background image

CECILY VON ZIEGESAR 

PLOTKARA 

plotkara 1

 

Przekład Alicja Marcinkowska 

Tytuł oryginału GOSSIP GIR 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skandal to plotka, która przestała być zabawna. 

Oscar Wilde 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie! 

 

Zastanawiali

ś

cie  si

ę

  kiedy

ś

,  jak  naprawd

ę

  wygl

ą

da 

ż

ycie  wybra

ń

ców?  No  có

ż

,  opowiem  wam,  bo 

jestem  jedn

ą

  z  nich.  Nie  mówi

ę

  o  słynnych  modelkach,  aktorach,  muzycznych  talentach  czy 

matematycznych  geniuszach.  Mówi

ę

  o  ludziach,  którzy  si

ę

  z  tym  rodz

ą

  o  tych  z  nas,  którzy  maj

ą

 

wszystko, czego tylko człowiek mógłby chcie

ć

, i uwa

ż

aj

ą

 to za naturalne. 

Witajcie  w  Nowym  Jorku  na  Manhattanie  w  Upper  East  Side,  gdzie  ja  i  moi  przyjaciele  mieszkamy, 

uczymy si

ę

, bawimy i 

ś

pimy  - czasami  ze sob

ą

 nawzajem. Mieszkamy  w olbrzymich apartamentach, 

mamy własne sypialnie, łazienki i linie telefoniczne. Mamy nieograniczony dost

ę

p do kasy, alkoholu i 

wszystkiego,  o  czym  zamarzymy.  Nasi  rodzice  rzadko  bywaj

ą

  w  domu,  wi

ę

c  mamy  du

ż

o  swobody. 

Jeste

ś

my  inteligentni,  odziedziczyli

ś

my 

ś

wietn

ą

  aparycj

ę

,  nosimy  bajeczne  ciuchy  i  wiemy,  jak  si

ę

 

bawi

ć

.  Co  prawda,  nasze  kupy 

ś

mierdz

ą

  tak  samo  jak  innych,  ale  tego  nie  czu

ć

,  bo  co  godzin

ę

 

pokojówka  spryskuje  toalety  od

ś

wie

ż

aczem  zrobionym  specjalnie  dla  nas  we  francuskich 

perfumeriach. 

To luksusowe 

ż

ycie, ale có

ż

, kto

ś

 musi takie mie

ć

Mieszkamy  w  pobli

ż

u  Metropolitan  Museum  of  Art  na  Pi

ą

tej  Alei  i  prywatnych  szkół  m

ę

skich  lub 

ż

e

ń

skich,  takich  jak  Constance  Billard,  do  których  chodzi  wi

ę

kszo

ść

  z  nas.  Niewa

ż

ne,  czy  si

ę

  ma 

kaca, Pi

ą

ta Aleja zawsze wygl

ą

da przepi

ę

knie o poranku, kiedy promienie sło

ń

ca migocz

ą

 we włosach 

seksownych chłopców ze szkoły 

Ś

wi

ę

tego Judy. Ale co

ś

 si

ę

 psuje w naszym 

ś

wiecie... 

 

Na celowniku 

 

B  kłóci  si

ę

  w  taksówce  z  matk

ą

  przed  sklepem  Takashimayi.  N  pali  skr

ę

ta  na  schodach  Met.  C 

kupuje  nowe  buty  do  szkoły  w  Barneys.  Znajoma,  zabójczo  pi

ę

kna  wysoka  blondynka  wyłania  si

ę

  z 

kolejki  linii  New  Haven  na  Grand  Central  Station.  Wiek  -  około  siedemnastu  lat.  Czy  to  mo

ż

liwe? 

                                                 

  plotkara.net  jest  tłumaczeniem  nazwy  autentycznej  strony  internetowej:  www.gossipgirl.net  (przyp. 

red.). 

* 

background image

Czy

ż

by S wróciła? 

 

DZIEWCZYNA, KTÓRA WYJE

Ż

D

Ż

A DO SZKOŁY Z INTERNATEM, ZOSTAJE Z NIEJ WYKOPANA 

I WRACA 

 

Tak,  S  wróciła  ze  szkoły  z  internatem.  Jej  włosy  s

ą

  dłu

ż

sze,  ja

ś

niejsze.  Niebieskie  oczy  skrywaj

ą

 

tajemnice. Ma na sobie te same stare, bajeczne ciuchy, teraz całe wymi

ę

toszone przez burze Nowej 

Anglii.  Tego  ranka 

ś

miech  S  rozbrzmiewał  echem  na  schodach  Met,  gdzie  nie  b

ę

dziemy  ju

ż

  mogły 

wpada

ć

  na  szybk

ą

  fajk

ę

  i  cappuccino,  nie  nara

ż

aj

ą

c  si

ę

  na  jej  widok,  machaj

ą

cej  do  nas  z 

apartamentu  starych  po  drugiej  stronie  ulicy.  Nabrała  zwyczaju  obgryzania  paznokci,  co  jeszcze 

bardziej  rozbudziło  nasz

ą

  ciekawo

ść

,  ale  chocia

ż

  wszystkie  mamy  straszliw

ą

  ochot

ę

ż

eby  zapyta

ć

dlaczego j

ą

 wywalili, nie zrobimy tego, bo wolałyby

ś

my, 

ż

eby tam została. Ale S jest tutaj. 

Tak  na  wszelki  wypadek,  powinny

ś

my  ustali

ć

  strategi

ę

.  Je

ś

li  nie  b

ę

dziemy  ostro

ż

ne,  S  owinie  sobie 

wokół  palca  naszych  nauczycieli,  wło

ż

y  kieck

ę

,  w  któr

ą

  my  si

ę

  nie  mie

ś

cimy,  zje  ostatni

ą

  oliwk

ę

b

ę

dzie  uprawiała  seks  w  łó

ż

kach  naszych  rodziców,  rozleje  campari  na  nasze  dywany,  zbajeruje 

naszych braci i chłopaków, zniszczy nam 

ż

ycie i wkurzy nas na maksa. 

B

ę

d

ę

 mie

ć

 j

ą

 na oku. Za nas wszystkie. Zapowiada si

ę

 odjazdowy rok pełen 

ś

wi

ń

stewek. Czuj

ę

 to.

 

U

ś

ciski 

plotkara

 

background image

jak wi

ę

kszo

ść

 pikantnych historii, 

równie

ż

 i ta zacz

ę

ta si

ę

 na przyj

ę

ciu 

- Przez całe rano gapiłam się na MTV w moim pokoju, więc nie musiałam jeść z nimi 

śniadania - powiedziała Blair Waldorf do swoich dwóch najlepszych przyjaciółek z Constance 

Billard  School,  Kati  Farkas  i  Isabel  Coates.  -  Matka  zrobiła  mu  omlet.  Nie  sądziłam,  że  w 

ogóle wie, jak działa kuchenka. 

Blair  założyła  swoje  długie,  brązowe  włosy  za  uszy  i  pociągnęła  z  kryształowej 

szklaneczki łyk szkockiej jej matki. To była już druga szklaneczka. 

- Co oglądałaś? - zapytała Isabel, zdejmując włos z czarnego kaszmirowego sweterka 

Blair. 

- A co za różnica? - odparła Blair, stukając niecierpliwie nogą o podłogę. Miała nowe 

czarne buty na płaskim obcasie. Bardzo w stylu grzecznej pensjonarki, ale uchodziło jej to na 

sucho,  bo  w  każdej  chwili  mogła  zmienić  zdanie  i  włożyć  swoje  wyzywające  spiczaste 

kozaczki  do  kolan  i  seksowną,  metaliczną  spódniczkę,  której  jej  matka  nienawidziła. 

Prawdziwy  rockowy  sekskociak.  Miau.  -  Chodzi  o  to,  że  całe  rano  nie  wychodziłam  ze 

swojego pokoju, bo oni rozkoszowali się romantycznym śniadankiem w  swoich czerwonych 

jedwabnych  szlafrokach.  Ohyda.  Nawet  nie  wzięli  prysznica.  -  Blair  upiła  kolejny  łyk 

swojego  drinka.  Tylko  pijana,  i  to  bardzo,  mogła  znieść  myśl,  że  jej  matka  sypia  z  tym 

facetem. 

Na  szczęście  Blair  i  jej  przyjaciółki  pochodziły  z  rodzin,  w  których  picie  było  tak 

naturalne jak wydmuchiwanie nosa. Ich rodzice hołdowali quasi - europejskiemu poglądowi, 

że  im  łatwiejszy  dostęp  do  alkoholu  będą  miały  dzieci,  tym  mniejsze  ryzyko,  że  będą  go 

nadużywać. Blair i jej przyjaciółki mogły więc pić, co tylko chciały i kiedy chciały, tak długo, 

jak  długo  trzymały  się  prosto,  wyglądały  w  miarę  trzeźwo,  nie  kompromitowały  siebie  i 

rodziny, haftując publicznie, sikając w majtki czy awanturując się na ulicy. Tak samo było z 

seksem i narkotykami - dopóki zachowujesz pozory, jesteś w porządku. 

Ale jeszcze nie ściągajcie majtek. To zrobicie później. 

Facet,  który  tak  irytował  Blair,  nazywał  się  Cyrus  Rose  i  był  nowym  chłopakiem  jej 

matki.  Teraz  Cyrus  Rose  stał  po  przeciwnej  stronie  salonu,  witając  gości  przybyłych  na 

background image

kolację.  Wyglądał  jak  ktoś,  kto  może  pomóc  ci  wybrać  buty  u  Saksa  -  kompletnie  łysy,  z 

wyjątkiem  małych,  krzaczastych  wąsów,  a  jego  wielki  brzuch  ledwo  mieścił  się  pod 

błyszczącą,  niebieską,  dwurzędową  marynarką.  Bez  przerwy  pobrzękiwał  drobniakami  w 

kieszeni, a kiedy zdjął marynarkę, widać było obrzydliwe plamy potu pod pachami. Śmiał się 

głośno  i  był  przemiły  dla  matki  Blair.  Ale  nie  był  ojcem  Blair.  W  zeszłym  roku  jej  ojciec 

uciekł do Francji z innym facetem. 

Bez ściemy. Mieszkają razem w wiejskiej posiadłości i prowadzą winnicę. W zasadzie 

to całkiem fajnie, jak się nad tym zastanowić. 

Oczywiście  Cyrus  Rose  nie  był  temu  w  żaden  sposób  winien,  ale  to  nie  miało 

znaczenia dla Blair. Po prostu uważała Cyrusa za irytującego, grubego frajera. 

Ale dziś wieczorem musiała go tolerować, bo tę kolację matka wydała na jego cześć i 

wszyscy  przyjaciele  Waldorfów  przybyli,  żeby  go  poznać:  Bassowie  z  synami  Chuckiem  i 

Donaldem,  pan  Farkas  z  córką  Kati,  znany  aktor  Arthur  Coates,  jego  żona  Tiri  i  ich  córki 

Isabel, Regina i Camilla, kapitan Archibald z żoną i synem Nate'em. Brakowało tylko pana i 

pani van der Woodsen, których nastoletnie dzieci, Serena i Erik, uczyły się poza miastem. 

Matka Blair była znana  ze swoich kolacji, a to było pierwsze przyjęcie, jakie wydała 

od czasu jej niesławnego rozwodu. Tego lata, dużym nakładem kosztów, wystrój apartamentu 

Waldorfów  został  zupełnie  zmieniony;  teraz  królowały  tu  głęboka  czerwień  i  czekoladowe 

brązy,  poza  tym  pełno  było  antyków  i  innych  dziel  sztuki,  które  robiły  duże  wrażenie  na 

każdym, kto choć trochę znał się na sztuce. Pośrodku stołu w jadalni stała olbrzymia srebrna 

misa z białymi orchideami, baziami wierzby i  gałęziami kasztanowca  -  nowoczesny  stroik z 

Takashimayi,  sklepu  z  luksusowymi  artykułami  gospodarstwa  domowego  na  Piątej  Alei. 

Złote  kartoniki  z  nazwiskami  leżały  na  każdym  porcelanowym  talerzu.  W  kuchni  kucharka 

Myrtle  nuciła  do  sufletu  piosenki  Boba  Marleya,  a  pokraczna  irlandzka  pokojówka  Esther  i 

jeszcze nie zdążyła nikomu objąć ubrania szkocką, dzięki Bogu. 

Za to Blair czuła się coraz gorzej. A jeśli Cyrus Rose nie przestanie nękać Nate'a, jej 

chłopaka,  będzie  musiała  tam  podejść  i  wylać  swoją  szkocką  na  jego  tandetne  włoskie 

mokasyny. 

- Ty i Blair chodzicie ze sobą już dość długo, prawda? - powiedział Cyrus, uderzając 

pięścią  w  ramię  Nate'a.  Próbował  sprawić,  żeby  Nate  się  trochę  rozluźnił.  Wszystkie  te 

dzieciaki z Upper East Side były zbyt sztywne. 

Trzeba dać im trochę czasu. 

- Spałeś już z nią? - zapytał Cyrus. 

Nate  spalił  laką  cegłę,  że  był  bardziej  czerwony  niż  osiemnastowieczny  francuski 

background image

szezlong, który stał obok. 

- Cóż,  znamy  się  z  Blair  prawie  od  urodzenia  -  wyjąkał.  -  Ale  chodzimy  ze  sobą 

dopiero  od  jakiegoś  roku.  Nie  chcemy  tego  popsuć  przez  pośpiech,  wie  pan,  nie  jesteśmy 

jeszcze  gotowi.  -  Nate  zacytował  formułkę,  którą  słyszał  od  Blair  za  każdym  razem,  kiedy 

pytał  ją,  czy  jest  już  gotowa,  żeby  to  zrobić.  Ale  rozmawiał  z  facetem  jej  matki.  Co  miał 

powiedzieć? Może: „Stary, gdyby to zależało tylko ode mnie, robilibyśmy to w tej chwili”? 

Słusznie  -  stwierdził  Cyrus  Rose,  Ścisnął  ramię  Nate'a  tłustą  ręką.  Na  nadgarstku 

miał jedną z tych złotych bransoletek w stylu kajdanek od Cartiera, które zapinasz i nigdy nie 

zdejmujesz  -  byty  bardzo  modne  w  latach  osiemdziesiątych  zeszłego  wieku,  teraz  już  raczej 

nie,  no,  chyba  że  ktoś  ma  świra  na  punkcie  odgrzewanej  mody  z  lat  osiemdziesiątych,  - 

Pozwól, że dam ci pewną radę - powiedział Cyrus, jakby Nate miał jakiś wybór. - Nie wierz 

w  ani  jedno  słowo  dziewczyny.  Dziewczyny  lubią  niespodzianki.  Chcą  być  stale 

zaskakiwane, żeby było ciekawie. Wiesz, co mam na myśli? 

Nate  zmarszczył  brwi.  Próbował  sobie  przypomnieć,  kiedy  po  raz  ostatni  zaskoczył 

Blair.  Jedyną  rzeczą,  która  przyszła  mu  do  głowy,  było  to,  że  przyniósł  jej  lody  w  rożku, 

kiedy  odbierał  ją  z  lekcji  tenisa.  To  zdarzyło  się  ponad  miesiąc  temu  i  musiał  przyznać,  że 

była to dość marna niespodzianka. W takim tempie on i Blair mogą nigdy nie pójść do łóżka. 

Nate  należał  do  tych  chłopaków,  na  których  patrzysz  i  wiesz,  że  kiedy  patrzysz,  on 

sobie myśli: Ta laska nie może oderwać ode mnie oczu, bo jestem super. Jednak nie był z tego 

powodu ani odrobinę nadęty. Nie mógł nic poradzić na to, że wyglądał super. Po prostu taki 

się urodził. Biedaczek. 

Tego  wieczoru  Nate  miał  na  sobie  ciemnozielony  kaszmirowy  sweter  z  dekoltem  w 

serek. Dała mu go Blair w ostatnią Wielkanoc, kiedy jej ojciec zabrał ich na tydzień na narty 

do Sun Valley. Potajemnie Blair zaszyła malutki zloty wisiorek w kształcie serca w jednym z 

rękawów  swetra,  żeby  Nate  zawsze  nosił  jej  serce  w  swoim  rękawie.  Blair  lubiła  o  sobie 

myśleć  jako  o  beznadziejnej  romantyczce  w  stylu  aktorek  filmowych  z  dawnych  lat,  jak 

Audrey Hepburn czy Marilyn Monroe, Zawsze obmyślała odpowiednią scenografię do filmu, 

w którym grała, filmu, który był jej życiem. 

- Kocham cię - szepnęła Nate'owi, kiedy dala mu sweter. 

- Ja ciebie też - odparł Nate, choć wcale nie był pewien, czy rzeczywiście tak jest. 

Gdy  włożył  sweter,  wyglądał  tak  bosko,  że  Blair  miała  ochotę  krzyczeć  i  zedrzeć  z 

siebie ubranie. Ale wydawało jej się, że takie zachowanie jest bardziej w stylu femme fatale 

niż romantycznej dziewczyny - więc trzymała buzię na kłódkę, usiłując być maleńką ptaszyną 

w  ramionach  Nate'a.  Całowali  się  długo,  ich  policzki  były  jednocześnie  gorące  i  zimne,  bo 

background image

cały  dzień  spędzili  na  stoku.  Nate  zanurzył  palce  w  jej  włosach  i  pociągnął  ją  na  hotelowe 

łóżko. Blair uniosła ręce nad głowę i pozwoliła, żeby Nate zaczął ją rozbierać, aż zdała sobie 

sprawę, do czego to prowadzi, i że nie jest to żaden film, tylko wszystko dzieje się naprawdę. 

Więc, jak grzeczna dziewczynka, usiadła i kazała Nate'owi przestać. 

Powstrzymywała go aż do dziś. Zaledwie dwa dni temu Nate przyszedł po przyjęciu z 

opróżnioną do połowy butelką brandy w kieszeni, położył się na jej łóżku i wymamrotał: 

- Pragnę cię, Blair. 

I  znowu  Blair  miała  ochotę  krzyczeć  i  rzucić  się  na  niego,  ale  oparła  się  tej  pokusie. 

Nate zasnął i cicho pochrapywał, a Blair położyła się obok niego, wyobrażając sobie, że oboje 

grają  w  filmie,  w  którym  są  małżeństwem,  on  ma  problem  z  piciem,  ale  ona  zawsze  będzie 

przy nim i nigdy nie przestanie go kochać, nawet jeśli on czasem zmoczy łóżko. 

Blair  wcale  nie  chciała  go  robić  na  szaro,  ale  po  prostu  nie  była  gotowa.  Prawie  nie 

widywali się z Nate'em przez cale wakacje, bo ona wyjechała na ten okropny obóz tenisowy 

do Karoliny Północnej, a Nate żeglował ze swoim ojcem u wybrzeży Maine. Blair chciała się 

upewnić,  że  choć  spędzili  lato  oddzielnie,  nadal  się  kochają.  Chciała  zaczekać  z  seksem  do 

swoich siedemnastych urodzin w przyszłym miesiącu. 

Ale teraz miała już tego dość. 

Nate  wyglądał  lepiej  niż  kiedykolwiek.  Przy  ciemnozielonym  swetrze  jego  oczy 

przybrały  kolor  intensywnej,  połyskującej  zieleni,  a  w  jego  falujących  brązowych  włosach 

pojawiły się złote pasemka po lecie spędzonym na oceanie. I nagle Blair wiedziała, że jest już 

gotowa. Pociągnęła kolejny łyk szkockiej, O tak. Zdecydowanie była gotowa. 

background image

w ci

ą

gu godziny seksu 

spala si

ę

 360 kalorii 

- O czym rozmawiacie? - zapytała matka Blair, podchodząc do Nate'a i ściskając dłoń 

Cyrusa. 

- O seksie - powiedział Cyrus, całując ją namiętnie w ucho. 

Fuj. 

- Oh! - zapiszczała Eleanor Waldorf, poklepując się po swoim wielkim blond bobie. 

Matka  Blair  miała  na  sobie  dopasowaną  grafitową  sukienkę  z  kaszmiru,  którą  Blair 

pomagała  jej  wybrać  u  Armaniego,  i  małe,  czarne  aksamitne  klapki.  Jeszcze  rok  temu  nie 

zmieściłaby  się  w  tę  sukienkę,  ale  od  kiedy  poznała  Cyrusa,  zrzuciła  prawie  dziesięć  kilo. 

Wyglądała fantastycznie. Wszyscy tak uważali. 

- Rzeczywiście,  wygląda  szczupłej.  -  Blair  usłyszała,  jak  pani  Bass  szepcze  do  pani 

Coates. - Ale założę się, że zrobiła sobie podbródek. 

- Pewnie  masz  rację.  Zapuściła  włosy  -  to  wiele  wyjaśnia.  Włosy  zasłaniają  blizny  - 

odszepnęła pani Coates. 

W  pokoju  huczało  od  plotek  na  temat  matki  Blair  i  Cyrusa  Rose'a.  Ze  strzępów 

rozmów, które Blair słyszała, wynikało, że przyjaciółki jej matki czują dokładnie to samo co 

ona, choć nie używały słów: irytujący, gruby, frajer. 

- Czuję  Old  Spice  -  szepnęła  pani  Coates  do  pani  Archibald.  -  Myślisz,  że  on 

naprawdę używa Old Spice'a? 

To  byłby  męski  odpowiednik  damskiego  dezodorantu  Impulse,  a  wszyscy  wiedzieli, 

że Impulse jest paskudny. 

- Nie jestem pewna - odszepnęła pani Archibald. - Ale myślę, że to prawdopodobne. - 

Chwyciła  koreczek  z  dorsza  i  kaparów  z  półmiska,  który  niosła  Esther,  włożyła  do  ust  i 

zaczęła  energicznie  przeżuwać,  uchylając  się  od  dalszej  wypowiedzi,  Nie  mogła  tego  znieść 

ze  względu  na  Eleanor  Waldorf.  Ploty  i  jałowe  pogawędki  były  nawet  zabawne,  ale  nie 

kosztem zranienia uczuć starej przyjaciółki. 

Bzdura!  -  powiedziałaby  Blair,  gdyby  słyszała  myśli  pani  Archibald.  Hipokrytka! 

Wszyscy ci ludzie byli potwornymi plotkarzami. A jak już się to robi, to czemu nie czerpać z 

background image

tego przyjemności? 

Po  drugiej  stronie  pokoju  Cyrus  objął  Eleanor  i  pocałował  ją  w  usta  na  oczach 

wszystkich. Blair aż się wzdrygnęła na ten odrażający widok - jej matka i Cyrus zachowywali 

się  jak  napalone  nastolatki  -  i  odwróciła  się  do  okna,  żeby  wyjrzeć  na  Piątą  Aleję  i  Central 

Park.  Paliły  się  opadłe  liście.  Samotny  rowerzysta  wyjechał  z  Siedemdziesiątej  Drugiej  i 

zatrzymał  się  na  rogu,  obok  wejścia  do  parku,  żeby  kupić  butelkę  wody  w  budzie  z  hol 

dogami. Blair nigdy wcześniej nie zauważyła tego wózka z hot dogami i zastanawiała się, czy 

ten sprzedawca zawsze tam handlował, czy też był nowy. To zabawne, jak wiele rzeczy, które 

widuje się codziennie, umyka twojej uwagi. 

Nagle Blair poczuła, że umiera z głodu, i wiedziała, czego chce: hot doga. Chciała go 

zjeść właśnie teraz - gorącego hol doga z musztardą, ketchupem, cebulą i piklami - i zjadłaby 

go  w  trzech  kęsach,  a  potem  beknęłaby  swojej  matce  w  twarz.  Jeśli  Cyrus  może  wtykać  jej 

język do gardła na oczach wszystkich przyjaciół, ona może zjeść głupiego hot doga. 

- Zaraz wracam - powiedziała Blair do Kati i Isabel. 

Obróciła się na pięcie i ruszyła przez pokój do głównego holu. Włoży płaszcz, wyjdzie 

na dwór, kupi hot doga od ulicznego sprzedawcy, zje go w trzech kęsach, wróci, beknie matce 

w twarz, wypije jeszcze jednego drinka, a potem będzie kochać się z Nate'em. 

- Dokąd idziesz?! - zawołała za nią Kati, ale Blair się nie Utrzymała, zmierzając prosto 

do drzwi. 

Nate zobaczył wychodzącą Blair i w samą porę wyrwał się Cyrusuwi i jej matce. 

- Blair? - powiedział. - Jak leci? 

Blair zatrzymała się i spojrzała w seksowne zielone oczy Nate'a. Były jak szmaragdy 

ze spinek do mankietów, które jej ojciec zakładał do smokingu, kiedy szedł do opery. 

Nosi  moje  serce  w  swoim  rękawie,  przypomniała  sobie,  zapominając  zupełnie  o  hot 

dogu. W jej filmie Nate porwałby ją w ramiona, zaniósł do sypialni, a potem przeleciał. 

Niestety, to nie był film. 

- Muszę z tobą porozmawiać - powiedziała Blair. Podniosła kieliszek. - Ale najpierw 

mi dolejesz? 

Nate wziął jej kieliszek i Blair poprowadziła go do baru z marmurowym blatem obok 

szklanych  drzwi  do  jadalni,  Nate  nalał  im  obojgu  po  szklaneczce  szkockiej,  a  potem  znowu 

ruszył za Blair przez salon. 

- Hej,  gdzie  się  wybieracie?  -  zapytał  Chuck  Bass,  kiedy  obok  niego  przechodzili. 

Uniósł brwi, uśmiechając się znacząco. 

Blair  przewróciła  oczami  i  szła  dalej,  cały  czas  racząc  się  alkoholem.  Nate  szedł  za 

background image

nią, całkowicie ignorując Chucka. 

Chuck  Bass,  najstarszy  syn  Misty  i  Bartholomew  Bassów,  był  przystojny  jak  z 

reklamówki  wody  po  goleniu.  Rzeczywiście,  grał  w  reklamie  British  Drakkar  Noir,  ku 

publicznej  konsternacji  rodziców,  choć  potajemnie  byli  z  tego  dumni.  Chuck  był  również 

najbardziej  napalonym  chłopakiem  wśród  znajomych  Blair  i  Nate'a.  Kiedyś,  na  imprezie  w 

dziewiątej  klasie,  Chuck  siedział  ukryty  w  szafie  sypialni  dla  gości  przez  dwie  godziny, 

czekając,  aż  będzie  mógł  wpełznąć  do  łóżka  z  Kati  Farkas,  która  była  tak  nawalona,  że 

rzygała nawet przez sen. Ale Chuckowi to nie przeszkadzało. Po prostu się z nią przespał. Tak 

już miał. jeśli chodzi o dziewczyny. 

Jedynym  sposobem  na  takiego  gościa  jak  Chuck  było  roześmiać  się  mu  prosto  w 

twarz, i właśnie tak robiły wszystkie dziewczyny, które go znały. W innych kręgach mógłby 

zostać skazany na banicję jako szumowina, ale te rodziny przyjaźniły się od pokoleń. Chuck 

był  Bassem,  więc  byli  na  niego  skazani.  Nawet  przyzwyczaili  się  do  jego  złotego  sygnetu  z 

monogramem,  jego  granatowych  kaszmirowych  szali  z  monogramem,  jego  zdjęć,  którymi 

obwieszone  były  domy  i  apartamenty  jego  starych,  i  które  wysypywały  się  z  jego  szafki  w 

prywatnej szkole dla chłopców Riverside Preparatory. 

- Nie zapomnijcie się zabezpieczyć! - zawołał Chuck, unosząc swój kieliszek do Blair 

i  Nate'a,  kiedy  weszli  w  długi,  wyłożony  czerwonym  dywanem  korytarz  prowadzący  do 

sypialni Blair. 

Blair  chwyciła  za  szklaną  gałkę  i  przekręciła  ją,  zaskakując  swoją  rosyjską  błękitną 

kotkę Kitty Minky, która leżała zwinięta na  czerwonej jedwabnej narzucie. Blair zatrzymała 

się w progu i mocno przytuliła się do Nate'a. Sięgnęła po jego dłoń. 

W  tym  momencie  nadzieje  Nate'a  odżyły.  Blair  zachowywała  się  tak  prowokująco  i 

seksownie... Czy to możliwe, że dziś się coś wydarzy? 

Blair  ścisnęła  Nate'a  za  rękę  i  wciągnęła  go  do  pokoju.  Potykając  się  padli  na  łóżko, 

rozlewając  drinki  na  moherowy  dywanik.  Blair  chichotała;  szkocka,  którą  w  siebie  wlała, 

uderzyła jej do głowy. 

Zaraz  będę  kochać  się  z  Nate'em,  pomyślała  upojona.  A  potem...  W  czerwcu 

skończymy  szkołę,  na  jesieni  pójdziemy  oboje  do  Yale,  za  cztery  lata  wyprawimy  wielkie 

wesele,  znajdziemy  piękny  apartament  na  Park  Avenue,  wszystko  wyłożymy  aksamitem, 

jedwabiem oraz futrami i będziemy uprawiać seks w każdym pokoju po kolei. 

Nagle z korytarza dobiegł donośny głos matki Blair: 

- Serena van der Woodsen! Co za urocza niespodzianka! 

Nate wypuścił rękę Blair i wyprostował się jak żołnierz, któremu rozkazano stanąć na 

background image

baczność.  Blair  usiadła  ciężko  na  brzegu  łóżka,  odstawiła  swojego  drinka  na  podłogę  i 

zacisnęła dłoń na narzucie tak mocno, że aż zbielały jej kostki. 

Spojrzała na Nate'a. 

Ale  Nate  był  już  w  drodze  do  drzwi;  zmierzał  na  korytarz,  żeby  zobaczyć,  czy  to 

rzeczywiście prawda. Czy Serena van der Woodsen naprawdę wróciła? 

W filmie Blair nastąpił nagły, tragiczny zwrot akcji. Blair złapała się za żołądek, gdyż 

znów poczuła głód. 

Powinna była jednak pójść po tego hot doga. 

background image

S wróciła! 

- Witam,  witam,  witam!  -  piała  matka  Blair,  całując  gładkie,  zapadnięte  policzki 

wszystkich van der Woodsenów po kolei. 

Cmok, cmok, cmok, cmok, cmok, cmok! 

- Wiem, że nie spodziewałaś się Sereny, moja droga - szepnęła pani van der Woodsen 

zmartwionym, poufnym tonem. - Mam nadzieję, że to nie problem. 

- Oczywiście, że nie. Wszystko w porządku - odparła pani Waldorf. - Przyjechałaś do 

domu na weekend, Sereno? 

Serena  van  der  Woodsen  przecząco  pokręciła  głową  i  podała  swój  klasyczny  płaszcz 

Burberry  pokojówce  Esther.  Założyła  kosmyk  blond  włosów  za  ucho  i  uśmiechnęła  się  do 

gospodyni. 

Kiedy  Serena  się  uśmiechała,  uśmiechały  się  także  jej  oczy  -  ciemne,  prawie 

granatowe.  Był  to  uśmiech,  który  można  próbować  naśladować,  stojąc  przed  lustrem  w 

łazience. Magnetyczny, rozkoszny, zdający się mówić: „Nie możecie oderwać ode mnie oczu, 

co?” - uśmiech, jaki supermodelki ćwiczą latami A Serena uśmiechała się w ten sposób ot tak, 

po prostu. 

- Nie, jestem tu... - zaczęła mówić. 

Matka Sereny przerwała jej pospiesznie. 

- Uznała, że szkoła z internatem to nie dla niej - oznajmiła, poprawiając od niechcenia 

swoje włosy, jakby zupełnie nie było o czym mówić. Chodzący spokój. 

Wszyscy  van  der  Woodsenowie  byli  tacy.  Wysocy,  jasnowłosi,  szczupli  i  niezwykle 

opanowani; cokolwiek robili - grali w tenisa, przywoływali taksówkę, jedli spaghetti, szli do 

toalety - nigdy nie tracili spokoju. Zwłaszcza Serena. Cechował ją spokój, który zyskuje się, 

kupując  odpowiednią  torebkę  czy  odpowiednią  parę  dżinsów.  Była  dziewczyną,  na  którą 

lecieli wszyscy chłopacy, a wszystkie dziewczyny chciały być takie jak ona. 

- Serena  jutro  wraca  do  Constance  -  powiedział  pan  van  der  Woodsen,  zerkając  na 

córkę  stalowymi,  niebieskimi  oczami,  w  których  widać  było  zarówno  dumę,  jak  i 

dezaprobatę, przez co wyglądał na jeszcze groźniejszego, niż był w rzeczywistości. 

- Hm.  Serena,  moja  droga,  wyglądasz  cudownie.  Blair  będzie  zachwycona,  gdy  cię 

background image

zobaczy - ekscytowała się matka Blair. 

- Spójrz  na  siebie  -  powiedziała  Serena,  ściskając  ją.  -  Ale  jesteś  szczupła!  A 

mieszkanie wygląda po prostu fantastycznie. Wow! Zrobiłaś z niego prawdziwe dzieło sztuki. 

Pani  Waldorf  uśmiechnęła  się  wyraźnie  zadowolona  i  objęła  ramieniem  smukłą  talię 

Sereny. 

- Skarbie, chciałabym ci przedstawić mojego wyjątkowego przyjaciela, Cyrusa Rose'a 

- powiedziała. - Cyrus, to jest Serena. 

- Zachwycająca  -  zagrzmiał  Cyrus,  Pocałował  Serenę  w  oba  policzki  i  uściskał  ją, 

odrobinę za mocno. - I niezła z niej przytulanka - dodał, poklepując Serenę po biodrze. 

Serena  zachichotała,  ale  się  nie  wzdrygnęła.  Dwa  ostatnie  lata  spędziła  głównie  w 

Europie  i  była  przyzwyczajona  do  ściskania  przez  nieszkodliwych,  napalonych 

Europejczyków,  którzy  zupełnie  nie  potrafili  się  jej  oprzeć.  Była  jak  magnes  dla  różnych 

napaleńców. 

- Serena jest najlepszą przyjaciółką Blair - wyjaśniła Cyrusowi Eleanor Waldorf. - Ale 

wyjechała  do  Hanover  Academy  w  jedenastej  klasie,  a  ostatnie  lato  podróżowała.  Biednej 

Blair  było  ciężko  bez  ciebie  w  zeszłym  roku,  Sereno  -  powiedziała  Eleanor  z  zamglonymi 

oczami. - Zwłaszcza w czasie mojego rozwodu. Ale nareszcie wróciłaś. Blair się ucieszy. 

- Gdzie  ona  jest?  -  zapytała  Serena  niecierpliwie,  nie  mogąc  się  doczekać,  kiedy 

znowu zobaczy swoją najlepszą przyjaciółkę, a jej idealna, jasna cera aż poróżowiała. Stanęła 

na palcach i wyciągnęła szyję, wypatrując Blair, ale wkrótce została otoczona przez rodziców 

jej  przyjaciół  -  Archibaldowie,  Coatesowie,  Bassowie,  pan  Farkas,  każdy  po  kolei  ją 

obcałowywał, witając na powrót w domu. 

Serena  ściskała  ich  uszczęśliwiona.  Ci  ludzie  byli  dla  niej  jak  rodzina,  a  nie  było  jej 

bardzo  długo.  Nie  mogła  się  doczekać,  kiedy  życie  znowu  zacznie  się  toczyć  starym  torem. 

Ona  i  Blair  razem  będą  w  szkole,  będą  chodzić  na  zajęcia  z  fotografii  na  Owczą  Łąkę  do 

Central Parku, leżeć na plecach, robić zdjęcia gołębiom i chmurom, palić i pić colę, i czuć się 

jak  hardcore'owe  artystki.  Znowu  będą  koktajle  w  Star  Lounge  w  Tribeca  Star  Hotel,  które 

zawsze  zamieniały  się  w  całonocne  imprezki,  bo  za,  każdym  razem  były  zbyt  pijane,  żeby 

wracać do domu, więc spędzały noc w apartamencie rodziców Chucka Bassa w tymże hotelu. 

Będą siedziały na łóżku z baldachimem u Blair i oglądały filmy z Audrey Hepburn, ubrane w 

elegancką bieliznę, popijając gin z sokiem z limonki. Będą oszukiwać na testach z łaciny, jak 

zawsze  -  amo,  amas,  amat  -  ta  odmiana  nadal  była  wytatuowana  w  zgięciu  łokcia  Sereny 

niezmywalnym markerem (dzięki Ci, Boże, że istnieją rękawy trzy czwarte!). Będą jeździć po 

posiadłości  rodziców  Sereny  w  Ridgefield  starym  buickiem  dozorcy,  śpiewając  głupie 

background image

szkolne  hymny  i  zachowując  się  jak  zwariowane  staruszki.  Będą  sikać  na  progach  domów 

swoich koleżanek z klasy, dzwonić do drzwi, a potem uciekać. Zabiorą młodszego brata Blair 

Tylera  na  Lower  East  Side,  gdzie  go  zostawią,  żeby  zobaczyć,  ile  czasu  zajmie  mu 

znalezienie  drogi  do  domu  -  była  to  prawdziwa  działalność  dobroczynna,  bo  teraz  Tyler  był 

najbardziej  cwanym,  obeznanym  z  miastem  chłopakiem  ze  szkoły  Świętego  Jerzego.  Będą 

szaleć na dyskotekach z całą bandą znajomych i tracić po pięć kilo tylko od samego pocenia 

się w swoich skórzanych spodniach. Nie żeby potrzebowały walczyć z nadwagą. 

Znowu  będzie  tak  jak  dawniej,  absolutnie  fantastycznie  i  Serena  nie  mogła  się 

doczekać. 

- Przyniosłem  ci  drinka  -  powiedział  Chuck  Bass,  przepychając  się  przez  gromadkę 

dorosłych i podając Serenie szklaneczkę whisky. - Witaj w domu - dodał, pochylając się, żeby 

pocałować Serenę w policzek, ale celowo w niego nie trafił i jego usta wylądowały dokładnie 

na jej wargach. 

- W ogóle się nie zmieniłeś - powiedziała Serena, biorąc od niego drinka. Upiła duży 

łyk. - To jak, tęskniłeś za mną? 

- Czy  tęskniłem?  Pytanie  raczej  powinno  brzmieć,  czy  ty  tęskniłaś  za  mną?  -  odparł 

Chuck.  -  No  dalej,  dziecinko,  odsłoń  rąbka  tajemnicy.  Co  robisz  z  powrotem  w  Nowym 

Jorku? Co się stało? Masz chłopaka? 

- Oj, nie udawaj, Chuck - powiedziała Serena, ściskając jego rękę. - Przecież wiesz, że 

wróciłam, bo szaleńczo cię pragnę. Zawsze cię pragnęłam. 

Chuck zrobił krok do tyłu i odchrząknął. Jego twarz płonęła. Wzięła go z zaskoczenia; 

coś takiego zdarzało mu się bardzo rzadko. 

- W  tym  miesiącu  nie  mam  chwili  wolnej,  ale  mogę  cię  wciągnąć  na  listę 

oczekujących - powiedział Chuck, próbując odzyskać spokój. 

Serena  już  go  nie  słuchała.  Rozglądała  się  po  pokoju,  szukając  dwóch  osób,  które 

najbardziej chciała zobaczyć. Blair i Nate'a. 

W  końcu  ich  zauważyła.  Nate  stał  obok  drzwi  do  holu,  Blair  była  tuż  za  nim,  z 

pochyloną głową szamotała się z guzikami swojego czarnego sweterka, Nate patrzył prosto na 

Serenę,  a  kiedy  napotkał  jej  spojrzenie,  przygryzł  dolną  wargę,  jak  zawsze,  kiedy  był 

zakłopotany. A potem się uśmiechnął. 

Ten uśmiech. Te oczy. Ta twarz. 

- Chodź tu - powiedziała Serena, machając ręką. 

Serce zaczęło jej szybciej bić, kiedy Nate ruszył w jej kierunku. Wyglądał lepiej, niż 

zapamiętała, o wiele lepiej. 

background image

Serce Nate'a biło jeszcze szybciej niż jej. 

- Hej - szepnęła Serena, kiedy Nate ją obejmował. Pachniał tak samo jak zawsze. Jak 

najczystszy, najsłodszy chłopak na świecie. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy przyciskała swoją 

twarz do piersi Nate'a. Teraz naprawdę była już w domu. 

Nate  spalił  cegłę.  Uspokój  się,  powiedział  sobie.  Ale  nie  mógł  się  uspokoić,  Miał 

ochotę  porwać  ją  w  ramiona  i  całować  bez  końca.  Chciał  wykrzyczeć,  że  ją  kocha,  ale  tego 

nie zrobił. Nie mógł. 

Nate był jedynym synem kapitana marynarki wojennej i francuskiej damy. Jego ojciec 

był doświadczonym żeglarzem, zabójczo przystojnym, ale nieskorym do okazywania czułości 

Matka  była  zupełnym  przeciwieństwem  ojca,  zawsze  rozpieszczała  Nate'a.  Miewała  też 

napady histerii, a wtedy zamykała się w swojej sypialni z butelką szampana i wydzwaniała do 

siostry, której jacht cumował w Monako. Biedny Nate zawsze miał ochotę wyrzucić z siebie, 

co  naprawdę  czuje,  ale  nie  chciał  robić  scen  ani  powiedzieć  niczego,  czego  mógłby  później 

żałować. Więc trzymał język za zębami, pozwalając, by inni sterowali łodzią, a sam leżał na 

plecach, rozkoszując się miarowym kołysaniem fal.. 

Może i wyglądał jak rasowy ogier, ale naprawdę był słaby. 

- No  to  co  porabiałaś  przez  ten  czas?  -  zapytał  Serenę,  starając  się  oddychać 

normalnie. - Brakowało nam ciebie. 

Zauważcie, że nie był nawet na tyle odważny, by powiedzieć: „Brakowało mi ciebie”. 

- Co  porabiałam?  -  powtórzyła  Serena  i  zachichotała.  -  Gdybyś  tylko  wiedział,  Nate, 

Byłam bardzo, bardzo niegrzeczna! 

Nate mimowolnie zacisnął pięści. Rety, ale mu jej brakowało. 

Ignorowany, jak zwykle, Chuck oddalił się chyłkiem od Nate'a i Sereny i podszedł do 

Blair, która stalą po drugiej stronie pokoju z Kati i Isabel. 

- Tysiąc  dolców,  że  ją  wykopali  -  powiedział.  -  I  czy  nie  wygląda  na  wypieprzoną? 

Sądzę, że jest gruntownie wypieprzona. Może zajmowała się tam prostytucją. Wesoła Dania z 

Hanover Academy - dodał, śmiejąc się ze swojego głupiego dowcipu. 

- A mnie wygląda na naćpaną - powiedziała Kati. - Może jedzie na heroinie. 

- Albo  jakichś  prochach  na  receptę  -  dorzuciła  Isabel.  -  No  wiecie,  jak  valium  czy 

prozac. Może kompletnie jej odwaliło. - Mogłaby sama produkować dragi - zgodziła się Kati. 

- Zawsze była dobra z chemii. 

- Słyszałem,  że  przyłączyła  się  do  jakiejś  sekty  -  podsunął  Chuck.  -  Może  zrobili  jej 

pranie mózgu i teraz myśli tylko o seksie, i cały czas chce robić tylko jedno. 

Kiedy  będzie  wreszcie  ta  kolacja?  -  zastanawiała  się  Blair.  przestając  słuchać 

background image

niedorzecznych spekulacji przyjaciół. 

Już zapomniała, jak piękne włosy miała Serena. Jak idealna była jej skóra. Jak długie i 

szczupłe  miała  nogi.  Co  widać  w  oczach  Nate'a,  kiedy  na  nią  patrzy  -  jakby  nigdy  nie 

zamierzał oderwać od niej wzroku. Nigdy nie patrzył w ten sposób na Blair. 

- Hej, Blair, Serena musiała ci chyba powiedzieć, że wraca? - stwierdził Chuck. - No, 

powiedz nam. O co chodzi? 

Blair  spojrzała  na  niego  pustym  wzrokiem,  a  na  jej  małej,  lisiej  twarzy  pojawił  się 

rumieniec. Prawda była taka, że od ponad roku właściwie nie rozmawiała z Sereną. 

Na  początku,  kiedy  Serena  dopiero  co  wyjechała  do  tej  szkoły  z  internatem,  Blair 

naprawdę  za  nią  tęskniła.  Ale  wkrótce  stało  się  jasne,  o  ile  łatwiej  jest  błyszczeć,  kiedy  w 

pobliżu  nie  ma  Sereny.  Nagle  to  Blair  była  najpiękniejszą,  najbystrzejszą,  najzgrabniejszą, 

najatrakcyjniejszą  dziewczyną  w  towarzystwie.  To  ona  przyciągała  wszystkie  spojrzenia. 

Więc przestała aż tak bardzo tęsknić za Sereną. Miała lekkie wyrzuty sumienia, że zerwała z 

nią kontakty, ale nawet i to minęło, kiedy odbierała krótkie, bezosobowe e - maile od Sereny, 

w których tamta opisywała, jak dobrze się bawi. 

 

Pojechałam 

stopem 

do 

Vermont, 

ż

eby 

poje

ź

dzi

ć

 

na 

snowboardzie,  i  sp

ę

dziłam  noc  w  dyskotece  z  zajebistymi 

chłopakami! 

Ale miałam zwariowan

ą

 noc. Cholera, głowa mi p

ę

ka!

 

 

Ostatnim znakiem życia od Sereny była pocztówka, która przysłała Blair tego lata. 

Blair,  stuknęła  mi  siedemnastka  w  dniu  zdobycia  Bastylii.  Cała  Francja  świętuje!! 

Tęsknię!!! Uściski, Serena. 

 

Napisała tylko tyle. 

Blair  schowała  kartkę  do  starego  pudełka  po  butach,  gdzie  trzymała  wszystkie 

pamiątki  po  ich  przyjaźni.  Przyjaźni,  o  której  zawsze  będzie  pamiętać  i  którą,  aż  do  teraz, 

uważała za skończoną. 

Serena wróciła. Wieko pudełka zostało otwarte i wszystko znowu będzie tak samo jak 

przed  jej  wyjazdem.  Jak  zawsze  będą  nierozłączne.  Serena  i  Blair,  Blair  i  Serena,  a  Blair 

będzie  tą  niższą,  grubszą,  myszowatą,  mniej  dowcipną  najlepszą  przyjaciółką  jasnowłosej 

piękności, Sereny van der Woodsen. 

Albo i nie. Nie, jeśli jakoś temu zaradzi. 

background image

- Musisz się chyba bardzo cieszyć, że Serena wróciła! - zaćwierkała Isabel. Ale kiedy 

zobaczyła  wyraz  twarzy  Blair,  zmieniła  ton.  -  Naturalnie  przyjęli  ją  z  powrotem  do 

Constance. To takie typowe. Za żadną cenę nie chcą stracić żadnej z nas. - Isabel zniżyła głos. 

- Słyszałam, że na wiosnę Serena prowadzała się z jakimś miejscowym po New Hampshire. 

Miała aborcję - dodała. 

- Założę  się,  że  to  nie  była  jej  pierwsza  skrobanka  -  wtrącił  Chuck.  -  Tylko  na  nią 

spójrzcie. 

Tak  też  zrobili.  Cała  czwórka  patrzyła  na  Serenę,  która  nadal  radośnie  gawędziła  z 

Nate'em. Chuck widział dziewczynę, z którą chciał się przespać od czasu, kiedy zaczął mieć 

ochotę na dziewczyny - pierwsza klasa, chyba? Kati widziała dziewczynę, którą naśladowała, 

od  kiedy  zaczęła  sama  kupować  sobie  ciuchy  -  trzecia  klasa?  Isabel  widziała  dziewczynę, 

która  w  kościele  na  świątecznych  jasełkach  grała  anioła  ze  skrzydłami  z  prawdziwych  piór, 

podczas  gdy  ona  była  tylko  skromnym  pasterzem  i  musiała  włożyć  jutowy  worek.  Znowu 

trzecia klasa. Zarówno Kati, jak i Isabel widziały w niej dziewczynę, która na pewno odbierze 

im  Blair,  a  one  będą  miały  tylko  siebie,  co  było  zbyt  ponure,  nawet  żeby  o  tym  myśleć.  A 

Blair widziała Serenę, swoją najlepszą przyjaciółkę, dziewczynę, którą zawsze będzie kochać 

i  nienawidzić.  Dziewczynę,  której  nigdy  nie  dorówna  i  którą  tak  bardzo  starała  się  zastąpić 

kimś innym. Dziewczynę, o której, taką miała nadzieję, wszyscy zapomnieli. 

Przez  jakieś  dziesięć  sekund  Blair  miała  zamiar,  żeby  powiedzieć  przyjaciołom 

prawdę:  Nie  wiedziała,  że  Serena  wraca,  Ale  jak  by  to  wyglądało?  Blair  powinna  być  na 

bieżąco,  więc  jak  mogłaby  się  przyznać,  że  nie  wiedziała  nic  o  powrocie  Sereny,  kiedy 

zdawało się, że jej przyjaciele tyle wiedzą na ten temat? Blair nie mogła tak po prostu stać bez 

słowa. To byłoby zbyt oczywiste.  Zawsze miała coś do powiedzenia. Poza tym kto chciałby 

usłyszeć  prawdę,  kiedy  prawda  była  tak  niewiarygodnie  nudna?  Blair  kochała  dramaturgię. 

Teraz miała szansę. Odchrząknęła. 

- To wszystko stało się tak... nagle - powiedziała tajemniczo. 

Spuściła  wzrok  i  zaczęła  bawić  się  małym  pierścionkiem  z  rubinem,  który  nosiła  na 

środkowym palcu prawej ręki. Film się zaczął i Blair się rozkręcała. 

- Myślę,  że  Serena  jest  tym  załamana.  Ale  obiecałam  jej,  że  nikomu  nie  powiem  - 

dodała. 

Jej  przyjaciele  pokiwali  głowami,  jakby  to  absolutnie  rozumieli.  Zabrzmiało  to 

jednocześnie  poważnie  i  pikantnie,  a  co  najlepsze,  wyszło  na  to,  że  Serena  zwierzyła  się  ze 

wszystkiego Blair. Gdyby Blair mogła napisać scenariusz do reszty tego filmu, to z pewnością 

ona owinęłaby sobie chłopaka wokół palca, A Serena mogłaby grać dziewczynę, która spada 

background image

z klifu, roztrzaskuje czaszkę o skały, pożerają ją żywcem wygłodniałe sępy i wszelki ślad po 

niej ginie. 

- Uważaj, Blair - ostrzegł ją Chuck, pokazując głową na Serenę i Nate'a, którzy nadal 

rozmawiali  półszeptem  przy  barze,  nie  spuszczając  z  siebie  wzroku.  -  Wygląda  na  to,  że 

Serena już znalazła kolejną ofiarę. 

background image

S&N 

Serena trzymała Nate'a za rękę, wymachując nią w tę i w tamtą. 

- Pamiętasz Nagiego Bucka? - zapytała go, śmiejąc się wesoło. 

Nate zachichotał, ciągle zażenowany, nawet po tylu latach. Nagi Buck był jego drugim 

ja, wymyślonym na imprezie w ósmej klasie, kiedy większość z nich upiła się po raz pierwszy 

w życiu. Po wlaniu w siebie sześciu piw Nate ściągnął koszulę, a Serena  i Blair narysowały 

czarnym  markerem  na  jego  torsie  głupowatą  twarz  z  zajęczą  szczęką.  Nie  wiedzieć  czemu, 

przez tę twarz w Nate'a wstąpił demon i wymyślił pijacką grę. Wszyscy siedzieli w kółku, a 

Nate  stał  pośrodku  z  podręcznikiem  do  łaciny  i  wykrzykiwał  czasowniki,  które  mieli 

odmieniać. Pierwsza osoba, która się pomyliła, musiała się napić i pocałować Nagiego Bucka. 

Oczywiście  wszyscy  się  mylili,  jednakowo  chłopaki  i  dziewczyny,  więc  tamtej  nocy  Nagi 

Buck  cieszył  się  dużym  powodzeniem.  Następnego  ranka  Nate  próbował  udawać,  że  nic  się 

nie wydarzyło, ale dowód był wymalowany na jego ciele. Minęły tygodnie, zanim udało mu 

się zmyć Bucka. 

- A  pamiętasz  Morze  Czerwone?  -  zapytała  Serena.  Przyglądała  się  twarzy  Nate'  a. 

Żadne z nich teraz się nie uśmiechało. 

- Morze  Czerwone  -  powtórzył  Nate,  tonąc  w  głębokich,  niebieskich  jeziorach  jej 

oczu. Oczywiście, że pamiętał. Jak mógłby zapomnieć? 

Upalny  sierpniowy  weekend  w  wakacje  po  dziesiątej  klasie.  Nate  był  w  mieście  ze 

swoim  ojcem,  a  reszta  rodziny  nadal  siedziała  w  Maine.  Serena,  która  tkwiła  w  wiejskim 

domu w Ridgefleld, Connecticut, była tak znudzona, że pomalowała każdy z paznokci u rąk i 

nóg na inny kolor. Blair była w zamku Waldorfów w Gleneagles w Szkocji na weselu ciotki. 

Ale dwoje jej najlepszych przyjaciół dobrze się bawiło bez niej. Gdy Nate zadzwonił, Serena 

natychmiast wsiadła do kolejki linii New Haven do Grand Central Station. 

Spotkali się na peronie. Serena była w jasnoniebieskiej jedwabnej sukience i różowych 

gumowych  klapkach.  Jej  blond  Włosy  opadały  luźno,  sięgając  nagich  ramion.  Nie  miała  ze 

sobą  torebki,  ani  nawet  portfela  czy  kluczy.  Dla  Nate'a  wyglądała  jak  anioł.  Ale  był 

szczęściarzem.  Życie  nigdy  nie  smakowało  lepiej  niż  wtedy,  gdy  Serena  przeszła  peronem, 

zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała w usta. To był cudowny, zaskakujący pocałunek. 

background image

Najpierw  pili  martini  w  małym  barze  na  górze  obok  wejścia  na  Grand  Central  od 

strony  Vanderbilt  Avenue.  Potem  pojechali  taksówką  przez  Park  Avenue  prosto  do  domu 

Nate'a  na  Osiemdziesiątej  Drugiej.  Jego  ojciec  miał  spotkanie  z  jakimiś  zagranicznymi 

bankierami i miało go nie być do późna, więc Serena i Nate mieli dom tylko dla siebie. Było 

dziwnie, bo pierwszy raz byli ze sobą sam na sam i obserwowani. 

Nie trwało to długo. 

Siedzieli w ogrodzie, pijąc piwo i paląc papierosy. Nate miał na sobie koszulę polo z 

długimi  rękawami,  a  ponieważ  było  wyjątkowo  gorąco,  zdjął  ją.  Jego  ramiona  były  usiane 

maleńkimi piegami, a plecy muskularne i opalone w czasie wielu godzin spędzonych w porcie 

w Maine, gdzie razem z ojcem budował żaglówkę. 

Serenie  też  było  gorąco,  więc  wdrapała  się  do  fontanny.  Usiadła  na  kolanie 

marmurowej Wenus z Milo i chlapała się wodą, aż zupełnie przemoczyła sukienkę. 

Nie  było  trudno  dostrzec,  która  z  nich  to  prawdziwa  bogini.  W  porównaniu  z  Sereną 

Wenus  była  tylko  chropowatym  kawałem  marmuru.  Nate  podszedł  chwiejnie  do  fontanny  i 

przyłączył się do Sereny. Wkrótce oboje zaczęli zdzierać z siebie resztę ubrań. W końcu był 

sierpień. Jedynym sposobem na przetrwanie sierpnia w mieście było rozebrać się do naga. 

Nate  martwił  się  kamerami,  które  cały  czas  monitorowały  dom  jego  rodziców, 

zarówno od frontu, jak i od tyłu, więc poprowadził Serenę do środka, do sypialni rodziców. 

Reszta jest historią. 

Oboje  uprawiali  seks  po  raz  pierwszy.  Było  niezręcznie  i  boleśnie,  i  podniecająco,  i 

zabawnie, i tak słodko, że zapomnieli o zakłopotaniu. Było dokładnie tak, jak się marzy, żeby 

wyglądał  pierwszy  raz,  i  niczego  nie  żałowali.  Później  włączyli  telewizor,  który  był 

ustawiony  na  History  Channel,  gdzie  akurat  nadawali  film  dokumentalny  o  Morzu 

Czerwonym.  Leżeli  objęci,  wpatrując  się  w  chmury  przez  świetlik  na  górze,  jednocześnie 

słuchając, jak lektor mówi o Mojżeszu, przed którym rozstąpiło się Morze Czerwone. 

Serenie przyszło wtedy do głowy coś komicznego. 

- Rozstąpiło  się  przed  tobą  moje  Morze  Czerwone!  -  wy  krzyknęła  ze  śmiechem, 

mocując się z Nate'em na poduszkach. 

Nate roześmiał się i zawinął ją w prześcieradło jak mumię. 

- A  teraz  zostawię  cię  tu  jako  ofiarę  dla  Ziemi  Świętej!  powiedział  głębokim  głosem 

jak z horroru. 

I  zostawił  ją,  na  chwilę.  Wstał  i  zamówił  chińszczyznę  oraz  kiepskie  białe  wino.  A 

potem  leżeli  w  łóżku,  jedli,  pili,  a  zanim  niebo  pociemniało  i  przez  świetlik  było  widać 

migające gwiazdy, jeszcze raz rozstąpiło się przed nim jej Morze Czerwone. 

background image

Tydzień  później  Serena  wyjechała  do  Hanover  Academy,  a  Nate  i  Blair  zostali  w 

Nowym Jorku. Od tamtej pory Serena zawsze spędzała wakacje za granicą - Boże Narodzenie 

w  austriackich  Alpach,  Wielkanoc  w  Dominikanie,  latem  podróżowała  po  Europie.  Dopiero 

teraz  wróciła  do  Nowego  Jorku;  Widzieli  się  pierwszy  raz  od  czasu  rozstąpienia  się  Morza 

Czerwonego. 

- Blair o tym nie wie, prawda? - Serena zapytała cicho Nate'a. 

Jaka Blair? - pomyślał Nate, który chwilowo stracił pamięć. Pokręcił głową. 

- Nie - powiedział. - Jeśli ty jej nie powiedziałaś, to nie wie. 

Ale  wiedział  Chuck  Bass,  co  było  chyba  jeszcze  gorsze.  Nate  wygadał  się  zaledwie 

dwa dni temu, po pijaku, co było kompletną głupotą. Przypalali trawę i Chuck zapytał: 

- Powiedz, Nate. Jakie było twoje najlepsze pieprzenie W tyciu? Oczywiście, o ile  w 

ogóle już to robiłeś. 

- Zrobiłem to z Sereną van der Woodsen - pochwalił się Nate jak skończony idiota. 

A  Chuck  nie  utrzyma  tego  długo  w  sekrecie.  Było  to  zbyt  pikantne  i  za  bardzo 

użyteczne.  Chuck  nie  musiał  czytać  książki  Jak  zdobywać  przyjaciół  i  wywierać  wpływ  na 

ludzi.  Było  tak,  jakby  sam  ją  napisał.  Tyle  tylko,  że  nie  szło  mu  najlepiej  z  pozyskiwaniem 

przyjaciół. 

Serena  zdawała  się  nie  zauważać  niezręcznego  milczenia  Nate'a.  Westchnęła, 

opierając  głowę  na  jego  ramieniu.  Nie  pachniała  już  Cristalle  Chanel,  tak  jak  kiedyś. 

Pachniała  miodem,  drzewem  sandałowym  i  liliami  -  mieszanką  olejków  własnego  pomysłu. 

To było bardzo w jej stylu i zupełnie nie można się było temu oprzeć, ale gdyby ktokolwiek 

inny próbował używać tego zapachu, pewnie pachniałby psią kupą. 

- Cholera. Potwornie za tobą tęskniłam, Nate - powiedziała. - Szkoda, że nie widziałeś, 

w co się wpakowałam. Byłam taka niegrzeczna. 

- Co masz na myśli? Co takiego zrobiłaś? - zapytał zaniepokojony Nate. Przez krótką 

chwile  wyobrażał  sobie,  jak  Serena  urządza  orgie  w  swoim  pokoju  w  internacie  Hanover 

Academy i romansuje ze starszymi mężczyznami w hotelowych pokojach w Paryżu. Żałował, 

że nie odwiedził jej tego lata w Europie. Zawsze chciał to zrobić w hotelu. 

- I byłam beznadziejną przyjaciółką - ciągnęła Serena. - Prawie nie odzywałam się do 

Blair  od  chwili  wyjazdu.  A  tyk  się  wydarzyło.  Wiem,  że  jest  wściekła.  Nawet  się  nie 

przywitała. 

- Nie jest wściekła - powiedział Nate. - Może po prostu jest onieśmielona. 

Serena spojrzała na niego. 

- Jasne  -  powiedziała  kpiąco.  -  Blair  jest  onieśmielona.  Od  kiedy  to  zrobiła  się  taka 

background image

nieśmiała? 

- No cóż, ale nie jest wściekła - upierał się Nate. 

Serena wzruszyła ramionami. 

- W  każdym  razie  jestem  tak  podjarana,  że  znowu  jestem  z  wami.  Będziemy  robić 

wszystko to, co dawniej. Razem z Blair będziemy zrywać się z zajęć i spotykać się z tobą na 

dachu Met, a potem pobiegniemy do tego starego kina obok hotelu Plaza i będziemy oglądać 

zakręcone filmy aż do popołudnia. Ty i Blair już zawsze będziecie razem, a ja będę druhną na 

waszym ślubie. I będziemy szczęśliwi, tak jak w filmach. 

Nate zmarszczył brwi. 

- Nie rób takiej miny, Nate - powiedziała Serena ze śmiechem. - To nie brzmi aż tak 

źle, prawda? 

Nate wzruszył ramionami. 

- Nie, chyba jest okay - powiedział, choć wcale tak nie myślał. 

- Co jest okay? - zapytał opryskliwy głos. 

Zaskoczeni, Nate i Serena oderwali od siebie oczy. To był Chuck, a wraz z nim Kati, 

Isabel, w końcu Blair, która rzeczywiście wyglądała na onieśmieloną. 

Chuck klepnął Nate'a w plecy. 

- Sorry,  Nate  -  powiedział.  -  Ale  wiesz,  nie  możesz  przez  cała  noc  mieć  van  der 

Woodsen tylko dla siebie. 

Nate prychnął i przechylił szklaneczkę. Został w niej sam lód.. 

Serena  spojrzała  na  Blair.  W  każdym  razie  próbowała.  Blair  zrobiła  rytuał  z 

naciągania swoich czarnych pończoch, podciągając je centymetr po centymetrze od chudych 

kostek  do  kościstych  kolan,  i  wyżej,  na  muskularne  uda  tenisistki.  Więc  Serena  dała  sobie 

spokój i ucałowała najpierw Kati, potem Isabel. Dopiero wtedy ruszyła do Blair. 

Blair  nie  mogła  bez  końca  zajmować  się  pończochami,  nie  budząc  przy  tym 

śmieszności. Kiedy Serena stanęła przy niej, uniosła głowę, udając zaskoczenie. 

- Hej,  Blair  -  powiedziała  podekscytowana  Serena.  Położyła  dłonie  na  ramionach 

przyjaciółki i schyliła się, by pocałować ją w oba policzki. - Przepraszam, że nie zadzwoniłam 

do ciebie przed powrotem. Chciałam. Ale działo się tyle zwariowanych rzeczy. Mam ci tyle 

do opowiedzenia. 

Chuck,  Kati  i  Isabel  zaczęli  szturchać  się  łokciami,  przyglądając  się  Blair.  Było  dla 

nich oczywiste, że kłamała. Nie miała pojęcia, że Serena wraca. 

Blair spaliła cegłę. 

Była ugotowana. 

background image

Nate  zauważył  napięcie,  ale  myślał,  że  przyczyna  jest  zupełnie  inna.  Czy  Chuck  już 

wyśpiewał wszystko  Blair? Czy był spalony? Nate nie był pewien.  Blair  nawet na niego nie 

spojrzała. 

To  było  chłodne  powitanie.  Nie  takiego  się  oczekuje,  jeśli  chodzi  o  starych,  dobrych 

przyjaciół. 

Serena przenosiła wzrok z jednej twarzy na drugą. Najwyraźniej powiedziała coś nie 

tak. Szybko domyśliła się, o co chodzi. Ale ze mnie idiotka, zbeształa się w duchu. 

- To  znaczy,  przepraszam,  że  nie  zadzwoniłam  do  ciebie  wczoraj.  Dosłownie  przed 

chwilą  wróciłam  z  Ridgefield.  Rodzice  mnie  tam  uziemili,  zastanawiając  się,  co  ze  mną 

zrobić. Ale się wynudziłam. 

Całkiem zgrabnie. 

Serena  czekała  na  uśmiech  Blair,  wdzięcznej,  że  jej  nie  wydała,  ale  Blair  tylko 

spojrzała  na  Kati  i  Isabel,  żeby  zorientować  się,  czy  zauważyły  to  potknięcie.  Blair 

zachowywała  się  dziwnie  i  Serena  próbowała  opanować  narastającą  panikę.  Może  Nate  nie 

miał  racji.  Może  Blair  faktycznie  była  na  nią  wściekła.  Serena  tyle  przegapiła.  Na  przykład 

rozwód rodziców Blair. Biedna Blair. 

- Musi  być  beznadziejnie  bez  twojego  taty  -  powiedziała  Serena.  -  Ale  twoja  mama 

wygląda  naprawdę  świetnie,  a  Cyrus  jest  nawet  sympatyczny,  kiedy  już  się  do  niego 

przywyknie - zachichotała. 

Blair nadal się nie uśmiechała. 

- Możliwe  -  powiedziała,  patrząc  przez  okno  na  budkę  z  hot  dogami.  -  Ja  do  niego 

jeszcze nie przywykłam. 

Cała szóstka milczała przez długą, pełną napięcia chwilę. 

Potrzeba im było po dobrym, mocnym drinku. 

Nate zagrzechotał lodem w swojej szklance. 

- Kto chce się jeszcze napić? - zapytał. - Zrobię drinki. 

Serena podsunęła mu swój kieliszek. 

- Dzięki,  Nate  -  powiedziała.  -  Cholernie  mnie  suszy.  W  Ridgefield  zamknęli  przede 

mną barek. Możecie uwierzyć? 

Blair potrząsnęła głową. 

- Nie, dzięki - powiedziała. 

- Jak wypiję jeszcze jednego, jutro w szkole będę miała kaca - powiedziała Kati. 

Isabel roześmiała się. 

- Zawsze jesteś w szkole na kacu - powiedziała i podała Nate'owi swoją szklaneczkę. - 

background image

Trzymaj. Wypiję z Kati na pól. 

- Pomogę ci - zaofiarował się Chuck. Ale zanim zdążył Cokolwiek zrobić, podeszła do 

nich pani van der Woodsen, dotykając ramienia córki. 

- Serena, Eleanor prosi, żebyśmy już siadali do kolacji. Zrobiła ci miejsce obok Blair, 

więc będziecie mogły sobie poplotkować. 

Serena zerknęła z niepokojem na Blair, ale Blair już ruszyła do stołu i zajęła miejsce 

obok swojego jedenastoletniego brata Tylera, który siedział tam od ponad godziny, pogrążony 

w  lekturze  magazynu  „Rolling  Stone”.  Jego  idolem  był  Cameron  Crowe,  reżyser  filmowy, 

który był w trasie z Led Zeppelin, kiedy miał zaledwie piętnaście lat, Tyler olewał kompakty, 

upierając się przy słuchaniu starych płyt winylowych. Blair martwiła się,  że jej brat wyrasta 

na frajera. 

Serena uzbroiła się w cierpliwość i przysunęła sobie krzesło na miejsce obok Blair. 

- Blair,  strasznie  mi  przykro,  że  dałam  plamę  -  powiedziała,  wyciągając  lnianą 

serwetkę  ze  srebrnej  obrączki  i  rozkładając  sobie  na  kolanach.  -  Rozwód  twoich  rodziców 

musiał być koszmarem. 

Blair wzruszyła ramionami. Wzięła bułkę z koszyka, rozerwała ją na pół i wepchnęła 

jedną połówkę do ust. Inni goście dopiero podchodzili do stołu, szukając swoich miejsc. Blair 

wiedziała,  że  to  niekulturalnie  zaczynać  jedzenie,  zanim  wszyscy  usiądą,  ale  kiedy  miała 

pełne usta, nie mogła mówić, a naprawdę nie miała ochoty na żadne pogawędki. 

- Żałuję, że mnie tu nie było - powiedziała Serena, patrząc, jak Blair rozsmarowuje na 

drugiej połówce gruby kawał francuskiego masła. - Ale miałam zwariowany rok. Mam ci do 

opowiedzenia kompletnie zakręcone historie. 

Blair  kiwnęła  głową,  powoli  żując  bułkę,  jak  krowa  przeżuwa  swoją  paszę.  Serena 

czekała, aż Blair zapyta, co to za historie, ale Blair nie powiedziała nic, tylko dalej żuła. Nie 

chciała  nic  słyszeć  o  tych  wszystkich  fantastycznych  rzeczach,  które  Serena  robiła,  kiedy 

sobie wyjechała, podczas gdy ona siedziała w domu, patrząc, jak rodzice walczą o zabytkowe 

krzesła,  na  których  nikt  nie  siadał,  filiżanki,  których  nikt  nie  używał,  i  brzydkie,  drogie 

obrazy. 

Serena  chciała  opowiedzieć  Blair  o  Charlesie,  jedynym  rastafarianinie  w  Hanover 

Academy,  który  prosił  ją,  by  uciekła  z  nim  na Jamajkę.  O  Nicholasie,  francuskim  koledze z 

college'u, który nigdy nie nosił bielizny i który ścigał jej pociąg maleńkim fiatem przez całą 

drogę  z  Paryża  do  Mediolanu.  O  tym,  jak  paliła  hasz  w  Amsterdamie  i  spała  w  parku  z 

pijanymi  prostytutkami,  bo  zapomniała,  gdzie  się  zatrzymała.  Chciała  powiedzieć  Blair,  jak 

bardzo  było  przechlapane,  kiedy  okazało  się,  że  nie  przyjmą  jej  w  Hanover  Academy  na 

background image

ostatni  rok,  tylko  dlatego,  że  odpuściła  sobie  pierwsze  tygodnie  szkoły.  Chciała  jej 

powiedzieć,  że  boi  się  jutrzejszego  powrotu  do  Constance,  bo  w  minionym  roku  niezbyt 

przykładała się do nauki i czuje się zupełnie wyłączona z obiegu. 

Ale  Blair  nie  była  zainteresowana.  Chwyciła  następną  bułkę  i  odgryzła  potężny 

kawałek. 

- Wina, panienko? - zapytała Esther, stając z butelką po lewej stronie Sereny. 

- Tak,  dziękuje  -  powiedziała  Serena.  Patrzyła,  jak  Côte  du  Rhone  wypełnia  jej 

kieliszek  i  ponownie  pomyślała  o  Morzu  Czerwonym.  Może  Blair  jednak  wie?  Czy  o  to 

chodzi? Czy dlatego tak dziwacznie się zachowuje? 

Serena  zerknęła  na  Nate'a  siedzącego  cztery  krzesła  dalej,  ale  był  pogrążony  w 

rozmowie z jej ojcem. Na pewno gadają o łodziach. 

- Więc  ty  i  Nate  nadal  jesteście  razem?  -  zagadnęła  Serena,  podejmując  ryzyko.  - 

Założę się, że wy dwoje skończycie na ślubnym kobiercu. 

Blair  łyknęła  haust  wina,  a  jej  mały  pierścionek  z  brylantem  zagrzechotał  o  szkło. 

Sięgnęła po masło i pacnęła potężny kawałek na swoją bułkę. 

- Halo? Blair? - powiedziała Serena, szturchając  przyjaciółkę w ramię. -  Wszystko w 

porządku? 

- Taaak  -  burknęła  Blair.  Nie  była  to  właściwie  odpowiedź  na  pytanie  Sereny,  tylko 

niewyraźne, ogólnikowe stwierdzenie rzucone w celu wypełnienia ciszy, kiedy zajmowała się 

swoją bułką. - Wszystko w porządku. 

Esther  przyniosła  kaczkę,  suflet  z  żołędzi  oraz  buraczki  z  sosem  i  zaraz  zaczęły 

brzęczeć  talerze  i  srebrne  sztućce,  i  zewsząd  słychać  było  pomruki  „przepyszne”.  Blair 

nałożyła sobie na talerz górę jedzenia, na które się rzuciła, jakby nie jadła od tygodni. Miała 

gdzieś, że może jej się zrobić niedobrze, dopóki nie musiała rozmawiać z Sereną.. 

Wow! - powiedziała Serena, patrząc, jak Blair się opycha. - Musiałaś być naprawdę 

głodna. 

Blair kiwnęła głową i wetknęła do ust widelec buraczków. Popiła je winem. 

- Umieram z głodu - powiedziała. 

- Sereno!  -  zawołał  Cyrus  Rose  od  szczytu  stołu.  -  Opowiedz  mi  o  Francji.  Twoja 

mama  mówiła,  że  spędziłaś  lato  na  południu  Francji.  To  prawda,  że  Francuzki  nie  noszą  na 

plaży staników? 

- Tak,  to  prawda  -  odparła  Serena.  Uniosła  figlarnie  jedną  brew.  -  Ale  nie  tylko 

Francuzki. Ja też opalam się tam zawsze topless. W jaki inny sposób można się równomiernie 

opalić? 

background image

Blair  zakrztusiła  się  potężnym  kawałem  sufleta  i  splunęła  nim  do  swojego  wina. 

Jedzenie  pływało  po  powierzchni  karmazynowego  płynu  jak  rozmokłe  pyzy.  Esther 

błyskawicznie usunęła kieliszek i przyniosła jej nowy. 

Nikt  niczego  nie  zauważył.  Uwaga  wszystkich  była  skupiona  na  Serenie,  która 

zabawiała  gości  opowieściami  o  swoich  podróżach  po  Europie  jeszcze  przez  cały  deser. 

Kiedy Blair skończyła dokładkę kaczki, zjadła wielką porcję puddingu z tapioki z czekoladą, 

nie zwracając zupełnie uwagi na Serenę, koncentrując się wyłącznie na jedzeniu. W końcu jej 

żołądek  się  zbuntował.  Poderwała  się  gwałtownie,  odsunęła  krzesło  i  popędziła  korytarzem 

prosto do przylegającej do jej sypialni łazienki. 

- Blair! - zawołała za nią Serena. Podniosła się. - Proszę mi wybaczyć - powiedziała i 

pospiesznie odeszła, żeby zobaczyć, co się dzieje. Nie musiała wcale się aż tak spieszyć; Blair 

nigdzie się nie wybierała. 

Kiedy Chuck zauważył,  że najpierw  Blair, a potem Serena odeszły od stołu, pokiwał 

wymownie głową i szturchnął łokciem Isabel. 

- Blair idzie rzygać - szepnął. - Urocze. 

Nate  patrzył  na  ucieczkę  dwóch  dziewczyn  od  stołu  z  narastającym  niepokojem.  Był 

przekonany, że dziewczyny rozmawiają w toalecie wyłącznie o seksie. 

I w zasadzie miał rację. 

Blair uklękła nad sedesem i wetknęła środkowy palec do gardła tak głęboko, jak tylko 

się  dało.  Oczy  zaczęły  jej  łzawić,  a  po  chwili  żołądek  dostał  konwulsji.  Robiła  to  już 

wcześniej  wiele  razy.  Było  to  potwornie  obrzydliwe  i  wiedziała,  że  nie  powinna  tego  robić, 

ale przynajmniej czuła się lepiej, kiedy było już po wszystkim. 

Drzwi  do  jej  łazienki  były  uchylone  i  Serena  słyszała,  jak  w  środku  jej  przyjaciółka 

wymiotuje. 

- Blair, to ja - powiedziała cicho Serena. - Dobrze się czujesz? 

- Za  chwilę  wychodzę  -  burknęła  Blair,  wycierając  usta.  Wstała  i  spuściła  wodę  w 

toalecie. 

Serena weszła do środka, a Blair odwróciła się i spojrzała na nią z wściekłością. 

- Nic mi nie jest. Naprawdę. 

Serena opuściła deskę klozetową i usiadła. 

- Przestań  być  taką  zdzirą,  Blair  -  powiedziała  doprowadzona  do  rozpaczy.  -  O  co 

chodzi? To ja, pamiętasz? Wiemy o sobie wszystko. 

Blair sięgnęła po pastę i szczoteczkę do zębów. 

- Tak było kiedyś - odparła i zaczęła z furią szorować zęby. 'Splunęła zieloną pianą. - 

background image

A tak w ogóle, to kiedy po raz ostatni rozmawiałyśmy? Latem, rok temu? 

Serena spuściła wzrok na swoje zdarte skórzane trzewiki. 

- Wiem. Tak mi przykro. Nawaliłam - powiedziała. 

Blair  opłukała  szczoteczkę  i  wetknęła  z  powrotem  do  uchwytu.  Wpatrywała  się  w 

swoje odbicie w lustrze. 

- Cóż,  ominęło  cię  bardzo  dużo  -  powiedziała,  wycierając  rozmazany  tusz  spod  oka 

małym  palcem.  -  Chodzi  o  to,  że  zeszły  rok  był  naprawdę...  inny,  -  Już  miała  powiedzieć 

„ciężki”,  ale  wtedy  zrobiłaby  z  siebie  ofiarę.  Wyszłoby,  na  to,  że  ledwie  przetrwała  bez 

Sereny. „Inny” brzmiało o wiele lepiej. 

Zerknęła na siedzącą na sedesie Serenę. Poczuła nagły przypływ siły. 

- Nate i ja staliśmy się sobie naprawdę bliscy. No wiesz, mówimy sobie o wszystkim i 

tak dalej. 

Tak, pewnie. 

Obie  dziewczyny  przypatrywały  się  sobie  przez  chwilę  z  rezerwą.  Potem  Serena 

wzruszyła ramionami. 

- Nie musisz martwić się o mnie i o Nate'a. Wiesz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. A 

poza tym dosyć mam chłopaków. 

Kąciki  ust  Blair  uniosły  się.  Było  oczywiste,  że  Serena  chciała,  by  zapytała  ją, 

dlaczego  ma  dosyć  chłopaków.  Ale  Blair  nie  zamierzała  dać  jej  tej  satysfakcji.  Obciągnęła 

sweter i jeszcze raz zerknęła na swoje odbicie. 

- Do zobaczenia przy stole - powiedziała i szybko wyszła z łazienki. 

Cholera,  pomyślała  Serena,  ale  nie  ruszyła  się  z  miejsca.  Nie  ma  sensu  iść  teraz  za 

Blair, skoro jest w tak podłym nastroju. Jutro w szkole będzie lepiej. Przeprowadzą jedną ze 

swoich  słynnych  szczerych  rozmów  w  jadalni  nad  jogurtem  cytrynowym  i  sałatą.  To 

niemożliwe, żeby tak po prostu przestały być przyjaciółkami. 

Podniosła  się  i  przyjrzała  się  w  lustrze  swoim  brwiom;  pesetą  Blair  usunęła  kilka 

zbędnych włosków. Wyciągnęła z kieszeni błyszczyk Gash Urban Decay i nałożyła na wargi 

kolejną warstwę. Potem wzięła szczotkę Blair i zaczęła czesać włosy, Na koniec wysikała się 

i wróciła do towarzystwa przy stole, zapominając zabrać z umywalki Blair swój błyszczyk. 

Kiedy usiadła na swoim miejscu, Blair właśnie jadła drugą dokładkę puddingu, a Nate 

szkicował dla Cyrusa na pudełku od zapałek miniaturowy rysunek swojej żaglówki. Siedzący 

po drugiej stronie stołu Chuck uniósł kieliszek, żeby stuknąć się z Sereną. Nie miała pojęcia, 

za co wznosi toast, ale zawsze była Otwarta na wszystko. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

WIDZIANO, JAK S ROZPROWADZA NARKOTYKI NA SCHODACH MET 

 

No có

ż

, chyba mamy za sob

ą

 niezły pocz

ą

tek. Przystali

ś

cie mi tony maili i 

ś

wietnie si

ę

 bawiłam, kiedy 

je czytałam. Wielkie dzi

ę

ki. Czy to nie przyjemne uczucie by

ć

 niegrzecznym? 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 hej plotkara, 

słyszałam, 

ż

e  w  New  Hampshire  policja  znalazła  na  polu  nag

ą

  dziewczyn

ę

  z  kilkoma 

martwymi  kurczakami,  uznali, 

ż

e  została  wyznawczyni

ą

  voodoo  czy  jakie

ś

  inne  gówno  w 

tym stylu, my

ś

lisz, 

ż

e to była S? chodzi o to, 

ż

e to do niej podobne, nie? Narka. 

catee3 

 

O:

 Hej Catee3, 

Nic o tym nie wiem, ale nie byłabym zaskoczona, S przepada za kurczakami. Raz, w parku, 

widziałam,  jak  wsun

ę

ła  cały  kubełek  pieczonych  kurczaków.  Ale  podobno  tamtego  dnia 

ostro 

ć

pała. 

 

P:

 Cze

ść

 P, 

Moje  imi

ę

  zaczyna  si

ę

  na  S  i  jestem  blondynk

ą

!!!  I  te

ż

  wła

ś

nie  wróciłam  ze  szkoły  z 

internatem  do  mojej  starej  budy  w  Nowym  Jorku,  Miałam  do

ść

  tych  wszystkich  zasad,  jak 

na przykład 

ż

adnego picia, palenia czy chłopaków w pokoju,: ( W ka

ż

dym razie mam teraz 

własne mieszkanie i w nast

ę

pn

ą

 sobot

ę

 robi

ę

 imprez

ę

 - chcesz przyj

ść

?: - ) 

S969 

 

background image

O:

 Cze

ść

 S969, 

S,  o  której  pisz

ę

,  nadal  mieszka  ze  swoimi  rodzicami  jak  wi

ę

kszo

ść

  nas, 

siedemnastolatków, ty szcz

ęś

liwa zdziro. 

 

P:

 jak leci, plotkara? 

zeszłej  nocy  paru  znajomych  chłopaków  skombinowało  gar

ść

  tabletek  od  blond  laski  na 

schodach  metropolitan  museum  of  art.  wszystkie  tabletki  były  oznaczone  liter

ą

  S.  zbieg 

okoliczno

ś

ci, czy co? 

N00name 

 

O:

 Cze

ść

 N00name, 

Wooow, to wszystko, co mog

ę

 powiedzie

ć

 

1 GUYS I 2 LASKI 

 

I  i  K  mog

ą

  mie

ć

  problem  z  wbiciem  si

ę

  w  swoje  słodkie  sukienki,  kupiły  w  Bendel,  je

ś

li  nadal  b

ę

d

ą

 

codziennie wpada

ć

 do 3 Guys Coffe Shop na gor

ą

c

ą

 czekolad

ę

 i frytki. Poszłam tam, 

ż

eby zobaczy

ć

o co ten cały hałas, i mog

ę

 powiedzie

ć

ż

e mój kelner był całkiem fajny, o ile lubi si

ę

 włosy w uszach, 

jedzenie  jest  gorsze  nawet  od  tego  w  Jackson  Hole  i 

ś

rednia  wieku  ludzi,  którzy  tam  przychodz

ą

wynosi jakie

ś

 100 lat. 

 

Na celowniku 

 

C widziano u Tiffany'ego, jak wybiera kolejne spinki do mankietów z monogramem na przyj

ę

cie. Hej? 

Czekam  na  zaproszenie.  Matk

ę

  B  widziano  za  r

ą

czk

ę

  z  jej  nowym  facetem  u  Cartiera.  Hm,  kiedy 

wesele?  Widziano  jeszcze:  dziewczyn

ę

  uderzaj

ą

co  podobn

ą

  do  S,  jak  wychodzi  z  kliniki  chorób 

wenerycznych  w  Lower  East  Side.  Była  w  czarnej  peruce  i  wielkich  ciemnych  okularach.  Co  za 

kamufla

ż

. A wczoraj, pó

ź

nym wieczorem, widziano S, jak wychyla si

ę

 z okna swojej sypialni na Pi

ą

tej 

Alei; wygl

ą

dała na nieco zagubion

ą

Nie skacz, skarbie, wszystko b

ę

dzie dobrze. 

Tyle na dzi

ś

. Do zobaczenia jutro w szkole. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

słuchajcie anielskiego zwiastowania 

- Witajcie  z  powrotem,  dziewczęta  -  powiedziała  pani  McLean,  stojąc  na  podium 

przed szkolnym audytorium. - Mam nadzieję, że wszystkie miałyście fantastyczny weekend. 

Ja spędziłam swój w Vermont i było absolutnie bosko. 

Wszystkie  siedemset  uczennic  ze  szkoły  dla  dziewcząt  Constance  Billard,  od 

przedszkola  do  dwunastej  klasy,  i  pięćdziesięcioro  członków  grona  pedagogicznego  oraz 

personelu  zachichotało  dyskretnie.  Wszyscy  wiedzieli,  że  pani  McLean  miała  w  Vermont 

dziewczynę  o  imieniu  Vonda,  która  jeździła  traktorem.  Pani  McLean  miała  po  wewnętrznej 

stronie uda wytatuowany napis: 

PRZEWIEŹ MNIE

,

 VONDA

To prawda, przysięgam. 

Pani  McLean,  czy  pani  M,  jak  nazywały  ją  uczennice,  była  ich  dyrektorka.  Jej 

zadaniem  było  zebrać  samą  śmietankę  -  posłać  dziewczęta  do  najlepszych  college'ów, 

zapewnić im najlepsze małżeństwa i najlepsze życie - i była bardzo dobra w tym, co robiła.. 

Nie  miała  cierpliwości  do  ofiar,  a  jeśli  któraś  z  dziewczyn  zachowywała  się  jak  ofiara,  bez 

przerwy  brała  zwolnienia  czy  dawała  plamę  na  egzaminach  wstępnych,  zaraz  wzywała 

psychiatrów,  psychologów  i  korepetytorów,  robiła  wszystko,  żeby  delikwentka  otrzymała 

taką  pomoc,  jakiej  potrzebowała,  by  uzyskać  dobre  stopnie,  wysokie  wyniki  i  by  drzwi  do 

college'u, który wybierze, stały przed nią otworem. 

Pani M nie tolerowała również podłości. Constance Billard miała być szkołą wolną od 

klik  i  jakichkolwiek  uprzedzeń.  Pani  M  często  powtarzała:  „Kiedy  w  coś  bezpodstawnie 

wierzycie,  robicie  idiotki  nie  tylko  z  siebie,  ale  i  ze  mnie”.  Nawet  najbardziej  błahe 

pomówienie jednej dziewczyny przez drugą było karane dniem spędzonym w odosobnieniu i 

cholernie  trudnym  wypracowaniem  do  napisania.  Ale  tego  typu  kary  były  rzadką 

koniecznością. Pani M żyła w błogiej nieświadomości, co tak naprawdę dzieje się w szkole. Z 

całą  pewnością  nie  słyszała  szeptów  na  samym  końcu  audytorium,  gdzie  siedziały 

dziewczyny z najstarszych klas. 

- Mówiłaś, że dzisiaj wraca Serena, zgadza się? - szepnęła Rain Hoffstetter do  Isabel 

Coates. 

Tego ranka Blair, Kati, Isabel i Rain spotkały się jak zwykle za rogiem, żeby zapalić i 

background image

napić  się  kawy  przed  szkolą.  Robiły  tak  każdego  ranka  od  dwóch  lat  i  spodziewały  się,  że 

Serena przyłączy się do nich. Ale szkoła zaczęła się dziesięć minut temu, a Serena jeszcze się 

nie zjawiła. 

Blair nie mogła opanować irytacji - Serena usiłowała sprawić, by jej powrót wydawał 

się  jeszcze  bardzie  tajemniczy,  niż  był.  Jej  przyjaciółki  wierciły  się  na  swoich  krzesłach,  a 

każda chciała pierwsza dostrzec Serenę, jakby była jakąś sławą. 

- Pewnie  jest  za  bardzo  naćpana,  żeby  przyjść  dzisiaj  do  szkoły  -  szepnęła  w 

odpowiedzi  Isabel.  -  Mówię  ci,  wczoraj  wieczorem,  u  Blair,  spędziła  jakąś  godzinę  w 

toalecie. Kto wie, co tam robiła. 

- Słyszałam,  że  rozprowadza  dragi  z  literą  S.  Jest  od  nich  totalnie  uzależniona  - 

powiedziała Kati. 

- Zaczekaj, aż ją zobaczysz - dodała Isabel. - Jest w zupełnej rozsypce. 

- Taaak  -  odszepnęła  Rain.  -  Słyszałam,  że  została  wyznawczynią  voodoo  w  New 

Hampshire. 

Kati zachichotała. 

- Ciekawe, czy zaproponuje nam, żebyśmy się przyłączyły. 

- Słucham?  -  powiedziała  Isabel.  -  Może  sobie  podrygiwać  nago  z  kurczakami,  ile 

tylko chce, ale ja nie chcę być przy tym. Nie ma mowy. 

- Tak czy siak, gdzie można dostać żywe kurczaki w mieście? - zapytała Kati. 

- Potworność - stwierdziła Rain. 

- A  teraz  odśpiewamy  hymn.  Otwórzcie  śpiewniki  na  stronie  czterdziestej  trzeciej  - 

poleciła  pani  McLean.  Pani  Weeds,  hipiska  o  kręconych  włosach,  która  uczyła  muzyki, 

zagrała  na  stojącym  w  rogu  pianinie  kilka  pierwszych  akordów  dobrze  znanego  hymnu,  a 

wtedy siedemset dziewcząt wstało i zaczęło śpiewać. 

Ich  śpiew  niósł  się  po  Dziewięćdziesiątej  Trzeciej  ulicy,  kiedy  Serena  van  der 

Woodsen wyłoniła się zza rogu, przeklinając siebie za spóźnienie. Nie wstawała tak wcześnie 

od  czerwca,  od  czasu  egzaminów  na  koniec  jedenastej  klasy  w  Hanover  Academy  i 

zapomniała już jaki to ból. 

 

Słuchajcie anielskiego zwiastowania! 

Chwa - ła nowo narodzonemu królowi! 

Pokój na ziemi i litość grze - esznikom, 

Bóg przebaczył swoim dzieciom. 

 

background image

Jenny  Humphrey  z  dziewiątej  klasy  cicho  mamrotała  poszczególne  słowa,  dzieląc  z 

sąsiadką  śpiewnik,  który  sama  wykaligrafowała  swoim  wyjątkowym  pismem,  podobnie  jak 

wszystkie pozostałe śpiewniki. Zajęto jej to całe lato, ale śpiewniki wyglądały przepięknie. Za 

trzy lata Instytut Sztuki i Wzornictwa Pratta zrobi wszystko, żeby ją pozyskać. Mimo to Jenny 

była potwornie zakłopotana za każdym razem, kiedy korzystały ze śpiewników, i dlatego nie 

mogła śpiewać pełną parą. Gdyby zaczęła głośno śpiewać, byłaby to brawura, zupełnie jakby 

chciała  powiedzieć:  „Spójrzcie  na  mnie,  śpiewam  ze  śpiewnika,  który  sama  zrobiłam!  Czyż 

nie jestem świetna?” 

Jenny  wolała  być  niewidzialna.  Była  niską,  niepozorną  dziewczyną  z  kręconymi 

włosami,  więc  teoretycznie  nie  powinna  rzucać  się  w  oczy.  Oczywiście,  byłoby  to  o  wiele 

łatwiejsze, gdyby nie miała olbrzymich cycków. W wieku czternastu lat nosiła rozmiar D. 

Możecie to sobie wyobrazić? 

 

Słuchajcie ogłoszenia boskiego posłańca, 

Chrystus narodził się w Be - tle - jem! 

 

Jenny  stała  na  końcu  rzędu  składanych  krzeseł,  obok  wielkich  okien  audytorium 

wychodzących na Dziewięćdziesiątą Trzecią.  Nagle  coś przykuło jej wzrok. Rozwiane jasne 

włosy,  Kraciasty  płaszcz  Burberry.  Znoszone  brązowe  buty  z  zamszu,  Nowy  bordowy 

mundurek - dziwny zestaw, ale na niej to jakoś nie raziło. Wyglądała jak... to niedorzeczne... 

czy to możliwe... Nie... ! A może jednak? 

Tak, to ona. 

Chwilę później Serena van der Woodsen pchnęła ciężkie, drewniane drzwi audytorium 

i  stanęła  w  progu,  wypatrując  swojej  klasy.  Nie  mogła  złapać  tchu.  Włosy  wciąż  miała 

rozwiano,  policzki  zaróżowione,  a  oczy  błyszczące,  bo  pokonała  biegiem  dwanaście 

przecznic od Piątej Alei do szkoły. Była jeszcze doskonalsza, niż zapamiętała ją Jenny. 

- O  mój  Boże!  -  szepnęła  Rain  do  Kati  na  końcu  sali.  -  Wzięła  po  drodze  ubrania  ze 

schroniska dla bezdomnych, czy co? 

- Nawet się nie uczesała - zachichotała Isabel. - Ciekawe gdzie spała zeszłej nocy? 

Pani Weeds zakończyła hymn głośnym, trzeszczącym akordem. 

Pani M odchrząknęła. 

- A teraz uczcijmy chwilą ciszy tych wszystkich, którzy mieli mniej szczęścia niż my. 

Zwłaszcza  Indian,  którzy  zostali  wybici,  kiedy  kolonizowano  ten  kraj,  co  oczywiście  nie 

przeszkodziło nam we wczorajszych obchodach Dnia Kolumba - powiedziała. 

background image

W sali zapadła cisza. No, prawie. 

- Widzisz,  jak  Serena  trzyma  ręce  na  brzuchu?  Pewnie  jest  w  ciąży  -  szepnęła  Isabel 

Coates do Rain Hoffstetter. - Tak robi się tylko wtedy, kiedy jest się w ciąży. 

- Mogła mieć rano skrobankę. Może właśnie dlatego się spóźniła - odszepnęła Rain. 

- Mój ojciec daje pieniądze na Phoenix House - powiedziała Kati do Laury Salmon. - 

Dowiem  się,  czy  Serena  tam  była.  Założę  się,  że  dlatego  zjawiła  się  dopiero  w  połowie 

semestru. Była na odwyku. 

- Słyszałam,  że  w  tej  szkole  z  internatem  mieszali  comet  z  cynamonem  i  kawą 

rozpuszczalną i wciągali. To jest jak speed, ale jak za długo wciągasz, skóra robi się zielona - 

wtrąciła Nicki Hutton. Tracisz wzrok, a potem umierasz. 

Blair, do której docierały strzępy rozmowy jej przyjaciółek, uśmiechnęła się. 

Pani M odwróciła się i przywitała Serenę skinieniem głowy. 

- Dziewczęta,  powitajcie  z  powrotem  waszą  dawną  koleżankę  Serenę  van  der 

Woodsen.  Serena  dzisiaj  dołączy  do  najstarszej  klasy.  -  Pani  M  uśmiechnęła  się.  -  Może 

usiądziesz, Sereno? 

Serena  ruszyła  lekko  głównym  przejściem  audytorium  i  usiadła  na  pustym  krześle 

obok wścibskiej Lisy Sykes z dziesiątej klasy. 

Jenny ledwie się mogła  opanować. Serena van der Woodsen!  Była tu, w  tym samym 

pomieszczeniu, zaledwie kilka metrów dalej. Taka prawdziwa. I wyglądała teraz tak dojrzale. 

Ciekawe, ile razy to robiła, zastanawiała się w duchu Jenny. 

Wyobrażała sobie, jak Serena i jasnowłosy chłopak z Hanover Academy opierają się o 

pień starego, wielkiego drzewa, oboje zawinięci w jego płaszcz. Serena musiała wymknąć się 

z  internatu  bez  wierzchniego  ubrania.  Była  przemarznięta,  włosy  miała  zlepione  żywicą 

drzewa, ale było warto. A potem Jenny wyobraziła sobie Serenę z jakimś innym chłopakiem 

na  wyciągu  narciarskim.  Wyciąg  utknął  i  Serena  usiadła  chłopakowi  na  kolanach,  żeby  się 

ogrzać. Zaczęli się całować i nie mogli przestać. Kiedy skończyli, wyciąg ruszył, a ich narty 

były tak splątane, że zostali na krzesełku i zjechali na dół, gdzie zrobili to jeszcze raz. 

Ale  super,  pomyślała  Jenny.  Serena  van  der  Woodsen  była  z  całą  pewnością 

najfajniejszą  dziewczyną  na  całym  świecie,  O  wiele  ciekawszą  od  innych  dziewczyn  z 

najstarszej klasy. Ile trzeba mieć odwagi, żeby zjawiać się w środku semestru, spóźnić się, i w 

dodatku przyjść w takim stroju. 

Nieważne,  jak  dużo  masz  forsy  i  jaki  jesteś  fantastyczny,  po  szkole  z  internatem 

możesz wyglądać jak bezdomny. Z tym że Serena wyglądała jak olśniewający bezdomny. 

Nie obcinała włosów od ponad roku. Zeszłego wieczoru związała je z tyłu głowy, ale 

background image

dziś  były  rozpuszczone  i  zmierzwione.  Spod  białej  męskiej  koszuli  z  logo  Oksfordu, 

wystrzępionej  przy  kołnierzyku  i  na  mankietach,  prześwitywał  fioletowy  koronkowy  stanik. 

Na  nogach  miała  swoje  ulubione  brązowe,  sznurowane  trzewiki,  a  w  jednej  z  czarnych 

pończoch  ziała  wielka  dziura  pod  kolanem.  A  najgorsze  było  to,  że  Serena  musiała  sobie 

kupić nowe mundurki, bo stare wyrzuciła do zsypu na śmieci, kiedy wyjeżdżała do szkoły z 

internatem. I właśnie jej nowy mundurek najbardziej rzucał się w oczy. 

Nowe  mundurki  były  zmorą  szóstoklasistek,  bo  właśnie  w  tej  klasie  dziewczęta  z 

Constance  zmieniały  tuniki  na  spódniczki.  Plisowane  spódniczki  z  poliestru  były 

nienaturalnie  sztywne.  Poza  tym  tandetnie  błyszczały  i  ostatnio  były  w  nowym  kolorze: 

bordowym.  Coś  potwornego.  I  taki  bordowy  mundurek  włożyła  Serena  pierwszego  dnia  w 

Constance.  Co  więcej,  jej  spódnica  sięgała  aż  do  kolan!  Wszystkie  pozostałe  dziewczyny  z 

najstarszej klasy nosiły  te same stare  granatowe  spódniczki z wełny, które dostały w szóstej 

klasie. A ponieważ sporo od tamtej pory urosły, spódniczki zrobiły się naprawdę króciutkie. 

Im krótsza spódniczka, rym fajniejsza laska. 

Blair, która aż tyle nie urosła, potajemnie skróciła swoją spódnicę. 

- A tak w ogóle, co ona, do cholery, na siebie włożyła? - syknęła Kati Farkas. 

- Może myśli, że bordowy wygląda jak od Prady albo coś w tym stylu - zachichotała w 

odpowiedzi Laura. 

- Sądzę, że stara się coś zamanifestować - szepnęła Isabel. - Może: spójrzcie na mnie, 

jestem Serena, jestem taka piękna, że mogę nosić wszystko, co zechcę. 

I faktycznie może, pomyślała Blair. To była jedna z wielu rzeczy, które doprowadzały 

ją do pasji, jeśli chodzi o Serenę. Wyglądała dobrze we wszystkim. 

Ale nieważne, jak Serena wyglądała. Jenny i cala reszta audytorium chciała wiedzieć, 

dlaczego Serena wróciła. 

Wyciągnęły  szyje,  żeby  lepiej  widzieć.  Czy  miała  podbite  oko?  Była  w  ciąży? 

Wyglądała na naćpaną? Miała jeszcze wszystkie zęby? Czy wyglądała jakoś inaczej? 

- Czy to na policzku to blizna? - szepnęła Rain. 

- Jednej  nocy,  kiedy  rozprowadzała  narkotyki,  została  draśnięta  nożem  -  szepnęła  w 

odpowiedzi  Kati.  -  Słyszałam,  że  tego  lata  miała  w  Europie  operację  plastyczną,  ale  lekarze 

niezbyt się spisali. 

Pani  McLean  czytała  teraz  na  głos.  Serena  wyprostowała  się  na  swoim  krześle, 

skrzyżowała nogi i zamknęła oczy, rozkoszując się znajomą atmosferą. Siedziała w sali pełnej 

dziewczyn,  wsłuchując  się  w  głos  pani  M.  Nie  wiedziała,  dlaczego  tego  ranka  przed  szkołą 

była tak zdenerwowana. Zaspała i miała na ubranie się tylko pięć minut; z pośpiechu zrobiła 

background image

dziurę w pończosze zadartym paznokciem wielkiego palca u stopy. Zdecydowała się na starą, 

wystrzępioną  koszulę  swojego  brata  Erika,  bo  pachniała  jak  on.  Erik  chodził  do  tej  samej 

szkoły z internatem co ona, ale teraz był już w college'u i Serena potwornie za nim tęskniła. 

Kiedy  wychodziła  z  mieszkania,  przyuważyła  ją  matka  i  gdyby  Serena  nie  była  już 

tyle spóźniona, kazałaby jej się przebrać. 

- W ten weekend - powiedziała - pójdziemy na zakupy i zabiorę cię do mojego salonu. 

Nie  możesz  tak  wyglądać,  Serena.  Nie  obchodzi  mnie,  jak  pozwalali  ci  się  ubierać  w  tej 

szkole z internatem. - Potem pocałowała córkę w policzek i wróciła do łóżka. 

- O Boże, ona chyba zasnęła - szepnęła Kati do Laury. 

- Może  jest  po  prostu  zmęczona  -  odszepnęła  Laura.  -  Słyszałam,  że  wyrzucili  ją,  bo 

spała  ze  wszystkimi  chłopakami  w  kampusie.  Na  ścianie  nad  jej  łóżkiem  były  nacięcia. 

Wszystko wyszło na jaw, bo doniosła na nią współlokatorka. 

- No  i  jeszcze  te  tańce  z  kurczakami  do  późna  w  nocy  -  dodała  Isabel  i  dziewczyny 

zupełnie nie mogły opanować chichotu. 

Blair przygryzła wargę, próbując stłumić śmiech. To było takie zabawne. 

background image

jeszcze jeden fan S 

Gdyby Jenny Humphrey słyszała, co dziewczyny z najstarszej klasy mówią o Serenie 

van  der  Woodsen,  jej  idolce,  rzuciłaby  się  na  nie  z  pięściami.  Kiedy  tylko  skończyła  się 

modlitwa,  Jenny  przecisnęła  się  obok  koleżanek  z  klasy  i  popędziła  na  korytarz,  żeby 

zadzwonić. Jej brat Daniel oszaleje, kiedy mu powie. 

- Słucham?  -  Daniel  Humphrey  odezwał  się  po  trzecim  dzwonku.  Stał  na  rogu 

Siedemdziesiątej Siódmej i West End Avenue, przed Riverside Prep i palił papierosa. Mrużył 

swoje  ciemnobrązowe  oczy  w  ostrych  promieniach  październikowego  słońca.  Nie  przepadał 

za  słońcem.  Większość  wolnego  czasu  spędzał  w  swoim  pokoju,  zaczytując  się  w 

makabrycznej, egzystencjalnej poezji opisującej gorzki los człowieka. Był blady, zarośnięty i 

chudy jak gwiazdy rocka. 

Egzystencjalizm nie wpływał dobrze na apetyt. 

- Zgadnij, kto wrócił? - Daniel usłyszał podniecony głos swojej młodszej siostry. 

Podobnie  jak  Dan,  Jenny  była  raczej  typem  samotnika  i  gdy  potrzebowała  z  kimś 

pogadać, zawsze dzwoniła do brata. To ona kupiła im obojgu komórki. 

- Jenny,  czy  to  nie  może  zaczekać...  -  zaczął  Dan  zirytowanym  tonem, 

charakterystycznym dla starszych braci. 

- Serena  van  der  Woodsen!  -  przerwała  mu  Jenny.  -  Serena  jest  z  powrotem  w 

Constance. Widziałam ją na modlitwie. Możesz w to uwierzyć? 

Czerwony saab pomknął West End Avenue na żółtym świetle. Dan patrzył na toczące 

się  chodnikiem  wieczko  od  plastikowego  kubka  na  kawę.  Czuł,  że  ma  mokre  skarpety  w 

swoich brązowych zamszowych butach z Hush Puppies. 

Serena van der Woodsen. Zaciągnął się  camelem. Ręce trzęsły się mu tak bardzo, że 

ledwie trafił do ust. 

- Dan? - zapiszczała do słuchawki jego siostra. - Czy ty mnie słyszysz? Słyszałeś, co 

powiedziałam? Serena wróciła. Serena van der Woodsen. 

Dan wciągnął gwałtownie powietrze. 

- Taaak, słyszałem - odparł, udając, że ma to gdzieś. - I co z tego? 

- Co  z  tego?  -  powtórzyła  Jenny  z  niedowierzaniem.  -  Jasne.  Dobrze  wiem,  że  mało 

background image

nie dostałeś zawału. Siedzisz w tym. po uszy. 

- Nie,  mówię  poważnie  -  powiedział  Dan  z  rozdrażnieniem.  -  Po  co  do  mnie 

dzwonisz? Co mnie to obchodzi? 

Jenny  głośno  westchnęła.  Dan  potrafił  być  taki  wkurzający,  Dlaczego  choć  raz  nie 

mógł  poudawać,  że  jest  szczęśliwy?  Miała  dość  jego  bladej  twarzy  i  introspekcyjnej  pozy 

nieszczęśliwego poety. 

- W porządku - powiedziała. - Zapomnij o tym. Pogadamy później. 

Rozłączyła  się  i  Dan  schował  komórkę  do  kieszeni  spranych  czarnych  sztruksów. 

Wyciągnął  z  tylnej  kieszonki  paczkę  papierosów

 

i  zapalił  kolejnego  od  niedopałka 

poprzedniego. Przypalił sobie przy okazji kciuk, ale nawet tego nie poczuł. 

Serena van der Woodsen. 

Po raz pierwszy spotkali się na imprezie. Nie, to nie do końca było tak. Dan widział ją 

na imprezie, swojej imprezie, jedynej, jaką kiedykolwiek urządził w ich mieszkaniu na rogu 

Dziewięćdziesiątej Dziewiątej i West End Avenue. 

Był  kwiecień,  ósma  klasa.  Impreza  była  pomysłem  Jenny,  a  ich  ojciec,  Rufus 

Humphrey,  niesławny  emerytowany  wydawca  poezji  mało  znanych  bitników  i  zapalony 

imprezowicz, chętnie Się na to zgodził.  Ich matka już od paru łat mieszkała w Pradze, żeby 

„skupić  się  na  swojej  sztuce”,  Dan  zaprosił  całą  swoją  klasę  i  powiedział,  że  mogą 

przyprowadzić,  kogo  tylko  chcą.  Zjawiła  się  ponad  setka  gości,  a  Rufus  rozlewał  piwo  z 

beczki pływającej w wannie i dużo dzieciaków upiło się wtedy pierwszy raz w życiu. Była to 

najlepsza impreza, na jakiej kiedykolwiek był Dan, nawet jeśli tylko to on tak twierdził. Nie 

dlatego, że była wtedy niezła popijawa, tylko z powodu obecności Sereny van der Woodsen. 

Nieważne,  że  się  skuła  i  skończyła,  grając  w  głupią  pijacką  grę,  kiedy  całowała  brzuch 

jakiegoś  chłopaka,  który  był  cały  zamazany  markerem.  Dan  nie  mógł  oderwać  od  niej 

wzroku. 

A potem Jenny powiedziała mu, że Serena chodzi z nią do tej samej szkoły, i od tamtej 

pory  siostra  stała  się  jego  małym  agentem;  zdawała  mu  relacje  ze  wszystkiego,  co  Serena 

robiła,  mówiła,  w  co  była  ubrana  i  tak  dalej,  informowała  Dana  o  zapowiadanych 

wydarzeniach  towarzyskich,  kiedy  to  znów  mógłby  ją  zobaczyć.  To  jednak  zdarzało  się 

rzadko.  Nie  dlatego,  że  było  mało  imprez  -  owszem,  było  ich  cale  mnóstwo  -  tylko  że  na 

większość  z  nich  Dan  nie  mógł  się  wkręcić.  Nie  należał  do  tego  samego  świata  co  Serena, 

Blair, Nate i Chuck. Nie był nikim wyjątkowym, tylko zwyczajnym nastolatkiem. 

Przez  dwa  lata  Dan  krążył  za  Serena,  pragnąc  jej  na  odległość.  Nigdy  z  nią  nie 

rozmawiał. Kiedy wyjechała do szkoły z internatem, próbował o niej zapomnieć, przekonany, 

background image

że  nigdy  więcej  jej  nie  zobaczy,  chyba  że  jakimś  cudem  wylądowaliby  w  tym  samym 

college'u. 

A teraz wróciła. 

Przeszedł do połowy ulicy, zakręci! i wrócił. W jego głowie kłębiły się myśli. Mógłby 

zorganizować  następną  imprezę.  Zrobiłby  zaproszenia  i  dał  Jenny,  żeby  wsunęła  jedno  do 

szalki  Sereny.  Kiedy  Serena  zjawi  się  na  jego  imprezie,  podejdzie  do  niej,  weźmie  od  niej 

płaszcz i wyrazi swoją radość z jej powrotu do Nowego Jorku. 

Padało każdego dnia, kiedy ciebie nie było - powiedziałby poetycko. 

Potem wśliznęliby się do biblioteki jego ojca, ściągnęli z siebie ubrania i całowali na 

skórzanej sofie przed kominkiem. A jak już wszyscy by sobie poszli, zjedliby wspólnie miskę 

kawowych  lodów  Breyersa,  ulubionych  Dana.  A  potem  już  zawsze  spędzaliby  wszystkie 

chwile razem. Nawet przenieśliby się jak Trinity do koedukacyjnej szkoły na resztę roku, bo 

nie potrafiliby wytrzymać rozłąki. A potem poszliby na Columbię i mieszkali w kawalerce w 

pobliżu  uniwersytetu;  w  ich  mieszkaniu  nie  byłoby  nic  oprócz  wielkiego  łóżka.  Przyjaciele 

Sereny  staraliby  się  ją  nakłonić  do  powrotu  do  jej  dawnego  życia,  ale  żadne  bale 

dobroczynne, żadne wystawne kolacje, żadne eleganckie przyjęcia by jej  nie skusiły. Serena 

bez  żalu  wyrzekłaby  się  swojego  funduszu  powierniczego  i  diamentów  ciotecznej  babki. 

Mogłaby nawet żyć w nędzy, jeśli tylko byłaby z Danem. 

- Niech to szlag, mamy tylko pięć minut do dzwonka. 

Dan usłyszał czyjś nieprzyjemny glos. Odwrócił się i rzeczywiście, to był Chuck Bass, 

Szalikowiec,  jak  nazywał  go  Dan,  bo  Chuck  zawsze  nosił  śmieszny  kaszmirowy  szal  z 

monogramem. Chuck stal zaledwie jakieś pięć metrów od niego ze swoimi dwoma kumplami 

z ostatniej klasy z Riverside Prep, Rogerem Painem i Jeffreyem Prescottem. Nie odezwali się 

do  Dana,  nawet  nie  skinęli  głowami;  w  ogóle  nie  zwracali  na  niego  uwagi.  Bo  po  co?  Ci 

chłopacy  ze  szpanerskiego  Upper  East  Side,  którzy  co  rano  wsiadali  do  autobusu  na 

Siedemdziesiątej Dziewiątej i przyjeżdżali na West Side tylko do szkoły albo jak szli na jakąś 

dziwaczną imprezę. Chodzili z Dartem w jednej klasie w Riverside Prep, ale z pewnością nie 

należeli do tej samej klasy. Byt dla nich nikim. Traktowali go jak powietrze. 

- Ludzie  - powiedział Chuck do kumpli.  Zapalił  papierosa. Chuck palił papierosy jak 

skręty,  trzymając  je  między  palcem  wskazującym  i  kciukiem,  mocno  się  zaciągając. 

Doprawdy,  żałosne.  -  Zgadnijcie,  kogo  widziałem  wczoraj  wieczorem?  -  powiedział, 

wypuszczając obłok szarego dymu. 

- Liv Tyler? - zapytał Jeff. 

- Taak. i pewnie ostro na ciebie leciała, co? - roześmiał się Roger. 

background image

- Nie, nie ją. Serenę van der Woodsen - powiedział Chuck. 

Dan  nadstawił  uszu.  Właściwie  zamierzał  już  iść  na  zajęcia,  ale  zapalił  następnego 

papierosa i nie ruszył się z miejsca, więc mógł podsłuchiwać. 

- Matka Blair Waldorf urządziła wczoraj kameralne przyjęcie i była na nim Serena ze 

starymi  -  ciągnął  Chuck.  -  I  nie  mogła  mi  się  oprzeć.  Mówię  wam,  jest  chyba  najbardziej 

wyuzdaną dziewczyną, jaką w życiu spotkałem, - Chuck zaciągnął się papierosem. 

- Poważnie? 

- Poważnie. Po pierwsze, właśnie się dowiedziałem, że od dziesiątej klasy pieprzy się 

z  Nate'em  Archibaldem.  I  na  pewno  nieźle  się  wykształciła  w  tej  szkole  z  internatem,  jeśli 

wiecie, co mam na myśli. Musieli się jej pozbyć, taka jest wyuzdana. 

- Chrzanisz - stwierdził Roger. - Daj spokój, stary, nie wyrzuca się ze szkoły za bycie 

dziwką. 

- Owszem, jeśli trzyma się nagrania ze wszystkimi chłopakami, z którymi się spało. A 

poza  tym  szprycowała  ich  tymi  samymi  dragami,  na  których  sama  jechała.  Ona  prawie 

przejęła  władzę  nad  tą  szkołą!  -  Chuck  zaczynał  się  denerwować.  Zrobił  się  czerwony  na 

twarzy i aż się zapluł. - Słyszałem też, że ma różne choroby - dodał. - No wiecie, weneryki. 

Ktoś widział ją, jak wchodziła do kliniki w East Village. Była w peruce. 

Kumple Chucka kręcili głowami i pochrząkiwali ze zdumienia. 

Dan  jeszcze  nigdy  nie  słyszał  takiego  steku  bzdur.  Serena  nie  była  dziwką.  Była 

doskonałą, prawda? Prawda? 

Ale wszystko miało się wyjaśnić później. 

- A słyszeliście o tym przyjęciu na rzecz ptaków? - zapytał Roger. - Idziecie? 

- Jakie przyjęcie? Jakich ptaków? - zapytał Jeffrey. 

- Chodzi  o  tę  imprezę  na  rzecz  sokołów  wędrownych  z  Central  Parku  -  powiedział 

Chuck.  -  Taaak.  Blair  mówiła  mi  o  tym.  Będzie  w  starym  domu  towarowym  Barneys.  - 

Ponownie zaciągnął się papierosem. - Stary, wszyscy idą. 

Wszyscy,  oprócz  Dana,  oczywiście.  Ale  Serena  van  der  Woodsen  z  pewnością  tam 

będzie. 

- W  tym  tygodniu  roześlą  zaproszenia  -  powiedział  Roger.  Impreza  tak  jakoś 

śmiesznie się nazywa, nie pamiętam, ale tylko dziewczyny mogły coś takiego wymyślić. 

- „Buziak w usteczka” - powiedział Chuck, gasząc papierosa swoimi ohydnymi butami 

z Church's of England. - To będzie przyjęcie pod hasłem „Buziak w usteczka”. 

- O  taaak  -  powiedział  Jeff.  -  Założę  się,  że  na  samych  buziakach  się  nie  skończy.  - 

Zachichotał, - Zwłaszcza jeśli będzie Serena. 

background image

Wszyscy trzej zarechotali, gratulując sobie nawzajem świetnego dowcipu. 

Dan miał dosyć. Rzucił swojego papierosa na chodnik zaledwie parę centymetrów od 

buta  Chucka  i  ruszył  do  szkoły.  A  kiedy  przechodził  obok  wesołych  kolesiów,  odwrócił 

głowę,  wydął  wargi  i  cmoknął  trzy  razy,  jakby  dawał  każdemu  z  nich  soczystego  całusa 

prosto w usta. A potem odwrócił się i wszedł do szkoły, zamykając za sobą z trzaskiem drzwi. 

Całujcie klamkę, dupki. 

background image

w gł

ę

bi serca ka

ż

da abnegatka 

jest beznadziejn

ą

 romantyczk

ą

 

- Chodzi  mi  o  stworzenie  napięcia  -  wyjaśniała  Vanessa  Abrams  malej  grupie  na 

zajęciach z filmu dla zaawansowanych. Stała przed klasą i prezentowała swój pomysł na film, 

który właśnie robiła. - Zamierzam sfilmować ich dwoje, jak rozmawiają w nocy na parkowej 

ławce.  Tyle  tylko,  że  nie  słychać,  o  czym  mówią.  -  Vanessa  zawiesiła  dramatycznie  glos, 

czekając,  aż  któraś  z  jej  koleżanek  coś  powie.  Pan  Beckham,  ich  nauczyciel,  cały  czas  im 

powtarzał,  że  sceny  mają  być  żywe,  pełne  dialogów  i  akcji,  a  Vanessa  celowo  robiła  coś 

zupełnie przeciwnego. 

- Więc  nie  ma  żadnego  dialogu?  -  zapytał  pan  Beckham  z  tyłu  klasy.  Był  boleśnie 

świadom, że nikt poza nim nie słuchał ani słowa z tego, co mówi Vanessa. 

- Będzie  słychać  milczenie  budynków,  ławki  i  chodnika,  a  na  ich  ciała  będzie  padać 

światło ulicznych latarni. Potem zobaczycie ruch ich dłoni i mowę oczu, następnie usłyszycie 

ich rozmowę, ale nie będą dużo mówić. To nastrojowy kawałek - tłumaczyła Vanessa. 

Sięgnęła  po  pilota  od  projektora  i  zaczęła  pokazywać  kolejne  czarno  -  białe  slajdy, 

które zabrała, by zademonstrować, co zamierza osiągnąć w swoim krótkim filmie. Drewniana 

ławka w parku. Płyta chodnikowa. Pokrywa włazu kanalizacyjnego. Gołąb dziobiący zużytą 

prezerwatywę. Gumy przylepione do obrzeża kosza na śmieci. 

- Ha!  -  wykrzyknął  ktoś  z  końca  sali.  To  była  Blair  Waldorf,  zaśmiewająca  się  do 

rozpuku z liściku, który właśnie podała jej Rain Hoffstetter. 

 

Chcesz się dobrze zabawić? 

Zadzwoń do Sereny van der Woodsen. 

Tylko uważaj, żebyś nie dostał za dużo, kapujesz? 

 

Vanessa  posłała  Blair  wściekłe  spojrzenie.  Zajęcia  z  filmu  były  ulubionym 

przedmiotem  Vanessy,  jedynym  powodem,  żeby  w  ogóle  chodzić  do  szkoły.  Traktowała  je 

bardzo  poważnie.  Większość  dziewczyn,  jak  Blair,  wybrała  ten  przedmiot,  by  odpocząć  od 

piekła  poważniejszych  przedmiotów,  takich  jak  matematyka,  biologia,  historia,  literatura 

background image

angielska i francuski. Były na prostej drodze do Yale, Harvardu czy Brown, gdzie ich rodziny 

studiowały  od  pokoleń.  Vanessa  nie  była  taka  jak  one.  Jej  rodzice  nie  poszli  nawet  do 

college'u.  Byli  artystami,  a  Vanessa  chciała  w  życiu  tylko  jednego:  pójść  na  nowojorski 

uniwersytet i studiować film. 

Właściwie to chciała czegoś jeszcze. A dokładniej mówiąc, kogoś jeszcze, ale do tego 

za chwilę dojdziemy. 

Vanessa  była  swego  rodzaju  dziwadłem  w  Constance,  jedyną  dziewczyną  w  szkole, 

która  była  ostrzyżona  na  jeża,  zawsze  nosiła  czarne  golfy,  czytała  w  kółko  Wojnę  i  pokój 

Tołstoja,  jakby  to  była  Biblia,  słuchała  Belle  i  Sebastiana  i  piła  gorzką  czarną  herbatę.  Nie 

miała w Constance żadnych przyjaciółek, mieszkała w Williamsburgu na Brooklynie ze swoją 

dwudziestodwuletnią  siostrą  Ruby.  Więc  co  robiła  w  tej  ekskluzywnej  prywatnej  szkole  dla 

dziewcząt  na  Upper  East  Side  z  księżniczkami  pokroju  Blair  Waldorf?  Pytanie  to  Vanessa 

zadawala sobie codziennie. 

Rodzice  Vanessy  byli  starymi  artystami  awangardowymi.  Mieszkali  w  Vermont,  w 

domu zbudowanym ze zutylizowanych opon samochodowych. Kiedy skończyła piętnaście lat, 

pozwolili,  by  wiecznie  nieszczęśliwa  Vanessa  przeprowadziła  się  do  swojej  starszej  siostry, 

gitarzystki  basowej,  na  Brooklyn.  Ale  chcieli  mieć  pewność,  że  odbierze  porządne 

wykształcenie, więc posłali ją do Constance. 

Vanessa nie cierpiała tej szkoły, ale nigdy nie wspomniała o tym rodzicom ani słowa. 

Zostało zaledwie osiem miesięcy do końca roku szkolnego. Jeszcze osiem miesięcy i wreszcie 

wyrwie się do śródmieścia, na nowojorski uniwersytet. 

Jeszcze  osiem  miesięcy  będzie  musiała  znosić  sukowatą  Blair  Waldorf,  a  co  gorsza, 

Serenę  van  der  Woodsen,  która  powróciła  w  całej  swojej  wspaniałości.  Blair  Waldorf 

wyglądała  na  niesamowicie  podnieconą  powrotem  swojej  najlepszej  przyjaciółki. 

Rzeczywiście,  cały  ostatni  rząd  ostro  plotkował;  dziewczyny  przekazywały  sobie  nawzajem 

liściki ukrywane w rękawach ich irytujących kaszmirowych swetrów. 

Pieprzyć  je.  Vanessa  uniosła  brodę  i  kontynuowała  swoją  prezentację.  Była  ponad  te 

bzdury. Jeszcze tylko osiem miesięcy. 

Być  może,  gdyby  Vanessa  zobaczyła  karteczkę,  którą  Kati  Farkas  właśnie  podała 

Blair, poczułaby choć odrobinę sympatii do Sereny. 

 

Droga Blair, 

możesz mi pożyczyć pięćdziesiąt tysięcy dolarów? Niuch, niuch, niuch. Jak nie zapłacę 

mojemu dilerowi, któremu wiszę za kokę, będę miała problemy. 

background image

Cholera, swędzi mnie w kroku. 

Daj mi znać, jak będzie z kasą. 

Uściski 

Serena v. d. Woodsen 

 

Blair, Rain i Kati zachichotały głośno. 

- Ciii - szepnął pan Beckham, spoglądając ze współczuciem na Vanessę. 

Blair odwróciła karteczkę na drugą stronę i nagryzmoliła odpowiedź. 

 

Jasne, Serena. Czegokolwiek sobie życzysz. Zadzwoń do mnie z więzienia. Słyszałam, 

ż

e  jedzenie  jest  tam  naprawdę  dobre.  Odwiedzimy  cię  z  Nate'em,  kiedy  tylko  będziemy  mieć 

trochę czasu, czyli... sama nie wiem... NIGDY?! 

Mam nadzieję, że wkrótce uporasz się ze swoimi chorobami wenerycznymi. 

Uściski 

Blair 

 

Blair  oddala  karteczkę  Kati,  prawie  nie  czując  wyrzutów  sumienia  z  powodu  swojej 

podłości.  O  Serenie  krążyło  tyle  historii,  że  szczerze  mówiąc,  już  sama  nie  wiedziała,  w  co 

wierzyć.  Poza  tym  Serena  nadal  nie  wyjawiła  nikomu  przyczyn  swojego  powrotu,  wiec 

dlaczego  Blair  miałaby  cokolwiek  powiedzieć  w  jej  obronie?  Może  część  tych  plotek  była 

prawdziwa? Może część tych historii naprawdę się zdarzyła? 

A  tak  w  ogóle,  wysyłanie  własnych  liścików  było  o  wiele  bardziej  zabawne  niż  ich 

dostawanie. 

- Więc  sama  napiszę  scenariusz,  zajmę  się  reżyserią  i  filmowaniem.  I  już 

zaangażowałam  mojego  przyjaciela  Daniela  Humphreya  z  Riverside  Prep  do  roli  księcia 

Andrzeja - wyjaśniła Vanessa. Policzki zaczęły ją piec, kiedy wypowiedziała imię Dana. - Ale 

ciągle  brakuje  mi  kogoś  do  roli  Nataszy.  Jutro  po  szkole  robię  casting  w  Madison  Square 

Parku. Czy ktoś jest zainteresowany? - zapytała. 

To  pytanie  było  jej  małym,  prywatnym  żarcikiem.  Vanessa  wiedziała,  że  żadna  z 

dziewczyn nawet jej nie słuchała; były zbyt zajęte przekazywaniem sobie liścików. 

W górę wystrzeliła ręka Blair. 

- Ja  będę  reżyserem!  -  oznajmiła.  Najwyraźniej  nie  usłyszała  pytania,  ale  tak  bardzo 

zależało  jej  na  olśnieniu  komisji  rekrutacyjnej  z  Yale,  że  zawsze  pierwsza  zgłaszała  się  na 

ochotnika do wszystkiego. 

background image

Vanessa  już  otworzyła  usta,  żeby  jej  odpowiedzieć.  Spróbuj  sobie  reżyserować  to, 

chciała powiedzieć, pokazując jej środkowy palec. 

- Opuść  rękę,  Blair  -  powiedział  zmęczonym  głosem  pan  Beckham.  -  Vanessa  już 

mówiła, że sama będzie scenarzystą, reżyserem i operatorem. Jeśli nie zamierzasz ubiegać się 

o rolę Nataszy, radzę ci pomyśleć o własnym projekcie. 

Blair  spojrzała  na  niego  kwaśno.  Nie  cierpiała  nauczycieli  takich  jak  Beckham.  Miał 

taką  niezadowoloną  minę,  bo  był  z  Nebraski  i  kiedy  w  końcu  spełnił  się  jego  smutny  sen  o 

życiu w Nowym Jorku, mógł jedynie uczyć bezużytecznego przedmiotu, zamiast reżyserować 

głośne filmy i cieszyć się sławą. 

- Nieważne - powiedziała Blair, zakładając swoje ciemne włosy za uszy. - Chyba i tak 

nie miałabym czasu. 

I rzeczywiście. 

Blair  była  przewodniczącą  Rady  Pomocy  Społecznej  i  Klubu  Francuskiego; 

prowadziła z trzecioklasistkami zajęcia z czytania; raz w tygodniu pracowała w garkuchni dla 

biedaków, we wtorki miała kursy przygotowawcze do college'u, a w czwartkowe popołudnia 

uczyła się sztuki projektowania mody od Oscara de la Renta. W weekendy grywała w tenisa, 

żeby  utrzymać  się  w  narodowej  klasyfikacji.  Poza  tym  zasiadała  we  wszelkich  komitetach 

społecznych,  jakie  komukolwiek  mogłyby  przyjść  do  głowy,  i  jej  kalendarz  na  sezon 

jesień/zima był cały zapełniony. W jej elektronicznym notesie ciągle brakowało pamięci. 

Vanessa włączyła światło i wróciła na swoje miejsce z przodu klasy. 

- Nie ma sprawy, Blair, bo i tak chciałam do roli Nataszy zaangażować dziewczynę z 

jasnymi  włosami.  -  Wygładziła  swój  mundurek  na  udach  i  usiadła  dostojnie,  prawie 

doskonale naśladując Blair. 

Blair  uśmiechnęła  się  złośliwie,  spoglądając  na  ogoloną  głowę  Vanessy,  a  następnie 

rzuciła  okiem  na  pana  Beckhama,  który  odchrząknął  i  wstał.  Był  głodny,  a  do  dzwonka 

zostało jeszcze pięć minut. 

- No  cóż,  to  by  było  na  tyle,  dziewczęta.  Dzisiaj  możecie  wyjść  chwilkę  wcześniej. 

Vanessa, może wywiesisz ogłoszenie w holu o jutrzejszym castingu? 

Dziewczyny  zaczęły  się  pakować  i  wychodzić  gęsiego  z  klasy.  Vanessa  wyrwała 

czystą kartkę ze swojego notatnika i napisała u góry wszystkie niezbędne informacje. 

 

WOJNA I POKÓJ 

Film krótkometrażowy. Spróbuj, może uda ci się 

dostać rolę Nataszy. Środa o zachodzie słońca 

background image

Madison Square Park, 

Ławka na rogu północnego wschodu.. 

 

Oparła się pokusie, by dać dokładny opis dziewczyny, jakiej poszukuje, bo nie chciała 

nikogo  odstraszyć.  Ale  w  głowie  miała  jej  wyraźny  obraz  i  wiedziała,  że  nie  będzie  łatwo 

znaleźć odpowiednią dziewczynę. 

Jej idealna Natasza była bladą blondynką - i chodziło o naturalny, lekko nieporządny 

blond.  Nie  powinna  być  typową  pięknością,  ale  musiała  mieć  taką  twarz,  która  przykuwa 

uwagę. Miała to być dziewczyna, która sprawi, że Dan się rozpromieni - będzie pełen życia, 

będzie się śmiał, słowem: stanie się kimś innym. 

Vanessa  objęła  się  ramionami.  Sama  myśl  o  Danie  sprawiała,  że  czuła  się,  jakby 

chciało się jej sikać. Pod maską wygolonej głowy i tego beznadziejnego czarnego golfu kryła 

się po prostu dziewczyna. 

Przyjmijmy to do wiadomości: wszystkie jesteśmy takie same. 

background image

lunch 

- Musimy  jeszcze  załatwić  zaproszenia,  torby  z  prezentami  i  szampana  - powiedziała 

Blair. Podniosła ze swojego talerza plasterek ogórka i zaczęła skubać go w zamyśleniu. - Kate 

Spade  zajmuje  się  torbami  z  prezentami,  ale  sama  nie  wiem...  nie  sadzicie,  że  Kate  to 

nudziara? 

- Myślę,  że  Kate  Spade  doskonale  się  do  tego  nadaje  -  powiedziała  Isabel,  zbierając 

swoje ciemne włosy w węzeł na czubku głowy. - To znaczy, jest super, że ma czarną, gładką 

torbę  zamiast  tych  ze  zwierzęcymi  i  militarnymi  wzorami,  a  takie  badziewie  noszą  teraz 

wszyscy, A to jest kompletnie w złym guście, nie sądzicie? 

Blair pokiwała głową. 

- Absolutnie - zgodziła się. 

- Hej, a co z moim płaszczem z lamparciej skóry? - zapytała Kati z urażoną miną. 

- No tak, ale to jest prawdziwa skóra lamparta - wyjaśnili Blair. - To co innego. 

Dziewczyny  siedziały  w  szkolnej  stołówce,  dyskutuje  o  zbliżającej  się  imprezie 

dobroczynnej pod hasłem „Buzia w usteczka”. Przyjęcie to miało na celu zebranie pieniędzy 

dla  Fundacji  na  rzecz  Sokołów  Wędrownych  z  Central  Parku.  Oczywiście  Blair  była 

przewodniczącą komitetu organizacyjnego. 

- Biedne ptaszki - westchnęła Blair. 

Tak jakby ją cokolwiek obchodziły cholerne ptaszyska. 

- Naprawdę  zależy  mi,  żeby  to  przyjęcie  się  udało  -  powiedziała.  -  Przyjdziecie  jutro 

na zebranie, prawda? 

- Oczywiście,  że  przyjdziemy  -  zapewniła  ją  Isabel.  -  A  co  z  Sereną?  Mówiłaś  jej  o 

przyjęciu? Pomoże nam? 

Blair popatrzyła na nią pustym wzrokiem. 

Kati  zmarszczyła  swój  zadarty  niczym  niewielka  skocznia  narciarska  nosek  i 

szturchnęła Isabel łokciem. 

- Założę się, że Serena jest bardzo zajęta, no wiesz, próbując uporać się ze wszystkim. 

Wszystkimi  swoimi  problemami.  Pewnie  nie  ma  czasu,  żeby  nam  pomóc  -  stwierdziła  ze 

złośliwym uśmieszkiem. 

background image

Blair  wzruszyła  ramionami.  Po  drugiej  stronie  stołówki  Serena  stała  w  kolejce  po 

lunch.  Od  razu  zauważyła  Blair  i  uśmiechnęła  się,  machając  radośnie  ręką,  jakby  chciała 

powiedzieć:  „Zaraz  tam  będę!”  Ale  Blair  tylko  zamrugała  oczami,  udając,  że  zapomniała 

założyć szkła. 

Serena przesuwała tacę po metalowej ladzie; nałożyła sobie jogurt cytrynowy, ominęła 

dania  na  ciepło,  aż  dotarła  do  automatu  z  gorącą  wodą  -  nalała  sobie  wody  do  filiżanki, 

włożyła  na  spodeczek  torebkę  liptona,  plasterek  cytryny  i  saszetkę  cukru,  Potem  przeszła  z 

tacą  do  baru  sałatkowego,  gdzie  nawaliła  na  talerz  górę  sałaty,  którą  polała  dressingiem  z 

pleśniowego sera. Wolałaby tosta z szynką i serem na Gare du Nord w Paryżu, jakiego jadła 

w pośpiechu przed wskoczeniem do pociągu do Londynu, ale w sumie to było równie dobre. 

Taki  sam  lunch  jadła 

Constance  codziennie  od  szóstej  klasy.  Blair  zawsze  wybierała  to 

samo. Nazywały to „dietetycznym talerzem”. 

Blair  patrzyła,  jak  Serena  nakłada  sałatę.  Obawiała  się  chwili,  gdy  Serena  usiądzie 

obok niej w całej swojej wspaniałości i znowu będzie próbowała na nowo się zaprzyjaźniać. 

Fuj. 

- Cześć - powiedziała z promiennym uśmiechem Serena, zajmując miejsce obok Blair. 

- Zupełnie jak za starych czasów, co? - Roześmiała się i odchyliła wieczko jogurtu. Mankiety 

starej  koszuli  jej  brata  były  wystrzępione  i  zabłąkane  nitki  wpadały  w  wodnistą  jogurtową 

masę. 

- Cześć, Serena - powiedziały chórem Kati i Isabel. 

Blair  spojrzała  na  Serenę,  unosząc  w  górę  kąciki  błyszczących  ust.  Był  to  prawie 

uśmiech. 

Serena  zamieszała  swój  jogurt  i  wskazała  głową  tacę  Blair,  gdzie  widniały 

pozostałości po bajglu z serkiem śmietankowym i ogórkiem. 

- Widzę, że wyrosłaś z dietetycznego talerza - zauważyła. 

- Chyba tak - odparła Blair. Wytarła papierową serwetką serek śmietankowy z kciuka, 

patrząc z niedowierzaniem na niechlujne mankiety  koszuli Sereny. Stare  ciuchy brata nosiło 

się w dziewiątej czy dziesiątej klasie. Wtedy to było całkiem fajne. Ale teraz? To wydawało 

się po prostu... nieprzyzwoite. 

- Mój  plan  lekcji  jest  zupełnie  do  kitu  -  powiedziała  Senna,  oblizując  łyżeczkę.  - 

Wcale nie mam z wami zajęć. 

- To dlatego, że nie chodzisz na żadne zajęcia dla zaawansowanych - zauważyła Kati. 

- Masz  szczęście  -  westchnęła  Isabel.  -  Mam  tyle  na  głowie,  że  nie  starcza  mi  czasu 

nawet na sen. 

background image

- No  cóż,  przynajmniej  będę  miała  więcej  czasu  na  imprezy  -  powiedziała  Serena. 

Szturchnęła  łokieć  Blair.  -  A  tak  w  ogóle,  co  się  dzieje  w  tym  miesiącu?  Czuję  się,  jakbym 

zupełnie wypadła z obiegu. 

Blair  wyprostowała  się  i  uniosła  plastikowy  kubek,  ale  w  środku  nie  było  już  wody. 

Wiedziała,  że  powinna  powiedzieć  Serenie  wszystko  o  przyjęciu  „Buziak  w  usteczka”, 

wyjaśnić  jej,  jak  mogłaby  pomóc  z  przygotowaniami  i  że  mogłyby  mieć  przy  tym  kupę 

zabawy.  Ale  z  jakiegoś  powodu  nie  mogła  się  do  tego  zmusić.  Serena  wypadła  z  obiegu.  I 

Blair chciała, żeby już tak pozostało. 

- Nic  specjalnego.  Aż  do  Gwiazdki  nie  będzie  działo  się  zbyt  wiele  -  skłamała  Blair, 

zerkając ostrzegawczo na Kati i Isabel. 

- Naprawdę?  -  zapytała  zawiedziona  Serena.  -  A  co  robicie  dziś  wieczorem?  Nie 

chcecie gdzieś wyjść? 

Blair rzuciła okiem na przyjaciółki. Aż paliła się do wyjścia, ule był dopiero wtorek. 

We wtorki wieczorem co najwyżej wypożyczali z Nate'em jakiś film. Nagle Blair poczuła się 

jak jakaś Mara nudziara. A wszystko przez Serenę. 

- Jutro mam test z francuskiego. Przykro mi, Serena - powiedziała Blair i wstała. - A 

teraz jestem umówiona z madame Rogers. 

Serena  zmarszczyła  brwi  i  zaczęła  obgryzać  paznokieć  od  kciuka;  był  to  jej  nowy 

zwyczaj, który nabyła w szkole z internatem. 

- Hm, może zadzwonię do Nate'a, to ze mną gdzieś wyjdzie - powiedziała. 

Blair  podniosła  swoją  tacę,  ledwie  się  hamując,  żeby  nie  przyłożyć  nią  Serenie  w 

twarz.  Trzymaj  łapy  z  dala  od  niego!  -  chciała  wrzasnąć,  wskakując  na  stół  jak  wojownik 

ninja. Ijaaa - jee! 

- Zobaczymy się później, dziewczyny - powiedziała i oddaliła się sztywno. 

Serena  westchnęła  i  strzeliła  z  talerza  kawałkiem  sałaty.  Blair  była  nudna.  Kiedy 

zaczną się bawić? Spojrzała z nadzieją na Kati i Isabel, ale one też zbierały się już do wyjścia. 

- Dzisiaj mam głupie spotkanie z doradcą w sprawie college'u - powiedziała Kati. 

- A ja muszę pójść na górę do pracowni i sprzątnąć moje obrazy - stwierdziła Isabel. 

- Zanim ktoś je zobaczy? - zażartowała Kati. 

- Przymknij się - odparła Isabel. 

Podniosły się ze swoimi tacami w rękach. 

- Fajnie, że wróciłaś, Serena - powiedziała fałszywie Kati. 

- Tak - zgodziła się Isabel. - Naprawdę, strasznie się cieszymy. 

A potem sobie poszły. 

background image

Serena  obracała  łyżkę  w  pojemniku  po  jogurcie,  zastanawiając  się,  co  się  wszystkim 

stało.  Wszyscy  zachowywali  się  dziwacznie.  Co  takiego  zrobiłam?  -  pytała  sama  siebie,  na 

nowo wgryzając się w paznokieć. 

Dobre pytanie. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

GDZIE SA CHŁOPAKI 

 

Dzi

ę

ki za odzew, cho

ć

 wi

ę

kszo

ść

 z was nie miała w zasadzie nic do powiedzenia na temat S czy B

Wi

ę

kszo

ść

 z was chciała si

ę

 dowiedzie

ć

 czego

ś

 wi

ę

cej o chłopakach. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Cze

ść

 P, 

D wydaje si

ę

 taki słodziutki. Dlaczego tak leci na S? Przecie

ż

 to zwykła dziwka. 

Bebe 

 

O:

 Cze

ść

 Bebe, 

Przypadkiem  wiem, 

ż

e  D  nie  jest  taki  niewinny,  jak  si

ę

  wydaje.  Brat  udział  w  niezłych 

ś

wi

ń

stwach na letnim obozie w ósmej klasie. 

 

P:

 hej P, 

co  robi  N  w  porze  lunchu?  chodz

ę

  do  szkoły  niedaleko  jego  i  zastanawiam  si

ę

,  czy 

przypadkiem nie widuj

ę

 go, nie zdaj

ą

c sobie z tego sprawy. To by było! 

Nie

ś

miała 

 

No dobra, skoro a

ż

 tak bardzo chcecie to wiedzie

ć

, powiem wam. W szkole 

Ś

wi

ę

tego Judy pozwalaj

ą

 

uczniom  z  najstarszych  klas  wychodzi

ć

  na  lunch.  Wi

ę

c  teraz  N  pewnie  poszedł  do  małej  pizzerii  na 

rogu  Osiemdziesi

ą

tej  i  Madison.  Jak  ona  si

ę

  nazywa?  U  Vino?  U  Vinniego?  Niewa

ż

ne.  W  ka

ż

dym 

razie maj

ą

 tam niezłe jedzenie, a jeden z dostawców rozprowadza naprawd

ę

 przyzwoit

ą

 trawk

ę

N jest 

jednym z jego stałych klientów. Zwykle przed pizzeri

ą

 stoi grupka uczennic z L'Ecole, wi

ę

N zatrzyma 

background image

si

ę

 i b

ę

dzie flirtował  z jedn

ą

 dziewczyn

ą

, powiedzmy  Clair, która struga  nie

ś

miał

ą

 cnotk

ę

 i  udaje, 

ż

nie mówi po angielsku, a tak naprawd

ę

 jest beznadziejna z francuskiego i kawał suki z niej. N zawsze 

robi ten sam słodki 

ż

arcik. Kupuje dwa kawałki pizzy i za ka

ż

dym razem proponuje jeden Clair. Przez 

cały  czas,  gdy  rozmawiaj

ą

,,  Clair  trzyma  ten  kawałek,  a

ż

  w  ko

ń

cu  odgryza  maciupki  skrawek  z 

samego czubka. Wtedy N mówi: „Nie mog

ę

 uwierzy

ć

ż

e to zrobiła

ś

, zjadasz moj

ą

 pizz

ę

!”, wyrywa jej 

pizz

ę

 i zjada w dwóch k

ę

sach. Na co Clair zaczyna 

ś

mia

ć

 si

ę

 tak bardzo, 

ż

e cycki niemal wyskakuj

ą

 

jej  z  koszulki.  Wszystkie  dziewczyny  z  L'Ecole  nosz

ą

  bardzo  obcisłe  koszulki,  krótkie  spódniczki  i 

wysokie  obcasy.  S

ą

  dziwkami  stworzonymi  przez  system  edukacyjny  Upper  East  Side.  N  lubi  z  nimi 

flirtowa

ć

,  cho

ć

  jak  na  razie  nie  posun

ą

ł  si

ę

,  ani  odrobin

ę

  dalej.  Ale  je

ś

li  B  nadal  b

ę

dzie  go  zwodzi

ć

mo

ż

e  zacz

ąć

  dawa

ć

  Claire  co

ś

  wi

ę

cej  ni

ż

  tylko  skrawek  swojej  pizzy.  Ostatnio  Clair  zaskoczyła  go 

pytaniem, czy słyszał o SClair twierdzi, 

ż

S nie tylko była w ci

ąż

y w zeszłym roku, ale urodziła we 

Francji synka. Ma na imi

ę

 Jules, 

ż

yje, ma si

ę

 dobrze i mieszka w Marsylii. 

A  co  do  D  -  có

ż

,  znowu  siedzi  na  dziedzi

ń

cu  Riverside  Prep  i  czyta  poezj

ę

.  Wiem, 

ż

e  to  brzmi 

potwornie  smutno,  ale  nie  martwicie  si

ę

  o  niego.  Jego  czas  jeszcze  nadejdzie.  Trzymajcie  r

ę

k

ę

  na 

pulsie. 

 

Na celowniku 

 

Widziano, jak K zwraca w Barneys ró

ż

ow

ą

 torb

ę

 w militarne wzory. Osobi

ś

cie uwa

ż

am, 

ż

e ta torebka 

była całkiem słodka. Ale widocznie kto

ś

 j

ą

 przekonał, 

ż

eby si

ę

 jej pozbyła. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

wiadomo

ś

ci 

- Cześć,  Nate.  Tu  Serena.  Dzwonię,  żeby  zapytać,  co  porabiasz.  Pomyślałam,  że 

moglibyśmy  gdzieś  wyjść  wieczorem,  ale  wiesz  co?  Jestem  zmęczona.  Dopiero  dziesiąta,  a 

chyba  pójdę  już  do  łóżka.  Ale  zobaczymy  się  w  ten  weekend,  co?  Nie  mogę  się  doczekać. 

Całusy. Dobranoc. 

Serena odłożyła słuchawkę. W jej pokoju było strasznie cicho. Nawet Piąta Aleja była 

spokojna, jedynie od czasu do czasu przejeżdżała taksówka. 

Ze swojego  wielkiego łóżka z baldachimem widziała fotografie w srebrnych ramach, 

na  której  była  jej  cała  rodzina.  Zdjęcie  zrobił  kapitan  wyczarterowanej  żaglówki  podczas 

wakacji w Grecji, kiedy miała dwanaście lat. Wszyscy byli w strojach kąpielowych, a jej brat 

Erik, wówczas czternastolatek, robił na jej policzku pierdzący pocałunek, z czego zaśmiewali 

się ich rodzice. Podczas tej podróży Serena po raz pierwszy w życiu dostała miesiączkę. Była 

tak zakłopotana, że nie mogła zdobyć się na to, by powiedzieć o tym rodzicom, więc co miała 

zrobić, uwięziona na pokładzie? Stali na kotwicy przy Rodos i kiedy ich rodzice nurkowali, a 

Serena  z  Erikiem  mieli  brać  lekcje  windsurfingu,  Erik  popłynął  do  brzegu,  ukradł  vespe  i 

kupił  jej  tampony.  Przypłynął  z  tamponami  przywiązanymi  do  czubka  głowy  w  małej 

foliowej torebce. Jej bohater. 

Serena wyrzuciła zniszczone majtki za burtę. Pewnie nadal tam były, ukryte w jakiejś 

rafie. 

A  teraz  Erik  był  na  pierwszym  roku  w  Brown  i  Serena  w  ogóle  go  nie  widywała. 

Ostatnie  lato  spędzili  razem  we  Francji,  ale  oboje  przez  cały  czas  byli  oblegani  przez 

chłopaków i dziewczyny, lub sami się za nimi uganiali, więc nie mieli nawet czasu, żeby ze 

sobą pogadać. 

Znowu podniosła słuchawkę i wcisnęła przycisk, pod którym był zakodowany numer 

do  mieszkania  jej  brata.  Telefon  dzwonił  i  dzwonił,  aż  w  końcu  odezwała  się  automatyczna 

sekretarka. 

- Jeśli  chcesz  zostawić  wiadomość  dla  Dillona,  wciśnij  jeden.  Jeśli  chcesz  zostawić 

wiadomość dla Tima, wciśnij dwa. Jeśli chcesz zostawić wiadomość dla Drew,  wciśnij trzy. 

Jeśli chcesz zostawić wiadomość dla Erika, wciśnij cztery. 

background image

Serena wcisnęła cztery i przez moment się wahała. 

- Hej... tu Serena. Sorry, że przez jakiś czas się nie odzywałam. Ale ty też mogłeś do 

mnie  zadzwonić,  ty  palancie.  Aż  do  ostatniego  weekendu  byłam  uziemiona  w  Ridgefield, 

gdzie  prawie  wykorkowałam  z  nudów,  a  teraz  jestem  z  powrotem  w  Nowym  Jorku.  Dzisiaj 

byłam  pierwszy  raz  w  szkole.  Było  dosyć  dziwnie.  Właściwie  to  było  do  kim.  Wszyscy... 

wszystko jest... sama nie wiem... takie dziwne... Tak czy siak, zadzwoń do mnie. 

Brakuje  mi  twojego  włochatego  tyłka.  Jak  tylko  będę  mogła,  wyślę  ci  jakąś  paczkę. 

Uściski. Pa. 

background image

ż

ycie jest kruche i absurdalne 

- Jesteś  beznadziejny,  Dan  -  powiedziała  do  brata  Jenny  Humphrey.  Siedzieli  przy 

kuchennym  stole  w  swoim  sypiącym  się  mieszkaniu  z  czterema  sypialniami  na  dziesiątym 

piętrze  na  West  End  Avenue.  Byt  to  piękny  stary  apartament  z  wysokimi  sufitami, 

słonecznymi  oknami,  wielkimi  wbudowanymi  szafami  i  olbrzymimi  wannami  na  nóżkach, 

niestety  nieodnawiany  od  lat  czterdziestych  ubiegłego  wieku.  Ściany  były  zawilgocone  i 

popukane,  a  drewniane  podłogi  porysowane.  Gigantyczne  kłęby  kurzu  gromadziły  się  w 

kątach i wzdłuż listwy przypodłogowej niczym mech. Raz na jakiś czas ojciec Jenny i Dana, 

Rufus,  zatrudniał  sprzątaczkę,  żeby  wyszorowała  mieszkanie  od  góry  do  dołu,  a  wtedy  ich 

olbrzymi kot, Marks, robił porządek z karaluchami, jednak przeważnie ich dom wyglądał jak 

zaniedbany, choć przytulny strych. Było to miejsce, w którym człowiek spodziewa się znaleźć 

zaginione  skarby,  jak  stare  fotografie,  klasyczne  buty  czy  kość  z  kolacji  z  ostatnich  świąt 

Bożego Narodzenia. 

Jenny  jadła  połówkę  grejpfruta  i  popijała  herbatkę  z  mięty  pieprzowej.  Od  kiedy 

dostała  zeszłej  wiosny  miesiączkę,  jadła  coraz  mniej  i  mniej.  Ale  i  tak  wszystko,  co  zjadła, 

szło  jej  w  cycki.  Dan  martwił  się  sposobem  odżywiania  swojej  młodszej  siostry,  ale  skoro 

Jenny była tak samo zadziorna i pełna energii jak zawsze, to co on tam wiedział? Na przykład 

nie wiedział, że prawie codziennie w drodze do szkoły Jenny kupuje w małych delikatesach 

dla smakoszy na Broadwayu maślaną babeczkę z czekoladowymi wiórkami. 

Nie była to najlepsza strategia, by zmniejszyć biust. 

Dan  jadł  drugiego  czekoladowego  pączka,  popijając  małymi  łyczkami  kawę 

rozpuszczalną  ze  śmietanką  i  czterema  łyżeczkami  cukru.  Lubił  cukier  i  kofeinę,  co  pewnie 

było  częściowo  przyczyną  tego,  że  mu  się  trzęsły  ręce.  Dan  nie  przejmował  się  zdrowiem. 

Lubił życie na krawędzi. 

Przy  jedzeniu  studiował  scenariusz  krótkometrażowego  filmu  Vanessy  Abrams,  w 

którym  miał  zagrać.  W  kółko  czytał  jedno  zdanie,  jakby  to  była  jakaś  mantra:  „Życie  jest 

kruche i absurdalne”. 

- No powiedz, że masz gdzieś powrót Sereny van der Woodsen - rzuciła mu wyzwanie 

Jenny. Włożyła do ust cząstkę grejpfruta i zaczęła ją wysysać. Potem wsadziła do buzi pałce, 

background image

wyciągnęła  białą  zmiażdżoną  skórkę  i  odłożyła  ją  na  talerz.  -  Powinieneś  ją  zobaczyć  - 

ciągnęła.  -  Wygląda  niesamowicie.  Zupełnie  inaczej.  Nie  chodzi  mi  o  jej  ciuchy,  tylko  o 

twarz.  Wygląda  jakoś  dojrzalej,  ale  nie  ma  zmarszczek  ani  nic  w  tym  stylu.  Jest  jak  Kate 

Moss  albo  jakaś  inna  modelka,  która  wszędzie  była,  wszystko  widziała  i  przekroczyła  jakąś 

granicę. Wygląda na kompletnie doświadczoną. 

Jenny czekała na jakąś reakcję brata, ale on wpatrywał się w swoją filiżankę z kawą. 

Życie jest kruche i absurdalne. 

- Nie chcesz nawet jej zobaczyć? - zapytała. 

Dan myślał o tym, co usłyszał o Serenie z ust Chucka Bassa. Nie chciał wierzyć w ani 

jedno  jego  słowo,  ale  jeśli  Serena  wyglądała  na  tak  doświadczoną,  jak  mówiła  Jenny,  może 

Chuck  mówił  prawdę.  Może  Serena  naprawdę  była  najbardziej  wyuzdaną,  zaćpaną  i 

wyniszczoną chorobami wenerycznymi dziewczyną w Nowym Jorku. 

Dan wzruszył ramionami i wskazał kupkę skórek na talerzu Jenny. 

- Paskudztwo - powiedział. - Nie możesz jeść ciastek jak normalni ludzie? 

- A co masz przeciwko grejpfrutom? - zapytała Jenny. - Są orzeźwiające. 

- Ale patrzenie, jak je jesz, nie jest. Obrzydliwość. - Wetknął do ust resztkę pączka i 

zlizał z palców czekoladę, uważając, by nie zamazać scenariusza. 

- W takim razie nie patrz - odparła Jenny. - A tak w ogóle, nie odpowiedziałeś na moje 

pytanie. 

Dan uniósł wzrok. 

- Jakie pytanie? 

Jenny położyła łokcie na stole i nachyliła się do niego. 

- O Serenę - powiedziała. - Wiem, że chcesz ją zobaczyć. 

Dan spojrzał z powrotem na scenariusz i wzruszył ramionami. 

- Nieważne - mruknął. 

- Taaak,  nieważne.  -  Jenny  przewróciła  oczami.  -  Słuchaj,  w  następny  piątek  jest  to 

przyjęcie.  To  będzie  wielka,  elegancka  impreza  na  rzecz  sokołów  wędrownych  z  Central 

Parku.  Wiedziałeś,  że  tam  mieszkają  sokoły?  Ja  nie.  W  każdym  razie  organizuje  to  Blair 

Waldorf, a wiesz, że ona i Serena są najlepszymi przyjaciółkami, więc naturalnie będzie tam i 

Serena. 

Dan  dalej  czytał  scenariusz,  całkowicie  ignorując  siostrę.  A  Jenny  kontynuowała, 

ignorując fakt, że Dan ją ignoruje. 

- Tak czy siak, musimy znaleźć jakiś sposób, by się tam wkręcić. - Chwyciła ze stołu 

papierową serwetkę, zgniotła w kulkę i cisnęła w głowę brata. - Dan, proszę! Musimy pójść! 

background image

Dan  odsunął  scenariusz  na  bok  i  spojrzał  na  siostrę;  w  jego  brązowych  oczach 

malował się powaga i smutek. 

- Jenny,  nie  chcę  iść  na  to  przyjęcie.  W  następny  piątek  pewnie  pójdę  do  Deke'a 

pograć na playstation, a potem zapewne pojadę na Brooklyn, żeby powałęsać się z Vanessą, 

jej siostrą i ich przyjaciółmi. Jak zawsze w piątek wieczorem. 

Jenny kopała w nogi swojego krzesła jak mała dziewczynka. 

- Ale dlaczego, Dan? Dlaczego nie chcesz pójść na tę imprezę? 

Dan potrząsnął głową z gorzkim uśmiechem. 

- Bo nie zostaliśmy zaproszeni i już nas nie zaproszą. Odpuść sobie, Jen. Przykro mi, 

ale tak to już jest. Różnimy się od nich, wiesz o tym. Nie należymy do tego samego świata co 

Serena van der Woodsen, Blair Waldorf i reszta tych ludzi. 

- Ale z ciebie mięczak! Doprowadzasz mnie do szalu - powiedziała Jen, przewracając 

oczami. 

Wstała, wrzuciła naczynia do zlewu i zaczęła je z furią szorować. Potem odwróciła się 

i położyła dłonie na biodrach. Miała na sobie różową flanelową koszulkę nocną, a jej kręcone 

brązowe  włosy  sterczały  na  wszystkie  strony,  bo  poszła  spać  z  mokrymi.  Wyglądała  jak 

miniatura rozczarowanej żony, której cycki były  dziesięć razy za duże w  stosunku do reszty 

ciała. 

- Mam gdzieś to, co mówisz. Pójdę na to przyjęcie! - upierała się. 

- Jakie przyjęcie? - zapytał ich ojciec, pojawiając się w kuchennych drzwiach. 

Gdyby  przyznawano  nagrodę  dla  najbardziej  żenującego  ojca  na  świecie,  dostałby  ją 

Rufus  Humphrey.  Był  ubrany  w  przepoconą  białą  damską  koszulkę  i  czerwone  bokserki  w 

kratkę, a poza tym drapał się w kroczu. Nie golił się od paru dni i jego siwa broda wyglądała, 

jakby ją zapuszczał stopniowo - przeważnie była gęsta i długa, ale zdarzały się też łyse placki 

czy  lekka  szczecina.  Jego  kręcone,  siwe  włosy  były  poplątane,  a  brązowe  oczy 

zaczerwienione. Za każdym uchem tkwił papieros. 

Jenny i Dan patrzyli przez chwilę na ojca w milczeniu. 

A potem Jenny wróciła do zmywania. 

- Nieważne - westchnęła. 

Dan  uśmiechnął  się  z  wyższością  i  rozwalił  na  krześle.  Ich  ojciec  nie  cierpiał  Upper 

East Side za pretensjonalność. Posłał Jenny do Constance, bo była to dobra szkoła, poza tym 

kiedyś  umawiał  się  z  tamtejszą  nauczycielką  angielskiego.  Ale  nie  do  puszczał  do  siebie 

myśli,  że  Jenny  może  znaleźć  się  pod  wpływem  swoich  koleżanek  z  klasy,  czy  też  „tych 

debiutantek”, jak je nazywał. 

background image

Dan wiedział, że ojcu się to spodoba. 

- Jenny chce pójść na jakieś eleganckie przyjęcie dobroczynne w przyszłym tygodniu - 

powiedział. 

Pan  Humphrey  wyciągnął  zza  ucha  papierosa  i  wetknął  do  ust,  obracając  go  między 

wargami. 

- A na jaki cel to przyjęcie? - zapytał. 

Dan  bujał  się  na  krześle  z  zadowolonym  wyrazem  twarzy.  Jenny  odwróciła  się  od 

zlewu i posłała mu piorunujące spojrzenie, by się przymknął. 

- Pieniądze z tego przyjęcia pójdą na sokoły wędrowne z Central Parku - rzekł Dan. - 

Pewnie  zbudują  im  jakąś  ptasią  rezydencję  czy  coś  w  tym  stylu.  Jakby  nie  było  tysięcy 

bezdomnych, którym przydałyby się te pieniądze. 

- Zamknij się - powiedziała rozwścieczona Jenny. - Myślisz, że jesteś taki mądry. To 

tylko przyjęcie. Nigdy nie mówiłam, że to taki fantastyczny cel. 

- Nazywasz to celem?! - ryknął jej ojciec. - Wstydź się. Ci ludzie chcą, żeby te ptaki 

byty w pobliżu tylko dlatego, że są ładne. Bo dzięki nim czują się jak na ładnej wsi, jakby byli 

w  swoich  posiadłościach  w  Connecticut  czy  Maine.  Są  bardzo  ozdobne.  Taka  działalność 

dobroczynna nie służy absolutnie nikomu! 

Jenny  stała  oparta  o  kuchenny  blat,  wpatrując  się  w  sufit  i  nie  zwracając  uwagi  na 

słowa ojca. Słyszała tę tyradę już wcześniej i niczego to nie zmieniało. Nadal chciała iść na to 

przyjęcie. 

- Po  prostu  chcę  się  trochę  zabawić  -  powiedziała  z  uporem,  -  Czemu  zaraz  trzeba 

robić z tego aferę? 

- Trzeba, bo przywykniesz do tych nonsensów bzdurnych debiutantek i skończysz jak 

twoja matka, która trzyma się bogaczy, bo jest za dużym tchórzem, by samodzielnie myśleć! - 

wrzasnął ojciec, a jego nieogolona twarz przybrała ciemnoczerwony kolor. - Niech to szlag, 

Jenny. Z każdym dniem coraz bardziej przypominasz mi twoją matkę. 

Dan nagle poczuł się źle. 

Ich matka uciekła do Pragi z jakimś hrabią, księciem czy kimś takimi w zasadzie była 

utrzymanką;  pozwalała,  by  ten  hrabia,  książę  czy  jak  mu  tam  ubierał  ją  i  woził  po  hotelach 

całej Europy. Przez cały dzień tylko chodziła na zakupy, jadła, piła i malowała kwiaty. Parę 

razy do roku pisała do nich listy i wysyłała dziwne prezenty. Na ostatnią Gwiazdkę przysłała 

Jenny ludową sukienkę z Niemiec. Była jakieś dziesięć numerów za mała. 

Stwierdzenie ojca, że Jenny przypomina mu ich matkę, nie było miłe. Absolutnie. 

Jenny wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. 

background image

- Odpuść sobie, tato - powiedział Dan. - I tak nie jesteśmy zaproszeni na to przyjęcie. 

Więc żadne z nas, nawet choćby chciało, nie mogłoby tam pójść. 

- No  widzicie!  -  powiedział  triumfalnie  pan  Humphrey.  -  Po  co  w  ogóle  chcecie 

zadawać się z tymi snobami? 

Jenny patrzyła szklistym wzrokiem na brudną podłogę w kuchni. 

Dan podniósł się. 

- Pospiesz się i ubieraj, Jen - powiedział łagodnie. - Odprowadzę cię na przystanek. 

background image

N dostaje e - zaproszenie 

W  czasie  sześciominutowej  przerwy  pomiędzy  łaciną  i  gimnastyką  Nate  wśliznął  się 

do pracowni komputerowej szkoły dla chłopców imienia Świętego Judy. Co środę on i Blair 

wysyłali  sobie  Internetem  krótkie  liściki  miłosne  (w  porządku,  to  był  pomysł  Blair),  by 

łatwiej było im przetrwać nudny szkolny tydzień. Robili to dwa dni przed weekendem, kiedy 

mogli spędzać tyle czasu razem, ile tylko chcieli. 

Ale  dziś  Nate  nawet  nie  myślał  o  Blair.  Chciał  się  dowiedzieć,  co  słychać  u  Sereny. 

Wczoraj wieczorem nagrała się mu na sekretarkę, bo on w tym czasie oglądał z przyjaciółmi 

mecz  Jankesów.  Jej  głos  wydał  się  mu  smutny,  przepełniony  samotnością  i  taki  odległy, 

mimo że Serena mieszkała niecałe dwie przecznice od niego. Nate jeszcze nigdy nie słyszał, 

by  Serena  była  tak  zdołowana.  I  od  kiedy  to  Serena  van  der  Woodsen  kładzie  się  spać  tak 

wcześnie? 

Zasiadł  przed  buczącym  komputerem,  kliknął  w  Utwórz  Nowa  Wiadomość  i  napisał 

do Sereny  na jej stary  adres z Constance. Nie wiedział, czy sprawdzi pocztę, ale  warto było 

spróbować. 

 

DO: serenavdw@constancebillard. edu 

OD: narchibald@swjuda. edu 

Hej.  Co  porabiasz?  Dostałem  wczoraj  twoja  wiadomo

ść

Przykro mi, 

ż

e mnie wtedy nie było. Ale na pewno zobaczymy 

si

ę

 w pi

ą

tek, zgoda? 

U

ś

ciski, Nate

 

 

A  potem  otworzył  swoją  pocztę.  Co  za  niespodzianka!  Dostał  list  od  Blair.  Nie 

rozmawiali ze sobą od przyjęcia wydanego przedwczoraj przez jej matkę. 

 

DO: narchibald@swjuda.edu 

OD: blairw@constancebillard.edu 

Kochany Nate, 

background image

t

ę

skni

ę

  za  Tob

ą

.  Poniedziałkowa  noc  miała  by

ć

  naprawd

ę

 

wyj

ą

tkowa. Zanim nam przeszkodzono, planowałam, 

ż

e zrobimy 

co

ś

, o czym rozmawiali

ś

my ju

ż

 od jakiego

ś

 czasu. My

ś

l

ę

ż

wiesz,  o  czym  mówi

ę

.  Ale  chyba  nie  była  to  odpowiednia 

pora.  Chc

ę

  tylko, 

ż

eby

ś

  wiedział, 

ż

e  jestem  gotowa. 

Wcze

ś

niej  nie  byłam,  ale  teraz  ju

ż

  tak.  Mama  i  Cyrus 

wyje

ż

d

ż

aj

ą

  w  pi

ą

tek  i  naprawd

ę

  bardzo  bym  chciała, 

ż

eby

ś

 

został na noc. 

Kocham Ci

ę

. Zadzwo

ń

U

ś

ciski 

Blair

 

 

Nate  przeczytał  wiadomość  od  Blair  dwa  razy,  a  potem  zamknął,  żeby  nie  musieć 

dłużej na nią patrzeć. Była dopiero środa. Czy to możliwe, żeby Blair nie dowiedziała się do 

piątki  o  jego  przygodzie  z  Sereną,  chociaż  codziennie  chodziły  razem  do  szkoły  i  były 

najlepszymi  przyjaciółkami,  które  mówią  sobie  o  wszystkim?  Prawdopodobieństwo  było 

znikome. I co z Chuckiem Bassem? Nie miał w zwyczaju trzymać języka za zębami. 

Nate  wściekłe  potarł  piękne  zielone  oczy.  Nieważne,  w  jaki  sposób  Blair  się  dowie. 

Tak czy inaczej, był ugotowany. Próbował opracować jakiś plan działania, ale wymyślił tylko 

tyle, że I trzeba czekać i zobaczyć, co się stanie, kiedy spotka się w piątek z Blair. Nie było 

sensu teraz o tym rozmyślać. 

W  tym  momencie  otworzyły  się  drzwi  pracowni  i  ukazała  się  w  nich  głowa 

Jeremy'ego Scotta Thompkinsona. 

- Siemka, Nathaniel, zrywamy się z gimnastyki. Chodź z nami do parku, pokopiemy w 

piłę. 

Odezwał się drugi dzwonek. Nate już i tak był spóźniony na gimnastykę, a potem miał 

lunch. Zerwanie się z lekcji było doskonałym pomysłem. 

- Jasne - odparł. -  Zaczekaj chwilę. - Kliknął w  e - mail od Blair i przeciągnął go do 

kosza. - Okay - powiedział, wstając. - Idziemy. 

Hm,  gdyby  ją  naprawdę  kochał,  pewnie  by  zachował  ten  e  -  mail,  a  przynajmniej  na 

niego odpowiedział, prawda? 

 

Był  słoneczny  październikowy  dzień  w  Central  Parku.  Na  Owczej  Łące  było  pełno 

uczniów,  którzy  urwali  się  ze  szkoły;  leżeli  na  trawie  i  palili  albo  rzucali  frisbee.  Drzewa 

background image

otaczające łąkę płonęły żółcią, pomarańczem i czerwienią, a za nimi widać było piękne stare 

apartamentowce  na  Central  Park  West.  Jeden  gość  miał  do  sprzedania  marihuanę  i  Anthony 

Avuldsen kupił trochę, żeby zmieszać z towarem zdobytym wczoraj przez Nate'a w pizzerii. 

Nate,  Jeremy,  Anthony  i  Charlie  Dern  podawali  sobie  wielkiego  jointa,  jednocześnie 

uganiając się po trawie za piłką. 

Charlie  zaciągnął  się  i  podał  jointa  Jeremy'emu.  Nate  kopnął  do  Charliego  piłkę,  a 

Charlie się o nią potknął. Miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, a jego głowa była o wiele 

za  duża  w  stosunku  do  reszty  ciała.  Ludzie  mówili  na  niego  Frankenstein.  Anthony  jak 

zawsze  w  formie,  nawet  kiedy  był  upalony,  rzucił  się  do  piłki  i  wykopał  ją  w  powietrze, 

podając do Jeremy'ego. Jeremy odebrał na swoją mizerną klatę, pozwalając, by piłka stoczyła 

się na ziemię, a potem dryblował ją między stopami. 

- Cholera,  mocny  ten  szajs  -  powiedział,  podciągając  spodnie.  Zawsze  zsuwały  się  z 

jego chudych bioder, nieważne, jak ciasno zapiął pasek. 

- Zgadza  się  -  przyznał  Nate.  -  Ale  jestem  upalony.  -  Swędziały  go  stopy.  Zupełnie 

jakby trawa przedostała się przez gumowe podeszwy jego adidasów. 

Jeremy zatrzymał piłkę. 

- Powiedz, Nate. Widziałeś już Serenę van der Woodsen? Słyszałem, że wróciła. 

Nate  patrzył  tęsknie  na  piłkę,  żałując,  że  nie  ma  jej  przy  nodze,  bo  wtedy  mógłby 

popędzić  z  nią  przez  trawnik,  udając,  że  nie  usłyszał  pytania  Jeremy'ego.  Czuł  na  sobie 

spojrzenia  kumpli.  Pochylił  się  i  zdjął  bul  z  lewej  nogi,  żeby  podrapać  się  po  podeszwie 

stopy. Cholera, ale swędziało. 

- Taak,  widziałem  ją  w  poniedziałek  -  powiedział  od  niechcenia,  podskakując  na 

jednej nodze. 

Charlie odchrząknął i splunął na trawę. 

- Jak wygląda? - zapytał. - Słyszałem, że wpakowała się w tej szkole z internatem we 

wszystkie możliwe kłopoty. 

- Ja  też  -  dodał  Anthony,  zaciągając  się  niedopałkiem.  -  Podobno  wywalili  ją,  bo 

gościła  w  swoim  pokoju  w  internacie  po  kolei  wszystkich  chłopaków.  Doniosła  na  nią 

współlokatorka. - Roześmiał się. - Jakby nie było jej stać na pokój w hotelu! 

Charlie też się roześmiał. 

- Słyszałem,  że  ma  dzieciaka.  Poważnie.  Rodziła  we  Francji  i  tam  go  zostawiła.  Jej 

starzy  płacą,  żeby  wychowywał  się  w  jakimś  francuskim  klasztorze.  To  jak  jakiś  pieprzony 

film, człowieku. 

Nate  nie  wierzył  własnym  uszom.  Upuścił  but  i  usiadł  na  trawie.  Potem  pozbył  się 

background image

drugiego buta i ściągnął skarpetki. Nie . odezwał się ani słowem, tylko siedział i drapał się po 

stopach. 

- Wyobrażacie sobie Serenę z tymi wszystkimi chłopakami w jej pokoju w internacie? 

Pewnie krzyczała: Oooch, skarbie. Mocniej, mocniej! - Jeremy padł na trawę, trzymając się za 

swój chudy brzuch j histerycznie rechocząc. - O, cholera! 

- Ciekawe, czy chociaż wie, kto jest tatusiem - powiedział Anthony. 

- Słyszałem, że nieźle też sobie poczynała z dragami - dodał Charlie. - Rozprowadzała 

coś, od czego się uzależniła, cokolwiek to było. Latem była na odwyku w Szwajcarii. Pewnie 

po urodzeniu dziecka. 

Wow! Ale kaszana - stwierdził Jeremy. 

- Między wami coś było, co, Nate? - zapytał Charlie. 

- Gdzie to słyszałeś? - zapytał Nate, marszcząc brwi. 

Charlie uśmiechnął się. 

- Nie wiem, stary. O tym się mówi. W czym problem? Gorąca z niej łaska. 

- Może  i  tak,  ale  miałem  już  lepszej  od  niej  -  odparł  Nate  i  natychmiast  tego 

pożałował. O czym on w ogóle mówił? 

- Noo, Blair pewnie też jest niezła - powiedział Charlie. 

- Założę się, że w łóżku wstępuje w nią diablica - zgodził się Jeremy. 

- Facet  jest  zmęczony  już  od  samego  myślenia  o  tym!  -  powiedział  Anthony, 

wskazując palcem na Nate'a i rechocząc. 

Nate roześmiał się i potrząsnął głową, próbując wytrząsnąć z. uszu ich słowa. Leżał na 

wznak  na  trawie  i  wpatrywał  się  w  niebieskie  niebo.  Kiedy  odchylił  głowę  do  tyłu,  widział 

dachy apartamentowców przy Piątej Alei, łącznie z tymi, w których mieszkały Serena i Blair. 

Opuścił brodę i znowu widział tylko niebieskie niebo. Był za bardzo upalony, żeby się teraz 

nad  czymkolwiek  zastanawiać.  Przestał  słuchać  przyjaciół,  próbując  całkowicie  oczyścić 

umysł,  by  w  jego  głowie  było  tak  pusto  i  niebiesko  jak  na  niebie.  Ale  nie  potrafił  przestać 

myśleć o Serenie i Blair, które w jego marzeniach były nagie i powtarzały: „Wiem, że mnie 

kochasz”. Uśmiechnął się i zamknął oczy. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

Wiem, 

ż

e  dawno  mnie  nie  było,  Ale  nie  mogłam  si

ę

  oprze

ć

,  by  nie  napisa

ć

  czego

ś

  wi

ę

cej  o  N.  Mój 

nowy ulubiony temat. On jest tak oszałamiaj

ą

co przystojny. Nawet je

ś

li brak mu jaj. 

 

Ć

PUNY Z CENTRAL PARKU 

 

Wła

ś

ciwie moim nowym ulubionym tematem s

ą

 bananowi chłopcy - elitarna wersja zwykłych 

ć

punów. 

W odró

ż

nieniu od przeci

ę

tnego 

ć

puna bananowy chłopiec nie przepada za metalem, grami online, nie 

je

ź

dzi  na  desce  i  nie  lubi  kuchni  wega

ń

skiej.  Ma  dobrze  Obci

ę

te  włosy  i  ładn

ą

  cer

ę

.  Przyjemnie 

pachnie, nosi kaszmirowe swetry, które kupuje mu jego dziewczyna, ma przyzwoite stopnie i jest miły 

dla swojej mamy. 

Ż

egluje i gra w piłk

ę

 no

ż

n

ą

. Umie zawi

ą

za

ć

 krawat. Potrafi ta

ń

czy

ć

. Jest sexy! Ale 

bananowy  chłopiec  nigdy  w  nic  si

ę

  w  pełni  nie  anga

ż

uje.  Nie  jest  przebojowy  i  nigdy  nie  mówi,  co 

siedzi mu w głowie. Nie lubi ryzyka i dlatego to takie ryzyko si

ę

 w nim zakocha

ć

Pewnie zauwa

ż

yli

ś

cie, 

ż

e ja jestem jego zupełnym przeciwie

ń

stwem - buzia mi si

ę

 nigdy nie zamyka! I 

naprawd

ę

 wierz

ę

ż

e przeciwie

ń

stwa si

ę

 przyci

ą

gaj

ą

. Musz

ę

 si

ę

 wam przyzna

ć

, lec

ę

 na bananowych 

chłopców. 

Ale najwyra

ź

niej nie ja jedna. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Cze

ść

 Plotkara, 

wagarowałam razem z N w central parku, przynajmniej tak mi si

ę

 wydaje, 

ż

e to ten sam N

jest cały w piegach, racja? pachnie mo

ż

e balsamem do opalania i marihuan

ą

Dziewczynazkocyka 

 

O:

 Droga dziewczynozkocyka, 

Hm. Zało

żę

 si

ę

ż

e tak wła

ś

nie pachnie. 

background image

 

Na celowniku 

 

B  kupuje  kondomy  w  aptece  Zitomer.  Superdtugie,  superpr

ąż

kowane!  Zastanawiam  si

ę

,  sk

ą

wiedziała,  jaki  rozmiar  kupi

ć

.  Zdaje  si

ę

ż

e  robili  wszystko,  tylko  nie  to.  Pó

ź

niej  B  ruszyła  prosto  do 

salonu  J.  Sisters  na  swoje  pierwsze  woskowanie  linii  bikini.  Au

ć

!  Ale  wierzcie  mi,  warto.  Widziano 

równie

ż

  S  na  poczcie,  jak  wysyłała  wielk

ą

  paczk

ę

.  Czy

ż

by  ubranka  z  Barneys  dla  jej  małego 

francuskiego  brzd

ą

ca?  I  i  K  znowu  były  w  3  Guys  Coffee  Shop  i  znowu  zajadały  si

ę

  frytkami  i  piły 

gor

ą

ce kakao. Wła

ś

nie zwróciły swoje słodkie, małe sukieneczki, które kupiły niedawno w Bendel's - o 

rany, czy ju

ż

 tak utyły? - i  rozwa

ż

ały, co  w takim razie wło

żą

  na przyj

ę

cie „Buziak w usteczka”. Jaka 

szkoda, 

ż

e nie jest to przyj

ę

cie, na które wszyscy przychodz

ą

 w togach. 

 

Słowniczek 

 

Poniewa

ż

 wiele z was mnie o to pytało, odpowiem teraz na to wielkie pytanie, które nurtowało was od 

czasu, kiedy dowiedzieli

ś

cie si

ę

 o przyj

ę

ciu na rzecz sokołów w

ę

drownych. 

Okay, zgodnie z moim podr

ę

cznym du

ż

ym słownikiem: 

Sokół:  1.  gatunek  ptaka  drapie

ż

nego  z  rodziny  Falconidae,  głównie  rodzaju  Falco,  charakteryzuj

ą

cy 

si

ę

 długimi, ostro zako

ń

czonymi skrzydłami, zakrzywionym dziobem z podobnym do z

ę

ba wyrostkiem 

po obu stronach jego górnej cz

ęś

ci. Jest zwinnym lotnikiem, nurkuje charakterystycznie w powietrzu. 

Niektóre  gatunki  sokołów  s

ą

  bliskie  wygini

ę

cia.  Sokół  w

ę

drowcy:  gatunek  sokoła  znany  na  całym 

ś

wiecie, Falco perigrinus, powszechnie u

ż

ywany do polowa

ń

 z powodu swojej zr

ę

czno

ś

ci. 

Ju

ż

 pewnie si

ę

 zanudzili

ś

cie na 

ś

mier

ć

. Ale po prostu staram si

ę

ż

eby

ś

cie byli dobrze poinformowani 

- od tego jestem. 

Do zobaczenia w parku! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

S próbuje si

ę

 poprawi

ć

 

- Cudownie, że wróciłaś, skarbie - powiedziała do Sereny pani Glos, szkolny doradca 

do  spraw  college'u.  Ujęła  okulary  zwisające  z  jej  szyi  na  złotym  łańcuszku  i  wsunęła  je  na 

nos, żeby przejrzeć plan zajęć Sereny, który leżał na jej biurku. Zobaczmy. Hm. Tak. Jasne - 

mamrotała, studiując plan lekcji. 

Serena  siedziała  ze  skrzyżowanymi  nogami  naprzeciwko  pani  Glos  i  cierpliwie 

czekała.  Na  ścianach  gabinetu  pani  Głos  nie  było  żadnych  dyplomów,  żadnych  dowodów 

potwierdzających  jej  uprawnienia,  tylko  zdjęcia  wnuków.  Serena  zastanawiała  się,  czy  pani 

Glos w ogóle była w college'u. Ktoś, kto udziela porad na jakiś temat, powinien mieć jakieś 

pojęcie, o czym mówi. 

Pani Glos odchrząknęła. 

- Cóż,  twój  plan  zajęć  jest  do  przyjęcia.  Nie  jakaś  tam  rewelacja,  słuchaj  dobrze,  ale 

zadowalający. Domyślam się, że nadrabiasz to zajęciami dodatkowymi, zgadza się? 

Serena  wzruszyła ramionami. Jeśli można tak nazwać picie pernoda i tańczenie nago 

na plaży w Cannes... 

- Niezupełnie - powiedziała. - To znaczy, właściwie nie zapisałam się jeszcze na żadne 

zajęcia dodatkowe. 

Pani  Glos  opuściła  okulary.  Jej  nozdrza  przybrały  intensywnie  czerwony  kolor  i 

Serena  zastanawiała  się,  czy  zaraz  będzie  miała  krwotok  z  nosa.  Pani  Glos  była  znana  ze 

swoich  krwotoków.  Jej  skóra  była  bardzo  blada  z  żółtawym  odcieniem.  Wszystkie 

dziewczyny myślały, że cierpi na jakąś zakaźną chorobę. 

- Żadnych zajęć dodatkowych? I co zamierzasz z tym zrobić? 

Serena spojrzała na nią uprzejmym, obojętnym wzrokiem. 

Kto powiedział, że musi coś z tym robić? 

- Rozumiem.  Cóż,  będziemy  musiały  poszukać  czegoś  dla  ciebie,  w  co  mogłabyś  się 

zaangażować,  racja?  -  powiedziała  pani  Glos.  -  Obawiam  się,  że  żaden  college  cię  nie 

przyjmie,  jeśli  nie  będziesz  mogła  pochwalić  się  dodatkowymi  zajęciami.  -  Pochyliła  się  i 

wyciągnęła z szuflady biurka duży segregator, który zaczęła kartkować, przebiegając palcami 

przez kolorowe strony. - Znalazłam coś, co zaczyna się w tym tygodniu. „Kwiaty w feng shui, 

background image

sztuka układania kwiatów”. 

Spojrzała na Serenę, która z powątpiewaniem marszczyła brwi. 

- Nie,  masz  rację.  To  nie  zapewni  ci  przepustki  na  Harvard,  prawda?  -  powiedziała 

pani Glos i roześmiała się. 

Podwinęła  rękawy  bluzki  i  marszcząc  czoło,  energicznie  kartkowała  segregator.  Nie 

zamierzała się poddawać już po pierwszej próbie. Była naprawdę dobra w tym, co robiła. 

Serena  obgryzała  paznokieć  kciuka.  Wcześniej  się  nad  tym  nie  zastanawiała.  Jeśli 

mają  ją  przyjąć  do  college'u,  musi  reprezentować  sobą  coś  więcej  niż  teraz.  A  ona  bardzo 

chciała pójść do college'u. Dobrego. Jej rodzice oczywiście oczekiwali od niej, że dostanie się 

do  jednej  z  najlepszych  szkół.  Nie  żeby  wywierali  na  nią  jakąś  presję  -  ale  nie  musieli  nic 

mówić.  Tak  po  prostu  miało  być.  A  im  dłużej  Serena  o  tym  myślała,  tym  bardziej  zdawała 

sobie  sprawę,  że  absolutnie  nic  nie  przemawia  na  jej  korzyść.  Wyrzucili  ją  ze  szkoły  z 

internatem,  stopnie  miała  marne,  nie  rozumiała,  o  co  chodzi  na  lekcjach,  na  które  chodziła, 

nie  miała  żadnego  hobby  ani  ciekawych  zajęć  pozaszkolnych.  Wyniki  z  testów 

egzaminacyjnych miała beznadziejne, bo zawsze podczas ich pisania błądziła gdzieś myślami. 

A jak je powtórzy, pewnie wyjdzie jeszcze gorzej. Zasadniczo była skończona. 

- A  może  teatr?  Masz  całkiem  niezłe  stopnie  z  angielskiego,  musisz  lubić  teatr  - 

zasugerowała  pani  Glos.  -  Próbują  nową  sztukę  dopiero  od  jakiegoś  tygodnia,  może  nieco 

dłużej.  Międzyszkolny  Klub  Dramatyczny  wystawia  nowoczesną  wersję  Przeminęło  z 

wiatrem. - Znowu uniosła wzrok, - Co ty na to? 

Serena wymachiwała stopą, obgryzając swój różowy paznokieć. Próbowała wyobrazić 

sobie  siebie,  stojącą  samotnie  na  scenie,  jak  gra  Scarlett  O'Harę.  Będzie  musiała  płakać  na 

zawołanie,  udawać  omdlenie,  nosić  wielkie  suknie  z  gorsetami  i  na  obręczach.  Może  nawet 

perukę. 

Nigdy  więcej  nie  będę  głodna!  -  krzyknie  dramatycznie,  ze  swoim  najlepszym 

akcentem piękności z Południa, Mogłaby się przy tym nieźle bawić. 

Serena wzięła od pani Glos kartkę, uważając, by nie dotykać papieru w miejscu, gdzie 

ona go trzymała. 

- Jasne, czemu nie? - powiedziała. - Chyba będzie dobra zabawa. 

 

Serena opuściła gabinet pani Glos w chwili, kiedy skończyli się ostatnia lekcja. Próby 

Przeminęło  z  wiatrem  odbywały  się  w  audytorium,  ale  zaczynały  się  dopiero  o  osiemnastej, 

więc  uczennice,  które  zaraz  po  lekcjach  miały  treningi,  też  mogły  grać  w  sztuce.  Serena 

weszła  szerokimi,  głównymi  schodami  na  czwarte  piętro,  żeby  wyjąć  z  szafki  płaszcz  i 

background image

zobaczyć,  czy  ktoś  nie  chciałby  się  z  nią  powałęsać  do  szóstej.  Wokół  niej  przemykały 

dziewczyny,  napędzane  resztką  energii  mijającego  dnia,  spiesząc  na  kolejne  spotkania, 

treningi,  próby  czy  kółka  zainteresowań.  I  choć  przez  dwa  lata  zdążyły  się  już  od  tego 

odzwyczaić,  zatrzymywały  się  na  moment,  by  przywitać  się  z  Sereną,  bo  jak  dobrze 

pamiętały,  kiedy  widziano  cię  rozmawiającą  z  Sereną  van  der  Woodsen,  to  naprawdę  cię 

widziano. 

- Cześć,  Serena!  -  krzyknęła  Laura  Salmon,  tuż  zanim  zbiegła  schodami  do 

mieszczącej się w podziemiach pracowni muzycznej na próbę chóru. 

- Do zobaczenia później, Serena - powiedziała Rain Hoffstetter, przemykając obok w 

spodenkach gimnastycznych na trening piłki nożnej. 

- Do  jutra,  Serena  -  powiedziała  miękko  Lily  Red,  rumieniąc  się,  bo  miała  na  sobie 

bryczesy, co zawsze wprawiało ją w zakłopotanie. 

- Na razie - powiedziała Carmen Fortier, żując gumę. Miała na sobie skórzaną kurtkę i 

dżinsy.  Była  jedną  z  tych  nielicznych  dziewczyn,  które  miały  stypendium,  i  mieszkała  w 

Bronksie. Twierdziła, że nie może wracać do domu w mundurku, bo by jej przylali. Carmen 

przewodniczyła klubowi Ikebana, choć zawsze kłamała swoim przyjaciołom z sąsiedztwa, że 

chodzi na karate. 

Nagle  korytarz  zrobił  się  zupełnie  pusty.  Serena  otworzyła  swoją  szafkę,  ściągnęła  z 

haka płaszcz i włożyła go. Potem zatrzasnęła drzwiczki, zbiegła truchtem na dół, wypadła ze 

szkoły i skręciła w lewo, na Dziewięćdziesiątą Trzecią w stronę Central Parku. 

W  kieszeni  miała  pudełeczko  pomarańczowych  tic  taców,  w  którym  został  ostatni 

cukierek.  Wyłowiła  go  i  włożyła  do  ust,  ale  tak  bardzo  martwiła  się  o  swoją  przyszłość,  że 

ledwie czuła jego smak. 

Przecięła  Piątą  Aleję,  idąc  chodnikiem  wzdłuż  parku.  Na  płytach  chodnika  leżały 

opadłe liście. Dalej szły dwie małe dziewczynki ze Świętego Serca w swoich słodkich, biało - 

czerwonych  pasiastych  bezrękawnikach  -  wyprowadzały  na  spacer  olbrzymiego  czarnego 

rottweilera. Serena zastanawiała się, czy wejść do parku od strony Osiemdziesiątej Dziewiątej 

i  posiedzieć  tam  trochę,  żeby  przeczekać  do  próby.  Ale  miałaby  siedzieć  sama?  I  co  by 

robiła? Gapiła się na ludzi? To na nią zawsze wszyscy się gapili. 

Więc poszła do domu. 

 

Dom, czyli elegancki, luksusowy budynek przy Piątej Alei numer 994, znajdował się 

obok hotelu Stanhope i dokładnie naprzeciwko Metropolitan Museum of Art. Rodzina van der 

Woodsenów  zajmowała  pół  najwyższego  piętra.  Ich  apartament  składał  się  z  czternastu 

background image

pomieszczeń,  w  tym  pięciu  sypialni  z  przyległymi  łazienkami,  sypialni  pokojówki,  bawialni 

wielkości  sali  balowej  i  dwóch  innych  salonów  z  barkami  i  olbrzymimi  zestawami  kina 

domowego. 

Kiedy  Serena  wróciła  do  domu,  olbrzymie  mieszkanie  było  puste.  Jej  rodzice  rzadko 

bywali  w  domu.  Ojciec  prowadził  to  samo  holenderskie  towarzystwo  żeglugowe,  które  jego 

prapradziadek  założył  w  1700  roku.  Oboje  rodzice  zasiadali  w  radach  wszystkich  wielkich 

organizacji  charytatywnych  i  fundacji  na  rzecz  sztuki  w  mieście,  więc  zawsze  mieli  jakieś 

spotkania,  lunche  czy  zbiórki  pieniędzy,  w  których  musieli  uczestniczyć.  Deidre,  ich 

pokojówka, wyszła na zakupy, ale mieszkanie było nieskazitelnie czyste, wszędzie, łącznie z 

łazienkami, stały wazony ze świeżymi kwiatami. 

Serena rozsunęła drzwi do mniejszego salonu i klapnęła na swój ulubiony fotel obity 

niebieskim aksamitem. Wzięła pilota i wcisnęła przycisk, który otwierał szafkę ze sprzętem, a 

następnie  włączyła  telewizor  z  płaskim  ekranem.  Niecierpliwie  skakała  po  kanałach,  nie 

mogąc się na niczym skupić. W końcu zostawiła TRL, pomimo że uważała Carsona Daly'ego 

za najbardziej irytującego faceta na świecie. Ostatnio prawie wcale nie oglądała telewizji. W 

szkole z internatem jej koleżanki robiły popcorn i gorącą czekoladę, i oglądały w pidżamach 

seriale, a ona wymykała się, żeby pić brzoskwiniowego sznapsa i palić cygara z chłopakami 

w podziemiach kaplicy. 

Ale w tej chwili nie martwiła się tym, że siedzi sama w domu i nie ma nic do roboty 

poza  oglądaniem  Carsona  Daly'ego;  sen  z  powiek  spędzała  jej  myśl,  że  może  w  ten  sposób 

spędzić  resztę  życia  -  gapiąc  się  samotnie  w  telewizor  w  mieszkaniu  rodziców  -  o  ile  nie 

weźmie się w garść i nie pójdzie do college'u! Dlaczego była aż tak głupia? Wydawało się, że 

wszyscy  inni  mają  już  poukładane  w  głowie.  Czyżby  ją  coś  ominęło?  Dlaczego  nikt  jej  nie 

ostrzegł? 

No  cóż,  nie  było  sensu  popadać  w  paranoję.  Ciągle  miała  czas.  I  ciągle  mogła  się 

jeszcze  dobrze  bawić.  Nie  musiała  od  razu  zostać  zakonnicą  tylko  dlatego,  że  zamierzała 

wstąpić do Międzyszkolnego Klubu Dramatycznego czy czegoś takiego. 

Wyłączyła telewizor i poszła do kuchni. Kuchnia van der Woodsenów była olbrzymia. 

Wzdłuż ścian znajdowały się lady o blatach z nierdzewnej stali, nad którymi wisiały szklane 

szafki.  Były  też  dwie  kuchenki  i  trzy  zamrażarki,  a  pośrodku  kuchni  stał  rzeźnicki  pień 

zastępujący stół, na którym leżała sterta poczty. 

Serena  zaczęła  przeglądać  korespondencję.  Głównie  zaproszenia  dla  jej  rodziców  - 

białe  kwadratowe  koperty  zadrukowane  staroświeckim  krojem  pisma  -  na  bale,  kolacje 

dobroczynne, zbiórki funduszy i aukcje. Potem były zaproszenia na otwarcie różnych wystaw 

background image

- pocztówki, na których  z jednej strony widniały  zdjęcia prac artysty, a z drugiej informacje 

na temat otwarcia. Jedno z nich przykuło uwagę Sereny. Najwyraźniej przyszło już jakiś czas 

temu i zawieruszyło się w stosie poczty, bo było podniszczone, a otwarcie miało się zacząć o 

szesnastej w środę, czyli... za chwilę, Serena odwróciła kartkę na drugą stronę i spojrzała na 

dzieło  artysty.  Było  to  czarno  -  białe,  zabarwione  różem  zbliżenie  bodajże  oka.  Praca 

nazywała  się  Kate  Moss.  A  całą  wystawa  nosiła  tytuł  Za  kulisami.  Serena  przyglądała  się 

zdjęciu zmrużonymi oczami. Było w nim coś niewinnego, pięknego, a jednocześnie odrobinę 

perwersyjnego. Może to wcale nie jest oko? Nie była pewna, co to takiego. Ale zdjęcie było 

zajebiste.  Nie  miała  co  do  tego  wątpliwości  i  już  wiedziała,  co  będzie  robić  przez  kolejne 

dwie godziny. 

Popędziła do łazienki, ściągnęła bordowy mundurek i włożyła swoje ulubione czarne, 

skórzane spodnie. Chwyciła płaszcz i przywołała windę. I po chwili wysiadała już z taksówki 

przed Whirehot Gallery w Chelsea. 

 

Gdy tam weszła, chwyciła darmowy gin z martini i wpisała się na listę gości. Galeria 

była  wypełniona  podążającymi  za  najnowszymi  trendami  dwudziestoparolatkami  w 

wystrzałowych  ciuchach,  którzy  popijali  darmowe  martini  i  podziwiali  wiszące  na  ścianach 

fotografie.  Wszystkie  zdjęcia  były  podobne  do  tego  na  pocztówce  -  to  samo  czarno  -  białe 

zbliżenie oka w powiększeniu, tyle tylko, że w różnych kształtach i rozmiarach, i zabarwione 

różnymi  kolorami.  Pod  każdym  zdjęciem  znajdowała  się  tabliczka,  a  na  każdej  z  nich 

nazwisko innej sławy: Kate Moss Kate Hudson, Joaquin Phoenix, Jude Law, Gisele Bundche, 

Cher, Eminem, Christina Aguilera, Madonna, Elton John. 

Z  niewidzialnych  głośników  rozbrzmiewał  francuski  pop.  Autorzy  fotografii,  bracia 

Remi,  identyczni  bliźniacy,  synowie  francuskiej  modelki  i  angielskiego  księcia,  udzielali 

wywiadów i pozowali do zdjęć „Art Forum”, „Vogue”, „W”, „Harper's Bazaar” i „New York 

Timesowi”. 

Serena  uważnie  studiowała  wszystkie  fotografie.  Teraz,  kiedy  przyglądała  się  im  w 

powiększeniu, mogła stwierdzić, że nie są to oczy. Ale w takim razie co? Pępki? 

Nagle poczuła, że ktoś objął ją ręką w pasie. 

- Witaj, ma cherie. Przepiękna z ciebie dziewczyna. Jak masz na imię? 

To  był  jeden  z  braci  Remi.  Ten  dwudziestosześciolatek  miał  metr  siedemdziesiąt 

wzrostu,  tyle  samo  co  Serena,  czarne  kręcone  włosy  i  promienne  niebieskie  oczy.  Mówił 

zarówno z francuskim, jak i brytyjskim akcentem. Ubrany był na granatowo, cudownie unosił 

kącik ciemnoczerwonych ust. Był absolutnie boski, tak samo jak jego brat. 

background image

Szczęściara. 

Serena  nie  opierała  się,  kiedy  ją  pociągnął,  by  pozowała  razem  z  nim  i  bratem  do 

zdjęcia  do  niedzielnego  dodatku  towarzyskiego  „New  York  Timesa”.  Jeden  z  braci  stał  za 

Sereną,  całując  ją  w  szyję,  a  drugi  klęczał  przed  nią,  obejmując  jej  kolana.  Zebrani  wokół 

ludzie przyglądali się zachłannie, chcąc przez chwilę zobaczyć „ich” nową dziewczynę. 

Wszyscy  w  Nowym  Jorku  chcą  być  sławni.  A  przynajmniej  chcą  zobaczyć  kogoś 

sławnego, żeby mieć się potem czym chwalić. 

Reporter  „New  York  Timesa”  pamięta!  Serenę  z  jakiegoś  przyjęcia  sprzed  roku,  ale 

nie był pewien, czy to na pewno ona. 

- Serena van der Woodsen, tak? - zapytał, unosząc wzrok znad swojego notatnika. 

Serena zarumieniła się i kiwnęła głową. Była przyzwyczajona, że ją rozpoznawano. 

- Musisz nam pozować - rzekł z przejęciem jeden z braci, całując Serenę w rękę. 

- Koniecznie - dodał drugi, karmiąc ją oliwką. 

Serena roześmiała się. 

- Jasne, czemu nie? - powiedziała, choć nie miała zielonego pojęcia, na co się zgadza. 

Jeden  z  braci  wskazał  na  drzwi  z  napisem: 

OBCYM  WSTĘP  WZBRONIONY 

po  drugiej 

stronie galerii. 

- Tam się spotkamy. Nie bój się. Obaj jesteśmy gejami. 

Serena zachichotała i pociągnęła spory łyk swojego drinka. Żartowali? 

Drugi z braci poklepał ją po tyłku. 

- Wszystko  w  porządku,  skarbie.  Jesteś  absolutnie  oszałamiająca,  nie  masz  się  o  co 

martwić”. Idź. My zaraz przyjdziemy. 

Serena  wahała  się,  ale  tylko  przez  moment.  Miała  szansę  znaleźć  się  wśród  takich 

sław, jak Christina Aguilera czy Jonquin Phoenix. Nie ma sprawy. Z uniesioną głową ruszyła 

do wskazanych jej przez braci Remi drzwi. 

A  potem  podszedł  do  nich  facet  z  Public  Arts  League  i  babka  z  New  York  Transit 

Authority, którzy chcieli porozmawiać o nowym, awangardowym projekcie finansowanym z 

miejskiej kasy. 

Chcieli,  by  fotografie  braci  Remi  zostały  umieszczone  na  autobusach,  na  kolejkach  i 

dachach taksówek, i to w całym mieście. 

- Naturalnie - zgodzili się bracia. - Jeśli chwilę zaczekacie, dostaniecie jeszcze jedną, 

zupełnie świeżutką. I możemy ją wam dać na wyłączność! 

- A jak się nazywa ta nowa? - zapytała z przejęciem babka z transportu publicznego. 

- Serena - odparli chórem bracia. 

background image

ś

wiadomo

ść

 społeczna jest wielk

ą

 cnot

ą

 

- Znalazłam  drukarnię,  w  której  zrobią  to  do  jutra  po  południu,  a  potem  dostarczą, 

więc  wszystkie  zaproszenia  dotrą  przed  piątkiem  -  powiedziała  Isabel  zadowolona,  że  była 

taka zaradna. 

- Ale  pomysł,  ile  to  będzie  kosztowało.  Jeśli  skorzystamy  z  ich  usług,  będziemy 

musiały obciąć wydatki na inne rzeczy. Widzisz, ile policzyli sobie z Takashimaya za kwiaty? 

Dziewczyny z komitetu organizacyjnego przyjęcia „Buziak w usteczka”,  czyli: Blair, 

Isabel,  Kati  i  Tina  Ford  z  Seaton  Arms  School,  kiedy  tylko  skończyły  swoje  środowe 

popołudniowe zajęcia pozaszkolne, zebrały się przy frytkach i gorącej czekoladzie na kanapie 

we 3 Guys Coffee Shop, żeby omówić ostatnie szczegóły przyjęcia. 

Problem  polegał  na  tym,  że  do  przyjęcia  pozostało  dziewięć  dni,  a  nikt  jeszcze  nie 

dostał  zaproszenia.  Zaproszenia  zostały  zamówione  już  parę  tygodni  temu,  ale  ponieważ 

zostało zmienione miejsce przyjęcia z The Park (nowej, popularnej restauracji w Chelsea) na 

stary budynek Barneys na skrzyżowaniu Siedemnastej ulicy i Siódmej Alei, zaproszenia stały 

się  zupełnie  bezużyteczne.  Dziewczyny  były  w  kropce.  Musiały  postarać  się  o  nowe 

zaproszenia, i to szybko, jeśli przyjęcie miało w ogóle się odbyć. 

- Ale Takashimaya to jedyne miejsce, gdzie można dostać kwiaty. I wcale nie kosztują 

tak dużo. Och, Blair, pomyśl tylko, jakie będą czadowe - jęknęła Tina. 

- Właśnie  że  kosztują  -  upierała  się  Blair.  -  Jest  całe  mnóstwo  miejsc,  gdzie  można 

kupić kwiaty. 

- Hm,  może  poprosimy  tych  ludzi  od  sokołów  wędrownych,  żeby  nam  pomogli?  - 

zasugerowała Isabel. Sięgnęła po frytkę. zanurzyła w ketchupie i włożyła do ust, - W zasadzie 

jeszcze nic nie zrobili. 

Blair przewróciła oczami i podmuchała na swoją czekoladę. 

- I w tym właśnie cala rzecz. To my zbieramy pieniądze dla nich. To nasz cel. 

Kati owijała wokół palca kosmyk swoich jasnych kręconych włosów. 

- A  tak  w  ogóle  to  jak  wyglądają  sokoły  wędrowne?  -  za  pytała.  -  Są  podobne  do 

dzięciołów? 

- Nie,  wydaje  mi  się,  że  są  większe  -  powiedziała  Tina.  I  żywią  się  innymi 

background image

zwierzętami, no wiesz, królikami, myszami i takimi tam. 

- Okropność - stwierdziła Kati. 

- Niedawno o nich czytałam - wyznała Isabel. - Ale już nie pamiętam gdzie. 

Może na plotkara. net? 

- To  prawie  wymarły  gatunek  -  dodała  Blair.  Kartkowała  listę  ludzi zaproszonych  na 

przyjęcie. Trzysta szesnaście osób, Sami młodzi ludzie i żadnych rodziców, dzięki Bogu. 

Blair  automatycznie  skierowała  wzrok  na  nazwisko  na  dole  listy:  Serena  van  der 

Woodsen. Adres, który  przy nim figurował, był  adresem jej pokoju w internacie w Hanover 

Academy w New Hampshire. Blair odłożyła listę z powrotem na stół, nie poprawiając adresu. 

- Będziemy  musiały  wyłożyć  dodatkowe  pieniądze  na  drukarza  i  obciąć  pozostałe 

wydatki, gdzie tylko się da - powiedziała szybko. - Mogę kazać ludziom z Takashimaya, żeby 

użyli lilii zamiast storczyków i darowali sobie pawie pióra na brzegach wazonów. 

- Ja mogę zrobić zaproszenia - odezwał się z tylu cichy, wyraźny głos. - Za darmo. 

Cała czwórka odwróciła się, żeby zobaczyć, kto to. 

No proszę, to mała Jenny  z dziewiątej klasy, która wykaligrafowała nasze śpiewniki, 

pomyślała Blair. 

- Mogę je zrobić ręcznie w ciągu nocy i porozsyłać. Będę potrzebować pieniędzy tylko 

na  materiały,  ale  wiem,  gdzie  można  kupić  tanio  papier  dobrej  jakości  -  powiedziała  Jenny 

Humphrey. 

- To  ona  zrobiła  nasze  szkolne  śpiewniki  -  szepnęła  Kati  do  Tiny.  -  Są  naprawdę 

niezłe. 

- Taak - przyznała Isabel, - Całkiem fajne. 

Jenny  zaczerwieniła  się  i  wpatrując  się  w  błyszczące  linoleum,  czekała,  aż  Blair 

podejmie decyzję. Wiedziała, że tylko jej zdanie się liczy. 

- I zrobisz to wszystko za darmo? - zapytała podejrzliwie Blair. 

Jenny uniosła wzrok. 

- W  zasadzie  miałam  nadzieję,  że  jeśli  zrobię  zaproszenia,  może  będę  mogła  przyjść 

na to przyjęcie. 

Blair  rozważała  w  duchu  wszystkie  za  i  przeciw.  Za:  zaproszenia  będą  jedyne  w 

swoim  rodzaju,  a  co  najważniejsze,  za  darmo,  więc  nie  będą  musiały  skąpić  na  kwiaty. 

Przeciw: w zasadzie nie było żadnych. 

Blair przyjrzała się Jenny od góry do dołu. Ich słodziutka mała pomocnica z wielkim 

biustem z dziewiątej klasy. Kompletna masochistka, która będzie odstawać na przyjęciu... ale 

kogo to obchodzi? 

background image

- Jasne,  możesz  zrobić  dla  siebie  zaproszenie.  I  jeszcze  jedno  dla  kogoś  z  twoich 

przyjaciół - powiedziała Blair, podając jej listę gości. 

Szczyt łaski. 

Blair  objaśniła  jej  wszystkie  niezbędne  szczegóły  i Jenny  wypadła  bez  tchu  na  ulicę. 

Nie miała  czasu do stracenia, bo niedługo zamykali sklepy.  Lista  gości była dłuższa, niż się 

spodzie  wala,  co  oznaczało,  że  będzie  całą  noc  na  nogach,  by  zrobić  wszystkie  zaproszenia, 

Ale szła na przyjęcie i tylko to się liczyło. 

Niech  tylko  Dan  się  dowie.  Dosłownie  zgłupieje.  A  ona  zamierzała  sprawić,  że 

pójdzie z nią na to przyjęcie, niezależnie od tego, czy mu się to będzie podobało, czy nie. 

background image

i nici z przemin

ę

ło z wiatrem 

Dwa martini i trzy rolki filmu później Serena wyskoczyła z taksówki przed frontowym 

wejściem Constance i pobiegła schodami do audytorium, gdzie już trwała próba. Jak zwykle 

była pół godziny spóźniona. 

Na  korytarzu  słychać  było  melodię  piosenki  Talking  Heads,  wygrywaną  raźno  na 

pianinie.  Serena  pchnęła  drzwi  i  zobaczyła  swoje  starego  przyjaciela,  Ralpha  Bottomsa  III, 

który  śpiewał  Burning  Down  the  South  na  melodie  Burning  Down  the  House,  z  absolutnie 

poważną  miną.  Był  ucharakteryzowany  na  Rheta  Butlera;  miał  nawet  sztuczne  wąsy  i 

miedziane  guziki.  Ralph  przybrał  na  wadze  w  ciągu  ostatnich  dwóch  lat,  a  twarz  miał  tak 

czerwoną,  jakby  przeholował  z  krwistymi  stekami,  Trzymał  za  rękę  krępą  dziewczynę  z 

kręconymi  brązowymi  włosami,  o  twarzy  w  kształcie  serca  -  Scarlett  O'Hara.  Ona  też 

śpiewała, wyrzucając z siebie słowa z wyraźnym brooklyńskim akcentem. 

Serena oparła się o ścianę i przyglądała się im z mieszaniną przerażenia i fascynacji. 

To, co wydarzyło się w galerii, w ogóle jej nie wzruszyło, ale to tutaj - było przerażające. 

Kiedy  piosenka  się  skończyła,  pozostali  członkowie  Międzyszkolnego  Klubu 

Dramatycznego  zaczęli  klaskać  i  wiwatować,  a  potem  nauczycielka  aktorstwa,  Angielka  w 

podeszłym wieku, objaśniła następną scenę. 

- Połóż  ręce  na  biodrach,  Scarlett  -  zarządziła.  -  No  pokaż,  pokaż.  Dobrze.  Wyobraź 

sobie, że jesteś sensacją wojny secesyjnej na Południu. Łamiesz wszystkie reguły! 

Serena odwróciła się, by wyjrzeć za okno, i zobaczyła trzy dziewczyny wysiadające z 

taksówki  na  rogu  Dziewięćdziesiątej  Trzeciej  i  Madison.  Zmrużyła  oczy,  rozpoznając  Blair, 

Kati i Isabel. Objęła się ramionami, usiłując pozbyć się dziwnego wrażenia, że unikają jej, od 

kiedy wróciła do miasta. Po raz pierwszy w życiu czuła się odstawiona na bocznicę. 

Nie  odezwawszy  się  ani  słowem  do  nikogo  z  klubu  -  żadnego  „cześć”  ani  „pa”  - 

wyśliznęła  się  z  audytorium  z  powrotem  na  korytarz.  Na  ścianie  wisiało  mnóstwo  ogłoszeń, 

zatrzymała  się,  by  rzucić  na  nie  okiem.  Jedno  z  nich  dotyczyło  castingu  do  filmu  Vanessy 

Abrams. 

Znając  Vanessę,  film  pewnie  będzie  bardzo  poważny  i  pełen  niejasności,  ale  to  było 

już lepsze od wycia głupich piosenek i grupowych tańców w kółku z grubym, czerwonolicym 

background image

Ralphem  Bottomsem  III.  Casting  Vanessy  zaczął  się  godzinę  temu  na  ławce  w  Madison 

Square Parku, ale być może jeszcze trwa. I znowu Serena pognała do taksówki, żeby wrócić 

do centrum. 

 

- Chciałabym, żebyś zrobiła to właśnie tak - powiedziała Vanessa do Marjorie Jaffe z 

dziewiątej klasy, jedynej dziewczyny, która pojawiła się na przesłuchaniu do roli Nataszy w 

filmie  Vanessy.  Marjorie  miała  rude  kręcone  włosy,  piegi,  mały  płaski  nos  i  zero  szyi.  Bez 

przerwy żuła gumę i absolutnie nie nadawała się do tej roli. 

Słońce  już  zachodziło  i  Madison  Square  Park  wygrzewał  się  w  pięknej  różowej 

poświacie.  Powietrze  było  przepełnione  charakterystycznym  dla  Nowego  Jorku  zapachem 

jesieni,  mieszaniną  dymu  z  kominków,  suchych  liści,  parujących  hot  dogów,  psich  sików  i 

wyziewów z rur wydechowych autobusów. 

Daniel leżał na wznak na parkowej ławce, tak jak kazała mu Vanessa - ranny żołnierz 

z rozłożonymi żałośnie kończynami. Poraniony przez wojnę i miłość, tragicznie blady, chudy 

i  wymięty.  Na  jego  piersi  leżała  mała,  szklana,  pęknięta  fajka.  Vanessa  miała  szczęście  - 

znalazła  ją  w  tym  tygodniu  na  ulicy  w  Williamsburgu.  Idealny  gadżet  dla  seksownego, 

poturbowanego księcia. 

- Przeczytam  teraz  kwestię  Nataszy.  Słuchaj  uważnie  -  powiedziała  do  Marjorie.  - 

Dobra, Dan, zaczynamy. 

- Nie  spałeś?  -  zapytała  Vanessa  jako  Natasza,  spoglądając  na  Dana,  czyli  księcia 

Andrzeja. 

- Nie,  od  długiego  czasu  przyglądałem  się  tobie.  Wiedziałem  instynktownie,  że  tu 

jesteś.  Nikt  oprócz  ciebie  nie  daje  mi  takiego  poczucia  błogiego  spokoju...  co  za  lekkość! 

Mam ochotę płakać z radości - powiedział cicho Dan jako książę Andrzej. 

Vanessa klęknęła przy jego głowie; jej twarz promieniała ze szczęścia. 

- Nataszo,  tak  bardzo  cię  kocham!  Bardziej  niż  kogokolwiek  innego  na  świecie!  

zachłysnął  się  Dan,  próbując  się  podnieść,  a  potem  osunął  się  z  powrotem  na  ławkę,  jakby 

porażony bólem. 

Powiedział,  że  ją  kocha!  Vanessa  chwyciła  jego  rękę;  była  cała  czerwona  na  twarzy, 

tak  bardzo  się  tym  podekscytowała.  Dała  się  kompletnie  ponieść  emocjom.  W  końcu  się 

opamiętała, puściła rękę Dana i wstała. 

- Teraz twoja kolej - powiedziała do Marjorie. 

- Spoko  -  odparła  Marjorie,  żując  gumę  z  otwartymi  ustami.  Wyciągnęła  ze  swoich 

szorstkich  rudych  włosów  jakiś  paproch,  a  potem  napuszyła  je  dłonią.  Klęknęła  przy  ławce 

background image

Dana i wzięła do ręki scenariusz. 

- Gotowy? - zapytała Dana. 

Dan kiwnął głową. 

- Nie spałeś? - zapytała, mrugając zalotnie oczami i głośno żując gumę. 

Dan zamknął oczy i powiedział swoją kwestię. Jeśli będzie miał zamknięte oczy, może 

uda mu się przez to przebrnąć i nie wybuchnąć śmiechem. 

W  połowie  sceny  Marjorie  spróbowała  mówić  z  rosyjskim  akcentem.  Był 

niewyobrażalnie zły. 

Vanessa cierpiała w milczeniu, zastanawiając się, co zrobi bez Nataszy. Przez moment 

myślała, że może kupi perukę i sama wcieli się w tę rolę, a ktoś inny zrobi zdjęcia. Ale to był 

jej projekt; sama musiała nakręcić ten film. 

Wtedy ktoś szturchnął ją w ramię i zapytał szeptem: 

- Będę mogła spróbować, kiedy ona skończy? 

Vanessa  odwróciła  się  i  zobaczyła,  że  obok  niej  stoi  Serena  van  der  Woodsen, 

odrobinę  zadyszana,  gdyż  biegła  przez  park.  Miała  zaczerwienione  policzki,  a  jej  oczy  były 

ciemne  jak  niebo  o  zmierzchu.  Serena  była  jej  Nataszą;  lepszej  kandydatki  do  tej  roli  nie 

mogła sobie wymarzyć. 

Daniel  gwałtownie  się  wyprostował,  zapominając  o  swoich  ranach,  tak  samo  jak  o 

kwestii. Fajka stoczyła się z jego piersi na ziemię. 

- Czekaj, jeszcze nie skończyliśmy - powiedziała Marjorie. Szturchnęła Dana w ramię. 

- Teraz powinieneś pocałować mnie w rękę. 

Dan patrzył na nią pustym wzrokiem. 

- Jasne  -  powiedziała  Vanessa  do  Sereny.  -  Marjorie,  możesz  dać  Serenie  swój 

scenariusz? 

Serena i Marjorie zamieniły się miejscami. Dan miał teraz szeroko otwarte oczy. Nie 

śmiał nawet mrugnąć. 

Zaczęli czytać. 

- Od długiego czasu przyglądałem się tobie - powiedział poważnie Dan. 

Serena  klęknęła  obok  niego  i  wzięła  go  za  rękę.  Dan  poczuł  się  nagle  słabo  i  był 

wdzięczny losowi, że leży. 

Wow! Ale łatwy chłopak. 

Nie  był  niedoświadczony,  ale  nigdy  przedtem  nie  było  w  jego  życiu  tak  zwanej 

chemii. Poczuł to dopiero przy Serenie van der Woodsen i było tak, jakby umierał przepiękną 

śmiercią. Było tak, jakby on i Serena dzielili wspólny oddech. On robił wdech, ona wydech. 

background image

On był cichy i spokojny, a ona wybuchała wokół niego jak fajerwerki. 

Serenie też się to podobało. Scenariusz był piękny i porywający, a ten niechlujny Dan 

naprawdę dobrze grał. 

Mogłabym  się  do  tego  przyzwyczaić,  pomyślała  z  lekkim  dreszczykiem  emocji.  Tak 

naprawdę  nigdy  nie  zastanawiała  się,  co  by  chciała  zrobić  ze  swoim  życiem,  ale  może 

aktorstwo było jej przeznaczeniem. 

Czytali  nawet  po  wyznaczonym  końcu  sceny,  jakby  zupełnie  zapomnieli,  że  grają, 

Vanessa  zmarszczyła  brwi.  Serena  była  świetna  na  -  oboje  byli  świetni  -  ale  Dan  po  prostu 

omdlewał. Przyprawiało ją to o mdłości. 

Faceci są tacy przewidywalni, pomyślała i głośno odchrząknęła. 

- Dzięki,  Serena.  Dzięki,  Dan.  -  Udawała,  że  zapisuje  u  wagi  w  swoim  notatniku.  - 

Dam ci znać jutro co i jak, okay? - powiedziała Serenie. „W twoich snach”, zapisała. 

- To było coś! - powiedziała Serena, uśmiechając się do Dana. 

Dan spojrzał na nią z Ławki rozmarzonym wzrokiem, ciągle oszołomiony chwilą. 

- Marjorie, tobie też dam znać jutro, dobra? - zaproponowała Vanessa. 

- Spoko - odparła Marjorie. - Dzięki. 

Dan usiadł prosto, mrugając oczami. 

- Naprawdę  dzięki,  że  pozwoliłaś  mi  spróbować  -  powiedziała  słodko  Serena, 

odwróciła się i odeszła. 

- Do zobaczenia! - powiedział Dan; zachowywał się jak naćpany. 

- Cześć! - Marjorie, pomachała do niego i ruszyła za Sereną. 

- Przećwiczmy twój monolog, Dan - powiedziała ostro Vanessa. - Chcę go sfilmować 

najpierw. 

 

- Którą kolejką jedziesz? - zapytała Serenę Marjorie, kiedy wyszły z parku. 

- Hm  -  mruknęła  Serena.  Nigdy  nie  jeździła  metrem,  ale  chyba  nie  umrze,  jeśli 

przejedzie się z Marjorie. - Szóstką, tak mi się zdaje. 

- Ja też - powiedziała radośnie Marjorie. - Możemy jechać razem. 

Jak zawsze w godziny szczytu metro było załadowane. Serena stała wciśnięta między 

kobietę z olbrzymią torbą od  Daffy'ego i  grubego, małego  chłopca, który nie miał się czego 

trzymać,  więc  za  każdym  razem,  kiedy  pociąg  szarpał,  łapał  się  płaszcza  Sereny.  Marjorie 

trzymała  się  poręczy  nad  głową,  ale  że  dosięgała  do  niej  zaledwie  koniuszkami  palców, 

zataczała się do tyłu, depcząc ludziom po stopach. 

- Prawda,  że  Dan  jest  świetny?  -  zapytała  Serenę.  -  Nie  mogę  się  doczekać,  kiedy 

background image

zaczniemy kręcić. Codziennie będę się z nim widywać! 

Serena uśmiechnęła się. Naturalnie Marjorie myślała, że dostała tę role, co było dość 

smutne, bo Serena była absolutnie pewna, że to ona ją dostała. Pobiła ją na głowę. 

Wyobrażała  sobie  bliższe  poznanie  Dana.  Zastanawiała  się,  do  której  szkoły  chodzi. 

Miał  ciemne,  zapadające  w  pamięć  oczy  wypowiadał  swoje  kwestie  w  taki  sposób,  jakby 

naprawdę  tak  czuł.  To  jej  się  podobało.  Będą  musieli  razem  trochę  poćwiczyć  po  szkole. 

Ciekawe, czy lubił wychodzić wieczorami i co lubił pić. 

Pociąg  nagle  zatrzymał  się  na  stacji  na  skrzyżowaniu  Pięćdziesiątej  Dziewiątej  i 

Lexington - Bloomingdale. Serena wpadła na małego chłopca. 

- Auć - wykrzyknęła ze złością. 

- Wysiadam - powiedziała Marjorie, przepychając się do drzwi. - Przykro mi, jeśli nie 

dostałaś tej roli. Zobaczymy się jutro w szkole. 

- Powodzenia!  -  zawołała  Serena.  Wagonik  kolejki  opróżnił  się  i  klapnęła  na 

siedzenie. Jej myśli ciągle krążyły wokół Dana. 

Wyobrażała  sobie,  że  piją  kawę  po  irlandzku  w  mrocznych  kafejkach  i  dyskutują  o 

literaturze  rosyjskiej.  Dan  wyglądał  na  takiego,  który  dużo  czyta.  Mógłby  dać  jej  jakieś 

książki  do  przeczytania  i  pomóc  jej  uporać  się  z  rolą.  Może  mogliby  nawet  zostać 

przyjaciółmi. Przydaliby się jej jacyś nowi. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

Kiedy

ś

  brałam  udział  w  szkolnym  przedstawieniu.  Miałam 

ś

wietn

ą

  kwesti

ę

  do  wygłoszenia:  „Góra 

lodowa!”  Zgadnijcie,  w  jakiej  sztuce  grałam  i  za  kogo  byłam  przebrana?  Setna  osoba,  która  udzieli 

prawidłowej odpowiedzi, wygra plakat braci Remi, Ale do

ść

 o mnie. 

 

DEBIUT S JAKO MODELKI! 

 

Rozgl

ą

dajcie  si

ę

  w  ten  weekend  za  nowymi,  czadowymi  plakatami  na  autobusach,  w  metrze,  na 

dachach  taksówek;  s

ą

  tak

ż

e  dost

ę

pne  online,  oczywi

ś

cie  dzi

ę

ki  mnie  (mam  swoje  znajomo

ś

ci). 

Chodzi  o 

ś

wietne,  wielkie  zdj

ę

cie  S  -  nie  ma  tam  jej  twarzy,  ale  jest  podpisane  jej  imieniem,  wi

ę

b

ę

dziecie wiedzie

ć

ż

e to ona. Gratulacje dla S z okazji jej debiutu! 

 

Na celowniku 

 

B,  K  i  I  siedz

ą

  we  3  Guys,  jedz

ą

  frytki  i  pij

ą

  gor

ą

c

ą

  czekolad

ę

,  a  pod  ich  stolikiem  stoj

ą

  wielkie, 

wypchane torby z Intermix. Czy te dziewczyny naprawd

ę

 nie znaj

ą

 lepszego miejsca, gdzie mogłyby 

pój

ść

? A my my

ś

leli

ś

my, 

ż

e zawsze gdzie

ś

 wychodz

ą

, ostro pij

ą

 i baluj

ą

 do upadłego. Co za zawód. 

Ale  widziałam,  jak  B  dolewa  sobie  do  czekolady  brandy.  Dobra  dziewczynka.  Widziałam  te

ż

  tamt

ą

 

dziewczyn

ę

 w peruce, jak szła do kliniki chorób wenerycznych w 

ś

ródmie

ś

ciu. Je

ś

li to rzeczywi

ś

cie S

to  cierpi  na  naprawd

ę

  paskudny  przypadek.  A  na  wypadek,  gdyby

ś

cie  byli  ciekawi,  dlaczego 

regularnie bywam w s

ą

siedztwie tej kliniki - po drugiej stronie ulicy jest bardzo modny salon fryzjerski, 

gdzie si

ę

 strzyg

ę

 

Wasze e - maile 

 

P:

 cze

ść

 plotkara, 

czy ty w ogóle jeste

ś

 dziewczyn

ą

? specjalnie piszesz w taki sposób, 

ż

eby wydawało si

ę

ż

background image

jeste

ś

 dziewczyn

ą

, a tak naprawd

ę

 jeste

ś

 znudzonym, pi

ęć

dziesi

ę

cioletnim dziennikarzem, 

który nie ma nic lepszego do roboty, tylko krytykowa

ć

 dzieciaki takie jak ja. ofiara. 

Jd

ś

wir 

 

O:

 Najdro

ż

szy Jd

ś

wirze, 

Jestem  dziewczyn

ą

,  o  jakiej  poznaniu  marzysz.  I  nie  mam  jeszcze  prawa  do  głosowania, 

nie  jestem  nawet  w  college'u.  Sk

ą

d  mam  wiedzie

ć

ż

e  nie  jeste

ś

  jakim

ś

 

pi

ęć

dziesi

ę

cioletnim,  zgorzkniałym  facetem  z  syfami  na  twarzy,  który  swoj

ą

  w

ś

ciekło

ść

 

wyładowuje na niewinnych dziewczynach takich jak ja? 

 

P:

 Cze

ść

 P, 

Tak  bardzo  uuuwielbiam  twoj

ą

  stron

ę

ż

e  pokazałam  j

ą

  mojemu  tacie,  który  si

ę

  w  niej  po 

prostu  zakochał!  Ma  przyjaciół,  którzy  pracuj

ą

  dla  „Paper”,  „Village  Voice”  i  w  jeszcze 

Innych  magazynach.  Nie  zdziw  si

ę

,  je

ś

li  twoja  strona  zrobi  si

ę

  jeszcze  sławniejsza!!  Mam 

nadziej

ę

ż

e nie masz nic przeciwko!!! 

Uwielbiam ci

ę

li! 

JNYHY 

 

O:

  Przeciwko?  Nie  ma  mowy.  Ju

ż

  jestem  sławna,  a  zamierzam  by

ć

  wielka.  Nigdy  wi

ę

cej 

ż

ałosnych  ról  jednego  zdania  w  szkolnych  przedstawieniach.  Mo

ż

e  nawet  zobaczycie 

mnie wkrótce na autobusie. 

Piszcie dalej! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

upokorzona na przerwie 

- Mniam - mruknęła Serena, przypatrując się ciastkom wyłożonym na stole w szkolnej 

stołówce.  Z  masłem  orzechowym,  czekoladowymi  wiórkami  lub  owsiane.  Obok  ciasteczek 

stały  plastikowe  kubki  do  wyboru  z  sokiem  pomarańczowym  lub  mlekiem,  Kobieta  ze 

stołówki pilnowała, by każda z dziewcząt wzięła tylko dwa ciastka. Była przerwa, codzienny, 

dwudziestominutowy  odpoczynek,  jaki  Constance  zapewniała  swoim  dziewczętom  po  ich 

drugiej miesiączce, nieważne, w której klanie były. 

Kiedy  kobieta ze stołówki odwróciła  głowę, Serena chwyciła sześć ciastek z masłem 

orzechowym i szybko odeszła, żeby się nimi napchać. Nie było to zbyt zdrowe śniadanie, ale 

co tam. Siedziała do późna w nocy, próbując zgłębić treść oprawionej w skórę Wojny i pokoju 

należącej do jej ojca, żeby się lepiej przygotować do filmu Vanessy. 

Wow!  Wojna  i  pokój  ma  chyba  ze  dwa  miliony  stron.  Co  oni,  nie  słyszeli  o 

streszczeniach? 

Serena  zobaczyła  Vanessę,  która  -  jak  zwykle  w  czarnym  golfie  i  ze  znudzonym 

wyrazem twarzy - wychodziła z kuchni z kubkiem herbaty w ręce, Serena pomachała do niej 

ciastkiem i Vanessa podeszła bliżej. 

- Cześć - powiedziała radośnie Serena. - Podjęłaś już decyzję? 

Vanessa popijała herbatę małymi łyczkami. Nie spała pół nocy, próbując zdecydować, 

kogo wybrać: Serenę czy Marjorie. Nie mogła zapomnieć wyrazu twarzy Dana, kiedy czytali 

z Serena swoje kwestie. I nieważne, jak dobra była Serena, nie chciała więcej zobaczyć tego 

wyrazu  twarzy  u  Dana.  A  już  z  całą  pewnością  nie  chciała,  by  zostało  to  uwiecznione  w 

filmie. 

- W  zasadzie  tak.  Nie  powiedziałam  o  tym  jeszcze  Marjorie  -  odparła  spokojnie 

Vanessa - ale to ona dostała tę rolę. 

- Och! - Serena upuściła na podłogę nadgryzione ciastko. Była oszołomiona. 

- Taaak...  Vanessa  szukała  jakiegoś  wiarygodnego  powodu,  dla  którego  zdecydowała 

się  na  Marjorie,  choć  Serena  była  to  tej  roli  po  prostu  stworzona.  -  Marjorie  jest  świeża  i 

niewinna.  I właśnie tego szukam. Razem z Danem doszliśmy do wniosku, że twoja gra była 

troszeczkę zbyt... hm... wytworna. 

background image

- Och!  -  Serena  znowu  westchnęła.  Nie  mogła  w  to  uwierzyć.  Nawet  Dan  był 

przeciwko niej? A myślała, że zostaną przyjaciółmi. 

- Przykro  mi  -  powiedziała  Vanessa,  czując  się  odrobinę  nieswojo.  Wiedziała,  że  nie 

powinna  mieszać  w  to  Dana;  on  jeszcze  nawet  nie  wiedział,  że  odrzuciła  Serenę.  Ale  tak 

brzmiało  bardziej  profesjonalnie.  Jakby  osobiście  nie  miała  absolutnie  nie  przeciw  Serenie. 

Czysto zawodowa decyzja. - Ale jesteś całkiem dobrą aktorką - dodała. - Nie zniechęcaj się. 

- Dzięki  -  odparła  Serena.  Teraz  nie  będzie  mogła  spędzać  czasu  z  Danem  i  ćwiczyć 

ich  kwestii,  jak  sobie  wymarzyła.  No  i  co  powie  pani  Glos?  Nadal  nie  uczestniczyła  w 

żadnych zajęciach dodatkowych i nie ma szans na żaden porządny college. 

Vanessa  odeszła,  wypatrując  Marjorie,  żeby  przekazać  jej  dobre  wieści.  Teraz,  kiedy 

Marjorie  została  jej  gwiazdą,  będzie  musiała  zmienić  całą  koncepcję  filmu.  Zrobi  z  niego 

komedię. Ale przynajmniej uchroniła się przed kręceniem Niekończącej się historii miłości w 

parku po zmierzchu z Sereną van der Woodsen i Danielem Humphreyem. Fuj. 

Serena  stała  w  rogu  stołówki,  krusząc  w  dłoni  resztę  ciastek.  Przeminęło  z  wiatrem 

było totalnym nieporozumieniem, a teraz okazało się jeszcze, ze jest za wytworna na Wojnę i 

pokój. Co innego mogłaby robić? Gryzła paznokieć kciuka, głęboko pogrążona w myślach. 

A  może  sama  zrobi  film?  Blair  chodziła  na  zajęcia  z  filmu  -  mogłaby  pomóc.  Kiedy 

były  młodsze,  ciągle  gadały  o  robieniu  filmów.  Blair  zawsze  chciała  być  gwiazdą  w  stylu 

Audrey Hepburn w kreacjach Givenchy, tyle że preferowała ubrania z metką Fendi. A Serena 

zawsze chciała reżyserować. Miałaby na sobie opadające płócienne spodnie, krzyczała przez 

megafon i siedziała na krześle z napisem 

REŻYSER

To była ich szansa. 

- Blair!  -  Serena  prawie  wrzasnęła,  kiedy  zobaczyła  Blair  obok  stolika  z  mlekiem. 

Rzuciła  się  w  jej  stronę,  pochłonięta  bez  reszty  swoim  genialnym  pomysłem.  -  Potrzebuję 

twojej pomocy. - Ścisnęła ramię Blair. 

Blair stała sztywno, dopóki Serena jej nie puściła. 

- Przepraszam  -  powiedziała  Serena.  -  Posłuchaj,  chcę  zrobić  film  i  pomyślałam,  że 

mogłabyś  mi  pomóc.  No  wiesz,  z  kamerami  i  tak  dalej,  bo  przecież  chodzisz  na  zajęcia  z 

filmu, nie? 

Blair zerknęła na Kati i Isabel, które w milczeniu sączyły za jej plecami mleko. Potem 

uśmiechnęła się do Sereny i pokręciła głową. 

- Przykro mi, ale nie mogę. Każdego dnia po szkole mam mnóstwo zajęć. W ogóle nie 

mam czasu. 

- Oj, daj spokój, Blair. - Chwyciła ją za rękę. - Pamiętasz, zawsze chciałyśmy to robić. 

background image

Chciałaś być Audrey Hepburn. 

Blair uwolniła swoją dłoń i założyła ręce na piersi, ponownie zerkając na Kati i Isabel. 

- Bez  obawy,  sama  odwalę  całą  robotę  -  dodała  pospiesznie  Serena.  -  Chcę  tylko, 

żebyś mi pokazała, jak obchodzić się z kamerą, jak ustawić światło i takie tam. 

- Nie mogę - powtórzyła Blair. - Przykro mi. 

Serena zacisnęła usta, żeby opanować ich drżenie. Jej oczy robiły się coraz większe i 

większe, a na twarzy pojawiły się plamki. 

Blair widziała tę transformację u Sereny wiele razy podczas ich wspólnego dorastania. 

Raz, kiedy miały po osiem lat, odeszły prawie pięć kilometrów od wiejskiego domu Sereny, 

żeby kupie sobie w mieście lody. Serena wyszła z lodziarni z trzema truskawkowymi gałkami 

posypanymi  czekoladowymi  wiórkami  i  nachyliła  się,  żeby  pogłaskać  uwiązanego  na 

zewnątrz  psa.  I  wszystkie  trzy  gałki  spadły  na  ziemię.  Oczy  Sereny  zrobiły  się  olbrzymie,  a 

jej twarz wyglądała jakby miała odrę. Zaczęły jej cieknąć łzy i Blair już miała zaproponować, 

że podzieli się z nią swoimi lodami, kiedy właściciel lodziarni wyszedł na dwór i dal jej nowe 

lody. 

Widok Sereny na granicy płaczu poruszył jakieś struny głęboko w sercu Blair; był to 

mimowolny impuls. 

- Hm...  -  udawała,  że  się  zastanawia.  -  Możemy  spotkać  się  około  ósmej  w  Tribeca 

Star, jeśli masz ochotę. 

Serena wzięła głęboki oddech i pokiwała głową. 

- Jak dawniej - powiedziała, powstrzymując łzy i próbując się uśmiechnąć. 

- Jasne - potaknęła Blair. 

Musiała  powiedzieć  Nate'owi,  by  nie  przychodził  w  piątek  do  Tribeca,  skoro  będzie 

tam Serena. Nowy plan Blair był taki wypije kilka drinków z Sereną w Tribeca Star, po czym 

wcześnie się ulotni, wróci do domu, porozstawia w pokoju świece, weźmie kąpiel i poczeka 

na Nate'a. A potem będą całą noc uprawiać seks przy romantycznej muzyce. Już sobie nagrała 

składankę z pościelówkami, przy których będą to robić. 

Nawet dziewczyny z najlepszych domów robią takie głupoty jak seksowne składanki, 

kiedy tracą dziewictwo. 

Rozległ  się  dzwonek  i  dziewczyny  ruszyły  w  przeciwnych  kierunkach  na  swoje 

zajęcia: Blair na popołudniowy kurs przygotowawczy dla zaawansowanych, a Serena na stare, 

nudne zajęcia z historii amerykańskiego rzemiosła. 

Serena  nie  mogła  uwierzyć,  że  przez  dziesięć  minut  została  odrzucona  aż  dwa  razy. 

Wyciągając z szafki książki, próbowała wykombinować nowy plan działania. Nie zamierzała 

background image

się poddawać. 

Jej zdjęcie nie znalazło się na autobusach bez powodu. 

background image

romantyczny sen puszczony z dymem 

Vanessą  urwała  się  z  pierwszych  pięciu  minut  rachunków,  żeby  zadzwonić  do  Dana 

na komórkę. Wiedziała, że w czwartki po południu zrywa się z zajęć i że najprawdopodobniej 

szwenda  się  po  ulicach,  czytając  wiersze  i  paląc  papierosy.  Jakaś  dziewczyna  rozmawiała 

właśnie  z  automatu  obok  schodów  w  holu  szkoły,  więc  Vanessa  pobiegła  do  budki  na  rogu 

Dziewięćdziesiątej Trzeciej i Madison. 

Chłopcy  z  młodszych  klas  grali  na  dziedzińcu  Riverside  Prep  w  zbijaka,  więc  kiedy 

Vanessa  zadzwoniła,  Dan  siedział  na  ławce,  samotnej  wyspie  pośród  ruchu  ulicznego,  w 

samym  środku  Broadwayu.  Właśnie  przegryzał  się  przez  Obcego  Alberta  Camusa,  którego 

czytał  w  tym  semestrze  na  zajęcia  z  francuskiego.  Dan  był  świrem.  Czytał  już  angielskie 

tłumaczenie, ale wydawało mu się, że fajnie jest przeczytać to w oryginale, zwłaszcza siedząc 

na  ulicy,  pijąc  kiepską  kawę  i  paląc  papierosa  w  sercu  głośnego,  śmierdzącego  Broadwayu. 

Było  to  bardzo  hardcore'owe.  Ludzie  przemykali  obok  niego  pospiesznie,  żeby  gdzieś 

dotrzeć, a Dan był od tego z dala, poza chaosem codziennego życia, zupełnie jak ten facet w 

książce. 

Miał wory pod oczami, bo w ogóle nie mógł spać poprzedniej nocy. Cały czas myślał 

o Serenie van der Woodsen. Razem grali w filmie. Nawet będą się tam całować. To było zbyt 

piękne, żeby mogło być prawdą. 

Biedak, miał rację. 

Jego komórka nadal dzwoniła. 

- Tak? - odebrał telefon. 

- Cześć. Tu Vanessa. 

- Cześć. 

- Słuchaj, muszę się streszczać. Chcę tylko, żebyś wiedział, że zaangażowałam do tej 

roli Marjorie. 

- Chyba  miałaś  na  myśli  Serenę.  -  Dan  strzepnął  popiół,  po  czym  ponownie  się 

zaciągnął. 

- Nie. Chodziło mi o Marjorie. 

Dan wypuścił powietrze i ścisnął mocno telefon. 

background image

- Chwila.  O  czym  ty  w  ogóle  mówisz?  Marjorie,  z  tymi  rudymi  włosami,  wiecznie 

żująca gumę? 

- Tak,  właśnie  ta.  Nie  pomieszały  mi  się  ich  imiona  -  odpowiedziała  cierpliwie 

Vanessa. 

- Ale Marjorie jest do niczego, nie możesz jej zaangażować! - upierał się Dan. 

- No  cóż,  nawet  mi  się  podoba,  że  jest taka  niewyrobiona,  nieoszlifowana.  Myślę,  że 

dzięki temu film będzie bardziej wyrazisty, wiesz? Zupełnie inny, niż się spodziewałam. 

- Akurat  -  prychnął  Dan.  -  Słuchaj,  naprawdę  uważam,  że  to  błąd.  Serena  idealnie 

nadaje się do tej roli. Nie rozumiem, dlaczego jej nie chcesz. Była zachwycająca. 

- Tak, tak, ale to ja jestem reżyserem i to ja decyduję. A wybrałam Marjorie. Jasne? - 

Vanessa nie miała ochoty wysłuchiwać, jak zachwycająca była Serena. - Poza tym ciągle się 

słyszy te niesamowite historie o Serenie. Nie sądzę, by można było na niej

 

polegać. 

Vanessa  była  prawie  pewna,  że  to  wszystko  były  kompletne  bzdury,  ale  nie 

zaszkodziło wspomnieć o tym Danowi. 

- O co ci chodzi? - zapytał Dan. - Jakie historie? 

- No na przykład, że produkuje swoje własne prochy o nazwie S, że cierpi na choroby 

weneryczne... Naprawdę nie chce mieć z tym nic wspólnego. 

- Gdzie to słyszałaś? - zapytał Dan. 

- Mam swoje źródła. 

Autobus  do  Cloisters  przejechał  z  rykiem  po  Madison.  Na  jego  boku  znajdowało  się 

olbrzymie  zdjęcie  pępka.  A  może  to  była  rana  postrzałowa?  Z  boku  plakatu,  nabazgrane  na 

niebiesko dziewczyńskim charakterem pisma było imię Serena. 

Vanessa gapiła się za odjeżdżającym autobusem. Traciła zmysły, czy Serena naprawdę 

była wszędzie? W każdym swoim najdrobniejszym szczególe? 

- Po prostu nie uważam, żeby się dla nas nadawała - powiedziała Vanessa, z nadzieją, 

że Dan zmięknie, kiedy usłyszy słowo „nas”. To był ich film, nie tylko jej. 

- W porządku - rzekł chłodno Dan. 

- To  co,  wyjdziesz  ze  mną  i  Ruby  w  piątek  wieczorem?  zapytała  Vanessa,  chcąc  jak 

najszybciej zmienić temat. 

- Nie. Chyba nie.  Na razie. - Dan rozłączył się i  ze złością wcisnął telefon do swojej 

czarnej torby na ramię. 

Rano  Jenny  weszła  chwiejnie  do  jego  pokoju  i  rzuciła  mu  na  podłogę  obok  łóżka 

zaproszenie  na  to  głupie  przyjęcie  na  rzecz  sokołów;  oczy  miała  przekrwione,  a  dłonie  całe 

zapaprane  atramentem.  Właściwie  to  marzył  sobie,  że  skoro  będą  grać  razem  z  Sereną  w 

background image

filmie,  mógłby  zabrać  ją  na  to  cholerne  przyjęcie.  A  teraz  to  skromne  marzenie  poszło  się 

czesać. 

Dan  nie  mógł  w  to  uwierzyć.  Jego  jedyna  szansa  na  poznanie  Sereny  została 

zaprzepaszczona,  bo  Vanessa  postanowiła  przejść  samą  siebie  i  zrobić  najgorszy  film  na 

świecie. To było niewiarygodne. A już zupełnie nie mógł uwierzyć, że buntownicza Vanessa, 

królowa  alternatywy,  zniżyła  się  do  rozsiewania  plotek  o  dziewczynie,  którą  ledwie  znała. 

Może w Constance zrobili jej w końcu pranie mózgu? 

Bez przesady. Ploty są sexy. Ploty są w porządku. Nie wszyscy plotkują, a powinni! 

Na  światłach,  tuż  na  wprost  niego,  zatrzymał  się  autobus.  Najpierw  Dan  zauważył 

imię  Sereny.  Było  nabazgrane  na  niebiesko  nieporządnym,  dziewczyńskim  charakterem 

pisma  na  wielkim  czarno  -  białym  plakacie  czegoś,  co  wyglądało  jak  pączek  róży.  Coś 

pięknego. 

background image

fanka spotyka swoj

ą

 idolk

ę

 

Jenny  wyglądała  w  czwartek  jak  zombie;  nie  spała  całą  noc,  ale  zrobiła  wszystkie 

zaproszenia  na  przyjęcie  „Buziak  w  usteczka”  i  teraz  zarówno  ona,  jak  i  Dan  dysponowali 

własnymi zaproszeniami. 

Poza  tym  umierała  z  głodu,  bo  poprzedniego  dnia  na  kolację  zjadła  tylko  banana  i 

pomarańczę. Nie zaliczyła nawet swojej porannej babeczki. Więc kiedy przyszła pora lunchu, 

wykłóciła  się  z  kobietami  ze  stołówki  o  dwie  kanapki  z  zapiekanym  serem  i  dwa  jogurty 

kawowe i teraz szukała miejsca przy jakimś zacisznym stoliku. Zamierzała w trakcie jedzenia 

odrobić pracę domową, na którą wczoraj nie miała czasu. 

Zdecydowała się na stolik przed ścianą z lustrami na końcu stołówki. Dziewczyny ze 

starszych  klas  nie  lubiły  jadać  przy  lustrach,  bo  czuły  się  wtedy  grubo,  więc  stolik  zawsze 

świecił pustkami. Jenny postawiła na blacie tacę i już miała zacząć biesiadę, kiedy zauważyła 

przylepione do lustra ogłoszenie. 

Rzuciła  się  do  plecaka,  żeby  znaleźć  długopis.  Nagryzmoliła  swoje  nazwisko  na 

samym szczycie listy  - była pierwsza, osobą, która się na  nią wpisała! -  a  potem z walącym 

sercem  zasiadła  przed  swoją  zawaloną  jedzeniem  tacą,  życie  było  pełne  cudów.  Każdy 

następny był lepszy od poprzedniego. 

Ale najbardziej niewiarygodne było to, że sama Serena van der Woodsen wyłoniła się 

z kolejki po lunch i ruszyła ze swoją tacą prosto w stronę Jenny. Czy Serena naprawdę z nią 

usiądzie? W swojej własnej osobie? 

Głęboki wdech, głęboki wydech. 

- Cześć  -  powiedziała  Serena,  uśmiechając  się  promiennie  do  Jenny  i  kładąc  na  stole 

swoją tackę. 

Boże,  ale  była  piękna.  Włosy  miała  w  jasnozłocistym  kolorze,  jaki  niektóre 

dziewczyny  usiłowały  uzyskać,  spędzając  cztery  godziny  w  salonie  fryzjerskim  na  ostatnim 

piętrze Bergdorf Goodman, gdzie robiły pasemka. Ale Serena była naturalną blondynką, to po 

prostu każdy widział. 

- Zauważyłam, że zgłosiłaś się do pomocy przy moim filmie. 

Jenny, której odebrało mowę w obliczu takiej wspaniałości, pokiwała głową. 

background image

- Jak dotąd jesteś jedyna - westchnęła Serena, siadając naprzeciwko Jenny, twarzą do 

luster.  Nie  musiała  się  martwić,  że  będzie  wyglądać  grubo  podczas  jedzenia.  Nie  miała  ani 

grama zbędnego tłuszczu. Uniosła złociste brwi. - Więc czym się zajmujesz? - zapytała. 

Jenny  szturchnęła  swój  zapiekany  ser.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  wzięła  aż  dwie 

kanapki. Serena musiała ją uważać za odrażającego prosiaka. 

- Mam  pewne  artystyczne  zacięcie.  To  ja  zrobiłam  szkolne  śpiewniki,  wiesz,  na 

kaligrafii. W tym roku też opublikowałam parę fotografii i krótkie opowiadanie w „Rancor”. 

„Rancor”  było  pismem  o  sztuce  wydawanym  przez  uczennice  Constance.  Jego 

naczelną była Vanessa Abrams. 

- A, i właśnie zrobiłam zaproszenia na to wielkie przyjęcie w przyszłym tygodniu, na 

które wszyscy idą - dodała Jenny, starając się za wszelką cenę zaimponować Serenie. - Blair 

Waldorf prosiła mnie, żebym je zrobiła. Właściwie... - Jenny sięgnęła do plecaka i wyciągnęła 

kopertę  z  nazwiskiem  Sereny,  wypisanym  ozdobnym  pismem.  -  Na  liście  gości,  którą 

dostałam  od  Blair,  ciągle  był  twój  adres  ze  szkoły  z  internatem.  Zamierzałam  wrzucić  ci 

zaproszenie  do  szafki  czy  coś  w  tym  stylu.  Zaczerwieniła  się.  -  Ale  skoro  już  tu  jesteś...  - 

Podała Serenie kopertę. 

To chyba zabrzmiało, jakbym ją śledziła, pomyślała. 

- Dzięki - powiedziała Serena, biorąc od niej kopertę. Otworzyła ją i ze zmarszczonym 

czołem przeczytała zaproszenie. 

O Boże, na pewno uważa, że jest brzydkie! - panikowała Jenny. 

Serena  schowała  zaproszenie  do  torby  i  w  roztargnieniu  wzięła  do  ręki  widelec. 

Odgryzła kawałek sałaty i zaczęła ją żuć. 

Jenny starała się zapamiętać, co robić, by roztaczać wokół siebie aurę tajemniczości, a 

jednocześnie  spokoju  i  wyluzowania,  dokładnie  tak  jak  Serena  w  tej  chwili.  Gdyby  tylko 

słyszała przewijające się w głowie Sereny nienawistne myśli na temat Blair... 

Nie  chciała,  żebym  przyszła  na  to  przyjęcie.  Nawet  mi  nie  powiedziała,  że  w  ogóle 

jest jakieś przyjęcie. 

Wow!  -  powiedziała  w  końcu  Serena,  nadal  żując  sałatę.  -  W  porządku,  zatrudniam 

cię. - Wyciągnęła rękę i uśmiechnęła się słodko. - Jestem Serena - powiedziała. 

- Wiem - odparła Jenny, czerwieniąc się jeszcze bardziej. - A ja Jenny. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

S I B: NAPRAWD

Ę

 GOR

Ą

CO W JACUZZI! 

 

Wiadomo

ść

 prosto z anonimowego 

ź

ródła: Wychodzi na to, 

ż

e kiedy byty jeszcze ze sob

ą

 blisko, S i B 

brały  razem  gor

ą

c

ą

  k

ą

piel  W  apartamencie  C  w  TribecaStar.  Czy  pocałunek,  do  którego  wtedy 

doszło,  był  wyrazem  ich  prawdziwych  uczu

ć

?  A  mo

ż

e  po  prostu  zabawiały  si

ę

  jak  to  dwie  pijane 

dziewczyny?  Tak  czy  siak,  to  dodała  jeszcze  napi

ę

cia  tej  całej  sytuacji,  Ale  jazda!  A  na  wypadek 

gdyby

ś

cie  nie  mieli  okazji  zobaczy

ć

  zdj

ęć

  ponalepianych  na  wszystkich  autobusach,  taksówkach  i 

kolejkach  w  całym  mie

ś

cie,  oryginalne  zdj

ę

cie  S  ci

ą

gle  mo

ż

na  ogl

ą

da

ć

  w  White  -  hot  Gallery  w 

Chelsea, w

ś

ród innych ciesz

ą

cych si

ę

 zł

ą

 sław

ą

 obrazów, ł

ą

cznie z moim. Zgadza si

ę

! Bracia Remi s

ą

 

zbyt sexy, 

ż

eby mo

ż

na było si

ę

 im oprze

ć

. Bajeczni ludzie s

ą

 bajeczni nie bez powodu, moi drodzy. 

 

e - maile 

 

P:

 Hej Plotkara, 

Nie  powiem  ci,  jak  si

ę

  nazywam,  ale  ja  te

ż

  jestem  na  zdj

ę

ciu  braci  Remi.  Uwielbiam  ich 

prace  i  strasznie  podoba  mi  si

ę

  zdj

ę

cie,  które  mi  zrobili,  ale  za 

ż

adne  skarby  nie 

zgodziłabym  si

ę

ż

eby  zostało  umieszczone  na  autobusach.  Moim  zdaniem  S  sama  prosi 

si

ę

 o wszystko. A z tego co słysz

ę

, dostaje to. 

Anonimka 

 

O:

 Droga Anonimko. 

Super, 

ż

e  jeste

ś

  taka  skromna,  ale  gdyby  mnie  zaproponowano, 

ż

e  cho

ć

  jaki

ś

  skrawek 

mojego  ciała  znajdzie  si

ę

  na  boku  autobusu,  byłabym  zachwycona.  Jestem  nienasycona, 

je

ś

li chodzi o sław

ę

 

background image

Na celowniku 

 

Mała J kupuje olbrzymi

ą

 ksi

ąż

k

ę

 o filmowaniu w Shakespeare and Co. na Broadwayu. N przesiaduje z 

C  w  barze  na  Pierwszej  Alei.  Pewnie  chce  go  mie

ć

  na  oku, 

ż

eby  nie  pu

ś

cił  farby.  A  B  kupuje  całe 

mnóstwo 

ś

wiec w sklepie w Lex na wielk

ą

 noc z N

To tyle na razie. Bawcie si

ę

 dobrze w ten weekend - bo ja na pewno b

ę

d

ę

 szale

ć

 na całego. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

tribeca star 

Bar  w  hotelu  Tribeca  Star  był  wielki  i  pełen  bajerów,  zastawiony  wygodnymi 

fotelami,  otomanami  i  półokrągłymi  kanapami,  więc  goście  przy  poszczególnych  stolikach 

mogli  się  czuć  jak  na  prywatnym  przyjęciu.  Jedna  ściana  była  rozświetlona  dziesiątkami 

czarnych świec, migoczącymi w słabo oświetlonym pomieszczeniu, DJ grał spokojne, barowe 

rytmy  na  talerzu  obrotowym.  Była  dopiero  dwudziesta,  ale  bar  wypełniał  już  tłum  ludzi  w 

modnych ciuchach, popijających drinki w pastelowych kolorach. 

Blair nie obchodziło, która jest godzina - musiała się napić. 

Siedziała w fotelu tuż obok baru, ale ta głupia kelnerka ignorowała, pewnie dlatego, że 

Blair nie zawracała sobie głowy ubiorem. Miała na sobie swoje wyblakłe dżinsy i zwyczajny 

czarny sweterek, bo miała spotkać się z Sereną tylko na szybkiego drinka, a potem pędziła do 

domu, żeby przygotować się na noc dzikiego seksu z Nate'em. I wtedy też nie zamierzała się 

ubierać. Postanowiła, że przywita Nate's przy drzwiach naga. 

Już  na  samą  myśl  o  tym  dostała  na  twarzy  wypieków  i  rozejrzała  się  skrępowana  po 

barze. Czuła się jak ostatnia ofiara, siedząc tak sama, w dodatku bez drinka. A tak w ogóle, to 

gdzie podziewała się Serena? Nie miała dla niej całej cholernej nocy. 

Blair  zapaliła  papierosa.  Jeśli  Serena  nie  pojawi  się,  zanim  go  wypalę,  wychodzę, 

postanowiła nadąsana. 

- Spójrz na nią - usłyszała, jak jakaś kobieta mówi do przyjaciółki. - Piękna, prawda? 

Blair odwróciła się, żeby zobaczyć, o kogo chodzi. Oczywiście o Serenę. 

Ubrana była w niebieskie zamszowe buty do kolan i oryginalną sukienkę od Pucciego 

- długie rękawy, wysokie wykończenie przy szyi, wysadzany kryształami pasek, a wszystko w 

tonacji niebiesko - pomarańczowo - zielonej. Absolutny hit. Włosy miała związane w koński 

ogon  na  czubku  głowy,  na  powieki  położone  jasnoniebieskie  cienie,  a  na  ustach  różową 

szminkę Uśmiechnęła się i pomachała do  Blair z drugiego końca sali, przeciskając się przez 

dum. Blair patrzyła, jak  głowy wszystkich odwracają się za Sereną, i ścisnął się jej żołądek. 

Miała już dość Sereny, a jeszcze nawet z nią nie rozmawiała. 

- Cześć - powiedziała Serena, opadając na kwadratową otomanę obok fotela Blair. 

Natychmiast pojawiła się kelnerka. 

background image

- Cześć, Sereno, dawno cię nie było. Co u brata? - powiedziała kelnerka. 

- Hej,  Missy.  Erik  ma  się  dobrze.  Jest  tak  zajęty,  że  nawet  do  mnie  nie  zadzwoni. 

Myślę,  że  musi  tam  mieć  z  jakieś  osiem  dziewczyn  naraz  -  roześmiała  się  Serena.  -  A  co  u 

ciebie? 

- Wszystko w porządku - odparła Missy. - Słuchaj, moja siostra pracuje w cateringu i 

mówiła, że widziała cię kilku dni temu na przyjęciu, które obsługiwała, w galerii w Chelses. 

Mówi, że to twoje zdjęcie jest na tych wszystkich autobusach. To prawda? 

- Tak - odparła Serena. - Istne wariactwo, co? 

- Jesteś  na  topie!  -  wykrzyknęła  Missy.  Zerknęła  na  Blair,  która  patrzyła  na  nią  z 

wściekłością. - Co wam przynieść, dziewczyny? 

- Ketel One z tonikiem - powiedziała Blair, patrząc jej prosto w oczy, prowokując, by 

je wylegitymowała. - I ekstra limonki. 

Ale Missy wolałaby raczej stracić pracę, niż zawracać Serenie van der Woodsen głowę 

tym, że jest niepełnoletnia. 

I  właśnie  głównie  dlatego  chodzi  się  do  hotelowych  barów:  tam  cię  nigdy  nie 

sprawdzają. 

- A dla ciebie, skarbie? - Missy zapytała Serenę. 

- Na  początek  może  cosmo  -  odparła  Serena  i  roześmiała  się.  -  Potrzebuję  czegoś 

różowego, żeby pasowało mi do sukienki. 

Missy  oddaliła  się  pospiesznie  po  ich  drinki,  nie  mogąc  doczekać  się,  kiedy  powie 

barmanowi,  że  dziewczyna  z  fotografii  braci  Remi,  która  opanowała  cale  miasto,  siedzi 

właśnie w ich barze, i że są kumpelkami! 

- Sorry  za  spóźnienie  -  powiedziała  Serena,  rozglądając  się  wokół.  -  Myślałam,  że 

wszyscy już tu będą. 

Blair wzruszyła ramionami i głęboko zaciągnęła swoim kurczącym się papierosem. 

- Pomyślałam, że możemy spędzić trochę czasu same - po - wiedziała. - Poza tym nikt 

nie wychodzi tak wcześnie. 

- Okay  -  powiedziała  Serena.  Wygładziła  sukienkę  i  zaczęła  szperać  w  swojej  małej 

czerwonej torebce, szukając papierosów. W końcu znalazła. Gauloises, z Francji. Wyciągnęła 

jednego i włożyła do ust. - Chcesz? - zaproponowała Blair. 

Blair pokręciła przecząco głową. 

- Są dość mocne, ale pudełko jest tak czadowe, że reszta nie ma dla mnie znaczenia - 

Serena  roześmiała  się.  Już  miała  podpalić  papierosa  leżącymi  na  barze  zapałkami,  kiedy 

nachylił się do niej barman z zapalniczką. 

background image

- Dzięki - powiedziała, podnosząc na niego wzrok. 

Barman puścił do niej oczko i szybko cofnął się za bar. Missy przyniosła ich drinki. 

- Za.

 

stare  czasy!  -  Serena  stuknęła  kieliszkiem  o  kieliszek  Blair.  Upita  duży  łyk 

różowego  cosmopolitana  i  westchnęła  zadowolona.  -  Uwielbiam  hotele,  a  ty?  Skrywają  tyle 

tajemnic. 

Blair  uniosła  brwi  w  niemej  odpowiedzi,  przekonana,  że  Serena  zamierza  jej 

opowiedzieć o wszystkich dzikich i zwariowanych przygodach, jakie przeżyła w hotelowych 

pokojach w Europie czy gdzie tam jeszcze była, tak jakby ją to obchodziło. 

- Nie  zastanawiasz  się  nigdy,  co  ludzie  robią  w  swoich  pokojach?  Może  oglądają 

pornosy i jedzą penisy z sera albo uprawiają ostry seks w łazience? A może po prostu śpią. 

- Uhm - mruknęła Blair bez większego zainteresowania, przełykając jednym haustem 

swojego  drinka.  Musiała  się  lekko  skuć,  żeby  przetrwać  jakoś  tę  noc,  zwłaszcza  część  z 

golizną. - Słuchaj, co to za historia z twoim zdjęciem na wszystkich autobusach i tak dalej? - 

zapytała. - Ja go nigdzie nie widziałam. 

Serena zachichotała i nachyliła się poufale do Blair. 

- Nawet  gdybyś  je  zobaczyła,  pewnie  i  tak  byś  mnie  nie  rozpoznała.  Jest  podpisane 

moim imieniem, ale nie ma tam mojej twarzy. 

Blair zmarszczyła brwi. 

- Nie rozumiem. 

- To sztuka - powiedziała tajemniczo Serena i ponownie zachichotała. Pociągnęła łyk 

swojego drinka. 

Ich  twarze  znajdowały  się  blisko  siebie  i  Blair  czuła  mieszankę  na  bazie  olejku 

piżmowego, nowy zapach Sereny. 

- Dalej nie łapię. To coś świńskiego? - zapytała zmieszana. 

- Raczej  nie  -  odparła  Serena  z  przebiegłym  uśmiechem.  -  Sporo  ludzi  dało  sobie 

zrobić takie zdjęcie. No wiesz - rożne gwiazdy. 

- Jakie? 

- Na przykład Madonna, Eminem, Christina Aguilera. 

- Och... - Blair wydawała się tym zupełnie nieporuszona. 

Sereny oczy się zwęziły. 

- Co to miało znaczyć? - zapytała. 

Blair uniosła brodę i założyła swoje proste brązowe włosy za uszy. 

- Sama  nie  wiem,  ale  to  wygląda  tak,  jakbyś  robiła  to  wszystko,  żeby  tylko 

zaszokować ludzi. Nie masz ani krzty dumy? 

background image

Serena potrząsnęła głową, ciągle wpatrując się w Blair. 

- Niby  co?  Co  ja  takiego  zrobiłam?  -  zapytała,  gorączkowo  Wgryzając  się  w 

paznokcie. 

- Na przykład wyleciałaś ze szkoły z internatem - powiedziała wymijająco Blair. 

Serena prychnęła. 

- No  i  co  z  tego?  Każdego  roku  mnóstwo  ludzi  wylatuje  ze  szkoły.  Mają  tam  tyle 

głupich przepisów, że to prawie cud, jeśli cię nie wyrzucą. 

Blair zacisnęła usta, starannie dobierając słowa. 

- Nie  chodzi  o  to,  że  cię  wyrzucili,  tylko  dlaczego  do  tego  doszło.  -  No.  Stało  się. 

Teraz dopiero się załatwiła. Będzie musiała tu siedzieć i słuchać opowieści Sereny o dziwnym 

kulcie, do którego się przyłączyła, o wszystkich chłopakach, z którymi spała, i o narkotykach, 

które sama wyprodukowała. Cholera. 

Ale niech wam się przypadkiem nie wydaje, że nie była tego wszystkiego ciekawa. 

Blair bawiła się swoim pierścionkiem z rubinem, bez końca przekręcając go na palcu, 

a Serena uniosła kieliszek, prosząc Missy o następnego drinka. 

- Blair,  wyrzucili  mnie  tylko  dlatego,  że  nie  pojawiłam  się  na  początku  roku 

szkolnego. Zostałam we Francji. Moi rodzice nic o tym nie wiedzieli. Miałam przylecieć pod 

koniec  sierpnia,  ale  zostałam  jeszcze  przez  trzy  tygodnie  września.  Mieszkałam  w 

niesamowitym zamku niedaleko Cannes i to było jak jedna wielka impreza. Chyba przez cały 

czas,  gdy  tam  byłam,  nie  przespałam  ani  jednej  nocy.  Zupełnie  jak  na  tych  przyjęciach  w 

Wielkim Gatsbym. I było tam dwóch chłopaków, braci, a ja byłam totalnie zadurzona w nich 

obu. Właściwie - roześmiała się - najbardziej durzyłam się w ich ojcu, ale on był już żonaty. 

DJ  zmienił  klimat  i  teraz  grał  funky  acid  jazz,  fantastycznie  wybijając  rytm.  Światła 

jeszcze bardziej przyciemniały, świece migotały. Serena wymachiwała stopą w rytm muzyki i 

zerkała na Blair, której oczy były zupełnie puste. 

Serena zapaliła kolejnego papierosa i głęboko się zaciągnęła. 

- Oczywiście,  sporo  imprezowałam,  tak  jak  wszyscy.  W  szkole  nie  mogli 

zaakceptować tylko tego, że nie raczyłam pojawić się nawet na początek roku. Ale chyba nie 

mam  do  nich  o  to  żalu,  I  jeśli  mam  być  szczera,  to  w  ogóle  nie  myślałam  o  powrocie  do 

szkoły, taka była zabawa. 

Blair ponownie przewróciła oczami. Guzik ją obchodziło, jaka była prawda. 

- A  nie  myślałaś  o  tym,  że  to  najważniejszy  rok  w  naszym  dotychczasowym  życiu? 

Nie myślałaś o college'u i tak dalej? - zapytała. 

Missy  przyniosła  Serenie  drinka  i  tym  razem  Serena  tylko  kiwnęła  głową  w  ramach 

background image

podziękowania. Wpatrywała się w podłogę, ciągle gryząc swój różowy paznokieć. 

- Tak,  dopiero  teraz  to  sobie  uświadomiłam  -  przyznała.  -  Nie  myślałam  o  tym 

wcześniej,  ani  że  powinnam  zaangażować  się  w  działalność  jakichś  klubów,  wstąpić  do 

jakiejś drużyny No wiesz, poważnie zabrać się do nauki. 

Blair pokręciła głową. 

- Szkoda mi twoich rodziców - powiedziała cicho. 

Oczy  Sereny  zaczęły  się  rozszerzać,  a  usta  niebezpiecznie  drżały.  Ale  postanowiła 

sobie, że nie pozwoli, by Blair doprowadziła ją do płaczu. Blair zachowywała się jak zdzira i 

tyle. Może akurat miała okres. 

Serena upiła spory łyk swojego drinka i osuszyła usta serwetką. 

- Nie mówiłaś mi jeszcze, co ty i Nate robiliście przez całe lato. Pojechałaś może do 

Maine, żeby obejrzeć tę łódź, którą zbudował? - zapytała, całkowicie zmieniając temat. 

Blair pokręciła przecząco głową. 

- Byłam na obozie tenisowym. Zupełnie do bani. 

- Aha. 

Piły swoje drinki w niezręcznym milczeniu. 

Nagle Serena wyprostowała się, przypominając sobie o czymś. 

- Wiesz  co?  Jedna  dziewczyna  wpisała  się  na  moją  listę,  żeby  pomóc  mi  z  filmem. 

Taka z dziewiątej klasy. Ma na imię Jenny. I dała mi zaproszenie na to przyjęcie w przyszłym 

tygodniu. No wiesz, na to, które organizujecie. 

I co ty na to, przyjaciółko? 

Blair  wyciągnęła  kolejnego  papierosa  i  wetknęła  sobie  do  ust.  Sięgnęła  po  zapałki. 

Zwlekała jednak z zapaleniem, chcąc się przekonać, czy przypędzi barman z zapalniczką. Nic 

z tego. Sama zapaliła papierosa i wypuściła wielką chmurę dymu prosto w twarz Serenie. 

Czyli  Serena  wiedziała  o  przyjęciu.  Miała  zaproszenie.  Cóż,  i  tak  by  się  kiedyś 

dowiedziała. 

- Ta od kaligrafii - powiedziała Blair, uśmiechając się słodka. Jest niezła, co? 

- Tak,  odwaliła  kawał  naprawdę  dobrej  roboty.  To  miło  z  jej  strony,  że  zauważyła 

błędny  adres  przy  moim  nazwisku.  Podobno  dałaś  jej  mój  adres  do  internatu  w  Hanover 

Academy. 

Blair założyła włosy za uszy i wzruszyła ramionami. 

- Ups! - Udawała, że nie miała o tym pojęcia. - Przykro mi. 

- Powiedz mi coś o tym przyjęciu. Z jakiej to okazji? 

Blair  nie  mogła  mówić  o  celu  przyjęcia  bez  uśmiechu  skrępowania,  bo  brzmiało  to 

background image

okropnie  błaho  i  w  ogóle  nie  było  atrakcyjne.  Dlatego  właśnie  nadała  przyjęciu  nazwę 

„Buziak w usteczka”. Żeby dodać trochę żaru. 

- Jest  na  rzecz  tych  dwóch  sokołów  wędrownych,  które  mieszkają  w  Central  Parku. 

Sokoły  są  zagrożonym  gatunkiem  i  wszyscy  martwią  się,  że  umrą  albo  zagłodzą  się,  albo 

wiewiórki zaatakują ich gniazda, i takie tam. Wiec założono dla nich fundację - wyjaśniła. - 

Nie śmiej się. Wiem, że to dość głupie. 

Serena wypuściła obłoczek dymu i zachichotała. 

- Jakby nie było już ludzi, którzy potrzebują pomocy. A co z bezdomnymi? 

- No  wiesz,  to  równie  dobry  cel  jak  każdy  inny.  Nie  chcieliśmy  zaczynać  sezonu  od 

czegoś  bardzo  ciężkiego.  -  Blair  była,  rozdrażniona.  Ona  mogła  się  z  tego  naśmiewać,  ale 

Serena nie miała prawa. 

Serena skierowała rozmowę z powrotem na pierwotne tory. 

- To przyjęcie jest tylko dla nas, czy będą też rodzice? zapytała. 

Blair wahała się z odpowiedzią. 

- Tylko... my - powiedziała w końcu. Wychyliła resztkę drinka i spojrzała na zegarek. 

- Hm, muszę się zbierać. - Założyła torebkę na ramię i wzięła ze stołu swoje papierosy. 

Serena  zmarszczyła  czoło.  Tak  długo  się  ubierała,  nastawiając  się  na  szaloną  noc  z 

przyjaciółmi. Spodziewała się całej paczki - Blair i reszty  dziewczyn, Nate'  a i jego kumpli, 

Chucka z kolesiami - zawsze bawili się razem. 

- Myślałam, że posiedzimy tu trochę. Że zaczekamy na resztę. A tak w ogóle, to gdzie 

idziesz? 

- Jutro  rano  mam  próbny  egzamin  -  powiedziała  Blair,  czując  się  o  niebo  lepsza  od 

Sereny, mimo że kłamała aż się kurzyło. - Muszę się do niego przygotować i chcę wcześnie 

pójść do łóżka. 

- Aha. Serena skrzyżowała ramiona i wyprostowała się. - Miałam nadzieję, że impreza 

zakończy się w apartamencie Bassów. Ciągle go mają, prawda? 

W  dziesiątej  klasie  Serena,  Blair  i  cała  reszta  spędzili  wiele  nocy  w  apartamencie 

Chucka Bassa, gdzie pili, tańczyli, oglądali filmy, zamawiali jedzenie do pokoju, siedzieli w 

jacuzzi. A potem padali na olbrzymie łóżko, gdzie zostawali, dopóki nie wytrzeźwieli na tyle, 

by móc wrócić do domu. 

Raz, podczas szczególnie mocno zakrapianej imprezy na koniec dziesiątej klasy, kiedy 

Serena i Blair moczyły się w kąpieli, Blair pocałowała Serenę głęboko w usta. Wyglądało na 

to, że następnego ranka Serena o niczym nie pamiętała, ale Blair nigdy o tym nie zapomniała. 

Nawet  jeśli  był  to  zwykły  impuls,  który  nic  nie  znaczył,  za  każdym  razem  na  samą  myśl  o 

background image

tamtym  pocałunku  Blair  robiło  się  gorąco  i  czuła  się  nieswojo.  To  był  kolejny  powód,  dla 

którego czuła taką ulgę, kiedy Serena wyjechała. 

- Bassowie dalej mają ten apartament. - Blair wstała. Ale niezbyt im się podoba, kiedy 

ktoś z niego korzysta. Nie jesteśmy już w dziesiątej klasie - dodała chłodno. 

- Okay  -  powiedziała  Serena.  Nie  mogła  powiedzieć  nic  innego,  prawda?  W  każdym 

razie nie do Blair. 

- No  to  miłego  weekendu  -  rzuciła  Blair  ze  sztucznym  uśmiechem,  jakby  dopiero  co 

się poznały. Jakby nie znały się przez całe życie. Zostawiła na stoliku dwadzieścia dolarów za 

ich drinki. - Przepraszam - powiedziała do trzech wysokich chłopaków, którzy zagradzali jej 

drogę. - Mogę przejść? 

Serena zamieszała słomką w kieliszku i wypiła mętne resztki drinka, patrząc, jak Blair 

wychodzi. Teraz smakował słono, bo znowu była bliska płaczu. 

- Hej,  Blair!...  -  zawołała  za  przyjaciółką.  Może  gdyby  wszystko  z  siebie  wyrzuciła, 

zapytała  Blair,  o  co  tak  właściwie  jest  zła,  a  nawet  przyznała  się  do  tego,  że  ten  jeden  raz 

spała  z  Nate'em,  mogłyby  dalej  być  przyjaciółkami.  Mogłyby  zacząć  od  nowa.  Może 

zaczęłaby  nawet  chodzić  na  kursy  przygotowawcze  do  egzaminów  na  studia,  więc  mogłyby 

razem się uczyć czy coś w tym stylu. 

Ale Blair nie zatrzymała się, tylko dalej przepychała przez tłum w stronę drzwi. 

Wyszła  na  Szóstą  Aleję,  żeby  złapać  taksówkę  do  dom.  Właśnie  zaczynało  padać,  a 

ona  miała  zakręcone  włosy.  Obok  przejechał  z  rykiem  autobus  ozdobiony  plakatem  Sereny. 

Czy  to  naprawdę  był  jej  pępek? Wyglądało  to  jak  ciemny  dołek  w  środku  brzoskwini.  Blair 

odwróciła  głowę  i  pomachała  ręką,  żeby  przywołać  taksówkę.  Chciała  stąd  jak  najszybciej 

uciec. A pierwsza taksówka, która się zatrzymała, miała na dachu, w miejscu na reklamy, taki 

sam  podświetlany  plakat.  Blair  wsiadła  do  środka  i  ze  złością  trzasnęła  drzwiami.  Nigdy  jej 

się nie uda całkowicie uciec - Serena była dosłownie wszędzie. 

background image

B i N zbli

ż

aj

ą

 si

ę

 do siebie, ale nie do ko

ń

ca 

Serena sięgnęła po kolejnego papierosa i włożyła go do ust drżącymi palcami. Nagle 

jakaś  dłoń  z  sygnetem  na  małym  palcu  podsunęła  zapalniczkę  i  podpaliła  jej  papierosa. 

Zapalniczka była złota z monogramem C. B. Tak samo sygnet. 

- Hej, Serena. Wyglądasz naprawdę czadowo - powiedział Chuck Bass. - Co tu robisz? 

Sama? 

Serena zaciągnęła się głęboko i uśmiechnęła, powstrzymując się od płaczu. 

- Cześć,  Chuck.  Cieszę  się,  że  jesteś.  Blair  się  ulotniła  i  zostawiła  mnie  samą.  Ktoś 

jeszcze przyjdzie? 

Chuck zaniknął zapalniczkę i schował do kieszeni. Rozejrzał się po sali. 

- Kto  wie?  -  rzekł  swobodnie.  -  Może  przyjdą,  a  może  nie.  -  Usiadł  w  fotelu 

zwolnionym  przez  Blair.  -  Naprawdę  czadowo  wyglądasz  -  powtórzył,  gapiąc  się  na  nogi 

Sereny, jakby chciał je zjeść. 

- Dzięki  -  odparła  Serena  i  roześmiała  się.  Poczuła  ulgę,  że  Chuck  zupełnie  się  nie 

zmienił, choć cala reszta zachowywała się jak dziwolągi. Nie mogła go za to nie kochać. 

- Jeszcze raz to samo - zawołał Chuck do Missy. -  I proszę zapisać  wszystko na mój 

rachunek. - Poda! Serenie dwadzieścia dolców, które zostawiła Blair. - Zatrzymaj to. 

- Ale to pieniądze Blair. 

- W takim razie oddasz jej - odparł Chuck. 

Serena kiwnęła głową i schowała pieniądze do swojej czerwonej aksamitnej torebki. 

- No nareszcie - powiedział Chuck, kiedy Missy postawiła drinki na stoliku. - Do dna! 

- Stuknął swoją szklaneczką o kieliszek Sereny i wlał w siebie szkocką. 

- Ups! - Serena zachlapała cosmo swoją sukienkę. – Cholera. 

Chuck  chwycił  serwetkę  i  zaczął  wycierać  plamę,  która  akurat  wypadła  na  biodrze 

Sereny. 

- No, teraz już wcale nie widać - powiedział, przetrzymując dłoń w pobliżu jej kroku. 

Serena złapała rękę Chucka i przełożyła na jego kolana. 

- Dzięki, Chuck. Już wszystko w porządku. 

Chuck nie był nawet odrobinę skrępowany. Był zupełnie pozbawiony wstydu. 

background image

- Weźmy  po  jeszcze  jednym  drinku  i  chodźmy  do  mojego  apartamentu,  co?  - 

zaproponował.  -  Powiem  personelowi  z  bar,.  żeby  wszystkich,  którzy  przyjdą,  odsyłali  na 

górę. W barze znają moich znajomych. 

Serena  wahała  się,  rozmyślając  o  tym,  co  powiedziała  Blair.  Że  Bassom  nie  podoba 

się, kiedy ludzie korzystają z ich apartamentu. 

- Jesteś pewien, że to będzie okay? - zapytała. 

Chuck roześmiał się, wstał i wyciągnął do niej rękę. 

- Oczywiście, że tak. Chodź. 

 

Choć padało i czuł, że odmraża sobie tyłek, Nate'owi wcale nie spieszyło się do Blair. 

Co  za  ironia  losu.  Siedemnastolatek  który  za  chwilę  miał  po  raz  pierwszy  uprawiać  seks  ze 

swoją dziewczyną (w każdym razie to miał być jej pierwszy raz). Po - winien lecieć do niej z 

wywieszonym językiem. 

Do  tej  pory  musiała  się  już  dowiedzieć,  powtarzał  sobie  w  kółko.  Jak  mogłoby  być 

inaczej?  Do  tej  pory  już  pewnie  całe  miasto  wiedziało,  że  był  w  łóżku  z  Sereną.  Ale  skoro 

Blair wie - działa, dlaczego nie powiedziała na ten temat ani słowa? 

Rozmyślanie  o  tym  doprowadzało  Nate'a  do  obłędu.  Wstąpił  do  monopolowego  na 

Madison  Avenue  i  kupił  pół  litra  jacka  danielsa.  W  domu  wypalił  już  małego  jointa,  ale 

musiał sobie dodać jakoś odwagi przed spotkaniem z Blair. Nie miał pojęcia, co go czeka. 

Przez resztę drogi szedł tak wolno, jak się tylko dało, pociągając ukradkiem z butelki. 

Tuż zanim skręcił w Siedemdziesiątą Drugą, gdzie mieszkała Blair, kupił jej różę. 

Chuck  zamówił  w  barze  następną  kolejkę  i  Serena  poszła  za  nim  do  windy,  którą 

wjechali na dziewiąte piętro, gdzie znajdował się apartament Bassów. Wyglądał tak samo jak 

zawsze:  salon  z  kinem  domowym  i  barem;  olbrzymia  sypialnia  z  ogromnym  łóżkiem  i 

następnym zestawem kina domowego, tak jakby potrzebowali aż dwóch; wielka marmurowa 

łazienka  z  jacuzzi  i  dwoma  białymi  puszystymi  szlafrokami.  To  była  kolejna  rzecz,  którą 

Serena uwielbiała w hotelach - szlafroki. 

Ale chyba nie tylko ona. 

Na  stoliku  w  salonie  leżała  sterta  zdjęć.  Serena  zobaczyła  na  jednym  z  nich  Nate'a, 

więc wzięła je do ręki i zaczęła przeglądać. 

Chuck spojrzał jej przez ramię na zdjęcia. 

- To z zeszłego roku - powiedział, kręcąc głową. - Nieźle wtedy szaleliśmy. 

Blair, Nate, Chuck, Isabel, Kati, wszyscy tam byli. Siedzieli nadzy w jacuzzi, tańczyli 

w  samej  bieliźnie,  pili  szampana  w  łóżku.  Wszystkie  te  zdjęcia  zostały  zrobione  podczas 

background image

imprez w zeszłym roku - w rogu każdego znajdowała się data - i wszystkie były zrobione w 

apartamencie Bassów. 

Czyli  Blair  kłamała.  Wszyscy  nadal  imprezowali  u  Bassów,  tak  samo  jak  zawsze,  A 

Blair wcale nie była taką świętoszką, na jaką chciała się wykreować ze swoimi egzaminami i 

pruderyjnym  czarnym  sweterkiem.  Na  jednym  zdjęciu  była  tylko  w  bieliźnie  i  skakała  po 

łóżku z butelką szampana w ręce. 

Serena  wychyliła  jednym  haustem  swojego  drinka  i  usiadła  na  skraju  kanapy.  Chuck 

usiadł na jej drugim końcu i położył sobie na kolana jej stopy. 

- Chuck - powiedziała ostrzegawczo Serena. 

- No co? Po prostu ściągam ci buty - rzekł niewinnie. - Nie chcesz ich zdjąć? 

Serena westchnęła. Nagłe poczuła się zmęczona, potwornie zmęczona. 

- Tak,  jasne.  -  Sięgnęła  po  pilota  i  kiedy  Chuck  ściągał  jej  buty,  włączyła  telewizor. 

Leciał właśnie Dirty Dancing.. Cudownie. 

Chuck zaczął masować jej stopy. Było to bardzo przyjemne. Ugryzł ją w duży palec i 

pocałował w kostkę. 

Serena zachichotała; opadła na kanapę i zamknęła oczy. Pokój odrobinę się przechylił. 

Zawsze przesadzała z piciem. 

Chuck przejechał dłońmi wyżej i teraz jego palce błądziły po wewnętrznej stronie jej 

ud. 

Serena otworzyła oczy i podniosła się. 

- A  może  sobie  po  prostu  tak  posiedzimy?  Wcale  nie  musimy  nic  robić.  Posiedźmy 

sobie na kanapie i pogapmy się na Dirty Dancing. No wiesz, jak dziewczyny. 

Chuck  podpełzł  do  niej  na  czworakach,  aż  znalazł  się  nad  nią,  przygważdżając  ją 

swoim ciężarem. 

- Ale  ja  nie  jestem  dziewczyna  -  powiedział.  Nachylił  się  do  jej  twarzy  i  zaczął  ją 

całować. Jego usta miały smak orzeszków ziemnych. 

 

- Cholera!  -  wrzasnęła  Blair,  kiedy  usłyszała  dzwonek  domofonu.  Dzwonił  portier. 

Ciągle była ubrana i właśnie zachlapała cały dywan czerwonym woskiem ze świecy. 

Zgasiła światło w sypialni i pobiegła do kuchni, żeby odpowiedzieć na domofon. 

- Tak, proszę przysłać go na górę - powiedziała portierowi. Rozpięła dżinsy i pobiegła 

z powrotem do pokoju, gdzie się z nich uwolniła. Potem ściągnęła resztę ciuchów i cisnęła je 

do szafy. Naga, spryskała się swoimi ulubionymi perfumami; raz prysnęła nimi nawet między 

nogi. 

background image

Uuuch, niegrzeczna dziewczynka. 

Przyglądała się sobie w lustrze. Nogi miała za krótkie, a cycki za małe, aby przykuwać 

uwagę chłopaków tak, jak by chciała. Dżinsy zostawiły wściekłe, czerwone kreski w talii, ale 

tego prawie nie było widać w mglistym świetle świec. Jej skóra była miła w dotyku i ciągle 

opalona po lecie, ale twarz zdawała się tak młoda i wystraszona, co zupełnie nie było sexy, a 

zmoczone  przez  deszcz  włosy  sterczały  na  wszystkie  strony.  Blair  rzuciła  się  do  łazienki  i 

nałożyła  na  wargi  szminkę,  którą  zostawiła  na  jej  urny  walce  Serena,  a  następnie  jeździła 

szczotką  po  swoich  długich  brązowych  włosach,  dopóki  nie  opadły  kaskadą  na  ramiona  w 

najbardziej seksowny z możliwych sposobów. No, teraz się jej nie oprze. 

Odezwał się dzwonek. Blair rzuciła szczotkę, która wpadła z brzękiem do umywalki. 

- Chwila!  -  krzyknęła.  Wzięła  oddech  i  z  zamkniętymi  oczami  odmówiła  krótką 

modlitwę, choć nie była wcale aż tak wierząca. 

Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. To było najlepsze, co mogła zrobić. 

 

Serena pozwoliła, by Chuck ją przez chwilę całował, bo był za ciężki, żeby mogła się 

go pozbyć, Kiedy zwiedzał językiem wnętrze jej ust, patrzyła, jak Jennifer Grey pluska się w 

jeziorze z Patrickiem Swayze. W końcu odwróciła głowę i zamknęła oczy. 

- Chuck, naprawdę nie czuję się zbyt dobrze - powiedziała, udając, że zbiera się jej na 

wymioty. - Będzie ci przeszkadzało, jeśli poleżę tu trochę? 

Chuck podniósł się i otarł usta wierzchem dłoni. 

- Jasne, nie ma sprawy. Wstał z kanapy. - Przyniosę ci jakąś wodę. 

Poszedł do baru, wrzucił do szklanki lód, a potem nalał wody Poland Spring. 

Kiedy  wrócił  z  wodą,  Serena  już  spała.  Głowa  opadła  jej  na  poduszki,  a  długie  nogi 

drżały. Chuck klapnął na kanapę obok niej, chwycił pilota i zmienił kanał. 

 

- Cześć - powiedziała Blair, uchylając drzwi, zza których wystawiła głowę. 

- Cześć.  -  Nate  trzymał  przed  sobą  różę.  Jego  włosy  były  mokre,  a  policzki 

zaróżowione. 

- Jestem nago - uprzedziła Blair. 

- Naprawdę? - zapytał Nate, ledwie przyswajając tę informację. - Mogę wejść? 

- Jasne. - Blair otworzyła szeroko drzwi. 

Nate gapił się na nią, zastygłszy w progu. 

Blair zaczerwieniła się i objęła ramionami. 

- Mówiłam ci, że jestem nago. - Wyciągnęła rękę po kwiat. 

background image

Nate wcisnął jej różę do ręki. 

- To  dla  ciebie  -  rzekł  ochryple.  Potem  odchrząknął  i  wbił  wzrok  w  podłogę.  -  Mam 

zdjąć buty? 

Blair roześmiała się i jeszcze szerzej otworzyła drzwi. Nate był zdenerwowany, nawet 

bardziej niż ona. Był taki słodki. 

- Pospiesz  się  i  ściągaj  ciuchy  -  powiedziała,  biorąc  go  za  rękę.  -  Wszystko  w 

porządku, chodź. 

Nate  poszedł  za  nią  do  jej  sypialni.  Zachowywał  się  kompletnie  nietypowo  jak  na 

chłopaka  w  podobnych  okolicznościach.  Nie  spojrzał  na  jej  goły  tyłek,  nie  martwił  się 

prezerwatywami czy nieświeżym oddechem, nie starał się błysnąć żadnym tekstem. Prawie w 

ogóle nie myślał. 

Pokój Blair był cały oświetlony świecami. Na podłodze stała otwarta butelka wina, a 

obok  dwa  kieliszki.  Blair  uklękła  i  napełniła  im  kieliszki,  jak  mała  gejsza.  Naga,  czuła  się 

swobodniej w półmroku pokoju. 

- Czego chciałbyś posłuchać? - zapytała Nate'a, podając mu kieliszek. 

Nate pospiesznie, głośno przełknął wino. 

- Posłuchać? Jak chcesz. Czegokolwiek. 

Oczywiście  Blair  miała  już  przygotowaną  swoją  specjalną  składankę.  Pierwsza 

piosenka była zespołu Coldplay, bo wiedziała, że Nate ich lubi. 

Powoli i sexy, rockowy chłopiec. 

Blair  tyle  razy  odgrywała  tę  scenę  w  swojej  głowie,  że  teraz  czuła  się  jak  aktorka, 

która ma w końcu swoją wielką szansę i gra największą rolę w swojej karierze. 

Położyła  dłonie  na  ramionach  Nate'a.  Starał  się  na  nią  nie  patrzeć,

 

ale  nie  mógł  się 

powstrzymać. Była naga i piękna. Była dziewczyną, a on chłopakiem. 

Napisano o tym całe mnóstwo piosenek. 

- Rozbierz się, Nate - szepnęła Blair. 

Może powiem jej, jak już to zrobimy, pomyślał Nate. 

Nie  było  to  całkiem  fair,  ale  mimo  to  pocałował  ją.  A  kiedy  już  zaczął,  nie  mógł 

przestać”. 

 

Kiedy  Serena  obudziła  się  chwilę  później,  Chuck  oglądał  MTV2  i  śpiewał  na  głos 

razem z Jay - Z. Sukienka Sereny była zadarta aż do pasa i widać było niebieskie koronkowe 

majtki. 

Serena uniosła się na łokciach i wytarła zakrzepniętą ślinę ze szminką z kącików ust. 

background image

Obciągnęła sukienkę i zapytała: 

- Jaki mamy czas? 

Chuck spojrzał na nią. 

- Najwyższy, byśmy ściągnęli ubrania i poszli do łóżka - powiedział zniecierpliwiony. 

Czekał już wystarczająco długu. 

Serenie ciążyła głowa i zrobiłaby wszystko za szklankę wody. 

- Okropnie się czuję. - Potarła czoło. - Chcę wrócić do domu. 

- Daj  spokój.  -  Chuck  wyłączył  telewizor.  -  Moglibyśmy  najpierw  pomoczyć  się  w 

jacuzzi. Poczułabyś się lepiej. 

- Nie - upierała się Serena. 

- W  porządku  -  powiedział  wściekle  Chuck.  Podniósł  się.  -  Woda  jest  na  stole. 

Wkładaj buty, pomogę ci złapać taksówkę. 

Serena wciągnęła buty i wpatrywała się w zimny deszcz za hotelowym oknem. 

- Pada - zauważyła, upijając łyk wody. 

Chuck  podał  jej  szalik,  swój  nieodłączny,  niebieski  kaszmirowy  szalik  z 

monogramem. 

- Obwiąż sobie nim głowę. No, chodź już. 

Poszła za nim do windy. Jechali na dół w milczeniu. Serena wiedziała, że Chuck jest 

zawiedziony jej wyjściem, ale nie obchodziło jej to. Nie mogła się doczekać, kiedy znajdzie 

się na świeżym powietrzu, a ostatecznie w swoim łóżku. 

Zatrzymała  się  taksówka  z  plakatem  braci  Remi  na  dachu.  Serena  pomyślała,  że 

zdjęcie przypomina zbliżenie ust złożonych do pocałunku. 

- Co  to?  Mars?  -  zażartował  Chuck,  wskazując  zdjęcie.  Spojrzał  na  Serenę;  w  jego 

oczach nie było ani grama rozbawienia. - Nie, to twój odbyt! 

Serena  zamrugała  oczami.  Nie  wiedziała,  czy  Chuck  stara  się  być  zabawny,  czy 

rzeczywiście tak myśli. 

Chuck przytrzymał jej otwarte drzwiczki i Serena wsunęła się na tylne siedzenie. 

- Dzięki, Chuck - powiedziała słodko. - Zobaczymy się wkrótce, okay? 

- Nieważne - odparł Chuck. Nachylił się do wnętrza samochodu. - A tak w ogóle, o co 

ci  chodzi?  -  syknął.  -  Od  dziesiątej  klasy  pieprzysz  się  z  Nate'em  Archibaldem  i  jestem 

pewien, że robiłaś to ze wszystkimi chłopakami z tej szkoły z internatem. We Francji też się 

pewnie nieźle zabawiałaś. Co, może uważasz, że jesteś dla mnie za dobra? 

Serena  patrzyła  Chuckowi  prosto  w  oczy.  Po  raz  pierwszy  zobaczyła,  jaki  był 

naprawdę. Niełatwo go było lubić, ale nigdy przedtem go nie nienawidziła. 

background image

- Ale  nie  ma  sprawy,  i  tak  nie  chciałbym  tego  z  tobą  zrobić  -  rzekł  szyderczo.  - 

Słyszałem, że coś złapałaś. 

- Odczep  się  ode  mnie  -  syknęła  Serena,  kładąc  mu  dłonie  na  piersi,  żeby  go 

odepchnąć. Zatrzasnęła mu przed nosem drzwiczki i podała kierowcy adres. 

Taksówka  ruszyła.  Serena  objęła  się  ramionami,  patrząc  prosto  przez  zachlapaną 

deszczem  przednią  szybę.  Kiedy  taksówka  zatrzymała  się  na  światłach  na  skrzyżowaniu 

Broadway i Spring, otworzyła drzwi, wychyliła się na zewnątrz i zwymiotowała na jezdnię. 

To powinno ją nauczyć, żeby nie pić na pusty żołądek. 

Szalik  Chucka  zsunął  się  jej  z  szyi  i  zawisł  nad  kałużą  różowych  wymiocin.  Serena 

ściągnęła szalik, otarła nim usta i wepchnęła go do torebki. 

- Ohyda - powiedziała, zatrzaskując drzwiczki. 

- Chusteczkę,  proszę  pani?  -  zaoferował  kierowca,  podając  jej  pudełko  chusteczek 

higienicznych. 

Serena wyciągnęła jedną i otarła nią usta. 

- Dziękuję. 

A  potem  usiadła  wygodnie  na  siedzeniu  i  zamknęła  oczy.  dziękując  w  duchu,  jak 

zawsze, że istnieją uprzejmi nieznajomi. 

 

- A jakaś prezerwatywa  albo co? - mruknęła Blair, gapiąc się na erekcję Nate'a. Jego 

penis wyglądał, jakby zamierzał przejąć władzę nad światem. 

Udało  jej  się  doprowadzić  do  tego,  że  pozbył  się  ubrania  i  teraz  leżeli  nago  na  jej 

łóżku. Wygłupiali się przez jakąś godzinę. Z płyty leciała piosenka Jennifer Lopez Love Don't 

Cost a Thing i Blair robiła się coraz bardziej napalona. Sięgnęła po rękę Nate'a i zaczęła lizać 

jego  palce,  ssąc  zachłannie  koniuszek  każdego  z  nich.  Miała  przeczucie,  że  seks  będzie 

smakować nawet lepiej od jedzenia. 

Nate  przekręcił  się  na  plecy.  Był  tak  spięty  przed  spotkaniem  z  Blair,  że  nie  zjadł 

kolacji  i  teraz  czul  głód.  Może  kiedy  pójdzie  do  domu,  weźmie  burrito  z  tej  meksykańskiej 

knajpy  na  Lexington  Avenue.  Właśnie  na  coś  takiego  miał  ochotę  -  burrito  z  kurczakiem  i 

czarną fasolą z dodatkowym sosem guacamole. 

Blair wgryzła się w jego mały palec. 

- Auu  -  jęknął  Nate,  a  erekcję  szlag  trafił,  zupełnie  jakby  ktoś  przekłuł  jego  penisa 

szpilką. Usiadł i przeczesał rękami włosy. - Nie mogę tego zrobić - szepnął. 

- Co?  -  zdziwiła  się  Blair.  -  Co  jest  nie  tak?  -  Jej  serce  zamarło.  Tego  nie  było  w 

scenariuszu. Nate właśnie psuł idealny moment. 

background image

Ujął niezgrabnie jej dłoń i pierwszy raz tego wieczoru spojrzał jej w oczy. 

- Muszę  ci  coś  powiedzieć.  Nie  mogę  tego  zrobić,  dopóki  się  nie  dowiesz.  Czuję  się 

jak dupek. 

Blair  mogła  wywnioskować  po  spojrzeniu  Nate'a,  że  ten  moment  był  nie  tylko 

popsuty, ale bezpowrotnie pogrzebany. 

- Co takiego? - zapytała miękko. 

Nate  sięgnął  po  brzegi  narzuty  i  zarzucił  jeden  koniec  Blair  na  ramiona,  a  drugim 

okrył  się  w  pasie.  Nie  chciał  o  tym  rozmawiać,  kiedy  oboje  byli  kompletnie  nadzy.  Znowu 

wziął Blair za rękę. 

- Pamiętasz  to  lato  dwa  lata  temu,  kiedy  wyjechałaś  do  Szkocji  na  wesele  swojej 

ciotki? 

Blair skinęła głową. 

- Było  wtedy  upiornie  gorąco  -  mówił  dalej.  -  Byłem  W  mieście  z  ojcem  i  miałem 

trochę czasu, kiedy on miał jakieś spotkania. Nudziło mi się, więc zadzwoniłem do Ridgefield 

po Serenę i przyjechała. 

Zauważył,  że  Blair  zesztywniały  plecy,  kiedy  wspomniał  o  Serenie.  Zabrała  rękę  i 

objęła się ramionami, a jej oczy nagle zrobiły się nieufne. 

- Wypiliśmy  trochę  i  siedzieliśmy  w  ogrodzie.  Było  tak  gorąco,  że  Serena  zaczęła 

chlapać się wodą w fontannie, a potem ochlapała też i mnie. No i chyba trochę mnie poniosło. 

To  znaczy...  -  zaciął  się.  Pamiętał,  co  Cyrus  mu  powiedział:  że  dziewczyny  lubią 

niespodzianki. No cóż, Blair będzie bardzo zaskoczona, ale wątpił, by to się jej spodobało. 

- I co? - dopytywała się Blair. - Co się stało? 

- Zaczęliśmy  się  całować.  -  Nate  wziął  głęboki  oddech  i  zatrzymał  powietrze.  Nie 

mógł tego tak zostawić. Wypuścił powietrze. - A potem uprawialiśmy seks. 

Blair zrzuciła narzutę z ramion i wstała. 

- Wiedziałam!  -  krzyknęła.  -  A  kto  nie  uprawiał  seksu  z  Serena?  Co  za  wstrętna 

zdzira! 

- Przepraszam, Blair. Ale zupełnie tego nie planowałem, nic z tych rzeczy. To się po 

prostu  stało,  I  tylko  ten  jeden  raz,  przysięgam.  Po  prostu  nie  chciałem,  żebyś  myślała,  że  to 

mój pierwszy raz, kiedy tak nie jest. Musiałem ci powiedzieć. 

Blair poszła ciężkim krokiem do łazienki i zdjęła z wieszaka swój różowy, satynowy 

szlafrok. Włożyła go, ściskając się mocno paskiem. 

- Wynoś  się  stąd,  Nate  -  powiedziała,  a  po  policzkach  ciekły  jej  łzy  gniewu.  -  Nie 

mogę na ciebie patrzeć. Jesteś żałosny. 

background image

- Blair...  -  Przez  ułamek  sekundy  Nate  zastanawiał  się,  co  by  tu  powiedzieć  jej 

czarującego.  Zwykle  udawało  mu  się  coś  wymyślić,  ale  tym  razem  nic  mu  nie  przychodziło 

do głowy. 

Blair zatrzasnęła mu przed nosem drzwi od łazienki. 

Wstał  i  wciągnął  bokserki.  Kitty  Minky  wystawiła  głowę  spod  łóżka  i  patrzyła  na 

niego oskarżycielskim wzrokiem, a jej złote kocie oczy świeciły w ciemności niesamowitym 

blaskiem  Chwycił  swoje  dżinsy,  koszulę  i  buty,  i  ruszył  w  stronę  drzwi  wyjściowych.  Nie 

mógł się już doczekać burrito. 

 

Drzwi wyjściowe zamknęły się z głuchym trzaskiem, ale Blair pozostała w zamkniętej 

na  klucz  łazience;  stała  przed  lustrem,  wpatrując  się  z  wściekłością  w  swoje  zapłakane 

odbicie Szminka Sereny nadal leżała na umywalce, tam gdzie ją zostawiła. Blair podniosła ją 

drżącymi  palcami.  Gash,  tak  się  nazywała.  Ale  tandetna  nazwa.  Oczywiście  Serena  mogła 

malować się tandetną szminką, wkładać podziurawione rajstopy i brudne, stare buty, i nigdy 

nie  chodzić  do  fryzjera,  a  i  tak  była  jak  lep  na  chłopaków.  Blair  burknęła  z  powodu  ironii 

losu,  otworzyła  okno  łazienki,  cisnęła  szminkę  w  ciemność,  czekając,  aż  usłyszy,  jak 

roztrzaskuje się o chodnik. Ale niczego nie usłyszała. 

W  jej  głowie  kotłowały  się  myśli  o  nowym  filmie,  nad  którym  właśnie  pracowała. 

Filmie, w którym bajeczna Serena van der Woodsen zostanie przejechana przez autobus z jej 

własnym  głupim  zdjęciem  i  będzie  potwornie  okaleczona.  Jej  stara  przyjaciółka  Blair,  żona 

śmiertelnie zakochanego w niej Nate'a, znajdzie trochę czasu w swoim załatanym życiu, żeby 

karmić  zeszpeconą  Serenę  purée  z  gruszek  i  opowiedzieć  o  wszystkich  wspaniałych 

przyjęciach, na których byli z Nate'em. Serena będzie chrząkać i pierdzieć w odpowiedzi, ale 

wyrozumiałej  Blair  nie  będzie  to  przeszkadzało.  Przynajmniej  tyle  mogła  dla  niej  zrobić. 

Wszyscy będą o niej mówić „Święta Blair”, a ona zdobędzie nagrodę za swoje złote serce. 

background image

czy S i N na nowo si

ę

 spikn

ą

? 

Tuż  przed  północą  taksówka  zatrzymała  się  przy  numerze  994  na  Piątej  Alei.  Po 

drugiej  stronie  ulicy  schody  Metropolitan  Museum  of  Art  były  zupełnie  puste,  jarząc  się 

niesamowitą  bielą  w  świetle  ulicznych  latarni.  Serena  wysiadła  z  taksówki  i  pomachała  do 

Rolanda,  starego  portiera  z  nocnej  zmiany,  który  drzemał  w  holu.  Drzwi  do  budynku 

otworzyły się, ale nie dzięki Rolandowi. Otworzył je Nate. 

- Nate!  -  zapiszczała  Serena,  szczerze  zaskoczona.  -  Możesz  mi  pożyczyć  pięć 

dolców? Zabrakło mi gotówki. Zwykle pomaga mi portier, ale chyba śpi. 

Nate  wyciągnął  z  kieszeni  zwitek  banknotów  i  zapłacił  taksówkarzowi.  Przyłożył 

palec do ust i podkradł się do frontowych drzwi budynku. Potem załomotał głośno w szklane 

drzwi. 

- Halo! - wrzasnął. 

- Ale z ciebie złośliwiec! - roześmiała się. 

Roland  gwałtownie  się  obudził,  prawie  spadając  ze  swojego  krzesła.  Potem  otworzył 

im drzwi i wbiegli do środka, a następnie wjechali windą do apartamentu Sereny. 

Serena poprowadziła Nate'a do swojego pokoju i usiadła ciężko na łóżku. 

- Dostałeś moją wiadomość? - zapytała z ziewnięciem, ściągając buty. - Myślałam, że 

wyjdziesz się zabawić dziś wieczorem. 

- Nie  mogłem.  -  Uniósł  małą,  szklaną  balerinę  z  wieczka  mahoniowej  szkatułki  na 

biżuterię.  Miała  takie  maciupkie  palce  u  nóg,  jak  końcówka  szpilki.  Zupełnie  o  niej 

zapomniał. 

- Cóż,  i  tak  nie  było  warto  -  westchnęła  Serena.  Położyła  się  na  łóżku.  -  Jestem  taka 

zmęczona. Poklepała łóżko obok siebie i przesunęła się, żeby zrobić Nate'owi miejsce. - Może 

położysz się obok i opowiesz mi bajkę na dobranoc? 

Nate  odstawił  balerinę  i  przełknął  ślinę,  Oddychanie  zapachem  pokoju  Sereny  w  jej 

obecności  sprawiało,  że  bolało  go  serce.  Położył  się  obok  niej,  ich  ciała  się  zetknęły.  Objął 

Serenę ramieniem i pocałował w policzek, przytulając się do niej. 

- Byłem u Blair - powiedział. 

Ale Serena nie odpowiedziała. Jej oddech był równomierny. Może już zasnęła. 

background image

Leżał  nieruchomo  z  otwartymi  szeroko  oczami,  a  w  głowie  mu  się  kotłowało. 

Zastanawiał  się,  czy  on  i  Blair  oficjalnie  ze  sobą  zerwali.  Zastanawiał  się  też,  jak  by 

zareagowała Serena, gdyby teraz ją pocałował głęboko w usta i powiedział, że ją kocha. Był 

również ciekaw, czy gdyby po prostu poszedł na całość kochał się z Blair, to wszystko byłoby 

w porządku. 

Rozglądał  się  po  pokoju,  przyglądając  się  znajomym  przedmiotem,  które  widział, 

dorastając,  i  o  których  zapomniał.  Pluszowy  miś  w  kilcie  siedział  na  małej  toaletce.  Wielka 

mahoniowa  komoda  z  otwartymi  do  połowy  szufladami,  z  których  wypadały  ubrania.  Mała 

brązowa  dziurka,  którą  wypalił  w  białym  baldachimie  nad  łóżkiem.  Był  wtedy  w  dziewiątej 

klasie. 

Na podłodze obok drzwi leżała czerwona aksamitna torebka Sereny, z której wysypała 

się  zawartość.  Niebieska  paczka  gauloise'ów.  Banknot  dwudziestodolarowy.  Karta  Amex.  I 

granatowy szalik z wyszytymi zlotem literami C. B. 

Nate  zastanawiał  się,  czemu  prosiła  go  o  pieniądze,  skoro  miała  przy  sobie 

dwadzieścia dolców? I co, u diabła, robił u niej szalik Chucka Bassa? 

Przekręcił  się  na  bok  i  Serena  cicho  jęknęła,  kiedy  jej  głowa  opadła  na  poduszkę. 

Przyglądał  się  jej  krytycznie.  Była  tak  piękna,  seksowna,  ufna  i  tak  pełna  niespodzianek. 

Trudno było uwierzyć, że istnieje naprawdę. 

Serena objęła ramionami szyję Nate'a, próbując przyciągnąć go do siebie. 

- Nate - zamruczała, nie otwierając oczu. - Śpij ze mną. 

Zesztywniał. Nie wiedział, czy Serena chce po prostu, żeby z nią spał, czy chodzi jej o 

seks, ale i tak był podniecony. Każdy chłopak na jego miejscu czułby to samo i właśnie to go 

zgasiła. 

Serena  zaproponowała  to  jakoś  tak  niedbale.  I  nagle  Nate  przestał  mieć  problemy  z 

wyobrażeniem  sobie,  jak  Serena  robi  te  wszystkie  rzeczy,  o  których  słyszał.  Jeśli  chodzi  o 

Serenę, wszystko było możliwe. 

Jego  wzrok  przykuł  błysk  srebra.  Było  to  maleńkie  srebrne  pudełeczko,  które  Serena 

trzymała na stoliku przy łóżku, pełno jej mleczaków. Za każdym razem, kiedy tu przychodził, 

Nate  miał  w  zwyczaju  otwierać  wyściełane  aksamitem  pudełeczko,  żeby  zobaczyć,  czy 

wszystkie zęby nadal są na swoim miejscu. Ale nie tym razem. Wszystko wskazywało na to, 

że Serena nie była już tą samą małą dziewczynką, która zgubiła te zęby. 

Odsunął się od niej i wstał. Złapał szalik Chucka i cisnął nim na łóżko, nie zauważając 

na nim wymiocin. A potem, nawet nie spojrzawszy na Serenę, wyszedł, trzaskając drzwiami. 

Tchórz. 

background image

Słysząc  trzask  zamykanych  drzwi,  Serena  otworzyła  oczy  i  poczuła,  że  zaraz 

zwymiotuje. Krztusząc się, odrzuciła nakrycie i pobiegła do łazienki. Trzymając się kurczowo 

brzegu umywalki, próbowała doprowadzić się do wymiotów, aż bolało ją w środku z wysiłku. 

Bez powodzenia. Odkręciła gorącą wodę, ściągnęła przez głowę lepką sukienkę od Pucciego i 

rzuciła ją na podłogę. Musiała wziąć gorący prysznic i zrobić peeling. 

Jutro będzie jak nowo narodzona. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

SPRAWA Z DZIEWIC

Ą

 

 

Mo

ż

ecie uwierzy

ć

 w to, co zrobił N? Byt tak blisko skosztowania ciasteczka B, je

ś

li wiecie, co mam na 

my

ś

li. Pewnie powinni

ś

my podziwia

ć

 jego samokontrol

ę

, jego zdolno

ść

 trzymania starego hot doga na 

smyczy. Ale zało

żę

 si

ę

ż

B naprawd

ę

 nie miałaby nic przeciwko, gdyby N po prostu trzymał buzi

ę

 na 

kłódk

ę

 i zabrał si

ę

 do rzeczy, zamiast snu

ć

 moralne wywody i mówi

ć

 jej, co robił z S

No i z kim teraz B straci cnot

ę

Myliłam si

ę

 co do chłopaków. Zawsze my

ś

lałam, 

ż

e zrobi

ą

 wszystko, byle tylko zaliczy

ć

 dziewic

ę

. To 

znaczy,  my

ś

lałam, 

ż

e  N  kr

ę

ci  my

ś

l, 

ż

e  B  nigdy  tego  nie  robiła.  Ale  zdaje  si

ę

ż

e  on  miał  to  zupełnie 

gdzie

ś

. Wyszło na to, 

ż

e seks z B zupełnie go przerasta, o ile nie przypali si

ę

 najpierw du

ż

ego skr

ę

ta i 

nie osuszy pół butelki danielsa. Ale rozczarowanie. 

Ale nie 

ż

eby zaraz zabrał si

ę

 do S, a wszyscy wiemy, 

ż

e ona nie jest dziewic

ą

Mo

ż

N ma po prostu rygorystyczne zasady moralne. 

Hm, teraz lubi

ę

 go jeszcze bardziej. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Cze

ść

 plotkara, 

widziałem, jak S idzie na gór

ę

 z jakim

ś

 go

ś

ciem w Tribeca Star, była pijana, miałem ochot

ę

 

zapuka

ć

  do  drzwi, 

ż

eby  zobaczy

ć

,  czy  kr

ę

ci  si

ę

  tam  jaka

ś

  impreza,  ale  stchórzyłem, 

chciałem ci

ę

 tylko o co

ś

 zapyta

ć

, my

ś

lisz, 

ż

e zrobiłaby to ze mn

ą

? wygl

ą

da mi na łatw

ą

Coop 

 

O:

 Cze

ść

 Coop, 

Je

ś

li  jeste

ś

  jednym  z  tych  facetów,  którzy  musz

ą

  pyta

ć

  o  takie  rzeczy,  to  pewnie  nie,  S 

mo

ż

e i jest dziwk

ą

, ale ma doskonały gust. 

background image

 

Na celowniku 

 

Tylko jedno: N był  w  tej knajpce na  Lexington,  gdzie  daj

ą

 burrito  i gaw

ę

dził  z milutk

ą

 dziewczyn

ą

  za 

kontuarem. Data mu gratis dodatkowy sos guacamole. Tak, zało

żę

 si

ę

ż

e tak było. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

zakupowe szale

ń

stwo 

- Dan - szepnęła Jenny, szturchając brata. - Obudź się. 

Dan zasłonił oczy ręką i wierzgnął pod kołdrą. 

- Daj mi spokój. Jest sobota - wymamrotał. 

- Proszę cię, wstawaj - jęknęła Jenny. Usiadła na łóżku i poszturchiwała go dotąd, aż 

zdjął rękę z oczu i spojrzał na nią z wściekłością. 

- O co ci chodzi? Odczep się. 

- Nie. Musimy iść na zakupy. 

- Jasne - odparł Dan, odwracając się twarzą do ściany. 

- Proszę cię, Dan. Potrzebuję sukienki na to przyjęcie w piątek, a ty musisz mi pomóc. 

Tata  dał  mi  swoją  kartę  kredytową.  Powiedział,  że  mógłbyś  sobie  kupić  smoking  - 

zachichotała  Jenny.  -  Skoro  zamieniamy  się  w  zepsute  dzieciaki,  będziemy  potrzebować 

smokingów, sukienek i całego tego chłamu. 

Dan przekręcił się na brzuch. 

- Nie idę na to przyjęcie - powiedział. 

- Nie  truj.  Oczywiście,  że  idziesz.  Pójdziesz,  spotkasz  Serenę,  zatańczysz  z  nią. 

Przedstawię cię jej. Jest naprawdę niesamowita - trajkotała radośnie Jenny. 

- Nie - upierał się Dan. 

- No to możesz przynajmniej pomóc mi wybrać sukienkę - wydęła wargi Jenny. - Bo 

ja idę. I chcę dobrze wyglądać. 

- A tata nie może ci pomóc? - zapytał Dan. 

- Tak,  jasne.  Powiedziałam  chyba,  że  chcę  dobrze  wyglądać  -  zaśmiała  się  złośliwie 

Jenny. - Wiesz, co tata powiedział? Powiedział, żebym poszła do Searsa,  bo to proletariacki 

dom  handlowy.  Cokolwiek  to  znaczy.  Nawet  nie  wiem,  gdzie  to  jest  i  czy  w  ogóle  jeszcze 

istnieje. W każdym razie chcę iść do Barneys. Nie mogę uwierzyć, że nigdy tam nie byłam. 

Założę  się,  że  taka  Blair  Waldorf  czy  Serena  van  der  Woodsen  ciągle  tam  chodzą,  może 

nawet codziennie. 

Dan  usiadł  na  łóżku  i  głośno  ziewnął.  Jenny  była  już  ubrana  gotowa  do  wyjścia. 

Związała swoje kręcone włosy w koński ogon, miała już nawet na sobie kurtkę i buty. Widać 

background image

było, że jest bardzo podniecona i wyglądała tak słodko, że trudno było mu odmówić. 

- Jesteś jak wrzód na tyłku - powiedział, wstając i idąc ciężkim krokiem do łazienki. 

- Wiem, że mnie kochasz! - krzyknęła za nim Jenny. 

 

Jeśli  chodzi  o  Dana,  to  dla  niego  w  Barneys  roiło  się  od  dupków,  począwszy  od 

gościa,  który  otworzył  przed  nimi  drzwi,  uśmiechając  się  tak  szeroko,  jak  to  tylko  możliwe. 

Ale Jenny promieniała zachwytem, i choć nigdy wcześniej tam nie była, wydawało się, że wie 

wszystko  o  tym  miejscu.  Wiedziała,  żeby  nie  zawracać  sobie  głowy  niższymi  piętrami, 

pełnymi  ciuchów  od  znanych  projektantów,  na  które  nigdy  nie  mogłaby  sobie  pozwolić,  i 

ruszyła prosto na samą górę. A kiedy drzwi windy otworzyły się, poczuła się, jakby umarła i 

poszła  do  nieba.  Na  wieszakach  wisiało  tyle  pięknych  sukienek,  że  od  samego  patrzenia 

zaczęła się ślinić. Chciała przymierzyć je wszystkie, ale oczywiście nie było to możliwe. 

Kiedy  nosisz  rozmiar  D,  masz  raczej  ograniczony  wybór,  I  z  całą  pewnością 

potrzebujesz pomocy. 

- Dan, pójdziesz do tamtej babki i poprosisz ją, żeby znalazła to w moim rozmiarze - 

szepnęła  Jenny,  wskazując  palcem  fioletową,  aksamitną,  obcisłą  sukienkę  na  ramiączka  z 

głębokim dekoltem. Wyciągnęła metkę. Sześć stów. 

- Jezu Chryste! - powiedział Dan, patrząc jej przez ramię na cenę. - Nie ma mowy. 

- Chcę ją tylko przymierzyć - upierała się Jenny. - Nie kupię jej. - Przyłożyła do siebie 

sukienkę.  Góra  ledwie  by  przykryła  jej  sutki.  Jenny  westchnęła  i  odwiesiła  sukienkę.  - 

Możesz zapytać tamtą babkę, czy mi pomoże? - powtórzyła. 

- Dlaczego sama nie zapytasz? - Dan wepchnął dłonie w kieszenie swoich sztruksów i 

oparł się o drewniany wieszak na kapelusze. 

- Proszę - powiedziała Jenny. 

- No dobra. 

Dan  podszedł  do  wymizerowanej  kobiety  z  matowymi  jasnymi  włosami.  Wyglądała, 

jakby  całe  życie  pracowała  w  domu  handlowym,  raz  do  roku  biorąc  urlop,  kiedy  to 

wyjeżdżała  do  Atlancic  City  w  New  Jersey.  Dan  wyobrażał  ją  sobie,  jak  siedzi  na 

nadmorskiej promenadzie, paląc jednego papierosa Virginia Slims za drugim i zamartwia się, 

jak radzą sobie bez niej dziewczyny ze sklepu. 

- W czym mogę ci pomóc, młody człowieku? - zapytała go. Na jej plakietce widniało 

imię 

MAUREEN

Dan uśmiechnął się. 

- Dzień dobry. Czy mogłaby pani pomóc mojej siostrze znaleźć jakąś ładną sukienkę? 

background image

Jest  tam.  -  Wskazał  na  Jenny,  która  właśnie  przyglądała  się  metce  z  ceną  na  czerwonej 

jedwabnej  sukience  z  marszczonymi  rękawami.  Jenny  zdjęła  kurtkę  i  miała  na  sobie  tylko 

biały T - shirt. Dan nie mógł zaprzeczyć. Miała naprawdę wielkie cycki. 

- Tak, oczywiście - powiedziała Maureen, ruszając w stronę Jenny. 

Dan  został  tam,  gdzie  stał.  Rozglądał  się  wokół,  czując  się  zupełnie  nie  na  miejscu. 

Gdzieś z tyłu dobiegł znajomy głos. 

- Wyglądam jak zakonnica, mamo. Naprawdę. Ta sukienka jest zupełnie do bani. 

- Daj  spokój,  Sereno  -  odparł  drugi  głos.  -  Uważam,  że  jest  urocza.  A  jak  trochę 

rozepniesz kołnierzyk? O, widzisz? Bardzo w stylu Jackie O. 

Dan  obrócił  się  na  pięcie.  Wysoka  kobieta  w  średnim  wieku  karnacji  Sereny  stała  w 

połowie  schowana  za  zasłoną  przymierzalni.  Przez  uchyloną  zasłonę  Dan  widział  włosy 

Sereny,  jej  obojczyk,  gołe  stopy  z  pomalowanymi  na  ciemnoczerwono  paznokciami.  Z 

palącymi policzkami pognał do windy. 

- Hej,  Dan,  gdzie  lecisz?  -  zawołała  za  nim  Jenny.  W  ramionach  trzymała  wysoką 

stertę sukienek, a Maureen przetrząsała sprawnie wieszaki, udzielając jej przy okazji dobrych 

rad  na  temat  podtrzymujących  staników  i  najnowszej  bielizny  korekcyjnej.  Jenny  nigdy  nie 

była szczęśliwsza. 

- Idę  do  działu  dla  facetów  -  wymamrotał  Dan,  zerkając  nerwowo  w  stronę,  gdzie 

zobaczył Serenę. 

- Okay - powiedziała wesoło Jenny. - Spotkamy się tam za czterdzieści pięć minut. A 

jak będę potrzebowała twojej pomocy, zadzwonię na komórkę. 

Dan kiwnął głową i wskoczył do windy, kiedy tylko się otworzyła. Na dole, w dziale 

dla  mężczyzn,  podszedł  powoli  do  kontuaru  i  spryskał  sobie  ręce  wodą  kolońską  Gucci, 

marszcząc  nos,  kiedy  dotarł  do  niego  ten  mocny,  męski  zapach.  Rozejrzał  się  po  tym 

przytłaczającym,  urządzonym  w  drewnie  pomieszczeniu  w  poszukiwaniu  łazienki,  gdzie 

mógłby  zmyć  z  siebie  ten  zapach.  Ale  zobaczył  tylko  manekina  w  wieczorowym  stroju,  a 

obok  niego  wieszak  ze  smokingami.  Dotykał  eleganckich  marynarek,  przyglądając  się 

metkom. Hugo Boss, Calvin Klein, DKNY, Armani. 

Wyobraził  sobie,  jak  wysiada  z  limuzyny  w  smokingu  od  Armaniego,  z  Sereną  u 

boku.  Idą  wolno  po  czerwonym  dywanie  na  przyjęcie,  wokół  dudni  muzyka,  a  ludzie 

odwracają się i wzdychają ściszonymi  głosami. Serena przyciska swoje idealne usta do jego 

ucha i szepcze: „Kocham cię”. Wtedy Dan by się zatrzymał, pocałował ją, porwał w ramiona i 

zaniósł z powrotem do limuzyny. Chrzanić przyjęcie. Mieli lepsze rzeczy do roboty. 

- Mogę panu w czymś pomóc? - zapytał sprzedawca. 

background image

Dan gwałtownie się odwrócił. 

- Nie.  Ja...  -  wahał  się,  spoglądając  na  zegarek.  Jenny  pewnie  będzie  siedziała  w 

nieskończoność  na  górze,  więc  czemu  nie?  Miał  mnóstwo  czasu.  Wziął  smoking  od 

Armaniego  i  podał  sprzedawcy.  -  Chciałbym  to  przymierzyć.  Poproszę  mój  rozmiar  - 

powiedział. 

Chyba woda kolońska uderzyła mu do głowy. 

 

Jenny  i  Maureen  gruntownie  przetrząsnęły  wieszaki  i  przymierzalnia  zapełniła  się 

dziesiątkami  sukienek  w  różnych  rozmiarach.  Problem  Jenny  polegał  na  tym,  że  nosiła 

dwójkę ale jej biust był co najmniej w rozmiarze ósmym. Maureen uznała, że trzeba znaleźć 

jakiś  kompromis  i  spróbować  szóstkę,  popuszczając  trochę  w  biuście  i  zwężając  wszędzie 

indziej. 

Kilka pierwszych sukienek to była prawdziwa katastrofa. Jenny prawie zepsuła zamek 

jednej  z  nich,  próbując  dopiąć  się  na  biuście.  Druga  nawet  nie  przeszła  jej  przez  cycki. 

Trzecia była kompletnie nieprzyzwoita. Czwarta była nawet dobra, no powiedzmy, pomijając 

fakt, że była żarówiastopomarańczowa, a przez środek biegła bezsensowna zmarszczka, jakby 

ktoś przeciął sukienkę nożem. Jenny wystawiła głowę zza zasłony, żeby poszukać Maureen. Z 

przymierzalni obok wyszły w tym momencie Serena z matką, kierując się do kasy. 

- Serena!  -  krzyknęła  Jenny  bez  zastanowienia.  Serena  odwróciła  się  i  Jenny  spaliła 

cegłę.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  odezwała  się  do  Sereny  van  der  Woodsen,  mając  na  sobie 

jaskrawopomarańczową sukienkę z głupim marszczeniem. 

- Cześć, Jenny - powiedziała Serena, uśmiechając się do niej słodko z góry. Podeszła i 

pocałowała Jenny w oba policzki. 

Jenny  wstrzymała  oddech  i  przytrzymała  się  zasłony,  żeby  odzyskać  spokój.  Serena 

van der Woodsen właśnie ją pocałowała. 

Wow! Nieziemska sukienka - powiedziała Serena. Nachyliła się, żeby szepnąć Jenny 

do  ucha.  -  Masz  szczęście,  że  nie  Jesteś  na  zakupach  z  matką.  Musiałam  kupić  najbrzydszą 

sukienkę  w  całym  sklepie.  -  Serena  uniosła  swoją  sukienkę.  Była  długa,  czarna  i  absolutnie 

cudowna. 

Jenny  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Żałowała,  że  nie  jest  jedną  z  tych  dziewczyn, 

które  mogą  narzekać  na  zakupy  w  towarzystwie  matki.  Żałowała,  że  nie  jest  jedną  z  tych 

dziewczyn, które mogą wybrzydzać na piękną sukienkę. Cóż, po prostu nie była jedną z nich. 

- Wszystko  w  porządku,  kochanie?  -  zapytała  Maureen,  podchodząc  do  Jenny  ze 

stanikiem bez ramiączek, by przymierzyła go ze swoimi sukienkami. 

background image

Jenny wzięła stanik i spojrzała z rozpalonymi policzkami na Serenę. 

- No to ja mierzę dalej. Do zobaczenia w poniedziałek, Sereno. 

Pozwoliła zasłonie opaść, ale Maureen lekko ją uchyliła. 

- Ta  wygląda  nieźle  -  powiedziała,  kiwając  z  aprobatą  głową  na  pomarańczową 

sukienkę. - Pasuje do ciebie. 

Jenny skrzywiła się. 

- A nie ma takich czarnych? - zapytała. 

- Jesteś za młoda na czerń - powiedziała Maureen, marszcząc brwi. 

Jenny również się zmarszczyła i podała Maureen stos odrzuconych sukienek, po czym 

stanowczo zaciągnęła zasłonę. 

- Dzięki za pomoc! - wykrzyknęła. 

Ściągnęła  pomarańczową  sukienkę  przez  głowę,  zdarła  stanik  i  sięgnęła  po  czarną 

sukienkę  z  satyny  łączonej  ze  stretchem,  którą  sama  wybrała.  Wciągnęła  ją  przez  głowę  na 

nagie  piersi,  czując,  jak  opina  jej  ciało.  Kiedy  uniosła  wzrok,  w  przymierzani  nie  było  już 

małej Jenny Humphrey. Zamiast niej była niebezpieczna, wyuzdana bogini seksu. 

Do  tego  wysokie  obcasy,  stringi  i  szminka  Vamp  Chanel  I  wszystko  zacznie  się 

kręcić. Żadna dziewczyna nie jest za młoda na czerń. 

background image

niedzielne 

ś

niadanie 

Późnym  niedzielnym  rankiem  na  schodach  Metropolitan  Museum  of  Art  kłębiło  się 

mnóstwo  ludzi.  Głównie  turyści,  ale  też  miejscowi,  którzy  wpadli  na  moment,  żeby  móc 

potem chwalić się znajomym i wyjść na miłośników kultury. 

W środku, w egipskim skrzydle, podawano śniadanie dla członków zarządu muzeum i 

ich  rodzin.  Skrzydło  egipskie  było  fantastycznym  miejscem  na  nocne  przyjęcia  -  tchnące 

egzotyką  i  połyskujące  złotem,  kiedy  światło  księżyca  wpadało  przez  nowoczesne  szklane 

ściany.  Ale  zupełnie  nie  nadawało  się  na  śniadanie.  Wędzony  łosoś,  jajka  i  zmumifikowane 

szczątki egipskich faraonów jakoś do siebie nie pasowały. Poza tym poranne słońce tak ostro 

świeciło, że nawet leciutki kac stawał się dziesięć razy gorszy. 

A  poza  tym  kto  wymyślił  takie  proszone  śniadania?  Niedzielne  poranki  powinno  się 

spędzać w łóżku - to jedyne sensowne 

Pomieszczenie było zapełnione ogromnymi, okrągłymi stołami, przy których siedzieli 

wypoczęci  mieszkańcy  Upper  East  Side,  Eleanor  Waldorf,  Cyrus  Rose,  van  der 

Woodsenowie, Bassowie, Archibaldowie, plus ich dzieci - wszyscy zgromadzeni przy jednym 

stole.  Blair  siedziała  pomiędzy  Cyrusem  i  matką;  widać  było,  że  jest  nie  w  humorze.  Nate, 

który od piątku przypalał, pił i ogólnie miał ciężkie przeżycia, był pomięty i otępiały, jakby 

dopiero  się  obudził.  Serena  była  ubrana  w  jedną  z  kreacji,  którą  kupiła  poprzedniego  dnia  z 

matką, poza tym miała nową fryzurę i miękkie kosmyki okalały jej twarz. Wyglądała jeszcze 

piękniej  niż  zwykle,  ale  była  nerwowa  i  rozdygotana,  bo  wypiła  już  sześć  filiżanek  kawy. 

Jedynie Chuck wydawał się rozluźniony i popijał sobie Krwawą Mary. 

Cyrus  Rose  przekroił  na  pół  omlet  z  łososiem  i  porami  i  położył  na  kawałku 

pumpernikla. 

- Strasznie  chciało  mi  się  jajek  -  powiedział,  wgryzając  się  łapczywie  w  omlet.  - 

Wiecie, jak to jest, kiedy wasz organizm mówi, że czegoś mu brakuje? - powiedział ogólnie, 

w zasadzie do nikogo konkretnego. - Mój krzyczał: „Jajek, jajek, jajek!” 

A mój krzyczy: „Zamknij się, do cholery”, pomyślała Blair. 

Podsunęła mu swój talerz. 

- Proszę, możesz zjeść. Nie cierpię jajek. 

background image

Cyrus odsunął talerz z powrotem do Blair. 

- Nie, ty jeszcze rośniesz. Potrzebujesz tego bardziej niż ja. 

- Racja, Blair - zgodziła się jej matka. - Zjedz swój omlet. To dla twojego dobra. 

- Słyszałam, że dzięki jajkom włosy nabierają połysku dodała Misty Bass. 

Blair potrząsnęła głową. 

- Nie jadani nienarodzonych kurczaków - powiedziała z uporem. - Od jajek zbiera mi 

się na wymioty. 

Chuck sięgnął przez stół po jej talerz. 

- Ja zjem, jeśli nie chcesz. 

- Chuck, zachowuj się - zagdakała pani Bass. 

- Powiedziała, że ich nie chce - odparł Chuck. - Prawda, Blair? 

Blair  podała  mu  swój  talerz,  starając  się  nie  patrzeć  na  Serenę  i  Nate'a,  pomiędzy 

którymi siedział Chuck. 

Serena była zajęta krojeniem omleta na malutkie kwadraciki, jak ze scrabble. Zaczęła 

budować z nich wysoką wieżę. 

Nate  przyglądał  się  jej  kątem  oka.  Obserwował  również  ręce  Chucka.  Za  każdym 

razem, kiedy znikały pod obrusem, Nate wyobrażał sobie, że błądzą po nogach Sereny. 

- Widzieliście  dodatek  towarzyski  w  dzisiejszym  „Timesie”?  -  zapytał  Cyrus, 

rozglądając się po zebranych przy stole. 

Serena  gwałtownie  uniosła  głowę.  Jej  zdjęcie  z  braćmi  Remi.  Zupełnie  o  tym 

zapomniała. 

Zacisnęła  usta,  czekając  na  przesłuchanie  ze  strony  rodziców  i  znajomych.  Ale  nic 

takiego się nie stało. To była część ich towarzyskiego kodeksu - nigdy nie roztrząsać rzeczy, 

które są dla nich krępujące. 

- Nate,  skarbie,  podasz  mi  śmietankę?  -  zapytała  matka  Blair,  uśmiechając  się  do 

Sereny. 

I tyle. 

Matka Nate'a odchrząknęła. 

- Jak  tam  przygotowania  do  przyjęcia  „Buziak  w  usteczka”,  Blair?  Jesteście  już 

gotowe, dziewczyny? - zapytała, pociągając swojego drinka. 

- Tak, już wszystko przygotowane - odparła uprzejmie Blair - Wreszcie rozwiązał się 

ten problem z zaproszeniami, a Kate Spade prześle torby z prezentami w czwartek po szkole. 

- Pamiętam dobrze te wszystkie bale, które kiedyś organizowałam - powiedziała pani 

van der Woodsen z rozmarzonym wyrazem twarzy - Zawsze najbardziej martwiło nas to, czy 

background image

pojawią się chłopcy. - Uśmiechnęła się do Chucka i Nate'a. - Ale nie musimy się o to martwić 

z wami dwoma, co? 

- Ja zawsze - powiedział Chuck znad omleta Blair. 

- Ja też będę. - Nate spojrzał na Blair, która teraz się w niego wpatrywała. 

Miał na sobie ten sam zielony kaszmirowy sweter, który dała mu w Sun Valley. Ten z 

zaszytym w rękawie złotym sercem. 

- Przepraszam - powiedziała Blair, a potem nagle się pod niosła i odeszła od stołu. 

 

Nate ruszył za nią. 

- Blair! - zawołał, przemykając obok kolejnych stołów i zupełnie nie zwracając uwagi 

na swojego kumpla Jerry'ego, który machał do niego z drugiego końca sali. - Zaczekaj! 

Blair nie odwróciła się, tylko zaczęła iść jeszcze szybciej, stukając obcasami po białej 

marmurowej podłodze. 

Kiedy znaleźli się w połowie drogi do toalet, Nate zawołał. 

- Zaczekaj, Blair! Przykro mi. Możemy porozmawiać? Proszę. 

Blair odwróciła się dopiero przy drzwiach damskiej toalety, popychając je siedzeniem. 

- Zostaw mnie w spokoju, okay? - powiedziała ostro i weszła do środka. 

Nate stał przez chwilę pod drzwiami z rękami w kieszeniach i rozmyślał. Rano, kiedy 

wkładał zielony sweter od Blair, znalazł w rękawie małe złote serduszko. Nigdy wcześniej go 

nie  zauważył,  ale  było  oczywiste,  że  to  Blair  je  tam  zaszyła.  Po  raz  pierwszy  zdał  sobie 

sprawę, że kiedy Blair mówiła, że go kocha, naprawdę tak myślała. 

Było  to  coś  poważnego.  I  schlebiało  mu.  Na  nowo  jej  zapragnął.  Nie  każda 

dziewczyna zaszyłaby ci w rękawie złote serce. 

Miał rację. 

Serenie  potwornie  chciało  się  sikać,  ale  nie  miała  odwagi  pójść  do  łazienki  w  tym 

samym  czasie  co  Blair.  Jednak  kiedy  minęło  pięć  minut,  a  Blair  i  Nate'a  ciągle  nie  było, 

Serena nie mogła już dłużej wytrzymać. Podniosła się i ruszyła do damskiej toalety. 

Znajome  twarze  spoglądały  na  Serenę,  kiedy  przechodziła  obok  kolejnych  stolików. 

Kelnerka  zaproponowała  jej  kieliszek  szampana,  ale  Serena  pokręciła  przecząco  głową  i 

poszła  pospiesznie  marmurowym  korytarzem  w  stronę  łazienek.  Tuż  za  nią  rozległy  się 

szybkie, ciężkie kroki i Serena odwróciła się. To był Cyrus Rose. 

- Powiedz Blair, żeby się pospieszyła, jeśli ma ochotę na deser, dobrze? 

Serena  kiwnęła  głową  i  pchnęła  drzwi  damskiej  toalety.  Blair  myła  ręce.  Uniosła 

wzrok, patrząc na odbicie Sereny w lustrze nad umywalką. 

background image

- Cyrus kazał ci się pospieszyć, jeśli chcesz deser - powiedziała szorstko Serena, idąc 

do  kabiny  i  zamykając  z  hałasem  drzwi.  Ściągnęła  majtki  i  próbowała  się  wysikać,  ale  nie 

mogła, nie w obecności Blair. 

Serena  nie  mogła  w  to  uwierzyć.  Ile  razy  w  przeszłości  chodziły  razem  z  Blair  do 

toalety,  rozmawiając  i  śmiejąc  się  w  trakcie  sikania?  Zbyt  wiele,  by  można  było  zliczyć.  A 

teraz czuła się tak spięta w obecności Blair, że po prostu nie była w stanie nic zrobić. Oszaleć 

można. 

Potem nastała chwila niezręcznej ciszy. Coś okropnego, prawda? 

- Okay - usłyszała Serena, a potem Blair wyszła z toalety. 

Kiedy drzwi się zamknęły, Serena rozluźniła się i zaczęła sikać. 

 

Cyrus zastał Nate'a w męskiej toalecie. 

- Pokłóciliście się z Blair? - zapytał. Rozpiął rozporek i stanął przy pisuarze. 

Szczęściarz z tego Nate'a. 

Nate wzruszył ramionami, myjąc ręce. 

- Tak jakby - odparł. 

- Pozwól, że zgadnę. Poszło o seks, zgadza się? 

Nate spalił cegłę i wyciągnął papierowy ręcznik z dozownika. 

- Hm, można tak powiedzieć... - Naprawdę nie miał ochoty o tym gadać. 

Cyrus spuścił wodę w pisuarze i przyłączył się do Nate'a przy umywalkach. Umył ręce 

i  zaczął  gmerać  przy  swoim  jaskraworóżowym  krawacie  ze  wzorkiem  w  żółte  lwie  głowy, 

Bardzo w stylu Versace. 

Czytaj: tandeta. 

- Tak naprawdę pary kłócą się tylko o seks i pieniądze - zauważył Cyrus. 

Nate stał na swoim miejscu z rękami w kieszeniach. 

- Spokojnie, miody. Nie zamierzam robić ci wykładu ani nic takiego. Rozmawiamy o 

mojej przyszłej pasierbicy. I na pewno nie będę ci udzielał rad, jak dostać się do jej majtek. 

Cyrus  zachichotał  pod  nosem  i  wyszedł  z  łazienki,  zostawiając  Nate'a  z  otwartymi 

szeroko oczami. Zastanawiał się, czy Blair wie, że Cyrus zamierza poślubić jej matkę. 

Odkręcił kurek i ochlapał twarz zimną wodą. Przyjrzał się sobie w lustrze. Wczoraj do 

późna był z chłopakami - oglądali po pijaku Tomb Raider. Cała zabawa polegała na tym, że 

za każdym razem, kiedy zobaczyli sutki Angeliny Jolie, musieli się napić. Starał się utopić w 

alkoholu  myśli  na  temat  Blair  i  Sereny,  i  teraz  za  to  płacił.  Był  blady,  miał  zapadnięte 

policzki, a pod oczami sińce. Wyglądał jak śmieć. 

background image

Kiedy tylko skończy się to cholerne śniadanie, pójdzie do parku zajarać na słoneczku. 

Najlepsza odtrutka. Ale najpierw musiał trochę poflirtować z Blair. Sprawić, żeby znowu go 

chciała. Do dzieła, stary. 

Po  wyjściu  z  toalety  Blair  nie  wróciła  do  swojego  stolika,  tylko  krążyła  po  sali, 

rozglądając się za Kati i Isabel. 

- Blair!  Tutaj!  -  zawołała  Kati,  poklepując  puste  krzesło  obok  swojego.  Ich  rodzice  i 

znajomi rozeszli się po sali, udzielając się towarzysko, wiec dziewczyny miały stół tylko dla 

siebie. 

- Masz  -  powiedziała  Isabel,  podając  Blair  kieliszek  szampana  z  sokiem 

pomarańczowym. 

- Dzięki - powiedziała Blair, upijając łyczek. 

- Przed  chwilą  był  tu  Jeremy  Scott  Tomkinson  i  próbował  nas  wyciągnąć  do  parku  - 

powiedziała Kati i zachichotała. - Wiesz, jest całkiem milutki, na swój sposób. 

Co za określenie! 

Isabel odwróciła się do Blair, powracając oczami. 

- Co za nuda, prawda? A jak przy twoim stole? 

- Nawet nie pytaj - powiedziała Blair. - Zgadnijcie, z kim siedzę. 

Obie dziewczyny zachichotały; nie musiały zgadywać. 

- Widziałaś już ją na billboardzie? - zapytała Isabel. 

Blair pokiwała głową i wzniosła oczy ku górze. 

- A w ogóle to co to jest? - zapytała Kati. - Jej pępek? 

Blair nadał nie była pewna. 

- Kogo to obchodzi? 

- Zupełnie nie ma wstydu - stwierdziła Isabel, - W zasadzie to mi jej żal. 

- Mnie też - przyznała Kati. 

- Niech wam nie będzie - powiedziała zaciekle Blair. 

Grrr. 

 

Nate  pchnął  drzwi  męskiej  toalety  dokładnie  w  tym  samym  momencie,  kiedy  Serena 

wychodziła z damskiej. Razem szli korytarzem z powrotem do sali. 

- Nate  -  powiedziała  Serena,  wygładzając  na  udach  swoją  nową  spódniczkę  z 

brązowego zamszu. - Mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego się do mnie nie odzywasz? 

- Wcale tak nie jest - odparł Nate. - Widzisz, odzywam się właśnie do ciebie. 

- Z ledwością. Co się stało? Co jest nie tak? Blair ci cos powiedziała na mój temat? 

background image

Nate  odruchowo  sięgnął  do  kieszeni  kurtki  i  pomacał  palcami  piersiówkę  z  whisky, 

która  się  tam  znajdowała.  Spojrzał  na  marmurową  podłogę,  unikając  spojrzenia  smutnych 

oczu Sereny. 

- Powinniśmy wracać - rzekł, przyspieszając. 

- W porządku - odparła Serena, podążając niespiesznie jego śladem. 

Znowu czuła w gardle ten cierpki, słony smak, smak łez. Od tylu dni powstrzymywała 

się  od  płaczu  i  teraz  czuła  zbliżanie  się  fali  kulminacyjnej.  A  kiedy  zacznie  szlochać,  nie 

będzie mogła przestać. 

Gdy  Nate  i  Serena  zajęli  swoje  miejsca  przy  stole,  Chuck  uśmiechnął  się  do  nich 

znacząco. Wyraz jego twarzy zdawał się mówić: Jak było? Serena miała ochotę go walnąć. 

Zamówiła  kolejną  filiżankę  kawy,  wsypała  do  niej  cztery  łyżeczki  cukru  i  mieszała 

bez  końca,  jakby  zamierzała  przewiercić  się  przez  filiżankę,  spodeczek,  stół,  podłogę,  żeby 

dokopać się w końcu do starego grobowca faraona, gdzie mogłaby płakać do woli i nikt by jej 

nie znalazł. 

Nate wziął sobie krwawą mary. 

- Do dna! - powiedział  wesoło Chuck, stukając  swoją szklaneczką o szklankę Nate'a, 

po czym wychylił duży haust. 

Blair też wróciła. Pochłonęła już swoją porcję crème bruleé, a teraz wyjadała z talerza 

swojej matki. Pełno tam było nienarodzonych kurczaków, ale nie obchodziło jej to - i tak za 

chwilę wszystko zwymiotuje. 

- Hej,  Blair  -  powiedział  miękko  Nate,  aż  Blair  upuściła  z  brzękiem  swoją  łyżeczkę. 

Uśmiechnął się, nachylając nad stołem. - Wygląda bosko. Mogę spróbować? 

Blair  przyłożyła  nerwowo  dłoń  do  serca.  Seksowny  Nate.  Jej  Nate.  Boże,  ale  go 

pragnęła. Ale nie zamierzała się tak łatwo poddawać. Miała swoją dumę. 

Uspokoiła się i podsunęła mu swój talerz, po czym sięgnęła po drinka i dopiła resztę 

jednym haustem. 

- Możesz dokończyć - powiedziała i podniosła się. - Przepraszam. - Odeszła od stołu, 

stukając obcasami, by w damskiej toalecie wetknąć sobie palec do gardła. 

Bosko. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

Uwa

ż

am, 

ż

e  S  wyszła  bosko  na  zdj

ę

ciu  w  niedzielnym  dodatku  do  „Timesa”.  Cho

ć

  pewnie  jej 

nauczyciele  nie  byli  zachwyceni,  widz

ą

c,  jak  w 

ś

rodku  szkolnego  tygodnia  trzyma  w  obu  r

ę

kach 

martini.  Mówi

ą

c  prawd

ę

,  mam  ju

ż

  troch

ę

  tego  do

ść

.  No  bo  czy  nie  wystarczy, 

ż

e  za  ka

ż

dym  razem, 

kiedy korzystamy z publicznego transportu, musimy patrze

ć

 na jej zdj

ę

cie? Cho

ć

 najwyra

ź

niej wam si

ę

 

to jeszcze nie przejadło. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 hej P, 

poszedłem  na  wystaw

ę

  do  tej  galerii, 

ż

eby  zobaczy

ć

  twoje  zdj

ę

cie,  naprawd

ę

  sexy,  to  co 

piszesz te

ż

 mi si

ę

 podoba, ty rz

ą

dzisz. 

Bigfan 

 

O:

 Cze

ść

 Bigfan, 

O ile nie masz jakiej

ś

 obsesji na moim punkcie, czuj

ę

 si

ę

 zaszczycona. 

 

P:

 Cze

ść

 Plotkara, 

Kiedy zobaczyłam zdj

ę

cie S w gazecie, wpadłam na pewien pomysł! Czy ty to S? Je

ś

li tak, 

jeste

ś

 bardzo podst

ę

pna. 

A tak poza tym, mój tata ci

ę

 uwielbia i chce, 

ż

eby

ś

 napisała ksi

ąż

k

ę

. Ma du

ż

e znajomo

ś

ci. 

Je

ś

li powiesz mi, kim jeste

ś

, mo

ż

e sprawi

ć

ż

e b

ę

dziesz sławna. 

JNYHY 

 

O:

 hej JNYHY, 

Sama jeste

ś

 bardzo podst

ę

pna. Nie chc

ę

 si

ę

 przechwala

ć

background image

ale  w  zasadzie  to  ju

ż

  jestem  do

ść

  sławna,  Czy  te

ż

  raczej  nie  sławna.  Tym  bardziej  nie 

powiem ci, kim jestem. 

 

Na celowniku 

 

Widziano, jak D zwraca cudowny smoking od Armaniego z powrotem do Barneys i wypo

ż

ycza inny, 

ju

ż

  nie  tak  cudowny.  Jego  siostr

ę

  J  widziano,  jak  kupuje  bielizn

ę

  w  La  Petite  Coquette,  cho

ć

 

stchórzyła przy stringach. N kupował wielk

ą

 torb

ę

 trawki w Central Parku. Te

ż

 mi nowina. B widziano 

w  salonie  J.  Sisters,  gdzie  znowu  depilowała  sobie  woskiem  lini

ę

  bikini,  Widocznie  ju

ż

  j

ą

  zacz

ę

ło 

sw

ę

dzie

ć

  po  ostatnim  razie.  S  siedziała  w  swojej  sypialni  ze  stopami  wystawionymi  za  okno,  susz

ą

paznokcie.  Nie  wydaje  mi  si

ę

ż

eby  przez  całe  swoje  dotychczasowe 

ż

ycie  sp

ę

dziła  w  domu  tyle 

czasu, co teraz. Mo

ż

e powinna sobie kupi

ć

 kota albo co. Miauuu!. 

 

DWA PYTANKA 

 

Pierwsze:  Gdyby

ś

cie  dowiedziały  si

ę

  o  przyj

ę

ciu,  na  które  was  nie  zaproszono,  poszłyby

ś

cie  na  nie, 

tylko po to, 

ż

eby wkurzy

ć

 ludzi? 

Drugie:  Gdyby

ś

cie  postanowiły  pój

ść

  na  to  przyj

ę

cie,  nie  chciałyby

ś

cie  utrze

ć

  ludziom  nosów, 

wygl

ą

daj

ą

c absolutnie bosko i uwodz

ą

c wszystkich cudzych chłopaków? Ja zdecydowanie tak. 

Ale kto wie, co postanowi S? Ta dziewczyna jest zupełnie nieprzewidywalna... 

Przynajmniej  mamy  o  czym  rozmy

ś

la

ć

,  kiedy  b

ę

dziemy  robi

ć

  sobie  pedikiur,  wyskubywa

ć

  brwi  i 

wyciska

ć

 pryszcze. 

Do zobaczenia na przyj

ę

ciu! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

zmiana uczu

ć

 

- Co  za  brzydactwo  -  powtarzała  Serena,  zwijając  swoją  nową  czarną  sukienkę  w 

kłębek i ciskając ją na łóżko. 

Cudowna sukienka z Tocca? Ludzie, jak brzydka może być taka sukienka? 

Każdego  dnia  w  tym  tygodniu  Serena  wkładała  swój  bordowy  mundurek,  szła  do 

szkoły,  wracała  do  domu,  oglądała  telewizję,  jadła  kolację,  znowu  oglądała  telewizję  i  szła 

spać.  Nawet  odrabiała  pracę  domową.  Nie  rozmawiała  z  nikim  poza  swoimi  rodzicami  i 

nauczycielami,  no  i  czasem  jeszcze  wymieniała  pozdrowienia  z  dziewczynami  w  szkole. 

Zaczynała  się  czuć,  jakby  była  tam  obecna  jedynie  połowicznie,  niczym  cień  swojego 

poprzedniego „ja”, jak dziewczyna, którą kiedyś wszyscy znali, ale teraz nie mogli jej sobie 

przypomnieć.  I  po  raz  pierwszy  w  swoim  życiu  czuła  się  brzydka  i  odrzucona.  Jej  oczy  i 

włosy nagle wydawały się jej pospolite, a piękny uśmiech i wyluzowanie gdzieś zniknęły. 

Aż  w  końcu  nadszedł  piątek  i  przyjęcie  „Buziak  w  usteczka”.  A  ona  nie  mogła  się 

zdecydować: iść, czy nie iść? 

Kiedyś, przed takimi eleganckimi przyjęciami jak to, Serena i jej przyjaciółki spędzały 

pół  wieczoru  na  wspólnych  przygotowaniach  -  popijały  gin  z  tonikiem,  tańczyły  w  samej 

bieliźnie,  przymierzały  odjazdowe  ciuchy.  Ale  dzisiaj  Serena  przetrząsała  swoją  szafę 

zupełnie sama. 

Znalazła w niej dżinsy z rozdarciem na nogawce, które zrobiła, kiedy zahaczyła się o 

ogrodzenie z drutem kolczastym w Ridgefield; białą satynową sukienkę, w którą była ubrana 

na  zabawie  gwiazdkowej  w  dziewiątej  klasie;  starą  skórzaną  kurtkę  Erika;  swoje  zatęchłe 

buty  do  tenisa,  które  powinna  była  wyrzucić  dwa  lata  temu.  A  to  co  takiego?  Czerwony 

wełniany  sweter  -  Nate'a.  Serena  przytuliła  sweter  do  twarzy  i  powąchała.  Pachniał  nią,  nie 

Nate'em. 

W  głębi  szafy  znajdowała  się  czarna,  aksamitna  luźna  sukienka,  którą  Serena 

kupowała razem z Blair. Była to sukienka, którą wkładało się, żeby pić, tańczyć i próżnować 

w  wielkim  domu  pełnym  ludzi,  którzy  dobrze  się  bawią.  Przypomniało  to  Serenie 

rozrywkową  dziewczynę,  którą  była,  kiedy  kupiła  tę  sukienkę  -  dawną  siebie,  dziewczynę, 

jaką  była  jeszcze  dwa  tygodnie  temu.  Zrzuciła  szlafrok  na  podłogę  i  wciągnęła  przez  głowę 

background image

sukienkę. Może dzięki temu odzyska część swej dawnej mocy. 

Boso  weszła  po  cichu  do  garderoby  rodziców,  gdzie  przygotowywali  się  na  jakieś 

eleganckie przyjęcie. 

- No i co o tym myślicie? - zapytała, robiąc przed nimi lekki obrót. 

- Och,  Sereno,  nie  włożysz  tego.  Powiedz  mi,  że  nie!  -  wykrzyknęła  jej  matka, 

zapinając na szyi długi sznur pereł. 

- A co jest nie tak? - zapytała Serena. 

- To  potworne  starocie  -  odparła  pani  van  der  Woodson.  -  W  podobnej  sukience 

została pochowana moja babcia. 

- A co z sukienkami, które kupiłaś z matką w zeszły weekend? - zapytał pan van der 

Woodsen. - Nie kupiłaś niczego na to przyjęcie? 

- Oczywiście, że kupiła. Śliczną czarną sukienkę. 

- W  której  wyglądam  jak  gruba  zakonnica  -  powiedziała  zrzędliwie  Serena.  Położyła 

dłonie  na  biodrach  i  stanęła  przed  wielkim  lustrem  matki.  -  Podoba  mi  się  ta  sukienka.  Ma 

swój charakter. 

Jej matka westchnęła z dezaprobatą. 

- A co wkłada Blair? - zapytała. 

Serena  spojrzała  na  matkę  i  zamrugała  oczami,  W  normalnych  okolicznościach 

wiedziałaby  dokładnie,  co  włoży  Blair,  nie  wyłączając  bielizny.  A  Blair  nalegałaby,  żeby 

pójść  razem  po  buty,  bo  jeśli  kupujesz  nową  sukienkę,  musisz  kupić  też  nowe  buty.  Blair 

uwielbiała buty. 

- Blair  powiedziała,  żeby  wszyscy  ubrali  się  w  stare,  klasyczne  ciuchy  -  skłamała 

Serena. 

Jej matka miała już coś odpowiedzieć, kiedy Serena usłyszała, że w jej pokoju dzwoni 

telefon.  Może  to  dzwoni  Nate  z  przeprosinami?  Blair?  Popędziła  korytarzem  i  rzuciła  się, 

żeby odebrać telefon. 

- Słucham? - rzuciła zadyszana do słuchawki. 

- Cześć, zdziro. Sorry, że przez jakiś czas się nie odzywałem. 

Serena  wzięła  głęboki  oddech  i  usiadła  na  łóżku.  Dzwonił  jej  brat  Erik.  -  Hej  - 

powiedziała. 

- Widziałem cię w gazecie w ostatnią niedzielę. Szalejesz, co? - zaśmiał się Erik. - Co 

mama na to? 

- Nic.  Teraz  jest  chyba  tak,  że  mogę  robić  wszystko,  co  mi  się  podoba.  Wszyscy 

myślą, że jestem załamana czy coś takiego. 

background image

- Bzdury. Hej, co jest? Zdaje się, że jesteś smutna. 

- Taak - przyznała Serena. Jej dolna warga zaczęła drżeć. - Jestem trochę smutna. 

- Jak to? Co się dzieje? 

- Nie  wiem.  Dzisiaj  jest przyjęcie,  na  które  powinnam  pójść,  bo  wszyscy  idą.  Wiesz, 

jak to jest - zaczęła. 

- To jeszcze nie tragedia - powiedział łagodnie Erik. 

Serena  oparła  poduszki  o  zagłówek  łóżka  i  zaczęła  wiercić  się  pod  nakryciem. 

Położyła głowę na poduszkach i zamknęła oczy. 

- Chodzi  o  to,  że  nikt  już  ze  mną  nie  rozmawia.  Nie  wiem  nawet  dlaczego,  ale  od 

kiedy  wróciłam,  traktują  mnie,  jakbym  miała  chorobę  wściekłych  krów  czy  coś  takiego.  - 

Spod zamkniętych powiek zaczęły wypływać łzy. 

- A  co  z  Blair  i  Nate'em?  Oni  chyba  muszą  się  do  ciebie  odzywać.  Są  twoimi 

najlepszymi przyjaciółmi. 

- Już  nie  -  powiedziała  cicho  Serena.  Teraz  po  jej  twarzy  łzy  ciekły  już  bez  żadnego 

skrępowania. Podniosła poduszkę i przycisnęła do policzków, żeby zahamować ten potop. 

- Wiesz, co myślę? - odezwał się Erik. 

Serena przełknęła i otarła nos wierzchem dłoni. 

- Co? 

- Pieprz ich. Kompletnie. Nie potrzebujesz ich. Jesteś najfajniejszą laską na zachodniej 

półkuli. Pieprz ich, pieprz ich, pieprz ich - powtórzył. 

- Taaak - powiedziała Serena z powątpiewaniem. - Ale to moi przyjaciele. 

- Już  nie.  Sama  tak  przed  chwilą  powiedziałaś.  Możesz  mieć  nowych  przyjaciół. 

Poważnie,  Nie  możesz  pozwolić,  żeby  takie  dupki  rządziły  twoim  życiem.  Po  prostu  pieprz 

ich. 

To był cały Erik. Serena roześmiała się, wytarła cieknący nos w poduszkę i cisnęła ją 

przez pokój. 

- Okay. Masz rację. 

- Ja  zawsze  mam.  rację.  To  dlatego  tak  trudno  mi  się  opędzić.  Jest  duże 

zapotrzebowanie na takich ludzi jak ja. 

- Tęsknię za tobą. - Serena gryzła swój różowy paznokieć. 

- Ja też za tobą tęsknię - powiedział Erik. 

- Serena? Wychodzimy! - usłyszała, jak jej matka wola z holu. 

- Dobra, muszę kończyć - powiedziała Serena. - Kocham cię. 

- Cześć. 

background image

Serena rozłączyła się. W nogach jej łóżka leżało zaproszenie na przyjęcie „Buziak w 

usteczka”, które zrobiła dla niej Jenny. Chwyciła je i cisnęła do kosza na śmieci. 

Erik miał rację. Nie musiała iść na jakieś głupie przyjęcie tylko dlatego, że mieli tam 

być wszyscy. Nawet jej tam nie chcieli. Pieprzyć ich. Była wolna i mogła robić, co chciała. 

Przeszła  z  telefonem  do  biurka  i  grzebała  w  stosie  papierów,  aż  znalazła  książkę 

telefoniczną z numerami uczennic szkoły Constance Billard, która przyszła z poniedziałkową 

pocztą.  Serena  przeleciała  wzrokiem  po  nazwiskach.  Nie  była  jedyną,  która  nie  szła  na  to 

przyjęcie. Mogła zabawić się z kimś innym. 

background image

czerwona czy czarna 

- Hej - powiedziała Vanessa, podnosząc słuchawkę. Szykowała się do wyjścia z siostrą 

i  jej  przyjaciółmi;  włożyła  czarny  stanik,  czarne  dżinsy  i  martensy.  Nie  została  jej  już  ani 

jedna czysta czarna koszulka i siostra próbowała ją przekonać, żeby włożyła czerwoną. 

- Cześć.  Czy  rozmawiam  z  Vanessą  Abrams?  -  zapytał  dziewczęcy  głos  po  drugiej 

stronie linii. 

- Tak.  A  kto  mówi?  -  spytała  Vanessa,  stojąc  przed  lustrem  w  swojej  sypialni  i 

przykładając  do  siebie  czerwoną  koszulkę.  Od  dwóch  lat  ubierała  się  wyłącznie  na  czarno. 

Dlaczego miałaby teraz to zmieniać? 

Litości. Czerwona koszulka nie zamieni jej automatycznie w radosną cheerleaderkę z 

blond warkoczykami. Musiałaby chyba przejść pranie mózgu, żeby do czegoś takiego doszło. 

- Serena van der Woodsen. 

Vanessa przestała kontemplować swoje odbicie i rzuciła koszulkę na łóżko. 

- Och - powiedziała. - Co słychać? 

- No  cóż...  Całkowicie  rozumiem,  dlaczego  wolałaś  Marjorie.  No  wiesz,  do  swojego 

filmu.  Zdaje  się,  że  naprawdę  znasz  się  na  tym,  co  robisz,  a  ja  potrzebuję  jakichś 

dodatkowych zajęć, bo inaczej pani Glos mnie zabije. Więc pomyślałam, że spróbuję zrobić 

własny film. 

- Uhm - mruknęła Vanessa, zastanawiając się, dlaczego ze wszystkich łudzi na świecie 

właśnie  Serena  van  der  Woodsen  dzwoni  do  niej  w  piątkowy  wieczór.  Nie  idzie  na  jakieś 

przyjęcie? Jakiś bal? 

- No  i  zastanawiałam  się,  czy  nie  mogłabyś  mi  pomóc.  No  wiesz,  pokazać  mi,  jak 

działa  kamera  i  takie  tam,  bo  ja  się  w  ogóle  na  tym  nie  znam,  -  Serena  westchnęła.  -  Nie 

wiem, może film to głupi pomysł. To pewnie o wiele trudniejsze, niż mi się wydaje. 

- To wcale nie jest głupi pomysł - powiedziała Vanessa, której wbrew sobie zrobiło się 

żal Sereny. - Wyjaśnię ci podstawowe rzeczy. 

- Naprawdę? - W głosie Sereny słychać było podniecenie. - Jutro? Możesz jutro? 

Sobota  była  dniem  wampirzycy  Vanessy.  Zwykle  budziła  się  po  zmierzchu  i  szła  na 

kolację lub do kina ze swoją siostrą albo Danem. 

background image

- Może lepiej w niedzielę - powiedziała. 

- Okay.  Niedziela  -  powtórzyła  Serena.  -  Pewnie  masz  u  siebie  mnóstwo  sprzętu  i 

różnych  gadżetów,  prawda?  To  może  ja  wpadnę  do  ciebie,  żebyś  nie  musiała  tego  ze  sobą 

włóczyć? 

- W porządku - odparła Vanessa. 

- Dobra  -  powiedziała  Serena  i  na  chwilę  zamilkła.  Nie  miała  ochoty  jeszcze  się 

rozłączać. 

- Czy to nie dzisiaj jest to wielkie przyjęcie w starym budynku  Barneys? - zagadnęła 

Vanessa. - Idziesz? 

- Nie - odparła Serena. - Nie zostałam zaproszona. 

Vanessa  pokiwała  głową,  przetwarzając  tę  informację.  Serena  van  der  Woodsen  nie 

została zaproszona? Może wcale nie była taka zła? 

- Może  chcesz  wyjść  dzisiaj  z  nami?  -  zaproponowała  Vanessa,  zanim  zdążyła  się 

powstrzymać. - Idziemy z moją starszą siostrą do baru, tutaj, w Williamsburgu. Jej zespół dziś 

gra. 

- Bardzo bym chciała - powiedziała Serena. 

Vanessa  podała  jej  adres  The  Five  and  Dime  -  baru,  w  którym  grała  jej  siostra  z 

zespołem - i odłożyła słuchawkę. 

Życie  było  takie  dziwne.  Jednego  dnia  dłubiesz  w  nosie  i  jesz  pączki,  a  drugiego 

wychodzisz  do  knajpy  z  Sereną  van  der  Woodsen.  Vanessa  podniosła  czerwoną  koszulkę, 

wciągnęła ją przez głowę i spojrzała w lustro. Wyglądała jak tulipan. Tulipan ze szczeciniastą 

czarną głową. 

- Danowi się spodoba - powiedziała jej siostra Ruby, stając w progu. Podała Vanessie 

ciemnoczerwoną szminkę. Vamp. 

- Dana  i  tak  dzisiaj  nie  będzie  -  powiedziała  Vanessa  z  wymuszonym  uśmiechem. 

Nałożyła  szminkę  i  zacisnęła  na  chwilę  wargi.  -  Zabiera  swoją  młodszą  siostrę  na  jakieś 

eleganckie przyjęcie. 

Jeszcze  raz  przyjrzała  się  swojemu  lustrzanemu  odbiciu.  Dzięki  szmince  jej  duże 

brązowe oczy wydawały się jeszcze większe, a koszulka była nawet niezła, no i przyciągała 

wzrok. 

Vanessa wypięła biust i uśmiechnęła się zachęcająco do swojego odbicia. Może mi się 

poszczęści, pomyślała. A może nie. 

- Ktoś jeszcze dzisiaj do nas dołączy - poinformowała siostrę. 

- Chłopak  czy  dziewczyna?  -  zapytała  Ruby,  obracając  się,  żeby  przyjrzeć  się  w 

background image

lustrze swojemu tyłkowi. 

- Dziewczyna. 

- Jak się nazywa? 

- Serena van der Woodsen - wymamrotała Vanessa. 

- Ta sama, której zdjęcie jest dosłownie wszędzie w całym mieście? - zapytała Ruby, 

wyraźnie zachwycona. 

- Tak, właśnie ta. 

- Hm,  założę  się,  że  musi  być  świetna  -  powiedziała  Ruby,  nakładając  żel  na  swoją 

gęstą czarną grzywkę. 

- Może i tak - odparła Vanessa. - Pewnie się o tym przekonamy. 

background image

„buziak w usteczka” 

- Fantastyczne kwiaty - powiedziała Becky Dormand, dziewiątoklasistka z Constance. 

Pocałowała Blair w oba policzki. - I co za wystrzałowa sukienka! 

- Dzięki,  Beck  -  odparła  Blair,  spoglądając  w  dół  na  swoją  dopasowaną  kreację  z 

zielonej satyny. Rano dostała okres, ale pod sukienkę musiała włożyć bardzo skąpą bieliznę. 

Denerwowała się przez to. 

Obok  przeszedł  kelner  z  tacą  szampana.  Blair  wzięła  kieliszek  i  błyskawicznie  go 

opróżniła. To był już trzeci kieliszek. 

- Masz  świetne  buty  -  powiedziała.  Becky  miała  na  nogach  czarne  sandały  na 

wysokim  obcasie,  które  były  sznurowane  aż  do  kolan.  Doskonale  pasowały  do  jej  krótkiej, 

czarnej sukienki baletnicy i włosów wysoko upiętych w koński ogon. Wyglądała jak balerina 

jadąca na LSD. 

- Nie mogę się doczekać na torby z prezentami - zapiszczała  Laura Salmon. - Dzieło 

Kate Spade, tak? 

- Słyszałam,  że  są  w  nich  nawet  świecące  w  ciemności  prezerwatywy  -  zachichotała 

Rain Hoffstetter. - Super, nie? 

- Nie, żebyś ich używała, co? - powiedziała Blair. 

- Skąd wiesz? - odparła wzburzona Rain. 

- Blair? - Blair usłyszała czyjś stremowany glos. 

Odwróciła  się  i  zobaczyła  małą  Jenny  Humphrey,  która  w  swojej  czarnej  satynowej 

sukience wyglądała jak chodzący stanik. 

- O, cześć - powiedziała chłodno Blair. - Jeszcze raz dzięki, że zrobiłaś te zaproszenia. 

Naprawdę fajnie wyszły. 

- Dzięki, że pozwoliłaś mi się tym zająć - odparła Jenny. Jej wzrok błądził po wielkiej 

sali pulsującej gwarem rozmów, muzyką i dymem. Czarne, wysokie prawie na metr świece w 

wysokich  szklanych  flakonach  przystrojonych  pawimi  piórami  i  pachnącymi,  białymi 

storczykami  migotały,  porozstawiane  po  całej  sali.  Jenny  nigdy  wcześniej  nie  była  na  tak 

wystrzałowej imprezie. - Boże, nie znam tu nikogo - powiedziała zdenerwowana. 

- Nie? - zapytała Blair. Zastanawiała się, czy Jenny myśli, że będzie rozmawiała z nią 

background image

przez całą noc. 

- Nie.  Miał  przyjść  ze  mną  mój  brat,  Dan,  ale  w  ogóle  nie  miał  ochoty,  więc  tylko 

mnie podrzucił. W zasadzie, to znam jedną osobę. 

- Kogo? 

- Serenę  van  der  Woodsen  -  zaćwierkała  Jenny.  -  Razem  pracujemy  nad  filmem. 

Mówiła ci? 

W  tym  momencie  kelnerka  podsunęła  Blair  pod  nos  półmisek  z  sushi.  Blair  złapała 

spory kawałek tuńczyka i wetknęła do ust. 

- Sereny  jeszcze  nie  ma  -  powiedziała  z  pełnymi  ustami.  -  Ale  jestem  pewna,  że 

ucieszy się na twój widok. 

- Hm. W takim razie chyba tu na nią zaczekam. - Jenny wzięła z tacy od kelnera dwa 

kieliszki szampana. Podała jeden Blair. - Zaczekasz że mną? 

Blair  odchyliła  do  tyłu  głowę  i  wlała  w  siebie  zawartość  kieliszka.  Mdła,  musująca 

słodycz niezbyt pasowała do surowej ryby i wodorostów, które właśnie zjadła. Zbierało się jej 

na wymioty. 

- Zaraz  wracam  -  powiedziała  do  Jenny,  właściwie  rzucając  się  biegiem  do  damskiej 

toalety. 

Jenny  upiła  łyczek  szampana  i  spojrzała  na  kryształowy  żyrandol  zwisający  z  sufitu, 

gratulując  sobie,  ze  udało  się  jej  tu  dostać.  Zawsze  tego  chciała.  Zamknęła  oczy  i  dopiła 

szampana. Kiedy je otworzyła, zobaczyła gwiazdy, ale nadal nie było widać Sereny. 

Minął ją kolejny kelner z szampanem i Jenny wzięła następne dwa kieliszki. W domu 

piła  czasem  z  ojcem  piwo  i  wino,  ale  jeszcze  nigdy  nie  próbowała  szampana.  Smakował 

cudownie. 

Ostrożnie, nie jest już tak cudownie, kiedy klęczysz nad sedesem i rzygasz. 

Jenny  ponownie  rozejrzała  się  po  sali,  szukając  Blair,  ale  nie  mogła  jej  znaleźć.  Na 

przyjęciu były tłumy i choć rozpoznała wiele osób, nie znała nikogo na tyle, żeby mogła do 

niego swobodnie podejść i pogadać. Ale Serena zaraz się pojawi, musi. 

Jenny podeszła do marmurowych schodów i usiadła na najniższym stopniu. Miała stąd 

dobry  widok  na  wszystko,  łącznie  z  drzwiami.  Czekała,  Wypiła  oba  kieliszki  szampana  i 

zaczęła żałować, że jej sukienka jest taka obcisła - zaczynała mieć od tego mdłości. 

- Witaj - powiedział ktoś głębokim głosem, stając nad nią. 

Uniosła  wzrok.  Kiedy  zobaczyła  Chucka  Bassa,  którego  twarz  widniała  na 

reklamówkach płynu po  goleniu, aż ją zatkało. Był najprzystojniejszym chłopakiem, jakiego 

w życiu widziała, i patrzył prosto na nią. 

background image

- Nie zamierzasz mnie przedstawić? - zapytał Chuck, gapiąc się na jej piersi. 

- Komu? - zapytała Jenny, marszcząc brwi. 

Chuck tylko się roześmiał i wyciągnął rękę. Blair wysłała go tu, żeby porozmawiał z 

jakąś laską. Z początku odniósł się do tego sceptycznie, ale teraz... Ten dekolt! To była z całą 

pewnością jego szczęśliwa noc. 

- Jestem Chuck. Masz ochotę zatańczyć? 

Jenny  wahała  się,  patrząc  w  podłogę.  Ciągle  nie  było  Sereny.  Potem  spojrzała  z 

powrotem  na  Chucka.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  tak  przystojny  i  pewny  siebie  chłopak  chce 

tańczyć  z  nią.  Ale  przecież  nie  włożyła  czarnej,  seksownej  sukienki  po  to,  żeby  całą  noc 

przesiedzieć na schodach. Podniosła się trochę chwiejnie po wypitym szampanie. 

- Jasne, zatańczmy - powiedziała niewyraźnie, opierając się o pierś Chucka. 

Objął ją ręką w pasie i mocno przycisnął do siebie. 

- Grzeczna dziewczynka - powiedział, jakby była psem. 

Kiedy  dotarli  na  parkiet, Jenny  zdała  sobie  sprawę,  że  Chuck  nawet  nie zapytał  o  jej 

imię.  Ale  był  taki  przystojny,  a  przyjęcie  fantastyczne...  To  na  pewno  będzie  jedna  z 

najbardziej pamiętnych nocy w jej życiu. 

Zgadza się. I to jak pamiętna! 

background image

the five and dime 

- Zawsze piję rum z colą - powiedziała Serenie Vanessa. - Chyba że akurat przypalam. 

Zamawiaj, co chcesz. Mają tu wszystko. 

Ruby zbierała od nich zamówienia na drinki. Ponieważ grała w zespole, miała drinki 

za darmo. 

- Mam ochotę na coś innego niż zwykle - dumała Serena. Mogłabym dostać kieliszek 

czystej i colę, ale oddzielnie? - zapytała Ruby. 

- Świetny wybór - powiedziała Ruby z aprobatą. Miała super boba z krótką grzywką i 

ciemnozielone,  skórzane  spodnie  Wyglądała  jak  dziewczyna,  która  zawsze  i  wszędzie  sobie 

poradzi. Jej zespół nazywał się SugarDaddy i była w nim jedyną dziewczyną. Grała na gitarze 

basowej. 

- Tylko nie zapomnij o mojej cherry! - zawołała za nią Vanessa. 

- Twoja siostra jest nieziemska - powiedziała Serena. 

Vanessa wzruszyła ramionami. 

- Taaak.  To  jak  wrzód  na  tyłku.  To  znaczy,  wszyscy  ciągle  mówią:  „Ruby  jest  taka 

świetna”, a ja to co? 

Serena roześmiała się. 

- Wiem,  o  co  ci  chodzi.  Mam  starszego  brata,  teraz  jest  w  Brown,  wszyscy  za  nim 

szaleją.  Moi  rodzice  zawsze  bardzo  interesują  się  wszystkim,  co  robi,  a  jak  ja  wróciłam  ze 

szkoły z internatem, to było mniej więcej tak: „O, to my mamy córkę?” 

- Dokładnie  -  zgodziła  się  Vanessa.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  przeżywa  właśnie  tak 

absurdalnie normalną rozmowę z Sereną van der Woodsen. 

Ruby przyniosła im drinki. 

- Przykro mi, laski, muszę iść do roboty. 

- Powodzenia - powiedziała Serena. 

- Dzięki, skarbie. - Ruby zabrała gitarę i poszła szukać swoich kumpli z zespołu. 

Vanessa  nie  wierzyła  własnym  uszom.  Ruby  nigdy  nie  mówiła  do  nikogo  „skarbie”, 

no  chyba  że  do  Tofu,  ich  papużki.  Serena  miała  jakiś  tajemniczy  sposób  na  zmiękczanie 

ludzkich serc. Sama Vanessa już zaczynała ją lubić. Uniosła swojego drinka i stuknęła nim o 

background image

kieliszek Sereny. 

- Za  świetne  laski  -  powiedziała.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  zabrzmiało  to  bardzo  les, 

ale miała to gdzieś. 

Serena  roześmiała  się  i  wychyliła  swoją  wódkę.  Przetarła  oczy  i  parokrotnie 

zamrugała.  Do  baru  wszedł  potargany  chłopak  w  za  dużym  smokingu.  Zatrzyma!  się  w 

wejściu i wpatrywał w Serenę, jakby zobaczył ducha. 

- Hej, czy to nie twój przyjaciel Dan? - zapytała Serena Vanessę, wskazując na niego. 

 

Dan  miał  na  sobie  smoking  pierwszy  raz  w  życiu.  Kiedy  go  włożył,  poczuł  się  dość 

pewnie,  ale  nie  na  tyle,  by  pójść  na  to  przyjęcie  „Buziak  w  usteczka”.  Więc  kiedy  Jenny 

pozwoliła mu olać przyjęcie, pojechał do The Five and Dime, żeby przeprosić Vanessę, że był 

takim fiutem w sprawie z Marjorie. 

Próbował  wmówić  sobie,  że  to  bez  znaczenia,  iż  prawdopodobnie  nigdy  więcej  nie 

zobaczy Sereny van der Woodsen. Życie jest kruche i absurdalne, powiedział sobie. 

Zgadza  się.  Życie  było  jednym  wielkim  absurdem.  Bo  tu  była  Serena.  Właśnie  w 

Williamsburgu. Jego wyśniona dziewczyna. 

Czuł  się  jak  Kopciuszek.  Włożył  ręce  do  kieszeni,  próbując  opanować  ich  drżenie  i 

usiłował  zaplanować  kolejny  krok.  Podejdzie  do  nich  i  szarmancko  zaproponuje  Serenie,  że 

postawi  jej  drinka.  Szkoda,  że  jedynym  szarmanckim  akcentem  w  jego  wyglądzie  był  ten 

smoking, zresztą zaledwie w połowie tak elegancki, jak ten od Armaniego. 

- Hej - powiedział Dan, podchodząc do stolika; głos mu się łamał. 

- Co ty tu robisz? - zapytała Vanessa. Nie mogła uwierzyć w swojego pecha. Dlaczego 

musiało być aż tak źle? Czy spędzi resztę nocy, przyglądając się, jak Dan ślini się na widok 

Sereny? 

Przykro mi, skarbie. 

- Darowałem sobie to przyjęcie. To nie w moim stylu - powiedział Dan. 

- Ja  też.  -  Serena  uśmiechnęła  się  do  Dana,  do  którego  nikt  wcześniej  się  tak  nie 

uśmiechał. 

Dan złapał się oparcia krzesła Vanessy, żeby utrzymać równowagę. 

- Cześć - rzeki nieśmiało. 

- Pamiętasz chyba Serenę - powiedziała Vanessa. - Chodzimy razem do Constance. 

- Cześć, Dan - odezwała się Serena. - Ładny smoking. 

Dan spalił cegłę i spojrzał w dół, żeby się sobie przyjrzeć. 

- Dzięki - odparł. - Uniósł wzrok. - A ta sukienka... jest... naprawdę piękna - wyjąkał. 

background image

Nie zdawał sobie sprawy, że to w ogóle możliwe, żeby coś zabrzmiało aż tak idiotycznie. 

- A  co  powiesz  o  mojej  koszulce?  -  zapytała  głośno  Vanessa.  -  Widziałeś,  żebym 

kiedykolwiek wyglądała tak sexy? 

Dan spojrzał na koszulkę Vanessy. Czerwony T - shirt. Nic specjalnego. 

- Nowa? - zapytał zmieszany. 

- Nieważne - westchnęła Vanessa, niecierpliwie mieszając swoją cherry. 

- Weź  sobie  jakieś  krzesło  -  powiedziała  Serena,  przesuwając  się,  żeby  zrobić  mu 

miejsce. - Zaraz będzie grał zespół Ruby. 

Te plotki nie mogły być prawdą. Serena wcale nie wyglądała na zaćpaną nimfomankę 

- maniaczkę. Była lak delikatna, doskonalą i podniecająca, zupełnie jak dziki kwiat, na który 

człowiek  natknie  się  niespodziewanie  w  Central  Parku,  Dan  chciał  trzymać  ją  za  ręce  i 

rozmawiać szeptem przez całą noc. 

Usiadł  obok  niej.  Dłonie  tak  mu  się  trzęsły,  że  musiał  na  nich  usiąść,  żeby  to 

opanować. Tak bardzo jej pragnął. 

Zespół zaczął grać. 

Serena dokończyła swoją wódkę. 

- Masz ochotę na jeszcze jednego drinka? - zaproponował zaraz Dan. 

Serena potrząsnęła głową. 

- Jest  okay  -  powiedziała,  siadając  wygodnie  na  swoim  krześle.  -  Posłuchajmy  przez 

chwilę muzyki. 

- W porządku - odparł Dan. Jak długo był przy niej, zgadzał się na wszystko. 

background image

jak zwykle B siedzi w toalecie, a N jest upalony 

- Cześć  wszystkim!  -  powiedział  głośno  Jeremy  Scott  Tompkinson,  otwierając  na 

oścież drzwi starego budynku Barneys. 

Jak  zawsze,  Nate,  Jeremy,  Anthony  i  Charlie  spalili  przed  przyjęciem  wielkiego 

skręta.  Nate  dostał  głupawki.  Kiedy  wszedł  do  środka  i  zobaczył,  jak  Blair  przedziera  się 

przez tłum z dłonią przyciśniętą do ust, zaczął chichotać. 

- Z  czego  się  śmiejesz,  dupku?  -  zapytał  Anthony,  wbijając  mu  łokieć  w  żebra.  - 

Jeszcze nic się nie wydarzyło. 

Nate  przejechał  ręką  po  twarzy,  próbując  przybrać  poważną  minę,  ale  trudno  było 

zachować  powagę  w  sali  pełnej  chłopaków  poprzebieranych  za  pingwiny  i  dziewczyn  w 

seksownych  kieckach.  Wiedział,  że  Blair  jest  w  łazience,  gdzie  jak  zwykle  rzyga.  Pytanie 

brzmiało, czy powinien pójść jej na ratunek? Tak zrobiłby oddany, troskliwy chłopak. 

No, dalej. Chcesz tego. 

- Bar jest tam - powiedział Charlie, wskazując im drogę. 

- Spotkamy się później, chłopaki - powiedział Nate, przeciskając się przez zatłoczony 

parkiet. 

Przemknął  obok  Chucka,  który  ocierał  się  kroczem  o  tyłek  niskiej  dziewczyny  z 

kręconymi brązowymi włosami i niemożliwym dekoltem, i ruszył w stronę damskiej toalety. 

 

Ale  Blair  wcale  tam  nie  było.  Nie  udało  się  jej  dotrzeć  do  toalety,  bo  zatrzymała  ją 

kobieta  w  średnim  wieku,  ubrana  w  czerwony  kostium  Chanel,  do  którego  był  przypięty 

znaczek 

RATUJMY SOKOŁY

- Blair  Waldorf?  -  zapytała,  wyciągając  rękę,  a  na  jej  ustach  pojawił  się  szeroki 

uśmiech, dzięki któremu zdobywała fundusze. - Jestem Rebecca Agnelli z Fundacji na rzecz 

Ocalenia Sokołów Wędrownych z Central Parku. 

Cudowne wyczucie czasu. 

Blair wpatrywała się w  wyciągniętą rękę kobiety. Ona prawą dłoń miała przyciśniętą 

do ust, żeby powstrzymać wymioty, które w każdej chwili mogły  wydostać się na zewnątrz. 

Kiedy  zaczęła  ją  odrywać,  żeby  wymienić  uścisk  dłoni,  obok  przeszedł  kelner  ze 

background image

skwierczącymi kurczakami na ostro i Blair się zakrztusiła. 

Zacisnęła  mocno  usta,  żeby  bokiem  nie  zaczęły  przeciekać  wymiociny,  i  zamieniła 

dłonie;  lewą  przytknęła  do  ust,  a  prawą  wyciągnęła,  żeby  potrząsnąć  dłonią  kobiety  z 

fundacji. 

- To  cudownie,  że  wreszcie  mogę  cię  poznać  -  powiedziała  kobieta,  kiedy  ich  dłonie 

się zetknęły. - Nie wiem, jak mam ci dziękować za to, co zrobiłaś. 

Blair  kiwnęła  głową  i  zabrała  rękę.  Wystarczy.  Nie  mogła  już  dłużej.  Zaczęła 

rozglądać się po zatłoczonej sali, desperacko szukając jakiegoś ratunku. 

Kati  i  Isabel  tańczyły  ze  sobą.  Anthony  Avuldsen  rozprowadzał  ecstasy.  Przy  barze 

Jeremy  Scott  Tompkinson  usiłował  nauczyć  Laurę  Salmon  i  Rain  Hoffstetter,  jak  puszczać 

kółeczka  a  dymu.  Chuck  ściskał  tę  małą  Jenny  tak  mocno,  że  lada  moment  jej  cycki  mogły 

eksplodować. 

Wszyscy  statyści  byli  obecni,  ale  gdzie  podziewał  się  odtwórca  głównej  roli?  Jej 

wybawca? 

- Blair? 

Odwróciła  się  i  zobaczyła  Nate'a,  który  przepychał  się  przez  tłum  w  jej  stronę.  Miał 

przekrwione oczy, poszarzałą twarz i rozczochrane włosy. Wyglądał  raczej jak zapomniany, 

drugoplanowy aktor niż główny bohater. 

Czy to wszystko, na co mogła liczyć? Nate? 

Ale  nie  miała  zbyt  wielkiego  wyboru.  Otworzyła  szeroko  oczy,  bezgłośnie  prosząc 

Nate'a o pomoc, z nadzieją że zdoła sprostać temu zadaniu. 

Pani Agnelli zmarszczyła brwi i odwróciła się, żeby zobaczyć, w co tak  wpatruje się 

Blair. Blair błyskawicznie się zmyła. a Nate podszedł w samą porę. 

Dzięki Bogu był porządnie upalony. 

- Nate  Archibald  -  przedstawił  się,  wymieniając  uścisk  dłoni  z  kobietą  z  fundacji.  - 

Moja matka jest prawdziwą fanką tych sokołów. 

Pani Agnelli roześmiała się i lekko zaczerwieniła. Co za czarujący młody mężczyzna. 

- Naturalnie,  inaczej  być  nie  może  -  powiedziała.  -  Wasza  rodzina  była  bardzo  hojna 

dla naszej fundacji. 

Nate  wziął  dwa  kieliszki  szampana  od  przechodzącego  kelnera  i  podał  jej  jeden. 

Uniósł kieliszek. 

- Za ptaki! - Stuknął swoim kieliszkiem o jej, jednocześnie próbując powstrzymać atak 

śmiechu. 

Pani Agnelli znowu spłonęła rumieńcem. Ten chłopak był taki milutki! 

background image

- O,  te  dwie  dziewczyny  również  brały  udział  w  przygotowywaniu  tego  przyjęcia.  - 

Nate wskazał na Kati i Isabel, które stały z boku parkietu, jak zwykle bez celu. Przywołał je 

ruchem ręki. 

- CześćNate - powiedziała Kati, idąc chwiejnie na swoich dziesięciocentymetrowych 

obcasach. 

Isabel,  ściskając  kurczowo  swojego  drinka,  wpatrywała  się  w  obcą  kobietę  stojącą 

obok Nate'a. 

- Witam. Bardzo podoba mi się pani kostium. 

- Dziękuję,  moja  droga.  Jestem  Rebecca  Agnelli  z  Fundacji  na  rzecz  Ocalenia 

Sokołów Wędrownych z Central Parku. Kobieta wyciągnęła rękę do Isabel, która rzuciła się z 

rozłożonymi ramionami, żeby wziąć ją w pijackie objęcia. 

- Przepraszam - powiedział Nate, ulatniając się w samą porę. 

 

- Blair! - zawołał Nate, ostrożnie otwierając drzwi damskiej toalety. - Jesteś tu? 

Blair kucała w ostatniej kabinie. 

- Cholera  -  zaklęła,  ocierając  usta  papierem  toaletowym.  Podniosła  się  i  spłukała 

muszlę. - Zaraz przyjdę - powiedziała, czekając, aż wyjdzie. 

Ale Nate pchnął drzwi, otwierając je na oścież i wszedł do środka. Na kontuarze obok 

umywalek  stały  małe  butelki  z  wodą  Evian,  perfumy,  lakier,  tabletki  Advil  i  balsam  do  rąk. 

Nate odkręcił butelkę wody i wysypał na dłoń kilka tabletek. 

Blair otworzyła drzwi kabiny. 

- Ciągle tu jesteś - powiedziała. 

Nate podał jej tabletki i wodę. 

- Ciągle tu jestem - powtórzył. 

Blair połknęła tabletki, powoli popijając wodą. 

- Wszystko w porządku, naprawdę. Możesz wracać na przyjęcie. 

- Ładnie wyglądasz. - Nate nie zwrócił uwagi na jej słowa. Wyciągnął rękę i pogłaskał 

Blair po nagim ramieniu. Jej skóra była ciepła i miękka. Żałował, że nie są teraz w jej łóżku, 

gdzie mogliby razem zasnąć, tak jak zawsze. 

- Dzięki - powiedziała Blair, której zaczęła drżeć dolna warga. - Ty też. 

- Przykro mi, Blair. Naprawdę - zaczął Nate. 

Blair skinęła głową i rozpłakała się. Nate urwał kawałek papierowego ręcznika i podał 

jej. 

- Myślę,  że  zrobiłem  to  tylko  dlatego...  to  znaczy  to  z  Sereną...  -  szukał  właściwych 

background image

słów  -  tylko  dlatego,  że  wiedziałem,  że  ona  się  zgodzi.  Ale  to  ciebie  przez  ten  cały  czas 

pragnąłem. 

Niezłe. 

Blair  przełknęła  ślinę.  Powiedział  dokładnie  tak,  jak  przewidywał  scenariusz,  który 

stworzyła  w  swojej  głowie.  Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  pozwalając,  by  ją  przytulił.  Jego 

ubrania pachniały trawką. 

Nate odsunął ją od siebie i spojrzał jej w oczy. 

- Czyli już wszystko w porządku? Ciągle mnie chcesz? 

Blair  rzuciła  okiem  na  ich  wspólne  odbicie  w  lustrze,  spojrzała  w  cudowne  zielone 

oczy Nate'a i kiwnęła głową na tak. 

- Ale pod warunkiem, że będziesz trzymał się z daleka od Sereny - pociągnęła nosem. 

Nate okręcał kosmyk włosów Blair wokół swojego palca i delektował się zapachem jej 

perfum.  Czuł  się  dobrze,  kiedy  tak  stali  objęci.  Czuł,  że  tego  chce.  Teraz,  a  może  i  zawsze. 

Nie potrzebował Sereny. 

Kiwnął głową. 

- Obiecuję. 

A potem pocałowali się. Był to smutny, delikatny pocałunek. Blair słyszała w głowie 

muzykę  sygnalizującą  koniec  sceny.  Zaczęła  się  trochę  wyboiście,  ale  zakończenie  było 

zupełnie w porządku. 

- Chodź  -  powiedziała,  holując  go  za  sobą  i  wycierając  spod  oczu  rozmazany  tusz.  - 

Zobaczmy, kto przyszedł. 

Trzymając  się  za  ręce,  wyszli  z  damskiej  toalety.  Kati  Farkas  uśmiechnęła  się 

dwuznacznie, kiedy zatoczyła się na nich w wejściu. 

- Hej, ludzie! - krzyknęła. - Zróbcie trochę miejsca! 

background image

S i D daj

ą

 si

ę

 ponie

ść

 

- Są  niesamowici!  -  wrzasnęła  Serena  do  Vanessy,  próbując  przekrzyczeć  perkusję  i 

gitarę basową. Kołysała się na krześle, jej oczy błyszczały. Dan miał problemy z normalnym 

oddychaniem. Ledwie tknął swojego drinka. 

Vanessa  uśmiechnęła  się  zadowolona,  że  Serenie  podoba  się  muzyka.  Osobiście  nie 

cierpiała  jej,  choć  nigdy  nie  powiedziałaby  tego  swojej  siostrze.  SugarDaddy  grali  muzykę, 

przy której ludzie tańczyli, wyginali się na wszystkie strony i pocili, co zupełnie nie było w 

stylu Vanessy. 

Wolałaby leżeć w ciemnościach, słuchając gregoriańskich chórów czy czegoś takiego. 

O taaak! 

- Chodź - powiedziała Serena, podnosząc się. - Zatańczymy. 

Vanessa potrząsnęła głową. 

- Mnie tak jest dobrze. Ty idź. 

- Dan? - Serena pociągnęła go za rękaw. - Idziemy! 

Dan  z  założenia  nie  tańczył.  Nie  był  w  tym  dobry  i  kiedy  już  tańczył,  czuł  się  jak 

głupek.  Wahał  się,  spoglądając  na  Vanessę,  która  uniosła  swoje  czarne  brwi,  rzucając  mu 

wyzwanie. Jeśli teraz wstaniesz i pójdziesz tańczyć, znajdziesz się na samej górze mojej listy 

przegranych frajerów, mówiło jej spojrzenie. 

Dan podniósł się. 

- Jasne, czemu nie - powiedział. 

Serena zaczęła przepychać się przez wirujący tłum, ciągnąc za sobą potykającego się 

Dana.  A  potem  zaczęła  tańczyć  z  rękami  uniesionymi  nad  głową,  wyrzucając  przed  siebie 

nogi i potrząsając ramionami. Ona to dopiero umiała tańczyć. Dan kiwał rytmicznie głową i 

uginał kolana, przyglądając się Serenie. Serena położyła mu ręce na biodrach i zaczęła nimi 

bujać, skłaniając go, by naśladował ruchy jej bioder, które zdawały się żyć własnym życiem. 

Dan roześmiał się, a Serena uśmiechnęła się i zamknęła oczy, dając ponieść się muzyce. Dan 

również zamknął oczy,  dopasowując się do ruchów jej ciała.  Było bez znaczenia, że tańczył 

jak głupek i że jako jedyny w knajpie miał na sobie smoking - prawdopodobnie jako jedyny w 

całym Williamsburgu. Był z nią i tylko to się liczyło. 

background image

 

Vanessa,  która  została  sama  przy  stoliku,  dokończyła  najpierw  swojego  drinka,  a 

potem Dana. W końcu wstała i przeniosła się do baru. 

- Ładna koszulka - zauważył barman, kiedy ją zobaczył. Był tuż po dwudziestce, miał 

rude włosy z drugimi bakami i uroczy, łobuzerski uśmiech. Jej siostra ciągle mówiła o tym, 

jaki jest słodki. 

- Dzięki - odparła Vanessą, również się uśmiechając. - Nowa. 

- Powinnaś  częściej  ubierać  się  na  czerwono  -  powiedział.  Wyciągnął  rękę.  -  Jestem 

Clark. Vanessa, racja? Siostra Ruby? 

Vanessa  kiwnęła  głową.  Zastanawiała  się,  czy  był  dla  niej  miły  tylko  dlatego,  że 

podobała mu się jej siostra. 

- Mogę  ci  zdradzić  pewien  sekret?  -  zapytał  Clark.  Wlał  parę  rzeczy  do  shakera  i 

zaczął nim potrząsać. 

Cholera, pomyślała Vanessa. Zaraz zacznie się przede mną wywnętrzać i powie, że od 

zawsze  jest  zakochany  w  Ruby,  ale  ona  w  ogóle  go  nie  zauważa.  Będzie  chciał,  żebym 

zabawiła się w Kupidyna, i tak dalej, bla, bla, bla. 

- No, co takiego? - zapytała. 

- Hm - zaczął Clark. - Widzę, jak ciągle przychodzicie tu z Ruby. 

Zaczyna się, pomyślała Vanessa. 

- Ale ty nigdy nie podeszłaś do baru, żeby ze mną porozmawiać. A ja zadurzyłem się 

w tobie, kiedy tylko po raz pierwszy cię zobaczyłem. 

Vanessa gapiła się na niego. Żartował czy co? 

Clark  przelał  do  małego,  niskiego  kieliszka  zawartość  shakera  i  wcisnął  do  środka 

kilka limonek. Podsunął kieliszek Vanessie. 

- Spróbuj tego - powiedział. - Na koszt firmy. 

Vanessa uniosła kieliszek i spróbowała jego zawartości. Drink smakował jednocześnie 

słodko i cierpko, ale nie było czuć w ogóle alkoholu. Był bardzo dobry. 

- Jak się nazywa? - zapytała. 

- Pocałuj mnie - odparł Clark, z absolutnie poważną miną. 

Vanessa odstawiła kieliszek i nachyliła się nad barem. Serena i Dan mogli zatańczyć 

się na śmierć, tyle ją to obchodziło Ona będzie się całować. 

 

Didżejka  obsługująca  przyjęcie  „Buziak  w  usteczka”  właśnie  zerwała  po  czterech 

latach ze swoim chłopakiem i grała bez końca smutne, wolne piosenki o miłości. Odstrojone 

background image

pary, mocno przytulone, kołysały się przy tych smutnych dźwiękach, ledwie poruszając się w 

łagodnym  świetle.  Wszędzie  unosił  się  zapach  orchidei,  wosku,  surowej  ryby  i  dymu 

papierosowego, panowała spokojna atmosfera, co było zaskakujące, ale i zapewniało intymny 

nastrój. Nie była to głośna, rozbujana impreza, na jaką co poniektórzy mieli nadzieję, ale nie 

było to też złe przyjęcie. Zostało jeszcze dużo alkoholu, nic się nie zapaliło i nie pojawiły się 

gliny,  żeby  wylegitymować  gości.  Poza  tym  sezon  się  dopiero  zaczynał  -  planowano  całe 

mnóstwo innych imprez, których można było niecierpliwie wyczekiwać. 

Nate i Blair tańczyli; jej policzek opierał się o jego pierś, oboje mieli zamknięte oczy, 

a jego usta ocierały się o czubek jej głowy. Blair wyłączyła myślenie i jej głowę wypełniały 

same  statyczne  obrazy.  Zmęczyło  ją  wymyślanie  filmów.  W  chwili  obecnej  zupełnie 

odpowiadało jej prawdziwe życie. 

Kilka  par  dalej  Chuck  obmacywał  Jenny  Humphrey.  Jenny  .  marzyła,  żeby  didżejka 

przyspieszyła tempo. Starała się tańczyć tak szybko, jak tylko mogła, żeby Chuck przestał się 

do niej kleić, ale to przynosiło odwrotny skutek. Za każdym razem, kiedy wykonywała jakiś 

ruch ramionami, jej cycki wyskakiwały z sukienki, właściwie dając mu po twarzy. 

Chuck był po prostu zachwycony. Objął ją w talii i przycisnął do siebie, kierując się w 

stronę damskiej toalety. 

- Co  my  robimy?  -  zapytała  zmieszana  Jenny.  Spojrzała  w  jego  oczy.  Wiedziała,  że 

Chuck  przyjaźni  się  z  Sereną  i  Blair,  i  chciała  mu  ufać.  Ale  Chuck  ciągle  nie  zapytał  ojej 

imię. W ogóle prawie się do niej nie odzywał. 

- Chcę  cię  tylko  pocałować  -  powiedział.  -  Pochylił  głowę  i  nakrył  jej  usta  swoimi, 

napierając  językiem  na  jej  zęby  z  taką  siłą,  że  aż  się  zakrztusiła.  Rozchyliła  wargi, 

pozwalając,  by  wepchnął  jej  język  do  gardła.  Całowała  się  już  wcześniej  z  chłopakami  przy 

okazji  gier  towarzyskich  na  przyjęciach.  Ale  nigdy  nie  całowała  się  w  taki  sposób,  nie  z 

języczkiem. I to tak ma wyglądać? - zastanawiała się, nagle odczuwając strach. Położyła ręce 

Chuckowi na piersi, żeby go odepchnąć, i oderwała od niego głowę, łapiąc oddech. 

- Muszę  do  toalety  -  wymamrotała,  cofając  się  chwiejnie  do  kabiny,  gdzie  zamknęła 

się na zamek. 

Widziała buty Chucka, który stal za drzwiami. 

- W porządku - powiedział. - Ale jeszcze z tobą nie skończyłem. 

Jenny  usiadła  na  sedesie,  nie  podciągając  nawet  sukienki,  i  udawała,  że  sika.  Potem 

wstała i spuściła wodę. 

- Już? - zawołał Chuck. 

Jenny  nie  odpowiedziała.  W  jej  głowie  kłębiły  się  myśli.  Co  powinna  zrobić? 

background image

Zaniepokojona sięgnęła do swojej małej czarnej torebki po telefon. 

Chuck kucnął, żeby zajrzeć przez szparę pod drzwiami do kabiny. Co ona tam robiła, 

mała puszczalska? Podpełzł na czworakach. 

- Dobra - powiedział. - Dosyć tego, wchodzę. 

Jenny  zamknęła  oczy  i  przywarła  plecami  do  ściany  kabiny.  Szybko  wybrała  numer 

komórki Dana, modląc się, żeby odebrał. 

 

Zespół  Ruby  grał  już  ostatnią  piosenkę  i  Serena  z  Danern  byli  mokrzy  od  potu.  Dan 

opanował nowy krok i właśnie eksperymentował ze schodzeniem w dół, wykonując pchnięcia 

miednicą, kiedy zadzwoniła jego komórka. 

- Cholera  -  mruknął,  wyciągając  telefon  z  kieszeni.  Otworzył  klapkę  pstryknięciem 

palca. 

- Dan - usłyszał głos siostry. - Ja... 

- Cześć,  Jen.  Zaczekaj  chwilę,  okay?  Nie  słyszę  cię.  -  Klepnął  Serenę  w  ramię  i 

wskazał  swój  telefon.  -  Przepraszam!  -  wrzasnął,  przekrzykując  muzykę.  Odszedł  do  ich 

stolika i zatkał dłonią drugie ucho. - Jenny? 

- Dan?  -  Jenny  mówiła  cicho;  wydawała  się  przestraszona.  -  Potrzebuję  twojej 

pomocy. Możesz po mnie przyjechać? 

- Teraz?  -  Podniósł  wzrok.  W  jego  stronę  szła  Serena,  której  idealną  twarz  przecięła 

zmarszczka niepokoju. 

- Wszystko w porządku? - zapytała. 

- Proszę, Dan! - błagała Jenny. Wyglądało na to, że jest naprawdę zdenerwowana. 

- Co się dzieje? - zapytał. - Nie możesz wziąć taksówki? 

- Nie,  ja...  -  nagle  urwała.  -  Proszę  cię,  po  prostu  tu  przyjedź,  dobrze,  Dan?  - 

dokończyła pospiesznie. A potem się rozłączyła. 

- Kto dzwonił? - zapytała Serena. 

- Moja młodsza siostra - odpowiedział Dan. - Jest na tym przyjęciu. Chce, żebym po 

nią pojechał. 

- Pojedziesz? 

- Tak, chyba powinienem. Była jakaś dziwna. 

- Pojadę z tobą - zaproponowała Serena. 

- Dobra. - Uśmiechnął się nieśmiało. Ta noc robiła się coraz lepsza. - Byłoby świetnie. 

- Powinniśmy uprzedzić Vanessę - powiedziała Serena, kierując się do baru. 

Dan ruszył za nią. Zupełnie zapomniał o Vanessie. Ale wyglądało na to, że dobrze się 

background image

bawi, rozmawiając z barmanem. 

- Hej,  Vanessa.  Serena  dotknęła  jej  ramienia.  -  Do  Dana  właśnie  zadzwoniła  z 

przyjęcia jego siostra. Musi po nią jechać. 

Vanessa odwróciła się powoli. Czekała, aż wzrok Clarka zawiśnie na Serenie. Na to, 

jak jego oczy zaświecą się i pojawi się w nich wielki, błyszczący napis „piękna dziewczyna”, 

niczym  wisienki  w  automacie  do  gry.  Ale  Clark  tylko  rzucił  na  nią  okiem,  jak  na  zwykłego 

klienta. 

- Co dla ciebie? - zapytał, kładąc przed nią serwetkę. 

- Nie,  nic,  dzięki  -  odparła  Serena.  Odwróciła  się  do  Vanessy.  -  Chyba  pojadę  z 

Danem. 

- Serena, zbierajmy się! - zawołał niecierpliwie Dan zza ich pleców. 

Vanessa odwróciła się, żeby na niego spojrzeć. Nie mógł się już doczekać na Serenę. 

To cud, że jeszcze nie wywiesił języka. 

- No  dobra,  baw  się  dobrze  przez  resztę  nocy  -  powiedziała  Serena.  Pochyliła  się  i 

pocałowała  Vanessę  w  oba  policzki.  -  Powiedz  Ruby,  że  była  nieziemska.  -  A  potem 

dołączyła do Dana. 

- Na razie, Vanessa! - zawołał Dan i ruszył do wyjścia. 

Vanessa  bez  słowa  odwróciła  się  z  powrotem  do  Clarka.  Nie  mogła  się  doczekać, 

kiedy znowu go pocałuje i zupełnie zapomni o Serenie i Danie, którzy razem wychodzili. 

- Co  to  za  ludzie?  -  zapytał  Clark,  opierając  się  łokciami  o  bar.  Wziął  z  półmiska 

oliwkę i trzymał ją tuż przy ustach Vanessy. 

Vanessa ugryzła oliwkę i wzruszyła ramionami. 

- W zasadzie prawie ich nie znam. 

background image

S odzyskuje nadziej

ę

 

Dan  przywołał  taksówkę  i  otworzy!  Serenie  drzwiczki.  Październikowe  powietrze 

było  rześkie  i  pachniało  karmelem,  a  Dan  nagle  poczuł  się  bardzo  elegancki  i  dorosły  - 

mężczyzna  w  smokingu,  który  spędza  noc  na  mieście  z  piękną  dziewczyną.  Wśliznął  się  na 

siedzenie  obok  niej  i  spojrzał  na  swoje  dłonie,  kiedy  taksówka  oderwała  się  od  krawężnika. 

Już się nie trzęsły. 

Wydawało się zupełnie niewiarygodne, że tymi samymi dłońmi dotykał Sereny, kiedy 

tańczyli. A teraz byli sami w taksówce. Gdyby chciał, mógłby wziąć ją za rękę, pogładzić po 

policzku, może nawet pocałować. Przyglądał się jej profilowi, jej jasnej skórze błyszczącej w 

żółtym świetle ulicznych latarni, ale nie mógł się zdobyć, by zrobić jakikolwiek ruch. 

- Boże,  uwielbiam  tańczyć  -  powiedziała  Serena,  pozwalając,  by  jej  głowa  opadła  na 

oparcie. Czuła się kompletnie zrelaksowana. - Mogłabym tak tańczyć co noc. 

Dan pokiwał głową. 

- Ja też. - Ale tylko z tobą, zamierzał dodać. 

Tylko dziewczyna taka jak Serena może sprawić, że chłopak o dwóch lewych nogach 

powie, że uwielbia tańczyć. 

Resztę  drogi  spędzili  w  milczeniu,  rozkoszując  się  przyjemnym  zmęczeniem,  które 

czuli  w  nogach,  i  zimnym  powietrzem,  które  wpadało  przez  otwarte  okno,  chłodząc  ich 

spocone czoła. I choć się do siebie nie odzywali, nie czuli się niezręcznie. Było przyjemnie. 

Kiedy  taksówka  zatrzymała  się  przed  starym  budynkiem  Barneys  na  Siedemnastej 

ulicy, Dan rozejrzał się za Jenny, spodziewając się, że będzie na nich czekać na zewnątrz. Ale 

chodnik był pusty. 

- Chyba  będę  musiał  po  nią  pójść.  Spojrzał  na  Serenę.  -  Możesz  jechać  do  domu. 

Chyba że chcesz zaczekać... 

- Pójdę  z  tobą  -  powiedziała  Serena.  -  Równie  dobrze  mogę  zobaczyć,  co  mnie 

ominęło. 

Dan zapłacił za taksówkę, po czym wysiedli i ruszyli do drzwi. 

- Mam nadzieję, że nas wpuszczą - szepnęła Serena. - Wyrzuciłam swoje zaproszenie. 

Dan  wyciągnął  z  kieszeni  zmięte  zaproszenie,  które  dostał  od  Jenny,  i  podsunął 

background image

bramkarzowi przy wejściu. 

- Ona jest ze mną - rzekł, obejmując Serenę ramieniem. 

- Śmiało - powiedział bramkarz, zapraszając ich ruchem ręki do środka. 

Ona jest ze mną? Dan nie mógł uwierzyć, że taki z niego facet z jajami. I to jakimi! 

- Lepiej rozejrzę się za moją siostrą. 

- Okay - odparła Serena. - Spotkamy się tu za dziesięć minut. 

 

W  sali  było  pełno  znajomych  twarzy.  Tak  znajomych,  że  nikł  nie  był  pewien,  czy 

Serena van der Woodsen dopiero się zjawiła, czy też była tu przez cały wieczór. Jedno było 

pewne - wyglądała, jakby się świetnie bawiła. Włosy miała rozwiane, sukienka zjeżdżała jej z 

ramion,  w  rajstopach  poszło  oczko,  a  policzki  były  zaróżowione,  jakby  biegła.  Była  w  niej 

jakaś  dzikość;  dziewczyna  jej  pokroju  z  pewnością  robiła  wszystkie  te  rzeczy,  które  jej 

przypisywano, i pewnie jeszcze o wiele więcej. 

Blair  od  razu  zauważyła  Serenę,  stojącą  na  skraju  parkietu  w  tej  starej,  śmiesznej 

sukience, którą kupiły razem w Alice Underground. 

Oderwała się od Nate'a. 

- Patrz, kto przyszedł. 

Nate  odwrócił  się  i  kiedy  zobaczył  Serenę,  uścisnął  dłoń  Blair,  jakby  demonstrując 

swoje oddanie. Blair również ścisnęła jego dłoń. 

- Może  jej  powiesz?  -  poprosiła  go.  -  Powiedz  jej,  że  nie  możecie  się  już  dłużej 

przyjaźnić. - W brzuchu burczało jej ze zdenerwowania. Po tym, jak wszystko zwymiotowała, 

musiała zjeść kolejnego tuńczyka. 

Nate  wpatrywał  się  w  Serenę  z  ponurą  determinacją,  ciągle  był  lekko  upalony.  Jeśli 

Blair  uważa  za  konieczne,  żeby  kazał  Serenie  się  odczepić,  zrobi  to.  Nie  mógł  się  już 

doczekać, kiedy będzie miał to wszystko za sobą i wreszcie się odpręży. Prawda była taka, że 

po  rozmowie  z  Sereną  zamierzał  pójść  na  górę,  żeby  się  zrelaksować  w  jakimś  ustronnym 

miejscu. 

Zasada numer jeden: Kiedy sprawy przyjmują poważny obrót, zapal jointa. 

- W porządku. - Puścił rękę Blair. - Idę. 

 

- Cześć. - Serena pocałowała go w policzek. Nate zaczerwienił się. Nie spodziewał się, 

że  go  dotknie.  -  Wyglądasz  cudownie,  skarbie  -  powiedziała  ze  śmiesznym,  snobistycznym 

akcentem. 

- Dzięki  -  odparł  Nate.  Chciał  włożyć  ręce  do  kieszeni,  ale  jego  smoking  był  ich 

background image

pozbawiony. Głupia sprawa. - Co porabiasz? - zapytał. 

- W  zasadzie  to  olałam  to  przyjęcie  -  wyjaśniła  Serena.  -  Bawiłam  się  w  takiej 

zwariowanej knajpie na Brooklynie. 

Nate  uniósł  ze  zdziwieniem  brwi.  Ale  z  drugiej  strony  nic,  co  mówiła  Serena,  nie 

powinno go już zaskakiwać. 

- Masz ochotę zatańczyć? - zapytała Serena. Zanim zdążył odpowiedzieć, zarzuciła mu 

ręce na szyje i zaczęła kołysać biodrami. 

Nate spojrzał na Blair, która uważnie ich obserwowała, i zebrał się na odwagę. 

- Posłuchaj,  Sereno  -  powiedział,  robiąc  krok  w  tył  i  zdejmując  jej  ręce.  -  Naprawdę 

nie możemy... no wiesz... przyjaźnić się... tak jak to było kiedyś. 

Serena wpatrywała się badawczo w jego oczy, próbując odczytać z nich, co naprawdę 

myśli. 

- Dlaczego? - zapytała. - Zrobiłam coś? 

- Blair  to  moja  dziewczyna  -  ciągnął  Nate.  -  Muszę...  muszę  być  wobec  niej  lojalny. 

Nie mogę... naprawdę nie mogę... - przełknął głośno ślinę. 

Serena objęła się ramionami. Gdyby tylko potrafiła go znienawidzić za to, że jest taki 

okrutny i słaby. Gdyby tylko nie był taki przystojny. Gdyby tylko go nie kochała. 

- No cóż, w takim razie chyba nie powinniśmy dłużej rozmawiać - powiedziała. - Blair 

mogłaby się zdenerwować. - Opuściła ręce i szybko odeszła. 

Kiedy przechodziła przez salę, napotkała spojrzenie Blair. Zatrzymała się, szukając w 

torebce dwudziestodolarówki, którą Blair zostawiła na stoliku w Tribeca Star. Chciała oddać 

jej te pieniądze. Jakby, jakimś cudem, mogła tym udowodnić, że nie zrobiła nic złego. Wtedy 

i nigdy. Ale znalazła tylko papierosy. Wyciągnęła jednego i włożyła do ust. Muzyka zrobiła 

się głośniejsza, wokół tańczyli ludzie. Serena czuła na sobie spojrzenie Blair i trzęsły się jej 

ręce, kiedy grzebała w torebce, szukając zapalniczki. Jak zwykle nie miała żadnej przy sobie. 

Potrząsnęła  z  irytacją  głową  i  spojrzała  na  Blair.  A  potem,  zamiast  ciskać  sobie  wściekle 

spojrzenia, obie uśmiechnęły się. 

Był to dziwny uśmiech i żadna z nich nie wiedziała, o co tej drugiej chodzi. 

Czy Blair uśmiechała się, bo w końcu to ona zdobyła Nate'a, a na dodatek nadepnęła 

Serenie na odcisk? Bo wszystko poszło po jej myśli - jak zwykle? 

Czy  Serena  uśmiechała  się,  bo  czuła  się  niezręcznie  i  była  zdenerwowana?  A  może 

uśmiechała się z zadowolenia, że nie zniżyła się do poziomu Blair, która rozsiewała wstrętne 

plotki i manipulowała Nate'em? 

A może uśmiechały się ze smutkiem, że ich przyjaźń się skończyła? 

background image

A  może  uśmiechały  się,  bo  w  głębi  duszy  obie  wiedziały,  że  niezależnie  od  tego,  co 

się dalej wydarzy - nieważne, w kim się zakochają czy też odkochają, jakie będą nosić ciuchy, 

jakie będą miały wyniki z egzaminów na studia, do jakiego college'u się dostaną - wszystko 

będzie dobrze. 

Świat, w jakim żyły, potrafił o siebie zadbać. 

Serena  wyjęła  z  ust  papierosa,  rzuciła  go  na  podłogę  i  zaczęła  iść  w  stronę  Blair. 

Kiedy znalazły się twarzą w twarz, wyłowiła z torebki banknot dwudziestodolarowy. 

- Trzymaj  -  powiedziała,  podając  go  Blair.  -  To  twoje.  -  A  potem  bez  słowa  ruszyła 

dalej, zmierzając do damskiej toalety, żeby ochlapać sobie twarz zimną wodą. 

Blair spojrzała na banknot i przestała się uśmiechać. 

Przy drzwiach Rebecca Agnelli z Fundacji na rzecz Ocalenia Sokołów Wędrownych z 

Central Parku właśnie wkładała futro z norek, całując się na pożegnanie z Kati i Isabel. Blair 

podeszła do niej i wcisnęła do ręki banknot dzwudziestodolarowy. 

- To na ptaki - powiedziała ze sztucznym uśmiechem. - I proszę nie zapomnieć swojej 

torby z prezentami! 

 

Serena  odkręciła  kurek  i  bez  końca  spryskiwała  twarz  zimną  wodą.  Było  to  tak 

wspaniałe uczucie, że miała ochotę ściągnąć ciuchy i spryskać się cała. 

Nachyliła  się  nad  umywalką,  osuszając  twarz.  Jej  wzrok  powędrował  na  podłogę, 

gdzie  zobaczyła  parę  czarnych  butów  z  szerokimi  nosami,  frędzle  niebieskiego  szalika  i 

czarną damską torebkę. 

Przewróciła oczami i podeszła bliżej. 

- Chuck, to ty? - powiedziała do szczeliny pod drzwiami. - Kto tam jest z tobą? 

Dziewczyna złapała z trudem powietrze. 

- Cholera! - Serena usłyszała Chucka. 

Chuck  postawił  Jenny  na  klapie  sedesu  w  ostatniej  kabinie  i  ściągnął  jej  sukienkę  w 

dół,  żeby  dostać  się  do  tych  ogromnych  cycków.  Serena  pojawiła  się  w  najgorszym 

możliwym momencie. 

Uchylił lekko drzwi kabiny. 

- Odwal się - warknął. 

W głębi Serena zauważyła małą Jenny Humphrey, z sukienką zrolowaną wokół pasa, 

jak przerażona obejmuje się ramionami. 

Ktoś otworzył drzwi do toalety. 

- Jenny! Jesteś tu?! - zawołał Dan. 

background image

Serena  nagle  zajarzyła.  Jenny  była  siostrą  Dana.  Nic  dziwnego,  że  wydała  mu  się 

dziwna przez telefon. Prawie została zgwałcona przez Chucka. 

- Tu jestem! - pisnęła Jenny. 

- Wynoś  się  stąd  -  nakazała  Chuckowi  Serena,  otwierając  drzwi  na  tyle,  żeby  mógł 

wyjść. 

Chuck przecisnął się obok niej, odpychając ją na drzwi kabiny. 

- Błagam  o  wybaczenie,  zdziro  -  syknął.  -  Następnym  razem  poproszę  cię  o 

pozwolenie. 

- Chwila,  dupku  -  powiedział  Dan,  mierząc  Chucka  wzrokiem.  -  Co  robiłeś  z  moją 

siostrą? 

Serena  zamknęła  drzwi  do  kabiny  i  stanęła  za  nimi,  czekając,  aż  Jenny  zejdzie  z 

sedesu i poprawi się, zanim zobaczy ją jej brat. Słyszała, jak Jenny pociąga nosem. 

- Pieprz się! - Chuck popchnął Dana. 

- Sam się pieprz, Szalikowiec - odparł Dan. Nigdy wcześniej się nie bił. Ręce znowu 

zaczęły mu się trząść. 

Serena

nie  cierpiała  bójek.  Były  zupełnie  bezsensowne,  a  walczący  robili  z  siebie 

ostatnich dupków. 

- Hej, Chuck - powiedziała, szturchając go w plecy. Chuck odwrócił się. - Może sam 

się wypieprzysz? Wiesz, że nikt tego z tobą nie zrobi. 

- Ty  dziwko.  Myślisz,  że  możesz  sobie  wrócić  i  odgrywać  damę,  po  tym  wszystkim, 

co robiłaś? Myślisz, że możesz strugać księżniczkę i mówić mi, żebym się pieprzył? 

- A  co  ja  takiego  zrobiłam.  Chuck?  -  zapytała  Serena.  -  No  powiedz,  jak  myślisz,  co 

zrobiłam? 

Chuck oblizał wargi i cicho się roześmiał. 

- Co  zrobiłaś?  Wykopali  cię  z  tej  szkoły  z  internatem,  bo  jesteś  zboczoną  dziwką, 

która stawia kreski na ścianie nad łóżkiem w internacie po tym, jak prześpi się z chłopakiem. 

I  masz  weneryki.  Byłaś  uzależniona  od  różnych  dragów  i  uciekłaś  z  odwyku,  a  teraz 

rozprowadzasz własne prochy. Należałaś do jakiejś sekty, w której zabijają kurczaki.  I masz 

pieprzonego bachora we Francji. - Chuck wziął głęboki oddech i oblizał usta. 

Serena cały czas się uśmiechała. 

Wow! Nie marnowałam czasu - powiedziała. 

Chuck  zmarszczył  brwi.  Spojrzał  na  Dana,  który  stal  w  milczeniu  z  rękami  w 

kieszeniach i przyglądał się. 

- Odpieprz się, Chuck - szepnęła Serena. 

background image

Chuck wzruszył ramionami i chwycił butelkę wody Evian. 

- Jak sobie chcesz, dziwko - rzekł, przeciskając się obok Dana do wyjścia. 

- Wiem, że mnie kochasz! - krzyknęła za nim Serena. 

Dan zapukał do drzwi kabiny. 

- Jenny? Wszystko w porządku? 

Jeszcze głośniejsze pociąganie nosem. 

Jenny nie mogła nad sobą zapanować. Po prostu nie mogła uwierzyć, że ze wszystkich 

ludzi  na  świecie  to  właśnie  Serena  van  der  Woodsen  znalazła  ją  w  takim  stanie.  Serena 

musiała uważać, że jest naprawdę żałosna. 

- Nic  mi  nie  jest  -  odpowiedziała  w  końcu.  Podniosła  torebkę  z  podłogi  i  pchnęła 

drzwi. - Po prostu zabierz mnie do domu. 

 

Dan objął siostrę ramieniem, a Serena wzięła go za rękę. Razem przedostali się przez 

tłum do wyjścia. 

- Zaczekajcie!  Wasze  torby  z  prezentami!  -  krzyknęła  Rain  Hoffstetter  ze  swojego 

stanowiska przy  głównych drzwiach. Wręczyła  Serenie i Jenny po czarnej dużej torbie Kate 

Spade. 

Dan otworzył drzwi i wybiegł na ulicę, żeby złapać taksówkę. Kiedy już mu się udało, 

najpierw  wsiadła  Serena,  potem  Jenny  i  w  końcu  Dan.  Jenny  rozstawiła  stopy  szeroko  na 

podłodze  i  objęła  kolana,  pomiędzy  które  włożyła  głowę.  Serena  pogłaskała  jej  kręcone 

brązowe włosy. 

- Najpierw wy jedźcie do domu - zaproponowała. 

Dan spojrzał na Jenny. Potrzebowała się położyć. 

- Dobra - zgodził się i podał taksówkarzowi ich adres. 

Serena ciągle głaskała Jenny po głowie. 

Wow!  -  powiedziała  z  ironią.  -  Nie  miałam  tylu  wrażeń  od  czasu,  kiedy  opuściłam 

szkołę z internatem. 

Dan wpatrywał się w nią szeroko otwartymi, ufnymi oczami. 

- Więc te wszystkie historie... - spalił cegłę. -  To znaczy, czy coś z tego zdarzyło się 

naprawdę? 

Serena zmarszczyła brwi. Grzebała w torebce, szukając papierosa, ale ostatecznie się 

rozmyśliła. 

- A jak ci się wydaje? - zapytała. 

Dan wzruszył ramionami. 

background image

- Uważam, że to stek bzdur. 

Serena uniosła figlarnie brwi. 

- Ale skąd możesz mieć pewność? 

Siedziała  z  otwartymi  ustami,  których  kąciki  drżały,  to  unosząc  się,  to  opadając.  Jej 

niebieskie oczy zabłysły w światłach przejeżdżającego samochodu. 

Nie,  Dan  nie  mógł  sobie  wyobrazić,  że  mogłaby  robić  którąś  z  tych  rzeczy,  o  które 

oskarżał ją Chuck. Mógł sobie wyobrazić tylko jedno: jak się z nim całuje. Ale na to jeszcze 

przyjdzie czas. 

- Po prostu nie jesteś taka - powiedział. 

Kąciki jej ust rozjechały się i znowu się uśmiechała. 

- To dobrze. - Wzięła głęboki oddech i położyła głowę na oparciu siedzenia. 

Dan położył swoją głowę obok jej. 

- Tak, to dobrze - zgodził się, zamykając oczy. 

Kiedy  pędzili  obok  podświetlonych  billboardów  i  jasnych  świateł  na  Times  Square, 

Serena  cały  czas  miała  otwarte  oczy.  Zawsze  uważała,  że  Times  Square  jest  brzydki  i 

przygnębiający  w  porównaniu  z  cichymi,  wypielęgnowanymi  ulicami  w  jej  sąsiedztwie.  Ale 

teraz te błyszczące światła, hałas i dym unoszący się z palenisk na rogach dały jej nadzieję. W 

ciemności taksówki sięgnęła po rękę Dana, w tej samej chwili on sięgnął po jej. 

Nie mogła się doczekać, co będzie dalej. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie

 

Ale  si

ę

  wybawiłam  na  „Buziaku  w  usteczka”.  Chyba  zrzuciłam  w  ta

ń

cu  z  siedem  kilogramów  -  nie 

ż

ebym potrzebowała. 

Nie musz

ę

 chyba mówi

ć

ż

e czuj

ę

 si

ę

 

ś

wietnie. 

 

Na celowniku 

 

B i N pó

ź

n

ą

 pi

ą

tkow

ą

 noc

ą

 id

ą

 do niego do domu. C włóczy si

ę

 po Dziesi

ą

tej Alei, szukaj

ą

c szcz

ęś

cia 

z  dziewczynami  z  Jersey.  D,  J  i  ich  oble

ś

ny  ojciec  jedz

ą

  rodzinne 

ś

niadanie  w  sobotni  poranek  w 

taniej  restauracji,  gdzie  kr

ę

cili  Seinfeld,  V  wypo

ż

ycza  horrory  ze  swoim  nowym  chłopakiem  z 

Brooklynu. S wr

ę

cza czarn

ą

 torb

ę

 z prezentami Kate Spade bezdomnemu na schodach Met

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Cze

ść

 P, 

Chciałem ci tylko powiedzie

ć

ż

e pisz

ę

 na twój temat prac

ę

 

semestraln

ą

. Ty rz

ą

dzisz! 

Studencik 

 

O:

 Cze

ść

 Studenciku, 

Pochlebiasz mi. No to... jak wygl

ą

dasz? 

 

PYTANIA I ODPOWIEDZI 

 

Niby czemu martwi

ć

 si

ę

 o college? Zbyt dobrze si

ę

 teraz bawi

ę

ż

eby o tym my

ś

le

ć

. I jest jeszcze tyle 

pyta

ń

, na które trzeba znale

źć

 odpowied

ź

background image

Czy S i D zakochaj

ą

 si

ę

 w sobie? Czy S nie zacznie rzyga

ć

 jego sztruksami? 

Czy  J  daruje  sobie  wytworne  towarzystwo  i  eleganckie  sukienki,  a  zamiast  tego  b

ę

dzie  si

ę

  trzyma

ć

 

przyjaciół w swoim wieku (nawet je

ś

li nigdy nie dorównaj

ą

 jej z rozmiarem stanika)? 

Czy V porzuci swój styl i zacznie ubiera

ć

 si

ę

 kolorowo? Czy zapu

ś

ci włosy? Jak b

ę

dzie si

ę

 jej układało 

z tym barmanem? 

Czy B i N b

ę

d

ą

 razem? 

Czy C przestanie napastowa

ć

 młode dziewczynki i przyzna, 

ż

e jest dupkiem? 

Czy S naprawd

ę

 nakr

ę

ci film? Nigdy nie u

ż

ywała nawet polaroida. 

Czy ludzie przestan

ą

 plotkowa

ć

 o wy

ż

ej wymienionych? 

Mało prawdopodobne. Ja na pewno nie. Za du

ż

a frajda. 

Do nast

ę

pnego razu. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara