background image

JAYNE ANN KRENTZ 

NOC POŚLUBNA 

background image

Sute  fałdy  wspaniałej  atłasowej  sukni  ślubnej  spływały  miękko  za  Angie,  kiedy  jej 

nowo poślubiony małŜonek sprowadzał ją za rękę po schodach do czekającej limuzyny. Roze-

ś

miana  gromada  krewnych  panny  młodej  wyległa  na  trawnik,  formując  wiwatujący  szpaler. 

Członków  rodziny  Townsendów  łatwo  było  odróŜnić  od  reszty  gości.  Prawie  wszyscy  mieli 

miedzianorude włosy i oczy koloru morza, podobnie jak Angie. Teraz hałaśliwie i wesoło, ze 

zwykłą sobie spontanicznością, Ŝegnali odjeŜdŜających nowoŜeńców. 

-  Zupełnie  zapomniałem,  Ŝe  jeszcze  to  nas  czeka  -  mruknął  Owen  Sutherland 

zanurzając się w tłum z Angie u boku. 

Obsypani  gradem  ryŜu  i  płatkami  kwiatów,  z  trudem  torowali  sobie  drogę  poprzez 

niechętnie rozstępujących się gości weselnych. Kilku męŜczyzn nie omieszkało pospieszyć z 

pikantnymi radami na temat nocy poślubnej, wywołując na twarzy Angie krwawy rumieniec. 

-  To  wszystko  twoja  wina  -  szepnęła  do  Owena.  -  Jeśli  zaleŜało  ci  na  skromnym 

ś

lubie,  nie  powinieneś  był  oddawać  sprawy  w  ręce  mojej  rodziny.  Niczego  nie  robimy 

połowicznie. 

- Nie mogę powiedzieć, Ŝe nie zostałem uprzedzony - przyznał Owen. 

Angie  odwróciła  się,  Ŝeby  pomachać  na  poŜegnanie  rodzicom  i  bratu,  którzy  z 

kieliszkami szampana stali w drzwiach ekskluzywnego klubu wiejskiego. Matka Angie, jedna 

z nielicznych nierudowłosych osób w rodzinie, roniła łzy w chusteczkę. Zwierzyła się kiedyś 

córce, Ŝe we wczesnej młodości była dobrze ułoŜoną i dystyngowaną panienką, ale po ślubie 

z Palmerem Townsendem jej powściągliwe maniery diametralnie się zmieniły. 

Palmer Townsend, krzepki, barczysty męŜczyzna, którego doskonale skrojone ubranie 

nie całkiem tuszowało nieco wydatny brzuch, patrzył na córkę promieniejąc ojcowską dumą. 

Wzniósł jej z daleka toast kieliszkiem, odprowadzając ją wzrokiem do limuzyny. 

Harry,  jej  starszy  o  trzy  lata  dwudziestodziewięcioletni  brat,  poŜegnał  ją  szerokim 

uśmiechem.  Był  równie  mocno  zbudowany  jak  ojciec  i  miał  gęste,  płomiennorude  włosy, 

które u nestora rodu Townsendów zdąŜyły się juŜ nieco przerzedzić. 

- Jednak warto było urządzić pełną galę - powiedział Owen. - W tej sukni wyglądasz 

jak księŜniczka z bajki. 

-  Jego  jasnoszare  oczy  przesunęły  się  po  niej  z  wyraźnym  uznaniem,  kiedy  szofer  w 

liberii otwierał im drzwi samochodu. 

To  spojrzenie  przeszyło  Angie  Ŝywym  ogniem.  Serce  zaczęło  jej  bić  jak  oszalałe. 

Owen  był  taki  przystojny!  I  taki  niewiarygodnie,  zniewalająco  męski.  Wszystko  w  nim,  po-

cząwszy od kruczoczarnych włosów i ostrych drapieŜnych rysów, poprzez wysmukłe, mocno 

zbudowane ciało, emanowało siłą i witalnością. 

background image

Policzki Angie spłonęły pod jego zdecydowanym, zaborczym wzrokiem. Dziś w nocy 

Owen  posunie  się  dalej,  nie  skończy  na  poŜądliwych  spojrzeniach.  Dziś  w  nocy  po  raz 

pierwszy będzie się z nią kochać. Ta myśl zaparła jej dech w piersiach. 

Tylko z braku okazji, nie z braku chęci, nie poszła z nim dotąd do łóŜka. Zawiniły tu 

przede  wszystkim  jego  wypełniony  co  do  minuty  plan  zajęć  i  szybkie  jak  burza  konkury.  A 

takŜe jego zdecydowanie, aby narzeczona nie stała się przedmiotem dwuznacznych plotek w 

lokalnej  prasie  czy  w  klubie,  do  którego  naleŜał  wraz  z  jej  ojcem.  Swoją  rolę  odegrała  teŜ 

oczywiście nadopiekuńcza, staroświecka postawa jej rodziny. 

Po  prostu  zabrakło  nam  czasu,  pomyślała  Angie  z  Ŝalem.  Ostatecznie  znała  Owena 

zaledwie od trzech miesięcy, z czego pierwsze dwa bała się go jak diabeł święconej wody. 

On zaś, z nieomylnym instynktem myśliwego, starał się jej nie spłoszyć i nie dąŜył do 

bardziej  intymnej  zaŜyłości.  Wabił  ją  łagodnymi  zalotami  i  oswajał  powoli  jak  płochą 

zwierzynę. 

Wielką pomocą słuŜyła mu w tym jej rodzina, zachwycona projektem ich małŜeństwa. 

Jak  zwykle  członkowie  klanu  Townsendów  byli  przekonani,  Ŝe  wiedzą  najlepiej,  co  słuŜy 

dobru Angie, i nie omieszkali jej tego powiedzieć. 

Sama Angie zdawała sobie sprawę, Ŝe ich protekcjonalność i nadopiekuńczość wynika 

nie tyle z faktu, Ŝe jest najmłodsza, ile z jej braku predyspozycji do prowadzenia rodzinnego 

przedsiębiorstwa, czyli Pensjonatów Townsend. 

Od  najmłodszych  lat  pociągał  ją  raczej  świat  sztuki  niŜ  świat  finansów.  Ten  brak 

smykałki do interesów, tak niecodzienny w jej rodzinie, przyczynił się do uznania jej za osobę 

z gruntu prostoduszną i naiwną. W rezultacie cały klan dokładał starań, aby trzymać ją z dala 

od  spraw  wielkiego  biznesu.  Jej  brat,  Harry,  przygotowywał  się  do  przejęcia  po  ojcu 

rodzinnego imperium, a ją zachęcano do kontynuowania zamiłowań artystycznych. 

Angie na ogół tolerowała ten paternalistyczny stosunek do siebie, pod warunkiem, Ŝe 

nie  usiłowano  zbyt  daleko  ingerować  w  jej  Ŝycie.  Zaś  w  przypadku  Owena  Sutherlanda 

uznała, Ŝe rodzina ma rację. Ten człowiek był jakby dla niej stworzony. 

Dopiero  przed  miesiącem  ośmieliła  się  sama  przed  sobą  przyznać,  Ŝe  jest  w  nim 

zakochana.  I  z  niedowierzaniem  skonstatowała,  Ŝe  i  jemu  naprawdę  na  niej  zaleŜy.  Jednak 

jakieś  sprawy  niecierpiące  zwłoki  wciąŜ  zmuszały  go  do  wyjazdu  z  Tucson.  A  kiedy  juŜ 

zdarzało się im zostać sam na sam, zawsze gdzieś na horyzoncie pojawiali się jej ojciec, brat 

lub matka. Owenowi zdawało się to nie przeszkadzać. 

Nikt nie był bardziej zdumiony jej  uczuciem do  Owena niŜ ona sama. Wcale nie tak 

wyobraŜała  sobie  męŜczyznę,  który  miałby  zostać  jej  męŜem  lub  kochankiem.  Doskonale 

background image

rozumiała  swoją  początkową  obawę,  gdy  patrzyła  teraz  na  niego,  stojąc  przy  drzwiach 

limuzyny. Ubrany  w surową czerń i oficjalną biel, z pierwszymi nitkami srebra w  ciemnych 

włosach, był wysoki, ciemny i groźny. 

Kiedy ojciec po raz pierwszy go przedstawił, miała ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie. 

Jej reakcja nie miała nic wspólnego z faktem, Ŝe rodziny Sutherlandów i Townsendów od lat 

konkurowały  ze  sobą  na  rynku  turystycznym.  Sprawy  związane  z  hotelarstwem  niewiele  ją 

obchodziły  i  całą  rywalizację  uwaŜała  za  głupotę.  Ale  jedno  spojrzenie  w  niezgłębione, 

stalowoszare  oczy  Owena  powiedziało  jej,  Ŝe  z  tym  męŜczyzną  mogą  być  kłopoty.  JuŜ 

podczas  ich  pierwszego  spotkania  Angie  odczuła  jakiś  dziwny,  niewytłumaczalny  niepokój. 

Jakby do krainy słońca zstąpił KsiąŜę Ciemności, zastawiając na nią pułapkę. 

Oczywiście było to jeszcze zanim go lepiej poznała, zanim przekonała się, jak bardzo 

mu  na  niej  zaleŜy.  Co  nie  znaczy,  Ŝe  dawał  temu  ostentacyjnie  wyraz,  jak  zrobiłby  kaŜdy  z 

Townsendów.  Owen  był  bardzo  skryty,  nieprzywykły  do  demonstrowania  uczuć.  Angie 

przeczuwała, Ŝe moŜe minąć jakiś czas, zanim nauczy się otwarcie mówić z nią o miłości, ale 

była juŜ zakochana i gotowa poczekać. 

Jej świeŜo poślubiony małŜonek był człowiekiem twardym, nieludzko opanowanym i 

trzymającym  się  w  ryzach.  Cechowała  go  pewna  chłodna  wyniosłość,  wrodzona  ludziom 

nawykłym do rządzenia i zauwaŜalna równieŜ u jej ojca i brata, ale w przeciwieństwie do nich 

niezłagodzona przez wewnętrzny spokój ducha, jaki daje miłość. 

Tak, Owenowi niełatwo będzie wyznać, Ŝe potrzebuje kobiecego uczucia i ciepła. Ale 

Angie to wiedziała. Była tego pewna. Gdzieś w głębi duszy pragnął czułości i bliskości, które 

mogła mu dać. Potrzebował kobiety, której mógł ufać duszą i ciałem. I wiedziała, Ŝe on sam 

nie sprzeniewierzy się danemu słowu - zwłaszcza tak powaŜnemu, jak przysięga małŜeńska. 

Pod tym względem niczym nie róŜnił się od Townsendów. 

Dzisiaj  w  obecności  trzystu  świadków  złoŜył  jej  oficjalną  przysięgę.  „Dopóki  śmierć 

nas  nie  rozłączy".  Nieśmiało,  lecz  z  całym  oddaniem  zakochanej  kobiety,  Angie  teŜ  ofia-

rowała mu się na zawsze. 

Nigdy  nie  była  szczęśliwsza,  niŜ  w  chwili,  gdy  Owen  wsuwał  jej  obrączkę  na  palec. 

Uśmiech,  którym  go  obdarzyła,  niósł  obietnicę  miłości  i  wierności  na  całe  Ŝycie.  Owen 

spojrzał jej głęboko w oczy i wyczuła, Ŝe ją zrozumiał i z wdzięcznością przyjął ten dar. 

Nagle tuŜ pod ich nosem przed drzwiami limuzyny wyrósł mikrofon. Trzymał go jakiś 

bardzo elokwentny dziennikarz, za którym stał młody człowiek z kamerą na ramieniu. Angie 

dojrzała znak znajomej stacji telewizyjnej. 

- Gdzie spędzicie miesiąc miodowy, panie Sutherland? - Dopytywał się reporter. - W 

background image

jednym z pańskich hoteli? Czy teŜ w którymś z pensjonatów Townsendów? 

W oczach Owena zaiskrzyła się irytacja, ale natychmiast ją zdusił. Obdarzył reportera 

chłodnym, przelotnym uśmiechem. 

- Miejsce naszego miesiąca miodowego to tajemnica. Jestem pewien, Ŝe rozumie pan 

dlaczego.  Ostatnią  rzeczą,  jaką  chciałbym  znaleźć  dziś  pod  łóŜkiem,  to  ciekawscy 

dziennikarze. 

Młody  człowiek  z  kamerą  wyszczerzył  zęby,  ale  Angie  juŜ  zdąŜył  osaczyć  inny 

reporter. 

- Serdeczne gratulacje, pani Sutherland. To dopiero będzie nowina w świecie biznesu i 

tutaj  w  Tucson,  prawda?  Wszyscy  wiedzą,  Ŝe  obie  rodziny  od  lat  zacięcie  rywalizowały.  A 

teraz Sutherland poślubia pannę Townsend. Czy to znaczy, Ŝe pogłoski o fuzji są prawdziwe? 

Czy przekształcicie się w spółkę akcyjną? MoŜna spodziewać się sprzedaŜy akcji? 

Przestraszona  Angie  potrząsnęła  przecząco  głową.  Mikrofony  wprawiały  ją  w 

zdenerwowanie.  W  przeciwieństwie  do  Owena  i  reszty  członków  rodziny  nie  była  przy-

zwyczajona do udzielania wywiadów. Nie znała się na zawiłościach świata biznesu, w którym 

jej krewni prowadzili kosztowne i niebezpieczne gry. 

- Coś się panu pomyliło - powiedziała do reportera. 

- To jest ślub, a nie transakcja handlowa. 

-  Ślub,  który  moŜe  przynieść  fortunę  obu  stronom,  jeśli  to  prawda,  Ŝe  obie  rodziny 

postanowiły  wreszcie  po  tylu  latach  połączyć  siły.  Czy  naleŜy  się  spodziewać,  Ŝe  fuzja 

zostanie ogłoszona oficjalnie juŜ dzisiaj? 

-  Nie  naleŜy  się  spodziewać  niczego  podobnego  -  odparta  oschle  Angie,  zirytowana 

nachalnością  dziennikarza.  -  Nie  będzie  Ŝadnej  fuzji.  Nasze  małŜeństwo  nie  ma  nic 

wspólnego z interesami. Wytłumacz mu to, Owen. 

Owen przystąpił do akcji, ucinając dalszą dyskusję. 

-  Proszę  nam  wybaczyć  -  zwrócił  się  gładko  w  stronę  następnego  reportera, 

podtykającego im mikrofon - ale musimy zdąŜyć na samolot. Po wszelkie informacje moŜecie 

się panowie zwrócić do mojego teścia lub szwagra. 

- A więc to Palmer i Harry Townsendowie wydadzą oficjalne oświadczenie? 

Angie podniosła welon z oczu i obrzuciła męŜczyznę wściekłym spojrzeniem. 

- Mówiłam juŜ, Ŝe nie będzie Ŝadnego oświadczenia. To jest ślub. 

-  Moja  Ŝona  ma  rację.  To  jest  ślub  -  powiedział  Owen,  sadzając  Angie  na  tylnym 

siedzeniu limuzyny. - I pan młody zaczyna się juŜ niecierpliwić. Musimy jechać. 

Usiadł obok niej, a szofer zdecydowanym ruchem zamknął drzwi i obszedł samochód, 

background image

siadając za kierownicą. 

Angie odwróciła się jeszcze, Ŝeby po raz ostatni pomachać matce, ojcu i bratu, nadal 

stojącym w drzwiach klubu. Matka odmachała jej chusteczką, a ojciec uśmiechnął się szeroko 

i  ujrzała  jeszcze  odblask  płomiennorudych  włosów  Harry'ego,  zanim  obu  męŜczyzn  zalała 

fala reporterów i kamer. 

-  To  było  bardzo  sprytne  z  twojej  strony,  Ŝeby  odesłać  ich  do  taty  i  Harry'ego  - 

powiedziała,  odwracając  się  z  uśmiechem  do  Owena.  Wolę,  Ŝeby  zamęczali  ich  niŜ  mnie. 

Mam dzisiaj coś lepszego do roboty. Zacisnął rękę wokół jej dłoni, poczym podniósł jej palce 

do  ust  i  pocałował.  Ich  oczy  spotkały  się,  kiedy  musnął  wargami  jej  gładką  złotą  obrączkę. 

Jego pierścionek, szeroki, z kutego złota, mający oddać męskość i siłę, Angie sama dla niego 

zaprojektowała. 

- MoŜe powinienem był pozwolić ci wymyślić coś i dla siebie - powiedział. 

Potrząsnęła  głową.  ChociaŜ  bardzo  lubiła  projektować  biŜuterię  i  z  wielką 

przyjemnością pracowała nad pierścionkiem Owena, pomyślała, Ŝe nic, co zdołałaby wymy-

ś

lić, nie byłoby równie doskonałe jak obrączka, którą od niego dostała. Jej szlachetna prostota 

zachwycała.  Poza  tym,  nie  była  to  zwykła  sztuka  biŜuterii,  tylko  odwieczny  symbol,  tym 

droŜszy jej sercu. 

- Nie, to nie byłoby to samo - odparła z Ŝarem. - Kocham ten pierścionek, poniewaŜ ty 

go wybrałeś i ty mi go dałeś. 

Owen uśmiechnął się wyraźnym zadowoleniem. 

- A co powiesz o mnie, pani Sutherland? Czy mnie teŜ kochasz? 

- Wiesz, Ŝe tak. - Angie impulsywnie przylgnęła do niego i pocałowała w same usta. 

- Uhm... - Objął ją promieniejącym wzrokiem. - Będziesz o tym pamiętać, prawda? 

- Jak mogłabym zapomnieć? 

-  Racja.  Sam  ci  na  to  nie  pozwolę.  Zwłaszcza  po  tym  wszystkim,  przez  co 

przeszedłem. 

Angie  podniosła  głowę,  słysząc  dziwną  nutę  w  jego  głosie,  ale  nie  wiedziała,  jak 

spytać,  co  ma  na  myśli.  Był  bardzo  skrytym,  bardzo  opanowanym  człowiekiem,  a  ona 

przyrzekła  sobie  to  respektować.  Owen  się  wkrótce  zmieni.  Miłość  skruszy  jego  twardą 

skorupę, była tego pewna. 

- Ten dziennikarz miał rację przynajmniej pod jednym względem - mruknęła, patrząc 

przez  przydymioną  szybę  na  gęstą  zieloną  murawę  pola  golfowego.  -  świat  biznesu  będzie 

teraz przez jakiś czas spekulował na temat interesów naszych obu rodzin, prawda? 

Owen wzruszył ramionami, rozluźniając elegancką czarną muszkę przy szyi. 

background image

-  To,  co  pisze  prasa,  nie  ma  znaczenia.  Palmer  i  Harry  nie  przejmują  się  tym,  ja  teŜ 

nie. 

-  Ale  to  przykre,  Ŝe  ludzie  mogą  uwaŜać,  iŜ  zawarliśmy  małŜeństwo  z  przyczyn 

koniunkturalnych - zasępiła się Angie. 

Owen obrzucił ją szybkim spojrzeniem, sięgając po butelkę szampana chłodzącego się 

w wiaderku stojącym przed nimi na konsoli. 

- Twój ojciec mnie ostrzegł, Ŝe jesteś wielką romantyczką. Lepiej pogódź się z faktem, 

Ŝ

e będzie trochę szumu przez jakiś czas. To nieuniknione. W końcu wszyscy w naszej branŜy 

wiedzą, Ŝe sieć hoteli Sutherlanda zawsze rywalizowała z pensjonatami Townsenda. 

- Zupełna głupota, nie uwaŜasz? 

-  Nasza  odwieczna  rywalizacja?  Nie  powiedziałbym.  -  Owen  podał  jej  kieliszek 

szampana.  -  Miała  swoje  zalety.  Ciągłe  próby  wyprzedzenia  konkurenta  mobilizowały  obie 

strony do większych starań. 

Spojrzała na niego uwaŜnie. 

- Mówisz tak, jakby słynna wojna hotelowa naleŜała juŜ do przeszłości. 

- Kto wie? - Owen uniósł kieliszek. - W końcu mamy tu historię Romea i Julii z happy 

endem. PrzecieŜ poślubiłem jedyną córkę mojego rywala. 

Angie przygryzła wargi, zamyślając się. 

-  Tak,  to  prawda.  Ale  to  nic  nie  zmieni  w  waszych  interesach?  W  kaŜdym  razie  w 

najbliŜszej przyszłości? 

- A miałabyś coś przeciwko temu? 

- Nie, oczywiście, Ŝe nie - zapewniła go pośpiesznie. 

 

Problemy  hotelarstwa  były  ostatnią  rzeczą,  o  jakiej  pragnęła  w  tej  chwili  mówić. 

Uśmiechnęła się ponownie. - I tak nigdy się specjalnie nie interesowałam naszymi pensjona-

tami. 

-  Wiem  -  przyznał  Owen  sucho.  -  Twoi  rodzice  i  Harry  wielokrotnie  mi  to  mówili. 

Powiedzieli, Ŝe zaczęłaś malować i projektować w wieku trzech lat i nigdy ci to nie przeszło. 

Angie spojrzała na swoje ręce złoŜone na wspanialej sukni ślubnej. 

- Szczęśliwie się składa, Ŝe ojciec ma Harry'ego, bo ja nigdy nie umiałabym pójść w 

jego  ślady.  Mam  nadzieję,  Ŝe  twoja  rodzina  i  przyjaciele  nie  będą  oczekiwać,  Ŝe  stanę  się 

ekspertem w branŜy hotelarskiej. 

Owen  ujął  jej  podbródek  między  kciuk  a  palec  wskazujący  i  zwrócił  jej  twarz  ku 

sobie. Spojrzał w oczy spokojnie i stanowczo. 

background image

- Nikt nie będzie oczekiwał od ciebie Ŝadnej zmiany zainteresowań. A juŜ najmniej ja 

sam.  Projektuj  sobie  dalej  biŜuterię  i  bądź  moją  Ŝoną,  a  prowadzenie  firmy  zostaw  mnie, 

dobrze? 

- Dobrze - zgodziła się z ulgą. 

- Poza tym właśnie zaczęliśmy naszą podróŜ poślubną - dodał znacząco. - I nie mam 

najmniejszej ochoty rozmawiać o interesach. 

- Rozumiem cię, ja teŜ nie - zapewniła go. - Och, Owen, jestem taka szczęśliwa. 

- Bardzo się cieszę - uśmiechnął się z zadowoleniem. 

- Ja równieŜ. 

-  Więc  gdzie  właściwie  spędzimy  nasz  miesiąc  miodowy?  -  Spytała  z  szelmowskim 

błyskiem w oku. 

Owen uniósł brew patrząc wyniośle. 

- W jednym z moich hoteli, oczywiście. Tym nowym. Na wybrzeŜu kalifornijskim w 

pobliŜu  San  Luis  Obispo.  Nie  sądziłaś  chyba,  Ŝe  pojedziemy  do  jednego  z  pensjonatów 

twojego ojca? 

Angie  roześmiała  się  i  przytuliła  do  jego  boku,  a  on  objął  ją  silnym  ramieniem  i 

przycisnął mocniej. 

- Nie, oczywiście, Ŝe nie. Nie ma mowy, Ŝeby Sutherland zatrzymał się w pensjonacie 

Townsenda. 

Owen  pocałował  ją  w  zagłębienie  szyi  odsłonięte  przy  wyciętym  w  serce  dekolcie 

sukni. Jego usta ciepło i kusząco przesunęły się po nagiej skórze. 

-  Ale  za  to  dziś  w  nocy  pewna  panna  Townsend  będzie  spać  w  łóŜku  pewnego  pana 

Sutherlanda i kiedy się rano obudzi, nie będzie juŜ panną Townsend. 

Angie zadrŜała z tajemnego podniecenia. Dziwne, Ŝe taka gorąca iskra mogła przeszyć 

ją zimnym dreszczem. To z pewnością nerwy, pomyślała. 

Na  lotnisku  w  Kalifornii  czekała  na  nich  inna  limuzyna.  Ostatnie  promienie 

zachodzącego  słońca  płomiennym  blaskiem  oświetlały  postrzępione  wybrzeŜe.  Zaczął  juŜ 

zapadać  łagodny  zmrok,  kiedy  Angie  i  Owen  podjechali  pod  wspaniały  nowy  hotel, 

wznoszący  się  na  urwistym  cyplu  nad  samym  morzem.  Bajkowa,  egzotyczna  architektura 

odbijała  się  w  lazurowych  wodach  basenów  otoczonych  bujną  roślinnością.  Do  dyspozycji 

gości  było  teŜ  pole  golfowe,  korty  tenisowe  i  inne  obiekty  rekreacyjne,  nie  licząc  kilku 

restauracji,  klubu  nocnego  i  baru  na  otwartym  powietrzu.  Hotele  Sutherland  znane  były  z 

tego, Ŝe stanowiły samowystarczalne enklawy luksusu. 

- No, no. Nieźle tu, wcale nieźle. - Wychodząc z limuzyny, Angie rozejrzała się wokół 

background image

z ostroŜną aprobatą. - Prawie tak milo jak w naszych pensjonatach. 

- Miarkuj się, kobieto - ostrzegł Owen. - NaleŜysz teraz do rodziny Sutherlandów. 

- Zabawne, ale wcale się tak nie czuję. 

- Poczujesz się jutro rano. JuŜ ja się o to postaram. Angie zaczerwieniła się pod jego 

wymownym, zmysłowym spojrzeniem. 

Godzinę  później  stała  na  tarasie  reprezentacyjnego,  srebrnobiałego  apartamentu  dla 

nowoŜeńców i patrzyła na pogrąŜony w nocy Pacyfik. Przebrała się w srebrzysty strój, który 

wybrała dla niej matka. Ten jedwabny peniuar, ni to koszula nocna, ni to suknia wieczorowa, 

dodawał jej jeszcze powabu i kobiecości. Z biŜuterii - oprócz obrączki - miała na sobie tylko 

ręcznie robione srebrne kolczyki, sięgające niemal gołych ramion. Angie sama je zaprojekto-

wała. 

Luksusowy  apartament  za  jej  plecami  był  pusty.  Owen  zniknął  przed  kilkoma 

minutami, Ŝeby omówić parę spraw z dyrektorem hotelu. Powiedział, Ŝe kiedy wróci, zjedzą 

kolację w pokoju. 

Angie głęboko wciągnęła aromatyczne nocne powietrze. Po raz pierwszy od rana była 

tego dnia sama i mogła pozwolić sobie na moment wytchnienia. 

Townsendowie byli pełni radości Ŝycia i zawsze gotowi świętować kaŜde wydarzenie. 

Wszystko,  począwszy  od  chrzcin,  a  skończywszy  na  stypie,  stanowiło  ku  temu  okazję.  Ale 

chociaŜ lubili się dobrze bawić, dla nikogo nie było tajemnicą, Ŝe rodzina stanowiła dla nich 

ś

więtość.  Jedną  z  rzeczy,  która  ujęła  jej  rodziców  w  Owenie,  było  to,  Ŝe  nie  miał  opinii 

kobieciarza.  Niewiele  się  teŜ  udzielał  w  kręgach  towarzyskich.  Rzadko  występował 

publicznie  i  od  swojej  Ŝony  będzie  zapewne  oczekiwał  tego  samego.  Angie  nie  miała  nic 

przeciwko temu. 

W  ciągu  ostatnich  trzech  miesięcy  dręczyła  ją  jednak  pewna  sprawa.  Nie  poznała 

dotąd  nikogo  z  jego  rodziny.  Był  to  zapewne  znów  zbieg  nieszczęśliwych  okoliczności, 

powiedziała  sobie.  Rok  temu  siedziba  Zarządu  Głównego  Hoteli  Sutherland  została 

przeniesiona do Arizony i Owen jako jedyny przeprowadził się do innego stanu. 

Nie  znała,  oczywiście,  zbyt  dokładnie  jego  przeszłości.  We  wczesnym  dzieciństwie 

stracił  matkę,  a  ojciec  zginął  dwa  lata  temu  w  katastrofie  lotniczej.  Reszta  rodziny  Owena, 

czyli chora macocha, siostra będąca z męŜem w podróŜy na Hawajach, nieco zniedołęŜniały 

wuj i ciotka nie mogąca się ruszyć z miejsca z powodu niedawnej operacji kolana, mieszkała 

w  Kalifornii.  Owen  powiedział,  Ŝe  ich  dom  rodzinny  mieści  się  na  wyspie  pośrodku  jeziora 

Jade  w  górach  na  północ  od  San  Francisco.  Wspomniał  teŜ,  Ŝe  jego  macocha,  ciotka  i  wuj 

spędzają tam większość czasu. 

background image

To  dziwne  być  Ŝoną  męŜczyzny,  którego  rodziny  się  nie  zna,  pomyślała  patrząc  w 

ciemność.  A  jeszcze  dziwniejsze,  Ŝe  nikt  z  krewnych  Owena  z  takich  czy  innych  powodów 

nie mógł przyjechać na Ślub. Ale jej ojciec zdawał się nie przywiązywać do tego wagi i nie 

zgodził się na pomysł odłoŜenia ślubu, dopóki obie rodziny się nie poznają. 

-  Nie  martw  się  tym  starym  sporem,  Angie  -  uspokajał  ją.  -  Owen  rządzi  teraz  całą 

rodziną,  tak  jak  rządzi  swoją  siecią  hoteli.  Zrobią,  co  im  kaŜe.  A  kaŜe  im  powitać  cię  z 

otwartymi  ramionami.  Poza  tym,  co  to  szkodzi,  jeśli  nawet  mają  mu  trochę  za  złe  oŜenek  z 

panną Townsend? Będziesz mieszkać tu w Arizonie, a nie w Kalifornii. Wasze kontakty będą 

siłą rzeczy bardzo ograniczone. 

Owen powiedział mniej więcej to samo, gdy taktownie poruszyła z nim ten temat. 

- Nie przejmuj się moją rodziną, Angie. Wychodzisz za mąŜ za mnie, a nie za nich. 

- Co innego, gdyby Ŝyli jego rodzice i nie chcieli przyjechać na ślub - argumentowała 

matka. - Ale przecieŜ to tylko dalsi krewni. 

- Jedną z nich jest jego macocha - przypomniała Angie. 

-  Zdaje  się,  Ŝe  nie  są  ze  sobą  zbyt  blisko.  Z  tego,  co  wiem,  Owena  wychowywał 

ojciec.  I  musisz  pamiętać,  Ŝe  nasze  rodziny  się  róŜnią.  Sutherlandowie  nie  są  tacy  otwarci  i 

emocjonalni jak my. Popatrz tylko na Owena. Jest zimny i opanowany jak głaz. 

Angie  nie  przekonało  to  wszystko  do  końca,  ale  była  zbyt  zakochana,  Ŝeby  się 

stanowczo opierać. Wyznaczono datę ślubu i ceremonia odbyła się tak szybko, jak sobie tego 

Ŝ

yczył Owen. 

A  teraz,  na  dobre  czy  złe,  było  juŜ  po  wszystkim.  Angie  po  raz  kolejny  zerknęła  na 

obrączkę  na  palcu.  Na  dobre  czy  źle?  Trochę  to  złowieszczo  brzmi,  jak  na  dzień  weselny. 

WzdłuŜ kręgosłupa przebiegł znowu dziwny, zimny dreszcz. 

Na  stoliku  nocnym  przy  łóŜku  zadzwonił  biały  telefon,  przerywając  jej  pełne 

niepokoju  rozmyślania.  Z  ulgą  porzucając  ponure  myśli,  wbiegła  przez  otwarte  oszklone 

drzwi i podniosła słuchawkę. 

- Halo? 

- Czy to pani Sutherland? - Glos po drugiej stronie miał chrapliwe, głuche brzmienie, 

jakby rozmówca specjalnie starał się mówić nienaturalnie nisko. 

- Tak, tu Angie. To znaczy, Angie Sutherland. - Poczuła się nieswojo, przedstawiając 

się swoim nowym nazwiskiem. 

-  Serdeczne  gratulacje,  pani  Sutherland.  Mam  nadzieję,  Ŝe  jest  pani  zadowolona  z 

targu, którego pani dobiła. W kaŜdym razie wiem, Ŝe pani rodzina jest zadowolona. 

- Słucham? 

background image

 

- Niech mi pani powie, jak to jest, kiedy się człowiek przekonuje, Ŝe jest pionkiem w 

wielkiej  handlowej  transakcji?  Sądzę,  Ŝe  miała  pani  przynajmniej  tyle  rozumu,  aby  w 

kontrakcie małŜeńskim zastrzec sobie godziwy udział w akcjach. Jeśli nie, to gorzko pani tego 

poŜałuje, pani Sutherland. 

- Kto mówi? Co to w ogóle ma znaczyć? 

- A więc miałem rację. Naprawdę nic pani nie wie o umowie, jaką pani mąŜ zawarł z 

pani  ojcem?  JakaŜ  pani  naiwna.  Tak  mi  zresztą  mówiono.  Podobno  jest  pani  artystką  i 

marzycielką,  niezwracającą  uwagi  na  realia  świata  biznesu.  Owen  Sutherland  miał  tym 

łatwiejsze zadanie. 

- Jeśli natychmiast nie powie pan, jaki jest cel tego telefonu, dam znać na policję. 

-  Owen  rozwiedzie  się  z  panią  zaraz  po  sprzedaŜy  akcji.  Ślub  Romea  i  Julii  to  tylko 

sprytny  chwyt  reklamowy,  choć  Townsendowie  dali  się  na  to  złapać.  Ale  wy  jesteście  tacy 

sentymentalni,  prawda?  Nawet  w  interesach.  Połknęliście  przynętę  Sutherlanda  wraz  z 

haczykiem i linką. 

- MoŜe mi pan wreszcie wyjaśni, o co właściwie chodzi? 

-  Chodzi  o  interesy,  droga  pani  Sutherland.  Czy  pani  tego  nie  rozumie? Cała  sprawa 

opiera się na interesach. Jak zawsze w przypadku Owena Sutherlanda. 

- Niech pan przestanie. 

- A pani niech chwilę pomyśli. Wiadomość o ślubie i kresie słynnej wojny hotelowej 

wywoła wielkie zainteresowanie akcjami, kiedy w przyszłym miesiącu ukaŜą się na giełdzie. 

Akcjonariusze  będą  je  sobie  wyrywać.  -  Chrapliwy  głos  mówił  teraz  tonem  niemal 

przyjacielskim.  -  Pani  rodzina  myśli,  Ŝe  udało  jej  się  mistrzowskie  posunięcie,  ale  wkrótce 

przekona się, Ŝe została wystrychnięta na dudka. 

 

Sądzili, Ŝe mogą sprzymierzyć się z Sutherlandem, lecz mocno się przeliczą. 

Angie  mówiła  sobie,  Ŝe  powinna  odłoŜyć  słuchawkę,  Ŝe  to  tylko  telefon  od  jakiegoś 

kiepskiego  Ŝartownisia.  Jednak  ogarnęło  ją  złe  przeczucie.  Coś  tu  było  nie  w  porządku, 

bardzo nie w porządku. 

- Za dwa lata albo jeszcze szybciej Townsendowie przekonają się, Ŝe nie mają nic do 

powiedzenia  w  nowym  zarządzie.  Owen  Sutherland  będzie  sam  decydować  o  wszystkim.  A 

potem to juŜ tylko kwestia czasu, zanim całkiem usunie ich ze sceny. 

- Nie rozumiem, o czym pan mówi. 

-  Oczywiście,  Ŝe  nie  rozumiesz,  ty  mała  naiwna  idiotko.  MoŜe  byś  choć  raz 

background image

spróbowała  spojrzeć  prawdzie  w  oczy?  Zadaj  sobie  sama  pytanie:  Po  co  Owen  Sutheriand 

miałby z tobą zostawać,  kiedy juŜ spełnisz swoje zadanie? Aha, i jeszcze jedno. Wyjrzyj na 

korytarz. Myślę, Ŝe zainteresuje cię to, co znajdziesz za drzwiami. 

Angie nie wahała się dłuŜej. Rzuciła ze wstrętem słuchawkę na widełki, jakby to była 

Ŝ

mija.  Powinnam  była  od  razu  ją  odłoŜyć,  powiedziała  sobie.  Owen  będzie  wściekły,  kiedy 

się dowie, co zaszło. 

„Po co Owen Sutheriand miałby z tobą zostawać, kiedy juŜ spełnisz swoje zadanie?” 

Niemal  bezwiednie  ruszyła  po  białym  puszystym  dywanie  ku  drzwiom  i  zimnymi 

palcami  przekręciła  gałkę.  Na  podłodze  pod  progiem  leŜała  koperta.  Podniosła  ją  całkiem 

odrętwiała. W środku znajdował się fax oświadczenia dla prasy wydanego przez zarząd Hoteli 

Sutheriand,  Odręczna  notatka  w  prawym  rogu  zalecała,  aby  wstrzymać  ten  komunikat  do 

następnego  dnia  po  ślubie,  a  potem  przekazać  głównym  komentatorom  giełdowym,  działom 

gospodarki w dziennikach i innym środkom przekazu. 

„Hotele  Sutherland  i  Pensjonaty  Townsend  postanowiły  dzisiaj  ogłosić  fuzję.  Dwie 

główne  sieci  hotelowe,  od  lat  rywalizujące  ze  sobą  o  pierwszeństwo,  połączyły  siły,  aby 

wkroczyć  na  arenę  międzynarodową,  W  celu  zgromadzenia  funduszy  nowa  korporacja  pod 

nazwą "Sutheriand i Townsend" w przyszłym miesiącu wypuści na rynek swoje akcje. 

Spekulacje na temat ewentualnej spółki krąŜyły na giełdzie juŜ od paru tygodni, kiedy 

to  ogłoszono  zaręczyny  Owena  Sutherlanda,  prezesa  i  dyrektora  generalnego  Hoteli 

Sutherland, Angelą Townsend, córką Palmera Townsenda. Umowa spółki została podpisana 

w dniu ślubu. 

Owen  Sutheriand  i  Palmer  Townsend  zgodnie  oświadczyli,  Ŝe  to  małŜeństwo 

zwiastuje nową erę w rozwoju wspólnej sieci hotelowej". 

Angie  wpatrywała  się  osłupiała  w  kartkę  trzymaną  w  ręku,  dopóki  nie  wyrwał  jej  z 

odrętwienia  jakiś  hałas  na  końcu  korytarza.  To  pokojówka  wyszła  zza  rogu  pchając  tacę  na 

kółkach, i widząc Angie stojącą w otwartych drzwiach, uśmiechnęła się pytająco. 

-  Dobry  wieczór  pani.  Czy  mogę  czymś  słuŜyć?  Angie  zaprzeczyła  i  cofnęła  się  do 

pokoju. Nagle coś przyszło jej do głowy. 

- Chwileczkę. Czy nie widziała pani przypadkiem, kto zostawił tu te kopertę? 

Pokojówka potrząsnęła głową. 

- Przykro mi, proszę pani. Nikogo nie widziałam. 

- Dziękuję. 

Angie  zamknęła  za  sobą  drzwi  i  oparła  się  o  nie  całym  cięŜarem,  ściskając  w  ręku 

oświadczenie prasowe. Wciągnęła głęboko powietrze, próbując zebrać myśli. 

background image

To  nie  moŜe  być  prawda,  powtarzała  raz  po  raz.  A  potem  przypomniała  sobie 

dziennikarzy przy limuzynie i sposób, w jaki Owen chłodno odesłał ich do jej ojca i brata. 

 

Jej  ojciec  i  brat.  Musieli  zaplanować  to  z  Owenem  całe  tygodnie,  a  nawet  miesiące 

temu. Tej wielkości spółki nie powstają z dnia na dzień. 

Było to całkiem w stylu jej rodziny, Ŝeby nie zaprzątać główki małej, naiwnej Angie 

nuŜącymi  detalami  dotyczącymi  prowadzenia  interesów,  uzmysłowiła  sobie  z  goryczą.  Oni 

wszyscy zaakceptowali Owena i to wystarczyło. Jak zwykle, sami najlepiej wiedzieli, co jest 

dla niej dobre. 

Podskoczyła  do  telefonu  i  szybko  wystukała  domowy  numer  rodziców.  Nikt  nie 

odpowiadał.  Kiedy  wolno  odkładała  słuchawkę,  drzwi  pokoju  otworzyły  się  i  stanęła  oko  w 

oko z Owenem. 

- Angie? Czy coś się stało, kochanie? - Spojrzał na nią z troską. - Wyglądasz, jakbyś 

zobaczyła ducha. 

- Oto, co zobaczyłam - wyjąkała. DrŜącymi palcami podała mu kartkę. - Wygląda na 

to,  Ŝe  było  kilka  drobnych  szczegółów  dotyczących  naszego  ślubu,  o  których  zapomniano 

wspomnieć pannie młodej. 

Owen  natychmiast  rozpoznał  na  faksie  znak  firmowy  swojego  przedsiębiorstwa.  Od 

razu zrozumiał, co trzyma w ręku i postanowił, Ŝe w ciągu najbliŜszych dwudziestu czterech 

godzin poleci czyjaś głowa. Najprawdopodobniej jego rzecznika prasowego, choć trudno było 

uwierzyć,  Ŝeby  Calhoun  tak  marnie  się  spisał.  Calhoun,  jak  i  reszta  personelu,  dobrze 

wiedział, Ŝe jeśli prezes Ŝyczy sobie utrzymać coś w tajemnicy, to ma swoje powody. Za takie 

błędy wylatuje się z pracy. 

MoŜliwe,  oczywiście,  Ŝe  za  przeciek  odpowiedzialny  był  ktoś  z  drugiej  strony. 

Townsendowie  ze  swoją  spontaniczną  Ŝywiołowością  dalecy  byli  od  chłodnego  opanowania 

Sutherlandów. Niemniej obie rodziny zgodziły się, aby nowinę o fuzji utrzymać w sekrecie do 

następnego dnia po ślubie. 

Co  więcej,  nalegał  na  to  sam  Palmer.  Powiedział,  Ŝe  Angie  z  jej  romantyczną, 

artystyczną  naturą  i  brakiem  rozeznania  w  interesach  moŜe  nie  zrozumieć,  dlaczego  jej  ślub 

miałby być łączony z ogłoszeniem spółki. 

Nie,  Townsendowie  nie  mieli  powodu  zdradzać  przedwcześnie  tej  wiadomości.  Poza 

tym,  fax  został  wysłany  z  biura  jego  zarządu  głównego  w  Tucson.  Przeciek  wyszedł  z  jego 

firmy. 

- Niech to cholera! - Przebiegł wzrokiem po tekście. - Dla lepszego efektu miało się to 

background image

ukazać dopiero jutro. 

-  Myślę,  Ŝe  to  juŜ  przyniosło  całkiem  niezły  efekt  -  powiedziała  Angie  z 

nienaturalnym spokojem. 

Oczy Owena zwęziły się, kiedy podniósł wzrok znad kartki. Pomyślał, Ŝe nigdy dotąd 

nie  słyszał  w  jej  głosie  tej  nuty  goryczy.  Jej  słowa  zawsze  były  podszyte  ciepłem  albo 

ś

miechem,  kobiecą  ciekawością  lub  słodyczą,  czasem  namiętnością  -  nigdy  tym  obcym 

chłodem. 

Patrzył  na  Ŝonę  stojącą  przed  nim  z  rękami  obronnym  gestem  skrzyŜowanymi  na 

piersiach. Wiotka i delikatna, z płomiennymi włosami zebranymi w węzeł na karku, patrzyła 

na  niego  wzrokiem  pełnym  zranionej  kobiecej  dumy.  Jej  turkusowe,  lekko  skośne  oczy  jak 

zawsze  zapierały  mu  dech  w  piersiach.  Angie  wyglądała  jak  najpiękniejszy  z 

zaprojektowanych przez siebie klejnotów: elegancka i kobieca, emanowała jednocześnie siłą i 

spokojem. Jedwabny peniuar spowijał jej lekko zaokrąglone piersi. Owen poczuł, jak ogarnia 

go fala namiętności. Czekał na tę noc przez całe trzy miesiące. Wprawdzie nie tak długo jak 

na  zawiązanie  spółki,  ale  wystarczająco,  aby  zacząć  tracić  kontrolę  nad  swym  słynnym 

opanowaniem. 

-  Co  chcesz  przez  to  powiedzieć?  -  spytał,  starając  się  zyskać  na  czasie  i  wybadać 

reakcję Angie. Nie był pewien, co jej chodzi po głowie. Po raz pierwszy nie potrafił odgadnąć 

jej myśli. 

- Zadzwonił telefon. - Ruchem głowy wskazała aparat przy łóŜku. - Ktoś powiadomił 

mnie o spółce i poradził, Ŝebym wyjrzała za drzwi. 

Owen w pierwszej chwili zesztywniał na te słowa, a potem ogarnęła go zimna furia. 

- Ktoś zadzwonił, Ŝeby ci o tym powiedzieć? 

- Tak. 

- Co mówił? 

-  Niewiele,  tylko,  Ŝe  zostałam  uŜyta  jako  pionek  w  jednej  z  twoich  biznesowych 

manipulacji. 

Owen  czekał.  Kiedy  Angie  nie  kwapiła  się  z  dalszymi  informacjami,  zapytał 

ostroŜnie: 

- Czy to wszystko, co miał do powiedzenia? 

- Nie. 

- Nie sądzisz, Ŝe lepiej będzie, jeśli powiesz mi całą resztę? 

Wzruszyła ramionami. Srebrzysty jedwab przesunął się na jej piersiach. 

-  Mówił  niewiele  więcej.  Tylko  tyle,  Ŝe  za  parę  lat  Townsendowie  znajdą  się  na 

background image

lodzie,  a  ty  będziesz  sam  wszystkim  zarządzał.  Aha,  no  i  jeszcze  wyraził  głębokie 

przekonanie, Ŝe kiedy przestanę być uŜyteczna, czyli zaraz po sprzedaŜy  akcji, rozwiedziesz 

się ze mną. 

-  Zetrę  tego  drania  na  proch,  kimkolwiek  by  był  -  warknął  Owen,  mnąc  kartkę  w 

garści. 

- Naprawdę? 

-  MoŜesz  być  pewna.  Nie  pozwolę  nikomu  bezkarnie  robić  ci  takich  przykrości. 

Angie, nie wzięłaś chyba powaŜnie tych bzdur o wykorzystaniu cię jako pionka w transakcji? 

Jej oczy natychmiast rozjaśniły się nadzieją. 

-  A  więc  to  wszystko  kłamstwo?  Ten  komunikat  prasowy  jest  nieprawdziwy?  Och, 

Owen, tak się cieszę! Nawet nie masz pojęcia, jak... 

Owen  wziął  głęboki  oddech  i  podszedł  do  barku,  po  czym  nalał  sobie  kieliszek 

koniaku. 

- Rzeczywiście zawiązaliśmy spółkę. Twój ojciec i ja podpisaliśmy umowę dziś rano, 

tuŜ przed ceremonią ślubną. 

Nadzieja w jej oczach zgasła. 

- Rozumiem. 

- Nie, nie rozumiesz. - Odwrócił się do niej z kieliszkiem w ręce. - Przypisujesz temu 

całkiem mylne znaczenie. 

- CzyŜby? 

- Angie, nie mówiliśmy ci o spółce, bo cała sprawa miała być aŜ do jutra utrzymana w 

ś

cisłej  tajemnicy.  Tak  to  jest  w  interesach.  Nigdy  się  nimi  nie  zajmowałaś,  więc  nie  było 

powodu, Ŝeby cię w to wciągać. 

-  Chyba  ci  nie  wierzę,  Owen.  Myślę,  Ŝe  nie  mówiliście  mi  o  fuzji,  bo  jeszcze 

zaczęłabym się zastanawiać, dlaczego się ze mną Ŝenisz. Powiedz, czy mój ojciec potraktował 

mnie jako część kontraktu? Jako gwarancję, Ŝe moja rodzina na tym nie straci? Czy po prostu 

uznał  to  za  odpowiedni  koniec  starej  waśni?  Townsendowie  zawsze  byli  niepoprawnymi 

romantykami. Romeo i Julia z happy endem to coś, co musiało mu się spodobać. 

- Interesy nie miały nic wspólnego z naszymi sprawami osobistymi. 

- MoŜesz przysiąc, Ŝe to prawda? 

- Posłuchaj, Angie, przecieŜ wiesz, Ŝe w dzisiejszych czasach tak się tych rzeczy nie 

załatwia. - Owen uśmiechnął się uspokajająco. - To nie jest małŜeństwo z rozsądku, czy jak to 

się  tam  nazywa.  Nie  jestem  masochistą.  Przyznaję,  Ŝe  pragnąłem  tej  spółki,  ale  nie  aŜ  tak 

bardzo, Ŝeby się wiązać z kobietą, na której mi nie zaleŜy. 

background image

- Ale nie jesteś uwiązany do mnie do końca Ŝycia, prawda? MoŜesz się mnie pozbyć, 

jak  tylko  akcje  zostaną  sprzedane.  Ten,  kto  do  mnie  zadzwonił,  przynajmniej  pod  jednym 

względem  miał  rację.  Sztuczka  z  Romeo  i  Julią  to  doskonały  chwyt  reklamowy.  Nawet  ja 

potrafię to docenić. 

- Angie, uspokój się. 

 

Zignorowała go, dramatycznym ruchem ręki podkreślając dalsze słowa. 

- JuŜ widzę te tytuły w gazetach: „Ślub kończy wojnę między konkurentami." „Nowa 

firma  «Sutherland  i  Townsend»  rusza  na  podbój  świata".  Ludziom  się  to  niewątpliwie 

spodoba, prawda? 

- Angie, posłuchaj - powiedział łagodnie. - Całkiem mylnie wszystko interpretujesz. 

- Mylnie? Czy chcesz mi powiedzieć, Ŝe data naszego ślubu nie miała nic wspólnego z 

terminem zawiązania spółki? śe był to po prostu czysty przypadek? 

Owen  zacisnął  szczęki.  Najchętniej  uciąłby  tę  dyskusję  jakimś  oczywistym  prostym 

argumentem, który uspokoiłby Angie, ale wiedział, Ŝe to niemoŜliwe. Została juŜ wyrządzona 

nieodwracalna szkoda. 

- Nie, to nie był przypadek. Ale to nie było takŜe takie makiawelistyczne działanie, jak 

przypuszczasz. 

- Jak mogę w to wierzyć? - Angie zmierzyła go płonącym wzrokiem. 

Owen czuł, Ŝe zwykłe opanowanie zaczyna  go opuszczać.  Z wysiłkiem przywołał na 

pomoc  swój  rozsądek,  który  tak  dobrze  sprawdzał  się  w  interesach.  Nie  było  powodu,  Ŝeby 

nie miał równie dobrze sprawdzić się w małŜeństwie. 

- Myślałem o tej spółce juŜ od ponad roku - powiedział. - Pół roku temu zwróciłem się 

z tym do twojego ojca. Wykazał zainteresowanie i zaczęliśmy prowadzić rozmowy. A potem 

poznałem ciebie i postanowiłem się z tobą oŜenić. Te dwa wydarzenia nie miały ze sobą nic 

wspólnego. 

- Och, rzeczywiście? 

- Tak. Ale kiedy okazało się, Ŝe będzie zarówno spółka, jak i ślub, twoja rodzina i ja 

doszliśmy do wniosku, Ŝe najlepiej to połączyć. Nie moŜna było nie wykorzystać tak świetnej 

okazji do reklamy, zwłaszcza, Ŝe mieliśmy zaraz wypuścić akcje. 

Angie uniosła gniewnie brodę, jej turkusowe oczy rzucały złe błyski. 

- Dlaczego nic mi nie powiedzieliście? Owen wypił łyk koniaku. 

- PoniewaŜ obawialiśmy się, Ŝe zareagujesz tak jak teraz. Jesteś projektantką, artystką, 

a nie kobietą interesu. Palmer i Harry zgodzili się ze mną, Ŝe prawdopodobnie wyciągniesz z 

background image

tego  fałszywe  wnioski.  Twoja  matka  była  zdania,  Ŝe  zrozumiesz,  jeśli  ci  się  to  wszystko 

wytłumaczy, ale przegłosowaliśmy ją. 

-  Nie  wierzę.  Brzmi  to,  jakbyście  zwołali  radę  zarządu  i  głosowali  nad  moją 

przyszłością. 

Owen zacisnął zęby. 

- Angie, zrobiliśmy to dla twojego własnego... 

-  Dla  mojego  własnego  dobra.  Wiem.  Owen,  nie  cierpię,  kiedy  ludzie  podejmują  za 

mnie  decyzje  dla  mojego  własnego  dobra.  A  właściwie,  kiedy  miałam  się  dowiedzieć  o  tej 

praktycznej stronie mojego małŜeństwa? 

Owen westchnął. 

- Jutro rano. 

- Dlaczego dopiero wtedy? - zdziwiła się. - Co to za róŜnica? 

-  Jutro  rano  będziesz  moją  Ŝoną  w  kaŜdym  znaczeniu  tego  słowa  -  przypomniał  jej 

łagodnie.  -  Będziesz  miała  pewność,  Ŝe  to,  co  do  ciebie  czuję,  nie  ma  nic  wspólnego  z 

Ŝ

adnymi interesami. 

Jej oczy rozszerzyły się. 

- A więc sądziłeś, Ŝe twoja fantastyczna technika miłosna tak mnie zbije z nóg, Ŝe nie 

będę wiedziała, ile jest dwa dodać dwa, kiedy się dowiem o spółce? śe jutro rano znajdę się 

pod  wpływem  czegoś  w  rodzaju  seksualnego  zniewolenia?  Coś  podobnego!  MoŜe  i  jestem 

sentymentalna i romantyczna, ale nie jestem głupia. Potrząsnął głową, uśmiechając się lekko. 

- Nigdy nie twierdziłem, Ŝe jesteś głupia. Mam wiele szacunku dla twojej inteligencji. 

- Zerknął na swoją obrączkę. - I dla twojego talentu. Ale sama przyznasz, Ŝe nie masz głowy 

do interesów, Angie. 

- Powiedz mi coś - odparowała. - Czy zalecałbyś się do mnie i poprosił o moją rękę, 

gdybyś nie był zainteresowany utworzeniem spółki? Czy oŜeniłbyś się ze mną, gdyby to się 

nie wiązało z dobrą okazją do ubicia interesu? 

-  Angie,  pomyśl  logicznie  -  perswadował  jej  cierpliwie.  -  Nigdy  bym  cię  nie  poznał, 

gdyby nie moja chęć doprowadzenia do fuzji. Townsendowie i Sutherlandowie nie spotykali 

się  na  gruncie  towarzyskim.  Wojna  między  naszymi  rodzinami  moŜe  i  była  przydatna  jako 

chwyt  reklamowy,  ale  nie  została  wymyślona.  Toczyła  się  naprawdę.  Zaczęła  się  przed 

trzydziestu laty i prawdopodobnie nadal by trwała, gdyby mój ojciec nie zginął dwa lata temu 

i  nic  zostawił  mi  firmy.  Uznałem,  Ŝe  juŜ  najwyŜszy  czas  zakończyć  tę  waśń,  a  twój  ojciec 

zgodził się ze mną. 

-  To  było  całkiem  absurdalne  -  szepnęła.  -  I  ten  absurd  trwał  tyle  lat.  Zawsze  byłam 

background image

ciekawa, jak do tego doszło. 

-  To  miało  coś  wspólnego  z  poprzednią  próbą  fuzji,  podjętą  trzydzieści  lat  temu.  W 

końcu  nic  z  tego  nie  wyszło  i  Sutherlandowie  stracili  jakieś  obiecane  kredyty,  które  potem 

dostała wasza firma. Mój ojciec winił twojego, a twój twierdził, Ŝe to przez mojego ojca nie 

doszło do spółki. Po wszystkich tych latach trudno dociec, co było przyczyną. 

I jeśli o mnie chodzi, to nie ma znaczenia. 

- Jesteś tego pewien? - spytała. 

-  Absolutnie.  Nie  obchodzi  mnie,  co  stało  się  trzydzieści  lat  temu,  Angie.  Obchodzi 

mnie  przyszłość  mojego  przedsiębiorstwa,  nie  przeszłość.  I  oddaję  twojemu  ojcu 

sprawiedliwość  za  chęć  zakończenia  sporu.  Mój  ojciec  nigdy  by  się  na  to  nie  zgodził.  Bóg 

wie, ile razy kłóciliśmy się na ten temat. 

Angie odwróciła się do niego tyłem, ukazując Owenowi delikatną linię karku i piękne 

włosy.  Jego  wzrok  przesunął  się  chciwie  po  jej  zgrabnej  sylwetce.  Zacisnął  palce  wokół 

kieliszka,  patrząc  na  srebrzysty  jedwab  opinający  powabnie  zaokrąglone  pośladki.  To  jest 

moja noc poślubna, pomyślał. 

- Owen, chciałabym cię o coś zapytać. O coś waŜnego. Czy nikt z twojej rodziny nie 

przybył na ślub, dlatego Ŝe podobnie jak twój ojciec, nadal Ŝywią dawną urazę? 

- Zadawnione pretensje z trudem wygasają - przyznał. - Moja rodzina nie przypomina 

twojej. Nie jesteśmy otwarci ani bezpośredni. 

- A moŜe myślałeś, Ŝe mnie polubią, kiedy mnie poznają? Liczyłeś na to, Ŝe mój urok i 

wdzięk osobisty zjednają mi ich sympatię? 

-  Nic  mnie  nie  obchodzi  ich  sympatia.  Obchodzi  mnie  tylko,  Ŝeby  cię  traktowali  z 

szacunkiem naleŜnym mojej Ŝonie. - A jeśli nie, poprzysiągł w duchu, to odetnie im dochody 

z Hoteli Sutherland. Miał takie prawne moŜliwości. 

-  A  z  drugiej  strony,  po  co  mieliby  się  fatygować,  Ŝeby  mnie  poznawać,  skoro  po 

sprzedaŜy  akcji  mogę  juŜ  nie  być  panią  Sutherland?  -  spytała  Angie  podejrzanie  łagodnym 

tonem. 

Owen  poczuł,  Ŝe  znów  zaczyna  tracić  zimną  krew.  Wcale  mu  się  to  nie  podobało. 

Zawsze  potrafił  panować  nad  sobą,  swoją  firmą  i  całym  otoczeniem.  Nikt  nie  będzie  go 

wodzić  za  nos.  Ojciec  nauczył  go  dominować  w  kaŜdej  sytuacji  i  to  małŜeństwo  nie  będzie 

wyjątkiem. On tu jest panem i władcą. Przede wszystkim jednak musi zachować spokój. 

- Posuwasz się za daleko - ostrzegł. - Angie, mówię ci po raz ostatni, Ŝe nie oŜeniłem 

się z tobą z powodu spółki. 

- Więc dlaczego się ze mną oŜeniłeś? - spytała, nie odwracając się. 

background image

- Bo pragnąłem mieć cię za Ŝonę. 

- Owen, czy ty mnie kochasz? Naprawdę kochasz? - zapytała cicho, nadal na niego nie 

patrząc. - Nigdy mi tego nie powiedziałeś. Wierzyłam, Ŝe tak jest, mówiłam sobie, Ŝe pewno z 

trudem  przychodzi  ci  wyraŜać  uczucia,  ale  moŜe  tylko  tak  to  sobie  tłumaczyłam,  bo  sama 

byłam bardzo zakochana. 

Brzęk  kieliszka  odstawionego  z  furią  na  szklany  blat  barku  zabrzmiał  w  ciszy  jak 

strzał  z  pistoletu.  Owen  przeszedł  przez  pokój,  chwycił  Angie  za  ramiona  i  odwrócił  do 

siebie. Zobaczył, jak jej piękne oczy rozszerzają się ze zdumienia i strachu. 

- Nie musiałaś szukać Ŝadnych tłumaczeń -  wybuchnął. -  OŜeniłem się z tobą. Jesteś 

jedyną kobietą, jaką kiedykolwiek prosiłem o rękę. Od pierwszej chwili, kiedy cię ujrzałem, 

wiedziałem, Ŝe będziesz wymarzoną Ŝoną dla mnie. Jesteśmy teraz razem i wszystko będzie 

dobrze. Daję ci na to słowo honoru. 

- Gdybym tylko mogła być pewna... 

Spojrzał  głęboko  w  jej  niespokojne  oczy  i  z  chrapliwym,  gniewnym  pomrukiem 

pochwycił ją w ramiona. Nie pozwalając dokończyć zdania, przycisnął wargi do jej drŜących 

ust.  Całkiem  świadomie  postanowił  wykorzystać  własne  poŜądanie,  Ŝeby  rozbudzić  Angie. 

Był pewien, Ŝe mu się to uda. W ciągu ostatnich paru tygodni była mu tak cudownie oddana - 

czuła i gorąca,  gotowa do uległości. Sprawiało mu niekłamaną satysfakcję, Ŝe tak mocno na 

nią działa, ale uŜywał swojego seksualnego magnetyzmu z umiarem i ostroŜnie, nie chcąc jej 

spłoszyć ani wykorzystać. Teraz jednak był juŜ na granicy wytrzymałości. 

W  końcu  była  jego  Ŝoną.  Miał  prawo  ją  uwieść  i  wziąć  do  łóŜka.  Kiedy  zostaną  juŜ 

kochankami, wszystko będzie dobrze, był tego pewien. - Owen... Owen, proszę... 

Usłyszał nutę poŜądania  w tym błagalnym szepcie i poczuł, Ŝe Angie zaczyna się do 

niego  przytulać.  Jej  piersi  przylgnęły  do  jego  torsu.  Jej  ramiona  oplotły  mu  szyję,  a  usta  się 

rozchyliły.  Wsunął  język  głębiej,  a  ręką  delikatnym,  pieszczotliwym  ruchem  zaczął  gładzić 

jej  plecy.  Westchnęła  cicho  i  zamknęła  oczy.  Przywarła  do  niego  udami,  rozpalając  go  do 

białości. 

Ogarnęła  go  gwałtowna  fala  poŜądania.  Marzył  tylko,  aby  zanieść  Angie  na  łóŜko, 

zedrzeć  z  niej  jedwabny  peniuar  i  kochać  się  z  nią  do  utraty  tchu.  Wciągnął  zapach  perfum 

zmieszany z zapachem jej pobudzonego ciała i wiedział, Ŝe i ona go pragnie, Ŝe jest gorąca i 

chętna... 

Nie mógł dłuŜej czekać. Porwał Angie w ramiona i ruszył w stronę wielkiego białego 

łoŜa  pod  baldachimem.  Owładnęło  nim  jedno  przemoŜne  pragnienie:  Ŝeby  uczynić  ją 

wreszcie  swoją  Ŝoną  pod  kaŜdym  względem.  To  była  jego  noc  poślubna,  a  on  płonął 

background image

poŜądaniem. 

Rano  Angie  zrozumie,  Ŝe  nie  pragnął  jej  wcale  ze  względu  na  spółkę  z  ojcem. 

Przekonają o tym w ich łoŜu małŜeńskim. 

- Owen... 

-  Ciii,  kochanie.  Porozmawiamy  jutro.  Zaufaj  mi,  Angie.  Wszystko  będzie  dobrze. 

Wszystko się miedzy nami ułoŜy, zobaczysz. 

PołoŜył ją na łóŜku i pochylił się, Ŝeby zsunąć cienkie ramiączka peniuaru. Angie nie 

poruszyła  się,  kiedy  błyszczący  jedwab  rozchylił  się,  odsłaniając  piersi,  Owen  wstrzymał 

oddech na widok róŜowych sutek. Wziął delikatnie jedną z nich w palce i lekko potarł. Angie 

wydała głębokie westchnienie, a dreszcz, który przebiegł jej ciało, przeszedł na niego niczym 

iskra elektryczna. 

Owen  uśmiechnął  się  i  wyprostował.  Patrzył  na  nią,  szarpiąc  guziki  koszuli.  Angie 

leŜała z szeroko otwartymi oczami, w których odbijało się zwątpienie i niepewność. Równie 

mocno pragnął pocieszyć ją i ukoić, jak posiąść i zdobyć jako kochanek. 

Za kilka minut będzie naleŜeć do niego. 

Pukanie do drzwi postawiło go na równe nogi. 

- Niech to diabli! 

- Przyniosłem kolację, proszę pana. 

Owen zmruŜył oczy z grymasem wściekłości, lecz zaraz się opanował. 

-  Rzeczywiście.  -  Uśmiechnął  się  do  Angie.  -  Kiedy  ją  zamawiałem,  myślałem,  Ŝe 

moŜe zechcemy coś zjeść. Jak widać, był to głupi pomysł. Nie przejmuj się, kochanie. Ja się 

tym zajmę. 

Podszedł  do  drzwi  i  otworzył  je  jednym  szarpnięciem,  wbijając  gniewny  wzrok  w 

kelnera. Młody człowiek uśmiechnął się nerwowo. 

- Przepraszam, pan zamawiał kolację, p... panie Sutherland? - wyjąkał. 

- Tak. Niech pan to zostawi. Nie będziemy pana potrzebować. Sami się obsłuŜymy. - 

Owen  uzbroił  się  w  cierpliwość,  wiedząc,  Ŝe  zawsze  tak  paraliŜująco  działa  na  personel, 

ilekroć zatrzymuje się w jednym ze swoich hoteli. A teraz musiał wyglądać jeszcze groźniej 

niŜ zwykle. 

-  Tak,  oczywiście,  proszę  pana.  I...  chciałem  jeszcze...  szef  kuchni  prosił,  Ŝeby 

przekazać jego gratulacje, proszę pana. - Kelner wycofał się, oblany krwistym rumieńcem na 

widok rozpiętej koszuli Owena. - Przepraszam najmocniej... Proszę dać nam znać, gdyby pan 

jeszcze czegoś potrzebował. 

- Naturalnie - skwitował Owen sucho. Wciągnął wózek z kolacją do pokoju i zamknął 

background image

drzwi. 

Odwrócił  się  do  Angie,  która  siedziała  na  brzegu  łóŜka,  poprawiając  peniuar.  Nie 

patrzyła na niego. 

- MoŜe zjemy później? - zasugerował. - Kolacja poczeka. 

-  Nie!  -  Skoczyła  na  równe  nogi.  -  Jestem...  jestem  bardzo  głodna.  Prawie  nic  nie 

wzięłam  do  ust  na  przyjęciu  i  nie  mogłam  przełknąć  śniadania.  Właściwie  nic  nie  jadłam 

przez cały dzień. 

Angie... 

-  Pomogę  ci.  -  Podbiegła  do  wózka  i  zaczęła  zdejmować  srebrne  pokrywy  z 

półmisków.  Powietrze  wypełnił  smakowity  aromat  karczochów  w  złocistym  sosie  holen-

derskim i soczystego łososia z rusztu. - CzyŜ to nie wygląda apetycznie? 

Owen zmełł przekleństwo w ustach, świadom, Ŝe okazja została zmarnowana. Angie z 

kobiety  gotowej  juŜ  ulec  przeistoczyła  się  w  kłębek  nerwów.  Zacisnął  wargi  i  posłusznie 

zaczął rozkładać naczynia. 

- MoŜe masz ochotę zjeść na tarasie? - zapytał uprzejmie. 

-  Cudowny  pomysł!  -  Wyniosła  półmisek  z  rybą  i  postawiła  na  szklanym  blacie 

białego stolika z kutego Ŝelaza. 

Owen  wyszedł  wolno  za  nią,  wciągając  głęboko  w  płuca  nocne  powietrze,  Ŝeby 

ochłodzić wzburzoną krew. 

- Mgła nadciąga - zauwaŜył niedbale. 

- To prawda. Trochę się ochłodziło. 

- MoŜemy zjeść w środku, jeśli wolisz. 

- Nie, nie - zaprotestowała szybko. - Jeszcze przez jakiś czas nie będzie zimno. A jest 

coś bardzo przyjemnego w widoku mgły unoszącej się nad oceanem, nie uwaŜasz? 

- Jeśli się lubi mgłę. 

- Ja lubię. 

Usiadła  na  brzeŜku  krzesła  i  bez  reszty  zajęła  się  nakładaniem  potraw  na  talerze. 

Owen obserwował ją z pobłaŜliwym rozbawieniem. 

- Dlaczego nagle tak się zdenerwowałaś, Angie? Całowaliśmy się juŜ nieraz. Miałem 

wraŜenie, Ŝe ci się to podoba, A dziś jest w końcu nasza noc poślubna. 

- Proszę cię, Owen. Czy moŜemy mówić o czymś innym? 

- O czymś innym niŜ nasza noc poślubna? 

- Tak, do diaska! 

PrzymruŜył  tylko  leniwie  powieki,  nie  reagując  na  ten  wybuch  złości,  i  sięgnął  po 

background image

chrupiącą bułeczkę. 

- Jak sobie Ŝyczysz, kochanie. 

Im  bardziej  nerwowa  stawała  się  Angie,  tym  bardziej  spokojny  robił  się  Owen, 

mówiąc sobie, Ŝe wszystko będzie dobrze. Była takim popędliwym, gorącym stworzeniem i to 

nie  dawało  jej  duŜych  szans  w  rozgrywce  z  kimś  chłodnym  i  opanowanym.  Dopóki  będzie 

zdenerwowana,  on  pozostanie  panem  sytuacji.  Zgubił  się  tylko  wtedy,  gdy  zaskoczyła  go 

nagle tym swoim dziwnym, powściągliwym zachowaniem. 

Przez  parę  minut  jedli  w  milczeniu.  Owen  nie  próbował  rozładować  sytuacji.  Niech 

trochę  skruszeje,  pomyślał.  Wówczas  podda  mu  się  bez  reszty  i  będzie  koniec  problemu. 

Takie nerwowe, delikatne istoty jak Angie są często same swoimi najgorszymi wrogami. 

Odkroił właśnie kawałek brie z tacy z serami, kiedy Angie nagle odłoŜyła nóŜ, splotła 

ręce na kolanach i wyprostowała się w krześle. 

-  Posłuchaj,  Owen.  Podczas  kolacji  wiele  rzeczy  sobie  przemyślałam  i  podjęłam 

pewne decyzje. 

- To ciekawe. 

-  Byłabym  ci  wdzięczna,  gdybyś  powstrzymał  się  od  sarkastycznych  uwag.  To 

powaŜna sprawa. 

-  To,  Ŝe  będziemy  się  po  raz  pierwszy  kochać?  Masz  rację,  to  powaŜna  sprawa,  ale 

myślę, Ŝe sobie jakoś poradzimy. 

- Owen, proszę cię. To nie jest farsa. 

- Wiem, kochanie. Czy nie sądzisz jednak, Ŝe zaczyna to juŜ trochę na farsę zakrawać? 

Wstała  nagle,  a  srebrzysty,  lejący  się  materiał  otulił  kusząco  jej  smukłą  figurę. 

Podeszła do bariery tarasu i wbiła wzrok w osnuty mgłą ocean. 

- Doszłam do wniosku, Ŝe nie mogę dzisiaj podjąć racjonalnej, rozsądnej decyzji co do 

przyszłości naszego małŜeństwa. 

-  Nie  musisz  podejmować  Ŝadnych  decyzji  -  powiedział  Owen  spokojnie, odkładając 

nóŜ.  -  Decyzja  juŜ  zapadła,  kiedy  w  obecności  trzystu  świadków  włoŜyłem  ci  obrączkę  na 

palec. 

Potrząsnęła gwałtownie głową, nie odwracając się. Zacisnęła ręce na barierce. 

-  Nie  wiem,  co  robić.  Nie  rozumiesz?  Jestem  zdezorientowana  i  pełna  obaw.  Muszę 

mieć trochę czasu, Ŝeby to wszystko przemyśleć. 

-  Ach,  tak.  -  Owen  zaczął  wreszcie  rozumieć,  do  czego  ta  nieskładna  rozmowa  ma 

prowadzić.  Odrzucił  serwetkę  z  monogramem  i  zerwał  się  z  krzesła.  Przeszedł  przez  taras  i 

stanął tuŜ za Angie, nie dotykając jej. 

background image

- A jak sądzisz, kiedy będziesz gotowa uznać, Ŝe jesteś jednak moją Ŝoną? 

- Po sprzedaŜy akcji - powiedziała cichutko drŜącym, ale zdeterminowanym głosem. 

Owen zobaczył czerwone plamy przed oczami. Przez ułamek sekundy zdawało się, Ŝe 

wybuchnie.  Dopiero  po  dobrej  chwili  zdołał  się  jakoś  opanować,  ale  nawet  wtedy  nie  śmiał 

jej  dotknąć.  Zmusił  się,  Ŝeby  mówić  wolno  i  spokojnie,  mając  nikłą  nadzieję,  Ŝe  moŜe  się 

przesłyszał. 

- Co właściwie chcesz przez to powiedzieć, Angie? 

-  śe...  Ŝe  nie  chcę  konsumpcji  naszego  małŜeństwa,  dopóki  spółka  "Sutherland  i 

Townsend" oficjalnie nie wejdzie na rynek. 

Owen nie wierzył własnym uszom. 

-  Akcje  pojawią  się  na  giełdzie  dopiero  pierwszego  dnia  następnego  miesiąca.  To 

znaczy za trzy tygodnie. 

- Wiem. 

Wyciągnął  rękę  i  chwycił  ją  za  ramię.  Bardzo  ostroŜnie,  świadom  swojej  tłumionej 

pasji i palącej namiętności, odwrócił ją twarzą do siebie. 

- Chcesz powiedzieć, Ŝe nie pójdziesz ze mną do łóŜka, dopóki się nie przekonasz, czy 

ten ktoś, kto dzwonił, nie mówił prawdy? 

Przytaknęła bez słowa. 

- Jak sądzisz, co muszę w tej chwili czuć, Angie? Jej piękne oczy wypełniły się łzami. 

- Przepraszam. Ale boję się, Owen. Dałam się namówić na szybki ślub i teraz zadaję 

sobie  pytanie,  czy  nie  popełniłam  strasznego  błędu.  Wiesz,  co  się  mówi  o  pośpiesznie 

zawieranych małŜeństwach. 

- Nie popełniłaś błędu. 

- Nie rozumiesz? Moja rodzina i ty nie powinniście byli ukrywać przede mną niczego. 

Po tym telefonie i komunikacie prasowym poczułam się, jakbym dostała obuchem w głowę. 

Uświadomiłam sobie, jak bardzo naiwnie patrzyłam na nasz związek. 

- Kochanie, to nieprawda. 

- To prawda. Musisz przyznać,  Owen, Ŝe nawet  nie znam cię zbyt dobrze. Nie znam 

twojej  rodziny,  nie  mówiąc  juŜ  o  twoich  prawdziwych  uczuciach  wobec  mnie.  Potrzebuję 

trochę czasu. 

-  Dokładnie  trzy  tygodnie,  tak?  Chcesz  zobaczyć,  czy  wystąpię  o  rozwód  po 

rozprowadzeniu akcji. Chcesz się przekonać, czy nie ukartowałem tego małŜeństwa z powo-

dów merkantylnych. 

- Po części to teŜ - przyznała załamującym się  głosem. - Ale przede wszystkim chcę 

background image

się upewnić, Ŝe wiem, co robię. 

-  Angie,  nie  zapominaj,  Ŝe  twoi  rodzice  pochwalali  nasz  związek.  Twój  ojciec  i  brat 

nie  mieli  nic  przeciwko  połączeniu  daty  ślubu  i  podpisania  spółki.  Sama  wiesz,  Ŝe  twoja 

rodzina nigdy nie przystałaby na to małŜeństwo, gdyby nie pewność, Ŝe będziesz szczęśliwa. 

-  Wiem,  Ale  nie  wiem,  na  ile  potrafiłeś  być  przekonujący,  Ŝe  ci  naprawdę  na  mnie 

zaleŜy.  Nie  rozumiesz?  -  Podniosła  głos  z  nutą  rozpaczy.  -  To  cały  problem.  Po  prostu  zbyt 

wielu rzeczy o tobie nie wiem. 

- Jak na przykład czego? - zapytał gniewnie. 

- Chcę poznać twoją rodzinę i dowiedzieć się, dlaczego nikt z nich nie pofatygował się 

na  ślub.  Chcę  przemyśleć  fakt,  Ŝe  ukryliście  przede  mną  powstanie  spółki.  Mam  mętlik  w 

głowie i chcę mieć szansę uporządkować to jakoś i zdecydować, co z naszym związkiem. 

- I sądzisz, Ŝe nie będziesz w stanie jasno myśleć, jeśli zgodzisz się ze mną spać, tak? - 

Nadal ściskał ją mocno za ramię. - Tak? 

- Tak. 

- Do wszystkich diabłów, Angie, nie wiesz, co robisz. 

- Właśnie. I dlatego chcę to przemyśleć. Owen potrząsnął ponuro głową. 

-  Nie  to  miałem  na  myśli.  -  Przyciągnął  ją  delikatnie  do  siebie.  Stała  sztywno  i 

nieruchomo,  ale  czuł,  Ŝe  drŜy.  Zastanawiał  się,  jakby  zareagowała,  gdyby  ją  pocałował. 

Zawsze  była  taka  uległa  w  jego  ramionach...  -  Moja  rodzina  nie  będzie  dla  mnie  Ŝadną 

rekomendacją, skarbie. Sam widuję się z nimi jak mogę najrzadziej. 

- Owen, to brzmi okropnie - powiedziała z nosem w jego koszuli. 

-  Wiem.  Sądzisz  tak,  bo  wy,  Townsendowie,  jesteście  bardzo  rodzinni.  Ale  to  nie 

znaczy, Ŝe wszyscy są do was podobni. 

- Ale czy nie rozumiesz? Prędzej czy później będę musiała mieć z nimi do czynienia. 

Chcę wiedzieć, co mnie czeka. 

-  Angie,  zaufaj  mi,  jeśli  chodzi,  o  te  sprawy.  Zostaw  mi  zajmowanie  się  rodziną  i 

interesami, a sama bądź tylko moją Ŝoną i wszystko świetnie się ułoŜy. 

-  Zapominasz  o  czymś,  Owen  -  powiedziała  spokojnie.  -  Ten  dzisiejszy  telefon 

stanowi oczywisty dowód, Ŝe nie da się oddzielić naszego związku od interesów. 

Zdobyła  punkt  i  zdawał  sobie  z  tego  sprawę.  Utrzymywał  wybór  miejsca  na  ich 

miesiąc miodowy w absolutnej tajemnicy, podobnie jak fakt podpisania spółki. JednakŜe ktoś 

odkrył oba te sekrety i wykorzystał do wbicia klina między niego a Angie. 

-  Mocno  teŜ  wątpię,  Ŝebyśmy  mogli  zignorować  zupełnie  twoją  rodzinę  - 

kontynuowała Angie. - Choćbyśmy nie wiem jak chcieli. 

background image

- W kaŜdym razie moŜemy się postarać - mruknął. Poruszyła się niespokojnie, jakby 

chcąc  wyzwolić  ramię  z  jego  uścisku,  i  podniosła  głowę.  Jej  oczy  były  nieugięte  w  bladym 

ś

wietle przenikającym z pokoju. 

-  Jest  jeszcze  coś,  co  musimy  rozstrzygnąć,  Owen.  Coś,  czego  nie  chciałam  zbytnio 

dociekać aŜ do dzisiejszego wieczoru. 

-  Do  jasnej  cholery!  To  się  staje  juŜ  nieco  nuŜące,  nie  uwaŜasz?  Co  jeszcze  musisz 

przemyśleć oprócz kwestii dotyczących mojej rodziny, moich interesów i moich prawdziwych 

intencji? 

Wzięła głęboki oddech i spojrzała mu prosto w oczy z wyrazem niespotykanej dotąd 

powagi. 

- Muszę wiedzieć, czy mnie naprawdę kochasz. To właściwie jedyna istotna kwestia. 

Wszystkie inne są pochodną tego zasadniczego pytania, na które nie znam odpowiedzi. 

Zesztywniał. 

- Angie, powiedziałem ci przecieŜ, Ŝe jesteś wymarzoną Ŝoną dla mnie. 

-  Tak,  ale  czy  mnie  kochasz?  MoŜe  czas  się  o  tym  przekonać.  A  takŜe  o  tym,  czy 

potrafisz  to  przyznać  przede  mną  i  przed  sobą  samym.  Muszę  się  dowiedzieć,  czy  twoje 

uczucia do mnie nie wynikają jedynie z fizycznego pociągu i mojej uŜyteczności w zawarciu 

interesu. 

- Zmiłuj się, Angie... Wyprostowała się. 

-  Postanowiłam,  Ŝe  odłoŜymy  naszą  noc  poślubną  do  czasu,  aŜ  będziemy  mieć 

pewność, na czym oparty jest nasz związek i jak długo potrwa. 

Owen zacisnął zęby. 

-  Rozumiem  Więc  moŜe  jeszcze  tylko  się  dowiem,  gdzie  zamierza  pani  spędzić 

dzisiejszą noc, pani Sutherland? 

Zamrugała nerwowo i zerknęła do środka. 

- No cóŜ, jesteśmy w hotelu. Powinno tu być mnóstwo pokoi. 

NajwyŜszą  siłą  woli  Owen  zdołał  zdusić  wybuch  gniewu.  Ale  przybliŜył  twarz  tak 

blisko do Angie, Ŝeby bez trudu dostrzegła, jak bardzo jest wściekły. 

 

-  Chyba  nie  sądzisz,  Ŝe  pozwolę  swojej  Ŝonie  iść  w  naszą  noc  poślubną  do  recepcji 

mojego hotelu i prosić o osobny pokój. 

Angie przygryzła wargi. 

- Wierz mi, nie chciałabym cię upokorzyć. 

- Bardzo mądra decyzja. 

background image

- Rozumiem, Ŝe byłoby to trochę krępujące, gdyby wyszło na jaw, Ŝe nie spędziliśmy 

nocy razem. 

-  Krępujące?  Byłbym  pośmiewiskiem  całego  hotelu,  nie  mówiąc  juŜ  o  całej  branŜy 

hotelowej. 

-  Tak,  musimy  dbać  o  pozory,  prawda?  -  sarknęła.  -  Ostatecznie,  w  grę  wchodzą 

interesy.  Wszyscy  wiedzą,  Ŝe  w  spółkę  akcyjną  "Sutherland  i  Townsend"  zaangaŜowane  są 

setki tysięcy, a moŜe i milionów dolarów. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, prześpię się na 

kanapie. 

-  Będziesz  spać  na  łóŜku  -  powiedział  Owen  przez  zaciśnięte  zęby.  -  I  ja  teŜ. 

PołoŜymy  między  sobą  miecz  lub  coś  równie  odpowiedniego.  Czy  to  pani  odpowiada,  pani 

Sutherland? 

Angie  obrzuciła  go  bacznym  spojrzeniem,  najwyraźniej  zdając  sobie  sprawę,  Ŝe  jest 

bliska przeciągnięcia struny. 

- Tak, dziękuję - odpowiedziała bardzo uprzejmie. 

 

W  końcu  zamiast  miecza  uŜyli  dwóch  duŜych  zapasowych  poduszek,  które  Angie 

znalazła w szafie. Ale kiedy leŜała w ogromnym łóŜku, nie mogąc zasnąć i licząc minuty do 

ś

witu,  pomyślała,  Ŝe  mogłyby  równie  dobrze  być  zrobione  ze  stali,  tak  ostrą  i  nieprzebytą 

barierę tworzyły między nią a jej męŜem. 

Czuła się nieszczęśliwa. Winna, zraniona, zła, niepewna i po prostu nieszczęśliwa. A 

najgorsze, Ŝe Owen natychmiast zasnął, ledwo jego głowa dotknęła poduszki. 

Postępuję  słusznie,  powtarzała  sobie  raz  po  raz,  podczas  gdy  godziny  mijały  z 

irytującą powolnością. Postępuję słusznie. 

Zrozumiała, Ŝe mimo wszystko musiała się w pewnym momencie zdrzemnąć, bo tuŜ 

przed  świtem  zerwała  się  nagle,  wyrwana  ze  snu.  Ujrzała  przed  sobą  bezmierny  obszar 

szarego, leniwego morza. Przez kilka sekund nie mogła się zorientować, gdzie jest i dlaczego 

ma nad głową ogromny, biały baldachim. 

- Obudziłaś się? - zapytał Owen z drugiej strony łóŜka. 

Skurczyła się na dźwięk jego lodowatego głosu. No cóŜ, powiedziała sobie, czego się 

moŜesz  spodziewać  od  nowo  poślubionego  męŜa  po  takiej  nocy  poślubnej,  jaką  mamy  za 

sobą? 

- Tak - odpowiedziała. 

- To dobrze. Poczyniłem pewne ustalenia. 

- Ach tak... 

background image

- Czy moŜe miałaś jakieś własne plany? - wycedził. 

- Nie. Właściwie nie. To znaczy, nie myślałam o tym, co będziemy dalej robić. Wiem, 

Ŝ

e mieliśmy tu spędzić dwa tygodnie. 

, - Byłoby to trochę niezręczne w tych warunkach, nie uwaŜasz? 

- No, nie wiem. To wspaniały hotel i skoro juŜ tu jesteśmy, moglibyśmy spędzić miło 

czas poznając się trochę lepiej. 

-  Angje,  nie  mam  zamiaru  marnować  dwóch  tygodni  na  udawaniu  zakochanego 

Ŝ

onkosia  przed  paroma  setkami  ludzi,  którzy  tu  dla  mnie  pracują  i  będą  obserwować  nas, 

ilekroć wyjdziemy z pokoju - oznajmił stanowczo. 

- Rozumiem, Ŝe to moŜe być trudne - odparowała. - Udawanie zakochanego Ŝonkosia. 

Zwłaszcza, jeśli się nim nie jest. To znaczy, nie jest się zakochanym. 

-  Popatrz  na  to  z  innego  punktu  widzenia  -  mruknął.  Angie  odwróciła  się  do  niego, 

wsparta  na  łokciu.  Jego  widok,  gdy  leŜał  tak  na  śnieŜnobiałej  pościeli  wielki,  ciemny  i 

niebezpieczny, zapierał oddech w piersiach. 

Zeszłego wieczoru Owen rozebrał się w mrokach nocy, a ona odwróciła wzrok, Ŝeby 

na niego nie patrzeć, kiedy wsuwał się obok do łóŜka. Teraz zobaczyła, Ŝe od góry nie ma nic 

na sobie. 

- Angie, czy ty mnie słuchasz? 

Zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  wpatruje  się  bezwstydnie  w  jego  potęŜny  tors,  myśląc,  jak 

przyjemnie by było zanurzyć palce w porastającą go  gęstwinę ciemnych  kręconych włosów. 

Podniosła szybko wzrok, oblewając się rumieńcem. 

- Tak, oczywiście. 

Spojrzał  na  nią  uwaŜnie,  mruŜąc  szare  oczy  pod  ciemnymi  rzęsami.  PodłoŜył  sobie 

ręce pod głowę i wyglądał, jakby czuł się całkiem swobodnie leŜąc w łóŜku z kobietą, która 

nie była do końca jego Ŝoną. 

- No więc posłuchaj, co postanowiłem. Zabieram cię do Jade Lake. Zostaniemy tam aŜ 

do czasu sprzedaŜy akcji. 

- Do Jade Lake? To tam, gdzie mieszka twoja macocha, wuj i ciotka? 

-  Tak,  Jedna  wielka  kochająca  się  rodzina.  Jeśli  będziemy  mieli  szczęście,  moŜe 

wpadnie tam teŜ moja siostra z męŜem. 

-  Jeśli  tak  bardzo  nie  lubisz  swojej  rodziny,  to  dlaczego  mamy  spędzić  z  nimi  trzy 

tygodnie? 

-  O  ile  pamiętam,  powiedziałaś,  Ŝe  chcesz  ich  poznać.  Poza  tym,  mam  tam  w  domu 

własne  biuro.  Nieczęsto  z  mego  korzystam,  bo  rzadko  tam  jeŜdŜę,  ale  przynajmniej  będę 

background image

mógł  trochę  popracować  przez  te  parę  tygodni  i  cały  ten  czas  nie  zostanie  kompletnie 

zmarnowany. 

Angie usiadła gwałtownie, podciągając nerwowo ramiączko peniuaru. Spostrzegła, Ŝe 

wzrok  Owena  spoczął  na  jej  piersiach,  i  wiedząc,  Ŝe  sutki  muszą  prześwitywać  przez  cienki 

jedwab, przygarbiła się, Ŝeby to ukryć. 

-  Poczekaj  no  -  powiedziała.  -  Chyba  nie  masz  zamiaru  wpakować  mnie  na  trzy 

tygodnie do obcego domu, a sam zagrzebać się w pracy? 

- To najlogiczniejsze wyjście z sytuacji. Będziesz miała okazję poznać moją rodzinę i 

czas, którego się domagasz na podjęcie decyzji. Da nam to takŜe moŜność zejścia ludziom z 

oczu, dopóki akcje nie wpłyną na giełdę. 

- Nie jestem pewna, czy mi się to podoba. Podejrzewam, Ŝe postanowiłeś usunąć mnie 

w  cień,  z  obawy  Ŝe  mogę  narazić  na  szwank  twoje  interesy.  Ludzie  zaczną  kwestionować 

trwałość  spółki  i  stracą  zainteresowanie  akcjami,  jeśli  rozejdą  się  pogłoski,  Ŝe  nasze 

małŜeństwo się nie układa, tak? 

Wzruszył ramionami. 

- Istnieje taka moŜliwość. 

-  No  właśnie.  A  jeśli  będą  kwestionować  spółkę,  zakwestionują  teŜ  wartość  akcji.  I 

gdy zakwestionują wartość akcji, ty i tata nie dostaniecie za nie odpowiednio dobrej ceny. A 

jeśli akcje nie sprzedadzą się wysoko, nie zdobędziecie kapitału potrzebnego na rozwój. 

- Nic dodać, nic ująć - skwitował Owen krótko. 

-  Jak  widzisz,  nie  jestem  tak  naiwna  w  tych  sprawach,  jak  się  wszystkim  wydaje  - 

oznajmiła Angie z nutą dumy w głosie. 

Owen z ironią skinął głową, ale jego oczy pozostały zimne. 

- A co najwaŜniejsze, nie Ŝyczę sobie, Ŝebyś przez następne trzy tygodnie biegała po 

ś

wiecie dając na prawo i lewo wywiady. 

- Nie zamierzam udzielać Ŝadnych wywiadów - powiedziała Angie z wściekłością. 

-  Dziennikarze  i  konkurenci  branŜowi  mają  swoje  sposoby,  Ŝeby  wyciągnąć  z  takich 

niewiniątek  jak  ty,  co  tylko  zechcą.  Gdybyś  była  jaśniejącą  szczęściem  oblubienicą, 

przekonaną,  Ŝe  poślubiła  księcia  z  bajki,  to  co  innego.  Stanowiłabyś  Ŝywy  dowód  na  to,  Ŝe 

miłość  wszystko  zwycięŜa.  Ale  w  twoim  obecnym  nastroju  nie  mam  zamiaru  ryzykować. 

Wolę  trzymać  cię  pod  kluczem,  dopóki  cała  transakcja  nie  zostanie  przeprowadzona  do 

końca. 

- Trzymać mnie pod kluczem! 

-  Figura  retoryczna.  Powiedzmy,  Ŝe  chcę,  abyśmy  te  trzy  tygodnie  spędzili  sami  w 

background image

spokoju i odosobnieniu. Mój dom rodzinny leŜy na wyspie na środku jeziora. MoŜna się tam 

dostać  tylko  łódką  i  wyjść  na  brzeg  tylko  za  zaproszeniem.  A  moŜesz  mi  wierzyć,  Ŝe  nie 

będziemy nikogo zapraszać. 

-  Doprawdy,  trzeba  nie  lada  bezczelności,  Ŝeby  w  ten  sposób  do  mnie  przemawiać. 

Jeśli  choć  przez  chwilę  myślisz,  Ŝe  dam  się  zamknąć  na  jakimś  odludziu,  dopóki  nie 

rozprowadzisz swoich akcji, to chyba postradałeś zmysły! 

- Angie... 

- W kaŜdym razie w jednym na pewno masz rację: nie jesteś księciem z bajki. 

Owen  rzucił  się  ku  niej  z  szybkością  błyskawicy,  chwycił  ją  za  nadgarstek,  odsunął 

poduszki i przyciągnął do siebie. Oczy płonęły mu gniewem. 

- Jesteś mi to winna, Angie, za to wszystko, co przez ciebie znoszę. Zaczynam chyba 

rozumieć,  jak  doszło  do  waśni  między  naszymi  rodzinami.  Najwidoczniej  Townsendowie 

mają  niemiły  zwyczaj  niewywiązywania  się  z  danych  obietnic.  Ja,  jak  dotąd,  zostałem 

pozbawiony Ŝony, nocy poślubnej i miesiąca miodowego. 

- Chwileczkę, Owen... 

- Niech mnie diabli, jeśli pozwolę na dokładkę zepsuć sobie jeszcze interes giełdowy. 

JeŜeli nawet nie masz ochoty zrobić tego dla mnie, pomysł o własnej rodzinie. Ma tyle samo 

do stracenia co ja. Pojedziesz na wyspę Jade Lake i zostaniesz tam przez cale trzy tygodnie. 

Zrozumiano? 

- Dobry BoŜe, nie brak ci tupetu, co? 

- Po prostu próbuję zaŜegnać nadchodzące niebezpieczeństwo. To się nazywa obrona 

przeciwawaryjna.  Jesteś  chodzącą  bombą  zegarową  zarówno  dla  Sutherlandów,  jak  i  dla 

Townsendów.  A  poniewaŜ,  przynajmniej  wedle  litery  prawa,  jesteś  teraz  moją  Ŝoną,  muszę 

wziąć odpowiedzialność za ciebie na swoje barki. 

- Dziękuję bardzo. - Jej oczy błyszczały łzami bezsilnej wściekłości. - Jeśli juŜ mam 

być  trzymana  w  ukryciu,  dlaczego  nie  odwieziesz  mnie  raczej  do  mojej  rodziny?  Na  pewno 

czułabym  się  tam  szczęśliwsza,  a  oni  teŜ  by  dopilnowali,  Ŝebym  nie  rozmawiała  z  nikim 

niewłaściwym.  Rzucił  jej  drwiące  spojrzenie.  -  Gdzie  twoje  poczucie  dumy,  Angie?  Czy 

sytuacja, Ŝe małŜonek zaraz po nocy poślubnej odwozi cię z powrotem do domu, nie wydaje 

ci się trochę krępująca? 

Trafił  w  sedno.  Wyobraziła  sobie,  jak  próbuje  wytłumaczyć  wszystko 

rozgorączkowanym,  podekscytowanym  członkom  swojej  rodziny.  Trudno  przewidzieć,  jak 

zareagują, ale jedno było pewne: będzie to reakcja głośna i wybuchowa. 

Owen  miał  rację  -  ostatnia  rzecz,  o  jakiej  marzyła,  to  wywoływanie  teraz 

background image

dramatycznych  scen.  Miała  powaŜne  wątpliwości,  czy  ojciec  i  brat  uwierzyliby  w  jej 

wyjaśnienia,  a  matka  zalałaby  się  łzami.  Po  prostu  nie  zrozumieliby,  Ŝe  tym  razem  ich 

nadopiekuńczość przyniosła zgubny efekt. Zdała sobie sprawę, Ŝe musi przemyśleć nie tylko 

SWÓJ 

stosunek do Owena, ale i swoje stosunki rodzinne. 

Zebrała się na odwagę, buńczucznie odrzuciła włosy do tyłu i oznajmiła: 

- Zastanowię się nad twoją propozycją wyjazdu do Jade Lake. 

- Doskonale. Zastanów się. Będziesz mieć na to masę czasu w drodze. - Owen usiadł. - 

Zacznij się pakować. WyjeŜdŜamy za godzinę. 

DuŜo  później  w  ciągu  tego  wieczora  zaczęła  Ŝałować,  Ŝe  nie  pomyślała  o  trzeciej 

moŜliwości  spędzenia  następnych  tygodni.  Powinna  była  uciec.  Schować  się  w  hotelowym 

pojemniku  na  brudną  bieliznę.  Albo  pójść  na  daleki  spacer  po  plaŜy  i  nie  wrócić.  Trudniej 

byłoby pozostać w ukryciu. 

ZdąŜyła juŜ poznać Owena na tyle dobrze, Ŝe wiedziała, iŜ odnalazłby ją i przywlókł z 

powrotem. Wszystko po to, aby nie narazić na szwank swojej męskiej dumy ani dobra spółki, 

pomyślała z irytacją. 

Rodzinny dom Sutherlandów przycupnął niczym ciemne, drapieŜne zwierzę nad małą 

zatoczką u wschodniego krańca  gęsto zalesionej  niewielkiej wysepki. Jade  Lake było nazwą 

duŜego,  głębokiego  jeziora  połoŜonego  w  górach.  Woda  w  nim  miała  niecodzienny  odcień 

nefrytu, a jej zieleń ciemniała z zachodem słońca, otaczając fortecę Sutherlandów nieprzebytą 

fosą. 

Forteca  to  jedyne  słowo,  które  pasowało  do  tego  posępnego,  wielkiego,  starego 

gmaszyska. Okna zdawały się nie przepuszczać światła, całe wnętrze od solidnych boazerii na 

ś

cianach,  poprzez  wschodnie  dywany,  do  cięŜkich  mebli  było  ciemne  i  ponure.  Na  widok 

obrzydliwego,  ciemnozielonego  koloru  ścian  w  holu  Angie  zatęskniła  za  wiaderkiem  białej 

farby i pędzlem. 

W chwili gdy tuŜ przed  zmierzchem przekroczyła niechętnie próg frontowych drzwi, 

wiedziała juŜ, Ŝe następne trzy tygodnie jej Ŝycia nie będą naleŜeć do przyjemnych. 

Z  drugiej  strony,  siadając  do  kolacji  pocieszyła  się,  Ŝe  i  Owen  nie  będzie  się  tu 

szampańsko bawił. Z  całą pewnością perspektywa wieczoru na łonie  rodziny zachwycała  go 

nie bardziej niŜ ją. 

Grzebiąc  teraz  widelcem  w  sałacie,  odwaŜyła  się  ogarnąć  spojrzeniem  biesiadników 

siedzących przy długim dębowym stole. Członkowie rodziny Owena sprawiali wraŜenie ludzi 

zamkniętych  w  sobie  i  oschłych,  diametralnie  róŜnych  od  jej  wesołych,  spontanicznych, 

rudowłosych krewnych. 

background image

-  Muszę  powiedzieć,  Ŝe  sprawiłeś  nam  prawdziwą  niespodziankę,  zjawiając  się  tu 

nagle dziś wieczorem, Owen. 

Oczywiście, bardzo nam miło poznać twoją młodą Ŝonę. 

- Celia Sutherland obdarzyła Angie chłodnym uśmiechem. 

Macocha  Owena,  ubrana  w  wytworną  czarną  suknię,  królowała  na  drugim  końcu 

stołu.  Była  przystojną,  nieco  wyniosłą  kobietą  po  pięćdziesiątce.  Miała  szlachetne  ary-

stokratyczne  rysy,  a  odcień  jej  włosów  misternie  przeplecionych  siwizną  i  uczesanych  w 

modny kok zdradzał rękę doskonałego fryzjera. 

- Dziękuję, Celio. - Owen rzucił macosze krótkie spojrzenie. - Wiedziałem, Ŝe chętnie 

ją poznacie. 

- Muszę jednak przyznać - kontynuowała Celia zimno - Ŝe jesteśmy ciekawi, co cię tu 

sprowadza. 

-  To  prawda  -  przytaknęła  Helen  Fulton  ze  swego  miejsca  pośrodku  stołu.  -  Czy 

naleŜy przyjąć, Ŝe ma to coś wspólnego z nową spółką? 

Ciotka  Owena  była  mniej  więcej  w  tym  samym  wieku  co  Celia,  lecz  pozwoliła  juŜ 

swym  włosom  przybrać  elegancki  ŚnieŜnobiały  kolor.  Jasnoszare  oczy  i  wystające  kości 

policzkowe  świadczyły  niezbicie  o  jej  przynaleŜności  do  rodziny  Sutherlandów.  W  szarej 

sukni  i  perłach  na  szyi  mogłaby  przypominać  łagodną  gołąbeczkę,  gdyby  nie  lodowate 

spojrzenie  właściwe  bardziej  drapieŜnym  ptakom.  Ten  wyraz  twarzy  czynił  z  niej,  w  ocenie 

Angie, typową przedstawicielkę swojego rodu. 

-  MoŜecie  przyjąć,  co  się  wam  podoba  -  powiedział  Owen.  -  Bądźcie  tylko  uprzejmi 

nie zapominać, Ŝe ten dom naleŜy do mnie i mam prawo przywieźć tu moją Ŝonę. 

-  Święta  racja.  -  Derwin  Fulton,  mąŜ  Heleny,  spojrzał  na  Owena  ponuro  spod 

krzaczastych  siwych  brwi.  -  Twój  ojciec  zostawił  ci  go  wraz  z  całą  resztą,  łącznie  z  firmą, 

czyŜ nie? Ciekawe, co by teraz powiedział na to, Ŝe oŜeniłeś się z panną Townsend. 

Siwowłosy  i  barczysty,  Derwin  przedstawiał  się  mimo  swoich  lat  całkiem  okazale  i 

bynajmniej nie wyglądał na zniedołęŜniałego, pomyślała Angie ze złością. 

-  Nie  sądzę,  aby  miało  to  w  tej  chwili  jakieś  znaczenie  -  odparł  Owen  znudzonym, 

chłodnym tonem. - Jedyne zlecenia, jakie mi zostawił, to dbać o interesy firmy i nie dopuścić, 

aby rodzina znalazła się na zasiłku społecznym. Jak dotąd mi się to udało. 

Celia zmarszczyła brwi. 

-  Skoro  juŜ  mowa  o  interesach,  to  czy  nie  sądzisz,  Ŝe  jesteś  nam  winien  jakieś 

wyjaśnienia, Owen? Wiadomość o spółce była dla nas wszystkich wielkim szokiem. Musiałeś 

planować ją od wielu miesięcy. 

background image

-  Spółki  zazwyczaj  wymagają  wcześniejszego  zaplanowania.  I  najlepiej  robić  to  w 

tajemnicy.  -  Owen  podniósł  kieliszek  do  ust  i  upił  łyk  wina.  Jego  oczy  poszukały  Angie, 

przesyłając jej ostrzegawcze spojrzenie. 

-  No  cóŜ,  muszę  powiedzieć,  Ŝe  twoje  pospieszne  małŜeństwo  z  Town...  z  panną 

Townsend było juŜ dla nas wystarczającym przeŜyciem - mruknęła Helen. - Ale Ŝeby jeszcze 

zaskakiwać nas tą drugą niespodzianką, to juŜ trochę za wiele. Wiemy, Ŝe prowadzisz firmę 

tak  samo  jak  mój  brat,  nie  licząc  się  z  niczyim  zdaniem.  Mógłbyś  jednak  przynajmniej 

skonsultować  się  z  nami  przed  podjęciem  tak  drastycznego  kroku  jak  spółka.  I  to  jeszcze  z 

Townsendem.  Derwin  ma  rację.  Twój  ojciec  pewno  przewraca  się  w  grobie.  A  co  do  tego 

małŜeństwa... 

-  Nie  martw  się,  Hotele  Sutherland  w  ciągu  następnych  paru  miesięcy  potroją  swoją 

wartość  -  przerwał  Owen  chłodno.  -  To  powinno  złagodzić  nieco  szok  wywołany  przez 

utworzenie spółki. 

- Jesteś tego pewien? - zapytała Celia ostro, - Potroją wartość? 

-  Jeśli  tylko  sprzedaŜ  akcji  pójdzie  tak  dobrze,  jak  Palmer  Townsend  i  ja  się 

spodziewamy.  Obie  strony  powinny  zrobić  na  tym  znakomity  interes.  Radzę  wam  o  tym 

pamiętać, w chwili gdy tak miło witacie moją Ŝonę. 

Celia rzuciła krótkie, badawcze spojrzenie na Angie. 

-  Czy  mam  przez  to  rozumieć,  Ŝe  wasze  małŜeństwo  to  przede  wszystkim  kontrakt 

zawarty w interesach? 

- To by z pewnością wiele tłumaczyło - oŜywiła się Helen. - Zwłaszcza twoje dziwne 

zachowanie  ostatnio,  Owen.  Ale  jeśli  to  małŜeństwo  jest  fikcyjne,  dlaczego  nam  tego  od 

początku nie powiedziałeś? 

-  Właśnie  -  wtrąciła  Celia.  -  MoŜe  byśmy  się  nawet  wybrali  na  ślub,  gdybyśmy 

wiedzieli,  Ŝe  to  tylko  krótkoterminowy  związek  dla  interesów.  Ostatecznie,  nasza  obecność 

dodałaby imprezie wiarygodności, nie sądzisz? 

Angie zastygła, zmroŜona, kiedy dotarło do niej pełne znaczenie tych słów. 

-  Słyszałam,  Ŝe  nie  moŜe  pani  przyjechać  z  powodu  choroby.  -  Spojrzała  na  ciotkę 

Owena.  -  A  pani  podobno  nie  mogła  wybrać  się  w  podróŜ  z  powodu  niedawnej  operacji 

kolana. Proszę mi powiedzieć, czy siostra Owena, Kimberly, naprawdę jest na Hawajach, czy 

zaraz wychyli się zza zasłony? 

-  Kimberly  naprawdę  wyjechała  -  powiedział  Derwin.  -  Kupiła  bilety  natychmiast, 

kiedy Owen oznajmił, Ŝe zamierza się z panią oŜenić. A jaką wymówkę znalazł dla mnie? 

Owen wkroczył do akcji, zanim zdąŜyła odpowiedzieć. 

background image

-  Powiedziałem  jej,  Ŝe  jesteś  zniedołęŜniały,  Derwin.  Właściwie  miałem  ochotę 

powiedzieć, Ŝe cała rodzina jest zniedołęŜniała, ale potem pomyślałem, Ŝe Angie i jej rodzice 

mogą się zacząć obawiać, czy nasze geny są w porządku. Bałem się, Ŝeby Angie ze mną nie 

zerwała. 

Klan Sutherlandów zaniemówił z oburzenia. 

Angie  zaczęła  chichotać.  Nie  mogła  się  powstrzymać.  To  bezczelne  oświadczenie 

rozładowało jej napięcie i trafiło bezbłędnie do poczucia humoru. Wszyscy przy stole wbili w 

nią wzrok. Chichot przeszedł w głośny śmiech. Angie otarła oczy serwetką. 

-  Przepraszam.  Ale  wizja  Owena,  jak  siedzi  przy  biurku  i  próbuje  wymyślić  dla 

kaŜdego jakieś usprawiedliwienie. .. To po prostu ponad moje siły... 

- Doprawdy, panno Townsend - skarciła ją Helen. Angie próbowała ukryć jakoś swoje 

rozbawienie przyłoŜoną do twarzy serwetką, ale bezskutecznie. 

- Nie mogę się doczekać, aŜ opowiem o tym rodzicom i Harry'emu. - Na widok miny 

Owena,  który  patrzył  na  nią  z  sarkastycznie  uniesionymi  brwiami,  dostała  nowego  napadu 

ś

miechu, omal nie spadając z krzesła. 

Skwaśniali krewni Owena siedzieli w kamiennej ciszy. Derwin poczerwieniał, a jego 

oczy rzucały gniewne błyski. Ciotka Helena była wyraźnie obraŜona, a dezaprobata na twarzy 

Celii przybrała wyraz jawnego oburzenia. 

- Obawiam się, Ŝe nie ma w tym nic śmiesznego. 

- To jedna z rzeczy, do których musicie się przyzwyczaić - powiedział łagodnie Owen. 

- Townsendowie często reagują w sposób niespodziewany. I śmieszą ich najdziwniejsze rze-

czy pod słońcem. Mają bardzo pogodne usposobienie. 

- W przeciwieństwie do Sutherlandów. - Angie zdąŜyła się juŜ opanować na tyle, Ŝeby 

zabrać  głos.  -  Skala  nastrojów  twojej  rodziny,  Owen,  waha  się  od  zachmurzenia  po 

zasępienie.  Musicie  się  świetnie  bawić  przy  takich  okazjach  jak  BoŜe  Narodzenie  albo 

przyjęcia urodzinowe. 

- Coś podobnego - zasyczała Helen. - Ma pani maniery ulicznika, panno Townsend. 

Owen  odwrócił  się  do  ciotki  z  wyrazem  zimnej  wściekłości  na  twarzy.  Angie 

wstrzymała oddech, przestraszona groźbą szykującej się awantury. 

Sytuację uratowała Betty, szpakowata, krępa  gospodyni koło sześćdziesiątki, która w 

tym  momencie  weszła  sprzątnąć  ze  stołu  przed  następnym  daniem.  Zaczęła  się  niespiesznie 

krzątać,  trzaskając  talerzami  i  robiąc  duŜo  zamieszania.  W  pewnym  momencie,  sięgając  po 

nakrycia Angie, mrugnęła do niej porozumiewawczo. Angie skryła uśmiech. 

Chwila  bezpośredniej  konfrontacji  minęła.  Owen  opadł  na  krzesło.  Nadal  wyglądał 

background image

wojowniczo, ale widać było, Ŝe nie zamierza wszczynać walki. Helen wzięła kieliszek i upiła 

duŜy łyk wina. 

Kiedy  podano drugie danie, Angie poczuła nagle przypływ  apetytu.  Z przyjemnością 

zabrała się do jedzenia. 

- Jeśli chodzi o tę spółkę i akcje - przemówił Derwin, dąŜąc najwyraźniej do zmiany 

tematu - to czy nie uwaŜasz, Owen, Ŝe powinieneś skonsultować się z nami przed podjęciem 

tak radykalnego kroku? 

- Nie - odparł Owen. Wziął do ust następny kęs. 

- Moim zdaniem to szczyt arogancji! - wybuchnął Derwin. - Twój ojciec przynajmniej 

przedyskutowałby to z nami. Dałby nam znać o swoich zamiarach. 

- Nie, przedyskutowałby to ze mną, ale nie z resztą z was. Wiesz to równie dobrze jak 

ja,  Derwin.  Teraz,  kiedy  ojciec  nie  Ŝyje,  sam  podejmuję  decyzje.  NajwyŜszy  czas,  Ŝeby 

Hotele  Sutherland  weszły  na  rynek  międzynarodowy,  a  najszybszym  i  najskuteczniejszym 

sposobem  na  to  jest  spółka  z  Townsendem.  A  teraz,  jeśli  nie  macie  nic  przeciwko  temu, 

wolałbym  zakończyć  juŜ  rozmowę  o  interesach.  W  końcu  przyjechałem  tu  na  miesiąc 

miodowy. 

- Ale jeśli to małŜeństwo jest tylko fikcją, to po co mówić o miesiącu miodowym? - 

spytała Helen patrząc zjadliwie na Angie. 

-  Chyba  zaszło  tu  jakieś  nieporozumienie,  Helen  -  odparł  Owen  chłodno.  -  To 

małŜeństwo nie jest fikcją. Jest jak najbardziej prawdziwe. Na dobre i złe, póki śmierć nas nie 

rozłączy, i tak dalej. Lepiej, Ŝebyście się przyzwyczaili do tej myśli. 

Angie  wiedziała,  Ŝe  to  ostrzeŜenie  było  przeznaczone  takŜe  i  dla  niej.  Zmarszczyła 

brwi i zagłębiła nos w talerzu. 

-  Jeśli  to  jest  prawdziwe  małŜeństwo  i  prawdziwy  miesiąc  miodowy,  to  po  co,  na 

Boga, tu przyjechaliście? - spytała Celia. 

-  śeby  mieć  spokój.  Dziennikarzom  nie  przyjdzie  do  głowy  nas  tu  szukać.  Będą 

przeczesywać wszystkie hotele Sutherland i Townsend. 

-  Nie  sądzę,  aby  odszukanie  was  tu  przekraczało  ich  moŜliwości  -  powiedział  z 

ostrzegawczą nutą Derwin. 

-  Dałem  polecenie  Jeffersowi,  Ŝeby  nie  pozwolił  nikomu  spoza  rodziny  cumować  tu 

łodzi  i  wychodzić  na  brzeg  bez  mojego  pozwolenia.  Betty  ma  przełączać  teŜ  do  mnie 

wszystkie telefony. 

-  Czy  ja  dobrze  słyszę?  -  spytała  oniemiała  Helen.  -  Chcesz  przejmować  nasze 

prywatne rozmowy? To niesłychane. 

background image

- Posłuchaj no, Owen, nie moŜesz przyjeŜdŜać tu sobie jakby nigdy nic i zaczynać się 

szarogęsić,  wydając  na  prawo  i  lewo  rozkazy  słuŜbie  -  poinformowała  go  Celia  lodowatym 

tonem. 

-  Dlaczego  nie?  To  ja  im  płacę.  A  poniewaŜ  w  moich  rękach  leŜą  równieŜ  dochody 

wszystkich  tu  obecnych,  mogę  podczas  swojej  wizyty  rozkazywać,  ile  mi  się  podoba.  Ten 

dom  jest  duŜy.  Z  pewnością  pomieścimy  się  tu  wszyscy  przez  następne  trzy  tygodnie,  nie 

wchodząc sobie zbytnio w drogę. 

Celia nie posiadała się z oburzenia. 

- Co za niesłychana, niewiarygodna bezczelność! Twój ojciec zawsze chciał, Ŝebym to 

ja miała ten dom. Dobrze ó tym wiesz. 

- Wobec tego powinien był zostawić go tobie, a nie mnie - odparł Owen spokojnie. 

Celia  wbiła  w  niego  piorunujący  wzrok,  lecz  po  chwili  pełnej  napięcia  ciszy 

zdecydowała, Ŝe kłótnia nic nie da. ToteŜ przeniosła swoje stalowe spojrzenie na Angie. 

-  A  co  pani  na  to,  panno  Townsend?  Rozumiem,  Ŝe  godzi  się  pani  na  to  wszystko  z 

powodu pieniędzy, jakie ma przynieść sprzedaŜ akcji? 

Angie  odwzajemniła  jej  spojrzenie  przez  całą  długość  stołu  i  uśmiechnęła  się 

uprzejmie. 

-  Mówisz  do  mnie,  Celio?  W  takim  razie  pomyliłaś  się.  Nazywam  się  teraz 

Sutherland. Pani Owenowa Sutherland. Nie panna Townsend. 

Nastał kolejny moment nabrzmiałej ciszy, którą tym razem przerwał wybuch śmiechu 

Owena. 

-  Miejcie  się  na  baczności  -  powiedział  szczerząc  zęby.  -  Jeśli  się  jej  nadepnie  na 

odcisk, potrafi się odciąć. 

Angie  nie  przypominała  sobie,  Ŝeby  kiedykolwiek  przedtem  słyszała,  jak  jej  mąŜ 

głośno  się  śmieje.  Spojrzała  na  niego  zdumiona,  podobnie  jak  reszta  zgromadzonych.  Owen 

wstał, nadal chichocząc, i wyciągnął do niej rękę. 

-  I  na  tym  zakończymy  juŜ  dzisiejszy  wieczór,  moja  Ŝono,  mówiąc  wszystkim 

dobranoc.  Chodźmy,  pani  Sutherland.  W  końcu  to  nasz  miesiąc  miodowy  i  czas  juŜ  iść  na 

górę. 

Angie  zaczerwieniła  się  pod  jego  pałającym  zaborczym  wzrokiem.  Potem  bardzo 

starannie  złoŜyła  serwetkę,  jak  ją  lata  temu  nauczyła  matka,  wstała  i  podała  mu  dłoń.  Jego 

palce zacisnęły się wokół niej w Ŝelaznym uścisku, który mówił wszystko o targających nim 

emocjach, choć twarz pozostała jak zwykle chłodna i niewzruszona. 

Wyprowadził ją z ponurej, ciemnej jadalni i powiódł szerokimi schodami na piętro. 

background image

- No to juŜ mamy wyklarowaną sytuację - powiedział miękko w połowie schodów. - 

Ty i ja kontra całej reszcie. 

- Tak sądzisz? 

-  Obawiam  się,  Ŝe  tak.  Przepraszam  cię  za  to.  Niezbyt  mnie  tu  lubią,  jak  mogłaś  się 

zorientować, chociaŜ niby naleŜę do rodziny. 

Weszli na piętro i ruszyli przez hol w kierunku swojego apartamentu. 

- Wiesz, Owen - powiedziała Angie po chwili zastanowienia - jakoś nie widzę ich jako 

członków twojej rodziny. 

- Nie? A jako kogo? 

- Jako ludzi, za których  jesteś odpowiedzialny. Spojrzał na nią zdumiony, otwierając 

drzwi pokoju, a potem wolno pokiwał głową. 

- Masz rację. Ojciec od dzieciństwa powtarzał mi do znudzenia, Ŝe pewnego dnia będę 

odpowiedzialny  za  całą  resztę  rodziny.  śe  to  część  mojego  dziedzictwa.  Zostawił  mi  ich  w 

spadku razem z firmą, Czasem Ŝałuję, Ŝe nie zostałem astronautą. 

Dwie  godziny  później  Owen  leŜał  w  wielkim  łoŜu  pod  baldachimem,  naleŜącym 

niegdyś do jego ojca, i nasłuchiwał dźwięków dochodzących z sąsiedniego pokoju. W małym 

przyległym  do  sypialni  saloniku  zapadła  cisza.  Angie  kręciła  się  tam  jeszcze  niedawno,  ale 

najwyraźniej połoŜyła się w końcu spać na tapczanie. 

Owen  obawiał  się,  Ŝe  jeszcze  długo  nie  zaśnie,  sądząc  po  dolegliwym  napięciu  w 

lędźwiach. Ta myśl go zirytowała. 

To  niepojęte,  Ŝeby  będący  świeŜo  po  ślubie  męŜczyzna  spędzał  drugą  noc  swego 

miesiąca miodowego sam. 

Prawdę  mówiąc,  nietrudno  było  przywołać  w  pamięci  wizerunek  jej  wysokich, 

krągłych  piersi  i  delikatnie  zaokrąglonych  bioder.  Tęsknił  za  widokiem  błysku  poŜądania  w 

jej pięknych oczach i płomiennych włosów rozrzuconych na białej poduszce. Kiedy pomyślał 

o  tych  wszystkich  okazjach,  w  których  mógł  ją  mieć,  a  powstrzymał  się,  zgrzytał  zębami  z 

wściekłości.  Ta  ostroŜna  polityka  wydawała  mu  się  wówczas  rozsądna.  Widział,  Ŝe  Angie 

przez  pierwsze  dwa  miesiące  ich  znajomości  była  w  jego  obecności  zdenerwowana  i  płocha 

jak  łania.  Wabił  ją  wolno,  nie  chcąc  spłoszyć.  I  tak  musiał  się  spieszyć  z  powodu  terminu 

ogłoszenia  spółki,  który  -  jak  uzgodnili  z  Townsendem  -  miał  się  pokryć  z  datą  ślubu.  Ale 

zachowywał się powściągliwie wobec narzeczonej równieŜ dlatego, Ŝe budziła w nim dziwnie 

opiekuńcze uczucia. Było to dla niego całkiem nowe doświadczenie. Marzył o tym, by Angie 

została jego i tylko jego, lecz był pewien, Ŝe gdy włoŜy jej obrączkę na palec, wszystko samo 

się ułoŜy. 

background image

Dopiero  teraz  się  przekonał,  jak  bardzo  się  mylił.  Postawił  wszystko  na  jedną  kartę 

przywoŜąc  Angie  do  Jade  Lake  po  niepowodzeniach  zeszłej  nocy.  Wymyślił  tę  bzdurę  o 

potrzebie  prywatności,  lecz  pobyt  tu  z  Celią,  Helen  i  Derwinem  depczącymi  im  po  piętach 

trudno  było  nazwać  uroczym  sam  na  sam  z  nowo  poślubioną  małŜonką.  śeniąc  się  z  Angie 

nie  miał  najmniejszego  zamiaru  pozwolić  jej  spędzić  choćby  jednej  nocy  pod  tym  samym 

dachem co oni. 

JednakŜe  tego  ranka,  kiedy  obudził  się  po  owej  nieszczęsnej  nocy  poślubnej,  podjął 

nagle,  pod  wpływem  impulsu  -  co  mu  się  nigdy  dotąd  nie  zdarzało  -  szaleńczą  i  odwaŜną 

decyzję. Postanowił znaleźć sposób, aby zmusić  Angie do uznania faktu ich małŜeństwa. W 

tym celu naleŜało uczynić wszystko, Ŝeby poczuła się panią Sutherland. 

Celia, Helen i Derwin co do joty spełnili jego oczekiwania, napadając na niego, kiedy 

tylko  przekroczył  próg.  Oczywiście,  wiedział,  Ŝe  tak  będzie.  To  było  nieuniknione, 

zwaŜywszy na jego stosunki rodzinne. 

Przyjazd  tu  był  zdecydowanie  ryzykowny,  ale  to  ryzyko  się  opłaciło.  Owen 

uśmiechnął  się,  patrząc  na  światło  księŜyca  odbite  w  jeziorze.  Chciał  zmusić  Angie,  aby 

poczuła  się  jego  Ŝoną,  a  najszybciej  moŜna  było  to  osiągnąć  kaŜąc  jej  opowiedzieć  się  po 

jednej  ze  stron.  Dziś  wieczorem  zdała  ten  test  śpiewająco.  Zawsze  istniała  moŜliwość,  Ŝe 

odetnie się zarówno od niego, jak i od jego rodziny. Tu leŜało prawdziwe niebezpieczeństwo. 

Mogła zdecydować, Ŝe naleŜy do  Townsendów i  wystąpić przeciwko obu  stronom, zarówno 

przeciwko męŜowi, jak i jego krewnym. 

Ale nie zrobiła tego. Owen zagrał wysoko i szczęście mu dopisało. 

„Mówisz do mnie, Celio? W takim razie pomyliłaś się. Nazywam się teraz Sutherland. 

Pani Owenowa Sutherland.” 

-  Prędzej  czy  później  -  mruknął  Owen  w  ciemności  -  naprawdę  będziesz  panią 

Owenową Sutherland. Będziemy mieć naszą noc poślubną, Angie. I wtedy udowodnię ci, Ŝe 

nigdy nie byłaś częścią kontraktu. 

 

Angie  cicho  jak  duch  przemknęła  obok  łóŜka  Owena.  Jej  bose  stopy  stąpały 

bezszelestnie po dywanie, a wokół kostek powiewała kolejna koronkowo - jedwabna kreacja z 

jej wyprawy ślubnej. W ręku niosła pantofle i pikowany szlafrok. 

Wpadające przez okno światło księŜyca oświetlało gołe ramiona i gładkie muskularne 

plecy  Owena,  który  leŜał  w  białej  pościeli  twarzą  do  poduszki.  Angie  poczuła  gwałtowny 

skurcz  tęsknoty  i  zwykłą  kobiecą  ciekawość,  gdy  tak  stała  obserwując  swojego  męŜa. 

Wyglądał  wspaniale,  rozciągnięty  w  wielkim  łoŜu,  i  emanował  męskością,  mimo  Ŝe  był 

background image

pogrąŜony w głębokim śnie. 

Idąc na palcach do drzwi pomyślała ze smutkiem, Ŝe mogła leŜeć w tym łóŜku razem z 

nim. Miała do tego wszelkie prawo. Ale się bała. W tym cały problem. Po prostu się bała. 

Wszystkie niepokojące pytania, które wyłoniły się podczas jej nocy poślubnej, zaczęły 

ją  teraz  dręczyć  jeszcze  bardziej.  Musiała  dostać  na  nie  jakąś  odpowiedź  i  znała  na  to  tylko 

jeden sposób. Harry moŜe nie będzie zachwycony telefonem o trzeciej nad ranem, ale to jego 

sprawa. I w gruncie rzeczy zasłuŜył sobie na to swoim postępowaniem. Nie miała zamiaru tak 

łatwo  mu  przebaczyć,  Ŝe  uczestniczył  w  spisku  rodzinnym,  aby  wydać  ją  za  Owena 

Sutherlanda. Nawet jeśli sądził, Ŝe to dla jej dobra. 

Wiedziała  jednak  z  przeszłości,  Ŝe  mimo  paternalistycznej  i  protekcjonalnej  postawy 

wobec niej, którą z całą rodziną zajmował, na wprost zadane pytanie odpowie jej prawdę. A 

takie pytanie właśnie zamierzała mu zadać. 

Wyszła  do  holu  i  zamknęła  cicho  drzwi.  Szybko  włoŜyła  szlafrok  i  pantofle.  Zeszła 

ostroŜnie po oświetlonych nikłym światłem schodach i zatrzymała się na dole, przypominając 

sobie,  Ŝe  widziała  jeden  aparat  telefoniczny  w  kuchni,  a  drugi  w  pracowni,  której  Owen 

uŜywał  jako  tymczasowego  biura.  Nie  chcąc  skradać  się  po  domu  w  poszukiwaniu  innych 

aparatów, skierowała się prosto do pracowni, która znajdowała się bliŜej niŜ kuchnia. 

Drzwi  były  zamknięte,  ale  otworzyły  się  z  łatwością  pod  naciskiem  klamki.  Angie 

wsunęła się do ciemnego pokoju i podeszła do biurka, na którym w świetle księŜyca dojrzała 

komputer, a obok telefon. Wyjęła z kieszeni małą latarkę i trzymając ją w jednej ręce, zaczęła 

drugą wystukiwać numer brata. Nie skończyła jeszcze wybierać numeru kierunkowego, kiedy 

z  ciemności  wyłoniła  się  męska  ręka,  przerwała  połączenie  i  spokojnie  wyjęła  jej  z  rąk 

słuchawkę. 

- Owen! 

- Co się stało, Angie? Nie mogłaś spać? 

- Dobry BoŜe, Owen, śmiertelnie mnie przeraziłeś! 

- Naprawdę? 

Pochylił  się  niedbale  nad  biurkiem,  wpatrując  się  w  nią  w  świetle  księŜyca.  Przed 

zejściem na dół włoŜył dŜinsy, ale nic więcej. Wyglądał groźnie i... bardzo męsko. 

- Tak, naprawdę. Nie masz Ŝadnego prawa tak mnie straszyć. 

- Do kogo dzwoniłaś? 

- Nie twoja sprawa. 

- Do brata? 

-  Powiedziałam,  nie  twoja  sprawa.  Ale  jeśli  chcesz  wiedzieć,  to  tak.  Chciałam  z  nim 

background image

porozmawiać. Jest mi winien wyjaśnienie. 

- Dlaczego nie spróbujesz zadać tych pytań mnie? - zapytał Owen miękko. 

Podniosła hardo głowę. 

-  Bo  nie  wiem,  czy  usłyszę  prawdę.  MoŜesz  powiedzieć  mi,  co  chcesz.  Dla  mojego 

własnego dobra, oczywiście. 

Twarz Owena stęŜała. 

- Do diaska, Angie, zachowujesz się, jakbyś była ofiarą spisku. 

- Dokładnie tak się czuję. 

- Czy musisz robić z tego taki melodramat? Angie wzięła głęboki oddech. 

-  Nie  mogę  ufać  nikomu  w  tym  domu.  A  ty  nie  kryjesz,  Ŝe  mam  tu  być  praktycznie 

więźniem  przez  następne  trzy  tygodnie.  Twoja  rodzina  jasno  dała  do  zrozumienia,  Ŝe  wcale 

mnie  nie  pragnie.  I  jest  rzeczą  oczywistą,  Ŝe  są  absolutnie  przeciwni  naszemu  małŜeństwu. 

Wydaje mi się, Ŝe mają czelność uwaŜać, Ŝe oŜeniłeś się z kimś gorszym od siebie. 

-  Angie,  skarbie...  -  Jestem  zdenerwowana  i  zła,  i  chcę  porozmawiać  kimś  z  mojej 

własnej  rodziny.  Co  w  tym  złego?  Jak  ty  byś  się  czuł  w  mojej  sytuacji?  Owen  westchnął 

cięŜko i objął ją, przyciągając łagodnie jej sztywne, oporne ciało ku sobie. 

- Angie, bardzo mi przykro, Ŝe tak to wszystko wypadło. Nigdy tego nie chciałem. 

-  Więc  pozwól  mi  odejść  -  wyszeptała  z  twarzą  przy  jego  gołym  torsie.  Ciepło  jego 

skóry było dziwnie kojące. 

- Nie mogę. Dokąd pójdziesz? 

- Wrócę do domu. 

-  Mówiliśmy  juŜ  o  tym,  -  Głaskał  delikatnie  jej  plecy  silnymi,  gorącymi  rękami.  - 

Byłoby to dla ciebie krępujące. 

- PrzeŜyję to jakoś. Teraz teŜ jestem skrępowana, a do tego wściekła. Mam ochotę ich 

wszystkich udusić. 

Owen pocałował ją lekko w czubek głowy, przeczesując palcami jej gęste włosy. 

- Jeśli juŜ chcesz kogoś udusić, to uduś mnie. 

- Nie myśl, Ŝe to mi nie przyszło do głowy. Niestety, jesteś za silny. Przestań całować 

mnie w ucho. Nie chcę od ciebie Ŝadnych romantycznych gestów. 

-  Do  diabła,  to  wszystko  zupełnie  inaczej  by  wyglądało,  gdybyśmy  mieli  normalną 

noc poślubną. 

-  Seks  nie  rozwiązałby  tych  problemów,  które  teraz  mamy.  -  ZadrŜała  i  szybko 

odsunęła głowę, gdy Owen podniósł pasemko jej włosów i pocałował ją w szyję. 

- Owen, powiedziałam, przestań. Nie Ŝartuję. 

background image

Niechętnie podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy. 

-  Nadal  mnie  pragniesz,  Angie,  chociaŜ  jesteś  zła.  Czuję  to.  DrŜysz,  kiedy  cię 

dotykam. 

- To oznaka zdenerwowania, nie namiętności. 

- CzyŜby? Dokładnie tak samo drŜałaś wtedy, gdy chciałaś, Ŝebym się z tobą kochał. 

Wbiła w niego gniewny wzrok. 

-  Jeśli  nie  potrafisz  odróŜnić  zdenerwowania  od  namiętnych  uniesień,  to  tylko 

dowodzi braku wraŜliwości. 

- Wysunęła się z jego ramion. 

Owen westchnął z rezygnacją. 

Trzy tygodnie, Angie, to wszystko, o co proszę. Zostań tu ze mną przez następne trzy 

tygodnie  do  czasu  sprzedaŜy  akcji.  Potem  się  przekonasz,  Ŝe  nie  oŜeniłem  się  z  tobą  dla 

interesów. 

-  I  co  dalej,  Owen?  -  Angie  podeszła  do  okna  i  spojrzała  w  noc,  -  Jakie  małŜeństwo 

nas czeka po takim katastrofalnym starcie? Czy będę mogła znów ci zaufać po tym, jak mnie 

okłamałeś? 

Chwycił ją za ramię. 

- Nie nazywaj mnie kłamcą! 

Spojrzała  na  niego  uwaŜnie,  przestraszona  jego  płomiennym  wybuchem  dumy  i 

drapieŜnym wyrazem twarzy. Pomyślała, Ŝe gdzieś na dnie czai się w nim prawdziwy gniew. 

- Dobrze - powiedziała sztywno. - Nie będę nazywać cię kłamcą. 

Owen puścił jej ramię ze zduszonym przekleństwem i odwrócił się tyłem. Wbił ręce w 

tylne kieszenie spodni. 

-  Nie  mogę  w  to  uwierzyć.  Nikt  dotąd  nie  kwestionował  mojego  słowa.  Nikt, 

załatwiam  najwaŜniejsze  transakcje  uściskiem  ręki,  moje  słowo  jest  uwaŜane  za  równie 

wiąŜące  jak  kontrakt.  Tak  prowadził  interesy  mój  ojciec  i  tak  ja  je  prowadzę.  A  teraz  moja 

własna Ŝona imputuje mi, Ŝe jestem kłamcą i oszustem. 

- Wcale tak nie powiedziałam - bąknęła Angie. Było jasne, Ŝe go mocno obraziła. 

-  Ale  mało  brakowało.  Gdybyś  była  męŜczyzną...  -  Potrząsnął  głową  ze  złością.  - 

Dajmy  temu  spokój.  Mam  dość  tej  głupiej  rozmowy.  -  Odwrócił  się  do  niej,  nadal  patrząc 

gniewnie. - Jeśli to małŜeństwo ma przypominać pojedynek na polu bitwy, to musimy ustalić 

pewne podstawowe zasady. 

- To znaczy, Ŝe ty musisz ustalić pewne podstawowe zasady. 

Wzruszył ramionami. 

background image

- Jeśli trzeba, to tak.  Zasada numer jeden brzmi, Ŝe moŜesz zawsze wierzyć  w to,  co 

mówię. Nigdy cię nie okłamałem i nigdy nie okłamię. Rozumiesz? 

Angie  czuła,  jak  przenika  ją  dziwny  dreszcz.  Nigdy  dotąd  nie  widziała  Owena  tak 

wytrąconego z równowagi. Zawsze był taki chłodny, opanowany i spokojny. 

- No cóŜ, dobrze - powiedziała z namysłem. Owen zacisnął szczęki. 

- Rozumiem, Ŝe mam się tym zadowolić, tak? Moja własna Ŝona uprzejmie zgadza się 

okazać mi minimum zaufania. Ale ze mnie szczęściarz. AŜ trudno uwierzyć. 

- Najwyraźniej miałeś o mnie całkiem mylne wyobraŜenie, Owen. Nie jestem ani tak 

naiwna, ani tak łatwowierna, jak sądziłeś. Potrafię doskonale myśleć i oceniać fakty. 

- Tak uwaŜasz? 

-  Umiem  teŜ  bez  pomocy  wyciągać  prawidłowe  wnioski.  Pod  warunkiem  Ŝe  mam 

właściwe dane, oczywiście. 

- Co to ma znaczyć? Spojrzała na niego hardo. 

-  To  ma  znaczyć,  Ŝe  jeśli  juŜ  ustalamy  zasady  pojedynku,  ja  teŜ  domagam  się 

przestrzegania jednej z nich. 

- Jakiej? - zapytał ostroŜnie. 

- Takiej, Ŝe w przyszłości nie będziesz ukrywać przede mną Ŝadnej istotnej informacji. 

Nie jestem dzieckiem i nie pozwolę traktować się jak dziecko. 

Zmarszczył gniewnie brwi. 

-  Nie  jesteś  równieŜ  osobą  znającą  się  na  prowadzeniu  firmy.  Nie  rozumiem,  czemu 

miałbym cię informować o kaŜdej drobnej decyzji, którą podejmuję w interesach. 

- Nie proszę cię, Ŝebyś informował mnie o kaŜdej drobnej decyzji Tylko o takiej, która 

bezpośrednio mnie dotyczy. 

-  Plany  spółki  i  sprzedaŜy  akcji  nie  dotyczyły  cię  bezpośrednio,  a  jednak  obwiniasz 

mnie za to, Ŝe ci o nich nie powiedziałem - odparował. 

-  Jak  najbardziej  -  przytaknęła,  -  PoniewaŜ  moim  zdaniem  zdecydowanie  mnie 

dotyczyły. 

-  Tylko  twoim  zdaniem.  Skąd  mam  wiedzieć,  co  uznasz  za  takie  decyzje  w 

przyszłości? 

Angie uśmiechnęła się. 

-  Masz  babo  placek!  Będziesz  musiał  bardzo  się  pilnować,  co?  Lepiej  dmuchać  na 

zimne. Po prostu, przyzwyczaj się do mówienia mi wszystkiego, w ten sposób na pewno nie 

zbłądzisz. 

Owen zaniemówił z oburzenia. 

background image

- Ty, ty mała... - Urwał, kręcąc głową. - Wprost nie mogę w to uwierzyć. Co ty sobie 

wyobraŜasz? Za kogo ty się masz? 

- Za panią Owenową Sutherland. Na dobre i złe, jak twierdzisz. 

Przeszła obok niego, kierując się w stronę drzwi, w nastroju o niebo lepszym niŜ parę 

minut temu. 

- Angie, wracaj! PrzecieŜ mówię do ciebie, - Owen wyszedł za nią z pracowni. - Gdzie 

idziesz, do licha? 

-  Idę  coś  zjeść.  Umieram  z  głodu.  -  Ruszyła  przez  hol  w  stronę  kuchni.  -  Podczas 

kolacji  rodzinnej  jakoś  nieszczególnie  dopisywał  mi  apetyt.  Ale  teraz  kłótnia  z  tobą  go 

zaostrzyła. Mam nadzieję, Ŝe wasza gospodyni ma zwyczaj zostawiania resztek. 

Owen  nie  odezwał  się  juŜ  ani  słowem,  idąc  za  nią  przez  długi  hol.  Kiedy  weszli  do 

duŜej,  nieskazitelnie  czystej  kuchni,  stanął  z  rękami  na  biodrach  na  środku  wykafelkowanej 

podłogi i patrzył ze zdumieniem, jak Angie otwiera jedną z dwóch duŜych białych lodówek. 

W  poświacie  padającego  z  wewnątrz  światła  zaczęła  przeglądać  półki  pełne  porządnie 

zapakowanych produktów. 

- Mamy szczęście. Zaopatrzenie jak w pierwszorzędnych delikatesach. - Nachyliła się, 

podnosząc  wieczko  plastikowego  pojemnika.  -  O,  tuńczyk.  -  Wzięła  następny  pojemnik.  - 

Sałatka. Coraz lepiej. Musimy tylko znaleźć trochę krakersów. 

Wyjęła  z  lodówki  produkty  i  zaniosła  do  stołu  w  rogu.  Zapaliła  światło,  które 

oświetliło fluoryzującym blaskiem śnieŜnobiałą kuchnię, i zabrała się za przeszukiwanie sza-

fek. 

- Masz zamiar to wszystko zjeść? - spytał Owen, patrząc na pojemniki z Ŝywnością na 

stole. WciąŜ stał na środku kuchni. 

-  Powiedziałam  ci,  Ŝe  jestem  głodna.  Kłótnia  zawsze  zaostrza  mi  apetyt.  - 

Uśmiechnęła się z satysfakcją, widząc pudełko krakersów. - No, to mamy juŜ wszystko. 

Wyjęła z szuflady dwa noŜe i widelce i zasiadła do stołu. Owen nadal się nie poruszył, 

kiedy rozstawiała naczynia i nakładała sobie przysmaki na talerz. 

-  Nie  masz  ochoty  mi  towarzyszyć?  -  zapytała  uprzejmie.  Coraz  bardziej  zdumiony 

podszedł  wolno  i  usiadł  po  przeciwnej  stronie.  Bez  słowa  wziął  krakersa  i  zaczął  wolno 

przeŜuwać. Angie, która zaspokoiła juŜ pierwszy głód, spojrzała teraz z zainteresowaniem na 

sałatkę. 

- Angie? 

- Co? - NałoŜyła sobie sporą porcję na talerz. 

-  Mogłabyś  mi  wyjaśnić,  o  co  tu  chodzi?  Jeszcze  parę  minut  temu  dyszałaś 

background image

wściekłością, a teraz najspokojniej się objadasz, jakby nigdy nic. 

- No cóŜ, pokłóciliśmy się, to prawda. Ale teraz jest juŜ po wszystkim i jestem głodna. 

- Czy zawsze po kłótni tak się zachowujesz? - Owen sięgnął po następnego krakersa. 

- PrzewaŜnie. 

- Nawet jeśli przegrałaś? - W jego oczach pojawiły się figlarne błyski. 

- Kto mówi, Ŝe przegrałam? - Uśmiechnęła się słodko. 

Czuła  się  juŜ  zupełnie  zadowolona.  Zdumiewające,  jak  jedzenie  moŜe  wpłynąć  na 

dobry nastrój. 

-  Nadal  trzymam  cię  tu  zamkniętą  w  ponurym  zamku,  otoczonym  fosą  i 

zamieszkanym przez kilku irytujących krewnych - zauwaŜył kpiąco. 

- Rzeczywiście są irytujący, prawda? 

- Bardzo. - Uciął ten temat, wpatrując się w nią badawczo. - Angie, dlaczego uwaŜasz, 

Ŝ

e nie przegrałaś naszej kłótni? Dlaczego się juŜ nie pieklisz i nie miotasz? 

- Nigdy się nie pieklę i nie miotam. 

-  Przestań  chwytać  mnie  za  słówka.  Powiedz,  czemu  jesteś  nagle  w  o  wiele  lepszym 

humorze niŜ byłaś piętnaście minut temu? 

Angie westchnęła i odłoŜyła widelec. 

- Pewno dlatego, Ŝe ta kłótnia coś mi powiedziała. - Co takiego? Spojrzała mu prosto 

w oczy. 

-  śe  masz  bardzo  duŜe  poczucie  godności  osobistej  i  dumy.  Tacy  sami  są  wszyscy 

członkowie mojej rodziny. Rozumiem ten rodzaj  dumy.  I jestem skłonna  przyznać, Ŝe moŜe 

wychodząc za ciebie nie popełniłam mimo wszystko Ŝyciowej pomyłki. Nie jesteś bezduszną 

maszyną myślącą tylko o interesach. To krzepiąca świadomość, jeśli chcesz wiedzieć. 

Spojrzał na nią z osłupieniem. 

- UwaŜasz to za krzepiące, Ŝe straciłem panowanie nad sobą? Jeśli tylko tego ci trzeba 

do szczęścia, to mogę się postarać zrobić jeszcze kilka awantur. 

-  Powiedziałam  tylko,  Ŝe  doceniam  twoje  poczucie  dumy.  Rozumiem  cię  i  dlatego 

sądzę, Ŝe moŜe jednak mamy ze sobą coś wspólnego. A teraz nie Ŝyczę sobie więcej dyskusji 

na ten temat. 

Ach, nie Ŝyczysz sobie? - wycedził Owen z groźną miną. 

Angie wzięła krakersa, połoŜyła na wierzch trochę tuńczyka i wepchnęła  kanapkę do 

ust Owena. 

- Mama zawsze mówiła, Ŝe najlepszy sposób, Ŝeby męŜczyznę uciszyć, to dać mu jeść. 

Następnego dnia Angie obudziła się zadziwiająco wypoczęta. LeŜała bez ruchu przez 

background image

parę  minut,  nasłuchując  odgłosów  z  sąsiedniego  pokoju.  Obok  panowała  cisza,  toteŜ  wstała 

ostroŜnie i zajrzała przez drzwi. 

ŁóŜko  Owena  było  puste,  a  pościel  rozrzucona.  Najwidoczniej  zostawił  zrobienie 

porządku  po  sobie  gospodyni.  Gospodyni  albo  swojej  nowej  Ŝonie,  pomyślała  Angie  ze 

złością, wchodząc do łazienki i odkręcając prysznic. Nie miała najmniejszego zamiaru dać się 

wciągnąć w usługiwanie Owenowi. 

Po  wzięciu  prysznica  włoŜyła  dŜinsy  i  jasnoŜółty  sweter.  Podchodząc  do  toaletki 

zobaczyła zatkniętą za lustro kartkę: 

Angie. 

Byłbym  wdzięczny,  gdybyś  posłała  swój  tapczan.  Betty  przyjdzie  tu  posprzątać. 

Wolałbym, Ŝeby nie widziała, Ŝe śpimy w osobnych łóŜkach. Na pewno to rozumiesz. Owen. 

Westchnęła z rozdraŜnieniem, odkładając szczotkę do włosów, ale nie była specjalnie 

zaskoczona.  Nic  dziwnego,  Ŝe  Owen  nie  chce  dawać  Ŝadnych  powodów  do  jakichś 

domysłów.  Jego  męska  duma  bardzo  by  ucierpiała,  gdyby  Betty  zauwaŜyła,  Ŝe  nowo 

poślubiona Ŝona nie dzieli z nim łóŜka. 

I  tak  miała  zamiar  po  sobie  posłać,  pomyślała  wygładzając  prześcieradła  i  kapę; 

zawsze to robiła u siebie w Tucson. Wspomnienie eleganckiej sypialni w stylu hiszpańskim, 

którą opuściła wychodząc za Owena, wzbudziło w niej tęsknotę za domem. Podeszła do okna 

i wyjrzała. Słońce wyszło juŜ zza gór i odbijało się w jeziorze. 

Na myśl o śniadaniu z Owenem i jego rodziną postanowiła zrezygnować z jedzenia i 

przejść się wokół wysepki. Wybiegła do holu niemal zderzając się z Betty. 

- Och, dzień dobry, Betty - uśmiechnęła się przepraszająco. 

- Dzień dobry. - Betty zmierzyła ją wzrokiem. - Spieszy się pani gdzieś? 

-  Nie,  wybieram  się  tylko  na  spacer  -  wyjaśniła  Angie.  Betty  pokiwała  ze  smutkiem 

głową. 

- Nic dziwnego. Ten dom moŜe podziałać na człowieka przygnębiająco. Sama pracuję 

tu  od  trzydziestu  lat,  więc  się  zdąŜyłam  przyzwyczaić,  ale  pani  to  co  innego.  Podobno 

pochodzi pani z Tucson? Nie narzekacie tam na brak słońca, co? 

Angie spojrzała na nią z ciekawością. 

- Tu jest trochę ponuro, prawda? 

-  I  to  pod  niejednym  względem.  Ale  wszystko  dałoby  się  zmienić,  gdyby  się 

odpowiednio  do  tego  zabrać  -  oświadczyła  Betty  stanowczo.  -  Ten  dom  potrzebuje  tylko 

odrobiny miłości. 

- Miłości? 

background image

- A tak.  Domy  potrzebują miłości tak samo jak ludzie. Owen Sutherland  niemal całe 

Ŝ

ycie  był  jej  pozbawiony.  Jego  matka  umarła,  kiedy  był  jeszcze  dzieckiem,  a  ojciec  był  po-

rządnym  człowiekiem,  ale  twardym  jak  skała,  jeśli  pani  rozumie,  co  mam  na  myśli. 

Wychował syna na swoje podobieństwo. Nie ustępuj ani na jotę - to motto Sutherlandów. 

- Rozumiem. 

- No właśnie. Jak mówiłam, odpowiednia kobieta moŜe jeszcze to wszystko naprawić. 

Zajmie się tym pani, pani Sutherland? 

Angie  była  tak  zaskoczona  tym  bezpośrednim  pytaniem,  Ŝe  nie  wiedziała,  co 

odpowiedzieć. 

- Hmm, no cóŜ, Betty... - zająknęła się. - Przepraszam, ale muszę juŜ iść. 

Zbiegła po schodach i wyszła na zewnątrz. Na trawniku przed domem ani w ogrodzie 

nie  ujrzała  nikogo  z  Sumer  -  landów.  W  pobliskiej  przystani  był  tylko  Jeffers,  ogrodnik  i 

pomocnik do wszystkiego, który pomachał do niej ręką i wrócił do pracy przy motorówce. 

Angie ruszyła wzdłuŜ brzegu. ŚwieŜe poranne powietrze było rześkie i oŜywcze. Idąc 

po kamiennej plaŜy dopiero teraz zaczęła rozglądać się po otoczeniu. Poprzedniego dnia była 

zbyt roztrzęsiona zaistniałą sytuacją, Ŝeby zwracać uwagę na krajobraz. 

Teraz  dostrzegła  skupisko  domków  i  miasteczko  Jade  po  drugiej  stronie  jeziora.  Na 

gładkiej,  lśniącej  powierzchni  wody  kołysało  się  kilka  łódek,  naleŜących  pewno  do 

zapalonych  wędkarzy,  którzy  juŜ  od  wczesnego  ranka  wyruszyli  na  połów.  Wszystko  to 

wyglądało bardzo malowniczo, przyznała w duchu. W tym momencie usłyszała zbliŜające się 

kroki, lecz nawet nie odwracając głowy wiedziała, Ŝe to nie Owen. 

-  Zobaczyłam,  Ŝe  tu  jesteś  -  powiedziała  zimno  Helen,  podchodząc  z  tyłu.  - 

Pomyślałam, Ŝe się do ciebie przyłączę. Sama co rano chodzę zawsze na spacer. 

- Dzień dobry, pani Fulton - powiedziała Angie uprzejmie. 

-  MoŜesz  mówić  do  mnie  po  imieniu.  Owen  i  tak  będzie  na  to  nalegał,  a  on  zawsze 

potrafi postawić na swoim. Zupełnie jak jego ojciec. 

Angie wzruszyła ramionami. 

- Jak wolisz. 

-  Wolałabym  przede  wszystkim,  Ŝeby  nigdy  nie  doszło  do  tej  spółki  -  powiedziała 

Helen ostro, - Ale wygląda na to, Ŝe będziemy musieli jakoś to znieść. To będą bardzo długie 

trzy tygodnie, prawda? 

-  Bez  wątpienia,  zwłaszcza  jeśli  się  wszyscy  o  to  postaramy  -  przyznała  Angie, 

odwracając  się  z  niewesołym  uśmiechem  do  starszej  kobiety.  -  Jestem  pewna,  Ŝe  przy 

odrobinie  wysiłku  potrafimy  doszczętnie  zatruć  sobie  Ŝycie.  Wy,  Sutherlandowie,  macie  do 

background image

tego, zdaje się, wyjątkowy talent. 

Oczy Helen zwęziły się ze złości. 

-  Nie  wiesz,  co  mówisz.  Uwierz  mi  na  słowo,  Ŝe  nasze  zdolności  do 

unieszczęśliwiania  innych  są  niczym  w  porównaniu  do  zdolności  Townsendów  w  rym 

względzie. Ja osobiście nie zapomniałam, co się wydarzyło trzydzieści lat temu. 

- Naprawdę? A co się wydarzyło? 

- Nie twój interes. To sprawa rodzinna i nie mam zamiaru jej wywlekać po tylu latach 

jedynie  dla  zaspokojenia  twojej  ciekawości.  Mój  brat  chciał,  Ŝeby  to  zostało  raz  na  zawsze 

pogrzebane, i mam zamiar respektować jego wolę. Szkoda tylko, Ŝe Owen nie porozumiał się 

z nami, zanim otworzył to gniazdo szerszeni. Z tej spółki nic dobrego nie wyniknie. 

Angie spojrzała na nią uwaŜnie. 

- Zdajesz się być tego całkiem pewna. 

- Bo jestem. Townsendowie zawsze oznaczali kłopoty. - Westchnęła. - Musimy mieć 

nadzieję, Ŝe Owen wie, co robi, i panuje nad sytuacją. 

- Zwykle tak było, prawda? 

Helen  potrząsnęła  głową,  jej  mina  jasno  wskazywała,  Ŝe  spodziewa  się  wszystkiego 

najgorszego. 

- Tak mu się tylko wydaje. Prawda jest taka, Ŝe w prowadzeniu interesów nie do końca 

przypomina ojca. Ten chłopak ma zbyt wiele nowoczesnych pomysłów. Mój brat był bardzo 

konserwatywny  w  sprawach  firmy.  Zawsze  stawiał  je  na  pierwszym  miejscu.  I  nigdy  nie 

zaufałby nikomu z Townsendów. Zwłaszcza po tym, co się wydarzyło trzydzieści lat temu. 

- Nie wiem, co się wydarzyło trzydzieści lat temu, a ty najwyraźniej nie zamierzasz mi 

tego  powiedzieć,  Helen.  Ale  mogę  gwarantować,  Ŝe  jeśli  chodzi  o  interesy,  to  moja  rodzina 

dotrzymuje zawartych umów. 

Helen przeniosła wzrok z jej twarzy na drugi brzeg jeziora. 

- Jak długo zamierzasz pozostać panią Sutherland, Angie? 

Tak  bezpośrednio  postawione  pytanie  zdumiało  Angie.  Nawet  jeśli  sama  miała 

wątpliwości na temat swojej przyszłości, nie miała zamiaru zwierzać się z nich tej zgorzknia-

łej kobiecie. Przywołała na twarz uprzejmy uśmiech. 

-  Członkowie  mojej  rodziny  traktują  powaŜnie  śluby  małŜeńskie,  Helen.  Równie 

powaŜnie jak umowy w interesach. 

-  Daj  spokój  tym  romantycznym  nonsensom  -  ucięła  Helen  krótko.  -  Po  prostu 

powiedz mi, ile. 

Angie odsunęła pasmo włosów z oczu i zmarszczyła brwi. 

background image

- Co: ile? 

- Ile chcesz za zniknięcie z naszego Ŝycia po sprzedaŜy akcji? Jeśli będziesz rozsądna, 

to na pewno się dogadamy. Muszę cię jednak ostrzec, Ŝe jeśli zamierzasz zgarnąć, co się da, 

występując  o  niebotyczne  odszkodowanie  w  procesie  rozwodowym,  to  się  lepiej  zastanów. 

Owen nie jest głupcem. Dopilnuje, Ŝebyś dostała niezbędne minimum. 

Angie głęboko wciągnęła powietrze. 

- Czy proponujesz mi łapówkę, Helen? 

-  CóŜ,  ujęłaś  to  nieco  obcesowo,  ale  owszem,  to  właśnie  ci  proponuję.  Jak 

przypuszczam,  będziesz  mieć  swój  udział  w  akcjach.  To  powinno  wystarczyć,  ale  zapewne 

cię nie usatysfakcjonuje. Więc pytam, ile chcesz w gotówce, Ŝeby odejść nie czyniąc hałasu. 

- Mam dla ciebie nowinę, Helen. Townsendowie zawsze czynią mnóstwo hałasu. 

To mówiąc, Angie odwróciła się na pięcie i odeszła w stronę lasu. 

Owen  stał  przy  oknie  jadalni  z  filiŜanką  kawy  w  ręce  i  w  milczeniu  obserwował  tę 

scenę. 

-  Pewno  Helen  próbowała  ją  przekupić  -  powiedziała  Celia,  podchodząc  do  okna.  - 

Wygląda na to, Ŝe pierwsza oferta była za niska. 

Palce Owena zacisnęły się kurczowo na uszku filiŜanki, ale jego głos pozostał chłodny 

i spokojny. 

- Gdyby Helen miała odrobinę rozumu, wiedziałaby, Ŝe to nie jest właściwe podejście 

do Angie. 

Celia uniosła brew. 

- A dlaczegóŜ to? 

-  Angie  ma  swoją  dumę.  -  Owen  upił  łyk  kawy.  -  Wierz  mi,  Townsendowie  są  nie 

mniej dumni od nas. Myślisz, Ŝe ktoś z Sutherlandów dałby się przekupić? 

-  Nie  bądź  śmieszny,  -  Celia  z  kwaśną  miną  obserwowała  Angie  wchodzącą  między 

drzewa.  -  Twój  ojciec  zawsze  powtarzał,  Ŝe  nie  ma  Ŝadnego  porównania  miedzy 

Sutherlandami a Townsendami, jeśli chodzi o prawość czy poczucie godności. Zawsze mówił, 

Ŝ

e za odpowiednią cenę gotowi są zaprzedać duszę. 

- Ojciec nigdy nie był obiektywny, jeśli chodzi o Townsendów. 

- Myślisz, Ŝe twój osąd jest słuszniejszy? Owen wzruszył ramionami. 

- Ojciec nie znał Angie. 

 

- MoŜe i nie. Ale z pewnością znał jej ojca. 

-  Myślał,  Ŝe  zna.  Wcale  nie  jestem  pewien,  czy  miał  rację.  -  Owen  odwrócił  się  od 

background image

okna. - Palmer Townsend jest prostolinijnym i uczciwym człowiekiem. Nie wiem, co się stało 

trzydzieści lat temu, ale bardzo wątpię, Ŝeby to była w całości jego wina. 

Celia spojrzała na niego z dziwnym wyrazem twarzy. 

-  Jak  było,  tak  było,  ale  wszyscy  wiemy,  Ŝe  obie  rodziny  mają  ze  sobą  niewiele 

wspólnego. Wprost nie mogę uwierzyć, Ŝe naprawdę się z nią oŜeniłeś, Owen. 

- Czemu tak cię to dziwi? 

Owen  nalał  sobie  drugą  filiŜankę  kawy  ze  srebrnego  dzbanka.  Zdał  sobie  sprawę,  Ŝe 

naprawdę jest ciekaw odpowiedzi Celii. 

- No cóŜ, przede wszystkim to jasne, Ŝe ta dziewczyna nie jest dla ciebie odpowiednia. 

- Tak uwaŜasz? - Owen uśmiechnął się. - A kto byłby dla mnie odpowiedni? 

-  Ktoś  trochę  bardziej  dystyngowany.  Bardziej  subtelny.  A  juŜ  na  pewno  ktoś  o 

lepszych manierach niŜ te, które ta młoda dama zaprezentowała wczoraj przy kolacji - odparła 

Celia cierpko. - Mówiąc wprost, była wręcz niegrzeczna. 

Owen wzruszył ramionami. 

- Nie bez powodu. Nikt z was się specjalnie nie wysilił, Ŝeby ją milo powitać. 

-  A  czego  się  spodziewałeś?  Powinieneś  z  góry  to  przewidzieć.  Po  co  w  ogóle  ją  tu 

przywoziłeś?  Nie  wierzę  w  tę  bajeczkę  o  szukaniu  ucieczki  przed  dziennikarzami.  Mogłeś 

sobie zapewnić schronienie gdzie indziej. 

- Miałem swoje powody, które zachowam dla siebie. Od was oczekuję tylko, Ŝebyście 

traktowali moją Ŝonę uprzejmie i z naleŜnym jej szacunkiem. Czy to jasne? 

Celia upiła łyk kawy. 

-  Nie  mogę  gwarantować,  jak  będzie  traktowana.  Znasz  wuja  Derwina.  Dyszy 

nienawiścią juŜ na samo nazwisko Townsend. Twoja ciotka jest niewiele lepsza. 

- A ty, Celio? - spytał Owen miękko. - Jak ty zamierzasz ją traktować? 

-  Osobiście  uwaŜam,  Ŝe  powinnam  w  tym  względzie  respektować  Ŝyczenia  twojego 

ojca.  Wiesz  równie  dobrze  jak  ja,  co  by  powiedział  na  wiadomość  o  tej  spółce  i  tym 

małŜeństwie. Wolałby, Ŝeby Hotele Sutherland zbankrutowały. 

- Bardzo wątpię. Postaraj się być dla niej miła, Celio. I pamiętaj, Ŝe was ostrzegałem. 

KaŜdy, kto zrobi przykrość Angie, odpowie mi za to. 

Celia obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem. 

- Jesteś wobec niej bardzo opiekuńczy. 

- Jest moją Ŝoną. Opiekuję się wszystkim, co do mnie naleŜy. 

- Jaka szkoda, Ŝe nie dotyczy to członków twojej własnej rodziny. Zdawałoby się, Ŝe 

taka troskliwość im się w pierwszym rzędzie naleŜy. 

background image

- Czy nie wracamy przypadkiem do kwestii mojego szwagra? 

Celia zacisnęła usta. 

- I owszem. Nie masz prawa wykluczać Glena z prowadzenia firmy. Wiesz, jak to boli 

Kimberly. MoŜesz bez najmniejszego trudu dać mu wysokie stanowisko. Dlaczego nie chcesz 

tego zrobić? 

- Glen Langley jest inŜynierem. Nie ma Ŝadnego doświadczenia w hotelarstwie. Niech 

mnie diabli, jeśli dam mu kierownicze stanowisko tylko po to, Ŝeby zadowolić Kimberly,  A 

poza  tym,  co  to  za  męŜczyzna,  który  Ŝeniąc  się  z  kobietą,  od  razu  oczekuje  wejścia  w 

rodzinny interes? 

- Glen nie oŜenił się z Kimberly dla pieniędzy. Naprawdę ją kocha. 

- Ach, tak? Więc niech sam znajdzie sobie pracę i zacznie utrzymywać swoją Ŝonę na 

poziomie, do jakiego przywykła. Nie widzę powodu, dla którego ja miałbym utrzymywać to 

małŜeństwo.  -  Odstawił  z  trzaskiem  filiŜankę  na  stół.  -  A  niech  to,  powinienem  był  się 

domyślić, Ŝe nie unikniemy tego tematu. Dzięki Bogu, Ŝe oboje są na Hawajach. 

- Kimberly i Glen wracają dzisiaj do Kalifornii - powiedziała Celia ze spokojem. - A 

jutro spodziewamy się ich tutaj. 

- To świetnie. Od razu zrobi się weselej. - Owen skierował się do drzwi. - Nie mogę 

się  doczekać,  aŜ  Angie  pozna  moją  kochaną  małą  siostrzyczkę  i  uczepionego  jej  spódnicy 

męŜa. Z pewnością zacznie się powaŜnie zastanawiać, do jakiej rodziny weszła, nie uwaŜasz? 

 

Następnego  ranka  Owen  zadzwonił  do  głównego  zarządu  swojej  firmy  i  po 

zakończeniu rozmowy wyciągnął się fotelu, głęboko zamyślony. Spoglądając przez okno ana-

lizował  rozmowę,  którą  przed  chwilą  przeprowadził  z  Calhounem,  swoim  rzecznikiem 

prasowym. Był na niego ściekły i gotów zwolnić go ze skutkiem natychmiastowym, ale teraz 

postanowił  poczekać  z  podjęciem  decyzji  o  czasu,  aŜ  uzyska  jakieś  nowe  informacje. 

Wszystko  skazywało  na  to,  Ŝe  ani  Calhoun,  ani  nikt  inny  w  jego  biurze  nie  wiedział  o 

zaistniałym przecieku. Owen był skłonny temu wierzyć. Sytuacja mocno się komplikowała i 

wymagała  jakiegoś  związania,  które  Owen  zamierzał  znaleźć.  Ale  na  razie  zło  juŜ  zostało 

wyrządzone  i  miał  pilniejszy  problem  na  głowie.  Mianowicie  małŜeństwo,  które  nie  było 

małŜeństwem. 

Te rozmyślania przerwało mu krótkie i stanowcze pukanie do drzwi. Zastanawiał się, 

kto z jego krewnych przyszedł z nową porcją pretensji. 

- Proszę - powiedział, nie podnosząc głowy. 

- Jeśli nie weźmiesz mnie do miasteczka, to ukradnę łódź i popłynę sama - oznajmiła 

background image

Angie dramatycznym tonem. 

Owen zdumiony odwrócił się na krześle. Angie miała na sobie obcisłe dŜinsy i zielony 

pulower.  Płomienne  włosy  spięła  na  karku  złotą  klamrą.  Patrzyła  na  niego  buńczucznie  i 

wyzywająco. 

- Dlaczego chcesz jechać do Jade? - zapytał ostroŜnie. 

-  Bo  oszaleję,  jeśli  się  choć  na  chwilę  nie  wydostanę  z  tego  więzienia.  -  Posłała  mu 

prowokujący uśmiech. - Pomyśl tylko, jak to będzie wyglądać w gazetach: „Magnat hotelowy 

zamyka nowo poślubioną Ŝonę na odludnej wyspie i doprowadza ją do szaleństwa". 

-  To  ja  jestem  doprowadzony  do  szaleństwa.  -  Owen  podniósł  się  wolno  z  krzesła.  - 

Musisz  wiedzieć,  Ŝe  tam  nie  ma  nic  ciekawego.  To  tylko  parę  sklepików,  skład  kolonialny, 

kawiarnia i stacja benzynowa. 

- Bez obrazy, ale to brzmi nieporównanie bardziej interesująco niŜ to, co mamy tutaj. 

Płyniesz ze mną czy mam zarekwirować łódź biednemu Jeffersowi? 

- Zawiozę cię do miasteczka, jeśli naprawdę tego chcesz. 

- Nie, naprawdę chcę wyjechać stąd i nigdy nie wrócić. Ale poniewaŜ nie mam na to 

większych szans przez następne trzy tygodnie, to na razie zadowolę się wycieczką do Jade. 

Owen  patrzył  na  nią  i.  zastanawiał  się,  jakim  cudem  wszystko,  co  się  tak  obiecująco 

zaczynało, przybrało taki zły obrót. 

- Angie, wciąŜ powtarzam, Ŝe wcale nie musi tak być. 

-  Zaraz  będę  gotowa  -  powiedziała  szybko.  Widząc,  Ŝe  Owen  się  do  niej  zbliŜa, 

odwróciła się czym prędzej do drzwi. - Muszę coś wziąć z kuchni. 

- Co takiego? 

- Koszyk z jedzeniem, który Betty dla nas przygotowała. 

Zniknęła  w  głębi  holu,  a  oszołomiony  Owen  przez  chwilę  patrzył  za  nią  zbierając 

myśli. Potem otrząsnął się i poszedł na przystań. Jeffers zajęty był oliwieniem silnika. 

- Wybiera się pan do Jade? - spytał, nie podnosząc głowy. 

- Tak. Przywieźć ci coś? 

- Nie, nic mi nie trzeba.  Niech pan weźmie motorówkę. Śmiga jak złoto.  Pański wuj 

coś  dłubał  przy  wszystkich  motorach,  wymyślił  jakiś  sposób,  Ŝeby  mniej  smrodziły  i 

zuŜywały mniej benzyny. Działa nie najgorzej. 

- Derwin nadal majsterkuje? 

- Zna go pan. Zawsze była z niego taka złota rączka. 

-  Taak...  -  Owen  obserwował  przez  chwilę  w  milczeniu,  jak  Jeffers  krząta  się  koło 

łodzi. 

background image

-  Widzi  mi  się,  Ŝe  to  dobry  pomysł,  Ŝeby  zabrać  stąd  na  chwilę  młodą  panią,  Betty 

mówi, Ŝe w domu trudno wytrzymać. 

- Jakoś to się ułoŜy. 

- MoŜe i tak. A moŜe i nie. 

- Jeffers, pocieszyłeś mnie, wiesz o tym? 

- Trele - morele. Z pana to cały ojciec. Ciekawym, czy młodej pani uda się trochę pana 

zmiękczyć. 

-  Nie  potrzebuję  Ŝadnego  zmiękczania  -  najeŜył  się  Owen.  -  Potrzebuję  tylko  trochę 

czasu, Ŝeby przywrócić tu porządek. 

- Jeśli pan tak uwaŜa. - Jeffers pochylił się znów nad robotą. 

Kiedy  po  paru  minutach  zjawiła  się  Angie  w  duŜym  słomkowym  kapeluszu,  z 

koszykiem wiklinowym  przewieszonym przez ramię, Owen  czekał juŜ na nią w motorówce. 

Pomagając jej wejść, rzucił okiem na koszyk, ale powstrzymał się od wszelkich komentarzy. 

Obawiał  się,  Ŝe  jeśli  da  wyraz  jakimś  nadziejom  w  związku  z  przygotowanym  przez  nią 

piknikiem, Angie gotowa jeszcze wyrzucić wszystko za burtę. Nie bardzo wiedział, czego się 

po niej spodziewać. 

Niemniej, odcumowując motorówkę, mówił sobie w duchu, Ŝe perspektywa pikniku to 

dobry znak. Czuł się o wiele raźniej niŜ parę minut temu. Postanowił znów poruszyć temat ich 

małŜeństwa, ale tym razem ostroŜniej. 

- Wiesz, Angie - zaczął, kiedy byli juŜ na wodzie rozmyślałem ostatnio o tym i owym. 

- Lepiej z tym uwaŜaj. Myślenie nie jest twoją najmocniejszą stroną. To właśnie twoje 

genialne pomysły wpędziły nas w tę sytuację. 

- Bardzo śmieszne. - Owen spiorunował ją wzrokiem. - Angie, prawdę mówiąc, nasza 

obecna sytuacja nie jest w pełni normalna. 

-  Co  ty  powiesz?  -  Angie  włoŜyła  wielkie  słoneczne  okulary,  nie  odrywając  oczu  od 

miasteczka  przycupniętego  na  drugim  brzegu.  -  Jaki  piękny  widok!  Szkoda,  Ŝe  nie  wzięłam 

aparatu fotograficznego. 

-  Angie,  mówię  powaŜnie.  -  Był  zły,  Ŝe  musiał  podnieść  glos,  Ŝeby  przekrzyczeć 

warkot  motoru.  -  Spójrz  na  to  obiektywnie.  Niby  jesteśmy  małŜeństwem,  a  nie  jesteśmy.  W 

kaŜdym  razie  jeszcze  nie  jesteśmy.  Ten  nienaturalny  stan  rzeczy  wprowadza  między  nami 

mnóstwo niepotrzebnego napięcia. 

- Nie Ŝartuj. 

- Sarkazm do niczego nas nie doprowadzi, skarbie. 

-  Nic  nas  do  niczego  nie  doprowadzi,  dopóki  nie  nastąpi  sprzedaŜ  akcji.  -  Oderwała 

background image

wreszcie  wzrok  od  brzegu  i  spojrzała  na  niego,  -  Dlatego  proponuję,  Ŝebyśmy  nie  ciągnęli 

tego tematu. 

- Jesteś nierozsądna i uparta jak osioł. 

-  Mam  swoje  powody.  Czy  mam  ci  przypominać,  Ŝe  to  ja  jestem  stroną 

poszkodowaną? 

-  A  ja  to  niby  co?  -  odparował.  -  Ja  jestem  męŜem,  który  nie  moŜe  skonsumować 

swojego małŜeństwa, I kto tu mówi o krzywdzie. 

-  Jesteś  po  prostu  nieco  wytrącony  z  równowagi,  poniewaŜ  sprawy  potoczyły  się  nie 

po twojej myśli. 

- Jestem wściekły, poniewaŜ nie miałem nocy poślubnej. 

- Seks to nie wszystko, Owen - powiedziała powaŜnie. 

-  Ale  to  z  pewnością  pierwszy  krok  we  właściwym  kierunku,  jeśli  chodzi  o 

małŜeństwo. 

- NajwyŜszy czas, Ŝebyś zaczął się przyzwyczajać, Ŝe nie zawsze wszystko będzie tak, 

jak ty chcesz. Niektóre rzeczy ulegną teraz zmianie. 

Owen  przypomniał  sobie  swoje  mocne  postanowienie.  Jeśli  chce  wygrać,  musi 

zachować  spokój  i  rozsądek.  Sama  logika  wskazywała  na  to,  Ŝe  Angie  prędzej  czy  później 

padnie ofiarą swojej własnej zmienności nastrojów. 

- MoŜe masz rację - zgodził się, wprowadzając motorówkę do małej zatoczki. - MoŜe 

rzeczywiście jestem przyzwyczajony do stawiania na swoim. To chyba nawyk. Od tak dawna 

podejmuję decyzje w firmie, Ŝe pewno przeniosłem ten zwyczaj na inne dziedziny Ŝycia. 

Angie rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie. 

- CóŜ, jeśli potrafisz to przyznać, to juŜ jest krok we właściwym kierunku. 

- Dziękuję. - Owen starał się, aby zabrzmiało to skromnie i ujmująco. Niełatwo mu to 

przyszło i stanowiło całkiem nowe przeŜycie. 

Angie uśmiechnęła się z wahaniem. 

- Właściwie nic dziwnego, Ŝe taki jesteś. To znaczy taki władczy. Mój ojciec i brat teŜ 

przejawiają ku temu duŜe skłonności. Czasami doprowadza nas to z mamą do szału. 

-  MoŜe  po  prostu  wszyscy  trzej  jesteśmy  opiekuńczy  wobec  bliskich  nam  kobiet  - 

podsunął przymilnie Owen, podprowadzając łódkę do brzegu. 

- Mama teŜ tak twierdzi. Ale ja nie bardzo w to wierzę. Myślę, Ŝe tacy męŜczyźni jak 

wy są po prostu z natury aroganccy. 

No  i  tyle  mi  przyszło  z moich  subtelnych  zabiegów,  pomyślał  Owen,  wyskakując  na 

brzeg i przywiązując motorówkę do palika. 

background image

- Angie... 

-  Co  zaszło  między  naszymi  rodzinami  trzydzieści  lat  temu,  Owen?  -  spytała  Angie, 

gramoląc się z łódki i usiłując podtrzymać ręką kapelusz i koszyk. 

-  Mówiłem  ci  juŜ,  Ŝe  nie  wiem,  -  Owen  pochylił  się  i  chwycił  ją  za  ramię.  -  Ojciec 

nigdy nie chciał o tym mówić. 

- Sądzisz, Ŝe twoja ciotka i wuj znają całą prawdę? 

- MoŜe. Od czasu do czasu rzucali na ten temat jakieś nieprzyjazne uwagi. Ale trudno 

powiedzieć, czy wiedzą, co się stało, czy są tylko lojalni. 

Angie zdjęła okulary i przyjrzała mu się spod ronda wielkiego kapelusza. 

- A ty nie jesteś ciekaw tej historii? Owen wzruszył ramionami. 

-  Spytałem  o  to  twojego  ojca  prosto  z  mostu,  kiedy  zaczęliśmy  rozmowy  o  spółce. 

Przysiągł, Ŝe nie wie, o  co dokładnie poszło. Wie tylko, Ŝe ta pierwsza spółka nie doszła do 

skutku, bo bankierzy się wycofali. Mówi, Ŝe cała wina spadła na Townsendów, chociaŜ nikt 

nie udzielił im Ŝadnych wyjaśnień. Dla niego to juŜ historia i ja się z tym zgadzam. 

-  Nie  byłabym  tego  taka  pewna  -  powiedziała  w  zamyśleniu  Angie.  -  Dla  twojej 

rodziny ta sprawa wydaje się być równie Ŝywa dzisiaj, jak była wtedy. 

- Mówiłem ci juŜ, Ŝe moja rodzina jest inna niŜ twoja. Umiemy pielęgnować w sobie 

urazy. - Owen wziął koszyk od Angie i zdecydowanym gestem objął ją za ramię, prowadząc 

po huśtającym się pomoście. - Co ty masz w tym koszyku? WaŜy chyba tonę. 

-  Prawdziwy  piknik  polega  na  tym,  Ŝeby  było  duŜo  smakołyków  -  oświadczyła.  -  A 

wracając do twojej rodziny... 

- Przestań myśleć o mojej rodzinie. 

- Dosyć to trudne, skoro dzięki tobie jestem nią dzień i noc otoczona - odgryzła się. 

Owen zaklął pod nosem. 

-  Chodziło  mi  o  to,  Ŝebyś  przestała  myśleć  o  tym,  co  się  wydarzyło  trzydzieści  lat 

temu. To juŜ niewaŜne. 

- Hmm.., Wcale nie jestem tego pewna.  Zerknął  na nią z ukosa i postanowił zmienić 

temat. 

-  Witaj  w  pięknym  mieście  Jade  -  powiedział,  pokazując  krótką  uliczkę  z  garstką 

małych, odrapanych sklepików. - Co chcesz robić najpierw? Pójdziemy zobaczyć, co słychać 

na stacji benzynowej? Czy moŜe chciałabyś zwiedzić sklep spoŜywczy? Podobno mają nową 

ladę chłodniczą. To moŜe być ekscytujące. 

- Po prostu przejdźmy się trochę. Owen wzruszył ramionami. 

- Jak sobie Ŝyczysz. 

background image

-  Pod  warunkiem  Ŝe  nie  zaŜyczę  sobie  wyjechać,  tak?  -  rzuciła  mu  wyzywające 

spojrzenie. 

- Właśnie - mruknął. Przez chwilę szedł obok niej w milczeniu, zastanawiając się, jaką 

obrać taktykę. W końcu ciekawość zwycięŜyła i spytał: - Ile Helen zaoferowała ci za spokojne 

odejście po sprzedaŜy akcji? Angie spojrzała na niego ze zdziwieniem. 

- Skąd o tym wiesz? 

- To było do przewidzenia. Któreś z tej trójki musiało podjąć taką próbę.  Widziałem 

ciebie i Helen przez okno wczoraj rano i domyśliłem się, Ŝe to ją wybrano do tego zadania. 

- Rozumiem. Jesteś starym cynikiem, wiesz? 

- Jestem realistą. Angie westchnęła. 

- Nie padła Ŝadna kwota. Nie doszło do tego. 

- Pewno wyobraŜa sobie, Ŝe wolisz wystąpić o duŜe odszkodowanie rozwodowe. 

-  Ostrzegła  mnie,  Ŝe  wyciągnę  od  ciebie  o  wiele  mniej,  niŜ  dostałabym  od  niej. 

Powiedziała, Ŝe nie mam szansy wygrać z tobą w sądzie. 

-  Taka  sytuacja  w  ogóle  nie  zaistnieje.  Nie  będzie  Ŝadnego  rozwodu.  Prędzej  czy 

później dojdziemy jakoś do ładu, Angie. 

Nie  odpowiedziała.  Przez  chwilę  szli  w  milczeniu,  zostawiając  za  sobą  wioskę  i 

wchodząc w gęsty las, otaczający jezioro. 

-  Tu  będzie  dobre  miejsce  -  oznajmiła  wreszcie  Angie,  zatrzymując  się  na  usłanej 

igłami sosnowymi skarpie. 

- Dobre miejsce na co? 

- Na piknik, oczywiście. 

Wzięła  od  niego  koszyk  i  postawiła  na  ziemi.  RozłoŜyła  kraciasty  obrus  i  zaczęła 

wykładać kanapki i inne przysmaki. 

- Chyba poznaję tego tuńczyka - powiedział Owen, siadając obok. 

-  Nic  z  tych  rzeczy.  To  świeŜa  porcja.  Betty  przyrządziła  to  wszystko  dziś  rano 

specjalnie dla nas. -  Angie podała mu kanapkę, drugą wzięła sobie, i leŜąc oparta na łokciu, 

patrzyła na ponure gmaszysko wznoszące się na wyspie pośrodku jeziora. 

- Kto zbudował tę fortecę, którą nazywasz domem, Owen? 

Poszedł śladem jej spojrzenia. 

-  Mój  pradziadek.  Przybył  na  zachód  w  poszukiwaniu  szczęścia.  I  zbił  majątek  na 

hodowli  bydła.  Potem  wrócił  na  wschód  po  narzeczoną.  Właśnie  dla  niej  postawił  tę 

monstrualną  budowlę.  Od  tej  pory  stanowi  nasz  dom  rodzinny.  Mam  zamiar  to  wkrótce 

sprzedać komuś z odpowiednią fantazją, aby urządzić tu na przykład pensjonat. 

background image

- A nie chcesz przerobić tego domu na jeden z hoteli? Owen skrzywił się. 

-  Nie,  nie.  Podniesienie  go  do  poziomu,  jaki  reprezentują  inne  nasze  hotele, 

kosztowałoby fortunę. Nie warto. 

- Niezbyt lubisz ten dom, co? 

- Nie. I do tego trudno w nim mieszkać i prowadzić interesy. Nigdy nie spędzaliśmy tu 

z ojcem wiele czasu. Dopiero kiedy oŜenił się z Celią, zaczęliśmy tu częściej przyjeŜdŜać. 

- Celia lubi ten dom? Uśmiechnął się ironicznie. 

- Myślę, Ŝe uwaŜa go za coś w rodzaju posiadłości rodowej. Celia jest bardzo czuła na 

punkcie tradycji rodzinnych. Lubi odgrywać panią na włościach. Ojciec zwykle jej ustępował. 

Dlatego trzymał ten dom. Ale teraz, kiedy juŜ nie Ŝyje, mam zamiar się go pozbyć. 

- Czy powiedziałeś o tym Celii i wujostwu? 

- Nie, nie rozmawiałem z nimi na ten temat. 

- Nie będą zachwyceni tym projektem. 

- To prawda - przyznał Owen. - Ale nie oni utrzymują szkaradzieństwo. 

- MoŜesz sobie na to pozwolić. 

- Nie o to chodzi - rozzłościł się. - Utrzymywanie tego domu jest nieopłacalne, więc 

muszę  się  go  pozbyć.  Jeśli  tylko  mi  się  uda.  Bóg  jeden  wie,  Ŝe  nie  będzie  łatwo  znaleźć  na 

niego kupca. 

- Czy na wszystko patrzysz pod kątem opłacalności, Owen? 

- Nie, nie na wszystko - odparł ostroŜnie, wietrząc pułapkę. 

-  A  wybór  Ŝony?  Czy  oczekiwałbyś,  Ŝe  Ŝona  teŜ  będzie  opłacalnym  nabytkiem? 

Teoretycznie rzecz biorąc, oczywiście. 

-  To  nie  jest  pytanie  teoretyczne.  -  OdłoŜył  kanapkę  i  ujął  jej  podbródek.  Nie 

próbowała wyszarpnąć głowy. - Mam juŜ Ŝonę. I na razie okazała się zupełnie nieopłacalnym 

nabytkiem. Ale nie mam zamiaru jej się pozbywać. 

Angie nie odpowiedziała. Szeroko otwartymi oczami patrzyła badawczo w jego twarz. 

Owen  dopiero  po  chwili  zbliŜył  wolno  usta  do  jej  ust.  Dał  jej  moŜliwość  uniknięcia 

pocałunku, ale z niej nie skorzystała. 

- Angie... - wyszeptał drŜącym z namiętności głosem, przewracając ją na plecy. 

Przez ułamek sekundy wyczuł w niej opór, lecz zaraz jej ramiona oplotły mu miękko 

szyję.  Nadal  mnie  pragnie,  powiedział  sobie  z  triumfem.  Choć  wciąŜ  mu  się  przeciwstawia, 

nadal budzi jej poŜądanie, gdy ją bierze w ramiona. Poczuł ogromny przypływ ulgi. 

-  Angie,  skarbie,  wszystko  będzie  dobrze  -  szeptał,  pieszcząc  ustami  jej  szyję.  Jego 

ciałem wstrząsnął dreszcz gwałtownego podniecenia. 

background image

- Owen, nie powinnam ci na to pozwolić. Wiem, Ŝe nie powinnam. 

-  Ciii...  kochanie.  -  Przesunął  rękę  na  jej  biodro.  -  Jesteśmy  małŜeństwem,  nie 

pamiętasz? Tak właśnie powinno być między nami. 

-  Jeszcze  nie  teraz.  Jest  wiele  spraw,  które  trzeba  najpierw  wyjaśnić.  Muszę  być 

pewna, Ŝe... 

WłoŜył  rękę  pod  zielony  pulower  i  przykrył  dłonią  jej  pierś.  Angie  jęknęła  i  nie 

dokończyła  zdania.  Owen  z  gorączkową  niecierpliwością  zabrał  się  teraz  za  jej  ubranie. 

Wszystko  w  postaci  guzików,  haftek  i  zamka  jakby  się  przeciw  niemu  sprzysięgło.  Dopiero 

po  chwili  zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  Angie  nie  na  Ŝarty  mu  się  wyrywa.  -  Angie,  uspokój  się. 

Oboje  tego  chcemy.  To  zupełnie  naturalne.  Jesteśmy  małŜeństwem.  Zrelaksuj  się,  kochanie. 

Zaczął  ją  koić  pocałunkami,  od  szyi  po  głębokie  wycięcie  swetra.  Pod  kciukiem  poczuł 

wypukłość jej brodawki i pomyślał, Ŝe zaraz oszaleje z poŜądania. 

- Owen, powiedziałam, przestań! Ktoś nas obserwuje - zasyczała Angie. 

Jej zdeterminowany ton wreszcie do niego dotarł i Owen podniósł głowę. 

- Co jest, do diabła? 

Usłyszał  dźwięk  silnika  na  wolnych  obrotach  i  odwróciwszy  się,  zobaczył  grupę 

ś

miejących  się  nastolatków  w  motorówce  stojącej  na  wodzie  tuŜ  przy  brzegu.  Zaklął 

siarczyście; młodzi ludzie wybuchnęli głośnym śmiechem, uruchomili łódź i pomknęli w głąb 

jeziora. 

-  śonaty  męŜczyzna  nie  powinien  być  naraŜony  na  coś  podobnego  -  poskarŜył  się.  - 

Powinien móc kochać się ze swoją Ŝoną w zaciszu pokoju. 

-  Całe  szczęście,  Ŝe  nam  przeszkodzili.  -  Angie  szybko  usiadła  i  zaczęła  wrzucać 

produkty  do  koszyka.  -  Nie  jestem  jeszcze  na  to  gotowa,  Owen.  Powiedziałam  ci,  Ŝe  chcę 

poczekać. Byłabym ci bardzo wdzięczna, gdybyś zaprzestał prób uwodzenia mnie przy kaŜdej 

nadarzającej się okazji. To nie w porządku. 

- Nie w porządku? Jestem twoim męŜem, do cholery! Będę cię uwodził, kiedy mi się 

spodoba. 

Angie potrząsnęła zdecydowanie głową, zamykając koszyk. 

- Wolałabym, Ŝebyś tego nie robił. - Westchnęła, - Nie sądziłam, Ŝe to będzie problem. 

- O czym ty mówisz? 

-  Byłam  na  ciebie  tak  zła,  odkąd  dowiedziałam  się  o  spółce  i  sprzedaŜy  akcji,  Ŝe 

miałam nadzieję bez trudu poradzić sobie z fizyczną stroną naszego związku. 

- Czy chcesz przez to powiedzieć, Ŝe miałaś nadzieję bez trudu mi się oprzeć, bo byłaś 

na mnie wściekła? - Owen poczuł nagły przypływ poprawy humoru, gdy zrozumiał, do czego 

background image

Angie się przyznaje. Usta wolno rozchyliły mu się w uśmiechu. 

- Mniej więcej. 

-  Ale  nie  moŜesz  mi  się  oprzeć,  prawda,  kochanie?  Pragniesz  mnie  tak  samo,  jak  ja 

ciebie, i kiedy biorę cię w ramiona, topniejesz jak masło. To nic złego, Angie. Jestem twoim 

męŜem. Po co z tym walczyć? 

-  Potrafię  ci  się  oprzeć  i  nie  zamierzam  ustępować  -  oznajmiła  stanowczo,  wstając  z 

ziemi - dopóki nie będę usatysfakcjonowana innymi elementami naszego związku. 

-  Przestań  nazywać  to  związkiem.  Jesteśmy  małŜeństwem  -  odparował,  ale  w  jego 

głosie nie było juŜ złości. 

Od czasu owej pechowej nocy poślubnej ani razu nie czuł się tak dobrze. Powiedział 

sobie, Ŝe powinien był okazać więcej śmiałości zeszłego wieczoru. Dzisiaj na pewno spróbuje 

nowego  podejścia  do  swojej  upartej  Ŝony.  Seks,  a  nie  subtelne  podchody,  rozwiąŜe  jego 

dylemat. 

Angie spojrzała na niego spod oka. 

-  Zetrzyj  ten  głupi  uśmieszek  z  twarzy,  Owenie  Sutherland.  Nie  jestem  znowu  taką 

bezwolną lalką. Sama bym cię powstrzymała, gdyby nie zjawili się ci chłopcy. 

- Tak, kochanie. 

-  Nie  pozwolę  ci  wykorzystywać  fizycznego  pociągu  między  nami  -  oblizała  dolną 

wargę - do manipulowania mną. 

- GdzieŜ bym śmiał? 

Owen pochylił się, biorąc koc i starannie go składając. Miał nadzieję, Ŝe ukryje w ten 

sposób radosny triumf wyzierający mu z oczu. 

- Mówię powaŜnie, Owen. 

- Rozumiem, kochanie. - Spakował koc i wziął koszyk. - Wracamy? - Uśmiechnął się 

niewinnie. - Czy wolisz kontynuować naszą wycieczkę? 

- Jestem gotowa na powrót do lochów - mruknęła Angie. 

-  Popatrz  na  to  od  jaśniejszej  strony.  Nie  próbuję  zakuć  cię  w  pas  cnoty.  Wręcz 

przeciwnie. 

W drodze powrotnej przez jezioro Angie była milcząca. Jeszcze rano przed wycieczką 

czuła się panią sytuacji. Teraz uzmysłowiła sobie, Ŝe tę niebezpieczną pewność siebie dała jej 

owa  nocna  konfrontacja  z  Owenem  sprzed  dwóch  dni.  Wyczuła  wtedy  jego  szaloną  dumę  i 

pasję  i  powiedziała  sobie,  Ŝe  na  pewno  drzemią  w  nim  i  inne  głębokie  namiętności. 

Rozumiała takie uczucia i potrafiła sobie z nimi radzić. A przynajmniej tak jej się wydawało. 

Ale  teraz  stanęła  twarzą  w  twarz  z  faktem,  Ŝe  jest  nadal  równie  czulą  na  męskie 

background image

wdzięki Owena, jak przedtem. Musi być ostroŜna, bardzo ostroŜna. Musi starać się zachować 

równowagę sił w tej delikatnej sytuacji. Bała się, ze straci tę odrobinę przewagi, jaką zdobyła, 

jeśli ulegnie namowom Owena. 

Kiedy  wpływali  do  zatoczki  pod  domem,  dostrzegli  w  przystani  nową  łódź.  Owen 

skrzywił się na jej widok. 

-  Mamy  gości?  -  spytała  Angie  z  nadzieją.  Z  przyjemnością  powitałaby  tu  jakąś 

przyjazną twarz. 

-  To  tylko  kolejni  członkowie  rodziny.  -  Owen  wysiadł  i  podał  jej  rękę.  -  Moja 

przyrodnia siostra i jej mąŜ. Szykuje się niezła zabawa. 

- Myślałam, Ŝe ze sobą nie rozmawiacie? 

-  AleŜ  nie,  rozmawiamy,  jak  najbardziej.  Przedtem  nawet  byłem  z  Kim  w  całkiem 

dobrych stosunkach. Ale to się zmieniło, odkąd pół roku temu wyszła za Glena Langleya. 

- Dlaczego? Nie lubisz go? Owen ruszył w stronę domu. 

-  Problem  polega  na  tym,  Ŝe  Kim  i  Celia  uwaŜają,  Ŝe  powinien  natychmiast  dostać 

stanowisko  kierownicze  w  naszej  firmie,  po  prostu  dlatego  Ŝe  się  wŜenił  w  rodzinę. 

Najwyraźniej sam Langley teŜ tak uwaŜa. 

- A ty nie? 

-  Oczywiście,  Ŝe  nie.  Ten  facet  jest  inŜynierem.  Nigdy  nie  miał  nic  wspólnego  z 

branŜą hotelarską. 

-  I  myślisz,  Ŝe  oŜenił  się  z  Kim,  Ŝeby  wyrwać  dla  siebie  cząstkę  rodzinnej  fortuny, 

tak? 

Owen spojrzał na nią spod oka. 

- Myślę, Ŝe istnieje taka moŜliwość. Angie uśmiechnęła się. 

-  A  czy  nie  dopuszczasz  w  ogóle  myśli,  Ŝe  mógł  się  z  nią  oŜenić  z  miłości? Czy  teŜ 

jest w tym względzie zbyt podobny do ciebie? 

Owen  zatrzymał  się  w  miejscu  i  odwrócił  do  niej  gwałtownie,  mierząc  ją  zimnymi  z 

furii oczami. 

- Co przez to rozumiesz? 

Przestraszona tą nagłą zmianą jego nastroju, Angie cofnęła się o krok. 

-  Zastanawiałam  się  tylko,  czy  nie  odrzucasz  moŜliwości,  Ŝe  twój  szwagier  zakochał 

się w Kim, bo po prostu nie wierzysz w miłość. 

- Na litość boską, Angie... 

- Owen, właściwie sam przyznałeś, praktycznie rzecz biorąc, Ŝe mnie nie kochasz. A 

jednak  się  ze  mną  oŜeniłeś.  Więc  jaki  moŜna  wyciągnąć  stąd  wniosek?  Czy  nie  taki,  Ŝe 

background image

zrobiłeś to dla interesu? I wobec tego, jak moŜesz obwiniać Glena Langleya? 

-  Posuwasz  się  naprawdę  za  daleko,  moja  pani.  -  Mina  Owena  nie  wróŜyła  nic 

dobrego. - Radzę ci, przestań igrać sobie z tym, co ja czuję czy nie czuję, zanim przebierzesz 

miarkę. Powiedziałaś, Ŝe nie chcesz, Ŝebym manipulował tobą za pomocą seksu? No to wiedz, 

Ŝ

e ja nie chcę, Ŝebyś manipulowała mną za pomocą słów. Zrozumiałaś? 

-  Oczywiście,  Owen.  UwaŜam,  Ŝe  osiągnęliśmy  obopólne  porozumienie.  Jest  duŜo 

prawdy w powiedzeniu, Ŝe prawdziwą naturę męŜczyzny poznaje się po ślubie. 

Przemknęła  szybko  obok,  zdąŜając  do  drzwi  frontowych.  Kiedy  znalazła  się  poza 

zasięgiem Owena, odetchnęła z głęboką ulgą, ocierając pot z czoła. Tym razem, prowokując 

go, nieco się zagalopowała. 

- No, no, no - dobiegł ją spod drzwi lekko kpiący męski głos. - To ty jesteś zapewne 

najnowszą zdobyczą klanu Sutherlandów. Miło wiedzieć, Ŝe nie tylko ja ośmieliłem się wejść 

do tej rodziny. Jestem Glen Langley. 

Angie  podniosła  szybko  głowę  i  uśmiechnęła  się,  widząc  u  szczytu  schodów 

przystojnego,  jasnowłosego  męŜczyznę.  Glen  Langley,  ubrany  na  sportowo  w  sweter  i 

spodnie, sprawiał wraŜenie człowieka sympatycznego i bezpośredniego. Miał otwartą, szczerą 

twarz o niebieskich oczach, patrzących na świat z pewną dozą humoru. 

Polubiła go od pierwszego wejrzenia. Przypominał jej brata, Harry'ego. 

-  Jestem  Angie  -  uśmiechnęła  się.  -  Pewno  juŜ  ci  powiedziano,  skąd  się  wzięłam  i 

dlaczego tu jestem. 

- Tak. Jesteś najnowszą inwestycją handlową Owena, sądząc po relacji jego krewnych. 

Ale ja nie zwracam na nich większej uwagi. Są tacy ponurzy i zgorzkniali. 

- Ty teŜ tak uwaŜasz? 

-  Cały  problem  polega  na  tym,  Ŝe  oni  wszyscy  za  bardzo  się  przejmują  swoim 

bezcennym przedsiębiorstwem hotelowym. Próbuję wyperswadować Kimberly ten nawyk. 

- Fascynujące spostrzeŜenie - mruknęła Angie, słysząc za sobą kroki  Owena. - Sama 

poczyniłam podobne obserwacje. 

- Cześć, Langley. - Owen uniósł brew. - Jak było na Hawajach? 

- Witam, Sutherland. - Glen skinął uprzejmie głową. - Było bardzo przyjemnie, dopóki 

nie  dowiedziałem  się,  dlaczego  Kim  zdecydowała  się  tak  nagle  na  tę  wycieczkę.  Wcześniej 

nic  nie  wiedziałem  o  twoich  planach  małŜeńskich:  Jak  widzisz,  wróciliśmy  przed  czasem. 

Przykro mi, Ŝe nie wzięliśmy udziału w tym wiekopomnym wydarzeniu.. 

-  Nie  przejmuj  się.  Nikt  z  rodziny  się  nie  pofatygował.  PrzeŜyliśmy  to  jakoś.  Gdzie 

jest Kim? 

background image

- Rozmawia z matką. - Glen zerknął przez ramię w głąb ciemnego holu. - O, właśnie 

idzie.  Kim,  kochanie,  chodź  poznać  swoją  bratową.  Przeprosiłem  juŜ,  Ŝe  nie  byliśmy  na 

ś

lubie. 

Atrakcyjna  młoda  kobieta,  która  do  niego  podeszła,  miała  dość  przyzwoitości,  Ŝeby 

się  zaczerwienić.  Kimberly  Langley  była  wysoka  i  szczupła.  Miała  na  sobie  szare  spodnie  i 

kremową  bluzkę,  które  podkreślały  jej  chłodną  elegancję.  Twarz  okalały  ciemnobrązowe 

włosy obcięte na pazia. Skinęła Angie głową. 

- Dzień dobry. Mama i ciocia Helen opowiadały mi o tobie. 

-  Nic  dobrego,  jak  sądzę  -  powiedziała  Angie  wesoło.  Owen  posłał  jej  ostrzegawcze 

spojrzenie i wbił wzrok w swoją przyrodnią siostrę. 

- Zapamiętaj sobie, Kim, Ŝe Angie ma być traktowana z szacunkiem. Jest moją Ŝoną i 

kaŜdy, kto jej uchybi, będzie mieć ze mną do czynienia. 

- Nikt nie zamierza ci robić wbrew, braciszku - odparła Kimberly słodko. - Wszyscy 

czujemy się w tej sytuacji niezbyt zręcznie, ale dla dobra firmy chyba potrafimy zachować się 

cywilizowanie do czasu sprzedaŜy akcji. 

-  Byłem  pewny,  Ŝe  tak  właśnie  do  tego  podejdziesz.  Będę  w  pracowni,  gdyby  ktoś 

mnie potrzebował. 

Kimberly odprowadziła go wzrokiem, a potem zwróciła się do Angie. 

- Mam nadzieję, Ŝe wiedziałaś, co robisz, kiedy wychodziłaś za mojego brata. 

- Prawdę mówiąc, nie wiedziałam - odparła Angie, uśmiechając się promiennie. - Ale 

teraz juŜ wiem. Zawsze to miło znaleźć się pośród miłej, kochającej rodziny, czyŜ nie? 

-  Mama  miała  rację.  Jesteś  dość  grubiańska.  -  Kimberly  odwróciła  się  na  pięcie  i 

zniknęła w głębi domu. 

Glen  poczekał,  aŜ  zeszła  z  pola  widzenia,  i  zwrócił  spojrzenie  ku  Angie.  W 

niebieskich oczach nie lśniły juŜ iskierki humoru, lecz zastąpił je wyraz powagi. 

-  Przepraszam  cię  za  moją  Ŝonę.  Zapewniam,  Ŝe  zachowuje  się  tak  tylko  na  łonie 

swojej rodziny. Doszedłem do wniosku, Ŝe Sutherlandowie wyzwalają w człowieku wszystko 

co najgorsze. Zawsze kiedy tu przyjeŜdŜam, czuję się jak nieproszony gość. 

- Doskonale cię rozumiem. Ja sama teŜ się tak czuję. 

-  Nawet  nie  wiesz,  jak  się  cieszę,  Ŝeśmy  się  poznali,  Angie  -  powiedział  Glen, 

wchodząc  za  nią  do  holu.  -  Coś  mi  mówi, Ŝe  mamy  pokrewne  dusze.  MoŜe  połączylibyśmy 

siły przeciwko tym zaciętym, napuszonym Sutherlandom? Co powiesz? 

Angie uśmiechnęła się, wdzięczna, Ŝe spotkała przyjazną twarz w tym ponurym domu. 

- Umowa stoi. 

background image

W  tym  momencie  poczuła  mrowienie  w  karku.  Odwróciła  się  i  zobaczyła  Owena 

stojącego w drzwiach pracowni, z kciukiem zatkniętym za pasek. Wiedziała, Ŝe musiał usły-

szeć uwagę Glena o łączeniu sił przeciw Sutherlandom. 

Owen patrzył na nią przez chwilę nieprzeniknionym wzrokiem, po czym odwrócił się 

bez słowa i bardzo cicho zamknął za sobą drzwi. 

 

Powinienem był się tego spodziewać, powiedział sobie Owen. To zupełnie naturalne. 

Dwoje obcych w rodzinie, Angie i Glen, prędzej czy później musieli się sprzymierzyć. 

Obserwował ich ukradkiem podczas kolacji. Teraz, kiedy wszyscy w pozornej zgodzie 

przeszli na kawę do salonu, linie demarkacyjne między tą parą a resztą rodziny zaznaczyły się 

jeszcze  wyraźniej.  Zaczął  się  zastanawiać,  czy  przyjeŜdŜając  tu  nie  popełnił  zasadniczego 

błędu. Na tę myśl oblał go zimny pot. Zawsze wiedział, jak postępować w interesach. Ale gdy 

przychodziło do spraw rodzinnych, nie był juŜ taki pewien. 

Glen  i  Angie  siedzieli  sami  na  sofie  przy  oknie.  Z  oŜywieniem  omawiali  kwestie 

związane  z  projektowaniem  biŜuterii.  Glen  wykazywał  niezwykłe  zainteresowanie  tematem. 

Owen pomyślał, Ŝe ani się obejrzy, a ci dwoje zaczną stanowić zwarty front przeciwko reszcie 

Sutherlandów.  Niewiele  brakuje,  a  straci  wszystko,  co  udało  mu  się  zyskać  na  początku 

pobytu. Nie będzie juŜ w oczach Angie samotnym wilkiem broniącym się przed resztą stada. 

Zaklął pod nosem, pamiętając krągły kształt jej piersi w swojej dłoni. 

Ciekaw  był,  czy  taka  tortura  odrzuconego  męŜa  prowadzi  do  śmierci,  czy  teŜ  moŜe 

trwać wiecznie. 

-  Ci  dwoje  znaleźli,  zdaje  się,  wspólny  temat  -  mruknęła  Kimberly,  siadając  obok 

Owena. 

- Na to wygląda. 

-  Owen,  powiedz,  co  się  właściwie  dzieje  -  poprosiła  cicho.  -  Trudno  mi  się  w  tym 

wszystkim połapać. Mama, Helen i Derwin oświadczyli, Ŝe zwariowałeś, kiedy oznajmiłeś, Ŝe 

zamierzasz  oŜenić  się  z  córką  Townsenda.  Powiedzieli,  Ŝe  tato  by  się  w  grobie  przewrócił. 

Mówią, Ŝe zdradziłeś jego pamięć, zadając się z nimi. 

- To miło, Ŝe wszyscy tak się przejmują moim szczęściem małŜeńskim. 

-  Owen,  to  nie  Ŝarty.  Igrasz  z  naszą  przyszłością  i  jak  zwykle  nic  nam  nie  mówisz. 

Mama twierdzi, Ŝe ten związek to tylko fikcja na pokaz, dla interesu. Czy to prawda? 

-  Nie.  Ale  nie  spodziewam  się,  Ŝebyś  w  to  uwierzyła.  -  Do  cholery,  nikt  w  to  nie 

wierzy, pomyślał Owen ponuro. Nawet Angie. Jedyna osoba, która się liczy. 

Kimberly zmarszczyła z namysłem wyraźnie zarysowane brwi. 

background image

- Owen, wiem, Ŝe odkąd poślubiłam Glena, stosunki między nami się popsuły, ale w 

końcu  jesteś  moim  bratem.  Czy  nie  uwaŜasz,  Ŝe  winien  mi  jesteś  jakieś  wyjaśnienie,  nawet 

jeśli odmawiasz tego innym? 

- Dałem wszystkim jedyne wytłumaczenie, jakie istnieje. Nie moja wina, Ŝe nikt tego 

nie przyjmuje do wiadomości. 

Oczy Kimberly zrobiły się okrągłe jak spodki. 

- Nie mów mi, Ŝe się w niej zakochałeś? Nie wierzę... Nigdy w to nie uwierzę. śadna 

kobieta nie miała dotąd na ciebie większego wpływu. W sprawach miłosnych jesteś zimny jak 

lód. A teraz chcesz, Ŝebym uznała, Ŝe dałeś się usidlić córce Townsenda? 

- MoŜna to tak nazwać. Owen przypomniał sobie uczucie radosnego oŜywienia, jakie 

go ogarnęło, kiedy po raz pierwszy zobaczył Angie, i to przemoŜne pragnienie, aby ją zdobyć, 

które  niczym  iskra  elektryczna  przebiegło  jego  ciało.  Przypomniał  sobie,  jak  nieśmiało  ją 

adorował i jak starał się skłonić ją do małŜeństwa. Pamiętał teŜ, jak gorąco reagowała, kiedy 

brał ją w ramiona, nawet gdy była na niego wściekła. Tak, nie ulegało wątpliwości, Ŝe został 

usidlony. 

Dziwne.  Nigdy  nie  myślał  o  tym  w  tych  kategoriach.  Od  początku  uwaŜał,  Ŝe 

doskonale nad wszystkim panuje. Teraz jednak nie był juŜ taki pewien. 

- Mówmy powaŜnie, Owen. Oboje wiemy, Ŝe nie jesteś typem człowieka, który da się 

ponieść wielkiej namiętności. - Kimberly wpatrywała się w niego uwaŜnie. - Nigdy w Ŝyciu 

nie byłeś zakochany. Nie wiesz chyba nawet, co to znaczy. 

- Zmieńmy lepiej temat, Kim. 

- Ale mam prawo wiedzieć, co się dzieje. 

-  Wiesz  wszystko,  co  trzeba.  Jestem  Ŝonaty.  Sutherlandowie  i  Townsendowie 

zawiązali  spółkę.  Za  niecałe  trzy  tygodnie  nasze  akcje  ukaŜą  się  na  giełdzie.  Co  jeszcze 

chcesz wiedzieć? 

Kimberly zamieszała wolno kawę, w jej oczach czaił się bunt. 

-  No  trudno,  jeśli  nie  chcesz  mi  powiedzieć,  to  nie  mogę  cię  zmusić,  prawda?  Ty 

dzierŜysz w rękach całą władzę. Ojciec zadbał o to, Ŝeby tobie wszystko zostawić, jak zresztą 

naleŜało się spodziewać. 

Owen odwrócił ku niej głowę. 

- Co właściwie chcesz przez to powiedzieć? 

- Dobrze wiesz, co chcę powiedzieć - odparła z goryczą. 

- Nie moŜesz chyba zaprzeczyć, Ŝe dbam o to, aby kaŜde z was dostało swój udział. 

-  Ale  to  ty  rządzisz,  tak  jak  przedtem  ojciec.  Ty  trzymasz  lejce  i  bat,  a  my  tylko 

background image

biegniemy  w  zaprzęgu.  Zawsze  byłeś  jego  ulubieńcem  i  spadkobiercą.  Jego  pierworodnym 

synem.  Tym,  którego  najbardziej  kochał  i  którego  przygotowywał  do  objęcia  Hoteli 

Sutherland. 

- Bądź rozsądna, Kim. Nigdy nie interesowałaś się sprawami firmy. 

-  Nigdy  mnie  do  tego  nie  zachęcano  -  odparowała,  -  Ale  to  nie  znaczy,  Ŝe  nasze 

przedsiębiorstwo  nic  mnie  nie  obchodzi.  Wszystkich  nas  obchodzi.  Niestety,  wszyscy  je-

steśmy zaleŜni od ciebie. A ty rządzisz się sam jak szara gęś i nikogo nie pytasz o zdanie. 

-  Kogo  miałbym  pytać?  -  powiedział  łagodnie.  -  Wuja  Derwina,  który  nigdy  nie 

wykazał  najmniejszego  zmysłu  do  interesów  i  spędził  całe  Ŝycie  na  majsterkowaniu?  Czy 

ciocię  Helen,  która  zajmuje  się  wyłącznie  uzupełnianiem  drzewa  genealogicznego  naszej 

rodziny i zasiadaniem w zarządach róŜnych towarzystw dobroczynnych? 

- Jesteś niesprawiedliwy, Owen. 

-  A  moŜe  powinienem  prosić  o  wkład  twórczy  Celię,  tak?  Daj  spokój,  Kim.  Oboje 

wiemy,  Ŝe  twoja  matka  patrzy  na  wszystko  pod  kątem  tego,  co  zrobiłby  ojciec.  Nie  za-

akceptowałaby Ŝadnego mojego ruchu, który według niej byłby nie po jego myśli. 

- Jest po prostu wierna jego pamięci, to wszystko - Kim stanęła w obronie matki. 

-  Tak  wierna,  Ŝe  trudno  jej  przyjąć  do  wiadomości,  Ŝe  teraz  ja  zarządzam  firmą. 

Posłuchaj, Kim, prawda  jest taka, Ŝe nikt w tej rodzinie nie ma kwalifikacji do prowadzenia 

sieci hoteli oprócz mnie. Chcą być tylko pewni, Ŝe dostają naleŜną im część zysków. Ojciec 

miał  świętą  rację  nie  zostawiając  im  prawa  głosu.  JuŜ  widzę  te  nasze  zebrania  zarządu. 

Kłócilibyśmy się zaŜarcie o kaŜdą decyzję i nic nigdy nie ruszyłoby z miejsca. 

-  Wraz  z  tą  spółką  dopuszczasz  Townsenda  do  współzarządzania.  Jak  myślisz,  co 

ojciec by na to powiedział? 

Owen wzruszył ramionami. 

- Nie byłby zachwycony. Ale ojca juŜ nie ma pośród nas. Kimberly zacisnęła usta. 

- Za to Glen jest - przypomniała mu spokojnie. 

- ZauwaŜyłem. 

Owen  rzucił  kolejne  posępne  spojrzenie  w  kierunku  pary  na  sofie.  Angie  tłumacząc 

jakiś szczegół dotyczący projektowania biŜuterii zdjęła z palca obrączkę i beztrosko podała ją 

Glenowi. Owen omal nie zerwał się z miejsca, Ŝeby mu ją wyrwać. Nie  miała prawa ot, tak 

sobie, szafować swoją obrączką na prawo i lewo. - Proszę cię, Owen. 

Zmarszczył  brwi,  zdając  sobie  sprawę,  Ŝe  nie  dosłyszał  czegoś,  co  siostra  do  niego 

mówiła. 

- O co mnie prosisz? 

background image

-  śebyś  dał  Glenowi  szansę.  Prosta  sprawiedliwość  tego  wymaga.  Zaoferuj  mu 

stanowisko w firmie. Jakieś waŜne stanowisko. Pozwól mu się wykazać. 

- Rozmawialiśmy juŜ na ten temat. Moja odpowiedź nadal brzmi: nie. Langley moŜe 

się wykazać gdzie indziej. I niekoniecznie w zarządzie Hoteli Sutherland. 

-  Niech  cię  wszyscy  diabli!  -  Kimberly  wstała  gwałtownie,  filiŜanka  zabrzęczała  na 

trzymanym przez nią spodeczku. - Jakim prawem mianujesz się naszym panem i władcą? Nic 

cię nie obchodzi oprócz ciebie, prawda? Robisz co chcesz, podejmujesz decyzje jakie chcesz i 

masz w nosie, czy się nam to podoba, czy nie. 

-  Jeśli  Langley  chciał  się  wykazać,  mógł  to  zrobić  przed  zawarciem  małŜeństwa  - 

powiedział brutalnie Owen. 

- Nadal myślisz, Ŝe oŜenił się ze mną dla pieniędzy, tak? Zobaczył podejrzaną wilgoć 

w  jej  oczach  i  przez  chwile  poczuł  wyrzuty  sumienia.  Wiedział,  Ŝe  Celia  mierzy  go 

wściekłym  wzrokiem  z  drugiego  końca  pokoju.  Źle  się  stało,  Ŝe  tu  przyjechał.  To  był  błąd, 

kardynalny błąd. 

- Nie chcę do tego wracać. Dajmy juŜ spokój tej dyskusji, Kim. 

-  Jak  chcesz.  Ale  w  końcu,  kto  to  wszystko  mówi,  braciszku?  -  Rzuciła  znaczące 

spojrzenie w kierunku sofy. - Jeśli ktoś tutaj oŜenił się dla interesu, to raczej ty. 

Owen  poczuł,  Ŝe  ogarnia  go  furia.  NajwyŜszym  wysiłkiem  woli  zdusił  w  sobie 

wybuch i wstał wolno, cedząc przez zaciśnięte zęby: 

-  Nie  waŜ  się  więcej  tego  mówić,  zrozumiałaś?  Przynajmniej  wiem  na  pewno,  Ŝe 

Angie nie wyszła za mnie dla majątku. 

-  Więc  dlaczego  za  ciebie  wyszła?  -  Kimberly  cofnęła  się  nerwowo  o  krok,  ale  nie 

zrejterowała. - Tylko mi nie mów, Ŝe z miłości. Nawet ze sobą nie śpicie. 

- Skąd to wiesz, do cholery? 

- Od Betty, oczywiście. - Kimberly cofnęła się jeszcze o krok i odstawiła filiŜankę. - 

Mówi,  Ŝe  jedno  z  was  śpi  na  tapczanie  w  saloniku.  I  choć  jest  on  zawsze  bardzo  starannie 

zasłany, rogi prześcieradła są załoŜone inaczej, niŜ ona to robi. 

-  MoŜe  juŜ  czas,  Ŝeby  dobra,  stara  Betty  znalazła  sobie  inną  pracę  -  powiedział 

lodowatym tonem. 

-  Daj  spokój,  Owen.  Jeśli  ktoś  tu  jest  winien,  Ŝe  tajemnica  wyszła  na  jaw,  to  ja.  Po 

prostu spytałam Betty, co się naprawdę dzieje, i ona mi szczerze odpowiedziała. Ty płacisz jej 

pensję, ale rzadko kiedy tu bywasz. A ona jest nam wierna i oddana od wielu lat. - Kimberly 

odwróciła się i odeszła do matki na drugi koniec pokoju. 

Owen odprowadził ją wzrokiem i skierował się na taras. Jeszcze nigdy w Ŝyciu tak nie 

background image

pragnął świeŜego powietrza. Wychodząc, zmusił się, Ŝeby nie patrzeć w stronę sofy, na której 

siedziała Angie z Glenem Langleyem. 

- Wiesz, to ją strasznie gryzie - zwierzył się Glen półgłosem Angie. 

- Co ją gryzie? 

-  To,  Ŝe  nie  moŜe  namówić  Owena,  aby  ofiarował  mi  pracę  w  firmie.  Kimberly 

poczuła się niesprawiedliwie odrzucona, kiedy dwa lata temu okazało się, Ŝe ojciec zostawił 

wszystko  jej  bratu.  A  teraz  ten  brat  nie  chce  mnie  zaakceptować  i  ona  uwaŜa  to  za  kolejne 

odrzucenie. Matka i wujostwo jeszcze ją podjudzają. 

- A ty chciałbyś pracować w rodzinnej firmie? - spytała Angie z ciekawością. 

- AleŜ niech Bóg broni! Nie chciałbym pracować u Owena, nawet gdyby był ostatnim 

facetem na ziemi, który  daje emeryturę i świadczenia socjalne. -  Glen uśmiechnął się kątem 

ust - Ale dałbym sobie uciąć prawą rękę, Ŝeby złoŜył mi taką propozycję. 

- Dla dobra Kim? 

-  Właśnie.  To  by  miało  dla  niej  ogromne  znaczenie,  Ŝe  brat  zdecydował  się 

zaoferować  mi  stanowisko.  W  jej  oczach  stanowiłoby  dowód,  Ŝe  zaakceptował  jej  wybór.  - 

Glen wzruszył ramionami. - Dla mnie, oczywiście byłby to duŜy problem. 

- Jak to? 

- Nie wiem, co Kim by zrobiła, gdybym odmówił. Dostałem doskonałą ofertę pracy z 

Seattle. Ale jeszcze jej o tym nie mówiłem, bo nie wiem, jak zareaguje. 

- Boisz się, Ŝe nie zechce jechać tam z tobą? - spytała Angie ze zrozumieniem. 

- OtóŜ to. Celia wciąŜ forsuje pomysł, Ŝeby mnie umieścić w rodzinnej firmie, I to nie 

na byle jakiej posadce, ale co najmniej na fotelu wiceprezesa lub kogoś równie waŜnego. 

- Prawdopodobnie myśli, Ŝe jeśli jej zięć uzyska wysokie stanowisko, ona i reszta będą 

mieć  wreszcie  coś  do  powiedzenia  -  zauwaŜyła  Angie.  -  Na  razie  są  zdani  na  dobrą  wolę  i 

poczucie odpowiedzialności Owena. 

- Widzę, Ŝe zdąŜyłaś juŜ rozgryźć tę zwariowaną rodzinkę - parsknął śmiechem Glen. 

-  Jeszcze  nie  całkiem,  ale  się  staram.  Ciągle  pozostaje  jeszcze  jedna  zasadnicza 

kwestia. 

- Jaka? 

-  Chciałabym  wiedzieć,  co  wywołało  przed  trzydziestu  laty  wojnę  między  naszymi 

rodzinami. Nikt nie potrafi mi tego wyjaśnić. 

- Raczej nikt nie chce. Ta szajka potrafi być bardzo skryta. Zwłaszcza Helen i Derwin. 

- ZauwaŜyłam. - Chciała powiedzieć coś więcej, ale przeszkodził jej Derwin, który w 

tym momencie podszedł do sofy. 

background image

-  Wygląda  na  to,  Ŝe  się  nieźle  bawicie  -  mruknął  ponuro.  Jego  krzaczaste  brwi  były 

ś

ciągnięte w prostą linię. 

- Dobrze, Ŝe przynajmniej wy dwoje. 

-  Trochę  smętny  nastrój  tu  panuje,  prawda?  -  zgodziła  się  Angie.  -  Czy  zawsze  tak 

przyjemnie spędzacie czas po kolacji? 

- UwaŜasz się za bardzo dowcipną, co, młoda damo? 

- nasroŜył się Derwin. - Ale nie jesteś ani w połowie tak sprytna, jak ci się wydaje. 

- Tak teŜ podejrzewałam - przyznała Angie. Gdyby była sprytna, nie znalazłaby się w 

tej sytuacji. 

Derwin poczerwieniał. 

- Śmiej się, śmiej, ale my i tak swoje wiemy. Ciekawe tylko, jakim cudem udaje ci się 

tak  wodzić  Owena  za  nos.  Jaki  on  jest,  taki  jest,  ale  nie  sądziłem,  Ŝe  da  się  omotać  przez 

pierwszą  lepszą  wygadaną  panienkę.  I  to  do  tego  z  rodziny  Townsendów.  Jak  widać,  nie 

miałem racji. Glen zmarszczył brwi. 

- Wystarczy, Derwin. 

- To jeszcze nie wszystko - oświadczył Derwin. - Panna Townsend wyobraŜa sobie, Ŝe 

udało jej się wywieść nas w pole, ale się myli. I chcę, Ŝeby o tym wiedziała. 

Angie bardzo starannie odstawiła filiŜankę. 

- MoŜesz mi wyjaśnić, w jaki to mianowicie sposób usiłowałam wywieść was w pole? 

Twarz Derwina poczerwieniała jeszcze bardziej. Jego oczy uciekły w bok. 

-  Nie  jesteś  wcale  Ŝoną  Owena  -  wysyczał.  -  W  kaŜdym  razie  prawdziwą  Ŝoną. 

Gospodyni powiedziała Kimberly, Ŝe nawet ze sobą nie śpicie. Ha! Dość dziwne zachowanie 

jak na nowoŜeńców, gdyby mnie kto pytał. 

- Nikt cię nie pytał, Derwin - przerwał szorstko Glen. - Trochę się zagalopowałeś, nie 

uwaŜasz? 

-  Bynajmniej.  -  Derwin  jeszcze  nie  skończył.  -  Ona  pochodzi  z  Townsendów,  a 

wiadomo,  Ŝe  nie  moŜna im  ufać  ani  na  jotę.  Jeśli  nawet  udało  jej  się  omamić  Owena,  niech 

nie myśli, Ŝe wszyscy jesteśmy zaślepieni. Wiemy, Ŝe na pewno coś knuje, ale nie ujdzie jej 

to na sucho. Owen prędzej czy później odzyska rozum. 

Derwin odwrócił się i odszedł sztywno do Ŝony. Twarz Helen była stęŜała z napięcia. 

Nastąpiła krótka, kłopotliwa cisza, którą po chwili przerwał Glen. 

-  Nie  przejmuj  się  Derwinem.  Od  lat  jest  zgorzkniały,  bo  ani  ojciec  Owena,  ani  sam 

Owen nigdy nie powierzyli mu Ŝadnego stanowiska w firmie. 

- Skąd on pochodzi? 

background image

- Biedny, stary Derwin pochodzi z dobrej, znanej rodziny właścicieli winnic z doliny 

Napy. Ale nigdy nie interesował się wyrobem wina. Lubi majsterkować. 

- Majsterkować? 

-  Tak,  zajmuje  się  konstruowaniem  rozmaitych  gadŜetów.  Ma  nawet  parę  patentów, 

ale  Ŝaden  z  wynalazków  nie  przyniósł  mu  większych  pieniędzy.  Ojciec  Owena,  jak  twierdzi 

Kim,  uwaŜał  go  za  ekscentrycznego  zwariowanego  naukowca,  czy  kogoś  w  tym  rodzaju. 

MoŜna powiedzieć, Ŝe łączy nas przynajmniej jedna rzecz. 

- Chodzi ci o to, Ŝe Ŝaden z was nie dostał wysokiego stanowiska w rodzinnej firmie? 

-  Tak.  RóŜnica  między  nami  polega  na  tym,  Ŝe  Derwin  oddałby  duszę  za  to,  Ŝeby 

traktowano go jako waŜnego członka rodziny, a ja za to, Ŝeby zaoferowano mi pracę. 

- Wydaje się, Ŝe cały problem polega na tym, Ŝe ani Owen, ani jego ojciec nie zadali 

sobie  trudu,  aby  w  jakiś  taktowny  sposób  załatwić  sprawę  wujka  Derwina.  Ich  polityka 

sprowadzała się do ignorowania go, co z pewnością oboje z Helen bolało. - Angie potrząsnęła 

głową. - Co za beznadziejna sytuacja. 

-  Nie  da  się  ukryć.  -  Glen  podniósł  filiŜankę  w  ironicznym  toaście.  -  Witaj  na  polu 

bitwy, Angie. Jak widzisz, jesteśmy wszyscy jedną wielką, szczęśliwą rodziną. 

Nie  wiedzieć  czemu,  ujawnienie  faktu,  Ŝe  śpi  w  osobnym  pokoju,  bardzo  Angie 

wzburzyło. Właściwie nie powinno jej to obchodzić, mówiła sobie. Ostatecznie, ucierpiała na 

tym duma Owena, a nie jej. Ona od początku nie chciała utrzymywać fikcji tego małŜeństwa. 

Duma  Owena.  Angie  wychowywała  się  pod  kuratelą  energicznego  brata  i 

wpływowego ojca. Wiedziała, Ŝe męska duma jest czymś potęŜnym, a zarazem kruchym. Ma 

ś

cisły  związek  z  ego  i  potrzebą  panowania  nad  swoim  Ŝyciem  i  nad  światem.  Matka 

wytłumaczyła  jej  kiedyś,  Ŝe  duma  męŜczyzny  jest  źródłem  jego  siły  i  jego  największej 

słabości. Mądra kobieta powinna umieć się z nią obchodzić z największą ostroŜnością. 

Angie  zerknęła  przez  pokój  i  zobaczyła,  Ŝe  Owen  wyszedł  na  taras.  Ktoś  -  zapewne 

Kim  -  niewątpliwie  go  juŜ  powiadomił,  Ŝe  cała  rodzina  szepcze  po  kątach  o  ich  osobnych 

łóŜkach. Dumie Owena wymierzono cięŜki cios. 

Angie uśmiechnęła się przepraszająco do Glena i wstała. 

- Pozwolisz, Ŝe cię opuszczę? 

- Oczywiście. - Glen spojrzał na nią spod oka. - Nie chcę się wtrącać między ciebie a 

Owena, ale radzę ci, nie przejmuj się zanadto jego rodziną. 

- Jedyna osoba, którą się przejmuję, to Owen - powiedziała Angie miękko. 

- Znam to. Jedyna, którą ja się przejmuję, to Kim. 

Angie  kiwnęła  głową  ze  zrozumieniem  i  ruszyła  w  stronę  drzwi  tarasowych. 

background image

Wychodząc w mrok, czuła na sobie oczy całego klanu Sutherlandów. 

Nie widząc nigdzie Owena, podeszła do murku ogradzającego taras, a potem zeszła na 

ś

cieŜkę wiodącą do przystani. 

- Witaj, Angie. CzyŜbyś usiłowała wymknąć się stąd łodzią pod osłoną nocy? 

- Dobry BoŜe, Owen, nie zauwaŜyłam cię. 

Stał nieruchomo pod drzewem i byłaby go minęła, gdy - by się nie odezwał. 

- Wyszedłeś zaczerpnąć świeŜego powietrza? - spytała niepewnym głosem. 

- MoŜna to tak nazwać. A ty czemu wyszłaś? Wydawało mi się, Ŝe świetnie się bawisz 

w towarzystwie Langleya. 

- Polubiłam Glena - powiedziała spokojnie. 

- ZauwaŜyłem. Jak mogłaś go nie polubić? Macie ze sobą tyle wspólnego. Wy dwoje 

przeciwko reszcie, co? 

ZadrŜała,  słysząc  jego  złowrogo  zniŜony  głos.  Zdała  sobie  sprawę,  jak  bardzo  musi 

być wściekły. Nagle przyszła jej do głowy dziwna myśl. 

- Owen, czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosny? 

- Nie, do cholery! Nigdy w Ŝyciu nie byłem zazdrosny o Ŝadną kobietę. Ale widzę, co 

się tu szykuje. Jeśli wasza zaŜyłość się pogłębi, to będziemy mieć wszyscy niezły problem. 

-  Nic  mnie  z  Glenem  nie  łączy.  On  kocha  twoją  siostrę.  O  ile  wiem,  tylko  dlatego 

wytrzymuje z tobą i resztą rodziny - powiedziała Angie. 

- A więc zdąŜył ci się juŜ wypłakać na ramieniu, tak? Szybko mu to poszło. Ale moŜe 

ty  pierwsza  się  przed  nim  wyŜaliłaś?  Zwierzyłaś  mu  się,  Ŝe  nie  spałaś  jeszcze  ze  swoim 

męŜem? 

-  Nikomu  nie  mówiłam  ani  słowa  o  naszych  osobistych  sprawach  -  rozzłościła  się 

Angie. 

- CzyŜby? Jakoś wszyscy zdają się doskonale o wszystkim wiedzieć. 

- To nie moja wina. Z uprzejmości dla ciebie co rano słałam ten głupi tapczan. 

- Ale nie najlepiej ci to wychodziło, co? Betty od razu się zorientowała, Ŝe ktoś śpi w 

saloniku. 

-  Jeśli  nie  podoba  ci  się  mój  sposób  słania  łóŜka,  to,  proszę  bardzo,  rób  to  sam  - 

odgryzła się. 

- Gdybyś spała ze mną, jak pan Bóg przykazał, nie byłoby Ŝadnej sprawy. A teraz cała 

kochana rodzinka wie, Ŝe mam Ŝonę, która nawet nie dzieli ze mną łoŜa. 

Angie wzięła głęboki oddech. Zrozumiała, Ŝe ta kłótnia moŜe przybrać niebezpieczny 

obrót i nie wiadomo czym się skończyć. 

background image

- Bardzo mi przykro, Owen. Starałam się, Ŝeby to się nie wydało. 

- Nie powinienem był cię tu przywozić. 

- W tym akurat się zgadzamy. - Angie zerknęła na niego. - Zawsze moŜemy wyjechać. 

Popatrzył na nią z niedowierzaniem. 

-  Zwariowałaś?  śadna  siła  mnie  stąd  teraz  nie  ruszy.  Miałbym  dać  się  wyrzucić  z 

mojego własnego domu? 

- PrzecieŜ nawet nie lubisz tego miejsca. 

- Co to ma do rzeczy? Nie pozwolę tej bandzie zmusić się do wyjazdu. Ani myśleć, Ŝe 

padłem ofiarą jakiegoś spisku Townsendów. 

Na te słowa Angie straciła panowanie nad sobą. 

-  Świetnie  się  składa,  Owenie  Sutherland.  Ja  równieŜ  mam  po  uszy  insynuacji  ze 

strony  twojej  rodziny.  Wujek  Derwin  uwaŜa,  Ŝe  wzięliśmy  cię  podstępem.  Mówi,  Ŝe  cię 

wodzę za nos, i sugeruje, Ŝe cię usidliłam czy coś takiego. 

- A moŜe byś spróbowała? 

- Czego mam spróbować? - spytała z rozdraŜnieniem. 

- Usidlić mnie. Uwieść, Jesteś w końcu moją Ŝoną, tak czy nie? Miałaś być po mojej 

stronie  w  tym  konflikcie.  Myślałem,  Ŝe  mogę  na  ciebie  liczyć.  Powiedziałaś,  Ŝe  rozumiesz 

poczucie dumy. Gdyby tak było, spełniłabyś swój obowiązek jako Ŝona. 

-  Rozumiem  twoją  dumę.  Ale  sama  teŜ  ją  mam  -  odparowała.  -  A  Ŝona  nie  powinna 

spać z męŜem z obowiązku. Powinna spać z nim z miłości. 

- No więc, gdzie problem? PrzecieŜ kochasz mnie, Anie. Sama mi to powiedziałaś w 

dniu naszego ślubu. 

-  To  było  całe  trzy  dni  temu!  -  zawołała  ze  złością.  Owen  uśmiechnął  się  groźnie, 

odsłaniając zęby. 

- Wolne Ŝarty. Trzy dni i juŜ zdąŜyłaś się odkochać? A ja myślałem, Ŝe to miłość na 

całe Ŝycie. MoŜe jednak oni mieli rację. 

- O czym ty mówisz? 

- Zostałem zwiedziony przez pannę Townsend. Okpiony. Tak, tak, moja pani, udało ci 

się zrobić ze mnie durnia. Jestem pośmiewiskiem całej rodziny. 

Angie z wściekłości tupnęła nogą. 

-  Niech  cię  wszyscy  diabli,  Owenie  Sutherland!  Przekręcasz  wszystko  i  wywracasz 

kota ogonem. 

- To ty wszystko przekręcasz i stawiasz na  głowie, Angie. Gdybyś się zachowywała, 

jak przystało na Ŝonę, nie znaleźlibyśmy się w tej idiotycznej sytuacji. 

background image

- Tylko mi nie mów, jak się powinna zachowywać Ŝona. Nie masz zielonego pojęcia o 

tym, jak wygląda dobre małŜeństwo. Jesteś najmniej odpowiednim człowiekiem pod słońcem, 

Ŝ

eby kogokolwiek pouczać w tej materii. 

- W kaŜdym razie wiem, jak wygląda moje małŜeństwo. Moja Ŝona śpi osobno i przy 

pierwszej okazji rzuca się na szyję męŜowi mojej siostry. Ciekawe, co będzie dalej. 

- Nie mieszaj w to Glena. On nie ma z tym nic wspólnego - zasyczała Angie. 

- Nie ja go w to wmieszałem, tylko ty! 

- To twoja własna wina, Ŝe nie potrafisz się z nim dogadać. 

- Rzeczywiście? 

- Rzeczywiście - potwierdziła Angie zdecydowanie. 

- Co więcej, twoje złe stosunki z siostrą to teŜ twoja wina. Chcesz usłyszeć moją radę? 

- Radę Ŝony, która nie jest Ŝoną? Nieszczególnie. 

- Dam ci ją i tak - oświadczyła przez zaciśnięte zęby. 

- Powiem ci, jak za jednym zamachem rozwiązać większość rodzinnych problemów. 

- A to ciekawe. No jak? 

- Zaproponuj Glenowi przyzwoitą posadę w twojej firmie. 

-  Co?  -  Owen  spojrzał  na  nią  oczami,  w  których  płonęła  pełna  niedowierzania 

wściekłość.  Na  moment  zastygł  w  bezruchu.  -  To  przekracza  wszelkie  granice  -  wycedził  w 

końcu z zimną furią. - Przeholowałaś, moja pani. Byłem wobec ciebie anielsko cierpliwy, ale 

tym razem przebrała się miarka. Nie będziesz mi mówić, co mam robić we własnej firmie. 

-  Owen,  nie!  -  Angie  szybko  cofnęła  się,  ale  było  za  późno.  Ani  się  obejrzała,  jak 

Owen wyskoczył spod drzewa i błyskawicznym ruchem chwycił ją wpół, zarzucając sobie, na 

plecy. - Puść mnie w tej chwili! - zaczęła krzyczeć, waląc go na oślep pięściami. 

-  Puszczę  cię  dopiero,  kiedy  juŜ  będziesz  leŜeć  w  moim  łóŜku  -  oświadczył  zimno, 

wchodząc na schody tarasu. Długim krokiem przemierzył kamienną posadzkę i wkroczył do 

salonu, gdzie jego rodzina zamarła na ten widok. 

-  Dobranoc  wszystkim  -  powiedział  z  całym  spokojem,  przechodząc  przez  pokój.  - 

Wiem, Ŝe jeszcze jest wcześnie, ale Angie mówi, Ŝe chce juŜ iść do łóŜka. Postanowiłem jej 

towarzyszyć. Wiecie, jak to jest z nowoŜeńcami. 

Angie  prychnęła,  rozdarta  między  niepohamowaną  Ŝądzą  śmiechu  a  równie  silną 

chęcią głośnego wrzasku. Ta strona natury Owena była jej niewątpliwie do tej pory nieznana. 

To  prawda,  Ŝe  męskiej  dumy  nie  naleŜało  wystawiać  na  ...  szwank.  Powinna  była 

przewidzieć ryzyko związane z tą ostatnią konfrontacją. Pomachała czerwoną płachtą przed i 

oczami rozjuszonego byka. 

background image

 

Owen  zaniósł  Angie  do  sypialni  na  piętro  i  rzucił  bezceremonialnie  na  łóŜko.  Stanął 

nad nią, objąwszy ręką rzeźbiony słupek baldachimu, i zmierzył ją płonącym wzrokiem. 

- No i co teraz? - spytał wyzywająco. 

-  Z  czym?  -  Angie  usiadła,  odgarniając  włosy  z  czoła.  Zwinęła  nogi  pod  siebie  i 

starannie wygładziła spódnicę, zakrywając kolana. 

- Nie masz zamiaru krzyczeć i wzywać pomocy? Nie chcesz, Ŝeby Langley przybiegł 

ci na ratunek? 

- Niespecjalnie. 

WłoŜyła  ręce  we  włosy,  chcąc  poprawić  rozpiętą  klamrę.  Palce  tak  się  jej  trzęsły,  Ŝe 

nie  mogła  sobie  poradzić.  Rzuciła  więc  klamrę  niedbałym  ruchem  na  stolik  nocny,  mając 

nadzieję, Ŝe nie widać po niej zdenerwowania. 

Owen oparł się kolanem o łóŜko. Gruby materac ugiął się pod jego cięŜarem. 

- Dlaczego nie chcesz wezwać Langleya na ratunek? 

-  Nie  widzę  powodu,  Ŝeby  ktoś  mnie  ratował  przed  własnym  męŜem.  -  Angie 

uśmiechnęła się trochę niepewnie, wiedząc, do czego ta sytuacja prowadzi. 

Kości  zostały  rzucone  podczas  awantury  na  dole.  Zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  nadszedł 

czas,  aby  przestać  odrzucać  awanse  Owena.  Zrozumiała,  Ŝe  zbliŜenie  fizyczne  to  dla  niego 

jedyny sposób przekazania jej swych uczuć. Nie dopuszczała do intymności, bo wymagało to 

od  niej  wielkiego  emocjonalnego  ryzyka.  Ale  teraz  naleŜało  podjąć  to  ryzyko.  Owen  był  jej 

męŜem  i  pragnął  jej.  Intuicja  podpowiadała  jej,  Ŝe  w  stosunkach  z  Owenem  nastąpił  punkt 

przełomowy. 

-  A  więc  nie  widzisz  powodu,  Ŝeby  cię  ratowano  przed  własnym  męŜem?  -  Ręka 

Owena,  ciepła,  silna  i  nieustępliwa,  zacisnęła  się  na  jej  nodze.  -  Jeśli  mówisz  o  mnie,  to 

muszę ci wyznać, Ŝe na razie nie bardzo się czuję twoim męŜem. 

- Czy czujesz się kawalerem? 

-  Nie.  -  Potrząsnął  przecząco  głową,  nie  spuszczając  z  niej  oczu.  -  Nie  czuję  się 

kawalerem, tylko kimś zatrzaśniętym w pułapce bez wyjścia. Pragnę mojej Ŝony, a ona mnie 

nie chce. 

Przełknęła z trudem ślinę. 

- To nieprawda, Owen. Wiesz, Ŝe to nieprawda. Nigdy nie mówiłam, Ŝe cię nie chcę. 

Pochylił się nisko, wciskając ją w poduszki. Jego wzrok przewiercał ją na wylot. Pod 

wpływem tego ognistego spojrzenia obudził się w niej pierwotny, kobiecy instynkt. Poczuła, 

jak całe jej ciało zastyga w oczekiwaniu pod naporem jego ciała. 

background image

- A więc chcesz mnie? 

- Tak. 

- PokaŜ mi. - Zanurzył palce w jej włosy, przytrzymując delikatnie jej głowę. - PokaŜ, 

Ŝ

e mnie chcesz, moja Ŝono. Bóg jeden wie, jak bardzo cię pragnę. To pragnienie doprowadza 

mnie do szału. 

Widziała  prawdę  w  jego  oczach.  MoŜe  nie  wiedział  do  końca,  co  to  miłość,  ale  znal 

uczucie poŜądania. I to ona była obiektem tej palącej namiętności. 

Był  jej  męŜem.  Kochała  go  całym  sercem  i  nigdy  Ŝaden  męŜczyzna  nie  był  jej 

droŜszy. 

- Owen - szepnęła - ja teŜ cię pragnę. Zawsze cię pragnęłam. Dobrze wiesz. - Widząc 

wyraz jego oczu, ujęta w dłonie pochyloną nad nią twarz i przyciągnęła jego usta do swoich. 

- Angie... 

Pocałował  ją  z  gwałtowną  zachłannością,  jakiej  dotąd  nie  znała.  Poprzednio  jego 

pocałunki teŜ były  gorące, ale zawsze trzymał namiętność na wodzy. Wyczuwała drzemiącą 

w nim pasję i siłę, lecz pokrywał to chłodem i spokojem. Tej nocy jego chłód miał przemienić 

się w Ŝar, który spali ich oboje. 

Ujął  jej  twarz  w  dłonie  i  rozchylił  wargi  swoimi  ustami,  całując  z  czułą 

agresywnością, która rozpaliła jej zmysły. Gdy wbiła palce w jego ramiona, jęknął chrapliwie 

i  uniósł  się.  Chciała  zaprotestować,  ale  zaraz  znieruchomiała,  bo  poczuła  jego  palce  na 

guzikach swojej jedwabnej bluzki. Nie mógł sobie z nimi poradzić i zrozumiała, Ŝe nie tylko 

ona  drŜy  z  niecierpliwości.  Ten  brak  zręczności  w  kluczowym  momencie,  tak  do  niego 

niepodobny, rozczulił ją i wzruszył. W końcu szarpnął gorączkowo delikatny materiał i guziki 

rozsypały się po całym pokoju. 

- Co ty wyprawiasz, Owen! - krzyknęła zdumiona. 

- Nie przejmuj się, najdroŜsza - mruknął, okrywając gorącymi pocałunkami jej szyję. - 

Kupię ci wszystkie bluzki świata. Ale teraz muszę cię wreszcie dotknąć, muszę cię poczuć. 

Jego  wargi  przesunęły  się  niŜej,  pieszcząc  teraz  jej  pierś.  Wstrzymała  oddech, 

wyginając się pod nim, a jego dłoń powędrowała miękkim ruchem wzdłuŜ brzucha do luku jej 

biodra.  Znalazł  haftkę  przy  spódnicy,  lecz  znów  napotkawszy  opór,  zarzucił  próby  jej 

rozpięcia i podciągnął spódnicę do góry. 

Angie zadrŜała, czując jego palce na udzie. Zaczęła cięŜko oddychać, kiedy kolanem 

rozchylił jej nogi. Szorstki materiał jego spodni draŜnił jej skórę. Niemal bezwiednie wygięła 

się mocniej, przyciągając Owena do siebie, pragnąc intymniejszego kontaktu. 

- Angie, powiedz mi jeszcze raz, Ŝe mnie chcesz. Powiedz mi to. 

background image

- Chcę cię, chcę cię, chcę cię. - Pokryła jego mocno i zarysowaną szczękę i silną szyję 

krótkimi, zachłannymi pocałunkami. 

Owen niecierpliwym ruchem zdarł z niej rajstopy i przesunął wolno rękę po jej nodze, 

zatrzymując ją na chwilę tuŜ przy rąbku podwiniętej do góry spódnicy. A potem z głuchym, 

namiętnym  jękiem  sięgnął  dalej  i  przykrył  zaborczo  dłonią  widoczną  spod  niej  ciemną, 

trójkątną kępkę włosów. 

- Owen... Och, Owen... Proszę cię... 

Angie  zaczęła  wić  się  pod  jego  dotykiem,  czując  intymną  pieszczotę  palców,  która 

doprowadzała ją do wrzenia. Przylgnęła do niego, pragnąc go do szaleństwa. Wszystko działo 

się  tak  szybko,  Ŝe  straciła  zdolność  myślenia.  Była  we  władaniu  jakiejś  niewidzialnej  siły, 

która nieubłaganie niosła ją ze sobą. 

- Tak, kochanie. Tak. Jesteś cudowna. Taka miękka i ciepła, i namiętna. - Jego kciuk 

wślizgnął  się  głębiej,  pieszcząc  delikatnym  okręŜnym  ruchem  najczulszy  punkt  jej 

rozpalonego ciała. - Jesteś moja. Chcesz tego tak samo jak ja. 

Angie  krzyknęła  cicho.  KaŜdy  nerw  drŜał  w  niej  z  napięcia.  Wiedziała,  Ŝe  Owen  to 

czuje.  Usłyszała  jego  głębokie,  pełne  satysfakcji  westchnienie,  a  potem  zgrzyt  zamka 

błyskawicznego. 

- Owen? - Spojrzała na niego spod wpółprzymkniętych powiek. 

-  JuŜ,  kochanie.  Tak  bardzo  cię  pragnę.  Tak  bardzo  pragnę,  Ŝebyś  została  wreszcie 

moją Ŝoną. Ty teŜ tego chcesz, prawda? 

- Tak. Tak. Tak. 

Zamknęła oczy i zarzuciła mu ręce na szyję, kiedy wolno i delikatnie złączył się z jej 

ciałem.  Jego  ruchy  były  stanowcze  i  zdecydowane,  lecz  jednocześnie  ostroŜne  i 

wstrzemięźliwe. 

- Nie boli cię? - zapytał z troską. 

Zaprzeczyła,  przywierając  do  niego  z  całą  mocą  i  kiedy  był  juŜ  w  niej  głęboko, 

poczuła,  Ŝe  oto  bierze  go  całego,  jego  siłę,  jego  męską  witalność,  jego  najtajniejszą  istotę. 

Teraz, w tym momencie, naleŜał do niej równie niepodzielnie, jak ona naleŜała do niego. 

Owen wziął jej twarz w swoje ręce i przez nieskończenie długą chwilę patrzył na nią z 

takim Ŝarem w oczach, Ŝe miała ochotę śmiać się i płakać z radości. 

-  Witam,  pani  Sutherland  -  szepnął.  Jego  głos  był  przepełniony  czułością,  lecz 

jednocześnie pełen nie ukrywanej, męskiej dumy. 

Powinnam  czuć  się  rozdraŜniona  tym  błyskiem  triumfu  w  jego  wzroku,  powiedziała 

sobie  Angie.  Ale  się  tak  nie  czuła.  MoŜe  dlatego,  Ŝe  oprócz  triumfu  zobaczyła  teŜ  obietnicę 

background image

dozgonnych więzów. Tej nocy Owen biorąc ją, w równym stopniu oddawał jej siebie. 

A potem zaczął się w niej poruszać i wszystkie myśli odpłynęły w niebyt. Z cichym, 

zduszonym okrzykiem poddała się narastającej fali rozkoszy. 

Gdy  w  jakiś  czas  później  obróciła  się  w  jego  ramionach,  zobaczyła,  Ŝe  nadal  ma  na 

sobie podciągniętą do pasa spódnicę i rozpiętą bluzkę na gołych piersiach. Owen leŜał obok, 

obejmując  ją  zaborczo  jedną  ręką,  drugą  podłoŜywszy  pod  głowę.  Ich  nogi  były  wciąŜ 

splątane i czuła na skórze szorstki materiał jego spodni. Podniosła głowę, patrząc na swojego 

męŜa  w  rozchełstanej  koszuli  i  rozpiętych  spodniach,  i  na  jego  ciemne,  muskularne  ciało, 

budzące w niej takie poŜądanie. 

- Musi to wyglądać jak obraz po scenie nieokiełznanej namiętności. 

-  Prawdę  mówiąc,  tak  -  uśmiechnęła  się  Angie.  -  Jeśli  juŜ  o  to  chodzi,  to  czuję  się 

niemal zniewolona. 

Owen otworzył jedno oko. 

- Nie tak to planowałem. 

- Wiem, jak to planowałeś. Szampan, obsługa hotelowa i apartament dla nowoŜeńców. 

W końcu byłam przy tym. - Angie wsunęła mu palce pod koszulę. 

-  Trudno  zaprzeczyć.  -  Uśmiechnął  się  lekko  i  otworzył  drugie  oko;  w  jego  wzroku 

błyszczała  nie  ukrywana  satysfakcja.  -  Wszystko  potoczyło  się  trochę  inaczej,  ale  to  nie 

szkodzi. - Przesunął ręką po jej gołym udzie. - I tak jest cudownie. 

- Naprawdę? 

- Yhm... - PodłoŜył jej dłoń pod głowę i przyciągnął usta do swoich warg. Pocałował 

ją  wolno,  namiętnie,  z  czułą  zaborczością.  -  Po  prostu  cudownie.  I  najwyŜszy  czas.  Dość 

długo kazałaś mi czekać, moja pani. 

- Owen... 

- Ciii... - PołoŜył się na niej, obejmując jej twarz rękami. - Nie skończyliśmy jeszcze 

naszej nocy poślubnej. 

- Jesteś pewien? 

- Jestem. Ale tym razem zrobimy to z większą klasą. 

Kiedy  po  jakimś  czasie  obudziła  się  u  jego  boku,  zobaczyła,  Ŝe  Owen  nie  śpi,  lecz 

szeroko otwartymi oczami wpatruje się w sufit. Wyczuła zmianę jego nastroju. 

- Owen? Czy coś się stało? 

-  Nie,  kochanie.  Rozmyślam  sobie  tylko.  -  Jego  ramię  zacisnęło  się  wokół  niej 

uspokajająco. 

- O czym? O nas? 

background image

- Nie. 

- Wielkie dzięki. - Wykrzywiła się do niego w ciemności. 

Odwrócił się, patrząc na nią ze zdumieniem. 

-  O  co  ci  chodzi?  Dlaczego  miałbym  myśleć  o  nas?  Wszystko  jest  juŜ  w  porządku. 

Jesteśmy w końcu prawdziwym małŜeństwem. Wszystko między nami wreszcie się ułoŜyło. 

Okręcił sobie jej włosy wokół palców i delikatnie ją przyciągnął. 

- Pocałuj mnie. 

Posłuchała  i  nachyliła  się  nad  nim,  muskając  go  ustami.  Pochwycił  w  delikatnej 

pieszczocie  jej  dolną  wargę,  a  potem  przytulił  ją  mocno  do  siebie,  obdarzając  prawdziwie 

gorącym pocałunkiem. 

- Jak mówiłem, między nami juŜ wszystko w porządku - mruknął. - Myślałem o tym, 

co powiedziałaś mi tam na tarasie. 

- O czymś, co przemieniło cię z chłodnego dŜentelmena w jaskiniowca? 

Zignorował tę uwagę. 

- O twojej propozycji pracy dla Langleya. 

- Ach, o tym. 

- Tak. Co to miało znaczyć, Angie? 

- Znowu się rozzłościsz, jak zacznę ci wyjaśniać. 

- Jednak spróbuj. 

- No więc dobrze. UwaŜam, Ŝe powinieneś zaoferować Glenowi wysokie  stanowisko 

w swojej firmie. MoŜesz to z łatwością zrobić. Twoja pozycja ci na to pozwała. 

- Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałbym zaoferować Langleyowi wysokie 

stanowisko. 

- Podam ci trzy takie powody. Pierwsze dwa to Celia i twoja siostra, Kim. Docenią to 

bardziej  niŜ  myślisz.  Czują  się  pokrzywdzone  przez  testament  twojego  ojca.  A  twój  brak 

akceptacji dla Glena jeszcze to pogłębia. Gdybyś złoŜył mu ofertę pracy, dałbyś im dowód, Ŝe 

przynajmniej  respektujesz  ich  Ŝyczenia,  Ŝe  liczysz  się  z  ich  zdaniem.  Byłby  to  miły  gest, 

Owen. 

- Firmy takiej jak Hotele Sutherland nie prowadzi się z pomocą miłych gestów. 

- Jeden miły gest nic nie zaszkodzi. MoŜesz sobie na to pozwolić. 

- Powiedziałaś, Ŝe są trzy powody, dla których powinienem to zrobić. Jaki jest trzeci? 

Angie uśmiechnęła się, wyciągając z zanadrza swój największy atut. 

-  MoŜesz  wykonać  swój  wspaniałomyślny  gest  bez  najmniejszego  ryzyka.  Glen  nie 

przyjmie twojej oferty. 

background image

- Co takiego? 

-  Słyszałeś.  Glen  nie  ma  zamiaru  pracować  dla  ciebie.  I  wcale  mu  się  nie  dziwię. 

Musisz być okropnym szefem. Ale nie w tym rzecz. Dostał doskonałą propozycję od pewnej 

firmy inŜynieryjnej w Seattle i chce ją przyjąć. 

-  Więc  dlaczego  mam  dokonywać  jakichś  sztuczek  z  oferowaniem  mu  stanowiska? - 

spytał podejrzliwie Owen. 

- Mówiłam ci juŜ. Dla dobra Kim i Celii. Glen mówi, Ŝe Kim się bardzo gryzie twoim 

brakiem akceptacji jej męŜa. 

- Dlaczego miałaby się tym przejmować? - mruknął Owen. 

-  Bo  jesteś  jej  starszym  bratem.  To  całkiem  naturalne,  Ŝe  jej  zaleŜy  na  twojej 

aprobacie.  Sama  jestem  młodszą  siostrą,  więc  wiem,  co  mówię,  Glen  chce,  Ŝebyś  zrobił  ten 

gest właśnie dla Kim. Wtedy grzecznie ci odmówi i wyjedzie do Seattle. 

- Sam ci to powiedział? 

- Tak, kiedy rozmawialiśmy po kolacji. 

- I ty mu wierzysz? 

Dopiero  teraz  dostrzegła  oznaki  sceptycyzmu  z  jego  strony.  Zmarszczyła  gniewnie 

brwi. 

- Oczywiście, Ŝe mu wierzę. Dlaczego miałby mnie okłamywać? 

- śeby skłonić cię do tego, co właśnie robisz. 

- Owen, jak moŜesz mówić coś podobnego? - nasroŜyła się. 

-  Mam  więcej  doświadczenia  Ŝyciowego  niŜ  ty,  kochanie.  Nie  zajmowałaś  się  nigdy 

takimi przyziemnymi sprawami i nic dziwnego, Ŝe jesteś trochę naiwna. Niestety, Kim ma ten 

sam problem. Ona teŜ dała się nabrać Langleyowi. 

Angie usiadła, rozzłoszczona nie na Ŝarty. 

- Owen, powiedz mi prawdę. Czy masz jakieś konkretne dowody, Ŝe Glen oŜenił się z 

twoją siostrą dla jej udziałów w Hotelach Sutherland? Czy jesteś wobec niego podejrzliwy po 

prostu z zasady? 

- Nie potrzebuję Ŝadnych dowodów. Wystarczą mi fakty. Ten facet błyskawicznie się 

przy niej zawinął. Doprowadził do ślubu w niecałe trzy miesiące po pierwszym spotkaniu. A 

dwa miesiące później Kim zamęcza mnie, Ŝebym urządził go w firmie. Sama powiedz, czy to 

nie brzmi podejrzanie? 

- Błyskawicznie się zawinął, powiadasz? - Angie uśmiechnęła się kątem ust. - Pobrali 

się w trzy miesiące, tak? Czy nie tyle trwała nasza znajomość przed ślubem? 

- Nie próbuj tego porównywać, Angie! Nasza sytuacja była zupełnie inna. 

background image

Angie z namysłem ściągnęła usta. 

- No tak, zaledwie trzy miesiące znajomości i tuŜ po ślubie okazuje się, Ŝe pan młody 

jest  mocno  zainteresowany  firmą  rodzinną  panny  młodej.  Bardzo  podejrzane.  Doskonale 

rozumiem, dlaczego ci się to nie podoba. Prawdę mówiąc, dokładnie wiem, co moŜesz czuć. 

-  Do  diabła,  Angie,  nie  zaczynaj  wszystkiego  od  nowa.  Nie  chcę  juŜ  dzisiaj  o  tym 

słyszeć. 

- Jak sobie Ŝyczysz, Owen. Popatrzył na nią spod zmruŜonych powiek. 

- To juŜ lepiej. - A kiedy nie zaoponowała, uśmiechnął się z satysfakcją, oplatając ją 

ramionami. - O wiele lepiej. 

Owen  obudził  się  tuŜ  przed  świtem.  LeŜał  spokojnie,  rozkoszując  się  ciepłem  ciała 

Angie, która spala zwinięta u jego boku. Czuł się wspaniale. Nareszcie wszystko było tak, jak 

być powinno. Angie była jego Ŝoną. Naprawdę jego Ŝoną. 

Odwrócił głowę, Ŝeby się jej przyjrzeć w bladym świetle poranka. Jej splątane włosy 

płomiennym wachlarzem rozłoŜyły się na poduszce, ciemne rzęsy skrywały pod zamkniętymi 

powiekami piękne, turkusowe oczy, a kuszące wargi były lekko rozchylone, jakby domagały 

się  pocałunku  nawet  we  śnie.  Wciągnął  w  nozdrza  nieuchwytny  kobiecy  zapach  i  poczuł 

narastającą  ponownie  falę  poŜądania.  Przez  chwilę  miał  ochotę  ją  obudzić,  Ŝeby  znów  się  z 

nią  kochać,  ale  pamiętając,  jak  wiele  dała  mu  zeszłej  nocy,  niechętnie  postanowił  zachować 

się po dŜentelmeńsku i dać się jej wyspać. 

Ostatniej nocy nie był takim dŜentelmenem, pomyślał, wysuwając się spod kołdry. Ta 

pierwsza  noc  z  Angie  nie  przebiegła  bynajmniej  według  planu,  ale  teraz  to  juŜ  nie  miało 

znaczenia. MałŜeństwo zostało skonsumowane. Byli męŜem i Ŝoną. 

W nastroju radosnej euforii wszedł do łazienki i odkręcił prysznic. Nie pamiętał, kiedy 

czuł się tak dobrze. Z uśmiechem cichej satysfakcji wszedł pod strumień wody. 

Dwadzieścia minut później nadal się uśmiechał, kiedy zszedł na śniadanie do jadalni. 

Betty stawiała właśnie na stole dzbanek z kawą i koszyk świeŜo upieczonych bułeczek. 

- Dzień dobry panu. 

-  Dzień  dobry,  Betty.  -  Owen  usiadł  i  wziął  dzbanek,  z  przyjemnością  wdychając 

zapach  kawy.  -  Przy  okazji,  dam  ci  dobrą  radę.  Jeśli  chcesz  doŜyć  u  nas  do  emerytury,  to 

powstrzymaj się lepiej od plotkowania na temat moich prywatnych spraw. 

Betty uśmiechnęła się szeroko, bynajmniej nie speszona. 

-  Nie  moŜe  mnie  pan  zwolnić,  Owenie  Sutherland.  Pracuję  dla  tej  rodziny  od  ponad 

trzydziestu  lat.  Pamiętam  cię  z  czasów,  kiedy  się  wkradałeś  do  kuchni  i  ustawiałeś  krzesła 

jedno na drugim, Ŝeby się dostać do pudełka z ciastkami. 

background image

- Bardzo wzruszające wspomnienie, Betty, ale nie muszę juŜ podkradać ciasteczek. W 

kaŜdej chwili mogę ich sobie wziąć, ile dusza zapragnie. 

-  Tacy  niby  jesteśmy  bezwzględni,  co?  To  mi  pan  chce  powiedzieć?  -  Betty 

zachichotała,  najwyraźniej  niezbyt  przejętą.  -  Oszczędź  sobie  tych  pogróŜek,  chłopcze.  Nie 

dam  się  przestraszyć.  A  jeśli  chce  pan  wiedzieć,  czemu  zdradziłam  pańskiej  siostrze,  Ŝe  nie 

ś

picie razem z Ŝoną, to zaraz powiem. 

- No więc, dlaczego powiedziałaś o tym Kim? 

-  Bo  wiedziałam,  Ŝe  to  migiem  do  pana  wróci  i  trzeba  będzie  jakoś  ten  problem 

rozwiązać. I coś mi się widzi z pańskiej miny, Ŝe dziś w nocy go pan rozwiązał. 

Owen zmarszczył groźnie brwi. 

- Zabawiłaś się w Amora, co? 

- A jakŜe! Od razu wiedziałam, Ŝe coś jest nie tak między panem a pańską Ŝonką. A 

przecieŜ było widać gołym okiem, Ŝe jest w panu po uszy zakochana, tylko czuje się jakoś tak 

niepewnie. Jak zobaczyłam, Ŝe nawet razem nie śpicie, to juŜ wiedziałam, w czym największy 

problem. 

- Ach, tak? 

-  Ano  tak.  Pomyślałam,  Ŝeby  tak  trochę  pana  pchnąć  we  właściwym  kierunku,  a 

najlepiej to zrobić za pomocą uraŜonej dumy, i tyle. 

- Masz szczęście, Betty, Ŝe jestem dzisiaj w takim dobrym humorze. To wszystko, co 

ci powiem. - Owen wziął ciepłą bułeczkę, przekroił i posmarował miodem. 

-  W  dobrym  humorze,  tak?  Czego  to  naleŜyta  kobieta  nie  zrobi  z  męŜczyzną.  A  ta 

pańska Ŝonka jest całkiem w porządku. 

Z tymi słowami Betty wzięła tacę i skierowała się do drzwi. Owen uznał, Ŝe trudno nie 

zgodzić się z tą konkluzją. W dwóch kęsach pochłonął smakowitą bułkę i sięgnął po następną. 

W tym momencie w drzwiach pojawił się, ziewając, Glen Langley. 

- Dzień dobry, Sutherland. Czy masz zamiar sam zjeść te wszystkie bułki? 

- MoŜesz wziąć sobie jedną. 

- Wielkie dzięki. Widzę, Ŝe pan domu jest dziś wyjątkowo łaskawy. 

Glen  usiadł  i  nalał  sobie  kawy.  Owen  zignorował  tę  uwagę,  Ŝując  przez  chwilę  w 

milczeniu. 

- Czy naprawdę chcesz dla mnie pracować? - odezwał się w końcu. 

Glen spojrzał na niego ze zdumieniem. 

- AleŜ broń BoŜe. Bez obrazy, ale nie mogę sobie wyobrazić gorszego szefa. Jedyne, 

czego od ciebie chcę, to propozycji pracy. I chciałbym, Ŝebyś ją złoŜył w obecności Kim. 

background image

- Angie mówi, Ŝe jej nie przyjmiesz. Ale jaką mam gwarancję, Ŝe tak będzie? 

Glen wzruszył ramionami. 

- śadnej. I jeśli powiesz to w obecności świadka, to znaczy twojej siostry, a ja zmienię 

zdanie, to będziesz mieć mnie na karku. 

- Tego właśnie się boję. 

- Doskonale cię rozumiem. Masz wszelkie powody do niepokoju. Mogę cię zapewnić, 

Ŝ

e choćby wszyscy inni przed tobą drŜeli, ja, jako twój pracownik, potrafię ci dać w kość. 

Owen uśmiechnął się lekko, doceniając tę szczerość. 

- Tak, nie wątpię, Ŝe potrafisz. Dlaczego oŜeniłeś się z Kim? 

-  Powód  był  dość  oczywisty.  Zakochałem  się  w  niej  od  pierwszego  wejrzenia. 

Chciałem ją zdobyć jak najszybciej, Ŝeby jej nie stracić. Jak się da kobiecie zbyt duŜo czasu 

do  myślenia,  to  zacznie  wynajdywać  mnóstwo  przeszkód,  które  potem  trudno  pokonać. 

Rozumiesz, co mam na myśli? 

- Chyba tak. - Owen pomyślał o wszystkim, co sam ostatnio przeszedł. 

- No właśnie.  Zorientowałem się  w waszej rodzinnej sytuacji i postanowiłem działać 

szybko. Wiedziałem, Ŝe ty będziesz największą przeszkodą. Namówiłem Kim do ślubu, zanim 

zaczęła się martwić o twoją aprobatę. 

 

- A skąd wiedziałeś, Ŝe jej nie dam? 

-  Jesteś  jej  starszym  bratem,  tak  czy  nie?  Starsi  bracia  rzadko  akceptują  męŜczyzn, 

których  poślubiają  ich  siostry.  Wiem  to  z  własnego  doświadczenia.  Sam  mam  młodszą 

siostrę.  A  na  dodatek,  Kim  dwa  lata  temu  straciła  ojca.  Co  znaczyło,  Ŝe  ty  przejąłeś  i  jego 

rolę, więc sytuacja była dla mnie jeszcze trudniejsza. 

-  I  dlatego  postanowiłeś  ją  uprościć  i  szybko  doprowadzić  Kim  do  ołtarza?  Glen 

spojrzał mu prosto w oczy. 

-  MoŜna  to  tak  nazwać.  Teraz,  oczywiście,  muszę  ponieść  tego  konsekwencje.  Ale 

przynajmniej mam juŜ Ŝonę i mogę poczekać, aŜ przejrzysz. 

- Niech to wszyscy diabli - powiedział Owen. 

- Zgadzam się. Myślę, Ŝe my obaj mamy ze sobą o wiele więcej wspólnego, niŜ ci się 

wydaje, Sutherland. Powiedziałbym, Ŝe działamy bardzo podobnie. 

- Chodzi ci o to, Ŝe szybko osiągamy cel, a potem ponosimy konsekwencje? - Owen 

skończył jeść i skrzyŜował ręce na stole. 

- A czy nie jest tak? - spytał Glen spokojnie. – Mówię o konsekwencjach. O ile wiem, 

nie przyjeŜdŜasz tu raczej, jeŜeli nie musisz. Fakt, Ŝe przywiozłeś do Jade  Lake swoją Ŝonę, 

background image

wiedząc, jak zostanie przyjęta, moŜe znaczyć tylko tyle, Ŝe wpakowałeś się w niezłą kabałę. 

Czy nie chodzi przypadkiem o tę spółkę? Mam rację? 

Owen nie odpowiedział. 

-  Zawrzyjmy  układ.  ZłoŜysz  mi  propozycję,  i  to  dobrą.  Ja  ją  odrzucę  i  zabiorę  stąd 

Kim. Będziesz miał jeden problem z głowy. 

-  A  jeśli  nie  zechce  z  tobą  wyjechać?  -  spytał  Owen  łagodnie.  -  Kim  marzy,  Ŝebyś 

pracował w naszej firmie. 

I jej matka teŜ. 

- To ryzyko, które muszę podjąć. Ale liczę na to, Ŝe ona mnie kocha i wierzy w moją 

miłość. Sądzę, Ŝe zgodzi się oddać naszą przyszłość w moje ręce. 

Owen  zaklął  cicho  i  wyciągnął  się  w  krześle,  wpychając  ręce  do  kieszeni.  Langley 

miał charakter. Miał o wiele więcej charakteru, niŜ się moŜna było spodziewać. Ocena Angie 

okazała  się  mimo  wszystko  słuszna.  Zaczął  podejrzewać,  Ŝe  choć  Angie  nie  znała  się  na 

interesach, to w sprawach stosunków rodzinnych była większym ekspertem od niego. WciąŜ 

jeszcze  nad  tym  rozmyślał,  a  Glen  popijał  kawę,  kiedy  do  jadalni  weszła  Kim.  Podeszła 

prosto do męŜa i pocałowała go lekko, przysuwając sobie krzesło do stołu. 

- Dzień dobry, Owen - powiedziała chłodno. 

- Cześć, Kim. 

- Niezłe widowisko zrobiłeś z siebie wczoraj wieczorem. 

Owen uznał, Ŝe nie warto psuć sobie humoru od samego rana. 

-  Wiesz,  jak  to  jest.  Angie  i  jej  rodzina  reagują  na  wszystko  bardzo  spontanicznie  i 

Ŝ

ywiołowo. My, z drugiej strony, jesteśmy bardzo draŜliwi i potrafimy się wściec, kiedy ktoś 

urazi naszą dumę, prawda? 

Kim spojrzała na niego niepewnie. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? 

- NiewaŜne. - Podjął decyzję. - Miałem właśnie zamiar zaoferować twojemu męŜowi 

stanowisko  naczelnego  inŜyniera  spółki  «Sutherland  i  Townsend».  MoŜe  przystąpić  od  razu 

do  pracy  w  zarządzie  głównym  nad  pierwszym  projektem  naszego  wspólnego  hotelu  nad 

południowym Pacyfikiem, W początkowej fazie budowy będzie to wymagało jego obecności 

na miejscu robót, ale moŜesz mu towarzyszyć. 

 

Widelec Kim opadł z brzękiem na talerz. 

- Owen, mówisz powaŜnie? - Spojrzała na niego ze zdumieniem. - Nie Ŝartujesz? 

Owen przytrzymał wzrokiem spojrzenie Langleya. 

background image

- Wiesz, Ŝe zawsze mówię powaŜnie. Jeśli Glen tylko zechce, ta praca na niego czeka. 

Coś mi mówi, Ŝe świetnie się sprawdzi w spółce «Sutherland i Townsend». 

-  Owen,  to  po  prostu  cudownie!  Nie  poŜałujesz  swojej  decyzji.  -  Kim  skoczyła  na 

równe nogi, obiegła stół i zarzuciła ramiona wokół szyi brata. - Dziękuję ci, Owen. Bardzo ci 

dziękuję. 

Owen kątem oka dojrzał łzy w jej oczach. Uśmiechnął się z trudem. 

-  W  porządku,  mała.  Przynajmniej  tyle  mogę  zrobić  dla  nowego  członka  rodziny, 

prawda? 

-  Prawda  -  roześmiała  się  Kim.  Puściła  go  i  wróciła  tanecznym  krokiem  do  męŜa.  - 

Sam powiedz, czy to nie wspaniale? 

- Wspaniale - przyznał Glen. - Jest tylko jedno małe ale. 

- Jakie? - ściągnęła brwi Kim. 

-  Takie,  Ŝe  dostałem  lepszą  ofertę  z  Seattle.  I  prawdę  mówiąc,  wolę  pracować  nad 

układem  sterowniczym  samolotów  niŜ  nad  układem  hydraulicznym  i  klimatyzacją  hoteli. 

Jestem bardzo wdzięczny twojemu bratu, ale muszę odrzucić jego propozycję. 

- AleŜ Glen... Owen zdecydował, Ŝe naleŜy wkroczyć do akcji. 

-  Moja  propozycja  jest  wciąŜ  aktualna,  Langley  -  powiedział  spokojnie.  -  Nie 

składałbym jej w innym wypadku. Jak powiedziałem, zawsze mówię powaŜnie. 

-  Wiem  -  uśmiechnął  się  Glen.  -  Doceniam  to.  Ale  myślę,  Ŝe  lepiej  będzie,  jeśli 

pojedziemy z Kim do Seattle. 

Owen wstał. 

-  Rozumiem.  Przemyślcie  to  sobie.  Zgadzam  się  na  wszystko,  co  postanowicie.  Do 

zobaczenia później. 

Co  za  piękny  dzień,  pomyślał  Owen  wychodząc  z  domu  w  poranne  słońce.  Jeszcze 

nigdy jezioro nie było tak szmaragdowe. A góry tak malownicze. Spojrzał w okno sypialni i 

zobaczył  Angie  wychyloną  na  świat  w  jedwabnej  koszuli,  z  burzą  płomiennych  włosów  na 

ramionach.  Przesłała  mu  ręką  pocałunek.  Uśmiechnął  się  i  pomachał  do  niej,  nawet  z  tej 

odległości  widząc  jej  rumieniec.  GwiŜdŜąc  wesoło  ruszył  w  stronę  przystani,  zobaczyć,  co 

porabia Jeffers. 

Kiedy Angie weszła do jadalni, Celia stała samotnie przy oknie, trzymając filiŜankę z 

kawą. 

- Dzień dobry, Celio. 

-  Dzień  dobry,  Angie.  -  Celia  odwróciła  się  wolno,  z  niepewnym  uśmiechem  na 

ustach.  -  Przypuszczam,  Ŝe  to  tobie  winni  jesteśmy  podziękowanie  za  nagłą  zmianę  decyzji 

background image

Owena. 

Angie nachyliła się nad koszyczkiem z pieczywem, starannie wybierając bułeczkę. 

- Jaką zmianę decyzji? 

- Kim powiedziała, Ŝe oferował Glenowi stanowisko w firmie. Dobre stanowisko. 

- Naprawdę? Nie masz mi za co dziękować. Nie miałam z tym nic wspólnego. 

-  Trudno  mi  w  to  uwierzyć,  Angie.  Owen  jest  jednym  z  najbardziej  upartych  ludzi, 

jakich  znam.  Ma  to  po  ojcu  -  dodała  Celia  kwaśno.  -  Kiedy  raz  coś  postanowi,  nigdy  nie 

zmienia zdania. Jego duma na to nie pozwala. A dziś rano postąpił dokładnie odwrotnie. 

Angie ugryzła kęs bułki. 

- Owen jest uparty, ale nie jest nierozsądny. 

- MoŜe nierozsądny to niewłaściwe słowo. Lepsze by było nieprzejednany. 

-  Albo  nieubłagany?  Czy  niewzruszony?  Nieugięty?  Niezłomny?  A  czasem  moŜe 

trochę niemądry? 

- Wydaje ci się to wszystko bardzo zabawne, prawda? - spytała Celia spokojnie. 

-  Właściwie  nie.  Przepraszam,  jeśli  moje Ŝartobliwe  podejście  do  sprawy  cię  uraziło, 

Celio. To bez wątpienia jeszcze jedna irytująca cecha Townsendów. 

Celia spojrzała na nią przeciągle. 

-  Bez  wątpienia.  Tak  czy  owak,  jestem  ci  winna  podziękowanie  za  naprawienie 

stosunków między Owenem a Kim. Bardzo boleśnie odczuwałam ich konflikt. To prawda, Ŝe 

Kim  zbyt  pospiesznie  wyszła  za  Glena  i  jego  motywy  mogły  się  wydać  podejrzane.  Ale 

wiedziałam, Ŝe  go  kocha,  a  on  robił  na  mnie  wraŜenie  uczciwego  młodego  człowieka,  który 

szczerze darzy ją uczuciem. 

- Akurat tu się z tobą zgadzam, Celio. Polubiłam Glena. 

- Myślałam, Ŝe kiedy Owen pozna go bliŜej, teŜ go polubi. Ale Kim wyskoczyła z tym 

pomysłem zatrudnienia Glena w firmie i Owen się wściekł. 

-  Pewno  Kim  chciała  go  w  ten  sposób  zmusić,  Ŝeby  zaakceptował  jej  męŜa  - 

zauwaŜyła Angie. - Ale Owena nie moŜna do niczego zmusić. 

- To prawda - westchnęła Celia. - Zapewniam cię, Ŝe był równie uparty i niedostępny 

jako dziecko. Miał trzynaście lat, kiedy wyszłam za mąŜ za jego ojca. I juŜ wtedy uwaŜał się 

za dorosłego. Nigdy nie zaakceptował mnie jako matki. Och, był bardzo uprzejmy i dobrze się 

sprawował, ale zawsze istniał między nami dystans. Owen juŜ jako mały chłopiec był chłodny 

i zamknięty w sobie. 

- Jakoś nie mogę go sobie wyobrazić, jako małego chłopca. 

-  Ja  właściwie  teŜ  nie  -  przyznała  Celia.  -  Kiedy  zjawiłam  się  w  jego  Ŝyciu,  juŜ 

background image

zupełnie nie zachowywał się jak dziecko. Sprawiał raczej wraŜenie młodszej wersji swojego 

ojca.  Od  pierwszej  chwili  dal  mi  do  zrozumienia,  Ŝe  to  on  zostanie  dziedzicem  Hoteli 

Sutherland  i  opiekunem  całej  rodziny.  Przyjął  na  siebie  odpowiedzialność,  zanim  jeszcze 

wiedział, co to oznacza. 

- A ostatnią rzeczą, jakiej pragnął, była nowa matka, tak? - spytała Angie łagodnie. 

Celia odstawiła filiŜankę. 

- Właśnie. Jak mówiłam, był zawsze dla mnie bardzo uprzejmy, ale nigdy nie widział 

we  mnie  matki.  Myślę,  Ŝe  patrzył  na  mnie  jedynie  jak  na  jeszcze  jeden  cięŜar,  który  w 

przyszłości  spadnie  mu  na  barki.  Ale  trzeba  mu  przyznać,  Ŝe  przyjął  tę  odpowiedzialność  i 

wywiązuje się z niej zarówno wobec mnie, jak i wobec pozostałych. Co jak co, ale Owen jest 

bardzo  obowiązkowy  na  swój  własny,  arogancki  sposób  -  zakończyła  Celia  smutnym, 

zrezygnowanym tonem. 

Angie  zamilkła,  szukając  odpowiednich  słów,  kiedy  przez  drzwi  wpadła  Kim  z 

Glenem za plecami. Była radosna i kipiąca Ŝyciem. 

-  Cześć,  Angie.  Właśnie  cię  szukałam,  mamo.  Chciałam  ci  powiedzieć,  Ŝe 

zdecydowaliśmy  się  z  Glenem  wyjechać.  Omówiliśmy  wszystko  i  zrozumiałam,  Ŝe  on  woli 

pracować  przy  samolotach  niŜ  w  hotelarstwie.  Dostał  wspaniałą  ofertę  z  pewnej  firmy  w 

Seattle, prawda, kochanie? 

Glen uśmiechnął się, patrząc na swoją promieniejącą Ŝonę. 

- Myślę, Ŝe to będzie dobra praca. I Ŝe Kim spodoba się w Seattle. 

- Na pewno mi się spodoba - oświadczyła Kim. 

W drzwiach pokazał się Derwin z głębokim marsem na czole. 

-  Co  się  tu,  do  diabła,  dzieje?  Podobno  Owen  zaoferował  ci  stanowisko  głównego 

inŜyniera, Glen? Czy to prawda? 

- Prawda - przyznał Glen wesoło. - Ale odrzuciłem jego propozycję. 

- Co takiego? Chyba nie mówisz powaŜnie? 

-  Jak  najbardziej  powaŜnie.  -  Glen  spojrzał  na  zegarek,  a  potem  na  Kim,  -  Chodźmy 

się lepiej pakować. Twój brat obiecał zawieźć nas motorówką na drugi brzeg do samochodu. 

Mamy przed sobą długą drogę. 

-  Nie  martw  się.  Za  pół  godziny  będę  gotowa.  -  Kim  odwróciła  się  do  Angie  z 

uśmiechem. - Dziękuję ci, Angie. Czuję w tym twoją rękę. Ten mój okropny brat potrafi być 

uparty jak osioł. 

-  Myślę,  Ŝe  po  prostu  jest  trochę  zbyt  nadopiekuńczy  -  mruknęła  Angie.  - 

Zaobserwowałam  tę  samą  cechę  u  mojego  brata,  Harry'ego.  Starsi  bracia  często  się  tak  za-

background image

chowują wobec swoich młodszych sióstr. 

-  MoŜe  masz  rację  -  pokiwała  głową  Kim.  -  Nigdy  mi  to  nie  przyszło  go  głowy. 

UwaŜałam, Ŝe Owen jest po prostu władczy i arogancki. - Podeszła do Angie i uścisnęła ją. - 

Wiesz, cieszę się, Ŝe będziemy mieć cię w rodzinie. 

- Dziękuję - powiedziała Angie, wzruszona i zaskoczona tym odruchem serdeczności. 

Glen roześmiał się cicho. 

- Coś mi mówi, Ŝe wiele rzeczy się tu zmieni. Do zobaczenia na następnym zjeździe 

rodzinnym, Angie. - Pocałował ją w policzek, szepcząc: - Dzięki, to twoja zasługa. 

- Wcale nie - zaprotestowała szybko, ale on juŜ jej nie słuchał. Kiwnął  głową Celii i 

Derwinowi i pociągnął Kim do drzwi. 

Derwin odprowadził ich chmurnym wzrokiem. 

-  Nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  ten  chłopak  odrzucił  taką  dobrą  ofertę  pracy  w  Hotelach 

Sutherland. 

- MoŜe to i lepiej - powiedziała Celia. - Młoda para powinna sama stanąć na nogi po 

ś

lubie. Daje jej to poczucie niezaleŜności. Tak naprawdę, to Kim tylko chciała mieć pewność, 

Ŝ

e  Owen  zaakceptował  Glena.  Teraz  jest  zadowolona.  I  w  gruncie  rzeczy  to  się  najbardziej 

liczy, nie uwaŜasz, Derwin? 

-  Mnie  nikt  nigdy  nie  oferował  Ŝadnej  pracy  w  firmie  -  sarknął  Derwin.  -  Nawet 

gońca. - Odwrócił się, łypiąc wściekle na Angie. - To twoja sprawka, tak? 

- Daj spokój, Derwin - wtrąciła Celia szybko. 

-  To  jej  sprawka.  I  jeśli  o  mnie  chodzi,  to  chciałbym  wiedzieć,  co  się  tu  właściwie 

dzieje.  Wszyscy  byliśmy  świadkami  tego  widowiska  z  epoki  jaskiniowców,  jakie  Owen 

zafundował  nam  wczoraj  wieczorem.  Nigdy  w  Ŝyciu  nie  widziałem  nic  równie  gorszącego. 

MoŜe  takie  zachowanie  jest  typowe  dla  Townsendów,  ale  na  pewno  zupełnie  nie  pasuje  do 

Owena. To wszystko są jej sztuczki. 

-  Proszę  cię,  Derwin  -  powiedziała  Celia.  Zignorował  ją,  dalej  przeszywając  Angie 

wściekłym wzrokiem. 

- Usidliłaś Owena, ot co. Doprowadziłaś do tego, Ŝe zrobił z siebie głupca na oczach 

całej rodziny. A teraz jeszcze zaczynasz się wtrącać do naszych spraw. Ty coś knujesz, jestem 

pewien. 

- Derwin - przerwała Celia, tym razem ostro. - Dość juŜ. 

-  Moim  zdaniem  to  dopiero  początek.  -  Derwin  rzucił  serwetkę  i  sztywnym  krokiem 

skierował się do drzwi. - Nie naleŜy ufać Townsendom. Zawsze spiskują. Wykorzystują ludzi. 

Sama zobaczysz, Celio. Zapamiętaj moje słowa. Owen jeszcze poŜałuje, Ŝe się z nią oŜenił. 

background image

Po jego wyjściu zapadła niemiła cisza. Celia uśmiechnęła się przepraszająco. 

-  Bardzo  mi  przykro,  Angie.  Derwin  i  Helen  są  strasznie  zawzięci.  Ludzie  niełatwo 

zmieniają zdanie, a oni nienawidzą Townsendów od wieków. 

- Chciałabym wiedzieć, dlaczego. - Angie spojrzała pytająco na Celię. - Czy ty wiesz? 

Celia potrząsnęła głową. 

-  Właściwie  nie.  Tylko  tyle,  Ŝe  wszystko  zaczęło  się  przy  próbie  pierwszej  spółki 

między  obiema  firmami.  Nie  byłam  jeszcze  wtedy  Ŝoną  ojca  Owena,  więc  nie  znam 

szczegółów. W kaŜdym razie cała sprawa zostawiła po sobie przykry osad. Przyznaję, Ŝe i ja z 

poczucia  lojalności  byłam  nastawiona  wrogo  wobec  twojej  rodziny,  chociaŜ  z  nikim  z  was 

oprócz ciebie dotąd się nie zetknęłam. 

- Jesteśmy całkiem sympatyczni, jak się nas bliŜej pozna. 

Zanim Celia zdąŜyła odpowiedzieć, w drzwiach ukazał się Owen. 

-  Dzień  dobry,  Celio.  Widziałaś  Angie?  Ach,  tu  jesteś,  kochanie,  -  Oczy  mu  się 

rozjaśniły. - Właśnie cię szukałem. Za parę minut odwoŜę do miasteczka Kim i Glena. MoŜe 

byś  tymczasem  poprosiła  Betty,  Ŝeby  nam  znów  przygotowała  jedzenie  na  piknik? 

Popłyniemy  sobie  później  na  wycieczkę  i  pokaŜę  ci  parę  wysepek  na  południowym  krańcu 

jeziora. 

- Dobrze - zgodziła się Angie. - Kiedy wrócisz? 

-  Po  odprowadzeniu  Kim  i  Glena  muszę  wpaść  do  sklepu  z  narzędziami  po  parę 

rzeczy dla Jeffersa. Powinienem być z powrotem za jakieś dwie godziny. 

- Doskonale. 

Angie  zaczerwieniła  się  pod  jego  spojrzeniem.  Wiedziała,  co  Owen  chce  robić  na 

jednej  z  tych  wysepek.  Gorące  wspomnienia  zeszłej  nocy  przepełniły  ją  rozkosznym  ocze-

kiwaniem. 

- Do zobaczenia - Owen ruszył do drzwi. 

- Owen! - zawołała za nim Celia. 

- Tak? - Odwrócił się. 

- Dziękuję. 

- Za co? Za ofertę pracy dla Langleya? Nie ma o czym mówić. I tak ją odrzucił. 

- Ale to znaczyło bardzo duŜo dla Kim. I dla mnie. Owen zawahał się chwilę, a potem 

kąciki ust podniosły mu się w lekkim uśmiechu. 

- Glen jest w porządku. Ojciec by go polubił. Facet ma charakter. 

Owen  zakotwiczył  motorówkę  w  małej  zatoczce  przy  jednej  z  wysepek  na 

południowym krańcu jeziora. Angie zmierzyła wzrokiem odległość do brzegu. 

background image

- Tu nie jest głęboko. Podwiń dŜinsy i zdejmij buty 

- poradził. - Chyba Ŝe chcesz, Ŝebym cię zaniósł na brzeg? 

- Dam sobie sama radę. Ty weź koszyk. 

Widok  jej  gołej  nogi  przerzuconej  przez  burtę  wywołał  w  nim  falę  przyjemnych 

wspomnień  z  zeszłej  nocy.  Nie  mógł  się  juŜ  doczekać,  Ŝeby  znów  wziąć  swoją  Ŝonę  w  ra-

miona.  Angie  podniosła  wzrok  i  widząc  jego  gorące  spojrzenie,  oblała  się  pąsowym 

rumieńcem. Szybko spuściła oczy, koncentrując się na swoich stopach. Owen dojrzał blask jej 

obrączki w promieniach słońca i poczuł, jak rozpiera go duma posiadacza. 

- Myślałam, Ŝe przypłynęliśmy tu na drugie śniadanie. 

- Angie wskoczyła do wody i skierowała się do brzegu. 

-  Przypłynęliśmy  tu  dla  przyjemności  w  szerokim  znaczeniu  tego  słowa.  -  Owen 

zarzucił  sobie  na  ramię  koszyk  z  jedzeniem,  czując  się  lekko  i  radośnie  jak  nigdy  dotąd.  - 

Poza tym juŜ za późno na drugie śniadanie. Będzie to raczej podwieczorek. 

- Wszystko przez to, Ŝe tak późno wróciłeś z miasteczka - przypomniała mu Angie. 

-  Jest  coś  takiego  w  sklepach  z  narzędziami,  Ŝe  jak  raz  się  tam  wejdzie,  to  zaraz 

przychodzi  do  głowy  cała  masa  rzeczy,  które  chce  się  kupić.  A  ja  przecieŜ  nawet  nie  lubię 

majsterkować, tak jak Derwin. I do tego prawie nigdy nic sam w domu nie naprawiam. 

-  Wszyscy  męŜczyźni  są  tacy  sami.  Widziałam,  jak  ojciec  i  Harry  przewracali  taki 

sklep  do  góry  nogami.  -  Wyszła  na  małą,  kamienistą  plaŜę,  podziwiając  porośniętą 

paprociami grotę. - Jaki piękny widok! 

- Piękny - zgodził się Owen, patrząc na jej płomienne włosy, prześwietlone słońcem. 

Ciekaw  był,  czy  uda  mu  się  jak  najszybciej  skłonić  ją  do  kochania.  Postanowił  spróbować 

szczęścia. 

Usiedli  na  małej  polance  pod  drzewem  i  Angie  zaczęła  rozpakowywać  zawartość 

koszyka. 

-  Betty  tym  razem  przeszła  samą  siebie.  Patrz,  pasztet  z  wątróbek,  bagietki,  butelka 

francuskiego wina. 

Owen z uśmiechem rozciągnął się obok na kocu. 

- Chciała, Ŝeby to był romantyczny posiłek kochanków. Nie mam nic przeciwko temu. 

- PołoŜył rękę na jej udzie. - Muszę przyznać, Ŝe sam czuję się bardzo romantycznie. 

- To znaczy, Ŝe czujesz się gotów do uprawiania miłości - roześmiała się Angie. 

- Co za róŜnica? 

Pieszczotliwym  gestem  przesunął  rękę  wyŜej.  Nawet  przez  materiał  czuł  ciepło  i 

miękkość jej ciała. Pochylił się i pocałował ją w kolano. Kiedy podniósł głowę, zobaczył jej 

background image

oczy  przepełnione  uczuciem.  Uśmiechnął  się  zachęcająco,  czekając  na  wyznanie,  Ŝe  go 

kocha. 

- Czy udało ci się dostać to, co chciałeś? - spytała Angie, rozpakowując pasztet. 

- Co takiego? - zdumiał się Owen, zaszokowany nagłą zmianą tematu. 

- Mówię o tych częściach, które miałeś kupić dla Jeffersa. 

-  Ach,  tak.  Dostałem  je.  -  Patrzył,  jak  Angie  pieczołowicie  rozsmarowuje  pasztet  na 

kawałku bagietki - Wiesz, właściwie wcale nie jestem głodny. 

- Na pewno? 

- Na pewno. - Wyjął bułkę i nóŜ z jej ręki i powiedział: - Chodź tu. 

- PrzecieŜ jestem - szepnęła. 

- BliŜej. 

PołoŜył  ją  na  kocu  i  wsunął  nogę  między  jej  uda.  Objęła  go  ramionami,  obserwując 

spod  rzęs.  Jej  uśmiech  był  czuły  i  zachęcający,  odwieczny  uśmiech  kobiety,  mówiącej 

męŜczyźnie, Ŝe naleŜy do niego. Owen poczuł, jak jego ciało wypełnia się poŜądaniem. 

- Owen? 

- Nie martw się, kochanie. Tym razem nikt nas nie widzi. Jesteśmy dobrze schowani. 

Przywarł do jej ust i kanapki z pasztetem poszły w zapomnienie. Po chwili leŜała pod 

nim naga, a on wsunął się głęboko w jej gorące, pulsujące ciało, czując, jak Angie przywiera 

do  niego,  jak  cała  się  wokół  niego  zaciska.  Jej  paznokcie  wbijały  mu  się  w  plecy.  Podniósł 

głowę patrząc zachłannie, jak drŜy w jego ramionach, a jej ciche jęki miłosnego zapamiętania 

były  najrozkoszniejszym  dźwiękiem,  jaki  kiedykolwiek  słyszał.  Sam  będąc  juŜ  na  granicy 

wytrzymałości,  zdał  sobie  nagle  sprawę,  Ŝe  na  coś  podświadomie  czeka.  Ale  krótkie, 

gwałtowne  skurcze  głęboko  w  ciele  Angie  nieuchronnie  doprowadziły  go  do  ekstazy. 

Zapomniał,  na  co  czekał,  dlaczego  wstrzymywał  ostateczny  moment  spełnienia.  Dal  się 

ponieść  gorącej  burzy  zmysłów,  dając  wyraz  swojemu  upojeniu  ochrypłym  okrzykiem 

triumfu i rozkoszy. 

Dopiero  kiedy  leŜał  juŜ  później  spokojnie,  wciąŜ  jeszcze  okryty  potem,  przypomniał 

sobie, na co czekał w tych ostatnich sekundach zbliŜenia. Chciał usłyszeć wyznanie Angie, Ŝe 

go kocha. Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, Ŝe nie powiedziała mu tego ani razu, odkąd 

zostali  kochankami.  Ale  czul  się  teraz  zbyt  rozluźniony  i  szczęśliwy,  Ŝeby  się  tym  dręczyć. 

Zamknął oczy i zapadł w błogą drzemkę... 

Kiedy  się  obudził,  Angie  siedziała  nad  koszykiem,  kontynuując  robienie  kanapek. 

Tym  razem  bagietka  z  pasztetem  wydala  mu  się  czymś  bardzo  poŜądanym.  Poczuł,  Ŝe  jest 

wściekle głodny. 

background image

- Mógłbym zjeść konia z kopytami - powiedział. 

- To się pospiesz, jeśli chcesz, Ŝeby coś jeszcze dla ciebie zostało. Ja teŜ mam niezły 

apetyt. 

Owen w dwóch kęsach przełknął podaną kanapkę i sięgnął po wino. 

- Wiesz, Angie, tak sobie o czymś myślę. 

- Ostrzegałam cię przed tym. 

Uśmiechnął się, będąc w zbyt dobrym nastroju, Ŝeby się obraŜać. 

-  MoŜe  byśmy  skończyli  nasz  miesiąc  miodowy  gdzie  indziej?  -  Rozlał  wino  do 

dwóch szklanek i podał jej. 

- Sądziłam, Ŝe chcesz mnie odizolować, Ŝebym nie zaszkodziła sprzedaŜy akcji. 

- To był tylko pretekst - przyznał. - Mogłem cię dostatecznie odizolować od prasy w 

moim hotelu. Ostatecznie, jestem szefem. 

- Więc dlaczego upierałeś się, Ŝeby tu przyjechać? 

-  Wpadłem  na  myśl,  Ŝe  jak  zobaczysz  mnie  w  otoczeniu  reszty  Sutherlandów, 

poczujesz  się  w  obowiązku  stanąć  po  mojej  stronie.  -  Uśmiechnął  się.  -  NaleŜysz  do  tych, 

którzy  zawsze  bronią  słabszych.  Więc  myślałem,  Ŝe  kiedy  zobaczysz,  jak  się  mają  sprawy, 

między mną a moją rodziną, zrobi ci się przykro i przypomnisz sobie, co naprawdę do mnie 

czujesz. 

- Rozumiem. 

- MoŜe nie wszystko przebiegło całkiem zgodnie z planem, ale ostatecznie dobrze się 

skończyło.  -  Rzucił  jej  wymowne  spojrzenie.  -  I  co,  Angie,  pamiętasz  jeszcze,  co  do  mnie 

czujesz? 

Angie  podciągnęła  kolana  pod  brodę  i  oplotła  je  rękami.  Patrzyła  na  niego  w 

zamyśleniu. 

- ZaleŜy ci na tym, Ŝeby nasze małŜeństwo było udane, prawda? 

- Oczywiście! 

- Mnie teŜ - kiwnęła głową. Uśmiechnął się z satysfakcją. 

- Wiem. Zawsze to wiedziałem. Potrzebowałaś trochę czasu, Ŝeby przezwycięŜyć swój 

gniew. I strach, Ŝe zostałaś wykorzystana. Częściowo była to moja wina. MoŜe nie dałem ci 

szansy, Ŝebyś poznała mnie lepiej przed ślubem. Chciałem jak najszybciej zaprowadzić cię do 

ołtarza.  Gdyby  nasze  narzeczeństwo  trwało  dłuŜej,  czułabyś  się  przy  mnie  bardziej 

bezpiecznie. 

- Chyba masz rację. Teraz znam cię o wiele lepiej - powiedziała Angie powaŜnie. 

- Coś takiego... - Pochylił się nad nią i pocałował z uśmiechem. - Miałem nadzieję, Ŝe 

background image

jak nasze małŜeństwo stanie się normalne, dojdziesz do tego wniosku. - Jesteś bardzo pewny 

siebie, prawda, Owen? Roześmiał się cicho. 

-  Nie  mam  zamiaru  na  to  odpowiadać.  To  jedno  z  tych  pytań,  które  do  niczego  nie 

prowadzą.  Ale  jeśli  cię  to  pocieszy,  to  przyznaję,  Ŝe  udało  ci  się  wprowadzić  nieco 

zamieszania  do  moich  wspaniałych  planów  na  miesiąc  miodowy.  Teraz  jednak  moŜna  by 

powrócić do naszej pierwotnej koncepcji podróŜy poślubnej, nie sądzisz? 

- Jak chcesz. 

-  To  wszystko,  co  masz  do  powiedzenia?  -  Spojrzał  na  nią  z  niedowierzaniem.  -  Nie 

mów mi, Ŝe ci się spodobało w Jade Lake? 

- Tego nie twierdzę. Ale muszę przyznać, Ŝe dowiedziałam się o tobie więcej w ciągu 

ostatnich paru dni tutaj niŜ przedtem przez trzy miesiące. 

To go zezłościło. 

- Nieprawda. Po prostu tutaj wreszcie zmądrzałaś, i tyle. 

- Jeśli tak uwaŜasz. 

Owen spostrzegł, Ŝe jego dobry humor zaczyna go opuszczać. 

- Angie, co jest z tobą? Zwariowałaś, czy co? 

-  Nie,  nie  zwariowałam.  Zastanawiałam  się  tylko  ostatnio  nad  tym  i  owym.  -  Oparła 

podbródek  na  skrzyŜowanych  kolanach.  -  Oboje  postanowiliśmy  dać  naszemu  małŜeństwu 

szansę. 

-  Nic  podobnego  -  obruszył  się.  -  Nie  mówiłem  o  Ŝadnej  szansie.  Od  początku 

twierdziłem, Ŝe nasze małŜeństwo będzie udane i trwałe. Koniec, kropka. 

Kiwnęła zgodnie głową. 

- Myślę, Ŝe istnieje taka moŜliwość. 

- MoŜliwość? 

- No tak, jest sporo spraw, które nas łączy. Po pierwsze, silny pociąg fizyczny. 

- To nie ulega wątpliwości. - Owen upił łyk wina. 

-  Poza  tym,  więź  materialna  wynikająca  ze  spółki.  Najpierw  byłam  zła,  ale  teraz 

doszłam  do  wniosku,  Ŝe  wspólnota  interesów  moŜe  być  czynnikiem  umacniającym  nasz 

związek. 

- Do cholery, Angie - rozzłościł się Owen - nasze interesy nie mają nic  wspólnego z 

naszym związkiem! 

-  AleŜ  mają  -  tłumaczyła  mu  cierpliwie,  jakby  przemawiała  do  upartego  dziecka.  - 

Sam powiedziałeś, Ŝe nigdy byśmy się nie poznali, gdyby nasze rodziny nie prowadziły sieci 

hoteli. Nie martw się, zaczynam to postrzegać jako punkt na korzyść naszego małŜeństwa. 

background image

- Angie, czy mogłabyś juŜ z tym skończyć? 

- Dlaczego tak się denerwujesz, Owen? - Spojrzała na niego niewinnie. - Czy mówię 

coś nie po twojej myśli? 

- Przestań juŜ drąŜyć sprawę interesów naszej spółki - rzucił przez zaciśnięte zęby. Co 

ona znowu, u licha, knuje? - Nie na tym się będzie opierać nasz związek! 

- A na czym? 

- Na wielu innych rzeczach. 

- Jak pociąg fizyczny? JuŜ o tym mówiłam. 

-  Nie  tylko  -  mruknął.  -  Na  uczuciu.  Wzajemnym  szacunku,  wspólnych 

zainteresowaniach. - Twojej miłości do mnie, dodał w duchu. 

- Mówiłam juŜ o wspólnych zainteresowaniach. Na przykład hotelarstwo. 

- Nie chodzi mi o hotelarstwo. Uśmiechnęła się dobrotliwie. 

- No dobrze. A wiec pikniki. Wygląda na to, Ŝe oboje lubimy pikniki. 

- Łączy nas coś więcej, o wiele więcej. 

- Na przykład, co? 

Owen czuł się, jakby go przypierano do muru. 

- Zaufanie. Przywiązanie. Poczucie odpowiedzialności. 

- Tak, myślę, Ŝe masz rację. To wszystko bardzo cenne i waŜne rzeczy. 

- No właśnie. - Ale ani w połowie tak waŜne i cenne, jak twoja miłość do mnie, myślał 

z  rozpaczą.  Dlaczego  tego  nie  powiesz,  Angie?  Dlaczego  nie  mówisz,  Ŝe  mnie  kochasz? 

Jesteśmy  małŜeństwem.  Prawdziwym  małŜeństwem.  Ale  nie  powiedziałaś  tych  słów,  odkąd 

zostaliśmy kochankami. 

- Owen? Czy coś się stało? 

-  Co  się  miało  stać?  -  Uśmiechnął  się  z  trudem.  -  Po  prostu  jestem  sam  na  wyspie  z 

kobietą, którą... 

- Tak? 

Spojrzał  na  nią  i  zobaczył  w  jej  turkusowych  oczach  wyraz  pełnego  nadziei 

wyczekiwania. Rozzłościło go to. Wiedział, na co czeka. Na nieszczęście dla Angie, czytał w 

niej  jak  w  otwartej  księdze.  Jeśli  sobie  wyobraŜa,  Ŝe  wmanewruje  go  w  składanie  zaklęć 

miłosnych,  to  się  grubo  myli.  Nikt  nie  będzie  manipulować  Owenem  Sutherlandem.  Ojciec 

nauczył go, Ŝe to oznaka słabości. 

-  Jestem  sam  na  wyspie  z  kobietą,  którą  poślubiłem  -  dokończył  gładko.  -  Bardzo 

korzystna sytuacja, nie uwaŜasz? 

Przyciągnął ją do siebie, kładąc sobie na piersi. Słońce prześwietliło jej rude włosy, a 

background image

słodki  cięŜar  ciała  wzbudził  w  nim  na  nowo  poŜądanie.  Zapomniał  o  gniewie,  w  chwili  gdy 

dotknął  jej  ust.  Była  jego  Ŝoną  i  kochała  go,  jak  Ŝadna  inna  kobieta,  choć  moŜe  duma  nie 

pozwalała jej tego w tym momencie przyznać. Rozumiał to i postanowił poczekać. Wiedział, 

Ŝ

e Angie prędzej czy później się podda i zrezygnuje z cichej wojny, którą ogłosiła. 

Angie  teŜ  rozumiała  jego  dumę  i  była  zdecydowana  poczekać.  Na  drugi  dzień  rano 

stała  na  brzegu  jeziora,  odprowadzając  wzrokiem  motorówkę  z  Owenem  zmierzającym  do 

miasteczka,  Ŝeby  wymienić  w  sklepie  którąś  z  części  kupionych  wczoraj  dla  Jeffersa.  Co 

prawda,  Jeffers  gotów  był  sam  to  zrobić,  ale  Owen  najwyraźniej  nie  mógł  juŜ  usiedzieć  w 

Jade  Lake  i  zaczynał  się  wyrywać  z  wyspy.  Gdy  poprzedniego  dnia  wspomniał  o  spędzeniu 

reszty  miodowego  miesiąca  gdzie  indziej,  ona  sama  sprowadziła  rozmowę  na  inne  tory 

nieudolną próbą sprowokowania go do wyznań miłosnych. 

Ś

ciągnęła  usta  na  to  wspomnienie.  Ten  człowiek  był  uparty  jak  osioł.  Najwyraźniej 

wystarczała  mu  jej  miłość  i  nie  miał  zamiaru  sam  poddawać  się  takiemu  niebezpiecznemu 

uczuciu. Jak cała jego rodzina Owen nie był zbyt wylewny. 

Rozumiała  jego  zahamowania  i  zamknięcie  w  sobie.  Stracił  matkę  we  wczesnym 

dzieciństwie,  a  ojciec  wychowywał  go  na  silnego  człowieka,  o  przywódczych  instynktach  i 

władczym usposobieniu, które to cechy miały Owenowi pomóc w pełnieniu roli spadkobiercy 

rodzinnego imperium. 

Celia zbyt późno wkroczyła w jego Ŝycie, Ŝeby cokolwiek zmienić, W wieku trzynastu 

lat Owen miał juŜ jasno wytyczoną ścieŜkę Ŝyciową. Tak czy owak wkrótce Celia zajęła się 

własną córką i z chęcią przekazała opiekę nad nim ojcu. 

Helen i Derwin zaś byli zbyt rozgoryczeni swoją niską pozycją w hierarchii rodzinnej, 

Ŝ

eby  przejmować  się  chłopcem,  który  miał  objąć  stanowisko  po  ojcu  i  być  ich  prawnym 

opiekunem. JuŜ wtedy musieli czuć do niego niechęć. 

Odwróciła się na odgłos kroków. Szurając nogami po poszyciu z igieł, zbliŜał się do 

niej Derwin. 

- Dzień dobry - powiedział chłodno. - Ładny dzień. 

- Tak, bardzo ładny. 

-  Widzę,  Ŝe  Owen  juŜ  jest  w  drodze.  Słyszałem,  jak  mówił,  Ŝe  wybiera  się  do  Jade. 

Pewno zajmie mu to ze dwie godziny. 

-  Chyba  tak.  Wspominał  coś  o  kluczach  francuskich  i  jakichś  zaworach.  Ale  jak 

wejdzie do sklepu, na pewno przypomni mu się jeszcze wiele rzeczy, które naleŜałoby kupić. 

- Na pewno - zgodził się Derwin. Ściągnął krzaczaste brwi i nie przestając wpatrywać 

się w jezioro, powiedział: - Ktoś tu do nas płynie. 

background image

-  Ciekawe,  kto?  -  zainteresowała  się  Angie.  Kilkunastoletni  chłopak  w  malej 

motorówce zbliŜył się do brzegu i zwinął ręce w trąbkę przy ustach. 

- Mam wiadomość dla pani Sutherland! - krzyknął. 

- To ja! 

-  Od  kogoś,  kto  pracuje  dla  pani  brata!  Mówi,  Ŝe  to  waŜne!  Chce  się  z  panią  zaraz 

widzieć! Prosił, Ŝebym panią przywiózł! 

Nagły strach chwycił Angie kleszczami za serce. 

- Niech pan podpłynie do pomostu! - krzyknęła i zaczęła biec w stronę przystani. 

- Powiedział, Ŝe nazywa się Rawlings i pracuje dla Harry'ego i Palmera Townsendów. 

To  wszystko,  co  wiem,  proszę  pani.  Prosił,  Ŝebym  panią  przywiózł,  bo  musi  zaraz  z  panią 

porozmawiać. Podobno nie moŜe się do pani dodzwonić. 

Angie spojrzała na Derwina, który przyszedł za nią do przystani. 

- Czy wiesz coś o telefonach od pana Rawlingsa? Derwin skrzywił się kwaśno. 

- Nie. Ale Betty miała przełączać wszystkie rozmowy do Owena, jeśli pamiętasz. Nie 

wolno nam nawet odbierać telefonów we własnym domu. 

Dopiero  teraz  Angie  przypomniała  sobie  instrukcje  Owena.  Myślała,  Ŝe  je  cofnął, 

odkąd zostali kochankami, ale właściwie dlaczego miałby to robić, pomyślała ponuro, skoro 

według niego nic się właściwie między nami nie zmieniło? 

Oczywiście, Ŝe się zmieniło. Jeśli ten głupi, nadęty, uparty osioł nie chce przyjąć tego 

do wiadomości, to juŜ ona mu pokaŜe! 

-  Dobrze,  pojadę  z  tobą.  -  Angie  wskoczyła  do  motorówki.  -  Derwin,  powiedz  w 

domu, Ŝe niedługo wrócę. Jak się nazywasz? - krzyknęła poprzez ryk motoru. 

- Dave. Dave Markel. Mieszkam w miasteczku od urodzenia. 

- To pewno dobrze znasz Sutherlandów? Chłopak wzruszył ramionami. 

- Tyle, Ŝeby się ukłonić na ulicy. Oni się z nikim nie zadają. Trzymają się na uboczu. 

Nie  wiedziałem  nawet,  Ŝe  Owen  Sutherland  się  oŜenił,  dopóki  ten  Rawlings  nie  spytał  o 

panią. Szukał kogoś, Ŝeby po panią pojechał. 

Dobili do brzegu. Motorówka Owena kołysała się przy pomoście, ale jego samego nie 

było nigdzie widać. 

- Gdzie on jest, ten Rawlings? 

- Czeka tu w kawiarni na przystani. 

Nietrudno  było  wypatrzyć  Rawlingsa  w  małym  pomieszczeniu  barowym  na  końcu 

mola. Był jedynym męŜczyzną w krawacie, doskonale dobranym do kosztownego  garnituru. 

Na widok Angie wstał i uprzejmie zaprosił ją do zajęcia miejsca przy stoliku. 

background image

- Czy coś się stało, panie Rawlings? Podobno pracuje pan dla mojego brata? 

Rawlings przesłał jej czarujący uśmiech. 

- Niezupełnie. Przyznaję, Ŝe tak powiedziałem, ale tylko dlatego Ŝe chciałem tu panią 

jak najszybciej sprowadzić i nie mogłem wymyślić nic innego. Próbowałem porozumieć się z 

panią, ale nikt nie odbierał telefonów. 

- Ach, tak... - Angie zmarszczyła brwi. - Kim pan właściwie jest i dlaczego chciał się 

pan ze mną widzieć? 

Rawlings odsunął filiŜankę z kawą i nachylił się ku niej przez stół, przygwaŜdŜając ją 

wzrokiem. 

- Będę z panią szczery. Reprezentuję grupę inwestorów, którzy chcą kupić duŜą część 

akcji spółki «Sutherland i Townsend». 

- Co to ma wspólnego ze mną? 

-  Nie  owijając  w  bawełnę,  doszły  mnie  niepokojące  słuchy,  Ŝe  pani  małŜeństwo  z 

Sutherlandem  to  kompletna  fikcja.  Jak  plotka  głosi,  ta  spółka  wkrótce  się  rozleci.  Ludzie 

mówią, Ŝe wrogość między waszymi rodzinami wcale nie wygasła i Owen Sutherland nie da 

rady tuszować tego dłuŜej niŜ rok. 

Angie zesztywniała. 

- To śmieszne. Skąd pan wziął te rewelacje? 

- Jak juŜ mówiłem, krąŜą takie plotki. - Rawlings wzruszył ramionami. - Niech mnie 

pani  zrozumie.  Moi  klienci  są  gotowi  zainwestować  w  to  przedsięwzięcie  duŜe  pieniądze. 

Jeśli spółka okaŜe się niepewna, mogą stracić sporą gotówkę. 

-  Zwabił  mnie  pan  tutaj,  Ŝeby  się  dowiedzieć,  czy  moje  małŜeństwo  będzie  trwałe  i 

zagwarantuje trwałość spółki? - spytała Angie z niedowierzaniem. 

- Powiedzmy, Ŝe chcę wyjaśnić sytuację. Jeśli to wszystko było ukartowane dla celów 

reklamowych,  to  naturalnie  spółka  moŜe  na  tym  ucierpieć.  Jak  słyszę,  stara  waśń  między 

waszymi rodzinami napsuła wszystkim wiele krwi. 

- Jak pan śmie! - Angie była wściekła. 

- Niech pani zrozumie mój problem. Dawne zadraŜnienia mogą zepsuć interesy. A to 

odbije się niekorzystnie na moich klientach. 

- Doskonale rozumiem pański problem. - Angie wstała i odsunęła krzesło, - Polega on 

na  tym,  Ŝe  słucha  pan  plotek.  Zapewniam,  Ŝe  te  sekretne  rewelacje  są  nieprawdziwe.  W 

przeciwieństwie  do  mojego  małŜeństwa.  A  ponadto  uwaŜam  pańskie  kłamstwa  i  metody 

działania za oburzające. Jeśli o mnie chodzi, to nie zaleŜy mi szczególnie, Ŝeby pańscy klienci 

inwestowali w naszą firmę. 

background image

- Niech się pani nie denerwuje. - Rawlings ruszył za nią do wyjścia. - Chciałem tylko 

wybadać, co się kroi. 

W tym momencie drzwi kawiarni się otworzyły i stanął w nich Owen. Jednym rzutem 

oka ogarnął sytuację i w dwóch skokach znalazł się przy Angie, przyciągając ją do siebie. W 

jego oczach czaiły się zimne błyski. 

- Co się tu dzieje? 

- To jest pan Rawlings - powiedziała Angie szybko. - Reprezentuje grupę inwestorów, 

którzy są zainteresowani akcjami spółki "Sutherland i Townsend". 

-  Wiem,  kim  on  jest.  -  Owen  mocno  przycisnął  ją  do  boku.  -  Jeśli  ma  pan  jakieś 

pytania, to proszę zwrócić się do mnie. Moja Ŝona nie zajmuje się interesami. 

- Nie ma się co złościć, panie Sutherland. Wykonuję tylko swoją pracę. Wie pan, jak 

to jest. Interes to interes. 

- Niech pana wszyscy diabli! Jestem w podróŜy  poślubnej. Nie interesuje mnie w tej 

chwili rozmowa o interesach. - Owen przesłał Angie porozumiewawczy uśmiech, który nie do 

końca  zgasił  gniew  w  jego  oczach.  Przeniósł  spojrzenie  na  Rawlingsa.  -  I  niech  pan 

zapamięta, Ŝe nie podobają mi się takie metody. MoŜe pańskie stadko rekinów znajdzie sobie 

inny Ŝer. 

-  Niech  pan  tak  nie  mówi,  Sutherland,  Moi  klienci  mają  sporo  gotówki  do 

zainwestowania, a o to chyba panu chodzi. 

-  Spółka  «Sutherland  i  Townsend»  obejdzie  się  bez  pańskich  klientów.  Akcje  będą 

rozchwytywane,  kiedy  ukaŜą  się  na  giełdzie,  i  dobrze  pan  o  tym  wie.  Pańskie  wysiłki,  Ŝeby 

obniŜyć ich cenę, na nic się nie zdadzą. A teraz niech się pan wynosi, zanim wyląduje pan w 

jeziorze. 

- Działam w oparciu o wiarygodne informacje. I mam prawo wiedzieć, co się za tym 

kryje. Ciągle słyszę, Ŝe spór między waszymi rodzinami wcale nie został zakończony. 

- Owszem, został. Moja Ŝona i ja przyczyniliśmy się do tego. Prawda, skarbie? 

Spojrzał  znacząco,  zaciskając  palce  na  jej  ramieniu.  Angie  przywołała  na  twarz 

anielski uśmiech czułej Ŝony w podróŜy poślubnej. 

- Jak najbardziej, kochanie. 

- Tamta historia to juŜ stare dzieje - powiedział Owen lekko. - A poza tym nigdy nie 

była to Ŝadna zaŜarta waśń. 

Raczej chwyt reklamowy  dla obu firm. Dobrze się nam przysłuŜył w przeszłości, ale 

teraz  czasy  się  zmieniły.  Hotele  Sutherland  i  Pensjonaty  Townsend  szybciej  się  rozwiną 

działając razem. 

background image

- Słyszałem coś zupełnie innego - mruknął Rawlings. 

-  To  źle  pan  słyszał  -  uciął  Owen,  -  A  teraz  pójdziemy  juŜ,  jeśli  pan  pozwoli. 

Spędzamy tu miesiąc miodowy i mamy parę przyjemniejszych rzeczy do roboty niŜ rozmowy 

o interesach. 

Wyszedł  z  kawiarni  nie  oglądając  się  za  siebie  i  bez  słowa  pociągnął  Angie  do 

przystani.  Pomógł  jej  wsiąść  do  motorówki  i  wskoczył  za  nią,  zapalając  motor.  W  chwilę 

później niknęli juŜ w stronę domu. Świadoma jego złego humoru, Angie nie odzywała się. W 

połowie drogi Owen zwolnił szybkość i przerwał ciszę. 

- No więc, co właściwie zaszło? 

- Sam widziałeś. Rawlings chciał wydobyć jakieś informacje o spółce. 

- Tyle wiem. Chodzi mi o to, jak znalazłaś się w tej kawiarni? Kto cię przewiózł przez 

jezioro? 

- W gruncie rzeczy to dość interesująca historia, jak się temu bliŜej przyjrzeć. 

- Nie wątpię. 

- Rawlings wysłał po mnie jakiegoś chłopaka pod pretekstem, Ŝe pracuje dla mojego 

brata i musi się natychmiast ze mną widzieć. 

- Powinienem był wybić mu zęby. 

-  Podobno  próbował  porozmawiać  ze  mną  przez  telefon,  ale  jakoś  nigdy  nie  mógł 

mnie zastać w domu. Czy to prawda, Owen? 

- Nie. Nikt nie dzwonił. - Owen skupił się na podprowadzeniu motorówki do brzegu. 

- Na pewno? 

Gwałtownie uniósł głowę i przeszył Ŝonę ostrym spojrzeniem. 

- Czy znów oskarŜasz mnie o kłamstwo? Angie zaprzeczyła, nie spuszczając z niego 

oczu. 

- Nie. Przyrzekłeś, Ŝe nie będziesz mnie okłamywać. I ja ci wierzę. 

- To świetnie. - Jego gniew trochę zelŜał. - To znaczy Ŝe poczyniliśmy pewne postępy. 

Powinienem być wdzięczny za te drobne oznaki przychylności. Do diabła, Angie, jak mogłaś 

dać się tak nabrać! Twój ojciec i brat mieli rację, Ŝe jesteś naiwna jak dziecko. 

-  Wcale  nie  jestem  naiwna!  -  zirytowała  się  Angie.  -  Gdyby  ktoś  zadał  sobie  trochę 

trudu, Ŝeby o czymkolwiek mnie informować, nie dawałabym się tak łatwo oszukać. Ale nikt 

nic  mi  nie  mówi,  prawda?  Utrzymujecie  mnie  w  stanie  błogiej  nieświadomości,  a  potem  się 

złościcie, kiedy zrobię błąd albo dojdę do fałszywych wniosków. 

-  Nie  da  się  ukryć,  Ŝe  zrobiłaś  błąd,  i  to  duŜy.  Powinnaś  była  wykazać  trochę 

zdrowego rozsądku w tej sytuacji. Mogłaś się domyślić, Ŝe to jakiś podstęp, kiedy  cię nagle 

background image

wzywa nie wiadomo kto, pracujący rzekomo dla twojego brata. 

-  Przestań  mnie  besztać,  Owen.  Zachowałam  się  całkowicie  normalnie  i  racjonalnie, 

biorąc pod uwagę okoliczności. 

- Jakie okoliczności? 

- Ten facet twierdził, Ŝe próbował się ze mną porozumieć telefonicznie, ale ty przecieŜ 

kazałeś Betty łączyć wszystkie rozmowy do ciebie. Dla mojego własnego dobra, oczywiście. 

Bo jestem taka naiwna i tak dalej. 

- Uspokój się, Angie. Podchodzisz do tego bardzo emocjonalnie. 

-  Nic  nie  poradzę.  Taka  juŜ  jestem,  nie  pamiętasz?  A  ponadto  nie  podoba  mi  się  to 

wzywanie na dywanik, jak pracownika, który źle się spisał. 

- Bo teŜ rzeczywiście niezbyt się popisałaś - upierał się Owen. 

- To nie była moja wina. 

- Owszem, była. - Spojrzał na nią z marsem na czole, groŜąc palcem. - Powinnaś mieć 

na  tyle  oleju  w  głowie,  Ŝeby  nie  wsiadać  do  łódki  pierwszego  lepszego  faceta.  A  przede 

wszystkim nie przyjmować tak bezkrytycznie przesłanej ci wiadomości. Powinnaś poczekać, 

aŜ  wrócę,  a  nie  pędzić  na  łeb,  na  szyję  na  spotkanie  z  nie  wiadomo  kim.  Powinnaś  była 

wykazać trochę zdrowego rozsądku, do wszystkich diabłów! 

-  Jesteś  na  mnie  wściekły,  bo  boisz  się,  czy  nie  powiedziałam  czegoś,  co  moŜe 

zaszkodzić sprzedaŜy akcji - mruknęła Angie. 

-  Nic  mnie  akurat  w  tej  chwili  nie  obchodzi  sprzedaŜ  akcji!  Jestem  wściekły,  Ŝe  ten 

gnojek,  Rawlings,  usiłował  cię  wykorzystać,  a  ty  dałaś  się  nabrać  i  zrobiłaś  dokładnie,  co 

chciał. 

Angie dumnie podniosła podbródek. 

- Myślę, Ŝe lepiej odłoŜyć tę rozmowę do czasu, kiedy będziesz w lepszym nastroju. 

- W lepszym nastroju? Chcesz, Ŝebym podchodził do tego bardziej beztrosko? 

- Tak. 

-  To  juŜ  przekracza  wszelkie  granice.  -  Owen  znów  pełną  parą  puścił  motorówkę 

przez  jezioro  i  przekrzykując  ryk  silnika,  odparował:  -  W  jednym  masz  rację.  OdłóŜmy  tę 

rozmowę na później. Jeszcze chwila, a wrzucę cię do wody i będziesz musiała wpław płynąć 

do brzegu! 

Kiedy  przybyli  do  przystani,  Owen  nadal  czul  się  poirytowany,  ale  juŜ  odzyskał 

kontrolę  nad  sobą.  Ze  zdziwieniem  pomyślał,  jak  łatwo  Angie  wpływa  na  zmianę  jego 

nastrojów.  Potrafi  przy  niej  w  jednym  momencie  stracić  chłodne  opanowanie  i  zawrzeć 

męskim gniewem. 

background image

Kiedy  zobaczył  ją  w  tej  kawiarni  z  Rawlingsem,  przepełniła  się  miara  jego  goryczy. 

Cały ranek zŜymał się w duchu na jej głupi upór, Ŝeby nie wyznawać mu miłości. Powiedział 

sobie,  Ŝe  najlepiej  to  przeczekać.  Był  pewien,  Ŝe  ma  rację  -  Angie  jest  zbyt  miękka  i 

uczuciowa,  Ŝeby  długo  wytrzymać.  Prędzej  czy  później  zapomni  się  w  jego  ramionach  i 

wypowie słowa, które tak pragnął usłyszeć. I wtedy juŜ będzie wiadomo, Ŝe wygrał tę małą, 

cichą wojnę. 

- Owen? 

- Tak? 

- Skąd wiedziałeś, Ŝe jestem w tym barze z Rawlingsem? 

Owen  znieruchomiał  przy  cumie.  Później  wyciągnął  rękę,  Ŝeby  pomóc  jej  wyjść  z 

łódki. 

- Powiedział mi to jakiś chłopak w przystani w Jade. 

- Pewno Dave. 

- MoŜe i Dave. A bo co? 

- Zastanawiam się tylko nad tym i owym. PołoŜył ręce na biodrach i wbił w nią wzrok. 

- Nad czym konkretnie się zastanawiasz, Angie? 

- No cóŜ, prawdę mówiąc, przyszło mi do głowy, Ŝe nastąpiła jakaś dziwna zbieŜność 

w czasie. 

- Mów dalej. 

-  Pomyśl,  ty  wyjeŜdŜasz  do  miasteczka  i  dosłownie  w  chwilę  potem  dostaję 

wiadomość, Ŝe ktoś reprezentujący mojego brata chce się ze mną widzieć. 

-  Rawlings  mógł  obserwować  naszą  wyspę  przez  lornetkę.  Jak  zobaczył,  Ŝe 

odpływam, wysłał tego chłopaka wiadomością. Wiedział, Ŝe tylko wtedy zastanie cię samą. 

-  Tak,  to  prawda...  -  Angie  przygryzła  dolną  wargę.  WciąŜ  się  powoływał  na 

dochodzące go plotki. 

- O czym? O dawnym sporze? 

-  Tak.  Twierdził,  Ŝe  spór  jest  nadal  Ŝywy  i  to  martwi  ego  inwestorów,  bo  moŜe 

oznaczać kłopoty w interesach. 

Owen wzruszył ramionami. 

-  Jeśli  się  tak  niepokoją,  mogą  nie  kupować  akcji.  Nie  są  mi  potrzebni  do  szczęścia. 

Rozmawiałem  dziś  rano  z  moim  zarządem.  Świat  biznesu  jest  bardzo  poruszony  naszym 

ś

lubem  i  ogłoszoną  spółką.  Wierz  mi,  Ŝe  na  rynku  nie  brakuje  zainteresowania  firmą 

«Sutherland i Townsend.” 

- Nie o to mi chodzi, Owen. 

background image

- A o co? Spojrzała na niego z powagą. 

-  Przed  naszą  nocą  poślubną  ktoś  zadał  sobie  duŜo  trudu,  Ŝeby  nas  poróŜnić, 

podrzucając mi fax komunikatu prasowego, jaki miał się ukazać na drugi dzień. 

- I świetnie mu się udało! - warknął Owen. - Ilekroć pomyślę o tej zaporze z poduszek 

wtedy na łóŜku między nami, na nowo ogarnia mnie wściekłość. 

-  To  bardzo  wzruszające  -  powiedziała  Angie  chłodno  -  ale  nadal  nie  rozumiesz,  do 

czego zmierzam. 

- A więc, do czego zmierzasz? 

-  Do  tego,  Ŝe  tak  wtedy,  jak  i  teraz  ktoś  najwyraźniej  próbuje  zaszkodzić  interesom 

spółki. Czy nie uwaŜasz, Ŝe lepiej dowiedzieć się, kto to jest? 

- Myślisz, Ŝe się nad tym nie zastanawiałem? - powiedział cicho. 

- No i do jakich wniosków doszedłeś? 

- Nie chcę jeszcze nic mówić. 

- Dlaczego? 

-  Bo  nie  jestem  niczego  pewien,  rozumiesz?  -  Usłyszał  irytację  w  swoim  głosie  i 

ugryzł się w język. 

- Boisz się, Ŝe stoi za tym ktoś z twoich krewnych? śe to sprawka kogoś z rodziny? 

Przez  chwilę  chciał  zaprzeczyć,  lecz  Angie  patrzyła  na  niego  uwaŜnie  tymi  swoimi 

jasnymi,  turkusowymi  oczami  i  zrozumiał,  Ŝe  intuicyjnie  odgadła  to,  co  jemu  podyktowała 

bezlitosna logika. 

- Tak. Do jasnej cholery, tak. Angie delikatnie ujęła go za ramię. 

-  Nie  martw  się.  Nie  musisz  osłaniać  nikogo  przede  mną.  Ja  teŜ  naleŜę  teraz  do 

rodziny. 

-  Nie  myślałem  o  tym  w  ten  sposób.  Uśmiechnęła  się  lekko,  obejmując  go  ciepłym 

spojrzeniem. 

-  Nie  próbuj  mnie  izolować  ani  trzymać  z  dala  od  kłopotów.  Poradzimy  sobie  z  tym 

razem, Owen. Jestem twoją Ŝoną. 

- To się jeszcze jakoś nie wydaje pewne - mruknął. 

- Co się nie wydaje pewne? 

-  Ty  i  ja.  Nasz  związek.  Mamy  świadectwo  ślubu.  Mamy  obrączki.  Mamy  za  sobą 

naszą noc poślubną. Ale czegoś ciągle brak. 

- Czego więcej ci trzeba? 

- Nie wiem. 

Angie uniosła brwi. 

background image

- Powiedz mi, jak juŜ będziesz wiedział. A na razie spróbuj traktować mnie jak Ŝonę i 

pozwól pomóc sobie w załatwieniu tej sprawy. 

Bardzo  chciał  wyznać  jej,  co  mu  leŜy  na  sercu  i  zmusić,  Ŝeby  powiedziała,  Ŝe  go 

kocha, Ŝe go darzy tym samym uczuciem co przed ślubem. Ale nie wiedział, jak poruszyć ten 

temat,  stojąc  na  pomoście  w  przystani.  Poczeka,  aŜ  znajdą  się  w  łóŜku,  a  wtedy  znów 

wszystko będzie dobrze. Wiedział, jak się z nią porozumieć, kiedy trzymał ją w ramionach. 

- Owen? 

-  Nie  musimy  nic  załatwiać  -  powiedział  chłodno.  -  W  kaŜdym  razie  w  tej  chwili.  - 

Wziął ją za ramię i ruszył w stronę domu. 

- Owen, proszę cię, nie próbuj mnie znów odsuwać. To jest takŜe mój problem. 

- To tylko interesy, Angie. 

- Nieprawda To sprawy rodzinne. Sam wiesz. 

- Zwykle radzę sobie sam - mruknął. 

- Wiem. Ale teraz juŜ nie jesteś sam. Masz mnie, zapomniałeś? 

- Jak mógłbym zapomnieć? 

-  No  właśnie.  Jak  kiedyś  powiedziałeś,  jesteśmy  razem  na  dobre  i  złe.  Powinniśmy 

zebrać fakty i zobaczyć, co z nich wynika. 

- Cały problem, Ŝe nie mamy zbyt duŜo faktów. Ale wciąŜ prześladuje mnie myśl, Ŝe 

to ktoś z mojej kochanej rodziny stara się przysporzyć nam kłopotów. Nikt inny nie odniósłby 

Ŝ

adnej korzyści ze szkodzenia spółce. 

-  Ale  nikt  z  twojej  rodziny  nie  odniesie  teŜ  z  tego  korzyści  -  zauwaŜyła  Angie,  -  W 

kaŜdym razie pod względem finansowym. Materialnie wszyscy zyskają, jeśli akcje się dobrze 

sprzedadzą. 

- No tak. Ale to chyba oczywiste, Ŝe za tym działaniem kryją się inne motywy. 

- Ktoś stara się rozdmuchiwać starą waśń rodzinną - przyznała mu rację Angie. - Ktoś 

woli stracić profity ze spółki, niŜ dopuścić do zakończenia spora. 

Owen westchnął. 

- Celia, Derwin albo Helen. Ktoś z tej trójki. 

- Celii trzydzieści lat temu jeszcze tu nie było. 

- Ale czy znasz powiedzenie: być bardziej papieskim niŜ papieŜ? Celia przez związek 

z  ojcem  ułoŜyła  sobie  Ŝycie  i  jest  ślepo  wierna  jego  pamięci.  Mogła  uznać  to  za  swój 

obowiązek, Ŝeby zniszczyć spółkę, poniewaŜ ojciec nigdy by jej nie pochwalał. 

- A ciotka i wuj? 

- Nie wiem. Nigdy nie chcieli mówić o tym, co się zdarzyło trzydzieści lat temu. 

background image

- MoŜe byśmy porozmawiali z Betty? 

- Z Betty? - zdumiał się Owen. 

- Pracowała juŜ przecieŜ dla was wtedy, prawda? 

-  Chyba  właśnie  zaczęła.  Ale  nie  sądzę,  Ŝeby  się  orientowała  w  naszych  osobistych 

sprawach. 

-  Zdziwiłbyś  się,  ile  słuŜba  wie  o  osobistych  sprawach  swoich  chlebodawców. 

Porozmawiajmy z nią. 

Owen zawahał się przez chwilę, ale uznał, Ŝe nie zaszkodzi spróbować. 

- No dobrze. 

Betty zdjęła czajnik z ognia i zaparzyła herbatę. 

- Oczywiście, wiedziałam, Ŝe stało się coś strasznego. Nikt nic nie mówił, ale wszyscy 

chodzili  jak  struci.  Pańska  ciotka  bez  przerwy  płakała,  a  ojciec  był  wściekły.  Derwin  wciąŜ 

się  tu  kręcił,  chyba  jakoś  wtedy  się  zaręczyli.  Pewno  wiedział,  co  zaszło.  Zachowywał  się 

bardzo dziwnie. 

- A ty sama słyszałaś coś bliŜej? Betty nalała trzy filiŜanki herbaty. 

-  Nic  szczególnego.  Tylko,  Ŝe  to miało związek z  interesami  i  wszyscy  byli  wściekli 

na jakiegoś Townsenda. 

- Mrugnęła do Angie. - Bez obrazy. 

- Ona się teraz nazywa Sutherland, me Townsend - przypomniał Owen. - Nie musisz 

się martwić, Ŝe się obrazi. 

- Nie zwracaj na niego uwagi, Betty - powiedziała Angie, biorąc filiŜankę. 

-  Tak  czy  tak,  trudno  uwierzyć,  Ŝe  ta  niechęć  przetrwała  tyle  lat.  Nigdy  nie  mogłam 

tego zrozumieć. śyję na tyle długo, Ŝeby wiedzieć, Ŝe co chwilę coś komuś nie wychodzi w 

biznesie. Ale nikt nie Ŝywi urazy przez trzydzieści at. 

- Chyba Ŝe nie chodziło tylko o interesy - mruknęła Angie. Spojrzała na  Owena. -  A 

wiemy, Ŝe kryje się za tym coś jeszcze. 

- Tak - zgodził się. - Dla kogoś z tej rodziny to bardzo osobista sprawa. 

-  Chciałabym  wam  pomóc  -  zapewniła  Betty  -  ale  nic  nie  wiem  ponadto,  Ŝe 

Townsendowie spowodowali tu wiele złej krwi trzydzieści lat temu. Moim zdaniem czas juŜ 

pogrzebać tę waśń i puścić w zapomnienie. 

- Waśń została pogrzebana - powiedział Owen. - Ale ktoś z całą pewnością nie puścił 

jej w zapomnienie. 

- Niedługo będzie po wszystkim - przepowiedziała Betty patrząc na Owena. - Zawsze 

uwaŜałam, Ŝe ma pan więcej zdrowego rozsądku niŜ pański ojciec. Był dobrym człowiekiem 

background image

na swój sposób, ale kiedy się przy czymś uparł, to nie moŜna mu tego było wybić z głowy. A 

z Townsendami najwyraźniej nie potrafił się dogadać. 

- No tak - powiedział Owen, uśmiechając się znacząco do Angie - ale trzeba przyznać, 

Ŝ

e to czasem trudne i wymaga specjalnego talentu. 

Angie pokazała mu język. Owen wybuchnął śmiechem. Piętnaście minut później, nie 

dowiedziawszy się nic nowego, wziął ją za rękę i wyciągnął z kuchni. 

- I co teraz? - spytała. 

-  Sam  nie  wiem.  Chyba  będę  musiał  wezwać  wszystkich  do  salonu  i  zarządzić 

konfrontację. Zmusić ich do ujawnienia prawdy. 

- MoŜesz sprawić tym komuś wielki ból. 

- GwiŜdŜę na to. Zwłaszcza po tym, co dzisiaj zaszło. 

- A co takiego specjalnego dzisiaj zaszło? 

Owen zatrzymał się w pół kroku i wbił palce w ramiona Angie, odwracając ją twarzą 

do siebie. 

- Naprawdę nie zdajesz sobie z tego sprawy? 

-  No  cóŜ,  ktoś  powiedział  Rawlingsowi,  Ŝe  nasze  małŜeństwo  jest  fikcyjne.  Jeszcze 

jedna próba zaszkodzenia spółce. 

Zaklął pod nosem na jej naiwność. 

-  To  tylko  efekt  uboczny.  Naprawdę  temu  komuś  chodziło  o  to,  Ŝeby  wbić  jeszcze 

jeden klin pomiędzy nas, Angie. Pomiędzy ciebie i mnie. 

- O czym ty mówisz? 

- Nie rozumiesz? Ktoś chciał, Ŝebym cię zobaczył z Rawlingsem. Ktoś z premedytacją 

nastawił na ciebie pułapkę, zresztą na niego teŜ. Tylko dlatego nie wybiłem mu zębów. 

- Nie rozumiem. 

-  Doprawdy,  jesteś  łatwowierna  jak  dziecko!  Posłuchaj,  to  nie  przez  przypadek 

doniesiono mi, Ŝe siedzisz w tym barze z Rawlingsem. Ktoś chciał, Ŝebym pomyślał, Ŝe prze-

kazujesz mu tajne informacje, moŜe nawet omawiasz sposób licytowania akcji. Ktoś chciał mi 

udowodnić, Ŝe Townsendom nie moŜna ufać. 

Oczy Angie zrobiły się okrągłe jak spodki, a po chwili zaczęły ciskać błyskawice. 

-  Co  za  draństwo!  Co  za  straszne,  nieprawdopodobne  draństwo!  Miałam  wyjść  na 

zdrajczynię, tak? 

-  Tak.  Więc  teraz  znasz  juŜ  całą  prawdę.  -  Owen  nie  mógł  powstrzymać  uśmieszku 

triumfu.  I  jeszcze  się  dziwisz,  Ŝe  my  wstrętni,  męscy  szowiniści  uwaŜamy  cię  za  cokolwiek 

naiwną? 

background image

- Ale ja nic złego nie zrobiłam! - krzyknęła. 

- PrzecieŜ wiem - uciął niecierpliwie. 

Twarz  Angie  powoli  się  zmieniła.  Odpłynął  z  niej  gniew,  a  jej  usta  zaczęły  się 

rozchylać w ciepłym, radosnym, kobiecym uśmiechu. 

- Ach, wiesz... - powiedziała. 

- Co cię tak cieszy? - zapytał ze złością. 

- Nic. - Uśmiechała się niewinnie dalej, pewna wreszcie jego miłości jak nigdy dotąd. 

Czuła przepełniającą ją euforię. 

- Angie, nie jestem w nastroju do Ŝartów. 

- Tak, kochanie. 

- Więc czemu masz taką rozanieloną minę? 

-  Bo  właśnie  doszłam  do  całkowicie  logicznej  konkluzji  -  powiedziała  lekko.  - 

Będziesz  z  pewnością  zadowolony,  Ŝe  nie  kierowały  mną  przy  tym  Ŝadne  emocje,  kobieca 

intuicja  czy  poboŜne  Ŝyczenia,  a  wyłącznie  chłodne  rozumowanie.  Takie  jak  twoje,  Owen. 

Wzięłam pod uwagę tylko fakty, gołe fakty. 

- Angie, o czym ty, do diabła, mówisz? 

-  Muszę  podkreślić,  Ŝe  i  tak  byłam  tego  pewna,  zanim  potwierdziła  mi  to  Ŝelazna, 

niepodwaŜalna logika, ale pomyślałam, Ŝe się ucieszysz, iŜ doszłam do tego wniosku równieŜ 

i na twój sposób. 

- Posłuchaj, Angie, jeśli zaraz mi nie powiesz, o co chodzi, to... 

- AleŜ powiem ci, powiem. Chodzi o to, Ŝe mnie kochasz. 

Kompletnie zdetonowany, spojrzał na nią osłupiałym wzrokiem. 

- Co takiego? 

- Kochasz mnie. Właśnie to udowodniłeś. 

- Ja to udowodniłem? 

-  Jak  najbardziej.  -  Uśmiechnęła  się  do  niego  i  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję.  - 

Przyznałeś, Ŝe zobaczyłeś mnie dziś w tym barze z Rawlingsem w sytuacji, którą moŜna na-

zwać dwuznaczną, i ani przez chwilę nie pomyślałeś, Ŝe robię coś złego. 

Oczy Owena znów się zachmurzyły. 

-  Nie  zrobiłaś  nic  złego,  jeśli  chodzi  o  przekazywanie  informacji,  ale  tak  czy  owak 

zawiniłaś. 

- TeŜ coś! Ciekawe czym. 

-  Impulsywnością,  brakiem  rozsądku  i  przewidywania  konsekwencji.  A  przede 

wszystkim wykazałaś irytującą tendencję do działania na własną rękę, bez porozumienia się z 

background image

męŜem. 

- PrzecieŜ cię nie było. 

-  Mogłaś  poczekać,  aŜ  wrócę!  -  podniósł  głos  Owen.  W  tym  momencie  do  holu 

wkroczył Derwin z bardzo zafrasowaną miną. 

- Czy coś się stało? 

- Nie - odpowiedziała Angie, uśmiechając się do niego promiennie. 

- Nie - warknął Owen. - To nasza prywatna sprawa. Derwin pokiwał głową z ponurą 

miną. 

- Tak, rozumiem. Przepraszam. Mam nadzieję, Ŝe udało ci się spotkanie na przystani, 

Angie? 

Spojrzała  na  niego  i  dostrzegła  dziwny  wyraz  drapieŜnego  oczekiwania  w  jego 

oczach. Szczęście, które przed chwilą ją przepełniało, gdzieś znikło. 

- Tak, dziękuję. 

- Skąd wiedziałeś o tym spotkaniu? - Owen odwrócił się do Derwina. 

- Och, nie powiedziała ci? Byłem nad jeziorem, kiedy przypłynął ten chłopak, Dave, z 

wiadomością do Angie, Ŝe ktoś chce ją widzieć. Odprowadziłem ją nawet na przystań. 

- Czy to prawda? - Owen nie poruszył się. 

- Tak. 

-  Ale  wracała  juŜ  chyba  z  tobą?  Czy  moŜe  się  mylę?  -  spytał  Derwin,  przyszpilając 

Owena wzrokiem. 

Owen uśmiechnął się zimno. 

- Nie mylisz się - powiedział lekko. - Znalazłem ją w kawiarni z Jackiem Rawlingsem. 

MoŜe o nim słyszałeś. Reprezentuje grupę inwestorów, którzy chcą nabyć pakiet akcji spółki 

«Sutherland i Townsend». 

-  Rozumiem.  -  Derwin  mierzył  ich  zwęŜonymi  oczami.  -  To  raczej  dziwne,  nie 

uwaŜasz? 

- Nie. - Owen ścisnął Angie za rękę. - Powiedziałbym raczej, Ŝe nieetyczne. Rawlings 

przesłał  wiadomość,  Ŝe  pracuje  dla  jej  brata.  Angie,  naturalnie,  chciała  się  przekonać,  o  co 

chodzi.  Ale  szybko  zdała  sobie  sprawę  z  podstępu.  Próbował  tylko  wyciągnąć  z  niej  jakieś 

informacje. Odesłała go do wszystkich diabłów. Prawda, Angie? 

- Oczywiście. 

- I ty jej wierzysz? - warknął Derwin. 

- Naturalnie. Jest moją Ŝoną, dlaczego miałbym jej nie wierzyć? 

Oczy Derwina zaczęły ciskać błyskawice. 

background image

- Jest z Townsendów, dlatego. Ale to jasne, Ŝe jesteś zbyt zaślepiony, Ŝeby dojrzeć to, 

co masz przed nosem. 

Wyszedł,  nie  mówiąc  juŜ  ani  słowa.  Angie  poczuła,  Ŝe  Owen  zesztywniał,  patrząc 

posępnie za wujem. 

- Owen? 

- Chodźmy wreszcie z tego holu. - Pociągnął ją do pracowni i zamknął drzwi. 

- Nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków. 

- To Derwin stoi za tym wszystkim. Jestem pewien. - Owen wbił wzrok w okno. - Jest 

rozgoryczony, poniewaŜ zawsze trzymano go z dala od zarządu naszych hoteli. Miał to za złe 

od lat, a teraz jest na mnie wściekły, bo teŜ mu nie dałem stanowiska. 

- PrzecieŜ nie wiesz, Ŝe to on. 

- Wiem. - Skąd? 

- Widziałaś go parę minut temu. Myślał, Ŝe się kłócimy, poniewaŜ przyłapałem cię na 

rozmowie z Rawlingsem. 

- I właśnie o to się kłóciliśmy. 

-  Tak,  ale  z  całkiem  innego  punktu  widzenia,  niŜ  się  Derwin  spodziewał.  Byłem  na 

ciebie  zły,  poniewaŜ  dałaś  się  oszukać  Rawlingsowi.  Ani  przez  chwilę  nie  myślałem,  Ŝe 

wchodzisz  z  nim  w  jakieś  układy.  Ale  Derwin  najwyraźniej  nie  mógł  się  doczekać,  Ŝeby 

usłyszeć, jak mówię, Ŝe nas sprzedałaś. To on zaaranŜował to spotkanie, Angie. 

-  A  inne  incydenty?  Fax,  który  mi  podrzucono  w  naszą  noc  poślubną?  Telefon 

mówiący, Ŝe się ze mną rozwiedziesz zaraz po sprzedaŜy akcji? 

- To wszystko jego sprawka. Angie rozłoŜyła ręce. 

- Ale w jaki sposób? PrzecieŜ nie rusza się stąd od tygodni. A jak sam powiedziałeś, 

powołanie  spółki  było  objęte  ścisłą  tajemnicą.  Nikt  o  niej  nie  wiedział  oprócz  ciebie,  moich 

rodziców i Harry'ego. 

Oczy Owena spoczęły na komputerze stojącym na biurku. 

-  W  naszych  czasach  nie  trzeba  mieć  szpiegów  w  czyimś  przedsiębiorstwie,  Ŝeby 

wiedzieć,  co  się  dzieje.  Derwin  mógł  się  nie  ruszać  stąd  na  krok.  Popatrz  -  Owen  nacisnął 

parę  klawiszy  -  wystarczy  komputer  i  telefon.  śe  teŜ  o  tym  wcześniej  nie  pomyślałem.  To 

oczywista odpowiedź. 

Angie wstała i obeszła biurko, patrząc na zapisy pojawiające się na ekranie. 

- Dla wszelkiej pewności nie wprowadzałem informacji o spółce do komputera aŜ do 

ostatniego  tygodnia  negocjacji.  Ale  tuŜ  przed  ślubem  musiałem  powiadomić  o  wszystkim 

mojego  rzecznika  prasowego,  Ŝeby  przygotował  odpowiednie  oświadczenie  i  zorganizował 

background image

konferencję prasową. I wtedy ta wiadomość juŜ stała się w pewnym zakresie dostępna. 

- Bo te dane i komunikat znalazły się w sieci komputerowej? 

-  Właśnie.  Wiedziałem, Ŝe  istnieje  moŜliwość  przecieku  do  świata  biznesu.  Dość  juŜ 

było  szumu  od  naszych  zaręczyn.  Pamiętasz  tych  reporterów  czekających  na  nas  przy 

limuzynie w dniu ślubu? 

- Doskonale - powiedziała Angie sucho. 

-  Twojego  ojca  i  brata  widywano  ze  mną  wystarczająco  często,  Ŝeby  zaczęły  się 

plotki. Nie miałem nic przeciwko temu. Takie szeptane pogłoski mogą być bardzo przydatne. 

- Dlaczego? 

-  Zwiększają  zainteresowanie  wśród  potencjalnych  akcjonariuszy.  Palmer,  Harry  i  ja 

doszliśmy do wniosku, Ŝe to nic nie szkodzi, dopóki... 

- Dopóki nie dotrą do mnie, tak? - dokończyła Angie słodkim tonem. 

-  Było  mało  prawdopodobne,  Ŝebyś  się  miała  o  czymś  dowiedzieć.  Miałaś  mnóstwo 

roboty  z  przygotowaniami  do  ślubu,  a  poza  tym  przecieŜ  i  tak  nigdy  nie  interesowałaś  się 

tymi sprawami. 

- Moje zainteresowania z pewnością ostatnio uległy zmianie, prawda? 

- Bardzo śmieszne - sarknął. - Ale chodzi o to, Ŝe ten komputer plus ciągotki Derwina 

do dłubania się w róŜnych rzeczach wiele tłumaczą. Nauczył się, jak wejść do zasobu danych. 

- A co z faxem? 

-  MoŜna  stąd  przecieŜ  wysłać  i  fax.  -  Owen  bębnił  palcami  po  biurku.  -  A  skoro  juŜ 

wiedział,  Ŝe  jego  wiadomość  została  dostarczona,  zadzwonił  do  naszego  pokoju  w  hotelu.  - 

Zacisnął rękę w pięść. - Mój własny wuj. 

- No dobrze - powiedziała Angie spokojnie. - Wiemy juŜ, jak to się mogło zdarzyć, ale 

nadal nie wiemy, dlaczego. 

- Mówiłem ci juŜ, dlaczego. Derwin od lat nosi w sobie Ŝal, Ŝe ojciec go nie chciał w 

naszej firmie. 

- Ale ma potęŜny udział w zyskach Hoteli Sutherland, tak jak wszyscy inni w rodzinie. 

Dlaczego miałby szkodzić własnym interesom? W grę wchodzi mnóstwo pieniędzy. 

Owen wzruszył ramionami. 

- Miał duŜo czasu, Ŝeby pielęgnować swoją urazę. 

-  Myślę,  Ŝe  chodzi  o  coś  więcej.  -  Angie  zamilkła  na  chwilę,  myśląc  nad  czymś.  - 

Mam wraŜenie, Ŝe wszystko znów się sprowadza do dawnej waśni. Betty mówiła, Ŝe było w 

tym coś więcej, nie tylko nieudany interes. 

-  To  nie  ma  znaczenia,  dlaczego  Derwin  czuje  się  pokrzywdzony  -  zniecierpliwił  się 

background image

Owen. - WaŜne, Ŝe miał motyw i... - wskazał na komputer - środek do osiągnięcia celu. 

-  Podobnie  jak  inni  w  tym  domu.  Dopóki  nie  oferowałeś  swojemu  szwagrowi  pracy, 

twoja  siostra  i  Celia  teŜ  miały  motywy.  Nawet  twoja  ciotka  nienawidzi  Townsendów.  I 

wszyscy mieli dostęp do komputera. 

-  Helen  nie  ma  pojęcia,  jak  obsługiwać  komputer.  Ani  Celia  czy  Kim.  Glen  dałby 

sobie z tym radę, ale po co. Nie miał powodu szkodzić spółce. 

- I co masz zamiar teraz zrobić? 

- Przyprę go do muru. Powiem mu, ze wiem o wszystkim. ZagroŜę, Ŝe jeśli jeszcze raz 

wejdzie nam w drogę, obetnę dochody jemu i Helen teŜ. 

-  MoŜe  znalazłby  się  lepszy  sposób  rozwiązania  tej  sytuacji,  Owen.  -  Przysiadła  na 

brzegu biurka. 

Odwrócił się ku niej w fotelu. 

- Tak? Co proponujesz? 

- Myślę, Ŝe naleŜałoby najpierw dowiedzieć się, dlaczego twój wuj to wszystko robi. 

A potem moŜe powinieneś podejść do sprawy trochę inaczej niŜ twój ojciec. Czy bardzo by ci 

szkodziło dać mu miejsce w nowym zarządzie spółki «Sutherland i Townsend»? 

Owen spojrzał na nią kompletnie osłupiały. 

- Czyś ty zwariowała? 

-  Owen,  pomyśl  nad  tym  chwilę,  proszę.  Zawsze  dasz  sobie  z  nim  radę,  jeśliby 

sprawiał jakieś kłopoty. Ale moim zdaniem nie będziesz mieć z nim Ŝadnych problemów. Bę-

dzie popierał kaŜdy twój ruch. 

-  Nie  wierzę  własnym  uszom.  Najpierw  kazałaś  mi  oferować  pracę  Glenowi 

Langleyowi, a teraz Derwinowi. Usiłujesz dyktować mi, jak mam prowadzić interesy i moje 

sprawy rodzinne? 

-  Jestem  udziałowcem  w  jednym  i  drugim,  dlaczego  miałabym  trzymać  buzię  na 

kłódkę? 

-  Bo  nie  wiesz,  co  mówisz!  -  Owen  wstał.  -  Nie  chcę  więcej  słyszeć  ani  słowa.  Sam 

będę decydować, co i jak. 

-  Skoro  juŜ  o  tym  mówimy,  to  naprawdę  powinieneś  pomyśleć  o  przeniesieniu  aktu 

własności  tego  domu  na  Celię.  Ona  uwaŜa,  Ŝe  ojciec  chciał  go  jej  zostawić.  A  ty  nawet  nie 

lubisz tego miejsca. Wręcz przeciwnie. 

- Mam przekazać dom Celii? Dobry BoŜe, nie uznajesz kompromisów, co, moja pani? 

-  Tak  sobie  tylko  pomyślałam,  Owen.  -  Uśmiechnęła  się  swoim  najbardziej 

czarującym uśmiechem. 

background image

- Więc przestań myśleć! 

- Tak, Owen. 

-  Mówię  powaŜnie,  Angie.  Nie  wyobraŜaj  sobie,  Ŝe  nie  widzę,  jak  próbujesz  mną 

ostatnio manipulować. 

- Wcale nie. 

- Daj spokój, Angie. 

- Podsunęłam ci tylko kilka propozycji. Wiem bardzo dobrze, Ŝe ani ja, ani nikt inny 

nie mógłby cię zmusić do zrobienia czegoś wbrew twojej woli. 

Spojrzał na nią zwęŜonymi oczami i odchylił się głęboko w fotelu. 

-  Podejdź  do  mnie,  Angie  -  rozkazał  stłumionym  głosem.  Przestraszona  groźnym 

błyskiem w jego oczach, zsunęła się z biurka i zrobiła krok w jego kierunku. 

- Po co? Czego ode mnie chcesz? 

- Chodź tu, a powiem ci, czego chcę. 

- Nie podoba mi się to twoje dziwne spojrzenie, Owenie Sutherland. 

- Chodź tu, Angie. 

- Nie podejdę, dopóki nie powiesz mi, o co ci chodzi. 

- Pani Sutherland, ja czekam. Jego głos był głęboki i aksamitny. Poczuła falę gorąca i 

jak  zahipnotyzowana  postąpiła  jeszcze  jeden  krok  z  uśmiechem  na  ustach.  Owen  chwycił  ją 

delikatnie za nadgarstek i wstał, przyciągając mocno do piersi. 

- No więc? - spytała Angie lekko drŜącym głosem. - Czego chcesz? 

- Powiedz, Ŝe mnie kochasz. - Przesunął wolno rękę wzdłuŜ kręgosłupa na jej kark. 

Ta prośba wprawiła ją w osłupienie. Nie tego oczekiwała. 

- Dlaczego miałabym ci to mówić? Nie dbasz o miłość. 

-  Chcę  usłyszeć  te  słowa.  -  Przesunął  usta  po  jej  wargach,  przynaglając,  Ŝeby  go 

posłuchała. - Nie wypowiedziałaś ich od naszego ślubu. 

- Nie miałam powodu tego robić. - Zarzuciła mu ręce na szyję, całą sobą wchłaniając 

jego ciepło i siłę. 

- Teraz masz. - Pocałował ją w brew, a potem w czubek nosa. 

- Nie widzę czemu. Ty mi tego nie powiedziałeś. 

- Mówimy teraz o tobie, a nie o mnie. - Zacisnął uda wokół jej bioder, więŜąc ją jak w 

potrzasku,  i  zaczął  wolno  rozpinać  jej  bluzkę.  -  Zaraz  zobaczymy,  kto  tu  kim  będzie 

manipulował. 

- Owen, to nie fair. 

- Chcę usłyszeć, Ŝe mnie kochasz. 

background image

- Dlaczego? 

-  Lubię,  jak  to  mówisz.  -  Rozchylił  jej  bluzkę  i  wsunął  rękę,  obejmując  dłonią  jej 

pierś. 

- Owen, poczekaj... 

- Powiedz mi to, Angie. - Odchylił kołnierzyk i muskając jej szyję, przesunął wargi na 

gołe ramię. 

-  Owen,  przestań.  Co  ty  wyprawiasz?  -  Angie  bezskutecznie  usiłowała  się 

wyswobodzić, zdając sobie sprawę, Ŝe jej mąŜ zamierza poddać ją słodkim torturom, dopóki 

nie skapituluje. 

-  Wypowiedz  te  słowa,  Angie.  -  Jego  ręka  powędrowała  niŜej  i  zaczęła  rozpinać 

zamek błyskawiczny jej dŜinsów. 

-  Poczekaj  -  powiedziała,  z  trudem  łapiąc  oddech.  Jej  ciało  było  napięte  i  drŜące.  - 

Porozmawiajmy o tym. Wiem, Ŝe jesteś zły, bo myślisz, Ŝe chcę tobą rządzić, ale to wcale nie 

tak. 

- Powiedz, Ŝe mnie kochasz, Angie. - Wsunął rękę w jej spodnie. 

-  Dobrze  -  jęknęła.  -  MoŜe  i  próbowałam  cię  naciskać,  ale  nie  chciałam  tobą 

manipulować,  tylko  cię  trochę  naprowadzić.  Chciałam,  Ŝebyś  sobie  uzmysłowił,  co  czujesz, 

co naprawdę do mnie czujesz. 

-  Powiedz  to,  Angie.  -  Jego  palce  zaczęły  delikatnie  dąŜyć  do  celu,  obdarzając  ją 

intymną pieszczotą. 

-  Spójrz  na  to  z  mojego  punktu  widzenia,  Owen.  Nie  potrafisz  nawet  przed  sobą 

przyznać się do swoich uczuć, a co dopiero przed innymi. Och... 

- Czy kochasz mnie, Angie? 

- Owen, przestań! Ktoś moŜe wejść. 

-  Jak  wejdzie,  to  i  wyjdzie.  -  Wyjął  rękę  i  wsunął  nogę  między  jej  uda,  napierając 

lekko. - Kochasz mnie? 

I proszę, ile udało mi się uzyskać, pomyślała Angie. Jeśli chodziło o ten rodzaj oporu, 

z pewnością radził sobie lepiej od niej. Był zawodowcem w opieraniu się naciskom. 

-  Kocham  cię,  niech  to  diabli!  -  Chwyciła  go  obiema  rękami  za  głowę  i  namiętnie 

pocałowała, uniesiona falą entuzjazmu i poŜądania. - Kocham cię, kocham cię, kocham!  I ty 

mnie kochasz, Owenie Sutherland. Przyznaj to wreszcie. 

Zignorował  to  gorące  wezwanie,  szukając  chciwie  jej  ust.  Poddała  się  jego  męskiej, 

zaborczej  sile,  czując,  jak  bardzo  Owen  jej  pragnie  i  jak  bardzo  jest  mu  bliska.  JuŜ  to  samo 

ś

wiadczy o jego miłości, powiedziała sobie, kiedy podniósł ją i zaniósł przez pokój na kanapę. 

background image

Gdyby tylko potrafił to przyznać. 

Nagle  drzwi  pracowni  otworzyły  się  bez  Ŝadnego  ostrzeŜenia  i  do  środka  wkroczyła 

Helen. 

- Owen? Owen, gdzie jesteś? Rozmawiałam z Derwinem. Podobno przyłapałeś Angie 

z jakimś Rawlingsem i... O mój BoŜe... 

Angie,  która  leŜała  na  plecach  na  kanapie,  otworzyła  szybko  oczy  i  ściągnęła  bluzkę 

na piersiach. Owen odwrócił gniewnie głowę. 

-  Przepraszam  -  powiedziała  Helena  chłodno,  nie  ruszając  się  z  miejsca.  Stała  jak 

wmurowana, dysząc złością i dezaprobatą. 

Owen wyprostował się wolno, z rezygnacją w oczach. Umieszczając się strategicznie 

między Angie a ciotką, spytał: 

- O co właściwie chodzi? 

- Chciałabym wiedzieć, co się tu dzieje - odparła wyzywająco. 

Owen niecierpliwie przeczesał włosy palcami. 

-  No  cóŜ,  skoro  juŜ  pytasz,  to  miałem  właśnie  zamiar  kochać  się  z  moją  Ŝoną,  Masz 

coś przeciwko temu? 

Helen zaczerwieniła się gwałtownie, zaciskając usta. 

-  Nie  będę  komentować  twojego  wulgarnego  zachowania.  Chcę  tylko  wiedzieć,  czy 

Angie dzieliła się z tym Rawlingsem informacjami na temat Sutherlandów? 

- Nie. - Owen wepchnął poły koszuli w spodnie i rzucił jej niedowierzające spojrzenie. 

- Myślisz, Ŝe chciałbym się z nią kochać, gdybym ją właśnie przyłapał na akcie zdrady? 

- Kto wie? To jasne, Ŝe cię omamiła - powiedziała Helen sztywno. - Derwin ma rację. 

Dajesz  się  wodzić  za  nos.  Ostrzegałam  cię,  Ŝebyś  nie  ufał  nikomu  z  Townsendów,  prawda? 

Ale  ty  nigdy  nikogo  nie  słuchasz.  Zawsze  wiesz  wszystko  najlepiej.  -  Oczy  Helen  zabłysły 

łzami. 

- Helen... 

-  Wracaj  do  swojej  małej  słodkiej  Ŝoneczki.  Sam  się  przekonasz,  kim  są 

Townsendowie. - Helen odwróciła się i wybiegła, trzaskając drzwiami. 

W  pracowni  zapadła  cisza.  Z  aury  namiętności  nie  zostało  juŜ  ani  śladu.  Angie 

usiadła, milcząc przez dłuŜszą chwilę. 

-  Owen  -  odezwała  się  w  końcu  -  w  tym  jest  coś  więcej,  niŜ  myślimy.  To  nie  tylko 

zawiedzione ambicje Derwina. Gniew twojej ciotki jest zbyt Ŝywy i skierowany wyłącznie na 

moją rodzinę. 

Owen patrzył na zatrzaśnięte drzwi. 

background image

- Myślisz, Ŝe ona miała coś wspólnego z tym, co się zdarzyło trzydzieści lat temu? 

-  Sama  nie  wiem,  co  myśleć.  -  Angie  wstała.  -  Wiem  tylko,  Ŝe  musimy  się  wreszcie 

dowiedzieć, co wtedy zaszło, zanim podejmiemy dalsze kroki. 

- MoŜe od Celii? - Owen podniósł pytająco brew. 

-  Nie  sądzę,  Ŝeby  miała  nam  do  powiedzenia  coś  więcej  niŜ  Betty.  Ale  moŜemy 

spróbować. 

- Do diabła z tym - zdecydował nagle Owen, ruszając do drzwi. - Mam zamiar zebrać 

ich wszystkich w salonie i wyjaśnić tę sprawę raz na zawsze. 

- Poczekaj, MoŜe to nie jest najlepszy pomysł. 

-  Nie  mam  w  tej  chwili  ochoty  wysłuchiwać  twojej  opinii!  -  krzyknął  przez  ramię 

Owen, przemierzając szybko hol, - Chcę wreszcie uzyskać parę odpowiedzi i to zaraz. Idź do 

Celii i powiedz jej, Ŝe za pięć minut ma być w salonie. 

- Ale, Owen... 

- Angie, zrób, co mówię. 

Angie  przystanęła.  MoŜe  Owen  ma  rację.  MoŜe  juŜ  czas  z  tym  skończyć.  Pod 

warunkiem Ŝe uda mu się zmusić ich do mówienia. 

- Dobrze - powiedziała. 

Dziesięć  minut  później  z  sofy  pod  oknem  obserwowała  swoją  nową  rodzinę.  W 

pokoju  panowała  cisza.  Arystokratyczne  rysy  Celii  były  stęŜałe  i  napięte.  Derwin  i  Helen 

siedzieli sztywno na krzesłach; na ich twarzach malowała się gorycz i coś w rodzaju strachu. 

Owen  stał  przy  oknie,  patrząc  na  jezioro,  niewzruszony  i  lodowato  spokojny.  Jeśli  tak 

wyglądał  podczas  zebrań  zarządu,  to  nie  zazdrościła  jego  pracownikom.  W  końcu  odwrócił 

się i przerwał przedłuŜające się milczenie. 

-  Mam  juŜ  dość  tych  bzdur  na  temat  waśni  między  Sutherlandami  a  Townsendami. 

Wiem  z  całą  pewnością,  Ŝe  ktoś  z  tu  obecnych  robi  wszystko,  Ŝeby  zepsuć  stosunki  między 

mną a Angie. 

- Jak śmiesz nas oskarŜać? - spytał Derwin z obraŜoną miną. 

- Przychodzi mi to z całkowitą łatwością, zwłaszcza po rozpatrzeniu faktów. - Owen 

spojrzał mu prosto w oczy. 

-  Tylko  głupiec  mógłby  nie  dostrzec  oczywistych  powiązań.  Townsendowie  są  w  tej 

sprawie zupełnie niewinni. 

- Na twoim miejscu nie byłbym taki pewien - mruknął Derwin. 

- Posłuchaj - powiedział Owen zimnym głosem. 

- Wiem, jak i kiedy te intrygi zostały przeprowadzone. Wiem, Ŝe mój komputer był w 

background image

uŜyciu.  Nie  wiem  jedynie,  dlaczego  komuś  tak  zaleŜy,  Ŝeby  zniweczyć  tę  spółkę.  MoŜe  byś 

mi to wyjaśnił? 

- Nie rozumiem, o czym mówisz - warknął Derwin, z wzrokiem utkwionym za oknem. 

-  Mówię  o  tym,  co  zdarzyło  się  trzydzieści  lat  temu.  -  Dlaczego  nie  spytasz  o  to 

Townsendów? - wtrąciła Helen, prostując się na krześle. 

- Pytałem - odparł Owen spokojnie. - Palmer Townsend powiedział, Ŝe nie wie, o co 

rozbiła się spółka, i ja mu wierzę. śe mój ojciec w ostatniej chwili się z niej wycofał i nigdy 

więcej nie chciał z nim rozmawiać. 

- Palmer Townsend bardzo dobrze wie, co się stało - zasyczał Derwin. - PrzecieŜ to on 

był tego przyczyną. 

- To nieprawda! - oburzyła się Angie. Owen rzucił jej pełne dezaprobaty spojrzenie. 

-  Uspokój  się,  Angie.  Musimy  wreszcie  dotrzeć  do  sedna  sprawy.  To  nie  czas  na 

płomienną obronę twojej rodziny. 

-  Jeśli  sądzisz,  Ŝe  będę  spokojnie  siedzieć  i  pozwalać  obraŜać  mojego  ojca,  to  chyba 

postradałeś zmysły! - odparowała Angie z furią. 

-  Sądzę  -  powiedział  Owen  bardzo  łagodnie  -  Ŝe  powinnaś  spokojnie  siedzieć  i 

pozwolić  mi  wyjaśnić  tę  sprawę  do  końca.  I  nie  dawać  się  w  tej  chwili  ponosić  swojemu 

temperamentowi. 

Miał rację, wiec zadowoliła się przesłaniem mu piorunującego spojrzenia. 

-  Derwin,  myślę,  Ŝe  powinniśmy  zacząć  od  ciebie  -  zwrócił  się  Owen  do  wuja.  - 

Powiedz mi, co zaszło trzydzieści lat temu. 

- Nie rozumiem, czemu miałbym się czuć zmuszony do grzebania w przeszłości. 

- Choćby dlatego - głos Owena zniŜył się złowrogo - Ŝe w przeciwnym razie moŜecie 

szukać sobie z Helen innego źródła dochodów. 

Derwin wbił w niego wzrok, najwyraźniej zaszokowany. 

-  Czy  grozisz  mi  odebraniem  Helen  jej  udziałów?  Angie  zamknęła  oczy,  w  pokoju 

zapadła pełna grozy cisza. Jedynie Owen pozostał niewzruszony. 

- Nareszcie zaczynasz rozumieć, Derwin. Mów. Derwin wstał sztywno z krzesła. 

- Doskonale. Ale nie spodoba ci się to, co usłyszysz. 

- Mów, Derwin. 

Derwin spojrzał na Ŝonę, a potem na Owena. 

- To całkiem proste. Townsend nigdy nie miał zamiaru załoŜyć uczciwej spółki. Tak 

naprawdę chciał podstępem przejąć Hotele Sutherland i wystawić nas wszystkich do wiatru. 

- Spróbuj z innej beczki, Derwin - zaproponował Owen. 

background image

- To prawda! Twój ojciec dowiedział się, Ŝe Townsend kupuje po cichu akcje Hoteli 

Sutherland  przez  podstawione  osoby.  Gdyby  zdołał  skupić  dostatecznie  duŜo,  mógłby 

dyktować  warunki  spółki.  I  niemal  mu  się  to  udało,  ale  na  szczęście  twój  ojciec  w  porę  się 

zorientował,  co  się  święci.  Kosztowało  go  to  fortunę,  bo  musiał  odkupić  swoje  akcje  po  o 

wiele wyŜszej cenie. Było mu cięŜko, ale sobie poradził. 

- Mój brat zdołał uprzedzić przejęcie firmy - wtrąciła Helen. - W ostatniej chwili, ale 

jednak. Potem uczynił dwa postanowienia. Jedno, nigdy więcej nie tracić kontroli nad akcjami 

przedsiębiorstwa, a drugie, nigdy więcej nie ufać Townsendom. 

Owen potrząsnął głową z niesmakiem. 

- To stek bzdur. Nie myślicie chyba, Ŝe dam się tak głupio nabrać. 

- Skąd ta pewność, Owen? - spytała Celia. 

-  Z  czystej  ciekawości  przejrzałem  wykaz  sprzedaŜy  akcji  sprzed  trzydziestu  lat. 

Ojciec  nie  był  idiotą.  Zawsze  dbał,  aby  jego  udział  wynosił  przynajmniej  pięćdziesiąt  jeden 

procent.  Nigdy  nie  było  moŜliwości,  Ŝeby  ktoś  mógł  przejąć  naszą  firmę.  Niemniej  coś 

zmieniło jego stosunek do spółki z Townsendem i chciałbym wiedzieć, co. 

- Czy zarzucasz mi kłamstwo? - zagrzmiał Derwin. 

- Tak. To właśnie ci zarzucam. Pytanie tylko, dlaczego kłamiesz? 

Zapadła cięŜka, ołowiana cisza. Nie mogąc znieść napięcia, Angie odwróciła wzrok i 

spojrzała  przez  okno  na  jezioro.  Zmarszczyła  brwi  widząc  motorówkę  z  trzema  osobami, 

zdąŜającą w ich kierunku. 

- Owen! 

- Nie teraz, Angie. 

- Wydaje mi się, Ŝe będziemy mieć towarzystwo. 

- O czym ty mówisz? - Odwrócił się, podąŜając za jej wzrokiem. 

Motorówka przybiła do brzegu i trzy postacie szybkim krokiem zaczęły zbliŜać się do 

domu.  Lampy  na  tarasie  oświetliły  płomienną  czuprynę  Harry'ego  i  napięte,  zdenerwowane 

twarze matki i ojca Angie. 

-  No,  no  -  mruknął  Owen.  -  Tylko  tego  nam  brakowało.  Oto  rodzina  Townsendów 

przybywa  wyzwolić  moją  Ŝonę  od  losu  gorszego  niŜ  śmierć.  To  kropla,  która  przepełnia 

czarę. 

- Ja otworzę - powiedział do Betty, wychodząc do holu, - Nakryj na trzy osoby więcej 

do  kolacji  i  przygotuj  dwie  dodatkowe  sypialnie.  Mamy  niespodziewaną  wizytę  moich 

teściów. 

Betty uśmiechnęła się szeroko, wycierając ręce w fartuch. 

background image

- Nie powiem, to powinno być interesujące. 

- Na twoim miejscu zostałbym w kuchni, dopóki pierze nie przestanie fruwać. 

- Tak właśnie zrobię. Ale dasz sobie radę, Owen. Masz Ŝonę, która ci pomoŜe. 

Owen  otworzył  frontowe  drzwi  i  stanął  twarzą  w  twarz  ze  zdenerwowanym  teściem, 

wściekłym szwagrem i zmartwioną teściową. 

- Co za miła niespodzianka. Właśnie o was rozmawialiśmy. 

- śądam wyjaśnień - zagrzmiał Palmer Townsend, jeszcze zanim przekroczył próg. 

Harry przecisnął się obok Owena, wchodząc do holu. 

- Gdzie Angie? Co się tu, do cholery, dzieje? Otrzymaliśmy dziś rano wiadomość, ze 

postanowiłeś ją tu więzić do czasu sprzedaŜy akcji. Jakiś drań twierdzi, Ŝe zaraz potem się z 

nią rozwiedziesz. 

-  Ten  drań  kłamie  -  powiedział  Owen  spokojnie.  -  Wejdź,  Marian  -  zwrócił  się  do 

matki Angie. - Jesteś chyba zmęczona podróŜą. 

- Nie uwierzyłbyś, co musiałam dzisiaj przejść. - Marian uśmiechnęła się niepewnie. - 

Palmer  i  Harry  dostali  szału,  kiedy  nadeszła  ta  wiadomość.  Polecieliśmy  wszyscy  do  San 

Francisco i wynajęliśmy samochód, Ŝeby tu dojechać. Godzinami krąŜyliśmy po tych krętych 

górskich  ścieŜkach,  nie  mogąc  znaleźć  Jade  Lake.  Ani  Palmer,  ani  Harry  nie  chcieli  się 

zatrzymać, Ŝeby spytać o drogę. Coś okropnego. 

-  Przyjechaliście  akurat  na  kolację  -  powiedział  Owen.  W  tym  momencie  weszła  do 

holu Angie, uśmiechając się promiennie. 

- Cześć. Skąd to zamieszanie? 

-  Typowa  reakcja  Townsendów  na  sytuację  kryzysową,  kochanie  -  powiedziała  z 

westchnieniem Marian. - Wszyscy powariowali. 

- Nic podobnego - warknął Palmer, ciskając wzrokiem błyskawice. - Ale z pewnością 

chcielibyśmy usłyszeć jakieś wyjaśnienia. 

-  Zaraz  je  usłyszycie.  -  Owen  objął  zaborczo  Angie  ramieniem,  a  ona  przywarła  do 

jego boku, demonstrując swoją lojalność. 

Ten  drobny,  lecz  znaczący  gest  nie  umknął  jej  ojcu  i  bratu.  Harry  spojrzał  na  nią 

badawczo. 

- Na pewno wszystko w porządku, Angie? 

- Jak najbardziej, dziękuję. Palmer zwrócił się do Owena. 

- Co to wszystko ma, do cholery, znaczyć? Mieliście spędzać swój miesiąc miodowy 

w hotelu. 

- Tak. Ale nasze plany się zmieniły. - Owen poprowadził wszystkich do salonu, nadal 

background image

mocno obejmując Angie. 

- Siadajcie, proszę. Dokonam stosownej prezentacji, a potem skończymy porządkować 

nasze sprawy. 

- Nie widzę tu nic do porządkowania - mruknął Pal - mer. - Oczekuję tylko zwykłego 

wyjaśnienia. - Ukłonił się lekko Helen i wyraz jego twarzy na chwilę złagodniał. 

- Witaj, Helen. Kopę lat. Mało brakowało, a bym cię nie poznał. 

-  Dzień  dobry,  Palmer  -  powiedziała  Helen  miękko.  Owen  dojrzał  dziwny,  przelotny 

błysk w jej oczach. 

Patrzył  na  nią  uwaŜnie,  przedstawiając  sobie  zebranych  i  zorientował  się,  Ŝe  Angie 

równieŜ ukradkiem ją obserwuje. 

-  Kiedy  skończymy  wyjaśniać  nasze  sprawy  -  oznajmił  -  zjemy  kolację  i  pójdziemy 

spać. A rano Angie i ja wyjedziemy spędzić resztę naszego miesiąca miodowego w jednym z 

Hoteli Sutherland. 

Angie spojrzała na niego rozradowana. 

- Naprawdę? 

- Z całą pewnością. Ą teraz kończmy z tą nieszczęsną historią. Twoja kolej, Helen. 

- Nie mam nic do powiedzenia na temat tego, co zaszło trzydzieści lat temu - odparła z 

godnością. - UwaŜam, Ŝe dość juŜ się stało złego. Owen, czy nie moŜesz zostawić tej sprawy 

w spokoju? 

- Nie. - Glos Owena był podejrzanie łagodny. - Nie mogę. 

-  To  nie  ma  nic  wspólnego  z  tobą  -  wtrącił  gniewnie  Derwin.  -  Byłeś  jeszcze 

dzieckiem. 

-  Mylisz  się,  Derwin.  To  ma  ze  mną  bardzo  wiele  wspólnego,  bo  rzutuje  na  moje 

małŜeństwo i moje interesy. Ten konflikt musi zostać raz na zawsze wyjaśniony. Powiedzmy 

sobie  jasno:  nikt  nie  opuści  tej  wyspy,  dopóki  nie  dowiem  się  prawdy.  No  więc,  Helen? 

Derwin zerwał się na nogi. 

- Daj jej spokój. Mógłbyś przynajmniej okazać odrobinę szacunku własnej ciotce. Nie 

zapominaj, Ŝe to siostra twojego ojca. 

Owen  poczuł  rękę  Angie  wsuwającą  się  w  jego  dłoń  i  delikatny  uścisk  jej  palców. 

Wiedział, Ŝe to znak, aby nie ustępował. 

- Przykro mi, Helen, ale muszę otrzymać odpowiedź na moje pytanie. 

Wiem - szepnęła. - Zawsze wiedziałam, Ŝe prędzej czy później wszystko wyjdzie na 

jaw. 

Wybuchnęła płaczem. Derwin pospieszył do niej, podając chusteczkę. 

background image

- Nie musisz mu nic mówić, Helen. Wytarła nos i potrząsnęła głową. 

- Nie, Owen ma rację. Sprawa zaszła za daleko. śyliśmy z tym przez wszystkie te lata, 

ale sama mam juŜ dość. 

Palmer spojrzał na nią uwaŜnie. 

- Czy ma to coś wspólnego ze mną, Helen? 

- Tak. Bardzo mi przykro, Palmer. 

Marian spojrzała na Angie i uniosła brwi, ale się nie odezwała. 

- No dobrze, Helen - rzekł spokojnie Owen. - Opowiedz nam, co się stało. 

-  Stało  się  to  -  zaczęła  Helen  drŜącym  głosem,  który  stopniowo  się  uspokajał  -  Ŝe 

trzydzieści  lat  temu  popełniłam  głupią  pomyłkę.  Na  swoje  usprawiedliwienie  mam  tylko  to, 

Ŝ

e byłam bardzo młoda. I raczej naiwna. Krótko mówiąc, od pierwszej chwili zakochałam się 

w  Palmerze  Townsendzie  i  z  typową  zarozumiałością  Sutherlandów  uznałam,  Ŝe  i  on  mnie 

kocha. 

Owen  rzucił  szybkie  spojrzenie  na  teściów.  Palmer  miał  minę  zakłopotaną  i 

nieszczęśliwą, Marian współczującą, a Harry zdumioną. 

-  W  tym  czasie  nie  mówiło  się  o  niczym  innym,  tylko  o  planowanej  spółce  między 

Sutherlandami  a  Townsenda  -  mi  -  kontynuowała  Helen.  -  Wszyscy  kipieli  entuzjazmem  i 

snuli  wspaniałe  plany.  Pomyślałam,  Ŝe  to  będzie  bardzo  romantyczne,  jeśli  Palmer  i  ja 

pobierzemy się i połączymy przed ołtarzem zarówno nasze rodziny, jak i nasze firmy. 

- Helen, nie musisz mówić nic więcej. - Derwin chwycił ją za ramię. 

- To prawda, Helen. Nie zwracaj uwagi na Owena - poparł go Palmer. - To jest sprawa 

osobista. Nie musisz zdradzać swoich sekretów przed nami wszystkimi. 

- Chyba jednak muszę. - Uśmiechnęła się smutno. - Owen ma rację. To nie tylko moje 

sekrety. W taki lub inny sposób dotknęły kaŜdego z nas. Reszta jest całkiem prosta. Poszłam 

do  Palmera  i  powiedziałam  mu,  Ŝe  go  kocham  i  chcę  zostać  jego  Ŝoną.  Był  zdumiony, 

mówiąc delikatnie. Właściwie naleŜałoby powiedzieć, Ŝe przeraŜony. 

Palmer patrzył na czubki swoich butów. Jego twarz oblała się rumieńcem. 

Helen mówiła dalej z przepraszającym uśmiechem na ustach. 

-  Zachował  się  bardzo  szarmancko  i  jak  mógł  próbował  osłodzić  mi  gorycz  poraŜki. 

Ale  kiedy  zrozumiałam,  Ŝe  mnie  nie  kocha  i  Ŝywi  dla  mnie  jedynie  uczucie  przyjaźni,  a 

ponadto  ma  właśnie  zamiar  zaręczyć  się  z  kimś  innym,  wpadłam  w  szał.  I  zrobiłam  coś 

bardzo złego. Coś, czego Ŝałowałam przez wszystkie te lata. 

- Helen, dość. - Derwin poklepał ją po ramieniu, niezręcznym, lecz czułym gestem. 

-  Nie,  muszę  to  wreszcie  z  siebie  wyrzucić.  -  Dotknęła  przelotnie  jego  dłoni, 

background image

przenosząc oczy z Palmera na Owena. - W napadzie zazdrości postanowiłam nie dopuścić do 

powstania  spółki.  To  ja  przekazałam  pewne  poufne  informacje  naszym  niedoszłym 

kredytodawcom. I dlatego wycofali się z poŜyczki, którą mieli dać nowo powstałej firmie. Ci 

sami ludzie zdecydowali się później poprzeć plany rozwojowe Palmera. Mój brat oczywiście 

uznał, Ŝe to jego sprawka, zaplanowana od samego początku. 

W  pokoju  zaległa  cięŜka  cisza.  Owen  pochylił  się  do  przodu,  opierając  łokcie  na 

kolanach. 

- Co to były za informacje i jak je zdobyłaś? Helen wzruszyła ramionami. 

-  Całkiem  po  prostu.  Słyszałam  kiedyś,  jak  brat  mówił,  Ŝe  jeden  z  naszych  hoteli 

przynosi  same  straty  i  wiedziałam,  Ŝe  chce  to  zatuszować  do  czasu  zawiązania  spółki. 

Przekazując  tę  informację  do  banku,  dałam  do  zrozumienia,  Ŝe  to  nie  jedyny  niedochodowy 

hotel  w  naszej  sieci.  Bankowcy  uwierzyli  i  cofnęli  kredyt.  Wiecie,  jak  to  jest,  kiedy  takie 

pogłoski zaczynają krąŜyć w świecie biznesu. 

Palmer spojrzał na Owena. 

-  Pamiętam  ten  nieszczęsny  hotel.  Był  źle  połoŜony.  Twój  ojciec  zamierzał  go 

sprzedać i w końcu to zrobił. Nigdy nie miało to znaczenia dla całości jego interesów. 

- Mój brat był wściekły, kiedy bankierzy ni stąd, ni zowąd się wycofali, a potem nagle 

poparli  samego  Townsenda  -  mówiła  dalej  Helen,  z  wzrokiem  wbitym  w  ręce  złoŜone  na 

kolanach, - Był pewien, Ŝe za jego plecami uknuto spisek. 

-  Myślał,  Ŝe  przekonałem  ich,  Ŝe  korzystniej  będzie  zainwestować  we  mnie  samego 

niŜ  w  spółkę  -  powiedział  Palmer  wolno.  -  Uznał,  Ŝe  zmieniłem  zdanie  i  postanowiłem 

wykorzystać  zdobyte  informacje,  Ŝeby  zniechęcić  do  niego  finansistów  i  przekabacić  ich  na 

swoją stronę. 

Helen pokiwała głową. 

- Mój brat przeczesał całą firmę w poszukiwaniu twojego szpiega. W końcu przyszedł 

do mnie. I wtedy jeszcze raz posunęłam się do kłamstwa. 

-  Powiedziałaś,  Ŝe  cię  uwiodłem,  Ŝeby  wyciągnąć  z  ciebie  to  i  owo  o  waszej  firmie, 

tak? 

- Tak - przyznała Helen. - I to przewaŜyło szalę. Tego nie był w stanie ci wybaczyć. 

-  Dlatego  tak  mnie  nienawidził  przez  wszystkie  te  lata.  -  Palmer  potrząsnął  głową.  - 

CóŜ, przynajmniej teraz znam przyczynę jego niechęci po rozpadzie naszych wspólnych pla-

nów. Ale dlaczego nigdy nie usiłował tego ze mną wyjaśnić? 

-  Ubłagałam  go,  Ŝeby  z  tobą  nie  rozmawiał.  Powiedziałam,  Ŝe  moja  duma  tego  nie 

zniesie. Zrozumiał. 

background image

-  Słynna  duma  Sutherlandów  -  mruknął  Owen.  Angie  obdarzyła  go  uroczym 

uśmiechem. 

-  Zawsze  wiedziałam,  Ŝe  w  tej  rodzinie  drzemią  wielkie  namiętności.  Wszelkiego 

rodzaju. 

Ś

cisnął ją mocniej za rękę, zwracając się do Helen. 

- Czy miałem rację, Ŝe to Derwin krył się za ostatnimi wypadkami? 

-  Tak  -  odpowiedział  Derwin  sam  za  siebie.  -  Miałeś  rację.  To  ja  próbowałem 

zaszkodzić spółce. Dowiedziałem się o wszystkim zbyt późno, ale sądziłem, Ŝe jeśli sprzedaŜ 

akcji  się  nie  powiedzie,  moŜesz  jeszcze  rozstać  się  z  Townsendem  i  kaŜdy  z  was  wróci  do 

prowadzenia  przedsiębiorstwa  na  własną  rękę.  To  wszystko,  na  co  mogłem  liczyć,  ale 

musiałem spróbować. 

Palmer spojrzał na niego z najwyŜszym zdumieniem. 

-  Ale  dlaczego,  na  miłość  boską,  dlaczego?  Wszyscy  zarobimy  na  tym  interesie 

mnóstwo pieniędzy. 

- Są rzeczy waŜniejsze niŜ pieniądze - oświadczył Derwin dumnie, - Musiałem zrobić 

wszystko,  co  w  mojej  mocy,  aby  oszczędzić  Helen  bólu,  który  ją  czekał,  gdyby  nazwiska 

Sutherland  i  Townsend  zostały  nierozerwalnie  związane.  Wiedziałem,  co  się  wydarzyło 

trzydzieści lat temu i wiedziałem, jak bardzo wtedy przez ciebie cierpiała, Palmer. 

- Tak, oczywiście - mruknął Palmer. 

- To zrozumiałe, Ŝe chciałeś chronić swoją Ŝonę - powiedział współczująco Harry. 

-  Absolutnie  -  zgodziła  się  Marian.  -  Wiem,  co  musiałaś  czuć,  Helen.  Wzgardzona 

miłość potrafi być powodem wielu nierozwaŜnych kroków. 

- W tym wypadku moŜe nieco drastycznych - zauwaŜyła Celia. - Ale zapewne w jakiś 

sposób zrozumiałych. 

-  Naturalnie  -  powiedziała  Angie.  -  Biedna  Helen.  Jakie  to  musiało  być  dla  ciebie 

straszne. Muszę przyznać, Derwin, Ŝe zachowałeś się niezwykle lojalnie, próbując ją chronić 

przed konfrontacją z moim ojcem i przykrymi przeŜyciami. 

Helen uśmiechnęła się smutno do Derwina. 

- Najgorsze, Ŝe była to kwestia dumy, nie miłości. Bardzo szybko zrozumiałam, Ŝe to 

Derwin  jest  męŜczyzną  mojego  Ŝycia.  Ale  bałam  się  juŜ  potem  wyznać  prawdę.  Byłoby  to 

takie upokarzające, a  poza tym i tak nie mogłam juŜ niczego naprawić.  Miałam nadzieję, Ŝe 

wszystko zostanie zapomniane. Ale tak się nie stało. 

Owen  rozejrzał  się  po  twarzach  ludzi  zgromadzonych  w  salonie  i  z  cięŜkim 

westchnieniem podparł twarz dłońmi. 

background image

- Czy doprawdy nie za duŜo tych niepohamowanych emocji? Nawet mój biedny ojciec 

nie  potrafił  się  im  oprzeć.  Wprost  nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  wszyscy  wokół  wykazują  pełne 

zrozumienie, Ŝe moŜna było przez trzydzieści lat podejmować decyzje  w interesach kierując 

się uczuciem zemsty i wzgardzonej miłości. Całe trzydzieści lat. 

- No, no... - Angie poklepała go współczująco po ramieniu. - Nie dramatyzuj. Nie jest 

tak źle. 

- Nie jest tak źle? - Podniósł głowę i spojrzał na nią ze zgrozą. - Jest jeszcze gorzej. 

Jak,  na  miły  Bóg,  będziemy  prowadzić  interesy  spółki  «Sutherland  i  Townsend»  mając  w 

zarządzie takich zapalczywych, kierujących się emocjami, przewraŜliwionych ludzi? 

Wszyscy spojrzeli na niego ze zdumieniem, a on odpowiedział im groźnym wzrokiem. 

Angie uśmiechnęła się promiennie. 

-  Czy  chcesz  dać  miejsce  w  zarządzie  komuś  ze  swojej  rodziny?  -  spytał  z 

zainteresowaniem Palmer. 

- Dlaczego nie? - odparł Owen. - Ty, jako prezes, i ja, jako dyrektor generalny, mamy 

prawo wyznaczyć równą liczbę członków zarządu, prawda? 

- Prawda. 

- I ty na pewno od razu weźmiesz Harry'ego? 

- Oczywiście. I moją Ŝonę. Wolę wiedzieć, Ŝe mam po swojej strome ludzi, na których 

mogę liczyć w razie jakiejś róŜnicy zdań między tobą a mną. 

- Tak? Mnie równieŜ przydałby się ktoś absolutnie zaufany w takim wypadku. - Owen 

przeniósł wzrok na wuja. - I moŜe właśnie tak lojalny, jak ty byłeś w stosunku do Helen przez 

całe trzydzieści lat. Co powiesz, Derwin? Przyjmiesz miejsce w zarządzie? 

Derwin zamrugał oczami, całkowicie zaskoczony. 

- Ja... no, cóŜ... Tak. Tak, oczywiście. Z przyjemnością ci pomogę. - Wyprostował się 

i spojrzał z dumą na Ŝonę. 

-  A  ty  co  powiesz,  Celio?  -  Owen  przeniósł  wzrok  na  macochę.  -  Gdybyś  była  w 

zarządzie, mogłabyś dbać o interesy Kim. Na pewno wkrótce pojawią się teŜ wnuki. Będziesz 

chciała zabezpieczyć ich przyszłość. 

-  Czuję  się  zaszczycona,  Owen  -  powiedziała  Celia,  patrząc  na  niego  uwaŜnie.  -  Ale 

niewiele wiem o prowadzeniu takiej wielkiej firmy. 

-  Coś  mi  mówi,  Ŝe  się  szybko  nauczysz.  A  twoja  lojalność  w  stosunku  do 

Sutherlandów jest powszechnie znana. To teŜ się liczy. A skoro juŜ mówimy o  wnukach, to 

chciałbym  przekazać  ci  dla  nich  ten  dom.  Jest  twój.  Ojciec  na  pewno  by  sobie  tego  Ŝyczył, 

tylko zaniedbał zaznaczyć to w testamencie. Wiesz, jaki był. 

background image

-  Tak,  oczekiwał,  Ŝe  ty  będziesz  sprawować  pieczę  nad  wszystkim.  -  Celia 

uśmiechnęła się i skinęła głową. 

- Dziękuję ci, Owen. Bardzo ci dziękuję. I przyjmuję fotel w zarządzie. 

Owen spojrzał teraz pytającym wzrokiem na Helen. 

- Nie, mnie moŜesz nie brać pod uwagę - odparła łagodnie, lecz stanowczo. - Wierzę, 

Ŝ

e dacie sobie radę beze mnie. A ja, szczerze mówiąc, wolę zasiadać w moich towarzystwach 

dobroczynnych. 

- Hej, a co ze mną? - Angie podskoczyła na krześle. 

- Chętnie bym się znalazła w nowym zarządzie. Na przykład zamiast Helen. To moŜe 

być bardzo ekscytujące. Mam całą masę wspaniałych pomysłów dotyczących spółki, łącznie z 

nowym znakiem firmowym. 

Palmer  i  Harry  jęknęli  cicho,  zaś  Owen  z  olimpijskim  spokojem  postanowił 

przemówić jej do rozumu za pomocą logiki. 

- Angie, przecieŜ zaczynasz juŜ robić karierę jako projektantka biŜuterii, zapomniałaś? 

- Jestem pewna, Ŝe poradzę sobie z jednym i drugim - powiedziała szybko. 

- Kochanie, podobnie jak wszyscy inni będziesz miała swój udział w spółce. To ci da i 

tak prawo głosu. Nie musisz zasiadać w zarządzie. 

- Ale, Owen... 

- Kobieto, przecieŜ śpisz z dyrektorem generalnym! - krzyknął Owen, zapominając o 

logice. - Czego jeszcze chcesz? 

- To nie to samo - upierała się, oblana rumieńcem, ogarniając gniewnym spojrzeniem 

roześmiane twarze zebranych. - Daj mi tylko spróbować. Przekonasz się, Ŝe będziesz mieć ze 

mnie  duŜo  poŜytku.  Jestem  gotowa  uczestniczyć  we  wszystkich  zebraniach,  a  nawet  chętnie 

wezmę udział w róŜnych specjalnych komisjach i tym podobnych. 

-  Nie  wątpię,  nie  wątpię  -  uśmiechnął  się  Owen  szeroko.  -  Angie,  postawię  sprawę 

jasno. Będę cię kochać do końca Ŝycia, ale po moim trupie wejdziesz do zarządu. I tak czuję, 

Ŝ

e jako udziałowiec sprawisz mi dość kłopotu. 

- Owen, coś ty powiedział? - Oczy Angie rozszerzyły się ze zdumienia i pojaśniały z 

radości. 

- Słyszałaś. 

- A więc przyznajesz, Ŝe mnie kochasz! Wiedziałam to od samego początku! 

Zanim  się  zdąŜył  obejrzeć,  rzuciła  mu  się  w  ramiona.  Objął  ją  mocno  i  przytulił  na 

oczach  wszystkich  zebranych.  Obsypała  go  pocałunkami,  a  zgromadzeni  główni  udziałowcy 

spółki «Sutherland i Townsend» zareagowali głośnym aplauzem. W tym momencie do pokoju 

background image

wkroczyła Betty, uśmiechając się szeroko. 

-  Zawsze  mówiłam,  Ŝe  wszystko  jeszcze  da  się  naprawić,  a  miłość  to  najlepsze 

lekarstwo.  Proszę  do  stołu.  Nie  mogę  się  doczekać  chwili,  kiedy  zobaczę  te  obie  rodziny 

zasiadające razem do kolacji. 

Następnego  wieczoru  Angie  stała  na  tarasie  znanego  jej  juŜ  apartamentu  hotelowego 

dla nowoŜeńców. Oparła się łokciami o balustradę, patrząc na zachód słońca nad Pacyfikiem. 

Ciepły  wieczorny  wiatr  przewiewał  jej  lekki  srebrzysty  peniuar  i  kołysał  delikatnie  długimi 

klipsami. 

Zaczęła obmyślać kształt wyrafinowanej srebrnej bransoletki, która oddałaby koloryt i 

nastrój zmierzchu. Tęskniła juŜ za swoją pracą. Była cząstką jej Ŝycia i mimo Ŝe oderwała się 

od projektowania zaledwie na parę tygodni, zaczynało jej brakować szkicownika i ołówka. 

Odwróciła  się  na  dźwięk  otwieranych  drzwi.  Do  pokoju  wkroczył  Owen  z  butelką 

szampana  i  dwoma  kieliszkami.  Na  jej  widok  oczy  mu  rozbłysły,  a  usta  rozchyliły  się  w 

zmysłowym i wiele obiecującym uśmiechu. ZadrŜała pod tym spojrzeniem, jak pod dotykiem 

jego  ręki.  Ruszył  ku  niej  po  białym  dywanie  miękkim,  kocim  krokiem  dzikiego  zwierzęcia; 

była w nim siła i zwycięska męskość. W jego oczach dojrzała miłość i poŜądanie i raz jeszcze 

pomyślała, jak bardzo go kocha. 

- Wszystkiego najlepszego, pani Sutherland. 

- Wszystkiego najlepszego, panie Sutherland. 

Kiedy  Angie  upiła  łyk  szampana,  wyjął  jej  z  ręki  kieliszek  i  odstawił  na  stolik 

tarasowy. Podszedł blisko i uwięził ją przy sobie jak w klatce, zaciskając dłonie na poręczach 

za  jej  plecami.  Pocałował  ją  wolno  i  zmysłowo,  dając  jej  odczuć  głębię  swojej  miłości  i 

przywiązania. 

- A więc, pani Sutherland... 

Angie uśmiechnęła się i zarzuciła mu ręce na szyję. 

- Słucham, panie Sutherland? 

- Mam wraŜenie - zamruczał Owen, przesuwając wargami po jej szyi - Ŝe jest pewna 

sprawa, której dotąd nie załatwiliśmy. 

-  Jaka?  -  Odchyliła  głowę  do  tyłu,  drŜąc  pod  jego  namiętnymi  pocałunkami.  -  Co  to 

moŜe być? 

- Nasza noc poślubna. 

- Ach tak... - Spojrzała na niego roześmianymi oczami i zaczęła rozpinać mu koszulę. 

-  Czy  powinniśmy  zwołać  zebranie  zarządu,  Ŝeby  uzyskać  zgodę,  czy  będziemy  działać  na 

własną rękę? 

background image

- Zarząd główny spółki «Sutherland i Townsend» dał nam juŜ pełną aprobatę. Myślę, 

Ŝ

e z resztą poradzimy sobie sami. 

Przycisnął usta do jej warg, pochwycił w ramiona i zaniósł przez srebrno - biały pokój 

do  wielkiego  łoŜa  pod  baldachimem.  Uśmiechnęła  się,  widząc  zachłanny  wyraz  jego  oczu, 

wyciągnęła  ręce  i  chwyciła  za  oba  końce  rozwiązanej  muszki,  przyciągając  go  delikatnie  do 

siebie. Owen zaśmiał się niskim, zmysłowym śmiechem i opadł na nią, zagłębiając palce w jej 

włosy cudownie znanym juŜ gestem. 

- Powiedz, Ŝe mnie kochasz, Angie. 

- Kocham cię, Owen. Nigdy nie przestanę cię kochać. - Dotknęła delikatnie czubkiem 

palców jego mocno zarysowanego podbródka. 

- Całe szczęście, bo chcę cię mieć przy sobie do końca Ŝycia. - Podniósł do ust jej rękę 

i  pocałował  złotą  obrączkę  na  palcu.  -  Ja  teŜ  cię  kocham,  moja  Ŝono.  I  zawsze  będę  cię 

kochał. 

Dziesięć  miesięcy  później  Owen  z  dumnym  uśmiechem  przekroczył  próg  pokoju 

szpitalnego. W jednej ręce miał olbrzymi bukiet róŜ, w drugiej pokaźną kopertę. Pokój usłany 

był  prezentami  od  członków  rodzin  Sutherlandów  i  Townsendów.  Wszędzie  walały  się 

róŜowe wstąŜeczki i kolorowe bibułki. 

Angie  spojrzała  na  niego  znad  główki  noworodka,  trzymanego  przy  piersi. 

Uśmiechnęła  się;  jej  oczy  jaśniały  miłością  i  szczęściem.  Owen  pomyślał  z  troską,  Ŝe  jest 

trochę blada, ale musiał przyznać, Ŝe nigdy nie widział piękniejszego widoku niŜ jego Ŝona z 

dzieckiem w ramionach. 

- Owen, co za piękne kwiaty! A co jest w tej kopercie? 

- Pakiet akcji spółki «Sutherland i Townsend». - Wyjął plik papierów wartościowych 

na nazwisko Samantha Helen Sutherland. - Myślisz, Ŝe ją to ucieszy? 

Angie roześmiała się. 

-  Kiedy  juŜ  skończy  szkołę  średnią,  to  na  pewno.  Jeśli  akcje  będą  dalej  tak  szły  w 

górę, to będzie mogła sobie sama opłacić studia medyczne albo prawnicze. 

- A moŜe zechce zostać następnym dyrektorem generalnym naszej spółki? 

Owen pochylił się nad córeczką, podziwiając ją z bliska. Nie otworzyła oczu, lecz jej 

maleńkie paluszki zacisnęły się mocno wokół jego kciuka. 

- Wie, jak złapać to, co chce - roześmiał się. 

- Zupełnie jak jej tatuś - zgodziła się Angie. Popatrzył na nią z czułością. 

- I nigdy cię juŜ nie puszczę, pani Sutherland. Zapamiętuj to sobie. 

- Zapamiętam. 

background image

Uśmiechnęła się do niego tak samo, jak w dniu ślubu, kiedy wkładał jej obrączkę na 

palec. Wiedziała, Ŝe ten uśmiech będzie zarezerwowany dla niego juŜ na resztę Ŝycia.