background image

                                                                                             

Dedykacje :

Dla mojej najukocha szej mamy Brygidy S., Karoliny S., 

ń

p. Ewy J., p. Darii P., Ali K., Daniela K., Pauliny K., Kasi Sz., 

Ani Sz., Olgi K., Patrycji  B., Kasi N., Daniela W., Darka R.,  

Marysi U., Dominiki L., Moniki J., Gosi L., Patrycji D., Darii  

W.

background image

Niesmiertelna

Milosc

 

background image

Grace_Bloom

Niesmiertelna 

Milosc

background image

  

Spis Tresci :

    Dedykacje …......................................................................... str.1
    Rozdział 1. …......................................................................... str.5
    Rozdział 2 …........................................................................ str.8
    Rozdział 3. …........................................................................ str.9
    Rozdział 4. …........................................................................ str.12
    Rozdział 5. …......................................................................... str.16
    Rozdział 6. …......................................................................... str.19
    Rozdział 7. …......................................................................... str.22
    Rozdział 8. …......................................................................... str. 25
    Rozdział 9. …......................................................................... str.29
    Rozdział 10. …........................................................................ str.37
    Rozdział 11. …......................................................................... str.42
    Rozdział 12. …........................................................................ str. 45
    Podziekowania …................................................................... str. 49

background image

ROZDZIAŁ 1

M

am na imię Alice Werber, mam 17 lat i wielkie marzenie żeby zostać sławną 

tancerką. Mam dar, dzięki niemu umiem czytać w ludzkich myślach. Czasami 
jednak jest taki nieznośny że nazywam to przekleństwem... Bo przez to nie 
umawiam się na żadne randki, bo jak słyszę ich myśli to nie mogę już wytrzymać, 
bo to jest takie przykre... W gimnazjum nie miałam koleżanek bo wszyscy uważali 
mnie za dziwoląga. Moja mama jest znaną dziennikarką, a tata pracuje jako 
prezenter telewizyjny. Mam również starszą siostrę Klee Werber, która ma 22 lat. 
Właśnie sobie siedzę i mam na kolanach mojego psa Azorka. Nagle do pokoju 
przychodzi moja mama :
- Alice idź na dwór ze swoim pieskiem, bo dawno z nim nie wyszłaś a kiedy się 
zsika w domu to ty po nim będziesz sprzątać .
- Dobrze mamo już idę, tylko się ubiorę.
Zawsze nie lubiłam się kłócić z mamą, bo potem musiałabym ją przepraszać a tego 
nie lubię, gdyż zawsze płacze. Kiedy tak spacerowałam z Azorkiem ujrzałam 
najprzystojniejszego chłopaka jakiego widziałam. Był brunetem, wysokiej postury, 
ubrany w dress. Po prostu był boski. Kiedy tak mu się przyglądałam, niestety 
niezdara ze mnie, potknęłam się. Azor mi uciekł a ten chłopak przybiegł do mnie :
- Nic ci nie jest ?? - mówiąc to pomógł mi wstać .
- Nie nic, na pewno będę miała siniaki. - uśmiechnęłam się i wstałam. - Azorek mi 
uciekł kiedy się potknęłam. Ale nagle zauważyłam że ten chłopak ma mojego psa w 
dłoniach. Jakim cudem pomógł mi wstać i przynieś mi psa ? Przecież normalny 
człowiek tak nie potrafi. Przyjrzałam mu się w oczy, miał ciemne, jakby się czegoś 
bał.
- Dzięki że mi pomogłeś wstać i przyprowadziłeś Azorka, a jak masz na imię ?
- Jestem Lucas Salvore. Nie ma za co, nie mogłem postąpić inaczej. Ale następnym 
razem uważaj. - powiedział uśmiechając się.
To był najładniejszy uśmiech świata, aż się zaczerwieniłam.
- Dobrze to ja idę już, a jak ty masz na imię ?? - spytał po chwili.
- Ja mam na imię Alice, Alice Werber. Miło mi . Ja już też muszę uciekać. Na 
pewno mama się o mnie martwi. To pa .
- Do zobaczenia.
I już go nie było. To wszystko było bardzo dziwne. Człowiek nie jest taki przecież 
szybki. Kiedy weszłam do domu mama i tata czekali na mnie z obiadem.
- No siadaj do stołu, ale idź do łazienki umyj ręce, bo widać że się przewróciłaś.
- A to nic takiego mamo, ale proszę cię nie mów co ja mam robić. Ok ?
- Dobrze, ale się już tak nie gorączkuj.
Po paru minutach, już siedziałam za stołem i jadłam obiad.
- Alice i Klea mamy z mamą coś wam do zakomunikowania.

background image

- Rozwodzimy się.
Myślałam że zapadnę się pod ziemię moi rodzice się rozwodzą ?!
- Jak to ?! Dlaczego ?!
- No właśnie, co wy sobie myślicie ?!
- Wyrażaj się młoda panno !!
- Nie mam zamiaru !!
Klea wybiegła, A ja siedziałam w osłupieniu, tak samo jak mama i tata.
- A ty nas Alice rozumiesz ?? - spytała się mama.
Kiedy jej się przyjrzałam miała łzy w oczach . Było mi przykro trochę mamy.
- Ja tylko chciałam się dowiedzieć dlaczego to zrobiliście ?? Przecież tak bardzo się 
kochaliście.
- Bo doszliśmy, do wniosku z tatą że nie możemy być razem, pracujemy w dwóch 
różnych światach, nie pasujemy do siebie, a po za tym tata ma kochankę ..
- Kochankę ?!?! Tato coś ty zrobił ... Myślałam że mam w porządku tatę, ale 
jednak się myliłam. Już nie jesteś moim ojcem. Wynoś się !! - powiedziałam przez 
łzy.
- Ależ skarbie, nie złość się. Na pewno ją polubisz.
- Nigdy w życiu. Dziękuje za obiad. Był smaczny.
Poszłam do swojego pokoju, zatrzaskują drzwi, cały czas myślałam o tej sytuacji z 
rodzicami i o Lucasie Salvore, był bardzo tajemniczy i to mnie w nim intrygowało. 
Ciekawe czy jeszcze się z nim spotkam.

 * * * *

Nareszcie nadszedł ten dzień kiedy szłam do liceum. Od razu kiedy wstałam 
poszłam do łazienki, umyłam się , ułożyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż i 
ubrałam się w strój galowy. Zeszłam na dół, a tam siostra już czekała z mamą. Po 
rozwodzie moich rodziców, mieszkałam nadal z mamą a tatę miałam odwiedzać w 
weekendy.
- Idę na rozpoczęcie z Kleą mamo, bo nie lubię w pierwszy dzień iść sama.
Po prostu bałam się reakcji uczniów, gdyż przeżyłam horror po pierwszym dniu w 
gimnazjum. Każdy się na mnie patrzył i mierzył wzrokiem, a kiedy słyszałam ich 
myśli, myślałam że się rozpłaczę na środku. A teraz wzięłam Kleę żeby mieć jakieś 
wsparcie.
- Dobrze nie ma sprawy. Idźcie.
Gdy po raz pierwszy weszłam do tego liceum. Wydawało się spokojnie. W 
budynku przed wejściem wisiał duży napis " ROZPOCZĘCIE ROKU 
SZKOLNEGO", Było sporo korytarzy i sal lekcyjnych, a uczniowie wydawali się 
fajni bo słyszałam ich myśli i mówili to co im na język przyniosło, na szczęście nic 
o mnie. Pani dyrektor była młodą osóbką o blond włosach i drobnej figurze.

background image

- Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Sarah McCloud i będę waszą dyrektorką 
przez te trzy lata.. Mam nadzieję że mnie polubicie. Teraz każdemu uczniowi nasz 
wicedyrektor wręczy grafik zajęć. Mam nadzieję że znajdziecie swoje towarzystwo 
i szybko się zaklimatyzujecie. To wszystko co chciałam wam przekazać. Do 
zobaczenia jutro.
Pani Sarah była miłą i przyjemną osobą. Gdy miałam zamiar wychodzić ze szkoły 
zobaczyłam Lucasa jak mi się przyglądał, aż przeszedł mnie dreszcz i zrobiło 
zimno, ale do niego podeszłam.
- Cześć, to super że będziemy chodzić do tej samej szkoły . - powiedziałam 
uśmiechając się.
- Masz rację, będzie na pewno fajnie.
Kiedy to powiedział wydawało mi się że był zły na coś, tylko nie wiedziałam na co.
- Może się spotkamy u mnie .. Mam ładny dom, tylko się nie przestrasz mojej 
mamy, ona zawsze ma dziwne pomysły .
- Może chodźmy do mnie do domu, zrobiłbym uroczą kolację.
- Dobrze .. Nie ma sprawy, muszę już lecieć bo siostra na mnie czeka. A jaki 
adres ?
- Ja po ciebie przyjdę, gdzie mieszkasz ??
- Ul. Kokosowa 23/5, tylko zadzwoń na domofon 2 razy bo mama jest baardzo 
ostrożna . No to do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Gdy chciałam podać mu rękę odsunął się jakbym nie podawała do niego, więc 
sobie poszłam.
- Alice kim jest ten przystojny chłopak ? - spytała się Klea
- A tylko kolegą.
- Yhy , I tak ci nie wierzę - powiedziała i pokazała mi język.
- Nie pozwalaj sobie za dużo - uśmiechnęłam się i uderzyłam ją w ramię.
Klea otworzyła drzwi a ja szybko wbiegłam na górę i zamknęłam się w pokoju 
żeby się przebrać i chwilę pomyśleć. Dlaczego tak wiało od niego chłodem i nie 
chciał pójść do mojego domu ? Dziwne .. Porozmawiam z nim o tym. Muszę się 
dowiedzieć wszystkiego o nim bo jestem bardzo ciekawa. Kiedy tak rozmyślałam 
szykowałam sobie ubrania na tę szczególną randkę. Musiałam wyglądać 
zjawiskowo żeby na mnie spojrzał. Przecież jest on taki przystojny. A ja drobna, 
no może przesadzam, mam wzrostu 1,74, długie brązowe włosy, fioletowe oczy, ale 
i tak się sobie nie podobam, mogłabym mieć większe piersi . Eh . Życie jest jednak 
brutalne.

background image

ROZDZIAŁ 2

O

dpoczywałam sobie na kanapie już ubrana do wyjścia na randkę, gdy wtem 

ktoś zadzwonił na drzwi wiedziałam że to on.
- Mamo ja pójdę otworzyć .
Zbiegłam szybko po schodach i otworzyłam drzwi. Kiedy go zobaczyłam odjęło mi 
mowę, miał na sobie czarną skórę, pod nią założony biały T-shirt, jeansy i czarne 
buty.
- Cześć, więc idziemy Alice ? - spytał się po chwili bo wygląda na to że ja jak głupia 
się nie odzywałam.
- yyy .. Tak chodźmy tylko ubiorę buty i włożę kurtkę.
Przez całą drogę do domu zastanawiałam się, czemu Lucas ma założone okulary 
przeciwsłoneczne, a jest ciemno.
- Lucas, a czemu masz okulary przeciwsłoneczne ?
- Bo mam chore oczy.
Zaniepokoiłam się trochę o niego, bo powiedział to z oburzeniem i ze strachem, że 
się tego dowiedziałam. Gdy zobaczyłam dom Lucasa był jak z epoki renesansowej. 
Ja o takim domu mogłam pomarzyć. Kiedy weszliśmy do środka, aż powiało 
chłodem, w środku był trochę przerażający i nagle włosy zjeżyły mi się. Mama mi 
zawsze powtarzała : " Nie oceniaj książki po okładce "
.
- Chodź na górę, naszykowana jest kolacja, pośpieszmy się bo wystygnie - 
powiedział Lucas.
- Ok nie ma sprawy.
Zasiadłam po chwili do stołu, kiedy zobaczyłam te rarytasy na stole to aż zachciało 
mi się jeść, ale zdziwiłam się troszkę bo Lucas nic nie jadł.
- A czemu ty nic nie jesz ?
- Bo wcześniej jadłem a po za tym dbam o formę. Smacznego !
Gdy skończyłam jeść, zapytał mnie :
- Alice, a wierzysz w wampiry ?
Bardzo zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Wierzę, myślę że gdzieś na świecie są wampiry, ale mam nadzieję że nie tutaj.
Nagle zauważyłam że Lucas, się spiął i zrobił skwaszoną minę, po chwili wstał 
podszedł do mnie i klęknął na kolanach. Moją pierwszą myślą było to że chce mnie 
poprosić o rękę, ale wiedziałam że byłoby to za piękne.
- Alice, chcę ci coś powiedzieć, ale nie uciekniesz, ani nie wystraszysz się ?
- Nie .. Ale nikt z rodziny Ci nie umarł ? - spytałam się bo wystraszyłam się co chce 
mi przekazać.
- Nie, nie to co innego. Zauważyłaś na pewno, że noszę okulary, nic nie jem, 
szybko biegam oraz jak mam wyrządzone w domu.. - Mówiąc to mi, wstał. - Nie 
jestem zwykłym człowiekiem. Ja jestem wampirem !

background image

 * * * *

Po prostu nie mogłam w to uwierzyć, mój przyszły chłopak miał być wampirem ?!
- Ty ?! Jesteś wampirem ?! Nie zrobisz mi krzywdy ? - Na pewno miałam oczy jak 
dwa spodki.
- Nie tobie nigdy w życiu nie zrobiłbym krzywdy. Od pierwszego dnia jak cię 
ujrzałem, rozpaliłaś moje zmysły, na początku próbowałem Cię unikać, ale zawsze 
o Tobie myślałem. Nie mogłem się powstrzymać żeby Cię znowu nie ujrzeć. Po 
prostu zakochałem się w Tobie .. I kocham Cię ..
- Proszę cię o jedno, wytłumacz mi jak się stałeś wampirem.
Lucas patrzył mi prosto w oczy, ale ja i tak się nie wystraszyłam, bo wiedziałam że 
mnie kocha i za żadne skarby świata, mnie nie skrzywdzi.
- To było tak, żyłem w XV w, w okresie renesansu, dlatego mam wystrojony dom 
właśnie z tej epoki. Mam brata który ma na imię Tyler ale on przeszedł na strony 
ciemności, czyli zabija ludzi pijąc ich krew, jest łowcą, a ludzie to owieczki takie 
bezbronne. W przeciwieństwie do niego ja piję krew zwierząt.
Jako wampiry mamy wyostrzone zmysły, jesteśmy szybcy i mocni. Niestety 
musimy mieć pierścienie które chronią nas żebyśmy się nie zamienili w popiół. 
Więc Tyler odszedł ode mnie, ale boję się że wróci i mnie zabije, ponieważ jest 
mocniejszy i zawistny. Kiedy byłem w Twoim wieku zachorowałem na cholerę, 
lekarze nie dawali mi żadnych szans, więc mój ojciec zamienił mnie w wampira 
pewnej nocy, żeby mnie nie stracić, ale i tak sam zginął zabity przez jakieś zwierzę. 
Moja mama mówiła że był to wilkołak. A jedynym sposobem na zabicie wampira 
jest wbicie mu drewnianego kołka prosto w serce najlepiej osikowego lub urwanie 
głowy i spalenie ciała, ponieważ ciało wampira szybko się regeneruje.
- Lucas, wiesz że ze względu na wszystko czy jesteś wampirem czy człowiekiem, 
kocham Cię.
Podeszłam do niego, ujęłam jego twarz w ręce i pocałowałam. Kiedy zaczęliśmy się 
całować, zapomniałam o całym świecie, liczył się tylko on i ja. Idealna para. Jego 
usta przyprawiały mnie o dreszcz emocji, czułam ciarki na całym ciele, po chwili 
zaczęliśmy się coraz bardziej nachalnie całować. W końcu od siebie odsunęliśmy 
się i ciężko dyszeliśmy, ale i tak przytulił mnie.
- Kocham Cię - szepnął mi w ucho.
- Kocham Cię – szepnęłam.

background image

ROZDZIAŁ 3

S

pacerowałam sobie po szkolnych korytarzach, ale nagle ujrzałam moje dwie 

najlepsze przyjaciółki, Bonnie i Astrid. One w pierwszy dzień w szkole do mnie 
zagadnęły a ja od razu wiedziałam że zostaniemy przyjaciółkami i się nie 
pomyliłam. Powiedziałam im o tym że umiem czytać w myślach, a one nie uznały 
mnie za dziwoląga. Nigdy nie byłam taka szczęśliwa. Ale na pewno im nie powiem 
że mój chłopak to wampir, tę tajemnicę zostawię aż po grób. Ale do tej pory jestem 
tym oszołomiona.
- Ej ziemia do Alice ! - powiedziała Bonnie.
- Sorka zamyśliłam się .
- Może się zakochałaś ? - spytała z uśmiechem Astrid.
- Tak mam chłopaka. Poznałam go dwa dni temu, a już jesteśmy parą.
- Ooo, to gratulacje - powiedziały naraz.
Gdy tak ze sobą rozmawiały. Poczułam, że ktoś mnie obserwuje i nagle zrobiło mi 
się zimno, ale gdy zobaczyłam Lucasa zapomniałam o tym.
- Cześć Lucas . - powiedziałam.
- Cześć Alice. - powiedział Lucas i ucałował mnie na przywitanie w policzek, ale 
nagle poczułam że Lucas się spiął i lekko odsunął ale nic mu nie powiedziałam.
- Oto moje dwie najlepsze przyjaciółki Astrid i Bonnie .
- Cześć Astrid, cześć Bonnie . - powiedział.
- Hej Lucas - powiedziały razem Bonnie i Astrid.
- Co macie teraz bo ja mam polski, z dyrektorką. ?
- Ja mam też polski, - powiedziała Bonnie.
- Ja niestety biologię . Uh. - powiedziała Astrid.
- A ja chemię . - powiedział Lucas.
- Po lekcjach ja idę do domu, więc potem się spotkamy, chodź Bonnie na polski bo 
pani na pewno będzie zła że się spóźniłyśmy.
Po wejściu do klasy pani Sarah, już czekała żeby rozpocząć lekcję.
- Przepraszamy za spóźnienie.
- A jak się nazywacie ? - spytała .
- Ja jestem Alice Werber.
- A ja jestem Bonnie Temple.
- Dobrze siadajcie, ale żeby to było ostatni raz.
- Dobrze proszę pani .
I usiadłyśmy na miejsca. Pani Sarah mówiła o rzeczowniku a mnie się chciało 
potwornie spać.
- Panno Werber proszę uważać na lekcjach a nie myśleć o niebieskich migdałach.

background image

- Ależ proszę pani ja uważam.
- Ale tego nie zauważyłam, dobrze więc powiedz mi przez co się odmienia 
rzeczownik ? Przed chwilą to mówiłam.
- Przez rzeczy ??
A cała klasa zaczęła się śmiać.
- Jak ty uważasz że rzeczownik odmienia się przez rzeczy, to gratuluje ci 
pomysłowości.

 * * * *

Po lekcjach poszłam sama do domu, bo Lucas miał trening. Omijając kolejne 
ulice, zauważyłam ten przeklęty cmentarz od niego wiało chłodem. Nagle 
usłyszałam szmer za plecami, kiedy się obróciłam zobaczyłam jakąś osobę, była 
ubrana cała na czarno i szczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
- Cześć Alice, dlaczego Lucas się nigdy niczym nie dzieli - powiedziała ta postać.
Przestraszyłam się tak że nie umiałam się poruszyć, jakby nogi były przybite do 
podłogi. Zaczęła ta osoba zbliżać się do mnie i kiedy stała na przeciwko znów się 
uśmiechnęła.
- O jaki jestem niewychowany, nie przedstawiłem się mam na imię Tyler, jak już 
wiesz jestem bratem Lucasa. Z bliska jesteś jeszcze ładniejsza - Przysunął się 
bliżej. - Mnie zależy na czymś innym - Czułam oddech na mojej szyi.
- Chcę Twojej krwi. !
Tyler zaczął rozpinać mi bluzkę, a ja instynktownie uderzyłam go w rękę i 
zaczęłam biec do domu Bonnie gdyż był najbliżej, ale nagle usłyszałam głos :
- Ja i tak odbiorę swoją zapłatę.
To musiał być głos Tylera. 
Kiedy dotarłam do domu Bonnie, cała się trzęsłam i zaczęłam płakać. Gdy w 
końcu się uspokoiłam, zapukałam do drzwi Bonnie. Otworzył jej tata.
- Dzień dobry, jestem Alice, czy zastałam Bonnie ??
- Dzień dobry, tak Bonnie jest w domu, zaraz ją zawołam, proszę wejdź. Bonnie 
masz gościa !!!
Weszłam od razu do środka i już się nie bałam, bo zobaczyłam Bonnie.
- Cześć Alice - powiedziała Bonnie podchodząc do mnie.
- Cześć Bonnie, chodźmy do Twojego pokoju.- powiedziałam przytulając ją.
Jak już byłyśmy w pokoju Bonnie, poczułam, że dobrze mieć taką przyjaciółkę 
przy sobie.
- Bonnie, chyba ktoś mnie śledzi
- Co ? Na pewno tak myślisz ?
- Pamiętasz w szkole ? Kiedy razem rozmawiałyśmy to czułam, że ktoś mnie 
obserwuje.
- Ja na Twoim miejscu bałabym się potwornie i może powiedz o tym Lucasowi.
- Masz rację, powiem jak dobrze że cię mam - powiedziałam to i przytuliłam ją 
znowu do siebie.

background image

- Bonnie, bo pani z WOS-u zadała żebyśmy zrobiły coś na temat New Jersey, to 
może ty, ja i Astrid będziemy w grupie ?
- Nie ma sprawy, po to masz przyjaciółkę .
- No to już pójdę do domu, dzięki za gościnę, do jutra.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie i poszłam do domu, nie mogłam Bonnie 
powiedzieć że Tyler chciał wypić mi krew bo w duszy uważałam że nie powinnam 
nawet przyjaciółce o takich rzeczach mówić. Gdy otworzyłam drzwi, Klea stała w 
przedpokoju i ubierała się do wyjścia.
- Klea gdzie idziesz ?
- Idę na dyskotekę z moim chłopakiem.
- No to miłej zabawy Ci życzę. Pa .
- Na razie.
- Mamo przepraszam że nie przyszłam od razu ale byłam u Bonnie.
- Ok nie gniewam się, idź się wykąp i do łóżka.
Gdy kładłam się spać, myślałam o Tylerze i o tym, żeby to jak najszybciej 
powiedzieć Lucasowi, bałam się go, gdyż był nieobliczalny. Nawet nie wiedziałam, 
kiedy zasnęłam.

background image

ROZDZIAŁ 4

K

iedy się obudziłam, nie mogłam doczekać się na spotkanie z Lucasem. Wstałam 

poszłam się umyć i zeszłam na śniadanie.
- No i jak Klea, było na imprezie ?
- Super, tylko kiedy mój chłopak poszedł do toalety, jakiś koleś przyglądał mi się i 
uśmiechał już miałam do niego podejść, ale kiedy wrócił mój chłopak zmył się.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, czy to był Tyler ?
- Klea a jak był ubrany ? Cały na czarno ?
- Tak a co ?
Zaczęłam ciężko oddychać i o mało się nie rozpłakałam.
- Alice nic ci nie jest ?
- Nie nic, miałam lekki napad duszności. Już przechodzi. Pójdę już do Lucasa. 
Potem się zobaczymy. Paa.
- No pa, pa .
Gdy tak szłam do Lucasa bałam się że zrobi ten Tyler krzywdę mojej siostrze, a 
tego bym już nie zniosła, znowu usłyszałam jakieś szmery ale się ucieszyłam bo 
zobaczyłam dom Lucasa i szybko podbiegłam do drzwi i zapukałam.
- Właśnie, się Ciebie spodziewałem - powiedział Tyler, szczerząc się w uśmiechu.
Chciałam uciec, ale chwycił mnie za nadgarstek i wciągnął do mieszkania.
- Oh, Alice niegrzeczna z ciebie dziewczyna. - powiedział Tyler.
- Puść mnie, proszę. Gdzie jest Lucas ?
- Lucas jest ... Ale zresztą zaprowadzę Cię.
Wziął mnie za rękę i zobaczyłam że udajemy się do sypialni, chciałam wyrwać się 
mu, ale on był niestety silniejszy.
- Więc gdzie jest Lucas ?
Tyler nagle podszedł do mnie tak, że zobaczyłam jego piękne, przerażające oczy. 
Poczułam się jak we śnie i zaczęliśmy się całować, jego usta były miękkie i 
smaczne, że chciałam go całować, całować, całować .. Nagle poczułam, że rozpina 
mi bluzkę i dotyka ustami mojej szyi, na początku poczułam ból i chciałam się 
wyrwać ale on pogładził mnie po włosach i po chwili poczułam silną przyjemność. 
Po paru minutach odsunął się trochę ode mnie i powiedział :
- No myślałem, że jesteś z Lucasem, ale możesz być ze mną. A tak po za tym 
świetnie całujesz.
- Tyler, ja nie chcę z Tobą być, kocham Lucasa. I wiem że manipulujesz moim 
umysłem, bo przy zdrowych zmysłach nie pocałowałabym Cię, a kiedy do mnie 
podszedłeś poczułam się jak w śnie.

background image

- Jesteś bardzo spostrzegawcza, ja wiem że jesteś telepatą bo ja też nim jestem, a 
telepaci umieją wykryć kto jest a kto nie jest. Mamy to w naturze. a i jeszcze jedno 
wiem że jestem przystojny i chcę być z Tobą na wieki - mówiąc to uśmiechnął się.
Kiedy skończył to zdanie, szybko uciekłam i zaczęłam biec przed siebie. Nie 
zważałam gdzie biegnę tylko żebym była jak najdalej od Tylera, gdyż poczułam że 
coś do niego czuje. Gdy wiedziałam że jest daleko przystanęłam na chwilkę bo 
zmęczyłam się . Co ja wyprawiam, nie powinnam tak robić, przecież kocham 
Lucasa, a Tyler to zupełnie inna bajka. Nagle zobaczyła jak pod drzewem stoi 
Lucas.
- Lucas !!
Podbiegłam do niego i przytuliłam go mocno.
- Coś się stało Alice ?
- Tyler wrócił ...
Zaczęłam płakać i patrzeć na Lucasa. Jego oczy były przepełnione gniewem i 
strachem.
- Nie płacz już - przytulił mnie mocniej.
- Lucas muszę Ci coś powiedzieć, Tyler mnie zastraszał, że mnie ukąsi, a o mały 
włos nie doszło do czegoś więcej, ale dzisiaj przyszłam do Twojego domu, a on tam 
był i mnie całował i niestety wypił trochę mojej krwi - Pokazałam mu na szyi dwie 
dziurki od ukąszenia.
Lucas lekko się odsunął i spojrzał mi w oczy.
- Uduszę go, nikt nie będzie nawet brat całował mojej dziewczyny, może i mnie 
zabije, ale będzie to poświęcenie z miłości.
- Lucas nie rób tego. Ja cię kocham.
- Ja też, ale przeholował.
- Proszę, za bardzo Cię kocham żeby Cię stracić.
- Dobrze w porządku nie zrobię tego, ale jeżeli zrobi to jeszcze raz to zginie.
- Kocham cię.
- Ja cię też kocham.
I pocałowaliśmy się. Kiedy całowałam się z Tylerem, to czułam żar podniecenia, ale 
gdy całuje się z Lucasem czuję głęboką miłość. Na zawsze będziemy razem.

  * * * *

Leżałam sobie w łóżku i cały czas myślałam o Lucasie. Czemu poszłam z Tylerem 
do tej sypialni, ale najbardziej było przerażające to, że podobało mi się to jak mnie 
całował. Miałam mętlik w głowie. Było najdziwniejsze to że zakochała się w dwóch 
wampirach. W jednym dobrym, a drugim złym. Moje rozmyślania przerwała 
mama :
- Alice !! Obiad !
Więc szybko zeszłam na dół i nie mogłam uwierzyć własnym oczom, koło taty stał 
Tyler Salvore.
- Cześć Alice, chciałbym przedstawić Ci Tylera Smarta.

background image

" Ja cię znam " - powiedział w myślach
" Ja też cię niestety znam "
" Cieszę się że będę mógł teraz słyszeć Twoje najskrytsze myśli "
Gdy podszedł do mnie i podał rękę na przywitanie uśmiechnął się.
- Tylera spotkałem w sklepie, był taki miły i uprzejmy że go zaprosiłem tutaj.
- Pozory mogą mylić - powiedziałam szeptem, żeby nikt nie mógł tego usłyszeć.
" Jaki ty jesteś, użyłeś swojego mózgu, żeby tata się zgodził "
" A skąd wiedziałaś "
 i puścił do mnie oko.
- No to zasiądźmy do stołu - powiedziała mama.
Gdy zaczęliśmy jeść, Tyler cały czas przyglądał mi się.
- Tyler, a masz rodzeństwo ? - spytałam
- Niestety nie, wychowałem się sam.
" Wynoś się z tego domu !! "
" No coś ty zabawa, dopiero się zaczyna "
Jak wszyscy skończyliśmy jeść, do pokoju wbiegł Azor i zaczął szczekać i jeżyć się 
na Tyler'a.
- Może byś już poszedł do domu ?
- Dobrze, do widzenia wszystkim. Zasiedziałem się a trzeba wracać do domu. Pa 
Alice - I uśmiechnął się do mnie.
" Mam nadzieję, że nie wrócisz "
" Nadzieja, matką ubogich "
 i poszedł.
- Tato, dlaczego go zaprosiłeś, nie chcę go już więcej widzieć .
- Ale Alice, on był taki miły.
- Nie zapraszajcie go już nigdy więcej do tego domu !!
- Nie krzycz w tym domu, nie pozwalam .
- Będę i już .
Wbiegłam szybko po schodach, zamknęłam się w pokoju i zaczęłam płakać. Tak 
chciałabym powiedzieć mamie całą prawdę, kim on jest ale nie mogę powiedzieć.

background image

ROZDZIAŁ 5

N

a lekcji wychowawczej, pani Coumbley mówiła coś o zachowaniu Parysa, 

największego błazna w klasie. Nagle ktoś zapukał do drzwi
- Proszę - powiedziała pani Coumbley.
- Pani dyrektor, wzywa do gabinetu Alice Werber i Lucasa Salvore.
Kiedy wychodziłam z klasy z Lucasem. Klasa zaczęła się śmiać, a ja w myślach 
słyszałam : " Dziwoląg " . To było bardzo przykre . Myślałam że się rozpłaczę, bo z 
trudem powstrzymywałam łzy, ale jak Lucas mnie objął to wiedziałam że nie 
jestem sama w tym bagnie. Gdy weszliśmy do gabinetu pani dyrektor na krzesełku 
siedziała jakaś kobieta.
- Dzień dobry Alice i Lucasie. Mam na imię Jessica, jestem z Instytutu Zdolności 
Nadprzyrodzonych. Przyszłam do was z propozycją nie do odrzucenia, Instytut 
znajduje się w Californi, wiem że ty Alice czytasz w myślach, a ty Lucas 
uzdrawiasz.
Nie mogłam w to uwierzyć, Lucas uzdrawia ? A chyba to prawda, bo kiedy po raz 
pierwszy go spotkałam to się mocno potknęłam a jak pomógł mi wstać nie było 
nawet śladów zadrapań.
- Lucas ty uzdrawiasz ?
- Tak nie mówiłem Ci o tym, bo i tak masz za dużo problemów.
- Więc, chcę na rok zaprosić was do tego Instytutu, zapytałam waszych rodziców, 
oni się zgodzili, teraz pytam was.
- U mnie nie ma sprawy - powiedział Lucas.
- No, u mnie też.
- Więc jutro o 9:00, spotkacie się przed lotniskiem, a ja na lotnisku w Californi 
będę na was czekała i razem pojedziemy do Instytutu. Na świecie z takimi 
zdolnościami, licząc z wami jest 5 osób.
- To mało ich jak na całym świecie
- No mało, mało, ale są bardzo uzdolnieni.
- Tak ja my ? - spytałam.
- Tak jak wy.
- To ja muszę już iść. Do widzenia.
- Do jutra.
Przeczuwałam coś złego, ale nie wiedziałam co to jest.

      * * * *

Byłam na lotnisku i czekałam na Lucasa, ale nie było go widać .
- Lucas !! - wołałam na próżno.
Gdy nagle ujrzałam Lucasa.
- Śpiesz się, bo samolot nam odleci !
Lucas podbiegł do mnie, pocałował mnie w usta i przytulił.
- Gotowa ? - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Zwarta i gotowa . - powiedziałam i odwzajemniłam jego uśmiech .

background image

Gdy dotarliśmy już do Californi. cały czas nie mogłam uwierzyć że jest tu tak 
tłoczno i gdzie stoi Jessica.
- Lucas !! Alice !! Tutaj !! .
Kiedy się odwróciłam, ujrzałam Jesscię, machającą rękami.
Wzięłam Lucasa za rękę i zaczęliśmy przeciskać się przez tłum, nie było to aż takie 
trudne, ponieważ Lucas jest silny, W końcu wsiedliśmy do samochodu Jessicy .
- Witam was w Californi, za niedługo dojedziemy do Instytutu i poznacie 
wszystkich.
- Dziękujemy bardzo, na pewno znajdę tam jakąś przyjaciółkę, bo dwie moje 
przyjaciółki zostały w domu.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, budynek Instytutu był cały biały, a zakończenia 
miał różowe. Taki prosty budynek.
- Za chwilę poznacie założycielkę tego Instytutu, ale najpierw idźcie się 
rozpakować.
Więc wzięłam Lucasa za rękę i poszliśmy na górę, kiedy weszłam do swojego 
pokoju, zobaczyłam siedzącą na moim przyszłym łóżku jakąś dziewczynę.
- Cześć, mam na imię Alice, a ty ? - podeszłam do dziewczyny i spojrzałam na nią.
- Ja mam na imię Diana, miło Cię poznać.
- Jaki masz dar ? Bo ja umiem czytać w myślach.
- Ja ? Unoszę przedmioty siłą umysłu, pokażę Ci - podniosła do góry palec i nagle 
książka sama zaczęła lewitować. To było zadziwiające.
- Super.
Gdy tak ze sobą rozmawiałyśmy do pokoju przyszedł chłopak, miał niebieskie 
oczy, blond włosy, czarną kurtkę ze skóry i jeansy zwężane u dołu, był przystojny.
- Cześć jestem Alice, a to Diana, a ty jak się nazywasz ?
- Jestem Jacob, miło mi.
- Właśnie rozmawiałyśmy o mocach. Jaką masz moc ? Bo ja jestem telepatką, a 
Diana umie podnosić przedmioty wolą umysłu. - Od razu Diana podniosła palec i 
ta sama książka zaczęła znowu lewitować.
- Czadowo ! Ja kontaktuje się z ziemią - i w jednej sekundzie nie wiadomo skąd w 
jego dłoni pojawił się kwiatek, podszedł do mnie i wręczył mi go.
- Dziękuje . - był naprawdę piękny.
Nagle w drzwiach pojawił się Lucas.
- Nie podrywaj mojej dziewczyny - po czym wziął mnie za rękę i ucałował w 
policzek.
- Nie wiedziałem, stary.
- Żartowałem, mam na imię Lucas i moc uzdrawiania. Jessica powiedziała 
żebyśmy zeszyli na obiad.
Jak wszyscy znaleźliśmy się na dole. nie mogłam uwierzyć w to co widzę za stołem 
był Tyler.

background image

- Chciałam wam kogoś przedstawić jest to Tyler, jak Alice jest telepatą ale również 
bratem Lucasa.
Spojrzałam ukradkiem na Lucasa, jego oczy były przepełnione bólem i gniewem.
- Cześć wszystkim - po czym puścił do mnie oko.
Zrobiło mi się niedobrze.
" Mówiłem że się spotkamy "
" Czemu mnie to spotyka ? "
" Bo jesteś piękna i jedyna w swoim rodzaju "
Gdy wszyscy skończyliśmy jeść, Lucas podszedł do Tylera i uderzył go w twarz.
- Jeszcze raz spróbuj dotknąć Alice, a zabije Cię !!
- Jak chcesz uderz jeszcze raz, ale wtedy pożałujesz - i wyszczerzył zęby w 
bezczelnym uśmiechu.
Lucas zaczął się z nim szturchać, a ja podeszłam i odgoniłam ich. Ale nie było to 
łatwe.
- Przestańcie, zachowywać się jak dzieci, idźcie do pokoi. Już !!
- Ale niech uważa dzięki Tobie mu się nie oberwało.
- Ale się trzęsę ze strachu.
- Skończcie proszę !
- Dla Ciebie się uspokoję - powiedział Lucas.
Zaprosiłam Dianę do swojego pokoju, bo uzgodniłyśmy że będziemy razem go 
dzielić, a Lucas dzielił pokój z Jacobem, a Tyler miał dla siebie cały pokój. Gdy 
leżałam tak na łóżku cały czas myślałam o Tylerze, pierwszy raz ktoś mi 
powiedział że jestem piękna, Lucas mi tego nigdy nie powiedział, a najgorsze było 
to że miałam go widywać cały czas. Miałam potworny mętlik w głowie, w końcu 
powieki same mi się zamknęły in pogrążyłam się w cudownym śnie.

background image

ROZDZIAŁ 6

G

dy wstałam, Diana była już gotowa do wyjścia na śniadanie.

- No chodź Alice, bo na pewno te żarłoki, nam wszystko zjedzą. - uśmiechnęła się 
Diana.
- Już, tylko się ubiorę.
Gdy zeszłyśmy na dół było już podane śniadanie, ale Tyler i Lucas też jedli, bo nie 
chcieli być odludkami ale i tak ten pokarm nie wzbogacał ich w składniki 
odżywcze.
- Cześć wszystkim - powiedziałam i zasiadłam do stołu.
Tyler i Lucas patrzyli na siebie gniewnym wzrokiem wiedziałam, że tak jest tylko 
dzięki mnie.
- Co mamy na dzisiaj zaplanowane ? - spytałam.
- Chcę sprawdzić, jak doskonalicie swoje umiejętności - powiedziała Jessica.
Nagle do kuchni, weszła jakaś kobieta, miała na sobie białą bluzkę, na szyi 
zawiązany krawat, czarne spodnie zwężane u dołu i czarne buty na wysokim 
obcasie. Miała włosy koloru blond, a cerę alabastrową. Oraz miała niebieskie oczy. 
Moim zdaniem była ładna. Tylko coś w niej było strasznego, tylko nie wiedziałam 
co to jest.
- Chciałabym wam przedstawić założycielkę tego Instytutu Meredith Verona.
- Witam wszystkich - powiedziała Meredith.
- Dzień dobry - odpowiedzieliśmy wszyscy razem, oprócz oczywiście Tyler'a.
Gdy spojrzałam na Meredith w jej oczach pojawił się dziwny blask, aż włosy 
stanęły mi dęba.
- Widzę, że w naszym gronie mamy dwóch wampirów - powiedziała Meredith.
- Tak Lucas i Tyler są wampirami, ale też braćmi - powiedziała Jessica.
- Bardzo miło gościć was tutaj - uśmiechnęła się Meredith, ale moim zdaniem był 
to szyderczy uśmiech i przepełniony grozą.
Tyler odszedł od stołu i poszedł na górę :
- Muszę odpocząć - powiedział.
Nagle spojrzał na mnie.
" Oczywiście możesz do mnie dołączyć "
" Niestety nie jestem zainteresowana "
" Szkoda, szkoda "
Ale nagle poczułam wielką chęć, żeby pójść z nim na górę, ale gdy wstawałam ktoś 
złapał mnie za rękę, był to Jacob. Gdy usiadłam to odwróciłam się do niego.
- Dzięki Jacob.
- Nie ma za co, wiedziałem, że Cię hipnotyzuje.
- A skąd to wiedziałeś ?
- Kiedyś mnie to trafiło, bo poznałem taką super dziewczynę moim marzeń, ale 
potem okazało się że to wampirzyca i chciała mnie wykorzystać i właśnie 
hipnotyzowała, więc dlatego wiem że Tyler to robił bo miał taki sam wyraz twarzy 
jak ona.

background image

Lucas podszedł do mnie, ale nagle złapał się za nos.
- Czemu się zatkałeś coś tu śmierdzi ?
- Nie czujesz mokrego kota ?
- Nie nic nie czuje.
Jacob spojrzał dziwnie na Lucasa i odszedł za Dianą do pokoju. W kuchni 
zostaliśmy tylko sami.
- Nie przejmuj się Tylerem, on taki był zawsze.
Wziął mnie za rękę i przytulił.
- Kocham cię - szepnął mi na ucho.
- Ja ciebie też - odszepnęłam.
Lecz nagle do kuchni wszedł Jacob, ale jak zauważył nas objętych to się cofnął i 
odszedł.
- Co mu się stało ? - spytałam.
- Nie wiem, co go dzisiaj ugryzło od rana jest taki jakiś inny - powiedział Lucas.
- Pójdę do niego i się spytam o co chodzi - powiedziałam.
- Oki, to idź.
Kiedy wchodziłam na górę, to podejrzewałam dlaczego taki jest, po prostu był 
zazdrosny, że jestem z Lucasem a nie z nim. Było mi go trochę żal. Zaczęłam pukać 
do jego pokoju, ale nikt nie odpowiedział, więc postanowiłam wejść do środka. 
Gdy otworzyłam drzwi, to nie mogłam uwierzyć własnym oczom na kanapie leżała 
czarna pantera i łypała na mnie oczami. Postanowiłam szybko dobiec do drzwi, ale 
pantera zatarasowała mi drogę i krok po kroku zbliżała się do mnie. Ze strachu 
nie umiałam wydusić ani słowa. Coraz bliżej mnie była, a ja nie zauważyłam 
krzesełka i usiadłam na nim cofając się.
" Nie bój się mnie, nie zrobię Ci krzywdy "
 - usłyszałam w myślach.
" Kim jesteś ? "
" To ja Jacob, jestem zmiennokształtnym i zamieniam się w panterę "
Nagle panterze wyrastały blond włosy, kończyny z palcami i w oka mgnieniu 
ujrzałam poczciwego starego Jacoba. Podszedł i usiadł koło mnie, bo to krzesełko 
było duże i pomieściło nas obu.
- Boisz się mnie ? - spytał po dłuższej chwili.
- Trochę, bo nigdy nie widziałam zmiennokształtnego.
- Po prostu mój pradziadek był zmiennokształtnym, a ja po nim odziedziczyłem 
geny.

background image

- To dlatego Lucas czuł smród mokrego kota ?
- Tak, a ja czułem smród mokrego wampira.
Po chwili zaczęliśmy się śmiać.
- Ale nie jesteś groźny ?
- Jak widać nie mam kłów jak twój ukochany - uśmiechnął się ironicznie.
- Bardzo śmieszne - dałam mu kuksańca w bok.
Nagle Jacob mnie przytulił, a ja czułam ciepło wychodzące z jego torsu.
- Czemu jesteś taki ciepły ?
- Bo zmiennokształtni zazwyczaj są ciepli.
- Aha to wszystko rozumiem.
- Ale proszę Cię nikomu nie mów, że jestem zmiennokształtnym, bo to chcę 
zachować tylko dla siebie, ale skoro to ty też odkryłaś to już nie będę się tak często 
zmieniał, albo będę zamykać drzwi na klucz.
- Ok, nikomu nie powiem. - po czym znowu mnie przytulił.

background image

ROZDZIAŁ 7

J

uż ponad miesiąc jestem w tym instytucie. Meredith i Jessica bardzo dobrze się 

postarały, żebyśmy się tu czuli dobrze i bezpiecznie. Zaprzyjaźniłam się z Dianą 
oraz Jacobem, który jest zmiennokształtnym. Moją miłością jest Lucas Salvore 
bez którego nie mogę żyć, właśnie jemy śniadanie. 
- Dzisiaj poznacie nowego kolegę, Jessica właśnie po niego pojechała – powiedziała 
Meredith.
- Następny czubek – powiedział Tyler.
- Wyrażaj się, sam nie jesteś lepszy – powiedział Lucas.
- Stul pysk !!!
- Chłopaki, przestańcie się kłócić, bo to nie jest przedszkole – odezwałam się.
- Masz rację, to nie jest przedszkole tylko cyrk na kółkach – odszedł od stołu i 
poszedł na górę.
- Zachowuje się jak małe dziecko – powiedziałam.
- Nie tylko on – mówiąc to Jacob puścił do mnie oko.
- No ja na pewno nie jestem małym dzieckiem – odeszłam do stołu i uderzyłam go 
w ramię.
- To bolało – mówiąc masował swoje ramię.
- Bo miało – mówiąc to uśmiechnęłam się.
- Dobrze to pójdę się przebrać.
- Może Ci pomóc ? - spytał z uśmiechem Lucas.
- Nie trzeba poradzę sobie – podeszłam do niego i pocałowałam go w usta, ża aż 
rozluźniłam się pod jego dotykiem, nie zwracałam uwagi na to że wszyscy patrzą, 
bo liczył się tylko on i ja a nikt inny nie istniał.
Gdy skończyliśmy się całować, to przytuliłam go i szepnęłam :
- Jesteś osobą na którą zawsze czekałam, a on odszepnął to samo.
Wchodząc po schodach, zastanawiałam się jak będzie wyglądał ten nowy chłopak. 
Gdy weszłam do pokoju, to na łóżku leżała mała czarna różyczka na której był 
liścik : 

„ Dla mojej kochanej pani ciemno ci, oddany i kochaj cy bezgranicznie. 

ś

ą

                                                                                           Tyler < 33 . ” 

Ciekawe jak dostał się do mojego pokoju jak ja miałam klucze, ale przecież to 
wampir więc można się po nim wszystkiego spodziewać. Musiałam jednak 
przyznać że różyczka była ładna. Nagle gdy tak rozmyślałam usłyszałam 
nadjeżdżający samochód, bez zastanowienia wyjrzałam przez okno, a z 
samochodu wyszła Jessica, a z drugiej strony pasażera bardzo przystojny chłopak 
jaki chodzi po tej ziemi. Miał brązowe krótko ostrzyżone włosy, był dobrze 
zbudowany jak na jego wiek, ale nie widziałam jakie ma oczy. 

background image

Nawet nie zauważyłam kiedy się odwrócił i spojrzał w moją stronę, dopiero po 
dłuższej chwili zobaczyłam że puścił do mnie oko i się uśmiechnął. Był to 
najpiękniejszy uśmiech, a ja speszona odeszłam bo na pewno byłam cała czerwona. 
Szybko się ubrałam i zbiegłam po schodach. 
Wszyscy już byli na dole, więc podeszłam do Lucasa i chwyciłam go za rękę a on 
odwzajemnił uścisk.
- Chciałabym wam kogoś przedstawić, to jest Daniel Wolfe, Daniel przywitaj się .
- Cześć - powiedział mrucząc pod nosem .
- Bądź grzeczniejszy i nie mrucz pod nosem, tylko powiedz zrozumiale .
- Nie nie będę grzeczniejszy i co z tego że jestem z poprawczaka. Nikt mnie nie 
musi ani lubić ani kochać, sam sobie poradzę bo nie potrzebuje waszej troski i 
współczucia. Po prostu żal mi was. Ja spadam. - i pobiegł do swojego pokoju 
bardzo oburzony .
Każdy z nas stał w osłupieniu, dlaczego Daniel tak bardzo nas nienawidzi, przecież 
w ogóle nas nie zna.
- Idźcie wszyscy do swoich pokoi, a nie stójcie na środku hol, Lucas i Jacob 
chodźcie do mnie, bo pomożecie mi wnosić kartony. - powiedziała Meredith.
- Dobrze już idziemy .
Pocałowałam Lucasa w policzek i poszłam na górę, cały czas rozmyślałam 
dlaczego Daniel jest taki przystojny i ma takie wydęte usta, że aż chce się je 
całować. Jak byłam przed moim pokojem to zobaczyłam Tylera opartego o moje 
drzwi .
- Cześć złotko, nie wiedziałem że taka jesteś. Na początku we mnie się zakochałaś, 
potem w Jacobie, a teraz w nim ? Oj nie ładna jesteś .
- To nie prawda. Ja kocham Lucasa, a ty nie odczytuj moich myśli.
Chciałam przejść obok, ale on zatarasował mi drogę.
- Gdzie się wybierasz ?
Czułam jego oddech na mojej twarzy, w mgnieniu oka swoim językiem leciutko 
polizał mnie po twarzy i szepnął :
- Bądź moją panią ciemności, ja Cię kocham, a ty ?
Nie mogłam wydusić słowa, ale odpowiedziałam :
- Kocham Lucasa i to się nie zmieni.
- Zobaczymy - odpowiedział i odszedł .
Gdy weszłam do pokoju Diana leżała na łóżku i płakała . Usiadłam koło niej i ją 
przytuliłam .
- Dlaczego płaczesz ?
- Bo jestem brzydka, głupia i nikt mnie nie pokocha .
- Nie jest to prawda co ty wygadujesz. Jesteś bardzo ładną i inteligentną osobą, 
każdy Cię pokocha .
- Ale np. ty masz chłopaka, a podkochuje się w Tobie Jacob, Tyler i Daniel .

background image

- Właśnie że nie, Daniel się we mnie nie podkochuje .
- A skąd to wiesz ?
- Bo widziałam jak na Ciebie patrzy .
- Naprawdę ?
- Tak i proszę Cię nie płacz już .
Wytarłam jej łzy, ale nagle usłyszałyśmy krzyk, który należał na pewno do 
Meredith . Bez chwili zastanowienia, zbiegłyśmy na dół . To co tam zauważyłyśmy 
było okropne, na ziemi leżały zakrwawione zwłoki Jessicy a obok niej klęczała 
Meredith i też płakała. Jessica trzymała w dłoni siekierę, która była cała we krwi. 
Zobaczywszy ile było tam krwi, osunęłam się na ziemię, ale w ostatniej chwili 
Lucas mnie złapał .
- Kochanie, proszę nie zamykaj oczu .
- Kocham...
Już nie dokończyłam tego zdania bo zobaczyłam tylko ciemność .
Gdy się ocknęłam, leżałam na kanapie, a pod oknem stał Daniel .
- O nareszcie się ocknęłaś .
- Tak, ale nadal jestem przytłumiona . A co się stało Jessice ?
- Ktoś wypił jej krew, a potem uderzył siekierą w głowę. Na miejscu zbrodni 
znaleziono kosmyk brązowych włosów. A teraz wszyscy pocieszają Meredith.
- To straszne, a dlaczego znalazłeś się w poprawczaku ?
- A jak myślisz, za co ludzie trafiają do poprawczaka ? - powiedział to z lekką 
ironią w głosie – Po prostu zabiłem człowieka. No i boisz się mnie ?
- Nie boję się ciebie, bo widzę to w twoich pięknych tęczówkach które mówią 
wszystko.
Podszedł do mnie bliżej, klęknął i wyjął scyzoryk z kieszeni spodni.
- A teraz ?
- Nie nadal jestem swojego zdania.
Więc Daniel zaczął tym scyzorykiem poruszać wokół mojej bluzki, nagle 
zauważyłam że przybliżał swoją twarz do mojej i szykował się do pocałunku, a ja 
zobaczyłam jego piękne szare oczy, które hipnotyzowały. Już dotykaliśmy się 
nosami, ale w tym momencie do pokoju wszedł Jacob, więc Daniel speszony 
wybiegł. Jacob popatrzył na mnie spod przymrużonych powiek.
- I co lepiej się już czujesz ? - powiedział z udawaną szczerością.
- Tak, ale jak myślisz kto mógł to zrobić ?
- Ja myślę, że mógłby być to Daniel, bo to on przed śmiercią kłócił się z Jessicą i to 
dość ostro.
- Jak to możliwe ?
- Bo właśnie tamtędy przechodził Lucas, więc wszystko widział i słyszał. Więc 
uważaj na niego.
- On nie jest taki zły, a ja wiem że nie znosisz Daniela.
- Nie on jest w ogóle niebezpieczny, ale to nie ja wróciłem z poprawczaka. - 
wycedził przez zęby .

background image

- Ale to nic nie znaczy że jest z poprawczaka, ludzie się zmieniają, a ja widzę że 
nikomu nie dajesz drugiej szansy.
- No dobrze, zakończę tę bezsensowną kłótnie, bo i tak ona do niczego mądrego nie 
prowadzi. Zrobisz co będziesz uważała, ale potem nie przychodź do mnie i nie 
przyznawaj mi racji. - powiedział z nutą sarkazmu.
- Nie bój się o mnie, bo umiem dbać o siebie.
Wstałam z łóżka, podeszłam do Jacoba i klepnęłam go w ramię.
- Proszę Cię o jedną nie troszcz się o mnie, bo umiem sobie poradzić, ale jesteś 
słodki jak się wkurzasz – posłałam mu uśmiech.
Ale on też się uśmiechnął.
- Ok, po prostu jestem Twoim przyjacielem i nikt tego nie zmieni.
Przytuliłam go dlatego że był najbliższą mi sobą na tym bagnie.

background image

ROZDZIAŁ 8

N

ie mogłam się pogodzić z myślą że Jessicy nie ma wśród nas. To ona pokazała że 

istnieje świat którego ja również jestem cząstką, ona mi to uświadomiła i za to ją 
polubiłam. Ale najgorsze było to że miałam mieszane uczucia w związku do Lucasa 
i to mnie przerażało. Minęły już 2 tygodnie od jej śmierci, a każdy chodzi smutny i 
przygnębiony. Tylko Tyler jak zawsze jest pełen wigoru. 
- Moi drodzy niestety szybka i tajemnicza śmierć Jessiki uniemożliwia nam 
prowadzenia instytutu, więc jutro każdy z was wraca do swojego domu. - 
oznajmiła Meredith na porze obiadowej.
- Ale Meredith, ja się zżyłam z tym instytutem i nie chcę go opuszczać. Jest był i 
będzie częścią mojego życia. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Ale nie mogę nic na to poradzić. Policja wszczęła śledztwo, wiadomo tylko że na 
miejscu zbrodni znaleziono brązowy kosmyk włosów.
 „ Ale przecież taki kolor włosów ma Daniel, Lucas, bo Tyler ma, ale ciemny brąz, to 
chyba niemożliwe„
„ A jednak Twój ukochany jest po mojej stronie”
Kiedy się obróciłam, zobaczyłam jak Tyler puszcza do mnie oko.
„Tak to ja to mówiłem, kotek”
W mgnieniu oka się odwróciłam i wbiegłam schodami na górę. Wchodząc do 
pokoju zobaczyłam Daniela siedzącego na mojej kanapie i bacznie mi się 
przyglądającego. 
- Myślisz, że to ja zabiłem Jessice .
- Ja nie wiem, czy to ty zrobiłeś, ale wszystkie poszlaki wskazują na Ciebie.
- Nie tylko na mnie, a na Lucasa przecież też – ujrzałam blask w jego oczach.
- Nie to nie mógł być on, przecież jest dobry i opiekuńczy .
„Gdzie ciemność nie zawsze oznacza zło, a światłość nie zawsze niesie za sobą 
dobro”* - 
ten cytat wszystko wyjaśnia .
 Miałam cichą nadzieje, że mój chłopak nie okaże się mordercą. 
- Wiesz co jakoś Ci nie wierze, po prostu chcesz żeby nikt nie brał Cię za winnego.
- Ja widziałem jak Lucas kręcił się koło Jessicy i mówił coś do niej podniesionym 
tonem, gestykulując przy tym rękami, a Jessica próbowała mu coś wytłumaczyć.
- Nawet nie wierze, że mógł być do takiego czegoś zdolny.
- Bo każdy trzyma jego stronę. Ale nie mów nikomu że Ci to powiedziałem.
- Ok, nie powiem.
- Obiecujesz ?
- Obiecuję .

   __________________________

   * cytat z książki „Naznaczona” P.C & Kristin Cast

background image

I odszedł. Do tej pory byłam w lekkim szoku. Cofając się do mojego pokoju z 
powrotem, trafiłam na Lucasa i się potknęłam. 
- Oj uważaj następnym razem skarbie – i ucałował mnie w szyję.
A mnie przeszedł dreszcz i się odsunęłam.
- Nic się nie stało ?
- Nie nic mi nie jest.
Rozmawiając z Lucasem, na górę weszła Meredith i podeszła do mnie ale kątek 
oka dostrzegłam że Lucas dziwnie jej się przyglądał. A ona szepnęła mi na ucho :
- Spotkajmy się na dole, bo muszę Ci coś powiedzieć w związku z Lucasem.

- Ok, to zaraz zejdę.

Meredith po chwili zeszła na dół. 
- Lucas ja pójdę do swojego pokoju, bo coś mnie głowa zaczyna boleć.
- A nie wyleczyć cię ?
- Nie musisz, chciałabym pobyć trochę w samotności.
- No dobrze, to potem się zobaczymy, odpoczywaj.
Pożegnaliśmy się, a ja weszłam do pokoju. Diana leżała na łóżku, więc położyłam 
się koło niej.
- Co tam u Ciebie ? - spytałam
- A właśnie rozmyślam czemu Jessicę to musiało spotkać.
- Bo tak widocznie miało być, ale mam nadzieję że dobrze się tam nią zaopiekują w 
niebie. A przyniesiesz mi szklankę wody ? Bo głowa mnie boli i wezmę tabletki.
Diana podniosła palec i tabletki z szafki powędrowały wprost w moje ręce.
- Ale po szklankę z wodą będę musiała niestety Ci przynieść bo lewitować na duże 
odległości nie potrafię.
- Ok, tylko przyjdź szybko bo nie chcę dostać migreny.
- Już pędzę – uśmiechnęła się i wyszła.
A wtedy zadzwonił mi telefon.
- Halo ?
- Nie żadne halo tylko joł .
- A kto przy telefonie ? 
- No jak to kto Bonnie pacanie.
- A siemka Bonnie nie poznałam Twojego głosu. Co tam słychać ?
- Mam chłopaka !! Normalnie totalnie słodki jak landrynka. Jest wysokim 
brunetem o niebieskich oczach, ma muskularne ciało, a na imię ma Kuba, a Adela 
jeszcze nie znalazła swojej połówki, ale jestem pełna nadziei że znajdzie. 
- O to super, a jak tam w szkole ?
- A nic po staremu, nareszcie Parysowi ktoś dokopał, bo strasznie kozaczył jak to 
on miał w zwyczaju. A zgadnij kto to zrobił ?
-  No nie wiem .
- Mój chłopak !!

background image

- Naprawdę ? No to wspaniale, masz swojego obrońcę.
- A kiedy tak w ogóle nas odwiedzisz ? 
- No na pewno jak najszybciej, bo się za wami strasznie stęskniłam. Jeszcze się 
zmówimy.
- Ok. to pa, bo Kuba mnie woła na rower z Adelą. 
- Ok to na razie. Pozdrów wszystkich. Kocham was i bardzo tęsknie !
- My też cię kochamy i tęsknimy za Tobą. Dobrze pozdrowię.
I się rozłączyła, a po krótkiej chwili usłyszałam krzyk Diany dobiegający z kuchni 
i bez chwili zastanowienia zbiegłam na dół, ale to co tam zobaczyłam to przerosło 
moje najśmielsze oczekiwania. Na podłodze leżały zakrwawione zwłoki Meredith z 
siekierą w ręku i dwoma dziurkami w szyi ( skąd ja to znam ), a koło niej leżała 
Diana też cała zakrwawiona, ale na szczęście była półprzytomna. Nagle osunęłam 
się na ziemię, ale tym razem znalazłam się w silnych ramionach Jacoba.
- Tylko tym razem nie mdlej tu.
- Nie nie będę – ale za to rozpłakałam się jak małe dziecko w jego rękaw od 
koszuli.
- Lucas dzwoń po pogotowie.
- Dobrze już dzwonię – powiedział Lucas ale jego głos nie wyrażał żadnych emocji.
W tym samym czasie Jacob mnie przytulał i pocieszał, jak przystało na 
prawdziwego przyjaciela.
- Nie płacz już, wszystko będzie dobrze.
- Dzięki Tobie lepiej się czuje.
- To mnie cieszy – uśmiechnął się unosząc leciutko kąciki ust.
Po 15 minutach przyjechało pogotowie i policja. Policja znalazła ten sam kosmyk 
włosów co przy zwłokach Jessicy, a pogotowie zabrało Dianę na ostry dyżur, bo 
straciła dużo krwi razem z Danielem żeby jej potowarzyszył. A mnie dali jakieś 
tabletki uspokajające, ale na szczęście już stałam na nogach. 
- I jak lepiej się czujesz ? - powiedział Lucas i pocałował mnie w policzek a Jacob 
odszedł. 
- Tak lepiej, ale muszę pojechać do szpitala zobaczyć się z Dianą.
- Pojedziesz jutro rano bo dzisiaj musisz odpocząć – wziął mnie na ręce, a ja 
wtuliłam się w jego tors.
Gdy już położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą, przybliżył swoje usta i zamknął 
je w delikatnym pocałunku, ale to nie było to co wcześniej i nie miał już tego 
swojego magnetyzmu. 
- Kocham Cię – szepnął, owiewając mnie oddechem.
Odszedł, a oczy same mi się zamknęły i usnęłam.

background image

ROZDZIAŁ 9

O

budziłam się, ubrałam, ogarnęłam szybko w łazience, bo miałam niestety jak 

zawsze straszny busz na głowie i to się nazywa urok długich i grubych włosów. Jak 
byłam już gotowa i ubrana w świeże ciuchy szybko zeszłam na dół żeby jak 
najszybciej spotkać się z Dianą. Wzięłam kurtkę do ręki i podchodząc do drzwi, 
Jacob zastąpił mi drogę
- A ty gdzie się wybierasz Alice ? - spytał gniewnym głosem, a spojrzawszy w górę 
ujrzałam jego zaspane oczy.
- Idę odwiedzić Dianę, bo na pewno jest jej smutno bez jakiegoś wsparcia 
- Jak masz taki zamiar to na początku informuje mnie się o tym, bo martwiłbym 
się.
Już potencjalnie wkurzało mnie, że wszyscy się o mnie troszczyli, nie byłam małym 
dzieckiem. Miałam już 17 lat ! A nie zaledwie 5, a w oczach Jacoba byłam nadal 
małym rozpieszczonym bachorem, który chciał zaistnieć. Tylko westchnęłam.
- Jake...
- Tak wiem wiem nie mam się o Ciebie martwić, bo sobie poradzisz... - powiedział 
sucho
- Ale to nie tak, po prostu już mnie to wkurza. - powiedziałam i spojrzałam jeszcze 
raz w jego piękne oczy, w których zobaczyłam gniew i bezsilność.
- Ale jesteś moją jedyną i najlepszą przyjaciółką i nie chciałbym Cię stracić
- Ja o tym wiem Jake i do końca życia ty też będziesz moim najlepszym 
przyjacielem – powiedziałam i poklepałam go po ramieniu. -
- Idź tylko uważaj na siebie 
- Zawsze uważam.
Odeszłam od Jacoba i poszłam do Diany na piechotę, bo szpital był bardzo blisko. 
Weszłam do poczekalni, a na krześle przed pokojem Diany drzemał Daniel, cicho 
podeszłam do niego i lekko szturchnęłam go w ramię.
- No śpiochu budzimy się możesz już idź do domu, bo widzę że jesteś zmęczony.
Daniel przeciągnął się i ziewając wstał z krzesła.
- Dobrze, zaraz będę się zbierał tylko zjem coś ciepłego w bufecie. - powiedział 
zaspanym tonem, a ja zauważyłam że był seksowny z włosami które odstawały mu 
na różne strony. Nie wiem czemu ale mnie w nim pociągało to że był taki 
niechlujny, ale nagle zobaczyłam że Daniel się uśmiechnął.
- Co Cię tak bawi ? 
- Nie nic, tylko nie wiem czemu cały czas mi się przyglądasz z zaciekawieniem.
Cała się zarumieniłam, na pewno Daniel to zauważył bo miałam białe policzki, 
odziedziczyłam po rodzicach taką alabastrową cerę.
- Wcale ci się nie przyglądałam, tylko myślę że przydałby Ci się po prostu grzebień 
i nic innego.

background image

Dotknął swoich włosów i przeczesał je palcami, po czym się uśmiechnął 
odsłaniając swoje śnieżnobiałe zęby.
- A tak nie jestem seksowny ?
Znowu cała się zarumieniłam, bo wiedziałam że o tym przed chwilą pomyślałam. - 
Jesteś owszem, ale wracając do rzeczy jak z Dianą lepiej ?
- Odzyskała przytomność, ale jest strasznie osłabiona, bo straciła dużo krwi. 
- Ale mam nadzieję, że z tego wyjdzie. 
- Ja od momentu kiedy ją karetka zabrała mam taką nadzieję, ale niestety 
odchodzę z instytutu bo nie wiadomo co z nim dalej będzie, a tak naprawdę to 
mnie już w ogóle to nie interesuje, więc idę. - odwrócił się w stronę wyjścia a ja 
złapałam go za ramię. 
- A co z Dianą ? Co z nami ? Po prostu ot tak to wszystko zostawiasz ? 
- Na pewno się jeszcze spotkamy nawet o tym ręczę, a teraz daj mi w spokoju 
odejść. - wzięłam rękę z jego ramienia a on poszedł zwartym krokiem prosto do 
wyjścia. Zostałam sama z pustką w sercu, nie wiedziałam dlaczego tak się czułam 
po odejściu Daniela, przecież on był tylko kolegą i nikim innym a może mi się tak 
tylko zdawało ? Może coś do niego czułam, a on do mnie ? 
Jednak po krótkiej chwili weszłam do pokoju Diany.
- Hej Diana I jak lepiej się czujesz ?
Gdy ją zobaczyłam była cała blada, a do ciała miała poprzyczepiane różne rurki. 
Na początku jej nie poznałam, bo jej włosy straciły blask, a twarz miała jak trup, 
bez całkowitego wyrazu. 
- Ccześć...  –  wymamrotała słabym, pozbawionym emocji głosem.
Przysiadłam koło niej i chwyciłam ją za rękę.
- A wiesz kto to Ci zrobił ?
Była taka bezradna, że aż łza poleciała mi po policzku.
- Nie płacz, ja wyjdę z tego – pomasowała moją rękę.
- Ten kto Ci to zrobił pożałuje tego gorzko !
- Nie wiem, bo obezwładnił mnie od tyłu gdy zobaczyłam zwłoki Meredith, a potem 
znalazłam się tutaj. Wiem tylko że miał gruby i męski głos.
- Na pewno tego dupka złapiemy. To ja już pójdę, a ty wracaj do sił i odpoczywaj. 
Jutro spróbuję Cię odwiedzić, a na korytarzu będzie pilnował Cię policjant całą 
noc więc się nie przejmuj, a ostrożności nigdy nie za wiel.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i cię kocham, to na razie. - po chwili usnęła, a 
ja pogłaskałam ją po policzku i wyszłam cichutko zamykając drzwi. Na szczęście 
policjant już siedział na krześle.
- Dziękuje z głębi serca że zgodził się pan pilnować Diany. - spojrzałam na 
policjanta a on się uśmiechnął, raczej przypominał to grymas a nie uśmiech. 
- To jest nasza praca, żeby nikomu nic się nie stało i nie musisz dziękować, 
dziecinko .
Nienawidziłam jak ktoś nazywał mnie dziecinką, może przez to że ten kolo miał z 2 
metry wzrostu i dla niego byłam kurduplem, a poza tym na moje oko miał 50 lat. 
Ale to nie zmieniało faktu że mnie tak nazwał, już miałam coś odpysknąć ale 
ugryzłam się w język żeby nie mieć problemów, jeszcze ze strony policji. 

background image

Pomachałam głową i podążyłam w stronę wyjścia, czułam na plecach wzrok tego 
policjanta, bo przeszył moje ciało prąd, jak odwróciłam się to rzeczywiście 
przyglądał mi się świdrującym wzrokiem więc szybko wyszłam ze szpitala. 
Podążyłam w stronę lasu, nigdy nie bałam się iść przez las bo zawsze czułam się w 
nim bezpiecznie nawet nie wiedziałam dlaczego tak jest ale nagle zauważyłam 
jakąś czarną postać podążającą w moją stronę, gdy się odezwał to przez moje ciało 
przeszedł dreszcz.
- Lucas Salvore, nie jest tym za kogo się podaje. Strzeż się, bo niechybnie zginiesz.
Postać rozpłynęła się w powietrzu, a ja przez dłuższą chwilę stałam w osłupieniu 
bo nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Ten Lucas w którym się kochałam na 
zabój, miał się okazać bezlitosnym mordercą bez skrupułów ? Biegłam szybko 
szlakiem oznaczonym dla pieszych, nie słyszałam myśli innych ludzi, bo byłam za 
bardzo oszołomiona i roztrzęsiona własnymi problemami. Nawet podobało mi się 
to że chociaż prze chwilę nie słyszałam myśli innych ludzi. Zauważyłam budynek 
instytutu i wbiegłam do środka, ale na chwilę przystanęłam w holu bo strasznie 
dyszałam ze zmęczenia a pot spływał po mojej twarzy. Weszłam do kuchni i kiedy 
wycierałam się ręcznikiem to na stole zauważyłam karteczkę, podeszłam bliżej i 
rozpoznałam pismo Jacoba :

„ Wszyscy jeste my w piwnicy, jak wrócisz to przyjd . Omawiamy co b dzie

ś

ź

ę

 

dalej z instytutem ”
Jacob ; ** Twój przyjaciel x 3 !

Odłożyłam ręcznik i zbiegłam schodami w dół, były one pokryte kurzem, a na 
ścianach wisiały podobizny jakiś ważnych osobistości okute w złote ramy. Mieli oni 
dostojne twarze, ale we mnie budziły strach. Weszłam do pierwszego korytarza a 
tam już wszyscy byli, na początku podeszłam do Jacoba i go przytuliłam, potem do 
Tyler'a, podałam mu rękę ale on był szybszy i mnie przyciągnął do siebie. 
Usłyszałam warknięcie i kątem oka zobaczyłam że oczy Lucasa pociemniały z 
gniewu i się cały spiął, wtedy on odciągnął mnie od Tyler'a i przywarł do mnie 
ustami ale trochę za mocno. Poczułam smak krwi, bo zębami rozcięłam sobie 
wargę i wzdrygnęłam się, kiedy on ją zlizał. Powinnam być wściekła że na oczach 
Jacoba i Tyler'a to zrobił ale czułam się jak w niebie. 
- Możemy już zacząć ? - warknął Tyler
- Tak ale następnym razem nie będziesz miał tyle szczęścia i Ci przyłożę – wycedził 
Lucas przez zaciśnięte zęby.
- Już się boję, widzisz jak się trzęsę ? - syknął Tyler 
- Lepiej już zacznijmy, a wiecie gdzie jest Daniel ? – spytał Jacob
- Powiedział że ma wszystkich w dupie i sobie poszedł – powiedziałam
- No zawsze go nie ma kiedy jest potrzebny, bez niego również sobie poradzimy. - 
powiedział Lucas

background image

- A ty się już lepiej nie odzywaj – warknął Tyler
- Więc, co będzie dalej z instytutem ? - spytał Jacob
- Myślę, żeby pojechać do domu, bo ja na pewno nie będę tu ani minuty dłużej – 
mruknął Tyler
Wtem wszyscy usłyszeliśmy, że ktoś puka do drzwi, wyszliśmy z piwnicy, a ja 
otworzyłam drzwi.
W progu stała dziewczyna w moim wieku o blond włosach i szaro-niebieskich 
oczach. Miała na sobie bluzkę w małe serca na ramiączkach, krótkie białe 
spodenki i półbuty ze stopkami. Miała cerę oliwkową, na pewno była pochodzenia 
włoskiego.
- Cześć wszystkim, nazywam się Grace Samson i przyszłam tu po to żeby dowodzić 
tym instytutem.
- Cześć, proszę wejdź . Jestem Alice, to jest Jacob, Tyler, a to Lucas.
- Cześć Grace – powiedzieli chórem.
- No to może chodźmy do kuchni, żeby wszystko wyjaśnić ? 
- No jasne chodźmy .
Wszyscy zasiedliśmy do stołu, a ja zauważyłam na szyi Grace amulet.
- Grace, a co oznacza amulet na Twojej szyi ?
- To amulet szczęścia, moja babcia mi go dała przed śmiercią.
- Przykro mi, nie chciałam zaczynać tematu.
- Nie nic się nie nic się nie stało, to przedawniona sprawa.
Spojrzała w stronę Lucasa i się do niego uśmiechnęła, a on to odwzajemnił. 
Ciekawe co ich mogłoby łączyć, ale nagle moje rozmyślania przerwał Tyler.
- Jesteś seksowna jak na dziewiętnastolatkę – zamruczał Tyler i wyszczerzył zęby 
w szerokim uśmiechu, a ja poczułam zazdrość po zawsze tak do mnie mówił.
- Dziękuję, ty też niczego sobie – i się uśmiechnęła .
„ Co zazdrosna kotku ? ”
 - przesłał mi telepatyczną wiadomość
„ Ani trochę ”
 - nie chciałam się przyznawać do tego, bo trochę było w tym prawdy.
„ Tylko tak myślisz ”
Więc od dziś, to ty będziesz przewodzić tym instytutem ?
- Tak więc idźcie do pokoi – nagle zmieniła ton swojego głosu z przyjemnego na 
złośliwy, bo od dziś to ona była tutaj szefową, więc się tym szczyciła.
Ja, Lucas i Jacob wstaliśmy od stołu, oprócz Tyler'a bo był strasznie zajęty 
rozmową z Grace. Wchodząc do swojego pokoju, przebierając się, przypominałam 
sobie dawne czasy jak jeszcze Diana nie była w szpitalu, ale nagle zachciało mi się 
strasznie pić i przebrana już w koszulę nocną zeszłam na dół pewna że nikogo tam 
nie będzie. Nie mogłam uwierzyć w to co tam zobaczyłam, Tyler był bez koszulki i 
w samych slipkach, a Grace była naga, ale przykryta prześcieradłem. 
- Co wy tu do cholery robicie ?! - warknęłam
- To nic takiego jesteś jeszcze dzieckiem i nie zrozumiesz – powiedziała Grace

background image

- Nie jestem dzieckiem – wycedziłam przez zęby, bo byłam zła na Tyler'a, że dał się 
tak owinąć wokół palca. - A wy jesteście zboczeńcami, bo do tego służy sypialnia a 
nie kuchnia. 
- Co zazdrosna jesteś ? Bo ty zawsze pozostaniesz dziewicą – powiedział Tyler
Nie mogłam na niego patrzeć, bo w slipkach był taki seksowny, ale to nie zmieniało 
faktu że był dupkiem. Ominęłam go i wyciągnęłam picie z lodówki i gdy miałam 
już wychodzić to odezwała się Grace :
- Wiesz co, ta koszula wisi na Tobie jak na kołku, bo nie masz piersi kochana i 
nigdy nie będziesz ich mieć.
Nie wytrzymałam, podbiegłam do niej i zaczęłam ciągnął za włosy i bić po twarzy. 
Tego było za wiele nikt nie będzie tak o mnie mówił.
- Puść mnie suko ! - krzyknęła Grace i przyłożyła mi w czoło tak mocno że 
zobaczyłam czarne plami przed oczami, ale i tak nie dawałam za wygraną.
- Nie było tak do mnie mówić, następnym razem się zastanów zanim coś powiesz.
Tyler zaczął odciągać Grace, a jak Jacob przyleciał to on mnie.
- Puść mnie Jacob, bo muszę jej dołożyć.
W końcu odpuściłam, Bo i tak Jacob był silniejszy. Czoło mi pulsowało i strasznie 
bolało, na pewno będę miała siniaka.
- Uspokój się następnym razem dziecinko ! - syknęła Grace i oparła głowę o tors 
Tyler'a.
- Ja Ci się uspokoję i nie mów tak do mnie ! - krzyknęłam i chciałam do niej znów 
dobiec ale Jacob zatarasował mi do niej drogę.
- Nie przejmuj się jej gadkami i chodź na górę.
Wziął lód z lodówki i zaprowadził mnie do swojego pokoju. To było dziwne Lucas 
nawet nie raczył wyjść z pokoju. Siedziałam na łóżku Jake'a, a on podszedł do 
mnie i przyłożył lód do mojego czoła, a ja syknęłam bo mnie zabolało, Grace miała 
siłę w rękach, musiała trenować boks. 
- Boli ? - spytał i się uśmiechnął.
- Pod Twoim dotykiem jakoś przestało – próbowałam się uśmiechnąć, ale czoło za 
bardzo mnie bolało.
- Nie wysilaj się, bo widzę że Cię boli. 
Jak lód wyciekł to Jacob mnie przytulił i powiedział że nic mi nie grozi.
- Ale ona mnie nazwała suką – łza poleciała mi po policzku, ale nie tylko z bólu 
czoła, ale też z tego że byłam zażenowana całą tą sytuacją. Jacob to zauważył bo 
wierzchem dłoni wytarł mi ręką łzy i się uśmiechnął.
Nagle wziął moja twarz w ręce i musnął moje wargi swoimi, na początku to był 
taki niewinny pocałunek, ale potem zaczął całować mnie bardzo nachalnie, miał 
miękkie i słodkie usta. Wzdrygnęłam się, kiedy badał językiem moje usta. 
Przewrócił mnie na plecy i zaczął rozpinać mi bluzkę, ale się wyrwałam.
- Jake... Nie możemy, bo jesteśmy przyjaciółmi.
- Przepraszam poniosło mnie, było to silniejsze od mojego zdrowego rozsądku. Nie 
jesteś na mnie zła ?

background image

- Oczywiście że nie.
Nagle poczułam że nie jesteśmy sami, odwróciłam się, a tam stał oparty o framugę 
Lucas. Ciekawe jak długo tam stoi.
- Lucas to nie to co myślisz. 
Wybiegłam z pokoju i próbowałam zapiąć guziki w bluzce, ale nie udawało mi się 
to, bo byłam za bardzo roztrzęsiona. Musiałam fajnie wyglądać z rozpiętą bluzką i 
siniakiem na czole. Lucas się odwrócił i spojrzał mi w oczy, a ja ujrzałam że miał 
je ciemne i przepełnione odrazą do mnie. 
- Wiesz, coś Ci powiem jednak Grace miała rację, jesteś zwykłą suką. Nie 
będziemy już razem, nie chcę Cię widzieć na oczy. 
Jak skończył swój monolog, poszedł do swojego pokoju. A ja kucnęłam przy 
ścianie i zaczęłam płakać, wiedziałam że to przeze mnie zerwał, nienawidzę się za 
to bo straciłam swoją największą miłość. Wtem z pokoju wyszedł Lucas 
obładowany bagażami.
- Wyjeżdżam, bo nie chcę Cię już więcej widywać, byłaś miłością mojego życia, ale 
przez Ciebie to wszystko przepadło. Biegnij do Jacoba skoro go tak kochasz. 
Żegnaj na zawsze.
- Nie Lucas, nie zostawiaj mnie, ja Cię nadal bardzo kocham i nie chciałam 
skrzywdzić – łkałam
- Widać już nie.
Tak szybko zbiegł schodami, że nie zdążyłam go zatrzymać, usłyszałam tylko 
warkot odjeżdżającego samochodu. Chciałam wejść do pokoju, żeby się wypłakać i 
pobyć w samotności, ale Tyler zastąpił mi drogę.
- No i widzisz co narobiłaś ? Zachciało Ci się flirtów z Jacobem ? No i masz. Teraz 
już za późno, bo moją dziewczyną jest Grace. Więc niestety jesteś sama.
Nie wytrzymałam i z płaczem zatrzasnęłam drzwi do swojego pokoju. Co on mógł 
wiedzieć o miłości, skoro na miesiąc miał inną dziewczynę ? Popatrzyłam do lustra 
i wyglądałam okropnie, napuchnięte czerwone oczy od płaczu i rozmazany 
makijaż, położyłam się na łóżku, wzięłam poduszkę i zaczęłam znowu płakać jak 
małe dziecko, które straciło swoją zabawkę i nie mogło się bawić, byłam zła na 
samą siebie, gdy wtem ktoś zapukał do drzwi.
- Wynoś się kimkolwiek jesteś ! - krzyknęłam przez łzy .
- Alice, to ja Jacob chciałem Cię z całego serca przeprosić, bo przeze mnie straciłaś 
chłopaka.
- Nie chcę Twoich przeprosin, po prostu odejdź i zostaw mnie samą.
Po chwili nikogo nie było pod moimi drzwiami, poczułam pustkę w sercu, którą 
nikt nie może załatać. Płakałam cały czas, ale na chwilę się uspokoiłam, bo 
musiałam zadzwonić do taty. 
- Dzień dobry to rodzina państwa Werberów, w czym mogę pomóc ?
- Cześć tato tu Alice, nie przeszkadzam ?
- Skąd córeczko, a co się stało ?
- Mogę wrócić do domu ?
- Ale czemu chcesz wracać kochanie ?

background image

Nie mogłam powiedzieć, że dwie założycielki zginęły, bo tata się wystraszy.
- Chłopak mnie rzucił, a poza tym Meredith i Jessica chcą odpocząć i powiedziały 
że możemy pojechać do domu.
- To straszne że rzucił Cię chłopak, ale się nie martw, bo na pewno ktoś się jeszcze 
w Tobie zakocha. 
- W porządku tato, to mogę się pakować ? Nie sprawię Ci kłopotu ? 
- No pewnie kochanie przyjeżdżaj. No coś ty, ty mi nigdy nie przynosisz kłopotu. 
To czekam na Ciebie. Będę na lotnisku. Kocham Cię.
- Ja Cię też kocham.
Gdy się rozłączyłam to znowu łzy zaczęły mi płynąć po policzkach, czułam się tak 
jakby zabrali cząstkę mnie, to było okropne uczucie. Nagle zadzwonił telefon, a na 
wyświetlaczu pojawiło się imię Bonnie, więc ogarnęłam się i odebrałam.
- Hallo ?
- Znowu to samo, naucz się w końcu mówić joł. A co tam u Ciebie ?
- Źle Lucas mnie rzucił, opowiem Ci jak przylecę. 
- To ty przyjedziesz ? Słyszałam radość w jej głosie, dlaczego ja nie miałam takiego 
poczucia humoru jaki miała Bonnie.
- Tak, bo nie czułam się na siłach żeby tu zostać.
- Rozumiem Cię kochana, bo zerwałam ze swoim chłopakiem, bo okazał się 
totalnym palantem.
- A czemu ? - Bardzo mnie to dziwiło przecież była z nim taka szczęśliwa. W końcu 
nie tylko ona. 
- Przystawiał się do Lucilli, wiesz tej laski Barbie. 
- Wiem która, to straszne. A co u Astrid ?
- No wszystko dobrze, okazało się że jej mama jest w ciąży. I wiadomo że to 
chłopczyk.
- To pogratuluj jej.
- Nie, bo Ty jej sama pogratulujesz jak przylecisz. To do zobaczenia.
- Pa . 
Jak się rozłączyła, to zaczęłam pakować moje rzeczy, gotowa podeszłam do lustra, 
wytarłam oczy, nałożyłam makijaż, uczesałam włosy i przebrałam się w rzeczy do 
wyjścia. Wzięłam do rąk bagaże a w drzwiach stanął Jacob.
- Proszę, wybacz mi.
- Dobrze nie gniewam się na Ciebie, po prostu może było to nam pisane.
Położyłam bagaże i przytuliłam go.
- A gdzie się wybierasz ?
- Do domu, bo ani minuty dłużej tu nie zostanę z tą suką. Tata już wie, że 
wyjeżdżam, ale mam nadzieję że mnie odwiedzisz jeszcze.
- No pewnie, że Cię odwiedzę, tylko zapisz mi swój adres. 
Wzięłam długopis in zapisałam mu go na ręce.
- Dzięki. To ja wezmę bagaże i Cię podwiozę na lotnisko.
- No okej nie ma sprawy. Ale uważaj bo to ciężkie.

background image

- Ale nie dla mnie.
Wsadził bagaże do swojego auta, a w progu zauważyłam Tyler'a i Grace którzy się 
obejmowali. Pomachałam Tyler'owi na pożegnanie, o dziwo mi odmachał, a Grace 
pokazałam środkowy palec i wsiadłam do auta. W czasie podróży Jacob się nie 
odzywał, a ja nie zaczynałam rozmowy, bo i tak byłam przybita, ale jak 
dojeżdżaliśmy to się odezwał :
- Na pewno będę Cię odwiedzać, ale Ty mi obiecaj, że się nigdy nie zmienisz. Jesteś 
niepowtarzalna i wyjątkowa.
- Dobrze Jacob, odwiedzaj mnie kiedy zechcesz, a ja się nie zmienię.
Wysiadając z auta, jeszcze raz przytuliłam Jacoba i poszłam na odprawę biletową. 
Po odprawie wsiadłam do samolotu. Zajęłam miejsce i łzy mi pociekły po policzku 
bo przypomniałam sobie dawne czasy, jak byłam z Lucasem i lecieliśmy do 
instytutu.
- Dzień dobry. Czy podać coś pani ?
- Nie potrzeba.
Szybko wytarłam łzy, bo nie chciałam by stewardessa to zauważyła.
- Nic pani nie jest ?
- Nie nic dziękuje.
Wzięłam poduszkę pod głowę, włączyłam iPoda, a w tle leciał Linkin Park „Leave 
Out All The Rest”,
 oglądałam Zmierzch i to był jedyny film który mi się podobał, 
Lucas mi przypominał Edwarda, ale wiedziałam że nigdy nim nie był, więc 
przełączyłam ją i włączyłam piosenkę z czołówki mojego najukochańszego serialu 
True Blood, 
zanim usnęłam cały czas miałam w głowie słowa : „ I wanna do bad 
things with you” .

background image

                                      

    

ROZDZIAŁ 10

G

dy zbliżał się koniec lotu, stewardessa mnie obudziła :

- Już dojeżdżamy, można zabierać bagaż podręczny.
- Dziękuję . 
Schowałam iPod do bluzy, poduszkę do walizki i wysiadając z samolotu, poczułam 
to samo rześkie powietrze którego tak mi brakowało. Nagle w oddali ujrzałam 
tatę, Bonnie i Astrid, szybko podbiegłam do nich a tata wziął ode mnie bagaże. 
- Cześć dziewczyny – uścisnęłam je.
- Cześć Alice – krzyknęły razem .
Wszystkie trzy ponownie się przytuliłyśmy i już nie było mi smutno, bo miałam 
przy sobie bliskie mi osoby. 
- To może wsiądziemy do samochodu i wszystko nam opowiesz. - powiedziała 
Bonnie.
- Dobrze, bo już nie mogę się doczekać waszych min jak wam wszystko opowiem.
Gdy byliśmy już w aucie i wyjeżdżaliśmy z lotniska, zaczęłyśmy rozmowę.
- I jak było w tym instytucie ? - dopytywała się Astrid
- Na początku było fajnie, ale potem Lucas zerwał ze mną, taki Daniel odszedł, 
więc ja też wyjechałam bo było nudno.
- A skąd masz tego sinika na czole ? - spytała Bonnie i dotknęła guzka który 
znajdował się na moim czole.
- Taka Grace mi przyłożyła bo przyłapałam ją w kuchni z takich chłopakiem.
- No to musiała być niezła bijatyka, bo Ciebie nie tak łatwo wytrącić z równowagi. 
- I uwierz mi była, ale nie warto jej opowiadać. 
- A kim jest ten Daniel o którym wspominałaś ? Przystojny ? - spytała Bonnie.
- No pewnie że przystojny, ale był z poprawczaka.
- A wiesz za co tam trafił ? - spytała Astrid
- Zabił człowieka, ale był nawet spoko, tylko strasznie tajemniczy.
Nie wiem czemu ale przypominał mi Lucasa, taki jaki był na początku naszej 
znajomości. Alę tę uwagę zatrzymałam dla siebie.
- A zapomniałam pogratulować Tobie że będziesz miała braciszka.
- Dzięki, już nie mogę się doczekać, bo byłam jedynaczką. Na pewno się teraz 
wszystko zmieni, ale miejmy nadzieję że na lepsze.
- Bądź dobrej myśli a tak na pewno będzie, poczekajcie chwilę, bo muszę 
zatelefonować do Diany.
- A kto to Diana ? - spytały razem.
- Jak zadzwonię to wam powiem.

background image

- Dzień dobry, tu Alice Werber czy mogę poprosić do telefonu Dianę Wesley ?
- Tak już podaję.
- Cześć Alice, tu Diana.
- Cześć Diana i co lepiej się czujesz ?
- Tak już o wiele lepiej, nawet odzyskałam swój dawny kolor włosów. - roześmiała 
się.
- No to fajnie, bardzo się cieszę. Niestety jestem już w domu. Przepraszam że się 
nie pożegnałam, ale nigdy nie lubiłam ich.
- A czemu ? Coś się stało ?
- Tak zerwałam z Lucasem, on wyjechał to ja też wyjechałam. Może jak wyjdziesz 
ze szpitala to przyjedziesz do mnie do domu ?
- Dobrze, nie ma sprawy, za bardzo się za Tobą stęskniłam.
- No to czekam, kuruj się. Na razie.
- No to pa.
- Więc kto to Diana ? - spytała Bonnie.
Opowiedziałam Bonnie i Astrid na ucho tę historię, ale pomijając parę faktów. Nie 
chciałam żeby tata to usłyszał. Rozmowa zakończyła się, a my dojechaliśmy do 
domu. Dawno nie byłam w domu, bo ponad rok, trochę się zmieniło bo tata zrobił 
generalny remont. Wysiadając z auta, zaprosiłam dziewczyny do środka, ale nie 
chciały.
- Najpierw odpocznij po podróży, a potem do Ciebie wstąpimy.
- Dobrze dziewczyny.
Pożegnałyśmy się, a ja z tatą weszliśmy do domu.
- Mamo, Klea już jestem ! - krzyknęłam – A ty tato wnieś mi bagaże do mojego 
pokoju.
- Cześć siorka.
- Już idę córeczko.
Na początku Klea podeszła i się przywitała, potem przyszła mama i wycałowała 
mnie i wyprzytulała
- Właśnie zrobiłam Twoje ulubione danie.
- Dziękuję mamo .
Po zakończonym posiłku, poszłam do swojego pokoju, przebrałam się w koszulę 
nocną i położyłam do łóżka, bo byłam strasznie zmęczona po podróży. W mgnieniu 
oka usnęłam, ale w nocy miałam same koszmary, śnił mi się Lucas, potem Jacob, 
który był z Astrid. Kilka razy budziłam się z krzykiem, a przy tym cała spocona i 
roztrzęsiona. Tata kilka razy przylatywał do mnie i uspokajał, ale bałam się że go 
stracę. 
- Kochanie, już wszystko dobrze, to był tylko zły koszmar.
Cały czas mnie pocieszał, a ja płakałam w jego ramię.
- Nie tato, nic nie będzie dobrze, tata mnie rzucił, a on był miłością mojego życia. 
- Nie przejmuj się i żyj dalej.
Całą noc płakałam, nie umiałam się uspokoić. Rano wstałam z łóżka i byłam tak 
padnięta że cały czas kręciło mi się w głowie i musiałam wziąć tabletkę. Poszłam 
się wykąpać i wytrzeć oczy po nocnych łzach. 

background image

Do tej pory nie mogłam uwierzyć, byłam tak lekkomyślna, że pozwoliłam 
Lucasowi uciec i zerwać. Potrzebowałam czyjegoś wsparcia, a jedyną taką osobą 
była Diana, bo ona jedyna znała moje wszystkie sekrety, kochałam ją jak siostrę. 
Bonnie i Astrid to również moje najlepsze przyjaciółki, tylko one nie wiedzą o 
mnie tak dużo co Diana. Ubrana zeszłam na śniadanie, przywitałam się z mamą, 
tatą, ale Klei nie było.
- A gdzie podziewa się Klea ?
- Wyszła ze swoim chłopakiem na koncert – powiedziała mama.
- A lepiej się już czujesz kotek ? - spytał tata.
- Tak, ale musiałam wziąć tabletkę na ból głowy. 
Tata podszedł do mnie i przytulił. 
- Ubierz się do szkoły i spakuj, a ja Cię podwiozę.
- Dobrze tato.
Poszłam szybko na górę, otworzyłam szafę, a tam na blacie leżała mała czarna 
różyczka, a na niej był, list.

„Hej Alice !

Wła nie przyjechałem do Ciebie, bo musz  si  kształci , a i tak instytut

ś

ę ę

ć

 

zamkni to, bo było mało osób, gdy  wszyscy wyjechali do domów, a z Grace

ę

ż

 

zerwałem i pojechała do siebie, wi c nadal jestem do wzi cia. ; ** .

ę

ę

 

Spotkamy si  w szkole. 

ę

                                                                                   Twój Tyler < 33 !! ”

Jaki bezczelny z niego koleś, przespał się z Grace, a jak ona go rzuciła to znowu do 
mnie przyleciał. Ale takie coś, zawsze mi się podobało. Bo każdy chłopak uważał 
mnie za dziwoląga. Ubrałam się w spodnie rurki, czerwone baleriny oraz czerwoną 
bluzkę na ramiączkach z napisem „ Oczy są wyżej ”
,  ją normalnie kochałam. 
Wzięłam torbę zakładaną przez ramię i podeszłam jeszcze do lustra żeby zrobić 
sobie makijaż i przeczesać włosy. Malowałam rzęsy tuszem, wytrzeszczałam więc 
oczy, żeby nie wbić sobie w oko spiralki. Gotowa, zeszłam na dół z różyczką w 
rękach, ale zanim poszłam do taty, wzięłam nożyczki i obcięłam łodyżkę po czym 
czarną różyczkę przypięłam sobie do moich czarnych włosów, przejrzałam się w 
lustrze, wyglądałam całkiem nieźle. Wyszłam z domu i wsiadłam do srebrnego 
BMW mojego taty. Musiałam kupić sobie auto, bo nie chciałam żeby przez całe 
życie, tata podwoził mnie do szkoły. 
- Tato a kupiłbyś mi auto ?
- Pomyślę nad tym jeszcze.

background image

Wysiadając pod szkołą dałam tacie buziaka i podeszłam do Bonnie i Astrid.
- Alice, do twarzy Ci z tą różyczką we włosach.
- Dziękuję wam, dostałam ją od taty.
Nie mogłam powiedzieć że od Tyler'a bo go nawet nie znały.
- Co masz teraz za zajęcia Alice ?
- Mam biologię a Ty ?
- Ja niestety polski z dyrektorką – westchnęła Astrid.
- A ja mam angielski z Kingsfordem – powiedziała Bonnie.
- Ja akurat mam z Tobą biologię.
Gdy odwróciłyśmy się z dziewczynami to za naszymi plecami stał nie kto inny 
tylko Tyler.
- Przepraszam, że się nie przedstawiłem. Mam na imię Tyler. Jestem tu nowy.
Podał rękę na przywitanie na początku Bonnie potem Astrid, a na końcu mnie.
„ Dzięki, że musiałeś przyjść do mojej szkoły ” 
„ Czy wyczułem nutkę sarkazmu ? Po prostu stęskniłem się za Tobą ”
I puścił do mnie oko. 
- A ja jestem Bonnie Temple, a to jest Astrid Blessgave.
- Miło was poznać.
- Ale on jest przystojny, zaklepuje go sobie – szepnęła mi na ucho Bonnie.
A Tyler tylko się uśmiechnął, bo słyszał co Bonnie mi powiedziała.
- Chodź Alice na biologię, chyba nie chcesz się spóźnić.
- A był dzwonek ? 
Nawet go nie słyszałam.
- Tak był już.
- Więc już idę, do zobaczenia potem dziewczyny.
Podążyłam za Tyler'em, ale był za szybki.
- Dzień dobry pani Helter, przepraszamy za spóźnienie – powiedział Tyler.
- Proszę podać nazwiska.
- Werber
- Smith
- No jak zawsze nasza droga Alice się spóźnia, może kupić Ci budzik żebyś 
wreszcie przychodziła na czas do szkoły.
- Ja byłam w szkole, tylko nie usłyszałam dzwonka.
- Każda wymówka jest dobra, a teraz siadać na miejsca.
Tyler posłał do mnie ten ze swoich uśmiechów, które zniewalają z nóg. Szybko 
usiedliśmy na miejsca, bo nie chciałam się napatoczyć tej babie, to była najgorsza 
nauczycielka w szkole, zawsze wszystkiego się czepiała. Czekałam aż wreszcie 
skończy się ta lekcja żebym mogła spotkać się z Bonnie i Astrid. Nagle jakiś 
chłopak wszedł do klasy i się przedstawił, ale ja na niego nie zwracałam żadnej 
uwagi, dopóki nie usłyszałam jego imienia i nazwiska.
- Jacob Hartle.
Od razu podniosłam głowę i zauważyłam mojego poczciwego starego przyjaciela.

background image

- Witaj w nowej szkole, wybierz sobie miejsce, a tu masz podręcznik.
- Dziękuje, pani profesor. 
Podszedł w moją stronę, a wtedy Lucilla krzyknęła na cały głos :
- Chodź Jacob usiądź ze mną, a nie z tym dziwolągiem z tyłu.
Od razu jak to usłyszałam to łza poleciała mi po policzku, ale wierzchem dłoni 
szybko ją wytarłam żeby nikt nie zauważył że miałam chwilę słabości. 
- Nie mów tak na moją przyjaciółkę, bo sama nie jesteś lepsza wytapetowany 
pokemonie.
Usiadł koło mnie i się uśmiechnęłam, bo nie mogłam uwierzyć że Lucilla tak 
szeroko potrafi otworzyć buzię ze zdziwienia, a cała klasa zaczęła się śmiać, ale 
nauczycielka ich uspokajała, bo sama zaciskała usta żeby się nie roześmiać. 
- Co tam u Ciebie ? - szepnął mi na ucho.
- A nic takiego nudy, a co Ty tu robisz ? - odszepnęłam mu.
- Przyjechałem do Ciebie i zapisałem się do tej szkoły, by móc Cię widywać, ale 
widzę że nie tylko ja wpadłem na taki pomysł. - pokazał dłonią na Tyler'a.
- Wiem, bo on taki jest, ale nie przejmuj się nim.
Po zakończonych zajęciach Astrid poszła z Jacobem do jego domu uczyć się na 
jutrzejszy sprawdzian z chemii, a Tyler i Bonnie również razem poszli się 
dokształcać, a Tyler wysłał mi telepatyczną wiadomość że mam ładne przyjaciółki, 
ale poprosi o chodzenie Bonnie, gdyż Astrid będzie zajęta przez Jacoba. A mnie 
oczywiście nikt nie poprosi o chodzenie, bo nikt mnie nie kocha. Od razu 
pojechałam do domu, a tam na podjeździe stał nowiutki samochód marki kabriolet 
z odsłoniętym dachem. Był cały czerwony, no po prostu idealny pod każdym 
względem.
- Mamo, tato co robi tutaj ten samochód ? - spytałam ich kiedy wyszli z domu.
- To córeczko jest Twoje autko, kupiliśmy Ci je bo miałaś dużo problemów na 
głowie.
- Naprawdę ? Kocham Was !
Podbiegłam i ich przytuliłam. Byłam taka szczęśliwa, że mam takich rodziców. 
Wsiadłam do niego i poczułam się jak w niebie, siedzenia były mięciutkie i nawet 
było nowoczesne radio. Przyjrzałam się całemu autu i poszłam do swojego pokoju, 
żeby wykrzyczeć, że jestem taka szczęśliwa. Siedząc przed komputerem, ktoś 
chwycił mnie za ramię i przewrócił na łóżko po czym zatkał ręką moją buzię.

background image

ROZDZIAŁ 11

T

o tylko ja Daniel, tylko proszę Cię nie krzycz. Dobrze ?

Pomachałam głową że się zgadzam i Daniel odsłonił rękę z mojej buzi.
- Możemy porozmawiać, bo ta rozmowa którą przeprowadzimy będzie na śmierć i 
życie.
- Dobrze porozmawiajmy . 
- Od czego chcesz zacząć ode mnie, Lucasa, Jessicy czy Meredith ?
Nie mogłam uwierzyć, że wypowiedział imię Lucasa i zmarłych dziewczyn, co on 
mógł wiedzieć ?
- Ja wiem bardzo dużo – powiedział.
- Ale skąd wiedziałeś co ja myślę ? Przecież tego nie umiesz...
- Ok, to zacznijmy ode mnie. Jestem wampirem.
Myślałam że się przesłyszałam Daniel wampirem ?
- Tak jestem wampirem od jakichś 600 lat, nawet dłużej niż Lucas czy Tyler. Mnie 
przemieniła mama.
- Aha, no to miałeś fajną mamę – powiedziałam z nutą sarkazmu w głosie.
- A teraz opowiem Ci wszystko po kolei, ale się nie wystraszysz ?
- Dobrze opowiadaj, spróbuję.
- Więc Lucas jest zły, ale nawet bardzo, to on wsadził mnie do poprawczaka i jak 
zobaczyłem go w instytucie to wiedziałem że coś namiesza, ale nie wiedziałem że aż 
tak i o tym świadczy moje zachowanie. Powiedział w sądzie niesłuszne oskarżenia i 
zahipnotyzował sędziego i ławę przysięgłych, a to on zabił tę dziewczynę, a ona 
było córką Jessicy. 
- O Boże !! - Lucas zabił córkę Jessicy i wrobił w to Daniela ? Co za dupek !
- Kiedy Jacob Ci powiedział w instytucie, że kłóciłem się z Jessicą, to nie było tak, 
chciałem jej wytłumaczyć, że to Lucas zabił jej córkę a nie ja, ale ona nie słuchała, 
w końcu przyszedł Lucas i wbił jej siekierę w głowę, a ja uciekłem, bo wiedziałem 
że nie żyje, a on musiał potem spróbować jej krwi, Meredith to wszystko widziała i 
chciała Ci powiedzieć, ale Lucas ją zabił na oczach Diany, więc musiał i ją zabić 
żeby nie było żadnych świadków, ale na szczęście tylko wypił jej krew, a ona 
przeżyła. Teraz szuka mnie i Ciebie i chce nas zabić, wię dlatego tu przyjechałem 
żeby Cię ostrzec. Już raz Cię ostrzegłem wtedy w lesie, ale i tak nie słuchałaś. Od 
samego początku Grace Samson coś mi się nie podobała, bo cały czas myśli o 
Lucasie. 
- Ja nie wiem co powiedzieć... Myślałam że Lucas jest dobry, to on mnie zauważył, 
bo reszta uważała mnie za dziwoląga. 
Daniel wziął mnie w ramiona i przytulił, nigdy się nie czułam taka bezpieczna w 
czyichś ramionach. Muszę się zamienić w wampira, żeby zabić Lucasa, bo w tej 
kruchej postaci nie zdołam.

background image

- Niestety nie zamienię Cię w wampira.
- Ale czemu ?
- Bo to zbyt niebezpieczne, będziesz musiała się wyrzec temu co Ci jest najdroższe, 
bo nowy wampir cały czas łaknie krwi, po dwóch latach lub po roku się 
przyzwyczaisz, ale na razie się nie zgadzam.
- Ale ja wiem, w moim życiu widać że najważniejszy byłeś Ty. Po raz pierwszy jak 
Cię zobaczyłam to się zakochałam, w Twoich włosach, ustach.. I jeszcze ten Twój 
zniewalający uśmiech. Ale wiedziałam że Lucasa jednak najbardziej kochałam, a 
teraz jak się okazało że on jest dupkiem, że przez cały czas mnie oszukiwał, jak 
każdy chłopak którego poznawałam. Po prostu nie mam szczęścia w miłości widać 
na to.. Ale teraz wiem że od samego początku ty byłeś mi przeznaczony, jak 
bratnia dusza.
- Wiesz co, zamknij się już – powiedział i zamknął moje usta swoimi, otworzyłam 
usta pogłębiając pocałunek Daniel pachniał miętą, polizałam jego zęby, a on 
jęknął. Całowaliśmy się bez opamiętania. W końcu Daniel przerwał. 
- Nie chcę Ci zrobić krzywdy. 
- Przepraszam, że dałam Ci wtedy odejść.
Trzymałam jego buzię w dłoniach.
- Kocham i nawet pomogę Ci w schwytaniu tego dupka.
- Ale...
Całował mnie tak jak nikt inny, aż zakręciło mi się w głowie i poczułam 
przysłowiowe motylki w brzuchu. Ale nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Alice. Schodź na dół, bo masz tu listę zakupów.
- Ok, już idę.
- Daniel to ja pójdę. Poczekaj tutaj na mnie. - pocałowałam go i zeszłam na dół.
- Kocham Cię – zdążył mi powiedzieć jak wyszłam. To było piękne z jego strony.
Już dochodziłam do sklepu to poczułam straszny ból w czaszce i pochłonęła mnie 
czarna otchłań. Gdy się ocknęłam, to byłam przywiązana do krzesła, a koło mnie 
siedziała Grace.
- Cześć kochana, a jednak się ocknęłaś.
- Czemu mnie porwałaś ?
- To nie ona Cię porwała tylko ja.
A z ciemności wyłonił się Lucas.
- Tak to ja, ale Daniel Ci o mnie wszystko powiedział i nie będzie już takiej 
niespodzianki.
Zbliżył się do Grace i pocałował ją w usta. A mnie tak kiedyś całował...
- Tak jesteśmy parą, wysłałem ją do instytutu żeby owładnęła Tyler'a i jej się to 
udało, a dzięki Tobie zerwaliśmy. Bo jak zawsze musiałaś przyjąć pomoc od 
Jacoba, a jak tak zrobiłem z jego umysłem, że zaprosił Cię do swojego pokoju i 
chciał coś więcej, a wtedy ja byłem w pokoju żeby był jakiś pretekst i mi się udało 
nawet doskonale. Ale Ty poznałaś mą tajemnicę, więc musisz umrzeć. Podszedł do 
mnie i musnął mój policzek, a ja odsunęłam twarz.
- Nie dotykaj mnie, nigdy więcej.

background image

Uderzył mnie w twarz i zaczął się śmiać. 
- Nie pozwoliłem Ci się odzywać.
Nie poznałam mojego Lucasa, od tego teraźniejszego bił chłód, powaga i 
bezczelność. Odchylił moją szyję do tyłu i wysunął kły.
- Nie, puść mnie !

background image

                       ROZDZIAŁ 12

N

agle drzwi wyważył Daniel, a za nim wkroczyli Jacob, Tyler i Bonnie, która 

miała kły.
- Długo by opowiadać. - powiedziała Bonnie.
- Zostaw ją, bo to jest sprawa między nami – warknął Daniel.
- Znalazł się obrońca niewinnych – syknął Lucas z bezczelnym uśmiechem na 
ustach.
Bonnie poszła zgładzić Grace, a Jacob podszedł mnie rozwiązać, potem dołączył do 
Daniela w pokonaniu Lucasa. Skoczył i zamienił się w panterę, ale nieosiągalnych 
rozmiarów.
- Widzę, że nie tylko ja tu miałem sekrety – powiedział Lucas.
Pantera pokazała zęby i rzuciła się na Lucasa, a on uderzył w ścianę i całą 
zmasakrował. Było słychać tylko połamane kości, które się szybko regenerowały.
- Myślisz, że mnie nie pokonasz ? To grubo się mylisz. - warknął Lucas
Szybko podbiegł do Jacoba i uderzył go bardzo mocno, że Jacob skomlnął i w 
mgnieniu oka zamienił się w człowieka, ale zaczął trzymać się za ramię i krzyczeć. 
Szybko do niego podbiegłam i zobaczyłam że całe ramię ma zmasakrowane oraz, 
że oblewają go poty. 
- Jacob nic Ci nie będzie .
Jak Bonnie już podpaliła zwłoki Grace to do mnie podeszła. 
- I tak mnie tej Grace nie będzie szkoda, bo była straszną suką i zołzą bo Cię tak 
traktowała.
- A Ty skąd wiesz ?
- Tyler mi to wszystko powiedział, a i nie przejmuj się tym, że nie powiedziałaś mi 
prawdy z wampirami, bo chciałaś nas po prostu chronić, a Tyler mnie zamienił, bo 
wiedział że będziesz potrzebowała również mojego wsparcia. Zakochałam się w 
Tylerze, on jest seksowny i szarmancki, nawet nie dorasta Kubie do pięt. Wiem że 
jesteś z Danielem parą, bo mi mówił, ale koniec gadania musimy nastawić kości 
Jacobowi, dlatego że szybko mu się zrastają, a ja jestem pielęgniarką zaocznie. 
Jacob cały czas krzyczał, jak Bonnie nastawiała mu rękę, a ja zatkałam sobie uszy, 
bo nie mogłam tego słyszeć jak cierpi. Jak już było po wszystkim to przeniosłyśmy 
Jacoba do rogu. Usiadłyśmy koło niego i obserwowałyśmy rozgrywającą się walkę.
- Myślałem bracie że jesteś dobry, a że to ja jestem zły i okazało się inaczej.
- Tyler zostaw go, bo to jest sprawa między mną a nim.
Lucas zaczął się złowieszczo śmiać i zaczęli się bić z Danielem. Na początku 
wygrywał Lucas, ale potem Daniel. 
- No to teraz poczekaj na najlepsze – powiedział Lucas.

background image

Zaczął się zamieniać i nagle nie stał przed nam Lucas, tylko demon w fioletowej 
czacie, miał głowę kozła, a ciało byka.
- Ha ! Ha ! Ha ! I co nie spodziewaliście się ! - miał głos basowy i bardzo męski. - 
Teraz to ja zawładnę światem ! Ha ! Ha ! Ha ! 
Podbiegł do Daniela potem do Tyler'a i grzmotnął ich w ścianę, podszedł do mnie, 
podniósł. Próbowała pomóc mi Bonnie, ale Lucas kopnął ją w twarz. 
- Teraz to Ty będziesz moją własnością na wieki ! Ha ! Ha ! Ha !
Ale przypomniałam sobie że Grace na szyi miała amulet, mówiła że od babci, ale 
nie wierzę w to. 
 „ Bonnie rzuć mi ten amulet z szyi Grace, bo jeszcze nie spłonęła do końca. ” - 
posłałam jej telepatyczną wiadomość.
Wyrwała z szyi Grace amulet i podała go mi, a ja przedarłam go na pół, w 
mgnieniu oka Lucas mnie puścił i zaczął krzyczeć 
- Ty suko ! Ten amulet był z moją duszą ! Jak przerwałaś amulet to dusza ulotni 
się z mojego ciała i umrę !
Zaczął powoli znikać, ale zanim naprawdę zniknął, zdążył powiedzieć 
- Ja jeszcze tu wrócę Alice Werber i wtedy pożałujesz !
I zrobił wielkie PUFF .
Przytuliłam do siebie Jacoba, a podeszli do mnie Tyler, Bonnie i Daniel cali 
poobijani ale szybko się zregenerują oprócz Jacoba który musi jechać do szpitala.
- On wróci ale my będziemy przygotowani – powiedział Daniel – Weźcie Jacoba, ja 
do was dojdę.
Jacoba wsadzili do samochodu z Tyler'em i Bonnie.
- Jedziesz ? - spytali mnie.
- Jedźcie, bo ja muszę coś załatwić.
Zaczęłam śledzić Daniela, który zawędrował na cmentarz. Wzięłam go za ramię i 
kucnęłam obok niego. Na nagrobku było napisane 

„ Ashley Werter   ------------------------------------   zgin ła 25.04.2010r. 

ę

                                   Uczcijmy jej pami  ”

ęć

- Teraz chociaż mam czyste konto, ale to ja siedziałem przez niego w poprawczaku. 
Kochałem ją, a Lucas tak po protu ją zabił.
- Ale teraz masz mnie.
Pocałowałam go, i szepnęłam:
- Zamień mnie w wampira. 
- Poczekaj... to wiąże się z tym, że będziemy musieli uciekać. Nigdy nie będziesz z 
mama, tatą ani siostrą. 
- Wiem, ale będę z Tobą i tylko to się liczy. 

background image

Pochyliłam się odsłaniając szyję, a on wtopił w nią kły. Na początku czułam ból w 
czaszce i coś rozprzestrzeniało się w moich żyłach. A na końcu mogłam już 
wychylić swoje kły. Trwało to jedną godzinę, ale było warto.
- Kocham cię – powiedziałam i przytuliliśmy się. 
- Teraz jesteś taka jak ja. 
- Jestem głodna.
- To choć zapolujemy na jakieś zwierzę.
Gdy byłam już najedzona pojechaliśmy do Jacoba.
- Hey Jacob, lepiej się czujesz? 
- Tak, lepiej.
Nagle do pokoju Jacoba weszła Diana.
- Cześć Diana – powiedziałam, pobiegłam do niej i ją przytuliłam. Było mi ciężko, 
bo czułam płynącą krew w jej żyłach. Miałam pragnienie zatopić kły w jej szyi, ale 
to moja przyjaciółka i nie mogłam. 
- Wiem, że jesteś wampirem. - powiedziała.
- To lżej mi na sercu – uśmiechnęłam się. 
Musiałam pojechać do domu i się spakować. 
- To ja jadę. 
- To poczekaj pojadę z tobą – powiedział Daniel. 
- Ok – odparłam. 
Pocałowałam wszystkich w policzek na pożegnanie i poszłam z Danielem do 
mojego nowego samochodu. 
- To siadaj Daniel. Ja prowadzę. - Uśmiechnęłam się. 
Gdy byliśmy na miejscu to zapukałam do drzwi. Dobrze, że nie miałam 
czerwonych oczu tylko moja skóra stała się blada. Musiałam się powstrzymać żeby 
nie zaatakować mojej mamy, dlatego Daniel był ze mną. 
- Cześć mamo. 
- Hej córeczko. Kim jest ten miły chłopak? 
- Dzień dobry. Mam na imię Daniel.
- Miło mi. 
- Mamo.. muszę pojechać do collegu, bo tu nie ma takich państwowych szkół. Będę 
dzwonić. 
Czułam taki potworny głód, że nie umiałam wytrzymać. 
- Córeczko może przemyślimy to jeszcze? 
- Ale nie mam czasu. Muszę się spakować i jechać, bo niedługo mam pociąg. Będę 
dzwonić. Obiecuję. 
- Dobrze to idź się spakować. 
Szybko z Danielem pobiegliśmy na górę. Pomagał mi się pakować, a jak byliśmy 
gotowi to zeszliśmy na dół. Pobiegłam do mojej rodziny. Uściskałam ich, bo to 
moje pożegnanie na zawsze i wsiadłam do samochodu. Daniel schował bagaże do 
bagażnika i wsiadł do samochodu na miejsce pasażera. Gdy wyjeżdżaliśmy 
popatrzyłam prze szybkę i poleciała mi łza, a Daniel wytarł ją opuszkiem palca. 
- Nie płacz, będziemy razem. Kocham cię i to nigdy się nie zmieni. 

background image

Pocałował mnie i to mnie rozluźniło. 
- A co z innymi? – spytałam. 
- Dołączą do nas jak będzie po wszystkim i jak Jacob wyzdrowieje.
- A pokonamy Lucasa jak wróci? 
- No jasne, przecież jesteśmy wampirami. - puścił do mnie oko. 
Wiedziałam, że bycie z Danielem było mi przeznaczone. Przyszłość była przed 
nami, a przeszłość za nami. Teraz wiem, że będziemy razem do końca swoich dni. 
No może przesadziłam, bo jetem nieśmiertelna. Puściłam oko do Daniela. 
- Będziemy razem na zawsze? - spytałam. 
- Na zawsze - odparł i mnie pocałował.
Mknęliśmy razem i nic nie stało nam na drodze do szczęścia. Przynajmniej mam 
taką nadzieje. Bo przecież jesteśmy parą a cała wieczność przed nami. 

background image

                                       

   Podziekowania :

Na początku chciałabym podziękować moim rodzicom : Brygidzie i 
Adamowi S. za miłość i wsparcie z każdej strony oraz mojej siostrze 
Karolinie za namawianie mnie do napisania kolejnych części tej książki. 
Ale jednak najbardziej dziękuje : Ali K., Paulinie K., Danielkowi K., Oldze 
K., Kasi N., Pati B., Kasi Sz., Ani Sz. Za ich poczucie humoru, pomysły, 
które pomogły mi w zrealizowaniu tej książki, za wspieranie mnie w 
trudnych chwilach oraz za zamiłowanie do Vampire Daries, Twilight, True 
Blood itp. Dziękuje mojej byłej klasie 3C, za dni chwały, ale też za dni 
porażek. Czasami mnie wkurzaliście, ale i tak jako klasa przeżyliśmy ze 
sobą trzy lata i za to wielkie dzięki. 
Bez was niczego bym nie osiągnęła.
Buziaki :** <3

   

background image