.
Początek ą949 r. zainaugurował drugi okres dziejów naszej powojennej historiografii, który 
będzie trwał do ą956 r. Na wiosnę ą949 r. władze podjęły ofensywę „na froncie naukowym", 
mającą na celu przebudowę historiografii na wzór radziecki i zapewnienie we wszystkich jej 
dziedzinach monopolu marksi-zmu-leninizmu. Politykę stalinizacji nauki proklamowano na I 
Kongresie Nauki Polskiej (ą95ą), na którym dokonano też krytycznej oceny stanu 
historiografii. Przystąpiono do przebudowy struktur nauki historycznej, zlikwidowano bądź 
drastycznie ograniczono działalność dotychczasowych instytucji i organizacji historycznych, 
utworzono na wzór radziecki nowe struktury historiografii partyjnej, zmieniono profil 
uniwersyteckiego nauczania historii, odsunięto od wpływów — a niekiedy w ogóle 
wyeliminowano z życia naukowego — niektórych najbardziej niewygodnych dla władz 
historyków (m.in. W. Konopczyńskie-go). Stalinizacja nauki polskiej w ogóle, zaś nauki 

background image

historycznej w szczególności, wiązała się z ujednolicaniem, na wzór radziecki, systemu nauki 
we wszystkich krajach komunistycznych. W Polsce nie była ona jednak aż tak głęboka, jak 
gdzie in-
204
Stalinizaćą historiografii polskiej
dziej: nie doszło u nas do całkowitegc—jak na przykład w Czechosłowacji — usunięcia z 
życia Bukowego przedstawicieli dawnej nauki historycznej, na czef nowych struktur nauki 
(m.in. Instytutu Historii PAN) stamli bynajmniej nie partyjni propagandyści, ale uczeni o 
poważrfj pozycji naukowej, instytucje historiografii partyjnej nie tylP nie zdominowały nauki 
historycznej, ale nie uzyskały w nieiP°waznieJszeJ pozycji.
Stalinizacja polskiej nauki histoi^znej nie ograniczyła się tylko do reorganizacji jej struktur: 
pociągnęła za sobą także przebudowę treści historiografii. Taki wlanie cel przyświecał 
zapoczątkowanej w ą950 r. dyskusji nad periodyzacją dziejów Polski, będącej polskim 
odpowiednikiem Analogicznych debat, które odbywały   się   także   w   innych   Bajach  
komunistycznych, a w szczególności I Metodologiczni Konferencji Historyków Polskich, która 
odbyła się na przełonie ą95ą /ą952 r. w Otwocku. Nie ma co do tego wątpliwości, że V 
zamiarach organizatorów miała ona przynieść pełne zwycięsko nowej, marksistowskiej 
(faktycznie stalinowskiej) nauki historycznej oraz personalnie jej przedstawicieli, nad 
historiograf kwalifikowaną jako „bur-żuazyjna" i jej reprezentantami. Jeżeli takie były intencje 
organizatorów konferencji otwockiej, to \* znacznej mierze skończyły się one fiaskiem, 
zarówno dlatego, że większość (odpowiednio dobranych) uczestników obrad przynajmniej 
deklarowała — mniejsza o to, czy szczerze, mniejsza tez ° to' Jak Jł- wówczas rozumieli — 
swój aprobatywny stćsunek do metodologii marksistowskiej, jak i z innego względu' którY w 
ówczesnych warunkach ważył szczególnie wiele. Okazało się bowiem, że zaproszeni na 
konferencję historycy radzieccy nie udzielili poparcia rodzimym radykałom stalinizm"- Według 
relacji kompetentnego uczestnika konferencji, w opinii o sytuacji w historiografii polskiej, którą 
przedstawili ówczesnemu politycznemu kierownictwu kraju, podkreślili, że:
205
PRL
rozporządza ona wartościową kadrą historyków starszego i średniego pokolenia, stojącą na 
wysokim poziomie wiedzy fachowej i adaptującą twórczo nowe założenia metodologiczne. W 
ich przekonaniu przyszły rozwój nauki historycznej w Polsce powinien polegać na pełnym 
wykorzystaniu wiedzy, kwalifikacji i chęci do pracy tych badaczy (J. Bardach, ą987).
Stalinizacja nauki historycznej oznaczała przede wszystkim narzucenie jej jako podstawy 
teoretycznej materializmu historycznego w jego obligatoryjnej, stalinowskiej interpretacji. Nie 
chodziło przy tym tylko o to, aby narzucić historiografii określony model teoretyczny, bowiem 
— co było szczególnie znamienne dla stalinizmu — teorię identyfikował on z ideologią; jej 
zaaprobowanie — bądź nie — stawało się wyborem o charakterze ideologicznym, a więc i 
politycznym, ze wszystkimi tego — niejednokrotnie bardzo przykrymi dla nie zgadzających 
się z nią nie tylko historyków — konsekwencjami. Na tej podstawie historycy, którzy 
opowiadali się przeciw owej teorii, stawali się w oczach władzy przeciwnikami ideologicznymi 
i politycznymi.
Skoro obowiązująca wykładnia materializmu historycznego implikowała rozumienie świata 
społecznego w kategoriach nomologicznych i deterministycznych, ówcześni marksiści za 
podstawowe zadanie nauki historycznej uznali badanie przez nią — by nawiązać tu do tytułu 
opublikowanej w tamtym czasie książki, zawierającej oparty właśnie na stalinowskiej wykładni
materializmu historycznego program zasadniczej przebudowy nauki historycznej w ogóle, a 
historiografii polskiej w szczególności — „obiektywnego charakteru praw w historii". Skoro 
jednak te zostały już przez teorię określone, było zrozumiałe, że zadaniem historii nie mogło 
być nic więcej, jak ich potwierdzanie na podstawie historycznego materiału, a więc ich 
faktograficzna konkretyzacja. W tekście, pisanym wówczas do szuflady, Witold Kula 
powiadał:
206
Stalinizacjci historiografii polskiej
historia dowodzić ma dziś prawdy znanej skądinąd, objawionej już ,    dawniej, ma tę prawdę 
potwierdzać, wysławiać, ma jej uczyć poglą-(   dowo, ma «rozbijać» prawdy, których 
fałszywość już wcześniej została zdecydowana.
ś*
W stalinowskiej wykładni materializmu historycznego ów „obiektywny charakter praw w 
historii" miał jednak bardzo określone znaczenie, uzasadniał bowiem schemat koniecznego 
następstwa w dziejach pięciu formacji społeczno-ekonomicz-nych. W tych okolicznościach 
badanie przez historię wspomnianych „praw" w praktyce sprowadzało się do wypełniania go 

background image

konkretną treścią, w danym przypadku czerpaną z dziejów polskich. Formacyjny schemat — 
jak wiadomo — nie ograniczał się jednak do typologicznego uporządkowania przeszłości, ale 
obejmował także określoną wizję przyszłości. Ukazując socjalizm i komunizm jako cel, do 
którego zmierza cała ludzkość, nadawał rozumieniu biegu dziejów charakter teleologiczny, 
zarazem ideologiczny i polityczny. Schemat ten, zastosowany do dziejów Polski, legitymował 
więc nowy ustrój, przedstawiając go jako bezalternatywny, prawidłowy wynik całokształtu 
polskiego procesu dziejowego. Badanie praw historii miało stanowić podstawę do 
przewidywania — czytaj: kreowania — przyszłości, miało być — jak wówczas pisano — 
„przede wszystkim sprawą praktyki życiowej". Aby nie było żadnej wątpliwości co do tego, jak 
rozumiano wówczas ową praktykę, przywołajmy raz jeszcze słowa tego samego polskiego 
autora, który powiadał, że:
najwyższy typ przewidywania historycznego reprezentuje działalność ludzi, którzy łączą 
kwalifikacje teoretyka i działacza-praktyka. Ten typ przewidywania występuje najczęściej w 
działalności przywódców współczesnego ruchu robotniczego, którzy łącząc w sposób 
doskonały teorię z praktyką, dają nam wzory przewidywania historycznego (A. Schaff, ą955).
207
PRL
Przyjęcie stalinowskiej interpretacji teorii materializmu historycznego za podstawę nauki 
historycznej pociągnęło za sobą istotną zmianę preferencji, zarówno co się tyczy 
poszczególnych dziedzin badań historycznych, jak i ich ukierunkowania chronologicznego. 
Skoro według obowiązującej wykładni doktryny podstawą zmienności dziejowej 
rzeczywistości (ruchu formacyjnego) miał być immanentny rozwój sił wytwórczych, 
określający stosunki produkcji, było zrozumiałe, że w centrum uwagi nowej historiografii 
znalazła się wówczas historia gospodarcza, która — niezależnie od tego, w jakich 
kategoriach ją badano — zaczęła teraz uchodzić za szczególnie „marksistowską". Sprzyjało 
to rozwojowi na nieznaną dotychczas skalę badań historyczno-gospodarczych, do których — 
jako ideologicznie nie podejrzanych — zwrócili się także historycy, zupełnie nie interesujący 
się teoretyczno-metodologicznymi sporami, natomiast w spokoju pragnący zajmować się 
poważną pracą naukową. Znacznie gorzej było już jednak na obszarze historii społecznej. 
Wprawdzie marksistowska perspektywa teoretyczna kierowała uwagę historiografii na 
problematykę konfliktów społecznych w dziejach, jednak w praktyce rozpatrywano ją 
wówczas w sposób szczególnie silnie zmitologizowany. Poszukując we wszystkich okresach 
dziejów Polski — często na siłę — walki klasowej zawsze postępowych mas ludowych z 
nieodmiennie reakcyjnymi klasami posiadającymi, przedstawiano ją jako bezpośrednią 
genealogię walki klasy robotniczej, prowadzonej pod przewodem jej partii (ma się rozumieć 
tylko partii „konsekwentnej lewicy", bo żadnej z socjalistycznych), o wyzwolenie społeczne, 
której ukoronowaniem miała być nowa Polska. Ofiq'alna propaganda tych czasów głosiła 
bowiem, że:
klasa robotnicza i lud polski jest dziedzicem wszystkiego, co w naszej historii było postępowe 
[...]. Lud polski, polska klasa robotnicza [...] jest jedynym dziedzicem tych wszystkich, którzy 
rozumieli, że
208
Stalinizacja historiografii polskiej
bez walki o postęp społeczny niemożliwa jest walka o szczęście i pomyślność narodu (A. 
Korta, ą95ą).
Stosunkowo neutralnym obszarem badawczym, do którego władza — jeżeli tylko uprawiano 
ją z jedynie słusznej, klasowej perspektywy — zdawała się nie przywiązywać większego 
znaczenia, pozostała historia kultury; stała się też ona wówczas swoistym refugium dla tych 
historyków, którzy, często z pozanaukowych względów, musieli zmienić swoje 
dotychczasowe zainteresowania badawcze. Bardzo charakterystyczny był pod tym względem 
przykład Władysława Tomkiewicza (ą899-ą982), przed wojną świetnego badacza nader 
drażliwych teraz pod względem politycznym stosunków społeczno-politycznych na 
wschodnich kresach Rzeczypospolitej w XVII w., który po wojnie zajął się historią kultury i 
sztuki.
¯adna jednak z dziedzin badań historycznych nie była — nie tylko zresztą w czasach 
stalinizmu, bo nieraz także i później — tak bardzo narażona na presję ideologiczno-
polityczną, jak... historia polityczna. Co się jej tyczy, to sytuacja stała się paradoksalna. Z 
jednej bowiem strony, implikując traktowanie sfery polityki jako funkcji gry interesów 
klasowych, stalinizm niejako programowo deprecjonował historię polityczną jako w gruncie 
rzeczy drugorzędną dziedzinę zainteresowania nauki historycznej, z drugiej zaś — wprost 
przeciwnie — w praktyce był na nią szczególnie uwrażliwiony. Sądzę, że podobne 
„rozdwojenie jaźni" stanowiło konsekwencję immanentnej dla niego jako systemu 

background image

sprzeczności wymagań stawianych historii: oczekiwaniem od niej z jednej strony 
legitymowania proponowanej przezeń wizji świata, z drugiej zaś wymaganiem od niej 
legitymacji jego aktualnej polityki.
Co się zaś tyczy ukierunkowania przez stalinizm chronologicznych preferencji nauki 
historycznej, to określał je obowiązek ukazywania przez nią tzw. postępowych tradycji. Miało 
to dla
209
PRL
praktyki historiograficznej znaczenie wysoce ambiwalentne. Z jednej strony pociągnęło ono 
za sobą kolejną przebudowę koncepcji dziejów Polski, jednakże z drugiej, wyznaczając w 
nowy sposób węzłowe momenty polskiego procesu dziejowego, umożliwiało historykom 
prowadzenie badań nad ważnymi z punktu widzenia ogólnej koncepcji obszarami 
problemowymi. Nieistotne z punktu widzenia „postępowych tradycji" — poza pracami nad 
początkami państwa polskiego oraz konfliktami polsko-nie-mieckimi w tej epoce — okazały 
się więc teraz badania nad średniowieczem. Zrewaloryzowano natomiast Odrodzenie jako 
epokę, którą—jak mówił ówczesny wicepremier — charakteryzowała:
żywiołowa odwaga myśli i czynów, śmiałość burzenia przesądów, śmiałość walki z 
krępującymi myśl ludzką i czyny ludzkie okowami średniowiecza, feudalnymi okowami 
teologii panującej nad wszystkimi dziedzinami życia i krępującej ich rozwój (J. Cyrankiewicz, 
ą954).
Odwołanie się do Odrodzenia, uznanego teraz za ogniwo tradycji socjalistycznego państwa, 
wiązało się z jego znamiennym przemodelowaniem. Nie ulega wątpliwości, że przedstawianie
Odrodzenia jako epoki o charakterze jednoznacznie postępowym, w której zatriumfował 
racjonalizm i materializm, zawierało wiele momentów mitologizacji. Niemniej jednak jego 
włączenie do kanonu uznawanej tradycji umożliwiło historykom podjęcie poważnych badań 
nie tylko nad jego preferowanymi wówczas wątkami.
Podobnie było też z włączonym również do kanonu aprobowanej tradycji Oświeceniem. Na 
otwarcie sesji naukowej, poświęconej polskiemu Oświeceniu, przedstawiciel ówczesnych 
władz oświadczył:
w historycznym łańcuchu walki o postęp, o wyzwolenie społeczne i narodowe okres 
Oświecenia polskiego otwiera czasy najbardziej dramatyczne, rozstrzygające dla samego 
bytu narodu, okres dwu wie-
2ą0
Stalinizacja historiografii polskiej
ków Polski najbardziej brzemiennych w walki społeczne i w rozstrzygnięcia w rozwoju 
narodowym (A. Rapacki, ą95ą).
Chociaż również i w tym przypadku ocena tej epoki z aktualnego punktu widzenia musiała 
być w sposób nieuchronny iednostronna, jednak wysunięcie Oświecenia jako węzłowego 
momentu dziejów Polski otwierało historykom możliwość pod-iecia nad nim poważnych 
badań, które - podobnie jak to było w przypadku prac nad Odrodzeniem - przyniosły później 
wartościowe rezultaty naukowe.
Z przytoczonej wypowiedzi, w której przedstawiciel władz mówił o miejscu Oświecenia w 
dziejach Polski, wynikało, ze nie proponowano wówczas jakiejś zasadniczej—w porównaniu 
ze znaną nam jej wcześniejszą marksistowską interpretaqą — rewaloryzacji tradycji 
powstańczej w dziejach Polski. Nadano iednak tej tradycji ostrzejszą wymowę klasową, 
rozwijając graniczący z ahistoryzmem - pogląd, że niezależnie od wsze -kich okoliczności, 
jedynym warunkiem sukcesu wszystkich polskich powstań miało być radykalne rozwiązanie 
kwestii chłopskiej Znacznie większemu zaostrzeniu uległa natomiast ocena czasów 
międzywojennych, które były wówczas domeną głownie publicystyki. Poważniejsze nad nimi 
historyczne badania bvłv w warunkach stalinizmu niemożliwe. Natomiast publicystyka 
rozwijała ich czarną legendę, określając politykę międzywojennych rządów jako „zdradę 
narodową". To samo odnosiło się do rządu polskiego na emigracji.
Rolę klamry, spajającej poszczególne komponenty stalinowskiej wykładni historii Polski w 
jedną całość i nadającej jej koherencję, odgrywał historiozoficzny schemat, określający 
przyczyny powodzenia i niepowodzenia „narodu" w całości dziejów polskich, który implikował 
rozumienie każdego polskiego sukcesu jako rezultatu działań, podjętych w interesie zawsze 
postępowych mas ludowych, zaś każdej klęski - jako konsekwenqi
2ąą
PRL
egoistycznej polityki klas posiadających, pozostającej z tym interesem w diametralnej 
sprzeczności. Schemat ten nie tylko implikował interpretację katastrofy dawnej 
Rzeczypospolitej jako samozawinionego upadku, lecz także narzucał rozumienie w tych 

background image

samych kategoriach także innych klęsk, takich jak niepowodzenie kolejnych powstań z 
warszawskim włącznie, oraz — co w tym przypadku było z pewnością najważniejsze — 
katastrofy Drugiej Rzeczypospolitej. Podobnie jak ideę ziem odzyskanych nowe państwo 
wzięło z myśli narodowo-demokraty-cznej, tak samo polski stalinizm zapożyczył ideę 
samozawinionego upadku z innej obcej marksizmowi tradyq'i, mianowicie z myśli krakowskiej 
szkoły historycznej, przerabiając na modłę klasową i rozciągając na całość dziejów polskich 
Dobrzyńskiego interpretację przyczyny upadku dawnej Rzeczypospolitej.
Wprawdzie stalinowska wykładnia historii Polski nie doczekała się prezentacji w żadnym 
dziele, które mogłoby pretendować do miana naukowej pracy historycznej, została jednak 
klarownie wyłożona w, zatwierdzonej przez Ministerstwo Oświaty jako „materiały pomocnicze 
na rok szkolny ą95ą /ą952", będącej nie tylko szkolnym podręcznikiem do nauczania historii, 
lecz także całościową syntezą historii ojczystej, Historii Polski pióra Gryzeldy Missalowej i 
Janiny Schoenbrenner (ą95ą) (której redaktorem była ¯anna Kormanowa). Najpierw można 
się było z niej dowiedzieć, że wszystkie polskie starania o umocnienie i ocalenie dawnej 
Rzeczypospolitej nie zakończyły się powodzeniem z powodu klasowego egoizmu 
przedstawicieli szlachty i burżuazji, którzy — jak to stwierdzono przy okazji omawiania 
powstania kościuszkowskiego — „bali się rewolucji chłopskiej", a następnie, że podobnie 
przestała istnieć także „imperialistycz-na Rzeczpospolita Polska", a za jej klęskę ponoszą 
winę „klasy rządzące, obszarnicy i burżuazja, zdradzająca co krok interes narodu dla swoich 
egoistycznych interesów klasowych".
Ogólna wymowa stalinowskiej interpretacji dziejów Polski
2ą2
Przezwyciężanie dziedzictwa stalinizmu
była więc zdecydowanie pesymistyczna. Od poglądów głoszonych wcześniej przez 
marksistów różniła się ona — jak trafnie podkreślono—„swoistą realizacją generalnych 
dyrektyw", czyli rozumianego w sposób dogmatyczny historycznego materializmu, a polegało 
to na tym, że
wszystkie zagadnienia zredukowane zostały [...] do ich elementarnej wymowy. [...] W 
rezultacie cała interpretacja naszych dziejów była niezwykle uproszczona i — co ważniejsze 
— dokonywała się bez kontaktu z tradycyjnie narodową problematyką, utrwaloną silnie w 
świadomości społecznej (S. T. Bębenek, ą98ą).
Najdłuższy ze wszystkich, trzeci i ostatni okres dziejów historiografii PRL rozpoczął się w 
ą956 r., kiedy w nowej sytuacji politycznej historycy podjęli otwarty obrachunek ze stalinizacją 
polskiej nauki historycznej. Rozpoczęli go — jeszcze ostrożnie — na Walnym Zgromadzeniu 
Polskiego Towarzystwa Historycznego w ą956 r., potem — już bez osłonek — rozwinęli 
podczas obrad VIII Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Krakowie w ą958 r. 
Zjazdowym wystąpieniem, które odbiło się wówczas szczególnie szerokim echem wśród 
uczestników, był referat Tadeusza Manteuffla który poddał druzgocącej krytyce niedostatki 
historiografii polskiej w minionym dziesięcioleciu, demaskując przy tej okazji praktyki 
falsyfikatorskie, uprawiane na Wydziale Historii Partii przy KC PZPR, kierowanym przez 
działacza partyjnego i oficjalnego historyka polskiego ruchu robotniczego, Tadeusza 
Daniszewskiego (ą904-ą969). Wprawdzie cenzura nie dopuściła do opublikowania tego 
referatu ani w materiałach zjazdowych, ani gdziekolwiek indziej — ukazał się dopiero w 
ogłoszonym w ą976 r. przez Stanisława Trawkow-,   skiego zbiorze rozproszonych pism 
autora — odtąd nie można już było udawać, że nic się nie stało, więc można zapomnieć o 
niemiłym dla władzy incydencie i wrócić do stalinowskiego
2ął
PRL
schematu. Nawiązując do wydarzeń października ą956 r. i przemian, jakie później nastąpiły w
nauce historycznej, w uchwale krakowskiego Zjazdu stwierdzano więc:
w ogniu ostrej krytyki błędnych ujęć, a czasami i zafałszowań naszej przeszłości, dokonywało 
się zrywanie ze schematyzmem i dogmaty-zmem cechującym część prac, zwłaszcza z 
historii najnowszej, podejmowanie badań opartych na zasadach ścisłego stosowania rygorów 
naukowych, łączących się z pełnym wykorzystaniem racjonalnej i twórczej metodologii 
materializmu dziejowego.
Zjazd krakowski zainaugurował w dziejach powojennej historiografii polskiej okres 
przezwyciężania stalinowskiego schematu i trudnych zmagań o jej uwolnienie spod presji 
politycznej, o zobiektywizowanie historycznego sądu i „przywrócenie pamięci" (określenie 
francuskiego historyka Daniela Beauvois, ą99ą), który to okres rozciągnie się aż do przełomu 
lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
Wprawdzie również po przełomie październikowym ą956 r. władza nie zamierzała 
zrezygnować z domagania się od historii legitymowania panującego systemu, jednak poczęła 

background image

sobie coraz lepiej zdawać sprawę z tego, że może ona zostać w tym celu wykorzystana pod 
warunkiem, że stanie się historią bardziej niż dotychczas wiarogodną dla społeczeństwa. 
Wymagało to rozluźnienia krępującego naukę historyczną ideologicznego gorsetu, 
odrzucenia niedawnego schematycznego poglądu na polską przeszłość, dopuszczenia do 
dyskusji nad sprawami, które dotychczas przemilczano bądź dezinterpretowano, co było 
warunkiem wypracowania przez naukę historyczną nowego, bardziej zobiektywizowanego 
poglądu na dzieje Polski. Nie można jednak powiedzieć, by dokonywało się to bez przeszkód.
Odmiennie niż w pozostałych krajach komunistycznych, w Polsce stosunkowo najmniej 
opornie przebiegały zmiany w zakresie teoretyczno-metodologicznych podstaw nauki hi-
2ą4
Przemiany teoretyczno-metodologiczne
storycznej. W latach ą956-ą958 dokonał się w historiografii polskiej zasadniczy zwrot, który 
— jak podniósł Tadeusz £epkow-ski — „określił typ rozwoju teoretycznego i rodzaj 
metodologii badań [...] aż do początku lat osiemdziesiątych". Zjazd krakowski zapoczątkował 
w niej bowiem:
«epokę rewizjonistyczną*, czyli czas dość daleko posuniętego pluralizmu metodo-logicznego, 
z oficjalną dominacją (masowo w środowisku akceptowaną) nie stalinowskiego, lecz 
ułagodzonego, nie propagandowego marksizmu (T. £epkowski, ą987).
Wycofanie się z traktowania teorii jako ideologii w krótkim czasie doprowadziło do załamania 
się monopolu marksizmu jako teoretycznej podstawy historiografii: w praktyce dziejopi-
sarskiej odwoływanie się do niego przestało być obowiązkowe, chociaż jego krytyka nadal 
była źle widziana. Równocześnie rezygnacja z identyfikowania teorii z ideologią ułatwiła 
otwarcie się polskiej nauki historycznej z jednej strony na opozycyjne w stosunku do 
stalinowskiego marksizmu nieortodoksyjne inspiracje teoretyczne o proweniencji 
marksistowskiej, z drugiej zaś na nie mające wiele wspólnego z marksizmem nowe 
koncepcje, rozwijane w nauce zachodniej. Pod tym względem szczególnie doniosłe 
znaczenie miało nawiązanie przez polską naukę historyczną bliskich kontaktów z francuskim 
środowiskiem „Annales". Zainspirowały one wielu historyków polskich do rozszerzenia 
horyzontu zainteresowań na nową problematykę oraz coraz odważniejszego poszukiwania 
nowych kategorii kon-ceptualizacji swych badań. Dla rozwoju teoretyczno-metodolo-gicznej 
refleksji w historiografii polskiej istotne znaczenie miało również jej otwarcie się na nowe idee, 
rozwijane w nauce historycznej innych krajów, zwłaszcza anglosaskich. Wynikiem, a 
zarazem wyrazem tych przemian, były coraz liczniejsze od drugiej połowy lat 
sześćdziesiątych własne, oryginalne prace
2ą5
PRL
historyków polskich, poświęcone metodologii historii, w których inspiracje marksistowskie 
coraz wyraźniej łączyły się z nie-marksistowskimi. Mamy tu na myśli przede wszystkim prace 
metodologiczne Jerzego Topolskiego (ą928-ą999) i Witolda Kuli (ą9ą6-ą988). Jak dowcipnie 
wyraził się (ą987) T. £epkowski, „taki marksizm — niemarksizm był aprobowany jako 
nieszkodliwy" chyba także dlatego, że wyspecjalizowany pojęciowy aparat współczesnej 
metodologii był dla ówczesnych ideologów i polityków po prostu niedostępny. Należy tu 
powiedzieć jeszcze więcej i podkreślić, że w tych okolicznościach nie trzeba było długo 
czekać, kiedy jakże istotna w czasach stalinizmu kwestia oceny, czy dana praca historyczna 
jest marksistowska, czy też nie, przestała mieć jakiekolwiek praktyczne znaczenie. 
Charakteryzując pod koniec istnienia PRL stosunek współczesnej historiografii polskiej do 
marksizmu S. Kieniewicz w pełni zasadnie stwierdził (ą980), że:
rodzą się u nas i koegzystują: monografie i rozprawy otwarcie powołujące się na metodologię 
marksistowską, dzieła, które stosują też metodologię bardziej lub mniej udolnie, bez 
powoływania się na nią — i wreszcie prace beztrosko ignorujące doktrynę marksizmu, nawet 
jeśli otwarcie z nią nie polemizują.
Było charakterystyczną cechą trzeciego okresu dziejów historiografii PRL, że coraz liczniejsi 
historycy — w tym także deklarujący się jako zwolennicy zarówno systemu, jak i marksizmu 
— coraz usilniej domagali się najpierw rozluźnienia krępującego ich pracę ideologiczno-
politycznego gorsetu, a kiedy już wymusili na władzy jakieś ustępstwa, w ogóle jego 
zrzucenia. Można zaryzykować twierdzenie, że powodzenie tych zabiegów zależało z jednej 
strony od tego, czy i o ile naruszały one obowiązującą aktualnie oficjalną wykładnię historii 
Polski, z drugiej zaś od stopnia ideologiczno-politycznej drażliwości zarówno dziedziny 
historii, jak i okresu, których starania te dotyczyły.
2ą6
W poszukiwaniu syntezy
Ze zrozumiałych względów z bodaj największymi oporami ówczesna historiografia musiała 

background image

się borykać na poziomie historycznej syntezy. Właściwie każda podejmowana wówczas 
inicjatywa, zmierzająca do opracowania syntezy historii Polski, musiała nie tylko weryfikować 
obiegowe sądy o procesach i wydarzeniach dziejowych — co nie wszystkim było przecież w 
smak, lecz także odnieść się do ideologicznego dogmatu, który implikował rozumienie 
dziejów Polski jako monolinearnego, bezalternatywnego i koniecznego procesu, którego 
ukoronowaniem miał być panujący aktualnie system. Wychodząca od ą957 r., opracowywana 
pod auspicjami Instytutu Historii PAN pod ogólną redakcją Tadeusza Manteuffla, od tomu 
trzeciego także Stanisława Arnolda, Historia Polski nigdy nie została ukończona (w ą984 r. 
ukazał się jej doprowadzony do ą9ł9 r. tom czwarty). Nie tylko z powodu gigantycznych 
rozmiarów tego dzieła oraz przyjętego w nim sposobu narracji, lecz także ze względu na jego 
koncepcję nie mogło ono zaspokoić społecznego zapotrzebowania na syntezę historii 
ojczystej. Nie chcąc powtarzać wszystkich zarzutów, jakie pod adresem tego dzieła 
skierowano, ograniczymy się tu do podania tylko tych, które stosunkowo niedawno (ą997) 
sformułował Edward A. Mierzwa. Oskarżył on Historię Polski o odpersonifikowanie obrazu 
dziejów polskich, zarzucił jej, że w konsekwencji „zdominowania polskiej ideologii i badań 
historycznych przez to, co wówczas nazywano marksizmem", zapanował w niej ekonomizm; 
obwinił o nadmierną powściągliwość przy omawianiu spornych zagadnień z dziejów 
stosunków polsko-rosyjskich i polsko-radzieckich — „bo ich wówczas eksponować nie było 
można" — wreszcie zaakcentował, że z powodu zdominowania jej narracji przez 
„problematykę gospodarczo-społeczno-ideologiczną, w której eksponowano czynnik walki 
klas nawet tam, gdzie gonie było", zmargina-lizowano w niej wiele dziedzin życia 
społecznego.
Niedostatek pełnej syntezy tylko po części rekompensowały
2ą7
PRL
opracowane przez autorów, reprezentujących już powojenną formację naukową: Jerzego 
Dowiata (ą920-ą982), Andrzeja Wy-czańskiego (ur. ą924), oraz wielokrotnie wspominanego 
tu Tadeusza £epkowskiego (ą927-ą989), ujęte w konwencji nowoczesnej historii społecznej 
syntetyczne opracowania dziejów Polski w średniowieczu (J. Dowiat, Polska — państwem 
średniowiecznej Europy, ą968), w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej (A. Wy-czański, 
Polska Rzeczą Pospolity Szlachecka, ą965) i wreszcie w okresie zaborów (T. £epkowski, 
Polska — narodziny nowoczesnego narodu, ą967). Charakterystyczne, że zapowiedziany 
czwarty tom tej serii, który miał dotyczyć czasów najnowszych, w ogóle się nie ukazał. 
Dopiero od drugiej połowy lat siedemdziesiątych poczęły się ukazywać zwięźlejsze od PAN-
owskiej, znacznie różniące się zresztą między sobą sposobem ujęcia, nowe syntezy historii 
Polski: jednotomowe — poznańska, czyli Dzieje Polski, opracowane pod redakcją Jerzego 
Topolskiego (ą975), i warszawska, mianowicie Zarys historii Polski napisany pod redakcją 
Janusza Tazbira (ą979), oraz trzytomowa (w 4 woluminach) krakowska, czyli Historia Polski 
(ą979), pióra Jerzego Wy-rozumskiego, Józefa Andrzeja Gierowskiego i Józefa Buszki. 
Niezależnie od tego, że wszystkim można zarzucić, że w większej lub mniejszej mierze były 
„obciążone pewnymi dziedzicznymi wadami systemowymi" (E. A. Mierzwa), już sam fakt ich 
ukazania się wskazuje, że jeszcze przed załamaniem się systemu, w naszej historiografii 
począł się już załamywać monopol jednej opcji na syntezę historii Polski. Tylko potwierdza tę 
opinię fakt opublikowania przez katolickie Wydawnictwo „Znak" nie dokończonej — miała być 
ona doprowadzona do ą9ł9 r. — syntezy pióra Władysława Czaplińskiego (ą905-ą98ą) (Zarys 
dziejów Polski do r. ą864, ą985), w której autor położył akcent na dzieje społeczne w 
powiązaniu z gospodarką i kulturą, wyeksponował znaczenie chrześcijaństwa i Kościoła w 
dziejach Polski oraz dowartościował epokę jagiellońską. Już po transformacji ustrojowej
2ą8
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu
ukazały się stanowiące jej kontynuację: poświęcona okresowi ą864-ą9ł9 praca Jana M. 
Małeckiego (ą99ą) oraz obejmująca lata ą9ł9-ą984 rzecz francuskiego autora Henriego 
Rolleta (ą994).
Myślę, że rozwijające się w okresie popaździernikowym społeczne zapotrzebowanie na 
wiarogodną syntezę historii ojczystej, przy narastającej dezaprobacie w stosunku do jej 
propa-gandowo-podręcznikowej, oficjalnej wykładni, w znacznej mierze uwarunkowały 
spektakularny sukces, jaki mimo słów krytyki, kierowanych pod adresem autora przez 
polityków oraz — najczęściej z innych jednak powodów — przez historyków, odniosło w 
latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych programowo niezgodne z nią, znakomite pod 
względem literackim, przepojone głęboką refleksją syntetyczną, nie akademickie 
dziejopisarstwo Pawła Jasienicy (Leona Lecha Beynara (ą909-ą970) (Polska Piastów, ą960; 
Polska Jagiellonów, ą96ł; Rzeczpospolita Obojga Narodów. Srebrny wiek, ą967; 

background image

Rzeczpospolita Obojga Narodów. Ca-lamitatis Regnum, ą967; Rzeczpospolita Obojga 
Narodów. Dzieje agonii, ą972).
Do końca istnienia PRL funkcjonował też specyficzny mechanizm nadzoru, polegający na 
tym, że im historyczne syntezy były ogólniejsze, tym mocniej zaciskał się wokół niej 
ideologicz-no-polityczny gorset, który stopniowo się rozluźniał, im niższy stawał się poziom 
ich ogólności. W konsekwencji mniejsze, niż syntezy ogarniające całokształt historii Polski, 
pozanaukowe opory budziły prace syntetyczne, poświęcone zarówno jej poszczególnym 
okresom — na ogół jednak nie szczególnie kontrowersyjnemu najnowszemu — jak i 
dziedzinom. Co się tyczy tych ostatnich, sądzę, że szczególnie wartościowy dorobek 
syntetyczny uzyskała historiografia PRL w zakresie historii gospodarczej Polski (W. Kula, 
ą947; B. Zientara i in., ą965; J. Kostro-wicki, Z. Landau, J. Tomaszewski, ą966; Z. Landau, J. 
Tomaszew-ski, ą960,ą97ą), w dziedzinie historii państwa i prawa — mam tu przede 
wszystkim na myśli wydaną w latach ą964-ą966 dwu-
2ą9
PRL
tomową syntezę historii państwa i prawa Polski, opracowaną pod ogólną redakcją Juliusza 
Bardacha (ur. ą9ą4), oraz opublikowane w latach ą962-ą968 analogiczne, również 
dwutomowe, poświęcone czasom międzywojennym dzieło, przygotowane pod redakcją 
Franciszka Ryszki (ą962-ą968), oraz w zakresie historii nauki — by wspomnieć tu tylko o 
wydawanej od ą970 r. wielotomowej Historii nauki polskiej, przygotowanej pod redakcją 
Bogdana Suchodolskiego (ą90ł-ą992).
Jak już powiedziano, skuteczność starań, zmierzających do rozluźnienia, a następnie 
zrzucenia krępującego pracę historyczną ideologiczno-politycznego gorsetu, zależała także 
od stopnia drażliwości dziedziny historii, których te starania dotyczyły. Nieznany w innych 
krajach komunistycznych pluralizm naszej ówczesnej historiografii wyraził się zarówno w 
pracach z zakresu metodologii historii — oprócz wymienionych już dzieł Topolskiego i Kuli 
należy tu także wymienić, bardzo różne zresztą od siebie, prace Wandy Moszczeńskiej, 
Stanisława Piekar-czyka (ą924-ą99ł) i Celiny Bobińskiej (ą9ął-ą997) —jak i w rozwoju 
uprawianych teraz na coraz szerszą skalę badań nad historią historiografii, 
reprezentowanych przez twórczość ich niestrudzonego orędownika, wspomnianego już przez 
nas Mariana H. Serejskiego, a także prace Henryka Barycza, Jana Adamusa, z młodszych 
między innymi Krystynę śreniowską (ur. ą9ą7), Jerzego Serczyka (ur. ą92ą), Lecha 
Mokrzeckiego (ur. ą9ł5), Jerzego Maternickiego (ur. ą9ł6), Andrzeja F. Grabskiego (ur. ą9ł4), 
zaś z najmłodszych Andrzeja Wierzbickiego (ur. ą942).
Ów pluralizm — przy wyraźnej dominacji postrzegania dziejów w, nie tylko zresztą 
marksistowskich, kategoriach nomolo-gicznych — umożliwił też włączenie się polskiej 
historiografii społeczno-gospodarczej do nauki światowej, w której z czasem zdobyła ona 
znaczące miejsce. Dla jej rozwoju istotne znaczenie miało zapoczątkowanie jeszcze w latach 
pięćdziesiątych badań nad dziejami kultury materialnej, które później rozwinęły się
220
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu
w stanowiącą niejako jej naturalne zaplecze, cieszącą się międzynarodowym uznaniem, 
wyspecjalizowaną gałąź polskiej nauki historycznej. Rozwój historiografii społeczno-
gospodarczej polegał w czasach PRL z jednej strony na stopniowym rozszerzaniu horyzontu 
jej zainteresowań, z drugiej zaś na coraz to dalszym odchodzeniu od opisowości i stopniowej 
— w nawiązaniu do teorii ekonomii — modernizacji jej aparatury pojęciowej. Jeśli chodzi o 
uprawianą problematykę, to najpierw zajmowano się u nas głównie badaniami nad agrarną 
historią Polski od czasów najdawniejszych po wiek XIX, oraz nad zagadnieniami dziejów 
produkcji, w odniesieriu do epok dawniejszych rzemieślniczej, od początków czasów 
nowożytnych najpierw manufakturowej, potem przemysłowej. Zaniedbywano natomiast, 
mające świetną, jeszcze przedwojenną tradycję, badania nad dziejami handlu, którymi na 
szerszą skalę poczęto się zajmować dopiero od lat sześćdziesiątych. Od tego też czasu 
polska powojenna historiografia społeczno-gospodarcza mogła — choć nie bez oporów 
natury pozanaukowej — stopniowo rozszerzać zakres swoich zainteresowań na okres 
międzywojenny oraz czasy wojny i okupacji (Zbigniew Landau (ur. ą9łą), Jerzy Toma-szewski 
(ur. ą9ł0)).
Co się natomiast tyczy modernizacji jej kategorii badawczych, to przyczynił się do niej przede 
wszystkim wspomniany już przez nas W. Kula, który nie oglądając się na marksistowską 
ortodoksję nawiązał do idei francuskiego kierunku „Annales" i najpierw pokusił się o 
usystematyzowanie jej instrumentarium badawczego (Problemy i metody historii 
gospodarczej, ą96ł), a następnie (Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego. Próba modelu, 
ą962) postulował zastosowanie w badaniach historyczno-gospodar-czych metody analizy 

background image

modelowej. Zwłaszcza drugie z wymienionych dzieł, rychło przetłumaczone na główne, poza 
rosyjskim, języki europejskie, sprowokowało zarówno w nauce polskiej, jak i w światowej 
żywą dyskusję nad korzyściami, wyni-
22ą
PRL
kającymi z jej stosowania w praktyce badawczej historyków. Niemal w tym samym czasie 
(ą96ł) ekonomista Stefan Kurowski podjął jeszcze inną inicjatywę, mającą na celu 
modernizację kategorii badawczych historii gospodarczej. Postulując przeniesienie na obszar 
nauki polskiej wzoru uprawianych z powodzeniem w ówczesnej nauce światowej badań nad 
długookresowymi cyklami ekonomicznymi, uczony ten zaproponował — co w warunkach 
polskich stanowiło istotne metodologiczne novum — przyjęcie za wskaźnik rozwoju 
gospodarczego społeczeństwa kapitalistycznego cykli sekularnych produkcji żelaza i stali.
Pożytkując te i inne jeszcze inspiracje modernizacyjne, polska historiografia społeczno-
gospodarcza — jak o tym świadczą dzieła jej czołowych przedstawicieli: oprócz W. Kuli i J. 
Topol-skiego, także wspomnianej już N. Gąsiorowskiej-Grabowskiej, Stanisława 
Hoszowskiego, Witolda Jakóbczyka (ą909-ą986), Władysława Rusińskiego (ą9ąą-ą986), 
Gryzeldy Missalowej (ą90ą--ą978), Bohdana Baranowskiego (ą9ą5-ą99ł), Czesława £uczaka 
(ur. ą924), A. Wyczańskiego, Antoniego Mączaka (ur. ą928), Marii Boguckiej (ur. ą929) i in. 
— od lat sześćdziesiątych poczęła się stawać w coraz większej mierze integralną historią 
społeczną. Konsekwencją, a zarazem świadectwem tej jej mutacji, było podjęcie przez 
naszych historyków kompleksowych — przy wykorzystaniu metod socjologicznych i 
statystycznych — badań nad stratyfikacją społeczną i strukturami społecznymi: chłopstwem 
(Juliusz £ukasiewicz (ur. ą92ł)), klasą robotniczą (Stanisław Kalabiń-ski (ą92ł-ą980), Feliks 
Tych (ur. ą929), Marian M. Drozdowski (ur. ą9ł2)), burżuazją (Ryszard Kołodziejczyk), 
ziemiaństwem (Janina Leskiewiczowa (ur. ą9ą7), Irena Rychlikowa, Jerzy Jed-licki (ur. ą9ł0)), 
inteligencją (Janina Leskiewiczowa, Janusz Zarnowski, Ryszarda Czepulis-Rastenis (ą928-
ą994)), czy wreszcie ludnością żydowską (Artur Eisenbach (ą906-ą992)). Co najmniej od lat 
siedemdziesiątych, uprawiane we wszystkich głównych
222
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu
ośrodkach naukowych kraju, prace nad strukturami społeczeństwa polskiego od 
średniowiecza po czasy nowożytne i najnowsze złożyły się na jeden z głównych kierunków 
badawczych współczesnej historiografii polskiej.
Nie ulega wątpliwości, że szczególnie preferowana przez system była historia ruchów 
społecznych oraz programowanej przez nie myśli społeczno-politycznej, w szczególności 
tych ruchów, z których wywodził się panujący w kraju system. Odnosiło się to zwłaszcza do 
historii stanowiącego jego genealogię ruchu robotniczego. Z początku traktowano ją w 
sposób czysto propagandowy, co — jak pamiętamy — spotkało się z ostrą krytyką na 
zjeździe krakowskim w ą958 r. Zgodnie z rygorami nauki poczęto się tą historią zajmować 
dopiero od przełomu lat pięćdziesiątych na sześćdziesiąte, kiedy złamano monopol 
partyjnych struktur nauki historycznej na prowadzenie badań nad dziejami ruchu 
robotniczego i dopuszczono do nich profesjonalnie wykształconych historyków, takich jak 
Stanisław Kala-biński, Paweł Korzec, Feliks Tych, Marian ¯ychowski (ą922--ą972), Józef 
Buszko (ur. ą925), Jan Tomicki (ą9ł2-ą988), Jan Sob-czak (ur. ą9ł2), Anna Zarnowska (ur. 
ą9ł5), Janusz Zarnowski (ur. ą9ł2), Marian M. Drozdowski, Artur Leinwand (ą92ł-ą995), Jan 
Kancewicz i wielu innych. Również jednak i wtedy nie były one wolne od pozanaukowych 
ograniczeń i ideologiczno-poli-tycznego zmitologizowania, skoro preferowały „słuszny" z 
politycznego punktu widzenia radykalny i komunistyczny nurt tego ruchu, a deprecjonowały 
— choć z biegiem czasu w coraz mniejszej mierze — socjalistyczny. Jest swoistym 
paradoksem, że najpełniejszym opracowaniem dziejów polskiego socjalizmu, szkoda tylko, 
że ograniczonym do jego początków, jest wydany w dwóch tomach w latach ą966-ą972 w 
Londynie Zarys dziejów socjalizmu polskiego pióra Lidii i Adama Ciołkoszów! Tak jak historia 
ruchu robotniczego była i pozostała w warunkach PRL „partyjną" historiografią PZPR, 
podobnie uprawiana od lat
22ł
PRL
sześćdziesiątych we wszystkich głównych ośrodkach nauki historycznej w kraju historia 
ruchu ludowego (Krzysztof Dunin--Wąsowicz (ur. ą92ł), Helena Brodowska (ur. ą9ą4), Jan 
Molen-da, Jan Borkowski, Witold Stankiewicz, Józef Ryszard Szaflik (ur. ą9ł0), Andrzej 
Zakrzewski ą94ą-2000) stanowiła w mniejszej lub większej mierze partyjną historiografię 
ZSL. Zainteresowanie historiografii PRL problematyką historii ruchów społecznych objęło 
także dzieje innych niż wymienione ruchów, w szczególności narodowo-demokratycznego 

background image

(Roman Wapiński (ur. ą9łą), Jerzy J. Terej (ą9ł4-ą979), Marian Orzechowski (ur. ą9łą), Jerzy 
Marczewski(ą928-ą989)).
Od lat sześćdziesiątych paralelnie z badaniami nad historią społeczno-gospodarczą i historią 
ruchów społecznych rozwinęły się w naszej historiografii mające u nas bogatą tradycję, 
uprawiane teraz coraz częściej w socjologicznej perspektywie, prace z zakresu szeroko 
rozumianej historii kultury, na której polu oprócz badaczy reprezentujących jeszcze 
przedwojenną formację naukową (H. Barycz) zaznaczyli się także historycy, ukształtowani już 
w czasach powojennych, by wskazać tu na bogatą twórczość znakomitego badacza kultury 
staropolskiej Janusza Tazbira (ur. ą927), na prace Bronisława Geremka (ur. ą9ł2) i jego 
współpracowników o kulturze polskiej wieków średnich, zaś spośród historyków czasów 
najnowszych na studia Czesława Madajczyka (ur. ą92ą) nad stosunkiem systemów 
totalitarnych do kultury i jej przedstawicieli. Na szczególną uwagę zasługuje też dorobek 
ukształtowanej w tym samym czasie, nazwanej tak już w naukowej literaturze, polskiej szkoły 
historii idei, reprezentowanej przez coraz bardziej dystansujących się od oficjalnego 
marksizmu historyków filozofii i myśli społecznej: Leszka Kołakowskiego, Andrzeja 
Walickiego, Bronisława Baczkę, Jerzego Szackiego (ur. ą929) i innych, którzy w swych 
badaniach łączyli mistrzostwo heurystyczne z szerokością socjologicznej interpretacji 
rozpatrywanych przez siebie poglądów.
224
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu
Zostało już także powiedziane, że powodzenie starań o wyzwolenie badań historycznych 
spod pozanaukowej presji zależało także od tego, jakiego dotyczyły okresu dziejów. 
Najogólniej można powiedzieć, że stało się regułą, że im dalej wstecz, tym krępujący naszą 
historiografię gorset stawał się luźniejszy, i przeciwnie: zacieśniał się w miarę przybliżania się 
jej do czasów współczesnych. Od drugiej połowy lat pięćdziesiątych i początku 
sześćdziesiątych powoli, choć nie bez przeszkód, proces uwalniania się badań nad 
dawniejszymi epokami naszych dziejów od politycznej kontroli pogłębił się do tego stopnia, że 
u progu zamykającej dzieje PRL transformacji ustrojowej (ą980) czołowy naówczas autorytet 
naukowy Stefan Kieniewicz (ą907--ą992) mógł z pełnym uzasadnieniem skonstatować, że 
dorobek naszej historiografii w badaniach nad dziejami Polski dawniejszych stuleci jest w 
zasadzie „zadowalający". Nie było też sprawą przypadku, że ówczesna historiografia polska 
mogła się pochwalić znakomitymi osiągnięciami w badaniach nad średniowiecznymi dziejami 
Polski. Złożył się na nie wspólny dorobek dawnych mistrzów — by wymienić tu tylko 
Kazimierza Tymie-nieckiego (ą887-ą968), Romana Gródeckiego, Jana Dąbrowskiego (ą890-
ą965), Stanisława Zajączkowskiego, Bronisława Wło-darskiego, Henryka £owmiańskiego 
(ą898-ą984), Ewę (ą900--ą972) i Karola Maleczyńskich, Tadeusza Manteuffla, Karola 
Górskiego, Stefana M. Kuczyńskiego oraz ich licznych następców z Aleksandrem 
Gieysztorem (ą9ą6-ą999), Gerardem La-budą (ur. ą9ą6), Marianem Biskupem (ur. ą922) i 
Jerzym Wyro-zumskim (ur. ą9ł0) na czele. Znaczące osiągnięcia zapisali na swoim autorskim 
koncie także badacze XVI-XVH w., oprócz znanych nam już H. Barycza i J. Tazbira tacy 
uczeni, jak spośród starszych  Kazimierz  Lepszy   (ą904-ą964),   wspomniany  już W. 
Czapliński, Stanisław Herbst (ą907-ą97ł), Adam Przyboś (ą906-ą990), zaś z młodszych 
wspomniany już J. A. Gierowski (ur. ą922), Zbigniew Wójcik (ur. ą922), Adam Kersten (ą9ł0-
225
PRL
-ą98ł), Stanisław Grzybowski (ur. ą9łł) i Jarema Maciszewski (ur. ą9ł0) i in. Rzadko kto 
interesował się wówczas czasami saskimi, natomiast włączonym do kanonu tradycji systemu 
wiekiem Oświecenia zajęło się bardzo wielu uczonych, by wymienić tylko najznamienitszych: 
Bogusława Leśnodorskiego (ą9ą4--ą985), Jana Lubicz-Pachońskiego (ą907-ą985), 
Emanuela Ro-stworowskiego (ą92ł-ą989), Andrzeja Zahorskiego (ą92ł-ą992), Jerzego £ojka 
(ą9ł2-ą986) i Jerzego Michalskiego (ur. ą924). Mimo silniejszej niż w odniesieniu do czasów 
wcześniejszych presji ideologiczno-politycznej, wcale nieźle prezentowały się także badania 
nad wiekiem XIX, co również było zasługą zarówno starych mistrzów — by oprócz 
wielokrotnie powoływanego tu S. Kieniewicza wymienić także znanego nam już H. Wereszyc-
kiego, Andrzeja Wojtkowskiego (ą89ą-ą975), Mariana Tyrowicza (ą90ą-ą989), Józefa 
Dutkiewicza (ą90ł-ą968), Janusza Pajewskie-go (ur. ą907), Tadeusza Mencla (ą9ą2-ą987) — 
jak i historyków ukształtowanych już po wojnie, wymienić tu trzeba przedwcześnie zmarłych 
T. Lepkowskiego i Jerzego Skowronka (ą9ł7--ą996), a także Alinę Barszczewską-Krupę, 
Sławomira Kalembkę (ur. ą9ł6), Lecha Trzeciakowskiego (ur. ą9łą), Wiesława ślad-
kowskiego, Bogusława Cyglera, Władysława Zajewskiego i Jerzego Zdradę.
Zdecydowanie największe opory napotykało dążenie do uwolnienia spod presji systemu, nie 
bez racji uważanych za szczególnie drażliwe pod względem ideologiczno-politycznym, badań 

background image

nad najnowszymi dziejami Polski. Wielokrotnie powoływany przez nas S. Kieniewicz trafnie 
podkreślił, że „gdy wchodzą w grę badania i publikacje" z ich zakresu, z przeszkodami 
spotykały się w szczególności trzy rodzaje problematyki, mianowicie: po pierwsze „historia 
antecedensów obozu dziś rządzącego", po drugie polityczna, częściowo także i gospodarcza 
historia PRL, oraz — po trzecie — historia stosunków między
226
Selektywne uwalnianie się z politycznego gorsetu
Polską a ZSRR, „a niekiedy też, sięgając wstecz, polsko-rosyj-
skich".
Co się tyczy pierwszego spośród nich, to ograniczenia dotyczyły nie tylko badań nad genezą 
panującego systemu, lecz także jego ideologicznych korzeni. Jak zwróciliśmy już na to 
uwagę, silnemu zmitologizowaniu była bowiem poddana historia polskiego ruchu 
robotniczego, i próby krytycznego zweryfikowania jej oficjalnej partyjnej wykładni spotykały 
się ze szczególnie stanowczym oporem. W okresie popaździernikowym następowała jednak 
stopniowa poprawa dotycząca badań nad dwudziestoleciem międzywojennym; stało się ono 
wówczas nie tylko przedmiotem gorących sporów, w których ścierały się ze sobą różne 
stanowiska polityczne, lecz także coraz częściej poważnych, zobiektywizowanych badań 
historycznych (Tadeusz Jędruszczak (ą924-ą99ł), Henryk Zieliński (ą920-ą98ą), Antoni 
Czubiński (ur. ą928), Andrzej Garlicki (ur. ą9ł5), Jerzy Janusz Terej (ą9ł4-ą979), Piotr 
£ossowski (ur. ą925), J. Buszko, R. Wa-piński, Jerzy Holzer, Andrzej Ajnenkiel, J. ¯arnowski, 
M. M. Droz-dowski). W mniejszej mierze odnosiło się to do prac nad dziejami wojny i okupacji 
(Jerzy Kirchmayer (ą895-ą959), Cz. Madajczyk, Cz. £uczak, Eugeniusz Duraczyński (ur. 
ą9łą) i in.), które napotykały trudności nie do pokonania, kiedy dotykały delikatnych pod 
względem politycznym zagadnień, zwłaszcza oceny polityki ZSRR. Dopiero od przełomu lat 
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych mogły się zacząć ukazywać prace otwarcie destruujące 
dotychczasową oficjalną wykładnię dziejów Polski tych czasów, ukazujące w nowym świetle 
zarówno polski czyn zbrojny podczas II wojny światowej, jak i dzieje polskiego państwa 
podziemnego. Mam tu w szczególności na myśli dzieła Tomasza Strzembosza (Oddziały 
szturmowe konspiracyjnej Warszawy, ą9ł9-ą944, ą979, II wyd. ą98ł), Piotra Stachiewicza 
(Pa-rasol, ą98ą), Cezarego Chlebowskiego (Wachlarz, ą98ł), Jędrzeja
227
PRL
Tucholskiego (Cichociemni, ą984), Romana Korab-¯ebryka (Operacja wileńska AK, ą985) 
oraz Grzegorza Mazura (Biuro Informacji i Propagandy. Służba Zwycięstwu Polski - ZWZ - 
AK, ą9ł9-ą945, ą987). Fakt ukazania się ich w obiegu oficjalnym w niczym nie podważa 
jednak poglądu, wyrażonego w ą987 r. przez czołowego badacza tej epoki, że również w 
okresie popaździerni-kowym II wojna światowa nadal stanowiła u nas „w pewnym stopniu, 
wyraźnie malejącym, [...] rodzaj historia sacra, ze względu na tragiczne doświadczenia 
Polaków i ideologiczne korzenie dnia dzisiejszego" (Cz. Madajczyk, ą987). Natomiast 
zdecydowanie najgorzej było w zakresie badań nad czasami powojennymi, albowiem przez 
cały czas PRL „obowiązywało traktowanie dziejów Polski Ludowej jako stale wznoszącej się 
linii, z której eliminowano wszystkie kryzysy i regresy" (J. Topolski, ą987). Wreszcie 
polityczna optyka, wynikająca ze „statusu zależności Polski" (T. £epkowski, ą987), 
obowiązywała w całej rozciągłości w ocenie dziejów stosunków polsko-radzieckich w ogóle, 
zaś objętej aż do lat osiemdziesiątych bezwzględnym tabu kwestii katyńskiej w 
szczególności, dziejów polskiej obecności na Wschodzie, a często także w ogóle dziejów 
stosunków z Rosją.
Krytykując trudności, jakie władze stawiały historykom, którzy starali się zajmować tymi 
drażliwymi z politycznego punktu widzenia sprawami, S. Kieniewicz perswadował (ą980), że 
przed ich podejmowaniem nie powinna była ich powstrzymywać ani „niemożliwość 
udostępnienia najważniejszych źródeł", ani nawet obawa przed przyniesieniem uszczerbku 
„polskiej racji stanu" i konkludował:
zgoda i na to, że z racją stanu powinniśmy się liczyć, wszakże wydaje mi się (a jest to chyba 
nie tylko mój sąd osobisty), że owa racja stanu bywa pojmowana nadmiernie rozciągli wie; że 
zbyt liczne i zbyt daleko idące prohibita szkodzą nie tylko nauce historycznej, ale i dobremu 
imieniu naszego kraju, i nawet jego spokojowi wewnętrznemu.
228
Enklawy względnej wolności
Znakomity historyk uczynił tu czytelną aluzję do nasilającego się od dłuższego już czasu w 
Polsce fundamentalnego konfliktu między oficjalną, propagandową wykładnią jej historii — 
zwłaszcza najnowszej — a historyczną świadomością społeczeństwa. Zaakcentował, że 
polityczne skrępowanie historiografii dziejów najnowszych „rzuca cień na całą naszą 

background image

twórczość naukową" i przestrzegał, że gdy odnoszące się do tej epoki treści, 
upowszechniane przez prasę i telewizję (dodajmy także: przez szkolne podręczniki historii), 
rzadko kiedy „pasują do własnego zdania (mniejsza o to, czy zawsze ścisłego i słusznego)" 
odbiorców, wtedy: sprzeciw wobec głoszonej wykładni historii najnowszej bardzo łatwo 
rozciąga się na całość twórczości historycznej. Sądzę, że wyżej przedstawiona — siłą rzeczy 
bardzo skrótowa — charakterystyka historiografii PRL w wystarczająco dobitny sposób 
ukazała, że koncentrując swoją uwagę na rozumianej coraz szerzej problematyce dziejów 
polskich i odnosząc się do spraw obcych głównie z punktu widzenia ich związków z polskimi, 
była ona w gruncie rzeczy dziejopisarstwem polo-nocentrycznym. Nie oznacza to jednak, by 
nie interesowała się historią powszechną. Nie mogąc omawiać na tym miejscu jej dorobku w 
tej dziedzinie, pozwalam sobie jedynie zauważyć, że systematycznie wzbogacał się on w 
miarę otwierania się panującego w Polsce systemu na kontakty z Zachodem oraz, że w 
odróżnieniu od tej, którą uprawiano w innych krajach komunistycznych, nasza historiografia 
dziejów powszechnych nie była kalką sowieckiej i zarówno w odniesieniu do syntez, jak i 
opracowań monograficznych utrzymywała przynajmniej dobry, a niekiedy nawet znakomity 
poziom europejski.
Na zakończenie trzeba uczynić jeszcze jedną uwagę. Wprawdzie historiografia PRL była i 
pozostała do końca systemu historią pod — wprawdzie coraz bardziej malejącym, ale 
przecież
229
PHL
nigdy nie zniesionym — nadzorem, nie wolno zapominać, że od dziejopisarstwa innych 
krajów komunistycznych odróżniało ją funkcjonowanie pewnych enklaw, w których nadzór 
systemu nie sięgał samych badań historycznych i faktycznie sprowadzał się tylko do zgody 
cenzury na ogłaszanie ich rezultatów. Mam tu oczywiście na myśli dziejopisarstwo kręgów 
intelektualnych, związanych z Kościołem katolickim, przede wszystkim twórczość 
historiograficzną środowiska Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które oprócz historyków 
Kościoła liczyło i liczy w swoim gronie także uczonych, zajmujących się problematyką nie 
kościelną zarówno z zakresu historii Polski, jak i powszechnej, by wymienić tu spośród 
zmarłych Aleksandra Kossowskie-go (ą886-ą965), wspomnianego już ks. M. ¯ywczyńskiego, 
bp. Mariana Rechowicza (ą9ą0-ą98ł), zaś spośród uczonych wciąż aktywnych na polu 
naukowym zwłaszcza Jerzego Kłoczowskie-go, ks. Zygmunta Zielińskiego, ks. Bolesława 
Kumora, Ryszarda Bendera. Należałoby tu także wspomnieć o uczonych, związanych z 
Akademią Teologii Katolickiej, takich jak zwłaszcza bp Wincenty Urban (ą9ąą-ą98ł), zaś 
spośród innych — historyków z kręgu wydawanego przez ks. Alfonsa Schletza (ą9ąą--ą98ą) 
historyczno-kościelnego periodyku „Nasza Przeszłość". W ą992 r. śledzący z uwagą 
przemiany nauki historycznej w Polsce profesor Uniwersytetu Yale, Piotr S. Wandycz, napisał 
o historiografii PRL:
polska historiografia przez ostatnie 45 lat funkcjonowała w cieniu na wpół totalitarnego 
reżimu. Jak na takie warunki dokonano wiele, choć często za cenę kompromisów lub 
polityczno-ideowych koncesji. Historycy i instytucje ich zatrudniające, wraz z całym 
społeczeństwem, stoją obecnie przed wielkim wyzwaniem. Dwusetletnie zasługi historiografii, 
nawet jeśli znane jedynie specjalistom, pozwalają na ostrożny optymizm. Jedno jest pewne: 
nauka historyczna, o której tu była mowa, wróciła razem z Polską do Europy. W swej istocie 
nigdy jej zresztą nie opuściła.
2ł0
Rozdział XV
Kilka słów o historiografii emigracyjnej
Podział historiografii pc^kiej na krajową i emigracyjną, jaki nastąpił po II wojnie światowej/ był 
konsekwencją sytuacji, w jakiej znaleźli się Polacy podczas wojny oraz po jej zakończeniu. 
Wprawdzie pierwsze struktury polskiego szkolnictwa wyższego i nauki na wycho^stwie _ 
obejmujące także naukę historii — poczęły powstaw-^ bezpośrednio po klęsce wrześniowej, 
jak o tym świadczy krótkotrwała, od grudnia ą9ł9 r. do czerwca roku następnego, działalność 
Polskiego Uniwersytetu w Paryżu — którego rektorem został jeden z najznakomitszych 
ówczesnych historyków polskich, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Oskar Halecki 
(ą89i_i97ł) _ zaś rozmaite inicjatywy ich tworzenia, z różnym pc)wodzeniem, podejmowano 
także w wielu skupiskach polskiego wychodźstwa podczas wojny; ukształtowały się one na 
dobre dopiero po jej zakończeniu, kiedy okazało się, jak wielu polskich wychodźców wolało 
wybrać niepewny los emigrantów n«j Zachodzie, niż wrócić do pozostającego pod sowiecką 
kuratelą kraju.
Najsilniejsze polskie środowis^ historyczne na wychodźstwie ukształtowało się w kraju, w 
którym znalazło się najwięcej

background image

2łą
Emigracja
polskich ludzi pióra, mianowicie w Wielkiej Brytanii. Jako pierwsza polska wyższa uczelnia w 
Londynie, na której uprawiano również historię, powstała Szkoła Nauk Politycznych i 
Społecznych (SNPS). Wykładano w niej między innymi historię Polski i historię powszechną. 
Największy jej rozkwit przypadł na lata ą947-ą967; w połowie lat osiemdziesiątych jeszcze 
istniała, ale nie przejawiała już żadnej działalności. Bardziej niż ona do rozwoju emigracyjnej 
historiografii przyczynił się Polski Uniwersytet na Obczyźnie (PUNO), który rozpoczął pracę w 
Londynie w ą949 r. Pierwszym jego rektorem był zajmujący się także historią prawnik i 
ekonomista, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego, Tadeusz Brzeski (ą884-ą958). Wydział 
Humanistyczny tej uczelni liczył w swoim składzie tak znakomitych uczonych, jak dawny 
profesor Uniwersytetu Stefana Batorego, wybitny badacz dziejów gospodarczych XVIII w. 
(Antoni Tyzenhauz, podskarbi nadworny litewski, 2 tomy, ą970-ą97ą), Stanisław Kościał-
kowski (ą88ą-ą960), historyk dziejów nowożytnych i najnowszych, najwybitniejszy w 
ówczesnej polskiej nauce historycznej historyk wojen i wojskowości, minister obrony 
narodowej w rządzie RP (ą942-ą949), gen. Marian Kukieł, przedwojenny profesor 
Uniwersytetu Warszawskiego, badacz dziejów Europy Wschodniej, Henryk Paszkiewicz, 
dawny docent Uniwersytetu Poznańskiego, mediewista Leon Koczy, wreszcie przedwojenny 
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, archeolog Tadeusz Su-limirski (ą898-ą98ł). Polski 
Uniwersytet na Obczyźnie działał do ą989 r.
Z pewnością w nie mniejszej, niż szkół wyższych, jeśli nawet nie większej mierze, do rozwoju 
naszej emigracyjnej historiografii przyczyniła się działalność polskich organizacji i towarzystw 
naukowych. Mamy tu na myśli nie tylko i nie tyle powołane do życia w ą950 r. w Londynie na 
wzór PAU Polskie Towarzystwo Naukowe na Obczyźnie, w ramach którego utworzono 
Wydział Historyczno-Filozoficzny (przemianowany później
2ł2
Polskie emigracyjne środowiska historyczne
na Humanistyczny), lecz przede wszystkim utworzony w ą945 r. w Londynie Instytut 
Historyczny im. Generała Sikorskiego. Chociaż początkowo miał on odgrywać rolę muzeum 
Wojska Polskiego i archiwum Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, z upływem czasu 
rozszerzył zakres swoich zainteresowań. Jego archiwum stało się „jednym z 
najpoważniejszych centrów dokumentacyjnych najnowszych dziejów Polski na obczyźnie" (R. 
Ha-bielski), a jednocześnie wyspecjalizowanym wydawcą odnoszących się do nich zbiorów 
źródeł oraz periodyków historycznych. Od połączenia w ą964 r. z funkcjonującym od ą940 r. 
Polskim Ośrodkiem Naukowym działa on pod nazwą Instytutu Polskiego i Muzeum gen. 
Sikorskiego. W ą988 r, w jego skład, zachowując jednak swoją odrębność, weszło utworzone 
w ą947 r. przez reprezentantów środowiska Armii Krajowej, ogromnie zasłużone w pracy nad 
dokumentowariem dziejów podziemnego państwa polskiego, Studium Polski Podziemnej.
Polskie emigracyjne organizacje i towarzystwa naukowe działały w czasach powojennych nie 
tylko w Wielkiej Brytanii. Analogiczny do Instytutu im. gen. Sikorskiego profil zainteresowań, 
chociaż inne od niego — bo wyraźnie piłsudczykowskie — oblicze ideowe, przybrał 
nawiązujący do tradycji przedwojennego Instytutu Badania Najnowszej Historii Polski 
(któremu w ą9ł6 r. nadano imię pierwszego marszałka Polski), utworzony jeszcze w ą94ł r. w 
Nowym Jorku, hstytut Józefa Piłsudskiego. Również i on publikował ważne prace, dotyczące 
najnowszych dziejów Polski (m.in. wydał opracowaną przez swojego pierwszego dyrektora 
Wacława Jędrzejewicza (ą89ł-ą99ł) Kronikę życia Józefa Piłsudskiego (ą977)). Na wzór 
placówki nowojorskiej mieszkający w Wielkiej Brytanii piłsudczycy utworzyli w ą947 r. Instytut 
Józefa Piłsudskiego w Londynie. Dopiero w ą979 r. powołano tam także do życia Instytut 
Romana Dmowskiego, który postawił sobie za cel utrwalanie pamięci o jego dokonaniach i 
propagowanie jego idei.
2łł
Emigracja
i Wprawdzie historia nie była priorytetem w programie założonego w ą942 r. w Nowym Jorku 
jako oddział PAU Polskiego Instytutu Naukowego, faktycznie — między innymi dlatego, że 
prezesami jego Rady byli kolejno dwaj wybitni historycy: Jan Kucharzewski (ą876-ą952) i 
znany nam już O. Halecki — odgrywała ona i odgrywa nadal poczesną rolę w jego 
działalności. Wiele uwagi — nie tylko zresztą najnowszej — poświęca jej też wydawany od 
ą956 r. przez Instytut kwartalnik „The Polish Review". Tradycyjnie ośrodkiem polskiej pracy 
historycznej były odnowione po II wojnie światowej Towarzystwo Historycz-no-Literackie w 
Paryżu oraz — po uniezależnieniu się jej, po likwidacji PAU, od instytucji krajowych — ściśle 
związana z nią Biblioteka Polska w Paryżu, kierowana przez historyków: przedwojennego 
delegata rządu RP i PAU przy tej placówce, Franciszka Pułaskiego (ą875-ą956), a po jego 

background image

śmierci jej przedwojennego kustosza Czesława Chowańca (ą899-ą968). O ile wymienione 
Instytuty, które obrały sobie za patronów Piłsudskiego czy Dmowskiego, zajęły się 
najnowszymi dziejami Polski, o tyle utworzony w ą945 r. w Rzymie przez ks. Waleriana 
Meyszto-wicza i przedwojennego docenta historii sztuki Uniwersytetu Lwowskiego, Karolinę 
Lanckorońską (ur. ą898), Polski Instytut Historyczny postawił sobie za cel szersze zadanie 
„prowadzenia badań nad historią i historią kultury Polski pojmowanej jako przedmurze 
chrześcijaństwa". Jego wieloletnia działalność zaowocowała między innymi publikowaniem w 
latach ą954-ą985 periodyku historycznego „Antemurale", oraz wydawnictwem źródeł do 
dziejów Polski, zebranych ze zbiorów zagranicznych, pt. Elementu ad Fontium Editiones (w 
latach ą960-ą992 ukazało się 76 tomów). Należy też wspomnieć, że sama Lanckorońską 
ogłosiła poważną rozprawę o przenikaniu obrządku cyrylo-me-todiańskiego do Polski 
(Studies on the Roman Slavonic Rite in Poland, ą96ą). Oprócz wymienionych instytucji, 
których naczelnym lub jednym z głównych celów była praca historyczna,
2ł4
Polskie emigracyjne środowiska historyczne
w różnym zakresie zajmowały się nią także inne polskie instytucje emigracyjne.
Spośród emigracyjnych towarzystw naukowych dla rozwoju polskiej historiografii na 
wychodźstwie pierwszorzędne znaczenie miała działalność założonego w ą946 r. w Londynie 
Polskiego Towarzystwa Historycznego w Wielkiej Brytanii (PTH). W miarę poddawania nauki 
historycznej w kraju naciskowi ideologicznemu i ograniczeniom cenzuralnym Towarzystwo 
przyjęło za swoje główne zadanie krytykę tendencyjności krajowej historiografii, związanej z 
przyjęciem przez nią za podstawę teorii materializmu historycznego. W ą954 r. londyńskie 
PTH razem z Instytutami w Nowym Jorku i Rzymie oraz Komisją Historyczną paryskiego 
Towarzystwa utworzyło — z zachowaniem odrębności tworzących je podmiotów — Polskie 
Towarzystwo Historyczne na Obczyźnie. Od ą947 r. londyńskie PTH wydaje — przez dłuższy 
czas razem z Instytutem im. gen. Sikorskiego — kwartalnik „Teki Historyczne", od ą948 r. 
także pismo nieperiodyczne „Broń i Barwa". Naukowy profil PTH w Wielkiej Brytanii został 
wyznaczony przez jego inicjatora i wieloletniego prezesa, wspomnianego już przez nas 
Kukiela. Podkreślono w naukowej literaturze, że:
sposób, w jaki pojmował [on] powinności badacza, był znamienny dla emigracji niezłomnej i 
wynikał z jej stosunku do przeszłości. Za emigracyjne opus magnum Kukiela uznać można 
wydane w ą96ą r. „Dzieje Polski porozbiorowe ą795-ą92ą", pracę, która stanowi zarazem 
wykład jego koncepcji historiograficznych. Dla Kukiela historia pisana musiała pozostawać w 
związku z rzeczywistością. Musiała zatem, w każdym razie powinna, wiązać przeszłość z 
przyszłością, a naukę z bieżącym życiem politycznym. Taki sposób postrzegania roli 
historyka, który rekonstrukcjami wybranych fragmentów przeszłości stara się wpływać na 
postawy społeczne, wywodził Kukieł od swego nauczyciela, Szymona Askenazego. Był przy 
tym przekonany, że obowiązkiem historyka jest docieranie do współczesnych
2ł5
Emigracja
poprzez szczególne zainteresowanie procesami nie zamkniętymi i nadal aktualnymi (R. 
Habielski, ą999).
W drażliwej kwestii powinności emigracyjnej historiografii polskiej zasadniczo odmienne od 
reprezentowanego przez Ku-kiela stanowisko zajmował związany przed wojną nie — jak on 
— z Frontem Morges, ale z obozem sanacyjnym — niegdyś apo-logetyczny biograf 
Piłsudskiego i sekretarz redakcji wydania jego pism, zamieszkały w Paryżu W. Pobóg-
Malinowski, którego monumentalna Najnowsza historia polityczna Polski (ł t., ą95ł-ą960) była, 
jak ją później określono, „ostatnim wielkim pamfletem w naszej literaturze" (A. Garlicki). Jej 
autor hołdował bowiem poglądowi, że historyk powinien nie tyle dbać o obiektywizm swojej 
narracji, ile powinien się przede wszystkim starać obiektywnie przedstawić swój własny — 
subiektywny, ma się rozumieć — pogląd na przedstawiany przez siebie bieg wydarzeń. 
Chociaż jego dzieło poraziło czytelnika bogactwem podanych w nim informacji i pozostaje do 
dziś „najwnikliwszą syntezą popowstaniowego [tj. postyczniowego A.F. G.] osiem-
dziesięciolecia", uderza przecież „niemal publicystycznym niekiedy tonem i ostrością nader 
subiektywnych sądów, co naraża ją na zarzut stronniczości, wykraczającej poza normy, 
obowiązujące historyka" (R. Habielski). W konsekwencji takiej postawy Pobóg-Malinowski 
znalazł się w konflikcie ze środowiskiem pił-sudczykowskim, a Instytut Józefa Piłsudskiego 
zdystansował się w ą96ą r. od jego dziejopisarstwa i — co trudno ocenić inaczej, jak 
świadectwo kuriozalnego zacietrzewienia politycznego — zakazał mu dostępu do swoich 
zbiorów archiwalnych. Od ą962 r. historiografia emigracyjna uzyskała szerszą niż dotąd 
możliwość wypowiedzi na łamach wydawanych przez Jerzego Gie-droycia (ur. ą908) w 
Paryżu „Zeszytów Historycznych", które później stały się forum, na którym mogli się wreszcie 

background image

spotkać
2ł6
Powinności emigracyjnej histońografii
historycy emigracyjni z nastawionymi opozycyjnie w stosunku do panującego w Polsce 
systemu historykami krajowymi.
Jak podkreślono w naukowej literaturze, popularność dzieł zarówno Kukiela, jak i Pobóg-
Malinowskiego potwierdza pogląd, według którego:
chętnie widzianą funkcją pisarstwa historycznego poza krajem było traktowanie przeszłości 
jako pola odniesień do współczesności, a prace historyczne, podobnie do beletrystyki, 
stanowić miały świadectwo swego czasu oraz kondycji, w jakiej znajdowali się jego 
potencjalni odbiorcy, zarówno w kraju, jak i poza Polską (R. Habielski).
Pogląd ten w pełni konweniował z powszechnie podzielanym na wychodźstwie przekonaniem 
o szczególnym obowiązku emigracji pielęgnowania i obrony zagrożonych przez panujący w 
kraju system historycznych wartości Polski. Emigracyjne elity intelektualne i polityczne dały 
mu szczególnie dobitny wyraz w zorganizowanych na wychodźstwie obchodach millenial-
nych, które wykorzystano do propagowania koncepcji, według której Polska zawdzięczała 
swój rozwój zapoczątkowanej przez przyjęcie chrztu przynależności do Zachodu, a w 
szczególności stojącemu na jej straży związkowi z Kościołem i katolicyzmem, który zapewnił 
jej siłę, zdolną skutecznie przeciwstawić się agresywnym sąsiadom, zwłaszcza zagrażającym 
jej ze wschodu. Dzięki niemu potrafiła też sprostać swojemu dziejowemu powołaniu, 
mającemu polegać na odgrywaniu przez nią roli przedmurza chrześcijaństwa. Z naszych 
emigracyjnych historyków koncepcję tę szczególnie gorąco rozwijał i propagował znany nam 
już O. Halecki, który po przejściu na emeryturę w Fordham University w Nowym Jorku (ą96ą) 
wykładał w jezuickim Uniwersytecie św. Ignacego Loyoli w Rzymie (Pierwsze tysiąclecie 
katolickiej Polski, ą966). Trudno nie zgodzić się ze zdaniem współczesnego nam historyka, 
że koncepcja ta „była wyraźnie związana z wymaganiami chwili" oraz, że stanowiła:
2ł7
Emigracja
•(/ świadome zakwestionowanie, powszechnie uważanej za fałszywą, wersji historii Polski 
kreowanej w kraju. Polska utrwaliła swój byt U   dlatego, że przyj eła chrześcij aństwo, oraz 
dlatego, że pozostała wierna ^  Kościołowi (R. Habielski).
Wprawdzie przyjęta przez elitę polskich emigracyjnych historyków postawa obrony 
przedwojennego status quo polskiej nauki historycznej przed narzucanymi jej przez panujący 
w kraju system zmianami znakomicie utrudniała jej przebudowę na wzór sowiecki, miała 
przecież także i to znaczenie, że uczyniła naszą emigracyjną historiografię jeśli nie całkiem 
niewrażliwą, to w każdym razie mało uczuloną na nowe inspiracje teoretycz-no-
metodologiczne, do których wtedy, kiedy—po Październiku — gorset krępujących naukę 
historyczną w kraju ograniczeń ideologicznych i politycznych pocznie się rozluźniać, będzie 
mogła nawiązywać historiografia krajowa. Sytuacja ta uwarunkowała, że — z wyjątkiem 
Haleckiego, który poważnie zainteresował się historiozofią Arnolda Toynbeego — nasza 
emigracyjna historiografia okazała się niewrażliwa, a w każdym razie bardzo mało uczulona 
na nowe kierunki zarówno europejskiej, jak i północnoamerykańskiej historiografii, i w swej 
zdecydowanej większości prezentowała się jako dziejopisarstwo wprawdzie na dobrym, 
niekiedy wręcz znakomitym poziomie naukowym, ale pod każdym względem tradycyjne. Nie 
zmienia tego obrazu fakt, że reprezentujący ścisłą czołówkę naszej emigracyjnej historiografii 
uczeni, tacy jak między innymi Halecki, Kukieł, Kot (który znalazł się na emigracji w ą949 r.), 
Lanckorońska czy Paszkiewicz przynajmniej część swoich najważniejszych dzieł publikowali 
w językach obcych, co miało trudne do przecenienia znaczenie dla zaznaczenia jej obecności 
na forum międzynarodowym. Pod tym względem nie było też bez znaczenia, że na miarę 
coraz bardziej kurczących się możliwości polscy emigracyjni historycy starali się uczestniczyć 
w międzynarodowym życiu naukowym (m.in. w Międzynarodowych Kongre-
2ł8
Powinności eaa»ligfacyjnej historiografii
sach Nauk Historycznych). Jednakże d< dQ szerszego otwarcia sie naszej emigracyjnej 
historiografii na novQwe propozycje światowej nauki historycznej doszło jednak dopie .^ ^^ 
kiedy poczęło w niej dochodzić do głosu wykształcor^ ^ ^ Zachodzie albo w Stanach 
Zjednoczonych młodsze P°jokolenie historyków
w.
Rozdział XVI            „h
Najnowszy
zwrot
w historiografii

background image

polskiej
Kiedy w ą980 r. nestor naszych historyków przestrzegał przed niebezpieczeństwem 
rozszerzenia się dezaprobaty w stosunku do oficjalnej wykładni historii najnowszej na całość 
historiografii, trzeci i ostami okres dziejów historiografii PRL dobiegał już końca i w polskiej 
nauce historycznej rozpoczynał się czas nie mających precedensu w całym okresie 
powojennym gruntownych przemian. W warunkach pogłębiającego się kryzysu panującego 
systemu co najmniej od drugiej połowy lat siedemdziesiątych wystąpiło w Polsce 
charakterystyczne dla podobnych kryzysowych sytuaq'i — niezależnie od tego, w jakim 
ustroju i w jakim kraju by występowały — społeczne zjawisko odrzucania historii oficjalnej 
(instytucjonalnej) jako — niezależnie od jej treści — niewiarygodnej, a więc ex definitione 
„fałszywej", i zastępowania jej historią alternatywną, która choćby tylko dlatego, że stanowiła 
zaprzeczenie tamtej, jawiła się w społecznym odbiorze jako wiarogodna, a więc „prawdziwa". 
Nie trzeba przypominać, jak wiele powodów do uruchomienia tego mechanizmu dostarczała 
ofiq'alna wykładnia najnowszych dziejów Polski.
240
„Białe plamy"
Alternatywną w stosunku do oficjalnej polską historiografię dziejów najnowszych wykreowali 
związani z opozycją demokratyczną krajowi historycy i publicyści, przy poparciu życzliwych 
jej środowisk emigracyjnych. Koncentrowała się ona — jak podkreśliła w swojej pionierskiej 
pracy, poświęconej funkcjonowaniu historii w publikacjach drugiego obiegu w latach 
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Magdalena Mikołajczyk (ą998) — niemal wyłącznie „na 
konkretnych wydarzeniach z historii Polski XX wieku traktowanych j ako ważne, procesach 
społecznych, postaciach oraz reprezentowanych przez nie nurtach myśli ideowej i 
politycznej". Lansowana przez nią zdecydowanie negatywna ocena „całokształtu powojennej 
polityki i zachodzących zmian społecznych" prowadziła — z jednej strony — do 
wyeliminowania z obrazu powojennych dziejów Polski wszelkich pozytywów, z drugiej zaś do 
idealizowania polskiej przeszłości „sprzed nastania władzy komunistycznej". Mówiąc słowami 
powołanej przed chwilą autorki:
historiografii oficjalnej zarzucano fałsz i w konsekwencji kształtowanie postaw bezrefleksyjnej 
dyspozycyjności. Przeciwstawiano temu szereg alternatywnych interpretacji i uzupełnień, 
rewaloryzowano i przypominano postacie, wydarzenia, nurty polityczne nie mieszczące [się] 
w okrojonym obrazie przeszłości lub kolidujące z nim, jednocześnie motywując do własnych 
poszukiwań i niekoniecznie z samą wiedzą związanych działań.
Chociaż ze zrozumiałych względów w drugoobiegowym piśmiennictwie historycznym 
przeważały publikacje o charakterze popularnym i publicystycznym, znalazły się wśród nich 
także znaczące dzieła o charakterze naukowym, które w trudnej do przecenienia mierze 
przyczyniły się do zdyskredytowania partyjno-państwowej wykładni najnowszej historii Polski. 
Oprócz utworów uczonych emigracyjnych — Kukiela, Pobóg--Malinowskiego i innych — były 
to przede wszystkim dzieła
24ą

Najnowszy zwrot
historyków krajowych, zwłaszcza prace Krystyny Kersten (Hi-storiapolityczna Polski ą944-
ą956 (ą986), Narodziny systemu władzy. Polska ą94ł-ą948 (ą988); Jałta w polskiej 
perspektywie (ą989)), Marii Turlejskiej (ur. ą9ą8, ps. £ukasz Socha) (Te pokolenia żałobami 
czarne... Skazani na śmierci ich sędziowie ą944-ą954 (ą986)), Jerzego Holzera (Solidarność 
ą980-ą98ą. Geneza i historia (ą98ł)), czy Wojciecha Roszkowskiego (ps. Andrzej Albert) 
(Najnowsza historia Polski ą9ą8-ą980 (4 części, ą98ł-ą987).
Podczas dokonującej się w Polsce transformacji ustrojowej za najpilniejsze zadanie 
historiografii dziejów najnowszych powszechnie uznano konieczność zlikwidowania 
deformujących ich obraz „białych plam". Każda ze stron, uczestniczących w kampanii na 
rzecz ich wypełnienia, spodziewała się po niej jednak czego innego: kręgi związane z władzą 
przynajmniej częściowego załagodzenia sprzeczności między drugoobiegową a oficjalną 
wykładniami najnowszej historii Polski, zaś koła opozycyjne —potwierdzenia głoszonej przez 
siebie jej alternatywnej interpretacji. Francuski historyk Daniel Beauvois, który uważnie śledził 
przemiany dokonujące się wówczas w Polsce, trafnie zauważył (ą99ą), że „białe plamy", 
których usunięcia domagano się najgłośniej, odnosiły się niemal wyłącznie do dziejów XX w. 
Zdecydowanie na pierwsze miejsce wysunęła się wśród nich sprawa Katynia, na drugim 
znalazły się stosunki z ZSRR podczas II wojny światowej, ze szczególnym akcentem 
położonym na sprawę deportacji Polaków ze wschodnich obszarów przedwojennej Polski 
oraz ich zagarnięcia przez Związek Radziecki, wreszcie na trzecim — dzieje „wielowiekowej 
obecności Polski na Litwie, Białorusi i Ukrainie". Lista „białych plam" uważanych za 

background image

najbardziej dojmujące niemal pokrywała się więc z zagadnieniami, preferowanymi przez 
ówczesną historię alternatywną.
Naiwnością byłoby mniemać, że wymazanie „białych plam" oraz otwarcie tajnych archiwów 
same przez się, niejako auto-
242
Konfrontacja teoretyczna
matycznie, pozwolą nauce historycznej na w pełni adekwatne poznanie minionej 
rzeczywistości. Od czasów Leibniza wszak wiadomo, że prawda poszczególnych faktów nie 
stanowi jeszcze pełnej historycznej prawdy. Wbrew temu, co tak usilnie kładą nam dziś do 
głowy sfrustrowani politycy i niedouczeni żurnaliści, zobiektywizowanie historycznego 
poznania nie polega bowiem tylko na ustalaniu coraz to nowych, nieznanych dotychczas 
faktów, ale w ogromnie istotnej mierze zależy także od tego, co historyk potrafi z nimi zrobić, 
a więc — czego dowodziliśmy w całej niniejszej pracy — od przyjętej przez niego teorii, 
sterującej ich wyborem i interpretacją. Jest tedy zrozumiałe, że poszukiwanie nowej, bardziej 
zobiektywizowanej niż dotychczasowa, interpretacji dziejów nie tylko zresztą samej Polski, 
nie może polegać jedynie na przebudowie faktograficznej warstwy historii — do czego w 
gruncie rzeczy sprowadza się postulat likwidacji „białych plam" — ale musi sięgnąć znacznie 
głębiej, do przyjmowanych przez historyków założeń teoretycznych.
Dlatego też sądzę, że dla ówczesnej historiografii znacznie ważniejsza od batalii o 
zlikwidowanie „białych plam", choć o znacznie mniejszym od niej rozgłosie, była konfrontacja, 
do której doszło na płaszczyźnie teoretycznej refleksji historycznej. Skoro intelektualiści, 
związani z demokratyczną opozycją, przeciwstawiali się uznawaniu systemu PRL za 
konsekwencję jakiejkolwiek dziejowej prawidłowości, uważając ją za indywidualny _ a nie 
prawidłowy — twór jałtańskiego porządku, obrońcy świętego ognia „realnego socjalizmu" 
zachowali się jak w oblężonej twierdzy: okopali się na zajętych wcześniej pozycjach. 
Wyrazem takiej właśnie postawy był jeden z referatów, wygłoszonych podczas obrad XII 
Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Katowicach (ą979) — pomińmy nazwisko jego 
autora — opatrzony wszystko mówiącym tytułem: „Polska Ludowa — urzeczywistnienie 
celów społecznych i narodo-
24ł
Najnowszy zwrot
wych". Nie ma wątpliwości, że w tym przypadku chodziło
0 znacznie głębszą od faktograficznej mitologizację ideologiczną, której podstawą była 
ortodoksyjna, teleologiczna interpretacja marksistowskiej teorii formacji. Rzecz jednak w tym, 
że w tamtym czasie podobne rozumienie tej teorii było już głębokim anachronizmem nie tylko 
dla przeciwników marksizmu, lecz także dla wielu marksistów. Ci ostatni — również co 
wybitniejsi marksiści polscy — od dawna bowiem uważali, że materializm historyczny nie 
upoważnia do budowania na jego podstawie jakiegokolwiek monolinearnego schematu biegu 
dziejów,
ą rozwijali zupełnie nie ortodoksyjną na gruncie marksizmu koncepcję multilinearnego 
charakteru procesu dziejowego. Zatrzymywali się jednak jak gdyby w pół drogi, 
powstrzymując się przed jednoznacznym stwierdzeniem, że — jak napisał coraz bardziej 
dystansujący się wówczas od marksizmu Jerzy Topolski (ą990) — w dzieje nie jest 
„wbudowany żaden mechanizm, niosący sam przez się człowiekowi szczęście i powodzenie, 
tzn. że dzieje leżą całkowicie w jego ręku". Dalej szli intelektualiści, związani z kołami 
demokratycznej opozycji, którzy podkreślali — podobnie do wielu myślicieli zachodnich — że 
wszelkie te-leologiczne teorie biegu dziejów prowadzą do totalitarystycz-nych konsekwenq'i. 
Powszechnie znany reprezentant tego środowiska, sam zresztą historyk z wykształcenia, 
powiadał więc:
sens historii nadają ludzie. Mówiąc ściślej: różni ludzie nadają różne sensy. Także łobuzy od 
Historii, którzy swe poczynania wyposażają w sankcje Postępu i Dziejowych Konieczności. 
Jednak ich wizja dziejów, której zwieńczeniem jest Przodujący Ustrój, to nic innego, jak 
sposób na okłamywanie siebie i szantażowanie innych (A. Michnik, ą985).
Historiografia polska znajduje się dziś pod przemożnym ciśnieniem dziejącej się Historii. 
Zgoda, że — jak napisał (ą992) P. S. Wandycz — „pluralizmowi politycznemu w Polsce 
odpowiada obecnie wielość koncepcji historycznych, a historiografia
Szansę i zagrożenia
może znów, podobnie jak kiedyś, zająć się profesjonalnymi problemami i dyskusjami 
metodologicznymi". Transformacja ustrojowa, jaka się u nas dokonała, nie tylko jednak 
otworzyła przed nią nowe szansę, lecz także przyniosła jej nowe zagrożenia.
Co się tyczy owych szans, na pierwszym miejscu wymieniłbym wcale nie likwidację 
pozostających jeszcze tu i ówdzie „białych plam", gdyż to stanie się siłą rzeczy faktem 

background image

dokonanym w trybie „normalnej" — jaką mogą dziś uprawiać historycy polscy — pracy 
historycznej, a zaistniałą dziś większą niż kiedykolwiek po II wojnie światowej możliwość 
uniwersalizacji horyzontu badawczego naszej historiografii, a w związku z tym także 
większego, niż to było dotąd możliwe, dowartościowania przez nią problematyki historii 
powszechnej. Dopiero na drugim miejscu wymieniłbym szansę — o ile polska nauka 
historyczna zdoła uzyskać na to konieczne środki — jej warsztatowej modernizacji, 
mianowicie przez szerokie wprowadzenie do praktyki badawczej naszych historyków 
nowoczesnych metod badawczych, w szczególności metod historii kwantytatywnej, pod 
którym to względem opóźnienie naszej historiografii w porównaniu ze światem — nie tylko 
nauką zachodnią, lecz także rosyjską, a nawet estońską — sięga całych dziesięcioleci. 
Najwyższy czas uświadomić naszym decydentom od nauki, że bez pieniędzy nowoczesnych 
badań historycznych uprawiać się po prostu nie da.
Co się natomiast tyczy wspomnianych zagrożeń, zwróciłbym uwagę przede wszystkim na 
widoczne dziś — piszę te słowa w grudniu ą999 r. — gołym okiem niebezpieczeństwo 
nowego upolitycznienia historiografii. Krytyczny obserwator przemian, dokonujących się w 
polskiej historiografii współczesnej, miał wszelkie podstawy po temu, aby stwierdzić, że po 
ą989 r. część twórców opozycyjnych dotychczas w stosunku do oficjalnej wykładni historii 
ojczystej „kontrhistorii" postawiło sobie za cel stworzenie „nowego, tym razem posiadającego 
demokratyczną legitymację obrazu historii «oficjalnej»", co wskazuje, że:
244
245
Najnowszy zwrot
ulegli oni tym samym złudzeniu, że jeżeli w przeszłości próbowano redukować rolę historii do 
propagandy za, to w nowej sytuacji wystarczy rzecz odwrócić i sprowadzić jej funkcje do 
propagandy przeciw. Ryzykując pewne uproszczenie można powiedzieć, że tworzenie 
nowego obrazu dziejów, przede wszystkim XX-wiecznych, polegało w niektórych pracach 
jedynie na zwykłym przestawieniu znaków. To co kiedyś — przed ą989 r. — wartościowane 
było pozytywnie, postrzegane jako synonim patriotyzmu, obecnie interpretowane jest jako 
symbol zdrady, zaprzedania narodowych interesów obcemu mo-
TJ carstwu. W ten sposób dyskurs historyczny nabrał charakteru czysto , aksjologicznego, 
stał się konfrontacją „dobra" ze „złem". Krytyczna
r_ ocena historii zastąpiona została przez dążenie do różnego rodzaju rozrachunków, często 
o charakterze personalnym (R. Stobiecki, ą999).
W warunkach demokratycznej swobody historiograficznej wypowiedzi, przy braku 
profesjonalnej krytyki naukowej, pojawiają się bowiem jak grzyby po deszczu lśniące barwami
aktywnych na scenie politycznej ruchów i partii coraz liczniejsze okazy nowej historii „jedynie 
słusznej", pretendującej do monopolu na Prawdę, Rację i Wartości. Aby się o tym przekonać, 
wystarczy wpaść do pierwszej lepszej większej księgarni. Jak w gospodarce rynkowej zły 
pieniądz wypiera dobry, tak samo na rynku historiograficznym nowa historia „jedynie 
słuszna" coraz skuteczniej wypiera poważną historię naukową. Konsekwencją nowego 
upolitycznienia historiografii — a zarazem ogromnie niebezpiecznym dla niej zagrożeniem — 
jest bowiem dające się na każdym kroku zauważyć, także w publikacjach poważnych domów 
wydawniczych i na łamach liczących się periodyków, ogromnie niepokojące zjawisko, które 
można określić mianem deprofesjonalizacji polskiego dziejopisarstwa.
Nie ulega wątpliwości, że najważniejszym zadaniem naszej współczesnej historiografii jest 
potrzeba wypracowania nowego, oczyszczonego z obrastających go mitów, całościowego 
obrazu dziejów Polski. Trudno nie zgodzić się ze zdaniem życzliwego nam historyka 
brytyjskiego, że:
Szansę i zagrożenia
jeśli Polacy mają zdjąć z siebie umysłowy kaftan bezpieczeństwa, tak mocno zawiązany 
przez władze polityczne, muszą oni zacząć, jak kiedyś ich przodkowie, od ponownej analizy 
swojej przeszłości (N. Davies, ą98ą).
Już teraz można z całą pewnością powiedzieć, że ta wielka praca, którą podejmuje dziś 
polska nauka historyczna, nie może poprzestać na uwolnieniu od mitów tylko faktograficznej 
warstwy naszej historii i nie obędzie się bez zasadniczej przebudowy podstaw teoretycznych 
historiografii. Wobec panującego we współczesnej światowej nauce historycznej 
teoretycznego pluralizmu, trudno jest dziś przewidywać, w jakim kierunku może się ona 
rozwinąć. Zarówno jednak w polskiej, jak i zachodniej refleksji teoretyczno-metodologicznej 
można wszakże znaleźć pożyteczne pod tym względem sugestie. Wolno poszukiwać ich 
przede wszystkim w występującej na obszarze bardzo różnych od siebie koncepcji 
teoretycznych wspólnej tendencji, zmierzającej do odrzucenia rozumienia biegu dziejów w 
jakkolwiek interpretowanych kategoriach Ideologicznych. Zakończmy więc nasze rozważania 

background image

słowami wybitnego historyka francuskiego Marca Ferro, który napisał (ą985):
historia prowidencjalna, historia laicka i pozytywna, wreszcie marksistowska — każda z tych 
wizji świata uważała się za bardziej zasadną od innych i — jak sądzono — Historia miała to 
kiedyś potwierdzić. Z wiary, że jakaś interpretacja historii dokładnie — z wykluczeniem innych 
— się sprawdzi, wynikał także inny pewnik, mianowicie, że istnieje jeden jedyny, wyłączny 
sposób wyjaśniania rozwoju społeczeństw. Jego zróżnicowana podług wyznawanych 
ideologii wizja została zdominowana przez koncepcje ujednolicające i te-leologiczne, których 
znak mógł się wprawdzie zmieniać, ale nie sens. [...] Otóż w drugiej połowie XX wieku cała ta 
perspektywa się zachwiała. Do podania w wątpliwość unilinearnego postrzegania historii 
doprowadziło przede wszystkim bankructwo ideologii, a w szczególności marksizmu, tym 
bardziej, że dyskredytacja systemu sowieckiego objęła także doktrynę, której miał on być 
wyrazem.