background image

ROZDZIAŁ 4 

 

 

3 miesiące później wyjechałam do Anglii. 

 

Późnym popołudniem mama i pani Crasnoff zeszły na dół by odprowadzić 

naszą czwórkę. Oczy mamy były czerwone, więc wiedziałam, że płakała, ale starała 
się wyglądać wesoło, gdy pomagała Jennie i mi załadować nasz bagaż. 

 

„Pamiętaj, żeby robić dużo zdjęć.” powiedziała do mnie. „I jeśli wrócisz 

używając słów ‘kolejka’ i ‘ciężarówka’ to będę bardzo zaniepokojona.” 

 

Stanęliśmy na pokładzie, morska bryza targała nam włosy. Jenna już domagała 

się ławki w cieniu, a Cal mówił coś cicho do pani Crasnoff. Widziałam jej wzrok 
patrzący na mnie ponad jego ramieniem i wyobraziłam sobie jak się czuła 
zostawiając mnie na lato. Była prawdopodobnie wypompowana, albo po prostu już 
tak miała. Dobrze wiedzieć, że nie wniosłabym do Hekate Hall nic oprócz kłopotów. 

 

Zastanawiałam się też czy powinnam powiedzieć jej o duchu Elodie. Tak 

właściwie to wiedziałam, że powinnam. Może gdybym powiedziała jej o Alice wtedy, 
kiedy pojawiła się po raz pierwszy, Elodie nie byłaby duchem. Ta myśl nie dawała mi 
spokoju od miesięcy, a teraz stałam tu popełniając znowu ten sam błąd. 

 

Zanim mogłam się dłużej nad tym zastanowić, mama owinęła swoją rękę 

wokół mnie. Byłyśmy mniej-więcej tego samego wzrostu i mogłam poczuć jej łzy na 
mojej skroni, gdy mówiła: 

 

„Przegapię twoje urodziny w następnym miesiącu. Jeszcze nigdy ich nie 

przegapiłam.” 

 

Moje gardło było tak ściśnięte, że nie mogłam mówić, więc tylko 

przyciągnęłam ją bliżej. 

 

„Sophie,” powiedział tata chwytając mnie za łokieć. „Czas na nas.” 

 

Skinęłam i przytuliłam mamę ostatni raz. 

 

„Będę dzwonić, obiecuję.” Powiedziałam, kiedy się puściłyśmy. „I wrócę zanim 

się zorientujesz.” 

 

Mama wytarła policzki wierzchem dłoni i podarowała mi jeden ze swoich 

olśniewających uśmiechów. Tata gwałtownie odetchnął obok mnie, ale odszedł, gdy 
na niego spojrzałam. 

 

„Żegnaj, James.” zawołała za nim mama. 

background image

 

Cal, Jenna i ja staliśmy na balustradzie, gdy prom ruszył. Pani Crasnoff stała na 

brzegu patrząc jak odpływamy, a mama już szła z powrotem do lasu, który otaczał 
plażę. Byłam szczęśliwa. To cud, że jeszcze nie zaczęłam płakać. 

 

Prom był już na brązowej wodzie. Nad drzewami mogliśmy zobaczyć szczyt 

Hekate Hall. 

 

„Nie opuszczałem tego miejsca od kiedy skończyłem 13 lat.” powiedział 

łagodnie Cal. „Sześć lat.” 

 

Nigdy nie pytałam Cala, co zrobił, że wylądował w Hekate Hall. Po prostu nie 

wyglądał na kogoś, kto ma niebezpieczne moce, które zazwyczaj mają 
czarnoksiężnicy, by wysłać go do szkoły. Zdecydował, że zostanie po skończeniu 18, 
tak czy inaczej nie jestem pewna czy to był jego wybór. Ale im dalej byliśmy szkoły 
tym bardziej niespokojnie wyglądał. 

 

Nawet Jenna, która zazwyczaj grała obojętną o wszystkie cuchnące sprawy 

Hekate, wyglądała tęsknie. 

 

Wpatrywałam się w dach, widziałam błękit nieba i naszło mnie złe przeczucie, 

gdy słońce znikło za chmurą. 

 

Troje z nas już nigdy tu nie wróci. 

 

Ta myśl spowodowała u mnie drżenie. Próbowałam to strząsnąć. To było 

absurdalne. Jechaliśmy na 3 miesiące do Anglii i mieliśmy wrócić w sierpniu. 
Ostrzegawcze przeczucia nie były 1 z moich mocy, więc miałam tylko paranoję. 

 

Te uczucie towarzyszyło mi jednak jeszcze długo po tym jak wyspa 

Graymalkin wyblakła w dali. 

 

*** 

 

 

„Bycie demonem powinno uodpornić cię na zespół nagłej zmiany strefy 

czasowej,” mruknęłam godziny i godziny później, gdy lśniący czarny samochód wiózł 
nas w głąb państwa. 

 

Długi lot z Georgii do Anglii był bardzo monotonny. Pomijając to, że Cal usiadł 

obok mnie. 

 

Co było spoko. Naprawdę spoko. 

background image

 

Nie było tak, że byłam w pełni świadoma jego obecności i skakałam, gdy jego 

kolano 3 razy potrąciło moje. Za 3 razem nie zastrzelił mnie zdegustowanym 
spojrzeniem tylko powiedział: 

 

„Wyluzuj, co się dzieje?” 

 

I kiedy Jenna podarowała nam obojgu dziwaczne spojrzenie, nie mieliśmy co 

zrobić, w zgodzie. 

 

„Nic.” Ponieważ wszystko mogło być dziwne, ale między Calem a mną nie było 

dziwnie. Było w porządku. 

 

„Niedługo poczujesz się lepiej.” powiedział tata. Po raz pierwszy odkąd go 

poznałam jego oczy błyszczały i wyglądał na zrelaksowanego. Myślałam, że z 
powrotem w ojczyźnie będzie się zachowywać jak facet. 

 

Jenna była praktycznie podekscytowana, ale Cal wyglądał na równie 

zmęczonego, jak się czułam. Nie byłam zdolna do zaśnięcia w samolocie, ale teraz 
próbowałam. Moje oczy były gorące i czułam jakby był w nich piasek, a jedynym o 
czym mogłam myśleć było opadnięcie na łóżko. Po tym wszystkim moje biedne ciało 
czuło się jakby była 6 rano, ale w Anglii była to wczesna pora lunchu. Dodatkowo 
jechaliśmy, co wydawało się trwać godziny. 

 

Kiedy samolot wylądował w Londynie przypuszczałam, że samochód zawiezie 

nas do jakiegoś domu w mieście, albo może do Siedziby Rady, żeby tata mógł 
załatwić biznesowe sprawy. Ale samochód zjechał z zatłoczonych ulic i wjechał 
między skupione razem domki, co przypomniało mi historię Dickensa. Stopniowo 
ceglane budynki były zastępowane przez drzewa i wzgórza. Widziałam więcej owiec 
niż myślałam, że w ogóle istnieje. 

 

„Więc przebyliśmy całą tą drogę do Anglii tylko po to, żeby spędzać czas w 

szczerym polu?” zapytałam opierając moją bolącą głowę na ramieniu Jenny. 

 

„Dokładnie tak.” odpowiedział tata. 

 

Cal się uśmiechnął. Oczywiście, że był wstrząśnięty tym, że utknęliśmy na 

jakiejś brytyjskiej farmie na całe długie lato, byłam w błędzie, w mojej wizji był Big 
Ben i pałac Buckingham i rozpadające się Tower Bridge. Jednak prawdopodobnie 
będziemy leczyć wszystkie rodzaje angielskich roślin. 

 

Wtedy zobaczyłam dom. 

 

Jednak nazywanie go domem było jak nazywanie Mona Lisy obrazem, albo 

Hekate Hall szkołą. Technicznie nazwa była poprawna, ale nie odzwierciedlała 
realiów obiektu.  

background image

 

Ten dom był 1 z największych budynków, jakie kiedykolwiek widziałam, 

wykonany z jasnego, złotego kamienia, który wyglądał na ciepły w dotyku. Leżał w 
cichej dolinie, a przed nim rozciągał się szmaragdowy trawnik, zaś za nim las na 
wzgórzu. Cienka, błyszcząca wstążka wody zakrzywiała się wdzięcznie po 1 stronie 
posesji. Dosłownie setki okien błyszczały w słońcu. 

 

„Wow.” powiedział Cal, pochylając się, by spojrzeć przez okno. 

 

„Będziemy tu mieszkać?” zapytałam. 

 

Tata uśmiechną się, wyglądając na zadowolonego z siebie. 

 

„Mówiłem, że pokoi wystarczy dla wszystkich.” powiedział, a ja złapałam się 

na odwzajemnianiu uśmiechu. Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, ale pierwsza 
się wyłamałam przekręcając głowę w stronę domu. 

 

„Czy domy takie jak ten nie mają zawsze nazw?” 

 

„W większości,” odpowiedział. „To jest Opactwo Thorne.” 

 

Nazwa wydawała mi się znajoma, ale nie wiem czemu. 

 

„To kościół?” 

 

„Nie, to rzeczywisty dom. Nie był zbudowany pod koniec XVI wieku. Ale było 

na tej ziemi kiedyś opactwo.” 

 

Przeszedł na tryb wykładu, mówił jak opactwo zostało zrównane z ziemią za 

czasów Henryka VIII, a ziemia została podarowana rodzinie Thorne. 

 

Tak szczerze to go nie słuchałam. Patrzyłam na kilkoro ludzi wychodzących z 

domu przez frontowe drzwi. Wtedy zobaczyłam parę skrzydeł i wyobraziłam sobie, 
kim dokładnie byli przyjaciele taty. 

 

Samochód przejechał przez kamienny most i wjechał na okrągły zajazd. Tata 

pierwszy wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi, nagle chciałabym mieć na sobie 
coś lepszego niż wyblakłe jeansy i zwykłą zieloną koszulkę. 

 

Niesamowicie szerokie schody prowadziły do tarasu wykonanego z tego 

samego złotego kamienia, co reszta domu. Stało tam 6 osób, dwójka ciemnowłosych 
dzieciaków mniej-więcej w moim wieku i 4 dorosłych. Zgadywałam, że wszyscy byli 
z Prodigium. Cóż, oczywiście byli wróżkami, ale nie mogłam dostrzec unoszącej się 
nad nimi magii. 

 

Dzień był cieplejszy niż oczekiwałam i czułam kilka kropli potu na moim czole. 

Żwir skrzypiał mi pod nogami, a z odległości słyszałam śpiew ptaków. Jenna pojawiła 

background image

się tuż za mną, jej wcześniejsza ekscytacja zniknęła, jej palce powędrowały do 
krwawego klejnotu. 

 

Tata położył mi rękę na plecach i poprowadził mnie po schodach. 

 

„Uwaga wszyscy, to jest Sophie. Moja córka.” 

 

Nagle poczułam jakiś przypływ we krwi. Podobny do magii, ale mroczniejszy i 

potężniejszy. Pochodził od dwojga nastolatków stojących z tyłu. Tylko oni się nie 
uśmiechali, chłopak – który wyglądał upiornie znajomo – rzucał na mnie piorunujące 
spojrzenia. 

 

Świadomość zatrzęsła moją piersią i to było wszystko, co mogłam zrobić, by 

nie sapnąć. 

 

Oni byli demonami. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tłumaczenie: eveline__