background image

Stabilizacja obrazu – na poziomie obiektywu czy korpusu? 

 

Wojtek Tkaczyński 

Który sposób zastąpienia statywu jest lepszy? 

 
Wstęp 
 
Jaka  jest  najważniejsza  cecha  dobrego  zdjęcia?  Niezależnie  od  tego,  czy  zapytamy  amatorów, 
zawodowców,  czy  osoby  jedynie  oglądające  fotografie  –  zwycięży  zapewne  odpowiedź  „ostrość”. 
Zdjęcie musi być ostre! I już. Choć tak naprawdę trudno zdefiniować naukowo pojęcie ostrości jako 
takiej, to właśnie ona jest podstawowym kryterium oceny zdjęć. A to dlatego że  zawsze było jej za 
mało – od samego początku istnienia fotografii producenci sprzętu starali się konstruować urządzenia 
ułatwiające otrzymywanie ostrych zdjęć. Pierwszym z nich był statyw. Ostatnio w tym temacie króluje 
na rynku pojęcie stabilizacji obrazu. Co to takiego i czy naprawdę można już zapomnieć o statywie – o 
tym poniżej. 

 

 

Lustrzanka  Nikon  D90  z  obiektywem  16-85  mm  f/3.5-5.6G  ED  VR  AF-S  DX  Nikkor  wyposażonym  w 
system optycznej stabilizacji obrazu VR. 
 
Co to znaczy „nieostre”? 
 
Z  fotograficznego  punktu  widzenia  przyczyn  ewentualnej  nieostrości  zdjęcia  może  być  wiele. 
Podstawową  jest  po  prostu  złe  ustawienie  ostrości.  Dzięki  układom  AF,  obecnym  dziś  w  każdym 
aparacie, problem ten odchodzi w niepamięć. Kolejną ważną przyczyną nieostrości zdjęcia jest jego 
rozmazanie  w  związku  ze  zbyt  długim  czasem  ekspozycji.  Kiedy  fotografowany  przez  nas  obiekt 
porusza  się,  musimy  odpowiednio  do  jego  prędkości  skrócić  czas  otwarcia  migawki.  Stąd  biorą  się 
programy  tematyczne  poświęcone  fotografowaniu  sportu,  działające  przede  wszystkim  przez 
maksymalne  skrócenie  czasu  ekspozycji.  Jeśli  jednak  nasz  obiekt  porusza  się  zbyt  szybko  –  nic  nie 
poradzimy. Zdjęcie zawsze będzie rozmazane. Następna przyczyna nieostrości również dotyczy czasu 
otwarcia migawki, ale myślę tu o sytuacji wręcz odwrotnej – obiekt się nie porusza, za to aparat drży 
w  rękach  fotografa.  Kiedy  jest  jasno,  czas  ekspozycji  pozwala  na  fotografowanie  z  ręki.  Kiedy  jest 
ciemno – ekspozycja musi się wydłużyć. I to właśnie konieczność stosowania długich czasów otwarcia 

background image

migawki doprowadziła do powstania fotograficznych statywów oraz dzisiejszych systemów stabilizacji 
obrazu. 
 
Jak to działa? 
 
Nieostrość  związana  z  długim  czasem  ekspozycji  powstaje  w  sposób  wręcz  oczywisty.  Niewielkie 
przesunięcie  aparatu  w  trakcie  zapisu  zdjęcia  powoduje  przesunięcie  zapisywanego  na  matrycy 
obrazu.  Obraz  ten  jest  tworzonym  przez  obiektyw  „rysunkiem”  fotografowanego  przedmiotu.  Jeśli 
jest  on  przez  obiektyw  powiększany,  przesunięcie  to  będzie  bardzo  wyraźne.  Jeśli  obiektyw  nie 
powiększa  –  kontury  rejestrowanego  obrazu  pozostają  w  miarę  ostre.  Dlatego  stosowanie  długich 
czasów otwarcia migawki jest szczególnie niebezpieczne podczas korzystania z teleobiektywów. 
 
Fotografia szerokokątna rzadziej prowadzi do nieostrości wynikającej z długiej ekspozycji. W dawnych 
czasach, kiedy ludzkość używała jeszcze małoobrazkowych lustrzanek na film, obowiązywała zasada 
mówiąca  o  tym,  że  najdłuższy  możliwy  do  wykorzystania  czas  ekspozycji  powinien  być  (w 
przybliżeniu)  odwrotnością  ogniskowej.  Czyli:  fotografując  obiektywem  135  mm,  nie  powinniśmy 
stosować czasu dłuższego niż 1/125 s, analogicznie – obiektyw 50 mm pozwalał wówczas na użycie 
1/60 s. Dziś, mimo stosowania przeliczników ogniskowych dla lustrzanek z matrycami wielkości APS-C 
i  aparatów  kompaktowych  o  mniejszych  przetwornikach  obrazowych,  trzymamy  się  właśnie 
małoobrazkowych ekwiwalentów. Nie liczy się bowiem ogniskowa bezwzględna, lecz pole  widzenia, 
czyli właśnie wspomniane powyżej powiększenie czy też przybliżenie. 
 
Producenci  cały  czas  dążą  do  przesunięcia  granicy  korzystania  ze  statywu.  Dzisiejsze  aparaty  coraz 
częściej  wyposaża  się  w  układy  stabilizacji  obrazu.  W  chwili  obecnej  na  rynku  dominują  systemy 
polegające na: 
korekcji optycznej, 
korekcji na poziomie matrycy, 
stosowaniu jak największej czułości i najkrótszego czasu otwarcia migawki, 
elektronicznej obróbce poruszonych zdjęć. 
 
Powyższą listę możemy podzielić na dwie grupy: systemy mechaniczne i elektroniczne. Jak działają? 
Które są lepsze? 

background image

 

 

Schemat działania systemu optycznej stabilizacji obrazu. 
 
Mechaniczna stabilizacja obrazu 
 
Pierwszym  przykładem  mechanicznej  stabilizacji  obrazu  jest  układ  wbudowany  w  obiektyw. 
Odpowiednie  czujniki  rozpoznają  ruch  aparatu  w  momencie  naciśnięcia  spustu  migawki.  W 
odpowiedzi na wykryty ruch silniczki przesuwają niewielką grupę soczewek obiektywu w największym 
stopniu  odpowiedzialnych  za  tworzenie  ostrego  obrazu,  kontrując  niepożądany  ruch  aparatu. 
Efektem jest  nieporuszone zdjęcie. Dzisiejsze układy stabilizacji optycznej  pozwalają fotografować  z 
czasem  ekspozycji  nawet  o  trzy  stopnie  dłuższym,  niż  byłoby  to  możliwe  bez  nich.  Znaczy  to,  że  – 
przykładowo  –  możemy  otrzymać  nieporuszone  zdjęcie,  stosując  czas  1/30  s,  podczas  gdy  bez 
stabilizacji niezbędny byłby czas 1/250 s. 
 
Pewną  alternatywą  dla  stabilizacji  optycznej  jest  stabilizacja  na  poziomie  matrycy.  Po  wykryciu 
poruszenia aparatu, już w chwili zapisywania zdjęcia przesuwana jest matryca. Na pierwszy rzut oka 
efekt  jest  ten  sam,  jednak  po  kilku  latach  współistnienia  obu  systemów  na  rynku  rysuje  się  chyba 
przewaga tego pierwszego. 

background image

 

 

Schemat działania systemu stabilizacji matrycy światłoczułej. 

 

 

Układ  optycznej  stabilizacji  obrazu  nie  tylko  umożliwia  wykonanie  ostrego  zdjęcia,  ale  też  ułatwia 
precyzyjne kadrowanie. 
 
Koronnym argumentem zwolenników sytemu matrycowego jest fakt, że współpracuje on tak samo ze 
wszystkimi  obiektywami.  Nie  ma  więc  potrzeby  inwestowania  w  układ  stabilizacji  wraz  z  każdym 
obiektywem.  Zastanówmy  się  jednak,  czy  działa  on  tak  samo  dobrze  z  każdym  obiektywem? 
Obiektywy Nikona wyposażone w układ redukcji drgań oznaczone są symbolem VR – od angielskiego 
Vibration Reduction. Dziś produkowanych jest 15 (tak, tak – piętnaście!) obiektywów VR. Najkrótszy 
ma ogniskową 16 mm (to szeroki koniec standardowego zooma do lustrzanek z matrycą formatu DX), 
najdłuższy  –  600  mm.  W  każdym  z  tych  obiektywów  znajduje  się  zespół  czujników  i  silniczków 
opracowany  dokładnie  pod  kątem  konkretnej  konstrukcji  optycznej.  Zakres  koniecznego  ruchu 
elementu  optycznego  można,  zdaje  się,  lepiej  dostosować  do  wymagań  chwili  właśnie  za  pomocą 
układów dedykowanych. To dlatego stabilizacja optyczna pozwala na większą korekcję niż sam ruch 
matrycy, który sprawdza się najczęściej w granicach 2 EV. Z drugiej strony raczej nie powstanie jasny 

background image

obiektyw  24  mm  lub  jasny  standard  50  mm  z  wbudowanym  systemem  stabilizacji  optycznej,  więc 
miłośnicy takiej optyki mogą liczyć jedynie na systemy stabilizujące matryce. 
 
O ile powyższe argumenty mogą się niektórym wydawać nieco naciągane, o tyle niewątpliwą zaletą 
stabilizacji  optycznej  jest  możliwość  wykorzystania  jej  podczas  kadrowania  zdjęć.  Stabilizacja 
matrycowa działa jedynie w trakcie zapisu zdjęcia, podczas gdy efekt działania stabilizacji optycznej 
widać także w czasie komponowania zdjęć w wizjerze. Jeden z trybów VR polega właśnie na tym, że 
stabilizacja działa bez przerwy, a nie tylko w momencie naświetlania fotografii. Każdy, kto próbował 
komponować  kadr,  fotografując  w  trudnych  warunkach  oświetleniowych  za  pomocą  długiego  i 
ciężkiego obiektywu, wie, o czym mowa. Największym problemem nie jest wcale ustawienie ostrości 
– współczesne sensory AF radzą sobie z tym doskonale. Największy kłopot w spokojnej ocenie kadru 
sprawia  właśnie  drżenie  obrazu  oglądanego  w  dużym  powiększeniu.  Dzięki  włączonemu  układowi 
stabilizacji obraz ten jest spokojniejszy, nie drży nerwowo w rytm drgań ręki fotografa. Zaletą stałej 
stabilizacji  optycznej  jest  również  szybsza  praca  układu  AF  i  możliwość  precyzyjnego  wykorzystania 
punktowego pomiaru światła. 
 
Stosowany  dziś  w  nowych  obiektywach  Nikona  układ  VR  pozwala  dodatkowo  na  rozpoznawanie 
śledzenia  aparatem  poruszających  się  przedmiotów  –  działa  wtedy  jedynie  w  płaszczyźnie 
prostopadłej  do  kierunku  ruchu  aparatu.  Najnowsze  czujniki  rozpoznają  też  fakt  zamontowania 
aparatu  na  statywie.  Odpowiednie  algorytmy  zapobiegają  wtedy  spadkowi  ostrości  zdjęcia 
wywołanemu  przez  podnoszenie  lustra  tuż  przed  naświetleniem  zdjęcia  (oczywiście  jedynie  w 
wypadku lustrzanek) i przeciwdziałają efektom drżeń samego statywu. 
 
Oryginalną funkcją stosowaną przez Nikona w obiektywach VR jest centrowanie układu soczewek po 
naciśnięcia  spustu  migawki.  W  chwili  otwarcia  migawki  soczewki  znajdują  się  w  położeniu 
środkowym,  możliwe  jest  więc  ich  maksymalne  wychylenie  w  każdym  kierunku.  Każde  zdjęcie  jest 
korygowane w najlepszy w danej sytuacji sposób. Co więcej, niektóre nowe obiektywy mają „funkcję 
uspokajającą”  obraz  w  wizjerze  podczas  fotografowania  z  jadącego  samochodu  czy  lecącego 
helikoptera. Czegóż chcieć więcej? 

 

 

background image

 

 

Optyczna  stabilizacja  obrazu  pozwala  wykonać  ostre  zdjęcia  nawet  w  niekorzystnych  warunkach 
oświetleniowych. Elektroniczna „stabilizacja” stosowana często w aparatach kompaktowych (ostatnie 
zdjęcie)  polega  na  podniesieniu  czułości  -  skraca  czas  otwarcia  migawki,  ale  obniża  jakość  obrazu, 
wprowadzając szumy.  
 
Elektroniczna stabilizacja obrazu 
 
Większość powyższych uwag dotyczyła przede wszystkim posiadaczy lustrzanek. Pełnoprawne układy 
stabilizacji to wciąż domena głównie tej klasy aparatów. Oczywiście produkowane są małe kompakty 
wyposażone  w  stabilizację  optyczną  lub  matrycową,  ich  znalezienie  wymaga  jednak  sporej  uwagi. 
Wśród producentów kompaktów toczy się bowiem właśnie walka na terminy i często kupując aparat 
ze stabilizacją, nie dostajemy tego, na co liczymy. W wielu małych kompaktach tryb stabilizacji polega 
bowiem na podniesieniu czułości i zastosowaniu krótszego czasu ekspozycji. Zdjęcie będzie zapewne 
nieporuszone  (lub  mniej  poruszone),  trzeba  jednak  pamiętać,  że  wzrost  czułości  zawsze  pociąga  za 
sobą  spadek  jakości  zdjęcia  i  podwyższenie  poziomu  szumów.  Logiczne  jest  chyba,  że  chcąc 
fotografować  z  większą  czułością,  sami  nastawimy  taką  czułość,  świadomi  jej  ograniczeń, 
przedkładając nad małe szumy np. zamrożenie ruchu fotografowanego obiektu (dzięki zastosowaniu 
krótkiego czasu otwarcia migawki). Nazywanie tego trybem stabilizacji jest chyba, jak mówił pewien 
poseł,  skrótem  myślowym,  a  nawet  nadużyciem  semantycznym.  Pod  względem  jakości  zdjęć 
prowadzi on bowiem, de facto, do gorszych, a nie lepszych rezultatów. 
 
Istnieje  na  rynku  jeszcze  jedna  grupa  kompaktów  ze  stabilizacją.  Są  to  aparaty,  które  przed 
zapisaniem zdjęć na kartę pamięci same (powinienem chyba napisać: SAME!) dokonują ich obróbki, 
polegającej  na  wyostrzeniu  konturów  i  zamaskowaniu  śladów  rozmycia.  Ile  takie  zdjęcie  ma 
wspólnego  z  rzeczywistością?  Trudno  powiedzieć.  W  każdym  razie  systemom  tym  bliżej  do  grafiki 
komputerowej niż fotografii. 
Tekst i zdjęcia: Wojtek Tkaczyński