background image

 

 

 

Ally Blake 

       

 

       Wysokie loty 

 

background image

 

1

             ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Siena Capuletti jechała do domu. 

Większość ludzi na jej miejscu byłaby zachwycona perspektywą ujrzenia 

dobrze znanych kątów, ona jednak miała mieszane uczucia. 

No dobrze. Jej zwarzony humor po części brał się stąd, że na sąsiednim 

miejscu w samolocie siedział nadąsany chłopiec, pochłaniający ogromne ilości 

coca-coli z puszki. 

Tak naprawdę wiedziała jednak, że to myśl o rodzinnym domu wprawiała 

ją w niepokój. 

W tej chwili kropla brązowego gazowanego napoju kapnęła prosto na jej 

kostium od Dolce & Gabbana. Jedyne eleganckie ubranie, jakie z sobą zabrała. 

- Świetnie - mruknęła pod nosem. 

Odwróciła głowę, szukając wzrokiem stewardesy, ale oczywiście żadnej 

nie było widać. Jakoś specjalnie jej to nie zdziwiło. 

To był znak. Nie powinna lecieć tego dnia do Cairns. Powinna siedzieć w 

biurze MaxAir ubrana w błękitną spódnicę, koszulę i beżowe buty na wysokim 

obcasie. Jak co dzień. 

Jednak kiedy Maximillian Sned, jej ekscentryczny pracodawca, właściciel 

niewielkich linii lotniczych, dla których od lat pracowała, zaprosił ją na 

spotkanie do swojej posiadłości w Cairns, żeby, jak to określił, „omówić spekta-

kularne posunięcie w jej karierze", nie miała wyjścia. 

Głośne siorbnięcie na fotelu obok przywróciło ją do rzeczywistości. 

Starając się ignorować znudzonego malca po swojej lewej stronie, próbowała 

przypomnieć sobie to, czego nauczyła się na kursach medytacji. Zamknąć oczy, 

zrobić kilka głębokich oddechów i pomyśleć o jakimś miłym miejscu. Plaża na 

Hawajach? Narty w Szwecji? A może sklep z butami na Madison Avenue, gdzie 

zazwyczaj jednorazowo wydaje tygodniową pensję? 

skandalo

us

background image

 

2

Jednak okazało się, że nie jest w stanie wyobrazić sobie niczego innego 

poza wnętrzem samolotu, którym właśnie leciała. 

- Przepraszam, że tak długo to trwało! Mamy z tyłu pasażera, który 

żongluje puszkami od napojów. Zaczął mnie uczyć i nawet mi się trochę udało. 

Siena spojrzała na doskonale umalowaną blondynkę z przyczepioną do 

piersi tabliczką z imieniem. Jessica. Uśmiechała się promiennie, podając Sienie 

wilgotną chusteczkę do wytarcia spódnicy, a chłopcu kolejną puszkę coli. 

Siena, która sama przez siedem lat latała jako stewardesa, potrafiła czytać 

w ludzkich twarzach jak w książkach. Wiedziała, który pasażer pójdzie do 

toalety na nielegalnego dymka, który zaraz po starcie poprosi o drinka, a który 

będzie podszczypywał przechodzące kobiety. 

Jessica była słodka, ale zupełnie nie nadawała się do swojej pracy. 

Zamiast kolejnej puszki coli powinna dać chłopcu pudełko kredek i szklankę 

ciepłego mleka. 

Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna powiedzieć o tym 

Maximillianowi, ale uznała, że to nie najlepszy pomysł. W końcu nie na darmo 

wychowywała się ze starszym o dwanaście lat bratem. Skutecznie wyplenił z 

niej wszelkie skłonności do donosicielstwa. 

- Tym razem, Freddy, będziesz pił przez słomkę, żeby niczego nie rozlać 

na sąsiadów, dobrze? - zagruchała Jessica. 

Uśmiechnęła się przepraszająco do Sieny. 

- Mam wrażenie, że gdzieś już panią widziałam. Czy my się znamy? 

Znów się zaczyna... Siena często była rozpoznawana. W minionym roku 

jej twarz uśmiechała się z billboardów przy autostradach w całym kraju, 

reklamując linie lotnicze MaxAir. Sesja zdjęciowa zajęła nie więcej niż godzinę, 

a mogła zmienić całe jej dotychczasowe życie. 

Czy Max rzeczywiście ma zamiar zaproponować jej stałą pracę w Cairns, 

a jeśli tak, to czy ona wyrazi na to zgodę? Musiałaby odwrócić się plecami do 

firmy, w której pracowała, odkąd skończyła szkołę. 

skandalo

us

background image

 

3

Nie miała na to ochoty. Całkowicie identyfikowała się z firmą, a praca 

stanowiła istotną część jej życia. Pozostanie w Cairns nie wchodziło w grę. 

- Może z bożonarodzeniowego przyjęcia - powiedziała do Jessiki. - Też 

pracuję dla Maksa, więc może spotkałyśmy się przy takiej okazji. 

- Bardzo możliwe. Jedziesz na dłuższy urlop czy tylko na weekend na 

plaży? 

Siena nie miała zamiaru wspominać o czekającej ją rozmowie. 

- Mój brat z rodzinę mieszka w Cairns. Urodziło im się dziecko i jadę ich 

zobaczyć. - Nie wspomniała o tym, że po raz pierwszy zobaczy też jego 

czteroletnie bliźniaki. 

- Wow! - wykrzyknęła Jessica. 

Siena wiedziała jednak, że tak naprawdę dziewczyna jej nie słucha. 

- W takim razie miłej zabawy - powiedziała Jessica, szukając wzrokiem 

żonglera z tylnego rzędu i ruszając na tył samolotu. 

Siena patrzyła, jak się oddala, przytrzymując się dla równowagi foteli. 

Ona sama musiała popracować kilka lat, zanim opanowała sztukę prostego 

chodzenia po pokładzie w butach na wysokich obcasach. 

Była profesjonalistką. Urodziła się, żeby latać. Daleko, daleko... 

Gdyby tylko Max potrafił dostrzec, że jest w stanie zrobić dla firmy 

znacznie więcej niż tylko użyczyć swojej twarzy do reklamy. Gdyby zaoferował 

jej posadę w Paryżu. 

Siena westchnęła i wsunęła się głębiej w fotel. Zamknęła oczy i przez 

chwilę pozwoliła sobie na marzenia. W Paryżu było samo centrum MaxAir. 

Sama śmietanka. To byłby naprawdę wielki krok w jej karierze. 

Dźwięk silników uzmysłowił jej, że samolot zaczyna podchodzić do 

lądowania. Wyjrzała przez niewielkie okno i ujrzała morze z żółtymi plażami, 

za którymi rozciągały się zielone przestrzenie. Tropikalne Cairns. Raj na ziemi. 

Dom... 

skandalo

us

background image

 

4

Okay, masz jeszcze kilka minut. Pomyśl o czymś przyjemnym i oddychaj 

głęboko. 

Zapaliły się światła nakazujące zapięcie pasów. Siena wsunęła głębiej pod 

fotel swoją czerwoną torbę, którą kupiła w Hongkongu. 

Kątem oka dostrzegła, że jej młody towarzysz wpatruje się w swój pas, 

ściskając między kolanami puszkę z colą. Miał na buzi wąsy od coca-coli, a na 

czole krople potu, ale stewardesa była zajęta kimś innym. 

Czy jego rodzice uznali, że pięcioletnie dziecko jest wystarczająco 

samodzielne, żeby lecieć samo samolotem? Wielokrotnie spotykała się z takimi 

małymi pasażerami, ale nigdy tego nie pochwalała. 

Lepiej niż inni rozumiała, co taka przedwczesna odpowiedzialność może 

oznaczać dla dziecka. Dziecko zrobi wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę 

dorosłych, aby rodzice się nim zajęli. 

Poczuła nagły przypływ sympatii dla malca. W końcu w ciągu ostatnich 

pięciu minut nic na nią nie wylał i należała mu się jakaś nagroda. 

- Może chcesz, żebym ci pomogła? - spytała. 

- Tak - odparł malec. 

Siena sięgnęła po jego pas i spięła obie części. Dopiero wtedy zobaczyła 

na policzkach chłopca ślady łez. No nie, czy to jakaś kara? 

Znów współczucie wzięło górę. Przez następny kwadrans rozmawiała ze 

swoim towarzyszem, wytarła mu buzię i kiedy wreszcie wylądowali, dziecko 

nawet się uśmiechało. 

Poczekała, aż ludzie wysiądą z samolotu, chwyciła swoją torbę, w której 

miała mundur na sobotni lot do Melbourne, i wolno ruszyła w stronę wyjścia. 

Kiedy znalazła się na zewnątrz, upał uderzył w nią jak obuchem. 

Powietrze było gorące, lepkie i wilgotne. Czuła, jak w jednej chwili pokryła się 

potem. Zapach pobliskiego morza w niczym nie poprawiał sytuacji. 

skandalo

us

background image

 

5

Wewnątrz klimatyzowanej sali stał mężczyzna z siwymi wąsami, ubrany 

w trzyczęściowy uniform MaxAir i trzymał w ręku tabliczkę z ogromnym 

napisem „Capuletti". 

Kierowca? Max zastosował najgrubszą amunicję. I choć był to miły gest, 

Siena nie poczuła się dzięki temu lepiej. Wręcz przeciwnie. 

- Ja jestem Siena Capuletti - oznajmiła, zbliżając się do mężczyzny. 

- Rufus - przedstawił się niskim barytonem. - Maximillian polecił mi być 

do pani dyspozycji przez ten weekend. 

- No cóż, miło z jego strony. - Siena ruszyła w stronę taśmy z bagażami, 

czekając, aż pojawi się jej walizka. Rufus uparł się, żeby wziąć jej bagaż, a ona 

nie bardzo miała ochotę mu się sprzeciwiać. 

- Muszę szybko zadzwonić - powiedziała mu, zanim wyszli z hali. Rufus 

zatrzymał się tam, gdzie stał, jakby był zaprogramowanym robotem. 

Siena usiadła w spokojnym kącie i wykręciła numer do brata. 

- Halo - usłyszała po chwili jego głęboki głos. 

Przez chwilę miała ochotę przerwać połączenie. Nie znał jej numeru, więc 

nawet nie wiedziałby, kto dzwonił. 

- Halo, słucham! - ponaglił ją i Siena poddała się. 

- Rick, to ja, Siena. 

Minęła chwila, zanim odpowiedział. 

- No, no, no. Piccolo. Minęło sporo czasu, odkąd słyszałem cię ostatni raz. 

Jego złośliwa uwaga wyprowadziła ją z równowagi. Zacisnęła zęby. 

- Chwileczkę. - Usłyszała w tle krzyki małych chłopców, a potem naganę, 

jakiej udzielił im Rick. Dało jej to chwilę, żeby się pozbierać. 

- Michael! Leo! Usiądźcie do stołu i poczekajcie na mamę. Zaraz 

przyniesie wam śniadanie. Przepraszam, Piccolo, ale śniadanie to jak wojna. 

Gdzie więc jesteś dzisiaj? W Paryżu? Londynie? 

- Jestem na lotnisku w Cairns. 

Cisza. Rick najwyraźniej był zaszokowany tym, że przyjechała do domu. 

skandalo

us

background image

 

6

- Czy to oznacza, że będę miał okazję zobaczyć twoją śliczną buzię w 

naturze, a nie tylko na wielkich plakatach? 

Siena zamknęła oczy i oparła czoło na pięści. 

- Jestem tu do soboty wieczór, więc mam nadzieję, że uda nam się 

zobaczyć. Jutro po południu mam spotkanie z Maximillianem, ale poza tym 

jestem wolna jak ptak. Żadnych obowiązków. 

- Zaraz po ciebie przyjadę. 

- Nie, dziękuję, mam kierowcę. 

Oczekiwała, że Rick się roześmieje, ale nic takiego nie nastąpiło. 

- Ale nocujesz u nas - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Tina 

zaraz przygotuje pokój. 

Pomyślała o ogromnym łożu, zaścielonym prześcieradłami z egipskiej 

bawełny, które czekało na nią w hotelu. 

- Proszę, Siena. Zostań u nas. Najwyższy czas, żebyś poznała bratanicę i 

bratanków. 

To jedno słowo zrobiło na niej ogromne wrażenie. Nie przypominała 

sobie, aby Rick kiedykolwiek ją o coś prosił. Zazwyczaj wydawał jej polecenia, 

rozkazywał, ewentualnie nalegał. 

- Jasne - powiedziała przez zaciśnięte gardło. - Ale tylko na kilka dni. 

Przyjechałam tu w konkretnym celu, a to jutrzejsze spotkanie jest bardzo 

ważne... 

- Brzmi wspaniale, Piccolo. 

Siena skinęła głową, choć brat nie mógł jej widzieć. 

- Masz nasz nowy adres? 

Nie miała. Wiedziała, że niedawno sprzedali rodzinny dom i 

przeprowadzili się. Jej część pieniędzy została zdeponowana na bankowym 

koncie i leżała nienaruszona. 

- Możesz mi go podać jeszcze raz - oznajmiła, sięgając do torebki po 

elektroniczny notes. 

skandalo

us

background image

 

7

Podał jej namiary. Nie znała tego miejsca. Cóż, odkąd się stąd 

wyprowadziła, minęło siedem lat. 

- Idziemy teraz do pracy, ale zostawimy ci klucz pod wycieraczką. Czuj 

się jak u siebie w domu. 

Dom. To małe słowo poruszyło w niej jakąś strunę. 

- Zobaczymy się wieczorem? 

- Naturalnie. - Rozłączyła się i poszła szukać Rufusa. Czekał na nią 

niewzruszony jak skała. Kiedy ją ujrzał, podszedł do niej i wskazał głową 

wyjście. 

- Prosto do Palm Cove, pani Capuletti? 

- Mała zmiana planów, Rufusie. Palm Cove jest nam zupełnie nie po 

drodze. 

- Ale Maximillian... 

- Jeśli to zbyt wielki kłopot, mogę wziąć taksówkę - powiedziała, patrząc 

mu prosto w oczy. 

Uniósł jedną siwą brew, jakby chciał spytać, czy Siena zamierza być 

równie uparta przez cały weekend. Uśmiechnęła się w odpowiedzi. 

W oczach Sieny upór był zaletą. 

Godzinę później była pod domem Ricka. Poleciła Rufusowi, żeby 

przyjechał po nią następnego dnia przed zaplanowanym spotkaniem i pożegnała 

go. 

Mieszkanie wyglądało tak, jak się spodziewała. Obok starych mebli z ich 

rodzinnego domu ustawiono proste sprzęty z Ikei, a w powietrzu unosił się 

zapach spaghetti z sosem pomidorowym. 

Na starym pianinie z pożółkłymi klawiszami stały rodzinne zdjęcia. 

Przypomniała sobie, jak Rick katował ją, zmuszając, aby co wieczór ćwiczyła 

gamy. Niczym skazaniec odbywający karę za popełnioną zbrodnię spędzała przy 

nim długie godziny, podczas gdy jej przyjaciele chodzili do kina czy do knajpy. 

skandalo

us

background image

 

8

Weszła na górę, gdzie dojrzała kluczyki samochodowe i notatkę. 

„Kluczyki są do zielonego samochodu. Kolacja o siódmej". 

Przebrała się w dżinsy i koszulkę, poszukała w książce telefonicznej 

adresu najbliższej pralni i wyruszyła w drogę. 

Zielony samochód okazał się ogromnym ośmiocylindrowym Ute, którym 

zapewne Tina przewoziła rośliny do swojego ogrodu. 

Odpaliła silnik i wyjechała z garażu. Czuła się, jakby posadzono ją za 

kierownicą autobusu. Kiedy jako tako przyzwyczaiła się do ręcznej skrzyni 

biegów i ogromnych pedałów, wyjechała na drogę. 

Był piękny dzień. Upalny i słoneczny. W Cairns większość dni była taka, 

dzięki czemu turyści zjeżdżali tu całymi tabunami. Rzeczywiście, było tu jak w 

raju. Choć byli i tacy, którzy nie mogli znieść upałów i dużej wilgotności 

powietrza. 

Włączyła klimatyzację i po chwili w samochodzie zrobiło się zupełnie 

znośnie. 

Przejechała obok sklepu z antykami i mlecznego baru, skręciła w prawo w 

ulicę, która wydała się jej znajoma, a przy której stały dwa rzędy uroczych 

domów. Było tu spokojnie i miło. Ozdobione kwiatami frontowe ganki przycią-

gały wzrok, a małe ogródki wręcz wabiły, aby w nich odpocząć. Dokładnie tak 

jak na pocztówce. 

Nagle zdała sobie sprawę, że jest na swojej ulicy. Tuż zaraz był dom, w 

którym spędziła osiemnaście lat życia. 

Zwolniła, słysząc dochodzący zza któregoś z okien dźwięk pianina. 

Spojrzała na numer skrzynki pocztowej, żeby skupić na czymś wzrok. 

Jabłoniowa czternaście. Nawet nazwa była urocza. Ona jednak wiedziała, 

że pozory mylą. Za fasadami tych domów często kryły się dramaty, w niczym 

nie przypominające sielanki. 

Kątem oka dostrzegła jakiś ruch. Oderwała wzrok od skrzynki pocztowej i 

ujrzała wyjeżdżające z jednej z posesji dziecko. 

skandalo

us

background image

 

9

Zaklęła głośno i nacisnęła hamulec. Samochód zaczął hamować z piskiem 

opon, skręcając przy tym na pobocze. 

Czuła, jak wjeżdża na krawężnik. Po chwili ujrzała przed sobą ogromne 

drzewo. Trzask zderzenia i zapach palonej gumy zlały się w jedno. 

Potem słyszała już tylko bicie własnego oszalałego serca. 

Przypomniała sobie o dziecku i wyjrzała przez szybę, aby je odszukać. 

Nic. 

Wyjrzała przez boczne okienko i odwróciła się. 

W polu widzenia nie dostrzegła ani dziecka, ani roweru. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

10

ROZDZIAŁ DRUGI 

James był pewien, że słyszał dźwięk ostro hamującego samochodu. 

Wyłączył silnik elektrycznej piły, zsunął ochronne okulary na głowę i zaczął 

nasłuchiwać. 

Jednak do jego uszu nie doszedł żaden podejrzany dźwięk. Widocznie się 

przesłyszał. 

Już miał wrócić do pracy, kiedy usłyszał trzaśnięcie samochodowych 

drzwiczek. W jednej chwili wybiegł z warsztatu i ruszył wzdłuż alejki do bramy. 

Pierwsze co ujrzał, to zielony Ute, który wjechał w drzewo. Drzwi od 

strony kierowcy były otwarte, a spod maski unosił się czarny dym. 

Drugą rzeczą, która wpadła mu w oko, był rower Kane'a leżący na ulicy 

tuż obok samochodu. 

Od razu wyobraził sobie najgorsze. Jeśli Kane też zostanie mu odebrany... 

Na miękkich nogach podszedł do samochodu i na widok syna siedzącego 

na ulicy odetchnął z ulgą. Żył. Rozmawiał podniesionym głosem z młodą 

kobietą, która klęczała przed nim, nerwowo obmacując mu kończyny i głowę. 

Kobieta była młoda i miała ciemne, kręcone włosy, które podskakiwały 

jej wokół głowy, gdy się ruszała. Kiedy się pochyliła, nad paskiem od dżinsów 

pojawił się wąski pasek oliwkowej skóry. James nie potrafił od niego oderwać 

wzroku. 

Potrząsnął głową, żeby wrócić do rzeczywistości i ruszył w kierunku tej 

dwójki. 

Kane podniósł wzrok. 

- Tata? - odezwał się drżącym głosem. 

- Jestem tu - powiedział James, klękając przed synem. - Wszystko w 

porządku? 

Kane skinął głową, po czym wstał, żeby zademonstrować ojcu, że jest 

cały i zdrowy. 

skandalo

us

background image

 

11

- Nic mi nie jest. Zadrapałem się tylko w ramię, ale już powiedziałem 

Sienie, że to nie boli. 

James spojrzał w jej kierunku. Stała nieopodal z zatroskaną miną. Miała 

uniesione brwi, szeroko otwarte zielone oczy i pełne usta. 

Wytarła drżące dłonie w nogawki dżinsów i zachwiała się w butach na 

niebotycznie wysokich obcasach. Nie miał pojęcia, jak można prowadzić 

samochód w takich butach. Poczuł nagłą ochotę, by jej o tym powiedzieć. 

Chciał na nią nakrzyczeć, żeby dać upust złości i uwolnić myśli kłębiące mu się 

w głowie. 

Ona jednak wiedziała, o czym teraz myśli. Widział to w jej twarzy. 

Dostrzegł na niej zakłopotanie, strach, ulgę. Wszystko naraz. A potem zobaczył, 

że doszła do etapu „weź się garść i powiedz coś do tego faceta" 

- Jestem Siena Capuletti - przedstawiła się lekko drżącym głosem i 

wyciągnęła rękę. 

- James Dillon - odparł, ujmując wyciągniętą dłoń. 

Miała ciepłą rękę. I bardzo delikatną. Ta ręka na pewno często bywała u 

manikiurzystki. W przeciwieństwie do jego własnej, nawykłej do ciężkiej pracy, 

szerokiej i twardej. 

Pierwszy cofnął dłoń, a dziewczyna pospiesznie schowała rękę do 

kieszeni spodni, ponownie ukazując przy tym pasek opalonego brzucha. 

Spojrzał jej w oczy. Były duże, szmaragdowe, osłonione najdłuższymi 

rzęsami, jakie kiedykolwiek widział. Nagle poczuł się zakłopotany. 

- To mój samochód - oznajmiła, wskazując ręką na zielonego Ute. - A w 

zasadzie mojego brata, Ricka. Osobiście nie kupiłabym w tym kolorze nawet 

koszulki, nie wspominając już o samochodzie za sześćdziesiąt tysięcy dolarów. 

Jechałam bardzo wolno. W ostatniej chwili zobaczyłam Kane'a, który wyjechał 

rowerem na ulicę. Skręciłam, ostro zahamowałam i wylądowałam na tym 

drzewie. 

Spojrzała na chłopca. 

skandalo

us

background image

 

12

- Jesteś pewien, że cię nie zahaczyłam? 

Kane skinął głową, przyglądając się Sienie z niekłamanym 

zainteresowaniem. James widział, że jego syn jest nią równie mocno zauroczony 

jak on, 

- Bogu dzięki - westchnęła. - Ten samochód jest taki wielki i ciężki, że... 

Rick na pewno mnie zabije za to, co zrobiłam. Oczywiście, zapłacę za szkody, 

jakie wyrządziłam w pana ogrodzie i ogrodzeniu. 

Minęło kilka sekund, zanim James zdał sobie sprawę z tego, że skończyła 

mówić. Popatrzył na syna, który opierał się o samochód. Przynajmniej nie 

płakał. Odniósł wrażenie, że z nich dwojga to Siena Capuletti odniosła większą 

szkodę. 

Uśmiechnął się do niej, żeby dać jej do zrozumienia, że przyjął 

przeprosiny. Odpowiedziała mu uśmiechem, a jej oczy rozjaśniły się przy tym. 

Pochylił się i podniósł z ulicy rower. Postawił go, odgradzając się od 

nieznajomej. 

- Skoro Kane twierdzi, że pani go nie dotknęła, to znaczy, że tak było. Nie 

powinien wyjeżdżać w ten sposób na ulicę. Zawsze mu to mówię. 

Potrząsnęła energicznie głową. 

- Nie, to ja powinnam była jechać ostrożniej. W końcu to osiedlowa 

uliczka. 

Przez dłuższą chwilę patrzyła na jego dom, po czym ponownie przeniosła 

wzrok na Jamesa. Nagle odniósł wrażenie, że skądś ją zna. Może mieszkała w 

sąsiedztwie i widywał ją w supermarkecie? 

Nie, chyba jednak nie. Nigdy przedtem jej nie widział. Było w niej coś, co 

przykuwało jego uwagę. Niemal siłą zmusił się do tego, aby odwrócić od niej 

wzrok i spojrzeć na Kane'a. 

- Co stało się z twoją ręką, synu? 

Kane obrócił rękę, żeby pokazać mu zadrapanie. Wokół widać było 

zakrzepłą krew. To wystarczyło, by zająć umysł Jamesa. 

skandalo

us

background image

 

13

Syn był dla niego wszystkim. Jego życiowym celem była ochrona syna i 

wychowanie go na przyzwoitego człowieka. Chronienie go za wszelką cenę i 

zapewnienie mu bezpieczeństwa. 

- Może jednak powinniśmy pójść do lekarza, żeby upewnić się, że 

wszystko jest w porządku? 

Kiedy tylko to powiedział, zrozumiał, że popełnił błąd. Kane zbladł, a 

jego oczy zrobiły się ogromne jak spodki. 

A niech to! Już ponad rok wychowywał syna samotnie, a wciąż zdarzały 

mu się podobne wpadki. Chłopiec ostatni raz widział matkę, jak wsiadała do 

karetki. Jechała do szpitala na badania i nigdy już nie wróciła. 

James nerwowym gestem przejechał ręką przez włosy. Nocą będzie miał 

czas, żeby zastanawiać się nad popełnionymi błędami, ale teraz musiał działać. 

Kucnął przed Kane'em, żeby móc spojrzeć mu w oczy. 

- A może wystarczy odrobina wody utlenionej i bandaż? Na początku 

może trochę zaszczypać, ale na pewno wytrzymasz, prawda? 

Kane skinął głową, ale nie sprawiał wrażenia do końca przekonanego. 

- Ja jestem przeszkolona w zakresie udzielania pierwszej pomocy - 

usłyszał zza pleców głos Sieny. - Nie dalej jak tydzień temu odbyłam coroczny 

kurs w tym zakresie. To wszystko moja wina - powiedziała, zbliżając się do 

niego. Poczuł zapach jej perfum. Były subtelne i na pewno bardzo drogie. - 

Pozwól mi to dla was zrobić. 

Patrzyła na niego z taką intensywnością, że przez chwilę miał trudności ze 

zrozumieniem sensu jej słów. Trwało to tylko chwilę, ale wystarczyło, by 

zapomnieć o całym bólu istnienia. O smutku, o stracie, jakiej doświadczył, o 

pustce w jego życiu. W tej chwili widział tylko kolor jej oczu. 

Otarł wierzchem dłoni czoło i wcale się nie zdziwił, kiedy zobaczył, że 

jest mokra od potu. I to wcale nie z powodu wysokiej temperatury. 

Obawiając się, że Siena zasłabnie na jego trawniku z emocji i upału, 

poddał się. 

skandalo

us

background image

 

14

- Chodźcie do domu. Zaraz zadzwonię, żeby zabrali twój samochód. 

Myślę, że zimna lemoniada doskonale nam zrobi. 

Kane posłusznie ujął wyciągniętą w jego stronę rękę ojca. James 

przyciągnął chłopca do siebie, po czym sięgnął po rower. Nie miał pojęcia, jak 

to się stało, że zaprosił do domu zupełnie obcą osobę, podczas gdy jego najbliżsi 

przyjaciele nie byli u niego od miesięcy. 

Siena podeszła do samochodu, żeby wziąć z niego torebkę i swój 

elektroniczny notes. Z trzaskiem zamknęła drzwi i nie oglądając się za siebie, 

ruszyła za nieznajomym i jego synem. 

Jabłoniowa numer czternaście. Szok. Powód, dla którego znów miała 

wejść do tego domu, był dla niej absolutnym zaskoczeniem. 

Dlaczego po prostu nie poczekała przy samochodzie, aż mężczyzna 

wezwie pomoc drogową? Miała przecież coś do załatwienia. Na tylnym 

siedzeniu leżał jej kostium od Dolce & Gabbana, czekając na zawiezienie do 

pralni. Mogła zadzwonić do Rufusa, który na pewno zjawiłby się tu szybciej niż 

jakakolwiek pomoc drogowa. 

Ale nie. Z jakichś niepojętych względów podążała za tym mężczyzną do 

swojego domu... do jego domu, żeby napić się lemoniady, choć w obecnym 

stanie ducha na pewno lepiej zrobiłby jej dżin z tonikiem. 

Celowo zignorowała widok podjazdu, który lekko zakręcał w prawo, a 

który zbudował jej ojciec, gdy miała dziewięć lat, oraz czarnych okiennic na 

drugim piętrze, które kiedyś wyrwała z zawiasów, próbując wyjść nocą przez 

okno. 

Zamiast tego skupiła wzrok na szerokich plecach idącego przed nią 

mężczyzny, na jego umięśnionych ramionach i wytartych dżinsach opinających 

jego długie nogi. 

Kiedy mijali ukochany różany klomb jej ojca, podeszła do Jamesa tak 

blisko, że dokładnie widziała równą linię włosów, najwyraźniej niedawno 

skandalo

us

background image

 

15

ściętych u fryzjera. Tuż pod nią rozpoczynał się silny, opalony kark, 

przechodzący łagodnie w barczyste ramiona. 

No dobrze, nie będzie łatwo. Ale czy rzeczywiście musi uciekać się do 

takiego niestosownego zachowania, żeby to wszystko przetrwać? Ten człowiek 

był ojcem. Nie miał na palcu obrączki, co od razu zauważyła. Mimo to był za-

przeczeniem tego, co lubiła w mężczyznach, z którymi spotykała się w różnych 

miejscach na świecie podczas swoich rozlicznych podróży. 

Lubiła mężczyzn w garniturach, gładko ogolonych, z dużym zasobem 

gotówki i wolnego czasu. Mężczyzn, którzy wiedzieli, czego chcą od życia i 

którzy konsekwentnie dążyli do osiągnięcia celu. Mężczyzn podobnych do niej 

samej. 

Ten był inny. Ukrywał się za solidną ścianą milczenia i wymuszonym 

uśmieszkiem. 

Jak dla niej, był zbyt grzeczny, a przede wszystkim mieszkał w Cairns. 

Dlatego był zupełnie poza sferą jej zainteresowań. 

Kiedy doszli do głównych drzwi, James zrzucił buty, ukazując czarne 

skarpetki z dziurami na palcach. Kane zrobił dokładnie to samo co ojciec. 

Siena nagle poczuła, że braknie jej tchu w piersiach. Oto zaraz miała 

znaleźć się w domu swojego dzieciństwa, w którym mieszkało teraz inne 

dziecko. Scena, której przed chwilą była świadkiem, głęboko ją poruszyła. Było 

w niej tyle intymności, że przez moment poczuła się jak intruz. 

Czyżby odezwała się w niej tęsknota za czymś nieznanym? Mało 

prawdopodobne. Była kobietą sukcesu. Zwiedziła niemal cały świat i wiele 

widziała. 

Może po prostu zrobiło jej się słabo z gorąca? W końcu przed chwilą 

miała wypadek samochodowy. Każdy mógłby poczuć się po takim przeżyciu 

trochę niepewnie. To tłumaczyłoby jej nagłe zainteresowanie karkiem 

nieznajomego i dziwną słabość, jaką odczuwała w okolicy kolan. 

skandalo

us

background image

 

16

Kiedy stanęła pod daszkiem ganku, obiekt jej obserwacji uśmiechnął się 

do niej tym samym dziwnym uśmieszkiem co wcześniej. Ten uśmiech nie sięgał 

oczu, które pozostały zimne i szare. 

- Tato - Kane pociągnął ojca za ramię. To wystarczyło, żeby uśmiech 

Jamesa nabrał diametralnie innego charakteru. 

W szarych oczach Jamesa Dillona pojawiły się ciepłe iskierki, na prawym 

policzku zrobiła się pionowa zmarszczka i nagle Siena zaczęła się zastanawiać, 

czego tak naprawdę się obawiała. 

- Chodź, nie bój się, nikt cię tu nie zje. - James popatrzył na nią z 

uśmiechem. Wszedł do domu, zostawiając za sobą otwarte drzwi. 

Nie miała wyboru. Nie chciała pielęgnować w sobie poczucia winy za to, 

co się wydarzyło. Wiedziała, że jeśli do tego dopuści, do końca życia będzie 

ciągnąć za sobą to brzemię. 

Na pewno sobie poradzi. W końcu stawiała już czoło znacznie 

trudniejszym wyzwaniom. 

Z determinacją zrzuciła czerwone szpilki od Jimmy'ego Choosa, ustawiła 

je równo przed wejściem, modląc się w duchu, żeby żadna gospodyni domowa 

nie przechodziła w pobliżu podczas jej wizyty, i weszła do środka. 

Weszła i zatrzymała się w miejscu. O ile z zewnątrz dom przypominał 

ten, w którym się wychowywała, w środku wszystko zostało całkowicie 

zmienione. 

Jej dom był ciemny i zagracony. Stało w nim mnóstwo starych mebli, 

włoskich rzeźb i leżało zbyt wiele dywanów. Dom Jamesa Dillona przypominał 

słoneczny letni dzień. Jasnożółte ściany, kremowe dywany, piękne krzesła z jas-

nego drewna, niewielkie nowoczesne stoliki i szafki tworzyły wrażenie niczym 

nieograniczonej przestrzeni. W starym domu czuła się trochę klaustrofobicznie, 

ale teraz było tu zupełnie inaczej. Kuchnia pomalowana była na biało i 

wykończona drewnem, a z tyłu domu dobudowano przeszkloną werandę, której 

centralnym punktem była zarzucona poduszkami sofa. 

skandalo

us

background image

 

17

Podeszła do czarnego pianina stojącego w miejscu, w którym niegdyś 

stało jej narzędzie tortur. Na zamkniętej pokrywie dostrzegła cały zestaw 

fotografii. 

Położyła torebkę na pianinie i pochyliła się, aby się im przyjrzeć. 

Obecnie James nosił krótko ostrzyżone włosy i widać w nich było siwe 

nitki. Na fotografii miał dłuższe włosy, lekko kręcące się wokół twarzy. Biegł 

po plaży z małym Kane'em przerzuconym przez ramię. Westchnęła, rozpoznając 

krajobraz Palm Cove, maleńkiej plaży, na której zapewne by teraz była, gdyby 

Rick nie namówił jej na zmianę planów. 

Na innej fotografii James łowił ryby, na jeszcze innej uczył Kane'a jeździć 

na łyżwach. Na wszystkich był roześmiany od ucha do ucha, podobnie jak jego 

syn. 

- Tu cię mamy - powiedziała do siebie, zadowolona, że odkryła 

prawdziwą naturę swego gospodarza. Cichy, uśmiechający się półgębkiem 

James w rzeczywistości był pełnym życia i energii mężczyzną. 

Poczuła nagły niepokój. Czy wypadało jej myśleć w ten sposób o obcym 

człowieku, w dodatku będącym ojcem małego chłopca? Powinna natychmiast 

opuścić jego dom. 

Wyciągnęła rękę, by wziąć torebkę, kiedy jej wzrok padł na fotografię 

kobiety, stojącą z tyłu za zdjęciami, przedstawiającymi Jamesa i Kane'a. Wzięła 

ją do ręki. 

Słońce rozświetlało jasne włosy kobiety. Szeroki uśmiech ukazywał rząd 

równych białych zębów. Ciemne oczy nie spoglądały w obiektyw aparatu, ale na 

osobę, która go trzymała. 

- Siena? - gdzieś z tyłu usłyszała głos Jamesa. 

- Idę - odkrzyknęła, pospiesznie umieszczając fotografię na miejscu. 

- Jesteśmy tutaj - odkrzyknął. 

Poszła w kierunku, z którego dochodził głos, i ujrzała Kane'a siedzącego 

na zamkniętej muszli klozetowej. James stał przed otwartą łazienkową szafką, 

skandalo

us

background image

 

18

przeszukując jej zawartość. Łazienka znajdowała się w pomieszczeniu, w któ-

rym niegdyś była pralnia. 

I choć niemal nie potrąciła małego chłopca, a na pianinie stała fotografia 

pięknej kobiety, patrząc na Jamesa, nie mogła nie przypomnieć sobie tego 

pełnego życia mężczyzny, który spoglądał na nią ze zdjęć. 

Kiedy odwrócił głowę, dostrzegł, że mu się przygląda. Jego szare oczy 

zwęziły się i znieruchomiały. 

Siena zamrugała powiekami, po czym przeniosła wzrok na leżące na 

krześle różnej wielkości bandaże, plastry i antyseptyczne płyny. 

- Szykujesz się na wypadek wojny nuklearnej? 

- Nie wydaje mi się, żeby ten zakątek świata był na pierwszym miejscu 

ewentualnych celów ataku nuklearnego - odparował pełnym sarkazmu tonem. 

Siena poczuła coś na kształt szacunku. 

- To dobrze. W takim razie zapewne nosisz się z zamiarem otwarcia 

apteki. 

- A co jest złego w tym, że mam zapas leków w domu? 

- Nic, nic. Nie krytykuję cię, tylko komentuję to, co widzę. 

Popatrzył na nią przeciągle spod zmrużonych powiek i wiedziała, że 

podjął grę. 

- Co jeszcze zauważyłaś? - spytał, opierając się o drzwi szafki. 

Spojrzała na Kane'a, który wpatrywał się w nią pełnym ufności wzrokiem. 

- Cóż, widziałam w życiu niejednego twardziela, który mdlał na widok 

krwi. A teraz może się odsuniesz i pozwolisz mi zrobić, co trzeba? 

James posłusznie wstał i odsunął się w odległy kąt łazienki. Siena 

chwyciła butelkę z brązowym płynem, którego Rick zawsze używał, gdy 

wracała do domu z zadrapaniami po walce z miejscowymi łobuziakami. 

Kiedy James usiadł na brzegu owalnej wanny, odniosła wrażenie, że 

temperatura w pomieszczeniu podniosła się o kilka stopni. Cały czas przyglądał 

się jej uważnie. 

skandalo

us

background image

 

19

- Boję się, że jeśli kropla tego płynu upadnie mi na waszą nieskazitelnie 

białą podłogę, włączą się syreny alarmowe, a z sufitu popłynie zimna woda. 

- Nie martw się, mamy osobę do sprzątania. 

- Doprawdy? - spojrzała na Kane'a, który uśmiechnął się do niej, 

odsłaniając za duże zęby. 

- Ma na imię Matt - wyjaśnił. - Przychodzi prawie codziennie i sprząta. 

Zajmuje się też ogrodem. No i zmywarką do naczyń. 

- Zmywarką? Boże, co byście bez niego zrobili? 

Ku swemu zdumieniu ujrzała, że na twarzy Jamesa cały czas gości 

uśmiech. Odwróciła od niego wzrok. 

- I odbiera mnie ze szkoły - ciągnął Kane, nieświadomy tego, co działo się 

w łazience. - A jeśli tata musi dłużej popracować, zostaje ze mną w domu. 

- Rozumiem - pokiwała głową, choć tak naprawdę nic nie rozumiała. Cały 

czas zastanawiała się, co robi promienna blondynka, kiedy James zostaje dłużej 

w pracy. 

W końcu co za różnica? Liczyło się tylko to, że jest w domu swojego 

dzieciństwa Wzięła do ręki wacik. Kane krzyknął na sam jego widok. 

- Nie krzycz tak, bo czuję się wtedy jak jakiś oprawca. 

- Matt skończył kurs pierwszej pomocy, bo jest kierowcą karetki, a ty? 

- Ja jestem główną stewardesą w liniach MaxAir. Znasz je? To te, które 

latają takimi małymi niebieskimi samolotami. Zajmuję się ludźmi, którzy 

poczują się źle w czasie lotu, więc co roku muszę przechodzić odpowiednie 

szkolenie. Wiesz, że na początku stewardesami zostawały pielęgniarki? 

Najwyraźniej kwalifikacje Matta robiły na nim większe wrażenie niż jej, 

postanowiła więc zmienić taktykę. 

- Jeśli chcesz wiedzieć, ukończyłam też jakieś sto innych kursów. 

- Na przykład jakie? 

- Umiem naprawić cieknący zbiornik, skończyłam kurs samoobrony, mam 

licencję nurka i mówię czterema językami. 

skandalo

us

background image

 

20

- Czterema? - Kane wyraźnie się ożywił. 

- Tak. Moi rodzice urodzili się we Włoszech, więc mówiłam po włosku, 

jeszcze zanim poznałam angielski. Mówię też po niemiecku i francusku. 

Oczy Kane'a omal nie wyszły z orbit. 

- Chciałbyś, żebym nauczyła cię liczyć po włosku do dziesięciu? 

Kane skinął głową. 

- Dobrze. A więc zaczynamy. Uno... - Siena zaczęła przemywać ranę 

chłopca zwilżonym wacikiem. 

- Duo... - Wytarła ranę do sucha. 

- Tre... - Odkręciła butelkę z antyseptycznym płynem. 

- Quattro... - Tym razem nalała płynu na wacik. 

- Cinque... - Przemyła ranę. 

- Sei... - Zakręciła butelkę. 

- Sette... - Zaczęła bandażować ramię Kane'a. 

- Otto... - Przymocowała koniec bandaża, żeby się nie rozwinął. 

- Nove... - Wygładziła ręką opatrunek. 

- Dieci! Doskonale! Teraz powiedz mi, czy potrafisz powtórzyć? 

Chłopiec potrząsnął przecząco głową. 

- Powiedz jeszcze raz. 

Siena znowu policzyła do dziesięciu i tym razem Kane powtórzył. 

Poczuła na plecach łaskotanie i zdała sobie sprawę, że James ciągle się jej 

przygląda. Nadal był uśmiechnięty, ale tym razem jego uśmiech był bardziej 

przyjazny. Nie wiedzieć czemu, poczuła radość. 

Parzył na nią tak długo i intensywnie, że teraz już wiedziała, że wokół 

źrenic ma błękitną obwódkę. 

Miała jednocześnie dziwne uczucie, że on też jest w stanie określić kolor 

jej oczu. 

- Naucz mnie jeszcze innego języka! - nalegał Kane. 

skandalo

us

background image

 

21

- Nie teraz - zaoponował James. Wziął syna za rękę. - Musimy się czegoś 

napić. 

Coś jej się wydawało, że gdyby nie obecność malca, zaproponowałby jej 

raczej dżin z tonikiem, a nie lemoniadę. 

- Dasz się skusić? 

Wstała, wsuwając dłonie do tylnych kieszeni dżinsów. Wiedziała, że pyta 

ją, czy napije się lemoniady, ale mimo woli odbierała jego słowa zupełnie 

inaczej. 

- Na lemoniadę? Jasne. 

- Chodź, pokażę ci mój pokój - zaproponował Kane, patrząc na nią 

zachęcająco. 

Tym jednym prostym zdaniem zupełnie pozbawił ją tchu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

22

ROZDZIAŁ TRZECI 

- No, sama nie wiem - zawahała się Siena. 

Jednak zanim zdążyła dojść do drzwi, Kane ujął jej rękę w swoje ciepłe, 

lepkie paluszki. 

- Chodź, zobaczysz mój nowy komputer. Są na nim gry, piosenki i inne 

rzeczy. 

Jego brązowe oczy rozbłysły, a dolna warga zaczęła lekko drżeć. Mogła 

znieść dziecko, które krzyczy. Sama w dzieciństwie często się wydzierała. Ale 

jak powiedzieć „nie" chłopcu, którego ogromne brązowe oczy wypełniają się 

łzami? W końcu była tylko człowiekiem. 

- Wiesz co? Bardzo chętnie zobaczyłabym twój ogródek. Wiesz, dlaczego 

tu przyjechałam? Kiedy byłam w twoim wieku, mieszkałam w tym domu. 

- Naprawdę? 

- Naprawdę. Ogród należał do moich ulubionych miejsc. Mieliśmy w nim 

huśtawki, a jedna ze sztachet w płocie była obluzowana i mogłam przez nią 

przejść. 

- Wiem! Jak się wprowadziliśmy, tata ją naprawił. Ale fajnie. Który 

miałaś pokój? 

- Założę się, że ten na froncie domu - wtrącił się do rozmowy James. 

- Skąd wiesz? 

- Gdy się wprowadziliśmy, potrzebowałem kilku dni, żeby zakleić 

wszystkie dziury w ścianie po pinezkach do przypinania plakatów. 

Uśmiechnęła się. 

- Byłam zakochana w kilku wokalistach z kapel rockowych i tak 

wyrażałam swoje uwielbienie. 

- Wcale w to nie wątpię - odpowiedział jej uśmiechem. - A teraz? 

- Teraz moje gusty nieco się zmieniły. 

- Blues? 

skandalo

us

background image

 

23

- Nie do końca. Wolę muzykę klasyczną. 

- Roześmiał się głośno, a ona miała wrażenie, że usłyszała szum oceanu w 

upalny dzień. W jej wnętrzu coś się rozgrzało. Flirtowała, i to na całego. 

Musiała jednak pamiętać o tym, że jest z nim dziecko. Zmieniła temat. 

- Mój brat Rick sprzedał ten dom trzy lata temu. Rick Capuletti. 

Kupiliście go od niego? 

- Tata kupił ten dom mamie w prezencie ślubnym - oznajmił triumfalnie 

Kane, uszczęśliwiony, że może ponownie wtrącić coś do rozmowy. 

Spojrzała na Jamesa, którego wzrok nagle pociemniał. Odniosła wrażenie, 

że myślami jest zupełnie gdzie indziej. Miała ochotę potrząsnąć nim, żeby 

wrócił do rzeczywistości. 

- Och - westchnęła, nie bardzo wiedząc, co innego mogłaby w tej sytuacji 

powiedzieć. A więc ta promienna blondynka była matką Kane'a. I to ona dostała 

piękny dom w prezencie ślubnym. 

Zaraz, zaraz... 

- Ale my sprzedaliśmy ten dom... - jak zwykle najpierw coś powiedziała, 

zanim pomyślała. Chciała dodać „trzy lata temu". Kane nie był dzieckiem 

poczętym w trakcie miodowego miesiąca. Całkiem możliwe, że James nie był 

nawet jego biologicznym ojcem. 

Wyraz twarzy Jamesa powiedział jej, że doskonale wie, o czym teraz 

myślała. Zarumieniła się, speszona swoim brakiem taktu. 

James wstał i przyciągnął syna do siebie, jakby chciał ochronić go przed 

złem tego świata. 

- Może pokażesz Sienie swoją nową trampolinę, a ja w tym czasie 

przygotuję lemoniadę? 

- Doskonały pomysł - oznajmiła, wdzięczna, że znalazł wyjście z 

niezręcznej sytuacji. 

Kane ponownie ujął ją za rękę i pociągnął do wyjścia. Zostawili Jamesa w 

kuchni. 

skandalo

us

background image

 

24

- Najpierw pokażę ci szopę taty - powiedział chłopiec, prowadząc ją na tył 

domu. Cały teren był pięknie utrzymany, ale nie miała czasu dokładnie się mu 

przyjrzeć, gdyż Kane już otworzył przed nią ciężkie drzwi nowo wybudo-

wanego budynku. 

Wewnątrz była jaskinia cudów. 

Przez umieszczone pod sufitem okna wpadały słoneczne promienie, 

oświetlając wnętrze. W równych rzędach leżały rozmaite narzędzia, wszystkie 

czyste, naostrzone i naoliwione. Obok nich stał wielki dębowy stół, poznaczony 

plamami z farby i nacięciami. Na ławce leżały ochronne okulary, jakby ktoś 

zdjął je w środku pracy. 

Pod ścianą stały różnych rozmiarów drewniane kloce, ułożone jeden na 

drugim w wysokie pryzmy. 

- Co twój tata tu robi? 

- Meble - oznajmił z dumą Kane. 

Dotknęła drewnianej ławki, czując pod palcami nierówności. Na skraju 

ławy jej dłoń napotkała na coś przykrytego zakurzonym prześcieradłem. 

Zawahała się, a potem odchyliła brzeg. 

Kiedy ujrzała, co było pod nim, westchnęła z zachwytu. Tak pięknego 

mebla jeszcze nie widziała. 

Stolik do przewijania niemowlęcia, na lekko zakrzywionych nóżkach, z 

pięcioma szufladami na drobiazgi. Na górnej z nich wycięto imię Lachlan, a na 

pozostałych wyrzeźbiono małe figurki misiów i zajączków. 

Zachwyciła ją dbałość o szczegóły. Sama chodziła kiedyś na warsztaty 

stolarskie, wiedziała więc, ile czasu i cierpliwości potrzeba było, żeby 

wyrzeźbić i wypolerować takie kształty. 

Tutaj twórca posunął się znacznie dalej. Dobrał poszczególne warstwy 

drewna kolorami i układem sęków tak, że połączone w jedno tworzyły 

niepowtarzalną i cudowną całość. 

skandalo

us

background image

 

25

Człowiek, który to zrobił, musiał być obdarzony niezwykłą cierpliwością i 

wyobraźnią. Początkowo uznała, że James Dillon jest zwykłym rzemieślnikiem, 

ale teraz wiedziała już, że się pomyliła. Był niezwykłym artystą. 

Wyjrzała przez ogromne okno, przez które widać było podwórko i dom. 

Dostrzegła, że przedmiot jej rozmyślań przemierza kuchnię z telefonem 

przy uchu. Czyżby dzwonił po pomoc drogową? A może po taksówkę, która 

miała zabrać ją do domu? 

Nie wiedzieć czemu, ta myśl sprawiła jej przykrość. Nie chciała jeszcze 

iść. 

Zrobiła krok do tyłu i wpadła przy tym na niewielki stolik stojący w kącie 

szopy. Potrąciła zakurzonego laptopa, który na nim stał. W ostatniej chwili 

podtrzymała go, żeby nie spadł na podłogę. Dostrzegła, że jest otwarty na 

stronie internetowej, którą rozpoznała jako blog. 

Sama często opisywała swoje przygody z rozlicznych podróży, podobnie 

jak jej koledzy, którzy w ten sposób informowali swoje rodziny o tym, co 

przeżywają. 

Ta strona była zatytułowana „Dinah", a data zamieszczona poniżej tytułu 

poinformowała Sienę, że jest poświęcona kobiecie, która zmarła nieco ponad 

rok temu. 

Nie mogła się powstrzymać. Sięgnęła po mysz i przejechała do daty 

sprzed kilku miesięcy. 

Przez ostatnie dni odczuwam dziwny niepokój. Nie wiem, z czego to 

wynika, ale po części na pewno zawdzięczam go Kane'owi, który jest marudny i 

nie czuje się najlepiej. 

Siena spojrzała przez ramię. Kane stał nieopodal i opowiadał jej z 

przejęciem o tym, jak co sobotę pomaga tacie w pracy, jak James pozwala mu 

wybrać papier ścierny i jak dzięki temu zarobił ostatnio pięć dolarów. Siena 

przeniosła wzrok na ekran monitora. Chciała wiedzieć więcej. 

Serce waliło jej tak mocno, że słyszała jego bicie w uszach. 

skandalo

us

background image

 

26

Przez chwilę odczuła skrupuły, że czyta czyjś dziennik, ale przecież blog 

z definicji był przeznaczony dla wszystkich, którzy zechcą go przeczytać. Sieć 

jest przecież ogólnodostępna. 

Przekonana tym argumentem, zaczęła po chwili wahania czytać dalej. 

Czasami jest to ból brzucha, czasami gardła, a jeszcze kiedy indziej ból 

głowy. 

Wiem, że mogą to być symptomy tego, że potrzebuje intensywniejszej 

terapii, ale przecież jest zima i wokół panuje mnóstwo infekcji. Może 

przesadzam? 

Mówiąc szczerze, chyba wiem, jak on się czuje. Doskonale go rozumiem. 

Przeniosłem warsztat do domu, ograniczyłem do minimum czas spędzany 

ze znajomymi, a wszystko po to, aby poświęcić Kane'owi maksimum uwagi. 

Doszedłem do punktu, w którym łapię się na tym, że czasami nie chce mi się 

wstać rano, wykąpać, zjeść śniadania, nie mówiąc już o tym, żeby zrobić je dla 

kogoś innego. Na sarną myśl o tym, że miałbym wyjść z domu, oblewam się 

zimnym potem. 

A potem myślę o tej małej smutnej twarzy, o tych wielkich brązowych 

oczach tak bardzo podobnych do oczu jego matki i o dniu sprzed roku, kiedy 

poprosił mnie, żebym nie szedł do pracy. I wtedy moja miłość do niego 

zwycięża. 

Dla niego zrobiłbym wszystko. 

Wszystko 

Siena zamrugała. 

A więc ta piękna blondynka miała na imię Dinah. Ona była matką Kane'a 

i ona dostała ten dom w prezencie ślubnym. I już jej nie było. 

- Hej, chcesz zobaczyć moje huśtawki? Są znacznie lepsze od tych, które 

zostały po was. 

Siena odwróciła się i ujrzała Kane'a wpatrującego się w nią niewinnymi 

oczami. Z wrażenia spociły się jej ręce, a na policzkach wykwitły rumieńce. 

skandalo

us

background image

 

27

Jak mogła czytać blog Jamesa? Czy całkiem odebrało jej rozum? 

- Jasne, Kane. - Zamknęła laptopa i lekko pchnęła chłopca w kierunku 

wyjścia. - Ale musimy się pospieszyć. Powinnam już wracać do domu. 

James skończył rozmawiać z pomocą drogową i odłożył słuchawkę. 

Oparł się o kuchenny stół i patrzył, jak jego syn ciągnie Sienę za rękę w 

kierunku trampoliny. 

Szła za nim posłusznie, nie zważając na to, że długie dżinsy brudzą się w 

piasku, a wiatr plącze jej długie czarne włosy. 

James głęboko nabrał powietrza do płuc. 

Siena Capuletti była dla niego absolutną nowością. Niezależnie od tego, z 

której strony na to nie spojrzeć, wyraźnie ze sobą flirtowali. Nie był pewien, 

które z nich zaczęło, ale zanim zorientował się, co się dzieje, podjął grę. 

Nie miał jednak czasu, żeby się nad tym teraz zastanawiać, gdyż w tej 

samej chwili Siena wbiegła do domu przez kuchenne drzwi. 

- Umieram z pragnienia - oznajmiła, opierając się o stół tuż obok niego. - 

Dziś jest naprawdę gorąco. Podobnie zresztą jak zawsze. - Spojrzała na 

przygotowaną tacę z piciem. - Mogę? 

James skinął głową. Patrzył, jak jednych haustem opróżnia szklankę z 

lemoniadą, jakby od tego zależało jej życie. 

Kiedy skończyła, potarła ręką tył szyi, a Jamesowi przyszło do głowy, że 

podczas wypadku ona sama mogła doznać jakichś obrażeń. 

Zmarszczył brwi. Powinien był pomyśleć o tym wcześniej. Co się z nim 

ostatnio dzieje? Czy tak dużo czasu spędza z Kane'em, że zapomniał już, jak 

rozmawia się z dorosłą osobą? Lemoniada i cukierki? Wielkie nieba! 

Siena nie sprawiała wrażenia rannej. Najwyraźniej po prostu lubiła 

pocierać skórę u nasady włosów. Wcale się jej nie dziwił. Sam miałby ochotę 

zanurzyć place w tej burzy ciemnych loków. 

skandalo

us

background image

 

28

- Robisz tam całkiem piękne rzeczy - powiedziała i zlizała z ust resztkę 

lemoniady. - Widziałam stolik do przewijania, który zrobiłeś. Jest naprawdę 

wspaniały. Jesteś bardzo utalentowany. 

- Tak mówią. - Skinął lekko głową w geście podziękowania. 

- Zastanawiam się, ile trzeba zapłacić za takie cudo. Oparła się o ławę i 

skrzyżowała prawą stopę, ukazując przy tym brudną od chodzenia po ziemi 

podeszwę. 

Na podłodze dostrzegł ślady bosych kobiecych stóp. Ciekawe, co sobie 

pomyśli Matt, gdy je zobaczy. 

Dla niego były to jak ślady stóp na Księżycu. Były dowodem na to, że 

przeprowadził w kuchni „dorosłą" konwersację, co w jego przypadku było 

czymś zupełnie wyjątkowym. 

- Więcej niż mogłabyś sobie wyobrazić - przyznał. - Ten mebel zrobiłem 

na zamówienie nieprzyzwoicie bogatej aktorki, która spodziewa się wkrótce 

syna. Jestem pewien, że gdyby moje meble nie były odpowiednio drogie, nigdy 

by do mnie nie zadzwoniła. 

- Rozumiem, że w ten grzeczny sposób dajesz mi do zrozumienia, że 

nigdy nie będzie mnie stać na takie cudo. 

- Ależ skąd - roześmiał się. - Tyle tylko że musiałabyś ustawić się w 

kolejce. 

Uniosła brew w geście wyrażającym dezaprobatę. Na Jamesie nie zrobiło 

to większego wrażenia. Co więcej uznał, że jej brwi podobają mu się tak samo 

jak jej włosy. 

- Odkąd zacząłem pracować w domu, ceny ustala mój menadżer i nie 

mam na nie większego wpływu. 

- Czyli rzeczywiście nie byłoby mnie na nie stać. Ponownie wybuchnął 

śmiechem, zauroczony faktem, że po raz pierwszy od wielu miesięcy może użyć 

płuc do czegoś innego niż tylko oddychanie. 

- Czy praca w domu nie wydaje ci się trochę nudna? 

skandalo

us

background image

 

29

- Nie. Pracuję, kiedy chcę i jestem pod ręką, gdy Kane mnie potrzebuje. 

Nie chciałbym pracować w mieście. 

Nie powiedział jej, że w ostatnim okresie jego życie tak bardzo 

skoncentrowało się na osobie Kane'a, że wyczuwał jego nastroje niemal na 

odległość. 

- Sama nie wiem. Gdyby mnie zamknięto w czterech ścianach, chybabym 

oszalała. 

- Czy twoje samoloty nie są równie klaustrofobiczne? Zastanowiła się 

chwilę, zanim odpowiedziała. 

- Może trochę, ale pamiętaj, że każdy lot to dwieście nowych twarzy. 

- Od jak dawna latasz? 

Nagle poczuł, że za wszelką cenę chce przedłużyć to uczucie, jakiego 

doświadczał, kiedy z nią rozmawiał. 

Jednak gdy Siena ponownie uniosła jedną brew, odczuł zakłopotanie. Już 

tak dawno nie rozmawiał z nikim obcym, że zatracił zdolność prowadzenia 

swobodnej konwersacji. Czy powiedział coś nie tak? Chciał przecież tylko 

trochę z nią porozmawiać, nic ponadto. 

Siena najwyraźniej była zaskoczona jego pytaniem. 

- Siedem lat, a dlaczego pytasz? 

- Nigdy nie spotkałem kogoś, kto lata samolotami. Zawsze mi się 

wydawało, że jesteście dobrze wyszkolonymi robotami - oznajmił, zanim 

pomyślał, co mówi. 

Siena spojrzała na swoje bose stopy. 

- Czy ja wyglądam na robota? 

- Ależ nie, wyglądasz doskonale. 

Kiedy ponownie podniosła na niego wzrok, James został nagrodzony 

promiennym uśmiechem. Uśmiechem, który poruszył coś w jego wnętrzu. Nie 

był na to zupełnie przygotowany. Próbował się wycofać, ale było za późno. 

skandalo

us

background image

 

30

Siena przyglądała mu się z uwagą, jakby próbując go rozszyfrować. Albo 

przypomnieć sobie, czy rzeczywiście kiedyś się już spotkali. On także miał 

ochotę o to spytać, ale wiedział, że nie byłoby to najzręczniejsze odezwanie. 

- Po pierwsze - zaczęła, opierając dłoń na biodrze - nie jestem zwykłą 

stewardesą. Jestem przełożoną wszystkich latających stewardes i stewardów w 

liniach MaxAir. A po drugie, jestem ubrana w dżinsy, a nie w mój ulubiony ko-

stium od Dolce & Gabbana, ponieważ jakieś dziecko wylało na mnie colę 

podczas rejsu z Melbourne. Powiedz mi, że Kane nie pija coca-coli. 

- Nie pija coli - oznajmił James. 

- To świetnie - odparła, kiwając energicznie głową, przy czym jej ciemne 

loki zatańczyły wokół twarzy. 

Czy klimatyzacja w tym domu w ogóle działa? Miał wrażenie, że oblewa 

go gorący pot. 

Zapadła cisza. James rozpaczliwie myślał, o czym jeszcze mógłby z nią 

porozmawiać, ale nic nie przychodziło mu do głowy. 

- Wezwałeś pomoc drogową? - spytała, odstawiając ostrożnie szklankę do 

zlewu. - Widziałam, że przed chwilą rozmawiałeś przez telefon. 

- Już tu jadą. 

Siena odczuła wyraźną ulgę. Nie chciała prosić Rufusa o pomoc, a 

przecież musiała jakoś dostać się do domu. 

Teraz już wiedziała, co kryło się za tymi szarymi oczami, które 

spoglądały na nią z taką uwagą. Była poruszona tym, czego dowiedziała się z 

jego blogu. Na tyle, żeby stać tu i rozmawiać z nim o niczym, zamiast zająć się 

organizowaniem własnego dnia. Prawda była taka, że chciała się przekonać, jak 

to jest, kiedy jego gorzki uśmieszek przekształci się w czarujący, promienny 

uśmiech. 

Chociaż jakie to mogło mieć znaczenie? Za dwa dni będzie w Melbourne, 

albo, jeśli zdoła przekonać Maksa, poleci do Paryża. 

skandalo

us

background image

 

31

- Doskonale. - Złożyła ręce, przerywając niezręczną ciszę. - Zaczekam na 

niego na dworze. Muszę się upewnić, że zawiozą samochód tam, gdzie chcę, bo 

inaczej brat mnie zabije. 

Ruszyła w stronę drzwi, myśląc, że to pożegnanie, ale James podążył za 

nią. Widząc jego wlepione w siebie ciemne oczy, odczuła niezrozumiałą 

tęsknotę. 

Nie. Nic z tego. 

Chwyciła leżącą na pianinie torebkę i energicznym krokiem podążyła w 

stronę drzwi. 

W pośpiechu zahaczyła nogą o brzeg dywanu i gdyby James w ostatniej 

chwili jej nie podtrzymał, zapewne uderzyłaby głową we framugę. 

Trzymał ją mocno za nadgarstek, a jego dotyk niemal ją palił. Poczuła 

zapach wody po goleniu i cedrowego drzewa. Ten facet pachniał domem i 

rodzinnym ciepłem. 

Przypomniała sobie ojca, który nalegał, aby meble w jadalni polerować na 

wysoki połysk. Kiedy zabrakło mamy, ona przejęła to zadanie. Emulsja do 

polerowania mebli pachniała cedrowym olejkiem, a ojciec nigdy nie zapomniał 

podziękować jej czułym poklepaniem po głowie czy pocałunkiem. 

To wspomnienie było tak żywe, że omal się nie rozpłakała. 

James ścisnął ją mocniej, a wolną ręką lekko objął w talii. Nie wiedzieć 

czemu jego galanteria wyprowadziła ją z równowagi. Nie potrzebowała, żeby 

jakiś facet wyciągał do niej pomocną dłoń, kiedy się potknęła. 

- Dzięki - mruknęła, wyrywając rękę z jego uścisku. Wyszła z domu, 

chwyciła buty i nie zakładając ich na nogi, ruszyła do furtki. 

Dopiero teraz zobaczyła, jak bardzo uszkodziła samochód. Część maski 

została wgnieciona, w powietrzu unosił się zapach spalonego oleju. 

Ubezpieczenie to najmniejszy z jej problemów. Miała pieniądze ze 

sprzedaży domu. Problemem był Rick. Całe życie uważał, że jego siostra jest 

nieodpowiedzialną osobą, która najpierw strzela, a potem zadaje pytania. Była w 

skandalo

us

background image

 

32

Cairns zaledwie pół godziny, a już pojechała do miejsca, którego unikała przez 

wiele lat. Udowodniła, że się nie mylił. 

Kiedy doszła do samochodu, zobaczyła, że szkody są jeszcze większe, niż 

sądziła. Zanim uderzyła w drzewo, wjechała w klomb z różami. Posadziła te 

róże razem z ojcem pewnego wiosennego dnia. Doskonale pamiętała, jak się do 

niej wówczas uśmiechał, jakby była jego małą księżniczką. 

- Och, tak mi przykro - szepnęła, odczuwając nagły żal nie tylko z 

powodu zniszczonych róż. 

- Nie martw się nimi - usłyszała zza pleców głos Jamesa. Owionął ją 

zapach cedru, domu, rodziny... Odwróciła się w jego stronę. 

- Jeśli to cię pocieszy, te krzewy będzie można posadzić na nowo. 

Nie zaproponowała, że to zrobi. Wyczyszczenie rany Kane'a stworzyło 

tylko nowe problemy. Nie chciała popełnić tego błędu ponownie. 

James wyciągnął jeden z kwiatów spod opony. Łodyga była uszkodzona, 

ale kwiat pozostał nietknięty. Biała, dziewicza róża. Doskonała w swojej 

urodzie. 

- Proszę - powiedział, wyciągając rękę w jej stronę. Zawahała się. Jego 

gest był tak intymny i romantyczny, że nie wiedziała, jak zareagować. 

W jego oczach również dostrzegła wahanie. Zupełnie jakby ten gest coś 

mu przypomniał. 

Czyżby uraziła jego uczucia? Czy przeżył już coś podobnego ze swoją 

żoną? 

Nie mogła patrzeć na ból, jaki dostrzegła w jego oczach. Uśmiechnęła się 

szeroko, po czym wzięła z jego ręki różę. 

- Dzięki, James. To ja sadziłam te róże, więc czuję do nich pewne prawo. 

- Powąchała kwiat i zmrużyła oczy. - Pachnie bosko. 

W tej samej chwili na szczycie ulicy pojawił się niewielki czerwony 

samochód. Jego kierowcą był siwy mężczyzna mniej więcej pięćdziesięcioletni, 

który przyjaźnie zamachał do nich ręką. 

skandalo

us

background image

 

33

- Witajcie - poklepał Jamesa po plecach i uśmiechnął się wesoło do Sieny. 

- Cześć, Matt. Kane jest na trampolinie, jeśli chcesz się z nim przywitać. 

Matt ze zdziwieniem uniósł brwi. 

- Nie powinien być w szkole? 

Siena dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że jest czwartek. Tak bardzo 

przywykła do pracy w systemie trzy dni pracy, dwa wolne, że nigdy dokładnie 

nie wiedziała, jaki jest dzień tygodnia. 

- Nie czuł się dziś dobrze - wyjaśnił James. 

Bóle brzucha, głowy, gardła, przypomniała sobie wpis na blogu. 

- Rozumiem. Dlatego tak chętnie skacze na trampolinie - powiedział z 

przekąsem Matt, po czym zwrócił się w jej stronę. - A cóż my tu mamy za 

piękny kwiat? 

Uśmiechając się radośnie, przeniósł wzrok z Sieny na Jamesa, po czym 

ponownie na Sienę. Nie byłaby zdziwiona, gdyby w tym memencie w 

porozumiewawczym geście trącił Jamesa łokciem. 

Omal nie przejechałam jego dziecka! - chciała krzyknąć. Zamiast tego 

wyręczyła Jamesa i przedstawiła się. 

- Siena Capuletti. Kierowca tego ogromnego zielonego potwora 

zaparkowanego na drzewie Jamesa. 

Matt uścisnął wyciągniętą dłoń. 

- Siena mieszkała w tym domu w dzieciństwie - James odzyskał głos. 

- Miło mi cię poznać. Jesteś spokrewniona z Rickiem Capulettim? 

- To mój brat. 

- W takim razie pozdrów go od Matta O'Connora. 

- Na pewno to zrobię - zapewniła go. 

Nadjechał samochód pomocy technicznej. Kierowca wysiadł z kabiny i 

ruszył w ich stronę. 

- Hej, to samochód Ricka! - krzyknął na powitanie. 

- Jestem jego siostrą - oznajmiła z westchnieniem rezygnacji. 

skandalo

us

background image

 

34

- Ach, nasza dezerterka. 

No tak, najwyraźniej Rick zrobił jej odpowiednią reklamę w mieście. 

Powinna była wiedzieć, że po tym wszystkim nie zdoła utrzymać języka 

za zębami. Choć Cairns bardzo się rozrosło, i tak każdy znał tu każdego. 

Wkrótce wszyscy dowiedzą się, że jest w mieście, że rozbiła samochód brata i 

że spędziła część dnia z Jamesem Dillonem. 

- Może zabierzemy go stąd jak najszybciej, zanim mój ukochany brat o 

wszystkim się dowie i przyjedzie tu, żeby zmyć mi głowę? - zaproponowała 

grzecznym, ale stanowczym tonem. 

Spojrzała na Matta i Jamesa, którzy do tej pory milczeli, i poczuła, że 

winna im jest pewne wyjaśnienie. 

- Tutaj się wychowałam, ale kilka lat temu wyjechałam z kraju. Teraz 

wpadłam w odwiedziny. Niestety, mój wielki brat jest strasznym zrzędą, który 

powinien pilnować swojego nosa - oznajmiła rzeczowo. 

- Nie ma to jak rodzina - skonstatował Matt. Siena uśmiechnęła się. 

- Żebyś wiedział. 

- A więc nie mieszkasz na stałe w Cairns? - spytał James, dotykając tym 

samym najistotniejszej kwestii. 

- Nie - potrząsnęła przecząco głową, nie spuszczając wzroku z róży. - 

Zasadniczo mieszkam w Melbourne. 

- Melbourne - powtórzył Matt, robiąc przy tym minę, jakby połknął 

cytrynę. - Jak to możliwe, żeby ktoś dobrowolnie chciał mieszkać w zimnym, 

deszczowym Melbourne, znając ten kawałek raju? 

- Och, sama nie wiem. Może jakieś znaczenie mają tamtejsze sklepy, 

teatry, opery, stadiony sportowe i galerie sztuki? 

- Sklepy? No, teraz mnie przekonałaś. 

James parsknął śmiechem. Jego oczy rozjaśniły się i dostrzegła w nich 

ciepłe iskierki. Przypomniała sobie Jamesa ze zdjęć. A to z kolei przypomniało 

jej, dlaczego chciała jak najszybciej opuścić jego towarzystwo. 

skandalo

us

background image

 

35

Oderwała od niego wzrok, rzuciła ostatnie spojrzenie na dom i ruszyła w 

stronę samochodu. 

- Jeśli chcesz, żeby James cię gdzieś podwiózł, mogę popilnować Kane'a - 

zaproponował Matt. 

- Dzięki, ale dam sobie radę - pomachała im ręką na pożegnanie, 

wsiadając do szoferki samochodu do holowania. - Dzięki za lemoniadę. I 

podziękuj Kane'owi za oprowadzenie mnie po twoim warsztacie. Naprawdę 

bardzo mi się podobało. 

Po chwili kierowca usiadł obok niej i spojrzał na nią pytająco. 

- Gotowa? 

- Jak najbardziej. 

Była wolna jak ptak. Dom Dillonów był więzieniem dla mężczyzn, którzy 

w nim mieszkali 

Matt machnął jej na pożegnanie i zniknął w domu. 

Tylko James stał nieruchomo i patrzył za odjeżdżającym samochodem. 

Widziała go w bocznym lusterku. Ubrany w stare dżinsy i zakurzoną 

koszulkę stał nieruchomo z rękami spuszczonymi wzdłuż ciała. 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

36

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

- Masz zamiar nadal pracować dla tych powietrznych piratów czy też 

przyjechałaś do Cairns, żeby dać Maksowi odprawę? - spytał Rick, kiedy po 

kolacji znaleźli się sami w kuchni. 

Siena usiadła na stołku i zaczęła przeglądać reklamy, które przyszły 

pocztą. Bliźniaki biegały po domu, korzystając z ostatnich chwil wolności przed 

snem. Tina poszła położyć Rosie do łóżeczka. 

- Naturalnie, że mam zamiar nadal dla nich pracować. Dlaczego miałoby 

być inaczej? 

- Zawsze wszystkim szybko się nudziłaś. - Rick uniósł brwi, w 

oczekiwaniu wybuchu, ale Siena tylko zamknęła gazetę, którą bezmyślnie 

przeglądała, i usiadła na dłoniach. 

- To nie tylko mój problem. Całe moje pokolenie cierpi na deficyt uwagi. 

Kiedy tak posiwiałeś, Riccione? - spytała, celowo używając jego pełnego 

imienia. 

- W noc po twojej ucieczce z domu - odparł. Oddychaj głęboko, 

upomniała się w duchu. Pomyśl o jakimś szczęśliwym miejscu. 

- Mam wrażenie, że na tej pracy naprawdę ci zależy, siostrzyczko. 

Niewiarygodne, że mojej małej siostrze zależy na czymś innym niż tylko na 

tym, by poczuć wiatr w żaglach. 

- Chyba żartujesz! Mnie przecież nie zależy na niczym - powiedziała, 

choć nie była to prawda. Bardzo chciała nadal pracować dla Maksa. 

- Skoro wyczerpaliśmy już temat pracy, może powiesz mi, co słychać na 

froncie damsko-męskim? Nasz kuzyn Ash wspominał mi w ostatnim mejlu, że 

masz jakiegoś faceta w Nowym Jorku, choć według moich informacji spo-

tykałaś się z kimś w Paryżu. 

skandalo

us

background image

 

37

- Nie mam żadnego faceta w Nowym Jorku. Gage, podobnie jak ja, 

uwielbia gnocchi i tak się składa, że wie, gdzie w Nowym Jorku podają 

najlepsze. A Raoul z Paryża przepada za dobrą kawą. Po prostu się z nimi przy-

jaźnię. 

W sąsiednim pokoju coś spadło z hukiem na podłogę, po czym usłyszeli 

krzyk bliźniąt. Rick przerzucił ścierkę przez ramię i poszedł sprawdzić, co się 

stało. Jednak jeszcze w drzwiach zatrzymał się i spojrzał w jej stronę. 

- Posiadanie faceta w każdym porcie niesie za sobą jeden zasadniczy 

problem. 

- Jaki? 

- Przychodzi taki moment, że jedynym bezpiecznym miejscem, w którym 

można się schronić, jest dom. 

Jednak nie dane jej było przemyśleć jego mądrych sentencji, gdyż w tej 

samej chwili zadzwonił jej telefon. Rufus? Maximillian? 

- Halo? 

- Siena? 

James. Prawie nie znała tego człowieka, ale jego imię przyszło jej do 

głowy, kiedy tylko usłyszała w słuchawce głęboki męski głos. 

- Mówi James. James Dillon. Poznaliśmy się tego popołudnia. 

Żartujesz, pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos. 

- Witaj, James. 

- Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że zostawiłaś u mnie swój elektroniczny 

notes. Znalazłem go na pianinie, kiedy zaczął przeraźliwie piszczeć. Nie bardzo 

wiedziałem, jak go wyłączyć. Naciskałem wszystkie guziki po kolei, aż wresz-

cie zamilkł. 

Piszczeć? Może przypominał jej o tym, że przyszedł do niej mejl z 

rozkładem lotów na przyszły tydzień. 

skandalo

us

background image

 

38

- Na pewno przesyłał ci jakąś wiadomość, więc może będziesz go 

potrzebować? Znalazłem adres Ricka i twój numer telefonu. Jestem na rogu 

Henderson Street, za pół minuty będę u was. 

- Rozumiem. Dobrze. 

Ostatnia rzecz, której teraz pragnęła, to wizyta przystojnego Jamesa 

Dillona w domu brata. Zwłaszcza po jego uroczej uwadze na temat faceta w 

każdym porcie. 

Choć musiała przed sobą przyznać, że James był mężczyzną wartym 

grzechu. Kiedy go zobaczyła, poczuła, jak w jej ciele coś budzi się do życia. 

- Poczekam na ciebie przed wejściem - zaproponowała, zastanawiając się 

gorączkowo, jak niepostrzeżenie wyrwać 

się z domu. - Dom Ricka poznasz po fontannie w kształcie trytona. 

- Dzięki. A zatem do zobaczenia. 

Siena przez chwilę nasłuchiwała, gdzie jest Rick, po czym zbiegła do holu 

i wyszła przed dom. Upalne powietrze uderzyło ją niczym obuchem. 

Ruszyła w stronę ciemnego sedana, który zaparkował obok skrzynki na 

listy. Boczne okienko otworzyło się i ukazała się twarz Jamesa. 

- Mam twój notes - rzucił przez zaciśnięte usta niczym jakiś chicagowski 

gangster. Bardzo przystojny gangster, na którego widok serce zabiło jej żywiej. 

Wyciągnął rękę, na której leżał elektroniczny gadżet. Cóż to była za ręka. 

Długie palce, krótkie paznokcie, opalona skóra. Żadnego manikiuru ani 

biżuterii. 

James Dillon miał rękę prawdziwego mężczyzny. Bardzo jej się to 

podobało. Podobnie jak jego zapach... 

- Ile mnie to będzie kosztowało? - spytała. 

- Wystarczy zwykłe dziękuję i ujmujący uśmiech pięknej kobiety. 

Choć w powietrzu było mnóstwo wilgoci, poczuła, jak zasycha jej w 

gardle. Wzięła od niego notes. 

- Dziękuję. 

skandalo

us

background image

 

39

- Nie ma za co. 

- Jak się ma Kane? - spytała, zastanawiając się, dlaczego przedłuża to 

spotkanie. 

- Dobrze. Został w domu z Mattem. Pomaga mu przygotować kolację. 

Nawet nie chcę myśleć o tym, co tam zastanę, kiedy wrócę. 

- Rozumiem. 

Skinęła głową. On lekko się uśmiechnął. Choć wiedziała, że powinna się 

pożegnać i wrócić do domu, zanim Rick zacznie jej szukać, czuła, że jakaś siła 

przyciąga ją do tego człowieka. Teraz, kiedy księżyc świecił im nad głową, ta 

siła była jeszcze większa niż za dnia. 

Zrobiła ruch, jakby chciała odejść. 

- Cieszę się, że miałem pretekst, żeby tu przyjechać - oznajmił 

niespodzianie. 

- Naprawdę? 

- Chciałem ci podziękować. Od dawna nie widziałem, żeby Kane 

uśmiechał się tak, jak dziś. Widzisz, zupełnie niedawno stracił matkę. 

Kiedy usłyszała słowo „niedawno", serce skurczyło jej się z bólu. Z blogu 

wiedziała, że minął już ponad rok. 

- Przykro mi. 

- Zapewne już się domyśliłaś, że ożeniłem się z jego mamą, gdy miał pięć 

lat. Całe szczęście zdążyliśmy dopełnić wszystkich procedur adopcyjnych 

jeszcze przed śmiercią Dinah. W przeciwnym razie mógłby zostać zmuszony do 

zamieszkania z ojcem. 

A więc miała rację. Kane nie był dzieckiem Jamesa! Wielkie nieba. Nie 

mogła wydusić z siebie słowa. 

- Jego ojciec jest komiwojażerem. Bardzo dużo podróżuje. Chciałem, 

żebyś to wiedziała. Żebyś zrozumiała. 

Nagle poczuła, że chce wiedzieć wszystko, ale bała się o cokolwiek 

spytać. 

skandalo

us

background image

 

40

- Ostatnie miesiące były dla nas trudne - ciągnął, jakby teraz, kiedy zaczął 

się jej zwierzać, nie mógł przestać. 

- Zwłaszcza dla Kane'a. I twoja wizyta sprawiła nam obu ogromną 

przyjemność. 

Kiedy to mówił, nie uśmiechał się. Jego słowa poruszyły Sienę bardziej, 

niż mogłaby to sobie wyobrazić. 

Zrobiła głęboki wdech i położyła dłoń na jego ręku. 

- Dla mnie to też była przyjemność. Kto by pomyślał, że to całe 

nieprzyjemne zajście tak miło się skończy? Czasami wystarczy zmienić 

otoczenie, żeby zdać sobie sprawę z tego, co cię omija. 

Zsunęła dłoń z ramienia Jamesa i odsunęła się na bezpieczną odległość. 

- Dziękuję, że przywiozłeś mój notes - powiedziała. 

- Dzięki za wspólne popołudnie. I za wysłuchanie mnie. 

- Nawzajem. 

- Dobranoc, Siena. 

- Żegnaj, James. 

Odwróciła się i pobiegła do domu, nie oglądając się za siebie. Za plecami 

usłyszała warkot odjeżdżającego samochodu. 

Weszła do kuchni akurat w momencie, kiedy Rick pojawił się tam, 

trzymając pod pachą jednego z chłopców. Drugi bliźniak szedł za ojcem. 

- Ciocia Enna! - krzyknął malec. 

Oparła dłoń na jego głowie, dziwiąc się, jak przyjemne w dotyku były 

miękkie włosy dziecka. Chłopcy byli cudowni. Mieli kochających rodziców i 

żadnych zmartwień. Nic nie zagrażało ich przyszłości ani nie budziło złych 

wspomnień. 

- Rick, obiecaj mi, że nigdy nie powiesz swoim dzieciom, że są 

beznadziejne - powiedziała wiedziona nagłym impulsem. 

- Słucham? 

skandalo

us

background image

 

41

- Są wspaniałe i uważam, że powinny o tym wiedzieć. A teraz idę spać. 

Jutro czeka mnie ważny dzień. 

Rick popatrzył na nią z uwagą, ale nic nie powiedział. 

- Wszyscy idziemy spać - odparł, przenosząc wzrok na syna. 

- W takim razie do zobaczenia rano. 

Kiedy James zamknął drzwi do sypialni Kane'a, dochodziła ósma. 

Chłopiec jednak spał już jak suseł. 

Zazwyczaj robił wszystko, co mógł, aby opóźnić moment pójścia do łóżka 

i wynajdywał tysiące wymówek. Jednak tego wieczoru już przy kolacji 

zamykały mu się oczy. 

Czy rzeczywiście była to zasługa tego, że w tym dniu nie było tak jak 

zwykle? Może obaj potrzebowali w życiu jakiejś odmiany? 

James sam był senny, ale wiedział, że musi wrócić do pracy. Wyszedł na 

podwórko, pozbierał zabawki Kane'a i odłożył je na miejsce. 

W warsztacie odsłonił stół, na którym pracował, i przez chwilę patrzył w 

milczeniu na to, co na nim leżało. Podziw Sieny dla jego pracy sprawił mu 

niebywałą przyjemność. Jej komplement wydawał się szczery. 

Sam był zdziwiony powodzeniem, jakim cieszyły się jego prace. Siena 

miała rację - w jego przypadku zmiana miejsca pracy zdziałała cuda. 

Miała rację nie tylko w tym względzie. 

Była kimś wyjątkowym. 

Niby tutejsza, a jednak trochę obca. 

Dlaczego jego myśli tak uporczywie wracały do jej osoby? Ostatnią 

rzeczą, której teraz potrzebował w życiu, było kolejne traumatyczne przeżycie. 

Kiedy Matt nazwał ją uroczym świeżym kwiatem, uznał w duchu, że ta 

metafora doskonale do niej pasuje. 

Była niepodobna do żadnej kobiety, jaką znał. Pełna energii, a 

jednocześnie niezwykle delikatna. Kiedy dotknęła jego ramienia, poczuł w nim 

dziwne mrowienie, a serce zaczęło mu bić jak oszalałe. 

skandalo

us

background image

 

42

Nawet z Dinah było inaczej. Przy niej czuł raczej błogie ciepło, a nie 

wulkan energii. 

Przypomniał sobie noc, w którą poznał żonę. Poszedł z kilkoma kolegami 

do baru i kiedy już niemal nad ranem siedział przy stoliku, popijając drinka i 

czekając na kumpli, przysiadła się do niego wspaniała blondynka. Jej włosy 

były w nieładzie, makijaż rozmazany, a skóra błyszcząca od potu. 

- Dinah - powiedziała, wyciągając dłoń. 

- James - odpowiedział, ujmując wyciągniętą dłoń. Ku jego zdumieniu 

była zimna jak lód. 

- Przyglądałam się tobie - oznajmiła dziewczyna. James uniósł z 

niedowierzaniem brwi. 

- Dlaczego nie poprosiłeś mnie do tańca? James roześmiał się. 

- Wreszcie! - wykrzyknęła, wyrzucając do góry ramiona. - Wreszcie 

widzę twój uśmiech. Zastanawiałam się już, czy kiedykolwiek się śmiejesz. 

- Często się śmieję, pod warunkiem że jest z czego. 

- Rozumiem. Z przyjemnością napiłabym się kawy. Nie masz ochoty już 

stąd iść? 

Nie masz ochoty pójść ze mną? To miało oznaczać jej pytanie. James 

zgodził się niemal natychmiast. Od tego dnia byli parą. James i Dinah. No i 

jeszcze jej syn. Nieśmiały, delikatny trzyletni chłopiec, w którym James zako-

chał się od pierwszego wejrzenia. 

Zawsze zastanawiał się nad tym, czy Dinah wypatrzyła go tej nocy 

dlatego, że szukała kogoś odpowiedzialnego, kto pomógłby jej zajmować się 

synem. Ale on i tak ją kochał, być może dlatego, że tak bardzo go potrzebowała. 

Ponieważ nalegała, przeprowadzili się na przedmieścia, a ponieważ on 

nalegał, adoptował jej syna. W ten sposób stali się prawdziwą rodziną. 

Kiedy Dinah skończyła trzydzieści lat, rozpoznano u niej marskość 

wątroby. Po sześciu miesiącach rozpaczliwej walki z chorobą, przeklinając 

szalone lata młodości, w których choroba się zaczęła, odeszła. 

skandalo

us

background image

 

43

Siena... Może powinien... właściwie co? Zaprosić ją na randkę? Wysłać 

jej kwiaty? Napisać kartkę? Już tak dawno nie robił niczego podobnego. 

Należało do niej zadzwonić czy raczej wysłać SMS-a? 

Usłyszał w pokoju Kane'a jakiś hałas. Malec zamruczał przez sen, po 

czym ponownie zamilkł. 

Kane. To jedno słowo wyciszyło wszystkie jego instynkty. Ostatnio tak 

dużo myślał o własnych potrzebach, że niemal zapomniał o synu. 

Przejechał palcami przez włosy w nadziei, że uśmierzy tym nieznośny ból 

głowy. 

Ten ból głowy najpewniej zawdzięczał temu, że za dużo myślał o 

rzeczach, o których w ogóle nie powinien myśleć. Siena w niczym nie 

przypominała Dinah. Była młoda, mieszkała cztery godziny lotu stąd i 

prowadziła samochód w czerwonych butach na obcasach. 

Ignorując pulsujący ból głowy, James otworzył laptopa i odszukał swój 

blog. 

Kiedy był w bardzo złym stanie, poszedł do lekarza, który poradził mu, 

żeby zaczął pisać dziennik. Przelewanie myśli na papier miało mu pomóc. 

Zamiast zapisywać wszystko w zeszycie, zaczął pisać blog. Wysyłanie 

myśli w eter sprawiało, że odczuwał pewną ulgę, a z czasem weszło mu w 

nawyk. 

Teraz też usiadł do stołu, zrobił głęboki wdech i zaczął pisać. 

Siena wykąpała się i ubrała w swoją ulubioną czerwoną welwetową 

piżamę. Oparła się wygodnie na poduszkach i otworzyła na kolanach laptopa. 

Zamierzała szybko przejrzeć pocztę i odpowiedzieć jedynie na najpilniejsze 

wiadomości. 

Nie było jeszcze rozkładu lotów na następny tydzień. Tym bardziej 

zaczęła się zastanawiać, co Max dla niej przygotował. Czyżby miała latać 

jeszcze więcej? 

skandalo

us

background image

 

44

Dostała mejla od Raoula z Paryża, zatytułowanego tak ryzykownie, że 

głośno się roześmiała. Przypomniała sobie uwagę Ricka na temat faceta w 

każdym porcie... W końcu dlaczego nie? Dzięki temu jej życie było proste, 

dokładnie takie, jak chciała. 

Właśnie miała otworzyć wiadomość od Raoula, kiedy usłyszała hałas 

dochodzący z sąsiedniego pokoju. Rick kładł dzieci spać. Spojrzała na wiszący 

zegar, który wskazywał kilka minut po ósmej. Jej wzrok ześlizgnął się na stolik, 

na którym leżała biała róża, którą otrzymała tego dnia od Jamesa. 

Sięgnęła po nią i przysunęła kwiat do nosa. Pachniał oszałamiająco. 

Zapach benzyny i oleju, płynu do odkażania ran i świeżego drewna. Kto by 

pomyślał, że taka mieszanka może być tak atrakcyjna? 

Zanim pomyślała, co robi, pospiesznie wystukała adres blogu Jamesa i po 

króciutkiej chwili wahania wcisnęła klawisz Enter. 

Kiedy wyświetliła się poszukiwana strona, jej wzrok przyciągnął wyraz 

„DINAH". Pospiesznie zamknęła laptopa. 

Co ona robi? Szpieguje go? Po co? Przecież nigdy w życiu nie zobaczy 

już tego faceta. A skoro tak, to co jej szkodzi poczytać trochę tego, co napisał? 

Bardzo powoli uniosła pokrywę laptopa. Na jego stronie nie było żadnych 

fotografii, żadnych linków, żadnych komentarzy. Czyste wynurzenia 

anonimowego człowieka. Anonimowego dla każdego, kto przypadkowo 

otworzyłby tę stronę, ale nie dla niej. 

Przeczytała o tym, jak puszczał Kane'owi film nakręcony za życia Dinah. 

A potem o chwilach spędzonych z patologiczną rodziną Dinah, z jej matką 

alkoholiczką i nieodpowiedzialnym pierwszym mężem. Przeczytała też o chwi-

lach zwątpienia, których wcale nie było tak mało, i o tym, jak pogardzał sobą za 

to, że w ogóle przyszła mu do głowy myśl o tym, żeby się poddać. 

Po godzinie jej policzki były mokre od łez. Nawet ich nie ocierała. 

skandalo

us

background image

 

45

Jeden zapis sprzed kilku miesięcy był wyjątkowo dramatyczny. James 

nawet nie zadał sobie trudu, by poprawić błędy. Po prostu przelał swoje uczucia 

na ekran i wysłał je w eter, na zawsze utrwalając. 

 

Sobota 16:12 

Dzisiaj minęła druga rocznica śmierci mojego sąsiada, Carla. Z tej okazji 

jego żona, Dorothy, zorganizowała dla najbliższych przyjaciół wyprawę do jego 

ulubionego pubu. 

Dorothy i Carl spędzili razem 58 lat. Ja byłem z Dinah zaledwie pięć. 

Co jakiś czas spotykamy się z Dorothy i rozmawiamy o różnych rzeczach. 

O bieżących sprawach, o Kanie, o tym, jak daję sobie radę i ile jeszcze mnie 

czeka. Nic nadzwyczajnego, ale dla mnie te rozmowy są ogromną pomocą. 

Mimo to nie byłem pewien, czy chcę iść do tego pubu, ale Dorothy 

oznajmiła, że bez mojej pomocy nie da sobie rady. James, mój drogi", 

powiedziała. „Gdybyś mnie tam zawiózł, siostra przywiozłaby mnie z powrotem 

do domu!' Jak mogłem odmówić? 

W końcu okazało się, że bawiłem się lepiej, niż mogłem się spodziewać. 

Nie odczuwałem specjalnej radości, ale też nie nudziłem się. Choć wiedziałem, 

przez co przechodzi Dorothy, nie bardzo potrafiłem jej współczuć. Dlaczego? 

Czy nie jestem już w stanie odczuwać żadnych ludzkich uczuć? 

Czy już nigdy nie będę czuł niczego poza pustką i zobojętnieniem, jakie 

towarzyszą mi każdego dnia? 

 

Siena odłożyła różę na stolik i sięgnęła po papierową chusteczkę. 

Dorothy. Pamiętała ją. Miła starsza pani, która zawsze trzymała w 

lodówce pyszny owocowy jogurt, na wypadek gdyby odwiedziła ją Siena. To 

właśnie ona i Carl zajęli się nią, kiedy zmarł ojciec i Rick musiał pozałatwiać 

formalności. 

skandalo

us

background image

 

46

Westchnęła głęboko i zamknęła oczy. Uznała, że na dziś jej wystarczy. 

Jutro ma przed sobą ważny dzień i nie chce obudzić się z zapuchniętymi od 

płaczu oczami. Powinna dobrze wyglądać. 

Przejechała na koniec i zobaczyła, że James zamieścił dziś kolejny wpis. 

No dobrze, jeszcze tylko ten kawałek. Jednak kiedy przeczytała pierwsze 

zdanie, nie po raz pierwszy w życiu pożałowała, że jest taka ciekawska. 

 

Czwartek, 20:07 

 

Dziś poznałem dziewczynę. 

Takie słowa i więżące się z nimi konotacje powstały w moim umyśle po 

raz pierwszy od sześciu lat. 

Oczywiście, w tym okresie spotykałem mnóstwo kobiet. Znajome, klientki, 

nieznajome na ulicy, kobiety pracujące w sklepie, banku czy gdziekolwiek 

indziej. Nauczycielki Kane'a i jego lekarki. 

Ale dziś poznałem dziewczynę po raz pierwszy od czasu, gdy byłem z 

Dinah. 

 

Siena zamrugała. Raz, drugi, trzeci. Słowa nie znikały. James Dillon 

poznał dziewczynę. I choć nie napisał żadnego imienia, nie podał żadnych 

szczegółów, wiedziała, że chodzi o nią. 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

47

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Następnego ranka Siena siedziała w sklepie brata, przeglądając 

bezmyślnie stare magazyny motoryzacyjne. 

Miała za sobą nieprzespaną noc, która minęła jej na rozmyślaniach o 

przystojnym stolarzu. Kiedy wstała, dostrzegła kartkę od Ricka, na której 

napisał, że jadąc do pracy, odbierze z pralni jej kostium. 

Nie była z tego zadowolona. Teraz nie będzie miała co robić do przyjazdu 

Rufusa, a on przyjedzie po nią koło pierwszej. Trochę czasu zajęło jej ułożenie 

fryzury i zrobienie starannego makijażu. Założyła dżinsy i bawełniany top. Na 

nogi oczywiście założyła czerwone szpilki. Taksówką pojechała do warsztatu 

Ricka, żeby tam na niego poczekać. 

I czekała, 

- Siena? 

Odwróciła wzrok, spodziewając się ujrzeć kolejnego pracownika Ricka, 

oferującego jej następną filiżankę nie nadającej się do picia kawy. Ku swemu 

zdumieniu ujrzała jednak przed sobą obiekt swoich snów. 

Zerwała się na równe nogi. 

- James! 

Słysząc jej entuzjastyczny okrzyk, James lekko się uśmiechnął. Choć nie 

był to radosny uśmiech, Siena i tak była wniebowzięta. 

James był ubrany inaczej niż wczoraj. Miał na sobie ciemnoszare spodnie, 

białą bawełnianą koszulkę i jasnozieloną marynarkę z lnu. Ten strój doskonale 

podkreślał błękitnoszary odcień jego oczu. 

- Co ty tu robisz? - spytała nienaturalnie wysokim głosem. 

- Matt powiedział mi, gdzie pracuje twój brat - oznajmił i przejechał 

nerwowym gestem przez włosy. - Przyjechałem w nadziei, że cię tu spotkam. 

skandalo

us

background image

 

48

- Jestem - potwierdziła. Serce podeszło jej do gardła. Choć James nie miał 

pojęcia o tym, że ona wie, dlaczego tu przyszedł, ona wiedziała. 

- Piccolo - usłyszała z recepcji głos brata. - Jesteś tu? Jadę teraz po twój 

kostium. Wrócę za jakieś pół godziny. 

Siena westchnęła. Jeśli Rick zobaczy, że jest tu z mężczyzną, nie da jej 

spokoju. Zamiast jednak natychmiast coś odpowiedzieć, zawahała się. Rick 

wyjrzał ze swojej dziupli, wycierając ręce w roboczy fartuch. 

- Siena? 

Kiedy zobaczył, że stoi obok Jamesa, zaczął im się przyglądać. 

- A kogóż my tu mamy? Uśmiechnęła się do Ricka. 

- James, to mój brat, Rick Capuletti, właściciel tego doskonale 

prosperującego zakładu. Rick, to jest James Dillon. 

- Facet od mebli - dopowiedział Rick. 

- W rzeczy samej. 

- Wiem, wiem. Masz w mieście ogromną wystawę swoich prac. Moja 

żona tak długo wierciła mi dziurę w brzuchu, aż kupiłem jej stolik pod lampkę. 

Zobaczyła go w jakimś kolorowym magazynie i po prostu musiała go mieć. 

Kosztował mnie fortunę. 

James uśmiechnął się do Ricka, ale jego uśmiech nie sięgnął oczu. 

Czyżby te błękitne błyski w jego oczach były zarezerwowane tylko dla 

wybranych? 

- Miło mi cię poznać, Dillon - Rick wyciągnął dłoń, po czym cofnął ją, 

gdy uzmysłowił sobie, jaka jest brudna. 

James zasalutował. 

- Uważam powitanie za dokonane - zażartował. 

- Skąd się znacie? - spytał Rick z promiennym uśmiechem. 

Siena z ledwością powstrzymała jęk. Zaczyna się, pomyślała. Wiedziała, 

że Rick traktował ją czasami, jakby był jej ojcem. 

skandalo

us

background image

 

49

- Wczoraj omal nie przejechałam twoim zielonym potworem jego syna - 

wyjaśniła, chcąc mieć to jak najszybciej za sobą. 

- Przy okazji okazało się, że kupiłem wasz rodzinny dom - dodał James, a 

Siena zaklęła w duchu, że nie zdołała go powstrzymać. 

Nie trzeba być geniuszem, żeby się domyśleć, że pojechała tam celowo. I 

to niezależnie od tego, że siedem lat temu przyrzekła, że jej noga nigdy tam już 

nie postanie. 

- Jesteś pewien? Z tego, co pamiętam, sprzedałem dom kobiecie. 

Campbell? Diana Campbell? 

- Dinah - James skinął głową i choć jego głos pozostał spokojny, Siena 

dostrzegła, jak bardzo się spiął. 

- Zgadza się. A więc masz syna. 

- Ma na imię Kane. Osiem lat. 

- Ja mam dwóch chłopców. Bliźniaki. I małą córeczkę. Nieźle, prawda? 

- Całkiem nieźle - przyznał James. 

- Jesteś więc żonaty? 

- Już nie. 

- Rozwodnik? 

- Rick! - krzyknęła Siena. Za wszelka cenę chciała przerwać to 

przesłuchanie. 

Rick podniósł ręce w geście poddania. 

- Dobrze, już dobrze. Przepraszam. 

- Jak można być tak wścibskim? 

- Jakbyś ty nie była. 

- Riccione! Dość tego. Wybacz mu - powiedziała do Jamesa, nie 

spuszczając wzroku z brata. - On jest taki bardzo... włoski - dodała. 

Byłaby naprawdę zdziwiona, gdyby James zrozumiał, co miała na myśli. 

Musiałby znać historię jej rodziny. 

skandalo

us

background image

 

50

- Przyjechałeś w jakimś konkretnym celu? - spytała, zwracając się do 

Jamesa w nadziei, że nie będzie dalej drążył tematu. 

- Szczerze mówiąc, tak Właśnie jechałem napić się kawy i wstąpiłem, 

żeby spytać, czy w ramach podziękowania za opatrzenie rany Kane'a nie 

pojechałabyś ze mną? 

- Rany? Czyżby moja zepsuta do szpiku kości siostra zraniła kogoś 

naprawdę? 

Siena odwróciła się do niego plecami i ujęła Jamesa pod ramię. 

- Z miłą chęcią. Kawa, którą mnie tu poczęstowano, nie zasługuje na to 

miano. Udowodnij mi, że ktoś w tym mieście potrafi zaparzyć prawdziwe 

cappuccino. 

Nie oglądając się za siebie, pociągnęła Jamesa Dillona za ramię i ruszyła 

prosto do drzwi. 

- Na twoim miejscu uważałbym na siebie, kolego - krzyknął za nimi Rick. 

- Ona jest równie niebezpieczna w życiu jak za kierownicą. 

Nie oglądając się, machnęła bratu na pożegnanie. James odniósł wrażenie, 

że ten gest był cokolwiek niegrzeczny, ale nie wiedzieć czemu wydało mu się to 

bardzo zabawne. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio coś go tak rozbawiło. 

Teraz wiedział już, dlaczego do niej przyjechał, choć wcześniej podjął 

decyzję, że nie będzie ciągnął tej znajomości. 

Ten blog rzeczywiście był dla niego błogosławieństwem. Wypisywał tam 

rzeczy, do których nie chciał się przyznać nawet przed samym sobą. Gdyby 

kłamał na tych stronach, byłoby to zaprzeczeniem całej istoty tej terapii. 

Kiedy szli wzdłuż ulicy, nie mógł nie poczuć energii, jaka promieniowała 

na jego ramię z miejsca, w którym trzymała go Siena. Zupełnie jakby zachodziła 

w nim jakaś chemiczna, elektryczna, a może biologiczna reakcja, gdy Siena była 

w pobliżu. 

skandalo

us

background image

 

51

Teraz jednak nie był pewien tego, co powinien zrobić, Posłał Kane'a do 

szkoły, pomimo kolejnego „bólu głowy" przyjechał do warsztatu jej brata i 

zaprosił ją na kawę, a ona się zgodziła. 

Zaryzykował spojrzenie na Sienę. Zrobiła coś z włosami. Dziś były 

gładko zaczesane i związane w ciasny węzeł. Oczy miała pomalowane tak, że 

sprawiały wrażenie ciemnych i lekko zapadniętych. 

Choć był uszczęśliwiony faktem, że znów są razem, nie mógł nie 

dostrzec, że Siena jest spięta. Miała ściągnięte brwi, a usta przypominały cienką 

kreskę. Niechętnie wyprostował łokieć, pozwalając, by jej ręka zsunęła się z 

jego ramienia. 

- Hej, Speedy Gonzales, dokąd tak pędzisz? Zwolniła, jakby nagle 

przypomniała sobie, że idą razem. 

- Och, przepraszam. Znasz jakieś miejsce, gdzie moglibyśmy coś 

przekąsić? Nie zdążyłam zjeść śniadania. Jestem głodna jak wilk. Jeśli za pięć 

minut nie napiję się przyzwoitej kawy, zniknę z tej planety. 

Miał na myśli jedno ciekawe miejsce, ale to było jakieś piętnaście minut 

drogi stąd. Mimo to postanowił zaryzykować. 

- Wolisz espresso w papierowym kubeczku i pączka czy też doskonałe 

cappuccino i jajka na bekonie, chociaż za trochę dłużej? Obiecuję, że nie 

pożałujesz. 

Spojrzała na niego z uwagą. 

- Jest pan dziś bardzo tajemniczy, panie Dillon. 

- A jestem. Więc co wybierasz? 

Po kilku sekundach wahania Siena podjęła decyzję. 

- Prowadź. 

Po mniej więcej piętnastu minutach stanęli w ogonku do słynnej kolejki 

Skyrail, która w malutkich, sześcioosobowych wagonikach wciągała ludzi po 

siedmiokilometrowej linie na szczyt góry Kuranda. 

skandalo

us

background image

 

52

- Nie mogę uwierzyć, że o tym zapomniałam - powiedziała, kiedy znaleźli 

się przy kasie. - Tę kolejkę zbudowano kilka lat przed moim wyjazdem. 

Błagałam Ricka, żeby mnie tu przywiózł, ale on ma lęk wysokości i nie zgodził 

się. Przyznam, że w dużej mierze tak mi na tym zależało, bo wiedziałam, że 

będzie się bał. - Uśmiechnęła się do niego zalotnie. - Poznałeś go. Nie uważasz, 

że na to zasługuje? 

- Nie zaprzeczę. 

Wsiedli do wagoniku, szklane drzwi bezszelestnie się za nimi zamknęły i 

po chwili ziemia została daleko w dole. 

- Ale jazda! - wykrzyknęła Siena, spoglądając z przejęciem na 

rozciągający się pod nimi las. James przyglądał się jej w milczeniu. 

Po chwili spojrzała na niego pytająco. Nie mógł się nie uśmiechnąć. 

- Zachowujesz się jak rasowa turystka. 

- Dziwisz się? To jest zdumiewające! Ile czasu zajmie nam wjechanie na 

szczyt? 

- Jakieś trzydzieści pięć minut - wyznał. Spodziewał się wybuchu złości, 

ale ona tylko skinęła głową i zaczęła chodzić od okna do okna, żeby mieć naj-

lepszy widok na okolicę. 

Resztę drogi przebyli milczeniu, podziwiając rozciągające się poniżej 

widoki. Porośnięte winoroślą wzgórza, paprocie, klony, drzewa iglaste tworzyły 

pod nimi malowniczy dywan, urzekający bogactwem kolorów i faktur. Kiedy 

wreszcie ujrzeli srebrne pasmo Barron River, James przerwał panującą ciszę. 

- Szykuj się, zaraz wysiadamy. 

Siena spojrzała na niego z uśmiechem. Jej policzki były zaróżowione z 

emocji i po raz pierwszy, odkąd ją poznał, sprawiała wrażenie naprawdę 

rozluźnionej. 

- Mam nadzieję, że nie wystawili tam na szczycie jakichś koszmarnych 

bloków i pawilonów handlowych. W przeciwnym razie stracę całe dobre zdanie 

o tym miejscu.  

skandalo

us

background image

 

53

James zaśmiał się głośno. 

- Nie martw się. Na pewno prędzej znajdziesz tu stragany z mieszankami 

okolicznych ziół niż Starbucksa. 

- To doskonale - uśmiechnęła się tak promiennie, że Jamesowi zaparło 

dech w piersiach. - Właśnie przyszło mi do głowy, co kupię Rickowi na Boże 

Narodzenie! 

Kiedy wysiedli z kabiny, pan z obsługi przypomniał im, żeby nie 

zapomnieli uśmiechnąć się do żaby. Jak się okazało, chodziło mu o uśmiech w 

stronę aparatu w kształcie żaby, którym fotografowano turystów. Siena 

przysunęła się do Jamesa i zrobili sobie wspólne zdjęcie. 

James ujął ją za rękę i ruszyli do miasteczka. Siena nie wyrwała dłoni, a 

kiedy po chwili na nią spojrzał, dostrzegł, że jej twarz jest nadzwyczaj pogodna. 

Po chwili puścił ją na moment, po to tylko, aby wejść do pobliskiego 

sklepu. Po minucie wyszedł z niego z ogromnym kapeluszem w dłoni. 

- Nic z tego - zaprotestowała na jego widok. 

- Musisz - powiedział nie znoszącym sprzeciwu tonem. - Kosztował pięć 

dolarów, a ponadto masz już czerwony nos. 

Choć kapelusz był na nią trochę za duży, założyła go ostrożnie, żeby nie 

zniszczyć koka. 

Szli, oglądając okna wystawowe, aż znaleźli się przed uroczą kafejką, 

która wyglądała tak, jakby cała reszta miasta została zbudowana wokół niej. 

Weszli do środka. Na ich widok od jedynego zajętego stolika zerwała się 

para ludzi. 

- Dużo pracy? - spytał James kelnerkę, która uśmiechnęła się do niego 

promiennie. 

- Za dużo, jak na mój gust - odparła, wskazując im stolik w rogu sali. 

- Myślisz, że umieją tu zrobić cappuccino? - spytała szeptem Siena, 

odkładając na bok kapelusz i przygładzając ręką włosy, które od wilgoci zaczęły 

jej się kręcić. 

skandalo

us

background image

 

54

- Zaraz się przekonamy. 

- Często tu przychodzisz? - spytała, przyglądając się podejrzliwie 

niezamiecionej podłodze i wolno obracającym się wiatrakom, które wprawiały 

w nieznaczny ruch ciężkie od wilgoci powietrze. 

- Dawno już nie byłem. Mój dziadek był stolarzem i miał tu w okolicy 

warsztat. Narzekał na ich kuchnię, ale to było wieki temu. 

- To on cię wszystkiego nauczył? 

- Nie wszystkiego. 

Nie mógł nie zauważyć, że ton jej głosu zmienił się, jakby celowo z nim 

flirtowała. Był ciekaw, czy Siena zdaje sobie sprawę, jakim wyczynem z jego 

strony było zaproszenie jej na kawę. 

- Co państwu podać? - spytała kelnerka, stając przy ich stoliku. 

- Dwie kawy cappuccino i dwa zestawy śniadaniowe - odparł James. 

- Doskonale - powiedziała krótko Siena. Coś się w niej zmieniło. Nie była 

już tą swobodną dziewczyną, z którą rozmawiał minionego dnia. Jakby była 

czymś zdenerwowana. 

Kelnerka puściła do nich oczko i wetknęła bloczek do kieszeni fartucha. 

Odeszła do kuchni, żeby zrealizować zamówienie. 

Zostali sami. Sami na randce. James z dziewczyną. Z kobietą. Piękną 

kobietą. 

Siena zaczęła rozglądać się po sali, byle tylko nie spojrzeć na niego. 

Zastanawiał się, co on sobie do diabła wyobrażał, zapraszając ją tutaj. 

- Jak nazwałaś dziś swojego brata? Rigatoni? - zaczął rozmowę. 

Tak jak się spodziewał, na wspomnienie brata na twarzy Sieny zagościł 

uśmiech. Odstawiła cukierniczkę, którą się bawiła, i zaczęła dla odmiany 

męczyć serwetki. 

- Mój brat, ja i jeszcze jeden kuzyn dostaliśmy imiona na cześć miast w 

Toskanii. Nasi rodzice stamtąd pochodzą. Rick to Riccione. Mój kuzyn Ash 

dostał imię na część Asciano, a ja, jak się domyślasz, na cześć Sieny. 

skandalo

us

background image

 

55

Musiał się powstrzymać niemal siłą, żeby nie położyć ręki na jej dłoni, 

aby się uspokoiła. 

- To piękne imię - powiedział, starając się skierować tok jej myśli na coś 

przyjemnego. Emanowała z niej taka energia, że nawet jego stopy pod stołem 

zaczęły mimowolnie przytupywać. - Pasuje do ciebie. 

Uśmiechnęła się nieco krzywo, co James odebrał jako przejaw 

niezadowolenia. Poczuł, jak uchodzi z niego cała para. 

Popełnił błąd. 

Za dużo chciał wyczytać między wierszami. Może ona po prostu lubiła 

słuchać? Minęło już tak wiele czasu, odkąd ostatni raz rozmawiał z kimś o 

swoim życiu. 

Zaufał instynktowi i wyszedł ze swojej skorupy. Może należało posłuchać 

ekspertów i robić to, co ich zdaniem było najlepsze dla niego i Kane'a? 

Umawianie się na randki z niemal nieznajomą kobietą na pewno do tych rzeczy 

nie należało. 

W tej chwili ich spojrzenia skrzyżowały się. Jej spojrzenie powiedziało 

mu znacznie więcej o sytuacji, w jakiej się znaleźli, niż którekolwiek z nich 

chciałoby przyznać na głos. 

Siena nie mogła odwrócić od niego wzroku. W oczach Jamesa wciąż 

czaiła się melancholia, ale tym razem dostrzegła w jego spojrzeniu coś więcej. 

Determinację i upór. Zupełnie jakby zdecydował, że pomimo swego smutku 

będzie patrzył na świat nowym spojrzeniem. 

Była młodszą siostrą, ambitną pracownicą linii lotniczych, ale w jego 

oczach była kimś znacznie więcej. Zdenerwowała się. 

Niedobrze. 

Nie powinna używać go jako narzędzia do uwolnienia się od Ricka. 

Zwłaszcza po tym, jak szczerze opowiedział jej o Dinah. 

skandalo

us

background image

 

56

Jednak jego zapach i ciepło jego dłoni tak bardzo ją otumaniły, że 

zupełnie zapomniała o oczywistej prawdzie. James nie jest materiałem na 

przelotną znajomość, w jakich teraz gustowała. 

To człowiek, który jest wzorem odpowiedzialności, podczas gdy ona to 

chodzące nieszczęście. Ona niszczy rodziny. Jest dezerterem. Nałogową 

pracoholiczką. Nie można jej powierzyć odpowiedzialności za życie drugiej 

osoby. 

Musi mu to jakoś uzmysłowić. Delikatnie, ale stanowczo. Przyszedł jej do 

głowy tylko jeden sposób. 

- Opowiedz mi więcej o Dinah. 

Spodziewała się, że ze smutkiem zwiesi głowę, ale jego oczy pozostały 

jasne. 

Miała nadzieję, że zacznie o niej mówić i dopiero po jakimś czasie zda 

sobie sprawę z tego, że zanudził ją na śmierć i będzie z tego powodu bardzo 

zakłopotany. Potem odwiezie ją do domu i nigdy więcej się nie zobaczą. 

- Co konkretnie chciałabyś o niej wiedzieć? - spytał, nie spuszczając z niej 

wzroku. 

No dobrze, może nie będzie jej zanudzał. Zupełnie jakby przejrzał jej 

intencje. 

- Widziałam jej fotografię na twoim pianinie, kiedy się rozglądałam. 

Lubię rozglądać się po obcych domach, przyznaję. To moja ogromna wada. 

Niestety, nie mogę się jej pozbyć. Ale taka już jestem. W każdym razie 

widziałam jej fotografię. Wydała mi się bardzo podobna do Kane'a. Jaka była 

naprawdę? 

- Dinah była... - spojrzał na sufit, jakby tam szukał natchnienia, aby ją 

opisać. - Promienna. 

Nie wiedziała, co o tym myśleć. O niej nikt nigdy tak nie powiedział. 

Bystra, na pewno. Zdecydowana, też. Ale promienna? Któremu mężczyźnie 

przyszłoby do głowy użyć tak pięknego słowa na określenie kobiety? Temu, 

skandalo

us

background image

 

57

który tworzył tak cudowne rzeczy z pachnącego cedrowym olejkiem drewna i 

który zaprosił ją na podniebną przejażdżkę i na kawę. 

- To prawda, Kane jest do niej podobny - ciągnął, znajdując nagle za 

oknem coś niesłychanie frapującego. 

Miała ochotę chwycić go za podbródek i obrócić jego twarz ku sobie. 

- Chociaż zawsze uważałem, że z usposobienia przypomina raczej mnie - 

ciągnął. - A może to tylko moje pobożne życzenia. 

- Sprawia wrażenie miłego dziecka - powiedziała, ostrożnie dobierając 

słowa. - Jestem pewna, że w dużej mierze to twoja zasługa. 

Miłego? Miły to takie bezpieczne słowo. Zganiła się w duchu za tę 

błyskotliwość, ale James zdawał się tego nie zauważać. Skinął głową, biorąc jej 

słowa za dobrą monetę. I było tak w rzeczywistości. Siena naprawdę chciała 

wyrazić tymi słowami uznanie. 

Brzdęk. 

Na stoliku wylądowały talerze z ich śniadaniem. Siena miała ochotę 

uściskać nadmiernie opaloną kelnerkę, która w tej chwili uratowała jej życie. 

Pociągnęła spory łyk kawy, aby ukoić rozedrgane nerwy. James miał 

rację. Kawa była wyśmienita, ale też bardzo gorąca. Siena poparzyła sobie 

wnętrze ust i teraz zapewne jej jajka i bekon będą smakowały jak tektura. Po 

prostu świetnie. 

James niespiesznie zaczął jeść śniadanie. Chciała zrobić tak samo, ale nie 

potrafiła. W przeciwieństwie do Jamesa nie potrafiła zachować umiaru ani w 

jedzeniu, ani w życiu. 

James zostawił sobie nawet na koniec odrobinę piany z cappuccino. 

- Czy twoi rodzice nadal mieszkają gdzieś w okolicy? - spytał, kiedy 

skończyli. 

- Nie, nie. Byłam bardzo późnym dzieckiem.  

Początkowo chciała na tym zakończyć temat, ale po chwili uznała, że 

skoro tyle powiedział jej o Dinah, nie może go tak zbyć. 

skandalo

us

background image

 

58

- Moja mama zmarła przy porodzie. 

W jego oczach dostrzegła nagle tyle współczucia, że mimo woli się 

cofnęła. 

- Dorastanie bez niej musiało być trudne. 

- Jakoś przeżyłam. Miałam brata, który pilnował mnie bardziej niż 

najlepsza matka. Poza tym trudno żałować czegoś, czego się nigdy nie poznało. 

Inaczej niż Kane, pomyślała. On dokładnie wiedział, co stracił. Stracił 

swoją promienną matkę, która na pewno była radością jego życia. Serce Sieny 

skurczyło się z bólu. 

Przestań! - zganiła się w duchu. 

Złożyła razem dłonie, jakby chciała przypomnieć sobie uczucia, jakich 

kiedyś doświadczała. 

- A twój ojciec? 

 - Tata zmarł, kiedy miałam piętnaście lat - powiedziała, unosząc lekko 

ramiona, żeby złagodzić napięcie, jakie zazwyczaj odczuwała, gdy rozmawiała z 

kimś o tym okresie swojego życia. 

- Z jakiego powodu? - spytał wprost. 

Znów odczuła wszystko naraz: żal, ból, poczucie winy, wyrzuty sumienia. 

Wspomnienie tamtych wydarzeń trawiło ją niczym jakaś choroba. 

- Powiedzenie, że byłam żywym dzieckiem, byłoby eufemizmem. Tata 

miał słabe serce. Przysparzałam mu wielu zmartwień i któregoś razu po prostu 

nie wytrzymał. 

- Bzdura - stwierdził stanowczo James. - Nie byłaś w stanie kontrolować 

tego, jak bardzo się o ciebie martwił ani w jaki sposób postanowił sobie z tym 

radzić. Kochał cię i martwił się o ciebie, ale na pewno nie umarł dlatego, że 

zaczęłaś przeklinać rok wcześniej niż twoi rówieśnicy. 

Przez chwilę prawie mu uwierzyła. Ciężar, który ją do tej pory 

przygniatał, znikł. W końcu James był ojcem. Miał trudne dziecko. Wiedział, 

jak to jest... 

skandalo

us

background image

 

59

Ale Kane ma zaledwie osiem lat. Nie jest nawet nastolatkiem. 

Zastanawiała się, czy powiedzieć Jamesowi, co go jeszcze może czekać. Coś 

jednak powstrzymywało ją przed zgaszeniem tego blasku, który dostrzegała 

teraz w jego oczach. 

- Domyślam się, że Rick stał się twoim strażnikiem. 

- Niestety, zostało mu to do dziś. 

- Po to właśnie są starsi bracia. 

- Ale to nie oznacza, że ja to muszę lubić. 

- Skoro jesteś taką zdeklarowana koczowniczką, co 

sprowadza cię teraz do domu? - spytał, pochylając ku niej głowę. 

Dom. Siena czekała, aż na dźwięk tego słowa chwycą ją mdłości. Jednak 

James wypowiedział je w taki sposób, że po raz pierwszy, odkąd wysiadła z 

samolotu, nie odczuła nieprzyjemnego ucisku w żołądku. 

- Dziś po południu mam odbyć rozmowę z samym Maximillianem. - 

Spojrzała na zegarek i zdała sobie sprawę, że wkrótce będzie musiała się 

zbierać. 

- Rozumiem. Główne biuro MaxAir jest w Port Douglas. Kilka lat temu 

nawet coś dla niego robiłem. 

Powiedział to takim niskim, seksownym głosem, że niemal poczuła, jak 

ten głos obmywa każdy fragment jej nagiej skóry. Odsunęła się, ale i tak czuła 

jego zapach. 

- Zapewne nie był to stolik do przewijania niemowląt - raczej stwierdziła, 

niż zapytała. 

- Nie, nie był. Zaprosił cię, żeby przekonać do pozostania w firmie? 

Poznałem kilku ludzi, którzy byli kuszeni propozycją dobrej pracy i nigdy stąd 

nie wyjechali. To chyba jego standardowa procedura. 

Siena tego właśnie się obawiała. Jej koledzy nawet porobili zakłady, 

spodziewając się podobnego rozwoju wypadków. 

- Nie wiem, czego Max ode mnie chce. 

skandalo

us

background image

 

60

- A co byłoby dla ciebie idealne? 

- Paryż - oparła bez wahania. - To najlepsza praca, jaką mogę mieć. 

Bardzo bym chciała tam pojechać. 

Twarz Jamesa spochmurniała. Siena wiedziała, że to z jej powodu. 

Wymownie spojrzała na zegarek. 

- A skoro już mowa o Maksie, muszę się zbierać. James poprosił kelnerkę 

o rachunek. 

Siena sięgnęła do kieszeni dżinsów, ale James zbył ją ruchem reki. 

- Nie zapominaj, że ja cię tu zaprosiłem. 

- Widzę, że jesteś mężczyzną starej daty. Mężczyźni, z którymi chodzę na 

randki, płacą tylko za siebie i w najlepszym razie dają napiwek. 

Randki. Czyżby chciała mu dać do zrozumienia, że traktuje to spotkanie 

jak randkę? 

- No cóż - odezwał się, uśmiechając się do niej przekornie. Spojrzał na 

cennik. - Możesz zapłacić następnym razem. 

Następnym razem? A niech go! 

James wstał zza stołu i podał jej rękę. Ujęła ją, zadowolona, że udało jej 

się powstrzymać drżenie. Kiedy już wstała, wcale jej nie puścił. 

Szli do wyjścia z luźno splecionymi palcami, ale jednak razem. James 

spojrzał na nią i uśmiechnął się. Siena nie mogła nie odpowiedzieć mu 

uśmiechem. Jej policzki zarumieniły się. 

Kiedy znaleźli się na dworze, założył jej na głowę kapelusz, ujął za łokieć 

i przyciągnął do siebie. 

Jutro wyjeżdżam! - powtarzała sobie w duchu, kiedy tak szli razem przez 

opustoszałe miasteczko. W sobotę wieczorem będę w samolocie lecącym do 

Melbourne i nieprędko tu znów wrócę. 

Spędziła z nim uroczy poranek. Miły, pogodny, radosny ranek. 

Rozmawiała, słuchała, dowiadywała się ciekawych rzeczy o kimś innym. O 

kimś, kto sprawiał, że czuła się dobrze. 

skandalo

us

background image

 

61

Spotykała się w życiu z wieloma mężczyznami. Chodziła z nimi na 

kolacje, do teatru, na spacery. Gdyby jednak zsumowała te wszystkie randki, 

nigdy nie dałoby jej to takiej satysfakcji jak śniadanie zjedzone wspólnie z 

Jamesem. 

Zanim dotarli do stacji kolejki, prawie zdołała się przekonać, że James 

może zostać jej przyjacielem w Cairns. Gdyby częściej tu przyjeżdżała, 

wpadaliby na kawę do różnych dziwnych lokali. To dopiero byłoby zabawne. 

Ale wtedy przypomniała sobie fragment z jego blogu. 

Są dni, kiedy na myśl o wyjściu z domu oblewa mnie zimny pot. 

Mężczyzna, który zaprosił ją na kawę, nie szukał rozrywki, nawet, jeśli 

sam myślał inaczej. Czegokolwiek szukał, ona nie mogła mu tego dać. 

W drodze powrotnej oboje milczeli. Kiedy dotarli do warsztatu Ricka, 

Siena zatrzymała się i popatrzyła na Jamesa. Nie chciała, żeby wchodził z nią do 

środka. 

- Okay, to by było na tyle. 

James skinął głową, a wyraz jego twarzy był nieprzenikniony. 

- Powodzenia na twojej rozmowie. Mam nadzieję, że dowiesz się samych 

dobrych rzeczy. 

- Dzięki. 

Miała świadomość, że to pożegnanie. Nie wiedzieć czemu, ta myśl 

napełniła ją smutkiem. 

Na twarzy Jamesa pojawił się lekki uśmiech. Niespodziewanie pochylił 

się ku niej, a ona, wiedziona najbardziej pierwotnym z instynktów, zmrużyła 

oczy, rozkoszując się dotykiem jego gładkiego policzka na swojej skórze. James 

objął ją w pasie, a Siena oparła dłonie na jego piersi. 

- Dzięki za wspólną kawę, Siena. Mam nadzieję, że wkrótce się 

zobaczymy - mruknął jej do ucha. 

skandalo

us

background image

 

62

Pocałował ją w policzek, po czym szybko się odsunął. Odszedł, 

zostawiając ją tak zmieszaną, że nie wiedziała, jak stawiać stopę przed stopą, 

aby dojść tam, dokąd chciała. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

63

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

- Jak się udała randka? - spytał Matt, gdy tylko James przekroczył próg 

domu. 

James podskoczył jak oparzony. 

- Ale mnie przestraszyłeś! Nigdy więcej tak nie rób. Rzucił klucze na 

stolik w holu i ruszył do kuchni. Otworzył lodówkę. 

Matt jednak nie dawał za wygraną. 

- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie - powiedział, stając tuż obok lodówki. 

- To nie była żadna randka, Matt. Po prostu zaprosiłem ją na kawę, żeby 

podziękować za to, co wczoraj zrobiła dla Kane'a. 

- Mnie nie oszukasz. Marynarka, fryzura, pachnąca woda. Zupełnie jakbyś 

szedł na spotkanie z jakimś ważnym klientem. 

- Przesadzasz. 

Matt niespodziewanie przejechał palcem po jego policzku i uśmiechnął 

się. 

- Świeżo ogolony. Czy mi się zdaje, czy przed wyjściem coś prasowałeś? 

Deska do prasowania została rozłożona, a ja jej nie używałem. 

James niespiesznie ugryzł kawałek jabłka, które wyjął z lodówki. Matt 

uśmiechnął się. 

- No, dobrze. To był amatorski błąd. A teraz powiedz wreszcie, jak było. 

James opadł na krzesło. To był dla niego wyjątkowy dzień. Pierwsza 

randka od wielu lat, pierwsza kobieta, której dłoń pasowała do jego dłoni tak, 

jakby została w tym celu stworzona, i pierwszy raz, kiedy powiedział komuś o 

tym, jak bardzo pragnie, aby Kane był do niego podobny. 

- Było dziwnie - powiedział ostrożnie. - Przerażająco, ekscytująco i 

jednocześnie tajemniczo. 

- Jednym słowem, wspaniale. 

skandalo

us

background image

 

64

- Wspaniale? - Poprawił się na krześle. - Matt, nawet nie mam pojęcia, co 

ja sobie w ogóle wyobrażałem. Kane nadal przed zaśnięciem mówi do Dinah i 

nie ma dnia, żeby przed pójściem do szkoły nie narzekał, że coś mu dolega. Nie 

sądzę, żeby był gotowy na coś takiego. 

- Wymówki. Nie wspomniałeś ani słowem, co ty czujesz. James 

westchnął. 

- Czyżbym starał się zbyt mocno? Próbuję wrócić do normalnego życia, 

zacząć spotykać się z kobietami, żeby znów stać się normalnym człowiekiem. 

Cóż, może tak naprawdę nie muszę przechodzić przez to wszystko drugi raz. 

Związek z kobietą wymagał wiele zachodu. Ich świat był zupełnie inny od 

świata mężczyzn, miały odmienne oczekiwania. 

- No dobrze, rozumiem twoje rozterki Powiedz mi tylko, dlaczego akurat 

teraz? 

- Nie rozumiem, 

- Zbierałeś się do tego od dłuższego czasu czy po prostu spotkałeś 

kobietę, która cię zainteresowała? 

James nie był pewien. Kilkakrotnie pisał o tym, ale były to raczej 

hipotetyczne rozważania. Retoryczne pytanie rzucone w przestrzeń, na które nie 

spodziewał się odpowiedzi. 

- Mówiąc szczerze, dopiero teraz zacząłem się nad tym poważniej 

zastanawiać. 

- To znaczy dopiero wtedy, gdy ją poznałeś? 

James milczał, rozważając słowa Matta. Schował głowę w dłonie. 

- Skoro tak, to wytłumacz mi, dlaczego na jej pytanie o Dinah 

odpowiedziałem, że była promienna? 

- Powiedziałeś jej, że co? 

- Że Dinah była promienna. Chodziło mi o to... 

- Wiem, o co ci chodziło. I rozumiem, dlaczego powiedziałeś tak na 

waszej pierwszej randce. Są dwie możliwości. Albo jesteś przerażony tym, jak 

skandalo

us

background image

 

65

bardzo ci się podoba, albo jest zupełnie odwrotnie. Tylko ty wiesz, która z tych 

odpowiedzi jest prawdziwa. 

Poklepał delikatnie przyjaciela po ramieniu, wstał i wyszedł z kuchni, 

zostawiając milczącego Jamesa sam na sam z jego myślami. 

A raczej z własnym sumieniem, bo to ono nie dawało Jamesowi spokoju. 

- Więc jak udała się randka? - spytał Rick, kiedy Siena wynurzyła się z 

łazienki.  

Ubrana w swój kostium od Dolce & Gabbana, czuła się bardziej sobą niż 

kiedykolwiek w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. 

- To nie była randka - oznajmiła, sprawdzając palcem, czy błyszczyk jest 

należycie rozprowadzony na ustach. 

Położyła torebkę na winylowym krzesełku i usiadła na drugim, 

wyciągając przed siebie nogi. Rick usiadł po drugiej stronie zawalonego 

papierami biurka. 

- Jeśli ten sympatyczny James Dillon zaprosił cię na kawę, to ewidentnie 

była to randka. Choć tak naprawdę nie wiem, w co wy się bawicie. Ten facet ma 

dziecko i jakoś wykrętnie odpowiedział, gdy spytałem go o żonę. 

Siena spojrzała na brata. 

- Jest samotnym ojcem, Rick. Jego żona zmarła ponad rok temu, ale nie 

chciałam ci tego przy nim mówić. Za kogo ty mnie w ogóle uważasz, Rick? 

- Rzadko cię widuję, Siena - powiedział, nie spuszczając z niej wzroku. - 

Nie wiem, jaka teraz jesteś. 

- Dowiedz się zatem, że nigdy nie spotykam się z żonatymi mężczyznami. 

I żeby całkiem cię uspokoić, dodam jeszcze, że nie zamierzam narzucać swojej 

skromnej osoby sympatycznemu Jamesowi Dillonowi. Jutro wyjeżdżam, więc to 

i tak do niczego by nie doprowadziło. 

- A twój znajomy z Nowego Jorku? Z nim spotkałaś się, chociaż 

następnego dnia wyjeżdżałaś. 

Rick bawił się starą piłką nożną, przerzucając ją z ręki do ręki. 

skandalo

us

background image

 

66

- James zaprosił mnie na kawę, bo jest miłym człowiekiem, a ja się 

zgodziłam, ponieważ mam już dość patrzenia na twoją paskudną gębę! 

Rick odchylił się na krześle. 

- Znów zaczynasz starą śpiewkę. 

- Co to ma znaczyć? 

- Kiedy tu jesteś, nie możesz usiedzieć na miejscu i czym prędzej 

uciekasz, żeby przypadkiem nie zapuścić tu korzeni. Ale ten Dillon zawrócił ci 

w głowie, choć zapewne nie zasługujesz na kogoś takiego jak on. 

Oto Rick, od którego pragnęła uciec jak najdalej. I tak była zdziwiona, że 

zajęło mu aż dwadzieścia cztery godziny, żeby powiedzieć jej, że jest niewiele 

warta. 

W dzieciństwie tak często słyszała z jego ust podobne uwagi, że niemal 

zaczęła w to wierzyć. 

Ale udowodniła mu, jak bardzo się myli. Udowodniła to całemu światu. 

W końcu przyleciała tu na spotkanie z samym Maximillianem! 

Rick rzucił w jej stronę piłkę, którą ona odruchowo złapała. 

- Ten facet to łapacz, Siena. Jest niezależny finansowo i, zgodnie z tym, 

co powiedziały dziewczyny z biura, bucha seksem. Nie odrzucaj go tak, jak 

odrzucałaś innych facetów, którzy chcieli się do ciebie zbliżyć. 

Wyprostowała się i poprawiła spódnicę. 

- Nikogo nie odrzucam. 

- Ależ tak. Odkąd zostałaś nastolatką, przysparzałaś ojcu samych 

kłopotów. 

Byłam wtedy młoda i głupia! - chciała krzyknąć. Wszystkie nastolatki 

przechodzą okres buntu, a zwłaszcza te, które są ukochanymi córeczkami 

swoich tatusiów. Ale nie musi to oznaczać, że z jej powodu dostał zawału 

serca... 

- Zawsze próbowałaś udowodnić wszystkim, jaka jesteś niezależna. Ja 

jednak wiedziałem, że nigdy nie odlecisz tak daleko, by nie móc tu wrócić. 

skandalo

us

background image

 

67

- Daj spokój. Nic o mnie nie wiesz. 

- Oczywiście, że wiem. Jesteś moją siostrą. Moja żona cię uwielbia. I 

bliźniaki. A mała Rosie wygląda dokładnie tak jak ty w jej wieku. 

- Czekaj, czekaj... 

- Siena, naprawdę myślisz, że uda ci się mnie oszukać? Nawet nie próbuj. 

Kiedy była młodsza, nieustannie próbowała wyrwać się spod jego 

kurateli. Gdy postanowiła wyjechać, uznała, że wygrała tę podjazdową wojnę 

raz na zawsze. Teraz jednak, kiedy tu była, zdała sobie sprawę, że to było tylko 

czasowe zawieszenie broni. 

Ktoś zapukał do drzwi i po chwili do pokoju zajrzał jeden z pracowników 

Ricka. 

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale jest tu jakiś facet w śmiesznym 

kapeluszu, który twierdzi, że przyszedł po twoją siostrę. 

Siena wstała i ostrożnie odłożyła piłkę na biurko. 

- To zapewne Rufus, mój kierowca. Dzięki. 

Czekała, aż Rick zrobi jakąś kąśliwą uwagę, ale zamiast tego tylko 

westchnął. 

- W takim razie leć już. 

- Witaj, Rufusie - przywitała się, wsiadając do limuzyny. 

- Pani Capuletti, naprawdę powinna była pani zadzwonić po mnie, żebym 

zawiózł panią wczoraj do starego domu - powiedział, zamykając za nią tylne 

drzwi limuzyny i siadając za kierownicą. - Mogła pani zostać ranna. Na 

szczęście skończyło się na strachu. 

Zdawało jej się, że dodał coś jeszcze na temat kobiet za kierownicą, ale 

nie była pewna. 

- Skąd pan o tym wie? 

- Znam faceta, który zna faceta - powiedział, spoglądając na nią we 

wstecznym lusterku. 

Z jękiem oparła się o zagłówek. To miasto naprawdę było strasznie małe. 

skandalo

us

background image

 

68

- Och, po prostu już jedź. 

Jej kierowca uśmiechnął się i przekręcił kluczyk w stacyjce. 

- Tak jest, pani Capuletti. 

Ruszył w kierunku przepięknych plaż na Far North Queensland. Minęli 

stację kolejki, która przypomniała jej poranną wycieczkę. Warto było wrócić do 

Cairns choćby po to, żeby ją odbyć. 

Z głębokim westchnieniem odwróciła głowę w przeciwnym kierunku, 

gdzie rozciągały się piaszczyste plaże. Między nimi tu i ówdzie widać było 

plantacje bananowców i farmy trzciny cukrowej. 

Minęli Palm Cove, prawdziwy raj na ziemi. W zamierzchłej przeszłości 

zapewne nie zadzwoniłaby do Ricka, tylko przyjechała od razu tutaj. Opalałaby 

się cały dzień albo spędziła go w tutejszym spa czy też wynajęłaby łódź, żeby 

popłynąć na Green Island i ponurkować. 

Uwielbiała ten zakątek świata i uważała, że nigdzie na ziemi nie ma 

piękniejszych plaż. Większość ludzi uważałaby się za szczęściarzy, mieszkając 

w miejscu, gdzie rosły palmy, a słońce świeciło trzysta pięćdziesiąt dni w roku. 

Pół godziny później dojechali do Port Douglas. Samochód zwolnił. Minęli 

pola golfowe, skręcili w kierunku plaży, po czym wjechali w szeroką aleję, 

wzdłuż której widniały bramy wjazdowe do rezydencji. Posesja Palazzo 

Maximillian znajdowała się na samym końcu alei. Był to trzykondygnacyjny 

biały budynek otoczony wszechobecnymi w tym zakątku globu palmami. 

Maximillian czekał na nią na podjeździe. Ubrany w białe satynowe 

spodnie i marynarkę, trzymał w ręku kieliszek martini. Siena pomyślała, że 

wygląda, jakby czekał na ekipę telewizyjną. 

Zaprosił ją do domu. 

- Cieszę się, że mogłaś przyjechać, Siena. 

- Ja też się cieszę - odparła, ze wszystkich sił starając się ukryć 

zdenerwowanie. Policzyła w duchu do dziesięciu, próbując zapanować nad 

oddechem. 

skandalo

us

background image

 

69

Max wskazał jej drogę przez wyłożone marmurem foyer na tył domu, 

gdzie znajdował się basen ze szmaragdową wodą błyszczącą w popołudniowym 

słońcu. 

Popatrzyła na swego gospodarza. Był przystojny, bogaty i bez wątpienia 

można było o nim powiedzieć, że jest człowiekiem sukcesu. Przy tym 

wszystkim nie miał jednak połowy tego uroku, który charakteryzował Jamesa 

Dillona. 

A więc lubisz Jamesa, pomyślała. Wpadł ci w oko. No dobrze, może 

nawet coś więcej. Kiedy na ciebie patrzy, serce zaczyna ci trzepotać w piersiach 

jak ptak w klatce. Dobrze o tym wiesz. 

Max zaprosił ją gestem, aby usiadła na jednym z białych foteli stojących 

pod błękitnymi parasolami. Przed ich oczami rozciągał się ocean, a z drugiej 

strony pola golfowe. 

Kiedy usiedli, od razu przeszedł do rzeczy. 

- Zakładam, że domyślasz się, w jakim celu cię tu dziś zaprosiłem. 

Skinęła głową, ale nie odezwała się. Nie chciała wychodzić przed 

orkiestrę i wolała najpierw usłyszeć, co ma jej do powiedzenia. 

Max uśmiechnął się, odsłaniając olśniewająco białe zęby. 

- To doskonale. Nie będziemy więc tracić czasu. Siena, kampania 

reklamowa z twoją twarzą na billboardach przyniosła doskonałe efekty. 

Najwyraźniej wzbudzasz w ludziach zaufanie. 

Och nie, chyba nie zamierza poprosić jej, żeby została! 

Niezależnie od tego, co zaproponuje jej Max, nie wróci do regularnego 

latania, które jeszcze niedawno było dla niej szczytem marzeń. Było, ale już nie 

jest. 

Teraz chce czegoś więcej. 

Patrzyła na niego i czekała, a serce tłukło się jej w piersiach jak oszalałe. 

- Zapewne słyszałaś o naszych kłopotach w Rzymie i Paryżu - ciągnął 

Max. - W ciągu ostatnich dziesięciu lat niektóre większe firmy przewozowe 

skandalo

us

background image

 

70

mocno dały nam się we znaki. Chciałbym, żebyś tam pojechała. Zastrzyk młodej 

australijskiej krwi dobrze im zrobi. Masz postawić Paryż na nogi. 

W tej chwili pojawił się kelner z tacą, niosąc na niej świeże martini dla 

Maksa i cytrynową wodę dla niej. 

- Dostaniesz własne mieszkanie - ciągnął Max, kiedy kelner zniknął tak 

cicho, jak się pojawił. - Chcę, żeby moje dziewczyny były wypoczęte, dlatego 

będziesz pracować tylko trzy dni w tygodniu przez dwa miesiące na kwartał. 

Jeśli sądziłaś, że latasz wysoko, dopiero teraz zobaczysz, co to znaczą wysokie 

loty. 

Rzym. Po tych wszystkich obawach, wątpliwościach Max proponował jej 

Paryż - spełnienie marzeń. 

- Dlaczego ja? - spytała, nie potrafiąc ukryć zdziwienia. Słysząc jej 

pytanie, Max uśmiechnął się, choć ten 

uśmiech nie sięgnął jego oczu. 

- Wszystkie marketingowe badania, które przeprowadziliśmy, 

wykazywały, że twoja twarz jest najbardziej rozpoznawalna. Twoje publiczne 

wystąpienia zostały ocenione bardzo wysoko. Zawsze byłaś w pełni 

dyspozycyjna. W przeciwieństwie do innych dziewcząt nie byłaś związana 

rodziną czy narzeczonym. Zapewne nawet nie jesteś tego świadoma, ale w ciągu 

siedmiu lat pracy tylko dwa dni byłaś na zwolnieniu. 

Dopiero teraz w pełni dotarło do niej znaczenie tego faktu. Podczas gdy 

jej koledzy mieli życie osobiste, ona takowego po prostu nie posiadała. Odkąd 

wyjechała z domu, nieustannie przed czymś uciekała i dzięki temu stała się 

pracownikiem roku. Albo nawet dziesięciolecia. 

I nagle zadała sobie pytanie, dlaczego chciała być taką osobą. 

Jej milczenie przywołało uśmiech na twarz Maksa. Rozłożył przed nią 

kartkę firmowego papieru, wyjął z kieszeni marynarki złote pióro, napisał coś i 

podał jej kartkę. 

- To moja propozycja. 

skandalo

us

background image

 

71

Rozum podpowiadał jej, żeby nie patrzeć. Domyślała się, że proponowana 

kwota będzie bardzo wysoka. Tak wysoka, że nie pozostanie jej nic innego, jak 

tylko upaść Maksowi do stóp i dziękować za hojność. Serce natomiast szeptało, 

aby to przemyślała. 

Spojrzała na kartkę. 

Dwa razy więcej niż zarabiała dotychczas. Mogłaby latać bez ograniczeń 

w każde miejsce, do którego latał Max-Air, miałaby kierowcę do dyspozycji i 

tydzień czasu na to, by podjąć pracę. 

Była to propozycja nie do odrzucenia. Mruknęła coś niezrozumiałego pod 

nosem. 

- Czy mam rozumieć, że się zgadzasz? 

Umysł Sieny pracował gorączkowo. Większość ludzi bez wahania 

powiedziałaby „tak". Jeszcze tydzień temu ona sama nie zastanawiałaby się ani 

sekundy. 

Złożyła kartkę na pół i schowała do torebki. 

- Ile mam czasu na zastanowienie? 

Uśmiech Maksa na chwilę zbladł, po to tylko, by za chwilę jeszcze 

bardziej rozjaśnić jego twarz. 

- Myślę, że dwadzieścia cztery godziny powinny ci wystarczyć. 

Skinęła głową. Ma cały dzień, żeby się zastanowić. 

- Jutro o tej porze dam ci odpowiedź. Max wstał, by się z nią pożegnać. 

Poczuła za plecami czyjąś obecność. Kiedy się obejrzała, dostrzegła 

stojącego nieopodal Rufusa. Domyśliła się, że jej wizyta dobiegła końca. 

Wzięła do ręki torebkę, pożegnała się i podążyła za kierowcą, 

zastanawiając się, jak ten człowiek wytrzymuje w trzyczęściowym garniturze w 

taki upał. Ona sama była mokra od potu. Ale może nie był to tylko skutek 

upału? Może pociła się, ponieważ właśnie spełnił się jej sen, a ona zaczęła się 

zastanawiać, czy naprawdę tego pragnie? 

skandalo

us

background image

 

72

- Jak poszło, pani Capuletti? - spytał Rufus, kiedy znaleźli się w 

przestronnym foyer. 

- Doskonale. 

Spojrzał na nią w taki sposób, że zastanowiła się, czy przypadkiem nie 

jest jakimś komandosem, który pracuje jako kierowca, czekając aż armia znów 

będzie go potrzebowała. 

- I co pani myśli o Paryżu? - spytał, a ona wcale nie była zdziwiona tym, 

że wszystko wie. 

- Uwielbiam Paryż. Sklepy, galerie, wino... Zawsze chciałam tam 

mieszkać. Ale powiedziałam Maksowi, że muszę się zastanowić. Czy ja 

postradałam rozum? A może powinnam biegiem wrócić, powiedzieć mu, że się 

zgadzam i że spakuję się, jak tylko dotrę do domu? 

Rufus otworzył przed nią drzwi limuzyny. 

- Nie - powiedział zdecydowanym tonem. - Niech poczeka. I tak wszystko 

dostaje zawsze jak na talerzu. 

Uśmiechnął się, a Siena odpowiedziała mu uśmiechem. Uznała, że 

pomimo swojego groźnego wyglądu Rufus to dobry człowiek. 

- Wczoraj przywieziono tu nowy sprzęt do ćwiczeń. Max uznał, że może 

chciałaby go pani zobaczyć. 

Siena skinęła głową, zadowolona, że będzie miała chwilę, aby pozbierać 

myśli. Rufus podjechał pod biało-niebieski budynek biura, w którym mieściła 

się siłownia. 

Wnętrze było urządzone bardzo stylowo. Siedem lat temu zaczęła chodzić 

na siłownię na przedmieściach Melbourne, w starym bloku. Od tamtej pory ona i 

Max pokonali długą drogę. 

- Ty jesteś Siena Capuletti, zgadza się? - usłyszała za plecami głos. 

Odwróciła się i ujrzała grupkę dziewczyn ubranych w treningowe stroje. 

Wszystkie były klonami Jessiki i wszystkie patrzyły na nią jak 

zahipnotyzowane. 

skandalo

us

background image

 

73

- Tak, jestem Siena. 

- Kiedy pojawiły się reklamy z twoją twarzą, zakładałyśmy się, że tak 

naprawdę nie latałaś jako stewardesa dla MaxAir - powiedziała najjaśniejsza z 

blondynek. - Żadna z nas z tobą nie latała. Naprawdę jesteś jedną z nas? 

- Latałam siedem lat. Przez ostanie trzy głównie do Europy i może dlatego 

się nie spotkałyśmy. 

- Wiele bym dała, żeby latać do Europy - powiedziała blondynka, patrząc 

na nią z rozmarzeniem. 

I wtedy Siena zauważyła mały pierścionek z brylantem na serdecznym 

palcu dziewczyny. Popatrzyła na nią ze współczuciem. Jej marzenie nigdy się 

nie spełni. 

Życie stewardesy nie jest łatwe. Mieszkasz na walizkach. Pracujesz w 

przeróżnych godzinach. Musisz być w pełni dyspozycyjna i zawsze w formie. 

Nie można założyć rodziny, bo żaden mężczyzna tego nie zniesie. Dla Sieny 

takie życie było wprost wymarzone, ale dla młodej kobiety, która jest 

zakochana? 

W MaxAir nie było miejsca na trwałe związki. Prędzej już mężczyzna w 

każdym porcie... 

- Wiem, że pewnie wyda ci się to śmieszne - przerwała jej rozmyślania 

blondynka - ale czy mogłabym prosić cię o autograf? 

- Jasne. - Siena napisała dziewczynie kilka słów. Nie miała serca 

powiedzieć jej, co ją czeka. 

- Szczęśliwych lotów - krzyknęła za nią dziewczyna, kiedy ruszyła do 

wyjścia. 

- Nawzajem - odparła Siena i wyszła na zalany słońcem dziedziniec. Nie 

wiedzieć czemu zrobiło jej się bardzo smutno. 

Ona nie miała nikogo, kto zechciałby podarować jej mały pierścionek z 

brylantem. 

skandalo

us

background image

 

74

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Kiedy Rufus wiózł ją przez zalane słońcem, wypełnione turystami Cairns, 

uzmysłowiła sobie, dlaczego tak bardzo nie cierpi tego miejsca. 

Jechali wzdłuż nadmorskiego deptaka, po którym spacerowali opaleni, 

ubrani w plażowe ubrania ludzie. Restauracje, sklepiki i okoliczne kawiarnie 

były pełne turystów i wszyscy sprawiali wrażenie bardzo z siebie zadowolo-

nych. 

Przez ostatnie siedem lat to miasto naprawdę się zmieniło. Podobnie 

zresztą jak ona. 

Nie była już zbuntowaną, nastawioną wojowniczo do całego świata 

nastolatką. Zrobiła karierę, miała przyjaciół na całym świecie, a jednak czegoś 

jej brakowało. Zaszła daleko, ale nagle poczuła, że nie ma ochoty iść dalej. 

Kiedy dojechali do znajomego skrzyżowania w kształcie litery T, 

powiedziała do Rufusa, żeby się zatrzymał. 

- Zmiana planów, pani Capuletti? Ten facet ma dar jasnowidzenia. 

- Mówiąc szczerze, tak. Chciałabym prosić cię o pewną przysługę. Muszę 

zrobić małe zakupy. 

Jakieś pół godziny później znaleźli się na Jabłoniowej numer czternaście. 

Ogromny dąb rosnący w ogrodzie miał dużą dziurę w miejscu, gdzie uderzył w 

niego samochód Ricka. Trawnik wokół niego również nie wyglądał najlepiej. A 

krzewu różanego w ogóle nie było. 

- Ma pani coś przeciw drzewom, pani Capuletti? 

- Nie byłabym zdziwiona, gdybyś wiedział, ile razy spadłam z drzewa w 

dzieciństwie. 

Uśmiechnął się i Siena pomyślała, że lepiej go o to nie pytać. 

- Dziękuję. Byłeś bardzo cierpliwy. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia jutro, pani Capuletti. 

skandalo

us

background image

 

75

Chciała dać mu napiwek, ale nie przyjął. Życzył jej powodzenia i 

odjechał. 

Stała na chodniku przed swoim dawnym domem, ubrana w swój 

elegancki kostium, umalowana jak gwiazda filmowa i nie wiedziała, co ze sobą 

począć. 

I nagle stał się cud. Po chwili drzwi uchyliły się i ukazał się w nich Matt. 

- Czyżbym miał przed oczami Sienę Capuletti, siostrę Ricka, genialnego 

kierowcę i byłą mieszkankę tego domu? 

- Cześć, Matt. Zastałam Jamesa? 

W tej samej chwili w kuchennych drzwiach pojawił się James we własnej 

osobie. Miał na sobie stare dżinsy i spłowiałą koszulkę polo. Był boso i mówił 

coś do kogoś, kto został w kuchni. 

- James, masz gościa - krzyknął Matt i schował się w przyległym pokoju. 

James odwrócił się, ujrzał Sienę i zamilkł. W jednej chwili jego twarz 

rozjaśniła się. 

Nawet nie próbował ukryć, jakie uczucia do niej żywił. A ona je 

odwzajemniała. Teraz przynajmniej była pewna, że jej rozterki związane z pracą 

nie są bezpodstawne. 

- Cześć, Siena - powiedział, podchodząc do niej. 

- Cześć. - Przestąpiła niepewnie z nogi na nogę. - Mam prezent dla 

Kane'a. - Wskazała na stojący obok niej rower. 

James spojrzał przelotnie na BMX-a, po czym omiótł spojrzeniem jej 

czerwone buty, elegancki kostium i efektowny makijaż. Poczuła się niezręcznie. 

Oboje wiedzieli, że rower jest tylko pretekstem. 

Jednak kiedy napotkała jego wzrok, uczucie śmieszności zniknęło jak za 

dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Uśmiechał się do niej naprawdę. Z 

miłością. Poczuła się ważna. 

Położył rękę na sercu. 

skandalo

us

background image

 

76

- Wyglądasz... zdumiewająco. - Ujął ją delikatnie za palce, żeby się jej 

lepiej przyjrzeć. I nagle przestał się uśmiechać. - Jak ci poszło? 

Skinęła głową, niezdolna wydusić z siebie słowa. Jego pełen czułości 

wzrok zupełnie ją rozbroił. Dawno już nikt tak na nią nie patrzył. Ciepło 

ludzkiego dotyku, świadomość, że jest się dla kogoś kimś ważnym, kompletnie 

ją rozbroiły. 

- Wiem, że Kane jest jeszcze w szkole, ale limuzyna, którą przysłał po 

mnie Max, była ogromna. Szkoda było z niej nie skorzystać. 

- Jasna sprawa. W takim razie wejdź, proszę. - Oparł rower o ścianę domu 

i ujął ją za rękę. Poczuła jego twarde odciski i mimo woli zadrżała. 

W kuchni rozległ się głośny kobiecy śmiech. Siena zawahała się. 

- Nie, wszystko w porządku - powiedziała kobieta. - Nie powinniśmy 

przyjeżdżać bez uprzedzenia. Sama nie wiem, co mi przyszło do głowy. 

James doskonale wiedział, co jej przyszło do głowy. On. Był jednak zbyt 

dobrze wychowany, by to powiedzieć. 

- Ależ nie ma o czym mówić - oznajmił, wchodząc z Sieną do kuchni. 

Sienie przypomniał się nagle jej pierwszy pocałunek. Nawet nie pamiętała 

już imienia tego chłopca. Zaprosiła go do domu w nadziei, że Rick ją znajdzie i 

pokaże chłopakowi, kto tu rządzi. Pocałowali się. Rick nie zawiódł jej ocze-

kiwań i przez następny miesiąc musiała wracać ze szkoły późniejszym 

autobusem, żeby nie spotkać się z tym nieszczęśnikiem. 

- Siena, to są moi przyjaciele. Chciałbym, żebyś ich poznała. Proszę, 

przyłącz się do nas. 

Ujął ją za łokieć i pociągnął za sobą. Zdjęła buty, jakby robiła to u niego 

już setki razy, i podążyła za nim. 

Kiedy drzwi kuchni zamknęły się za nimi, głosy ucichły i popatrzyły na 

nią dwie nieznajome twarze. 

- Dave, Cate, to jest Siena. 

- Ach, księżniczka Kane'a w lśniącej zbroi. 

skandalo

us

background image

 

77

- Kto? - spytał Dave. 

- Ta od zielonych oczu i zielonego samochodu - wyjaśniła Cate, 

podchodząc do Sieny i wyciągając na powitanie rękę. Niewiele myśląc, 

zaprowadziła Sienę na podwórze, gdzie stał rozpalony grill. 

To popołudnie pozwoliło jej wyobrazić sobie, jak by to było, gdyby stała 

się częścią świata Jamesa. Piłka nożna, wyścigi samochodowe, a nawet 

znienawidzone lekcje gry na fortepianie. 

Zważywszy na to, że jej notes był pełen telefonów do pralni chemicznych, 

pedikiurzystek i firm taksówkarskich na całym świecie, niełatwo jej było się 

przyłączyć. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na Jamesa, który uśmiechał się 

do niej, jakby była ósmym cudem świata, i wszystko nabierało właściwych 

proporcji. 

Po jakiejś godzinie zdjęła żakiet, pozostając jedynie w koronkowym topie 

i spódnicy. W pewnej chwili zostali przy stole tylko we dwoje. Matt z Dave'em 

zajęli się przyrządzaniem steków, Cate usadowiła się na brzegu basenu i za-

nurzyła stopy w wodzie. Siena i James siedzieli na drewnianych ławach w 

cieniu pergoli i popijali chłodne piwo. 

- Nigdy piwo nie smakuje tak dobrze jak w słoneczny, upalny dzień - 

stwierdził James. 

- Kim oni są? - spytała, wskazując na Cate i Davea. 

- To moi starzy przyjaciele, jeszcze z czasów dzieciństwa. Nie 

widzieliśmy się od miesięcy, oczywiście z mojej winy. Całe szczęście, że byli 

dostatecznie uparci, by przyjść tu po takim czasie. Wygląda na to, że ten dzień 

jest dla mnie wyjątkowo szczęśliwy. 

Siena upiła spory łyk piwa. 

- Opowiedz mi o rozmowie z Maksem - poprosił James. Przesiadł się na 

ławkę naprzeciwko niej. 

Przypomniała sobie Maksa w satynowych spodniach i jego śmieszny 

dom, ale wiedziała, że nie o to pytał. Chciał wiedzieć coś zupełnie innego. 

skandalo

us

background image

 

78

- Zaproponował mi pracę w Paryżu - powiedziała bez ogródek. 

Gdyby teraz nie siedział, na pewno miałby trudności z utrzymaniem 

równowagi. To tyle, jeśli chodzi o szczęśliwy dzień. 

- Paryż? 

Siena skinęła głową. 

Nie wyjeżdżaj! - chciał krzyknąć, ale wiedział, że nie może tego zrobić. 

Prawie jej nie znał. Ona prawie nie znała jego. Jakie miał prawo, żeby mówić 

jej, co powinna zrobić? Albo żeby ją o coś prosić? Zwłaszcza kiedy miała taki 

zacięty wyraz twarzy. 

- Tego właśnie chciałaś, prawda? - spytał zdziwiony, że te słowa w ogóle 

przeszły mu przez gardło. 

- Tak, to prawda. Ale poprosiłam go, żeby dał mi czas do namysłu. Za 

dwadzieścia cztery godziny mój los zostanie przesądzony. 

Kawałki układanki złożyły się w całość. Po rozmowie przyszła prosto do 

niego. Nie do warsztatu Ricka. Nie do jego domu. Ani na lotnisko. 

Przyszła do niego. 

I nagle nie musiał się już niczego domyślać. To nie było powolne 

przebudzenie, którego przyczyną była piękna kobieta. To nie dlatego zaczął 

znów coś czuć i snuć śmiałe plany na przyszłość. 

Między nimi wydarzyło się coś naprawdę ważnego. Coś zupełnie 

nieoczekiwanego, co całkowicie zmieniło ich dotychczasowe życie. 

- Dzwoni Dude - oznajmił Matt, podając Jamesowi słuchawkę. James 

nawet nie słyszał, że zadzwonił telefon. A przecież był na tym punkcie 

wyczulony. Gdyby dzwonił Kane... 

- To ze szkoły. Kane cię potrzebuje. 

Ruszył pędem do kuchni. Po drodze omal nie wpadł na Dave'a i Cate. 

- Zostańcie, proszę. Popływajcie, zjedzcie coś. Szkoła jest niedaleko. 

Zaraz wracamy. 

Dave pomachał mu ręką. 

skandalo

us

background image

 

79

- Będziemy się zbierać. I tak mieliśmy niedługo wychodzić. Dzięki za 

przyjęcie, stary. 

Spojrzał na Sienę, która siedziała na brzegu starej ogrodowej ławki. 

Wyglądała pięknie. Była elegancka i bardzo, bardzo zmartwiona. 

James wyciągnął do niej rękę. 

- Chodź. 

Kiedy ujrzał światło, jakie zapaliło się w jej oczach, gdy ją o to poprosił, 

serce załopotało mu w piersiach. 

Kiedy wstała i podeszła do niego, wiedział, że nie ma wyboru. Jeszcze 

tego samego dnia poprosi ją, żeby została. Na zawsze. 

Choć w drodze do szkoły Kane'a James skrupulatnie przestrzegał 

prędkości, Siena czuła, jak bardzo jest spięty. 

Ciągle na nią spoglądał i wtedy w jego oczach pojawiał się ciepły 

uśmiech, ale kiedy tylko odwracał od niej wzrok, koncentrował się na tym, by 

jak najszybciej dotrzeć do szkoły. Żałowała, że z nim pojechała. 

Dla Jamesa zawsze najważniejszy będzie syn. Z każdą chwilą coraz 

bardziej utwierdzała się w tym przekonaniu. 

Kiedy zajechali pod szkołę, otworzył jej drzwi i podał rękę. Starał się iść 

niezbyt szybko, wiedząc, że Siena ma wąską spódnicę i wysokie obcasy. Mimo 

to i tak niemal biegł. 

Mijali klasy wypełnione dziećmi, aż doszli do końca korytarza. Tam 

czekała na nich ubrana w granatowy kostium kobieta z blond włosami, 

schludnie związanymi w koński ogon. 

- James, przykro mi, że musiałam cię wezwać, zwłaszcza że dzień szkolny 

prawie dobiegł końca - powitała go, kładąc rękę na jego ramieniu. 

- W porządku, Mandy. Wiesz, jakie są zasady. Jeśli mnie potrzebuje, 

rzucę wszystko i przyjadę. 

- Cześć, jestem Siena, przyjaciółka rodziny - Siena sama się przedstawiła, 

gdyż James tego nie zrobił. 

skandalo

us

background image

 

80

Wyciągnęła rękę na powitanie. Mandy nie miała wyboru, musiała puścić 

Jamesa i ująć wyciągniętą dłoń. 

- Miło mi cię poznać. Kane wspominał dziś o tobie. Zrobił nawet małe 

przedstawienie. 

- Naprawdę? Ciekawa jestem, co takiego pokazywał. 

- Swoją bliznę - oznajmiła Mandy, patrząc na nią jednym z tych 

belferskich spojrzeń, których zapewne uczą na uniwersytecie. - Robi wrażenie. 

A teraz może was do niego zaprowadzę? 

- Idź - powiedziała Siena do Jamesa, który najwyraźniej nie był pewien, 

co zrobić. - Ja tu zaczekam. 

Usiadła na krzesełku pod ścianą, żeby na nich spokojnie poczekać. 

- Dzięki, Siena. Zaraz będziemy. 

Odwrócił się i poszedł za Mandy do niewielkiego pokoju. 

Siena siedziała na zbyt małym krześle, nasłuchując głosu Jamesa 

dochodzącego zza zamkniętych drzwi. Mówił coś do syna, pocieszał go, a na 

końcu zażartował i głośno się roześmiał. 

Gdy ona była dzieckiem, nigdy nie czuła się taka bezpieczna. Zawsze 

obawiała się, że ci, których kocha, opuszczą ją któregoś dnia, tak jak odeszła jej 

matka. Śmierć ojca była tylko dowodem potwierdzającym słuszność jej teorii. 

W obu przypadkach była to jej wina. 

Nie chciała przekazywać tej negatywnej energii Jamesowi i Kane'owi. 

Kane mógłby stać się taki jak ona. Wychodziłby z domu przez okno, żeby po 

kryjomu spotkać się z przyjaciółmi. Oskarżałby ojca o wszelkie niepowodzenia. 

A któregoś dnia mógłby nawet zagrozić Jamesowi, że odejdzie i nigdy nie 

wróci... 

- Nie tylko Kane wspominał mi dziś o tobie. Podniosła głowę i ujrzała 

stojącą obok niej Mandy. 

- Tak? 

- Matt też mi o tobie mówił. 

skandalo

us

background image

 

81

- Znasz Matta? 

Ciekawe, jak dalece ta kobieta jest zaangażowana w życie Jamesa i 

Kane'a. 

Mandy usiadła obok niej, krzyżując nogi w kostkach. Pachniała kredą i 

sokiem. Miała delikatną urodę i w jej obecności Siena czuła się tak, jak dawniej 

w szkole. Gorsza od innych dzieci, które miały oboje rodziców. 

- To ja ich ze sobą poznałam. Uważam, że są dla siebie stworzeni. 

Siena zauważyła, że kiedy Mandy wymawiała imię Matta, zarumieniła 

się. 

- Czy ty i Matt jesteście... parą? - spytała. 

- W pewnym sensie - odparła Mandy, uciekając wzrokiem w bok. - A 

raczej to ja chciałabym, żeby tak było. 

Siena poprawiła się na krzesełku. 

- Słyszałam, że w ostatnich dniach bardzo zaprzyjaźniłaś się z Jamesem - 

Mandy zmieniła temat. 

- James jest dla mnie miły, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę 

okoliczności, w jakich się poznaliśmy. 

- Nie wątpię. James to dżentelmen. W dużej mierze dlatego poświęcamy 

jemu i Kane'owi tyle czasu. Mamy nadzieję, że wyjdą z tego obronną ręką. Obaj 

mają ogromny potencjał. Kane jest wspaniałym dzieckiem. Lojalnym, 

grzecznym, bystrym. A James... 

Mandy lekko westchnęła, a Siena znów zapragnęła, żeby ta kobieta 

zniknęła z powierzchni ziemi. 

- Większość samotnych matek jest w nim po uszy zakochana, a te, co 

mają mężów, chętnie by go nakarmiły. 

Siena grzecznie przytaknęła. Ona sama nie miała takich zapędów. Zresztą 

na jej domowym jedzeniu specjalnie by się nie posilił. W ogóle chyba nie 

przypominała typowej kobiety. Nie marzyła o wyjściu za mąż, nie pragnęła 

mieć dzieci i nie miała gdzie osiąść na stałe. 

skandalo

us

background image

 

82

Skoro tak, to dlaczego wciąż za nim biega, jak wszystkie samotne 

kobiety, które znalazły się na jego orbicie? 

Nie miała zamiaru nikomu oznajmiać, że James został zdobyty ani że ona 

pozwoliła się zdobyć. Uśmiechnęła się uśmiechem z serii „witam na pokładzie" 

i pozwoliła Mandy snuć domysły. 

- Siena? 

W drzwiach pokoju stanął James z nachmurzoną miną. Kane również nie 

sprawiał wrażenia uszczęśliwionego. Miał czerwone od płaczu oczy. 

- Wracamy do domu. Siena wstała. 

- Cześć, Kane. Jak leci? 

Kane spojrzał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu, i 

schował się za nogę Jamesa. 

No tak. Najwyraźniej czuł się paskudnie. Był nieszczęśliwy i nie miał 

najmniejszego powodu, żeby jej o tym mówić. W końcu kim dla niego była? 

Kolejną dorosłą osobą, która pojawiła się w jego życiu i która zapewne 

zaraz zniknie. Była miła, podobnie jak pani sprzedawczyni w supermarkecie i 

pani fryzjerka. A ona kupiła mu rower, jakby była jego serdeczną przyjaciółką. 

Co za idiotka! 

- Idziemy? - spytała, ruszając w stronę wyjścia. Nagle zapragnęła znaleźć 

się jak najdalej od tego miejsca. 

W jednej chwili wszystko zrozumiała. Jej przeznaczeniem jest żyć 

samotnie. Może mieć przyjaciół, znajomych, ale to wszystko. Była zakałą 

swojej rodziny. To dlatego wybrała pracę, która wykluczała posiadanie bliskich. 

I to dlatego odczuwała nieustanną potrzebę bycia w ruchu, przemieszczania się z 

miejsca na miejsce, zmiany otoczenia. 

- Tak, pójdziemy już. Do zobaczenia, Mandy. - Pocałował ją w policzek, 

chociaż ani na chwilę nie spuszczał wzroku z Sieny. - Dzięki, że zadzwoniłaś. 

- Nie ma za co. - Przykucnęła, żeby spojrzeć w oczy Kane'owi. - Lepiej 

się czujesz? 

skandalo

us

background image

 

83

Kane skinął głową. 

- Dbaj o siebie. Pamiętaj, że w poniedziałek rozpoczynamy próby do 

przedstawienia. Nie chciałbyś tego stracić, prawda? 

Chłopiec pomyślał chwilę, po czym powtórnie skinął głową. 

Najwyraźniej nie chciał palić za sobą mostów. Bardo mądrze. I bardzo w jej 

stylu. 

Ona również kierowała się w życiu ambicją i ślepym instynktem. 

Zobowiązania są dla tych, którzy mają przy sobie jakichś ludzi, z których 

zdaniem muszą się liczyć. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

84

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

W drodze do domu milczeli. 

James był na siebie zły za to, że wciągnął Sienę w ich sprawy. 

Siena była dziewczyną z wielkiego miasta. Właśnie zaoferowano jej pracę 

życia, a on proponuje jej uroki małomiasteczkowych rozrywek: piwo w 

ogrodzie, grill, pogawędki ze znajomymi. 

W swoim zarozumialstwie wciągnął ją w... prawdziwe życie. Inne niż to 

bajkowe, w którym do tej pory się obracała. 

Kiedy zajechali pod dom, zastali pod nim tylko czerwony samochód 

Matta. Kane wysiadł z samochodu i pobiegł prosto do domu. 

Siena wysiadła niespiesznie i popatrzyła na Jamesa. 

- Może pokażesz mu, co kupiłaś? - zaproponował, zanim zdążyła 

cokolwiek powiedzieć. 

- Ty mu pokaż. 

James wziął ją za rękę. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby ten wspaniały 

dzień zakończył się w taki niemiły sposób. 

- Nic z tego. To ty go kupiłaś i ty mu go dasz. 

Siena posłusznie podążyła za nim do domu. Nie potrafił odgadnąć, o 

czym myśli. 

- Kane, zaraz będzie herbata. I kiełbaski z grilla - krzyknął, kiedy znaleźli 

się w środku. - Uwielbia kiełbaski z grilla, więc jeśli nie zjawi się tu w ciągu 

trzydziestu sekund, to będzie oznaczało, że naprawdę jest chory. 

Pomachał przez kuchenne okno Mattowi, który czyścił basen. 

- Myślisz, że symuluje? - spytała Siena, delikatnie uwalniając rękę z jego 

uścisku. Przeszła na drugą stronę kuchni, jakby tam czuła się bardziej 

bezpieczna. 

James był na siebie wściekły. Znów się od niego oddaliła. Niech to diabli. 

skandalo

us

background image

 

85

Wiedziała, kiedy zostawić go samego. Porozmawiała z Mandy i ponownie 

przedstawiła się jego synowi. A oni ją zawiedli. On i Kane z ich problemami i 

całym tym bagażem, jaki dźwigali. 

Cóż, będzie musiał teraz mocno się starać. Otworzył lodówkę, żeby wyjąć 

kiełbaski, które Matt na pewno dla nich zostawił. Włożył je do mikrofalówki, 

nacisnął odpowiedni przycisk i odwrócił się w jej stronę. 

- Sam nie wiem. Często się tak zachowuje, ale dziś wyprowadził mnie z 

równowagi. Powiedziałem mu w szkole, co o tym myślę. 

Siena uśmiechnęła się lekko. No tak, jej codzienność to piloci i 

biznesmeni, a nie chore dzieci i ich sfrustrowani ojcowie. 

- Byłaś w dzieciństwie obrażalska? - spytał nieoczekiwanie, patrząc na nią 

badawczo. 

- Jasne. Kiedy się urodziłam, Rick miał dwanaście lat, więc uważałam się 

za pępek świata. Nieustannie się o coś obrażałam. Rick mnie uwielbiał, a tata 

był zbyt zajęty pracą, żeby nad tym panować. 

- Wygląda na to, że obaj dostali to, na co zasłużyli. Miał to być żart, ale 

gdy to powiedział, Siena zbladła. 

Przypomniał sobie, jak opowiadała mu o śmierci ojca. Coś mu mówiło, że 

to siebie winiła za jego śmierć. 

Skąd on to znał? Wiedział, co to znaczy stracić ukochaną osobę... 

- Hej, nie chciałem przez to nic powiedzieć - stwierdził, wyciągając w jej 

stronę rękę, ale się odsunęła. 

- Wiem. Wszystko w porządku. Naprawdę.  

Mikrofalówka zadzwoniła. James otworzył okno, żeby zawołać Matta. 

Matt z kolei pomachał, żeby wyszedł na zewnątrz. 

- Poczekaj, zaraz wrócę - powiedział do niej i ruszył do drzwi. 

Kiedy została sama, oparła głowę na rękach. Czy naprawdę jest 

przewrażliwiona? Nie dane jej było rozstrzygnąć tej kwestii, gdyż właśnie w tej 

skandalo

us

background image

 

86

chwili usłyszała odgłos sunących po podłodze kapci i do kuchni wszedł wciąż 

nadąsany Kane. 

Ma uklęknąć przed nim jak Mandy i spytać, czy lepiej się czuje? Ne, nie 

byłby zadowolony, gdyby rozmawiała z nim jak z małym dzieckiem. 

- Masz ochotę na kiełbaskę z chlebem czy nie będziesz jadł? 

Kane przyglądał się jej spod długich rzęs, jakby ją oceniał. Nie była 

słodka jak Mandy, zaślepiona miłością jak tata ani szorstka jak Matt. 

- A więc jak, Kane? Moim zdaniem znalazłeś się w narożniku i musisz 

zdecydować, czego chcesz. 

Zamrugał zaskoczony, że mówi do niego w ten sposób. Wzruszył 

ramionami i podszedł do pojemnika z chlebem. Wyjął kromkę i zaczął 

smarować ją masłem i sosem pomidorowym 

No, no, pomyślała, zaskoczona jego zachowaniem. Jednocześnie odczuła 

promyk nadziei. 

- Lubisz majonez? - spytał Kane, nie patrząc na nią. - Ja go nie cierpię, ale 

tata zawsze smaruje kiełbaski majonezem. 

- Nie, dzięki - odparła, stając obok niego i sięgając po drugi nóż. - Jestem 

Australijką. Tylko chleb, masło i keczup. 

Kane spojrzał na nią z uśmiechem. Jego oczy nadal były zaczerwienione, 

a on sam bardzo blady, ale ewidentnie się uśmiechnął. 

- Chciałabyś zobaczyć teraz mój pokój? - spytał z nadzieją w głosie. 

Zgodziła się. 

Szła za nim, wstrzymując oddech. Demony z przeszłości nie dawały jej 

spokoju. 

Za jej czasów schody były pokryte chodnikiem, teraz szła po czystym 

drewnie. Poręcze zostały wymienione na drewniane i zapewne były dziełem 

Jamesa. Dotknęła gładkiej powierzchni, wyobrażając sobie Jamesa spędzającego 

nad nimi długie godziny. 

skandalo

us

background image

 

87

Jednak wciąż były to te same schody. Mogłaby po nich iść z zamkniętymi 

oczami. 

Prawie słyszała głos Ricka, który oskarżał ją o to, że swoim zachowaniem 

wpędziła ojca do grobu. 

Kane skręcił w lewo. Okazało się, że pokój Ricka został przerobiony na 

bawialnię. Będzie musiała mu o tym powiedzieć. 

Chłopiec zaprowadził ją do sypialni, która kiedyś należała do niej. 

Oczywiście, różowe tapety i koronkowe firanki zniknęły, a zamiast nich ujrzała 

pomalowane na żółto ściany, ciężkie białe zasłony i półki z zabawkami. 

Pomiędzy nimi dostrzegła podpisaną przez North Queensland Cowobys piłkę. 

Ale nawet gdy pokazywał jej z dumą komputer, stereo i inne cenne przedmioty, 

nie mogła powstrzymać się przed spoglądaniem na koniec korytarza. 

Sypialnia pana domu. 

Sypialnia jej taty. 

Nie powinna tu być. 

To był dzień, w którym miała basen. Zapomniała kostiumu, więc żeby 

uniknąć kłopotów, postanowiła powiedzieć, że jest chora i poprosić ojca o 

usprawiedliwienie. 

Za pieniądze na bilet kupiła sobie lody, dlatego wracała do domu na 

piechotę. Zajęło jej to prawie godzinę. 

Kiedy weszła do domu, dochodziła pierwsza. 

Wbiegła na górę do sypialni ojca, żeby zobaczyć, czy na komodzie nie 

leżą jakieś drobne. 

Leżał na łóżku i nie oddychał... 

Nagle zaschło jej w ustach. Dopiero okrzyk Kane'a uświadomił jej, że stoi 

na końcu korytarza z ręką na klamce. 

- Siena! - zawołał James, kiedy ponownie znalazł się w kuchni. Kiedy nikt 

mu nie odpowiedział, krzyknął znowu: - Kane! 

- Idź sprawdź na górze, a ja poszukam na zewnątrz - zaproponował Matt. 

skandalo

us

background image

 

88

Wbiegł na górę po dwa schodki, żywiąc irracjonalną nadzieję, że ich tam 

znajdzie. 

Wiedział, że kupowanie Kane'owi nowej zabawki nie przywiąże go do 

niej na stałe, ale jeśli chciała znaleźć jakiś sposób, by się do niego zbliżyć, był 

gotów jej w tym pomóc. 

A może jest samolubny? Może myśli tylko o tym, co jest dobre dla niego, 

a nie dla jego syna? 

Proszę, bądź na górze. Proszę, bądź. Jeśli po cichu wyszła z domu... Nie 

chciał nawet o tym myśleć. 

Kiedy usłyszał szmer głosów dochodzących z jego sypialni, zwolnił. 

- Tata zrobił to przed moim urodzeniem - dobiegł go głos Kane'a. 

- Jest piękny. 

Kiedy usłyszał głos Sieny, kolana omal się pod nim nie ugięły. Sam był 

zdziwiony rozmiarem ulgi, jaką odczuł. 

- Ten należał do mamy. Ona lubiła trochę inne rzeczy niż my. Bardziej 

ozdobne. My z tatą wolimy klasykę. 

James oparł się o ścianę i przygryzł z rozbawieniem wargę. Co za 

pocieszny dzieciak... 

- Jaka jest twoja mama? - usłyszał po chwili pytanie Kane'a. 

W pierwszej chwili miał ochotę rzucić się Sienie na ratunek, ale wiedział, 

że nie jest to dobry pomysł. 

- Nigdy nie znałam mojej mamy - oznajmiła cicho Siena. - Umarła przy 

moim urodzeniu. 

- A to pech! - szepnął Kane pełnym współczucia głosem. Był chyba 

trochę zdziwiony faktem, że ktoś, kogo znał, też stracił matkę. 

Nastąpiła chwila ciszy, po czym rozległ się głos Sieny. 

- Żałuję, że jej nie znałam. Nawet przez krótki czas.  

Usłyszał dźwięk, który wskazywał na to, że Siena usiadła na łóżku. Na 

jego łóżku. 

skandalo

us

background image

 

89

- Ty to masz szczęście, Kane.  

- Ja? Ale... 

- Żadnych „ale". Wiesz, jak twoja mama wyglądała, i to nie tylko z 

fotografii. Jak się śmiała i co lubiła jeść. O której lubiła rano wstawać, a nawet 

jakie były jej ulubione meble. Mam rację? 

Kane westchnął. 

- Masz. 

- A poza tym masz wspaniałego tatę. Tatę, który tak bardzo cię kocha, że 

jest gotów przerwać przyjęcie i pojechać po ciebie do szkoły, kiedy źle się 

poczujesz. 

- Naprawdę uważasz, że mój tata jest wspaniały? James wstrzymał 

oddech. 

- Naprawdę. - Chwila ciszy. - Uważam, że twój tata jest najwspanialszym 

człowiekiem, jakiego w życiu poznałam. 

Wolno wypuścił powietrze. Najwspanialszym człowiekiem. Nie tatą, ale 

człowiekiem. 

- Poważnie. Uważam, że mając takiego tatę, mógłbyś bardziej się starać. 

Cisza, po czym ponownie dźwięk uginającego się materaca. Wyobraził 

sobie syna wdrapującego się na łóżko obok Sieny. 

No, dalej, chłopcze, pokaż jej, ile jesteśmy warci. Niech się nami 

zachwyci i niech nas pokocha. 

- Nie cierpiała poranków - odezwał się w końcu Kane. - Tata zawoził 

mnie do szkoły, ale za to wieczorami zawsze leżała ze mną, aż zasnąłem. 

Czasami budzę się i myślę, że jest obok mnie... 

Zajrzał ostrożnie przez uchylone drzwi, ale zobaczył tylko ich nogi. 

Szczupłe, białe wystające z szortów nogi Kane'a i opalone, kształtne nogi Sieny, 

z pomalowanymi na czerwono paznokciami u stóp. 

- Ostatnią rzeczą, której twoja mama pragnęłaby dla ciebie, to żebyś był 

smutny. Nie uważasz, że chciałaby, abyś brał udział w szkolnych projektach? 

skandalo

us

background image

 

90

Zaprzyjaźnił się z kimś z klasy? I żebyś częściej uśmiechał się, tak jak wtedy, 

gdy skaczesz na trampolinie? 

- Chyba tak. 

- Mam wrażenie, że tata też by tego chciał. Musisz wiedzieć, że on 

najbardziej na świecie pragnie tego, żebyś był szczęśliwy. 

- Wiem. 

- Więc bądź. 

- Tak po prostu? 

- Tak po prostu. Obudź się z uśmiechem na twarzy, miej dobry dzień. To 

proste. - Chwila ciszy. - No, może nie całkiem takie proste, ale od czegoś trzeba 

zacząć, prawda? Myślę, że oboje powinniśmy o tym pamiętać. Nie wolno pod-

dawać się smutkowi. 

Kane przysunął się do Sieny, a ona instynktownie wyprostowała nogi i 

przytuliła się do niego. James zdał sobie sprawę, że Kane ją objął. Oparł się o 

ścianę, żeby zachować równowagę. 

- No dobrze - powiedziała Siena, a jej głos zabrzmiał dziwnie ochryple. - 

Chyba powinniśmy zejść na dół. Inaczej twój tata pomyśli, że uciekliśmy i sam 

zje wszystkie kiełbaski. 

James oderwał się od ściany i zszedł dwa schodki, żeby zaczekać na nich 

jak gdyby nigdy nic. Nie chciał wprawić ich w zakłopotanie. 

- Tata! - wykrzyknął Kane, a jego oczy jaśniały wewnętrznym blaskiem. 

- Tak? - spytał najbardziej obojętnym tonem, na jaki było go stać. 

- Zostawiłem w pokoju kiełbaskę - oznajmił Kane i pobiegł do swojego 

pokoju. 

W tym momencie z jego sypialni wyszła Siena. Kiedy zobaczyła go na 

szczycie schodów, zrobiła zdziwioną minę. 

- Nie mów mi, że Kane pokazał ci skrzynię na pościel - uśmiechnął się 

James. - Kiedy był malutki, uwielbiał się w niej chować. 

Uśmiechnęła się do niego. 

skandalo

us

background image

 

91

- Mogę to sobie wyobrazić. A teraz powiedz mi, gdzie są te kiełbaski. 

Umieram z głodu. 

Przeszła obok niego i zbiegła ze schodów, pozostawiając za sobą zapach 

drogich perfum. 

To popołudnie było jednym z najdziwniejszych w jej życiu. Jadła 

odgrzewane kiełbaski z mężczyzną, dzieckiem i starzejącym się hipisem. Kiedy 

przyjęcie dobiegło końca, zaczęła się żegnać. 

- Czy to twój rower stoi przy drzwiach? - spytał Kane. 

- O rany! Omal bym zapomniała. Kupiłam go dla ciebie - oznajmiła. - 

Zniszczyłam twój poprzedni rower, uznałam więc, że należy ci się jakaś 

nagroda. Ale jest jeden warunek. Jeżdżąc nim, masz zawsze zakładać kask i 

mówić tacie, dokąd jedziesz. Ach, i jeszcze budzić się rano tak, jak sobie 

powiedzieliśmy. Co ty na to? 

- Jasne! Dzięki - Kane ujął rower za kierownicę, spróbował, jak dzwoni 

dzwonek i jak się kręcą pedały. - Obiecuję! 

- Pożegnaj się teraz - polecił mu James. 

- Do widzenia, Siena! - Nie czekając na odpowiedź, wsiadł na rower i 

zaczął jeździć. 

- O co chodziło z tym budzeniem się rano? - spytał James, kiedy szli w 

stronę samochodu. 

- Nic takiego - odpowiedziała. 

James oparł się o samochód i lekko się uśmiechnął. 

- A więc? 

- A więc... dzisiejsze popołudnie było... pouczające. Nie miała pojęcia, co 

sobie o niej teraz myśli. Nie znała go dostatecznie dobrze, ale przez całą kolację 

James sprawiał wrażenie bardzo z siebie zadowolonego. 

Z tym swoim półuśmieszkiem na ustach był niewiarygodnie seksowny. 

Męski i szalenie pociągający. Ona również nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. 

skandalo

us

background image

 

92

Przypuszczała, że duży wpływ na jej samopoczucie miała rozmowa z 

Kane'em. 

- Mogłabyś zostać - powiedział cicho James. Czekała, aż dokończy 

zdanie, a kiedy nic nie mówił, serce zaczęło jej rosnąć w piersiach. 

Jednak po krótkiej przerwie dopowiedział swoją myśl. 

- Na kolację. 

- Chyba nie mogę. To mój ostatni wieczór w Cairns i sądzę, że powinnam 

spędzić go z Rickiem i jego rodziną. Zwłaszcza że nie wiem, kiedy znów ich 

odwiedzę. 

James bez słowa wyciągnął rękę i poprawił jej niesforny kosmyk włosów, 

który wysunął się zza ucha. Nie potrafiła powstrzymać westchnienia, które 

wyrwało się z jej ust. 

- W takim razie dlaczego wyjeżdżasz? - spytał cicho. Tym razem była 

pewna, że wie, o co mu chodzi. 

Prosił, żeby została w Cairns. Z nim. 

Poczuła, że braknie jej powietrza. Zanim jednak zdołała zebrać myśli, 

żeby odpowiedzieć mu coś sensownego, James pochylił się i pocałował ją. 

Zamknęła oczy. 

Nigdy w życiu nie była tak ożywiona i jednocześnie tak przerażona jak w 

tej chwili. Spadała, ale wiedziała, że na dole będzie James, który ją pochwyci. 

Liczył się tylko James. Jego usta i jego ciepło. Jego siła i jego pragnienie, 

żeby została. Żeby została niezależnie od tego, jak mało wie o miłości. 

James odsunął się, zupełnie jakby słyszał jej myśli. 

Kiedy ich usta wreszcie się rozłączyły, westchnęła. Otworzyła oczy, 

spodziewając się ujrzeć w spojrzeniu Jamesa cień winy albo zdziwienia. 

Ale on tylko się uśmiechał. Jego błękitnoszare oczy promieniały, a na 

prawym policzku ukazał się dołeczek. Zupełnie jakby w jego życiu wreszcie 

pojawiło się coś, co było warte jego uśmiechu. 

skandalo

us

background image

 

93

- Czy mogę spytać, co się dzieje w tej twojej ślicznej głowie? - spytał, nie 

przestając się uśmiechać. 

- Myślę o tym, że powinieneś zamówić mi taksówkę - oznajmiła. Musi 

stąd uciec i to jak najszybciej. Taksówka przyjedzie prędzej niż Rufus. 

Jednak James nie miał zamiaru tak łatwo się poddać. 

W tym momencie dostrzegła kątem oka jakiś ruch. Białe zasłony na 

piętrze w jej dawnym pokoju poruszyły się. 

Mieli widownię. Kiedy Kane wbiegł do domu? 

Świetnie. Ciekawe, jak dawno chłopiec ich obserwuje. Nie chciała, żeby 

poczuł się zakłopotany albo, co gorsza, zagrożony. 

- Siena, nie rób tego. Nie uciekaj... - zaczął James. Przerwała mu, zanim 

zdążył powiedzieć coś, czego by potem żałował. 

- James, naprawdę uważam, że powinieneś wezwać taksówkę. - Wskazała 

ręką okno. James podniósł wzrok i ujrzał syna. 

Brwi Jamesa ściągnęły się w jedną linię, a uśmiech zniknął z twarzy. 

Zastanawiał się, ile Kane widział. 

- Mogę cię odwieźć do domu - powiedział cicho. 

- Zostań tu. Dam sobie radę, a Kane cię potrzebuje. 

- To prawda. 

Siena sięgnęła po torebkę i wyjęła z niej telefon. Wybrała numer 

informacji, aby spytać o numer przedsiębiorstwa taksówkowego. Tym razem 

James nie protestował. 

Chciała się uśmiechnąć, ale nie mogła. W głębi duszy wiedziała bowiem, 

że James kocha Kane'a tak bardzo, że pozwoli jej odejść. Miała wiele rzeczy do 

przemyślenia, a w jego bliskości nie była w stanie sklecić najprostszej myśli. 

Taksówka przyjechała błyskawicznie i po chwili Siena siedziała już w 

samochodzie, żegnając się z Jamesem. 

- Zadzwonię do ciebie później. Nie wiem, czy odbiorę, pomyślała. 

skandalo

us

background image

 

94

- Powiedz Kane'owi, że życzę mu zdrowia. I żeby jeździł ostrożnie na 

rowerze. 

Podała kierowcy adres Ricka. 

- Żegnaj, James - powiedziała, kiedy samochód wolno ruszył. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

95

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Siena wzięła długi, chłodny prysznic, ubrała się w czerwoną welwetową 

piżamę i zeszła na dół. Rick siedział w fotelu, popijając brandy i przeglądając 

dzisiejszą gazetę. 

- A czemuż to nie poszłaś na randkę ze swoim przystojnym mężczyzną? 

- On nie jest moim mężczyzną - zaprzeczyła być może nieco zbyt 

pospiesznie. 

- A czemuż to? 

- Bo ja nie zamierzam mieć swojego mężczyzny. A w każdym razie nie w 

takim sensie, jak myślisz. 

- Ciekawy jestem, dlaczego. 

- Do tej pory unikałam mężczyzn jak ognia i bałam się trwałego związku. 

Teraz nie jestem już taka pewna, że tego nie chcę, ale nadal nie czuję się w tej 

materii najpewniej. Rozmawiałam dziś z ośmioletnim chłopcem i zdałam sobie 

sprawę, jak śmieszne jest to, że przez te wszystkie lata winiłam się za śmierć 

taty. 

- Co robiłaś? - Rick omal nie eksplodował, słysząc jej słowa. Gazeta 

spadła mu na podłogę, ale on zdawał się tego nie zauważać. 

Patrzyła na brata, przypominając sobie wydarzenia minionego dnia. 

Pocałunek Jamesa i rozmowę z Kane'em. To dzisiaj zrozumiała, że kocha 

Jamesa. 

- Mam na myśli dzień, w którym wcześniej wróciłam ze szkoły i zastałam 

go martwego na łóżku. Wpadłeś do pokoju z wrzaskiem. Dokładnie pamiętam, 

co wtedy krzyczałeś. „Zobacz, co zrobiłaś". Ale to nie była moja wina, Rick. - 

Spojrzała bratu prosto w oczy. - Potrzebowałam dużo czasu, żeby to sobie 

uzmysłowić. Ale tak naprawdę moje życie zmieni się dopiero wtedy, kiedy ty 

zdasz sobie z tego sprawę. 

skandalo

us

background image

 

96

Rick otworzył usta, żeby zaprzeczyć. Nie ponaglała go. Wiedziała, że 

potrzebuje czasu. W Ricku nagle jakby coś się załamało. W jednej chwili 

postarzał się o kilka lat. 

- Miał sześćdziesiąt pięć lat. Przez całe życie chorował na serce. Jeśli 

kiedykolwiek dałem ci do zrozumienia, że zmarł przez ciebie, jestem dupkiem. 

Siena mogła tylko patrzeć w milczeniu na brata i słuchać słów, na które 

czekała przez całe dorosłe życie. 

Jednak zamiast rzucić mu je w twarz ze słowami „a nie mówiłam", czuła, 

jak te słowa ją spowijają, oplatają niczym lina, która przyciąga ją do brata. 

Brata, którego uważała dotąd za tyrana. 

- Tata umarł dlatego, że objadał się salami. Zbyt dużo pracował i nigdy 

nie uprawiał żadnego sportu. Naprawdę przykro mi, że przez te lata uważałaś 

inaczej. 

Przykrył oczy dłonią. 

- Byłaś takim fajnym dzieckiem, Siena. Zawsze pełna życia, bystra i 

pogodna. Nadal taka jesteś. Ale wolałaś spędzać noce z przyjaciółmi, zamiast 

rozwijać swoje talenty. I boli mnie to, że nadal marnujesz sobie życie. 

Siena poczuła, że pod powiekami zbierają się jej łzy. Wiedziała, że nie 

może się w tym momencie rozkleić. Ta sprawa była dla niej zbyt ważna. 

- Chciałam jedynie zwrócić na siebie uwagę taty - szepnęła. 

I chciałam, żebyś ty mnie dostrzegł. Mnie jako osobę, a nie młodszą 

siostrę, która jest jedynie przyczyną zmartwień. Nie chciałam cię rozczarować... 

- Wiem o tym. Wtedy też o tym wiedziałem. Podobnie jak to, że byłaś dla 

niego wszystkim. 

- Dlaczego więc krzyczałeś na mnie, że założyłam skarpetki nie do pary, 

podczas gdy on nawet nie podniósł głosu, kiedy wracałam późno do domu z 

rozmazaną szminką? 

skandalo

us

background image

 

97

- Każdy z nas kocha inaczej, Piccolo. Ja kocham werbalnie. Tata wolał 

przyglądać się z boku, jak jego mała córeczka dorasta i zmienia się w kobietę. 

Zawsze mnie ganił za to, że próbuję podciąć ci skrzydła. 

- Naprawdę? 

- Pamiętaj, że kiedy się urodziłaś i kiedy umarła mama, miałem dwanaście 

lat. Stałaś się moim oczkiem w głowie. A kiedy zmarł tata, mi?łem niewiele 

więcej lat niż ty teraz. Wyobraź sobie, że nagle stajesz się odpowiedzialna za ja-

kiegoś nastolatka. Kiedy zostaniesz matką, zrozumiesz, że twoje własne 

potrzeby schodzą na dalszy plan, bo najważniejsze jest dobro dziecka. 

I nagle, w jednej chwili Sienę opuścił cały gniew. Odczuła niewymowną 

ulgę i jednocześnie straszliwe zmęczenie. Zupełnie jakby przebiegła maraton. 

Po raz kolejny przypomniała sobie swoją rozmowę z Kane'em. Chłopiec 

patrzył na nią, jakby zjadła wszystkie rozumy świata i jakby była dla niego 

jedynym ratunkiem. Rzeczywiście, miała ochotę bronić go, zapewnić mu bez-

pieczeństwo i zrobić wszystko, co w jej mocy, żeby już nigdy nie cierpiał. 

Bądź szczęśliwy, poradziła mu. I zawsze zakładaj kask. 

To właśnie Rick zrobił dla niej. Przez wszystkie te lata starał się ją 

chronić. Przełknęła, chcąc powiedzieć mu, jak bardzo jej przykro. Słowa 

uwięzły jej w gardle. 

- Rick... 

- Nic nie mów - podniósł się z krzesła. - Wiem. Słowa są zbędne. 

Pocałował ją w czubek głowy i wyszedł z kuchni, zostawiając ją sam na 

sam z jej myślami. Poczuła się, jakby dziś dopiero go poznała. 

I uzmysłowiła sobie, ile ma do odrobienia. 

Kiedy Kane zasnął, James opadł na sofę w salonie. Nadal było bardzo 

gorąco i czuł w powietrzu zapach nadciągającej burzy. 

- Chętnie napiłbym się herbaty przed wyjściem do domu oznajmił Matt. - 

Masz ochotę? 

skandalo

us

background image

 

98

James skinął głową. Cokolwiek, byle Matt jeszcze chwilę został. Musiał 

się przed kimś wygadać. Wiedział, że tym razem pisanie w pamiętniku nie 

wystarczy. Musiał z kimś porozmawiać, żeby uzyskać odpowiedzi na swoje 

pytania. 

- Widzę na twoim czole nową zmarszczkę, a to o czymś świadczy - 

stwierdził Matt, sadowiąc się naprzeciw niego. 

James uśmiechnął się. 

- Zmarszczki dodają powagi. 

- Tobie dodają jeszcze urody. Wyglądasz dojrzalej i bardziej interesująco. 

- Naprawdę tak myślisz? - James poczuł, że napięcie nieco go opuściło. 

- Nie zrozum mnie źle. Powtarzam tylko to, co słyszałem tu i ówdzie. 

- Rozmawiałeś z Mandy? 

Matt upił łyk herbaty, ale James i tak dostrzegł rumieniec, jaki pojawił się 

na policzkach przyjaciela. 

- Z nią też. A wracając do tematu, mam wrażenie, że przyczyną powstania 

tej nowej zmarszczki jest kobieta. 

- Masz rację. 

- A dokładnie Siena. Nawet Mandy zadzwoniła do mnie pięć minut po 

tym, jak wyszliście ze szkoły, żeby mnie porządnie ochrzanić za to, że nie 

powiedziałem jej wszystkiego o Sienie. 

Wiedział, że Matt ma rację. Sposób, w jaki na niego patrzyła, mówił sam 

za siebie. 

No i jeszcze to, jak odpowiedziała na jego pocałunek. Jej całe ciało 

obudziło się do życia, wtopiła się w niego, jakby chciała przeniknąć do jego 

wnętrza. 

- Pocałowałem ją - wyznał. 

- No, no. 

- Kane chyba nas widział. - Pochylił się i oparł brodę na lewej dłoni. - I 

poprosiłem ją, żeby została. 

skandalo

us

background image

 

99

- Wielkie nieba! Wiem, że przypadliście sobie do gustu, ale nie sądzisz, że 

trochę za bardzo ją naciskasz? 

- Nie mam wyboru. Szef zaoferował jej pracę w Paryżu. Juro po południu 

ma mu dać ostateczną odpowiedź. A potem wraca do Melbourne. Nie mam 

czasu na romantyczne randki, rozmowy i wszystko to, co normalnie robi się w 

takiej sytuacji. 

- Wiem, to wspaniała dziewczyna, ale jesteś pewien, że zaangażowała się 

w to tak samo mocno jak ty? 

- Podsłuchałem, jak mówiła Kane'owi, że jestem najwspanialszym 

człowiekiem, jakiego poznała. Mogła powiedzieć, że jestem fajnym tatą albo 

miłym facetem, albo jeszcze coś podobnego. Użyła jednak dokładnie tych słów, 

które ci przytoczyłem. 

- I uważasz, że to wystarczający dowód? 

- Matt, dzięki niej zacząłem się uśmiechać. Sama jej obecność sprawia, że 

chce mi się śmiać. Co więcej, przy niej śmieję się, nawet jak nie mam na to 

ochoty. Nieustannie. Kiedy tylko jest przy mnie, czuję, jak spływa na mnie 

energia, a kiedy jej nie ma, liczę godziny do chwili, kiedy znów ją zobaczę. Nie 

chodzi tylko o to, że jest piękną kobietą. Przy niej chce mi się żyć. 

- W takim razie... 

- W takim razie co? - spytał niecierpliwie James, ciekawy, co przyjaciel 

ma na ten temat do powiedzenia. 

- Nie sądzę, żebyś potrzebował czyjejś rady w tym względzie. Zresztą 

widzę, że wziąłeś już sprawy w swoje ręce. 

Tak naprawdę Jamesa martwiło tylko jedno. Nie odległość, jaka może ich 

dzielić. 

- A co z Kane'em? 

- Co z Kane'em? - powtórzył Matt. 

- Czy on również nie powinien mieć czegoś do powiedzenia w tej 

sprawie? 

skandalo

us

background image

 

100

- To ty ją kochasz, James, nie on. Bo to chyba właśnie usiłujesz mi 

powiedzieć. 

Spojrzał na Jamesa, który w odpowiedzi skinął głową. 

- Rozumiem. Kane nie ma tu nic do gadania. Podobnie jak ty. Ale jeśli 

chcesz znać moje zdanie, to doskonale mu zrobi, jeśli w jego życiu pojawi się 

taka osoba jak Siena. Tobie zresztą też. 

Matt poklepał Jamesa po kolanie, wziął puste kubki po herbacie i ruszył 

do kuchni. 

James mógł myśleć tylko o jednym. Kiedy pocałował Sienę, 

odpowiedziała mu całą sobą. 

A on całując ją, zapomniał o całym świecie. Zapomniał o Kanie i 

odpowiedzialności, jaką za niego ponosi. Liczyła się tylko Siena, jej gorące usta 

i fakt, że ją kochał. 

Przy niej był szczęśliwy. 

Żeby jego syn był szczęśliwy, żeby nauczył się żyć w nowej 

rzeczywistości, najpierw on sam powinien znaleźć szczęście. 

A mógł je znaleźć tylko u boku Sieny. 

Nie chciał czekać na jej kolejną wizytę sześć miesięcy. Nie wytrzymałby 

tak długo bez jej widoku, bez dotykania jej, całowania, bez słuchania jej głosu. 

Sama myśl o tym sprawiała mu ogromny ból. 

Był tylko jeden sposób, żeby temu zaradzić. 

- Matt, bardzo mi przykro, że muszę cię o to prosić, ale chciałbym, żebyś 

został dziś nieco dłużej. 

Siena siedziała po turecku na łóżku, czytając e-maile, kiedy usłyszała, że 

ktoś puka do frontowych drzwi. 

Rick, jak co piątek, poszedł z Tiną i dziećmi do rodziców Tiny. Ona sama 

wymówiła się bólem głowy, który rzeczywiście odczuwała. Siedziała więc i 

czekała, aż nieproszony gość sobie pójdzie. 

skandalo

us

background image

 

101

Po chwili jednak pukanie rozległo się ponownie. Tym razem ktoś rzucił 

szyszką w okno jej sypialni. 

Podeszła do okna i wyjrzała do ogrodu. Na skąpanym w księżycowym 

blasku trawniku stał James. W ręku trzymał bukiet kwiatów, a tuż za nim 

tryskała woda z idiotycznej fontanny Ricka. 

Głowa bolała ją od myślenia. Nie potrzebowała teraz Jamesa z jego 

romantycznymi gestami, żeby jeszcze bardziej utrudnił jej sprawę. 

Ale nie mogła go tak po prostu przepędzić. W końcu przyszedł do niej z 

bukietem kwiatów! 

Otworzyła okno i odezwała się do niego teatralnym szeptem. 

- Chcesz zbić mi szybę? Poczekaj, zaraz do ciebie zejdę.  

Zbiegła na dół i dopiero gdy zobaczyła minę Jamesa, zdała sobie sprawę, 

że jest w piżamie. 

- Matko jedyna! - gwizdnął na jej widok, nie mogąc oderwać wzroku od 

fragmentu nagiej skóry, która ukazała się nad gumką od spodni. 

Starając się zignorować jego reakcję, podeszła do niego, załapała za rękę i 

energicznie pociągnęła w bardziej zacienione miejsce. 

- Co ty, do diabła, wyrabiasz? 

Patrzyła na ogromny bukiet róż, który trzymał w dłoni. Gdyby jej go dał, 

przynajmniej miałaby co zrobić z rękami. 

- Kiedy dziś ode mnie wychodziłaś, dałaś mi do zrozumienia, że nie 

zamierzasz wrócić. A ja nie chcę na to pozwolić. 

- Doprawdy? 

- Chciałem ci zaśpiewać serenadę - powiedział z tym swoim 

półuśmieszkiem, który doprowadzał ją do szaleństwa - ale okazało się, że jesteś 

łatwiejsza, niż sądziłem. 

Oparła ręce na biodrach i popatrzyła na niego z wściekłością. 

- Co takiego? 

James uśmiechnął się rozbrajająco. 

skandalo

us

background image

 

102

- Nie sądzę, żeby jakikolwiek mężczyzna w historii dziejów musiał tak 

bardzo się namęczyć, żeby przekonać kobietę, ile dla niego znaczy. 

- Chcesz powiedzieć, że ja znaczę coś dla ciebie? 

- Siena, skarbie. - Zrobił krok w jej stronę. - Odkąd cię poznałem, nie 

myślę o nikim innym. 

Ujął ją za ramiona, nie wypuszczając bukietu z dłoni. Delikatne płatki i 

ostre łodygi dotknęły jej skóry, wywołując dziwne doznania. A może to jego 

bliskość tak na nią podziałała? Spojrzała w jego szare oczy, czując, że się w nich 

zatraca. 

- James, wcale nie jestem taka wyjątkowa, jak sądzisz. Uwierz mi. 

Jego uśmiech pogłębił się. 

- Ależ jesteś. 

- Naprawdę chcesz widzieć mnie w swoim życiu, James? Bo takie 

odnoszę wrażenie. 

W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. 

- Wiem, że nie przekonam cię, stawiając ci piwo i kiełbaski z grilla, 

zabierając cię na kawę na Kuranda czy też pozwalając ci zaprzyjaźnić się z 

Kane'em. To ma być alternatywa dla wspaniałego życia w Paryżu. Sama 

powinnaś zdecydować, czy wolisz to, czy pokusy wielkiego świata. 

- Lubię pokusy - oznajmiła, spoglądając na róże, które nadal trzymał w 

dłoni. - Och, daj mi wreszcie te przeklęte kwiaty. 

Kiedy to zrobił, zanurzyła w nich twarz, wciągając w nozdrza znajomy 

zapach. 

Były to róże z jego ogrodu i pachniały tak wspaniale jak ta, którą trzymała 

przy łóżku. 

- James, są przepiękne. 

- Nie tak piękne jak ty. 

skandalo

us

background image

 

103

Prawie się roześmiała. Prawie. Ton jego głosu uświadomił jej, jak bardzo 

poważnie traktuje to, co powiedział. To była deklaracja, a nie zwykłe 

stwierdzenie. 

Siena jednak nie była gotowa stawić czoła takiej deklaracji. Gdyby mogła 

znaleźć jakiś sposób na to, żeby sobie poszedł, i spotkać się z nim dopiero 

rano... 

Podniosła głowę. Ich twarze dzielił w tej chwili jedynie bukiet. Szare oczy 

błyszczały w ciemności i patrzyły na nią z powagą. 

Zamierzał ją pocałować. Za chwilę znajdzie się w jego objęciach i 

zapomni o całym świecie. 

Przełknęła. Kiedy wychodziła dziś z jego domu, nie zamierzała oglądać 

się za siebie. Niełatwo jednak było wytrwać w tym postanowieniu, skoro on sam 

był taki zdeterminowany. 

Musiała podjąć jakąś decyzję. Po raz pierwszy w życiu naprawdę musiała 

skoncentrować się na przyszłości, a nie na tym, co było kiedyś. I nie wiedziała, 

co zrobić. Nie miała pojęcia, co powie jutro Maksowi. 

Paryż był szczytem jej marzeń. Zaczęła się jednak zastanawiać, czy marzy 

o nim z właściwych pobudek. Czy naprawdę chodzi jej o to, że mogłaby 

prowadzić takie życie, jakiego zawsze pragnęła? A może chciała udowodnić coś 

sobie i Rickowi? Teraz wszystko stanęło na głowie. 

Pojawił się James... 

Potrzebowała czasu, żeby uporządkować wszystko, czego dowiedziała się 

w ciągu ostatnich dni na swój temat i na temat mężczyzn w swoim życiu. Gdyby 

James dziś nie przyszedł, gdyby pozwolił jej spędzić noc w samotności, kto wie, 

jaka byłaby jej jutrzejsza decyzja? 

W tej chwili wiedziała jedynie, że potrzebuje dużo więcej czasu. 

Zaczął zbliżać jej twarz do swojej, a ona w panice myślała o tym, co 

powiedzieć, żeby go powstrzymać. 

skandalo

us

background image

 

104

- James, czytałam twój blog. Zobaczyłam go na ekranie twojego 

komputera pierwszego dnia. Po tym, jak opowiedziałeś mi o Dinah, musiałam 

poznać prawdę. Sądziłam, że nigdy więcej cię już nie zobaczę, ale i tak chciałam 

dowiedzieć się jak najwięcej. Próbowałam cię ostrzec, że jestem wścibska. 

W tej chwili sama nie wiedziała, czego chce. Czy woli, żeby ją za to 

znienawidził, czy też uznał, że jej ciekawość była usprawiedliwiona. A może 

czytała ten blog, żeby już na początku przekreślić wszelkie szanse na 

kontynuowanie tej znajomości? 

James analizował wiadomość, którą mu przekazała. Z całą pewnością 

pomyślał o intymnych szczegółach, które tam opisał. Patrzyła mu w oczy, 

starając się coś z nich wyczytać, ale nie była w stanie. 

Na niebie zebrały się ciężkie, burzowe chmury i wiał tropikalny wiatr. 

Ona jednak drżała z zimna. Z każdą sekundą robiło jej się coraz zimniej i nic nie 

było w stanie tego zmienić. Zadrżała i objęła się ramionami. 

- Czytałaś mój blog - powiedział w końcu. 

- Caluteńki. - Okłamywanie go nie miało sensu. I tak myślał o niej jak 

najgorzej. 

- Pierwszej nocy? 

- Później też. 

- Nie powinienem był zostawiać go włączonego. W końcu Kane też mógł 

przeczytać. 

Księżyc zaszedł za chmurę i oczy Jamesa zrobiły się ciemne jak noc. I 

wtedy dostrzegła w nich coś jakby błysk uśmiechu. Czy to możliwe? Powinien 

być na nią wściekły. 

I znów miała wrażenie, że się uśmiechnął. Tym razem szerzej. Jak to 

możliwe? Przecież zrobiła coś naprawdę okropnego. 

Odczuła nagłą ochotę, by rzucić mu się w ramiona i nie pozwolić odejść. 

Wiedziała jednak, że nie może tego zrobić. Jeszcze nie teraz. Niezależnie od 

tego, jak daleko w przyszłość zabierały ją jej marzenia, ciągle z nimi walczyła. 

skandalo

us

background image

 

105

- A skoro już robimy sobie dziś różne wyznania... - zaczął i zbliżył się do 

niej jeszcze bardziej. - Zapewne powinienem ci wyznać, że słyszałem twoją 

rozmowę z Kane'em, którą odbyliście w mojej sypialni. 

- Co takiego? - wykrzyknęła, zapominając o tym, żeby zachowywać się 

cicho. 

James roześmiał się serdecznie. Jego śmiech poruszył ją do głębi. 

- Podsłuchiwałeś? Wcale mnie to nie dziwi. Po tym, jak przeszukałeś mój 

elektroniczny notes, mogłam się tego domyślić. 

- I kto to mówi? Czytałaś mój prywatny blog, a to znacznie gorsze od 

podsłuchiwania. 

Miał rację. Oboje byli siebie warci. Stworzeni dla siebie... 

- Ale mną kierowały pobudki altruistyczne - odpowiedziała z mniejszym 

niż na początku przekonaniem. 

- A mną nie - odparł, a w jego oczach dostrzegła ogień.  

Sprawiał wrażenie, jakby całe życie czekał na moment, w którym Siena 

pokona upór i uczyni pierwszy krok. 

Pochylił się i zaczął ją całować. Namiętnie, mocno, nie przyjmując 

odmowy. Smakowała pastą do zębów i gorącem. Jej skóra była miękka i 

delikatna jak jedwab. 

Objęła go ręką, w której trzymała bukiet, i przyciągnęła do siebie. Poczuł, 

jak jej piersi opierają się o jego tors. 

Boże. Była ubrana tylko w cienką pidżamę. Objął ją w talii i wsunął dłoń 

pod miękki materiał. 

Siena wspięła się na palce. Bez tych swoich butów na wysokim obcasie 

była taka drobna. Taka delikatna i niezwykle krucha... 

Wreszcie razem. Wreszcie tak blisko siebie, wreszcie mogli poczuć swój 

smak. 

skandalo

us

background image

 

106

Zanurzył palce w jej włosy, dokładnie tak, jak tego pragnął od pierwszej 

chwili, gdy ją ujrzał. Trzymał ją mocno, a jednocześnie delikatnie. Była 

dokładnie tam, gdzie chciał ją widzieć. 

I w tej chwili usłyszał jakiś natrętny dźwięk. 

- Twój telefon... - mruknęła Siena. 

- Do diabła z nim - szepnął, nie przestając jej całować. Ale ona już się 

wycofała. 

- James... - odepchnęła go lekko. 

Odsunął się, zrobił głęboki wdech i przejechał dłonią przez włosy. Potem 

sięgnął ręką po telefon i wyjął go z kieszeni. 

- To z domu - oznajmił, marszcząc czoło. 

Okazało się jednak, że była to wiadomość od Matta, żeby wracając, kupił 

mleko. 

- Powinieneś iść - powiedziała Siena łagodnie. 

Przez krótką chwilę pomyślał, że chce, aby odszedł na zawsze. 

- Mam iść? - powtórzył. 

Skinęła głową. Jej oczy były smutne i niespokojne. 

Zrobił głęboki wdech i ujął jej dłoń. Była wilgotna i zimna. Poczuł, że 

Siena drży. Chciał ją do siebie przytulić, pocieszyć, ale jakoś nie był 

przekonany, że to pomoże. 

Musi być z nią szczery. Przestać uprawiać słowną szermierkę. 

- Siena, przyszedłem dziś do ciebie, żeby cię prosić, abyś nie jechała do 

Paryża. Chciałbym, żebyś została. Została ze mną. Myślę, że warto się 

przekonać, dokąd nas ta znajomość zaprowadzi. 

Patrzyła na niego bez słowa. 

- Tak po prostu? - odezwała się w końcu. 

Cóż, uważał, że mówiąc jej to, wykazał się ogromną determinacją i 

odwagą, i oczekiwał jakiejś bardziej spontanicznej odpowiedzi. 

skandalo

us

background image

 

107

Co będzie, jeśli Siena zostanie, a ich znajomość utknie w martwym 

punkcie? 

A jeśli zostanie, ale będzie traktowała znajomość z nim jako miłą 

rozrywkę, a Kane za bardzo się do niej przyzwyczai? 

A gdy się okaże, że przecenił swoje siły i wcale nie jest gotowy do 

trwałego związku? Albo przeciwnie, gdy ona będzie traktowała ich znajomość z 

mniejszym zaangażowaniem niż on? Czy będzie potrafił z tym żyć? Wiedział, 

że Dinah uważała, że kocha go bardziej niż on ją, ale ona miała Kane'a. 

- Tak po prostu. W tej chwili nie jestem w stanie zaproponować ci 

niczego innego. 

Boże, przynajmniej próbował. 

Siena doceniała jego starania. Jego propozycja miała sens i każda 

normalna dziewczyna byłaby nią zachwycona. 

Dla niej jednak to było za mało. 

Kochała Jamesa. Kochała go za jego czułość, delikatność i za to, że 

zawsze starał się dostrzec jasną stronę każdej sytuacji. 

Problem polegał na tym, że to przez niego zaczęła myśleć, że zasługuje na 

to, by być na pierwszym miejscu. 

- Pytałeś, czy jako dziecko byłam obrażalska. - Przygryzła usta, żeby nie 

zacząć płakać. To była ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebowała. - Nadal jestem, 

James. Od tak dawna sama dbam o siebie, że nie wyobrażam sobie innego życia. 

Jestem uparta i, jak powiedział Rick, jestem urodzonym nomadą. Tak więc 

dziękuję ci za twoją ofertę, ale chyba z niej nie skorzystam. 

Kłamała. Zdała sobie sprawę z tego faktu, gdy tylko wypowiedziała te 

słowa. 

Mógł zacząć krzyczeć, że nie wierzy w ani jedno jej słowo, ale nie zrobił 

tego. Łzy, jakie lśniły w jej oczach, uczucie, z jakim odwzajemniała jego 

pocałunki, a nawet jego własne serce podpowiadały mu, że Siena kłamie. 

Nie miał tylko pojęcia, dlaczego. 

skandalo

us

background image

 

108

- Dobrze. - Spojrzał na zegarek - Robi się późno. Powinienem już wracać. 

Powiedział to, co zamierzał powiedzieć, przychodząc tutaj. Obnażył 

swoje uczucia, wyznał, co mu leży na sercu tak, jak umiał najlepiej. 

Przyniósł jej kwiaty, powiedział, że odkąd ją poznał, może myśleć tylko o 

niej, a kiedy ją całował, robił to całą duszą. 

Ale ona go nie chciała. 

Przejeżdżający ulicą samochód oświetlił na chwilę Sienę. Przyciskała do 

piersi bukiet z taką siłą, że aż pobielały jej knykcie. Włosy miała zmierzwione, a 

usta obrzmiałe od pocałunków. 

Przez chwilę nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że kocha go równie mocno 

jak on ją, ale z jakichś względów odrzuca tę miłość. Musiał użyć całej swojej 

silnej woli, żeby nie zaciągnąć jej do sypialni i nie udowodnić, jak bardzo się 

myli, odrzucając jego uczucie. 

Ale w tej chwili zaczęły spadać pierwsze ciężkie krople deszczu. 

Wiedział, że jeśli tu zostaną, to za pół minuty będą przemoczeni do suchej nitki. 

Odsunął się od niej. 

- Dobranoc, Siena. 

Czekał, żeby coś mu powiedziała, żeby chwyciła go za rękę z taką pasją 

jak przed chwilą, ale ona nawet nie powiedziała mu do widzenia. 

Odwrócił się i odszedł, z trudem walcząc z cisnącymi się pod powieki 

łzami. 

Siena miała tak zaciśnięte gardło, że nie była w stanie wydobyć z siebie 

głosu. Patrzyła na odchodzącego w deszczu Jamesa i umierała z rozpaczy. 

Tropikalny deszcz skończył się tak nagle, jak się zaczął. Wbiegła po 

schodach na górę i rzuciła się na łóżko. 

Jej biedne kwiaty były w równie opłakanym stanie, jak ona. 

Dopiero teraz dostrzegła przyczepioną do nich karteczkę. Sięgnęła po nią 

i ujrzała zdjęcie, jakie zrobili na stacji kolejki Skyrail. Najwyraźniej musiał je 

skandalo

us

background image

 

109

kupić, kiedy ona zajęła się szukaniem prezentów dla bliźniaków w sklepie z 

pamiątkami. 

Patrzyła na fotografię i nie mogła powstrzymać łez. 

Na zdjęciu pochylała się w stronę Jamesa, uśmiechając się tak 

promiennie, jak nigdy w życiu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

skandalo

us

background image

 

110

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Było sobotnie popołudnie. Siena siedziała w tym samym fotelu obok 

basenu Maksa co przed dwudziestoma czterema godzinami. 

Miała za sobą nieprzespaną noc, podczas której zastanawiała się, czego 

tak naprawdę chce od życia. 

- I co? - Max spojrzał na nią znad kieliszka martini. - Co zdecydowałaś, 

Siena? Masz zamiar nadal wspinać się po szczeblach kariery czy też wolisz 

pozwolić, żeby prozaiczne życie stanęło ci na drodze? 

- Ani to, ani to, Max - odpowiedziała spokojnym głosem, choć wewnątrz 

cała drżała. Właśnie zamierzała podjąć największe ryzyko w swoim życiu, choć 

wcale nie była pewna, czy temu podoła. 

Do tej pory wiele poświęciła dla firmy i była lojalna jak nikt inny. Miała 

nadzieję, że było warto i że teraz odbierze nagrodę. 

- Max, chciałabym ci coś zaproponować. Wydaje mi się, że to propozycja 

nie do odrzucenia. 

- Wydawało mi się, że nie można ci zaproponować niczego lepszego niż 

Paryż. 

- Bo tak jest. Problem polega na czym innym. Chciałabym... muszę tu 

zostać. Nie w Paryżu. Muszę zostać w Cairns. 

Max popatrzył na nią zza okularów i westchnął ciężko. 

- Boże, jeśli powiesz mi, że się zakochałaś, sam sobie przygotuję następne 

martini. 

- Nie chciałam, żeby tak się stało, ale obawiam się, że masz rację. 

Max przewrócił oczami. 

- Dlaczego w dzisiejszych czasach nie ma eunuchów z twoimi 

zdolnościami? Jeśli będę nadal zatrudniał same kobiety, wkrótce zostanę sam. 

skandalo

us

background image

 

111

- I tu tkwi sedno sprawy. Nie uważam, że musisz mnie stracić, Max. 

Wydaje mi się, że mogłabym ci przydać się tu na miejscu. - Wyjęła z torebki 

kartkę papieru. - Pozwolisz? 

Machnął ręką na znak, żeby kontynuowała. 

To oznaczało mniejsze zarobki, więcej godzin pracy, ale także i to, że 

nigdy więcej nie musiałaby pchać ciężkich wózków z drinkami na 

dwudziestocentymetrowych obcasach. 

To oznaczało także, że musiałaby poszukać sobie w Cairns stałej bazy 

zamiast maciupeńkiego mieszkanka w Melbourne, które tak naprawdę było 

większą szafą na pieczołowicie gromadzone ubrania. 

Ale wcale jej to nie przeszkadzało. Bo dzięki temu mogła zaproponować 

coś Jamesowi. I miała nadzieję, że także będzie to propozycja nie do odrzucenia. 

Nadszedł czas, by się zatrzymać. I kiedy rano siedziała na ganku domu 

Ricka, patrząc na wschodzące słońce, doszła do wniosku, że pierwszy krok już 

ma za sobą. 

Przyjechała, żeby udowodnić Maksowi, że potrzebuje jej tu na miejscu. 

Mogła tylko ufać głęboko, że uda jej się go przekonać, że wie na temat 

prowadzenia jego firmy więcej niż on sam. 

James siedział w pracowni, wyglądając przez okno na swój rozległy 

ogród. 

Choć była sobota, Kane nie został w domu, by pomóc mu w pracy, tak jak 

to czynił zazwyczaj. Cate i Dave zabrali go dzisiaj rano na plażę i w domu 

panowała niezwykła cisza. 

Popatrzył na swój telefon, który uparcie milczał, i westchnął. 

W promieniach wpadającego przez okno słońca widać było unoszący się 

w powietrzu kurz. 

Siena zapewne już wróciła od Maksa. Choć wiedział, że to tylko jego 

pobożne życzenie, wyobrażał sobie, że odrzuciła ofertę wyjazdu. 

skandalo

us

background image

 

112

Domyślał się jednak, że po wydarzeniach ostatniej nocy nie zadzwoni do 

niego, żeby podzielić się wiadomością. 

Mimo to, musiał wiedzieć, co postanowiła. 

Kochał ją. Sama myśl, że mógłby jej więcej nie zobaczyć, napawała go 

rozpaczą. Miłość do niej wypełniała całe jego jestestwo, przynosiła mu radość i 

ból i za nic by z niej nie zrezygnował. A ponieważ ją kochał, chciał, żeby była 

szczęśliwa. Oczywiście, wolałby, żeby znalazła szczęście u jego boku, ale jeśli 

zdecydowała, że woli wyjechać... 

Uderzył pięścią w stół. A niech to! Gdyby rozegrał to wszystko inaczej... 

Nigdy dotąd nie czuł się taki bezsilny. Całe dotychczasowe życie 

kontrolował coś albo kogoś: żonę, syna, pracę, uczucia, czyny. A teraz, kiedy 

naprawdę mu na czymś zależało, nie miał nic do powiedzenia. 

Wiedział, że będąc w takim stanie ducha, niczego dziś nie zrobi. 

Postanowił otworzyć blog. 

Żeby powiedzieć do widzenia? Zakończyć te zwierzenia? Miał wrażenie, 

że w końcu do tego dojrzał. Przepędził najgorsze koszmary. 

Jego blog bardzo mu pomógł, ale teraz spełnił już swoje zadanie. Miał 

przyjaciół i to do nich teraz będzie się zwracał w trudnych chwilach. 

Otworzył blog i zaczął się zastanawiać, jak napisać pożegnanie. Kiedy tak 

wpatrywał się w ekran, dostrzegł, że rano ktoś napisał komentarz. 

Ciekawość zwyciężyła, kliknął myszką, żeby otworzyć tekst. A kiedy go 

przeczytał, gardło ścisnęło mu się ze wzruszenia. 

 

Sobota, 8:12 

 

Dwa dni temu poznałam chłopaka. 

Nie, żebym specjalnie kogoś szukała, ale zazwyczaj tak właśnie jest. 

Spotyka cię to w najmniej oczekiwanym momencie. 

skandalo

us

background image

 

113

Dopóki go nie poznałam, uważałam, że wiodę wspaniałe życie. W Paryżu 

byłam pięćdziesiąt razy. Pięćdziesiąt! Skończyłam kurs samoobrony, pielęgnacji 

drzewek bonsai i tuzin innych. Dlaczego? Ponieważ byłam samodzielną, 

niezależną, samowystarczalną kobietą, która za nic nie chciała niczego w swoim 

życiu zmieniać. Nikogo nie potrzebowałam do szczęścia. 

Ale ten mężczyzna pokazał mi, jaką cenę muszę płacić za tę niezależność. 

Niezależność oznacza izolację. A ta przerodziła się w samotność. Sprawił, że 

zadałam sobie pytanie, czy naprawdę chcę samotnie dryfować przez resztę życia. 

Bez zobowiązań. 

I jaka była odpowiedź? 

Nie, nie chcę. Ponieważ odkąd go poznałam, zdałam sobie sprawę, że tak 

naprawdę nigdy nie byłam samotną wyspą. Dzięki niemu odkryłam, gdzie jest 

mój macierzysty port. 

Mam tylko nadzieję, że nie jest jeszcze zbyt późno, aby powiedzieć mu, jak 

wiele to dla mnie znaczy. 

Mógł uznać, że życie ze mną nie byłoby łatwe. Po ostatniej nocy może 

wątpić w to, że chciałam jedynie zrobić to, co najlepsze dla niego i jego syna, 

którego tak bardzo kocha. Mimo to zależy mi na tym, żeby wiedział, co czuję. 

Jeśli ten mężczyzna, którego kocham bardziej niż kogokolwiek na świecie, 

jest w stanie mi wybaczyć, jeśli chce wziąć moje pozlepiane serce i jeśli widzi 

jakiś sposób pokonania mojego uporu, może mnie mieć. Kocham go bardziej niż 

swoją niezależność i bardziej niż Paryż ze wszystkimi jego pokusami. 

Ponieważ teraz, kiedy zrozumiałam już, że chcę wrócić do domu, pojęłam 

też inną prawdę. Żaden dom nie będzie prawdziwy, jeśli on nie będzie w nim ze 

mną. 

 

James przeczytał tekst kilkakrotnie, żeby upewnić się, że nie śni. 

Kiedy wreszcie uwierzył, zaklął głośno i sięgnął po telefon. Drżącą ręką 

wybrał numer do sklepu Ricka. 

skandalo

us

background image

 

114

- Mówi Rick. 

- Rick, tu James Dillon. Jest Siena? 

- Nie, stary. Ten jej ponury szofer zabrał ją jakieś pół godziny temu na 

lotnisko. Musi polecieć do Melbourne, ale myślałem, że wiesz... 

James nie słuchał dłużej. Odłożył słuchawkę i zbiegł na dół. Chwycił 

kluczyki do samochodu, założył koszulkę i wybiegł z domu z szybkością 

światła. Choć na ulicach pełno było niedzielnych kierowców, jakoś posuwał się 

do przodu. Dostał od losu ostatnią szansę i nie zamierzał jej zaprzepaścić. 

Tuż przed samym lotniskiem omal nie wjechał w latarnię, kiedy zapatrzył 

się na ogromny plakat z piękną twarzą Sieny. 

Zwolnił, przetarł oczy, a kiedy kierowca jadący za nim zatrąbił, zjechał na 

bok. Plakat może zaczekać. Jeśli los nadal będzie mu sprzyjał, może dostanie 

prawdziwą Sienę. 

Prawdziwą... 

Boże, tyle miał jej do powiedzenia. Tym razem zrobi to jak należy. 

Wczoraj w nocy myślał, że powiedział jej wszystko, co miał zamiar 

powiedzieć. Jednak dopiero kiedy przeczytał jej miłosny list, zrozumiał, jak 

bardzo się mylił. 

A niech to! Niewiele brakowało, a wszystko by schrzanił! Mógł stracić ją 

bezpowrotnie tylko dlatego, że nie powiedział jej jasno, jak bardzo ją kocha. 

Wjechał na parking, znalazł wolne miejsce i ruszył biegiem do hali 

odlotów. Przepychał się między turystami, wymijał wózki bagażowe i biegł do 

swojej kobiety. 

Chciał z nią spędzić resztę życia. Kochał ją za to, że była taka uparta i 

taka trudna. Ale przede wszystkim kochał ją za to, że ona kochała jego. To 

budziło w nim najsilniejsze uczucia. 

Ale nie powiedział jej tego. 

skandalo

us

background image

 

115

Pomachał jej przed nosem marchewką, w nadziei, że to wystarczy. A 

teraz może było już za późno. Może odleciała do Rzymu i nigdy jej nie 

zobaczy... 

Kiedy wbiegł do sali odlotów, poszukał na monitorze lotu do Melbourne. 

Samolot jeszcze nie wystartował. 

Pobiegł do hali odpraw i zaczął się rozglądać, szukając wzrokiem 

znajomych ciemnych loków. 

W końcu jego wysiłki zostały nagrodzone. 

Gdzie indziej mogłaby być, jak nie w kawiarni nad filiżanką cappuccino? 

Wpatrywała się ze smętną miną w stos ułożonych na stole paczuszek z solą. 

Kiedy ją ujrzał, zwolnił, pozwalając sobie na rozkosz wpatrywania się w 

nią. 

Głowę przechyliła na bok, a zebrane z tyłu włosy spłynęły jej na ramię. 

Ubrana w błękitny mundurek MaxAir wyglądała niezwykle seksownie i bardzo, 

bardzo realnie. 

Jej szmaragdowe oczy były pełne smutku i miał wrażenie, że musiała 

użyć sporo pudru, żeby ukryć ślady łez. Łez, które wylała z jego powodu? Łez, 

na myśl o których serce ścisnęło mu się z bólu. Łez, które, miał nadzieję, były 

ostatnimi wylanymi łzami w jej życiu. 

Siena. Kobieta, którą pokochał. Jak do tego doszło? 

Jak to możliwe, że udało mu się odnaleźć miłość dwa razy w życiu? Nie 

miał pojęcia, czym sobie zasłużył na takie wyróżnienie. 

- Siena - powiedział głosem nabrzmiałym z emocji. Podniosła głowę. Nie 

mogła uwierzyć w to, co widzi. 

- James? 

Siedziała przy stoliku, myśląc o tym, czy przeczytał jej list. I oto był. 

Prawdziwy. Żywy. Jej. 

Wstała z krzesła, nie spuszczając wzroku z oczu Jamesa. Dostrzegła w 

nich jedynie miłość, ciepło i zachętę. 

skandalo

us

background image

 

116

Stał przed nią ubrany niemal tak samo jak pierwszego dnia: w stare 

dżinsy, T-shirt i miękkie zamszowe buty. Jego brązowe włosy były w nieładzie, 

jakby wielokrotnie przesuwał przez nie palcami. 

Był najseksowniejszym i najwspanialszym mężczyzną, jakiego 

kiedykolwiek znała. Seksowniejszym nawet od Jamesa z fotografii. Ten James 

należał do niej. Tego kochała. 

Bez słowa podeszła do niego, objęła go za szyję i przytuliła się do niego. 

Drżała na całym ciele, dając upust tak długo tłumionym emocjom. Uchodziły z 

niej cały ból i niepokój, ale także miłość i szczęście. Wszystkie te uczucia zlały 

się teraz w jedno i sprawiły, że nie potrafiła i nie chciała opanować płaczu. 

Kiedy wreszcie jej szloch nieco ucichł, James wolno odsunął się i 

delikatnie przejechał palcem po jej mokrym policzku. 

- I po co ten płacz? - spytał miękko, uśmiechając się do niej z czułością. 

Siena pociągnęła nosem i spojrzała na niego bezradnie. 

- Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś. 

- Kobieto małej wiary. 

- Pragnęłam tego. Miałam nadzieję. Ale tak naprawdę nie wierzyłam, że 

to się stanie. 

- Opowiedz mi o tym - powiedział, gładząc ją po głowie. - Ja marzyłem o 

czymś takim całe miesiące, ale nie wierzyłem, że jeszcze kogoś tak pokocham. 

- Poleciałbyś za mną do Melbourne? Pomyślał przez chwilę, zanim 

odpowiedział. 

- Sądzę, że tak. 

- W takim razie masz szczęście, że do tego nie doszło. Zarezerwowałam 

sobie powrotny lot na jutrzejsze popołudnie. 

- Chcesz powiedzieć, że będziesz lecieć jako stewardesa? - spytał. 

- Jako pasażer! Pomyślałam, że skoro mam tu pracować, to powinnam 

sobie znaleźć w Cairns jakieś przytulne mieszkanko. Naturalnie z klimatyzacją. 

skandalo

us

background image

 

117

- Tylko mi nie mów, że rzuciłaś MaxAir - powiedział, a w jego oczach 

pojawiło się coś na kształt uśmiechu. 

Prawie słyszała, jak w jego głowie obracają się trybiki, kiedy analizował 

to, co przed chwilą usłyszał. 

- Nie do końca - oznajmiła. - Złożyłam Maksowi ofertę nie do odrzucenia. 

Chciałam ci o tym powiedzieć jutro wieczorem, bo planowałam zrobić ci 

niespodziankę i odwiedzić cię znienacka. Jak widać jednak, oszczędziłeś mi 

kłopotu... Zaproponowałam mu, że skoro jestem takim wspaniałym 

pracownikiem, powinien mnie zatrzymać tu na miejscu. Będę szkoliła nowych 

pracowników. Będę im mówić prawdę. Opowiem o wszystkich korzyściach, 

jakie płyną z tej pracy, ale również o poświęceniach, jakie będą musieli ponieść. 

I Max uznał, że moja propozycja to świetny pomysł! 

- Wcale w to nie wątpię. Byłby bardzo głupi, gdyby myślał inaczej. 

Uśmiechnęła się do niego. Zanim zorientowała się, co zamierza zrobić, 

James zamknął ją w ciasnym uścisku i podniósł. 

Roześmiała się głośno. Czuła się kochana, doceniana i oszołomiona 

własnym szczęściem. Zupełnie jak bohaterka romantycznej reklamy, na widok 

której dziewczyny na całym świecie zalewają się łzami wzruszenia. 

James postawił ją ostrożnie na ziemi, ale nadal nie wypuszczał z objęć. 

- Nie szukaj mieszkania - szepnął jej do ucha cichym, ale zdecydowanym 

głosem. 

- Nie? 

- Mówiłem poważnie, kiedy proponowałem ci, żebyś została. Tyle tylko 

że na twój widok w tej czerwonej piżamie zupełnie zmąciło mi rozum i nie 

użyłem odpowiednich słów. 

Przerwał i zsunął dłonie z jej ramion na plecy. Po chwili wsunął je pod jej 

błękitny żakiet. 

- Siena, kochanie, zostań ze mną. Zamieszkaj ze mną. Bądź ze mną. 

Wyjdź za mnie. 

skandalo

us

background image

 

118

- Czy ja dobrze usłyszałam...? 

- Siena, chyba wiesz, jak bardzo cię kocham. Wiem, pomyślała. Teraz już 

wiem. 

- Ja też cię kocham. 

Jednocześnie zbliżyli ku sobie głowy i pocałowali się.  

Ø

  I Siena wiedziała, że wreszcie, po tylu latach błąkania się po całym 

świecie, znalazła dom. 

skandalo

us