background image

qwertyuiopasdfghjklzxcvbnmqwerty

uiopasdfghjklzxcvbnmqwertyuiopasd

fghjklzxcvbnmqwertyuiopasdfghjklzx

cvbnmqwertyuiopasdfghjklzxcvbnmq

wertyuiopasdfghjklzxcvbnmqwertyui

opasdfghjklzxcvbnseneiffrtyuiopasdf

ghjklzxcvbnmqwertyuiosdfghjklopa

 

sdfghjklzxcvbnmqwertyuiopasdfghjkl

zxcvbnmqwertyuiopasdfghjklzxcvbn

mqwertyuiopasdfghjklzxcvbnmqwert

yuiopasdfghjklzxcvbnmqwertyuiopas

dfghjklzxcvbnmqwertyuiopasdfghjklz

 

 

 

“THE BEGINNING”

 

 

Sherrilyn Kenyon 

 

 

 

 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

 

Grecja, 7382 p.n.e. 

 

Acheron  poczuł  czyjąś  obecność  za  sobą.  Odwrócił  się,  gotowy  do  uderzenia,  spodziewając 
się, że jest to kolejny Daimon próbujący go zaatakować. 

Jednak to nie był żaden z nich. 

Zamiast  tego  zobaczył    Simi

1

  wiszącą  do  góry  nogami  na  drzewie-  jej  w  tej  chwili  złożone 

długie,  burgundowe,  przypominające  nietoperze  skrzydła  swobodnie  zwisały  kontrastując  z  
dziecięcym ciałem. Miała na sobie luźny, czarny chiton

2

 i himation

3

 , który delikatnie łopotał 

na  nocnym wietrze. Jej krwawo- czerwone oczy świeciły upiornie w ciemnościach, podczas 
gdy jej długi czarny warkocz spływał swobodnie od  głowy, aż do ziemi. 

Acheron rozluźnił się i odłożył swoją broń na wilgotną trawę, jednocześnie przyglądając się 
przybyszowi.  

"Gdzie  byłaś,  Simi?"  -zapytał  ostro,  po  tym  jak  wzywał  swojego  demoniego  Charonte

4

  w 

ciągu  ostatniej pół godziny. 

                                                           

1

  W  greckiej  mitologii  Simi  miało  być  miejscem  narodzin  Gracji  (Mojr),  a  nazwa  wyspy  miała  pochodzić  od 

jednej z nimf o imieniu Syme. 

2

Chiton-  koszula  lniana  lub  wełniana  z  krótkimi  rękawami  noszona  w  starożytnej  Grecji,  pochodzenia 

fenickiego.  Składał  się  z  dwóch  prostokątnych  kawałków  materiału  zszytych  dłuższymi  bokami  do  wysokości 
ramion, na ramionach spinany fibulami lub guzikami. Zakładany bezpośrednio na ciało; luźny bądź z paskiem w 
talii, długi (do kostek), zwany chitonem jońskim lub krótki (do połowy ud), zwany doryckim. Chitony jońskie, 
krojone kloszowo, bogato fałdowane, od połowy VI w. p.n.e. zaczęły nosić też kobiety, które, od końca IV w. 
p.n.e. zaczęły przewiązywać je pod piersiami. 

3

Himation-  wierzchnie  okrycie  noszone  w  starożytnej  Grecji.  Himation  był  prostokątnym  kawałkiem  tkaniny 

pełniącym rolę peleryny. Noszony zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, nakładany był na chiton i drapowany 
w fałdy 

4

  Charonte-  to  demony,  które  mają  pazury,  nietoperze  skrzydła  i  ogony.  .Ich  wygląd  w  postaci  demonów 

przypomina trochę smoka. Te demony mogą być kontrolowane przez Atlantydów i rzadko zdarza się by należały 
do istoty niebędącej Atlantydem- jeżeli już się to zdarzy to jest to spowodowane własnym wyborem Charonte. 
Nawet  wtedy,  nigdy  nie  wiążą  się  ze  śmiertelnikami,  gdyż  Charonte  żyją  przez  wieki  i  są  praktycznie 
nieśmiertelne. 
Charonte  były  kiedyś  obrońcami  atlantydzkich  bogów  i  rodziny  królewskiej.  Jednak  po  tym  jak  Atlantyda 
została  zniszczona  pozostało  ich  niewiele.  Jedynymi  ocalałymi  byłe  te  należące  Apollymi  (bogini  Atlantydy- 
bogini życia, śmierci i mądrości) oraz Simi- demon, który należy do Acherona. 
Charonte  mają  wiele  umiejętności,  w  tym;  zianie  ogniem,  możliwość  latania  oraz  znikania.  Mogą  również 
zmieniać  swój  wygląd  od  postaci  demonów,  do  ludzi,  a  także  potrafią  zminiaturyzować  się  do  postaci  tatuażu 
umieszczonego na ciele swojego pana. 
Kiedy Charonte zwiążą się z jakąś  osobą ich zadaniem jest ochrona swojego właściciela. Charonte umieszczając 
siebie jako tatuaż na ciele swego pana mogą czuć, słyszeć i widzieć wszystko co ich pan robi, chyba że ten im 
tego zabroni. 
Tylko  polecenia  wypowiedziane  przez  Atlantyda  mogą  wpływać  na  większość  demonów,  gdy  nie  jest    on  ich 
mistrzem.  Żaden Charonte nie  może być nieposłuszny  słowom swego pana, nawet  jeśli tego chcą. Innych nie 
muszą  słuchać,  ale  słowo  ich  pana  jest  dla  nich  prawem.  Charonte  nazywają  swojego  właściciela  AKRI 
ponieważ jest to Atlantydzki odpowiednik pojęć: Pan i Mistrz. Istnieje tylko jeden sposób na zabicie Charonte i 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

"O  właśnie  wiszę,  akri",  powiedziała,  uśmiechając  się  jak  to  ona,  kołysząc  się  tam  i  z 
powrotem przy użyciu  zwinnych kończyn. "Czy akri tęsknił za mną?" 

 Acheron westchnął. Lubił Simi, ale marzył aby mieć dojrzałego towarzysza . Niemniej, ona 
przez  te  trzy  tysiące  lat  zachowywała  się  jak  pięcioletnie,  aczkolwiek  stare  dziecko.  Miną 
wieki nim  Simi w pełni dojrzeje. 

"Czy dostarczyłaś moją wiadomość?"-zapytał. 

"Tak, akri", powiedziała, używając terminu Atlantów dla "mój Pan i Mistrz". „Przekazałam 
tak jak powiedziałeś, akri ". 

Włos zjeżył sie na karku Acheron . Było coś w jej głosie, co go zastanawiało.. 

"Co przeskrobałaś, Simi?" 

"Simi nie zrobiła nic, akri. Ale ... " 

Czekał obserwując jak rozgląda się nerwowo. 

"Ale? " ponaglał. 

"Simi była głodna w drodze powrotnej". 

Zimny  dreszcz  przebiegł  mu  po  plecach.  "Kogo  zjadłaś  tym  razem?"-  westchnął 
zrezygnowany. 

"To nie był ktoś, akri. To było coś, co miało rogi na głowie, tak jak ja. W zasadzie było ich 
całe stado.  Wszystkie miały rogi i wydawały dziwne dźwięki:  muu muuu ". 

"Czyli masz na myśli krowy? Pożarłaś bydło, prawda? " 

"Tak zgadza sie, akri. Zjadłam „bydło” ". 

"To w zasadzie nie jest  tak źle". 

"Nie, to były raczej dobre, akri. Ale dlaczego nie powiedzieć Simi o krowach. Są bardzo 
smaczne, a zwłaszcza  pieczone. Simi smakowały…. bardzo ". 

"To czemu wyglądasz na zmartwioną?" 

"Bo  potem  z  jaskini  nieopodal  wyszedł  taki  wysoki  mężczyzna  z  tylko  jednym  okiem  i 
krzyczał na Simi. Powiedział Simi, że jest złem wcielonym bo zjadła krowy i że będę musiała 
za nie zapłacić. Co to znaczy, akri? Zapłacić? Simi nie wie nic o płaceniu ". 

Acheron chciałby być tak nieświadomy jak ona. "Ten wielki mężczyzna nie był przypadkiem 
cyklopem?"-zapytał. 

                                                                                                                                                                                     

jest nim „sztyletem Atlantydzki”, którym większość z nich zostały zniszczona po tym jak zaatakowały Simi i w 
odwecie Acheron wytracił prawie je wszystkie.. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

"Co to jest cyklop?"- konsternacja przebijała się przez jej słowa. 

"Syn Posejdona". 

"W zasadzie, to on coś takiego powiedział. Tylko nie miał rogów. Ale zamiast tego miał dużą, 
łysą głowę "- ciągnęła dalej. 

Acheron  nie  chciał  teraz  dyskutować  na  temat  wielkiej,  łysej  głowy  cyklopa  ze  swoim 
demonciątkiem. Jedyne co potrzebował wiedzieć, to co trzeba było zrobić, aby zadośćuczynić 
za jej żarłoczny apetyt.  

"Więc czego od ciebie zażądał cyklop ? " 

"Powiedział,  że  to  On  będzie  wściekły  na  Simi  za  zjedzenie  krów.  Powiedział,  że  rogate 
krowy należały do Posejdona. Kto to  jest Posejdon, akri? " 

"Grecki bóg". 

"Och w takim razie Simi nie jest w tarapatach. Po prostu zabijemy greckiego boga i wszystko 
będzie w porządku. "- odrzekła z widoczną ulgą. 

"Nie można zabić greckiego boga, Simi. To jest zakazane. " 

"Jeśli kiedykolwiek pójdziesz tam jeszcze raz, to nie mów że jesteś Simi. Nie pożeraj, ani nie 
zabijaj...  Albo  lepiej  zostań  tutaj,  Simi..  Pójdziesz  do    Katoteros

5

  i  będziesz  tam  czekać  na 

mnie  aż  Cie  wezwę.  "  Demonica  skrzyżowała  ramiona  na  piersi  i  spojrzała  na  niego  z 
dezaprobatą. "Nie lubię czekać w bezczynności, akri". 

Nagle Acheron skrzywił się w efekcie tępego bólu, który zaczął pulsował w tylnej części jego 
czaszki. Chciałby, aby na 21 urodziny otrzymał domowego zwierzaka takiego jak np. papuga. 
Tymczasem demon Charonte miała być z nim aż do śmierć ...ponownej. 

"Więc dlaczego wezwaliście Simi, akri?" 

"Potrzebuje twojej pomocy z Daimonami". 

Dziewczyna  natychmiast  się  rozluźniła  i  wróciła  do  huśtania  się  na  swoim  konarze.  "Nie 
wydaje mi się, żebyś potrzebował mojej pomocy, akri. Simi myśli, że poradziłeś sobie bardzo 
dobrze z nimi na własną rękę. Szczególnie podobały mi się sposób, w jaki wyrzuciłeś do góry 
w  powietrze  jednego  Daimona,  zanim  go  zabiłeś.  Bardzo  ładnie.  Nie  wiedziałam,  że  one  są 
takie kolorowe, kiedy wybuchają "- gruchała rozradowana. 

Następnie używając swoich zwinnych nóg, robiąc salto zeskoczyła z  gałęzi  i  wylądowała u 
jego boku. "Gdzie jedziemy teraz, akri? Weźmiesz Simi w jakieś zimne miejsce? Podobało mi 
się te ostatnie, w którym byliśmy. Góry były bardzo dobrym wyborem. " 

                                                           

5

  Główna  siedziba  monarchów  Archona  i  Apollymi  (prawowitych  króla  I  królowej  miasta  Katoteros). 

Odpowiednik Nieba??? Gdzie odprowadzane są cienie- a więc istoty bez duszy i ciała 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

„Acheron?” 

Acheron  zatrzymał  się  nagle  czując  wezwanie  Artemidy.  Pozwolił  sobie  na  kolejne  pełne 
zniecierpliwienia  westchnienie.  Od  dwóch  tysięcy  lat  uparcie  ją  ignorował.  A  ona  wciąż 
nalegała na spotkanie. Był czas, kiedy szukała go w "sferze umysłowej", ale on zablokował 
jej zdolności. Jednak jej psychiczna telepatia była więzią, której nie mógł zerwać całkowicie. 

"Chodź,  Simi,"  powiedział,  rozpoczynając  swoją  podróż,  której  celem  było  Therakos. 
Daimony założyły tam kolonię, żerujący na biednych Grekach, żyjących w małej wiosce. 

„Acheron. Potrzebuję twojej pomocy, a tak naprawdę moi  nowi Mroczni Łowcy potrzebują 
trenera”. 

Zamarł słysząc słowa Artemidy. 

„Nowi Mroczni Łowcy? Co to do jasnej cholery miało znaczyć? 

"Co  Ty  kombinujesz,  Artemido?"  jego  szept  popłynął  z  wiatrem,  aż  do  Olimpu,  gdzie 
Artemida oczekiwała w swej świątyni na wieści. 

„Więc  jednak  rozmawiasz  ze  mną?”-  usłyszał  ulgę  w  jej  tonie  głosu.  „Już  zaczęłam  się 
zastanawiać, czy  kiedykolwiek usłyszę jeszcze dźwięk Twojego seksownego głosu”. 

Acheron wydął  usta ze zniecierpliwienia. Nie miał czasu na tego typu pogaduszki. 

„Acheron?” 

Zignorował ją. 

„Daimony  rozprzestrzeniają  się  szybciej  niż  można  je  powstrzymać.  Potrzebujesz  pomocy, 
więc Ci ją oferuję”- kontynuowała dalej niezrażona. 

Acheron  powątpiewał  w  bezinteresowność  jej  pomocy.  Grecka  bogini  od  zarania  dziejów 
nigdy nie zrobiłaby niczego dobrowolnie, jeżeli nie miałaby w tym własnego interesu. 

"Zostaw  mnie  w  spokoju,  Artemido.  Oboje,  Ty  i  ja  mam  pracę  do  wykonania  i  nie  mam 
czasu, aby polemizować teraz z Tobą ". 

„Dobrze  więc.  Wyślę    tych  nowicjuszy  do  walki  z  Daimonami  całkowicie 
nieprzygotowanych.  Jeśli  umrą,  trudno,  kogo  przecież  obchodzą  losy  marnych 
śmiertelników? Mogę przecież stworzyć sobie kolejnych i wysłać ich na pole bitwy jak mięso 
armatnie i tak powtarzać ten proceder”. 

To był podstęp. 

A  jednak  coś  w  środku  mówiło  mu  że  nie.  Artemida  prawdopodobnie  mogła  stworzyć 
większą  ilość  Mrocznych  Łowców,  więc  jeśli  miała  taką  sposobność,  to  na  pewno  to  zrobi 
ponownie. Zwłaszcza, jeśli miałoby to wzbudzić w nim poczucie winy. Cholera z nią. Musiał 
udać  się  do  jej  świątyni,  choć  osobiście  wolałby  być  wypatroszony.  Spojrzał  na  swego 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

demona. "Simi, muszę zobaczyć się teraz z Artemidą. Ty wracasz do Katoteros i trzymaj się 
tam z dala od kłopotów, dopóki Cię nie wezwę ". 

Demon skrzywił się. "Simi nie lubi Artemidy, akri. Chciałabym, żebyś pozwolił Simi zabić tą 
bogini. Simi chce wyrwać jej te długie, rude włosy. " 

Acheron dobrze znał to uczucie. Simi spotkała Artemidę tylko raz, wtedy kiedy Acheron stał 
się śmiertelny. Spotkanie to było katastrofalne w skutkach. 

"Wiem, Simi, dlatego chcę, żebyś poczekała na mnie w Katoteros." – odsunął się od niej, po 
czym odwrócił się gwałtownie i spojrzał jej prosto w oczy. "I na miłość Archonu

6

, proszę nie 

jedź niczego, dopóki nie wrócę. Szczególnie żadnych ludzi. " 

"Ale-" 

"Nie, Simi. Bez jedzenia ". 

"Nie, Simi. Bez jedzenia, "zaczęła go przedrzeźniać. "Simi się to nie podoba, akri. Katoteros 
jest  nudne.  Nie  ma  tam  nic  ciekawego  do  robienia.  Tylko  martwe  cienie  ludzi,  które  chcą 
wrócić z powrotem na dół, na ziemię. Bleh! " 

"Simi ..." powiedział głosem pobrzmiewającym ostrzeżeniem. 

"Słyszę, słyszę, będę posłuszna, akri. Simi po prostu nigdy nie powiedziała, że może zrobić to 
po cichu "- wydawała się być zadowolona ze swojego pomysłu. 

Potrząsnął  głową  widząc  niepoprawność  demona,  potem  siłą  woli  przeniósł  się  z  ziemi  do 
świątyni Artemidy na Olimpie.  

 

~*~ 

 

Acheron  stanął  na  szczycie  złotego  mostu  przerzuconego  ponad  wijącą  się  rzeką. 

Dźwięk szumiącej wody, odbijał się echem od wysokiej powierzchni gór, które wznosiły się  
monumentalnie wokół niego. W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat, nic się tutaj nie zmieniło. 

Cały teren tu na szczycie składał się z mieniących się różnymi kolorami mostów i chodników, 
pokrytych tęczową mgłą, prowadzących do  świątyń poszczególnych bogów. Sale na Olimpie 
były  bogate  zdobione  i  przestronne.  Idealne  mieszkanie  dla  bogów,  zamieszkujących  ich 
wnętrza  i  ich  wielkiego  ego.  Świątynia  Artemidy  została  wykonana  ze  szczerego  złota, 
wypełniona smukłymi, białymi, marmurowymi kolumnami. Widok roztaczający się z jej sali 
tronowej na niebo i świat poniżej zapierał dech w piersiach.  

                                                           

6

 W oryginale „for Archon’s sake” 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

Przynajmniej tak myślał w młodości. Ale to było zanim czas i doświadczenie napełniły żółcią 
jego  zdolność  postrzegania.  Dla  niego  nie  było  to  już  nic  spektakularnego  czy  pięknego. 
Widział jedynie samolubną próżność i chłód mieszkańców Olimpu. Ci nowi bogowie byli tak 
bardzo różni  i ulepieni z innej gliny niż bogowie Acheronu. Każdy jeden bóg Atlantydy był 
pełen współczucia. Miłości. Życzliwości. Przebaczenia. 

Był  tylko  jeden  moment,  w  którym  mieszkańcy  Atlantydy  pozwolili,  by  ich  strach  w  nich 
zwyciężył-  ten  błąd  kosztował  ich  wszystkich  nieśmiertelne  życie  i  pozwolił  olimpijskim 
bogom  zagrabić  ich  miejsce  na  szczycie.  To  był  smutny  na  wiele  sposobów  dzień  dla 
ludzkiego świata. 

Acheron  zmusił  się  do  przekroczenia  mostu,  który  doprowadził  go  do  świątyni  Artemidy. 
Dwa  tysiące  lat  temu  opuścił  to  miejsce  i  przysiągł,  iż  już  nigdy  tutaj  nie  wróci.  Powinien 
wiedzieć,  że  prędzej  czy  później  Artemida  wymyśli  jakiś  sposób,  by  go  sprowadzić  z 
powrotem. 

Jego  wnętrzności  ściskały  się  ze  złości.  Acheron  użył  telekinezy,  aby  otworzyć 
ponadgabarytowych, pozłacane drzwi. Od razu został zaatakowany zawodzącym dźwiękiem 
krzyków  robotnic  Artemidy,  posiadających  niezliczoną  ilość  kolczyków  w  małżowinach 
usznych.  Nie  były    przyzwyczajone  do  przybyszów  odwiedzających  prywatną  kwaterę  ich 
bogini.  Artemida  syknęła  ze  złości  słysząc  ten  przeraźliwy  hałas,  a  następnie  zaczęła 
agresywnie okładać każdą z kobiet znajdujących się jej pobliżu. 

"Czy chcesz zabić całą ósemkę?" Zapytał z ironią Acheron. 

Artemida nawet na nie nie patrząc odpowiedziała-. "Powinnam, ale tego nie zrobię, po prostu 
każę wrzucić je wszystkie do rzeki na zewnątrz". 

Zaskoczony, gapił się na nią. Była tak niezwykła jak ją zapamiętał. Być może nawet w ciągu 
ostatnich dwóch tysięcy lat nauczyła się choć trochę współczucia i miłosierdzia. Choć znając 
ją było to bardzo mało prawdopodobne. 

Teraz,  kiedy  zostali  sami,  rozsiadła  się  wygodnie  na  tronie  z  kości  słoniowej.  Acheron 
podszedł  do  niego  powoli.  Była  ubrana  w  prosty,  biały  peplos

7

  kusząco  obejmujący 

krzywizny  jej  zmysłowego  ciała,  a  jej  ciemnorude  loki  błyszczały  w  jasnym  świetle.  Jej 
zielone  oczy  świeciły  pełne  serdeczności.  Na  jej  widok  poczuł,  że  przeszyła  do  włócznia 
wspomnień. Gorących... ale zarazem bolesnych… 

Powinien wiedzieć, iż ponowne spotkanie będzie dla niego ciężkim przeżyciem -to był jeden 
z powodów, dla których zawsze ignorował  jej wezwania. Ale wiedzieć coś, a przeżywać to 

                                                           

7

 strój kobiecy bez rękawów, uszyty z jednego prostokątnego kawałka tkaniny wełnianej spiętego na ramionach 

fibulami. Szerokość tkaniny po złożeniu jej wzdłuż, równa była odległości między łokciami przy wyciągniętych 
poziomo  rękach.  Długość  peplosu  dobierana  była  zależnie  od  wzrostu  właścicielki  i  bez  przepasania  miał  on 
zakrywać jej stopy. Nadmiar długości tkaniny tworzył tzw. odrzutkę czyli drugą warstwę w jego górnej części. 
Długość  odrzutki  mogła  być  różna  –  od  zakrywającej  piersi,  do  osłaniającej  biodra  i  wtedy  peplos  bywał 
przepasany na odrzutce. Tkanina okrywała lewy bok kobiety natomiast na prawym boku bywała zeszyta lecz np. 
dziewczęta w Sparcie nosiły peplosy niezszyte 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

coś  w  rzeczywistości  to  były  dwie  zupełnie  odrębne  sprawy.  Nie  był  przygotowany  na 
emocje, które groziły mu teraz niemal załamaniem nerwowym. Nienawiść. Poczucie zdrady.  

Ale jednak najgorsza była potrzeba. 

Głód.  

Pragnienie. 

Jakaś cząstka w nim wciąż ją kochała. Ta część była niemal gotowa wybaczyć jej wszystko. 

Nawet jego śmierć ... 

"Dobrze  wyglądasz,  Acheronie.  Jesteś  tak  samo  przystojny  jak  podczas  naszego  ostatniego 
spotkania"- zbliżała się jednocześnie wyciągając rękę, by go dotknąć. 

Cofnął się poza zasięg jej dłoni. "Nie przyszedłem tutaj na pogaduchy, Artemido.  Pojawiłem 
się-" 

"Kiedyś nazywałeś mnie Artie."- przerwała mu bezceremonialnie.  

"Robiłem kiedyś wiele rzeczy, o których wolę teraz zapomnieć." Spojrzał na nią z gniewem, 
przypominając sobie wszystko co mu odebrała. 

"Nadal jesteś na mnie zły." 

"Dziwisz się?" 

W  jej  oczach  zapłonął  szmaragdowy  ogień,  przypominając  mu  o  demonie,  który 
zamieszkiwał  w  jej  boskim  ciele.  "Mogłam  zmusić  cię  do  przyjścia  do  mnie,  wiesz  o  tym. 
Byłam bardzo tolerancyjna wobec Twojego oporu. Bardziej niż powinnam być. " 

Odwrócił wzrok, wiedząc, że miała rację. Ona jedna była w  posiadaniu źródła pokarmu tak 
niezbędnego do jego prawidłowego funkcjonowania. 

Kiedy  obywał  się  zbyt  długo  bez  tego  „jedzenia”,  stawał  się  niekontrolowanym  zabójcą. 
Niebezpieczeństwem dla każdego kto znalazłby się w jego pobliżu.  

Tylko  Artemida  znała  sposób,  aby  utrzymać  go  w  takim  stanie  jakim  był  teraz.  Zdrowym. 
Kompletnym. 

Współczującym. 

"Dlaczego nie zmusiłaś mnie do przejścia na tu na Twoją stronę?"-  Zapytał. 

"Bo Cię za dobrze znam.  Gdybym  zdecydowała  się tak postąpić, zrobiłbyś wszystko, by mi 
się za to odpłacić. " 

Znowu  miała  rację.  Jego  dni  ujarzmienia  zostały  już  dawno  za  nimi.  Miał  już  tego  dość  w 
jego dzieciństwie i wczesnej młodości. Kiedy jednak skosztował wolności i poczuł drzemiącą 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

 

w nim moc, polubił ten stan zbyt bardzo, by stać się z powrotem potulnym kociakiem  czasów 
przeszłości. 

"Opowiedz  mi  o  tych  nowych  Mrocznych  Łowcach,"  zmienił  temat.  "Po  co  chcesz  tworzyć 
więcej istot do mnie podobnych?" 

"Powiedziałam Ci, potrzebujesz pomocy." 

"Nie potrzebuję takiej pomocy." 

"Ja i inni greccy bogowie myślimy jednak inaczej." 

"Artemido ..." warknął jej pełne imię, wiedząc, iż tego nie lubi. Był więcej niż w stanie 

kontrolować i zabić Daimony, żerujące na ludziach. "Przysięgałem ..." 

Zacisnął zęby, myśląc o pierwszych dniach jego nawrócenia. Nie miał nikogo, kto pokazałby 
mu kierunek. Żadnego przewodnika, który wyjaśniłby mu jak postępować.  

Jak żyć. 

Wytłumaczyć zasady, które wiążą go z nocą. 

Nowi Mroczni Łowcy, będą zagubieni. Zdezorientowani. 

Najgorszy był  fakt,  iż ich życie było  ciągle narażone aż  do momentu, w którym  nauczą się 
prawidłowo wykorzystywać swoje moce. 

Cholera z nią. 

"Gdzie oni są?"-warknął. 

"Czekają  w  Falossos.  Ukrywają  się  w  jaskini,  która  chroni  ich  przed  światłem  słonecznym 
podczas  dnia.  Ale  to  ludzie  całkowicie  nieświadomi  jak  powinni  postępować  w  momencie 
zagrożenia,  kiedy  znajdą  ich  Daimony.  To  mężczyźni,  którzy  natychmiast  potrzebują 
przywódcy. " 

Acheron  nie  chciał  tego  zrobić.  Nie  chciał  nikim  dowodzić,  jak  również  słuchać  niczyich 
rozkazów. Nie chciał w ogóle zajmować się żadnymi ludźmi. 

On nie chciał już nikogo w swoim życiu, pragnął pozostać po prostu sam. 

Myśl o stosunkach z innymi ... 

Ten pomysł natychmiast zmroził jego krew. 

Jedna  jego  połowa  miała  ochotę  iść  własną  drogą,  ale  Acheron  wiedział,  że  nie  mógł  tak 
postąpić.  Gdyby  odmówił  przeszkolenia  tych  ludzi  odnośnie  sposobu  walki  i  zabijania 
Daimony, skazałby ich na pewną śmierć. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

10 

 

A  martwa  egzystencja  bez  duszy  była  czymś  czego  nikomu  nie  życzył.  On,  jako  jeden  z 
nielicznych wiedział z czym to się wiąże. 

"Dobrze," powiedział. "Będę ich szkolić." 

Uśmiechnęła się promiennie. 

 

~*~ 

 

Acheron przeniósł się z jej świątyni z powrotem na Ziemię, ale nakazał Simi pozostać dłużej 
tam gdzie przebywała. Demonica skomplikowałaby tylko i tak zagmatwaną sprawę. 

Gdy był pewien, że pozostanie na miejscu, przeniósł się do Falossos. 

Znalazł  tam  trzech  mężczyzn  siedzących  w  całkowitych  ciemnościach,  tak  jak  powiedziała 
Artemida.  Rozmawiali  cicho  między  sobą,  zgrupowani  wokół  małego  ogniska  próbując  się 
ogrzać, a w ich oczach odbijały się jasne płomienie.  

Ich oczy nie były już dłużej ludzkie i miał świadomość, że niezwykłe światło ich wzroku nie 
pochodziło wcale od ognia. 

Musiał ich wiele nauczyć. 

Acheron wysunął się do przodu, wychodząc jednocześnie z cienia. 

"Kim jesteś?" Najwyższy z nich zadał mu to pytanie, kiedy tylko go zobaczył. 

Człowiek ten był bez wątpienia Dorianinem

8

, ze swoimi długimi  czarnymi  włosami. Był  on 

wysoki, potężnie zbudowany i wciąż ubrany w zbroję bitewną, która była w tak złym stanie, 
iż potrzebowała natychmiastowej naprawy. 

Mężczyźni  siedzący  z  nim  byli  blondwłosymi  Grekami.  Ich  pancerze  nie  były  wcale  w 
lepszym  stanie.  Najmłodszy  z  nich  miał  podłużną  dziurę  pośrodku  jego  zbroi  na  wysokości 
serca, prawdopodobnie na skutek trafienia ostrzem rzuconego oszczepu. 

Będąc ubrani w taki sposób nie mogli wyjść i po prostu wmieszać się w tłum ludzi. Każdy z 
nich potrzebował opieki. Odpoczynku. 

Instrukcji. 

Acheron  zrzucił  kaptur  swojego  czarnego  himationu  i  po  kolei  spojrzał  w  oczy  każdego  z 
nich. 

Kiedy zauważyli srebrny kolor jego oczu i jakby wirujące tęczówki  pobledli jednocześnie. 

                                                           

8

 Nie potrafię znaleźć nic na temat pochodzenia tego mężczyzny, w oryginale określony został jako „Dorian” 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

11 

 

"Czy jesteś bogiem?" znowu ten sam mężczyzna zabrał głos. "Powiedziano nam, że bogowie 
mogliby nas zabić, jeśli znaleźlibyśmy się w ich obecności i taki byłby ich kaprys." 

"Jestem  Acheron  Parthenopaeus,"  powiedział  cicho.  "Artemida  wysłał  mnie  abym  Was 
przeszkolił". 

"Jestem Callabrax z Likonos" powiedział Dorianin. 

Następnie  wskazał  na  mężczyznę  po  swojej  prawej  stronie.  "Kyros  z  Seklos",  a  potem  na 
najmłodszego w swojej grupie "i Ias z Groesi". 

Ias powstał, przyglądając się mu swoimi ciemnymi, pustymi oczami. Acheron słyszał myśli 
tego mężczyzny tak wyraźnie, jak gdyby były one  jego własnymi. 

Ból tego wojownika dosięgnął i jego, a jego niedola wywołała przypływ sympatii. 

"Jak dużo czasu minęło odkąd zostaliście stworzeni?" zapytał Acheron. 

"Kilka tygodni temu" szybko odpowiedział Kyros. 

"Zostałem stworzony w tym samym czasie."- potwierdził skinieniem głowy Callabrax .  

Acheron spojrzał na Iasa. 

"Dwa dni temu", odpowiedział swoim pustym głosem. 

"On  jest  nadal  jest  chory  po  przemianie"-  wyjaśnił  Kyros.  "Mnie….  ehm…  „dostosowanie 
się” zajęło prawie tydzień ...". 

Acheron stłumił gorzki uśmiech. To było dobre określenie- „dostosowanie”. 

"Czy zabiliście już jakiś Daimonów?" kontynuował zbieranie informacji. 

"Próbowaliśmy"  westchnął  Callabrax,  "ale  jest  to  dużo  trudniejsze  od  zabijania  ludzkich 
żołnierzy.  Są  silniejsze.  Szybsze.  I  wytrzymalsze-  nie  umierają  tak  łatwo.  Ostatnim  razem 
niemal straciliśmy dwóch naszych. " 

Acheron skrzywił się na samą myśl o dwóch nieprzygotowanych wojownikach udających się 
na polowanie na Daimony i o przerażającej egzystencji, która ich czeka, kiedy zginą. 

Podążył myślami do swojej  pierwszej walki ... 

Nie, musiał zablokować wspomnienia snujące się po jego umyśle. 

"Posililiście się już dzisiejszego wieczora?" 

Potwierdzili równoczesnym skinieniem głowy. 

"A więc chodźcie ze mną na zewnątrz to  nauczę Was paru niezbędnych sztuczek przydatnych 
podczas polowania na Daimony". 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

12 

 

Acheron pracował z nimi wytrwale, dopóki nie zaczęło prawie świtać. Dzielił się z nimi całą 
posiadaną  wiedzą  i  umiejętnościami,  w  takim  stopniu  w  jakim  zdążył  w  ciągu  tej  jednej, 
krótkiej nocy. Nauczał ich nowej taktyki. Wskazał gdzie znajdują się najbardziej odsłonięte i 
wrażliwe miejsca na ciele Daimonów i jak je atakować. 

Pod koniec nocy, zezwolił im w końcu wrócić do jaskini. 

"Znajdę wam lepsze miejsce do ukrycia się przed światłem słonecznym", obiecał im. 

"Jestem  Dorianinem"  powiedział  z  dumą  Callabrax.  "I  nie  potrzebuję  niczego  więcej  ponad 
to, co mam". 

"Ale  my  nie  jesteśmy  Dorianinami"  wtrącił  się  Kyros.  "Z  miłą  chęcią  zarówno  ja  jak  i  Ias 
zgodzimy się na możliwość spania na wygodnym łóżku. Kąpiel też będzie mile widziana. " 

Acheron  skinął  głową,  po  czym  gestem  wskazał  Iasowi,  by  do  niego  dołączył  na  zewnątrz 
pieczary. 

Poczekał aż Ias wyjdzie pierwszy, a następnie skierował go na odległość, na której nie mogli 
już być słyszani przez rezydentów jaskini. 

"Chcesz znowu zobaczyć swoją żonę… " wyszeptał Acheron. 

Zapytany spojrzał na niego zaskoczony. "Skąd o tym wiesz?" 

Acheron  nie  odpowiedział.  Nawet  jako  człowiek,  nienawidził  osobistych  pytań,  gdyż 
najczęściej doprowadziły go do rozmów, których nie chciał prowadzić. Zwykle wydobywały 
wspomnienia, które powinny być głęboko zagrzebane w pamięci. 

Zamykając oczy, Acheron pozwolił swojemu umysłowi popłynąć poprzez kosmos, aż znalazł 
kobietę, która prześladowała myśli Iasa. 

Liora. 

Była  piękną  kobietą,  z  włosami  czarnymi  jak  krucze  skrzydła.  Oczami  tak  jasnymi  i 
niebieskimi jak otwarte morze. 

Nic dziwnego, że Ias tak bardzo za nią tęsknił. 

Kobieta  aktualnie  klęczała,  płacząc.  "Proszę"  -  błagała  bogów.  "Proszę  zwrócicie  mi  moją 
miłość. Błagam niech moje dzieci mają swojego ojca w domu ". 

Acheron  czuł  sympatię  widząc  i  słysząc  jej  błagania.  Nikt  nie  powiedział  jej  jeszcze  co  się 
stało. Ona wciąż modliła się powrót człowieka, który nie mógł już z nią dłużej być. 

To prześladowało Acherona. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

13 

 

"Rozumiem Twój smutek," powiedział do Iasa. "Ale nie możesz pokazać się swojej rodzinie 
w  takiej  formie.  Oni  przestraszą  się  tego  co  wróciło  do  ich  domu.  Będą  starali  się  zabić 
Ciebie, myśląc ze jesteś potworem ". 

Oczy  Iasa  napłynęły łzami, a kiedy mówił, jego  kły  przecinały  wargi.  "Liora nie ma nikogo 
kto mógłby się nią zaopiekować. Była sierotą, a mój brat zginął dzień wcześniej  niż ja. Nie 
ma już nikogo, kto mógłby zapewnić ochronę moim dzieciom ". 

"Nie możesz wrócić." 

"Dlaczego nie?" Ias zapytał gniewnie. "Artemida powiedziała, że będę miał swoją zemstę na 
człowieku, który mnie zabił, a dopiero potem wrócę by jej służyć. Nie wspominała nic o tym 
że nie będę mógł wrócić do domu. " 

Acheron  zacisnął  palce  na  jego  ramieniu.  "Ias,  pomyśl  przez  chwilę.  Nie  jesteś  już 
człowiekiem. Jak myślisz, jak mieszkańcy twojej wioski zareagują, jeśli wrócisz do domu z 
kłami  i  czarnymi  jak  węgiel  oczami?  Nie  możesz  wychodzić  na  światło  dzienne.  Twoim 
wyborem  był  powrót  w  celu  ochrony  wszystkich  ludzi,  a  nie  tylko  Twojej  rodziny.  Nie 
możesz jednocześnie być tu i tam. Nie możesz wrócić… " 

Usta mężczyzny drgały, ale tylko kiwnął głową. "Mam uratować rodzaj ludzki, podczas gdy 
moja  niewinny  rodzina,  porzucona  na  pastwę  losu,  będzie  głodować  pozbawiona 
jakiejkolwiek ochrony. Tak, to była wyjątkowa okazja. Mój wybór… " 

Acheron uciekł wzrokiem, ale jego serce ścisnęło się z żalu nad losem tego człowieka i jego 
rodziny. 

"Dołącz do pozostałych," powiedział. 

Obserwował powrót Iasa jednocześnie rozmyślając nad jego słowami. 

Nie mógł tego tak zostawić. 

Może i Acheron mógł funkcjonować samodzielnie, ale inni... 

Zamykając oczy, udał sie z powrotem do Artemidy. 

 

~*~ 

 

Tym razem, kiedy jej kobiety otworzył usta do krzyku, Artemida zamroziła natychmiast ich 
struny głosowe. 

"Zostawcie nas", kazała im. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

14 

 

Kobiety rzuciły się do drzwi tak szybko, jak tylko mogły, a kolejnym dźwiękiem był głośny 
huk zamykanych za nimi drzwi.. 

Gdy  tylko  zostali  sami,  Artemida  uśmiechnął  się  do  niego  figlarnie.  "Wróciłeś.  Nie 
spodziewałem się zobaczyć Cię tutaj tak szybko. " 

"Przestań,  Artemido", powiedział,  starając zakończyć jej gierki zanim się rozkręci  na dobre. 
"Jestem tutaj w zasadzie aby przywołać Cię do porządku". 

"Za co?" 

"Jak możesz wykorzystywać tych ludzi używając kłamstwa, aby przekonać ich do służby." 

"Ja nigdy nie kłamię". 

Acheron podniósł znacząco brew. 

Czując się niekomfortowo pod jego badawczym wzrokiem, odchrząknęła oczyszczając gardło 
i  rozparła  się  wygodniej  na  tronie.  "Wiele  rzeczy  się  zmieniło  ale  nie  fakt,  że  ja  nigdy  nie 
posuwam się do użycia kłamstwa. Może  zapomniałam tylko wspomnieć o  kilku rzeczach. " 

"To  jest  tylko  czysta  semantyka,  Artemido,  a  ja  nie  o  tym  mówię.  Chodzi  o  to,  czym  ich 
uczyniłaś. Nie możesz tak po prostu porzucić tych bękartów. " 

"A dlaczego nie? Ty przecież przetrwałeś, całkiem dobrze sobie radząc w podobnej sytuacji. " 

"Nie jestem taki sam jak oni i dobrze o tym wiesz. Nie miałem nic w moim życiu  do czego 
chciałbym wracać. Żadnej rodziny, znajomych ". 

"Powinieneś uwzględnić mały wyjątek.  A co ze mną? "- powiedziała lekko obrażona. 

"Byłaś błędem, który sobie wyrzucałem  w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat." 

Jej twarz poczerwieniała. Powstała z tronu, i zeszła dwa stopnie w dół, by stanąć z nim twarzą 
w twarz. "Jak śmiesz mówić do mnie w taki sposób!"- wykrzyknęła z furią. 

Acheron  odrzucił  swój  płaszcz  oraz  broń  i  cisnął  je  w  kąt  ze  złością.  "Zabij  mnie  za  to, 
Artemido. Śmiało. Uczyń nam obu przysługę i pozbaw mnie mojego nędznego żywota! ". 

 

~*~ 

 

Chciała  go  spoliczkować,  ale  on  pochwycił  jej  rękę  w  locie  i  ujął  ją  w  swoją  patrząc  jej 
głęboko w oczy. Jedyne co zobaczyła w jego wzroku to nienawiść i zajadłe potępienie. 

Ich wściekłe oddechy mieszały się ze sobą, a całe powietrze wokół nich wibrowało, drgając 
od starcia mocy. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

15 

 

Ale to nie wściekłość chciała w nim wywołać . 

Nigdy nie chodziło jej o nienawiść ... 

Spojrzała  wprost  na  niego.  Podziwiała  doskonałą  płaszczyznę  jego  jakby  wyrzeźbionej 
twarzy,  wysokie  kości  policzkowe,  długi,  orli  nos  .Czerń  włosów.  Niesamowity  kolor  rtęci 
bijący z jego oczu. 

Jeszcze nie narodził się śmiertelnik, który  mógłby dorównać mu fizyczną doskonałością.  I to 
nie tylko jego piękno, przyciągało ludzi do niego. To nie tylko jego urok kusił i przyciągał ją 
do niego. Acheron posiadał surowy, rzadki rodzaj męskiej charyzmy. 

 Moc. Siłę. Urok. Inteligencję. 

Determinację. 

Patrząc na niego jednocześnie zaczynałaś go pragnąć. 

Widząc cierpiałaś okrutnie pragnąc dotknąć tego doskonałego ciała. 

Został  zbudowany,  by  sprawiać  przyjemność  i  wytrenowany,  by  dawać  rozkosz  kobiecie. 
Wszystko w nim od smukłych mięśni, po głęboki, erotyczny tembr głosu sprawiało, iż mógł 
uwieść każdą, która znalazłaby się w jego pobliżu. 

Jak śmiertelnie dzikie zwierzę, emanował niebezpieczeństwem i pierwotną, męską siłą. 

A także obietnicą najwyższego seksualnego spełnienia. 

To były przyrzeczenia, które spełniał. 

W całej wieczności, był jedynym człowiekiem, który sprawił, że była słaba. 

Jedynym człowiekiem, którego kiedykolwiek kochała…. 

Miał w sobie moc, którą mógłby ją złamać, niemal zabić. Oboje o tym wiedzieli. I przyznała 
się sama przed sobą, że stał się dla niej z tego powodu niezwykle intrygujący i prowokujący. 

Uwodzicielski i erotyczny. 

Przełknęła ślinę, przypominając sobie go takim, jakim był, kiedy pierwszy raz się spotkali. 

Jego siła. Pasja. 

Stał wtedy w wyzywającej pozie pośrodku jej świątyni i śmiał się, kiedy groziła, że go zabije. 

Nawet  stojąc  przed  jej  posągiem,  nigdy  wcześniej  żaden  śmiertelnik  nie  odważył  się  tego 
uczynić... 

Wciąż jeszcze czuła smak jego pocałunku. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

16 

 

W przeciwieństwie do innych mężczyzn, nigdy nie czuł przed nią strachu. 

Teraz, ciepło jego dłoni odbijało się piętnem na jej ciele, ale to była standardowa reakcja na 
jego  dotyk.  Oddałaby  teraz  wszystko  by  znów  poczuć  smak  jego  warg.  Ogień  jego 
namiętności... 

Ale z powodu jednej pomyłki, straciła go na zawsze. 

To  wszystko  było  tak  beznadziejne,  że  Artemidzie  chciało  się  płakać.  Kiedyś,  dawno  temu 
próbowała zawrócić bieg czasu i powtórzyć zdarzenia tamtego ranka.  

By odzyskać miłość i zaufanie Acheron. 

Mojry jednak po dwakroć ukarały ją za tą zuchwałość. 

Przez ostatnie dwa tysiące lat, próbowała wszystkiego, by sprowadzić go do niej z powrotem. 
Nic jednak nie skutkowało. Nic nigdy nie pozwoliło zbliżyć się jej na tyle do niego, by prosić 
o przebaczenie lub zmotywować go do podróż z powrotem do jej świątyni. 

Nic, aż do momentu kiedy znalazła jedyny powód, któremu nie powiedziałby nie -śmiertelnej 
duszy w niebezpieczeństwie. 

Acheron zrobiłby wszystko, by uratować ludzi. 

Jej plan, aby uczynić go odpowiedzialnym za kolejnych Mrocznych Łowców zdawał egzamin 
i  teraz on wrócił. 

Gdyby mogła go po prostu zatrzymać. 

"Chcesz, żebym „zwolniła” ich ze służby?" zapytała. 

Dla niego, była zdolna zrobić wszystko. 

"Tak". 

Dla niej jednak on nie zdecydowałby się nawet kiwnąć palcem. 

Chyba, że zmusiłaby go do tego siłą. 

"A co Ty proponujesz w zamian, Acheronie? Znasz zasady. Przysługa za przysługę ". 

Wypuścił ją z uścisku z gniewnym przekleństwem na ustach i wycofał się. "

 

Teraz nauczyłem 

się lepiej jak grać w Twoją grę. ". 

Artemida  wzruszyła  ramionami  z  nonszalancją,  której  w  ogóle  nie  czuła.  W  tej  chwili 
postawiła wszystko na jednej szali. 

Jeśli teraz odmówi, fakt ten ją zniszczy. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

17 

 

"Dobrze  wiec,  pozostaną  Mrocznymi  Łowcami.  Sami,  z  nikim  kto  nauczyłby  ich  tego,  co 
powinni wiedzieć. Nie obchodzi nas przecież co się z nich stanie ". 

Westchnął przeciągle ze znużeniem. 

Chciała  go  pocieszyć,  ale  wiedziała,  że  odrzuci  każdy  jej  dotyk,  ofertę  bliskości.  Miał  w 
zwyczaju odrzucane wszelkich wygód i możliwości ukojenia bólu. 

Był silniejszy, niż ktokolwiek miał prawo być. 

Kiedy  ich wzrok znowu się spotkał,  po jej ciele przebiegł  surowy,  i  jednocześnie zmysłowy 
dreszcz. 

"Jeśli mają służyć Tobie i bogom, Artemido, to muszą mieć rzeczy, których potrzebują." 

"Czyli na przykład jakich?" 

"Zbroi dla każdego z nich. Nie możesz wysłać ich do walki bez broni. Oni potrzebują także 
pieniędzy,  aby  zaopatrzyć  się  w  żywność,  odzież,  konie  oraz  niewolników,  którzy  będą 
czuwać nad nimi w ciągu dnia, podczas gdy oni odpoczywają. " 

"Żądasz tak wiele dla nich." 

"Proszę tylko o to, co pozwoli im przetrwać." 

"Nigdy nie prosiłeś o którąkolwiek z tych rzeczy dla siebie." Zranił ją ten fakt. 

Nigdy nie prosił ją o nic. 

"Nie potrzebuję jedzenia, a moje moce pozwalają mi na zdobycie wszystkiego innego, czego 
potrzebuję. Co do ochrony kiedy śpię, mam Simi. A oni nie mają kogoś takiego. Poza tym oni 
nie chcą zostać sami… " 

Nikt nie chce, Acheron. 

Nikt. 

Nawet ty. 

A zwłaszcza nie ja. 

Artemida  podniosła  podbródek,  postanowiła  mieć  go  u  swego  boku  bez  względu  na 
konsekwencje. "I znowu pytam Cię, co mi dasz za spełnienie Twojej prośby?" 

Acheron spojrzał przed siebie, jego wnętrzności skręcały się coraz mocniej. Wiedział, czego 
chciała i była to ostatnia rzecz jaką chciał jej ofiarować. "To wszystko ma być  dla nich, a nie 
dla mnie." 

Wzruszyła  ramionami.  "Dobrze  więc,  mogą  się  obywać  bez  tych  rzeczy  do  czasu  aż  będą 
mieć jakąś kartę przetargową". 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

18 

 

Jej swobodne podejście do ich życia i dobrego samopoczucia wznieciło jego głęboką furię. 

Wcale się nie zmieniła. 

"Cholera z Tobą, Artemido". 

Podszedł do niej powoli. 

"Chcę ciebie, Acheronie. Chcę, żebyś był z powrotem taki, jaki byłeś wcześniej." 

W duchu skulił się, widząc jak ukryła twarz w swoich dłoniach. Nigdy nie mogli wrócić, do 
tego co było. Dowiedział się o niej zbyt wiele  od tamtej pory. 

Został zdradzony o jeden raz za dużo. 

Można  powiedzieć,  że  bardzo  powoli  to  do  niego  dotarło,  ale  to  nie  była  prawda.  Tak 
rozpaczliwie potrzebował, by ktoś się o niego troszczył, dbał o niego, że zignorował ciemną 
stronę jej natury.

 

 

Ignorował tak długo, aż ona odwróciła się do niego plecami i zostawiła na pewną śmierć. 

Niektóre przewinienia były poza zasięgiem jego zdolność do przebaczenia. 

Odwrócił  myśli  od  siebie  powracając  do  niewinnych  ludzi,  którzy  żyli  tam  w  jaskini. 
Mężczyzn,  którzy  nic  nie  wiedzą  o  swoim  nowym  istnieniu  lub  o  czyhających  na  nich 
wrogach. Nie mógł ich zostawić w ten sposób. 

Poświęcił dość ludzkich istnień…. 

Nie mógł pozwolić, by i oni stracili swoje życie i dusze. 

"Dobrze, Artemido. Dam ci to, czego chcesz, jeśli ofiarujesz im wszystko, czego potrzebują, 
aby przeżyć. " 

Kobieta promieniała. 

"Ale", ciągnął, "mam warunki: będziesz płacić im co miesiąc pensję, która pozwoli im kupić, 
wszystko  czego  zapragną  lub  będą  potrzebować.  Jak  wcześniej  wspominałem  będą  musieli 
mieć ochroniarzy- niewolników, którzy zapewnią im osobistą opiekę, aby nie musieli martwić 
się zdobywaniem żywności, odzieży czy broni. Nie chcę, by byli odrywani od swojej pracy” 

 "Dobrze, znajdę ludzi, którzy tym się zajmą." 

"Żywych  ludzi,  Artemido.  Chcę,  by  służyli  im  z  własnej  woli.  Wystarczy  już  Mrocznych 
Łowców ". 

"Cztery z was nie wystarczy. Potrzebujemy ich więcej, aby utrzymać Daimony w ryzach ". 

Acheron  przymknął  oczy,  czując  bezkres  tych  wytrwale  tkanych  z  pajęczą  dokładnością 
stosunków. Zbyt łatwo mógł odgadywać przyszłość i zobaczyć siebie w ich centrum. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

19 

 

Im więcej Mrocznych Łowców stworzy Artemida, tym bardziej będzie do niej uzależniony. 
Nie było sposobu, aby powstrzymać ją przed przywiązywaniem go do siebie na wieczność. 

Chyba że? 

"Dobrze",  powiedział.  "Zgodzę  się  na  to,  jeśli  zapewnisz  im  możliwości  zwolnienia  się  z 
obowiązku służby." 

"Co masz na myśli?" 

"Chcę, żebyś stworzyła sposób dla Mrocznych Łowców, by mogli odzyskać swoje dusze, a co 
za tym idzie nie byli już z Tobą związani, chyba że z własnej woli". 

Artemida cofnęła się. To nie było coś co mogła przewidzieć.  

Gdyby dała mu to, o co prosi, mógłby się od niej uwolnić. 

Mógłby ją opuścić. 

Zapomniała,  jak  przebiegły  potrafił  być  Acheron.  Jak  dobrze  znał  zasady  gry  i  jak  umiał  
manipulować  zarówno nimi jak i nią samą. 

Był naprawdę do niej podobny. 

A  przecież,  gdyby  nie  udało  mu  się  na  niej  wymóc  tego  „dodatkowego  wyjścia”,  wtedy 
zostawiłby ją i tak bez skrupułów. Nie miała wyboru i dobrze o tym wiedział. 

Były jednak rzeczy, które mogłyby zatrzymać go u jej boku. 

Jeden ze sposobów zapewniłby Artemidzie jego obecność w jej życiu przez całą wieczność. 

"Dobrze  więc.  Przejdźmy  teraz  do  ustalenia  kwestii  zarządzania  Mrocznymi  Łowcami". 
Poczuła, że jego myśli zaczęły dryfować z powrotem w kierunku Iasa. 

Współczuł  kiepskiemu,  greckiemu  żołnierzowi,  który  kochał  swoją  żonę  beznadziejną 
miłością. 

Litość, miłosierdzie i współczucie zawsze były powodem jego upadku. 

"Po pierwsze  muszą umrzeć, by odzyskać swoje dusze." 

"Dlaczego?" Zapytał zdziwiony. 

"Dusza może zostać wypuszczona z ciała jedynie  w chwili śmierci. Podobnie, może wrócić 
jedynie  do  ciała,  który  już  nie  funkcjonuje.  Tak  długo,  jak  oni  będą  „istnieć”  jako  Mroczni 
Łowcy, nigdy nie będą w stanie odzyskać swoich dusz. To nie jest moja zasada, Acheronie, 
taka jest po prostu natura duszy. " 

Zmarszczył  brwi  słysząc  te  wyjaśnienie.  "Jak  w  takim  razie  zabijesz  nieśmiertelnego 
Mrocznego Łowcę?" 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

20 

 

"Cóż, możemy odciąć  im  głowę lub  wystawić na światło dzienne, ale  z powodu uszkodzeń 
ich ciała nie dałoby się już  naprawić, a to raczej mija się naszym z celem". 

"Nie jesteś zabawna." 

I on również nie był. Nie chciała zwolnić ich z obowiązku świadczenia jej usług. 

Przede wszystkim jednak, nie chciała uwolnić jego. 

"Trzeba oddzielić ich ciała od mocy Mrocznych Łowców", powiedziała. "Trzeba sprawić, by 
ich nieśmiertelne ciała były podatne na ataki, a następnie zatrzymać ich bicie serca. Dopiero 
wtedy umrą w sposób, który umożliwi im powrót do życia ". 

"Dobrze, mogę to zrobić". 

"Właściwie w tej chwili nie możesz." 

"Co masz na myśli?" 

Walczyła z chęcią parsknięcia śmiechem. Oto go miała. 

"Jest  kilka  praw,  które  trzeba  wiedzieć  o  duszach,  Acheronie.  Jednym  z  nich  jest  to,  że  jej 
właściciel musi dobrowolnie z niej zrezygnować. Od momentu kiedy posiadam ich dusze ... " 

Acheron przeklął w kilku językach jednocześnie. "Będę musiał targować sie z Tobą o każdą z 
nich…". 

Skinęła głową. 

Wyglądał  na  niezadowolonego  z  posiadania  tej  wiedzy.  Ale  będzie  musiał  być  wciąż  w 
pobliżu... 

"Co jeszcze?" zapytał. 

Teraz reguła, która zwiąże go z nią na zawsze. "Tylko prawdziwie czyste serce może uwolnić 
duszę i przenieść ją z powrotem do ciała. Osobą, która zwraca duszę musi być ktoś kto kocha 
ich ponad wszystko. Kogo również oni kochają i mu ufają.” 

"Dlaczego?" 

"Ponieważ dusza potrzebuje czegoś, aby motywować ją do ruchu, w innym wypadku zostaje 
tam  gdzie  do  tej  pory  przebywała.

 

Używałam  chęci  zemsty,  aby  zmotywować  duszę  do 

przejścia  w  moje  posiadanie.  Tylko  równie  potężne  emocje  mogą  „namówić”  duszę  do 
powrotu  do  jej  starego  ciała.  Gdybym  mogła  wskazać  to  uczucie,  to  zapewne  wybrałbym 
miłość. Najpiękniejszą i najszlachetniejszą ze wszystkich emocji. Jedyną wartą powrotu…. ". 

Acheron przyglądał się z uporem marmurowej posadzce, wiedząc że jej słowa szeptane były 
do niego. 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

21 

 

Miłość. 

Zaufanie. 

Tak łatwo powiedzieć te słowa. Czuć ich przejmującą moc. Zazdrościł tym, którzy znali ich 
prawdziwe znaczenie. 

Nigdy  nie  miał  możliwości  naprawdę  poczuć  tych  emocji.  Zdrada,  ból,  upokorzenie, 
podejrzenie,  nienawiść.  To  było  całe  jego  istnienie.  To  było  wszystko,  co  kiedykolwiek 
zostało mu pokazane. 

Część z niego chciał zrezygnować z tego szalonego pomysłu i porzucić Artemidę zawsze. 

"Wróć  do  mnie  mój  ukochany.  Proszę,  zrobię  wszystko,  aby  mieć  Cię  teraz  w  domu  ..." 
Słowa Liory zadzwoniły w jego głowie. Mógł słyszeć jej płacz nawet teraz. Poczuć jej ból. 
Odczuwał również cierpienie Iasa kiedy ten myślał o swoich dzieciach i żonie. Jego niepokój 
o ich dobro. Acheron nigdy nie widział tak bezinteresownej miłości.  

Ani przed, ani po swojej śmierci. 

"Daj mi duszę Iasa". 

Artemida spojrzała na niego wyginając brwi w symetryczne łuki. „Czy jesteś gotów zapłacić 
cenę, którą zażądam za nią i zgodzisz się na pozostałe warunki?" 

Jego serce skurczyło się  na dźwięk  jej słów. Przypomniał  sobie dzieciństwo, które zostawił 
już dawno za sobą.  

Wszystko  ma  swoja  cenę,  chłopcze.  Pamiętaj,  nic  i  nigdy  nie  otrzymuje  się  do  nikogo  za 
darmo. Jego wuj nauczył go dobrze cenić wartość przetrwania. 

Acheron  drogo  zapłacił  za  wszystko  co  kiedykolwiek  miał  lub  chciał  posiadać.  Żywności. 
Schronienie. Ubrania. 

Opłacone krwią i potem. 

Niektóre rzeczy na tym świecie nigdy się nie zmieniają. 

"Tak", powiedział. "Zgadzam się i poniosę konsekwencje tego wyboru". 

Artemida  uśmiechnęła  się  do  niego  zadowolona  z  siebie.  "Nie  bądź  taki  nieszczęśliwy, 
Acheronie. Obiecuję, że spodoba Ci się to co dla Ciebie przygotowałam…". 

Jego żołądek zacisnął się jeszcze ciaśniej. Już wcześniej słyszał te słowa…. 

 

~*~ 

 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

22 

 

Zapadał zmierzch, kiedy Acheron wrócił do jaskini. Nie był sam, jak wtedy kiedy opuszczał 
pieczarę o brzasku. Poprowadził teraz dwóch mężczyzn i cztery konie. 

"Co to wszystko ma znaczyć?" zapytał Callabrax. 

"To  są  pomocnicy  dla  Ciebie  i  Kyrosa.  Przyszli  pokazać  wam  obydwóm  willę,  gdzie 
będziecie od tej pory mieszkać. Zapewnią Wam wszystko czego potrzebujecie, a ja wpadnę 
później, by dokończyć nasz trening. " 

"A co ze mną?" zainteresował się Ias. 

"Pójdziesz ze mną". 

Acheron poczekał aż dwóch łowców wsiądzie na swoje konie i odjedzie, a nastepnie odwrócił 
do Iasa. "Czy jesteś gotowa na powrót do domu?" 

Ias spojrzał zaskoczony. "Ale przecież powiedziałeś-" 

"Byłem w błedzie. Możesz jednak wrócić. " 

"A co z moją przysięgą wierności złożoną Artemidzie?" 

"Wszystko jest już  załatwione". 

Ias objął  go jak brata.  Acheron skulił się od tego nagłego kontaktu, zwłaszcza,  że  odczuwał 
go jak smaganie biczem tworzącym sine pręgi na plecach. A jeszcze głębsze, na jego duszy.  
Odkąd pamiętał nienawidził jakiegokolwiek kontaktu cielesnego. 

Odepchnął więc delikatnie Iasa, odchrząknął i starając się nabrać pogodnego wyrazu twarzy 
odrzekł "Chodź, odprowadzimy cię do domu." 

Acheron  przeniósł  ich  w  przestrzeni  do  małego  gospodarstwa  Iasa,  gdzie  jego  żona  właśnie 
próbowała wysłać ich dwójkę dzieci do łóżek. 

Jej piękna twarz zbladła kiedy zobaczyła ich ponad swoim paleniskiem. 

"Ias?" Zamrugała. "Powiedzieli mi dziś rano, że nie żyjesz". 

Ias  potrząsnął  tylko  w  zaprzeczeniu  swoją  głową,  jego  oczy  błyszczały.  „Najdroższa,  moja 
miłości. Jestem tu. Wróciłem do domu, do ciebie. "  

Acheron wziął głęboki oddech, patrząc jak Ias rzucił się w jej kierunku i przytulił ją blisko do 
swojego  serca.  To  wszystko  za  daleko  zaszło,  za  dużo  uczuć-  wyimaginowane  pręgi  na 
plecach jeszcze bardziej się zaogniły. 

Acheron oczyścił gardło i powiedział cicho. „Jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, Iasie."  

Ias spojrzał na niego pytająco, marszcząc jednocześnie brwi. 

„Twoja żona będzie musiała przenieść Twoją duszę z powrotem do Twojego ciała. " 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

23 

 

"Co?" Kobieta skrzywiła się nie rozumiejąc znaczenia tych słów.  

"Przysięgłem służyć Artemidzie," wyjaśnił jej natychmiast  Ias  "ale ona postanowiła zwolnić 
mnie z danej obietnicy, abym mógł wrócić do Ciebie". 

Jego słowa wywołały w niej konsternacje, ale nic nie powiedziała. 

"Cóż mamy więc uczynić?" Ias zwrócił się tym razem do Acherona. 

"Będziesz musiał umrzeć jeszcze raz." 

Łowca zbladł trochę. "Jesteś pewny?" 

Acheron skinął głową, po czym wręczył mu sztylet dla Liory. "Będziesz musiała pchnąć go 
nożem w samo serce." Skierował te wyjaśnienia do kobiety. 

Spojrzała przerażona i jednocześnie zbulwersowana jego sugestią. "Co?" 

"To jedyny sposób." 

"To zwyczajne morderstwo! Będę za to powieszona… ". 

"Nie, przysięgam Ci, że nie". 

"Zrób to, Lioro," zalecił Ias łagodnie. "Chcę znowu móc być z Tobą ". 

Spojrzała  na  niego  sceptycznie,  ale  wzięła  jednak  sztylet  w  swe  dłonie  i  spróbowała  wbić 
ostrze  w jego klatkę piersiową.  

Jednak to nie poskutkowało. 

Wszystko co udało się jej osiągnąć to małe nakłucie skóry. 

Acheron skrzywił się przypominając sobie, co Artemida mówiła o mocy Mrocznych Łowców. 
Przeciętny człowiek nie byłby w stanie skrzywdzić Mrocznego Łowce lichym sztyletem. 

Ale on mógł. 

Wyjmując ostrze z dłoni Liory, wbił go prosto w serce Iasa. 

Ten zgiął się w pół, ciężko dysząc. 

"Nie panikuj" uspokajał go Acheron, kładąc go na podłodze obok paleniska. "Trzymam cię". 

Acheron  powstał  i  wskazał  Liorze,  by  uklękła  przy  boku  męża.  Wyciągnął  ze  swojej  teczki 
kamienny medalion, zawierający duszę Iasa. "Musisz wziąć to do ręki, kiedy umiera i uwolnić 
jego duszę z powrotem do jego ciała". 

"Jak?" Zapytała. 

"Naciśniesz mocniej miejsce na medalionie ponad znakiem łuku i strzały". 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

24 

 

Acheron  poczekał  aż  do  czasu,  gdy  nastał  moment  tuż  przed  śmiercią  Iasa.  Podał    Liorze 
medalion.. 

Ta krzyknęła jednak przeciągle, kiedy tylko ciężki wisior dotknął jej dłoni, a potem upuściła 
go na podłogę. 

"To płonie!" wciąż wrzeszczała. 

Ias ostatkiem sił walczył o życie. 

"Podnieś to natychmiast" rozkazał Acheron. 

Kobieta  przecząco  potrząsnęła  głową    jednoczesnie  nie  przerywając  dmuchania  chłodnym 
powietrzem swojego oddechu na miejsce oparzenia. 

"Co  jest  z  Tobą,  kobieto?"  zapytał  wzburzony  Acheron.  "On  umrze,  jeśli  go  nie  uratujesz. 
Podnieś jego duszę ". 

"Nie" 

"Nie?  Jak  możesz  mówić  nie?  Słyszałem  Cię  przecież  modlącą  się,  aby  wrócił  do  Ciebie. 
Powiedziałeś, że zrobiłabyś wszystko dla swojego ukochanego. " 

Opuściła  swoją  rękę  i  spojrzała  na  niego  chłodno.  „Ias  nie  jest  moim  ukochanym.  Jest  nim 
Lycantes. To za niego modliłam się, ale on już nie żyje. Dowiedziałam się, że chodzą plotki, 
iż  to  duch  Iasa  go  zamordował,  ponieważ  ten  zabił  go  w  bitwie,  abyśmy  mogli  we  dwójkę 
wychować wspólnie moje dzieci. " 

Acheron oniemiał słysząc jej słowa. 

Spojrzał  na  Iasa  i  zobaczyłem  ból  w  jego  oczach,  zanim  napełniły  się  pustką  i  mężczyzna 
zmarł.  

~*~ 

 

Jego  serce  waliło  jak  młotem,  czas  uciekał…  Acheron  podniósł  medalion  i  starał  się 
samodzielnie uwolnić duszę. 

Nic się jednak nie stało. 

Wściekły, unieruchomił Liorę tam gdzie stała, bowiem gdyby powiedziała cos jeszcze byłby 
skłonny zabić ją za to co zrobiła. 

„Artemido! "krzyknął w stronę sufitu. 

Bogini natychmiast pojawiła się w chłopskiej chacie. 

"Uratuj go". 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

25 

 

"Nie mogę zmienić zasad, Acheronie. Mówiłam ci, jakie są warunki i zgodził się na nie ". 

Skinieniem  wskazał  na  kobietę,  która  była  teraz  ludzkim  posągiem.  „Dlaczego  nie 
powiedziałeś mi, że ona go nie kocha? " 

"Nie  miałam  żadnego  innego  sposobu  na  poznanie  prawdy,  niż  ten,  którym  i  Ty  się 
posłużyłeś.  Widziałam  to  samo  co  Ty."  Zdawała  się  być  znudzona.  "Nawet  bogowie 
popełniają czasem błędy". 

”Więc dlaczego nie powiedziałeś mi chociaż, że medalion ją poparzy? " 

"Skąd  mogłam  wiedzieć?  Dotknięcie  medalionu  nie  poparzyło  zarówno  mnie  jak  i  Ciebie. 
Nigdy  nie  byłam  też  śmiertelniczką,  bym  mogła  ocenić  jaki  wpływ  na  skórę  ma  kontakt  z 
uwięzioną  w tej formie duszą. "- odrzekła lekko obrażona.  

W głowa Acherona kotłowały się mysli przepełnione poczuciem winy i żalu. Pełne nienawiści 
zarówno do siebie  jak i do niej. "Co się z nim teraz dzieje?" 

"Stał się Cieniem. Bez ciała i ducha, jego istota jest uwięziona w Katoteros ". 

Acheron ryknął przepełniony bólem, słysząc jej wyjaśnienia. Właśnie zabił człowieka i skazał 
go na egzystencję daleko gorszą od samej śmierci. 

I dla czego? 

Dla miłości? 

Z litości? 

Bogowie, jakim był głupcem. 

Lepiej niż ktokolwiek inny, powinien wiedzieć, że trzeba zadać właściwe pytania. Powinien 
wszystko sprawdzić, a nie ufać miłości innej osoby. 

Cholera, kiedy się tego nauczy? 

Artemida pochyliła się ku niemu i uniosła dłonią jego brodę tak, by spojrzał na nią. "Powiedz 
mi, Acheronie, czy jest ktoś komu kiedykolwiek zaufasz na tyle, by był on w stanie uwolnić 
Twoją duszę?"  

 

 

~*~ 

KONIEC 

~*~ 

 

background image

Kenyon  Sherrilyn- „The beginning” 

Tłumaczenie Sintel 

 

 

26 

 

 

~*~ 

Opowiadanie  „Początek”  nie  jest  właściwie  tym  co  sugeruje 
tytuł. To nie początek historii jak można zauważyć,  ale krótka 
antologia o Acheronie (Ash’u) rozpoczynająca się w momencie, 
gdy jest on już Mrocznym Łowcą. Aż do momentu rozpoczęcia 
akcji  jedynym  w  swoim  rodzaju…  Jednak  rzeczy  się 
zmieniają…  bowiem  grecka  bogini  Artemida  decyduje  się  na 
stworzenie  kolejnych  Mrocznych  Łowców-  licząc  przy  okazji 
na ponownego nawiązania kontaktu z Ashem. 

Prosta  historia  pokazuje  przebiegły  charakter  bogini,  a  także 
przemianę  Asha,  który  odnajduje  się  w  roli  lidera  i  trenera 
Mrocznych Łowców.  

Historia  wprowadza  również  postać  Simi,  towarzyszki 

Acherona – a więc bardziej ujmującego, niż niebezpiecznego demonem, który jest związany z 
głównym bohaterem w sposób jeszcze nie do końca wyjaśniony. 

 

~*~ 

 

 

 

Prośba tłumaczki- nowicjuszki: 

„Jest to moje pierwsze tłumaczenie, a ponadto nie jestem jeszcze zaznajomiona z niuansami 
świata Mrocznych Łowców, stąd będę wdzięczna za wszelkie komentarze, które pozwolą mi 
nanieść niezbędne poprawki na niniejsze opowiadanie”   

Sintel