background image

 

Żałuję, że mój syn się urodził 

Czy matka może przestać kochać własne dziecko? W filmie „Musimy 

porozmawiać o Kevinie” Tilda Swinton nie radzi sobie z 
psychopatycznym chłopcem, który niszczy jej życie. Niestety takie 

historie nie są zarezerwowane dla kinowej fikcji. 

Dzień, w którym na świat przyszedł Michael, był najszczęśliwszym w moim 
życiu. Pamiętam, jak patrzyłam na tego małego aniołka drzemiącego w 

moich ramionach, z zamkniętymi oczkami i delikatnym uśmiechem na 
ustach. Gdybym mogła zamknąć to wspomnienie w butelce i je sprzedać, 

byłabym najbogatszą kobietą na świecie.  

Ale 16 lat później muszę powiedzieć coś, co być może innych przyprawi o 
dreszcz. Nie umiem zaakceptować osoby, w którą zamienił się mój syn. To 

nie tak, że go nie lubię: ja go nienawidzę. Gdybym mogła sprawić, że 

zniknie, zrobiłabym to bez wahania. Będę z wami szczera: moje życie 
wyglądałoby o wiele lepiej, gdyby Michael w ogóle się nie urodził.  

Czy mówiąc o tym przełamuję tabu? Czy wolno przyznać, że nienawiść 
może zniszczyć miłość matki? Uwierzcie, to wyznanie nie jest dla mnie 

łatwe. Fakt, że moje rodzone dziecko wzbudza we mnie taką niechęć, boli 

mnie tak samo, jak całe zło, które syn mi wyrządził.  

Sprawy zaczęły się komplikować już wtedy, gdy Michael miał dwa lata. 

Wystarczyło, że inne dziecko dotknęło jego zabawek, i już wpadał we 

wściekłość: gryzł, pluł, wrzeszczał na rówieśników. Za każdym razem 
udawało mi się go jakoś odciągnąć, mówiłam mu, jaki jest niegrzeczny i 

starałam się nie zauważać zaszokowanego wyrazu twarzy innych rodziców.  

– Bunt dwulatka – usiłowałam zbagatelizować problem. Michael był moim 
pierwszym dzieckiem, nie miałam porównania. Jednak w miarę jak rósł i 

nabierał sił, stawał się coraz większym zagrożeniem dla innych dzieci. – Nie 
mogę pozwolić, żeby Katie bawiła się z Michaelem – usłyszałam raz z ust 

mojej przyjaciółki Angeli. – Córka się go boi. Poza tym nie chcę odbierać jej 

z siniakami na ciele.  

Wiedziałam, że ma rację, jednak natychmiast dał o sobie znać mój instynkt 

macierzyński i stanęłam w obronie syna. – Mówisz o nim, jakby był 
wcielonym diabłem – zezłościłam się. – Jeżeli naprawdę tak uważasz, ja też 

nie zamierzam spędzać czasu z tobą.  

Angela była pierwszą z przyjaciółek, które straciłam za sprawą Michaela. Z 
czasem opuścili mnie też inni. Zanim syn zdmuchnął cztery świeczki na 

torcie, zrozumiałam, dlaczego zostałam sama.  

Michael był niedobry również dla mnie. Gdy zwracałam mu uwagę, rzucał 
się na mnie, kopał i krzyczał. Brałam go wtedy pod pachę i zanosiłam do 

jego , 

żeby tam doszedł do siebie. Syn drapał mnie po twarzy, 

ciągnął za włosy, pluł na mnie. Nie miał też szacunku do mojego męża 
Davida, lat 40, menadżera w sklepie. Powinniśmy byli szukać pomocy, ale 

czuliśmy się zbyt zawstydzeni faktem, że nie panujemy nad własnym 
dzieckiem. Woleliśmy obwiniać siebie i z lękiem myśleć o tym, co przyniesie 

przyszłość.  

Sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót, gdy Michael poszedł do szkoły. (…) 
Regularnie dostawaliśmy zgłoszenia o tym, że syn znowu wdał się w bójkę, 

że rzucił 

 w klasie albo ukradł jedzenie innemu dziecku. 

Tłumaczyłam sobie, że syn miał trudny start w szkolne życie i zbyt szybko 
dostał etykietkę „ucznia sprawiającego problemy”. – Tak naprawdę nie jest 

złym chłopcem – tłumaczyłam nauczycielom. (…) Przed dziewiątymi 
urodzinami sytuacja była już tak zła, że postanowiliśmy zmienić Michaelowi 

szkołę. Liczyłam, że w nowym środowisku zacznie wszystko od początku. 

19.10.2011 

Rachel Halliwell

pokoju

krzesłem

Page 1 of 1

Żałuję, że mój syn się urodził - Starsze dziecko (5-12) - Mam dziecko - Onet Dziecko

2011-10-21

http://dziecko.onet.pl/69609,6,11,zaluje__ze_moj_syn_sie_urodzil,artykul.html