background image
background image

Melanie Milburne

Razem na Korfu

Tłumaczenie: Joanna Żywina

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: The Return of Her Billionaire Husband

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub

całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo

do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie

przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego

licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane

bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

background image

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6763-2

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / 

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Czyż  to  nie  ironia  przybyć  na  ślub  najlepszej  przyjaciółki

z  dokumentami  rozwodowymi  w  walizce?  Juliette  postanowiła  jednak,  że
w żaden sposób nie zepsuje Lucy i Damonowi tego szczególnego dnia. Cóż,
dokładnie rzecz biorąc, nie dnia, lecz weekendu. Na Korfu.

Miała być świadkową, a jej nieobecny mąż świadkiem.
Juliette  zdusiła  nieprzyjemne  uczucie,  starając  się  nie  myśleć  o  ślubie

z Joem Allegranzem. Ani o pospiesznej ceremonii w wiejskim kościółku,
który  był  prawie  pusty.  Miała  na  sobie  starą  suknię  ślubną  matki,  która
gryzła  ją  i  uwierała,  podkreślając  jeszcze  jej  zaokrąglony  brzuch.  Nie
chciała  też  myśleć  o  rozczarowaniu,  które  malowało  się  na  twarzach  jej
rodziców  –  ich  jedyna  córka  wychodziła  za  mąż  za  praktycznie  obcego
mężczyznę – efekt wpadki po jednonocnej przygodzie.

Nie chciała też myśleć o dziecku – dziewczynce, której nie dane było

zaczerpnąć pierwszego oddechu…

Juliette  wysiadła  z  wynajętego  autokaru  i  po  chwili  znalazła  się

w  korytarzu  luksusowej  willi  na  Barbati.  Celeste  Petrakis,  organizatorka
wesela, umieściła gości weselnych w jednym miejscu, żeby kolacja próbna
i inne aktywności przebiegały bez zakłóceń. Juliette chciała się zatrzymać
w jednym z hoteli nieopodal; nie miała ochoty widzieć się z Joem częściej,
niż  było  to  konieczne.  Na  samą  myśl  o  tym,  że  miałaby  prowadzić
uprzejme rozmowy z prawie byłym już mężem podczas wspólnych śniadań
i obiadów, dostawała niestrawności. Nie chciała jednak burzyć zapiętego na

background image

ostatni  guzik  planu.  Miała  ochotę  zrezygnować  z  roli  świadkowej,  ale
wtedy wszyscy pomyśleliby, że nadal żywiła do Joego jakieś uczucia.

A  przecież  nic  do  niego  nie  czuła,  czego  dowodem  były  papiery

rozwodowe.

–  Dzień  dobry  –  elegancko  ubrana  recepcjonistka  powitała  ją

z uśmiechem jak z reklamy pasty do zębów. – Pani godność?

– Bancroft… to znaczy Allegranza. – Żałowała teraz, że nie została przy

panieńskim  nazwisku.  Nadal nie wiedziała,  dlaczego tego nie zrobiła. Ich
związek  był  specyficzny.  Nie  było  randek,  zalotów,  romantycznych
oświadczyn.  Tylko  jedna  noc  nieziemskiego  seksu,  a  potem  pożegnanie
i  wspomnienia.  Nie  wymienili  nawet  numerów  telefonu.  Gdy  odnalazła
Joego  i  zebrała  się  w  końcu  na  odwagę,  żeby  powiedzieć  mu  o  ciąży,
nalegał, żeby za niego wyszła. To nie były oświadczyny. Jako małżeństwo
spędzili ze sobą trzy miesiące, potem ich związek dobiegł końca – tak jak
ciąża.

Gdy tylko Joe podpisze dokumenty, będzie wolna i wróci do swojego

nazwiska.  Będzie  mogła  zacząć  wszystko  od  nowa,  bo  tkwienie  w  tym
bagnie było nie do zniesienia. Jeśli nie odetnie się od przeszłości, nigdy nie
poradzi sobie z żałobą.

Musi zacząć wszystko od nowa.
–  Zgadza  się.  J.  Allegranza  –  powiedziała  recepcjonistka,  patrząc  na

ekran komputera. – A „J” jak…?

–  Juliette.  –  Zastanawiała  się,  dlaczego  Lucy  nie  powiedziała

organizatorce  wesela,  że  Juliette  rozstała  się  z  Joem?  A  może  razem
z Damonem mieli nadzieję, że jakimś cudem wrócą do siebie?

Nie ma szans. Ten związek nigdy nie miał przyszłości.
Gdyby Harvey, miłość jeszcze z czasów szkolnych, jej nie porzucił, nie

wylądowałaby  w  ramionach  przystojnego  nieznajomego.  Przygodny  seks

background image

jako  lekarstwo  na  złamane  serce.  Kto  by  się  spodziewał,  że  była  do  tego
zdolna?  Z  reguły  nie  zagadywała  nieziemsko  przystojnych  mężczyzn
w  modnych  londyńskich  barach.  Nie  była  dziewczyną  na  jedną  noc,  ale
tamtego wieczoru stała się kimś innym.

Pamiętaj. Tylko nie myśl o jego dotyku.
Ich krótka historia nie miała mieć szczęśliwego zakończenia. W końcu

powód,  dla  którego  się  pobrali,  nie  miał  już  racji  bytu.  Był  martwy.
Pochowany głęboko w małej białej trumience.

–  Pani  apartament  jest  już  gotowy  –  oznajmiła  recepcjonistka.  –

Kierowca przyniesie bagaże z autokaru.

– Dziękuję.
Recepcjonistka wręczyła jej klucze i wskazała drogę do windy.
–  Pani  apartament  znajduje  się  na  trzecim  piętrze.  Celeste  spotka  się

z  państwem  na  tarasie  punkt  osiemnasta,  gdzie  omówi  dokładnie  cały
harmonogram na nadchodzące dni.

– Rozumiem. – Juliette poruszyła wargami, próbując ułożyć je w coś na

kształt uśmiechu. Na nic więcej nie było ją stać. Wzięła klucz, przerzuciła
torebkę  przez  ramię  i  ruszyła  do  windy.  Papiery  rozwodowe  wystawały
z  torebki,  przypominając,  że  miała  tu  coś  do  załatwienia.  Za  tydzień  ten
rozdział będzie już zamknięty.

Już nigdy nie będzie musiała myśleć o Joem Allegranzie.

Joe  Allegranza  bardziej  niż  ślubów  nienawidził  tylko  pogrzebów.  O,

i  jeszcze  urodzin  –  z  naciskiem  na  własne.  Nie  mógł  jednak  odmówić
najlepszemu  kumplowi,  nawet  jeśli  oznaczało  to  spotkanie  z  prawie  już
byłą żoną, Juliette.

Jego żoną…

background image

Trudno  uwierzyć,  że  te  dwa  proste  słowa  nadal  wywołują  uczucie

pustki – bolesna wyrwa, której nic nie jest w stanie wypełnić. Nie potrafił
myśleć o niej bez poczucia, że zawiódł w każdy możliwy sposób. Jak mógł
dopuścić, żeby wszystko wymknęło mu się spod kontroli?

Przede wszystkim musiał przestać o niej myśleć. Zatracił się w pracy,

tak jak inni szukają zapomnienia w alkoholu lub jedzeniu. Był inżynierem
i  zajmował  się  naprawą  błędów  konstrukcyjnych,  a  międzynarodową
karierę  zawdzięczał  niezwykłym  zdolnościom  analitycznym.  Potrafił
analizować  wadliwe  struktury  mostów  i  budynków,  jednak  nie  umiał
naprawić własnego małżeństwa. Ich separacja trwała już ponad rok, a jego
życie stanęło w miejscu. Miał wrażenie, że wyrosła przed nim niewidzialna
ściana.

Spojrzał na obrączkę ślubną, wciąż tkwiącą na palcu. Mógł ją przecież

zdjąć i zamknąć w sejfie, razem z obrączką i pierścionkiem Juliette, które
zostawiła, odchodząc.

Ale tego nie zrobił.
Nie  był  pewny,  dlaczego.  Uparcie  unikał  myśli  o  rozwodzie,  choć

pojednanie  było  równie  nierealne.  Utknął  w  próżni,  z  której  nie  było
wyjścia.

Joe wszedł do recepcji luksusowej willi, w której odbywało się wesele.

Od progu powitał go olśniewająco biały uśmiech recepcjonistki.

– Dzień dobry. Czy mogę prosić pańską godność?
– Joe Allegranza – powiedział, zdejmując okulary przeciwsłoneczne. –

Rezerwację robiła organizatorka.

Recepcjonistka pochyliła się nad monitorem, studiując coś z uwagą.
–  Ach  tak,  zgadza  się.  Teraz  widzę.  Myślałam,  że  rezerwacja  jest  na

jedną  osobę.  –  Posłała  mu  śnieżnobiały  uśmiech  i  pożałował,  że  zdjął
okulary. – Pańska żona jest już na miejscu. Przyjechała godzinę temu.

background image

Żona.  Poczuł  ciężar  na  piersi.  Czy  organizatorka  nie  dostała

wiadomości  o  ich  separacji?  Natrętna  myśl  prześlizgnęła  się  przez
szczelinę, grożąc zburzeniem równowagi. Weekend w pokoju z prawie byłą
żoną. Przez chwilę miał ochotę powiedzieć, że zaszła pomyłka, ale dał się
ponieść fantazji… Znowu zobaczy Juliette. Sam na sam. Będzie mógł z nią
porozmawiać. Do tej pory uparcie odrzucała połączenia i nie odpowiadała
na  wiadomości.  Gdy  próbował  się  do  niej  dodzwonić  po  raz  ostatni,
operator  poinformował  go,  że  numer  jest  już  nieaktywny.  Chciał  jej
powiedzieć  o  zorganizowanej  przez  siebie  zbiórce  na  rzecz  fundacji
opiekującej się kobietami po poronieniach. Juliette najwyraźniej nie chciała
mieć z nim kontaktu.

Sumienie nie dawało mu spokoju.
Co ty sobie wyobrażałeś? Chyba dość już namieszałeś!
Wystarczy, że spotkają się na ślubie. Spędzenie z Juliette czasu sam na

sam było szaleństwem. Zniszczył jej życie – tak jak swojej matce. Czasem
miał  wrażenie,  że  ciąży  na  nim  klątwa.  Matka  zmarła,  wydając  go  na
świat – dzień jego narodzin był dniem jej śmierci.

Joe odchrząknął.
–  Chyba  zaszła  jakaś  pomyłka.  Moja  żona...  Po  prostu  jesteśmy

w  separacji.  –  Nienawidził  tego  słowa.  To  było  jak  przyznanie  się  do
porażki; wiedział, że żona odeszła z jego winy.

Recepcjonistka zmarszczyła brwi.
–  Och,  bardzo  mi  przykro.  A  jeśli  chodzi  o  rezerwację,  nie  mamy

wolnych pokoi i…

–  W  porządku  –  przerwał  jej  Joe,  wyciągając  telefon.  –  Znajdę  coś

w okolicy. – Zaczął przeglądać oferty. Na pewno jest tu pełno hoteli, zresztą
prześpi się nawet na ławce w parku. Nie będzie dzielił pokoju z byłą żoną.
To zbyt niebezpieczne, kuszące, po prostu złe.

background image

–  Podejrzewam,  że  nie  znajdzie  pan  zbyt  wielu  opcji  –  powiedziała

recepcjonistka.  –  W  ten  weekend  na  Korfu  jest  kilka  wesel  i  większość
hoteli jest pełna, poza tym Celeste nalegała, żeby wszyscy goście mieszkali
w  jednym  miejscu,  aby  wesele  miało  bardziej  kameralny  i  rodzinny
charakter.  Będzie  załamana,  gdy  się  dowie,  że  zrobiła  błąd  w  pańskiej
rezerwacji. Bardzo się starała, żeby wesele jej kuzyna było idealne.

Joe  przypomniał  sobie,  co  Damon  mówił  mu  o  młodszej  kuzynce

Celeste.  To  było  jej  pierwsze  zlecenie  po  długiej  walce  z  nowotworem.
Chyba  białaczka.  Nie  pamiętał  dokładnie,  ale  nie  chciał  psuć  jej  tego
wydarzenia.

–  W  porządku.  Proszę  więc  o  niczym  jej  nie  mówić.  Podzwonię  po

hotelach i zobaczę, czy uda mi się coś znaleźć.

Rozwiązywanie problemów było jego specjalnością. Zajmował się tym

na co dzień. Potrafił naprawić to, z czym inni nie potrafili sobie poradzić.
Ten problem też uda mu się rozwiązać.

Po  godzinie  jednak  jego  frustracja  sięgnęła  zenitu  –  najwyraźniej

w okolicy nie było wolnych pokoi. Stał na słońcu, czuł pot spływający mu
po szyi i plecach. Przez chwilę miał nawet ochotę kupić tu jakiś dom. Miał
przecież  wystarczająco  pieniędzy,  mógł  kupić  wszystko,  czego
potrzebował.

Oprócz szczęścia.
I spokoju.
Oprócz życia jego córeczki…
Gdy  w  końcu  się  poddał,  bateria  telefonu  była  na  wyczerpaniu.

W  okolicy  wszystko  było  zajęte.  Fatum,  przeznaczenie  lub  jakieś
wyjątkowo  złośliwe  bóstwo  zdecydowało,  że  spędzi  weekend  w  pokoju
z  Juliette.  Może  będzie  okazja,  żeby  porozmawiać.  Dystans  niczego  nie

background image

naprawił. Może to szansa, żeby coś zrobić? Zakończyć jakoś tę niezdrową
sytuację.

Joe wrócił na recepcję.
– Nie udało się? – spytała recepcjonistka.
– Niestety.
–  Proszę.  –  Dziewczyna  wręczyła  mu  klucze.  –  Mam  nadzieję,  że

będzie pan zadowolony z pobytu.

– Dziękuję. – Wziął klucz i ruszył do windy.
Zadowolony z pobytu? Był przerażony spotkaniem z Juliette. Wiedział,

że  był  przyczyną  wszystkich  jej  problemów,  ale  może  uda  im  się
porozmawiać  bez  świadków.  Powie  to,  co  trzeba,  znajdzie  wyjście
z sytuacji, a wtedy oboje będą mogli zacząć wszystko od nowa.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Juliette wykąpała się i założyła mięciutki szlafrok, ozdobiony na prawej

piersi  jej  inicjałami  –  „J.A.”.  Jaka  szkoda.  Szlafrok  był  cudowny  i  nie
chciała go wyrzucać. Może po powrocie do domu uda jej się przerobić haft
na „J.B.”?

Organizatorka  naprawdę  pomyślała  o  wszystkim.  Na  stoliku  nocnym

leżała  tacka  z  ręcznie  robionymi  czekoladkami  z  inicjałami  państwa
młodych oraz karafka na wodę ozdobiona zdjęciem młodej pary. Spojrzała
na roześmianą twarz przyjaciółki, starając się stłumić ukłucie zazdrości.

Dlaczego  nie  mogła  znaleźć  mężczyzny,  który  kochałby  ją  tak,  jak

Damon kochał Lucy? Myślała kiedyś, że Harvey ją kochał. Jak mogła być
tak ślepa?

Joe  również  jej  nie  kochał,  ale  przynajmniej  był  szczery.  Ich  związek

był  wygodnym  wyjściem  z  niewygodnej  sytuacji.  Małżeństwo
z obowiązku, które miało zapewnić dziecku dom i bezpieczną przyszłość.
Wiedziała  o  tym  od  początku,  a  jednak  za  niego  wyszła.  Gdyby  została
samotną matką, jeszcze bardziej rozczarowałaby rodziców.

Mierzyła się z tym całe życie – każdy gorszy stopień w szkole, niezdany

egzamin,  każda  chwila,  gdy  ich  zawiodła,  nie  spełniając  oczekiwań,  była
dla  niej  źródłem  bólu.  Poprzeczka  została  zawieszona  wysoko  przez
utalentowanych  i  ambitnych  braci  i  samych  rodziców  –  utytułowanych
pracowników  naukowych.  Była  późnym  dzieckiem.  Urodziła  się
w momencie, gdy jej rodzice myśleli, że czasy pieluch mają dawno za sobą.
I tak było, obowiązki wychowawcze spadły więc na liczne nianie.

background image

Juliette  położyła  dłoń  na  płaskim  brzuchu,  a  serce  jej  się  ścisnęło  na

myśl  o  życiu,  które  rosło  w  niej  przez  siedem  miesięcy.  Ciąża  była
przypadkowa, ale nigdy nie myślała o Emilii jako o błędzie. Nie powinna
wymawiać  jej  imienia,  nawet  w  myślach.  Wspomnienie  drobnej,
pomarszczonej twarzyczki, jej maleńkich nóżek i rączek, które nigdy jej nie
obejmą, przejmowało Juliette nieopisanym bólem.

Wróciła  myślami  do  rzeczywistości.  Musiała  się  skupić  na  tym,  co

miała  zrobić.  Potrafi  zapanować  nad  emocjami,  w  końcu  zaczynała
dochodzić  do  siebie.  Przepracowywała  żałobę  najlepiej,  jak  potrafiła.
Częścią  procesu  było  między  innymi  przetrwanie  tego  weekendu
i wręczenie Joemu papierów rozwodowych.

Wciąż  nie  zdecydowała,  którą  sukienkę  założy  wieczorem,  rozłożyła

więc  wszystkie  na  łóżku  –  olbrzymim,  pełnym  miękkich  poduszek,
z pościelą z egipskiej bawełny. W podobnym łóżku spędziła z Joem tamtą
pamiętną noc.

Noc, której jej umysł i ciało nie potrafiły zapomnieć.
Odwróciła  się  i  sięgnęła  po  kosmetyczkę.  Musiała  się  umalować.

Potrzebowała  dobrej  zbroi,  nie  tylko  w  postaci  kosmetyków.  Wściekłość
jest jej najlepszym sprzymierzeńcem, gotującym się pod powierzchnią jak
lawa.  Dzięki  temu  potrafiła  pokonać  rozpacz,  która  odebrała  jej  resztki
chęci do życia. Szczęście stało się czymś, czego doświadczają inni, nigdy
nie było i nie będzie jej udziałem. Coś w niej umarło na zawsze.

Idąc do łazienki, usłyszała pukanie do drzwi.
– Proszę wejść i zostawić na stoliku. Dziękuję – zawołała, przekonana,

że to kelner, który przyniósł zamówienie.

Weszła  do  łazienki  i  zamknęła  drzwi,  słysząc  dochodzące  z  salonu

pobrzękiwanie  naczyń;  wózek  z  herbatą  najwyraźniej  wjechał  do  środka.
Potem drzwi apartamentu się zamknęły.

background image

Czy  powinna  była  dać  kelnerowi  napiwek?  Ostatnio  jej  się  nie

przelewało. Uparcie nie tykała sporej sumy, którą co miesiąc przelewał jej
Joe. Wyrzuty sumienia? Wątpliwe. Raczej ulga. Gdy przyjechał do szpitala
pół godziny po porodzie, nie widać było na jego twarzy rozpaczy po stracie
dziecka. Ulżyło mu – widziała to wyraźnie. Stał przed nią człowiek, który
czuł  ulgę,  że  wyplątał  się  z  niewygodnego  małżeństwa  i  w  końcu  miał
wymówkę, żeby odejść. Ich dziecko umarło, a z nim nadzieja, że mogą być
razem.

Chyba  od  początku  wiedziała,  że  do  siebie  nie  pasowali.  Joe  był

elegancki  i  błyskotliwy.  Człowiek  sukcesu,  który  wszystko  zawdzięczał
własnej  pracy.  Chłodna  wyniosłość  i  powściągliwość  przyciągały  ją  jak
ćmę do ognia.

I  w  końcu  się  sparzyła.  Minęły  trzy  miesiące  od  ślubu,  a  on  nadal

trzymał dystans, co tylko wzmagało jej niepokój. Takiego samego dystansu
emocjonalnego doświadczała ze strony rodziców; prześladowało ją uczucie,
że jest niewystarczająca – niewystarczająco mądra, zdolna, ładna.

Westchnęła.  Joe  większość  czasu  spędzał  w  podróżach  służbowych,

a  ona  zostawała  sama  w  należącej  do  niego  willi  w  Positano.  Miała
wrażenie, że po ślubie w ogóle nie zmienił stylu życia, jakby zapomniał, że
ma żonę. Oczekiwał, że to ona się dostosuje. Przeprowadziła się do innego
kraju, zostawiła rodzinę i przyjaciół i zamieszkała w dużej willi, mając do
towarzystwa jedynie zatrudnionych w domu ludzi. Zmieniali się tak często,
że nie zdążyła nawet zapamiętać ich imion, nie mówiąc już o nauce obcego
języka.

Wzięła  pędzel  do  makijażu  i  przesunęła  palcami  po  miękkim  włosiu.

Zawsze  czekała  na  jego  powrót;  fizycznie  dogadywali  się  bez  problemu,
seks  był  wspaniały,  ale  Joe  prawie  nie  bywał  w  domu.  Odbierała  to

background image

osobiście – jej rodzice robili przecież to samo. Ciągłe zagraniczne podróże,
odczyty, konferencje, a ona zostawała sama w szkole z internatem.

Nałożyła  podkład,  żeby  zakryć  cienie  pod  oczami.  Zdjęła  ręcznik

z włosów, które opadły luźno na ramiona. Spojrzała w lustro – nikt by się
nie domyślił, że kiedykolwiek była w ciąży. Waga wróciła do normy… to
znaczy  do  nowej  normy,  bo  od  dawna  nie  miała  apetytu.  Włosy,  które
wypadały garściami przez stres i hormony, zdążyły już zgęstnieć i odrosnąć.
Wyglądała jak dawniej, ale nie była już tą samą osobą.

Wyszła z łazienki i ruszyła do stojącej pod oknem tacy z herbatą. Czuła

w  powietrzu  aromat  bergamotki  –  wysokiej  jakości  herbata  Earl  Grey…
i coś jeszcze. Coś, co budziło wspomnienia; poczuła dreszcz.

Odwróciła  się  gwałtownie  i  zobaczyła  go.  Joe  Allegranza  siedział  na

sofie. Miała ochotę krzyknąć, ale głos uwiązł jej w gardle.

–  Co  ty  tu  robisz?  –  Miała  zachrypnięty  głos,  a  puls  łomotał  jej

w skroniach.

Joe wstał z kanapy; jego twarz była nieodgadniona.
–  Najwyraźniej  to  także  mój  pokój.  –  Ten  znajomy,  głęboki  głos

z wyraźnym włoskim akcentem.

Poczuła bolesny skurcz żołądka. Zmarszczyła brwi.
– Co masz na myśli?
– Pomylono rezerwacje.
Zmrużyła oczy.
– Pomylono? – Wiedziała coś na temat pomyłek. On był jej największą.

Oplotła  się  ramionami;  żałowała,  że  pod  szlafrokiem  była  zupełnie  naga.
Potrzebowała zbroi, żeby stawić mu czoło.

Nie  mogła  oderwać  od  niego  wzroku.  Ostro  zarysowana  szczęka,

wysokie, arystokratyczne kości policzkowe, atramentowo czarne brwi nad

background image

ciemnymi jak węgiel oczami. Zmysłowe usta, które zawróciły jej w głowie
w chwili, gdy pierwszy raz się do niej uśmiechnął.

Nie będzie myśleć o jego pocałunkach.
Ani o nieziemskim seksie.
Przecież była na niego wściekła. Na tym musi się skupić.
– Juliette… – zaczął z powagą. – Mamy dwa wyjścia. Możemy zejść na

dół, narobić zamieszania i ściągnąć na siebie uwagę albo przełknąć to jakoś
i zostawić tak, jak jest.

Juliette otworzyła szerzej oczy.
– Oszalałeś? Dlaczego mamy ich nie informować, że zaszła pomyłka?

To  chyba  błąd  organizatorki?  Celeste  Petrakis  zajmowała  się  noclegami.
Dostała  kupę  kasy  za  to,  żeby  wszystko  było  dopięte  na  ostatni  guzik.
A to – wskazała na nich oboje – zdecydowanie nie jest w porządku.

Zmarszczył  brwi  i  strzepnął  z  rękawa  jakiś  nieistniejący  paproch.  Jej

serce zamarło, gdy dostrzegła błysk obrączki na jego palcu. Czyżby nadal ją
nosił?  Dlaczego?  Juliette  zostawiła  swoją  w  willi  w  Positano,  ale  prawie
codziennie łapała się na tym, że szuka jej palcu.

Spojrzał jej w oczy.
– Celeste jest kuzynką Damona. To jej pierwsze zlecenie po wyjściu ze

szpitala. Walczyła z nowotworem krwi. Jego krewni z pewnością nie będą
zachwyceni,  że  robimy  aferę  z  powodu  pokoju.  Dla  Greków  rodzina  jest
najważniejsza.  Poza  tym  to  ślub  Lucy  i  Damona.  Nie  chcę  robić
zamieszania i ściągać na siebie uwagi.

Juliette  przygryzła  dolną  wargę;  wiedziała,  że  miał  rację.  Goście

powinni  przede  wszystkim  wspierać  państwa  młodych,  a  nie  stwarzać
problemy. Poza tym byłoby to nie na miejscu również z uwagi na Celeste.
Podziwiała  ją,  że  tak  wytrwale  pracowała  na  swój  sukces.  Sama  nie  była
w  stanie  wrócić  do  pracy  po  śmierci  dziecka.  Od  tamtego  dnia  nie

background image

zilustrowała  już  żadnej  książki.  Wydawca,  redaktorzy  i  Lucy,  która
współtworzyła  z  nią  książki  dla  dzieci,  byli  wyjątkowo  cierpliwi,  ale  kto
wie, jak długo to jeszcze potrwa?

– Jedno z nas może się przecież zatrzymać w innym pokoju. Może inny

hotel? Tutaj jest sporo opcji…

–  Nie  –  przerwał  jej.  –  Spędziłem  prawie  godzinę  na  szukaniu  i  nic

z tego. Lucy i Damon chcieli, żeby wszyscy goście zatrzymali się w jednym
miejscu, a tutaj nie ma już pokoi. Będziemy więc musieli zostać tu razem.

–  To  niedorzeczne  –  powiedziała,  chodząc  po  pokoju  w  tę

i z powrotem. – Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Mam spędzić z tobą
weekend w jednym pokoju?

– Spędziłaś ze mną więcej czasu w dużo bardziej intymnych sytuacjach.

Ten  pokój  przypomina  mi  naszą  pierwszą  noc.  –  Jego  rzeczowy  ton
przyprawił  ją  o  dreszcze.  Poczuła,  jak  jej  ciało  powoli  opanowuje  gęsta,
gorąca lawa.

Nie  chciała  myśleć  o  tamtej  nocy.  Jej  ciało  tak  silnie  na  niego

reagowało, zmysły szalały, topniała pod jego dotykiem. Ile kobiet całował
i pieścił, odkąd się rozstali?

–  Ile  kobiet  zaprosiłeś  do  takiego  pokoju  po  naszym  rozstaniu?  –

spytała, choć wcale nie chciała tego wiedzieć.

Coś ulotnego przemknęło po jego twarzy.
–  Żadnej.  Formalnie  rzecz  biorąc,  wciąż  jesteśmy  małżeństwem  –

odparł  niskim,  gardłowym  głosem,  patrząc  jej  prosto  w  oczy.  Stała  jak
zahipnotyzowana, nie mogąc odwrócić wzroku.

Żadnej?  Nie  miał  po  niej  ani  jednej  kochanki?  Przełknęła  ślinę

i w końcu odzyskała mowę.

– Przez cały ten czas żyłeś w celibacie? Przez ponad rok?
Uśmiechnął się lekko i poczuła ucisk w sercu.

background image

– Tak trudno w to uwierzyć?
– Cóż… Tak, ponieważ jesteś… – urwała, rumieniąc się.
– Jaki?
– Jesteś świetny w łóżku. Myślałam, że za tym zatęsknisz i po naszym

rozstaniu szybko znajdziesz sobie kochankę, niejedną.

–  A  ty  sobie  kogoś  znalazłaś?  –  Na  jego  twarzy  widać  było  lekkie

napięcie.

Juliette zdusiła śmiech. Ona miałaby się przespać z kimś innym? Nawet

jej  to  nie  przyszło  do  głowy.  Co  w  sumie  było  dziwne.  Związek  z  Joem
powinien należeć do przeszłości.

– Oczywiście, że nie.
Joe patrzył jej prosto w oczy.
– Ale dlaczego? Ty też jesteś świetna w łóżku. Nie brakuje ci tego?
Już  sam  jego  głos  potrafił  rozbudzić  wszystkie  jej  zmysły.  Pamiętała

jego  dotyk,  jakby  jego  dłonie  na  zawsze  pozostawiły  ślad  na  jej  skórze.
Pragnienie stało się tak naturalne, jakby wniknęło w jej krwiobieg, a każde
jego spojrzenie przyprawiało ją o szybsze tętno.

Wytarła wilgotne dłonie o szlafrok, odwracając się do niego plecami.
– Właśnie dlatego nie chcę dzielić z tobą pokoju.
– Bo nadal mnie pragniesz.
Juliette odwróciła się i spojrzała na niego z wściekłością. Czy powinna

wspomnieć o papierach rozwodowych? Planowała wręczyć mu dokumenty
po ślubie Lucy i Damona.

– Myślisz, że nie jestem w stanie ci się oprzeć? – Z trudem panowała

nad głosem.

– Nie chcę się z tobą kłócić.

background image

– A więc czego chcesz? – Nie powinna zadawać tego pytania; w jego

ciemnych, płonących oczach widziała odpowiedź.

Nie  drgnęła,  gdy  ruszył  do  niej  powoli.  Miała  wrażenie,  że  straciła

władzę  w  nogach,  wola  zupełnie  ją  opuściła  i  nie  była  w  stanie  znaleźć
choćby  jednego  powodu,  dla  którego  miałaby  nie  rozkoszować  się  tą
chwilą.

Dotknął jej twarzy, wodząc palcem od ucha do podbródka. Dotyk był

delikatny  niczym  muśnięcie  skrzydeł  motyla,  ale  jej  ciało  zareagowało
gwałtownie,  jakby  wyrwane  nagle  ze  snu.  Czuła  limonkowe  nuty  jego
perfum, widziała wyraźnie cień zarostu na jego brodzie. Patrzyła na usta,
które kiedyś ją całowały.

–  Spróbuj  zgadnąć,  na  co  mam  ochotę.  –  Zmrużył  oczy,  a  powietrze

nagle wypełniło się magnetyczną siłą.

Juliette  czuła,  jak  jej  ciało  przechyla  się  w  jego  stronę.  Jej  dłonie  nie

były już zaciśnięte w pięści, ale spoczęły na jego twardej piersi.

Położył  dłonie  na  jej  biodrach,  a  ich  ciepło  podziałało  na  nią  jak

narkotyk,  który  powoli  opanowuje  całe  ciało.  Odetchnął  gwałtownie
i poczuł, jak budzi się w nim coś dzikiego i pierwotnego. Przyciągnął ją do
siebie, aż poczuła jego twardy wzwód. Przysunął się do niej; ich usta dzielił
teraz zaledwie milimetr.

– W tej sferze chyba nigdy nie mieliśmy problemów, prawda? – Jego

ciepły oddech pieścił jej usta. Poddała się. Resztki silnej woli ją opuściły.

– Nie rób tego, Joe…
Dotknął delikatnie nosem jej nosa, a ciało Juliette znów przeszyła fala

pożądania.

–  Czego,  hm?  –  Jego  wargi  dotykały  kącika  jej  ust.  Nie  był  to

pocałunek,  ale  pieszczota  przeszyła  ją  dreszczem.  Przesunął  brodą  po  jej

background image

policzku,  a  szorstki  zarost  sprawił,  że  w  dolnej  części  ciała  poczuła  coś
gorącego i wilgotnego.

Rozchyliła usta i przymknęła oczy. Co ona wyprawia? Wzięła głęboki

oddech i odsunęła się.

– Co ty robisz? – Spojrzała na niego gniewnie.
–  Pocałowałbym  cię  tylko  wtedy,  gdybyś  tego  chciała.  A  chciałaś,

prawda?

Juliette miała ochotę uderzyć go w twarz.
– Nienawidzę cię – wyszeptała z trudem. – Nawet nie wiesz, jak bardzo.
–  Może  to  dobrze.  –  Jego  twarz  znów  przybrała  wygląd  maski.

Nieprzeniknionej, chłodnej i odległej.

Dlaczego od razu go nie odepchnęła? Dlaczego w jego ramionach czuła

się  tak  dobrze  i  bezpiecznie  –  jak  w  domu?  Powoli  uniosła  wzrok,
odsuwając  od  siebie  sprzeczne  uczucia.  Gdzie  podział  się  gniew?
Potrzebowała go, żeby przetrwać.

–  Nie  chcę  zepsuć  Lucy  i  Damonowi  wesela,  ale  dzielenie  z  tobą

pokoju… – Przygryzła wargę, nie mogąc wypowiedzieć tego na głos. Nie
chciała tego przyznać nawet przed sobą.

Joe uniósł jej brodę i spojrzał w oczy.
– A jeśli obiecam, że cię nie pocałuję? Czy wtedy będziesz spokojna?
Odsunęła się od niego, żeby nie zdradzić się przed nim do końca.
–  W  porządku.  To  brzmi  rozsądnie.  –  Była  dumna,  że  jakimś  cudem

udało jej się nad sobą zapanować. – Żadnych pocałunków ani fizycznego
kontaktu.

Joe powoli skinął głową.
– Zgoda.
Podszedł do kanapy i usiadł.

background image

Jej kobieca próżność poczuła się urażona, że tak łatwo mu to przyszło.

Przecież mógł wykazać choć trochę oporu. Ale może kłamał i miał kogoś?
Zmęczył go celibat i był gotowy, żeby znów wrócić do gry. W końcu minął
już ponad rok. To mnóstwo czasu dla młodego, zdrowego mężczyzny.

–  Bardzo  dobrze  –  odparła  oschłym  tonem  –  ale  w  takim  razie  co

powiemy Lucy i Damonowi, gdy się zorientują, że dzielimy apartament? –
Podeszła do lodówki, wyjęła butelkę z wodą i nalała do szklanki. – Jakieś
pomysły? – spytała, odwracając się do niego ze szklanką w dłoni.

Twarz  Joego  nadal  była  nieprzenikniona,  ale  wyczuła  w  nim  jakąś

rezerwę. Wydawał się aż nazbyt zrelaksowany i obojętny.

– Możemy powiedzieć, że próbujemy poukładać nasze sprawy.
Juliette  napiła  się  wody,  walcząc  z  pokusą,  żeby  nie  rzucić  w  niego

szklanką. Odstawiła ją głośno na stolik.

– Poukładać? Małżeństwo, które od początku nie miało szans?
Mięśnie wokół jego ust stężały.
– To nie ja odszedłem.
Juliette podeszła do okna i odetchnęła z drżeniem.
– Nie, ponieważ od początku nie byłeś zaangażowany w ten związek.
Zapanowała długa cisza, jakby czas się nagle zatrzymał. Usłyszała, jak

wstawał z kanapy i ruszył w jej stronę, ale nie odwróciła się. Stanął tuż za
nią i spojrzał na widoczną za oknem plażę i lazurowe morze. Po dłuższej
chwili odwrócił wzrok i spojrzał na nią.

–  Gdybyś  była  szczera,  przyznałabyś,  że  ty  również  się  w  pełni  nie

zaangażowałaś.  Nadal  leczyłaś  się  po  rozstaniu  z  tamtym  mężczyzną.
Dlatego  poszłaś  ze  mną  do  łóżka.  Nie  chciałaś  być  sama,  gdy  żenił  się
z inną kobietą.

Juliette  chciała  zaprzeczyć,  ale  to  była  prawda.  Zdrada  Harveya

zupełnie ją załamała. Spotykali się od tak dawna, gdy się dowiedziała, że

background image

romans z Clarą trwał od miesięcy. Nie miała o niczym pojęcia i długo żyła
w  kłamstwie.  Tamtego  wieczoru  myślała,  że  się  jej  oświadczy,  a  on  ją
poinformował,  że  odchodzi.  Harvey  Atkinson-Lloyd,  wybrany  dla  niej
przez rodziców, idealny zięć. Po raz kolejny ich zawiodła.

Juliette  była  rozdarta:  z  jednej  strony  wściekła  na  Joego,  z  drugiej  na

samą siebie, że wpakowała się w to wszystko. Odwróciła się i spojrzała mu
w oczy.

–  A  ty  jaką  masz  wymówkę?  Dlaczego  poszedłeś  ze  mną  do  łóżka?

A może masz zwyczaj sypiania z nieznajomymi?

Na jego twarzy pojawiło się na moment jakieś uczucie, krótkotrwałe jak

zakłócenie transmisji. Przerwa, a potem reset.

–  To  była  rocznica  śmierci  mojej  matki.  –  Jego  głos  był  zupełnie

pozbawiony  emocji,  choć  smutek  przebijał  delikatnie  przez  pozorną
obojętność.

Juliette spojrzała na niego z niedowierzaniem.
–  Nic  nie  rozumiem…  Myślałam,  że  twoja  matka  wyjechała  do

Australii. Czy to nie dlatego nie pojawiła się na ślubie?

– Mówisz o mojej macosze. Moi rodzice nie żyją.
Czy  się  wtedy  przesłyszała?  Próbowała  przywołać  w  pamięci  tamtą

rozmową. Wiedziała, że jego ojciec umarł parę lat temu, ale o matce prawie
nie  wspominał.  Odniosła  wrażenie,  że  to  dla  niego  temat  tabu,  więc  nie
naciskała. Nie rozmawiali zbyt dużo o swoich rodzinach, głównie dlatego,
że  Joe  był  ciągle  w  podróży.  Ich  krótkie,  wspólne  chwile  były  pełne
namiętności i fizyczności, a ona pragnęła czegoś więcej. Gdy próbowała się
do niego zbliżyć, wyjeżdżał w kolejną podróż, zostawiając ją samą – jakby
wyczuwał, że chce nawiązać z nim głębszą więź.

– Przepraszam… – powiedziała, marszcząc czoło. – Musiałam coś źle

zrozumieć.

background image

Uśmiechnął się z wysiłkiem.
–  Mój  ojciec  ożenił  się  ponownie,  gdy  byłem  dzieckiem,  ale  po  jego

śmierci  macocha  wyjechała  do  Melbourne  razem  z  moim  przyrodnim
rodzeństwem. Ma tam krewnych.

– Masz z nimi jakiś kontakt? Urodziny, święta, tego typu rzeczy?
– Na tyle, na ile trzeba.
Juliette zaczynała rozumieć, jak mało wiedziała o mężczyźnie, którego

poślubiła. Dlaczego nie starała się go poznać? Gdy w końcu otrząsnęła się
z szoku na wieść o ciąży, zebrała się na odwagę, żeby do niego zadzwonić,
a  on  od  razu  zjawił  się  w  Londynie  z  pierścionkiem  zaręczynowym
w kieszeni. Czuła, że powinna przyjąć oświadczyny, żeby choć trochę zmyć
z siebie wstyd, jaki przyniosła rodzicom.

Spojrzała  na  niego  raz  jeszcze.  Jak  to  możliwe,  żeby  czuć  tak  silną

fizyczną więź z kimś praktycznie obcym?

– Ile miałeś lat, gdy zmarła twoja mama?
Joe zerknął na zegarek i zaklął cicho.
– Czy nie powinniśmy się zbierać?
– Cholera. Nie jestem gotowa, nie zdążyłam się nawet uczesać.
Przeczesał delikatnie palcami pasmo jej brązowych włosów.
–  Wyglądasz  pięknie  –  powiedział  niskim  głosem,  a  jego  oczy

pociemniały.

Juliette odchrząknęła, starając się nie patrzeć na jego usta.
– Zapomniałeś o zasadach?
Cofnął rękę i się odsunął.
– Jakżebym mógł.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Juliette  ruszyła  do  łazienki,  a  Joe  przeczesał  dłonią  włosy.  Żadnego

dotyku  ani  pocałunków.  Jasne,  będzie  przestrzegał  zasad,  ale  nie  zdawał
sobie  sprawy, że będzie  to tak  trudne.  Nie  potrafił  o niej  zapomnieć,  gdy
dzieliły ich setki kilometrów, a teraz miał spędzić z nią cały weekend.

Musiał przyznać, że czuł ulgę, gdy nie odbierała telefonów. Im bardziej

zaawansowana  była  jej  ciąża,  tym  więcej  czasu  spędzał  poza  domem,
załatwiając sprawy, którymi spokojnie mógł się zająć jeden z pracowników.
Joe  rzucił  się  w  wir  pracy.  Musiał  się  czymś  zająć,  bo  myśl  o  dziecku
rosnącym  w  brzuchu  Juliette  napawała  go  przerażeniem.  A  jeśli  ona  też
umrze  w  trakcie  porodu?  Jeśli  nagle  wdadzą  się  komplikacje,  które  nie
pozwolą jej uratować?

Czy  to  przez  niego  ich  dziecko  umarło?  Ocaliłby  je,  gdyby  spędzał

więcej  czasu  w  domu?  Może  jego  nieobecność  wywoływała  u  Juliette
niepotrzebny  stres?  Wtedy  myślał,  że  robi  dobrze.  Ich  związek  nie  był
oparty na miłości, pobrali się ze względu na dziecko, a Juliette przystała na
te  warunki.  Chciał  zapewnić  jej  i  dziecku  stabilizację  i  poczucie
bezpieczeństwa.

Odkąd się rozstali, zaczął się angażować w akcje charytatywne na rzecz

fundacji, która pomagała kobietom po poronieniach. To był jego sposób na
radzenie  sobie  z  żałobą.  Uważał  to  za  dużo  bardziej  produktywne  niż
pogrążenie się w rozpaczy – jak to zrobił jego ojciec po śmierci żony. Joe
chciał zebrać pieniądze na badania, żeby inni nie musieli przechodzić przez
to, co on. Badania były drogie, a wsparcie dla rodziców dotkniętych taką

background image

tragedią  niewystarczające.  Dzięki  jego  wysiłkom  powoli  ulegało  to
zmianie.  Regularne  dotacje  oraz  program  zbierania  środków  na  badania
miały zmniejszyć liczbę poronień na całym świecie.

Joe  przebrał  się  w  świeże  ubrania  i  rozpakował  niewielką  walizkę.

Otworzył  szafę,  w  której  znajdowały  się  już  jej  rzeczy.  Dotknął  dłonią
jednej  z  jedwabnych  bluzek,  po  czym  zanurzył  w  niej  twarz,  wdychając
charakterystyczne perfumy Juliette. Gdy odeszła, nie mógł się zdobyć, żeby
wejść  do  ich  wspólnej  sypialni.  Kazał  gospodyni  przenieść  rzeczy  do
innego pokoju, pozbawionego wspomnień.

Zamknął cicho drzwi szafy, żałując, że równie łatwo nie może odciąć

się od pożądania. Pragnął ją pocałować, jego usta wciąż płonęły. Wiedział,
że  nie  jest  mężczyzną  dla  niej,  przysporzył  jej  tylko  cierpienia.  Niszczył
każdego,  kto  się  do  niego  zbliżył,  i  najwyraźniej  nie  miał  na  to  żadnego
wpływu.  Dziś  jednak  zrozumiał,  że  sprawy  pomiędzy  nimi  nie  zostały
zamknięte. Ich związek może miałby jakieś szanse, gdyby dziecko żyło.

Na  myśl  o  małym,  martwym  ciałku  jego  serce  przeszył  ból.  Drobna,

pomarszczona  twarzyczka,  maleńkie  stopy,  dłonie  i  zamknięte  na  zawsze
oczy.

Czy ciążyła na nim jakaś klątwa? Sprowadził śmierć na własną matkę,

a dzień jego urodzin, najbardziej znienawidzony dzień w roku, był również
rocznicą jej śmierci. Właśnie tego dnia spotkał w londyńskim barze Juliette
i ich życie zmieniło się na zawsze.

Drzwi łazienki się otworzyły i do pokoju weszła Juliette. Włosy miała

upięte w elegancki kok.

– Łazienka jest twoja – powiedziała, unikając jego wzroku.
Miała na sobie różową sukienkę do połowy łydki z paskiem w talii, a na

stopach  szpilki,  które  podkreślały  smukłość  jej  nóg.  Zawsze  wyglądała

background image

szykownie,  zarówno  w  drogiej  sukience,  jak  i  spodniach  dresowych
i swetrze.

– Wyglądasz pięknie.
Zarumieniła się lekko.
– Dziękuję. – Odwróciła wzrok i przeszła obok niego, żeby dostać się

do szafy. – Wezmę tylko torebkę.

Joe  z  trudem  się  powstrzymał,  żeby  jej  nie  dotknąć.  Apartament  był

zbyt  mały,  by  mogli  zachować  bezpieczny  dystans.  Większą  część
przestrzeni zajmowała sypialnia z olbrzymim łóżkiem, otwarta na niewielki
salon  –  żadnych  drzwi.  Niespełna  dwa  metry  od  łóżka  stała  sofa,  fotel,
stolik  kawowy  i  minibar,  a  z  okna  rozciągał  się  widok  na  plażę  Barbati.
Apartament był luksusowo wyposażony, ale niezbyt przestrzenny; idealny
na miesiąc miodowy, ale z pewnością nie na ten weekend.

Juliette otworzyła szafę i wyjęła torebkę. Gdy zauważyła jego ubrania,

zmarszczyła lekko brwi.

– Czy to wbrew zasadom? – spytał Joe, opierając się o ścianę. – Nasze

ubrania też nie powinny się stykać?

Zamknęła  drzwi  szafy  trochę  zbyt  gwałtownie.  Policzki  jej  płonęły,

a szare oczy przypominały wzburzone morze.

–  Nie  potrzebowalibyśmy  zasad,  gdybyś  nie  patrzył  na  mnie  w  taki

sposób.

– Jaki?
Uniosła głowę.
– Jakbyś chciał mnie dotknąć.
– Bo tego chcę, ale zasady to zasady.
Zarumieniła się jeszcze bardziej.

background image

– Nie powinnam w ogóle iść z tobą do łóżka. To było do mnie zupełnie

niepodobne.

–  Wiem  –  odparł,  podchodząc  do  niej.  –  Dlatego  ta  noc  była  tak

wyjątkowa.

– Naprawdę tak uważasz? – spytała.
Uśmiechnął się lekko i dotknął delikatnie jej policzka, zanim zdążył się

pohamować.

– Nigdy nie spotkałem nikogo takiego jak ty.
–  Bo  nie  byłam  w  ciebie  ślepo  zapatrzona,  jak  większość  kobiet?  –

spytała z lekką ironią w głosie.

Przesunął  palcem  wokół  jej  ust,  wiedząc,  że  łamie  zasady,  ale  nie

potrafił się oprzeć.

–  Nie  interesowały  cię  moje  pieniądze  ani  pozycja.  Potrzebowałaś

odskoczni po fatalnym dniu, zupełnie jak ja.

Oblizała wargi.
– Spóźnimy się na kolację, Joe.
Bliskość Juliette, jej zapach i miękkość ust sprawiały, że serce biło mu

coraz  szybciej.  Żądza  rozlewała  się  po  jego  ciele  lepką,  gorącą  lawą  –
pierwotna tęsknota, którą od tylu miesięcy ignorował i odsuwał od siebie,
teraz tętniła życiem ze zdwojoną siłą. Przesunął dłoń na jej kark i spojrzał
jej w oczy.

– Dlaczego nie każesz mi przestać?
Westchnęła i spojrzała na jego usta.
– Ja… nie wiem… – szepnęła drżącym głosem.
– Powiem ci, dlaczego. Bo w głębi duszy tego pragniesz. Myślisz, że

jakieś  głupie  zasady  zduszą  tę  niezwykłą  namiętność  pomiędzy  nami?  –
Czuł elektryzującą energię, która przenikała przez nich jak prąd.

background image

Nagle w jej oczach pojawił się chłód, złapała go za rękę i odsunęła ją od

twarzy.

– Nie ma żadnej namiętności. Nic do ciebie nie czuję.
Przytrzymał jej dłoń.
–  Możemy  to  sprawdzić?  Tylko  jeden  pocałunek.  Zobaczymy,  co  się

stanie.

– Nie bądź śmieszny. – Patrzyła na niego z wściekłością, ale w jej głosie

kryło się coś jeszcze.

Joe nachylił się nad nią, odurzony znajomym zapachem.
– Tylko jeden pocałunek.
– Myślisz, że nie będę w stanie ci się oprzeć? Mylisz się.
– Udowodnij.
Znów spojrzała na jego usta.
– Nie muszę ci nic udowadniać.
– Więc udowodnij sobie.
Wahała się przez chwilę, po czym spojrzała na niego chłodno.
–  W  porządku,  pokażę  ci,  że  jestem  całkowicie  odporna  na  twoje

wdzięki.  –  Stanęła  na  palcach  i  pocałowała  go  lekko  w  usta.  –  Widzisz?
Żadnych fajerwerków.

Joe zaśmiał się lekko i puścił ją.
– Myślę, że nikt nie uwierzy, że do siebie wróciliśmy, a już na pewno

nie Damon i Lucy.

Zmarszczyła brwi.
–  Chyba  nie  zamierzasz…?  –  przerwała  i  odwróciła  się,  żeby  wziąć

torebkę.  –  Więc  co  im  powiemy?  –  spytała,  stojąc  do  niego  plecami
i bawiąc się zapięciem torebki.

– Prawdę.

background image

Odwróciła się na pięcie.
– Słucham?
–  Jesteśmy  w  separacji,  ale  żyjemy  w  dobrych  stosunkach  i  możemy

spędzić  ze  sobą  kilka  dni  w  jednym  apartamencie,  jak  dwoje  dorosłych
osób. To dla nas żaden problem.

– W dobrych stosunkach? Żaden problem? Zabawne. Widzę to zupełnie

inaczej.

–  Zastanów  się,  Juliette.  Możemy  udawać,  że  znów  jesteśmy  razem,

a  wtedy  będziesz  musiała  pozwolić  mi  się  dotykać,  inaczej  nikt  w  to  nie
uwierzy. Będę musiał trzymać cię za rękę, obejmować w talii, może jakiś
pocałunek. Okłamiesz najlepszą przyjaciółkę. Chcesz tego?

Patrzyła na niego ze złością.
– Chcę mieć ten weekend za sobą. To wszystko.
– Cóż, ja również.
Może wtedy będzie mógł zacząć życie od nowa.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Impreza powitalna odbywała się na tarasie przy wychodzącym na plażę

basenie. Taras udekorowano latarniani i bukietami kwiatów, których słodki
zapach  unosił  się  w  powietrzu.  Na  stole  stała  fontanna  z  szampanem,
a dwóch kelnerów w białych koszulach stało dyskretnie z boku, w każdej
chwili  gotowych,  by  podać  gościom  apetycznie  wyglądające  przystawki.
Na  końcu  tarasu,  pod  kaskadą  purpurowej  bugenwilli,  grał  kwartet
smyczkowy.  Na  dużej  tablicy  ozdobionej  białymi  i  różowymi  kwiatami
widniało  serce  z  wykaligrafowanymi  imionami  Lucy  i  Damona.  Juliette
nigdy nie widziała tak romantycznej aranżacji i starała się nie porównywać
jej z własnym ślubem.

Na jej ceremonii nie było żadnych tablic z sercem.
Celeste  Petrakis,  szczupła  brunetka  z  krótkimi  włosami,  chodziła  po

tarasie z tabletem w ręku. Gdy tylko ich zobaczyła, od razu ruszyła w ich
kierunku.

–  Mój  Boże,  tak  mi  przykro!  Chyba  pomyliłam  wasze  rezerwacje!  –

zawołała Celeste. – Tylko raz wpisałam na listę J. Allegranza. Nie wiem,
jak  mogłam  się  tak  pomylić.  Damon  powiedział  mi,  że  są  państwo
w  separacji,  ale  zupełnie  wyleciało  mi  to  z  głowy.  To  chyba  przez  tę
chemioterapię,  najwyraźniej  nie  służy  koncentracji.  Jest  mi  naprawdę
głupio,  wolałabym  umrzeć.  –  Zasłoniła  usta  dłonią  i  otworzyła  szeroko
oczy, jakby się spodziewała, że za chwilę uderzy w nią piorun. – Ups! Nie
to miałam na myśli. Przez dwa lata robiłam wszystko, żeby nie umrzeć. Ale
naprawdę bardzo mi przykro.

background image

Joe stał tuż obok Juliette, ale jej nie dotykał.
– Wszystko w porządku, Celeste. Dla nas to żaden problem.
Juliette zmusiła się do uśmiechu.
– To prawda. Więc proszę się nie martwić. Doskonale się pani spisała,

wszystko wygląda wspaniale, a miejsce jest bajkowe. Lucy i Damon będą
mieli cudowny weekend.

Celeste położyła dłoń na sercu, a jej oczy zaszły łzami.
– Czy to znaczy, że…? Och, to takie romantyczne! Tak się cieszę, że do

siebie wróciliście. Przygotuję dla was specjalny toast…

– Nie – przerwał jej Joe. – Nie wróciliśmy do siebie.
Twarz Celeste posmutniała.
–  Och,  przepraszam…  Źle  zrozumiałam.  Czy  mam  zorganizować

dostawkę do pokoju? Pewnie nie chcecie wspólnego łóżka…

–  Byłoby  świetnie  –  odparła  Juliette,  starając  się  zignorować

magnetyzujące ciepło ciała Joego. Ich ramiona prawie się stykały i z trudem
nad sobą panowała.

Dotknij go. Dotknij…
Te słowa zdawały się pulsować razem z krwią.
– Zobaczę, co się da zrobić – powiedziała Celeste, patrząc to na Joego,

to na Juliette. – Mogę tylko jeszcze raz przeprosić za pomyłkę. Nie chcę,
żebyście przeze mnie czuli się niekomfortowo…

–  Proszę  się  nie  martwić  –  odparł  Joe  lekkim  tonem,  ocierając  się

ramieniem o nagą skórę Juliette. – To żaden problem.

Juliette odsunęła się i uśmiechnęła do Celeste.
– Nie chcemy odciągać uwagi od Lucy i Damona. To ich czas.
–  Dziękuję,  że  jesteście  tak  wyrozumiali.  –  Celeste  oddaliła  się,

machając im na pożegnanie.

background image

Juliette spojrzała na Joego.
– Muszę porozmawiać z Lucy. Jeszcze pomyśli, że nie odpowiada mi ta

sytuacja i będzie się stresować. Nie chcę, żeby coś popsuło jej ten dzień…

– Więc udawaj, że wszystko jest w porządku. To nie takie trudne.
– Łatwo ci mówić. Ty nigdy nie pokazujesz po sobie emocji.
Joe wzruszył ramionami i spojrzał na wchodzących gości.
– Co nie znaczy, że ich nie mam. – Usłyszała w jego głosie jakąś nową,

nieznaną nutę.

Zmarszczyła  brwi  i  przygryzła  wargę.  Zawsze  był  taki  poważny

i  niedostępny.  Jak  odległa  skalista  wyspa,  wokół  której  krążyła,  wciąż
szukając odpowiedniego miejsca, żeby zacumować.

Ich oczy się spotkały.
– Ten weekend wbrew pozorom może się dla nas okazać prawdziwym

błogosławieństwem. Może uda nam się poukładać pewne sprawy.

– Nie sądzę, żeby nasze sprawy dało się jeszcze poukładać, Joe.
–  Możliwe,  ale  nie  zaszkodzi  spróbować.  Żałuję  tego,  jak  się

zachowywałem, gdy byliśmy razem.

On  czegoś  żałuje?  Nie  chciała  tego  słuchać.  Wiedziała,  że  ożenił  się

z  nią  wyłącznie  z  poczucia  obowiązku,  był  z  nią  na  własnych  zasadach,
w ogóle nie myśląc o jej potrzebach. Pojawiał się i znikał, a ich związek od
początku był bez szans.

Naiwnie  wierzyła,  że  dziecko  ich  zbliży  –  sprawi,  że  Joe  pokocha

również  ją.  Chciała,  żeby  ją  kochał.  Czy  nie  o  tym  marzy  każda
dziewczyna? Gdyby ją pokochał, łatwiej byłoby jej się pogodzić z tym, jak
zaczął się ich związek. Nie czułaby się tak winna z powodu swoich uczuć.
Uległa pożądaniu, które nadal ją obezwładniało.

Posłała mu lodowate spojrzenie.

background image

–  Naszego  związku  nie  da  się  naprawić,  niezależnie  od  tego,  co  teraz

powiesz.  Nie  wyobrażaj  sobie,  że  ten  weekend  może  coś  zmienić.  To  od
początku nie miało sensu.

W tym momencie podszedł kelner z tacą pełną drinków i Juliette wzięła

kieliszek  szampana.  Była  boleśnie  świadoma  bliskości  Joego,  który,
sięgając  po  kieliszek,  otarł  się  o  nią  ramieniem.  Wypiła  duszkiem
szampana,  starając  się  odsunąć  od  siebie  stres  i  inne  kłębiące  się  w  niej
emocje, podczas gdy on nawet nie uniósł kieliszka do ust.

–  Nigdy  nie  mówiłem,  że  chcę  do  ciebie  wrócić  –  zauważył  z  ironią,

która dotknęła ją do żywego. Spojrzał na nią gniewnie. – To ostatnia rzecz,
jakiej pragnę.

Juliette wzięła kolejny łyk szampana.
–  Dobrze  wiedzieć.  –  Teraz  przynajmniej  miała  pewność.  Chciał  się

z  tego  wyplątać,  tak  samo  jak  ona.  Dlaczego  więc  miała  wrażenie,  jakby
jakiś  ciężar  gniótł  ją  w  pierś,  odbierając  oddech?  Zamrugała,  żeby
opanować łzy, a gardło miała zupełnie ściśnięte.

Joe  odetchnął  powoli  i  podszedł  bliżej,  kładąc  dłoń  na  jej  ramieniu.

W jego oczach nie było już gniewu.

–  Przepraszam,  że  nie  owijam  w  bawełnę,  ale  co  się  stało,  to  się  nie

odstanie.

Juliette odepchnęła jego dłoń.
–  Myślałam,  że  ustaliliśmy  zasady?  Żadnego  dotykania  –  powiedziała

ostrym tonem.

– Powitajcie młodą parę. – Ich rozmowę przerwał radosny głos Celeste,

a  po  chwili,  przy  akompaniamencie  kwartetu  smyczkowego  i  głośnych
owacji, Lucy i Damon weszli na taras.

Goście zgromadzili się w jednym miejscu, żeby lepiej widzieć, i teraz

wszyscy  tłoczyli  się  obok  siebie.  Juliette  uśmiechnęła  się,  wpychając

background image

jednocześnie  łokieć  w  jego  żebra.  Joe  jęknął,  zdecydowanie  zbyt
seksownie.  Objął  ją  ramieniem,  kładąc  dłoń  na  jej  biodrze.  Zerknęła
i zauważyła, że na palcu wciąż miał obrączkę. Czuła jego bliskość każdym
fragmentem ciała, jakby była wyczulona właśnie na jego dotyk.

Rozpoznałaby go nawet z zamkniętymi oczami.
Lucy  i  Damon  zbliżyli  się,  idąc  ramię  w  ramię  i  uśmiechając  się

szeroko. Emanowało od nich szczęście i Juliette pragnęła, żeby choć mała
część spadła również na nią. Dlaczego nie mogła znaleźć kogoś, kto by ją
pokochał?

– O rany! Nie wierzę własnym oczom – powiedziała Lucy, przytulając

mocno  Juliette,  która  prawie  wylała  resztę  szampana.  –  Co  się  dzieje?
Chyba mi nie powiesz, że wy…?

– Nie – uciął Joe tonem, który nie pozostawiał wątpliwości, a Juliette

znów  poczuła  bolesne  ukłucie.  Zabrał  rękę  z  jej  talii.  –  Zrobiono  błąd
w naszej rezerwacji, ale nie chcemy robić kłopotu Celeste.

– Och, cóż, w takim razie… – oczy Lucy zamigotały jak diament na jej

palcu – mam nadzieję, że to nie będzie dla was zbyt duży problem? – W jej
głosie słychać było wyraźną sugestię.

– Żaden problem – zapewniła Juliette, starając się nad sobą panować,

choć  nad  zarumienionymi  policzkami  nie  miała  żadnej  kontroli.  Wciąż
czuła mrowienie na biodrze w miejscu, gdzie przed chwilą spoczywała dłoń
Joego.

Damon uśmiechnął się i uścisnął rękę przyjaciela.
–  Kto  wie,  co  przyniesie  ze  sobą  ten  weekend,  co?  Cieszę  się,  że

jesteście oboje.

–  Nigdy  bym  tego  nie  przegapił  –  odparł  Joe  z  enigmatycznym

uśmiechem.

background image

Po  chwili  Lucy  i  Damon  odeszli,  żeby  przywitać  się  z  innymi  gości,

a Juliette dopiła szampana.

–  Wspólny  pokój  to  żaden  problem.  Kto  by  pomyślał,  że  potrafię  tak

doskonale kłamać.

Joe zamyślił się na chwilę.
–  Mówiłem,  że  możemy  wykorzystać  ten  weekend  i  poukładać  nasze

sprawy. Zamknąć w końcu ten rozdział.

Uniosła brwi, posyłając mu wymowne spojrzenie.
–  A  jak  według  ciebie  mamy  to  zrobić?  Pocałunek  na  zgodę?  Chyba

podziękuję.

Wziął od niej pusty kieliszek i odstawił go na stolik.
–  To  byłby  jakiś  początek,  nie  sądzisz?  –  Jego  oczy  pociemniały,

a  spojrzenie  powędrowało  do  ust,  jakby  chciał  sobie  przypomnieć  ich
wszystkie pocałunki.

Spojrzała na niego z ukosa.
–  Nie  wiem,  czy  pamiętasz,  ale  tak  właśnie  się  w  to  wpakowaliśmy.

Pocałowałeś mnie.

Uśmiechnął się lekko.
– Wydaje mi się, że to ty zrobiłaś pierwszy krok.
Zacisnęła zęby. Czy musiał jej przypominać, że była tak bezpośrednia?

Zachowała się bezmyślnie i nieodpowiedzialnie, zupełnie jak nie ona.

– Nie musiałeś mi ulegać.
– Naprawdę przeceniasz moją silną wolę.
Juliette uniosła brodę.
– Mam nadzieję, że teraz jest w lepszej formie.
Uniósł brew.
– Zamierzasz mnie błagać, żebym poszedł z tobą do łóżka?

background image

Zacisnęła dłonie w pięści, inaczej chyba by go uderzyła.
– Niedoczekanie – odparła tak pewnym głosem, na jaki było ją stać.
Uśmiechnął się, wziął jej zaciśniętą pięść i powoli otworzył, pocierając

palcem wnętrze dłoni w bardzo seksowny sposób. Patrzył jej prosto w oczy,
a jego wzrok był hipnotyzujący.

– Nie musisz się wstydzić chemii, która jest między nami – powiedział

niskim, seksownym głosem.

Juliette zabrała dłoń.
– Nie wstydzę się. Jestem zniesmaczona. I, na miłość boską, przestań

mnie dotykać.

Dalej się uśmiechał, ale coś w jego oczach zgasło.
– Uważaj, jesteśmy w miejscu publicznym. Potem będziesz mogła się

na mnie wyżywać, ile zechcesz.

Juliette  zamrugała,  starając  się  odpędzić  od  siebie  seksowne  sceny,

które  stanęły  jej  przed  oczami.  Jej  ciało  płonęło  na  samo  wspomnienie
wspólnych  namiętnych  chwil.  Z  byłym  chłopakiem  dopiero  po  dwóch
latach miała pierwszy orgazm, a potem i tak nie zawsze się udawało. Przy
Joem od pierwszego pocałunku była rozpalona, a on zawsze pilnował, żeby
najpierw  zadbać  właśnie  o  nią.  Znał  jej  ciało  lepiej  niż  ona  sama.  Nie
pozostawała mu dłużna, badając każdy fragment jego ciała – nie poznawała
sama siebie, nigdy wcześniej nie była tak otwarta. Teraz stał tak blisko, że
mogła  go  dotknąć,  i  tęskniła  za  nim  jeszcze  bardziej.  Czuła  niewidzialną
siłę, która przyciągała ją do niego.

Wzięła  kolejny  kieliszek  szampana  od  mijającego  ich  kelnera,  żeby

zająć czymś ręce.

– Znasz kogoś z gości? – zapytał Joe po dłuższej chwili milczenia.
– Tylko Lucy. I oczywiście Damona. Nie znam żadnej z druhen. Lucy

poznała je już po przeprowadzce do Grecji. A ty?

background image

– Słyszałem wcześniej o kuzynce Damona, Celeste, ale dopiero dziś ją

poznałem.  Spotkałem  jednak  parę  razy  dwie  z  druhen.  –  Wziął  niewielki
łyk szampana i odsunął kieliszek od ust.

Juliette poczuła ukłucie zazdrości.
– Naprawdę? – spytała, starając się nadać głosowi neutralny ton, choć

tak naprawdę chciała wiedzieć wszystko: daty, miejsca i szczegóły spotkań,
a  przede  wszystkim:  czy  spał  z  którąś  z  nich?  Czy  jakakolwiek  kobieta
byłaby w stanie mu się oprzeć? Wiedziała, że z pewnością nie ona.

Joe spojrzał na nią, a z jego twarzy nie można było wyczytać żadnych

emocji.

– Jak na ironię, Damon i Lucy poznali się dzięki nam.
– Co w tym ironicznego?
Wzruszył ramionami i spojrzał na kieliszek, który trzymał w dłoni.
–  Wydają  się  razem  bardzo  szczęśliwi.  Czy  to  przetrwa,  to  już  inna

sprawa.

– Musisz być taki cyniczny? Są zakochani. Widać to na pierwszy rzut

oka. Tego właśnie nam brakowało. Pobraliśmy się ze złych powodów.

Nie odpowiedział, ale opróżnił kieliszek do końca. Nie mogła oderwać

oczu  od  jego  opalonej  szyi  i  zarysu  szczęki,  na  której  widać  już  było
delikatny cień zarostu, choć golił się całkiem niedawno. Ile razy czuła na
skórze tę rozkoszną szorstkość? Na twarzy, brzuchu, pomiędzy udami…

Juliette stłumiła dreszcz i odwróciła się do gości, którzy gromadzili się

na  kolejną  zorganizowaną  przez  Celeste  niespodziankę.  Które  z  druhen
poznał Joe? Blondynkę? Elegancką brunetkę? A może tę z dużym biustem
i nogami do ziemi?

Joe wyciągnął rękę, żeby zabrać od niej pusty kieliszek.
– Może napijesz się czegoś bez alkoholu? Sok pomarańczowy? Woda?

background image

Juliette podała mu kieliszek, uważając, żeby go nie dotknąć.
– Sugerujesz, że mogę się upić i zrobić z siebie pośmiewisko?
Wciągnął powietrze i zacisnął usta.
– Posłuchaj, wiem, że ta sytuacja nie jest dla ciebie łatwa. Spotykamy

się pierwszy raz od twojego odejścia. – Włożył ręce do kieszeni i nachylił
się lekko w jej stronę. – Wolałbym spotkać się z tobą w Londynie, ale nie
odpowiadałaś na moje wiadomości.

Juliette od miesięcy ignorowała wszelkie próby kontaktu z jego strony.

Zablokowała nawet jego numer. W ten sposób chciała go ukarać za to, że
nie było go przy niej, gdy najbardziej tego potrzebowała. W pewien sposób
ukarała jednak siebie, zupełnie się izolując. Rodzina i przyjaciele próbowali
ją wspierać, ale po kilku miesiącach byli już tym zmęczeni. Nawet Lucy,
zajęta  przygotowaniami  do  wesela,  nie  miała  już  dla  niej  tyle  czasu,
zwłaszcza  że  od  śmierci  Emilii  Juliette  nie  przygotowała  ilustracji  do
książek,  które  wspólnie  wydawały.  Potrzebowała  kogoś,  kto  zrozumie,
przez co przechodziła – żałobę, rozpacz i stratę.

–  Nie  byłam  gotowa  –  odparła,  patrząc  w  podłogę.  –  To  było…  zbyt

świeże.

Podszedł bliżej i dotknął delikatnie jej dłoni.
– To zrozumiałe. – Jego głos był ciepły jak pieszczota. Uniosła wzrok

i popatrzyła mu w oczy.

– Myślisz o niej czasem?
W jego oczach na chwilę pojawił się ból, nad którym chyba nie potrafił

zapanować.

–  Cały  czas.  Dlatego  regularnie  wspieram  organizacje  prowadzące

badania  kobiet,  które  poroniły.  Chciałem  zrobić  coś  dobrego  i  pomóc
ludziom,  którzy  przechodzą  przez  to  samo.  Gdybyś  czytała  moje  mejle,
wiedziałabyś o tym. Wpłacam pieniądze w imieniu nas obojga.

background image

Poczuła ucisk w sercu. Wspierał finansowo takie badania?
Gniew, który do tej pory był jej tarczą, nagle się ulotnił, a ona pozostała

bezbronna. Nie czytała jego mejli, oznaczając je jako spam – wtedy dawało
jej to ulgę i satysfakcję. Dobrze wiedzieć, że pomagał innym, ale gdzie był,
gdy ona przechodziła piekło? Stała nad grobem ich dziecka zupełnie sama.
Przechodziła żałobę samotnie.

–  Nie  rozumiem  jednego.  Mówisz,  że  przekazałeś  pieniądze  na  cele

charytatywne, a znając ciebie, była to spora suma, ale od pogrzebu ani razu
nie odwiedziłeś jej grobu.

Joe zacisnął usta.
– Nie lubię cmentarzy. Wolę czcić pamięć o zmarłych w inny sposób.
Juliette  co  tydzień  odwiedzała  grób  dziecka,  za  każdym  razem  mając

nadzieję, że zobaczy na nim kwiaty lub kartkę od Joego. Nigdy się tego nie
doczekała.  Nie  potrafiła  tego  zrozumieć  ani  mu  wybaczyć.  Bywał
w Londynie regularnie ze względu na pracę. Czy tak trudno było znaleźć
chwilę, żeby zajrzeć na cmentarz? Może nie chciał pamiętać o dziecku i ich
nieudanym małżeństwie?

–  Trzymałeś  się  z  daleka  w  obawie,  że  na  mnie  wpadniesz?  –  Nie

potrafiła ukryć oskarżycielskiego tonu.

Spojrzał na nią, a ona nie była w stanie odczytać emocji na jego twarzy

przypominającej rzeźbioną w kamieniu maskę.

– Jak często tam chodzisz?
– Co tydzień.
– Czy to ci pomaga w żałobie?
Juliette westchnęła, czując rosnącą frustrację.
–  Nic  mi  w  tym  nie  pomaga,  ale  przynajmniej  nie  ignoruję  tego,  że

Emilia istniała.

background image

– I myślisz, że ja tak robię?
– A nie? – spytała, unosząc brodę.
Wciągnął  gwałtownie  powietrze  i  znów  odwrócił  się  do  okna.  Stał

prosto i sztywno, jakby splątany niewidzialnymi linami.

– Nie ma jednego sposobu na przeżywanie żałoby. Każdy przechodzi to

po swojemu – mówił przez zaciśnięte zęby, stojąc z rękami w kieszeniach.

– A twój sposób się sprawdza?
Odwrócił się i spojrzał na nią ze smutkiem.
– A jak myślisz?
Problem  w  tym,  że  nie  miała  pojęcia,  co  myśleć.  Joe  zawsze  był

nieprzewidywalny i działał zupełnie inaczej, niż zakładała. Nie mówił tego,
co chciała usłyszeć, i nie robił tego, na co liczyła. Ich związek opierał się na
jego poczuciu obowiązku wobec niej i dziecka, więc gdy stracili córeczkę,
przyszła  pora,  żeby  się  rozstać.  Nie  dał  jej  żadnego  powodu,  żeby
kontynuować  to  małżeństwo.  Nie  okazywał  jej  żadnych  uczuć,  ona
natomiast  czuła  jedynie  niewyobrażalny  smutek,  który  z  czasem  zamienił
się w gniew.

–  Myślę,  że  w  głębi  duszy  czujesz  ulgę,  że  nie  masz  wobec  mnie

żadnych zobowiązań – powiedziała w końcu, patrząc na niego lodowato.

Poruszał przez chwilę szczęką, po czym zacisnął mocno usta.
–  Zostawmy  tę  rozmowę  na  później.  To  ślub  naszych  przyjaciół,

pamiętasz?  –  Po  czym  bez  słowa  odwrócił  się  i  odszedł,  zostawiając  ją
samą.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Po kolacji Joe wdał się w rozmowę z innymi gośćmi, jego myśli jednak

cały czas krążyły wokół Juliette. Szukał jej wzrokiem, czując ucisk w piersi
za każdym razem, gdy dojrzał w tłumie jej miodowobrązowe włosy.

Często  myślał  o  tym,  żeby  się  wybrać  na  cmentarz,  ale  za  każdym

razem tchórzył. Przez całe dzieciństwo ojciec co roku w urodziny ciągnął
go  na  grób  matki;  cierpiał  katusze,  stojąc  przed  kamiennym  pomnikiem
i  wiedząc,  że  to  on  jest  przyczyną  jej  śmierci.  Żadne  modlitwy  nie  są
w stanie przywrócić życia ani jego matce, ani ich córeczce. Zawsze uważał
zachowanie ojca za destrukcyjne, sam natomiast postanowił przejść żałobę
bardziej konstruktywnie, przeznaczając pieniądze na badania, które pomogą
uratować wiele dzieci, jak również małżeństw.

Gdy znów spotkał Juliette, czuł jej bliskość i zapach, które sprawiały, że

krew  szybciej  płynęła  mu  w  żyłach.  Zaczął  się  zastanawiać,  czy  dla  nich
również  może  wyjść  z  tego  coś  dobrego.  Chemia  i  namiętność  wciąż
istniały, tak samo gwałtowne. To właśnie one były początkiem ich związku
i nigdy nie wygasły. Nawet teraz czuł tę magnetyczną siłę, która ciągnęła go
do niej.

Juliette  odwróciła  się  i  spojrzała  na  niego.  Poczuł  ucisk  w  sercu.  Nie

była  klasyczną  pięknością,  ale  miała  delikatną  i  dziewczęcą  urodę,  która
zapierała  dech  w  piersi.  Szarobłękitne  oczy  przypominały  mu  wzburzone
morze,  była  szczupła  niczym  baletnica  i  poruszała  się  z  niezwykłą
elegancją.  Miała  bladą  skórę  i  delikatne  piegi  na  małym,  lekko  zadartym
nosie, a jej cudnie wykrojone usta, różowe i kuszące, przypominały mu, jak

background image

bardzo  tęsknił  za  jej  uśmiechem  –  tym  szczerym,  prawdziwym,  który
rozjaśniał całą jej twarz.

Juliette  przeniosła  wzrok  na  stojącą  przy  niej  starszą  parę  –  rodziców

panny  młodej  –  ale  Joe  widział,  że  nie  była  szczególnie  pochłonięta
rozmową. Przygryzała dolną wargę i bawiła się zapięciem torebki, jakby nie
mogła się doczekać, żeby ten wieczór dobiegł końca.

Niedługo oboje znajdą się razem w apartamencie.
Kwartet smyczkowy grał coraz żywsze utwory, a na parkiecie pojawiło

się kilka par. Pamiętał pierwszy wspólny taniec z Juliette – poruszała się tak
płynnie i naturalnie, jakby tańczyli ze sobą od lat.

W łóżku zgadzali się tam samo.
Po  ich  pierwszej  wspólnej  nocy  nie  potrafił  o  niej  zapomnieć.  Musiał

szybko  wracać  do  Włoch,  a  potem  do  Niemiec,  gdzie  prowadził  kilka
projektów,  ale  cały  czas  o  niej  myślał.  Wtedy  nagle  do  niego  zadzwoniła
i powiedziała, że spodziewa się dziecka. Był w szoku. Zabezpieczyli się, ale
los  postanowił  inaczej.  Ich  dziecko  nie  zdążyło  nawet  zaczerpnąć
pierwszego oddechu.

Joe  odetchnął  głęboko.  Ból  powrócił,  jak  zawsze,  gdy  myślał

o córeczce. Obwiniał się o to, że nie był przy Juliette, gdy zaczął się poród.
Może  gdyby  był  na  miejscu,  szybciej  trafiłaby  do  szpitala  i  sprawy
potoczyłyby się inaczej. Tyle rzeczy zrobiłby inaczej…

Joe przecisnął się przez niewielki tłum gości i dołączył do niej, biorąc ją

za rękę.

–  Może  zatańczymy?  –  Uznał,  że  tylko  w  ten  sposób  będzie  miał

powód,  żeby  być  blisko  niej.  A  ona  nie  będzie  mogła  zatańczyć  z  kimś
innym.

Przez  chwilę  miał  wrażenie,  że  odmówi,  ale  potem  wzruszyła

ramionami, unikając jego wzroku.

background image

– Jasne. Czemu nie?
Joe poprowadził ją na parkiet, z którego rozciągał się widok na ocean.
Kwartet grał akurat romantyczną balladę, więc przyciągnął Juliette do

siebie i zaczęli poruszać się w rytm wolnej melodii.

–  Miałem  wrażenie,  że  nie  byłaś  zbyt  zaangażowana  w  rozmowę  –

powiedział, wdychając kwiatowy zapach jej włosów.

– To było aż tak widoczne? – spytała, marszcząc brwi.
– Tylko dla mnie – odparł, prowadząc ją w tańcu z dala od innych gości

na parkiecie. – Dobrze znasz rodziców Lucy?

–  Dość  dobrze.  Spędzałam  u  nich  sporo  czasu,  gdy  byłyśmy

nastolatkami. – Westchnęła lekko i dodała: – Bardzo jej zazdrościłam. Jej
rodzice byli zupełnie inni.

– W jakim sensie?
Długo milczała i zaczął się zastanawiać, czy usłyszała pytanie.
–  Byli  tacy…  pełni  wsparcia  –  odezwała  się  w  końcu.  –  Nie

przypominam sobie, żeby kiedykolwiek skrytykowali Lucy czy jej wybory
życiowe.

Joe spojrzał na nią uważnie.
– A twoi rodzice często cię krytykowali?
Przewróciła oczami i opuściła wzrok.
–  Nigdy  przy  ludziach.  Są  zbyt  dobrze  wychowani.  Ale  wiem,  jak

bardzo  ich  rozczarowałam.  Nie  wybrałam  kariery  naukowej,  nie  poszłam
w ślady rodziców i starszych braci.

Joe nie był specjalnie zaskoczony tym wyznaniem, ale dlaczego nigdy

nie  naciskał,  żeby  opowiedziała  mu  coś  więcej  o  rodzinie?  Teraz  tego
żałował. Jak to o nim świadczyło? Jaki mąż nie interesuje się przeszłością
żony?

background image

Taki,  który  nie  jest  specjalnie  dumny  ze  swojej  i  sam  woli  unikać

podobnych pytań.

Joe spotkał jej rodziców i braci zaledwie dwa razy – podczas ich wesela

i podczas pogrzebu Emilii. Pogrzeb pamiętał jak przez mgłę, a na weselu
nie  wydawali  się  szczególnie  otwarci.  Wcale  im  się  nie  dziwił.  Byli
uprzejmi,  ale  pełni  rezerwy.  W  końcu  młodzi  pobierali  się  z  powodu,
o którym rodzice panny młodej raczej nie marzą. Wpadka po jednonocnej
przygodzie nie zrobi wrażenia na przyszłych teściach, Joe jednak nie chciał,
żeby dziecko dorastało bez ojca. Uważał, że ślub to najlepsze rozwiązanie.

Dziecko było najważniejsze.
Rodzice  nie  odwiedzili  Juliette  w  szpitalu,  ponieważ  właśnie  byli  za

granicą.  Widziała  się  z  nimi  wcześniej,  odwiedziła  ich,  zanim  wyruszyli
w trzymiesięczną podróż, potem wróciła prosto do Włoch i następnego dnia
zaczęła rodzić. Joe przyleciał najszybciej, jak to było możliwe, ale już było
po wszystkim.

–  Przecież  jesteś  bardzo  utalentowana,  Juliette.  Twoje  ilustracje  są

doskonałe. Czy nie są z ciebie dumni?

–  Jestem  jedyną  osobą  w  rodzinie  bez  doktoratu.  Ledwie  skończyłam

szkołę średnią. Ilustratorka książek dla dzieci to według nich nie jest żadna
kariera, zwłaszcza że nie mam wykształcenia plastycznego. Oczywiście są
dumni,  że  moje  prace  są  publikowane,  ale  nadal  uważają  to  za  swego
rodzaju  hobby.  –  Westchnęła  ponownie.  –  Od  miesięcy  niczego  nie
stworzyłam,  więc  może  mieli  rację.  Pora  poszukać  czegoś  innego.  Nie
wiem,  jak  Lucy  ze  mną  wytrzymywała.  Przeze  mnie  cierpi  również  jej
kariera.

Joe dotknął jej policzka i spojrzał w oczy.
– Nie myśl o pracy, dopóki nie będziesz gotowa. Przelewałem środki na

twoje konto. To powinno pokryć utracony dochód.

background image

Zarumieniła się i spojrzała na niego wojowniczo.
– Nie chcę i nie potrzebuję twoich pieniędzy. Nie tknęłam ani centa.
Przesunął kciukiem po jej brodzie.
– Aż tak mnie nienawidzisz?
Spuściła wzrok.
–  Nigdy  nie  chciałam  twoich  pieniędzy.  Nie  dlatego  za  ciebie

wyszłam.  –  Odsunęła  się  od  niego  i  objęła  się  ramionami,  jakby  było  jej
zimno, choć wieczorne powietrze było aksamitnie ciepłe.

– Cóż, oboje wiemy, dlaczego za mnie wyszłaś. – Joe nie był w stanie

ukryć w głosie cynizmu. – Chciałaś odegrać się na swoim byłym i pokazać
mu, że masz kogoś nowego.

Zacisnęła usta, a jej policzki jeszcze bardziej pociemniały.
– To nieprawda. To nie miało z nim nic wspólnego. Ledwie pamiętam,

jak on wygląda. Wychodząc za ciebie, myślałam o dziecku. Uznałam, że to
dla  niego  najlepsze.  Poza  tym  to  ty  nalegałeś  na  małżeństwo.  Ja  chętnie
zgodziłabym się na opiekę naprzemienną.

–  Miałaś  jakieś  wieści  od  byłego  chłopaka?  Widujesz  się  z  nim

czasami?  –  Sam  nie  wiedział,  po  co  zadaje  te  pytania.  Wcale  nie  chciał
wiedzieć.  Zwykle  nie  bywał  zazdrosny,  ale  myśl  o  tym,  że  mogłaby  być
blisko z innym mężczyzną, doprowadzała go do obłędu. Chyba by umarł,
gdyby się dowiedział, że zaszła w ciążę z kimś innym.

Juliette spojrzała na niego z irytacją.
– To chyba nie twoja sprawa, z kim się spotykam.
Joe wziął ją za łokieć i poprowadził na bok, z dala od innych gości.
– Oficjalnie nadal jesteśmy małżeństwem, więc to moja sprawa.
Puścił jej łokieć, z trudem się powstrzymując, żeby nie przyciągnąć jej

do siebie i nie pocałować.

background image

Popełnił  sporo  błędów  i  nie  był  w  stanie  cofnąć  czasu.  Czy  próba

ratowania ich związku byłaby kolejnym błędem?

Juliette patrzyła na niego wojowniczo.
– To zabawne, że moje życie nagle zaczęło cię interesować. – Spojrzała

na  jego  usta,  jakby  się  spodziewała,  że  za  chwilę  zrobi  to,  czego  tak
pragnął. – I dlaczego wciąż nosisz obrączkę? To chyba bezcelowe.

Joe  wziął  jej  dłoń  i  przesunął  palcem  po  pustym  miejscu  na  palcu.

Spodziewał się, że zabierze rękę, ale nie zrobiła tego. Spojrzała mu w oczy.

–  Bynajmniej.  Dzięki  temu  nie  muszę  opędzać  się  od  natrętnych

kobiet. – Zamilkł na chwilę, po czym dodał: – Wciąż mam twoją obrączkę
i pierścionek zaręczynowy.

Sam nie wiedział, po co jej o tym mówi. Wyszedł za sentymentalnego

głupca, który nie potrafi się pogodzić z odejściem żony. Czy powinien jej
powiedzieć, że wszystkie rzeczy czekają tam, gdzie je zostawiła? Że nie jest
w  stanie  spać  w  ich  wspólnej  sypialni,  bo  wspomnienia  nie  dają  mu
spokoju?  Nie  wspominając  nawet  o  pokoju  dziecinnym.  Nie  był  tam  ani
razu.  Miał  wrażenie,  że  gdyby  otworzył  tamte  drzwi,  rozpadłby  się  na
kawałki.

Juliette  patrzyła  przez  chwilę  na  ich  splecione  dłonie,  po  czym

podniosła wzrok.

– Jestem zaskoczona, że nie kazałeś ich przetopić ani nie znalazłeś dla

nich nowej właścicielki.

Joe potarł delikatnie jej dłoń, patrząc jej w oczy. Widział, jak jej źrenice

się rozszerzyły, a oddech przyspieszył.

– Należą do ciebie.
Podniosła głowę, a jej oczy rozbłysły.
– Nie chcę ich.

background image

– Możliwe, ale mnie nadal pragniesz – powiedział Joe, przyciągając ją

do siebie. – Mylę się?

– Tak – odparła twardo, choć jej ciało mówiło co innego.
Uniósł lekko jej brodę i dotknął kciukiem dolnej wargi.
–  Trudno  jest  czasem  przezwyciężyć  dumę,  nieprawdaż?  Chciałbym

powiedzieć, że cię nie pragnę, ale okłamałbym nas oboje.

Wstrzymała oddech, po czym drżąc, wypuściła powietrze.
– Joe… proszę…
– O co? – Położył dłoń na jej policzku, a drugą ręką przyciągnął ją do

siebie jeszcze bliżej. – Zamierzasz dalej zaprzeczać, że mnie pragniesz? Że
pragniesz mnie od chwili, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy? Dlatego nie
odbierałaś  moich  telefonów,  prawda?  Nie  chciałaś  pamiętać,  co  do  mnie
czujesz.

Juliette  położyła  dłonie  na  jego  piersi  i  zamarła,  patrząc  jak

zahipnotyzowana na jego usta.

– Jesteśmy w separacji i…
– Nie w ten weekend. Mamy wspólny pokój. I jedno łóżko.
–  Nie.  –  Zabrała  dłonie  i  spojrzała  na  niego  buntowniczo.  –  Celeste

powiedziała, że zorganizuje dostawkę dla…

– Rozmawiałem z nią parę minut temu – odparł Joe. – Nie była w stanie

na dziś nic załatwić, ale jutro znowu spróbuje.

Zacisnęła usta i odsunęła się od niego.
–  Oboje  musimy  zacząć  nowe  życie  i  zapomnieć  o  przeszłości.

Wracanie do tego, co było, tylko wszystko skomplikuje.

Położyła dłoń na czole i zamknęła oczy.
–  Proszę  cię,  Joe.  Nie  utrudniaj  tego.  –  Opuściła  rękę  i  spojrzała  mu

w oczy. – Wracam do pokoju i kładę się do łóżka. Sama.

background image

Juliette  wymknęła  się  z  przyjęcia  niepostrzeżenie,  wróciła  do

apartamentu  i  zamknęła  za  sobą  drzwi.  Miała  ochotę  przetańczyć  z  Joem
całą noc. Idealna wymówka, żeby znów znaleźć się w jego ramionach. Ale
to prosta droga do złamanego serca. Nigdy nie należeli do siebie.

Gdyby  tylko  jej  ciało  nie  okazywało  się  tak  zdradzieckie.  Jedno  jego

spojrzenie sprawiało, że nogi się pod nią uginały. Otworzyła się przed nim
i opowiedziała o relacji z rodzicami i wątpliwościach związanych z pracą.
Jedna chwila słabości przyniosła jej ulgę. Mogła być z nim szczera. Okazał
wsparcie i zrozumienie, którego się po nim nie spodziewała.

I dotacje na rzecz fundacji…
Nie mogła przestać o tym myśleć. Zbierał pieniądze na badania, które

mogły uratować wiele dzieci, a ona przez cały ten czas wyrzucała mu, że
nie przeżywa żałoby tak, jak tego oczekiwała. Joe postanowił zrobić coś, co
pomoże  innym.  Teraz  jeszcze  trudniej  było  jej  odnaleźć  w  sobie  tamten
gniew i zachować dystans.

To nie oznaczało jednak, że ich związek można uratować.
Przecież  między  nimi  nie  było  miłości,  jedynie  czysta,  zwierzęca

namiętność.  To  za  mało,  żeby  zbudować  relację,  zwłaszcza  po  takiej
tragedii. Gdyby nie ciąża, nigdy by się nie pobrali. Joe zwykle spotykał się
z  zupełnie  innymi  kobietami.  Juliette  nie  była  elegancka,  obyta  ani
wykształcona, nie wyglądała też jak supermodelka. Nigdy by się z nią nie
ożenił, gdyby nie przypadkowa ciąża.

Wyjęła spinki z włosów, położyła je na stoliku i weszła do łazienki. Na

półce, tuż obok jej kosmetyczki, stały przybory do golenia Joego. Poczuła
dreszcz podniecenia. Dzielenie łazienki to coś bardzo intymnego. Sięgnęła
po  jego  wodę  kolońskiej,  zdjęła  nakrętkę  i  zamknęła  oczy,  wdychając
znajome, cytrusowe nuty. Odstawiła butelkę i cofnęła się o krok.

Musi być silna.

background image

Wróciła  do  sypialni  i  spojrzała  na  torebkę,  w  której  wciąż  kryły  się

papiery  rozwodowe.  W  niedzielę,  po  odjeździe  Lucy  i  Damona,  wręczy
Joemu dokumenty. Świadomość, że je przygotowała i teraz tylko czeka na
właściwy  moment,  dodawała  jej  siły.  Myślał,  że  tylko  pstryknie  palcem,
a ona przybiegnie do niego, jakby się nic nie stało. A przecież wszystko się
zmieniło.

Ona się zmieniła.
I nie zamierzała wracać do tego, co było.

Joe wrócił do apartamentu późno i zastał Juliette śpiącą w olbrzymim

łóżku, podzielonym na pół rzędem poduszek. Lampa nocna wciąż się paliła,
a przytłumione światło oblewało jej rysy złotą poświatą. Włosy leżały na
poduszce,  a  jej  skóra,  teraz  bez  makijażu,  była  świeża  i  lśniąca  jak
u dziecka. Usta miała lekko rozchylone i oddychała miarowo. Zdjął krawat
i rzucił go na pobliskie krzesło.

Juliette otworzyła oczy, usiadła i zamrugała.
– Och, to ty…
– Dzięki za wylewne powitanie – odparł Joe, rozpinając koszulę.
Zmrużyła oczy i naciągnęła wyżej kołdrę.
– Co ty robisz?
Zdjął koszulę i rzucił ją w to samo miejsce co krawat.
– Rozbieram się.
–  Mógłbyś  to  zrobić  w  łazience?  –  Zarumieniła  się  i  uciekła

wzrokiem.  –  I  proszę  cię,  żebyś  założył  bokserki.  I  trzymaj  się  swojej
strony łóżka.

– Chyba trochę za późno na nieśmiałość, moja droga. Znam na pamięć

każdy fragment twojego ciała, tak jak ty znasz moje.

background image

Odrzuciła kołdrę i złapała wiszący na drugim krześle szlafrok. Miała na

sobie  satynową  piżamę,  a  ramiączko  topu  zsunęło  się  lekko,  odsłaniając
zarys piersi. Narzuciła pospiesznie szlafrok i związała go mocno w pasie.

– Jak sobie chcesz. Łóżko jest twoje, prześpię się na sofie.
Gdy przechodziła, złapał ją za nadgarstek.
– Nie dramatyzuj. Nie zamierzam cię do niczego zmuszać. Łóżko jest

twoje, ja wezmę sofę.

Przygryzła wargę i spojrzała na niewielką kanapę.
– Jesteś za wysoki. Nie zmrużysz oka.
I tak by nie zasnął, gdy Juliette była tak blisko.
–  Jestem  pewien,  że  możemy  spać  w  jednym  łóżku  i  nie  przekraczać

granic – odparł.

– W porządku, ale musisz obiecać, że mnie nie dotkniesz.
– Masz moje słowo – powiedział, kładąc dłoń na sercu.
– Mam wrażenie, że ze mnie żartujesz – odparła, patrząc mu w oczy.
Opuścił rękę.
– Uwierz mi, od dawna nie jest mi do śmiechu.
Jej  twarz  momentalnie  posmutniała,  odwróciła  wzrok  i  wróciła  do

łóżka, okrywając się szczelnie kołdrą.

– Dobranoc.
Joe spojrzał na buteleczkę z tabletkami nasennymi, stojącą na jej stoliku

nocnym.

– Od jak dawna je bierzesz? – spytał, wskazując na leki.
– Od czasu do czasu, tylko jak nie mogę zasnąć – odparła, obracając się

na plecy.

– Czyli jak często?
Odwróciła wzrok.

background image

– Dość często – szepnęła.
Joe odgarnął pasmo włosów z jej czoła, czując bolesny ucisk w piersi.

Wciąż  sobie  wyrzucał  to,  jak  się  zachowywał  przez  ostatnie  miesiące.
Cierpiała w samotności. Powinien być wtedy przy niej. Myślał, że chciała,
żeby  się  trzymał  na  dystans,  ale  najwyraźniej  jej  to  nie  pomagało.  Jemu
również. Na usta cisnęło mu się tyle nic nieznaczących słów, które ludzie
wypowiadają w takich chwilach.

Czas leczy rany.
Z czasem będzie lepiej.
Po wszystkim będziesz silniejsza.
Wybrał jednak milczenie.
– Nie mogę przestać się obwiniać. Może nie powinnam lecieć wtedy do

Anglii,  żeby  odwiedzić  rodziców  przed  ich  podróżą.  Nie  musiałam.
Mogłam poprosić, żeby to oni przyjechali.

Dlaczego zdecydowała się lecieć do Anglii? Bo jak zwykle zostawił ją

samą i wyjechał w kolejną podróż służbową. Jeśli ktoś ma się czuć winny,
to tylko on. Wziął ją za rękę i przyłożył do swojej piersi.

– Nie możesz się obwiniać – powiedział ochrypłym głosem. – Z ciążą

było wtedy wszystko w porządku, nie było żadnych niepokojących znaków.

Skrzywiła się lekko.
–  Nie  było  cię  przez  pierwsze  trzy  miesiące.  Nie  wszystko  szło  tak

gładko. Czułam się fatalnie praktycznie codziennie.

Joe żałował, że nie było go przy niej, ale dowiedział się o ciąży, dopiero

gdy była w dwunastym tygodniu.

– Po naszej wspólnej nocy tyle razy chciałem się z tobą skontaktować –

powiedział, gładząc kciukiem wierzch jej dłoni.

Zmarszczyła lekko brwi.

background image

– Naprawdę? Nigdy o tym nie wspominałeś.
Uśmiechnął się kwaśno.
– Nie wymieniliśmy się numerami, ale znalazłem cię w sieci. Chciałem

do ciebie napisać i zaproponować spotkanie, jakiegoś drinka.

– Więc dlaczego tego nie zrobiłeś?
–  Wciąż  dochodziłaś  do  siebie  po  rozstaniu  z  byłym  chłopakiem.

Myślałem, że nie jesteś gotowa na nowy związek.

Spuściła wzrok i zabrała dłoń.
– Skreśliłam Harveya w momencie, gdy mi powiedział, że zdradza mnie

z Clarą. A ty szukałeś wtedy jednorazowej przygody, a nie związku. – Było
to raczej stwierdzenie niż pytanie.

Joe  wstał i spojrzał  na nią  z góry. Nie  potwierdził  ani  nie  zaprzeczył.

Nigdy nie czuł potrzeby, żeby się ustatkować, wolał życie bez zobowiązań.
Bezpieczne relacje, nikt nikogo nie zrani.

– Lepiej się prześpij, cara. Dobranoc.

Juliette  leżała  w  łóżku,  słuchając  dobiegających  z  łazienki  odgłosów

i szumu prysznica. Starała się nie myśleć o Joem stojącym pod strumieniem
gorącej  wody  ani  o  ich  wspólnych  prysznicach.  Gwałtownej  namiętności,
niezaspokojonej żądzy, obezwładniających orgazmach.

Jęknęła  cicho  i  odwróciła  się  plecami  do  łazienki.  Czekała,  aż  wróci

i  położy  się  do  łóżka.  Wszystkie  jej  zmysły  były  zbyt  wyostrzone,  żeby
mogła teraz usnąć. Otworzyła oczy i spojrzała na buteleczkę z tabletkami,
stojącą przy szklance z wodą. Wyjęła jedną i popiła.

Położyła się i czekała, aż nadejdzie sen…

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Juliette  nie  miała  pojęcia,  jak  długo  spała.  Gdy  się  obudziła,  było

jeszcze  ciemno,  a  do  pokoju  wpadało  światło  księżyca.  Usiadła  na  łóżku
i  odgarnęła  włosy  z  twarzy.  Miejsce  obok  było  puste,  a  poduszki
nietknięte – Joe w ogóle się nie położył.

Odrzuciła kołdrę i przeszła do saloniku.
Joe  siedział  wyciągnięty  na  kanapie,  z  głową  przechyloną  na  jedną

stronę,  pogrążony  we  śnie.  Był  nagi,  z  wyjątkiem  zawiązanego  wokół
bioder ręcznika.

Juliette wiedziała, że powinna wrócić do łóżka i przestać się nad nim

litować,  że  musi  spędzić  noc  w  niewygodnej  pozycji.  Nie  miała  prawa
gapić  się  na  jego  opalone,  atletyczne  ciało,  które  w  blasku  księżyca
wyglądało  jak  ciało  greckiego  boga.  Stała  jednak  bez  ruchu,  jak
zahipnotyzowana, nie mogąc oderwać od niego wzroku.

Nie  wiedziała,  czy  wydała  jakiś  dźwięk,  ale  nagle  Joe  otworzył  oczy,

zamrugał i wyprostował się, przeczesując zmierzwione włosy.

– Chrapałem? – zapytał, krzywiąc się.
–  Nie.  Czy  to  jakiś  nowy  zwyczaj,  odkąd  my…  –  przerwała  w  pół

słowa. Powiedział jej, że od ich rozstania nie był z żadną kobietą, ale to się
pewnego dnia zmieni. Nie chciała o tym myśleć. W końcu ktoś pojawi się
w  jego  życiu,  będzie  dzielić  z  nim  łóżko,  doświadczy  tej  nieziemskiej
namiętności, która dla niej była już tylko wspomnieniem.

Joe zsunął nogi z kanapy i pochylił się.

background image

Zapadło milczenie – tak gęste, że Juliette z trudem oddychała.
– Dlaczego nie położyłeś się do łóżka?
Joe  uniósł  wzrok  i  spojrzał  na  nią.  Jego  oczy  były  czarne

i nieprzeniknione.

– Nie chciałem cię budzić. Potrzebowałaś snu.
Juliette podeszła bliżej, jakby jej ciało kierowało się własną wolą.
– Możemy przecież spać w jednym łóżku, Joe. Jesteśmy dorośli i…
–  W  porządku.  Przespałem  się  już  parę  godzin,  tyle  mi  wystarczy.  –

Wstał z kanapy, podszedł do okna i rozsunął zasłony.

Nie  mogła  oderwać  wzroku  od  jego  idealnie  wyrzeźbionych  pleców

i ramion, wąskich bioder i długich, silnych nóg. Sama świadomość, że pod
ręcznikiem był zupełnie nagi, sprawiała, że krew gotowała jej się w żyłach,
a całe ciało ożywało. Poczuła napięcie rosnące w dolnej części brzucha –
zmysłowe,  erotyczne  wspomnienia  o  jego  twardym,  grubym  członku,
poruszającym się w niej.

Joe odwrócił się od okna i odgarnął włosy z czoła.
–  Wracaj  do  łóżka,  Juliette.  –  Jego  ton  był  rozkazujący

i zniecierpliwiony.

– Joe… – Zrobiła krok w jego stronę.
Podszedł do niej i położył dłonie na jej ramionach. Ciepło jego palców

przeniknęło przez jej skórę, budząc głód i tęsknotę, nad którą nie potrafiła
zapanować.  Spojrzał  na  jej  usta.  Był  tak  blisko,  że  jej  piersi  ocierały  się
o  niego.  Cienki  materiał  piżamy  nie  był  w  stanie  ukryć  reakcji  jej  ciała.
Czuła,  jak  sutki  jej  twardnieją,  a  gęsta  lawa  rozlewa  się  w  dolnej  części
ciała.

Położył dłoń na jej policzku, gładząc go kciukiem.

background image

–  Pocałunek  byłby  prosty.  Ale  zatrzymanie  się  na  jednym  to  zupełnie

inna sprawa. – Jego głos był niski i ochrypły.

Juliette spojrzała na jego zmysłowo wykrojone usta.
– Kto powiedział, że chcę, żebyś mnie pocałował? – Chciała zabrzmieć

spokojnie, ale zdradziło ją drżenie w głosie.

Uśmiechnął  się  lekko  i  kącik  jego  ust  powędrował  do  góry.  Coraz

trudniej było mu się oprzeć. Gładził kciukiem jej dolną wargę.

– Gdy przyjechałem tutaj, powtarzałem sobie, że tego nie zrobię.
Juliette nie zdawała sobie sprawy, że się poruszyła, dopóki nie znalazła

się  tuż  przy  nim,  czując  jego  twardą  erekcję.  Jej  ciało  zareagowało
momentalnie.

– Czego? – Jej głos był niewiele mocniejszy od szeptu.
– Dobrze wiesz. – Pochylił się i ją pocałował.
Wiedziała, że musi go odepchnąć. Zatrzymać to, zanim sprawy zajdą za

daleko. Nie powinna kusić losu ani poddawać się pokusie, ale w chwili, gdy
ich usta się spotkały, coś w niej pękło i rozsypało się jak domek z kart. Jego
usta  poruszały  się  wytrwale  i  badawczo,  jakby  odkrywając  na  nowo  jej
smak, kontury i miękkość jej warg. Jęknęła i otworzyła się przed nim, ich
języki złączyły się w erotycznym tańcu.

Przesunęła dłońmi po jego piersi i oplotła go za szyję, wplatając palce

w jego gęste, czarne włosy. Jęknął i zaczął ją całować jeszcze zachłanniej.
Po chwili nogi się pod nią ugięły.

Wziął jej twarz w dłonie, oddychał prawie tak gwałtownie jak ona. Po

chwili odsunął się od niej i zaklął cicho, jakby sam siebie nienawidził za to,
że jest tak słaby. A potem znów ją pocałował.

Przesunął  dłoń  na  jej  plecy,  przyciskając  do  siebie  jej  biodra.  Drugą

dłoń wsunął w jej włosy. Rozkoszne dreszcze wstrząsały całym jej ciałem,
spływając cudowną falą wzdłuż ud.

background image

Joe  oderwał  na  chwilę  przestał  ją  całować  i  przesunął  dłonie  na  jej

biodra.

– Chyba pora się zatrzymać. – Ton głosu go zdradził; słyszała tęsknotę

tak samo przeszywającą jak ta, którą sama czuła.

Zatrzymać się? Teraz?
Jej ciało krzyczało, domagało się więcej. W końcu powróciło do życia.

I dlaczego to nie ona przerwała to szaleństwo? Palący wstyd wylał się na jej
policzki, odepchnęła jego dłonie i odsunęła się, oddychając gwałtownie, jak
bohaterka dramatu kostiumowego.

– W co ty ze mną pogrywasz? Dlaczego mnie tak całujesz?
– Mógłbym zadać ci to samo pytanie – odparł, unosząc brew.
Juliette nie wytrzymała jego wzroku i odwróciła głowę.
–  Idę  pod  prysznic.  Zaraz  i  tak  trzeba  się  szykować  na  wesele.  –

Odwróciła się i poszła do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Westchnęła.
Dlaczego pozwoliła, żeby odkrył jej słabość? Nie potrafiła się oprzeć jego
dotykowi.

A jej uczucia były tak niebezpiecznie niejednoznaczne i poplątane…

Ślub miał się odbyć rankiem na plaży. Jakimś cudem Juliette udało się

wykąpać i ubrać, nie wpadając przy tym na Joego. Wyszedł z apartamentu,
gdy  była  pod  prysznicem,  i  podejrzewała,  że  zobaczy  go  dopiero  na
ceremonii.  Teraz  szła  do  pokoju  Lucy,  gdzie  razem  z  innymi  druhnami
miała  się  przygotować  na  uroczystość:  makijaż,  fryzury  i  inne  babskie
sprawy.

Na powitanie Lucy wręczyła Juliette lampkę szampana.
– Wypij to, a potem opowiadaj, jak minęła noc. Pogodziliście się?
Juliette wzięła szampana, ale upiła tylko mały łyk.
– Lepiej porozmawiajmy o tobie. Denerwujesz się?

background image

– Ja? Ani trochę. – Rozpromieniła się. – Nie mogę się doczekać, żeby

wyjść za Damona. – Jej uśmiech przygasł lekko. – Ale chciałabym, żeby
sprawy pomiędzy tobą i Joem się ułożyły. Jesteś pewna, że nie ma szans na
to, żebyście do siebie wrócili?

– Żadne z nas tego nie chce.
–  Jesteś  pewna?  Widziałam,  że  wczoraj  nie  spuszczał  z  ciebie  oka.

A  kiedy  tańczyliście…  Cóż,  każdy,  kto  was  widział,  pomyślałby,  że
jesteście…

–  Ale  nie  jesteśmy  –  przerwała  miękko  Juliette.  Otworzyła  długie,

wąskie  pudełko,  w  którym  znajdował  się  ręcznie  haftowany  welon.  –  Joe
spał na kanapie.

– Och…
Juliette odwróciła się, żeby spojrzeć na przyjaciółkę.
–  Nie  chcę,  żeby  nasze  sprawy  w  jakikolwiek  sposób  popsuły  ci  ten

dzień. – Uśmiechnęła się promiennie. – A teraz musimy cię wyszykować na
spotkanie z mężczyzną twojego życia. Tak na marginesie, suknia wygląda
zjawiskowo.

Lucy  obróciła  się  kilka  razy,  a  obszerny  tiulowy  dół  satynowej  sukni

tańczył  wokół  niej.  Idealnie  dobrany  odcień  bieli  sprawiał,  że  jej
egzotyczna karnacja wyglądała jeszcze piękniej.

– Nie sądzisz, że wyglądam jak beza? – spytała. – Zastanawiałam się

nad bardziej dopasowaną u dołu suknią. Oglądałyśmy taką w Mayfair, ale
zawsze chciałam w dniu ślubu wyglądać jak księżniczka.

–  Jesteś  prawdziwą  księżniczką  –  powiedziała  Juliette,  starając  się

zignorować ukłucie zazdrości. – Do tego zakochaną.

Joe  stał  obok  Damona  pod  ozdobioną  tropikalnymi  kwiatami  pergolą,

którą ustawiono na plaży. Starał się nie myśleć o własnym ślubie; w niczym

background image

nie  przypominał  dzisiejszej  ceremonii.  Czy  jeśli  pobraliby  się  z  Juliette
w  innych  okolicznościach,  to  ich  małżeństwo  miałoby  jakieś  szanse?  Ze
względu na dziecko chciał, żeby ślub odbył się jak najszybciej. Raczej nie
wybrałby  zimnego  i  surowego  wiejskiego  kościoła,  gdzie  odbywały  się
prawie wszystkie śluby, pogrzeby i chrzciny w jej rodzinie, ale chciał, żeby
Juliette czuła wsparcie najbliższych.

– Idą – powiedział Damon, szturchając go lekko.
Joe  odwrócił  się  i  zobaczył  Juliette,  która  szła  jako  pierwsza  po

obsypanym  płatkami  kwiatów  czerwonym  dywanie.  Miała  na  sobie
satynową suknię w kolorze głębokiego błękitu, którego odcień przywodził
na  myśl  fale  szumiącego  obok  oceanu.  Suknia  idealnie  podkreślała  jej
szczupłe biodra i wąską talię. We włosach miała wianek z kwiatów, który
dodawał jej eteryczności, jakby uciekła prosto ze „Snu nocy letniej”. Poczuł
ukłucie w piersi, wstrzymał oddech; poczucie winy odezwało się na nowo.
Tak bardzo ją zawiódł. Ślubował, że będzie ją kochał i chronił, ale zawiódł
na  obu  frontach.  Miłość  i  romantyzm  były  mu  obce.  Wątpił  nawet,  czy
naprawdę istnieją, z nielicznymi wyjątkami.

Sam nigdy nie doświadczył podobnych uczuć.
Gdy zobaczył dziś Juliette, coś w nim pękło. Poczuł miękkość w piersi,

coś  się  zaczęło  otwierać…  Przestraszył  się  i  zepchnął  to  znów  w  mrok.
Zatrzasnął  i  zaryglował  drzwi.  Przeżył  zbyt  wiele  rozczarowań.
Bezpieczniej było unikać uczuć, odsuwać je od siebie i mieć wszystko pod
kontrolą.

Ich  oczy  się  spotkały  i  Juliette  uśmiechnęła  się  niepewnie.  Dziś  rano

całował te miękkie usta – a to mu przypomniało, jak niebezpieczna była jej
bliskość.  Pragnął  jej,  pożądał  i  potrzebował,  ale  przecież  nie  mógł  się
łudzić,  że  ich  związek  można  jeszcze  uratować.  Czy  miał  prawo  prosić
o drugą szansę? To przyniesie im tylko więcej bólu. W tym był najlepszy –

background image

przynosił ból ludziom, na którym najbardziej mu zależało. Lepiej jest, gdy
nie dba, nie pragnie, nie liczy na nic.

Juliette odwróciła wzrok, a on poczuł pustkę i rozczarowanie.
Jej uśmiech był skierowany do gości, nie do niego.

Widząc  Joego,  od  razu  się  zarumieniła  na  wspomnienie  porannego

pocałunku.  Gdy  na  niego  patrzyła,  powracały  wspomnienia  ich  ślubu.
Formalna,  pozbawiona  emocji  ceremonia,  przygotowana  z  poczucia
obowiązku. Jego przyrzeczenia nic nie znaczyły.

A jej? Juliette się zamyśliła. Dlaczego teraz przyszło jej to na myśli? To

nie  ona  nalegała  na  małżeństwo.  Zrobiła,  co  do  niej  należało  –
poinformowała  go,  że  zostanie  ojcem,  dała  mu  wybór.  Mógł  się
zaangażować  w  wychowanie  dziecka  lub  odejść.  Powinna  była  odrzucić
jego ofertę… Dlaczego tego nie zrobiła?

Juliette  stała  obok  Lucy  i  Damona,  gdy  młodzi  wymieniali  przysięgi.

Mieli łzy w oczach. Widać było, jak są w sobie zakochani. Zauważyła, że
przygląda  jej  się  z  kamiennym  wyrazem  twarzy.  Przygryzła  wargę
i odwróciła wzrok; miała wrażenie, jakby niewidzialna dłoń ścisnęła ją za
serce.

Może  oceniła  go  zbyt  pochopnie.  Jej  rodzice  zawsze  powtarzali,  że

działa  zbyt  impulsywnie.  Reagowała,  zanim  zdążyła  pomyśleć,  a  potem
często  tego  żałowała.  Nie  zadała  Joemu  żadnych  pytań,  ale  sama
wyciągnęła wnioski, nie chciała nawet z nim porozmawiać.

Z  bólem  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  jak  bardzo  przyczyniła  się  do

rozpadu  ich  związku.  Czy  składając  pozew  o  rozwód,  popełni  błąd?  Ale
skoro Joe jej nie kocha, ich małżeństwo nie ma sensu…

Nowożeńcy  pocałowali  się,  a  goście  zaczęli  klaskać  –  Juliette

przypomniała sobie pospieszny pocałunek, jaki wymieniła z Joem: nikt nie

background image

klaskał, nie było łez wzruszenia.

Fotograf zrobił młodej parze kilka oficjalnych zdjęć na plaży, po czym

rozpoczęła się mniej formalna część uroczystości – przyjęcie odbywało się
w wychodzącej na plażę sali bankietowej.

Juliette tańczyła z każdym z drużbów, uparcie unikając Joego. Bała się,

że  gdy  znów  znajdzie  się  w  jego  ramionach,  nie  będzie  w  stanie  ukryć
swoich  uczuć.  Bawiła  się,  tańczyła,  piła  i  jadła,  ale  w  środku  cierpiała
i  coraz  trudniej  jej  było  robić  dobrą  minę  do  złej  gry.  Jedna  z  kuzynek
Damona była w zaawansowanej ciąży i, widząc ją, Juliette poczuła jeszcze
większy ból i smutek.

Wzięła kolejny kieliszek szampana od przechodzącego kelnera i gdy się

odwróciła, stanęła oko w oko z Joem.

– To na pewno dobry pomysł? – spytał, wskazując na kieliszek.
– Od kiedy jesteś abstynentem? – spytała, unosząc brwi.
Zabrał jej kieliszek i odstawił na stolik.
– Chyba ci już wystarczy.
– Chyba powinieneś dać mi spokój – powiedziała ze złością. – To, że

źle się bawisz, nie znaczy, że ja też muszę.

– Chcesz powiedzieć, że to według ciebie jest dobra zabawa? – Spojrzał

na nią i westchnął. – Udajesz tak samo jak ja, ale lepiej ci to wychodzi.

Sama nie wiedziała dlaczego, ale gniew jakby wyparował.
– Czy ciebie też boli patrzenie na ich szczęście?
– Tak.
Juliette próbowała wyczytać coś z jego twarzy, ale nie potrafiła. Może

dlatego, że zaczęło jej się lekko kręcić w głowie od szampana. A może to
świadomość,  że  już  niedługo  wręczy  Joemu  pozew  rozwodowy.  Musiała

background image

być silna; miała zadanie do wykonania – uzyskać podpis na dokumentach.
Jeden pocałunek niczego nie zmienia.

– Chyba muszę się położyć. Myślisz, że Lucy i Damon będą źli, jeśli

wyjdę wcześniej?

Joe spojrzał na państwa młodych, którzy tańczyli przytuleni.
–  Nie  sądzę,  żeby  mieli  coś  przeciwko.  Chodź  –  wyciągnął  rękę  –

odprowadzę się do pokoju.

Joe  zaprowadził  Juliette  do  apartamentu.  Kolejna  noc  tortur  –

świadomość,  że  jest  tak  blisko,  ale  nie  może  jej  dotknąć.  Wystarczająco
blisko,  by  czuć  niezwykłą  namiętność,  która  ich  ze  sobą  złączyła;  żeby
żałować  popełnionych  błędów;  żeby  się  zastanawiać,  czy  jeszcze  jest  dla
nich szansa…

Ta  myśl  zakiełkowała  i  zagnieździła  się  w  jego  głowie,  spychając  na

dalszy plan wszystkie lęki i wątpliwości. Namiętność wciąż istniała, teraz
to wiedział. Ich pocałunek był najlepszym dowodem na to, jak silna jest ich
więź.

Jeśli nie spróbuje po raz ostatni, nigdy sobie tego nie wybaczy.
Joe  zamknął  drzwi  apartamentu,  ale  zorientował  się,  że  to  nie  była

najlepsza pora na rozmowę. Do salonu wstawiono dodatkowe, pojedyncze
łóżko, a Juliette wyglądała na zmęczoną i poirytowaną.

– Wszystko w porządku? – spytał.
Skinęła  głową,  usiadła  na  kanapie  i  położyła  poduszkę  na  kolanach,

chowając się za nią jak za tarczą.

– Będzie dobrze. Muszę się tylko napić wody.
Joe przyniósł jej szklankę, a Juliette wypiła wodę duszkiem.
– Dzięki – powiedziała, oddając mu szklankę.
– Przynieść ci więcej?

background image

–  Nie  teraz…  –  Odrzuciła  poduszkę  i  sięgnęła  po  telefon.  –

Zapomniałam  wysłać  mamie  zdjęcia  Lucy  i  Damona  –  powiedziała,
wysyłając wiadomość. Zamilkła, wpatrując się w telefon ze zmarszczonym
czołem. – Joe?

– Tak?
Podniosła głowę i spojrzała na niego zmieszana.
– Właśnie dostałam mejl. Czy to jakiś spam? Podobno oboje jesteśmy

nominowani  do  jakiejś  nagrody  charytatywnej.  Tu  jest  napisane,  że
jesteśmy Charytatywną Parą Roku. – Podała mu telefon.

Joe  pochylił  się  i  przeczytał  wiadomość,  po  czym  sięgnął  po  swój

telefon. On również dostał ten mejl. Co za tragiczna ironia losu! Para roku?
Nie byli już parą. Wsunął telefon do kieszeni.

– To nie jest spam. Wspominałem ci, że składałem datki w imieniu nas

obojga.  Informowałem  cię  o  tym  w  wiadomościach,  których  nie
odczytywałaś. Za miesiąc w Paryżu ma się odbyć uroczysta gala, na którą
jesteśmy zaproszeni…

Juliette zerwała się z kapany.
–  Chyba  oszalałeś!  Nie  pojadę  z  tobą  do  Paryża.  To  nie  podlega

dyskusji. Wszyscy będą myśleć, że wciąż jesteśmy razem.

– I co z tego?
–  Nie  jesteśmy  razem,  Joe  –  powiedziała  z  naciskiem,  a  jej  błękitne

oczy  miały  teraz  stalowy  odcień.  –  To,  że  mieszkamy  w  jednym  pokoju,
jeszcze nic nie oznacza.

Joe  odetchnął  głęboko.  Nie  zamierzał  iść  na  tę  galę  bez  niej.  To  była

doskonała okazja, żeby spędzić z nią więcej czasu. Ten weekend to za mało.

–  Posłuchaj,  Juliette.  Tu  nie  chodzi  o  nas,  ale  o  pomoc  tym,  którzy

przechodzą  przez  to  samo  co  my.  Jak  to  będzie  wyglądało,  jeśli  nie
pojawimy się razem?

background image

Spojrzała na niego ostro.
–  Prawdziwie.  Jesteśmy  w  separacji  –  powiedziała,  kładąc  nacisk  na

każde słowo, które było jak cios prosto w brzuch. Podeszła do stolika po
torebkę, z której wyciągnęła jakieś dokumenty.

–  Proszę.  Postanowiłam  z  tym  zaczekać  do  teraz  –  powiedziała,

wręczając mu plik.

Joe od razu się zorientował, co to jest. Dokumenty rozwodowe. Poczuł

ból, który rozlał mu się w piersi, paląc żywym ogniem, przenikając ciało
i kości.

A więc stało się.
Juliette  już  podjęła  decyzję.  Przyjechała  na  wesele  przyjaciół,  żeby

wręczyć mu papiery rozwodowe. Sprawa zamknięta. Żadnej drugiej szansy.

Koniec.
W  tym  momencie  poczuł  rosnący  upór.  To  on  zdecyduje,  kiedy  to

małżeństwo  dobiegnie  końca.  Nie  zamierzał  podpisywać  dokumentów
rozwodowych  podczas  wesela  najlepszego  przyjaciela.  Wziął  od  niej
papiery i rzucił je na sofę, jak nic nieznaczącą makulaturę.

– Podpiszę to, kiedy będę gotowy. Pojedź ze mnę do Paryża, a dam ci

rozwód.

Uniosła głowę, a jej oczy rozbłysły.
– To jest szantaż?
Roześmiał się ochryple.
–  A  żebyś  wiedziała.  Postanowiłaś  wręczyć  mi  te  papiery  na  weselu

najlepszej przyjaciółki? Myślałem, że masz więcej klasy.

Juliette  zebrała  dokumenty  i  włożyła  je  z  powrotem  do  koperty.

Wyglądała  na  spokojną  i  opanowaną,  ale  widział,  ile  ją  to  kosztowało.

background image

Zacisnęła usta, a jej gniew zdawał się wypełniać pokój. Włożyła kopertę do
torebki, po czym odwróciła się i spojrzała na niego lodowato.

– Wrócimy do tego rano. Boli mnie głowa i nie mam ochoty się z tobą

kłócić.

Joe  przyglądał  jej  się  uważnie.  On  również  był  wściekły.  Gniew

pulsował mu w żyłach jak tysiąc zaciśniętych pięści.

– Jutro usłyszysz ode mnie to samo. Nie podpiszę niczego, dopóki nie

będę gotów. Kropka – odwrócił się i wyszedł z apartamentu.

Juliette  wzdrygnęła  się,  słysząc  zatrzaskujące  się  za  nim  drzwi.

Z drżeniem wypuściła powietrze z płuc. Poszło dobrze. Wyciągnęła wsuwki
z  włosów  i  pozwoliła  im  opaść  na  ramiona.  Nie  pomogło  na  ból  głowy,
podobnie jak konfrontacja z Joem. Dlaczego był taki uparty? Przecież sam
mówił, że chce się z nią rozstać. A może ma ochotę na krótki romans przed
rozstaniem? Dlatego nalega na wyjazd do Paryża? Nie może pozwolić, żeby
wykorzystywał ją w ten sposób. Nie wspierał jej, gdy tego potrzebowała,
a ona nie zamierzała znów wystawiać się na zranienie. Tak chętnie pomaga
innym, ale dlaczego jej nie chciał wtedy pomóc?

Tej nocy spała jak zabita. Gdy obudziła się następnego ranka, na stoliku

nocnym leżała wiadomość od Joego.

„Do zobaczenia w Paryżu”.
Rozejrzała się po pokoju. Jego rzeczy zniknęły, pokój opustoszał, jakby

go tu nigdy nie było.

Zacisnęła zęby, zmięła kartkę i rzuciła nią o ścianę.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Miesiąc później…

Juliette  zastanawiała  się,  co  zrobić:  uprzedzić  Joego,  że  odwiedzi  go

w  willi  w  Positano,  czy  zjawić  się  bez  uprzedzenia  i  wręczyć  mu
dokumenty  rozwodowe.  Zamierzała  zdobyć  jego  podpis,  choćby  to  była
ostatnia  rzecz,  jaką  zrobi.  Od  wesela  Lucy  i  Damona  nie  miała  z  nim
kontaktu.  Tak  jak  wcześniej.  Wciąż  trzęsła  się  ze  złości  na  wspomnienie
ultimatum,  jakie  jej  postawił;  a  potem  odszedł  bez  pożegnania,  więc
dopiero  po  miesiącu  czuła  się  gotowa,  żeby  znów  stanąć  z  nim  twarzą
w twarz.

Nie  zamierzała  przystać  na  te  niedorzeczne  żądania.  W  końcu

postanowiła, że zjawi się u niego bez zapowiedzi, aby nie mógł wymyślić
żadnej wymówki. Od Damona wiedziała, że Joe zatrzymał się w Positano.
Miał  tam  luksusową  willę  na  wzgórzach  nad  Morzem  Śródziemnym.
Wiedziała  więc,  że  go  zastanie.  Poza  tym  nadal  miała  klucze.  W  razie
gdyby  go  nie  było,  mogła  poczekać  na  niego  w  środku  –  nawet  jeśli
miałoby to zająć dwa tygodnie. Chciała mieć ten rozwód za sobą, a do tego
potrzebowała jego podpisu.

Miała jeden cel: rozwieść się i zacząć nowe życie.
Dotarła  na  miejsce  dopiero  wieczorem.  Najpierw  jej  lot  się  opóźnił,

a potem taksówkarz krążył po okolicy, zanim dowiózł ją na miejsce. Było
to dość kosztowne i z pewnością celowe. Pokrzyżowało jej to plany, bo nie
zamierzała zostawać dłużej niż pięć minut, ale zwolniła taksówkę. Zamówi

background image

kolejną,  gdy  już  wszystko  załatwi.  Noc  spędzi  w  hotelu,  który
zarezerwowała online, a z samego rana wróci do Londynu.

Na szczęście w oknach paliło się światło, więc z nadzieją zadzwoniła do

drzwi. Nikt nie odpowiedział, spróbowała ponownie – znów bez rezultatu.
Przy wejściu była kamera. Jeśli Joe był w środku, doskonale zdawał sobie
sprawę,  kto  dzwoni.  Dlaczego  nie  otwierał?  Jeśli  go  nie  było,  mógł  jej
przecież otworzyć ktoś z obsługi.

Za wcześnie, żeby Joe poszedł do łóżka, chyba że nie był w nim sam…

Zignorowała  ukłucie  bólu.  Przecież  w  końcu  zacznie  wieść  normalne
życie – zwłaszcza po rozwodzie.

Dlaczego  tak  ją  to  denerwowało?  To  bardzo  niedojrzałe,  przecież  już

z nim skończyła. Musi z nim skończyć…

Nie było odwrotu.
Juliette  sięgnęła  do  torebki,  wyjęła  klucz  i  wsunęła  go  do  zamka,

modląc  się,  żeby  nie  włączył  się  alarm.  Otworzyła  drzwi  i  weszła  do
środka.

–  Halo?  –  Jej  głos  poniósł  się  echem  po  marmurowym  korytarzu.

Gdzieś  w głębi  domu  coś  spadło,  a po chwili  usłyszała  głos  Joego,  który
zaklął głośno.

Zostawiła torbę podróżną przy drzwiach i ruszyła w głąb domu.
– Joe? – Weszła do mniejszego salonu, widząc światło wylewające się

spod szczeliny pod drzwiami. Stał obok barku i trzymał w ręku szklankę.
W  pokoju  panował  bałagan;  poduszki  z  kanapy  walały  się  po  podłodze,
gdzieś  w  rogu  leżało  pudełko  po  pizzy,  a  panujący  w  środku  zaduch
sugerował, że od wielu dni nikt nie otwierał tu okien.

Jeśli  Joe  był  zaskoczony  jej  widokiem,  nie  dał  tego  po  sobie  poznać.

Uniósł  szklankę  i  wypił  duszkiem  do  dna,  po  czym  otarł  usta  wierzchem
dłoni.

background image

– Czemu zawdzięczam ten zaszczyt? – Ton jego głosu był gorzki. Miał

podkrążone  i  nabiegłe  krwią  oczu,  włosy  w  nieładzie  i  nie  golił  się
przynajmniej  od  dwóch  dni.  Miał  na  sobie  zmiętą  koszulę,  niechlujnie
wetkniętą  w  dżinsy.  W  ogóle  nie  przypominał  eleganckiego  mężczyzny,
którego  znała.  Zawsze  podziwiała  go  w  duchu  za  to,  jak  dbał  o  wygląd.
Odżywiał  się  zdrowo,  nie  pił  za  dużo  i  unikał  używek  –  dokładne
przeciwieństwo  jej  byłego  chłopaka,  dla  którego  wykwintna  kolacja
składała się z burgera z popularnej sieciówki i za którego nieraz musiała się
wstydzić, bo lubił sobie wypić.

Sama  trochę  przesadziła  na  weselu  Lucy  i  Damona,  ale  to  była  inna

sytuacja…

Juliette zmarszczyła brwi, zszokowana, że widzi go w tym stanie.
– Czy ty… jesteś pijany?
Uśmiechnął się krzywo.
–  Nie,  ale  niezły  pomysł.  Masz  ochotę  się  przyłączyć?  –  Odstawił

szklankę na blat barku i sięgnął po butelkę.

Położyła  torebkę  na  krześle  i  weszła  głębiej  do  pokoju,  przekraczając

leżącą na ziemi stertę gazet.

– Nie przyjechałam na imprezę, Joe. – Starała się, żeby jej głos brzmiał

stanowczo, choć czuła się trochę niedorzecznie.

Z ulgą zauważyła, że nie nalał zbyt dużo alkoholu.
– Może drinka? – Podał jej szklankę, spoglądając na nią wyzywająco.
– Nie, dziękuję.
– Mogę otworzyć szampana, jeśli masz ochotę. Specjalnie dla ciebie. –

W  jego  uśmiechu  czaiło  się  coś  okrutnego.  –  Może  się  upijemy,  a  potem
zobaczymy, co się stanie.

Juliette zacisnęła usta i spojrzała na niego surowo.

background image

– To nie będzie konieczne. Nie mam czego świętować.
Jego spojrzenie stało się twarde.
– Nawet moich urodzin?
Juliette  przyglądała  mu  się  przez  chwilę.  Jak  mogła  zapomnieć?

Małżeństwo trwało zbyt krótko. Rozstała się z nim przed jego urodzinami,
ale widziała datę w paszporcie – czwarty kwietnia.

Zaraz… Ta data przypomniała jej o czymś jeszcze…
Co za zbieg okoliczności, że przyjechała właśnie dzisiaj!
–  Nie  zdawałam  sobie  sprawy,  ale  przecież  właśnie  tego  dnia  się

poznaliśmy. Myślałam, że to data śmierci twojej matki?

– Zgadza się. – Jego twarz była nieprzenikniona, zimna i pozbawiona

emocji, jedynie w oczach czaił się jakiś cień.

Zmarszczyła brwi, starając się połączyć wszystkie fakty.
– Matka umarła w dzień twoich urodzin?
Odstawił głośno szklankę.
– Si.
Czuła w gardle olbrzymią gulę, której nie potrafiła przełknąć.
– Ile miałeś wtedy lat? – Głos jej drżał. Oczami wyobraźni zobaczyła

małego chłopca, płaczącego po stracie matki. Dlaczego nigdy jej o tym nie
powiedział? Jak mógł zataić coś tak istotnego? Dlaczego sama nie starała
się  dowiedzieć  o  nim  czegoś  więcej?  Byli  małżeństwem  bardzo  krótko,
pobrali  się  z  niewłaściwych  powodów,  ale  to  nie  powinno  być  żadnym
usprawiedliwieniem. Nie próbowała go poznać ani zrozumieć.

–  Trzydzieści  trzy  minuty.  –  Jego  głos  był  pozbawiony  emocji,  ale

w ciemnych oczach widać było ból.

Otworzyła usta.
– Trzydzieści…? Och, Joe, czyli ona umarła przy porodzie?

background image

Odwrócił się, żeby zakręcić butelkę.
– Dlatego nie obchodzę urodzin. Nie mam czego świętować.
Juliette podeszła do niego i dotknęła jego ramienia.
– Wyobrażam sobie, jak się czujesz, ale nie możesz się winić. To mógł

być błąd lekarza albo… – W tym momencie zdała sobie sprawę, jak surowo
i niesprawiedliwie go oceniała. Poczuła przytłaczające wyrzuty sumienia.

Odsunął się od niej.
–  Wiem,  że  chcesz  dobrze,  ale  nie  mam  ochoty  o  tym  teraz

rozmawiać.  –  Potarł  twarz  dłonią  i  odetchnął  głęboko.  –  Po  co
przyjechałaś? – dodał po chwili. – Zmieniłaś zdanie co do Paryża? To już
w przyszły weekend. Pamiętaj, że inaczej nici z rozwodu.

Rozwód  mógł  poczekać.  Nie  mogła  wręczyć  mu  tych  dokumentów

w dniu  urodzin. Poza  tym  wyrzuty  sumienia  nie  dawały  jej spokoju  i nie
chciała robić nic, czego będzie potem żałować. A co do Paryża… Może to
nie był taki zły pomysł?

–  Nie  jestem  tu  tylko  w  sprawie  rozwodu.  Chciałam  przyjechać…

również z innego powodu.

Joe otworzył butelkę z wodą i spojrzał na nią z uwagą.
– A dokładniej?
–  Hm…  chodzi  o  materiały  do  mojej  nowej  książki.  –  To  było

kłamstwo,  ale  przecież  mogła  zrobić  kilka  szkiców,  skoro  już  tu  jest.
Oczywiście jeśli nie wyrzucił jej przyborów malarskich, bo nic z sobą nie
wzięła, a Joe niczego jej nie odesłał. Nie mogła przecież zostawić go bez
słowa  w  dniu  jego  urodzin.  Najpierw  podejrzewała,  że  jest  pijany,  ale
potem zdała sobie sprawę, że po prostu był zmęczony i rozbity, jakby od
tygodni  nie  sypiał.  Miała  też  wrażenie,  że  schudł:  policzki  miał  lekko
zapadnięte, a wokół ust widać było linie, których jeszcze niedawno tam nie
było.

background image

Joe  minął  ją  i  usiadł  na  kanapie,  wyciągnął  nogi  i  skrzyżował  je

w kostkach. Napił się wody, po czym na nią spojrzał.

– Jak długo zamierzasz zostać we Włoszech?
Juliette usiadła naprzeciwko i położyła dłonie na udach.
– Jeszcze nie zdecydowałam. Pomyślałam, że zobaczę najpierw, jak mi

idzie… Od dawna nie rysowałam, może już nie potrafię tego robić…

Joe znów sięgnął po szklankę z wodą.
– Gdzie się zatrzymałaś?
– W niewielkim hotelu obok Fornillo Beach.
Milczał przez chwilę.
– Przyjechałaś sama?
– Tak.
Zapadła cisza.
Juliette  założyła  pasmo  włosów  za  ucho.  Była  niespokojna  i  nie

wiedziała, jak się przy nim zachować. Z papierami rozwodowymi w torbie
nie powinna mówić tego, co tak bardzo chciała teraz powiedzieć. Żałowała,
że nie ma odwagi wstać, podejść do niego i rozmasować mu kark, tak jak
kiedyś.

Joe odchylił głowę i zamknął oczy.
– Myślę, że trafisz sama do drzwi.
Odprawił ją!
Widziała,  jak  pomiędzy  nimi  wyrasta  mur,  ale  z  jakiegoś  powodu  nie

wstała z kanapy i wciąż mu się przyglądała, a w jej sercu coś zaczynało się
budzić  do  życia.  Czuła  w  piersi  dziwne  łaskotanie,  jakby  nadzieja
rozkładała  powoli  skrzydła.  Nadzieja,  że  ich  związek  ma  jeszcze  jakąś
szansę.

Którą tym razem wykorzystają.

background image

Wcześniej nie zadała sobie trudu, żeby go poznać. Wiadomość o ciąży

zaskoczyła ich oboje, decyzja o ślubie była zbyt pochopna, a utrata dziecka
sprawiła,  że  zupełnie  zapomniała  o  wszystkim,  co  było  między  nimi
dobrego. Czy mogli jeszcze to odbudować?

– Joe?
Otworzył oczy.
–  Co?  –  Nie  zabrzmiało  to  zbyt  zachęcająco,  ale  Juliette  powoli

zaczynała rozumieć, że czuł się niekomfortowo. Lubił mieć wszystko pod
kontrolą, a jej nagłe odwiedziny zupełnie go zaskoczyły.

Juliette zerknęła w stronę kuchni.
– Mogę sobie zrobić herbaty?
– Proszę bardzo.
– A ty masz ochotę?
Uśmiechnął się półgębkiem. Wyglądał teraz jak niesforny chłopiec.
– Jeszcze nie skończyłem z alkoholem.
– Wiem, że nie jesteś pijany.
Pochylił się i oparł łokcie na kolanach.
–  Nie  prosiłem,  żebyś  tu  przychodziła.  Wolałbym  być  dzisiaj  sam.  –

Opryskliwy ton jej nie zniechęcił. Teraz wiedziała, jak bezbronny się czuł.

Podeszła i usiadła na oparciu kanapy, tuż obok niego. Zaczęła gładzić

jego  gęste,  czarne  włosy.  Jęknął  głucho,  ale  jej  nie  odepchnął.
Rozczesywała palcami pasmo po paśmie, powoli i delikatnie.

Po  chwili  uniósł  głowę  i  spojrzał  na  nią.  Jego  oczy  były  ciemne

i przepastne.

– Powinnaś wyjść jakieś pięć minut temu. – Jego głos był tak ostry, że

włosy zjeżyły jej się na karku.

Przesunęła palcem wzdłuż jego nosa.

background image

– Dlaczego?
Chwycił  jej  nadgarstek;  jego  palce  były  ciepłe.  Poczuła  dreszcze  na

wspomnienie jego mocnego ciała.

– Bo potem mogę ci nie pozwolić odejść.
Czy  powiedział  to  pod  wpływem  alkoholu?  A  może  to  prawdziwe

uczucia, które dotąd przed nią skrywał?

Juliette dotknęła drugą dłonią jego szczęki.
–  Joe…  dlaczego  nie  powiedziałeś  mi  o  śmierci  matki?  Prawie  nic

o tobie nie wiem, a gdy próbuję się czegoś dowiedzieć, zamykasz się lub
odwracasz moją uwagę. Albo zasłaniasz się pracą i znikasz na całe dnie.

Opuścił wzrok i spojrzał na jej nadgarstek, który ściskał w dłoni.
–  Nie  było  o  czym  opowiadać.  Matka  umarła  przy  porodzie  i  choć

ojciec starał się mnie wychować najlepiej, jak potrafił, jej śmierć położyła
się cieniem na naszych relacjach.

– Chcesz powiedzieć, że cię obwiniał?
Próbował się uśmiechnąć, ale na jego twarzy pojawił się nieprzyjemny

grymas.

– Nigdy nic takiego nie powiedział, ale zawsze w dniu urodzin zabierał

mnie  na  cmentarz.  Musiałem  sprzątać  jej  grób  i  zmieniać  kwiaty.
Nienawidziłem  tego.  Przyznam,  że  to  było  trochę  przerażające.  Kiedy
miałem piętnaście lat, w końcu się zbuntowałem. Powiedziałem, że więcej
tam nie pójdę. I od tego czasu nie byłem ani razu.

Serce  jej  się  ścisnęło.  Wyobrażała  sobie  Joego  jako  małego  chłopca,

który nic nie rozumie, nie wie, dlaczego ojciec zmusza go do tego, boi się.
Potem  przechodził  przez  to  jeszcze  wiele  lat,  co  roku  mierząc  się  ze
śmiercią  matki,  choć  przecież  był  zupełnie  niewinny.  Myśli  wirowały  jej
w  głowie.  Czy  dlatego  był  tak  nieobecny  podczas  pogrzebu  ich  dziecka?
Zachowywał się jak robot, prawie się nie odzywał, nie widać było po nim

background image

żadnych  emocji  i  nie  próbował  nawet  wspierać  Juliette,  kiedy  tak  tego
potrzebowała. Czy dlatego ani razu nie odwiedził grobu córeczki? Gdy była
w  ciąży,  odsunął  się  od  niej,  zamknął  się  i  zdystansował.  Czy  bał  się,  że
spotka ją to samo, co jego matkę?

–  Och,  Joe…  –  Poczuła  pod  powiekami  piekące  łzy.  Obróciła  dłoń,

którą  wciąż  trzymał,  i  odwzajemniła  uścisk.  –  Szkoda,  że  nic  nie
powiedziałeś. To musiało być dla ciebie straszne. Byłeś małym dzieckiem.

Joe puścił jej dłoń i wstał z kanapy.
– Po co tak naprawdę przyjechałaś, Juliette? – spytał, stając w drugiej

części pokoju, plecami do niej. Jego głos był zimny i oskarżycielski.

Juliette oblizała spierzchnięte wargi.
– Już ci powiedziałam. Szukam inspiracji do…
Odwrócił się gwałtownie i spojrzał na nią groźnie.
–  Kiepsko  kłamiesz.  –  Podszedł  do  stolika  i  zaczął  przerzucać  leżące

tam książki, aż znalazł długopis. – Masz te dokumenty ze sobą? Gdzie mam
podpisać?

Juliette wstała i objęła się ramionami.
–  To  naprawdę  głupi  pomysł.  Nie  powinieneś  nic  podpisywać  po

alkoholu. Porozmawiamy o tym kiedy indziej.

Miała  wrażenie,  że  liczył  do  dziesięciu,  żeby  się  uspokoić.  Odłożył

długopis i wyszedł z pokoju.

–  Trafisz  do  wyjścia.  Zakładam,  że  pamiętasz  drogę  –  rzucił  przez

ramię.

Juliette  zamknęła  oczy.  Jednego  była  pewna:  dziś  stąd  nie  wyjedzie.

Zostanie,  dopóki  nie  porozmawiają  o  tym,  o  czym  powinni  byli
porozmawiać już dawno.

background image

Z trudem był w stanie się jej oprzeć, gdy był trzeźwy, i choć wypił parę

drinków, wiedział, że lepiej się trzymać na dystans. Był na siebie wściekły,
że tak się dziś rozkleił. Zwykle starał się ignorować urodziny, ale ten rok
przywołał  wiele  wspomnień.  Rocznica  poznania  Juliette.  Cudowna,
namiętna noc, o której nie był wstanie zapomnieć. Choć ten jeden raz nie
myślał,  co  to  za  dzień.  A  potem  wieść  o  ciąży  –  chyba  od  początku
wiedział, że to się dobrze nie skończy Przecież jemu zawsze przytrafiają się
takie  rzeczy.  Jakby  nosił  w  sobie  truciznę,  którą  zarażał  każdego,  kogo
dotknął. Nie powinien się łudzić, że to się wkrótce skończy.

Wiedział,  dlaczego  Juliette  tu  była.  Te  cholerne  papiery  rozwodowe.

Nie  mógł  tego  odkładać  w  nieskończoność,  w  końcu  będzie  musiał  je
podpisać.  Angielskie  prawo  gwarantowało  rozwód  bez  orzekania  o  winie
po dwóch latach separacji. U nich trwa to już ponad rok.

Jeszcze osiem miesięcy i oboje będą wolni.
Bez orzekania o winie? Dobrze wiedział, kogo należy winić.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Juliette  czekała  na  dole,  aż  się  upewniła,  że  Joe  położył  się  spać.

Wróciła  na  korytarz  i  wzięła  torbę,  starając  się  nie  hałasować.  Na
pierwszym  piętrze  było  kilka  wolnych  pokoi  dla  gości.  Główna  sypialnia
była  zamknięta,  więc  uznała,  że  Joe  już  śpi.  Zastanawiała  się,  czy  nie
sprawdzić, ale uznała, że lepiej zostawić go w spokoju, żeby mógł odespać.
Nie ufała sobie, kiedy był tak blisko, zwłaszcza gdy był w takim nastroju.
Poza  tym  nie  chciała  wchodzić  do  sypialni,  którą  kiedyś  dzielili  –  zbyt
wiele wspomnień. Ich nogi splątane ze sobą, jej ciało reagujące z oddaniem
i zachłannością na jego pieszczoty.

Wzdrygnęła się lekko i ruszyła dalej, aż dotarła do drzwi dziecinnego

pokoju. Zatrzymała się, nie mogąc zrobić kroku. Miała wrażenie, że nagle
wyrosła przed nią szklana ściana, która nie pozwoli jej przejść dalej, jeśli
nie  zajrzy  do  środka.  Chciała  zobaczyć,  czy  coś  się  tu  zmieniło  od  jej
wyjazdu.

Sama  urządziła  ten  pokój.  Spędziła  tu  wiele  godzin,  dekorując  fryz

i  układając  zabawki.  Sama  zaprojektowała  półki,  wybrała  materiał  na
zasłony i je uszyła. We wszystko włożyła całe serce i miłość do dziecka.

Gdy w dwudziestym tygodniu miała kolejne USG, dowiedzieli się, że

będą mieli córeczkę. Juliette najpierw chciała mieć niespodziankę, ale Joe
nalegał.  Teraz  dużo  lepiej  go  rozumiała,  jego  niepokój  podczas  każdej
wizyty  u  lekarza.  Wcześniej  uważała,  że  jego  brak  entuzjazmu  wynika
z tego, że ciąża była nieplanowana, nie byli zakochani i wzięli ślub tylko ze
względu na dziecko. Teraz rozumiała, jak trudne musiały być dla niego te

background image

wizyty. Przypominały mu o matce i jej ciąży, która zakończyła się dla niej
śmiercią.  Gdyby  tylko  wiedziała,  może  ich  związek  wyglądałby  inaczej,
a ich drogi nie rozeszłyby się po utracie córeczki.

Juliette  nadal  nie  potrafiła  wypowiedzieć  na  głos  jej  imienia.  Emilia.

Pewnego razu w Londynie usłyszała, jak młoda matka wołała tym imieniem
swoją córeczkę. Juliette musiała wyjść ze sklepu, nie zdążyła nawet zrobić
zakupów. Gdy słyszała to imię, rozpadała się na tysiąc kawałków.

Jak się poczuje, gdy wejdzie do tego pokoju?
A  może  po  jej  odejściu  Joe  kazał  go  wyremontować?  Czy  pozbył  się

wszystkich  śladów  po  niej  i  dziecku?  Pokusa,  żeby  poznać  prawdę,  była
zbyt silna, choć wiedziała, ile ją to będzie kosztowało.

Odetchnęła  głęboko,  nacisnęła  klamkę,  popchnęła  drzwi  i  włączyła

światło. Miała wrażenie, że przeniosła się w czasie. Nic się nie zmieniło.
Nieme zabawki obserwowały pokój niewidomymi oczyma. Łóżeczko było
zaścielone  ręcznie  wyszywanym  kocykiem,  a  nad  nim  wisiał  obrazek
z imieniem, które sama wyhaftowała. Emilia.

Poczuła  w  gardle  olbrzymią  gulę,  serce  jej  się  ścisnęło,  a  oczy

wypełniły się łzami. Joe niczego nie zmienił. Wszystko było dokładnie tak,
jak  w  dniu,  gdy  odeszła.  Weszła  do  pokoju  i  dotknęła  wiszącej  nad
łóżeczkiem  karuzeli.  Nie  miała  odwagi  włączyć  grającej  dziecięcą
kołysankę pozytywki. Tego byłoby za dużo.

Otarła  oczy  dłonią,  odeszła  od  łóżeczka  i  wzięła  z  półki  jednego

z  pluszaków  –  białego,  puchatego  królika  z  różową  kokardą.  Wtuliła
w  niego  twarz,  wdychając  zapach  pluszowego  futerka.  Zastanawiała  się,
czy  kiedykolwiek  będzie  w  stanie  pomyśleć  o  dziecku  bez  bólu,  który
miażdżył jej pierś.

Odłożyła  królika  i  podeszła  do  stojącej  obok  przewijaka  komody.

Otworzyła  pierwszą  szufladę,  w  której  leżały  poskładane  maleńkie

background image

bluzeczki, śpioszki i buciki. Wyciągnęła jedną parę, którą sama zrobiła na
drutach.  Odłożyła  je  na  miejsce  i  zamknęła  szufladę.  Oczy  ją  piekły,
a uczucia zalewały jej ciało gwałtowną, brutalną falą.

Podeszła  do  drzwi  i  jeszcze  raz  spojrzała  na  pokój.  Czy  jest  coś

smutniejszego niż pusty pokój dziecinny, w którym nigdy nie zamieszkało
żadne dziecko?

Z westchnieniem zgasiła światło i zamknęła cicho drzwi.

Juliette  ruszyła  dalej  korytarzem,  aż  dotarła  do  położonej  na  samym

końcu sypialni. Otworzyła drzwi, włączyła światło i zamarła. Na łóżku leżał
Joe, pogrążony we śnie i zupełnie nagi. Spał na brzuchu, z rękami po obu
stronach głowy.

Jej  wzrok  wędrował  po  umięśnionych  plecach  i  ramionach,  idealnie

wyrzeźbionych  pośladkach  i  długich,  silnych  nogach.  Podeszła  bliżej,
sięgnęła po leżący w nogach łóżka koc, wyciągnęła go ostrożnie spod jego
nóg i okryła go delikatnie.

Dlaczego nie spał w głównej sypialni, tylko w pokoju gościnnym?
Juliette zaczęła się wycofywać i już zamierzała wyjść z pokoju, gdy Joe

otworzył  oczy  i  odwrócił  się.  Koc  ledwie  zakrywał  jego  biodra.  Ciemne
włosy  biegły  w  dół  umięśnionego  brzucha,  znikając  pod  kocem,  ale
wyobraźnia podpowiedziała jej resztę. Zarumieniła się gwałtownie, a krew
zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach.

– Prze… przepraszam. – Odskoczyła. – Nie wiedziałam, że tu jesteś.
Usiadł i przeczesał dłonią zmierzwione włosy.
– Lepiej mi się śpi w tym pokoju. – Ziewnął, odrzucił koc, wstał i się

przeciągnął.

Juliette odwróciła się tak gwałtownie, że aż zakręciło jej się w głowie.

A może na widok jego nagiego ciała zrobiło jej się słabo? Z pożądania.

background image

–  Czy  mógłbyś  się  czymś  zakryć?  –  powiedziała  jak  pruderyjna  stara

panna, ale ten widok za bardzo na nią działał.

Joe  podszedł  do  niej  i  położył  dłonie  na  jej  ramionach.  Juliette

wstrzymała  gwałtownie  powietrze.  Wszystkie  jej  zmysły  nagle  się
wyostrzyły. Czuła gorąco bijące od jego ciała, tak kuszące, zachęcające, by
poddała się pokusie. Oparła się o niego, poczuła cudownie twardy członek.

Pochylił się i pocałował ją tuż za lewym uchem, a ona odchyliła głowę.

Cała jej silna wola nagle uleciała.

–  Nie  znasz  tego  przysłowia?  Nie  budź  licha,  kiedy  śpi?  –  Jego  usta

błądziły po jej skórze, pieszcząc ją ciepłym oddechem. Jego głęboki, niski
głos sprawił, że nogi się pod nią ugięły.

–  Już  ci  mówiłam.  Nie  miałam  pojęcia,  że  tu  jesteś.  Chciałam  się

położyć w pokoju gościnnym i…

Odwrócił ją do siebie, wpatrywał się w jej usta seksownie zmrużonymi

oczyma. Uniósł dłoń i przejechał kciukiem po jej dolnej wardze.

– Chodź ze mną do łóżka.
Był  to  bardziej  rozkaz  niż  propozycja,  ale  jej  to  nie  przeszkadzało.

Wręcz przeciwnie. Nie chciała się zastanawiać, dlaczego nagle znalazła się
w jego ramionach, a jej ciało płonęło. Powrót do domu, który przywoływał
tyle wspomnień, sprawił, że coś się w niej budziło. Dowiedziała się o Joem
rzeczy, które postawiły go w zupełnie innym świetle – a ona, niczym ćma,
chciała być bliżej tego światła. Teraz chciała tylko być w jego ramionach,
poczuć  go  w  sobie,  poddać  się  namiętności  i  pożądaniu,  zaznać
pierwotnego spełnienia.

Objęła  go  ramionami  za  szyję,  przywierając  do  niego.  Czuła,  jak

pożądanie ją zalewa, jak wilgotnieje, przygotowując się dla niego.

– Prosisz czy rozkazujesz? – Jej głos był cichy jak szept.
Joe uśmiechnął się i przyciągnął ją jeszcze bliżej.

background image

– W tej chwili byłbym gotów cię nawet błagać.
Stanęła  na  palcach  i  przysunęła  się  do  niego,  ich  usta  dzielił  tylko

oddech. Wtedy go pocałowała.

Jęknął  i  odwzajemnił  pocałunek.  Ich  zatraciły  się  w  gwałtownym

i  zachłannym  tańcu.  Pozwoliła,  by  wsunął  język,  a  każdy  jego  ruch
wzniecał w jej ciele iskry, które rozpalały wszystkie nerwy. Z każdą chwilą
pragnęła go coraz bardziej i zastanawiała się, jakim cudem wytrzymała tak
długo. Jej ciało ożyło, pragnąc jak najszybciej poczuć go w sobie.

Joe odsunął się od niej i zaczął ją rozbierać.
– Pozbądźmy się tego. Chcę cię zobaczyć. Całą.
Juliette próbowała mu pomóc, ale dłonie odmówiły współpracy, zajęte

błądzeniem  po  jego  ciele  –  od  umięśnionej  klatki,  przez  wyrzeźbiony
brzuch, aż po twardy członek. Wzięła go w dłoń i zaczęła pieścić tak, jak
lubił najbardziej.

Joe jęknął i odsunął jej dłoń.
– Najpierw się rozbierz – powiedział, zdejmując z niej ubranie. – Jesteś

taka  piękna  i  seksowna.  Zaraz  oszaleję.  –  Mocował  się  z  zapięciem  jej
topu. – Cholera, dlaczego musisz nosić takie skomplikowane ubrania!

Juliette roześmiała się i pomogła mu rozpiąć top; teraz była już w samej

bieliźnie. Joe położył dłonie na jej piersiach. Okryte cienką koronką sutki
momentalnie stwardniały.

Przesunął dłonie na jej biodra i spojrzał na nią z powagą.
– Jesteś pewna, cara? Nie będzie odwrotu.
Potarła wargami jego usta.
– Całkowicie. Pragnę cię. Nie każ mi dłużej czekać.
Pocałował ją mocno, ich języki się spotkały, a ciałami zawładnął ogień,

którego  nie  dało  się  już  opanować.  Joe  sprawnie  odpiął  jej  stanik,  który

background image

upadł  na  podłogę,  po  czym  zsunął  z  niej  majtki.  Wyplątała  z  nich  kostki
i znów do niego podeszła.

Położył dłoń na jej piersi, pieszcząc sutek, a potem schylił się i zaczął

go  całować,  okrążając  językiem  i  drażniąc  zębami.  Całym  jej  ciałem
wstrząsały  dreszcze,  doprowadzając  ją  na  skraj  szaleństwa.  Pożądanie
pulsowało gwałtownie pomiędzy jej udami, w rytm płynącej krwi.

–  Nawet  nie  wiesz,  od  jak  dawna  tego  pragnąłem…  –  Jego  głos  był

ochrypły, a jedna z dłoni powędrowała pomiędzy jej uda.

Juliette westchnęła z rozkoszy, gdy wsunął w nią palec.
– Och, tak za tym tęskniłam. Tęskniłam za tobą. – Zadrżała cała, gdy

pieścił ją palcem.

Znów  ją  pocałował,  długo  i  zachłannie,  aż  zapomniała  o  wszystkim,

oprócz  doznań,  które  wstrząsały  jej  ciałem.  Smakował  jak  sól,  whisky
i  niebezpieczeństwo,  a  ona  była  uzależniona.  Uzależniona  od  niego.
Wprawne ruchy jego palców sprawiały, że spadała coraz głębiej w wirującą
otchłań, gdzie nie istniało nic oprócz rozkoszy.

Złapała go za ramiona.
– Nie puszczaj mnie. Chyba za chwilę nie będę w stanie utrzymać się na

nogach.

– Nie puszczę. Jeszcze z tobą nie skończyłem. – Jego szorstki ton i silne

ręce sprawiły, że roztopiła się w środku.

Zaprowadził  ją  na  łóżko,  położył  i  usiadł  nad  nią,  napawając  się  jej

widokiem.  Wodził  powoli  palcem  po  jej  piersiach,  brzuchu,  aż  po  pępek.
Rozsunął  jej  uda,  pochylił  się  i  zaczął  ją  pieścić  ustami.  Wciągnęła
powietrze. Jego język smakował ją, drażnił, doprowadzał na skraj kolejnego
nieziemskiego orgazmu. Fale zalewały jej ciało, jedna za drugą, aż straciła
oddech.

Joe położył dłoń na jej brzuchu i spojrzał na nią.

background image

– Pragnę cię.
Weź mnie! Weź mnie!
Juliette powtarzała te słowa bez tchu, jej serce wciąż biło jak oszalałe

po  orgazmie,  ale  ciało  nadal  go  pragnęło,  chciała  poczuć  go  głęboko
w sobie. Sięgnęła po niego i wzięła jego członek w dłoń.

– Na co czekasz? – spytała.
Odsunął jej dłoń.
– Potrzebuję prezerwatywy. Zaczekaj.
– Nigdzie się nie wybieram. – Juliette patrzyła, jak szukał opakowania,

ale trwało to zbyt długo. Pragnienie narastało, pulsując pomiędzy jej udami.

Otworzył portfel i zaklął, odrzucając go.
Juliette wsparła się na łokciach.
– Co się stało? Nie możesz znaleźć? Może w łazience?
Joe podszedł do niej i pocałował ją w usta.
– Zaraz wracam.

Miał  nadzieję,  że  znajdzie  gdzieś  prezerwatywy,  które  nie  były

przeterminowane.  Musieli  się  zabezpieczyć,  nieważne,  czy  są  razem.  Nie
mógłby  jej  narazić  na  kolejną  ciążę  i  ewentualną  utratę  dziecka.
Zastanawiał  się,  co  ta  noc  znaczyła  dla  Juliette.  A  dla  niego?  Chwila
słabości, której rano będą żałować?

Zamierzał zaryzykować. Pragnął jej tak bardzo, że doprowadzało go to

do szaleństwa. Myślami wybiegał poza tę noc. Budziła się w nim nadzieja,
że może uda im się uratować coś z ich związku.

Przeszukał  szufladę  w  łazience  i  znalazł  kilka  prezerwatyw

w kosmetyczce, którą zabierał ze sobą w podróże. Były tam od miesięcy,
z czego nie zdawał sobie sprawy – przecież od odejścia Juliette z nikim nie
spał. Nie tylko dlatego, że technicznie nadal byli małżeństwem, po prosto

background image

nie  potrafiłby  dotknąć  innej  kobiety.  Miał  wiele  romansów  na  koncie.
Majątek  i  status  społeczny  ułatwiały  zawieranie  przelotnych  znajomości.
Wszystko  zawsze  toczyło  się  według  ustalonego  schematu:  kolacja  lub
drinki, a potem seks. Wybierał kobiety, które szukały tego samego, co on.

Schemat sprawdzał się idealnie, jednak do czasu.
Poznał Juliette, wylądowali w łóżku i koniec. Od tego momentu nie był

sobą. Od tamtej nocy nie spał z nikim innym. Nawet przez te trzy miesiące,
zanim poinformowała go o ciąży. Winę zrzucał na pracę – był zbyt zajęty,
za  dużo  podróżował  i  był  przemęczony.  To  mogłaby  być  prawda,  ale
w głębi duszy wiedział, że noc z Juliette obudziła w nim coś, co nie chciało
już  zasnąć.  Musiał  jednak  coś  wymyślić;  nie  miał  pewności,  czy  Juliette
zostanie z nim, jeśli zaproponuje, żeby spróbowali jeszcze raz.

Musiał  pamiętać,  że  przyjechała  tutaj  prosić  go  o  rozwód.  Pewnie  to

miał być seks na pożegnanie. Nic więcej. Dlaczego wmawiał sobie, że to
mogło coś znaczyć?

Joe  wrócił  do  sypialni;  Juliette  leżała  na  brzuchu  z  dłonią  pod  brodą.

Napawał się widokiem jej delikatnych krągłości, czując rosnące napięcie.

– Znalazłeś?
–  Tylko  dwie,  więc  jeśli  miałaś  ochotę  na  maraton,  to  muszę  cię

rozczarować.

Coś  nieuchwytnego  przemknęło  po  jej  twarzy,  zatrzymując  się  na

chwilę w oczach.

– Jakie masz plany na weekend? – Ton jej głosu był niezobowiązujący.

Aż nazbyt.

Joe usiadł obok niej, położył dłoń na jej biodrze i odwrócił ją na plecy.

Pochylił się nad nią, patrząc na jej cudowne piersi. Jego lędźwie płonęły.

– To chyba ja powinienem zadać to pytanie?
Spojrzała na jego usta.

background image

– Nie wiem, co to ma oznaczać… – Dotknęła jego twarzy. – To znaczy,

co my robimy…

–  Dla  mnie  to  dość  oczywiste,  cara.  –  Oparł  się  na  łokciu  i  zaczął

wodzić powoli palcem wokół jej sutka.

Patrzyła na niego z niepokojem.
– Seks na rozstanie? Czy… coś innego?
To było pytanie, na które Joe nie znał odpowiedzi. Jego twarz pozostała

nieporuszona, choć w środku drżał w oczekiwaniu.

– A co by to mogło być? W końcu przyjechałaś tu po rozwód.
Zmarszczyła lekko brwi i dotknęła palcem jego ust.
–  Przyjechałam,  żebyś  podpisał  dokumenty.  To  był  mój  cel.  Moja

misja…  ale  teraz…  –  westchnęła  lekko,  przesuwając  dłoń  na  jego  kark
i  przyciągając  bliżej  jego  twarz  –  chcę  się  z  tobą  kochać.  Wiem,  że  to
niewłaściwe,  ale  tego  właśnie  pragnę.  Przynajmniej  gdy  jestem  we
Włoszech.

Krótki romans z prawie byłą żoną.
Ale Joe pragnął jej tak bardzo, że zgodziłby się na wszystko.
–  Chcę,  żebyś  została  do  bankietu  w  Paryżu.  –  Wiedział,  że  sporo

ryzykuje, ale nie mógł się powstrzymać.

Spojrzała na jego usta.
– W porządku, pojadę z tobą do Paryża.
– Świetnie. Ale pod warunkiem, że oboje mamy jasność, co jest między

nami.

Czy on miał? Wiedział jedynie, że znów ma ją w ramionach i to było

cudowne.  Tylko  co  zrobi,  gdy  przyjdzie  czas  rozstania?  Czy  mógł  się
łudzić,  że  ona  z  nim  zostanie?  To  by  jednak  oznaczało,  że  musi  się
zmierzyć z ich problemami i wszystkimi błędami, które popełnił.

background image

– Pragnę cię, Joe – powiedziała miękko i delikatnie.
– Ja też tak bardzo cię pragnę. – Pocałował ją, zatracając się w gorącej,

zmysłowej  pokusie.  Ich  języki  się  spotkały  i  poczuł,  jak  jego  ciało
przeszywa prąd. Wziął ją w ramiona, ich nogi splątały się w tak znajomy
sposób,  ale  miał  wrażenie,  jakby  odkrywał  jej  ciało  po  raz  pierwszy,
wszystkie  krągłości  i  zagłębienia,  każdy  kontur,  smak  jej  ust  i  intymne
ciepło jej oddechu, który mieszał się z jego oddechem.

Całował jej szyję, obojczyki i piersi. Jęczała, wyginając się; rozsunęła

nogi szerzej, zapraszając go do środka. Tylko ona potrafiła go tak rozpalić.

Wsunął  prezerwatywę  i  wszedł  w  nią  jednym,  głębokim  pchnięciem.

Jęknęła, wijąc się pod nim, a potem zaczęła poruszać się razem z nim. Jej
szczupłe nogi splecione były z jego nogami. Nie był w stanie zwolnić, tak
jak planował. Nie potrafił się opanować. Poruszał się coraz szybciej, krew
pulsowała  mu skroniach,  skóra mrowiła. Wsunął dłoń pomiędzy  ich ciała
i zaczął ją pieścić.

Odrzuciła  głowę  do  tyłu,  wiła  się  i  jęczała,  aż  odpłynęła  na  fali

orgazmu, a on razem z nią. Szybkie, mocne spazmy jej ciała doprowadziły
go  do  szaleństwa.  Ukrył  twarz  w  zagłębieniu  jej  szyi,  jęcząc  i  drżąc
z rozkoszy. Wznosił się i opadał, zapominając o wszystkim – o rozwodzie
i samotnej pustce i przyszłości bez niej.

Było tylko magiczne, ślepe zatracenie.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Juliette  obudziła  się  w  ramionach  Joego.  Ich  nogi  były  splecione,

a  głowę  ukrył  w  zagłębieniu  jej  szyi  –  czuła  we  włosach  jego  ciepły
oddech.  Jedna  dłoń  spoczywała  na  jej  żebrach.  Joe  wymruczał  coś  pod
nosem  i  przesunął  dłoń  na  pierś.  Zadrżała.  Jej  ciało  obudziło  się  na
wspomnienie ich nocnej namiętności.

Joe westchnął z satysfakcją, podniósł się i obrócił ją na plecy. Odgarnął

włosy z jej twarzy ruchem tak delikatnym, że coś w jej piersi zadrżało.

–  A  więc  stało  się.  Nastał  poranek.  –  Jego  ton  był  żartobliwy,  ale

wyczuła kryjące się pod spodem napięcie.

Odgarnęła mu włosy z czoła.
–  Chyba  musisz  znaleźć  inny  sposób  na  spędzanie  urodzin.  Koniec

z piciem w samotności i jednonocnymi przygodami z nieznajomymi.

Przesunął palcem po jej ustach, jego wzrok był nieprzenikniony.
– Czy tak było wczoraj? Przygoda z nieznajomą?
Położyła dłoń na jego policzku.
–  Nie  jesteśmy  nieznajomymi.  W  końcu…  mieliśmy  okazję  szczerze

porozmawiać.

Zmarszczył czoło i spojrzał na nią ostrożnie.
– Czy dlatego poszłaś ze mną do łóżka? Z litości?
Cofnęła dłoń i uniosła brodę.
– Jak możesz tak myśleć? – spytała zszokowana. – Chciałam się z tobą

kochać. Prawie cię o to błagałam.

background image

Położył dłoń na jej udzie i poczuła dreszcz płynący przez całe ciało.
– Pewnie powinienem powiedzieć ci o tym już dawno, ale sam staram

się nie pamiętać, w jakich okolicznościach przyszedłem na świat. Nie lubię
o tym myśleć, a tym bardziej rozmawiać.

Juliette znów dotknęła jego policzka i pogładziła go kciukiem.
–  To  musi  być  okropne  uczucie  nienawidzić  własnych  urodzin.  Na

pewno było ci ciężko dorastać bez matki, zwłaszcza ze świadomością tego,
jak umarła. Ale to nie była twoja wina. Twój ojciec powinien ci to jasno
wytłumaczyć.

W  jego  oczach  migotały  cienie,  jakby  zagłębił  się  we  wspomnieniach

z dzieciństwa.

–  Bardzo  długo  ją  opłakiwał.  Na  początku  tego  nie  rozumiałem.  Był

młodym  mężczyzną,  a  żył  jak  zombie.  Matka  była  miłością  jego  życia.
Poznali się w szkole podstawowej i pobrali, gdy mieli zaledwie dwadzieścia
jeden lat. – Skrzywił się i zamknął oczy. – A w wieku dwudziestu dwóch lat
matka  już  nie  żyła.  Umarła,  zanim  jej  życie  na  dobre  się  zaczęło.  Nie
zdążyła  zrealizować  marzeń  i  planów.  –  Przełknął  ciężko  i  ciągnął
zduszonym  głosem:  –  Nienawidziłem  odwiedzać  jej  grobu.  Było  mi
niedobrze na samą myśl, że to przeze mnie umarła. Zabrałem jej wszystko:
ukochanego mężczyznę, wymarzoną przyszłość, rodzinę. Straciła to przeze
mnie.

Juliette zamrugała, próbując powstrzymać łzy.
– Och, Joe, szkoda, że o tym nie wiedziałam. Jestem na siebie zła, że

nie  próbowałam  dowiedzieć  się  o  tobie  więcej.  Dlatego  byłeś  taki
niespokojny,  gdy  dowiedziałeś  się  o  ciąży?  Czułam,  że  z  każdym  dniem
coraz bardziej się oddalałeś, znikałeś na dłużej.

Wziął ją za rękę i położył jej dłoń na swojej piersi.

background image

– Chciałem cię wspierać, dlatego nalegałem na ślub. Chciałem się wami

zaopiekować. Ale gdy zobaczyłem, jak twój brzuch robi się coraz większy,
poczułem rosnącą panikę i uciekłem w pracę. Tylko tak mogłem nad tym
zapanować.  Chyba  nie  robiłem  tego  świadomie,  ale  teraz  widzę,  jak  to
musiało wyglądać.

– Gdy przyjechałeś do szpitala, miałam wrażenie, że ci ulżyło… Przez

chwilę  cię  nienawidziłam.  Nie  mogłam  uwierzyć,  że  możesz  być  tak
nieczuły.

Ścisnął mocniej jej dłoń, a w jego oczach pojawił się ból.
–  To  prawda,  poczułem  ulgę,  że  żyjesz.  –  Jego  głos  był  zachrypnięty

i  nierówny.  –  W  tamtej  chwili  nie  myślałem  o  dziecku.  Nie  mogłem
uwierzyć, że to się może powtórzyć. Czy teraz zabiłem własną żonę?

Juliette  przygryzła  wargę.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  była  tak  ślepa.  Jak

mogła pomyśleć, że nie zależało mu na niej czy na dziecku? Objęła go za
szyję i przytuliła policzek do jego piersi. Gardło miała boleśnie ściśnięte.

– Popełniłam tyle błędów. Przepraszam, że tak źle cię oceniłam.
Joe oparł brodę o jej głowę i głaskał ją po włosach.
–  Oboje  popełniliśmy  błędy.  –  Jego  niski  głos  pieścił  jej  ucho.  –

Najważniejsze, to nie popełnić ich znowu.

Czy  ta  noc  też  była  błędem?  Pragnęła  go  tak  bardzo,  a  dokumenty,

z którymi przyjechała i które czekały w torbie, wydawały się teraz czymś
niedorzecznym.  Joe  nie  powiedział,  że  ją  kocha,  ona  też  nie  wyznała  mu
miłości.  Wciąż  nie  była  pewna,  jak  opisać  to,  co  do  niego  czuła.  Oboje
pogrążyli się w żalu, żałobie i goryczy i dopiero zaczęli wydostawać się na
powierzchnię. Jednego była pewna – to uczucie w niczym nie przypominało
„miłości”, którą darzyła byłego chłopaka.

Sama  nie  wiedziała,  jak  długo  chce  tu  zostać.  Zarezerwowała  hotel

tylko  na  jedną  noc,  bo  planowała  wrócić  do  Anglii  zaraz  po  podpisaniu

background image

papierów rozwodowych. Teraz jednak nie spieszyło jej się do domu. Tyle
się  dowiedziała  o  Joem  i  wciąż  pozostawały  pytania,  na  które  chciała
poznać odpowiedź.

Było  jej  głupio,  że  wtedy  na  Korfu  tak  dziecinnie  zareagowała  na

wspólny wyjazd do Paryża, ale czy nie było za wcześnie na jakiekolwiek
wspólne plany? Czy mogła mieć nadzieję, że Joe kiedykolwiek ją pokocha?
Ona powoli odkrywała w sobie miłość do niego – ale czy tak naprawdę nie
kochała go od samego początku? Więź, która ich połączyła, wywróciła jej
życie do góry nogami, nie tylko z powodu ciąży, która miała tak tragiczny
finał.  Gniew,  który  do  niego  czuła,  maskował  tylko  prawdziwe  uczucia,
które zakiełkowały już tej pierwszej wspólnej nocy.

–  Wiem,  że  jesteś  zajęty  pracą,  ale  mogłabym  tu  trochę  zostać,

przygotować kilka szkiców i odpocząć przed podróżą do Paryża. Postaram
się nie wchodzić ci w drogę.

Uśmiechnął się lekko, a w jego oczach zamigotało pożądanie.
– Możesz mi wchodzić w drogę, kiedy tylko masz ochotę. – Przesunął

palcem po jej ustach. – Im częściej, tym lepiej.

Juliette zadrżała pod jego dotykiem.
– Nie będę ci przeszkadzać?
– Ani trochę – odparł i pocałował ją.

Juliette obudziła się jakiś czas później i zobaczyła, że miejsce obok niej

jest  puste.  Spojrzała  na  zegarek  i  ze  zdziwieniem  zauważyła,  że  jest  tak
późno.  Już  dziewiąta?  Nie  pamiętała,  kiedy  ostatni  raz  tak  dobrze  spała.
Zwykle cierpiała na bezsenność i często się wybudzała w ciągu nocy.

Odrzuciła  kołdrę  i  założyła  szlafrok  Joego.  Wtuliła  twarz  w  miękki

materiał, wdychając jego zapach.

background image

Jak mogłaby tego żałować? To niemożliwe. Nie zaznała z nikim takiej

bliskości. W końcu poznała jego przeszłość i nie mogła sobie wybaczyć, że
była  tak  ślepa.  Czy  nietknięty  pokój  dziecinny  nie  był  znakiem?  Niczego
tam nie zmienił. Zeszłej nocy pokazał jej, jak bardzo za nią tęsknił.

Wyszła  z  sypialni  i  ruszyła  na  dół.  Słyszała,  jak  Joe  krzątał  się

w kuchni. Po drodze zatrzymała się jednak przy sypialni, którą kiedyś z nim
dzieliła. Dlaczego już tam nie sypiał? Otworzyła drzwi i weszła do pokoju.

Wspomnienia  powróciły,  wywołując  w  niej  emocje,  których  się  nie

spodziewała.  Podeszła  do  łóżka,  w  którym  spędzili  tyle  wspólnych  nocy.
Otworzyła  drzwi  garderoby  –  w  środku  wisiały  jej  ubrania,  wszystko
dokładnie tak, jak w dniu, gdy odeszła. Czuła nawet delikatną woń swoich
perfum.  Przeszła  do  łazienki  –  na  marmurowym  blacie  leżały  kosmetyki,
których ze sobą nie zabrała.

Mógł  przecież  poprosić  pokojówkę,  żeby  uprzątnęła  jej  rzeczy.

Dlaczego tego nie zrobił? A może Joe miał nadzieję, że wróci?

Juliette  zmarszczyła  brwi,  wyszła  z  łazienki  i  zobaczyła  Joego,  który

stał  w  progu  z  tacą  ze  śniadaniem.  Nie  potrafiła  odczytać  z  twarzy  jego
uczuć.  Na  zewnątrz  wydawał  się  zrelaksowany,  ale  czuła  bijące  od  niego
napięcie.

– Chciałem przynieść ci śniadanie do łóżka.
– Dlaczego nie pozbyłeś się moich rzeczy? – spytała.
Wszedł do sypialni i odstawił tacę na stolik. Wyprostował się i spojrzał

jej w oczy.

–  Uznałem,  że  jeśli  byłyby  ci  potrzebne,  zabrałabyś  je  ze  sobą  albo

poprosiłabyś mnie, żeby ci je odesłał.

Juliette wpatrywała się w niego, starając się wyczytać coś z jego oczu.
– Czy spodziewałeś się, że wrócę?
Skrzywił się lekko.

background image

– Nie. Wolałem się nie łudzić – odparł głosem pozbawionym emocji.
Usiadła na brzegu łóżka i spojrzała na niego.
– Joe… dlaczego już nie śpisz w tym pokoju?
Potarł szyję, jakby cisnął go kołnierzyk koszuli.
– Już ci mówiłem. W drugim pokoju lepiej mi się śpi.
– Ale dlaczego?
Joe odetchnął głośno.
– Na miłość boską, czy muszę ci to przeliterować?
– Obawiam się, że tak.
Wciągnął mocno powietrze i tym razem wypuścił je spokojniej. Usiadł

obok niej i wziął ją za rękę.

– Za każdym razem, gdy tu przychodziłem, myślałem tylko o tym, jak

bardzo cię zawiodłem. Wszystko mi o tobie przypominało. Łatwiej było nie
przychodzić tu wcale.

Juliette dotknęła jego świeżo ogolonego policzka.
– Dlatego niczego nie zmieniłeś w pokoju dziecinnym?
W jego oczach pojawił się ból.
– Nie potrafię nawet wypowiedzieć jej imienia, a tym bardziej wchodzić

tam, gdzie wszystko mi o niej przypomina.

Oczy Juliette zaszły łzami.
– Och, Joe, mnie też jej imię nie przechodzi przez gardło. Czasami sama

myśl o tym sprawia, że rozpadam się na kawałki.

Joe  położył  dłoń  na  jej  twarzy  i  otarł  łzy.  Jego  oczy  były  suche,  ale

pełne cierpienia.

– W pracy zajmuję się naprawianiem wadliwych konstrukcji. Znajduję

usterki, których inni nie są w stanie dostrzec. Ale nie potrafiłem tego zrobić
dla nas.

background image

Juliette objęła go i położyła głowę na jego piersi.
– Cieszę się, że możemy być ze sobą szczerzy. Dzięki temu wiem, że

nie tylko mnie jest tak ciężko.

Gładził ją delikatnie po włosach, a ostatni mur wokół jej serca powoli

się rozpadał.

–  Żałuję,  że  nie  byłem  przy  tobie,  żeby  cię  wspierać.  Tyle  rzeczy

zrobiłbym inaczej. – Czuła przy policzku jego szorstki głos, przepełniony
bólem i poczuciem winy.

–  Gdybyśmy  się  lepiej  znali,  wszystko  mogłoby  się  ułożyć  inaczej  –

powiedziała Juliette, patrząc na niego. – Nie zdążyliśmy tego zrobić przed
ślubem.  Dopiero  teraz  mam  wrażenie,  że  zaczynam  cię  poznawać,  kiedy
jest  już  za  późno.  A  może  nie?  –  Spojrzała  na  tacę  ze  śniadaniem.  –
Zastanawiam się, co najpierw: śniadanie czy pocałunek?

Jego oczy pociemniały, gdy przytulił ją mocniej.
– Dlaczego mielibyśmy poprzestawać na jednym?

Kilka dni przed wyjazdem do Paryża Joe wszedł do pokoju, w którym

pracowała Juliette. Miał długą konferencję na Skypie i cały ranek spędził
w gabinecie.

– Przepraszam, że tak długo to trwało – powiedział, całując ją w czubek

głowy.  –  To  wspaniale,  że  znów  rysujesz.  –  Wziął  jeden  z  gotowych
rysunków,  który  przedstawiał  go  podczas  snu.  Zmarszczył  brwi.  –
Wyglądam na zrelaksowanego – powiedział, odkładając rysunek.

Juliette obróciła się na krześle, żeby na niego spojrzeć. Było w nim coś

nieobecnego, jakiś dystans w oczach.

– Wszystko w porządku? Coś nie tak w pracy?
– Myślałem o wyjeździe do Paryża.
Juliette wyprostowała się, niepewna, jak rozumieć wyraz jego twarzy.

background image

– Nadal chcesz, żebym z tobą pojechała… zgadza się?
– Nie powinienem cię do tego zmuszać. Mogę pojechać sam, jeśli nie

masz na to ochoty.

Juliette  wstała,  niepewna,  co  myśleć  o  jego  nagłej  niechęci,  żeby  mu

towarzyszyła.  Nie  chciał  pokazać  się  z  nią  publicznie,  żeby  ludzie  nie
pomyśleli,  że  łączy  ich  więcej,  niż  tak  naprawdę  łączyło?  W  końcu
oficjalnie do siebie nie wrócili. Wolał, żeby ich relacje nie przedostały się
do prasy? A może powód był inny?

Odwróciła  się  do  niego  plecami  i  spojrzała  na  rozciągający  się  za

oknem ocean.

–  Obawiasz  się,  że  palnę  albo  zrobię  coś  głupiego?  Że  cię

skompromituję?

Joe  podszedł  do  niej,  położył  dłonie  na  jej  ramionach  i  obrócił  ją  do

siebie.

–  Nie.  Boję  się,  że  będziesz  się  czuła  niekomfortowo.  Wiesz,  jak

wyglądają takie imprezy. Utkniesz przy stole obok kogoś, kto będzie chciał
poznać  każdy  szczegół  z  twojego  życia  albo  opowie  ci  o  swoim  –
odchrząknął. – Wiem, że to impreza charytatywna, ale ludzie potrafią być
bardzo wścibscy. Nie chcę, żeby ktoś cię zranił, zadając pytania, na które
nie masz ochoty odpowiadać.

Serce Juliette podskoczyło.
Martwił się o nią. Chciał ją chronić.
Jak  zwykle  wysnuła  pochopne  wnioski.  A  jemu  naprawdę  na  niej

zależało.

Położyła dłonie na jego piersi, jej biodra ocierały się o niego.
–  Unikałam  z  tego  powodu  wielu  wydarzeń.  Co  będzie,  jeśli  ktoś

zapyta, czy mam dzieci. Czy je planuję, czy chcę spróbować jeszcze raz. Co

background image

mam  powiedzieć?  Czy  mogę  w  ogóle  nazywać  się  matką,  skoro  moje
dziecko urodziło się martwe?

Joe ujął jej twarz w dłonie.
– Zawsze będziesz matką Emilii. Nikt ci tego nie odbierze. Nikt.
Poczuła piekące łzy.
– Wy… wymówiłeś jej imię…
Joe gładził ją delikatnie po pliczkach.
– Może kiedyś to nie będzie tak bolało.
– Może… – Juliette westchnęła i oparła głowę o jego pierś. – Podobno

czas leczy rany, ale jak długo ma to trwać?

– Tyle, ile trzeba.
Zapadła cisza, słychać było jedynie szmer jego dłoni przesuwającej się

po jej włosach i ich ciche oddechy.

Czuła ulgę, że dzielą ten ból i smutek. Niesłusznie założyła, że śmierć

dziecka miała na niego mniejszy wpływ, bo to nie on nosił je w sobie i nie
był przy jego narodzinach. Zrozumiała, że Joe zupełnie inaczej przeżywał
żałobę.

Uniosła głowę i spojrzała na niego.
– Nie mogę do końca życia unikać spotkań towarzyskich. Chcę z tobą

pojechać. To ważne, żeby wspierać tak szczytny cel.

Uśmiechnął się lekko, a jego oczy rozbłysły.
– Możemy zrobić sobie krótkie wakacje w Paryżu. Co ty na to?
Zarzuciła mu ręce na szyję i uśmiechnęła się.
– Cudowny pomysł. Tak dawno tam nie byłam.
– Powinienem wcześniej cię tam zabrać – odparł, całując ją.
Juliette bawiła się jego włosami, ale czuła lekki niepokój. Paryż. Miasto

zakochanych.  Czy  zabrał  tam  już  kogoś?  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że

background image

marszczy czoło, dopóki Joe nie uniósł jej twarzy.

– Co się dzieje?
Juliette zmusiła się do uśmiechu.
– Pewnie byłeś tam wiele razy… z różnymi osobami… – Kochankami;

tego słowa nie była w stanie wypowiedzieć na głos.

Spojrzał na nią miękko i położył dłoń na jej karku.
– Nie masz powodów do zazdrości, cara.
Juliette  wysunęła  się  z  jego  objęć  i  nagle  zajęła  się  układaniem

rysunków na stoliku.

–  Nie  jestem  zazdrosna.  Wiem,  że  sporo  podróżujesz  i  spotykasz

mnóstwo ludzi.

– Ale żadna z tych osób nie była moją żoną.
Żona.  Te  słowa  zabrzmiały  tak…  trwale.  A  przecież  jeszcze  nie

zdecydowali,  co  się  stanie  z  ich  małżeństwem.  Omówili  wiele  spraw
i bardzo się do siebie zbliżyli, ale wiedziała, że jeszcze sporo przed nimi.
Na przykład, czy będą się starać o kolejne dziecko. Tego pytania bała się
najbardziej. Od śmierci córeczki nie potrafiła nawet pomyśleć, że mogłaby
znów  spróbować.  Kolejna  ciąża  w  strachu  i  brak  gwarancji,  że  dziecko
urodzi się żywe.

Oparła się o krzesło i spojrzała na puste miejsce na palcu. Zdawało się

z  niej  drwić.  Mówił  o  niej  jak  o  żonie,  ale  niczego  sobie  nie  obiecywali.
Oficjalnie  jeszcze  do  siebie  nie  wrócili,  nie  było  obietnic  i  deklaracji
miłości.

Spojrzała na niego.
– Czy powiedziałeś komuś, że my…? – Nie dokończyła, niepewna, jak

opisać  ich  relacje.  Przygoda  brzmiało  zbyt  trywialnie,  romans  jeszcze
gorzej.

background image

– Nie. A ty?
Zacisnęła usta i odgarnęła włosy.
– Nie sądziłam, że to konieczne… w tych okolicznościach.
–  Dokładnie.  –  Coś  w  tym  słowie  było  nie  tak.  Jakaś  niepotrzebna,

fałszywa nuta.

–  Głupio  byłoby  robić  ludziom  nadzieję.  Na  przykład  Lucy

i Damonowi.

Nie mówiąc o niej samej.
– A jeśli bankiet w Paryżu okaże się bardzo medialnym wydarzeniem?

Czy ludzie nie uznają, że wróciliśmy do siebie na dobre?

Cisza,  która  zapadła,  trwała  zdecydowanie  za  długo.  Dlaczego  nie

poprosił,  żeby  wróciła  na  dobre?  Dlaczego  nie  rozwiał  jej  wątpliwości,
wyznając jej miłość?

– Nie ma żadnych reguł dla rozwodzących się par odnośnie wspólnego

uczestniczenia w wydarzeniach towarzyskich – powiedział sztywno Joe. –
Pokaże to jedynie, że potrafimy się zachowywać cholernie przyzwoicie.

Przyglądała  się  jego  napiętym  rysom  i  zastanawiała  się,  czy  miał

wątpliwości co do rozwodu. Ale dlaczego nic nie powiedział?

– Joe…?
Przejechał dłonią po włosach i westchnął.
–  Prasa  pewnie  zrobi  z  tego  szopkę,  ale  można  się  tego  spodziewać.

Postaram się ciebie chronić.

Juliette podeszła i dotknęła jego ramienia.
–  Chcę  być  z  tobą.  –  Nie  potrafiła  sobie  wyobrazić,  czego  mogłaby

pragnąć  bardziej.  Nie  tylko  podczas  podróży  do  Paryża.  Na  zawsze.  Czy
była  naiwna,  łudząc  się,  że  chciałby  spróbować  jeszcze  raz?  Może  ten

background image

wyjazd  im  pomoże,  a  Joe  zrozumie,  że  mają  jeszcze  szansę  wszystko
naprawić.

Lekko  się  rozluźnił.  Patrzył  jej  w  oczy,  jakby  chciał  w  nich  coś

odnaleźć.

– Kolacja trwa tylko parę godzin. Resztę czasu możemy spędzić razem.
Objęła go za szyję.
– Nie mogę się doczekać.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Dotarli  do  Paryża  w  piątkowe  popołudnie  i  po  zameldowaniu  się

w hotelu Joe zasugerował, żeby poszli na zakupy.

– Zakupy? – Juliette spojrzała na niego z niepokojem. – Ale ja niczego

nie potrzebuję.

–  A  co  z  suknią  na  wieczór?  –  spytał  z  uśmiechem;  chciał  ją

rozpieszczać.  Sprawić,  żeby  ten  weekend  był  wyjątkowy  i  trwał  jak
najdłużej.

– Przywiozłam ze sobą. Nie musisz wydawać na mnie pieniędzy…
– Ale ja nalegam.
Zamarła i spojrzała na niego uważnie.
– Obawiasz się, że będę nieodpowiednio ubrana?
Joe  zaklął  w  duchu.  Powinien  się  już  zorientować,  że  była  bardzo

dumna i wrażliwa. Wziął ją za rękę i przyciągnął do siebie.

– Zawsze wyglądasz pięknie, nieważne, co masz na sobie. Zrób mi tę

przyjemność i pozwól się trochę rozpieścić.

Spojrzała na rozpięty kołnierzyk jego koszuli i przygryzła wargę.
–  Mam  wyrzuty  sumienia,  że  wydajesz  na  mnie  tyle  pieniędzy.  Ten

hotel, lot pierwszą klasą, a teraz drogie ubrania.

Uniósł jej głowę i spojrzał jej w oczy.
– Nie uważasz, że jesteś tego warta?
Spojrzała na niego niepewnie.
– Nie chodzi o to…

background image

– A więc o co?
Znów przygryzła wargę i wysunęła się z jego objęć.
–  Nie  zachowujemy  się  jak  para,  która  niedługo  ma  się  rozwieść,

prawda?

–  Nie  wiedziałem,  że  mamy  się  trzymać  jakichś  z  góry  ustalonych

reguł.  –  Joe  nie  był  w  stanie  opanować  goryczy  w  głosie.  Słowo  rozwód
nagle  stało  się  bardziej  bolesne  niż  dwa  najgorsze  słowa:  urodziny
i pogrzeb. Na sam jego dźwięk serce mu się ściskało.

Juliette  odwróciła  się,  żeby  wziąć  jedwabny  szalik,  który  rzuciła  na

łóżko. Owinęła nim szyję, po czym odwróciła się do Joego.

– Głupio mi przyjmować od ciebie prezenty, gdy nie jesteśmy…
– A nie jest ci głupio ze mną sypiać?
–  Nie.  –  Zarumieniła  i  spojrzała  na  jego  usta.  –  Nie  czuję,  żeby  było

w  tym  coś  niewłaściwego,  ale  wiem,  że  powinnam  tak  myśleć.  –
Zmarszczyła brwi, jakby starała się zgłębić jakąś tajemnicę.

Joe  położył  dłonie  na  jej  biodrach,  czując  przyjemne  napięcie

w lędźwiach.

– Byłoby w tym coś niewłaściwego, gdyby jedno z nas tego nie chciało.

Lub spotykalibyśmy się z kimś innym. Na razie jednak jesteśmy tylko dla
siebie.

Na jej ustach błąkał się cień uśmiechu.
– To prawda. – Odetchnęła głębiej. – Na razie – wypowiedziała te słowa

z naciskiem.

– Jeśli coś ci nie odpowiada, musisz mi o tym powiedzieć.
Jej szarobłękitne oczy były jasne i przejrzyste niczym dwa jeziora, ale

widział, że pod powierzchnią coś się czai.

background image

– Wszystko w porządku  – powiedziała z przekonaniem  i uśmiechnęła

się trochę zbyt promiennie.

Joe uniósł jej dłoń do ust i pocałował, patrząc jej w oczy.
– Więc nie zmarnujmy ani chwili.

Parę  godzin  później  Juliette  czuła  się  jak  Kopciuszek,  który  znalazł

magiczne pantofelki. Joe zabrał ją do najbardziej ekskluzywnych sklepów,
gdzie  kupił  jej  nie  jedną,  ale  kilka  przepięknych  kreacji.  Starała  się  nie
myśleć,  ile  kosztowały  ani  dlaczego  chciał  wydać  na  nią  tyle  pieniędzy.
Miło  było  dać  się  rozpieszczać  i  poczuć  się  jak  księżniczka.  W  jego
towarzystwie czas mijał jej tak cudownie.

– Pora na kawę? – spytał Joe, gdy mijali kawiarnię.
– Świetny pomysł – odparła, siadając naprzeciw niego.
Rosnące  wzdłuż  chodnika  drzewa  zamykały  się  nad  głowami

spacerujących  liściastym  baldachimem,  popołudnie  było  ciepłe,  wiał
delikatny wiatr, który od czasu do czasu wprawiał liście w ruch – tańczyły
nad  ich  głowami  niczym  tysiące  zielonych  klejnotów.  W  oddali  widziała
katedrę  Notre  Dame,  odbudowywaną  właśnie  po  pożarze,  który  naruszył
konstrukcję  budynku.  Przypominało  jej  to  związek  z  Joem  –  gwałtowny
pożar  wstrząsnął  ich  życiem,  zostawiając  po  sobie  pogorzelisko.  Żadne
z nich nie wyszło z tego cało, ale może z czasem będą w stanie odbudować
małżeństwo, tym razem silniejsze i bardziej odporne na zniszczenia.

Kelner  podszedł  i  przyjął  zamówienie,  i  już  po  chwili  na  stoliku

pojawiło się espresso dla Joego oraz herbata i maślany croissant dla Juliette.
Czuła na sobie jego wzrok, gdy odrywała kawałek rogalika.

– Chcesz kawałek? – spytała, podsuwając mu talerzyk.
Pokręcił  głową  z  tajemniczym  uśmiechem  i  poklepał  się  po  twardym

jak skała brzuchu.

background image

– Nie, dzięki. Muszę dbać o linię.
Juliette się roześmiała.
– Przez ciebie mam poczucie winy.
Na chwilę zapadła cisza.
–  Tęskniłem  za  twoich  śmiechem  –  powiedział,  unosząc  filiżankę  do

ust. Upił łyk kawy, nie odrywając od niej wzroku.

Juliette poczuła, że się rumieni.
– Nie pamiętam, kiedy ostatnio się śmiałam. – Westchnęła i dodała: –

Mam wrażenie, że wieki temu.

Odstawił  filiżankę  i  wziął  ją  za  rękę.  Ścisnął  delikatnie  jej  palce

i patrzył z powagą na ich złączone dłonie.

–  Miałem  chyba  pięć  czy  sześć  lat,  gdy  po  raz  pierwszy  usłyszałem

śmiech  ojca.  Taki  prawdziwy,  szczery.  –  Gładził  puste  miejsce  na  jej
palcu.  –  Kiedyś  go  o  to  spytałem.  Powiedział,  że  gdy  był  szczęśliwy,
dopadały  go  wyrzuty  sumienia.  –  Spojrzał  jej  w  oczy.  –  Jakby  zdradzał
pamięć o mojej matce.

Juliette wzięła go za rękę.
– Dorastanie bez matki musiało być trudne. Moja czasami doprowadza

mnie do szału, ale nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej nie być.

Uśmiechnął się ze smutkiem.
–  Zwykle  odsuwałem  od  siebie  te  myśli,  ale  czasami  coś  mi

przypominało,  że  nie  jestem  taki,  jak  inne  dzieci  w  szkole.  Niektórzy
wychowywali się w niepełnych rodzinach, ale ich rodzice byli rozwiedzeni
lub w separacji. Najtrudniejszy był Dzień Matki, kiedy nauczyciele kazali
nam  przygotowywać  kartki  z  życzeniami.  Ja  robiłem  wtedy  kartkę  dla
babci.

– Byłeś z nią blisko?

background image

–  Uwielbiałem  ją.  Sama  była  wdową,  więc  rozumiała,  przez  co

przechodził  ojciec,  ale  umarła,  gdy  miałem  dziewięć  lat.  –  Skrzywił  się
lekko. – Rodziców matki nigdy nie poznałem. Nie chcieli mieć z ojcem nic
do  czynienia.  Nigdy  nie  przepadali  za  zięciem,  więc  możesz  sobie
wyobrazić,  co  się  działo,  gdy  ich  córka  umarła.  Winili  go  za  jej  śmierć.
Jestem pewien, że to mu nie pomogło.

Tyle  smutku,  bólu  i  żałoby.  Jego  opowieść  sprawiła,  że  nagle  trochę

łatwiej było jej znieść to, przez co sama przeszła. Odrobinę łatwiej.

–  Nie  wiem,  jak  poradziłeś  sobie  z  tym  wszystkim.  Czy  sytuacja  się

polepszyła, gdy twój ojciec ponownie się ożenił?

–  Tak  i  nie.  –  Joe  puścił  jej  dłoń  i  sięgnął  po  kawę.  –  Ojciec  był

wyraźnie  szczęśliwszy.  Macocha  była  miłą  osobą,  ale  wychowywanie
cudzego dziecka nie jest łatwe. Nagle miała zastąpić mi matkę, a przecież
nic nas nie łączyło. Potem urodziły się ich wspólne dzieci, a ja czułem się
jeszcze  bardziej  samotny.  Jakbym  nie  należał  do  tej  rodziny.  –  Napił  się
kawy i odstawił filiżankę na spodek. – Po śmierci ojca macocha nie musiała
dłużej udawać, że jesteśmy jedną, szczęśliwą rodziną.

Gdyby  tylko  opowiedział  jej  o  tym  wcześniej,  zrozumiałaby  traumy

i  przeżycia,  które  go  ukształtowały,  i  wiedziałaby,  skąd  brało  się  jego
zachowanie.

Odsunęła od siebie talerz i dotknęła jego dłoni.
– Żałuję, że nie dowiedziałam się o tym, gdy się poznaliśmy.
Spojrzał jej w oczy i uścisnął delikatnie jej dłoń.
– Nie pamiętam, kiedy ostatni raz komuś o tym opowiadałem. Nie lubię

o tym rozmawiać. Wielu ludzi przeszło dużo gorsze rzeczy.

– Tak, ale pobraliśmy się i powinnam cię lepiej rozumieć. – Spojrzała

na ich splecione dłonie. Obrączka na jego palcu przypominała jej, że to ona
odeszła. Czy zdejmie ją, gdy sfinalizują rozwód? Żołądek jej się ścisnął na

background image

myśl, że Joe zacznie się z kimś spotykać. – Powinnam się bardziej postarać,
żeby cię poznać.

Joe pochylił się i dotknął jej policzka.
– To nie twoja wina. Miałaś swoje problemy. Byłaś po rozstaniu.
Juliette wyprostowała się na krześle.
– Wolałabym, żebyś przestał wracać do mojego byłego. Tak naprawdę

nigdy go nie kochałam. Trwałam w tym związku, żeby zadowolić rodziców.

Przyglądał jej się dłuższą chwilę.
– Ucieszyli się, gdy się rozstaliśmy?
Juliette westchnęła, garbiąc się lekko.
– Nie. Uważali, że zachowuję się zbyt impulsywnie i daję się ponieść

emocjom. Szybko urwałam dyskusję i od tego czasu niczego nie komentują.

– W tej sytuacji trudno się dziwić, że działałaś pod wpływem emocji.
Juliette  spuściła  wzrok,  pochyliła  się  i  zaczęła  się  bawić  kawałkiem

croissanta leżącym na talerzyku.

–  Ostatnio  prawie  ich  nie  widuję.  Ciągle  są  zapracowani.  Wiem,  że

kariera zawsze była dla nich bardzo ważna, ale przez to czułam, że ja tak
mało dla nich znaczę. Zastanawiam się, czy coś się zmieni, gdy przejdą na
emeryturę. Jeśli przejdą.

Zapadła cisza.
Juliette zerknęła na Joego, ale wpatrywał  się w przestrzeń,  pogrążony

w myślach. Przyglądała się przez chwilę jego twarzy.

Zamieszał  kawę,  choć  wiedziała,  że  nie  słodził,  i  wpatrywał  się

w filiżankę.

– Niektórzy żyją, żeby pracować, inni pracują, by móc żyć.
Juliette poruszyła się niespokojnie na krześle.

background image

– Pewnie uważasz, że zachowuję się jak rozpuszczony dzieciak, który

chce, żeby życie rodziców kręciło się wokół niego.

Spojrzał jej w oczy.
–  W  ogóle  tak  nie  myślę.  Nie  jest  łatwo,  gdy  opiekunowie  nie

wywiązują  się  z  zadania  tak,  jak  tego  oczekujemy.  Czasem  przez
okoliczności, a czasem jest to kwestia osobowości.

Znów zapadła cisza.
– Byłam wpadką. Pomyłką. Wywróciłam ich życie do góry nogami.
Twarz Joego spochmurniała.
– Chyba nie powiedzieli ci, że cię nie chcą?
Juliette przygryzła wargę.
– Nie, nigdy… Małe dziecko w ich wieku musiało być niedogodnością.

Moi bracia mieli osiemnaście i dwadzieścia lat, większość czasu spędziłam
w  towarzystwie  niań  i  opiekunek,  a  potem  w  szkole  z  internatem,  której
szczerze nienawidziłam. Chyba dlatego nauka nigdy za dobrze mi nie szła.

–  Nie  myśl,  że  jakiś  głupi  tytuł  i  kilka  literek  przed  nazwiskiem

świadczy o twojej wartości. Jesteś inteligentna i bardzo utalentowana.

Juliette  miała  nadzieję,  że  jej  kariera  ilustratorki  się  rozwinie,  ale  po

śmierci dziecka nie była w stanie tworzyć. Nie potrafiła odnaleźć w sobie
chęci  i  siły,  by  cokolwiek  zrobić,  a  motywacja  dopiero  teraz  powoli
wracała.

– Dzięki.
Uśmiechnął się i wskazał ręką na jej filiżankę.
– Masz ochotę na dolewkę?
–  Nie,  dziękuję.  –  Wstała  od  stolika,  podczas  gdy  Joe  zbierał  torby

z zakupami.

background image

Zapłacił rachunek i po chwili byli już w drodze do hotelu. Gdy dotarli

na  miejsce,  Joe  wręczył  torby  portierowi  i  ruszył  razem  z  Juliette  do
prywatnej windy, która zawiozła ich do apartamentu.

–  Może  odpoczniesz  trochę  przed  kolacją?  –  spytał,  gdy  weszli  do

środka. – Mam jeszcze kilka spraw, którymi muszę się zająć.

Juliette poczuła lekkie rozczarowanie.
– Długo ci zejdzie?
Pochylił się i pocałował ją w usta.
– Nie.

Joe  spacerował  ulicami  Paryża,  zastanawiając  się  nad  tym,  jak  radził

sobie  z  trudnymi  sytuacjami.  Myślał  o  tym,  co  Juliette  powiedziała
o  swoich  rodzicach,  którzy  ciągle  byli  zapracowani.  Od  dziecka  uciekał
w  naukę,  a  potem  w  pracę,  żeby  zapomnieć  o  problemach.  Sukces,
bogactwo  i  spełnienie  zawodowe  nadawało  sens  jego  życiu,  dopóki  nie
poznał Juliette.

Teraz czuł, jak wszystko się zmienia, fundamenty, na których zbudował

całe życie, ulegają przewartościowaniu. Nagle zaczął kwestionować własną
tożsamość  –  mężczyzny,  który  nikogo  nie  potrzebuje,  nie  angażuje  się
emocjonalnie i zawsze zachowuje bezpieczny dystans.

Im więcej czasu spędzał z Juliette, tym wyraźniej widział, kim mógłby

się  stać,  gdyby  uporał  się  z  przeszłością.  Byłby  człowiekiem  zdolnym  do
miłości  i  zasługującym  na  nią.  Nie  musiałby  dłużej  tłumić  wszystkich
uczuć. Mógłby pozwolić sobie na słabość i zmierzyć się ze wszystkim, co
szykuje mu życie.

Starał się zignorować to, co czuł do Juliette, i naprawdę dobrze mu szło.

Przekonał sam siebie, żeby nie błagać jej, by z nim została, nie opowiedzieć

background image

jej  prawdy  o  sobie.  Gdyby  postąpił  inaczej,  wszystko  mogłoby  się  jakoś
ułożyć.

Teraz jednak uczucia powoli zaczynały wychodzić z ukrycia. Spojrzał

na  obrączkę,  którą  wciąż  miał  na  palcu.  Nie  miał  pojęcia,  czego  Juliette
oczekuje.  Może  chce  tylko  spędzić  z  nim  kilka  dni  przed  powrotem  do
Londynu?

Czy mógłby jeszcze zmienić jej zdanie?

Juliette wzięła prysznic, ubrała się i właśnie kończyła nakładać makijaż,

gdy Joe wrócił do hotelu. Ich spojrzenia spotkały się w lustrze.

– Zdążysz się przygotować? Kolacja jest o wpół do ósmej.
Uśmiechnął się lekko.
–  Nie  potrzebuję  dużo  czasu.  –  Wsunął  dłoń  w  kieszeń  marynarki

i wyciągnął prostokątne pudełeczko. – Znalazłem coś dla ciebie.

Juliette odwróciła się i uniosła brwi.
–  Znalazłeś?  Chcesz  powiedzieć,  że  to  leżało  na  chodniku?  –  spytała

z  kpiną  w  głosie  i  pogroziła  mu  palcem.  –  Wydałeś  już  na  mnie  za  dużo
pieniędzy.

Podał jej pudełeczko.
– Dlaczego miałbym cię nie rozpieszczać? – Pochylił się i pocałował ją

w czubek głowy – Mmm… Pięknie pachniesz.

– Zawsze używam tych perfum.
Musnął  palcem  jej  brodę,  a  w  jego  ciemnych  oczach  czaiło  się

pożądanie.

–  Wiem.  Czułem  je  w  całym  domu,  gdy  odeszłaś.  –  Spuścił  wzrok,

jakby samo wspomnienie sprawiało mu ból. – No dalej. Otwórz.

Juliette spojrzała na pudełeczko i przesunęła palcem po złotym napisie

odciśniętym  na czarnym,  aksamitnym wieczku. Otworzyła  i zamarła – na

background image

poduszeczce  mienił  się  diament  na  złotym  łańcuszku,  w  towarzystwie
dwóch kolczyków do kompletu.

–  Och,  Joe,  są  przepiękne.  –  Wolała  nie  myśleć,  ile  kosztowały.  Taką

biżuterię kupują tylko ci, którzy nie muszą patrzeć na cenę.

–  Pozwól,  że  ci  pomogę.  –  Głos  miał  lekko  zachrypnięty,  a  twarz

nieprzeniknioną.

Podała mu pudełko i odwróciła się z powrotem do lustra, patrząc, jak

wyjmuje ostrożnie łańcuszek z diamentem. Poczuła dreszcz, gdy jego palce
musnęły skórę jej szyi, a chłodny diament spoczął na jej dekolcie. Podał jej
kolczyki,  jeden  po  drugim,  żeby  mogła  je  zapiąć.  Położył  dłonie  na  jej
ramionach i przyjrzał się jej odbiciu.

– Wyglądasz oszałamiająco.
Juliette dotknęła zawieszki palcami, kolczyki migotały w jej uszach jak

gwiazdy.

– Mam nadzieję, że żadnego nie zgubię.
Uśmiechnął się smutno.
–  W  życiu  można  zgubić  dużo  cenniejsze  rzeczy.  –  W  jego  głosie

pobrzmiewał smutek.

Dotknęła jego dłoni i ścisnęła ją. W jej oczach zamigotały łzy.
– Lepiej się przebierz. Zaraz wychodzimy.
Spojrzał na nią, jakby chciał coś powiedzieć, ale potem zmienił zdanie.

Ścisnął jej ramiona i odwrócił się, żeby się przebrać do kolacji.

Bankiet charytatywny odbywał się w sali balowej jednej z prywatnych

posiadłości,  niedaleko  hotelu,  w  którym  się  zatrzymali.  Gdy  dotarli  na
miejsce,  goście  wypili  już  powitalne  drinki  we  foyer  i  teraz  zajmowali
miejsca  przy  stołach.  Sala  udekorowana  była  prostymi  i  eleganckimi

background image

bukietami kwiatów, a papierowe rozety w pastelowych kolorach i wstążki
zastąpiły zdecydowanie mniej ekologiczne balony.

Joe  najwyraźniej  znał  tu  sporo  osób  i  w  drodze  do  stolika  co  chwilę

komuś  ją  przedstawiał.  Uśmiechała  się  i  ściskała  dłonie  kolejnych  osób,
zastanawiając się w duchu, czy ktoś z nich wie o tym, jaki był status ich
małżeństwa.

Juliette  usiadła  obok  Joego  i  kobiety  o  imieniu  Marisa,  która,  jak  się

okazało, była członkiem zarządu fundacji.

– Miło mi wreszcie panią poznać – powiedziała Marisa, uśmiechając się

ciepło.  Spojrzała  na  Joego,  który  rozmawiał  z  siedzącym  obok
mężczyzną.  –  Jesteśmy  bardzo  wdzięczni  za  wszystko,  co  razem  z  Joem
robicie dla naszej fundacji. Cieszę się, że mogła mu pani dziś towarzyszyć.

– Och, to Joe zajmował się zbieraniem funduszy. Obawiam się, że nie

miałam z tym dużo wspólnego.

Marisa położyła rękę na jej dłoni w geście współczucia.
–  Nie  musi  pani  nic  tłumaczyć.  To,  przez  co  przeszliście,  rozbiło

niejedno  małżeństwo.  Sama  poroniłam  pomiędzy  pierwszym  i  trzecim
dzieckiem.  To  było  traumatyczne  doświadczenie.  Codziennie  go
wspominam. Daliśmy mu na imię Alexandre.

Juliette  spojrzała  w  jej  orzechowe  oczy  i  po  raz  pierwszy  od  dawna

poczuła się mniej samotna.

– Tak mi przykro.
–  W  zeszłym  miesiącu  skończyłby  dziesięć  lat.  Tak  naprawdę  nigdy

o tym nie zapomnisz. Niesiesz ze sobą ten bagaż przez całe życie. Miałam
szczęście, że urodziłam już jedno dziecko, w przeciwnym razie nie wiem,
czy  odważyłabym  się  spróbować  po  raz  trzeci.  Ale  cieszę  się,  że  to
zrobiłam. Dziewczynki to moja największa radość.

Juliette przełknęła z trudem.

background image

–  Jak  szybko…  znów  spróbowaliście?  –  spytała  ostrożnie.  Temat

kolejnego dziecka pojawił się w jej głowie, odkąd znów odwiedziła pokój
Emilii.  Myśli  kiełkowały  gdzieś  z  tyłu  głowy,  ale  ostatnio  stały  się  coraz
wyraźniejsze.  Już  niedługo  zacznie  sobie  wyobrażać,  jak  trzyma
w ramionach piękne niemowlę.

Żywe dziecko.
Dziecko Joego.
–  Minęły  miesiące  –  odparła  Marisa.  –  Wybuchałam  płaczem  za

każdym razem, gdy patrzyłam na męża, ale zawsze chcieliśmy mieć dużą
rodzinę. Uznaliśmy, że to może nam pomóc. I udało się. To nie znaczy, że
nie  opłakuję  już  Alexandre’a.  Czasami  jest  naprawdę  ciężko,  ale  razem
z  Henrim  parę  lat  po  stracie  dziecka  założyliśmy  tę  fundację  i  to  nam
bardzo  pomogło.  Wsparcie  Joego  jest  dla  nas  bardzo  ważne.  Możemy
kontynuować badania i opłacać grupy wsparcia. Sam przechodził tak trudny
okres, ale postanowił nam pomóc.

Juliette  znów  poczuła  wyrzuty  sumienia.  Być  może  Joe  nie  odwiedził

grobu ich córki, ale zrobił tak dużo dobrego i dzięki niemu inni ludzie nie
będą  musieli  przechodzić  przez  to,  co  oni.  Nie  próbowała  go  zrozumieć,
tylko go odepchnęła, odeszła i zostawiła go samego z całym tym bólem.

–  Joe…  jest  bardzo  dobrym  i  hojnym  człowiekiem  –  powiedziała,

czując,  jak  przepełnia  ją  miłość  do  niego.  Czuła  to  od  chwili,  gdy  go
poznała,  a  uczucie  rosło  i  dojrzewało.  Pierwszy  pocałunek,  pierwsza
wspólna  noc,  która  złączyła  na  zawsze  ich  losy,  prowadząc  do  wspólnej
tragedii. Czy kiedykolwiek uda im się to przepracować?

Marisa ścisnęła delikatnie jej dłoń.
–  Poczuje  pani,  gdy  przyjdzie  właściwy  moment.  Pewnie  niepokój

nigdy nie minie, to zupełnie naturalne i nieuniknione, ale radość, gdy po raz

background image

pierwszy bierzemy w ramiona dziecko, wynagrodzi każde cierpienie. Tego
uczucia nie da się z niczym porównać.

Juliette odwzajemniła uścisk.
–  Dziękuję,  że  mi  to  pani  opowiedziała.  Tak  trudno  mi  było

z  kimkolwiek  o  tym  rozmawiać.  Niektórzy  uważają,  że  już  dawno
powinnam się otrząsnąć.

– Ale chyba nie Joe, prawda? – spytała Marisa, marszcząc brwi.
–  Nie,  on  nie.  –  Juliette  westchnęła.  –  Byłam  dla  niego  bardzo

niesprawiedliwa.  Pogrążyłam  się  we  własnym  bólu  i  nie  zdawałam  sobie
sprawy, że on czuje to samo, tylko wyraża to w innym sposób.

Marisa pokiwała głową ze zrozumieniem.
– Skąd ja to znam. Czasami wściekałam się na Henriego z byle powodu,

aż  zrozumiałam,  że  w  ten  sposób  przekierowywałam  wszystkie  emocje.
Z  gniewem  mogłam  sobie  jakoś  poradzić,  ale  z  tym  przejmującym,
obezwładniającym  bólem  już  nie.  W  końcu  jednak  wszystko  jakoś
poukładaliśmy i potem byliśmy dużo silniejsi i staliśmy się sobie bliżsi.

Juliette  nie  mogła  przestać  myśleć  o  słowach  Marisy,  a  tymczasem

zaczęła się bardziej oficjalna część bankietu. Wręczono nagrodę i Joe razem
z  Juliette  stanęli  na  podium.  Rozbłysły  flesze,  a  jeden  z  dziennikarzy
poprosił  o  wywiad.  Joe  powiedział  parę  słów  o  fundacji,  umiejętnie
omijając  tematy  prywatne.  Juliette  nadal  nie  miała  pojęcia,  czego  od  niej
oczekiwał – czy to miała być krótka przygoda przed rozstaniem, czy chciał,
żeby z nim została.

Silniejsi i bliżsi sobie…
Czy te słowa będą się kiedyś odnosić do nich? Czuła teraz wyraźnie, że

chce  żyć  dalej.  Być  silniejszą  od  gniewu,  który  w  końcu  rozproszył  się
niczym  mgła  po  wschodzie  słońca.  Zrozumiała,  że  aby  uleczyć  rany,
pragnie  spełnić  swoje  największe  marzenie  –  stworzyć  rodzinę.  Być

background image

w  szczęśliwym  związku,  wychowywać  razem  dzieci  w  domu  pełnym
miłości i wsparcia.

Czas  podobno  leczy  rany,  ale  czy  miłość  nie  jest  potężniejszym

lekarzem?

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Wracali  do  hotelu  w  ciszy.  Juliette  miała  tyle  pytań,  tak  wiele

wątpliwości i nadziei. Gdy znaleźli się w pokoju, odwróciła się i spojrzał na
niego.

– Joe? Żałuję, że nie wiedziałam o twoim zaangażowaniu w fundację.

To dla mnie wiele znaczy. Starałeś się pomóc osobom w podobnej sytuacji.
Przepraszam, że odcięłam się od ciebie i unikałam kontaktu.

Zdjął  marynarkę  i  powiesił  ją  na  krześle.  Usta  miał  zaciśnięte,

a w oczach widać było ból.

–  Z  jednej  strony  cieszyłem  się,  że  nie  odbierasz  moich  wiadomości.

Bałem  się,  że  to  cię  zdenerwuje.  Kiedy  rozmawialiśmy  o  dziecku…  –
zamilkł na moment. – Widzę, jak to na ciebie wpływa. Sprawia ci ból.

Podeszła do niego ze łzami w oczach i objęła go.
–  Unikanie  rozmowy  o  niej  boli  mnie  jeszcze  bardziej.  Utrata  Emilii

zawsze będzie dla mnie bolesna, to normalne i nieuniknione. Przeżyliśmy
wielką  tragedię,  ale  chciałabym  żyć  dalej  najlepiej,  jak  potrafię,  a  to
oznacza rozmawianie o tym, co czujemy.

Joe położył dłoń na jej twarzy i spojrzał na nią czule.
– Gdy nasze dziecko umarło, czułem się bezsilny. Wspieranie fundacji

było  jedyną  rzeczą,  która  dawała  mi  poczucie,  że  działam  i  mam  na  coś
wpływ. Uznałem, że w ten sposób mogę sprawić, że kogoś ominie podobna
tragedia. To mi pomogło poradzić sobie z bólem. Próbowałem przekuć go

background image

w coś pozytywnego. Nie chciałem być jak mój ojciec, który całe lata żył
pogrążony w żałobie.

Juliette gładziła go po twarzy.
–  To,  co  zrobiłeś,  było  wspaniałe.  Pokazuje,  że  jesteś  dobrym

i wrażliwym człowiekiem.

Pochylił się i przysunął usta do jej twarzy.
– Nie rób ze mnie bohatera, tesoro. Wiele rzeczy zrobiłem nie tak.
Juliette objęła go za szyję.
– Pocałuj mnie, Joe. Kochaj się ze mną.
Przyciągnął  ją  do  ciebie,  obejmując  ciasno  silnymi  ramionami,

i  pocałował  miękko  i  namiętnie.  Wziął  ją  na  ręce  i  zaniósł  do  sypialni,
jakby była lekka jak piórko. Postawił przed sobą i zaczął rozbierać. Juliette
nie pozostała dłużna i zaczęła ściągać z niego ubranie. Już po chwili oboje
byli nadzy na łóżku, w miłosnym uścisku.

Joe  pocałował  ją,  tym  razem  mocniej  i  zachłanniej.  W  dole  brzucha

czuła  pulsujące  napięcie,  które  rozlewało  się  między  jej  udami.  Błądził
ustami  po  jej  szyi,  dekolcie  i  obojczykach,  aż  do  delikatnych  wzgórków
piersi.  Jego  język  sprawiał,  że  wstrząsały  nią  cudowne  dreszcze,  sutki
stwardniały,  ciało  zrobiło  się  ciężkie  i  rozpalone,  jej  pragnienie  rosło
z każdą chwilą.

Wsunął dłoń pod jej pośladki.
–  Dio  mio,  tak  bardzo  cię  pragnę.  –  Jego  głos  był  niski  i  zdyszany.

Znów ją pocałował, a potem odsunął się, żeby wziąć prezerwatywę.

Juliette  miała  ochotę  powiedzieć  mu,  żeby  tego  nie  robił,  mogliby

zrezygnować  z  zabezpieczenia  i  spróbować  znów  spłodzić  dziecko,  ale
uznała,  że  zostawi  tę  rozmowę  na  kiedy  indziej.  Najpierw  chciała  się
upewnić, jakie są jego plany i uczucia. Nigdy nie powiedział, że ją kocha,
ale czuła, że mu na niej zależy. Bardziej, niż był skłonny przyznać. A czy

background image

ona nie zachowywała się w ten sam sposób? Nigdy nie wyznała mu uczuć.
Jeszcze nie.

Joe  założył  prezerwatywę  i  wrócił  do  niej.  W  jego  ciemnych  oczach

płonął ogień namiętności.

– Tak się cieszę, że przyleciałaś ze mną do Paryża.
Juliette pocałowała go delikatnie w usta.
– Ja też się cieszę – odparła, oplatając nogą jego biodro.
Uśmiechnął się seksownie i nachylił się nad nią.
– Na czym skończyliśmy?

W  nocy  znów  się  kochali.  Światło  księżyca  wpadało  przez  okno,

okrywając  jej  ciało  srebrną  poświatą.  Wyglądała  jak  anioł,  który  zstąpił
z  nieba  i  położył  się  przy  nim.  Czuł  się  jak  w  niebie,  mogąc  trzymać  ją
w  ramionach.  Kochać  się  z  nią,  czuć  jej  ciało  tak  blisko,  widzieć,  jak
reaguje na jego dotyk.

Jej dłoń wędrowała w dół, aż sięgnęła po jego członek.
– Nie śpisz? – szepnęła.
Jęknął, gdy jego ciałem wstrząsnął dreszcz rozkoszy.
– Już nie.
Spojrzała na niego, uśmiechając się zalotnie.
– Mam przestać?
Joe  miał  wrażenie,  że  umarłby,  gdyby  przestała.  Obrócił  ją  na  plecy

i pochylił się nad nią, wspierając się na przedramionach.

– Może teraz ja ci się zrewanżuję? – Dotknął jej piersi, pieszcząc sutek,

i  patrzył  na  jej  reakcję;  przyspieszony  oddech,  rozchylone  usta,  wzrok
utkwiony w jego ustach. Jego dłoń powędrowała niżej, do jej pępka.

– Och… – jęknęła, rozchylając nogi. – Tak…

background image

Joe przesunął się niżej i zaczął ją pieścić ustami. Seksu z nią nie dało się

porównać  z  niczym,  czego  do  tej  pory  doświadczył.  Jej  reakcje  na  każdy
dotyk  rozpalały  go  jeszcze  bardziej.  Rozkoszował  się  każdym  ruchem  jej
ciała,  dotykiem,  muśnięciem  ust,  jakby  wszystkie  nerwy  w  ciele  weszły
w ten niezwykły rejestr.

Juliette  opadła  na  poduszki,  policzki  miała  zarumienione,  a  oczy  jej

błyszczały.

– A teraz pora na rewanż.
– Czy to obietnica?
Uśmiechnęła się i usiadła, popychając go na plecy.
– A jak myślisz?
Usiadła na nim i przesunęła się niżej, aż jej usta znalazły się przy jego

członku.

Wstrzymał oddech.
– Nie jestem w stanie teraz myśleć.
–  Więc  nie  myśl.  Skup  się  na  doznaniach.  –  Gdy  wzięła  go  w  usta,

wszystko odpłynęło. Liczyła się tylko potężna, upajająca rozkosz. Pieściła
go  ustami,  drażniła  językiem,  aż  zatracił  się  całkowicie  w  nieziemskiej,
wirującej ekstazie.

Powrócił na ziemię z głębokim jękiem zadowolenia i przyciągnął ją do

siebie, aż położyła się na nim. Gładził ją po plecach, czując bicie jej serca
i włosy pieszczące jego skórę. Słuchał, jak jej oddech powoli się uspokaja,
a ona odpływa i zapada w sen.

Po  dłuższej  chwili  również  zamknął  oczy,  ale  minęło  jeszcze  sporo

czasu, zanim zasnął…

W poniedziałkowy poranek Joe obudził się trochę później niż zwykle.

Odwrócił  się,  żeby  przytulić  Juliette,  ale  miejsce  obok  niego  było  puste.

background image

W pierwszej chwili poczuł panikę, która ścisnęła jego pierś niewidzialnymi
kleszczami – nagłe, bolesne wspomnienie wszystkich poranków, gdy budził
się bez niej. Potem jednak usłyszał, że krzątała się w łazience, i odetchnął
z ulgą.

Weekend spędzili w Paryżu i dziś po południu wracali do Włoch. Nie

pamiętał, kiedy ostatnio przepełniała go tak żywa nadzieja – że ich związek
ma  szansę  przetrwać,  odbudować  się  i  odnowić.  Juliette  początkowo
zgodziła  się  zostać  na  parę  tygodni,  ale  co  dalej?  Chciał,  żeby  została
dłużej.  Miał  nadzieję,  że  ich  małżeństwo  odżyje  i  zaczną  wszystko  od
nowa, zbudują związek na porozumieniu, które udało im się osiągnąć, gdy
spędzili ze sobą więcej czasu i wyjaśnili wiele spraw.

Juliette wróciła z łazienki, wykąpana i już ubrana.
– Dzień dobry, śpiochu. – Uśmiechnęła się promiennie.
– Cóż, zmęczyłaś mnie w nocy. – Odwzajemnił uśmiech i wstał.
– Joe? – zaczęła, a w jej oczach czaiło się coś dziwnego.
Podszedł do niej i przesunął dłonią po jej ramieniu.
– O co chodzi, cara?
Milczała przez chwilę, po czym powiedziała:
–  Powiedziałam,  że  musimy  być  ze  sobą  szczerzy  w  kwestii  tego,  co

czujemy, pamiętasz? No więc… nie chcę się rozwodzić.

Joe przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił, czując obezwładniającą

ulgę.

–  Ja  też  nie  chcę.  Pragnę,  żebyś  ze  mną  została.  –  Jego  głos  był

ochrypły  od  dławiących  go  emocji,  a  serce  ścisnęło  się  z  radości.  –
Zaczniemy  wszystko  od  początku.  Pojedziemy  na  prawdziwy  miesiąc
miodowy. Możemy nawet odnowić przysięgę małżeńską.

Odsunęła się lekko i spojrzała mu prosto w oczy.

background image

– Ale dlaczego? Powiedz mi, czemu chcesz ciągnąć to małżeństwo?
– Przecież wiesz – powiedział, czując rosnący niepokój. – Dobrze nam

ze sobą. Rozumiemy się.

Spojrzała na jego usta.
–  Małżeństwo  to  nie  tylko  seks,  Joe.  –  Znów  spojrzała  mu  prosto

w oczy. – Kocham cię.

Joe  wiedział,  że  powinien  odpowiedzieć  tym  samym,  wypełnić

narastającą  między  nimi  ciszę  dwoma  wyświechtanymi  słowami,  ale
w  ustach  mu  zaschło,  a  oddech  zamarł  w  piersi.  Nigdy  nikomu  tego  nie
powiedział.  Nawet  ojcu  i  babci.  Okazywał  to  w  inny  sposób,  ale
wypowiedzenie  tego na głos obudziłoby  w nim coś, czego tak bardzo się
obawiał.

– Wiesz, że mi na tobie zależy, cara – zdołał w końcu wydusić.
Jej twarz się zmieniła, w oczach pojawił się ból.
– Nie chcę, żeby ci na mnie zależało. Chcę, żebyś mnie kochał. I chcę

też,  żebyśmy  znów  postarali  się  o  dziecko.  Jestem  już  gotowa.  Proszę
powiedz, że ty też.

Nie  był  w  stanie  odetchnąć.  Nagle  zrobiło  mu  się  słabo,  poczuł  się

zdezorientowany. Ogarnęła  go panika.  Kolejne  dziecko…  kolejna ciąża…
dziewięć miesięcy strachu, przerażenia i bólu.

Joe  puścił  jej  dłoń,  próbował  odetchnąć,  odzyskać  równowagę

i poczucie bezpieczeństwa.

– Nie tak prędko… Nie jestem nawet w stanie o tym myśleć. Nie teraz.
Zmarszczyła  brwi, otworzyła  i zamknęła  usta, jakby nie wiedziała,  co

powiedzieć. Potem odetchnęła.

– Joe – jej głos był spokojny i opanowany – wiem, że boisz się, że coś

się  może  stać  mnie  albo  dziecku.  Pewnie  większość  mężów  ma  podobne
obawy, gdy się ich o to zapyta, zwłaszcza jeśli przeszli przez to, co my. Ale

background image

postaramy się o najlepszą opiekę medyczną i będziemy mieć nadzieję, że
tym razem się uda.

Joe  przesunął  dłonią  po  włosach,  miał  wrażenie,  że  mózg  zaraz  mu

eksploduje od natłoku myśli.

– Nie jestem gotowy, żeby o tym rozmawiać.
–  Ale  jeśli  będziemy  razem,  musimy  rozmawiać  również  o  trudnych

sprawach.  Właśnie  ten  błąd  popełniliśmy  w  przeszłości.  Zamiataliśmy
sprawy pod dywan, zamiast stawić im czoło.

– Nie chcę o tym rozmawiać. Nie ma mowy.
Otworzyła szerzej oczy i pobladła.
– Nigdy?
Potarł  twarz  dłonią,  pierś  miał  tak  ściśniętą,  że  z  trudem  oddychał.

Głowa  mu  pulsowała,  a  żołądek  skręcał  się  z  niepokoju.  Chciał,  żeby  do
siebie  wrócili,  niczego  tak  nie  pragnął,  ale  kolejna  ciąża,  która  mogła  się
skończyć tak samo, to było dla niego za dużo.

– Posłuchaj… Chciałbym, żebyśmy do siebie wrócili, naprawdę, ale nie

ma  mowy  o  kolejnym  dziecku.  To  nie  podlega  dyskusji.  Po  prostu  nie
jestem w stanie. Przepraszam.

–  Ale  myślałam,  że  ci  na  mnie  zależy?  Myślałam,  że  może  nawet…

mnie kochasz, choć nie chcesz tego powiedzieć.

Joe nie sądził, że kiedykolwiek doświadczy miłości. Tłumił w zarodku

każde uczucie, z którym nie umiał sobie poradzić. Odetchnął głęboko.

– Mówiłem, że mi na tobie zależy.
– Ale mnie nie kochasz – powiedziała głucho. W jej głosie słychać było

smutek i rezygnację.

Joe przełknął nerwowo.

background image

–  Nikt  wcześniej  nie  wzbudził  we  mnie  takich  uczuć,  ale  nie  mogę

zagwarantować, że to jest miłość.

Spojrzała mu uważnie w oczy. Miała wrażenie, jakby historia zatoczyła

koło.

– W dzieciństwie zastanawiałam się, czy jestem kochana tak samo, jak

moi bracia, i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że nie spełniam oczekiwań
rodziców.  Czułam  się  obco  we  własnej  rodzinie.  Nie  chcę,  żeby  tak
wyglądało moje małżeństwo. Pragnę szczerości i partnerstwa.

Co jeszcze mógł dodać? Był z nią szczery.
–  Przykro  mi,  że  tak  się  czułaś,  dorastając.  Wiem,  jak  to  jest  żyć

w  poczuciu  samotności  i  wyobcowania,  ale  nasze  małżeństwo  może  być
udane  bez  tego  wyidealizowanego,  przeromantyzowanego  wyobrażenia,
o którym mówisz.

–  Pewnie  mogłabym  pogodzić  się  z  tym,  że  mnie  nie  kochasz  –

powiedziała Juliette. – Wiedziałam to, gdy za ciebie wychodziłam. Ale chcę
mieć  kiedyś  dziecko.  To  nie  musi  być  teraz,  ale  jak  możemy  być  razem,
skoro nawet nie chcesz o tym rozmawiać?

–  Oczywiście,  że  możemy  być  razem  –  powiedział  Joe,  z  trudem

zachowując  spokój.  –  Miniony  tydzień  był  tego  najlepszym  dowodem.
Wiele się zmieniło, dużo lepiej się znamy i…

–  Wiem,  ale  to  za  mało.  –  Przerwała  mu  i  wyprostowała  się,  jakby

wstąpiła w nią nowa siła. – Chcę mieć rodzinę, Joe. Pragnę być matką. Nie
mogę mieć pewności, że to się uda, zwłaszcza po tym, co się stało, ale i tak
chcę spróbować.

Czuł rosnącą panikę, niczym zwierzę złapane w sidła, z których chce się

jak najszybciej wydostać.

–  Wiem,  że  posiadanie  dzieci  dla  wielu  ludzi  jest  bardzo  ważne,  ale

próbowaliśmy  i  prawie  nas  to  zniszczyło.  Nie  lepiej  dać  sobie  spokój?

background image

Możemy mieć wspaniałe życie, podróżować, spełniać marzenia.

Spuściła oczy, jej twarz posmutniała.
– Nigdy jej nie chciałeś, prawda? Tak naprawdę nigdy nie chciałeś mieć

dziecka.  Dlatego  nie  chcesz  spróbować  jeszcze  raz.  Masz  zupełnie  inny
plan na życie.

– To nieprawda. Pragnąłem tego dziecka tak samo jak ty…
– Więc odpowiedz szczerze. Czy kiedykolwiek będziesz jeszcze chciał

mieć dzieci?

Zapadła cisza.
– Nie wiem. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. – W końcu udało

mu się wydusić z siebie te słowa.

Jej  szarobłękitne  oczy  zamieniły  się  w  dwa  zimne  jeziora,  których

powierzchnia pokryła się lodem.

–  Chyba  już  wszystko  rozumiem.  Przepraszam,  że  tyle  mi  to  zajęło  –

powiedziała lodowatym tonem. – Chodzi o to, że nie chcesz mieć dziecka
ze mną. To ja jestem problemem.

– To nieprawda – powiedział Joe, próbując znaleźć jakieś wyjście z tej

nieszczęsnej  rozmowy.  Miał  wrażenie,  że  stąpa  po  ruchomych  piaskach,
z  każdym  krokiem  zapada  się  coraz  głębiej  i  tonie.  Czy  to  możliwe,  że
znów ją straci?

Ale… kolejne dziecko?
Nie. Nie. Nie da rady znów przez to przejść.
– Jeśli nie chcesz być ojcem mojego dziecka, to pora się pożegnać.
Nie! W środku skręcał się, błagał ją, żeby została, ale wołanie pozostało

nieme.  Joe  zacisnął  usta,  nie  chcąc  pokazać,  co  naprawdę  czuje.
Wydostanie się z tego bagna i odzyska kontrolę. Robił to już w przeszłości
i teraz też mu się uda. Nie miał innego wyjścia.

background image

– Szantaż nie jest w twoim stylu, Juliette. Powinnaś się już zorientować,

że na mnie to nie działa.

Uniosła głowę i popatrzyła mu prosto w oczy.
– Więc znaleźliśmy się w martwym punkcie.
– Nie bądź śmieszna – zaczął.
– Nie jestem śmieszna – przerwała mu. – Myślę racjonalnie.  Jaki jest

sens trwać w tym małżeństwie, jeśli jedno z nas nie dostanie tego, czego
pragnie? Z czasem cię znienawidzę za to, że przez ciebie nie mam rodziny,
której tak pragnę.

Joe podszedł do Juliette, ale jej nie dotknął. Gdyby to zrobił, zgodziłby

się na wszystko. Nie mógł ryzykować. Potrzebował czasu, żeby przemyśleć
wszystko, co mu powiedziała.

–  Związki  zawsze  opierają  się  na  kompromisie  –  odparł,  zszokowany

spokojem swojego głosu, gdy w środku rozpadał się na kawałki.

Juliette spojrzała na niego ze spokojem.
– Wiem coś na ten temat. Po ślubie to ja zmieniłam całe swoje życie

i  dostosowałam  się  do  ciebie.  Ale  na  taki  kompromis  nie  jestem  gotowa.
Gdybyś mnie kochał, zrozumiałbyś, jakie to dla mnie ważne.

– Więc może cię nie kocham.
Jakiś głos w jego głowie krzyczał, że właśnie popełnił olbrzymi błąd,

podczas gdy drugi głos zapewniał go, że w końcu jest bezpieczny.

Juliette wzdrygnęła się, jakby wymierzył jej policzek, i Joe poczuł do

siebie  nienawiść.  Ale  czy  tak  nie  będzie  lepiej?  W  głębi  duszy  zawsze
wiedział,  że  na  nią  nie  zasługuje.  Nie  był  dla  niej  wystarczająco  dobry.
Zniszczy jej życie.

–  Chyba  już  wszystko  sobie  powiedzieliśmy.  –  Jej  głos  był  prawie

spokojny i obojętny, ale widział, jak bardzo ją zawiódł. – Nie wrócę z tobą
do Włoch. Polecę prosto do Londynu.

background image

Te słowa były jak cios prosto w serce, ale nic nie mógł zrobić.
Juliette odwróciła się i zaczęła się pakować.
Powstrzymaj  ją.  Powiedz  jej  prawdę.  Powiedz  jej,  co  tak  naprawdę

czujesz. Nie pozwól jej odejść.

Joe jednak nie słuchał. Wyszedł do łazienki, a gdy po kilku minutach

wrócił do pokoju, jej już nie było.

Juliette nie wiedziała nawet, jak dotarła na lotnisko i kiedy znalazła się

w samolocie do Londynu.

Joe nie chce kolejnego dziecka.
Joe jej nie kocha.
Nigdy jej nie kochał.
Jak mogła uwierzyć, że było inaczej? Przez chwilę żyła w wymyślonej

przez  siebie  rzeczywistości,  gdzie  mogła  ukryć  się  przed  bólem  –  gdzie
narodziny  kolejnego  dziecka  umocnią  ich  związek.  Jak  mogła  być  tak
naiwna?

Co  było  z  nią  nie  tak,  że  zawsze  pragnęła  miłości,  której  nie  mogła

mieć?

Nigdy nie była pewna, czy rodzice ją kochali, nie miała poczucia, że ich

miłość  jest  bezwarunkowa.  Sądziła,  że  musi  na  nią  zasłużyć.  Myślała,  że
Harvey ją kochał – uwierzyła mu, ale kłamał.

Skuliła się na siedzeniu i patrzyła niewidzącym wzrokiem przez okno

samolotu. Serce jej pękało i cały świat rozpadał się na kawałki.

To naprawdę był koniec.
Jej małżeństwo przestało istnieć i nic już nie można było na to poradzić.
Przez  chwilę  miała  nadzieję,  że  mogło  być  inaczej,  ale  ta  nadzieja

została jej brutalnie odebrana. Gdy ją całował, dotykał i pieścił, czuła, że ją
kocha. Jak mogła być taka głupia?

background image

Teraz musiała zacząć wszystko od nowa. Miała przed sobą całe życie.
Poczuła bolesny skurcz w sercu.
Życie bez Joego…

Po odejściu Juliette Joe rzucił się w wir pracy. Zawalenie się konstrukcji

mostu w Hiszpanii okazało się w tej sytuacji pomocne, bo mógł się skupić
na rozwiązywaniu problemów innych ludzi, dzięki czemu nie myślał o tym,
czego  nie  potrafił  naprawić.  Choć  praca  dawała  mu  dużo  satysfakcji,  nie
potrafił już wypełnić pustki po Juliette.

Był  niczym  naruszona  konstrukcja  budynku,  a  praca  była  jedynie

tymczasowym  rozwiązaniem,  które  nie  zapewni  długoterminowej
stabilności.

Stoicyzm,  poleganie  jedynie  na  sobie,  poczucie  kontroli  i  panowanie

nad emocjami – narzędzia, które nigdy go dotąd nie zawiodły, teraz okazały
się  bezskuteczne.  Były  niczym  korniki,  które  powoli  i  cicho  niszczą
konstrukcję.

Od czego zacząć naprawę tak poważnych zniszczeń?
Znał odpowiedź na to pytanie: musiał zacząć od początku.

Grób matki Joego był zarośnięty i opuszczony. Widząc to, poczuł wstyd

i  wyrzuty  sumienia.  Ukląkł  i  zaczął  wyrywać  gęste  chwasty.  Wstawił  do
kamiennego  wazonu  świeże  kwiaty  i  spojrzał  na  napis  na  marmurowym
nagrobku.

„Giovanna Giulia Allegranza
Kochająca żona i matka
Na zawsze w naszej pamięci”.
Nigdy nie poznał matki i nic o niej nie wiedział, ale jakimś cudem czuł,

że  bardzo  go  kochała.  Był  wzruszony,  że  ojciec  tak  nalegał,  aby  na

background image

nagrobku znalazło się słowo „matka”, choć Giovanna nigdy nie miała syna
w  ramionach.  Dlaczego  wcześniej  nie  zwrócił  na  to  uwagi?  Gdy  ojciec
zabierał go na cmentarz, Joe stał ponuro, wpatrując się w ziemię, podczas
gdy ojciec sprzątał grób, a łzy płynęły mu po policzkach. Odrzucało go to,
że ojciec jest tak słaby, nie potrafi panować nad emocjami i kocha żonę zbyt
mocno.

Dlaczego  wyrobił  sobie  tak  toksyczne  pojęcie  o  męskości?  Dlaczego

przez  tyle  lat  odmawiał  sobie  prawa  do  odczuwania  tego,  co  jest  tak  do
głębi ludzkie? Zdolność czucia i wyrażania szczerych emocji, umiejętność
poddania się temu, co nieuniknione.

Dopuszczenie do siebie głębokiej i prawdziwej miłości do Juliette.
Wiedział  już,  że  praca  nigdy  nie  wypełni  pustki,  którą  po  sobie

zostawiła.  Jego  miłość  była  trwała  i  niewzruszona  jak  fundamenty,  na
których mogą budować wspólną przyszłość.

Joe  wstał  i  rozejrzał  się  dookoła.  Na  nagrobkach  wyrytych  było  tyle

historii.  Niektórzy  mieli  szczęście  i  dożywali  dziewięćdziesiątki,  inni,  jak
Emilia,  nie  przetrwali  dziewięciomiesięcznej  ciąży.  Niektórzy  umierali
w  dzieciństwie  lub  w  średnim  wieku.  Żałoba  nie  znała  liczb,  była  ludzką
reakcją na utratę kochanej osoby. Nieważne, ile mieli lat – po ich odejściu
pozostaje tęsknota.

Tak jak on tęsknił za córeczką…
Ból  ścisnął  go  za  serce;  zamrugał,  walcząc  ze  łzami.  Czy  będzie

w  stanie  to  zrobić?  Odwiedzić  ten  maleńki  grób  i  stanąć  twarzą  w  twarz
z rozpaczą, która zabijała go od środka?

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Juliette  szkicowała  w  swoim  mieszkaniu  w  Londynie,  choć  jej  myśli

wciąż krążyły wokół Joego. Nie odzywał się od jej wyjazdu z Paryża. Nie
oczekiwała  tego.  Wszystko  zostało  już  powiedziane,  ale  gdy  usłyszała
dzwonek do drzwi, zamarła. Czyżby…?

Otworzyła i zgarbiła się lekko.
– Och… cześć, mamo… – Ton jej głosu nie był zbyt zachęcający, choć

bardzo tęskniła za czyimś towarzystwem. Czymkolwiek, co choć na chwilę
zajęłoby jej myśli.

– Przyszłam nie w porę? – spytała Claudia.
Juliette zmusiła się do uśmiechu.
–  Skądże.  Właśnie  rysowałam…  –  Zaprowadziła  matkę  do  kuchni,

gdzie zostawiła wszystkie przybory.

Claudia spojrzała na szkice.
– A więc wróciłaś do pracy?
– Tak jakby. – Juliette pozbierała kartki na kupkę. – Myślę o tym, żeby

stworzyć książeczkę na temat śmierci. Pomyślałam, że to mogłoby pomóc
dzieciom,  które  tracą  rodzica  lub  kogoś  bliskiego.  Choćby  ukochane
zwierzę.

– To wspaniały pomysł – powiedziała Claudia, siadając na krześle. Po

chwili spytała: – Podpisaliście już dokumenty rozwodowe?

Juliette  nie  powiedziała  matce  o  wyjeździe  do  Włoch  ani  weekendzie

w Paryżu i nagle zdała sobie sprawę, jak niezręcznie będzie opowiedzieć jej

background image

o tym.

Usiadła naprzeciwko Claudii.
– Posłuchaj, mamo… przez chwilę zastanawiałam się, czy do niego nie

wrócić. Spotkaliśmy się na ślubie Lucy i Damona, a potem pojechałam do
Positano, żeby się z nim zobaczyć. Zostałam na tydzień i naprawdę miałam
nadzieję, że uda nam się to odbudować. Dowiedziałam się, że jego matka
zmarła  przy  porodzie,  czy  to  nie  okropne?  Zdałam  sobie  sprawę,  że  go
kocham.  Wiem,  że  może  ci  się  to  wydać  trochę  głupie,  ale  chyba
zakochałam  się  w  nim  od  pierwszego  wejrzenia.  Poza  tym  chcę  mieć
kolejne dziecko, ale on nawet nie chce o tym słyszeć. Nie mogę pójść na
taki  kompromis.  Wiem,  że  nie  ma  pewności,  że  kiedykolwiek  urodzę
zdrowe dziecko, ale chcę spróbować.

Claudia wzięła ją za rękę.
– Kochanie, to wcale nie brzmi głupio – westchnęła. – Może wydaję ci

się opanowana i zawsze racjonalna, ale pozory mylą. W środku nie zawsze
taka jestem. Zakochałam się w twoim ojcu w podobny sposób. To było tak
nagłe,  uderzyło  we  mnie  jak  grom  z  jasnego  nieba.  Poza  tym  zawsze
miałam  wrażenie,  że  muszę  udowodnić  coś  jego  rodzicom,  a  twoim
dziadkom, żeby zrozumieli, dlaczego twój ojciec mnie wybrał.

– Naprawdę? Myślałam, że babcia i dziadek cię uwielbiają.
– To prawda – uśmiechnęła się Claudia – w końcu mnie pokochali, ale

głównie  dlatego,  że  robiłam  wszystko,  by  się  im  przypodobać.  Studia
magisterskie, a potem doktorat. W ten sposób udowadniałam im, że jestem
inteligentna i warta ich syna. – Posmutniała. – Gdy zaszłam z tobą w ciążę,
właśnie rozpoczęłam studia doktoranckie. Nie mogłam z nich zrezygnować,
ale serce mi pękało, że nie mogę poświęcać ci wystarczająco dużo czasu.
Nienawidziłam  się  za  to,  ale  z  drugiej  strony  nie  potrafiłabym  zostawić

background image

studiów.  Poza  tym  byłam  już  starsza  i  cóż,  nie  miałam  tyle  energii  co
kiedyś.

–  Och,  mamo…  –  Juliette  wstała  i  podeszła,  żeby  ją  objąć.  –  Chyba

większość matek czuje podobnie.

– Chciałabym, żebyś była szczęśliwa, kochanie. Ostatnie miesiące były

dla  ciebie  takie  trudne,  ale  z  tego,  co  mówisz,  Joemu  również  nie  było
łatwo. Pewnie przez całą ciążę odchodził od zmysłów. Nic dziwnego, że nie
chce  znów  przez  to  przechodzić.  Nie  chciałby  ryzykować,  że  może  cię
stracić.

Juliette odsunęła się od matki.
– On mnie nie kocha, mamo. Powiedział mi, że mu na mnie zależy, ale

to za mało. Chcę, żeby mnie kochał.

Claudia zmarszczyła brwi.
–  Jesteś  pewna,  że  cię  nie  kocha?  Nauka  nauczyła  mnie  jednego:

zawsze  dokładnie  badaj  dowody.  Przyglądaj  się  każdej  informacji,
sprawdzaj dwa razy i zawsze patrz trzeźwym okiem. Mężczyźni nie zawsze
potrafią okazywać emocje, czasem nawet nie zdają sobie sprawy, co czują.
Latami są uczeni, żeby tłumić uczucia, więc trudno im się otworzyć wtedy,
kiedy powinni.

Czy  Claudia  może  mieć  rację?  Ale  dlaczego  Joe  pozwolił  jej  odejść?

Dlaczego nie zadzwonił ani nie napisał?

– Sama nie wiem… – Westchnęła. – Czasem miałam wrażenie, że mnie

kocha. Jest taki dobry i szczodry. Ale od powrotu z Paryża nie odezwał się
do mnie. Gdyby mu na mnie zależało, to chyba szukałby kontaktu?

–  Zawsze  oczekujemy,  że  inni  zareagują  tak,  jak  sami  byśmy

zareagowali,  ale  każdy  z  nas  radzi  sobie  z  problemami  na  swój  sposób  –
powiedziała  Claudia.  –  Joe  wygląda  mi  na  człowieka,  który  potrzebuje

background image

czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć, a dopiero potem działa. Po prostu
trwa to dłużej, niż byś chciała.

– A jeśli się mylisz?
Claudia uśmiechnęła się ciepło.
– Spójrz na dowody, kochanie.

Po wyjściu Claudii Juliette poszła do kwiaciarni, a potem pojechała na

grób  Emilii,  który  znajdował  się  w  małej  wiosce  pod  Londynem.  Pogoda
była przepiękna, świeciło słońce, a różane krzewy mieniły się pełnią barw,
wypełniając powietrze słodkim zapachem.

Juliette ruszyła do grobu córeczki i już z daleka coś przykuło jej wzrok.

Przy marmurowym nagrobku siedział pluszowy miś w różowej spódniczce
baletnicy. Uklękła i wzięła przyczepioną do niego karteczką.

„Dla mojej kochanej Emilii.
Zawsze będę cię kochał, mio piccolo.
Odpoczywaj w pokoju,
Papa”.
Od  razu  poznała  jego  charakter  pisma.  Był  tutaj,  i  to  niedawno.

Odwiedził grób Emilii po raz pierwszy od jej śmierci.

A to znaczy, że był w Anglii.
Juliette odwróciła się i rozejrzała po cmentarzu, ale oprócz starszej pary

stojącej  przy  grobie  nieopodal  wokół  było  pusto.  Zgarbiła  się  lekko
i wstawiła kwiaty do wazonu. To, że tu przyjechał, nie oznacza, że zamierza
się z nią zobaczyć.

Co jeszcze mógłby jej powiedzieć?
„Więc może cię nie kocham”.
Te słowa ją prześladowały, niszcząc resztki nadziei.

background image

Juliette wracała do Londynu z ciężkim sercem. Skręciła w swoją uliczkę

i zobaczyła, że ktoś czeka pod jej drzwiami. Serce jej podskoczyło, a krew
zaczęła  szybciej  krążyć  w  żyłach.  Próbowała  zachować  spokój,  choć
w środku wszystko w niej szalało.

Podeszła do niego, zachowując spokój na twarzy, choć serce waliło jej

bardzo mocno.

–  Witaj  –  zabrzmiało  to  chłodno  i  oficjalnie,  jakby  zwracała  się  do

domokrążcy.

– Możemy porozmawiać w środku? – Joe miał lekko zachrypnięty głos.
– Tak – odparła i otworzyła drzwi. Zapach jego perfum podziałał na jej

zmysły  jak  narkotyk.  Chciała  go  dotknąć,  znaleźć  się  w  jego  ramionach,
kochać się z nim.

Drzwi się za nimi zamknęły i zapadła cisza.
– Widziałam misia, którego zostawiłeś – powiedziała w końcu Juliette.
–  Tak,  byłem  rano  na  cmentarzu.  Czy  kiedykolwiek  mi  wybaczysz?

Nienawidzę się za to, że byłem taki ślepy i nie rozumiałem, co do ciebie
czuję.

Juliette odetchnęła głębiej, starając się nie robić sobie złudnych nadziei.
– A co do mnie czujesz?
Uśmiechnął się i wziął ją za rękę.
– Kocham cię. Myślę, że pokochałem cię już tamtej pierwszej nocy, ale

odpychałem od siebie to uczucie i sam przed sobą nie chciałem się do tego
przyznać.  Zachowałem  się  potwornie,  nie  potrafię  sobie  tego  wybaczyć.
Byłem przerażony tym, że chcesz mieć kolejne dziecko. Spanikowałem.

Czy powinna mu zaufać? Zaryzykować, że znów złamie jej serce?
– Skąd mogę wiedzieć, że teraz jesteś szczery? Może po prostu chcesz,

żebym do ciebie wróciła?

background image

Ścisnął mocniej jej dłoń.
–  Nie  dziwię  się,  że  masz  wątpliwości.  Byłem  przerażony  myślą

o  dziecku,  ale  nie  powinienem  się  tak  zachować.  To  było  okrutne.  Ale
kocham cię całym sercem. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez ciebie.

– Nie mówisz tego tylko po to, żeby mnie odzyskać?
– Mówię to, bo to prawda. Tylko przy tobie mogę być naprawdę sobą –

stać  się  człowiekiem,  którym  powinienem  być.  Dzięki  tobie  jestem  tym,
kim zawsze chciałem być. Nie sądziłem, że jestem zdolny do tak głębokich
uczuć.

– Och, Joe… – Zamrugała, walcząc ze łzami. – Tak się boję, że znów

zostanę zraniona. Utrata ciebie i dziecka była najgorszą rzeczą, jaka mnie
kiedykolwiek spotkała.

Podniósł jej dłoń do ust i patrzył w oczy.
–  Nie  stracisz  mnie,  cara.  Zawsze  będę  przy  tobie.  Nie  mogę

zagwarantować,  że  nie  stracimy  kolejnego  dziecka.  Nikt  nam  tego  nie
zagwarantuje, ale możesz być pewna, że nigdy cię nie opuszczę.

Poczuła, jak w jej piersi rozkwita nadzieja.
– A więc myślisz o tym, żeby mieć kolejne dziecko?
Przyciągnął ją do siebie, a jego oczy pełne były ciepła i miłości.
– Pewnie będę wrakiem nerwowym przez całą ciążę, ale będzie warto,

jeśli los da nam dziecko. Prześladuje mnie myśl, że mogę cię utracić, tak
jak mój ojciec stracił żonę, ale kiedy odwiedziłem grób matki…

– Byłeś na jej grobie?
Joe uśmiechnął się ze smutkiem.
– Tak, choć zrobiłem to zdecydowanie zbyt późno. Teraz widziałem to

zupełnie  inaczej,  niż  gdy  byłem  dzieckiem.  Patrzyłem  na  groby
i zrozumiałem, że nikt nam nie zagwarantuje, że w pewnym momencie nie

background image

doświadczymy bólu i straty. To część życia, której nikt nie uniknie. Bycie
w  pełni  człowiekiem  oznacza  zdolność  do  dawania,  przyjmowania
i okazywania miłości.

Pogłaskał ją po twarzy, patrząc jej głęboko w oczy.
–  Bardzo  cię  kocham.  Nie  potrafię  znieść  myśli,  że  mógłbym  spędzić

choćby  chwilę  bez  ciebie.  Za  dużo  czasu  zmarnowałem.  Wróć  do  mnie,
tesoro mio. Proszę.

Juliette  zamrugała,  starając  się  opanować  łzy,  i  zarzuciła  mu  ręce  na

szyję.

–  Kocham  cię  i  nie  chcę  żyć  bez  ciebie.  Możemy  się  wstrzymać

z kolejnym dzieckiem. To może poczekać.

– Po odnowieniu przysięgi małżeńskiej zaczniemy się znów starać.
– Naprawdę chcesz to zrobić?
–  Oczywiście  –  odparł  z  uśmiechem.  –  Możemy  poprosić  kuzynkę

Damona, żeby wszystko zorganizowała. To będzie wyjątkowe wydarzenie.
Dam jej wolną rękę.

Juliette się roześmiała.
–  Nie  musisz  tego  robić.  Wystarczy  prosta  ceremonia,  chcę  tylko

usłyszeć z twoich ust te słowa.

–  Będę  cię  kochał,  szanował  i  chronił  aż  do  śmierci.  –  Pocałował  ją,

wkładając w to całą miłość i nadzieję na nowy początek. – Uczyniłaś mnie
szczęśliwszym  niż  kiedykolwiek.  Zawsze  będę  opłakiwał  naszą  córeczkę,
ale  to  nie  oznacza,  że  nie  możemy  stworzyć  cudownej  przyszłości.
Będziemy się wspierać w trudnych chwilach i celebrować te dobre.

Juliette przytuliła go mocno, przepełniona miłością i szczęściem.
– Nie mogę uwierzyć, że naprawdę mnie kochasz. Że już zawsze będę

się budzić przy tobie i nigdy nie będę sama.

background image

Joe pochylił się i pocałował ją w czubek nosa.
–  Nie  sądziłem,  że  potrafię  kogoś  tak  kochać,  ale  jeśli  potrzebujesz

dowodów… – Uśmiechnął się seksownie, przysuwając się do niej.

Juliette uśmiechnęła się i stanęła na palcach, żeby dosięgnąć jego ust.
– Jestem wielką fanką dowodów.

background image

EPILOG

Piąty kwietnia, następnego roku

Joe wziął na ręce nowo narodzonego syna i spojrzał na swoją piękną,

choć teraz bardzo zmęczoną żonę. Po ciąży, która przebiegła bez większych
komplikacji,  Juliette  zaczęła  rodzić  dzień  przed  urodzinami  Joego,
a  dziesięć  minut  po  północy  na  świat  przyszedł  Alessandro  Guiseppe
Allegranza.

– Czyż on nie jest piękny? – spytała Juliette rozmarzonym głosem.
Joe kołysał niemowlę w ramionach i miał wrażenie, że jego serce zaraz

pęknie z nadmiaru miłości.

– Jest cudowny, tak jak jego mama.
Dotknął delikatnie maleńkiego noska i czarnych włosków. Nowe życie

zmyło część bólu, które przyniosły jego własne narodziny. Pomoże im żyć
dalej i pogodzić się ze stratą Emilii. To dziecko nie zastąpiło im córeczki,
ale stało się nową szansą na doświadczenie radości i wyzwań rodzicielstwa.

Joe uśmiechnął się szeroko.
–  Nie  mógłbym  sobie  wymarzyć  lepszego  prezentu  urodzinowego.  –

Spojrzał  na  dziecięcą  twarzyczkę.  –  A  ty,  mój  mały,  nie  mógłbyś  sobie
wymarzyć lepszej mamy.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
ROZDZIAŁ JEDENASTY
ROZDZIAŁ DWUNASTY
EPILOG


Document Outline