background image

Profesor Rau i kanibalizm, czyli rzecz o 
ludzkim mięsie in vitro 

  

 

  

 

Nowy szef polskiej dyplomacji, profesor Zbigniew Rau, który w 
płatnej ulotce wyborczej przedstawił radykalne postulaty 
lewicowych ugrupowań promujących „cywilizację śmierci”, spotkał 
się z krytyką i ośmieszaniem. Wykładowca prawa i polityk PiS 
przekroczył bowiem pewne granice: śmiał powiedzieć głośno o 
barbarzyńskich pomysłach dzisiejszych ulepszaczy człowieka i 
społeczeństwa. 
 

  

Promocja współczesnej wersji kanibalizmu nie jest nowością. 
Środowiska akademickie od dawna pracują nad koncepcjami, które 
pomogą przezwyciężyć naturalny opór społeczeństwa wobec 
„innowacyjnych technologii”. 

  

Zbigniew Rau w ulotce wyborczej z 2019 roku przestrzegał przed 
„ideologią LGBT” i „cywilizacją śmierci”. Przywołał zjawiska, które 
przecież mają miejsce, takie jak: legalizacja pseudomałżeństw 
homoseksualnych, eutanazji, tzw. późnej aborcji czy postulaty 
legalizacji zoofilii, pedofilii, a nawet kanibalizmu. Wskazał m.in., że 
„dla zachodnich rzeczników nowoczesności nie ma żadnych świętości, 
a ich barbarzyńskie działania wiodą wprost do iście piekielnej 
cywilizacji śmierci, przed którą próbował nas ostrzegać św. Jan Paweł 
II”. 

background image

  

Jak to w ulotce wyborczej, ówczesny kandydat na parlamentarzystę 
przekonywał, by głosować na PiS, bo miałaby to być „ostatnia bariera 
chroniąca nas przed chaosem, który chce nam zafundować lewica”. 
Zobowiązał się ponadto do przygotowania projektu ustawy mającej 
przeciwdziałać seksualizacji dzieci. 

  

Wypowiedzi te i im podobne, zwłaszcza dotyczące postulatów 
legalizacji kanibalizmu, wzbudziły powszechną krytykę środowiska 
lewicowego, twierdzącego, że ktoś taki jak Rau nie może 
reprezentować Polski w stosunkach dyplomatycznych. Dopytywano, 
jak się wytłumaczy z „kontrowersyjnych poglądów”? 

  

Trzeba tu postawić pytanie, skąd pretensje do kogoś, kto jedynie 
przedstawił i skrytykował radykalne postulaty postępowych 
naukowców? Profesor przecież odniósł się do eksperymentów 
prowadzonych przez innych uczonych, do zagrożenia barbaryzacją 
życia wskutek promocji niektórych innowacji biotechnologicznych 
związanych m.in. z produkcją in vitro ludzkiego mięsa. 

  

Mięso z probówki 

Prof. Richard Dawkins w 

tweecie

 sprzed ponad dwóch lat pytał, czy 

mięso hodowane w laboratorium zniesie tabu przeciwko 
kanibalizmowi. Słynny biolog ewolucyjny zamieścił link do artykułu o 
możliwej komercjalizacji mięsa wyhodowanego w laboratorium, co 
miało nastąpić do końca 2018 roku. „Długo nie mogłem się tego 
doczekać ” – napisał. „A co, jeśli hodowalibyśmy ludzkie mięso? Czy 
możemy przezwyciężyć nasze tabu przeciwko kanibalizmowi?” – 
dociekał. 

background image

  

Mięso wyhodowane w laboratorium, jego zdaniem, byłoby 
„interesującym przypadkiem testowym, zderzającym 
konsekwencjalizm moralny z absolutyzmem reakcji fuj”. Innymi 
słowy, ludzkie mięso wyhodowane w laboratorium mogłoby rzekomo 
być etyczne w tym sensie, że nikt nie doświadczałby złych 
konsekwencji: nie ma zabijania człowieka ani profanacji zwłok. 

  

Pytanie brytyjskiego biologa, darwinisty i ateisty nie było nowe. 
Portal 

Livescience.com

 wskazuje na wyniki badań sugerujących, iż 

skłonienie ludzi do jedzenia mięsa wyhodowanego w laboratorium 
może być wyzwaniem i że rynek powstałego w ten sposób 
syntetycznego mięsa ludzkiego byłby prawdopodobnie znikomy. Prof. 
Owen Schafer z Centrum Etyki Biomedycznej Uniwersytetu w 
Singapurze prognozuje, że spożywanie go „będzie niezwykle rzadkie”. 

  

Sama jednak idea promocji nowych technologii biomedycznych 
(upowszechnienie edycji genów i procedury in vitro) w celu sztucznej 
produkcji mięsa nie jest czymś odosobnionym. Eksperymenty z tzw. 
mięsem laboratoryjnym, zwanym także mięsem in vitro (IVM) lub 
„czystym mięsem” trwają co najmniej od kilkudziesięciu lat. 

  

W 2013 r. holenderski medyk Mark Post, profesor Uniwersytetu w 
Maastricht, zajmujący się badaniami nad komórkową hodowlą mięsa 
od co najmniej 2005 roku, częstował grupę dziennikarzy, polityków i 
przedsiębiorców biorących udział w konferencji prasowej w Londynie 
„laboratoryjnym hamburgerem”. Badania (notabene efekt 
trzyletniego innego projektu sfinansowanego przez Sergey’a Brinna, 
jednego z twórców Google), zaowocowały powołaniem do życia 

background image

startupu MosaMeat, który w 2021 r. miałby wypuścić na rynek mięso 
laboratoryjne znacznie tańsze niż tradycyjny hamburger. 

Badanie potencjalnych odbiorców takiego produktu w Stanach 
Zjednoczonych, opublikowane w 2018 roku na łamach czasopisma 

„PLOS ONE”

 wykazało, iż dwie trzecie ludzi byłoby skłonnych 

spróbować tej nowości, ale tylko jedna trzecia mogłaby by ją 
spożywać regularnie. 

  

Z ankiety dowiadujemy się, że co najmniej kilka osób chciałoby 
skosztować syntetycznego ludzkiego mięsa. Wskazano przy tym na 
artystów performatywnych i gwiazdy, które mogłyby chcieć zarobić 
na sprzedaży swoich komórek. 

  

Filozofowie „dowodzą” etyczności kanibalizmu  

Portal Livescience.com pytał: „czy powinniśmy się temu sprzeciwić? 
Dlaczego mielibyśmy zabronić syntezy ludzkich komórek w coś 
nadającego się do konsumpcji?”. Portal przywołał 

artykuł

 

opublikowany w 2014 roku w „Journal of Applied Philosophy”. 

  

Owen Schaefer i Julian Savulescu próbowali tam uzasadniać rzekomą 
etyczność jedzenia mięsa wyhodowanego w laboratorium, w tym 
także z komórek ludzkich. 

  

Dywagując nad sprzeciwem wobec tego typu praktyki, która może 
być postrzegana jako „otwarcie drzwi do kanibalizmu na świecie”, 
przypomnieli, że w 2005 roku naukowcy naszkicowali różne ścieżki 
wytwarzania mięsa in vitro. Pół dekady później wielu badaczom udało 
się wykonać kluczowy pierwszy krok: syntezę tkanki mięśniowej i 
innych składników zwierzęcych. 

background image

  

I chociaż na razie koszty produkcji oraz możliwość wprowadzenia 
mięsa in vitro na szeroką skalę to kwestia odległej przyszłości, to 
jednak ich zdaniem nie ma „żadnych przekonujących argumentów 
filozoficznych, aby uznać tego typu mięso za nieetyczne”. 

  

Nawiązując do konsekwencjalizmu dodali, że „nawet spożywanie 
mięsa in vitro wyhodowanego na bazie ludzkich komórek i krwi nie 
będzie bezpośrednim kanibalizmem”, ponieważ „nikt nie musi 
umierać i nikt nie zostaje zbezczeszczony”. 

  

Napisali: „zdolność do syntezy mięsa może nie tylko zmienić sposób 
jego produkcji, ale także rozszerzyć asortyment. Mógłby on 
obejmować gatunki zagrożone wyginięciem, zwierzęta trudne do 
udomowienia, zwierzęta wymierające i, co może najbardziej 
niepokojące, ludzi. Kanibalizm jest rzeczywiście niemal uniwersalnym 
tabu we współczesnym społeczeństwie, a IVM wzbudza widmo 
nowego, łatwego do wytworzenia ludzkiego mięsa do spożycia przez 
niewielką mniejszość, która może chcieć zaangażować się w 
kanibalizm lub eksperymentować z nim. Chociaż jest mało 
prawdopodobne aby kanibalizm stał się powszechnym szaleństwem, 
znajdą się przynajmniej niektórzy ludzie o dziwnych upodobaniach, 
niezwykłych normach kulturowych lub może po prostu chcący z 
ciekawości poznać smak ludzkiego mięsa; ludzie, którzy mogą być 
zainteresowani opracowaniem i spożywaniem ludzkiego mięsa in 
vitro
”. 

  

Dalej autorzy pisali, że: „ze względów moralnych moglibyśmy 
wprowadzić surowe ograniczenia dotyczące syntezy ludzkiego mięsa 
do celów konsumpcyjnych (...). Jest to jednak zbyt pochopne. 

background image

Powinniśmy najpierw zapytać, co jest takiego złego w kanibalizmie 
sztucznie stworzonych ludzkich komórek i tkanek, że należałoby tego 
zakazać?” – pytali. 

  

Uczeni argumentowali, iż „większość aktualnych przypadków 
kanibalizmu budzi moralny sprzeciw, ponieważ oprócz spożywania 
ludzkiego mięsa, wiążą się one z dwoma cechami: zabijaniem istot 
ludzkich i profanacją zwłok”. Podkreślali, że „w tym sensie kulturowe 
tabu przeciwko kanibalizmowi jest generalnie uzasadnione innymi 
względami niż odrażający akt”. 

  

„Ale IVM, co ważne – czytamy – nie obejmuje żadnego z tych 
czynników. Żaden człowiek nie zostałby zabity w procesie produkcji 
ludzkiego mięsa z in vitro ani żadne zwłoki nie zostałyby 
zbezczeszczone. Czy zatem kanibalizm jest zły?” – prowokowali. 

  

Autorzy rozpatrywali także przypadek kanibalizmu „za zgodą”. Podają 
przykład głośnej sprawy niemieckiego informatyka Armina Meiwesa, 
który w marcu 2001 roku zamordował i częściowo zjadł poznanego 
przez internet mężczyznę, Bernda Jürgena Armando Brandesa. Ofiara 
miała wcześniej zgodzić się na ten proceder. 

  

„Być może sami nigdy nie chcielibyśmy uczestniczyć w takim 
kanibalizmie, ale wstręt do czegoś nie jest powodem, aby uważać to 
za niemoralne, tak jak wstręt do bakłażana nie jest powodem, aby 
uważać jego spożycie za niemoralne. Co ciekawe, w literaturze 
niewiele uwagi poświęca się temu, czy w kanibalizmie jest jeszcze coś 
złego poza zabijaniem i profanacją. Być może dlatego, że obecnie 
rzadko ma to praktyczne znaczenie” – napisali Schaefer i Savulescu. 

background image

  

Podsumowując swoje intelektualne dywagacje uczeni stwierdzili, że 
„alternatywnie może się zdarzyć, iż początkowa produkcja mięsa z in 
vitro
 wymagałaby od ludzkiego „dawcy” dostarczenia próbek 
genetycznych lub tkanek, które posłużyłyby jako model dla przyszłych 
produktów. Jednak oznacza to po prostu, że dawca musi wyrazić 
odpowiednią, świadomą zgodę. Po jej uzyskaniu nie byłoby powodu 
do obaw, iż dawca jest traktowany bez szacunku”. 

  

Żeby wyprodukować pierwszego „laboratoryjnego hamburgera”, 
trzeba było uśmiercić setki płodów cielęcych. 

  

Romuald Zabielski i Joanna Zarzyńska z Katedry Chorób Dużych 
Zwierząt oraz Katedry Higieny Żywności i Ochrony Zdrowia 
Publicznego warszawskiego Instytutu Medycyny Weterynaryjnej 
SGGW w 

artykule

 poglądowym zatytułowanym: „Wyzwania związane 

z produkcją sztucznego mięsa” zauważają, że po prezentacji 
hamburgera przez Posta w 2013 r. „badania nad sztucznym mięsem 
dosłownie ruszyły z kopyta. Powstało też wiele publikacji naukowych 
pisanych przez zwolenników, jak i przeciwników jego produkcji. Sama 
idea jest bardzo atrakcyjna w kontekście etycznym – dążenie do 
ograniczenia utrzymywania i zabijania zwierząt dla wyżywienia 
rosnącej liczby ludności na świecie. Pierwszym głównym powodem 
rozwoju badań były jednak które zrodzone na początku nowego 
millenium obawy o środowisko. Były one związane głównie z 
wyczerpywaniem się możliwości zwiększenia produkcji zwierzęcej (…) 
oraz zanieczyszczeniem środowiska, produkcją gazów cieplarnianych 
(…), a także utratą bioróżnorodności ziemi użytkowanej rolniczo”. 

  

background image

Polscy autorzy zdradzili szereg szczegółów dotyczących technicznej 
strony produkcji mięsa in vitro. Przypomnieli, że komórki macierzyste 
uzyskuje się od zwierząt w rzeźni lub poprzez biopsję, ale w 
organizmie zwierzęcym jest ich stosunkowo niewiele, a ponadto 
„mają one zaprogramowaną, ograniczoną liczbę podziałów, więc w 
produkcji wielkoskalowej trzeba byłoby sukcesywnie uzyskiwać je od 
zwierząt dawców”. 

  

Naukowcy wyjaśnili, że zważywszy na „niewielką liczbę komórek 
macierzystych w tkankach oraz ich ograniczoną liczbę podziałów, 
próbka pobrana za pomocą biopsji cienkoigłowej to o wiele za mało 
dla masowej produkcji sztucznego mięsa. Rozwiązaniem może być 
albo unieśmiertelnianie komórek poprzez modyfikacje genetyczne, 
albo pobieranie większych ilości tkanek. W tym wypadku chyba 
bardziej humanitarnym i racjonalnym rozwiązaniem byłoby 
uśmiercanie zwierząt niż wycinanie rozległych partii tkanek i 
zachowanie tak okaleczonych osobników przy życiu” – wskazywali. 

Po pobraniu komórek wyzwaniem jest ich utrzymanie przy życiu oraz 
stymulacja do podziałów i różnicowania w kierunku miocytów in 
vitro
. To wymaga skomplikowanego oprzyrządowania oraz dwa i pół 
razy więcej prądu niż w chowie drobiu i bydła mlecznego, większych 
nakładów najwyższej czystości chemicznej i mikrobiologicznej wody 
oraz substancji odżywczych. 

  

Co jednak najbardziej niepokojące, „hodowla miocytów wymaga 
także zastosowania kilkuprocentowego dodatku surowicy płodowej 
(najczęściej płodów cieląt). Na wytworzenie sztucznego mięsa na 
pierwszego hamburgera zużyto około 50 litrów surowicy, co według 
szacunków wymaga zebrania krwi od 91 do 333 płodów bydlęcych!”. 

  

background image

I dalej: „Dotąd nie udało się znaleźć równie skutecznego stymulatora 
jak surowice płodów, ale uzyskanie takiej surowicy wiąże się z 
zabijaniem płodów. Udało się stworzyć podłoża niezawierające 
surowicy oraz innych składników pochodzenia zwierzęcego. Nie są 
one jednak odpowiednie do wszystkich typów komórek i – jak już 
wspomniano – są mniej efektywne w odniesieniu do pobudzania 
wzrostu i przeżywalności komórek”. 

  

Kolejnym wyzwaniem jest znalezienie bezpiecznych biomateriałów, 
które pozwolą komórkom uorganizować się w konfigurację tkankową, 
a także konieczność stosowania antybiotyków w hodowlach 
komórkowych w celu zahamowania wzrostu drobnoustrojów. 

  

Nad upowszechnieniem produkcji mięsa z probówki pracuje 
Parlament Europejski. Ciekawe są wyliczenia nie tylko dotyczące 
opłacalności produkcji, ale także możliwości komercjalizacji pomysłu. 
Sugerują one, że jest to raczej marzenie i „fanaberia”, która 
przegrywa niemal pod każdym względem z tradycyjną metodą 
hodowli zwierząt na mięso. 

  

Churchill i historia mięsa z probówki  

Zatwierdzona przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków w 
1995 r. produkcja mięsa in vitro może wydawać się nowym 
pomysłem; jednak sama idea sięga 1912 roku, kiedy Alexis Carrel 
utrzymywał serię żywych hodowli embrionalnych tkanek serca 
kurcząt, które dzieliły się przez 34 lata. 

  

W 1931 roku Winston Churchill wyobraził sobie przyszłość produkcji 
mięsa in vitro w swoim 

eseju

 „Fifty years hence” opublikowanym w 

background image

„Strand Magazine”. W 1999 roku Willem Frederik Van Eelen, lekarz i 
psycholog, który od ponad 50 lat prowadził badania nad możliwością 
produkcji mięsa z probówki, uzyskał pierwszy patent na przemysłową 
produkcję mięsa hodowlanego, przeznaczonego do spożycia przez 
ludzi lub zwierzęta. Benjaminson, Gilchriest i Lorenz sprawdzili 
wykonalność pomysłu, hodując mięso in vitro dla kosmonautów. 

  

W 2005 roku „Journal of Tissue Engineering” opublikował artykuł „In 
vitro cultured meat production”, który wywołał duże zainteresowanie 
naukowe i społeczne. W tym samym roku holenderscy naukowcy 
otrzymali od rządu grant na badania w wysokości 2 mln euro. W 2007 
r. utworzono międzynarodowy sojusz uczonych, które pod 
pretekstem troski o środowisko, powołali konsorcjum mięsne in vitro
mające zając się produkcją mięsa na skalę przemysłową. W 2008 roku 
radykalna organizacja People for the Ethical Treatment of Animals 
(PETA) wyznaczyła nagrodę w wysokości 1 miliona dolarów na 
pierwszy komercyjnie opłacalny projekt produkcji mięsa kurcząt in 
vitro
, a także ufundowała stypendia na badania w tej dziedzinie. W 
tym samym roku Norweski Instytut Badań nad Żywnością 
zorganizował pierwsze międzynarodowe sympozjum na temat mięsa 
in vitro. W 2011 r. warsztat eksploracyjny zorganizowany przez 
Europejską Fundację Nauki w Szwecji ocenił możliwości, 
niedociągnięcia i potencjał tej dziedziny. Ukuł też termin „mięso 
hodowlane”, aby zastąpić źle kojarzące się określenie „mięso in 
vitro
”. 

  

Od tego czasu kilka start-upów takich jak: Memphis Meats, Modern 
Meadow, New Harvest, MosaMeat, JUST, Aleph Farms i Meatable 
rozszerzyło projekty badawcze. Żaden nie wymyślił jeszcze modelu 
produkcji mięsa in vitro na dużą skalę. 

  

background image

Mark Post w 2017 r. mówił, że „będziemy stopniowo przechodzić w 
kierunku produkcji mięsa wolnego od zwierząt, ale jak dotąd nie jest 
to możliwe przy obecnym stanie technologii”. Gdyby faktycznie 
chciano całkowicie zrezygnować z poboru komórek od zwierząt, 
pozostaje pobieranie komórek od ludzi? 

  

Oron Catts, współzałożyciel SymbioticA, badacz i artysta, który 
„pracuje z półżywą tkanką jako materiałem”, nie widzi nic złego w 
zjadaniu ludzkiego mięsa. 

  

Zauważył, że w 1991 Van Valen i Maiorana zaproponowali, aby 
pierwszą ludzką linię komórkową, słynne obecnie komórki HeLa, 
uznać za nowy gatunek drobnoustrojów. 

artykule

 opublikowanym 

na łamach „Journal of Evolutionary Theory” stwierdzili: „Gatunki 
powstały na różne sposoby. Komórki HeLa to najlepiej znane 
hodowane komórki pochodzenia ludzkiego. Proponujemy tutaj, z całą 
powagą, aby stały się one odrębnym gatunkiem ograniczonym do 
określonego środowiska”. 

Zgodnie z tą logiką – argumentował Catts – „możemy wywnioskować, 
że jedzenie mięsa in vitro nie powinno być uważane za kanibalizm, o 
ile wyhodowane komórki zostałyby w taki czy inny sposób zmienione, 
tak aby stały się nowym gatunkiem drobnoustrojów”. Oznacza to, że 
„komórki musiałyby przejść przez X cykli wzrostu komórek, zanim 
zostaną przekształcone w mięso” – mówił. 

  

Dodał także, iż „skoro biologia staje się technologią, a istoty stają się 
surowcem (…) kwestie etyczne mogą być postrzegane jako 
przeszkoda na drodze do innowacji”. 

  

background image

Prowadzący studia islamskie dr Abdulaziz Sachedina z George Mason 
University argumentował nawet, że mięso hodowane w laboratorium 
opiera się na hodowli „nieczujących kawałków mięsa, a nie na 
zabijaniu czujących istot”. Mięso wyhodowane w laboratorium, które 
przypomina składem chemicznym ciało ludzkie, a nie pochodzi od 
prawdziwej osoby ludzkiej, nie spełnia kryteriów uznania za 
pochodzące od „istoty ludzkiej” – puentował swoje wywody. 

  

Bill Schutt, profesor biologii i autor książki: „Cannibalism: A Perfectly 
Natural History” wspomina fakt, na który zwrócił mu uwagę jeden z 
niemieckich profesorów. Otóż Zygmunt Freud mówił o dotyczącym 
kanibalizmu społecznym tabu jako zjawisku funkcjonującym w celu 
stłumienia naszego rzekomego, wrodzonego pragnienia zjadania 
samych siebie, co miałoby być ostatecznym doświadczeniem 
seksualnym. 

  

Nando Parrado, autor, przedsiębiorca ocalały z katastrofy lotniczej w 
Andach (rok 1972), po której wraz z piętnastoma innymi osobami 
zjadał ciała ofiar, by przeżyć 72 dni wysoko w górach, uważa, że ludzi 
trzeba uczyć, iż słowo „kanibalizm” jest często błędnie używane. „To, 
co zrobiliśmy, to antropofagia” – tłumaczył. 

  

W książce „Globalization and Misuses of Biotechnologies: Back to 
Cannibalism” Jean-Daniel Rainhorn przypomina międzynarodowe 
sympozjum, jakie odbyło się w 2014 r. w Genewie z udziałem 
naukowców zajmujących się zarówno medycyną, jak i naukami 
społecznymi. Poświęcone ono było niektórym nadużyciom 
biotechnologii, umożliwiających dostarczanie konsumentom 
„produktów medycznych pochodzenia ludzkiego” i traktowania 
ludzkiego ciała jako „rezerwuaru zasobów naturalnych”. 

background image

  

„Postęp w biomedycynie doprowadził do powstania nowych, 
szczególnie lukratywnych gałęzi przemysłu (…), a ich szybki rozwój 
przyczynił się do poważnych zmian w zachowaniu, które czasami 
podważają pewne dobrze ugruntowane wartości, do tej pory 
uważane za uniwersalne. Rzeczywiście, dzisiaj, w zglobalizowanym 
środowisku neoliberalnym istnieje popyt na ludzkie ciało. (…) 
Skutkuje to nowym spojrzeniem na integralność ludzkiego ciała, które 
nie jest już świętą uniwersalną wartością” – ubolewał. 

  

O przesuwaniu granic i „degustacji” ludzkiego mięsa w celu 
ratowania planety 
 

Rok temu profesor Magnus Söderlund zasugerował, że konieczne 
może być zwrócenie się ku kanibalizmowi i zjadanie ludzkiego mięsa, 
aby uratować planetę przed zmianami klimatycznymi. 

Słowa te padły podczas dwudniowego sympozjum na temat 
żywnościowej przyszłości – Gastro Summit w Sztokholmie. 
Wydarzenie odbyło się 3 i 4 września. Reklamowano je jako „nowy 
szczyt gastronomiczny z naciskiem na zrównoważony rozwój, 
innowacje i zdrowie”. To „dynamiczna platforma do prezentacji i 
dyskusji na temat trendów, ruchów i zmian społecznych, które 
wpłyną na branżę HoReCa” – można było przeczytać na stronie 
organizatora. 

  

W przemówieniu zatytułowanym: „Czy możesz sobie wyobrazić 
jedzenie ludzkiego ciała?”, behawiorysta i specjalista od marketingu z 
„Handelshögskolan” opowiadał się za przełamaniem pradawnych 
tabu przeciwko bezczeszczeniu zwłok człowieka, a także optował za 
zjadaniem ludzkiego mięsa. 

  

background image

Söderlund oskarżył „konserwatystów”, iż nie chcą ratować planety. 
Tłumaczył, że przekonanie ludzi do kanibalizmu będzie wymagało 
czasu, ale już można ten „pomysł” stopniowo „sprzedawać”, 
poczynając od zachęcania do „degustacji” ludzkiego mięsa. 

  

Szwedzki uczony pytał: „czy jesteśmy ludźmi zbyt samolubnymi, aby 
żyć w sposób zrównoważony?”. Konferencja Gastro Summit była 
reklamowana jako miejsce, w którym padają pytania: „czy kanibalizm 
jest sposobem na zrównoważony rozwój żywności w przyszłości?”; 
„czy pokolenie Z ma odpowiedzi na nasze wyzwania żywieniowe?”; 
„czy można skłonić konsumentów do podjęcia właściwych decyzji?”. 
Podczas Gastro Summit otrzymasz odpowiedzi na te pytania, a także 
zapoznasz się z najnowszymi odkryciami naukowymi i poznasz 
wiodących ekspertów” – zachęcali organizatorzy. 

  

W swoim wystąpieniu Söderlund pytał publiczność, ile osób byłoby 
otwartych na „pomysł” zjadania ludzkiego mięsa. Ocenił później, że 8 
procent. Sam przyznał, iż jest gotów go skosztować. 

  

Profesor Magnus Söderlund kieruje Centrum Marketingu w 
Stockholm School of Economics. Swoją szokującą propozycję 
przedstawił nie tylko podczas szczytu w Sztokholmie, ale także w 
szwedzkiej telewizji TV4, argumentując, że jedzenie ludzkiego mięsa 
może być „zrównoważoną alternatywą dla mięsa lub nabiału”. 
Tłumaczył, że ma na myśli ciała ludzi już nieżyjących i nie opowiada 
się za wzajemnym zabijaniem. W rozmowie ze szwedzką prezenterką 
zaznaczył, że ludzi można oszukać by podjęli właściwą decyzję, 
otwierając się na „degustację”. 

  

background image

To tylko niektóre z coraz śmielej dyskutowanych propozycji, które 
padają podczas różnych sympozjów. Dlaczego więc pokazanie 
zawczasu szerszej publiczności, o czym rozmawiają renomowani 
naukowcy jest czymś niedopuszczalnym, dyskwalifikującym? 

  

Wspomniany na wstępie profesor Rau słusznie zauważył postępującą 
barbaryzację życia i zwrot ku pogaństwu tyle, że przy wykorzystaniu 
współczesnych, bardzo wyrafinowanych narzędzi i technologii. 
Obecnie nazywa się to „innowacyjnością”. 

  

 Agnieszka Stelmach