background image

Waldemar Pycka (red.) 

W  SZKOLE  I  W  DOMU 

Przyczynek do analiz z socjologii edukacji 

Lublin 2011 

Projekt okładki:  Magdalena Pokora 

Skład: Waldemar Pycka 

 © Waldemar Pycka  

e-mail: pwaldek@o2.pl 

ISBN 978-83-929628-5-4 

Spis treści 

Wstęp        

 

 

 

 

  

  7 

Część pierwsza   

 

 

 

  

  9 

Rozdział 1: Wyniki badań ankietowych (W. Pycka) 

  

1. Zestaw tabel A  

 

   

 

 

10 

2. Zestaw tabel B  

 

 

 

 

17 

3. Zestaw tabel C  

 

 

 

 

24 

Rozdział 2: Z socjologicznego punktu widzenia    

31 

1. Natalia Borowiec 
    Analiza badań empirycznych. Część A    

 

31 

2. Daniel Romanowski 
    Analiza badań empirycznych. Część B 

 

 

39 

3. Ewa Ciołek 
    Analiza badań empirycznych. Część C 

 

 

46 

Rozdział 3: Próba wyobraźni 

 

 

   

85 

1. Katarzyna Mika 
     Szkoła równych szans   

 

 

 

54 

2. Katarzyna Gil 
     Szkoła moich marzeń   

 

 

 

59 

Część druga:  (Opracowanie: Olga Zięba)   

 

61 

Rozdział 1: Mój najgorszy dzień w szkole  

 

61 

Rozdział 2: Mój najlepszy dzień w szkole  

 

100 

 
  

background image

Wstęp 

 

Prezentowana książka jest dziełem studentek i studentów II roku Pedagogiki UMCS 
(studia  I-go  stopnia)  we  współpracy  ze  studentami  socjologii  UMCS  (I  SUM). 
Pozwoliłem  sobie  podjąć  się  zadania  skoordynowania  działań  w  ramach  zajęć  z 
socjologii  edukacji  prowadzonych  na  pedagogice  oraz  logiki  i  metodologii  nauk 
(socjologia) w roku akademickim 2010/2011. Mój skromny wkład ogranicza się do 
stworzenia projektu badawczego, przeprowadzenia empirycznych badań oraz ujęcia 
wyników  w  postaci  tabel  zamieszczonych  w  rozdziale  I  części  pierwszej,  a  także 
doprowadzenia  do  ukazania  się  książki  w  formie  drukowanej.  Czas  realizacji 
wszystkich prac, z wyjątkiem procesu drukowania, na który nie mieliśmy do końca 
wpływu,  został  ograniczony  do  okresu  druga  połowa  października  –  pierwsza 
połowa grudnia 2010. Najistotniejszy jest jednak wkład studentów.  
     W części pierwszej wkład ten widoczny jest w dwóch rozdziałach (odpowiednio 
II  i  III).  Rozdział  II  tworzą  teksty  napisane  przez  studentów  socjologii,  których 
zadaniem  było  dokonanie  socjologicznego  opisu  oraz  zaprezentowanie  wstępnych 
wyjaśnień  dotyczących  informacji  zawartych  w  21  tabelach  podzielonych  na  trzy 
sekcje (A, B i C). Rozdział III także oparty jest na wynikach ankiet z tym jednak, że 
teksty w nim zawarte są autorstwa studentek pedagogiki. Oba rozdziały są ponadto 
napisane  w  zdecydowanie  odmiennych  nastawieniach  poznawczych:  socjologów 
obowiązywał nakaz realizmu i „trzymania się faktów”, natomiast pedagożki musiały 
zaprezentować własne pomysły rozwiązania problemów edukacyjnych ujawnionych 
w ankiecie z zakazem respektowania reguł praktycznej realizowalności. Rozdział III 
przynosi  nam  więc  pewne  elementy  wymarzonej  szkoły  przyszłości,  w  jakiej 
chciałyby pracować osoby piszące teksty.  
     W  części  drugiej  znajdują  się  dwa  rozdziały.  Pierwszy  rozdział  nosi  tytuł  Mój 
najgorszy  dzień  w  szkole
  i  składa  się  z  wypowiedzi  studentek  i  studentów 
pedagogiki  opisujących  najgorsze  zdarzenie,  jakiego  doświadczyli  w  swej 
dotychczasowej  edukacyjnej  karierze.  Miało  być  krótko  i  treściwie.  I  jest,  na 
dodatek – boleśnie. Ze zrozumiałych względów  
część autorów poprosiła, by ich nazwiska zostały skrócone do pierwszej litery. Taką 
cenę za szczerość uwzględniłem na samym początku i w pełni wywiązuję się z tego 
zobowiązania.  Rozdział  II  prezentuje  zestaw  wypowiedzi  na  temat  Mój  najlepszy 
dzień  w  szkole
.    W  moim  przekonaniu,  część  druga  książki  znakomicie  uzupełnia 
treści  przedstawionych  przez  nas  w  części  pierwszej.  Mam  też  nadzieję,  że  ten 
autoportret studentów pedagogiki stanie się ciekawym przyczynkiem dla analiz nie 
tylko z zakresu socjologii edukacji.       

 

dr Waldemar Pycka 

Lublin, 16.12.2010 

 
 
 
 
 

background image

 

Część pierwsza 

 

__________________________________________________________ 

 

 

Rozdział I 

 
 

Waldemar Pycka 

Wyniki badań ankietowych 

 
 
Przeprowadzone  na  przełomie  października  i  listopada  2010  roku  badania 
objęły  grupę  90 osób spośród studentek (86) i studentów (4) studiów I-go 
stopnia  (licencjat)  II  roku  pedagogiki  UMCS.  Grupa  została  wstępnie 
podzielona w opracowanych ankietach na trzy  kategorie,  zamieszkujących 
odpowiednio:  1)  miejscowość  o  charakterze  wiejskim  -  do  5  tysięcy 
mieszkańców; 2)  małe  miasto  -  od 5 do 50 tysięcy  mieszkańców; 3) duże 
miasto  -  powyżej  50  tysięcy  mieszkańców.  Rozkład  osób  badanych  był 
następujący: miejscowość wiejska  – 40 osób; małe miasto – 20 osób; duże 
miasto – 30 osób. Dlaczego zaproponowałem taki podział? Uznałem, że w 
czystej  formie  może  występować  tylko  miejscowość  o  charakterze 
wiejskim. 

Wszystkie 

pozostałe 

kategorie 

są 

już 

dookreślane 

współczynnikiem  wiejskim. Posiadająca prawa  miejskie  miejscowość do 5 
tysięcy  mieszkańców  ma  jeszcze  charakter  wiejski  mimo  posiadania 
centrum o miejskich cechach. Obrzeże takiego centrum jest jednak na tyle 
silne,  że  w  przeważający  sposób  wpływa  na  kształtowanie  się  lokalnej 
mentalności swych mieszkańców. Drugą kategorię stanowią małe miasta, w 
których  otoczenie  wiejskie  nie  dogrywa  już  większej  roli w  kształtowaniu 
mentalności mieszkańców, ale  nie posiadają one zaplecza kulturalnego oraz 
przemysłowego  na  tyle  silnego,  by  wytworzyć  u  swych  mieszkańców 
poczucie samowystarczalności (autonomiczności). Stąd, zauważalny ciągle 
wpływ  wiejskiego  otoczenia  przy  jednoczesnym  wpływie  dużych  miast, 
który  niweluje  już  i  w  jakimś  stopniu  odcina  małe  miasta  (w  przypadku 
województwa  lubelskiego,  np.  Lubartów  i  Kraśnik)  od  środowiska 
wiejskiego.  Trzecią  kategorię  (Lublin,  Puławy,  byłe  miasta  wojewódzkie) 
stanowią  już  duże  miasta,  w  których  współczynnik  wiejski nie  wpływa  na 
kształt  zachowań  ich  mieszkańców,  mimo  że  funkcjonuje  na  jego 
obrzeżach.  

background image

10 
 

Tabela A1 

(a) Ilu uczniów liczyła twoja klasa? (Kolumna a
(b) Określ procentowo część klasy, która opanowała matematykę w takim stopniu jak ty. (Kolumna b
(c) Określ procentowo część klasy, która opanowała najlepiej poznany przez ciebie język obcy  

w takim stopniu jak ty. (Kolumna c

 

 
 
 

A 1 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

20-21 

 

49,2 

 

46,8 

 

25 

 

59,7 

 

37,1 

 

26-27 

 

55,2 

 

57,5 

 

23-24 

 

54,4 

 

48,5 

 

Gimnazjum 

 

 

25-26 

 

39,2 

 

37,9 

 

28-29 

 

48,2 

 

35,7 

 

28-29 

 

43,5 

 

53,3 

 

27 

 

43,3 

 

43,5 

 

Szkoła średnia 

 

 

32-33 

 

 

39,9 

 

37,2 

 

31 

 

42,3 

 

38 

 

28-29 

 

46,9 

 

42,5 

 

31 

 

43,4 

 

39,5 

 
 

background image

11 

 

 

Tabela A2 

W jakim stopniu uwidoczniły się różnice w uzdolnieniach uczniów z twojej klasy? 

 

a – w niewielkim;  b – w dość wyraźnym;  c – w dużym. 

 

 
 
 

A 2 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

62,5 

 

25 

 

12,5 

 

55 

 

30 

 

15 

 

70 

 

26,7 

 

3,3 

 

63,3 

 

26,7 

 

10 

 

Gimnazjum 

 

 

25 

 

50 

 

25 

 

25 

 

50 

 

25 

 

30 

 

43,3 

 

26,7 

 

26,7 

 

47,8 

 

25,5 

 

Szkoła średnia 

 

 

10 

 

40 

 

50 

 

30 

 

45 

 

25 

 

26,7 

 

33,3 

 

40 

 

20 

 

38,9 

 

41,1 

 
 
 

background image

12 
 

Tabela A3 

 
Czy procedura zmiany klasy była łatwa do przeprowadzenia? 

a – łatwa;  b – raczej trudna;  c – bardzo trudna

 

 
 
 

A 3 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

45* 

 

32,5 

 

17,5 

 

60 

 

35 

 

 

60 

 

16,7 

 

3,3 

 

61,4 

 

28,4 

 

10,2 

 

Gimnazjum 

 

 

50 

 

40 

 

10 

 

60 

 

40 

 

 

66,7 

 

23,3 

 

10 

 

57,8 

 

34,4 

 

7,8 

 

Szkoła średnia 

 

 

57,5 

 

30 

 

12,5 

 

65 

 

20 

 

15 

 

56,7 

 

46,7 

 

16,6 

 

52,2 

 

33,3 

 

14,5 

 

* Część osób uczęszczało do jednoklasowej szkoły podstawowej. 

 

 

background image

13 

 

Tabela A4 

 

Ilu uczniów z twojej szkoły poznało twoją sytuacje rodzinną? (Kolumna a

Ilu uczniów z twojej szkoły poznałeś wraz z ich sytuacją rodzinną? (Kolumna b

Ile osób z twojej klasy podzielało twoje zainteresowania? (Kolumna c

 

 
 
 

A 4 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

7-8 

 

9-10 

 

 

9-10 

 

8-9 

 

 

4-5 

 

 

6-7 

 

Gimnazjum 

 

 

8-9 

 

8-9 

 

8-9 

 

8-9 

 

9-10 

 

6-7 

 

5-6 

 

7-8 

 

5-6 

 

Szkoła średnia 

 

 

6-7 

 

 

7-8 

 

6-7 

 

8-9 

 

7-8 

 

6-7 

 

7-8 

 

5-6 

 

background image

14 
 

Tabela A5 

 

Wskaż główne źródło twoich zainteresowań. 

a - dom;  b – własne lektury i pozaszkolne rozmowy; c – szkoła

 

 
 
 

A 5 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

60 

 

22,5 

 

17,5 

 

65 

 

20 

 

15 

 

43,3 

 

23,3 

 

33,4 

 

55,6 

 

22,2 

 

22,2 

 

Gimnazjum 

 

 

17,5 

 

32,5 

 

50 

 

30 

 

45 

 

25 

 

13,4 

 

43,3 

 

43,3 

 

18,9 

 

38,9 

 

42,2 

 

Szkoła średnia 

 

 

10 

 

67,5 

 

22,5 

 

20 

 

55 

 

25 

 

16,6 

 

56,7 

 

26,7 

 

14,4 

 

61,1 

 

24,5 

 
 
 

 

background image

15 

 

Tabela A6 

 

Skąd miałeś podstawowe informacje na temat sytuacji rodzinnej ucznia?  

 

a – dom rodzinny;   b - szkoła;   c – pozaszkolne rozmowy towarzyskie

 

 
 
 

A 6 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

45 

 

42,5 

 

12,5 

 

25 

 

55 

 

20 

 

20 

 

70 

 

10 

 

32,3 

 

54,4 

 

13,3 

 

Gimnazjum 

 

 

10 

 

47,5 

 

42,5 

 

20 

 

45 

 

35 

 

10 

 

56,7 

 

33,3 

 

12,2 

 

50 

 

37,8 

 

Szkoła średnia 

 

 

 

22,5 

 

72,5 

 

10 

 

30 

 

60 

 

6,7 

 

16,7 

 

76,6 

 

6,7 

 

22,2 

 

71,1 

 
 
 

 

background image

16 
 

Tabela A7 

 

Czy wiedza o sytuacji rodzinnej wpływała na twój sposób traktowania ucznia?  

a – tak; b – trudno powiedzieć; c – raczej nie; d – zdecydowanie nie.  

 

 
 
 

A 7 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

40 

 

22,

 

10 

 

27,

 

45 

 

20 

 

20 

 

15 

 

26,

 

16,

 

43,

 

13,

 

36,

 

20 

 

23,

 

20 

 

Gimnazjum 

 

 

20 

 
17,

 

45 

 

17,

 

35 

 

15 

 

30 

 

20 

 

26,

 

13,

 

40 

 

20 

 

25,

 

15,

 

40 

 

18,

 

Szkoła średnia 

 

 

20 

 

 

32,

 

42,

 

25 

 

15 

 

35 

 

25 

 

23,

 

3,3 

 

26,

 

46,

 

22,

 

6,7 

 

31,

 

40 

 

 

 
 

background image

17 

 

Tabela B 1 

 
Czy nauczyciele brali pod uwagę sytuację rodzinną ucznia przy ocenianiu jego zachowania?  

 

a – tak; b – trudno powiedzieć; c – raczej nie; d – zdecydowanie nie.  

 

 
 
 

B 1 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

75 

 

15 

 

7,5 

 

2,5 

 

60 

 

25 

 

 

10 

 

56,

 

26,

 

13,

 

3,3 

 

65,

 

21,

 

8,9 

 

4,4 

 

Gimnazjum 

 

 

67,

 
10 

 

22,

 

 

65 

 

10 

 

15 

 

10 

 

53,

 

23,

 

10 

 

13,

 

52,

 

14,

 

16,

 

6,7 

 

Szkoła średnia 

 

 

15 

 

17,

 

35 

 

32,

 

20 

 

30 

 

40 

 

10 

 

20 

 

16,

 

46,

 

16,

 

17,

 

20 

 

40 

 

22,

 
 
 

 

background image

18 
 

Tabela B 2 

 

Czy nauczyciele brali pod uwagę sytuację rodzinną ucznia przy wystawianiu ocen przedmiotowych?  

 

a – tak; b – trudno powiedzieć; c – raczej nie; d – zdecydowanie nie.  

 

 
 
 

B 2 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

32,

 

27,

 

35 

 

 

25 

 

25 

 

40 

 

10 

 

30 

 

40 

 

23,

 

6,7 

 

 

30 

 

31,

 

32,

 

6,7 

 

Gimnazjum 

 

 

30 

 
22,

 

37,

 

10 

 

20 

 

15 

 

45 

 

20 

 

26,

 

20 

 

33,

 

20 

 

26,

 

20 

 

37,

 

15,

 

Szkoła średnia 

 

 

10 

 

20 

 

35 

 

35 

 

10 

 

20 

 

35 

 

35 

 

13,

 

13,

 

33,

 

40 

 

11,

 

17,

 

34,

 

36,

 
 
 

 

background image

19 

 

Tabela B 3 

 

Na ile oceniasz wpływ rodziny na twoje zachowanie w szkole?  

a - duży; b – trudno powiedzieć; c - mały; d – w ogóle.  

 

 
 
 

B 3 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

90 

 

7,5 

 

2,5 

 

 

85 

 

 

10 

 

 

96,

 

3,3 

 

 

 

91,

 

5,6 

 

3,4 

 

 

Gimnazjum 

 

 

70 

 
12,

 

17,

 

 

65 

 

25 

 

10 

 

 

60 

 

16,

 

16,

 

6,6 

 

65,

 

16,

 

15,

 

2,2 

 

Szkoła średnia 

 

 

47,

 

22,

 

22,

 

7,5 

 

35 

 

25 

 

40 

 

 

46,

 

10 

 

36,

 

6,6 

 

44,

 

18,

 

31,

 

5,6 

Uwaga dodatkowa: studenci zostali zapytani także o okres studiów wyższych. Odpowiedź d została wybrana: 1) do 5 tyś – 32,5%; 2) 5-50 tyś – 20%; 
3) pow. 50 tyś. - 53,3% 

 
 

background image

20 
 

Tabela B 4 

 

W jakim stopniu twój ubiór i akcesoria szkolne odpowiadały statusowi materialnemu twojej rodziny?  

 

a – w dużym; b – trudno powiedzieć; c - w małym; d – w ogóle.  

 

 
 
 

B 4 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

52,

 

37,

 

10 

 

 

80 

 

15 

 

 

 

66,

 

13,

 

16,

 

3,3 

 

63,

 

24,

 

11,

 

1,1 

 

Gimnazjum 

 

 

47,

 
32,

 

20 

 

 

60 

 

30 

 

10 

 

 

63,

 

16,

 

13,

 

6,7 

 

55,

 

26,

 

15,

 

2,2 

 

Szkoła średnia 

 

 

32,

 

37,

 

30 

 

 

25 

 

45 

 

30 

 

 

33,

 

30 

 

23,

 

13,

 

31,

 

36,

 

27,

 

4,4 

 

 
 

background image

21 

 

Tabela B 5 

 
Jaką część tzw. kieszonkowego
 przeznaczałaś na zakup książek i materiałów związanych z nauką w szkole? 

a – nie dysponowałam kieszonkowym;  b – nie przeznaczałam żadnych pieniędzy (odp. 0%);   

c – średnia wydatków wśród uczniów przeznaczających część posiadanych środków

. 

 

 
 
 

B 5 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

57 

 

73,3 

 

17.7 

 

60 

 

100 

 

 

45 

 

63,6 

 

18,5 

 

Gimnazjum 

 

 

22,8 

 

44,5 

 

20,5 

 

20 

 

28,3 

 

14 

 

 

42,1 

 

17 

 

Szkoła średnia 

 

 

11,4 

 

29 

 

26,5 

 

13,3 

 

46,2 

 

30 

 

 

21 

 

22,7 

 

 

 

 

background image

22 
 

Tabela B 6 

 

Jaki zakres zmian wprowadzały wywiadówki szkolne w zachowaniu uczniów?  

 

a – duży; b – trudno powiedzieć; c - mały; d – w ogóle.  

 

 
 
 

B 6 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

52,

 

12,

 

25 

 

10 

 

65 

 

 

25 

 

10 

 

53,

 

13,

 

20 

 

13,

 

55,

 

10 

 

23,

 

11,

 

Gimnazjum 

 

 

20 

 
10 

 

45 

 

25 

 

15 

 

20 

 

50 

 

15 

 

20 

 

20 

 

36,

 

23,

 

18,

 

15,

 

43,

 

22,

 

Szkoła średnia 

 

 

2,5 

 

20 

 

30 

 

47,

 

 

20 

 

50 

 

30 

 

6,7 

 

20 

 

23,

 

50 

 

3,3 

 

20 

 

32,

 

44,

 
 
 

 

background image

23 

 

Tabela B 7 

 

Czy twoi rodzice zabierali głos w trakcie wywiadówek szkolnych? 

a – tak, nawet często;   b – tak, ale rzadko; c – nie; d- nie wiem

 
 
 

B 7 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

42,

 

20 

 

11,

 

25,

 

20 

 

26,

 

6,7 

 

46,

 

20 

 

25 

 

15 

 

40 

 

Gimnazjum 

 

 

31,

 
42,

 

11,

 

14,

 

6,7 

 

33,

 

20 

 

40 

 

20 

 

45 

 

20 

 

15 

 

Szkoła średnia 

 

 

20 

 

40 

 

20 

 

20 

 

6,7 

 

33,

 

26,

 

33,

 

15 

 

30 

 

45 

 

10 

 

 

 

 

background image

24 
 

Tabela C1 

 

W jakim stopniu nauka w szkole poprawiła twoją umiejętność radzenia sobie z problemami pozaszkolnymi? 

 

a – w dużym;   b – w małym; c – w żadnym

 

 

 
 
 

C 1 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

25,7 

 

51,5 

 

22,8 

 

20 

 

53,3 

 

26,7 

 

40 

 

55 

 

 

28,6 

 

52,8 

 

18,6 

 

Gimnazjum 

 

 

20 

 

42,8 

 

37,2 

 

6,7 

 

66,6 

 

26,7 

 

20 

 

65 

 

15 

 

17,1 

 

54,3 

 

28,6 

 

Szkoła średnia 

 

 

31,4 

 

37,2 

 

31,4 

 

33,4 

 

46,6 

 

20 

 

35 

 

30 

 

35 

 

32,9 

 

37,1 

 

30 

 

 

background image

25 

 

 

Tabela C2 

 

Jaka część nauczycieli pozwalała ci wyrażać własną opinię na tematy poruszane na lekcji? 

a – większość;   b – tylko niektórzy; c – żaden

 

 
 
 

C 2 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

45,7 

 

34,3 

 

20 

 

40 

 

33,4 

 

26,6 

 

40 

 

25 

 

35 

 

42,8 

 

31,5 

 

25,7 

 

Gimnazjum 

 

 

25,7 

 

65,7 

 

8,6 

 

13,3 

 

73,4 

 

13,3 

 

35 

 

50 

 

15 

 

25,7 

 

62,8 

 

11,5 

 

Szkoła średnia 

 

 

42,8 

 

54,3 

 

2,9 

 

46,6 

 

40 

 

13,4 

 

45 

 

55 

 

 

44,3 

 

50,8 

 

4,9 

 
 

background image

26 
 

 

 

Tabela C3 

 

Jak często okłamywałaś nauczycieli odnośnie wydarzeń w domu? 

a – nigdy;   b – czasami; c – dość często. 

 

 
 
 

C 3 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

54,3 

 

42,8 

 

2,9 

 

86,7 

 

13,3 

 

 

80 

 

15 

 

 

68,6 

 

28,5 

 

2,9 

 

Gimnazjum 

 

 

37,1 

 

51,4 

 

11,5 

 

53,3 

 

40 

 

6,7 

 

35 

 

50 

 

15 

 

40 

 

48,6 

 

11,4 

 

Szkoła średnia 

 

 

28,6 

 

54,3 

 

17,1 

 

40 

 

40 

 

20 

 

35 

 

50 

 

15 

 

32,9 

 

50 

 

17,1 

 

background image

27 

 

 

Tabela C4 

 

Jak często okłamywałaś rodziców odnośnie wydarzeń w szkole? 

a – nigdy;   b – czasami; c – dość często. 

 

 
 
 

C 4 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

65,7 

 

31,4 

 

2,9 

 

80 

 

13,3 

 

6,7 

 

55 

 

45 

 

 

65,7 

 

31,7 

 

2,6 

 

Gimnazjum 

 

 

34,3 

 

51,4 

 

14,3 

 

13,3 

 

73,4 

 

13,3 

 

10 

 

65 

 

25 

 

22,9 

 

60 

 

17,1 

 

Szkoła średnia 

 

 

40 

 

48,6 

 

11,4 

 

33,3 

 

66,7 

 

 

10 

 

70 

 

20 

 

30 

 

58,6 

 

11,4 

 
 

background image

28 
 

 

 

Tabela C5 

 

Czy warunki funkcjonowania szkoły sprzyjają moralnemu rozwojowi ucznia? 

a – tak;   b – nie; c – trudno powiedzieć. 

 

 
 
 

C 5 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

45,7 

 

22,9 

 

31,4 

 

53,3 

 

13,4 

 

33,3 

 

75 

 

15 

 

10 

 

55,7 

 

18,6 

 

25,7 

Gimnazjum 

 

14,3 

57,1 

28,6 

13,4 

73,2 

13,4 

20 

50 

30 

17,7 

58,6 

23,7 

 

Szkoła średnia 

 

 

28,6 

 

25,7 

 

45,7 

 

40 

 

26,7 

 

33,3 

 

45 

 

15 

 

40 

 

35,7 

 

22,9 

 

41,4 

 

background image

29 

 

 
 

 

Tabela C6 

 

Czy w twojej szkole miały miejsce akty dyskryminacji uczniów z tytułu płci, rasy, narodowości lub wyznania? 

a – nigdy;   b –sporadycznie; c – często

 

 
 
 

C 6 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

77,2 

 

11,4 

 

11,4 

 

86,6 

 

6,7 

 

6,7 

 

75 

 

25 

 

 

78,6 

 

14,3 

 

7,1 

 

Gimnazjum 

 

 

51,5 

 

37,1 

 

11,4 

 

60 

 

26,7 

 

13,3 

 

50 

 

30 

 

20 

 

52,9 

 

32,9 

 

14,2 

 

Szkoła średnia 

 

 

74,3 

 

20 

 

5,7 

 

86,7 

 

13,3 

 

 

65 

 

25 

 

10 

 

74,3 

 

20 

 

5,7 

background image

30 
 

 
 

Tabela C7 

 

Czy osoby prowadzące lekcje religii wyrażały negatywne opinie na temat innych religii lub osób niewierzących? 

a – nigdy;   b –sporadycznie; c – często; d- nie uczęszczałam. 

 
 
 

C 7 

 
 

 

Poniżej 5 tyś. mieszk. 

 

 

5-50 tyś. mieszk. 

 

Powyżej 50 tyś. mieszk. 

 

Razem 

 

Szkoła 

podstawowa 

 

 

68,

 

20 

 

5,7 

 

5,7 

 

66,

 

26,

 

6,6 

 

 

65 

 

25 

 

 

 

67,

 

22,

 

5,7 

 

4,3 

 

Gimnazjum 

 

 

65,

 
22,

 

5,7 

 

5,7 

 

60 

 

20 

 

13,

 

6,6 

 

70 

 

10 

 

15 

 

 

65,

 

18,

 

10 

 

5,7 

 

Szkoła średnia 

 

 

68,

 

20 

 

5,7 

 

5,7 

 

53,

 

13,

 

26,

 

6,6 

 

55 

 

30 

 

 

10 

 

61,

 

21,

 

10 

 

7,2 

 

 

 

background image

31 

 

Rozdział 2 

 

Z socjologicznego punktu widzenia 

_____________________________________________________________ 

 

Natalia Borowiec 

 

Analiza badań empirycznych. Część A 

 
Część pierwsza badań przeprowadzonych wśród studentów I roku studiów 
uzupełniających  magisterskich  w  kierunku  pedagogika  dotyczyła  ich 
doświadczeń  związanych  ze  zdobywaniem  wykształcenia  począwszy  od 
szkoły  podstawowej,  poprzez  gimnazjum,  po  szkołę  ponadgimnazjalną. 
Wypowiedzi respondentów były podzielone ze względu na 2 kryteria:  
-  pierwszym  było  odniesienie  się  badanych  do  poszczególnych  etapów 
kształcenia, 
-  drugim  było  położenie  szkoły  do  których  uczęszczali  respondenci. 
Dotyczy  to  miejscowości  poniżej  5  tysięcy  mieszkańców,  miejscowości  w 
granicach 5 - 50 tysięcy mieszkańców oraz miejscowości ponad 50 tysięcy 
mieszkańców. 
    Pytanie  pierwsze  na  które  respondenci  udzielili  odpowiedzi,  dotyczyło 
ilości  osób  w  klasach  do  których  należeli.  Badani  uczęszczający  do  szkół 
podstawowych  znajdujących  się  w  miejscowościach  poniżej  5  tys. 
mieszkańców stwierdzili, że liczba uczniów wahała się w granicach 20 - 21 
osób. Jeżeli chodzi  o miejscowości od 5 do 50 tys.  mieszkańców to klasy 
liczyły 25 osób. Natomiast w przypadku uczniów z dużych miast (ponad 50 
tys. mieszkańców) klasy liczyły 23 - 24 uczniów. Fakt, że najbardziej liczne 
klasy  wśród  szkół  podstawowych,  znajdowały  się  akurat  w  średniej 
wielkości  miejscowościach,  mógł  być  spowodowany  położeniem 
geograficznym  tychże  miejscowości.  Otóż,  zazwyczaj  średniej  wielkości 
miasteczka otoczone są wieloma mniejszymi miejscowościami np. wsiami. 
Oznacza to, że wielu rodziców decyduje się na posłanie swojego dziecka do 
szkoły w najbliższym miasteczku (jeżeli istnieje taka możliwość) niż miało 
by  ono  uczęszczać  do  wiejskiej  szkoły  podstawowej.  Wynika  to  z 
powszechnego  stereotypu,  że  nauczanie  w  szkołach  miejskich  jest  na 
wyższym  poziomie  w  stosunku  do  tego,  co  proponuje  uczniom  szkoła  na 
wsi.  Jak  wiadomo  pogląd  ten  jest  błędny  ze  względu  na  to,  że  program 
nauczania we wszystkich szkołach podstawowych jest niemal identyczny.  
    Analizując  wypowiedzi  respondentów  dotyczące  wielkości  klas  w 
gimnazjach  można  zaobserwować,  że  najmniejsze  klasy  stanowili 

background image

32 
 

 
 

uczniowie z małych miejscowości (5 tys. mieszkańców), ponieważ na jedną 
klasę przypadało 25 -26 uczniów. Liczniejsze klasy stanowili uczniowie ze 
średniej  wielkości  miejscowości  i  dużych  ośrodków  miejskich.  W  obu 
przypadkach klasy składały się z 28 - 29 osób. Analizując powyższy rozkład 
procentowy  liczebności  klas  w  gimnazjach  pod  względem  wielkości 
miejscowości, nasuwa się skojarzenie, że najmniej liczne klasy uczęszczały 
do  gimnazjów  wiejskich.  Zazwyczaj  tworzone  są  gminne  gimnazja  w 
których  naukę  pobierają  uczniowie  z  okolicznych  wsi.  Są  one  zazwyczaj 
niewielkie, stąd najniższy odsetek uczniów w klasie wśród badanych grup. 
    Odwrotnie  z  kolei  przedstawia  się  liczebność  klas  w  szkołach  ponad-
gimnazjalnych  do  których  uczęszczali  badani.  Najliczniejsze  klasy,  bo 
składające  się  z  32  -  33  osób  reprezentowali  uczniowie  z  miejscowości 
poniżej  5  tys.  mieszkańców.  Jeśli  chodzi  o    miejscowości  od  5  do  50  tys. 
mieszkańców  to  według  respondentów  do  klas  uczęszczało  31  osób. 
Najmniej  liczne  klasy  wśród  szkół  średnich  reprezentowali  uczniowie  z 
dużych  miast,  gdzie  ich  liczba  plasowała  się  w  granicach  28  -  29  osób. 
Analizując wątek liczebności klas w szkołach średnich, nasuwa się myśl, że 
fakt,  iż  najliczniejsze  klasy  tworzyli  uczniowie  ze  szkół  ponad-
gimnazjalnych  w  małych  ośrodkach,  wynika  to  z  niewielkiej  ilości  szkół 
średnich  ich  okolicach.  Zazwyczaj  w  miejscowościach  poniżej  5  tys. 
mieszkańców  tworzona  jest  jedna  lub  dwie  szkoły  średnie,  co  zwiększa 
ilość  uczęszczających  tam  uczniów.  Chętni  do  pobierania  nauki  w  szkole 
ponadgimnazjalnej  zazwyczaj  mają  przed  sobą  dwojaki  wybór.  Pierwszy 
jest to ubieganie się o miejsce w szkole w swojej okolicy. Drugim natomiast 
jest wybór szkoły w najbliższym większym od swojego mieście. Z tego też 
powodu,  liczba  uczniów  w  klasie  w  szkołach  w  średniej  wielkości 
miejscowościach  jest  duża. Wielu  absolwentów  gimnazjów  z  otaczających 
dane  miasteczko  miejscowości  decyduje  się  na  kontynuowanie  nauki  w 
większych ośrodkach. Natomiast, jeżeli chodzi o liczbę uczniów w klasach 
szkół  średnich  w  dużych  miastach  to  ich  mniejsza  niż  w  poprzednich 
przypadkach  ilość,  wynika  z  liczebności  klas  w  szkole.  Otóż,  w 
wielkomiejskich  szkołach  ponadgimnazjalnych  tworzy  się  wiele  klas. 
Dodatkowo  klasy  mają  inne  nachylenie  przedmiotowe,  co  sprawia,  że 
chętni  mogą  wybrać  spośród  wielu  możliwości.  Stąd  właśnie  najmniej 
liczne klasy spośród omawianych wcześniej grup. 
    Reasumując, do klas w szkołach podstawowych, które ukończyli badani, 
uczęszczało średnio 23 - 24 osoby. W przypadku gimnazjów średnią było 27 
osób. Natomiast jeśli chodzi o szkoły średnie klasy liczyły średnio 31 osób. 
    Pytanie kolejne na które wypowiedzieli się respondenci związane było z 
wiedzą  o  umiejętnościach  kolegów/koleżanek  z  klasy.  Mianowicie,  badani 
zostali  zapytani,  jaka  część  klasy  opanowała  matematykę  w  stopniu 

background image

33 

 
identycznym  co  respondenci.  W  przypadku  absolwentów  szkół 
podstawowych z miejscowości poniżej 5 tys. mieszkańców było to 49,2 % 
uczniów  danej  klasy.  Jeśli  chodzi  o  miejscowości  od  5  do  50  tys. 
mieszkańców  to  identyczną  wiedzą  matematyczną  mogło  się  poszczycić 
59,7 % osób uczęszczających do klasy. Natomiast wśród absolwentów szkół 
średnich  w  dużych  miastach  54,  4%  uczniów  klasy  prezentowało  ten  sam 
poziom wiedzy matematycznej.  
     Analizując  odpowiedzi  respondentów  dotyczące  wiedzy  nabytej  w 
gimnazjach, dowiadujemy się, że 39,2 % uczniów klasy opanowało wiedzę 
matematyczną  na  takim  samym  poziomie  (małe  miejscowości).  W 
przypadku  absolwentów  gimnazjów  z  miejscowości  od  5  do  50  tys. 
mieszkańców odsetek wynosi 48,2 %. Natomiast wśród uczniów gimnazjów 
w dużych miastach procent takich osób wynosił 43,5 %.  
    W  przypadku  szkół  podstawowych  i  gimnazjów  nie  można  mówić  o 
klasach  profilowanych,  z  tego  względu  identyczny  stan  wiedzy  matema-
tycznej  wśród  uczniów  jednej  klasy,  wynika  raczej  z  ich  indywidualnych 
predyspozycji. Jak wiadomo matematyka na poziomie szkół podstawowych 
nie  jest  zbyt  zaawansowana,  dlatego  też  największy  procent  uczniów 
mogących  się  poszczycić  identyczną  wiedzą  matematyczną,  przypadł 
właśnie  tej  grupie.  W  przypadku  gimnazjów  odsetek  ten  we  wszystkich 
rodzajach miejscowości był do siebie zbliżony, z czego można wnioskować, 
że taki stan rzeczy wynikał wyłącznie z indywidualnych chęci i możliwości 
do nabywania wiedzy poszczególnych uczniów. 
    Biorąc  po  uwagę  szkoły  ponadgimnazjalne  w  małych  miejscowościach 
okazuje  się,  że  39,9  %  uczniów  klasy  opanowało  materiał  dydaktyczny  w 
takim stopniu jak badani. W przypadku szkół średnich w miejscowościach 
od  5  do  50  tys.  mieszkańców  42,4  %  uczniów  klasy  zrobiło  identyczne 
postępy  w  nauce  z  matematyki.  Wśród  absolwentów  szkół  średnich  w 
dużych miastach odsetek ten wynosił 46,9 % uczniów jednej klasy.  
    W  przypadku  szkół  średnich  oczywista  jest  przynależność  do  klasy  o 
określonym profilu. Można się domyślić, że wiedza matematyczna w klasie 
o  profilu  matematycznym  jest  na  wysokim  poziomie.  Inaczej  może  być  w 
przypadku  klas  o  nachyleniu  humanistycznym,  językowym  itd.  Z  tego 
powodu  należy  krytycznie  podchodzić  do  uzyskanych  wyników,  bowiem 
nie wiadomo do jakich klas należeli respondenci. Choć i w tym przypadku 
należy odnieść się do indywidualnych predyspozycji poszczególnych osób. 
    Analizując  odpowiedzi  respondentów  na  zadane  pytanie,  można  stwier-
dzić,  że  podczas  nauki  w  szkole  podstawowej  54,4  %  uczniów  klas  do 
których należeli badani, opanowało matematykę w stopniu identycznym co 
badani  studenci.  W  przypadku  uczniów  gimnazjum  było  to  43,3%,  nato-
miast jeśli chodzi o szkoły ponadgimnazjalne to odsetek ten wynosił 43,4%.  

background image

34 
 

 
 

    Zadaniem  kolejnym  z  którym  zmierzyli  się  badani  studenci,  było 
określenie  jaką  część  klasy  stanowili  uczniowie,  którzy  opanowali  język 
obcy  (najlepiej  poznany  przez  respondentów)  w  stopniu  identycznym  co 
badani studenci. Respondenci, którzy uczęszczali do szkół podstawowych w 
małych miejscowościach stwierdzili, że odsetek takich osób stanowił 46,8% 
klasy.  Jeśli  chodzi  absolwentów  szkół  podstawowych  w  miejscowościach 
od  5  do  50  tys.  mieszkańców,  uczniowie  ci  stanowili  37,1  %  klasy. 
Natomiast  w przypadku  uczniów  szkół podstawowych  w  dużych  miastach 
część klasy o identycznych zdolnościach językowych określono jako 57,5% 
klasy.  
    W analizowanym zagadnieniu badani studenci odnieśli się także do etapu 
nauki  w    gimnazjum.  Według  studentów,  którzy  ukończyli  gimnazja  w 
niewielkich  miejscowościach,  procent  uczniów,  którzy  opanowali  język 
obcy  w  takim  samym  stopniu  jak  badani  wynosił  37,9%.  Absolwenci 
gimnazjów w miejscowościach od 5 do 50 tys. mieszkańców stwierdzili, że 
w  ich  klasach  procent  ten  wynosił  35,7%.  W  przypadku  absolwentów 
gimnazjów  w  dużych  miastach  część  klasy,  która  mogła  poszczycić  się 
zaawansowaną  wiedzą  z  języka  obcego  (w  stopniu  identycznym  do 
badanych) stanowiła 53,3% ogółu.  
    Jeżeli 

natomiast  chodzi  o  absolwentów  szkół  średnich  w 

miejscowościach  poniżej  5  tys.  mieszkańców  to  uczniowie,  którzy  opano-
wali  materiał  z  języka  obcego  w  takim  stopniu  jak  respondenci,  stanowili 
37,2%.  Analizując  wypowiedzi  absolwentów  szkół  średnich  w  miejsco-
wościach  od  5  do  50  tys.  mieszkańców,  dowiadujemy  się,  że  procent 
uczniów,  którzy  mogli  poszczycić  się  taka  samą  wiedzą  z  języka  obcego 
wynosił  38%.  Natomiast  w  przypadku  absolwentów  szkół  ponad-
gimnazjalnych w dużych miastach odsetek ten stanowił 42,5% klasy.  
    Badając  wypowiedzi  respondentów  dotyczące  wiedzy  i  umiejętności  z 
języka obcego należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwszą jest (tak jak 
już  to  wcześniej  miało  miejsce)  postrzeganie  każdego  ucznia  jako 
indywidualność, co oznacza, że każda osoba ma inne możliwości językowe. 
Jak wiadomo, nie każdy może zostać poliglotą.  
    Druga  kategoria  analizy  to  mianowicie  przynależność  do  określonej 
klasy.  Zazwyczaj  osoby  o  określonych  umiejętnościach,  w  tym  przypadku 
językowych,  należą  do  klas  o  tym  właśnie  profilu.  Ma  to  miejsce  w 
szczególności w szkołach średnich, stąd najwyższy odsetek wśród uczniów 
szkół średnich w dużych miastach. Ponadto im wyższy stopień kształcenia, 
tym  trudniejszy  do  opanowania  materiał  dydaktyczny,  a  jak  wspomniałam 
analizując  poprzednie  zagadnienie,  badani  studenci  nie  musieli  należeć  do 
klas o profilu językowym, stąd takie a nie inne wyniki procentowe. 
    Reasumując,  w  szkołach  podstawowych  do  których  uczęszczali  badani, 

background image

35 

 
niemal  połowa,  bo  48,5%  ogółu  klasy  stanowili  uczniowie,  którzy  w 
identycznym  stopniu  przyswoili  wiedzę  z  języka  obcego.  W  przypadku 
gimnazjum było to 43,5%. Natomiast jeśli chodzi o uczniów szkół średnich 
to odsetek wynosił 39,5%.  
    Respondenci, którzy brali udział  w badaniu,  mieli za zadanie przybliżyć 
swój  stosunek  do  różnic  w  uzdolnieniach  kolegów  i  koleżanek, 
dostrzegalnych  na  kolejnych  etapach  kształcenia.  Analizując  wypowiedzi 
badanych, 

którzy  ukończyli  szkoły  podstawowe  w  niewielkich 

miejscowościach,  dowiadujemy  się,  że  różnice  w  uzdolnieniach  uczniów 
były  dostrzegalne  w  niewielkim  stopniu,  stwierdziło  tak  62,5%  badanych. 
Respondenci  należący do tej samej grupy, którzy stwierdzili,  że różnice  te 
były  widoczne  w  stopniu  dość  wyraźnym,  stanowili  25%.  Pozostała  część 
badanych czyli 12,5% stwierdziła, że różnice  w uzdolnieniach uczniów tej 
samej klasy były widoczne w dużym stopniu.  
    Jeżeli chodzi o wypowiedzi absolwentów szkół podstawowych w średniej 
wielkości  miejscowościach  to  rozkład  procentowy  jest  zbliżony  do  tego, 
którzy prezentowała poprzednia grupa respondentów. Otóż, ponad połowa, 
bo 55% badanych stwierdziła, że różnice w uzdolnieniach były widoczne w 
niewielkim  stopniu.  30%  badanych  uznało,  że  różnice  były  zauważalne  w 
stopniu  dość  wyraźnym.  Natomiast  15%  badanych  studentów  uważa,  że 
różnice w uzdolnieniach uczniów były zauważalne w dużym stopniu.  
    Analizując  wypowiedzi  respondentów,  którzy  ukończyli  szkoły 
podstawowe  w  dużych  miastach,  zauważamy,  że  szczególnie  duży  odsetek 
stanowiła możliwość pierwsza tzn. różnice w uzdolnieniach były widoczne 
w  niewielkim  stopniu  -  70  %  badanych.  Za  dość  wyraźnie  dostrzegalnymi 
różnicami  w  możliwościach  uczniów  opowiedziało  się  26,7%  badanych 
należących  do  tej  grupy.  Natomiast  tylko  3,3%  respondentów  stwierdziło, 
że  różnice  w  uzdolnieniach  uczniów  były  widoczne  w  dużym  stopniu. 
Rozkład procentowy odpowiedzi w poszczególnych grupach respondentów 
(w  przypadku  szkół  podstawowych)  wynika  z  niezbyt  trudnego  do 
przyswojenia materiału dydaktycznego. Chociaż i w tym przypadku można 
mówić o indywidualnych zdolnościach poszczególnych osób.  
    Jeżeli  chodzi  o  absolwentów  gimnazjów  w  małych  miejscowościach  to 
największy  odsetek  stanowili  respondenci,  którzy  uznali,  że  różnice  w 
możliwościach uczniów były dostrzegalne w stopniu dość wyraźnym - 50 % 
tej  grupy  badanych.  Po  równo  rozłożyły  się  głosy  opowiadające  się  za 
różnicami  widocznymi  w  niewielkim  i  dużym  stopniu  -  po  25  %. 
Identyczna sytuacja zaistniała w przypadku respondentów, którzy ukończyli 
gimnazja  w  miejscowościach  od  5  do  50  tys.  mieszkańców.  Było  to 
odpowiednio 25% - w niewielkim stopniu, 50% - w stopniu dość wyraźnym 
i  25%  w  dużym  stopniu.    Natomiast  absolwenci  gimnazjów  w  dużych 

background image

36 
 

 
 

miastach  stwierdzili,  że  różnice  w  uzdolnieniach  uczniów  z  ich  klasy  były 
widoczne w dość wyraźnym stopniu (43,3%). Pozostali badani należący do 
tej grupy stwierdzili, że różnice były dostrzegalne w niewielkim stopniu (30 
%)  oraz  26,7%  uznało,  że  fakt  ten  zaistniał  i  był  widoczny  w  dużym 
stopniu.   
    Interesujący  jest  obraz,  który  przedstawili  respondenci  będący 
jednocześnie  absolwentami  szkół  średnich  w  małych  miejscowościach. 
Otóż tylko 10 % badanych uznało, że różnice w ich klasach były widoczne 
w stopniu niewielkim. Dużo więcej, bo 40% respondentów uznało, że dość 
wyraźnie  dostrzec  można  było  możliwości  poszczególnych  uczniów. 
Natomiast aż 50 % badanych uznało, że różnice w uzdolnieniach kolegów i 
koleżanek z klasy widoczne były w dużym stopniu. 
    Różnice  w  uzdolnieniach  uczniów  (na  poziomie  gimnazjum)  wydają  się 
łatwe do zauważenia ze względu na fakt, iż klasy mają profil ogólny. Każdy 
z  uczniów  posiada  indywidualne  predyspozycje,  dlatego  też  w  przypadku 
klasy o profilu ogólnym różnice w możliwościach poszczególnych osób są 
łatwo dostrzegalne.  
    Jeżeli  chodzi  o  absolwentów  szkół  ponadgimnazjalnych  w  średniej 
wielkości  miejscowościach  to  30%  z  nich  stwierdziło,  że  różnice  w 
uzdolnieniach  były  mało  dostrzegalne,  45%  uznało,  że  jednak  były  dość 
wyraźne  a  25%  respondentów  uważało,  że  były  one  widoczne  w  dużym 
stopniu. 
    W  przypadku  absolwentów  szkół  średnich  w  dużych  miastach,  sytuacja 
miała  się  nieco  inaczej.  Otóż  najwięcej,  bo  40  %  badanych  uznało,  że 
różnice w możliwościach poszczególnych uczniów były widoczne w dużym 
stopniu.  W  kolejności  malejącej  następni  byli  studenci,  którzy  stwierdzili, 
że w ich klasach w dosyć wyraźnym stopniu można było zauważyć różnice 
w  uzdolnieniach  uczniów  -  stanowili  oni  33,3%  tej  grupy.  Najmniejszy 
odsetek  stanowili  respondenci,  którzy  uznali,  że  w  ich  klasach  różnice  w 
możliwościach uczniów były słabo widoczne - 26,7%. 
    Jeżeli  analizujemy  powyższe  zagadnienie  odnosząc  je  do  uczniów  szkół 
średnich,  to  należy  skonfrontować  wypowiedzi  respondentów  z 
przynależnością do danej klasy. Otóż, badani nie musieli należeć do klas o 
tym  samym  nachyleniu  przedmiotowym,  co  wiąże  się  z  tym,  że  każdy  z 
nich miał inny punkt widzenia na uzdolnienia kolegów i koleżanek z klasy. 
Oznacza to, że łatwiej zauważyć osobę, która będąc w klasie matematycznej 
przejawia uzdolnienia językowe itp. Ponadto, załóżmy, że uczniów klasy o 
profilu  humanistycznym  wyróżniają  zdolności  tylko  w  kierunku  języka 
polskiego, historii czy wiedzy o społeczeństwie. W sytuacji, gdy taka klasa 
liczy  30  osób  i  uzdolnienia  tych  30  osób  są  identyczne,  zdolności 
humanistyczne nie są niczym specjalnym i łatwo dostrzegalnym, ponieważ 

background image

37 

 
są  oczywiste.  Dlatego  interesujące  jest  czy  respondenci  analizowane 
zagadnienie  odebrali,  jako  różnice  w  predyspozycjach  do  określonego 
przedmiotu  czy  też  jako  różnice  w  tempie  przyswajania  materiału 
dydaktycznego z danego przedmiotu.   
    Reasumując,  największy  odsetek  respondentów  uznał,  że  podczas  nauki 
w szkole podstawowej, różnice w uzdolnieniach uczniów były dostrzegalne 
w  niewielkim  stopniu  -  63,3%.  Dużo  mniej,  bo  26,7%  studentów 
stwierdziło,  że  jednak  różnice  były  dość  wyraźne.  Natomiast  10%  uznało, 
że były one widoczne w dużym stopniu. 
    W  przypadku  absolwentów  gimnazjów  głosy  rozłożyły  się  dość 
równomiernie.  26,7%  badanych  uznało,  że  prawie  niedostrzegalne  były 
różnice w uzdolnieniach uczniów. Z kolei 25,5% studentów stwierdziło, że 
były  one  widoczne  w  dużym  stopniu.  Natomiast  najwięcej,  bo  47,8% 
respondentów uznało, że różnice te są widoczne w dość wyraźnym stopniu.  
    Również  analizując  wypowiedzi  absolwentów  szkół  średnich,  możemy 
stwierdzić,  że  postawy  badanych  są  podzielone.  20  %  z  nich  uznało,  że 
różnice  w  możliwościach  poszczególnych  uczniów  były  prawie 
niewidoczne.  Natomiast  zbliżony  jest  odsetek  respondentów,  którzy 
twierdzili,  że  w  ich  klasach  różnice  w  uzdolnieniach  uczniów  były 
widoczne  w  dość  wyraźnym  oraz  dużym  stopniu.  Odpowiednio  było  to 
38,9% i 41,1%.  
    W badaniu któremu zostali poddani studenci pedagogiki, zawarte zostało 
także pytanie o procedurę zmiany klasy w szkołach do których uczęszczali. 
Jeżeli  chodzi  o  absolwentów  szkół  podstawowych  w  małych 
miejscowościach to 45 % osób z tej grupy, stwierdziło, że zmiana klasy była 
łatwa do przeprowadzenia. Fakt ten wydaje się dość niezrozumiały z racji, 
że  część  badanych  zaznaczyła,  że  uczęszczała  do  jednoklasowych  szkół 
podstawowych. Druga grupa respondentów była zdania, że proceder zmiany 
klasy  był  w  ich  przypadku  dość  trudny  -  32,5%.  Natomiast  17,5%  osób 
uznało, że zmiana klasy była bardzo trudna w realizacji. 
    Analizując  wypowiedzi  badanych,  którzy  ukończyli  szkoły  podstawowe 
w  średniej  wielkości  miejscowościach  możemy  się  dowiedzieć,  że  bardzo 
duża  część  z  nich  uznała  zmianę  klasy  za  łatwy  proceder.  Było  to  60  % 
badanych  należących  do  tej  grupy.  Za  dość  trudny  w  realizacji  uznało  go 
35%  respondentów.  Natomiast  tylko  5%  stwierdziło,  że  działanie  to  było 
trudne.  
    Jeżeli  chodzi  o  łatwość  zmiany  klasy  to  identycznie  jak  w  poprzedniej 
sytuacji  było  w  przypadku  respondentów,  którzy  ukończyli  szkoły 
podstawowe w dużych miastach. Mianowicie 60% badanych należących do 
tej  grupy  uznało  zmianę  klasy  za  łatwą  do  przeprowadzenia.  16,7% 
respondentów stwierdziło, że raczej trudno było zmienić klasę a tylko 3,3% 

background image

38 
 

 
 

osób uznało ten proceder za trudny.  
    We  wszystkich  analizowanych  przypadkach  zauważalna  jest  malejąca 
cecha  trudności,  tzn.  im  większa  miejscowość,  tym  przypuszczalnie 
większa ilość klas. Co oznacza, że łatwo było zmienić klasę, jeśli było ich 
więcej niż 1 lub 2.  
    Z  analizy  wypowiedzi  respondentów,  którzy  ukończyli  gimnazja  we 
wszystkich  wyżej  wymienianych  rodzajach  miejscowości,  wynika,  że 
proceder  zmiany  klasy  był  łatwy  w  realizacji.  W  przypadku  małych 
miejscowości było to 50 % badanych, średniej wielkości miasta - 60%, duże 
miasta  -  66,7%  respondentów.  Za  raczej  trudną  w  realizacji  zmianę  klasy 
uznało  po  40%  badanych  z  małych  i  średniej  wielkości  miejscowości.  W 
przypadku  respondentów  (absolwentów)  z  gimnazjów  w  dużych  miastach 
odsetek ten był niższy - wynosił 23,3%. Natomiast mały procent badanych 
uznał zmianę klasy w swoich szkołach za trudny w realizacji. W przypadku 
małych  miejscowości  było  to  10  %,  miejscowości  od  5  do  50  tys. 
mieszkańców  -  0%,  duże  miasta  -  10%.  Zastanawiający  jest  fakt  0  %, 
ponieważ nie jest do końca pewne czy wynikał on z niedostatecznej wiedzy 
badanych na temat tego procederu czy też rzeczywiście żaden z uczniów nie 
miał problemów ze zmianą klasy. 
    Analizując  wypowiedzi  respondentów  na  temat  swoich  doświadczeń  i 
wiedzy  na  temat  zmiany  klasy  w  szkole  średniej  można  zauważyć,  że 
zdanie  badanych  nieco  różni  się  od  tego  jakie  prezentowali  poprzednio. 
Otóż  w  dalszym  ciągu  najwyższy  odsetek  stanowią  wypowiedzi,  że 
proceder  zmiany  klasy  był  łatwy  do  przeprowadzenia.  Uważa  tak  57,5% 
respondentów  -  małe  miejscowości,  65%  badanych  -    średniej  wielkości 
miejscowości i 56,7% osób  - duże miasta. Inaczej jest w przypadku, gdzie 
respondenci  uznali,  że  zmiana  klasy  w  ich  szkołach  była  raczej  trudna  do 
zrealizowania.  W  przypadku  małych  miejscowości  było  to  30%,  w 
miejscowościach  średniej  wielkości  20%.  Natomiast  jeden  z  wyjątków  od 
malejącej reguły trudności  stanowi odsetek absolwentów  szkół średnich  w 
dużych  miastach.  Mianowicie  było  to  46,7%,  czyli  prawie  połowa  całej 
grupy  absolwentów  szkół  z  dużych  miast.  Zastanawiający  jest  fakt, 
dlaczego  w  tym  przypadku  nastąpił  wyjątek  od  zauważalnej  w  badanym 
zagadnieniu  reguły.  Być  może  wynikało  to  z  przynależności  do  klasy  o 
określonym  profilu,  co  w  związku  ze  zmianą  klasy,  wiązałoby  się  z 
określonymi  konsekwencjami  (m.in.  wyrównywanie  różnic  w  materiale 
dydaktycznym). 
    Proceder  zmiany  klasy  w  szkole  średniej  za  trudny  uznał  niewielki 
odsetek respondentów, chociaż i w tym przypadku zaistniał jego wzrost (od 
małych  do  dużych  miejscowości).  Mianowicie  w  przypadku  małych 
miejscowości  odsetek  wynosił  12,5%.  W  miejscowościach  średniej 

background image

39 

 
wielkości  było  to  15%.  Natomiast  wśród  absolwentów  szkół  średnich  w 
dużych miastach odsetek stanowił 16,6% tej grupy badanych. Fakt ten może 
być  spowodowany określonym nachyleniem przedmiotowym klasy a co w 
związku  ze  zmianą  klasy  w  szkole  średniej  może  mieć  wpływ  na  wynik 
egzaminu dojrzałości.  
    Reasumując,  respondenci  uznali,  że  na  poziomie  szkoły  podstawowej 
zmiana  klasy  była  procedurą  łatwą  do  przeprowadzenia.  Taką  postawę 
prezentowało  61,4%  badanej  grupy.  28,4%  stwierdziło,  że  zmiana  klasy 
była  raczej  trudna  w  realizacji,  natomiast  10,2%  badanych  uznało  ten 
proceder za trudny do przeprowadzenia. 
    Jeżeli chodzi o stosunek respondentów do zmiany klasy podczas nauki w 
gimnazjum, to 57,8% stwierdziło, że taka możliwość jest łatwa w realizacji. 
Proceder ten za raczej trudny uznało 34,4% badanych. Natomiast za zmianą 
klasy jako trudną w przeprowadzeniu opowiedziało się 7,8% respondentów. 
    Również w przypadku zmiany klasy w szkole średniej stosunek badanych 
był  zbliżony  do  poprzednich.  Otóż  znowu  największy  odsetek  stanowili 
badani, którzy uznali zmianę klasy za łatwą w realizacji - 52,2%. Za raczej 
trudną  opowiedziało  się  33,3%  respondentów.  Natomiast,  zmianę  klasy  za 
proceder prawie niemożliwy w przeprowadzeniu uznało 14,5% badanych.  

     
     
     

 
Daniel Romanowski  
 

Analiza badań empirycznych. Część B 

 
Tabela  B1  zestawia  odpowiedzi  na  pytanie  „Czy  nauczyciele  brali  pod 
uwagę  sytuację  rodzinną  ucznia  przy  ocenianiu  jego  zachowania?”.  W 
szkołach  podstawowych  znaczna  większość  respondentów  odpowiedziało 
„tak”  razem  (65,6).  Zestawione  dane  pokazują,  że  choć  respondenci  w 
większości  odpowiedzieli  „tak”  to  uwidacznia  się  tendencje  spadkowa. 
Osoby  z  miejscowości  poniżej  5  tyś.  mieszkańców  najczęściej  (75) 
wskazywali  na  występowanie  zjawiska  „brania  pod  uwagę  sytuacji 
rodzinnej  przy  ocenianiu  zachowania”  w  miarę  wzrostu  liczby  ludności 
miejscowości  respondentów  taka  odpowiedz  pojawiała  sie  rzadziej. 
Przedstawione  dane  nasuwają  przypuszczenia,  że  w  mniejszych 
miejscowościach nauczyciele są mniej obiektywni niż w miejscowościach z 
większą  liczbą  mieszkańców,  co  może  wynika  z  mniejszego  stopnia 
anonimowości. Duże miasta dają większy stopień anonimowości jednostki. 
Podobna sytuacja zarysowuje się  w gimnazjum aczkolwiek uwidacznia się 

background image

40 
 

 
 

zahamowanie  wcześniej  omawianej  tendencji.  Dalej  najwięcej  odpowiedzi 
„tak”  pojawia  się  u  respondentów  z  miejscowości  poniżej  5  tyś. 
mieszkańców.  Paradoksalnie  w  szkole  średniej  ukazuje  się  odwrotność. 
Respondenci  z  miejscowości  poniżej  5  tyś.  mieszkańców  najrzadziej 
wskazywali  na  występowanie  takiego  zjawiska  jedynie  (15),  a  (32,5) 
„zdecydowanie  nie”.  Natomiast  (20)  respondentów  z  miejscowości  5-  50 
tyś. i powyżej 50 tyś odpowiedziało „tak”. Respondenci z miejscowości od 
5  do  50  tyś  (30)  zaznaczyło  odpowiedz  „trudno  powiedzieć”  i  (40) 
respondentów  zaznaczyło  odpowiedz  „raczej  nie”.  We  wcześniejszych 
etapach  szkolnictwa  np.:  podstawówka  ta  sama  grupa  zdecydowaną 
większością  odpowiedziała,  że  występuje  takie  zjawisko  (60).  A  w 
gimnazjum  dalej  ta  sama  grupa  opowiedziała  sie,  zjawisko  to  występuje 
jeszcze  w  większym  stopniu.  Odpowiedz  „nie”  przez  wszystkie  3  etapy 
szkolnictwa utrzymuje się na poziomie (10) co może świadczyć o tym, że w 
opinii  studentów  nauczyciele  bardzo  rzadko  nie  kierowali  sie  wiedzą  na 
temat sytuacji rodzinnej uczniów przy ocenianiu ich zachowania

 

a przecież 

takie zjawisko nie powinno występować biorąc pod uwagę zasadę równych 
szans  w  szkole.  Nauczyciele  powinni  dążyć  do  jak  największego 
obiektywizmu wobec uczniów, co w mniejszych miasteczkach jest trudne ze 
względu na to, że zazwyczaj nauczyciele i uczniowie są członkami tej samej 
społeczności i znają swoją sytuację życiowa.  Ze  wszystkich trzech etapów 
szkolnictwa  szkoła  średnia  charakteryzuje  się  najmniejszym  stopnie 
występowania zjawiska brania pod uwagę sytuacji rodzinnej przy ocenianiu 
zachowania  przez  nauczycieli.  Najbardziej  uwidacznia  się  to  w  grupie 
respondentów  pochodzących  z  miejscowości  poniżej  5  tyś.  mieszkańców. 
Należy  tu  zaznaczyć,  że  grupa  ta  we  wcześniejszych  etapach  edukacji 
najczęściej  wskazywała  na  występowanie  zjawiska  brania  pod  uwagę 
sytuacji rodzinnej przy ocenianiu zachowania. 
     Następnie  respondenci  zapytani  zostali  oto  czy  nauczyciel  biorą  pod 
uwagę sytuacje rodzinna przy ocenianiu przedmiotów szkolnych. Na etapie 
szkoły  podstawowej  trzy  grupy  udzielały  podobnych  odpowiedzi,  że 
występowało zjawisko brania pod uwagę sytuacji rodzinnej. Niestety nie ma 
do końca zgodności opinii na ten temat w śród badanych, podobny procent 
badanych  opowiedziało  się,  że  raczej  nie.  Nie  wstępuje  takie  zjawisko. 
Grupa  respondentów  z  najmniejszych  miejscowości  poniżej  5  tyś 
najczęściej deklarowali o występowaniu zjawiska brania pod uwagę sytuacji 
rodzinnej  przy  ocenianiu  przedmiotów.  Można  sądzić,  że  w  małych 
miejscowościach dla nauczycieli trudniej zachować obiektywizm. Dzieje się 
to za sprawą specyfiki społeczeństwa, w którym wszyscy prawie się znają. 
Często  bywa  tak,  że  uczniowie  w  takiej  miejscowości  sąsiadują  z 
nauczycielami,  dlatego  nauczyciele  posiadają  więcej  informacji  na  temat 

background image

41 

 
każdego ucznia, co prawdopodobnie utrudnia im obiektywne ocenianie. W 
gimnazjum jest podobna sytuacja z tym, że odpowiedz „zdecydowanie nie” 
razem  we  wszystkich  3  grupach  pojawiała  się  częściej  niż  w  szkole 
podstawowej.  Trzeba  zauważyć  ze  w  średnich  miejscowościach  jest 
najmniejszy  procent  wskazywania  przez  respondentów  występowania 
zjawiska  bania  pod  uwagę  sytuacji  rodzinnej.    Na  etapie  szkoły  średniej 
badani  wskazywali,  że  zjawisko  subiektywnego  zachowania  nauczyciela 
przy  ocenianiu  przedmiotów  nie  występuje  tak  często  jak  w  poprzednich 
etapach  szkolnictwa.  Najczęściej  respondenci  wskazali  odpowiedzi 
negujące nieobiektywnego oceniana przez nauczyciela. Dane pokazują nam 
ze na etapie szkoły średniej praktycznie zanika zjawisko brania pod uwagę 
sytuacji rodzinnej przy ocenianiu przedmiotów. Wydaje się, że nauczyciele 
są bardziej obiektywni na etapie szkoły średniej może to wynikać ze zmiany 
szkół. Większość  gimnazjów  prawdopodobnie  mieściło  sie  na  tym  samym 
osiedlach lub wioskach, co szkoła podstawowa. Po skończeniu gimnazjów 
uczniowie wybierają szkoły ponad gimnazjalne, które nie muszą się mieścić 
w  zamieszkiwanej  miejscowości

.

  Ze  zgromadzonych  danych  nasuwa  się 

przypuszczenie, że sytuacja rodzinna nie ma już takiego wpływu na oceny z 
przedmiotów  jak  w  przypadku  ocen  z  zachowania.  Przyczyną  może  być 
fakt,  że  zachowanie  nie  jest  liczone  do  średniej.  Dlatego  nauczyciele 
częściej  są  nieobiektywni  przy  ocenianiu  zachowania  niż  ocen  z 
przedmiotów szkolnych.  
     Tabela  B3  zestawia  odpowiedzi  badanych  na  pytanie  „  Na  ile  oceniasz 
wpływ  rodziny  na  twoje  zachowanie  w  szkole.  Na  etapie  szkoły 
podstawowej  zdecydowana  większość  respondentów  wszystkich  trzech 
grup  odpowiedziało  „duży”  (91,1),  nie  pojawiła  się  odpowiedz  która  by 
jednoznacznie  wskazywała  że  rodzina  nie  ma  wpływu.  W  zestawionych 
danych  nie  ma  dużych  rozbieżności  w  deklaracji  trzech  grup.  Zgodność

 

respondentów  przedstawia  nam,  że  na  etapie  szkoły  podstawowej  wpływ 
środowiska  i  najbliższego  otocznia  jest  największy  na  kształtowanie  się 
jednostki.  Może  to  też  wynikać  z  rodzinnych  autorytetów  (  matka,  ojciec, 
babcia  dziadek),  które  w  oczach  dziecka  są  wzorami  zachowania  i  ich 
decyzje nie podlegają żadnej dyskusji. Wszystkie nawyki i zachowania poza 
domem,  które  się  uzewnętrzniają  mogą  być  odzwierciedleniem  kultury  i 
sytuacji  rodzinnej.  Osoby  na  etapie  szkoły  podstawowej  najlepiej 
przyswajają wzory i wartości najczęściej przekazywane w domu gdyż dom 
jest  głównym  miejscem  pobytu.  Dlatego  też  badani  na  etapie  szkoły 
podstawowej najczęściej  wybierali taka  odpowiedz.  Na  etapie  gimnazjum 
da się zauważyć tendencje spadkową deklaracji, że rodzina ma duży wpływ 
na zachowanie w szkole. Zaczyna się pojawiać więcej deklaracji, że rodzina 
ma  „mały”  wpływ  na  zachowanie  w  szkole,  aczkolwiek  dalej  najczęściej 

background image

42 
 

 
 

pojawiająca się odpowiedzią jest, że rodzina ma duży wpływ na zachowanie 
w  szkole  razem  we  wszystkich  3  grupach  (65,5).  Odpowiedz  „mały” 
udzieliło  (16,7),  a  „w  ogóle”  zaznaczyło  (2,2)  respondentów.  Należy 
zwrócić uwagę ze w gimnazjum rodzina nie wpływa już takim stopniu jak 
w szkole podstawowej. W grupie respondentów poniżej 5 tyś. Mieszkańców 
najczęściej pojawia stanowisko, że rodzina ma duży wpływ, Być może jest 
to wynik tradycyjnego wychowania, mocnego autorytetu ojca czy matki.  W 
szkole  średniej  odpowiedz  w  „duży”  stopniu  razem  zaznaczyło  (44,4) 
badanych. Natomiast „mały” deklarowało (31,1) badanych i „w ogóle” (5,6) 
respondentów. Da się jednak zauważyć, że respondenci w miarę dorastania 
przypisują mniejszą wagę wpływu rodziny na zachowanie w szkole. Może 
to  wynikać  z  tego,  że  wcielają  się  w  buntowników,  co  wynika  z  procesu 
dorastania  człowieka.  Starają  się  budować  swoją  autonomie  (niezależność) 
w  stosunku  do  rodziny  nawet  wtedy,  gdy  takie  działania  więcej  szkodzą 
młodemu  człowiekowi  niż  pomagają.  Następuję  osłabieniem  rodzinnych 
autorytetów,  które  we  wcześniejszych  etapach  edukacji  miały  kluczowe 
znaczenie dla zachowania respondentów. 
     W  tabeli  B4  zostały  zestawione  dane  dotyczące  opinii  studentów 
pedagogiki  wobec  stopnia  odpowiedniości  ubioru  i  akcesoriów  szkolnych 
do  statusu  materialnego  rodziny  uczniów.  Zestawione  dane  nasuwają 
wniosek, że większa część respondentów na etapie szkoły podstawowej nie 
ma  większych kompleksów  na punkcie adekwatności ubioru i akcesoriów 
do  statusu  materialnego  rodziny.  Zjawisko  to  pojawia  się  dopiero  u 
respondentów z miejscowości powyżej 50 tys. mieszkańców, aczkolwiek w 
nieznacznym  jeszcze  stopniu.  Warto  zauważyć  ze  osoby  z  małych 
miejscowości  rzadziej  deklarowały,  że  ubiór  i  akcesoria  odpowiadały 
statusowi  materialnemu  rodziny.  Prawdopodobnie  rodziny  uczniów  z 
małych miejscowości nie mogły sobie pozwolić na taki luksus jak komórka 
dla dziecka czy drogie markowe ubrania. Czy chociaż nowe podręczniki do 
szkoły.  Na  etapie  gimnazjum  wszystkie  trzy  grupy  najczęściej  zaznaczały 
odpowiedz  „w  dużym”  (55,5)  respondentów.  Odpowiedz  „w  małym” 
stopniu  razem  zaznaczyło  (15,6)  respondentów  i  „w  ogóle”  zaledwie  (2,2) 
badanych.  Badani  z  miejscowości  poniżej  5  tys.  Mieszkańców  jeszcze 
rzadziej  zaznaczali  odpowiedz  ”w  dużym”  (47,5).  Na  tym  etapie  ta  sama 
grupa  zaczęła  częściej  zaznaczać  odpowiedz  „w  małym”  (20)  badanych. 
Podobnie  jest  z  odpowiedziami  respondentów  średnich  miejscowości. 
Odpowiedz  „w  dużym”  zaznaczyło  (60)  respondentów  i  podobnie  jak  u 
respondentów z miejscowości poniżej 5 tys. mieszkańców częściej pojawia 
się  odpowiedz  „w  małym”  (10).  W  grupie  respondentów  z  miejscowości 
powyżej  50  tyś.  mieszkańców  nie  ma  znacznych  zmian  w  wybieranych 
odpowiedziach  w  porównaniu  z  podstawówką.  Warto  zwrócić  uwagę,  że 

background image

43 

 
część respondentów nie jest dokona przekonana co do adekwatności ubioru 
i akcesoriów do statusu materialnego rodziny. Duża część grupy badanych z 
miejscowości  najmniejszych  często  się  uciekała  do  odpowiedzi  „trudno 
powiedzieć” co może wskazywać że jest to dla nich temat drażliwy. Szkoła 
średnia  pokazuje  nam  znaczniejsze  rozbieżności  w  porównaniu  z  innymi 
etapami  szkolnictwa.  Coraz  częściej  badani  zwracają  uwagę  na  brak 
adekwatności ubioru i akcesoriów. Respondenci  z  małych  miejscowości  w 
szkole  średniej  częściej  niż  w  poprzednich  etapach  szkolnictwa  zaczęli 
odczuwali  brak  adekwatności  akcesoriów  i  ubrań  w  stosunku  do  statusu 
materialnego  rodziny.  Duża  część  respondentów  z  małych  miejscowości 
stwierdziło,  że  ubiór  i  akcesoria  szkolne  „w  dużym”  stopniu  odpowiadały 
statusowi materialnemu rodziny. W opozycji do wcześniejszych odpowiedzi  
respondentów  podobny  procent  uważa  że  „w  małym”  stopniu  ubiór  i 
akcesoria  szkolne  odpowiadały  statusowi  materialnemu  rodziny. 
Respondenci  z  średniej  wielkości  miejscowości  pod  względem  liczby 
ludności odpowiedź „ w dużym” stopniu zaznaczyło już tylko jedna czwarta 
badanych.  Warto  przypomnieć,  że  na  etapie  szkoły  podstawowej  ta  sam 
grupa  była  najliczniejsza  pod  względem  zaznaczania  odpowiedzi  „w 
dużym” stopniu (80) badanych. W grupie tej da sie zauważyć nagłą zmianę 
stanowiska  respondentów  stopnia  adekwatności  akcesoriów  i  ubrania  do 
statusu  materialnego  rodziny.  Około  jednej  trzeciej  badanych  ze  średnich 
miejscowości opowiedziało się za małym stopniem. Osoby z miejscowości 
pow. 50 tyś. mieszkańców na etapie szkoły średniej najczęściej zaznaczały 
odpowiedz  „w  dużym”  stopniu  (33,4)  badanych.  Odpowiedz  „w  małym” 
stopniu  była  wybierana  przez  (23,3)  badanych  i  odpowiedz  „w  ogóle” 
(13,3)  badanych  .  Z  biegiem  lat  i  poszczególnych  etapów  szkolnictwa 
zmienia  się  stanowisko  respondentów  w  postrzeganiu,  w  jakim  stopniu 
ubiór  i  akcesoria  szkolne  odpowiadały  statusowi  materialnemu  rodziny. 
Wielu respondentów nie zajęło stanowiska w tej sprawie możliwe, że cześć 
respondentów  nie  przykładała  do  tego  tak  dużej  wagi,  lub  pytanie  było 
drażliwe, wywoływało wstyd u respondentów z powodu faktycznej sytuacji 
materialnej,  ubrań  i  akcesoriów  szkolnych.  Być  może  w  młodszych  latach 
uczniowie  nie  zwracali uwagi na  to czy są  gorzej czy lepiej ubrani i maja 
nowe  książki.  Dane  pokazują,  że  opina  studentów  zmienia  się  wraz  z 
poszczególnymi  etapami  szkolnictwa.  Im  wyższy  etap  tym  postrzeganie 
stopnia  odpowiedniości  ubrań  i  akcesoriów  szkolnych  maleje.  Może  to 
świadczyć, że respondenci zaczęli bardziej zwracać uwagę jak są ubrani i co 
sobą  prezentują.  Często  poznają  nowe  osoby,  co  może  wzmagać  potrzebę 
lepszego ubioru, czy plecaka, aby zaimponować drugiej osobie.  
     Kolejnym  pytaniem,  jakie  było  zadane  respondentom  to:  „Jaką  część 
kieszonkowego  przeznaczali  na  zakup  książek  i  materiałów  związanych  z 

background image

44 
 

 
 

nauką w szkole?” Na etapie szkoły podstawowej większość respondentów z 
trzech  grup  zadeklarowało  ze  nie  posiadało  kieszonkowego.  Dlatego  też 
wydatki  na  książki  i  inne  akcesoria  szkolne  są  nie  wielkie.  Największą 
średnia  wydatków  pojawiła  się  u  badanych  z  największych  miejscowości. 
Wraz przechodzeniem respondentów na wyższe etapy szkolnictwa zaczyna 
się  pojawiać  więcej  deklaracji  otrzymywania  kieszonkowego  przez 
respondentów.  Warto  zauważyć,  że  wzrost  średniej  wydatków  na  etapie 
gimnazjum  i  szkoły  średniej  na  książki  i  akcesoria  szkolne  nieznacznie 
wzrasta.  Być  może  wynika  to  z  tego,  że  wysokość  otrzymywanego 
kieszonkowego  przez  badanych  na  etapie  gimnazjum  jest  nie  wielka.  Za 
tym  idzie  przypuszczenie,  że  respondenci  przeznaczali  kieszonkowe  na 
rzeczy,  które  według  nich  są  im  niezbędne.  Prawdopodobnie  u  części 
respondentów wartość kieszonkowego była tak niska, że nie wystarczała im 
nawet na zapewnienie według nich niezbędnych potrzeb. Można, sądzic, że 
zakup  książki  lub  innych  akcesoriów  szkolnych  jest  dla  nich  sprawą 
drugorzędną lub powinno to się znajdować w zakresie obowiązku rodziców. 
Zestawione  dane  mogą  nam  także  wskazywać  na  potrzebę  przeznaczania 
przez  badanych  części  kieszonkowego  na  książki  i  akcesoria  szklone  w 
poszczególnych  grupach.  Na  etapie  szkoły  ponad  gimnazjalnej  największą 
średnia  wydatków  pojawiał  się  w  średnich  i  małych  miejscowościach,  co 
może  wskazywać  na  większe  potrzeby  tych  osób  związanych  z  zakupem 
książki czy innych akcesoriów szkolnych. 
     Studentów  pedagogiki  zapytano  również,  jakie  według  nich  zmiany 
wprowadzają wywiadówki szkolne w zachowaniu uczniów. Dane pokazują 
nam  jak  zmienia  się  opinia  respondentów  przy  przechodzeniu  na  wyższy 
etap  szkolnictwa.  Większość  badanych  na  etapie  szkoły  podstawowej  we 
wszystkich  trzech  grupach  odpowiadało,  że  „duży”  zakres  zmian 
wprowadzały  wywiadówki.  Na  etapie  gimnazjum  najczęściej  wybieraną 
odpowiedzią  była,  że  wywiadówki  wprowadzały  „mały”  zakres  zmian  w 
zachowaniu  uczniów.  Następnie  drugą  najczęściej  wybieraną  odpowiedzią 
na  etapie  gimnazjum  była,  że  wywiadówki  „w  ogóle”  nie  wprowadzały 
zmian  w  zachowaniu  uczniów  Odpowiedzi  respondentów  na  etapie 
gimnazjum  wskazują,  że  zakres  zmian,  jaki  wprowadzały  wywiadówki  w 
zachowanie uczniów jest nie wielki. Co może sugerować, że pedagodzy na 
etapie  gimnazjum  nie  potrafią  motywować  rodziców  do  działania. 
Najbardziej uwidacznia się to w małych miejscowościach. Badani na etapie 
szkoły  średniej  najczęściej  zaznaczali  odpowiedz  „w  ogóle”  (44,5) 
respondentów. Drugą najczęściej zaznaczaną  odpowiedzią  była, że  „mały” 
zakres  zmian  wprowadzały  wywiadówki.

 

Dane  dotyczące  szkoły  średniej 

jeszcze  bardziej  uwidaczniają,  że  wywiadówki  nie  przynoszą  efektu 
związanego z zakresem zmian zachowania uczniów. Zestawione dane jasno 

background image

45 

 
pokazują  jak  się  zmienia  opinia  badanych  na  ten  temat  w  poszczególnych 
latach szkolnictwa. Być może znowu uwidacznia się osłabienie rodzinnych 
autorytetów  w  miarę  wieku.  Jeżeli  rodzina  ma  mały  wpływ  na  dziecko  to 
wywiadówki raczej nie wprowadzały większych zmian zachowania ucznia. 
Gdyż  to  rodzic  jest  osobą,  która  nakłada  sankcje  za  przewinienia  i  on 
egzekwuje  kary.  W  młodszych  latach  respondenci  uznali,  że  wywiadówki 
wprowadzały  duży  zakres  zmian  w  zachowaniu,  co  świadczy  o  dużym 
wpływie rodziców i silnym autorytecie w rodzinie w tych latach. Z biegiem 
lat  wpływ  rodziny  słabnie,  co  skutkuje  małym  zakresem  zmian,  jakie 
wprowadzają wywiadówki. Możliwe, że jest o efekt braku współpracy, bądź 
chęci  współpracy  pedagoga  szkolnego  i  rodziny.  Nie  interesowanie  się 
dzieckiem  z  powodu  natłoku  problemów  personalnych  i  finansowych 
rodziców.  Przynoszenia  do  pracy  problemów  z  domu  przez  szkolnych 
pedagogów, co utrudnia im skupienie się na pracy. 
     Badani  zostali  zapytani  czy  ich  rodzice  zabierali  głos  w  trakcie 
wywiadówek  szkolnych.  Na  etapie  szkoły  podstawowej  najwięcej 
odpowiedzi  „tak,  nawet  często”  udzielili  respondenci  z  najmniejszych 
miejscowości  (42,8).  Respondenci  ze  średnich  i  dużych  miejscowości 
najczęściej  deklarowali  nie  wiedze  na  ten  temat.  Można  zauważyć,  że 
badani z najmniejszych miejscowości wykazali największa wiedze na temat 
aktywnego uczestnictwa ich rodziców podczas zebrań. Świadczyć to może 
o większym angażowaniu rodziców w problemy uczniów. Albo wynika to z 
tego,  że  w  małych  miejscowościach  większość  ludzi  się  zna,  co  ułatwia 
zabranie  głosu  w  sprawie  swojego  dziecka.  Rodzice  prawdopodobniej 
chętniej  zabierali  głos,  gdyż  nie  czuli  się  skrępowani  przez  otoczenie. 
Wielkość miejscowości może też być przyczyną większej wiedzy badanych 
z małych miejscowości na temat czy rodzice zabierają głos na zebraniach. Z 
kolei  na  etapie  gimnazjum  największą  niewiedzą  na  temat  aktywnego 
udziału  rodziców  na  zebraniach  podobnie,  jak  na  etapie  podstawówki 
wykazali  się  studenci  z  średnich  miejscowości(46,6).  Natomiast  jedna 
trzecia  tej  grupy  opowiedziała  się,  że  rodzice  zabierali  głos,  ale  rzadko. 
Badani  z  najmniejszych  miejscowości,  także  najczęściej  zaznaczali 
odpowiedz, że rodzice zabierali głos, ale rzadko.. Dane mogą sugerować, że 
rodzice  badanych  rzadziej  zabierają  głos  na  wywiadówkach,  co  może 
wynikać  ze  zmiany  otoczenia  uczniów,  jaka  występuje  w  gimnazjum,  a 
później  w  szkole  średniej.  Na  zebraniach  spotykają  się  ludzie 
prawdopodobnie całkiem obcy, co powstrzymuje ich od zabierania głosu w 
sprawie  swojego  dziecka.  Dotyczy  to  głownie  średnich  i  dużych 
miejscowości.  Co  do  małych  miejscowości  przyczyną  zmniejszenia 
aktywności  rodziców  na  wywiadówkach  może  być  liczba  zebranych 
rodziców.  W  małych  miejscowościach  klasy  w  szkole  podstawowej  są 

background image

46 
 

 
 

zazwyczaj  małe  pod  względem  liczebności  dzieci.  Możliwym 
ograniczeniem  w  zabieraniu  głosu  mogą  też  być  kwestie  problemów 
dojazdu  na  wywiadówki  do  szkoły  dziecka  z  powodu  braku  połączeń,  a 
także  czas,  którego  nie  wystarcza  do  omówienia  wszystkich  problemów 
dzieci  z  osobna  na  wywiadówce.  Watro  zwrócić  uwagę,  że  tego  typu 
spotkania odbywają  się  w  godzinach późno popołudniowych, co  może  też 
wpływać na aktywność rodziców do zabierania głosu na wywiadówkach. 
 
 
 
 
Ewa Ciołek 
 

Analiza badań empirycznych. Część C 

 
Nadrzędnym celem działań edukacyjnych szkoły jest wszechstronny rozwój 
ucznia.  Edukacja  szkolna  polega  na  harmonijnej  realizacji  zadań  przez 
nauczycieli  w  zakresie  nauczania,  kształtowania  umiejętności  i 
wychowania.  Szkoła  w  zakresie  nauczania  (co  stanowi  jej  zadanie 
specyficzne), zapewnia uczniom między innymi poznawanie zasad rozwoju 
osobowego  i  życia  społecznego.  Poprzez  takie  funkcje  szkoła  powinna 
pokazywać  uczniom  jak  powinni  radzić  sobie  w  otoczeniu  pozaszkolnym. 
Aby  dowieść  tego  twierdzenia  w  badaniach  przeprowadzonych  wśród 
studentów  pedagogiki  zadano  pytanie:  w  jakim  stopniu  nauka  w  szkole 
poprawiła twoją  umiejętność  radzenia  sobie  z  problemami pozaszkolnymi. 
Z  badań  uzyskano  interesujące  wyniki.  Chociaż  taka  funkcja  została 
wpisana w zadania szkoły zdaniem respondentów jest inaczej. Odnosząc się 
do  sytuacji  w  szkole  podstawowej  tylko  28,6%  studentów  wskazuje,  że 
podstawówka  poprawiła  ich  umiejętności  radzenia  sobie  w  świecie  poza 
szkolnym,  niestety  aż  52,8%    uważa,  że  korelacja  ta  występuje  w  małym 
stopniu, a  ponad 18% studentów uważa, że w żadnym stopniu nie zaistniała 
ta zależność. W szkole gimnazjalnej wyniki układają się podobnie.  Blisko 
17%  respondentów  odnosząc  się  do  edukacji  w  gimnazjum  twierdzi,  że 
nauka w szkole w dużym stopniu poprawiła ich umiejętność radzenia sobie 
z  problemami  pozaszkolnymi,  za  małym  stopniem  tej  zależności 
opowiedziało  się  54,3%  badanych,  a  aż  28,6%  jest  za  tym,  że  w  żadnym 
stopniu  szkoła  nie  poprawia  tych  umiejętności.  Odpowiedzi  takich- 
dotyczących gimnazjum udzieliło o 10% więcej studentów niż  w badaniu 
tego  problemu  w  szkole  podstawowej.  W  odniesieniu  do  szkoły  średniej 
uzyskano  następujące  wyniki.  aż  32,9%  badanych  wskazało,  że  szkoła  w 
dużym stopniu poprawia  umiejętności  radzenia  sobie  poza szkołą. Na  tym 

background image

47 

 
etapie szkoły studenci zauważyli największy stopień omawianej zależności. 
W porównaniu do dwóch wcześniejszych etapów szkolnictwa, gdzie około 
53,5%  respondentów  w    małym  stopniu  zauważa  poprzez  naukę  w  szkole 
poprawę umiejętności radzenia z problemami pozaszkolnymi w szkołach, w 
szkole  średniej  już  tylko  37,1%.    Podobnie  jak  w  gimnazjum,  w  szkole 
średniej 30% respondentów nie zauważa żadnej zależności między nauka w 
szkole  a    umiejętnościami  radzenia  sobie  poza  szkolą.  Zaskakujące  jest 
zróżnicowanie 

odpowiedzi 

pośród 

studentów 

pochodzących 

najmniejszych  miejscowości  (poniżej  5  tys.  mieszkańców)  odnośnie 
omawianej  korelacji  w  gimnazjum.  Tutaj  ponad  37%  badanych  wskazało, 
że w żadnym stopniu nauka w gimnazjum nie pomogła  im w problemach 
pozaszkolnych.  Wynik  ten  był  największy  w  całych  badaniach.  Można 
stwierdzić,  że  nauczanie  w  szkole  gimnazjalnej  nie  spełnia  w  pełni 
podstawowych  celów  szkolnictwa,  bądź  nie  są  one  zauważane  przez 
uczniów.    Odpowiedź  wskazująca  na  duży  stopień  zależności  szkoły  na 
życie  pozaszkolne  najczęściej  wybierana  była  przez  studentów 
mieszkających  w  miejscowościach    powyżej  50  tys.  mieszkańców 
odnoszących  się  do  sytuacji  w  szkole  średniej.  Tutaj  35%  badanej  grupy 
zaznaczyło  tą  odpowiedź.    Jest  to  dość  wysoki  wynik  w  porównaniu  do 
dwóch niższych etapów szkolnictwa, jednak nie jest tak wyróżniający się na 
swoim  etapie  w  innych  rodzajach  miejscowości.  Mały  stopień  zależności 
między  nauką  w  szkole  a  życiem  pozaszkolnym  najczęściej  zauważali 
respondenci  (66,6%)  będący  kiedyś  gimnazjalistami  mieszkającymi  w 
miejscowościach liczących 5-50 tys. mieszkańców ( przy czym w tej grupie 
tylko 6,7% zauważyło duży stopień zależności omawianych zjawisk, był to 
najniższy  wynik),  podobny  wynik  (65%  badanych)  uzyskano  wśród 
dawnych  gimnazjalistów  mieszkających  w  miejscowościach  o  liczebności 
powyżej  50  tys.  mieszkańców  (ale  w  tej  grupie  aż  20%  badanych 
stwierdziło  duży  stopień  zależności  między  nauką  a  umiejętnościami 
radzenia sobie z problemami pozaszkolnymi). 

Nikt nie zaprzeczy, iż jednym z nadrzędnych celów szkoły jest rozwijanie 

umiejętności wyrażania opinii, a także dyskusje uczniów.  
Według  działań  edukacyjnych  szkoła  w  zakresie  nauczania  zapewnia 
uczniom  skuteczne  porozumiewanie  się  w  różnych  sytuacjach,  prezentacji 
własnego  punktu  widzenia  i  uwzględniania  poglądów  innych  ludzi, 
poprawnego  posługiwania  się  językiem  ojczystym,  przygotowania  do 
publicznych  wystąpień.  Uczeń  w  procesie  edukacji  nabywa  umiejętności 
przyswajania  sobie  metod  i  technik  negocjacyjnego  rozwiązywania 
konfliktów  i  problemów  społecznych.  By  zbadać  jak  postrzegają  te 
działania edukacyjne uczniowie zadano badanej grupie pytanie: jaka część 
nauczycieli  pozwalała  ci  wyrażać  własną  opinię  na  tematy  poruszane  na 

background image

48 
 

 
 

lekcjach.  Znaczna  część  respondentów  wyniosła  z  podstawówki  i  szkoły 
średniej dobre zdanie na ten temat. W tych szkołach badani mieli możliwość 
wyrażania  swoich  opinii  na  tematy  lekcyjne  u  większości  nauczycieli 
(blisko  43%  studentów  miało  taka  możliwość  w  szkole  podstawowej  oraz 
ponad 44% w szkole średniej). Niestety w gimnazjum badani uczniowie nie 
mieli  aż  takiej  możliwości,  ponieważ    tylko  25,7%  respondentów 
stwierdziło,  że  większość  nauczycieli  pozwalało  im  wypowiadać  się  na 
lekcjach.  Tylko  niektórzy  nauczyciele  pozwalali  wyrażać  swoje  zdanie  o 
tematach  lekcyjnych  najrzadziej  w  szkole  podstawowej  (tak  stwierdziło 
31,5% studentów), częściej w szkole średniej ( uważa tak 50,8% badanych) 
a  najczęściej  gimnazjum  (tak  odpowiedziało  62,8%  studentów).    Za 
stwierdzeniem,  iż  uczniowie  nigdy  nie  mieli  możliwości  wyrażania 
własnych  opinii  na  lekcjach  ponieważ  żaden  z  nauczycieli  na  to  nie 
pozwalał opowiedziało się stosunkowo mało respondentów (nie  więcej niż 
26%  badanych  w  poszczególnych  systemach  szkolnictwa).  Zauważyć 
można tu spadek twierdzących odpowiedzi na temat omawianej kwestii od 
szkoły  podstawowej  do  średniej.  Może  to  wynikać  z  tego,  że  czym  starsi 
uczniowie tym bardziej domagali się dyskutowania na lekcjach związanych 
z  ich  zainteresowaniami.  W  szkole  podstawowej    31,5%  respondentów 
stwierdziło,  że  żaden  z  nauczycieli  nie  pozwalał    im  wypowiadać  się  na 
zajęciach  lekcyjnych,  w  gimnazjum  już  tylko  11,5%  respondentów 
podtrzymuje  ten  sąd,  a  w  szkołach  średnich  liczba  studentów,  która  nie 
mogła wyrażać opinii na lekcjach spadła do 4,9% badanej grupy. Spadek ten 
jest  dość  optymistyczny  gdyż  ukazuje  nam,  iż  praktycznie  wszyscy 
uczniowie  w  szkołach  średnich  mają  możliwość  dyskusji  w  szkole  na 
tematy  poruszane  na  lekcjach,  przez  co  mają  możliwość  rozwoju 
umiejętności wypowiadania się na forum oraz wyrażania swoich opinii.  

Kłamstwo    jest  to  przekazywanie  informacji  niezgodnych  z  faktycznym 

stanem.  Jest  to  czynność  negatywnie  nacechowana,  sprzeczna  z  aprobatą 
społeczną.  Człowiek  kłamie,  by  osiągnąć  jakąś  korzyść,  osiągnąć 
zamierzony przez siebie cel, aby podnieść swoją wartość w oczach innych z 
powodu  zaniżonego  poczucia  własnej  wartości.    Choć  kłamstwo  jest 
uznawane za grzech to jest ono często zauważalne wśród wypowiedzi dzieci 
w  szkole  jak  i  w  domu.    Uczniowie  kłamią  by  zwolnić  się  z  zajęć 
szkolnych, by nie ćwiczyć na wychowaniu fizycznym, by nie  przyznać się 
do  złej  oceny  z  klasówki,  uwadze  w  dzienniku  rodzicom.  Powodów 
kłamstw niewątpliwie jest pewnie tyle ile uczniów w szkole, zastanawiające 
jest jednak jak często uczniowie dopuszczają się tego przewinienia. 

W  kwestionariuszu  ankiety  zadano  studentom  pytanie:  jak  często 

okłamywałeś  nauczycieli  odnośnie  wydarzeń  w  domu?  Z  uzyskanych 
odpowiedzi  wynika,  że  w  szkole  podstawowej  uczniowie  najrzadziej 

background image

49 

 
oszukują nauczycieli odnośnie  wydarzeń w domu. Blisko 70% osób nigdy 
nie  oszukało  nauczycieli  w  podstawówce,  28,5%  wskazało,  że  czasami 
zdarzało im się dopuścić takiego kłamstwa a 2,9% respondentów deklaruje, 
że zdarzało im się to dość często. W szkole gimnazjalnej proporcje układają 
się  trochę  inaczej.    Już  tylko  40%  nigdy  nie  oszukało  nauczyciela,  ale  aż 
48,6%  zadeklarowało,  iż  takie  przewinienie  zdarzało  im  się  czasami,  a 
11,4% respondentów dość  często kłamało będąc w gimnazjum. Analizując 
wypowiedzi  uczniów w szkole średniej tylko 32,9% spośród nich udzieliło 
odpowiedzi  nigdy,  a  aż  50%  deklarowało,    że  czasami  zdarzało  im  się 
kłamać  podczas  gdy  ponad  17%  osób  dość  często  mówiło  nie  prawdę. 
Patrząc  na  te  dane  zauważyć  można  pewną  tendencję,  iż  młodsze  dzieci 
rzadziej  oszukują  nauczycieli,  a  im  starsze  tym  częściej  dopuszczają  się 
tego  występku.  Młodsze  dzieci  zawsze  lepiej  słuchały  się  nauczycieli  i 
rodziców,  być  może  przez  to  bardziej  boją  się  oszukiwać.  Mimo 
różnorodności  udzielanych  odpowiedzi  we  wszystkich  poziomach  szkól, 
respondenci  częściej  deklarowali  wariant  odpowiedzi  ”nigdy”,  niż  „dość 
często”.  Warto  tu  podkreślić,  że  okłamywanie  nauczycieli  ma  swój 
oddźwięk  w  ocenie  ze  sprawowania.  Gdy  wychowawca  klasy  zorientował 
się, że to co uczeń mówi jest nieprawdą, mógł a  nawet powinien wziąć to 
pod  uwagę  przy  wystawianiu  oceny  z  zachowania.  Ocena  ta  miała  duże 
znaczenie  przy  kwalifikowaniu  uczniów  do  tak  zwanego  ,,świadectwa  z 
czerwonym paskiem”. Gdy uczeń mimo średniej ocen wyższej niż 4,75 nie 
uzyskał  oceny  wzorowej  z  zachowania  nie  mógł  otrzymać  tego 
wyróżnienia.  Można  zatem  stwierdzić,  że  oszustwo  najmniej  opłacało  się 
prymusom.  

Gdy  przeanalizujemy  to  pytanie  pod  względem  miejsca  zamieszkania 

zobaczymy,  że  uczniowie  w  miejscowościach  poniżej  5  tys.  mieszkańców 
częściej  kłamią  niż  uczniowie  z  miejscowości  5-50  tys.  mieszkańców. 
Dzieci z mniejszych miejscowości, które nigdy nie kłamały w podstawówce 
to blisko 55% odpowiedzi, czasami 43%, a nigdy prawie 3%. W większych 
miejscowościach  zaś  takich  dzieci  jest  aż  87%  które  nigdy  nie  oszukały 
nauczyciela,  około  13%  deklarowało  czasami  oszukiwanie,  a  żadne  nie 
oszukiwało dość często. W gimnazjum w mniejszej miejscowości najwięcej 
uczniów powiedziało, że czasami dopuszczało się tego występku bo ponad 
50%,  zaś  w  większych  miejscowościach  ponad  50%  grupy  nigdy  nie 
oszukało  swojego  nauczyciela.  Można  tu  stwierdzić,  iż  dzieci  wywodzące 
się  z  większych  miejscowości  są  bardziej  prawdomówne  niż  dzieci  z 
miejscowości  mniejszych.  Przy  analizie  wyników  dla  szkoły  średniej  nie 
widzimy  już  takiej  dużej  różnicy  między  wynikami.  Uczniowie  z 
mniejszych  miejscowości  najczęściej  czasami  oszukiwali  nauczycieli- 
prawie  55%,  29%  deklarowało,  że  nigdy  nie  dopuściło  się  temu 

background image

50 
 

 
 

przewinieniu, dość często kłamało odnośnie wydarzeń w domu około 17% 
respondentów.  Podobny  wynik  uzyskała  ta  odpowiedź  wśród  studentów 
pochodzących  z  większych  miejscowości,  wśród  nich  20%  dość  często 
kłamało. Takie same wyniki po 40% uzyskały tu deklaracje czasami i dość 
często. 

Po  pytaniu:  jak  często  okłamywałeś  nauczycieli  odnośnie  wydarzeń  w 

domu,  dla  uzupełnienia  zadano  pytanie  mające  charakter  odwrotny:  jak 
często  okłamywałeś  rodziców  odnośnie  wydarzeń  w  szkole.  Z  analizy 
badań  wynika,  że  w  szkole  podstawowej  dzieci  jeszcze  nie  kłamią  w  tej 
kwestii.  Aż  80%  respondentów  z  miejscowości  5-50  tys.  mieszkańców 
nigdy  nie  oszukiwało  w  rozmowie  o  szkole  z  rodzicami,  blisko  65% 
studentów  z  miejscowości  poniżej 5 tys.  mieszkańców, a w największych 
miejscowościach  liczących  powyżej  50  tys.  mieszkańców  takich  uczniów 
było  już  tylko  połowa  (55%)  z  badanej  grupy,  druga  połowa  zaś 
deklarowała , że czasami dopuszczała się takich przewinień. Porównując w 
tej  grupie  częstotliwość  kłamstw  odnośnie  wydarzeń  w  domu  i  szkole 
zauważamy,  że  dzieci  częściej  okłamują  nauczycieli  niż  swoich  rodziców. 
Gdy  zrobimy  takie  same  porównanie  w  grupie  studentów  z  mniejszych 
miejscowości  możemy  stwierdzić, iż  częstotliwość badanego zjawiska jest 
taka  sama  w  obu  kierunkach  komunikacji,  80%  respondentów  będąc  w 
podstawówce    nigdy  nie  skłamało  swoim  rodzicom  o  szkole  a  87%    nie 
kłamało  w  odwrotnym  kierunku.  W  grupie  badanych  z  najmniejszych 
miejscowości  opisywana  zależność  przedstawia  się  odwrotnie.  Tutaj 
respondenci  przyznają  się  do  częstszego  oszukiwania  nauczycieli  (tylko 
54,3%  zaznaczyło  odpowiedź  nigdy)  niż  swoich  opiekunów  (  65,7% 
wybrało  odpowiedź  nigdy  nie  okłamywałem  rodziców  odnośnie  szkoły). 
Mimo  tej  różnicy  możemy  powiedzieć,  że  dzieci  w  podstawówce  częściej 
odważają się okłamywać w swoim domu niż w szkole. Zajmijmy się teraz 
częstotliwością  badanego  zjawiska  w  szkole  gimnazjalnej.  Gimnazjaliści 
zaznaczają, że  czasami okłamują rodziców, takiej odpowiedzi udzieliło aż 
60%  badanych.  Około  17%  przyznało  się,  że  dość  często  zdarzało  im  się 
popełniać  takie  przewinienia  a  tylko  blisko  23%  nigdy  nie  okłamywało 
opiekunów.  Warto  dodać,  że  czym  większa  miejscowość  pochodzenia 
respondenta to częstotliwość „nigdy” nieoszukiwania rodziców o sprawach 
szkolnych  maleje,  i  tak  w  najmniejszych  miejscowościach  (poniżej  5  tys. 
mieszkańców)  blisko  35%  gimnazjalistów  nigdy  nie  odważyło  się  mówić 
nieprawdę o szkole  swoim rodzicom, w większych miejscowościach (5-50 
tys.  mieszkańców  takich  uczniów  było  już  tylko  około  13%  badanych  a  w 
największych miejscowościach zaledwie 10%. Można więc powiedzieć, że 
dzieci  z  mniejszych  miejscowości  bardziej  boją  się  swoich  rodziców  lub 
opiekunowie w trakcie  socjalizacji zwracają na  ten aspekt większą uwagę.  

background image

51 

 
Podobnie  wyniki  układają  się  w  szkołach  średnich.  Respondenci  z 
najmniejszych miejscowości którzy deklarują, że nigdy nie oszukali swoich 
rodziców  w  omawianej  kwestii  stanowią  40%    tej  grupy,  w  większych 
miejscowościach  takie  skłonności  deklaruje  już  tylko  33,3%  uczniów  a  w 
największych  miejscowościach  zaledwie  10%  uczniów  nigdy  nie  uczyniło 
tego przewinienia.  

Gdy  zestawimy  wynik  ogólne  z  trzech  etapów  nauczania  możemy 

doszukać  się  ciekawych  zależności.  Podczas  gdy  w  podstawówce 
najczęściej wybieraną odpowiedzią była: nigdy nie okłamywałem rodziców 
odnośnie wydarzeń w szkole, to w gimnazjum i szkole średniej najczęściej 
wybieraną  odpowiedzią  była  ,,czasami”.  Odpowiedzi  będące  za 
okłamywaniem    (suma  odpowiedzi  czasami  i  dość  często)  najczęściej 
występowały  w  gimnazjum.  Odpowiedź  ,,czasami”  była  najczęściej 
wybierana  wśród  respondentów  odnosząc  się  do  kłamstw  w  szkole 
gimnazjalnej (60%) oraz odpowiedź ,,dość często” również odnosiła się do 
gimnazjalistów  (17,1%).  Oznacza  to,  że  gimnazjaliści  są  grupą  najmniej 
prawdomówną.  Wiązać  się  to  może  z  tym,  że  do  systemu  szkolnictwa 
oddział  gimnazjalny  wszedł  stosunkowo  nie  dawno  i  dzieci  jeszcze  nie 
wiedzą  jak  się  do  niego  ustosunkować,  nie  wiedzą  czy  chodząc  do 
gimnazjum są jeszcze dziećmi czy mogą już uważać się za dorosłych. 

W  trakcie  badań  zadano  respondentom  pytanie:  czy  warunki 

funkcjonowania  szkoły  sprzyjają  moralnemu  rozwojowi  ucznia?  Z 
założenia można stwierdzić, iż warunki te powinny być tak dobrane i ciągle 
udoskonalane,  by  jak  najbardziej  sprzyjały  rozwojowi  uczniów.  Badani 
studenci poprzez  własne doświadczenie sadzą jednak inaczej. Choć 55,7% 
studentów uważa, że w podstawówce owa pozytywna zależność występuje, 
a  18,6%  jest  za  tym  że  nie,  to  już  w  szkole  gimnazjalnej    ku  zdumieniu 
wyniki  te  są  dokładnie  odwrotne.  Tylko  17,7%  badanych  twierdzi,  że  w 
gimnazjum  warunki  funkcjonowania  szkoły  sprzyjają  moralnemu 
rozwojowi  uczniów  a  aż  58,6%  mówi,  że  nie.  Jest  to  bardzo  negatywny 
rozkład  wyników.  Z  założenia  szkoła  jest  po  to  by  wspomagać  rozwój 
dzieci,  a  z  uzyskanych  danych  wynika,  iż  w  oczach  uczniów  wygląda  to 
odwrotnie. Są oni być może nie tylko negatywnie nastawieni do warunków 
funkcjonowania tej instytucji o ile do samej szkoły, która kojarzy im się z 
ocenami,  sprawdzianami,  wstawaniem  bardzo  rano  i  odrabianiem  pracy 
domowej.  Ta  negatywna  zależność  poprawia  się  w  szkołach  średnich. 
Respondenci  w  tej  kategorii  szkół  chociaż  stwierdzają,  że  mierzy 
funkcjonowaniem  szkoły  a  rozwojem  moralnym  ucznia  istnieje  pewna 
korelacja-  35,7%  odpowiedzi  ,,tak”,  to  nieznacznie  mniej  do  22,9% 
studentów ma przeciwne zdanie. Niepokojące jest jednak to, że ponad 40% 
respondentów  nie  ma  w  ogóle  zdania  na  ten  temat.    Podobnie  jest  w 

background image

52 
 

 
 

odpowiedziach  z  niższych  poziomów  kształcenia:  w  podstawówce  25,7%, 
w gimnazjum 23,7% udzielanych odpowiedzi studentów brzmiało - ,,trudno 
powiedzieć”. 
     Kolejne pytania odnoszą się do dyskryminacji uczniów z tytułu pewnych 
odmienności. Dyskryminacja jest formą wykluczenia społecznego. Objawia 
się ona poprzez specyficzne, nierówne traktowanie osoby ze względu na jej 
jakąś cechę  np. płeć,  wiek, przekonania, religię, pochodzenie  etniczne  czy 
narodowe.  Należy  podkreślić,  iż  wszelkie  praktyki  dyskryminacyjne  są 
niezgodne  z  prawami  człowieka  oraz  prawem  demokratycznego  państwa 
jakim jest Polska. 
     W  trakcie  badań  zadano  studentom  pytanie:  czy  w  twojej  szkole  miały 
miejsce  akty  dyskryminacji  uczniów  z  tytułu  płci,  rasy,  narodowości  lub 
wyznania?  Mając  do  wyboru  odpowiedzi  nigdy,  sporadycznie  i  często  tak 
ułożyły  się  wyniki.  stwierdzenie  ,,nigdy”  była  najczęściej  wybieraną 
odpowiedzią  we  wszystkich  rodzajach  szkół  i  miejscowości.  Respondenci 
odnosząc  się  do  sytuacji  w  szkole  podstawowej  stwierdzili  w  78,6%,  że 
nigdy nie było tam aktów dyskryminacji, odnosząc się do gimnazjum 52,9% 
badanych  nie  zauważyło  takich  działań  na  tym  etapie  edukacji  a  74,3% 
badanych  na  etapie  szkoły  średniej.  Do  zachowań  mających  podłoże 
dyskryminacji  zaliczyć  można  odpowiedzi  sporadycznie  i  często. 
Odpowiedzi te ze względu na miejsce zamieszkania uczniów we wszystkich 
przypadkach  najczęściej  odnosiły  się  do  edukacji  w  gimnazjum.  W 
najmniejszych  miejscowościach  najczęściej  zaznaczaną  odpowiedzią 
przedstawiającą  akty dyskryminacji była  odpowiedź  sporadycznie  za którą 
stanęło  aż  37,1%  badanych  z  tych  miejscowości,  a  11,4%  respondentów 
opowiedziało  się  za  najwyższą  w  kafeterii  częstotliwością  -  często.  W  tej 
grupie  badanych  blisko  połowa  respondentów  zauważyła  w  swojej  szkole 
na  etapie  gimnazjum  akty  dyskryminacji.  Wynik  ten  jest  bardzo 
niepokojący gdyż wskazuje, że połowa uczniów jest ofiarami dyskryminacji 
i  nie  może  czuć  się  przyjaźnie  i  bezpiecznie  na  terenie  szkoły.  Wśród 
badanych studentów z miejscowości liczących 5-50 tys. mieszkańców akty 
przemocy  były  również  dostrzegane  głównie  w  gimnazjum.  Aż  26,7% 
studentów  sporadycznie  zauważało  (ale  zauważało)  i  13,3%  często  akty 
dyskryminacji  w  swoim  gimnazjum.  Odpowiedzi  te  łącznie  stanowią  40% 
głosów. Wśród studentów zamieszkałych w największych miejscowościach 
(powyżej  50  tys.  mieszkańców)  zauważa  się  podobną  tendencję.  I  tu  w 
gimnazjum zauważano  najsilniejsze przejawy dyskryminacji: sporadycznie 
30%  respondentów,  czasami  20%  respondentów,  co  daje  łącznie  połowę 
badanej  grupy  z  największych  miejscowości.  Podsumowując  można 
stwierdzić,  iż  połowa  gimnazjalistów  czy  to  ze  wsi  czy  z  miasta  widzi  w 
swojej  szkole  przejawy  dyskryminacji  ze  względu  na  płeć,  rasę, 

background image

53 

 
narodowość  czy  wyznanie.  Choć  Polacy  uważają  się  za  osoby  na  ogół 
otwarte  na  kontakty  z  innymi  rasami  i  narodowościami,  badania  te  temu 
zaprzeczają. 
     Następne  pytanie  było  dość  specyficzne  i  miało  za  zadanie  zbadać 
poziom  dyskryminacji  religijnej  nauczycieli  religii  w  szkołach.  Pytanie 
odnosiło  się  do  tego  czy  osoby  prowadzące  lekcję  religii  wyrażają 
negatywne  opinie  na  temat    innych  religii  i  osób  niewierzących.  Badani 
studenci  uczęszczając  do  szkoły  podstawowej  mieszkający  czy  to  w 
większych, czy w mniejszych miejscowościach udzielali bardzo zbliżonych 
odpowiedzi. W ich podstawówkach  dość rzadko słyszeli negatywne opinie 
na omawiany temat, często takie wypowiedzi słyszało tylko 5,7% badanych, 
sporadycznie  23,9,  a  nigdy  około  67%  grupy.  Z  tego  wynika,  że  w  około 
30%  podstawówek  można  zetknąć  się  z  nagannie  zachowującymi  się 
osobami prowadzącymi lekcje religii, które w obecności dzieci negatywnie 
wyrażają  się  o  innych  religiach  oraz  osobach  niewierzących.  Co  prawda 
tematyka innych religii jest w zakresie nauczania ich przedmiotu, ale ma się 
to  odbywać  poprzez  przekazywanie  informacji,  a  nie  cechowanie  ich 
negatywnie.  W  gimnazjum  uczniowie  również  zauważają  te  negatywne 
oceny. Respondentów którzy nigdy nie słyszeli złych wypowiedzi o innych 
religiach  i  osobach  niewierzących  było  około  65%.  Respondentów  którzy 
sporadycznie  usłyszeli  takie  wypowiedzi  było  blisko  19%,  a  tych  którzy 
często  stykali  się  z  tym  problemem  równo  10%.

1

  Gdy  odpowiedzi 

zróżnicujemy  pod  względem  miejsca  zamieszkania,  uzyskamy  ciekawe 
wyniki.  Odpowiedź  ,,nigdy”  była  najczęściej  zaznaczana  przez  uczniów 
gimnazjum  mieszkających  w  miejscowościach  powyżej  50  tys. 
mieszkańców  (70%  badanych),  w  tej  grupie  też  odpowiedź  ,,często”  była 
najczęściej wskazywana (13% badanych). Odpowiedź ,,sporadycznie” była 
najczęściej  zaznaczana  właśnie  przez  gimnazjalistów  mieszkających  w 
miejscowościach  poniżej  5  tys.  mieszkańców  (22,9%  badanych).  
Dyskryminacja  religijna  często  występowała  przed  XIX  wiekiem,  lecz 
nawet dzisiaj jak widać można spotkać się z jej  aktami. 
 
 
 
 
 
 

 

                                                 

1

 Procenty nie kumulują się do 100%, gdyż  przy omawianiu tego pytania nie uwzględniam osób 

które nie uczęszczały na lekcje religii poprzez co nie orientują się w poruszonym temacie. 

background image

54 
 

 
 

Rozdział 3 

 

Próba wyobraźni 

_____________________________________________________________ 

 
Katarzyna Mika 

Szkoła równych szans 

Współczesna  szkoła  boryka  się  z  wieloma  problemami  i  niedosko-
nałościami,  które  bardzo  trudno  rozwiązać.  Nie  oznacza  to  jednak,  że  nie 
można spróbować odnaleźć idealny system, który spowoduje, że instytucja 
ta będzie dla ucznia miejscem, które on pokocha. Zagadnienia, które wydają 
mi się szczególnie interesujące i którym chciałabym poświęcić tutaj uwagę 
wiążą  się  z  systemem  oceniania,  gdzie  dużą  rolę  odgrywa  postać 
nauczyciela. Jego podejście do ucznia oraz jego przygotowanie do zawodu 
bardzo często mają ogromny wpływ na wychowanków. Jednak pamiętajmy, 
że równe silne oddziaływanie na uczniów wywierają ich rodzice, dlatego w 
kreśleniu doskonałej wizji szkoły nie możemy zapomnieć także i o nich.  
     Z  jednej  strony  większość  z  nas  powie,  że  dobrze  jest,  gdy  nauczyciel 
zna  swoich  uczniów,  wie  o  ich  problemach,  a  często  też  przyczynach 
niepowodzeń,  które  mogą  mieć  głębsze  podłoże.  Ale  czy  nauczyciel 
powinien  brać  tę  sytuację  pod  uwagę  wystawiając  oceny  przedmiotowe 
bądź oceny z zachowania? Większość dzieci, młodzieży a nawet dorosłych, 
którzy  ciężko  pracują  i  starają  się  nie  mieszać  życia  rodzinnego  i  własnej 
sytuacji życiowej w sprawy szkoły powie, że nie. Takie stanowisko wydaje 
się  słuszne  i  właściwe.  Jednak  jak  je  realizować,  bez  ignorowania 
przeszkód,  jakie  na  swojej  drodze  napotyka  uczeń?  A  więc  jak  być 
obiektywnym i sprawiedliwym wobec przykładowo 20 uczniów?  
     Myślę,  że  dla  udoskonalenia  systemu  oceniania  w  pierwszej  kolejności 
powinniśmy  się  zająć  nauczycielem,  jego  osobowością  i  przygotowaniem 
do pracy. Przede wszystkim nauczyciel nie powinien pracować dłużej niż 20 
lat. Wydaje mi się to o tyle istotne, iż z czasem każdy człowiek traci pasje 
do  zawodu,  który  kiedyś  był  dla  niego  wyzwaniem,  a  po  latach  staje  się 
schematyczny,  nudny  i  przytłaczający.  W  pracy  z  dziećmi  i  młodzieżą 
ważna  jest  świeżość  ocen,  ale  także  aktualna  wiedza  dotycząca  nowych 
metod kształcenia i znajomości psychiki dziecka, a  wiedza ta często ulega 
przedawnieniu  i  staje  się  nieaktualna.  Przy  krótszym  okresie  pracy 
nauczyciele szybciej by się zmieniali. Młoda, świeża i dobrze dobrana kadra 
nauczycielska łatwiej dotarłaby do ucznia i miałaby z nim lepszy kontakt, a 
przez  co  i  współprace.  Co  również  wydaje  mi  się  istotne  nauczyciele  nie 

background image

55 

 
powinni  pracować  dłużej  niż  5  godzin  w  ciągu  dnia.  Krótszy  dzień  pracy 
spowoduje,  że  nie  będą  oni  aż  tak  zmęczeni,  przez  co  ich  praca  będzie 
efektywniejsza, a wyniki lepsze.  
     Osoby  podejmujące  się  pracy  w  tym  zawodzie  powinny  codziennie 
przychodzić 45 minut wcześniej do szkoły, by móc właściwie przygotować 
się do zajęć. Dzięki temu mogą jeszcze raz, na spokojnie przemyśleć, w jaki 
sposób  będą  realizować  zagadnienia,  w  jaki  sposób  pobudzić  ciekawość 
poznawczą uczniów, być może, jakie pomoce naukowe okażą się przydatne 
itd.  Zbyt  chaotyczne  przeprowadzanie  zajęć,  w  ciąż  na  bazie  tej  samej 
formuły wywołują bardzo często niechęć uczniów i znudzenia. Ważne jest 
by dzieci i młodzież widzieli, że nie tylko oni podejmują codziennie nowy 
wysiłek  poznając  coraz  to  nowe  obszary  wiedzy,  ale  także,  iż  nauczyciel 
także podejmuje trud by wspólna praca była możliwie najciekawsza.  
     Po  studiach  nauczyciele  zatrudniani  byliby  na  półroczną  obserwacje  - 
którą  prowadziłyby specjalnie do tego celu powoływane  i  selekcjonowane 
komisje  -  i  na  tej  podstawie  określana  byłaby  przydatność  pretendenta  na 
nauczyciela do zawodu. Oczywiście nauczyciele  mogliby zostać zwolnieni 
z  takiej  praktyki  wcześniej,  gdy  dopuszczą  się  rażących  błędów  np. 
wykazaliby się brakami w wiedzy m. in. merytorycznej, metodycznej, gdy 
dopuściliby się złego traktowania dzieci, lenistwa w pracy, itp. Osoby, które 
pomyślnie  przeszłyby  taką  praktykę  mogłyby  ubiegać  się  o  posadę 
nauczycielską  w  dowolnie  wybranej  przez  siebie  placówce,  która 
posiadałaby wolne etaty. Taka selekcja spowodowałaby, że w zawodzie tym 
pojawią się w końcu osoby najlepiej się do tego celu nadające. 
     Wszystkie szkoły powinny zadbać o nowoczesne i innowacyjne wyposa-
żenie  klas.  Na  każdej  ławce  uczniowie  mieliby  zamontowane  laptopy,  z 
których  mogliby  korzystać.  Dodatkowo  w  salach  technicznych,  chemicz-
nych,  fizycznych,  biologicznych  itd.  na  każdej  ławce  osobno  dla  każdego 
ucznia  stałby  potrzebny  sprzęt  np.  w  salach  chemicznych:  mikroskopy, 
próbówki,  różnego  rodzaju  substancje,  podgrzewacze  itp.,  w  salach 
technicznych urządzenia do budowania, majsterkowania itd. Na tych przed-
miotach  uczniowie  dla  zweryfikowania  wiedzy  wykonywaliby  różnego 
rodzaju  doświadczenia  i  eksperymenty  pod  kontrolą  nauczyciela.  Jednak 
nauczyciel na zajęciach nie byłby osobą dominującą a jedynie służącą radą i 
wsparciem, a także kimś, kto dbałby o bezpieczeństwo wychowanków. 
     Innym sposobem na badanie bieżącego stanu wiedzy dzieci i młodzieży 
było by pisanie testów, które automatycznie sprawdzałby komputer. Gdyby 
uczniowie  pisali  wypracowania,  bądź  bardziej  rozwinięte  sprawdziany  i 
egzaminy,  to  prace  te  nie  sprawdzałby  nauczyciel  danego  przedmiotu,  ale 
inni  nauczyciele.  Prace  te  były  by  specjalnie  zakodowane,  co 
wyeliminowałoby  faworyzowanie  lubianych  przez  danego  nauczyciele 

background image

56 
 

 
 

wychowanków,  bądź  obniżanie  wyników  mniej  lubianych  przez  danego 
nauczyciela dzieci.  
     Żeby  uczyć  dzieci  i  młodzież  indywidualnej  pracy  i  dobrej  jej 
organizacji,  odpowiedzialności  i  zaangażowania  uczniowie  ci  w  każdym 
semestrze  pisaliby  ogólne  prace  z  poszczególnych  przedmiotów  na 
zaproponowane  przez  siebie  i  zaakceptowane  przez  nauczyciela  tematy. 
Oczywiście  prace  te  mieściłyby  się  w  przewidzianym  na  dany  semestr 
programie.  Uczniowie  sami  mogą  wybrać,  o  czym  będą  pisać  i  co  maja 
badać-  dzięki  temu  chętniej  się  do  tego  przyłożą,  ponieważ  będzie  to  ich 
własny pomysł, co stanowi zawsze dodatkową motywację. Będą mieć także 
wystarczająco  dużo  czasu  na  gromadzenie  materiału  i  odpowiednie  się 
przygotowanie. 
     Współczesna  skala  ocen  1-6  wydaje  się  niewystarczająca,  a  plusy  i 
minusy  dodawane  do  oceń  powodują,  że  powstają  sytuacje  gdzie  jeden 
uczeń ma 3-, a drugi 3+, w konsekwencji mają bardzo różny zasób wiedzy, 
który nauczyciel koniec końców ujednolici do 3 na świadectwie. Co więcej 
ocena  najniższa,  czyli  niedostateczna  zazwyczaj  stanowi  karę  dla  ucznia. 
Przy charakterystyce wymagań z poszczególnych przedmiotów, nauczyciele 
zaznaczają,  że  ocena  taka  należy  się,  gdy  uczniowie  nie  opanują 
wymaganych  podstawowych  zagadnień.  Czyli  oznacza  to,  że  uczniowie 
mający  taką  ocenę  z  jakiegoś  przedmiotu  nic  z  niego  nie  potrafią,  co  jest 
rzeczą  mało prawdopodobną, gdyż  wiele  umiejętności  traktujemy jako tak 
oczywiste, że ich nie dostrzegamy. Zwłaszcza, że wielu nauczycieli stawia 
„jedynki”  z  najróżniejszych  powodów  np.  gdy  uczeń  spóźni  się  na  lekcje 
(bez względu na to, jakie były tego przyczyny), gdy nie rozwiąże zadania na 
tablicy  (nawet,  jeśli  wielokrotnie  informował  nauczyciela,  że  nie  rozumie 
zagadnienia  i  prosił  o  wytłumaczenie,  którego  nie  otrzymał),  gdy 
wychowawca ma zły humor i denerwują go ciche rozmowy uczniów, (choć 
zazwyczaj  nie  karał  za  to  swoich  wychowanków  i  nie  informował  ich,  że 
mu  to  przeszkadza  -  tym  samym  dając  im  w  pewnym  sensie  przyzwolenie 
na to). Pomijając już fakt, że za zachowanie uczeń ma oddzielną ocenę i w 
ocenie przedmiotowej, choć ważny jest stosunek do przedmiotu, to jednak 
nie  może  to  być  100%  oceny.  Sytuacja  taka  jest  zwłaszcza  dramatyczna, 
gdy  jest  to  uczeń  nielubiany  przez  nauczyciela,  w  takiej  sytuacji  nawet 
gdyby się starał i uczył osiągając lepsze wyniki na sprawdzianach to może 
być zignorowany przez pedagoga, który lepsze wyniki tłumaczyłby ściąga-
niem  na  sprawdzianie, fuksem  itd.. A  więc  ocena  niedostateczna  w rękach 
nie tylko nieodpowiedzialnego, ale i dobrego nauczyciela może nie zawsze 
być oceną sprawiedliwą i wyrażającą obiektywny stan wiedzy ucznia.  
     Myślę, że w szkołach można by było wprowadzić skalę od 1 do 10. Ale 
warto  zauważyć,  że  1  nie  byłby  oceną  negatywną  i  karą  dla  ucznia  tylko 

background image

57 

 
była by jednym z 10 wskaźników wiedzy ucznia, chociaż byłby to wskaźnik 
najbardziej  podstawowy-  ten  wskaźnik  przypominałby  wszystkim 
nauczycielem, że każde dziecko ma jakieś wiadomości i umiejętności, które 
dobry  nauczyciel  powinien  odnaleźć  i  pielęgnować.  Co  więcej,  jeśli  na 
pierwszy  stopień  skali  będziemy  patrzeć  pozytywnie,  dla  ucznia  będzie  to 
motywacją, by uzyskiwać lepsze wyniki.  
     Ważna jest także pomoc dla uczniów z problemami, którzy w domu nie 
maja  odpowiednich  warunków  do  nauki.  Dla  wyeliminowania  tego 
czynnika- organizujemy specjalnie  wyposażone i dostępne dla nich sale,  w 
których  mogą  spędzać  czas  od  godziny  siódmej  rano  do  godziny  21 
wieczorem. Mogą  tam przebywać przed zajęciami jak i po nich. W salach 
tych  oprócz  pomocy  naukowych,  książek,  komputerów  itp.  uczniom 
pomagają  nauczyciele.  Mogą  tam  przebywać  wszystkie  dzieci  także  i  te, 
które mają  w swoich domach dobre warunki do nauki (nie doprowadzamy 
do  podziałów).  W  takich  salach  uczniowie  mogą  się  uczyć,  odpoczywać, 
dostać  ciepły  posiłek,  (które  funduje  szkoła),  mają  chwile  wytchnienia  od 
problemów domowych i domowego środowiska.  
     Zawsze  ważnym  i  aktualnym  zagadnieniem  pozostaje  usprawnienie 
kontaktu  między  nauczycielem  a  rodzicami  uczniów.  W  dzisiejszych 
czasach,  gdzie  nastąpił  gwałtownym  rozwój  Internetu,  wręcz  zadziwia  jak 
mało  właśnie  ten  środek  przekazu  jest  wykorzystany.  Interesującym 
pomysłem  byłoby  stworzenie  wirtualnego  dzienniczka  uczniów,  w  którym 
wpisywane  były  by  oceny  ucznia,  ale  także  jego  obecności  i  zachowanie. 
Nie chodzi tylko, o co roczne bądź semestralne uaktualnianie tej strony, ale 
sukcesywne  uzupełnienie  wraz  z  nowymi  wydarzeniami  i  osiągnięciami. 
Interesujące wydaje się także stworzenie poszczególnym klasom i szkołom 
forum  internetowego,  na  którym  rodzice  mogliby  (także  anonimowo,  jeśli 
pozwoliłoby  to  im  poczuć  się  bardziej  komfortowo)  zgłaszać  własne 
propozycje  pomysły,  wątpliwości,  zażalenia,  bądź  obawy.  Wydaje  się  to 
interesujące,  ponieważ  wiele  ludzi  jest  nieśmiałych,  a  podczas  ogólnych 
zebrań w szkole czują się zagłuszani przez innych rodziców.  
     Na  stronach  tych  nauczyciele  i  administracja  szkoły  umieszczałaby 
filmiki  z  przedstawień  dzieci,  oraz  wszystkich  aktualnych  wydarzeń  i 
uroczystości, dzięki czemu rodzice mogą cały czas śledzić postępy dziecka, 
nawet, jeśli nie maja wystarczająco czasu żeby chodzić do szkoły.  
      Pozostaje  kwestia,  co  zrobić  by  wywiadówki  miały  większe 
oddziaływanie  na  wzrost  pozytywnego  zachowania  uczniów?  Wydaje  mi 
się,  że  wywiadówki  zbyt  często  kojarzą  się  uczniom  z  negatywnymi 
emocjami,  strachem  przed  reakcją  rodziców  na  to,  co  powie  nauczyciel. 
Myślę,  że  ważne  zadanie  spoczywa  w  rękach  nauczyciela,  który  nie  tylko 
jak to często bywa, mówi o złych ocenach, złym zachowaniu, ale starał się 

background image

58 
 

 
 

także  dostrzec  w  każdym  uczniu  coś  dobrego  i  pozytywnego,  co  mógłby 
przekazać  rodzicom,  a  rodzice  uczniom.  Okazanie  tego  typu  wsparcia  i 
docenienia  działań  ucznia  często  wpływa  korzystnie  na  jego  motywacje. 
Widząc, że jest ktoś, kto dostrzega nawet te drobne starania i lepsze wyniki 
(choćby  na  tle  klasy  nie  były  najlepsze,  ale  dla  danego  ucznia  lepsze  od 
tych,  co  wcześniej  posiadał)  uczeń  nabiera  motywacji,  więcej  się  stara  i 
czuje przede wszystkim satysfakcję z tego.  
     Ciekawe  także  było  by  stworzenie  możliwości  wspólnego  działania 
nauczyciela,  rodziców  i  uczniów.  Może  to  przebiegać  na  dwóch  drogach, 
które można by było podzielić na dwa semestry. Pierwsza to zainicjowanie 
wspólnego  wyjazdu,  biwaku  lub  ogniska,  na  którym  wyżej  wymienione 
osoby  mogły  mieć  organizowane  różne  zadania,  konkurencje  wymagające 
współpracy, porozumienia, które pozwalałyby wszystkim lepiej się poznać. 
Mogą  to  byś  konkurencje  na  zaufanie,  wyścigi,  w  których  razem  startują 
rodzice z dziećmi i konkurują z innymi tego rodzaju grupkami. Może to też 
być kwiz, w którym rodzice, nauczyciele i dzieci odpowiadałyby na kolejne 
pytania.  Podczas  tych  zabaw  i  gier  pozytywna  atmosfera  wpłynęłaby  na 
większe zaufanie i lepsze relacje uczestników.  
     Druga  droga  to  wyreżyserowanie  wspólnego  przedstawienia,  które 
wystawiane by było przed całą szkoła (np. każda klasa wystawiałaby swoje 
przedstawienie w innym miesiącu). Takie działanie z pewnością zbliżałoby 
rodziców i dzieci. Uczyliby się także współpracy, mogliby wspólnie żarto-
wać,  uczyć  się, chodzić  na  próby, tworzyć  kostiumy  -  jednym  słowem ro-
dziny nie byłyby takie podzielone, zaczęłyby w nich powstawać takie same 
zainteresowania. Pomogłoby to na pewno porozumieć się rodzinom, rodzice 
mieliby wpływ na zachowanie dzieci, ale także bardziej by je rozumieli.  
      Zmiany  nigdy  nie  są  czymś  prostym,  ale  dostrzeżenie  problemów 
współczesnej szkoły jest na pewno dobrym krokiem na przód. Opracowanie 
skutecznego planu naprawy szkoły jest trudne, ale należy wciąż próbować i 
dążyć  do  tego  byśmy  mieli  jak  najlepiej  przygotowanych  nauczycieli, 
ciekawych świata uczniów, którzy mieli by silne wsparcie ze strony rodziny. 
Proponowane tutaj zmiany, niektórym wydadzą się niemożliwe i nierealne, 
jednak  póki  nie  zmienimy  czegoś,  nie  pozbędziemy  się  trudnych  i 
frapujących  problemów,  z  którymi  każdy  z  nas  miał  do  czynienia,  nic  się 
nie zmieni. Błędne koło będzie cały czas funkcjonować, a sytuacje, których 
nie  chcemy  pamiętać  prędzej  czy  później  spotkają  także  innych,  może 
nawet nasze dzieci.  
 
 
 
 

background image

59 

 
Katarzyna Gil 

Szkoła moich marzeń

  

Człowiek  uczy  się  przez  całe  życie.  Pierwotnym  miejscem  jest  dom 
rodzinny,  gdzie  stawiamy  pierwsze  kroki,  uczymy  się  mówić.  Kolejnym 
etapem  jest  nauka  w  szkole,  gdzie  może  trafić  2/3  letnie  dziecko.  Ta 
edukacja  może  przebiegać  przez  przedszkole,  szkołę  podstawową, 
gimnazjum, liceum, technikum, szkołę zawodową, policealną, wyższą… 
      Czy „dotrwamy” do kolejnego etapu zależy od naszej motywacji, chęci, 
ambicji, niejednokrotnie wpływu rodziny czy zasobu portfela.  Kluczowym 
aspektem  jest  jednak  instytucja  szkoły.  Gdybym  miała  możliwość 
wprowadzenia  zmian,    doszło  by  do  istnej  rewolucji  szkolnictwa.  Swoje 
zmagania  rozpoczęłabym  od  samych  fundamentów:  wielkość  szkoły,  sal, 
przystosowanie  infrastruktury  do  potrzeb  niepełnosprawnych.  Wyrównanie 
szans  jest  dla  mnie  priorytetem.  Kilka  schodków  do  przeskoczenia  to  dla 
nas żaden problem, a dla osoby poruszającej się na wózku to bariera, której 
bez pomocy drugiej osoby nie może przekroczyć. Chciałabym by w mojej 
szkole  nie  było  podziału  na  lepszych  i  gorszych.  Wszyscy  mieliby 
jednakowe szanse. 
     Moja  idealna  szkoła  nie  mogła  by  funkcjonować  bez  obiektów 
sportowych.  Nowoczesny  basen,  boisko  do  piłki  nożnej,  piłki  siatkowej, 
koszykówki  czy  lodowisko  są  idealne  miejsca  do  aktywnego  spędzania 
czasu  i  realizacji  zainteresowań  uczniów.  Oprócz  względów  praktycznych 
ważna  jest  też  estetyka.  Jednolite  ściany  w  szkołach,  na  których  wiszą  od 
kilkunastu lat dyplomy, czy absolwenci  na początku są ciekawe. Po jakimś 
okresie stają się nudne i przygnębiające.  Jednym z zajęć dodatkowych było 
by  „zapełnianie  ścian”  przez  zawieszanie  obrazków,  artystycznych 
fotografii,    zależnie  od  upodobań  uczniów.    W  ten  sposób  powstałaby 
galeria, której warunkiem pozytywnego wpływu byłaby regularność zmian, 
dowolność  tematyki  i  techniki  wykonania.    Motywacją  mogłoby  być 
wprowadzanie  konkursu  z  nagrodami.  Zamiast    uczenia  się  za  pomocą 
tradycyjnych  podręczników  wprowadziłabym  multimedialne  nauczanie, 
przez programy komputerowe, interaktywne gry, Internet. Należy korzystać 
ze  współczesnych  osiągnięć  techniki.  Oczywiście  nie  wykluczyłabym 
całkowicie  tradycyjnych  książek.  Częściowa  ich  eliminacja  sprawi,  że 
wkład  materialny  rodziców  będzie  znacznie  mniejszy,  a  nasze  dzieci  i  ich 
kręgosłupy nie będą cierpiały pod ciężarem podręczników. 
     Gdy  budynek  szkoły  jest  gotowy  można  zacząć  dumać  nad 
najważniejszym  punktem  działania  -  kadrą  nauczycielską. W  mojej  szkole 
nauczycielem  może  zostać  tylko  osoba  z  tzw.  powołaniem.  Według  mnie 
ktoś, kto wybiera ten zawód, gdyż w wymarzonej branży nie znalazł nic dla 
siebie  nie  może  być  dobrym  nauczycielem  -  w  kwestii  przekazywania 

background image

60 
 

 
 

wiedzy oraz pedagogiem jako osoba mająca wpływ na jednostkę. Może być 
negatywnym wpływ motywację  ucznia do dalszej nauki. Dobry nauczyciel 
powinien  być  jak  animator.  Powinien  inspirować  do  działań,  badań 
własnych.  Musi  zaszczepiać  w  uczniach  radość  tworzenia,  obliczania, 
czerpania pozytywów z nauki. Na zajęciach nie ma miejsca na bezczynność 
i  pasywność  uczniów.  Tradycyjna,  wykładowa  forma  zajęć  (gdy  mamy 
prowadzącego,  który  dyktuje  „suche  treści”  bez  użycia  aktualnie 
dostępnych  form  audiowizualnych)  nie  powinna  być  stosowana.    Wiem  z 
doświadczenia, że to nie przynosi pożądanych efektów, a staje czynnikiem 
zniechęcenia  ucznia  do  przedmiotu,  czasem  nawet  do  nauczyciela. 
Prowadzący  najpierw  powinien  wymagać  przygotowania  od  siebie, 
następnie od ucznia. Powinien być dla niego przykładem postępowania. 
      Moja  szkoła,  oprócz  funkcji  dydaktycznej,  pełniłaby  funkcję  placówki 
kulturalnej.  Powinna  ona  umożliwić  uczniom  poznanie  jak  najszerszego 
zakresu  wiedzy  i  umiejętności  w  różnych  dyscyplinach,  nie  tylko 
sportowych,  także  od  matematyki,  fizyki,  technik  teatralnych,  muzyki  do 
nauki tańca towarzyskiego, jazzu. W szkole powinna być rozszerzona lista 
kółek  zainteresowań  by  każdy  mógł  znaleźć  dziedzinę,  w  której  czuję  się 
komfortowo,  która  sprawia  mu  przyjemność.  Innym  ważnym  czynnikiem 
jest  to,  że  osoby  realizujące  swoje  pasje  będąc  w  grupie  mogą  dzielić  się 
wrażeniami, spostrzeżeniami, wiedzą; przez to ją pogłębiać. Wiele ludzi nie 
jest  świadomych  potencjału  jaki  w  nich  drzemie,  gdyż  nie  mieli  okazji 
sprawdzić  się  w  danej  sytuacji.  Wielu  nie  ma  odwagi  by  zapisać  się  na 
jakieś  dodatkowe  zajęcia.  Dobrym  pomysłem  było  by  wprowadzenie 
obowiązku  uczestnictwa  w  przynajmniej  jednym  z  wybranych  zajęć. 
Kolejne  było  by  dodatkowo  punktowane  na    świadectwie.  Oczywiście  nie 
ma  mowy  o  zmuszaniu  na  siłę.  Liczba  i  różnorodność  zajęć  była  by  tak 
rozbudowana, że każdy na pewno znalazłby coś dla siebie. 
     Mogłoby  się  wydawać,  że  im  więcej  osób  w  klasie  tym  lepiej  (więcej 
znajomych,  jest  to  bardziej  ekonomiczne)  pod  tym  względem  to  bardzo 
duży  plus.  Jednak  zajęcia  prowadzone  w  klasie  gdzie  jest  do  15  osób  są 
bardziej  korzystne.  Nauczyciel  może  indywidualnie  podejść  do  każdego 
ucznia  co skutkuje  lepszymi  wynikami i  motywacją. Nic  tak nie  działa  na 
ucznia  jak  wzmacnianie  pozytywne.  W  klasie  30  osobowej  ciężko  jest 
zauważyć  pospolitego,  niczym  nie  wyróżniającego  się  „Jasia”.  W  mniej 
licznej  klasie  zobaczymy  to,  że  się  stara,  codziennie  odrabia  prace,  dużo 
ćwiczy  na  zajęcia    gry  na  harfie.  Każde  miłe  słowo  „dobra  robota”,  „nie 
udało ci się, ale  doceniam to, że próbowałeś” mogą podziałać jak zastrzyk 
energii  i  motywacji.  Z  przeciętnego  ucznia  Jan  stanie  się  wybitny,  będzie 
chciał się samodoskonalić, być lepszym.   

 

background image

61 

 

Część druga 

(Opracowanie: Olga Zięba

__________________________________________________________ 

 

Rozdział 1 

 
 

Mój najgorszy dzień w szkole 

 
 
 
Ewelina Szczepaniak 

Najgorszym  wydarzeniem  w  mojej  dotychczasowej  edukacji  był  dzień, 

w  którym  nauczycielka  użyła  kary  cielesnej  wobec  jednego  z  uczniów  z 
mojej  klasy.  Wydarzenie  to  miało  miejsce  w  klasie  pierwszej  szkoły 
podstawowej na lekcji matematyki. 

 Na zajęciach realizowany był nowy temat.  Po przedstawieniu materiału 

nauczycielka  poprosiła,  aby  wszyscy  uczniowie  kolejno  podchodzili  do 
tablicy  i  rozwiązywali  podane  przez  nią  przykłady.  Jeden  z  wywołanych 
uczniów miał problem z rozwiązaniem przykładu. Nauczycielka czekała aż 
uczeń  domyśli  się  rozwiązania.  Chłopiec  jednak  nadal  nie  potrafił 
rozwiązać zadania. Kobieta straciła cierpliwość i zaczęła krzyczeć na niego, 
co i tak nie przyniosło oczekiwanych efektów. Użyła przy tym kilku słów, 
które  uwłaczały  chłopcu.  Uczeń  nadal  popełniał  błędy  w  rozwiązywaniu 
zadania,  więc  nauczycielka  uderzyła  go  dość  mocno  z  otwartej  dłoni  w 
plecy. Postępowanie to nadal nie przynosiło oczekiwanych skutków, dlatego 
kobieta  chwyciła  chłopca  za  włosy  i  uderzyła  jego  głową  kilkakrotnie, 
niezbyt  mocno,  o  tablicę.  Mimo  tak  radykalnych  środków  postępowania, 
uczniowi  nie  udało  się  rozwiązać  zadania,  został  więc  odesłany  na  swoje 
miejsce, a dany przykład rozwiązał inny uczeń. Warto wspomnieć, że uczeń 
nie otrzymał promocji do następnej klasy. 

Był  to  najgorszy  dzień  w  mojej  dotychczasowej  edukacji,  ponieważ 

zdarzenie  to  wywołało  u  mnie  duży  lęk  przed  szkołą  i  nauczycielami.  W 
podobnej sytuacji znaleźli się pozostali uczniowie.  

Moim zdaniem postępowanie nauczycielki było  naganne.  Zastosowanie 

kary  cielesnej  w  obecności  całej  klasy  mogło  negatywnie  wpłynąć  na 
rozwój psychiczny nie tylko poszkodowanego ucznia, ale także pozostałych 
dzieci. Mogło spowodować długotrwały lęk, jak również obniżyć wyniki w 
nauce  uczniów,  czego  przykładem  jest  poszkodowany  chłopiec.  Myślę,  że 
po tym zdarzeniu, nauczycielka nie powinna dalej pracować z dziećmi. 
 

background image

62 
 

 
 

Karolina Rusin 
     Najbardziej  w  pamięci  pozostają  nam  te  pierwsze  bądź  też  te  ostatnie 
wspomnienia ze szkoły. Jednym z najgorszych wspomnień jakie osiadły w 
mej pamięci było dostanie po raz pierwszy w życiu oceny niedostatecznej. 
Ta  sytuacja  miała  miejsce  w  czwartej  klasie  szkoły  podstawowej  i  tak 
wpłynęła  na  moją  psychikę,  że  do  dziś  pamiętam  ten  dzień  jakby  to  było 
wczoraj.  Sytuacja  dotyczyła  kartkówki  z  przyrody,  która  składała  się  z  3 
zadań.  Tematyką  była  hodowla  zwierząt.  Pytania  dotyczyły  miejsca 
zamieszkania  zwierząt,  ich  wyglądu,  rodzaju  pożywienia  itd.  I  choć 
uczyłam  się  bardzo  długo  to  i  tak  na  nic  się  to  zdało.  Byłam  pewna  że 
dostanę  dobrą  ocenę  bo  mieszkam  na  wsi  i  do  czynienia  ze  zwierzętami 
miałam  od  dzieciństwa.  A  jednak  nie.  Wyniki  były  bardzo  szybko  i 
oczywiście  większość  dostała  pozytywną  ocenę  oprócz  mnie.  Byłam  na 
siebie  bardzo  zła  i  zawiedziona.  Tego  dnia  mama  zaplanowała  dla  mnie 
wycieczkę na zakupy. A ja jak to dziecko cieszyłam się, że będę miała coś 
nowego i nawet nie wspomniałam mamie o tym, że tak źle wypadłam na tle 
klasy.  Bałam  się  jej  powiedzieć  o  mojej  pierwszej  jedynce  dlatego 
milczałam jak grób aż do wywiadówki.  Gdy przyszedł ten sądny dzień ze 
strachu  dostałam  gorączki,  bolał  mnie  również  brzuch.  Moment  przyjścia 
mamy ze szkoły był dla mnie jak koniec świata. Chciałam go odciągnąć w 
czasie  ale  nie  udało  się.  Mama  powiedziała  tacie  i  zaczęło  się.  Po  raz 
pierwszy  w  życiu  rodzice  rozmawiali  ze  mną  tak  poważnie.  Poczułam  się 
jak w dorosłym świecie. To wszystko mnie przerosło. I chociaż rodzice nie 
krzyczeli na mnie ani nie dali mi żadnego zakazu to ja i tak już sama siebie 
ukarałam.  Było  to  jedno  z  najgorszych  wydarzeń  jakie  pamiętam  z  mojej 
początkowej  edukacji,  ponieważ  jako  mała  dziewczynka,  która  zawsze 
dostaje 4 i 5 nagle dostałam 1. Jedna ocena a tak potrafiła zmienić mój mały 
wtedy świat. Zapamiętam to do końca życia. 
 
Katarzyna Kowalik 
Po długim i wyczerpującym oczekiwaniu nadszedł w końcu upragniony dla 
mnie dzień- jednak nie tylko dla mnie. Już od przeszło pół roku wraz z moją 
klasą wiedzieliśmy, że pani Irena K. opuszcza mury naszego liceum. Uczyła 
tu  całe  38  lat.  Przez  ten  czas  utrudniała  życie  pokoleniom,  bo  uczyła  
zarówno  matki  jak  i  córki,  ojców  i  synów.    Irena  K.  żmudnie  starała  się 
wbijać nam do głów zagadnienia z geografii fizycznej, społecznej, ale nic z 
tego  nie  wychodziło,  gdyż  wszyscy  bardziej  przeżywali  samo  spotkanie  z 
nią,  te  emocje  niż  problemy  Trzeciego  Świata  lub  zmniejszenie  liczby 
ludności w Europie. Nieraz wyzywała uczniów, powołując się na tępość ich 
umysłów  i  niechęć  do  przedmiotu.  Odejście  Ireny  K.  przyczyniło  się  do 
rozjaśnienia  naszego  szarego  świata.  Było  jak  promieniujące  światełko  w 

background image

63 

 
mrocznym tunelu. Mogliśmy nareszcie budzić się rano bez strachu, że znów 
trzeba będzie stawić jej czoła na lekcji lub minąć ją torującą sobie drogę na 
korytarzu. Lekcje geografii bez Ireny K.  sprawiły, że inaczej spojrzałam na 
mapę (wcześniej zdarzało mi się stawać  za nią  ze strachu, co skutkowało 
otrzymaniem  oceny  niedostatecznej).  Jej  odejście  wzmogło  naszą 
podupadającą chęć uczenia się tego przedmiotu. Ponad połowa osób z mojej 
klasy  zdawała  geografię  na  maturze.  Dziękuję  pani  Irenie  za  to,  że 
pozwoliła  doczekać  nam  tej    cudownej  chwili  –  przejścia  nauczycielki-
tyranki  na  emeryturę  .  Nic  bardziej  nie  ucieszyło  mnie  jak  ten  dzień, 
podczas 3-letniej edukacji w najlepszym liceum w moim mieście. Do końca 
nie mogłam uwierzyć w prawdziwość tego momentu. Grono nauczycielskie 
uczyniło  sobie  z  tego  powodu  imprezę-jak  się  wyraziła  pani  dyrektor-  z 
okazji  zerwania  z  terrorem.  Jak  nowiny  głoszą  pani  Irena  K.  miewa  się 
dobrze. Jednak żal mi jest tych uczniów, którzy nie będą mogli spotkać się z 
jej formami  i metodami przekazywania wiedzy. Dzięki temu  mogą cieszyć 
się szczęściem, które niesie spokojne zdobywanie wykształcenia. 
  
Katarzyna Stec 
Wydarzenie to miało miejsce, kiedy byłam w drugiej klasie gimnazjum. Na 
jednej  z  przerw  moi  koledzy  z  klasy  pozwalali  sobie  na  więcej  niż 
zazwyczaj.  Nauczyciele  nie  zwracali  uwagi  na  ich  zachowanie,  ponieważ 
rzadko ich interwencja przynosiła pożądane efekty. Przeważnie każda próba 
uspokojenia  ich  kończyła  się  tym,  że  zachowywali  się  jeszcze  gorzej.  O 
mojej  klasie  krążyły  już  legendy:  bijatyki  (  często  na  terenie  szkoły), 
wyzwiska  w  stronę  nauczycieli,  alkohol  i  wiele  innych  rzeczy,  które  nie 
powinny mieć miejsca w szkole. Przez to wszystko niewiele osób czuło się 
bezpiecznie przekraczając próg szkoły, myślę, że bali się nawet nauczyciele. 
Robiło  się  coraz  głośniej  i  w  końcu  interwencja  była  konieczna.  Z  klasy 
obok wyszła nasza nauczycielka od matematyki i próbowała zapanować nad 
sytuacją. Oczywiście żaden z nich nawet się nie odwrócił w jej stronę, kiedy 
do  nich  mówiła.  Zrezygnowana  wracała  się  do  klasy,  kiedy  z  grupki 
chłopaków poleciały dość niecenzuralne słowa… wszystkie skierowane do 
niej.  Pamiętam jak momentalnie poczerwieniała ze złości i w furii zaczęła 
na  nich  krzyczeć,  co  nadal  nie  dawało  rezultatu.  Rozejrzała  się  po 
zebranych  na  korytarzu  i  zauważyła  mnie,  przyglądającą  się  całemu 
zamieszaniu.  Podeszła  do  mnie  i  wręcz  krzycząc  domagała  się  bym 
wskazała kto to powiedział. Nagle wszyscy odwrócili się w moim kierunku 
czekając  co  zrobię.  Powiedziałam  prawdę,  nie  widziałam  kto  to  był. 
Nauczycielka nieusatysfakcjonowana moja odpowiedzią zaczęła wymieniać 
nazwiska podejrzanych za każdym razem pytając czy to on. Upierałam się 
przy  swoim,  przez  co  usłyszałam,  że  zawiodłam  zaufanie  owej  pani  i  nie 

background image

64 
 

 
 

spodziewała się, że stanę w ich obronie.  
     Wybrałam to wydarzenie, ponieważ utkwiło mi w pamięci jak się wtedy 
czułam i w jakiej zostałam postawiona sytuacji. Zostałam narażona na atak 
zarówno ze strony nauczyciela jak i kolegów, którzy tylko czekali na okazję 
by się zemścić. Sytuacja była o tyle dla  mnie niezrozumiała, że nie biorąc 
udziału w wydarzeniu poniosłam wszelkie konsekwencje całego zajścia.  
 
Dominika K
W styczniu 2009 roku doświadczyłam śmierci mojej bardzo bliskiej osoby. 
Miałam  wtedy 17 lat i byłam uczennicą II klasy liceum. To wydarzenie  w 
znacznym stopniu odbiło się na mojej osobie. Miałam ogromnie problemy z 
powrotem  „do  rzeczywistości”,  nie  mówiąc  już  o  szkole.  Na  szczęście 
trafiłam  na  „ludzkiego”  wychowawcę,  świetnego  pedagoga,  który  potrafił 
zrozumieć,  co  czuję.  Nie  chodziłam  dłuższy  czas  do  szkoły.  Jednak  po 
jakimś  czasie  musiałam  ruszyć  do  przodu.  Częściowo  pod  przymusem 
wróciłam do szkoły, ale był to powrót jedynie fizyczny, moje myśli krążyły 
zupełnie gdzie indziej. Bardzo źle czułam się w szkole. Koledzy i koleżanki 
nie potrafili odnaleźć się w tej sytuacji, nie wiedzieli jak powinni zachować 
się wobec mnie. Wszyscy nauczyciele byli poinformowani o mojej sytuacji 
i większość starała się mi pomóc, a przynajmniej nie utrudniać. Jednak, jak 
to zwykle bywa, tak i w tym przypadku, zdarzył się  wyjątek. Będąc drugi 
dzień  w  szkole,  po  tej  dłuższej  przerwie,  nadeszła  lekcja  biologii.  Jak  z 
każdego  przedmiotu  na  ówczesna  chwilę,  tak  i  z  biologii  miałam  zaległe 
sprawdziany  i  sporo  wiadomości  do  nadrobienia.  Większość  nauczycieli, 
biorąc pod uwagę mój stan, dała mi czas do ponownego „wtarcia się w rytm 
szkolny”(tym  bardziej,  że  zawsze  byłam  bardzo  dobrą  uczennicą).  Jednak 
pani  od  biologii  nie  bardzo  to  odpowiadało.  Zaraz  po  sprawdzeniu  listy 
obecności, poprosiła mnie do odpowiedzi z bieżących wiadomości. Słysząc, 
że  nie  jestem  przygotowana,  bo  nie  było  mnie  ostatnio  dość  długo  na 
zajęciach, zareagowała dość wymownym grymasem, po czym dodała, że w 
takim  razie  muszę  napisać  zaległy  sprawdzian,  „bo  i  tak  od  tego  nie 
ucieknę”! Nie miałam już siły nic tłumaczyć, odjęło mi mowę. Ktoś z klasy 
przypomniał  kobiecie  moją  sytuację,  ale  nie  zrobiło  to  na  niej  większego 
wrażenia. Podeszła do mnie, rzuciła mi przed nos kartkę ze sprawdzianem i 
dodała  „ Proszę mi tu nie  wymyślać,  wy  wszystko zrobicie  żeby się  tylko 
nie  uczyć”.  Oddałam  czystą  kartkę.  Do  dziś  nie  potrafię  zrozumieć 
zachowania tej kobiety, to było takie niepedagogiczne, a wręcz nieludzkie.  

 

Małgorzata Knieć 
Za  najgorszy  dzień  w  mojej  dotychczasowej  edukacji  uznaję  zdarzenie, 
które miało miejsce już dawno, bo około 11 lat temu.  Mimo tak długiego 

background image

65 

 
upływu  czasu  pamiętam  ten  jeden  dzień  bardzo  dokładnie.  Mam  też 
czasami wrażenie, że wydarzyło się to zaledwie wczoraj.  
     Był  zwykły,  wypełniony  zajęciami  i  rozmowami  dzień.  Zbliżała  się 
godzina  12,  która  wyznaczała  porę  obiadową.  Razem  z  kolegami  i 
koleżankami  z  klasy  udaliśmy  się  w  stronę  stołówki  szkolnej  na  obiad. 
Panowała bardzo luźna atmosfera. Przekraczając drzwi stołówki ustawiłam 
się pospiesznie w kolejce po odbiór talerza z posiłkiem. Na plecach miałam 
dość  duży  tornister  wypełniony  zeszytami  i  książkami.  Rozmawiając  ze 
znajomymi dość żywo dyskutowałam o naszym pełnym wrażeń dniu, dużo 
gestykulowałam  i  wierciłam  się.  W  pewnym  momencie  usłyszałam  krzyk 
wychowawczyni.  Odwróciłam  się,  nie  wiedząc  dokładnie  o  co  chodzi. 
Zdumiona  zauważyłam,  że  zaraz  za  mną  leży  na  podłodze  zapłakana 
dziewczynka. Okazało się, że niechcący przewróciłam ją. Wychowawczyni 
podbiegła  do  mnie  i  zaczęła  zarzucać  mi,  że  umyślnie  to  zrobiłam  i  w 
dodatku nie chcę pomóc koleżance.  Na nic zdały się moje tłumaczenia, że 
nic nie czułam, nie widziałam, że ktoś za mną stoi.  
     Nauczycielka  jeszcze  tego  samego  dnia  poinformowała  telefonicznie 
moich  rodziców  o  całym  zajściu,  przedstawiając  oczywiście  swoją  wersję 
wydarzeń.  
     Opisana  wyżej  sytuacja  była  wtedy  o  tyle  dla  mnie  dramatyczna,  że 
przydarzyła  się dziecku, które szukało autorytetu, oparcia  i zrozumienia  w 
osobie  nauczyciela.  Po  całym  zajściu  autorytet  ten  niestety  zniknął,  jak  i 
całe zaufanie do wychowawczyni, która w tej sytuacji wykazała się brakiem 
kompetencji  w  podejmowaniu  osądów.  Kierowała  się  bowiem  wyłącznie 
przesłankami,  subiektywnymi  odczuciami.  Przede  wszystkim  jednak 
oceniła  zdarzenie  bardzo  powierzchownie.  Zabrakło  niestety  rozmowy  ze 
stronami i szczerych chęci wyjaśnienia sytuacji. Z tego względu oceniam to 
właśnie wydarzenie za najgorsze w mojej dotychczasowej edukacji. 
 
Aneta Suchodolska 
Pod  koniec  6  klasy  szkoły  podstawowej  ja  i Aga  (moja  przyjaciółka  z  lat 
przedszkolnych, z Nią dzieliłam ławkę w podstawówce) obiecałyśmy sobie, 
że  w  gimnazjum  musimy  trafić  do  jednej  klasy.  Aga  marzyła  o  klasie  z 
rozszerzonym  angielskim.  Szczerze  mówiąc  opanowałam  ten  język  na 
przeciętnym poziomie, a warunkiem przyjęcia było osiągnięcie określonego 
wyniku na  teście  wstępnym.  Ćwiczyłam język, bo bardzo chciałam być  w 
klasie  przyjaciółką. W  dniu  testu  obiecałyśmy  sobie,  że  jeżeli  jedna  z  nas 
nie  zaliczy  testu,  to  druga  zrezygnuje  z  tej  klasy.  Po  napisaniu  miałam 
mieszane  uczucia.  Na  drugi  dzień  były  wyniki  i…OBIE  ZDAŁYŚMY!!! 
Cieszyłyśmy się jak głupie. Niestety utworzono dwie klasy o takim profilu, 
które  podzielono  ze  względu  na  punktacje.  Radość  nagle  prysła…  Agi 

background image

66 
 

 
 

wynik  był  znacznie  wyższy  od  mojego  i  rozdzielono  nas.  Napisałam 
podanie, ale nie mogłam się przenieść do Jej klasy, bo była zbyt liczna. Nie 
załamałam  się,  bo Aga  mogła  przepisać  się  do  mnie.  Byłam  pewna,  że  to 
zrobi, obiecałyśmy sobie. Myliłam się… Powiedziała, że napisała test zbyt 
dobrze,  by  teraz  zrezygnować  i  przenieść  się  do  mnie.  Zawiodłam  się. 
Przecież  obie  klasy  miały  rozszerzony  język.  Nie  odzywałyśmy  się  przez 
całe wakacje. Miałam do Niej żal, że nie dotrzymała słowa, ze nie poszła za 
mną, tak jak ja za Nią. Ona natomiast cieszyła  się ze swojego sukcesu. 31 
sierpnia  zadzwonił  telefon.  Zwolniło  się  miejsce  w  klasie  Agi  i  dopisano 
mnie  do  listy.  Nie  cieszyłam  się,  wiedziałam,  ze  z Agą  nie  będzie  już  tak 
samo. 1 września nawet się ze mną nie przywitała. Usiadła z kimś innym, a 
ja sama w ławce na końcu.  
   Tak  siedziałam  przez  3  lata  nauki.  Nie  wspominam  tego  okresu  miło. 
Czułam  się  źle  w  tej  klasie.  Nie  poznałam  nikogo  z  kim  mogłabym  się 
zaprzyjaźnić.  Nie  miałam  wrogów,  ale  brakowało  mi  kogoś  bliższego.  Z 
Aga po pewnym czasie zaczęłyśmy rozmawiać, ale nie wróciła więź między 
nami.  Ona  miała  swoja  paczkę,  na  mnie  nie  zwracała  specjalnej  uwagi.  Z 
angielskim  miałam  problemy,  ponieważ  poziom  okazał  się  dla  mnie  zbyt 
wysoki.  Cały  czas  nadrabiałam  zaległości,  aby  uzyskać  pozytywną  ocenę. 
Było mi bardzo ciężko… 
 
Agnieszka Goch 
Muszę  przyznać,  że  w  mojej  dotychczasowej  edukacji  miałam  pecha  pod 
względem nauczycieli matematyki. Zarówno w podstawówce jak i w liceum 
zajęcia z tego przedmiotu wywoływały we mnie negatywne emocje wśród, 
których  dominował  strach  przed  nauczycielem.  Ponieważ  wspomnienie 
szkoły średniej jest świeższe, dlatego do niego się odwołam. 
     Idąc  do  liceum  zostałam  ostrzeżona  przez  osobę  znającą  kadrę 
nauczycielską: „Żeby ci się od matmy nie trafił T..” Niestety okazało się, że 
to  właśnie  ten  pan  będzie  mnie  uczył.  Szybko  się  przekonałam,  że 
niepochlebne opinie na jego temat nie były wyssane z palca. Nie radziłam 
sobie  najlepiej z  materiałem i jak  większość  osób  miałam  nadzieję, że nie 
będę  musiała  robić  zadania  przy  tablicy.  Zwykle  niewłaściwe  wykonanie 
przykładu  wiązało  się  z  komentarzem  w  stylu:  „Dziecko,  tragedia”  albo 
„Siadaj kaczorku” wypowiedziane z pogardą w głosie. Często połączone z 
gestem  unoszenia  rąk  i  składania  jak  do  modlitwy.  Niejednokrotnie 
słyszeliśmy,  że  mamy  klapki  na  oczach  i  nie  potrafimy  opanować 
podstawowych  zagadnień  z  przedmiotu,  który  jest  przecież  niezbędny  na 
każdym  kierunku  studiów.  Czasami  dla  odmiany  postanowił  kogoś 
ośmieszyć  na  forum  klasy  pozwalając  brnąć  w  zadanie,  w  którym  już  na 
początku popełnił błąd i dopiero kiedy osoba zupełnie się zagubiła dodawał 

background image

67 

 
złośliwy  komentarz  i  odsyłał  do  ławki  stawiając  zwykle  jedynkę.  U 
niektórych  lekcje  matematyki  wywoływały  niemal  paniczny  strach 
objawiający się drżeniem rąk i nóg. Pomimo że realizowaliśmy program z 
zakresu  podstawowego,  wśród  ocen  semestralnych  dominowały  dwójki  i 
trójki, czwórki były rzadkością. 
     Obecnie  wspomnienie  nauczyciela  matematyki  nie  wywołuje  we  mnie 
większych emocji, chociaż jego postawa nastawiła mnie negatywnie do tego 
przedmiotu. Zamiast wzbudzać pozytywną motywację do nauki wywoływał 
strach  przed  kolejną  jedynką,  nie  był  autorytetem,  lecz  przyczyną  lęków, 
wytykał  braki,  zamiast  spróbować  się  wczuć  w  sytuację  sfrustrowanego 
ucznia. 
 
Katarzyna Sala 
Moim  najgorszym  dniem  w  szkole  był  wrześniowy  dzień  pierwszej  klasy 
gimnazjum.  Były to pierwsze dni w nowej szkole, nowa klasa, nowi ludzie 
i  więcej  obowiązków.  To  wszystko  było  bardzo  stresujące,  a  jeszcze 
bardziej  myśl  o  tak  zwanym  "koceniu".  Starsi  uczniowie  między  innymi 
pisali  markerem  słowo  "kot"  na  twarzy  i  rękach,  czasami  kazali  robić  coś 
młodszym  za  siebie:  na  przykład  iść  do  sklepiku  szkolnego,  mierzyć 
korytarz zapałką lub szpilką, chodzili i wołali "kici kici" itd.  
      Dzień zaczął się jak co dzień. Mieliśmy  na rano do szkoły, czekaliśmy 
na  pierwszą  lekcje,  kiedy  to  na  korytarzu  pojawili  się  starsi  uczniowie. 
Podeszli do grupki osób, w której stałam. Kazali mojemu koledze podejść 
do nauczyciela mającego akurat dyżur i wyrecytować mu wierszyk: 

" Tu, tu sroczka kaszkę warzyła, 
ogonek sobie sparzyła... 
Temu dała na miseczkę, 
temu dała na łyżeczkę, 
temu, bo grzecznie prosił, 
temu, bo wodę nosił, 
a temu najmniejszemu nic nie dała, 
tylko ogonkiem zamieszała, 
i frrrr... poleciała 
i tu się schowała!" 

     Zdezorientowany  kolega  odmówił  wykonania  polecenia.  Starsi 
wyciągnęli marker i namalowali mu wąsy oraz napisali na czole kot. Wtedy 
kolejne  zadanie  padło  na  mnie,  kazali  mi  wyrecytować  jeszcze  inną 
rymowankę. A brzmiała ona tak:  

"Mam trzy latka, trzy i pół, 
sięgam głową ponad stół, 

background image

68 
 

 
 

mam fartuszek z muchomorkiem, 
do przedszkola chodzę z workiem" 

Bardzo  przejęłam  się  tym,  co  zrobili  mojemu  koledze,  długo  nie  myśląc 
podeszłam  do  nauczyciela  i  na  bezdechu  powiedziałam  wierszyk.  Cała 
grupa  stojąca  obok  wybuchła  śmiechem,  a  ja  spaliłam  się  ze  wstydu. 
Zdegustowany nauczyciel zabrał mnie do pokoju nauczycielskiego i dopiero 
tam  wyjaśniłam  mu  całą  sytuacje.  Wtedy  nauczyciel  poprosił  uczniów, 
którzy kazali mi powiedzieć rymowankę i wpisał im uwagę do dziennika.  
      Po  tej  sytuacji  bałam  się  pójść  do  szkoły,  na  szczęście  moja  koleżanka 
miała  brata  w trzeciej klasie  i już  mnie  nie  "kocili".  To zdecydowanie  był 
mój najgorszy dzień w szkole.         
 
Monika Szewczyk 
Najgorsze wydarzenie z okresu szkolnego, jakie pamiętam, miało miejsce w 
liceum.    Była  to  lekcja  języka  polskiego.  Nasza  polonistka  była  tego  dnia 
bardzo  nerwowa  (miewała  czasami  takie  dni)  i  gdy  weszła  do  klasy 
wszyscy  wiedzieliśmy,  że  dzisiaj  nie  unikniemy  odpowiadania.  Nasza 
nauczycielka    pytała  nas  po  każdych  skończonych  zajęciach. 
Odpowiadaliśmy  na  podstawie  przygotowanych  konspektów  (ta  metoda 
miała  nas  lepiej  przygotować  do  matury).  Nauczycielka  zapytała  dwie 
osoby  i  nie  będę  ukrywać,  że  były  średnio  przygotowane.  Polonistka  była 
coraz  bardziej  zła.  Poprosiła  moja  koleżankę  S.  do  odpowiedzi.  S.  była 
lepiej  przygotowana  niż  poprzednie  osoby,  ale  w  przeciwieństwie  do  nich 
nie była ulubienicą naszej sorki. Zaczęła mówić na zadany temat i mówiła 
całkiem  dobrze,  mimo  to  nauczycielka  cały  czas  zwracała  jej  uwagę, 
wytykając nawet  najmniejsze błędy. Nagle  nasza  sorka  wybuchła  złością  i 
zaczęła  krzyczeć  na  S.  Nie  wiem  czy  nasza  polonistka  przeżywała  wtedy 
jakieś  ciężkie  chwile  w  swoim  życiu,  ale  nie  da  się  opisać  słowami  jak 
bardzo wyżyła się na tej dziewczynie. Ja mimo, że siedziałam dość daleko 
byłam  przerażona.  W  przeciwieństwie  do  nauczycielki  znałam  S.  i 
wiedziałam ze sama odpowiedź przed nauczycielką jest dla niej trudna. Do 
tej  pory  nie  wiem  co  wtedy  działo  się  w  jej  głowie.  Chwilę  po  wybuchu 
nauczycielki  rozległ  się  dzwonek.  Nauczycielka  wyszła  trzaskając 
drzwiami, a S. zaczęła płakać. Po chwili wręcz zanosiła się płaczem. S. była 
w  strasznym  stanie,  ale  udało  nam  się  ją  podtrzymać  nieco  na  duchu  i 
wytrzymała  kolejną  lekcje  polskiego,  która  odbywała  się  całkiem 
zwyczajnie. 
      Do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć zachowania naszej polonistki. 
To  nie  był  ostatni  raz,  ale  opisany  wybuch  złości  najmocniej  nami 
wstrząsnął.  Uważam,  że  takie  zachowanie  jest  niedopuszczalne  i  nie 
powinno mieć  miejsca. Głównie dlatego, że szkoła powinna być  miejscem 

background image

69 

 
bezpiecznym dla ucznia, a nauczyciel powinien być autorytetem, który nie 
powinien być oparty na władzy i strachu, ale na szacunku i zaufaniu. 

Ewelina Budzyńska 
Najgorszym  wydarzeniem  w  mojej  dotychczasowej  edukacji  były 
ewidentnie lekcje fizyki w szkole średniej. Już na  samym początku postać 
nauczycielki  malowała  się  jako  „mała  ruda  i  wredna”.  I  z  przykrością 
muszę stwierdzić, że nie odbiegała ona od tego stereotypu. Zawsze ponizała 
uczniów, wymagała nie potrafiąc nauczyć. Pół lekcji potrafiła opowiadać o 
swoich  problemach  a  na  sam  koniec  rozpoczynała  rozwiązywanie  zadania 
którego nigdy nie umiała poprawnie rozwiązać. Oceny zleżały wyłącznie od 
jej  humoru  i  nastawienia.  Czasami  połowa  klasy  dostawała  czwórki, 
czasami jedynki bez uzasadnienia.  
Przełomowym momentem był dzień kiedy to mój kolega z klasy, który był 
zagrożony z tego przedmiotu pisał kartkówkę. Do szkoły wzywani byli już 
jego rodzice, którzy jak twierdziła Pani od fizyki: „bronili swojego synka”. 
Jednak prawda była inna. Nauczycielka wybrała sobie właśnie jego na kozła 
ofiarnego,  którego  za  wszelką  cenę  chciała  zostawić  w  klasie  na  następny 
rok.  Uczeń  ten  jednak  się  nie  poddawał,  gdy  po  napisaniu  kartkówki 
okazało  się,  że  dostał  kolejną  mierna  ocenę,  a  jego  kartka  wylądowała  z 
wielkim  rozmachem  w  koszu.  Ze  stoickim  spokojem  wyjął  ją  skleił  i 
pobiegł  do  innej  nauczycielki  fizyki  w  celu  potwierdzenia  oceny.  Co  się 
okazało  w  niedługim  czasie,  kartkówka  była  napisana  bezbłędnie,  a  nasza 
nauczycielka musiała tłumaczyć się skrzętnie przed dyrekcją szkoły. 
Nigdy nie było wiadomo kto będzie następny… Jej postać budziła postrach 
i lęk. Nikt nie był pewny swojej oceny. ta kobieta ewidentnie nie nadawała 
się  na  nauczycielkę.  Nie  umiała  przekazać  żadnej  wiedzy,  a  oceny 
wystawiała w skali „lubię, nie lubię”. 
 
Damian Miazga 
Myśląc  o tym, jakie  jest moje  najgorsze  wydarzenie  edukacyjne, nachodzi 
mi na myśl tylko jedno matematyka i szkoła średnia w Poniatowej. Idąc do 
Technikum Informatycznego zdawałem sobie sprawę z wymaganiami, jakie 
będą mi postawione, lecz moja dobra znajomość komputera napędzała mnie 
do nauki. Jak większość uczniów znałem swoje dobre i złe strony edukacji. 
Do  moich  ulubionych  przedmiotów  mogłem  zaliczyć  Język  Polski, 
Geografie, Informatykę i oczywiście Wychowanie Fizyczne, zaś przedmioty 
ścisłe jak Chemia, Fizyka i Matematyka stwarzały mi największe problemy. 
W wakacje przed rozpoczęciem roku szkolnego, dużo słyszałem o lekcjach 
matematyki  z  Panią  Dyrektor  i  miałem  nadzieję,  że  nie  będę  miał  z  nią 
żądnych  zajęć.  Jednak  nasza  „kochana”  matematyczka,  wychodziła  z 

background image

70 
 

 
 

założenia, że uczniowie idący do technikum są zdolni,  więc  można będzie 
ich  wiele  nauczyć.  I  w  ten  oto  sposób  spotkaliśmy  się  na  zajęciach  z 
matematyki.  Starsza  Pani,  siedząca  przy  biurku  wydawała  się  być  miła  i 
sympatyczna,  czyli  mity  chodzące  na  jej  temat  musiały  być  wyssane  z 
palca, tylko po to by przestraszyć młodszych kolegów idących do tej szkoły. 
Nic  bardziej  mylnego.  Oczywiście  na  pierwsze  zajęcia  z  matematyki 
zaspałem  i  musiałem  siedzieć  przy  biurku.  Moje  spóźnienie  wywołało  u 
Pani Dyrektor lekkie zdenerwowanie i jako wyznaczony ochotnik musiałem 
iść  do tablicy zmierzyć  się  z  pierwszym zadaniem. I  właśnie  tutaj zaczęła 
się przygoda mojego życia. Stres był u mnie bardzo duży, ponieważ nigdy 
nie byłem orłem z  matematyki a  myśl o tym, że to pierwsze zajęcia przed 
nową  klasą  nie  dawały  mi  racjonalnie  myśleć.  Podczas  rozwiązywania 
zadania pomyliłem się, zastosowałem inny wzór i dalsze próba skończenia 
przykładu  nie  miała  sensu.  Wtedy  usłyszałem  za  moimi  plecami  głos 
nauczycielki,  był  tak  głośny  i  twardy,  że  przebijał  mnie  od  środka,  moje 
myślenie  wyłączył  się  automatycznie  a  ja  stałem  bezradny  patrząc  w 
tablice. Nogi miałem jak z waty, kreda wypadała mi z rąk, lecz nic  więcej 
nie  mogłem  zrobić.  Dzwonek  uratował  mnie  od  krzyku,  jaki  dochodził  z 
końca sali, gdzie stała nauczycielka. Po tej lekcji do końca zajęć nie miałem 
odwagi  się  zgłosić,  tylko  siedziałem  bezradnie  w  ostatniej  ławce  i 
rozmyślałem  jak  mi  się  uda  wytrzymać  na  matematyce  przez  4  lata.  Z 
biegiem czasu, gdy przechodziłem z klasy do klasy matematyka stawała się 
bardziej  luźniejsza,  ale  przygoda,  jaką  przeżyłem  w  pierwszej  klasie 
zostanie w mojej pamięci do końca życia.  
 

 

 

Weronika Łucjan 
Bez zastanowienia mogę powiedzieć, że najgorszym wydarzeniem w mojej 
dotychczasowej karierze edukacyjnej  był pewien incydent  na lekcji chemii 
w liceum. Co prawda  cała  historia  nie  dotyczy  mojej osoby bezpośrednio, 
jednak bycie obserwatorem w tej sytuacji wywarło na mnie tak wielki szok, 
zdziwienie  a  zarazem  głupią  bezradność  i  oniemienie,  że  opisanie  tego 
wszystkiego  uważam  za  stosowne,  jako  i  to,  żeby  uznać  całą 
 tę historię, jako najgorsze wydarzenie w mojej edukacji.  
      Nikt  nie  jest  doskonały…  nikt  nie  może  być  doskonały  we  wszystkim 
co  robi  i  niemożliwością  jest  mieć  ze  wszystkiego  szóstki,  zwłaszcza  w 
liceum. My nie byliśmy doskonali z chemii, mówię my, bo cała nasza klasa 
ledwo co zdawała z tego przedmiotu. Na 30 osób w klasie ponad 15 miała 
dwóje, ponad 10 było zagrożone reszta jaka została, to szczęśliwcy, którzy 
umieli  ściągać,  albo  miało  wcześniej  odpowiedzi  od  innych  klas  i  w  ten 
sposób byli  posiadaczami wymarzonych przez wszystkich trój w dzienniku. 
Paradoksem  była  jedna  jedyna  piątka  w  naszej  klasie,  którą  miała  nasza 

background image

71 

 
koleżanka, obecnie studentka chemii. 
      No  ale  dość  przynudzania,  już  przechodzę  do  rzeczy.  Owy  najgorszy 
incydent zdarzył się pewnego zimowego dnia. Zbliżał się koniec semestru, 
wszystkim  zależało  na  wyciąganiu  ocen,  a  zwłaszcza  jedynek. 
Nieuniknionym było poprawianie kołków z chemii. No i w końcu przyszła 
ta chwila… Każdy trząsł się  ze strachu na samą  myśl o przedmiocie, a co 
dopiero powiedzieć , gdy do sali wchodziła nauczycielka… Była szczupła, 
miała krótkie farbowane włosy bardzo mocno nastroszone, każdy w innym 
kierunku,  szaro-żółto-brązowe  zęby  od  nieustannego  palenia  papierosów, 
ubierała się dość elegancko, no i zawsze towarzyszył na jej mocno, a nawet 
przesadnie  wymalowanej  twarzy  złowieszczy  uśmieszek.  Kiedy 
przychodziło do pytania, już dawno pół klasy  posikało się ze strachu, aby 
to żadne z nich nie było wyrwane do odpowiedzi. Dziwie się teraz dlaczego 
każdy  tak  dygał,  skoro  na  każdej  lekcji  chemii  zawsze  pytana  była  nasza 
koleżanka Zosia. Nie miała dziewczyna życia… a szczególnie tamtego dnia 
nie  było  jej  do  śmiechu.  Powiedzmy  sobie  szczerze  nie  była  orłem  w  tej 
dziedzinie,  ale  na  tamtą    lekcje  materiału  uczyła  się  z  dziewczyną,  która 
była najlepsza w klasie, później inne koleżanki ją pytały i wypadła wprost 
rewelacyjnie. Taka odpowiedź to byłby miód na uszy chemiczki. Jednak nie 
było  dane  tego  miodu  skosztować.  Zosia  lekko  zdenerwowana,  ale  dość 
pewna  siebie  poszła  po  wywołaniu  do  tablicy.  I  zaczęło  się    najgorsze. 
Padło  pierwsze  pytanie  a  strach  tak  sparaliżował  Zosię,  że  nie  mogła  z 
siebie nic wydusić, jednak po chwili zaczęła kreślić wzór mola na tablicy i 
zaczęła  sobie  radzić  z  opanowywaniem  nerwów.  Jednak  minimalnie  
pomyliła  się  w  tym  co  napisała.  Nie  trzeba  było  długo  czekać  na  reakcje 
nauczycielki,  od  razu  gdy  zauważyła  błąd  zaczęła  podpuszczać  Zośkę  w 
złym  kierunku  i  dziewczyna  jeszcze  bardziej  się  zamotała…  Profesorka 
tamtego dnia nie pozostawiła suchej nitki na koleżance, powiedziała: “ nie 
rozumiem po co chodzisz do szkoły tępaku, lepiej matka by zrobiła gdyby 
Cie nie rodziła. Biedna męczy się z takim prostakiem i nierobem, lepiej byś 
zrobiła  jakbyś  na  targ  poszła  na  siebie  zarobiła,  chociaż  tyle  matce  byś 
pomogła,  że  utrzymywać  by  ciebie  nie  musiała!!!  “    pamiętam  te  słowa 
dokładnie i będę pamiętać już zawsze… Gdy tylko to wszystko usłyszałam, 
zdębiałam,  z  resztą  jak  wszyscy  inni,  nie  wiedziałam,  co  zrobić. 
Rozejrzałam  się  po  klasie  nikt  nic  nie  mówił.  Wszyscy  siedzieli 
wyprostowani…  jakby,  ktoś  rzucił  na  nich  klątwę  znieruchomienia…  nie 
dziwie  się  i  mnie  przez  dłuższa  chwilę  sparaliżowały  te  słowa. 
Zastanawiałam  się  ciągle  co  zrobić  i  czy  jak  coś  zrobię,  to  czy  zdam  do 
następnej  klasy,  bo  pani  profesor  znana  była  z  utrudniania  życia  innym, 
tylko dla jej własnej satysfakcji. W końcu nic nie zrobiłam jak się gapiłam 
tak  dalej  się  gapiłam,  Zośka  pod  tablicą  nawet  łzy  nie  uroniła,  silna 

background image

72 
 

 
 

dziewczyna.  Ja  już  dawno    tonęła  bym  we  łzach…  W  końcu  chemiczka 
przestała pastwić się nad nią i powiedziała , żeby  Zosia  wróciła do ławki. 
Oczywiście  w  dzienniku  była  już  kolejna  jedynka…  i  jak  tu  je  poprawić, 
skoro na sam widok nauczyciela paraliżuje, a małe potknięcie przy tablicy, 
dyskwalifikuje  poprawę  ocen  i  klasyfikuje  to  nie  klasyfikacji  ucznia…  Z 
tego dnia nie zapomnę jeszcze jednego… złośliwego uśmieszku żółto-szaro 
-  brązowych  zębów  nauczycielki,  jakby  cała  sytuacja  sprawiła  jej  jeszcze 
większą przyjemność widząc przygnębienie i smutek uczennicy .  
      Niewątpliwie  to  jest  najgorsze  wydarzenie  w  mojej  edukacji,  i  chociaż 
to nie ja stałam pod tablicą, to nie mnie wyzywano i poniżano, czułam się 
wtedy podobnie do Zośki, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Po prostu mnie 
zatkało.  Takie  doświadczenie  wiele  uczy.  Jednak  wnioski  wyciągnijcie 
sami. Nikomu nie życzę, żeby kiedyś ktoś znalazł się w sytuacji Zośki, ani 
w  naszej.  Bo  ona  nie  umiała  się  bronić,  a  my  nie  broniliśmy  jej.  Nie 
okazaliśmy się przyjaciółmi, zawiedliśmy. 
 
Karolina T. 
Najgorszym  wydarzeniem  w  mojej  edukacji  było  zawalenie  roku  na 
germanistyce.  Już  w  gimnazjum  wiedziałam,  że  chcę  zostać  nauczycielką 
niemieckiego. Było to moje największe marzenie. W LO byłam najlepsza w 
klasie, zdawałyśmy we trzy maturę rozszerzoną, zdałyśmy i dostałyśmy się 
na  nasza  wymarzoną  uczelnie  w  Kielcach  (nazwy  nie  podam).  Już  od 
początku  było  ciężko,  było  mnóstwo  gramatyki,  która  była  naszą  piętą 
Achillesową.  Jakoś  w  połowie  semestru  okazało  się  jednak  ku  naszemu 
zdziwieniu,  że  są  to  studia  tłumaczeniowe  a  nie  tak  jak  było  podane  na 
stronie  internetowej,  nauczycielskie.  Tak  więc  mówiąc  kolokwialnie 
"zrobili  nas  w  konia".  Miałyśmy  naprawdę  poważne  problemy  z  tą 
gramatyką, jak zresztą większość ludzi na roku. A na dodatek niestety pani 
Profesor  nie  należała  do  osób  miłych  i  serdecznych,  nie  pomagała,  wręcz 
przeciwnie.  Zresztą  pan  Profesor  też  nie  był  zbyt  miłym  człowiekiem. 
Natomiast z resztą "przedmiotów" nie było tak źle nawet można stwierdzić, 
że było wszystko w porządku. Przyszedł czas sesji. W sumie miałam tylko 
jedną poprawkę z historii Niemiec a reszta była zaliczona bez problemu, nie 
wliczając  oczywiście  gramatyk.  U  pani  Profesor  miałam  niezaliczonego 
jednego kolosa a u Profesora egzaminu. Egzamin u Profesora był straszny, 
były  same  2,  a  na  dodatek  Profesorek  jeździł  po  nas  nieźle  nigdy  nie 
zapomnę koleżanki, która wyszła od niego z płaczem, powiedział jej że jest 
idiotką i że nie wie co ona tu robi ale najlepsze jest to, że zaliczył jej na 3. 
Tak  więc  miałam  poprawkę.  Zresztą  jak  pól  naszego  roku.  Miałam 
wszystko  w  małym  paluszku.  Poszłam  na  egzamin  wylosowałam  pytanie, 
zaczęłam  odpowiadać  i  usłyszałam,  że  marnuje  jego  czas.  Wyszłam  z 

background image

73 

 
płaczem.  Trzeba  było  wziąć  warunek,  poszłam  znowu  do  niego  i  znowu 
mnie oblał. Za każdym razem słyszałam różne "miłe" ciekawostki na swój 
temat. Trzeciego razu nie było, zrezygnowałam. 
       Miałam przez jakieś pół roku mega depresję, w ogóle nie wychodziłam 
z  domu. Nigdy  nie  zapomnę  tego człowieka! To najgorsze co  mnie  do tej 
pory spotkało w mojej edukacji. 
 
A.K. 
           Rozpoczynał  się  kolejny  tydzień  stycznia,  a  wraz  z  nim  ponowne 
kłopoty.  Na  zajęciach  z  gramatyki  praktycznej  atmosfera  była  nie  do 
zniesienia,  koniec  semestru  jak  wiadomo,  same  najgorsze  rzeczy  dla 
studentów:  zaliczenia,  sesja,  egzaminy.  Do  szczęścia  brakowało  mi  tylko 
jednego  zaliczenia.  Miałam  nadzieję,  że  zaliczyłam  kolokwium,  które 
pisaliśmy  w  ubiegłym  tygodniu.  Atmosfera  stawała  się  coraz  bardziej 
napięta.  Nie  byłam  w  stanie  racjonalnie  myśleć.  Tysiąc  różnych  sytuacji 
kłębiło mi się w głowie, że wszystko było dobrze napisane, ale za chwilę w 
tym  samym  miejscu  pojawiał  się  ,,czarny  scenariusz”  wydarzeń. 
Wykładowca  oddawał  kolokwia,  miał  nietęgą  minę,  nic  dobrego  to  nie 
wróżyło.  Rzeczywiście  miałam  rację,  tylko  połowa  grupy  zaliczyła 
kolokwium, a ja niestety trafiłam do tej gorszej grupy. Wszystko stracone, 
już nic można było zrobić!!! Wybiegłam z uczelni jak strzała wystrzelona z 
procy,  wkurzona,  jak  bomba  zegarowa,  mająca  za  moment  wybuchnąć. 
Czułam żal, ból, wiele negatywnych emocji, które musiałam jak najszybciej 
z siebie wyrzucić. Wszystko 
 i  wszyscy  mnie  denerwowali,  próby  zapewnienia  i  powtarzania,  że 
wszystko  będzie  dobrze,    jeszcze  bardziej  potęgowały  moją  porażkę.  W 
domu  rozkleiłam  się  na  dobre,  przynajmniej  nikt  mnie  w  takim  stanie  nie 
widział. Notatki darłam na strzępy, zajęło mi to dużo czasu, dopiero wtedy 
poczułam,  że  emocje  trochę  opadły,  musiałam  jakoś  odreagować 
,,przegraną  bitwę”.  Postanowiłam,  że  nigdy,  przenigdy  już  tam  nie  wrócę. 
Hektolitry  wypitych  kaw,  codzienne  zakuwanie  do  trzeciej  nad  ranem, 
potęgujący się  stres, bolący  kręgosłup i  wrzody na  żołądku gratis. I po co 
mi to wszystko było potrzebne??? Ktoś kto nie przeżył takiej sytuacji nigdy 
mnie nie zrozumie. To był najgorszy dzień w mojej edukacji. Na pewno  
nie warto tak poświęcać swojego zdrowia, bo jest ono bezcenne, a w życiu 
trzeba wyznaczać sobie cele możliwe do osiągnięcia. 
 
Anna Zdunek 
Moje najgorsze wydarzenie z edukacji w szkole zaistniało na lekcji religii. 
Byłam  wtedy  w  drugiej  klasie  podstawówki.  Religii  uczyła  mnie  siostra 
zakonna,  która  ogólnie  była  osobą  miłą,  ale  czasem  miała  ataki  złości  i 

background image

74 
 

 
 

wtedy krzyczała na wszystkie dzieci, nawet bez powodu. Tym razem zrobiła 
coś o wiele gorszego, przez co nie chciałam chodzić do niej przez jakiś czas 
na lekcje. W tym czasie kiedy się to wydarzyło zbliżały się święta Bożego 
Narodzenia. Kilka dni przed ostatnią lekcją religii przed świętami, w szkole 
wystawiane były jasełka, które organizowała siostra, a brały w nich udział 
uczniowie  ze  starszych  klas.  Siostra  nie  powiedziała  nic  takiego,  że  na 
jasełkach trzeba być obowiązkowo. Ja niestety, nie mogłam na nie przyjść, 
ponieważ byłam chora. Nie wiem jakim cudem, ale siostra zapamiętała, że 
akurat mnie na jasełkach nie było. Kiedy na ostatniej w naszej klasie lekcji 
religii  przed  świętami,  siostra  zorganizowała  opłatek  i  wszystkie  dzieci 
dzieliły się nim między sobą oraz ustawiały w kolejce do siostry, aby także 
się  z  nimi  podzieliła  stało  się  coś,  czego  żadne  dziecko  nigdy  nie 
spodziewałoby  się.  Gdy  przyszła  moja  kolej  i  podeszłam  do  siostry,  ona 
powiedziała  mi,  że  się  ze  mną  nie  podzieli,  bo  nie  byłam  obecna  na 
jasełkach. Powiedziałam jej, że to nie z mojej winy, że nie mogłam przyjść 
bo byłam chora, ale siostra już  mnie  nie słuchała, tylko zaczęła dzielić się 
opłatkiem z moją koleżanką. Zrobiło mi się przykro i smutno, ale nic już nie 
powiedziałam i poszłam do swojej ławki. W domu opowiedziałam o całej 
sytuacji rodzicom, ale powiedzieli żebym się nie martwiła, że to siostra się 
brzydko  zachowała.  Po  świętach  przyszedł  do  nas,  do  domu  ksiądz  po 
kolędzie.  Jemu  też  opowiedziałam  całe  zdarzenie  z  siostrą  i  opłatkiem. 
Reakcja  księdza  była  dosyć  adekwatna  do  zaistniałej  sytuacji,  krzyknął  z 
jednoczesnym zdziwieniem w głosie „Czy ona zwariowała?!” 
Uważam, że siostra postąpiła bardzo źle, nie powinna mówić w ten sposób i 
takich  rzeczy  do  ośmioletniego  dziecka,  a  tym  bardziej  nie  powinna  go 
ignorować,  jeśli  dziecko  chciało  uzasadnić  swoją  nieobecność.  Według 
mnie  takie  osoby,  nie  mające  podejścia  do  dzieci  nie  powinny  uczyć  w 
szkole, a przede wszystkim w szkole podstawowej.  
 
Katarzyna Marczak 
Najgorszy  dzień  w  szkole.  Był  to  poniedziałek.  Mieliśmy  jakąś  ważną 
„imprezę” szkolną. Zawsze katechetka wybierała mnie do różnego rodzaju 
„zadań‟.  Głównie  chodziło  o  czytanie  fragmentów  z  Biblii,  mówienie 
wierszy itd. Miałam dobrą dykcję więc nigdy nie miałam z tym problemów. 
Jednakże  akurat  tego  feralnego  dnia  byłam  trochę  chora.  Jak  się  później 
okazało, nie   było to  moim głównym problemem. Osoba  czytająca  przede 
mną była wysoka. Dużo wyższa niż ja. A ponieważ miałam tylko 9 lat było 
mi naprawdę trudno obniżyć mikrofon– tak więc czytałam swoją „kwestię” 
stojąc  na  palcach.  Spowodowało  to  stres,  silniejszy  ból  gardła,  ogólny 
dyskomfort.  I  przez  to  wszystko  wyszło  nie  najlepiej.  Ale  nie  to  było 
najgorsze.  

background image

75 

 
    Po  powrocie  do  sal  mieliśmy  akurat  lekcję  religii.  Pani  katechetka  nie 
stroniła  od  krytykowania  mnie  na  forum  całej  klasy,  że  za  szybko,  że  nie 
wyraźnie,  że  brzydko.  Upokorzeniom  nie  było  końca.  Zostałam 
poinformowana, ze już nigdy nie zostanę wybrana do tak ważnego zadania. 
Cala klasa była tym trochę zażenowana, nie do końca wszyscy rozumieli o 
co  tak  naprawdę  jej  chodzi.  Ja  jednak  odebrałam  to  bardzo  poważnie. 
Kobieta  w ogóle  nie  dała  mi się  wytłumaczyć. Wtedy podjęłam decyzję  o 
zaprzestaniu brania udziału w jakichkolwiek przedsięwzięciach szkolnych.  
Zawsze to lubiłam, ale tamtego feralnego dnia przestałam. 
 
Maria Golonka 
Trudno  jest  wybrać  najgorszy  dzień  w  mojej  edukacji,  dosyć  wyraźnie 
zapamiętałam  jednak  pewnego  nauczyciela.  Pani  X  była  i  o  zgrozo  nadal 
jest  polonistką  w  jednym  z  lubelskich  liceów.  Nie  miałam  szczególnych 
problemów z językiem polskim ale  muszę przyznać że ta  kobieta potrafiła 
zniechęcić  człowieka  do  wszystkiego.  Przekraczając  próg  sali  lekcyjnej 
wiedziałam,  że  prawa  zdrowego  rozsądku  i  logiki  przestają  istnieć. 
Przywołując  te  wspomnienia  nie  mogę  wyzbyć  się  przekonania  iż 
najlepszym  komentarzem  opisującym  te  wydarzenia  jest  napis  znajdujący 
się  nad  brama  piekielną  w  poemacie  Dantego  Alieghieri:  „porzućcie 
wszelką  nadzieję,  wy,  którzy  tu  wchodzicie”.  Tak  właśnie  było.  Jako 
uczniowie  nie  mogliśmy  być  niczego  pewni.  Za  każdym  razem  Pani  X 
zaskakiwała  nas  swoimi  oryginalnymi  pomysłami  i  interpretacjami. 
Najciekawsze były zajęcia poświecone omawianiu lektur. Fakt przeczytania 
książki  nie  gwarantował  udzielenia  poprawnej  odpowiedzi  na  pytanie 
nauczyciela.  Szansa  odgadnięcia  toku  rozumowania  Pani  X  była  jak 
trafienie szóstki w totka. W celu lepszego zobrazowania sytuacji posłużę się 
kilkoma  przykładami.  Pytanie  dotyczące  okoliczności  śmierci  Rzeckiego, 
jednego z bohaterów „Lalki”. Trzydziestu uczniów zgodnie twierdziło iż był 
to  zawał  serca.  Prawidłowa    odpowiedź  była  jednak  inna:  „Rzeckiemu 
pękło serce z  żalu za Napoleonem”. Trzydzieści  jedynek zmaterializowało 
się  na  stronach  dziennika.  Co  zabiło  doktora  w  „Dziadach”  ?  Odpowiedź 
klasy  –  piorun,  błyskawica.  Znów  pomyłka:  „  przyczyną  śmierci  było 
niekontrolowane  wyładowanie  atmosferyczne”.  Podobnych  przykładów 
mogłabym podać znacznie  więcej. Lekcje języka polskiego były miejscem 
nieustannego 

uświadamiania 

uczniom 

ich 

niewiedzy, 

braków, 

wyolbrzymiania  słabych  stron.    Stały  się  przyczyną  licznych  frustracji, 
niezależnie  od  włożonego  wysiłku  efekt  był  ten  sam.  Zajęcia  te  będę 
wspominać  jako  nieprzerwaną  walkę  z  Panią  X  której  nie  mogłam  jednak 
wygrać. 
 

background image

76 
 

 
 

Dominika Adamiak 
Największa  edukacyjna  porażka?  Pewien  nauczyciel  muzyki.  Musiało  być 
to  naprawdę  traumatyczne  przeżycie,  skoro  dłuższą  chwilę  zajęło  mi 
przypomnienie  sobie,  że  w  ogóle  mnie  uczył.  Wyparłam  to  przykre 
doświadczenie ze świadomości.  
      Już  swoim  wyglądem  nie  zachęcał  do  współpracy,  nie  mówiąc  już  o 
samym  podejściu  do  uczniów.  Nie  mogę  kwestionować  zasobu  wiedzy  i 
kwalifikacji,  które  posiadał, ponieważ  musiał je  mieć, inaczej nie  przyjęto 
by  go  do  szkoły.  Przynajmniej  mam  taką  nadzieję.  Nie  rozstawał  się  ze 
swoją  znoszoną, brązową  teczką  i posiadał  tylko jedną  parę  spodni i kilka 
rozciągniętych swetrów. Miał wadę zgryzu i zdarzało mu się pluć mówiąc. 
Nie  przeszkadzało  mi  to,  dopóki  nie  zostałam  niechcący  soczyście  opluta, 
odpowiadając przy tablicy. To było okropne. 
      Nie  posiadał  ani  krzty  autorytetu.  Zachowywał  się  tak,  jakby  nie  mógł 
poradzić  sobie  z  samym  sobą.  Na  początku  było  mi  go  naprawdę  żal,  bo 
przecież  wiadomo,  że  nie  każdy  jest    stworzony  do  tego,  by  być 
nauczycielem,  natomiast  zły  los  płata  ludziom  figle.  Żył  we  własnym 
świecie i chyba  przerażała  go sama  perspektywa  uczenia.  Na  lekcji działy 
się różne osobliwe rzeczy, każdy robił co chciał, było niesamowicie głośno i 
nikt  nie  reagował  na  jego  ciche  prośby  i  upomnienia,  a  czasem  niepewne 
groźby. Kilka osób zapisało się do chóru, który prowadził, oczywiście po to, 
żeby  mieć  ocenę  celującą  na  świadectwie  i  tym  samym  podnieść  sobie 
średnią. Jak się okazało później, wcale nie było takiej potrzeby. Niektórzy 
uczniowie  podchodzili  do  niego  i  wmawiali  mu,  że  uczestniczyli  w 
akademii albo brali udział jakimś przedstawieniu, cała klasa przytakiwała i 
mieli  same  piątki  i  szóstki.  Jeszcze  inni  nawet  nie  musieli  zmyślać. 
Wystarczyło,  że  przy  swoim  wyglądzie  bandziorów  stanęli  przy  biurku  i 
popatrzyli na pana z góry.  
      Zawód nauczyciela nie należy do łatwych. Wykonując go, nie mając ku 
temu  predyspozycji,  nie  jest  także  przyjemny  –  zarówno  dla  nauczyciela, 
jak i dla uczniów. Najbardziej zaś szkoda mi zmarnowanego czasu. 
 
 
Monika Białek 
Najgorsze,  co  spotkało  mnie  w  dotychczasowej  edukacji  była  postawa 
nauczycielki języka angielskiego. Była to bardzo elegancka, zadbana młoda 
pani.  Posługiwała  się  dość  wyszukanym  językiem,  często  zupełnie  nie 
pasującym do komunikacji z uczniami. Słowa „tudzież” oraz „aczkolwiek” 
pojawiały  się  prawie  w  każdym  jej  zdaniu.  Kobieta  ta  traktowała  nas  jak 
jednostki, które niewiele potrafią i jeśli coś w życiu osiągną to tylko dzięki 
„rodzicom i ich znajomościom”. Jeśli zauważyła, iż ktoś czegoś nie umie, to 

background image

77 

 
od razu wzywała go do odpowiedzi. Nawet gdy byliśmy nieobecni w szkole 
przez  dłuższy  czas,  to  po  powrocie  do    niej  od  razu  zostawaliśmy 
odpytywani z zaległego materiału. Często wtedy chorowałam, więc nie raz 
po  powrocie  do  szkoły  dostałam  ocenę  niedostateczną.  Postawienie  kilku 
takich ocen w ciągu lekcji wydawało się sprawiać nauczycielce satysfakcję.  
      Zachowanie  tej  pani  sprawiało,  iż  przed  każdą  lekcją  czułam  ogromny 
strach.  Nie  byłam  oczywiście  jedyna,  gdyż  inni  uczniowie,  nawet  jeśli 
dotychczas  byli  uważani  za  całkiem  dobrych  z  angielskiego,  też  się  bali. 
Straciliśmy wiarę we własne umiejętności i możliwości. Korepetycje, liczne 
godziny spędzone nad książkami i ciągły lęk stały się regułą. Obecnie, jako 
absolwentka  liceum  ogólnokształcącego,  a  tym  bardziej  jako  studentka 
wstydzę  się,  iż  w  XXI  wieku,  gdzie  znajomość  języka  angielskiego  jest 
powszechna,  znam  tylko  jego  podstawy.  Nie  wynika  to  bynajmniej  z 
mojego lenistwa czy ciemnoty. Nie jestem jednak w stanie przemóc swojej 
niechęci i podjąć się nauki tego języka. 
      Postępowanie  tej  nauczycielki  negatywnie  wpłynęło  na  moje  zdrowie 
fizyczne  i  psychiczne,  na  mój  stosunek  do  nauki.  Jej  zasługą  jest  moja 
awersja do języka angielskiego. Język ten stał się dla mnie ogromną traumą 
i po dziś dzień na samą myśl o tym przedmiocie przechodzą mnie dreszcze.  
 
Iwona Zaniuk 
Z mojej dotychczasowej edukacji najgorzej wspominam lekcje matematyki 
w  gimnazjum.  Odkąd  pamiętam  matematyka  była  moim  znienawidzonym 
przedmiotem. Po pierwsze dlatego, że nigdy jej nie rozumiałam, a po drugie 
z powodu beznadziejnego nauczyciela. Matematyka nie jest trudna jeśli jest 
dobrze wytłumaczona. Mój nauczyciel niestety nie  umiał nam tego dobrze 
wytłumaczyć,  a  z  czasem  w  ogóle  przestał  tłumaczyć,  jedyne,  co  robił  to 
pokazywał nam jeden przykład na tablicy lub przeczytał wzór z książki, po 
czym wymagał od nas wykonywania zadań.  Niestety ten jeden przykład to 
za mało żebym ja  i większość  klasy zrozumiała  zagadnienie. Osoby, które 
nie potrafiły wykonać zadania  wyzywał od najgorszych i oczywiście  karał 
złymi  ocenami.  Za  poproszenie  o  wytłumaczenie,  czy  powiedzenie,  że  się 
nie rozumie potrafił skrzyczeć, postawić jedynkę, a nawet wpisać uwagę o 
niewłaściwym  zachowaniu.  Często  też  potrafił  uderzyć  linijką  lub 
dziennikiem.  Na  jego  lekcjach  zeszyty  często  lądowały  za  oknem. 
Dlaczego? Kiedy sprawdzał prace domową i znalazł błąd albo nie podobało 
mu się prowadzenie zeszytu wpadał w szał i wyrzucał zeszyty za okno. Do 
odpowiedzi zgłaszały się osoby najlepsze, a ci którzy nie rozumieli siedzieli 
cicho z nadzieją, że nie pójdą do odpowiedzi. Były osoby,  które wybiegały 
z  zajęć z  płaczem, co oczywiście  kończyło się  dla  nich  nieobecnością. Na 
zajęciach  wykonywaliśmy  ćwiczenia  z  podręcznika  w  kolejności    od 

background image

78 
 

 
 

najłatwiejszych  do  najtrudniejszych,  a    zadania,  których  nie  zdążyliśmy 
zrobić  w  trakcie  lekcji,  czyli  tych  najtrudniejszych,  zadawane  były  do 
domu.  Mimo  naszych  skarg  do  dyrekcji  nikt  nie  zainteresował  sie  naszą 
sytuacją  i  przez  trzy  lata  męczyliśmy  się  na  lekcjach  matematyki  z 
nauczycielem,  który  nie  miał  podejścia  do  młodzieży  ani  powołania  do 
nauczania matematyki. 
      Wiem,  że  takie  czy  podobne  sytuacje  zdarzają  się  w  wielu  szkołach,  a 
niestety cierpią na tym uczniowie. Uważam takie zachowania nauczycieli za 
karygodne wykroczenie. 
 
Joanna H.  
Moje  najgorsze  wydarzenie  szkolne  miało  miejsce  w  gimnazjum. 
Najbardziej  je  zapamiętałam,  ponieważ  było  to  dla  mnie  najbardziej 
niesprawiedliwe  doświadczenie,  które  mnie  osobiście  dotknęło. W  trzeciej 
klasie  uczyliśmy  się  pisać  rozprawki  -  nowa,  trudna  forma  wypowiedzi. 
Nauczycielka podała bardzo ciekawy temat dotyczący lektury „Kamienie na 
szaniec”.  Nowa forma  wypowiedzi  bardzo  mi się podobała, postanowiłam 
przyłożyć  się  do  pierwszej  rozprawki.  Napisałam  wcześniej,  dokładnie 
sprawdziłam. Kilka dni przed oddawaniem prac koleżanka poprosiła mnie o 
pożyczenie  zeszytu.  Niczego  się  po  niej  nie  spodziewałam,  niczego  nie 
podejrzewając  pożyczyłam  zeszyt.  Dwa  dni  później  wszyscy  oddaliśmy 
zeszytów  z  rozprawkami  do  oceny.  Następnego  dnia  nauczycielka 
przyniosła  ocenione  wypracowania,  ogłaszając  całej  klasie,  że  jest  jej 
bardzo przykro, że niektórzy nie  potrafią  pisać  wypracowań samodzielnie. 
Okazało się, że owy zarzut tyczy się mnie, pani polonistka stwierdziła, że to 
ja  bezczelnie  odpisałam  rozprawkę  od  koleżanki  (tej  samej,  której 
pożyczyłam  zeszyt,  ot  przypadek).  Zostałam  oskarżona  o  plagiat  i 
niesamodzielne napisanie rozprawki, co wiązało się z pałą. Koleżanki nawet 
nie  ruszyło  sumienie,  a  nauczycielce  nawet  do  głowy  nie  przyszło,  że  to 
właśnie  ta  moja  koleżanka  –  córka  polonistki  –  zwyczajnie  odpisała  ode 
mnie 

wypracowanie. 

Czułam  się  upokorzona,  niesprawiedliwie 

potraktowana. Nikt mnie nie wysłuchał, co oczywiście odbiło się na moich 
kolejnych  ocenach  z  polskiego.  Dlatego  wybrałam  to  wydarzenie  na  moje 
najgorsze  wspomnienie  z  czasów  szkolnych.  Zostałam  potraktowana 
niesprawiedliwie,  nie  miałam  szans  nic  wyjaśnić,  a  cały  mój  trud,  który 
włożyłam w pisanie  wypracowania poszedł na marne. Sytuacje, w których 
jesteśmy  traktowani  w  szkole  niesprawiedliwie  i  z  góry  są  codziennością, 
jednak ta najbardziej zapadła mi w pamięci. 

Joanna Korol 
To było dosyć dawno, miałam jakoś około 14 lat. Chodziłam do gimnazjum 
w niewielkim miasteczku na Lubelszczyźnie. Podczas jednej z lekcji języka 

background image

79 

 
polskiego  omawialiśmy  bajki  Ignacego  Krasickiego.  Nauczycielka  zadała 
pracę domową, w tym zadanie dla chętnych – napisanie własnej, rymowanej 
bajki. Ci, którzy zrobią to zadanie mieli dostać szóstkę. 
     Ja  już  kiedyś  układałam  rymowanki  na  różne  tematy,  poza  tym  chyba 
mam „lekkie pióro”, więc postanowiłam spróbować swoich sił. Napisałam 
krótką bajkę o bobrze i lisie: 

Miał bóbr z lisem spółkę, szło im całkiem dobrze, 
Dopóki lis nie zagarnął części kasy bobrzej. 
Zwierzył się więc bóbr żonie z tego, co go trapi 
I rozpłakał się tak, jak to bóbr potrafi. 

    Bardzo  dumna  z  siebie  poszłam  do  szkoły  i  okazało  się,  że  zadanie  dla 
chętnych zrobiłam tylko ja. Przeczytałam  moją  bajkę, a  pani  nauczycielka 
powiedziała:  „Dziękuję,  dostajesz  plusa”,  bo  myślała,  że  bajki  tej  nie 
napisałam sama, że po prostu znalazłam ją gdzieś w Internecie. 
     Uważam, że  nauczycielka  języka polskiego zachowała się bardzo nie w 
porządku, nie  dotrzymując słowa. Czułam się  wówczas bardzo oszukana  i 
rozczarowana. Pewnie  nie  byłoby problemu,  gdyby poprzedniego dnia  nie 
podkreśliła, że nagrodą za pracę dla chętnych będzie ocena celująca. 
     Co więcej, nauczycielka nie zadała sobie trudu, by wyjaśnić, dlaczego za 
moją bajkę dostałam jedynie plusa. Nie zapytała też wprost, czy napisałam 
ją sama. 
     To wydarzenie miało też pewien wpływ na moją dalszą edukację. Przez 
jakiś  czas  po  tym  nie  robiłam  żadnych  dodatkowych  zadań  dla  chętnych. 
Czułam  –  raczej  podświadomie  niż  świadomie  –  że  i  tak  nie  będę  z  tego 
miała  żadnej  korzyści,  a  nawet  więcej  –  poniosę  jakąś  szkodę.  Bo  chyba 
można uznać za szkodę to, że zostałam potraktowana jak bezczelna autorka 
plagiatu, która zadowolona przynosi na zajęcia czyjś tekst i jeszcze chce za 
to dostać szóstkę. 

 
 

Iwona Drelich 
Do  gimnazjum  uczęszczałam  w  małej  miejscowości,  której  mieszkańcy 
uważają  się  za  niewiadomo  kogo  i  panuje  tam  niezdrowa  atmosfera.  Te 
śmieszne  bloki,  w  których  mieszka  „elita”.  Do  mojej  klasy  chodziło  kilka 
osób z wspomnianego osiedla. Delikatnie się wywyższali, ale ze względu na 
to,  że  nas  dojeżdżających  było  nieco  więcej  wszystko  jakoś  się  układało. 
Byliśmy oznaczeni jako klasa literką „B”. Natomiast do klasy „A” chodziło 
wiele  osób  z  blokowiska,  a  poza  tym  kilkoro  z  nich  było  dziećmi 
nauczycieli i Pani dyrektor. Właśnie na tym polegała nasza między klasowa 
rywalizacja.  
       Wszyscy  znaliśmy  się  już  od  zerówki,  ale  dopiero  w  gimnazjum 

background image

80 
 

 
 

naprawdę  uwidocznił  się  podział  na  lepszych  i  gorszych.  Pamiętam,  że 
większość  nauczycieli  faworyzowała  klasę  „A”,  natomiast  my  byliśmy 
zawsze odpowiedzialni za  wszelkie  przewinienia, złe  zachowanie  i rzadko 
były  nam  powierzane  jakieś  znaczące  zadania.  Należałam  do  grupy  osób 
lepiej  uczących  się,  więc  ta  rywalizacja  dotyczyła  mnie  bezpośrednio. 
Najczęściej  byliśmy  dyskryminowani  –  wiadomo,  przez  wychowawcę, 
który  na  każdym  kroku  porównywał  nas  z  „A”.  Mówił,  że  jesteśmy 
beznadziejni  i  że  jeszcze  wiele  nam  brakuje  do  nich.  Próbowaliśmy 
udowodnić,  że  się  myli  i  nasza  piątka  starała  się  ratować  honor  klasy. 
Natomiast  najbardziej  bulwersowało  mnie  traktowanie  nas  przez  Pana  od 
w-fu.  Dotyczyło  to  głównie  nas  dziewczyn,  gdyż  na  wychowaniu 
fizycznym  byliśmy  podzieleni  i  dziewczyny  z  obu  klas  miały  razem.  W 
grupie tych uczennic były córki nauczycieli i Pani dyrektor, więc od samego 
początku były lepiej traktowane. Chodziło przede  wszystkim o to, że były 
lepiej oceniane i traktowane ulgowo. Oburzające w tym wszystkim było to, 
że  świadome  swojej  lepszej  sytuacji,  śmiały  się  nam  prosto  w  twarz. 
Jeździły  częściej  na  zawody,  choć  czasem  było  to  bezpodstawne.  My 
odwalałyśmy  czarną  robotę  związaną  z  przygotowaniem  zajęć.  Tamte 
dziewczyny  pozwalały  mu  na  poklepywanie  po  pupie,  niby  pomoc  przy 
wykonywaniu ćwiczeń. Nam to zupełnie nie mieściło się w głowie.  
     Teraz jak przypomnę sobie tamte wydarzenia, brzydzę się tymi ludźmi i 
cieszę, że wyrwałam się z tego chorego środowiska. 
 
Marta Kowalczyk
 

 

 

 

 

 

 

Jest  cały  okres  w  mojej  edukacji  który  mogę  opisać  słowem  najgorszy  – 
przedszkole.  Miejsce  gdzie  kształtują  się  pierwsze  przyjaźnie,  metody 
kształtowania  relacji  miedzy  ludźmi.  nawyki,  umiejętność  pisania 
pierwszych  liter  i  wiele  innych  przydatnych  czynności.  Cały  ten  czas  nie 
kojarzy mi się prawie z niczym przyjemnym. 
      Samo  rozstanie  z  mamą  nie  było  dla  mnie  łatwe.  Jako  osoba  urodzona 
pod  koniec  grudnia  byłam  znacznie  młodsza  od  reszty  grupy.  Niewiele 
wcześniej  odkryto  u  mnie  poważna  wadę  wzroku  i  byłam  skazana  na 
ogromne okulary w wielkiej oprawie które musiałam nosić na łańcuszku bo 
cały  czas  spadały  mi  z  nosa-  były  dla  mnie  zbyt  ciężkie.  Juz  samo  to  nie 
zjednywało mi przyjaciół pośród grupy dzieci, które z w swoich opiniach są 
zazwyczaj  szczere  a  tym  samym  bezlitosne.  W  ten  sposób  zawsze  byłam 
oddzielona od grupy. Do tego dołączyły się także niepowodzenia w pisaniu 
i czytaniu. Okazało się z mam dysleksje rozwojowa. Każdy szlaczek był dla 
mnie drogą przez mękę. Moi rodzice nie do końca rozumieli ze może mi to 
przychodzić  z  takim  trudem,  wiec  nie  znajdowałam  w  nich  oparcia. 
Pamiętam  pewnego  dnia  niechcąco  potraciłam  kubek  z  herbatą  i  załam 

background image

81 

 
jedna z najpopularniejszych dziewczyn w przedszkolu. Cała grupa miała do 
mnie  żal  i  nawet  pani  nie  próbowała  zażegnać  konfliktu,  tylko  biernie 
przyglądała się  sytuacji. Przez  większość czasu Nikt nie chciał się ze mną 
bawić mimo interwencji pani. Tak niepotrzebna, beznadziejna i niechciana 
nie czułam się nigdy później Wszystkie te wydarzania złożyły sie na to, że 
potem przez  wiele lat  miałam zaniżone poczucie  własnej  wartości i ciężko 
było mi cokolwiek zmienić w moim myśleniu a tym samym w działaniach. 
Na szczęście udało się. 
       Wydarzenie  to  było  o  tyle  najgorsze  ze  jego  konsekwencje  rzutowały 
na większość mojego dzieciństwa. 
 
Katarzyna Mika 
Nauczycielka  jednej  z  lubelskich  szkół  średnich  przez  trzy  lata,  podczas 
których uczyła języka polskiego moją klasę, opanowała do perfekcji różne 
sposoby,  żeby  nie  prowadzić  zajęć  m.in.  tłumaczenie  się  ciągłymi 
problemami  gardła,  zmęczeniem,  chorobą  dziecka.  Często  też  wysyłała 
jednego z uczniów do barku szkolnego po jedzenie, które jadła na zajęciach 
proponując  w  tym  czasie  pracę  w  grupach.  Potrafiła  też  pytać  uczniów 
przez  całe  zajęcia  na  oceny,  żeby  czas  lekcyjny  szybko  minął,  oraz  żeby 
były  jakiekolwiek  oceny  z  przedmiotu,  gdyż  do  rzadkości  należały 
sprawdziany  i  inne  formy  sprawdzania  wiedzy.  Nauczycielka  dyktowała 
kilkunastostronicowe  notatki,  które  nijak  się  miały  do  zajęć  poruszanych 
zagadnień  i  programu  nauczania,  a  które  zapełniały  zajęcia.  Często  na 
lekcjach  poruszane  były  sprawy  organizacyjne,  związane  z  wycieczkami  i 
uroczystościami  szkolnymi,  z  ocenami  z  innych  przedmiotów, 
nieobecnościami, które w tym czasie były usprawiedliwiane. 
     Nauczycielka niewątpliwie szła po najmniejszej linii oporu na zajęciach, 
nie  wywiązywała  się  ze  swoich  zadań.  Nie  dostrzegała,  lub  nie  chciała 
widzieć  niezadowolenia  uczniów.  Czuła  się  usprawiedliwiona,  ponieważ 
klasa  była  bardzo  zdolna  i  indywidualnie,  bądź  na  korepetycjach 
uzupełniała braki w wiedzy. Mimo to, podczas pytania potrafiła być bardzo 
krytyczna i wymagająca, ale także niesprawiedliwa w ocenach. 
     Zachowanie to powodowało wśród uczniów frustrację i niezadowolenie, 
gdyż był to przedmiot obowiązkowo zdawany na maturze. Co więcej miało 
to  wpływ  na  braki  w  wiedzy  uczniów.  Osoby,  których  nie  było  stać  na 
korepetycje,  którzy  nie  mieli  na  nie  czasu  lub,  którzy  nie  chcieli  na  nie 
chodzić, ponieważ sądzili, że obowiązkiem nauczyciela było przygotowanie 
nas  i  skrupulatne  uczenie-byli  zdani  na  siebie,  różnego  rodzaju  ściągi  i 
opracowania.  Natomiast  reszta  uczniów  chodziła  na  korepetycje. 
Powodowało to niezdrową atmosferce i brak wiary we własne możliwości. 
 

background image

82 
 

 
 

Piotr Chabros  
Byłem  w  pierwszej  klasie  szkoły  podstawowej.  Moją  wychowawczynią 
była  młoda  nauczycielka  Małgorzata  B.  Na  pozór  robiła  wrażenie  miłej  i 
sympatycznej osoby. Szybko okazało się jednak, że mieliśmy do czynienia z 
niezrównoważoną,  sfrustrowaną  i  socjopatyczną  kobietą.  Moje  najgorsze 
doświadczenie  miało  miejsce  na  jednej  z  pierwszych  lekcji  plastyki,  na 
która  wszyscy  mieli  przynieść  farby  plakatowe.  Po  otrzymaniu  kartek  i 
tematów prac zabrałem się do dzieła, lecz szybko zdałem sobie sprawę, że 
większość posiadanych przeze mnie „plakatówek‟ nie nadaje się do użycia - 
była wyschnięta lub zostawiała ciemny odcień. 
    Nie  stanowiło  to  jednak  żadnej  przeszkody  -  moja  wena  twórcza 
domagała  się  ekspresji.  Śmiało  i  bez  zastanowienia  zacząłem  malować  co 
tylko  przyszło  mi  do  głowy.  Po  kilkunastu  minutach  wspomniana  wyżej 
nauczycielka  zwróciła  uwagę  na  moją  pracę,  z  początku  bacznie  się  jej 
przyglądając.  Stała  chwilę  bez  słowa  aż  do  momentu  lakonicznej 
wypowiedzi: ‟czy Ty jesteś normalny?‟. Nie  wiedziałem co odpowiedzieć, 
więc milczałem. Ona jednak nieustępliwie dopytywała o co chodzi z moimi 
kolorami  –  czemu  jest  ciemno?  Odpowiedziałem  zgodnie  z  prawdą,  że  to 
wina  farb  i  narysowałbym  coś  jaśniejszego,  gdybym  mógł.  To  jednak  nie 
przekonało jej do mojej wersji - prace na tle innych oceniła negatywnie. 
     Od  tamtej  pory  nie  zaznawałem  spokoju  od  krytyki  -  przy  każdej 
nadarzającej  się  okazji  słuchałem,  że  wszystko  robię  nie  tak,  jak  trzeba. 
Ofiarą  stał  się  również  mój  kolega  z  ławki,  który  nie  wiedzieć  czemu  też 
czymś  zawinił.  Z  racji  nauczania  początkowego  mieliśmy  z  nią  kilka 
przedmiotów, na  których sytuacja wyglądała podobnie. W ciągu kolejnych 
lat podstawówki moja antypatia w stosunku do nauczycieli rosła. Z czasem 
przestałem  się  przejmować  uwagami  i  wykształciłem  buntownicze 
nastawienie  -  byłem  skory  do  kłótni  i  agresji.  W  mojej  świadomości  na 
długi czas pozostał obraz stronniczego nauczyciela-oprawcy. 
 
Judyta Gogacz 
Lekcja  historii.  Jak  zwykle  we  wtorek  wszyscy  stoją  i  czekają  obgryzając 
paznokcie  na  przyjście  pani  M.  Pośród  gwaru  przerwy  słychać  nerwowe 
przekręcanie  stron  w książkach. Każda  lekcja  wygląda  tak samo, dziś-  nie 
inaczej.  Wchodzimy  do  klasy,  pani  M.  zasiada  dumnie  za  biurkiem  na 
podwyższeniu, otwiera dziennik, mierzy wszystkich morderczym wzrokiem 
i zaczyna swój co wtorkowy rytuał. Pięć losowo wybranych osób wywołuje 
na  środek,  te  ustawiają  się  w  równym  rzędzie  z  zaciśniętymi  rękami  i 
wielką pustką w głowie spowodowaną ogromnym stresem. Pani M. wstaje, 
co  by  nie  być  niżej  niż  jej  ofiary  odpytywania.  Pierwsze  pytanie-  brak 
odpowiedzi, drugie- jedna osoba zaczyna coś dukać, więc dostaje następne 

background image

83 

 
pytanie, żeby nie trwało to za długo. Odpowiedź jak na nasz szkolny gust w 
miarę  składna  niestety  nie  satysfakcjonuje  pani  M.  i  dlatego  zadaje  koleją 
serię pytań wyciągając z kieszeni cięższą artylerię. Uczniowie starają się jak 
mogą,  a koledzy siedzący w ławkach ich dopingują, ale jedynym powodem 
nie jest wielka sympatia do nich, ale także chęć uratowania  własnej skóry. 
Niestety trzymanie kciuków i ciche dopingowanie nic nie pomogło. Pani M. 
czerwona  ze  złości  bierze  kolejne  pięć  osób  i  zapowiada,  że  może  tak  do 
końca  lekcji  chyba,  że  usłyszy  piękne,  płynne  odpowiedzi.  Łatwo 
powiedzieć-  płynne,  kiedy  język  sam  plącze  się  ze  strachu.  Tak  więc  po 
uprzednim  zmieszaniu  uczniów  z  błotem  pani  M.  wywołała  kolejne  pięć 
osób,  w  tym  mnie.  Sytuacja  się  powtórzyła,  odpowiedzi  które  padły  nie 
były  zbyt  dobre  dla  nauczycielki.  Dlatego  też  taki  stan  rzeczy  trwał  do 
końca zajęć. Lekcja nie została przeprowadzona, a my z jeszcze większym 
strachem baliśmy się kolejnego wtorku, nie wiedząc czego się spodziewać. 
Pani M. była doprowadzona do granicy wściekłości.  
       Co  do  oceny  tej  sytuacji  widać  jasno  błąd  nauczycielki,  która  już  na 
wejściu  podkreślała  swoją  wyższość  nad  uczniami.  Nie  było  żadnego 
porozumienia z obu stron, widoczna była jedynie granica nauczyciel- uczeń 
i  choćby  uczeń  miał  szeroką  wiedzę  historyczną  to  i  tak  nie  zdołałby 
podzielić się nią ze względu na odczuwany strach.  
      Nie powinno tak być. W takich warunkach nie da się przyswoić wiedzy 
historycznej,  a  przecież  te  zajęcia  można  poprowadzić  w  tak  ciekawy 
sposób jak żadne inne z palety zajęć w gimnazjum.  
 
Irmina Turkiewicz 
Kiedy myślę o najgorszych wydarzeniach z historii mojej edukacji, na myśl 
nasuwa mi się liceum i lekcje języka polskiego.  
Nasza  Pani  pewnego  dnia  zapowiedziała  nam  wypracowanie  klasowe  z 
lektury  pt.  ”Pan  Tadeusz”,  wcześniej  wręczając  nam  książki  przygoto-
wujące do matury. W repetytorium opracowany był pewien temat związany 
z  wymienioną  lekturą,  nie  wiedząc  jaki  temat  trafi  nam  się  na  klasówce, 
cała klasa postanowiła nauczyć się owego tematu, żeby chociaż trochę móc 
potem z niego skorzystać. 
     Nadszedł  dzień  sprawdzianu.  Polonistka  podała  nam  właśnie  temat 
opracowany  w  naszej  książce.  Wszyscy  mieli  nadzieję  na  dobre  oceny. 
Jednak  gdy  otrzymaliśmy  wyniki  wielkie  było  nasze  zdziwienie,  gdy 
okazało się, że na 30 osób nasza Pani postawiła za owo wypracowanie 23 
oceny niedostateczne, 6 dopuszczających i jedną dostateczną, „na okrasę”, 
jak  to  określiła.  Jak  się  potem  okazało  było  to  wynikiem  złego  humoru 
naszej Sorki a także jak sama nam powiedziała „ Specjalnie nam postawiła 
takie  oceny,  bo  nie  mogła  pozwolić  żebyśmy  w  piórka  obrośli. 

background image

84 
 

 
 

Wypracowania nie były złe, ale jak napiszemy jeszcze raz poprawę, to może 
nam  coś  w  głowie  zostanie”.  Następnie  za  identyczne  wypracowania 
poprawkowe, klasa otrzymała oceny dobre i nawet bardzo dobre.  
      Fakt, że byłam w klasie humanistycznej, nie oznaczało wcale, że polski 
był  moim  ulubionym  przedmiotem.  Nasza  Pani  Polonistka  z  miłości  do 
zawodu  skutecznie  potrafiła  odmienić  o  180  stopni  zainteresowania 
każdego  ucznia.  Lekcje  polskiego  wiązały  się  z  ogromnym  stresem, 
strachem, że za chwilę można będzie zostać wyzwanym i skrzyczanym bez 
powodu, a czasem nawet za dobrą odpowiedź można było nieźle oberwać. 
     Wydarzenie  to  najbardziej  zapadło  mi  w  pamięć  jako  najgorsze.  Oceny 
zawsze były zależne od nastroju nauczycielki lub też jej stosunku do danego 
ucznia.  Miała  ona  swoich  ulubieńców,  którzy  mogli  nie  umieć  nic,  ale 
zawsze zostawało to obrócone w żart, a także byli tacy, którzy mogli książki 
recytować  od  deski  do  deski,  powtarzać  dosłownie  jej  wypowiedzi,  ale 
nigdy nie zdarzało się, by zostali pochwaleni lub docenieni dobrą oceną. 
 
Katarzyna Zbytniewska 
Uważam,  że  moim  najgorszym  szkolnym  przeżyciem  było  chyba  to,  jak 
bodajże w 4 klasie szkoły podstawowej musiałam zacząć nosić okulary, po 
to, żeby skorygować, niewielką wtedy, wadę wzroku. Jako że miałam już te 
11  lat,  nie  bardzo  mi  się  ten  pomysł  spodobał,  bo  stwierdziłam,  że 
wyglądam  w  nich  brzydko. W  szkole  jednak  siedziałam  na  końcu  sali,  ze 
względu  na  wysoki  wzrost,  a  stamtąd  już  całkiem  kiepsko  widziałam,  co 
było napisane na tablicy. Wtedy pierwszy raz odważyłam się założyć moje 
nowe okulary przy klasie. I chyba rzeczywiście wyglądałam niezbyt ładnie, 
bo dzieciaki zaczęły się ze mnie śmiać… Zrobiło mi się strasznie przykro, 
chyba  nawet  się  rozpłakałam.  Okularów  oczywiście  nigdy  więcej  przy 
mojej  klasie  nie  założyłam,  pomimo  próśb  rodziców.  Przesiadłam  się  po 
prostu bliżej pod tablicę i tak przeżyłam podstawówkę. Wada oczywiście się 
pogłębiała,  a  w  gimnazjum  zaczęłam  nosić  soczewki  kontaktowe.  Dziś 
mam sporą wadę wzroku, od soczewek dostałam zapalenia rogówki i jestem 
zmuszona nosić okulary, co nie jest już dla mnie tak wielką tragedią jak w 
podstawówce. Uważam jednak, że gdyby moje koleżanki i moi koledzy nie 
zareagowali śmiechem na to, jak wtedy wyglądałam, być może moja wada 
wzroku skorygowałaby  się  lub też  nie  pogłębiła się  i nie musiałabym dziś 
nosić okularów, co jest dla mnie jednak pewną niewygodą. Wiem jednak, że 
to były tylko małe, niezdające sobie sprawy z powagi i normalności sytuacji 
dzieci,  dlatego  tak  zareagowały.  Ja  pewnie  wtedy  zareagowałabym 
podobnie, gdybym była  na ich miejscu. Byłam jednak na swoim miejscu i 
zareagowałam bardzo emocjonalnie i za bardzo przejęłam się tym, co myślą 
o mnie inni, ale wiadomo, że dla dziecka opinia kolegów jest bardzo ważna. 

background image

85 

 
Sądzę również, że nauczycielka powinna jakoś zareagować na tę sytuację, a 
nie  przypominam  sobie,  żeby  coś  w  tym  kierunku  zrobiła.  No  ale  trudno, 
okulary teraz są podobno bardzo modne. 
 
Agnieszka Głuch 
To był okropny dzień, samo zdarzenie pamiętam jak przez mgłę, ale chyba 
nigdy  nie  zapomnę  towarzyszącego  mu  uczucia  –  zażenowania,  wstydu,  a 
zarazem  gniewu  i  złości.  Byłam  wtedy  w  drugiej  klasie  szkoły 
podstawowej.  Siedziałam  w  sali  i  ze  zniecierpliwieniem  wyczekiwałam 
upragnionego  dzwonka  kończącego  ostatnią  lekcję.  W  ławce  za  mną, 
siedziała  ulubiona  koleżanka  –  Patrycja,  która  była  dość  rozgadana  i  nie 
potrafiła wytrzymać na lekcji bez rozmów. Skupiając się na temacie zajęć, 
usłyszałam  głos  koleżanki,  która  skierowała  do  mnie  prośbę.  Nie 
zastanawiając  się,  odruchowo  odwróciłam  się  do  niej,  by  dowiedzieć  się 
czego  ode  mnie  chce.  Jednak  w  tym  samym  momencie  usłyszałam 
nauczycielkę, która surowym głosem próbowała nas upomnieć, a następnie 
kazała wyjąć z plecaków i podać jej tzw. dzienniczki ucznia, by zapisać tam 
adnotacje  do  rodziców  na  temat  naszego  złego  rzekomo,  zachowania  na 
lekcji. Zawarła tam również prośbę o ich przybycie do szkoły. Nauczycielka 
chciała  opowiedzieć  im  o  mojej  rozmowie  na  lekcji.  Nie  miałam  wyjścia! 
Dałam  jej  ten  dzienniczek  i  dostałam  pierwszą  w  swoim  szkolnym  życiu 
uwagę. Byłam bardzo zła. Sama uwaga była dla mnie w ówczesnym czasie 
okropna  karą.  Czułam  wstyd  i  wielki  gniew  do  samej  siebie  i  na 
nauczycielkę, przecież tak naprawdę, nawet nie zaczęłam rozmowy. Można 
nas  było  jedynie  upomnieć,  a  nie  od  razu  wstawiać  uwagę.  Ze  łzami  w 
oczach usiadłam do ławki, bo jako mała dziewczynka mocno to przeżyłam. 
Po  kilku  dniach  od  tego  wydarzenia  moja  mama  wybrała  się  do 
nauczycielki  na  rozmowę.  Bardzo  stresowałam  się  czekając  w  domu  na 
powrót  mamy.  Zastanawiałam  się  czego  dowie  się  w  szkole  i  czy  bardzo 
tym  zdarzeniem  będzie  rozczarowana.  Po  powrocie  mama  nie  była 
zadowolona  i  długo  ze  mną  rozmawiała  na  temat  odpowiedniego 
zachowania  na  lekcji  i  stosunku  do  nauczycielki.  To  było  okropne 
wydarzenie.  Od  tamtej  pory  nie  czułam  już  sympatii  do  tej  nauczycielki  i 
szczerze nie lubiłam chodzić na jej zajęcia. 
 
Paulina Tomaszewska 
Liceum  do  którego  uczęszczałam  było  znane  z  dyscypliny  i 
rygorystycznego  podejścia  do  sposobu  ubierania  się.  Przy  jego  wyborze 
kierowałam się przede wszystkim renomą i wysokim poziomem nauczania. 
Mając tak wielką szansę na uzyskanie miejsca w tak prestiżowej szkole nie 
wahałam  się  ani  minuty.  Rozumiałam,  że  wyzywające  stroje  zostaną 

background image

86 
 

 
 

upchane  gdzieś  głęboko  w  szafie,  a  mocny  makijaż  zostanie  zastąpiony 
delikatnym.  Na  początku  było  bardzo  trudno  zaadoptować  się  do  nowej 
sytuacji,  jednak  już  po  kilku  tygodniach  byłam  zadowolona  ze  swego 
wyboru.  Jednak  do  czasu…  Do  pierwszego  spotkania  ze  szkolną  panią 
pedagog.  Krążyły  o  niej  legendy,  ale  żadnych  konkretów  nie  można  było 
być pewnym. Słynęła z niewybrednych żartów na temat tuszy uczniów, była 
postrachem całej szkoły jednak żaden dyrektor nie był na tyle odważny aby 
usunąć  ją  z  zajmowanego  stanowiska.  Najgorsze  wydarzenie  w  mojej 
edukacji  miało  miejsce  w  maju,  gdy  nadeszły  pierwsze  upalne  dni. 
Ponieważ nie należę do osób szczupłych a mam kilka „nadprogramowych” 
kilogramów,  bardzo  szybko  robiło  mi  się  gorąco,  a  co  za  tym  idzie 
intensywnie się pociłam. W dniu zajęć z panią psycholog uciekł mi autobus 
i  biegłam  ile  sił  w  nogach  aby  się  nie  spóźnić.  Droga  do  szkoły  szybkim 
marszem  zajęła  mi  25  minut,  potem  wbiegłam  na  drugie  piętro  i  wpadłam 
do sali jak błyskawica. Przeprosiłam za spóźnienie pokrótce tłumacząc, że 
uciekł mi autobus i spokojnym krokiem udałam się  w stronę ławki. Jakież 
było  moje  zdziwienie  gdy  nauczycielka  kazała  mi  zawrócić  i  stanąć  na 
środku  klasy  po  czym  skomentowała  całą  sytuację  w  ten  sposób:  -„I  tak 
właśnie  będziecie  wyglądać,  obżerając  się  do  nieprzytomności.  Będziecie 
wyglądać jak świnie i śmierdzieć jak świnie!” Gdy usłyszałam te słowa na 
początku nie dotarł do mnie ich sens. Byłam w totalnym szoku, stałam tak 
zażenowana, chciałam zapaść się pod ziemię. Cała klasa ryknęła śmiechem 
razem  z  panią  pedagog.  Nigdy  nie  zapomnę  jak  się  wtedy  czułam.  Jak 
śmieć.. 
 
Ewelina Kość 
W 2000 roku, gdy byłam w IV klasie szkoły podstawowej, na jednej z lekcji 
informatyki  mieliśmy  pracować  w  programie  komputerowym  Paint.  Do 
klasy  weszła  pani  X,  nauczycielka  informatyki.  Każdy  uczeń  usiadł  przy 
swoim stanowisku komputerowym. Niektórzy rozmawiali ze sobą, panował 
jeszcze  gwar.  Otrzymaliśmy  polecenie,  by  uruchomić  program.  Zaczęłam 
szukać  odpowiedniego  programu,  lecz  w  roztargnieniu  wyłączyłam 
komputer.  Niektórzy  moi  koledzy  zaczęli  zerkać  w  moją  stronę,  inni 
marszczyli  brwi,  gdyż  nie  rozumieli  co  ja  robię.  W  tamtym  momencie 
podbiegła  do  mnie  bardzo  zdenerwowana  pani  X,  krzycząc  na  mnie  oraz 
rzucając  pytania:  Co  ja  wyprawiam?  Jak  śmiem  nie  wykonywać  poleceń? 
Czy nie docierają do mnie tak proste polecenia? itp. W klasie zapadła cisza 
jak  makiem  zasiał.  Bardzo  cicho  próbowałam  wytłumaczyć  jak  do  tego 
doszło, lecz pani nie chciała mnie wysłuchać. Drżały mi ręce i byłam bliska 
płaczu.  Z  nerwów  zrzuciłam  przez  przypadek  na  ziemię  klawiaturę.  Pani 
wrzeszczała,  że  jestem  nieodpowiedzialna  oraz  że  zasłużyłam  na  ocenę 

background image

87 

 
niedostateczną  za  pracę  na  lekcji.  Jak  powiedziała,  tak  też  zrobiła  – 
wstawiła mi tę ocenę do dziennika. Nikt w klasie się nie poruszył, nie chciał 
zwrócić na siebie uwagi pani.  
    Sytuację tę oceniam bardzo negatywnie, ponieważ pani X zachowała się 
nieprofesjonalnie,  zupełnie  nieodpowiednio  wobec  10-letniego  dziecka. 
Uważam,  że  postąpiła  niewłaściwie  kierując  się  emocjami.  Zamiast 
zwykłego  upomnienia  oraz  chęci  zrozumienia,  zaczęła  się  wyżywać, 
krzyczeć  i  poniżać  mnie  przy  całej  klasie.  Byłam  przerażona  nie  tylko  ja, 
ale  i  cała  klasa.  Wszyscy  uważali,  że  zostałam  potraktowana 
niesprawiedliwie.   Swoim zachowaniem  nauczycielka sprawiła, że po tym 
wydarzeniu  lekcje  informatyki  były  dla  mnie  bardzo  stresujące,  unikałam 
ich, gdyż po prostu się ich bałam. Można powiedzieć, że przez tą sytuację 
pozostał mi uraz do informatyki. 

 

Jagoda Sobczak 
Moim najgorszym dniem w edukacji szkolnej był dzień hotelarza. Dzień ten 
odbył się 10 grudnia 2008 roku. Przygotowania do tego dnia rozpoczęły się 
już dwa tygodnie wcześniej,  trzeba było dobrać się w dwójki i przygotować 
prezentacje na dany temat ,  oraz nakrycie do stołu na daną okazję. W ciągu 
tych  dwóch  tygodni  gromadziliśmy  materiały  i  przeprowadzaliśmy  próby 
pod nadzorem nauczyciela. Gdy już nadszedł 10 grudnia każdy z nas musiał 
ubrać się na galowo, obowiązkowo spódnica, biała bluzka, cieliste rajstopy i 
buty na wysokim obcasie. Najpierw wszyscy staliśmy półkolem przed jurry 
i  resztą  szkoły.  Potem  kolejno,  każdy  z  nas  był  wyczytywany  z  listy  i 
parami wychodziliśmy na środek sali. Musieliśmy powiedzieć coś o sobie i 
swoich zainteresowaniach w języku obcym, a następnie równym krokiem , 
w rytm muzyki przejść przez pół sali,  do stolika komisji i z powrotem. Gdy 
już wszyscy się przedstawili, nastąpiła prezentacja stołów, a po nich każda z 
dwójek omawiała swoją prezentację. Gdy już wszyscy się zaprezentowali , 
jury  udała  się  na  obrady.  Po  upływie  około20  minut  wrócili  i  ogłosili 
wyniki, kto został tegorocznym najlepszym hotelarzem. Publiczność reszta 
również mieli wytypować swojego laureata. 
      Od  samego  początku  pomysł    zorganizowaniu  tego  dnia,  nie  podobała 
mi  się.  Wszystko  było  źle  zorganizowane  i  nikt  nie  chciał  brać  w  tym 
udziału,  ale  że  to  była  coroczna  tradycja,  więc  nie  dano  nam  wyboru. 
Jedynie losowy wypadek mógł nas od tego uchronić np. złamanie nogi. Jak 
dla  mnie  to  lekka  przesada  –  nie  cierpię    robić  czegoś  wbrew  sobie.  Już 
samo  to,  że  musiałam  ubrać  się  na  golowo  i  wyjść  przed  tych  wszystkich 
ludzi  w  krótkiej  spódnicy  i  w  butach  na  obcasach  budziło  we  mnie  lęk    i 
strach jak wypadnę? Czy się nie potknę, nie pomylę? Nie lubię jak wszyscy 
na  mnie  patrzą  i  w  myślach  mnie  oceniają,  nie  znając  mnie.  Stałam  tam  

background image

88 
 

 
 

jakbym czekała na rozstrzelanie… czułam ,że robi mi się słabo . Łapczywie 
nabierałam powietrze i w duchu modliłam się ,żeby ten dzień się  w końcu 
skończył. Po  chwili mój mózg wrócił do normalnego trybu funkcjonowania 
i zaczęłam trzeźwo myśleć. Wyszłam na środek sali i przedstawiłam się po 
angielsku  ,  na  szczęście  gdy  przyszła  moja  kolej  padło  nagłośnienie.  Nikt 
nas  nie  słuchał  i  wszyscy  nas  ignorowali.  Byli    tam  tylko  po  to  ,żeby  nie 
mieć  zajęć. Ten dzień był  niepotrzebny  …nikogo  nie  uszczęśliwił, a  tylko 
nas zestresował. 
 
Natalia G. 
Wydarzenie, które chce opisać miało miejsce w gimnazjum,  podczas jednej 
z  wycieczek  szkolnych  pośród  uczniów  naszej  szkoły  pojawiła  się  nowa, 
zupełnie nietypowa „zabawa”. 
      Podczas  jednego  z  potajemnych  spotkań,  po  rozpoczęciu  ciszy  nocnej 
rzecz jasna,  postanowiliśmy  na  jednym  z  naszych  kolegów  przeprowadzić 
hipnozę.  Polegała  ona  na  wstrzymaniu  przez  niego  oddechu,  jedna  z 
odważniejszych dziewczyn w tym czasie, ściskała go za szyje, w celu utraty 
przez niego pełnej świadomości. Po osiągnięciu zamierzonego celu, można 
było „pacjentowi”, zadawać pytania a on na wszystkie odpowiadał zgodnie 
z prawdą. Zabawa była przednia, chętnych do eksperymentu nie brakowało, 
była  ona  główną  atrakcją  tego  wieczoru.  Do  czasu,  kiedy  do  pokoju 
niespodziewanie wszedł jeden z opiekunów.   
      To co się później wydarzyło na zawsze pozostało już w mojej pamięci. 
Po  indywidualnych  rozmowach  z  nauczycielami  i  rodzicami,  w  pełni 
uświadomiłam  sobie  czego  byłam  uczestnikiem.  To  na  co  swoją 
obojętnością,  lub  też  brakiem  odpowiedniej  reakcji,  zezwalałam,  mogło 
mieć  tragiczne  skutki.  Był  to  dla  mnie  wstrząs,  do  dzisiaj  pamiętam 
gnębiące  mnie  wtedy  uczucia:  rozczarowanie  samym  sobą,  żal,  wyrzuty 
sumienia, pragnienie cofnięcia czasu, tak żeby ta sytuacja w ogóle nie miała 
miejsca.  Mimo że, na szczęście, nic strasznego się nie wydarzyło, długo nie 
mogłam przestać  o tym  myśleć. Nie  wiem, jak z  całą  tą sytuacją  czuli się 
inni  zamieszani,  ale  dla  mnie  osobiście  życie  ze  świadomością  tego,  że 
przez  naszą  głupotę  i  bezmyślność,  ktoś  inny  mógł  stracić  życie,  było  dla 
mnie  najsurowszą karą. Do dziś  wspominając tę  sytuację  na  plecach  mam 
dreszcze,  mimo,  iż  nie  jestem  już  dzieckiem  (więcej  przeżyłam,  więcej 
widziałam,  teoretycznie  mniej  rzeczy  już  mnie  dziwi).  Paradoksalnie,  całe 
to  zdarzenie  ma  swoje  „dobre  strony”.  Nauczyłam  się,  że  w  pewnych 
sytuacjach NIE MOGĘ MILCZEĆ! Te naukę pamiętam do dziś. 

Anna Orłowska 
Każdy  z  nas  ma  inne  wspomnienia  z  gimnazjum.  Jedni  wspominają  ten 
okres  mile,  inni  zaś  kojarzą  go  z  niemiłym  obowiązkiem.  Mi  kojarzy  się 

background image

89 

 
jedynie z nieszczęsną lekcją biologii. 
     Pani  Ewa  była  wymagającą  i  nieprzewidywalną  nauczycielką,  więc 
lekcję  rozpoczęła  od  niezapowiedzianego  odpytywania  z  trzech  ostatnich 
lekcji. Oczywiście nikt nie był przygotowany. Zaczęła pytać kolejno z list, 
byłam więc pewna, że do mnie nie dojdzie, gdyż miałam dopiero 13 numer 
w dzienniku. Myliłam się. Wszystkie osoby przede mną po zadaniu jednego 
pytania wracały do ławki z jedynką. Gdy nadeszła moja kolej wstałam i od 
razu  powiedziałam:  „Niestety  dziś  nie  jestem  przygotowana  i  też  chcę 
jedynkę”.  Sądziłam,  że  od  razu    dostanę  pałę  i  nie  będę  dłużej  męczona 
pytaniami  na  które  nie  znam  odpowiedzi.    Zdenerwowana  nauczycielka 
tylko odpowiedziała: „Ty już nie możesz powiedzieć, że nie umiesz. Chodź, 
masz odpowiadać.”Więc poszłam. Pani Ewa zadała jedno pytanie, drugie, ja 
tylko  odpowiadałam  „nie  wiem”.  Aż  zatrzymaliśmy  się  na  wzorze  na 
fotosyntezę.  Tego  też  nie  pamiętałam.  Zapadła  cisza.  Minęło  10  minut  i 
poprosiłam nauczycielkę, żeby już dłużej mnie nie pytała i wystawiła ocenę. 
Ona  jedynie  krzyknęła:  „Zacznij  w  końcu  myśleć”.  Jeszcze  bardziej  się 
zestresowałam.    Nic  nie  potrafiłam  wymyśleć.  Odpowiadałam  jedynie 
dzięki  jej  podpowiedziom.  Całą  tą  sytuację  przerwał  dopiero  dzwonek.  Z 
odpowiedzi dostałam 3, do dziś nie wiem za co, chyba za odwagę. 
       Wydarzenie  to  miało  niestety  dalsze  konsekwencje.  Nadal  nie  byłam 
oceniana  przez  nauczycielkę  tak  jak  reszta  klasy  (niewiadomo  dlaczego 
miałam  zawyżane  oceny).Niektórzy  powiedzą,  że  powinnam  się  z  tego 
cieszyć, ale tak nie było. Koledzy nie akceptowali tego i naśmiewali się ze 
mnie,  nazywając  mnie  „pupilkiem  pani  Ewy”.    Nigdy  więcej  nie  byłam 
odpytywana tak długo i w taki sposób a jedynym plusem całej tej sytuacji 
jest to, że do dziś pamiętam wzór na fotosyntezę: 6CO

2

 +6H

2

O --->C

6

H

12

O

6

 

+ 6O

2.

 

 
Karolina Jackowska 
To nieprzyjemne zdarzenie miało miejsce na 1 roku moich, drugich studiów 
–  filologii  polskiej.  W  sesji  letniej  miałam  5  egzaminów  i  został  mi  już 
tylko  jeden  z  gramatyki,  która  nota  bene  była  wtedy  moim  ulubionym 
przedmiotem. Nie stresowałam się przed tym egzaminem, poszłam na niego 
przekonana, że zdam. Jednak mój optymizm nie trwał długo… Pani Doktor 
nie  była  w  dobrym  humorze,  już  na  wstępie  warczała  na  mnie  z  byle 
powodu.  Egzamin  składał  się  z  trzech  części,  mimo  jej  nieprzychylnego 
nastawienia  udało  mi  się  dotrzeć  do  ostatniego  etapu  i  tu  zaczęły  się 
schody… Zrobiłam co do mnie należało, tzn. omówiłam dwa  słowa, które 
wylosowałam, ich budowę i proces powstania, jednak ona miała inną wizję 
odpowiedzi.  Łapała  mnie  za  słówka  i  dręczyła  żebym  podała  inne  formy 
słowa. Na koniec oświadczyła, że jeśli jej tego nie podam postawi mi 2, ten 

background image

90 
 

 
 

tekst  do  reszty  wyprowadził  mnie  z  równowagi.  Byłam  bardzo 
zestresowana,  podawałam  różne  słowa  ale  ona  i  tak  postawiła  mi  2.  Po 
powrocie do domu, gdy tylko opanowałam nerwy sprawdziłam te  wyrazy. 
Moje odpowiedzi były dobre… 
    We  wrześniu  czekała  mnie  poprawka.  Przez  całe  wakacje  przeżywałam 
to wydarzenie. Kilka dni przed egzaminem byłam strzępkiem nerwów, a w 
dniu egzaminu chciałam się poddać, rzucić studia itd. Mój chłopak prawie 
siłą  zaciągnął  mnie  na  uczelnię.  Do  sali  egzaminacyjnej  weszłam  
przekonana,  że  na  pewno  nie  zdam.  O  dziwo  tym  razem  pani  Doktor 
tryskała dobrym nastrojem. Bez problemu zrobiłam dwa pierwsze zadania, 
strach obleciał mnie przy trzecim, jak zobaczyłam, że wylosowałam ten sam 
zestaw,  co  w  czerwcu.  Miałam  mętlik  w  głowie,  nie  wiedziałam  jakiej 
udzielić  odpowiedzi.  Postanowiłam  zaryzykować,  odpowiedziałam 
dokładnie tak samo i teraz moje odpowiedzi były dobre. Powiedziałam pani 
Doktor,  że  w  czerwcu  za  taką  odpowiedź  mnie  oblała,  powiedziała  że  to 
niemożliwe,  że  musiałam  odpowiedzieć  inaczej.  Nie  chciałam  się  już 
kłócić, bo i tak nic bym nie  wskórała. Wyszłam z  uczelni i nie potrafiłam 
cieszyć  się  ze  zdanego  egzaminu.  Jedyne  o  czym  myślałam  to,  to  że 
spotkała mnie wielka niesprawiedliwość.  
 
Urszula Czarnota 
 Szkoła podstawowa. Lekcje matematyki. To nie była jedna sytuacja, tylko 
tysiące  pojedynczych  negatywnych  rzeczy,  które  zapadły  w  mojej  głowie 
jeśli  chodzi  o  Panią  O.  –  nauczycielkę  matematyki.  Większość  lekcji 
zaczynała  się  z  10  minutowym  opóźnieniem,  poczym  wpadała  z  impetem 
do klasy Pani O., za którą ciągną się jeszcze „świeży” zapach papierosów. 
Zawsze  rzucała  na  biurko  swoją  torebkę,  z  której  zazwyczaj  wypadały 
papierosy (doskonale pamiętam Extra Mocne), szczotka, zużyte chusteczki i 
miętusy. Następnie trzask dziennikiem o biurko, albo o ławkę- moją ławkę, 
ponieważ  siedziałam  w  pierwszej,  tuż  obok  stanowiska  Pani  O.  były  to 
zabiegi  stosowane  w  celu  uciszenia  klasy.  Później  scenariusz  lekcji  był 
zazwyczaj ten sam. Krzyki, histeryczne, niekontrolowane wybuchy, gniewu 
Pani O., trzaskanie dziennikiem, albo przyborami geometrycznymi o ławkę, 
albo  o  czyjeś  ręce  albo  głowę.  Podczas  lekcji  było  mnóstwo  ćwiczeń, 
których  nie  potrafiliśmy  rozwiązywać,  bo  w  tych  krzykach  Pani  O., 
jakakolwiek  próba  przekazania  treści  zwyczajnie  była  niesłyszalna.  W 
związku  z  tym  ilość  przypadających  jedynek  na  ucznia  była  imponująca. 
Najgorsze  było  rozwiązywanie  zadań  przy  tablicy.  Nie  zapomnę  tego 
uczucia, gdy stojąc przed całą klasą Pani O. zwyzywała mnie od baranów, 
debili  i    innych  epitetów  tego  pokroju,  bo  popełniłam  błąd  w  zadaniu. 
Jedynka  następna  do kolekcji też  poszła  do dziennika. Wstyd, bezradność, 

background image

91 

 
poniżenie- tego się nie zapomina. Finał tych wszystkich sytuacji był taki, że 
Pani  O.  po  interwencji  wychowawcy  i  rodziców,  przestała  nas  uczyć, 
chociaż określenie nauczyciel w jej przypadku jest stanowczo niepoprawne.  
Te lekcje matematyki pozostawiły po sobie niesmak i zaowocowały u mnie 
panicznym lękiem przed publicznym występowaniem… 
 
Ewa F.  
W  moich  szkolnych  wspomnieniach  nie  ma  jakiegoś  bardzo  smutnego  i 
traumatycznego  przeżycia.  Jako  pilna  uczennica  zawsze  byłam 
przygotowana  do  lekcji  i  nie  maiłam  problemów  z  nauką.  Pamiętam 
natomiast jeden dzień gdy spotkałam się z wulgarnością i bardzo niemiłym 
zachowaniem  dwójki  chłopców  wobec  jednej  dziewczyny.  Było  to  w 
pierwszej klasie gimnazjum. Chłopcy zaczęli żartować sobie  z młodszej od 
nich dziewczyny. Publicznie  ją  przezywali i się  z  niej śmiali. Wszystko to 
działo  się  na  szkolnym  korytarzu  na  przerwie  między  lekcjami.  Na 
korytarzu  było  bardzo  dużo  uczniów.  Wszyscy  widzieli  jak  tych  dwóch 
upokarzało  tą  dziewczynę  ale  nikt  nie  reagował.  W  pobliżu  nie  było 
nauczyciela,  który  mógłby  ich  zdyscyplinować  i  temu  zaprzestać  .  inni 
uczniowie  obawiali  się  tych  starszych  chłopaków  bądź    nie  chciało  się 
„wtrącać”.  Nikt  nie  reagował. W  końcu  dziewczyna  uciekła  z  płaczem  do 
łazienki  i  jak  się  potem  okazało  musiała  pójść  wcześniej  do  domu,  gdyż 
była  roztrzęsiona  i  upokorzona  całą  sytuacja.  Dyrekcja  i  nauczyciele 
dowiedzieli  się  o  tym  zdarzeniu  od  uczniów  i  ukarali  sprawców.  Mimo 
wszystko cały czas mam w pamięci twarz tej dziewczyny i zarzucam sobie i 
innym, że nie mieliśmy odwagi ich powstrzymać. Myślę, że takie zdarzenia 
nigdy nie powinny mieć miejsca. Ten dzień był jednym z najgorszych dni w 
moim  życiu  szkolnym,  gdyż  spotkałam  się  z  bezczelnością  i  okropnym 
zachowaniem  człowieka  wobec  drugiej  osoby.    Mam  nadzieję,  że  takie 
sytuacje  są  zawsze  potępiane  i  że  są  z  nich  wyciągane  poważne 
konsekwencje i wnioski 
 
Diana Zychowicz 
Zawsze  chciałam  mieć  dobre  oceny  w  szkole,  więc  starałam  się  jak  tylko 
mogłam.  Na  przykład  w  gimnazjum  na  lekcji  plastyki,  często  oddawałam 
uzupełniony  zeszyt  w  klasie,  ponieważ  nikt  inny  nie  posiadał  takiego. 
Nauczyciel  sprawdzał  w  nim  co  było  na  ostatniej  lekcji,  czy  była  praca 
domowa.  Przez  to  zapamiętał  jedynie  moje  nazwisko.  Pewnego  dnia,  gdy 
bardzo  źle  się  czułam  i  nie  miałam  ochoty  nic  robić,  nawet  rozmawiać  z 
koleżanką  z  ławki,  cała  klasa  robiła  co  chciała  –  rzucała  się  krzesłami, 
wyrzucała  przez  okno  kwiatki  albo  worki  z  wodą,  paliła  książki,  czy  też 
grała  w  piłkę.  Wściekły  nauczyciel  po  nieudanych  próbach  uciszenia 

background image

92 
 

 
 

uczniów i błagania o ciszę, poszedł po wychowawczynię.  Gdy wrócili, cała 
klasa grzecznie siedziała na swoich miejscach i każdy udawał że przepisuje 
z  tablicy  temat.  Wychowawczyni  zapytała  nauczyciela:  kto  i  co  robił  na 
danej  lekcji,  żeby  podał  konkretne  nazwiska  to  dziś  będzie  w  takich 
wypadku  dzwonić  do  rodziców.  Nauczyciel  od  plastyki  przeszedł  po  całej 
klasie,  każdemu  się  przyjrzał,  nie  potrafił  podać  żadnego  nazwiska  ucznia 
(trochę późno jak na środek semestru) i powiedział, że to właśnie ja byłam 
niegrzeczna na lekcji i biegałam po całej klasie. Wychowawczyni z wielkim 
zdziwieniem spojrzała na mnie i spisała numer telefonu do mnie do domu. 
Późnym  wieczorem  zadzwoniła  poinformować  moich  rodziców,  że  się  źle 
zachowałam  na  lekcji.  W  rozmowie  telefonicznej  powiedziała  mojemu 
tacie, że nie spodziewała się po mnie takiego zachowania. Oznajmiła, także 
że jeśli się to powtórzy będę miała obniżone sprawowanie. Nie interesowały 
ją żadne tłumaczenia, że mogło być inaczej. 
    Moim  zdaniem  w  szkole  była,  jest  i  będzie  niesprawiedliwość.  Uczeń 
stara  się  jak  może  aby  coś  dobrze  wykonać  a  często  będzie  potraktowany 
jak  największy  przestępca.  Według  nauczyciela  –  drugi  nauczyciel  ma 
zawsze  bezwzględną  rację  i  nie  można  mu  nic  zarzucić.  Ucznia  można 
natomiast karać nawet, jeśli nie jest winny! 
 
Olga Michalik 
Nie  łatwo  jest  pisać  o  czymś  co  chciałoby  się  na  zawsze  wymazać  z 
pamięci.  Bez  względu  na  to  jak  bardzo  człowiek  się  stara,  przykrych 
wspomnień nie jesteśmy w stanie całkowicie odrzucić w zapomnienie. Moje 
gimnazjum było przeciętne, niczym nie różniło się od innych. Szkoła była 
mała i liczyła ok. 200 uczniów, na ogół wszyscy się znali.  
Tego dnia znalazłam się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Po 
lekcji w-fu pani poprosiła mnie, abym odniosła do kantorka piłki do kosza. 
Wykonując  jej  polecenie  nie  zdawałam  sobie  sprawy  z  tego  co  za  chwilę 
zobaczę.  Z  rozpędem  otworzyłam  drzwi  do  „składziku”.  O  to  moje  oczy 
ujrzały  pana  od  historii  w  objęciach  naszej  geograficy.  Było  to  dla  mnie 
szokiem. Kompletnie nie wiedziałam jak mam się zachować w tej sytuacji. 
Przyłapana  para  była  bardzo  zmieszana  i  zawstydzona,  zrobiło  się  bardzo 
niezręcznie.  Historyk  poprosił  mnie  o  dyskrecje.  Oczywiście  mogłabym 
trzymać język za zębami, gdyby nie fakt, że nauczyciel miał żonę, co gorsze 
pracowała  ona  w  szkolnej  świetlicy.  Miałam  wtedy  jakieś  14  lat,  mój 
system moralny był jednak na tyle wykształcony, by ocenić to co się stało. 
Wiedziałam, że nie  mogę  się  wtrącać  w sprawy dorosłych, zresztą  pewnie 
nikt nie  wziąłby na poważnie tego co mówię. Na lekcjach historii było mi 
bardzo ciężko udawać, że o niczym nie wiem. Ciągle miałam wrażenie, że 
prowadząc  lekcje  facet  patrzy  właśnie  na  mnie.  Gdy  po  zajęciach 

background image

93 

 
zostawałam w świetlicy dręczyły mnie okropne wyrzuty sumienia. Widząc 
tą  wesołą,  niczego  nieświadomą  kobietę  kroiło  mi  się  serce.  Co  mogłam 
zrobić?  Byłam  przecież  tylko  głupią  małolatą,  która  nie  wie  nic  o  życiu 
dorosłych.  Dwa  miesiące  później  przyszły  wakacje.  Cieszyłam  się,  że 
skończyłam  to  gimnazjum.  Jakiś  czas  później  z  miejscowych  plotek 
dowiedziałam  się,  że  historyk  porzucił  swoją  żonę  i  już  nie  pracuje  w  tej 
szkole.  Myślę,  że  nauczyciele  pełniąc  tak  ważną  rolę  w  życiu  ucznia 
powinni  trochę  uważać  na  swoje  zachowanie.  To  zdarzenie  zapamiętam 
jako przestrogę na całe życie. 
 
Agnieszka Siegieda 
Podczas  mojej  nauki  w  gimnazjum  pracowała  w  tej  samej  szkole  moja 
mama.  Nie  uczyła  mnie  jednak,  ponieważ    miała  zajęcia  w  szkole 
podstawowej.  -  Do  odpowiedzi  numer  17.  Agnieszko,  zapraszam  – 
usłyszałam  pewnego  poniedziałkowego  popołudnia  na  lekcji  języka 
polskiego. Podeszłam do biurka  i zaczęłam odpowiadać. Gramatyka nigdy 
nie  sprawiała  mi  problemu,  także  w  dzienniku  pojawiła  się  ocena  bardzo 
dobra.  -  Dzisiaj  porozmawiam  sobie  z  osobą,  która  na  pewno  musi  umieć 
ten temat. Agnieszka.
 Był wtorek następnego dnia, nie spodziewałam się, że 
mogę znaleźć się znowu przy tablicy, a jednak, odpowiadałam. 
      Środa.  Godzina  8.00.  Za  oknem  deszcz.  Wieje  wiatr.  Język  polski. 
Siedzimy    w ławkach. Milczymy. Stres. Znowu ktoś do odpowiedzi. Taki 
rytuał. Wszyscy się boją. I moment kulminacyjny – zapraszam Agnieszkę – 
ale  proszę  panią  trzeci  raz  pod  rząd?  –  spytałam.  –  Jako  córeczka  pani 
nauczycielki  myślisz,  że  nie  mogę  Cię  pytać  kiedy  chce?
  Wstałam.  –  Ja 
mogę  też  się  zgłosić,  bo  to  jest  trochę  nieuczciwe
  –  powiedziała  jedna  z 
moich koleżanek – Myślisz, że jesteś w stanie pomóc? Nie jesteś! – zaśmiała 
się szyderczo pani K. Do trzech razy sztuka, zobaczymy czy koleżanka nie 
usiadła  na  laurach,  nie  przestała  się  uczyć
.  Odpowiadałam  dobrze.  Cały 
czas, ona nie mogła tego znieść, chciała udowodnić dwie rzeczy. Pierwszą, 
że  jestem  córką  nauczycielki  i  muszę  być  mądrzejsza,  muszę  więcej  się 
uczyć, z  drugiej strony robiła  wszystko, żeby  uświadomić  mi,  że i tak  nie 
jestem  dobra.    45  minut  stałam  pod  tablicą,  usiadłam  z  5  i  z  tekstem,  że 
gdyby  nie  moja  mama  to  bym  chodziła  do  szkoły  specjalnej  i  tam  ledwo 
zdawała.  Skończyłam  gimnazjum  z  oceną  6,  z  wiedzą  bardzo  dużą, 
ponieważ całe dnie i wieczory spędziłam czytając dodatkowe lektury, ucząc 
się gramatyki na poziomie szkoły średniej. Z tego powodu jestem dumna do 
dzisiaj.. Ale do dzisiaj też.. pamiętam tą środę i te słowa.. 

Anna Wójtowicz 
Najgorszym  przeżyciem  w  mojej  dotychczasowej  edukacji  były  lekcje 
historii we wszystkich trzech klasach liceum. Nauczyciel historii był bardzo 

background image

94 
 

 
 

wymagający  i  mimo,  że  na  lekcji  nie  panowała  surowa  dyscyplina,  to 
uczniowie  byli  zastraszeni.  Nauczyciel  robił  regularnie  wejściówki,  ale 
nawet  gdy  ktoś  nauczony  był  bardzo  dobrze,  to  trudno  było  dostać  5  czy 
4.Najczęściej kończyło się na 2, z której każdy się cieszył. Co najgorsze w 
tym wszystkim, nauczyciel miał swoich ulubionych uczniów, których znał z 
nazwiska  i  którzy  dostawali  lepsze  oceny  właśnie  za  nazwisko,  mimo  że 
czasem umieli mniej niż ci, którzy dostali 2. Mimo to nauczyciel twierdził, 
że  jest  sprawiedliwy,  co  okazało  się  bzdurą,  bo  gdy  pod  koniec  3  klasy 
miałam  mieć  2  na  świadectwie  i poszłam prosić  o poprawę, to nauczyciel 
kazał mi zeskanować ilustracje z jakiejś książki i nagrać mu je na płytę CD. 
To  wystarczyło  żeby  z  2  zrobiła  się  4.  Udowodnił  tym,  że  wiedza  ma  tu 
niewiele  do  rzeczy.  Oceniam  to  jako  jedno  z  najgorszych  doświadczeń  w 
edukacji, bo każdy nauczyciel moim zdaniem powinien być obiektywny w 
ocenie, a nie patrzeć na nazwisko. Ten pan udowodnił jak w jego przypadku 
jest  naprawdę.  Pokazał,  jak  poza  ścianami  klasy  można  załatwić  lepszy 
stopień. Myślę, że nie tylko ja mogłabym opowiedzieć coś o nauczycielu od 
historii. Swego czasu koleżanka opowiadała mi, że będąc nieprzygotowaną 
na  jednej  z  wejściówek,  przepisała  wszystko  od  koleżanki  z  ławki, 
zmieniając tylko szyk zdań.  Koleżanka z  ławki dostała 4. Natomiast  moja 
koleżanka,  jako  że  była  nie  bardzo  lubiana  przez  nauczyciela,  dostała 
1…Oto właśnie przykład, jaką nazwisko grało rolę. Poza tym uczenie się ze 
świadomością, że i tak dostanie się 1 albo co najwyżej 2, bo nauczyciel ma 
swoich  ulubieńców,  było  bardzo  demotywujące.  Dzięki  właśnie  takim 
przykładom  człowiek  uczy  się  „prawdziwego”  życia  i  hierarchia  wartości 
wpajana  od  małego  ulega  znacznej  zmianie.  Dowiadujemy  się,  że  nie 
wszystko można załatwić będąc uczciwym. 
 
Marta Turkot 
Dla jednych studia to cudowne przeżycie, które wyzwala energię i przynosi 
maksimum  pozytywnych  emocji.  Dla  drugich  zaś  ten  etap  w  życiu 
przewraca  wszystko  do  góry  nogami,  zabija  pasje,  chęć  poszerzania 
horyzontów, zabija wiarę w ludzi i w panujący system.  
     Niestety  z  przykrością  muszę  stwierdzić,  iż  osobiście  należę  do  tych 
drugich. To  właśnie  pójście  na  studia  uważam  za  najgorsze  wydarzenie  w 
mojej edukacji.  
      Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć , iż studia są naprawdę dla ludzi o 
mocnych nerwach. W moim przypadku studia nie okazały się tak „fajne” i 
„lajtowe” jak słyszałam od wielu znajomych, wręcz przeciwnie  – czuję, iż 
przez nie mam tylko więcej problemów, stresów i nie chodzi tu o nadmiar 
nauki.  Odnoszę  wrażenie,  iż  UMCS  nie  potrafi  się  dobrze  zorganizować  i 
uporządkować  wiele  spraw  tak,  aby  studiowanie  stało  się  przyjemne. 

background image

95 

 
Myśląc  o  studiach,  przychodzi  mi  do  głowy  multum  rzeczy,  które  mnie 
denerwują.  Na  moim  wydziale  wyraźnie  zauważyć  można,  iż  wiele  spraw 
załatwia się przez Internet. Niby wszystko idzie z duchem czasu, jednakże 
sam  budynek  nie  jest  przykładem  współczesnej  uczelni.  Brak  tu  nawet 
typowej  auli  wykładowej.  Trzeba  walczyć  o  miejsce,  jeżeli  chce  się  coś 
przepisać ze slajdów, a  nawet bywa  tak, że trzeba  walczyć o jakiekolwiek 
miejsce, by zmieścić się na sali – nieodpowiednie usytuowanie siebie może 
skończyć się półtoragodzinnym wpatrywaniem się w kolumnę. Studiowanie 
dla mnie to ciągły stres. Nieważne jest, czy w zupełności opanowałeś dany 
materiał    -  masz  zrozumieć  i  już!  Wykładowcy  zaś  skupiają  się  tylko  na 
prowadzeniu niezwykle nudnych wykładów, przez co zabijają chęć uczenia 
się czegokolwiek. Pracownicy wydziału nie potrafią zaszczepić miłości do 
zawodu  pedagoga.    Niezwykle  denerwujący  jest  również  fakt,  iż 
wykładowcy,  posiadający  tytuł  doktora  habilitowanego  mają  problemy  z 
obsługą  sprzętu elektronicznego, będącego na wyposażeniu uczelni. Często 
właśnie  z  tego  powodu  ograniczają  się  do  improwizowania  wykładów  i 
usypiania studentów!  
 
Agnieszka Pazura 
W  mojej  dotychczasowej  edukacji  jest  jedno  wydarzenie,  które 
zapamiętałam  jako  dramatyczne.  W  4  klasie  na  lekcję  języka  rosyjskiego 
mieliśmy  nauczyć  się  na  pamięć  wierszyka.  Pamiętam,  że  uczyłam  się  go 
całe popołudnie. Pomagał mi w tym moja mama. Bardzo się starałam, żeby 
opanować  go  jak  najlepiej,  ponieważ  to  miała  być  pierwsza  ocena  z  tego 
przedmiotu- oczywiście chciałam dostać piątkę. 
      Tego  dnia,  gdy  pani  miała  nas  pytać,  strasznie  się  denerwowałam.  Na 
każdej przerwie przypominałam sobie wierszyk, siedząc w kącie z książką, 
gdy  wszystkie  dzieci  w  tym  czasie  się  bawiły.  Niestety,  gdy  wyszłam  na 
środek  klasy,  stanęłam  przed  wszystkimi-  koleżankami  i  kolegami,  zjadła 
mnie trema. Z tego wszystkiego zapomniałam nawet tytułu. Jak ja strasznie 
się wstydziłam! Pani oskarżyła mnie, że na pewno nie zajrzałam do książki, 
nawet nie chciała słuchać tłumaczeń, że to nieprawda. Postawiła mi jedynkę 
do dzienniczka i kazała usiąść w ławce. 
      Wydarzenie  to  zostało  przeze  mnie  dramatycznie  zapamiętane, 
ponieważ  zostałam  niesprawiedliwie  potraktowana  -  nie  dostałam  drugiej 
szansy  w  przeciwieństwie  do  moich  kolegów. W  podobnej  sytuacji  innym 
dziewczynkom,  które  miały  mówić  wiersz,  a  się  zacięły,  pani  pozwoliła 
usiąść  w  ławce,  przypomnieć  sobie  tekst  w  książce  i  zacząć  drugi,  a  w 
przypadku  jednej  nawet  trzeci  raz.  Będąc  w  szkole  średniej,  pewnie 
siadłabym  do  ławki,  powiedział  coś  pod  nosem  może  niekoniecznie 
cenzuralnego  -  i  nic  sobie  z  tego  nie  robiła.  Jednak  w  tej  4  klasie,  gdy 

background image

96 
 

 
 

miałam  jeszcze  jakże  mylne  wyobrażenie  o  świecie,  że  wszystkie  panie 
nauczycielki  są  sprawiedliwe,  wywołało  to  we  mnie  smutek  i  żal.  Nie 
powiem, żebym do końca klasy 6 darzyła swoją panią od języka rosyjskiego 
jakąś  szczególną  sympatią.  Odczułam  z  jej  strony  to  samo  w  stosunku  do 
mnie. Przestało mi zależeć na dobrych ocenach z tego przedmiotu. 
 

 

Magdalena Kot 
Najgorsze  odczucia  w  całej  mojej  dotychczasowej  edukacji  wywołał  we 
mnie  (i  w  całej  klasie)  pan  od  historii.  Było  to  w  liceum.  Początkowo 
wydawał się  całkiem w porządku, ale po dwóch tygodniach pokazał na co 
go  naprawdę  stać.    Gdy  wchodził  do  klasy  wszyscy  juz  siedzieli  jak  na 
szpilkach.  Ale  prawdziwy  pogrom  zaczynał  się  podczas  pytania.  Nie 
wywoływał  nas  normalnie,  jak  każdy  nauczyciel  siedząc  przy  biurku  i 
szukając „chętnych” w dzienniku. Wstawał, niby spokojnie przechadzał się 
po  klasie,  nagle  nachylał  się  nad  kimś  i  krzyczał:  „TY!!  DO 
ODPOWIEDZI!!”. Przy tablicy było się juz tak zestresowanym, że nie było 
możliwości  odpowiedzieć  na  żadne  pytanie,  a  pan  historyk  upokarzał 
odpowiadających jeszcze bardziej. Stwierdzał, że nasze liceum to „Główna 
Szkoła Wiejska”, bo większość osób z naszej klasy pochodziło ze wsi, i że 
nie jesteśmy się w stanie niczego nauczyć. Innym sposobem pytania, bardzo 
lubianym  przez  pana  historyka  były  tak  zwane  „gorące  krzesła”  –  stawiał 
krzesło na środku sali i wywoływał osobę. Siadała, no i już było po niej. 
    Gdy  wykładał  nam  jakiś  emocjonujący  go  temat,  potrafił  skakać  po 
ławkach,  lub  rzucać  się  na  własne  biurko.  Żeby  podkreślić  naszą  głupotę, 
klękał i stwierdzał, że zniża się do naszego poziomu.  
    W klasie maturalnej potrafił zrobić nam trzy kartkówki na jednej lekcji.  
    Był  on  najgorszym  nauczycielem  jakiego  kiedykolwiek  miałam. 
Wymagał  od  nas  niestworzonych  rzeczy.  Wiedza,  którą  próbował  nam 
wpoić  była  nieprzydatna  –  niby  był  najlepszym  historykiem  w  szkole,  a 
klasy  które  prowadził  miały  problem  ze  zdaniem  matury.  Był 
niekonsekwentny – robił mnóstwo kartkówek, a oceny wstawiał z kosmosu 
lub  „po  nazwisku”.  Nie  okazywał  nam  żadnego  szacunku,  więc  nie 
otrzymywał go zbyt wiele od nas. 
 
Oktawia Cybul 
Wszystko  zaczęło  się  w  II  klasie  liceum,  gdy  nauczycielka  polskiego 
wróciła  z  urlopu  zdrowotnego.  Z  opinii  starszych  kolegów  dowiedziałam 
się,  że  „Pani  W”  nie  cieszyła  się  wielką  sympatią  wśród  uczniów.  Co 
gorsze,  okazało  się,  że  w  tym  samym  czasie  do  szkoły  (maturalnej  klasy) 
przeniosła  się  jej jedyna  córka,  z  którą  miałam  „małe  spięcie”  w  toalecie. 
Otóż,  podczas  jednej  z  przerw  udałam  się  tam,  aby  uczesać  włosy. 

background image

97 

 
Położyłam Torbę na parapecie. Chwilę później przyszła „cudowna córeczka 
Pani W”, o czym jeszcze nie wiedziałam. Najwyraźniej nie podobało jej się, 
że leży tam moja torba. Podeszła  więc do niej, zaśmiała się szyderczo, po 
czym podniosła ją i upuściła na podłogę. Byłam wściekła. Nie szczędziłam 
słów i powiedziałam co o niej myślę. Po tym zdarzeniu dowiedziałam się od 
koleżanek, że była to córka  polonistki. Najwyraźniej pochwaliła się mamie 
tym  zdarzeniem,  ponieważ  od  tamtej  pory  byłam  traktowana  jako  ktoś 
niższej  kategorii.  Nauczycielka  lekceważyła  mnie  i  poniżała  przy  całej 
klasie,  udowadniając  „na  siłę”  brak  jakiejkolwiek  wiedzy  ,  mimo,  iż 
sumiennie przygotowywałam się do każdej lekcji. Minęła II klasa. Miałam 
nadzieję, że ta cała sytuacja się skończy. Jednak nie było tak pięknie. W III 
klasie  problem  powrócił  na  nowo.  Wszyscy  w  klasie  zauważyli,  że 
nauczycielka mnie nie znosiła. Nie stawiała mi dobrych ocen, mimo, że na 
nie zasługiwałam. Nie zdałam ani jednej próbnej matury, którą sprawdzała, 
lecz nie przez to ,że pisałam źle, bo nie sprawiało mi to wielkich trudności, 
ale  przez  to,  że  mimo  anonimowości  znała  moje  pismo,  które  było  dosyć 
charakterystyczne.  Do  samego  końca  mojej  edukacji  polonistycznej 
wmawiała  mi,  że  nie  powinnam  w  ogóle  przystępować  do  matury  na 
poziomie  rozszerzonym.  Jednak  nie  pozwoliłam  na  to,  aby  miała  z  siebie 
satysfakcję.  Nie  dość,  że  zdałam  maturę  na  poz.  rozszerzonym,  to  w 
dodatku  z  lepszym  wynikiem  niż  klasowa  prymuska,  która  z  resztą  była 
córką  jej  koleżanki.  Nigdy  jednak  nie  darzyłam  i  nie  będę  darzyć  jej 
szacunkiem za to jak postępowała, bo ta kobieta na szacunek nie zasługuje!! 
 
 
Paula Oliwiak 
Niewątpliwie  za  najgorsze  wydarzenie  w  mojej  edukacji  mogę  uznać 
jasełka  szkolne podczas których grałam rolę pasterza z osiołkiem. To była 
najgorsza rzecz jaka przydarzyła mi się w trakcie mojej całej nauki i nigdy 
o  niej  nie  zapomnę.  Zdarzenie  to  miało  miejsce  w  1kl  gimnazjum.  Nasza 
wychowawczyni  miała  za  zadanie  zorganizować    jasełka  szkolne.  Mi 
przypadła  rola  pasterza  z  osiołkiem  ,  który  odgrywał  niewielką  w  sumie 
rolę. Każdy z  nas  miał do  wypowiedzenia  określoną  kwestię. Całe  jasełka 
przebiegały  pomyślnie  dopóki  nie  pojawiłam  się  na  scenie  w  przebraniu 
pasterza w którym było mi bardzo  gorąco. Gdy stanęłam przed całą szkołą 
poczułam  nagłe  uderzenie  gorąca  i  cała  zdrętwiałam  całkowicie 
zapomniałam swojej roli. Zrobiłam się „czerwona jak burak” i natychmiast 
chciałam stamtąd uciec, lecz  przeszkodził  mi  w tym osiołek o którego się 
potknęłam  i  upadając  łapałam  się  stojących  obok  choinek,  które  lądowały 
na podłogę razem ze mną. Cała szkoła parsknęła ogromnym śmiechem, a ja 
cała  czerwona  z  płaczem  uciekłam  do  łazienki.  Nie  dość,  że  zniszczyłam 

background image

98 
 

 
 

połowę  dekoracji,  popsułam  innym  przedstawienie  i  jeszcze  potrąciłam 
osiołka w przebraniu o którego się potknęłam. Pozostali uczniowie odegrali 
swoje  końcowe  role,  aby  uratować  chociaż  końcówkę  tego  feralnego 
przedstawienia, które niewątpliwie przeszło do historii szkoły. Nauczycielki  
pod  wpływem  emocji  zabroniły  mi  brać  udział  w  dalszych 
przedstawieniach,    zresztą  sama  po  tak  traumatycznych  przeżyciach  bym 
tego  nie  zrobiła  nigdy  więcej.  Następnego  dnia  przeprosiły  mnie  owe 
nauczycielki  za  to  jak  mnie  potraktowały,  ale  to  i  tak  nie  zmieniło  mojej 
postawy  w  stosunku  do  nich,  ponieważ  zachowały  się  bez  jakiejkolwiek 
postawy  empatii  i  wyczucia.  Miałam  ogromny  żal  do  swojej 
wychowawczyni  za  to  jak  mnie  potraktowała  na  nic  były  jej  późniejsze 
przeprosiny zraziła mnie swoją postawą.  
    Uznałam  to  wydarzenie  za  najgorsze  w  mojej  edukacji,  gdyż  po  tym 
incydencie  stałam  się  obiektem  drwin  i  żartów  starszych  kolegów  i 
koleżanek.  W  tamtym  momencie    chciałam  tylko  przeczekać  całą  tą 
sytuację.  Z  perspektywy  czasu  mogę  stwierdzić,  że  to  było  wydarzenie 
które najchętniej wymazałabym z pamięci.  
 
Paulina Misztal 
To  była  druga  klasa  podstawówki.  Pan  od  techniki  od  początku  był  jakiś 
dziwny.  W  większości  osób  z  mojej  klasy  budził  grozę,  ale  też… 
śmieszność.  Jego  dość  przeciętne  żarty,  uwagi,  zaczepki  sprawiały,  że  na 
lekcjach  techniki  słychać  było  jedynie  odgłos  „piszących”  ołówków. 
Pewnego  razu  nasza  klasa  miała  jechać  na  wycieczkę.  W  związku  z  tym 
potrzebny był dodatkowo nauczyciel, który musiał pojechać  w charakterze 
opiekuna. Nasz  „ulubiony”  pan od techniki został  wyznaczony do tej roli. 
Podczas  lekcji  podjął  temat  wycieczki  i  zadał  nam  dość  zaskakujące 
pytanie:  „Kto  nie  chce,  żebym  jechał  z  wami  na  wycieczkę?”.  Zapadła 
przerażająca cisza. Zapewne gdyby każdy miał w sobie tyle odwagi ile było 
w tym momencie konieczne cała klasa zgłosiłaby się bez zastanowienia. Ja 
się jednak nie wahałam. Podniosłam rękę. Nie byłam jedyną przeciwniczką 
tego  pomysłu.  Kolega  również  podzielał  moje  zdanie.  „Wstać!”-  krzyknął 
zdenerwowany nauczyciel. „Proszę mi powiedzieć dlaczego nie chcesz bym 
pojechał  na  tę  wycieczkę?!”-  zapytał  zwracając  się  do  mnie.  Po  minie 
nauczyciela  mogłam  wywnioskować,  że  to  będzie  mój  osobisty  koniec, 
mogę pożegnać się z wzorowym zachowaniem. Jednak ośmioletnie dziecko 
nie zastanawia się co będzie, dlatego powiedziałam wprost: „Nie lubię pana 
głupich  żartów”.  Wszyscy  osłupieli,  a  konsekwencje?  Klasa  po  lekcjach 
podśmiewała  się  ze  mnie,  a  ja  wiedziałam,  że  będę  dobrze  zapamiętaną 
uczennicą.  Do  końca  roku  pan  umiejętnie  krytykował  moje  prace.  Na 
dodatek  zdałam  sobie  sprawę,  że  będę  miała  kolokwialnie  mówiąc 

background image

99 

 
przechlapane,  a  nauczyciel  wykorzysta  swoją  wyższość  nade  mną  i  jakoś 
się zemści. Wstyd się przyznać, ale stałam się jedną z wielu osób, w której 
pan  od  techniki  skutecznie  zasiał  strach.  Po  tym  wydarzeniu  nawet  nie 
miałam  na  myśli  kiedykolwiek  się  jeszcze  sprzeciwić  nauczycielowi  od 
techniki.  
 
                                                
                                             
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

100 
 

 
 

 

Rozdział 2 

 

Mój najlepszy dzień w szkole 

_____________________________________________________________ 

 
 
Katarzyna Sala 
Mój  najlepszy  dzień  w  szkole  przeżyłam  mając  8  lat,  czyli  w  drugiej  klasie 
podstawówki. Szkoła zorganizowała nam dzień sportu. Wszystkie klasy od I do III 
brały udział w zawodach. Konkurencje odbywały się na boisku szkolnym. Klasy z 
tego samego rocznika toczyły boje między sobą, a reszta uczniów im w tym czasie 
kibicowała. Walka była bardzo zacięta, bo w grę wchodziła nagroda - niespodzianka. 
W  końcu  nadszedł  moment  kiedy  moja  klasa  stanęła  do  boju.  Braliśmy  udział  w 
czterech konkurencjach, były to biegi na 60 metrów, skakanie w workach, skoki na 
skakance  i  ciągnięcie  liny.  Emocje  sięgały  zenitu,  ale  wygraliśmy  półfinał.  W 
ogromnej  euforii  czekaliśmy  na  wielki  finał  i  nabieraliśmy  sił  na  następną 
konkurencje, którą była gra w "zbijaka". W końcu nadszedł ten  moment. Zostałam 
"matką  drużyny".  Gra  była  emocjonująca.  Przez  większą  część  rozgrywki 
przegrywaliśmy,  później  zaczęliśmy  wyrównywać.  Niestety  cała  moja  drużyna 
odpadła  i  na  boisko  wyszłam  ja.  Udało  mi  się  zbić  wszystkich  zawodników  i 
zostałam  klasowym  bohaterem.  Dzięki  wielkiej  mobilizacji  i  zaangażowaniu  całej 
klasy  wygraliśmy. Zmęczeni, ale usatysfakcjonowani  odebraliśmy swoją nagrodę  - 
wielki  puchar  i  słodycze  dla  całej  klasy.  Otrzymaliśmy  gratulacje  od  dyrektora  i 
pochwałę w dzienniku od wychowawcy. Moja klasa za zdobycie pierwszego miejsca 
została wyróżniona pamiątkowym zdjęciem, które zawieszono w gablotce szkolnej. 
Zwieńczeniem  tego  dnia  była  możliwość  wyrobienia  karty  rowerowej.  Najpierw 
musiałam zrobić test, a następnie przystąpić do egzaminu praktycznego. Bezbłędnie 
zrobiłam  wszystkie  zadania  i  zdobyłam  kartę  rowerową.  Był  to  mój  drugi  sukces 
tego  dnia.  Dzień  sportu  pozwolił  nam  się  ze  sobą  zintegrować,  nie  było  żadnych 
podziałów, wszyscy byliśmy jednością, mieliśmy jeden cel. Takie sytuacje w klasie 
są sporadyczne, dlatego ten dzień wspominam najlepiej.   
 
Damian Miazga 
Na  początku  mojej  pracy  chciałem  powiedzieć,  że  urodziłem  się  w  małej 
miejscowości  o  nazwie  Poniatowa,  i  właśnie  z  tym  miastem  będą  związane  moje 
przygody edukacyjne. Chodząc do 2 klasy Gimnazjum, miałem bardzo dobre wyniki 
w nauce, co umożliwiło mi znalezienie się w szerokiej kadrze reprezentantów naszej 
szkoły na Mistrzostwa Województwa Lubelskiego w piłce nożnej. Znalazłem się w 
gronie  chłopców  starszych  ode  mnie,  co  było  dla  mnie  wielkie  wyróżnieniem. 
Turniej  odbywały  się  w  Krasnymstawie  i  brało  w  nim  udział  8  gimnazjów  z 
największych miast na Lubelszczyźnie. Znaleźliśmy się w gronie takich drużyn jak: 
Lublin,  Łęczna,  Chełm,  Zamość,  Biała  Podlaska,  Kraśnik  i  oczywiście  gospodarz 
mistrzostw  Krasnystaw.  Nasze  gimnazjum,  jako  debiutant  na  szczeblu  takich 
rozgrywek, było przez innych uczestników skazane na porażkę, liczyliśmy się z tym 
faktem, że nie jesteśmy faworytami w tych zawodach, ale jak mówił świętej pamięci 

background image

101 

 

Kazimierz Górski „ do póki piłka w grze, wszystko jest możliwe”. Niestety los tak 
chciał,  że  podczas  losowania  trafiliśmy  do  przysłowiowej  „grupy  śmierci”  z 
mistrzami  i  vice  mistrzami  poprzedniego  turnieju.  Pierwszy  mecz  graliśmy  z 
Chełmem i niespodziewanie wygraliśmy 2 do 0, było to bardzo ważne zwycięstwo. 
Drugi  mecz poszedł  nam niespodziewanie łatwo, bo wygraliśmy z Lublinem, aż 5 
do  1  i  już  wtedy  wiedzieliśmy,  że  w  najgorszym  wypadku  będziemy  grali  o  3 
miejsce. Na koniec fazy grupowej graliśmy z mistrzami poprzedniego turnieju Białą 
Podlaską, mieliśmy świadomość, że będzie to wymagający rywal, lecz mobilizacja 
w naszym zespole była bardzo duża i tylko zwycięstwo dawało nam prawo do gry w 
finale. Mecz z faworytem turnieju zakończył się remisem 0 do 0 i pozostała nam gra 
o  3  miejsce  z  drużyna  gospodarzy.  Zdawaliśmy  sobie  sprawę,  że  mecz  z  Krasnym 
stawem  będzie  bardzo  trudny,  ponieważ  mieli  oni  za  sobą  wielu  kibiców,  którzy 
wspierali  ich  do  lepszej  gry.  Mecz  zakończył  się  wynikiem  1  do  0.  Zdobyliśmy 
brązowy  medal  Mistrzostw  Województwa  Lubelskiego,  było  to  największe 
osiągnięcie w historii naszego gimnazjum, przynieśliśmy  chlubę i rozgłos o naszej 
małej  miejscowości,  a  drużynom  przeciwnym  i  zarówno  sobie  udowodniliśmy,  że 
jesteśmy  dobrze  zorganizowanym  zespołem,  który  potrafi  grać  w  piłkę  nożną  na 
wysokim poziomie. Teraz z upływem czasu wiem, że było to największe osiągnięcie 
sportowe  i  edukacyjne,  ponieważ  tylko  dzięki  dobrym  ocenom  mogłem 
reprezentować nasza szkołę. 
 
Aleksandra Rogalska 
Kilka dni temu w ramach praktyk, nasze zajęcia odbyły się  w Dziecięcym Szpitalu 
Klinicznym  na  Oddziale  Hematologii  i  Onkologii.  Mieliśmy  spotkanie  z 
zatrudnionym tam psychologiem, który opowiadał nam o znaczeniu swojej pomocy 
oraz  o  satysfakcji,  jakiej  dostarczyło  mu  osiemnastoletnie  doświadczenie  na  tym 
stanowisku.  Następnie  mieliśmy  ogromną  przyjemność  poznać  matkę  12-letniego 
chłopca,  który  chory  jest  na  ostrą  białaczkę  i  obecnie  leczony  jest  poprzez 
chemioterapię.  
     Spotkanie to wywarło na mnie tak niesamowite wrażenie, że nie zapomnę go  na 
bardzo  długo.  Zrozumiałam,  jak  bardzo  człowiek  powinien  szanować  życie  oraz 
doceniać to, co posiada. Matka pacjenta opowiadała nam szczegółowo o przebiegu 
choroby  chłopca  oraz  o  tym,  jak  zagrożenie  życia  własnego  dziecka  wpływa  na 
podejście do życia w ogóle oraz przemianę hierarchii wartości. Kobieta dzieliła się z 
nami swoimi przeżyciami, które towarzyszyły jej podczas wysłuchania przerażającej 
diagnozy oraz mówiła o etapach, jakie przechodzili z mężem zanim ich nastawienie 
stało  się  zadaniowe.  Z  każdym  słowem  rósł  mój  podziw  i  szacunek  do  tej  matki. 
Mimo największej niesprawiedliwości, jakie spotkać mogło jej zdrowe i szczęśliwe 
dziecko,  kobieta  opowiadała  o  chorobie  z  wielką  nadzieją  i  optymizmem  na 
przyszłość.  Najbardziej  przejmujący  był  dla  mnie  moment,  kiedy  matka  chłopca 
mówiła,  że  boi  się  dnia,  w  którym  syn  dowie  się  o  śmierci  swojego  kolegi,  który 
jakiś czas temu leżał z nim na tej samej sali. Rozmowa o śmierci nie przyniosłaby w 
chwili  obecnej  niczego  pozytywnego.  Uważam  to  doświadczenie  jako  jedno  z 
najwartościowszych  w  mojej  edukacji,  ponieważ  wzbogaciło  mnie  ono  o  większą 
wiedzę, niż niejedne teoretyczne zajęcia na uczelni. Nauczyło mnie ono jak ważne 
jest  by  doceniać  swoje  życie  i  innych  ludzi  oraz  że  pokory  nie  trzeba  nabierać  na 

background image

102 
 

 
 

własnych błędach, ale na nieszczęściach, jakie nas otaczają. 
 
Anna Zdunek 
Moje  najpiękniejsze  wydarzenie  związane  z  edukacją  w  szkole  przeżyłam  w 
gimnazjum.  Może  nie  było  ono  tyle  piękne,  co  zabawne,  ale  też  byłam  bardzo 
szczęśliwa, bo dostałam bardzo dobrą ocenę, prawie, że za nic. Otóż w drugiej klasie 
gimnazjum,  na  każdą  lekcję  WOS-u  pan  M.  kazał  przygotowywać  jakiś  artykuł 
wycięty z gazety typu kurier lubelski albo dziennik wschodni, dotyczący wydarzenia 
z naszego miasta lub kraju oraz umieć go omówić i skomentować. Akurat tego dnia 
zaspałam do szkoły, a dzień wcześniej zapomniałam przygotować artykuł. W biegu 
złapałam  jakiś  kurier  lubelski  i moją  uwagę  przyciągnął  artykuł  o dosyć  dziwnym 
tytule „komin stoi i straszy”. Szybko go wycięłam i poszłam do szkoły na pierwszą 
lekcję... WOS-u. Kompletnie nieprzygotowana. Oczywiście miałam takie szczęście, 
że pan M. wybrał akurat mnie, żebym zaprezentowała, co przygotowałam. Wyszłam 
na środek i mówię: „Więc ja na dzisiaj przygotowałam artykuł pod tytułem „komin 
stoi i straszy‟ no i w tym artykule chodzi o to, że komin przy ulicy Farbiarskiej... stoi 
i... straszy... no... ludzi!” Klasa zaczęła się śmiać, ja i pan M. również. Przez śmiech 
pan  M.  powiedział:  „tak  i  pewnie  robi  jeszcze  łaaa!  do  każdej  osoby,  która  obok 
niego  przechodzi”.  Wszyscy  śmialiśmy  się,  no  ale  ja  nie  chciałam  wyjść  na 
nieprzygotowaną do lekcji i chcąc coś jeszcze (choć kompletnie nie wiedziałam co) 
dopowiedzieć  o  artykule,  powiedziałam  do  mówiącego  coś  do  mnie  pana  M.: 
„czekaj!”  na  co  pan  M.  udając  obruszonego:  „no  dobra, poczekam”.  Ja  zmieszana 
oczywiście  natychmiast  powiedziałam:  „ups,  przepraszam”,  ale  pan  M.  wcale  nie 
był  na  mnie  zły,  tylko  zaczął  robić  miny  obrażonego  i  znowu  zaczęliśmy  się 
wszyscy  śmiać.  W  końcu  powiedział  do  mnie:  „wiesz  co Anka?  Masz  tą  piątkę  i 
siadaj, bo jak tak dalej pójdzie, to przez Ciebie w ogóle lekcji nie poprowadzę.” I tak 
dostałam  piątkę  praktycznie  za  nic,  nie licząc  rozbawienia  pana  i  klasy.  Myślę,  że 
pan  M.  ma  podejście  do  uczniów,  zachował  się  w  porządku,  że  nie  był  zły,  kiedy 
powiedziałam do niego niechcący na „ty”, tylko całą sytuację obrócił w żart. Lubił 
śmiać  się,  był  zabawny  i  sam  jeszcze  rozbawił  klasę  bardziej.  Sądzę,  że  taki 
nauczyciel to skarb, potrafi zainteresować swoim przedmiotem i ma dobry kontakt z 
uczniami. 
 
Dominika Adamiak 
Zacinający  deszcz.  Sypiący  śnieg.  Niemiłosierny  upał.  Świątek,  piątek,  czy 
niedziela,  w  każdych  warunkach,  o  każdej  porze  dnia  i  nocy,  dwóch  chłopaków  i 
cztery  dziewczyny  stoją  przez  wiele  godzin  na  baczność,  upamiętniając  swoją 
obecnością  i  postawą  ważne  rocznice,  oddając  hołd  poległym,  towarzysząc 
wzniosłym  wydarzeniom  i  ważnym  imprezom.  Gdzieś  w  pobliżu,  może  nie 
rzucający się w oczy, ale za to jak ważni - opiekunowie pocztu sztandarowego. I ja 
wśród tego wszystkiego.  
     Ktoś mógłby zapytać: co to ma wspólnego z edukacją? Bardzo dużo. Być  może 
nawet  więcej  niż  trochę  notatek  w  zeszycie,  dobra  średnia,  od  czasu  do  czasu  na 
wpół  przespana  lekcja  i  modlitwy  o  przerwę.  Przecież  edukacja  to  nie  tylko 
zdobywanie  wiedzy  teoretycznej.  To  także  proces  kształtowania  się  pod  wpływem 
otoczenia postaw i wartości. 

background image

103 

 

     Uczestniczenie  w  tym  przedsięwzięciu  wiele  mnie  nauczyło.  Począwszy  od 
takich prostych umiejętności jak szybka (re)organizacja czasu (niespodziewany sms 
od  Sora:  Całość  imprezy  przeniesiona  na  jutro.  Zebranie  w  pokoju  wuefistów  – 
długa  przerwa.
),  trening  cierpliwości  i  wytrzymałości  (Sorze,  długo  jeszcze…?), 
poprzez wzmożoną współpracę i  koordynację (szybki  kurs dla nowych:  No jak wy 
idziecie?! Równo. Od lewej. Paweł jak ty trzymasz ten sztandar…)
, skończywszy na 
lekcji szacunku dla drugiego człowieka, wsparcia i koleżeństwa (Kasia, zaraz mi tu 
padniesz.  Zmienię  cię).
  Bycie  przyboczną  Sztandaru  Szkoły  pozwoliło  mi  na 
obcowanie  z  żywą  historią,  dało  możliwość  poznania  jej  świadków  i  odbyć  
wspaniałe  lekcje  patriotyzmu.  To  także  okres  współpracy  z  nauczycielami,  tzw. 
pedagogami  z  powołania,    którzy  opiekowali  się  nami,  dawali  przykład,  służyli 
pomocą i zarażali nas swoim entuzjazmem. 
     Niejedna  osoba  mogłaby  powiedzieć  z  ironią:  Cóż  za  apoteoza  służby  przy 
szkolnym sztandarze! Nie zawsze było różowo. Jednak z perspektywy czasu mogę 
śmiało stwierdzić, że wyróżnienie, które mnie spotkało jest jedną z najcenniejszych i 
najpiękniejszych lekcji w mojej dotychczasowej edukacji. 
 
Joanna H.  
Moje najlepsze wydarzenie szkolne miało miejsce, o dziwo, dopiero na studiach. A 
może  po  prostu  najbardziej  je  pamiętam.  Egzamin  z  dydaktyki  przerażał  mnie 
bardziej  niż  cokolwiek.  Ogrom  materiału,  ciężkie  zagadnienia,  dużo  pamięciowej 
nauki  -  jednym  słowem  zapowiadało  się  na  porażkę.  Jednak  była  jeszcze  szansa  – 
czekało na nas kolokwium, które było zarazem szansą na zdanie egzaminu. Każdy, 
kto  napisał  ten  sprawdzian  na  ocenę  dobrą,  lub  więcej  mógł  spodziewać  się 
zwolnienia z egzaminu. Jednak materiał, jaki mieliśmy opanować na to kolokwium 
wcale  nie  należał  do  najłatwiejszych.  Przyłożyłam  się  do  nauki,  jednak  po  jakimś 
czasie  dałam  za  wygraną  stwierdzając,  że  na  pewno  nie  dam  rady  napisać 
sprawdzianu  tak  idealnie.  Zrezygnowana  odłożyłam  książki.  Następnego  dnia 
kolokwium napisałam jak zwykle – żeby tylko zaliczyć. Po wyjściu z sali nie byłam 
załamana,  stwierdziłam  –  zaliczę.  Jakież  było  moje  zdziwienie,  kiedy  tydzień 
później odebrałam sms-a od koleżanki o treści „Gratuluję czwórki z dydaktyki! Nie 
piszesz egzaminu!”. W jednej chwili miałam wrażenie, że autobus, którym jechałam 
zniknął. Ta wiadomość znacznie odmieniła moje plany, mogłam szybciej zakończyć 
sesję i wyjechać z Lublina – idealnie. Byłam bardzo mile zaskoczona, w ogóle się 
tego  nie  spodziewałam.  Niewiele  osób  uzyskało  tak  dobrą  ocenę.  Zwolnienie  z 
egzaminu było dla mnie wielkim wyróżnieniem. Od razu wstąpił we mnie optymizm 
i  entuzjazm.  Z  biegiem  czasu  stwierdziłam,  że  jednak  było  to  odzwierciedlenie 
mojej  systematycznej  i  całorocznej  nauki.  W  pewnym  sensie  nagroda  –  idealna 
nagroda.  Moje  wysiłki  nie  są  zmarnowane.  Dlatego  jest  to  najlepsze  wydarzenie 
szkolne  dla  mnie  –  szczęśliwe,  sprawiedliwe  i  korzystne.  Dzięki  temu  miałam 
więcej  czasu  na  inne  zaliczenia,  mogłam  wcześniej  skończyć  sesję  i  szybciej 
powrócić do domu.  
 
Ewelina Bichta 
Przejście  z  gimnazjum  do  liceum  było  dużą  zmianą.  Dla  mnie  wyzwaniem  były 
lekcje wiedzy o społeczeństwie. Do tej pory  w gimnazjum uczyliśmy się o tym jak 

background image

104 
 

 
 

działają instytucje społeczne, jakie obowiązki mają władze państwowe i lokalne oraz 
co  zawiera  konstytucja.  Program  liceum  poszerzał  te  treści  o  znajomość  polityki. 
Dla osoby, która dotychczas uważała wiadomości telewizyjne czy radiowe za mało 
interesujące,  systematyczne  śledzenie  aktualnych  wydarzeń  ze  świata  polityki 
polskiej i zagranicznej nie było łatwym  zadaniem. Dwa razy podczas lekcji WOSu 
musiałam być dobrze przygotowana z tak zwanej „prasówki” bowiem nauczycielka 
wzywała jedną z osób do odpowiedzi. Nie wystarczyło jednak wiedzieć o tym,  co 
wydarzyło się w ostatnim czasie w świecie polityki, ale należało także podać źródło 
tych  wiadomości  (gazety,  telewizja,  radio  lub  Internet).  Dodatkowo  każdą  z 
podanych wiadomości należało odpowiednio skomentować. Często pojawiały się też 
kartkówki na których w formie pisemnej należało przedstawić posiadaną wiedzę.  
     To  wszystko  jednak  było  niczym  w  porównaniu  z  zadaniem  z  którym  przyszło 
nam  się  zmierzyć  pod  koniec  pierwszego  semestru  nauki.  Lekcje  wiedzy  o 
społeczeństwie  prowadziła  wówczas  pani  dyrektor  liceum.  Osoba  bardzo 
doświadczona  i  wymagająca.  Na  jednych  z  zajęć  kazała  nam  w  ramach  pracy 
domowej  napisać  list  do  urzędującego  wówczas  premiera,  Kazimierza 
Marcinkiewicza.  Przez  cały  weekend  zastanawiałam  się  co  mogłabym  w  nim 
zawrzeć. Było to dla mnie bardzo trudne zadanie. W dniu oddawania prac każdy  z 
niepokojem czekał na otrzymanie oceny. Nie byłam zadowolona z wykonanej przeze 
mnie  pracy.  Dlatego,  gdy  usłyszałam,  że  jeden  z  listów  okazał  się  bardzo  dobry  a 
osoba,  która  go  pisała  dokładnie  przemyślała  to,  co  powinno  być  w  nim  zawarte, 
zaczęłam  jej  zazdrościć.  Miała  ona  nad  wiek  dojrzałe  poglądy,  jak  to  określiła 
nauczycielka. Można więc sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie, gdy okazało 
się, że owy list jest mojego autorstwa. Zostałam wyróżniona oceną celującą. Byłam 
z siebie dumna i uważam to za mój największy sukces, bo zrobiłam dobrze coś, co 
było dla mnie trudne i przekraczało moje zainteresowania. 

 

Joanna Korol 
Za  najlepsze  przeżycie  mogę  uznać  pewien  dzień  z  czasów  liceum,  obfitujący  w 
sukcesy edukacyjne. Był to chyba początek trzeciej klasy. Na drugiej lekcji miałam 
historię.  Nauczycielka  oddawała  przedmaturalne  sprawdziany  powtórkowe  ze 
starożytnej Grecji. Dostałam piątkę. Bardzo się ucieszyłam. Jednak moją prawdziwą 
radość wzbudził fakt, że mój kolega z klasy, uczestnik kilku olimpiad historycznych 
i  laureat  jednej  z  nich,  z  tego  samego  sprawdzianu  dostał  czwórkę.  Tego  samego 
dnia, na ostatniej czy przedostatniej lekcji, mieliśmy język polski. Nasza polonistka 
oddawała  nam  sprawdzone  wypracowania.  Wypracowanie  to  było  z  poziomu 
rozszerzonego, trudne, a ja pisałam je w nocy przed ostatecznym terminem oddania. 
I  z  tego  wypracowania  dostałam  szóstkę.  To  był  chyba  mój  największy  sukces  w 
czasach liceum. 
     Ten  dzień  zapadł  mi  w  pamięć,  bo  odniosłam  dwa  dość  znaczące  dla  mnie 
sukcesy. Piątka z historii nie była moją jedyną taką oceną z tego przedmiotu, jednak 
tylko  tę  piątkę  zapamiętałam.  To  może  brzmieć  jak  jakaś  złośliwa  satysfakcja,  że 
mój  kolega  był  gorszy  ode  mnie,  ale  chodzi  o  to,  że  ta  piątka  jakoś  mnie 
dowartościowała. Z kolei ocenę za wypracowanie uważam za prawdziwy sukces, a 
nie  tylko  sukces  w  kontekście  gorszej  oceny  kolegi,  jak  było  w  przypadku 
sprawdzianu  z  historii.  Temat  wypracowania  był  trudny,  wzięłam  się  za  nie  w 

background image

105 

 

ostatniej chwili, a mimo to dostałam ocenę celującą. Ja z reguły dostawałam dobre 
albo bardzo dobre oceny z takich prac pisemnych, jednak szóstkę dostałam w liceum 
tylko jedną. Paradoksalne jest, że zdarzało mi się dostać trójkę za wypracowanie na 
prostszy  temat,  za  pisanie  którego  nie  zabrałam  się  w  ostatniej  chwili,  zaś  za  to  – 
pisane  w  nocy,  teoretycznie  trudne  -  dostałam  tak  dobra  ocenę.  Dlatego  ten  dzień 
traktuję jako jedno z najlepszych przeżyć w mojej dotychczasowej edukacji. 
 
Marta Kowalczyk  
Zazwyczaj nauka szła mi przeciętnie, choć uważam się za osobę inteligentną. Jednak 
najbardziej  bezproduktywne  wydawały  mi  się  zawsze  lekcje  języka  polskiego  w 
liceum. Zazwyczaj wyjątkowo nudne wykłady pod tytułem: co autor miał na myśli. 
Przeczekiwałam je zawsze gdzieś na końcu klasy, kryjąc sie przed spojrzeniem pani 
profesor. Jednak w czasie trzech lat nudy spotkała mnie sytuacja którą mogę uznać 
za jedno z najlepszych w mojej edukacji. 
     Od zawsze pamiętam moją pasją był teatr. Zawsze należałam do koła teatralnego, 
najczęściej  tego,  które  funkcjonowało  przy  szkole.  Tak  było  także  w  liceum. 
Niestety  było  to  koło  kabaretowe,  a  ja  zawsze  lepiej  się  czułam  w  scenach 
poważnych.  Jedyna  formą  w  jakiej  mogłam  się  realizować  był  konkurs  teatrów 
jednego  aktora.  Żeby  wziąć  w  nim  udział  trzeba  było  samodzielnie  przygotować 
scenariusz, muzykę, światło, dźwięk  i do tego jeszcze zagrać tak żeby wymagająca i 
wredna  komisja  do  niczego  nie  mogła  się  przyczepić.  Moja  działalnością  w  kole 
nigdy nie interesowała się  moja  wychowawczyni-  wspomniana wcześniej  profesor 
od polskiego. Az tu pewnego dnia poprosiła mnie do siebie po lekcji. Pierwsza myśl: 
„co ja przeskrobałam?”I tu spotkała mnie niespodzianka. Zostałam zapytana o moje 
postępy w przygotowaniu przedstawienia i poproszona, bym je zaprezentowała  na 
najbliższej lekcji. Dla mnie to był szok. Tydzień późnej zaprezentowałam spektakl 
który kosztował mnie wiele wysiłku. Grało mi się wspaniale. Bawiłam się mimiką, 
gestami.  Spektakl  został  przyjęty  bardzo  dobrze.  Bardziej  niż  duma  mojej  pani 
profesor  ważne  było  dla  mnie  uznanie  mojej  klasy,  przede  wszystkim  osób  które 
mało wiedziały o mojej pasji. Wydarzenie to choć mało związane z edukacją było 
dla  mnie  jednym  z  najmilszych  w  ciągu  mojej  nauki,  ponieważ  doceniono  mój 
wysiłek i mogłam podzielić się ze znajomymi moja pasją. 
 
Agnieszka Małysza 
Sortując  zasoby  pamięci,  natrafiłam  na  wiele  przyjemnych  scen  z  mojej  edukacji, 
jednak wydają mi się za mało wyjątkowe. Dotyczyły głównie dobrych ocen, uznania 
przez  nauczyciela  itd.  Paradoksalnie  za  największe  dobro,  jakie  mi  się  przytrafiło 
uważam  wredną  historycę  z  liceum.  Mam  nadzieję,  że  nie  zostanę  posądzona  o 
skłonności masochistyczne. 
    Uczyłam  się  w  klasie  z  rozszerzoną  historią.  Traf  chciał,  że  przydzielono  nam 
legendarną  panią  D.K.  Miała  ona  zwyczaj  przepytywania  przy  tablicy  na  każdej 
lekcji i nigdy nie wiadomo było, kto tym razem będzie miał pecha. Stąd prowadzone 
skrupulatnie  przez  nas  statystyki    odpytanych  i  obliczanie  prawdopodobieństwa 
trafień. D.K była surowa i ostra jak brzytwa w swoich ocenach. Odpowiadając przed 
jej nieodgadnionym obliczem, trudno było doszukać się jakiejkolwiek podpowiedzi. 
Przyznanie  się  do  niewiedzy  nie  było  dobrym  pomysłem,  gdyż  Pani  K.  zwykle 

background image

106 
 

 
 

kwitowała to uwagą, iż nie jest tym zainteresowana. Stan podzawałowy uczniowie 
osiągali  na  powtórzeniach  materiału,  kiedy  sprawiedliwość  dosięgała  wszystkich. 
Pikanterii dodawało ostrzeżenie nauczycielki: „Ręce, nogi, mózg na ścianie, oko na 
widelcu, jak kogoś złapię!”. Przy całej swej demoniczności prezentowała materiał w 
sposób nadzwyczaj ciekawy, okraszając wykłady anegdotami o zboczeniach królów 
i ich anomaliach biologicznych. Mimo strachu, jaki siała w szkole, Pani D.K budziła 
też  szacunek  ze  względu  na  rozległą  wiedzę.  Sama  bardzo  profesjonalnie 
podchodziła do lekcji i tego oczekiwała od nas. Wyostrzone wymagania sprawiały, 
że  dostając  dobrą  ocenę  (co  było  rzadkością)  człowiek  autentycznie  się  cieszył. 
Teraz  doceniam  fakt,  że  dane  mi  było  spotkać  Panią  D.K  –  bezwzględną  ,  ale 
sprawiedliwą  nauczycielkę,  która  wyzwalała  w  nas  ambicje,  nazywając  „swoimi 
orłami”. Doceniam fakt, że zawsze wskazywała na jasno określony cel, a nie były to 
bynajmniej  dobre  stopnie  dla  mamusi.  W  gruncie  rzeczy  życzyła  nam  dobrze: 
„Abyście miały dużo %... na maturze i zawsze ładnego koczkodana u boku”. 
 
Katarzyna Mika 
W drugiej klasie szkoły średniej języka angielskiego zaczęła uczyć moją klasę nowa 
nauczycielka Alicja  Filipowska.  Chciała  ona  uczyć  nie  tylko  tych,  którzy  świetnie 
znają  język  angielski,  do  czego  nie  potrzeba  aż  tak  wiele  wysiłku  (z  czym 
spotkaliśmy się rok wcześniej), ale także tych, co mają z nim ogromne problemy i 
którym trzeba pomóc. Mimo trudności i czasem nieporozumień włożyła wiele pracy 
w  nasze  przygotowanie  do  matury.  Sukcesywnie  opracowywała  z  nami  słówka, 
rozmówki,  dbała  abyśmy  ćwiczyli  wszystkie  potrzebne  umiejętności  w  równym 
stopniu.  Dzięki  postawie  tej  nauczycielki,  jej  wiary  w  nasze  możliwości-zdałam 
maturę  z  dobrym  wynikiem,  choć  tego  przedmiotu  obawiałam  się  najbardziej.  Co 
pewnie  w  dalszej  kolejności  przyczyniło  się,  że  dostałam  się  na  wymarzony 
kierunek studiów. 
    Chociaż  sytuacja  taka  nie  powinna  być  zaskoczeniem,  bardzo  często  nim  jest. 
Nauczyciele mając do wyboru klasę podzieloną na dwie grupy- bardzo dobrą i słabą 
skupiają  się  na  jednej. Ta  osoba  podjęła  się  ciężkiej  pracy,  podczas  której  dbała  o 
rozwój mocnej grupy, ale także wyrównanie szans tej słabszej, która bez pomocy ze 
strony nauczycielki nie poradziłaby sobie.  
    Wydarzenie  to  jest  pozytywne,  ponieważ  wiara  w  siebie  i  swoje  możliwości 
podczas  takich  doświadczeń  wzrasta,  na  czym  zyskuje  pewność  siebie.  Co  ważne 
pozostaje  sympatia  i  wdzięczność  dla  nauczycielki,  która  nie  „olała”  uczniów,  nie 
skazała ich jak inni nauczyciele na korepetycje tylko uczyła tak, żeby każdy poradził 
sobie  na  maturze,  oraz  żeby  miał  pewien  zasób  wiedzy,  którą  będzie  mógł 
wykorzystać  praktycznie.  Jest  to  osoba,  która  potrafiła  powiedzieć  „słuchaj  jesteś 
inteligentną osobą, widzę, że masz ze wszystkiego dobre oceny, gorzej radzisz sobie 
z językiem angielskim, wiem, że to nie jest twoja mocna strona, ale postaramy się 
żebyś  zdał  jak  najlepiej  się  da”.  W  postępowaniu  tej  nauczycielki  było  widać,  że 
szanuje ludzi i ich poczucie godności.  

 

Karina Sokólska 
To  była  trzecia  klasa  gimnazjum,  czerwiec.  Dobiegał  koniec  roku  szkolnego. 
Cudowna  pogoda,  nikomu  nie  chciało  się  myśleć  o  tym,  że  trzeba  wykrzesać    z 

background image

107 

 

siebie  ostatnie  siły  na  naukę,  by  poprawić  oceny.  Wiadomo  świadectwo  z 
czerwonym  paskiem  było  marzeniem  każdego  z  nas.  Istniała  ogromna  możliwość 
dostania  się  do  dobrego  liceum  i  spełnienia  swoich  edukacyjnych  marzeń.  Moja 
sytuacja  nie  wyglądała  za  dobrze,  do  świadectwa  z  paskiem  brakowało  mi  jednej 
piątki,  tak  tylko  jednej  piątki.  Próbowałam  znaleźć  jakiś  przedmiot,  z  którego 
mogłabym się poprawić ale żaden nauczyciel nie dawał mi takiej szansy. Zostały mi 
tylko dwa dni. Nie wierzyłam, że może się coś zmienić . Moja klasa w tym czasie 
pojechała  kilkudniową  wycieczkę,  ja  zostałam.  Nie  miałam  nastroju  na  wyjazd, 
czułam podświadomie, że powinnam zostać. Następnego dnia przyszłam do szkoły i 
gdy  tylko  zjawiłam  się  pod  klasą  podbiegła  do  mnie  koleżanka  i  powiedziała,  że 
szuka  mnie  nauczycielka  historii.  Nie  wiedziałam  o  co  jej  może  chodzić, przecież 
ocenę  miałam  już  wystawioną.  Nie  miałam  innego  wyjścia,  więc  udałam  się  do 
klasy  nr  30.  Pani  J.  stwierdziła,  że  chce  mi  dać  szansę  poprawy  na  piątkę.  Nie 
wiedziałam co powiedzieć, byłam taka zaskoczona i myślałam, że zacznę skakać z 
radości.  Podziękowałam  jej  i  poszłam  na  lekcje.  Gdy  tylko  wróciłam  do  domu 
wzięłam  się  szybko  do  nauki,  miałam  tylko  jeden  dzień  na  nauczenie  się  trzech 
działów.  Nie  miałam  łatwego  zadania,  gdyż  przez  moje  okno  wpadały  cieplutkie 
promienie  słońca,  które  próbowały  mnie  odciągnąć  od  książek.  Jednak  moja 
motywacja  była  ogromna,  więc  zasłoniłam  okna  i  uczyłam  się  dalej.  Następnego 
dnia  z  nerwów  strasznie  bolał  mnie  brzuch,  bałam  się,  że  wszystkiego  zapomnę. 
Gdy zaczęłam odpowiadać stres mnie opuścił i dostałam 5. W rezultacie cieszyłam 
się  z  osiągniętego  celu  i  wymarzonego  świadectwa  z  czerwonym  paskiem.  Tego 
samego  dnia  dostałam  pochwałę  od  wychowawczyni,  że  tak  świetnie  sobie 
poradziłam. Pękałam z dumy… 
 
Piotr Chabros 
Miałem  szesnaście  lat  i  lada  moment  miałem  rozpocząć  naukę  w  liceum.  Wybór 
szkoły był kwestią przypadku. Ta, którą wybrałem nie cieszyła się dobrą opinią, co 
więcej,  uchodziła  za  jedną  z  najgorszych  w  Lublinie  i  mam  na  myśli  nie  tylko 
poziom  nauczania,  lecz  także  towarzystwo  -  często  z  przeszłością  kryminalną. 
Początki nie były łatwe, byłem świadkiem wielu kradzieży i bójek. Każda osoba w 
klasie miała ‟pokerową twarz‟, po nikim nie dało się poznać żadnych emocji. Dość 
szybko jednak udało mi się nawiązać nowe znajomości. Na początku zadawałem się 
tylko z kilkoma osobami. Pod koniec roku szkolnego pojechaliśmy na kilkudniową 
wycieczkę klasową. To wydarzenie bardzo pozytywnie wpłynęło na relacje między 
nami.  Zauważyłem,  że  osoby,  które  wcześniej  oceniłem  jako  bezwartościowe 
odznaczały  się  takimi  przymiotami  jak  lojalność  czy  honor  i  mimo  patologicznej 
sytuacji  rodzinnej  nie  sprawiały  wrażenia  niegodnych  zaufania.  Z  biegiem  czasu 
nasze relacje polepszały się i były oparte na wzajemnym szacunku. Wspólne wyjścia 
do barów czy inne spotykania po zajęciach stały się rutyną. 
     Zapisałem się szkolnego klubu strzeleckiego i niedługo potem zacząłem osiągać 
sukcesy  w  tej  dziedzinie  -  zostałem  trzykrotnym  mistrzem  województwa,  dzięki 
temu  reprezentowałem  szkołę  nie  tylko  na  krajowych,  lecz  również  na 
zagranicznych zawodach.  
     Bardzo  pozytywne  wrażenie  zrobiło  na  mnie  kilku  nauczycieli,  którym  los 
uczniów nie był obojętny. Starali się prowadzić lekcje w ciekawy sposób i wzbudzić 

background image

108 
 

 
 

zainteresowanie. Zrozumiałem, że nie należy nikogo z góry oceniać, a rolą dobrego 
wychowawcy powinno być wspieranie ucznia w jego dążeniach.  
     W  ciągu  trzech  lat  zwarłem  wiele  wartościowych  znajomości,  zyskałem 
umiejętność  komunikacji  z  osobami  z  praktycznie  każdej  grupy  społecznej  oraz 
miałem szanse realizować swoje zainteresowania.  
 
Judyta Gogacz 
Język  polski.  Otwieramy  następną  stronę  z  podręcznika  do  przerobienia.  Wiersz 
Norwida. Wszyscy zaczęli ciężko wzdychać  wybiegając  myślami w przód, jaka to 
będzie  męczarnia  zinterpretować  ten  jakże  ciężki  wiersz.  Nauczycielka  popatrzyła 
na nas z politowaniem i nagle mówi: 
- Proszę państwa, dziś robimy  małą dyspensę! Zamykamy książki i przenosimy się 
wyobraźnią na stronice książki z naszym ulubionym wierszem. Pobłądźcie myślami 
i zastanówcie się czy taki w ogóle macie, nie musi być wyszukany, autorem nie musi 
być znany pisarz, a może sami piszecie wiersze? 
Lekko  zdziwieni,  chociaż  może  bardziej  miło  zaskoczeni  zaczęliśmy  myśleć  o 
naszym  ulubionym  wierszu,  o  takim,  który  zrobił  na  nas  wielkie  wrażenie. 
Wygrzebałam pamięcią wiersz Haliny Poświatowskiej. Pod stertą wierszy,  które na 
siłę  musiałam  interpretować  na  lekcjach  zapomniałam,  że  są  też  takie,  po  których 
przeczytaniu  ciarki  przechodzą.  Po  piętnastu  minutach  dobrego  zastanawiania  się 
polonistka  zachęciła  do  podzielenia  się  naszymi  odczuciami  na  temat  danego 
wiersza, niektórzy nawet poszli do biblioteki żeby wyszukać dany utwór i podzielić 
się  nim  z  innymi.  Padło  parę  pytań,  jedna  dziewczyna  nawet  się  popłakała  ze 
wzruszenia.  Każdy  miał  możliwość  wypowiedzenia  się,  własnej  interpretacji. 
Nareszcie lekcja naszych marzeń. Nie jakieś suche interpretacje i głowienie się, co 
autor miał na myśli. Nareszcie siedzieliśmy na lekcji zaciekawieni wierszami, a nie, 
jakiego koloru są buty naszej koleżanki/ kolegi z ławki. Niechętnie wypowiadałam 
się na polskim, a teraz sama siebie nie poznawałam. Miałam wielką ochotę na głos 
przeczytać  wiersz Poświatowskiej, opowiedzieć o nim, o tym,  co o nim  myślę. Ta 
lekcja dała nam więcej niż dziesięć poprzednich.  Nareszcie coś się działo, każdy był 
zaangażowany  i  choć  lekcja  odbyła  się  parę  lat  temu  to  pamiętam  ją  do  dziś  i  na 
pewno  długo  nie  zapomnę.  Dzięki  elastyczności  nauczycielki  nabraliśmy  do  niej 
większego  przekonania  i  kolejne  lekcje  nie  wyglądały  już  tak  „sztywno”  jak 
poprzednio.  Czasami  warto  odskoczyć,  chociaż  na  45  min  od  ustalonego  z  góry 
programu nauczania, chociażby po to by więcej dowiedzieć się o swoich uczniach, z 
którymi przecież spędza się tak wiele czasu.  
 
Irmina Turkiewicz 
Jako  najprzyjemniejsze  wydarzenie  z  edukacji,  w  pamięci  utkwiło  mi 
zorganizowanie  Mikołajek  dla  dzieci  z  pobliskiego  szpitala.  Pieniądze,  za  które 
mieliśmy  kupować  dla  siebie  prezenty,  postanowiliśmy  przeznaczyć  na  zabawki  i 
słodycze dla chorych dzieci. Po uzyskaniu zgody dyrektora szpitala, przystąpiliśmy 
do realizacji naszego pomysłu.  
     Dzień  przed  Mikołajkami  zebraliśmy  wszystkie  drobiazgi,  które  udało  nam  się 
kupić.  6  grudnia  udaliśmy  się  do  szpitala  na  Oddział  Dziecięcy.  Jeden  z  kolegów 
miał na sobie strój Świętego Mikołaja a  reszta klasy była Elfami i Śnieżynkami. W 

background image

109 

 

organizacji  pomogły  nam  Panie  Pielęgniarki,  które  zebrały  wszystkie  dzieci  w 
świetlicy.  Kiedy  maluchy  zobaczyły,  że  przyszedł  do  nich  Mikołaj  strasznie  się 
ucieszyły.  Twierdziły,  że  od  razu  lepiej  się  poczuły.  Zorganizowaliśmy  dla  nich 
konkursy i zabawy. Chcieliśmy, by chociaż na jeden dzień zapomniały o chorobach i 
poczuły  się  szczęśliwe.  Chyba  nam  się  udało,  gdyż  dzieci  były  naprawdę  bardzo 
radosne.  Po  wesołych  harcach,  każde  dziecko  otrzymało  od  Świętego  Mikołaja 
podarunek. 
    Po  spotkaniu  z  dziećmi  w  świetlicy  poszliśmy  odwiedzić  te,  które  nie  mogły 
wstawać  z  łóżek,  nie  mogły  one  brać  udziału  w  zabawach,  ale  mimo  tego  nasza 
wizyta  sprawiła  im  wielką  przyjemność.  Z  każdym  z  nich  staraliśmy  się 
porozmawiać,  niektóre  opowiadały  nam  wierszyki,  inne  śpiewały  piosenki.  Przez 
naszą  wizytę  oddział  dziecięcy  ożył-  tak  twierdził  personel  szpitala.  Niestety  nie 
mogliśmy zostać cały dzień, pożegnaliśmy maluchy i opuściliśmy szpital. W drodze 
powrotnej obdarowaliśmy jeszcze kilkoro dzieci, które spotkaliśmy. 
    Dzień ten chyba każdy z nas  zapamiętał na długo. Upominki, które kupilibyśmy 
dla siebie wzajemnie sprawiłyby nam przyjemność, ale radość dzieci na pewno była 
większa,  zwłaszcza,  że  były  tam  takie,  do  których  jeszcze  nigdy  Mikołaj  nie 
przyszedł. Zrozumieliśmy przez to, że niekiedy nawet niewielka rzecz i trochę serca, 
potrafi zdziałać więcej, niż wielkie i kosztowne prezenty. 
 
Agnieszka Głuch 
Niewątpliwie,  jedno  z  piękniejszych  wspomnień  w  mojej  edukacji,  miało  miejsce 
bardzo  dawno,  bo  jeszcze  w  pierwszej  klasie  szkoły  podstawowej.  Wydarzenie  to 
przez  wiele  lat  napawało  mnie  ogromną  dumą.  Jako  mała  dziewczynka,  bardzo 
lubiłam wykonywać różne prace plastyczne. Na zajęciach w szkole, cała nasza klasa  
miała wykonać obrazek  za pomocą jesiennych liści przyklejanych do kartki papieru. 
Po  skończeniu  prac  przez  wszystkich  uczniów,  nauczycielka  plastyki  zebrała  je 
wszystkie i przejrzała. Ciekawsze z prac przedstawiła na forum klasy i omówiła ich 
walory. Mój obrazek właśnie się tam znalazł! Od samej nauczycielki dostałam wiele 
pochwał  za  oryginalność  i  estetyczność  pracy.  Zaznaczyła  również,  że  najlepsze  z 
nich  wezmą  udział  w  plastycznym  konkursie  wojewódzkim.  Za  miesiąc,  na 
kolejnych zajęciach z plastyki  nauczycielka przedstawiła nam  wyniki  tego właśnie 
konkursu. Czekałam na to z niecierpliwością i ogromnym zainteresowaniem. Bardzo 
mocno cieszyłam się, gdy to właśnie moja praca została wyróżniona i przyznano jej 
nagrodę  pierwszego  miejsca.  Nauczycielka  była  dumna  ze  mnie,  zapewniła,  że 
wystawi  mi  na  koniec  roku  z  plastyki  szóstkę!  Następnego  dnia  odbyło  się 
wręczanie dyplomów i nagród na apelu w jednej z szkół w Lublinie. Pojechałam tam 
wraz  z  moją  nauczycielką  i  rodzicami.  Obecni  byli  uczniowie  wraz  ze  swoimi 
opiekunami  ze  szkół  z  całego  województwa.  Byłam  bardzo  szczęśliwa.  Dostałam 
gratulację od nauczycieli  i  dyrektora tamtejszej  szkoły, dyplom oraz miła nagrodę, 
która  przez  wiele  lat  stała  na  półce  koło  mojego  łóżka  przypominając  mi  o  tym 
wspaniałym dniu. Uczniowie z całej szkoły bili mi brawo. Byłam bardzo dumna z 
siebie.  Rodzice  zabrali  mnie  do  kina  i  zoo  w  niedziele  by  uczcić  to  wspaniałe 
wydarzenie. Do obecnej chwili z ciepłymi odczuciami wspominam dzień wręczania 
nagrody. Zwycięski obrazek nadal gdzieś znajduje się w moich pamiątkach. 
 

background image

110 
 

 
 

Katarzyna Depczak 
Zawsze uwielbiałam mówić, w gronie znajomych byłam duszą towarzystwa. Jednak 
w  momencie  gdy  miałam  wystąpić  przed  większą  ilością  nieznanych  osób 
odczuwałam  psychiczną  blokadę  spowodowaną  strachem  przed  pomyłką, 
przejęzyczeniem,  czy  zająknięciem.  Z  racji  tego,  że  nie  należę  do  osób,  które 
przyjmują  wszystko  za  niezmienne  prawa  w  5  klasie  postanowiłam,  że  pokonam 
własne  słabości  i  zgłosiłam  się  do  konkursu  krasomówczego.  Napisanie 
przemówienia  nie  stanowiło  żadnego  problemu,  nauczenie  się  go  także  nie 
przysporzyło mi większych trudności. Wygłoszenie tekstu przy rodzicach, czy przed 
lustrem  to  była  bułka  z  masłem.  Pierwszy  szkolny  etap  konkursu,  którego  jury 
stanowili  znani  mi  nauczyciele  przebiegł  po  mojej  myśli  -  dostałam  się  dalej. 
Schody zaczęły się dopiero na etapie wojewódzkim, gdzie przed sporą publicznością 
trzeba było stanąć i wygłosić przygotowany tekst. Przyznam - było ciężko, w głowie 
szumiało mi, zaś wewnętrzny głos wciąż powtarzał:” Nie dasz rady, nie uda ci się.” 
Kiedy  jednak  wzięłam  w  dłoń  mikrofon,  zmobilizowałam  wewnętrzną  siłę, 
zapomniałam o skrępowaniu i „popłynęłam” wraz  moją opowieścią.  
    Tamten  dzień  już  na  zawsze  pozostanie  w  mojej  pamięci,  ponieważ  dokonałam 
czegoś niemożliwego dla samej siebie. Potrafiłam stawić czoła swojej nieśmiałości i 
przekonać  siebie,  że  potrafię  zaciekawić  słuchaczy  i  sprawić,  że  słuchanie  mojej 
opowieści sprawi im przyjemność. Wg mnie to wydarzenie zapoczątkowało w moim 
życiu szereg pozytywnych zmian. Nauczyłam się, że warto ulepszać siebie i starać 
się pokonywać własne słabości. I pomimo tego, że nie wybrałam owego konkursu, 
to nagrodą było zadowolenie z własnej  odwagi  i  wykonanej  pracy. Wprawdzie nie 
był  on  związany  bezpośrednio  z  zajęciami  lekcyjnymi  jednak  nauczył  mnie  dużo 
więcej, niż przeciętna lekcja w szkolnej ławie. 
 
Paulina Tomaszewska 
Z  Gośką  przyjaźniłyśmy  się  już  od przedszkola.  Byłyśmy  nie  rozłączne,  wszystko 
robiłyśmy  razem  więc  nikogo  nie  zdziwił  fakt,  że  kontynuowałyśmy  naukę  w  tej 
samej  szkole  podstawowej  a  potem  w  gimnazjum.  Gośka  od  zawsze  przejawiała 
wiele talentów, była wysportowana, bystra i bardzo szybko przyswajała wiedzę. Pod 
względem  nauki  nigdy  jej  nie  dorównywałam.  Lubiłyśmy  zdrową  rywalizację,  o 
której głośno nie mówiłyśmy ale dla nas obu było ważne aby nie być gorszą od tej 
drugiej. Nauczyciele bardzo często traktowali mnie jako „gorszą połowę” Gośki. A 
jeśli  już  coś  mi  się  udało  dawali  mi  do  zrozumienia,  że  moje  prace(  kartkówki, 
sprawdziany) nie były pisane samodzielnie. Nie twierdzę, że nie mieli racji, ale nie 
w  każdym  przypadku.  Zawsze  się  wspierałyśmy  i  podpowiadałyśmy  sobie  na 
klasówkach,  jednak  nigdy  nie  zdarzyło  się,  że  jedna    z  nas  była  zupełnie 
nieprzygotowana. Każda się uczyła i była gotowa pomóc tej drugiej. Pewnego dnia 
przed  sprawdzianem  z  biologii  nauczycielka  wyraźnie  dała  mi  do  zrozumienia,  że 
podejrzewa,  że  nie  jestem  przygotowana  i  liczę  jedynie  na  wiedze  przyjaciółki. 
Weszła do klasy i od razu poleciła mi zmienić miejsce na kilka ławek dalej od mej 
towarzyszki. Przesiadłam się do pierwszej ławki tuz przed nauczycielką, kazała mi 
siedzieć  samej,  prawdopodobnie  dla  większej  pewności,  że  nie  będę  w  stanie  nic 
ściągnąć.  Jakież  było  jej  zdziwienie  gdy  po  sprawdzeniu  naszych  prac  dostałam 
lepszą ocenę od Gośki. Do dzisiaj  pamiętam jej zaskoczoną  minę, gdy sprawdzała 

background image

111 

 

moją pracę. Nigdy tez nie zapomnę tego jak się czułam tego dnia.  Byłam szczęśliwa 
i  dumna.  Od  tej  pory  nauczycielka  już  nie  wątpiła  w  moją  wiedzę,  a  co 
najśmieszniejsze  wstydziła  się  spojrzeć  mi  prosto  w  oczy.  Byłam 
usatysfakcjonowana, że udało mi się udowodnić jej, że myliła się co do mojej osoby. 
Od tego dnia minęło ok. 7lat a było to najpiękniejsze wydarzenie w mojej edukacji. 
 
Katarzyna Zenik 
Ostatnie dni nauki w klasie maturalnej to czas podsumowań i zakończenia edukacji. 
Jednak nie koniec nauki w szkole zapadł nam najbardziej w pamięci. Ostatnią lekcją 
było spotkanie z nauczycielką języka polskiego - Iwoną Bednarczyk. Rozpoczęło się 
wysłuchaniem  „Dezyderaty”.  Następnie  każdy  z  nas  otrzymał  piękną  pamiątkę- 
kartę ze słowami tego utworu, które miały być dla nas przesłaniem i wskazówkami 
w dorosłym życiu. Przy  wręczaniu kart każdemu pani Iwona Bednarczyk osobiście 
podziękowała za wspólną, ciężką pracę i życzyła szczęścia w realizacji planów. Co 
istotne nie zapomniała przeprosić niektóre osoby za to, że nie zawsze zachowywała 
się  wobec  nich  jak  powinna,  czasami  zdarzało  się  jej  powiedzieć  coś 
nieprzyjemnego  lub  że  czasami  nie  zauważała  i  rozumiała  uczniów,  którym  nauka 
sprawiała większe problemy niż pozostałym. Podczas tego spotkania przeplatało się 
wiele emocji: wzruszenia, zaskoczenia, przejęcia, smutku, radości. Nikt nie krył tych 
uczuć, każdy czuł się zauważony i wyróżniony. My nie omieszkaliśmy podziękować 
poprzez wręczenie prezentu zrobionego przez nas - albumu składającego się z wielu 
naszych  wspólnych  zdjęć  klasowych,  które  upamiętniały  wspaniałe  chwile. 
Rozmawiało  nam  się  przyjemnie,  było  dużo  śmiechu  wywoływanego 
wspominaniem sytuacji często trudnych dla nas. 
     Oceniam  to  wydarzenie  jako  bardzo  ważne  i  pozytywne,  które  ukazuje  postać 
osoby zaangażowanej, autentycznego nauczyciela, który potrafi otworzyć się przed 
uczniami  ze swoimi  uczuciami,  przeżyciami. Nasza nauczycielka języka polskiego 
wykazała się wielkim szacunkiem w stosunku do nas, samoświadomością, potrafiła 
zauważyć nie tylko swoje sukcesy, ale także błędy, do których nie bała się przyznać. 
I nie straciła w związku z tym naszego szacunku i autorytetu, przekazała nam swoją 
pasję  do  naszego  języka  ojczystego.  W  naszej  pamięci  została  zapamiętana  jako 
wspaniały  człowiek-  świetny  nauczyciel,  którego  będziemy  wspominać  z 
sentymentem oraz z chęcią odwiedzać. 
 
Ewelina Kość 
Moim najlepszym dniem w edukacji szkolnej okazał się zwykły dzień w VI klasie 
szkoły podstawowej. Tego dnia moja klasa miała mieć 6 lekcji. Z samego rana jeden 
z  chłopców  zaproponował,  abyśmy  zrobili  sobie  tego  dnia  całą  klasą  wagary.  Na 
początku wyglądało na to, że nikt go nie słuchał. Lecz po pierwszej lekcji wszyscy 
zaczęli  o  tym  rozmawiać.  Kolega  przekonał  nas  do  swojego  pomysłu.  Podziałało 
hasło: „Jak wszyscy, to wszyscy”. Żaden z nauczycieli o niczym nie wiedział. Tuż 
przed drugą lekcją wszyscy uciekliśmy ze szkoły – był to dla każdego pierwszy raz. 
Ten czas spędziliśmy razem. Następnego dnia w szkole powstała afera, przez to, co 
wydarzyło się dnia poprzedniego. Okazało się, że nasz prymus klasowy w ostatnim 
momencie zmienił zdanie i wrócił do szkoły – nie poszedł na wagary. Nauczyciele, z 
którymi  mieliśmy  mieć  lekcje,  byli  na  nas  bardzo  źli.  Każdy  z  nich  zadał  nam  za 

background image

112 
 

 
 

karę jakąś dodatkową pracę. Nasza klasa odbyła również poważną rozmowę z panią 
wychowawczynią. Tu również nie obyło się bez kary. Uniknął jej oczywiście tylko 
ten chłopiec, który nie zdecydował się na wagary. 
    To  wydarzenie  oceniam  bardzo  pozytywnie,  ponieważ  nasza  klasa  przeżyła 
niesamowite chwile dzięki  spontaniczności. Okazało się, że jesteśmy zgraną klasą, 
która  potrafi  sama  coś  zorganizować;  nawet  pomimo  tego,  że  jeden  kolega  się 
wyłamał. W tym wypadku również okazało się, że jesteśmy tolerancyjni, gdyż nikt 
tego  chłopca  nie  potępił  i  nie  miał  żadnych  pretensji.  Uznaliśmy,  że  każdy  może 
mieć własne zdanie oraz może czynić jak chce. Był to dla nas dzień pełen wrażeń; 
każdy stwierdził, że dla takich chwil warto ponieść wszelkie konsekwencje. Nawet 
kary nie były dla nas tak męczące – wszakże zasłużyliśmy na nie. Tylko nauczyciele 
byli  oburzeni,  gdyż  z  pedagogicznego  punktu  widzenia  postąpiliśmy  niewłaściwie. 
Mimo wszystko ten dzień był wyjątkowy i zapadł mi w pamięć. 

 

Natalia G
Długo  zastanawiałam  się,  jakie  wydarzenie  mogłabym  uznać  za  najpiękniejsze  w 
mojej  edukacji,  aż  w  końcu  przypomniałam  sobie  coś  co  stało  się,  gdy  byłam  w 
szkole podstawowej a dokładnie w V klasie.  
    Była to pora zimowa,  a moja dobra koleżanka złamała nogę pewnej soboty, gdy 
uczyła się jeździć na nartach. W klasie było smutno bez niej, bo wszyscy bardzo ją 
lubiliśmy. Wiedziałam, że zbliżają się jej urodziny, więc wspomniałam w klasie, że 
to  przykre,  że  urodziny  spędzi  w  domu.  Postanowiliśmy,  że  zrobimy  jej 
niespodziankę,  o  której  długo  nie  zapomni.  Przez  cały  dzień  ustalaliśmy  plan 
działania, 

rozdzielaliśmy 

zadania, 

które 

należy 

wykonać. 

Wszyscy 

zaangażowaliśmy  się  w  tę  sprawę,  nawet  mamy  obiecały,  że  upieką  ciasto,  w 
powietrzu czuło się radość, podniecenie, oraz łączącą nas tajemnicę. Gdy nadszedł 
dzień  urodzin  Kasi,  zebraliśmy  się  wszyscy  pod  budynkiem  szkolnym  i 
wyruszyliśmy z uśmiechami na twarzy w kierunku jej domu. 
     Kasia  zupełnie  się  nas  nie  spodziewała,  gdy  weszliśmy  do  jej  domu  z  tortem, 
oraz  balonami  w  ręce,  omal  się  nie  popłakała.  Zaśpiewaliśmy  „sto  lat”,  wspólnie 
spędziliśmy bardzo miło wieczór. Nigdy nie zapomnę jaka była szczęśliwa, radosna. 
Cieszyliśmy  się,  że  mogliśmy  sprawić,  aby  ten  dzień  był  dla  niej  wyjątkowy. 
Uściskała każdego z nas bardzo mocno, jakbyśmy spełnili jej największe marzenie, 
byłam  pewna,  że  zrobiliśmy  coś  pięknego  dla  niej.  Mieliśmy  świetne  nastroje. 
Poczuliśmy się wtedy jednością, grupą, jakbyśmy byli przyjaciółmi, którzy nigdy się 
nie  rozstają,  zawsze  śpieszą  sobie  z  pomocą.  Uwierzyłam  wtedy,  że  szkoła  jest 
miejscem, w którym można spotkać prawdziwych przyjaciół, ludzi z którymi można 
„konie  kraść”. Warto  żyć  dla  takich  chwil,  w  których  możemy  pokazać  innym,  że 
nam na nich zależy, dla uśmiechu i radość drugiego człowieka. Gdy spotykamy się 
po latach ciągle wspominamy to wydarzenie.  
 
Paulina L. 
Kiedy  zaczęłam nauczanie zintegrowane i  poszłam do klasy czwartej nie z bardzo 
przepadałam za lekcjami wychowania fizycznego do czasu kiedy nie odkryłam piłki 
ręcznej. Pewnego razu na lekcji zagraliśmy w tę grę i od tamtej pory „pokochałam” 
ten  sport.  Zaczęłam  chodzić  na  SKS  gdzie  odbywały  się  treningi  bo 

background image

113 

 

przygotowywałyśmy  się  do  zawodów.  Byłam  w  tym  coraz  to  lepsza  aż  stałam  się 
liderem  drużyny.  Wkładałam  w  tę  grę  bardzo  dużo  emocji  i  marzyłam  o  jak 
najlepszych  wynikach.  Byłam  w  szóstej  klasie  kiedy  pojechałam  na  zawody,  na 
których  w  końcu  udało  się  mi  i  mojej  drużynie  coś  wygrać.  Na  początku  było 
mistrzostwo  powiatu  co  i  tak  bardzo,  ale  to  bardzo  cieszyło.  Nadszedł  czas  na 
rozgrywki rejonowe, które ku zaskoczeniu również zakończyły się zwycięstwem. I 
właśnie  ten  dzień  w  mojej  edukacji  wspominam  najmilej.  Ja  i  moje  koleżanki  z 
zespołu cieszyłyśmy się przeogromnie. Były łzy szczęścia nasze i naszego trenera, z 
którym  miałyśmy  świetny  kontakt.  Po  rozdaniu  dyplomów  i  medali  Pan  Daniel 
zabrał nas na lody i było świetnie. Zawsze będę wspominała ten dzień z uśmiechem 
na  ustach.  Bardzo  ważną  rzeczą  dla  całej  drużyny  było  wsparcie  trenera,  który 
potrafił nas zmobilizować i był z nami zawsze. Pan Daniel był takim nauczycielem, 
o  którym  nie  da  się  zapomnieć. Trenował  nas  jeszcze  przez  całe  gimnazjum.  Jeśli 
któraś  z  nas  miała  problem  starał  się  pomóc  go  rozwiązać,  kiedy  kłóciłyśmy  się 
nawzajem  dążył    do  tego  aby  nas  pogodzić.  Był  moim  ulubionym  nauczycielem, 
który przekazał mi wiele wartości. Uważam, że w każdej szkole powinny być kółka 
zainteresowań, które będą odskocznią od nauki tego za czym nie przepadamy. Moją 
odskocznią  był  SKS,  na  który  chodziłam  z  przyjemnością  z  dwóch  powodów. 
Pierwszy  jest  oczywisty:  uwielbiałam  przebywać  na  boisku,  drugi  również  prosty: 
mogłam spotkać się z najlepszym nauczycielem i koleżankami i porozmawiać z nimi 
o  wszystkim.  Moim  zdaniem  w  polskiej  szkole  brakuje  nauczycieli  którzy  byliby 
podporą  dla  uczniów.  Ja  miałam  szczęście  bo  trafiłam  na  pana  Daniela,  któremu 
jestem za wszystko bardzo wdzięczna. 
 
Adriana Lipa 
Najlepszym  wydarzeniem  w  mojej  dotychczasowej  edukacji  był  moment,  kiedy 
postanowiłam nie bronić dyplomu. Chodziłam  wtedy do Ogólnokształcącej  Szkoły 
Sztuk Pięknych im. Józefa Brandta. 
Po około miesiącu od tego postanowienia w sobotę około 9.20 dostałam telefon, że 
na 10:00 muszę przyjść do szkoły, ponieważ Dyrektor  – Pan Bogdan Piętak, chciał 
spotkać się ze mną i trzema innymi osobami, które również postanowiły nie bronić 
pracy dyplomowej. 
Gdy przyszliśmy, argumentował potrzebę uczestniczenia przez nas w obronie w taki 
sposób  –  że  szkoda  by  mu  było,  gdybyśmy  po  tych  sześciu  latach  męczenia  się 
dostali  zwykłe  świadectwo  maturalne,  podczas  gdy  pozostałe  osoby  dostaną 
świadectwo i dyplom, dwustronicowe, oraz tytuł plastyka. Pan Dyrektor mówił też o 
tym, że cała nasza dotychczasowa praca, zmęczenie i wysiłek poszłyby na marne, a 
szkoda  by  było  to  zaprzepaścić,  nawet  jeżeli  rzeźba  nie  była  naszym  ulubionym 
przedmiotem, a tworzenie dyplomu  wiązało się z  ciągłym zmienianiem prac przez 
nauczyciela. 
    Gdy  już  usłyszeliśmy  tę  argumentację,  nie  mieliśmy  innego  wyjścia,  jak 
potwierdzić, że zgadzamy się na obronę, chociaż nie byliśmy przekonani co do nie 
całkiem  naszych  dzieł.  Kilka  dni  później,  gdy  spotkałam  Pana  Dyrektora  w 
sekretariacie i  zapytał  mnie, czy podjęliśmy prawidłową decyzję, odpowiedziałam, 
że rozkaz był, więc rozkaz musi zostać wykonany. Zauważyłam, że ucieszył się na 
te  słowa.  Wiedziałam,  że  Panu  Dyrektorowi  zależy  na  tym,  żebyśmy  obronili 

background image

114 
 

 
 

dyplom, nie ze względu na formę świadectwa, czy tytuł, lecz dlatego, że zależało mu 
na nas. Miał w planach rezygnację kilka lat wcześniej z nauczania, ale został, żeby 
poprowadzić  naszą  klasę  do  matury.  Obrona  naszej  czwórki  była  również 
wyrzeczeniem,  tak  jak  postanowienie  Pana  Dyrektora  o  pozostaniu  w  szkole,  oba 
jednak  sprawiły,  że  wszyscy  zakończyliśmy  sześć  wspólnie  spędzonych  lat  z 
sukcesem. 
 
Diana Zychowicz 
Składając dokumenty do wymarzonego liceum wybrałam jako priorytet profil klasy 
z  rozsz.  niemieckim.  Ze  względu  na  małą  ilość  chętnych  profil  ten  nie  został 
utworzony. Trafiłam do klasy podanej na drugiej pozycji. We wrześniu okazało się, 
że  nie  jestem  zadowolona  z  profilu  klasy.  Bardzo  się  męczyłam  w  klasie  z  rozsz. 
angielskim,  czułam  się  w  niej  samotnie  -  nie  znałam  nikogo,  a  do  tego  nie 
rozumiałam  prawie  żadnej  lekcji  języka  angielskiego.  Wszyscy  mnie  dookoła 
pocieszali,  że  to  tylko  początek.  Po  2tyg.  nie  wytrzymałam  i  postanowiłam  coś  z 
tym  zrobić,  podjęłam  decyzje  o  zmianie  klasy,  gdzie  nie  było  takiego  nacisku  na 
język.  Udało  mi  się  zmienić  klasę.  W  poniedziałek  miałam  dołączyć  do  swojej 
nowej klasy. Cały weekend się martwiłam czy zostanę zaakceptowana.  Przyszłam 
na zajęcia jako jedna z pierwszych. Na początku każdy się na mnie dziwnie patrzył 
ale przyjął mnie w miły sposób. Od razu miałam wytłumaczone co muszę uzupełnić, 
na  jakiego  nauczyciela  mam  uważać.  Pierwszą  lekcją  w  nowej  klasie  okazała  się 
matematyka. Nikt nie rozumiał danej lekcji logiki a nauczycielka brała do tablicy i 
stawiała jedynki (akurat skończył się licealny okres ochronny – dwa tygodnie, gdzie 
nie można stawiać żadnych ocen). Gdy doszła do mojego nazwiska, zapytała mnie, 
uważając, że ja również nie potrafię rozwiązać zadania. Jednak zadanie rozwiązałam 
bezbłędnie a pani musiała mi postawić piątkę. Po lekcji, połowa klasy przyszła do 
mnie  z  prośbą  o  wytłumaczenie  zadań.  Tym  sposobem  pozyskałam  szybko  dużo 
znajomych,  którzy  mnie  bardzo  polubili  a  ja  ich.  Myślałam,  że  pierwszy  dzień  w 
nowej  klasie  będzie  dla  mnie  czymś  strasznym  ale  okazało  się,  że  to  był  jeden  z 
najlepszych dni nie tylko  w dziejach mojej szkoły ale także i  w życiu. Uważam że 
nie warto bać się zmian w szkole - nawet jeśli niosą za sobą wiele niewiadomych. 
Musimy pamiętać że jeśli źle się czujemy w klasie, szkole to trzeba coś z tym jak 
najszybciej zrobić. 
 
Olga Michalik 
Szkoła  średnia  dla  wielu  uczniów  jest  miejscem  gdzie,  oprócz  nauki  zaczyna 
rozwijać się także życie towarzyskie, zmniejsza się kontrola rodziców i zwiększa się 
zakres swobody. Na rozpoczęcie klasy pierwszej czekałam jak na zbawienie. Bardzo 
chciałam poznać nowych kolegów i koleżanki. Gdy nadszedł już ten dzień spotkało 
mnie wielkie rozczarowanie. W klasie liczącej 30 osób tylko trzy osoby były ze wsi, 
reszta  mieszkała  w  mieście.  Praktycznie  wszyscy  uczniowie  znali  się  świetnie,  bo 
chodzili  do  jednego  gimnazjum,  dlatego  już  na  samym  początku  pojawiły  się 
podziały. Czułam się nieco odrzucona, ponieważ nie widziałam różnicy wynikającej 
z czyjegoś pochodzenia, w końcu żyjemy w nowoczesnym świecie. Nie raz byłam 
świadkiem  publicznego  wyśmiewania  się  z  tkz.  wieśniaków.  Był  pewien  chłopak, 
który  szczególnie  działał  mi  na  nerwy.  Miał  ksywę  Radar.  Radar  wielokrotnie 

background image

115 

 

obrażał  moje  pochodzenie.  Bywały  chwile,  że  siedziałam  na  lekcjach  ze  łzami  w 
oczach  z  powodu  przykrości  jakie  mi  sprawił.  Po  kilkunastu  tygodniach 
zaprzyjaźniłam  się  z  klasą  i  zapomnieliśmy  o  podziałach,  znalazłam  nowych 
przyjaciół  i  świetnie  odnajdywałam  się  w  klasie.  Jednak  Radar  wciąż  rzucał 
obelgami  w  moją  stronę.  Nie  mogłam  dogadać  się  z  tym  człowiekiem.  Musiałam 
znosić  go  przez  całe  trzy  lata  szkoły.  Nadszedł  wielki  dzień  matury.    Dobry  los  o 
mnie  nie  zapomniał  sprawił,  że  mój  ,,ulubiony”  kolega  Radar  siedział  za  mną  na 
maturze  z  wiedzy  o  społeczeństwie.  Z  tego  przedmiotu  byłam  świetna,  dlatego 
zadania  egzaminacyjne  nie  sprawiły  mi  większego  problemu.  Radar  cały  czas 
szturchał  mnie,  żebym  dała  mu  przepisać  choć  jedno  zadanie.  Nie  patyczkowałam 
się z nim, sarkastycznie zapytałam go, czy korzystanie z pomocy takiej wieśniaczki 
jak ja nie uwłaszcza jego godności? Przez chwile skamieniał. Z wyraźną wyższością 
popatrzyłam na niego, złożyłam maturę i wyszłam. Do tej pory pamiętam jego minę. 
To  była  moja  słodka  zemsta  za  złe  traktowanie.  To  był  dzień  mojego  tryumfu, 
czułam ogromną satysfakcję. Co do niego to moja pomoc i tak poszła, by na marne, 
ponieważ Radar nie zdał matury z kilku innych przedmiotów. 
 
Sylwia Sienkiewicz 
Zawsze  lubiłam  język  polski,  dlatego  idąc  do  liceum,  wybrałam  profil 
humanistyczny. W szkole średniej nauczycielka, która uczyła mnie tego przedmiotu, 
wzbudzała we mnie trwogę. Czasami miałam wrażenie, że się na mnie uwzięła, bo 
bywało,  że  potrafiła  pytać  mnie  2  razy  po  kolei.  Kiedy  zgłaszałam  się  do 
odpowiedzi, mówiła, że mam dobre oceny i pytała mnie na następnej lekcji, kiedy 
nie  byłam  już  przygotowana,  bo  stwierdziłam,  że  skoro  wtedy  moje  wyniki  ją 
zadowalały  to  przez  jeden  dzień  raczej  nic  się  nie  zmieniło,  choć  ona  twierdziła 
inaczej. Odtąd całkowicie zmieniłam swój stosunek do języka polskiego. Zaczęłam 
bać się każdej lekcji, że znowu będę musiała odpowiadać, chowałam się za plecami 
koleżanek, żeby nauczycielka mnie nie zauważyła. Moje oceny także pozostawiały 
wiele  do  życzenia.  Czy  z  odpowiedzi,  czy  z  wypracowania  zawsze  dostawałam 
dwóje  albo  tróje.  Z  przerażeniem  myślałam  o  maturze,  dlatego  wybrałam  poziom 
podstawowy. Trafił nam się temat związany z powieścią „Lalka”, więc pomyślałam, 
że  skoro  ją  czytałam,  to  coś  napisze.  Po  zakończeniu  egzaminu  wielu  uczniów 
wychodząc  z  sali,  narzekało,  że  wypracowanie  było  trudne,  nawet  nauczycielka 
powiedziała,  że  był  to  tak  mało  znaczący  fragment,  że  mógłby  być  tematem  na 
maturze  rozszerzonej. Wiedziałam,  że  kilka  punktów  zdobędę,  ale  nie  liczyłam  na 
wiele. Jakie było moje zdziwie-nie, kiedy w dniu otrzymania wyników, zobaczyłam, 
że  mam  95%,  gdzie  inni  mający  4  i  5  na  lekcjach,  nie  mieli  nawet  80%!  W 
osłupieniu  trzyma-łam  swoje  świadectwo,  nie  mogąc  w  to  uwierzyć.  Z 
wypracowania na 40 pkt. zdobyłam 38! Byłam wniebowzięta! Nareszcie coś mi się 
udało!  W  końcu  mogłam  uwierzyć  we  własne  siły!  Tego  samego  dnia  spotkałam 
swoją nauczycielkę i z ogromną satysfakcją oznajmiłam jej jak dobrze mi poszło, a 
ona nic mi na to nie odpowiedziała. Teraz mogłam pokazać jej, jak bardzo mnie nie 
doceniała.  Uważam,  że  to  najwspanialsze  wydarzenie  w  mojej  karierze  szkolnej, 
nawet teraz myśląc o tym, na mojej twarzy pojawia się uśmiech zwycięzcy!  
 
 

background image

116 
 

 
 

Marta Turkot 
1996 – rok, w którym zaczęłam przygodę ze szkołą. Pobyt w „zerówce” to dla mnie 
ogrom miłych doświadczeń, wiele pozytywnych emocji, wspomnienie beztroskiego 
dzieciństwa. Ze względu na pojawiający się uśmiech na mojej twarzy, na samą myśl 
o  tych  latach,  z  perspektywy  czasu  stwierdzam,  iż  było  to  naprawdę  najlepsze 
wydarzenie w mojej edukacji. Z pewnością nigdy tego nie zapomnę. To właśnie w 
klasie  „0”    miałam  ogromną  chęć  poznawania.  Wiele  radości  sprawiało  mi 
rysowanie  szlaczków,  potem  pisanie  pierwszych  liter.  Uwielbiałam  malować, 
kolorować  i  oczywiście  dostawać  za  to  same  „słoneczka”.  Dużo  rzeczy  pamiętam 
tak,  jakby  to  było  wczoraj.  Zabawy  lalkami,  w  dom,  śpiewanie  piosenek,  nauka 
robienia kanapek – to było coś wspaniałego,  a zabawy choinkowe w rytmie disco – 
polo… mmm… Znałam na pamięć wszystkie piosenki „Boys”. Kto by pomyślał, że 
spotkanie  ze  szkołą  może  być  tak  przyjemne? A  jednak…  świat  zabawek  i  kredek 
urzekł mnie niesamowicie. Zafascynowana tym, codziennie przynosiłam pani wiele 
pokolorowanych  rysunków,  moje  zeszyty  były  całe  w  kolorowych  szlaczkach, 
rysowałam  po  wszystkim,  czym  się  dało.  Ucierpiały  niestety  na  tym  również 
dowody osobiste moich rodziców,  gdyż  w nich również zostawiłam po sobie ślad. 
Ze  względu  na  moją  nieodpartą  potrzebę  ciągłego  rysowania  zmuszeni  byli  do 
kupowania,  co  kilka  dni  nowych  kolorowanek,  bloków,  kredek  itd.  W  „zerówce” 
spotkał mnie również zaszczyt wybierania  nowych zabawek do klasy. Stało się tak, 
gdyż  mój  tato  zaoferował  pomoc  w  ich  przywiezieniu  z  hurtowni.  Dla  mnie,  jako 
dziecka,  dla  którego  zabawka  była  nieodłącznym  elementem  życia,  epizod ten był 
ogromnym i  jednocześnie pozytywnym przeżyciem. Mogłam poczuć się naprawdę 
ważna i bawić się tym, co wybrałam. Niewątpliwie to był cudowny rok, który potem 
zaowocował w moim nastawieniu do obowiązku szkolnego i sprawił, że nie miałam 
trudności z nauką. 
 
Anna Wójtowicz 
Najlepszym wydarzeniem w mojej edukacji było wygranie z moją klasową drużyną 
dziewcząt  szkolnego  konkursu  układów  taneczno-gimnastycznych  w  szkole 
podstawowej.  Konkurs  odbywał  się  w  sali  gimnastycznej  przy  okazji  jakiegoś 
szkolnego apelu. Oglądała go cała szkoła. Przygotowywałyśmy się z moją drużyną 
do  tego  konkursu  dość  długo.  Gdy  przy  całej  szkole  zostały  wyczytane  nasze 
nazwiska  i  sama  pani  dyrektor  wręczyła  nam  nagrody,  nasza  duma  była  tym 
większa.  Po  zawodach  gratulowali  nam  koledzy  i  koleżanki.  Gratulowała  również 
nasza  wychowawczyni.  Zdobyty  przez  nas  puchar  został  wystawiony  w  szkolnej 
gablocie,  tak  aby  wszyscy  mogli  go  zobaczyć.  Uważam  to  za  najlepsze 
doświadczenie,  bo nasz  wspólny  wysiłek  i  praca  zostały  nagrodzone  i  sprawiły  że 
zostałyśmy docenione przez całą szkołę. Zmotywowało nas to też do dalszej pracy. 
Wygrana uczyniła dla nas taniec czymś atrakcyjnym, dla czego warto się poświęcać. 
Myślę,  że  tego  typu  zawody  podnoszą  też  sprawność  fizyczną  dzieci.  Było  to 
przyjemne doświadczenie, chociaż uważam, że bardziej zapadają uczniom w pamięć 
doświadczenia negatywne, gdyż zazwyczaj są bardziej drastyczne, a w najgorszych 
przypadkach powodują zmiany w psychice uczniów. 
 
 

background image

117 

 

Agnieszka Pazura 
W  mojej  dotychczasowej  edukacji  jest  takie  wydarzenie,  które  zapamiętałam  jako 
najlepsze.  W  drugiej  klasie  gimnazjum  w  ramach  projektu  wzajemnej  pomocy 
między  uczniami  prowadzone  były  dodatkowe  zajęcia,  na  których  zdolniejsi 
uczniowie tłumaczyli trudne zagadnienia tym, którzy sobie z nimi nie radzili. Miało 
to pokazać, że nie tylko nauczyciel może przekazywać wiedzę. Niektórym słabszym 
uczniom  lepiej  jest  zrozumieć  rzeczy  trudne,  gdy  są  one  im  tłumaczone  przez 
kolegę,  rówieśnika  z  jednej  klasy-  nie  ma  wtedy  presji  między  dzieckiem  a 
dorosłym, strachu przed dostaniem złej oceny.  
     Zostałam  wybrana  do  tego  projektu  i  miałam  pomagać  koleżance  Joasi  w 
matematyce. Nie byłam z tego zadowolona, ponieważ wiązało się to z zostawaniem 
po  lekcjach.  Nie  wierzyłam  w  to,  że  mogę  wytłumaczyć  komuś  coś,  czego 
nauczyciel  nie  dał  rady.  Przez  tydzień  codziennie  zostawałyśmy  godzinę  po 
lekcjach.  Próbowałam  pomóc  mojej  koleżance,  ale  początkowo  nie  przynosiło  to 
żadnych efektów. Miałam wrażenie, że ten projekt to głupi pomysł. Byłam strasznie 
zniechęcona!  Dopiero  czwartego  dnia  Joasia  zaczynała  rozumieć  zagadnienia  z 
geometrii. Później było już coraz lepiej.  
     Po kilku dniach od rozpoczęcia projektu w naszej szkole pani zrobiła klasówkę. 
Byłam bardzo ciekawa, czy nasza wspólna nauka przyniosła rezultaty i niecierpliwie 
czekałam  na  wyniki.  Gdy  nauczycielka  przeczytała  oceny,  okazało  się,  że  Joasia 
dostała  5.  Byłam  bardzo  szczęśliwa  i  dumna  z  tego  powodu,  że  moja  pomoc 
koleżance  się  przydała  i  była  ona  skuteczna.  Nie  spodziewałam  się  takich 
wspaniałych  efektów,  dlatego  tym  bardziej  byłam  pozytywnie  zaskoczona.  Bardzo 
spodobał  mi  się  ten  projekt,  przekonałam  się  do  niego.  Myślę,  że  to  wydarzenie 
mogło  wpłynąć  na  moją  decyzję  dotyczącą  wyborów  studiów-  w  końcu  jestem  na 
pedagogice. 
 
Iwona Waszkowska 
Najlepsze wydarzenie w mojej edukacyjnej karierze są 2 lata nauczania mnie języka 
angielskiego  przez  panią  Tetyane  Prykhodko.  Pani  Tetyana  zaczęła  mnie  uczyć 
angielskiego  w  2  klasie  liceum  Przyznam  ze  początkowo  byłam  negatywnie 
nastawiona  ,głownie  powodu  plotek  krążących  na  temat  pedagożki  po  szkole  w 
których  jak  się  później  okazało  nie  było  prawdy  i  były  wymyślone  przez  mało 
ambitnych  i  nic  nie  robiących  uczniów.  Jestem  zdania  ze  niestety  jest  mało 
nauczycieli  nadających  się  do  tej  profesji  często  m.in.  ze  względu  na  brak 
konsekwencji, nieumiejętność przekazania wiedzy w sposób właściwy uczniom itd. 
Taka jednak na szczęście nie była moja sorka. Na początku nie rozumiałam metod 
nauczania  pani  Prykhodko  .Reagowałam  wręcz  alergicznie  i  ze  złością  na 
stanowczość,  zadawanie  dziesiątek  słówek  „do  wykucia”,  długich  wypracowań, 
pytania  na  każdej  lekcji  przez  pół  godziny,  wyduszania  wiedzy  na  każdym  kroku, 
wysokich  wymagań  i  zwracaniem  uwagi  za  każdy  nawet  najmniejszy  błąd. 
Uważałam  to  za  spremedytowaną  złośliwość  .Potrzeba  było  wiele  czasu  bym 
zrozumiała  że  te  zabiegi  mają  na  celu  nie  zaszkodzić,  wymęczyć  i  zabrać  każda 
wolną  chwilę  ale  sprawić  bym  miała  cenną  dziś  umiejętność  posługiwania  się 
angielskim  na  jak  najlepszym  poziomie  .Agresja  i  poczucie  bezcelowości 
zgłębianiem  nadmiaru  wiedzy  <jak  się  mi  wtedy  zdawało>  zmieniały  się  w 

background image

118 
 

 
 

satysfakcję  i  świadomość  tego  że  naprawdę  mi  się  przyda  wraz  z  coraz  lepszymi 
ocenami  i  tym  ze  język  obcy  nie  był  już  tak obcy  Pani Tetyana  zmotywowała  (na 
początku  nawet  zmusiła)  do  nauki;  okazało  się  ze  rzeczywiście  nie  ma  rzeczy  nie 
możliwych  a  ograniczenia  stawiamy  sobie  jedynie  sami  .Żeby  mieć  „coś” 
wartościowego trzeba włożyć w to czasami bardzo wiele wysiłku, wylać wiele łez, 
nie przespać kilku nocy ale owoce tego wysiłku są bardzo obfite  i przede wszystkim 
-zależą  od  nas,  bo  nie  wis  przecież  nad  nami  antyczne  fatum.  Jestem  pewna  ze 
gdyby nie moja nauczycielka (jedna z najlepszych jakie naprawdę poznałabym)dalej 
tkwiłabym  w  przekonaniu  ze  oceny  zależą  przede  wszystkim  od  zdolności.  Na 
pewno  i  to  jest  prawdą  jednak  jakieś  niedostatki  możemy  zminimalizować  ciężką 
pracą dająca obfity plon. Mi dała chociażby dobry wynik z języka angielskiego na 
maturze. 
 
Magdalena Medrek 
Czasami  trudniej  nam  przypomnieć  sobie  miłe  chwile,  zwykle  dłużej  pamiętamy 
niepowodzenia i przykre sytuacje. Długo zastanawiałam się nad tym jaki moment z 
całej  historii  mojej  edukacji  mam  opisać.  Co  takiego  cudownego  wydarzyło  się  w 
moim życiu, wartego wspomnienia i godnego czyjejś uwagi? 
     Historia,  którą  opiszę  jest  według  mnie  jedną  z  ciekawszych,  choć  patrząc  na 
nasze  zachowanie  z  perspektywy  czasu  nie  było  do  końca  mądre.  
Był  maj,  pierwsza  klasa  liceum.  Poranne  pogaduchy  w  szatni,  wymienianie  się 
wrażeniami z dnia poprzedniego, pracą domową. Nic nie wskazywało na to, że coś 
ekscytującego  się  dziś  wydarzy.  Był  tak  piękny  poranek,  że  nikt  nie  był  zbytnio 
zadowolony  z  faktu,  że  spędzi  go  w  murach  szkoły.  Chłopcy  poszli  na  górę.  Nam 
zwykle dłużej się to schodziło. Było już po dzwonku. Nagle ni stąd ni zowąd ktoś 
podrzucił  pomysł:  „A  może  pojedziemy  na  wagary  do  Kazimierza  Dolnego?” 
Wiadomo, że taka postawa przez nauczycieli raczej nie jest pochwalana, my jednak 
nie  zważałyśmy  wtedy  na  to.  Jednogłośnie  stwierdziłyśmy,  że  jest  to  wspaniały 
pomysł. Zebrałyśmy swoje rzeczy i skierowałyśmy się w stronę wyjścia. 
     Było  nas  dziewięć.  Busy  do  Kazimierza  nie  kursowały  zbyt  często. 
Postanowiłyśmy    poradzić  sobie  w  inny  sposób.  Podzieliłyśmy  się  na  drużyny  i 
pojechałyśmy  do  Kazimierza  autostopem.  Ogłosiłyśmy  nawet  małe  wyścigi. 
Niektóre z nas nigdy nie podróżowały w ten sposób, one wyruszyły jako pierwsze 
by  mieć  równe  szanse  z  innymi.  Często  po  drodze  mijałyśmy  się  wzajemnie. 
Machałyśmy  sobie  tylko  przez  szyby.  Wszyscy  ludzie,  których  spotkałyśmy  po 
drodze byli bardzo życzliwi, opowiadali bardzo ciekawe historie i dzielili się z nami 
swoimi  (podobnymi)  przeżyciami.  Okazało  się  bowiem,  że  większość  ludzi 
zabierających autostopowiczów (o dziwo) nie jest seryjnymi  mordercami, ale sami 
kiedyś  podróżowali  tak  jak  my  i  dobrze  wiedzieli,  że  nie  jest  to  takie  łatwe  i 
kierowcy nieczęsto zatrzymują się by pomóc. Podróż była cudowna i wesoła. Stała 
się naszą małą, coroczną tradycją. 
 

Anna Kalwińska 
W  liceum  chodziłam  do  klasy  o  profilu  teatralnym.  Przez  cały  pierwszy  rok  pod 
okiem aktora - profesjonalisty braliśmy udział w warsztatach, przygotowujących nas 

background image

119 

 

do  jak  najlepszego  poruszania  się  po  scenie,  wchodzenia  w  role  itp.  Zajęcia  były 
nieobowiązkowe i odbywały się w godzinach pozalekcyjnych, toteż niecała klasa w 
nich  uczestniczyła.  Podczas  licznych  spotkań  zintegrowaliśmy  się  jako  grupa. 
Organizowaliśmy wiele ćwiczeń ruchowo- koordynacyjnych, mając przy tym dużo 
dobrej  zabawy.  Owocem  warsztatów  był  spektakl  komediowy,  całkowicie 
wyreżyserowany przez naszego prowadzącego, w którym role odgrywali uczestnicy 
zajęć.  Sztuka  była  uwspółcześnioną  wersją  biblijnej  historii  o  Adamie  i  Ewie, 
utrzymaną  w  żartobliwym  tonie.  Pod  koniec  roku  szkolnego  wystawiliśmy  nasze 
przedstawienie  na  konkursie  młodzieżowych  teatrów  „Zwierciadła”  w  Liceum 
Ogólnokształcącym  im.  Jana  Zamoyskiego  w  Lublinie.  Zagraliśmy  najlepiej  jak 
potrafiliśmy.  Publiczność  także  dawała  odczuć  swoją  aprobatę.  Przez  resztę  dni 
konkursowych śledziliśmy starania innych grup. Wśród uczestników i publiczności 
po  cichu  mówiło  się  o  nas  jako  o  faworytach.  W  dniu  ogłoszenia  wyników  i 
rozdania  nagród  z  ogromnym  zniecierpliwieniem  oczekiwaliśmy  na  werdykt  jury. 
Długo  trzymano  nas  w  niepewności.  Przygotowana  na  ten  czas  część  artystyczna 
wydawała  nam  się  nadzwyczajnie  nieinteresująca,  a  obrady  nad  wynikiem 
przeciągały  się  w  nieskończoność.  Wreszcie  gdy  nadeszła  wyczekiwana  chwila 
ogłoszenia werdyktu, prowadzący zaczął od informowania o najniższych miejscach 
tj.  wyróżnieniach.  Za  każdym  następnym  wyczytywanym  osiągnięciem  mieliśmy 
nadzieję,  że  to  nie  będziemy  my-  i  tak,  aż  do  drugiego  miejsca,  kiedy  to  emocje 
sięgnęły zenitu. Gdy zaszczytne drugie miejsce przypadło innej grupie krzyczeliśmy 
i skakaliśmy z radości, bo było dla nas pewne, że nam przypadnie to pierwsze. Tak 
też  się  stało.  Wśród  uśmiechów  i  podziękowań  odebraliśmy  z  dumą  zwycięską 
nagrodę.  
 
Paula Oliwiak 
Za  swoje  najpiękniejsze  wydarzenie  w  edukacji    mogę  uznać  wybronienie  się  z 
zagrożenia  z  matematyki  w  pierwszej  klasie  szkoly  średniej.  Na  końcową  ocenę  z 
danego  przedmiotu  wiadomo  pracuje  się  cały  rok  i  ja  tak  właśnie  pracowałam  lub 
też    mało  intensywnie  pracowałam  z  matematyki.  Liczby,  mnożenie,  pierwiastki, 
funkcje  mało  co  z  tego  zawsze  rozumiałam  i  nigdy  też  nie  byłam  orłem  z  tego 
przedmiotu,  zdecydowanie  miałam  humanistyczne  zainteresowania.  I  tak  raz  ze 
sprawdzianu dostałam jedynkę, później z kartkówek kolejne oceny mało pozytywne 
i  tak  właśnie  się  wszystko  zaczęło.  Sorka  NN  zauważyła,  że  się  nie  przykładam  i 
chciała  odpowiednio  mnie  zmotywować  do  nauki  tego  według  niej  pięknego 
przedmiotu  odpytując  mnie  przynajmniej  raz  w  tygodniu  przy  tablicy.  I  tak 
dostawałam na przemian niedostateczny i dopuszczalny, w ten sposób nazbierałam 
dużą liczbę ocen mało pozytywnych. Sorka NN strasznie się zawzięła nie rozumiała, 
że ktoś może po prostu nie rozumieć matematyki i zamiast  mi pomóc to osiągnęła 
tylko  odwrotny  efekt  do  zamierzonego  celu  końcowego.  Doszłam  do  wniosku,  że 
muszę udowodnić sorce NN, że jednak staram się zaliczyć ten przedmiot i właśnie 
dlatego  zapisałam  sie  na  korepetycje  do  innego  nauczyciela.  Po  kilku  spotkaniach 
pan NN rozjaśnił mi  umysł z matematyki, tłumacząc pewne rzeczy  wielokrotnie. I 
wówczas  zaczęłam  się  zgłaszać  na  lekcjach  do  tablicy  sorka  NN  była  bardzo 
zaskoczona, lecz pozytywnie oczywiście.  Jednak grożąca mi ocena niedostateczna 
była nieunikniona. Pod koniec semestru wzięłam się ostro do nauki. Do zaliczenia 

background image

120 
 

 
 

przedmiotu  podchodziłam  kilka  razy,  gdyż  zawsze  sorka  NN  stwierdzała,  że  moje 
prace  są  niewystarczające  do  uzyskania  pozytywnej  oceny  końcowej.  Ja  wraz  z 
moim  korepetytorem  uważałam  inaczej  sprawdzaliśmy  kilkakrotnie  rozwiązania  i 
były one dobre.  Byłam wtedy załamana. Po ciężkiej walce z sorką NN wygrałam i 
otrzymałam jednak tą pozytywną ocenę końcową z czego ogromnie się cieszyłam. 
Był to dla mnie taki mały mój sukces życiowy. 
     Uznaję to wydarzenie za najpiękniejsze  w całej  mojej edukacji, dlatego że dużo 
nauczyła mnie ta sytuacja. Zrozumiałam, że muszę być odpowiedzialna i przykładać 
się  do  tych  przedmiotów  których  nawet  nie  lubię,  gdyż  późniejsze  konsekwencje 
mogą być naprawdę przykre.  
 
Paulina Misztal 
W  trzeciej  klasie  gimnazjum  miałam  ochotę  się  czymś  wykazać,  czymś 
niezwykłym.  Szczególnie  jeśli  chodziło  o  język  polski.  Oczywiście  cel  był 
konkretny:  poprawić  końcową  ocenę.  Dlatego  też  pani  zaproponowała  aby  osoby, 
które  mają  szanse  na  poprawę  napisały  opowiadanie  o  dowolnej  tematyce.  Wtedy 
poczułam, że chcę i, że musi być to wyjątkowe, oryginalne, ciekawe opowiadanie. 
Zresztą  bardzo  lubiłam  pisać,  a  więc  była  to  szansa  aby  wykazać  się  swoją 
wyobraźnią.  Tak  się  stało,  za  moją  historię  dostałam  szóstkę.  Byłam  bardzo 
zadowolona,  ponieważ  moja  praca  była  jedyną,  najlepiej  ocenioną  spośród  wielu 
innych.  W  związku  z  tym  zachwycona  pani  od  polskiego  poprosiła  jedną  z 
dziewczyn o przeczytanie na głos mojego opowiadania. Na początku byłam bardzo 
zawstydzona  i  myślałam,  że  wszyscy  mnie  wyśmieją.  Jednak  zaskoczona 
zachowaniem  klasy  uspokoiłam  negatywne  myśli.  Każdy  słuchał  z 
zainteresowaniem, a dotychczas niezbędne szepty i rozmowy stały się mniej ważne. 
Zastanowiło mnie co tak naprawdę przykuło uwagę większości klasy. Być może to 
tematyka  jaką  poruszyłam.  Historyjka  była  autobiograficznym  pamiętnikiem,  w 
którym  to  narrator  wciela  się  w  postać  kryminalisty.  Mężczyzna  po  wyjściu  z 
więzienia  przedstawia  świat  w  jakim  przyszło  mu  żyć  przez  osiem  lat.  Ostatnie 
strony  to  już  relacja  z  teraźniejszości.  Temat  trochę  kontrowersyjny  jak  na  
piętnastoletnią  dziewczynę,  ale  bardzo  chłonący  wyobraźnię  słuchaczy.  Kiedy 
koleżanka skończyła czytać nastała chwila milczenia, a później wszyscy zaczęli bić 
brawo. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Przecież to było tylko kilkustronicowe 
opowiadanie.  Jednak  mimo  to  byłam  dumna  z  siebie  i  mojego  skromnego  dzieła. 
Niewątpliwie ta chwila długo pozostanie w mojej pamięci. Niestety pracę musiałam 
oddać pani od polskiego i nawet nie mogę przypomnieć sobie treści, ale największą 
pamiątką jest to jak bardzo została doceniona przez nauczycielkę i moją klasę.