background image

WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
 
NA 
 

Ś

CIE

ś

KACH 

NAUKI 
W 1997 roku w serii ukazały si

ę

Krzysztof Ciesielski, Zdzisław Pogoda: Diamenty matematyki 
Rudolf Kippenhahn: Na tropie tajemnic Sło

ń

ca 

Ken Croswell: Alchemia nieba. Opowie

ść

 o Drodze Mlecznej, 

gwiazdach i astronomach 
Francis Crick: Zdumiewaj

ą

ca Hipoteza, czyli nauka w poszukiwaniu 

duszy 
Robert Zubrin, Richard Wagner: Czas Marsa. Dlaczego i w jaki sposób 
musimy skolonizowa

ć

 Czerwon

ą

 Planet

ę

 

Peter Coveney, Richard Highfieid: Granice zło

Ŝ

ono

ś

ci. Poszukiwania 

porz

ą

dku w chaotycznym 

ś

wiecie 

Roger Penrose: Makro

ś

wiat, mikro

ś

wiat i ludzki umysł 

Susan Quinn: 

ś

ycie Marii Curie 

>-^^-sffV^- 
W 1998 roku w serii ukazały si

ę

James Shreeve: Zagadka neandertalczyka. W poszukiwaniu rodowodu 
współczesnego człowieka 
Donald Goidsmith: Najwi

ę

ksza pomyłka Einsteina? Stała kosmologiczna 

i inne niewiadome w fizyce Wszech

ś

wiata 

Frank E. Manuel: Portret Izaaka Newtona 
J. D. Macdougall: Krótka historia Ziemi. Góry, ssaki, ogie

ń

 i lód 

W przygotowaniu: 
Michael White, )ohn Gribbin: Darwin. 

ś

ywot uczonego 

Igor Nowikow: Rzeka czasu 
 
 
AMIR D. ACZEL 
WIELKIE TWIERDZENIE 
FERMATA 
Rozwi

ą

zanie zagadki 

starego matematycznego problemu 
Przeło

Ŝ

ył 

Paweł Strzelecki 
Prószy^ski i ^l<a 
Warszawa 1998 
 
 
Tytuł oryginału 
FERMATS LAST THEOREM 
Uniocking the Secret 
of an Ancient Mathematical 
Problem 
Copyright(c)1996 
by Amir D. Aczel 
Ali rights reserved 
Projekt okładki 
Katarzyna A. jarnuszkiewicz 
Zdj

ę

cie na okładce 

Science Photo Library/EAST NEWS 
Rysunki na podstawie 
wydania ameryka

ń

skiego 

Krzysztof Biatkowski 
ISBN 83-7180-655-8 
Wydawca 

background image

Prószy

ń

ski i S-ka 

02-651 Warszawa, 
ul. Gara

Ŝ

owa 7 

Druk i oprawa 
Łódzka Drukarnia Dziełowa 
Spółka Akcyjna 
ul. Rewolucji 1905 r. nr 45, Łód

ź

 

 
 
 
 
Pierrre de Fermat (1601-1665). 
 
 
SŁOWO WST

Ę

PNE 

W czerwcu 1993 roku stary przyjaciel z Kalifornii, Tom 
Schulte, odwiedził mnie w Bostonie. Siedzieli

ś

my 

w słonecznej kawiarni na chodniku Newburry Street, a przed 
nami stały napoje w wysokich, oszronionych szklankach. Tom 
przerwał gł

ę

bokie rozmy

ś

lania nad niedawnym rozwodem, 

zwrócił si

ę

 w moj

ą

 stron

ę

 i rzekł: "Przy okazji, wła

ś

nie udowod- 

niono wielkie twierdzenie Fermata". Pomy

ś

lałem, 

Ŝ

e to na pew- 

no jaki

ś

 nowy 

Ŝ

art, a Tom z powrotem zacz

ą

ł wpatrywa

ć

 si

ę

 

w chodnik. 
Dwadzie

ś

cia lat wcze

ś

niej Tom i ja byli

ś

my studentami ma- 

tematyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i dzielili- 

ś

my ten sam pokój w akademiku. Wielkie twierdzenie Fermata 

było cz

ę

stym tematem naszych rozmów. Dyskutowali

ś

my te

Ŝ

 

o funkcjach, zbiorach, ciałach i topologii. Kto był studentem 
matematyki, nie sypiał wiele, gdy

Ŝ

 nasza droga 

Ŝ

yciowa je

Ŝ

yła 

si

ę

 wprost od trudno

ś

ci. To wła

ś

nie odró

Ŝ

niało nas od studen- 

tów wi

ę

kszo

ś

ci innych dziedzin. Czasem nawet dr

ę

czyły nas 

noc

ą

 matematyczne koszmary - trzeba było udowodni

ć

 to czy 

inne twierdzenie, zanim nadejdzie ranek. Ale wielkie twierdze- 
nie Fermata? Nikt nigdy nie wierzył, 

Ŝ

e zostanie udowodnione 

za naszego 

Ŝ

ycia. Twierdzenie było tak trudne l tak wielu ludzi 

próbowało si

ę

 z nim zmierzy

ć

 przez ponad trzysta lat. Mieli

ś

my 

 
 
8 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
te

Ŝ

 

ś

wiadomo

ść

Ŝ

e poszukiwania dowodu doprowadziły do 

rozwini

ę

cia nowych gał

ę

zi matematyki. Ale próby, jedna za 

drug

ą

, wiodły donik

ą

d, a wielkie twierdzenie Fermata stało si

ę

 

symbolem nieosi

ą

galnego. 

Pewnego razu owa aura nieosi

ą

galno

ś

ci i niemo

Ŝ

no

ś

ci przy- 

niosła ml nawet korzy

ść

. Było to par

ę

 lat pó

ź

niej, równie

Ŝ

 

w Berkeley, gdy uko

ń

czyłem ju

Ŝ

 matematyk

ę

 i robiłem wła

ś

nie 

magisterium z bada

ń

 operacyjnych. Pewien arogant szykuj

ą

cy 

doktorat z matematyki, nie

ś

wiadomy mojego przygotowania 

w tej dziedzinie, zaoferował mi pomoc, gdy spotkali

ś

my si

ę

 

w miejscu wspólnego zamieszkania, w International House: 
"Zajmuj

ę

 si

ę

 matematyk

ą

 teoretyczn

ą

. Gdyby

ś

 miał kiedykol- 

wiek jakie

ś

 zadanie z matematyki, którego nie umiesz rozwi

ą

za

ć

, wal do mnie jak w dym". Chciał odej

ść

, gdy powiedziałem: 

"Hmmm, no tak... Jest co

ś

, w czym mógłby

ś

 mi pomóc..." 

Zwrócił si

ę

 w moj

ą

 stron

ę

, mówi

ą

c: "Jasne, poka

Ŝ

, o co cho- 

dzi", a Ja na rozpostartej serwetce (byli

ś

my wła

ś

nie w jadami) 

napisałem powoli: 
x" + y" = z" nie ma 

Ŝ

adnych rozwi

ą

za

ń

 całkowitych 

dodatnich, gdy n. jest wi

ę

ksze od 2. 

"Od wczorajszego wieczoru usiłuj

ę

 to udowodni

ć

" - powiedzia- 

background image

łem, podaj

ą

c mu serwetk

ę

. Widziałem, jak zbladł, a potem 

burkn

ą

ł: "Wielkie twierdzenie Fermata". "Tak - odparłem. - 

Zajmujesz si

ę

 matematyk

ą

 teoretyczn

ą

, czy mógłby

ś

 mi po- 

móc?" Nigdy wi

ę

cej nie ogl

ą

dałem Jego twarzy z bliska. 

"Mówi

ę

 powa

Ŝ

nie - powiedział Tom, ko

ń

cz

ą

c drinka. - An- 

drew Wiłe

ś

. Udowodnił wielkie twierdzenie Fermata w Cam- 

bridge w zeszłym miesi

ą

cu. Zapami

ę

taj to nazwisko, jeszcze 

o nim usłyszysz". Wieczorem Tom poleciał z powrotem do Kali- 
fornii, a ja w ci

ą

gu nast

ę

pnych miesi

ę

cy przekonałem si

ę

Ŝ

przyjaciel wcale ze mnie nie 

Ŝ

artował. Na moich oczach Wiłe

ś

 

najpierw był oklaskiwany i wychwalany, potem znaleziono 
luk

ę

 w jego dowodzie, potem wycofał si

ę

 i ukrył na rok, by 

wreszcie pojawi

ć

 si

ę

 znów z poprawionym dowodem. 

Ś

ledz

ą

c t

ę

 

nieko

ń

cz

ą

c

ą

 si

ę

 opowie

ść

, dowiedziałem si

ę

 równie

Ŝ

Ŝ

e Tom 

 
 
SŁOWO WST

Ę

PNE • 9 

nie miał racji. Zwraca

ć

 uwag

ę

 nale

Ŝ

ało nie tylko na nazwisko 

Andrew Wilesa. Powinienem był - albo raczej powinni

ś

my byli 

wszyscy - wiedzie

ć

Ŝ

e dowód wielkiego twierdzenia Fermata 

wykracza daleko poza prac

ę

 jednego matematyka. Na równi 

z Wilesem laury nale

Ŝą

 si

ę

 tak

Ŝ

e Renowi Rlbetowi, Bany'emu 

Mazurowi, Góro Shimurze, Yutace Taniyamie, Gerhardowi 
Freyowi i wielu innym. Ta ksi

ąŜ

ka opowie Warn cał

ą

 histori

ę

tak

Ŝ

e t

ę

 zakulisow

ą

, rozgrywaj

ą

c

ą

 si

ę

 z dala od 

ś

wiateł sceny 

l gazetowego zgiełku. B

ę

dzie to tak

Ŝ

e historia intryg, podst

ę

pu 

oraz zdrady. 
 
 
Moje wtasne do

ś

wiadczenia z uprawianiem 

matematyki mo

Ŝ

na chyba najlepiej odda

ć

, porów- 

nuj

ą

c je do zwiedzania ciemnego gmaszyska. 

Wchodz

ę

 do pierwszego pokoju; jest ciemno, 

zupełnie ciemno. Drepcz

ę

 w kotko i wpadam 

na meble, dowiaduj

ą

c si

ę

 stopniowo, gdzie s

ą

 

ustawione. Po jakich

ś

 sze

ś

ciu miesi

ą

cach znaj- 

duj

ę

 wył

ą

cznik i naciskam go. 

Ś

wiatło zalewa na- 

gle wszystko i wreszcie mog

ę

 zobaczy

ć

, gdzie je- 

stem. A potem wchodz

ę

 do nast

ę

pnego ciemnego 

pokoju... 
Tymi słowami profesor Andrew Wiłe

ś

 opisywał swo- 

je siedmioletnie poszukiwania matematycznego 

ś

wi

ę

tego Graala. 

 
 
Tu

Ŝ

 przed 

ś

witem 23 czerwca 1993 roku profesor John 

Conway przyszedł na pogr

ąŜ

ony w ciemno

ś

ciach Wydział 

Matematyki Uniwersytetu w Princeton. Otworzył drzwi fronto- 
we własnym kluczem i wbiegł szybko po schodach do swojego 
gabinetu. W ci

ą

gu tygodni poprzedzaj

ą

cych wyjazd Jego kolegi, 

Andrew Wilesa, do Anglii w 

ś

wiatku matematyków uporczywie 

kr

ąŜ

yły niejasne plotki. Conway oczekiwał wi

ę

c, 

Ŝ

e wydarzy si

ę

 

co

ś

 wa

Ŝ

nego (nie miał jednak poj

ę

cia co). Wł

ą

czył swój kompu- 

ter l zasiadł do biurka, gapi

ą

c si

ę

 w ekran. O 5:53 z drugiej 

strony Atlantyku nadeszła lakoniczna wiadomo

ść

, przesłana 

poczt

ą

 elektroniczn

ą

: "Wiłe

ś

 dowodzi WTF". 

Cambridge, Anglia, czerwiec 1993 
W drugiej połowie czerwca 1993 roku profesor Andrew Wiłe

ś

 

poleciał do Anglii. Wracał na Uniwersytet w Cambridge, gdzie 
przed dwudziestu laty był doktorantem. Jego ówczesny promo- 
tor, profesor John Coates, organizował w Cambridge konferen- 

background image

cj

ę

 po

ś

wi

ę

con

ą

 teorii Iwasawy, o której Wiłe

ś

 wiedział bardzo 

du

Ŝ

o, jego doktorat bowiem dotyczył tego wła

ś

nie fragmentu 

teorii liczb. Coates poprosił swego byłego studenta, by zechciał 
 
 
12 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
wygłosi

ć

 na konferencji krótki, godzinny wykład na wybrany 

przez siebie temat. Ku zaskoczeniu jego l pozostałych organi- 
zatorów, zazwyczaj nie

ś

miały i niech

ę

tnie przemawiaj

ą

cy przed 

publiczno

ś

ci

ą

 Wiłe

ś

 zapytał, czy nie mógłby na swe wyst

ą

pie- 

nie dosta

ć

 trzech godzin zamiast jednej. 

Przybywaj

ą

c do Cambridge, czterdziestoletni Wiłe

ś

 wygl

ą

dał 

jak typowy matematyk: biała koszula z niestarannie podwini

ę

tymi r

ę

kawami, okulary w grubej, rogowej oprawie, nieporz

ą

d- 

ne kosmyki rzedn

ą

cych, jasnych włosów. Wiłe

ś

 urodził si

ę

 

w Cambridge l był to dla niego bardzo szczególny powrót do 
domu, powrót poł

ą

czony ze spełnieniem dzieci

ę

cych marze

ń

W pogoni za tymi marzeniami Andrew Wiłe

ś

 sp

ę

dził ostatnie 

siedem lat 

Ŝ

ycia na własnym poddaszu niemal jak wi

ę

zie

ń

Miał jednak nadziej

ę

Ŝ

e wyrzeczenia, lata zmaga

ń

 i długie go- 

dziny samotno

ś

ci sko

ń

cz

ą

 si

ę

 wkrótce, a on b

ę

dzie mógł wi

ę

cej 

czasu sp

ę

dza

ć

 z 

Ŝ

on

ą

 i córkami, których przez siedem lat wła- 

ś

ciwie prawie nie widywał. Rzadko pokazywał si

ę

 na rodzin- 

nych obiadach i podwieczorkach, a na kolacj

ę

 zd

ąŜ

ał z ledwo- 

ś

ci

ą

. Za to teraz czuł, 

Ŝ

e zbierze wszystkie nale

Ŝ

ne mu laury. 

Instytut Nauk Matematycznych sir Izaaka Newtona w Cam- 
bridge otwarto niedługo przed przyjazdem profesora Wilesa, 
który miał tam wygłosi

ć

 trzygodzinne wykłady. Instytut jest 

przestronny, poło

Ŝ

ony w malowniczym otoczeniu w pewnej od- 

legło

ś

ci od Uniwersytetu w Cambridge. Szerokie przestrzenie 

na zewn

ą

trz sal wykładowych wyposa

Ŝ

ono w mi

ę

kkie, wygod- 

ne krzesła, zaprojektowane z my

ś

l

ą

, by panom matematykom 

ułatwi

ć

 nieformaln

ą

 wymian

ę

 pomysłów, a tym samym rozwi- 

ja

ć

 nauk

ę

Wiłe

ś

, cho

ć

 znał wi

ę

kszo

ść

 matematyków przybyłych ze 

ś

wiata na bardzo specjalistyczn

ą

 konferencj

ę

, trzymał si

ę

 na 

uboczu. Gdy kolegów zaciekawiło, dlaczego planuje tak długie 
wyst

ą

pienie. Wiłe

ś

 odpowiadał, 

Ŝ

e powinni sami przyj

ść

 na je- 

go wykłady po to, 

Ŝ

eby dowiedzie

ć

 si

ę

, o czym b

ę

dzie mowa. 

Była to tajemniczo

ść

 niezwykła nawet jak na matematyka. 

Wprawdzie przedstawiciele tej profesji cz

ę

sto pracuj

ą

 samotnie 

nad dowodami twierdze

ń

 i wiadomo powszechnie, 

Ŝ

e nie s

ą

 

najbardziej towarzyskimi lud

ź

mi na 

ś

wiecie, ale jednak wyni- 

 
 
AMIR D, ACZEL • 13 
kami swych bada

ń

 zazwyczaj si

ę

 dziel

ą

. Rezultaty swej pracy 

matematycy rozprowadzaj

ą

 bez ogranicze

ń

 w formie tzw. pre- 

printów (wydruków wst

ę

pnych), zbieraj

ą

c dzi

ę

ki temu komen- 

tarze otoczenia, pomocne pó

ź

niej, gdy trzeba nada

ć

 ostateczn

ą

 

form

ę

 artykułowi tu

Ŝ

 przed opublikowaniem. Ale Wiłe

ś

 nie 

wr

ę

czał preprintów i nie dyskutował o swej pracy. Tytuł jego 

wykładów: Formy modułowe, krzywe eliptyczne i reprezentacje 
Galois nie pozwalał nawet specjalistom domy

ś

li

ć

 si

ę

, w któr

ą

 

stron

ę

 zmierza autor. W miar

ę

 upływu czasu atmosfera g

ę

st- 

niała od plotek. 
Ju

Ŝ

 pierwszego dnia Wiłe

ś

 nagrodził zainteresowanie dwu- 

dziestu słuchaczy zebranych w skupieniu na jego wykładzie 
nieoczekiwanym l pot

ęŜ

nym twierdzeniem, a przecie

Ŝ

 to byt 

dopiero pocz

ą

tek. Zostały mu jeszcze dwa wykłady. Co miały 

przynie

ść

? Dla wszystkich stało si

ę

 jasne, 

Ŝ

e wykłady Wilesa 

background image

to miejsce, gdzie nale

Ŝ

y bywa

ć

. Napi

ę

cie rosło w miar

ę

 gro- 

madzenia si

ę

 w sali wykładowej tłumu wyczekuj

ą

cych mate- 

matyków. 
Drugiego dnia Wiłe

ś

 zwi

ę

kszył tempo wykładu, przynosz

ą

ze sob

ą

 ponad dwie

ś

cie stron zapełnionych wzorami i rachun- 

kami; formułował nowe twierdzenia i ich długie, abstrakcyjne 
dowody. Sala była wypełniona po brzegi. Wiłe

ś

 znów nie dał ni- 

komu pozna

ć

, dok

ą

d wła

ś

ciwie zmierza, pisz

ą

c beznami

ę

tnie 

kred

ą

 po tablicy. Gdy nadszedł czas na przerw

ę

, znikn

ą

ł z sali. 

Nast

ę

pnego dnia, w 

ś

rod

ę

 23 czerwca 1993 roku, odbył si

ę

 

jego ostatni wykład. Zbli

Ŝ

aj

ą

c si

ę

 do sali wykładowej. Wiłe

ś

 

musiał torowa

ć

 sobie drog

ę

 w tłumie. Ludzie stali na zewn

ą

trz, 

blokuj

ą

c wej

ś

cie, a sala p

ę

kała w szwach. Wiele osób miało ze 

sob

ą

 aparaty fotograficzne. Gdy Wiłe

ś

 ponownie wypełniał ta- 

blic

ę

 nie ko

ń

cz

ą

cymi si

ę

 wzorami l twierdzeniami, emocje si

ę

g- 

n

ę

ły zenitu. "Wykład Wilesa mógł mie

ć

 tylko jedn

ą

 kulminacj

ę

tylko jedno zako

ń

czenie" - powiedział ml pó

ź

niej profesor Ken 

Ribet z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Wiłe

ś

 ko

ń

czył ostatnie linijki swego dowodu enigmatycznej i zawiłej hi- 
potezy, tzw. hipotezy Shimury-Taniyamy. A potem dopisał 
jeszcze jedn

ą

, ostatni

ą

 ju

Ŝ

 linijk

ę

, zawieraj

ą

c

ą

 przeformułowa- 

n

ą

 wersj

ę

 twierdzenia sprzed stuleci, wersj

ę

, która, jak to udo- 

 
 
14 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
wodnił siedem lat wcze

ś

niej Ken Rlbet, wynikałaby z owej hi- 

potezy. "I to dowodzi wielkiego twierdzenia Fermata - rzekł 
skromnie. - My

ś

l

ę

Ŝ

e na tym sko

ń

cz

ę

". 

Przez moment na sali panowała pełna zdumienia cisza, po- 
tem za

ś

 wybuchły spontaniczne gromkie brawa. W błysku 

fleszy wszyscy wstawali, by podej

ść

 z gratulacjami do rozpro- 

mienionego Wilesa. Par

ę

 minut pó

ź

niej faksy l poczta elektro- 

niczna na całym 

ś

wiecie poinformowały o tym, 

Ŝ

e najsławniej- 

szy problem matematyczny wszech czasów został wła

ś

nie 

rozwi

ą

zany. 

"Najbardziej nieoczekiwany był potop dziennikarzy, który 
zalał nas nast

ę

pnego dnia" - wspominał profesor John Coates, 

który zorganizował konferencj

ę

, nie maj

ą

c poj

ę

cia, 

Ŝ

e b

ę

dzie 

ona scen

ą

 tak znamienitych osi

ą

gni

ęć

. Na całym 

ś

wiecie posy- 

pał si

ę

 istny grad gazetowych nagłówków, donosz

ą

cych o nie- 

oczekiwanym przełomie. "New York Times" z 24 czerwca 
1993 roku obwieszczał na pierwszej stronie: "Nareszcie okrzyk 
•eureka!« w sprawie matematycznej tajemnicy sprzed stuleci". 
"Washington Post" w du

Ŝ

ym artykule nazwał Wilesa "pogrom- 

c

ą

 matematycznych smoków". Wsz

ę

dzie opisywano osob

ę

, któ- 

ra najwyra

ź

niej rozwi

ą

zała problem matematyczny, opieraj

ą

cy 

si

ę

 ludzkim wysiłkom przez ponad 350 lat. W ci

ą

gu Jednej no- 

cy spokojny i ceni

ą

cy sobie prywatno

ść

 Andrew Wiłe

ś

 trafił na 

usta wszystkich. 
Pierre de Fermat 
Plerre de Fermat byt siedemnastowiecznym francuskim praw- 
nikiem, a tak

Ŝ

e miło

ś

nikiem matematyki. Z formalnego punk- 

tu widzenia był "amatorem", poniewa

Ŝ

 na co dzie

ń

 wykonywał 

zawód prawnika. Niemniej 

Ŝ

yj

ą

cy na pocz

ą

tku dwudziestego 

wieku znany historyk matematyki, E. T. Beli, trafnie nazwał 
Fermata "ksi

ę

ciem amatorów". Jego zdaniem Fermat miał 

w

ś

ród swych osi

ą

gni

ęć

 wi

ę

cej wa

Ŝ

nych rezultatów ni

Ŝ

 wi

ę

k- 

szo

ść

 współczesnych mu "zawodowych" matematyków. Beli 

twierdził nawet, 

Ŝ

e Fermat to najbardziej płodny matematyk 

 
 

background image

AMIR-D. ACZEL • 15 
siedemnastego stulecia; stulecia, które sk

ą

din

ą

d było aren

ą

 

działa

ń

 kilku najt

ęŜ

szych matematycznych umysłów wszech 

czasów.ł 
Na trzyna

ś

cie lat przed urodzeniem slr Izaaka Newtona Fer- 

mat rozwin

ą

ł podstawowe idee rachunku ró

Ŝ

niczkowego. Było 

to Jedno z jego najbardziej oszałamiaj

ą

cych osi

ą

gni

ęć

. Na ogół 

bowiem uwa

Ŝ

a si

ę

Ŝ

e to Newton oraz współczesny mu Got- 

tfried Wilhelm Leibniz stworzyli teori

ę

 - zwan

ą

 dzi

ś

 rachun- 

kiem ró

Ŝ

niczkowym i całkowym - pozwalaj

ą

c

ą

 na zastosowa- 

nie matematyki do opisu ruchu, sił, przyspiesze

ń

, kształtu 

orbit ciał niebieskich i innych zjawisk, które podlegaj

ą

 ci

ą

głym zmianom. 
Fermat fascynował si

ę

 dziełami matematycznymi staro

Ŝ

yt- 

nych Greków. By

ć

 mo

Ŝ

e do swej koncepcji podstaw rachunku 

Ŝ

niczkowego doszedł wła

ś

nie podczas studiowania prac kla- 

syków matematyki greckiej, Archimedesa i Eudoksosa, 

Ŝ

yj

ą

cych odpowiednio w III i IV wieku p.n.e. Dzieła staro

Ŝ

ytnych, 

dost

ę

pne wówczas w łaci

ń

skim przekładzie, Fermat czytywał 

w ka

Ŝ

dej wolnej chwili. Jako zdolny prawnik pracował, je

ś

li 

wolno tak powiedzie

ć

, na pełnym etacie, lecz du

Ŝ

o czasu 

po

ś

wi

ę

cał swemu hobby. Pasjonowały go próby uogólniania 

dzieła staro

Ŝ

ytnych i odnajdywanie nowego pi

ę

kna w ich zapo- 

mnianych w ci

ą

gu wielu wieków odkryciach. Kiedy

ś

 powie- 

dział: "Znalazłem bardzo wiele niezmiernie pi

ę

knych twier- 

dze

ń

". Owe twierdzenia Fermat miał zwyczaj notowa

ć

 na 

marginesach egzemplarzy tłumacze

ń

 staro

Ŝ

ytnych dzieł, które 

do niego nale

Ŝ

ały. 

Fermat był synem Dominlque'a Fermata, handlarza skóra- 
mi i zarazem drugiego konsula2 w mie

ś

cie Beaumont-de-Lo- 

magne. Matk

ą

 uczonego była Klara de Long, która pochodziła 

z rodziny s

ę

dziowskiej. Fermat urodził si

ę

 w sierpniu 1601 ro- 

ku (ochrzczono go 20 sierpnia w Beaumont-de-Lomagne). Ro- 
dzice wykształcili go na prawnika. Chodził do szkoły w Tulu- 
1 E. T. Beli: Men of Mathematics. Simon and Schuster, Nowy Jork 1937, s. 56. 
2 Mianem konsulów w ówczesnej Francji okre

ś

lano m.in. s

ę

dziów wybranych 

Spomi

ę

dzy kupców (przyp. tłum.). 

 
 
16 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Arichmcticorum Lib. II.     8$ 
tcrułlloqiudratorum,&Canoaes lidem bi

ć

 etiam locum hłbebunt, vi mn.f.- 

(luuitlł. 
O^ASTl O VIII. 
PnorOtiTYM qu*draium -T ON oftiS.yficł^^ayym 
diu>derc,nduosquadr.(os.   l ^^»s^e-n-^yl.^. i- 
Impcratum l" vi 16. diuidnur    «.,    .<«-',»-.,,» 
in duos quadracos. Ponatur 'Bl»to^» ArtC A?j«» «(/low- 
ptimus« O^Oportr- igicur 16 9p«ty»ret(. <^ i*5t>3i*' o 'BCy-rec 
- l CL«q">l" e(rc ^"łdrato. JUwifuusfUlLC. ^Ili *Ut ^'a- 
Finzo ouadralum a numens .   - i i, o i        -.' 
quo(quot l.bucrit, cum dcfc- ^ "r ^ •'W^-^ 
cłu tot vnitaium quot conii- «9 ł»>«JMra>. <r

Ą

»MM r •nfa.y,i- 

aet latus ipfiut ic. cfto a » N. ror^onfC*. ^(TU> <AfwnA(i4< n- 
- 4. ipfe •gitur qu»dr3ius crit rt5r^<i'w^»»?łrV^^- 
4 Q.-<- K. - K N. hxc «qiu-    /"    - .,-  f i.  --•  , > 
bunTur ynkaribu. .< -iCL o/•f(l•'^,/3 ^f* ^•,^W 
Comniunisadiiciarur virimquc «<»» i wp»)A)»et tran <ftw»^(»ir 
dcfetftus , & a fimilibu* aule- ^> ^,''ir[A«'-»Lł (('łr'] ł«JUia im 
r.nturfiHulia. ficntJ Q«qu»-      . ir^^-^"? W 
lei ic N. & fic i N. 7 Entiei- ^~ ^       /' • ~t   '-v-J 

background image

cnr altrr quadraionim T:-' . after "»" <aXyn(rtAB ^ Ac^.'»^«" 
vcró '.','. & vtriufquc fumma cfl ifwm oyLSKt.fiuia.untC u. y-1 loaf 
-.•r fen K. & vterque quidr»tui i^y^ y. ^ ^ww, o ^łfl^c 
cft.                         "•'<!   •'«a\   '"• 
W •MfŁ'mm. i(a| o py rrr f.KCw 
wtfJt.iSm. o A ffAfuwnfJi.iKw, 6 dS) f<So •uim3i'mc moSn u 
MSfsiHfAT^HmfWi^ksir.iuu Kt»mi'-^ocw»p<t'y»y<5^. 
Notka o wielkim twierdzeniu Fermata w wydaniu Arithmettki Diofantosa, opu- 
blikowanym przez syna Fermata, Samuela. Oryginalnego egzemplarza ksi

ąŜ

ki 

Diofantosa z odr

ę

cznym zapiskiem Fermata nigdy nie odnaleziono. 

złe, a w 1631 roku, gdy miał trzydzie

ś

ci lat, został w tym mie- 

ś

cie referendarzem. W tym samym roku o

Ŝ

enił si

ę

 z kuzynk

ą

 

swej matki, Louise Long. Wkrótce na 

ś

wiat przyszło trzech sy- 

nów i dwie córki. Prace ojca opublikował po jego 

ś

mierci jeden 

z synów, Clernent Samuel, wykonawca testamentu Fermata. 
To wła

ś

nie z wydanej przez niego i przechowywanej do naszych 

czasów ksi

ąŜ

ki, zawieraj

ą

cej prace uczonego, znamy sławne 

wielkie twierdzenie Fermata. Clement Samuel de Fermat uznał 
 
 
AMIR D. ACZEL • 17 
nagryzmolone na marginesie twierdzenie za fakt wa

Ŝ

ny i dodał 

je do kolejnego wydania Jednego z tłumacze

ń

 staro

Ŝ

ytnych 

dzieł. 
Jak wynika z licznych opisów. Fermat wiódł 

Ŝ

ycie spokojne, 

stabilne, wolne od nieoczekiwanych i gwałtownych zdarze

ń

Pracował godnie i uczciwie, w roku 1648 został mianowany na 
wa

Ŝ

ne stanowisko radcy królewskiego w parlamencie Tuluzy.3 

Piastował Je a

Ŝ

 do 

ś

mierci w 1665 roku. Bior

ą

c pod uwag

ę

 

ogrom pracy Fermata na rzecz Korony Francuskiej, słu

Ŝ

b

ę

 któ- 

r

ą

 pełnił umiej

ę

tnie, sumiennie i z oddaniem, wielu historyków 

Jest zadziwionych, 

Ŝ

e starczało mu jeszcze czasu i sił umysłu 

na uprawianie pierwszorz

ę

dnej matematyki, i to na du

Ŝą

 ska- 

l

ę

. Jeden z ekspertów francuskich sugeruje nawet, 

Ŝ

e oficjalna 

praca Fermata była cenn

ą

 pomoc

ą

 w jego matematycznych 

studiach, do obowi

ą

zku bowiem francuskich radców parla- 

mentarnych nale

Ŝ

ało zmniejszenie do minimum liczby nieofi- 

cjalnych kontaktów (po to, by unikn

ąć

 pokusy łapownictwa 

l innych przekupstw). Poniewa

Ŝ

 Fermat z pewno

ś

ci

ą

 potrzebo- 

wał odpr

ęŜ

enia po ci

ęŜ

kiej pracy, a 

Ŝ

ycie towarzyskie musiał 

ograniczy

ć

, matematyka prawdopodobnie stała si

ę

 dla

ń

 po

Ŝą

danym wytchnieniem. Pomysły zwi

ą

zane z rachunkiem ró

Ŝ

niczkowym nie s

ą

 bynajmniej jedynym osi

ą

gni

ę

ciem Fermata. 

Dzi

ę

ki Fermatowi rozkwitła teoria liczb. Wa

Ŝ

ne miejsce w tej 

teorii zajmuje poj

ę

cie liczby pierwszej. 

Liczby pierwsze 
Liczby jeden, dwa i trzy s

ą

 liczbami pierwszymi.4 Liczba cztery 

nie jest pierwsza, bo jest iloczynem dwóch dwójek: 2x2=4. 
Liczba pi

ęć

 Jest pierwsza. Liczba sze

ść

 nie jest pierwsza, ponie- 

wa

Ŝ

, podobnie jak cztery, jest iloczynem dwóch mniejszych 

3 We Francji przed rewolucj

ą

 1789 roku nazwa "parlament" oznaczała s

ą

(przyp. tłum.). 
4 Zazwyczaj przyjmuje si

ę

Ŝ

e liczba l nie jest ani pierwsza, ani zło

Ŝ

ona - jest 

to 
kwestia do

ść

 powszechnie stosowanej umowy, któr

ą

 by

ć

 mo

Ŝ

e Czytelnik pami

ę

ta ze szkoły (przyp. tłum.). 
 
 
18 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
liczb: 2x3=6. Siedem jest liczb

ą

 pierwsz

ą

, osiem ni

ą

 nie jest 

(2x2x2=8), podobnie jak dziewi

ęć

 (3 x 3 = 9) i dziesi

ęć

 (2x5 

background image

= 10). Ale jedena

ś

cie znów jest liczb

ą

 pierwsz

ą

, poniewa

Ŝ

 

oprócz liii nie ma dwóch liczb naturalnych, których iloczyn 
byłby równy 11. T

ę

 wyliczank

ę

 mo

Ŝ

na przedłu

Ŝ

y

ć

: 12 nie jest 

liczb

ą

 pierwsz

ą

, 13 jest, 14 nie jest, 15 nie jest, 16 nie jest, 17 

jest l tak dalej. Nie wida

ć

 tu 

Ŝ

adnej wyra

ź

nej struktury. Nie 

mo

Ŝ

na, na przykład, powiedzie

ć

Ŝ

e co czwarta liczba jest 

pierwsza; bardziej skomplikowanych prawidłowo

ś

ci te

Ŝ

 na 

pierwszy rzut oka dostrzec si

ę

 nie da. Ta sprawa fascynuje lu- 

dzi od czasów staro

Ŝ

ytnych. Liczby pierwsze odgrywaj

ą

 w teorii 

liczb Istotn

ą

 rol

ę

 l ów brak łatwej do zauwa

Ŝ

enia struktury po- 

woduje, 

Ŝ

e teoria liczb mo

Ŝ

e si

ę

 wydawa

ć

 dziedzin

ą

 niejednoli- 

t

ą

. Z tej samej przyczyny problemy teorii liczb s

ą

 izolowane 

i trudne; ich zwi

ą

zki z Innymi gał

ę

ziami matematyki wydaj

ą

 

si

ę

 nie zawsze jasne. Jak powiedział Bany Mazur: "Teoria liczb 

produkuje bez wysiłku niezliczone problemy, które wygl

ą

daj

ą

 

słodko i niewinnie jak kusz

ą

ce kwiatki; mimo to w teorii liczb 

a

Ŝ

 roi si

ę

 od owadów, które czekaj

ą

 tylko, by zwabi

ć

 i uk

ą

si

ć

 

miło

ś

ników kwiatków, a ci, raz uk

ą

szeni, pobudzani s

ą

 pó

ź

niej 

do nadmiernych wysiłków".5 
Sławny dopisek na marginesie 
Fermata zauroczył czar liczb; odnajdywał w nich pi

ę

kno l zna- 

czenie. Sformułował wiele twierdze

ń

 teorii liczb. Jedno z nich 

orzeka na przykład, 

Ŝ

e ka

Ŝ

da liczba postaci 22n + l (dwa, pod- 

niesione do pot

ę

gi o wykładniku równym dwa do pot

ę

gi n, do- 

da

ć

 jeden) jest liczb

ą

 pierwsz

ą

. Pó

ź

niej odkryto, 

Ŝ

e to twierdze- 

nie jest fałszywe. Istniej

ą

 bowiem liczby, które spełniaj

ą

 

powy

Ŝ

szy warunek, ale nie s

ą

 pierwsze. 

W

ś

ród łaci

ń

skich przekładów staro

Ŝ

ytnych tekstów Fermat 

szczególnie upodobał sobie ksi

ąŜ

k

ę

 pod tytułem Arithmenca, 

s Barry Mazur: Number Theory as Gadfiy, "American Mathematical Monthly" 
98 (1991), s. 593. 
 
 
AMIR D. ACZEL • 19 
której autorem był grecki matematyk Diofantos, 

Ŝ

yj

ą

cy w III 

wieku naszej ery. Na marginesie swojego egzemplarza dzieła 
Diofantosa, obok zadania o rozkładaniu kwadratu liczby na 
sum

ę

 dwóch kwadratów. Fermat umie

ś

cił około 1637 roku na- 

st

ę

puj

ą

cy dopisek po łacinie: 

Wiadomo, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na rozło

Ŝ

y

ć

 sze

ś

cianu na dwa sze

ś

cia- 

ny ani bikwadratu na dwa bikwadraty, ani 

Ŝ

adnej pot

ę

gi, 

oprócz kwadratu, na dwie inne pot

ę

gi o tym samym wykład- 

niku. Odkryłem prawdziwie cudowny dowód tego faktu, jed- 
nak

Ŝ

e ten margines jest zbyt w

ą

ski, by go zmie

ś

ci

ć

To tajemnicze zdanie zapewniło zaj

ę

cie wielu pokoleniom ma- 

tematyków, próbuj

ą

cych zrekonstruowa

ć

 "prawdziwie cudow- 

ny dowód", który rzekomo Fermat znał. Twierdzenie, 

Ŝ

e cho

ć

 

niektóre kwadraty liczb całkowitych mo

Ŝ

na przedstawi

ć

 w po- 

staci sumy kwadratów dwóch innych liczb całkowitych (na 
przykład, kwadrat pi

ą

tki, czyli 25, Jest równy sumie kwadratu 

czwórki - 16 - i kwadratu trójki - 9), a nie da si

ę

 tego samego 

zrobi

ć

 z sze

ś

cianami ani 

Ŝ

adnymi wy

Ŝ

szymi pot

ę

gami, wygl

ą

da 

złudnie prosto. W pocz

ą

tkach XIX wieku wszystkie inne twier- 

dzenia sformułowane przez Fermata były ju

Ŝ

 albo udowodnio- 

ne, albo obalone. Do rozstrzygni

ę

cia pozostała tylko ta pozor- 

nie niewinna kwestia. Nadano jej nazw

ę

 wielkiego twierdzenia 

Fermata.6 Czy istotnie było ono prawdziwe? Udzielenie twier- 
dz

ą

cej odpowiedzi jest w naszym stuleciu zadaniem przekra- 

czaj

ą

cym nawet mo

Ŝ

liwo

ś

ci komputerów. Komputer potrafi 

sprawdza

ć

 twierdzenie dla bardzo du

Ŝ

ych liczb, nie pomo

Ŝ

jednak w sytuacji, gdy trzeba ustali

ć

 prawdziwo

ść

 czegokol- 

background image

wiek dla wszystkich liczb. Mo

Ŝ

na wypróbowa

ć

 miliardy liczb, 

a l tak do sprawdzenia pozostanie ich niesko

ń

czenie wiele. 

Wykładników te

Ŝ

 jest niesko

ń

czenie wiele. Dla uzasadnienia 

wielkiego twierdzenia Fermata potrzebny jest matematyczny 
dowód. 
6 W literaturze angloj

ę

zycznej powszechnie u

Ŝ

ywa si

ę

 nazwy "ostatnie twierdze- 

nie Fermata" (przyp. dum.). 
 
 
20 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
W XIX wieku akademie nauk we Francji i Niemczech zaofe- 
rowały nagrody dla autora dowodu. Od tej pory co roku tysi

ą

ce 

matematyków i nawiedzonych amatorów wysyłało "dowody" do 
czasopism matematycznych i wydaj

ą

cych os

ą

d ekspertów. Na 

pró

Ŝ

no. 

Lipiec-sierpie

ń

 1993: 

wykrycie fatalnego przeoczenia 
Gdy Wiłe

ś

 schodził z podestu przy tablicy w ow

ą

 pami

ę

tn

ą

 

czerwcow

ą

 

ś

rod

ę

, w

ś

ród matematyków panował ostro

Ŝ

ny opty- 

mizm. Wydawało si

ę

Ŝ

e tajemnica sprzed 350 lat wreszcie 

znalazła rozwi

ą

zanie. Długi dowód Wilesa, wymagaj

ą

cy stoso- 

wania skomplikowanych poj

ęć

 matematycznych i teorii nie 

znanych nie tylko w czasach Fermata, lecz tak

Ŝ

e przed nadej- 

ś

ciem XX wieku, musiał by

ć

 sprawdzony przez niezale

Ŝ

nych 

ekspertów. Prac

ę

 wysłano do kilku czołowych specjalistów. 

By

ć

 mo

Ŝ

e siedem lat samotnych wysiłków w pustelni na stry- 

chu miało si

ę

 wreszcie Wilesowi opłaci

ć

. Ale rado

ść

 trwała 

krótko: po paru tygodniach w rozumowaniu Wilesa wykryto 
luk

ę

. Próbował j

ą

 załata

ć

, ale luka nie chciała tak po prostu 

znikn

ąć

. Peter Samak, matematyk z Princeton l bliski przyja- 

ciel Wilesa, obserwował jego codzienne, pełne udr

ę

ki zmagania 

z dowodem, który dwa miesi

ą

ce wcze

ś

niej został pokazany 

w Cambridge całemu 

ś

wiatu. "Było to tak, jakby Andrew pró- 

bował uło

Ŝ

y

ć

 w pokoju za du

Ŝ

y dywan - tłumaczył Samak. - 

Naci

ą

gał go i dywan 

ś

wietnie pasował z Jednej strony pokoju, 

ale po drugiej stronie właził na 

ś

cian

ę

; szedł wi

ę

c tam i 

ś

ci

ą

gał 

go w dół, a dywan wybrzuszał si

ę

 w innym miejscu. Stwierdze- 

nie, czy dywan ma rozmiar dopasowany do pokoju, czy nie, 
przekraczało jego mo

Ŝ

liwo

ś

ci". Wiłe

ś

 wrócił na swój strych, 

a reporterzy "New York Timesa" i inni przedstawiciele mediów 
pozostawili go sam na sam z Jego zadaniem. Poniewa

Ŝ

 czas 

płyn

ą

ł, a dowodu nie było, matematycy (i nie tylko) zacz

ę

li si

ę

 

zastanawia

ć

, czy w ogóle wielkie twierdzenie Fermata jest 

prawdziwe. Wiłe

ś

 zdołał wprawdzie na chwil

ę

 przekona

ć

 

ś

wiat, 

 
 
AMIR D. ACZEL • 21 

Ŝ

e posiadł cudowny dowód, lecz oto nagle ów dowód stał si

ę

 

nie bardziej rzeczywisty ni

Ŝ

 nie mieszcz

ą

cy si

ę

 na zbyt w

ą

skim 

marginesie, "prawdziwie cudowny dowód" samego Fermata. 
Mi

ę

dzy Tygrysem i Eufratem, 

około 2000 roku p. n. e. 
Historia wielkiego twierdzenia Fermata jest o wiele starsza ni

Ŝ

 

jego autor. Jest nawet starsza ni

Ŝ

 Diofantos, którego prace 

Fermat próbował uogólnia

ć

. Pocz

ą

tki tego nieskomplikowanie 

wygl

ą

daj

ą

cego, a mimo to gł

ę

bokiego twierdzenia s

ą

 równie 

stare jak ludzka cywilizacja. Ich korzenie si

ę

gaj

ą

 kultury epoki 

br

ą

zu, która rozwin

ę

ła si

ę

 na 

Ŝ

yznych terenach mi

ę

dzy Tygry- 

sem i Eufratem, w staro

Ŝ

ytnym Babilonie (dzi

ś

 Jest to teren 

Iraku). I chocia

Ŝ

 wielkie twierdzenie Fermata jest abstrakcyjne 

l nie ma 

Ŝ

adnych zastosowa

ń

 w nauce, technice czy matema- 

background image

tyce - nawet w teorii liczb, swej kolebce - rodowód tego twier- 
dzenia wi

ąŜ

e si

ę

 z codziennym 

Ŝ

yciem ludu, który zamieszki- 

wał Mezopotami

ę

 około 2000 roku p.n.e. 

Okres pomi

ę

dzy 2000 a 600 rokiem p.n.e. w dolinie Mezo- 

potamii mo

Ŝ

na nazwa

ć

 er

ą

 pa

ń

stwa babilo

ń

skiego. Był to 

czas zadziwiaj

ą

cego rozwoju kulturowego, o czym 

ś

wiadczy 

m.in. stosowanie pisma, u

Ŝ

ycie koła i pocz

ą

tki metalurgii. Do 

nawadniania wielkich połaci ziemi mi

ę

dzy dwiema rzekami 

wykorzystywano system kanałów. W miar

ę

 rozkwitu cywiliza- 

cji w 

Ŝ

yznej dolinie Babilonu, zamieszkuj

ą

cy tamte niziny 

staro

Ŝ

ytny lud nauczył si

ę

 prowadzi

ć

 handel i budowa

ć

 mia- 

sta, takie jak Babilon czy Ur (w którym urodził si

ę

 biblijny 

Abraham). Prymitywne formy pisma rozwin

ę

ły si

ę

 zarówno 

w Mezopotamii, jak i w dolinie Nilu znacznie wcze

ś

niej, bo ju

Ŝ

 

w ko

ń

cu czwartego tysi

ą

clecia przed nasz

ą

 er

ą

. W obfituj

ą

cej 

w glin

ę

 Mezopotamii znaki w kształcie klinów wyciskano 

trzcinowym rylcem na glinianych tabliczkach, które pó

ź

niej 

wypalano w piecu lub zostawiano, by stwardniały na sło

ń

cu. 

Od kształtu znaków na tabliczkach pochodzi nazwa "pismo 
klinowe". Pismo klinowe jest najstarsze w

ś

ród wszystkich 

 
 
22 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
znanych odmian pisma, jakich kiedykolwiek u

Ŝ

ywano na 

ś

wiecie. 

Rozwój handlu i budownictwa w Babilonie oraz staro

Ŝ

ytnym 

Egipcie przyniósł zapotrzebowanie na dokładne pomiary. Uczeni 
obu tych społecze

ń

stw epoki br

ą

zu wiedzieli, jak oszacowa

ć

 sto- 

sunek obwodu kota do jego 

ś

rednicy. Posługiwali si

ę

 w tym celu 

liczb

ą

 blisk

ą

 tej, któr

ą

 dzi

ś

 nazywamy n. Budowniczowie pot

ęŜ

nego zigguratu, biblijnej wie

Ŝ

y Babel l wisz

ą

cych ogrodów Seml- 

ramidy, jednego z siedmiu cudów staro

Ŝ

ytnego 

ś

wiata, musieli 

zna

ć

 sposoby obliczania pola powierzchni i obj

ę

to

ś

ci. 

Bogactwo mierzy si

ę

 w jednostkach 

kwadratowych 
W Babilonie rozwini

ę

to do

ść

 skomplikowany system Uczenia, 

o podstawie sze

ść

dziesi

ą

t. Dzi

ę

ki temu babilo

ń

scy in

Ŝ

yniero- 

wie i budowniczowie mogli oblicza

ć

 wielko

ś

ci niezb

ę

dne w ich 

codziennej pracy. Cho

ć

 nie wida

ć

 tego na pierwszy rzut oka, 

kwadraty liczb pojawiaj

ą

 si

ę

 w 

Ŝ

yciu w naturalny sposób. Mo

Ŝ

na powiedzie

ć

Ŝ

e kwadraty liczb przedstawiaj

ą

 bogactwo. Dla- 

czego? Otó

Ŝ

 los rolnika zale

Ŝ

y od ilo

ś

ci zebranych plonów. Plo- 

ny zale

Ŝą

 z kolei od powierzchni, na której rolnik mo

Ŝ

e sia

ć

Pole powierzchni to iloczyn długo

ś

ci i szeroko

ś

ci obsiewanego 

zagonu - tu wła

ś

nie pojawiaj

ą

 si

ę

 kwadraty. Zagon o szeroko- 

ś

ci i długo

ś

ci równej a ma pole powierzchni równe "a-kwadrat" 

(a2). Zatem, przynajmniej w tym sensie, bogactwo mierzy si

ę

 

w jednostkach kwadratowych. 
Babilo

ń

czycy chcieli wiedzie

ć

, kiedy mo

Ŝ

na otrzyma

ć

 kwa-i 

drat liczby całkowitej, dodaj

ą

c kwadraty innych liczb całkowi- 

tych. Rolnik, który miał jedno pole o powierzchni dwudziestu 
pi

ę

ciu jednostek kwadratowych, mógł wymieni

ć

 Je na dwa pola 

w kształcie kwadratu: jedno licz

ą

ce szesna

ś

cie jednostek kwa- 

dratowych i drugie, maj

ą

ce dziewi

ęć

 jednostek kwadratowych. 

Zatem pole pi

ęć

 na pi

ęć

 jednostek było warte tyle, co dwa pola: 

Jedno cztery na cztery i jedno trzy na trzy. Ta wa

Ŝ

na Informacja 

pomagała w rozwi

ą

zywaniu praktycznych zagadnie

ń

. Dzisiaj za- 

 
 
AMIR D. ACZEL • 23 
pisaliby

ś

my ten zwi

ą

zek w postaci równania: 52 = 42 + 32. 

background image

Trójki takich liczb naturalnych, jak 3, 4 i 5, których kwadraty 
spełniaj

ą

 ów zwi

ą

zek, nazywamy trójkami pitagorejskimi na 

cze

ść

 legendarnego greckiego matematyka. Pitagorasa, cho

ć

 

wiadomo, 

Ŝ

e Babilo

ń

czycy znali takie trójki Ju

Ŝ

 ponad tysi

ą

lat przed urodzeniem sławnego uczonego. Przekonuje nas 
o tym niezwykła gliniana tabliczka, pochodz

ą

ca mniej wi

ę

cej 

z 1900 roku p.n.e. 
Plimpton 322 
Babilo

ń

czycy mieli na punkcie tabliczek swego rodzaju obse- 

sj

ę

, a dzi

ę

ki prostej technologii pisma klinowego i obfito

ś

ci gli- 

ny mogli ich stworzy

ć

 wiele. Glina jest surowcem do

ść

 trwałym 

l dlatego wiele tabliczek zachowało si

ę

 a

Ŝ

 do naszych czasów. 

Podczas wykopalisk prowadzonych tylko w jednym miejscu, 
w staro

Ŝ

ytnym Nippur, odnaleziono ich ponad pi

ęć

dziesi

ą

tysi

ę

cy. Dzi

ś

 znajduj

ą

 si

ę

 one w zbiorach muzeów w Yale, 

Columbia i na uniwersytecie w Pensylwanii. Wielu z tych tabli- 
czek nikt jeszcze nie przeczytał i nie rozszyfrował. W muzeal- 
nych piwnicach zaczyna pokrywa

ć

 je kurz. 

W

ś

ród odczytanych tabliczek na szczególn

ą

 uwag

ę

 zasłu- 

guje tabliczka, zwana Plimpton 322, znajduj

ą

ca si

ę

 w mu- 

zeum Uniwersytetu Columbia. Na cał

ą

 jej zawarto

ść

 składa 

si

ę

 pi

ę

tna

ś

cie trójek liczb. Pierwsza liczba ka

Ŝ

dej trójki Jest 

pełnym kwadratem, a zarazem sum

ą

 dwóch pozostałych liczb 

danej trójki, które te

Ŝ

 s

ą

 pełnymi kwadratami. Zatem tablicz- 

ka Plimpton 322 zawiera kwadraty liczb, tworz

ą

cych pi

ę

tna- 

ś

cie trójek pitagorejsklch.7 S

ą

 w

ś

ród nich m.ln. liczby 

25 = 16 + 9, odpowiadaj

ą

ce najprostszej trójce pitagorej sklej 

(5, 4, 3), a tak

Ŝ

e 169 = 144 + 25, czyli 132 = 122 + 52. Na py- 

7 Uwag

ę

 społeczno

ś

ci naukowej na tabliczk

ę

 Plimpton 322 i zaawansowany 

poziom matematyki babilo

ń

skiej zwrócił w 1934 roku Otto Neugebauer. Do- 

kładniejszy opis tych kwestii w j

ę

zyku polskim mo

Ŝ

na odnale

źć

 np. w pracach: 

Marek Kordos: Wykłady z historii matematyki. WSiP, Warszawa 1994; Historio 
matematyki, pod red. A. P. Juszkiewicza. PWN, Warszawa 1975. 
 
 
24 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
Fot. Columbia University. Rare Books and Manuscript Library. 
tanie, z jakich powodów staro

Ŝ

ytni Babilo

ń

czycy interesowali 

si

ę

 akurat tymi liczbami, historycy nie udzielaj

ą

 zgodnych 

odpowiedzi. Jedna z teorii głosi, 

Ŝ

e to zainteresowanie było 

podyktowane czysto praktycznymi wzgl

ę

dami; argumentuje 

si

ę

 w niej, 

Ŝ

e Babilo

ń

czykom do oblicze

ń

 w systemie sze

ść

dziesi

ą

tkowym wygodniej było u

Ŝ

ywa

ć

 liczb całkowitych ni

Ŝ

 

ułamków, a ładne, pełne kwadraty liczb całkowitych przyda- 
wały si

ę

 do rozwi

ą

zywania praktycznych zada

ń

. Inni eksperci 

s

ą

dz

ą

Ŝ

e zainteresowanie kwadratami liczb całkowitych mog- 

ło by

ć

 po prostu przejawem zwykłej ciekawo

ś

ci. Niezale

Ŝ

nie 

od motywów, wydaje si

ę

Ŝ

e tabliczka Plimpton 322 mogła słu- 

Ŝ

y

ć

 - jako swego rodzaju pomoc dydaktyczna - do tłumacze- 

nia uczniom rozwi

ą

za

ń

 zada

ń

, w których wyst

ę

powały kwa- 

draty liczb całkowitych. Babilo

ń

czycy bowiem nie rozwijali 

ogólnych teorii rozwi

ą

zywania takich zada

ń

, lecz tworzyli ta- 

bliczki z listami trójek odpowiednich liczb, a zadaniem 
uczniów było opanowanie sposobu ich odczytywania i wyko- 
rzystywania. 
 
 
AMIR D, ACZEL • 25 
Staro

Ŝ

ytne sprzysi

ęŜ

enie czcicieli liczb 

background image

Pitagoras urodził si

ę

 około 580 roku p. n. e. na greckiej wyspie 

Samos.8 Zje

ź

dził staro

Ŝ

ytny 

ś

wiat wzdłu

Ŝ

 i wszerz; odwiedzał 

Babilon, Egipt, mo

Ŝ

e nawet Indie. Podczas swych podró

Ŝ

y do 

Babilonu Pitagoras nawi

ą

zał kontakty z tamtejszymi mate- 

matykami i dowiedział si

ę

 o badaniach liczb, które pó

ź

niej 

nazwano na jego cze

ść

 trójkami pitagorejskimi, a które znane 

były wówczas babilo

ń

skim uczonym od ponad 1500 lat. 

Pitagoras spotkał te

Ŝ

 twórców wspaniałych dzieł sztuki, 

a matematyczne aspekty cudów architektury niew

ą

tpliwie 

nie uszły jego uwadze. Zetkn

ą

ł si

ę

 równie

Ŝ

 z filozofi

ą

 i religia- 

mi Wschodu. 
Po powrocie do Grecji opu

ś

cił wysp

ę

 Samos i przeniósł si

ę

 

do le

Ŝą

cej na podeszwie "włoskiego buta" Krotony. Zwró

ć

my 

uwag

ę

 na ciekawostk

ę

: Pitagoras zapewne widział wi

ę

kszo

ść

 

z siedmiu cudów 

ś

wiata. Jeden z nich, 

ś

wi

ą

tynia Hery, znajdo- 

wał si

ę

 na jego rodzinnej wyspie Samos. Ruiny wspaniałej 

ś

wi

ą

tyni - do dzi

ś

 zachowała si

ę

 tylko jedna samotna kolum- 

na, która ocalała spo

ś

ród setek Innych - s

ą

siaduj

ą

 obecnie 

z nowoczesnym miastem Pythagorion, nazwanym tak na cze

ść

 

znamienitego obywatela wyspy. Po drugiej stronie cie

ś

niny, 

kilka mil na północ wzdłu

Ŝ

 brzegu, na terenie dzisiejszej Turcji 

stała ongi

ś

 

ś

wi

ą

tynia Artemidy w Efezie. Kolos Rodyjski znaj- 

dował si

ę

 o par

ę

 kroków na południe od Samos; w Egipcie Pi- 

tagoras widział tamtejsze piramidy i Sfinksa, a w Babilonie uj- 
rzał niew

ą

tpliwie wisz

ą

ce ogrody Semiramidy. 

Południowa cz

ęść

 Półwyspu Apeni

ń

skiego, w tym Krotona, 

w której osiedlił si

ę

 Pitagoras, była w owym czasie cz

ęś

ci

ą

 tzw. 

Magna Graecia, czyli Wielkiej Grecji, obejmuj

ą

cej swym zasi

ę

giem liczne kolonie rozrzucone na wybrze

Ŝ

ach wschodniej cz

ę

ś

ci basenu Morza 

Ś

ródziemnego. Jedn

ą

 z takich kolonii stano- 

8 Istniej

ą

 wprawdzie staro

Ŝ

ytne biografie Pitagorasa, na przykład pióra Dioge- 

nesa Laertiosa, lecz nie ma pełnej zgody co do tego, czy Pitagoras naprawd

ę

 

jest postaci

ą

 historyczn

ą

; Arystoteles uwa

Ŝ

ał Pitagorasa jedynie za personifika- 

cj

ę

 idei pitagorejskiej (przyp. tłum.). 

 
 
26 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
wiła pó

ź

niej Aleksandria - potomkowie ludno

ś

ci etnicznie 

greckiej przetrwali w niej do pocz

ą

tków wieku dwudziestego. 

Niedaleko Krotony poło

Ŝ

one były Jaskinie licznych wyroczni, 

w tym stawnej wyroczni delficklej, przepowiadaj

ą

cej (czy traf- 

nie, to inna sprawa) losy ludzi i narodów. 
Wszystko jest liczb

ą

 

Na jałowych, kamienistych, sk

ą

panych w bezlitosnym sło

ń

cu 

terenach Półwyspu Apeni

ń

skiego Pitagoras zało

Ŝ

ył tajemny 

zwi

ą

zek, którego celem stało si

ę

 studiowanie własno

ś

ci liczb. 

Zgodnie z popularnym pogl

ą

dem członkowie tego zwi

ą

zku, 

tak zwani pitagorejczycy, stworzyli - pracuj

ą

c w gł

ę

bokiej ta- 

jemnicy - solidny kawał matematycznej wiedzy. Uwa

Ŝ

a si

ę

Ŝ

 
 
AMIR D. ACZEL • 27 
pitagorejczycy wyznawali doktryn

ę

 intelektualn

ą

, któr

ą

 dobrze 

streszcza ich motto: "wszystko jest liczb

ą

". Ró

Ŝ

ne liczby, obda- 

rzone wedle pitagorejczyków cechami magicznymi, były dla 
nich przedmiotem swoistego kultu. W kr

ę

gu zainteresowa

ń

 

pitagorejczyków znalazły si

ę

 m.in. liczby "doskonałe", pojawia- 

j

ą

ce si

ę

 tak

Ŝ

e w badaniach uczonych 

ś

redniowiecza i w mistycz- 

nej 

Ŝ

ydowskiej Kabale. Liczba doskonała to liczba naturalna, 

background image

która jest sum

ą

 wszystkich (nie licz

ą

c jej samej) swych dzielni- 

ków. Najprostszy przykład stanowi szóstka, która jest iloczy- 
nem trójki, dwójki i jedynki; w dodatku s

ą

 to jej wszystkie (nie 

licz

ą

c jej samej) dzielniki. Mamy wi

ę

c 6 = 3 x 2 x l. Zauwa

Ŝ

my 

jednak, 

Ŝ

e je

ś

li - zamiast mno

Ŝ

y

ć

 - dodamy te liczby, to wynik 

si

ę

 nie zmieni: 6=3+2+ l. To za

ś

 oznacza, 

Ŝ

e szóstka jest licz- 

b

ą

 doskonał

ą

. Inn

ą

 liczb

ą

 doskonał

ą

 jest 28, której dzielnikami 

s

ą

 l, 2, 4, 7 i 14; łatwo sprawdzi

ć

Ŝ

e 28 = l + 2 + 4 + 7 + 14. 

Pitagorejczycy wiedli ascetyczny tryb 

Ŝ

ycia, pełen rozlicz- 

nych obwarowa

ń

 i zasad. Nie Jedli na przykład bobu, gdy

Ŝ

, ich 

zdaniem, swym kształtem przypominał j

ą

dra. Ich zaabsorbo- 

wanie liczbami miało charakter religijny; na religijnych pod- 
stawach tak

Ŝ

e opierał si

ę

 rygorystycznie przez nich przestrze- 

gany 

ś

cisły wegetarianizm. Nie znamy wprawdzie 

Ŝ

adnych 

dokumentów pisanych z czasów Pitagorasa, lecz wiele nieco 

ź

niejszych 

ź

ródeł staro

Ŝ

ytnych przedstawia dzieło mistrza 

l jego uczniów, a sam Pitagoras uznawany jest za jednego 
z najwi

ę

kszych matematyków staro

Ŝ

ytnych. Przypisuje mu si

ę

 

odkrycie twierdzenia, zwanego dzi

ś

 twierdzeniem Pitagorasa, 

mówi

ą

cego o kwadratach długo

ś

ci boków trójk

ą

ta prostok

ą

t- 

nego. Ma ono 

ś

cisły zwi

ą

zek z trójkami pitagorejskimi, a po- 

ś

rednio wi

ąŜ

e si

ę

 te

Ŝ

 z młodszym o dwa tysi

ą

clecia wielkim 

twierdzeniem Fermata. 
Kwadrat przeciwprostok

ą

tnej Jest równy 

sumie kwadratów pozostałych boków... 
Samo twierdzenie znane było zapewne ju

Ŝ

 w Babilonie, Babl- 

lo

ń

czycy bowiem wiedzieli o istnieniu trójek pitagorejsklch. 

 
 
28 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
Y2 
Sformułowanie ogólnego zagadnienia geometrycznego, które 
ma sens nie tylko wtedy, gdy długo

ś

ci boków s

ą

 Liczbami natu- 

ralnymi, przypisuje si

ę

 jednak pitagorej czy koma. Twierdzenie 

Pitagorasa (prosz

ę

 spojrze

ć

 na rysunek powy

Ŝ

ej) głosi, 

Ŝ

e kwa- 

drat długo

ś

ci przeciwprostok

ą

tnej jest równy sumie kwadra- 

tów długo

ś

ci przyprostok

ą

tnych. 

Gdy długo

ść

 przeciwprostok

ą

tnej Jest liczb

ą

 maturaln

ą

 (na 

przykład równ

ą

 5), to mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

 tak, 

Ŝ

e w

ś

ród dopusz- 

czalnych przez twierdzenie Pitagorasa długo

ś

ci przyprostok

ą

t- 

nych znajdziemy par

ę

 liczb naturalnych (dla pi-

ą

tki rzeczywi- 

ś

cie tak Jest - wystarczy wzi

ąć

 trójk

ę

 i czwórk

ę

). Innymi słowy, 

je

ś

li długo

ś

ci boków trójk

ą

ta prostok

ą

tnego s

ą

 l iczbami natu- 

ralnymi, to tworz

ą

 trójk

ę

 pitagorejsk

ą

 (i by

ć

 mo

Ŝ

=e znajduj

ą

 si

ę

 

na tabliczce Plimpton 322, chocia

Ŝ

 nie jest to takie pewne, 

albowiem ró

Ŝ

nych trójek pitagorejskich Jest niesl-es

ń

czenie wie- 

le, a wi

ę

c du

Ŝ

o wi

ę

cej ni

Ŝ

 na sławnej tabliczce, która zawiera 

ich zaledwie 15). 
 
 
AMIR D. ACZEL • 29 
000 
 




 
0 0 

background image

 



 
 

 


 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
Nawiasem mówi

ą

c, pitagorejczycy wiedzieli tak

Ŝ

e, 

Ŝ

e kwa- 

draty liczb naturalnych s

ą

 sumami kolejnych liczb nieparzy- 

stych: 22 = 4 = l + 3; 32 =9=1+3+5; 42 = 16 =1+3+5+7 
itd. Ilustrowali t

ę

 prawidłowo

ść

, rysuj

ą

c kółka układaj

ą

ce si

ę

 

w kwadratowy wzór. Gdy doło

Ŝ

ymy nieparzyst

ą

 liczb

ę

 kółek, 

umieszczaj

ą

c je wzdłu

Ŝ

 dwóch s

ą

siednich boków kwadratu, 

powstanie nowy kwadrat. 
Liczby naturalne, wymierne i co jeszcze? 
Liczby całkowite, a tak

Ŝ

e liczby wymierne (to znaczy liczby ta- 

kie, jak 1/2, 1/3, 5/8, 147/1769 itp.) znane były w staro

Ŝ

yt- 

no

ś

ci zarówno w Egipcie, jak i Babilonie. Pitagorejczycy odkry- 

li, 

Ŝ

e istniej

ą

 jeszcze liczby niewymierne - nie mo

Ŝ

na ich 

zapisa

ć

 w postaci ułamka o liczniku i mianowniku natural- 

nym, za

ś

 ich rozwini

ę

cia dziesi

ę

tne składaj

ą

 si

ę

 z niesko

ń

cze- 

nie wielu chaotycznie, nieokresowo rozmieszczonych cyfr. Licz- 
b

ą

 niewymiern

ą

 j est na przykład liczba K = 3,141592653..., 

która wyra

Ŝ

a stosunek obwodu koła do jego 

ś

rednicy. W uło- 

Ŝ

eniu niesko

ń

czenie wielu cyfr, tworz

ą

cych rozwini

ę

cie dzie- 

si

ę

tne liczby TI, nie wida

ć

 

Ŝ

adnej regularno

ś

ci; wypisanie tych 

wszystkich cyfr zaj

ę

łoby cał

ą

 wieczno

ść

. Oszcz

ę

dzamy cenny 

 
 
30 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
czas, u

Ŝ

ywaj

ą

c jako symbolu greckiej litery n. Mo

Ŝ

emy te

Ŝ

 po- 

słu

Ŝ

y

ć

 si

ę

 przybli

Ŝ

eniem, wypisuj

ą

c sko

ń

czon

ą

 liczb

ę

 cyfr po 

przecinku. W tej chwili, dzi

ę

ki zastosowaniu komputerów, 

znamy ich miliony, a nawet miliardy, cho

ć

 do wi

ę

kszo

ś

ci 

praktycznych celów wystarczy kilka pocz

ą

tkowych. 

Ŝ

ne przybli

Ŝ

enia liczby TC znane były ju

Ŝ

 Egipcjanom i Ba- 

bilonczykom w drugim tysi

ą

cleciu przed nasz

ą

 er

ą

. Zaintereso- 

wanie t

ą

 liczb

ą

 wi

ąŜ

e si

ę

 w naturalny sposób z wynalezieniem 

kota. Przyjmowano, 

Ŝ

e n to nieco wi

ę

cej ni

Ŝ

 3. Co ciekawe, licz- 

ba 7t oddaje te

Ŝ

 niektóre proporcje piramidy Cheopsa. Niejaw- 

n

ą

 wzmiank

ę

 o n odnajdzie te

Ŝ

 uwa

Ŝ

ny czytelnik Pierwszej 

Ksi

ę

gi Królewskiej Starego Testamentu (l Kri 7, 23), 

ś

ledz

ą

zawarty tam opis budowy kolistego zbiornika na wod

ę

. Z poda- 

nych warto

ś

ci obwodu i 

ś

rednicy mo

Ŝ

emy wnioskowa

ć

Ŝ

przyj

ę

ta przez Izraelitów warto

ść

 n równała si

ę

, z grubsza bio- 

r

ą

c, trzy. 

Pitagorejczycy odkryli, 

Ŝ

e pierwiastek z dwóch jest licz- 

background image

b

ą

 niewymiern

ą

. Stosuj

ą

c twierdzenie Pitagorasa do trój- 

k

ą

ta prostok

ą

tnego o dwóch bokach jednostkowej długo- 

ś

ci, stwierdzili, 

Ŝ

e długo

ść

 przeciwprostok

ą

tnej takiego 

trójk

ą

ta wyra

Ŝ

a si

ę

 dziwn

ą

 liczb

ą

: jej kwadrat jest równy 

dwójce. Potrafili precyzyjnie wykaza

ć

Ŝ

e nie jest to ani licz- 

ba całkowita, ani te

Ŝ

 ułamek (mówi

ą

ś

ci

ś

lej: iloraz dwóch 

liczb naturalnych). Cyfry rozwini

ę

cia dziesi

ę

tnego pierwiast- 

ka z dwóch nie powtarzaj

ą

 si

ę

 w 

Ŝ

aden regularny spo- 

sób. Podobnie jak w przypadku TI, wypisanie wszystkich 
cyfr rozwini

ę

cia trwałoby cał

ą

 wieczno

ść

, tworz

ą

 bo- 

wiem one niesko

ń

czony, jedyny w swoim rodzaju ci

ą

g, w ni- 

czym nie przypominaj

ą

cy ci

ą

gu takiego jak na przykład: 

1,8571428571428571..., który przecie

Ŝ

 łatwo mo

Ŝ

emy do- 

kładnie opisa

ć

, nie wymieniaj

ą

c wcale jego wszystkich cyfr. 

Ka

Ŝ

da liczba, która ma okresowe rozwini

ę

cie dziesi

ę

tne 

(w naszym przykładzie okres stanowi powtarzaj

ą

ca si

ę

 zbit- 

ka sze

ś

ciu cyfr 857142), jest liczb

ą

 wymiern

ą

, czyli ilorazem 

dwóch liczb naturalnych a l b, a to znaczy, 

Ŝ

e mo

Ŝ

emy 

j

ą

 zapisa

ć

 w postaci ułamka a/bo naturalnym liczniku 

l mianowniku. Na przykład iloraz 13/7 jest równy liczbie 
 
 
AMIR D. ACZEL • 31 
1,8571428571428571... - sze

ś

ciocyfrowy ci

ą

g 857142 po- 

wtarza si

ę

 po przecinku w niesko

ń

czono

ść

Odkrycie niewymiemo

ś

ci pierwiastka z dwóch było dla pita- 

gorejczyków - zagorzałych wielbicieli liczb - nieprzyjemn

ą

 nie- 

spodziank

ą

. Zaprzysi

ę

gli, 

Ŝ

e nie podziel

ą

 si

ę

 t

ą

 wiadomo

ś

ci

ą

 

z nikim, kto nie byłby członkiem ich zwi

ą

zku. Tajemnicy nie 

udało si

ę

 Jednak zachowa

ć

. Jedna z legend głosi, 

Ŝ

e zdrajc

ę

który ujawnił 

ś

wiatu sekret istnienia dziwnych liczb niewy- 

miernych, Pitagoras skazał na 

ś

mier

ć

 przez utopienie i sam 

wykonał wyrok. 
Na osi liczbowej znajduj

ą

 si

ę

 liczby dwóch rodzajów: wy- 

mierne i niewymierne. Razem wypełniaj

ą

 one o

ś

 liczbow

ą

 

szczelnie, nie pozostawiaj

ą

c najmniejszej dziurki. Liczby roz- 

mieszczone s

ą

 w bardzo, bardzo małych (niesko

ń

czenie ma- 

łych) odst

ę

pach. Mówi si

ę

Ŝ

e uło

Ŝ

enie liczb niewymiernych 

w

ś

ród liczb rzeczywistych jest g

ę

ste. Oznacza to, 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy, 

cho

ć

by i najmniejszy, odcineczek osi liczbowej zawiera liczby 

niewymierne. Co wi

ę

cej, w ka

Ŝ

dym dowolnie małym otoczeniu 

ka

Ŝ

dej liczby wymiernej jest niesko

ń

czenie wiele liczb niewy- 

miernych, a w ka

Ŝ

dym dowolnie małym otoczeniu liczby nie- 

wymiernej jest niesko

ń

czenie wiele liczb wymiernych. Mówi

ą

nieco inaczej, oba podzbiory osi liczbowej - a wi

ę

c liczby 

wymierne i liczby niewymierne - s

ą

 niesko

ń

czone i bardzo do- 

kładnie nawzajem przemieszane. Okazuje si

ę

 jednak, 

Ŝ

e nie- 

sko

ń

czono

ś

ci mog

ą

 by

ć

 ró

Ŝ

ne, a liczb niewymiernych jest 

w pewnym sensie nieporównywalnie wi

ę

cej ni

Ŝ

 wymiernych. 

W latach siedemdziesi

ą

tych XIX wieku udowodnił ten fakt 

niemiecki matematyk Georg Cantor (1845-1918), który stwo- 
rzył nauk

ę

 o własno

ś

ciach zbiorów, tzw. teori

ę

 mnogo

ś

ci. 

Z pocz

ą

tku niewiele osób było skłonnych da

ć

 wiar

ę

 jego od- 

kryciom. Autora teorii, pozwalaj

ą

cej okre

ś

li

ć

, ile jest liczb wy- 

miernych, a ile niewymiernych, wyszydzał i o

ś

mieszał jego ar- 

cywróg, Leopold Kronecker (1823-1891), znany ze swego 
stwierdzenia: "Liczby naturalne stworzył dobry Bóg, reszta za

ś

 

Jest dziełem człowieka". Miało to znaczy

ć

Ŝ

e liczby niewymier- 

ne, takie Jak cho

ć

by pierwiastek z dwóch, nie istniej

ą

 napraw- 

d

ę

, lecz s

ą

 jedynie idealnymi tworami naszej wyobra

ź

ni. Przy- 

 

background image

 
32 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Mi

ę

dzy dwiema dowolnymi liczbami wyinierryinl 

le

Ŝ

y Jaka

ś

 liczba niewymierna. 

i         t                   U 
o   i   ?        1        n        2 
Liczby wymierne to ułamki o całkowitym liczniku l mianowniku. 
pomnijmy: rzecz działa si

ę

 ponad dwa tysi

ą

ce lat po odkry- 

ciach pitagorejczyków! Oskar

Ŝ

a si

ę

 czasem Kr-oneckera o to, 

Ŝ

e z powodu jego wrogo

ś

ci Cantor nie obj

ą

ł presti

Ŝ

owej profe- 

sury na Uniwersytecie Berli

ń

skim i ostatecznie, po licznych 

załamaniach nerwowych, sko

ń

czył w przytułku dla obł

ą

ka- 

nych. Dzi

ś

 wszyscy matematycy przyznaj

ą

 racj

ę

 Cantorowi 

l zgodnie twierdz

ą

Ŝ

e chocia

Ŝ

 oba zbiory, liczb wymiernych 

l liczb niewymiernych, s

ą

 niesko

ń

czone, to dr-ugi z nich jest 

niesko

ń

czenie wiele razy wi

ę

kszy. Lecz czy staro

Ŝ

ytni Grecy to 

wszystko wiedzieli?9 
Pitagorejskie dziedzictwo 
Wa

Ŝ

nym aspektem pitagorej sklej doktryny, ob ok uwielbienia 

liczb, nakazów przestrzegania odpowiedniej ddiety oraz owia- 
nych nimbem tajemnicy spotka

ń

 i rytuałów, było tak

Ŝ

e uzna- 

nie studiów filozoficznych i matematycznych za moralny obo- 
wi

ą

zek i cel 

Ŝ

ycia. Niektórzy twierdz

ą

Ŝ

e słowa "filozofia" (czyli 

umiłowanie m

ą

dro

ś

ci) i "matematyka" (pochod

ź

 

ą

ce od greckle- 

9 Cantor w istocie poszedł du

Ŝ

o dalej i postawił hipotez

ę

Ŝ

e- nie istnieje 

Ŝ

aden 

zbiór, który miałby istotnie wi

ę

cej elementów ni

Ŝ

 zbiór liczb* wymiernych i jed- 

nocze

ś

nie istotnie mniej ni

Ŝ

 zbiór liczb niewymiernych. To zdanie nosi nazw

ę

 hi- 

potezy continuum. W 1963 roku Pauł Cohen udowodnił niezale

Ŝ

no

ść

 hipotezy 

continuum. Oznacza to, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na bez obaw doł

ą

czy

ć

 j

ą

 do i nnych aksjomatów 

teorii mnogo

ś

ci albo - równie dobrze - mo

Ŝ

na przyj

ąć

 za p ewnik, 

Ŝ

e hipoteza 

continuum jest fałszywa. Istnienie takich alternatywnych matematycznych 

ś

wiatów pozostaje jednym z najdziwniejszych faktów podsta-w matematyki. 

 
 
AMIR D, ACZEL • 33 
go mathem, co znaczy "uczy

ć

 si

ę

" lut) "wiedzie

ć

") utworzył sam 

Pitagoras, który zgł

ę

bianie wiedzy matematycznej traktował ja- 

ko swego rodzaju d

ąŜ

enie do wolno

ś

ci i poznania harmonii 

ś

wiata. 

Pitagoras zmarł około 500 r. p.n.e., nie pozostawiaj

ą

c po so- 

bie 

Ŝ

adnych dzieł utrwalonych na pi

ś

mie. Szkoła w Krotonie 

uległa zniszczeniu, gdy grupa, rywalizuj

ą

ca z pitagorej czykaml 

o polityczne wpływy, podczas niespodziewanego napadu wy- 
mordowała wi

ę

kszo

ść

 członków tej szkoły filozoficznej. Nielicz- 

ni, którzy zdołali ocale

ć

, rozproszyli si

ę

 po ówczesnym greckim 

ś

wiecie wokół basenu Morza 

Ś

ródziemnego, zabieraj

ą

c ze sob

ą

 

sw

ą

 filozofi

ę

 i mistyczn

ą

 miło

ść

 do liczb. W

ś

ród nowych 

uczniów garstki uchod

ź

ców znalazł si

ę

 m.in. Filolaos z Taren- 

tu, studiuj

ą

cy matematyk

ę

 i filozofi

ę

 w szkole zało

Ŝ

onej 

w owym mie

ś

cie przez pitagorejczyków. Filolaos to pierwszy 

z greckich filozofów, który spisał histori

ę

 i osi

ą

gni

ę

cia zwi

ą

zku 

pitagorejczyków. Wła

ś

nie z jego ksi

ąŜ

ki Platon poznawał, 

a pó

ź

niej sam opisał pitagorejsk

ą

 kosmologi

ę

, filozofi

ę

 liczby 

i mistycyzm. 
Znakiem i symbolem zwi

ą

zku pitagorejskiego był penta- 

gram, czyli pi

ę

cioramienna gwiazda wpisana w pi

ę

ciok

ą

t fo- 

remny. Ramiona gwiazdy to przek

ą

tne pi

ę

ciok

ą

ta, które, prze- 

cinaj

ą

c si

ę

, tworz

ą

 nast

ę

pny, mniejszy pi

ę

ciok

ą

t foremny 

(odwrócony do góry nogami). Gdy narysujemy przek

ą

tne 

mniejszego pi

ę

ciok

ą

ta, utworz

ą

 one jeszcze jeden pi

ę

ciok

ą

background image

i tak dalej, w niesko

ń

czono

ść

. Pi

ę

ciok

ą

t foremny i gwiazda z je- 

go przek

ą

tnych maj

ą

 ciekawe własno

ś

ci, które pitagorejczycy 

uznawali za magiczne. Punkt przeci

ę

cia dwóch przek

ą

tnych 

dzieli ka

Ŝ

d

ą

 z nich na dwie nierówne cz

ęś

ci. Stosunek długo

ś

ci 

całej przek

ą

tnej do długo

ś

ci wi

ę

kszego odcinka jest równy sto- 

sunkowi długo

ś

ci wi

ę

kszego odcinka do długo

ś

ci mniejszego 

odcinka. Ten sam stosunek długo

ś

ci odcinków powtarza si

ę

 

w kolejnych, coraz mniejszych pi

ę

ciok

ą

tach. Nazywa si

ę

 go za- 

zwyczaj współczynnikiem złotej proporcji (albo złotego podzia- 
łu). Jest to liczba niewymierna 1,61803398... Gdy podzielimy 
jedynk

ę

 przez t

ę

 liczb

ę

, to zostanie tylko cz

ęść

 ułamkowa, czyli 

0,61803398... Taki sam wynik otrzymaliby

ś

my, odejmuj

ą

c od 

 
 
34 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
współczynnika złotej proporcji jedynk

ę

. Jak si

ę

 przekonamy 

nieco pó

ź

niej, złota proporcja wyst

ę

puje w ró

Ŝ

nych zjawiskach 

przyrodniczych, a oko ludzkie jest skłonne postrzega

ć

 j

ą

 jako 

szczególnie pi

ę

kn

ą

. Współczynnik złotej proporcji jest granicz- 

n

ą

 warto

ś

ci

ą

 stosunków kolejnych liczb Fibonacciego - sław- 

nych liczb, które spotkamy ju

Ŝ

 wkrótce. 

Czytelnik mo

Ŝ

e sprawdzi

ć

Ŝ

e współczynnik złotej proporcji 

pojawia si

ę

 w Interesuj

ą

cy sposób w wyniku wykonania serii 

prostych działa

ń

 na kalkulatorze. Trzeba mianowicie zacz

ąć

 od 

Jedynki, potem nacisn

ąć

 trzy klawisze: +, l, =, pó

ź

niej klawisz 

l/x, nast

ę

pnie znów trzy klawisze +, l, =, znowu l/xitd. Je

ś

li 

tylko wystarczy nam cierpliwo

ś

ci, po kilkunastu krokach kal- 

kulator zacznie wskazywa

ć

 na przemian 1,618... l 0,618... 

Wi

ę

ksza z tych liczb to wła

ś

nie współczynnik złotej proporcji, 

równy w rzeczywisto

ś

ci połowie sumy jedynki i pierwiastka 

kwadratowego z pi

ę

ciu. Mo

Ŝ

na si

ę

 o tym przekona

ć

, układaj

ą

i rozwi

ą

zuj

ą

c równanie opisuj

ą

ce złot

ą

 proporcj

ę

. Z niewymier- 

no

ś

ci pierwiastka kwadratowego z pi

ę

ciu wynika niewymier- 

no

ść

 współczynnika złotej proporcji (w do

ś

wiadczeniu z kalku- 

latorem obserwujemy w istocie tylko Jego coraz dokładniejsze 
wymierne przybli

Ŝ

enia). Temu zjawisku przypatrzymy si

ę

 jesz- 

cze bli

Ŝ

ej nieco pó

ź

niej. 

Pitagorejczycy odkryli tak

Ŝ

e, 

Ŝ

e je

ś

li stosunek długo

ś

ci 

dwóch napi

ę

tych strun wyra

Ŝ

a si

ę

 niewielkimi liczbami natu- 

ralnymi, to struny te wydaj

ą

 d

ź

wi

ę

ki przyjemnie współbrzmi

ą

 
 
AMIR D. ACZEL • 35 
ce. Według Arystotelesa pitagorejczycy wierzyli, 

Ŝ

e Wszech- 

ś

wiat to przede wszystkim muzyka i liczby. Ich wiara w zasad

ę

zgodnie z któr

ą

 wszystko jest liczb

ą

, miała swoje 

ź

ródła w kon- 

templacji harmonii, widocznej m.in. w muzyce czy geometrii. 
Pitagorejczycy s

ą

dzili ponadto, 

Ŝ

e wszystkie podstawowe sto- 

sunki w muzyce mo

Ŝ

na opisa

ć

 liczbami: l, 2, 3 i 4, które s

ą

 

przez to wa

Ŝ

niejsze od innych. Suma tych liczb to 10; dlatego 

wła

ś

nie liczymy w systemie dziesi

ę

tnym. Pitagorejczycy przed- 

stawiali liczb

ę

 10, rysuj

ą

c trójk

ą

t o nazwie tetraktys:10 


o o 
000 
0000 
Na tetraktys, uznany za 

ś

wi

ę

to

ść

, pitagorejczycy składali 

przysi

ę

gi. Nawiasem mówi

ą

c, Arystoteles, Owidiusz i wielu In- 

nych klasycznych autorów podaje, 

Ŝ

e liczba dziesi

ęć

 jest pod- 

background image

staw

ą

 systemu liczenia dlatego, 

Ŝ

e człowiek ma dziesi

ęć

 pal- 

ców u r

ą

k. Przypomnijmy jednak, 

Ŝ

e Babllo

ń

czycy korzystali 

z systemu liczenia o podstawie 60. Pewne 

ś

lady innych syste- 

mów liczenia przechowały si

ę

 a

Ŝ

 do dzisiaj. Francuska nazwa 

liczby 80 [au.atre-vin.gt, co znaczy "cztery dwudziestki"11) to 
pozostało

ść

 dawnego celtyckiego systemu liczenia, opartego 

na liczbie 20. 
10 D. Wells: Curious and Interesting Numbers. Penguin Books, Londyn 1987, s. 81. 
11 Inne "dwudziestkowe" liczebniki s

ą

 u

Ŝ

ywane do dzi

ś

 na przykład w j

ę

zyku 

du

ń

skim (przyp. dum.). 

 
 
36 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Napinanie liny. Nil i narodziny geometrii 
Istotna cz

ęść

 naszej wiedzy o matematyce staro

Ŝ

ytnej Grecji 

pochodzi z Elementów Euklidesa, który 

Ŝ

ył w Aleksandrii oko- 

ło 300 roku p.n.e. Przypuszcza si

ę

Ŝ

e pierwsze dwie ksi

ę

gi 

Elementów składaj

ą

 si

ę

 w cało

ś

ci z rezultatów bada

ń

 prowa- 

dzonych przez Pitagorasa i członków jego tajemnego bractwa. 
Matematyk

ę

 w staro

Ŝ

ytnej Grecji uprawiano z powodu jej 

pi

ę

kna. Obiektem zainteresowa

ń

 były przede wszystkim abs- 

trakcyjne figury geometryczne. Grecy rozwin

ę

li pełn

ą

, aksjo- 

matyczn

ą

 teori

ę

 geometrii, któr

ą

 do dzi

ś

 w niemal nie zmie- 

nionym kształcie poznaj

ą

 uczniowie szkół całego 

ś

wiata. 

W Istocie Elementy, czy te

Ŝ

 raczej to, co si

ę

 z nich do dzi

ś

 za- 

chowało, uwa

Ŝ

a si

ę

 niekiedy za najwspanialszy podr

ę

cznik 

wszech czasów. 
Słynny historyk staro

Ŝ

ytnej Grecji, Herodot, s

ą

dził, 

Ŝ

e geo- 

metria powstała w staro

Ŝ

ytnym Egipcie około 3000 lat p.n.e., 

na długo przed dokonaniami Greków z Aleksandrii i innych te- 
renów. Opowiada on, jak wylewy Nilu niszczyły granice mi

ę

dzy 

poło

Ŝ

onymi w 

Ŝ

yznej delcie tej rzeki polami uprawnymi, co po- 

wodowało, 

Ŝ

e trzeba było dokonywa

ć

 skomplikowanych pomia- 

rów. W tym celu miemiczowie rozwin

ę

li proste poj

ę

cia geome- 

tryczne. W swoich Dziejach Herodot pisał o tym w sposób 
nast

ę

puj

ą

cy: 

Gdy rzeka zabrała komu

ś

 cz

ęść

 jego własno

ś

ci, król wysyłał 

osoby dla zbadania i dokładnego wymierzenia wielko

ś

ci 

owej straty. Praktyka ta doprowadziła, jak s

ą

dz

ę

, do po- 

wstania w Egipcie geometrii, a stamt

ą

d przej

ę

li j

ą

 Grecy.12 

Geometria to badanie kształtów i figur, a wi

ę

c okr

ę

gów, li- 

nii prostych, trójk

ą

tów, łuków, a tak

Ŝ

e ich najró

Ŝ

niejszych 

przeci

ęć

 i konfiguracji. Rozum podpowiada, 

Ŝ

e tego rodzaju 

wiedza jest w miernictwie niezb

ę

dna. Egipskich geometrów 

nazywano "napinaj

ą

cymi lin

ę

", bo linie proste, potrzebne za- 

12 C. Boyer: A History of Mathematics. John Wiley & Sons, Nowy Jork 1968, s. 9. 
 
 
AMIR D. ACZEL • 37 
równo podczas budowy piramid i 

ś

wi

ą

ty

ń

, jak l przy ponow- 

nym wyznaczaniu zniszczonych granic mi

ę

dzy polami upraw- 

nymi, wytyczano wła

ś

nie za pomoc

ą

 lin. Przypuszcza si

ę

 cza- 

sem, 

Ŝ

e pocz

ą

tki geometrii mog

ą

 by

ć

 jeszcze starsze. W

ś

ród 

znalezisk z epoki neolitu s

ą

 przykłady przystawania i symetrii 

rysunków. By

ć

 mo

Ŝ

e tam nale

Ŝ

ałoby szuka

ć

 pra

ź

ródeł egip- 

skiej geometrii, któr

ą

 po stuleciach odziedziczyli i wspaniale 

rozwin

ę

li staro

Ŝ

ytni Grecy. Rozpatrywane przez Babilo

ń

czy- 

ków problemy mierzenia powierzchni pól uprawnych (co, jak 
wiemy, prowadzi do pojawienia si

ę

 trójek pitagorejskich) były 

te

Ŝ

 zapewne przedmiotem zainteresowania Egipcjan, którzy - 

obok zagadnie

ń

 konstrukcyjnych, wynikłych przy budowie 

background image

piramid - musieli przecie

Ŝ

 roztrz

ą

sa

ć

 podobne zadania zwi

ą

zane z rolnictwem. Niewykluczone wi

ę

c, 

Ŝ

e równie

Ŝ

 staro

Ŝ

ytni 

Egipcjanie wiedzieli o istnieniu trójek pitagorejskich. Jednak 
to Grecy zmienili geometri

ę

 w dziedzin

ę

 rozwa

Ŝ

a

ń

 czysto ma- 

tematycznych. Prócz twierdze

ń

 formułowali oni bowiem tak

Ŝ

dowody. 
Co to jest twierdzenie? 
Grecy wprowadzili i przekazali nam poj

ę

cie "twierdzenia". 

Twierdzenie to (matematyczne) zdanie zaopatrzone w dowód. 
Dowód twierdzenia polega na uzasadnieniu jego prawdziwo

ś

ci 

w sposób tak 

ś

cisły, by nie mógł podawa

ć

 go w w

ą

tpliwo

ść

 

nikt, kto post

ę

puje zgodnie z regułami logiki i jest gotów uzna

ć

 

skromny zbiór najprostszych poj

ęć

 i rz

ą

dz

ą

cych nimi podsta- 

wowych zasad, czyli tak zwanych aksjomatów. Na pocz

ą

tku 

pierwszej ksi

ę

gi Elementów Euklidesa podane s

ą

 m.in. okre- 

ś

lenia punktu i prostej, a tak

Ŝ

e zdanie, z którego wynika, 

Ŝ

dwie proste równoległe si

ę

 nie przecinaj

ą

. Wychodz

ą

c od ak- 

sjomatów i buduj

ą

c ci

ą

gi logicznych rozwa

Ŝ

a

ń

 w rodzaju "je

ś

li 

z A wynika B, a z B wynika C, to wówczas z A wynika C", Gre- 
cy udowodnili wiele wa

Ŝ

nych twierdze

ń

, opisuj

ą

cych geometri

ę

 

trójk

ą

tów, kwadratów, okr

ę

gów, kuł oraz najrozmaitszych wie- 

lok

ą

tów czy wlelo

ś

cianów. 

 
 
38 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
"Eureka! Eureka!" 
Wielcy matematycy greccy, Eudoksos (IV wiek p.n.e.) i Archi- 
medes (III wiek p.n.e.), rozszerzyli ludzk

ą

 wiedz

ę

 z zakresu 

geometrii, proponuj

ą

c metod

ę

 okre

ś

lania pól z wykorzysta- 

niem wielko

ś

ci niesko

ń

czenie małych. Eudoksos z Knidos 

(408-355 p.n.e.) był uczniem i przyjacielem Platona. Zbyt bied- 
ny na to, by mieszka

ć

 w ate

ń

skiej Akademii, osiedlił si

ę

 w por- 

towym mie

ś

cie Pireus, gdzie 

Ŝ

ycie było znacznie ta

ń

sze; stam- 

t

ą

d ka

Ŝ

dego dnia docierał do Akademii Plato

ń

skiej. Platon, 

cho

ć

 sam nie był matematykiem w 

ś

cisłym znaczeniu tego sło- 

wa, zach

ę

cał swych utalentowanych uczniów, takich jak Eu- 

doksos, do prowadzenia bada

ń

 matematycznych. Eudoksos 

poznawał geometri

ę

 zarówno w Grecji, jak i w Egipcie, do któ- 

rego podró

Ŝ

ował. Wprowadził do matematyki tzw. metod

ę

 wy- 

czerpywania, okre

ś

lan

ą

 niekiedy mianem całkowania staro

Ŝ

yt- 

nych. Był to szalenie zmy

ś

lny sposób znajdowania pól figur 

metod

ą

 dodawania niesko

ń

czenie wielu pól coraz mniejszych 

figur o szczególnie prostym kształcie. Na tym samym polega 
w gruncie rzeczy współczesny rachunek całkowy - stosowane 
w nim przej

ś

cia graniczne niewiele si

ę

 ró

Ŝ

ni

ą

 od metody wy- 

czerpywania Eudoksosa. 
Najbardziej błyskotliwym matematykiem staro

Ŝ

ytno

ś

ci oka- 

zał si

ę

 jednak bez w

ą

tpienia Archimedes (287-212 p.n.e.), któ- 

ry 

Ŝ

ył w Syrakuzach na Sycylii. Archimedes, syn astronoma 

Fidiasza, był tak

Ŝ

e spokrewniony z królem Syrakuz, Heronem II. 

Podobnie jak Eudoksos, Archimedes rozwijał metody oblicza- 
nia pól i obj

ę

to

ś

ci. W jego dziełach mo

Ŝ

na łatwo odnale

źć

 

ś

lady 

pomysłów rodem z rachunku ró

Ŝ

niczkowego i całkowego - był 

jednym z prekursorów obu tych dziedzin. Archimedes intere- 
sował si

ę

 przede wszystkim czyst

ą

 matematyk

ą

: liczbami, geo- 

metri

ą

, polami figur geometrycznych Itd.; dobrze wiemy tak

Ŝ

o jego osi

ą

gni

ę

ciach w zakresie zastosowa

ń

 matematyki. Bar- 

dzo znana anegdota13 dotyczy odkrycia przeze

ń

 pierwszego 

13 Anegdota ta była ch

ę

tnie opowiadana przez dziewi

ę

tnastowiecznych nauczy- 

cieli dla ubarwienia postaci Archimedesa (przyp. tłum.). 
 

background image

 
AMIR D. ACZEL • 39 
prawa hydrostatyki, zwanego te

Ŝ

 prawem Archimedesa. Mówi, 

ono, 

Ŝ

e ciało zanurzone w cieczy traci na wadze tyle, ile wa

Ŝ

wyparta przez nie ciecz. Oto historia odkrycia tego prawa; 
W owych czasach 

Ŝ

ył w Syrakuzach nieuczciwy złotnik. Król 

Heron zwrócił si

ę

 do swego przyjaciela i krewnego, Archimede- 

sa, z pro

ś

b

ą

 o udowodnienie oszustwa czarno na białym. 

Archimedes zacz

ą

ł 

ś

ledztwo od badania utraty wagi przez 

przedmioty zanurzone w wodzie, wykorzystuj

ą

c do ekspery- 

mentów m.in. własne ciało. Cz

ęść

 pomiarów przeprowadzał 

w wannie podczas k

ą

pieli. Gdy odkrył swe prawo, wyskoczył 

z wanny rozgor

ą

czkowany i biegł nago ulicami Syrakuz, woła- 

j

ą

c: "Eureka! Eureka!" ("Znalazłem! Znalazłem!"). 

Archimedes wynalazł pono

ć

 tak

Ŝ

ś

rub

ę

, któr

ą

 nazwano 

jego imieniem. Kiedy kr

ę

ci si

ę

 korbk

ą

 tego urz

ą

dzenia, pom- 

puje ono wod

ę

 do góry. Po dzi

ś

 dzie

ń

 u

Ŝ

ywaj

ą

 go ubodzy wie- 

ś

niacy w krajach na południowym wybrze

Ŝ

u Morza 

Ś

ród- 

ziemnego. 
W czasie obl

ęŜ

enia Syrakuz przez legiony rzymskie pod wo- 

dz

ą

 Marcellusa, w latach 214-212 p.n.e., król Heron po raz 

kolejny poprosił znamienitego krewnego o pomoc. Archimedes 
wykorzystał sw

ą

 wiedz

ę

 o działaniu d

ź

wigni i zbudował pot

ęŜ

ne katapulty. Dzi

ę

ki temu mieszka

ń

cy Syrakuz mogli dzielnie 

odpiera

ć

 ataki rzymskiej floty. Po pewnym czasie Marcellus 

przegrupował siły i zdobył miasto z zaskoczenia. Tym razem 
Archimedes nie był nawet 

ś

wiadom, 

Ŝ

e wła

ś

nie trwa rzymski 

atak; siedział spokojnie na pagórku l kre

ś

lił w piasku figury 

geometryczne. Gdy nadszedł rzymski 

Ŝ

ołnierz i nast

ą

pił na Je- 

go rysunek, Archimedes zerwał si

ę

 z okrzykiem: "Nie dotykaj 

moich kół!" Na te słowa zagniewany legionista dobył miecza 
l zabił Archimedesa. Podobno w testamencie Archimedes za

Ŝ

y- 

czył sobie, by na jego grobie wyry

ć

 figury, które szczególnie po- 

dziwiał: walec i wpisan

ą

 w niego kul

ę

. Zaniedbany i zapomnia- 

ny grób odnalazł i odnowił po wielu latach rzymski mówca 
Cyceron. Pó

ź

niej pyl wieków znów zrobił swoje. Dopiero 

w 1963 roku, gdy w pobli

Ŝ

u Syrakuz stawiano fundamenty no- 

wego hotelu, robotnicy w jednym z wykopów ponownie odkryli 
grób Archimedesa. 
 
 
40 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Ulubione twierdzenie Archimedesa dotyczyło kuli wpisanej 
w walec i głosiło, 

Ŝ

e powierzchnia boczna owego walca Jest 

równa całkowitej powierzchni kuli. Ten rezultat Archimedes 
zawarł w pracy O kuli i walcu. Przypuszczano, 

Ŝ

e praca ta zagi- 

n

ę

ła, podobnie jak wi

ę

kszo

ść

 tekstów staro

Ŝ

ytnych. W roku 

1906 du

ń

ski uczony J. L. Heiberg zasłyszał, 

Ŝ

e gdzie

ś

 w Kon- 

stantynopolu znajduje si

ę

 pono

ć

 wyblakły r

ę

kopis, sporz

ą

dzo- 

ny na pergaminie, ze 

ś

ladami tekstu matematycznego. Wybrał 

si

ę

 wi

ę

c do Konstantynopola i odnalazł 185 pergaminowych 

kart. Badania naukowe potwierdziły, 

Ŝ

e była to pochodz

ą

ca 

z X wieku kopia dzieła Archimedesa, pokryta pó

ź

niej, w XIII 

wieku, tekstami prawosławnych modlitw. 
Aleksandria, Egipt, około 250 roku n.e. 
Około 250 roku n.e. mieszkał w Aleksandrii matematyk Diofan- 
tos. O Jego 

Ŝ

yciu wiemy tyle tylko, ile wyczyta

ć

 mo

Ŝ

na z krótkiego 

fragmentu, napisanego około stu lat po 

ś

mierci Diofantosa, a za- 

mieszczonego w zbiorze tekstów, zwanym Antologi

ą

 Palaty

ń

sk

ą

.14 

Przechodniu, pod tym nagrobkiem spoczywa Diofantos. 
Dzi

ę

ki przedziwnym umiej

ę

tno

ś

ciom zmarłego jego wiek 

background image

zdradzi Cl ten głaz. Przez szóst

ą

 cz

ęść

 

Ŝ

ycia Bóg dozwolił mu 

pozosta

ć

 chłopcem. Gdy znów dwunasta cz

ęść

 

Ŝ

ywota min

ę

ła, policzki jego okryła broda, a pó

ź

niej, gdy z kolei przebył 

siódm

ą

 cz

ęść

 

Ŝ

ywota, zaznał słodyczy mał

Ŝ

e

ń

stwa. Po pi

ę

ciu 

latach 

Ŝ

ona powiła mu synka. Niestety, okrutny los prze- 

znaczył temu dziecku 

Ŝ

ywot dwukrotnie krótszy ni

Ŝ

 ojcu, 

który po 

ś

mierci syna, przez ostatnie cztery lata swego 

Ŝ

y- 

cia, szukał w

ś

ród liczb ukojenia w bólu. Znajd

ź

 odpowiednie 

liczby i powiedz, ile lat prze

Ŝ

ył Diofantos. 

(Kto rozwi

ąŜ

e nietrudne zadanie postawione w powy

Ŝ

szym 

tek

ś

cie, dowie si

ę

Ŝ

e Diofantos 

Ŝ

ył 84 lata). 

14 Przedruk wg Barry Mazur, op. cit. 
 
 
AMIR D. ACZEL • 41 
Nie jeste

ś

my dzi

ś

 pewni, kiedy wła

ś

ciwie 

Ŝ

ył Diofantos. Zna- 

my tylko dwa fakty pozwalaj

ą

ce w przybli

Ŝ

eniu wyznaczy

ć

 ten 

okres. Po pierwsze, w swoich pracach Diofantos cytuje Hipsy- 
klesa, który 

Ŝ

ył około 150 roku n.e. Po drugie, Diofantosa cytu- 

je Teon z Aleksandrii. Za

ć

mienie Sło

ń

ca 16 czerwca 364 roku 

miało miejsce za 

Ŝ

ycia Teona, a zatem Diofantos z pewno

ś

ci

ą

 

Ŝ

ył przed rokiem 364, ale po roku 150. Historycy z pewn

ą

 do- 

wolno

ś

ci

ą

 umieszczaj

ą

 go w okolicach roku 250. 

Diofantos napisał dzieło Arithmetica, w którym rozwin

ą

ł 

pewne poj

ę

cia algebraiczne i zapocz

ą

tkował badania szczegól- 

nego typu równa

ń

, zwanych dzi

ś

 w matematyce równaniami 

diofantycznymi. Do naszych czasów przetrwało tylko sze

ść

 

z pi

ę

tnastu tomów prac autorstwa Diofantosa; reszt

ę

 strawił 

po

Ŝ

ar, który zniszczył wspaniał

ą

 bibliotek

ę

 aleksandryjsk

ą

 

i przechowywany w niej najznakomitszy ksi

ę

gozbiór staro

Ŝ

yt- 

no

ś

ci. Ocalałe tomy nale

Ŝ

ały do najpó

ź

niej przetłumaczonych 

greckich tekstów. Pierwszy znany przekład łaci

ń

ski został wy- 

dany dopiero w 1575 roku, a Fermat był wła

ś

cicielem jednego 

z egzemplarzy tłumaczenia Claude'a Bacheta wydanego 
w 1621 roku. Sławny dopisek na marginesie drugiego tomu 
został zainspirowany zadaniem 8, w którym chodziło o to, by 
powiedzie

ć

, kiedy i jak mo

Ŝ

na rozło

Ŝ

y

ć

 kwadrat liczby natural- 

nej na sum

ę

 dwóch kwadratów (Babilo

ń

czycy umieli to zrobi

ć

 

przynajmniej w niektórych przypadkach, a pitagorejczycy znali 
ogólne rozwi

ą

zanie zadania). 

Matematyczne osi

ą

gni

ę

cia Diofantosa i jego współczesnych 

to ostatni przebłysk staro

Ŝ

ytnej kultury greckiej, do

Ŝ

ywaj

ą

cej 

z wolna zmierzchu 

ś

wietno

ś

ci. 

Ba

ś

nie z tysi

ą

ca i jednej nocy 

Gdy Europa - pustoszona przez wielk

ą

 zaraz

ę

 i pochłoni

ę

ta 

bez reszty feudalnymi konfliktami i wojnami, które w imieniu 
najró

Ŝ

niejszych królów i ksi

ąŜą

t toczyli ich wasale - zajmowała 

si

ę

 organizowaniem kosztownych, siej

ą

cych 

ś

mier

ć

 wypraw 

krzy

Ŝ

owych, Arabowie rz

ą

dzili kwitn

ą

cym królestwem, rozci

ą

 
 
42 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
gaj

ą

cym si

ę

 od Bliskiego Wschodu po Półwysep Iberyjski. 

Obok swych osi

ą

gni

ęć

 w medycynie, astronomii i sztuce Ara- 

bowie rozwin

ę

li algebr

ę

. W roku 632 n.e. prorok Mahomet za- 

ło

Ŝ

ył islamskie pa

ń

stwo ze stolic

ą

 w Mekce, która po dzi

ś

 dzie

ń

 

pozostaje religijnym centrum islamu. Jego wojska niemal na- 
tychmiast zaatakowały Cesarstwo Bizantyjskie. Po 

ś

mierci Ma- 

hometa, która miała miejsce w tym samym roku, kontynuowa- 
no ofensyw

ę

. W ci

ą

gu zaledwie kilku lat łupem Arabów padły: 

Damaszek, Jerozolima i wi

ę

kszo

ść

 Mezopotamii. W roku 641 

background image

ten sam los spotkał Aleksandri

ę

, matematyczne centrum ów- 

czesnego 

ś

wiata. Około roku 750, po bitwie pod Poitiers, fala 

wojen toczonych przez muzułmanów zarówno mi

ę

dzy sob

ą

, jak 

l z reszt

ą

 

ś

wiata, opadła. W pa

ń

stwie arabskim zapanowała 

zgoda mi

ę

dzy Arabami maroka

ń

skimi i pot

ęŜ

nym kalifatem 

bagdadzkim. 
Bagdad stał si

ę

 wówczas centrum matematycznym. Arabo- 

wie przej

ę

li od ludów zamieszkuj

ą

cych podbite tereny nie tylko 

wszelkie bogactwa materialne, lecz tak

Ŝ

e idee matematyczne 

i wiedz

ę

 z zakresu astronomii. W okresie panowania kalifów 

z rodu Abbasydów, na pocz

ą

tku IX wieku, napisane zostały Ba- 

ś

nie z tysi

ą

ca i Jednej nocy, a wiele dzieł greckich, w tym Ele- 

menty Euklidesa, przeło

Ŝ

ono na arabski. Kalifowie stworzyli 

w Bagdadzie wspaniały Dom Nauki, w którym pracowali uczeni 
z Iranu, Syrii i Aleksandrii. Był w

ś

ród nich Muhammad ibn 

Musa al-Chwarizmi (Mohamet, syn Musy z Chorezmu), który, 
tak jak Euklides, zapewnił sobie sław

ę

 po wsze czasy. Zapo

Ŝ

y- 

czaj

ą

c notacj

ę

 (system symboli) l niektóre idee od Hindusów, 

a geometryczn

ą

 my

ś

l od Euklidesa, al-Chwarizmi pisał ksi

ę

gi 

po

ś

wi

ę

cone arytmetyce i geometrii. Słowo "algorytm" jest znie- 

kształcon

ą

 form

ą

 jego nazwiska, a termin "algebra" to fragment 

tytułu najbardziej znanego dzieła al-Chwarizmiego: Hisab al- 
-d

Ŝ

abr wa'l mukabala, czyli Sztuka redukcji i przenoszenia. 

Wła

ś

nie z tej ksi

ąŜ

ki Europa miała si

ę

 pó

ź

niej po raz pierwszy 

uczy

ć

 gał

ę

zi matematyki, zwanej algebr

ą

. Idee algebraiczne 

tkwi

ą

 ju

Ŝ

 wprawdzie w Arithmetice Diofantosa, lecz Al-d

Ŝ

abr, 

która prezentuje kompletne rozwi

ą

zania równa

ń

 liniowych 

i kwadratowych, bardziej bezpo

ś

rednio wi

ąŜ

e si

ę

 z dzisiejsz

ą

 al- 

 
 
AMIR D. ACZEL • 43 
gebr

ą

. Znamienne, 

Ŝ

e szkolna nauka algebry nadal rozpoczyna 

si

ę

 od redukcji wyrazów podobnych l przenoszenia wyrazów - 

ze zmienionym znakiem - na drug

ą

 stron

ę

 równania. 

Algebr

ę

 i geometri

ę

, jak niemal wszystkie zreszt

ą

 gał

ę

zie 

matematyki, ł

ą

cz

ą

 liczne zwi

ą

zki. W dwudziestym wieku na 

styku obu tych dziedzin rozwin

ę

ła si

ę

 tzw. geometria algebraicz- 

na. Bogata sie

ć

 powi

ą

za

ń

 mi

ę

dzy teoriami nale

Ŝą

cymi do ró

Ŝ

nych gał

ę

zi matematyki otworzyła Wllesowi drog

ę

 do dowodu 

wielkiego twierdzenia Fermata. 

Ś

redniowieczny kupiec i złota proporcja 

Kilka stuleci pó

ź

niej, w roku 1225, problem poszukiwania tró- 

jek pitagorejskich stał si

ę

 powodem napisania kolejnej ksi

ąŜ

ki: 

Liber 

ą

uadratorum. Jej autorem był kupiec, Leonardo z Pizy 

(ok. 1170-1250), znany lepiej jako Fibonacci, czyli "syn Bonac- 
ciego". Fibonacci urodził si

ę

 w Pizie. Podczas wypełnionego 

handlowymi podró

Ŝ

ami 

Ŝ

ycia mieszkał m.in. w Konstantyno- 

polu i Afryce Północnej, odwiedził Prowansj

ę

, Sycyli

ę

, Egipt 

i Syri

ę

 oraz wiele innych terenów poło

Ŝ

onych w basenie Morza 

Ś

ródziemnego. Dzi

ę

ki kontaktom z ówczesnymi elitami intelek- 

tualnymi poznał idee matematyczne Arabów, a tak

Ŝ

e kultur

ę

 

greck

ą

 i rzymsk

ą

. Gdy cesarz Fryderyk II przybył do Pizy, Fibo- 

nacci został wprowadzony na jego dwór i znalazł si

ę

 w bezpo- 

ś

rednim otoczeniu cesarza. 

Oprócz Liber quadratorum Fibonacci znany jest tak

Ŝ

e jako 

autor ksi

ąŜ

ki Liber abaci. Zadanie o trójk

ą

tach pitagorejskich 

z ksi

ąŜ

ki Fibonacciego pojawia si

ę

 tak

Ŝ

e w bizantyjskim r

ę

ko- 

pisie z XI wieku, który obecnie znajduje si

ę

 w bibliotece Stare- 

go Pałacu w Istambule. By

ć

 mo

Ŝ

e to tylko zbieg okoliczno

ś

ci, 

wiele wskazuje jednak na to, 

Ŝ

e Fibonacci mógł widzie

ć

 ów r

ę

kopis podczas jednej ze swych podró

Ŝ

y do Konstantynopola. 

background image

Niew

ą

tpliwie najwi

ę

kszy rozgłos zapewnił Fibonacciemu 

sławny ci

ą

g liczb, nazwanych od jego nazwiska liczbami Fibo- 

nacciego. Liczby te pojawiaj

ą

 si

ę

 w zwi

ą

zku z nast

ę

puj

ą

cym 

zadaniem z Liber abaci. 
 
 
44 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Ile par królików mo

Ŝ

na wyhodowa

ć

 w ci

ą

gu roku, je

ś

li na 

pocz

ą

tku roku mamy Jedn

ą

 par

ę

 małych królików, ka

Ŝ

da 

za

ś

 para staje si

ę

 płodna po miesi

ą

cu i potem po upływie 

ka

Ŝ

dego miesi

ą

ca rodzi jedn

ą

 par

ę

W ci

ą

gu Fibonacciego, do którego prowadzi rozwi

ą

zanie zada- 

nia o królikach, ka

Ŝ

dy wyraz jest sum

ą

 dwóch wyrazów po- 

przednich. Pierwsze dwa wyrazy to jedynki, a po nich - zgodnie 
z powy

Ŝ

szym przepisem - nast

ę

puj

ą

: 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, 

89, 144, ... 
Mo

Ŝ

na oczywi

ś

cie zapomnie

ć

 o królikach i wzi

ąć

 pod lup

ę

 

wi

ę

cej wyrazów ci

ą

gu, ni

Ŝ

 Jest miesi

ę

cy w roku. Oka

Ŝ

e si

ę

 wte- 

dy, 

Ŝ

e ci

ą

g Fibonacciego charakteryzuje si

ę

 istotnymi i nieocze- 

kiwanymi własno

ś

ciami. Na przykład kolejne stosunki s

ą

sied- 

nich wyrazów ci

ą

gu Fibonacciego, czyli liczby 1/1, 2/1, 3/2, 

5/3, 8/5, 13/8, 21/13, 34/21, 55/34, 89/55, 144/89, 
233/144 itd., w zadziwiaj

ą

cy sposób zbli

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 coraz to bar- 

dziej i bardziej do współczynnika złotej proporcji - liczby 
(l + \/5^)/2. Rozwini

ę

cia dziesi

ę

tne tych wła

ś

nie liczb (i ich od- 

wrotno

ś

ci) widzieli

ś

my Ju

Ŝ

 wcze

ś

niej, podczas zabawy z kalku- 

latorem i naprzemiennego wciskania klawiszy +, l, = oraz l lx. 
Ci

ą

g Fibonacciego wyst

ę

puje powszechnie w przyrodzie. Li

ś

cie 

na gał

ą

zkach rosn

ą

 w odst

ę

pach, których stosunki odpowiadaj

ą

 

w przybli

Ŝ

eniu stosunkom liczb Fibonacciego. Liczby Fibonac- 

ciego kryj

ą

 si

ę

 tak

Ŝ

e w kwiatach: jak si

ę

 okazuje, na bardzo wie- 

lu kwiatach wyst

ę

puje stała liczba płatków: 3, 5, 8, 13, 21, 34, 

55 lub 89. Lilie maj

ą

 trzy płatki. Jaskry pi

ęć

, wiele ostró

Ŝ

ek 

osiem, nagietki trzyna

ś

cie, astry dwadzie

ś

cia jeden, a stokrotki - 

trzydzie

ś

ci cztery, pi

ęć

dziesi

ą

t pi

ęć

 lub osiemdziesi

ą

t dziewi

ęć

Liczby Fibonacciego pojawiaj

ą

 si

ę

 te

Ŝ

 w kwiatach słoneczni- 

ków. Małe ziarenka na tarczy słonecznika układaj

ą

 si

ę

 w spiral- 

ne wzory. Cz

ęść

 spiral zwija si

ę

 zgodnie z kierunkiem ruchu 

wskazówek zegara, cz

ęść

 - w stron

ę

 przeciwn

ą

. Liczba spiral bie- 

gn

ą

cych do 

ś

rodka zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek ze- 

gara jest zazwyczaj równa trzydzie

ś

ci cztery. W przeciwn

ą

 stron

ę

 

skr

ę

ca si

ę

 w takim przypadku pi

ęć

dziesi

ą

t pi

ęć

 spiral. Czasem 

odpowiednia para liczb to pi

ęć

dziesi

ą

t pi

ęć

 i osiemdziesi

ą

t dzie- 

 
 
AMIR D. ACZEL • 45 
 
 
Przedrukowano za zgod

ą

 Basie Books. 

wle

ć

, a nawet osiemdziesi

ą

t dziewi

ęć

 i sto czterdzie

ś

ci cztery. 

Wszystkie te pary to kolejne liczby Fibonacciego. łan Stewart 
w swojej ksi

ąŜ

ce zatytułowanej Liczby natury podaje, 

Ŝ

e promie- 

nie wychodz

ą

ce ze 

ś

rodka tarczy słonecznika do kolejno zawi

ą

zu- 

j

ą

cych si

ę

 nasionek tworz

ą

 k

ą

t bliski 137,5° (mniejszy z dwóch 

k

ą

tów, które otrzymujemy, dokonuj

ą

c złotego podziału 360 stop- 

ni). Nasze oko dostrzega za

ś

 raczej nie dług

ą

, ciasno zwini

ę

t

ą

 spi- 

ral

ę

, wzdłu

Ŝ

 której kolejno układaj

ą

 si

ę

 ziarenka, lecz dwie rodzi- 

ny spiral lu

ź

niejszych, skr

ę

conych w ró

Ŝ

nych kierunkach.15 

Gdy narysujemy tzw. złoty prostok

ą

t (taki, którego boki two- 

rz

ą

 złot

ą

 proporcj

ę

) i odetniemy od niego kwadrat, to otrzyma- 

my mniejszy złoty prostok

ą

t, podobny do du

Ŝ

ego prostok

ą

ta 

background image

wyj

ś

ciowego: jego boki równie

Ŝ

 b

ę

d

ą

 tworzy

ć

 złot

ą

 proporcj

ę

Z mniejszym prostok

ą

tem mo

Ŝ

na post

ą

pi

ć

 tak samo; gdy ode- 

tniemy ode

ń

 kwadrat, pozostanie złoty prostok

ą

t. Post

ę

puj

ą

tak dalej, osi

ą

gamy cały czas ten sam efekt. Spirala poprowa- 

dzona przez kolejne wierzchołki odcinanych kwadratów jest 
łudz

ą

co podobna do tych, które dostrzec mo

Ŝ

na w muszlach, 

w deseniach utworzonych przez nasiona słonecznika czy 
w uło

Ŝ

eniu li

ś

ci na gał

ą

zkach. 

Złoty prostok

ą

t ma proporcje zwracaj

ą

ce uwag

ę

 i miłe dla 

oka, a złota proporcja wyst

ę

puje nie tylko w naturze, lecz tak

Ŝ

-jako klasyczny ideał pi

ę

kna - w sztuce. Jest w tym wszystkim 

co

ś

 boskiego; w rzeczy samej, prezesem działaj

ą

cego współcze

ś

15 łan Stewart: Liczby natury. CIS, Warszawa 1996, s. 163. 
 
 
46 * WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
nie Towarzystwa Fibonacciego jest ksi

ą

dz, a główn

ą

 kwater

ą

 - 

Kolegium 

ś

w. Marii w Kalifornii. Towarzystwo Fibonacciego sta- 

wia sobie za cel poszukiwanie przykładów wyst

ę

powania złotej 

proporcji i liczb Fibonacciego w przyrodzie, sztuce i architektu- 
rze. Przy

ś

wieca tym poszukiwaniom wiara, 

Ŝ

e złoty stosunek to 

dar Boga dla 

ś

wiata. W roli ideału pi

ę

kna złota proporcja poja- 

wia si

ę

 w takich miejscach, jak na przykład Partenon w Ate- 

nach. Stosunek długo

ś

ci Partenonu do jego wysoko

ś

ci tak

Ŝ

równa si

ę

 w przybli

Ŝ

eniu współczynnikowi złotej proporcji. 

Wielka piramida w Gizie, zbudowana wieleset lat przed po- 
wstaniem greckiego Partenonu, ma stosunek wysoko

ś

ci 

ś

ciany 

do połowy boku podstawy równy współczynnikowi złotej pro- 
porcji. Egipski papirus Rhinda mówi o "

ś

wi

ę

tym stosunku". 

W staro

Ŝ

ytnych rze

ź

bach przedstawiaj

ą

cych ludzkie postacie 

l na renesansowych obrazach mo

Ŝ

na si

ę

 doszuka

ć

 złotych (bo- 

skich) proporcji. 
Złotej proporcji jako ideału pi

ę

kna poszukiwano nie tylko 

w kwiatach czy architekturze. Jeden z członków Towarzystwa 
Fibonacciego opisał jaki

ś

 czas temu w li

ś

cie, jak kto

ś

 w poszu- 

kiwaniu złotych proporcji poprosił kilkana

ś

cie mał

Ŝ

e

ń

stw 

o udział w eksperymencie: m

ąŜ

 mierzył, na jakiej wysoko

ś

ci 

znajduje si

ę

 p

ę

pek 

Ŝ

ony, a otrzyman

ą

 warto

ść

 dzielił przez 

wzrost 

Ŝ

ony. Autor listu zarzekał si

ę

Ŝ

e wszystkie pary otrzy- 

mały wynik bliski 0,618.                              ;, , 
 
 
AMIR D. ACZEL • 47 
 
 
Ate

ń

ski Partenon. 

Poszukiwacze rzeczy nieznanych 
Do 

ś

redniowiecznej Europy matematyka wkroczyła dzi

ę

ki pra- 

com Fibonacciego, a tak

Ŝ

e dziełom al-Chwarizmiego, docieraj

ą

cym na nasz kontynent przez Hiszpani

ę

, która wówczas 

w cz

ęś

ci nale

Ŝ

ała do 

ś

wiata arabskiego. Głównym tematem 

ówczesnej algebry było rozwi

ą

zywanie równa

ń

 i znajdowanie 

niewiadomych wielko

ś

ci. I dzi

ś

 w szkole oznaczamy niewiado- 

m

ą

 literk

ą

 x i próbujemy rozwi

ą

zywa

ć

 równania, 

Ŝ

eby dowie- 

dzie

ć

 si

ę

, jaka wła

ś

ciwie jest warto

ść

 owego iksa. Posłu

Ŝ

my si

ę

 

przykładem pro

ś

ciutklego równania x - 5 = O i znajd

ź

my war- 

to

ść

 niewiadomej, wykonuj

ą

c nieskomplikowane operacje ma- 

tematyczne. Dodajmy najpierw 5 do obu stron równania; po le- 
wej stronie otrzymamy: x - 5 + 5, a po prawej: 0+5. Zatem 

background image

lewa strona jest równa x, a prawa 5. Oczywi

ś

cie, obie strony s

ą

 

nadal równe, a wi

ę

c (jak zreszt

ą

 mo

Ŝ

na było w tym przypadku 

zgadn

ąć

 od razu) x = 5. Arabowie w czasach al-Chwarizmiego 

nazywali niewiadom

ą

 wielko

ść

 shai, co po arabsku oznacza 

"rzecz". Rozwi

ą

zuj

ą

c równania. Arabowie poszukiwali wi

ę

c nie- 

 
 
48 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
znanych, niewiadomych rzeczy (podobnie jak my przed chwil

ą

 

szukali

ś

my nieznanej warto

ś

ci x). Gdy te idee dotarły do Euro- 

py, arabskie słowo shai przeło

Ŝ

ono na łacin

ę

. Po łacinie "rzecz" 

to res, a po włosku - coso. Poniewa

Ŝ

 pierwsi algebraicy w Euro- 

pie byli Włochami, wi

ę

c do algebry przylgn

ę

ła na pewien czas 

nazwa ars cossica, a do uprawiaj

ą

cych j

ą

 matematyków - 

wspólne miano Cossisti,16 dlatego 

Ŝ

e rozwi

ą

zuj

ą

c równania, 

zajmowali si

ę

 oni przecie

Ŝ

 poszukiwaniem nieznanej cosa.17 

Tak jak w Babilonie trzy i pół tysi

ą

clecia wcze

ś

niej, w 

ś

red- 

niowieczu i na pocz

ą

tku renesansu matematyki u

Ŝ

ywano 

przede wszystkim Jako narz

ę

dzia pomocnego w handlu. W spo- 

łeczno

ś

ciach zajmuj

ą

cych si

ę

 w coraz wi

ę

kszym stopniu hand- 

lem problemy wyznaczania zysków, kosztów, kursów wymiany 
stawały si

ę

 z dnia na dzie

ń

 bardzo wa

Ŝ

ne. Niekiedy mo

Ŝ

na by- 

ło ujmowa

ć

 rzecz matematycznie, a to wymagało rozwi

ą

zania 

odpowiedniego równania. Włoscy "poszukiwacze rzeczy nie- 
znanych", Luca Pacioli (1445-1514), Girolamo Cardano 
(1501-1576), Nicolo Fontana (1500-1557), nosz

ą

cy przydomek 

Tartaglia (co znaczy J

ą

kała), a wraz z nimi inni mistrzowie roz- 

wi

ą

zywania zada

ń

, pozostaj

ą

c w słu

Ŝ

bie u mo

Ŝ

nych tego 

ś

wia- 

ta, konkurowali ze sob

ą

 podczas specjalnych turniejów, wyko- 

rzystuj

ą

c potwierdzon

ą

 pó

ź

niej sukcesami umiej

ę

tno

ść

 

pokonywania abstrakcyjnych problemów jako swego rodzaju 
reklam

ę

. Poniewa

Ŝ

 o mo

Ŝ

nych protektorów i klientów trzeba 

było walczy

ć

 z konkurencj

ą

, wi

ę

c owi matematycy wkładali 

sporo wysiłków i trudu w rozwi

ą

zywanie problemów nowych 

i trudnych, w

ś

ród których znalazły si

ę

 równania trzeciego 

stopnia, tj. równania, w których niewiadoma "rzecz" (nasz x), 
pojawia si

ę

 w trzeciej pot

ę

dze jako x3. Tak

Ŝ

e w owych czasach 

16 Terminy o zbli

Ŝ

onym 

ź

ródłosłowie upowszechniły si

ę

 tak

Ŝ

e w ówczesnej niem- 

czy

ź

nie. U jednego z niemieckich die Cossisten, Johanna Widmanna, około 1460 

roku pojawiła si

ę

 nazwa Regel Algebr

ę

 oder Cosse, a Christoph Rudolf f wydał 

w 1525 roku w Strasburgu ksi

ąŜ

k

ę

 zatytułowan

ą

 Szybki i pi

ę

kny rachunek za po- 

moc

ą

 wymy

ś

lnych reguł algebry zwykle nazywanej Coss. Zob. te

Ŝ

 Historia matema- 

tyki, pod red. A. P. Juszkiewicza. PWN, Warszawa 1975 (przyp. tłum.). 
17 Michael Mahoney: The Mathematical Career of Pierre de Fermat. Princeton 
Uniyersity Press, Princeton 1994, s. 4. 
 
 
AMIR D. ACZEL • 49 
dzi

ę

ki znajomo

ś

ci metod rozwi

ą

zywania problemów teoretycz- 

nych zostawało si

ę

 cenionym i poszukiwanym ekspertem, spe- 

cjalizuj

ą

cym si

ę

 w bardziej praktycznych zagadnieniach. 

Na pocz

ą

tku XVI wieku Tartaglia odkrył sposób rozwi

ą

zywa- 

nia równa

ń

 trzeciego stopnia i zachował go w sekrecie, by 

utrzyma

ć

 przewag

ę

 nad konkurentami na przynosz

ą

cym spore 

zyski rynku rozwi

ą

zywania zada

ń

. Gdy Tartaglia wygrał turniej 

matematyczny, Cardano wymógł na nim, by podzielił si

ę

 sw

ą

 

wiedz

ą

. Tartaglia zgodził si

ę

 nauczy

ć

 go metody rozwi

ą

zywania 

równa

ń

 trzeciego stopnia, pod warunkiem 

Ŝ

e Cardano docho- 

wa tajemnicy przed całym 

ś

wiatem. Gdy jednak Cardano 

dowiedział si

ę

 pó

ź

niej o tym samym sposobie od innego z "po- 

szukiwaczy", Scippione del Ferro (1456-1526), przyj

ą

ł natych- 

background image

miast, 

Ŝ

e Tartaglia nauczył si

ę

 wzorów na pierwiastki równa

ń

 

trzeciego stopnia wła

ś

nie od del Ferro. Uznał wobec tego, 

Ŝ

jest zwolniony od obowi

ą

zku dochowania tajemnicy, i opubli- 

kował wszystko w swojej ksi

ąŜ

ce Ars magna, któr

ą

 wydal 

w 1545 roku. Tartaglia poczuł si

ę

 zdradzony i wszcz

ą

ł z Carda- 

no gwałtowny spór, w ostatnich latach 

Ŝ

ycia wiele czasu po- 

ś

wi

ę

caj

ą

c na obmawianie niedawnego przyjaciela. Udało mu 

si

ę

 w ten sposób zaszkodzi

ć

 reputacji Cardano. 

Włoskich "poszukiwaczy nieznanych rzeczy" uwa

Ŝ

a si

ę

 na 

ogół za matematyków nie tak wysokiego lotu, jak staro

Ŝ

ytnych 

Greków. Zajmowanie si

ę

 praktycznymi problemami w pogoni 

za pieni

ą

dzem oraz osobiste, niekonstruktywne swary i kłótnie 

powstrzymywały ich od prowadzenia bada

ń

 naukowych dykto- 

wanych ciekawo

ś

ci

ą

 i poszukiwaniem pi

ę

kna. Dlatego te

Ŝ

 ci 

badacze nie rozwin

ę

li zamkni

ę

tych, aksjomatycznych i abs- 

trakcyjnych teorii; w poszukiwaniu tego rodzaju matematyki 
wci

ąŜ

 nale

Ŝ

ało wraca

ć

 do prac staro

Ŝ

ytnych Greków. I wła

ś

nie 

do tego doszło w nast

ę

pnym stuleciu. 

Renesansowe poszukiwania wiedzy staro

Ŝ

ytnych 

Od czasów Diofantosa min

ę

ło trzyna

ś

cie stuleci. 

Ś

wiat 

ś

red- 

niowieczny ust

ą

pił pod naporem renesansu l nadchodz

ą

cej 

 
 
50 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
wraz z nim nowej epoki. Po nocy 

ś

redniowiecza Europa obu- 

dziła si

ę

 spragniona wiedzy; uczeni zmieniali zainteresowania 

l zaczynali zwraca

ć

 uwag

ę

 na klasyczne dzieła staro

Ŝ

ytnych. 

W nieustaj

ą

cej pogoni za wiedz

ą

 i o

ś

wieceniem wszelkie zacho- 

wane ksi

ąŜ

ki staro

Ŝ

ytne tłumaczono na łacin

ę

, j

ę

zyk ludzi wy- 

kształconych. Francuski szlachcic, Ciaude Bachet, był tłuma- 
czem 

Ŝ

ywo zainteresowanym matematyk

ą

. Gdy wpadła mu 

w r

ę

ce napisana po grecku Arithmetica Diofantosa, nie zwleka- 

j

ą

c przeło

Ŝ

ył j

ą

 i wydał w 1621 roku w Pary

Ŝ

u pod tytułem 

Diophantini Alexandrmi arithmeticorum libri sex. Jeden z eg- 
zemplarzy wła

ś

nie tego wydania trafił nieco pó

ź

niej do prywat- 

nej biblioteki Fermata. 
Wielkie twierdzenie Fermata głosi, 

Ŝ

e je

ś

li Jako wykładnik 

pot

ę

gi we

ź

miemy jak

ą

kolwiek liczb

ę

 naturaln

ą

 wi

ę

ksz

ą

 od 

dwójki, to z pewno

ś

ci

ą

 nie znajdziemy 

Ŝ

adnych odpowiedników 

trójek pitagorejskich. Suma dwóch sze

ś

cianów liczb natural- 

nych nigdy nie b

ę

dzie pełnym sze

ś

cianem, suma czwartych 

pot

ę

g nie b

ę

dzie czwart

ą

 pot

ę

g

ą

, podobnie rzecz si

ę

 ma z pi

ą

ty- 

mi, szóstymi i pozostałymi wy

Ŝ

szymi pot

ę

gami. Jak wła

ś

ciwie 

Fermat mógł na to wpa

ść

Kwadraty, sze

ś

ciany i wy

Ŝ

sze wymiary 

Twierdzenie to zdanie wyposa

Ŝ

one w dowód. Fermat napisał 

wprawdzie, 

Ŝ

e zna "prawdziwie cudowny dowód" swego twier- 

dzenia, ale je

ś

li nie zobaczy si

ę

 l nie sprawdzi dowodu takiego 

czy innego zdania, nie mo

Ŝ

na go w 

Ŝ

adnym razie nazywa

ć

 twier- 

dzeniem. Zdanie mo

Ŝ

e przekazywa

ć

 prawd

ę

 niezwykle wa

Ŝ

n

ą

nie

ść

 znacz

ą

ce i gł

ę

bokie tre

ś

ci, ale dopóki nie znamy dowodu 

Jego prawdziwo

ś

ci, musimy nazywa

ć

 je hipotez

ą

. Gdy si

ę

 hipote- 

z

ę

 udowodni, zmienia si

ę

 ona w twierdzenie (lub lemat, je

ś

li Jest 

tylko pomocniczym faktem, słu

Ŝą

cym do udowodnienia innego, 

ę

bszego twierdzenia). Proste konsekwencje wypływaj

ą

ce 

z udowodnionego twierdzenia nazywa si

ę

 wnioskami. 

Fermat sformułował wiele hipotez. Jedna z nich orzekała, 

Ŝ

e ka

Ŝ

da liczba postaci 22" + l jest liczb

ą

 pierwsz

ą

. "Nie Jest to 

 
 
AMIR D. ACZEL • 1S1 

background image

twierdzenie, bo nikt nie podał dowodu prawdziwo

ś

ci; wr

ę

 cz 

przeciwnie, w nast

ę

pnym wieku sławny szwajcarski matem-a- 

tyk Leonard Euler (1707-1783) udowodnił, 

Ŝ

e jest to hipoteka 

fałszywa.18 Nie było zatem powodu, by wierzy

ć

 bezkrytyczmie 

w prawdziwo

ść

 wielkiego twierdzenia Fermata - była to 

w ko

ń

cu jedynie hipoteza, by

ć

 mo

Ŝ

e prawdziwa, a by

ć

 mo.

Ŝ

fałszywa. 
Wielkie twierdzenie Fermata okazałoby si

ę

 fałszywe, gdy~by 

ktokolwiek wskazał wykładnik pot

ę

gi n, wi

ę

kszy od 2, oraz tr-zy 

liczby naturalne o, b, i c spełniaj

ą

ce zale

Ŝ

no

ść

 a" + b" = c". Ta- 

kiego przykładu nikomu nie udało si

ę

 Jednak znale

źć

 (ch o

ć

 

w pó

ź

niejszych próbach znalezienia dowodu wa

Ŝ

n

ą

 rol

ę

 odie- 

grało przypuszczenie, 

Ŝ

e takie liczby a, b, c oraz n istniej

ą

). BMa 

pocz

ą

tku lat dziewi

ęć

dziesi

ą

tych naszego wieku wiadomo by3o, 

Ŝ

e dla wykładników n mniejszych od czterech milionów ma 

pewno znale

źć

 nie mo

Ŝ

na odpowiedniej trójki liczb a, b, c, co 

oczywi

ś

cie nie gwarantowało jeszcze wcale, 

Ŝ

e pewnego dala 

kto

ś

 nie poda kontrprzykładu (bior

ą

c pod uwag

ę

 wi

ę

kszy wy- 

kładnik). Twierdzenie nale

Ŝ

ało udowodni

ć

 dla wszystkich •wy- 

kładników. 
Sam Fermat umiał udowodni

ć

 swe wielkie twierdzenie dla 

n = 4. U

Ŝ

ył w tym celu pomysłowej metody (tzw. metody spad- 

ku lub niesko

ń

czonej regresji) i wykazał, 

Ŝ

e nie ma trójki 

liczb naturalnych a, b oraz c, które spełniałyby równanie 
a4 + b4 = c4.19 Wiedział on te

Ŝ

Ŝ

e z istnienia rozwi

ą

zania dla 

wykładnika n wynika istnienie rozwi

ą

zania dla wszystki ch 

wykładników, które s

ą

 dzielnikami n.20 Aby zatem udowod- 

ni

ć

Ŝ

e nie ma rozwi

ą

za

ń

, wystarczy rozpatrywa

ć

 jedynie te 

18 Ju

Ŝ

 dla n = 5 otrzymujemy liczb

ę

 zło

Ŝ

on

ą

 4 294 967 297 (przyp. dum.). 

19 W istocie Fermat udowodnił, 

Ŝ

e nie istnieje trójk

ą

t prostok

ą

tny, który 

miai.łby 
boki długo

ś

ci całkowitej i pole, b

ę

d

ą

ce kwadratem liczby całkowitej. Z jego do- 

wodu wypływał wniosek nieco mocniejszy od wielkiego twierdzenia Ferm-ata 
dla n = 4, a mianowicie, 

Ŝ

e równanie a4 + 64 = c2 nie ma rozwi

ą

za

ń

 w

ś

ród ILczb 

naturalnych (przyp. tłum.). 
20 Mówi

ą

c inaczej: z prawdziwo

ś

ci wielkiego twierdzenia Fermata dla pewn"ego 

wykładnika k wynika jego prawdziwo

ść

 dla wszystkich wykładników, które s

ą

 

wielokrotno

ś

ciami k (przyp. ttum.). 

 
 
52 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
wykładniki wi

ę

ksze od 2, które s

ą

 liczbami pierwszymi (to 

znaczy nie dziel

ą

 si

ę

 przez 

Ŝ

adn

ą

 liczb

ę

 naturaln

ą

 ró

Ŝ

n

ą

 od 

jedynki i od nich samych). Kilka pocz

ą

tkowych liczb pierw- 

szych wi

ę

kszych od 2 to: 3, 5, 7, 11, 13, 17, 19 - ka

Ŝ

da z nich 

dzieli si

ę

 bez reszty wył

ą

cznie przez jedynk

ę

 i przez sam

ą

 sie- 

bie. Przykład liczby, która nie jest pierwsza, to 6, która dzieli 
si

ę

 bez reszty nie tylko przez l i 6, ale tak

Ŝ

e przez 2 i 3. Fer- 

mat umiał udowodni

ć

 swoje twierdzenie równie

Ŝ

 dla n = 3. 

W przypadku n = 3 i n = 4 dowód podał tak

Ŝ

e, niezale

Ŝ

nie od 

Fermata, Leonard Euler. 
W 1828 roku Peter Gustaw Lejeune Dirichlet udowodnił, 

Ŝ

teza wielkiego twierdzenia Fermata zachodzi dla n = 5. Jego 
wynik powtórzył w 1830 roku Adrien Marie Legendre. Gabriel 
Lam

ę

 i Henri Lebesgue (1875-1947), który poprawił Jego bł

ę

dy z 1840 roku, stwierdzili, 

Ŝ

e teza twierdzenia jest prawdzi- 

wa dla n = 7. Zatem po upływie dwustu lat od chwili, gdy 
Fermat dopisał swoj

ą

 sławn

ą

 uwag

ę

 na marginesie dzieła 

Diofantosa, jego twierdzenie było udowodnione tylko dla wy- 
kładników 3, 4, 5, 6 i 7 (i dla ich wielokrotno

ś

ci). Do niesko

ń

czono

ś

ci droga była z tego miejsca daleka, a udowodnienie 

background image

prawdziwo

ś

ci twierdzenia dla ka

Ŝ

dego wykładnika n wymaga- 

ło jej pokonania. Spraw

ę

 mógłby rozstrzygn

ąć

 jedynie ogólny 

dowód, który potwierdzałby prawdziwo

ść

 twierdzenia dla 

wszystkich, dowolnie du

Ŝ

ych wykładników. Takiego nie- 

uchwytnego, ogólnego dowodu poszukiwało wielu matematy- 
ków, znajduj

ą

c, niestety, dowody prawdziwe tylko dla po- 

szczególnych wykładników. 
Pierwszy rachmistrz o

ś

wiecenia 

Rachmistrz to osoba doskonale radz

ą

ca sobie z obliczeniami, 

obmy

ś

laj

ą

ca metody ich prowadzenia. Niew

ą

tpliwie Jedn

ą

 z ta- 

kich osób był płodny matematyk szwajcarski Leonard Euler, 
o którym mówiono, 

Ŝ

e rachowanie przychodzi mu równie ła- 

two, jak innym oddychanie. Lecz Euler byt nie tylko chodz

ą

cym kalkulatorem. To najbardziej produktywny naukowiec 
 
 
AMIR D. ACZEL • 53t 
szwajcarski wszech czasów; autor tylu tomów dzieł matema- 
tycznych, 

Ŝ

e rz

ą

d szwajcarski ustanowił specjalny fundusz poo 

to, aby zebra

ć

 wszystkie jego prace. Podobno zdarzało mu si

ę

produkowa

ć

 artykuły matematyczne podczas przerw mi

ę

dzy? 

kolejnymi wezwaniami na obiad, rozbrzmiewaj

ą

cymi w jego 

du

Ŝ

ym domostwie. 

Leonard Euler urodził si

ę

 w Bazylei 15 kwietnia 1707 roku.. 

W nast

ę

pnym roku jego rodzina przeniosła si

ę

 na wie

ś

, do 

miejscowo

ś

ci Riechen, gdzie ojciec został pastorem obrz

ą

dku^ 

kalwi

ń

skiego. Gdy młody Leonard chodził do szkoły, ojciec za- 

ch

ę

cał go do studiowania teologii, by z biegiem czasu mógFl 

zaj

ąć

 jego miejsce i zosta

ć

 wiejskim pastorem. Lecz Euler wy- 

kazywał przede wszystkim uzdolnienia matematyczne. Opieko- 
wał si

ę

 nim Jan Bemoulli, dobrze wówczas znany matematyl-i 

szwajcarski. Daniel i Mikołaj Bemoulli, młodsi członkowie po-- 
t

ęŜ

nego matematycznego rodu Bernoullich, zaprzyja

ź

nili si

ęę

 

z Leonardom i przekonali jego rodziców, by pozwolili synowi - 
maj

ą

cemu zadatki na wielkiego uczonego - zajmowa

ć

 si

ę

 ma-- 

tematyk

ą

. Leonard równocze

ś

nie z matematyk

ą

 nadal studio - 

wał teologi

ę

 i przez całe 

Ŝ

ycie pozostał człowiekiem bardzo reli-- 

gijnym. 
W ówczesnej Europie, inaczej ni

Ŝ

 dzisiaj, badania naukowe 

rozwijano głównie poza uniwersytetami, na których zajmowa-- 
no si

ę

 przede wszystkim nauczaniem - aktywno

ść

 innego ro- 

dzaju nie zostawało wiele czasu. W osiemnastym stuleciu ba_- 
dania naukowe prowadzone były w pierwszym rz

ę

dzLe 

w królewskich akademiach naukowych. Monarchowie wspie-- 
raii najlepszych uczonych w poszukiwaniach wiedzy. Cze

ś

 

ć

 

bada

ń

 miała charakter stosowany i pomagała rz

ą

dz

ą

cym 

umacnia

ć

 pozycj

ę

 pa

ń

stwa, którym władali. Były te

Ŝ

 badani a 

podstawowe, teoretyczne; prowadzono je nie ze wzgl

ę

du n a 

bezpo

ś

rednie korzy

ś

ci, lecz z my

ś

l

ą

 o poszerzeniu granic ludzs- 

klej wiedzy. O

ś

wieceni monarchowie hojnie wspierali takie ba- 

dania, a uczeni pracuj

ą

cy w akademiach mogli wie

ść

 wygodnie 

Ŝ

ycie. 

Po uko

ń

czeniu na uniwersytecie w Bazylei studiów mate- 

matycznych, a tak

Ŝ

e teologii l hebrajskiego, Euler wyst

ą

p*!! 

 
 
54 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
o przyznanie mu profesury. Pomimo wielkich osi

ą

gni

ęć

, który- 

mi ju

Ŝ

 si

ę

 mógł pochwali

ć

, jego pro

ś

b

ę

 odrzucono. Tymczasem 

jego dwaj przyjaciele. Daniel i Mikołaj, zostali zatrudnieni Jako 
matematycy w Królewskiej Akademii Nauk w Sankt Petersbur- 

background image

gu w Rosji. Obaj pozostali w kontakcie z Eulerem i obiecali 
mu, 

Ŝ

e spróbuj

ą

 go jako

ś

 do siebie 

ś

ci

ą

gn

ąć

. Pewnego dnia 

młodzi Bernoulli napisali do Eulera list, informuj

ą

c go, 

Ŝ

zwolniło si

ę

 wła

ś

nie jedno z miejsc w sekcji medycznej peters- 

burskiej akademii. Medycyn

ą

 si

ę

 wprawdzie Euler nie intere- 

sował, lecz desperacko poszukiwał pracy, a poza tym miał na- 
dziej

ę

Ŝ

e w ten sposób doł

ą

czy do przyjaciół, którzy w Rosji 

mieli wspaniałe stanowiska l mogli zajmowa

ć

 si

ę

 wył

ą

cznie 

własnymi badaniami. 
Matematyk

ę

 Euler dostrzegał w ka

Ŝ

dej dziedzinie, któr

ą

 

si

ę

 zajmował, a wi

ę

c równie

Ŝ

 w medycynie. Badania fizjologii 

ucha doprowadziły go do skonstruowania matematycznego 
modelu rozchodzenia si

ę

 fal. W ka

Ŝ

dym razie, zaproszenie 

do Sankt Petersburga wkrótce nadeszło i w roku 1727 Euler 
doł

ą

czył do obu swych przyjaciół. Niedługo potem, po 

ś

mier- 

ci Katarzyny, 

Ŝ

ony Piotra Wielkiego, pot

ęŜ

nej wspomo

Ŝ

yciel- 

kl i opiekunki bada

ń

 naukowych, w Akademii zapanował 

chaos. Korzystaj

ą

c z powstałego zamieszania Leonard Euler 

zdołał jako

ś

 opu

ś

ci

ć

 sekcj

ę

 medyczn

ą

 i przenie

ść

 si

ę

 na na- 

le

Ŝ

ne mu sk

ą

din

ą

d miejsce w sekcji matematycznej. Przez 

sze

ść

 lat starał si

ę

 pozosta

ć

 w cieniu i ograniczał wszelkie 

kontakty towarzyskie, 

Ŝ

eby jego podst

ę

p nie wyszedł na jaw. 

Przez cały czas jednak nieustannie pracował, produkuj

ą

całe tomy artykułów matematycznych najwy

Ŝ

szej klasy. 

W 1733 roku został mianowany na jedno z czołowych stano- 
wisk matematycznych w Akademii. Euler najwyra

ź

niej nale- 

Ŝ

ał do osób, które umiej

ą

 pracowa

ć

 zawsze i wsz

ę

dzie. Jego 

rodzina systematycznie si

ę

 powi

ę

kszała i zdarzało si

ę

Ŝ

uprawiał matematyk

ę

, kołysz

ą

c jednocze

ś

nie które

ś

 ze swo- 

ich dzieci. 
Gdy władz

ę

 w Rosji obj

ę

ła bratanica Piotra Wielkiego, Anna 

Iwanowa, rozpocz

ą

ł si

ę

 okres terroru. Izoluj

ą

c si

ę

 od zewn

ę

trz- 

nego 

ś

wiata, Euler na dziesi

ęć

 lat znów pogr

ąŜ

ył si

ę

 w pracy. 

 
 
AMIR D. ACZEL • 55 
W tym czasie zajmował si

ę

 mi

ę

dzy innymi trudnym zagadnie- 

niem z zakresu astronomii, za którego rozwi

ą

zanie oferowano 

w Pary

Ŝ

u nagrod

ę

. Paru matematyków wyst

ą

piło do Akademii 

z pro

ś

b

ą

 o kilkumiesi

ę

czne urlopy, 

Ŝ

eby móc nad tym zagad- 

nieniem pracowa

ć

. Leonard Euler znalazł rozwi

ą

zanie w ci

ą

gu 

trzech dni. Za długie okresy koncentracji i wysiłku musiał jed- 
nak zapłaci

ć

: o

ś

lepł na prawe oko. 

Nieco pó

ź

niej Euler przeniósł si

ę

 do Niemiec, by pracowa

ć

 

w Akademii Berli

ń

skiej. Towarzystwo Niemców, lubi

ą

cych 

niezno

ś

nie długie filozoficzne dysputy, nie odpowiadało mu 

zbytnio. Tote

Ŝ

 gdy w 1766 roku panuj

ą

ca wówczas w Rosji 

caryca Katarzyna Wielka zaprosiła go znów do Sankt Peters- 
burga, Euler był niezwykle szcz

ęś

liwy z nadarzaj

ą

cej si

ę

 oka- 

zji do powrotu. W owym czasie na dworze Katarzyny przeby- 
wał Denis Diderot, filozof znany ze swych ateistycznych 
przekona

ń

. Cesarzowa poprosiła Eulera, 

Ŝ

eby spierał si

ę

 z Di- 

derotem o istnienie Boga. Diderotowi za

ś

 powiedziano, 

Ŝ

sławny matematyk zna dowód na istnienie Boga. Gdy Euler 
zbli

Ŝ

ył si

ę

 do Diderota i z powag

ą

 na twarzy wypalił: "Panie, 

a + b/n = x, a. wi

ę

c Bóg istnieje", Diderot, który o matematyce 

nie miał zielonego poj

ę

cia, zrejterował i natychmiast wrócił do 

Francji. 
Wkrótce po powrocie do Rosji Euler o

ś

lepł na drugie oko. 

Mimo to nadal uprawiał matematyk

ę

, korzystaj

ą

c podczas pi- 

sania prac z pomocy synów. 

Ś

lepota zwi

ę

kszyła jego zdolno

ś

ci 

background image

do wykonywania w pami

ę

ci skomplikowanych rachunków. Ba- 

dania naukowe prowadził Euler jeszcze przez 17 lat. Zmarł 
podczas zabawy z wnukiem w 1783 roku. 
Wiele spo

ś

ród współcze

ś

nie stosowanych oznacze

ń

 ma- 

tematycznych zawdzi

ę

czamy wła

ś

nie Eulerowi. To on za- 

cz

ą

ł na przykład u

Ŝ

ywa

ć

 litery i dla oznaczenia pierwiastka 

kwadratowego z -1. Euler darzył szczególnym uwielbieniem 
pewien wzór matematyczny, który uznawał za najpi

ę

kniej- 

szy i polecił nawet umie

ś

ci

ć

 go nad wej

ś

ciem do Akademii. 

Ów wzór to: 
e"1 + l = O. 
 
 
56 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Wyst

ę

puj

ą

 w nim Oli. fundamentalne w naszym systemie li- 

czenia; wyst

ę

puj

ą

 te

Ŝ

 trzy działania, dodawanie, mno

Ŝ

enie 

i pot

ę

gowanie; dwie słynne liczby niewymierne, e i n, oraz licz- 

ba i, jednostka osi urojonej, a oprócz tego wzór jest po prostu 
mity dla oka. Czego mo

Ŝ

na chcie

ć

 wi

ę

cej? 

Siedem mostów w Królewcu 
Euler był wprost niewiarygodnym wizjonerem. Pionierskie pra- 
ce dotycz

ą

ce liczb zespolonych (i gał

ę

zi matematyki, zwanej 

dzi

ś

 analiz

ą

 zespolon

ą

) nie s

ą

 bynajmniej jedynym jego orygi- 

nalnym wkładem do matematyki. Euler zapocz

ą

tkował rów- 

nie

Ŝ

 badania w dziedzinie, która w naszym stuleciu stała si

ę

 

nieodzownym składnikiem wykształcenia ka

Ŝ

dego matematy- 

ka, a tak

Ŝ

e narz

ę

dziem wykorzystywanym podczas prób roz- 

wi

ą

zania zagadki Fermata. T

ą

 dziedzin

ą

 jest topologia, teoria 

odwołuj

ą

ca si

ę

 do geometrycznej wyobra

ź

ni, rozpatruj

ą

ca figu- 

ry przestrzenne i te ich własno

ś

ci, które nie zmieniaj

ą

 si

ę

 przy 

przekształceniach ci

ą

głych. Topologia polega na badaniu 

kształtów i form, obdarzonych cz

ę

stokro

ć

 zawiłymi, nieoczeki- 

wanymi własno

ś

ciami geometrycznymi i mog

ą

cych wykracza

ć

 

z naszego zwykłego, trójwymiarowego 

ś

wiata w wymiar czwar- 

ty, pi

ą

ty, ósmy czy jedenasty. Zetkniemy si

ę

 jeszcze z t

ą

 fascy- 

nuj

ą

c

ą

 dziedzin

ą

 podczas omawiania współczesnego podej

ś

cia 

do wielkiego twierdzenia Fermata. Topologia, mimo 

Ŝ

e wydaje 

si

ę

 zupełnie nie zwi

ą

zana z zagadnieniem Fermata, ma wielkie 

znaczenie dla jego zrozumienia i rozwi

ą

zania. 

Wkład Eulera do topologii, wyprzedzaj

ą

cy o dobre sto kilka- 

dziesi

ą

t lat rozwój tej dziedziny, to rozwi

ą

zanie słynnego zada- 

nia o siedmiu mostach królewieckich. Wła

ś

nie ta łamigłówka 

wzbudziła zainteresowanie topologi

ą

.21 W czasach Eulera pły- 

21 Zadanie o siedmiu mostach w Królewcu uwa

Ŝ

a si

ę

 na ogót raczej za pocz

ą

tek 

teorii grafów, cho

ć

 zwi

ą

zków z topologi

ą

 te

Ŝ

 mo

Ŝ

na si

ę

 tu doszukiwa

ć

. Do teorii 

grafów zalicza si

ę

 tak

Ŝ

e omawiane dalej przez Autora zagadnienie czterech 

barw (przyp. tium.). 
 
 
AMIR D. ACZEL • 57 
 
 
n

ą

c

ą

 przez Królewiec Pregoł

ę

 przecinało siedem mostów, roz- 

mieszczonych tak, jak pokazuje powy

Ŝ

szy rysunek. 

Euler postawił pytanie, czy mo

Ŝ

na pój

ść

 na taki spacer, 

Ŝ

e- 

by po ka

Ŝ

dym mo

ś

cie przej

ść

 dokładnie raz. Okazuje si

ę

Ŝ

nie mo

Ŝ

na tego zrobi

ć

. Z zadaniem o siedmiu mostach blisko 

wi

ąŜą

 si

ę

 te

Ŝ

 ró

Ŝ

norodne zagadnienia o kolorowaniu map; 

próbowano je rozwi

ą

za

ć

 w XIX i XX wieku. Wyobra

ź

my sobie 

kartografa, który kre

ś

li map

ę

 

ś

wiata. Ka

Ŝ

de dwa pa

ń

stwa ma- 

j

ą

ce wspólny odcinek granicy powinny by

ć

 na tej mapie poko- 

background image

lorowane innymi barwami, 

Ŝ

eby ułatwi

ć

 rozró

Ŝ

nianie s

ą

sia- 

dów. Tym samym kolorem mo

Ŝ

na pomalowa

ć

 pa

ń

stwa 

odległe, które wspólnej granicy nie maj

ą

. Pytanie brzmi: jaka 

jest najmniejsza z mo

Ŝ

liwych liczba kolorów, których nale

Ŝ

u

Ŝ

y

ć

 do pomalowania mapy zgodnie z powy

Ŝ

szymi regułami? 

Jest to oczywi

ś

cie problem ogólny - w rozwi

ą

zaniu nie nale

Ŝ

si

ę

 sugerowa

ć

 aktualnym wygl

ą

dem mapy politycznej 

ś

wiata. 

W istocie chodzi o to, by wskaza

ć

, jaka jest najmniejsza liczba 

kolorów, która wystarczy do pomalowania dowolnej mapy na 
płaszczy

ź

nie (lub globusie) ze sko

ń

czon

ą

 liczb

ą

 pa

ń

stw. Pól 

Ŝ

artem, pół serio mo

Ŝ

na powiedzie

ć

Ŝ

e przy dzisiejszym powi- 

kłaniu granic na terenie dawnej Jugosławii czy na Bliskim 
Wschodzie, ten ogólny problem ma te

Ŝ

 pewne praktyczne za- 

stosowania. 
Z matematycznego punktu widzenia zagadnienie barw na- 
le

Ŝ

y do szeroko rozumianej topologii. W pa

ź

dzierniku 1852 ro- 

ku Francis Guthrie, student uniwersytetu w Londynie, zajmo- 
wał si

ę

 kolorowaniem poszczególnych hrabstw na mapie 

 
 
58 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Anglii i zastanawiał si

ę

, z ilu barw nale

Ŝ

y w tym celu skorzy- 

sta

ć

. Stwierdził, 

Ŝ

e cztery barwy wystarcz

ą

 - a skoro wystar- 

czaj

ą

 do pokolorowania mapy Anglii, to dlaczego nie miałyby 

wystarczy

ć

 do pokolorowania zupełnie dowolnej mapy? W ro- 

ku 1879 udowodniono, 

Ŝ

e cztery barwy Istotnie wystarcz

ą

.22 

ź

niej jednak w dowodzie został wykryty bł

ą

d23 i dopiero 

w roku 1976 dwaj matematycy, Kenneth Appel oraz Wolfgang 
Haken, rozwi

ą

zali problem, który przez ten czas zyskał sobie 

nazw

ę

 zagadnienia czterech barw. Ich dowód budzi liczne 

kontrowersje po dzi

ś

 dzie

ń

, opiera si

ę

 bowiem nie tylko na 

logicznym rozumowaniu, lecz tak

Ŝ

e - i to w znacznym stopniu 

- na wynikach działania skomplikowanego programu kompu- 
terowego. 
Gauss, genialny niemiecki uczony 
Kwesti

ę

 rzekomego bł

ę

du w podanym przez Eulera dowodzie 

wielkiego twierdzenia Fermata dla n = 3 wyja

ś

nił Cari Frie- 

drich Gauss (1777-1855). Podczas gdy wi

ę

kszo

ść

 renomowa- 

nych matematyków owych czasów wywodziła si

ę

 z Francji, 

Gauss, bez w

ą

tpienia najwi

ę

kszy matematyk dziewi

ę

tnastego 

stulecia - a by

ć

 mo

Ŝ

e w całej historii matematyki - był Niem- 

cem z krwi i ko

ś

ci. W istocie nigdy, cho

ć

by nawet na krótko, 

nie wyjechał z Niemiec. Dziadek Gaussa był bardzo biednym 
chłopem, a ojciec - robotnikiem w Brunszwiku. Ojciec obcho- 
dził si

ę

 z synem szorstko, za to matka starała si

ę

 go chroni

ć

 

l wspiera

ć

. Młodym Gaussem opiekował si

ę

 te

Ŝ

 wuj Friedrich, 

brat jego matki Dorothei. Wuj, który wyrobił sobie pozycj

ę

 

w bran

Ŝ

y włókienniczej, był zamo

Ŝ

niejszy od rodziców Carla. 

Pewnego razu trzyletni Car! obserwował, jak jego wuj dodaje 
długie kolumny liczb w ksi

ę

dze handlowej. "Prosz

ę

 wuja - 

22 Zrobił to najpierw Arthur Bray Kempe, londy

ń

ski adwokat, a po nim Peter 

Guthrie Tait (przyp. tłum.). 
23 Znalazł go w 1891 roku Percy John Heawood, dowodz

ą

c przy okazji, 

Ŝ

e mini- 

malna liczba barw, która wystarczy do pomalowania dowolnej mapy na torusie, 
czyli na d

ę

tce rowerowej, wynosi siedem (przyp. tłum.). 

 
 
AMIR D. ACZEL • 59 
przerwał Cari - w tych rachunkach jest bł

ą

d". Pocz

ą

wszy od 

tego dnia zdumiony wuj robił wszystko, by umo

Ŝ

liwi

ć

 młode- 

mu geniuszowi zdobycie nale

Ŝ

nego wykształcenia. Chocia

Ŝ

 

background image

w szkole Gauss zapowiadał si

ę

 nadzwyczaj obiecuj

ą

co, jego za- 

chowanie pozostawiało czasem wiele do 

Ŝ

yczenia. Pewnego 

dnia nauczyciel za kar

ę

 polecił Gaussowi zosta

ć

 w klasie i zna- 

le

źć

 sum

ę

 wszystkich liczb od l do 100, podczas gdy reszta 

uczniów poszła bawi

ć

 si

ę

 na 

ś

wie

Ŝ

ym powietrzu. Po dwóch mi- 

nutach dziesi

ę

cioletni Gauss beztrosko przył

ą

czył si

ę

 do zaba- 

wy kolegów. Nauczyciel wrzasn

ą

ł w

ś

ciekle: "Cari Friedrich! Czy 

mam cl

ę

 ukara

ć

 surowiej?! Powiedziałem ci, 

Ŝ

e masz siedzie

ć

 

w klasie, a

Ŝ

 sko

ń

czysz dodawa

ć

 wszystkie liczby!" "Ale

Ŝ

 ju

Ŝ

 

sko

ń

czyłem - odparł Gauss. - Tu jest odpowied

ź

". Z tymi słowy 

Gauss wr

ę

czył nauczycielowi skrawek papieru z napisan

ą

 na 

nim liczb

ą

 5050, czyli prawidłow

ą

 odpowiedzi

ą

. Najwidoczniej 

Gauss wpadł na pomysł, by wypisa

ć

 dwa rz

ą

dki zawieraj

ą

ce 

po 101 liczb: 
O   l 2 3 ... 97 98 99 100 
100 99 98 97 ... 3 2 1  0, 
a nast

ę

pnie zauwa

Ŝ

ył, 

Ŝ

e suma liczb w ka

Ŝ

dej kolumience jest 

równa 100. Kolumienek jest 101, zatem suma wszystkich wy- 
pisanych liczb wynosi 101x100 =10100. A suma liczb w ka

Ŝ

dym rz

ą

dku to wła

ś

nie suma, któr

ą

 Gauss miał obliczy

ć

 (suma 

wszystkich liczb od l do 100). Poniewa

Ŝ

 potrzebny jest tylko 

jeden z dwóch rz

ą

dków, wi

ę

c trzeba wzi

ąć

 połow

ę

 z 10100, 

czyli 5050. Bardzo proste, pomy

ś

lał. Nauczyciel wzi

ą

ł sobie 

ow

ą

 lekcj

ę

 do serca i nigdy wi

ę

cej nie kazał Gaussowi rozwi

ą

zywa

ć

 za kar

ę

 zada

ń

 matematycznych. 

Pi

ę

tnastoletni Gauss zyskał uznanie ksi

ę

cia Brunszwiku 

l dzi

ę

ki ufundowanemu przez niego stypendium mógł uko

ń

czy

ć

 renomowany uniwersytet w Getyndze. Tam wła

ś

nie, 30 

marca 1796 roku, zapisał pierwsz

ą

 stron

ę

 w swoim słynnym 

dzienniku. Dziennik miał tylko dziewi

ę

tna

ś

cie stron, na któ- 

rych Gauss pomie

ś

cił 146 zwi

ę

złych notatek o najwa

Ŝ

niej- 

szych wynikach swoich prac. Jak pó

ź

niej stwierdzono, ró

Ŝ

ne 

 
 
60 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
zapiski w dzienniku Gaussa wyprzedzały wi

ę

kszo

ść

 nowych, 

wa

Ŝ

nych pomysłów i osi

ą

gni

ęć

, opublikowanych przez mate- 

matyków ko

ń

ca XVIII wieku i pierwszej połowy XIX wieku. 

Dziennik ujrzał 

ś

wiatło dzienne dopiero w 1898 roku, kiedy 

odnaleziono go w domu wnuka Gaussa w miejscowo

ś

ci 

Hamlin. 
Wyniki Gaussa w teorii liczb, o których w regularnie pro- 
wadzonej korespondencji informował kolegów po fachu, mia- 
ły ogromne znaczenie dla podejmowanych przez wielu mate- 
matyków prób udowodnienia wielkiego twierdzenia Fermata. 
Cz

ęść

 tych rezultatów mo

Ŝ

na odnale

źć

 w ksi

ąŜ

ce Gaussa, 

któr

ą

 opublikował po łacinie w 1801 roku, gdy miał 24 lata. 

Ksi

ąŜ

ka ta, Disqu.lsition.es arithmeticae, została nast

ę

pnie 

przeło

Ŝ

ona na francuski i w 1807 roku wydana w Pary

Ŝ

u, 

gdzie cieszyła si

ę

 du

Ŝ

ym zainteresowaniem. Uznawano j

ą

 za 

dzieło geniusza. Gauss dedykował j

ą

 swemu dobroczy

ń

cy, 

ksi

ę

ciu Brunszwiku. 

Gauss był równie

Ŝ

 wybitnym znawc

ą

 j

ę

zyków klasycznych. 

Ju

Ŝ

 wst

ę

puj

ą

c na uniwersytet, po mistrzowsku posługiwał si

ę

 

łacin

ą

Zainteresowanie filologi

ą

 wywołało swego rodzaju kryzys 

w jego karierze: rozmy

ś

lał, czy ma zajmowa

ć

 si

ę

 studiowaniem 

j

ę

zyków, czy te

Ŝ

 raczej matematyk

ą

. Punkt zwrotny nast

ą

pił 

30 marca 1796 roku. Z jego dziennika dowiadujemy si

ę

Ŝ

e te- 

go wła

ś

nie dnia młody człowiek postanowił po

ś

wi

ę

ci

ć

 si

ę

 mate- 

matyce. Gauss wniósł istotny wkład do wielu gał

ę

zi matematy- 

background image

ki oraz statystyki. Jest m.in. autorem pomysłowej metody 
najmniejszych kwadratów, pozwalaj

ą

cej znale

źć

 prost

ą

 najle- 

piej pasuj

ą

c

ą

 do zbioru wyników pomiaru czy eksperymentu. 

Zawsze jednak uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e sercem wszelakiej matematyki jest 

teoria liczb. 
Dlaczego najwi

ę

kszy geniusz matematyczny 

ś

wiata nigdy 

nie próbował dowodzi

ć

 wielkiego twierdzenia Fermata? Przy- 

jaciel Gaussa, astronom H. W. M. Olbers, poinformował go 
w li

ś

cie napisanym 7 marca 1816 roku w Bremie, 

Ŝ

e Paryska 

Akademia Nauk wyznaczyła poka

ź

n

ą

 nagrod

ę

 dla tego, kto 

udowodni (lub obali) wielkie twierdzenie Fermata. Gaussowi 
 
 
AMIR D. ACZEL • 61 
z pewno

ś

ci^. si

ę

 ta sumka przyda, troskliwie podpowiadał 

przyjaciel. W owym czasie, jak zreszt

ą

 podczas całej swej ka- 

riery naukowej, Gauss korzystał z finansowego wsparcia 
ksi

ę

cia Brunszwiku i dzi

ę

ki temu mógł zajmowa

ć

 si

ę

 mate- 

matyk

ą

 bez konieczno

ś

ci poszukiwania dodatkowej pracy. 

Niemniej do zamo

Ŝ

no

ś

ci było mu daleko; tymczasem, zgodnie 

z sugesti

ą

 Olbersa, 

Ŝ

aden inny matematyk nie mógł si

ę

 z nim 

równa

ć

 umiej

ę

tno

ś

ciami i do

ś

wiadczeniem. "Uwa

Ŝ

am wi

ę

c za 

słuszne, drogi Gaussie, by

ś

 si

ę

 tym problemem zaj

ą

ł" - ko

ń

czył Olbers. 
Gauss Jednak nie dał si

ę

 skusi

ć

. Prawdopodobnie wiedział, 

jak złudne jest wielkie twierdzenie Fermata. Obdarzony genial- 
n

ą

 głow

ą

ś

wietnie znaj

ą

cy teori

ę

 liczb, mógł by

ć

 jedynym ma- 

tematykiem w Europie zdaj

ą

cym sobie spraw

ę

 z tego, jak trud- 

no b

ę

dzie poda

ć

 dowód. Dwa tygodnie pó

ź

niej, w odpowiedzi 

na list Olbersa, Gauss zakomunikował mu swoje zdanie na te- 
mat wielkiego twierdzenia Fermata: "Jestem Ci niezmiernie 
wdzi

ę

czny za wie

ś

ci o paryskiej nagrodzie. Musz

ę

 jednak wy- 

zna

ć

Ŝ

e twierdzenie Fermata, jako rezultat izolowany, intere- 

suje mnie w bardzo niewielkim stopniu. Podobnych stwierdze

ń

 

mógłbym z łatwo

ś

ci

ą

 poda

ć

 mnóstwo i nikt nie potrafiłby ich 

ani udowodni

ć

, ani obali

ć

". Jak na ironi

ę

 losu, Gauss wniósł 

wielki wkład do gał

ę

zi matematyki, zwanej analiz

ą

 zespolon

ą

 ~ 

dziedziny, która wyrosła z prowadzonych przez Eulera bada

ń

 

liczb urojonych i zespolonych. Te za

ś

 liczby miały w XX wieku 

odegra

ć

 decyduj

ą

c

ą

 rol

ę

 w zrozumieniu kontekstu wielkiego 

twierdzenia Fermata. 
Liczby urojone i zespolone 
Ciało liczb zespolonych tworzy si

ę

, wrzucaj

ą

c do jednego wor- 

ka liczby rzeczywiste i liczby urojone; oba rodzaje liczb znał ju

Ŝ

 

Euler. Na trop liczb zespolonych matematycy wpadli, próbuj

ą

rozwi

ą

za

ć

 równania typu: x2 + l = O. "W rzeczywisto

ś

ci" to pro- 

ste równanie nie ma rozwi

ą

za

ń

, nie Istnieje bowiem 

Ŝ

adna licz- 

ba rzeczywista, której kwadrat byłby równy -l (tyle wła

ś

nie 

 
 
62 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
trzeba doda

ć

 do jedynki, 

Ŝ

eby otrzyma

ć

 zero). Gdyby

ś

my jed- 

nak umówili si

ę

Ŝ

e istnieje liczba równa pierwiastkowi kwa- 

dratowemu z -l, to - cho

ć

 nie byłaby to oczywi

ś

cie liczba rze- 

czywista - mogliby

ś

my powy

Ŝ

sze równanie rozwi

ą

za

ć

W taki oto sposób wychodzimy poza o

ś

 liczbow

ą

 i dorzuca- 

my do naszego worka z liczbami liczby urojone, czyli rzeczywi- 
ste wielokrotno

ś

ci pierwiastka kwadratowego z -l, oznaczane- 

go symbolem L Liczby urojone umieszczamy na ich własnej osi 
liczbowej, prostopadłej do osi rzeczywistej. Obie osie razem 
tworz

ą

 układ współrz

ę

dnych na płaszczy

ź

nie zespolonej, poka- 

background image

zany na rysunku poni

Ŝ

ej. Płaszczyzna zespolona ma wiele za- 

skakuj

ą

cych własno

ś

ci - na przykład Jej obrót o 90 stopni 

odpowiada mno

Ŝ

eniu przez i. 

 
 
Mno

Ŝą

c przez (, obracamy płaszczyzn

ę

 o k

ą

t prosty w kierunku przeciwnym 

do ruchu wskazówek zegara. 
Płaszczyzna zespolona jest najmniejszym ciałem liczbowym, 
zawieraj

ą

cym rozwi

ą

zania wszystkich równa

ń

 kwadratowych 

 
 
AMIR D. ACZEL • 63 
o współczynnikach rzeczywistych. Jest te

Ŝ

 narz

ę

dziem niewia- 

rygodnie wprost u

Ŝ

ytecznym w zastosowaniach matematyki 

w ró

Ŝ

nych dziedzinach, m.in. w elektronice i mechanice pły- 

nów. W roku 1811, wyprzedzaj

ą

c sw

ą

 epok

ę

 o kilka dziesi

ę

cio- 

leci, Gauss studiował własno

ś

ci funkcji zdefiniowanych na 

płaszczy

ź

nie zespolonej. Odkrył wówczas zadziwiaj

ą

ce własno- 

ś

ci tak zwanych funkcji analitycznych, stwierdzaj

ą

c, 

Ŝ

e s

ą

 one 

niezwykle regularne, a obliczenia z ich pomoc

ą

 mo

Ŝ

na wyko- 

nywa

ć

 bardzo zgrabnie i elegancko. Funkcje analityczne za- 

chowuj

ą

 k

ą

ty mi

ę

dzy krzywymi na płaszczy

ź

nie; t

ę

 własno

ść

 

i Jej konsekwencje zacz

ę

to intensywnie bada

ć

 w naszym stule- 

ciu. Pewne funkcje analityczne, tak zwane formy modułowe, 
miały odegra

ć

 kluczow

ą

 rol

ę

 w nowych podej

ś

ciach do proble- 

mu Fermata. 
W swojej skromno

ś

ci Gauss nie opublikował owych impo- 

nuj

ą

cych wyników. Wspomniał tylko o nich w li

ś

cie do przyja- 

ciela, Friedricha Wilhelma Bessela (1784-1846). Gdy po wielu 
latach teoria pojawiła si

ę

 znów, nikt nie wi

ą

zał jej z nazwi- 

skiem Gaussa. Zasługi za odkrycia dotycz

ą

ce funkcji anali- 

tycznych, które Gauss rozumiał tak dobrze, przypadły w udziale 
innym matematykom. 
Sophie Germain 
Pewnego dnia Gauss dostał list, pod którym podpisał si

ę

 nieja- 

ki "Monsleur Leblanc". Leblanc był zafascynowany ksi

ąŜ

k

ą

 

Gaussa Disquisitiones arthmeticae i przysłał jej autorowi swoje 
wyniki z zakresu arytmetyki teoretycznej. Pod wpływem na- 
wi

ą

zanej korespondencji Gauss nabrał szacunku dla pana Le- 

blanca i jego matematycznych osi

ą

gni

ęć

. Uznanie nie zmalało, 

gdy Gauss odkrył, 

Ŝ

e jego korespondent nie nazywa si

ę

 wcale 

Leblanc, a w dodatku 

Ŝ

aden z niego "Monsieur". Osóbk

ą

 pisz

ą

c

ą

 pełne erudycji listy o matematyce była Sophie Germain 

(1776-1831), jedna z bardzo nielicznych w owym czasie kobiet 
uprawiaj

ą

cych t

ę

 dziedzin

ę

 wiedzy. Gauss, po wykryciu pod- 

st

ę

pu, pisał do niej tak: 

 
 
64 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Jak

Ŝ

e mam Pani opisa

ć

 podziw i zdumienie, które ogarn

ę

ły 

mnie, gdy stwierdziłem, 

Ŝ

e mój godzien szacunku korespon- 

dent, Mr. Leblanc, zmienił si

ę

 w osob

ę

 tak znamienit

ą

, tak 

promienny przykład czego

ś

, w co trudno mi do tej pory było 

uwierzy

ć

... 

(Te słowa kierowane do Sophie Germain zostały napisane 
w Brunszwiku w dniu urodzin Gaussa; 

ś

wiadczy o tym fran- 

cuskie zako

ń

czenie listu: Bronsute ce 30 avril 1807 jow de ma 

naissance). 
Sophie Germain ukryła si

ę

 pod m

ę

skim nazwiskiem, by unik- 

n

ąć

 powszechnych w owych czasach uprzedze

ń

 wobec uprawia- 

j

ą

cych nauk

ę

 kobiet i na serio zainteresowa

ć

 Gaussa. Podj

ę

ła 

background image

jedn

ą

 z najpowa

Ŝ

niejszych prób udowodnienia wielkiego twier- 

dzenia Fermata i poczyniła znacz

ą

ce post

ę

py. Twierdzenie So- 

phie Germain, dzi

ę

ki któremu jego autorka zdobyła spore uzna- 

nie, głosi w najprostszej wersji, 

Ŝ

e je

ś

li dla wykładnika p = 5 

Istnieje trójka liczb tworz

ą

cych rozwi

ą

zanie równania Fermata, 

to iloczyn tych liczb dzieli si

ę

 przez 5.24 Twierdzenie to, jak po- 

kazała Sophie Germain w 1823 roku, zachodzi dla wszystkich 
p nazywanych obecnie liczbami pierwszymi Sophie Germain, 
czyli dla takich wykładników pierwszych p, dla których 2p + l 
te

Ŝ

 jest liczb

ą

 pierwsz

ą

 (np. dla p = 11 lub p = 23, ale nie dla 

p = 13). Dzi

ę

ki temu w dowodzie wielkiego twierdzenia Fermata 

mo

Ŝ

na rozró

Ŝ

ni

ć

 dwa przypadki: tak zwany przypadek pierwszy, 

gdy 

Ŝ

adna z trójki liczb b

ę

d

ą

cych rozwi

ą

zaniem równania Fer- 

mata nie dzieli si

ę

 przez wykładnik p, oraz przypadek drugi, gdy 

która

ś

 z tych liczb jest podzielna przez p. Wykorzystuj

ą

c wa

Ŝ

ny 

wynik Sophie Germain, nietrudno jest, po niewielkich modyfika- 
cjach rozumowania, udowodni

ć

Ŝ

e dla nie przekraczaj

ą

cych 

100 wykładników pierwszych p wielkie twierdzenie Fermata mo- 

Ŝ

e by

ć

 fałszywe jedynie w drugim przypadku.25 

24 Je

ś

li w dodatku zało

Ŝ

ymy, 

Ŝ

e owe trzy liczby s

ą

 wzgl

ę

dnie pierwsze, co w ni- 

czym nie zmniejsza ogólno

ś

ci rozumowania, to przez 5 dzieli si

ę

 dokładnie jedna 

z nich (przyp. tłum.). 
25 Harold M. Edwards: Fermat's Last Theorem. Springer-Verlag, Nowy Jork 
1977,s. 61-73. 
 
 
AMIR D, ACZEL • 65 
Sophie Germain zmuszona była ujawni

ć

 sw

ą

 to

Ŝ

samo

ść

gdy Gauss poprosił przyjaciela "Leblanca" o przysług

ę

. Działo 

si

ę

 to w roku 1807, kiedy Napoleon okupował Niemcy. Francu- 

zi nało

Ŝ

yli wówczas na Niemców surowe kontrybucje wojenne, 

okre

ś

laj

ą

c sum

ę

 przypadaj

ą

c

ą

 ka

Ŝ

demu do zapłacenia wedle 

tego, jak postrzegali jego zamo

Ŝ

no

ść

 i pozycj

ę

. Gauss, jako 

gruba ryba nauki, wybitny astronom i matematyk z Getyngi, 
miał spłaci

ć

 2000 franków, co przekraczało jego mo

Ŝ

liwo

ś

ci. 

Paru francuskich matematyków, którzy przyja

ź

nili si

ę

 z wiel- 

kim uczonym, zaoferowało sw

ą

 pomoc, on jednak odmówił 

przyj

ę

cia ich pieni

ę

dzy. 

Gauss chciał, by kto

ś

 wstawił si

ę

 za nim u francuskiego ge- 

nerała Pemety'ego, stacjonuj

ą

cego w Hanowerze. Napisał wi

ę

do swego przyjaciela "Leblanca", pytaj

ą

c, czy ten nie mógłby 

skontaktowa

ć

 si

ę

 z francuskim generałem w jego imieniu. Gdy 

Sophie Germain z rado

ś

ci

ą

 zastosowała si

ę

 do tej pro

ś

by, jej 

to

Ŝ

samo

ść

 wyszła na Jaw. Gauss (jak wida

ć

 z jego listu - pełen 

emocji) podtrzymał korespondencj

ę

, która z czasem obj

ę

ła wie- 

le matematycznych tematów. Niestety, obydwoje nigdy si

ę

 nie 

spotkali. Sophie Germain zmarła w Pary

Ŝ

u w 1831 roku, za- 

nim Uniwersytet w Getyndze zd

ąŜ

ył przyzna

ć

 jej honorowy 

doktorat, do którego rekomendował j

ą

 Gauss. 

Obok swego wkładu do prób udowodnienia wielkiego 
twierdzenia Fermata, Sophie Germain ma na koncie wiele 
osi

ą

gni

ęć

, mi

ę

dzy innymi w zakresie teorii liczb, ale nie tyl- 

ko. Aktywnie zajmowała si

ę

 równie

Ŝ

 teori

ą

 plastyczno

ś

ci 

oraz akustyk

ą

, a tak

Ŝ

e innymi gał

ę

ziami matematyki czystej 

l stosowanej. 
Jasna kometa 1811 roku 
Gauss prowadził wa

Ŝ

ne badania astronomiczne, zmierzaj

ą

ce 

mi

ę

dzy innymi do okre

ś

lenia orbit planet. 22 sierpnia 1811 ro- 

ku zaobserwował po raz pierwszy komet

ę

, która była ledwo wi- 

doczna na nocnym niebie. Umiał dokładnie wyznaczy

ć

 jej tra- 

jektori

ę

. Gdy po pewnym czasie kometa zacz

ę

ła jasno 

ś

wieci

ć

 

background image

 
 
66 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
na niebie, pro

ś

ci, n

ę

kani wojnami mieszka

ń

cy Europy ch

ę

tnie 

widzieli w niej znak niebios, przepowiadaj

ą

cy rychły upadek 

Napoleona. Gauss natomiast obserwował, jak potwierdzaj

ą

 si

ę

 

Jego przewidywania - kometa poruszała si

ę

 po orbicie, któr

ą

 

obliczył z du

Ŝą

 dokładno

ś

ci

ą

. Okazało si

ę

 jednak, 

Ŝ

e w prze- 

s

ą

dnych opowie

ś

ciach niewykształconych mieszka

ń

ców na- 

szego globu tkwiło równie

Ŝ

 ziarenko prawdy: w nast

ę

pnym ro- 

ku Napoleon poniósł kl

ę

sk

ę

 i musiał wycofa

ć

 swe wojska 

z Rosji. Gaussa to nawet bawiło. Po tym, jak Francuzi zdarli 
z niego i jego rodaków niemal ostatni grosz, wcale si

ę

 nie 

zmartwił, widz

ą

c Napoleona na kolanach. 

Ucze

ń

 

Norweski matematyk Niels Henrik Abel przyjechał do Pary

Ŝ

w pa

ź

dzierniku 1826 roku. Próbował tam nawi

ą

za

ć

 kontakty 

z innymi kolegami po fachu, poniewa

Ŝ

 stolica Francji była 

w owym czasie prawdziw

ą

 Mekk

ą

 matematyków. Do osób naj- 

bardziej imponuj

ą

cych Abelowi nale

Ŝ

ał Peter Gustaw Lejeune 

Dirichlet (1805-1859), Prusak, który te

Ŝ

 odwiedzał Pary

Ŝ

 

i z sympati

ą

 odnosił si

ę

 do młodego Norwega, bior

ą

c go pocz

ą

t- 

kowo za rodaka z Prus. Abelowi szczególnie spodobało si

ę

 to, 

Ŝ

e Dirichlet podał dowód wielkiego twierdzenia Fermata dla 

n = 5. Pisał o tym w li

ś

cie do jednego z przyjaciół, wspomina- 

j

ą

c, 

Ŝ

e ten sam wynik powtórzył Adrien Marie Legendre 

(1752-1833), wedle opisu Abela człowiek niebywale uprzejmy 
l bardzo stary. Legendre udowodnił twierdzenie Fermata dla 
n = 5 niezale

Ŝ

nie od Dlrlchleta, dwa lata pó

ź

niej od niego. Nie- 

stety, podobne odkrycia zdarzały mu si

ę

 cz

ę

sto - wiele jego 

spó

ź

nionych prac wypierały nowocze

ś

niejsze dzieła młodszych 

matematyków. 
Dirichlet był przyjacielem i uczniem Gaussa. Nakład słynnej 
ksi

ąŜ

ki Gaussa, Disqu.isition.es arithmeticae, wyczerpał si

ę

 

wkrótce po jej opublikowaniu. Nawet matematykom pracuj

ą

cym w tej samej co Gauss dziedzinie trudno było zdoby

ć

 eg- 

zemplarz na własno

ść

. A wielu posiadaczy ksi

ąŜ

ki i tak nie ro- 

 
 
AMIR D. ACZEL • 67 
zumiało jej do ko

ń

ca. Dirichlet nale

Ŝ

ał do tych szcz

ęś

liwców, 

którzy mieli swój egzemplarz. Uczony prawie si

ę

 z nim nie roz- 

stawał. Ksi

ąŜ

ka towarzyszyła mu w licznych podró

Ŝ

ach po ca- 

łym kontynencie, do Pary

Ŝ

a, Rzymu l innych miast. Dirichlet 

dosłownie sypiał z Disquisitiones pod poduszk

ą

. Dzieło Gaussa 

nazywano czasem patetycznie ksi

ę

g

ą

 siedmiu piecz

ę

ci. Je

ś

li 

si

ę

 z tym zgodzi

ć

, to utalentowany Dirichlet wiedział niew

ą

tpli- 

wie, jak te piecz

ę

cie przełama

ć

. Zrobił wi

ę

cej ni

Ŝ

 ktokolwiek In- 

ny, by wyja

ś

ni

ć

 i wytłumaczy

ć

 całemu 

ś

wiatu zawarto

ść

 dzieła 

swego mistrza. 
Poza nagła

ś

nianiem i wyja

ś

nianiem tre

ś

ci Disquisitiones 

oraz podaniem dowodu wielkiego twierdzenia Fermata dla wy- 
kładnika n = 5, Dirichlet udowodnił wiele innych twierdze

ń

Jeden z ciekawszych rezultatów jego bada

ń

 dotyczy ci

ą

gu aryt- 

metycznego postaci: a, a + b. a + 2b, a + 3b, a + 4b, ... i tak da- 
lej, przy czym obie liczby a l b s

ą

 całkowite l nie maj

ą

 wspólne- 

go dzielnika wi

ę

kszego od jedynki (tzn. mog

ą

 to by

ć

 np. 2 i 3 

albo 3 l 5. albo 6 i 35, nie mog

ą

 za

ś

 by

ć

 np. 2 i 4, dlatego 

Ŝ

obie dziel

ą

 si

ę

 przez 2, ani 6 l 9, które maj

ą

 wspólny dzielnik 

3). Otó

Ŝ

 Dirichlet udowodnił, 

Ŝ

e w ka

Ŝ

dym ci

ą

gu tej postaci 

wyst

ę

puje niesko

ń

czenie wiele liczb pierwszych. Zadziwiaj

ą

background image

cym składnikiem jego dowodu było wykorzystanie metod ana- 
lizy matematycznej, wa

Ŝ

nej gał

ę

zi matematyki, która zawiera 

w sobie m.ln. rachunek ró

Ŝ

niczkowy i całkowy. W analizie ma- 

my do czynienia z obiektami ci

ą

głymi, z funkcjami okre

ś

lony- 

mi na contlnuum elementów osi liczbowej. Wydaje si

ę

 to bar- 

dzo odległe od dyskretnego 

ś

wiata liczb całkowitych l liczb 

pierwszych - królestwa teorii liczb. 
W naszym stuleciu podobny most mi

ę

dzy odległymi z pozo- 

ru gał

ę

ziami matematyki zapowiedział nowoczesne spojrzenie 

na twierdzenie Fermata, spojrzenie ukoronowane pó

ź

niej do- 

wodem. Dirichlet był jednym ze 

ś

miałych pionierów, jednocz

ą

cych odległe gał

ę

zie matematyki. 

W pó

ź

niejszym czasie ucze

ń

 odziedziczył stanowisko swego 

mistrza. Gdy Gauss zmarł w 1855 roku, Dirichleta spotkał 
wielki zaszczyt: opu

ś

cił on presti

Ŝ

ow

ą

 posad

ę

 w Berlinie, by 

zast

ą

pi

ć

 Gaussa w Getyndze. 

 
 
68 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Matematycy Napoleona 
Cesarz Francuzów kochał matematyków, chocia

Ŝ

 sam nie 

był jednym z nich.26 Bliskie kontakty ł

ą

czyły go w szczegól- 

no

ś

ci z Gaspardem Monge'em (1746-1818) oraz Josephem 

Fourierem (1768-1830). W 1798 roku Napoleon zabrał obu 
panów do Egiptu, aby pomogli .cywilizowa

ć

" ten staro

Ŝ

ytny 

kraj. 
Fourier urodził si

ę

 w Auxerre, we Francji, 21 marca 1768 

roku. Gdy miał osiem lat, został sierot

ą

. Miejscowy biskup po- 

mógł mu dosta

ć

 si

ę

 do szkoły wojskowej. Ju

Ŝ

 w wieku lat dwu- 

nastu Fourier wykazywał wielkie zdolno

ś

ci. Zap

ę

dzano go do 

pisania tekstów kaza

ń

 dla dostojników ko

ś

cielnych z Pary

Ŝ

a, 

a ci wygłaszali Je nast

ę

pnie jako swoje własne. Wielka Rewolu- 

cja Francuska z 1789 roku oszcz

ę

dziła Fourierowi sp

ę

dzenia 

reszty 

Ŝ

ycia w zakonnej sukni. Został matematykiem i entuzja- 

stycznym stronnikiem rewolucji. Okres jakobi

ń

skiego terroru, 

który wkrótce nast

ą

pił, Fourier uznał za odpychaj

ą

co brutal- 

ny. Wykorzystywał elokwencj

ę

, wykształcon

ą

 przez lata pisa- 

nia kaza

ń

, głosz

ą

c swój sprzeciw wobec okrucie

ń

stwa. Talent 

ś

wietnego mówcy przydawał mu si

ę

 tak

Ŝ

e w nauczaniu mate- 

matyki w najlepszych szkołach Pary

Ŝ

a. 

Fourier interesował si

ę

 In

Ŝ

ynieri

ą

, matematyk

ą

 stosowan

ą

 

l fizyk

ą

. W słynnej Ecole Polytechmque prowadził rozległe ba- 

dania naukowe w tych dziedzinach. Wiele spo

ś

ród jego prac 

dost

ą

piło zaszczytu prezentacji w Akademii Nauk. Rosn

ą

c

ą

 

sław

ą

 Fouriera zainteresował si

ę

 sam Napoleon i w 1798 roku 

zaprosił go na pokład okr

ę

tu flagowego, płyn

ą

cego na czele 

zło

Ŝ

onej z pi

ę

ciuset jednostek floty francuskiej, kieruj

ą

cej si

ę

 

do Egiptu. Fourier nale

Ŝ

ał do tzw. Legionu Kultury, którego 

zadaniem było "obdarzy

ć

 naród egipski wszelkimi dobrodziej- 

stwami cywilizacji europejskiej". Armada Inwazyjna miała 
nie

ść

 nie tylko podbój, ale i kultur

ę

... 

26 Ten s

ą

d Autora jest dla Napoleona nieco krzywdz

ą

cy. W elementarnej geo- 

metrii płaskiej znane jest tzw. twierdzenie Napoleona; czym

ś

 podobnym nie mo- 

g

ą

 si

ę

 siczyci

ć

 Clinton, Jelcyn, Chirac czy Kwa

ś

niewski (przyp. tłum.). 

 
 
AMIR D. ACZEL • 69 
W Egipcie obaj matematycy zało

Ŝ

yli Instytut Egipski, a Fou- 

rier wrócił do Francji dopiero po czterech latach, w roku 1802, 
by zosta

ć

 prefektem regionu poło

Ŝ

onego wokół Grenoble. 

Przedsi

ę

wzi

ą

ł tam wiele po

Ŝ

ytecznych inicjatyw, takich jak 

background image

osuszenie bagien l zwalczanie malarii. Mimo nawału pracy 
Fourier, matematyk, który stał si

ę

 administratorem, znajdował 

jakim

ś

 cudem czas na twórcz

ą

, znakomitej jako

ś

ci prac

ę

 na- 

ukow

ą

. Arcydziełem Fouriera jest matematyczna teoria prze- 

wodnictwa cieplnego, udzielaj

ą

ca odpowiedzi na wa

Ŝ

ne pyta- 

nie: jak rozchodzi si

ę

 ciepło? Za to dokonanie uczony otrzymał 

w 1812 roku Grand Prix Paryskie] Akademii Nauk. Cz

ęść

 jego 

prac opierała si

ę

 na eksperymentach, które przeprowadził na 

pustyni podczas lat sp

ę

dzonych w Egipcie. Niektórzy z jego 

przyjaciół s

ą

dzili, 

Ŝ

e owe eksperymenty - a w szczególno

ś

ci 

poddawanie si

ę

 działaniu rozpalonego upałem powietrza w za- 

mkni

ę

tych pomieszczeniach - spowodowały jego przedwczesn

ą

 

ś

mier

ć

 w wieku 62 lat. 

Ostatnie lata 

Ŝ

ycia Fourier sp

ę

dził, snuj

ą

c opowie

ś

ci o Na- 

poleonie i historii swojej z nim znajomo

ś

ci, zarówno podczas 

pobytu w Egipcie, jak i pó

ź

niej, po ucieczce Napoleona z Elby. 

Unie

ś

miertelniła go jednak nie przyja

źń

 z cesarzem, ale prace 

o rozchodzeniu si

ę

 ciepła i stworzona przeze

ń

 teoria funkcji 

okresowych. Odpowiedni szereg funkcji okresowych, który 
mo

Ŝ

na wykorzysta

ć

 do przybli

Ŝ

ania innej funkcji lub szacowa- 

nia jej warto

ś

ci, nazywamy szeregiem Fouriera. 

Funkcje okresowe 
Najprostszego przykładu funkcji okresowej dostarcza tradycyj- 
ny zegarek. Minuta po minucie du

Ŝ

a wskazówka okr

ąŜ

a tar- 

cz

ę

, by po godzinie wróci

ć

 do miejsca, z którego rozpoczynała 

w

ę

drówk

ę

. Potem wszystko zaczyna si

ę

 od nowa; po kolejnych 

sze

ść

dziesi

ę

ciu minutach wskazówka znów powraca w to samo 

miejsce. (Oczywi

ś

cie, w miar

ę

 upływu kolejnych godzin mała 

wskazówka zmienia swoje poło

Ŝ

enie na tarczy zegarka). Poło- 

Ŝ

enie wskazówki minutowej na tarczy zegarka to okresowa 

 
 
70 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
funkcja czasu. Jej okres stanowi równo sze

ść

dziesi

ą

t minut. 

Mo

Ŝ

na powiedzie

ć

Ŝ

e przestrze

ń

 wszystkich minut 

ś

wiata - 

niesko

ń

czenie wielu minut, które upłyn

ą

 od teraz do wieczno- 

ś

ci - jest nakładana przez du

Ŝą

 wskazówk

ę

 na tarcz

ę

 zegarka, 

zupełnie tak, jak nitka nawija si

ę

 na szpulk

ę

 
 
Zastanówmy si

ę

 teraz nad innym przykładem i przypatrzmy 

si

ę

 p

ę

dz

ą

cej po torach lokomotywie. Rami

ę

, przekazuj

ą

ce nap

ę

z silnika na koło, porusza si

ę

 wci

ąŜ

 w gór

ę

 i w dół, gdy koło si

ę

 

obraca. Po ka

Ŝ

dym pełnym obrocie koła rami

ę

 powraca do pozy- 

cji wyj

ś

ciowej -jego ruch te

Ŝ

 jest okresowy. Je

ś

li przyjmiemy, 

Ŝ

promie

ń

 koła lokomotywy ma jednostkow

ą

 długo

ść

, to wówczas 

odległo

ść

 ko

ń

ca ramienia od poziomej płaszczyzny zawieraj

ą

cej 

o

ś

 wyra

Ŝ

a si

ę

 za pomoc

ą

 funkcji sinus. (To jedna z elementar- 

nych funkcji okresowych, o których uczymy si

ę

 w szkole). Za 

pomoc

ą

 cosinusa mo

Ŝ

na okre

ś

li

ć

 odległo

ść

 ko

ń

ca ramienia od 

przechodz

ą

cej przez o

ś

 płaszczyzny pionowej. Zarówno sinus, 

jak i cosinus s

ą

 funkcjami k

ą

ta mi

ę

dzy poziom

ą

 lini

ą

 przebiega- 

j

ą

c

ą

 przez 

ś

rodki kół lokomotywy a promieniem poprowadzo- 

nym do ko

ń

ca ramienia. 

Gdy poci

ą

g porusza si

ę

 do przodu, stoj

ą

cy obserwator widzi, 

jak koniec ramienia zakre

ś

la falist

ą

 krzyw

ą

, podobn

ą

 do wi- 

docznej na rysunku na nast

ę

pnej stronie. Krzywa ta jest okre- 

sowa. Okres to 360 stopni, co odpowiada pełnemu obrotowi 
koła. Z pocz

ą

tku koniec ramienia znajduje si

ę

 na umownej wy- 

 
 

background image

AMIR D. ACZEL • 71 
 
 
soko

ś

ci zerowej, potem wznosi si

ę

 po grzbiecie falistej krzywej 

na wysoko

ść

 jeden, nast

ę

pnie z powrotem opada do zera l ni- 

Ŝ

ej, a

Ŝ

 do minus jedynki, a na koniec w

ę

druje w gór

ę

, do zera. 

Potem cały cykl zaczyna si

ę

 od nowa. 

Fourier odkrył, 

Ŝ

e prawie wszystkie w miar

ę

 porz

ą

dne funk- 

cje mo

Ŝ

na z dowoln

ą

 dokładno

ś

ci

ą

 przybli

Ŝ

a

ć

 sumami wielu 

(teoretycznie niesko

ń

czenie wielu, gdy chcemy osi

ą

gn

ąć

 do- 

kładno

ść

 niemal doskonał

ą

) sinusów i cosinusów. Mówi o tynu 

sławne twierdzenie o szeregach Fouriera. Rozwini

ę

cie dowolnej! 

funkcji w sum

ę

 wielu sinusów i cosinusów stosuje si

ę

 w mate- 

matyce w bardzo wielu sytuacjach, gdy wyra

Ŝ

enie, z którymi 

mamy do czynienia, jest zawiłe i trudne do zbadania - nato- 
miast suma wielu sinusów i cosinusów, pomno

Ŝ

onych przez 

odpowiednio dobrane współczynniki, łatwo poddaje si

ę

 rozma- 

itym manipulacjom l obliczeniom. Jest to szczególnie praktycz-- 
ne, gdy do oblicze

ń

 wykorzystujemy komputer. Dziedzina ma - 

tematyki, któr

ą

 nazywa si

ę

 analiz

ą

 numeryczn

ą

, zajmuje sia

ę

 

technikami sprawnego obliczania warto

ś

ci najró

Ŝ

niejszycin 

funkcji i wyra

Ŝ

e

ń

. Istotn

ą

 cz

ęś

ci

ą

 analizy numerycznej jes-t 

tzw. analiza fourierowska. Za pomoc

ą

 rozwini

ęć

 w szeregi Fom- 

riera bada ona skomplikowane problemy, których rozwi

ą

zani a 

nie wyra

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 prostymi, jawnymi wzorami. Po pionierskic

Ŝ

pracach Fouriera zacz

ę

to te

Ŝ

 stosowa

ć

 rozwini

ę

cia, wykorzy- 

stuj

ą

ce inne, stosunkowo proste funkcje, głównie rozmaite 

wielomiany (to znaczy sumy rosn

ą

cych pot

ę

g zmiennej: kwa- 

dratów, sze

ś

cianów Itd.). Gdy obliczamy na kalkulatorze pierr- 

wiastek kwadratowy z jakiej

ś

 liczby, to poznajemy w istocie 

tylko jego przybli

Ŝ

enie znalezione tego rodzaju metod

ą

 
 
72 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Zło

Ŝ

one z sinusów i cosinusów szeregi Fouriera s

ą

 szczegól- 

nie przydatne do badania zjawisk, w których sumy funkcji 
okresowych pojawiaj

ą

 si

ę

 tak czy Inaczej w naturalny sposób. 

Dotyczy to na przykład muzyki. Utwór muzyczny mo

Ŝ

na rozło- 

Ŝ

y

ć

 na składowe, proste d

ź

wi

ę

ki. Przypływy i odpływy morza 

czy kolejne fazy Ksi

ęŜ

yca to te

Ŝ

 zjawiska okresowe. 

Cho

ć

 zastosowa

ń

 szeregów Fouriera do opisu zjawisk natu- 

ralnych oraz w ró

Ŝ

norodnych technikach obliczeniowych nie 

mo

Ŝ

na w 

Ŝ

adnym razie przemilcze

ć

, naprawd

ę

 zaskakuj

ą

ce jest 

dopiero to, 

Ŝ

e zarówno szeregów Fouriera, jak i analizy fourie- 

rowskiej u

Ŝ

ywa si

ę

 w czystej matematyce, która nigdy nie nale- 

Ŝ

ała do kr

ę

gu głównych zainteresowa

ń

 Fouriera. W XX wieku 

Góro Shimura wykorzystał szeregi Fouriera w swoich pracach 
teorioliczbowych jako swego rodzaju narz

ę

dzie do przenoszenia 

obiektów matematycznych z jednego obszaru w inny. (Przypo- 
mnijmy: dowód hipotezy Shimury to samo sedno dowodu wiel- 
kiego twierdzenia Fermata). Dzi

ę

ki badaniu przedłu

Ŝ

e

ń

 funkcji 

okresowych na płaszczyzn

ę

 zespolon

ą

 - ł

ą

cz

ą

cemu dwie gał

ę

zie 

analizy matematycznej - inny uczony francuski, Henri Poin- 
care, doszedł na pocz

ą

tku XX wieku do odkrycia funkcji auto- 

morficznych oraz form modułowych, które pó

ź

niej miały decy- 

duj

ą

cy wpływ na losy wielkiego twierdzenia Fermata. 

Kulawy dowód Lamego 
Pierwszego marca 1847 roku, na posiedzeniu Paryskiej Akade- 
mii Nauk, matematyk Gabriel Lam

ę

27 (1795-1870), szalenie 

podekscytowany, obwie

ś

cił wszystkim, 

Ŝ

e znalazł dowód wiel- 

kiego twierdzenia Fermata dla ogólnego przypadku. Przedtem 

background image

badano Jedynie przypadki pojedynczych wykładników n; do- 
wód był znany dla n = 3, 4, 5, 6 i 7. Lam

ę

 zaproponował ogólne 

podej

ś

cie do zagadnienia Fermata, które -jak s

ą

dził - powinno 

by

ć

 prawdziwe dla dowolnego wykładnika n. Jego metoda pole- 

27 Nieprzetłumaczalna gra słów: pozbawione akcentu nad e nazwisko "Lam

ę

i angielskie słowo "kulawy" wygl

ą

daj

ą

 identycznie (prayp. dum.). 

 
 
AMIR D. ACZEL • 73 
gala na tym, by wykorzystuj

ą

c liczby zespolone, rozło

Ŝ

y

ć

 lew

ą

 

stron

ę

 rozpatrywanego równania (x" + y") na iloczyn czynni- 

ków liniowych. Lam

ę

 stwierdził te

Ŝ

 skromnie, 

Ŝ

e sława powin- 

na spłyn

ąć

 nie tylko na niego, gdy

Ŝ

 wspomnianej metody na- 

uczył si

ę

 przy innej okazji od Josepha Liouville'a (1809-1882). 

Llouville jednak wszedł na mównic

ę

 bezpo

ś

rednio po Łamem 

l kategorycznie odmówił przyj

ę

cia jakichkolwiek pochwał. 

Stwierdził ze spokojem, 

Ŝ

e Lam

ę

 wcale nie udowodnił wielkiego 

twierdzenia Fermata, bowiem zastosowany przeze

ń

 rozkład na 

czynniki wcale nie jest jednoznaczny (to znaczy, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na go 

wykona

ć

 na wiele sposobów), a zatem nie prowadzi do rozwi

ą

zania. Była to wi

ę

c próba odwa

Ŝ

na i pełna fantazji, i

ś

cie kawa- 

leryjska, tyle 

Ŝ

e - jak wiele innych - zupełnie bezowocna. Jed- 

nak

Ŝ

e z samego pomysłu, by zapisa

ć

 lew

ą

 stron

ę

 równania- 

w postaci iloczynu n czynników liniowych, uczyniono powtór- 
ny u

Ŝ

ytek. 

Liczby idealne 
Jako drugi rozkładu na czynniki spróbował Ernst EduarcB 
Kummer (1810-1893), człowiek, który do rozwi

ą

zania proble- 

mu Fermata w przypadku ogólnym zbli

Ŝ

ył si

ę

 bardziej ni

Ŝ

 kto- 

kolwiek z jemu współczesnych. W istocie Kummer, próbuj

ą

udowodni

ć

 wielkie twierdzenie Fermata, stworzył now

ą

 teori

ę

 

matematyczn

ą

, tzw. teori

ę

 liczb idealnych. 

Matka Kummera owdowiała, gdy miał on zaledwie trzy lata_, 
l wykształcenie syna musiała okupi

ć

 ci

ęŜ

k

ą

 prac

ą

. W wieku la_t 

osiemnastu młody Kummer wst

ą

pił na Uniwersytet w Hall«^ 

w Niemczech z zamiarem studiowania teologii i przygotowania 
si

ę

 do 

Ŝ

ycia w słu

Ŝ

bie Ko

ś

cioła. Pewien dalekowzroczny profe-- 

sor matematyki, entuzjastycznie podchodz

ą

cy do algebry i teon- 

rii liczb, zdołał zainteresowa

ć

 tymi dziedzinami Kummera, tem 

za

ś

 wkrótce porzucił teologi

ę

 dla matematyki. Podczas trzecie;- 

go roku studiów rozwi

ą

zał trudny problem matematyczny, z. a 

który oferowano nagrod

ę

. Dzi

ę

ki temu sukcesowi zdobył 

doktorat z matematyki w wieku dwudziestu jeden lat. 
 
 
74 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Mimo to Kummer nie mógł znale

źć

 pracy na 

Ŝ

adnym z nie- 

mieckich uniwersytetów i musiał zadowoli

ć

 si

ę

 posad

ą

 nauczy- 

ciela w szkole 

ś

redniej, do której sam kiedy

ś

 chodził. Nauczy- 

cielem był przez dziesi

ęć

 lat, prowadz

ą

c jednocze

ś

nie rozliczne 

badania naukowe, które cz

ęś

ciowo publikował, a cz

ęś

ciowo 

opisywał w listach kierowanych do czołowych matematyków. 
Przyjaciele zdawali sobie oczywi

ś

cie spraw

ę

Ŝ

e los utalentowa- 

nego matematyka, zmuszonego do wykonywania zawodu na- 
uczyciela w szkole 

ś

redniej, jest niewesoły. Dzi

ę

ki wstawien- 

nictwu i pomocy kilku wpływowych matematyków Kummer 
otrzymał profesur

ę

 na Uniwersytecie we Wrocławiu. W rok 

ź

niej zmarł Gauss. Jego miejsce w Getyndze zaj

ą

ł Dirlchlet, 

opuszczaj

ą

c sw

ą

 katedr

ę

 na słynnym Uniwersytecie Berli

ń

skim. Kummera wybrano, by zast

ą

pił Dirichleta w Berlinie. 

Piastował to stanowisko a

Ŝ

 do emerytury. 

background image

Kummer zajmował si

ę

 najró

Ŝ

niejszymi zagadnieniami mate- 

matycznymi, od bardzo abstrakcyjnych do bardzo praktycz- 
nych - pracował nawet nad zastosowaniami matematyki do 
techniki wojennej. Najwi

ę

ksz

ą

 sław

ę

 przyniosły mu jednak 

szeroko zakrojone prace nad wielkim twierdzeniem Fermata. 
Zajmował si

ę

 nim tak jak sławny francuski matematyk Augu- 

stin Louis Cauchy (1789-1857), któremu wielokrotnie wyda- 
wało si

ę

Ŝ

e wpadł na trop ogólnego rozwi

ą

zania problemu Fer- 

mata. Lecz Cauchy był te

Ŝ

 niecierpliwy i niedbały; za ka

Ŝ

dym 

razem okazywało si

ę

Ŝ

e problem jest daleko trudniejszy ni

Ŝ

 

przypuszczał: liczbom po prostu brakowało własno

ś

ci, których 

do swych rozumowa

ń

 potrzebował Cauchy. Z czasem wi

ę

Cauchy porzucił wielkie twierdzenie Fermata i zaj

ą

ł si

ę

 innymi 

zagadnieniami. 
Kummer, owładni

ę

ty natr

ę

tnymi my

ś

lami o wielkim twier- 

dzeniu Fermata, kroczył z pocz

ą

tku szlakiem daremnych usi- 

łowa

ń

 Cauchy'ego. Nie porzucił jednak nadziei, gdy raz za ra- 

zem okazywało si

ę

Ŝ

e u

Ŝ

ywanym przeze

ń

 ciałom liczbowym 

brakuje tej czy innej własno

ś

ci. Zamiast rozpacza

ć

, stworzył 

inne, nowe liczby, które miały niezb

ę

dne cechy. Nazwał je licz- 

bami idealnymi. W ten sposób Kummer, wychodz

ą

c od zera, 

zbudował zupełnie now

ą

 teori

ę

 i wykorzystywał j

ą

, próbuj

ą

 
 
AMIR D, ACZEL • 75. 
udowodni

ć

 wielkie twierdzenie Fermata. W pewnym momencie- 

Kummer my

ś

lał nawet, 

Ŝ

e wreszcie znalazł ogólny dowód. Oka- 

zało si

ę

, niestety, 

Ŝ

e cel pozostał poza zasi

ę

giem jego stara

ń

Niemniej Kummer, atakuj

ą

c problem Fermata, poczynił ol- 

brzymie post

ę

py. Dzi

ę

ki zastosowaniu swoich liczb idealnych 

zdołał udowodni

ć

 wielkie twierdzenie Fermata dla wszystklcn 

wykładników nale

Ŝą

cych do bardzo obszernej klasy tak zw

ą

 - 

nych regularnych liczb pierwszych. Na przykład w

ś

ród liczba 

pierwszych mniejszych od 100 nie s

ą

 regularne tylko trzy: 37", 

59 i 67. Tym samym wiadomo było, 

Ŝ

e twierdzenie zachodzi 

równie

Ŝ

 dla ka

Ŝ

dego z niesko

ń

czenie wielu wykładników, któr' e 

dziel

ą

 si

ę

 cho

ć

by przez jedn

ą

 z regularnych liczb pierwszych.218 

Liczby nieregularne wymkn

ę

ły si

ę

 z sieci rozwa

Ŝ

a

ń

 Kummera. 

Nieco pó

ź

niej rozpracował on jednak oddzielnie przypadki nie- 

których nieregularnych liczb pierwszych, w tym wspomniame 
37, 59 i 67. W efekcie, pod koniec lat pi

ęć

dziesi

ą

tych XIX wie- 

ku, dzi

ę

ki niewiarygodnemu przełomowi, dokonanemu przez 

Kummera, wiadomo było, 

Ŝ

e wielkie twierdzenie Fermata jest 

prawdziwe dla wszystkich wykładników mniejszych od 100 
(l dla niesko

ń

czonego zbioru wykładników zło

Ŝ

onego z wszys-t- 

kich wielokrotno

ś

ci liczb pierwszych mniejszych od 100). Cho

ć

 

nie był to wymarzony ogólny dowód, a prawdziwo

ść

 twierdz-e- 

nia pozostawała nie rozstrzygni

ę

ta dla niesko

ń

czenie wielu 

wykładników, prace Kummera nale

Ŝ

y uzna

ć

 za istotne osi. 

ą

gni

ę

cie. 

W 1816 roku Francuska Akademia Nauk ufundowała n^a- 
grod

ę

 dla tego, kto udowodni wielkie twierdzenie Fermata. 

W roku 1850 Akademia ponowiła propozycj

ę

, oferuj

ą

c złcoty 

medal i sum

ę

 3000 franków matematykowi, który po<ia 

dowód wielkiego twierdzenia Fermata. W roku 1856 zdecydo- 
wano nagrod

ę

 wycofa

ć

, nie wydawało si

ę

 bowiem, 

Ŝ

eby roz- 

wi

ą

zanie problemu Fermata miało si

ę

 pojawi

ć

 w bliskiej przy- 

szło

ś

ci. Zamiast tego Akademia postanowiła, 

Ŝ

e nagrod

ę

 ",za 

28 Do dzi

ś

 nie wiemy, czy regularnych liczb pierwszych jest niesko

ń

czenie wi-

ele; 
pewne jest natomiast to, 

Ŝ

e nieregularnych liczb pierwszych jest niesko

ń

czenie 

background image

wiele, co udowodnil w 1915 roku K. L. Jensen (przyp. tłum.). 
 
 
76 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
przepi

ę

kne badania liczb zespolonych, utworzonych z pier- 

wiastków z jedynki i liczb całkowitych" otrzyma Ernst Eduard 
Kummer. I tak oto Kummer dostał nagrod

ę

, o któr

ą

 si

ę

 wcale 

nie ubiegał. 
Kummer niestrudzenie kontynuował próby znalezienia do- 
wodu wielkiego twierdzenia Fermata. Zaprzestał ich dopiero 
w 1874 roku. Kummer był równie

Ŝ

 autorem pionierskich 

prac z geometrii przestrzeni czterowymiarowej. Niektóre 
z uzyskanych przez niego wyników stosowane s

ą

 obecnie 

w mechanice kwantowej, jednej z gał

ę

zi współczesnej fizyki. 

W roku 1893, po przekroczeniu osiemdziesi

ą

tki, Kummer 

zmarł na gryp

ę

Samo wprowadzenie liczb idealnyc.h jest przez matematy- 
ków uznawane za wi

ę

kszy sukces Kummera ni

Ŝ

 ich zastoso- 

wanie do cz

ęś

ciowego rozwi

ą

zania zagadnienia Fermata. Fakt 

powstania tej warto

ś

ciowej teorii wskutek prób udowodnienia 

wielkiego twierdzenia Fermata obrazuje prawidłowo

ść

 ogólniej- 

sz

ą

: zmaganie z jednym problemem mo

Ŝ

e prowadzi

ć

 do rozwo- 

ju zupełnie nowych dziedzin nauki. W istocie, teoria liczb ide- 
alnych Kummera stała si

ę

 pocz

ą

tkiem współczesnej teorii 

obiektów, zwanych ideałami. Bez niej nie byłoby dwudziesto- 
wiecznych prac Wilesa i innych matematyków, zajmuj

ą

cych 

si

ę

 zagadnieniem Fermata. 

Kolejna nagroda 
W 1908 roku w Niemczech ufundowano dla autora ogólnego 
dowodu wielkiego twierdzenia Fermata tzw. nagrod

ę

 Wolfskehia 

w wysoko

ś

ci stu tysi

ę

cy marek. W pierwszym roku od ustano- 

wienia nagrody pojawiło si

ę

 621 "rozwi

ą

za

ń

". Wszystkie zawie- 

rały bł

ę

dy. W kolejnych latach podejmowano kolejne setki i ty- 

si

ą

ce podobnych prób. W latach dwudziestych naszego wieku, 

wskutek panuj

ą

cej w Niemczech hiperinflacji, realna warto

ść

 

sumy 100 000 marek spadła niemal do zera. Mimo to fałszywe 
dowody wielkiego twierdzenia Fermata nadal napływały szero- 
k

ą

 fal

ą

 
 
AMIR D. ACZEL • 77 
Geometria bez Euklidesa 
Wiek XIX przyniósł w matematyce wiele nowych osi

ą

gni

ęć

. W

ę

gier, Janos Bolyai (1802-1860), i Rosjanin, Mikołaj Iwanowicz- 
Łobaczewski (1793-1856), zmienili oblicze geometrii. Odrzucili. 
tzw. pi

ą

ty postulat Euklidesa, który głosił, 

Ŝ

e dwie proste rów-- 

nolegle na płaszczy

ź

nie nie przecinaj

ą

 si

ę

, i niezale

Ŝ

nie od sie- 

bie zbudowali 

ś

wiat nowej geometrii, pod wieloma wzgl

ę

dami! 

podobny do euklidesowego, lecz dopuszczaj

ą

cy, by proste rów- 

noległe przecinały si

ę

 w niesko

ń

czono

ś

ci. Z geometri

ą

 tego ro- 

dzaju mamy do czynienia cho

ć

by w przypadku sfery. Dobregco 

przykładu dostarcza powierzchnia globu ziemskiego. Rol

ę

 pro- 

stych odgrywaj

ą

 na sferze łuki wielkich kół, na przykład połu- 

dniki. Łatwo zaobserwowa

ć

Ŝ

e w pobli

Ŝ

u równika ró

Ŝ

ne połu- 

dniki s

ą

 równoległe. Gdy jednak pow

ę

drujemy wzdłu

Ŝ

 nich aS, 

do bieguna północnego, zauwa

Ŝ

ymy, 

Ŝ

e si

ę

 tam one spotkaj

ą

 . 

Wiele sytuacji, które przed nadej

ś

ciem geometrii nieeuklideso- 

wej wydawało si

ę

 niejasnych i tajemniczych, mo

Ŝ

na obecnie zei 

jej pomoc

ą

 opisa

ć

 i wytłumaczy

ć

 
 

background image

Tragiczne dzieje twórcy niezwykłej teorii 
Algebra abstrakcyjna, dziedzina matematyki, której korzenie 
si

ę

gaj

ą

 dobrze znanej, słu

Ŝą

cej do rozwi

ą

zywania prostyc:h 

równa

ń

 algebry szkolnej, narodziła si

ę

 w XIX wieku. Do alges- 

 
 
78 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
bry abstrakcyjnej zalicza si

ę

 mi

ę

dzy innymi wspaniał

ą

 teori

ę

 

Galois. 
Evariste Galois urodził si

ę

 w 1811 roku pod Pary

Ŝ

em, w ma- 

łej mie

ś

cinie Bourg-la-Reine.29 Jego ojciec był burmistrzem 

miasteczka i jednocze

ś

nie zagorzałym republikaninem. Młody 

Evariste od pocz

ą

tku stykał si

ę

 z Ideałami wolno

ś

ci i demokra- 

cji. Niestety, niemal cała Francja w owym czasie zmierzała 
w przeciwnym kierunku. Wielka Rewolucja Francuska prze- 
szła ju

Ŝ

 do historii, podobnie Jak dokonania Napoleona. Nie 

wszystkie marzenia o wolno

ś

ci, równo

ś

ci i braterstwie zostały 

spełnione. Rój ali

ś

ci cieszyli si

ę

 z powrotu do 

Ŝ

ycia publicznego 

we Francji, na której tronie znów zasiadał jeden z Burbonów, 
rz

ą

dz

ą

c tym razem wspólnie z przedstawicielami ludu. 

ś

ycie Evariste'a przesi

ą

kni

ę

te było wzniosłymi Ideałami re- 

wolucji. Wygłaszał o nich nawet publiczne, porywaj

ą

ce mowy, 

a równocze

ś

nie był genialnym matematykiem o niezrównanych 

mo

Ŝ

liwo

ś

ciach. Jako nastolatek wchłaniał teorie algebraiczne 

równie szybko i łatwo, jak najznakomitsi ówcze

ś

ni matematy- 

cy. B

ę

d

ą

c jeszcze chłopcem, stworzył własn

ą

, pełn

ą

 teori

ę

 ma- 

tematyczn

ą

, znan

ą

 dzi

ś

 jako teoria Galois. Niestety, podczas 

tragicznie krótkiego 

Ŝ

ycia nie dane mu było cieszy

ć

 si

ę

 uzna- 

niem Innych. 
Galois chodził do szkoły z internatem. Noce, które jego kole- 
dzy smacznie przesypiali, sp

ę

dzał, spisuj

ą

c sw

ą

 teori

ę

. Gotowy 

r

ę

kopis wysłał do Francuskiej Akademii Nauk, do Cauchy'ego, 

z nadziej

ą

Ŝ

e ten pomo

Ŝ

e mu w opublikowaniu dotychczaso- 

wych wyników bada

ń

. Cauchy był jednak nie tylko człowie- 

kiem niezwykle zaj

ę

tym; był te

Ŝ

 arogancki i niedbały. Błyskot- 

liwa praca Galois trafiła nieczytana do kosza. 
Galois spróbował jeszcze raz, z podobnym skutkiem. W tym 
czasie oblał te

Ŝ

 egzaminy wst

ę

pne do Ecole Polytechnique, któ- 

ra wykształciła wi

ę

kszo

ść

 słynnych matematyków fran- 

cuskich. Galois zazwyczaj pracował nad matematyk

ą

, u

Ŝ

ywa- 

j

ą

c jedynie własnej głowy. Nic nie notował l nie zapisywał, do- 

29 Miasteczko to znajduje si

ę

 przy drodze do Tuluzy, dzi

ś

 niedaleko lotniska 

Orły 
(przyp. tłum.). 
 
 
AMIR D, ACZEL • 7S» 
póki nie miał w głowie gotowego wyniku. Koncentrował si

ę

 ra- 

czej na ideach, ni

Ŝ

 na detalach, do których, prawd

ę

 powie-- 

dziawszy, nie miał zbytniej cierpliwo

ś

ci i uznawał je za mato 

Interesuj

ą

ce. Naprawd

ę

 ciekawiły go wielkie pomysły, pi

ę

knoo 

rozległych teorii. Nic dziwnego, 

Ŝ

e kto

ś

 taki nie czuł si

ę

 najle - 

piej, odpowiadaj

ą

c przy tablicy na szczegółowe pytania. Z te=j 

wła

ś

nie przyczyny dwukrotnie nie udało mu si

ę

 dosta

ć

 do wy- 

marzonej szkoły. Dwukrotnie postawiony pod tablic

ą

 

ś

rednio 

radził sobie z zapisywaniem rozumowa

ń

 i Irytował si

ę

, pytan^y 

o detale, które po prostu uznawał za niewa

Ŝ

ne. Było to tragiczs- 

ne nieporozumienie: niewiarygodnie inteligentnego młodeg.o 
człowieka przepytywali daleko mniej uzdolnieni egzaminatoo- 
rzy, bior

ą

c niech

ęć

 do podawania banalnych szczegółów za 

niewiedz

ę

. Gdy Galois zdał sobie spraw

ę

Ŝ

e za chwil

ę

 obieg e 

background image

egzamin po raz drugi (i ostatni, poniewa

Ŝ

 wi

ę

cej razy nie wolnio 

było zdawa

ć

), a wrota Ecole Polytechnique zamkn

ą

 si

ę

 prze-d 

nim na zawsze, cisn

ą

ł 

ś

cierk

ą

 do tablicy w twarz jednego z eg- 

zaminatorów. 
Pozostała mu druga pod wzgl

ę

dem atrakcyjno

ś

ci uczelnia, 

Ecole Normale. Lecz nawet tam nie wiodło mu si

ę

 dobrze. O*]- 

ciec Galois, burmistrz Bourg-la-Reine, był w miasteczk-u 
obiektem klerykalnych Intryg. Pewien pozbawiony skrupułów 
ksi

ą

dz rozpowszechniał pornograficzne wierszydła, sygnuj

ą

c _je 

nazwiskiem burmistrza. Po paru miesi

ą

cach prze

ś

ladowa

ń

 oj- 

ciec Galois stracił pewno

ść

 siebie l nabrał przekonania, 

Ŝ

e ca_ly 

ś

wiat sprzysi

ą

gł si

ę

 przeciw niemu. Trac

ą

c stopniowo kontaikt 

z rzeczywisto

ś

ci

ą

, pojechał do Pary

Ŝ

a. Tam, w mieszkandu 

o par

ę

 ulic od miejsca, gdzie studiował jego syn, popełnił s a- 

mobójstwo. Po tej tragedii młody Galois nigdy ju

Ŝ

 nie doszesdl 

do siebie. Zdesperowany przegran

ą

 spraw

ą

 rewolucji 1830 r-o- 

ku, sfrustrowany działaniami dyrektora Ecole, którego uwa

Ŝ

sał 

za poplecznika rojalistów i kleryka! ów, Galois napisał zjadinwy, 
krytykuj

ą

cy dyrektora list. Wpadł na ten pomysł po trzech 

dniach ulicznych zamieszek, kiedy to studenci całego Pary

Ŝ

burzyli si

ę

 przeciwko re

Ŝ

imowi. Galois i jego koledzy, nie rrno- 

g

ą

c wdrapa

ć

 si

ę

 na wysoki płot, uwi

ę

zieni byli przez jaki

ś

 cz:as 

na terenie uczelni. Rozzłoszczony Galois wysłał swój ci

ę

ty, p3o- 

 
 
80 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
mienny list krytykuj

ą

cy dyrektora do "Gazette des Ecoles". 

Zyskał tyle, 

Ŝ

e go z uczelni wydalono. Nie zra

Ŝ

ony tym Galols 

napisał do "Gazette" drugi list, wzywaj

ą

c studentów uczelni, 

by stan

ę

li po stronie honoru i sumienia. Odzewu nie było. 

Wyrzucony z uczelni Galois próbował z pocz

ą

tku dawa

ć

 pry- 

watne lekcje. Maj

ą

c ledwie dziewi

ę

tna

ś

cie lat, chciał poza mu- 

rami francuskich szkół uczy

ć

 własnych teorii matematycz- 

nych. Nie znalazł jednak ch

ę

tnych do pobierania nauki - jego 

teorie były zbyt zaawansowane, a on sam wyprzedzał o wiele 
lat sw

ą

 epok

ę

Stoj

ą

c przed niepewn

ą

 przyszło

ś

ci

ą

, jakby dotkni

ę

ty jakim

ś

 

przekle

ń

stwem, które nie pozwalało mu zdobywa

ć

 rzetelnego 

wykształcenia w normalny sposób, zdesperowany Galois wst

ą

pił do oddziałów artylerii francuskiej Gwardii Narodowej. 
W Gwardii Narodowej, dowodzonej niegdy

ś

 przez samego La- 

fayette'a, wielu młodych ludzi nastawionych było liberalnie 
i wyznawało pogl

ą

dy polityczne zbli

Ŝ

one do Galois. Słu

Ŝą

w Gwardii, Galois spróbował po raz ostatni opublikowa

ć

 wyni- 

ki swych prac. Napisał artykuł po

ś

wi

ę

cony ogólnym własno- 

ś

ciom rozwi

ą

za

ń

 równa

ń

 wielomianowych - dzi

ś

 uznawany za 

opis 

ś

wietnej teorii Galois - i posłał go do Francuskiej Akade- 

mii Nauk, na r

ę

ce Simeona-Denisa Poissona (1781-1840). Po- 

Isson prac

ę

 przeczytał, lecz stwierdził, 

Ŝ

e jest "niezrozumiała". 

Jeszcze raz si

ę

 okazało, 

Ŝ

e dzłewi

ę

tnastolatek przerósł mate- 

matyków francuskich starszej generacji tak bardzo, 

Ŝ

e nie byli 

oni w stanie ogarn

ąć

 jego nowych, efektownych teorii. Po tym 

do

ś

wiadczeniu Galois postanowił porzuci

ć

 matematyk

ę

 i zo- 

sta

ć

 zawodowym rewolucjonist

ą

. Powiedział podobno, 

Ŝ

e je

ś

li 

do zaanga

Ŝ

owania ludzi w rewolucj

ę

 potrzebne jest jakie

ś

 spe- 

cjalne ciało, to on mo

Ŝ

e ofiarowa

ć

 własne. 

Dziewi

ą

tego maja 1831 roku dwustu młodych republikanów 

urz

ą

dziło bankiet, by protestowa

ć

 przeciw królewskiemu roz- 

kazowi, rozwi

ą

zuj

ą

cemu oddziały artylerii Gwardii Narodowej. 

Pito za zdrowie bohaterów Wielkiej Rewolucji Francuskiej i za 
rewolucj

ę

 1830 roku. W pewnym momencie Galois wstał 

background image

l wzniósł toast: POLU- Louis Philippe! za ksi

ę

cia Orleanu i ówcze- 

snego króla Francji. Wymawiaj

ą

c te słowa i wznosz

ą

c jedn

ą

 r

ę

 
 
AMIR D. ACZEL • 81 
k

ą

 kielich, w drugiej r

ę

ce Galois trzymał wysoko otwarty nó

Ŝ

 

kieszonkowy. Poniewa

Ŝ

 francuskie pour mo

Ŝ

e znaczy

ć

 zarówno 

"za", jak i "na" lub "dla", wi

ę

c całe zdarzenie zostało potrakto- 

wane jako zagro

Ŝ

enie 

Ŝ

ycia króla. Nast

ę

pnego dnia Galois zo- 

stał aresztowany. 
Podczas sprawy o spowodowanie zagro

Ŝ

enia 

Ŝ

ycia monarchy 

adwokat Galois utrzymywał, 

Ŝ

e jego klient powiedział w rzeczy- 

wisto

ś

ci: "Dla Ludwika Filipa, gdyby okazał si

ę

 zdrajc

ą

". Po- 

twierdziły to zeznania niektórych zaprzyja

ź

nionych z Galois ar- 

tylerzystów, a s

ę

dziowie przysi

ę

gli uznali go za niewinnego. 

Galois spokojnie zabrał swój scyzoryk ze stolika z dowodami, 
zło

Ŝ

ył go i schował do kieszeni, odchodz

ą

c jako wolny czło- 

wiek. Niestety, wolno

ś

ci

ą

 nie cieszył si

ę

 zbyt długo. Po miesi

ą

cu aresztowano go jako "niebezpiecznego republikanina" 
i przetrzymywano bez postawienia konkretnego zarzutu w wi

ę

zieniu, poszukuj

ą

c jednocze

ś

nie czego

ś

, o co mo

Ŝ

na by go 

oskar

Ŝ

y

ć

. W ko

ń

cu wytoczono mu proces o noszenie munduru 

rozwi

ą

zanych oddziałów artylerii. Galois został skazany na 

sze

ść

 miesi

ę

cy wi

ę

zienia. Rojali

ś

ci cieszyli si

ę

Ŝ

e w ko

ń

cu uda- 

ło si

ę

 usun

ąć

 dwudziestolatka, uznanego za gro

ź

nego wroga 

systemu. Po pewnym czasie Galois został zwolniony warunko- 
wo. To, co si

ę

 stało pó

ź

niej, wci

ąŜ

 budzi w

ą

tpliwo

ś

ci. B

ę

d

ą

c na 

zwolnieniu warunkowym, Galois poznał młod

ą

 kobiet

ę

, w któ- 

rej si

ę

 zakochał. Niektórzy s

ą

dz

ą

Ŝ

e wpadł w pułapk

ę

 zasta- 

wion

ą

 przez wrogich mu rojalistów, chc

ą

cych raz na zawsze- 

poło

Ŝ

y

ć

 kres jego rewolucyjnej działalno

ś

ci. W ka

Ŝ

dym razie 

zwi

ą

zał si

ę

 z kobiet

ą

 o w

ą

tpliwej reputacji (une co

ą

uette de boy 

etage]. Gdy zostali kochankami, zjawił si

ę

 pewien rojalista, by- 

"ratowa

ć

 zagro

Ŝ

ony honor" i wyzwał Galois na pojedynek. Mło- 

dy matematyk znalazł si

ę

 w sytuacji bez wyj

ś

cia. Próbował: 

wszelkimi sposobami wyperswadowa

ć

 przeciwnikowi pojedy- 

nek. Na pró

Ŝ

no. 

W nocy przed pojedynkiem Galois napisał kilka listów. Owe= 
listy do przyjaciół zdaj

ą

 si

ę

 potwierdza

ć

 tez

ę

Ŝ

e Galois padtt 

ofiar

ą

 uknutej przez rojalistów intrygi. Sam twierdził, 

Ŝ

e wy- 

zwali go na pojedynek dwaj rojali

ś

ci, którzy wymogli na ninu 

słowo honoru, by nie wspomniał o całej sprawie republika

ń

 
 
82 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
skim przyjaciołom: "Zgin

ę

 jako ofiara niesławnej kokietki. Moje 

Ŝ

ycie ga

ś

nie przez 

Ŝ

ałosn

ą

 burd

ę

. Czemu

Ŝ

 umiera

ć

 dla rzeczy 

równie banalnej, czemu

Ŝ

 umiera

ć

 z równie nikczemnego powo- 

du!" Lecz wi

ę

kszo

ść

 ostatniej nocy przed pojedynkiem Galois 

po

ś

wi

ę

cił na staranne przelewanie na papier swej matematycz- 

nej teorii. Wysłał J

ą

 przyjacielowi, Auguste'owl Chevalierowl. 

ś

wicie 30 maja 1832 roku Galois stan

ą

ł na ubitej ziemi na- 

przeciw swego adwersarza. Dostał postrzał w brzuch i pozosta- 
wiony w agonii le

Ŝ

ał samotnie na polu. Nikt nie zatroszczył si

ę

 

o lekarza. Dopiero jaki

ś

 wie

ś

niak odnalazł go i zawiózł do szpi- 

tala, gdzie Galois umarł nazajutrz rano. Nie miał Jeszcze dwu- 
dziestu jeden lat. 
W roku 1846 matematyk Joseph Liouvllle zredagował 
i wydał drukiem notatki Evarlste'a Galois, opisuj

ą

ce niezwy- 

kle interesuj

ą

c

ą

 teori

ę

. Półtora wieku pó

ź

niej teoria Galois 

miała sta

ć

 si

ę

 jednym z kluczy do wielkiego twierdzenia 

background image

Fermata. 
Kolejna ofiara 
Niedbalstwo l arogancja Cauchy'ego zrujnowały 

Ŝ

ycie co naj- 

mniej jeszcze jednemu błyskotliwemu matematykowi. Niels 
Henrik Abel (1802-1829) był synem pastora z norweskiej 
miejscowo

ś

ci Findó. Gdy miał szesna

ś

cie lat, nauczyciel za- 

ch

ę

cił go do przeczytania sławnych Disquisitiones Gaussa. 

Abelowi udało si

ę

 nawet uzupełni

ć

 szczegóły w niektórych do- 

wodach. Lecz w dwa lata pó

ź

niej zmarł jego ojciec. Młody Abel 

musiał zawiesi

ć

 na jaki

ś

 czas studia matematyczne i zaj

ąć

 si

ę

 

na powa

Ŝ

nie utrzymywaniem rodziny. Mimo wielu trudno

ś

ci, 

zdołał odrobin

ę

 czasu po

ś

wi

ę

ca

ć

 matematyce. Gdy miał dzie- 

wi

ę

tna

ś

cie lat, dokonał nawet znacz

ą

cego matematycznego 

odkrycia. 
W roku 1824 opublikował prac

ę

, w której udowodnił, 

Ŝ

e roz- 

wi

ą

za

ń

 równania wielomianowego pi

ą

tego stopnia nie mo

Ŝ

na 

wyrazi

ć

 poprzez współczynniki równania 

Ŝ

adnym wzorem ogól- 

nym, polegaj

ą

cym na wykonywaniu sko

ń

czonej liczby działa

ń

 

 
 
AMIR D. ACZEL • 83 
arytmetycznych i pierwiastkowa

ń

. Rozwi

ą

zał tym samym jeden- 

z najsłynniejszych otwartych problemów ówczesnej matematy- 
ki. Niemniej jednak utalentowany młodzieniec ci

ą

gle nie mógł: 

zdoby

ć

 

Ŝ

adnej stałej akademickiej posady, której sk

ą

din

ą

d- 

bardzo potrzebował, by zapewni

ć

 rodzinie 

ś

rodki do 

Ŝ

ycia. Po- 

słał wi

ę

c swe wyniki Cauchy'emu, z pro

ś

b

ą

 o opini

ę

 i ewentual- 

n

ą

 pomoc w ich opublikowaniu. Jednak

Ŝ

e Cauchy artykuł: 

Abela, zawieraj

ą

cy twierdzenia nadzwyczaj ogólne i wa

Ŝ

ne, po» 

prostu zgubił. Gdy po paru latach praca ukazała si

ę

 drukiem,. 

na pomaganie Abelowi było ju

Ŝ

 za pó

ź

no. W 1829 roku zmarli 

on na gru

ź

lic

ę

, spowodowan

ą

 przez n

ę

dz

ę

, w jak

ą

 popadtt 

wspieraj

ą

c rodzin

ę

, która znajdowała si

ę

 w skrajnie trudnymi 

poło

Ŝ

eniu. W dwa dni po jego 

ś

mierci przyszedł zaadresowanym 

do niego list z informacj

ą

Ŝ

e przyznano mu profesur

ę

 na Uni- 

wersytecie Berli

ń

skim. 

Pisane mał

ą

 liter

ą

 słowo "abelowy" to dzi

ś

 powszechnie- 

przez matematyków u

Ŝ

ywany przymiotnik. Poj

ę

cie grupy abe- 

Iowej - w której wynik działania, umownie zwanego mno

Ŝ

e- 

niem, nie zale

Ŝ

y od kolejno

ś

ci czynników - zajmuje poczesne; 

miejsce we współczesnej algebrze; odegrało ono te

Ŝ

 rol

ę

w ostatecznym rozwi

ą

zaniu zagadnienia Fermata. Jeszcze bar- 

dziej abstrakcyjnymi tworami s

ą

 rozmaito

ś

ci abelowe, równieS 

wykorzystywane we współczesnych podej

ś

ciach do dowodm 

wielkiego twierdzenia Fermata. 
Ideały Dedekinda 
Dziedzictwo Carla Friedricha Gaussa przetrwało stulecia. Jed- 
nym z najsłynniejszych matematycznych spadkobierców 
Gaussa był Richard Dedekind (1831-1916), urodzony równie

Ŝ

 

w Brunszwiku, tym samym mie

ś

cie, z którego pochodził wielkil 

mistrz. Dedekind jednak, w przeciwie

ń

stwie do Gaussa-, 

w dzieci

ń

stwie nie wykazywał ani zainteresowa

ń

, ani specjał - 

nych uzdolnie

ń

 w dziedzinie matematyki. Bardziej zajmowały 

go fizyka i chemia, a matematyk

ę

 traktował jedynie jako nauk^ 

słu

Ŝ

ebn

ą

 wobec tych dziedzin wiedzy. W wieku siedemnastL-i 

 
 
84 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
lat Dedekind zacz

ą

ł ucz

ę

szcza

ć

 do Liceum Karoliny, tej samej 

szkoły, w której podstawy matematycznego wykształcenia ode- 
brał Gauss. W znacz

ą

cy sposób wpłyn

ę

ło to na jego przyszło

ść

background image

Skierował sw

ą

 uwag

ę

 ku matematyce i w 

ś

lad za owym zainte- 

resowaniem pojechał do Getyngi, gdzie wykładał Gauss. To 
z jego r

ą

k w 1852 roku dwudziestojednoletni Dedekind otrzy- 

mał doktorat. Mistrz stwierdził, 

Ŝ

e po

ś

wi

ę

cona analizie mate- 

matycznej dysertacja ucznia Jest "w pełni zadowalaj

ą

ca". Nie 

był to wielki komplement. W istocie geniusz Dedekinda nie za- 
cz

ą

ł si

ę

 jeszcze przejawia

ć

W roku 1854 Dedekind otrzymał w Getyndze posad

ę

 wykła- 

dowcy. Gdy w 1855 roku zmarł Gauss, a z Berlina przybył na 
jego miejsce Dirichlet, Dedekind pilnie chodził na wszystkie je- 
go wykłady, a tak

Ŝ

e zredagował pionierski traktat Dirichleta, 

po

ś

wi

ę

cony teorii liczb, dodaj

ą

c don suplement oparty na jego 

własnych pracach. Suplement zawierał zarys rozwini

ę

tej przez 

Dedekinda teorii liczb algebraicznych - to znaczy rozwi

ą

za

ń

 

równa

ń

 wielomianowych z wymiernymi współczynnikami. 

W skład zbioru liczb algebraicznych wchodz

ą

 obok liczb wy- 

miernych tak

Ŝ

e na przykład pierwiastki kwadratowe czy sze- 

ś

cienne z liczb naturalnych. Powstaj

ą

ce przy okazji studiowa- 

nia rozmaitych równa

ń

 ciała liczbowe, zawarte w zbiorze liczb 

algebraicznych, odgrywaj

ą

 wa

Ŝ

n

ą

 rol

ę

 w badaniu równania 

Fermata. Dedekind stworzył wi

ę

c istotny dział teorii liczb. 

Najwi

ę

kszym wkładem Dedekinda do współczesnych bada

ń

 

po

ś

wi

ę

conych wielkiemu twierdzeniu Fermata była rozwini

ę

ta 

przeze

ń

 teoria ideałów - czysto abstrakcyjnych odpowiedników 

liczb idealnych Kummera. Ideały, w stulecie po ich wprowa- 
dzeniu przez Dedekinda, natchn

ę

ły Barry'ego Mazura. Z prac 

Mazura czerpał pó

ź

niej pomysły Andrew Wiłe

ś

W roku akademickim 1857/58 Richard Dedekind poprowa- 
dził pierwszy wykład teorii Galois. Dedekind pojmował mate- 
matyk

ę

 w sposób szalenie abstrakcyjny. Teori

ę

 grup wzniósł 

w zasadzie na ten sam poziom, na którym w dzisiejszych cza- 
sach uczy si

ę

 jej studentów. Warsztat algebry abstrakcyjnej 

umo

Ŝ

liwił dwudziestowieczny atak na problem Fermata. Prze- 

łomowy wykład Dedekinda, po

ś

wi

ę

cony teorii Galois (na który 

 
 
AMIR D. ACZEL • 85 
chodziło tylko dwóch studentów), był wa

Ŝ

nym krokiem w tym 

kierunku. 

ź

niej w karierze Dedekinda nast

ą

pił dziwny zwrot. Wyje- 

chał z Getyngi, by obj

ąć

 posad

ę

 w Zurychu, a stamt

ą

d po pi

ę

ciu latach, w 1862 roku, wrócił do Brunszwiku, gdzie nast

ę

p- 

nie przez pi

ęć

dziesi

ą

t lat wykładał na politechnice. Nikt nie 

zdołał przekonuj

ą

co wyja

ś

ni

ć

, dlaczego 

ś

wietny matematyk, 

który wprowadził algebr

ę

 na niewiarygodnie wysoki poziom 

abstrakcji i ogólno

ś

ci, porzucił nagle jedn

ą

 z najbardziej pre- 

sti

Ŝ

owych posad profesorskich w całej Europie, by przez reszt

ę

 

Ŝ

ycia uczy

ć

 na mało znanej politechnice. Dedekind nigdy si

ę

 

nie o

Ŝ

enił. Przez wiele lat mieszkał razem z siostr

ą

. Zmarł 

w 1916 roku, zachowuj

ą

c do ostatnich dni przenikliwy, aktyw- 

ny umysł. 
Fin de siecle 
Pod koniec XIX wieku 

Ŝ

ył we Francji matematyk obdarzony" 

wlelkimi zdolno

ś

ciami w nadspodziewanie wielu rozmaitych 

dziedzinach. Rozległa wiedza Henn Poincarego (1854-1912) 
si

ę

gała równie

Ŝ

 poza matematyk

ę

. Pocz

ą

wszy od roku 1902, 

gdy był ju

Ŝ

 bardzo sławnym uczonym, pisał popularne ksi

ą

Ŝ

eczki o matematyce. Znajome, tanie, mi

ę

kkie okładki mo

Ŝ

nai. 

było dostrzec w kafejkach i parkach całego Pary

Ŝ

a, w r

ę

kach* 

ludzi w najró

Ŝ

niejszym wieku. 

Poincare pochodził z rodziny o wielkich tradycjach. Jego ku- 

background image

zyn, Raymond Poincare, piastował podczas pierwszej wojnyy 

ś

wiatowej godno

ść

 prezydenta Francji. Inni członkowie rodu tefi 

zajmowali we Francji wa

Ŝ

ne stanowiska rz

ą

dowe i publiczne. 

Ju

Ŝ

 w dzieci

ń

stwie Henri odznaczał si

ę

 wspaniał

ą

 pami

ę

ci

ą

.. 

Mógł recytowa

ć

 od wskazanej strony dowoln

ą

 ksi

ąŜ

k

ę

, któr

ą

 

wła

ś

nie czytał. Legendarne było równie

Ŝ

 jego roztargnienie . 

Pewnego razu pewien fi

ń

ski matematyk przebył dług

ą

 drog

ę

 do 

Pary

Ŝ

a, by spotka

ć

 Poincarego i przedyskutowa

ć

 z nim ró

Ŝ

ne 

matematyczne kwestie. W przedpokoju go

ść

 oczekiwał na wej- 

ś

cie do gabinetu Poincarego bite trzy godziny. W tym cz

ą

stce 

 
 
86 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
roztargniony Francuz przechadzał si

ę

 w zamy

ś

leniu w t

ę

 

i z powrotem - miał taki zwyczaj przez całe swoje zawodowe 

Ŝ

y- 

cie. W ko

ń

cu Poincare wyjrzał do przedpokoju i wykrzykn

ą

ł: 

"Prosz

ę

 Pana, Pan mi przeszkadza!" Na te słowa go

ść

 pospiesz- 

nie wyjechał i nigdy wi

ę

cej go w Pary

Ŝ

u nie widziano. 

Błyskotliwe talenty Poincarego dostrze

Ŝ

ono ju

Ŝ

 w szkole 

podstawowej. Poniewa

Ŝ

 jednak był szalenie wszechstronny - 

jak prawdziwy człowiek renesansu - jego szczególne uzdolnie- 
nia matematyczne jeszcze si

ę

 nie ujawniły. W młodym wieku 

wyró

Ŝ

niał si

ę

 przede wszystkim 

ś

wietnym piórem. Nauczyciel, 

który odkrył jego zdolno

ś

ci i wspierał ich rozkwit, pieczołowicie 

przechowywał jego szkolne wypracowania. W pewnym momen- 
cie troskliwy nauczyciel musiał jednak przestrzec młodego ge- 
niusza: "Nie rób tego, prosz

ę

, tak dobrze... Spróbuj by

ć

 bar- 

dziej pospolity". T

ę

 propozycj

ę

 składał nie bez powodu. 

Francuski system o

ś

wiatowy najwyra

ź

niej wyci

ą

gn

ą

ł pewne 

wnioski z nieszcz

ęść

 Galois sprzed półwiecza - nauczyciele 

stwierdzili, 

Ŝ

e utalentowani uczniowie cz

ę

stokro

ć

 ponosz

ą

 kl

ę

ski przed obliczem zimnych, pozbawionych wyobra

ź

ni egzami- 

natorów. Nauczyciel Poincarego szczerze si

ę

 obawiał, 

Ŝ

e Henri 

jest wystarczaj

ą

co błyskotliwy, by obla

ć

 egzaminy wst

ę

pne. 

Ju

Ŝ

 jako dziecko Poincare był roztargniony. Cz

ę

sto przepadały 

mu posiłki - nie przychodził w por

ę

, bo nie pami

ę

tał, czy jadł 

ju

Ŝ

, czy nie. 

Młody Poincare interesował si

ę

 przedmiotami klasycznymi 

i nauczył si

ę

 znakomicie pisa

ć

. Jako nastolatek zacz

ą

ł si

ę

 inte- 

resowa

ć

 matematyk

ą

 i błyskawicznie osi

ą

gn

ą

ł doskonały po- 

ziom. Rozwi

ą

zywał problemy wył

ą

cznie w pami

ę

ci, krocz

ą

c po 

pokoju; dopiero pó

ź

niej siadał i bardzo niecierpliwie wszystko 

zapisywał. Podobny był w tym do Galois i Eulera. Gdy wreszcie 
Poincare przyst

ą

pił do egzaminów wst

ę

pnych na Ecole Poty- 

technique, niewiele brakowało, a nie zdałby egzaminu z mate- 
matyki, zgodnie z dawnymi obawami nauczyciela z podsta- 
wówki. Przepuszczono go jednak wył

ą

cznie dlatego, 

Ŝ

e - 

w wieku siedemnastu lat! - cieszył si

ę

 Ju

Ŝ

 jako matematyk ta- 

kim uznaniem, i

Ŝ

 nikt z egzaminatorów nie o

ś

mielił si

ę

 go ob- 

la

ć

. "Gdyby to nie był Poincar

ć

, tylko ktokolwiek inny, to do- 

 
 
AMIR D. ACZEL . 87 
stałby pałk

ę

" - zadeklarował przewodnicz

ą

cy komisji egzami- 

nacyjnej, podejmuj

ą

c decyzj

ę

 o wpuszczeniu w mury Ecole Po- 

lytechnique studenta, który miał zosta

ć

 najsławniejszym fran- 

cuskim matematykiem swoich czasów. 
Poincare jest autorem dziesi

ą

tek ksi

ąŜ

ek po

ś

wi

ę

conych ma- 

tematyce, fizyce matematycznej, astronomii i popularyzacji na- 
uki. Napisał grubo ponad pi

ęć

set stron prac naukowych o no- 

wych poj

ę

ciach, które wprowadził do matematyki. Wniósł 

background image

bardzo znacz

ą

cy wkład do zapocz

ą

tkowanej przez Eulera topo- 

logii. Jego wyniki były na tyle istotne, 

Ŝ

e cz

ę

sto za wła

ś

ciwy 

pocz

ą

tek topologii uznaje si

ę

 dopiero rok 1895, dat

ę

 wydania 

dzieła Poincarego pod tytułem Anałysis situs. Topologia (bada- 
nie kształtów, powierzchni, funkcji ci

ą

głych) była niezb

ę

dna 

dla podj

ę

tej u schyłku XX wieku próby udowodnienia wielkie- 

go twierdzenia Fermata. Znacznie wa

Ŝ

niejsz

ą

 rol

ę

 w tych pró- 

bach odegrała jednak inna dziedzina zapocz

ą

tkowana równie

Ŝ

 

przez Poincarego. 
Formy modułowe 
Poincare badał własno

ś

ci funkcji okresowych, takich jak si- 

nusy i cosinusy Fouriera, nie na prostej rzeczywistej, jak ro- 
bił to Fourier, lecz na płaszczy

ź

nie zespolonej. Funkcja si- 

nus, oznaczana sin x, okre

ś

la pionow

ą

 współrz

ę

dn

ą

 punktu 

poło

Ŝ

onego na okr

ę

gu o promieniu długo

ś

ci l, gdy k

ą

t mi

ę

dzy promieniem wodz

ą

cym owego punktu a prost

ą

 poziom

ą

 

jest równy x. Sinus to funkcja okresowa: jej warto

ś

ci powta- 

rzaj

ą

 si

ę

 nieustannie, gdy k

ą

t wzrasta o wielokrotno

ść

 zasad- 

niczego okresu funkcji - 360°. Okresowo

ść

 to swego rodzaju 

symetria. 
Poincare badał płaszczyzn

ę

 zespolon

ą

, zawieraj

ą

c

ą

 na osi 

poziomej liczby rzeczywiste, a na osi pionowej - liczby urojone. 
W tym przypadku mo

Ŝ

na rozpatrywa

ć

 funkcje, które s

ą

okresowe w dwóch kierunkach, na przykład wzdłu

Ŝ

 osi rzeczy- 

wistej i urojonej. Warto

ś

ci takich funkcji powtarzaj

ą

 si

ę

 w nie- 

sko

ń

czenie wielu równoległobokach tworz

ą

cych na płaszczy

ź

 
 
88 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
nie zespolonej uko

ś

n

ą

 kratk

ę

, przedstawion

ą

 na poni

Ŝ

szym ry- 

sunku. 
 
 
Poincare poszedł dalej i postulował istnienie funkcji o jesz- 
cze szerszym wachlarzu symetrii. Miały to by

ć

 funkcje, które 

nie zmieniaj

ą

 warto

ś

ci, gdy zmienn

ą

 zespolon

ą

 z b

ę

dziemy 

przekształca

ć

 według przepisu f[z) ->f((az + b)/(cz + d)). Ró

Ŝ

nych podstawie

ń

 tej postaci mo

Ŝ

e by

ć

 niesko

ń

czenie wiele. 

Liczby a, b, c, d, uło

Ŝ

one w macierz (kwadratow

ą

 tabel

ę

 2x2), 

tworz

ą

 obiekt algebraiczny, zwany grup

ą

. Porz

ą

dek wykonywa- 

nia podstawie

ń

 nie gra roli; funkcja f jest niezmiennicza wzgl

ę

dem owej grupy przekształce

ń

. Takie dziwne, niesamowite 

funkcje Poincare nazwał formami automorflcznymi. 
Formy automorficzne skrywaj

ą

 w sobie liczne wewn

ę

trzne 

symetrie; zaiste, to twory bardzo, bardzo niezwykłe. Poincare 
nie był do ko

ń

ca przekonany o ich istnieniu. Opisuj

ą

c swoj

ą

 

prac

ę

, opowiadał, 

Ŝ

e przez dwa tygodnie co rano po przebudze- 

niu zasiadał na par

ę

 godzin przy biurku i próbował przekona

ć

 

sam siebie, 

Ŝ

e formy automorficzne, które wymy

ś

lił, nie mog

ą

 

Istnie

ć

. Pi

ę

tnastego dnia zdał sobie spraw

ę

Ŝ

e si

ę

 mylił. Te 

dziwne, trudne do wyobra

Ŝ

enia i ogarni

ę

cia rozumem funkcje 

naprawd

ę

 istniały. Poincar

ć

 wprowadził te

Ŝ

 nieco ogólniejsze, 

jeszcze bardziej skomplikowane, formy modułowe. Formy mo- 
dułowe maj

ą

 racj

ę

 bytu na górnej połówce płaszczyzny zespo- 

lonej, w 

ś

wiecie geometrii hiperbolicznej, a wi

ę

c w dziwnej 

przestrzeni, gdzie zamiast reguł Euklidesa obowi

ą

zuj

ą

 reguły 

 
 
AMIR D. ACZEL . 89 
Bolyala i Łobaczewsklego. Przez ka

Ŝ

dy punkt górnej półplasz- 

czyzny przechodzi wiele "prostych" równoległych do "prostej" 

background image

danej. 
Dziwne formy modułowe odznaczaj

ą

 si

ę

 w 

ś

wiecie geome- 

trii hiperbolicznej nieoczekiwanie licznymi symetriami, do 
których nale

Ŝą

 na przykład przesuni

ę

cia czy branie odwrot- 

no

ś

ci liczby zespolonej. Na rysunku poni

Ŝ

ej przedstawiony 

jest wykorzystuj

ą

cy te symetrie parkieta

Ŝ

 górnej półpłaszczy- 

 
 
 
 
90 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
zny. W hiperbolicznym 

ś

wiecie wszystkie "wielok

ą

ty" s

ą

 iden- 

tyczne. 
Poincare wkrótce porzucił obdarzone symetriami formy au- 
tomorficzne i jeszcze bardziej zawiłe formy modułowe, by za- 
j

ąć

 si

ę

 inn

ą

 matematyk

ą

. Zaprz

ą

tała go masa zagadnie

ń

, cz

ę

stokro

ć

 po kilka naraz z ró

Ŝ

nych dziedzin; nie miał czasu 

przesiadywa

ć

, kontempluj

ą

c pi

ę

kno tylko jednego rodzaju 

trudno wyobra

Ŝ

alnych i niesko

ń

czenie symetrycznych obiek- 

tów. I chocia

Ŝ

 tego nie wiedział, zasiał jedno z ziaren, z które- 

go miał kiedy

ś

 wykiełkowa

ć

 ostateczny dowód wielkiego 

twierdzenia Fermata. 
Nieoczekiwane skojarzenie z obwarzankiem 
W 1922 roku angielski matematyk Louis J. Mordell odkrył co

ś

co wskazało na dziwny zwi

ą

zek mi

ę

dzy topologi

ą

 i rozwi

ą

zania- 

mi równa

ń

 algebraicznych. Przedmiotem zainteresowania topo- 

logii s

ą

 ró

Ŝ

norodne przestrzenie i powierzchnie. (Gdy topolog 

mówi "powierzchnia", czasem ma na my

ś

li dwuwymiarowy 

obiekt umieszczony w trójwymiarowym 

ś

wiecie, podobny do 

klasycznych figur rozwa

Ŝ

anych w geometrii staro

Ŝ

ytnych Gre- 

ków, czasem za

ś

 chodzi mu o do

ść

 niezwykły twór poło

Ŝ

ony 

w przestrzeni o wi

ę

kszej liczbie wymiarów). Topologia bada włas- 

no

ś

ci tych przestrzeni i okre

ś

lonych na nich przekształce

ń

 ci

ą

głych. Mordell natrafił na fragment topologii, dotycz

ą

cy po- 

wierzchni w przestrzeni trójwymiarowej. Jedn

ą

 z najprostszych 

powierzchni stanowi sfera, na przykład powierzchnia piłki do 
koszykówki. Piłka Jest wprawdzie trójwymiarowa, ale jej nie- 
sko

ń

czenie cienka powierzchnia to obiekt jedynie dwuwymiaro- 

wy. We

ź

my teraz pod uwag

ę

 kul

ę

 ziemsk

ą

. Cała Ziemia jest trój- 

wymiarowa - 

Ŝ

eby umiejscowi

ć

 dowolny jej punkt (czy to na 

powierzchni, czy wewn

ą

trz globu), trzeba poda

ć

 trzy współrz

ę

d- 

ne: długo

ść

 i szeroko

ść

 geograficzn

ą

 oraz gł

ę

boko

ść

 pod po- 

wierzchni

ą

. Pozbawiona gł

ę

boko

ś

ci powierzchnia Ziemi jest jed- 

nak dwuwymiarowa. By okre

ś

li

ć

 poło

Ŝ

enie dowolnego punktu, 

wystarczy poda

ć

 dwie liczby: długo

ść

 i szeroko

ść

 geograficzn

ą

 
 
AMIR D. ACZEL • 91 
 
 
genus = O 
genus = 1 
genus = 2 
Dwuwymiarowe powierzchnie w trójwymiarowej przestrzeni 
mo

Ŝ

na rozró

Ŝ

nia

ć

, podaj

ą

c ich genus (albo inaczej rodzaj). Ge- 

nus to liczba dziur w powierzchni. Genus sfery, w której nie 
ma 

Ŝ

adnych dziur, równa si

ę

 zero. Obwarzanek ma w 

ś

rodku 

jedn

ą

 dziur

ę

. Zatem powierzchnia obwarzanka (któr

ą

 matema- 

tycy nazywaj

ą

 torusem) ma genus równy jeden. Gdy mówimy 

"dziura", mamy na my

ś

li otwór na wylot, przez który mo

Ŝ

na by 

na przykład przewlec nitk

ę

. Powierzchnia fili

Ŝ

anki z dwojgiem 

background image

uszu ma w sobie dwie dziury na wylot. Zatem jej genus jeat- 
równy dwa. 
Powierzchni

ę

 ustalonego genusu mo

Ŝ

na w sposób wzajem- 

nie jednoznaczny i ci

ą

gły przekształci

ć

 na dowoln

ą

, inn

ą

 po- 

wierzchni

ę

 tego samego genusu. Wystarczy sobie wyobrazi

ć

Ŝ

obie s

ą

 wykonane z niesko

ń

czenie rozci

ą

gliwej gumy. Je

ś

li jed- 

 
 
 
 
funkcja ci

ą

gła 

funkcja nieci

ą

gta 

 
 
92 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
nak chcemy przekształci

ć

 powierzchni

ę

 jednego genusu w po- 

wierzchni

ę

 genusu innego rodzaju, to musimy niektóre dziury 

stworzy

ć

 lub zniszczy

ć

. Nie mo

Ŝ

na tego dokona

ć

 jednocze

ś

nie 

w sposób i ró

Ŝ

nowarto

ś

ciowy, i ci

ą

gły, bo zmiana liczby dziur 

wymaga albo meci

ą

głego rozdzierania powierzchni, albo nie- 

Ŝ

nowarto

ś

ciowego sklejania Jej ró

Ŝ

nych punktów. 

Wró

ć

my jednak do Mordella. Otó

Ŝ

 wpadł on na trop dziwnej, 

całkowicie nieoczekiwanej zale

Ŝ

no

ś

ci: liczby dziur (genusu) po- 

wierzchni odpowiadaj

ą

cej przestrzeni rozwi

ą

za

ń

 równania za- 

le

Ŝą

 tylko od tego, czy równanie ma sko

ń

czenie, czy te

Ŝ

 nie- 

sko

ń

czenie wiele rozwi

ą

za

ń

. Otó

Ŝ

 je

ś

li powierzchnia opisana 

przez równanie, le

Ŝą

ca w pewnej do

ść

 specjalnej przestrzeni, 

tak zwanej dwuwymiarowej zespolonej przestrzeni rzutowej, 
ma przynajmniej dwie dziury (czyli genus równy dwa lub wi

ę

cej), to wtedy równanie posiada w

ś

ród liczb całkowitych tylko 

sko

ń

czenie wiele istotnie ró

Ŝ

nych rozwi

ą

za

ń

. Odkrycia tego 

Mordell nie umiał, niestety, udowodni

ć

. Zacz

ę

to je wi

ę

c nazy- 

wa

ć

 hipotez

ą

 Mordella. 

Dowód Faltingsa 
W 1983 roku dwudziestosiedmioletni matematyk niemiecki, 
Gerd Faltings, pracuj

ą

cy wówczas na Uniwersytecie w Wup- 

pertalu, udowodnił hipotez

ę

 Mordella. Faltings nie interesował 

si

ę

 wielkim twierdzeniem Fermata, uwa

Ŝ

aj

ą

c je za izolowany 

problem teorii liczb. Mimo to z Jego niezwykle pomysłowego do- 
wodu, wykorzystuj

ą

cego pot

ęŜ

n

ą

 dwudziestowieczn

ą

 maszyne- 

ri

ę

 geometrii algebraicznej, wypływały wa

Ŝ

ne wnioski, zmienia- 

j

ą

ce status quo wielkiego twierdzenia Fermata. Powierzchnia 

opisana równaniem Fermata ma dla n wi

ę

kszych od 3 genus 

co najmniej równy 2. Zatem z prawdziwo

ś

ci hipotezy Mordella 

jasno wynika, 

Ŝ

e je

ś

li w ogóle istniej

ą

 trójki liczb całkowitych 

spełniaj

ą

ce to równanie, to jest Ich tylko sko

ń

czenie wiele.30 

30 Przy ustalonym wykładniku n i przy zało

Ŝ

eniu, 

Ŝ

e liczby wchodz

ą

ce w skład 

trójki nie maj

ą

 wspólnych dzielników (przyp. dum.). 

 
 
AMIR D. ACZEL • 9.3 
Ów pocieszaj

ą

cy wynik uzmysłowił przynajmniej, 

Ŝ

e liczba roz;- 

wi

ą

za

ń

 jest ograniczona. Wkrótce potem dwaj matematycy, 

Granville i Heath-Brown, skorzystali z wyniku Faltingsa, by 
udowodni

ć

Ŝ

e je

ś

li w ogóle istniej

ą

 rozwi

ą

zania równania Fer~- 

mata, to ich liczba nie ro

ś

nie wraz ze wzrostem wykładnika m. 

Pokazali oni, 

Ŝ

e gdy n ro

ś

nie nieograniczenie, to w

ś

ród wykładl- 

ników mniejszych od n jest niemal sto procent takich, dla któ- 
rych wielkie twierdzenie Fermata zachodzi. 
Innymi słowy, okazało si

ę

Ŝ

e wielkie twierdzenie Fermat.a 

jest "niemal zawsze" prawdziwe. Je

ś

li istniałyby rozwl

ą

zani«a 

background image

równania Fermata (to znaczy w przypadku, gdyby wielkie twier"- 
dzenie Fermata okazało si

ę

 Jednak fałszywe), to byłoby ich, p. o 

pierwsze, "niewiele", a po drugie - istniałyby tylko dla "niewie-- 
lu" wykładników. Zatem status wielkiego twierdzenia Fermatsa 
w roku 1983 przedstawiał si

ę

 nast

ę

puj

ą

co. Twierdzenie byt" o 

udowodnione dla wszystkich wykładników n nie przekraczaj

ą

cych miliona (w 1992 roku t

ę

 granic

ę

 podniesiono do czterecBi 

milionów). Dla wi

ę

kszych wykładników n wiadomo było, 

Ŝ

e Je

ś

li! 

w ogóle istniej

ą

 rozwi

ą

zania równania Fermata, to jest ich mat'o 

- w pewnym sensie tym mniej, im wi

ę

kszy jest wykładnik. 

Tajemniczy grecki generał o zabawnym nazwisku! 
Istniej

ą

 cale tuziny 

ś

wietnych ksi

ąŜ

ek o matematyce, wyda- 

nych we Francji i napisanych po francusku przez niejakieg.o 
Nicolasa Bourbakiego. W swoim czasie 

Ŝ

ył grecki generał no- 

sz

ą

cy nazwisko Bourbaki (1816-1897); w 1862 roku oferowa- 

no mu tron grecki, ale odmówił. Generał odegrał wa

Ŝ

n

ą

 rolL

ę

 

w wojnie francusko-pruskiej i dzi

ę

ki temu ma pomnik we fran- 

cuskim mie

ś

cie Nancy. Kłopot polega na tym, 

Ŝ

e generał Bouir- 

bakl z matematyk

ą

 nie miał nic wspólnego l nigdy nie napisał 

Ŝ

adnej ksi

ąŜ

ki - ani matematycznej, ani jakiejkolwiek inneJ. 

Kto wi

ę

c jest autorem licznych tomów, opatrzonych na okładce 

Jego nazwiskiem? 
Odpowiedzi na to pytanie nale

Ŝ

y szuka

ć

 w beztroskim, rados- 

nym 

Ŝ

yciu Pary

Ŝ

a w dwudziestoleciu mi

ę

dzywojennym, kledły 

 
 
94 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Hemingway, Picasso l Matisse, jak wielu innych mieszka

ń

ców 

tego miasta, uwielbiali przesiadywa

ć

 w kawiarniach, spotyka

ć

 

przyjaciół, przygl

ą

da

ć

 si

ę

 przypadkowym przechodniom i sa- 

memu by

ć

 przedmiotem ludzkich obserwacji. W owym czasie, 

w otoczeniu kafejek Dzielnicy Łaci

ń

skiej l na Sorbonie, 

Ŝ

ycie 

t

ę

tniło te

Ŝ

 w

ś

ród barwnej społeczno

ś

ci matematyków. Profeso- 

rowie uniwersytetu równie

Ŝ

 lubili spotyka

ć

 przyjaciół i w do- 

brej kawiarni na bulwarze St. Michel, przy fili

Ŝ

ance kawy 

z mlekiem lub szklaneczce any

Ŝ

ówki, o dwa kroki od pi

ę

knych 

Ogrodów Luksemburskich, podyskutowa

ć

... o matematyce. 

Paryska wiosna inspirowała pisarzy, artystów l matematyków. 
Wyobra

ź

my sobie, 

Ŝ

e w słoneczny dzie

ń

 zebrała si

ę

 w przy- 

jemnej kafejce grupa 

Ŝ

ywo rozprawiaj

ą

cych matematyków. 

Podczas ognistych dysput o subtelno

ś

ciach takiej czy innej 

teorii pojawiło si

ę

 stopniowo uczucie braterstwa. Heming- 

wayowi, który pisał, 

Ŝ

e lubił pracowa

ć

 w kawiarni, hała

ś

liwe 

rozmowy zapewne by przeszkadzały, zmuszaj

ą

c go do przenie- 

sienia si

ę

 do Jednej z knajpek rezerwowych, ju

Ŝ

 nie tak przez 

niego lubianych. Kto jednak zwracałby uwag

ę

 na samotnego 

brodacza w k

ą

cie? Matematycy ceni

ą

 sobie własne towarzy- 

stwo i upojn

ą

 atmosfer

ę

 kawiarni pełnej kolegów po fachu, 

mówi

ą

cych tym samym, symbolicznym J

ę

zykiem liczb, funkcji 

i przestrzeni. "Tak wła

ś

nie musieli si

ę

 czu

ć

 pitagorejczycy, roz- 

prawiaj

ą

c o matematyce" - rzucił by

ć

 mo

Ŝ

e Jeden z seniorów, 

wznosz

ą

c kieliszek w toa

ś

cie. "No tak, ale oni nie pijali any- 

Ŝ

ówki" - odparł kto

ś

 inny, wzbudzaj

ą

c salw

ę

 

ś

miechu. "Mogli- 

by

ś

my pój

ść

 ich 

ś

ladem - rzekł pierwszy z rozmówców. - Dla- 

czego wła

ś

ciwie nie stworzymy własnego bractwa? Naturalnie 

w tajemnicy". Dookoła zabrzmiały głosy poparcia. Kto

ś

 wpadł 

na pomysł, by posłu

Ŝ

y

ć

 si

ę

 nazwiskiem starego generała Bour- 

bakiego - by

ć

 mo

Ŝ

e dlatego, 

Ŝ

e w owym czasie na Wydziale Ma- 

tematyki na Sorbonie panował obyczaj zapraszania co roku za- 
wodowego aktora, który audytorium profesorów i studentów 
przedstawiał si

ę

 jako Nicolas Bourbaki i - operuj

ą

c matema- 

background image

tycznym 

Ŝ

argonem - wygłaszał nast

ę

pnie długi, dwuznaczny 

monolog. Publiczno

ść

 bawiła si

ę

 na ogół 

ś

wietnie, gdy

Ŝ

 w bo- 

gatych współczesnych teoriach matematycznych u

Ŝ

ywa si

ę

 do 

 
 
AMIR D. ACZEL • 95 
zwi

ę

złego opisu ró

Ŝ

nych poj

ęć

 bardzo wielu słów, cz

ę

sto w zna- 

czeniu zupełnie odmiennym od potocznego. Jednym z takich! 
słów jest przymiotnik "g

ę

sty". Zdanie, 

Ŝ

e "zbiór liczb wymier- 

nych jest g

ę

sty w

ś

ród liczb rzeczywistych", znaczy, i

Ŝ

 w ka

Ŝ

dym otoczeniu dowolnej liczby (zarówno wymiernej, Jak i nie- 
wymiernej) znajduj

ą

 si

ę

 liczby wymierne. W codziennym 

Ŝ

yciu-i 

słowo "g

ę

sty" ma wiele innych znacze

ń

Doktoranci wydziałów matematyki równie

Ŝ

 i dzi

ś

 w chwilachł 

braku lepszego zaj

ę

cia zabawiaj

ą

 si

ę

 słownymi grami, opowia- 

daj

ą

c na przykład histori

ę

 dywizora, który ma odwiedzi

ć

 pew- 

n

ą

 rozmaito

ść

 i sprawdzi

ć

, czy wszystkie snopy s

ą

 wiotkie, czy 

te

Ŝ

 mi

ę

kkie (słowa "dywizor", "rozmaito

ść

", "snop", "wiotki"*, 

"mi

ę

kki" maj

ą

 w matematyce 

ś

ci

ś

le okre

ś

lone znaczenie, dale-- 

kie od ewentualnych skojarze

ń

 Czytelnika, nie posiadaj 

ą

ceg«o 

wy

Ŝ

szego wykształcenia w tej dziedzinie).31 

Ksi

ąŜ

ki napisane wspólnie przez matematyków z owego 

francuskiego stowarzyszenia nosz

ą

 na okładce nazwisko Nico»- 

lasa Bourbakiego. Równocze

ś

nie zainicjowano seminariunm 

Bourbakiego, na którym cz

ę

sto omawiane były nowe idee i teo- 

rie matematyczne. Członkostwo w stowarzyszeniu było z załoa- 

Ŝ

enia anonimowe, a zasług

ę

 za uzyskane razem wyniki przypa- 

sywano nie konkretnym osobom wymienionym z nazwisksa, 
lecz wła

ś

nie Bourbakiemu. 

Członkom stowarzyszenia Bourbakiego daleko jednak był: o 
do pitagorejczyków. Wprawdzie autorem podr

ę

czników mienił 

si

ę

 Bourbaki, lecz wyniki bada

ń

, czyli twierdzenia i ich dowodly 

- maj

ą

ce z reguły wi

ę

kszy wpływ na presti

Ŝ

 i pozycj

ę

 matema- 

tyka ni

Ŝ

 napisane przeze

ń

 ksi

ąŜ

ki - podpisywali własnymi na- 

zwiskami ci członkowie grupy, do których dane osi

ą

gni

ę

cie 

w istocie nale

Ŝ

ało. Jednym z pierwszych członków stowarzy- 

szenia był Andre Well (1906-), który pó

ź

niej przeniósł si

ę

 dio 

Stanów Zjednoczonych, do sławnego Institute for Advance-d 
31 Angielska gra słów w oryginale: beautiful Poły Nomifil who meets a smooth 
ope- 
rator Curly Pi, traci po polsku swój urok. W naszym kraju specjalistami w dzBe- 
dzinie słownych zabaw z terminologi

ą

 matematyczn

ą

 s

ą

 tradycyjnie studenci 

Uniwersytetu Jagiello

ń

skiego, pisz

ą

cy cale opowiadania zło

Ŝ

one wyl

ą

czm.ie 

z dwuznacznych zda

ń

, naje

Ŝ

onych niezrozumiałym 

Ŝ

argonem (przyp. tłum.). 

 
 
96 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Study w Princeton. Jego nazwisko zawsze pojawiało si

ę

 w po- 

bli

Ŝ

u wa

Ŝ

nej hipotezy, prowadz

ą

cej do rozwi

ą

zania problemu 

Fermata. 
Do zało

Ŝ

ycieli bractwa Bourbakiego nale

Ŝ

ał tak

Ŝ

e Jean 

Dieudonne, który - podobnie Jak wi

ę

kszo

ść

 pozostałych człon- 

ków tego towarzystwa "tylko dla Francuzów" - przeniósł si

ę

 

z czasem na ziele

ń

sze pastwiska uniwersytetów ameryka

ń

skich. Dieudonne, główny autor wielu spo

ś

ród ksi

ąŜ

ek podpi- 

sanych przez Bourbakiego, 

ś

wietnie uosabia starcie indywidual- 

nych ambicji bourbakistów z ich d

ąŜ

eniem do zachowania 

anonimowo

ś

ci członków stowarzyszenia. Pewnego razu Dieu- 

donne opublikował prac

ę

 podpisan

ą

 nazwiskiem Bourbakiego. 

Jak si

ę

 okazało, praca zawierała bł

ą

d, wi

ę

c Dieudonne napisał 

notk

ę

 zatytułowan

ą

 "O pewnym bł

ę

dzie N. Bourbakiego" i pod- 

background image

pisał j

ą

 własnym nazwiskiem.32 

Nieco schizofreniczny charakter stowarzyszenia (wszyscy je- 
go członkowie byli Francuzami, ale wi

ę

kszo

ść

 z nich mieszkała 

w Stanach Zjednoczonych) przejawiał si

ę

 te

Ŝ

 w adresie do kore- 

spondencji, umieszczanym przez Bourbakiego w publikacjach. 
Zazwyczaj wynika z niego, 

Ŝ

e autor, Nicolas Bourbaki, pracuje 

na uniwersytecie w nie istniej

ą

cym mie

ś

cie Nancago, którego 

nazwa bierze swój pocz

ą

tek od francuskiego Nancy, a ko

ń

ców- 

k

ę

 od Chicago. Bourbaki publikuje jednak wył

ą

cznie po fran- 

cusku, a gdy spotykaj

ą

 si

ę

 członkowie stowarzyszenia (zazwy- 

czaj dzieje si

ę

 to w jednym z francuskich kurortów), bywa, 

Ŝ

rozmowa toczy si

ę

 nawet w specyficznym 

Ŝ

argonie paryskich 

studentów. W 

Ŝ

ycie owych matematyków francuskich, miesz- 

kaj

ą

cych w Ameryce, wkroczył szowinizm. Andre Weił, jeden 

z zało

Ŝ

ycieli grupy bourbakistów, opublikował wprawdzie wiele 

Istotnych prac po angielsku, ale jego Dziel

ą

 zebrane, maj

ą

ce 

pewien zwi

ą

zek z hipotez

ą

, z której wynika wielkie twierdzenie 

Fermata, ukazały si

ę

 ju

Ŝ

 po francusku, jako Oeuures.33 W wy- 

32 Wi

ę

kszo

ść

 powszechnie znanych faktów o sekretnym towarzystwie Bourba- 

kiego pochodzi z artykułu Paula R. Halmosa: Nicolas Bourbaki, "Scientific 
American", t. 196, maj 1957, s. 88-97. 
33 Andre Weił: Oeuures, t. I-III. Springer-Verlag, Pary

Ŝ

 1979. 

 
 
AMIR D. ACZEL • 97 
niku niezwykłych działa

ń

 Weila skrzywdzony został jeden 

z pierwszoplanowych aktorów naszej historii, czego Well nie 
chciał zreszt

ą

 uzna

ć

Trzeba przyzna

ć

Ŝ

e członkowie towarzystwa Bourbakiego 

byli obdarzeni poczuciem humoru. Przed około czterdziestu la- 
ty do Ameryka

ń

skiego Towarzystwa Matematycznego (Ameri- 

can Mathematical Society, w skrócie AMS) wpłyn

ę

ło podanie 

Nicolasa Bourbakiego z pro

ś

b

ą

 o przyj

ę

cie w poczet członków. 

Niewzruszony sekretarz towarzystwa odpisał, 

Ŝ

e je

ś

li Bourbaki 

chce zosta

ć

 członkiem AMS, musi ubiega

ć

 si

ę

 o członkostwo 

jako instytucja (z czym, oczywi

ś

cie, wi

ą

zały si

ę

 du

Ŝ

o -wy

Ŝ

sze 

składki). Na ten list Bourbaki nie odpowiedział. 
Krzywe eliptyczne 
Zagadnienia diofantyczne, wi

ąŜą

ce si

ę

 z równaniami podobny- 

mi do tych, które w III wieku naszej ery rozpatrywał Diofantos, 
w XX wieku stały si

ę

 przedmiotem intensywnych bada

ń

, pro- 

wadzonych m.ln. z u

Ŝ

yciem obiektów, które matematyk nazywa 

krzywymi eliptycznymi. Krzywe eliptyczne wbrew pozorom nie- 
wiele maj

ą

 wspólnego z elipsami. Najpierw, w dziewi

ę

tnastym 

stuleciu u

Ŝ

ywano ich w zwi

ą

zku z tzw. funkcjami eliptycznymi, 

wymy

ś

lonymi z kolei po to, by ułatwi

ć

 obliczanie obwodu elip- 

sy. Jak w przypadku wielu ró

Ŝ

nych innowacji w matematyce, 

pionierem w tej dziedzinie był nie kto inny, tylko Gauss. 
Cho

ć

 nazwa zdaje si

ę

 sugerowa

ć

 co innego, krzywe eliptycz- 

ne nie s

ą

 ani elipsami, ani funkcjami eliptycznymi. Mówi

ą

najpro

ś

ciej, s

ą

 wielomianami trzeciego stopnia zale

Ŝ

nymi od 

dwóch zmiennych; fachowcy widz

ą

 krzywe eliptyczne w napi- 

sach postaci y2 = ox3 + Łyc2 + c, gdzie liczby a, b i c s

ą

 całkowi- 

te lub wymierne. Przykłady krzywych eliptycznych pokazuj

ą

 

rysunki.34 
34 Wg artykułu Kennetha A. Ribeta i Briana Hayesa: Fermat's Last Theorem 
and Modern Arithmetic, "American Scientist", t. 82, marzec-kwiecie

ń

 1994, 

s. 144-156. 
 
 
98 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 

background image

 
 
Gdy spogl

ą

damy na punkty wymierne na krzywej eliptycz- 

nej - czyli tylko na te pary liczb wymiernych [x. y), spełniaj

ą

ce 

powy

Ŝ

sze równanie, w których zarówno x, jak i y s

ą

 liczbami 

wymiernymi (

Ŝ

adnych niewymierno

ś

ci w rodzaju n czy pier- 

wiastka z dwóch do rozwa

Ŝ

a

ń

 nie dopuszczamy) - okazuje si

ę

 
 
AMIR D. ACZEL • 99* 

Ŝ

e owe punkty tworz

ą

 grup

ę

. Znaczy to, 

Ŝ

e maj

ą

 one ciekawe- 

własno

ś

ci. Dwa rozwi

ą

zania mo

Ŝ

na w pewnym sensie "doda

ć

",. 

a wynik te

Ŝ

 b

ę

dzie rozwi

ą

zaniem (a wi

ę

c punktem krzywej).- 

Specjali

ś

ci w dziedzinie teorii liczb fascynuj

ą

 si

ę

 krzywymi! 

eliptycznymi, dzi

ę

ki nim bowiem mog

ą

 rozwikła

ć

 wiele proble- 

mów dotycz

ą

cych ró

Ŝ

norodnych równa

ń

 i ich rozwi

ą

za

ń

. Krzy- 

we eliptyczne stanowi

ą

 w teorii liczb jedno z najpot

ęŜ

niejszychi 

narz

ę

dzi badawczych.35 

Dziwna hipoteza wisi w powietrzu 
Eksperci w dziedzinie teorii liczb, studiuj

ą

cy krzywe eliptycz- 

ne, wiedzieli od pewnego czasu, 

Ŝ

e niektóre z nich s

ą

 modulo- 

we. Innymi słowy, niektóre krzywe eliptyczne zwi

ą

zane byty/ 

w szczególny sposób z formami modułowymi, z płaszczyzn

ą

 ze- 

spolon

ą

 l niezwykle symetrycznymi funkcjami w przestrze

ń

:! 

hiperbollcznej. Charakter oraz przyczyny tego zwi

ą

zku pozo- 

stawały jednak niejasne. To wszystko stało si

ę

 przedmiotem 

zainteresowania matematyki bardzo zawiłej nawet dla specjali- 
stów. Jej bogat

ą

, niezwykle harmonijn

ą

 struktur

ę

 wewn

ę

trzn

ą

 

niełatwo było zrozumie

ć

. Te krzywe eliptyczne, o których wie- 

dziano, 

Ŝ

e s

ą

 modułowe, miały ciekawe własno

ś

ci. Dlaczegóz 

by wi

ę

c nie postawi

ć

 

ś

miałej hipotezy, 

Ŝ

e wszystkie krzywe? 

eliptyczne s

ą

 modułowe? 

Aby zrozumie

ć

, na czym polega Istota modułowo

ś

ci, poj

ę

cia 

dotycz

ą

cego nieeuklidesowej geometrii górnej półpłaszczyzny - 

ś

wiata, w którym symetrie odbiegaj

ą

 bardzo daleko od 

codziennych przyzwyczaje

ń

 naszej wyobra

ź

ni - wygodnie jes t 

posłu

Ŝ

y

ć

 si

ę

 prost

ą

 analogi

ą

. Rozpatrzmy dla przykładu krzy- 

w

ą

, która wcale nie jest eliptyczna; zamiast równania trzeciego 

stopnia mamy tylko równanie kwadratowe. Nasza krzywa. 
to zwykły okr

ą

g. Równanie okr

ę

gu o promieniu a i 

ś

rodki-i 

le

Ŝą

cym w pocz

ą

tku układu współrz

ę

dnych ma posta

ć

 

3S Dobrym wprowadzeniem do tematu jest ksi

ąŜ

ka Josepha H. Silvermana i Jol-i- 

na Tate'a: Rational Points on Elliptic Curves. Springer-Verlag, Nowy Jork 1992. 
 
 
100 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
x1 + y2 = a2. We

ź

my teraz dwie nieskomplikowane funkcje 

okresowe zmiennej t: x = a cos t oraz y = a sin t. Mo

Ŝ

na je 

wstawi

ć

 do równania okr

ę

gu w miejsce xi y i nic złego si

ę

 nie 

stanie. B

ę

dzie tak, jakby

ś

my pomno

Ŝ

yli obie strony znanej to

Ŝ

samo

ś

ci trygonometrycznej cos2 t + sin2 t = l przez liczb

ę

 a2. 

W tym sensie równanie okr

ę

gu jest modułowe. 

Modułowa krzywa eliptyczna to poj

ę

cie ogólniejsze, otrzyma- 

ne dzi

ę

ki przeniesieniu powy

Ŝ

szego prostego pomysłu na 

płaszczyzn

ę

 zespolon

ą

, w 

ś

wiat geometrii nieeuklidesowej. Ro- 

l

ę

 sinusa i cosinusa - 

ś

wietnie znanych funkcji okresowych, 

a zarazem symetrii wzgl

ę

dem jednej zmiennej t - przejmuj

ą

 tu 

formy modułowe (lub automorficzne), kryj

ą

ce w sobie symetrie 

wzgl

ę

dem znacznie bogatszego zestawu skomplikowanych 

przekształce

ń

, maj

ą

cych posta

ć

 f [z] ->f((az + b)/(cz + d)). 

Tokio, Japonia, pocz

ą

tek lat pi

ęć

dziesi

ą

tych 

background image

Na pocz

ą

tku lat pi

ęć

dziesi

ą

tych naszego wieku Japonia była 

krajem podnosz

ą

cym si

ę

 stopniowo z wojennych zniszcze

ń

Nikt ju

Ŝ

 nie głodował, ale niemal wszyscy nadal byli biedni; 

przeci

ę

tny Japo

ń

czyk ci

ęŜ

ko zmagał si

ę

 z codzienno

ś

ci

ą

, pró- 

buj

ą

c prze

Ŝ

y

ć

 kolejny dzie

ń

, tydzie

ń

 czy miesi

ą

c. Mimo to 

odbudowywano z gruzów fabryki, otwierano na powrót przed- 
si

ę

biorstwa i ubijano nowe interesy. Z nadziej

ą

 patrzono 

w przyszło

ść

W tym czasie 

Ŝ

ycie uniwersyteckie w Japonii te

Ŝ

 było nieła- 

twe. Studenci zaciekle współzawodniczyli ze sob

ą

: dobre stop- 

nie oznaczały lepsz

ą

 prac

ę

 po zrobieniu dyplomu. Ta reguła 

dotyczyła zwłaszcza doktorantów specjalizuj

ą

cych si

ę

 w czystej 

matematyce, albowiem etatów na uniwersytetach, mimo ni- 
skiej płacy, brakowało dla wszystkich ch

ę

tnych. Jednym z ta- 

kich doktorantów był Yutaka Taniyama. Urodził si

ę

 12 listopa- 

da 1927 roku Jako najmłodsze, ósme z kolei dziecko w rodzinie 
prowincjonalnego lekarza w mie

ś

cie Kisai, poło

Ŝ

onym około 50 

kilometrów od Tokio. W młodo

ś

ci zacz

ą

ł studiowa

ć

 matematy- 

k

ę

, a 

ś

ci

ś

lej mówi

ą

c, geometri

ę

 zespolon

ą

 rozmaito

ś

ci abelo- 

 
 
AMIR D. ACZEL • 10 1 
wych. Wiedziano wówczas o tej trudnej dziedzinie niewiel e 
i Taniyama napotykał w swej pracy mnóstwo trudno

ś

ci. C. o 

gorsza, przekonał si

ę

Ŝ

e wszelkie porady starszych profesorów? 

Uniwersytetu Tokijskiego s

ą

 niemal całkowicie bezu

Ŝ

yteczne. 

Do ka

Ŝ

dego drobiazgu musiał dochodzi

ć

 samodzielnie; kolejme 

kroki swoich bada

ń

 matematycznych opisywał, u

Ŝ

ywaj

ą

c czte- 

rech chi

ń

skich znaków, które oznaczaj

ą

 "ci

ęŜ

k

ą

 walk

ę

" i "gorz- 

kie zmagania". 

ś

ycie młodego Yutaki Taniyamy nie było usłanie 

Ŝ

ami. 

Taniyama zakwaterował si

ę

 w jednopokojowym mieszkaniiu 

o powierzchni około 9 metrów kwadratowych. Na ka

Ŝ

dej kom- 

dygnacji budynku była tylko jedna toaleta, wspólna dHa 
wszystkich mieszka

ń

ców pi

ę

tra. 

ś

eby si

ę

 wyk

ą

pa

ć

, Taniyama 

musiał chodzi

ć

 do odległej ła

ź

ni publicznej. Podły i n

ę

dzny bu- 

dynek mieszkalny, stoj

ą

cy przy ruchliwej ulicy, o dwa kroki od 

wiaduktu kolejowego, po którym co kilka minut przeje

Ŝ

d

Ŝ

-ał 

poci

ą

g, jak na ironi

ę

 był nazywany "Will

ą

 Spokojnych Gon"". 

Zapewne dlatego, by łatwiej si

ę

 skoncentrowa

ć

 na badaniac:h, 

młody Yutaka pracował głównie w nocy, cz

ę

sto kład

ą

c si

ę

 odo 

łó

Ŝ

ka dopiero o szóstej rano, gdy rozpoczynał si

ę

 kolejny, hała»

ś

llwy dzie

ń

. Prawie codziennie, z wyj

ą

tkiem letnich upałów, Ta- 

niyama nosił ten sam niebiesko-zielony garnitur z metalicz- 
nym połyskiem. Jak wyja

ś

nił swemu bliskiemu przyj aclelo'\.-vi, 

Góro Shimurze, jego ojciec kupił ów materiał okazyjnie, nne- 
zwykle tanio, od handlarza starzyzny. Niestety, nikt w całej n-o- 
dzinie nie miał ochoty na 

ś

wiec

ą

ce ubranie. Yutaka, który mi

ę

 

dbał zbytnio o swój wygl

ą

d, zgłosił si

ę

 w ko

ń

cu na ochotnilrfa. 

Z materiału uszyto mu garnitur, który stał si

ę

 jego codzien- 

nym strojem. 
Taniyama uko

ń

czył Uniwersytet Tokijski w 1953 roku l do- 

stał na tamtejszym Wydziale Matematyki posad

ę

 asysten-ta. 

Jego przyjaciel Shimura uko

ń

czył uniwersytet rok wcze

ś

miej 

i zajmował podobne stanowisko na Wydziale Pedagogicznym, 
po drugiej stronie kampusu. Ich przyja

źń

 zapocz

ą

tkował Inst, 

który jeden z nich napisał do drugiego, prosz

ą

c o zwrot do bi- 

blioteki egzemplarza czasopisma matematycznego, interesuj

ą

cego, jak si

ę

 okazało, obu młodych ludzi. Cz

ę

sto jadali razem 

 
 

background image

102 
WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
Tokio, rok 1955. Matematycy w tramwaju, w drodze na konferencj

ę

. Od lewej: 

T. Tamagawa, J.-P. Serre, Y. Taniyama l A. Well. 
w niedrogich restauracyjkach, które serwowały podobno stop- 
niowo zdobywaj

ą

ce w Japonii popularno

ść

 dania kuchni za- 

chodniej, w rodzaju na przykład duszonego ozorka.36 
W owym czasie w Japonii pozostało niewielu dobrych mate- 
matyków. Kto tylko zdobył nieco uznania i renomy, natych- 
miast próbował przenie

ść

 si

ę

 na Jaki

ś

 uniwersytet ameryka

ń

ski czy europejski, poniewa

Ŝ

 i matematycy cieszyli si

ę

 tam 

wi

ę

ksz

ą

 reputacj

ą

 l w dodatku mo

Ŝ

na było nawi

ą

za

ć

 kontakty 

z lud

ź

mi prowadz

ą

cymi badania w tej samej dziedzinie. Takie 

wi

ę

zy s

ą

 wa

Ŝ

ne, gdy usiłuje si

ę

 zgł

ę

bia

ć

 ezoteryczne obszary 

wiedzy, o których wiadomo niewiele lub zgoła nic. By utworzy

ć

 

zal

ąŜ

ek kontaktów naukowych z lud

ź

mi, którzy wiedzieli co 

nieco o dziedzinie ich zainteresowa

ń

, dwaj młodzi przyjaciele 

zorganizowali we wrze

ś

niu 1955 roku Tokijskie Sympozjum 

Algebraicznej Teorii Liczb. Niektóre wygłoszone podczas tej 
małej konferencji stwierdzenia miały przez długi czas pozosta

ć

 

niejasne, by - koniec ko

ń

ców - po prawie czterdziestu latach 

doprowadzi

ć

 do rezultatów wielkiej wagi, a tak

Ŝ

e do ostrych 

kontrowersji. 
36 Wi

ę

kszo

ść

 informacji o 

Ŝ

yciu Yutaki Taniyamy pochodzi z artykułu: Góro Slu- 

niura, Yataka Taniyama and His Time: Very Personal Recollections, "Bulledn 
of the London Mathematical Society", tom 21 (1989), s. 184-196. 
 
 
AMIR D. ACZEL • 10 3 
Pełen nadziei pocz

ą

tek 

Obaj przyjaciele wypełnili niezb

ę

dne papiery l formularze-, 

wynaj

ę

li odpowiednie pomieszczenia i wysłali zaproszenia doo 

tych matematyków japo

ń

skich i zagranicznych, których spo - 

dziewali si

ę

 zainteresowa

ć

 tematem konferencji. Na li

ś

cie za- 

proszonych znalazł si

ę

 Andre Well, który w owym czasie wyje - 

chał Ju

Ŝ

 z Francji i został profesorem na Uniwersytecie 

w Chicago. Pi

ęć

 lat wcze

ś

niej, podczas Mi

ę

dzynarodowego 

Kongresu Matematyków, Well zwrócił uwag

ę

 społeczno

ś

ci ma- 

tematycznej na nieznan

ą

 hipotez

ę

 niejakiego Hassego, doty- 

cz

ą

c

ą

 "funkcji dzeta na rozmaito

ś

ci nad ciałem liczbowym" . 

Niejasne przypuszczenie niosło w sobie tre

ś

ci interesuj

ą

ce dla. 

badaczy teorii liczb. Well najwyra

ź

niej kolekcjonował ró

Ŝ

ne hi- 

potetyczne pomysły dotycz

ą

ce teorii liczb; ten akurat umie

ś

ciB 

w swych Dziełach zebranych, przypisuj

ą

c zasług

ę

 jego sformu- 

łowania Hassemu. 
Dzi

ę

ki zainteresowaniu ró

Ŝ

nymi rezultatami bada

ń

 w owej 

dziedzinie, Well był dla Shimury l Taniyamy atrakcyjnym go- 

ś

ciem. Ucieszyli si

ę

 obaj, gdy przyj

ą

ł zaproszenie do udziałm 

w Ich konferencji. W Tokio oczekiwano te

Ŝ

 Innego cudzoziem- 

ca, młodszego od Weila matematyka francuskiego, Jean-Pier- 
re'a Serre'a. Nie byt on jeszcze wówczas członkiem towarzy- 
stwa Bourbakiego, przyjmowano bowiem do niego tylko* 
matematyków bardzo dobrze znanych; miał on jednak zosta

ć

bourbakist

ą

 ju

Ŝ

 wkrótce. Serre, opisywany przez niektórych- 

matematyków jako ambitny i zaciekły wyczynowiec, przyje- 
chał na tokijskie sympozjum, by dowiedzie

ć

 si

ę

 tyle, ile si

ę

 tyl- 

ko da. Japo

ń

czycy o teorii liczb wiedzieli sporo, a niektóre wy- 

niki publikowali w pracach dost

ę

pnych tylko po japo

ń

sku. 

skrywaj

ą

c je tym samym przed reszt

ą

 

ś

wiata. Nadarzała si

ę

 

background image

wi

ę

c wspaniała okazja, 

Ŝ

eby pozna

ć

 owe rezultaty, tym bar- 

dziej 

Ŝ

e oficjalnym j

ę

zykiem konferencji miał by

ć

 angielski. 

W gronie konferencyjnych go

ś

ci Serre był jednym z niewielu 

cudzoziemców orientuj

ą

cych si

ę

 w prezentowanej tematyce. 

Sprawozdanie z konferencji ukazało si

ę

 tylko po Japo

ń

ski!. 

Gdy wi

ę

c dwadzie

ś

cia lat pó

ź

niej Serre zwrócił uwag^ na nie- 

 
 
104 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
które wydarzenia z tokijsklego sympozjum, 

ś

wiat poznał po- 

cz

ą

tkowo jego wersj

ę

, a nie t

ę

, któr

ą

 zapisano w japo

ń

skich 

sprawozdaniach. 
Sprawozdania zawieraj

ą

 trzydzie

ś

ci sze

ść

 problemów. Pro- 

blemy o numerach 10, 11, 12 i 13, zapisane przez Yutak

ę

 Ta- 

niyam

ę

, tworzyły wspólnie pewn

ą

 hipotez

ę

 o funkcjach typu 

dzeta, przypominaj

ą

c

ą

 nieco idee Hassego. Wydawało si

ę

Ŝ

Taniyama chce w jaki

ś

 sposób powi

ą

za

ć

 funkcje automorficz- 

ne na płaszczy

ź

nie zespolonej z funkcj

ą

 typu dzeta, okre

ś

lon

ą

 

na krzywej eliptycznej. W tych usiłowaniach było co

ś

 tajemni- 

czego: dlaczegó

Ŝ

 dowolna krzywa eliptyczna miała by

ć

 w jaki

ś

 

sposób powi

ą

zana z czym

ś

 na płaszczy

ź

nie zespolonej? 

"Przepraszam, co Pan powiedział...?" 
Hipoteza, wypływaj

ą

ca z owych czterech problemów, była 

mglista; Taniyama sformułował je niezbyt Jasno, zapewne dla- 
tego, 

Ŝ

e nie był do ko

ń

ca pewien. Jakiego wła

ś

ciwie zwi

ą

zku 

chciałby si

ę

 doszuka

ć

. Ale tkwił tam rdze

ń

 pomysłu; swego ro- 

dzaju intuicja, instynktowne przeczucie, 

Ŝ

e funkcje automor- 

ficzne zmiennej zespolonej i ich bogate symetrie s

ą

 w jaki

ś

 

sposób zwi

ą

zane z równaniami diofantycznymi. Z pewno

ś

ci

ą

 

nie było to oczywiste. Taniyama próbował odnale

źć

 ukryte 

przej

ś

cie, ł

ą

cz

ą

ce dwie bardzo odległe gał

ę

zie matematyki. 

Andre Weił chciał dokładnie wiedzie

ć

, co wła

ś

ciwie Taniy- 

ama miał na my

ś

li. Jak mo

Ŝ

na wyczyta

ć

 w protokole z obrad 

konferencji, opublikowanym ł

ą

cznie z Japo

ń

skimi sprawozda- 

niami, pewnego dnia odbyta si

ę

 nast

ę

puj

ą

ca wymiana zda

ń

 

obu panów:37 
WEIŁ: Czy s

ą

dzi Pan, 

Ŝ

e wszystkie funkcje eliptyczne s

ą

 uni- 

formizowane przez funkcje modułowe? 
TANIYAMA: Same funkcje modułowe nie wystarcz

ą

. My

ś

l

ę

Ŝ

potrzebne s

ą

 inne, specjalne typy funkcji automorflcznych. 

37 Zob. japo

ń

skie czasopismo "Sugaku" z maja 1956 roku, s. 227-231. • 

 
 
AMIR D. ACZEL • 1 05 
WEIŁ: Oczywi

ś

cie, z niektórymi zapewne mo

Ŝ

na sobie w ten 

sposób poradzi

ć

. W ogólnym przypadku wygl

ą

daj

ą

 o»ne 

jednak tajemniczo i zupełnie Inaczej. 
Z tej rozmowy wynikaj

ą

 jasno dwie sprawy. Po pierwsze, TTa- 

nlyama mówił, 

Ŝ

e z krzywymi eliptycznymi wi

ąŜą

 si

ę

 raczej 

"funkcje automorficzne", a nie "same funkcje modułowe". Po 
drugie, Weił nie wierzył, by w ogólnym przypadku taki zwi

ą

zsek 

mógł mie

ć

 miejsce. Pó

ź

niej ow

ą

 niewiar

ę

 Weił wyra

Ŝ

ał znaczmie 

dobitniej, dlatego jeszcze bardziej zaskakuje fakt, 

Ŝ

e to wła

ś

mie 

jego nazwisko zostało w ko

ń

cu przypisane do hipotezy, kto-rej 

ani sam nie postawił, ani nigdy w Jej prawdziwo

ść

 nie wierz=ył. 

Jednak

Ŝ

e koleje losu bywaj

ą

 nieoczekiwane; w przyszłoa

ś

ci 

miały wyj

ść

 na jaw jeszcze dziwniejsze wydarzenia. 

Na to, by owe sprawy nabrały wagi, trzeba było odczelsa

ć

 

kilkadziesi

ą

t lat. Współcze

ś

ni historycy nauki oddaliby wie=le, 

Ŝ

eby szczegółowo pozna

ć

 tre

ść

 wypowiedzi l my

ś

li Taniyanny. 

Lecz, niestety, Taniyama, podobnie jak wielu innych młodych 

background image

matematycznych geniuszy, sko

ń

czył 

Ŝ

ycie młodo l tragicznie-. 

Po paru latach Góro Shimura wyjechał z Tokio, najpierw do 
Pary

Ŝ

a, a potem do Institute for Advanced Study w Princeton. 

Obaj przyjaciele regularnie ze sob

ą

 korespondowali. We wrzae

ś

niu 1958 roku Góro Shimura otrzymał od Yutaki Taniyaany 
ostatni list. Rankiem 17 listopada 1958, pi

ęć

 dni po jego trzy- 

dziestych pierwszych urodzinach, Yutak

ę

 Taniyam

ę

 znalezio»no 

w mieszkaniu martwego. Na biurku le

Ŝ

ał list po

Ŝ

egnalny. 

Hipoteza Shimury 
Od tokijskiej konferencji upłyn

ę

ło dziesi

ęć

 lat. Góro Shimmra 

swoje badania w teorii liczb, koncentruj

ą

ce si

ę

 na funkcji d:ze- 

ta i krzywych eliptycznych, prowadził teraz w Princeton. Zrro- 
zumiał, w których miejscach mylił si

ę

 nie

Ŝ

yj

ą

cy przyjacilel, 

l dzi

ę

ki własnym badaniom oraz poszukiwaniu harmonii skzry- 

tej we wn

ę

trzu matematyki doszedł do hipotezy innej, 

ś

milel- 

szej, dobitnej sformułowanej. Jego hipoteza głosiła, 

Ŝ

e ka

Ŝ

da 

 
 
106 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
krzywa eliptyczna nad ciałem liczb wymiernych Jest uniformi- 
zowana przez pewn

ą

 form

ę

 modułow

ą

. Formy modułowe s

ą

 na 

płaszczy

ź

nie zespolonej tworami bardziej konkretnymi ni

Ŝ

 

funkcje automorficzne, z których chciał korzysta

ć

 Taniyama. 

Shimura dokonał te

Ŝ

 kilku innych wa

Ŝ

nych zmian i poprawek, 

mi

ę

dzy innymi doprecyzował, 

Ŝ

e dziedzin

ę

 powinny stanowi

ć

 

liczby wymierne. 
Hipotez

ę

 Shimury mo

Ŝ

na spróbowa

ć

 wyja

ś

ni

ć

, wykorzystu- 

j

ą

c taki oto rysunek: 

 
 
Je

ś

li zwiniemy płaszczyzn

ę

 zespolon

ą

 w torus, czyli tak, by 

otrzyma

ć

 powierzchni

ę

 obwarzanka z rysunku,38 to owa po- 

wierzchnia skrywa

ć

 b

ę

dzie w sobie wszystkie krzywe eliptycz-' 

ne nad liczbami wymiernymi. Ka

Ŝ

da taka krzywa odpowiada 

z kolei pewnemu rozwi

ą

zaniu równania diofantycznego. Je

ś

li 

istniałoby rozwi

ą

zanie równania Fermata, x" + y" = z", to od- 

powiadaj

ą

ca mu krzywa eliptyczna te

Ŝ

 byłaby ukryta w na- 

szym torusie. Ten fakt miał pó

ź

niej odegra

ć

 wa

Ŝ

n

ą

 rol

ę

 w do- 

wodzie wielkiego twierdzenia Fermata. Shimura postawił 
hipotez

ę

Ŝ

e ka

Ŝ

da krzywa eliptyczna o współczynnikach wy- 

miernych ma "kole

Ŝ

ank

ę

" na rozpatrywanej przez Poincarego 

górnej półpłaszczy

ź

nie, wyposa

Ŝ

onej w nieeuklidesow

ą

, hiper- 

38 Trzeba sobie wyobrazi

ć

Ŝ

e najpierw zwijamy płaszczyzn

ę

 w bardzo dług

ą

 rurk

ę

a potem jeden koniec rurki wkładamy w drugi i zwijamy dalej, jakby

ś

my chcieli 

z kawałka gumowego w

ęŜ

a zrobi

ć

 kółko przypominaj

ą

ce d

ę

tk

ę

 (przyp. dum.). 

 
 
AMIR D. ACZEL • 10'7 
bollczn

ą

 geometri

ę

. .Kole

Ŝ

ank

ą

" danej krzywej eliptycznej miaa- 

ła by

ć

 konkretna funkcja zmiennej zespolonej, nieczuła na do- 

konywanie najró

Ŝ

niejszych (wspomnianych ju

Ŝ

 nieco wcze- 

ś

niej) podstawie

ń

 postaci z -> [a

Ŝ

 + b)/(cz + d), tworz

ą

cych h 

grup

ę

 o nieoczekiwanie bogatej symetrii. Wszystko to było ba«-- 

dzo techniczne, szalenie skomplikowane i - jak przez kilkra 
dziesi

ę

cioleci s

ą

dziło wielu matematyków - nie do udowodnie- 

nia w daj

ą

cej si

ę

 przewidzie

ć

 przyszło

ś

ci. 

Hipotez

ę

 Shimury mo

Ŝ

na pokaza

ć

 w sposób nieco bardzitej 

obrazowy l uzna

ć

Ŝ

e ka

Ŝ

da krzywa eliptyczna jest czym

ś

 w ro- 

dzaju czubka góry lodowej, widocznego nad powierzchni

ą

 wo- 

dy. Pod wod

ą

 za

ś

 kryje si

ę

 zawiła struktura. 

ś

eby udowodnB

ć

 

hipotez

ę

, nale

Ŝ

ało wykaza

ć

Ŝ

e ka

Ŝ

da góra lodowa ma cz

ę

S

ć

 

background image

podwodn

ą

. Wiedziano wprawdzie, 

Ŝ

e wiele gór lodowych talc

ą

 

podwodn

ą

 cz

ęść

 posiada, ale poniewa

Ŝ

 gór lodowych było niee- 

sko

ń

czenie wiele, wi

ę

c nie dawało si

ę

, ot tak, po kolei, obejrze

ć

 

ka

Ŝ

dej od spodu. Nale

Ŝ

ało znale

źć

 ogóln

ą

 reguł

ę

, z której wyn-1- 

kałoby, 

Ŝ

e góra lodowa bez podwodnej cz

ęś

ci nie mo

Ŝ

e po pro- 

stu istnie

ć

. I wła

ś

nie podanie takiego ogólnego dowodu matae- 

matycy uwa

Ŝ

ali za niezwykle trudn

ą

 rzecz. 

Intryga i zdrada 
Na pocz

ą

tku lat sze

ść

dziesi

ą

tych, na przyj

ę

ciu w Institute fcor 

Advanced Study w Princeton, Góro Shimura i Jean-Piera-e 
Serre spotkali si

ę

 powtórnie. Według Shimury Serre zbli

Ŝ

ył s.i

ę

 

do niego z do

ść

 aroganck

ą

 min

ą

. "Nie s

ą

dz

ę

, by Pana wyniDri 

o krzywych modułowych były w jakikolwiek sposób po

Ŝ

ytecz- 

ne - powiedział. - Nie mo

Ŝ

na Ich przecie

Ŝ

 zastosowa

ć

 do ka_

ź

dej krzywej eliptycznej". W odpowiedzi Shimura dokładn-le 
sformułował sw

ą

 hipotez

ę

: "Taka krzywa, jak przypuszczani!, 

zawsze jest uniformizowana przez pewn

ą

 krzyw

ą

 moduło- 

w

ą

".39 Nieco pó

ź

niej Serre zło

Ŝ

ył relacj

ę

 ze swojej rozmowy 

39 Shimura sformułował zatem sw

ą

 hipotez

ę

; dziel

ą

c si

ę

 ni

ą

 po raz pierwszy, uf. 

al, 

Ŝ

e Serre uzna go za jej autora. 

 
 
108 . WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
z Shimur

ą

 Weilowi, który na przyj

ę

ciu nie był, lecz, jako jeden 

z pracowników Instytutu, mieszkał w pobli

Ŝ

u. Zaintrygowany 

Weił odwiedził potem Shimur

ę

. "Czy Pan naprawd

ę

 to powie- 

dział?" - zapytał. "Tak - odparł Shimura. - Nie s

ą

dzi Pan, 

Ŝ

e to 

prawdopodobne?" Po dziesi

ę

ciu latach od pierwszego spotka- 

nia z Taniyam

ą

 Andre Weił nadal nie wierzył w prawdziwo

ść

 

którejkolwiek wersji hipotezy. Odparł: "Nie widz

ę

 niczego, co 

ś

wiadczyłoby o nieprawdziwo

ś

ci tej hipotezy, oba bowiem 

zbiory s

ą

 przeliczalne; nie widz

ę

 jednak niczego, co przema- 

wiałoby na Jej korzy

ść

". Wypowiedziane przy tej okazji przez 

Weila słowa Serge Lang, matematyk z Yale University, który 
tak zwan

ą

 "teczk

ę

 Shimury-Taniyamy", zawieraj

ą

c

ą

 kopie 

dwóch tuzinów listów i jego własne do nich komentarze, roz- 
powszechnił w

ś

ród około pi

ęć

dziesi

ę

ciu matematyków na ca- 

łym 

ś

wiecie okre

ś

lił pó

ź

niej jako "bezmy

ś

lne" i "głupie". To, co 

Weił odpowiedział Shimurze, było równoznaczne mniej wi

ę

cej 

nast

ę

puj

ą

cemu stwierdzeniu: Je

ś

li w pokoju znajduje si

ę

 sie- 

dem kobiet i siedmiu m

ęŜ

czyzn, a Pan twierdzi, 

Ŝ

e to siedem 

mał

Ŝ

e

ń

stw, to nie widz

ę

 w tym od razu sprzeczno

ś

ci, poniewa

Ŝ

 

liczba m

ęŜ

czyzn zgadza si

ę

 z liczb

ą

 kobiet. Nie dostrzegam 

jednak równie

Ŝ

 niczego, co 

ś

wiadczyłoby za pa

ń

sk

ą

 hipotez

ą

 - 

by

ć

 mo

Ŝ

e to sami kawalerowie i same panny. Lang nazwał t

ę

 

wypowied

ź

 głupi

ą

 zapewne dlatego, 

Ŝ

e argument, polegaj

ą

cy 

na liczeniu, nie znajdował tu wcale zastosowania. "Przeliczal- 
ny" znaczy bowiem z grubsza tyle, co "niesko

ń

czony, lecz da- 

j

ą

cy si

ę

 policzy

ć

" (]'ak na przykład zbiór wszystkich liczb natu- 

ralnych: l, 2, 3, 4, ...), a ustawianie w pary dwóch takich 
niesko

ń

czonych kolekcji rozmaitych obiektów nie nale

Ŝ

y do 

prostych zada

ń

W ka

Ŝ

dym razie było oczywiste, 

Ŝ

e Andre Well nie wierzył 

w prawdziwo

ść

 snutych przez Shimur

ę

 teorii. Przyznał pó

ź

niej, 

Ŝ

e wspomniana rozmowa - mniejsza o to, czy głupia 

i bezmy

ś

lna, czy te

Ŝ

 nie - istotnie miała miejsce, a nawet j

ą

 

zacytował. Zdarzyło si

ę

 to jednak dopiero w roku 1979, kiedy 

Weił napisał:40 
40 Andr

ć

 Weił: Oeuwes, op. cit., t. m, s. 450. 

 

background image

 
AMIR D. ACZEL • 109 
Quelques annees plus tarci, a Princeton, Shimura me deman- 
da sije trouuais plausible que toute courbe ellipti

ą

ue sur 

Q jut con.ten.ue dans lejacobienne d'une courbe deflnie par 
une sous-groupe de congruence du groupe modulaire;je lut 
repondis, ii me semble, que je n'y uoyais pas d'empeche' 
ment, puisque l'un et 1'autre ensemble est denombrable, ma- 
Isje ne uoyais rien non plus qui parlat enfaveur de cette hy- 
pothese. 
[Kilka lat pó

ź

niej, w Princeton, Shimura zapytał mnie, czy 

uwa

Ŝ

am za prawdopodobne, 

Ŝ

e ka

Ŝ

da krzywa eliptyczna nad 

Q zawiera si

ę

 w jakobianie krzywej wyznaczonej przez podgru- 

p

ę

 kongruencji grupy modułowej; odpowiedziałem mu, 

Ŝ

e, jak 

mi si

ę

 wydaje, nie dostrzegam przeszkód, poniewa

Ŝ

 jeden 

i drugi zbiór jest przeliczalny, lecz nie widz

ę

 te

Ŝ

 niczego, co 

przemawiałoby za ow

ą

 hipotez

ą

). 

Niemniej nawet wówczas Weił, pisz

ą

c o stwierdzeniu, które 

Jest hipotez

ą

 Shimury, wolał u

Ŝ

y

ć

 zwrotu "Shimura zapytał 

mnie", a nie "Shimura powiedział mi". Weił opublikował kilka 
prac na zbli

Ŝ

one tematy; chocia

Ŝ

 sam nie wierzył w teori

ę

 Shi- 

mury, jego nazwisko zacz

ę

to z ni

ą

 ł

ą

czy

ć

. Wielu matematyków 

ten bł

ą

d powielało, powołuj

ą

c si

ę

 we własnych artykułach na 

stwierdzenia zawarte w pracach kolegów. Bł

ę

dne cytowania 

mo

Ŝ

na napotka

ć

 do dzi

ś

; nie znaj

ą

cy historii autorzy pisz

ą

 

o hipotezie Taniyamy-Weila zamiast o hipotezie Shimury-Ta- 
niyamy. Weilowi najwidoczniej podobało si

ę

 to poł

ą

czenie jego 

nazwiska z niejasnym, lecz pi

ę

knym przypuszczeniem; sam 

wprawdzie w jego prawdziwo

ść

 nie wierzył, lecz wedle os

ą

du 

wi

ę

kszo

ś

ci matematyków niezb

ę

dne dowody miały pojawi

ć

 si

ę

 

pewnego dnia w odległej przyszło

ś

ci. 

W miar

ę

 upływu kolejnych dziesi

ę

cioleci znajdowano coraz 

wi

ę

cej poszlak, 

ś

wiadcz

ą

cych o istnieniu tajemniczego zwi

ą

z- 

ku. Hipoteza, gdy si

ę

 j

ą

 udowodni, zmienia si

ę

 w solidn

ą

 mate- 

matyczn

ą

 teori

ę

. Weił prowadził badania w dziedzinach przyle- 

gaj

ą

cych do hipotezy, a uzyskiwane przez niego matematyczne 

wyniki nigdy nie byty zbyt odległe od teorii form modułowych 
na płaszczy

ź

nie zespolonej i krzywych eliptycznych odpowla- 

 
 
110 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
daj

ą

cych równaniom diofantycznym. I mimo 

Ŝ

e z pewno

ś

ci

ą

 

wiedział o kluczowej roli Shimury, nie wspominał o niej przez 
blisko dwadzie

ś

cia lat. Potem bez wi

ę

kszych ceregieli napo- 

mkn

ą

ł o Shimurze w przypadkowej rozmowie i - niemal prze- 

lotnie - wymienił jego nazwisko w jednej ze swych opublikowa- 
nych prac. Równocze

ś

nie we Francji Serre pracował bardzo 

aktywnie, dokładaj

ą

c wszelkich stara

ń

, by powi

ą

za

ć

 z hipotez

ą

 

nazwisko Andre Weila, a nie Góro Shimury. 
"

Ć

wiczenie dla zainteresowanego Czytelnika" 

W 1967 roku Andre Weił napisał po niemiecku artykuł,41 
w którym znalazły si

ę

 nast

ę

puj

ą

ce słowa: 

Ob sich diese Dtnge immer, d.h.fu.rJede uber Q deftnierte Ku- 
rve C, so uerhalten, scheint im. Moment noch problematisch 
zu sein und mag dem interessierten Leser als Ubungsaufga- 
be empfohten werden. 
(Czy tak si

ę

 sprawy maj

ą

, tzn. czy jest tak dla ka

Ŝ

dej krzywej 

C okre

ś

lonej nad Q, wydaje si

ę

 w chwili obecnej problematycz- 

ne i mo

Ŝ

e by

ć

 

ć

wiczeniem dla zainteresowanego Czytelnika]. 

Akapit ten mówi o krzywych eliptycznych nad liczbami wy- 
miernymi (zbiór wszystkich liczb wymiernych matematycy na 

background image

całym 

ś

wiecie oznaczaj

ą

 liter

ą

 Q), a słowa so uerhalten odno- 

sz

ą

 si

ę

 do tego, czy krzywe s

ą

 modułowe, czy te

Ŝ

 nie. A zatem 

Weił pisze o hipotezie Shimury, po raz kolejny nie wymieniaj

ą

nazwiska jej autora (wspomniał o nim dopiero 12 lat pó

ź

niej, 

a i wówczas, jak pokazali

ś

my przed chwil

ą

, u

Ŝ

ył nie do ko

ń

ca 

prawdziwych słów "Shimura zapytał mnie"). W pracy opubliko- 
wanej w "Mathematische Annalen" Well mówi o hipotezie, 

Ŝ

Jest "problematyczna", by zaraz potem zrobi

ć

 co

ś

 dziwnego - 

uczyni

ć

 j

ą

 

ć

wiczeniem dla zainteresowanego Czytelnika (und 

41 Andre Weił: Ober die Bestimmung Dirichletscher Reihen durch Funktional- 
gleichungen, "Mathematische Annalen", tom 168 (1967), s. 165-172.' 
 
 

Ą

MIR D. ACZEL •111 

mag dem interessierten Leser als Ubungsaufgabe empfohie-n 
werden). Próby rozwi

ą

zania owego 

ć

wiczenia dla "zaintereso- 

wanego Czytelnika" miały zaj

ąć

 jednemu z naj 

ś

wietniej szy

ć

 h 

matematyków 

ś

wiata siedem lat pracy w samotno

ś

ci. Kiedły 

matematyk nazywa co

ś

 

ć

wiczeniem (Ubungsaufgabe), zwykle 

zna rozwi

ą

zanie problemu i nie tyle wierzy, co wie z cał

ą

 pevw- 

no

ś

ci

ą

Ŝ

e przytoczone stwierdzenie jest prawdziwe, a nie, jai.k 

napisał Weił, "problematyczne". 
Jest taka stara anegdota o profesorze matematyki, którzy, 
omawiaj

ą

c pewne poj

ę

cie podczas wykładu, mówi: "to jest 

oczywiste". Studenci patrz

ą

 po sobie zakłopotani, rzecz bo- 

wiem wcale nie Jest oczywista, i wreszcie jeden z nich o

ś

miela 

si

ę

 zapyta

ć

: "Dlaczego?" Profesor na to zaczyna co

ś

 rysowa

ć

 

zawzi

ę

cie jedn

ą

 r

ę

k

ą

 i pisa

ć

 na brze

Ŝ

ku tablicy, zasłaniaj

ą

c li- 

tery i formuły drug

ą

 r

ę

k

ą

, a gdy mu brak miejsca, szybko 

wszystko 

ś

ciera. Po mniej wi

ę

cej dziesi

ę

ciu minutach bazgra- 

nia ukradkiem profesor 

ś

ciera tablic

ę

 do czysta i obwieszcza 

zdumionym studentom: "Tak, to było oczywiste". 
Kłamstwo 
W latach siedemdziesi

ą

tych problemy Taniyamy, sformuł o- 

wane podczas tokijskiej konferencji, zostały upowszechnLo- 
ne. Równocze

ś

nie, poniewa

Ŝ

 Well pisał o tej hipotezie (w któ- 

r

ą

 w

ą

tpił), modułowe krzywe eliptyczne zacz

ę

to nazyw-a

ć

 

"krzywymi Weila". Gdy na Zachodzie poznano lepiej problemy 
Taniyamy, hipoteza dotycz

ą

ca modułowo

ś

ci krzywych elLp- 

tycznych zyskała nazw

ę

 "hipotezy Taniyamy-Weila"; o nazwi- 

sku Shimury nawet nie wspominano. Od kiedy jednak poja- 
wiło si

ę

 nazwisko Taniyamy, Weił zacz

ą

ł t

ę

pi

ć

 wszellile 

hipotezy na ten temat. W 1979 roku wyraził swój sprzeciw 
wobec "tak zwanej hipotezy Mordella o równaniach dlofai.n- 
tycznych" (zaledwie cztery lata pó

ź

niej udowodnił j

ą

 Ge-rd 

Faltings), mówi

ą

c: "Byłoby miło, gdyby okazało si

ę

 to pra_w- 

d

ą

, i wolałbym si

ę

 zało

Ŝ

y

ć

Ŝ

e jest to prawda, a nie fałsz. S

ą

 

to jednak tylko pobo

Ŝ

ne 

Ŝ

yczenia, nie ma bowiem nawet 

 
 
112 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
strz

ę

pka dowodu - ani za, ani przeciw". Niemniej równie

Ŝ

 

i wówczas Weił si

ę

 mylił. Matematycy rosyjscy, mi

ę

dzy Inny- 

mi Szafarewicz i Parszyn, ju

Ŝ

 na pocz

ą

tku lat siedemdziesi

ą

tych otrzymywali rezultaty, które mogty 

ś

wiadczy

ć

 o prawdzi- 

wo

ś

ci hipotezy Mordella. W roku 1983 Gerd Faltings 

najzwyczajniej w 

ś

wiecie t

ę

 hipotez

ę

 udowodnił, pokazuj

ą

tym samym, 

Ŝ

e wielkie twierdzenie Fermata jest "prawie za- 

wsze prawdziwe". 
Gdy Andre Weił wytoczył wojn

ę

 wszelkim nie udowodnio- 

nym przypuszczeniom, a z hipotez

ą

, zwan

ą

 teraz przez wielu 

background image

matematyków hipotez

ą

 Taniyamy-Weila, wi

ą

zano ju

Ŝ

 nie tylko 

jego nazwisko, w Pary

Ŝ

u Serre dokładał stara

ń

, by nazwiska 

Shimury nikt nadal z owym s

ą

dem nie ł

ą

czył. W 1986 roku, na 

przyj

ę

ciu zorganizowanym na Uniwersytecie Kalifornijskim 

w Berkeley, Jean-Pierre Serre przy 

ś

wiadkach powiedział Ser- 

ge'owi Langowi, 

Ŝ

e Andre Weił wspomniał o rozmowie, któr

ą

 

w swoim czasie odbył z Shimur

ą

. Według Serre'a, Weił powie- 

dział mu o nast

ę

puj

ą

cej wymianie zda

ń

WEIŁ: Dlaczego Taniyama s

ą

dził, 

Ŝ

e wszystkie krzywe elip- 

tyczne s

ą

 modułowe? 

SHIMUR

Ą

: Sam mu Pan tak powiedział, a potem Pan zapo- 

mniał. 
W tym momencie Lang, który sam bezwiednie u

Ŝ

ywał nazw 

"krzywa Weila" i "hipoteza Taniyamy-Weila", zacz

ą

ł co

ś

 podej- 

rzewa

ć

. Postanowił pozna

ć

 prawd

ę

 i niezwłocznie napisał 

zarówno do Weila, jak i do Shimury, a potem do Serre'a. Shi- 
mur

ą

 zdecydowanie zaprzeczył, jakoby taka rozmowa kiedy- 

kolwiek si

ę

 odbyła, podaj

ą

c obfite uzasadnienie swego stano- 

wiska. Well nie odpowiedział od razu, Serre za

ś

 w swojej 

odpowiedzi skrytykował podj

ę

te przez Langa próby ustalenia 

do prawdy. Na seminarium zorganizowanym przez towarzy- 
stwo Bourbakiego w czerwcu 1995 roku Serre wci

ąŜ

 jeszcze, 

mówi

ą

c o "hipotezie Taniyamy-Weila", opuszczał nazwisko jej 

prawdziwego autora, który przed trzydziestu laty obdarzył go 
zaufaniem i powierzył swe przypuszczenia. 
 
 
AMIR D. ACZEL .113 
Well odpowiedział dopiero po drugiej próbie nawi

ą

zania 

kontaktu. Oto jego list:42 
3 grudnia 19SS6 
Drogi Panie Lang, 
Nie przypominam sobie w tej chwili, kiedy i gdzie otrzyma- 
łem pa

ń

ski list z dnia 9 sierpnia. Gdy si

ę

 to stało, zaprz

ą

t- 

ni

ę

ty byłem (i nadal jestem) daleko wa

Ŝ

niejszymi sprawami!. 

Pa

ń

skimi sugestiami, jakobym kiedykolwiek usiłował p>o- 

mniejszy

ć

 zasługi przypadaj

ą

ce w udziale Taniyamle l Srni- 

murze, mog

ę

 by

ć

 jedynie gł

ę

boko oburzony. Ciesz

ę

 si

ę

Ŝ

re, 

podobnie jak ja, podziwia Pan tych uczonych. 
Opowie

ś

ci o rozmowach sprzed lat bywaj

ą

 

ź

ródłem nieporo- 

zumie

ń

. Postanowił Pan uzna

ć

 je za 

ź

ródło historyczne, kt-ó- 

rym nie s

ą

. W najlepszym razie to anegdoty. Co si

ę

 tyc:zy 

kontrowersji, któr

ą

 zdecydował si

ę

 Pan podnie

ść

, listy Shi- 

mury kład

ą

 jej, moim zdaniem, kres. 

Je

ś

li za

ś

 chodzi o przypisywanie nazwisk poj

ę

ciom, twier- 

dzeniom czy (?] hipotezom, cz

ę

sto podkre

ś

lałem, 

Ŝ

e (a) g*<ly 

jakie

ś

 nazwisko ł

ą

czy si

ę

 z, powiedzmy, konkretnym poj|

ę

clem, nie znaczy to nigdy, 

Ŝ

e autor, o którym mowa, mflał 

z tym poj

ę

ciem cokolwiek wspólnego; znacznie cz

ęś

ciej jest 

wr

ę

cz przeciwnie. Pitagoras ze "swoim" twierdzeniem 

i Fuchs z funkcjami Fuchsa maj

ą

 nie wi

ę

cej wspólnego mi

ź

 

August Comte z ulic

ą

 Augusta Comte'a; (b) nazwiska cz

ę

s-to, 

całkiem zreszt

ą

 słusznie, zast

ę

powane s

ą

 przez bardz-iej 

wła

ś

ciwe nazwy; ci

ą

g Leraya-Koszula nazywany jest obecmie 

ci

ą

giem spektralnym (zgodnie z tym, co swego czasu Sieg^el 

powiedział Erdósowi, nawet przymiotnik "abelowy" pisze ssie 
teraz mał

ą

 liter

ą

). 

42 List Weila do Langa oraz opis chronologii wielu z przedstawionych tu wyda- 
rze

ń

, w tym liczne prywatne rozmowy i listy, mo

Ŝ

na odnale

źć

 w artykule Ser- 

ge'a Langa: Some History of the Taniyama-Shimura Conjecture, "Notices ot the 
American Mathematical Society", listopad 1995, s. 1301-1307. Jest zasług

ą

 Lan- 

background image

ga, 

Ŝ

e ten artykuł i "teczka Taniyamy-Shimury", któr

ą

 rozpowszechniał w

ś

ród 

matematyków przez 10 lat, zaczynaj

ą

 wreszcie przywraca

ć

 Góro Shimurze uzna- 

nie, które mu si

ę

 słusznie nale

Ŝ

y. 

 
 
114 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Dlaczego nie miałbym od czasu do czasu robi

ć

 "głupich", jak 

raczy Pan mówi

ć

, uwag? Cho

ć

 istotnie, wyra

Ŝ

aj

ą

c w 1979 

roku pewien sceptycyzm wobec hipotezy Mordella, byłem 
"poza" - nie wiedziałem wówczas nic o pracach Rosjan (Par- 
szyn itd.), prowadzonych w tym kierunku. Je

ś

li mog

ę

 mle

ć

 

co

ś

 na swoje usprawiedliwienie, to chyba tylko to, 

Ŝ

e gdy 

w 1972 roku wiodłem z Szafarewiczem długie rozmowy, 

Ŝ

adnej z owych prac słowem nie wspomniał. 

Z nale

Ŝ

nym szacunkiem, 

A. Well 
P.S. Je

ś

li zechce Pan przepu

ś

ci

ć

 ten list przez sw

ą

 kopiark

ę

prosz

ę

 czu

ć

 si

ę

 do tego upowa

Ŝ

nionym. Ciekaw jestem, co 

firma Xerox pocz

ę

łaby bez Pana i podobnych osób. 

W gł

ę

bi Czarnego Lasu, jesie

ń

 1984 

Podczas gdy w Berkeley, New Haven, Princeton i po drugiej 
stronie Atlantyku, w Pary

Ŝ

u, toczyły si

ę

 w

ś

ciekłe spory o au- 

torstwo hipotezy Shimury-Taniyamy, w gł

ę

bi Czarnego Lasu, 

w południowo-zachodnich Niemczech, wydarzyło si

ę

 co

ś

 zupeł- 

nie nieoczekiwanego. 
Gerhard Frey zrobił dyplom na Uniwersytecie w Tybindze, 
a doktorat na Uniwersytecie w Heidelbergu, gdzie, b

ę

d

ą

c pod 

wpływem prac Hassego i Weila, studiował teori

ę

 liczb. Freya 

fascynowało wzajemne oddziaływanie teorii liczb i geometrii al- 
gebraicznej, dziedziny matematyki rozwini

ę

tej w ostatnim pół- 

wieczu. Interesował si

ę

 on te

Ŝ

 geometri

ą

 arytmetyczn

ą

. To wła- 

ś

nie zwi

ą

zki mi

ę

dzy teori

ą

 liczb i nowszymi dziedzinami, 

geometri

ą

 arytmetyczn

ą

 i algebraiczn

ą

, doprowadziły go do do- 

wodu zaskakuj

ą

cego twierdzenia. W latach siedemdziesi

ą

tych 

Frey zajmował si

ę

 intensywnie krzywymi algebraicznymi i rów- 

naniami diofantycznymi. W roku 1978 przeczytał artykuł Bar- 
ry'ego Mazura z Uniwersytetu Harvarda, zatytułowany "Krzywe 
modułowe i ideał Elsensteina", i przez jaki

ś

 czas był nim bar- 

dzo poruszony, podobnie jak wielu innych specjalistów w dzie- 
 
 
AMIR D, ACZEL • 1 15 
dzinie teorii liczb, w tym Kenneth Rlbet z Berkeley l Andnew 
Wiłe

ś

 z Princeton. Nabrał przekonania, 

Ŝ

e powinien bardzo po- 

wa

Ŝ

nie pomy

ś

le

ć

 o zastosowaniach teorii krzywych modu ło- 

wych i reprezentacji Galols w teorii krzywych eliptycznych. 
Stwierdził, 

Ŝ

e takie rozwa

Ŝ

ania w niemal nieunikniony spossób 

prowadz

ą

 do zagadnie

ń

 diofantycznych, blisko zwi

ą

zanych 

z równaniami Fermata. Ów nagły i pot

ęŜ

ny przebłysk intuiicji 

Frey próbował wykorzysta

ć

 i doprecyzowa

ć

W 1981 roku Frey sp

ę

dził par

ę

 tygodni na Uniwersytecie 

Harvarda, odbywaj

ą

c kilka dyskusji z Barrym Mazurem. WLele 

rzeczy zdołał dzi

ę

ki tym rozmowom wyja

ś

ni

ć

. G

ę

sta mgła, spo- 

wijaj

ą

ca trudne do uchwycenia zwi

ą

zki równa

ń

 podobnych do 

równania Fermata z formami modułowymi l krzywymi eliptycz- 
nymi, zaczynała si

ę

 z wolna rozst

ę

powa

ć

. Frey pojechał ma- 

st

ę

pnie do Berkeley, gdzie rozmawiał z Kenem Ribetem, błys- 

kotliwym specjalist

ą

 w zakresie teorii liczb, który w swoim 

czasie uko

ń

czył Uniwersytet Harvarda i wspólnie z Mazur-em 

pracował nad zbli

Ŝ

onymi zagadnieniami. Z Berkeley Frey rpo- 

wrócii do ojczystych Niemiec. W trzy lata pó

ź

niej otrzymał za- 

background image

proszenie do wygłoszenia wykładu w Oberwolfach, miejscowro- 

ś

ci zagubionej po

ś

ród wzgórz Czarnego Lasu. 

W Oberwolfach mie

ś

ci si

ę

 matematyczne centrum konfe- 

rencyjne, poło

Ŝ

one w pi

ę

knej, spokojnej okolicy, z dala od 

miast i zaludniaj

ą

cych je tłumów. Ka

Ŝ

dego roku odbywa si

ę

 

tam około pi

ęć

dziesi

ę

ciu mi

ę

dzynarodowych konferencji, po- 

ś

wi

ę

conych ró

Ŝ

nym dziedzinom matematyki. Aby mie

ć

 w Obe- 

rwolfach wykład czy cho

ć

by po prostu uczestniczy

ć

 w j

ę

drnym 

ze spotka

ń

, nale

Ŝ

y wpierw otrzyma

ć

 zaproszenie. W centr-um 

dokłada si

ę

 wszelkich stara

ń

, by ekspertom z ró

Ŝ

nych krajów 

ułatwi

ć

 wymian

ę

 pomysłów. W 1984 roku Gerhard Frey, p»od- 

czas swego wykładu na zorganizowanej tam konferencji z tteo- 
rii liczb, wygłosił twierdzenie z pozoru zwariowane. Z wypeł- 
nionych wzorami, powielonych i rozdawanych uczestnilcom 
notatek najwyra

ź

niej wynikało, 

Ŝ

e je

ś

li hipoteza Shimury-Ta- 

niyamy rzeczywi

ś

cie jest prawdziwa, to zachodzi tak

Ŝ

e wie Ikle 

twierdzenie Fermata. Na pierwszy rzut oka zdawało si

ę

Ŝ

e nie 

ma w tym ani za grosz sensu. Gdy Ken Ribet po raz pierwszy 
 
 
116 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
dowiedział si

ę

 o twierdzeniu Freya, s

ą

dził, 

Ŝ

e to 

Ŝ

art - có

Ŝ

 bo- 

wiem modułowo

ść

 krzywych eliptycznych mo

Ŝ

e mle

ć

 wspólne- 

go z wielkim twierdzeniem Fermata? Wi

ę

cej o tym dziwnym 

stwierdzeniu nie my

ś

lał i wrócił do swych codziennych zaj

ęć

Lecz wypowied

ź

 Freya, pozbawiona dowodu i Jakby niepełna. 

zainteresowała kilka osób w Pary

Ŝ

u i gdzie indziej. Jean-Pier- 

re Serre napisał list do matematyka o nazwisku J.-F. Mestre. 
List dotarł do wiadomo

ś

ci publicznej, a wówczas Serre opubli- 

kował artykuł powtarzaj

ą

cy hipotezy zawarte w li

ś

cie do Me- 

stre'a.43 
Twierdzenie Ribeta 
Ken Rlbet, który z pocz

ą

tku uznał wszystko za 

Ŝ

art, zacz

ą

ł 

my

ś

le

ć

 o hipotezach Serre'a l doszedł do wniosku, 

Ŝ

e przypo- 

minaj

ą

 mu one kilka my

ś

l                                                                                           

nania Fermata xf1 + y" = z" w zbiorze 
liczb całkowitych dodatnich. Owemu rozwi

ą

zaniu, czyli trójce 

liczb a, b i c, odpowiada pewna krzywa eliptyczna. Frey wypi- 
sał ogóln

ą

 posta

ć

 równania takiej krzywej utworzonej z rozwi

ą

zania równania Fermata. Hipoteza, zaprezentowana przeze

ń

 

w Oberwolfach, orzekała, 

Ŝ

e ta akurat krzywa eliptyczna, dzi

ś

 

43 Jean-Pierre Serre: Lettre a J.-F. Mestre. Przedruk w: Current Trends in 
Arith- 
metical Algebraic Geometry, "American Mathematical Society", Proyidence RI, 
1987,s. 263-268. 
 
 
AMIR D, ACZEL . -117 
nazywana krzyw

ą

 Freya, jest bardzo osobliwym zjawiskiem; 

w rzeczy samej na tyle dziwnym, 

Ŝ

e nie mogłaby Istnie

ć

. Co 

wa

Ŝ

niejsze, krzywa eliptyczna, któr

ą

 mo

Ŝ

na by skonstruowa

ć

 

w razie fałszywo

ś

ci wielkiego twierdzenia Fermata, z pewno- 

ś

ci

ą

 nie była modułowa. A gdyby za prawdziw

ą

 uzna

ć

 hipottez

ę

 

Shimury-Taniyamy, to wszystkie krzywe eliptyczne musiałaby 
by

ć

 modułowe. Krzywa eliptyczna, która nie jest moduło~wa, 

nie mogłaby zatem istnie

ć

. Wynikałoby wi

ę

c st

ą

d, 

Ŝ

e krzywa 

Freya - krzywa eliptyczna, która ma bardzo wiele dziwn^ych 
własno

ś

ci i nie jest przy tym modułowa - nie mo

Ŝ

e istnie

ć

. Za- 

tem nie mo

Ŝ

e by

ć

 tak

Ŝ

e rozwi

ą

za

ń

 równania Fermata. Ozna- 

czałoby to, 

Ŝ

e wielkie twierdzenie Fermata (które głosi przecie

Ŝ

Ŝ

e rozwi

ą

za

ń

 nie ma, o ile wykładnik Jest wi

ę

kszy od 2) jest 

background image

prawdziwe. Był to skomplikowany ci

ą

g implikacji, ale do loagikl 

pewnego rodzaju dowodów matematycznych pasował dosko- 
nale. Chodzi tu o rozumowanie w nast

ę

puj

ą

cej postaci: z A 

wynika B, a wi

ę

c, je

ś

li B nie jest prawdziwe, to równie

Ŝ

 A» nie 

mo

Ŝ

e by

ć

 prawdziwe. Kłopot polegał jednak na tym, 

Ŝ

e w rozu- 

mowaniu brakowało jednego ogniwa. Dlatego mówi

ć

 mo

Ŝ

na 

było jedynie o kolejnej hipotezie - tym razem o hipotezie F-reya 
- głosz

ą

cej, 

Ŝ

e z prawdziwo

ś

ci hipotezy Shimury-Taniyamy" wy- 

nika wielkie twierdzenie Fermata. Dwa kolejne przypuszcz-enia 
sformułowane przez Serre'a w li

ś

cie do Mestre'a pozw oliły 

Kenowi Ribetowi o hipotezie Freya my

ś

le

ć

 w sposób ba-rdzo 

konkretny. 
Ken Rlbet nigdy przedtem nie zajmował si

ę

 wielkim twier- 

dzeniem Fermata. Zaczynał od studiowania chemii na 'Uni- 
wersytecie Browna; jednak pod wpływem swego opiekruna, 
Kennetha F. Irelanda, zwrócił si

ę

 w stron

ę

 matematyki i zain- 

teresował funkcjami typu dzeta i teori

ą

 liczb. Wielkie twierdze- 

nie Fermata lekcewa

Ŝ

ył jako "jeden z tych problemów, o któ- 

rych nic ju

Ŝ

 naprawd

ę

 wa

Ŝ

nego powiedzie

ć

 si

ę

 nie da". Wielu 

matematyków podzielało ten pogl

ą

d, gdy

Ŝ

 problemy teorii liczb 

cz

ę

sto s

ą

 izolowane, nie ł

ą

cz

ą

 ich jednolite schematy i ni-e wi- 

da

ć

 kryj

ą

cych si

ę

 za nimi ogólnych zasad l prawidłowo

ś

ci- Nie- 

mniej, w losach wielkiego twierdzenia Fermata zawarte zostały 
kawałki wła

ś

ciwie całej historii matematyki, od zarania cywlll- 

 
 
118 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
zacji a

Ŝ

 do naszych czasów. Ostateczne rozwi

ą

zanie problemu 

te

Ŝ

 wymagało poł

ą

czenia w jedno rozległych dziedzin: teorii 

liczb, algebry, analizy, geometrii i topologii, praktycznie wi

ę

niemal całej matematyki. 
Rlbet zacz

ą

ł nast

ę

pnie pracowa

ć

 nad doktoratem z matema- 

tyki na Uniwersytecie Harvarda. Tam - z pocz

ą

tku po

ś

rednio, 

a potem, bli

Ŝ

ej ko

ń

ca studiów doktoranckich, bezpo

ś

rednio - 

trafił pod skrzydła Barry'ego Mazura, wielkiego geometry, spe- 
cjalisty w dziedzinie teorii liczb i wizjonera inspiruj

ą

cego 

wszystkich matematyków w najmniejszym cho

ć

by stopniu za- 

anga

Ŝ

owanych w wysiłki zmierzaj

ą

ce do udowodnienia wielkie- 

go twierdzenia Fermata. Praca Mazura po

ś

wi

ę

cona ideałowi 

Eisensteina przenosiła na grunt współczesnej matematyki 
i geometrii algebraicznej dziewi

ę

tnastowieczn

ą

, rozwini

ę

t

ą

 

przez Emsta Kummera, teori

ę

 liczb idealnych, proponuj

ą

c no- 

we, geometryczne podej

ś

cie do teorii liczb.44 

Ken Rlbet został koniec ko

ń

ców profesorem matematyki na 

Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i zacz

ą

ł prowadzi

ć

 

badania w dziedzinie teorii liczb. W 1985 roku usłyszał 
o Freyu i Jego "szale

ń

czym" pogl

ą

dzie, 

Ŝ

e je

ś

li istniałoby roz- 

wi

ą

zanie równania Fermata (czyli gdyby wielkie twierdzenie 

Fermata było fałszywe), to mo

Ŝ

na by z jego pomoc

ą

 skonstru- 

owa

ć

 dziwaczn

ą

 krzyw

ą

. Owa krzywa Freya byłaby eliptycz- 

na, lecz nie modułowa. Skojarzona z ni

ą

 para hipotez zawar- 

tych w li

ś

cie Serre'a do Mestre'a spowodowała, 

Ŝ

e Ribet 

zacz

ą

ł powa

Ŝ

nie my

ś

le

ć

 o udowodnieniu hipotezy Freya. 

I chocia

Ŝ

 wielkim twierdzeniem Fermata naprawd

ę

 si

ę

 nie in- 

teresował, zdawał sobie spraw

ę

 z tego, 

Ŝ

e jest to pal

ą

cy pro- 

blem, w dodatku mieszcz

ą

cy si

ę

 w kr

ę

gu tematów dobrze mu 

znanych. W ci

ą

gu tygodnia od 18 do 24 sierpnia 1985 roku 

Rlbet uczestniczył w konferencji z geometrii arytmetycznej 
l algebraicznej w Arcata, w Kalifornii. Zacz

ą

ł rozmy

ś

la

ć

 o hi- 

potezie Freya i problem ten zaprz

ą

tał jego głow

ę

 przez cały 

nast

ę

pny rok. Gdy na pocz

ą

tku lata 1986 roku uwolnił si

ę

 od 

background image

44 Barry Mazur: Modular Curves and the Eisenstein Ideał, The Matematical Pu- 
blications of IHES, tom 47 (1977), s. 33-186. 
 
 
AMIR D, ACZEL • 119 
obowi

ą

zków dydaktycznych w Berkeley, poleciał do Nieimlec, 

gdzie miał prowadzi

ć

 badania naukowe w Instytucie Mlaxa 

Plancka, sławnym na cały 

ś

wiat o

ś

rodku matematyczn^ym. 

Wkrótce po przybyciu do Instytutu dokonał wielkiego prz:eło- 
mu. Mógł teraz przeprowadzi

ć

 prawie kompletny dowód h-lpo- 

tezy Freya. 
W rozumowaniu nadal jednak brakowało kilku szczegó łów, 
które nale

Ŝ

ało dopracowa

ć

. Wkrótce po powrocie do Berlseley 

Rlbet wpadł przypadkowo na Barry'ego Mazura, który przyje- 
chał akurat z Uniwersytetu Harvarda. "Chod

ź

my na kaw

ę

Barry" - zaproponował Ribet. Pow

ę

drowali wspólnie do poopu- 

larnej kawiarni w pobli

Ŝ

u kampusu Uniwersytetu Kalifo mij- 

skiego. Popijaj

ą

c kaw

ę

 z mlekiem, Ribet zwierzył si

ę

 Mazurowi: 

"Próbuj

ę

 uogólni

ć

 to, co zrobiłem wcze

ś

niej, 

Ŝ

eby udowodni

ć

 

hipotez

ę

 Freya. Nie mog

ę

 si

ę

 upora

ć

 tylko z t

ą

 jedn

ą

 rzecz 

ą

...". 

Mazur rzucił okiem na podsuni

ę

te przez Rlbeta formuły. "Ale 

przecie

Ŝ

 ju

Ŝ

 to zrobiłe

ś

, Ken - odparł. - Musisz tylko dorzuci

ć

 

ten drobiazg, przeprowadzi

ć

 powtórnie całe rozumowanie^ l po 

wszystkim!" Zamy

ś

lony Ribet spojrzał na Mazura, na sw

ą

 fili- 

Ŝ

ank

ę

 z kaw

ą

 l jeszcze raz, z niedowierzaniem, na Mazura. 

"Masz 

ś

wi

ę

t

ą

 racj

ę

!" - zawołał. Nieco pó

ź

niej wrócił do s-wego 

gabinetu, by dopracowa

ć

 do ko

ń

ca dowód. "Ken wpadł nsa ka- 

pitalny pomysł" - opowiadał potem z szerokim u

ś

miechem Ma- 

zur, opisuj

ą

c zr

ę

czny, ju

Ŝ

 opublikowany i znany w mat-ema- 

tycznym 

ś

wiecie dowód Kena Ribeta. 

Ribet sformułował i udowodnił twierdzenie, które glosi-ło, 

Ŝ

je

ś

li prawdziwa jest hipoteza Shimury-Tantyamy, to, jako bez- 

po

ś

redni wniosek, wypływa z niej natychmiast wielkie twier- 

dzenie Fermata. Człowiek, który jedynie rok wcze

ś

nie) u^wa

Ŝ

ał 

sugesti

ę

 Freya za 

Ŝ

art, udowodnił teraz, 

Ŝ

e to nie 

Ŝ

aden dow- 

cip, tylko matematyczna rzeczywisto

ść

. Drzwi do protolemu 

Fermata, umo

Ŝ

liwiaj

ą

ce atak z wykorzystaniem całego ar-sena- 

łu nowoczesnych metod geometrii algebraicznej i arytm«etycz- 
nej, zostały szeroko otwarte. 

Ś

wiat potrzebował teraz tylko 

kogo

ś

, kto udowodniłby pozornie nieosi

ą

galn

ą

 hipoteze

ę

 Shi- 

mury-Tantyamy. Wielkie twierdzenie Fermata byłoby wó-wczas 
prawdziwe. 
 
 
120 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Dzieci

ę

ce marzenie 

Andrew Wiłe

ś

 był człowiekiem, który chciał to wła

ś

nie zrobi

ć

Gdy miał dziesi

ęć

 lat, poszedł do biblioteki publicznej w swoim 

miasteczku w Anglii i zajrzał do ksi

ąŜ

ki o matematyce. Prze- 

czytał w niej o wielkim twierdzeniu Fermata. Twierdzenie było 
w ksi

ąŜ

ce przedstawione tak prosto, 

Ŝ

e jego tre

ść

 mogło zrozu- 

mie

ć

 dziecko. Oddajmy zreszt

ą

 głos samemu Wilesowi: 

Było tam napisane, 

Ŝ

e nigdy nie znajd

ą

 si

ę

 takie liczby x, 

y i z, 

Ŝ

e x3 + y3 = z3. 

ś

eby nie wiem jak wytrwale szuka

ć

nigdy, przenigdy si

ę

 takich liczb nie znajdzie. I było te

Ŝ

 napi- 

sane, 

Ŝ

e tak samo jest dla .x4 + y4 = Z4 i dla .x5 + y5 = z5, i tak 

dalej... Wydawało si

ę

 to takie proste, a autor ksi

ąŜ

ki twier- 

dził, 

Ŝ

e przez ponad trzysta lat nikt nie zdołał tego udowod- 

ni

ć

. Zapragn

ą

łem wi

ę

c znale

źć

 dowód... 

W latach siedemdziesi

ą

tych Andrew Wiłe

ś

 wst

ą

pił na uni- 

wersytet. Gdy sko

ń

czył studia, przyj

ę

to go na Wydział Mate- 

background image

matyki w Cambridge, gdzie pod opiek

ą

 Johna Coatesa zacz

ą

ł 

pracowa

ć

 nad doktoratem. Marzenie swego dzieci

ń

stwa, by 

udowodni

ć

 wielkie twierdzenie Fermata, Wiłe

ś

 musiał porzu- 

ci

ć

. Badania nad tym problemem nieuchronnie okazałyby si

ę

 

strat

ą

 czasu, na któr

ą

 nie mógłby sobie pozwoli

ć

 

Ŝ

aden dok- 

torant. A poza tym, jaki

Ŝ

 promotor zgodziłby si

ę

 opiekowa

ć

 

studentem pracuj

ą

cym nad tak

ą

 starodawn

ą

 łamigłówk

ą

wci

ąŜ

 nie rozwi

ą

zan

ą

 mimo trzystuletnich wysiłków n

ą

j- 

ś

wietniej szych umysłów 

ś

wiata? W latach siedemdziesi

ą

tych 

naszego wieku Fermat stał si

ę

 niemodny. Prawdziwie gor

ą

cym tematem bada

ń

, tematem "w dobrym tonie", były wów- 

czas w teorii liczb krzywe eliptyczne. Adrew Wiłe

ś

 zacz

ą

ł wi

ę

po

ś

wi

ę

ca

ć

 swój czas na badania krzywych eliptycznych 

oraz dziedziny, zwanej teori

ą

 Iwasawy. Napisał prac

ę

 doktor- 

sk

ą

, a po jej obronie otrzymał posad

ę

 na Wydziale Matematy- 

ki Uniwersytetu w Princeton l przeniósł si

ę

 do Stanów Zjed- 

noczonych, by nadal bada

ć

 krzywe eliptyczne i zgł

ę

bia

ć

 

teori

ę

 Iwasawy. 

 
 
A.MIR D. ACZEL • 121 
Dawny ogie

ń

 bucha nowym 

Ŝ

arem 

Był ciepły letni wieczór, a Andrew Wiłe

ś

 s

ą

czył wła

ś

nie mro

Ŝ

om

ą

 

herbat

ę

 w domu przyjaciela. Nagle, w 

ś

rodku rozmowy, przyj a- 

ciel rzekł: ,A tak przy okazji, czy słyszałe

ś

Ŝ

e Ken Ribet wła

ś

rale 

udowodnił hipotez

ę

 epsilonow

ą

?" Mianem hipotezy epsilono\wej 

specjali

ś

ci od teorii liczb okre

ś

lali mi

ę

dzy sob

ą

 zmodyfikowała 

przez Serre'a wersj

ę

 hipotezy Freya, mówi

ą

c

ą

 o zwi

ą

zku pomti

ę

dzy wielkim twierdzeniem Fermata i hipotez

ą

 Shimury-Tamyya- 

my. Wilesa przeszył pr

ą

d. Czuł w tamtej chwili, 

Ŝ

e jego 

Ŝ

ycie asie 

zmienia. Dawne dzieci

ę

ce marzenia, by udowodni

ć

 wlell-rie 

twierdzenie Fermata, marzenia, które przyszło mu porzuci

ć

 na 

rzecz "rozs

ą

dniej szych" bada

ń

 naukowych, powróciły naggie 

z niewiarygodn

ą

 sił

ą

. Wrócił do domu l zacz

ą

ł my

ś

le

ć

 nad tym, 

w jaki sposób udowodni

ć

 hipotez

ę

 Shimury-Taniyamy. 

"Przez pierwszych kilka lat - zwierzył si

ę

 pó

ź

niej - nie mi.la- 

łem 

Ŝ

adnej konkurencji; wiedziałem bowiem, 

Ŝ

e nikt, wł

ą

cza- 

j

ą

c w to mnie samego, nie ma poj

ę

cia, od czego zacz

ąć

". WLIes 

postanowił pracowa

ć

 samotnie i w całkowitej tajemnicy. "Ule 

mo

Ŝ

na si

ę

 skupi

ć

, gdy kibiców jest zbyt wielu, a odkryl-em 

szybko, 

Ŝ

e wystarczy tylko słówkiem wspomnie

ć

 o Fermacie, 

by natychmiast wzbudzi

ć

 niezdrowe zainteresowanie". Oczywi- 

ś

cie, zdolnych, utalentowanych matematyków nie braku-ije, 

szczególnie w takich miejscach jak Princeton. Istnieje powa

Ŝ

ne 

niebezpiecze

ń

stwo, 

Ŝ

e rozpocz

ę

t

ą

 przez nas prac

ę

 uko

ń

 czy 

kto

ś

 inny, w dodatku robi

ą

c to lepiej od nas. 

W ka

Ŝ

dym razie Wiłe

ś

 zamkn

ą

ł si

ę

 w swym gabinecie na 

strychu i zabrał do pracy. Porzucił wszelkie inne projekty ba- 
dawcze, 

Ŝ

eby swój czas w cało

ś

ci przeznaczy

ć

 na problem Fer- 

mata. Zamierzał zu

Ŝ

ytkowa

ć

 cał

ą

 pot

ę

g

ę

 maszynerii współczes- 

nej algebry, geometrii, analizy l innych gał

ę

zi matematyki. 

Planował wykorzysta

ć

 wa

Ŝ

ne rezultaty matematyczne, uzyska- 

ne zarówno przez współczesnych mu badaczy, jak i przez jjego 
historycznych poprzedników. Chciał u

Ŝ

y

ć

 zr

ę

cznych metod 

z dowodów Ribeta, pragn

ą

ł wł

ą

czy

ć

 do pracy teorie Barry-'ego 

Mazura oraz idee Shimury, Freya, Serre'a, Andr

ć

 Weila i w&elu, 

wielu innych matematyków. 
 
 
122 . WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Wielko

ść

 Wilesa, jak powie pó

ź

niej Gerhard Frey, polegała 

background image

na tym, 

Ŝ

e wierzył w to, co robi, podczas gdy praktycznie 

Ŝ

aden 

matematyk na 

ś

wiecie nie s

ą

dził, 

Ŝ

eby w XX wieku ktokolwiek 

był w stanie udowodni

ć

 hipotez

ę

 Shimury-Taniyamy. 

Andrew Wiłe

ś

 wiedział, 

Ŝ

e aby udowodni

ć

 hipotez

ę

 Shimury- 

-Taniyamy, musi wykaza

ć

, ii ka

Ŝ

da krzywa eliptyczna jest mo- 

dułowa; musi udowodni

ć

, i

Ŝ

 ka

Ŝ

da krzywa eliptyczna, której 

punkty le

Ŝą

 na powierzchni obwarzanka, jest w istocie form

ą

 

modułow

ą

 w przebraniu. Powierzchnia obwarzanka miała Jak- 

by skrywa

ć

 w sobie t

ę

 przestrze

ń

 obdarzonych zawiłymi syme- 

triami obiektów rodem z płaszczyzny zespolonej, które nazywa 
si

ę

 formami modułowymi. Nikt nie wiedział, jak wykaza

ć

 ist- 

nienie tak dziwnego zwi

ą

zku mi

ę

dzy tworami na pozór tak bar- 

dzo ró

Ŝ

nymi. 

Wiłe

ś

 doszedł do wniosku, 

Ŝ

e najlepiej b

ę

dzie spróbowa

ć

 po- 

liczy

ć

, ile jest krzywych eliptycznych, nast

ę

pnie za

ś

 policzy

ć

Ile Jest modułowych krzywych eliptycznych, a na koniec 
sprawdzi

ć

, czy jest ich tyle samo. Byłoby wtedy wiadomo, 

Ŝ

krzywe eliptyczne i modułowe krzywe eliptyczne to jedno i to 
samo (a zatem ka

Ŝ

da krzywa eliptyczna rzeczywi

ś

cie jest mo- 

dułowa, jak orzeka hipoteza Shimury-Taniyamy). 
Ponadto, Wiłe

ś

 u

ś

wiadamiał sobie dwie kwestie. Po pierw- 

sze, nie musiał wcale dowodzi

ć

 hipotezy Shimury-Taniyamy 

w całej ogólno

ś

ci, lecz tylko w szczególnym przypadku, dla se- 

mistabllnych krzywych eliptycznych o współczynnikach wy- 
miernych. Wykazanie, 

Ŝ

e hipoteza zachodzi dla tej nieco 

niniejszej klasy krzywych eliptycznych, w zupełno

ś

ci wystar- 

czyłoby do uzasadnienia wielkiego twierdzenia Fermata. 
Po drugie. Wiłe

ś

 wiedział, 

Ŝ

e zwykłe "liczenie" na nic si

ę

 nie 

przyda - miał bowiem do czynienia ze zbiorami niesko

ń

czony- 

mi. Zbiór semistabilnych krzywych eliptycznych jest niesko

ń

czony. Ró

Ŝ

nym wymiernym współczynnikom postaci a/b, 

gdzie a i b s

ą

 liczbami całkowitymi, odpowiadaj

ą

 ró

Ŝ

ne krzywe 

eliptyczne (nad liczbami wymiernymi). Poniewa

Ŝ

 liczb wymier- 

nych jest niesko

ń

czenie wiele (licznik a i mianownik b ka

Ŝ

de- 

go współczynnika mo

Ŝ

na dowolnie wybiera

ć

 spo

ś

ród niesko

ń

czenie wielu liczb l, 2, 3, 4, ...), niesko

ń

czenie wiele jest tak

Ŝ

 
 
AMIR D. ACZEL • 1123 
krzywych eliptycznych. Zatem liczenie jako takie nic tu mi

ę

 

pomo

Ŝ

e. 

Du

Ŝ

y problem podzieli

ć

 

na kilka mniejszych 
Wiłe

ś

 my

ś

lał, 

Ŝ

e mógłby spróbowa

ć

 skupi

ć

 uwag

ę

 na mniej- 

szych problemach, po jednym naraz. By

ć

 mo

Ŝ

e byłby wówc^zas 

w stanie przypatrze

ć

 si

ę

 mniejszym klasom krzywych eliptycz- 

nych l sprawdzi

ć

, co si

ę

 da z nimi zrobi

ć

. Wydawało si

ę

Ŝ

ejjest 

to nie najgorsze podej

ś

cie, poniewa

Ŝ

 w ten sposób mógł zrrnie- 

rza

ć

 do celu krok po kroku, stopniowo ogarniaj

ą

c ró

Ŝ

ne klasy. 

Przede wszystkim wiedziano ju

Ŝ

 wówczas, 

Ŝ

e niektóre krzywe 

eliptyczne s

ą

 modułowe (wynikało to z wa

Ŝ

nych rezultatów ba- 

da

ń

, uzyskanych przez innych specjalistów od teorii licazb). 

Wkrótce jednak Andrew Wiłe

ś

 zdał sobie spraw

ę

Ŝ

e sa-mo 

przypatrywanie si

ę

 ró

Ŝ

nym krzywym eliptycznym i wynajdywa- 

nie dla ka

Ŝ

dej z nich z osobna "kole

Ŝ

anki" do pary w

ś

ród form 

modułowych nie jest zapewne najlepsz

ą

 drog

ą

 - miał w koncu 

do czynienia ze zbiorami niesko

ń

czonymi. W istocie, nie zmaj- 

dowal si

ę

 bli

Ŝ

ej rozwi

ą

zania ni

Ŝ

 sceptyczny Andre Weił, który 

kategorycznie o

ś

wiadczał: "Nie widz

ę

 nic, co stałoby na prze- 

szkodzie, oba bowiem zbiory s

ą

 przeliczalne [to znaczy mie- 

sko

ń

czone i tego samego "rozmiaru", co zbiór liczb całkowitych 

background image

czy wymiernych, za

ś

 du

Ŝ

o mniejsze ni

Ŝ

 na przykład zbiór 

wszystkich liczb niewymiernych lub jakikolwiek inny zbnór 
mocy continuum], nie widz

ę

 te

Ŝ

 jednak niczego, co przemaka- 

łoby na korzy

ść

 tej hipotezy..." Po dwóch latach w

ę

drówki do- 

nik

ą

d Wiłe

ś

 spróbował nowego podej

ś

cia. Pomy

ś

lał, 

Ŝ

e mógłby 

zast

ą

pi

ć

 krzywe eliptyczne ich reprezentacjami Galois, a forrmy 

modułowe dobiera

ć

 potem do tych reprezentacji. 

Pomysł, cho

ć

 nie do ko

ń

ca oryginalny, był 

ś

wietny. Za tym 

posuni

ę

ciem kryje si

ę

 ciekawa zasada. Otó

Ŝ

 specjali

ś

ci w dizie- 

dzinie teorii liczb zajmuj

ą

 si

ę

 znajdowaniem rozwi

ą

za

ń

 równa

ń

 

takich jak na przykład równanie Fermata. Matematyczna teo- 
ria ciał liczbowych umieszcza ów problem w kontek

ś

cie roz-sze- 

 
 
124 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
r

Ŝ

e

ń

 ciał. Ciała s

ą

 wielkimi, cz

ę

sto niesko

ń

czonymi kolekcjami 

elementów, niełatwo poddaj

ą

cymi si

ę

 analizie. By temu zara- 

dzi

ć

, specjali

ś

ci nierzadko wykorzystuj

ą

 stworzon

ą

 przez Eva- 

riste'a Galois tak zwan

ą

 teori

ę

 Galols, by przeło

Ŝ

y

ć

 problemy 

ze skomplikowanego j

ę

zyka ciał na prostszy j

ę

zyk obiektów 

znanych pod nazw

ą

 grup. Grupa cz

ę

sto jest generowana przez 

sko

ń

czony (a nie niesko

ń

czony) zbiór elementów. Wykorzysta- 

nie teorii Galois pozwala zatem specjalistom od teorii liczb 
przenie

ść

 rozwa

Ŝ

ania z niesko

ń

czonej kolekcji na tak

ą

, która 

jest w pełni wyznaczona przez sko

ń

czony zbiór generatorów. 

To przesuni

ę

cie problemu w inny obszar stanowi olbrzymi 

krok naprzód, poniewa

Ŝ

 ze sko

ń

czonym zbiorem generatorów 

grupy mo

Ŝ

na sobie radzi

ć

 nieporównanie łatwiej ni

Ŝ

 z niesko

ń

czonym zbiorem elementów ciała. Ju

Ŝ

 cho

ć

by samo liczenie 

ma sens tylko dla zbiorów sko

ń

czonych. 

Wydawało si

ę

 z pocz

ą

tku, 

Ŝ

e to podej

ś

cie działa dla niektó- 

rych klas krzywych eliptycznych. Był to swego rodzaju prze- 
tom. Tymczasem po upływie kolejnego roku Wiłe

ś

 znów stan

ą

ł 

w miejscu. 
Praca Flacha 
Andrew Wiłe

ś

 próbował teraz ustawi

ć

 w pary elementy dwóch 

zbiorów: form modułowych i reprezentacji Galois, odpowiada- 
j

ą

cych semistabilnym krzywym eliptycznym; wszystko to 

w tym celu, by sprawdzi

ć

Ŝ

e s

ą

 one takie same. W tej pracy 

posługiwał si

ę

 tzw. horyzontaln

ą

 teori

ą

 Iwasawy, dziedzin

ą

z której napisał doktorat l w której czuł si

ę

 ekspertem. Próbo- 

wał z niej korzysta

ć

 po to, by uzyska

ć

 wzór na liczb

ę

 klas ide- 

ałów, rezultat potrzebny mu do "liczenia". Znów jednak stan

ą

ł 

przez murem. Nic z tego, co robił, nie przybli

Ŝ

ało go do rozwi

ą

zania. 
Latem 1991 roku Wiłe

ś

 uczestniczył w konferencji w Bosto- 

nie, gdzie spotkał swego byłego promotora z Cambridge, Johna 
Coatesa. Profesor Coates powiedział Wilesowi, 

Ŝ

e jeden z jego 

studentów, Matthlas Flach, bazuj

ą

c na wcze

ś

niejszych pra- 

 
 
AMIR D. ACZEL • 125 
cach matematyka rosyjskiego o nazwisku Koływagin, podczsas 
próby dowodu wzoru na liczb

ę

 klas Ideałów obmy

ś

lił i sko n- 

struował tzw. system Eulera (nazywany tak od nazwiska Le- 
onarda Eulera). Tego wła

ś

nie potrzebował Wiłe

ś

 do swego do- 

wodu hipotezy Shimury-Taniyamy (pod warunkiem, 

Ŝ

potrafiłby cz

ęś

ciowe wyniki Flacha rozszerzy

ć

 tak, by otrzynua

ć

 

pełny wzór na liczb

ę

 klas ideałów). Coates, mówi

ą

c Wlleso»wi 

o pracy Flacha, wprawił go w dobry nastrój. "Było to skrojo»ne 
na miar

ę

 mojego problemu" - powiedział Wiłe

ś

; zupełnie tak, 

background image

jakby Matthlas Flach cał

ą

 t

ę

 prac

ę

 wykonał wył

ą

cznie dla n-ie- 

go. Wiłe

ś

 natychmiast zarzucił dotychczasowe próby u

Ŝ

ycia 

horyzontalnej teorii Iwasawy, by na całe dnie i noce pogr

ą

Sy

ć

 

si

ę

 w pracach Koływagina i Flacha. Gdyby si

ę

 okazało, 

Ŝ

stworzony przez nich "system Eulera" naprawd

ę

 działa, WLłes 

mógłby mie

ć

 nadziej

ę

Ŝ

e dostanie do r

ę

ki wzór na liczb

ę

 kJas 

ideałów, a hipoteza Shimury-Taniyamy zostanie udowodnicona 
dla semistabilnych krzywych eliptycznych. To wystarczy, by 
udowodni

ć

 wielkie twierdzenie Fermata. 

Była to jednak ci

ęŜ

ka praca, wykraczaj

ą

ca poza tak dób r

Ŝę

 

Wilesowi znan

ą

 teori

ę

 Iwasawy. Wiłe

ś

 zacz

ą

ł coraz cz

ęś

ciej "od- 

czuwa

ć

 potrzeb

ę

 znalezienia kogo

ś

, z kim mógłby poroznna- 

wla

ć

. Szukał powiernika, który sprawdziłby, jak daleko Wfiles 

po

Ŝ

eglował na nieznanych wodach, a jednocze

ś

nie nie zdraodzll 

si

ę

 przed nikim ani słowem. 

Dobry przyjaciel 
Wiłe

ś

 musiał w ko

ń

cu podj

ąć

 decyzj

ę

 l zdecydowa

ć

 si

ę

, czy 

ma nadal utrzymywa

ć

 wszystko w tajemnicy, jak robił to ju

Ŝ

 

od dawna, czy te

Ŝ

 złama

ć

 swe postanowienie i zacz

ąć

 rozn-na- 

wia

ć

 z kim

ś

 dobrze si

ę

 znaj

ą

cym na teorii liczb? Zdecydował 

ostatecznie, 

Ŝ

e zachowuj

ą

c tajemnic

ę

, nie post

ą

pi najlepiej. 

Jak sam mówił, mo

Ŝ

na całe 

Ŝ

ycie pracowa

ć

 nad jakim

ś

 pro- 

blemem i nigdy nie ujrze

ć

 tego efektów. Potrzeba pokazania 

notatek innej osobie przewa

Ŝ

yła wi

ę

c w ko

ń

cu nad silnym 

pragnieniem zachowania wszystkiego tylko dla siebie. Piozo- 
 
 
126 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
stało jednak pytanie: kto? Kto jest godzien zaufania, kto do- 
chowa tajemnicy? 
W styczniu 1993 roku, po sze

ś

ciu latach samotnej pracy, 

ę

boko zakonspirowany Wiłe

ś

 nawi

ą

zał pierwszy kontakt. 

Zwrócił si

ę

 do profesora Nicka Katza, jednego ze swych kole- 

gów na Wydziale Matematyki w Princeton. Katz 

ś

wietnie znał 

si

ę

 na wielu teoriach wchodz

ą

cych do arsenału 

ś

rodków wy- 

korzystywanych w dowodzie wzoru na liczb

ę

 klas Ideałów. Co 

wa

Ŝ

niejsze, wygl

ą

dało na to, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na mu było bezgranicznie 

ufa

ć

; nigdy nie zdradziłby, co Andrew Wiłe

ś

 zamierza zrobi

ć

Ta ocena, jak si

ę

 pó

ź

niej okazało, była trafna. Nick Katz trzy- 

mał j

ę

zyk za z

ę

bami cały czas, przez wszystkie miesi

ą

ce 

współpracy z Wilesem, a

Ŝ

 do ko

ń

ca przedsi

ę

wzi

ę

cia. Ich 

wspólni koledzy w małym matematycznym 

ś

wiatku w Prince- 

ton nie podejrzewali niczego ani przez chwil

ę

, nawet wówczas, 

gdy widzieli obu przyjaciół, wiod

ą

cych gdzie

ś

 w k

ą

ciku słyn- 

nego Commons Room 

ś

ciszone, wielogodzinne rozmowy przy 

kawie. 
Lecz Andrew Wiłe

ś

 nadal si

ę

 martwił, 

Ŝ

e kto

ś

 mógłby 

odgadn

ąć

, nad czym wła

ś

nie pracuje. Nie chciał ryzykowa

ć

Uknuł wi

ę

c plan maj

ą

cy na celu ukrycie tego, 

Ŝ

e bardzo inten- 

sywnie pracuje nad "czym

ś

" wspólnie z Nickiem Katzem. 

W wiosennym semestrze 1993 zaoferował nowy wykład mono- 
graficzny dla doktorantów, wykład, na który Nick Katz miał 
chodzi

ć

 jako jeden ze słuchaczy, co pozwoliłoby im obu praco- 

wa

ć

 wspólnie, nie budz

ą

c podejrze

ń

 innych. Tak przynajmniej 

powiedział Wiłe

ś

. Doktoranci nie b

ę

d

ą

 mogli podejrzewa

ć

Ŝ

za tre

ś

ci

ą

 wykładów kryje si

ę

 droga do wielkiego twierdzenia 

Fermata, a Wiłe

ś

, przy pomocy swego dobrego przyjaciela Katza, 

b

ę

dzie mógł u

Ŝ

y

ć

 ich mózgów do wyszukiwania ewentualnych 

słabych punktów rozumowania. 
Pojawiły si

ę

 ogłoszenia o wykładzie, którego przedmiotem 

miały by

ć

 "obliczenia dla krzywych eliptycznych", tytuł wystar- 

background image

czaj

ą

co niewinny, by nikt niczego nie podejrzewał. Na pierw- 

szych zaj

ę

ciach profesor Wiłe

ś

 powiedział, 

Ŝ

e celem wykładów 

b

ę

dzie zaprezentowanie i studiowanie pewnej nowej pracy 

Matthiasa Flacha, dotycz

ą

cej wzoru na liczb

ę

 klas ideałów. 

 
 

Ą

MIR D ACZEL • 127 

O Fermacie czy Shimurze nie padło ani jedno słowo; nikt n:le 
mógł przeczuwa

ć

, ze wzór na liczb

ę

 klas ideałów był kluczo- 

wym punktem dowodu wielkiego twierdzenia Fermata. I nilkt 
nie miał poj

ę

cia, 

Ŝ

e prawdziwym celem wykładów nie bySo 

uczenie doktorantów matematyki, lecz umo

Ŝ

liwienie Wileso\-vl 

l Katzowi wspólnej l nie budz

ą

cej podejrze

ń

 kolegów pracy nead 

owym problemem, przy jednoczesnym wykorzystaniu niczego 
nie podejrzewaj

ą

cych doktorantów do sprawdzania niektórych 

oblicze

ń

Jednak

Ŝ

e po paru tygodniach wszyscy doktoranci stopniowo 

opuszczali zaj

ę

cia. Nie mogli dotrzyma

ć

 kroku wykładom, kt-ó- 

re nie miały jasno okre

ś

lonego celu. Jedynym "studentenn", 

który zdawał si

ę

 wiedzie

ć

 cokolwiek i aktywnie uczestniczmy! 

w wykładach, był drugi profesor matematyki, siedz

ą

cy w ławice 

obok nich. Tak wi

ę

c po pewnym czasie Nick Katz został jeoiy- 

nym słuchaczem. Ale Wiłe

ś

 najzwyczajniej w 

ś

wiecie kontyn-zi- 

ewał wykłady, korzystaj

ą

c z nich, by krok po kroku wypis, a

ć

 

na tablicy cały swój długi dowód wzoru na liczb

ę

 klas ideałó~w, 

podczas gdy Nick Katz na kolejnych zaj

ę

ciach sprawdzał pao- 

szczególne fragmenty rozumowania. 
Wykłady nie ujawniły 

Ŝ

adnych bł

ę

dów. Wydawało si

ę

Ŝ

e cflo- 

wód wzoru na liczb

ę

 klas ideałów działa bez zarzutu, a WiUes 

jest na najlepszej drodze do rozwi

ą

zania problemu Fermałta. 

I tak, pó

ź

n

ą

 wiosn

ą

 roku 1993, gdy wykład zbli

Ŝ

ał si

ę

 do kai

ń

ca, Andrew Wiłe

ś

 niemal zako

ń

czył sw

ą

 prac

ę

. Zmagał si

ę

 jesz- 

cze tylko z jedn

ą

, jedyn

ą

, ostatni

ą

 przeszkod

ą

. Umiał wpra_w- 

dzie udowodni

ć

Ŝ

e prawie wszystkie krzywe eliptyczne s

ą

 

modułowe, lecz kilka z nich nadal wymykało si

ę

 z ła

ń

cucha ar- 

gumentów. S

ą

dził, 

Ŝ

e wkrótce pokona owe trudno

ś

ci l, ogólnie 

rzecz bior

ą

c, byt w optymistycznym nastroju. Wiłe

ś

 czuł, 

Ŝ

nadeszła pora, by porozmawia

ć

 z jeszcze jedn

ą

 osob

ą

, l tym 

samym spróbowa

ć

 nieco lepiej zrozumie

ć

 ostatni

ą

 stój gac

ą

 

przed nim trudno

ść

. Zwrócił si

ę

 wi

ę

c do profesora Petera S.ar- 

naka, innego kolegi na Wydziale Matematyki w Princeton 
l równie

Ŝ

 zobowi

ą

zał go do zachowania tajemnicy. "S

ą

dz

ę

Ŝ

wkrótce doko

ń

cz

ę

 dowód wielkiego twierdzenia Fermata" - yo- 

wiedział zdumionemu Samakowi. 
 
 
128 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
"Było to co

ś

 niewiarygodnego - wspominał pó

ź

niej Samak. - 

Czułem si

ę

 osłupiały, rozradowany, wytr

ą

cony z równowagi. 

Chc

ę

 powiedzie

ć

... pami

ę

tam, 

Ŝ

e tamtej nocy po prostu nie 

mogłem spa

ć

". Tak wi

ę

c teraz ju

Ŝ

 dwóch kolegów próbowało 

pomóc Wllesowi w doko

ń

czeniu dowodu. I mimo 

Ŝ

e nikt nie 

domy

ś

lał si

ę

, nad czym wła

ś

ciwie cała trójka pracuje, przecie

Ŝ

 

ludzie zacz

ę

li co

ś

 zauwa

Ŝ

a

ć

. A Sarnak, cho

ć

 zaklinał si

ę

Ŝ

nikt si

ę

 od niego niczego nie dowiedział, przyznał pó

ź

niej, i

Ŝ

 tu 

i ówdzie poczynił "by

ć

 mo

Ŝ

e kilka aluzji..." 

Ostatni kawałek układanki 
W maju 1993 roku Andrew Wiłe

ś

 przesiadywał samotnie przy 

biurku. Z wolna ogarniała go frustracja. Wydawało si

ę

Ŝ

e do 

schwytania tych kilku wymykaj

ą

cych si

ę

 z zarzuconej sieci 

krzywych eliptycznych nie zbli

Ŝ

ył si

ę

 ani o włos. Najzwyczaj- 

background image

niej nie mógł udowodni

ć

Ŝ

e s

ą

 modułowe. A przecie

Ŝ

 potrze- 

bował to potwierdzi

ć

, by wykaza

ć

Ŝ

e wszystkie (semistabilne) 

krzywe eliptyczne s

ą

 modułowe i tym samym udowodni

ć

 wiel- 

kie twierdzenie Fermata. Rozwa

Ŝ

enie wi

ę

kszo

ś

ci semistabil- 

nych krzywych eliptycznych było samo w sobie wspaniałym 
matematycznym wynikiem, ale nie wystarczało do osi

ą

gni

ę

cia 

celu. By odrobin

ę

 odetchn

ąć

 od intensywnych, prowadz

ą

cych 

donik

ą

d poszukiwa

ń

. Wiłe

ś

 si

ę

gn

ą

ł po star

ą

 prac

ę

 wielkiego 

mistrza, Barry'ego Mazura z Uniwersytetu Harvarda. Niektóre 
odkrycia Mazura w teorii liczb były przełomowe; jego wyniki 
Inspirowały wielu ekspertów w tej dziedzinie, w tym Ribeta 
l Freya, których prace wytyczyły drog

ę

 Wilesowl. Artykuł Ma- 

zura, który Wiłe

ś

 czytał teraz powtórnie, stanowił rozszerzenie 

teorii ideałów, maj

ą

cej swe pocz

ą

tki w pracach Dedekinda 

l Kummera, a rozwijanej nast

ę

pnie przez innego dziewi

ę

tna- 

stowiecznego matematyka, Ferdinanda Gottholda Eisenstelna 
(1823-1852). Eisenstein, mimo 

Ŝ

e zmarł młodo, dokonał 

w teorii liczb wielkich odkry

ć

. Podobno, Gauss powiedział 

kiedy

ś

Ŝ

e było "tylko trzech epokowych matematyków: Archl- 

medes, Newton i Eisenstein". 
 
 
AMIR D. ACZEL • -129 
Jedna z linijek w po

ś

wi

ę

conej ideałowi Eisenstelna praacy 

Mazura45 przykuła teraz uwag

ę

 Wilesa. Mazur najwyra

ź

miej 

twierdził, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na przeł

ą

czy

ć

 si

ę

 z jednego zbioru krzywych 

eliptycznych na inny. "Przeł

ą

cznik" wykorzystywał liczby 

pierwsze. Mazur twierdził, 

Ŝ

e gdy si

ę

 ma do czynienia z krrzy- 

wymi eliptycznymi zwi

ą

zanymi z liczb

ą

 trzy, mo

Ŝ

na prze- 

kształci

ć

 je w taki sposób, by dało si

ę

 studiowa

ć

 ich wias no- 

ś

ci, wykorzystuj

ą

c pi

ą

tk

ę

 zamiast trójki. Wła

ś

nie taki'ego 

"przeł

ą

cznika" z trójki na pi

ą

tk

ę

 potrzebował Wiłe

ś

. Utlcn

ą

ł 

w miejscu, nie mog

ą

c udowodni

ć

Ŝ

e krzywe eliptyczne p ew- 

nej klasy, zwi

ą

zane z liczb

ą

 trzy, s

ą

 modułowe. I oto Ma-zur 

orzekał, 

Ŝ

e wystarczy u

Ŝ

y

ć

 czarodziejskiej ró

Ŝ

d

Ŝ

ki i zmienia

ć

 Je 

w krzywe zwi

ą

zane z inn

ą

 liczb

ą

 pierwsz

ą

, mianowicie z Licz- 

b

ą

 pi

ęć

. A owe krzywe zwi

ą

zane z pi

ą

tk

ą

, jak ju

Ŝ

 wcze

ś

rniej 

Wiłe

ś

 udowodnił, s

ą

 modułowe. Zatem cała sztuka polegała 

na zastosowaniu "przeł

ą

cznika" z trójki na pi

ą

tk

ę

. Wrzucało 

si

ę

 do niego sprawiaj

ą

ce kłopoty krzywe eliptyczne zwi

ą

z-ane 

z trójk

ą

, a wyjmowało krzywe zwi

ą

zane z pi

ą

tk

ą

, o któr-ych 

wiadomo ju

Ŝ

 było, 

Ŝ

e s

ą

 modułowe. Po raz kolejny 

ś

wietny 

pomysł innego matematyka pomógł Wilesowi obej

ść

 prze- 

szkod

ę

 z pozoru nie do pokonania. Andrew Wiłe

ś

 uko

ń

-czył 

wreszcie swe dzieło i w dodatku zrobił to w znakomitym mo- 
mencie. 
W nast

ę

pnym miesi

ą

cu, w czerwcu, jego były promotor JTohn 

Coates b

ę

dzie go

ś

cił w Cambridge uczestników konferencjiL po- 

ś

wi

ę

conej teorii liczb. Z pewno

ś

ci

ą

 przyjad

ą

 wówczas wszystkie 

matematyczne sławy. Cambridge było rodzinnym miastem- Wl- 
lesa; wła

ś

nie tam obronił doktorat. Czy

Ŝ

 nie byłoby znakomi- 

cie, gdyby przedstawił swój dowód wielkiego twierdzenia Fer- 
mata w tym miejscu? Wiłe

ś

 prowadził teraz wy

ś

cig z czasem. 

Musiał zredagowa

ć

 i spisa

ć

 cały swój dowód prawdziwo

ść

;! hi- 

potezy Shimury-Taniyamy dla semistabilnych krzywych -elip- 
tycznych. Wynikało z niego, 

Ŝ

e krzywa Freya nie istnieje. S3ioro 

za

ś

 nie istnieje krzywa Freya, to nie istniej

ą

 te

Ŝ

 rozwi

ąŜ

; ania 

równania Fermata dla n > 2, a zatem wielkie twierdzenie 
45 Barry Mazur, op. cit. 
 
 

background image

130 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
Fermata Jest udowodnione. Przepisany na czysto dowód zaj

ą

ł 

Wllesowi 200 stron. Sko

ń

czył prac

ę

 akurat w por

ę

, by zd

ąŜ

y

ć

 

na samolot do Anglii. I na zako

ń

czenie ostatniego ze swych wy- 

kładów na konferencji w Cambridge stan

ą

ł dumnie i zwyci

ę

sko 

w

ś

ród gło

ś

nych braw, reporterów l błysku fleszy. 

Co było potem? 
Przyszła teraz pora na recenzje. Nowy wynik matematyczny 
(a wła

ś

ciwie ka

Ŝ

de odkrycie naukowe) składa si

ę

 zwykle do pu- 

blikacji w "recenzowanym czasopi

ś

mie". Takie recenzowane cza- 

sopisma okre

ś

laj

ą

 poziom. Jaki powinny mie

ć

 publikowane pra- 

ce naukowców. Zadaniem redakcji czasopisma jest wysłanie 
przedło

Ŝ

onego materiału do innych specjalistów w odpowiedniej 

dziedzinie, którzy oceniaj

ą

 zawarto

ść

 pracy, sprawdzaj

ą

, czy jest 

ona poprawna i czy stanowi godzien opublikowania wkład w na- 
uk

ę

. Recenzowane artykuły w czasopismach to w 

Ŝ

yciu uniwer- 

sytetów l akademii chleb powszedni. Od liczby l jako

ś

ci produ- 

kowanych przez uczonego artykułów w recenzowanych 
czasopismach zale

Ŝą

 stanowiska, profesura, awanse, wreszcie 

wysoko

ść

 wynagrodzenia ł podwy

Ŝ

ki. 

Andrew Wiłe

ś

 wybrał Jednak inn

ą

 drog

ę

. Zamiast zło

Ŝ

y

ć

 

swój dowód do publikacji w profesjonalnym matematycznym 
czasopi

ś

mie - co zrobiłby na jego miejscu niemal ka

Ŝ

dy - za- 

prezentował go na konferencji. Powody po temu były zapewne 
dwojakie. Przez wszystkie lata pracy nad dowodem Wilesowi 
towarzyszyła obsesja zachowania tajemnicy. Gdyby zło

Ŝ

ył 

dowód w jakim

ś

 czasopi

ś

mie, wysłano by go do kilku recen- 

zentów wybranych przez redakcj

ę

, a jeden z nich lub który

ś

 

z redaktorów mógłby co

ś

 ujawni

ć

. Wiłe

ś

 obawiał si

ę

 te

Ŝ

 praw- 

dopodobnie, 

Ŝ

e kto

ś

, kto przeczytałby zło

Ŝ

ony do publikacji do- 

wód, mógłby dokona

ć

 kradzie

Ŝ

y i wysła

ć

 go do publikacji po- 

wtórnie, pod własnym nazwiskiem. To si

ę

, niestety, w 

Ŝ

yciu 

akademickim zdarza. Drugi powód wi

ą

zał si

ę

 z pierwszym. 

Wiłe

ś

 chciał, by prezentacji dowodu w Cambridge towarzyszyło 

narastaj

ą

ce napi

ę

cie i ciekawo

ść

 słuchaczy. 

 
 
AMIR D. ACZEL • 131 
Lecz mimo to, mimo zaprezentowania rezultatów na konfe- 
rencji, praca Wilesa musiała by

ć

 poddana recenzji. Jego Ikole- 

dzy po fachu, Inni specjali

ś

ci w dziedzinie teorii liczb, bied

ą

 

brn

ąć

 przez dowód i wpatrywa

ć

 si

ę

 we

ń

 linijka po linijce, by 

potwierdzi

ć

, czy rzeczywi

ś

cie Wiłe

ś

 udowodnił to, co sobi«e za- 

mierzył. 
Nad przepa

ś

ci

ą

 

Dwustustronicow

ą

 prac

ę

 Wilesa wysłano do kilku czoło\-vych 

ekspertów w dziedzinie teorii liczb. Niektórzy z nich szybko wy- 
razili zaniepokojenie, lecz ogólnie rzecz bior

ą

c matemaatycy 

uwa

Ŝ

ali, 

Ŝ

e dowód najprawdopodobniej jest poprawny. Trzeba 

było jednak poczeka

ć

 na werdykt ekspertów. "O tak! - powie- 

dział Ken Rlbet, gdy zapytałem go, czy wierzył w prawdzr-wo

ść

 

dowodu Wilesa. - Nie mogłem zrozumie

ć

 tego, co niektórzy 

mówili wkrótce po przeczytaniu dowodu, a mianowicie, 

Ŝ

*e nie 

ma tam 

Ŝ

adnego systemu Eulera". 

W

ś

ród ekspertów wybranych do prze

ś

ledzenia dowodu ^Vlle- 

sa znalazł si

ę

 jego przyjaciel z Princeton, Nick Katz. Przez- dwa 

nieprzerwane miesi

ą

ce, lipiec l sierpie

ń

 1993 roku, prorfesor 

Katz zajmował si

ę

 wył

ą

cznie studiowaniem dowodu. Codzien- 

nie zasiadał przy biurku i powoli wczytywał si

ę

 w ka

Ŝ

d

ą

 linijk

ę

ka

Ŝ

dy matematyczny znaczek, ka

Ŝ

d

ą

 implikacj

ę

, by upe-wni

ć

 

si

ę

, czy wszystko ma sens i czy rzeczywi

ś

cie ka

Ŝ

dy czytaj

ą

cy 

background image

dowód matematyk zaakceptowałby go bez zastrze

Ŝ

e

ń

. Ra-z czy 

dwa dziennie Katz wysyłał do Wilesa, który tego lata przebywał 
poza Princeton, poczt

ą

 elektroniczn

ą

 li

ś

cik, pytaj

ą

c: "Co miasz 

na my

ś

li w tej i tej linijce, na tej i na tej stronie?" albo "Disacze- 

go ta implikacja wynika z poprzedniej? Nie rozumiem". Wiłe

ś

 

wysyłał swoje odpowiedzi poczt

ą

 elektroniczn

ą

 albo, je

ś

li trze- 

ba było poda

ć

 wi

ę

cej szczegółów, faksem. 

Pewnego dnia, po przebrni

ę

ciu przez mniej wi

ę

cej dwie trze- 

cie długiego maszynopisu Wilesa, Katz napotkał problem. 
Z pocz

ą

tku wygl

ą

dało to raczej niewinnie, jak jedna z wielu 

kwestii, na które Wiłe

ś

 poprzednio odpowiedział ku jego p"ełne- 

 
 
132 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
mu zadowoleniu. Lecz tym razem stało si

ę

 inaczej. W

ą

tpliwo

ś

ci 

Katza Wiłe

ś

 próbował wyja

ś

ni

ć

 korzystaj

ą

c z poczty elektro- 

nicznej. Katz jednak musiał wystuka

ć

 na swojej klawiaturze 

odpowied

ź

: "Nadal tego nie rozumiem, Andrew". Tym razem 

Wiłe

ś

 wysłał faks, próbuj

ą

c powi

ą

za

ć

 wszystko w logiczn

ą

 ca- 

ło

ść

. Katz ci

ą

gle nie był przekonany. Co

ś

 najzwyczajniej było 

nie w porz

ą

dku, dokładnie w miejscu, które Wiłe

ś

 i Katz sta- 

rannie sprawdzili wiosn

ą

, gdy Wiłe

ś

 prowadził swój "wykład". 

Wszelkie niejasno

ś

ci i zmarszczki powinny ulec ju

Ŝ

 wygładze- 

niu, lecz najwidoczniej luka w rozumowaniu Wilesa umkn

ę

ła 

uwadze ich obu. Mo

Ŝ

e gdyby doktoranci do ko

ń

ca słuchali wy- 

kładów, jeden z nich u

ś

wiadomiłby dwójce matematyków, 

Ŝ

co

ś

 Jest nie tak... 

Mniej wi

ę

cej w tym samym czasie, gdy Katz znalazł bł

ą

d, in- 

ni matematycy w ró

Ŝ

nych miejscach 

ś

wiata wychwycili ten 

sam kłopotliwy moment w dowodzie Wilesa. Po prostu nie było 
tu 

Ŝ

adnego systemu Eulera i cała maszyneria nie chciała dzia- 

ła

ć

. Bez systemu Eulera, który miał podobno by

ć

 uogólnie- 

niem wcze

ś

niejszych prac Flacha i Koływagina, trudno mówi

ć

 

o wzorze na liczb

ę

 klas ideałów. Bez wzoru na liczb

ę

 klas ide- 

ałów nie dawało si

ę

 "ustawia

ć

 w pary" form modułowych i re- 

prezentacji Galois krzywych eliptycznych, a wi

ę

c nie było uza- 

sadnienia hipotezy Shimury-Taniyamy. A skoro nic nie 
wiadomo o prawdziwo

ś

ci hipotezy Shimury-Taniyamy, to nie 

ma dowodu wielkiego twierdzenia Fermata... Krótko mówi

ą

c, 

z powodu luki w systemie Eulera cała konstrukcja waliła si

ę

 

niczym domek z kart. 
Agonia 
Zakłopotany, zdenerwowany, zły, sfrustrowany i upokorzony 
Andrew Wiłe

ś

 wrócił do Princeton jesieni

ą

 1993 roku. Obiecał 

ś

wiatu dowód wielkiego twierdzenia Fermata, a okazało si

ę

Ŝ

nie jest w stanie go dostarczy

ć

. W matematyce, jak w niemal 

ka

Ŝ

dej dziedzinie, nie wr

ę

cza si

ę

 nagród pocieszenia; "srebr- 

nych medalistów" spotyka zapomnienie. Str

ą

cony ze szczytu 

 
 
AMIR D. ACZEL • 133 
Wiłe

ś

 trafił z powrotem na swój strych, próbuj

ą

c poprawie do- 

wód. "

ś

ył wtedy jak kto

ś

, kto ukrywa przed 

ś

wiatem tajemmlc

ę

 

- wspominał Nick Katz. - S

ą

dz

ę

Ŝ

e w tej roli musiał si

ę

 czu

ć

 

bardzo niezr

ę

cznie". Pomóc Wllesowi próbowali koledzy, mi

ę

dzy innymi jego były student, Richard Taylor, który mczył 
w Cambridge, lecz przybył do Princeton wesprze

ć

 Wilesa -^v je- 

go próbach załatania dowodu. 
"Przez pierwsze siedem lat pracy w całkowitej samotno

ś

ci 

cieszyłem si

ę

 ka

Ŝ

d

ą

 chwil

ą

 - wspominał Wiłe

ś

 - bez wzgl

ę

du 

na to, jak trudne czy niemo

Ŝ

liwe z pozoru do pokonania na- 

background image

potykałem przeszkody. Teraz jednak przyszło mi upra_wia

ć

 

matematyk

ę

 publicznie, w nazbyt odsłoni

ę

ty sposób; z pew- 

no

ś

ci

ą

 nie było to w moim stylu. Nie chciałbym kiedykolwiek 

do

ś

wiadcza

ć

 tego powtórnie". Tymczasem przykre do

ś

wiad- 

czenia wci

ąŜ

 trwały. Richard Taylor, któremu sko

ń

czył si

ę

 

urlop naukowy, wrócił do Cambridge, a Wiłe

ś

 nadal ni e wi- 

dział 

ś

wiatła w tunelu. Spojrzenia jego kolegów wyra

Ŝ

ały mie- 

szanin

ę

 niecierpliwo

ś

ci, nadziel i lito

ś

ci, a jego clerpieni.e do- 

strzegali wszyscy dookoła. Ludzie chcieli wiedzie

ć

; ctnciell 

usłysze

ć

 dobr

ą

 nowin

ę

, lecz zapyta

ć

, jak Wiłe

ś

 radzi -sobie 

z dowodem, nie o

ś

mielał si

ę

 nikt. Zarówno jego wydziaH, jak 

l cały 

ś

wiat zamarli w oczekiwaniu. W nocy 4 grudnia 1993 ro- 

ku Wiłe

ś

 wysłał poczt

ą

 elektroniczn

ą

 list do abonentów kom- 

puterowej listy adresowej Sci.math, w

ś

ród których bytto te

Ŝ

 

kilkunastu specjalistów w dziedzinie teorii liczb i innycł-i ma- 
tematyków: 
Z uwagi na liczne spekulacje w kwestii stanu moich, prac 
nad hipotez

ą

 Shimury-Taniyamy i wielkim twierdze-niem 

Fermata składam krótk

ą

 relacj

ę

, jak si

ę

 sprawy maj

ą

.. Pod- 

czas recenzowania wypłyn

ę

ło kilka problemów; wi

ę

k-szo

ść

 

z nich została wyja

ś

niona, lecz Jednego nie zdołałenn roz- 

strzygn

ąć

... Ufam, 

Ŝ

e w niedalekiej przyszło

ś

ci b

ę

d

ę

 w stanie 

uko

ń

czy

ć

 prac

ę

, wykorzystuj

ą

c pomysły, które omówiłem 

podczas wykładów w Cambridge. Mój maszynopis wymaga 
jeszcze du

Ŝ

ego nakładu pracy i z tego wzgl

ę

du nie nadaje si

ę

 

do rozpowszechnienia w postaci preprintu. Podczas wykła- 
 
 
134 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
dów w Princeton, które rozpoczn

ę

 w lutym, przedstawi

ę

 mo- 

j

ą

 prac

ę

 w cało

ś

ci. 

Andrew Wiłe

ś

 

Post niortem 
Optymizm Andrew Wilesa był przedwczesny. Zaplanowane na 
Uniwersytecie w Princeton wykłady nie przyniosły 

Ŝ

adnego 

rozwi

ą

zania. Gdy od krótkotrwałego triumfu w Cambridge mi- 

n

ą

ł ponad rok, Andrew Wiłe

ś

 bliski był porzucenia wszelkiej 

nadziei i zapomnienia o swym kalekim dowodzie. 
W poniedziałek rano, 19 wrze

ś

nia 1994 roku, Wiłe

ś

 sie- 

dział przy swoim zasłanym stertami papierów biurku na Uni- 
wersytecie w Princeton. Postanowił, 

Ŝ

e zanim ci

ś

nie wszystko 

precz i porzuci wszelk

ą

 nadziej

ę

, zerknie jeszcze po raz ostat- 

ni na swój dowód. Chciał dokładnie zrozumie

ć

, dlaczego nie 

mógł skonstruowa

ć

 systemu Eulera. Chciał wiedzie

ć

 - cho

ć

by dla własnej satysfakcji - dlaczego poniósł pora

Ŝ

k

ę

; chciał 

precyzyjnie okre

ś

li

ć

 w dowodzie ten techniczny szczegół, któ- 

ry powodował, 

Ŝ

e wszystko si

ę

 waliło. Czuł, 

Ŝ

e je

ś

li ma si

ę

 

podda

ć

, to przynajmniej nale

Ŝ

y mu si

ę

 wyja

ś

nienie, dlaczego 

si

ę

 pomylił. 

Wiłe

ś

 studiował rozło

Ŝ

one na biurku papiery, koncentruj

ą

si

ę

 bardzo mocno przez niemal dwadzie

ś

cia minut. I wtedy na- 

gle zobaczył jak na dłoni, dlaczego dowód nie działa. Zrozumiał 
wreszcie, gdzie tkwił bł

ą

d. "To była najwa

Ŝ

niejsza chwila w ca- 

łym moim zawodowym 

Ŝ

yciu - opisywał pó

ź

niej to uczucie. - 

Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, naszło mnie to niewiarygodne 
objawienie. Nic, co kiedykolwiek jeszcze zrobi

ę

, nie b

ę

dzie 

ju

Ŝ

..." W tym momencie głos Wilesa zadr

Ŝ

ał ze wzruszenia, 

a w jego oku wezbrała łza.46 To, co Wiłe

ś

 zrozumiał w owej 

brzemiennej w skutki chwili, było "tak nieopisanie pi

ę

kne, tak 

46 Nie jest to literacka metafora; Izy w oczach Wilesa istotnie zarejestrowała 
ka- 

background image

mera telewizji BBC podczas kr

ę

cenia zdj

ęć

 do programu, o którym Autor wspo- 

mina w posiowiu (przyp. tłum.). 
 
 
AMIR D. ACZEL - 135 
eleganckie l proste... A ja tylko wpatrywałem si

ę

 w to, ^ełen 

niedowierzania". Wiłe

ś

 zrozumiał, 

Ŝ

e system Eulera zawodzi 

z tej samej przyczyny, dzi

ę

ki której mogłoby zadziała

ć

 podej- 

ś

cie wykorzystuj

ą

ce horyzontaln

ą

 teori

ę

 Iwasawy, zaniec-hane 

przeze

ń

 trzy lata wcze

ś

niej. Długo wpatrywał si

ę

 w swoj

ą

i pra- 

c

ę

. Pomy

ś

lał, 

Ŝ

e chyba 

ś

ni, bo wszystko wygl

ą

dało zbyt pi

ę

k- 

nie, by mogło by

ć

 prawdziwe. Pó

ź

niej jednak mówił, 

Ŝ

e wszyst- 

ko wygl

ą

dało zbyt pi

ę

knie, by mogło by

ć

 fałszywe. Odisrycle 

było tak pot

ęŜ

ne i tak pi

ę

kne, 

Ŝ

e po prostu musiało by

ć

 yraw- 

dziwe. 
Wiłe

ś

 spacerował po wydziale przez kilka godzin. Nie wie- 

dział, czy to jawa, czy sen. Co pewien czas wracał do swego 
biurka, zerkn

ąć

, czyjego fantastyczne znalezisko nadal jest na 

miejscu. Było. Poszedł wi

ę

c do domu. Musiał si

ę

 przespało; by

ć

 

mo

Ŝ

e rano odnajdzie w nowym rozumowaniu jak

ąś

 luk

ę

. Rok 

Ŝ

ycia pod presj

ą

 wywieran

ą

 przez cały 

ś

wiat, rok pełen frustru- 

j

ą

cych, nieudanych prób zachwiał wiar

ą

 Wilesa we własn e siły. 

Rano wrócił do biurka; niezwykły klejnot znaleziony poprzed- 
niego dnia nadal tam był. Po prostu czekał na niego. 
Wiłe

ś

 przepisał na czysto nowy dowód, oparty na skorygo- 

wanym podej

ś

ciu, wykorzystuj

ą

cym horyzontaln

ą

 teoric

ę

 Iwa- 

sawy. Wszystkie kawałki układanki wreszcie znalazły si

ę

 na 

swoich miejscach. Podej

ś

cie, którego u

Ŝ

ywał przed trzemsa laty, 

było poprawne. Wiedział o tym dlatego, 

Ŝ

e droga Flacha i- Koły- 

wagina, któr

ą

 jednocze

ś

nie próbował kroczy

ć

, zawiodła g^o do- 

nik

ą

d. Maszynopis pracy był gotowy do wysyłki. Wiłe

ś

 w- rado- 

snym nastroju siedział przy klawiaturze swojego komp utera. 
Po nitkach paj

ę

czyny Intemetu biegły w 

ś

wiat, do innych ma- 

tematyków, jednobrzmi

ą

ce wiadomo

ś

ci: "Spodziewaj si

ę

 -w naj- 

bli

Ŝ

szych dniach przesyłki ekspresowej". 

Jak obiecał swemu przyjacielowi Richardowi Taylorow?!, któ- 
ry przybył z Anglii specjalnie po to, by pomóc mu popra'wl

ć

 je- 

go dowód, nowa praca, koryguj

ą

ca sposób wykorzystania teorii 

Iwasawy, była podpisana nazwiskami ich obu, cho

ć

 faktycznie 

Wiłe

ś

 otrzymał wynik ju

Ŝ

 po wyje

ź

dzie Taylora. W nast

ę

pnych 

paru tygodniach matematycy, którzy dostali od Wilesa uzupeł- 
nion

ą

 wersj

ę

 prac z Cambridge, sprawdzali wszystkie szczegó- 

 
 
136 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
ty. Nikt nie znalazł 

Ŝ

adnego bł

ę

du. Wiłe

ś

 tym razem skorzystał 

ze zwyczajowego sposobu prezentowania wyników matema- 
tycznych. Zamiast robi

ć

 to samo, co półtora roku wcze

ś

niej 

w Cambridge, wysłał obie prace do redakcji profesjonalnego 
czasopisma, "Annals of Mathematics"47, gdzie mogły zosta

ć

 

poddane recenzji Innych matematyków. Recenzje zabrały kilka 
miesi

ę

cy, lecz tym razem nie znaleziono 

Ŝ

adnych usterek. 

Majowy numer "Annals of Mathematics" z 1995 roku zawiera 
pierwotn

ą

 prac

ę

 Wilesa z Cambridge oraz prac

ę

 z poprawkami 

Taylora i Wilesa.48 
Wielkie twierdzenie Fermata mo

Ŝ

na wreszcie zostawi

ć

 

w spokoju. 
Czy Fermat znal dowód? 
Andrew Wiłe

ś

 opisuje swój dowód Jako "dowód dwudziesto- 

wieczny". Wiłe

ś

 wykorzystał osi

ą

gni

ę

cia wielu matematyków 

XX wieku; spo

Ŝ

ytkował te

Ŝ

 jednak prace kilku uczonych 

Ŝ

yj

ą

background image

cych wcze

ś

niej. Wszystkie niezliczone elementy monumental- 

nej konstrukcji Wilesa istniej

ą

 dzi

ę

ki wkładowi innych mate- 

matyków. Tak wi

ę

c przeprowadzony przez Wilesa dowód 

wielkiego twierdzenia Fermata jest w pewnym sensie osi

ą

gni

ę

ciem sporej grupy matematyków XX wieku, a tak

Ŝ

e ich po- 

przedników, którzy zmagali si

ę

 z problemem od czasów Fermata. 

47 "Annals of Mathematics" uznawane jest powszechnie przez matematyków, 
obok szwedzkiego "Acta Mathematica", za najlepsze na 

ś

wiecie czasopismo; 

opini

ę

 t

ę

 potwierdzaj

ą

 wyniki indeksu cytowa

ń

 (przyp. tłum.). 

48 Pierwsza i wa

Ŝ

niejsza z obu prac - Andrew Wiłe

ś

: Modular Elliptic Curves 

and Fermat's Last Theorem, "Annals of Mathematics", tom 142 (1995), 
s. 443-551 - przytacza na pocz

ą

tku łaci

ń

ski tekst marginesowej notki Fermata 

ze sformułowaniem jego twierdzenia: Cubum autem in duos cubos aut 

ą

uadrato- 

ą

uadratum in duos quadratoquadratos, et generaliter nullam in infinitum ultra 

quadratum potestatem in duos eiusdem nominis fas est dwidere: cuius rei demon- 
strationem mirabilem sane detexi. Hanc marginis exiguitas non caperet. Pierre de 
Fermat. Cały nakład "Annals of Mathematics" sprzedano na pniu jeszcze przed 
dat

ą

 publikacji, a czasopismo po raz pierwszy nało

Ŝ

yło dodatkow

ą

 opłat

ę

 w wy- 

soko

ś

ci 14 dolarów za numer. 

 
 
AMIR D. ACZEL • 137 
Wedle Wilesa, Fermat nie mógł zna

ć

 tego dowodu, gdy uimiesz- 

czał sw

ą

 sławn

ą

 notk

ę

 na marginesie tłumacze

ń

 Badieta. 

Cho

ć

by dlatego, 

Ŝ

e hipoteza Shimury-Taniyamy nie istailala 

przed nadej

ś

ciem XX wieku. Ale czy Fermat nie mógł mle

ć

 na 

my

ś

li innego dowodu? 

Odpowied

ź

 brzmi: prawdopodobnie nie. Nie wiemy je-dnak 

tego na pewno i nigdy wiedzie

ć

 nie b

ę

dziemy. Z jednej sLrony, 

po zapisaniu swego twierdzenia na marginesie Fermat pn-ze

Ŝ

ył 

jeszcze 28 lat i nigdy wi

ę

cej nie wspomniał o tym ani sto wem. 

By

ć

 mo

Ŝ

e wi

ę

c wiedział, 

Ŝ

e nie potrafi poda

ć

 dowodu. Mó-gł te

Ŝ

 

ę

dnie s

ą

dzi

ć

Ŝ

e metod

ę

 spadku, u

Ŝ

yt

ą

 przeze

ń

 w nie trud- 

nym dowodzie dla n = 4, da si

ę

 zastosowa

ć

 do rozpatrzenia 

przypadku ogólnego. A mo

Ŝ

e po prostu zapomniał o twierdze- 

niu i zaj

ą

ł si

ę

 innymi sprawami. 

Udowodnienie twierdzenia w taki sposób, w jaki to w 1-ro

ń

cu 

zrobiono w latach dziewi

ęć

dziesi

ą

tych naszego stulecia, wyma- 

gało wiedzy matematycznej znacznie szerszej ni

Ŝ

 ta, któr

ą

 

mógł dysponowa

ć

 Fermat. Gł

ę

boka natura twierdzenia polega 

nie tylko na tym, 

Ŝ

e jego historia rozpi

ę

ta jest w czasie nównie 

szeroko, jak historia naszej cywilizacji. Ostateczne rozwi

ą

zanie 

problemu wymagało zaprz

ę

gni

ę

cia - i w pewnym sensie- zjed- 

noczenia - całej pot

ę

gi matematyki. To wła

ś

nie owo zjedmocze- 

nie całkowicie z pozoru odmiennych dziedzin umo

Ŝ

liwiło 

w ko

ń

cu pokonanie problemu. I mimo 

Ŝ

e to Andrew Wił es był 

osob

ą

, która wykonała ogromn

ą

, wie

ń

cz

ą

c

ą

 dzieło, kortcow

ą

 

cz

ęść

 pracy nad twierdzeniem, dowodz

ą

c potrzebnej d o jego 

uzasadnienia hipotezy Shimury-Taniyamy, cale przedsi

ę

wzi

ę

cie stało si

ę

 udziałem wielu osób. To dzi

ę

ki wkładowi praicy ich 

wszystkich rozwi

ą

zanie w ogóle było mo

Ŝ

liwe. Bez prac Emsta 

Kummera nie byłoby teorii Ideałów, a bez ideałów nie isttniała- 
by praca Barry'ego Mazura. Bez dokona

ń

 Mazura nie byłoby 

hipotezy Freya, a bez tej kluczowej hipotezy, bez dokonanego 
przez Serre'a jej u

ś

ci

ś

lenia, Ribet nie udowodniłby, 

Ŝ

e z 1-iipote- 

zy Shimury-Taniyamy wynika wielkie twierdzenie Ferrmata. 
Wydaje si

ę

 wreszcie, 

Ŝ

Ŝ

aden dowód wielkiego twi erdze- 

nia Fermata nie byłby mo

Ŝ

liwy bez hipotezy, wysi-mi

ę

tej 

w 1955 roku na pami

ę

tnym tokijskim sympozjum przez 

 
 

background image

138 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
 
 
Od lewej: John Coates, Andrew Wiłe

ś

, Ken Rlbet l Kar! Rubin bezpo

ś

rednio po 

historycznym wykładzie Wilesa w Cambridge 

ś

wi

ę

tuj

ą

 sukces. 

Yutak

ę

 Taniyam

ę

, a pó

ź

niej udoskonalonej i doprecyzowanej 

przez Góro Shimur

ę

. Ale mo

Ŝ

e to nie do ko

ń

ca prawda? 

Fermat oczywi

ś

cie nie mógł postawi

ć

 równie dalekosi

ęŜ

nej 

hipotezy, spinaj

ą

cej w jedno dwie bardzo ró

Ŝ

ne gał

ę

zie mate- 

matyki. Ale sk

ą

d my to wiemy? A mo

Ŝ

e jednak mógł? Nic nie 

jest pewne. Potrafimy tylko powiedzie

ć

Ŝ

e twierdzenie zostało 

w ko

ń

cu udowodnione, a ka

Ŝ

dy, najmniejszy nawet szczegół 

w dowodzie został obejrzany i sprawdzony przez dziesi

ą

tki ma- 

tematyków na całym 

ś

wiecie. Lecz sam fakt, 

Ŝ

e istniej

ą

cy do- 

wód jest szalenie zaawansowany i skomplikowany technicznie, 
nie oznacza, i

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na znale

źć

 dowodu prostszego. W isto- 

cie, Rlbet w jednej ze swoich prac wskazuje kierunek wiod

ą

cy 

by

ć

 mo

Ŝ

e do dowodu wielkiego twierdzenia Fermata z pomini

ę

ciem dowodu hipotezy Shimury-Taniyamy. Niewykluczone, 

Ŝ

Fermat znał wiele faktów nale

Ŝą

cych do pot

ęŜ

nej, "współcze- 

snej" matematyki, a tylko 

ś

lad po tym zagin

ą

ł (kopii dzieł Dio- 

fantosa w tłumaczeniu Bacheta, w której przypuszczalnie 
umie

ś

cił swój dopisek na marginesie, nigdy przecie

Ŝ

 nie odna- 

leziono). Czy wi

ę

c Fermat rzeczywi

ś

cie odkrył "prawdziwie cu- 

downy" dowód swego twierdzenia, dowód nie mieszcz

ą

cy si

ę

 na 

marginesie ksi

ąŜ

ki, pozostanie na zawsze jego tajemnic

ą

 
 
OD AUTORA 
Pisz

ą

c t

ę

 ksi

ąŜ

eczk

ę

, zaczerpn

ą

łem wiele wiadomo

ś

ci hi- 

storycznych z ró

Ŝ

nych 

ź

ródeł. W

ś

ród nich najpesiniej- 

szym, najbardziej oryginalnym była moja ulubiona kssi

ąŜ

ka 

E. T. Bella Men of Mathematics (nie podoba mi si

ę

 jedm-ak jej 

myl

ą

cy, pełen seksizmu tytuł - w

ś

ród bohaterów Bella s

ą

 dwie 

kobiety; ksi

ąŜ

ka pochodzi z roku 1937). Najwyra

ź

niej u»ni hi- 

storycy matematyki czerpali gar

ś

ciami Informacje z Bellał., wi

ę

nie b

ę

d

ę

 ich tu wymieniał z nazwiska. Wszystkie 

ź

ródła s

ą

 wy- 

mienione w przypisach. Skorzystałem ponadto z artykułów 
Jocełyn Savani z Uniwersytetu w Princeton ("Princeton W^eekły 
Bulletin", 6 wrze

ś

nia 1993). Dzi

ę

kuj

ę

 jej tak

Ŝ

e za przesłamie mi 

kopii programu BBC, po

ś

wi

ę

conego wielkiemu twierdzeniu 

Fermata. 
C. J. Mozzochiemu wdzi

ę

czny jestem za zdj

ę

cia mate-maty- 

ków, uczestnicz

ą

cych w tworzeniu dowodu wielkiego twi-erdze- 

nia Fermata. Bardzo gor

ą

co dzi

ę

kuj

ę

 profesorowi Kennethowi 

A. Ribetowi z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley za po- 
uczaj

ą

ce wywiady i wiele cennych informacji o jego pracach, 

które zostały wykorzystane podczas przeprowadzania dcowodu 
twierdzenia Fermata. Gł

ę

boko wdzi

ę

czny Jestem profesorowi 

Góro Shimurze z Uniwersytetu w Princeton za po

ś

wi

ę

cony mi 

czas l dost

ę

p do niezwykle wa

Ŝ

nych Informacji o jego pracach 

 
 
140 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
l hipotezie, bez której nie byłoby dowodu wielkiego twierdzenia 
Fermata. Dzi

ę

kuj

ę

 te

Ŝ

 profesorowi Gerhardowi Freyowi z Uni- 

wersytetu w Essen w Niemczech za prowokuj

ą

ce wywiady 

l gł

ę

bokie przemy

ś

lenia. Podzi

ę

kowania za tłumaczenie mi 

wa

Ŝ

nych poj

ęć

 geometrii i teorii liczb nale

Ŝą

 si

ę

 profesorowi 

Barry'emu Mazurowi z Uniwersytetu Harvarda. Wszelkie bł

ę

dy, które Czytelnik zdoła w ksi

ąŜ

ce odnale

źć

, s

ą

 zawinione wy- 

background image

ł

ą

cznie przeze mnie. 

Memu wydawcy, Johnowi Oakesowi, dzi

ę

kuj

ę

 za zach

ę

t

ę

 

l wsparcie. Dzi

ę

kuj

ę

 te

Ŝ

 Jill EHyn Riley l Kathryn Belden z wy- 

dawnictwa Four Walls Eight Windows. Na koniec wyrazy gł

ę

bokiej wdzi

ę

czno

ś

ci otrzymuje moja 

Ŝ

ona, Debra. 

 
 
INDEKS 
Abel, Niels Henrik 66, 82-83 
abelowe grupy 83 
- rozmaito

ś

ci 83 

aksjomaty 37 
Al-Chwarizmi. Mohamet Ibn Musa 42 
algebra 42-43, 47-50 
- abstrakcyjna 77-78 
algebraiczne liczby 84 
algorytm 42 
Ameryka

ń

skie Towarzystwo 

Matematyczne 97 
analityczne funkcje 63 
analiza 67 
- numeryczna 71 
- zespolona 56, 61-63 
Analysis situs (Poincare) 87 
.Annals of Mathematlcs" 136 
Archimedes 15, 38-40 
Archimedesa 

ś

ruba 39 

Arithmetica (Diofantos) 16, 18-19,41, 
50 
Ars magna (Cardano) 49 
Arystoteles 35 
automorflczne formy 88, 104-105 
Babilon 21-24 
babilo

ń

ski system Uczenia 22-23 

Bachet, Ciaude 50 
Beli, E. T. 14 
Bemoulll, Daniel 53, 54 
Bemoulli, Jan 53 
Bemoulli, Mikołaj 53, 54 
Bessel, Friedrich Wilhelm 63 
Bolyai, Janos 77 
Bourbakl, Nicolas 93-97, 103 
Cantor, Georg31 
Cardano, Girolamo 48-49 
Cauchy, Augustin Louls 74, 78., 82-83 
Chevaller, Auguste 82 
ciało liczb zespolonych 61 
Coates.John 11, 14, 120, 125,. 129 
Conway, John 11 
Cossisti (Cossisten) 48-49 
Cycero 39 
Dedekind, Richard 83-85 
Diderot. Denis 55 
Dieudonne, Jean 96 
Diofantos 16, 19, 40-41, 50 
Dirlchlet, Peter Gustav Le)eunee 52, 
66-67, 74,84-85 
Disquisitione arithmetlcae (Gamss) 60, 
66-67, 82 
dowód 
- hipotezy Freya 119 

background image

 
 
142 • WIELKIE TWIERDZENIE FERMATA 
- hipotezy Shimuty-TanIyamy 
121-130 
Dzieje (Herodot) 36 
Elsenstein, Ferdinand Gotthold 
128-129 
Elsenstelna Idea} 114 
Elementy (Euklides) 36, 37 
Eudoksos z Knidos 15, 38-39 
Euklides 36, 37 
Euler, Leonard 51, 52-58 
Eulera system 125, 132, 134-I3B 
Faltings. Gerd 92, 111 
Fermat, element Samuel de 16 
Fermat, Domlnlque 15 
Fermat, Plerre de 14-17, 18, 50, 51, 
136-138 
Ferro, Scipplone del 49 
Fibonacci (Leonardo z Pizy) 43 
Fibonacciego liczby (Fibonacciego ci

ą

gi 

44-45 
Fibonacciego Towarzystwo 46 
Fllolaos z Tarentu 33 
Flach, Matthlas 124-125, 126 
Fourier, Joseph 68-72 
Fouriera szeregi 71-72 
fourierowska analiza 72 
Francuska Akademia Nauk 75 
Frey. Gerhard 114-119, 122 
funkcje 
- analityczne 63 
- automorflczne 88, 104-105 
- dzeta 103, 104, 105 
- okresowe 69-72 
- zdefiniowane na plaszczy

ź

nie 

zespolonej 62-63 
Galols teoria 78-80, 85, 115, 123-124 
Galols, Evariste 78-82, 124 
Gauss, Cari Friedrich 58-61, 63-66. 
67, 88, 84,97,128 
genus91-92 
geometria 
- algebraiczna 43, 114 
- arytmetyczna 114 
- euklidesowa 37 
- nieeuklidesowa 77, 88-89 
- pocz

ą

tki 36-37 

Germain, Sophle 63-65 
grupy macierzowe 88 
Guthrie, Francis 57 
Helberg, J. L. 40 
Herodot 36 
Heron II, król Syrakuz 38-39 
hipoteza 50 
- epsilonowa 121 
horyzonatalna teoria Iwasawy 124, 135 
ideały 84 
Ireland, Kenneth F. 117 
Katz, Nick 126-127. 131-132 

background image

kometa 65-66 
Kronecker, Leopold 31-32 
krzywe eliptyczne 97-100, 120 
- funkcje dzeta na krzywych 
eliptycznych 104-105 
- nad ciałem liczb wymiernych 
105-106 
- przetaczanie 129 
- semistabilne 122-130 
- zwi

ą

zek z formami modułowymi 

99-100,104-105, 106-110, 
122-130 
Kummer, Emst Eduard 73-76 
Lam

ę

, Gabriel 52, 72-73 

Lang, Serge 108, 112-113 
Lebesgue, Henri 52 
Legendre, Adrien-Marie 52, 66 
Leibniz. Gottfried Wilhelm von 15 
lemat 50 
Liber abaci (Fibonacci) 43 
Liber quadratorum (Fibonacci) 43 
liczby doskonale 27 
- idealne 74 
- pierwsze nieregularne 75 
-urojone 56, 61-66 
-wymierne 30-31 
Liouville, Joseph 73, 82   ; 
 
 
INDEKS • 143 
Łobaczewski, Mikołaj Iwanowicz 77 
Mahomet 42 
Marcellus 39 
Mazur, Barry 18. 84, 115. 118-119, 129 
Mestre.J.-F. 116 
metoda spadku 51 
- wyczerpywania 38 
Mezopotamia 21-24 
modułowe formy 63, 88-90, 99-100, 
104, 105,106-110, 115 
modulowo

ść

 99 

Monge, Gaspard 68 
Mordell, LoulsJ. 90-92 
Mordella hipoteza 92, 111 
Newton, Izaak 15 
O fculi (walcu (Archimedcs) 40 
Olbers. H. W. M. 60-61 
Owidiusz 35 
Pacioli, Luca 48 
Partenon 47 
pentagram 23-24 
Pitagoras 23, 25-27, 33 
Pitagorasa twierdzenie 27-29 
pitagorejczycy 28-30, 32-35 
pttagorejskie trójki 22-24, 28 
Platon 33. 38 
ptaszczyzna zespolona 62 
Poincare, Henri 85-90, 106 
Poisson, Simeon-Denis 80 
prawo Archimedesa (pierwsze prawo 
hydrostatykl) 39 

background image

rachunek całkowy 38 
- ró

Ŝ

niczkowy 38 

Rlbet, Kenneth 13-14, 115, 116-119, 
131.138 
równania diofantyczne 41, 97, 114 
- trzeciego stopnia 48-49 
Samak, Peter 20, 127-128 
semistabilne krzywe eliptyczne 
122-129 
Serre, Jean-Pierre 103, 107-108, 110, 
112. 116,121 
Shimura, Góro 72, 102, 105-1" 07 
Shimury-Taniyamy hipoteza 105-107 
-dowód 121-130 
Stewart. łan 45 
Taniyama, Yutaka 100-105 
TartagUa (Fontana Nicolo) 48-°49 
Taylor, Richard 133, 137 
teoria liczb 60, 65, 115, 117 
tetraktys 35 
Tokijskie Sympozjum Algebraicznej 
Teorii Liczb 102-105 
topologia 56, 90 
torus91 
twierdzenie 37 
Well, Andre 95-96, 102, 103, 
104-105,108-114, 123 
Weila krzywe 111 
wielkie twierdzenie Fermata 
- Gauss o wielkim twierdzeniu! 
Fermata 60-61 
- nagrody oferowane za dowócB 75, 76 
-notka na marginesie 16. 18-1S, 41, 138 
- próby udowodnienia 19-20, 50-52, 
72-73.74-76 
- twierdzenie Sophie Gennain 64 
- zwi

ą

zki z równaniami 

diofantycznymi 115 
Wiłe

ś

, Andrew 115 

- luka w dowodzie 20-21, 13L--136 
- wykłady na konferencji w Cambridge 
11-14.129-130 
- zainteresowanie wielkim 
twierdzeniem Fermata 120-122 
Wolsfkehia nagroda 76 
wzór na liczb

ę

 klas ideałów 124-125, 

126 
zadanie o siedmiu mostach 
królewlecklch 56-58 
zagadnienie czterech barw 57" 
złota proporcja (złoty podział) 33-35, 
44-46 
 
 
 
 
NA 

Ś

CIE

ś

KACH 

NAUKI 
W 1995 roku w serii ukazały si

ę

Igor Nowikow; Czarne dziury i Wszech

ś

wiat 

Marcin Ryszkiewicz: Ziemia i 

Ŝ

ycie. Rozwa

Ŝ

ania o ewolucji i ekologii 

background image

Roger Highfieid, Pauł Carter: Prywatne 

Ŝ

ycie Alberta Einsteina 

Frank Drak

ę

, Dava Sobel: Czy jest tam kto? Nauka w poszukiwaniu 

cywilizacji pozaziemskich 
James D. Watson: Podwójna helisa. Historia odkrycia struktury DNA 
Michio Kaku: Hiperprzestrze

ń

. Naukowa podró

Ŝ

 przez wszech

ś

wiaty 

równoległe, p

ę

tle czasowe i dziesi

ą

ty wymiar 

jane Goodal l: Przez dziurk

ę

 od klucza. 30 lat obserwacji szympansów 

nad potokiem Combe 
Jerzy Sikorski: Prywatne 

Ŝ

ycie Mikołaja Kopernika 

Peter Ward: Kres ewolucji. Dinozaury, wielkie wymierania 
i bioró

ź

norodnos

ć

 

George Gamow: Pan Tompkins w Krainie Czarów 
W 1996 roku w serii ukazały si

ę

 

Leon Lederman, Dick Teresi: Boska Cz

ą

stka. Je

ś

li Wszech

ś

wiat 

jest odpowiedzi

ą

, jak brzmi pytanie^ 

Stanisław M, Ufam: Przygody matematyka 
Richard Dawkins: Samolubny gen 
John D. Barrow: 71 razy drzwi. Szkice o liczeniu, my

ś

leniu i istnieniu 

Harry Y. McSween, Jr.: Od gwiezdnego pyłu do planet. 
Geologiczna podró

Ŝ

 przez Układ Słoneczny 

Jay Ingram: Płon

ą

cy dom. Odkrywaj

ą

c tajemnice mózgu 

Lawrence M. Krauss: Fizyka podró

Ŝ

y mi

ę

dzygwiezdnych 

CarI Sagan: Bł

ę

kitna kropka. Człowiek i jego miejsce w kosmosie