background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

Rozdział 12 

 

 

Co  robię?  Czy  to  właśnie  nie  rozzłości  Andrei  -  sprawi,  że  spełni  swoje  groźby? 

Siedzę  z  tyłu  taksówki,  która  czeka  z  włączonym  silnikiem  na  zewnątrz  restauracji. 

Domyślam się, że samochód Andrei jest gdzieś w pobliżu i czeka na niego. Drżę i owijam się 

trochę mocniej czarnym płaszczem z kaszmiru. 

To czyste szaleństwo! Nie mam nic. Nawet ubranie, w którym jestem, nie jest moje! 

Słyszę stukot obcasów na chodniku, a następnie otwierają się drzwi taksówki i moja 

nowa przyjaciółka siada obok mnie. Podaje adres kierowcy i ruszamy. 

-  Co  powiedział?  –  pytam.  Przesuwa  spojrzenie  w  moim  kierunku  i  patrzy  z  pod 

czarnych rzęs.  

-  Nie  powiedziałaś  mi,  że  twój  przyjaciel  to  jest  Andrei  Dubrovski.  

- Och... Tak... Powinnam powiedzieć. 

Zapomniałam, 

że 

Andrei 

jest 

dobrze 

znany 

tym 

mieście.  

- On ma dość zastraszający charakter, słyszałam co nieco o nim. Więc była niewielka zmiana 

planu.  Powiedziałam  mu,  że  rozchorowałaś  się  w  toalecie  i  że  zamierzam  zająć  się  tobą. 

Powiedziałam, że odwiozę cię do domu, gdy tylko poczujesz się lepiej.  

- Czy on ci uwierzył?  

Ona śmieje się. 

- Nie jestem pewna. Ale chciał abym, to zrobiła. Poprosił mnie, bym przywiozła cię do 

jego mieszkaniu i dał mi swoją wizytówkę. Powiedziałam, że teraz powinnaś być z kobietą i 

to go uciszyło. Nie zna mojego imienia ani adresu, więc teraz jesteś bezpieczna. 

- Nie na długo - mówię głuchym głosem.  

Muszę wrócić do niego, wiem o tym. Zaczynam zdawać sobie sprawę, że Andrei mnie 

otacza.  Nie  mam  wyboru.  Będę  musiała  jakoś  to  wyjaśnić  Dominicowi.  Moje  serce  jest 

złamane, bo kiedy znaleźliśmy naszą drogę z powrotem do siebie, to już mamy się rozdzielić, 

tylko tym razem na zawsze.  

- Jutro poczujesz się lepiej - mówi z przekonaniem. - Na pewno jest jakieś wyjście, nie 

martw się. 

Nagle mój telefon dał znać, że nadeszła wiadomość. Wyciągam i patrzę: 

 

Rosa, gdzie jesteś? Twój pan cię potrzebuje.  

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

 

Ciężko oddycham. Dominic! Co to znaczy? Gdzie on jest? Nie odpowiadam od razu - 

mój  mózg  wariuje,  bo  przypuszczam,  że  on  może  być  w  Nowym  Jorku.  Co  zrobić? 

Rozpaczliwie chcę powiedzieć mu, o wszystkim, co się wydarzyło, ale nagle zastanawiam się 

czy to rozsądne. Wiem, że Dominic będzie śmiać się w obliczu gróźb Andrei. On jest bardziej 

zdecydowany pobić swojego dawnego szefa - a to, może podpisać na Marka wyroku śmierci. 

Wpatruję się w swój telefon, próbując coś zrobić.  

 

Rosa, pan pyta czy postanowiłaś służyć komuś innemu? Czy o to chodzi? Powiedziano 

mi, że byłaś tu dzisiaj z jakimś mężczyzną i zabrałaś swój bagaż. Czy straciłem Rose?  

 

O mój Boże, on jest w Nowym Jorku? Oddycham gwałtownie, drżąc z podniecenia. 

Chcę  do  niego  teraz  zadzwonić,  ale  nie  mogę,  bo  jestem  z  moim  nowym  przyjacielem  w 

taksówce.  

-  Wszystko  w  porządku?  -  mówi,  patrząc  na  mnie.  -  To  nie  jest  on?  Nie  grozi  ci, 

prawda?  

- Nie, nie - mówię szybko. - To mój drugi przyjaciel.  

Szybko odpisuję: 

 

Panie, Rosa cię uwielbia i chce służyć tylko Tobie. Oferuje swoje pokorne przeprosiny 

i pragnie, abyś dołączył do niej. 

 

Dostaję szybko odpowiedz: 

 

Gdzie jesteś, Rosa? Czy jesteś bezpieczna? 

 

Piszę kolejną wiadomość: 

 

Tak, ale nie wiem, gdzie jestem. Dam ci znać bardzo szybko, jak tylko się dowiem. 

 

Telefon brzęczy niemal natychmiast: 

 

Dobrze. Będę czekać, na wiadomość od ciebie. 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

 

Jestem pełna nadziei. Dominic musi być tu, w Nowym Jorku. O Boże, mam nadzieję, 

że to jest prawda! Moja każda komórka bardzo za nim tęskni i chce z nim być. Jeśli go tylko 

zobaczę  i  poczuję,  choć  jeszcze  raz,  na  pewno  wszystko  skończy  się  dobrze.  

Wtedy moja przyjaciółka bierze swój telefon, bo również dostała wiadomość. 

- Dobrze - mówi. - To jest mój brat. Jest już w drodze, najprawdopodobniej ze swoją 

dziewczyną.  Możemy  wysłać  go  od  razu,  żeby  odebrał  twoje  rzeczy  od Andrei  -  wygląda 

przez okno. - Jesteśmy na miejscu, jesteśmy w domu. 

Taksówka  zatrzymuje  się  przy  wysokim  domu  z  piaskowca.  Ona  płaci,  a  potem 

prowadzi mnie po zużytych kamiennych schodach.  

-”Home  sweet  home!”  -  mówi,  i  otwiera  malowane  na  biało  drzwi  wejściowe.  

Od  razu  jesteśmy  w  przytulnym  przedpokoju,  zamieszkanego  domu.  Jest  elegancki,  z 

czystymi współczesnymi meblami oraz książkami i obrazami. Na wypolerowanej drewnianej 

podłodze gdzie nie gdzie porozrzucane są buty i gazety, a na krzesłach wiszą rzeczy. Czuję 

ulgę,  ze  mogę  być  w  tym  domu,  a  nie  w  hotelu,  które  są  pozbawione  charakteru,  tak  jak  i 

mieszkanie Andrei.  

-  Rozgość  się  -  mówi,  kiedy  wiesza  mój  płaszcz  na  antycznym  wieszaku.  -  Połóż 

swoje rzeczy gdziekolwiek, rozbierz buty i tam pod schodami leżą kapcie, załóż dla wygody. 

Zaraz przyniosę ci bluzę, bo zmarzniesz w tej przepięknej sukience.  

Kiedy prowadzi mnie do salonu, mówi:  

- A tak przy okazji, nazywam się Georgina. Możesz mówić do mnie Georgie. Jak ty się 

nazywasz?  

- Beth - mówię, czując się milion razy lepiej będąc w normalnym miejscu.  

-  Beth?  -  marszczy  brwi.  -  To  dziwne  -  opamiętuje  się  nagle  -  Chcesz  coś?  Kawę, 

herbatę? Coś mocniejszego? Mam wino lub whisky, jeśli czujesz się naprawdę w szoku!  

- Herbatę, chętnie, dziękuję - mówię z wdzięcznością.  

- Tak, stary dobry brytyjski zwyczaj. Przywożę ją z domu, kiedy tylko mogę. Oni po 

prostu nie mają takiej tutaj. 

Cieszę  się,  że  zamieniłam  te  wysokie  obcasy  na  parę  miękkich,  wełnianych, 

futrzanych,  domowych  kapci.  Georgina  zbiera  pulower  z  oparcia  krzesła  i  podaje  mi  go. 

Podczas  gdy  ona  znika  robić  herbatę,  wkładam  pulower  i  rozkoszuję  się  jego  przytulnym 

ciepłem. Czekam na nią, rozglądając się po pokoju i przeglądając półki, patrząc na zdjęcia i 

grzbiety jej książek.  

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

Po tym wieczorze, czegoś takiego w ogóle się nie spodziewałam. Myślałam, że będę 

jadła kolacja w hotelu, przygotowywała się do nocnego lotu i podróż powrotnej do domu na 

Święta Bożego Narodzenia. Teraz jestem w obcym domu, gdzieś w Nowym Jorku, mam na 

sobie strój wieczorowy i nie mam bagażu.  

Podnoszę  niektóre  fotografie  na  półkach.  Pokazują  one  Georgie  z  przyjaciółmi,  na 

stoku  narciarskim,  na  plaży,  na  balach,  przyjęciach  ogrodowych  i  weselach.  Wyblakła 

fotografia pokazuje dwie osoby dorosłe i dwoje dzieci stojących na werandzie w dużej willi, 

gdzieś gdzie jest egzotycznie i gorąco. Biorę i przyglądam się uważnie. Dzieci to: chłopiec i 

dziewczynka, dziewczynka wygląda na starszą, ma ciemne włosy i ciemne oczy. To na pewno 

Georgie, pomimo różnicy pomiędzy dzieckiem z krótką fryzurą, a kobietą z długimi nogami 

w kuchni. Chłopiec to musi być jej młodszy brat: ma oczy takie jak jej, ubarwione na ciemno. 

Obydwoje są opaleni. Za nimi stoją rodzice, mężczyzna w kostiumie wizytowym z kobietą w 

ukwieconej  letniej  sukience  na  ramiączkach  i  w  kapeluszu.  Odkładam  zdjęcie  na  półce  i 

podchodzę  do  kominka,  gdzie  jest  więcej  obrazów  w  srebrnych  ramach.  

Georgie przychodzi z kubkiem parującej herbaty, którą umieszcza na stoliku do kawy. 

- Tu jesteś - mówi wesoło. - Siadaj i rozgość się.  

-  Dziękuję  -  mówię.-  Oglądałam  twoje  zdjęcia,  mam  nadzieję,  że  ci  to  nie 

przeszkadza. 

- Pewnie że nie. 

Pokazuję na fotografię dwóch dzieci z rodzicami. 

- Czy to ty? 

Georgie patrzy i kiwa głową. 

- Tak, to ja, mój brat i moi rodzice. Oboje już nie żyją.  

- Och, przepraszam - mówię i myślę, że ona wydaje się być za młoda, by być sierotą. 

- Tak, to jest raczej niesprawiedliwe, ale tak to już jest. Mój ojciec pracował ciężko, a 

moja  matka  piła  zbyt  wiele  -  była  taktowną  żoną  i  Ona  była  znudzona  tymi  wszystkimi 

niekończącymi  się  imprezami,  na  których  musiała  być  obecna,  szczególnie  wtedy,  gdy 

żyliśmy  za  granicą  i  opuściła  swój  dom,  rozpaczliwie  za  nim  tęskniła.  Ostatecznie  koktajle 

stały się jej jedyną pociechą - smutne wspomnienie odbija się na twarzy Georgie. - I to ją w 

końcu zabiło. Miała tylko pięćdziesiąt lat. 

- To takie smutne - mówię cicho. 

Georgie uśmiecha się. 

-  Tak.  Wciąż  tęsknię  za  nią.  Jeśli  mam  być  szczera,  to  zmieniło  mnie  to  trochę  w 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

dziwaka zdrowotnego. Ale nic w tym złego, może czasami powinniśmy uczyć się na błędach 

swoich rodziców.  

Zastanawiam  się,  czy  ona  ma  partnera  lub  męża,  kogoś  kto  by  ja  pocieszał  w 

smutnych chwilach, ale nie ma śladu nikogo mieszkającego tutaj i wydaje mi się niegrzeczne 

pytać ją o to. Myślę o drugim dziecku, z fotografii, stojącym na werandzie.  

- A czy twój brat mieszka też w Nowym Jorku? 

Wzdycha ze smutnym uśmiechem 

-  Chciałabym,  żeby  tak  było.  Ale  on  nie  umie  zostać  w  jednym  miejscu  na  dłużej. 

Uwielbiam go, ale śledzenie go nie jest łatwe. On ma zwyczaj znikać i nawet przez miesiąc 

nie  mam  z  nim  kontaktu.  Nawet  nie  wiedziałem,  że  będzie  w  mieście,  aż  do  dzisiaj.  Nie 

spodziewałem się go nawet na Święta Bożego Narodzenia. 

W tym momencie zadzwonił dzwonek i Georgie mówi: 

- To musi być on. Przepraszam na chwilkę. 

Wychodzi, a ja odwracam się do kominka. Moje oczy spojrzały na duże zdjęcie, które 

nie jest oprawione, ale zostało podparte za innymi. Podchodzę, żeby je wydobyć. Nagle słyszę 

głosy dochodzące z przedpokoju.  

- Cześć kochaniutki. Więc gdzie ona jest? 

Odpowiedź przychodzi z powrotem głębokim męskim głosem.  

-  Ona  nie  mogła  przyjść,  obawiam  się,  że  muszę  ci  wystarczyć  sam. 

W tej samej chwili, kiedy wyciągam fotografię, ton głosu przeszywa mnie jak strzała. Zdaję 

sobie  sprawę,  że  patrzę  na  obraz  Georgie  i  Dominika,  głowami  blisko  siebie,  z  wielkimi 

uśmiechami na ich twarzach. Są bardzo podobni do siebie, oliwkowa karnacja, ciemne oczy. I 

wiem, że ponad wszelką wątpliwość, że głos który właśnie słyszę jest jego. 

Sapię, kręci mi się w głowie, odwracam się i... W drzwiach stoi Georgie i mówi: 

- Beth, to jest mój brat, Dominic. 

Wskazuje  człowieka  za  nią,  a  ja  stoję  i  niedowierzam  własnym  oczom,  ponieważ 

Dominic stoi tam, wysoki,  przystojny, i  za tym  wzrokiem  tęskniłam  najbardziej na świecie. 

On  też  na  mnie  patrzy  ze  zdumieniem,  a  następnie  szeroki  uśmiech  pojawia  się  na  jego 

twarzy.  

-  Beth!  -  wykrzykuje  i  idzie  do  mnie,  z  otwartymi  ramionami.  Pędzę  do  przodu  i 

zatracam się w nich a on zamyka mnie w swoim uścisku. Jednocześnie śmieję się i płaczę, ale 

jestem przeszczęśliwa i czuję ulgę, że mogę już być z nim.  

-  Masz  ogromną  zdolność  zaskakiwania  mnie  -  mówi  czule,  kładąc  pocałunek  na 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

mojej głowie. - Po prostu, kiedy myślę, że straciłem cię, to los sprowadza cię z powrotem do 

mnie. 

Wycofuje się lekko i teraz może zobaczyć moją twarz. 

- Ale co ty tu robisz? 

-  Chwileczkę!  -  mówi  Georgie,  który  stoi  z  rękami  na  biodrach,  patrząc  całkowicie 

oszołomiona.  -  Czy  chcesz  mi  powiedzieć,  że  to  jest  Beth?  Twoja  Beth,  z  którą  miałeś  się 

spotkać dziś wieczorem? 

Dominic odwraca się by uśmiechnąć się do niej, jego oczy iskrzą. 

- Dokładnie. Oto ona. Nie było jej w hotelu, kiedy tam dotarłem, a obsługa pomyślała, 

że to będzie miła niespodzianka, kiedy ją zaskoczę. Czy ty ją znalazłaś? 

Georgie wygląda na zmartwioną i mówi:  

- Dom, czy mogę zamienić z tobą słówko, proszę? 

Pokazuje  na  korytarz.  On  nie  chce  mnie  puścić,  mogę  to  wyczuć,  ale  po  chwili 

zmienia zdanie i mówi: 

- Oczywiście - i wychodzi za nią. 

Stoję w salonie szczęśliwa i podekscytowana, ale słyszę o czym oni rozmawiają.  

-  Dom,  ta  dziewczyna  jest  zaangażowana  z  Andrei  Dubrovski!  -  Georgie  syczy.  - 

Znalazłem  ją  płaczącą  w  łazience  restauracji,  ponieważ  on  próbuje  wymusić  na  niej,  aby 

związała się z nim! Czy wiesz, jakie to jest niebezpieczne? Twoja historia z nim jest ledwie 

słodkością  i  światłem,  ale  jeśli  on  dowie  się,  że chcesz  ukraść  jego  dziewczynę,  nie  będzie 

taki łaskawy. 

-  Ja  nie  kradnę  niczego  ani  nikogo  -  Dominic  odwraca  się  spokojnie.  -  Beth  i  ja 

jesteśmy razem od dawna, zanim poznała Andrei.  

- Co? Jak? 

- To długa historia. Opowiem ci pewnego dnia. 

- Ale Dubrovski ma rzeczy  Beth.  Miałam zamiar wysłać cię, abyś odebrał  je, jednak 

teraz nie sądzę, żeby w tych okolicznościach, to był dobry pomysł. 

-  On  myśli,  że  może  ją  mieć  jeśli  zechce.  Beth,  nie  zamierza  pozwolić  na  to  ani  ja. 

Teraz chodźmy z powrotem, chcę ją przytulić. Nie lubię rozmawiać o niej w ten sposób. 

Wracają  do  pokoju,  Georgie  wygląda  na  speszoną  i  pełną  niepokoju,  podczas  gdy 

Dominic wydaje się silny i szczęśliwy. Podchodzi do mnie i obejmuje czułe.  

- To wszystko brzmi jak jakiś obłęd. Andrei ucieka się do swoich starych podstępów? 

Kiwam głową i dopiero dochodzi do mnie, w jakiej strasznej sytuacji się znalazłam. 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

- Jest gorzej niż kiedykolwiek.  

- Chcę usłyszeć o wszystkim - Uśmiecha się do mnie, a w jego ciemnych brązowych 

oczach  widać  ciepło  i  miłość.  -  Ale  najpierw  usiądźmy  i  ochłońmy  trochę.  Zamierzałem 

zaskoczyć  cię  dziś  wieczorem  ale,  jak  zwykle,  twoja  niespodzianka  jest  większa  i  lepsza. 

Georgie, zrobisz mi herbatę? Brakowało mi twojej herbaty. - Uśmiecham się do niej. 

Georgie kręci głową i wzdycha, jakby to była beznadziejna sprawa, jednak nie może 

oprzeć się jego urokowi. 

- Okay, Dom. Zaraz ci przyniosę herbatę.  

Gdy tylko jesteśmy samym Dominic przyciąga mnie do siebie. 

- O Boże, jak dobrze jest mieć cię z powrotem - mówi gardłowym głosem, a następnie 

całuje mnie najpierw czule, a potem namiętnie, tak że moje usta otwierają się dla niego. Gdy 

nareszcie rozdzielamy się niechętnie, mówi: 

-  Dzięki  Bogu,  nic  ci  nie  jest.  Byłem  cholernie  zmartwiony,  odkąd  przybyłem  do 

hotelu, i usłyszałem, że odeszłaś. 

-  Andrei  śledził  mnie  -  wyjaśniam  Dominicowi,  kiedy  prowadzi  mnie  na  kanapę, 

wciąż trzymając mocno za rękę. - I naciska na mnie jak nigdy przedtem. Grozi, że zniszczy 

Marka i ciebie, jeżeli nie będę z nim. 

Oczy Dominica iskrzą niebezpiecznie i mówi cicho: 

-  Tego  chce?  Tak  więc,  musi  nauczyć  się,  że  nie  wszystko  da  się  zdobyć  taktyką 

zastraszania  i  groźbami.  Udowodnimy  mu  to  -  mówi.  -  A  jeśli  będzie  chciał  walczyć,  to 

wyjdziemy mu naprzeciw. 

Kładę moją drugą rękę na kolanie i mówią ze strachem: 

-  Proszę,  Dominic,  nie  wiesz,  jaki  on  jest...  co  on  powiedział...  Nie  mogłabym  tego 

znieść, gdyby zrobił ci krzywdę. 

- Wręcz przeciwnie - Dominic odpowiada. - Wiem dokładnie, jaki on jest i dlaczego to 

robi. On chce mnie zamknąć, bo znam, wszystkie jego słabości. Kiedy pracowałem dla niego, 

to radziłem sobie z jego honorem i tajemnicami, które mi powierzył. Ale teraz on pokazał, jak 

chce postępować, a ja nie mam nic przeciwko temu. Chcę, żeby żałował, że ze mną zadarł. 

-  Co  zamierzasz  zrobić?  -  Jestem  przerażona  perspektywą,  że  Dominic  chce  stanąć 

naprzeciw  kogoś  takiego  jak  Andrei,  kogoś  kto  wydaje  się  być  teraz  silniejszy  i  bardziej 

pewny siebie niż kiedykolwiek.  

-  Mam  pomysł,  a  nawet  dwa  -  mówi  tajemniczo.  -  Ale  nie  mówmy  o  nich  teraz. 

Poczekaj, aż pójdziemy do mnie.  

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

- Do ciebie? - powtarzam zdziwiona. 

Dominic kiwa głową. 

- Rzeczy się zmieniają, Beth. Praca, którą wykonałem w ciągu ostatnich kilku tygodni 

opłaciła  się.  Mam  kilka  dużych  inwestorów,  którzy  chcą  wejścia  na  pokład  ze  mną  i  moja 

firma ma stać się ważnym graczem w świecie górnictwa i surowców. Chcę otworzyć biura w 

Nowym Jorku, a także w Londynie. Dubrovski nie będzie zachwycony, gdy usłyszy, kim są 

moi  nowi  partnerzy.  Głównie  dlatego,  że  są  to  ludzie,  o  których  względy  zabiegał  i  nie 

potrafił wygrać - przyciąga mnie mocno do siebie. - Mój asystent wynajął mi mieszkanie, do 

czasu aż nie znajdę czegoś, co będę chciał kupić. 

Wpatruję się w Dominica. On jest teraz swoim własnym szefem i to mu odpowiada. 

Zdaję  sobie  sprawę,  że  od  kiedy  go  poznałam,  tego  właśnie  pragnął.  Jest  teraz  jak  pantera, 

która jest uśpiona, ale rozciąga kończyny i pręży mięśnie, przygotowując się, by wykorzystać 

swoją moc w polowaniu.  

Georgie wraca do pokoju,  niosąc dwie filiżanki herbaty, stawia je na stole i  siada w 

fotelu. Wygląda teraz na szczęśliwszą.  

- Nie mogę się nadziwić - mówi, kręcąc głową i patrząc to na mnie, to na Dominica. - 

Kiedy powiedziałaś mi, że masz na imię Beth, pomyślałam, że to dziwne, bo Dom zamierza 

się spotkać Beth, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że to ty możesz nią być!  

To jest dziwne. 

-  Zgadzam  się  -  uśmiecham  się  do  niej,  moja  ręka  wciąż  mocno  trzyma  Dominica. 

Rzucam na niego spojrzenie. - On nigdy nie powiedział mi, że ma siostrę!  

Dominic chrząka i mówi niewyraźnie: 

- Naprawdę? 

- Nie, nie powiedziałeś! 

Georgie podaje mu filiżankę parującej herbaty. 

- To mnie wcale nie zaskakuje, obawiałam się tego, Beth. Nie miałam pojęcia, że też 

istniejesz, aż do dziś - patrzy na brata udzielając mu nagany. - Dom, ty naprawdę musisz się 

nauczyć dzielić trochę bardziej. 

- Postaram się - mówi z uśmiechem, biorąc kubek. - Dziękuję za herbatę. 

- Beth, masz ty swoje sposoby aby go zmienić - Georgie mówi do mnie siadając. 

Uśmiecham się do niej. Kocham Dominica, widząc go w tym środowisku rodzinnym. 

Czuję  się  bardziej  związana  z  nim  niż  kiedykolwiek,  a  teraz  jestem  jeszcze  akceptowana 

przez  jego  siostrę.  Ona  po  prostu  zakłada,  że  jesteśmy  razem,  jak  normalny  chłopak  i 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

dziewczyna. Myśl ta napełnia mnie szczęściem i ciepłem.  

- A tak przy okazji, Georgie - mówi Dominic - Obawiam się, moja wizyta będzie nieco 

krótsza niż planowałem. Zabieram stąd Beth.  

- Pomyślałam, że zamierzasz to powiedzieć - Georgie mówi ale bez urazy. - Dobrze, to 

ogromna przyjemność zobaczyć cię chociażby przez taką krótką chwilę. 

- Będę w przyszłości spędzał tutaj więcej czasu - mówi Dominic. - Będę tu pracować 

przez około pół roku.  

- Och to dobrze - Georgie mówi szczęśliwym głosem. - Tęsknię za moim braciszkiem, 

chcę widzieć cię częściej - odwraca się do mnie. - A co z tobą, Beth, gdzie mieszkasz?  

- W Londynie - mówię, czując się nagle ponuro, jak zdaję sobie sprawę, że przez co 

najmniej sześć miesięcy będę żyć bez Dominica. Wtedy czuję jego dłoń zaciskającą się wokół 

mojej.  

- Na razie - mówi cicho, a wybuch szczęścia promieniuje przeze mnie. 

 

 

Pół  godziny  później  jedziemy  ulicami  Nowego  Jorku  w  stalowo-szarym  sportowym 

samochodzie. 

-  Twoja  siostra  była  bardzo  miła  dla  mnie,  miała  zamiar  pozwolić  mi  zostać  w  jej 

domu. Mam nadzieję, że nie myśli, że jestem niegrzeczna.  

- Jestem pewien, że nie - Dominic mówi, a jego oczy patrzą na drogę. 

Przerywam na chwilę a następnie mówię: 

- Wiesz że nigdy  nie mówiłeś mi  o sobie, że masz siostrę, o rodzicach...  Przykro mi 

było słyszeć że oboje odeszli. 

Zapadła cisza, podczas gdy Dominic patrzy na drogę przed sobą, i nagle mówi cicho:  

-  Wiesz,  że  zawsze  trudno  otwarcie  o  takich  rzeczach  mówić.  Cieszę  się,  że  już 

poznałaś  Georgie,  naprawdę  jestem  szczęśliwy.  I  obiecuję,  że  od  tej  pory  będę  więcej 

rozmawiać się z tobą, przyrzekam.  

Cieszę się, że to słyszę, ale nie chcę, naciskać na niego, nie teraz, więc mówię:  

- Byłoby miło zatrzymać się nieco dłużej u Georgie i poznać ją lepiej.  

- Mmm.. - Dominic strzela mi znaczące spojrzenie. - Ja mam nadzieję, że rozumiesz, 

że  nie  mogę  robić  z  tobą  tych  wszystkich  rzeczy,  które  tak  bardzo  pragnę,  będąc  w  pokoju 

gościnnym,  w  domu  mojej  siostry.  To  naprawdę  nie  jest  w  moim  stylu.  

Czuję  drżenie  pysznego  oczekiwania.  Końcówka  dzisiejszego  wieczoru  zapowiada  się 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

obiecująco,  a  ja  nie  chcę  już  wspominać  wcześniejszych  wydarzeń,  kiedy  szlochałam  w 

toalecie.  

Dominic wiezie nas umiejętnie przez Manhattan i nagle zabiera nas z drogi w dół, do 

parkingu  podziemnego.  Zatrzymuje  samochód  i  patrzy  na  mnie,  jego  twarz  ukryta  jest  w 

cieniu. 

- Jesteśmy na miejscu - mówi łagodnie.  

Moje  serce  zaczyna  mocno  walić,  wydaje  głuchy  odgłos  w  mojej  klatce  piersiowej, 

następuje  szybki  przypływ  adrenaliny  z  radosnego  podniecenia.  Otwiera  drzwi,  wychodzi, 

podchodzi do mnie i otwiera moje. Wyciąga do mnie rękę, a ja podaję mu swoją. Pomaga mi 

wyjść z nisko osadzonego fotela. Ciągnie mnie mocno do siebie. Trzyma w ciasnym objęciu 

ramion,  przebiegając  jedną  rękę  w  dół  po  moich  plecach,  a  drugą  delikatnie  masując  kark. 

Patrzę w jego oczy i widząc pragnienie, które tam płonie, a potem jego usta spadają na moje i 

całują  cudownie.  Poddaję  mu  się  całkowicie,  otwieranie  usta  i  pozwalam  jego  językowi 

zawładnąć mną. Smakuje wspaniale. Chcę zatracić się w nim, przyciągnąć, abyśmy stali się 

jednością. Przechylam głowę do tyłu i zatracam się w jego ramionach. Przyciska mnie i czuję 

na plecach twardy łuk dachu samochodu. Ma jedno kolano wciska między moje uda, naciska, 

bym bardziej je rozchyliła. Czuję wybrzuszenie jego krocza, na dowód jego pożądania.  

-  Pragnę  cię  właśnie  tu  -  mówi  cicho.  -  Ale...  -  patrzy  w  górę  w  kierunku  kamery 

CCTV, które były skupione na nas  -... nie szczególnie chciałbym, dać pokaz ochroniarzom. 

Chodźmy na górę.  

Muszę przełknąć ślinę i spróbować odzyskiwać równowagę. Byłam gotowa pozwolić 

mu  pieprzyć mnie tu,  przy samochodzie,  albo  na dole, na zatłuszczonej  podłodze parkingu. 

Chwycił  mnie  za  rękę  i  zaprowadził  do  windy.  Drzwi  rozsuwają  się,  i  moment  później, 

jesteśmy w lustrzanym wnętrzu. Rzucam okiem w górę, świadoma oka kamery nadzorującej. 

- Pieprzyć ich - mówi Dominic. - Chcę cię całować. 

Kiedy winda szybuje w górę, on pociągnął mnie do siebie i całuje mocno. Jego język 

w moich ustach jest taki gorący i rozpalony. Jesteśmy nienasyceni siebie. Moje palce w jego 

włosach,  ciągnę  jego  głowę  do  siebie,  jego  ramiona  mocno  mnie  obejmują,  jedną  ręką 

głaszczę delikatnie moją szyję i wrażliwe miejsca pod uchem. Chcę krzyczeć i żebrać, prosić 

go,  by  wziął  mnie  natychmiast  i  nie  ważne,  czy  ktoś  patrzy,  ale  zamiast  tego  upajam  się 

namiętnością naszego pocałunku. Wiem, że mam to, na co czekałam przez tak długi czas. 

Następnie winda zatrzymuje się i otwierają się drzwi. Mrugam oszołomiona, jakbym 

właśnie obudziła z intensywnego snu. 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

-  Chodź  -  mruczy  Dominika,  biorąc  mnie  za  rękę.  Prowadzi  korytarzem  do  drzwi 

mieszkania, które otwiera kodem. 

Wchodzimy i jesteśmy w dużym apartamencie z widokiem na panoramę miasta, którą 

widać  przez  sięgające  od  podłogi  do  sufitu  okna.  Wnętrze  jest  spartańskie,  martwe  i  tylko 

minimalna ilością mebli.  

- Wynajęte  -  mówi  Dominic zamykając drzwi za nami.  -  I tak nie będę tu długo, ale 

teraz musi to nam wystarczyć. 

Zwracam  się  do  niego,  a  mój  płaszcz  bezwładnie  opada.  Stoję  przed  nim  w  mojej 

czerwonej sukience i wysokich obcasach. Spogląda na mnie z uznaniem.  

- Wyglądasz wspaniale - mówi. Następnie zauważa perły na szyi. - Czy to nowe?  

Sięgam w górę i odpinam naszyjnik. Upuszczam go na płaszcz. 

-  Pożyczone  tylko  -  odpowiadam.  -  Myślę,  że  do  północy  to  wszystko  zniknie.  

Zerka na zegarek.  

- Jest prawie północ. 

- Dlatego to musi odejść - mówię.  

Sięgam  po  zamek  z  boku  sukienki,  by  pociągnąć  go  w  dół.  Pozwalam  materiałowi 

zjechać w dół mojego ciała i zostaję w samej bieliźnie. Stoję przed nim w staniku i majtkach. 

Pozwalam jego spojrzeniu podróżować po moim ciele, a następnie zrzucam buty. 

- Teraz - mówię. - Zaklęcie zostało złamane. 

- Jesteś uwolniona od czarów - mówi, patrząc na mnie uważnie.  

- Zawsze byłam - odpowiadam. - Nigdy nie udało mu się umieścić mnie w wieży, bez 

względu na to, jak bardzo się starał.  

Dominic robi krok w moim kierunku.  

- Beth...  

Moje serce to słyszy. 

- Beth? - mówię łagodnie. - Nie... Rosa? 

Uśmiecha  się  do  mnie  szczerze,  z  zachwytem  w  oczach,  a  to  przyprawia  mnie  o 

zawrót głowy. 

-  Uwielbiam  Rose.  Ona  jest  taka  słodka,  taka  dająca,  tak...  uległa.  Daje  mi  wielką 

przyjemność móc uczyć Rose, jak być posłuszną i pokazać jej, co ona potrafi. Mam nadzieję, 

że będę miał jeszcze taką możliwość w przyszłości. - Stawia kolejny krok w moim kierunku, 

jego bliskość wysyła moje zmysły w korkociąg. - Ona zrobiła również coś bardzo ważnego. 

Przyprowadziła mnie do ciebie, Beth. 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

Teraz  on  jest  tak  blisko,  że  czuję  ciepło  promieniujące  od  niego,  wdycham  jego 

wspaniały zapach. To sprawia, że jestem roztrzęsiona i w środku płonę z pragnienia. 

 - Rosa jest moim towarzyszem zabaw - ale Beth... jesteś moją miłością. 

Wciągam gwałtownie oddech. To wspaniałe, niesamowite, usłyszeć, jak to mówi. On 

mnie kocha! Wiedziałam o tym, ale usłyszeć to..... zachwyca. 

- Kocham cię - odpowiadam.  

Wyciąga  rękę  i  przeciąga  łagodnie  po  moim  ramieniem,  w  dół  przez  moją  klatkę 

piersiową. Jego koniuszki palców zostawiają rozpalony szlak. Głaszczę sutki, które zaczynają 

nabrzmiewać. Czuję jak moje piersi podnoszę się i opadają z tempem mojego oddechu. Jego 

dotknięcie  rozpala  mnie,  ale  jest  w  tym  coś  innego.  Dziś  wieczorem  nie  jestem  Rosa,  a 

Dominic  nie  jest  moim  Panem.  Nie  zamierzamy  bawić  się  w  karę,  jaką  wykonałby,  aby 

pobudzić  moje  zmysły  i  sprawić  bym  szalała  z  pożądania.  Zamiast  tego,  z  każdym 

dotknięciem jego dłoni, czuję czułość, jakby podziwiał miękkość mojej skóry i wspaniałość 

moich  piersi.  Bierze mnie za rękę i  prowadzi  do pokoju  obok, mniejszego, ciemniejszego, z 

oknami  w  dachu,  skąpo  umeblowanego  w  łóżko,  komodę  i  lampę,  która  świeci  na  ścianę, 

emitując przygaszone złote światło. 

Kiedy  docieramy  do  łóżka,  Dominic  odwraca  się  i  bierze  mnie  w  ramiona, 

przyciskając  do  siebie  i  całując  z  nieskończoną  powolnością  i  intensywnością.  Oboje 

zatracamy  się  w  sobie,  pochłonięci  przez  ruchy  naszych  ust  i  języków.  Obsesyjnie 

degustujemy  siebie,  pozwalając  wrzeć  emocjom  w  naszych  ciałach  i  rozkoszować  się 

podnieceniem.  Zdaję  sobie  sprawę,  jak  bardzo  kocham  takie  momenty,  ten  dreszcz 

oczekiwania  i  pragnienia,  tworzące  takie  przyjemne  odczucie  potrzeby.  Szybkiego 

zaspokojenia potrzeby. Nasze ciała reagują, eksploduje jego silna, twarda męskość, delikatnie 

dotyka  moich  piersi  i  płeć.  Oboje  wiemy,  że  każdy  z  nas  ma  możliwość  dać  i  otrzymać 

najbardziej  intensywną  rozkosz.  Możemy  poddać  się  jej,  doprowadzić  do  zmysłowej 

przyjemności, pławić się w naszej żądzy, robić co chcemy, bo jesteśmy jednej myśli, tej samej 

chęci i, co najważniejsze, jednego serca. Przyjemność zatracania się w siebie jest taka słodka, 

bo nie ma nikogo innego na świecie, z kim chcielibyśmy to robić. Kiedy jesteśmy razem, jego 

ciało jest połączone z moim, poruszając się we mnie,  a nasze usta złączone, to nie liczy się 

nikt, ani nic innego. 

Cały nasz świat jest tu, gdzie my jesteśmy i radość z naszego związku... 

A  dzisiaj,  przypominam  sobie,  że  nie  jestem  Rosa.  Wyciągam  i  zaczynam  rozpinać 

jego koszulę, coś czego Rosa nigdy nie zrobiłaby, chyba że by jej kazał. Dominic przygląda 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

się moim palcom. Jego klatka piersiowa unosi i opada trochę szybciej. Odpinam i przesuwam 

do tyłu szeleszczącą bawełnę. Zostawiam koszulę na jego przedramionach, tak aby był lekko 

obezwładniony.  Przejeżdżam  swoimi  palcami  po  klatce  piersiowej  pokrytej  miękkimi 

włoskami  między  sutkami.  Pochylam  głowę  do  przodu  i  umieszczam  moje  usta  na  sutku, 

biorąc mały czerwony pączek w moje zęby i przeciągam językiem naokoło. Ciągnę go lekko 

zębami,  a  drugiego  szczypię  biorąc  między  kciuk  a  palec  wskazujący,  przekręcam  lekko. 

Dominic jęczy. On to lubi, wiem to. Po tym jak pobudziłam jego sutki do twardych punktów, 

moje  usta  zostawiają  je  i  przenoszą  się  na  klatkę  piersiową,  gdzie  wciągam  jego  zapach  i 

szczypię  lekko  skórę.  Moje  ręce  głaszczą  okolice  brzucha  i  pleców,  moje  paznokcie 

zostawiają  ślady  na  powierzchni.  Patrzy  na  mnie,  jak  składam  hołd  jego  ciału  moimi 

wargami,  językiem  i  koniuszkami  palca,  upajając  się  tym.  Unoszę  się  na  czubkach  swoich 

palców,  całuję  jego  szyję,  gryzę  delikatnie,  liżę  go,  czuję  jego  smak,  przesuwam  się,  by 

dosięgnąć  jego  ust.  Rozpaczliwie  potrzebuje  naszego  pocałunku,  mogę  to  wyczuwać,  ale 

wciąż jest uwięziony w koszuli, której jeszcze nie pozwoliłam mu zdjąć. Przyciskam się do 

niego,  pozwalam  moim  piersiom  ocierać  się  o  jego  nagą  klatę  piersiową.  Materiał  stanika 

pobudza  moje  sutki.  W  końcu  przechylam  głowę  do  jego  i  przesuwam  opuszkiem  palca  po 

jego  ustach,  odsuwając  się,  zanim  skradnie  mi  pocałunek,  którego  tak  pragnie.  Wracam, 

przesuwam językiem po jego drżących wargach. Otwiera lekko usta, jego oddech przyspiesza, 

ale  ja  nie  pozwolę  mu  skrócić  mojego  czasu.  Chcę  cieszyć  się  w  tym  wyjątkowym 

oczekiwaniu,  aż  to,  co  robię  doprowadzi  nas  na  skraj  wytrzymałości.  Pozwalam  swojemu 

językowi poruszać się z większą siłą, zanurzać go w jego ustach na tyle długo, by pomyślał, 

że może go mieć bez mojej zgody. Moje wargi trącają i całują usta tego pełnoprawnego pirata, 

którego  kocham  tak  bardzo.  W  końcu,  nie  mogę  już  dłużej  czekać,  bo  łaknę  ciemnej, 

głębokiej własności jego ust. Przysuwam usta, przyciskam go do siebie, pijąc jego odurzający 

smak, a on odpowiada, mocno, biorąc ode mnie tyle ile może. Ściągam jego koszulę, tak że 

jego ręce są wolne. Od razu ujmuje nimi moją twarz, jakby chciał mnie mieś tak blisko, jak to 

tylko możliwe. 

Nie wiem, jak długo całujemy się, ale nasze zmysły są bardzo pobudzone przez taniec 

naszych języków i ust. Nigdy wcześniej nie rozkoszowałam się tak długo w pocałunku, i nie 

zdawałam  sobie  sprawy,  że  przez  dłużej  splecione  usta,  pożądanie  staje  się  silniejsze.  Mam 

wrażenie,  że  przekraczam  granice  jestestwa,  ponieważ  nasze  pocałunki  stają  się  głębsze  i 

wszechogarniające.  

Nagle zdaję sobie sprawę, że on unosi mnie, a ja instynktownie owijam nogi  wokół 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

niego, aby łatwiej mógł zanieść mnie do łóżka. Opada powoli na kolana, nasze usta nadal są 

złączone,  kładzie  mnie  na  łóżko.  Odciąga  się  od  naszego  pocałunku  i  pozwala  mi  leżeć  na 

plecach, a sam  klęczy nade mną i  patrzy płonącymi  oczami  na moje ciało. Wyciągam rękę, 

żeby  przeciągnąć  moimi  koniuszkami  palców  po  jego  klatce  piersiowej.  Odnajdując  zarys 

jego  cudownych  mięśni,  ciągnąc  w  dół  szlakiem  do  ciemnych  włosów  z  nad  jego  talii. 

Prowadzę palce tam, gdzie wiem, że czeka na mnie skarb. Wpatruję się w jego oczy, gdy moje 

palce  rozpinają  klamrę  jego  paska,  a  następnie  guziki  przy  jego  spodniach.  Widzę  wielkie 

wybrzuszenie pod materiałem, ale uważam by go nie dotknąć - jeszcze nie. 

Chcę  wziąć  wszystkie  te  przyjemności  ale  powoli.  To  nie  jest  noc  gier  albo 

pośpiesznego  spełnienia  przyjemności,  gdzie  puszczamy  się  w  galop  bez  tchu,  spragnieni 

końca  kursu.  To  jest  noc  dla  wolnego,  zmysłowego  kochania  się,  właśnie  dla  nas,  dla 

Dominica i Beth, których ciała razem współpracują tak świetnie.  

Kiedy  ściągam  mu  spodnie  patrzy  na  mnie  i  dyszy  lekko.  Teraz  jest  w  samych 

bokserkach i widzę jego wspaniałą długość penisa, tak silnego i twardego, pełnego pożądania. 

Sięgam wewnątrz spodenek i uwalniam go. Jest taki wspaniały i spragniony. Dominic wydaje 

ciche  westchnienie,  gdy  go  dotykam,  ale  szybko  puszczam,  by  nacieszyć  nim  moje  oczy. 

Samo patrzenie sprawia, że pulsuję między nogami, to takie pulsujące łaskotanie mówiące mi, 

że  moja  płeć  już  tęskni,  by  czuć  tą  żelazna  długość  w  mojej  mokrej  głębokości.  

Ale jeszcze nie teraz... jeszcze nie.. 

Chcę  dać  mu  przyjemność  pierwsza.  Chcę  całować  i  lizać  jego  erekcję,  wziąć  go  w 

usta i kochać. On wciąż klęczy przede mną, więc unoszę się, by przytrzymać go za biodra, 

abym mogła przeciągnąć swoim językiem w górę jego długości, od jąder do gładkiej główki. 

Jęczy gdy mój język sunie po czubku jego penisa, rysując ósemki w około maleńkiej dziurki i 

czuję jak napręża się jeszcze bardziej. Wtedy owijam ustami jego wrażliwą skórę, nawilżam, 

a  następnie  zabieram  moje  wargi,  delikatnie  przygryzam  zębami,  ponownie  przeciągam 

językiem, aż do samej podstawy. Robię to jeszcze dwa razy, przedłużając etapie podróży po 

jego penisie tak długo, jak to tylko możliwe. 

Wiem,  że  on  ledwie  może  wytrzymać  to,  ale  chcę  mu  sprawić  rozkosz  najlepiej  jak 

potrafię.  Słyszę,  jak  ciężko  oddycha.  Przygląda  się  temu  co  robię  i  zanurza  palce  w  moich 

włosach,  wywierając  niewielkie  naciski  na  moja  głowę,  gdy  dotykam  wrażliwego  miejsca. 

Jęczy  trochę,  gdy  moje  zęby  dotykają  go,  a  moje  delikatne  pociągnięcie  wywołują  u  niego 

gwałtowny wdech. 

-  O  Boże,  Beth  -  mruczy.  -  Już  dłużej  nie  wytrzymam.  Do  cholery,  co  ty  ze  mną 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

robisz... 

Gdy  puszczam  jego  penisa,  on  wie  od  razu  co  zrobić  i  przekręca  się  tak,  aby  jego 

penis był blisko moich ust, a jego twarz przy mojej płci. Jego język i zęby natychmiast skubią 

moje  uda. Wzdycham  z  radością.  Pragnę  moich  ust  na  jego  penisie  i  dotyku  jego  języka  na 

mojej łechtaczce, w tym samym czasie. On wie to i chce tego samego. Wciąga mój zapach i 

pozwala swojemu językowi bawić się u wejściu do mojej płci, a jego penis naciska na moje 

usta. Wygląda, jakby rozkoszował się zlizując moje soki, które spływają ze mnie i spieszą na 

spotkanie z jego językiem. Napływają mu do ust i chlupoczą przy jego wargach. Czuję palącą 

tęsknotę za nim, kiedy jego język trąca mój wrażliwy pączek. Biorę w usta tyle jego długości, 

ile  tyko  mogę  i  ssie  go  mocno.  On  wręcz  zakopuje  swoją  twarz  we  mnie,  a  jego  język 

przynosi  mi  tak  nieznośnie  wspaniałe  doznania,  że  moje  kończyny  stają  się  płynne. 

Rozpływam się z rokoszy. 

Pracujemy swoimi ustami by dać sobie cudowną przyjemność, czuję wzrost radosnego 

podniecenia. Moja płeć pulsuje, małymi drgającymi falami, za każdym razem, gdy jego język 

naciska  i  łaskocze  nieznośnie  po  mojej  łechtaczce.  Chce  być  głaskana  i  rozpieszczana, 

prowadzona  bez  przerwy  i  rytmicznie  do  punktu  kulminacyjnego.  Dominic  liże  i  robi 

okrążenia językiem, to niewyobrażalne uczucie rosnące w siłę, powoduje, że otwieram się jak 

kwiat.  Ale  ja  nie  chcę,  żeby  już  przyszło.  Jeszcze  nie.  To  dopiero  początek. 

Odsuwam  się  od  erekcji  Dominca,  rozumie  to  i  odwraca  się  do  mojej  twarzy.  Jego  usta  są 

mokre od moich soków, przyciska je tak mocno do moich, jakby rościł sobie prawo do nich, 

wciskając  swój  język  głęboko,  oddając  smak  mojej  płci.  Całuję  go  z  zapałem,  pobudzona 

przed smak naszych pieszczot. Teraz żadne z nas nie może już dłużej czekać, nasze ciała nie 

chcą  się  oprzeć  nakazowi  połączenia  się.  Nie  mogę  tego  powstrzymać  i  nawet  gdybym 

chciała trochę opóźnić naszą przyjemność, to on mi nie pozwala. Czuję  jego  gorący, ciężki 

oddech i potrzebę bycia we mnie. Przyciska swojego taranującego penisa do mojego wejścia, 

a moje wylewające się ze mnie soki łagodzą jago natarcie.  

- O Boże! - krzyczę, otwierając się na niego, jak mogę szeroko, by go przyjąć.  

- Czy chcesz tego? - pyta. - Czy to jest to czego pragniesz? 

-  Chcę  tego!-  To  jest  twoje,  wszystko  z  tego...  wszystko  ze  mnie...  to  jest  wszystko 

twoje. - Pcha mocno do środka. 

Wyginam  plecy  w  łuk  i  pochylam  się  do  niego.  Jedna  ręką  chwytam  jego  pośladki  i 

ściskam mocno, by przysunąć go jeszcze bliżej, głębiej, a drugą przeciągam po jego plecach i 

wbijam  paznokcie  w  skórę  z  siłą,  tym  większą  im  większą  rozkosz  mi  daje,  zachęcając  go 

background image

Sadie Mathiews „Obietnice po zmierzchu” 

 

 

 

 

tłumaczenie: marton 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beta: Kaya

 

 

jednocześnie, by mnie mocniej i ostrzej pieprzył. 

Zrozumiał moją zachętę. Moje zachęcające ręce i usta odnajdują zaciekły rytm, biorąc 

jego  penisa  głęboko,  kiedy  on  porusza  się  tam  i  z  powrotem,  wysuwając  się  i  wsuwając, 

znowu i znowu, a każdy jego ruch sprawiał, że poziom erotycznej siły wzrastał. Nie wiem, jak 

długo uda mi się oprzeć się zanim poddam się tej elementarnej potrzebie dojścia. Wychodzę 

naprzeciw  każdemu  pchnięciu,  kołysząc  się  przeciwko  niemu,  aby  wziąć  jak  najwięcej 

przyjemność  i  za  każdym  pchnięciem  wspinam  się  coraz  wyżej  i  coraz  bliżej  jestem 

szczytowania. 

-  O  Chryste,  Beth  -  mówi.  -  Zamierzasz  dojść  teraz?  Dojdź  dla  mnie,  proszę,  chcę 

widzieć, jak dochodzisz.  

Jego  słowa  wywołują  dreszcz,  a  to  znaczy,  że  jestem  na  krawędzi.  Nie  mogę  z  tym 

walczyć.  To  nadchodzi.  Mam  konwulsje,  moje  ciało  skręca  się,  jest  potrząsane  wielkimi 

falami orgazmu. Nic nie widzę i tylko wiem, że jestem opętana przez całą przyjemność, która 

roznosi  się  po  całym  moim  ciele,  aż  do  końca  każdej  kończyny.  Myślę,  że  krzyczę,  może 

wrzeszczę,  nie  mam  pojęcia.  Gdy  jednak  wracam  do  pewnego  rodzaju  świadomości,  wciąż 

ruszają mną ostatnie, cudowne fale mojego orgazmu. Zdaję sobie sprawę, że Dominic nie był 

tam  jeszcze  i  przygotowuje  się  na  drugą  rundę  mocnego,  przyjemnego  pieprzenia  w  moją 

bardzo  mokrą  i  otwartą  cipkę  po  orgazmie.  Mogłabym  tak  leżeć  tu  całą  noc,  ciesząc  się 

wspaniałymi ruchami jego penisa we mnie, ale wiem, że nie będzie to tak długo trwało. Jest 

coraz bliżej, jego pchnięcia są szybsze, mój orgazm jeszcze bardziej go podniecił, teraz jego 

kolej. 

Czuję  jak  jego  penis  rośnie  we  mnie,  jego  ruchy  stają  się  wolniejsze,  ale  silniejsze, 

ponieważ  pcha  mocniej  i  głębiej,  by  wywołać  punkt  kulminacyjny,  którego  tak  bardzo 

potrzebuje. Otwieram oczy, pragnąc, zakosztować jego przyjemności. Uwielbiam oglądać, jak 

on sztywnieje, wygina plecy w łuk, a jego orgazm rozlewa się strumieniem po nim całym.  

- Och Beth, - jęczy w rozkoszy orgazmu. 

Przytulam go mocno, upajając się słodkością jego punktu kulminacyjnego i miłością, 

którą mogę słyszeć w jego głosie.