background image

Rozdział czwarty

- Michaelu, już najwyższy czas byś udzielił mi pieprzonych odpowiedzi –

Cam prychnął do telefonu.

- Och, nie zdawałem sobie sprawy, jak brakowało mi rozmów z tobą –

wycedził głos Michaela.

Cam roześmiał się z sarkazmem.
- Zabawne, masz teraz używanie, prawda?
- Hmmm… tak, bardzo.
Cam opadł na łóżko i przesunął dłonią po mokrych włosach. Właśnie

skończył brać najzimniejszy prysznic w historii i to nie pomogło ostudzić
jego pożądania. Odwrócił głowę na bok i poczuł bzy. Cholera, zapomniał, że
Amadeaha spała tam poprzedniej nocy.

- Potrzebuję twojej pomocy, szefie – przyznał. – Sądzę, że nie poradzę

sobie z tym zadaniem.

- Gdzie ona jest? – zapytał Michael.
- W salonie.
- A ty?
-   W   mojej   sypialni   –   Cam   zdał   sobie   sprawę,   że   trzyma   kurczowo

poduszkę blisko siebie i odrzucił ją na bok z obrzydzeniem.

- Więc ukrywasz się przed nią? – nie można  było z niczym pomylić

rozbawienia w głosie wuja.

- Pieprz się Michaelu. Czemu mi to robisz?
-   Ponieważ   to   jest   tak   cholernie   zabawne.   Po   tych   wszystkich

zmartwieniach, których doświadczyłem z twojego powodu przez te  lata,
miło jest widzieć, jak choć raz to ty jesteś w kłopocie.

- Musisz tu przyjść i pomóc mi się jej pozbyć.
- Na razie jestem zbyt zajęty. Poza tym ona wyraźnie prosiła o ciebie.
Dlaczego to nie zaszokowało Cama?
- Zrobiła to?
- Tak, nie chciała spotkać się z nikim innym oprócz ciebie. Więc, przykro

mi – w tonie szefa nie brzmiał żal – ale jesteś na nią skazany.

- Co, jeśli ją skrzywdzę? – Cam podszedł do drzwi i przycisnął do nich

ucho, ale nic nie usłyszał.

background image

- Tak długo, jak będziesz trzymał ręce przy sobie i nie ugryziesz jej,

wszystko będzie dobrze.

Cam nie odpowiedział, ale jego milczenie było wymowne.
- Och, Boże – gderał Michael. Cam zauważył, że tak naprawdę to nie był

rozgniewany. – Ugryzłeś ją, prawda?

- Tylko raz. Nie, czekaj, może to było dwa razy – Cam zatrzymał się, aby

pomyśleć.   –   To   było   tylko   dwa   razy,   jestem   całkowicie   pewien.   Ale   nie
skrzywdziłem jej. Bardzo to polubiła.

-   Hola,   koleś,   trochę   za   dużo   TMI

1

  –   Michael   użył   tonu   Beara,   aby

pasował do słów z młodzieżowego slangu. – Zaraz powiesz mi, że poszedłeś
na całość i ją oznaczyłeś.

-  Nie   oznaczyłem  jej,   jeszcze   –   Cam   skrzywił   się,   gdy   ostanie  słowo

wypsnęło się z jego ust.

Michael uczepił się go, jak wygłodniały pies kości.
- Jeszcze? Więc masz plany wobec niej?
- Daj spokój, wujku Mike. Obaj wiemy, że to się nigdy nie może zdarzyć.
- Dlaczego?
Cam oparł głowę o drzwi.
- Ze względu na to, kim jestem.
- Ona o to nie dba – cicho powiedział Michael. – Widziałem, jak na ciebie

patrzy. Żywi względem ciebie prawdziwe uczucia.

Cam zamknął oczy.
- Tego się boję.
- Daj jej szansę. Daj szansę wam obojgu.
-   Czy   ty   i   Amadeaha   najedliście   się   szaleju,   czy   coś?   –   zapytał   z

niedowierzaniem. – Jestem mieszańcem. Nawet nie wiem, czy to legalne,
bym z nią był.

- Od kiedy przejmujesz się zasadami?
Cam roześmiał się cicho.
- Naprawdę powinieneś kogoś po nią przysłać.
- Jesteś jedynym, któremu ufa. 
- Więc miałem rację. Ona jest szalona.
Teraz to Michael się roześmiał.
- To czyni ją idealną dla ciebie.

skrót w slangu młodzieżowym od zwrotu Too Much Information oznaczającego Za dużo informacji. Używany zazwyczaj 

gdy rozmówca dzieli się z nami zbyt wieloma prywatnymi informacjami, których nie chcemy znać lub które powodują, że 
czujemy się skrępowani.

background image

* * * *

Ubrana Amadeaha siedziała na kanapie, podciągając kolana pod brodę.

Cóż,   poszło   o   wiele   lepiej,   niż   się   spodziewała.   Nie   tylko   dlatego,   że   ją
pocałował, ale też, ponieważ ją ugryzł. Poczuła gorący rumieniec wpełzający
na jej twarz. Zrobił też wiele innych rzeczy. Rzeczy, które miała szczerą
nadzieję, wkrótce ponownie zrobi. Wstała i pobiegła do lustra w łazience,
żeby zobaczyć ślad po ugryzieniu. Dotknęła miejsca na szyi, którego użył.
Karmił się nią dwa razy, ale za każdym razem w tym samym miejscu, więc
miała tylko jeden zestaw śladów po nakłuciu.

Jej ciało wciąż czuło, w postaci ciepła, skutki orgazmów, do których ją

doprowadził.   Teraz,   gdy   obudził   tę   część   niej,   którą   odkryła,   pragnęła
jeszcze   więcej   doznań.   Amadeaha   przez   chwilę   zastanawiała   się,   czy   to
czyniło   z   niej   puszczalską   kobietę,   potem   jednak   zdecydowała,   że   nie,
ponieważ   nie   chciała   robić   tych   rzeczy   ze   wszystkimi   mężczyznami,   ale
tylko z nim. 

Ana miała rację we wszystkim, Cam próbował ją przestraszyć, próbował

z   tym   walczyć,   ale   w   końcu   się   poddał,   ponieważ   coś   do   niej   czuł.   Na
początku nie była tego pewna, ale gdy ostatni raz ją ugryzł, odsłonił się i
 poczuła jego emocje. Kochał ją tak bardzo, jak ona kochała jego. Po prostu
nie był gotów się do tego przyznać. 

Rozumiała   to.   Zaraz   po   wybuchu   wojny   Michael   zaproponował,   że

zabierze  ją z dala  od ojca, ale ona  za bardzo bała się  zostawić  za sobą
wszystko, co do tej pory znała. Potem została szpiegiem i dowiedziała się, że
posiada wewnętrzną siłę, o której istnieniu nie wiedziała. Podjęła również
decyzję,   że   jeśli   kiedykolwiek  będzie   miała   znowu   szansę   być   z Camem,
nigdy jej nie zmarnuje. Amadeaha może popełniała wiele błędów, ale rzadko
robiła ten sam dwa razy.

Cam wyszedł z sypialni i zaczął sprzątać bałagan, jednocześnie unikając

spoglądania jej w oczy. Ana miała rację, był tchórzem. Amadeaha pochyliła
głowę, by nie zobaczył jej zadowolonego uśmiechu i zaczęła mu pomagać.

- Co, do diabła, próbowałaś zrobić? – zapytał, podnosząc toster.
- Słyszałam, że opiekane pianki są dobre.
Popatrzył na nią dziwnie, wrzucając zniszczone urządzenie do śmieci.

background image

-  Pieczone, nie opiekane. Jeśli masz ochotę na smore

2

, zabiorę cię na

kemping.

Nie   rozumiała   połowy   z   tego,   co   właśnie   powiedział,   ale   nie   miała

zamiaru dać mu satysfakcji ze swojej niewiedzy.

- Słyszałam, że rozmawiałeś przez telefon. To był Michael?
Pokiwał głową.
- Chce się z tobą zobaczyć. Mam cię zabrać do kompleksu.
Amadeaha była przygnębiona, że ich czas sam na sam się kończy. Nie

chciała opuszczać przytulnego mieszkania. Niewielka część niej obawiała
się   spotkania   z   innymi   anielskimi   wojownikami.   Jak   zareagują   na
zamieszkanie   wśród   nich   bratanicy   Jehela?   Resztę   bałaganu   sprzątali
w milczeniu. Ruszyła do sypialni, aby wziąć sweter. Gdy tylko znalazła się
w zasięgu jego rąk, chwycił ją i objął w pasie.

- Przepraszam, że wcześniej cię zostawiłem – mruknął jej do ucha.
- Po prostu się upewnij, że to się nie zdarzy następnym razem.
- Nie rozumiesz? Nie będzie następnego razu. Musisz uciec ode mnie tak

szybko, jak to jest możliwe.

Nerwowo oblizała wargi.
- Ucieknę tylko wtedy, gdy obiecasz, że będziesz mnie gonił. Miałam raz

taki sen. Biegłam przez las, a ty mnie goniłeś.

Posłał jej ostre spojrzenie.
- To właśnie robią potwory.
Położyła mu palec na ustach, aby go uciszyć.
- Biegłam, a ty mnie goniłeś, ale w dobry sposób. Wiedziałam, że kiedy

mnie złapiesz, zabawisz się ze mną w rozkosznie miły sposób.

Przełknął ślinę, a oczy mu pociemniały z pragnienia.
- Czy kiedykolwiek cię złapałem?
- Tak, złapałeś i mieliśmy z tego mnóstwo zabawy.
Cam wydał z siebie demoniczny ryk, nim przyszpilił ją do blatu. Jedną

ręką   ujął   tył   jej   głowy   i   przyciągnął   do   siebie,   by   obdarzyć   gorącym
pocałunkiem. Potem pozwolił jej nabrać powietrza. Trzymała go mocno, na
wypadek, gdyby postanowił ponownie uciec. Nie musiała się jednak o to
martwić, trzymał ją tak samo mocno. Wiedziała, że wygrała małą bitwę.

- Nie rozumiem – powiedział, w jego głosie dźwięczał podziw.

2 Tradycyjny smakołyk z ogniska, pochodzący ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Składa się z pieczonej na ogniu
pianki, kostki czekolady, a także dwóch kawałków krakersów typu graham jako zewnętrzne warstwy.

background image

-   Czego   nie   rozumiesz?   –   ukryła   nos   na   jego   piersi   i   cieszyła   się

mrocznym, ostrym zapachem.

- Dlaczego chcesz takiego dziwaka jak ja?
- Dla mnie nie jesteś dziwakiem, jesteś po prostu moim Camem.
Wyglądał tak, jakby właśnie uderzyła go cegłą w głowę.
- Nie byłem po prostu Camem od lat.
- Nawet mi nie mów. Wszyscy widzą we mnie tylko bratanicę Jehela. Nie

sądzę, by większość ludzi w Niebie znała nawet moje imię.

- Zawsze wiedziałem, jak masz na imię – uśmiechnął się.
Jej   serce   mocniej   zabiło.   Niezbyt   często   widziała   jego   prawdziwy

uśmiech.

- Naprawdę musimy iść? 
To   nie   było   szczere   pytanie,   bo   wiedziała   lepiej   niż   ktokolwiek,   jak

ważne jest, by jej informacje trafiły do Michaela. Życia od tego zależały.
Uścisnął ją.

- Tak, musimy. Chodź, zatrzymamy się po drodze, abyś coś zjadła.

* * * *

Cam   siedział   naprzeciwko   niej   w   restauracji   i   obserwował   jej   duże,

zielone   oczy.   Rzucała   wszędzie   spojrzenia,   zachwycając   się   wszystkim.
Bardzo zabawnie było patrzeć, jak doświadczała tak wielu rzeczy po raz
pierwszy. Dobrze było być tym, który jej je pokazał.

- Ludzie są tacy interesujący – wpatrywała się w kilku biznesmenów

prowadzących   rozmowę   przez   telefon.   –   Nie   sądzę,   że   mogłabym
kiedykolwiek zachorować, obserwując ich.

Cam postanowił poruszyć temat, którego oboje unikali.
- Kto cię bił?
Uśmiech zniknął jej z twarzy, gdy spojrzała na stolik.
- Czy to naprawdę ma znaczenie?
- Tak, ma – warknął. Jego gniew nie był skierowany przeciwko niej, ale

wobec drani, którzy ją skrzywdzili. – Muszą zapłacić za to, co zrobili.

- To był mój kuzyn Azreal – nadal patrzyła w dół. – Jehel rozkazał mu to

zrobić, gdy odkryli, że szpiegowałam dla Michaela.

background image

- Michael nigdy nie powinien stawiać cię w takiej sytuacji.
- Nie prosił mnie, abym to zrobiła, zgłosiłam się na ochotnika.
Był wstrząśnięty, gdy spostrzegł, że trzyma jej rękę nad stolikiem. Nie

pamiętał, kiedy po nią sięgnął.

- Dlaczego to zrobiłaś?
Gdy spojrzała na niego, jej oczy lśniły od łez.
- Ponieważ tak należało postąpić. Wiem, co mój ojciec i wujek zrobili

anielskim wojownikom, co zrobili tobie. Ktoś musiał coś zrobić, by pomóc
ich powstrzymać. I to było naprawdę przyjemne. Do czasu aż mnie złapali.
Zadawali wiele pytań.

- To było, kiedy cię bił?
Potarł kciukiem po wewnętrznej stronie jej nadgarstka. Skinęła głową.
- Gdy to robił, cały czas myślałam, że to w końcu moja kolej.
- Twoja kolej na co?
- Każda kobieta w mojej rodzinie znikała w tajemniczy sposób. Zarówno

mama   Diny   jak   i   moja   zniknęły,   kiedy   oboje   byliśmy   naprawdę   młodzi.
Nawet mama Azreala, która była siostrą mojego ojca i wujka Jehela. W głębi
serca wiem, że zostały unicestwione i pomyślałam, że w końcu nadeszła
moja kolej.

- Jak uciekłaś?
- Azreal zostawił mnie na kilka minut i moja przyjaciółka Serel zakradła

się i mnie rozwiązała – otarła łzę, która płynęła jej po policzku. – Jeśli się
dowiedzą, że to ona, na pewno ją zniszczą.

- Dlaczego nie poszła z tobą?
- Ona boi się anielskich wojowników. Jej matka karmiła ją opowieściami

o tym, jak archaniołowie byli brutalni. Próbowałam powiedzieć jej, że to
nieprawda, ale nie zdołałam jej przekonać.

Nie był tym zbytnio zszokowany. Jeszcze przed wojną doszło do rozłamu

pomiędzy   anielskimi   wojownikami,   a   aniołami   sprawiedliwości.   Cam
delikatnie ścisnął jej dłoń.

- Już nigdy nikt cię więcej nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to.
Z czego wynika ta obietnica? Pamiętaj, nie sprawujesz nad nią pieczy.
Przyszła kelnerka i postawiła przed nimi chleb. Być może dlatego, że

rozmawiali   o   biciu,   czy   też   dlatego,   że   wspomniała   o   tym,   iż   Jehel   go
zdradził.   Obojętnie   jaki   był   powód,   cholerny   chleb   przywoływał   całe
mnóstwo wspomnień. Mimo iż próbował z tym walczyć, nic nie mógł na to
poradzić, że wciąż pamiętał.

background image

Był w Piekle od kilku tygodni, a oni nie karmili go ani razu. Głód nie mógł

go zabić, ponieważ był nieśmiertelny, ale bóle głodowe były nie do zniesienia.
Demony   wykorzystywały  to   przeciwko   niemu.   Persefona   była  jedną   z   żon
Szatana. Była też jedną z odpowiedzialnych za tortury. Dziwka była cholernie
dobra w swojej robocie. 

Tego konkretnego dnia Cam stał na środku pomieszczenia, z łańcuchami

na obu nadgarstkach, podczas gdy ona trzymała kawałek chleba przed jego
ustami.   Za   każdym   razem,   kiedy   był   wystarczająco   blisko,   by   go   ugryźć,
odsuwała go dalej. Cam w końcu popadł w desperację. Gdy po raz kolejny
przysunęła  chleb,   zignorował  to.   Zamiast   tego   przesunął   językiem   wzdłuż
zewnętrznej krawędzi jej dłoni. Miło i powoli, więc zrozumiała, o co chodzi. Jej
czarne oczy rozszerzyły się ze zdumienia, ale nie ruszyła się, by go uderzyć za
to zachowanie.

- Będę pieprzył się z tobą za niego – powiedział bezgłośnie, więc strażnicy

go nie usłyszeli.

Wiedział,   iż   podejmuje   ryzyko,   ale   wiedział   też,   że   była   nim

zainteresowana seksualnie. Nie miał co do tego wątpliwości, widząc, w jak
głodny   sposób  na  niego  spojrzała.  Nie   był   to   może   najlepszy   podryw,   ale
przecież   nie   próbował   poderwać   księżnej   Diany.   Persefona   była
pełnoprawnym demonem, z rogami i pazurami, które to potwierdzały. Miała
skórę w odcieniu ciemnej czerwieni i długie, czarne włosy. Mimo iż miała
fantastyczne ciało, to wciąż służyła Piekłu. Ale cóż, trudne sytuacje wymagają
poświęceń. Obserwował, jak zmieniał się wyraz jej twarzy, od szoku, przez
gniew, do pożądania. Nie spuściła z niego wzroku, gdy rozkazała strażnikom
surowo:

- Zostawcie nas.
Największy strażnik zaprotestował:
-   To   nierozsądne   zostawać   z   nim   sam   na   sam,   Persefono.   On   już   raz

prawie nam uciekł. Omal nie zniszczył wtedy jednego z moich strażników.

Persefona szarpnęła łańcuchy, którymi zawsze Cam był okręcony. Były

inne niż te trzymające go przypiętego do podłogi w sali tortur. 

-   Łańcuchy   Ograniczenia   trzymają   na   uwięzi   jego   moce.   Nie   jest

zagrożeniem dla żadnego z nas.

Demon pozostawał nieprzekonany.
- Nawet bez swoich darów wciąż jest niebezpieczny.
Cam oparł się pokusie, aby powiedzieć strażnikowi, aby się stąd wynosił

i skupił swój wzrok na demonicy. Umyślnie powiódł spojrzeniem w górę i w

background image

dół jej ciała. Oglądał czarne, skórzane, wyzywające buty i czarną sukienkę
z rozporkiem.   Ona   naprawdę   atrakcyjnie   w   tym   wyglądała.   Może   to,
ostatecznie, nie będzie takie złe. Ponowił propozycję oblizując wargi i to była
ostatnia, mała zachęta, której potrzebowała.

- Precz, natychmiast – warknęła.
Strażnik wzruszył swoimi zniekształconymi ramionami i skinął na innych.

Zanim wyszedł, posłał Camowi zdegustowane spojrzenie. Gdy tylko zamknęły
się   za   nimi   drzwi,   znalazła   się   przy   nim.   Chwyciła   w   garść   jego   włosy
i przyciągnęła  mu  głowę  do  swojej.  Cały  czas,  gdy  wpychała mu język do
gardła, patrzył na kawałek chleba. Położyła go na jednym z pobliskich stołów
i był tak cholernie niedaleko, że aż wręcz szydził z niego. Gdy tylko pozwoliła
mu nabrać powietrza, pochylił znacząco głowę w kierunku chleba.

- Dostaniesz go, kiedy skończymy – zamruczała.
- Nie, dostanę zapłatę z góry albo nie ma umowy – skrzywił się na te

słowa. Dokładnie takie same słyszał od dziewczyn pracujących na ulicach
Detroit.

- Połowa teraz, a połowa potem, gdy będę zadowolona.
Skinął głową, a ona rozerwała kawałek na pół i wepchnęła mu go w usta.

Najpierw się nim zakrztusił. W końcu nabrał trochę śliny na twardy kawałek
i udało mu się go pożuć. Mimo że smakował jak pleśń i styropian, to zadrżał
z ulgi. Cały czas, gdy próbował jeść gówniany chleb, chodziła powoli wokół
niego. Jej ciemne oczy bacznie obserwowały każdy cal zakupu. Zatrzymała się
przy jego plecach na tyle długo, by zlizać trochę krwi. Nieźle krwawił po jej
ostatniej chłoście i to oczywiście podniecało sadystyczną sukę.

Kiedy przycisnęła piersi do jego pleców, przez chwilę martwił się o to, że

zniszczy sobie jego krwią tę ładną sukienkę w gotyckim stylu. Ale jej to nie
martwiło, więc co tam, do cholery? Persefona objęła go ramionami i zaczęła
pieścić przez materiał jeansów. Pragnął, aby to nie dało efektów, ale jego ciało
ponownie   go   zdradziło   i   stwardniał.   Niewielka   część   niego   była
zdenerwowana, bo nadgarstki miał nadal skute, a ona miała w szponiastych
dłoniach jego najcenniejszy klejnot.

Oczywiście miała plany co do niego, więc być może nie miała zamiaru mu

go jeszcze obciąć. Rozpięła mu rozporek, sięgając do środka, by go poczuć.
Cam   wziął   głęboki   oddech   i   zaczął   się   znowu   krztusić   tym   gównianym
chlebem. W końcu udało mu się połknąć ostatni mały kawałek, podczas gdy
ona przyłożyła usta do jego ramienia.

- Auć, to cholernie bolało.

background image

Wiedźma   właśnie   mocno   go   ugryzła.   Zanotować   sobie:   nigdy   nie

uprawiać seksu z demonem, który specjalizuje się w torturach. Chyba że lubisz
rzeczy   takiego   rodzaju.   Persefona   torturowała   pazurami   jego   poranione
plecy. Syknął z bólu i walczył z łańcuchami. 

– Uwolnij mnie i to skończmy – warknął.
- Skąd mam wiedzieć, że mnie nie zaatakujesz, gdy cię uwolnię?
- Ponieważ mamy umowę, a ja zawsze dotrzymuję słowa.
Pokręciła głową.
- Chcę, żebyś przysiągł na honor anielskiego wojownika.
Gapił się na nią.
- Chcesz, żebym złożył przysięgę anielskiego wojownika, że będę posłuszny

jak pies i tylko cię wypieprzę?

Uniosła brew, patrząc na niego, a potem na drugą połowę chleba leżącą

na stole. Cam westchnął i wyrecytował przysięgę, że będzie dobrym aniołkiem
i nie rozerwie jej na kawałki gołymi rękami. Jednocześnie cały czas w myślach
obrzucał siebie i ją wyzwiskami, jakie tylko znał. Cieszył się, że nigdy nie
opuści Piekła, ponieważ dzięki temu jego rodzina nigdy się nie dowie, jak
nisko upadł. Może Persefona zrobi im wszystkim przysługę i zniszczy go, kiedy
już go wykorzysta.

Wyciągnęła   rękę   i   otworzyła   łańcuchy,   upewniając   się,   by   nie   zdjąć

Łańcuchów Ograniczenia. Było oczywiste, że nawet po przysiędze, wciąż mu
nie ufała. Mądre posunięcie, rogaty łbie. Gdy jego ramiona zostały uwolnione,
nie dała mu nawet czasu na ich rozprostowanie. Rzuciła się na niego i zaczęła
ponownie całować. Skrzywił się, kiedy jego plecy uderzyły w najbliższą ścianę,
a wyszczerbione kamienie przecięły jego ciało. Umieściła nos w zgięciu jego
szyi i wciągnęła powietrze.

- Ładnie pachniesz.
To było  dla niego coś nowego.  Jako że spędził  większą  część  miesiąca

w dusznej celi, Cam był całkowicie pewien, iż jego naturalny zapach musiał
być nieprzyjemny i gówniany. Oczywiście, nie śmierdział jak rozkładające się
ciało, więc jego smród musiał być przyjemniejszy niż jej. Przesunęła dłonią po
jego nagiej piersi.

- Twoja skóra jest taka piękna i bez skazy.
Tak, tak, tak i miał piękne oczy, żeby ją widzieć i uszy, żeby ją słyszeć. Robił

się z tego chory dialog, jak z Czerwonego Kapturka. Wszystko, czego pragnął,
to zrobić to, co musiał, chwycić przeklęty chleb i wrócić do swojej celi, by lizać
rany. Próbował przejąć kontrolę nad sytuacją, biorąc Persefonę w ramiona i

background image

dotykając ją nieco, ale ona miała inne plany. Nim się obejrzał, byli już nadzy i
tarzali się po brudnej podłodze, a jego krew rozmazała się na nich obojgu.
Odwróciła go na plecy i siadła na nim okrakiem. Zobaczył pełen sadyzmu
wyraz jej twarzy i wiedział, że wdepnął w gówno. 

Cam   dostał   tego   dnia   cenną   nauczkę.   Nigdy,   przenigdy   nie   zawierać

umowy z demonem. Persefona poddała go każdemu upokarzającemu aktowi,
jaki jej pokręcony umysł był w stanie wymyślić, a nawet więcej. Miał rację, gdy
wcześniej użył słów: posłuszny pies, ponieważ właśnie do takiego poziomu go
sprowadziła.   Gdy   z   nim   skończyła,   czuł   się   jak   bezwartościowy   kawałek
gówna. Potem, gdy wciągnął jeansy i usiadł na ziemi, ukrył głowę w dłoniach.

- Co ja zrobiłem? – wyszeptał do siebie.
Powinien być w stanie wytrzymać. Był anielskim wojownikiem i musiał

być silny. Ale zawiódł i w chwili słabości przyniósł wstyd nie tylko sobie, ale
i swoim braciom wojownikom. Co by powiedział Michael, Abdiel i jego bracia,
gdyby   się   dowiedzieli,   co   zrobił?   Cholera,   wolał   zostać   na   zawsze   w   tej
dziurze, niż stanąć z nimi twarzą w twarz po tym, co zrobił.

Strażnicy przyszli, by wywlec stąd jego żałosny tyłek, a Persefona zrobiła

dużą rzecz wpychając mu resztę chleba do kieszeni. Demony podśmiechiwały
się z niego, a on, po raz pierwszy odkąd pamiętał, nie mógł wymyślić ciętej
riposty w odpowiedzi. Jego żołądek był zbyt chory i nie pozwalał mu myśleć.
Persefona nawet nie spojrzała w jego stronę, gdy był wyprowadzany. Była
zbyt zajęta przygotowywaniem narzędzi dla kolejnej ofiary. Gdy dotarli do
jego celi, jeden ze strażników chwycił go za gardło i przyszpilił do ściany.

-   Mam   trochę   czekolady,   jeśli   jesteś   gotowy   za   nią   zapłacić,   anielska

dziwko.

Cam   zaczął   przewracać   oczami,   gdy   zdał   sobie   sprawę,   że   ten   chory

skurwiel   mówił   poważnie.   Był   tak   oszołomiony,   że   ledwie   udało   mu   się
wykrztusić:

- Nie.
Cam skulił się, gdy demon pochylił się i zaczął lizać jego twarz. Próbował

się odsunąć, ale nieustanne bicie i głód uczyniły go bardzo słabym. Postanowił
więc użyć jedynej broni, jaką miał, swojego sarkazmu.

- Koleś – wycedził powoli. – To, że jesteś kanalią z Piekła nie oznacza, iż

możesz zapomnieć, co to jest pasta i szczoteczka do zębów.

Strażnik rzucił go na ziemię. Cam zwinął się w kłębek, gdy demon i jego

kumple zaczęli po kolei go kopać. Cam przyjął bicie ze spokojem, ponieważ
miał nadzieję, że denerwując ich w ten sposób, zmusi ich do zostawienia go.

background image

To podziałało. Używając go jak piłki nożnej, wkopali Cama do celi i zostawili
w spokoju. Wciąż jeszcze czuł demoniczny smród Persefony, który przywarł do
niego. Wiedział, że jeśli weźmie nawet tysiąc gorących pryszniców, nigdy nie
będzie czuł się czysty.

- Cam… Cam… Cam!
Cam   spojrzał   ponad   stolikiem   i   zauważył   zaniepokojony   wzrok

Amadeahai.

- Co?
-   Odpłynąłeś   nieco   –   spojrzała   na   chleb   i   zmarszczyła   brwi,   gdy

zrozumiała, o co chodzi. – Och.

Ona wiedziała. Oczywiście, że wiedziała, a czego się spodziewał? Gdy

tylko demon donosiciel powiedział Jehelowi o handlu chlebem, przywódca
aniołów   sprawiedliwości   upewnił   się,   żeby   wszyscy   się   dowiedzieli.
Nienawidził całej rodziny Lehor i miał wielką satysfakcję, że Cam upadł tak
nisko. Cam natychmiast przeszedł do obrony.

- To nie to, co myślisz.
Uniosła brew.
- A więc wszyscy anielscy wojownicy bledną na widok chleba?
- Uważam na węglowodany.
Skinęła powoli głową.
- Dziś rano, gdy spałeś, oglądałam o tym specjalny program. Właściwie,

wiele   się   nauczyłam   dzięki   telewizji.   Węglowodany   są   złe,   a   wzięcie
samochodu na pokaźny kredyt - dobre.

- Muszę stąd wyjść – powiedział tak nieprzyjemnym tonem, jak tylko

mógł.

Nie zraziła się.
- Spokojnie Cam, ludzie patrzą – z wdziękiem zsunęła się ze swojego

siedzenia i podeszła do niego. Wyciągnęła rękę i chwyciła jego dłoń, mówiąc
łagodnie – Musisz o tym porozmawiać.

- Nigdy nie rozmawiałem na ten temat. Moja rodzina wie, żeby lepiej nie

pytać.

Pogładziła jego palce.
- Źle robią. Jak możesz pogodzić się z tym, jeśli tego nie akceptujesz?
Próbował   być   zły,   ale   nie   potrafił.   Oczywiście,   był   sfrustrowany

i zmieszany jak diabli, ale nie potrafił się na nią rozgniewać. Zauważył, że
przysunęła się jeszcze bliżej, więc jej ciało przytuliło się niego.

background image

-   Miałem   rację   –   westchnął.   –   Jesteś   szalona.   Po   tym   wszystkim,   co

o mnie wiesz, jak możesz stać i mnie dotykać?

- Zdradzę ci pewien sekret. Lubię cię dotykać. Planuję robić to, kiedy

tylko będę mogła – cały czas, gdy mówiła te frywolne słowa, rumieniła się,
zdradzając swój brak doświadczenia. Złapała chleb i urwała mały kawałek. –
A teraz otwórz usta.

- Co robisz? – roześmiał się nerwowo.
Demony i anioły sprawiedliwości nawet w połowie nie przerażały go tak

bardzo jak to rudowłose zagrożenie.

- Będę cię karmić – pochyliła się nad nim, jej miękkie piersi otarły się

o jego ramię. – Kiedy skończę, ta brutalna, demoniczna dziwka będzie tylko
odległym wspomnieniem.

- Uwielbiam, kiedy używasz brzydkich słów – był zbyt zmęczony, by

żartować, ale głos mu zachrypł.

Usta Amadeahai odnalazły drogę do jego szyi. Zadrżał. Wysunęła język

i zatoczyła   leniwe   koła   na   jego   skórze.   Niepokój   z   retrospekcji   zniknął,
zastąpiony przez pożądanie.

- Lubisz, gdy tak robię? – zapytała. Kiedy skinął głową, uśmiechnęła się

i kontynuowała. – Dobrze, bo za każdym razem, gdy mnie gryziesz, mam
ochotę dać ci taką nagrodę. Otwórz usta.

Jak tylko to zrobił, wsunęła mu mały kawałek chleba. Possała mu płatek

ucha,   a   potem   lekko   przygryzła.   Potem   nie   potrzebował   już   zachęty,
otwierał usta, gdy tylko podniosła rękę.

- Zdajesz sobie sprawę, że drażnisz demona seksu? – jęknął.
Pracowała   nad   czymś,   co   jak   przypuszczał,   mogło   być   imponującą

malinką na jego szyi.

- Nie jesteś demonem. Jesteś idealny – argumentowała, nim wróciła do

swojego zajęcia.

- To między nami nigdy się nie uda – te słowa, nawet jak dla niego,

zabrzmiały nieprzekonująco.

- Dlaczego? Mówiłam już, że kocham twoje kły i oczy. Podniecają mnie –

znowu się zaczerwieniła, ale nie przestała go całować.

- Jest wiele innych powodów – były, jasne, ale teraz nie chciał o nich

myśleć.

- Podaj mi jeden.
Poszperał   w   głowie,   aż   w   końcu   znalazł   jeden,   odpowiedni,   bez

podtekstu seksualnego.

background image

- Zawsze w nocy ściągam kołdrę z partnerki.
- Będę nosić flanelową piżamę.
Myśl o niej w puszystej piżamie totalnie go podnieciła. Trzymała kolejny

kawałek chleba i lekko rozchyliła usta. Ten widok pozbawił go ostatnich
resztek samokontroli. Cam jęknął i uwięził jej usta w namiętnym pocałunku.
Odpowiedziała mu z równą pasją, jej języczek wdarł się do wnętrza, liżąc
jego kły. Chwytając jej nogę, wciągnął ją na kolana, więc była jeszcze bliżej
niego. Wtem czyjś głos przerwał ich zabawę.

- O… mój… Boże…
Stał   tam   Bear   z   pełnym   samozadowolenia   uśmiechem   na   twarzy

i diabelskim błyskiem w oczach. Cam zauważył, że był ubrany na tę okazję
na sportowo, w parę postrzępionych jeansów, czarną, rockową koszulkę, a
końcówki swoich blond włosów miał pofarbowane na czerwono. Trzymał za
rękę   partnerkę,   Tiffany.   Ta   ubrana   była   w   zieloną,   kraciastą   spódnicę
i dopasowany do niej sweter. Brązowe włosy miała zebrane w elegancki
kucyk. Tif zachichotała i wskazała na jej usta.

- Hmm, Cam masz trochę czegoś na twarzy, właśnie tutaj.
Amadeaha spojrzała na Cama.
- Niczego nie widzę.
Cam posłał Tif i bratu ponure spojrzenie.
- Ona ma na myśli ciebie. Sądzi po prostu, że to jest takie zabawne.
Bear i Tif usiedli po drugiej stronie stolika. Cam westchnął, bo wyglądało

na to, że planują zostać na dłużej. Powinien był wiedzieć, iż jego rodzina jak
zawsze będzie się w trącać w jego sprawy. Czasami żałował, że nie jest
jedynakiem.   Cam   już   widział,   jak   Bear   będzie   gderał,   widząc   znak   po
ugryzieniu na szyi Amadeahai.

- Dlaczego tu jesteś, Troskliwy Misiu?
- Ana martwiła się o ciebie, ponieważ nie odzywałeś się od kilku dni –

Bear  wciąż   wpatrywał   się   w  Amadeahaę,   z  uśmieszkiem na   aroganckiej
twarzy.

- Bear potrafi wszędzie znaleźć Cama – Tif oznajmiła z dumą Amadeahai.

Słysząc jej ton, mógłbyś pomyśleć, że Bear wynalazł lekarstwo na raka. –
Mój partner ma niesamowite umiejętności psychiczne. Jest najlepszy.

-   To   jest   przydatne,   kiedy   rozdzielamy   się   w   wesołym   miasteczku   –

dodał Bear z udawaną powagą.

Tif wyglądała na zmieszaną, jak zazwyczaj.
- O czym ty mówisz? Nigdy nie byliśmy w wesołym miasteczku.

background image

Tif spojrzała na niego, a potem rozzłościła się, gdy bracia wybuchnęli

śmiechem. Zacisnęła drobne dłonie w pięści.

- Bear, czy możesz być choć raz poważny? Rany, czasami cię nienawidzę

– wstała z irytacją i ogłosiła. – Idę do łazienki – spojrzała na Amadeahaę,
a kiedy zobaczyła, że kobieta wciąż siedzi, powiedziała – Halo! Miałaś iść ze
mną. 

Amadeaha spojrzała na Cama i mruknęła naprawdę cicho:
- O czym ona mówi?
Bear odpowiedział donośnym, scenicznym szeptem:
- Kobiety chodzą do łazienki stadami. To jest babska sprawa.
Amadeaha przytuliła się do ramienia Cama, jakby był jej ostatnią deską

ratunku.

- Ale ja nie muszę iść.
Cam wiedział, że nie powinien się tym tak bardzo cieszyć, ale była taka

cholernie słodka, kiedy miała ten spanikowany wyraz twarzy. Delikatnie
odciągnął   jej   palce   od   swojego   ramienia   i   dał   jej   lekkiego   klapsa,   nim
wypchnął ją z miejsca.

- Będzie zabawnie – uśmiechnął się do niej.
Zanim odeszła, rzuciła mu spojrzenie typu zabiję–cię–kiedy–będziemy–

sami. Bear dał Tif pożegnalnego klapsa w pupę. Uśmiechnęła się do niego,
pokazując, że wcale go nie nienawidzi po tym wszystkim. Kiedy kobiety
znalazły się poza zasięgiem słuchu, Bear uśmiechnął się szelmowsko.

- Wprost uwielbiam tyłek Tif. Mogę się nim bawić całą noc, jak bębnami

bongo.

- Miło wiedzieć, dzięki za podzielenie się tym – ostatnia rzecz, jakiej

pragnął, to dyskusja o tajnikach życia seksualnego jego młodszego brata.

- Teraz wiem, czemu się nie odzywałeś – Bear sięgnął ponad stolikiem

i ukradł mu colę. – Byłeś zbyt zajęty pewną rudowłosą.

Pełna niewinności gra Beara nie oszukała Cama ani na chwilę. Nagle

objawiła mu się wstrząsająca prawda.

-   Ty   mały,   kłamliwy   punku.   Wiedzieliście   już,   że   ona   jest   ze   mną,

prawda?

Bear uśmiechnął się lekko.
- Tak jakby.
- Kiedy się o tym dowiedzieliście, natręci?
-   Dziś   rano,   Ana   dzwoniła   na   twoją   komórkę   i   odebrała   Amadeaha.

Wszyscy trochę z nią rozmawialiśmy.

background image

Cam z jękiem oparł głowę o tył krzesła. Mógł sobie tylko wyobrazić, co

to była za rozmowa.

- To nie to, co myślisz. Robię przysługę Michaelowi. Ona jest szpiegiem

i potrzebował mnie, by ją przemycić.

- Widzę – Bear pokiwał głową. – A druga część misji, to bzykanie jej

niemal w samym środku restauracji pełnej ludzi?

Camowi ścisnął się żołądek. Zapomniał o ludziach. Myślał tylko o niej.

Ups.

- Myślisz, że nas widzieli?
- Jestem całkowicie pewien, że koleś sześć stóp na pięć cali, liżący się

z jakąś kobietą zwrócił ich uwagę – Bear wypalił sarkastycznie. – Czy wujek
Mike wie, że ugryzłeś swoje zadanie?

-   Zamknij   się,   Bear.   Cokolwiek   zrobisz,   nie   mów   reszcie   rodzeństwa

o ugryzieniach.

Ale   było   już   za   późno.   Bear   wyciągnął   swoją   komórkę   z   pełnym

samozadowolenia uśmiechem na twarzy. Cam jęknął i po raz drugi tego dnia
żałował, że nie jest jedynakiem.