background image

Joan Elliott Pickart  

 

Zagubione dusze 

background image

ROZDZIAŁ 1 

 

Cabe  Malone  wszedł  frontowymi  drzwiami  i  znalazł  się  w 

przestronnym pokoju. Zaczął rozglądać się z zaciekawieniem dookoła, 
zastanawiając się, jak urządziłby to ciekawe wnętrze.  

Wyobraził sobie kominek z wesoło trzaskającymi polanami, obok 

niego  kanapę  i  miękkie  fotele.  Marzył  o  takim  spokojnym  miejscu, 
gdzie człowiek z przyjemnością odpoczywałby po ciężkiej pracy.  

Zgarnął  garść  wiórów  z  podłogi  i  z  uśmiechem  patrzył,  jak 

przelatują  przez  jego  palce.  Potem  powoli  przeszedł  do  kuchni. 
Wszędzie unosił się zapach wilgotnych ścian i gipsu.  

Stwierdził, iż kuchnia jest bardzo obszerna. Pomieszczenie wydało 

mu się niezwykle słoneczne. Pomyślał, że rodzina będzie zbierała się 
tutaj na posiłki, rozmawiając o wydarzeniach dnia codziennego.  

Zdecydował,  że  powinni  kupić  psa,  który  czatowałby  pod  stołem 

na to, co spadnie na podłogę.  

Wolnym  krokiem  wrócił  do  salonu.  Wsadził  ręce  do  tylnych 

kieszeni  spodni  i  uważnie  patrzył  na  każdy  szczegół  na  wpół 
wykończonego pokoju.  

Doszedł do wniosku, że to dobra robota. Wszystko było wykonane 

jak  należy.  Ten  i  pięć  innych  domów  w  okolicy,  które  budował,  to 
dzieło  fachowca.  Solidne  i  trwałe  będą  czekały  na  ludzi,  którzy  się 
niebawem wprowadzą.  

Kiedy  go  już  nie  będzie,  pozostaną  domy  i  następne  pokolenia, 

które w nich zamieszkają. Ta świadomość nadawała sens jego życiu.  

Z pobliskich drzew dobiegał śpiew ptaków. Wkrótce liście zaczną 

zmieniać kolor i pomarańczowe,  czerwone i żółte plamy pokryją nie 
wykończony  dach.  Cabe  zamknął  oczy  i  głęboko  wciągnął  do  płuc 
powietrze  przesiąknięte  zapachami  drewna,  gipsu  i  żywicy.  To  było 
lepsze niż najdroższe perfumy. Z całą pewnością tego potrzebował.  

Nagle usłyszał jakiś dźwięk, jakby ktoś płakał.  
Szeroko  otworzył  oczy  i  zamarł  na  chwilę,  nasłuchując,  skąd 

dochodzi łkanie. Pomyślał, że to chyba z góry. Przeszedł przez pokój i 
wszedł  po  schodach.  Płacz  doprowadził  go  przed  drzwi  jednej  z 
sypialni. Otworzył je i wszedł do środka.  

Na podłodze, oparta o ścianę, siedziała nieznajoma kobieta. Płakała 

tak  rozpaczliwie,  że  Cabe  poczuł  nieodpartą  ochotę,  aby  jak 

background image

najprędzej stąd się wynieść.  

Nie  zrobił  tego  jednak.  Postać  znajdowała  się  w  złocistej 

poświacie,  a  promienie  słońca  igrały  z  długimi,  kasztanowymi 
włosami, które opadały w nieładzie na ramiona. Ciasno opięte dżinsy 
zdradzały smukłą linię nóg, a zielony sweter podkreślał okrągłe, duże 
piersi. Ponieważ kobieta ukryła twarz w dłoniach, nie mógł odgadnąć, 
jak  wygląda  i  ile  ma  lat.  Wspaniała  figura  świadczyła,  że  z  całą 
pewnością  nie  jest  już  dzieckiem.  Nie  bardzo  wiedział,  jak  ma  się 
zachować.  Mógł  japo  prostu  zostawić  samą,  przecież  szukała 
samotności.  „No  dobrze  –  pomyślał  –  a  jeśli  jest  psychicznie  chora? 
Może  za  moment  wyskoczy  przez  okno?”  Wcale  nie  potrzebował  tu 
samobójców.  Choć  z  drugiej  strony,  zupełnie  nie  miał  ochoty  na 
odgrywanie roli pocieszyciela strapionych.  

Z rezygnacją pokręcił głową, podszedł do nieznajomej i usiadł na 

podłodze. Kobieta nie spojrzała nawet na niego.  

– Kiedy byłem małym chłopcem – powiedział cicho Cabe – matka 

wbijała mi do głowy, że zawsze muszę mieć przy sobie chusteczkę do 
nosa.  –  Sięgnął  do  tylnej  kieszeni  i  wyciągnął  starannie  złożoną 
chusteczkę.  –  Mam  trzydzieści  cztery  lata  i  każdego  ranka  wsadzam 
do  kieszeni  chusteczkę.  Wreszcie  rozumiem,  o  co  chodziło  matce. 
Teraz widzę, że komuś może się coś takiego przydać.  

Penelopa  Chapman  podniosła  głowę  i  poprzez  łzy  udało  jej  się 

dojrzeć szalenie przystojnego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Miał 
na  sobie  brązowy  podkoszulek  i  wypłowiałe  dżinsy,  a  na  bosych 
stopach tenisówki.  

Kobieta czuła się niezręcznie. Wdarła się do obcego domu i płakała 

jak dziecko. W życiu nie zrobiła niczego podobnie żałosnego.  

–  Proszę,  weź  chusteczkę  –  rzekł  łagodnie  mężczyzna.  Penelopa 

bała się popatrzeć mu w oczy, ale wyciągnęła rękę.  

„Miły  głos,  bardzo  głęboki  i  kojący”  –  pomyślała.  Powinna 

podziękować za chusteczkę, ale nie potrafiła wydusić ani słowa.  

–  Jak  dotąd  wiem  jedynie,  że  masz  duże,  brązowe  oczy  i 

zachwycająco  delikatne  palce.  Podobają  mi  się  też  twoje  włosy, 
zwłaszcza kiedy połyskują w słońcu.  

Pomyślała,  że  nieznajomy  kpi  sobie  z  niej.  Podobały  mu  się  jej 

włosy? Przecież znajdowały się w nieładzie. A ten ton, jakim mówił o 
jej  oczach...  Można  by  pomyśleć,  że  ma  najpiękniejsze  oczy  na 
świecie.  Oczy  Penelopy  były  zwyczajnie  brązowe  i  koniec.  A  od 

background image

płaczu pewnie także czerwone i opuchnięte. Kimkolwiek był ten facet, 
z pewnością umiał się wysławiać. Była ciekawa, jak ma na imię.  

– Mam na imię Cabe.  
Kobieta postanowiła przyjrzeć mu się uważnie.  
Zobaczyła  głęboki  dołek  w  podbródku,  wystające  kości 

policzkowe, 

zmysłowe 

usta 

prosty 

nos. 

Oczy 

były 

nieprawdopodobnie  niebieskie,  a  gęstym  potarganym  blond  włosom 
przydałby  się  fryzjer  albo  chociaż  grzebień.  Był  najprzystojniejszym 
mężczyzną,  jakiego  widziała  w  swoim  dwudziestosiedmioletnim 
życiu. Stwierdziła, że powinna już pójść.  

– Lo  –  wymamrotała,  a następnie odwróciła  głowę i wydmuchała 

nos.  

Była ciekawa, co teraz nastąpi. Czuła, jak na nią patrzy. Nie miała 

najmniejszego  pojęcia,  co  ma  zrobić  albo  co  powiedzieć  takiemu 
wspaniałemu mężczyźnie, który ją tak onieśmielał.  

– Czy masz jakieś imię? – zapytał.  
– Nie.  
– W porządku. – Uśmiechnął się. – To znaczy, że rodzice nigdy nie 

wpadli na pomysł, aby jakoś cię nazwać, tak? 

– Właściwie... Chciałam powiedzieć... Niech będzie, mam na imię 

Pene... Penny.  

– Dzień dobry, Penny – wyszeptał.  
Była śliczna. Miała zapłakaną twarz, czerwony, piegowaty nosek i 

wszystko mu się w niej podobało. Dlaczego była aż tak nieszczęśliwa? 

– Chcesz o tym porozmawiać? 
– O czym? 
– O tym, co się wydarzyło.  
– To  miło z twojej strony, ale nie chcę. Przyłożyła chusteczkę do 

nosa.  

–  Rozmowa  czasem  pomaga,  ale...  –  Wzruszył  ramionami.  – 

Czasami  nic  zupełnie  nie  daje  i  człowiek  musi  sam  znaleźć  sposób, 
aby wydobyć się z tarapatów.  

–  Wygląda  na  to,  że  wiesz,  co  to  znaczy  smutek  –  powiedziała 

spokojnie.  

– Wiem.  
Oboje  zamilkli.  Czas  płynął,  a  oni  siedzieli  tak  w  jasnym  kręgu 

słonecznych promieni, zajęci swoimi myślami. Kiedy Cabe wziął ją za 
rękę, Penelopa z wdzięcznością przyjęła ciepły gest. Nie protestowała, 

background image

gdy  położył  rękę  na  jej  jędrnym  udzie.  Wydawało  się  to  zupełnie 
naturalne, nie czuła się skrępowana.  

Doszła  do  wniosku,  że  powinna  jednak  zabrać  rękę,  wstać, 

podziękować Cabe’owi za chusteczkę i pójść do domu. Zdawała sobie 
z  tego  sprawę,  ale  tak  naprawdę  nie  chciała  tego  zrobić.  Dzisiaj  nie 
była sobą.  Chciała dalej być  z  mężczyzną,  który  wywoływał dziwny 
niepokój  gdzieś  w  głębi  ciała.  Miała  ochotę  siedzieć  w  tym  domu  z 
Cabe’em.  

Malone cały czas obserwował Penny, nieznacznie się uśmiechając.  
– Czy coś się stało? – zapytała stłumionym głosem.  
– Nic się nie stało. Po prostu na ciebie patrzę.  
– Dlaczego? 
–  Włosy  wciąż  zmieniają  kolor,  to  niesamowite.  Poza  tym 

sprawiasz wrażenie, jakbyś miała zamiar stąd uciec.  

–  Wiesz,  ja...  Nigdy  nie  wchodzę  do  cudzego  domu  bez 

pozwolenia.  

– Dziś jest sobota, nikt nie przyjdzie, robotnicy mają wolne.  
–  A  ty  skąd  się  tu  wziąłeś?  –  zapytała.  Stwierdziła,  że  musi 

wreszcie zabrać rękę. Zaraz to zrobi, za chwilę.  

–  Lubię  się  trochę  powałęsać,  kiedy  jest  pusto.  To  mnie...  jakby 

uspokaja...  czy  coś  w  tym  rodzaju.  W  środku  tygodnia  panuje  tu 
potworny jazgot – Jesteś murarzem? 

„O Boże, moja matka chybaby umarła – pomyślała. – Jej niewinna 

i  dobrze  wychowana  córeczka  przesiaduje  w  obcym  domu  z  jakimś 
murarzem. „ 

Cabe zawahał się.  
– Tak, jestem murarzem.  
W  rzeczywistości  Cabe  był  szefem  firmy  Malone  Construction 

Company.  Ale  kiedy  nie  odbywała  się  jakaś  konferencja  bądź  nie 
zajmował  się  realizacją  projektów,  wtedy  faktycznie  był  murarzem. 
Czasami miał już serdecznie dosyć pracy za biurkiem.  

– A ty czym się zajmujesz, Penny? 
– Penny  –  powtórzyła niepewnie,  patrząc na chusteczkę w swojej 

dłoni. – Nikt oprócz cioci Beth tak mnie nie nazywał. Dla wszystkich 
byłam i jestem Penelopą.  

– Cioci Beth? 
Odwróciła głowę, czując jak łzy napływają jej do oczu.  
– Hej, Penny! – powiedział cicho Cabe, ściskając jej rękę.  

background image

–  Ona  umarła  –  wyjaśniła  i  pociągnęła  nosem.  –  Miała 

osiemdziesiąt  dwa  lata,  była  przepełniona  dobrocią  i  miłością.  Przed 
śmiercią  wcale  sienie  bała,  zastanawiała  się  tylko,  dokąd  pójdzie. 
Kiedy  dzisiaj  rano  zaczęłam  przeglądać  jej  rzeczy,  poczułam,  że  nie 
mogę  bez  niej  żyć.  Chciałam,  żeby  posadziła  mnie  przy  sobie  w 
kuchni i dała pieczone jabłko z cynamonem i z bitą śmietaną. W domu 
cioci  zawsze  pachniało  cynamonem.  Ale  nie  dzisiaj.  Było  zimno  i 
cicho. Tak przeraźliwie cicho.  

Cabe pogłaskał ją delikatnie po włosach.  
– Rozumiem.  
–  Ja  też  rozumiem  –  powiedziała,  a  dwie  łzy  spłynęły  jej  po 

policzkach. – Rozumiem, że jestem niemądra i dziecinna. Ciocia Beth 
nie  żyje  i  ja  o  tym  wiem.  Och,  Cabe,  chciałam  stamtąd  uciec!  Nie 
pamiętam  jak  się  tutaj  znalazłam.  Wiem  tylko  tyle,  że  nie  mogłam 
wytrzymać  w  pustym  domu.  Nie  mogę  uwierzyć,  że  tak  się 
zachowałam.  

Cabe zmarszczył brwi.  
– Dlaczego? 
– Bo nigdy nie robię takich rzeczy – odparła rozgniewanym tonem.  
Wyrwała mu rękę.  
– Nigdy nie cierpisz? Nie płaczesz? 
– Nie – wyszeptała. – Ja nigdy nie płaczę.  
– Łzy to nie grzech, Penny.  
– Nie jestem Penny – rzekła z naciskiem. – Jestem Penelopa.  
– A co to za różnica? – zapytał.  
– Nieważne.  
Była  zmęczona.  Znowu  oparła  głowę  o  ścianę  i  przymknęła 

powieki.  

– Myślę, że to jest ważne – powiedział.  
Ale czy na pewno? Co go to właściwie obchodzi? Jakby nie miał 

pod dostatkiem własnych kłopotów. Powinien wstać i wynieść się stąd 
do wszystkich diabłów.  Ale jakaś  dziwna siła  przytrzymywała go na 
miejscu.  

– Penny...  
– Penelopa – przerwała mu i wytarła nos w chustkę.  
– Nie – odparł, patrząc jej prosto w oczy. – Penny. Penelopa brzmi 

okropnie i pasuje do kogoś, kto lubi zadzierać nosa.  

Wybuchnęła  śmiechem.  Wszystko,  co  robiła  tego  dnia,  było 

background image

pozbawione sensu, nie mogła opanować spontanicznego śmiechu.  

Cabe,  nie  ukrywając  zaskoczenia,  również  się  uśmiechnął. 

Pomyślał,  że  ona  się  wspaniale  śmieje.  W  dużych,  ciemnych  oczach 
zapalały  się  roztańczone  światełka,  które  wyglądały  prześlicznie,  tak 
świeżo i beztrosko.  

–  Przepraszam  –  powiedziała.  –  To  było  takie  śmieszne  i  takie 

prawdziwe. To imię rzeczywiście jest okropne. – Zamilkła na chwilę. 
– Ja naprawdę jestem Penelopa – dodała poważnie.  

Popatrzył na nią i uśmiech powoli zniknął z jego twarzy.  
– Nie, ty jesteś Penny. Twoja ciotka dobrze o tym wiedziała.  
– Nie... z całą pewnością jestem Penelopa.  
– Czyżby? – zapytał szorstko i przysunął się do niej. – Czy jesteś o 

tym absolutnie przekonana? 

„Och,  dobry  Boże!  –  pomyślała  przerażona.  –  Chce  mnie 

pocałować. „ Musiała go powstrzymać. Nie wolno do tego dopuścić. 
Takich  rzeczy  robić  nie  wolno.  Penelopa  Chapman  nie  całuje  się  z 
murarzami  w  nie  wykończonych  domach.  Musiała...  natychmiast... 
go... powstrzymać.  

Wzrok  Cabe’a  działał  na  nią  hipnotyzująco,  a  zmysłowe  usta 

przybliżały  się  coraz  bardziej  do  jej  warg,  aż  poczuła  ciepło  jego 
oddechu. Rozkoszny dreszcz ogarnął ciało Penny. Zamknęła oczy.  

– Och, Penny, Penny, Penny...! – zamruczał, całując kobietę. – Czy 

będziesz moją słodką Penny? 

W następnej chwili zawładnął nią całkowicie. Językiem łaskotał jej 

wilgotne wargi. Wahała się tylko przez moment, a potem zarzuciła mu 
ręce na szyję.  

Miała  wrażenie,  że to nie są  zwykłe pocałunki.  To  było cudowne 

przeżycie, chciała, aby trwało wiecznie.  

„Malone! – huknął na siebie Cabe. – W tej chwili skończ z tym!” 

Penny była łatwą zdobyczą,  rozpaczała,  gdyż umarła jej ciotka,  a on 
wykorzystywał  te  emocje  jak  skończony  łajdak.  Ale  wyglądała  na 
szczęśliwą,  gdy  ją  całował,  i  smakowała  tak  słodko...  Nie!  Jednak 
musiał to przerwać. Z trudem oderwał usta od jej warg.  

– Penny – powiedział ochrypłym głosem.  
– Tak? – zapytała.  
„Czy  to  mój  głos?  –  pytała  siebie  zdumiona.  –  Ten  zmysłowy 

dźwięk to naprawdę mój głos?!” Odchrząknął.  

–  Myślę,  że  lepiej  będzie,  jeśli  na  tym  poprzestaniemy,  bo  za 

background image

moment może być za późno.  

Upłynęła  dłuższa  chwila,  zanim  dotarły  do  niej  słowa  Cabe’a. 

Powoli otwierała oczy.  

– Słucham? 
–  Słyszałaś,  co  powiedziałem  –  odparł  prawie  opryskliwie  i 

odsunął się od niej. – Nie jestem facetem, który wykorzystuje naiwne 
kobiety, kiedy trafia się okazja.  

– Ach tak! – wyszeptała, powracając do rzeczywistości. – Ale nie 

musisz być aż tak twardy.  

Uśmiechnął się.  
– Muszę, inaczej byś się nie opamiętała.  
– Pewnie masz rację – odparła. – Nie jestem taka, jak myślisz. Nie 

całuję się przy każdej okazji z nieznajomymi. Prawdę powiedziawszy 
w ogóle się z nimi nie całuję. Wygląda na to, że Penelopa i Penny to 
dwie  różne  osoby.  Czasami  mnie  to  przeraża.  Zresztą  nieważne,  nie 
warto  o  tym  mówić.  Muszę  chyba  zacząć  się  leczyć  u 
psychoanalityka.  

Cabe roześmiał się.  
– No tak, to normalne. Według mnie każdy yuppie powinien pójść 

do psychoanalityka.  

– Nawet nie chce mi się zgadywać, kto to jest yuppie.  
– Nie przejmuj się tym. To prawdopodobnie jeszcze jeden wygłup, 

który wkrótce zniknie bez echa, tak jak hipisi.  

–  Wiesz,  chyba  muszę  wrócić  do  domu.  Chcę  przejrzeć  rzeczy 

ciotki. Teraz to wszystko należy do mnie, bo ciocia nigdy nie wyszła 
za mąż. Kiedy była młoda, bardzo się w kimś zakochała, ale nic z tego 
nie  wyszło.  To  cię  pewnie  w  ogóle  nie  interesuje,  ale  naprawdę  nie 
wiem, co mam zrobić z domem. Nie chcę go sprzedawać, a z drugiej 
strony stąd do Detroit jest dwieście kilometrów. Po co właściwie ci to 
mówię? 

–  Bo  cię  słucham  –  powiedział  Cabe  cicho.  –  Kiedy  opowiesz 

komuś  o  swoim  zmartwieniu,  może  poczujesz  się  lepiej.  Meadow 
View  to  miejsce  wyjątkowe.  Tutaj  czas  płynie  pomału.  Chyba 
powinnaś  zatrzymać  ten  dom,  dopóki  nie  będziesz  pewna,  czego 
chcesz. To oczywiście nie mój interes, próbuję ci jedynie pomóc.  

– Doceniam to – odparła. – Ale moi rodzice uważają, że należy go 

sprzedać.  

– Przecież to twój dom.  

background image

– Tak, jednak zatrzymanie tego domu byłoby nierozsądne.  
– Zawsze postępujesz rozsądnie? 
– Tak, ale nie dzisiaj. Dziś nie jestem sobą.  
–  Bzdura.  Dzisiaj  jesteś  Penny,  całowałaś  mnie,  a  ja  ciebie, 

płakałaś  i  śmiałaś  się.  Cieszę  się,  że  wybrałaś  właśnie  ten  dom, 
naprawdę bardzo się cieszę, Penny.  

Spojrzeli na siebie w milczeniu i nagle poczuli, że łączy ich jakieś 

tajemnicze  porozumienie.  Stali  tak  w  złocistej  poświacie,  słuchając 
śpiewu  ptaków.  Byli  we  własnym  świecie,  w  którym  czas  się  nie 
liczył.  

–  Dobry  Boże  –  westchnęła  w  końcu  Penelopa.  –  Lepiej  będzie, 

jeśli wrócę do domu cioci Beth – oznajmiła i wstała.  

Cabe także się podniósł i stanął obok Penny.  
– Daj mi swój adres, to odeślę ci chusteczkę – zaproponowała.  
–  Wolałbym,  żebyś  pofatygowała  się  osobiście  –  odrzekł.  – 

Chciałbym  cię  jeszcze  zobaczyć,  Penny.  Jak  długo  zamierzasz 
pozostać w Meadow View? 

– To zależy – powiedziała, patrząc w nieprawdopodobnie błękitne 

oczy Cabe’a. – Myślę, że kilka dni.  

–  Będziesz  miała  wystarczająco  dużo  czasu,  żeby  zwrócić  mi 

chustkę. – Wziął ją za rękę. – Chodź, odwiozę cię do domu.  

– Dziękuję, pójdę pieszo odparła.  
–  Penny,  Penny  –  powiedział  z  dezaprobatą.  –  Znowu  zaczynasz 

być Penelopą.  

– Jestem Penelopą.  
–  Nie  w  Meadow  View  –  odrzekł,  spoglądając  na  nią  groźnie.  – 

Twoja ciotka nazywała cię Penny, ja też będę tak cię nazywał. Bycie 
Penelopą w Meadow View nie jest w dobrym tonie.  

– Wariat zaśmiała się.  
– Uroczo się śmiejesz – powiedział. – Jesteś piękna, gdy płaczesz, 

ale twój śmiech to coś wyjątkowego.  

– Dziękuję za komplement, Cabe.  
– To nie komplement, to prawda.  
„Boże,  co  ona  ma  w  sobie  takiego,  że  przy  niej  staję  się  banalny 

jak kiepski poeta” – pomyślał.  

– Czy teraz mogę cię podwieźć? – zapytał. Tym razem dziewczyna 

uśmiechnęła się.  

– Tak, to miło z twojej strony.  

background image

Pocałował ją i poprowadził w kierunku wyjścia. Kiedy znaleźli się 

w salonie, Penelopą rozejrzała się dookoła.  

–  To  będzie  kiedyś  bardzo  przytulny  pokój  –  stwierdziła.  – 

Koniecznie  z  kominkiem.  Przydałaby  się  również  kanapa  i  fotele, 
żeby można było siedzieć przy ogniu w długie, zimowe wieczory.  

– A rodzina? 
–  No  oczywiście,  tu  jest  za  dużo  miejsca  dla  jednej  osoby. 

Uważam, że trójka lub czwórka dzieci byłaby w sam raz.  

– I pies.  
–  Jeśli  ty  chcesz  psa,  to  ja  muszę  mieć  kota  –  odparła  i  szybko 

spojrzała  na  Cabe’a,  bo  nagłe  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  co 
powiedziała.  

Pokiwał głową.  
– Myślę, że to sprawiedliwe.  
–  Chodźmy  –  powiedziała  i  ruszyła  do  drzwi,  mając  nadzieję,  że 

Cabe nie zauważył jej zmieszania.  

– Penny? Odwróciła się.  
– Tak? 
~ Penny, przecież w ogóle nie znamy swoich nazwisk! 
– Wiem o tym. Czy nie może tak pozostać? Ty będziesz Cabe’em, 

a ja...  

– Właśnie, kim ty będziesz? – zapytał, podchodząc do niej.  
Penelopa spojrzała prosto w oczy Cabe’a.  
– Tutaj w Meadow View... – Przerwała na chwilkę. – W Meadow 

View będę Penny – dokończyła ze stanowczością.  

Mężczyzna przytulił ją mocno do siebie.  
–  Moja  słodka  Penny,  to  najwspanialsza  wiadomość,  jaką  dzisiaj 

usłyszałem.  

background image

ROZDZIAŁ 2 

 

Kiedy wyszli z domu, Penny rozejrzała się po okolicy. W pobliżu 

stało  kilka  podobnych,  solidnych  budowli,  które  czekały  na 
wykończenie.  

–  Są  naprawdę  piękne  –  powiedziała.  –  Nie  zwróciłam  wcześniej 

na nie uwagi. Są doskonałe wkomponowane w otoczenie.  

– Właśnie – odrzekł Cabe. – Spójrz, ile tu drzew. Nasza firma stara 

się jak najmniej zakłócać równowagę środowiska naturalnego.  

–  Myślę,  że  polubiłabym  twojego  szefa,  skoro  tak  troszczy  się  o 

przyrodę.  

Mężczyzna uśmiechnął się.  
– Może polubisz go jeszcze bardziej, kiedy ci powiem, że...  
– To twoja ciężarówka? – przerwała mu. Zobaczył zdumienie w jej 

oczach i roześmiał się.  

– Tak, to moja ulubiona maskotka. Czyż nie jest piękna? 
– O tak, bardzo... – Zawahała się, szukając właściwego określenia. 

–  Jest  niezwykła.  To  najbardziej  niezwykła  ciężarówka,  jaką  do  tej 
pory  widziałam.  Sądzę,  że...  lepiej  będzie,  jeśli  wrócę  do  domu 
piechotą. Świeże powietrze dobrze mi zrobi.  

– Nie bądź niemądra – odparł. Podbiegł do samochodu i otworzył 

skrzypiące  drzwi.  –  Pani.  –  Wykonał  zapraszający  gest.  –  Powóz 
czeka.  

Była trochę przestraszona, ale wolno podeszła do ciężarówki.  
„Najbardziej  niezwykłe  w  tej  kupie  złomu  jest  to,  że  w  ogóle 

jeździ”  –  pomyślała.  Powyginane  blachy  i  plamy  rdzy  dodawały 
ciężarówce  specyficznego  uroku.  Urok  ten  powodował,  że  pojazd  z 
powodzeniem  mógł  stanąć  w  galerii  jako  dzieło  jakiegoś  stukniętego 
fantasty.  Nigdy  dotąd  nie  jechała  takim  starym  gratem.  W  końcu 
musiała spróbować. Szkoda tylko jej młodego życia.  

– Nie ugryzie – poinformował Cabe. – Nie bój się, komfort  masz 

zapewniony.  

– Skoro tak mówisz...  
Zajrzała do kabiny i schowała chustkę do tylnej kieszeni spodni.  
–  Ten  kolor  jest...  naprawdę  uroczy  –  powiedziała,  wskazując  na 

oparcia.  Jaskrawa  czerwień  niemiłosiernie  raziła  w  oczy.  Tapicer  z 
pewnością był daltonistą. – To chyba już wsiądę – wymamrotała, ale 

background image

wciąż nie ruszała się z miejsca.  

Usłyszała donośny śmiech Cabe’a.  
– Może ci pomóc? – rzekł żartobliwym tonem.  
– Dziękuję.  Wiem,  jak się wsiada do ciężarówki.  Postawiła  jedną 

stopę  na  progu  kabiny  i  zawahała  się.  „W  co  ja  się  wpakowałam?  – 
pomyślała z przerażeniem.  

– Przecież to pudło rozleci się na pierwszym zakręcie. 
Cabe odchrząknął.  
Penelopa  spojrzała  na  niego  z  rozterką.  Mężczyzna  wziął  ją  za 

ramię  i  wepchnął  do  kabiny.  Dziewczyna  opadła  na  siedzenie  i 
nerwowo przełknęła ślinę.  

– Wszystko gra? – zapytał z uśmiechem.  
– Jasne – odpowiedziała, odgarniając z twarzy niesforny kosmyk. – 

Sama bym sobie poradziła.  

–  Nie  wątpię  –  odparł  poważnie,  ale  Penny  dostrzegła  figlarny 

błysk w jego oczach.  

Cabe  usiadł  na  swoim  miejscu  i  przekręcił  kluczyk  w  stacyjce. 

Silnik  zaskoczył,  wydając  dziwne  dźwięki;  prychnął,  ryknął,  a 
następnie wszystko zaczęło dygotać.  

–  Dobry  silnik  –  powiedział  Malone  i  pieszczotliwie  pogładził 

deskę  rozdzielczą.  –  Złożyłem  go  z  części;  to  moje  hobby.  Ta 
ciężarówka to antyk.  

– Nie musisz mi tego mówić – wymamrotała.  
Cabe wrzucił bieg i pojazd ruszył do przodu. Penny obiema rękami 

złapała się deski.  

– Dokąd jedziemy? – zapytał.  
– Ostatni dom w Willow – odparła przerażona. – Czy ta drynda jest 

w stanie dojechać tak daleko? I czy musi tak trząść? Zatrzęsie nas na 
śmierć! 

–  Penny,  nie  wiesz  o  tym,  że  nie  wolno  wyśmiewać  się  z 

ciężarówki w obecności jej właściciela? To niepisane prawo, możesz 
mieć kłopoty.  

–  Przepraszam  –  powiedziała.  –  To  najmilsza  ciężarówka,  jaką 

kiedykolwiek jechałam.  

–  Doprawdy?  –  Wybuchnął  śmiechem.  –  To  jakimi  jeździłaś 

dotąd? 

Nic nie odpowiedziała.  
–  Dobrze  wiesz,  że  jesteś  Penny,  a  nie  Penelopa.  Nie  wydaje  mi 

background image

się, żeby Penelopa potrafiła docenić moją ciężarówkę. A swoją drogą, 
deska rozdzielcza się nie urwie, możesz ją puścić.  

– Ach tak, rzeczywiście...  
Dziewczyna  usiadła  wygodnie.  Pomyślała,  że  Cabe  jest 

człowiekiem  bezpośrednim  i  twardo  stąpającym  po  ziemi.  Podobało 
jej się to. Nie było w nim żadnej ekstrawagancji czy sztuczności. Ale 
ta  ciężarówka  zupełnie  do  niego  nie  pasowała.  Trzęsło  potwornie  i 
Penelopa czuła, że za moment powypadają jej wszystkie zęby.  

Cabe  ostro  wziął  zakręt.  Penny  z  jękiem  zsunęła  się  z  siedzenia. 

Kierowca złapał ją wpół i posadził obok siebie.  

– Witaj znów na siedzeniu – powiedział, całując ją w czubek nosa. 

Kiedy zatrzymali się na światłach, położył jej rękę na ramieniu.  

–  Już  rozumiem,  dlaczego  mężczyźni  lubią  ciężarówki  – 

oświadczyła.  

–  Czasami  są  rzeczywiście  nieocenione.  –  Uśmiechnął  się.  –  Ale 

jestem przekonany, że tylko osobnicy wagi piórkowej  tak swobodnie 
unoszą się w powietrzu.  

– Jeśli mnie puścisz, odfrunę na swoje miejsce.  
– Po co, tu jesteś bezpieczna. Następnym razem mogłabyś wypaść 

przez okno. Złap mnie za szyję i połóż mi głowę na ramieniu.  

Nagle Penny pomyślała, że to wcale nie jest zabawne. To było po 

prostu bezsensowne i niesmaczne. Gdyby zobaczyli ją teraz znajomi... 
Z pewnością nie dostrzegliby w tym nic wesołego.  

Wybuchnęła  śmiechem.  Przytulona  do  Cabe’a  śmiała  się  do 

rozpuku,  aż  jej  zabrakło  powietrza.  Cała  złość  gdzieś  się  ulotniła,  w 
ramionach Cabe’a była wolna, młoda i beztroska.  

– Znowu dzwonią dzwoneczki – powiedział Malone. Uśmiechnęła 

się i przywarła do niego jeszcze bardziej.  

Pomyślała,  że  reguły  postępowania  w  ciężarówkach  powinny  być 

umieszczone  w  widocznym  miejscu,  tak  aby  pasażer  wiedział,  co  go 
czeka.  Jak  dotąd  nie  przytulała  się  w  samochodzie  do  żadnego 
mężczyzny! 

– Ostatni dom w Willow – oświadczył Cabe. Zatrzymał samochód 

i wyłączył silnik. – Sympatyczne miejsce.  

Wolno podniosła głowę i oswobodziła się z jego objęć.  
–  Jest  mały  –  powiedziała  cicho  –  ale  przytulny.  W  salonie  jest 

kominek,  a  na  piętrze  dwie  sypialnie.  Dobrze  się  w  nim  czuję,  dom 
jest gościnny i serdeczny.  

background image

–  Jest  taki  –  odparł  Malone,  otwierając  drzwi  ciężarówki  –  bo 

chciała tego twoja ciotka.  

– Tak, chyba masz rację.  
Chciała  otworzyć  drzwi  po  swojej  stronie,  ale  Cabe  powstrzymał 

ją.  

– Stop, znów łamiesz prawo. Pasażer wysiada od strony kierowcy.  
– Naprawdę? 
Wyskoczył z samochodu i spojrzał na Penny.  
– Naprawdę, chodź.  
Usiadła na miejscu kierowcy i wystawiła jedną stopę na zewnątrz 

kabiny.  

– I co teraz? 
–  Teraz  –  odparł,  łapiąc  ją  w  talii  –  niespodzianka.  Opuszczał 

dziewczynę powoli, aż wpadła w jego ramiona i wtedy ją pocałował.  

„Niech żyją ciężarówki” – pomyślała wesoło. Zastanawiała się, czy 

to nie było dziwne, że Penelopa Fitzsimmons Chapman całowała się w 
biały  dzień,  w  odrapanej  ciężarówce,  z  murarzem  w  dżinsach.  Pełna 
ekstaza.  

–  Uwaga,  kończę  całować  –  oznajmił  Cabe  poważnym  głosem.  – 

Smakujesz  jak  ambrozja.  –  Zachichotał.  –  Całowanie  ciebie 
przypomina  poniekąd  jedzenie  pestek  słonecznika.  Nie  można 
skończyć,  dopóki  się  nie  zje  całego.  Chcę  coraz  więcej.  Pragnę  cię, 
Penny – wyszeptał.  

– Cabe...  
–  Ciii.  Nic  nie  mów,  widzę,  że  jesteś  przestraszona.  Nie  musisz 

odpowiadać natychmiast.  

–  To  tutaj  –  powiedziała,  kiedy  podeszli  pod  frontowe  drzwi.  – 

Dziękuję  za  podwiezienie  i  do  zobaczenia,  Cabe.  –  Wyciągnęła  do 
niego rękę.  

Popatrzył na dziewczynę zdziwiony.  
– Co to znaczy? – zapytał.  
– To moja ręka – odparła, groźnie marszcząc brwi.  
–  Widzę...  Penelopo.  Jeśli  myślisz,  że  będę  trząsł  twoją  ręką,  a 

zaraz potem sobie pójdę, to masz chyba nie po kolei w głowie.  

–  Żegnam  –  mruknęła  obrażona,  nacisnęła  klamkę  i  otworzyła 

drzwi.  

– Zostawiłaś otwarte?! – zawołał.  
– Wtedy nie wiedziałam, co robię. Do widzenia. Weszła do środka, 

background image

a on tuż za nią. Odwróciła się i stanęła zdziwiona.  

– Nie zapraszałam cię, jesteś gruchy? 
– Kiedy zostawiasz otwarte drzwi, zapraszasz całe miasto.  
Rozejrzał się dookoła i zagwizdał.  
–  Twoja  ciotka  rzeczywiście  lubiła  meble.  Nigdy  nie  widziałem 

tylu gratów w jednym pokoju.  

– Ciocia była kolekcjonerką – odparła Penny. – Nie umiała niczego 

wyrzucić. Piwnica jest zawalona różnymi rzeczami. Nie mam pojęcia 
od czego zacząć.  

–  To  wszystko  należy  do  ciebie?  –  zapytał,  rozglądając  się  po 

pokoju.  

–  Tak.  Widzisz,  tylko  ja  odwiedzałam  ciocię  Beth.  Była  siostrą 

mojej  mamy,  ale  nie  utrzymywały  ze  sobą  kontaktów.  Ciocia  była 
nauczycielką w Detroit przez trzydzieści lat, a potem osiadła tutaj, w 
Meadow  View.  Bardzo  długo  nie  kontaktowała  się  z  resztą  rodziny. 
Kiedy  nie  miałam  jeszcze  prawa  jazdy,  przyjeżdżałam  do  niej 
autobusem. Byłam zachwycona tymi wszystkimi rupieciami, ale teraz 
naprawdę nie wiem, co mam z nimi począć.  

Cabe podniósł ze stołu małą figurkę.  
– Może niektóre z nich są coś warte? Ludzie chętnie kupują takie 

starocie.  

–  Nie  sądzę,  to  nie  są  antyki.  Ciocia  Beth  nie  trzymała  ich  ze 

względu  na  wartość.  Po  prostu  była  do nich przywiązana.  Nigdy  nie 
utożsamiała się z materialistycznym zacięciem reszty rodziny.  

– Rozumiem twoją ciotkę, ale tak tu ciasno, że można nabawić się 

klaustrofobii – powiedział, odstawiając figurkę na miejsce.  

– Ciocia bardzo dbała o porządek. Chociaż miała dużo problemów 

ze sprzątaniem, nie było tu nigdy nawet odrobiny kurzu.  

– Nie było miejsca na kurz – zaśmiał się Cabe.  
– Chyba masz rację – odparła Penny.  
– Dlaczego uciekłaś, kiedy powiedziałem, że cię pragnę? 
– Słucham? – zapytała zaskoczona.  
–  Wiedziałaś,  że  cię  pragnę  już  wtedy,  kiedy  całowałem  cię  w 

tamtym  domu.  Dlaczego  udawałaś,  że  nie  wiesz  o  co  chodzi,  gdy 
wyszliśmy stamtąd? 

– Dlatego... – Patrzyła na czubki swoich butów. – Dlatego, że obcy 

dom jest jak inny świat, a tutaj w domu cioci Beth... – Zniżyła głos.  

– Ty też mnie pragnęłaś, prawda? Gwałtownie potrząsnęła głową.  

background image

– Niczego takiego nie mówiłam.  
Powoli zbliżał się do niej, ale zaczęła się cofać.  
–  Owszem,  mówiłaś.  Zrozumiałem  to,  patrząc  na  ciebie.  Penny 

przesuwała się w kierunku drzwi.  

– Powiedziało mi to twoje ciało, kiedy do mnie się przytulałaś.  
Zatrzymał  się  naprzeciwko  dziewczyny  i  rękami  oparł  się  o 

framugę tak, że Penny nie mogła się ruszyć. Patrzyła na niego szeroko 
otwartymi oczami, serce biło jej jak oszalałe.  

– Tak, Penny, powiedziałaś mi to, nie używając słów.  
– Nie – wyszeptała.  
–  A  teraz?  –  zamruczał,  pochylając  głowę  w  jej  stronę.  –  Czy 

ciągle jeszcze mnie pożądasz, Penny? 

– Nie. Przestań. Czemu to robisz? 
– Nie wiem.  
Jego usta musnęły jej wargi. Dziewczyna westchnęła.  
– Wiem tylko, że kiedy cię zobaczyłem, coś się we mnie obudziło. 

Rzuciłaś na mnie urok. Żadnej kobiety nie pożądałem tak, jak ciebie. 
Chcę  ciebie  teraz,  ale  jesteś  smutna,  zrozpaczona...  i  mogłabyś  mnie 
później znienawidzić.  Wybacz,  że  mówię ci to tak po prostu, ale nie 
cierpię  obłudy.  –  Na  chwilę  zamilkł.  –  Lepiej  będzie,  jeśli  o  tym 
zapomnisz.  

– Cabe...  
–  Cicho  –  przerwał  szorstko,  a  następnie  ich  usta  złączyły  się. 

Pocałunek był długi i namiętny.  

Nagle  Penny  zadrżała  przerażona.  Usiłowała  go  odepchnąć,  ale 

bezskutecznie,  więc  przestała  się  wyrywać.  Nieśmiało  dotknęła  jego 
szyi,  a  potem  głaskała  gęste  włosy  mężczyzny.  Fala  namiętności 
przepłynęła  przez  jej  ciało,  kiedy  usłyszała  jęk  wydobywający  się  z 
jego krtani. Czuła, że uginają się pod nią nogi.  

Malone  przywarł  do  niej  mocniej,  a  potem  jeszcze  mocniej. 

Przyciskał ją do drzwi tak, że nie mogła oddychać. Żar, bijący z jego 
ciała,  przeniknął  ją  na  wskroś.  Otoczył  ją  ramionami  i  dalej  całował 
bez opamiętania. Był bardzo podniecony.  

Pomyślała,  że  ta  chwila  jest  wyjątkowa.  Teraz  była  Penny,  a  nie 

Penelopą.  Nosiła  wytarte  dżinsy,  a  włosy  swobodnie  opadały  jej  na 
ramiona.  Była  kobietą,  która  umiała  płakać  i  śmiać  się.  Przekroczyła 
granice  cudzej  własności  i  w  zakazanym  miejscu  odnalazła 
mężczyznę,  który  nie  był  cukierkowym  manekinem,  ale  twardo 

background image

stąpającym  po  ziemi,  uczciwym  człowiekiem.  Pragnęła  go  z  całych 
sił. Ten świat, to pożądanie należało do Penny.  

Jęk  rozkoszy  wydobył  się  z  jej  ust.  Ten  dźwięk  sprawił,  że 

mężczyzna  powrócił  do  rzeczywistości.  Z  wysiłkiem  oderwał  wargi 
od jej ust. Dygotał z podniecenia.  

– Chryste, co ja robię? – wyszeptał.  
–  Całujesz  mnie  –  odpowiedziała  mu  cicho  Penny.  –  Przytulasz 

mnie i pieścisz. Och, Cabe, miałeś rację! Naprawdę cię pragnę.  

Popatrzył  na  jej  wilgotne,  nabrzmiałe  od  pocałunków  usta, 

rumieńce  na  policzkach  i  zamglone  pożądaniem  oczy.  Wszystkimi 
zmysłami czuł jej słodkie ciało, oszałamiający zapach. Zacisnął pięści 
aż  do  bólu  i,  w  ostatnim  przebłysku  świadomości,  odsunął  się  od 
ukochanej.  

– Nie – powiedział.  
–  Nie”  –  powtórzyła  w  myśli.  Nie?  Teraz,  kiedy  rozpalił  w  niej 

wielki ogień, chciał się wycofać? Czemu ją odrzucił? 

– Dlaczego? 
– Mówiłem ci, dlaczego – odpowiedział, pieszcząc jej włosy. – To 

nie jest właściwy moment.  

–  Kto  tak  powiedział?  –  zapytała,  czując  jak  rosnąca  fala  gniewu 

przysłania  pożądanie.  –  Czy  nie  powinniśmy  o  tym  zdecydować 
razem?  Traktujesz  mnie  jak  bezwolną  kretynkę.  Jestem  kobietą  i 
wiem, że cię pragnę.  

Cabe wsunął dłonie do kieszeni i przez dłuższy czas wpatrywał się 

w sufit. Kiedy znów na nią spojrzał, zobaczyła, jak drgają mu mięśnie 
i naprężają się żyły na szyi.  

– Nic nie rozumiesz – powiedział ochrypłym głosem.  
–  A  więc  wyjaśnij  mi  to.  Powiedz,  dlaczego  mnie  odrzucasz. 

Chyba zasługuję na odpowiedź.  

Wyciągnął  ręce  w  jej  kierunku,  a  w  następnej  chwili  była  już  w 

jego objęciach.  

– Naprawdę myślisz, że mógłbym cię odrzucić? 
– Tak pomyślałam.  
– Penny, nie o to chodzi! Nie chcę wykorzystywać sytuacji. Przez 

moment oszukiwałem się, że jesteś zbyt rozbita, aby myśleć o miłości. 
Ale kiedy byliśmy w tamtym domu, zobaczyłem, że pogodziłaś się ze 
śmiercią ciotki i jesteś spokojna.  

– Tak, jestem spokojna i nie rozumiem...  

background image

–  Ale  ja  nie  jestem  –  przerwał.  –  Prawdę  powiedziawszy,  już 

zapomniałem, co to spokój. Mogę zapomnieć na chwilę o sobie, jeżeli 
dużo  wypiję  lub  spędzę  noc  z  jakąś  kobietą.  Ale  nie  chcę 
wykorzystywać  ciebie  do  uciszania moich  demonów.  Zasługujesz  na 
coś więcej. Jesteś wyjątkowa, Penny.  

Spojrzała  na  niego  i  dostrzegła,  że  Cabe  jest  bardzo  smutny. 

Zobaczyła drobniutkie zmarszczki wokół jego oczu i ust. W następnej 
chwili Malone przybrał maskę, ukrył głęboko emocje i wyglądał tak, 
jakby nic się między nimi nie wydarzyło.  

– Chyba już pójdę – powiedział cicho.  
–  Jeśli  chcesz  o  tym  porozmawiać,  możesz  na  mnie  liczyć  – 

odparła  łagodnie.  –  Ty  pomogłeś  mnie,  ja  pomogę  tobie,  to  właśnie 
jest przyjaźń, prawda? 

–  Przyjaźń?  –  zaśmiał  się  z  sarkazmem.  –  Nie  myślałem  o 

przyjaźni. Widziałem nas raczej jako parę kochanków.  

–  Nie  sądzisz,  że  te  dwie  rzeczy  powinny  iść  w  parze?  Kobieta, 

którą kochasz, powinna być godna twego zaufania.  

– Nie – odpowiedział, potrząsając głową. – Uważam, że to są dwie 

oddzielne sprawy, nie trzeba ich mieszać. Najlepiej będzie, jeżeli dam 
ci spokój i pójdę sobie; masz dużo pracy, porządki w domu. Wybacz 
mi, jeśli cię czymś uraziłem, nie miałem takiego zamiaru.  

– Ależ skąd. Bardzo się cieszę, że się spotkaliśmy, naprawdę.  
–  Odkryłem  swój  skarb,  moją  słodką  Penny.  Wargami  musnął  jej 

usta i nacisnął klamkę. Usunęła się z drogi.  

–  Zobaczymy  się  jeszcze,  prawda?  –  zapytał,  patrząc  na  nią 

błagalnie.  

– Tak.  
Serce  jej  na  chwilę  zamarło.  Kiedy  wychodził,  cicho  zamknął 

drzwi. Nie poruszyła się i stała tak, dopóki nie usłyszała niknącego w 
oddali  warkotu  silnika.  Potem  wzięła  głęboki  wdech  i  w  zamyśleniu 
dotknęła palcami ust.  

Pomyślała,  że  Cabe  miał  bardzo  skomplikowaną  osobowość. 

Usiadła na najbliższym krześle i przypominała sobie ciepło, czułość i 
wrażliwość  Cabe’a.  Wiedziała,  że  miał  jakieś  poważne  zmartwienie. 
Dlaczego smutek malował się na jego twarzy? Dlaczego cierpiał? 

Westchnęła.  Zastanawiała  się,  czy  któregoś  dnia  do  niej  powróci. 

Tak  bardzo  chciała  jeszcze  kiedyś  otworzyć  mu  drzwi. 
Prawdopodobnie nic takiego się nie wydarzy. Nie była w jego typie. 

background image

On  szukał  szybkiego  i  łatwego  seksu  i  kobiet,  które  chciały  tego 
samego. Pragnął jedynie uciec na chwilę od męczących go demonów. 
Nie potrzebował nawet przyjaciela.  

–  Och,  Cabe!  –  powiedziała  półgłosem.  Podniosła  z  kanapy 

poduszkę,  przytulając  ją  do  piersi.  –  Dziękuję  za  dzisiejszy  dzień. 
Dziękuję  za  szansę,  którą  dałeś  Penny.  –  Westchnęła  ponownie  i 
otworzyła pierwszą z brzegu szufladę biurka.  

 

*** 

Cabe  zaparkował  ciężarówkę  na  podjeździe  przed  dużym, 

piętrowym  domem  i  wyłączył  silnik.  Trzymał  ręce  na  kierownicy, 
patrzył na dom i otaczające go drzewa. Kiedy miał osiem lat, spadł z 
drzewa  i  złamał  rękę.  Jason  był  zazdrosny  i  matka  musiała  też 
zabandażować  mu  rękę.  Wspomnienie  o  Jasonie  sprawiło,  że  ból  i 
gniew  znów  powróciły.  Cabe  i  Jason,  Jason  i  Cabe,  zawsze  razem. 
Diabeł w dwóch osobach, ciągle pełni energii. Tutaj wyrośli, bili się, 
śmiali i kochali. Para wariatów, ciągle w biegu.  

Nie  mógł  zrozumieć,  że  Jasona  już  nie  ma.  Od  pogrzebu  minęło 

sześć  miesięcy,  a  pamięć  o  bracie  wciąż  pozostawała  nie  zagojoną 
raną.  Jakby  umarł  wczoraj.  Ból  po  stracie  bliskiej  osoby  nie  mijał. 
Każdego  dnia,  gdy  Cabe  wchodził  do  tego  domu,  musiał  stawać 
wobec okrutnej rzeczywistości.  

Drzwi do domu otworzyły się i wybiegła z nich mała dziewczynka. 

Mężczyzna roześmiał się i wyskoczył z ciężarówki. Szeroko rozłożył 
ramiona i czekał, aż jasnowłosy aniołek przywita się z nim. Podniósł 
ją wysoko ponad głowę i słuchał, jak piszczy z radości.  

– Witaj, piękna! – zawołał, stawiając ją na ziemię.  
–  Dzień  dobry,  wujku.  Babcia  usłyszała  samochód  i  powiedziała, 

że jeżeli chcesz obiad, to lepiej się pospiesz.  

–  Tak  powiedziała?  –  zaśmiał  się  Cabe.  –  No  to  rzeczywiście 

muszę się pospieszyć. Holly Malone, daję słowo, że wypiękniałaś od 
rana.  Czy  nie  wyszłaś  przypadkiem  za  mąż,  kiedy  nie  było  mnie  w 
domu? 

–  Nie  –  odparła  i  zachichotała,  zakrywając  twarz  rękami.  –  Mam 

dopiero sześć lat.  

–  Och,  faktycznie!  –  powiedział  poważnym  tonem.  –  Będziesz 

musiała jeszcze trochę poczekać. Wytrzymasz do przyszłego roku? 

–  Ty  chyba  żartujesz,  wujku  –  zaśmiała  się.  –  Popatrz  w  górę, 

background image

widzisz samolot? 

– Widzę.  
– Czy moi rodzice też go widzą z nieba? 
– Nie wiem – odpowiedział, czując skurcz w gardle. – Przykro mi, 

Holly, ale naprawdę nie znam odpowiedzi.  

– W porządku. – Wzruszyła ramionami. – Zapytam babcię. Gdzie 

dzisiaj byłeś, wujku? 

– Oglądałem domy, które budujemy.  
– Babcia mówiła, że zbyt ciężko pracujesz.  
–  Dziś  nie  pracowałem,  po  prostu  rozglądałem  się  i  znalazłem... 

skarb.  

–  Prawdziwy  skarb?  Ukryłeś  go  w  dobrym  miejscu?  Kiedy  ktoś 

znajdzie skarb, musi zawsze tak zrobić.  

–  Jeszcze  nie  wiem,  co  z  nim  zrobię.  Chodźmy  na  obiad,  zanim 

babcia straci cierpliwość.  

Wziął ją za rękę. Zawsze i nigdy; słowa z dziecinnego świata, które 

nic nie znaczyły. Człowiek nie może być pewien nawet jutra. Straciła 
oboje  rodziców,  Jasona  i  Karen,  i  wciąż  wierzyła,  że  istnieje 
„zawsze”. Niewiarygodne.  

–  Najpierw  umyj  ręce,  wujku  Cabe  –  odezwała  się  Holly,  kiedy 

weszli do domu.  

–  Już  idę  –  odparł  posłusznie.  –  Powiedz  babci,  że  za  chwilę 

przyjdę.  

–  Umiem  skakać.  Patrz,  jak  skaczę!  –  krzyknęła,  zbiegając  po 

schodach.  

– W całym Meadow View ty skaczesz najlepiej! – zawołał za nią.  
Wszedł  do  łazienki  i  puścił  wodę  do  umywalki.  Spojrzał  z 

niesmakiem na odbicie w lustrze.  

–  No  i  co,  idioto?  Czemu  uciekłeś  od  Penny?  –  powiedział  do 

siebie.  

Widział przecież pożądanie w jej brązowych oczach.  
Kogo chciał oszukać? Zbyt wiele powiedział o swych najgłębszych 

uczuciach.  Ale  rzeczywiście  uważał,  że  zasługiwała  na  coś  lepszego, 
niż objęcia mężczyzny opętanego przez czarne myśli.  

Z  dezaprobatą  potrząsnął  głową,  wytarł  ręce  i  przeszedł  do 

przestronnej kuchni, znajdującej się z tyłu domu.  

–  Jeść!  –  krzyknął,  usadawiając  się  na  krześle.  –  Natychmiast 

dajcie mi jeść, bo inaczej zjem jakąś małą, tłustą dziewczynkę.  

background image

Holly była w pełni szczęścia.  
Martha  Malone,  przystojna  piędziesięcioletnia  kobieta,  odwróciła 

się i popatrzyła na nią z uśmiechem.  

– Babciu, wujek znalazł skarb. Czy pokażesz mi go, wujku? 
– Jest głęboko schowany, tak aby nikt go nie odnalazł i nie zabrał.  
Kiedy  wypowiedział  te  słowa,  nagłe  zrozumiał,  że  nie  chce,  aby 

ktoś poza nim całował Penny, pieścił ją lub się z nią kochał. „A co z 
Penelopą?  Ilu  mężczyzn  czekało  na  jej  powrót  do  Detroit?”  – 
pomyślał.  

– Cholera – zamruczał.  
– Cabe, nie przeklinaj przy dziecku – upomniała go Martha.  
– Przepraszam. Zapomnij to słowo, Holly.  
– Tatuś często mówił cholera – odparła Holly. – Ale powiedział, że 

nie  wolno  mi  go  powtarzać,  dopóki  nie  skończę  stu  osiemdziesięciu 
lat – Pamiętaj o tym! – rozkazał Cabe.  

Drzwi  otworzyły  się  i  do  kuchni  weszła  tęga  kobieta.  Miała  siwe 

włosy,  rumianą  twarz,  w  ręku  trzymała  tacę.  Cabe  położył  rękę  na 
swojej piersi.  

– Oto miłość mego życia – powiedział, mrugając oczami.  
–  Jak  zwykle  głupstwa  ci  w  głowie  –  odezwała  się  z  wyraźnym 

irlandzkim  akcentem.  –  Wyniańczyłam  wiele  dzieci,  ale  nigdy  nie 
zajmowałam się takim wariatem. Podczas upadku z drzewa  musiałeś 
uderzyć się w głowę.  

–  Ranisz  me  uczucia,  dziewczyno  –  powiedział.  –  Chcesz  mnie 

unieszczęśliwić.  

– Cabe, przestań mielić ozorem – uśmiechnęła się Martha. – Tillie, 

czy pan Malone zjadł obiad? 

–  Nie  miał  dziś  apetytu.  Teraz  śpi,  zaniosę  mu  później  kawałek 

ciasta.  Jest  trochę  zmęczony,  tak  samo  zresztą  jak  wczoraj  i 
przedwczoraj.  Ciągłe  nie  może  się  pogodzić  z  rzeczywistością. 
Usłyszał ciężarówkę na zewnątrz i...  

– Myślał, że to Jason – przerwał jej Cabe.  
–  Właśnie  –  westchnęła  Tillie.  –  Może  po  drzemce  poczuje  się 

lepiej.  

– Bardzo się zmienił od czasu wypadku – powiedziała Martha.  
– To prawda – odparł Cabe i szybko zmienił temat. – Zaczniemy w 

końcu jeść obiad? 

Holly pociągnęła go za rękaw.  

background image

– Wujku Cabe? 
– Tak, kochanie? 
–  Wiem,  że  jesteś  smutny,  kiedy  dziadek  zapomina,  że  mój  tatuś 

jest  w  niebie,  i  myśli,  że  to  ty  tam  jesteś.  Ale  może  teraz,  kiedy 
znalazłeś  swój  skarb,  wszystko  będzie  dobrze  i  dziadek  będzie 
wiedział, że ty to ty.  

– Ja... – zaczął Cabe.  
–  To  bardzo  prawdopodobne  –  odrzekła  Martha,  patrząc  ze 

smutkiem na syna. – Co o tym myślisz, Cabe? 

–  Tak,  to  możliwe  –  odpowiedział.  –  Nie  martw  się,  Holly, 

wszystko będzie dobrze.  

Pomyślał,  że  sytuacja  nie  jest  rewelacyjna.  Obecność  Penny  nie 

wystarczy,  aby  ojciec  zmienił  zdanie.  Cabe  był  nonkonformistą, 
człowiekiem  skłóconym  z  życiem  i  czarną  owcą  w  rodzinie. 
Natomiast  ojca  cechowało  bardzo  duże  przywiązanie  do  swoich 
poglądów.  Miał  zasady.  Zanim  dostał  wylewu,  w  dniu  pogrzebu 
Jasona i Karen, powiedział, że umarł nie ten syn, który powinien. Od 
tej chwili uważał, że Cabe jest Jasonem.  

background image

ROZDZIAŁ 3 

 

Cabe Malone całe popołudnie malował altanę, którą zbudował dla 

Holly w ogrodzie za domem. Ponieważ dziewczynka pomagała mu w 
pracy,  wszystko  trwało  dwa  razy  dłużej.  Mimo  tego  było  mu 
przyjemnie,  kiedy  słuchał  jej  nieustającego  szczebiotu  i  widział,  jak 
jest przejęte.  

Pomimo  obecności  Holly,  cały  czas  myślami  wracał  do  Penny. 

Była  fascynującą  kobietą.  Zastanawiał  się,  dlaczego  upierała  się,  że 
jest Penelopą. Miał okazję przekonać się, jaka jest naprawdę: urocza, 
otwarta i szczera. Kiedy ją przytulał, miał wrażenie, że dotyka anioła.  

„Chociaż  właściwie  to  nie  ja  miałem  ją  w  swoich  ramionach”  – 

pomyślał,  wycierając  resztki  farby  z  ubrania  po  powrocie  do  domu. 
Penny  nie  całowała  się  z  Cabe’em  właścicielem  świetnie 
prosperującej firmy budowlanej ani z Cabe’em nieudacznikiem, który 
nigdy  nie  spełnił  oczekiwań  ojca.  Nie  śmiała  się  i  nie  płakała  w 
obecności Cabe’a załamanego śmiercią brata.  

Ona  znała  Cabe’a  murarza,  żyjącego  z  ciężkiej  pracy,  który  nosił 

wytarte  dżinsy  i  stare  tenisówki.  Wydało  mu  się  to  niesamowite. 
Usiadł  na  schodach  werandy  i  uzmysłowił  sobie,  że  właściwie  nic  o 
sobie  nie  wiedzieli,  a  jednak  miał  uczucie,  jakby  ją  znał  od  dawna. 
Była jego skarbem, którego zawsze podświadomie szukał.  

Penny  twierdziła,  że  jest  Penelopą,  przyzwoitą  i  pruderyjną 

Penelopą, która nie miała zwyczaju płakać i nie nosiła wypłowiałych 
dżinsów. Ale bez względu na to, co o sobie mówiła, wiedział, że jest 
prawdziwą  kobietą.  Kiedy  powiedział  jej  o  swoich  demonach, 
potrafiła  odrzucić  maskę  obojętności  i  naprawdę  mu  współczuć. 
Pragnienie,  które  burzyło  cały  ład,  nie  było  zwykłym  pożądaniem, 
jakie odczuwał dotychczas. Pragnął dawać jej rozkosz, dzielić ekstazę 
intymnej miłości.  

– Dziwne – zamruczał, potrząsając głową.  
– Zacząłeś rozmawiać sam ze sobą? – zapytała Martha, wchodząc 

na werandę. – Mogę się przyłączyć? 

– Ty zawsze – odparł i wskazał jej miejsce obok siebie. – Chcesz 

mi coś powiedzieć? 

– Udało mi się w końcu domyć Holly. Miała na sobie tyle farby, że 

mógłbyś pomalować altanę jeszcze raz. Tillie zrobiła jej parę kanapek. 

background image

Miałeś wspaniały pomysł z tą altaną, Cabe. Holly jest zachwycona.  

– Wiesz przecież, że ją kocham, mamo.  
–  Tak,  wiem  –  odparła  Martha.  –  Cabe,  chciałabym  z  tobą 

porozmawiać.  

– O czym? 
– O tobie, twoim życiu i planach na przyszłość.  
– O wszystkim naraz? – zapytał i uśmiechnął się.  
– Cabe, przestań się idiotycznie uśmiechać. Przede mną nie musisz 

udawać, że wszystko jest w porządku.  

–  Jakoś  trzeba  zachować  pozory  –  odpowiedział,  wzruszając 

ramionami. – Ale dobrze, niech ci będzie. Co chcesz wiedzieć? 

–  Cabe,  prowadzisz  wielką  firmę  w  Detroit.  To  niedobrze,  że  cię 

tam nie ma.  

– Moi ludzie doskonale radzą sobie beze mnie.  
–  Oboje  wiemy,  że  twoim  powołaniem  jest  kierowanie  ludźmi. 

Siedzisz  tu  od  sześciu  miesięcy,  od  czasu  wypadku  samochodowego 
Jasona i Karen, i nic nie robisz.  

Ostatnią  rozsądną  rzeczą  było  kupienie  terenów  pod  nowe  domy, 

ale  ty  pracujesz  tam  jak  zwykły  robotnik.  Uważam,  że  to  nie  ma 
sensu.  

– Mów dalej.  
–  Cabe,  jestem  ci  bardzo  wdzięczna,  że  byłeś  tu  po  wypadku. 

Byłam  rozbita  i  nie  wiem,  co  bym  bez  ciebie  zrobiła.  Ojciec  jest 
sparaliżowany i nie ma szans na poprawę. Jego umysł nie działa tak, 
jak  dawniej,  i  nigdy  nie  będzie  już  tym  samym  człowiekiem. 
Pogodziłam się z tym. Tillie jest wspaniałą opiekunką i ojciec nigdzie 
nie  znajdzie  lepszej.  Poza  tym  wiesz,  jak  on  kocha  ten  dom  i  nigdy 
stąd nie wyjedzie. Holly dobrze idzie w szkole, a psycholog mówi, że 
jej stan ciągle się poprawia.  

– Wiem o tym wszystkim, mamo. Do czego właściwie zmierzasz? 

– zapytał Cabe, wpatrując się w zaschniętą kroplę farby na spodniach.  

– To już nie jest twoje miejsce, Cabe – powiedziała powoli.  
Słowa matki wzbudziły w nim gniew.  
– Co to, do cholery, ma znaczyć?! – zawołał, patrząc na nią.  
–  Dokładnie  to,  co  powiedziałam.  Ty  nie  żyjesz,  ty  po  prostu 

wegetujesz.  Cabe,  posłuchaj.  Wiesz,  że  byłam  w  domu  w  dniu 
pogrzebu  i  słyszałam  te  potworności,  które  powiedział  ci  ojciec.  Ale 
zrozum,  on  nie  był  sobą.  Załamał  się  po  stracie  Jasona  i  Karen. 

background image

Wyładował  swój  ból  i  gniew  na  pierwszej  napotkanej  osobie.  Tak 
naprawdę wcale nie chciał, abyś zginął zamiast Jasona.  

– Owszem, chciał – wyszeptał Cabe. – Tata nigdy nie wybaczył mi, 

że  nie  podjąłem  pracy  w  jego  biurze  adwokackim.  Wiesz  o  tym  tak 
samo, jak ja. Kiedy wydałaś nas na świat, nazwał nawet firmę Malone 
i  synowie.  Ale  wyrodny  syn  nie  chciał  być  marionetką.  O  tak,  on 
wiedział, co  mówi. O  mało nie zwariował, boja żyłem, a jego jedyna 
miłość i duma właśnie została pogrzebana.  

– Cabe! 
– Kochałem Jasona i nigdy nie zazdrościłem mu względów, jakimi 

obdarzał go ojciec. Jason poszedł w ślady ojca, bo tego chciał, mnie to 
zupełnie  nie  interesowało,  dlatego  zająłem  się  budową  domów.  Nie 
siedzę tutaj po to, aby ojciec dostrzegł, że nie jestem takim bydlakiem, 
za  jakiego  mnie  uważa.  Nie  oczekuję  przeprosin  ani  wybaczenia,  bo 
do końca życia bym się ich nie doczekał.  

– A więc dlaczego jesteś tutaj? 
– Z powodu Holly. Jason i Karen przed śmiercią uczynili mnie jej 

opiekunem.  Jestem  za  nią  odpowiedzialny.  A  co  chcesz,  żebym 
zrobił?  Mam  wrócić  do  Detroit  i  zostawić  ci  na  głowie  wychowanie 
dziecka? Czy nie masz dość własnych obowiązków? 

– Chcę tylko, abyś znów żył swoim życiem – powiedziała Martha, 

kładąc  rękę  na  jego  czole.  –  W  domu  mam  Tillie,  kobietę  do 
sprzątania  i  ogrodnika.  Ta  pomoc  mi  zupełnie  wystarcza.  Bycie  z 
Holly sprawia mi wiele radości i nie jest dla mnie ciężarem. Możesz ją 
oczywiście  zabrać  do  Detroit,  masz  do  tego  prawo,  ale  ona  jest 
szczęśliwa  tutaj.  Wydaje  mi  się,  że  jesteś  z  nami,  bo  masz  poczucie 
winy, że nie zginąłeś zamiast Jasona.  

–  Mamo!  –  krzyknął,  podrywając  się  na  nogi.  –  Mam  już  dosyć 

tych bzdur.  

–  Bzdura?  Synku  –  powiedziała  miękko  –  znam  cię  tak  samo  jak 

siebie. Patrzę w twoje oczy. Jest w nich ból. To oczy człowieka, który 
ucieka i nie może znaleźć własnego miejsca. Tutaj nie masz już nic do 
roboty. Wyjedź stąd i odszukaj swoje szczęście.  

Cabe  przeszedł  kilka  kroków  i  stanął  tyłem  do  matki.  Zacisnął 

pięści.  

– Rozzłościłam cię – rzekła Martha. – Wiedziałam, że tak będzie, 

ale  musiałam  ci  to  powiedzieć.  Niczego  nie  osiągniesz  ani  nie 
zmienisz,  żyjąc  tak,  jak  przez  ostatnie  sześć  miesięcy.  Kocham  cię  i 

background image

strasznie  mi  przykro,  że  ojciec  nie  zaakceptował  twoich  planów 
życiowych.  Nie  umiem  zmienić  przeszłości,  ale  tym  bardziej  proszę 
cię,  abyś  zaczął  myśleć  o  sobie.  Cabe,  rozważ  to  dokładnie.  –  Na 
moment umilkła. – Teraz zostawię cię samego – dodała po chwili.  

Nic  nie  odpowiedział.  Był  spięty  i  bolał  go  każdy  mięsień. 

Usłyszał, jak matka zamyka drzwi, ale nawet wtedy nie poruszył się. 
Głos matki dźwięczał mu cały czas w uszach.  

– Cholera by cię wzięła, Jason – powiedział, wpatrując się w niebo. 

– Nawet nie wiesz, ile zamieszania zrobiłeś swoją śmiercią. Do licha, 
Jase. Co ja właściwie mam teraz robić? 

Odwrócił  się  i  wolno  poszedł  w  kierunku  swojej  ciężarówki.  Po 

chwili słychać było warkot zapalanego silnika. Cabe wrzucił bieg i z 
piskiem opon ruszył przed siebie.  

 
Wieczorem, około siódmej, Penny wzięła kąpiel, a potem założyła 

zieloną  sukienkę  i  czerwone  rajstopy.  Zeszła  na  dół  i  usiadła  na 
kanapie  przed  płonącym  kominkiem.  Była  wyczerpana.  Spakowała 
rzeczy  ciotki  Bem  i  odnalazła  instytucję,  która  zajmuje  się 
doręczaniem  używanych  rzeczy  ubogim.  Jutro  miał  przyjechać 
samochód i zabrać część kartonów.  

Przez  cały  czas  myślała  o  Cabie.  Pomimo  zmęczenia  czuła  jakiś 

dziwny rodzaj energii pulsującej w jej ciele. Nie miała ochoty oglądać 
telewizji,  a  była  zbyt  przejęta,  aby  czytać.  Nie  bardzo  wiedziała,  jak 
spędzić ten sobotni wieczór.  

Gdyby  była  w  Detroit,  umówiłaby  się  z  Tomem,  młodym 

prawnikiem,  który  robił  zawrotną  karierę.  Przyjaźnili  się  ze  sobą  od 
niedawna. Musiała odwołać ostatnie spotkanie w związku ze śmiercią 
ciotki  Beth.  Szczerze  powiedziawszy,  zrobiła  to  bez  żalu.  To 
spotkanie  niczym  nie  różniłoby  się  od  wielu  innych.  Tom  także  nie 
różnił  się  od  innych  mężczyzn,  z  którymi  się  dotąd  umawiała. 
Inteligentny, ambitny, znakomicie sytuowany i onieśmielony pozycją 
jej  rodziny.  Był  również,  co  okazało  się  podczas  pierwszego 
spotkania, śmiertelnie nudny.  

„Co  robi  w  sobotni  wieczór  taki  mężczyzna  jak  Cabe?”  – 

pomyślała.  Zastanawiała  się,  czy  gra  w  bilarda  albo  w  pokera  z 
kolegami? Nie, nie. Sobotnie plany Cabe’a z pewnością mają związek 
z jakąś kobietą i seksem. Ciekawe czy orgia odbędzie się w jej, czy też 
w jego łóżku? 

background image

– Penelopo Chapman, wstydź się – powiedziała do siebie na głos. – 

To nie twój interes.  

Zaczęła sobie wyobrażać nagiego Cabe’a w łóżku. Mężczyzna miał 

cudowne ciało. Opalona skóra wydawała się jeszcze ciemniejsza na tle 
śnieżnobiałego prześcieradła. Chciała, aby położył się na niej i...  

– Och, Panie! – wyszeptała, czując jak ogarnia ją pożądanie.  
Przycisnęła dłonie do płonących policzków. Ta druga osoba, którą 

znała  jako  Penny,  była  lubieżna  i  nieprzyzwoita.  Nie  potrafiła  sobie 
nawet  wyobrazić,  jak  mogliby  wyglądać  wielbiciele  Penelopy  nago. 
Nigdy  nie  myślała  o  nich  w  ten  sposób  jak  o  Cabie.  Mężczyźni,  z 
którymi się spotykała, byli bardzo uprzejmi, mieli doskonale skrojone 
garnitury,  nienaganne  maniery  i  grzecznie  całowali  na  dobranoc. 
Pachnieli  drogą  wodą  kolonską  i  brandy.  Czasami  mogli  się  spocić 
podczas  gry  w  tenisa,  ale  wątpliwe,  aby  któryś  z  nich  zajmował  się 
kiedyś ciężką pracą.  

– Nudziarze – zamruczała.  
Żaden  z  nich  nie  był  podobny  do  Cabe’a.  Żaden  nie  miał  tak 

niebieskich  oczu,  szerokich  ramion,  ciała  umięśnionego  od  ciężkiej 
pracy.  Liczył  się  tylko  Cabe  i  świadomość,  że  już  nigdy  go  nie 
zobaczy. Ogarnęła ją czarna rozpacz.  

– Myślę, że polubiłabyś go, ciociu – powiedziała, wpatrując się w 

ogień. Potem spojrzała na półkę nad kominkiem, gdzie leżała czysta i 
wyprasowana  chusteczka  Cabe’a.  Ciocia  Beth  z  pewnością 
poradziłaby  jej,  aby  skorzystała  z  okazji  i  odwiedziła  Cabe’a  w 
poniedziałek.  

„Nic z tego” – pomyślała przygnębiona. Nie było powodu, aby tam 

iść. Zapakuje chusteczkę, wypisze jego imię na papierze i zaniesie ją 
tam  jutro,  kiedy  nikogo  nie  będzie  w  domu.  Wcale  nie  musiała  znać 
jego  nazwiska.  Wystarczyło  Penny  i  Cabe,  dwoje  ludzi,  którzy 
spotkali się, ale nie mogli być ze sobą.  

Jak  to  możliwe,  myślała  zdumiona,  że  parę  godzin  spędzonych  z 

Cabe’em  wywarło  na  niej  tak  silne  wrażenie?  Dlaczego,  na  samo 
wspomnienie  jego  dotyku  ogarniała  ją  fala  pożądania?  Nie  umiała 
znaleźć  odpowiedzi.  Wiedziała  tylko  tyle,  że  po  spotkaniu  Cabe’a, 
nigdy już nie będzie tą samą osobą.  

Z  zadumy  wytrąciło  ją  pukanie  do  drzwi.  Wstała  z  kanapy, 

przekonana, że to kolejny sąsiad, który chce złożyć kondolencje. Nie 
była w odpowiednim nastroju, aby go przyjąć, ale nie mogła udawać, 

background image

że nie ma jej w domu. Niechętnie poszła otworzyć drzwi.  

Na progu stał Cabe.  
„To chyba sen” – przemknęło jej przez myśl. To tylko wytwór jej 

wyobraźni, za dużo o nim myślała.  

– Witaj, Penny.  
– Cabe? To naprawdę ty? 
Zakłopotany włożył ręce do kieszeni.  
– Nie przeszkadzam? – zapytał, nie patrząc jej w oczy. – Chciałaś 

położyć się  do łóżka w tych czerwonych rajstopach? Uważam,  że są 
cudowne – dodał z uśmiechem.  

– Co takiego? – zdziwiła się. – Ależ skąd, wcale nie przeszkadzasz. 

Ja tylko... Cabe, ty drżysz z zimna. Gdzie . twoja marynarka? 

– Zapomniałem jej zabrać. Wyszedłem z domu, aby się przejechać 

samochodem, ale chyba straciłem poczucie czasu i...  

– Proszę, wejdź do środka i ogrzej się przy ogniu – przerwała mu.  
–  Już  myślałem,  że  nigdy  tego  nie  powiesz  –  rzekł  i  wszedł  do 

domu.  

Penny  zamknęła  drzwi.  Próbowała  zapanować  nad  swoimi 

emocjami.  

Tyle  myślała  o  ich  spotkaniu,  że  kiedy  patrzyła  na  Cabe’a,  nie 

mogła  uwierzyć  w  jego  obecność...  Boże,  zachowywała  się  jak 
idiotka.  

– Usiądź – zaproponowała. – Napijesz się kawy czy herbaty? 
– Jeśli nie sprawi ci to kłopotu, wolałbym gorącą herbatę.  
– Poczekaj, zaraz przyniosę.  
–  Zielona  sukienka  i  czerwone  rajstopy  –  powiedział,  patrząc  na 

nią. – Wyglądasz jak gwiazdkowy prezent. – Wskazał ręką na suwak z 
przodu, który czekał tylko, aby go otworzyć.  

Penny  nałożyła  sukienkę  na  nagie  ciało.  Gdyby  Cabe  o  tym 

wiedział...  Mężczyzna  wpatrywał  się  w  kobietę  pożądliwym 
wzrokiem, który zdawał sieją przenikać.  

– Zrobię herbatę – wyszeptała drżącym głosem i wpadła na lampę. 

–  Przepraszam  –  wymamrotała  speszona.  –  Usiądź  przy  kominku, 
Cabe. Do zobaczenia.  

Cabe o mało nie parsknął śmiechem, kiedy dziewczyna niezgrabnie 

omijała  niezliczone  sprzęty  i  kartony,  próbując  wyjść  z  pokoju. 
Ostrożnie przechodząc obok stolika i starego fotela, dotarł do kanapy.  

Dostrzegł  zdziwienie  Penny  na  jego  widok.  Usiadł  na  miękkiej 

background image

kanapie.  Prawdę  powiedziawszy,  sam  był  zaskoczony,  że  tu 
przyjechał. Wiele godzin spędził najeżdżeniu samochodem i rozważał 
każde  słowo  matki.  Potem  przestał  odczuwać  cokolwiek,  poza 
potwornym  bólem  głowy.  Po  jakimś  czasie  zorientował  się,  że 
znajduje się przed jej domem.  

Wyciągnął nogi i zaczął wpatrywać się w hipnotyzujące płomienie 

w kominku.  

Penny  wyglądała  nieziemsko  w  swojej  sukience.  To  z  pewnością 

sukienka  Penelopy,  ale  rajstopy  były  w  stylu  Penny.  „Stawiam  sto 
dolarów  –  pomyślał  –  że  pod  tą  sukienką  nie  ma  bielizny.  „  Czuł 
dreszcze przenikające jego ciało, kiedy wyobraził sobie ją nagą.  

„Malone,  daj  spokój”  –  skarcił  siebie  w  duchu.  Nie  przyszedł  tu 

przecież, aby uwodzić Penny. A może właśnie po to? Nie, na pewno 
nie. W takim razie, co u diabła tutaj robił? 

– Dlaczego wróciłeś? – zapytała niespodziewanie.  
– Słucham? – Cabe podskoczył na swoim miejscu i uderzył się w 

nogę,  przewracając  przy  okazji  mały  stolik.  –  Cholera,  ten  dom  nie 
jest zbyt bezpieczny! – zawołał poirytowany.  

Penny  podniosła  stolik  i  postawiła  na  nim  tacę  z  dwiema 

filiżankami  herbaty,  śmietanką  i  herbatnikami.  Usiadła  obok 
mężczyzny.  

–  Przepraszam  –  powiedziała.  –  Moje  pytanie  nie  było  zbyt 

uprzejme.  

– Wcale nie – odparł i podał Penny filiżankę aromatycznej herbaty. 

–  Było  zupełnie  uzasadnione.  Sęk  w  tym,  ze  nie  wiem,  czemu 
wróciłem.  

– Jak to nie wiesz, jesteś pijany? 
–  Dlaczego  zaraz  pijany?  –  Zaprotestował.  –  Skąd  u  Penelopy  te 

zwariowane czerwone rajstopy? 

– Znalazłam je na dnie szafy. Leżały tam całe wieki.  
– A więc należą do Penny; od razu tak sobie pomyślałem.  
–  To  dziwne,  Cabe.  Mówisz  o  Penelopie  i  Penny,  jakby  istniały 

dwie różne osoby.  

– Bo tak właśnie jest – odparł, patrząc na nią.  
– Nie rozumiem. Czy możesz mi to wyjaśnić? 
–  Wyobraź  sobie,  że  spotyka  się  dwoje  ludzi.  Przez  chwilę 

rozmawiają  i  badają  każdy  ruch  i  gest.  Jest  to  zwykła  paplanina  o 
filmach, książkach, o tym czym się zajmują. Potem posuwają się krok 

background image

dalej  i  poznają  swoje  poglądy,  system  wartości.  Ale  zachowują  dla 
siebie  wiele  intymnych  spraw.  Kiedy  uznają,  że  nadszedł  właściwy 
moment,  zaczynają  się  uzewnętrzniać.  Mogą  także  rozstać  się  i 
wówczas nigdy nie dowiadują się o sobie niczego istotnego. Zgadzasz 
się z tym? 

– Tak. – Skinęła głową.  
– Z nami było zupełnie inaczej, Penny. Nie przestrzegaliśmy reguł 

tej  gry.  Zdjęliśmy  maski  zaraz  na  początku,  bo  nie  musieliśmy  być 
ostrożni i rozsądni. Byliśmy po prostu Cabe’em i Penny, nie znaliśmy 
swoich nazwisk. Między nami nie było ściany, za którą można by się 
ukryć.  Nie było niczego,  co by nas  powstrzymało.  To chyba nie jest 
dziwne, to raczej wyjątkowe i bardzo cenne. Czy wiesz, że zdradziłem 
ci to, czego nawet nie wie moja matka? 

– Wiem – powiedziała miękko. – Demony, które cię prześladują.  
– Tak. – Mężczyzna nagle posmutniał. Napił się herbaty. Po chwili 

odstawił filiżankę na tacę i spojrzał na Penny. – Nie mogłem o tobie 
zapomnieć.  Mam  uczucie,  jakbym  znał  cię  od  dawna,  mogę  mówić 
albo  milczeć  i  wiem,  że  mnie  zrozumiesz.  Nie  wierzę,  że  jesteś 
Penelopą,  tyjestes  Penny.  Kiedy  cię  spotkałem,  płakałaś;  nie  mogłaś 
wówczas  udawać  kogoś  innego.  To  płakała  Penny,  wiem,  że  się  nie 
mylę.  

–  Ja  także  o  tobie  myślałam,  Cabe  –  rzekła  cicho.  –  Myślałam  o 

tym, jak wspaniałe było płakać i śmiać się z tobą. Przeżyłam cudowne 
chwile, tak jakbym wykradła je z życia Penelopy.  

– To nie koniec. Rozumiesz mnie, Penny? Pomiędzy nami jest coś 

bardzo wyjątkowego. Chcesz to zlekceważyć, udawać, że nic między 
nami nie zaszło? 

– To wszystko jest nierealne – powiedziała, odwracając ku niemu 

głowę.  

– Właśnie, że jest! – krzyknął i złapał ją za ramię. – Jest piękne i 

spontaniczne,  nie  widzisz  tego?  Płakałaś  przy  mnie  i  śmiałaś  się. 
Powiedziałem ci o moich demonach i zacząłem nawet myśleć o tym, 
ze  miłość  można  pogodzić  z  przyjaźnią.  Z  tobą  to  nabiera  sensu. 
Penny,  moje  życie  jest  bardzo  skomplikowane,  ale  kiedy  jestem  z 
tobą, czuję się wolny. Potrafię być sobą. Ja jestem Cabe, a ty Penny, 
nic poza tym się nie liczy.  

–  Och,  Cabe!  –  Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  –  Rozumiem.  Kiedy 

jesteśmy razem, istnieje tylko Penny. To takie cudowne uczucie, ale...  

background image

– Nie – przerwał, kładąc jej palec na ustach. – W tym naprawdę nie 

ma nic złego. Szukasz dziury w całym, Penny. To bez sensu. Ludzie 
poświęcają  wiele  lat,  aby  zbudować  taki  związek,  który  my 
otrzymaliśmy w prezencie. Proszę cię, daj nam szansę.  

Dotknął ustami jej warg  w leciutkim,  pełnym oddania  pocałunku, 

aż Penny poczuła, że brakuje jej tchu. Zamknęła oczy i wtuliła się w 
jego ramiona. Pieścił językiem usta dziewczyny. Dreszcz podniecenia 
przebiegi ją od stóp do głowy.  

– Och, Cabe, całuj mnie! – szeptała.  
Przycisnął  ją  mocno  i  przywarł  wargami  do  jej  ust.  Jego  język 

wsunął  się  między  słodkie  wargi.  Nie  przerywając  pocałunku, 
mężczyzna  położył  się  na  kanapie,  przykrywając  Penny  swoim 
ciałem.  Jedną  ręką  głaskał  brzuch  i  piersi,  czując  wspaniałe  kształty 
pod cienką tkaniną.  

–  Boże,  jesteś  wspaniała.  –  Silnym  ruchem  przycisnął  kobietę  do 

swych  bioder.  Chciał,  aby  wiedziała,  jak  jej  pragnie.  –  Czujesz?  – 
zapytał. – Tak właśnie na mnie działasz, tak bardzo cię chcę.  

Jedyną odpowiedzią, na jaką mogła się zdobyć, był cichy jęk.  
–  Nie  obawiaj  się  mnie,  Penny,  nigdy.  Nie  będziemy  się  kochać, 

dopóki nie upewnisz się, że jesteś gotowa. Nie chcę cię przestraszyć. 
Och,  Penny!  Twoje  oczy  są  niesamowite;  głębokie  i  czarne  i  mówią 
mi o tak wielu sprawach. Jesteś prześliczna, moja słodka Penny. Jesteś 
moim skarbem.  

Znowu  rozkoszował  się  jej  ustami,  a  Penny  jęczała,  przepełniona 

gorącym pożądaniem. Objęła go jeszcze mocniej, pragnęła poczuć żar 
i  siłę  jego  potężnego  ciała.  Rozszalała  namiętność  Cabe’a 
powodowała, że Penny czuła olbrzymią, wszechogarniającą radość, iż 
jest  kobietą.  Nie  liczyło  się  nic  oprócz  niego  i  tego,  co  wspólnie 
przeżywali.  

Ich  miłość  była  wielka  i  czysta.  Penny  nie  musiała  się  niczego 

obawiać.  

–  Nie  chcę  zrobić  ci  krzywdy  –  wyszeptał  Cabe,  głaszcząc  jej 

piersi. – Przysięgam, chcę jedynie dotykać twojego ciała.  

– Tak – powiedziała cichutko.  
Pomyślała, że być może ulega mu za szybko, ale nic nie mogła na 

to poradzić. To był Cabe. Ona i Cabe nie przestrzegali żadnych reguł. 
Od  początku  kreowali  własny  świat,  tak  jak  powiedział  mężczyzna: 
piękny i spontaniczny.  

background image

Rozpiął  suwak  jej  sukienki  i  rozchylił  materiał.  Patrzył  pełen 

zachwytu na jej pełne piersi.  

– Są piękne – zamruczał. – Och, Penny! – jęknął i pochylił głowę; 

ostrożnie  wziął  do  ust  jeden  sutek.  Ssał  go  łagodnie  przez  chwilę,  a 
ona  mruczała  podniecona.  Rumieńce  pojawiły  się  na  jej  twarzy. 
Zamknęła  oczy,  aby  rozkoszować  się  nowym  doznaniem,  które 
wypełniło jej umysł.  

Począł pieścić drugą pierś, a dziewczyna głaskała jego gęste włosy. 

Cabe  czuł  przenikającą  rozkosz.  Chciał  jak  najszybciej  rozładować 
napięcie. Po chwili przestał ją pieścić i ukrył twarz we włosach Penny.  

– Cabe? – niepewnie wypowiedziała jego imię.  
– W porządku – powiedział ze wzruszeniem. Drżącą ręką przykrył 

jej piersi sukienką. Oddychał nerwowo; uniósł głowę i spojrzał na nią. 
– Daj mi jeszcze minutę, potem sobie pójdę.  

– Nie, nie chcę, abyś odchodził. Dobrze mi z tobą.  
–  Możesz  mi  wierzyć,  że  mnie  jest  także  dobrze  z  tobą.  Ale  za 

chwilę  mógłbym  stracić  panowanie  nad  sobą.  Muszę  przerwać 
pieszczoty właśnie w tym momencie.  

Penelopa  oburzyła  się.  W  tej  chwili  nie  była  Penelopą,  a  szaloną 

Penny. Nie chciała, aby odchodził.  

– Pragnę cię, Cabe – wyszeptała. – Chcę się z tobą kochać.  
Mężczyzna  wstał  z  kanapy,  ominął  stolik  i  oparł  się  o  kominek, 

wpatrując  w  ogień.  Ona  również  się  podniosła,  zakrywając  piersi 
sukienką, i patrzyła zachwycona na jego umięśnione ciało.  

– Skąd mam wiedzieć, czy nie będziesz tego później żałowała? Nie 

chcę, żebyś myślała, że cię uwodzę. Nie wytrzymałbym tego, Penny. 
Kiedy jestem z tobą,  czuję się  bezpiecznie.  Nie chcę tego zniszczyć. 
Mam wrażenie, że odkąd cię ujrzałem, minęły całe wieki. Nie chcę cię 
utracić. Teraz bym tego nie przeżył.  

Podeszła  do  niego  i  przytuliła  się.  Przez  chwilę  przypatrywali  się 

sobie uważnie.  

– Jadłaś kolację? – zapytał.  
– Będziemy teraz mówić o kolacji? 
– Tak. Uważam, że to miły, a przede wszystkim bezpieczny temat. 

– Uśmiechnął się. – Wolę myśleć o jedzeniu. Przebierz się, jeśli masz 
ochotę, pójdziemy na hamburgera z frytkami.  

Penny była najwyraźniej zaskoczona.  
– Czasami trudno z tobą wytrzymać. W jednej sekundzie jesteśmy 

background image

w łóżku, a w następnej idziemy do miasta, by kupić hamburgery.  

– Zaufaj mi, dobrze? – Pogłaskał ją czule po policzku.  
– Ja ci ufam, Cabe.  
– Świetnie, w takim razie włóż swoje dżinsy.  
–  W  porządku  –  odrzekła  śmiejąc  się.  –  Wiesz,  nigdy  nie 

wychodziłam do miasta w dżinsach i nie jadłam hamburgera.  

–  Trzymaj  się  mnie,  dziecinko,  a  nauczę  cię  wielu  pożytecznych 

rzeczy – powiedział, mrużąc po łobuzersku oko.  

–  Będę  ci  wielce  zobowiązana  –  odparła  z  ironią  i  ruszyła  w 

kierunku schodów.  

Bar,  do  którego  weszli,  znajdował  się  na  przedmieściu.  Panował 

tam  tłok  i  hałas,  czuć  było  silny  zapach  smażonych  frytek.  Grupki 
rozbawionych  mężczyzn  głośno  pozdrawiały  Cabe’a.  Chcieli,  aby 
zakochani przyłączyli się do nich. Głównie chodziło im o Penny, ale 
Malone lekceważył ich zaproszenia i poprowadził dziewczynę w głąb 
sali.  

– W tamtym kącie stoi jeden stół, przy którym nie połamali jeszcze 

ławek – poinformował.  

Penny usiadła na twardej, pomalowanej na czerwono ławce.  
–  Cabe,  kochanie,  co  zamawiasz?!  –  krzyknęła  potężna  kobieta, 

która wychyliła się zza kontuaru.  

–  Hamburgery,  frytki  i  colę  dla  dwóch  osób.  Jak  się  miewasz 

ślicznotko? 

– Ciągle czekam, kiedy się ze mną ożenisz, skarbie.  
–  Nic  z  tego,  Georgia.  Już  nie  jestem  wolny.  –  Spojrzał  na 

barmankę i usiadł naprzeciwko Penny.  

Dziewczyna wpatrywała się w napisy na drewnianym blacie stołu.  
– Co robisz? 
– Czytam. Na tym stole zapisane są dzieje wielu ludzi. Patrz, Cabe, 

ktoś  wyrył  inicjały  B.  T.  i  P.  H.  ,  a  obok  D.  W.  i  K.  D.  Ciekawa 
jestem, czy oni dalej są razem.  

– Hm, poczekaj, niech się zastanowię! – powiedział, przyglądając 

się  pociętym deskom.  –  Oho,  mam,  V.  P i L.  T.  To inicjały  Vicky i 
Larry. Po skończeniu liceum zamieszkali razem, a potem wzięli ślub. 
Mają sześcioro dzieci.  

– Doprawdy? 
Uśmiechnął się, kiedy zobaczył, jak błyszczą jej oczy.  
–  Rzadko  pewnie  bywasz  w  takich  lokalach,  prawda?  Fakt,  że  to 

background image

spelunka, ale można tu nieźle zjeść.  

–  Fascynują  mnie  ci  ludzie.  Posłuchaj,  jak  się  śmieją.  To 

prawdziwy  śmiech,  a  nie  przylepione  sztuczne  uśmiechy,  jakimi 
obdarowują się goście na przyjęciach. I jest jeszcze coś.  

– Co takiego? 
–  Ich  ubrania.  Nie  wiesz,  co  to  znaczy,  oglądać  wyłącznie 

mężczyzn  w  nieskazitelnie  czystych  i  odprasowanych  garniturach  za 
kilkaset  dolarów.  O  wiele  bardziej  wolę  ludzi  noszących  dżinsy,  niż 
wymuskanych nudziarzy, ględzących wciąż o interesach.  

„No  tak”  –  pomyślał  Cabe.  Miał  właśnie  taki  garnitur,  o  jakim 

mówiła  Penny.  W  Detroit  był  ważną  personą,  zajmował  się  przede 
wszystkim  interesami.  Ale  Penny  o  tym  nie  musi  wiedzieć.  Jeszcze 
nie teraz. Na razie był zwykłym murarzem i miał na imię Cabe.  

Do stołu podeszła Georgia i postawiła na nim dwa talerze.  
–  Uwaga,  gorące  –  poinformowała.  –  Potem  przyniosę  wam  po 

kawałku szarlotki. Uważaj na swojego chłopa, śliczna. – Zrobiła oko 
do Penny. – On ma wilczy apetyt Chyba wiesz, o co mi chodzi.  

Penny zarumieniła się, a Cabe wybuchnął śmiechem.  
–  Barmanka  ma  chyba  ze  dwieście  lat  –  powiedział  później.  – 

Kupowałem u niej hamburgery i frytki, kiedy chodziłem do szkoły.  

– Co również działo się dwieście lat temu – odparła Penny śmiejąc 

się.  

Z  wielkim  zainteresowaniem  przyglądała  się  swojemu 

hamburgerowi, po czym przechyliła się w stronę Cabe’a.  

– Cabe, jesteś świadkiem wyjątkowego wydarzenia.  
– Czyżby? 
–  Tak.  Otóż  ja,  Penny,  za  chwilę  po  raz  pierwszy  w  życiu  poleję 

hamburgera ketchupem. Patrz uważnie, co się będzie działo.  

– Jestem skoncentrowany, możesz zaczynać.  
Z  wielką  uwagą  i  dostojeństwem  Penny  dekorowała  ketchupem 

hamburgera. Cabe obserwował to zdarzenie rozbawiony.  

Pomyślał, że naprawdę miała coś w sobie. Była pełna entuzjazmu 

do świata, który dopiero co odkryła. Czuł się wspaniałe. Byli razem i 
niczego więcej nie potrzebowali do szczęścia.  

Po  kolacji  odwiózł  Penny  do  domu  ciotki  Beth.  W  ciężarówce 

próbowali  naśladować  głosy  dobiegające  z  radia.  Wydzierali  się 
wniebogłosy,  potwornie  fałszując  i  śmiejąc  się  do  łez.  Kiedy  Penny 
przypomniała sobie o prawach pasażera ciężarówki, przytuliła się do 

background image

niego, a on czule ją pocałował.  

– Tu się pożegnamy – powiedział, kiedy otworzyła drzwi do domu.  
– Naprawdę nie chcesz wejść? – zapytała zdziwiona.  
– Jeśli dalej będziemy kontynuować to, co udało nam się przerwać 

parę godzin temu, to skończy się na tym, że wyjdę stąd o świcie. Nie 
śpieszmy  się,  dobrze?  Nie  chcę,  aby  coś  między  nami  się  popsuło. 
Rozumiesz? 

– Tak – odparła. – Cabe, dziękuję ci za hamburgera, Georgię... To 

był wspaniały wieczór, nigdy go nie zapomnę.  

– Muszę przyznać, że jesteś niezrównana w wyciskaniu ketchupu – 

oznajmił uroczyście.  

– Też tak uważam – odpowiedziała z dumą.  
– Och, Penny! – wyszeptał i przytulił ją do siebie. – To ja dziękuję 

tobie.  Ofiarowałaś  mi  tak  wiele.  –  Pocałował  Penny  w  czoło.  –  To 
musi nam wystarczyć. Dobranoc, zobaczymy się jutro.  

– Dobranoc.  
–  Idź,  słodka.  Chcę  odejść  stąd,  wiedząc,  że  jesteś  bezpieczna  w 

domu. Pośpiesz się, bo za chwilę zamarznę na śmierć.  

– Do zobaczenia  – powiedziała i weszła do środka, zamykając za 

sobą drzwi.  

Cabe  skulił  się  z  zimna  i  przez  dłuższy  czas  wpatrywał  się  w 

zamknięte  drzwi.  Potem  odwrócił  się  i  zamyślony  wolno  poszedł  w 
kierunku ciężarówki.  

 
– Cabe! – krzyknęła Penny. – Jeśli jeszcze raz oblejesz mnie wodą, 

to tak ci przyłożę, że zapamiętasz na zawsze. I nie przepraszaj mnie co 
chwilę, bo nie dam się na to nabrać.  

Mężczyzna roześmiał się.  
–  No  wiesz,  nie  każdemu  pozwalam  myć  moją  ciężarówkę. 

Powinnaś być dumna.  

– Nie jestem dumna tylko mokra.  
Malone podszedł do dziewczyny. Wpatrywał się pożądliwie w jej 

piersi,  które  wyraźnie  odznaczały  się  pod  mokrym  podkoszulkiem. 
Wziął ukochaną w ramiona.  

–  Wyglądasz  seksownie  –  powiedział.  –  Podniecasz  mnie. 

Ciekawe,  jak  teraz  smakujesz.  Muszę  to  sprawdzić.  Jesteś  słodka  – 
stwierdził po długim pocałunku.  

– Co ty powiesz? – zamruczała zadowolona.  

background image

– Dalej, do roboty! – zawołał, popędzając Penny. – Powiadam ci, 

to wspaniały wóz. Każdy chłopak z brygady chciałby go mieć. A więc 
nie marudź, kochanie, nie płacę ci za lenistwo.  

– Rozkaz! – odparła śmiejąc się.  
Wyciągnęła z wiadra namoczoną gąbkę i zaczęła mocno szorować 

drzwi.  

–  Delikatnie  –  upomniał  Cabe.  –  Pieść  ciężarówkę  niczym 

kochanka.  

– Przestań, na miłość boską! 
– Wiem, co mówię. Pewnego dnia docenisz zalety tego wozu.  
„Pewnego  dnia”  –  zamyśliła  się  Penny.  To  słowo odnosiło się  do 

przyszłości,  to znaczy stwarzało im  jakąś  perspektywę.  Ale wkrótce, 
kiedy  wróci  do  Detroit,  znowu  pochłonie  ją  świat  Penelopy. 
Zastanawiała się, co wtedy będzie.  

Teraz  była  w  Meadow  View.  Istnieje  tylko  Penny  i  Cabe,  ich 

śmiech, słowa, uściski i pocałunki.  

Poprzedniego  dnia  przyjechał  do  niej  z  koszykiem  pełnym 

rozmaitych pyszności i wybrali się na prawdziwy piknik. Rozłożyli na 
szczycie  wzgórza  koc,  a  potem  jedli  pieczonego  kurczaka,  sałatki  z 
owoców  i  warzyw  oraz  czekoladowe  ciasteczka.  Cabe  opisywał 
obrazy,  które  widział  pośród  kłębiących  się  chmur.  Potem  oboje 
położyli się obok siebie i fantastycznym kształtom na niebie nadawali 
imiona  królów,  księżniczek,  elfów  i  zaklętych  zwierząt.  Cieszyli  się, 
że  mogą  być  razem.  Byli  sobą  oczarowani  i  czuli,  że  czas  płynie 
beztrosko.  

Cabe  pożegnał  Penny  na  ganku,  przed  frontowymi  drzwiami. 

Dzisiaj  zaproponował,  aby  pomogła  mu  umyć  ciężarówkę,  na  co 
przystała  z  ochotą.  Uczucie  do  mężczyzny  rosło  z  każdą  chwilą. 
Ilekroć  pomyślała  o  nim  lub  dostrzegła  jak  patrzył  w  jej  kierunku, 
ogarniało  ją  dziwne  ciepło.  Było  też  inne  uczucie,  które  pulsowało 
gdzieś w głębi ciała. Było to pragnienie, aby się z nim kochać i dzielić 
najintymniejsze chwile.  

–  Hej!  –  krzyknął  nagle,  wyrywając  ją  z  zamyślenia.  –  Do  ciebie 

mówię. Nie płacę ci za stanie i gapienie się w niebo.  

Gąbka,  z  której  ciekła  woda,  wylądowała  na  nosie  ukochanego. 

Penny  śmiała  się  do  rozpuku.  Cabe  pocałował  kobietę  i  obiecał,  że 
przyjedzie po obiedzie.  

– Do zobaczenia! – zawołała, kiedy odjeżdżał. Resztę dnia spędziła 

background image

na  porządkowaniu  i  pakowaniu  rzeczy  ciotki  Beth.  Ganek  przed 
frontowymi  drzwiami  był  zastawiony  pudłami  przeznaczonymi  dla 
opieki społecznej. Po długiej kąpieli ubrała się w sukienkę i założyła 
czerwone  rajstopy.  Na  kolację  zjadła  zupę  i  grzanki  z  serem. 
Następnie  ułożyła  się  wygodnie  na  kanapie  na  wprost  kominka  i 
czekała na Cabe’a. Zapukał do drzwi piętnaście po siódmej.  

Otworzyła mu i cofnęła się, aby mógł wejść do środka.  
– Witaj, Cabe.  
–  Oho!  –  powiedział,  ściągając  marynarkę.  –  Znowu  widzę 

gwiazdkowy prezent. Kocham prezenty.  

– Chodzi zapewne o rajstopy? 
–  Zgadza  się  –  odparł,  biorąc  ją  w  ramiona.  Pocałował  Penny 

namiętnie.  Bez  najmniejszego  wysiłku  wziął  ją  na  ręce  i  zaniósł  do 
pokoju.  Obsypywał  ją  pocałunkami,  przerywając  tylko  po  to,  aby 
nabrać  tchu.  Usiedli  na  kanapie.  Powoli  rozsuwał  zamek  sukienki. 
Kiedy dotknął jej piersi, dziewczyna jęknęła z rozkoszy.  

Czuła  ogromne  pożądanie.  Wiedziała,  że  Cabe  również  jest 

podniecony. Cieszyła się, że on pragnie jej tak samo, jak ona jego.  

Nagle odsunął się od niej.  
–  Cholera!  –  powiedział  przytłumionym  głosem.  –  Wybacz  mi. 

Zacząłem cię całować, a potem...  

– Cabe – przerwała mu. – Pragnę cię. Chcę się z tobą kochać.  
– Penny, dobrze wiesz jaką mam ochotę, ale muszę być pewien, że 

nadszedł właściwy czas i nie będziesz tego później żałować.  

–  Cabe,  czy  nie  widzisz,  że  to  dla  ciebie  taka  jestem?  Chcę  być 

twoją  słodką  Penny.  Tylko  twoją.  Kiedy  jesteśmy  we  dwoje,  nic 
innego  nie  ma  znaczenia.  Kochaj  mnie.  Przyrzekam  ci,  że  nie  będę 
tego żałowała. – Uśmiechnęła się do niego zalotnie.  

–  Nie  jestem  tego  tak  bardzo  pewien  –  odparł.  –  Ale  wiem  na 

pewno, że mam na ciebie straszną ochotę.  

– A ja na ciebie.  
Ześliznęła się z jego kolan i wyciągnęła do niego rękę.  
– Chodź ze mną, Cabe.  
Poprowadziła  go  po  schodach  na  górę,  a  potem  do  sypialni. 

Odeszła na bok i zdjęła rajstopy. Następnie rozpięła do końca suwak 
sukienki.  Stanęła  przed  nim  naga.  Mężczyzna  wstrzymał  oddech, 
patrząc na nią.  

–  Jesteś  najpiękniejszą  kobietą,  jaką  kiedykolwiek  widziałem  – 

background image

wyszeptał zachwycony.  

Ściągnął podkoszulek i rzucił go na podłogę. Kiedy zabierał się do 

ściągania spodni, Penny powstrzymała go.  

– Nie, zaczekaj! – zawołała.  
Podeszła i delikatnie położyła swe dłonie na opalonej, muskularnej 

klatce piersiowej mężczyzny.  

– Och, Cabe, to ty jesteś najpiękniejszy! 
Przesunęła palcami po barkach, po ramionach i na koniec wróciła 

do  potężnego  torsu.  Pośród  gęstych  włosów  na  piersiach  odnalazła 
sutki i czuła, jak naprężają się pod wpływem pieszczot.  

– Nie chcę, abyś myślała, że cię popędzam, Penny. Twoje ręce są 

wspaniałe, ale nie wiem, czy długo to wytrzymam.  

– Dobrze, Cabe.  
Podeszła do łóżka i ściągnęła kołdrę, a potem znowu przytuliła się 

do  Cabe’a.  Uniósł  ją  lekko  i  położył  na  białym,  chłodnym 
prześcieradle.  Kiedy  zdejmował  resztę  swego  ubrania,  dostrzegł,  że 
ona spogląda na niego ciekawie. Uśmiechnęła się i rozłożyła ramiona, 
gotowa go przyjąć. Przykrył ją swoim ciałem.  

– Chcę ci dać wszystko, skarbie. Chcę dać ci szczęście i rozkosz.  
– Wiem, że tak będzie, kochany.  
– Nawet nie domyślasz się, jak mi na tym zależy. Nigdy jeszcze tak 

się nie czułem. Jestem spięty i nie wiem...  

– Cabe, pocałuj mnie...  
Całował  i  pieścił,  aż  dziewczyna  zaczęła  krzyczeć,  aby 

powstrzymał  gorące  pożądanie.  Jego  usta  składały  hołd  zmysłowej 
kobiecości. Kiedy całował piersi, rękoma dotykał nagich ud.  

– Chyba naprawdę mnie pragniesz – zamruczał.  
– Naprawdę, Cabe. Tak bardzo chcę tego.  
Ale  ciągle  się  powstrzymywał,  doprowadzając  ją  do  szaleństwa 

swoimi  wyszukanymi  pieszczotami.  W  końcu  bezsilnie  położyła 
głowę  na  poduszce.  Oddech  mężczyzny  stał  się  chrapliwy,  mięśnie 
dygotały z emocji.  

– Cabe! 
Ten okrzyk sprawił, że przestał się kontrolować. Rozsunął jej uda.  
– To dla ciebie – wyszeptała. – Chcę dać to tylko tobie. Wszedł w 

nią... Nagle spojrzał na Penny ze zdumieniem.  

– Penny, czemu mi nie powiedziałaś, że jesteś dziewicą? Zamiast 

odpowiedzi przycisnęła obiema rękami jego pośladki, naprężyła uda i 

background image

uniosła biodra.  

– Kochaj mnie, Cabe.  
– Nie... mogę... się... już... powstrzymać...  
Zaczął  wykonywać  zdecydowane  ruchy,  tłumiąc  jej  szloch  i  ból 

pocałunkami.  Ciała  zaczęły  tańczyć  w  tym  samym  rytmie.  Penny 
nagle  znalazła  się  w  świecie  cudów,  który  przekraczał  jej 
dotychczasowe  wyobrażenie.  Przedtem  zastanawiała  się,  czym 
mogłaby  być  chwila  taka,  jak  ta.  Kiedy  Cabe  w  nią  wszedł,  czuła 
podniecenie w każdej części ciała. Nie zdawała sobie sprawy, co mu 
daje. Kiedy dostosowała się do rytmu kochanka, zorientowała się, że 
odchodzi z realnego świata. Znajdowała się gdzieś między fantazją a 
teraźniejszością.  

– Cabe. Och, Cabe, przytul mnie! 
– Jestem tu, nie bój się.  
W jednej sekundzie poczuła,  jak każdy kawałek  ciała rozpada się 

na  miliony  jeszcze  mniejszych  części.  Miała  wrażenie,  że  kolorowe 
światełka błyszczą w jej ciele.  

– Penny! – krzyknął Cabe. Podniósł głowę i wyprężył się.  
Powoli  powracała  do  rzeczywistości.  Nigdy  nie  była  tak 

szczęśliwa.  

Cabe  podniósł  się  i  zerknął  na  zarumienioną  twarz  ukochanej. 

Nagle jęknął i zamknął powieki.  

– Dobry Boże – wyszeptał. – Co ja najlepszego zrobiłem? 

background image

ROZDZIAŁ 4 

 

Kiedy Cabe odsunął się od niej, Penny przez moment miała wizję, 

że  jest  kryształowym  naczyniem,  które  znajduje  się  na  krawędzi 
urwistej skały. Wiedziała, że jeśli naczynie przechyli się, to spadnie i 
rozbije się na tysiące kawałków i zniknie... na zawsze.  

– Cabe? – wyszeptała drżącym głosem.  
Spojrzał  na  nią  czule,  a  ona  dostrzegła  ból  w  jego  oczach  i 

zmarszczkę między brwiami.  

–  Dlaczego?  –  zapytał  przejęty.  –  Dlaczego  mi  nie  powiedziałaś? 

Czekałaś  tak długo...  Nie zasłużyłem  na to,  Penny.  Nie  mam nic,  co 
mógłbym ci dać w zamian.  

Uśmiechnęła się szczęśliwa.  
–  Niczego  nie  żałuję,  Cabe.  Przecież  ci  to  obiecałam.  To  było 

piękne,  cudowne.  Dałeś  mi  siebie.  Byliśmy  razem,  tylko  ja  i  ty, 
dokładnie tak, jak miało być.  

– Ale... ale co z Penelopą? Wysłuchaj mnie, Penny. Od pierwszego 

naszego  spotkania  znaleźliśmy  się  w  bajkowym  świecie.  Był 
wyjątkowy, pełen spokoju, serdeczności i bliskości. Trudno mi dobrać 
słowa, aby go opisać, oddać piękno tego wszystkiego.  

– Wiem, co czujesz, Cabe.  
–  Nie  chce  mi  się  wierzyć,  że  przeszedłem  przez  to  piekło  – 

ciągnął, kręcąc głową. – Zdaje  mi się, że uciekałem od wszystkiego, 
czemu  powinienem  stawić  czoła  już  dawno.  A  wtedy  spotkałem 
ciebie. Ty również uciekałaś.  

Kiedy byliśmy razem, to wszystko nabierało sensu. Penny i Cabe, 

ludzie bez przeszłości, po prostu my.  

– I dalej tak jest powiedziała cicho.  
–  Nie  –  zaprzeczył.  Położył  się  i  zamknął  oczy.  –  Nie,  to  już 

koniec. Ty jesteś Penelopa. Kochałaś się z mężczyzną, którego ledwie 
znałaś.  Dotąd  byłaś  dziewicą,  co  świadczy  o  tym,  że  prowadziłaś 
bardzo  wstrzemięźliwe  życie.  Rzeczywiście,  ze  mną  była  Penny,  ale 
to  Penelopa  poniesie  konsekwencje.  Niech  to  szlag  trafi!  Naprawdę 
żałuję tego, co się stało.  

Penny usiadła na łóżku i otuliła się prześcieradłem.  
– Nie mam zamiaru słuchać tego, że jest ci przykro – odparła.  
– Do jasnej cholery! Usiadł i popatrzył jej w oczy.  

background image

– Oprzytomnij. Spójrz jakie są fakty. Kim ty właściwie jesteś? 
– Jestem Penny.  
– Nie, ty nazywasz się Penelopa! Ale Penelopa jak? Przedstaw się 

teraz facetowi, którego znasz od kilku dni, a już leżysz z nim naga w 
łóżku.  

– Przestań! 
–  To  moja  wina.  Jestem  odpowiedzialny  za  to,  co  się  stało,  –  To 

była również moja decyzja, Cabe – stwierdziła.  

–  Nie,  to  wina  Penny  i  mojego  pośpiechu.  Do  Ucha!  Przecież 

praktycznie  zmusiłem  cię,  abyś  została  moją  słodką  Penny,  bo  tak 
strasznie  cię  pragnąłem.  A  teraz  wszystko  skończone.  Prysnęła 
mydlana  bańka,  ale  muszę  wiedzieć,  czy  Penelopa  poradzi  sobie  z 
tym, co się stało z mojej winy. Kim ty jesteś? 

– Penny! – krzyknęła.  
–  Nie.  –  Ujął  ją  za  ramię  i  delikatnie  nim  potrząsnął.  –  Ty  jesteś 

Penelopa. Chcę poznać twoje nazwisko.  

Łzy spłynęły po jej policzkach.  
–  Penelopa  Fitzsimmons-Chapman!  –  wrzasnęła.  –  Zastępca 

prezesa  konsorcjum  bankowego  Chapman  and  Chapman  w  Detroit. 
Mój ojciec ma na imię Harold.  

– Harold Chapman? – powtórzył w osłupieniu. – Harold Chapman! 

Ty jesteś córką tego. geniusza i multimikonera? Jego zdjęcie było na 
okładce Time‘a, a wywiad w Good Morning, America. On...  

–  Cabe,  wiem,  kim  jest  mój  ojciec  przerwała,  patrząc  na  niego 

uważnie.  

– No tak, rzeczywiście – powiedział i potrząsnął głową. – O rany...  
Pomyślała, że teraz wszystko się zawali. Zawsze tak się kończyło. 

Kiedy  tylko  chłopcy  dowiadywali  się,  kto  jest  jej  ojcem,  tracili 
pewność  siebie  i  szybko  znikali  z  horyzontu.  Na  wszelki  wypadek 
traktowali Penny jak królewnę, aby nie narazić się na gniew króla. On 
także był najwyraźniej zaskoczony. Ten Cabe, który tak wiele dla niej 
znaczył,  zachowywał  się  dokładnie  w  ten  sam  sposób,  jak  reszta 
wielbicieli. Tak bardzo chciała, żeby nie był taki! 

– W porządku – rzekł nagle. – Uspokój się, dobrze? Wyciągnął się 

na łóżku i zachęcająco poklepał miejsce obok siebie.  

– Chodź do mnie.  
– Co takiego? 
– Połóż się obok, proszę.  

background image

Wahała się jeszcze przez chwilę, ale kiedy wyciągnął do niej rękę, 

przytuliła się i położyła głowę na jego ramieniu. Objął ją i delikatnie 
pogłaskał po plecach.  

–  Kiedy  zdecydowałaś  się  uciec  od  tego  zgiełku?  Nie  miałaś 

wielkiego  wyboru,  prawda?  –  zapytał  cudzym  głosem,  całując  czoło 
Penny. – Zaczynam pojmować, kim była Penelopa. Nic dziwnego, że 
byłaś... Chciałem powiedzieć, że rozumiem, dlaczego nie miałaś wielu 
prawdziwych przyjaciół ani kochanka. Facet, który zaczynał poważnie 
o  tobie  myśleć,  musiał  liczyć  się  z  możliwością  wypadku 
samochodowego albo z przypadkowym utonięciem w Detroit River.  

–  Coś  w  tym  rodzaju  –  odparła  Penny.  –  Mój  ojciec  nie  jest 

okrutny, ale jego władza sięga daleko. Z każdym mężczyzną, z którym 
mnie widziano, przeprowadzano małe dochodzenie. Niektórzy okazali 
się łowcami posagów. Inni natomiast, mimo że wydawali się uczciwi, 
nie byli w stanie sprostać wymaganiom ojca.  

– Nigdy się nie zbuntowałaś? 
–  Nawet  nie  próbowałam.  Ojciec  całe  życie  chciał  mieć  syna,  a 

urodziła  mu  się  córka.  Starałam  się  go  zadowolić.  W  szkole  byłam 
prymusem, aby udowodnić, że jestem tak samo inteligentna, jak syn, o 
którym marzył. Zaczął mnie akceptować, potem wtajemniczył mnie w 
strukturę  imperium  Chapmanów.  Stałam  się  jego  częścią.  Nie 
zadawałam zbędnych pytań, robiłam to, czego ode mnie wymagał.  

– Czy przez te wszystkie lata byłaś szczęśliwa? 
–  Chyba  tak,  nie  wiem.  Dopiero  w  ostatnim  czasie  poczułam  się 

jak  w  pułapce  bez  możliwości  ucieczki.  Tak  jakbym  traciła  część 
życia. Starałam się tłumić te uczucia, aby nie rujnować planów ojca. 
Kiedy umarła ciocia Beth, przyjazd do Meadow był czymś w rodzaju 
ucieczki.  A  potem  spotkałam  ciebie.  Polubiłeś  mnie,  tę  zwariowaną 
Penny. Nie masz pojęcia, jakie to dla mnie ważne, że zaakceptowałeś 
mnie  taką,  jaką  mnie  poznałeś.  Nie  mogę  teraz  cię  utracić  i  świata, 
który stworzyliśmy wspólnie. Zbyt długo na to czekałam.  

– Rozumiem – powiedział, głaszcząc jej włosy. – Naprawdę.  
–  Myślę,  że  rozumiesz.  –  Odwróciła  się,  aby  zobaczyć  twarz 

Cabe’a. – Och, nie mów, że jest ci przykro z powodu tego, co zaszło 
między  nami!  Wiem,  że  to  koniec,  ale  proszę,  nie  niszcz  tych  kilku 
chwil, jakie razem spędziliśmy. Pozwól mi się tym cieszyć.  

–  Koniec?  Nic  się  nie  skończyło  –  rzekł  stanowczym  głosem.  – 

Teraz  widzę  wszystko  w  zupełnie  innym  świetle.  Czy  sądzisz,  że 

background image

zamierzam  w  tej  chwili  ubrać  się  i  wyjść?  Myślisz,  że  mógłbym 
zniknąć z twojego życia na zawsze? 

– Tak właśnie myślę. Jestem Penelopą Chapman – odparła. – A nie 

twoją słodką Penny. Sam mówiłeś, że czas spojrzeć prawdzie w oczy. 
Nie ma już Penny.  

–  Penny  –  oznajmił,  całując  ją  w  usta  –  leży  teraz  w  moich 

ramionach. Moja Penny. Nie oddam cię bez walki.  

Spojrzała na niego zdziwiona.  
– Co takiego? 
– Dokładnie to, co słyszałaś. Nasz związek jest wyjątkowy. Serce i 

dusza należą do Penny. Ty jesteś moją cudowną Penny, prawda? 

– Ja... ja nie wiem.  
Ręką  dotknął  miękkich  piersi  kobiety;  głaskał  brodawkę,  aż 

stwardniała.  

– Powiedz mi – odezwał się, całując drugą pierś. – Powiedz, kim 

naprawdę  chcesz  być?  –  Jego  język  zostawiał  wilgotne  ślady  wokół 
piersi. – Powiedz. Muszę to wiedzieć.  

–  Ja...  Ach!  –  jęknęła,  czując,  jak  zaczyna  w  niej  płonąć  ogień 

pożądania. – Jestem tylko twoją Penny. Dobrze wiesz, kim chcę być, i 
zawsze bądź tego pewien. Ale to niemożliwe. Ja...  

–  Ciii  –  wyszeptał.  –  Nie  zamierzam  tak  po  prostu  cię  zostawić. 

Jestem dość  silny,  aby zabić wszystkie upiory i demony,  jakie dotąd 
mnie  męczyły,  teraz  mam  cel.  Ty  jesteś  wszystkim.  Przez  ostatnie 
sześć  miesięcy  nie  robiłem  nic,  poza  umartwianiem  się  i 
przepraszaniem  wszystkich,  że  żyję.  Ale  dosyć  tego.  Zmieniłaś  bieg 
mojego życia.  Mamy wielką szansę, Penny. Możemy nie być razem, 
jeśli  tak  zdecydujemy.  Ale  jeśli  postanowimy,  aby  to  nadal  trwało, 
nikt nam nie przeszkodzi.  

– Och, Cabe! To brzmi fantastycznie, ale nie masz pojęcia, czego 

się podejmujesz.  

– Ufasz mi? 
– Oczywiście, że ci ufam.  
– To damy sobie radę, moje śliczne kochanie.  
Pocałował  ją,  a  ona  w  odpowiedzi  zrobiła  to  samo.  Pieścił 

delikatne  ciało  Penny,  zaś  ona  głaskała  muskularne  ramiona 
kochanka.  Wspaniałe  przeżycia  unosiły  się  gdzieś  w  powietrzu. 
Zapomnieli, kim są i gdzie są. Całowali się, pieścili i obejmowali, aż 
do  bólu  i  utraty  tchu.  A  potem  stali  się  jednością,  ich  ciała  i  zmysły 

background image

połączyły się. Odnaleźli swój utracony raj.  

Leżeli później szczęśliwi i zaspokojeni. Penny ziewnęła.  
–  Idziemy  spać  –  powiedział  mężczyzna,  całując  ukochaną  na 

dobranoc.  

– Dziękuję, Cabe wymamrotała. – Dziękuj cza wszystko.  
Obejmował  ją  do  momentu,  kiedy  upewnił  się,  że  zasnęła.  Zgasił 

światło.  

– Cabe? 
– Myślałem, że już śpisz.  
–  Prawie  spałam,  ale  nagłe  dotarło  do  mnie,  że  ciągle  nie  znam 

twojego nazwiska.  

Zaśmiał się cicho.  
– Malone. Teraz zaśniesz? 
– Malone. Cabe Malone. Podoba mi się. Dobranoc.  
– Dobranoc, kochanie – odpowiedział.  
Znów  igrał  z  ogniem.  Harold  Chapman  był  jednym  z 

najbogatszych  i najbardziej  wpływowych ludzi w kraju.  Takie  płotki 
jak  Cabe  pożerał  na  śniadanie.  Był  naprawdę  groźny  dla  kogoś,  kto 
zdecydował  się  zagrać  mu  na  nosie.  Ale  tym  razem  nie  miał  nic  do 
gadania. Skoro postanowili z Petmy, że będą razem, to nawet Harold 
im nie przeszkodzi.  

„A jeśli przeszkodzi?” – pomyślał, i nerwowo przełknął ślinę. Był 

ciekawy,  jak  zachowa  się  Harold  Champan,  kiedy  Cabe  wejdzie  do 
biura  i  oświadczy,  że  spał  z  jego  córką.  Potem  powie,  że  całkiem 
możliwe, iż Penny urodzi wnuka, bo w ogóle nie pomyśleli, aby jakoś 
się  zabezpieczyć.  Malone  przez  moment  wyobraził  sobie,  jak  wpada 
do  Detroit  River  z  nogami  w  betonowych  butach.  Musiał  jak 
najszybciej  wymyślić  jakieś  rozważanie,  bo  inaczej  wszystko 
zakończy się bardzo źle i bardzo szybko.  

Z  drugiej  strony,  istniał  cień  nadziei  na  to,  że  Harold  Chapman 

przejrzy  wreszcie  na  oczy  i  zrozumie,  że  ma  mniejszy  wpływ  na 
córkę, niż niegdyś. Teraz Penny należała do Cabe

1

 a.  

Pocałował  dziewczynę  i  zamknął  oczy.  „Zapobieganie  ciąży?”  – 

zastanowił  się.  Nigdy  o  to  nie  dbał,  ale  teraz  będzie  musiał  o  tym 
pomyśleć.  Zbyt  wiele  znaczyła  w  jego  życiu,  by  mógł  zrobić  jej 
krzywdę.  Przez  sześć  miesięcy  był  zrozpaczony,  ale  dzięki  Penny 
znów  zaczął  żyć.  Była  rzeczywiście  wyjątkowa.  I  należała  tylko  do 
niego.  

background image

Poprawił kołdrę, po czym ułożył się na prawym boku i zasnął.  
 

*** 

Penny  obudziła  się  i  chciała  spojrzeć  na  ukochanego,  ale  miejsce 

obok  było  puste.  Zegar  wskazywał  kwadrans  po  dziewiątej.  Cabe 
wyszedł.  Dostrzegła  po  chwili  kartkę  papieru  leżącą  na  stoliku. 
Odrzuciła kołdrę i nie zważając na ból mięśni, przebiegła przez pokój.  

Na kartce odnalazła wiadomość:  
 
Penny, przyjdę po ciebie o szóstej wieczorem. Włóż dżinsy. W nocy 

jesteś równie piękna, jak w dzień.  

CM.  
 
Westchnęła  i  usiadła  na  łóżku.  „To  nie  był  sen”  –  pomyślała  z 

radością. Rzeczywiście kochała się z mężczyzną. Cabe Malone stał się 
jej  kochankiem.  Niczego  nie  żałowała,  wręcz  przeciwnie  –  była 
szczęśliwa.  

Nagle uprzytomniła sobie, że Cabe był tylko murarzem. Ojciec nie 

będzie  zachwycony  takim  partnerem  ani  tym,  co  się  stało  ubiegłej 
nocy.  Ogarnął  ją  lęk.  Nie,  nie  było  mowy  o  żadnych  gangsterskich 
metodach,  ale  raczej  o  piętrzeniu  przeszkód  w  pracy.  Również  tam, 
gdzie  Malone  by  się  pojawił,  odczuwałby,  że  nie  wolno  tak 
postępować z córką Chapmanów.  

Podjęła decyzję, ojciec nie może dowiedzieć się o Cabie. Tylko w 

ten sposób zyskają czas, aby przekonać się, co naprawdę ich łączy. Do 
tej pory wszystko doskonałe się układało, ale przyszedł moment, aby 
poznać  się  lepiej.  Powie  ojcu,  że  chce  zatrzymać  dom  cioci  Beth  i 
przyjeżdżać tu na weekendy. Tak, nie powinna kłamać, ale to jedyny 
sposób,  aby  mogli  być  razem.  Jeśli  będą  dostatecznie  dyskretni  w 
Meadow View, a w Detroit Penny odegra dumną i porządną Penelopę, 
to nikt o niczym się nie dowie.  

Kiedy  wchodziła  do  łazienki,  podśpiewywała,  zadowolona  ze 

swojej przebiegłości.  

 

*** 

Cabe  położył  bukiet  żółtych,  polnych  kwiatów  na  grobie  Karen  i 

stanął naprzeciwko pomnika.  

– Przyszedłem, aby się pożegnać, Jason – odezwał się cicho. – Nie 

background image

zrobiłem  tego  wcześniej,  bo  do  tej  pory  nie  mogłem  pogodzić  się  z 
myślą,  że  odszedłeś  na  zawsze.  Ale  coś  chyba  do  mnie  wreszcie 
dotarło.  Wybacz  Jase,  że  przez  ostatnie  miesiące  zachowywałem  się 
jak  wyjątkowy  głupiec.  Nie  martw  się  o  Holly.  Zatroszczę  się  o  nią 
tak, jakby była moją własną córką, przysięgam. Szkoda, że nie możesz 
poznać  mojej  nowej  dziewczyny.  Jestem  pewny,  że  spodobałaby  ci 
się. – Łzy napłynęły mu do oczu, poczuł dławienie w gardle. – Zostań 
w  spokoju,  Jase  –  wyszeptał.  –  Ze  mną  już  wszystko  w  porządku. 
Mam nadzieję, że ty i Karen jesteście razem.  

Nagły podmuch wiatru przeniósł kilka kwiatów z grobu Karen na 

mogiłę  Jasona.  Po  chwili  wiatr  ucichł,  pozostawiając  nieomal 
identyczne  bukiety  na  obu  grobach.  Cabe  przyglądał  się  im  w 
milczeniu, a potem odwrócił się i powoli ruszył w kierunku wyjścia.  

 
Kiedy Cabe przekroczył próg swego domu, napotkał pełne wyrzutu 

spojrzenie matki.  

–  Mamo,  nic  nie  mów  –  poprosił  i  ujął  ją  za  rękę.  –  Wiem, 

powinienem  był  zadzwonić.  Wszystko  co  mogę  powiedzieć,  to 
przepraszam. Czy teraz już się nie gniewasz? 

– Gniewam się.  
Podszedł do kredensu i nalał sobie filiżankę kawy.  
–  Czy  w  jej  domu  nie  ma  maszynki  do  golenia?  Wyglądasz  jak 

zbój.  

– To nie tak, jak myślisz, mamo odparł, opierając się o kredens. – 

Właściwie to masz rację, chociaż... niezupełnie.  

–  Cabe,  masz  trzydzieści  cztery  lata  i  nie  wymagam,  abyś  mówił 

mi,  gdzie  spędzasz  noce.  Ale  dopóki  mieszkasz  w  tym  domu, 
powinieneś się z nami liczyć. Niepokoiliśmy się o ciebie.  

– Masz rację, mamo, przepraszam.  
–  Zawsze  wracałeś  do  domu  przed  świtem,  aż  do  dzisiaj.  Och, 

Cabe!  –  westchnęła  Martha.  –  Czy  te  nocne  eskapady  naprawdę 
rozwiązują twoje problemy? 

– Nie – odparł, potrząsając głową. – Mamo, byłem na cmentarzu i 

pożegnałem  się  z  Jasonem.  Wiem,  że  trwało  to  o  sześć  miesięcy  za 
długo, ale wreszcie mam to za sobą.  

–  Dzięki  Bogu  –  powiedziała  Martha  i  serdecznie  go uściskała.  – 

Bardzo się o ciebie martwiłam.  

–  Proszę,  przebacz  mi,  że  zachowywałem  się  jak  głupiec.  Miałaś 

background image

dosyć problemów, a ja w niczym ci nie pomogłem.  

– Teraz to już nieważne. Cieszę się, że znowu jesteś sobą.  
– Możesz być spokojna, mamo. Czy nie masz nic przeciwko temu, 

żebym  zaprosił  dzisiaj  kogoś  na  obiad?  Ma  na  imię  Penny  i  z 
pewnością ci się spodoba.  

– Chcesz przyprowadzić tu swoją dziewczynę? 
–  To  nie  jest  zwyczajna  dziewczyna,  mamo!  –  zawołał  z 

uśmiechem. – To moja słodka Penny. Aha, na razie wie o mnie tyle, 
że jestem murarzem. Nie musisz jej wyprowadzać z błędu, rozumiesz? 
To świetnie, idę się kąpać.  

– Cabe! 
–  Później,  mamusiu.  Muszę  wziąć  prysznic  –  odpowiedział  i 

opuścił pokój, z impetem trzaskając drzwiami.  

–  Witaj  między  żywymi,  Cabe  –  rzekła  Martha  do  pustych  ścian. 

Jej oczy napełniły się łzami. – Witaj, synku.  

Penny ściągnęła pasek na biodrach. Była ubrana w błękitny sweter 

i dżinsy. Usłyszała pukanie i otworzyła drzwi.  

– Cześć, Cabe – powitała go z uśmiechem.  
Wyglądał  szałowo.  Miał  na  sobie  czarne  spodnie  i  czerwony 

sweter.  

– Cześć.  
Kiedy  patrzył  na  Penny,  pomyślał,  że  ładnie  wygląda  w 

niebieskim.  Sweter  był  śliczny,  ale  cieszył  się  już  tą  chwilą,  kiedy 
będzie mógł zdjąć z niej ubranie. Podszedł bliżej i wziął dziewczynę 
w  ramiona.  Pocałunek  był  długi  i  namiętny.  Kiedy  skończył,  Penny 
czuła drżenie kolan.  

– Idziemy? – zapytał.  
– Dokąd mnie zabierasz, Cabe? 
–  Na  obiad,  do  mojego  domu.  To  właściwie  jest  dom  moich 

rodziców,  mieszkam  u  nich  od  sześciu  miesięcy.  Moja  mama  ma  na 
imię Martha. To wspaniała kobieta. Myślę, że ją polubisz.  

– Czy to znaczy, że dziś poznam twoją rodzinę? 
–  Właśnie  tak.  Posłuchaj  uważnie,  jest  coś,  o  czym  musisz 

wiedzieć.  Miałem  brata  bliźniaka,  miał  na  imię  Jason  i  był  dla  mnie 
więcej,  niż  zwykłym  bratem.  Był  moim  najlepszym  przyjacielem. 
Sześć  miesięcy  temu  Jason  i  jego  żona  zginęli  w  wypadku 
samochodowym.  

– Och, Cabe, ja...  

background image

–  W  dniu  pogrzebu...  ojciec  miał  atak  apopleksji.  Teraz  jest 

częściowo  sparaliżowany,  ma  kłopoty  z  mówieniem.  Penny,  moje 
demony narodziły się dlatego, że nigdy naprawdę nie pogodziłem się 
ze śmiercią Jasona... W dniu, kiedy ojciec dostał wylewu, powiedział 
mi, że to ja powinienem zginąć.  

– Tak powiedział? Och, Cabe, on z pewnością tak nie myślał! 
–  Owszem,  myślał  –  odparł  cicho  Malone,  patrząc  na  nią.  –  Ale 

pogodziłem  się  z  tym.  Jason  był  dla  niego  wszystkim.  Ojciec 
spodziewał się, że obaj pójdziemy w jego ślady i będziemy rozwijali 
firmę  prawniczą.  Jasona  to  interesowało,  mnie  nigdy,  dlatego  ojciec 
uważał,  że  jestem  niewdzięcznym  buntownikiem.  Praktyka 
adwokacka była najważniejsza w jego życiu. Praca i Jason; powód do 
dumy  i  radości.  Po  wypadku  czułem  się  winny,  że  nie  zginąłem 
zamiast Jasona. Czy coś z tego rozumiesz? 

– Tak, Cabe. Przykro mi, że musiałeś przejść przez to wszystko.  
–  Dzięki  tobie  zdobyłem  siłę,  aby  przeciwstawić  się  moim 

demonom. Dziś rano byłem na cmentarzu i pożegnałem się z Jasonem. 
A co do ojca... – wzruszył ramionami – ... niestety nie mogę zmienić 
wszystkiego.  Zrobiłem  co  mogłem  i  zamierzam  na  tym  skończyć. 
Ojcem zaopiekowała się moja stara niania. Ma na imię Tillie. Ciągle 
się ze sobą przekomarzamy, szaleje za mną, ja zresztą za nią też. No i 
jeszcze jedno... Holly.  

– Holly? 
– Córka Jasona i Karen, ma sześć lat. Teraz to moja córka, Penny. 

Jestem jej prawnym opiekunem.  

– Inaczej mówiąc, jesteś... jesteś ojcem sześcioletniej dziewczynki? 

– zapytała Penny, szeroko otwierając oczy.  

–  Tak  –  odparł,  chowając  ręce  do  kieszeni.  –  Możesz  się  z  tym 

pogodzić? 

– Tak. Nie. Nie wiem – wyszeptała, rozkładając ręce. – Zbyt wiele 

niespodzianek, Cabe.  

‘ – Chyba tak, ale chciałem, żebyś wiedziała o wszystkim. I jeszcze 

coś. Dziękuję ci, Penny. Dziękuję, że jesteś sobą. Przy tobie zyskałem 
odwagę,  aby  przyjąć  życie  takim,  jakie  jest.  Dotąd  tylko  uciekałem. 
Od tej chwili będę lepszym ojcem dla Holly, lepszym synem dla mojej 
matki i lepszym partnerem dla ciebie. Jesteśmy parą wspólników. Ty 
pomożesz  mi  być  Cabe’em  Malone,  a  ja  pomogę  ci  być  Penny.  Nie 
Penelopą, ale Penny.  

background image

– Gdyby to rzeczywiście było tak proste, Cabe.  
–  Ależ  to  bułka  z  masłem  –  powiedział,  uśmiechając  się  do  niej 

szczerze. – Chodź do mnie i pocałuj mnie ostatni raz przed wyjściem.  

Penny oszołomiona siedziała w ciężarówce obok Cabe’a. Czuła się 

dziwnie  po  rewelacjach,  jakie  przed  chwilą  usłyszała.  Cabe  był 
opiekunem  sześcioletniego  dziecka.  Cabe  ojcem?  Czemu  nie? 
Prawdopodobnie  jest  wspaniałym  ojcem.  Była  wstrząśnięta  jego 
opowiadaniem o Holly, o utracie brata bliźniaka i o tym, jak zachował 
się  ojciec  Cabe’a  w  dniu  pogrzebu.  Nic  dziwnego,  że  trapiły  go  złe 
duchy.  Życie  doświadczyło  go  ciężko.  Powiedział,  że  mieszka  z 
rodzicami.  To  było  dla  Penny  zastanawiające.  Jako  murarz  mógł 
zarobić  dość  pieniędzy,  aby  zamieszkać  we  własnym  domu.  Czyżby 
wszystko  przepuszczał  na  wino,  kobiety  i  zabawę?  Zaraz,  zaraz. 
Przecież  Holly  także  mieszkała  w  domu  dziadków  i  to  był  zapewne 
powód,  dla  którego  i  on  był  tutaj.  Zastanawiała  się,  czy  go  o  to 
zapytać.  Mogło  go  to  urazić.  Nie  wiedziała,  jak  ma  się  zachować, 
pierwszy raz była w takiej sytuacji.  

Cabe  skręcił  na  podjazd  przed  domem,  a  Penny  z  ciekawością 

przyjrzała się budynkowi.  

– Jest prześliczny – rzekła.  
–  Tutaj  spędziłem  dzieciństwo.  Teraz  jest  za  duży  dla  mojej 

rodziny, ale mama mówi, że tu mieszkają wszystkie wspomnienia. To 
zdumiewające, że jeszcze stoi, zważywszy, jakimi diabłami byliśmy z 
Jasonem.  

– Byliście identyczni? 
–  Mhm  –  mruknął,  wyłączając  silnik.  –  I  wiele  razy  mieliśmy  z 

tego  powodu  niezłą  uciechę.  Wykonaliśmy  swego  czasu  kilka 
nieprzeciętnych numerków.  

– Masz dziwne imię, Cabe. – Uśmiechnęła się.  
– Kiedyś  też będę  miał bliźniaki.  Razem z Jasonem stanowiliśmy 

kapitalną parę. Byliśmy dobranymi kumplami.  

–  Brakuje  ci  go,  prawda?  –  zapytała  ze  wzruszeniem.  Ujął  ją  za 

rękę i zamyślił się.  

–  To  prawda  –  odparł,  wpatrując  się  w  splecione  ręce.  –  I 

prawdopodobnie  zawsze  będę  za  nim  tęsknił.  Po  ślubie  z  Karen  nie 
mogliśmy  już  być  ciągle  razem,  ale  więzy  krwi  pozostały.  – 
Roześmiał  się.  –  W  jakiś  miesiąc  po  ślubie  zrobiliśmy  Karen  kawał. 
Zamieniliśmy się ubraniami, Jase ukrył się w ogrodzie, a ja wszedłem 

background image

do  kuchni.  „Wróciłem  z  pracy,  kochanie!”  –  krzyknąłem.  Jego  żona, 
naprawdę  fantastyczna  kobieta,  natychmiast  spostrzegła  różnicę. 
Rzuciła  się  na  mnie  i  powiedziała:  „Mam  na  ciebie  straszną  ochotę, 
Cabe.  Zdejmij  szybko  spodnie,  zrobimy  to  na  stole  w  kuchni.  „ 
Myślałem,  że  padnę  trupem  na  miejscu.  Jason  usłyszał,  co  mówiła  i 
wszedł do domu tylnym wejściem dokładnie w chwili, kiedy zacząłem 
uciekać.  Wpadłem  na  niego  i  rozbiłem  mu  nos.  Karen  o  mało  nie 
udusiła się ze śmiechu. Zrobiła się sina i myślałem,  że trzeba będzie 
dzwonić po pogotowie.  

–  Z  tego,  co  tu  słyszę,  musieliście  być  rzeczywiście  wspaniali  – 

powiedziała Penny, ściskając dłoń Cabe’a.  

– Tak, to prawda. A teraz wejdźmy do środka.  
 
Kiedy  w  nocy  leżeli  obok  siebie  w  sypialni  ciotki  Beth,  Penny 

rozmyślała o tym, co się dziś wydarzyło. Emocje powoli opadały, ich 
pieszczoty łagodniały, zaspokojeni odpoczywali po miłosnym akcie.  

– Masz cudowną rodzinę – odezwała się.  
– Nie poznałaś ojca, ale Tillie mówiła, że nie czuł się dziś dobrze.  
– Rozumiem. Tillie jest wspaniała, a ty cały wieczór z niej kpiłeś, 

to nieładnie.  

– Ona to uwielbia – zachichotał.  
–  Twoja  mama  jest  niezwykle  ciepłą  i  dystyngowaną  kobietą. 

Dzięki  niej  od  pierwszej  chwili  poczułam  się  bezpieczna.  To  był 
bardzo miły wieczór, dziękuję, Cabe.  

– A Holly? – zapytał, głaszcząc ją po włosach. – Co myślisz o tym 

maluchu? 

–  Nigdy  wcześniej  nie  widziałam  tak  słodkiego  i  rozkosznego 

dzieciaka. Jest do ciebie podobna, inteligentna, dowcipna i uprzejma. 
Wiesz,  od  dawna  nie  rozmawiałam  z  żadnym  dzieckiem.  Aż  trudno 
uwierzyć,  ile  ona  ma  wiadomości  i  że  tak  bardzo  przejmuje  się 
problemami świata. Jest urocza, kiedy się śmieje. Ona...  

–  Dosyć  –  przerwał  Cabe  z  uśmiechem.  –  Musisz  chyba  założyć 

fanclub  Holly  Malone.  A  mówiąc  poważnie,  cieszę  się,  że  ją 
polubiłaś.  Byłem  w  szpitalu  tego  dnia,  kiedy  się  urodziła.  Boże! 
Wyglądała upiornie. Cała spuchnięta i czerwona, wrzeszczała jakby ją 
obdzierali ze skóry. Wyrosła na piękną pannę.  

–  Pasujecie  do  siebie.  Kiedy  ona  coś  mówi,  słuchasz  tego  z 

ogromnym  przejęciem,  tak  jakby  właśnie  to  było  najważniejsze. 

background image

Pamiętam, że kiedy byłam mała, moi rodzice ciągle narzekali, że ich 
denerwuję. Nie mogli się doczekać, kiedy dorosnę, aby porozmawiać 
o pieniądzach, rynkach zbytu i podobnych rzeczach.  

– Matka też taka była? 
–  Mama  jest  matematycznym  geniuszem.  Zajmuje  się  finansami 

naszej  firmy.  Zabiera  głos  tylko  w  najbardziej  karkołomnych 
przedsięwzięciach ojca. To tytan pracy, nie choruje, nie miewa złych 
nastrojów.  Jest  najszczęśliwsza,  kiedy  pracuje  nad  stertą  wydruków 
komputerowych  i  rachunków.  Po  tym,  co  teraz  usłyszałeś,  możesz 
pomyśleć, że coś im zarzucam. Przecież po tylu latach powinnam do 
nich  przywyknąć.  Naprawdę  nie  mam  pojęcia,  dlaczego  zaczęłam  o 
tym mówić.  

– Może dlatego, że cię słucham – powiedział Cabe.  
–  Masz  rację.  Przez  cale  życie  nie  miałam  przyjaciela,  z  którym 

mogłabym porozmawiać.  

– To kolejna rzecz, jakiej mnie nauczyłaś, Penny. Zrozumiałem, że 

chcę  być  zarówno  twoim  przyjaciel  ftn,  jak  i  kochankiem.  Przedtem 
zawsze  mogłem  porozmawiać  z  Jasonem.  Z  kobietami  ograniczałem 
się  wyłącznie  do  seksu.  Dopiero  kiedy  poznałem  ciebie,  pojąłem,  że 
może być inaczej.  

– Jestem bardzo szczęśliwa, że mi to mówisz, Cabe. Przez dłuższą 

chwilę leżeli obok siebie bez słowa.  

–  Muszę  poważnie  pomyśleć  o  Holly  –  odezwał  się  Cabe, 

przerywając ciszę. – Wiem, że dobrze jest jej z babcią, ale mama ma 
zbyt  wiele  kłopotów  z  ojcem.  Muszę  sam  stworzyć  dom  dla  Holly, 
zadbać  ojej  przyszłość.  Jak  dotąd  jeszcze  się  nad  tym  poważnie  nie 
zastanowiłem.  

– Co zamierzasz, Cabe? 
– Jeszcze nie wiem. Nie za bardzo mogę wyobrazić sobie Holly w 

moim  mieszkaniu  w  Detroit  Nie  ma  żadnych  dzieci  ani  podwórka, 
gdzie mogłaby się bawić.  

– Rozumiem. – Penny pokiwała głową.  
Czyli  Cabe  nie  był  utracjuszem.  Najął  się  do  pracy  w  Meadow 

View,  aby  być  bliżej  Holly,  a  szczęśliwym  zbiegiem  okoliczności 
mieszkał  w  Detroit  Miała  nadzieję,  że  w  Detroit  domy  buduje  się 
powoli. W Meadow View muszą zachowywać się bardzo dyskretnie i 
utrzymywać swój związek w tajemnicy. „A właściwie pod kołdrą” – 
zaśmiała się w duchu. Była nieprzyzwoita i wiedziała o tym. Jej życie 

background image

rozkwitło  później  niż  życie  innych  kobiet,  dlatego  tym  bardziej 
cieszyła ją każda minuta, którą spędza z Cabe’em.  

–  Wiesz  –  zaczął  mężczyzna,  przeciągając  się  –  nie  będę 

podejmował pochopnych decyzji. Holly jest zbyt ważna, a ja chcę dla 
niej  jak  najlepiej.  Muszę  to  przemyśleć.  Penny,  lepiej  będzie,  jeśli 
teraz pojadę do domu.  

– Wolałabym, żebyś został.  
–  Miło  byłoby  obudzić  się  rano  obok  ciebie,  ale  to  mogłoby 

skomplikować  parę  spraw.  Wpadnę  do  ciebie  jutro  podczas  przerwy 
obiadowej. Będziesz w tym czasie w domu? 

– Tak, mam tu jeszcze wiele pracy.  
–  Ale...  –  Pocałował  ją  w  szyję.  –  Znajdziesz  dla  mnie  chwilę 

czasu? 

Oblizała wargi.  
– Zrobimy sobie bardzo długą przerwę na obiad.  

background image

ROZDZIAŁ 5 

 

Następnego  dnia  w  południe  Cabe  przyjechał  do  Penny  i  ujrzał 

dwóch  mężczyzn  niosących  sofę.  Zmierzali  ku  ciężarówce 
zaparkowanej na podjeździe. Kiedy Cabe doszedł do drzwi, zobaczył 
następnych  dwóch  wynoszących  rzeczy.  Za  nimi  pojawiła  się 
uśmiechnięta Penny.  

–  Cabe!  –  zawołała,  ciesząc  się  z  jego  przybycia.  –  Jesteś 

niezwykle punktualny. Właśnie skończyłam.  

–  Dziękuję  pani  –  powiedział  jeden  z  tragarzy  po  otrzymaniu 

napiwku. – Jest pani bardzo hojna.  

–  Ależ  drobiazg  –  odparła  Penny.  –  Do  widzenia  panom.  – 

Spojrzała znów na Cabe’a. – Wejdź do środka i rozejrzyj się.  

Cabe  wszedł  do  domu.  Meble  w  saloniku  były  poustawiane. 

Pomyślał, że pokój stał się bardziej przytulny.  

–  Nieźle  –  stwierdził.  –  Co  planujesz?  Chcesz  podnieść  cenę  w 

przypadku ewentualnej sprzedaży? 

– Och, skądże! – odrzekła. – Nie ma mowy o sprzedaży. Będę tu 

wypoczywała w czasie weekendów. To miejsce właściwie jest dla nas, 
gdy  tylko  przeniosę  się  do  Detroit.  Będę  mogła  przyjeżdżać  tu  w 
każdy piątek wieczorem i nie będę musiała opuszczać tego miejsca aż 
do  późnego  popołudnia  w  niedzielę.  Jeżeli  nauczę  się  wcześnie 
wstawać, to zostanę do poniedziałku. Gdy spadnie śnieg, wtedy także 
nie  będzie  większego  –  problemu.  Tę  drogę  zawsze  odśnieżają  w 
pierwszej kolejności, więc...  

–  Chwileczkę  –  powiedział,  unosząc  dłoń.  –  Nie  tak  szybko.  A 

więc  mam siedzieć tu, w Meadow View, i wyczekiwać na ciebie, aż 
zjawisz się na weekend? 

–  Owszem.  Przecież  sam  mówiłeś,  Cabe,  że  potrzebujemy  dla 

siebie  trochę  czasu.  Musimy  poznać  się  nieco  lepiej.  A  gdzie  to 
zrobimy,  jeśli  nie  tutaj?  Ojciec  nie  będzie  się  sprzeciwiał  moim 
wyjazdom z Detroit w czasie weekendów. – Spojrzała na ukochanego. 
–  Nie  wyglądasz  na  specjalnie  uradowanego.  Myślałam,  że  będziesz 
się cieszył.  

– Cieszył? – Zmarszczył czoło i przejechał dłonią po włosach. – O 

nie, bynajmniej. Wygląda na to, że mam być facetem podkradającym 
całusy  swej  dziewczynie  w  tajemnicy  przed  rodzicami.  Nie  mam 

background image

ochoty  tkwić  całymi  dniami  tutaj,  w  Meadow  View,  podczas  gdy  ty 
będziesz  w  Detroit,  Penelopo.  Moim  zajęciem  będzie  czekanie  na 
upragnione  piątki.  Wtedy  ty  przemienisz  się  w  Penny  i  przyjedziesz 
do mnie. Co to, to nie.  

– Ale...  
–  Nie  –  przerwał  jej  władczym  tonem.  –  Wciąż  pozostaniemy  w 

świecie iluzji, nie rozumiesz? Penny i Cabe. Żadnych nazwisk. Penny 
i Cabe baraszkujący po kryjomu w łóżku w każdy weekend.  

Przymknęła powieki.  
– Nie bądź wulgarny.  
–  A  co,  u  diabła,  mam  powiedzieć?  Jak  zareaguje  wielki  Harold 

Chapman,  gdy  dowie  się,  że  jego  grzeczna  Penelopa  zadaje  się  z 
typowym  próżniakiem  z  klasy  średniej?  I  czy  sama  Penelopa 
Fitzsimmons  Chapman  pogodzi  się  z  nocnym  życiem,  jakie  będzie 
prowadziła?  Penny  uważa,  że  wszystko  gra,  ale  Penelopa?  Penelopa 
chce trzymać kochanka w ukryciu, by nie zaszkodził jej opinii. Nic z 
tego, moja pani. Nie podoba mi się ta gra.  

– Cholera, Cabe, to nie jest żadna gra! Chcę tylko, byśmy mieli dla 

siebie  trochę  czasu,  żeby  nie  mieszał  się  do  naszego  związku  mój 
ojciec. Nic nie zrozumiałeś.  

– Czyżby? Nie wydaje mi się. Odgrywasz Alicję z Krainy Czarów. 

Posłuchaj mnie, Penny. Będę spotykał się z tobą w Detroit tak samo 
jak w Meadow View albo nie będziemy widywać się wcale.  

– Co? – wyszeptała. – To szaleństwo. Mój ojciec...  
–  Mam  gdzieś  twojego  ojca!  –  warknął.  –  Chodzi  o  moją  własną 

dumę.  Nie  odpowiada  mi  rola  statysty,  zabawki  trzymanej  w 
zamkniętej szafie. Owszem, potrzebujemy dla siebie czasu, ale nic nie 
musimy ukrywać.  Inaczej to nic nie będzie warte.  Kiedy jedziesz  do 
Detroit? 

–  Dziś  po  południu.  Planowałam  jednak  wrócić  tu  w  piątek 

wieczorem, Cabe. Przypuszczałam, że spędzimy cały weekend razem.  

– Nie ma niczego złego w tym, że ludzie odseparowują się podczas 

weekendów od świata, Penny, ale to bez sensu udawać kogoś zupełnie 
innego  w  pozostałe  dni  tygodnia.  Nie  musimy  się  z  czymkolwiek 
kryć. Nawet jeśli inni myślą inaczej. Harold Chapman może wydawać 
polecenia tobie, lecz nie mnie.  

–  Cabe,  ty  go  nie  znasz  –  powiedziała  Penny  ze  złością.  –  Kiedy 

dowie  się  o  tobie,  zacznie  cię  szpiegować.  Przekona  się,  że  jesteś 

background image

zwykłym pracownikiem i...  

– Zwykłym pracownikiem – przerwał jej niespodziewanie. – I kimś 

zbyt miernym dla jego córeczki. No a co ze mną? Co ja jestem warty 
jako człowiek? Czy liczy się tylko pozycja zawodowa? 

– Dla niego tylko to.  
–  A  dla  ciebie?  Jak  Penelopa  ocenia  mężczyzn?  Jakie  stosuje 

kryteria? 

– Cabe, przestań! 
–  Przed  kim  ty  mnie  właściwie  ukrywasz?  Przed  swym  ojcem, 

Penny?  A  może  przed  innym  światem,  w  którym  żyje  Penelopa? 
Sądzisz,  że  mógłbym  przynosić  ci  tylko  wstyd  przed  twoimi 
zamożnymi przyjaciółmi. Czyż nie tak? 

–  Jesteś  niesprawiedliwy.  Mój  ojciec  ma  władzę  i  takie  podejście 

do życia, którego już nikt nie zmieni. Może odkryć, że straciłeś pracę i 
dowiedzieć  się,  że  nie  znalazłeś  jeszcze  nowej.  Jeśli  mamy  być  w 
przyszłości  parą,  to  Harold  Chapman  musi  nas  razem  zaakceptować. 
A na razie nie ma co ryzykować.  

– Ładnie powiedziane, ale nic z tego. Nie będę siedzieć tu i czekać 

jak posłuszny chłopczyk na każdy piątkowy wieczór. Dobrze; jedź do 
Detroit.  Znów  zamień  się  w  Penelopę.  Jeżeli  jednak  masz  zamiar 
powrócić  tu  w  piątek,  to  możesz  być  pewna,  że  ja  się  wycofuję  z 
takiego układu.  

– Cabe, proszę – powiedziała i przysunęła się bliżej.  
–  Nie.  –  Uniósł  dłoń.  –  Nie  podchodź  bliżej.  Gdybym  zaczął  cię 

całować, wtedy pewnie przystałbym na wszystko. Wracaj do Detroit, 
Penny. I pomyśl o tym, co mi zrobiłaś. Sama się przekonaj, ile znaczy 
dla  ciebie  tamten  świat.  Porozmawiaj  sama  ze  sobą,  z  Penelopa  z 
wyższych sfer. Nie będę twoim niedzielnym kochankiem. Zapamiętaj 
to sobie. – Odwrócił się w stronę drzwi. – Do zobaczenia.  

– Proszę, nie odchodź. Nie w ten sposób.  
–  Nie  zostawiłaś  mi  innego  wyjścia.  Jeżeli  zostanę,  zacznę  się  z 

tobą  kochać.  A  potem  już  zapewne  posłusznie  przytakiwać  głową. 
Złożę obietnicę, że będę siedział w ukryciu jak grzeczny chłopczyk i 
czekał,  aż  zacznę  pasować  do  twego  świata.  Wychodzę,  jestem 
zdecydowany.  Dzięki  temu  będziesz  miała  więcej  czasu  na 
rozmyślania. Zacznij już teraz.  

Wyszedł z domu i trzasnął za sobą drzwiami.  
–  Cabe!  –  zawołała.  –  Cabe  Malone,  jesteś  upartym, 

background image

nieprzejednanym człowiekiem! 

Zamrugała oczami, żeby powstrzymać łzy.  
Usiadła w fotelu i wpatrywała się w drzwi. Chciała, aby otworzyły 

się i żeby Cabe wszedł do domu. Jak przedtem, wziąłby ją w ramiona i 
całował  namiętnie.  Przyznałby  się  do  głupiego  zachowania  i 
stwierdziłby,  że  plan  spotkań  w  Meadow  View  był  najlepszym 
sposobem na utrzymanie ich związku.  

Drzwi  jednak  nie  otwierały  się  i  on  nie  wracał.  Łzy  zaczęły 

spływać  po  policzkach  Penny.  Doszła  do  wniosku,  że  Cabe  jest 
niesprawiedliwy.  Zachował  się  niczym  samiec,  a  jego  męska  duma 
ważniejsza  była  od  rozsądku.  „Grzeczny  chłopiec”  –  jak  mógł 
powiedzieć coś tak głupiego? Cóż złego, że dwoje ludzi spędza razem 
weekendy w Meadow View? 

„A  może  jednak  miał  rację?”  –  zastanawiała  się,  ocierając  z 

policzków łzy. Może podświadomie starała się oddzielać ekskluzywny 
świat Penelopy od rozkoszy, jakich doświadczała Penny? Jako Penny 
była  krucha  i  wrażliwa  niczym  dziecko  potrzebujące  pomocnej  ręki 
przy  stawianiu  pierwszych  kroków.  Czy  układając  swój  wspaniały 
plan, nie chciała przypadkiem rozgraniczyć miłostek Penny od prostej, 
nieurozmaiconej egzystencji Penelopy? 

–  To  nie  jest  uczciwe,  Penny  Chapman  ~  powiedziała  głośno  do 

siebie. – Nic dziwnego, że Cabe się wściekł.  

Ale  próbowała  przecież  ochronić  go  przed  gniewem  ojca. 

Mężczyzna mógł drogo zapłacić za tę przygodę z córką wpływowego 
człowieka. Przygodę? Boże, jakie to przygnębiające. Przecież tego nie 
można  nazwać  przygodą.  To  było  coś  wyjątkowego  i  prawdziwego. 
Spotkała niezwykłego, czułego, wspaniałego człowieka. Wiedziała, że 
ją kocha.  

Zastanawiała się,  czy zakochała się  w Cabie Malone? Poprzednio 

nie  czuła  mocnego  bicia  serca,  nie  była  doświadczona  w  miłości. 
Miłość mogła przemknąć jej koło nosa, a ona mogła nie zdawać sobie 
sprawy,  że  to  właśnie  było  to  wyjątkowe  uczucie!  Dopiero  teraz, 
dzięki  niemu,  poczuła  się  kobietą.  W  jaki  jednak  sposób  rozpoznać 
miłość? 

–  To  takie  skomplikowane  –  powiedziała,  przyciskając  dłonie  do 

rozpalonych policzków. Nagle dotarło do niej to, że Cabe  miał rację. 
W istocie musi przemyśleć niektóre rzeczy. Z zaczarowanego świata 
musiała  przenieść  się  do  Detroit,  zmierzyć  się  z  rzeczywistością, 

background image

oczyma  Penelopy  spojrzeć  na  wszystko,  co  przydarzyło  się  Penny.  I 
musiała  powtarzać  sobie,  że  mimo  wszystko  nie  stała  się 
schizofreniczką.  Ten  podział  na  Penny  i  Penelopę  stawał  się 
kompletną bzdurą! 

Wstała  i  powoli  ruszyła  po  schodach  do  góry,  by  spakować 

walizkę.  

 
Penny  stała  w  drzwiach  mieszkania  i  rozglądała  się  wokół,  jakby 

widziała to miejsce po raz pierwszy. Postawiła walizkę na podłodze i 
wolno  wkroczyła  do  środka.  Przystanęła  i  dotknęła  palcami  białego 
aksamitu, którym obita była sofa. Całe mieszkanie utrzymane było w 
podobnej tonacji; w bieli z elementami błękitu i różu.  

I nagle zrozumiała, że źle się tu czuje.  
Uświadomiła  sobie,  że  mieszkanie  przepełnione  było  chłodem. 

Brakowało tu ciepła i przytulności obecnego w domu ciotki Beth. W 
powietrzu  nie  roznosił  się  aromat  cynamonu.  Och,  było  ono  takie 
stylowe!  Tak  bardzo,  że  któregoś  razu  pewien  redaktor  chciał  zrobić 
zdjęcie  wnętrza  i  zaprezentować  w  swoim  magazynie.  Apartament 
wyglądał  jednak  obco,  tak  jakby  nikt  w  nim  nie  mieszkał. 
Przypominał wystawę w salonie meblowym.  

Spojrzała na swoje dżinsy, a potem na mebel. Nikt w dżinsach nie 

siadał dotąd na tej sofie. Nie bywali tu ludzie z potarganymi włosami, 
w  wytartych  spodniach  i  podkoszulkach.  Przychodzili  tu  jedynie 
ludzie  bogaci,  w  ubraniach  szytych  na  miarę.  Ich  fryzury  były 
doskonale  ułożone  przez  ekskluzywnych  fryzjerów.  A  ona  sama 
idealnie  spełniała  rolę  gospodyni,  rozdając  sztuczne  uśmiechy, 
wystrojona w drogą sukienkę. We właściwych momentach wybuchała 
śmiechem,  omawiała  ostatnio  wystawiane  sztuki  teatralne,  narzekała 
na  zaopatrzenie  sklepów.  Odgrywała  rolę  Penelopy  Fitzsimmons 
Chapman  i,  poza  paroma  momentami  zmęczenia,  nie  miała  ochoty, 
aby  zrezygnować  z  tak  dystyngowanej  roli...  aż  do  teraz.  Do  czasu 
pojawienia się Cabe’a.  

Tęskniła za nim.  
Pragnęła mieć go przy sobie. Chciała całować, pieścić, kochać się z 

nim.  

Chciała być Penny, a nie Penelopą.  
Poczuła, że drży. Raz jeszcze obejrzała duży pokój. Pomyślała, że 

jest naprawdę odpychający. I taki pusty... bez Cabe’a.  

background image

Jutro  pójdzie  do  firmy  ojca  jako  Penelopą.  Spotka  ojca  i  zacznie 

pracować. Wiedziała, że niczego nie będzie podejrzewał, nie dostrzeże 
żadnej zmiany w zachowaniu dobrze ułożonej córki. Ale ona zmieniła 
się, nauczyła się czegoś. Porzuciła swój bezpieczny kokon i w końcu 
stała  się  prawdziwą  kobietą.  Oddała  się  mężczyźnie  i  wiedziała,  że 
postąpiła słusznie.  

„Czy to była miłość?” – zastanawiała się. Czy ta bolesna tęsknota 

za  Cabe’em  Malone,  niemal  rozpaczliwe  pragnienie  jego  bliskości, 
było  świadectwem  prawdziwej  miłości?  Och,  gdyby  to  tylko 
wiedziała!  I  gdyby  znała  głębię  uczuć  Cabe’a.  Gdyby  wiedziała,  co 
przyniesie przyszłość. – Niezbyt wiele wiem – powiedziała do siebie, 
załamując ręce.  

 
Firma Chapman and Chapman mieściła się na najwyższym piętrze 

drapacza chmur w centrum Detroit.  Dywany i drogie meble w części 
recepcyjnej  wytwarzały  atmosferę,  w  której  ludzie  rozmawiali 
ściszonymi głosami.  

Penny wysiadła z windy i rozejrzała się. Doświadczyła podobnego 

uczucia,  jak  wówczas,  gdy  wchodziła  do  własnego  mieszkania  –  tak 
jakby  te  biura  i  gabinety  widziała  pierwszy  raz.  Wspaniale  tu,  lecz 
nudno. O sobie samej mogła pomyśleć dziś podobnie: atrakcyjna, ale 
sztuczna.  Ubrała  piękną,  szarą  garsonkę  i  różową  bluzkę  z  jedwabiu. 
Włosy  upięła  w  mały  kok,  a  piegi  skrupulatnie  zatuszowała 
makijażem.  Była  uosobieniem  dostojności  i  powagi.  Atrakcyjna,  ale 
niestety sztuczna.  

Skinęła głową recepcjoniście i korytarzem skierowała się do swego 

gabinetu. Osobista sekretarka, niezwykle systematyczna kobieta, która 
zawsze nazywała ją „panią Chapman”, przywitała się i wręczyła plik 
informacji.  Nazbierało  się  tego  dosyć  dużo  podczas  nieobecności 
Penelopy.  Penny  mruknęła  coś  o  nie  cierpiącej  zwłoki  rozmowie 
telefonicznej i szybko przeszła do swego gabinetu. Zatrzasnęła drzwi i 
oparła się o nie. Potem zamknęła oczy i głęboko westchnęła.  

Naprawdę nie chciała tu być! To był gabinet Penelopy, jej świata, a 

tak bardzo chciała pozostać Penny! 

Otworzyła  oczy.  Promienie  słońca  wpadały  przez  wielkie  okno, 

połyskiwały  na  blacie  biurka,  srebrzystych  oparciach  szarych  foteli, 
szklanym  stoliku.  W  szafce  ze  szkła  i  metalu  znajdowały  się 
kryształowe szklaneczki.  

background image

najlepsze  trunki  i  nowoczesna  stereofoniczna  wieża.  Drzwi  w 

ścianie  prowadziły  do  łazienki  wyłożonej  czarnymi  i  białymi 
kafelkami.  

Wszystko  było  w  najlepszym  gatunku.  Tu  od  lat  pracowała  bez 

wytchnienia Penelopa Fitzsimmons Chapman, by nie rzucić cienia na 
wielkie nazwisko, jakie nosiła.  

Penny jednak pragnęła się stąd wydostać.  
Niepewnym  krokiem  podeszła  do  biurka  i  usiadła  na  mięciutkim 

skórzanym  fotelu.  Przycisnęła  palce  do  pulsujących  skroni.  Jeden 
obraz pozostawał wciąż w jej myślach. Obraz Cabe’a.  

Cabe. Piękne, błękitne oczy, płowe włosy, szerokie barki i szczupłe 

biodra;  dołek  na  podbródku  i  ujmujący  uśmiech.  Cabe,  który  tyle 
wycierpiał  po  utracie  brata.  Mimo  depresji,  w  jaką  popadł  po  tym 
wypadku i po tylu złych słowach, które usłyszał od ojca, otrząsnął się. 
Cudowny Cabe zbliżył się do niej z otwartymi ramionami.  

Dlaczego  uciekła,  przecież  zaakceptowała  go  takim,  jakim  był? 

Przyjęła to, co zaofiarował jej ten szczery i prostolinijny mężczyzna. 
Przyjęła  pomocną  dłoń  i  zaufała  mu.  Pragnęła  go  i,  co  więcej,  nie 
ukrywała  przed  nim  silnego  pożądania.  Kiedy  się  kochali,  zaspokoił 
jej  ciało  i  duszę.  Z  Cabe’em,  tylko  z  nim,  mogła  czuć  się  jak 
prawdziwa kobieta.  

Kochała go.  
Tutaj,  w  spokojnym,  nasłonecznionym  pokoju,  Penny  Chapman 

zrozumiała, że kocha Cabe’a Malone. To, co uprzednio przypominało 
chaos, obecnie stało się krystalicznie jasne. Penny i Cabe. Razem.  

Dźwięk  telefonu  na  biurku  przestraszył  ją,  prawie  krzyknęła. 

Zamrugała powiekami; powoli wróciła do rzeczywistości i podniosła 
słuchawkę.  

– Tak? 
– Dzwoni Clifford Meredith – poinformowała zwięźle sekretarka.  
– Dziękuję – powiedziała i westchnęła, wciskając guzik. Strasznie 

nie chciała być tutaj! Po chwili wahania odezwała się do słuchawki. – 
Clifford?  Mam  dobre  wieści.  Możemy  zaproponować  ci  zaliczkę  w 
wysokości  dwóch  milionów  na  warunkach  zawartych  w  umowie. 
Kiedy zjawisz się, żeby podpisać papiery, czek będzie gotowy.  

–  Fantastycznie.  Wiedziałem,  że  to  załatwisz,  Penelopo.  Miała 

ochotę sprostować, że jest Penny.  

– Jesteś niezrównana – kontynuował Clifford. – Może z tej okazji 

background image

zjemy razem lunch? 

– Przykro mi, ale nie mogę. Muszę ostro wziąć się do pracy.  
– No to zapraszam cię na kolację w przyszłym tygodniu. Dziś po 

południu wpadnę podpisać papiery i odebrać czek.  

Chciała  mu  powiedzieć,  co  może  sobie  zrobić  z  tym  czekiem. 

Uśmiechnęła się. O, nieładnie. Bardzo nieładnie.  

–  Dobrze  –  odparła,  powstrzymując  się  od  śmiechu.  –  Na  razie, 

Clifford.  

– Cześć, Penelopo.  
Zrobiła głupkowatą minę i odłożyła słuchawkę.  
– Penny! – poprawiła na głos. Westchnęła z rezygnacją i zajęła się 

pracą.  

Harold  Chapman  patrzył  na  człowieka  siedzącego  w  fotelu  po 

przeciwnej stronie masywnego biurka.  

–  Chyba  rozumiesz  –  odezwał  się  –  że  nie  przyjmuję 

nieumówionych uprzednio wizyt. Dla ciebie zrobiłem wyjątek z uwagi 
na fakt, że Matthew Malone to twój ojciec. Byłem bardzo zmartwiony, 
słysząc  o  zawale  Matta  i  śmierci  twojego  brata.  Łączyło  nas  sporo 
wspólnych spraw. Kiedy zachorował, uzmysłowiłem sobie, jak szybko 
płynie  czas.  Nie  wyobrażaliśmy  sobie,  że  kiedyś  będziemy  starsi. 
Przekaż  Mattowi  moje  pozdrowienia.  –  Przerwał  na  chwilę.  –  Tak 
więc, Cabe, co mogę dla ciebie zrobić? 

Cabe  patrzył  w  oczy  Harolda  Chapmana  i  walczył  z  ogromnym 

pragnieniem rozluźnienia krawata, który nagle wydał się zbyt ciasny. 
Pomyślał,  że  cholernie  nie  cierpi  krawatów.  No  i  czuł  się  raczej 
nieswojo  w  garniturze  z  kamizelką.  Chciał  się  jednak  porządnie 
prezentować, podciął więc nawet włosy. Teraz odchrząknął.  

– Jestem zakochany w pańskiej córce.  
„Zdumiewające  –  pomyślał  Cabe.  –  Bardzo  zdumiewające  jakim 

cudem  w  ułamku  sekundy  twarz  Harolda  Chapmana  nabrała  koloru 
purpury. „ 

–  Ty...  –  Harold  przerwał  i  zaczerpnął  powietrza.  –  Ty  kochasz 

moją córkę? 

– Tak, proszę pana – odpowiedział uprzejmie Cabe. – A ponieważ 

jestem dosyć staroświecki, pomyślałem, że najpierw powinienem pana 
poinformować o tym fakcie.  

Wyciągnął  z  kieszeni  kartę  z  zarejestrowanymi  komputerowo 

informacjami i położył to na blacie.  

background image

–  Oto  moja  karta.  Oszczędzi  pan  sobie  trochę  czasu  na 

gromadzenie informacji o mnie. Kieruję firmą „Malone Construction”. 
Nie powiem, ile zarabiam, bo to moja wyłącznie sprawa i nie ma nic 
wspólnego  z  moją  miłością  do  Penny.  I  tak  dowie  się  pan  o  mnie 
wszystkiego,  co  będzie  pan  chciał,  moja  pomoc  w  tym  ograniczy  się 
jednak do przekazania panu tej karty.  

Harold poderwał się na nogi i przechylił się przez biurko, opierając 

dłonie na blacie. Twarz wciąż mu płonęła.  

– Co ty sobie, do jasnej cholery, wyobrażasz?! Kim ty jesteś? 
Cabe  powoli  podniósł  się,  wytrzymując  wściekłe  spojrzenie 

Harolda.  

– Dobrze pan wie.  Nazywam się Cabe Malone,  imiona rodziców: 

Martha  i  Matthew,  brat  Jason.  Jestem  człowiekiem,  panie  Chapman, 
który zamierza poślubić pańską córkę.  

Harold  otworzył  usta,  ale  niczego  nie  powiedział.  Wcisnął  za  to 

guzik na blacie.  

„Otóż to – pomyślał Cabe. – Chapman wezwał swoich goryli, który 

wyłamią  mi palce,  wsadzą nogi w cement i wrzucą do rzeki!”  Teraz 
nie  mógł  się  denerwować.  Rozgrywała  się  przyszłość  jego  i  Penny. 
Naturalnie, jeśli dane mu będzie jeszcze trochę pożyć.  

– Leslie! – zawołał Harold nieswoim głosem. – Powiedz Penelopie, 

że ma natychmiast przyjść do mojego gabinetu.  

Cabe zmartwił się. Był fantastą, oczekując, że uda mu się wszystko 

załatwić  z  Haroldem,  bez  udziału  Penny.  A  teraz  dojdzie  do  tej 
potrójnej konfrontacji, która skończy się pewnie trzęsieniem ziemi. Za 
chwilę  sporo  się  będzie  działo  i  należało  zachować  spokój.  Przecież 
sam planował tę  wizytę, odkąd tylko Penny opuściła  Meadow View. 
Czuł, że właśnie teraz musi zrealizować swoje zamiary.  

Kiedy  drzwi  otworzyły  się,  odwrócił  głowę,  by  zobaczyć  Penny 

wchodzącą  do  gabinetu  ojca.  Penelopa  Fitzsimmons  Chapman  we 
własnej osobie. Cabe jednak wiedział, że to tylko pozory. Rozpoznał 
cudowną Penny, kobietę, którą kochał.  

– Dzień dobry – odezwała się. – Chciałeś mnie widzieć...  
Naraz  dostrzegła  Cabe’a  i  stanęła  jak  wryta.  Z  niedowierzaniem 

spoglądała na sylwetkę znanego mężczyzny.  

– Cabe? – wyszeptała.  
–  Cześć  –  powiedział  i  obdarzył  ją  swym  olśniewającym 

uśmiechem. – Jak się masz? 

background image

Penny przyjrzała mu się uważnie.  
–  Co  ty  tu  robisz?  –  zapytała  półgłosem.  –  Co  się  stało  z  twoimi 

włosami? Dlaczego ubrałeś ten garnitur? 

– Czy mam po kolei odpowiedzieć na te pytania? 
–  Penelopo  –  wtrącił  Harold  –  ów  młody  człowiek  miał  czelność 

przyjść do mojego gabinetu i powiedzieć, że...  

–  Stop!  –  krzyknął  Cabe.  –  Ja  jej  powinienem  to  wyznać.  Dotąd 

jeszcze nie miałem sposobności.  

–  Wyznać?  Co  takiego?  –  wyjąkała  Penny.  Spojrzała  na  Cabe’a, 

następnie na ojca, potem ponownie na Cabe’a.  

–  Wyznać,  że  kocham  cię  i  chcę  się  z  tobą  ożenić  –  wyjawił 

mężczyzna, nie ukrywając swojej radości.  

~ Słucham? – Nagle ugięły się pod nią nogi i oszołomiona opadła 

na fotel. – Co takiego? 

– Kocham cię i pragnę cię poślubić. Pewnie wolałabyś to usłyszeć 

w  bardziej  romantycznych  okolicznościach.  Przepraszam  cię  za  to. 
Przyszedłem powiadomić o swych zamiarach twojego ojca, bo tak to 
się  właśnie  odbywało  w  dawnych  czasach  i  myślę,  że  to  całkiem 
mądry zwyczaj.  

– Penelopo! – wrzasnął Harold. – Kim jest ten człowiek!? 
Cabe westchnął.  
–  To  już  wyjaśniłem.  Jestem  Cabe  Malone,  syn  Marthy  i 

Matthewa...  

– Proszę się zamknąć – polecił Harold. Cabe wzruszył ramionami i 

zamilkł.  

– Co ty na to, Penelopo? 
– Nie Penelopo, lecz Penny – odezwał się Cabe. Harold spojrzał na 

niego zdumiony. Cabe ponownie zamilkł.  

– No? – zapytał Harold, patrząc na córkę.  
–  Chcesz  wiedzieć,  kim  jest  ten  człowiek?  –  powtórzyła. 

„Wymyślę coś” – przemknęło jej przez myśl.  

Cabe wyglądał tak pięknie, jak z okładki któregoś z żurnali męskiej 

mody.  Co  stało  się  jednak  z  jego  włosami?  Kochał  ją?  Chciał  ją 
poślubić? 

– Penelopo – ponaglił Harold – zaczynam tracić cierpliwość.  
– Co? – Odwróciła się do ojca. – Ja... w życiu go nie widziałam – 

powiedziała pośpiesznie. „O Boże, co ja plotę?” – pomyślała.  

Cabe wybuchnął śmiechem.  

background image

– Świetny dowcip. Bardzo mi się spodobał.  
– Milczeć! – rzucił Harold.  
– W porządku – rzekł. – Obiecuję.  
– Nie wierzę ci! – zawołał Harold do Penelopy.  
– Ja sobie także, ojcze.  
– Pytam jeszcze raz – rzekł Harold, podnosząc wizytówkę gościa. – 

Co  łączy  cię  z...  –  Spojrzał  na  kartę.  –  Z  Cabe’em  Malone,  szefem 
firmy „Malone Construetion”? 

Cabe  patrzył,  jak  Penny  powoli  wstaje  i  przygląda  mu  się 

badawczo. Miała nie lada problem do rozwiązania. Była wściekła, jej 
oczy  płonęły,  policzki  zaróżowiły  się,  piegi  stały  się  zauważalne 
nawet pod warstwą makijażu.  

– Szef „Malone Construetion”? – powtórzyła z niedowierzaniem. – 

Czy nie jesteś przypadkiem umorusanym pracownikiem w roboczych 
spodniach? 

– Czasem może tak. Ale nie wyjawiłem ci wszystkiego.  
– A więc okłamywałeś mnie! – wrzasnęła.  
– Z pewnością nie – odparł niewzruszony. – Po prostu i ..  
nie poinformowałem cię o pewnych szczegółach, to wszystko.  
–  Szczegółach?!  Myślałam,  że  jesteś...  A  okazałeś  się... 

Wprowadziłeś mnie w błąd, panie Malone.  

– Niepodobnego.  
–  Milczeć!  –  krzyknął  Harold.  –  Żądam,  żebyś  udzieliła  mi 

wyjaśnień, Penelopo. Co cię łączy z tym mężczyzną? 

Odwróciła się, jej oczy błyszczały.  
–  Ty  żądasz?  Żądasz?  W  porządku,  więc  posłuchaj.  Ten 

mężczyzna... – wskazała na Cabe’a. – ... jest moim kochankiem! 

„No, no” – pomyślał Cabe.  
– Wielkie nieba – wyszeptała Penny, dłonią zasłaniając usta. – Co 

ja narobiłam! 

Harold usiadł w fotelu.  
– Twoim... kochankiem? – wymamrotał.  
– Nie jestem pewna – odpowiedziała.  
–  Pozwól,  że  pomogę  ci  usiąść,  kochanie  –  zaproponował  Cabe, 

ruszając w jej kierunku.  

– Nie dotykaj mnie. Jesteś niepoprawny, Cabe Malone. Oszukałeś 

mnie,  mówiąc mi, że jesteś murarzem, a w rzeczywistości wcale nim 
nie byłeś. – Jej oczy napełniły się łzami. – Myślałam, że nasz związek 

background image

opierał  się  na  uczciwości,  był  czymś  niezwykłym  i  realnym. 
Uwielbiałam twoje wytarte dżinsy i potargane włosy, ale to była tylko 
poza, jaką przybierałeś.  

– To nie była poza – odparł spokojnie. – To był prawdziwy Cabe; 

Cabe,  którego  akceptowałaś  takim,  jakim  był.  Tak  jak  ja 
akceptowałem  Penny.  Przepraszam,  że  nie  powiedziałem  ci  o  swojej 
firmie.  Mogłem  to  zrobić,  wiem,  no  ale  teraz  już  wiesz  i  nie  da  się 
cofnąć czasu. Ciągle jesteśmy parą: Penny i Cabe.  

– Nie odrzekła, potrząsając głową. – Popatrz na siebie.  
Masz  garnitur  prosto  od  krawca.  Nie  cierpię  go.  No  i  ta  twoja 

starannie ułożona fryzura. Wcale mi się nie podoba.  

– Moje ciało nie zmieniło się jednak – stwierdził z uśmiechem. – A 

przecież to właśnie uwielbiasz.  

– Ach! – krzyknęła. – Zamknij się.  
–  Zdaje  się,  że  wy,  Chapmanowie,  bardzo  lubicie  ten  zwrot  – 

odparł, mrugając oczami.  

– Mam tego dosyć – rzekł Harold i uderzył pięścią w blat. – Chcę, 

żebyś  stąd  wyszedł,  Maione.  Chcę,  żebyś  wyszedł  z  tego  gabinetu  i 
odczepił się od mojej córki. Czy wyraziłem się jasno? 

Cabe oparł się o biurko i zbliżył do Harolda.  
–  Mało  mnie  obchodzi,  co  pan  chce,  panie  Chapman.  Może  pan 

zrobić  wszystko.  Jednak  nie  zdoła  mnie  pan  powstrzymać.  Jestem 
zakochany w Penny. Jest moja. Jasne? Penny jest moja! 

–  Do  diabła!  –  wrzasnął  Harold.  –  Zniszczę  cię,  Maione.  Jeszcze 

nikomu  nie  udało  się  odebrać  mojej  własności.  Penelopa  należy  do 
mnie.  Tak  było  zawsze  i  nie  zmieni  się,  aż  postanowię  inaczej.  A  ty 
jesteś  skończony  w  mieście.  Możesz  pożegnać  się  ze  swoją  firmą, 
najlepiej zrób to od razu. Penelopa nosi nazwisko Chapman. Zrobi to, 
co jej powiem. Ona należy do mnie! 

–  Nie!  –  przerwała  Penny,  niemal  zanosząc  się  płaczem.  –  Obaj 

idźcie do wszystkich diabłów! 

Cabe odwrócił się.  
– Penny...  
– Nie... – Zaczęła cofać się do wyjścia. – Obaj jesteście tacy sami. 

Wyglądacie jak dwa psy żrące się o kość. Nic z tego. – Łzy spłynęły 
jej  po  policzku.  –  Nie  jestem  ani  twoją  Penny,  ani  twoją  Penelopa. 
Jestem sobą i taka pozostanę. Należę jedynie do siebie. Trzymajcie się 
ode  mnie  z  dala,  obaj.  Trzymajcie  się  z  dala  od  mojego  życia!  – 

background image

Odwróciła się i wybiegła z gabinetu.  

– Penny! – zawołał Cabe.  
– Penelopo! – krzyknął Harold. Nie usłyszeli odpowiedzi.  
– Cholera! – zaklął Cabe.  
–  Nigdy  dotąd  nie  widziałem  córki  w  takim  stanie  –  stwierdził 

Harold.  –  Nie  płakała,  nie  krzyczała.  Zawsze  była  taka  spokojna  i 
zrównoważona.  

–  Jak  każdy  z  rodu  Chapmanów?  –  zapytał  Cabe,  zwracając  się 

ponownie  do  Harolda.  –  Jak  zaprogramowany  robot?  Nawet  pan  jej 
nie znał, panie Chapman. Ja wcześniej widziałem, jak płacze i jak się 
śmieje.  Była  sobą;  Penny.  Rozpuszczała  włosy,  zakładała  stare 
ubranie  i  jeździła  furgonetką.  Akceptowała  mnie  i  nie  chciała,  abym 
się zmienił. Nie dbała o to, jakie zajmuję stanowisko.  

– Malone ja...  
–  Nie,  proszę  mnie  wysłuchać.  Kocham  tę  kobietę.  Jest  całym 

moim życiem, tylko dla niej istnieję. Wspomniał pan o zawale mojego 
ojca i o tym, jak szybko przemija czas. Pewnego dnia obudzi się pan i 
odkryje,  że  jest  starcem,  który  nigdy  nie  zdołał  poznać  własnego 
dziecka.  Lecz  ja  ją  znam  i  nie  chcę  jej  utracić.  Pan  może  mi 
zaszkodzić,  może  pan  zniszczyć  moją  firmę.  To  mnie  jednak  nie 
powstrzyma. Do końca będę walczył o miłość Penny.  

Harold  usiadł  w  skórzanym  fotelu  i  wpatrywał  się  w  Cabe’a. 

Upływały sekundy, minuty, a milczenie stawało się nie do zniesienia. 
Obaj  patrzyli  sobie  prosto  w  oczy.  Cabe  wiedział,  że  Harold  próbuje 
go złamać. Nie przejmował się tym jednak. Liczyła się tylko Penny.  

– Cabe – Harold odezwał się w końcu nieswoim głosem – uczyń ją 

szczęśliwą.  Mnie  i  matce  najwyraźniej  nigdy  się  to  nie  udało.  Niech 
jej oczy znów zaczną błyszczeć. Spraw, by zaczęła się głośno śmiać. 
Kochaj ją, synu, z takim uporem, z jakim przeciwstawiłeś się dzisiaj 
mnie.  

– Zamierzam to zrobić – odrzekł Cabe. – I jeszcze jedno. Ona ma 

na imię Penny.  

– Penny – powtórzył Harold i uśmiechnął się. Cabe odwrócił się i 

ruszył w stronę wyjścia.  

– Kocham ją oznajmił cicho.  

background image

ROZDZIAŁ 6 

 

Tak  jak  każdej  soboty  podczas  ostatnich  czterech  miesięcy,  Cabe 

zatrzymał  swą  ciężarówkę  przed  domem  w  Willow.  Oparł  się  na 
kierownicy i przechylił, żeby dokładniej spojrzeć na ciemny budynek. 
Marzył, że oto drzwi otwierają się i wybiega z nich Penny, aby się z 
nim  przywitać.  Ale  żadnej  z  owych  minionych  sobót  nie  spotkał 
Penny.  

Westchnął  i  rozparł  się  na  siedzeniu.  „Niebywałe  –  pomyślał.  – 

Niewiarygodne,  że  najlepsi  detektywi  w  kraju,  wynajęci  przez 
Harolda  Champana  nie  potrafili  od czterech  miesięcy  odnaleźć  córki 
milionera.  Tak,  jakby  zapadła  się  pod  ziemię.  Gdyby  nie  fakt,  że  w 
czasie  Bożego  Narodzenia  złożyła  matce  telefoniczne  życzenia, 
zaczęto by podejrzewać, iż nie żyje.” 

Cabe  uderzył  dłonią  w  kierownicę.  Do  diabła,  gdzież  jest  jego 

ukochana?  Tak  bardzo  za  nią  tęsknił.  Pragnął  ją  spotkać,  wziąć  w 
ramiona,  powiedzieć,  jak  bardzo  ją  kocha.  Mógł  zamknąć  oczy  i 
wyobrazić sobie jej wizerunek, uśmiech, usłyszeć ukochany szczebiot. 
Zaraz potem przypomniał sobie jednak, jak rozpłakała się w gabinecie 
ojca. Uciekła od dwóch mężczyzn, którzy zranili jej uczucia.  

Energicznie  przekręcił  kluczyk  w  stacyjce  i  powoli  odjechał. 

Ostatnio  dowiedział  się,  że  Chapman  podupadł  na  zdrowiu.  Stary 
Harold  obsesyjnie  starał  się  odszukać  Penny,  prawie  nie  sypiał  i 
niemalże przestał jeść. Cabe nieustannie przekonywał go, że powinien 
zadbać o siebie, lecz do Harolda nie docierały żadne argumenty.  

Cabe  niespodziewanie  przekonał  się,  że  w  ciągu  minionych 

czterech  miesięcy  ich wzajemny stosunek zmienił się  zdumiewająco. 
Harold  traktował  go  obecnie  jak  syna.  Takiej  ojcowskiej  czułości 
Malone  nie  zaznał  nigdy  od  rodzonego  ojca.  Obaj  także  kochali 
Penny, choć każdy na swój sposób.  

–  Wróć  do  domu,  Penny  –  powiedział  na  głos  Cabe.  –  Tak 

cholernie mi przykro. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, przysięgam. 
Chcę cię tylko kochać, to wszystko.  

Zajechał przed dom matki i wysiadł z ciężarówki. Bałwan, którego 

przedwczoraj  lepił  z  Holly,  topniał  w  zimowym  słońcu.  Marchewka 
zastępująca nos skrzywiła się. Uśmiechnął się, myśląc o dziewczynce 
i  przyspieszył  kroku.  W  każdy  weekend  przyjeżdżał  do  Meadow 

background image

View, by się z nią spotkać. Czas, który spędzali wspólnie, działał jak 
balsam  na  jego  zbolałą  duszę.  Odnawiał  siły  i  umożliwiał  mu 
kontynuowanie wyczerpującej pracy w firmie.  

W  przedsionku  otrzepał  swoją  wełnianą  kurtkę  i  schował  ją  do 

szaty.  Zaczął  pocierać  dłonie,  żeby  się  rozgrzać.  Ujrzał  matkę 
spieszącą w jego stronę.  

– Co się stało? – zapytał, cały sztywniejąc.  
–  Natychmiast  musisz  zadzwonić  do  Harolda  Chapmana  – 

powiedziała Martha. Oczy miała pełne łez. – Och, Cabe, odnaleźli ją 
detektywi! Odszukali Penny! 

– Mój Boże! Czy... czy wszystko z nią w porządku? 
– Tak  –  odparła Martha,  śmiejąc się przez łzy.  –  Na razie ustalili 

tylko miejsce jej pobytu i to, że ma się dobrze.  

–  Gdzie?  –  zapytał  drżącym  głosem.  –  Gdzie  ona  jest?  .  –  Na 

Florydzie.  

– Na Florydzie! – powtórzył. „Penny! Dobry Boże, znaleźli Penny. 

„ Ta wiadomość ciągle jeszcze nie docierała do niego.  

– Cabe – zawołała ostro Martha. Zaskoczony drgnął.  
– Słucham? 
– Przestań bujać w obłokach i zadzwoń do Harolda. Teraz.  
– Dobrze. – Objął matkę i mocno ją uściskał. – Kocham ją, mamo. 

Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby ją o tym przekonać.  

– Z pewnością znajdziesz – zapewniła Martha, nie zważając na łzy. 

– Jedź do niej, Cabe. Pojedź do swojej Penny.  

Uścisnął matkę raz jeszcze, potem pobiegł do telefonuParę chwil 

później rozmawiał już z Haroldem Chapmanem.  

 
Penny  przyspieszyła  kroku.  Deszcz  padał  coraz  mocniej  i  zerwał 

się  niespodziewany  wiatr.  Chmury  pokrywały  niebo,  zanim  jeszcze 
wybrała  się  na  przechadzkę.  Narzuciła  więc  na  siebie  sweter.  Lecz 
temperatura spadła bardzo szybko i zaczęło lać, nim wróciła do domu. 
Przemokła do suchej nitki i marzyła o tym, by usiąść przy kominku. 
Chciała wziąć gorącą, rozluźniającą kąpiel.  

Dostrzegła wreszcie dom, odgarnęła mokre włosy z oczu i zaczęła 

biec. Szczękała zębami z zimna. Padało coraz gwałtowniej, kuliła się 
przed podmuchami wianu.  

Nagle zatrzymała się.  
Ktoś schodził po schodach domu, w którym mieszkała. Mężczyzna 

background image

zbliżał się ku niej powoli.  

Był to Cabe.  
Dziewczyna zaczęła szlochać. Bicie serca zagłuszyło szum deszczu 

i  fal  pobliskiego  oceanu.  Chciała  odwrócić  się  i  uciec.  Zarazem 
chciała znaleźć się w jego objęciach.  

Pragnęła  krzyknąć,  by  zostawił  ją  w  spokoju  i  jednocześnie 

chciała, by już nigdy jej nie opuszczał. Sprzeczne myśli kłębiły się w 
jej  głowie,  oczy  zaszły  łzami  i  poczuła  ból  w  gardle.  Nie  mogła  się 
poruszyć, niemal nie była w stanie oddychać, gdy mężczyzna zbliżał 
się ku niej. Był coraz bliżej.  

Zatrzymał  się  metr  przed  nią.  Moknął,  stojąc  na  deszczu.  Czas 

zdawał się zatrzymać, gdy oboje patrzyli na siebie.  

– Penny! – zawołał.  
„O Boże!”  –  pomyślała.  Tyle bólu i rozgoryczenia w  jego głosie. 

Wyglądał  na  strasznie  załamanego.  Jej  piękny  Cabe  był  taki 
zmęczony. Pragnęła objąć go i powiedzieć, że nigdy nie przestanie go 
kochać. Chciała... Jednak uznała, że musi być silna. Powinna słuchać 
rozumu,  a  nie  głosu  serca.  Oto  Cabe,  który  ją  okłamał,  który  okazał 
się taki sam jak ojciec. Chciał ją mieć, traktował jak cenny przedmiot. 
A przecież ona należała tylko do siebie samej. Walczyła tak bardzo o 
swą wolność i nie miała najmniejszej ochoty z tego zrezygnować. Nie 
zrobi tego nawet dla Cabe’a.  

– Znalazłeś mnie – odezwała się.  
Przyglądał  się  dziewczynie  przez  chwilę,  potem  wsunął  dłonie  w 

kieszenie swego sztormiaka. Zebrał wszystkie siły i ponownie spojrzał 
jej w oczy.  

– Twój ojciec wynajął detektywów. Dopiero teraz odkryli miejsce 

twego pobytu.  

– Rozumiem. I zamiast przyjechać sam, wysłał ciebie? 
– On...  wszystko zrozumiał.  Penny,  przemokłaś  do suchej  nitki,  a 

jest dość zimno.  

– Lubię być zmarznięta i przemoczona – stwierdziła. Pojęła, że to 

co mówiła było dziecinne i śmieszne.  

– A ja niezbyt.  
„Jakaż  ona  piękna”  –  pomyślał.  Nawet  zmoknięta,  z  włosami 

przylepionymi  do  czoła,  Penny  była  najbardziej  pociągającą  kobietą, 
jaką  kiedykolwiek  spotkał.  Ogromnie  pragnął  wziąć  ją  w  ramiona, 
całować, pieścić jej ciało i czuć jej bliskość. Chciał w nocy kochać się 

background image

godzinami.  Mógłby  wciąż  powtarzać,  że  ją  kocha  ~  tak  długo,  aż 
uwierzyłaby  mu.  I wtedy ona wyznałaby  mu swoją  miłość.  Pogrążył 
się  w  marzeniach,  tymczasem  wszystko  wskazywało  na  to,  że  zaraz 
nabawi się zapalenia płuc.  

Penny drżała.  
–  Chodź  powiedział  Cabe.  –  To  niemądre.  Wejdźmy  do  środka, 

dobrze? Musimy porozmawiać.  

– Nie mamy o czym rozmawiać.  
– To zaczniemy od roztrząsania kwestii chłodu i ciepła.  
–  No  tak  zgodziła  się.  Ruszyła,  ale  zaraz  potem  przystanęła, 

czekając,  aż  Cabe  usunie  się  z  drogi.  Podniósł  dłonie w  pokojowym 
geście i odstąpił na bok. – Dziękuję, panie Malone – rzekła i minęła 
go wyniośle. Domyślała się, że pewnie wygląda jak zmokła kura.  

Uśmiechnął  się  i  podążył  za  nią,  zachowując  dystans  trzech 

kroków.  

We  wnętrzu  drogo  umeblowanego  domu  panowało  miłe  ciepło. 

Penny  i  Cabe  weszli  do  kuchni.  Krople  wody  spływały  z  nich  na 
podłogę.  

–  Czy  masz  dla  siebie  suche  rzeczy  na  zmianę?  –  zapytała, 

odwracając  się  do  niego.  Znów  poruszył  ją  jego  wygląd;  był 
strudzony, lecz mimo wszystko przystojny.  

– Mam walizkę w samochodzie.  
– Możesz wziąć prysznic i przebrać się, ale potem będziesz musiał 

sobie pójść, Cabe.  

– Ty też zrzuć swoje wilgotne ciuchy. Spotkajmy się w saloniku.  
– Czy słyszałeś, co powiedziałam? Musisz pójść.  
– Słyszałem, Penny – odparł zwyczajnie.  
Obydwoje  spojrzeli  na  siebie.  Były  to  spojrzenia  smutne  i 

jednocześnie  spragnione  miłości.  Penny  odwróciła  się  i  wyszła  do 
innego pomieszczenia.  

– Przede mną jeszcze niezły kawałek drogi – powiedział do siebie 

szeptem. – I nie mam ani minuty do stracenia.  

Bóg jeden wiedział, jak bardzo Cabe kochał tę kobietę.  
Penny stała pod ciepłym prysznicem. Początkowo wmawiała sobie, 

że drży z powodu przemarznięcia, potem przyznała przed sobą, że to 
kłamstwo. Starała się nie myśleć o niczym.  

Wysuszyła  włosy  i  ułożyła  je  w  fale  spadające  na  plecy.  Przez 

głowę  wciągnęła  rudy  kaftan,  na  nogi  zielonobiałe  podkolanówki. 

background image

Podkolanówki niespecjalnie pasowały do grubego materiału, z którego 
zrobiony był kaftan; nie przejmowała się tym jednak.  

Gdy  weszła  do  saloniku,  zastała  tam  Cabe’a  wygrzewającego  się 

przed kominkiem. Spojrzała na niego wnikliwie. Miał  gęste wilgotne 
włosy, czarny sweter kryjący szerokie barki i wąskie, czarne spodnie. 
Nagle  poczuła  w  sobie  pożądanie;  starała  się  to  jednak  zignorować. 
Miała nadzieję, że gorące policzki nie zdradzały podniecenia.  

Cabe odwrócił się i ujrzał ją.  
– Zaparzyłem trochę kawy. To chyba nie przestępstwo? 
– Naturalnie, że nie – odpowiedziała i zapaliła światło. – Strasznie 

mroczne  popołudnie.  To  z  powodu  burzy  tak  ciemno.  Uwielbiam 
obserwować burze i sztormy.  

– Penny...  
– Tutaj pogoda czasem zmienia się bardzo gwałtownie. Słońce... i 

naraz  nawałnica  z  piorunami.  To  fascynujące.  Za  to  nie  ma  prawie 
śniegu. Nie widziałam śniegu, odkąd...  

– Penny, proszę...  
–  Cieszę  się,  że  mam  w  domu  kominek.  Uwielbiam  patrzeć  na 

ogień w dni takie, jak ten. Siadam sobie na sofie i...  

– Penny! 
– Nie! – krzyknęła. – Nie będę z tobą rozmawiać. Nie chcę słuchać 

tego  wszystkiego...  Mam  dosyć  kłamstw  o  tym,  kim  jesteś,  i  twoich 
męskich przechwałek.  Nie,  Cabe,  dość  tego.  Miałam cztery  miesiące 
na  to,  żeby  przekonać  się  kim  jestem,  kim  właściwie  jest  Penny 
Chapman.  No  i  w  końcu  polubiłam  samą  siebie.  Nie  jestem  niczyją 
własnością.  Nikt  nie  będzie  mi  dyktować,  jak  mam  żyć.  Proszę  cię, 
abyś  odszedł  i  zostawił  mnie  w  spokoju.  Chcę  być  sama.  Możesz 
powiedzieć ojcu, że mam się dobrze.  

1 dodaj, że pozostanę tutaj. Sama. Zrozumiałeś? Sama.  
– Penny, proszę, wysłuchaj mnie – rzekł i zrobił krok w jej stronę.  
Zaprzeczyła ruchem głowy.  
– Nie. Nie licz na to.  
Nie przestawał zbliżać się do niej.  
–  Kocham  cię,  Penny.  Te  cztery  miesiące  były  dla  mnie 

koszmarem. Tak bardzo się o ciebie martwiłem. – Dziewczyna zaczęła 
się cofać. – Miałem w pamięci tę scenę w gabinecie twego ojca. Tak 
mi  głupio,  Penny.  Nie  chciałem  cię  zranić.  Zamierzałem  tylko 
powiedzieć, że kocham cię, że chcę się z tobą ożenić i spędzić z tobą 

background image

resztę życia.  

–  Nie,  nie,  nie  –  odparła.  –  Niczego  nie  zrozumiałeś.  Ja  tego  po 

prostu nie chcę. Ojciec chce mieć Penelopę, a teraz ty... Myślałeś, że 
Penny  należy  do  ciebie,  jest  twoją  własnością.  Wiesz  co?  Nie  jestem 
ani  Penelopą,  ani  twoją  Penny.  Stałam  się  kimś  innym,  połączeniem 
tych  dwóch  postaci.  Pierwszy  raz  w  życiu  jestem  tylko  sobą.  Będę 
unikała  ciebie,  Harolda,  wszystkich,  którzy  uważają,  że  mogą  mną 
rozporządzać. A ty, Cabe... nawet nie wiesz z kim masz do czynienia. 
Jesteś  tutaj w swoim pięknym ubraniu,  masz  wspaniałą fryzurę i tak 
naprawdę  nie  wiesz,  z  kim  rozmawiasz.  Okłamałeś  mnie.  Cholera, 
masz swoje przedsiębiorstwo...  

Z jękiem oparła się o ścianę.  
Cabe  zbliżył  się  do  ukochanej.  Patrzył  na  Penny,  a  jego  oczy 

płonęły wściekłością.  

–  Musisz  mnie  wysłuchać  –  powiedział,  czując,  jak  krew  pulsuje 

mu  w  skroniach.  –  Jesteś  mi  coś  winna.  Myślę  o  tych  ubiegłych 
czterech miesiącach.  

–  Winna?  Tobie?  Żartujesz  –  odparła.  Przyłożyła  dłonie  do  jego 

piersi  i  chciała  go  odepchnąć.  Z  równym  skutkiem  mogła  odpychać 
kamienną ścianę.  

– Cholera! – zaklął. – Właśnie to jesteś mi dłużna.  
Potrząsnął  głową  i  siłą  powstrzymał  się,  żeby  nie  pocałować 

Penny.  Byle  tylko  nie  musnąć  językiem  rozpalonych  warg 
dziewczyny.  

„Nie!” – tak krzyczał rozum Penny, lecz serce mówiło: 
„tak”.  
Mężczyzna delikatnie dotykał jej gęstych włosów, które wciąż były 

wilgotne.  Ona  zrobiła  to  samo.  Ich  usta  złączyły  się.  Usłyszała  ciche 
westchnienie Cabe’a. Pełni namiętności przylgnęli do siebie.  

Przycisnął ją ku sobie, tak by poczuła, jak bardzo jest napięty.  
I  naraz  zesztywniał.  Przestał  ją  całować  i  spojrzał  na  rozpaloną 

twarz Penny. Patrzył na jej wilgotne wargi, nabrzmiałe od pocałunku.  

–  Boże!  –  szepnął.  Cofnął  się  i  spojrzał  na  jej  brzuch.  –  Jesteś  w 

ciąży! 

Penny  wróciła  do  rzeczywistości  i  gwałtownie  odsunęła  się  od 

Cabe’a. Oparła się znów o ścianę i szeroko otworzyła oczy.  

– Nie – odparła, nie patrząc na niego. – Zaczęłam po prostu więcej 

jeść, odkąd jestem tutaj. Odejdź.  

background image

Niepewnie  położył  dłoń  na  jej  brzuchu,  ale  dziewczyna  szybko 

odepchnęła jego rękę.  

 Jesteś okropny – powiedziała. – Przychodzisz i kładziesz łapę na 

moim brzuchu. Idź sobie.  

– Jesteś w ciąży – powtórzył i uśmiechnął się niespodziewanie. – 

Masz  moje  dziecko!  Niech  to  diabli,  to  wspaniale.  Będziemy  mieć 
dziecko.  

– Nie będziemy! – wrzasnęła.  
–  Czyżby!  –  spytał  uradowany.  –  Chcesz  mnie  oszukać?  A  ten 

balonik pod twoim ubraniem? 

– Nie ma żadnego balonika! 
– Cicho, nie krzycz. Zaszkodzisz dziecku.  
– Odejdź – wymamrotała.  
– Och, Penny! – Miał poważną minę. – Przecież wiesz, że cię nie 

zostawię.  Nosisz  moje  dziecko,  wiem  o  tym.  Nie  chcesz  się  do  tego 
przyznać? 

– Nie – odpowiedziała. Łzy napłynęły jej do oczu.  
–  Nie  przyznasz  się  do  naszego  dziecka?  –  spytał.  Poczuł 

narastający ból.  

– Te dzieci są tylko moje.  
Ze zdumienia nie mógł wydobyć głosu.  
–  Dzieci?  A  więc  więcej  niż  jedno?  Bliźnięta?  –  odezwał  się  po 

chwili.  

Penny odepchnęła go i odeszła, wycierając łzy. Usiadła na sofie nie 

opodal kominka. Cabe stanął nad nią, trzymając ręce w kieszeniach.  

– Naprawdę mi nie powiesz? – spytał szorstkim głosem.  
– Nie – odrzekła, przyciskając ręce do brzucha.  
– Dlaczego? 
– Ponieważ cię znam. Ojcem tych dzieci jest Cabe, Cabe, który w 

rzeczywistości nie istnieje. To są dzieci Penny. Ty nie masz z nimi nic 
wspólnego.  

– Co za bzdura – stwierdził, gdy patrzyła na niego. – Są tak samo 

moje, jak i twoje.  

– Nie.  
–  Nie  mogę  w  to  uwierzyć  –  rzekł.  –  Wciąż  bujasz  w  obłokach. 

Stworzyłaś  sztuczny  świat.  Wróć  na  ziemię,  Penny,  bo  zabawa  się 
skończyła.  Jestem  ojcem  tych  dzieci  i  dobrze  o  tym  wiesz.  Nie 
odseparujesz mnie od nich. Jesteś pewna, że to bliźnięta? 

background image

–  Owszem.  Robiłam  badania  ultrasonograficzne  i...  Och,  Cabe, 

proszę cię, odejdź! Chcę zostać sama.  

– Nie dopuszczę do tego. Penny, kocham cię. Nie mów do mnie w 

ten sposób. Czy to nic dla ciebie nie znaczy? Czy rzeczywiście tak po, 
prostu chcesz się mnie pozbyć? Przecież było nam tak dobrze razem.  

– Mów za siebie.  
Klęknął przed nią i chwycił jej dłonie.  
–  Pomyśl  rozsądnie.  Przypomnij  sobie  chwile,  które  przeżyliśmy 

wspólnie. Uświadomiłem sobie, że popełniłem błąd, nie wspominając 
ci  o  mojej  firmie,  ale  za  żadne  skarby  nie  miałem  zamiaru  cię 
oszukiwać.  Nie  chciałem  cię  wyrwać  z  zaczarowanego  świata. 
Uważałem,  że  to  dobrze,  iż  bierzesz  mnie  za  zwykłego  robotnika. 
Mówiłaś,  że  masz  dosyć  elegancików  w  drogich  garniturach,  więc 
ukryłem przed tobą fragment swojego życia. Wszystko działo się tak 
niespodziewanie; nie miałem czasu wytłumaczyć się przed tobą.  

– Tak? Tamtego dnia ukazałeś się w garniturze i wiesz co... byłeś 

kopią mojego ojca.  

– Penny, proszę cię, posłuchaj. Nie mam zamiaru cię zdominować. 

Chcę, żebyś została moją żoną, moją najlepszą przyjaciółką. Wiem, że 
i  ja,  i  ojciec  wygłupiliśmy  się  tamtego  dnia,  ale  to  nie  było 
zamierzone.  Wybacz  mi.  Nasza  przyszłość  to  co  innego.  Naszą 
przyszłością są nasze dzieci.  

–  Cały  czas  powtarzasz  mi,  żebym  cię  słuchała.  A  teraz  ty 

wysłuchaj mnie. Dawno temu byliśmy razem. Penny i Cabe, żadnych 
nazwisk.  Oboje  udawaliśmy  innych  ludzi.  Przez  te  cztery  miesiące 
przekonałam  się,  kim  jestem  w  istocie.  Chcę  przejąć  nieco  z 
osobowości Penelopy, upartej, dążącej do sukcesu w życiu i trochę z 
wesołej  Penny,  która  umie  się  śmiać  i  płakać.  A  teraz  nie  mam 
pojęcia, kim ty jesteś, kim jest Cabe Malone. Czy nie rozumiesz? Nie 
znamy się. Te dzieciaki zrodziły się w czasie, którego teraz nie można 
przywrócić.  

– Ale nikt nie zaprzeczy, że te dzieci istnieją.  
– Owszem, masz rację. Rozwijają się we mnie, w Penelopie. Małe, 

kruche  istoty.  Nie  da  rady  zbudować  na  ich  podstawie  naszego 
związku,  Cabe.  Mam  nadzieję,  że  to  rozumiesz.  One  nie  udźwigną 
naszego ciężaru.  

–  Łączy  nas  coś  więcej,  nie  tylko  dzieci.  Przyjechałem  do  ciebie, 

żeby wziąć cię do domu, żeby błagać o przebaczenie. Kochałem cię, 

background image

zanim byłaś w ciąży, pamiętasz? 

– Kochałeś inną Penny.  
– Och, do diabła! – powiedział wstając. – Wciąż to samo.  
Odszedł i oparł się mocno o obmurowanie kominka.  
Dziewczyna  spojrzała  na  jego  plecy  i  z  trudem  przełknęła  ślinę. 

Niczego nie pojmował, a ona tak bardzo pragnęła wyjaśnić sytuację. 
Teraz byli dla siebie obcymi ludźmi, czy to się mu podobało, czy nie. 
Już  nie  byli  Penny  i  Cabe’em,  których  poniosły  emocje.  Penny 
Chapman patrzyła teraz na Cabe’a Malone. Obcy sobie ludzie. Tamto 
jednak było bajką.  

Jednakże wiedziała, że dzieci to nie fikcja.  
Pomyślała z goryczą, że Cabe jest ich ojcem. Słusznie poczuwała 

się do odpowiedzialności. To, co mu powiedziała, nie było do końca 
uczciwe,  Cabe  nigdy  nie  zapomni  o  swych  dzieciach.  Ale  uznała,  że 
on również powinien trzeźwo spojrzeć na pewne sprawy. Oboje wcale 
się nie znali.  

– Cabe – rzekła miękko – wiem, że masz prawo do dzieci. Ustalmy 

coś, co będzie satysfakcjonowało nas oboje.  

–  A  co  będzie  z  nami?  –  zapytał,  odwracając  się  do  niej.  –  Co 

będzie z nami? 

– My? Lepiej zapomnij o tym.  
–  Rozumiem.  Wspaniale.  –  W  jego  głosie  słychać  było  nutę 

sarkazmu.  –  Kochałem  się  z  tobą.  Zostawiłem  w  tobie  część  siebie, 
powołaliśmy na świat dwie istoty i uważasz, że to wszystko jest bajką. 
A więc jestem mężczyzną, ale w istocie nie istnieję? To bez sensu.  

– Chodzi o ciebie, Cabe – powiedziała podniesionym głosem.  
– Nie mów tak. Nie powtarzaj tych bredni, że jesteśmy sobie obcy.  
– Ale to prawda! 
– Cóż, w takim razie musimy się poznać, prawda? 
– Co masz na myśli? 
–  To,  co  powiedziałem.  Dobrze,  panno  Chapman,  możemy  pójść 

na  kompromis.  Przyjmę  do  wiadomości,  że  jesteśmy  sobie  obcy,  nie 
zważając  na  fakt,  jakie  to  groteskowe.  Ty  natomiast  wrócisz  ze  mną 
jutro do Detroit.  

– Możesz być pewny, że tego nie zrobię.  
–  Owszem,  tak.  Prowadzę  firmę.  Stwierdzisz,  że  to  prawda. 

Możesz  to  zrobić  jedynie  w  Detroit.  Poznasz  inny  świat.  Skoro  tak 
musi  być.  Wybacz  mi  moją  bezpośredniość.  Straciłaś  poczucie 

background image

rzeczywistości. Przygotuj się na jutrzejszą podróż. Zrobię rezerwację 
na samolot.  

– Zaraz, poczekaj chwileczkę. Cabe przechadzał się po pokoju.  
– Chcę się z tobą ożenić jak najszybciej.  
– Nie.  
–  W  takim  razie  zamieszkamy  razem  w  moim  mieszkaniu  w 

Detroit.  

Co takiego? 
– Och, niejako kochankowie, lecz jako matka i ojciec tych dzieci, 

które nosisz pod sercem. Będziemy  widzieć się codziennie, poznamy 
się, przestaniemy być dla siebie obcy. Kto wie? Może okaże się, że nie 
przypadniemy  sobie  do  gustu.  Dotychczas  nie  mieszkałem  z  żadną 
kobietą. Może zaczniesz działać mi na nerwy.  

– Ja? To, co powiedziałeś, , nie było zbyt miłe.  
– Porzuć fantazje, kochana. Teraz nadszedł czas, by zmierzyć się z 

rzeczywistością.  –  Przystanął  i  spojrzał  na  jej  brzuch.  –  Żarty  się 
skończyły.  

–  Przestań  się  gapić  na  mój  brzuch.  Bądź  subtelniejszy.  Musisz 

wiedzieć, że zacznę się robić jeszcze grubsza.  

–  Moim  zdaniem  jesteś  absolutnie  piękna.  Szkoda,  że  nie  mogę 

zobaczyć cię nagiej, zobaczyć, jak dzieci zmieniły twoje ciało. Ciało 
mojej Penny, które znam tak dobrze. A ty? Czy pamiętasz moje ciało? 
Czy pamiętasz, co działo się ze  mną, kiedy byłem podniecony twoją 
bliskością? 

– Cabe, przestań – zaprotestowała, czując narastające podniecenie.  
–  Czy  nie  przypominasz  sobie  tego,  co  było  między  nami? 

Zapomniałaś, jak mnie obejmowałaś, gdy ja byłem głęboko, głęboko 
w  tobie!  Ja  nie  potrafiłem  wymazać  takich  wspomnień.  Oboje 
straciliśmy grunt pod nogami...  

– Dość – powiedziała, zatykając uszy. Pochylił się ku jej twarzy.  
–  Nie  martw  się,  Penny.  Nie  będę  cię  do  niczego  zmuszał,  gdy 

zamieszkamy  razem.  Chcę  tylko,  żebyś  wspomniała  czasem  chwile, 
które spędziliśmy przedtem.  

–  Dlaczego  to  robisz?  –  zapytała  szeptem.  Wyprostował  się  i 

położył dłoń na sercu.  

–  Pytasz  mnie?  Hej,  przecież  to  ty  komplikujesz  sprawy. 

Twierdzisz, że jesteśmy sobie obcy, że się nie znamy. Gdyby o mnie 
chodziło, wzięlibyśmy ślub w ciągu paru dni. Będzie jednak tak, jak ty 

background image

sobie życzysz. Teraz zrobię rezerwację na samolot. Gdzie jest telefon? 

– Och! – powiedziała, potrząsając głową. – Jestem taka zmęczona i 

skołowana. Telefon jest w kuchni.  

– Jesteś zmęczona? Nie czujesz się dobrze? Co, u diabła, robiłaś na 

deszczu w takim stanie? 

–  Panie  Malone.  Zapowiadam,  że  jeżeli  jeszcze  raz  od  tej  chwili 

określisz moją ciążę jako „stan”, wtedy własnoręcznie złamię ci nos.  

– Tak? – spytał uśmiechając się. – Zdaje się, że zdradziłaś kolejną 

cechę twojego trudnego charakteru.  

– Jeśli chcesz mieć cały nos, to radzę ci to zapamiętać. ~ A teraz 

poważnie, Penny – rzekł. Z twarzy zniknął mu uśmiech. – Wszystko z 
tobą w porządku? Co ci powiedział lekarz? 

– Jestem zdrowa jak ryba. Mam dobry apetyt, codziennie odbywam 

spacery,  oddycham  świeżym  powietrzem.  Dzieci  także  rozwijają  się 
doskonale.  

–  To  dobrze.  Zdaje  się,  że  wiemy,  kiedy  się  poczęły,  prawda? 

Mogłem pomyśleć wtedy o zabezpieczeniu.  

– To w równym stopniu moja wina. Nie, nie chcę o tym mówić w 

ten sposób, tak jakby chodziło o czyjąś winę. Wcale nie żałuję tego, iż 
jestem w ciąży. Bardzo chcę mieć te dzieci.  

– Ja również – stwierdził, dotykając jej policzka. – Pragnę jednak 

także, byśmy byli razem.  

– Cabe...  
–  W  porządku,  nie  musisz  wszystkiego  powtarzać.  Umówiliśmy 

się,  tak?  Możemy  wrócić  do  Detroit  jutro.  Zapewne  masz  tu  dużo 
swoich rzeczy. Spakuj to, co może wystarczyć ci na tydzień, a resztę 
prześlemy pocztą. A więc pojedziesz ze mną jutro? 

– Cóż, chyba tak. Wciąż tylko nie jestem pewna, czy powinniśmy 

zamieszkać razem.  

–  To  jedyny  sposób  na  rozwiązanie  wszystkich  twoich 

wątpliwości.  

– Tak, przypuszczam, że tak. – Zamyśliła się. – Och, Boże, a co z 

moim ojcem? Cabe, on nigdy się na to nie zgodzi.  

– Nie przejmuj się. Porozmawiamy o tym później. Idź się pakować.  
– Dobrze. – Kiedy wychodziła z pokoju, zatrzymał ją.  
– Penny? 
– Tak? – Odwróciła się i spojrzała na niego.  
– Pierwszy raz spotkałem cię w nie wykończonym domu, drugi raz 

background image

podczas deszczu i burzy na plaży. Teraz zdecydowaliśmy się pojechać 
do  Detroit.  Myślę,  że  tym  razem  wszystko  ułoży  się  jak  najlepiej. 
Muszę  zauważyć  wszystkie  twoje  zmiany.  Przekonam  się,  kim  teraz 
jesteś.  

1 wówczas... już nigdy, przenigdy nie pozwolę ci odejść. Będę cię 

trzymał w ramionach i kochał. Reszta spraw sama się rozwiąże.  

Odwróciła głowę, żeby nie zauważył łez w jej oczach.  
– Jeszcze jedno, Penny.  
– Słucham odparła, wciąż nie patrząc na niego.  
–  Masz  śliczne  podkolanówki.  Pierwszorzędne.  Zdobyła  się  na 

uśmiech i pobiegła do sypialni. Tam z westchnieniem położyła się do 
łóżka.  

Poczuła,  że  jest  wyczerpana.  W  jej  spokojne  życie  jeszcze  raz 

wtargnął  Cabe  Malone.  Teraz  miała  mieszkać  z  nim  w  Detroit  pod 
jednym dachem. Doszła do wniosku, że mogła bardziej zainteresować 
się człowiekiem, w którym się zakochała. Nie robotnik, lecz zamożny 
młodzieniec. „Mój Boże, kim on właściwie jest?” – pomyślała.  

Oparła dłonie na swym zaokrąglonym brzuchu. Cabe jest ojcem jej 

dzieci.  To  była  jedyna  rzecz,  którą  wiedziała.  Co  wyniknie  z  ich 
wspólnego  życia?  Nie  miała  pojęcia.  Czy  staną  się  prawdziwą  parą, 
czy będą jedną całością? A może będą tylko rodzicami, których łączą 
jedynie dzieci? 

–  Nie  wiem  –  wyszeptała.  –  Po  prostu  nie  wiem.  Była  tak 

zmęczona, że natychmiast zasnęła. Deszcz bębnił w dach.  

 
Po  zarezerwowaniu  miejsc  w  samolocie,  Cabe  zatelefonował  do 

Harolda  i  Marthy.  Oznajmił  im,  że  Penny  jest  w  ciąży,  że  nie  chce 
wyjść za niego. Pocieszył ich, że oboje planują wrócić do Detroit. Ton 
jego głosu sprawił, że rodzice uspokoili się.  

Potem  dorzucił  więcej  drew  do  ognia  w  kominku.  Stanął  w 

drzwiach sypialni Penny i patrzył na nią, jak śpi.  

Wiedział,  że jakoś  musi  zdobyć  miłość  i zaufanie kobiety.  Chciał 

wymazać  z  pamięci  bolesne  wspomnienie  minionych  czterech 
miesięcy samotności. Chciał spędzić z Penny resztę życia. Tak bardzo 
ją kochał. Myśl, że nosi jego dzieci, spowodowała, iż ta kobieta stała 
mu się jeszcze bliższa. Jeśli ona tylko na to pozwoli, wszyscy spędzą 
wiele lat w szczęściu i radości.  

Powiedział  sobie,  że  powinien  uzbroić  się  w  cierpliwość.  Musiał 

background image

poskromić  swój  gorący  temperament  i  dać  Penny  czas,  by  znowu 
mogła w niego uwierzyć. Czas? Do diabła, przecież dał jej już cztery 
miesiące!  Cztery  długie  miesiące,  kiedy  usychał  z  tęsknoty.  Niezłe; 
zorientował się, że już teraz z trudem nad sobą panuje.  

W jaki sposób miał mieszkać z Penny pod jednym dachem i nawet 

jej nie dotykać? Czuł, jak rośnie w nim pragnienie. Musiał się jednak 
przemóc.  Według  Penny  byli  dla  siebie  obcy.  Obcy,  mech  to  piekło 
pochłonie! On ją przecież kochał! 

Poruszyła  się  przez  sen,  przysunęła  rękę  do  policzka  i  znowu 

spokojnie  leżała.  Na  widok  Penny,  Cabe  poczuł,  jak  napina  się  jego 
ciało.  Gorąca  krew  zaczęła  pulsować  w  żyłach.  Odwrócił  się  i  z 
trudem wrócił do kuchni.  

– Tak, Malone – mruknął. – Przed tobą jeszcze długa droga.  

background image

ROZDZIAŁ 7 

 

Penny  przebudziła  się  o  szóstej  wieczorem,  czując  aromat 

smażonego bekonu. Natychmiast poczuła głód.  

Znów  zamknęła  oczy.  Ma  wrócić  do  Detroit,  żeby  zamieszkać  z 

mężczyzną? Gdy Cabe mówił o kompromisie, brzmiało to sensownie. 
Jednak, nie było rzeczą normalną, mieszkać z facetem tylko po to, aby 
„poznać  się  lepiej”.  W  takim  razie  równie  niezwykłe  jest  mieć 
bliźniaki  z  człowiekiem,  którego  niemal  się  nie  zna.  A  czy  dawny 
pomysł,  żeby  spotykać  się  z  Cabe’em  tylko  w  soboty,  także  nie  był 
dziwny? To jednak należało do przeszłości. Obecnie oprócz niego w 
grę wchodziła dwójka dzieci.  

Mieli  mieszkać  razem?  Czy  właśnie  na  tym  im  najbardziej 

zależało? Mieszkać razem i nie kochać się ze sobą... Cabe nie będzie 
brał  jej  w  objęcia.  Nie  będzie  rozbierał  jej  powoli,  całując  każde 
miejsce  na  ciele.  Nie  będzie  stał  przed  nią  nagi  w  swej  męskiej 
wspaniałości, taki wysoki i muskularny...  

– Penny? 
Westchnęła,  usiadła  na  łóżku  i  przyłożyła  dłonie  do  rozpalonych 

policzków.  

– Co się stało? – zapytał Cabe.  
– Przestraszyłeś mnie.  
–  Spodziewałaś  się  ujrzeć  kogoś  innego?  –  zadał  pytanie, 

podchodząc do łóżka. – Spałaś dobrze? 

– Owszem, dziękuję.  
Podświadomie  ciągle  się  bała.  Gdyby  spojrzała  na  niego,  co 

wówczas  dostrzegłby  w  jej  oczach?  Zastanawiała  się  nad  tym 
gorączkowo.  Zawstydzona  uświadomiła  sobie,  że  śniła  o  nim,  o 
kochaniu i tym, jak byli sam na sam we dwoje...  

– Czy potrzebujesz coś? 
– Och... ! – jęknęła, przyciskając dłoń do czoła.  
–  Dobrze  się  czujesz?  –  spytał  z  niepokojem,  siadając  na  skraju 

łóżka. – Penny, odpowiedz mi.  

–  Wszystko  w  porządku  –  odparła  drżącym  głosem. 

Powstrzymywała  się,  by  nie  wybuchnąć  płaczem.  Uniósł  palcami  jej 
podbródek, zmuszając, by popatrzyła mu w oczy; 

O co chodzi? 

background image

– Ja... jestem po prostu głodna. Waśnie, głodna. Chce mi się jeść. 

Zdziwiłbyś się, gdybyś zobaczył, ile jem, odkąd zaszłam w ciążę.  

Zapalił  nocną  lampkę  i  badawczo  przyjrzał  się  jej  twarzy  i 

ciemnym  oczom.  Penny  zmuszała  się  do  tego,  aby  wstając,  nie 
spotkać  się  z  jego  hipnotycznym  spojrzeniem.  Ciało  nie  słuchało 
jednak  poleceń  mózgu.  Jeszcze  chwila  i  wpadliby  sobie  w  objęcia. 
Naraz Cabe odchrząknął, burząc czarowny urok.  

–  Kolacja  gotowa  –  zakomunikował  szorstkim  głosem.  –  Nic 

nadzwyczajnego: jajka na bekonie.  

–  Uwielbiam  jajka  na  bekonie  –  wyszeptała.  –  To  wspaniała 

potrawa.  

Cabe klepnął się w uda i wstał.  
–  Zgadzam  się.  A  więc  do  dzieła,  moja  mała.  Jajecznica  smakuje 

dobrze, gdy jest ciepła. – Mężczyzna wyszedł z sypialni.  

Penny  nałożyła  kaftanik  i  przeczesała  ręką  potargane  włosy. 

Ruszyła do kuchni. Jedli w milczeniu przez kilka minut.  

– Samolot mamy jutro o dziesiątej – pierwszy odezwał się Cabe.  
–  Dobrze.  Muszę  zawiadomić  właściciela  domu,  że  wyjeżdżam. 

Rozmawiałeś z moim ojcem? 

–  Tak,  i  z  moją  matką  również.  Powiedziałem  im,  że  zostaną 

dziadkami i o tym, że przyjeżdżamy razem.  

– No i... ?  
Wzruszył ramionami.  
– Nie ma problemu.  
–  Ojciec  nie  protestował?  Daj  spokój,  Cabe.  Znam  go  przecież. 

Nigdy  nie  przyjąłby  do  wiadomości  faktu,  że  zamieszkam  z 
mężczyzną.  No  i  jak  mógłby  pogodzić  się  z  informacją,  że  coraz 
bardziej mnie traci, a na dodatek jestem w ciąży? 

– Penny, pewnie nie uwierzysz, ale twój ojciec bardzo się zmienił. 

Gdy wyjechałaś bardzo chorował; prawie nie jadł i nie sypiał.  

– Jak się teraz czuje? 
– Chyba uspokoił się, gdy się odnalazłaś. Teraz jest... mądrzejszy. 

Zdał  sobie  sprawę,  ile  dla  niego  znaczyłaś  i  że  uciekłaś  z  powodu 
takiego egoistycznego zachowania. Przyjął do wiadomości, że bardzo 
cię kocham. Nie będzie nam przeszkadzał, kiedy zamieszkamy razem. 
Harold  i  ja  zbliżyliśmy  się  do  siebie  przez  te  cztery  miesiące.  W 
istocie mam z nim lepszy kontakt, niż miałem z własnym ojcem.  

–  Chyba  powinnam  cię  przeprosić  za  zgryzoty,  których  ci 

background image

przysporzyłam,  wszystkie  kłopoty  i  za  to,  że  na  pewno  obwiniałeś 
siebie  za  wszystko.  Ale  wtedy  musiałam  wyjechać,  Cabe.  Nie  byłam 
w stanie tego znieść.  

–  Co  było,  to  było.  Bardzo  interesuje  mnie  przyszłość.  Chcesz 

jeszcze szklankę mleka? 

–  Nie,  już  wystarczy,  dziękuję.  Opróżniłam  talerz  jak  grzeczna 

dziewczynka.  Jedzenie  było  pyszne.  Ty  zrobiłeś  kolację,  więc  ja 
posprzątam.  

– Nie, zostaw to mnie.  
– Nie jestem inwalidką, Cabe. Napij się kawy w saloniku.  
Zawahał  się,  potem  przytaknął  i  wyszedł  z  kuchni.  Penny  umyła 

talerze  i  patelnię,  starła  ze  stołu.  Gdy  przeszła  do  pokoju,  ujrzała 
Cabe’a  leżącego  na  sofie.  Mężczyzna  wpatrywał  się  w  ogień. 
Uprzednio  wyłączył  elektryczne  światło,  teraz  jedynie  płomienie 
rzucały  na  salonik  czerwoną  poświatę.  Cabe  sprawiał  wrażenie 
odprężonego  i  sennego.  Usiadła  obok  niego.  Wciąż  nie  przestawał 
patrzeć w ogień.  

– Jak tam Holly? – zapytała.  
– Świetnie – odparł uśmiechając się.  
– A twoja matka? 
– Wszystko z nią w porządku.  
– A co z ojcem? 
Wychylił się do przodu, oparł łokcie na kolanach i wciąż patrzył na 

kominek.  

– Umarł dwa miesiące temu.  
Penny poczuła się tak, jakby ktoś oblał ją nagle zimną wodą. Przez 

chwilę nie mogła złapać oddechu.  

– Tak mi przykro – powiedziała, dotykając Cabe’a. – Co się stało? 
– Miał następny atak. Zawieźliśmy go do szpitala, ale niestety, żył 

tylko przez kilka godzin. Zdążył jeszcze wyznać matce, jak bardzo ją 
kocha. Cieszę się, że to usłyszała. Zawsze musiała godzić się z tym, że 
pierwsze miejsce w sercu ojca zajmował Jason.  

– A ty, Cabe? Rozmawiałeś z nim? Westchnął ciężko.  
–  Wiedziałem,  że  umiera,  Penny.  Mogłem  się  z  nim  tylko 

pożegnać. Ja... udawałem Jasona.  

– Och, Cabe! – szepnęła.  
–  Ojciec  był  półprzytomny.  Powiedziałem:  „Tato,  to  ja,  Jase.  Nie 

przejmuj  się,  wszystko  będzie  w  porządku.  „  Jason  powiedziałby  na 

background image

moim  miejscu  to  samo.  Uścisnęliśmy  sobie  ręce.  Wtedy  on  się 
uśmiechnął.  Uśmiechnął  się  do  Jasona  i  po  chwili  powiedział: 
„Kocham cię, synu”. On... – Cabe przerwał, żeby opanować emocje. – 
Przez  całe  życie  nie  mówił  tak  do  mnie.  Tylko...  tylko  do  Jasona. 
Uśmiechnął się i wtedy umarł. Nie mogłem mu inaczej pomóc, cieszę 
się, że zrobiłem przynajmniej tyle.  

Łzy spłynęły po twarzy Penny, oparła głowę na mocnym ramieniu 

Cabe’a.  Czuła  nieodpartą  chęć  sprawienia  mu  ulgi.  Chciała,  by 
zapomniał o przykrości, jakiej doświadczył.  

Starała się sobie wyobrazić, ile zdrowia musiało go to kosztować. 

Ile  musiał  poświęcić,  by  uszczęśliwić  umierającego  człowieka.  Cabe 
Malone okazał się szlachetnym człowiekiem. Zdała sobie sprawę, jak 
nieczuły był dla niego Matthew.  

–  Będę  kochać  swoje  dzieci  –  odezwał  się  Cabe  tonem 

przepełnionym determinacją. – Będę akceptował je takimi, jakie będą. 
Pójdą własną drogą, a ja dam im błogosławieństwo. I będę im mówił, 
jak bardzo je kocham.  

– Cabe – wyszeptała wzruszona.  
–  Hej.  –  Odwrócił  się  i  objął  ją.  –  Nie  płacz.  Nie  chciałem  cię 

zdenerwować. Tylko przy tobie potrafię się zwierzać. Nie powinienem 
cię obarczać swoimi problemami. Nie chcę, żebyś płakała.  

Uniosła głowę i spojrzała na ukochanego.  
–  Wcale  nie  płaczę  przez  ciebie.  Zawsze  mów  mi,  co  ci  leży  na 

sercu.  Proszę  cię  o  to.  Nie  odsuwaj  mnie  od  siebie.  Powinniśmy 
dzielić się wszystkim, tak jak wtedy, kiedy istnieli Penny i Cabe i nie 
było  ważne,  jakie  mamy  nazwiska.  Dlatego  było  tak  wspaniale. 
Pamiętasz? 

–  Pamiętam  każdą  minutę,  którą  spędziliśmy  razem.  –  Przytulił 

Penny i otarł łzy z jej policzków. – Każdą sekundę.  

Przysunął się, aby ją pocałować. Usta ukochanej były takie słodkie 

i miękkie. Rozmarzona rozchyliła wargi, żeby poczuć jego język.  

Zarzuciła  mu  ramiona  na  szyję;  objęli  się  mocno.  Rozkoszowała 

się  wspomnieniami.  Wspomnienia  pocałunków  w  Meadow  View, 
wzbudzające żądze. Wspomnienia dawnego Cabe’a.  

Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Ich ciała przylgnęły 

do  siebie.  Penny  jęczała  z  rozkoszy.  To  wzbudziło  w  kochanku 
gwałtowne  pożądanie.  Przytulił  Penny  jeszcze  mocniej.  Gorące 
pocałunki przyjemnie łaskotały szyję dziewczyny.  

background image

– Och, Cabe! – szepnęła, drżąc w jego ramionach.  
– Pragnę cię, Penny – rzekł podnieconym głosem, – Tak boleśnie 

cię pragnę. Tak bardzo się za tobą stęskniłem.  

–  Tak.  Ja...  –  Przerwała.  –  Pragnę  cię  także.  Znowu  będziemy 

razem: Penny i Cabe. Nic innego się nie liczy. Zupełnie nic.  

Poczuła,  jak  bardzo  się  naprężył.  Próbował  się  opanować.  Nagle 

odsunął się, zostawiając ją drżącą i spragnioną miłości.  

– Cabe? 
Wstał, odwrócił się i podszedł do kominka. Zacisnął pięści.  
– Do diabła, nie! Nie zrobię tego, Penny. Nie mam zamiaru istnieć 

tylko  w  twoim  bajkowym  świecie.  Dość  tej  zabawy  liczą  się  także 
inne  sprawy!  Ja  jestem  Cabe  Malone,  a  ty  Penny  Chapman.  Nasze 
wspólne  życie  nie  może  ograniczać  się  do  łóżka.  Czy  nie  liczy  się 
fakt,  że  nosisz  nasze  potomstwo?  Być  może  zostały  spłodzone  w 
świecie  twej  fantazji,  ale  są,  istnieją  naprawdę.  Czas,  byś  się 
przebudziła. Minęło już wiele miesięcy. Znaleźliśmy się na rozdrożu, 
musimy  zadecydować  o  naszym  dalszym  życiu.  Będziemy  je  razem 
dzielić, ale połączą nas tylko dzieci. Ja jednak nie mogę, nie chcę się z 
tobą kochać, jeśli nie dotrze do ciebie rzeczywistość. Penny wyglądała 
na przestraszoną.  

– Tak, oczywiście masz rację – wyszeptała. – Po prostu... po prostu 

strasznie cię pragnę i... przepraszam cię.  

Cabe spojrzał w sufit. Kiedy poczuł, że panuje nad sobą, popatrzył 

na Penny.  

–  Nigdy  więcej  –  krzyknął  –  nie  przepraszaj  mnie  za  to,  że  mnie 

pragniesz! Jednak wydaje mi się, że teraz nie ma najmniejszego sensu 
łapać się za słówka. Chciałbym pójść na spacer.  

– Cabe, przecież ciągle pada.  
–  Deszcz  zastąpi  mi  zimny  prysznic.  Muszę  stąd  wyjść,  zanim 

zrobię coś, czego będę żałować. A ty lepiej wróć do łóżka. Jutro czeka 
cię wyczerpujący dzień.  

– Dopiero wstałam.  
–  Musisz  wypoczywać  ze  względu  na  dzieci.  Połóż  się.  Och,  do 

licha! Naprawdę muszę stąd wyjść.  

Opuścił salonik.  
– Ale jest tak zimno i mrocznie i... – Usłyszała trzask zamykanych 

drzwi. – A niech to! 

Niech  Malone  spaceruje  sobie  po  plaży  i  przemoknie  do  suchej 

background image

nitki; nie zamierzała się  tym przejmować.  Pewnie chciał udowodnić, 
że  jest  konsekwentny.  Nie  mógłby  tego  zrobić,  gdyby  zaczęli  się 
kochać. Ona wciąż tak bardzo pragnęła miłości.  

Mimo  wszystko  zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  iż  miał  rację.  Z 

drugiej strony wyprowadzało ją to z równowagi. Cabe, którego znała 
wcześniej,  zwyczajnie  rzuciłby  się  na  nią.  Cabe  biznesmen 
zachowywał się wyniośle.  

Przyłapała  się  na  tym,  że  przeklina.  Poszła  do  sypialni  i  zaczęła 

przygotowywać się do jutrzejszej podróży.  

Dwie  godziny  później  Cabe  znalazł  się  z  powrotem  w  kuchni. 

Kolejny  raz  powiedział  sobie,  że  nie  jest  zbyt  mądry.  Tylko  idiota 
wyszedłby  na  taki  deszcz  bez  kurtki.  I  tylko  idiota nie  poszedłby do 
łóżka z kobietą, którą kochał.  

– Jesteś idiotą, Malone – mruknął, przechodząc przez korytarz do 

drugiej sypialni.  

Kiedy  zdejmował  przemoczone  ubranie,  stwierdził  jednak,  że  nie 

jest aż takim skończonym kretynem. Ot, takim przeciętnym durniem. 
Tym  niemniej,  trzymanie  się  z  dala  od  sypialni  Penny  miało  swe 
dobre strony.  

Trząsł się cały z zimna, gdy wchodził pod prysznic. Odkręcił wodę 

i zamknął oczy, rozkoszując się ciepłym strumieniem.  

Postąpił właściwie i wiedział o tym. Wiedział, że mimo iż bardzo 

pragnął się z nią kochać, rozsądek przeważył. Prawdą było to, że nie 
powinien  wplątywać  się  w  niejasną  grę.  Poszedł  do  swego  łóżka. 
Naciągnął koc aż pod brodę i poczuł ponownie chłód. Penny była w 
sąsiednim  pokoju.  Mógłby  wsunąć  się  do  jej  pościeli,  objąć  ją  i 
rozgrzać  się  ciepłem,  cudownego  ciała.  To  podziałałoby  dobrze  na 
przemarznięty organizm. Pojął jednak groteskowość takiej wymówki. 
Tak,  rozgrzałby  się  natychmiast;  leżąc  przy  Penny,  natychmiast 
wszedłby w nią. A niech to! Potrafi wyobrazić sobie ów ekstatyczny 
żar jej ciała, tak blisko aż... Jęknął głośno, myśląc o zbliżeniu.  

– Mój Boże, nie wytrzymam...  
Zmusił się, by nie myśleć o Penny. A potem, zamiast zacząć liczyć 

barany, zaczaj recytować wszystkie znane zaklęcia.  

 
Jasnobłękitne  niebo  poranka  przywitało  pokorną  Penny  i 

obolałego, wyczerpanego Cabe’a.  

–  Dobrze  się  czujesz?  –  zapytała  kobieta,  gdy  jedli  .  śniadanie  w 

background image

kuchni.  

– Nie.  
– Coś ci dolega? 
– Po prostu źle się czuję – odparł lakonicznie.  
– Czy mógłbyś wyrażać się bardziej precyzyjnie? 
– Wszystko mnie boli.  
– Pewnie od tej wczorajszej przechadzki – stwierdziła. – Nie sądzę, 

żeby  to  był  najlepszy  pomysł.  Lepiej  zostać  w  łóżku.  Możemy 
przełożyć podróż na następny dzień. Przygotuję ci bulion.  

– Nie. Jedziemy do domu.  
– Do domu – powtórzyła, wpatrzona w swą filiżankę z kawą. – To 

brzmi tak zwyczajnie.  

–  Bo  to  jest  zwyczajne  –  rzekł  Cabe,  drapiąc  się  po nosie.  –  Czy 

jesteś gotowa? 

– Tak.  
Zaczął masować swe skronie.  
– Podobają mi się twoje ubrania. Wszystkie są świetne.  
–  Dzięki  –  odrzekła,  zerkając  na  swoją  bluzkę  i  rozpinany, 

kolorowy  sweter.  –  Muszę  uwzględniać  wymogi  macierzyństwa. 
Mogłabym  założyć  pończochy,  ale  nie  jestem  pewna,  czy  ludzie  w 
samolocie podzielaliby twój zachwyt.  

Uśmiechnął się.  
– Świetnie.  
–  Cabe,  zrozum.  Od  czterech  miesięcy  chodzę  w  ciążowych 

ciuchach. Już niedługo zacznę przypominać balon.  

–  Hej!  –  zawołał,  dotykając  jej  dłoni.  –  Jesteś  piękna.  Wiesz 

czemu?  Bo  nosisz  w  łonie  dwie  cudowne  istoty.  Są  częścią  ciebie  i 
mnie,  są  ludźmi.  Dla  mnie  to  wspaniałe.  Mają  paluszki,  noski  i  już 
żyją.  Wcale  nie  będziesz  wyglądać  jak  balon.  Uwierz  mi,  Penny,  z 
każdym dniem stajesz się coraz piękniejsza.  

–  Och...  !  –  odezwała  się,  czując,  że  drży  ze  wzruszenia.  –  Tak 

ładnie to powiedziałeś.  

– Zamierzasz się rozpłakać? – spytał, zerkając na nią.  
–  Nie.  –  Pociągnęła  nosem.  –  Mam  nadzieję,  że  nie.  Wzruszają 

mnie takie dziwne rzeczy. Kiedyś ryczałam w czasie szkolnej parady z 
okazji zimowych świąt.  

Rozbawiło go to.  
– To przywileje twojego...  

background image

– Cabe! 
–  Nie  powiedziałem  tego  –  rzekł,  unosząc  dłonie.  –  Nie 

powiedziałem „twojego stanu”. Z pewnością nie mogłaś usłyszeć tych 
słów. Więc nie napadaj na mnie. I bez tego czuję się kiepsko.  

– Masz rozpalone policzki – stwierdziła. – Przeziębiłeś się.  
–  Nie  –  zaprzeczył.  –  Chyba  żartujesz.  Naprawdę  sądzisz,  że  się 

przeziębiłem? 

– Gdy chorujesz, stajesz się nieznośny. Już zdążyłam to zauważyć. 

Wziąłeś aspirynę? 

– Tak. Ruszajmy w drogę.  
– Powinieneś odpocząć, Cabe.  
–  Odpocznę  w  domu  –  powiedział  wstając.  Gdy  wychodził  z 

kuchni, usłyszała, jak mężczyzna kaszle.  

W  domu.  Owe  słowa  odbiły  się  jak  echo  w  umyśle  Penny. 

Zamieszkają  w  bloku,  czy  w  oddzielnym  domu?  Czy  ten  rodzaj 
miłości, ta gorąca i prawdziwa miłość, pozwoli im, aby dzielić te same 
pokoje?  Czy  będą  dla  siebie  tacy  sami  jak  niegdyś?  Miała  taką 
nadzieję. Bardzo chciała w to uwierzyć.  

 
Cabe  spał  podczas  lotu  do  Detroit,  od  czasu  do  czasu  budził  go 

tylko własny kaszel. Poprosił Penny, żeby zajęła miejsce przy okienku 
i  włączyła  wentylację  nad  fotelem.  Lądowanie  w  Detroit  opóźniła 
burza śnieżna szalejąca nad lotniskiem.  

Samochód  Cabe’a  czekał  na  parkingu  nie  opodal  lotniska,  jednak 

jazda  po  zaśnieżonych  ulicach  była  ryzykowna  i  powolna.  Cabe 
kaszlał coraz mocniej, a nastrój znacznie mu się pogorszył. Mimo że 
czuł zimno, na czole pojawiły się krople potu.  

Penny  zaproponowała,  że  poprowadzi  auto.  Spojrzał  na  nią  tak 

wymownie,  że  dalsza  rozmowa  na  ten  temat  była  zbędna.  Może  się 
przeziębił, ale jeszcze nie zwariował. Penny nie odzywała się więcej. 
Była  zmęczona,  głodna  i  tęskniła  za  samotnością  w  swym  własnym 
mieszkaniu, którego obecnie doglądała przyjaciółka. Pragnęła jedynie 
coś zjeść, położyć się w ciepłym łóżku i zasnąć.  

Cabe  kichnął  przeraźliwie  głośno  i  Penny  zerknęła  na  niego 

zaniepokojona. Wjechali do podziemnego garażu.  

–  Musisz  wypić  coś  gorącego  i  wziąć  aspirynę  –  stwierdziła  –  a 

potem prosto do łóżka.  

– Nie muszę – odparł, wyłączając silnik. Wyszedł z wozu. Podeszli 

background image

do bagażnika.  

– Czemu nie chcesz pójść do łóżka? – spytała, patrząc na Cabe’a.  
Uśmiechnął się.  
– Nie męcz mnie, przecież nie jestem z żelaza. Zlituj się nade mną, 

kobieto. Zależy ci tylko na tym, żeby zaciągnąć mnie do łóżka.  

– Bardzo zabawne.  
Zaśmiał  się  i  wyjął  z  bagażnika  pięć  walizek.  Penny  podniosła 

dwie mniejsze, a on chwycił pozostałe.  

–  Może  nie  powinnam  brać  aż  tylu  rzeczy  –  powiedziała.  –  I  tak 

większość ciuchów jest teraz dla mnie za ciasna.  

– Chodźmy – rzekł Cabe. Udali się do windy. – Będziesz musiała 

sobie kupić mnóstwo luźnych ubrań.  

– Dzieci będą się rozwijać, a ja zrobię się jeszcze grubsza.  
– I to doda ci urody – powiedział zwyczajnie. Weszli do windy.  
– Wciśnij szesnaste – poprosił.  
Drzwi  zamknęły  się  automatycznie.  Winda  ruszyła,  a  Penny 

spojrzała na Cabe’a.  

– Dlaczego nie chcesz się położyć? 
– Penny, Penny, wstydź się.  
– Przestań! – zawołała. – Dobrze wiesz, co mam na myśli.  
–  Nie  mogę  się  położyć,  ponieważ  kiedy  wejdziemy  do  mojego 

saloniku... przepraszam: naszego saloniku, będę musiał zadzwonić do 
biura.  Chcę,  aby  przygotowano  do  wglądu  dokumenty.  Muszę  to 
osobiście przejrzeć i zatwierdzić. Moja firma rozsypałaby się, gdybym 
nie pilnował każdego szczegółu. Rozumiesz? 

– Och! – Zmarszczyła czoło. – Odpowiedzialne zajęcie.  
– Owszem. W grę wchodzą duże pieniądze.  
–  Cabe,  przecież  będziesz  zmuszony  poświęcić  mnóstwo  czasu, 

aby to wszystko załatwić.  

Drzwi otworzyły się i wysiedli z windy. Cabe szedł tuż za Penny.  
– Skąd możesz wiedzieć, ile czasu mi to zajmie? 
– Którędy teraz? – zapytała rozglądając się.  
– Na lewo. Numer trzydzieści dwa.  
– Chodźmy szybciej. Te waliki zaczynają mi ciążyć.  
– Odpowiedz na pytanie – nalegał, idąc za nią. – Skąd wiesz? 
–  Penelopa  wszystko  wie  –  odparła,  zerkając  na  numery  drzwi, 

które  mijali.  –  Zajmowałam  się  tym  w  firmie  ojca.  Codziennie 
sprawdzałam stos papierów grubości książki telefonicznej.  

background image

–  Żartujesz?  –  spytał,  wyraźnie  zaskoczony.  –  To  musisz  być 

niezła.  

–  Najlepsza,  paskudniku.  No,  jesteśmy  na  miejscu.  Gdzie  masz 

klucze? 

–  Cóż,  niestety  w  kieszeni,  a  ręce  mam  zajęte.  Zdaje  się,  że 

będziesz  musiała  ich  poszukać.  Tylko  ostrożnie.  Jestem  wrażliwym 
facetem.  

–  Ale  dowcip  –  stwierdziła.  Postawiła  walizki  na  podłodze.  – 

Straszny z ciebie dowcipniś. W której kieszeni? 

– W prawej kieszeni spodni, z przodu. Obok rozporka. Widzisz to 

wzniesienie? To moje...  

– Cabe! 
– ... klucze! A sądziłaś, że co? – zapytał z miną niewiniątka.  
–  Zamknij  buzię  powiedziała,  patrząc  na  niego  z  wyrzutem. 

Wsunęła  dłoń  w  ciasną  kieszeń  i  natychmiast  zorientowała  się,  że 
Cabe  jest  podniecony.  Również  przybrała  niewinny  wyraz  twarzy  i 
powoli, ach, jakże powoli, wsuwała dłoń głębiej.  

– Mój Boże! – syknął.  
– Jakiś problem? – zapytała, spoglądając mu w oczy.  
– Wyciągnij te przeklęte klucze – odparł.  
Udało  się.  Penny  przekręciła  klucz  w  zamku  i  pchnęła  drzwi. 

Wniosła walizki i rozejrzała się po mieszkaniu.  

– Ładnie tu – oceniła. Stała na ciemnobrązowym dywanie. Meble 

były  dosyć  ekskluzywne,  a  szczegóły  zdradzały,  ze  mieszkanie 
należało  do  mężczyzny.  Kobieta  jednak  mogła  też  poczuć  się  tu 
dobrze.  Dominowały  kolory:  brązowy,  pomarańczowy  i  żółty  –  taka 
kombinacja  barw  sprawiała  przyjemne  wrażenie.  –  Naprawdę  mi  się 
podoba, Cabe.  

– Cieszę się – powiedział, stawiając bagaż.  
– Moje mieszkanie jest równie duże podjęła, przesuwając dłonią po 

sofie  obitej  rudawym  materiałem  –  ale  jednak  czymś  się  różni.  To 
moje  jest  mniej  przytulne,  jak  wystawa  w  sklepie  meblowym.  Tutaj 
czuję się od razu inaczej.  

–  To  dobrze.  Chciałbym  wziąć  cię  w  ramiona  i  pocałować.  Taki 

pocałunek  na  przywitanie,  zamiast  słów  „cieszę  się,  że  jesteś  tu  ze 
mną”. Nie zrobię tego jednak, bo zdaje się, że jestem chory i mogę cię 
zarazić. Rozgość się śmiało. Muszę zadzwonić do biura.  

– Tak, naturalnie – odparła, oglądając grzbiety książek na regale.  

background image

Cabe  telefonował,  a  Penny  spacerowała  po  mieszkaniu  i 

uśmiechała się. Pomyślała, że to właśnie jest apartament biznesmena, 
którego jeszcze dokładnie nie poznała. Kilka cennych obrazów wisiało 
na  ścianach.  Wiedziała,  że  nie  znajdowały  się  tutaj  ze  zwykłego 
snobizmu. Nabył je dlatego, że lubił malarstwo. Ciężko pracował; lecz 
praca  przynosiła  mu  duże  korzyści.  I  pomyśleć,  że  dawniej 
przypuszczała,  iż  trwonił  pieniądze  i  dlatego  musiał  mieszkać  z 
rodzicami.  

Pokój  gościnny  –  obecnie,  jak  sądziła,  jej  lokum  –  był  dość 

obszerny.  Na  półkach  stały  książki,  lalki  i  zabawki.  Doszła  do 
wniosku,  że  tu  właśnie  bawiła  się  Holly,  kiedy  odwiedzała  swego 
wujka.  

Przeszła  do  wielkiej  sypialni,  zobaczyła  olbrzymie,  prawdziwie 

królewskie  łóżko  i  uśmiech  zniknął  z  jej  oblicza.  Łóżko  Cabe’a,  w 
którym  ona  nie  będzie  sypiać.  Tylko  zabawki  Holly  będą 
dotrzymywały  jej  towarzystwa.  Co  za  absurd.  W  końcu  na  litość 
boską  nosi  w  łonie  dzieci  tego  człowieka.  Przecież  byli  ze  sobą  tak 
blisko,  jak  tylko  może  być  kobieta  z  mężczyzną.  Ale  to  przeszłość. 
Nie  podzieli  z  Cabe’em  tego  łoża,  dopóki  nie  poznają  się 
wystarczająco.  Jeśli  się  zaakceptują,  miłość  będzie  bardziej  dojrzała. 
Żadnych fantazji. Nie będzie już Alicją w Krainie Czarów.  

Westchnęła,  wyszła  z  sypialni  i  znalazła  Cabe’a  w  przestronnej 

kuchni. Smażył coś na patelni.  

– Kolacja? – zapytała, podchodząc bliżej.  
– Tak. Zupa i grzanki. Jutro zrobię większe zakupy.  
–  Daj,  ja  się  tym  zajmę,  Cabe.  Usiądź  przy  stole.  Wyglądasz 

zdecydowanie gorzej.  

– Nie mam siły oponować – powiedział i usiadł na krześle.  
Po  kilku  minutach  jedzenie  było  już  gotowe.  Cabe  zażył  dwie 

aspiryny.  

– Kiedy chcesz spotkać się z rodzicami? – zapytał.  
– Jutro, jak sądzę.  
– Zdaje się, że nie stanowi to dla ciebie większego problemu.  
– Nie.  
–  Harold  się  zmienił,  Penny.  Twojej  matki  nie  poznałem  tak 

dobrze,  mogę  cię  jednak  zapewnić,  że  ojciec  stał  się  całkiem  innym 
człowiekiem.  

–  Zobaczymy.  Skoro  wróciłam,  to  on  także  może  powrócić  do 

background image

swych dawnych zagrań. A skoro już o ojcu...  myślałam o pracy. Nie 
wyobrażam sobie siebie ponownie w firmie Chapman and Chapman. 
Ale  mimo  wszystko  muszę  się  czymś  zająć.  A  ty  nie  powinieneś 
odwodzić mnie od tego pomysłu.  

–  Chyba  masz  rację.  Ale  pragnę  zauważyć,  że  nie  powinnaś 

pracować zbyt ciężko. Najwyżej cztery godziny dziennie.  

–  Być  może.  Na  Florydzie  chciałam  zostać  konsultantką  w 

sprawach  inwestycji,  ale  gdy  dowiedziałam  się,  że  jestem  w  ciąży, 
skoncentrowałam się na swoim zdrowiu. Podjęłam spokojną pracę w 
bibliotece. Ponadto... – Przerwała.  

– Ponadto... ? – zachęcił ją. Ugryzła grzankę.  
– Przypuszczałam, że ojciec mnie odnajdzie. Tak, byłam pewna, że 

on mnie wytropi.  

–  A  co  ze  mną?  Czy  zdawałaś  sobie  sprawę,  że  ja  też  cię 

poszukiwałem?  Gdyby  Harold  nie  wynajął  detektywów,  ja  bym  to 
zrobił.  Penny,  przecież  słyszałaś  tamtego  dnia,  jak  mówiłem,  że  cię 
kocham  i  chcę  się  z  tobą  ożenić.  Myślałaś,  że  rzucałem  słowa  na 
wiatr? 

– Nie wiedziałam  na co cię stać,  Cabe  –  odrzekła.  Zauważyła,  że 

mężczyzna obserwuje ją cały czas. – Stałeś się obcy w chwili, kiedy 
wszedłeś  do  gabinetu  mojego  ojca.  Wciąż  nie  wiem,  kim  w  istocie 
jesteś.  

– I dlatego jesteśmy tu razem.  
– Tak.  
– To uczciwe. Zacznijmy od początku. Najpierw... – Przerwał mu 

dźwięk  dzwonka.  –  Ktoś  przyszedł.  Pewnie  goniec  z  papierami  z 
biura.  

Wyszedł  z  kuchni  i  wrócił  po  paru  minutach  z  grubym  plikiem 

sprawozdań. Usiadł przy stole i zaczaj je przeglądać.  

–  Do  licha!  –  rzekł.  –  Oczy  odmawiają  mi  posłuszeństwa.  Nie 

wiem, jak to sprawdzę.  

Penny zastanowiła się przez chwilę.  
– Cabe, możemy przejrzeć to razem.  
– Słucham? 
–  Poradziłabym  sobie  z  tym  sama,  ale  wiem,  że  się  na  to  nie 

zgodzisz.  Podzielmy  w  takim  razie  robotę  na  pół.  Nie  możesz  się 
przemęczać.  

Patrzył  badawczo  na  Penny,  kiwając  się  na  krześle.  Minuty 

background image

upływały, serce Penny zaczęło bić mocniej.  

– Sądzę – rzekł w końcu, siadając prosto – że mógłbym zobaczyć, 

jak pracuje Penelopa. Sprawdzimy te papiery wspólnie.  

– Dziękuję ci, Cabe – odpowiedziała uśmiechem. – Penelopa jest 

częścią mnie i powinieneś ją poznać. To ważne dla nas.  

–  Racja  –  przytaknął.  –  A  ty  zapewne  chcesz  poznać  Cabe’a 

biznesmena.  

– Owszem.  
–  Sprawa  dotyczy  nas  obojga.  Jestem  Cabe

em  Malone, 

zwyczajnym  człowiekiem,  który  kocha  cię  nad  życie.  Jestem  ojcem 
twych dzieci. To nigdy się nie zmieni. A teraz zajmijmy się pracą.  

background image

ROZDZIAŁ 8 

 

Krótko  po  północy  Cabe  Malone  ściągnął  buty,  zdjął  skarpetki, 

spodnie  oraz  sweter.  Ubranie  porozrzucał  po  podłodze.  Czuł  się 
fatalniej ledwo zipał.  

Położył  się  do  łóżka  pod  koc  i  jęknął.  Był  obolały.  Wszystko  go 

denerwowało.  Wściekał  się,  że  choroba  go  zmogła.  Potrzebował 
czułej opieki.  

Naciągnął  wyżej  koc.  Jednego  był  pewien:  chciał,  by  opiekowała 

się  nim  Penny,  a  nie  ta  Penelopa!  Chciał  przekonać  się,  co  potrafi 
Penelopa i to był błąd. Ona natychmiast przejęła kontrolę nad tym, co 
mieli  wykonać  wspólnie.  Cabe  już  około  dziewiątej  czuł  się 
wyczerpany. Po godzinie stwierdził, że umykają mu istotne szczegóły. 
O jedenastej pracowała już właściwie tylko Penelopa.  

Przed północą zaczął stękać i żalić się. Kaszlał głośniej, niż to było 

konieczne. Poprosił o chwilę odpoczynku. Penelopa nie skarciła go, że 
zachowywał się jak dziecko. Do licha, w końcu był chory! 

Zorientował  się,  że  nie  spotkał  dotychczas  tak  bystrej  i 

inteligentnej kobiety, jak Penelopa Chapman.  

Zupełnie  go  zaszokowała  i  jednocześnie  niezwykle  przeraziła 

swoim  profesjonalnym  podejściem  do  pracy.  Czy  poświęciłaby  swój 
kierowniczy  talent,  by  stać  się  przykładną  żoną  i  matką?  Mogłaby 
pracować  tylko  po  parę  godzin  dziennie,  ale  bliźnięta  wymagają 
starannej  opieki.  Niebawem  rozpocznie  życie  zupełnie  odmienne  od 
tego,  które  prowadziła,  działając  w  firmie  swego  ojca.  Czy  Cabe  i 
dzieci  uszczęśliwią  Penny?  Może  będzie  lepiej,  jeśli  spyta  się  o  to 
wprost? Czuł się zdezorientowany. Po raz kolejny zdał sobie sprawę, 
iż nie ma pojęcia, kim ona właściwie jest.  

– Cholera! – mruknął.  
Zaraz potem zamknął oczy i pogrążył się w głębokim śnie.  
 
Tymczasem  w  pokoju  gościnnym  Penny  przekonywała  samą 

siebie,  że  musi  odpocząć  i  trochę  pospać.  Leżała  w  łóżku  spięta. 
Zmusiła się, by zamknąć oczy. Jednak nie mogła zasnąć.  

Pomyślała, że tego wieczoru uświadomiła sobie wiele spraw. Cabe, 

mimo  choroby,  okazał  się  doskonały  w  papierkowej  robocie.  Żaden 
szczegół nie wymknął się mu spod kontroli. Czasami pozwalał sobie 

background image

na słowa skargi – ale poza tym potrafił całkowicie skupić się na pracy. 
Był prawdziwym człowiekiem interesu.  

Zastanawiała  się,  co  myślał  o  niej.  Gdy  skończyli  pracę 

wymamrotał  „dobranoc”  i  udał  się  do  łóżka.  Biedactwo;  był  taki 
chory. Jutro jednak z pewnością oceni jej umiejętności i podziękuje za 
pomoc. A może zaproponuje pracę w swojej firmie? 

Przewróciła się na bok i dotknęła dłonią brzucha.  
–  Muszę  po  prostu  poczekać  i  zobaczyć,  co  przyniesie  poranek. 

Dobranoc, dzieci – szepnęła i w końcu usnęła.  

Cabe stał przed lustrem i poprawiał krawat na szyi. Potem przyjrzał 

się dokładnie własnej twarzy.  

Udało  mu  się  przetrwać  noc.  Podsumował,  że  nie  było  z  nim  tak 

najgorzej.  Wczoraj  czuł  się  fatalnie,  musiał  poradzić  sobie  sam,  bez 
niczyjej opieki.  Poczuł zapach świeżo zaparzonej kawy. Znaczyło to, 
że  Penny  już  wstała  i  była  w  kuchni.  Bez  przyczyny  trzykrotnie 
zmieniał krawat i czuł się jak idiota.  

Ponownie  przeczesując  włosy,  zastanawiał  się,  czy  w  kuchni 

zastanie  Penny,  czy  Penelopę.  Nie  miał  ochoty  rozmawiać  przy 
śniadaniu o dokumentach, które sprawdzali wczoraj, o czym jednakże 
mógł  z  nią  dyskutować?  W  kuchni  chciał  spotkać  Penny,  dawną 
Penny!, Jezu, jak to wszystko się pomieszało!” – pomyślał.  

Podszedł  do  drzwi,  ale  za  chwilę  wrócił  do  lustra  i  przećwiczył 

przyjazny,  powitalny  uśmiech.  Miał  nadzieję,  że  nie  wygląda 
groteskowo.  

–  Dzień  dobry  –  przywitał  się  wesoło,  wchodząc  do  kuchni.  – 

Wspaniale pachnie ta kawa.  

–  Widzę,  że  jesteś  weselszy  –  stwierdziła  Penny,  uśmiechając  się 

do niego. – Czujesz się lepiej? 

– Znakomicie – odparł, nalewając kawę do kubka.  
– To dobrze. Czy zrobić ci coś na śniadanie? 
– Nie, wystarczy to, co jest. Trochę się śpieszę. – Usiadł przy stole. 

– Dobrze spałaś? 

– Tak – odpowiedziała, siadając naprzeciw niego.  
– Cieszy mnie to.  
Podniósł łyżeczkę i zaczął nią wybijać miarowy rytm o blat stołu.  
– Nawet na mnie nie spojrzał” – pomyślała Penny. Rozglądał się, 

lecz  nie  patrzył  na  nią.  Może  powinna  coś  napomknąć  na  temat 
wczorajszej pracy? Być może właśnie o tym teraz rozmyślał? 

background image

–  A  więc  –  podjęła  wesoło  –  udało  nam  się  wczoraj  przejrzeć 

wszystko.  

–  Zgadza  się  –  przytaknął.  W  drugą  dłoń  wziął  nóż  i  również 

zaczął nim stukać.  

– W takim razie życzę ci powodzenia w pracy.  
–  Dzięki.  –  Zwiększył  tempo  wybijanego  rytmu,  pochylił  się  i 

zaczaj kiwać głową.  

Penny skrzywiła się.  
– Czy musisz to robić? 
–  To  działa  jak  poranna  gimnastyka.  W  człowieku  zaczyna 

wszystko szybciej krążyć.  

– Nie wątpię – odparła sucho – ale zaraz dostanę bólu głowy.  
–  Och!  –  Rzucił  na  stół  nóż  i  łyżkę.  –  Przepraszam.  Muszę  już 

spływać. – Wstał. – Na razie.  

– Cabe...  
Pospiesznie pocałował ją w czoło.  
– Miłego dnia. Cześć. – Wybiegł z kuchni.  
–  Miłego  dnia?  –  powtórzyła.  –  To  ulubiony  zwrot  młodych 

finansistów.  

Pomyślała,  że  Cabe  zachowuje  się  co  najmniej  dziwnie.  Gdzie 

podziękowanie za pomoc? Czy profesjonalizm i fachowość nie zrobiły 
na nim wrażenia? Nie chciał już z nią dłużej współpracować? Dostała 
od niego tylko całusa w czoło i musiała wysłuchać tego koncertu. Do 
licha, odbiło mu czy co? 

Trzy  godziny  później  Penny  znalazła  się  przed  zamkniętymi 

drzwiami  gabinetu  Harolda  Chapmana.  Przygotowała  się  psychicznie 
do tego spotkania. W końcu nacisnęła klamkę. Weszła do środka.  

– Dzień dobry – powiedziała, zamykając za sobą drzwi.  
Ojciec  podniósł  głowę,  po  dłuższej  chwili  wstał  i  wyszedł  zza 

biurka.  

Pomyślała,  że  Harold  wygląda  zdecydowanie  źle.  Wychudł  i 

sprawiał  wrażenie  zmęczonego.  Dobrze  wiedziała,  że  ona  również 
przyczyniła się do pogorszenia jego stanu zdrowia.  

Ojciec zatrzymał się przed nią i wyciągnął ręce, żeby ją uściskać. 

A jednak zawahał się i zrezygnował z tego gestu.  

–  Witaj,  Penelopo  –  powiedział  nienaturalnym  głosem.  –  Ach, 

zapomniałem,  że  teraz  masz  na  imię  Penny!  Musisz  wykazać  nieco 
cierpliwości, zanim przyzwyczaję się do tego zdrobnienia. Wyglądasz 

background image

kwitnąco.  

–  Wyglądam  jak  kobieta  w  ciąży  –  poprawiła.  Próbowała  się 

uśmiechnąć.  

– Tak, już wiem. Cabe mi powiedział. Ja i matka nie możemy się 

wprost doczekać, kiedy zostaniemy dziadkami.  

– Proszę? 
– Pewnie myślisz, że zwariowałem, ale... cóż... – Wskazał na sofę 

stojącą pod ścianą.  

Zdumiona Penny otworzyła szeroko oczy.  
– O mój Boże! – powiedziała.  
Na  sofie  siedziały  dwa  wypchane,  pluszowe  misie  panda, 

największe  jakie  widziała  w  życiu.  Oba  miały  pocieszne  miny  i 
czerwone  kokardki  na  szyjach.  Była  tak  wzruszona,  że  do  oczu 
napłynęły  jej  łzy.  Musiała  aż  oprzeć  się  przez  moment  na  ramieniu 
ojca. Nie mogła znaleźć słów. Chciała stąd uciec! 

Nagle przypomniała sobie Cabe’a i wzruszającą historię spotkania 

z umierającym ojcem. Pamiętała słowa Cabe’a: „To było wszystko, co 
mogłem  uczynić  dla  Matthewa  Malone”.  Matthew  umarł  i  nie 
dowiedział  się  nawet,  kim  w  rzeczywistości  był  Cabe.  Już  nigdy  nie 
będzie miał szansy powiedzieć do syna: kocham cię.  

Lecz  Harold  Chapman  żył.  I  chociaż  wahał  się,  chciał  jednak 

zbliżyć  się  do  córki.  Fakt,  że  nazwał  ją  Penny,  mówił  już  bardzo 
wiele. Tak samo, jak owe misie w jego gabinecie, w którym nigdy nie 
było żadnej niepotrzebnej rzeczy. A ona miała zamiar odwrócić się i 
uciec.  

Przyszło  jej  to  z  trudem,  ale  w  końcu  spojrzała  na  ojca. 

Obserwował córkę z niepokojem.  

–  Te  misie  są  cudowne  –  odezwała  się  niepewnie.  –  Naprawdę 

świetne i...  Och, tatusiu, przepraszam,  że przysporzyłam ci tak wiele 
zmartwień  swoim  wyjazdem!  Byłam  egoistką,  myślałam  tylko  o 
sobie. Skrzywdziłam tylu ludzi i pragnę to jakoś naprawić. Musiałam 
jednak  wyjechać.  Dusiłam  się  tutaj.  Czy  możesz  mi  wybaczyć,  tato? 
Tak bardzo mi na tym zależy.  

–  Och,  moja  Penelopo!  –  Rozchylił  szeroko  ramiona  i  nawet  nie 

próbował  powstrzymać  łez  spływających  mu  po  twarzy.  –  Nie 
nazywałaś mnie tatusiem, odkąd poszłaś na studia.  

Uścisnęli się wzajemnie. Penny wybuchła głośnym szlochem.  
–  To  ja  powinienem  prosić  ciebie  o  przebaczenie  –  odezwał  się 

background image

Harold głosem drżącym ze wzruszenia. – Moje zainteresowanie pracą 
sprawiło,  że  zaniedbałem  rodzinę.  Gdy  wyjechałaś  zrozumiałem,  że 
robiłem  krzywdę  tobie  i  samemu  sobie.  Cabe,  niech  go  Bóg 
błogosławi,  otworzył  mi  oczy,  pojąłem  swe  błędy.  To  naprawdę 
mądry  człowiek.  Penelo...  Penny.  Och,  moje  drogie  dziecko,  witaj 
znowu w domu! 

–  Kocham  cię,  tatusiu  –  powiedziała  Penny.  Cofnęła  się  i 

uśmiechnęła  przez  łzy  do  ojca.  –  Myślę...  myślę,  że  będziesz 
wspaniałym dziadkiem.  

–  Co  tam  będę.  Ja  już  się  nim  czuję.  Nie  byłem  dla  ciebie  zbyt 

dobrym ojcem i okropnie tego żałuję. Tak się bałem, że utracę cię na 
zawsze,  że  nie  będzie  mi  dane  żyć  blisko  ciebie,  Cabe

1

  a  i  waszych 

dzieci.  

–  Wszyscy  będziemy  prawdziwą  rodziną.  –  Urwała  i  spojrzała 

ponownie  na  piękne  maskotki.  –  Choć  właściwie  jeszcze  nie  jestem 
pewna. Cabe i ja jesteśmy dopiero w połowie drogi do wymarzonego 
celu.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  to  brzmi  dziwnie,  lecz  trudno  mi  to 
wytłumaczyć.  

– On cię kocha, Penny.  
–  Tak  –  odparła,  spoglądając  na  Harolda  –  ale...  och,  jeśli 

zaczniemy o rym rozmawiać, to całkiem się rozpłaczę.  

– Nie nalegam. Chcę jednak, żebyś wiedziała, ze już nigdy cię nie 

zawiodę, jeśli będziesz mnie potrzebować.  

–  Och...  !  –  płakała  Penny.  –  Jesteś  dla  mnie  taki  dobry  i 

wyrozumiały.  

Zaśmiał się.  
–  Przypominasz  mi  matkę  w  czasie,  kiedy  spodziewaliśmy  się 

twego przyjścia na świat. Zdarzyło się wówczas, że powiedziałem jej:, 
Jestem  zajęty,  muszę  zmienić  olej  w  samochodzie”,  a  ona  wtedy 
objęła  mnie  i  szlochała  przez  dwadzieścia  minut  –  Naprawdę?  – 
spytała Penny. Na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech.  

– Tak. Zadzwońmy do matki i spotkajmy się na lunchu. Musimy, 

to wszystko uczcić.  

–  Znakomity  pomysł.  Przy  okazji,  chciałabym  pracować  jeszcze 

przez parę tygodni, jeżeli nie masz nic przeciwko.  

– Naturalnie, że nie. Sama ustalisz sobie godziny zajęć. Nie wolno 

ci się zbyt męczyć.  

– Dziękuję za wszystko.  

background image

–  Nie,  Penny.  To  ja  dziękuję.  A  jeśli  chodzi  o  Cabe’a...  Mogę  ci 

poradzić tylko ryle: posłuchaj głosu swego serca.  

– Tak – obiecała cicho. – Właśnie tak zrobię.  
Cabe  przyjechał  do  domu  o  szóstej.  W  mieszkaniu  unosił  się 

dziwny odór, Z kuchni dobiegał głośny krzyk.  

– Wielkie nieba! – Rzucił się pędem do kuchni. – Penny! 
Tam  pośliznął  się  i  gdyby  nie  fakt,  że  szybko  chwycił  się  stołu, 

wylądowałby na podłodze w kałuży rozbitych jajek.  

–  Och!  –  wrzasnęła  Penny  i  zasłoniła  twarz  dłońmi.  –  Już  nie 

mogę! 

Cabe  podszedł  do  niej  i  delikatnie  pogłaskał  ją  po  włosach. 

Spojrzała na niego i nagle zaczęła płakać.  

– Czy coś się stało? – zapytał z niepokojem.  
–  Nic  –  zaprzeczyła.  –  Przygotowywałam...  a  wtedy...  chciałam... 

ale... och! – Znowu wybuchła płaczem.  

Przytulił ją do siebie.  
– Powiedz to wszystko jeszcze raz,  tylko wolno i po kolei.  Może 

coś zrozumiem.  

Penny poczuła bliskie ciepło,  miły zapach. Przylgnęła mocniej do 

niego.  

–  Penny  –  odezwał  się  spięty.  –  Czy  ktoś  obrzucił  cię  jajkami? 

Odpowiedz mi, kochana.  

Rozmarzona, mruknęła tylko coś niezrozumiale.  
– Penny! 
–  Och!  –  Uniosła  głowę,  odsunęła  się  od  niego  i  otarła  łzy  z 

policzków.  –  Chciałam  przygotować  coś  specjalnego  na  kolację,  ale 
nic  mi  się  nie  udało.  Przypaliłam  brokuły,  mięso  w  piekarniku  cały 
czas jest surowe. Chciałam zrobić ciasto, lecz stłukłam jajka i...  

Pocałował ją.  
Potem  zaczął  pieścić  kark  i  pocałował  ją  jeszcze  raz.  Tym  razem 

bardzo  namiętnie.  Całował  ją  Cabe,  jej  ukochany  Cabe.  Chciała,  by 
ten pocałunek nigdy się nie skończył. Chciała, by ich ciała przylgnęły 
do siebie natychmiast.  

Cabe spijał słodycz z ust Penny jak spragniony człowiek, który na 

środku gorącej pustyni wypija ostatnie krople życiodajnej wody. Jego 
męskość  napięła  się.  Czuł  na  sobie  pełne  piersi  i  brzuch,  gdzie 
rozwijały  się  ich  dzieci.  Pod  wpływem  emocji  nie  mógł  wydobyć 
głosu. Obejmował i całował jedyną miłość swego życia.  

background image

– Kocham cię – wyznał, a potem łagodnie odsunął ją od siebie. – 

Mimo  że  zbiłaś  jajka  dodał.  Zobaczył,  że  jest  zła.  –  Och,  Jezu, 
przecież tylko żartuję! To cudownie, że chciałaś zrobić kolację. Wiesz 
co? Zjemy kolację na  mieście.  Musimy uczcić  zawarcie korzystnego 
kontraktu przez moją firmę.  

Uśmiechnęła się szeroko.  
– Naprawdę? Och, Cabe, to cudownie! 
– Kiedy tylko zjawiłem się w biurze, miałem w kieszeni kontrakt. 

Nie  wiem,  jak  ci  dziękować  za  pomoc.  Byłaś  znakomita...  tak,  jesteś 
niezrównaną  Penelopą.  A  więc  chodźmy  uczcić  sukces.  Sprzątnę  tę 
cholerną jajecznicę z podłogi, wezmę prysznic i przebiorę się. Potem 
wyjdziemy. Ty też się wystrój.  

– Nie, pomogę ci sprzątnąć.  
– Wykluczone! – rzekł ostro. Zaskoczona spojrzała na niego.  
– Ja to zrobię – powiedział już łagodniej. – Ty odpocznij w pokoju. 

No, idź już.  

–  Dobrze  –  zgodziła  się  bez  przekonania.  –  Ale  to  ja  narobiłam 

tego całego bałaganu.  

– Nie zaprzątaj sobie tym głowy.  
Podeszła do drzwi, potem odwróciła się i spojrzała na ukochanego. 

Uśmiechnął się, zerknął gdzieś w bok i zdjął marynarkę, nie śpiesząc 
się.  

Penny wyszła z kuchni.  
Cabe westchnął i dłuższy czas wpatrywał się w sufit.  
Nie mógł tego znieść! Nie był w stanie uporać się z wątpliwością, 

że  wszystko,  co  powiedział  Penny  i  co  dla  niej  zrobił,  tkwiło  w 
pamięci Penelopy. No i – u diabła – nie powiedziała mu, że go kocha. 
Tak bardzo pragnął usłyszeć te słowa z jej ust. Wszystko na próżno.  

Cabe  był  załamany.  Jednak  chciał  skończyć  z  użalaniem  się  nad 

swoją umęczoną duszą. Zaczął porządkować kuchnię.  

Penny opłukała wodą twarz i przeczesała włosy, potem pogładziła 

materiał  swej  nowej,  zielonej,  ciążowej  sukienki.  Usiadła  na  sofie  i 
wpatrywała się w kuchenne drzwi.  

Wiedziała,  że  coś  jest  nie  tak.  Nie  chciała  jednak  teraz  o  tym 

rozmyślać.  Na  ustach  czuła  jeszcze  ten  wspaniały  pocałunek.  Cabe 
zdawał się toczyć wewnętrzną wojnę – z jednej strony chciał się z nią 
całować, z drugiej bronił przed tym. Zauważyła, jaki był spięty, kiedy 
powiedział jej, aby wyszła z kuchni. A może chodziło wyłącznie o to, 

background image

że  czuł  się  sfrustrowany  z  powodu  seksualnego  napięcia?  Nie,  było 
coś jeszcze. Coś istotniejszego. Sprawy przybierały bardzo zły obrót.  

Poczuła, jak dzieci poruszyły się w brzuchu, niczym ptaszki, które 

chciały  rozprostować  kruche  skrzydła.  Ostrożnie  dotknęła  tego 
cudownego miejsca.  

– Wszystko będzie dobrze, dzieci – wyszeptała. – Cabe uspokoi się 

i  wszystko  będzie  grało.  Mam  przynajmniej  taką  nadzieję.  O  mój 
Boże...  

Po  chwili  mężczyzna  zjawił  się  w  saloniku.  Zerknęła  na  niego  z 

niepokojem.  Zaczął  rozpinać  koszulę  i  spodnie.  Obserwowała  jego 
nagie  piersi.  Potem  spojrzała  mu  w  oczy,  starając  się  odgadnąć  jego 
myśli.  

– Już posprzątane – zakomunikował, wciąż nie patrząc na Penny. – 

Mięso  było  surowe,  bo  nie  włączyłaś  piekarnika.  Zawinąłem  je  w 
papier i schowałem do lodówki. Teraz wezmę prysznic.  

– Cabe – spytała cicho. – O co chodzi? 
– O nic – odparł, przechodząc przez pokój.  
– Cabe, powiedz mi, proszę.  
– Już mówiłem, że o nic – powtórzył i wyszedł. Penny otarła łzy i 

westchnęła.  

 
W  restauracji  było  dosyć  dużo  ludzi.  Penny  i  Cabe  czekali  przy 

barku,  aż  zwolni  się  jakiś  stolik.  Po  chwili  do  Cabe’a  podszedł 
masywny, pięćdziesięcioletni mężczyzna i energicznie uścisnęli sobie 
dłonie. Cabe przedstawił go jako J. T. Smitha.  

– Dobrze cię widzieć, Cabe – rzekł J. T. – Pamiętasz nasz ostami 

mecz? Obiecałem ci rewanż.  

Penny  pomyślała  z  niesmakiem,  że  Cabe  zacznie  zaraz 

nadskakiwać temu facetowi.  

– Byłeś wymagającym przeciwnikiem – odparł z uśmiechem Cabe.  
Zastanawiała się, czemu Cabe jest taki miły w jego towarzystwie.  
–  Chcę  zainwestować  pieniądze  w  budowę  nowego  hotelu  – 

powiedział J. T. – Wchodzisz w interes? 

– Wchodzę.  
A  więc  o  to  chodzi!  Biznesmen  Cabe  bawi  się  w  uprzejmości  w 

stosunku  do  partnerów  w  interesach.  Była  świadkiem  niezliczonych 
rozmów tego rodzaju. Pracując w firmie ojca, musiała to akceptować 
jako  nieodłączny  element  świata,  w  którym  obraca  się  dużymi 

background image

pieniędzmi.  Jeszcze  nie  miała  okazji  zobaczyć  ukochanego  w 
podobnej  roli.  Z  jakichś  powodów  nie  przypadł  jej  w  tym  wcieleniu 
do gustu.  

Mężczyźni  dyskutowali  przez  kilka  minut.  Następnie  podszedł 

kelner, wskazując wolny stolik.  

Penny nie odzywała się, dopóki nie zamówili jedzenia.  
– Grałeś w piłkę z J. T. Smithem i dałeś mu wygrać? – zapytała.  
Cabe wzruszył ramionami.  
–  Dzięki  temu  poczuł  się  dumny  i  zadowolony.  Jego  próżność 

została rozbudzona. Wiesz, jak to jest.  

– Tak, ale nie przypuszczałam, że ty... właściwie to nieważne.  
– Czego nie przypuszczałaś? 
– Nie sądziłam, że jesteś takim przebiegłym dyplomatą. Lubisz to, 

Cabe? 

– Niezbyt  –  odrzekł.  –  Ale to konieczne.  I wiedziałaś o tym jako 

Penelopa.  

– Ale teraz siedzisz z Penny.  
–  W  takim  razie  musisz  mi  darować.  Skąd  mam  wiedzieć,  kiedy 

rozmawiam  z  Penny,  a  kiedy  z  Penelopą?  Zrozum,  w  interesach 
staram  się  być  uczciwy.  Nie  biorę  łapówek,  nie  oszukuję  na 
materiałach, nawet gdy mam okazję. Owszem, stawiam kontrahentom 
wino  i  obiad,  tak  jak  niegdyś  ty  w  podobnych  sytuacjach.  Nie  mam 
zamiaru  się  z  tego  tłumaczyć.  Miło  się  z  tobą  gada,  Penny.  Kiedy 
jednak Penelopa przeglądała moje papiery, nie potrafiłem odezwać się 
do niej. Jestem pewny, że to zauważyłaś.  

– Nie bądź śmieszny.  
– Dajmy temu spokój – poprosił. – Zaprosiłem cię na kolację.  
– Racja – odrzekła bez entuzjazmu.  
Trudno  było  mówić  o  dobrym  nastroju.  Jedli  w  milczeniu  i 

napięciu.  Nie  odzywali  się  także  podczas  powrotu  do  domu. 
Popatrzyli  sobie  w  oczy  dopiero,  gdy  znaleźli  się  w  mieszkaniu 
Cabe’a; jednak obeszło się bez czułości.  

– Chyba... pójdę do łóżka – oświadczyła cicho Penny. – Obiecałam 

ojcu,  że  jutro  przyjdę  do  biura.  Dziękuję  za  kolację.  Dobrej  nocy, 
Cabe.  

– Dobranoc – odpowiedział, wkładając ręce do kieszeni. Pomyślał, 

że  nie  przypadł  jej  do  gustu  jako  człowiek  interesu.  Dawnemu 
Cabe’owi też nigdy nie wyznała miłości. Wielki Boże, czy to znaczy, 

background image

że utraci swoją Penny? 

– Cóż, dobranoc.  
Uświadomiła  sobie,  że  myślał  o  niej  jako  o  zimnej,  nieczułej 

Penelopie.  O  kimś  strasznie  wyrachowanym.  Musiała  być  dla  niego 
kobietą  sprawdzającą  się  tylko  w  pracy.  Jednak  było  tak  tylko  w 
połowie.  Czy  Cabe  tego  nie  pojmował?  Och,  co  będzie  z  ich 
związkiem? 

Następnego  popołudnia  Penny  wróciła  do  mieszkania  Cabe’a 

dopiero około ósmej. Kiedy ją zobaczył, usiadł na sofie i zamyślił się.  

–  Ładnie  z  twojej  strony,  że  wpadłaś  –  odezwał  się  podejrzanie 

spokojnym głosem.  

– Przepraszam, że tak późno, Cabe, ale...  
– Niech zgadnę – przerwał jej, unosząc dłoń. – Penelopa była tak 

pochłonięta  pracą,  że  zatraciła  poczucie  czasu.  Ludzie  niewiele  cię 
obchodzą,  inaczej  zadzwoniłabyś  do  mnie  i  powiedziała,  że 
przyjdziesz później. Oszczędziłabyś mi nerwów.  

– Dzwoniłam, ale numer był zajęty.  
– Ach tak... słusznie. Przez chwilę rozmawiałem z J. T. Smithem.  
– Tak? Umawialiście się na mecz, abyś ponownie mógł zaspokoić 

jego próżność? 

– Pozwól, że sam zdecyduję, jak mam prowadzić własne interesy.  
–  A  ty  nie  mieszaj  się  do  moich  spraw  –  odparła.  –  Jeśli  chcesz 

wiedzieć, to wyszłam z biura równo o piątej. Wpadłam do sklepu, bo 
chciałam  kupić  parę  sukienek.  Potem  poczułam  się  piekielnie 
zmęczona.  Zadzwoniłam  do  ciebie,  ale  telefon  był  zajęty.  Chciałam, 
żeby  ktoś  po  mnie  przyjechał.  Teraz  chciałabym  się  dowiedzieć  od 
ciebie,  dlaczego,  skoro  przyszłam  później,  traktujesz  mnie  jak 
Penelopę? 

–  Od  dawna  jesteś  tylko  Penelopą!  –  wrzasnął.  –  Co  stanie  się, 

kiedy  dojdziesz  do  wniosku,  że  odpowiada  ci  życie  zapracowanej 
kobiety? Co będzie wtedy z nami? 

–  Do  licha,  Cabe,  przecież  nie  możemy  prowadzić  ze  sobą 

wiecznej  wojny.  Musimy  się  nawzajem  zaakceptować.  Nie  mamy 
innego wyjścia, jeśli chcemy, żeby wszystko było w porządku.  

–  Tobie  jednak  nie  podoba  się,  że  biznesmen  Cabe  stara  się 

zadowolić swojego klienta.  

Westchnęła.  
–  Rozumiem  powody,  dla  których  to  robisz.  Nie  widzę  w  tym 

background image

niczego złego. Po prostu zapomniałam na chwilę o takich sposobach. 
To wszystko.  

– Boże! – powiedział, patrząc w sufit. – Nie mogę w to uwierzyć. – 

Ponownie  spojrzał  na  Penny.  –  Posłuchaj.  Zaczęliśmy  się 
obserwować.  Chciałem  się  przekonać,  kim  jesteś  teraz.  Ty 
sprawdzałaś  mnie.  Mieliśmy  zadecydować  o  przyszłości  dopiero  po 
tym sprawdzianie. Ale ja tego nie wytrzymuję.  

–  Co  masz  na  myśli?  –  zapytała,  czując,  jak  przechodzi  ją  zimny 

dreszcz.  

– Tak, to był  mój pomysł, wiem –  rzekł zdenerwowany. –  Ale to 

był  błąd.  Nie  sprawdził  się.  Nie  rozstrzygniemy  dręczących  nas 
wątpliwości. Lepiej, gdybyśmy mogli zastanowić się nad sobą...  

– Chcesz, żebym się wyprowadziła? – przerwała mu.  
– Tak – stwierdził, choć coś w nim rozpaczliwie krzyczało  „nie”! 

Musiał  pozwolić,  aby  odeszła  i  przemyślała  wszystko,  by 
zdecydowała, czy go kocha naprawdę. – Nie możesz jednak ponownie 
gdzieś  zniknąć.  Nie  zniósłbym  tego.  Nie  zrobisz  mi  tego,  prawda? 
Zdołała tylko skinąć głową.  

– Czy rozumiesz, dlaczego musimy to zrobić? – spytał. „Owszem – 

pomyślała  ponuro  –  zrozumiałam”.  Cabe  potrzebował  czasu.  Musiał 
przekonać się, co do niej czuje. Wzruszyła ramionami.  

–  Dokąd...  dokąd  chcesz  się  udać?  –  zapytał  spokojnie.  Starała 

sienie wybuchnąć płaczem.  

– Do Meadow View. Pojadę do ciotki Beth, do Meadow View.  
– Dobrze. Zawiozę cię tam rano.  
– Chcę wyjechać sama, Cabe. I tak będę tam potrzebować swojego 

samochodu.  

–  W  takim  razie  odwiozę  cię.  Zobaczę,  jak  się  urządziłaś,  czy 

niczego ci nie brakuje.  

– Nie.  
–  Do  diabła  ja...  –  Przerwał.  –  No  dobrze.  Słuchaj,  jeżdżę  do 

Meadow  View  w  każdą  sobotę,  by  zobaczyć  się  z  Holly.  Czy  będę 
mógł wówczas do ciebie zaglądać? 

–  Tak,  oczywiście.  Teraz  pozwól  mi  się  spakować.  Wyjadę  rano. 

Ale nie stąd. Wyjadę z mojego mieszkania.  

– Chcesz wyjść ode mnie już teraz? 
– Sądzę, że tak będzie lepiej.  
Patrzyli  na  siebie.  Nie  powiedzieli  jednak  już  ani  słowa.  Płonęła 

background image

między nimi miłość, miłość, której nie zdołali sobie wyznać.  

Rozstali się bez słów.  

background image

ROZDZIAŁ 9 

 

Było wczesne sobotnie popołudnie. Penny błąkała się bez celu po 

domu swej ciotki... Przyjechała tu w czwartek i od tamtej pory zdążyła 
wysprzątać wszystkie pokoje.  Bezskutecznie  starała się nie  myśleć o 
Cabie. Wciąż chciało jej się płakać.  

Pogrążona była w czarnej rozpaczy.  
Podeszła  do okna i wyjrzała na zewnątrz.  Nie zauważyła  cienkiej 

warstwy  śniegu  ani  jasnego,  błękitnego  nieba.  Przed  oczyma  miała 
ciągle wizerunek Cabe’a Malone.  

Bez przerwy przypominała sobie scenę w jego mieszkaniu. Czuła, 

że łzy napływają jej do oczu na wspomnienie tamtej przygnębiającej 
ciszy,  która  oddzieliła  ją  od  Cabe’a  niczym  przezroczysta  ściana. 
Cisza ta była gorsza, niż najbardziej przykre słowa.  

Przycisnęła czoło do zimnej szyby i westchnęła.  
–  Och,  Cabe!  –  szepnęła  do  siebie.  –  Jak  myślisz?  Czy  nadal 

znajdujemy się w połowie drogi? 

Doszła  do  wniosku,  że  musi  się  przejść,  inaczej  zaraz  zwariuje. 

Tego  ranka  obudziła  się  i  nie  przestawała  spoglądać  na  zegar. 
Zastanawiała  się,  czy  Cabe  przyjechał  już  do  Meadow  View  i 
próbowała odgadnąć, kiedy zjawi się przed jej domem.  

Wszedłby  do  pokoju  i...  Co  miałby  jej  do  powiedzenia?  Co  by 

zrobił?  Pytania,  które  sama  sobie  zadawała  były  tak  uciążliwe,  że 
zdecydowanie  musiała  wybrać  się  na  przechadzkę,  by  ukoić  napięte 
do granic wytrzymałości nerwy.  

Powietrze  na  dworze  było  czyste,  rześkie  i  chłodne.  Wsunęła 

dłonie  w  kieszenie  płaszcza.  Oddychała  głęboko,  utwierdzając  się  w 
przekonaniu, że spacer był wybornym pomysłem.  

Przechadzała  się  powoli  i  zdała  sobie  sprawę,  że  bardzo  lubi 

Meadow View, niewielką miejscowość, w której znajdowało się parę 
szkół, sklepików i szpital. Co za odmiana po wielkomiejskim chaosie 
Detroit  Mogła  ta  mieszkać  jako  Penny,  wiedziała,  że  tutejsi  ludzie 
lubią ją, nie stawiając żadnych wymagań. Tu mogła śmiać się i płakać 
do  woli.  Mogła  z  miejsca  nawiązać  współpracę  z  firmami  w  Detroit 
Bez żadnych przeszkód wychowywałaby swoje dzieci. Właśnie w tym 
miasteczku, które dawno temu udzieliło gościny ciotce Beth.  

„Swoje dzieci”? – pomyślała. Nie, to nie będą wyłącznie jej dzieci. 

background image

Cabe  jest  ich  ojcem.  Cabe  był  jej  kochankiem.  Jest  jej  miłością,  dla 
niego  żyje.  Odnalazła  samą  siebie,  poczuła  się  kobietą,  tylko 
brakowało  jej  wzajemności  i  opieki  Cabe’a.  To  on  sprawiał,  że 
nauczyła się cieszyć prawdziwym szczęściem, beztrosko śmiać. Jakże 
go kochała.  

Penny przystanęła. Zdziwiła się, że pogrążona w myślach, oddaliła 

się  tak  daleko  od  domu.  Zatrzymała  się  przed  posesją,  w  której 
pierwszy  raz  spotkała  Cabe’a.  Budynek  obecnie  wyglądał  na 
wykończony,  podobnie  jak  inne  w  sąsiedztwie.  Rozejrzała  się  po 
okolicy;  z  kominów  wydostawał  się  dym,  na  podjazdach  stały 
samochody, a na tabliczkach wypisane były nazwiska właścicieli. Na 
trawnikach  przed  niektórymi  domami  umieszczono  tabliczki  z 
informacją „na sprzedaż”.  

Spojrzała na ów budynek, gdzie spotkała Cabe’a.  
W  oknach  nie  dostrzegła  zasłon,  domek  nie  był  chyba 

zamieszkany. Mimo tego nie wystawiono go na sprzedaż. Pewnie już 
ktoś  go  kupił,  tyle,  że  właściciele  jeszcze  się  nie  przeprowadzili. 
Chciała obejrzeć raz jeszcze ten dom. Poczuła pragnienie, aby zajrzeć 
do środka i przekonać się, jak urządzono salonik.  

Niepewnie  zbliżyła  się  do  budynku.  Gdy  weszła  na  schodki, 

poczuła się jak złodziej zakradający się w nocy do domu obcych ludzi.  

–  Och,  jakie  śliczne!  –  powiedziała,  dotykając  dłonią  zdobionych 

drzwi  wejściowych.  Przesunęła  palcem  po  powierzchni  ciemnego 
drewna. Chciała krzyknąć, gdyż drzwi nagle otworzyły się, a przecież 
je ledwo musnęła.  

Zajrzała  i  poczuta  nagłe  podekscytowanie.  Wiedziała,  że  nie 

powinna wchodzić, ale... nie mogła się wprost powstrzymać. Przecież 
właśnie tutaj poznała Cabe’a.  

Oddychała  szybciej.  Ostrożnie  zamknęła  za  sobą  drzwi.  Ku  jej 

zdumieniu,  w  środku  było  ciepło,  usłyszała  buczenie  piecyków.  Na 
podłodze  leżał  brązowy  dywan.  Na  schodach  wiodących  na  piętro 
znajdował  się  taki  sam  dywan.  Popatrzyła  na  niebieskawe  ściany  i 
dostrzegła artystycznie wykończony kominek.  

W  dużym  pokoju  nie  było  żadnych  mebli.  Jednak  Penny 

wyobraziła  sobie,  że  lampy  rozpraszają  przytłumione  światło,  a  w 
rogu stoi... kojec dla niemowląt.  

Ktoś  na  dywanie  porozrzucał  zabawki.  Lalki,  samochodziki  i 

klocki. Cabe mógłby siedzieć przed rozpalonym kominkiem z Holly i 

background image

bliźniętami  i  budować  zamek  z  klocków.  Dzieci  szczebiotałyby 
zachwycone,  rozwalałyby  małe  konstrukcje  i  stawiały  zamek  od 
nowa.  

Penny  uśmiechnęła  się,  owładnięta  swymi  fantazjami.  A  gdzie 

byłaby  ona  sama  podczas  zabawy  Cabe’a  z  dziećmi?  Cóż,  może  w 
kuchni.  Piekłaby  pyszne  ciasteczka.  Nauczy  się  doskonale  gotować  i 
nie zbije już nigdy żadnego jajka.  

Była  zdumiona,  rozglądając  się  po  opustoszałym  pokoju.  Coś  tu 

nie  grało.  Ktoś  tu  jednak  mieszkał,  zdawało  jej  się,  że  usłyszała 
śmiech i poczuła aromat cynamonu.  

Pomyślała, że chyba najwyższy czas, by zakończyć fantazjowanie. 

Musiała stąd wyjść. Ktoś już zajął ten dom. Właściciele mogli pojawić 
się lada chwila i zastać nieproszonego gościa.  

A  jednak...  Zerknęła  na  schody.  Obiecała  sobie,  że  tylko  spojrzy. 

Chciała zobaczyć pokój, gdzie dawno temu Cabe znalazł ją płaczącą. 
Chciała  szybko  wejść  po  schodach,  spojrzeć  i  potem  wyjść.  Serce 
waliło jak oszalałe, pokusa okazała się silniejsza od zakazów.  

Przeszła  przez  pokój,  czując  miękkość  grubego  dywanu  pod 

stopami. Weszła na schody, krew pulsowała jej w skroniach. Na górze 
rozejrzała  się  pospiesznie  i  na  palcach  podeszła  do  właściwego 
pokoju. Stanęła w drzwiach i ze zdumienia otworzyła usta.  

Na podłodze siedział Cabe. Plecami opierał się o ścianę, dokładnie 

w tym samym miejscu, gdzie spotkali się po raz pierwszy.  

„Och,  dosyć!”  –  powiedziała  sobie.  To  niemożliwe,  że  widzi 

prawdziwego Cabe’a. Za bardzo bujała w obłokach. To nie on, to nie 
jej  ukochany.  Kurtka,  która  leżała  na  dywanie,  z  pewnością  nie 
należała do Cabe’a.  

Zdała sobie sprawę z własnej głupoty. Cabe’a tu nie było.  
Zakasłał.  
Penny przestraszyła się i cofnęła o krok.  
On  przechylił  się  nieco.  Równy,  miarowy  oddech  zdradzał,  że 

mężczyzna śpi.  

Zamknęła oczy, policzyła do dziesięciu i ponownie spojrzała.  
Wielkie nieba. Cabe wciąż tam był! Rzeczywiście tam był! 
„I  co  teraz?”  –  zastanawiała  się.  Miała  wymknąć  się,  pozostawić 

go, czekać, aż odwiedzi ją u ciotki Beth? Nie, zaraz, chwileczkę. Fakt, 
że  zastała  go  właśnie  w  tym  miejscu,  w  tym  pokoju,  nie  mógł  być 
czystym  zbiegiem  okoliczności.  Przyszedł  tu  dla  wspomnień, 

background image

identycznie  jak  ona.  Chciał  odnowić  w  pamięci  ich  pierwsze, 
niezwykle  cudowne  spotkanie;  spotkanie  Penny  i  Cabe’a.  Wszystko 
zaczęło się właśnie tutaj i on wiedział o tym.  

Uśmiechnęła  się;  przepełniała  ją  czułość.  Rozpięła  swój  płaszcz, 

zdjęła  go  i  rzuciła  na  podłogę  tuż  koło  drzwi.  Wsunęła  dłoń  do 
kieszeni  sukienki,  palcami  dotykając  brzucha.  Cicho  przemierzyła 
pokój i usiadła obok ukochanego.  

Spojrzała  na  niego,  przyjrzała  mu  się  z  bliska.  Serce  płonęło 

gorącym uczuciem.  

Jakby  wyczuwając  jej  obecność,  Cabe  powoli  otworzył  oczy. 

Spojrzeli na siebie jednocześnie.  

– Twoja matka – odezwała się cichym głosem – nauczyła cię, byś 

w kieszeni zawsze miał czystą chusteczkę. Moja wbiła mi do głowy, 
że zawsze należy zwracać pożyczone rzeczy.  

Podała mu chusteczkę.  
Cabe zerknął na dziewczynę. Nie potrafiła odgadnąć, co teraz mógł 

myśleć. Ujął jej dłoń. Potem ponownie oparł głowę o ścianę i zamknął 
oczy.  

Nie odezwał się.  
Było tak cicho, że Penny sądziła, że słychać głośne bicie jej serca. 

Popatrzyła  na  silną  dłoń  ukochanego  mężczyzny.  Ta  ręka  kiedyś 
pieściła  piersi  i  delikatną  skórę  na  całym  jej  ciele.  Spojrzała  na  usta 
mężczyzny.  Jedyne  usta  potrafiące  wzbudzić  w  niej  pożądanie, 
rozpalić ją do białości.  

Kiedyś  razem  wznieśli  się  ku  ekstazie.  Połączyli  nie  tylko  swe 

ciała, lecz także dusze. Połączyli się całkowicie i bez reszty.  

Och, jak mocno od tamtej pory związali się ze sobą! Wiedziała, że 

nie  może stracić tego  mężczyzny.  On był skarbem,  o którego należy 
walczyć  w  razie  potrzeby.  Nadeszła  pora  walki  o  Cabe’a.  Dawnego 
Cabe’a,  Cabe’a  biznesmena.  Zresztą  było  jej  wszystko  jedno. 
Obojętnie, czy ubierał roboczy drelich i wywijał młotem, czy też drogi 
garnitur i zawierał umowy na miliony dolarów.  

Jakaż  była  głupia.  Bez  powodu  tak  bardzo  skomplikowała  ich 

wspólne  życie.  Cabe  Malone  nie  był  jej  obcy.  Znała  go  dobrze  i 
wszystko w nim kochała.  

Popatrzyła  na  niego,  ale  nie  poruszył  się  i  nie  otwierał  oczu. 

Najwyraźniej  ucinał  sobie  drzemkę.  Penny  dostrzegła  jednak,  że  jest 
zdenerwowany. Poczuła, że coraz mocniej ściska jej dłoń.  

background image

– Cabe – powiedziała cichutko. – Wiem, że nie śpisz. Chciałabym 

z tobą porozmawiać.  

– Nie – odrzekł, nie otwierając oczu.  
– Nie? Spisz,  czy  nie chcesz  rozmawiać? Westchnął i spojrzał na 

ich złączone dłonie.  

–  Miałem  nadzieję,  że  jeśli  nie  otworzę  oczu,  to  nie  będę  musiał 

wysłuchiwać  tego,  co  masz  do  powiedzenia.  Ale  nie  mam  wyjścia, 
prawda?  Wybierałem  się  do  ciebie,  ale  najpierw  wstąpiłem  tutaj. 
Chciałem trochę posiedzieć tu,  w tym  pokoju,  gdzie znalazłem  moją 
Penny.  

– Cabe, ja...  
–  W  porządku  stwierdził.  –  Już  się  zamykam.  No  dalej,  mów. 

Powiedz,  że  łączą  nas  tylko  dzieci.  Jakie  masz  plany?  Chyba  będę 
mógł widywać je często, prawda? 

– Nie, ja...  
– Wspaniale – przerwał jej. – Raz będę spotykał się z Holly, drugi 

raz  z  dziećmi.  Piękne  perspektywy.  Użalam  się  nad  sobą?  Cóż, 
owszem.  Chciałem  sobie  trochę  pofolgować.  Tak.  Biedny  Cabe.  Nie 
prosiłem  o  wiele,  zdawało  mi  się,  że  nie  mam  wygórowanych 
wymagań. Chciałem tylko, żeby kobieta, którą kocham, kochała także 
mnie. Chciałem mieć prawdziwą rodzinę i...  

– Cabe, ja cię kocham.  
– Chcesz,  żebym  ci coś  powiedział?  –  wyszeptał.  –  To  mój dom. 

Nie  mogłem  go  sprzedać.  Dawno  temu  położyłem  te  dywany  i 
czekałem na ciebie. Siedziałem tutaj, wspominając, jak Penny płakała 
i śmiała się razem ze mną. Byliśmy razem. Oczekiwałem, że genialna 
Penelopa dojdzie do przekonania, że powinniśmy stworzyć bliźniętom 
bezpieczny dom.  

– Szczerze cię kocham, Cabe. Całym sercem.  
–  Penelopa  z  pewnością  zatroszczyłaby  się  o  dzieci  –  ciągnął, 

udając,  że  nie  docierają  do  niego  te  wyznania.  –  A  Penny?  Nie 
wiadomo.  Penny  pragnęła  swego  bajkowego  świata.  Wynajęłaby 
niańkę  i  kochałaby  się  po  kryjomu.  A  nowa  Penny,  połączenie 
Penelopy i...  

– Cholera, Cabe, przestań! 
– Kocham ją tak bardzo  – oświadczył smutnym głosem.  –  Tak  ją 

kocham, lecz ona...  

– Kocham cię, ty idioto. Kobieta wstała i spojrzała na niego.  

background image

– Jeżeli przerwiesz rai jeszcze raz, roztrzaskam twój piękny nos.  
– Słucham? 
–  Tak,  posłuchaj,  Malone.  Dotychczas  to  ja  milczałam.  Chciałam 

przekonać się, że przemyślałeś sobie wszystko i że już wiesz, kim w 
końcu jestem.  

–  Po  co,  u  licha?  –  Zerwał  się  na  równe  nogi  i  spojrzał  na  nią.  – 

Cały czas powtarzałem ci, że cię kocham.  

– Zamknij się! Grzecznie wykonał polecenie.  
–  Wiedziałeś,  że  jestem  zagubiona,  Cabe.  Byłam  przekonana,  że 

jesteśmy sobie obcy, że nie da się zbudować prawdziwego związku na 
tym,  co  zdarzyło  się  niegdyś  między  Cabe’em  a  Penny.  Myliłam  się 
jednak. Powinnam posłuchać serca, lecz bałam się zaufać uczuciom.  

– Penny...  
–  Cicho!  –  Zrozumiałam,  że  Cabe  murarz  i  Cabe  biznesmen  to 

jedna  i  ta  sama  osoba.  Tak  samo  wierna,  dobra  i  uczciwa.  Nie  jesteś 
dla  mnie  kimś  obcym,  Cabe.  Nie  byłeś  od  chwili,  w  której 
spotkaliśmy  się  w  tym  pokoju.  No  i,  mój  Boże,  kocham  cię  tak 
bardzo. Chcę, żebyśmy byli razem; razem z naszymi dziećmi, z Holly 
i  misiami  panda.  Nauczę  się  piec  cynamonowe  ciasteczka,  kiedy  ty 
będziesz bawił się klockami i... Och, błagam cię, powiedz coś! 

– Jakimi misiami panda? 
–  No  tak  –  rzekła  odwracając  się.  –  Mam  dosyć.  Idę.  Równie 

dobrze  moglibyśmy  przeprowadzać  taką  ważną  rozmowę  przez  płot 
Skoczył za nią, zasłonił wyjście i chwycił za ramiona.  

– Kochasz mnie? – zapytał i uśmiechnął się nieznacznie. – Całego 

mnie?  Cabe’a  murarza  i  człowieka  interesu?  Twojego  kochanka, 
twego mężczyznę, ojca twoich dzieci? 

Oczy Penny wypełniły łzy wzruszenia.  
–  Tak,  Cabe,  kocham  cię.  Całym  sercem,  bez  reszty.  Uwielbiam 

cię.  

–  Och,  dzięki  Bogu!  –  odrzekł.  Przyciągnął  do  siebie  ukochaną  i 

objął mocno, tak jakby już nigdy nie chciał jej puścić.  

Nareszcie wrócili do domu.  
Znajdowali się w domu, który Cabe budował własnymi rękami. W 

budynku, w którym narodziła się ich miłość.  

Mężczyzna  dotknął  drżącymi  dłońmi  twarzy  Penny.  Widział  łzy 

spływające z oczu ukochanej.  

– Kocham cię – powiedział głosem pełnym wzruszenia. – Kocham 

background image

cię, Penny.  

– A ja ciebie.  
Pocałował ją czule i delikatnie.  Penny poczuła się niczym kruchy 

kryształ w rękach mistrza. Cabe otarł jej łzy i całował dalej. Zaczęło ją 
ogarniać  pulsujące  pożądanie.  Czuła,  że  traci  równowagę.  Musiała 
chwycić mocniej mężczyzny.  

– Och, Cabe! – szepnęła.  
– Pragnę cię, Penny – wymamrotał. – Chcę się z tobą kochać tutaj, 

w naszym pokoju, w naszym domu.  

– Tak...  
Ich usta połączył długi pocałunek. Cabe dłonią poszukał suwaka z 

tyłu sukienki.  

–  Cabe  –  odezwała  się,  gdy  powoli rozpinał  suwak.  –  Moje  ciało 

wygląda inaczej, niż wtedy, gdy kochaliśmy się pierwszy raz.  

– Chcę zobaczyć cię – powiedział, zsuwając sukienkę z jej ramion. 

– To nasze dzieci. Twoje i moje. – Och, Penny, jesteś najcudowniejszą 
i  najpiękniejszą  kobietą  na  świecie!  –  dodał  i  oparł  dłonie  na  jej 
brzuchu.  –  Nie  mogę  wprost  uwierzyć.  One  są  tam  bezpieczne, 
rozwijają się. Dwie małe istotki.  

–  Wiem  –  odrzekła  z  uśmiechem.  –  Wierz  mi.  Ja  to  doskonale 

czuję.  

Spojrzał  na  pełne  piersi  kobiety.  Nie  potrafił  już  zapanować  nad 

swoimi  żądzami.  Penny  popatrzyła  mu  w  oczy,  kiedy  rozpinał  jej 
stanik. Bielizna zsunęła się na dywan. Penny zdjęła buty.  

– Kochaj mnie, Cabe – wyszeptała.  
Jęknął,  wziął  ją  w  ramiona  i  całował  piękne  usta,  zapominając  o 

całym  świecie.  Przeniósł  Penny  na  środek  pokoju,  tam  gdzie 
słoneczne promienie rzucały przez okno jasną poświatę. Szybko zdjął 
resztę swojej garderoby.  

Penny oddychała szybciej, patrząc na wspaniałe ciało mężczyzny. 

Cabe stał nad nią nagi, gotów dać wszystko, co posiadał. Wyciągnęła 
ku niemu ręce.  

Uklęknął  i  ściągnął  jej  majteczki.  Położył  się  na  dywanie,  by 

podziwiać kobietę, którą tak pożądał.  

–  Taka  piękna  –  powiedział,  pochylając  się  nad  Penny.  –  Taka 

śliczna i kobieca. Moja jedyna.  

Wplotła  palce  w  jego  gęste,  ciemne  włosy.  Usłyszała,  że  jej 

ukochany  jęczy  z  rozkoszy.  Pieścił  jędrny  biust,  tak  namiętnie,  aż 

background image

zesztywniały jej sutki. Zaczęli się gorączkowo całować.  

Delikatnie  przesunął  dłonią  po  zaokrąglonym  brzuchu  Penny,  po 

udach,  dotykając  w  końcu  wilgotnego  miejsca  między  nogami.  Było 
to  tak  przyjemne,  że  ciało  Penny  wiło  się  pod  wpływem  ogromnego 
podniecenia.  

– Och, Cabe! – powiedziała drżącym głosem. – Proszę. Chcę cię. 

Pragnę cię tak bardzo.  

– Powiedz mi, powiedz jeszcze raz, że mnie kochasz.  
– Tak. Kocham cię bardziej, niż mógłbyś to sobie wyobrazić. Och! 

Proszę, Cabe! Teraz, proszę! 

Spojrzał na rozpalone oblicze dziewczyny.  
– Nie chcę zrobić ci krzywdy, Penny.  
– Nie zrobisz.  
– A dzieci...  
– Nic im się nie stanie.  
–  Tak  dawno  się  kochaliśmy.  Penny,  nie  wiem,  czy  potrafię  się 

teraz powstrzymać. Chcę dać ci rozkosz i...  

– Och, nie mów tyle! – jęknęła.  
– Wolisz czyny od słów, prawda? 
– Zapewniam cię – powiedziała żartobliwym tonem.  
– Chodź, Cabe. Weź mnie całą. Tak też uczynił.  
Wszedł w nią cały. Stanowili teraz jedność. Nie byli już w połowie 

drogi, odnaleźli się i nic innego nie potrzebowali do szczęścia. Czuli, 
jak unoszą się w powietrzu... Razem dotarli do brzegu rozkoszy.  

– Cabe! 
– Kocham  cię,  Penny.  O Boże,  jak  bardzo cię kocham.  Po chwili 

położył  się  na  boku.  Westchnęła,  rozkoszując  się  przyjemnym 
odprężeniem.  Gładził  palcami  jej  włosy,  patrzył,  jak  jedwabiste 
kosmyki mienią się w promykach słońca. W pokoju zapanowała cisza.  

– Penny? – odezwał się w końcu.  
– Słucham? 
– Wyjdziesz za mnie? 
Zwróciła ku niemu twarz i zobaczyła, że Cabe się uśmiecha.  
– Tak.  
– Nie chcesz się najpierw zastanowić? 
– Nie.  
–  Och,  to  świetnie!  Nie,  niezupełnie.  Musimy  najpierw 

porozmawiać.  

background image

– Dobrze – powiedziała i wzruszyła ramionami. – Mów.  
–  Wiesz,  chodzi  o  Holly.  Wiesz  dobrze,  że  jest  pod  moją  opieką. 

To urocze dziecko, ale tymczasem trochę rozbrykane. Nie jest całkiem 
rozpieszczona, ale... jaja kocham, Penny. Chciałbym, żeby znów miała 
prawdziwą  rodzinę.  To,  że  matka  się  nią  zajęła  było  czymś 
cudownym.  Lecz  teraz  nadszedł  czas,  abym  wypełnił  obietnicę  daną 
Jasonowi  i  Karen.  I  jeszcze  kwestia  tego  domu.  Bardzo  chciałbym 
zamieszkać  w  Meadow  View,  tu  wychować  nasze  potomstwo. 
Mógłbym tak wszystko zorganizować, żeby nie bywać w Detroit zbyt 
często.  Ty,  jeśli  chcesz,  możesz  także  współpracować  z  firmą  ojca. 
Zdaje się, że musimy podjąć parę istotnych decyzji.  

– Owszem.  
– Więc rozstrzygnijmy wszystko teraz.  
– Nie. To znaczy, tak, Wyjdę za ciebie. I oczywiście Holly zostanie 

naszą córką. Tak, uwielbiam życie w Meadow View. Również w razie 
konieczności  będę  służyła  radą  ojcu  w  sprawach  zawodowych...  Co 
jeszcze? Czy powiedziałam wszystko, co potrzeba? Och! Kocham cię 
i chcę spędzić z tobą resztę życia. Co ty na to? 

–  Doskonale  –  odpowiedział  i  musnął  jej  wargi.  –  Została  tylko 

jedna kwestia.  

– Jaka? 
– Czy naprawdę mamy misie panda? 
–  Powiem  ci  o  nich  wszystko  –  rzekła,  głaszcząc  palcami  jego 

klatkę piersiową, potem niżej, coraz niżej... – ale później.  

I  rzeczywiście.  Upłynęło  wiele  czasu,  zanim  Penny  i  Cabe 

niechętnie ubrali się  i wyszli  z budynku,  który wkrótce  miał stać  się 
ich  domem.  Trzymając  się  za  ręce,  wrócili  do  domu  ciotki  Beth, 
podziwiając po drodze wielkie, płatki śniegu, które zaczęły sypać się z 
nieba.  

Penny  pomyślała,  że  Meadow  View  zimą  zamieniło  się  w 

baśniową  krainę.  Na  szczęście  nauczyła  się  rozróżniać  fantazję  od 
rzeczywistości. Baśniową, lecz zarazem realną. Penny i Cabe przebyli 
długą drogę, by wreszcie połączyć się na zawsze. Odtąd zawsze będą 
razem.  

background image

EPILOG 

 

Cabe  otworzył  frontowe  drzwi  i  wszedł  do  swego  domu. 

Natychmiast  poczuł  zapach  przypalonego  ciasta.  Zdjął  kurtkę  i 
zaśmiał się pod nosem.  

– Cześć, wujku Cabe – rzuciła Holly, wpadając do saloniku.  
– Czołem, spryciulo – odpowiedział i pociągnął ją lekko za kucyk. 

– Zdaje się, że dziś na deser znowu będziemy jeść lody, co? 

–  To  nie  moja  wina  –  usprawiedliwiała  się  Penny,  wchodząc  do 

pokoju. Musiałam zmienić pieluchy twoim synom. No i przez ten czas 
ciasto się przypaliło.  

– Ach,  rozumiem!  –  Cabe zaśmiał się i wziął Penny w objęcia.  – 

To wina Jasona i Jeffa.  

– Pewnie – odparła, nie ukrywając radości. – Jak było w Detroit? 
– Dużo pracy, a poza tym nudno. Jak to dobrze wrócić do domu. 

Mam  plany  na  weekend.  Podrzucimy  dzieci  mojej  matce  i  zrobimy 
sobie wycieczkę.  

– Wspaniale. Powiedz mi, dokąd pojedziemy? 
–  Do  naszej  zaczarowanej  krainy,  gdzie  sami  spędzimy  słodkie 

chwile. Tak jak niegdyś dawna Penny i dawny Cabe.  

– Tak cię kocham, Cabe – wyszeptała.  
– A ja ciebie – odpowiedział i schylił się, by ją pocałować.  
– A ciasto się przypala! – krzyknęła Holly.  
– Och! – Penny nagle przypomniała sobie o  cieście, przestraszyła 

się i pobiegła do kuchni. Cabe ruszył za nią.  

W  Meddow  View  zapadł  mrok,  ale  dom  Cabe’a  i  Penny  Malone 

rozbrzmiewał radosnym śmiechem. W tym domu zamieszkała miłość.