background image

Mirosław  Przylipiak,  Amerykański  protest,  europejska  estetyka  (Chłodnym  okiem  Haskella 

Wexlera)

1

 

“Chłodnym okiem”  

 

“Pięć  lat  temu  –  pisał  w  1969  roku  amerykański  krytyk  filmowy  -  film  ten  byłby  przez 

normalną widownię kinową uznany za kompletnie niezrozumiały. Teraz zaś jest wyświetlany 

w  wielkim  kinie  premierowym,  a  właściciele  kin  nie  mówią  już  o  „kinie  artystycznym”  z 

pogardą  w  głosie.  Co  więc  się  stało,  że  eksperymentalny,  radykalny  film,  jak  „Chłodnym 

okiem”, może liczyć na takie przyjęcie?”

2

 Odpowiadając ta na pytanie Roger Ebert wskazuje 

na  upowszechnienie  się  nowego  sposobu  opowiadania,  stroniącego  od  łopatologicznego 

wykładu, opartego na skrócie, odwołującego się do wiedzy i inteligencji widza.  

Intuicję  krytyka  potwierdzają  bardziej  systematyczne  badania.  David  James  przytacza 

pochodzącą z połowy lat sześćdziesiątych opinię Jonasa Mekasa o dwubiegunowej strukturze 

kina  amerykańskiego.  Miałoby  się  ono  składać  z  jednej  strony  z  hollywoodzkiego  kina 

„głównego  nurtu”,  z  drugiej  zaś  –  z  jego  antytezy,  tj.  nowojorskiej  awangardy.  Nie  istniał 

natomiast  w  ówczesnym  kinie  amerykańskim  odpowiednik  tak  wówczas  ekspansywnego 

europejskiego  kina  artystycznego.  Komentując  ten  pogląd  James  zwraca  uwagę,  że  na 

przełomie  lat  sześćdziesiątych  i  siedemdziesiątych  sytuacja  uległa  zmianie.  Rozmaite 

indywidualne przedsięwzięcia stały się na tyle liczne, że można było bez wątpienia mówić o 

„amerykańskiej Nowej Fali”, a więc specyficznie amerykańskim odpowiedniku europejskiego 

kina artystycznego.  „Filmy te wykazywały silniejsze niż w zwykłym, hollywoodzkim filmie 

zainteresowanie współczesnymi problemami społecznymi, filozoficznymi czy obyczajowymi, 

ale  zarazem  realizowane  były  z  myślą  o  normalnej  dystrybucji  kinowej.  Inaczej  niż  kino 

eksperymentalne [underground], ale podobnie, jak awangarda europejska, produkowane były 

jako  towary  i  przeznaczone  na  rynek.”

3

  Do  Europy  upodobniał  je  również  sposób 

finansowania  –  realizowane  były  okazjonalnie,  w  oparciu  o  ad  hoc  zbierane  fundusze,  a 

następnie  szukano  dla  nich  rozpowszechniania.  Wśród  licznych  filmów  tworzących  to 

zjawisko wymienia James Chłodnym okiem. 

                                                 

1

 

Kino amerykańskie: dzieła, red. Elżbieta Durys, Konrad Klejsa, Kraków 2006, s. 233-267. 

2

 

 

Roger Ebert, Medium Cool, Chicago Sun-time, 21.IX.1969; również: 

http:// rogebert. suntimes.com

 

3

 

 David E. James, Allegories of Cinema. American Film in the Sixties, Princeton 

University Press, Princeton 1989, s. 281. 

background image

Rzeczywiście,  film  Wexlera  jak  mało  który  potwierdza  powyższą  charakterystykę.    Nie 

powstawał  w  tradycyjny  dotąd  na  rynku  amerykańskim  sposób,  jako  produkcja  wielkiej 

wytwórni  filmowej,  w  ramach  tzw.  „studio  system”,  lecz  jako  produkcja  niezależna,  za 

specjalnie na ten cel zebrane fundusze, w znacznym stopniu zresztą pochodzące z prywatnej 

kiesy reżysera. Dopiero gotowy produkt zgodził się przyjąć do dystrybucji „Paramount”, po 

długich zresztą deliberacjach, wyraźnie zaniepokojony jego polityczną drastycznością. Pracy 

nad  filmem  przyświecała  idea  kina  autorskiego.  Haskell  Wexler,  jako  reżyser,  producent, 

scenarzysta i autor zdjęć mógł kontrolować każdy szczegół swojego dzieła. Ale zarazem, tym 

różnił  się  od  „wielkich”  autorów  kina,  że    tylko  ten  jeden  film  fabularny  w  jego  reżyserii 

przeszedł  do  historii.  Znakomity  operator,  autor  zdjęć  do  takich  filmów  jak  „Lot  nad 

kukułczym  gniazdem”  czy  „Obława”,  dwukrotny  laureat  nagrody  Oscara  za  zdjęcia  do 

filmów Kto się boi Virginii Woolf (1966) oraz Bound for Glory (1976), a ponadto, realizator 

świetnych,  zaangażowanych  politycznie  dokumentów  (The  Bus,  1965,  Bus  Riders  Union

1999  i  in.),  jeszcze  tylko  raz  wystąpi  w  roli  reżysera  filmu  fabularnego,  realizując  w  1985 

roku film pt. „Latino”, który przeszedł bez echa. Sukces Chłodnym okiem w mniejszym więc 

stopniu  jest  wynikiem  odciśnięcia  się  w  materiale  autorskiej  „persony”  –  jak  chciałaby 

klasyczna  teoria  (czy  polityka)  autorska  –  a  w  znacznie  większym  –  niezwykle  bliskich 

związków z tym, co się działo dookoła. Zarówno w wymiarze politycznym czy społecznym, 

jak i estetycznym, Wexler okazał się bardzo wrażliwym rejestratorem ducha swoich czasów. 

Niewiele  jest  bowiem  filmów  w  dziejach  kina,  które  w  tak  oczywisty,  a  zarazem  tak 

intensywny  sposób  wiązałyby  się  z  okresem  historycznym  swojego  powstania.  Jako zaś,  że 

był to okres wrzenia i zmian, Chłodnym okiem jest inny od tego, co go poprzedzało. Z uwagi 

zaś na swą radykalność, różni się również od tego, co nastąpiło po nim.  

W  niniejszym  eseju  pragnę  przede  wszystkim  opisać  swoistość  estetyczną  filmu  Wexlera. 

Mając  jednak  świadomość,  że  jego  znaczenie  daleko  wykracza  poza  kwestie  czysto 

estetyczne, w części końcowej zamieszczam uwagi dotyczące zawartego w filmie wizerunku 

Ameryki, jak również wyłaniającego się zeń obrazu telewizji.  

 

Amerykańskie kino artystyczne? 

Zgodnie więc z opinią Jamesa, w  Chłodnym okiem przejawia się wpływ europejskiego kina 

artystycznych lat sześćdziesiątych na kinematografię amerykańską. James nie specyfikuje, na 

czym  ten  wpływ  miałby  polegać,  zwłaszcza  w  wymiarze  estetycznym.  Dokładną  analizę 

modelu 

narracyjnego 

charakterystycznego 

dla 

europejskiego 

kina 

artystycznego 

przeprowadził natomiast David Bordwell. Składają się nań następujące właściwości: 

background image

1.  Wyszukana  relacja  między  sjużetem  a  fabułą,  przejawiająca  się  osłabieniem  relacji 

przyczynowo-skutkowych,  oszczędnym  dozowaniem  informacji,  licznymi  lukami 

narracyjnymi i konstrukcją epizodyczną.  

2.  Duża  rola  przypadku:  („sceny  budowane  są  wokół  przypadkowych  spotkań,  a  cały 

film  może  składać  się  wyłącznie  z  serii  takich  spotkań,  połączonych  motywem 

wycieczki  lub  bezcelowej  włóczęgi”

4

.  Struktura  taka  faworyzuje  pewne  zawody, 

wykonywane przez bohaterów, np. zawód prostytutki lub dziennikarza). 

3.  Niedookreśloność  postaci:  (“Typowi  bohaterowie  kina  artystycznego  nie  mają 

wyrazistych cech, motywacji i celów”

5

). 

4.  Bohater znajduje się w sytuacji granicznej: („Impet przyczynowy filmu opiera się na 

świadomości  bohatera,  że  przechodzi  on  kryzys  o  wymiarze  egzystencjalnym”

6

Niekiedy bohater nie zdaje sobie sprawy z tego, że znajduje się w sytuacji kryzysowej; 

wówczas wystarczy, jeśli będzie sobie zdawał z tego sprawę widz).  

5.  Personalizacja narracji, duża liczba subiektywizacji.  

6.  Refleksywność,  objawiająca  się  odstępstwem  od  normy:  (“Niezwykły  kąt  widzenia 

kamery,  wyrazisty  montaż,  dziwny  ruch  kamery,  nieuzasadniona  realiami  zmiana 

oświetlenia  czy  scenografii,  nieciągłość  dźwięku,  czy  każde  inne  zakłócenie 

obiektywnego  realizmu,  o  ile  nie  jest  umotywowane  przez  subiektywizację  –  może 

spełniać  funkcje  narracyjnego  komentarza.  Wyrazista  refleksywność  (self-

consciousness) narracji kina artystycznego tworzy zarówno spójny świat fabuły, jak i 

pojawiającą  się  okresowo,  ale  wyraźnie  widoczną  instancją  zewnętrzną, 

umożliwiającą dostęp do tego świata”).

7

 

7.  Nieoczekiwane  zakończenia,  niczego  w  istocie  nie  kończące,  nie  zamykające  dotąd 

prowadzonych  wątków:  („Narracja  wie,  że  życie  jest  bardziej  skomplikowane  niż 

sztuka.  Jedynym  może  sposobem  uszanowania  tej  prawdy  –  a  zarazem  nową  formą 

pojmowania realizmu – jest pozostawienie przyczyn w stanie zawieszenia i pytań bez 

odpowiedzi”.)

8

 

                                                 

4

 

 David  Bordwell,  Narration  in  the  Fiction  Film,  The  University  of 

Wisconsin Press, 1983, s. 206. 

5

 

 Ibidem, s. 207. 

6

 

 Ibidem, s. 208. 

7

 

 Ibidem, s. 209. 

8

 

 Ibidem, s. 210. 

background image

8.  Nawiązania  intertekstualne,  do  innych  filmów:  („kino  artystyczne  odwołuje  się  do 

kinofilii  równie  intensywnie,  jak  hollywoodzkie:  pełne  zrozumienie  jednego  filmu 

wymaga znajomości innych filmów. W skrajnej postaci tendencja ta przejawia się w 

wielkiej liczbie filmów artystycznych o tworzeniu filmów”)

9

.  

9.   wieloznaczność, niejasny status poszczególnych scen. 

Narracja  kina  artystycznego  jest,  w  ujęciu  Bordwella,  fenomenem  ponadhistorycznym,  tj. 

może  pojawiać  się,  jako  pewna  możliwość  do  wykorzystania,  pewna  opcja  estetyczno-

filmowa, w rozmaitych miejscach i momentach. Jednak jak dotąd najpełniej wykrystalizowała 

się  w  kinie  europejskim  lat  sześćdziesiątych  (Bordwell  podaje  kilkadziesiąt  tytułów  filmów 

zrealizowanych  między  rokiem  1957  a  1969).  Związek  tej  formuły  z  kinem  amerykańskim 

był  dwoisty:  uformowała  się  niejako  w  opozycji  do  kina  hollywoodzkiego,  by  następnie  na 

nie  oddziałać:  „Historia  zatoczyła  pełne  koło:  klasyczne  kino  hollywoodzkie  oddziałało 

(często  poprzez  negację)  na  kino  artystyczne;  kino  artystyczne  z  kolei  wpłynęło  na  „nowe 

Hollywood” z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych”

10

.   

Bordwell  wymienia,  tytułem  przykładu,  kilkanaście  filmów  amerykańskich  ilustrujących  tę 

tendencję. Brak na tej liście filmu Wexlera jest zastanawiający, ale nie powinien nas zbijać z 

tropu.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  jest  on  wzorcowym  wręcz  przykładem  omawianego  przez 

amerykańskiego badacza zjawiska, znacznie bardziej wyrazistym niż na przykład (znajdujące 

się na liście) Two for the Ride Donena (1967) czy nawet Easy Rider Fondy i Hoppera (1968). 

Właściwie każda z wyżej wymienionych dziewięciu właściwości znajduje w filmie Wexlera 

doskonałą  egzemplifikację,  ale  szczególnie  wyraziście  manifestują  się  w  nim  dwie  z  nich: 

wyszukana  relacja  między  sjużetem  a  fabułą  oraz  refleksywność.  Trzecią  cechą  określającą 

estetykę  tego  filmu,  a  nie  znajdującą  się  na  liście  Bordwella,  jest  przemieszanie  obrazów 

fikcjonalnych i dokumentalnych. Jego źródeł można dopatrywać się we wpływach awangardy 

amerykańskiej tego okresu.  

 

 

Sjużet i fabuła: czemu wiemy tak mało? 

Bohaterem filmu Wexlera jest John Cassellis, operator telewizyjny. Widzimy go przy pracy, 

jak  filmuje  rozmaite  zdarzenia,  o  różnej  wadze:  wypadek  drogowy,  wywiady  z  mniej  lub 

bardziej  przypadkowymi  ludźmi,  ćwiczenia  oddziałów  policyjnych  do  rozpędzania 

demonstracji ulicznych, wiece polityczne, itp. Spotyka się też z pewną pielęgniarką (Ruth), z 
                                                 

9

 

 Ibidem, s. 211. 

10

 

 Ibidem, s. 232. 

background image

którą  wydają  się  go  łączyć  przede  wszystkim  relacje  cielesne.  W  pewnym  momencie 

nawiązuje  kontakt  z  Eileen,  samotną  matką,  mieszkającą  w  ubogiej  dzielnicy,  przybyłą 

niedawno  do  Chicago  z  Zachodniej  Wirginii.  Podczas  zamieszek  ulicznych  w  Chicago, 

dziejących  się  równolegle  z  filmowaną  przez  Johna  konwencją  Partii  Demokratycznej,  nie 

wraca  do  domu  na  noc  Harold  –  syn  Eileen.  Zrozpaczona  kobieta  poszukuje  chłopca  na 

ogarniętych chaosem i walkami ulicach miasta; udaje  się jej skontaktować z Johnem. Kiedy 

jadą razem samochodem, następuje wypadek; z radia dowiadujemy się, że Eileen zginęła, a 

John jest ciężko ranny.  

Takie streszczenie nie oddaje nawet  w niewielkim  stopniu  złożoności  konstrukcji filmu  – o 

czym dalej – ale widać z niego, że w istocie rywalizują w nim dwie tendencje. Pierwsza, by 

przywołać  charakterystykę  dokonaną  przez  Bordwella,  polega  na  osłabieniu  relacji 

przyczynowych i zwiększeniu roli przypadku. Pomiędzy poszczególnymi scenami, w których 

John  wykonuje  swoją  pracę  operatora  filmowego/reportera  telewizyjnego,  nie  ma  żadnej 

więzi przyczynowej, czasowej ani przestrzennej; kolejne sytuacje łączy to jedynie, że John je 

filmuje,  a  filmuje  je  (jak  się  domyślamy)  dlatego,  że  mu  to  zlecono.  Prawda,  otrzymujemy 

dzięki  temu  coś  na  kształt  panoramy  społecznej  (bardzo  jednak  fragmentarycznej),  ale 

otrzymujemy  też  chaotyczne  wymieszanie  rzeczy  ważnych  i  nieważnych,  doniosłych, 

trywialnych i takich, których sensu i znaczenia nie umiemy odgadnąć. Z drugiej strony, mamy 

tutaj  szczątki  typowej  teleologicznej  fabuły,  romansu  albo  melodramatu.  Jest  ona  i  on,  coś 

zaiskrzyło, wszystko wydaje się zmierzać w kierunku wiadomego końca. W scenach z Eileen, 

narracja  spowalnia,  kamera  nieruchomieje,  pojawiają  się  bardzo  statyczne,  starannie 

zakomponowane  kadry,  zwłaszcza  w  retrospekcjach.  Wyraźne  jest  więc  zderzenie  dwóch 

nieprzystających do siebie modeli dramaturgicznych.  

Do tego dochodzą zawiłości sposobie wprowadzania rozmaitych scen i wątków. Przez 

długi czas sceny Johna przy pracy przeplatane są ze scenami chłopca hodującego gołębie; nie 

wiemy,  jaka  jest  relacja  między  nimi,  aż  do  czasu,  kiedy  w  36  minucie  filmu  się  zetkną  i 

okaże się, że chłopiec jest synem Eileen (ale na bliższy związek tych dwojga trzeba czekać, aż 

do 60 minuty; jako zaś, że ostatnie piętnaście minut tego stuminutowego filmu zajmują sceny 

zamieszek,  bohaterowie  mają  naprawdę  niewiele  czasu  na  rozwój  swojego  uczucia). 

Tajemnicza jest scena dziennikarskiego party, następująca zaraz po czołówce. Bardzo trudno 

osadzić  ją  w  czasie  i  miejscu,  ponieważ  widać  w  niej  Eileen,  która  pojawi  się  w  filmie 

znacznie później. Marta Miś spekuluje, że scena ta dzieje się w dniu randki Johna z Eileen, 

background image

pod  koniec  filmu,  ponieważ  Eileen  nosi  tę  samą,  co  wtedy,  żółtą  sukienkę

11

.  Jednak, 

pominąwszy  już,  że  byłoby  to  ogromne  zakłócenie  chronologii,  to  w  scenie  z 

dziennikarskiego przyjęcia nic nie świadczy o tym, że John i Eileen w ogóle się znają. Jeśli 

zaś  się  nie  znają,  to  nie  wiadomo,  jakim  cudem  zdeklasowana  nauczycielka  z  Zachodniej 

Wirginii,  zamieszkująca  w  podłej  dzielnicy,  miałaby  uczestniczyć  w  przyjęciu  dla 

dziennikarzy.  W  sumie,  scena  –  zagadka,  a  Wexler  nie  robi  nic,  aby  ułatwić  nam  jej 

zrozumienie.  

Symptomatyczna  dla  Wexlerowskiej  strategii  kontestowania  formuły  filmu 

„nadmiernie oczywistego” jest również ekstatyczna scena erotyczna między Johnem a Ruth. 

W  jej  kulminacyjnym  momencie  w  apartamencie  Casselissa  pojawia  się  gołąb,  który 

trzepocze  się  pod  sufitem  z  wezgłowia  łóżka  i  obserwuje  erotyczne  igraszki.  Widza  ma 

niewielkie  szanse,  aby  na  bieżąco,  w  trakcie  trwania  projekcji,  domyślić  się,  skąd  się  ten 

gołąb  wziął.  Trzeba  bowiem  mieć  duże  zdolności  kojarzenia,  aby  jego  obecność  w 

apartamencie  powiązać  z  koszykiem,  który  w  jednej  z  poprzednich  scen  upuścił  chłopiec 

goniony  przez  Cassellisa,  a  który  tenże  zabrał;  widz  nie  wie,  że  w  tym  koszyku  jest  gołąb. 

Zapytany przez Gusa Cassellis odpowiada, że w koszyku jest obiad.  

W pierwszym więc momencie nagłe pojawienie się gołębia podczas sceny erotycznej 

wydaje  się  nieuzasadnione  realiami  filmu  (w  każdym  razie,  w  moim  odbiorze).  Jednak 

wskutek  osłabienia  motywacji  realistycznej,  na  pierwszy  plan  wychodzą  dwie  inne.  Po 

pierwsze,  obecność  gołębia  sygnalizuje  osobę  Eileen,  z  którą  Cassellis  się  zwiąże.  Nie  jest 

pewnie  przypadkiem,  że  również  poprzednia  scena  erotyczna,  rozgrywająca  się  między 

Johnem  a  Ruth,    została  zderzona  z  obrazami  chłopca  i  gołębia.  W  ten  sposób,  systemem 

aluzji,  Wexler  buduje  teleologiczną  linię  narracji,  w  której  wszystko  zmierza  do  z  góry 

zaplanowanego  punktu,  a  obecność  Eileen  w  życiu  Johna  zaznacza  się  dużo  wcześniej,  niż 

którekolwiek z nich zda sobie z tego sprawę. Gołąb posiada również wymiar symboliczny. W 

jednej z poprzednich scen słyszymy długi fragment opisu obyczajów gołębi, w których mówi 

się  o  dochowywaniu  wierności  partnerce.  Obecność  gołębia  w  głównej  scenie  erotycznej 

filmu jest osobliwym komentarzem do wyzwolonego seksu uprawianego przez Johna i Ruth, 

do  ich  wolnego  związku,  przeciwstawionego  tradycyjnej,  purytańskiej  moralności,  którą 

uosabia  Eileen.  Symboliczną  funkcję  spełnia  również  chłopiec.  Zafascynowany  gołębiami 

pocztowymi, jest łącznikiem między stronami. Jako jedyny, nie należy ani do „starej”, ani do 

„nowej” Ameryki. Jest też, mówiąc poetycko, wysłannikiem miłości i śmierci. Miłości, bo za 
                                                 

11

 

 Marta Miś,  Kamera – medium ujawnione. O „Chłodnym okiem Haskella Wexlera, w: 

Film: Fabryka emocji,  red. Konrad Klejsa, Tomasz Kłys, Kraków 2003, s.  73. 

background image

jego  sprawą  dojdzie  do  spotkania  Eileen  i  Johna;  śmierci,  bo  przez  swą  ucieczkę  z  domu 

stanie się  mimowolnym sprawcą ich śmierci.  

 

Obok  osłabienia  związków  przyczynowo-skutkowych  oraz  motywacji  realistycznej 

film  Wexlera  charakteryzuje  się  osobliwą  strategią  informacyjną.  Często  odmawia  się  nam 

informacji  lub  podaje  się  informacje  niespójne,  i  to  zarówno  w  kwestiach  ważnych,  jak  i 

drugorzędnych,  o  których  jednak  przyzwyczailiśmy  się  być  poinformowani.  Nie  wiemy,  co 

się stało z mężem  Eileen, ani  dlaczego Cassellis stracił pracę

12

.  Nie znamy dalszego ciągu 

ważnego  (wydawałoby  się)  wątku  znalezionych  pieniędzy,  nie  wiemy  też,  dlaczego  Harold 

ucieka z domu (pojawia się sugestia, że widział Johna całującego jego matkę, ale pozostaje 

ona niedopowiedziana). Nie wiemy, kim jest młody mężczyzna, przebywający w mieszkaniu 

Eileen, gdy pierwszy raz się tam znajdziemy (nie poznajemy nawet jego twarzy), ani kim jest 

kobieta,  szczegółowo  przepytująca  Harolda  (jej  twarzy  również  nie  poznamy,  możemy  się 

jedynie  domyślać,  że  to  pracownica  opieki  społecznej,  a  domysł  ten  potwierdzają  napisy 

końcowe).  Nie wiemy (choć możemy się domyślać), jak zakończył się związek Johna z Ruth, 

nie  wiemy  też,  kim  jest  efektowna  blondynka,  siedząca  w  jednej  ze  scen  w  samochodzie 

między  Johnem  a  jego  dźwiękowcem,  Gusem  (jest  to  jedna  z  kilku  rozsianych  po  całym 

filmie sugestii mogących wskazywać na promiskuityzm Johna).  

Dobrą  ilustracją  przyjętej  przez  Wexlera  metody  cedzenia  informacji  jest  sekwencja  zwana 

niekiedy „waszyngtońską” (choć nie wszystkie jej części  dzieją się w Waszyngtonie). Warto 

ją opisać bardziej szczegółowo.  

Sekwencja składa się z sześciu części: 

1.  Cassellis zamyka bagażnik i wsiada do służbowego samochodu, który rusza. 

2.  Wiec  w  parku,  ludność  głównie  murzyńska,  choć  nie  tylko.  Kamera  „idzie”  wśród 

tłumu. Słychać pieśń „It’s may be the last time we’re marching on Capitol”, będącą, 

zdaje  się,  hymnem  sławnego  marszu  na  Capitol  z  1963  roku,  z  którego  Wexler 

zrealizował  film  pt.  „The  Bus”.  Na  podwyższeniu  widać  przez  moment  Jasse 

                                                 

12

 

 Mówiąc  nawiasem,  obie  te  kwestie  są  błędnie  referowane  w    wielu  streszczeniach 

filmu. Pisze się w nich zwykle, że mąż Eileen zginął w Wietnamie, a Cassellis stracił pracę, 
protestując przeciw przekazywaniu jego taśm do FBI. Tymczasem film nie daje podstaw do 
takich twierdzeń.  Że ojciec jest w Wietnamie, mówi chłopiec pracownicy opieki społecznej, 
ale  jego  zachowanie  w  tej  scenie    jest  mało  wiarygodne.  W  innej  scenie  Eileen  mówi 
Johnowi,  że  mąż  od  niej  odszedł,  a  następnie  dodaje,  że  nie  żyje.  Prawda,  w  wywiadach 
Wexler  mówi,  że  chciał  zrobić  film  o  „Vietnam  war  widow”,  ale  w  filmie  nie  jest  to 
przesądzone.    Podobnie,  jeśli  chodzi  o  utratę  pracy  przez  Johna.  W  filmie  podaje  się  co 
najmniej trzy powody, a sprzeciw wobec wykorzystania taśm przez policje  wydaje się akurat 
najmniej  prawdopodobnym z nich.  Liczne błędy i nieścisłości w znanych mi omówieniach 
fabuły są zresztą ubocznym skutkiem przyjętej przez Wexlera metody.  

background image

Jacksona, bojownika ruchu praw obywatelskich. Dłonie zaciśnięte w pięści unoszą się 

w górę. Na osobnym ujęciu widać parę bohaterów – Johna Cassellisa oraz Gusa.  

3.  Widać nogi dwóch mężczyzn, dreptające w błocie. Słychać (off) następujący dialog: 

-  Apallachia, Apallachia. Widzisz tablicę? 

-  Napiłbym się wody. 

-  Oszalałeś? Chodź, znajdziemy coś. Oni są za Meksykanami? 

-  Nie wiem. Słyszałem, że są za grupą San Francisco. To gdzieś tutaj.  

-  Na pewno? Miał być niebieski namiot. 

-  Jak ludzie mogą tu żyć? Jak długo to jeszcze potrwa? 

-  Chodź tędy, najwyżej nie znajdziemy.  

4.  Jedno,  trwające  45  sekund  ujęcie  –  panorama  o  ok.  360  stopni  (jedna  z kilku  w  tym 

filmie;  Wexler  najwyraźniej  upodobał  sobie  to  rzadko  stosowane  ujęcie)  po  dużej 

kuchni  w  restauracji  lub  hotelu.  Widać  odrapane  ściany,  niepozmywane  naczynia, 

przygotowane torty, krzątających się kucharzy. Z offu słychać, jak ktoś przemawia: 

-  „Miejmy  nadzieję,  że  prawybory  w  Kalifornii  już  się  skończyły.  Teraz 

będziemy mogli skupić się na rozmowie, na debacie między wiceprezydentem 

i może mną, jaki mamy obrać kierunek (oklaski, okrzyki aprobaty). Burmistrz 

Riorty właśnie przesłał mi wiadomość, że i tak za długo tu siedzimy. Dziękuję 

wszystkim, teraz wszystko zależy od Chicago. Zwyciężymy!”.  

Słychać skandowanie: „We want Bobby, we want Bobby.” Panorama dochodzi do 

drzwi, które gwałtownie się otwierają, wybiega z nich kilku mężczyzn.  

5.  Kamera  telewizyjna  widoczna  z  jadącego  samochodu.  W  tle  –  memoriał  Lincolna  w 

Waszyngtonie. Słychać piosenkę zaczynająca się od słów „I don’t believe it”. Wnętrze 

jadącego  samochodu  –  widać  Gusa  i  Johna,  a  także  murzyńskiego  szofera.  Słychać 

pytanie: 

-  Będziecie filmować pogrzeb? 

-  Tak. 

Następnie  Cassellis  z  Gusem  prowadzą  leniwą  rozmowę  na  temat  poprzedniego 

wieczoru.  Dźwiękowiec,  sugerując,  że  dokonał  miłosnych  podbojów,  chwali 

Waszyngton  jako  miasto,  w  którym  na  jednego  mężczyznę  przypada  4,5  kobiety  (w 

tym  momencie  widzimy  króciutkie  ujęcia  4  różnych  kobiet,  plus  jednej  od  pasa  w 

dół).  Następnie  otwiera  okno  samochodu,  wystawia  głowę.  Zdjęcia  z  jadącego 

samochodu pokazują liczne, rozstawione na podestach kamery  telewizyjne. Cassellis 

mówi: 

background image

-  Patrz, kilka godzin im wystarczyło, aby się ustawić. 20-25 kamer bez żadnego 

trudu. Nauczyli się na pogrzebie JFK w 63. 

6.  Cassellis  z  dźwiękowcem,  dźwigając  sprzęt,  wchodzą  na  basen,  idą  na  piętro, 

spotykają  się  z  elegancką  panią  w  średnim  wieku,  przeprowadzają  z  nią  wywiad. 

Wywiad  rozpoczyna  się  pytaniem:  „Jakie  ma  pani  plany  na  to  lat,  które  zapewne 

będzie bardzo ważne politycznie i bardzo gorące?”  – Nie ma co mówić o polityce – 

odpowiada  indagowana.  W  dalszej  części    mówi  o  planowanym,  jak  co  roku, 

wyjeździe całej rodziny do Ontario w Kanadzie, „w prymitywne warunki”. 

 

Symptomatyczna  jest  w  tym  fragmencie  niezwykła  wręcz  wstrzemięźliwość  informacyjna. 

Widz zmuszony jest domyślać się, do jakich wydarzeń nawiązują przedstawione fragmenty, 

nie mając przy tym żadnej pewności, że są to domysły trafne. 

I tak, drugi fragment może pokazywać jeden z wielu wieców murzyńskich, jakie odbyły się 

tamtego pamiętnego roku w Waszyngtonie, nie mówiąc już o całych Stanach Zjednoczonych. 

Jednak przez piosenkę, będącą jedynym podkładem dźwiękowym do tej sceny, nawiązuje on 

do  sławnego  „marszu  na  Waszyngton”  z  1963  roku,  podczas  którego  Martin  Luter  King 

wygłosił  swoje  słynne  przemówienie,  zaczynające  się  od  słów  „I  had  a  dream”.  Warto 

pamiętać,  że  Haskell  Wexler  nakręcił  film  dokumentalny  z  tamtego  marszu,  zatytułowany 

„The  Bus”  (do  którego  zresztą  nawiązał  później  Spike  Lee  w  filmie  „On  the  Bus”, 

opowiadającym  o  tym  samym  marszu).  Nie  jest  więc  wykluczone,  że  to  ujęcie  pochodzi  z 

tamtego filmu, albo z materiałów do niego. 

Fragment  drugi,  w  którym  widzimy  głównie  nogi  brodzących  w  błocie  dwóch  bohaterów, 

odbywa  się  najprawdopodobniej  na  terenie  tzw.  „Resurrection  City”,  miasteczka 

namiotowego wzniesionego 13 maja 1968 roku w centrum Waszyngtonu w ramach tzw. Poor 

Peoples Campaign.  Rozmowa dwóch bohaterów jest  kompletnie niezrozumiała. Otwierające 

ją  słowo  „Apallachia”  można  odczytać  jako  aluzję  do  Zachodniej  Wirginii,  obejmującej 

górzysty  teren  Apallachów.  To  właśnie  stamtąd  pochodzi  Eileen,  z  którą  pod  koniec  filmu 

zwiąże  się  Cassellis.  Tyle,  że  w  tym  momencie  jeszcze  się  nie  znają.  Podczas  pierwszego 

spotkania,  kilka  scen  później,  John  przełamie  podejrzliwość  Eileen,  opowiadając  o  filmie, 

który realizował kilka tygodni wcześniej w Zachodniej Wirginii (ona zaś mówi, że pochodzi z 

terenów  górskich  tego  stanu).  Szukanie  mieszkańców  Apallachów  może  wiązać  się  z 

realizacją tamtego filmu, a zarazem sygnalizować relacje czasowe pomiędzy scenami.  

Fragment  czwarty,  trwająca  ok.  45  sekund  panorama  po  kuchni,  jest  niemal  na  pewno 

rekonstrukcją  chwil  poprzedzających  zamordowanie  Roberta  Kennedy’ego.  Niemal,  bo  w 

background image

filmie się tego nie mówi, nie potwierdzają tego również żadne ze znanych mi źródeł; jednak 

analogie są uderzające.  Robert Kennedy został zastrzelony 5 czerwca 1968 roku, chwilę po 

ogłoszeniu  zwycięstwa  w  prawyborach  Partii  Demokratycznej  w  Kalifornii.  Morderstwa 

dokonano  w  kuchni  Ambasador  Hotel,  przez  którą  Kennedy  opuszczał  salę  balową.  Głos, 

który słyszymy podczas tamtej sceny, niewątpliwie należy do niego, najwyraźniej też mamy 

do czynienia z deklaracją zwycięstwa w prawyborach. Na koniec tłum skanduje na jego cześć, 

krzycząc „We want Bobby”. W polskiej telewizji postawiono kropkę nad „i”, tłumacząc ten 

fragment jako „chcemy Roberta Kennedy’ego”

13

.  

Ostatecznym  potwierdzeniem  hipotezy  jest  scena  następna,  w  której  obserwujemy 

przygotowania  do  pogrzebu.  Nie  mówi  się  wprawdzie,  co  to  za  pogrzeb,  ani  nie  wymienia 

nazwiska  Roberta  Kennedy’ego,  ale  wydaje  się,  że  tylko  o  jego  pogrzeb  może  tu  chodzić. 

Symptomatyczne więc, że motyw pogrzebu zostaje wspomniany jedynie marginalnie, podczas 

trywialnej  rozmowy  o miłosnych podbojach Gusa, okraszonej  zresztą wizualnym żartem  na 

temat „czterech i pół kobiety”. 

Mamy  więc  trzy  sceny  nawiązujące  do  niezwykle  ważnych  wydarzeń  politycznych,  które 

wstrząsnęły Ameryką, ale są to sceny napisane szyfrem, niejasne; ich prawdziwego znaczenia 

trzeba  się  domyślać  na  podstawie  bardzo  skąpych  i  niejednoznacznych  aluzji.  Wobec  tego 

powstaje  pytanie,  kim  jest  kobieta  z  basenu,  w  zamykającej  analizowaną  sekwencję  scenie 

wywiadu.  Czy  jest  to  postać  ważna  dla  ówczesnej  sytuacji  politycznej  w  USA,  tyle,  że  nie 

potrafię odczytać aluzji, czy też nie jest to nikt znaczący, a jej obecność wynika z obecnej w 

całym  filmie  (także  w  analizowanej  sekwencji)  strategii  mieszania  rzeczy  wzniosłych  i 

trywialnych, będącej zresztą konsekwencją poetyki telewizyjnej mozaiki?

14

  

Widać więc wyraźnie, że film ten, przypominający momentami łamigłówkę, adresowany jest 

bardziej  do  intelektu  niż  do  emocji.  Podobnej  zasadzie  podlega  zresztą  również  podkład 

muzyczny.  W  przeciwieństwie  do  „normalnych”  filmów  i  do  najbardziej  powszechnego 

sposobu  wykorzystywania  muzyki  filmowej,  tutaj  tylko  wyjątkowo,  w  nielicznych  scenach, 

służy  ona  budowaniu  nastroju  i  dopełnianiu  emocjonalnego  waloru  filmu.  W  większości 

                                                 

13

 

 Porównanie tego ujęcia ze  zdjęciami miejsca zabójstwa Roberta Kennedy’ego nie 

pozostawia cienia wątpliwości – to jest to samo miejsce, albo przynajmniej miejsce 
zrekonstruowane. Jednak, co ciekawe, na ten trop nie wskazuje żadne ze znanych mi 
opracowań.  
 

14

 

 W napisach końcowych figuruje niejaka „rich lady”, prawdopodobnie chodzi właśnie 

o kobietę z basenu, z czego wynikałoby, że jest to postać fikcjonalna. 

 

background image

przypadków  natomiast  niesie  ze  sobą  znaczenia,  wzbogaca  myślową  warstwę  filmu,  bądź 

przez  swoje  słowa,  bądź  przez  swoją  historię,  bądź  wreszcie  poprzez  odwoływania  się  do 

określonych nurtów tradycji.  

Jest  to  zupełnie  oczywiste  w  wypadku  fragmentów  piosenek  wykorzystanych  w  filmie,  ale 

istniejących już wcześniej. Niektóre z nich należą do klasyki muzyki kontrkulturowej i mocno 

wryły  się  w  zbiorową  pamięć  tamtej  dekady.  Wexler  nie  używa  ich  jednak  po  prostu  jako 

wygodnego  tła,  lecz  dobiera  w  ten  sposób,  że  za  każdym  razem  komentują  wydarzenie, 

któremu  są  poświęcone.  I  tak,  pokazaniu  wiecu  murzyńskiego  w  Waszyngtonie  towarzyszy 

piosenka  będąca  hymnem  sławnego  marszu  na  Waszyngton;  dzięki  niej  scena  zostaje 

wzbogacona  o  wymiar  historyczny.  Scenie  przygotowań  do  pogrzebu  Roberta  Kennedy’ego 

towarzyszy piosenka zaczynająca się od słów „I don’t believe it” i mówiąca w dalszej części o 

miłości do ludzi, a podczas zamieszek w parku słychać piosenkę opowiadającą o brutalnych 

działaniach  policji.  W  niektórych  fragmentach  muzyka  użyta  jest  ironicznie,  jak  podczas 

puszczania  z  taśmy  hymnu  Stanów  Zjednoczonych  zatrzymywanego,  przewijanego, 

puszczanego  jeszcze  raz,  albo  kiedy  przebojowi  z  musicalu,  w  którym  śpiewa  się,  „Znowu 

wróciły  szczęśliwe  dni  i  niebo  nad  nami  czyste”,  a  słowom  tym  towarzyszą  zdjęcia  ludzi 

pobitych  przez  policję.  Szczególnie  interesujący  jest  fragment  zawierający  piosenkę  Wild 

Man  Fishera

15

.  Wild  Man  Fisher,  odkryty  i  wylansowany  przez  Franka  Zappę  narkoman, 

schizofrenik,  żebrak,  śpiewak  uliczny,  był  antytezą  „amerykańskiego  snu”.  Jak  przypomina 

Gary  Couzens,  Fischer  nie  umiał  grać,  nie  umiał  śpiewać,  treści  jego  piosenek  były 

przeraźliwie  dziecinne,    ale  „Merry-GO  Round”,  otwierająca  zresztą  jego  jedyną  płytę, 

doskonale  pasowała  do  niezwykle  brutalnej  atmosfery  wyścigu  na  wrotkach,  prymitywnego 

widowiska,  łączącego  cyrk  z  przemocą  i  wyzwalającego  w  bohaterach  filmu  podniecenie 

seksualne

16

.  

Podobna zasada, bardziej intelektualnego niż emocjonalnego traktowania muzyki, obowiązuje 

również  we  fragmentach  muzyki  napisanej  specjalnie  dla  filmu,  autorstwa  Michaela 

Bloomfielda. W zdecydowanej większości odwołują się one do tradycji muzyki country and 

western. Motyw przewodni, który pojawia się na początku filmu, a później powraca jeszcze 

dwukrotnie,  to  grana  na  gitarze  akustycznej  melodia  przypominająca  muzykę  standardowo 

wykorzystywaną  w  westernach,  uzupełniana  o  wojskowy  werbel.  Ewokuje  więc  nastrój 

bezkresnej prerii i męskiej przygody; tyle, że w kontekście wyraźnie ironicznym. Pojawia się 

                                                 

15

 

  Z powodu problemów z prawem autorskim na wydanej w 2001 roku płycie DVD 

piosenka ta została zastąpiona przez inny utwór. 

16

 

 Gary Couzens, Medium Cool, www .dvdtimes.co.uk 

background image

bowiem  trzykrotnie  –  po  raz  pierwszy,  gdy  motocyklista,  niczym  współczesny  kowboj, 

odbiera od Johna rolkę taśmy i  dostarcza ją do stacji telewizyjnej; po raz drugi,  gdy John i 

Gus, dźwigając sprzęt filmowy, „udają się na polowanie”, tj. wkraczają na basen, na którym 

przeprowadzają  wywiad  z  elegancką  panią;  po  raz  trzeci  wreszcie,  gdy  widzimy  karne 

oddziały  wojskowe,  którym  przeciwstawiona  jest  wyłącznie  krucha,  zagubiona  kobieta, 

poszukująca  syna.  Tak  właśnie  wygląda  dzisiaj  męska  przygoda,  zdaje  się  mówić  Wexler. 

Wszystkie  pozostałe  fragmenty  muzyki  oryginalnej  pojawiają  się  w  scenach,  pokazujących 

chłopca,  matkę,  lub  ich  obydwoje.  Utrzymane  w  gatunku  muzyki  folkowej,  ewidentnie 

potwierdzają  „ludowe”  pochodzenie  tych  bohaterów  i  ich  tradycjonalizm,  podkreślając 

zarazem  ważny  wątek  tego  filmu,  jakim  jest  rozdźwięk  między  tradycją  a  nowoczesnością, 

między „starą” a „nową” Ameryką.  

Widać więc, że pod względem narracyjnym film Wexlera znacznie różni się od kanonicznej 

formuły  klasycznego  filmu  amerykańskiego.  Zderza  ze  sobą  dwie  struktury  –  mozaiki  i 

teleologicznej  opowieści  miłosnej;  pozostawia  liczne  niejasności,  nawet  w  kluczowych 

fragmentach;  posługuje  się  systemem  słabo  czytelnych,  zawoalowanych  aluzji;  podważa 

zasadę  realistycznej  motywacji.  Odbiór  tego  filmu  wymaga  od  widza  dużego  skupienia  i 

pracy intelektualnej, niezbędnej, aby podążać tropem skąpych sugestii.  

 

Refleksywność 

Zdaniem  Davida  Jamesa,  refleksywność  była  jedną  z  najbardziej  charakterystycznych  cech 

europejskiego  kina  artystycznego,  a  także  amerykańskiej  awangardy,  z  prostego  powodu: 

kierunki  te  rozwijały  się  w  wyraźnej  opozycji  do  hollywoodzkiego  mainstreamu. 

Parodiowanie  i  łamanie  konwencji  kina  głównego  nurtu,  tak  ukochane  przez  nurty 

awangardowe (np. filmy grupy Warhola), a także przez niektóre odłamy europejskiego kina 

artystycznego  lat  sześćdziesiątych  (zwłaszcza  Godarda),  stawało  się  automatycznie  niejako 

metatematyczną  wypowiedzią  na  temat  tegoż  kina.  Jako  zaś,  że  jedną  z  cech  kina 

mainstreamowego  było  ukrywanie  własnej  filmowości,  nurty  opozycyjne  z  upodobaniem 

własną filmowość demonstrowały, ukazując warsztat filmowy, obnażając iluzyjny  charakter 

filmowej  rzeczywistości,  deliberując  na  temat  filmowych  procesów  znaczeniotwórczych. 

„Refleksywność była więc – stwierdza James - nagminną właściwością (pandemic trope) kina 

lat  sześćdziesiątych,  od  kina  strukturalnego,  poprzez  podziemne,  do  fabularnego  kina 

artystycznego,  a  nawet  do  Nowego  Kina  Hollywoodzkiego,  odrzucającego  klasyczną, 

przezroczystą  narrację,  umieszczającego  osobę  reżysera,  proces  filmowania,  konwencje 

narracyjne oraz akt patrzenia na pierwszym planie. Na początku lat siedemdziesiątych chwyty 

background image

uchodzące  za  brechtowskie  występowały  w  Hollywoodzkim  kinie  głównego  nurtu 

powszechnie”

17

.  Wskutek  tej  powszechności,  można  dodać,  nastąpiła  degradacja 

refleksywności,  która  przestała  być  właściwością  kina  artystycznego,  a  stała  się  cechą 

rutynowych przekazów telewizyjnych i kina komercyjnego. No, ale to zupełnie inna historia.  

Chłodnym  okiem  niewątpliwie  mieści  się  w  nurcie  kina  refleksywnego  lat 

sześćdziesiątych,  któremu  patronowało  przekonanie  o  nobilitującym  charakterze  „chwytów 

brechtowskich”.  Refleksywność  tego  filmu  jest  jednak  nieczysta,  heterogeniczna,  ponieważ 

odsyła  w  kilka  rozmaitych  kierunków.  Prawda,  film  zaczyna  się  i  kończy  ujęciami 

filmujących  kamer,  ale  są  to  kamery  telewizyjne,  a  nie  filmowe.  Z  tego  punktu  widzenia 

Chłodnym  okiem  nie  tyle  prowadzi  refleksję  nad  naturą  kina,  ile  opowiada  o  telewizji, 

sytuując  się  tym  samym  we  wcale  pokaźnym  nurcie  filmów  o  podobnej  tematyce.  Chyba 

wszystkie  znane  mi  filmy  o  telewizji  pokazują  ją  krytycznie,  i  film  Wexlera  nie  jest  tutaj 

wyjątkiem.  Można  zaryzykować  twierdzenie,  że  chodzi  w  tym  również  o  pognębienie 

groźnego  rywala  i  o  ukazanie  większej  szlachetności  własnego  medium.  Szlachetna  sztuka 

filmowa  ujawnia  bezduszność,  zakłamanie  i  manipulacyjną  naturę  telewizji,  ale  sama 

filmowość nie zostaje przy tym, bynajmniej, obnażona.  

Z  drugiej  strony  powiedzieć  jednak  można,  że  refleksywność  Chłodnym  okiem  dotyczy 

dokumentalizmu.  Akcja  filmu  dzieje  się  w  czasie,  gdy  kino  dokumentalne  przestaje  być 

gatunkiem  kinowym,  a  staje  się  przede  wszystkim  gatunkiem  telewizyjnym,  ale  proces  ten 

dopiero zachodzi, jeszcze się w pełni nie dokonał, w związku z czym mamy do czynienia z 

hybrydą,  gatunkiem  funkcjonującym  gdzieś  na  przecięciu  kina  i  telewizji.  John  i  Gus, 

operator  i  dźwiękowiec,  to  przecież  tandem  stworzony  przez  ruch  kina  bezpośredniego, 

należący  do  historii  kina,  a  nie  telewizji.  Nieprzypadkowo    ruchy  direct  cinema  i  cinema-

verite  mają  w  swych  nazwach  człon  „cinema”,  sytuujący  je  w  kontekście  kinowym.  John 

filmuje  kamerą  filmową  i  na  taśmie  filmowej  (przenośne  kamery  elektroniczne  wówczas 

jeszcze  nie  istniały),  tym  samym,  technologicznie,  również  sytuując  się  po  stronie  kina. 

Dopiero później nakręcony przez niego materiał przejmuje moloch telewizji i coś z nim robi. 

Można  powiedzieć,  że  film  Wexlera  pokazuje  proces  „połykania”  dokumentalizmu  przez 

telewizję.  Co  jednak  telewizja  robi  z  materiałem  dokumentalnym  –  tego  się  jednak  nie 

dowiadujemy.  Zaskakujące,  że  film  o  telewizji,  nawiązujący  tytułem  do  „proroka  ery 

elektronicznej”,  nie  pokazuje  ani  razu  obrazu  telewizyjnego.  W  odróżnieniu  od  klasyka 

filmowej  refleksywności,  „Człowieka  z  kamerą”,  w  którym  pieczołowicie  dokumentuje  się 

                                                 

17

 

 James, op.cit, s. 283. 

background image

wszystkie  fazy  powstawania  filmu,  od  zdjęć,  poprzez  montaż,  do  projekcji,  w  „Chłodnym 

okiem”  widzimy  tylko  ten  pierwszy  etap  –  filmowania.  Jedyne,  co  dowiadujemy  się  o 

dalszych losach materiałów filmowych to to, że trafiają w ręce FBI, które wykorzystuje je co 

celów  policyjnych.  Tymczasem,  nie  był  to  przecież  jedyny,  ani  nawet  nie  główny  cel 

filmowania, ani też sposób funkcjonowania dokumentalnych materiałów. Gdyby więc, uznać, 

że  refleksywność  filmu  Wexlera  polega  na  ukazywaniu,  w  jaki  sposób  materiały 

dokumentalne funkcjonują w świecie telewizji, to jej zasięg byłby bardzo ograniczony.  

W jeszcze innym wariancie, można uznać Chłodnym okiem za refleksję nad jednym z jednym 

z najtrwalszych i najbardziej uporczywych mitów dokumentalizmu, tj. mitem obiektywizmu, 

realizowanego  poprzez  przecięcie  więzi  między  filmowcem  a  rzeczywistością,  poprzez 

ustanowienie  czegoś  w  rodzaju  hermetycznej  szyby.  Trafnie  opisał  ten  mit  Siegfried 

Kracauer,  nawiązując  do  Prousta:  „Idealny  fotograf  jest  przeciwieństwem  nie  widzącego 

kochanka.  Przypomina  obojętne  lustro.  Jest  identyczny  z  obiektywem  swego  aparatu. 

Fotografia,  twierdzi  Proust,  jest  produktem  całkowitej  alienacji”

18

.  Przyznam,  że  aktorstwo 

Johna  Forstera,  kreującego  główną  rolę  w  filmie  Wexlera,  wprawia  mnie  w  zakłopotanie. 

Mam  przez  cały  czas  poczucie  obcowania  z  zombie,  człowiekiem,  który  jest  nieomal 

pozbawiony  mimiki,  porusza  się  sztywno,  zamiast  oczu  ma  szparki,  mówi  niczym  przez 

zaciśnięte gardło (jest to, skądinąd, zgodne z zasadą niedookreśloności postaci, o której pisał 

Bordwell).  Wiadomo,  że  rolę  tę  miał  grać  John  Cassavettes,  mówiło  się  też  o  klasyku  kina 

bezpośredniego, Albercie Maysles. Ciekawe, jak wówczas wyglądałby film Wexlera – wszak 

Cassavettes to zupełnie inny typ psychofizyczny, swobodny, wyluzowany, o żywej mimice. 

W każdym razie, gdybym, poniekąd na zasadzie adwokata diabła, miał bronić roli Forstera, to 

właśnie  przez  położenie  nacisku  na  wyobcowanie  kreowanej  przezeń  postaci.  Wexler 

pokazuje dokumentalistę wyobcowanego, który z alienacji uczynił swoją zawodową doktrynę. 

Wszak  jest  on  tylko  przedłużeniem  maszyny  (jak  to  określa  jego  dźwiękowiec),  a 

utożsamienie  z  maszyną  miało  być,  zgodnie  ze  wspomnianym  tutaj  mitem,  rękojmią 

bezstronności  i  obiektywizmu.  I  ten  właśnie  mit  na  naszych  oczach  ulega  załamaniu. 

Konstatował  to  zresztą  już  Kracauer,  którego  myśl  wywarła  duży  wpływ  na  filmowców 

amerykańskich lat sześćdziesiątych. Rzeczywistość nie podda się – stwierdził – jeśli fotograf 

„nie zaangażuje się w nią wszystkimi zmysłami i całą swoją istotą. (...) Fotograf widzi rzeczy 

odwrotnie  niż  mówi  Proust,  widzi  je  „w  swojej  duszy”

19

.  Droga  do  obiektywizmu,  jeśli  w 

                                                 

18

 

 Siegfried Kracauer, Teoria filmu. Odkupienie materialnej rzeczywistości, tłum. 

Wanda Wertenstein, Wydawnictwa Artystyczne i filmowe: Warszawa 1975, s. 38. 

19

 

 Ibidem, s. 39. 

background image

ogóle można o czymś takim mówić, wiedzie przez zaangażowanie, zgodnie z paradoksalnym 

dictum  Alberta  Maysles:  „można  być  dokumentalistą,  na  pozór  jedynie  rejestrując,  ale 

rzutując  coś  z  siebie  na  rzecz  filmowaną  i  jednocześnie  zachowując  absolutną  prawdę  w 

stosunku  do  tego,  co  na  zewnątrz”

20

.  Chłodnym  okiem,  pojmowane  jako  autotematyczna 

refleksja  nad  dokumentalizmem,  tę  właśnie  prawdę  wydaje  się  przekazywać,  przenosząc  ją 

zarazem  na  płaszczyznę  społecznego  oddziaływania  obrazów  dokumentalnych.    Jak 

przypomina  Stach  Szabłowski,  „chłodne  oko  nie  jest  okiem  niewinnym.  Filmowcy 

przekonują  się,  że zimny  obiektywizm  jest  iluzją,  a  bezstronne  na  pozór  medium  to  groźna 

broń w brutalnej walce politycznej”

21

Trzeba  jednak  powiedzieć,  że  opisywana  przez  Jamesa  i  Bordwella  (a  także  wielu  innych 

badaczy)  moda  na  refleksywność  w  kinie  lat  sześćdziesiątych  tylko  w  małej  części,  przy 

okazji  niejako,  dotyczyła  zagadnień  związanych  z  funkcjonowaniem  telewizji  czy  kina 

dokumentalnego. Film o telewizji, czy o realizacji filmu dokumentalnego, wcale nie musi być 

refleksywny w sensie brechtowskim; przeciwnie, może wspaniale funkcjonować jako przekaz 

„przezroczysty”,  skrywający  własne  warunki  produkcji.  Refleksywność  „brechtowska” 

wymaga, aby akt deziluzji dotyczył tego właśnie filmu, w ramach którego się dokonuje, nie 

zaś jakiegoś innego, którego realizacja jest tematem fabuły. Taką zaś deziluzję osiąga się na 

trzy podstawowe sposoby: (1) poprzez zakłócenie opowiadania przezroczystego; (2) poprzez 

                                                 

20

 

 James  Blue,  Thoughts  on  Cinema  Verite  and  Discussion  with  the  Maysles,  “Film 

Comment” 1964 nr 4, s. 27. 

21

 

 Stach Szabłowski, Filmowcy robią miny przed lustrem, czyli filmy o robieniu filmów

www  .  europaeuropa.pl.  Mówiąc  nawiasem,  zupełnie  nie  przekonuje  mnie  powszechnie 
powtarzana teza (m. in. przez Toeplitza, Jamesa, Garbicza czy Klejsę), że „Chłodnym okiem” 
obrazuje proces nabywania świadomości przez głównego bohatera, jego drogę od naiwności 
do  wiedzy,  od  „ideologicznej  iluzji”  do  rzeczywistości.  Moim  zdaniem  film  nie  potwierdza 
takiego przełomu, częściowo na skutek wyobcowanej gry aktora, w której trudno byłoby się 
dopatrzyć  śladów  jakiejś  ewolucji.  Prawda,  denerwuje  się  on,  gdy  dowiaduje  się,  że  FBI 
ogląda nakręcone przez niego taśmy, ale scena ta nie ma żadnych dalszych konsekwencji. Nie 
on  rezygnuje  z  dalszej  pracy  w  telewizji,  lecz  raczej  to  z  niego  rezygnują,  z  nie  do  końca 
wiadomych  powodów.  Wydaje  się,  że  śladem  nabierania  przez  niego  bardziej  osobistego 
stosunku  do  pracy  mogłaby  być  samowolna  wyprawa  do  dzielnicy  murzyńskiej  i  chęć 
dalszego  śledzenia  sprawy  taksówkarza,  który  dobrowolnie  oddał  znalezione  w  taksówce 
pieniądze. Później jednak okazuje się, że w sprawie pociągnął go motyw sensacyjny. „Istnieje 
tylko jeden rodzaj pieniędzy, po które nikt się nie zgłasza  – powie w tej samej rozmowie z 
Eileen  –  to  pieniądze  mafii”.  W  końcowej  części  beznamiętnie  filmuje  konwencję  Partii 
Demokratycznej, ukazaną przecież jako cyrk polityczny, a na ulicy, pomiędzy protestantami, 
znajdzie się nie z powodu swoich przekonań politycznych, lecz na prośbę Eileen, szukającej 
syna.  Jego  śmierć  przypomina  śmierć  Witka  Długosza  w  ostatniej  scenie  „Przypadku” 
Krzysztofa Kieślowskiego i podobnie można ją interpretować, jako przekorny komentarz do 
postawy niezaangażowanego profesjonalisty. Jest to jednak komentarz reżysera, a nie wyraz 
świadomości bohatera.  

background image

otwarte nawiązania do innych filmów, ujawniające filmowość filmu właściwego; (3) poprzez 

ujawnienie  aktu  twórczego,  często  polegające  na  wprowadzeniu  autora  w  świat  filmu. 

Wszystkie one są w filmie Wexlera obecne.  

Zakłócenie normy językowej, tj. przezroczystości formalnej, odbywa się w nim ostentacyjnie. 

Montaż  w  wielu  scenach  jest  niepłynny,  częste  są  skoki  montażowe  i  pomijanie  faz  ruchu. 

Wexler  unika  montażu  ciągłego  na  linii  wzroku,  na  ruchu,  czy  w  sekwencji  ujęcia  – 

przeciwujęcia,  łączy  ujęcia  o  różnych  walorach  świetlnych  i  barwnych  w  ramach  tej  samej 

sceny,  wykazuje  demonstracyjny  brak  troski  o  zachowanie  logiki  kierunku  ruchu.  W 

podobnie  niekonwencjonalny  sposób  montuje  obraz  z  dźwiękiem.  W  jednej  ze  scen 

bezceremonialnie wycisza dochodzący z tła dźwięk telewizora na czas rozmowy bohaterów; 

po  skończonej  rozmowie  dźwięk  powraca.  W  innej  scenie,  chrztu  Eileen,  oraz  śpiewów  w 

kościele, najpierw nie słyszymy nic, następnie słyszymy tylko rytmicznie klaszczące dłonie, 

choć  widać  wyraźnie  śpiewających  ludzi.  Podobny  zabieg  zastosowano  również  w  scenie 

wyścigów na wrotkach, a dźwięk widowiska został następnie rozciągnięty na scenę zbliżenia 

między  Johnem  a  Ruth.  Natomiast  komunikat  o  kończącym  film  wypadku  zostaje 

wygłoszony  przez  spikera  radiowego  w  czasie,  gdy  bohaterowie  jeszcze  żyją  i  mają  się 

dobrze. Wszystko to są zabiegi niekonwencjonalne, nawet dzisiaj, a co dopiero w roku 1969; 

wszystkie one zwracają  uwagę na  formę filmu, realizując tym  samym  podstawowy postulat 

refleksywności. Dodatkowo, rozszczepienie obrazu i dźwięku rymuje się z pracą bohaterów 

filmu. John i Gus to bowiem operator i dźwiękowiec. Jeden z nich rejestruje obraz, a drugi 

dźwięk. Widzimy ich przy pracy, jak osobno nagrywają dźwięk i obraz. Zademonstrowanie 

rozszczepienia  obrazu  i  dźwięku  jest  więc  naturalną  tego  konsekwencją,  wymaga  jedynie 

zmiany  estetyki,  z  estetyki  kina  głównego  nurtu,  nastawionego  na  tworzenie  iluzji 

rzeczywistości,  na  estetykę  kina  strukturalnego,  nastawionego  na  ujawnianie  materiałowych 

aspektów filmowego tworzywa. 

W  filmie  Wexlera  nie  brakuje  również  odniesień  intertekstualnych,  przede  wszystkim  do 

twórczości  Godarda.  Był  to  świadomy  ukłon  ze  strony  Wexlera,  wyraz  hołdu  nie  tylko  dla 

dokonań twórczych Francuza, lecz również dla jego zaangażowania politycznegoNajbardziej 

ewidentnym  nawiązaniem  do  Godarda  jest  zakończenie,  przypominające  zakończenie 

Pogardy.  Ponadto,  korytarze  w  gmachu  telewizji  przypominają  korytarze  totalitarnych 

instytucji  z  Alphaville,  godardowskie  z  ducha  wydaje  się  być  ogromne  nasycenie  filmu 

Wexlera  rozmaitego  typu  znakami.  Niewiele  jest  w  Chłodnym  okiem  kadrów,  w  których  na 

drugim planie nie widniałby plakat, albo zdjęcie, albo jakiegoś rodzaju sygnał czy napis. W 

mieszkaniu  głównego  bohatera  znajduje  się  zresztą  wielkie  zdjęcie  J.P.  Belmondo, 

background image

niezapomnianego  bohatera  Do  utraty  tchu  czy  Szalonego  Piotrusia.  Manierę  Godarda 

przypomina  również  „intelektualne”  traktowanie  muzyki  filmowej,  omówione  wcześniej. 

Wpływy  Godarda  są  najsilniejsze,  ale  obecność  kina  w  filmie  Wexlera  do  nich  się  nie 

ogranicza.  Ważne  miejsce  zajmuje  rozmowa  Johna  z  Ruth  na  temat  filmu  Pieski  świat 

Jacopettiego, od której zaczyna się efektowna scena erotyczna filmu Wexlera. Sama zaś scena 

erotyczna  przypomina  igraszki,  jakim  oddawał  się  bohater  Powiększenia  Antonioniego.  W 

obydwu wypadkach mamy do czynienia z podobnym chłodem i nadestetyzacją, choć inaczej 

zaaranżowaną. Na Powiększenie wskazuje zresztą również to, że bohater filmu pokazuje się w 

ciemni  fotograficznej,  okazuje  się  być  fotografem,  choć  w  żadnym  innym  fragmencie  filmu 

się o tym nie wspomina.  

Wreszcie,  ostatni  wariant  refleksywności  Chłodnym  okiem,  który  właściwiej  byłoby 

nazwać autotematyzmem, wyraża się umieszczeniem przez Wexlera siebie samego w swoim 

filmie.  Dzieje  się  to  już  na  poziomie  wyboru  tematu.  Film  nawiązuje  do  doświadczeń 

Wexlera,  wieloletniego  operatora,  współpracującego  z  telewizją,  realizującego  filmy 

dokumentalne.  Można  powiedzieć,  że  Chłodnym  okiem  jest  medytacją  operatora  filmowego 

nad  własnym  zawodem.  W  jednym  z  wywiadów,  nawiązując  do  Chłodnym  okiem,  Wexler 

wspomina  wizytę  z  Wietnamie  z  Jane  Fondą,  kiedy  to  na  jego  oczach  rolnik  wietnamski 

wszedł  na  minę:  „Dwóch  Wietnamczyków  rzuciło  się  z  pomocą,  a  ja  pobiegłem  za  nimi  z 

kamerą.  Cały  czas  ścierały  się  we  mnie  dwa  uczucia.  „Jakie  świetne  ujęcie”,  myślałem,  a 

jednocześnie  chciałem  rzucić  kamerę  i  przyjść  rannemu  z  pomocą.  Ostatecznie  przez  cały 

czas filmowałem, choć nie widziałem co, bo oczy zalewały mi łzy. Często wracam myślami 

do  tego  momentu,  do  pytania,  kiedy  należy  odłożyć  kamerę,  przestać  obserwować  i  zacząć 

działać. (...) Spójrzmy na pierwszą scenę  Chłodnym okiem, w której Cassellis filmuje ranną 

kobietę, a dopiero później wzywa karetkę. Artyści, filmowcy, muszą sobie odpowiedzieć na 

pytanie, na ile ich zawód polega trzymaniu ostrości i pilnowaniu właściwego oświetlenia, a w 

jakim stopniu wiąże się z odpowiedzialnością. Z uwagi na wpływ, jaki wywieramy na innych, 

uważam,  że  ponosimy  odpowiedzialność,  nie  możemy  ograniczyć  się  jedynie  do 

rzemieślniczej  sprawności.  To,  że  zrobiłem  Chłodnym  okiem,  nie  zwalnia  mnie  od 

odpowiedzialności  za  grzech,  o  który  oskarżam  innych,  grzech  braku  odpowiedzialności  za 

społeczne  nieprawidłowości.  Jako  filmowiec  jestem  tak  samo  winny,  ale  tym  filmem 

zwracam ten problem w stronę publiczności.”

22

  

                                                 

22

 

 Podaję  za  stroną  internetową: 

http://thestickingplace.  com

;  prawdopodobnie  jest  to 

fragment wywiadu zamieszczonego w filmie „Look Out Haskell, It’s Real”, albo w dodatkach 
do płytowego wydania filmu z 2001 roku.  

background image

Swoją  współodpowiedzialność  potwierdza  Wexler  w  najdobitniejszy  możliwy  sposób.  W 

ostatnim ujęciu widzimy go za kamerą, filmującą płonący samochód, a następnie zwracającą 

się  w  stronę  widza

23

.  Obecność  reżysera  we  własnym  filmie  zostaje  też  zaznaczona  przez 

sławny okrzyk „Look out Haskell, it’s real”

24

, pojawiający się w scenie zamieszek, chwilę po 

wybuchu  granatu  łzawiącego.  Został  on  zresztą  dograny  dopiero  w  fazie  postsynchronów, 

(krzyczącym  jest  syna  reżysera),  co  dobitnie  potwierdza,  że  autotematyzm  nie  wynikł  z 

przypadku,  lecz  był  świadomie  zaplanowaną  przez  Wexlera  strategią

25

.  Wreszcie,  walor 

autotematyczny ma również dialektyka napięć między kamerą Johna Cassellisa, fikcjonalnego 

bohatera,  a  Haskella  Wexlera,  rzeczywistego  operatora.  W  niektórych  scenach  widzimy 

Casselissa filmującego, i wówczas te dwie kamery pracują, by tak rzec, osobno. W niektórych 

jednak  kamery  utożsamiają  się,  widzimy  to,  co  filmuje  Cassellis,  dochodzi  więc  do 

utożsamienia  fikcyjnej  postaci  z  realnym  operatorem,  John  Cassellis  staje  się  porte  parole 

Haskella Wexlera

26

.  

 

Łączenie materiału dokumentalnego i fikcyjnego 

Trzecia  z  kluczowych  właściwości  filmu  Wexlera,  tj.  łączenie  materiału  dokumentalnego  z 

fabularnym,  nie  należy  do  paradygmatycznych  cech  europejskiego  kina  artystycznego  lat 

sześćdziesiątych.  Jest  ona  najprawdopodobniej  konsekwencją  wielkiego  awansu 

dokumentalizmu  w  kinie  amerykańskim  tego  okresu.  Przeciwstawienie  się  formule 

hollywoodzkiego snu polegało również na zwróceniu bacznej uwagi na inne formy filmowej 

wypowiedzi,  tj.  na  kino  dokumentalne  i  awangardowe,  często  zresztą  bardzo  siebie  bliskie. 

Powiedzieć  wręcz  można,  że  najbardziej  ożywcze  wiatry  w  kinie  amerykańskim  lat  tego 

okresu  miały  związek  z  dokumentalizmem,  a  w  każdym  razie  –  z  otwarciem  na 

rzeczywistość.  Dotyczy  to  i  szkoły  nowojorskiej,  z  Morrisem  Engelem,  Shirley  Clarke  czy 

Johnem  Cassavetesem,  i  ruchu  kina  bezpośredniego  –  uważanego  zresztą  wówczas  za  nurt 

eksperymentalny,  i  Andy  Warhola,  w  takich  filmach  jak  Kiss,  Sleep  czy  Empire  State 

Building    prowadzącego  –  jak  byśmy  dzisiaj  powiedzieli  –  przekorną  dekonstrukcję 

dokumentalizmu,  i  Stana  Brackhage’a  (np.  z  intymnym  dziennikiem  rodzinnym  Window 
                                                 

23

 

 Jerzy  Toeplitz  myli  się,  gdy  pisze,  że  Wexler  wcielił  się  w  fotografa,  robiącego 

zdjęcia  wypadku  z  przejeżdżającego  samochodu,.  (Jerzy  Toeplitz,  Nowy  film  amerykański
Warszawa 1973, s. 122). W rzeczywistości zdjęcia robi chłopiec, siedzący za kierowcą. 

24

 

 Okrzyk ten stał się zresztą czymś w rodzaju emblematu filmu. Zrealizowany w roku 

2001  film  dokumentalny  poświęcony  okolicznościom  realizacji  „Chłodny  okiem”  został 
zatytułowany właśnie „Look out, Haskell, it;s real. The making of  Medium Cool”. 

25

 

 

http://thestickingplace. com

 

26

 

 Por. Marta Miś, op. cit, s.  69-75. 

background image

Water Baby Moving), i wreszcie kina walczącego, zaangażowanego, reprezentowanego m. in. 

przez  Emila  de  Antonio,  kroniki  z  San  Francisco,  czy  samego  Wexlera  z  jego  filmem  The 

Bus. Jeśli więc Wexler zamierzył zrobić film awangardowy, niezależny i zaangażowany, ale 

zarazem  funkcjonujący  w  szerokiej  dystrybucji  kinowej,  to  mariaż  fabuły  z  dokumentem 

wydawał się czymś jak najbardziej naturalnym.  

Połączenie  dokumentu  z  fabuła  odbywa  się  na  dwa  podstawowe  sposoby.  Po  pierwsze, 

poprzez  umieszczenie  fikcjonalnych  postaci  pośród  prawdziwych  wydarzeń.  Tu 

najsławniejsza  jest  oczywiście  ponadpiętnastominutowa  sekwencja  zamieszek,  które  miały 

miejsce równolegle z konwencją Partii Demokratycznej. Wexler, co prawda, nie sprowokował 

zamieszek  (co  mu  podobno  zarzucano),  ale  scenę  dziejącą  się  podczas  walk  ulicznych  w 

Chicago zaplanował w scenariuszu, z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jak sam wspomina, 

wiedział o planowanych demonstracjach w Chicago i postanowił je wykorzystać do swojego 

filmu. Pretekstem fabularnym było poszukiwanie dziecka przez matkę. Widzimy więc Eileen, 

jak  ubrana  z  nieco  jarmarczną  elegancją  (na  poszukiwania  udała  się  od  razu    z  wizyty  w 

dyskotece), w jaskrawożółtą sukienkę, przemierza ogarnięte zamieszkami ulice Chicago. Do 

tej  samej  grupy  należą  sceny  ćwiczeń  oddziałów  do  rozpędzania  demonstracji  czy 

przygotowań do pogrzebu; działy się naprawdę, a Wexler umieścił bohaterów swojego filmu 

w ich tle. 

W  drugim  wariancie,  połączenie  dokumentu  fabułą  polega  na  paradokumentalnym 

filmowaniu  fikcjonalnych,  zainscenizowanych  wydarzeń.  Służą  temu  dobrze  znane  środki, 

takie  jak  „gubienie”  ostrości  przez  kamerę,  gwałtowne,  nieskoordynowane  ruchy  kamery, 

„brudy” dźwiękowe, spontaniczne zachowania ludzkie, itp. Tak filmowane są m.in. sceny w 

dzielnicy murzyńskiej czy sceny dziennikarskiego przyjęcia, na początku filmu. Jeśli jednak 

dana  scena  nie  dotyczy  wydarzenia  powszechnie  znanego,  jak  zamieszki  w  Chicago,  na 

podstawie  samych  danych  tekstualnych  nie  sposób  zgadnąć,  z  którym  wariantem  mamy  do 

czynienia;  skazani  jesteśmy  wówczas  na  informacje  spoza  tekstu  (np.  wypowiedzi  twórcy), 

albo na domysły.  

Dla porządku, trzeba wymienić jeszcze trzecią grupę scen, całkowicie wolną od zabarwienia 

dokumentalnego.  Są  to  oczywiście  retrospekcje,  ale  również  niektóre  sceny  z  chłopcem, 

zwłaszcza te, które pokazują jego miłość do gołębi. Wszystkie one pochodzą jakby z innego 

filmu.  Starannie  zainscenizowane,  przypominają  tradycyjną,  poetycką  fabułę.  Jeśli  ktoś 

chciałby postawić filmowi zarzut niespójności stylistycznej, to byłby w stanie tego dowieść

27

                                                 

27

 

 Na przykład  Adam Garbicz pisze, że  połączenie elementów lirycznych i poetyckich, w tym 

retrospekcji z sielskiej okolicy rodzinnej nauczycielki, ze społecznymi fragmentami epickimi, „tworzy całość 

background image

tym  bardziej, że niejakie rozwichrzenie, będące  właściwością tego  filmu i  nie ogranicza się 

tylko  do  tych  dwóch  stylów;  dodać  by  należało  co  najmniej  jeszcze  jeden,  nazwijmy  to, 

psychodeliczny, widoczny w scenie wizyty w dyskotece i w scenie erotycznej między Johnem 

a  Ruth.  Możliwe  jednak,  że  styl  tego  filmu  jest  tak  różnorodny,  tak  niespójny,  jak 

społeczeństwo, które film portretuje.  

To  prowadzi  w  kierunku  kluczowego  dla  omawianej  tu  kwestii  pytania:  co  daje  Wexlerowi 

mariaż  dokumentu  i  fabuły?  Odpowiedź  może  być  tylko  jedna:  prawdę  i  wiarygodność. 

Zaszczepiając filmowi dokumentalnemu elementy poetyki dokumentu twórcy często liczą na 

to,  że  skorzystają  przy  tym  z  premii,  jaką  jest  mit  prawdziwości  i  obiektywizmu, 

towarzyszący  materiałom  dokumentalnym.  Ponoszą  też  ryzyko,  wynikającej  z  całego 

relatywizmu tego mitu. A niekiedy świadomie ten relatywizm eksploatują.  

 

Portret Ameryki 

Chłodnym okiem portretuje Amerykę roku 1968, tego niezwykłego „roku barykad”, kiedy to 

zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w wielu krajach Europejskich, następuje kulminacja 

narastających od połowy lat sześćdziesiątych protestów. W Stanach Zjednoczonych konflikty 

przybierają  szczególnie  gwałtowny  charakter.  W  odstępie  zaledwie  paru  miesięcy 

zamordowanych zostaje dwóch czołowych polityków, uosabiających „nową” twarz Ameryki 

(Martin  Luter  King  Jr.  oraz  Robert  Kennedy),  a  przez  cały  kraj  przetacza  się  ogromna  fala 

demonstracji  i  zamieszek,  głównie  na  tle  praw  ludności  murzyńskiej  oraz  wojny 

wietnamskiej,  na  co  nakładają  się  protesty  młodzieży  studenckiej,  grup  feministycznych, 

radykałów  politycznych,  ugrupowań  ekologicznych,  a  do  tego  rewolucja  obyczajowa 

propagowana przez ruch hippisów. Trwające przez tydzień walki uliczne w Chicago, podczas 

tzw.  „tygodnia  życia”  ,  w  dniach  22  -  29  sierpnia  1968  roku,  zorganizowanego  jako 

alternatywa dla „konwencji śmierci”, tj. konwencji Partii Demokratycznej, uważa się za jedno 

z  najważniejszych  wydarzeń  nie  tylko  roku  1968,  lecz  całej  amerykańskiej  kontestacji  lat 

sześćdziesiątych.  

Chłodnym  okiem  portretuje  więc  Amerykę  roku  1968.  Jest  to  tym  ważniejsze,  że 

dokumentalny  film  amerykański  w  znacznym  stopniu  „przespał”  tę  burzliwą  dekadę.  Jak 

przypomina  Richard  M.  Barsam,  formacja  kina  bezpośredniego,  a  więc  najważniejszy  nurt 

niezależnego dokumentalizmu amerykańskiego lat sześćdziesiątych, przejmowała się bardziej 

kwestiami  estetycznymi  niż  społecznymi,  politycznymi  czy  moralnymi,  a  z  filmami 

                                                                                                                                                         

tyleż chropawą w konstrukcji, co przejmująco żywą i gorzko prawdziwą”. Adam Garbicz, Kino, wehikuł 
magiczny. Podróż czwarta, 
Wydawnictwo literackie: Kraków 1999, s. 212. 

background image

produkowanymi  przez  wielkie  sieci  telewizyjne  było  jeszcze  gorzej,  bo  te  niechętnie 

poruszały  kontrowersyjne  kwestie

28

.  Chłodnym  okiem  w  pewnym  stopniu  stara  się  więc 

wypełnić tę lukę, ale z drugiej strony oskarża, pokazując telewizję jako totalitarnego molocha, 

realizującego  własną  politykę,  oraz  dokumentalistów  jako  ludzi  w  gruncie  rzeczy  mało 

zainteresowanych tym, co się dzieje dookoła.  

Jaki więc obraz Ameryki wyłania się z filmu Wexlera? Przede wszystkim, widoczny 

jest  podział  na  Amerykę  „starą”  i  „nową”.  Jest  on  zresztą  bardzo  charakterystyczny  dla 

filmów  amerykańskich  opowiadających  o  kontrkulturze.  Znajdziemy  go  w  Swobodnym 

jeźdźcuRestauracji Alicji, Zabriskie Point, Odlocie i wielu innych filmach. 

Amerykę „starą” reprezentują Eileen i jej syn, zagubieni na ulicach „nowej”, nie rozumiejący 

tego,  co  dzieje  się  dookoła.  Stara  Ameryka  została  scharakteryzowana  w  trzech  bardzo 

przemyślanych retrospekcjach. W pierwszej z nich ojciec uczy syna strzelać. W drugiej ojciec 

chrzci  matkę  w  rzece  (może  to  być  aluzja  do  „ojców  założycieli”  Stanów  Zjednoczonych), 

przy  milczącym  współuczestnictwie  całej  społeczności,  a  następnie  wszyscy  śpiewają  w 

kościele; w trzeciej wreszcie ojciec wykłada synowi, jak powinny wyglądać stosunki między 

kobietą a mężczyzną („dom to świętość; kobieta należy do ciebie, ale ty do niej nie należysz; 

większość  kobiet  ma  przewrócone  w  głowie,  chcą  być  samodzielne”).  Jest  to  więc 

społeczność  zdecydowanie  patriarchalna,  o  dominującej  roli  mężczyzny.  Jest  to  zarazem 

społeczność bardzo tradycjonalna, zespolona mocnym spoiwem religii, żyjąca w symbiozie z 

                                                 

28

 

 Richard M. Barsam, The Nonfiction Film, w: Paul Monaco, History of the American 

Cinema, vol 8: The Sixties: 1960-1969, Charles Scribner’s Sons, New York, Detroit, 2001, s 
198.  Oto,  co  Barsam  pisze  o  dokumentalnym  obrazie  najgorętszych  wówczas  a  Ameryce 
kwestii:  „Zważywszy  na  wagę  polityki  w  latach  sześćdziesiątych,  zadziwiająco  mało 
znaczących  filmów  dokumentalnych  powstałych  w  tamtej  dekadzie  było  jej  poświęconych” 
(s. 221); „kwestiom życia rodzinnego i społecznego filmowcy poświęcili równie mało uwagi, 
jak  polityce”  (s.  222);  „Najbardziej  może  rzucającym  się  aspektem  życia  społecznego  lat 
sześćdziesiątych było zjawisko tzw. kontrkultury, wyrażające się m. in. radykalnymi ruchami 
studenckimi  i  zaciekłym  antyintelektualizmem,  powszechnym  używaniem  marihuany  i 
środków  halucynogennych,  kolorowymi  strojami,  muzyką  folkową  i  rockową,  a  także 
aktywnością  ruchów  pokojowych.  Zadziwiające,  że  filmowcy  nie  potrafili  wykorzystać  tej 
niebywałej  okazji  do  filmowania  obrazów  tyleż  barwnych,  co  społecznie  doniosłych. 
Wprawdzie niektóre aspekty kontrkultury zostały pokazane w filmach poświęconych muzyce 
rockowej  i  kulturze  młodzieżowej  (zwłaszcza  Monterey  Pop,  Woodstock  i  Gimme  Shelter), 
ale  żaden  film  dokumentalny  z  lat  sześćdziesiątych  nie  objął  całości  zjawiska.  (...)  Lata 
sześćdziesiąte cechowały się również skłonnością do eksperymentowania z narkotykami oraz 
do ogólnej swobody obyczajowej (permissivenes), ale poza kilkoma wyjątkami, producenci, 
filmowcy ani  widzowie nie byli zainteresowani  filmami  o tej tematyce” (s. 223); „Zdaniem 
wielu  ludzi,  wojna  w  Wietnamie  oraz  ruch  praw  obywatelskich  to  najważniejsze  problemy 
społeczne tamtego czasu. Jednak filmowcy, nawet ci zaangażowanie politycznie, interesowali 
się ruchem praw obywatelskich jeszcze mniej niż innymi kwestiami” (s. 223). 

background image

naturą.  Spokojny,  powolny  rytm  retrospekcji  określa  styl  życia  mieszkańców  wsi  w 

Apallachach.  Retrospekcje,  powolne,  starannie  zakomponowane  pod  względem  wizualnym 

(ze  zdecydowaną  dominantą  barwy  żółtej),  tak  bardzo  różnią  się  od  reszty,  że  stanowią 

właściwie film w filmie.  

„Nowa”  Ameryka  nie  ma  właściwie  swojego  rzecznika.  Nie  jest  nim  na  pewno  Cassellis, 

pracownik wielkiej korporacji, człowiek pozbawiony wyrazistych poglądów (w każdym razie, 

nic o nich nie wiemy). Funkcję tę można by przypisać demonstrantom, ale z filmu nie sposób 

wywnioskować,  o  co  im  właściwie  chodzi,  ani  tym  mniej  –  o  co  chodziło  kontestatorom  z 

końca  lat  sześćdziesiątych.  Pozostają  więc  same  wrażenia:  pośpiech,  zamęt,  konflikt, 

swoboda  obyczajowa,  brak  religii,  narkotyki,  a  nade  wszystko  –  przemoc.  Temat  przemocy 

przewija się przez cały film Wexlera; począwszy od rozmowy dziennikarzy, utyskujących na 

zainteresowanie mediów (i widzów) scenami przemocy, poprzez obrazy ćwiczeń policji przed 

walkami ulicznymi, sceny na strzelnicy, agresję policjanta wobec murzyńskiego taksówkarza 

oraz  Murzynów  wobec  Johna  i  Gusa,  trening  bokserski  Johna  i  nauki,  jakich  udziela 

Haroldowi  (chodzi  o  to,  aby  wykończyć  przeciwnika),  aż  do  przemocy  policji  względem 

demonstrantów. Uwzględniwszy zaś, że również „stara” Ameryka nie stroni od przemocy (w 

pierwszej  retrospekcji  ojciec  uczy  syna  strzelać),  rzec  można,  że  przemoc  jest,  w  ujęciu 

Wexlera, wszechobecna, stanowi swoisty kod genetyczny Ameryki.  

Film Wexlera jest zdecydowanie krytyczny wobec systemu politycznego i instytucji państwa. 

Atakuje telewizję i policję, konwencję wyborczą pokazuje jako cyrk. Gary Couzens nazywa 

go „jednym z najbardziej lewicowych filmów w historii kina amerykańskiego”, a sam Wexler 

miał  powiedzieć:  „to  establishment  jest  celem  naszych  ciosów  i  to  pod  adresem 

establishmentu  rzucamy  liczne  pytania”

29

.  Ten  krytyczny  wobec  establishmentu  ton  był 

zresztą  najprawdopodobniej  główną  przyczyną,  dla  której  Paramount  długo  zwlekał  ze 

skierowaniem  filmu  do  dystrybucji,  a  następnie  przyznano  mu  kategorię  X  (oficjalnym 

powodem była scena erotyczna między Johnem a Ruth, w której obydwoje pokazują się nago; 

był to pierwszy film amerykański „głównego nurtu”, pokazujący męską nagość).  

Krytyczny  wobec  establishmentu,  wobec  państwa  i  jego  instytucji,  znajduje  jednak  Wexler 

linię  polityczną,  z  którą  wydaje  się  utożsamiać.  W  filmie  wymienia  się  z  nazwiska  tylko 

trzech  polityków  –  Johna  F.  Kennedy’ego,  pastora  Kinga  oraz  Roberta  Kennedy’ego, 

orędowników zmian, zastrzelonych w skrytobójczych zamachach. W ten sposób film Wexlera 

przyczynia się do umacniania mitu  rodziny Kennedych. Młodszy z braci, zastrzelony już w 

                                                 

29

 

 Podaję za: Jerzy Toeplitz, s. 124.  

background image

trakcie  pracy  nad  filmem,  staje  się  wręcz  jego  cichym  bohaterem.  Oglądamy  nie  tylko 

potajemną rekonstrukcję chwil przez zabójstwem oraz przygotowania do pogrzebu; w jednej z 

wcześniejszych  scen  John  i  Gus  kręcą  wywiad  z  grupą  wolontariuszy,  pracujących  przy 

kampanii prezydenckiej Roberta Kennedy’ego, zaś plakat z podobizną tego polityka pojawia 

się w mieszkaniu Eileen, co jest o tyle dziwne, że kobieta, zagubiona w nowej rzeczywistości, 

zupełnie  się  polityką  nie  interesuje

30

.  W  ogarniętej  zamętem  Ameryce,  wydaje  się  mówić 

reżyser,  to  właśnie  trójka  zastrzelonych  polityków  niosła  nadzieję  na  przełom, 

sprawiedliwość,  odzyskanie  utraconej  harmonii.  Nadzieję,  nie  trzeba  dodawać,  płonną,  tym 

bardziej, że wizerunki trzech polityków stają się w istocie własnością anonimowej korporacji 

i przedmiotem manipulacji medialnej.  

 

Przekaźnik średnio fajny 

Tytuł  filmu  nawiązuje,  jak  powszechnie  wiadomo,  do  myśli  Marshalla  McLuhana,  w  tym 

zwłaszcza, do jego koncepcji przekaźników zimnych i gorących. Zimne to te, które są ubogie 

w informacje, więc wymagają aktywności odbiorczej; gorące to te, w którym jeden kanał jest 

w  silnie  nasycony  informacyjnie,  nie  zostawiając  miejsca  na  aktywność  odbiorczą. 

Przekaźniki gorące są skuteczne propagandowo, ponieważ wypełniają niejako całą przestrzeń 

w  umyśle  odbiorcy,  nie  dając  możliwości  nabrania  krytycznego  dystansu.  Gorące,  zdaniem 

McLuhana jest np. radio czy kino, zimna jest telewizja.  

Podział  na  przekaźniki  zimne  i  gorące  to  jeden  z  najbardziej  zawiłych  i  kontrowersyjnych 

punktów  teorii  McLuhana.  Konia  z  rzędem  temu,  kto  powie,  dlaczego  kanadyjski  teoretyk 

uznał  telewizję  za  medium  ubogie  informacyjnie  (może  wynikało  to  z  kiepskiej  jakości 

pierwszych  przekazów  telewizyjnych?),  albo,  dlaczego  kino,  posługujące  się  przecież  i 

dźwiękiem, i  obrazem,  miałoby wypełniać jeden kanał  informacyjny (jak np. radio) i  z tego 

powodu  być  przekazem  gorącym.  Na  szczęście,  zawiłości  teorii  McLuhana  nie  są 

przedmiotem  niniejszych  dociekań.  Interesuje  nas  ona  tutaj  jedynie  w  kontekście  filmu 

Wexlera.  

W tym miejscu zaś komentatorzy na ogół zgodnie twierdzą, że Wexler jest wobec McLuhana 

polemiczny.  Kanadyjczyk  był  entuzjastycznym  piewcą  telewizji,  amerykański  reżyser  jest 

wobec niej krytyczny. Dla McLuhana media były przedłużeniem człowieka, dla Wexlera – to 

człowiek jest przedłużeniem mediów. McLuhan twierdził, że telewizja wyzwala aktywność, 

bohaterowie Wexlera zaś są chłodni w tradycyjnym  (a nie mcluhanowskim) znaczeniu  tego 
                                                 

30

 

 Wydaje się, że w tym momencie dyskursywne intencje Wexlera wzięły górę na 

wymogami spoistości postaci. 

background image

słowa  i  raczej  z  rzeczywistości  wyobcowani.  Można  też  uznać  film  Wexlera  za  rodzaj 

polemiki z McLuhanowskim przeciwstawieniem telewizji i kina. Oto Chłodnym okiem, a więc 

film  „kinowy”,  wymusza  aktywność  widza,  podczas  gdy  telewizja,  w  tym  filmie 

portretowana, tej aktywności nie sprzyja, lecz raczej  -  wręcz przeciwnie

31

. Warto wreszcie, 

szukając  tropów  polemicznych  wobec  McLuhana,  zwrócić  uwagę  na  pewien  pomijany 

zazwyczaj  szczegół,  mianowicie  na  zastosowanie  inwersji  w  tytule.  Film  Wexlera  nie  nosi 

tytułu  „cool  medium”,  co  byłoby  zgodne  z  piśmiennictwem  McLuhana  i  przekładałoby  się 

prosto  na  „zimny  przekaźnik”,  lecz  „Medium  Cool”,  co  trafniej  byłoby  przetłumaczyć  jako 

„średnio  chłodny”,  a  więc  po  prostu  letni,  a  może  również  „średnio  fajny”,  czyli  całkiem 

niefajny. To chyba byłoby bliższe zawartej w filmie Wexlera charakterystyce telewizji.  

 

W dwóch jednak co najmniej  miejscach przemyślenia McLuhana mogą  rzucić nieco 

światła  na  film  Wexlera.  Po  pierwsze,  samo  kryterium  zaangażowania,  które  decyduje  o 

wyróżnieniu  przekaźników  zimnych  i  gorących,  jest  kluczowe  dla  filmu.  Chłodnym  okiem 

porusza  kwestię  zaangażowania  na  wielu  piętrach.  Jak  dowodziliśmy  uprzednio,  wymusza 

wręcz  aktywność  percepcyjną  i  intelektualną  u  odbiorcy.  Stawia  problem  zaangażowania 

filmowca-dokumentalisty  w  filmowaną  przez  niego  rzeczywistość.  Pokazuje  ludzi 

zaangażowanych  w  działalność  polityczną,  choć  z  drugiej  strony  pokazuje,  jak  to 

zaangażowanie staje się pożywką medialnego cyrku. Choć koncept przekaźników zimnych i 

gorących może budzić liczne wątpliwości, to leżące u jego podstaw kryterium trafia w samo 

sedno  przedstawianych  przez  Wexlera  dylematów.  Po  drugie,  warto  pamiętać,  że  koncept 

przekaźników  zimnych  i  gorących  mieścił  się  w  szerszej  ramie  opisu  cywilizacyjnego.  Nie 

chodziło  tylko  o  człowieka  i  jego  zaangażowanie,  chodziło  o  cywilizację  druku, 

przeciwstawioną  cywilizacji  obrazu  telewizyjnego.  Może  więc  John  Cassellis,  chłodny  (w 

tradycyjnym  znaczeniu  tego  słowa)  profesjonalista,  to  człowiek  „epoki  druku”, 

niezaangażowany, oddzielony od rzeczywistości, wąsko wyspecjalizowany, który zaplątał się 

w  epokę  telewizji?  Tak  patrząc,  film  Wexlera  obrazowałby  nie  tyle  konflikt  polityczny,  ile 

cywilizacyjny  –  między  gorącą  cywilizacją  druku  i  wywodzącą  się  z  niej  machiną  państwa 

narodowego, a zimną cywilizacją telewizji, z charakterystycznym dla niej chaosem, zamętem, 

holizmem,  partycypacją  oraz  prymatem  bezpośredniego  kontaktu.  Pod  wpływem  zaś 

zderzenia  gorących  i  zimnych  środków  przekazu  „kultura  rozpada  się  w  gruzy”,  ponieważ 

„gorące  środki  przekazu  wspierają  racjonalny  projekt  zaprowadzenia  ładu,  wyraźnie 

oddzielają  sferę  publiczną  i  prywatną,  zaś  zimne  zmierzają  do  integracji  obu  płaszczyzn 

                                                 

31

 

 Zdaniem Marty Miś, McLuhan swoim filmem pragnął niejako „ochłodzić” medium 

filmowe, sprawić, by wymagało ono zaangażowania odbiorcy. Marta Miś, op. cit. s. 74. 

background image

życia,  wspierają  demokratyzację  poznania,  podważają  obowiązujące  autorytety,  normy 

prawne  i  władzę”

32

.  Przystawalność  tej  charakterystyki  do  filmu  Wexlera  jest  uderzająca. 

Film niewątpliwie przedstawia moment starcia dwóch modeli społecznych, a nawet, mówiąc 

nieco  patetycznie,  modeli  cywilizacyjnych;  wszak  sytuuje  się  na  pograniczu  II  i  III  fali 

(Toffler), II i III Świadomości (Charles Reich), modernizmu i postmodernizmu. Klasyfikacje 

McLuhana  zaś  wpisują  się  w  siatkę  wielu  modeli  teoretycznych,  stawiających  sobie  za  cel 

opisanie zmiany, do jakiej doszło w drugiej połowie lat sześćdziesiątych.  

Telewizja  zajmuje  w  filmie  Wexlera  bardzo  dużo  miejsca,  rzec  można,  że  jest  ten  film  jej 

poświęcony.  Oskarża  się  ją  o  kultywowanie  przemocy  (scena  rozmowy  dziennikarzy),  o 

nieudolne  zastępowanie  systemu  edukacji  (opowieść  Harolda  o  szkole),  przedstawia  się  ją 

jako anonimowego, biurokratycznego molocha, współpracującego z policją i kierującego się 

własnymi,  politycznymi  rachubami.  Takiemu  „prawdziwemu”  obrazowi  telewizji 

przeciwstawiona  jest  naiwna  wiara  w  nią,  objawiona  przez  demonstrantów,  skandujących 

„The  whole  world  is  watching”  i  próbujących  zatrzymać  odjeżdżający  wóz  stacji  NBC. 

Demonstranci wierzą, że telewizji pokaże całemu światu ich walkę, że pokaże prawdę o nich, 

a zarazem powstrzyma policję od brutalnych działań. Jakże ta naiwna wiara w telewizję różni 

się  od  świadomości  wyrażanej  przez  polskich  demonstrantów  z  roku  1968  okrzykiem 

„telewizja kłamie”.  

Spośród  szeregu  scen  poświęconych  telewizji  w  filmie  Wexlera  dwie  wydają  mi  się 

szczególnie ważne, tym  bardziej, że swoim przesłaniem  wykraczają poza „dyżurny” zestaw 

uwag krytycznych na temat tego medium. Chodzi o scenę w dzielnicy murzyńskiej i rozmowę 

z murzyńskimi bojownikami oraz o scenę w mieszkaniu Eileen, gdy wraz z Johnem oglądają 

program o Johnie Kennedym, Robercie Kennedym i pastorze Kingu i słuchają przemówienia 

Kinga.  W  pierwszej  z  tych  scen  Murzyni  zarzucają  Cassellisowi,  że  telewizja  traktuje  ich 

instrumentalnie, wykorzystuje dla własnych potrzeb, nie pokazuje prawdy o nich. W długim, 

emocjonalnym  monologu  jeden  z  Murzynów  mówi,  że  czarnoskóry  człowiek,  jeśli  chce 

wyrwać  się  z  anonimowości,  jeśli  chce,  aby  o  nim  usłyszano,  musi  kogoś  zabić.  Wtedy 

wszyscy się dowiadują o jego istnieniu. „Tylko dlaczego czekacie  – pyta Murzyn – aż ktoś 

zostanie  zabity?  Bo  ktoś  zostanie  zabity”.  Chodzi  tutaj,  jakbyśmy  dzisiaj  powiedzieli,  o  

wykluczenie z dyskursu publicznego. Ci, którzy zostają wykluczeni z dyskursu publicznego, 

muszą uciec się do gwałtu, aby ich zauważono. Wynika z tego prosty wniosek: pokazanie w 
                                                 

32

 

  Krzysztof Loska, Dziedzictwo McLuhana. Między nowoczesnością a 

ponowoczesnością, Rabid: Kraków 2001, s. 78 i 79. 

 
 

background image

telewizji rozładowuje agresję. Jeśli telewizja nie będzie czekać, aż ktoś zostanie zabity, (tzn. 

jeżeli poświęci potencjalnemu agresorowi uwagę), to nikt nie zostanie zabity.  

Druga  scena  stanowi  pod  względem  myślowym  kontynuację  i  dopełnienie  tej  pierwszej. 

Eileen z Johnem  oglądają w telewizji program  poświęcony Johnowi i  Robertom Kennedym 

oraz Martinowi Lutrowi Kingowi

33

. Samego programu nie widzimy, oglądamy jedynie Eileen 

i Johna przed odbiornikiem, oświetlonych jasną poświatą. Przywodzi to na myśl skojarzenia 

religijne, tym bardziej, że z odbiornika płyną słowa pastora, a po jego wystąpieniu rozlega się 

grzmot.  Najważniejszy  jest  jednak  komentarz  Johna,  bądź  co  bądź  człowieka  telewizji,  po 

tym  programie.  To  wszystko  jest,  mówi  realizacją  „scenariusza  narodowego  oczyszczenia. 

Ludzie mówią: jesteśmy wini, jesteśmy źli. Bo ludzie się boją, że im Murzyni rozwalą sklepy, 

spalą dzielnice. Więc robią w telewizji ogólnonarodowy program żałoby po męczenniku”. W 

ten sposób  Wexler antycypuje niejako diagnozę  sformułowaną znacznie  później przez Billa 

Nicholsa. Telewizja jawi się jako rodzaj uziemienia, odprowadzającego do gruntu  społeczne 

napięcia

34

 

                                                 

33

 

 Również  w  tej  scenie  intencje  dyskursywne  reżysera  wzięły  górę  nad  wymogami 

spoistości  postaci.  Cassellis  najpierw  składa  kadr  z  palców  i  mówi  „chciałbym  to  kręcić”, 
potwierdzając  swój  wizerunek  chłodnego  „zdjęcioroba”.  Następnie  zaś  –  jedyny  raz  w  tym 
filmie  –  objawia  głęboką  świadomość  natury  mediów,  wygłaszając  wykład  na  temat 
oddziaływania telewizji, którego nie powstydziłby się Marshall McLuhan. 

34

 

 Bill  Nichols,  na  granicy  rzeczywistości  telewizyjnej,  przeł.  Mirosław  Przylipiak, 

„Kwartalnik filmowy” 1998 nr 23.