background image

ANTONI PAWLAK 

KSI

Ąś

ECZKA 

WOJSKOWA 

 

 
O PO

ś

YTKACH PŁYN

Ą

CYCH Z PRZEBYWANIA 

W MIEJSCACH ZAMKNI

Ę

TYCH 

 
Gdy wiosn

ą

 1976 szedłem do wojska, wiedziałem jedno – albo mnie tam wyko

ń

cz

ą

, albo 

to 
wszystko opisz

ę

. Nie wyko

ń

czyli. 

Ludowe Wojsko Polskie było wówczas, w latach siedemdziesi

ą

tych, tematem tabu. W 

literaturze wła

ś

ciwie nie istniało. Oczywi

ś

cie, je

ś

li nie liczy

ć

 propagandowych 

powie

ś

cideł 

wydawanych w masowych nakładach przez Wydawnictwo MON. 
Wi

ę

c napisałem i – jak si

ę

 okazało – wstrzeliłem si

ę

. Byłem pierwszy, który po wojnie 

opisał wojsko inaczej. My

ś

l

ę

Ŝ

e prawdziwie. 

Dzi

ś

 nie mam wi

ę

kszych złudze

ń

. Doskonale wiem, 

Ŝ

e „Ksi

ąŜ

eczka wojskowa” nie jest 

wielkim dziełem literackim. Jest swego rodzaju dokumentem. Dokumentem o bardzo 
ciekawych, jak s

ą

dz

ę

, losach. 

Po pierwsze – niezale

Ŝ

ny kwartalnik literacki „Zapis” kupił ode mnie tekst w ciemno. A 

rzecz taka młodemu literatowi (miałem wówczas 26 lat) zdarza si

ę

, raczej rzadko. 

Po drugie – dwa pełne nakłady tego numeru „Zapisu” w cało

ś

ci skonfiskowała Słu

Ŝ

ba 

Bezpiecze

ń

stwa. Pozwala mi to do dzi

ś

 

Ŝ

ywi

ć

 nadziej

ę

Ŝ

e wła

ś

nie mój tekst był tak 

wa

Ŝ

ny. 

Po trzecie – „Ksi

ąŜ

eczka wojskowa” w wielu jednostkach wojskowych stała si

ę

 

obowi

ą

zkow

ą

 lektur

ą

 szkoleniow

ą

 dla oficerów. Nigdy nie my

ś

lałem, 

Ŝ

e stan

ę

 si

ę

 kim

ś

 w 

rodzaju autora podr

ę

cznika. 

Po czwarte – w drugiej połowie grudnia 1981 roku w wi

ę

zieniu w Białoł

ę

ce jeden ubek 

powiedział mi, 

Ŝ

e wła

ś

nie „Ksi

ąŜ

eczka...” była głównym powodem mojego internowania. 

I w ten sposób dochodzimy do „Ksi

ąŜ

ki skarg i wniosków” – tekstu, w którym staram si

ę

 

opisa

ć

 obozy internowanych. 

Od grudnia 1981 do lipca 1982 byłem internowany w Białoł

ę

ce, Jaworzu i Darłówku. 

Udało mi si

ę

 siedzie

ć

 z wieloma lud

ź

mi, którzy dzi

ś

 (pisz

ę

 to na pocz

ą

tku grudnia 1990 

r. ) tak 
du

Ŝ

o znacz

ą

ś

eby si

ę

 pochwali

ć

, niektórych wymieni

ę

z rz

ą

du – Tadeusz Mazowiecki, Waldemar Kuczy

ń

ski, Jan Lity

ń

ski, Bronisław 

Komorowski, Stefan Kawalec... 
z ambasadorów – Władysław Bartoszewski, Krzysztof 

Ś

liwi

ń

ski... 

z Sejmu i Senatu – Bronisław Geremek, Andrzej Szczypiorski, Adam Michnik, 
Aleksander 
Małachowski, Gabriel Janowski, Andrzej Celi

ń

ski, Stefan 

Niesiołowski... 
z telewizji — Andrzej Drawicz, Jan Dworak... 

background image

I jeszcze wielu polityków, działaczy, artystów, wydawców, dziennikarzy i naukowców. 
Jak wida

ć

 jestem – do

ść

 dobrze ustawiony. Czego wszystkim serdecznie 

Ŝ

ycz

ę

Antoni Pawlak 

 

„Wrócicie do cywila i skombinujecie tak 
wszystko, 

Ŝ

e zrobicie ze mnie dup

ę

 i skurwysyna, 

a z siebie inteligenta i pacyfist

ę

który jest ponad szarym 

Ŝ

yciem pułkowym”. 

Zbigniew Uniłowski „Dzie

ń

 rekruta” 

 

Gdy dowiedziałem si

ę

Ŝ

e mam i

ść

 do wojska, robiłem wszystko, aby to nie doszło do 

skutku. Pomagało mi w tym wielu ludzi, co doprowadziło do pewnego zamieszania. W 
ko

ń

cu 

wezwał mnie komendant sztabu dzielnicowego. Usiedli

ś

my w jego gabinecie. 

– Naprawd

ę

 nie mog

ę

 zrozumie

ć

, dlaczego z takim uporem stara si

ę

 pan unikn

ąć

 słu

Ŝ

by 

wojskowej. Przecie

Ŝ

 jest to pa

ń

skim obowi

ą

zkiem. Zreszt

ą

 te wszystkie legendy, 

Ŝ

e w 

wojsku 
nie ma mo

Ŝ

liwo

ś

ci ani czasu, to wierutne brednie. A pan tu jaki

ś

 bałagan robi. A poza 

tym, 
nawet jakbym chciał, nie mog

ę

 panu i

ść

 na r

ę

k

ę

. Ja, prosz

ę

 pana, musz

ę

 rozlicza

ć

 si

ę

 z 

ka

Ŝ

dego, kto nie poszedł. 

Starałem si

ę

 mu wytłumaczy

ć

Ŝ

e studiuj

ę

 filozofi

ę

, a w wolnych chwilach pisuj

ę

 

wierszyki, i obawiam si

ę

Ŝ

e dwuletnie koszarowanie nie wyjdzie na dobre ani moim 

studiom, 
ani te

Ŝ

 wierszykom. 

– Ale

Ŝ

 pan jest w bł

ę

dzie! To, 

Ŝ

e zajmuje si

ę

 pan filozofi

ą

 i literatur

ą

, w 

Ŝ

aden sposób 

nie 
przeszkodzi panu w odbyciu słu

Ŝ

by. Zreszt

ą

, dobrze, 

Ŝ

e mi pan o tym powiedział. 

Postaramy 
si

ę

 skierowa

ć

 pana do takiej jednostki, w której słu

Ŝ

ba b

ę

dzie w jaki

ś

 sposób współgrała 


pa

ń

skimi zainteresowaniami. 

Prawdopodobnie dlatego trafiłem do czołgów. 
– A jakie s

ą

 pa

ń

skie plany na przyszło

ść

? Jako krytyka, oczywi

ś

cie – zapytał mnie w 

Pałacu Kazimierzowskim Nestor Krytyków. 
– Trudno mówi

ć

 o planach. Za tydzie

ń

 b

ę

d

ę

 ju

Ŝ

 w wojsku. 

– Aha – sapn

ą

ł N.K. z nagłym błyskiem w oku. – Tego to panu nawet zazdroszcz

ę

Niech 
pan Mnie dobrze zrozumie; jest pan młodym, zdolnym człowiekiem. A groziło panu 
zatoni

ę

cie w kawiarnianym bagienku. (Pan wie, co oni o Mnie?) Wie pan, z tego si

ę

 

bardzo 
trudno wyci

ą

gn

ąć

. Tam za

ś

 b

ę

dzie pan miał pole do naprawd

ę

 twórczej obserwacji. 

Wej

ś

cie 

w tak odmienne 

ś

rodowisko, to dla ka

Ŝ

dego twórcy cenne, bardzo cenne 

do

ś

wiadczenie. 

background image

Zdenerwował mnie tylko. Niby 

ś

yd, a takie bzdury opowiada. 

Kazik chciał uprzyjemni

ć

 mi ostatni dzie

ń

 wolno

ś

ci. Chod

ź

 – powiedział – poznam ci

ę

 z 

Postaci

ą

 Historyczn

ą

. Lecieli

ś

my przez cał

ą

 Warszaw

ę

, a on do ko

ń

ca nie chciał 

wyjawi

ć

kogo miał na my

ś

li. Posta

ć

 Historyczna i tyle. 

A P.H. umiał si

ę

 znale

źć

. Jak tylko zorientował si

ę

, w jakiej jestem sytuacji, zacz

ą

ł mnie 

pociesza

ć

– Niech si

ę

 pan zbytnio nie przejmuje – mówił. – Wojsko to tylko karykatura ustroju 

totalitarnego, do którego – jak s

ą

dz

ę

 – zdołał si

ę

 pan ju

Ŝ

 przyzwyczai

ć

. Jak panu 

wiadomo, 
ustrój totalitarny zbudowany jest na zasadzie sieci, która nas tak naokoło oplata, oplata. 
Ale 
ka

Ŝ

da sie

ć

 ma to do siebie, 

Ŝ

e posiada oka, w których przeci

ę

tnie inteligentny człowiek 

potrafi uwi

ć

 sobie spokojne gniazdko. Czego i panu serdecznie 

Ŝ

ycz

ę

Przy po

Ŝ

egnaniu Kazik mocno u

ś

cisn

ą

ł mi dło

ń

– Mam nadziej

ę

, Antoni, 

Ŝ

e doczekamy jeszcze czasów, gdy młodzi ludzie b

ę

d

ą

 pełni 

dumy szli do POLSKIEGO wojska. 
Ja nie miałem tej nadziei. Nie mam jej do dzisiaj. Zreszt

ą

, Kazik, wojsko jest zawsze 

wojskiem. Poza wszystkim innym. 
Pocz

ą

tkiem drogi był Dworzec Wschodni. Całe tłumy młodych ludzi. Pijanych młodych 

ludzi. Pijanych i wyj

ą

cych młodych ludzi. 

Wojskowe piosenki wzbijały si

ę

 pod dach dworca. Jak barany na rze

ź

 wsiadali do 

poci

ą

gów kolejni obro

ń

cy granic. Ten koszmar towarzyszył mi przez cał

ą

 drog

ę

. W 

pewnych 
chwilach robiło mi si

ę

 wr

ę

cz głupio za t

ę

 moj

ą

 trze

ź

wo

ść

, za brak 

ś

piewu. Wygl

ą

dało na 

to, 

Ŝ

e ja jeden boj

ę

 si

ę

 tego, co nas czeka. 

ś

e tamci jad

ą

 pełni pijanej rado

ś

ci, a ja jeden 

itd. 
Stałem obok jakiego

ś

 starszego faceta, który z pewnym niedowierzaniem obserwował 

ten 
Wesoły Poci

ą

g. W pewnym momencie facet zacz

ą

ł do mnie mówi

ć

– Wie pan, wojsko nie jest łatw

ą

 rzecz

ą

. Ja si

ę

 wcale nie dziwi

ę

Ŝ

e oni nie maj

ą

 ochoty 

tam i

ść

. Ale to w sumie niedobrze, bo powinni. Nie, nie dlatego, 

Ŝ

e to obowi

ą

zek i tak 

dalej. 
Ode mnie pan czego

ś

 takiego nie usłyszy, nie jestem dziennikiem telewizyjnym. Po 

prostu tak 
ju

Ŝ

 w 

Ŝ

yciu jest, 

Ŝ

e wojsko i wi

ę

zienie to najwi

ę

ksza i najlepsza szkoła 

Ŝ

ycia. Ja, panie, 

byłem 
ju

Ŝ

 w paru wojskach i paru wi

ę

zieniach. Najpierw, w trzydziestym dziewi

ą

tym, w polskim 

wojsku. Normalne. Zaraz na pocz

ą

tku wojny Niemcy wzi

ę

li mnie do niewoli. Ale obozu 

jenieckiego nie zobaczyłem, bo udało mi si

ę

 uciec z transportu. Do czterdziestego 

trzeciego 
byłem w AK na terenie Warszawy. I w tedy Niemcy znów mnie złapali. Tym razem 
gestapo. I 
po raz drugi udało mi si

ę

 uciec. Byłem ju

Ŝ

 spalony w mie

ś

cie i musiałem i

ść

 do lasu, do 

oddziału. A jak w czterdziestym czwartym przyszli Ruskie, to pierwsza rzecz nas 
zamkn

ę

li. 

background image

Wtedy wła

ś

nie uciekłem z wi

ę

zienia po raz ostatni. Ruscy zamykali mnie na fałszywych 

papierach, wi

ę

c pod prawdziwym nazwiskiem wst

ą

piłem do ko

ś

ciuszkowców. Byłem z 

nimi, 
panie, a

Ŝ

 do Berlina. Po wojnie chciałem zosta

ć

 w wojsku i nawet zostałem. Ale 

niedługo. W 
czterdziestym ósmym kto

ś

 wpadł na to, 

Ŝ

e zwiałem Ruskim. Wie pan, wtedy si

ę

 nie 

patyczkowali, mo

Ŝ

na było i czap

ę

 lekk

ą

 r

ą

czk

ą

 zarobi

ć

. Zamkn

ę

li i koniec. Nawet nie 

miałem 
ju

Ŝ

 ochoty ucieka

ć

. Wyszedłem zupełnie legalnie w pi

ęć

dziesi

ą

tym pi

ą

tym. 

I widzi pan: tyle wojsk, tyle wi

ę

zie

ń

. Ale jak patrz

ę

 z perspektywy, to nawet jestem 

zadowolony, 

Ŝ

e los mnie tak do

ś

wiadczył. Nie ma we mnie ch

ę

ci zemsty na kimkolwiek. 

To 
naprawd

ę

 wielka szkoła. Oni wszyscy, a w ka

Ŝ

dym razie ci inteligentniejsi, tak

Ŝ

e dojd

ą

 

do 
tego wniosku. Bardzo w to wierz

ę

. Oby jak najpr

ę

dzej. Nie wyobra

Ŝ

a pan sobie, jak taka 

ś

wiadomo

ść

 mo

Ŝ

e im pomóc. Przynajmniej w pocz

ą

tkowym, najtrudniejszym okresie. 

A poza tym, jakby tak porówna

ć

 wojsko dwadzie

ś

cia lat temu i teraz. To

Ŝ

 to sanatorium. 

Co wcale nie znaczy, 

Ŝ

e chciałbym umniejsza

ć

 ich cierpienia. Nie, chyba po prostu tak 

jest, 

Ŝ

ka

Ŝ

de pokolenie ma inny, swój udział w cierpieniu. 

W miejscu docelowym byłem rano. Trze

ź

wy, tylko zm

ę

czony całonocn

ą

 podró

Ŝą

. I 

gnany 
my

ś

l

ą

: musz

ę

 tutaj, teraz, jeszcze przed przekroczeniem bramy pozna

ć

 kilku z tych, z 

którymi 
przyjdzie dzieli

ć

 ten okres. Wydawało mi si

ę

 to konieczne. Wi

ę

cej ni

Ŝ

 konieczne. Byłem 

pewien, 

Ŝ

e w du

Ŝ

ej mierze ułatwi to aklimatyzacj

ę

. B

ę

dzie wszak kto

ś

, z kim mo

Ŝ

na 

wróci

ć

 

wspomnieniem do tych kilku ubogich chwil pozostawionych na zewn

ą

trz. 

Akurat napatoczyło si

ę

 dwóch. Przyczepiłem si

ę

 do nich, starałem si

ę

 upodobni

ć

, sta

ć

 

si

ę

 

jednym z nich lub oboma naraz. Wiedziałem, 

Ŝ

e to mo

Ŝ

e by

ć

 jedyna droga, 

Ŝ

eby mnie 

zaakceptowali. 
I poszli

ś

my w tan. Najpierw po butelce wina. Zacz

ę

ło si

ę

 pierwsze macanie: 

Sk

ą

d jeste

ś

Ile razy udało ci si

ę

 mign

ąć

Itd. 
Od pierwszej chwili zdobyłem co

ś

 w rodzaju szacunku. Nie byłem nawet najstarszy, 

byłem 
dla nich po prostu stary. Cztery, sze

ść

 lat to ju

Ŝ

 w tym wieku wiele. Ale dorosło

ść

 trzeba 

potwierdzi

ć

 siln

ą

 głow

ą

. Wi

ę

c dalej, dalej. Wi

ę

c po dwie setki i po dwa piwa. I dalej. 

Szli

ś

my 

przez miasteczko zbieraj

ą

c innych, takich jak my. Jeszcze sklep i jeszcze po trzy wina 

za 
paski od spodni. Na ulicy, a potem w domu jakiego

ś

 miejscowego. Stamt

ą

d te

Ŝ

 chyba 

jeszcze 
jakie

ś

 zakupy. Ale ja si

ę

 nie popisałem, nie pami

ę

tam, straciłem film. 

Odzyskałem go dopiero w jednostce. Do dzi

ś

 nie wiem, w jaki sposób tam trafiłem. 

background image

W jednostce najpierw przechodzi si

ę

 przez co

ś

 w rodzaju powtórnej komisji 

wcieleniowej. 
Kilku lekarzy i facet wypytuj

ą

cy o 

Ŝ

yciorys. Tutaj wła

ś

nie przydzielaj

ą

 do poszczególnych 

pododdziałów. 
Przez komisj

ę

 przeszedłem bez wi

ę

kszych kłopotów. Tylko przy tym nielekarskim stoliku 

wdałem si

ę

 w dyskusj

ę

 mocno zawił

ą

 z jakim

ś

 majorem. Poszło o to, czy jestem karany. 

Powiedziałem mu, 

Ŝ

e to skomplikowana historia – i jestem, i nie jestem. Za

Ŝą

dał 

wyja

ś

nienia. 

A ja z pijackim uporem powtarzałem w kółko to samo, dodaj

ą

c co jaki

ś

 czas, 

Ŝ

e to 

troch

ę

 zbyt 

skomplikowane, by on to zdołał zrozumie

ć

W ko

ń

cu dał mi spokój. 

Zacz

ę

to przerabia

ć

 mnie na 

Ŝ

ołnierza. 

Najpierw strzy

Ŝ

enie. Fryzjer o mało nie zwariował z rado

ś

ci, gdy zobaczył moje 

spływaj

ą

ce na plecy włosy. Od razu na zero. 

Potem rozbierali

ś

my si

ę

 do naga i pakowali

ś

my cywilne ubrania do worków, z których 

próbowali

ś

my robi

ć

 paczki do domu. I ła

ź

nia. Nadzy i łysi pod prysznicami z ledwie 

letni

ą

 

wod

ą

. Teraz ju

Ŝ

 zupełnie nie mogłem pozna

ć

 

ś

wie

Ŝ

ych kolegów. Fryzjer zmienił nas w 

sposób zasadniczy. Byli

ś

my grup

ą

 anonimowych golców. 

Z ła

ź

ni do kilku stoisk – jak w sklepie, tyle, 

Ŝ

e bez płacenia. 

STOISKO I – bielizna. 
– Masz tu spodenki i podkoszulk

ę

. Co marudzisz? Jak za du

Ŝ

e, to i lepiej, 

Ŝ

e nie za 

małe. 
Koszulka to nic, ale spodenki ci

ą

gle spadaj

ą

STOISKO II – moro. 
– Za du

Ŝ

e, to skrócisz, za małe, to wymienisz. Co si

ę

 tak gapisz – spierdalaj. 

Szybko do nast

ę

pnego. 

STOISKO III – komplet alarmowy. 
Jakie

ś

 chlebaczki, zapasowe gacie, koszulki itd. Po choler

ę

 tego a

Ŝ

 tyle? 

STOISKO IV – galanteria skórzana. 
A wi

ę

c pasy i buty. Tutaj przynajmniej mo

Ŝ

na sobie dobra

ć

 na miar

ę

STOISKO V – obuwie sportowe. 
tenisówki (j.w.) 
STOISKO VI – berety. 
Te

Ŝ

 na miar

ę

A poza tym wła

ś

nie tutaj jak najszybciej nale

Ŝ

ało nauczy

ć

 si

ę

 zawi

ą

zywa

ć

 onuce. Co

ś

 

nieprawdopodobnie trudnego. Potem wszystko pod pach

ę

 i na kompani

ę

Le

Ŝ

eli

ś

my ju

Ŝ

 w łó

Ŝ

kach próbuj

ą

c zasn

ąć

, gdy – około wpół do jedenastej – przyszło 

dwóch nowych. Spogl

ą

dali na nas m

ę

tnie, spode łba. Z zaciekawieniem przygl

ą

dali

ś

my 

si

ę

 

ich przygotowaniom do snu. Panowało pełne napi

ę

cia milczenie. W pewnym momencie 

jeden 
z nich zapytał: A kiedy tu daj

ą

 kolacj

ę

Strasznie nas to roz

ś

mieszyło. 

Ś

mieli

ś

my si

ę

 długo i niepohamowanie. W tym 

ś

miechu 

było co

ś

 oczyszczaj

ą

cego. Teraz ju

Ŝ

 wiedzieli

ś

my – jeste

ś

my w wojsku. 

 

background image

II 

Drugiego dnia pobytu w jednostce wzbudziłem zainteresowanie sekcji politycznej. Kazali 
mnie do siebie, do sztabu, przyprowadzi

ć

Młody porucznik posadził mnie naprzeciw siebie. 
– Tak. Ogl

ą

dałe

ś

 mo

Ŝ

e telewizj

ę

 w cywilu? Bo wiesz, ja tam prowadziłem jeszcze 

niedawno program dla młodzie

Ŝ

y... 

Z przykro

ś

ci

ą

 poinformowałem go, 

Ŝ

e raczej nie zdarzało mi si

ę

 ogl

ą

da

ć

 programów dla 

młodzie

Ŝ

y. Ale specjalnie go to nie zniech

ę

ciło. Okazało si

ę

Ŝ

e nie tylko po to mnie tutaj 

wezwano. 
– Co wy

ś

cie pokr

ę

cili wczoraj przy ewidencji z t

ą

 wasz

ą

 karalno

ś

ci

ą

Na wszelki wypadek rozejrzałem si

ę

 wokoło. Ale byli

ś

my sami. Có

Ŝ

, trzeba si

ę

 b

ę

dzie 

przyzwyczai

ć

 do drugiej osoby liczby mnogiej. 

Wyja

ś

niłem, 

Ŝ

e owszem, byłem karany, ale ju

Ŝ

 nie jestem. Bowiem wyrok z 

zawieszeniem 
po zako

ń

czeniu zawieszenia ulega automatycznemu zatarciu. Przekonywał mnie, 

Ŝ

e tak 

wcale 
nie jest. „Nie znacie prawa, ot co”. Bardzo delikatnie suponowałem mu, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e by

ć

 

akurat 
odwrotnie. 
Jako

ś

 nie mogli

ś

my si

ę

 dogada

ć

– No, dobra – zniecierpliwił si

ę

 po chwili. – Zostawmy to na razie. Mam nadziej

ę

Ŝ

e nie 

przyszli

ś

cie tutaj po to, by odsłu

Ŝ

y

ć

, ale po to, by słu

Ŝ

y

ć

. Bez wzgl

ę

du na wasze 

(katolickie – 
prawda?) pogl

ą

dy, powinni

ś

cie by

ć

 dumni, 

Ŝ

e mo

Ŝ

ecie spełni

ć

 zaszczytny obowi

ą

zek 

wobec 
ojczyzny. Je

Ŝ

eli b

ę

dziecie szczerze słu

Ŝ

y

ć

, b

ę

dzie dobrze. I, mam nadziej

ę

, nie 

b

ę

dziecie 

próbowali za wszelk

ą

 cen

ę

 st

ą

d si

ę

 wyrwa

ć

. My

ś

my tu nawet mieli jednego takiego, te

Ŝ

 

katolik. I wyszedł. Ale co? – do dzi

ś

 nie mo

Ŝ

e pracy znale

źć

, a to ju

Ŝ

 przeszło rok. 

Porucznik pocz

ę

stował mnie jeszcze obietnic

ą

Ŝ

e je

ś

li podczas okresu unitarnego b

ę

d

ę

 

si

ę

 

bardzo starał by

ć

 dobrym 

Ŝ

ołnierzem, to b

ę

d

ę

 mógł pracowa

ć

 w ich sekcji jako „pisarz – 

maszynista”. 
– B

ę

dziesz miał złote 

Ŝ

ycie. Twoi kumple si

ę

 upierdol

ą

, a

Ŝ

 im si

ę

 jaja w pocie zagotuj

ą


ty – jak pan. 
Na po

Ŝ

egnanie chciał jeszcze sprawdzi

ć

, czy rzeczywi

ś

cie tak biegle pisz

ę

 na maszynie. 

Dał mi papier i kazał pisa

ć

: „Jestem dumny i szcz

ęś

liwy, 

Ŝ

e odbywam zasadnicz

ą

 słu

Ŝ

b

ę

 

wojskow

ą

”. Po chwili powa

Ŝ

nej rozterki napisałem: „ Urodziłem si

ę

 czwartego sierpnia 

pi

ęć

dziesi

ą

tego roku w Sopocie”. 

Nie był ze mnie zadowolony. 
Jak zawsze: najtrudniejsze s

ą

 pierwsze dni. 

Wrzucaj

ą

 ci

ę

 w jak

ąś

 zbiorowo

ść

 i wydaje ci si

ę

Ŝ

ś

wiat ten, za murami, przestał nagle 

istnie

ć

. Zanim otrzymasz pierwszy list – to jedyne potwierdzenie istnienia 

ś

wiata – mija 

tydzie

ń

 do dwóch. Przez ten czas masz tak

ą

 cholern

ą

 pewno

ść

Ŝ

e wszyscy o tobie 

zapomnieli. 

background image

Przychodz

ą

 do głowy ró

Ŝ

ne głupie pomysły. Na przykład: czy warto próbowa

ć

 ocala

ć

 

siebie, swoj

ą

 godno

ść

. Dla kogo, skoro i tak nikt nie zauwa

Ŝ

ył twojego znikni

ę

cia z 

tamtego, 
dobrego 

ś

wiata. 

Zaczynasz liczy

ć

 dni, które dziel

ą

 ci

ę

 od powrotu. 

Z pocz

ą

tku jest ich około siedmiuset czternastu. 

Przez pierwsze dni – mo

Ŝ

e tydzie

ń

 – mój mózg w ogóle nie pracował. Był wył

ą

czony jak 

zb

ę

dne urz

ą

dzenie. Nie my

ś

lałem, nie zastanawiałem si

ę

 nad niczym. Kiedy pytano 

mnie o 
nazwisko, musiałem mie

ć

 troch

ę

 czasu na przypomnienie sobie. Nie tylko ja. Byli

ś

my 

wszyscy jak 

ś

ci

ś

le zaprogramowane automaty. Reagowali

ś

my tylko na krzyk i tryb 

rozkazuj

ą

cy. Biegali

ś

my, maszerowali

ś

my, 

ś

piewali

ś

my, czołgali

ś

my (si

ę

), myli

ś

my (si

ę

), 

spali

ś

my, jedli

ś

my, palili

ś

my – wszystko tylko na rozkaz. 

Własn

ą

 inicjatyw

ę

 przejawiali

ś

my tylko w sprawie potrzeb fizjologicznych. Zreszt

ą

 ja 

dopiero po trzech dniach. Do tego bowiem czasu miałem wył

ą

czony tak

Ŝ

Ŝ

ą

dek. 

A poza tym to deprymuj

ą

ce uczucie wstydu, gdy musisz przy wszystkich: 

– Obywatelu kapralu, szeregowy Jabłkowski melduje si

ę

 z zapytaniem... Czy mog

ę

 i

ść

 

do 
ubikacji? 
A taki buc na to: Siusiu czy kupk

ę

Pocz

ą

tkowo jedn

ą

 z najtrudniejszych rzeczy, obok skomplikowanego sposobu słania 

łó

Ŝ

ek, 

było poranne mycie. Dokładnie dwie minuty na umycie – nóg, r

ą

k wł

ą

cznie z 

wyczyszczeniem paznokci (do sprawdzenia), twarzy, i jeszcze si

ę

 ogoli

ć

Najgorsze było to ostatnie. W domu miałem maszynk

ę

 elektryczn

ą

, ale tutaj nie wolno. 

Tutaj wszyscy musz

ą

 mie

ć

 identyczne przybory, wi

ę

c najprymitywniejsze maszynki 

Ŝ

yletkowe marki JUNIOR po 45 złotych. Nigdy przedtem nie goliłem si

ę

 

Ŝ

yletk

ą

. Po 

ka

Ŝ

dej 

próbie wygl

ą

dałem jak korporant po pojedynku. 

ś

ołnierz przed przysi

ę

g

ą

 nie mo

Ŝ

e opuszcza

ć

 terenu jednostki. Nie mo

Ŝ

e nawet bez 

opieki 
porusza

ć

 si

ę

 poza budynkiem kompanii. Ale jednemu z nas poszcz

ęś

ciło si

ę

. Był w 

cywilu 
kelnerem i w zwi

ą

zku z tym dane mu było prze

Ŝ

y

ć

 Przygod

ę

. Urz

ą

dzano dla rodzin 

kadry co

ś

 

w rodzaju pikniku nad jeziorem. Potrzebni byli kucharze i kelnerzy. Pojechał i on. Wrócił 
całkowicie załamany. Opowiadał: 
Podsma

Ŝ

ałem w

ę

gorza dla jakiego

ś

 majora. I patrzyłem. Mówi

ę

 wam, jakie dziewczyny. 

Jedz

ą

, ta

ń

cz

ą

, pływaj

ą

, opalaj

ą

 si

ę

. Dopiero jak tam byłem, u

ś

wiadomiłem sobie, w co ja 

si

ę

 

dałem wpakowa

ć

. Zrozumiałem, 

Ŝ

Ŝ

ycie przecieka mi mi

ę

dzy palcami. 

ś

e wszystko to, 

co 
jest udziałem tych dziewczyn, przemyka obok mnie. 

ś

e zostawiłem po tamtej stronie 

muru 
zbyt wiele. Chciało mi si

ę

 płaka

ć

. Chłopaki, nie potrafi

ę

 tego wszystkiego tak dobrze 

opowiedzie

ć

, ale naprawd

ę

 miałem łzy w oczach. Nie wstydz

ę

 si

ę

 tego. A poza tym, 

słuchajcie, one mówiły do mnie „prosz

ę

 pana”. Słowo honoru. Nie istniałem dla nich jako 

background image

facet, jako m

ęŜ

czyzna, ale mówiły „prosz

ę

 pana”. 

„Uprzejmie zawiadamiamy, 

Ŝ

e syn Wasz............ zameldował swoje przybycie do naszej 

jednostki w nakazanym terminie i przyst

ą

pił do odbywania zasadniczej słu

Ŝ

by wojskowej 


szeregach Ludowego Wojska Polskiego. 
Przekraczaj

ą

c bram

ę

 koszar syn Wasz wszedł w nowy okres swego młodzie

ń

czego 

Ŝ

ycia, 

który wywrze istotny wpływ na dalszy proces rozwoju jego osobowo

ś

ci. Słu

Ŝ

ba 

wojskowa 
jest bowiem zaszczytnym patriotycznym obowi

ą

zkiem obywateli Polskiej 

Rzeczypospolitej 
Ludowej, w toku której, sposobi

ą

c si

ę

 do obrony granic i niepodległego bytu Ojczyzny, 

młodzi obywatele zdobywaj

ą

 rozległ

ą

 wiedz

ę

 i praktyczne umiej

ę

tno

ś

ci ofiarnej i 

rzetelnej 
słu

Ŝ

by dla dobra narodu, socjalizmu i pokoju. 

Jednostka wojskowa, w której synowi przypadło odby

ć

 ten podstawowy obowi

ą

zek 

obywatelski, legitymuje si

ę

 powa

Ŝ

nymi osi

ą

gni

ę

ciami szkoleniowo – wychowawczymi. 

Kontynuuj

ą

c chlubne post

ę

powe i rewolucyjne tradycje narodu polskiego i jego or

ęŜ

przysporzyła ona naszej ludowej Ojczy

ź

nie liczne zast

ę

py ofiarnych i doskonale 

wyszkolonych obro

ń

ców – gor

ą

cych patriotów i internacjonalistów, słu

Ŝą

cych z całego 

serca i 
wszystkich sił sprawie ludu pracuj

ą

cego. 

Zdajemy sobie spraw

ę

Ŝ

e nieobecno

ść

 syna w gronie rodzinnym wywołuje w

ś

ród 

najbli

Ŝ

szych mu osób t

ę

sknot

ę

 i trosk

ę

 o jego los. Pragniemy przeto uspokoi

ć

 Was, 

donosz

ą

niniejszym, 

Ŝ

e syn wasz godnie przyj

ę

ty został do wielkiej rodziny wojskowej, 

pozyskuj

ą

nowych serdecznych przyjaciół oraz do

ś

wiadczonych, troskliwych i sprawiedliwych 

przeło

Ŝ

onych. Otrzymał nale

Ŝ

yte umundurowanie i oporz

ą

dzenie osobiste, mieszka 

wygodnie 
i schludnie, otrzymuje wysokokaloryczne po

Ŝ

ywienie, ma solidn

ą

 opiek

ę

 lekarsk

ą

 oraz 

dobre 
warunki wypoczynku, rekreacji i kulturalnego rozwoju. 
Obecnie syn przechodzi szkolenie unitarne, zapoznaj

ą

c si

ę

 z podstawowymi 

powinno

ś

ciami 

Ŝ

ołnierskimi i elementarnymi zasadami rzemiosła wojskowego. Jego 

dotychczasowe zachowanie i podej

ś

cie do wykonywania obowi

ą

zków słu

Ŝ

bowych jest 

nienaganne. Specyfika współczesnej słu

Ŝ

by wojskowej oraz to, 

Ŝ

e Ludowe Wojsko 

Polskie 
jest armi

ą

 na wskro

ś

 nowoczesn

ą

 sprawia, 

Ŝ

e dalsze nale

Ŝ

yte wywi

ą

zywanie si

ę

 z 

ci

ąŜą

cych 

na

ń

 obowi

ą

zków wymaga

ć

 b

ę

dzie z jego strony du

Ŝ

ej rzetelno

ś

ci, wysokiego 

zdyscyplinowania i samozaparcia w pokonywaniu codzienno

ś

ci. 

W imieniu dowództwa jednostki oraz bezpo

ś

rednich dowódców i wychowawców 

zapewniamy Was, 

Ŝ

e uczynimy wszystko, aby syn z honorem mógł wypełni

ć

 swój 

zaszczytny 
i odpowiedzialny obowi

ą

zek obywatelski. Prosimy jednak o pomoc z Waszej strony w 

background image

postaci ciepłych patriotycznych słów rodzicielskiej zach

ę

ty w korespondencji do syna, co 


pewno

ś

ci

ą

 pomo

Ŝ

e mu w pełnej adaptacji do warunków 

Ŝ

ycia wojskowego oraz w 

osi

ą

gni

ę

ciu wzorowych wyników w szkoleniu i wychowaniu. 

 

ś

OŁNIERSKIM POZDROWIENIEM 

Przez pewien czas miałem wra

Ŝ

enie pełnego roztopienia si

ę

 w zbiorowo

ś

ci. 

Przekonanie o 
uniformizacji nie tylko zewn

ę

trznej było we mnie stosunkowo silne i sprawiało mi swego 

rodzaju rado

ść

. W warunkach pełnej anonimowo

ś

ci wydawało mi si

ę

 to bardzo 

korzystne. 
Temu prze

ś

wiadczeniu zdawało si

ę

 wszystko sprzyja

ć

. Nie byłem sam – byłem taki 

sam. Tak 
samo jak moi koledzy odczuwałem zm

ę

czenie, zimno, t

ę

sknot

ę

 za domem i nienawi

ść

 

do 
kaprali. Ale stosunkowo szybko zostałem wyrwany z samozadowalaj

ą

cego uczucia 

to

Ŝ

samo

ś

ci. I – przynajmniej z pocz

ą

tku – w nowej roli, w roli innego, nie czułem si

ę

 

najlepiej. 
Pierwszy sygnał odmienno

ś

ci odebrałem na zaj

ę

ciach politycznych. Prowadz

ą

cy 

opowiadał nam o historii hymnu narodowego. W cz

ęś

ci dyskusyjnej zaj

ęć

 o głos poprosił 

Ada

ś

– Obywatelu poruczniku, jak ja słysz

ę

 nasz hymn, jak graj

ą

 „Jeszcze Polska nie 

zgin

ę

ła”, 

to mnie co

ś

 tu, o tu mnie, mnie... 

I szarpie si

ę

 za bluz

ę

 na piersiach. 

Pomy

ś

lałem wtedy: dobry dowcip, tylko gorzej, jak si

ę

 porucznik zorientuje, 

Ŝ

e z niego 

Ada

ś

 balona robi. Po chwili jednak ze zdumieniem zrozumiałem, 

Ŝ

e chłopak mówi serio. 

ś

oto wylewa przed nami całe swoje jestestwo. Był to dla mnie swego rodzaju szok. 
Potem dowody tej niewygodnej inno

ś

ci posypały si

ę

 ju

Ŝ

 lawinowo. Byłem chyba jedynym 

Ŝ

ołnierzem LWP, który za nic nie chciał zafundowa

ć

 sobie pami

ą

tki z wojska w postaci 

fotografii w mundurze. Wszyscy chcieli mie

ć

 takie zdj

ę

cie, tylko ja jako

ś

 nie. Ale mam. 

Do 
jednego zostałem formalnie zmuszony przez dowódc

ę

 plutonu. 

ź

niej, kiedy nas puszczano do domów, ró

Ŝ

nili

ś

my si

ę

 stosunkiem do munduru. Oni 

przyje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

c do domów zabierali si

ę

 od razu do prasowania i czyszczenia munduru i 

potem 
robili w nim obchód rodziny i znajomych. Ja inaczej. Z dworca na te swoje Stegny 
niemal 
przemykałem si

ę

 podwórkami, byle tylko nikt ze znajomych nie zauwa

Ŝ

ył. W domu 

ciskałem 
mundur w k

ą

t i a

Ŝ

 do wyjazdu starałem si

ę

 nawet na niego nie patrze

ć

. Wstydziłem si

ę

 

swego 
pobytu w wojsku. Ten wstyd pozostał mi do dzisiaj. 
Tak

Ŝ

e chusty. Kiedy wychodzi si

ę

 z wojska, robi si

ę

 na t

ę

 okazj

ę

 chusty z kawałków 

prze

ś

cieradła. Taki zwyczaj. Po brzegach chust

ę

 obszywa si

ę

 fr

ę

dzlami. Na 

ś

rodku si

ę

 

maluje. 

background image

Najlepsze elementy do wymalowania, elementy nieodzowne to: czołg, orzeł, goła dupa, 
statua 
wolno

ś

ci z tego ameryka

ń

skiego miasta oraz napis „fredom” albo „fre”. W wolnych 

miejscach koledzy z poboru wpisuj

ą

 swoje adresy. 

Wszyscy dziwili si

ę

 dlaczego nie mam chusty. 

Uciekaj

ą

. Wszyscy mo

Ŝ

liwymi sposobami staraj

ą

 si

ę

 st

ą

d wydosta

ć

. Od prymitywnych, 

obliczonych na krótk

ą

 met

ę

 prób przeskoczenia przez mur, po sposoby bardziej 

wyrafinowane. Najcz

ęś

ciej przez zakład psychiatryczny. 

ZBYSZEK Wzorowy dowódca dru

Ŝ

yny. Rok słu

Ŝ

by. Raptem znika. Po dwóch dniach 

sam wraca do koszar. Tego samego dnia wieczorem truje si

ę

 jakimi

ś

 tabletkami. Po 

odratowaniu idzie na miesi

ę

czn

ą

 obserwacj

ę

 do zakładu. Jednak

Ŝ

e wraca z 

orzeczeniem, 

Ŝ

zdrowy i zdolny do dalszego pełnienia słu

Ŝ

by. Stara si

ę

 wi

ę

c o przeniesienie do innej 

jednostki, co przez kadr

ę

 zostaje przyj

ę

te z ulg

ą

. Tam robi kilka podobnych numerów i 

nareszcie zostaje zwolniony. Na cztery miesi

ą

ce przed terminem. 

ANDRZEJ Trzeci dzie

ń

 w wojsku. Nie wytrzymuje ci

ą

głego krzyku i gadania. Rzuca si

ę

 

na dowódc

ę

 dru

Ŝ

yny z no

Ŝ

em od niezb

ę

dnika. Miesi

ę

czna obserwacja i niezdolny do 

dalszej 
słu

Ŝ

by. 

MAREK Pół roku słu

Ŝ

by. Z jakich

ś

 powodów nie chc

ą

 go pu

ś

ci

ć

 do domu na przepustk

ę

W nocy, w 

ś

wietlicy demonstracyjnie tnie si

ę

 

Ŝ

yletk

ą

, a raczej – jak sam mówił – mojk

ą

Tnie 
si

ę

 po przegubach, piersiach, brzuchu i policzkach. Staczamy z nim szalon

ą

 walk

ę

 o 

Ŝ

yletk

ę

bo ma ochot

ę

 pokiereszowa

ć

 tak

Ŝ

e i innych. Miesi

ę

czna obserwacja i do domu. 

JAN Uparta, chłopska walka przez całe dwa lata. Obrzucenie kadry kompanii 
taboretami. 
Pogo

ń

 za dy

Ŝ

urnym z siekier

ą

 w dłoniach. Ale zyskał tylko tyle, 

Ŝ

e jako jedyny 

Ŝ

ołnierz 

pułku nie brał udziału w zaj

ę

ciach strzeleckich i nie pełnił warty. Nikt z kadry nie chciał 

bra

ć

 

na siebie odpowiedzialno

ś

ci za wydanie mu broni czy amunicji. Ale trzymali go, nie 

wiadomo 
po co, przez cały okres słu

Ŝ

by. 

ANDRZEJ II Podci

ą

ł sobie 

Ŝ

yły na tydzie

ń

 przed przysi

ę

g

ą

. Przedtem pisał jakie

ś

 

podania 
o zamienienie mu słu

Ŝ

by wojskowej na pi

ęć

 lat wi

ę

zienia. Był to typowy „git” przekonany, 

Ŝ

wi

ę

zienie, oprócz tego, 

Ŝ

e go nobilituje, b

ę

dzie łatwiejsze. 

RYSZARD Przez cały rok nocne moczenie, którego w rzeczywisto

ś

ci nie miał. W ko

ń

cu 

udało mu si

ę

, dostał roczne odroczenie. Ten chłopak wzbudził we mnie co

ś

 w rodzaju 

szczerego podziwu. Cały rok wysilał si

ę

, aby systematycznie la

ć

 w nocy pod siebie. 

Wy

ś

miewany i bity przez kolegów, nie poddał si

ę

Przysi

ę

ga wojskowa jest chyba najdziwniejszym ze 

ś

wi

ą

ś

wieckich. Mo

Ŝ

e to wina 

niecodziennych warunków, w jakich si

ę

 odbywa, w ka

Ŝ

dym razie czasem wydaje mi si

ę

Ŝ

przypomina ona wszystkie sakramenty naraz. Tak jakby z ka

Ŝ

dego z nich brała po 

trochu. 

background image

Na wiele dni przed sam

ą

 przysi

ę

g

ą

 w oddalonych czasem o setki kilometrów domach 

trwa 
podniecenie. Cz

ęś

ciej odwiedzane s

ą

 sklepy. Trzeba synusiowi kupi

ć

 przynajmniej 

troch

ę

 

w

ę

dliny. Tak ich tam 

ź

le karmi

ą

, pisał przecie

Ŝ

. I owoce, bo to zawsze witaminy, na 

pewno 
nie daj

ą

 im tam owoców. Aha, i alkohol, niech se chłopak łyknie przy swoim 

ś

wi

ę

cie. 

Rodzice, dziewczyny, koledzy. Wszyscy chcieliby jecha

ć

. Bo trzeba: tyle si

ę

 go ju

Ŝ

 nie 

widziało, a poza tym podnie

ść

 na duchu. Bo wypada: do ka

Ŝ

dego przecie

Ŝ

 kto

ś

 

przyje

Ŝ

d

Ŝ

a, a 

do naszego nikt? Albo po prostu dlatego, 

Ŝ

e nadarza si

ę

 jeszcze jedna polska okazja do 

wypicia. 
A potem w poci

ą

gach, gromadnie, z tobołami wypchanymi mi

ę

sem, w

ę

dlin

ą

, ciastem; 

słodyczami i wódk

ą

. Jedyne polskie 

ś

wi

ę

to, które zawsze sp

ę

dza si

ę

 poza domem. Od 

wczesnego rana przed bram

ą

 jednostki. 

ś

ołnierze z biura przepustek pocz

ą

tkowo 

rewiduj

ą

 

wszystkie baga

Ŝ

e w poszukiwaniu alkoholu. A potem ju

Ŝ

 tylko wyrywkowo, zbyt du

Ŝ

tłok 
jak na ich mo

Ŝ

liwo

ś

ci. Przeci

ę

tnie na jednej przysi

ę

dze konfiskuje si

ę

 (czy raczej – 

bierze na 
przechowanie) grubo ponad sto litrów alkoholu. A i tak wiadomo, 

Ŝ

e co najmniej drugie 

tyle 
udało si

ę

 odwiedzaj

ą

cym przeszmuglowa

ć

 na teren jednostki. 

Potem to niecierpliwe czekanie. Jeszcze tyle godzin. Sama uroczysto

ść

 zacznie si

ę

 

dopiero 
około godziny dziesi

ą

tej. I potrwa swoje. Wi

ę

c kiedy si

ę

 nim nacieszy

ć

I ju

Ŝ

: maszeruj

ą

! Czasem wr

ę

cz trudno pozna

ć

 tego, do którego si

ę

 przyjechało. Taki 

jaki

ś

 

obcy. Bez brody, bez włosów i bez tej dzinsowej kurtki. Ale w sumie, popatrz matka, 
całkiem 
mu do twarzy w mundurze. No, elegancko. I na twarzy si

ę

 troch

ę

 poprawił. 

A w jednostce, w

ś

ród nas, ju

Ŝ

 na tydzie

ń

 przed, nerwowa atmosfera. Dzie

ń

 w dzie

ń

 

wielogodzinne próby defilady i samej uroczysto

ś

ci. A

Ŝ

 do znudzenia, do upadłego. 

W przeddzie

ń

 zebranie w 

ś

wietlicy. Ostrze

Ŝ

enie kadry. 

– Obywatele, ju

Ŝ

 niedługo wasze wielkie 

ś

wi

ę

to. Przysi

ę

ga, po której staniecie si

ę

 

Ŝ

ołnierzami w pełnym tego słowa znaczeniu. Zwi

ę

kszy si

ę

 wasz zakres obowi

ą

zków, ale 


zwi

ę

ksz

ą

 si

ę

 uprawnienia. Na przykład b

ę

dziecie mogli ju

Ŝ

 je

ź

dzi

ć

 na przepustki i urlopy, 


wiem, 

Ŝ

e o to chodzi wam najbardziej. Tylko ostrzegam: 

Ŝ

eby mi tu nie było 

Ŝ

adnego 

picia na 
przysi

ę

dze. Je

Ŝ

eli stwierdz

ę

Ŝ

e kto

ś

 z was sobie chocia

Ŝ

 troch

ę

 wypił, ma z głowy 

przepustki 
na co najmniej pół roku. I te pół roku to nie b

ę

dzie okres najmilej w 

Ŝ

yciu wspominany. 

My

ś

l

ę

, obywatele, 

Ŝ

e doskonale si

ę

 wszyscy rozumiemy i nie b

ę

dzie 

Ŝ

adnych 

nieprzyjemnych 
wypadków. 

background image

A po południu, gdy kadra spokojnie siedzi w domach przed telewizorami, tak

ą

 sam

ą

 

pogadank

ę

 urz

ą

dzaj

ą

 dla nas dowódcy dru

Ŝ

yn. 

– Młodzie

Ŝ

 słyszała, 

Ŝ

e ma nie pi

ć

, nie? Słuchajcie, obywatele, powoli przestajecie by

ć

 

jebanymi sier

ś

ciuchami. Ale nie my

ś

lcie sobie za wiele. Jak mi kto

ś

 podskoczy, to i tak 

go 
zajebi

ę

, cho

ć

by miał i tysi

ą

c przysi

ą

g. Zrozumiano? I pami

ę

tajcie: 

Ŝ

adnego picia. Jak 

wam 
przywioz

ą

 wódk

ę

, to najpierw swojego kaprala poprosi

ć

Ŝ

eby z wami wypił. Jasne? No! 


wy 

Ŝ

ołnierzu, podobno macie siostr

ę

. Fajna chocia

Ŝ

? Fajna, to da dupy kapralowi, nie? 

Niechby spróbowała nie da

ć

, to b

ę

dziesz miał kocie przesrane do ko

ń

ca mojej fali. 

A ja znów obserwuj

ę

 t

ę

 denerwuj

ą

c

ą

 inno

ść

, która oddala mnie od moich kolegów coraz 

bardziej. Przysłuchuj

ę

 si

ę

 ich rozmowom w nocy, podczas prasowania mundurów. 

Jeste

ś

my 

sami, w swoim gronie, kaprale ju

Ŝ

 

ś

pi

ą

. Chłopcy si

ę

 naprawd

ę

 ciesz

ą

Ŝ

e stan

ą

 si

ę

 

nareszcie 
prawdziwymi 

Ŝ

ołnierzami, 

Ŝ

e w zasadniczy sposób zmieni si

ę

, poprawi ich sytuacja. Ale 

ja 
wiem, 

Ŝ

e zmieni si

ę

 tylko o tyle, 

Ŝ

e b

ę

dziemy mogli z rzadka je

ź

dzi

ć

 do domu. A to 

przecie

Ŝ

 

jest niewiele, nie zmienia to istoty zupełnie wi

ę

ziennego odosobnienia. 

– Chłopaki, trzeba si

ę

 postara

ć

Ŝ

eby nasza kompania wypadła najlepiej ze wszystkich 

na 
przysi

ę

dze, nie? 

Nie! Denerwuje mnie to wszystko. A najbardziej przera

Ŝ

a perspektywa mojego udziału w 

przysi

ę

dze. Ju

Ŝ

 teraz czuj

ę

 si

ę

 tym upokorzony. Nie do

ść

Ŝ

e b

ę

d

ę

 musiał pokazywa

ć

 

si

ę

 

najbli

Ŝ

szym w mundurze, to jeszcze ta defilada. Jak kukła. Jak na próbach, kiedy krok 

defiladowy kazał nam kapral 

ć

wiczy

ć

 w takt wierszyka. Wi

ę

c maszerujemy w t

ę

 i z 

powrotem 
w dwudziestu kilku i jak idioci skandujemy: 
r

ą

czka 

sprz

ą

czka 

Ŝ

ka wy

Ŝ

ej 

do przysi

ę

gi 

coraz bli

Ŝ

ej 

A jeszcze mam takie troch

ę

 niedorzeczne, swoje problemy, którymi nawet podzieli

ć

 si

ę

 

nie 
ma z kim. Dowiedziałem si

ę

 od kilku bardziej ustosunkowanych 

Ŝ

ołnierzy, 

Ŝ

e jest 

niedobra 
atmosfera. Nie b

ę

dzie przepustek nawet na miasto. W tym pułku po raz pierwszy od 

paru lat. 
– Rozumiesz, stary, podobno w Radomiu i jeszcze gdzie

ś

 s

ą

 jakie

ś

 awantury. To przez 

te 
podwy

Ŝ

ki. A jeste

ś

my obok du

Ŝ

ego miasta przemysłowego. I w razie czego musimy by

ć

 


pogotowiu. 

background image

I wła

ś

nie w zwi

ą

zku z tym mam te swoje kłopoty. Zbyt dobrze pami

ę

tam wypadki 

grudniowe, aby si

ę

 nie obawia

ć

. Co prawda, widziałem je tylko z okna, ale było to okno 


Gda

ń

sku, a nie w Honolulu. Zaczynam obsesyjnie my

ś

le

ć

, co si

ę

 stanie ze mn

ą

, gdy 

wy

ś

l

ą

 

nas pacyfikowa

ć

 jakie

ś

 miasto. Nie wiedziałem, jaki zasi

ę

g ma to wszystko w Radomiu. 

Ale 
wiedziałem, 

Ŝ

e gdyby zaszła potrzeba, wysłaliby wojsko. Wi

ę

c jak post

ą

pi

ć

, co zrobi

ć

... 

W przeddzie

ń

 przysi

ę

gi przepisywałem co

ś

 na maszynie w sztabie. Bardzo si

ę

 z tej 

pracy 
cieszyłem, bo w tym samym czasie moi koledzy mieli wyczerpuj

ą

ce przygotowania do 

defilady. Niechc

ą

cy stałem si

ę

 

ś

wiadkiem rozmowy, która podtrzymała, wzmocniła mój 

niepokój. Był to telefon z dywizji. Przekazano wyra

ź

nie polecenie, aby a

Ŝ

 do odwołania 

nie 
dostarcza

ć

 

Ŝ

ołnierzom prasy centralnej. Było to co najmniej zaskakuj

ą

ce, zwa

Ŝ

ywszy, 

Ŝ

dzie

ń

 przedtem premier odwołał podwy

Ŝ

ki. Czy

Ŝ

by upadł gabinet? 

Stoimy w kolumnach czwórkowych na nasłonecznionym placu. Wznosimy palce. Jak w 
dzieci

ń

stwie nie otwieram ust, gdy 

Ŝ

ołnierze powtarzaj

ą

 słowa przysi

ę

gi. Czy chciałem 

mie

ć

 

to dziecinne usprawiedliwienie: ja przecie

Ŝ

 nie przysi

ę

gałem... T

ę

po wpatruj

ę

 si

ę

 w 

trybun

ę

 

honorow

ą

. Dowództwo jednostki, ojcowie miasta, kilku wiarusów ze ZBoWiD–u i 

przedstawiciele zaprzyja

ź

nionej ze mn

ą

 Armii Radzieckiej. Ale t

ę

py wyraz twarzy to tylko 

pozór. Bo oto w głowie rodzi si

ę

 pomysł skontaktowania si

ę

 z prawnikiem. A potem, je

ś

li 

moje domysły s

ą

 słuszne, napisa

ć

 artykuł „Wa

Ŝ

no

ść

 przysi

ę

gi wojskowej w 

ś

wietle 

prawa 
polskiego”. I – oczywi

ś

cie – udowodni

ć

Ŝ

e jest niewa

Ŝ

na. Bo przecie

Ŝ

 musi by

ć

 w 

ustawodawstwie polskim przepis uniewa

Ŝ

niaj

ą

cy przysi

ę

gi i przyrzeczenia składane pod 

przymusem. A je

ś

li ma si

ę

 do wyboru słu

Ŝ

b

ę

 wojskow

ą

, co w konsekwencji prowadzi do 

przysi

ę

gi, lub „do pi

ę

ciu lat wi

ę

zienia”, to trudno nie mówi

ć

 o jakiej

ś

 formie przymusu. 

Ta my

ś

l pokrzepia mnie. 

Na trybun

ę

 wchodzi jeden z nas. Wyci

ą

ga kartk

ę

 i czyta: 

„Obywatelu Pułkowniku! 
Obywatelu Majorze! 
Szanowni Go

ś

cie! 

Drodzy Rodzice! 

ś

ołnierze! 

Przed chwil

ą

 zło

Ŝ

yli

ś

my akt 

ś

lubowania Ojczy

ź

nie – Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. 

Jest to dla nas wszystkich wielkie prze

Ŝ

ycie i wzruszenie. M

ą

dre i wiele znacz

ą

ce słowa 

przysi

ę

gi wojskowej zapadły mocno w nasze 

Ŝ

ołnierskie serca, traktujemy je jako 

osobiste 
zobowi

ą

zanie wobec narodu i partii. 

Zdajemy sobie spraw

ę

 z tego, 

Ŝ

e przysi

ę

ga wojskowa jest wyra

Ŝ

eniem celów i zada

ń

 

postawionych nam przez naród. 
Przecie

Ŝ

 to przysi

ę

ga na całe 

Ŝ

ycie, przysi

ę

ga Polsce, której synami jeste

ś

my, której 

praw i 

background image

honoru b

ę

dziemy zawsze broni

ć

 jako obywatele i 

Ŝ

ołnierze Ludowego Wojska 

Polskiego, 
spadkobiercy jego wspaniałych tradycji bojowych. 
Pragn

ę

 podzi

ę

kowa

ć

 wszystkim przeło

Ŝ

onym za ukształtowanie z nas, którzy jeszcze 

dwa 
miesi

ą

ce temu nie mieli

ś

my poj

ę

cia o wojsku, dobrych 

Ŝ

ołnierzy. 

Zapewniam, 

Ŝ

e nie zawiedziemy naszych przeło

Ŝ

onych, nie zawiedziemy naszych 

rodziców, którzy – wiemy o tym – pragn

ą

 w nas widzie

ć

 swoj

ą

 chlub

ę

Ŝ

e b

ę

dziemy 

wzorowymi 

Ŝ

ołnierzami. 

W imieniu wszystkich 

Ŝ

ołnierzy dzi

ę

kuj

ę

 serdecznie naszym drogim rodzicom za 

ofiarno

ść

 

w naszym wychowaniu i za przybycie na uroczysto

ść

”. 

Na drugi dzie

ń

 przyłapałem go. 

– Słuchaj, stary, 

Ŝ

e byłe

ś

 współautorem tego idiotyzmu, to jeszcze pół biedy. Ale co si

ę

 

stało, 

Ŝ

e zgodziłe

ś

 si

ę

 wygłosi

ć

 to? 

Zdziwił si

ę

: Przecie

Ŝ

 dostałem za to pi

ęć

 dni urlopu. 

Ale tu, na placu, znowu ogarnia mnie panika. Czekaj

ą

 mnie jeszcze przecie

Ŝ

 te 

odwiedziny 
z domu. I rzeczywi

ś

cie. Tak długo brak osobistego kontaktu, tak mało czasu teraz. 

Duszna, 
nie wietrzona sala pełna potu i kurzu. Z obu stron dyskretne spojrzenia rzucane wprost 
w oczy 
zegarka. I przepraszaj

ą

ce gesty. I zapewnienia: jako

ś

 to przecie

Ŝ

 b

ę

dzie, Kiedy

ś

 si

ę

 

musi 
sko

ń

czy

ć

. A czas płynie. 

Dochodzi do tego, 

Ŝ

e wracam do koszar z pewn

ą

 ulg

ą

. Poniewa

Ŝ

 ko

ń

czy si

ę

 sztywna 

atmosfera. Wracam do miejsca, które znam, nie czuj

ę

 w nim skr

ę

powania. Chocia

Ŝ

 nie 

ma te

Ŝ

 

przyzwyczajenia. 
Wi

ę

kszo

ść

 wraca pijana. Cz

ę

stuj

ą

 dowódców dru

Ŝ

yn. A raczej daj

ą

 im haracz. Dowódcy 

dru

Ŝ

yn bowiem nie pytaj

ą

, czy mog

ą

. Chodz

ą

 mi

ę

dzy nimi dosłownie wydzieraj

ą

c co 

smakowitsze k

ą

ski. 

A wi

ę

c ko

ń

czy si

ę

 pewien etap. Od nast

ę

pnego dnia, od samej pobudki, b

ę

dzie si

ę

 tym, 

kogo nazywaj

ą

 

ś

wiadomym 

Ŝ

ołnierzem. Jak si

ę

 czujesz, 

ś

wiadomy 

Ŝ

ołnierzu? Ale 

wła

ś

nie 

fakt, 

Ŝ

e si

ę

 wie o zako

ń

czeniu tego pierwszego, podstawowego etapu słu

Ŝ

by, z 

przera

Ŝ

aj

ą

c

ą

 

jasno

ś

ci

ą

 pozwala sobie wyobrazi

ć

, jak długo jeszcze trzeba b

ę

dzie tu siedzie

ć

. To 

przecie

Ŝ

 

zaledwie dwa miesi

ą

ce. Liczba dni, które jeszcze przed nami, w dalszym ci

ą

gu 

niewyobra

Ŝ

alna. 

 

III 
KRÓTKI SŁOWNIK OPISOWY 
GWARY WOJSKOWEJ (PRÓBA) 

Słownik ten nie ma ambicji wyczerpania problemu. Ka

Ŝ

da jednostka wnosi do gwary 

background image

swoiste, niepowtarzalne elementy. Słu

Ŝ

yłem tylko w trzech pułkach, w zwi

ą

zku z tym 

moja 
znajomo

ść

 gwar jest raczej 

ś

rednia. 

ANCEL – Areszt wojskowy. 
BIAŁE SZALE

Ń

STWO – Biały ser ze 

ś

mietan

ą

. Bardzo cz

ę

sto zamiast posiłku na 

kolacj

ę

BLACHA – Blaszana ko

ń

cówka Falomierza. Ka

Ŝ

dy rezerwista ma prawo nosi

ć

 j

ą

 na 

pasku od zegarka. Bywa jednak i tak, 

Ŝ

e młody 

Ŝ

ołnierz jad

ą

c na przepustk

ę

 zakłada 

Blach

ę

To niedopuszczalne. 
FALA – Tym mianem okre

ś

la si

ę

 liczba dni, jaka została do cywila. Np. 214 dni do cywila 

nazywa si

ę

 „Fala 214”, a zapisuje si

ę

 (na murze) „F–214”. Ale biada temu, kto pochwalił 

si

ę

 

tak

ą

 fal

ą

. Fal

ą

 miał prawo si

ę

 chwali

ć

 tylko Falowiec. Fal

ę

 liczy si

ę

 od tyłu. Na pocz

ą

tku 

jest 
714, a na ko

ń

cu 0. 

FALA SI

Ę

 JEBŁA – Dostało si

ę

 par

ę

 dni Ancla, który automatycznie o t

ę

 sam

ą

 liczb

ę

 dni 

przedłu

Ŝ

a słu

Ŝ

b

ę

. Trzeba te dni doliczy

ć

 do swojej Fali. 

FALOWIEC – 

ś

ołnierz posiadaj

ą

cy Fal

ę

. Fal

ę

 posiada si

ę

 wtedy, gdy wyszli ju

Ŝ

 

wszyscy, 
którzy mieli wyj

ść

 przed tob

ą

 i jeste

ś

 pierwszym kandydatem do wyj

ś

cia. Tylko 

Falowcowi 
przysługuje prawo meldowania Fali na stołówce. Zgodnie z niepisanymi prawami, 
Falowiec 
nic nie robi, wysługuj

ą

c si

ę

 wszystkimi młodymi. Czasami kadra przestrzega tych 

zwyczajów, a czasami nie. 
FALOWA

Ć

 – Dawa

ć

 wszystkim do zrozumienia, 

Ŝ

e jest si

ę

 Falowcem. Do 

najwa

Ŝ

niejszych atrybutów Falowania nale

Ŝą

 mi

ę

dzy innymi: czapka na bakier, dłu

Ŝ

sze 

włosy, wylegiwanie si

ę

 w łó

Ŝ

ku w czasie niedozwolonym, trzymanie r

ą

k w kieszeniach, 

samowolne bezrobocie, arogancki stosunek do młodych, meldowanie Fali, chodzenie w 
dzie

ń

 

w tenisówkach, dobre współ

Ŝ

ycie z kadr

ą

, wysługiwanie si

ę

 kociarstwem (np. 

czyszczenie 
butów, przynoszenie kolacji itp.) 
FALOMIERZ – Odpowiednio spreparowany centymetr krawiecki. Prawie dzieło sztuki. 
Ka

Ŝ

da cyfra oznacza jeden dzie

ń

 i jest lekko naci

ę

ta, aby łatwiej j

ą

 było oderwa

ć

 

podczas 
meldowania. Wiele dni Wicki pieszcz

ą

 swoje Falomierze w ukryciu przed prawdziwymi 

Falowcami. Koloruj

ą

, ozdabiaj

ą

... Na odwrotnej (czystej) stronie maluje si

ę

 gołe dupy i 

pokrzepiaj

ą

ce wierszyki w rodzaju: 

gdy rezerwa gło

ś

no chrapie 

to kociarstwo kible drapie 

Falomierz nosi si

ę

 w tzw. kondonierce. Instrukcja u

Ŝ

ycia Falomierza zawarta jest w 

ha

ś

le 

Meldowa

ć

 Fal

ę

. Ponadto Falomierzem mo

Ŝ

na dowoli bi

ć

 kociarstwo w my

ś

wymalowanej na 
odwrocie zasady: 

background image

je

ś

li przyjdzie ci ochota 

we

ź

 falomierz uderz kota. 

W niektórych jednostkach oprócz falomierza wła

ś

ciwego stosuje si

ę

 tak

Ŝ

e dodatkowe. 

– Kupon Toto–Lotka. W tym wypadku skre

ś

la si

ę

 nie od 150, a od 49, i oczywi

ś

cie 

zupełnie inaczej wygl

ą

da meldowanie. 

– Blaszane kalendarzyki przypinane do paska od zegarka. W tym wypadku liczy si

ę

 od 

31 i 
wydrapuje 

Ŝ

yletk

ą

 poszczególne, zdezaktualizowane liczby. 

GRANAT – Nieregulaminowa komenda. Równoznaczna z „padnij”. 
ILE CI ZOSTAŁO – Jedno z najcz

ęś

ciej stawianych w

ś

ród 

Ŝ

ołnierzy pyta

ń

. Czasami 

pytanie ma wyd

ź

wi

ę

k ironiczny, gdy Falowiec zwraca si

ę

 z nim do Kota. Biada Kotu, 

który 
odwa

Ŝ

y si

ę

 odpowiedzie

ć

JAKA FALA – Jak wy

Ŝ

ej. 

JOLI MELDOWA

Ć

 – Odsyłacz. Przykładowy zreszt

ą

. Ka

Ŝą

 ci wykona

ć

 jak

ąś

 prac

ę

, a ty 

masz Fal

ę

 i nie wypada. Mówisz wtedy: „Joli mo

Ŝ

esz to zameldowa

ć

” lub w formie 

skrótowej: „Joli”. Ale jest to tylko odsyłacz przykładowy. „Jola” jest w nim wymienna. 
Rzeczownik ten mo

Ŝ

e by

ć

 zast

ą

piony ka

Ŝ

dym innym w zale

Ŝ

no

ś

ci od osobistej inwencji 

odsyłaj

ą

cego. Im bardziej jest to rzeczownik zaskakuj

ą

cy, tym wi

ę

ksze wra

Ŝ

enie. Do 

najcz

ęś

ciej stosowanych nale

Ŝą

: krokodylowi, babci, klempie, Zuzi, łososiowi, koniowi, 

Krupskiej, pi

ź

dzie, to ju

Ŝ

 wiesz komu, ko

ń

skiej kenedykcie itd. 

KALORYFER – Plutonowy (ze wzgl

ę

du na du

Ŝą

 liczb

ę

 belek). 

KAPRAL PODPORUCZNIK – Podpułkownik. 
KOCÓWA – Nocny, anonimowy samos

ą

d. Najcz

ęś

ciej sugerowany przez kadr

ę

. Je

ś

li 

kadra nie daje sobie rady z 

Ŝ

ołnierzem, zaczyna stosowa

ć

 odpowiedzialno

ść

 zbiorow

ą

 

wobec 
pododdziału. Po pewnym czasie: Sami widzicie, obywatele, 

Ŝ

e wszyscy macie 

przejebane 
przez tego jednego chuja. Dajcie mu sami wycisk do wiwatu, to mo

Ŝ

e si

ę

 zmieni, mo

Ŝ

zrozumie. Jest to tzw. wychowanie przez kolektyw. 
KOMARUNEK – Drzemka w czasie niedozwolonym. 
KOT – Ka

Ŝ

dy 

Ŝ

ołnierz nie b

ę

d

ą

cy Falowcem. 

LASTRYKO – Plaster białego salcesonu. 
LEWIZNA – Nielegalne przebywanie poza terenem jednostki. 
MELDOWA

Ć

 FAL

Ę

 – Fal

ę

 melduje si

ę

 po zako

ń

czeniu obiadu w my

ś

l zasady: 

obiad zjedzony 
dzie

ń

 zaliczony 

Ko

ń

cz

ą

c obiad Falowiec oddziera aktualny odcinek Fali od Falomierza i wrzucaj

ą

c do 

resztek 
na talerzu, krzyczy kolejn

ą

 liczb

ę

. Wywołuje to nieprawdopodobn

ą

 zazdro

ść

 kociarstwa i 

przewa

Ŝ

nie jest zwalczane przez kadr

ę

 za pomoc

ą

 sankcji. Je

ś

li swoj

ą

 fal

ę

 próbuje 

meldowa

ć

 

jaki

ś

 Sier

ś

ciuch, jest odpowiednio doceniany przez Falowca i nikogo to nie dziwi, nawet 

rzeczonego Kota. W wypadku posiadania dodatkowego Falomierza w postaci kuponu 
Toto– 
Lotka, zamiast cyfry melduje si

ę

 odpowiadaj

ą

c

ą

 jej dyscyplin

ę

 sportow

ą

. I tak, zamiast 

np. 

background image

49, krzyczy si

ę

 „

ś

UZEL!!” 

MŁODY – Patrz Kot. 
NUREK – Szef kompanii. Od nurkowania pod łó

Ŝ

kami w poszukiwaniu kurzu. 

OKRESOWA – Barszcz czerwony. 
OLA

Ć

 – Np. „Ola

ć

 go”, czyli mie

ć

 go w dupie. 

PASOWANIE – Po przysi

ę

dze na 

Ŝ

ołnierzy, przed odej

ś

ciem na Falowców itd. 

Oczywi

ś

cie pasami. I to bardzo mocno. 

PI

Ę

CIOBÓJ – 

ś

ołnierz słu

Ŝ

by pi

ę

cioletniej, ochotnik. Ostatnio słu

Ŝ

ba ta została 

zlikwidowana. Z Pi

ę

ciobojami bowiem zbyt du

Ŝ

o kłopotów, a za mało po

Ŝ

ytku. 

PRZYCINKA – Inna nazwa Pasowania, bowiem Pasowanie polega na przycinaniu kity 
(ogona). 
ROZJECHANY KAPITAN – Plutonowy; kapitan, któremu gwiazdki rozjechał walec 
drogowy. 
SIER

ŚĆ

 – Patrz Kot. 

SIER

Ś

CIUCH – Jak wy

Ŝ

ej, tyle, 

Ŝ

e najcz

ęś

ciej w towarzystwie przymiotników w rodzaju 

jebany, zapchlony, niemiły... 
SKR

Ę

CI

Ć

 MURZYNKA – Delikatniej: wydali

ć

 kał. 

TROTYL – Ser 

Ŝ

ółty. 

UCHO CZOMBEGO – Salceson czarny. 
WICEK – Wicerezerwista. Według Falowców klasa nie istniej

ą

ca. 

WYGONI

Ć

 KRETA – patrz Skr

ę

ci

ć

 Murzynka. 

WY

Ś

CIG POKOJU – Kara ZOK– u (Zakaz Opuszczania Koszar). Polega ona na tym, 

Ŝ

trzeba si

ę

 kilka razy dziennie meldowa

ć

 u oficera dy

Ŝ

urnego w pełnym oporz

ą

dzeniu. W 

bardzo ró

Ŝ

nych celach, to troch

ę

 jak loteria. Czasami po nic. Czasami oficer sprawdza, 

czy 
czego

ś

 nie brakuje w plecaku. Czasem zalicza si

ę

 odpowiedni

ą

 liczb

ę

 rundek wokół 

jednostki 
(w pełnym obci

ąŜ

eniu: plecak, maska, hełm), a pomocnik oficera jedzie z tyłu na 

rowerku i 
pogania. Cz

ę

sto ZOK– owiczów wysyła si

ę

 do prac nadprogramowych, jak np. 

rozładowywanie wagonów. Wła

ś

ciwie wszystko zale

Ŝ

y od tego, jaki oficer ma akurat 

słu

Ŝ

b

ę

Bo bywaj

ą

 ró

Ŝ

ni oficerowie. Na przykład dowcipni. Miałem akurat słu

Ŝ

b

ę

 w kuchni, gdy 

na 
ZOK– owiczach wy

Ŝ

ywał si

ę

 taki dowcipni

ś

. Stawiał im pytania i je

ś

li nie znali 

odpowiedzi, 
musieli w ci

ą

gu pi

ę

ciu minut znale

źć

 kogo

ś

, kto mógł im podpowiedzie

ć

. Pytania były 

przeró

Ŝ

ne. 

– Jak miał na imi

ę

 Zagłoba? 

– Tytuły pi

ę

ciu polskich miesi

ę

czników? 

– Kto to naprawd

ę

 jest Joe Alex? 

Siedziałem na krzesełku przed stołówk

ą

 i udzielałem odpowiedzi spoconym chłopcom. 

Bywaj

ą

 te

Ŝ

 oficerowie pieprzni

ę

ci. Jeden taki ogłaszał alarm ZOK– u zaraz po 

capstrzyku. 
Zbierał wszystkich w Klubie 

ś

ołnierskim i przez godzin

ę

 czytał co

ś

 z Marksa. W ramach 

resocjalizacji zapewne. 
ZIOM – Kolega z tych samych stron. 

background image

ZLEW – 

ś

ołnierz zawodowy. 

ZLEWISKO – Jak wy

Ŝ

ej. Najcz

ęś

ciej z przymiotnikami w rodzaju: jebane. 

ZLEWOWSKI URLOP – Dziesi

ę

ciodniowy urlop przysługuj

ą

cy 

Ŝ

ołnierzowi, który 

deklaruje ch

ęć

 podpisania na Zlewa. Przewa

Ŝ

nie po wykorzystaniu tego urlopu chłopcy 

wycofuj

ą

 si

ę

 z poprzedniej deklaracji. Niemniej musz

ą

 odsłu

Ŝ

y

ć

 ten urlop – czyli siedzie

ć

 

dziesi

ęć

 dni dłu

Ŝ

ej. Nie opłaca si

ę

 

IV 

Pierwsza przepustka na miasto garnizonowe. Po dwóch miesi

ą

cach prawie absolutnej 

izolacji. 
Jakie

Ŝ

 to krzepi

ą

ce! Ta błoga 

ś

wiadomo

ść

Ŝ

e jeszcze nie cały 

ś

wiat maszeruje. Istnieje 

co

ś

 

takiego jak spacerowy krok. 

ś

e dziewczyny s

ą

 takie, jakie s

ą

, a nie takie, jak w opowie

ś

ciach 

Ŝ

ołnierskich przy 

skrobaniu ziemniaków. 

ś

e nie wszystkich jeszcze podstrzy

Ŝ

ono. 

Marian pisał do pisarza, który „ma chody”. Zarzucił mu, 

Ŝ

e ten nic nie robi w celu 

wyci

ą

gni

ę

cia mnie z wojska. A powinien, od czego niby ma t

ę

 funkcj

ę

Pisarz odpisał: „Mog

ę

 obieca

ć

Ŝ

e poczyni

ę

 starania na tyle, na ile to b

ę

dzie mo

Ŝ

liwe. 

Musz

ę

 jednak doda

ć

Ŝ

e czyni

ć

 to b

ę

d

ę

 wbrew własnym przekonaniom, nie uwa

Ŝ

am 

bowiem, 
aby słu

Ŝ

ba wojskowa, tak cz

ę

sto lekcewa

Ŝ

ona przez młodych, była czym

ś

 uci

ąŜ

liwym 

czy 
ubli

Ŝ

aj

ą

cym”. 

To cudowne! – dla mnie akurat była jednym i drugim. Ale tego mu nie napisałem. 
Opisałem mu jeden dzie

ń

 z 

Ŝ

ycia przeci

ę

tnego 

Ŝ

ołnierza. Tylko tyle. 

Odpisał, 

Ŝ

e; 

– nie wiedział 
– nie my

ś

lał 

– nie wyobra

Ŝ

ał sobie. 

A od czego si

ę

 – pytam – jest pisarzem? Chyba od tego, 

Ŝ

eby wiedzie

ć

, my

ś

le

ć

 i 

wyobra

Ŝ

a

ć

 sobie. 

Szkolenie polityczne jest najwa

Ŝ

niejszym przedmiotem szkoleniowym w wojsku. To 

jedyne zaj

ę

cia, z których prawie nikomu nie udaje si

ę

 zwolni

ć

Program tych zaj

ęć

 nie nale

Ŝ

y do najatrakcyjniejszych. Ale nie chodzi przecie

Ŝ

 o pogo

ń

 

za 
atrakcj

ą

. Wła

ś

ciwie mo

Ŝ

na wyró

Ŝ

ni

ć

 trzy podstawowe zagadnienia, które przez całe dwa 

lata 
przeplataj

ą

 si

ę

 ze sob

ą

 w najprzeró

Ŝ

niejszych wariantach: 

– Pr

ą

 do wojny 

ź

li Niemcy z RFN. 

– Miesza si

ę

 w nieswoje sprawy zły Ko

ś

ciół. 

– My i Rosjanie jeste

ś

my cacy (cały nasz wielki obóz z małymi wyj

ą

tkami Chin i Albanii). 

Tematy te przeplatane s

ą

 informacjami czy raczej komentarzem dotycz

ą

cym wydarze

ń

 

politycznych oraz nieustaj

ą

cym zapewnieniem, 

Ŝ

e kapitalizm chyli si

ę

 ku upadkowi. 

Po serii wykładów za

ś

witał mi w głowie pomysł groteski: Zreszt

ą

 nie takiej znów 

groteskowej i oderwanej, jak to si

ę

 z pocz

ą

tku wydawa

ć

 mo

Ŝ

e. 

background image

Próbuj

ę

 pisa

ć

„Kapitan rze

ś

ko przechadzał si

ę

 mi

ę

dzy stolikami. Zacierał raz po raz r

ę

ce, jakby mu 

zimno było. 
– Dobrze, obywatele – rozpocz

ą

ł nagle. – Dzi

ś

 pomówimy o konieczno

ś

ci 

przestrzegania 
tajemnicy wojskowej i pa

ń

stwowej oraz o potrzebie czujno

ś

ci. 

Prosz

ę

 tak wła

ś

nie zanotowa

ć

 temat. 

Zapewne doskonale orientujecie si

ę

, dlaczego w zasadzie wszystko w wojsku otoczone 

jest 

ś

cisł

ą

 tajemnic

ą

 wojskow

ą

. Otó

Ŝ

, s

ą

 jeszcze ludzie, którzy my

ś

l

ą

 tylko o tym, aby 

nacisn

ąć

 

spust karabinu wymierzonego w nasz

ą

 pier

ś

. Chc

ą

 oni, 

Ŝ

e tak si

ę

 wyra

Ŝę

, zniszczy

ć

 

nasz 
naród, obali

ć

 ustrój itede. 

Nie b

ę

d

ę

 nawet konkretyzował, o jakich to ludziach mówi

ę

, gdy

Ŝ

 wszyscy doskonale 

wiemy, ze chodzi o rz

ą

d i mieszka

ń

ców Republiki Federalnej Niemiec. 

Wiecie dobrze, obywatele, 

Ŝ

e najskuteczniej mo

Ŝ

na przeprowadzi

ć

 atak maj

ą

c wszelkie 

mo

Ŝ

liwe dane o sile zbrojnej przeciwnika. I tym wła

ś

nie tłumaczy si

ę

 potrzeba 

zachowania 
tajemnicy wojskowej oraz stałej czujno

ś

ci wobec agentów wywiadu 

zachodnioniemieckiego. 
Dla nikogo na 

ś

wiecie, a szczególnie dla nas, nie jest tajemnic

ą

Ŝ

e Niemcy maj

ą

 

doskonale 
rozbudowany aparat szpiegowski w znacznej mierze oparty na dawnych siatkach 
wywiadowczych gestapo, abwehry czy SS. Agenci niemieccy, dzi

ę

ki pomysłowo

ś

ci i 

finansom swoich ameryka

ń

skich chlebodawców, s

ą

 nieprawdopodobnie trudni do 

wychwycenia. A to z kolei wymaga naszej podwojonej czujno

ś

ci. 

Posłu

Ŝę

 si

ę

 przykładem dla lepszego zilustrowania tego wszystkiego, co tu wam 

powiedziałem. A nawet paroma przykładami. 
My, w Polsce, doskonale wiemy, 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy egzemplarz mercedesa, volkswagena czy 

opla 
ma fabrycznie wbudowany mały zestaw wywiadowczy, który składa si

ę

 z mikrokamer i 

mikronadajników. Dobrze, obywatele, my o tym wiemy, ale przeci

ę

tny obywatel Niemiec 

Zachodnich nie ma o tym poj

ę

cia. I na tym polega kłopot. Co roku przyje

Ŝ

d

Ŝ

a do 

naszego 
kraju bardzo wielu turystów zachodnioniemieckich takimi wła

ś

nie samochodami. 

Absurdem 
byłoby przypuszcza

ć

Ŝ

e ka

Ŝ

dy z nich jest szpiegiem czy dywersantem. A przecie

Ŝ

 w 

ka

Ŝ

dym 

ich samochodzie znajduje si

ę

 sprz

ę

t szpiegowski. Sami teraz widzicie, jak trudno 

naszemu 
kontrwywiadowi wyłuska

ć

 szpiega z tego morza prawie niewinnych ludzi. Inny przykład. 

Par

ę

 lat temu nieopodal naszych koszar mieszkał pewien emeryt. Przez około pół roku, 

wcze

ś

nie rano, wyprowadzał na spacer olbrzymiego wilczura. Emeryt był niezwykle 

sympatyczny i zawsze podczas swoich porannych spacerów znalazł chwil

ę

 czasu, aby 

zamieni

ć

 par

ę

 słów z wartownikami na biurze przepustek. Po pewnym czasie 

Ŝ

ołnierze 

background image

przyzwyczaili si

ę

 do niego i jego spokojnego psa. Jednak

Ŝ

e pewnego ranka pies 

przyszedł 
sam i przedostał si

ę

 na teren jednostki. Biegał po budynkach koszarowych, po Parku 

Wozów 
Bojowych i łasił si

ę

 do 

Ŝ

ołnierzy. Nikt na niego nie zwracał szczególnej uwagi. Ale 

zainteresował si

ę

 tym przypadkiem nasz ówczesny oficer kontrwywiadu. Co

ś

 mu w tym 

wszystkim, jak to si

ę

 mówi, nie grało. Kazał 

Ŝ

ołnierzom złapa

ć

 psa i przyprowadzi

ć

 do 

siebie. 
Nie b

ę

d

ę

 wchodził w szczegóły, których zreszt

ą

 nie znam, tylko powiem, obywatele, co 

si

ę

 w 

ko

ń

cu okazało. Otó

Ŝ

 pies ten jedno oko miał prawdziwe, a drugie sztuczne. I w tym 

sztucznym oku zamontowana była mikroskopijna kamera filmowa. 
Widzicie, jak daleko posuni

ę

ta jest pomysłowo

ść

 i perfidia naszego wroga. Mam 

nadziej

ę

Ŝ

e nikt z was nie b

ę

dzie, obywatele, w

ą

tpił w konieczno

ść

 zachowania czujno

ś

ci”. 

Ale czy potrzebna groteska? 
Pewien porucznik opowiadał nam o Ko

ś

ciele. Bo Ko

ś

ciół jest zły i trzeba nam o tym 

zaraz 
opowiedzie

ć

ś

eby

ś

my wiedzieli, pami

ę

tali i strzegli si

ę

 na przyszło

ść

Jeden nasz kardynał (tu bł

ą

d: nie zanotowałem nazwiska, które padło) to ma dobra 

ziemskie w Turcji. Jaki

ś

 pałac. A wi

ę

c po co tak wtr

ą

ca si

ę

 w nasze polskie sprawy? 

A ka

Ŝ

dy ksi

ą

dz to ma swoj

ą

 bab

ę

, któr

ą

 wali. Absolutnie ka

Ŝ

dy. To przecie

Ŝ

 normalne, 

ka

Ŝ

dy od czasu do czasu musi, nie? Tylko dlaczego tak si

ę

 wypieraj

ą

A poza tym Ko

ś

ciół jako taki jest ju

Ŝ

 niegro

ź

ny. Stał si

ę

 prze

Ŝ

ytkiem, a wierni wymieraj

ą

Jak w rezerwacie. Wystarczy wej

ść

 do pierwszego lepszego ko

ś

cioła. I co widzimy? 

Widzimy 
obywatele, tylko jakie

ś

 stare babcie, które boj

ą

 si

ę

 

ś

mierci i dlatego tu przychodz

ą

Młodzie

Ŝ

 

do ko

ś

cioła nie chodzi wcale. Naprawd

ę

. Młodzie

Ŝ

 jak gdzie

ś

 chodzi, to tylko do 

dyskoteki. I 
to jest objaw ze wszelkich miar pozytywny. 
I w tym momencie nie wytrzymałem. Co

ś

 mnie kopn

ę

ło najwyra

ź

niej. Wstałem i 

przepisowo poprosiłem o głos. 
Obywatelu poruczniku, chciałbym obywatelowi porucznikowi podzi

ę

kowa

ć

. Naprawd

ę

Bo, okazuje si

ę

, jeszcze w cywilu, to ja miałem okazuje si

ę

, ró

Ŝ

ne tam omamy 

wzrokowe. 
Jeszcze w Warszawie chodziłem cz

ę

sto do takiego lokalu na Freta. I tam było kup

ę

 

młodzie

Ŝ

y. Mnie si

ę

 wtedy wydawało, 

Ŝ

e to było Duszpasterstwo Akademickie 

prowadzone 
przez dominikanów. Teraz wiem, 

Ŝ

e to była po prostu dyskoteka. 

Kiedy zorientował si

ę

 w moich intencjach, obiecał, 

Ŝ

e zostan

ę

 ukarany. Ale jako

ś

 mi si

ę

 

udało. 
Jest informacja polityczna. Taki przegl

ą

d bie

Ŝą

cych wydarze

ń

 z komentarzem. A mo

Ŝ

raczej przegl

ą

d bie

Ŝą

cych komentarzy. Gdzie

ś

 stycze

ń

 1977. Prowadz

ą

cy opowiada o 

„Arabach czy Murzynach”. W ka

Ŝ

dym razie o jakich

ś

 facetach, których bij

ą

. Nie 

pami

ę

tam. 

W pewnym momencie o głos prosi Józiu, taki prosty chłopak z lubelskiej wsi. 

background image

– Obywatelu kapitanie, ja chciałem zapyta

ć

 o jedn

ą

 spraw

ę

. Wła

ś

ciwie to chciałem sam 

doj

ść

 do tego, ale ani w gazetach, ani w Dzienniku Telewizyjnym nic na ten temat nie 

było. 
Wi

ę

c mo

Ŝ

e obywatel kapitan nam powie – co to jest Komitet Obrony Robotników i 

dlaczego 
w Dzienniku nic o tym nie ma? 
Zmartwiałem. Mo

Ŝ

e nie tak bardzo jak prowadz

ą

cy zaj

ę

cia, ale jednak. Kapitan przełkn

ą

ł 

gło

ś

no 

ś

lin

ę

 i zapytał: 

– No, dobrze. Ja si

ę

 nie b

ę

d

ę

 uchylał od tego trudnego pytania. Ale chciałbym, 

Ŝ

eby

ś

 mi 

powiedział, sk

ą

d ty wiesz o istnieniu tej organizacji? 

Józiu na to ze szczerym u

ś

miechem: 

– Z Wolnej Europy, a co, nie wolno słucha

ć

– Nie, nie, oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e wolno. Tego nikt nie mo

Ŝ

e zabroni

ć

. Przecie

Ŝ

 wiesz, 

Ŝ

e w 

Polsce 
takie rzeczy masz zagwarantowane konstytucyjnie... Co to jest Komitet Obrony 
Robotników? 
Widzisz, odpowied

ź

 na to pytanie nie jest taka prosta. W prasie i telewizji nie mówi

ą

 o 

tym, 
poniewa

Ŝ

 jest to marginalna grupka nie posiadaj

ą

ca 

Ŝ

adnego znaczenia. Prasa i 

telewizja 
zajmuj

ą

 si

ę

 powa

Ŝ

nymi problemami, nie mog

ą

 sobie pozwoli

ć

 na zajmowanie si

ę

 

głupotami. 
Co to jest KOR? Widzicie, jest to taka organizacja antypa

ń

stwowa, która wymy

ś

la 

oszczercze 
i nieprawdziwe rzeczy i przekazuje je na Zachód. W skład tej organizacji wchodzi kilka 
dziadków, którzy nie odgrywaj

ą

 w naszym kraju 

Ŝ

adnej roli. Wi

ę

kszo

ść

 z nich zawsze 

próbowała walczy

ć

 z władz

ą

 ludow

ą

 i socjalizmem. To przewa

Ŝ

nie byli członkowie takich 

faszystowskich organizacji jak NSZ. Zreszt

ą

 w wi

ę

kszo

ś

ci to nie s

ą

 tak do ko

ń

ca Polacy, 

przewa

Ŝ

nie 

ś

ydzi. 

To mi si

ę

 bardzo spodobało. Przez kilka dni nie opuszczała mnie wizja 

ś

ydów z 

Narodowych Sił Zbrojnych. To naprawd

ę

 wielki pomysł! 

Pragn

ę

 zaznaczy

ć

Ŝ

e powy

Ŝ

sza rozmowa nie miała 

Ŝ

adnych skutków. Tylko 

nast

ę

pnego 

dnia okazało si

ę

Ŝ

Ŝ

ołnierzom zabroniono posiadania radioodbiorników 

tranzystorowych. 
Pobiegłem do Józia. 
– Widzisz, co

ś

 zrobił, palancie... 

– Nic – odpowiedział spokojnie – przecie

Ŝ

 ja i tak słuchałem Wolnej Europy na 

ś

wietlicowym radiu. 

Ale bywa te

Ŝ

 odwrotnie. Prowadz

ą

cy zaj

ę

cia chce by

ć

 

ś

mieszny. 

– Dzi

ś

 mam mówi

ć

 o Zwi

ą

zku Radzieckim. Ale, prawd

ę

 mówi

ą

c, to nie bardzo wiem, co 

mógłbym wam powiedzie

ć

. O, tu mam spis wszystkich republik! – Leci palcem po tym 

spisie 
i po chwili z udanym zdumieniem: 
– Polski tu jeszcze nie ma?!? 
Kiedy

ś

 zauwa

Ŝ

yłem, 

Ŝ

e w

ś

ród moich kolegów kr

ąŜ

y jaki

ś

 poszarpany zeszyt. Próbuj

ę

 

background image

dowiedzie

ć

 si

ę

, co to takiego. Słysz

ę

: pornografia. Na moje zdziwienie dookre

ś

laj

ą

: no, 

wiesz, 
gołe dupy. 
Oczywi

ś

cie od razu po

Ŝ

yczyłem sobie ten zeszyt. 

Pełno zdj

ęć

 porozbieranych kobiet. Z „Panoramy”, „Razem’’, „Itd.”. A poza tym 

autentyczna twórczo

ść

 ludowa. Utwory pisane przez nich i dla nich. Czytam wiersz. 

WARTOWNIK 
Stoi 

Ŝ

ołnierz na warcie 

i my

ś

li uparcie 

co lepsze: czy dupa czy 

Ŝ

arcie 

Dobra jest dupa 
dobre jest 

Ŝ

arcie 

lecz przejebane jest sta

ć

 na warcie. 

I rzeczywi

ś

cie. Ten wiersz wyraził moje najintymniejsze uczucia zwi

ą

zane ze słu

Ŝ

b

ą

 

wojskow

ą

Ale reszta wierszy rozczarowuje. Prymitywna, wierszowana pornografia. „

ś

ycie 

seksualne”, „Bal Bernardynów”, „Uczucia nocy po

ś

lubnej”, „Kurewski poci

ą

g” oraz 

poemat 
„O królewnie Pizdolinie”. 
Ale jest i proza. Próbuj

ę

 czyta

ć

 
MIŁO

ŚĆ

 PO FRANCUSKU 

„Rodzice moi pojechali do Włoch ale ja postanowiłam zosta

ć

. Obok mnie mieszkał 19 – 

letni chłopiec i miał na imi

ę

 Jan. Zaprosiłam go pewnego razu do siebie. Gdy przyszedł 

do 
mojego pokoiku postawiłam kaw

ę

 i ciastka. Rozmow

ę

 zacz

ę

li

ś

my na do

ść

 oboj

ę

tny 

temat 
lecz szybko doszli

ś

my do wniosku, 

Ŝ

e dalsza dyskusja nie miałaby sensu. Mimo woli 

dotkn

ę

łam kolanem jego kolana tak 

Ŝ

e Janek drgn

ą

ł. Wzi

ę

łam go za r

ę

k

ę

 i czule 

gładziłam. 
Czułam jak Janek dr

Ŝ

ał. Wreszcie wzi

ą

ł mnie za r

ę

ce i przeniósł na tapczan. Ostro

Ŝ

nie 

mnie 
na nim poło

Ŝ

ył. Całowali

ś

my si

ę

 do

ść

 długo. Nagle poczułam jak Janek zacz

ą

ł mnie 

rozbiera

ć

. Gdy zostałam tylko w biustonoszu i majteczkach 

ś

ci

ą

gn

ę

łam mu koszul

ę

 i 

slipki, i 
po raz pierwszy zobaczyłam m

ę

ski członek. Wygl

ą

dał jak kr

ąŜ

ek kiełbasy ale po chwili 

był 
długi i napr

ęŜ

ony i twardy jak kamie

ń

. Jan w mi

ę

dzyczasie rozebrał mnie całkowicie. 

Przytulili

ś

my si

ę

 do siebie, ale ja od razu nie chciałam straci

ć

 cnoty. Chciałam tylko 

dozna

ć

 

przyjemno

ś

ci. Jan zrozumiał to doskonale dlatego przyciskał mnie coraz mocniej do 

siebie i 
całowali

ś

my si

ę

 nami

ę

tnie. Czułam dr

Ŝ

enie jego członka. Wzi

ę

łam jego członek do r

ę

ki i 

zacz

ę

łam nim si

ę

 bawi

ć

 zdejmowałam skórk

ę

 do góry i do dołu. 

Jan pie

ś

cił mnie i rozchylał moje 

ś

ci

ś

ni

ę

te kolana podci

ą

gał mnie do góry. Miałam 

ochot

ę

 

background image

wci

ą

gn

ąć

 go do siebie i wło

Ŝ

y

ć

 go do pochwy. Musiałam jednak ch

ęć

 wstrzyma

ć

. Jan 

wzi

ą

ł 

mnie na siebie i mocno przycisn

ą

ł. Zacz

ą

ł mnie całowa

ć

 po po

ś

ladkach i szparze. Ja 

za

ś

 

wzi

ę

łam jego członek do ust i j

ę

zykiem dotykałam główki na jego ko

ń

cu. Podniecali

ś

my 

si

ę

 

bardzo. Jan za

ś

 musiał go powstrzyma

ć

 aby mnie nie zadusi

ć

, poniewa

Ŝ

 bardziej 

wpychał 
głow

ę

 w pi

ź

dzisko. Ja natomiast 

ś

ciskałam nogami jego głow

ę

, tak, 

Ŝ

e trudno było mu 

si

ę

 

poruszy

ć

. W ko

ń

cu poczułam 

Ŝ

e jeszcze chwila a u Jana nast

ą

pi wytrysk. Wyj

ę

łam jego 

członek z ust i wło

Ŝ

yłam go mi

ę

dzy piersi. Wkrótce poczułam ciepły płyn na mojej piersi i 

brzuchu. Zreszt

ą

 to uczucie dotarło do mnie jak przez sen gdy

Ŝ

 w tym samym czasie 

nast

ą

pił 

wytrysk u mnie. Takie sny powtarzali

ś

my przez 7 dni”. 

A wi

ę

c w ten sposób przeci

ę

tny 

Ŝ

ołnierz wyobra

Ŝ

a sobie 

Ŝ

ycie erotyczne. Bo przecie

Ŝ

 

napisał to, czytał (ba – rozczytywał si

ę

, chłon

ą

ł!) tak

Ŝ

Ŝ

ołnierz. Ale krzywdz

ą

ce byłoby 

stwierdzenie, 

Ŝ

e w tych zeszytach znajduje si

ę

 sama pornografia. Zaraz po opowiadaniu 

cytowanym wy

Ŝ

ej znajduje si

ę

 drugie. 

Niestety, w tym zeszycie, który ja miałem, opowiadanie to było pozbawione tytułu. A 
dopiero zestawienie tych dwóch opowiada

ń

 daje poj

ę

cie o 

Ŝ

yciu wewn

ę

trznym 

Ŝ

ołnierza. 

To 
drugie opowiadanie jest jednak bardzo długie, a wi

ę

c zacytuj

ę

 tylko jeden z ko

ń

cowych 

fragmentów. 
„Były tu te

Ŝ

 dzieci z Domu Dziecka. Nie znały one pot

ę

gi 

ś

mierci. Jednocze

ś

nie 

wyobra

Ŝ

ały sobie, 

Ŝ

e jest to co

ś

 najgorszego. Pewnego razu kilkoro dzieci widziało jak 

na 
cmentarz weszło małe dziecko. Z ciekawo

ś

ci chciały tam pój

ść

. Poruszali si

ę

 gromadk

ą

 

po 
alejach cmentarza wpatrywały si

ę

 ciekawie w mogiły i zrywały z grobów kwiaty. Nagle 

Mariusz krzykn

ą

ł. 

– Nino zobacz jaka ładna pani. 
Kilkoro dzieci stan

ę

ło obok. Ni

Ŝ

ej pod zdj

ę

ciem widniały kształtne litery, lecz 

Ŝ

adne z 

nich nie umiało czyta

ć

. Nina z Mariuszem stała najbli

Ŝ

ej pomnika i przygl

ą

dała si

ę

 

ś

miej

ą

cej 

pani. 
Nina patrzyła na włosy i du

Ŝ

e oczy. 

Nawet kiedy

ś

 za

ś

miała si

ę

, bo Mariusz powiedział 

Ŝ

e te du

Ŝ

e oczy to ozdoba kobiety, 

któr

ą

 

widziała na zdj

ę

ciu. Nina patrzyła na 

ś

miej

ą

ce si

ę

 usta i wydawało si

ę

Ŝ

e ta pani inaczej 

si

ę

 

ś

mieje ni

Ŝ

 przedtem. Co

ś

 poci

ą

gało j

ą

 i nie mogła ani na chwil

ę

 oderwa

ć

 wzroku od 

fotografii. Nie widziała nawet jak wszystkie dzieci odeszły i poszły do innej mogiły. Obok 
Niny pozostał tylko Mariusz. Ten równie

Ŝ

 wyobra

Ŝ

ał sobie, 

Ŝ

e ta pani 

ś

mieje si

ę

 tylko do 

niego, jest bardzo zadowolona, 

Ŝ

e j

ą

 tutaj odnalazł. Patrz Nina jak ta pani patrzy na 

mnie 

background image

powiedział Mariusz. Przyj

Ŝ

yj si

ę

 Nino, dobrze zobacz. Widz

ę

, odpowiedziała Nina. 

Wiesz co 
Nina powiedział Mariusz jutro my tu przyjdziemy. Rozejrzeli si

ę

 dookoła, nikogo te

Ŝ

 nie 

było. Byli szcz

ęś

liwi, ni

Ŝ

 kiedykolwiek, znale

ź

li pani

ą

, która była ich najwi

ę

kszym 

przyjacielem. Od tego czasu przesiadywały na cmentarzu przez długie godziny. Od 
trzech dni 
przychodził ksi

ą

dz, chodził i czytał ksi

ąŜ

k

ę

” 


I tak dalej. Bardzo to wszystko wzruszaj

ą

ce. Ta pani z nagrobkowej fotografii to, 

oczywi

ś

cie, matka Niny i Mariusza. Natomiast ksi

ą

dz to wielka, młodzie

ń

cza jej miło

ść

Ź

li 

rodzice tej pani nie zezwolili im na mał

Ŝ

e

ń

stwo i st

ą

d wszystkie nieszcz

ęś

cia. 

Obiektywnie rzecz bior

ą

c opowiadanka te nie zasługuj

ą

 na gł

ę

bsz

ą

 uwag

ę

. Ale to tylko 

pozór. Poniewa

Ŝ

 dla moich kolegów były najprawdziwszym przekazem o 

ś

wiecie 

rzeczywistym. Były zgodne z ich mniemaniem o 

Ŝ

yciu. Zgoda, 

Ŝ

e było to mniemanie 

ubogie, 
ale jednak. Ich 

ś

wiat układa si

ę

 w uproszczon

ą

 kombinacj

ę

 prymitywnego wyobra

Ŝ

enia 

seksu 
i du

Ŝ

ej skłonno

ś

ci do taniego sentymentalizmu. Pocz

ą

tkowo trudno mi było w ogóle 

uwierzy

ć

 

w mo

Ŝ

liwo

ść

 takiej kombinacji. Pó

ź

niej przyzwyczaiłem si

ę

 do tych, i wi

ę

kszych, 

pozornych 
niekonsekwencji. 
Z wielu pisemek przeznaczonych dla 

Ŝ

ołnierzy 

Ŝ

adne, jak s

ą

dz

ę

, nie jest zorientowane 


potrzebach rynku. 

ś

adne z nich nie preferuje tego typu literatury. Mo

Ŝ

na w nich spotka

ć

 co najwy

Ŝ

ej 

opowiadanka i reporta

Ŝ

e o wzorowych 

Ŝ

ołnierzach. Po

Ŝ

ytek z tego tylko taki, 

Ŝ

e w 

jednostkach nie u

Ŝ

ywa si

ę

 papieru toaletowego i cz

ę

sto ka

Ŝ

da gazeta jest na wag

ę

 

złota. 

22 

 
 

Przez prawie cały okres słu

Ŝ

by wojskowej byłem przewodnicz

ą

cym S

ą

du 

Kole

Ŝ

e

ń

skiego. 

Instytucja S

ą

dów Kole

Ŝ

e

ń

skich to przedziwny ukłon w stron

ę

 tak modnej 

samorz

ą

dno

ś

ci. 

Teoretycznie S

ą

d jest odbieralny i rozpatruje sprawy kierowane do

ń

 przez dowódc

ę

 

kompanii. W wi

ę

kszo

ś

ci sprawy te dotycz

ą

 samowolnych oddale

ń

 oraz nadu

Ŝ

ywania 

alkoholu. Ale, 

Ŝ

eby było ciekawiej, S

ą

dy te nie maj

ą

 prawa karania. Mog

ą

 tylko, w razie 

uznania winy, wyst

ą

pi

ć

 z wnioskiem o ukaranie. Decyzja S

ą

du ogranicza si

ę

 tylko do 

tego, 
którego z przeło

Ŝ

onych poprosz

ą

 o ukaranie winnego. Prawd

ę

 mówi

ą

c, to i tak wiele, 

bowiem 
im wy

Ŝ

szy przeło

Ŝ

ony, tym posiada wi

ę

kszy zakres kar. Niby wi

ę

c jest jaka

ś

 mo

Ŝ

liwo

ść

 

background image

manewru. 
W praktyce działalno

ść

 S

ą

dów Kole

Ŝ

e

ń

skich bardzo przypomina działalno

ść

 s

ą

dów PRL 

w sprawach politycznych. Przede wszystkim skład s

ą

du wyznaczany jest przez dowódc

ę

 

kompanii. Oczywi

ś

cie robi si

ę

 to przy zachowaniu pozorów demokratycznych wyborów, 

ale 
te

Ŝ

 nie zawsze. Przed ka

Ŝ

d

ą

 rozpraw

ą

 (posiedzeniem) dowódca wzywa 

przewodnicz

ą

cego 

S

ą

du i komunikuje mu, jakiego to spodziewa si

ę

 orzeczenia. Zadziwiaj

ą

ce, ale 

przewa

Ŝ

nie 

orzeczenia pokrywały si

ę

 z sugestiami. Czasami, gdy przypadkiem zapadł inny wyrok, 

dowódca kompanii zarz

ą

dzał ponowne rozpatrzenie sprawy, na co S

ą

d przystawał bez 

zb

ę

dnych dyskusji. Nie musz

ę

 chyba dodawa

ć

Ŝ

e były to tzw. działania pozaprawne. 

Zgodnie 
bowiem ze Statutem nikt nie ma prawa sugerowa

ć

 s

ą

dowi jego orzecze

ń

 oraz 

orzeczenia te s

ą

 

prawomocne i niepodwa

Ŝ

alne. Ale kto by si

ę

 tam stawiał dowódcy kompanii? Otó

Ŝ

 to – 

ja 
zacz

ą

łem si

ę

 stawia

ć

. Bo w przeciwie

ń

stwie do moich poprzedników urz

ę

dowanie na 

stanowisku przewodnicz

ą

cego zacz

ą

łem od przeczytania Statutu. I wzi

ą

łem to wszystko 

bardzo powa

Ŝ

nie. Albo kierowała mn

ą

 naiwno

ść

, albo te

Ŝ

 swoiste poczucie humoru. W 

ka

Ŝ

dym razie, po ka

Ŝ

dym posiedzeniu miałem du

Ŝ

e kłopoty. Stałem si

ę

 bardzo 

niewygodny 
dla dowództwa kompanii. Pod koniec słu

Ŝ

by dowódca kompanii bezprawnie pozbawił 

mnie 
funkcji. 
Ale u podło

Ŝ

a decyzji dowódcy kompanii, oprócz ustawicznych moich sprzeciwów, 

le

Ŝ

ała 

jeszcze inna sprawa. Otó

Ŝ

 wyczytałem w Statucie, 

Ŝ

e przewodnicz

ą

cy mo

Ŝ

e i powinien 

zajmowa

ć

 si

ę

 tak

Ŝ

e działalno

ś

ci

ą

 interwencyjn

ą

. I wła

ś

nie gdy to wyczytałem, nadarzyła 

si

ę

 

okazja. Szeregowiec S. Po trzech dniach aresztu zwykłego powrócił na kompani

ę

. Nie 

był to 
powrót z tarcz

ą

 ale raczej na. Chodził jaki

ś

 poskr

ę

cany, niemrawo skar

Ŝ

ył si

ę

Ŝ

traktowano 
go w areszcie niezbyt delikatnie. Wzi

ą

łem go na bok i zacz

ą

łem namawia

ć

, aby napisał 

skarg

ę

 na wartowników do dowódcy pułku. Z pocz

ą

tku bał si

ę

, ale zapewniłem go, 

Ŝ

nic mu 
nie grozi. 
W ko

ń

cu zgodził si

ę

, ale pod warunkiem, 

Ŝ

e mu pomog

ę

. Była to z jego strony 

niew

ą

tpliwie asekuracja. Ale nie tylko, chłopak był niemal wtórnym analfabet

ą

. Zacz

ą

łem 

spisywa

ć

 jego opowie

ść

 o trzech dniach aresztu i doł

ą

czyłem potem do raportu do 

dowódcy 
pułku. Zatytułowałem to O

Ś

WIADCZENIE, ale to był horror. 

S. został doprowadzony do aresztu szesnastego wrze

ś

nia około godziny trzynastej. 

Półtorej 
godziny pó

ź

niej na wartowni

ę

, w której znajdował si

ę

 areszt, przybyła nast

ę

pna zmiana 

background image

warty. Zapowiedziano aresztantom, 

Ŝ

e od tej chwili wszystkie czynno

ś

ci nale

Ŝ

wykonywa

ć

 

w pełnym biegu. Ale to podobno normalne w ka

Ŝ

dym areszcie. Zreszt

ą

 podobnie jest w 

całym 
wojsku podczas okresu unitarnego. 
Wła

ś

ciwe przedstawienie rozpocz

ę

ło si

ę

 dopiero o godzinie siedemnastej. 

S. został ubrany w plecak (około dwudziestu paru kilogramów) i kazano mu w nim 
wykonywa

ć

 tzw. pompki. Liczba pompek nie została okre

ś

lona. Wartownicy przygl

ą

dali 

si

ę

 

słabn

ą

cemu powoli chłopakowi. W ko

ń

cu ju

Ŝ

 S. nie mógł podnie

ść

 si

ę

 z cementowej 

podłogi. 
Jeden z wartowników, przekonany, 

Ŝ

e ten symuluje, kilkakrotnie uniósł go za kołnierz 

oraz 
pas i rzucił o ziemi

ę

. Zorientowawszy si

ę

Ŝ

e to na S. nie działa, dał mu spokój na jaki

ś

 

czas. 
Akurat na tyle, by troch

ę

 odzyskał siły. Dodano mu drugi plecak, który nale

Ŝ

ało trzyma

ć

 


sztywno przed siebie wyci

ą

gni

ę

tych r

ę

kach. I z tymi dwoma plecakami nie okre

ś

lona 

porcja 
przysiadów. Potem odpoczynek. Ale odpoczynek w do

ść

 wymy

ś

lnej formie: kucanie na 

czubkach palców, Kolana razem, plecakiem nało

Ŝ

onym na plecy wolno opiera

ć

 si

ę

 o 

ś

cian

ę

ale drugi nadal w wyci

ą

gni

ę

tych sztywno r

ę

kach. 

Nast

ę

pnie mo

Ŝ

na było odło

Ŝ

y

ć

 jeden plecak. Z drugim marsz kucany z trzymaniem si

ę

 

za 
pi

ę

ty. Znów odpoczynek w opisanej formie. Przysiady z dwoma plecakami i pompki z 

jednym. W ko

ń

cu S. ponownie bez sił pada na ziemi

ę

. Nie reaguje na polecenie 

powstania. 
Wartownik kilka razy wskakuje S– owi na klatk

ę

 piersiow

ą

. Po pół godzinie wzgl

ę

dnego 

spokoju S. ponownie „odpoczywa”. Potem biegi po korytarzu wartowni przerywane co 
chwila 
komend

ą

 „granat”. Ci

ęŜ

ko pada na betonow

ą

 posadzk

ę

. Nast

ę

pnym punktem programu 

były 
zbiórki. 
– Szeregowy S., w kiblu zbiórka! 
– Szeregowy S., na korytarzu, w dwuszeregu zbiórka! 

Ŝ

e na zbiórki 

Ŝ

ołnierz musi wychodzi

ć

 biegiem, niewiele si

ę

 wła

ś

ciwie zmieniło. 

W pewnym momencie wyszedł ze swego pokoju dowódca warty i kazał przerwa

ć

 

przedstawienie. Ale jego rozkaz nie był spowodowany tym, 

Ŝ

e takich zabaw nie powinno 

si

ę

 

urz

ą

dza

ć

, lecz po prostu tym, 

Ŝ

e przywieziono kolacj

ę

. Po kolacji sam dowódca warty 

ubrał 
S- a w plecak i granaty, przysiady, biegi, podskoki, zbiórki. Trwało to tylko pi

ę

tna

ś

cie 

minut, 
bowiem dowódcy si

ę

 to znudziło i przekazał S- a innemu wartownikowi. 

Siedemnastego S. nie mógł rano wsta

ć

. Bolały go wszystkie mi

ęś

nie. Miał tylko kilka 

background image

granatów. Co prawda, mieli ochot

ę

 dalej go pompowa

ć

, ale doszli do wniosku, 

Ŝ

chłopak ju

Ŝ

 

naprawd

ę

 nie mo

Ŝ

e, i dali mu spokój. 

Nast

ę

pny skład warty okazał si

ę

 dla S- a darem boskim. Dowódca warty był ziomkiem i 

chłopak miał dwadzie

ś

cia cztery godziny spokoju. To znaczy, i tak wszystkie czynno

ś

ci 

wykonywał biegiem, ale tym razem był traktowany na równi z innymi aresztantami. Był to 
rzeczywi

ś

cie powód do szcz

ęś

cia. Ale osiemnastego wrze

ś

nia powrócił poprzedni skład 

warty. 
Zaraz po obiedzie jeden z wartowników zawołał S- a na sal

ę

 wartownicz

ą

. I od razu 

zdenerwowała go 

ś

lamazarno

ść

 ruchów aresztanta. Aby wi

ę

c „wyrobi

ć

 mu szybko

ść

”, 

r

ą

bn

ą

ł 

go trzy razy 

Ŝ

elaznym taboretem przez plecy. Za trzecim razem S. wyleciał z sali i upadł 

na 
korytarzu, co poprawiło humor wartownika. 
– No, S.! – zawołał. – W co powinien by

ć

 wyposa

Ŝ

ony spadochroniarz? 

Ale S. nie wiedział. Wezwano wi

ę

c aresztanta o dłu

Ŝ

szym sta

Ŝ

u. 

– Spadochroniarz powinien by

ć

 wyposa

Ŝ

ony w dwa spadochrony: spadochron wła

ś

ciwy 

oraz spadochron dodatkowy. 
– No, widzicie, S.? – u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 wartownik wskazuj

ą

c stoj

ą

ce pod 

ś

cian

ą

 plecaki. 

Nast

ą

piły 

ć

wiczenia łudz

ą

co podobne do tych, z którymi zapoznał si

ę

 pierwszego dnia. 

Gdy 

ć

wicz

ą

cy go wartownik musiał i

ść

 na posterunek, komendy wydawał dowódca warty. 

Kiedy w ko

ń

cu pozwolono mu i

ść

 do celi osłabiony obijał si

ę

 o 

ś

ciany. Na ten widok 

dowódca 

ś

miej

ą

c si

ę

 przywołał wszystkich wartowników znajduj

ą

cych si

ę

 na wartowni. 

– Zobaczcie, obywatele, młody 

Ŝ

ołnierz, przysłany do aresztu, zamiast karnie podda

ć

 

si

ę

 

procesowi resocjalizacji, upija si

ę

 jak 

ś

winia. 

Aby wytrze

ź

wiał, kazali mu si

ę

 czołga

ć

. Po wszystkich pomieszczeniach wartowni. 

Nawet 
ubikacji, gdzie z powodu zepsutej instalacji było po kostki ró

Ŝ

nych nieczysto

ś

ci. Wła

ś

nie 


tej ubikacji był taki moment, 

Ŝ

e S. zatrzymał si

ę

 na krótki odpoczynek. Dostał wtedy 

kopniaka w podbrzusze. Z pocz

ą

tku zatkało go, ale potem czołgał si

ę

 ze zdwojon

ą

 

energi

ą

Czołgał si

ę

 tak, jak mu kazano – z szybko

ś

ci

ą

 

ś

wiatła. 

Spisałem to wszystko i pobiegłem do Jasia, który mimo kapralskich dystynkcji robił na 
mnie wra

Ŝ

enie inteligentnego i wra

Ŝ

liwego chłopaka. 

– Normalka – powiedział. – Tak jest we wszystkich aresztach. Znajduj

ą

 sobie ofiar

ę

 i 

wy

Ŝ

ywaj

ą

 si

ę

. Nie wiedziałe

ś

Nie, nie wiedziałem. A nawet wi

ę

cej – trudno mi było w to uwierzy

ć

. Zacz

ą

łem 

wypytywa

ć

 innych. 

Potwierdzili. Zacz

ą

ł mi si

ę

 rysowa

ć

 zupełnie niesamowity, makabryczny obraz aresztu. 

Napisałem raport do dowódcy pułku, w którym za

Ŝą

dałem skierowania sprawy do 

prokuratury wojskowej. Nadmieniłem, 

Ŝ

e opowiadanie szeregowego S– a „przypomina 

mi 
łudz

ą

co wspomnienia z Alei Szucha”. Ale obowi

ą

zywała mnie droga słu

Ŝ

bowa, wi

ę

zaniosłem to do dowódcy kompanii. Przeczytał i popatrzył na mnie ze zdziwieniem, 

background image

pomieszanym z lekkim podziwem. 
– No, no. Aleja Szucha, nie przebierasz w słowach. Mógłby

ś

 zosta

ć

 oficerem 

politycznym. 
Nie odpowiedziałem. Po chwili dowódca odchylił si

ę

 na krze

ś

le i zapytał: 

– To ciebie pobili? 
– No, nie . 
– Wi

ę

c, o co chodzi? 

Próbowałem wytłumaczy

ć

Ŝ

e zostały drastycznie przekroczone pewne przepisy. 

Dowódca 
jednak stwierdził, 

Ŝ

e to nie szkodzi, bo S– owi i tak nale

Ŝ

ał si

ę

 „ci

ęŜ

ki wpierdol”. Mój 

argument, 

Ŝ

e został jednak ukarany trzema dniami aresztu, a nie „ci

ęŜ

kim wpierdolem”, 

nie 
znalazł poparcia w jego oczach. W ogóle nie potrafił zrozumie

ć

, dlaczego si

ę

 t

ą

 spraw

ą

 

przej

ą

łem. W ko

ń

cu obiecał mi to załatwi

ć

. Ale, jak si

ę

 nale

Ŝ

ało domy

ś

la

ć

, sprawa 

została 
zatuszowana. Przede wszystkim raport mój nie trafił do dowódcy pułku. Mój dowódca 
poszedł po prostu z nim na kompani

ę

 wartownicz

ą

 i zapoznał z tre

ś

ci

ą

 dowódc

ę

 tej 

kompanii. 
Oczywi

ś

cie, wartownicy, jak jeden, wyparli si

ę

 wszystkiego. A ten, który nad S– em 

najbardziej si

ę

 zn

ę

cał, dostał trzy dni aresztu z zawieszeniem na trzy miesi

ą

ce, za 

„przeprowadzenie z aresztantem musztry specjalnej w budynku aresztu”. Bo, zgodnie z 
regulaminem, trzeba przed. Był to skandal, lecz wydawało mi si

ę

Ŝ

e nic ju

Ŝ

 w tej 

sprawie nie 
mog

ę

 zrobi

ć

Wkrótce zreszt

ą

 S. dopi

ą

ł swego i został przedterminowo zwolniony z wojska. Kiedy, ju

Ŝ

 

w cywilnym ubraniu, przyszedł si

ę

 ze mn

ą

 po

Ŝ

egna

ć

, namawiałem go, 

Ŝ

eby si

ę

 nie 

poddawał. 
Radziłem, by spróbował pisa

ć

 skarg

ę

 do Głównego Zarz

ą

du Politycznego WP. Dałem 

mu 
nawet adres. 
Prawdopodobnie S. skorzystał z mojej rady, bowiem po dwóch miesi

ą

cach w jednostce 

wybuchła bomba wodorowa. Zjechała si

ę

 cała ekipa 

ś

ledcza WSW. Przesłuchiwano 

aresztantów z całego półrocza. By

ć

 mo

Ŝ

e to tylko przypadek, ale gdy zjawiła si

ę

 ekipa 

ś

ledcza, wezwał mnie dowódca kompanii. 

– Chciałe

ś

 jecha

ć

 na urlop. No, na 

ś

lub tego twojego kumpla. Jutro mo

Ŝ

esz jecha

ć

Czterech wartowników, w tym dowódca warty, stan

ę

ło przed s

ą

dem wojskowym. 

Najwy

Ŝ

szy wyrok, jaki zapadł w tej sprawie: półtora roku. 

Niedługo potem przestałem by

ć

 przewodnicz

ą

cym S

ą

du Kole

Ŝ

e

ń

skiego. 

 

VI 

Wszystkich puszczano na przepustki w pi

ą

tek po południu. Mnie nie. Dowódca kompanii 

powiedział: pojedziesz jutro rano. 
Niby jaka

ś

 pilna robota. Jednak zbyt długo byłem pisarzem kompanijnym, bym si

ę

 dał na 

to nabra

ć

. Do

ść

 szybko zorientowałem si

ę

Ŝ

e nie jest to nic pilnego. Równie dobrze 

mo

Ŝ

na to 

background image

było zrobi

ć

 i za tydzie

ń

. Zacz

ą

łem zastanawia

ć

 si

ę

, dlaczego mam jecha

ć

 dzie

ń

 pó

ź

niej 

ni

Ŝ

 

wszyscy. Jaki

ś

 powód musiał istnie

ć

, ale nic m

ą

drego nie przychodziło mi do głowy. 

W sobot

ę

 po południu stałem na peronie czekaj

ą

c na poci

ą

g do Warszawy. W pewnym 

momencie podszedł do mnie sier

Ŝ

ant WSW. 

– Wy nazywacie si

ę

 Pawlak? Tak, to pozwólcie. Musz

ę

 sprawdzi

ć

, co macie w tej 

paczuszce, a nie chciałbym tego robi

ć

 tak tu, przy ludziach. Wiecie, to nie wypada. 

Pójdziemy 
na dworcowy komisariat milicji. Bo wiecie – u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 pojednawczo – mo

Ŝ

ecie 

przecie

Ŝ

 

wywozi

ć

 tajne materiały. 

Przestraszyłem si

ę

. Było to niemal jawne podejrzenie o szpiegostwo. Poszli

ś

my. 

W komisariacie za

Ŝą

dał osobnego pomieszczenia. Zacz

ą

ł przegl

ą

da

ć

 zawarto

ść

 paczki. 

Były tam dwie ksi

ąŜ

ki, które odwoziłem do domu, i szkice wierszy. Ksi

ąŜ

ki interesowały 

go 
tylko przez chwil

ę

. Sprawdził, gdzie wydane, i odło

Ŝ

ył na bok. Bardziej przej

ą

ł si

ę

 

r

ę

kopisami. 

– Słuchaj, ty 

ś

pieszysz si

ę

 na poci

ą

g, wi

ę

c b

ę

d

ę

 musiał te wierszyki zatrzyma

ć

. Jest 

tego 
dosy

ć

 du

Ŝ

o, a jeszcze tak niewyra

ź

nie piszesz. Jak wrócisz z urlopu, to ci zwrócimy. 

– W 

Ŝ

adnym wypadku, obywatelu sier

Ŝ

ancie. To s

ą

 jedyne egzemplarze. Nie mam 

Ŝ

adnej 

pewno

ś

ci, czy to gdzie

ś

 u was si

ę

 nie zawieruszy. A dla mnie byłaby to zbyt du

Ŝ

a strata. 

– Daj

ę

 ci słowo, 

Ŝ

e nic si

ę

 im nie stanie. 

– Niemniej nie zgadzam si

ę

. B

ę

d

ę

 w tej sprawie zmuszony zło

Ŝ

y

ć

 skarg

ę

Zrozumiałem, 

Ŝ

e podró

Ŝ

 do domu mam ju

Ŝ

 z głowy. Trudno, ale tak łatwo ze mn

ą

 nie 

pójdzie. Ale on miał wida

ć

 troch

ę

 inne instrukcje. Spojrzał na mnie wrogo i przeszedł do 

drugiego pomieszczenia. Przez szyb

ę

 w drzwiach widziałem, 

Ŝ

e gdzie

ś

 dzwoni. Po 

chwili 
wrócił i oddał mi r

ę

kopisy. Jeszcze tylko małe obmacanie i kazał biec na poci

ą

g, który 

akurat 
zatrzymał si

ę

 na peronie drugim. 

Wezwano mnie do kancelarii tajnej w sztabie. 
– To wy? – zapytał zaspany sier

Ŝ

ant. – zapl

ą

tała si

ę

 tu przesyłka do was. Kolega z 

Krakowa przesyła ksi

ąŜ

k

ę

I dali mi. Osobno kopert

ę

, osobno ksi

ąŜ

k

ę

, osobno list. „Szkice z psychologii religii” 

Fromma, od Adama. 
Zaskoczyła mnie forma. Co prawda, dotychczas wszystkie przesyłki te

Ŝ

 przychodziły 

rozdarte, ale zachowywano jakie

ś

 pozory. Zawsze odbierałem je w wewn

ę

trznej poczcie 

jednostki. O ile si

ę

 orientuj

ę

, byłem pierwszym 

Ŝ

ołnierzem pułku, który otrzymał 

korespondencj

ę

 za po

ś

rednictwem kancelarii tajnej. To zaczynało by

ć

 niepokoj

ą

ce. A 

poza 
tym była to jaka

ś

 nieostro

Ŝ

no

ść

, która dawała mi wreszcie pretekst do jakiego

ś

 

działania. Nie 
namy

ś

laj

ą

c si

ę

 pobiegłem do zast

ę

pcy dowódcy pułku do spraw politycznych. 

Zameldowałem 

background image

o całym wydarzeniu i wyraziłem rozgoryczenie faktem, i

Ŝ

 została złamana 

praworz

ą

dno

ść

. To 

podziałało na politycznego jak czerwona płachta na byka. 
– Ale

Ŝ

 słuchaj, to na pewno jaka

ś

 pomyłka. Nieporozumienie. Ja to osobi

ś

cie sprawdz

ę

Jutro ci

ę

 w tej sprawie wezw

ę

, ale to na pewno jakie

ś

 nieporozumienie. 

Czekałem cały miesi

ą

c i nic. Przez ten czas rozwa

Ŝ

yłem sobie wszystko od pocz

ą

tku. 

Je

Ŝ

eli rzeczywi

ś

cie kontrolowano mi korespondencj

ę

, to niew

ą

tpliwie była to sprawka 

kontrwywiadu. To nie ulegało w

ą

tpliwo

ś

ci. 

Ostatecznie ten pion sam z siebie jest najbardziej policyjny. Postanowiłem zastosowa

ć

 

troch

ę

 hazardow

ą

 rozgrywk

ę

. To si

ę

 chyba nazywa va banque. Zgłosiłem si

ę

 do oficera 

kontrwywiadu. Zacz

ą

łem mu wmawia

ć

Ŝ

e jest on tutaj tak

Ŝ

e po to, aby sta

ć

 na stra

Ŝ

poszanowania praw konstytucyjnych, paktów praw, paktów helsi

ń

skich i wielu innych, 

jakie 
mi tylko do głowy przyszły. We wszystkich tych dekretach zapewnione jest prawo do 
tajemnicy korespondencji. Moje prawo zostało w tej jednostce naruszone w sposób 
oczywisty 
i nie podlegaj

ą

cy dyskusji przez kancelari

ę

 tajn

ą

 albo te

Ŝ

 kogo

ś

, „kto za tym stoi”. I oto 

zgłaszam si

ę

 do niego jako do osoby kompetentnej, pełen wiary w jego pomoc. 

Oficer kontrwywiadu 

ś

ledził mój natchniony monolog z lekkim niedowierzaniem. Co 

chwila rzucał mi baczne spojrzenia. Ale to była rola mojego 

Ŝ

ycia. Nie wygl

ą

dałem wcale 

na 
takiego, który by z kogo

ś

 robił balona. A poza tym miałem za sob

ą

 wielki atut: twarz o 

wyrazie pełnego ufnej naiwno

ś

ci imbecyla. I to przewa

Ŝ

yło. Obiecał, 

Ŝ

e zbada spraw

ę

– Tak, dobrze, 

Ŝ

e

ś

cie si

ę

 do mnie z t

ą

 spraw

ą

 zwrócili, kolego. Co prawda, nie 

przypuszczam, 

Ŝ

eby to była jaka

ś

 represja w stosunku do ciebie, ale rozumiem, 

Ŝ

mo

Ŝ

esz tak 

my

ś

le

ć

. Sam bym tak my

ś

lał. Szczególnie, 

Ŝ

e ten idiota polityczny tak to załatwił. Ja to 

zbadam. I gdzie

ś

 za tydzie

ń

 wpadn

ę

 tutaj, 

Ŝ

eby tobie powiedzie

ć

 co i jak. No, cze

ść

kolego. 
W ten sposób zostałem koleg

ą

 oficera kontrwywiadu. Ale to nic. Oczywi

ś

cie, nie zjawił 

si

ę

 

po upływie tygodnia. W ogóle starał si

ę

 mnie unika

ć

. Czekałem półtora miesi

ą

ca, a 

potem 
przeniesiono mnie do innej jednostki. 
Kontrolowano mi korespondencj

ę

, rewidowano na dworcu, nie puszczano przez pewien 

czas na urlopy i przepustki, przepytywano niektórych kolegów, o czym z nimi 
rozmawiałem. 
Niby nic takiego – mo

Ŝ

na si

ę

 przyzwyczai

ć

. Ale w ko

ń

cu sytuacja stała si

ę

 nie do 

zniesienia. Napisałem skarg

ę

 do Głównego Zarz

ą

du Politycznego WP. Opisałem te 

wszystkie 
dziwne przypadki mnie dotycz

ą

ce i ostro zaprotestowałem, 

Ŝ

e niby kontrwywiad mi 

przeszkadza. 
Reakcja była wyj

ą

tkowo szybka. Ju

Ŝ

 po tygodniu siedziałem w wygodnym fotelu 

naprzeciw trzech umundurowanych panów: przedstawiciela władz wy

Ŝ

szych, 

przedstawiciela 
dowództwa jednostki oraz oficera kontrwywiadu. Przedstawiciel władz wy

Ŝ

szych zapytał, 

czy 

background image

zgodz

ę

 si

ę

 rozmawia

ć

 w tym gronie, czy te

Ŝ

 mam specjalne 

Ŝ

yczenie rozmawia

ć

 z nim 


cztery oczy. Odpowiedziałem, 

Ŝ

e nie mam si

ę

 czego wstydzi

ć

 i w razie czego gotów 

jestem 
rozmawia

ć

 „w obecno

ś

ci całego stanu osobowego pułku”. I rozpocz

ę

ła si

ę

 rozmowa, 

której 
celem było udowodnienie mi, 

Ŝ

e nie mam racji. 

ś

e jestem po prostu głupi. 

Oficer kontrwywiadu wmawiał mi nawet, 

Ŝ

e powinienem odczuwa

ć

 co

ś

 w rodzaju 

wdzi

ę

czno

ś

ci dla odpowiednich czynników wojskowych, 

Ŝ

e po

ś

wi

ę

caj

ą

 mi tyle uwagi i 

czasu. 
Wdzi

ę

czno

ś

ci nie wyraziłem. By

ć

 mo

Ŝ

e było to niedopatrzenie, wi

ę

c t

ą

 drog

ą

 

nadrabiam. 
Moja sytuacja na skutek skargi poprawiła si

ę

 o tyle, 

Ŝ

e „wyrzucono” mnie na upragniony 

urlop. Po powrocie jednak wszystko wróciło do normy. 
Ale 

Ŝ

eby zupełnie nie przewróciło mi si

ę

 w głowie, na nast

ę

pn

ą

 skarg

ę

 nie otrzymałem 

odpowiedzi. A szkoda, bowiem oprócz powtórzenia wszystkich zarzutów z pierwszej 
skargi, 
za

Ŝą

dałem natychmiastowego zwolnienia mnie ze słu

Ŝ

by wojskowej z powodu 

szykanowania 
mnie za pogl

ą

dy polityczne. Wiem tylko, 

Ŝ

e był kto

ś

 z władz wy

Ŝ

szych, ale tym razem 

nie 
wyraził ochoty porozmawiania ze mn

ą

. Szkoda, miałem mu tyle do powiedzenia. W 

ka

Ŝ

dym 

razie do dzi

ś

 nie trac

ę

 nadziei i cierpliwie czekam na odpowied

ź

 Głównego Zarz

ą

du 

Politycznego Wojska Polskiego. 

 

VII 

Odbywa si

ę

 wielka dyskusja nad nowymi regulaminami. Co

ś

 maj

ą

 zmienia

ć

. Trend na 

nowoczesno

ść

PRÓBÓJ

Ę

 PISA

Ć

„Pułkownik R. Na inspekcji w garnizonie jakim

ś

 niewa

Ŝ

nym. Ponury, stary budynek 

koszar z poniemieckiego odzysku. Buntuj

ą

 si

ę

 nie remontowane od lat instalacje 

sanitarne. R. 
Z obrzydzeniem przygl

ą

da si

ę

 zapchanym, cuchn

ą

cym klozetom. Raptem napada go 

my

ś

zbawienna. Przyszpila j

ą

 długopisem do notatnika. 

– W raporcie do Ministerstwa zaproponowa

ć

 istotn

ą

 poprawk

ę

 do Regulaminów. (Słowa 

zdecydowanie skapuj

ą

 na kartk

ę

). 

ś

ołnierz zobowi

ą

zany jest do powstrzymania swoich 

potrzeb fizjologicznych w wypadku awarii instalacji sanitarnych a

Ŝ

 do odwołania. 

Zreszt

ą

 nie musi by

ć

 od razu poprawka do Regulaminów. Na pocz

ą

tek wystarczy 

drobne 
Zarz

ą

dzonko. Okólniczek male

ń

ki. Ot, taka sobie Dyrektywka”. 

Izba chorych to co

ś

 po

ś

redniego mi

ę

dzy lazaretem polowym a aresztem. Ka

Ŝ

dy chory 

wie, 

Ŝ

e jego podstawowym obowi

ą

zkiem jest nie chorowa

ć

 oraz sprz

ą

ta

ć

 tzw. rejony. Rejony 

sprz

ą

ta si

ę

 bez przerwy, bowiem bardziej chodzi o to, by sprz

ą

tano, ni

Ŝ

 o to, by było 

background image

sprz

ą

tni

ę

te. Sanitariuszy ani szefa izby nie interesuje, czy chory jest zdolny do 

jakiejkolwiek 
pracy. Od pracy zwalnia tylko fala lub kapralski stopie

ń

Ponadto sanitariusze 

Ŝ

ywi

ą

 si

ę

 kosztem chorych. I słusznie: le

Ŝą

cy zu

Ŝ

ywa mniej energii 


nie musi tyle je

ść

. Porcje wi

ę

c dostawali

ś

my zmniejszone. A takich rarytasów jak 

kompot, 
czy co

ś

 w tym rodzaju, wcale. 

Najciekawsza jest jednak rola lekarza. Przez sze

ść

 dni pobytu w izbie, nie widziałem, 

aby 
dotkn

ą

ł pacjenta. Na przykład po to, aby osłucha

ć

 czy zajrze

ć

 do gardła. Obchód 

przypominał 
z lekka karty z Dzielnego Wojaka Szwejka. Sanitariusz ogłaszał zbiórk

ę

 chorych. 

Czekali

ś

my 

cierpliwie na korytarzu, a

Ŝ

 wywołaj

ą

 ka

Ŝ

dego z nas osobno do gabinetu lekarskiego. 

Lekarz 
pytał o samopoczucie i temperatur

ę

. Pytał – nic wi

ę

cej. 

Gdy tylko udawało mu si

ę

 u kogo

ś

 zbi

ć

 temperatur

ę

, wyrzucał z izby. Chodziło si

ę

 

potem 
z nie zaleczon

ą

 chorob

ą

Prawdziwe 

Ŝ

ycie erotyczne 

Ŝ

ołnierzy ludowego Wojska Polskiego jest niezwykle ubogie. 

Co najwy

Ŝ

ej niektórzy próbuj

ą

 nadrabia

ć

 na przepustkach i urlopach. Zreszt

ą

 

najcz

ęś

ciej jest 

to tylko nadrabianie min

ą

. W ka

Ŝ

dym razie w dobrym tonie jest po powrocie z przepustki 

rzuci

ć

 tak od niechcenia: Chłopaki, ale mnie czubek boli. 

Co ciekawsze, nie zauwa

Ŝ

yłem nawet prób homoseksualizmu. A przecie

Ŝ

 warunki były 

bardzo sprzyjaj

ą

ce. 

Tylko wieczorem, po capstrzyku kwitł onanizm. Mieli

ś

my stare, skrzypi

ą

ce łó

Ŝ

ka. Trudno 

było zasn

ąć

 przy skrzypieniu dwudziestu kilku łó

Ŝ

ek. Ale do wszystkiego si

ę

 w ko

ń

cu 

mo

Ŝ

na 

przyzwyczai

ć

. Po powrocie do domu nawet mi troch

ę

 brakowało tych d

ź

wi

ę

ków. 

Przez ostatni okres słu

Ŝ

by zastanawiałem si

ę

 tylko nad jednym: jak opowiedzie

ć

Dot

ą

d nie było tego problemu. Dotychczasowe pobyty w domu były tak krótkie, 

Ŝ

ograniczałem si

ę

 do pozdrawiania przyjaciół. Nie było czasu na rozmowy. Teraz b

ę

dzie. 

Mógłbym opowiedzie

ć

 o honorowym krwiodawstwie. 

Kto

ś

 tam próbował namówi

ć

 mnie do oddania krwi. Odmówiłem. Powiedziałem, 

Ŝ

e nie 

mog

ę

. Przechodziłem kiedy

ś

 

Ŝ

ółtaczk

ę

 i moja krew mo

Ŝ

e okaza

ć

 si

ę

 szkodliwa. A na 

tym tle 
jestem szczególnie dra

Ŝ

liwy. 

Ś

miał si

ę

. Przecie

Ŝ

 nie musz

ą

 si

ę

 zorientowa

ć

 – przekonywał – a dwa dni urlopu to jest 

co

ś

Bo to jest zwykły handel krwi

ą

. Za dwie

ś

cie mililitrów kupowało si

ę

 dzie

ń

 urlopu. Za 

czterysta – dwa dni. 

 

VIII 

Mógłbym tak

Ŝ

e opowiedzie

ć

 o pewnej kantynie na poligonie. O tym jednym kiosku na 

background image

przestrzeni wielu kilometrów. O kawiarence na pi

ę

tna

ś

cie stolików. 

Pracowali

ś

my na tym poligonie kilka tygodni. Dwustu 

Ŝ

ołnierzy i sze

ś

ciu opiekunów, 

ekonomów z kadry. 
Był to cholernie zimny grudzie

ń

 siedemdziesi

ą

tego szóstego roku. Otwarta przestrze

ń

 

pełna ustawicznych wiatrów od morza. Praca przez cały czas na wolnym, odkrytym 
terenie. 
Mieszkanie w namiotach i ci

ą

głe kłopoty z w

ę

glem do piecyków. Kadra mieszkała w 

znakomicie ogrzewanym hotelu garnizonowym. Całe dni, oprócz krótkich wypadów w 
celu 
sprawdzenia, czy zamiast pracowa

ć

 nie grzejemy si

ę

 przy ogniu, sp

ę

dzała w kantynie. 

My do kantyny nie mieli

ś

my wst

ę

pu. Dwustu 

Ŝ

ołnierzy wracaj

ą

c z pracy ustawiało si

ę

 

cierpliw

ą

 kolejk

ą

 przed drewnianym podestem pod oknem kantyny. Kupowali

ś

my 

papierosy, 
znaczki, zapałki... 
Ale ju

Ŝ

 do

ść

. Mo

Ŝ

e mnie ponie

ść

, i zamierzona chłodna relacja zmieni si

ę

 w płaczliw

ą

 

dziewczynk

ę

 z zapałkami... 

ś

ołnierze zawodowi poza jednostk

ą

Całuj

ą

 panie w r

ę

k

ę

Rozmawiaj

ą

 czasem o literaturze i filmie. 

Znaj

ą

 takie słowa, jak „prosz

ę

” oraz „dzi

ę

kuj

ę

”. 

Ale to tylko pozór. Udawanie kulturalnego człowieka, na które wielu ludzi daje si

ę

 

nabra

ć

Nie ma kulturalnych oficerów. Oczywi

ś

cie, je

Ŝ

eli przyjmiemy, 

Ŝ

e kultura osobista to co

ś

 

wi

ę

cej ni

Ŝ

 natr

ę

tne 

ś

linienie kobiecych r

ą

k. Aby naprawd

ę

 oceni

ć

 tych ludzi, trzeba ich 

widzie

ć

 wtedy, gdy s

ą

 w swoim 

Ŝ

ywiole. Gdy s

ą

 w jednostce. 

Bowiem przekroczy

ć

 bram

ę

 jednostki to nie to samo, co przekroczy

ć

 bram

ę

 zakładu 

pracy. 
Wchodz

ą

c na teren jednostki przekraczasz granic

ę

 kultur. Z w miar

ę

 demokratycznej 

Polski 
wchodzisz w kastow

ą

 społeczno

ść

 koszar. Cofasz si

ę

 o kilka wieków w historii 

ludzko

ś

ci. 

Tutaj 

Ŝ

ołnierz zawodowy jest niemal wszechwładny. Taki facet mo

Ŝ

e z tob

ą

 zrobi

ć

 

prawie 
wszystko. 
Postawi

ć

 ci

ę

 w kolejce do wewn

ę

trznego sklepu mi

ę

snego, co wi

ąŜ

e si

ę

 z wstaniem o 

godzin

ę

, dwie wcze

ś

niej. 

Wybieraj

ą

c si

ę

 z 

Ŝ

on

ą

 na całonocn

ą

 zabaw

ę

 do kasyna, zostawi

ć

 ci

ę

 do pilnowania 

dzieci. 
Wysyłaj

ą

c na przepustk

ę

, zobowi

ą

za

ć

 ci

ę

 do po

ś

wi

ę

cenia krótkiego pobytu w domu na 

bieganie po sklepach. Po link

ę

 do sprz

ę

gła, klej „Skorolep”, ksi

ąŜ

ki dla studiuj

ą

cej 

córki... 
Kaza

ć

 wysprz

ą

ta

ć

 sklep, w którym pracuje jego 

Ŝ

ona. 

Posła

ć

 do sklepu po chleb i masło, bo 

Ŝ

onie nie chce si

ę

 rano wsta

ć

, a trzeba 

ś

niadanie 

dzieciom do szkoły. 
Poleci

ć

 malowanie mieszkania. 

Poprzestawianie mebli. 
Załatwi

ć

 przeprowadzk

ę

, bo koleg

ę

 przenosz

ą

 do innej jednostki. 

background image

Wytrzepa

ć

 dywany. 

Nazwa

ć

 ci

ę

 przy wszystkich chujem i kaza

ć

 przytakn

ąć

 – tak jest, obywatelu sier

Ŝ

ancie. 

Przeczołga

ć

 bez powodu, ot tak, gdy brak mu innych rozrywek. 

STOP!!! 
Przecie

Ŝ

 

Ŝ

adnej z tych rzeczy nie mo

Ŝ

e on, nie ma prawa wymaga

ć

 od 

Ŝ

ołnierza. Fakt. 

Ale 
wymaga. 

ś

ołnierz to parias i Murzyn. Polski niewolnik. Zwierz

ę

Nie wiem, dlaczego zlikwidowano istniej

ą

c

ą

 jeszcze przed wojn

ą

 funkcj

ę

 ordynansa. 

Prawdopodobnie chodziło o wprowadzenie demokratycznych zasad współ

Ŝ

ycia w 

wojsku. 
Prawdopodobnie niektórym reformatorom wydawało si

ę

Ŝ

e funkcja ta obra

Ŝ

a godno

ść

 

Ŝ

ołnierza. I bardzo dobrze, 

Ŝ

e tak si

ę

 stało. Dzi

ś

 pan oficer nie ma ordynansa. Dzi

ś

 

ordynansem jest ka

Ŝ

dy 

Ŝ

ołnierz. Dowódca kompanii wystawia głow

ę

 z kancelarii na 

korytarz 
i woła pierwszego lepszego 

Ŝ

ołnierza: wyczy

ść

cie mi buty! Oczywi

ś

cie. Wyczy

ś

cimy! 

Ale sprawa ta ma jeszcze drugi aspekt. Traktowani jak bydło 

Ŝ

ołnierze cz

ę

sto sami 

ponosz

ą

 cz

ęść

, i to niebagateln

ą

, winy za tak

ą

 sytuacj

ę

. Ta cz

ęść

 winy polega na 

przyzwoleniu. Nie sta

ć

 ich nawet na delikatne zamanifestowanie swojej godno

ś

ci. 

Zepchni

ę

cie do roli sługi cz

ę

sto, wida

ć

, wytwarza w człowieku pewne zadowolenie z 

takiej 
sytuacji. Jest wi

ę

c i taka mo

Ŝ

liwo

ść

Ŝ

e kadra zawodowa po prostu nie zdaje sobie 

sprawy z 
tego, 

Ŝ

Ŝ

ołnierzy mo

Ŝ

na traktowa

ć

 inaczej. 

Pozwolono nam ogl

ą

da

ć

 jaki

ś

 film. Nie zdarzało si

ę

 to zbyt cz

ę

sto, wi

ę

c frajda du

Ŝ

a. 

Było 
to na poligonie zimowym. Telewizor stał w namiocie – 

ś

wietlicy. Oczywi

ś

cie w 

najwy

Ŝ

szej 

cenie były miejsca przy kopc

ą

cej kozie. Zostały zaj

ę

te na długo przed rozpocz

ę

ciem 

filmu. 
Ale pech chciał, 

Ŝ

e akurat tego dnia zepsuł si

ę

 telewizor w 

ś

wietlicy hoteliku 

garnizonowego 
(do którego, notabene, nie mieli

ś

my wst

ę

pu). Trzech oficerów przyszło wi

ę

c ogl

ą

da

ć

 

telewizj

ę

 do nas. Weszli tu

Ŝ

 przed rozpocz

ę

ciem filmu. 

– No, obywatele, ju

Ŝ

 widz

ę

 trzy wolne miejsca przy piecyku – za

Ŝą

dał jeden z nich. 

Oczywi

ś

cie nikt si

ę

 nawet nie ruszył. Uparcie gapili

ś

my si

ę

 w rozkoszn

ą

 Edytk

ę

, udaj

ą

c, 

Ŝ

e jego słowa skierowane były do kogo

ś

 zupełnie innego. Podobnie zareagowali

ś

my na, 

tym 
razem du

Ŝ

o gło

ś

niejsze, ponowne polecenie. Ten brak subordynacji wyra

ź

nie 

zdenerwował 
oficerów. 
– Powsta

ń

. Baczno

ść

. Przed namiotem w dwuszeregu, zbiórka! 

Tego mo

Ŝ

na si

ę

 było spodziewa

ć

. Ale był to ju

Ŝ

 najbardziej formalny rozkaz i nie mo

Ŝ

na 

było dłu

Ŝ

ej ci

ą

gn

ąć

 zabawy w głuchy telefon. 

Stoj

ą

c pod namiotami pozwalali

ś

my sobie na niewybredne epitety pod adresem naszych 

przeło

Ŝ

onych. Oczywi

ś

cie, nie na tyle gło

ś

no, by mogli nas usłysze

ć

. Chodziło raczej o 

wyładowanie własnego gniewu. W pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł – 
zaproponowałem zrezygnowanie z filmu. 

background image

– Pewnie, niech si

ę

 trepy pierdolone same udławi

ą

– Dobrze mówi. 
Poparli mnie koledzy. Nie jestem pewien, czy był to najlepszy pomysł. Ale zawsze była 
to 
jaka

ś

 manifestacja, jaka

ś

 zapowied

ź

 istnienia pewnej granicy, do której mo

Ŝ

na nami 

pomiata

ć

. Jednak z mojego pomysłu nic nie wyszło. Gdy po chwili pozwolono nam wej

ść

 

do 

ś

wietlicy, wszyscy skwapliwie skorzystali. 

Le

Ŝą

c na pryczy słyszałem cz

ę

ste wybuchy 

ś

miechu. Podobno była to niezła komedia. 

Mojego aktu kontestacji nikt nie zauwa

Ŝ

ył, a film straciłem. 

Chcesz u niego załatwi

ć

 przepustk

ę

? To trzeba tak: 

– Obywatelu sier

Ŝ

ancie, jaka

ś

 przepustka by si

ę

 zdała... 

A on na to: To zapierdalaj 

Ŝ

ołnierz do „Zochy” po dwa wina i zobaczymy, co da si

ę

 

zrobi

ć

I tachasz zlewowi te wina, za własn

ą

 kupione fors

ę

. I wcale nie wiesz, czy pojedziesz. 

Bo 
wina niczego jeszcze nie gwarantuj

ą

. S

ą

 tylko czym

ś

, co pozwala mu w ogóle 

zastanowi

ć

 si

ę

 

nad tym, czy zasługujesz na przepustk

ę

Jedn

ą

 z najwi

ę

kszych zdobyczy socjalnych dwudziestolecia mi

ę

dzywojennego w 

naszym 
kraju było zapewnienie o

ś

miogodzinnego dnia pracy. I dzi

ś

 jest on nam prawnie 

gwarantowany. 
Cz

ęść

 słu

Ŝ

by upłyn

ę

ła mi w jednostce budowlanej. Na niektórych placówkach praca 

trwała 
dwana

ś

cie godzin na dob

ę

. Oczywi

ś

cie, po odliczeniu przerw na posiłki – chodzi mi o 

czas 
czystej pracy. W niedziel

ę

 trwa troch

ę

 krócej. Przewa

Ŝ

nie do obiadu. Taki system, 

szczególnie w lecie, był czym

ś

 zupełnie normalnym. 

Szlag trafia nasze zdobycze socjalne w tym najlepszym z ustrojów? A mo

Ŝ

e miał racj

ę

 

Wojtek, gdy mówił, 

Ŝ

e słu

Ŝ

ba wojskowa to czasowe pozbawienie praw obywatelskich? 

Jaki

ś

 m

ę

drzec w sztabie wpadł z nudów na pomysł: oszcz

ę

dniej gospodarowa

ć

 

materiałami p

ę

dnymi. A tymczasem trzeba było wykona

ć

 dosy

ć

 powa

Ŝ

ne roboty ziemne. 

Wi

ę

c: wojska rakietowe. Szczyt techniki: ziemia – powietrze, czyli stara, dobra łopata w 

naszych dłoniach. A obok stoj

ą

 przedsi

ę

– i zasi

ę

bierne koparki, stoj

ą

 spychacze... 

Murzyni? Chyba Wojtek miał racj

ę

 
IX 

To nie Daniel Olbrychski ani grupa Smokie kojarzy nam si

ę

 z poj

ę

ciem gwiazdora. Dla 

nas gwiazd

ą

 numer jeden był Wojciech Zyms i jego koledzy. Bowiem Dziennik 

Telewizyjny, 
a potem Wieczór z Dziennikiem to audycje obowi

ą

zkowe. Nawet regulamin to 

ś

ci

ś

le 

okre

ś

la. 

Za uchylanie si

ę

 od ogl

ą

dania tej audycji gro

Ŝą

 surowe kary. 

Organizacja młodzie

Ŝ

owa teoretycznie odgrywa niezwykle wa

Ŝ

n

ą

 rol

ę

 w 

Ŝ

yciu 

background image

wewn

ę

trznym jednostki. Praktycznie za

ś

 jest w ka

Ŝ

dym punkcie 

ś

ci

ś

le 

podporz

ą

dkowana 

sekcji politycznej i nie bardzo j

ą

 sta

ć

 na jak

ą

kolwiek samodzielno

ść

. Niemniej wszystkie 

pozory s

ą

 zachowane. I tak, na przykład, wybór na stanowisko przewodnicz

ą

cego 

zarz

ą

du 

pułkowego jest – jednoznaczny ze zwolnieniem z niemal wszystkich tzw. obowi

ą

zków 

Ŝ

ołnierskich. Przewodnicz

ą

cy zarz

ą

du pułkowego to prawie etat. 

Ale moje kontakty z organizacj

ą

 nigdy nie odbywały si

ę

 na tak wysokich szczeblach. Nie 

mniej były do

ść

 swoiste. 

Ale wszystko, jak zawsze, zacz

ę

ło si

ę

 bardzo niewinnie. Było zebranie sprawozdawczo 

– 
wyborcze na szczeblu kompanii. Ust

ę

puj

ą

cy zarz

ą

d chwalił si

ę

 tym, co zrobił, a potem 

mieli

ś

my wybra

ć

 nowy zarz

ą

d. Mieli

ś

my – bowiem było to zebranie otwarte, na którym 

musieli by

ć

 wszyscy 

Ŝ

ołnierze pododdziału. Jeden z kaprali, który jeszcze par

ę

 tygodni 

temu 
lubił patrze

ć

, jak si

ę

 czołgam, zaproponował moj

ą

 kandydatur

ę

 na stanowisko 

przewodnicz

ą

cego. 

– I tak jest pisarzem – uzasadniał. – To nie chodzi na zaj

ę

cia. Ma czas. 

Wszystkim si

ę

 ten pomysł bardzo spodobał. 

– Bardzo dzi

ę

kuj

ę

 za okazane mi zaufanie – powiedziałem wstaj

ą

c – ale nie mog

ę

 

przyj

ąć

 

tej funkcji. 
– Co to znaczy nie mo

Ŝ

esz – zdenerwował si

ę

 mój kapral. 

– Poniewa

Ŝ

 nie nale

Ŝę

 do organizacji. 

Wydawało mi si

ę

 to proste. Ale nie doceniałem moich kolegów. Dla nich nie było spraw 

niemo

Ŝ

liwych. 

– To nie szkodzi – zapewnił mnie autentycznie jeden z nich. 
– Jak nie nale

Ŝ

ysz to si

ę

 mo

Ŝ

esz zapisa

ć

– Ale ja nie chc

ę

– Dlaczego? 
– Poniewa

Ŝ

 nie odpowiada mi program tej organizacji. 

I potem pytano mnie przez kilka dni, co to znaczy. Bo niby dlaczego miałby mi nie 
odpowiada

ć

. Zreszt

ą

, co za program, ostatecznie nikt z nich go i tak nie czytał – po co? 

Wła

ś

ciwie – przekonywali mnie – to 

Ŝ

adna ró

Ŝ

nica, czy si

ę

 nale

Ŝ

y, czy nie. Jedna 

legitymacja 
wi

ę

cej czy mniej... 

Ale ja si

ę

 uparłem. 

Po roku, ju

Ŝ

 w innej jednostce, miałem podobn

ą

 propozycj

ę

. Tyle, 

Ŝ

e tym razem bardziej 

konkretn

ą

 i pochodz

ą

c

ą

 od przeło

Ŝ

onego. Było to podczas rozmowy z oficerem 

opiekuj

ą

cym 

si

ę

 z ramienia partii (polskiej, robotniczej i zjednoczonej) organizacj

ą

 kompanii. 

– A nie chciałby

ś

 by

ć

 przewodnicz

ą

cym? Zapiszemy ci

ę

, wybierzemy... 

– No, nie wiadomo. 
– A wiesz, jak to jest. A potem dostaniesz własn

ą

 kancelari

ę

 i b

ę

dziesz miał 

ś

wi

ę

ty 

spokój. 
Wykr

ę

ciłem si

ę

. Ale otrzymałem polecenie zostania czym

ś

 w rodzaju nieoficjalnego 

sekretarza przewodnicz

ą

cego kompanijnej organizacji. Nie pomogły zapewnienia, 

Ŝ

background image

organizacja jest mi obca ideologicznie. Rozkaz to rozkaz. Prowadziłem dokumentacj

ę

pisałem sprawozdania, co zwalniało mnie z pracy. Gdyby kto

ś

 na serio zechciał 

poczyta

ć

, co 

tam wypisywałem, miałby niezł

ą

 zabaw

ę

W ko

ń

cu ponownie zostałem wezwany na rozmow

ę

 do tego

Ŝ

 oficera. Na rozmow

ę

 tak 

powa

Ŝ

n

ą

Ŝ

e ta poprzednia zbladła przy niej zupełnie. 

– Nie zapisałby

ś

 si

ę

 do partii? 

– Nie. 
– Słuchaj, zastanów si

ę

 dobrze. O ile wiem, co

ś

 tam sobie piszesz. A chyba zdajesz 

sobie 
spraw

ę

Ŝ

e przynale

Ŝ

no

ść

 do partii mo

Ŝ

e ci wiele ułatwi

ć

– No, tak. Ale ja nie mam ochoty bra

ć

 na siebie odpowiedzialno

ś

ci, nawet po

ś

redniej, za 

to 
wszystko, co ta organizacja w kraju wyrabia. A poza tym nie odpowiada mi jej program. 
– Ale

Ŝ

 to 

Ŝ

aden problem! Kto by si

ę

 tam przejmował programem? Musisz zrozumie

ć

, na 

jakim 

ś

wiecie 

Ŝ

yjesz. 

– No, wła

ś

nie, wydaje mi si

ę

Ŝ

e rozumiem. Jak mógłbym spojrze

ć

 w oczy moim 

przyjaciołom, gdybym to zrobił? 
– A czy oni musz

ą

 o tym tak od razu wiedzie

ć

I tak rozmawiali

ś

my godzinami przez par

ę

 dni. Nie mogli

ś

my si

ę

 zupełnie porozumie

ć

Niby obaj mówili

ś

my tym samym j

ę

zykiem (był to j

ę

zyk polski), ale nijak nie 

rozumieli

ś

my 

si

ę

 nawzajem. W ko

ń

cu obaj przestali

ś

my traktowa

ć

 t

ę

 rozmow

ę

 w kategoriach sporu 

ideologicznego. Przerzucali

ś

my si

ę

 słowami dla zwykłego zabicia czasu. 

Stan

ę

ło na tym, 

Ŝ

e zostałem, niemal sił

ą

, wci

ą

gni

ę

ty na list

ę

 uczestników kursu wiedzy o 

partii. Chciałem sobie 

ś

wiadectwo kursu powiesi

ć

 na słomiance obok 

ś

wiadectwa 

uko

ń

czenia 

kursu przedmał

Ŝ

e

ń

skiego przy ko

ś

ciele 

ś

w. Mikołaja w Gda

ń

sku. Ale nie dostałem 

ś

wiadectwa. Zreszt

ą

 nie 

Ŝ

ałuj

ę

Ŝ

e uczestniczyłem w tym kursie. Byłem tylko na jednym 

wykładzie, ale dowiedziałem si

ę

 od prelegenta 

Ŝ

e „fakt, i

Ŝ

 kontrolujemy prac

ę

 robotnika, 

nie 
jest wynikiem naszego braku zaufania do jego pracy, a wr

ę

cz odwrotnie – dowodem 

naszego 
do niej zaufania”. Sam bym tego nie wymy

ś

lił. 

Jednym z najbardziej rozbudowanych pionów w wojsku jest pion polityczny. Jego 
głównym zadaniem jest podnoszenie moralno – politycznego poziomu 

Ŝ

ołnierza oraz 

przekonanie go, 

Ŝ

e Pana Boga nie ma. Po prostu. Widocznie jaki

ś

 wariat go sobie 

wymy

ś

lił. 

Polityczni robi

ą

 to w sposób prymitywny, przewa

Ŝ

nie na zaj

ę

ciach politycznych, niemniej 

s

ą

 konsekwentni. Boga nie ma – kto przeciw? 

Zabawne jest to, 

Ŝ

e zdarzaj

ą

 si

ę

 im wpadki. W dodatku, wpadki, które nie maj

ą

 prawa 

zdarzy

ć

 si

ę

 powa

Ŝ

nym pracownikom propagandy. 

ś

ołnierze odchodz

ą

cy do rezerwy zostali obdarowani przez sekcj

ę

 polityczn

ą

 nagrodami 

za ofiarn

ą

 – jak si

ę

 tutaj mówi – słu

Ŝ

b

ę

. W

ś

ród nagród rzeczowych tak

Ŝ

e ksi

ąŜ

ki. Jedna 

z nich 
wła

ś

nie wzbudziła moj

ą

 zgroz

ę

. To, 

Ŝ

e wydana przez PAX, to jeszcze pół biedy. Ale jej 

tre

ść

!!! 

background image

Było to jakie

ś

 irlandzkie powie

ś

cidło historyczne. Bez przerwy kto

ś

 si

ę

 tam z kim

ś

 bił. 

Przewa

Ŝ

nie dobrzy katolicy ze złymi protestantami. Po stronie katolickiej co rusz 

pojawiali 
si

ę

 ró

Ŝ

ni 

ś

wi

ę

ci faceci i czynili cuda. Pełna groza. 

Widocznie znów kupiono ksi

ąŜ

ki na sztuki. Bez pomy

ś

lenia. Bywa. 

W przeddzie

ń

 wyborów do Rad Narodowych wezwał mnie dowódca kompanii. 

– Słuchaj, jutro s

ą

 wybory... 

– Wiem. 
– Ja wiem, 

Ŝ

e ty wiesz – zniecierpliwił si

ę

. – Chciałbym si

ę

 ciebie wła

ś

nie zapyta

ć

: jak to 

b

ę

dzie? 

Zrobiło mi si

ę

 ciepło na sercu, 

Ŝ

e oto stałem si

ę

 dla mojego dowódcy wyroczni

ą

 w 

sprawach politycznych. Postanowiłem nie zawie

ść

 pokładanego we mnie zaufania. 

– No, có

Ŝ

 – odrzekłem zgodnie z najszczerszym przekonaniem. – S

ą

dz

ę

Ŝ

e Front 

Jedno

ś

ci 

Narodu wygra. 
Ale okazało si

ę

Ŝ

e niezupełnie o to chodziło. Chciał si

ę

 dowiedzie

ć

, czy ja, w zwi

ą

zku z 

wyborami, nie szykuj

ę

 

Ŝ

adnego „numeru”. Nie szykowałem. 

Wybory w wojsku maj

ą

 swoist

ą

 poetyk

ę

, zwi

ą

zan

ą

 

ś

ci

ś

le z atmosfer

ą

 miejsca, w którym 

si

ę

 odbywaj

ą

. Przede wszystkim ka

Ŝ

da jednostka stanowi odr

ę

bny okr

ę

g wyborczy. W 

przeddzie

ń

 wyborów w ka

Ŝ

dej kompanii odbyły si

ę

 spotkania z dowódcami 

pododdziałów. U 
nas dowódca powiedział: „MAM POMYSŁ”. I był to naprawd

ę

 fajny pomysł. Bo niby 

dlaczego, rzeczywi

ś

cie, mamy głosowa

ć

 dopiero po 

ś

niadaniu, jak tam b

ę

d

ą

 wszyscy, 

b

ę

dzie 

tłok i stracone pół dnia, kiedy mo

Ŝ

emy wsta

ć

 półtorej godziny wcze

ś

niej i głosowa

ć

 

przed 

ś

niadaniem, kiedy b

ę

dzie zupełnie pusto. No pewnie, wsta

ć

 półtorej godziny wcze

ś

niej 

czy 

ź

niej to 

Ŝ

adna sprawa. Przynajmniej dla niego. Potem okazało si

ę

Ŝ

e na ten pomysł 

wpadli, 
zupełnie przypadkowo, wszyscy dowódcy. I w dalszym ci

ą

gu przypadkowo, komisja 

składaj

ą

ca si

ę

 z wy

Ŝ

szych oficerów sztabu mogła ju

Ŝ

 o ósmej i

ść

 do domu. Ale to 

oczywi

ś

cie 

czysty przypadek. Ponadto nie było w tej sprawie 

Ŝ

adnego rozkazu, ale zgodnie z 

delikatnymi 
sugestiami dowódców wszyscy 

Ŝ

ołnierze poszli do urn w mundurach wyj

ś

ciowych. Na 

cały 
pułk tylko ja z Ry

ś

kiem w polowych i, mimo nieprzychylnych spojrze

ń

, nikt si

ę

 wła

ś

ciwie 

nie 
przyczepił. 
Około siódmej rano oficer dy

Ŝ

urny jednostki wezwał do siebie wszystkich podoficerów 

dy

Ŝ

urnych. 

– Słuchajcie podoficerowie – powiedział – do godziny ósmej sto procent ka

Ŝ

dej kompanii 

ma by

ć

 na głosowaniu. Zrozumiano? 

Zrozumiano. Co mieli

ś

my nie zrozumie

ć

 – był to przecie

Ŝ

 wyra

ź

ny rozkaz. I tylko ja 

jeden 

background image

zastanawiałem si

ę

, jak on z tego wybrnie. Przecie

Ŝ

 wydanie takiego rozkazu stawia go 


kolizji z kodeksem prawnym. Ale nikt tego nie zauwa

Ŝ

ył. Zreszt

ą

, kto by si

ę

 tam 

przejmował 
drobnostkami, najwa

Ŝ

niejsze, 

Ŝ

e FJN wygrał wybory. 

 

Prace porz

ą

dkowe w wojsku wykonuje tylko młodzie

Ŝ

. Tak mówi niepisane prawo, wedle 

którego nie liczy si

ę

 nic, nawet stopnie wojskowe, oprócz przynale

Ŝ

no

ś

ci do okre

ś

lonych 

poborów, oprócz fali. 

ś

ołnierze maj

ą

cy ponad rok słu

Ŝ

by nie zajmuj

ą

 si

ę

 prac

ą

, co 

najwy

Ŝ

ej 

przypilnowaniem, aby młodzie

Ŝ

 solidnie pracowała. Jest to w naszym wojsku chyba 

najstarsze, a w ka

Ŝ

dym razie najrygorystyczniej przestrzegane prawo. 

Prawo to funkcjonuje w my

ś

l zasady: kiedy

ś

 mnie goniono, teraz ja goni

ę

. Takie jest 

poj

ę

cie sprawiedliwo

ś

ci. 

W pierwszej chwili to zaskakuj

ą

ce, ale nigdy nie dostałem tak w ko

ść

 od przeło

Ŝ

onych, 

jak 
od starego wojska. Ale to zupełnie normalne. 
Zawsze jest do wykonania jaka

ś

 praca zlecona przez przeło

Ŝ

onych. Wiadomo, 

Ŝ

e starzy 

nawet palcem nie rusz

ą

. Tak wi

ę

c młodzi, przy nieustannym pop

ę

dzaniu, wykonuj

ą

 

podwójn

ą

 

robot

ę

. Za siebie i za „panów falowców”. Na ogół nawet si

ę

 nie skar

Ŝą

. Bo to w ogólnym 

rozrachunku si

ę

 nie opłaca. Lepiej cierpliwie czeka

ć

. Niedługo samemu b

ę

dzie si

ę

 

starym, a 
wtedy pogoni si

ę

 innych młodych. 

Najciekawszy jest stosunek kadry zawodowej do tego problemu. Bo staje si

ę

 to problem 

du

Ŝ

ej wagi. Sekcja polityczna próbuje z tymi zwyczajami walczy

ć

, jednak robi to bez 

specjalnego przekonania. I nic dziwnego. Na dobr

ą

 spraw

ę

, trzeba by bowiem zacz

ąć

 

od 
uzdrowienia całej instytucji. A na to oni nie pójd

ą

, bo st

ą

d prosta droga do zanegowania 

armii 
w jej obecnym kształcie. A połowiczne próby rozwi

ą

zania problemu przez politycznych 

doprowadzaj

ą

 do groteskowych rezultatów. Zreszt

ą

 zachowuj

ą

 si

ę

 oni cz

ę

sto jak słonie 


składzie porcelany. 
Kiedy

ś

 wezwano nas, pi

ę

ciu kotów przed przysi

ę

g

ą

, do sekcji politycznej. 

Przesłuchiwano 
ka

Ŝ

dego osobno. Ja byłem ostatni. Poprosili (nie kazali!), abym usiadł, dali papierosa i w 

ogóle bardzo si

ę

 chcieli ze mn

ą

 skumplowa

ć

. Po paru tygodniach, w ci

ą

gu których 

słyszałem 
tylko krzyk, było to dla mnie co

ś

 niesamowitego. Zacz

ą

łem nabiera

ć

 zaufania, 

rozlu

ź

niłem 

si

ę

. Ju

Ŝ

 chciałem wyla

ć

 przed nimi całe moje biedne serce, gdy wtem przyszła mi z 

pomoc

ą

 

opatrzno

ść

. A raczej pewien nawyk. Bowiem, gdy znajduj

ę

 si

ę

 w nowym otoczeniu i 

minie 

background image

pocz

ą

tkowe spi

ę

cie, pierwszym objawem rozlu

ź

nienia jest u mnie ciekawskie 

rozgl

ą

danie si

ę

I wtedy tak

Ŝ

e – omiotłem wzrokiem całe pomieszczenie. Pod biurkiem zauwa

Ŝ

yłem 

zwykły 
mikrofon do magnetofonu. Kabel biegł do biurka. To rozwiało cał

ą

 moj

ą

 ufno

ść

. Inna 

sprawa, 

Ŝ

e zaraz po wyj

ś

ciu zacz

ą

łem zastanawia

ć

 si

ę

, czy sobie czasem tego wszystkiego nie 

wymy

ś

liłem. Przecie

Ŝ

 to a

Ŝ

 nieprawdopodobne, by próbowali robi

ć

 to w tak prymitywny 

sposób. Ale tego samego dnia jeden z kolegów zapytał, czy ja tak

Ŝ

e zauwa

Ŝ

yłem ten 

mikrofon pod biurkiem. A wi

ę

c to nie był 

Ŝ

aden zwid. 

Troch

ę

 podobna historia wydarzyła si

ę

 na egzaminach z zaj

ęć

 politycznych, zaraz po 

przysi

ę

dze. Egzaminował nas zast

ę

pca dowódcy jednostki do spraw politycznych. W 

pewnym 
momencie zapytał nas, jakie ksi

ąŜ

ki przeczytali

ś

my tu, w wojsku. Był zaszokowany i 

zrozpaczony, 

Ŝ

e nikt z nas nic nie przeczytał. Przez chwil

ę

 zastanawiałem si

ę

, czy to 

jego 
pytanie podyktowane było naiwno

ś

ci

ą

, czy te

Ŝ

 wyj

ą

tkowym sadyzmem. Bowiem fakt, 

Ŝ

nie 
czytali

ś

my, tylko po cz

ęś

ci dawał si

ę

 wytłumaczy

ć

 naszym niskim poziomem 

intelektualnym. 
Wyobra

Ŝ

am sobie, co by si

ę

 działo, gdyby który

ś

 ze starych 

Ŝ

ołnierzy lub dowódców 

dru

Ŝ

yn 

zobaczył mnie z ksi

ąŜ

k

ą

. Dostałbym tak

ą

 szkoł

ę

Ŝ

e do ko

ń

ca 

Ŝ

ycia bym zapami

ę

tał. 

Zupełnie inaczej na problem stosunków mi

ę

dzy 

Ŝ

ołnierzami ró

Ŝ

nych poborów zapatruje 

si

ę

 kadra kompanii. Ci ludzie s

ą

 dalej od sprawozda

ń

 miesi

ę

cznych, a bli

Ŝ

ej 

rzeczywisto

ś

ci. I 

dlatego bardzo cz

ę

sto kadra kompanii popiera niepisane prawa. S

ą

 jej na r

ę

k

ę

. Daj

ą

 

pewno

ść

Ŝ

e przynajmniej cz

ęść

 ludzi b

ę

dzie co

ś

 robi

ć

 i praca b

ę

dzie wykonana. 

Próby walki z tymi zwyczajami na szczeblu kompanii ko

ń

cz

ą

 si

ę

 przewa

Ŝ

nie sromotn

ą

 

kl

ę

sk

ą

 kadry. Prowadz

ą

 do sytuacji, kiedy nikt nie pracuje. Starzy, bo nie wypada ze 

wzgl

ę

du 

na fal

ę

, a młodzi, bo „co, mamy by

ć

 gorsi...” 

Jeszcze b

ę

d

ą

c kotem zastanawiałem si

ę

 nad tym, jak b

ę

d

ę

 si

ę

 zachowywał, gdy b

ę

d

ę

 

ju

Ŝ

 

starym 

Ŝ

ołnierzem, gdy b

ę

d

ę

 miał fal

ę

. Była mi bardzo potrzebna 

ś

wiadomo

ść

Ŝ

e b

ę

d

ę

 

wtedy 
inny. Wiedziałem te

Ŝ

Ŝ

e b

ę

dzie to najtrudniejsza próba zachowania własnej godno

ś

ci. 

Nie 
spodziewałem si

ę

Ŝ

e b

ę

dzie to próba tak ci

ęŜ

ka. 

Wojsko bowiem wytwarza pewne ci

ś

nienie psychiczne. Niezwykle trudno jest nie 

„przypierdala

ć

” młodych, nie wysługiwa

ć

 si

ę

 nimi. O wiele trudniej ni

Ŝ

 wydaje si

ę

 to 

tobie, 
moralisto, siedz

ą

cy w wygodnym fotelu. Jest bowiem w nich (a przedtem była i w nas) 

jaka

ś

 

trudna do zniesienia słu

Ŝ

alczo

ść

. Czasami brała ochota przegoni

ć

 chłopaka wła

ś

nie za 

t

ę

 

background image

mentalno

ść

 słu

Ŝą

cego, aby mu to wybi

ć

 z głowy. Kilka razy próbowałem co

ś

 zrobi

ć

 dla 

tych 
zagonionych i wystraszonych ludzi. Brałem takiego na bok i tłumaczyłem, 

Ŝ

e nie 

powinien 
dawa

ć

 si

ę

 poni

Ŝ

a

ć

. Ale – odpowiadał – przecie

Ŝ

 to wojsko. Tak, dla nich to wszystko 

było 
normalne. Zrozumiałem, 

Ŝ

e tak nie mo

Ŝ

na. Ale nie mogłem podawa

ć

 siebie za przykład 

faceta, który nie dał si

ę

 zgnoi

ć

 w pocz

ą

tkowym okresie. Ja nigdy nie byłem słu

Ŝ

alczy i 

cz

ę

sto 

si

ę

 stawiałem, ale miałem za sob

ą

 atuty, których oni nie mieli. Byłem pisarzem kompanii 

jeszcze przed przysi

ę

g

ą

 i narazi

ć

 mi si

ę

, mimo 

Ŝ

e przecie

Ŝ

 byłem młodym 

Ŝ

ołnierzem, 

nie 
było najm

ą

drzej. Ja mogłem sobie na wiele pozwoli

ć

. Zreszt

ą

 moje próby podburzania 

młodych odnosiły jeszcze jeden nieprzewidziany skutek. W swej nieufno

ś

ci nie ufali 

moim 
intencjom. Podejrzewali, 

Ŝ

e moje post

ę

powanie jest tylko wst

ę

pem do jakiej

ś

 perfidnej 

gry, 
której maj

ą

 by

ć

 przedmiotem, a której jeszcze nie mogli poj

ąć

. Inna sprawa, 

Ŝ

e przez 

moje 
apostolskie zap

ę

dy i wyskoki współ

Ŝ

ycie z kolegami z jednego poboru stawało si

ę

 

mocno 
utrudnione. Zacz

ę

to mnie traktowa

ć

 z wrog

ą

 pobła

Ŝ

liwo

ś

ci

ą

. Jak stukni

ę

tego. 

Odsun

ą

łem si

ę

 wi

ę

c od wszystkiego. Przyj

ą

łem postaw

ę

 biernego obserwatora. 

Opowiadano mi: 
Miał tylko osiemdziesi

ą

t dni do cywila. Wyobra

Ŝ

am sobie – tylko osiemdziesi

ą

t. I na 

słu

Ŝ

bie zamkn

ą

ł si

ę

 w magazynku broni i strzelił sobie w łeb. Widziałem go. Cała 

czaszka 
rozwalona. Krew i mózg. Na samochód wrzucili go jak worek kartofli. 
Podobno dziewczyna go rzuciła i dlatego. I – popatrz, co za wariat – tylko osiemdziesi

ą

dni do cywila! A taki idiotyzm. 
Tutaj wszystko liczy si

ę

 dniami do cywila. Reszta nie jest wa

Ŝ

na. Samobójstwo młodego 

Ŝ

ołnierza wzbudziłoby tylko politowanie, ale nie zdziwienie. Lecz ten? 

W stosunkach mi

ę

dzyludzkich w wojsku istnieje jednak, jak s

ą

dz

ę

 problem daleko 

wa

Ŝ

niejszy ni

Ŝ

 konflikt młodzi – starsi. Mam na my

ś

li podoficerów słu

Ŝ

by zasadniczej, 

czyli 
kaprali, dowódców dru

Ŝ

yn. W pewnym sensie s

ą

 to tacy sami 

Ŝ

ołnierze jak wszyscy inni. 

Te

Ŝ

 

z poboru na dwa lata. I raczej wbrew własnym ch

ę

ciom. A jednak s

ą

 tak bardzo ró

Ŝ

ni. 

Ich wojskowa edukacja przebiega nieco inaczej. Pierwsze pół roku słu

Ŝ

by sp

ę

dzaj

ą

 w 

szkołach podoficerskich, gdzie ucz

ą

 si

ę

 dowodzenia na szczeblu dru

Ŝ

yny. Ucz

ą

 ich 

tak

Ŝ

wielu innych rzeczy. Cz

ę

sto zastanawiałem si

ę

, czego i jak. Nigdy nie dowiedziałem si

ę

Widziałem tego rezultaty, a te były zaskakuj

ą

ce. 

Kapral wie, 

Ŝ

e w hierarchii wojskowej jest czym

ś

 gorszym od 

Ŝ

ołnierza zawodowego. 

Ale 
z drugiej strony jest 

ś

wi

ę

cie przekonany, 

Ŝ

e jest czym

ś

 daleko lepszym od 

Ŝ

ołnierza 

słu

Ŝ

by 

background image

zasadniczej. 
Znałem do

ść

 blisko wielu kaprali. Byli to cz

ę

sto bardzo inteligentni i kulturalni ludzie. 

Nigdy nie potrafiłem zrozumie

ć

, jak dali sobie wmówi

ć

 t

ę

 nieprawdopodobn

ą

 lepszo

ść

Prawie 

Ŝ

aden z nich nie spoufalał si

ę

 ze wszystkimi 

Ŝ

ołnierzami. Cz

ę

sto dziwili si

ę

dlaczego 
mnie tak traktuj

ą

 jak równego sobie. Zreszt

ą

 przepisy chroniły ich przed zbytnim 

kumplowaniem si

ę

 z nami, szarymi 

Ŝ

ołnierzami. Spali w osobnych salach zwanych 

podoficerkami, w stołówce jadali przy wydzielonych stolikach. Mieli daleko wi

ę

cej praw 

ni

Ŝ

 

przeci

ę

tny 

Ŝ

ołnierz. Ju

Ŝ

 chocia

Ŝ

by to, 

Ŝ

e na ZOK biegali bez plecaków i hełmów. Nigdy 

nie 
byli wyznaczani do prac porz

ą

dkowych. Nawet podoficerki sprz

ą

tane były przez innych, 

gorszych 

Ŝ

ołnierzy. 

Ich pogarda dla 

Ŝ

ołnierza była konieczna z wychowawczego punktu widzenia. Tylko 

bowiem człowiek, który nami gardził, mógł nas w tak nieludzki sposób gania

ć

 po 

poligonie. 
Jeden z tych inteligentniejszych opowiadał mi nast

ę

puj

ą

c

ą

 histori

ę

– Wiesz, nie potrafi

ę

 tego zrozumie

ć

. Byłem w domu na urlopie. Chciałem zrobi

ć

 

rodzicom przyjemno

ść

. Opowiedziałem im, jak si

ę

 ze mn

ą

 licz

ą

, jakie znaczenie mam 

tutaj. 
Opowiedziałem, jak post

ę

pujemy z młodymi. 

ś

e czyszcz

ą

 mi buty, 

Ŝ

e bez szemrania 

słuchaj

ą

jak im ka

Ŝę

 raptem pompowa

ć

 za listy albo co. I matka w czasie obiadu wyszła do 

kuchni, a 
ojciec zbeształ mnie jak szczeniaka. 

ś

e niby faszysta. Jak tak mo

Ŝ

na? 

Tak, jak mo

Ŝ

na? Przecie

Ŝ

 oni robi

ą

 to w celu wychowania dobrych i karnych 

Ŝ

ołnierzy. 

Zdyscyplinowanych 

Ŝ

ołnierzy. 

Dobry 

Ŝ

ołnierz nie klnie. Szczególnie, gdy jest młodym 

Ŝ

ołnierzem. Wi

ę

c w twarz. 

Dobry 

Ŝ

ołnierz nie choruje. Ka

Ŝ

da choroba ma w sobie co

ś

 z symulacji. Wi

ę

c je

ś

li 

któremu

ś

 zbierze si

ę

 na kaszel, to aplikuje mu si

ę

 przysiady a

Ŝ

 do skutku. To znaczy, a

Ŝ

 

przestanie kasła

ć

I tak dalej. Bo trzeba nam zdrowych i kulturalnych 

Ŝ

ołnierzy. 

A to, 

Ŝ

e czasem za

ś

ciel

ą

 nam łó

Ŝ

ko, wyprasuj

ą

 mundur, wyczyszcz

ą

 bro

ń

, dadz

ą

 paczki 


domu, wyczyszcz

ą

 buty, przynios

ą

 obiad ze stołówki, 

ś

piewaj

ą

 i ta

ń

cz

ą

, aby nas 

rozerwa

ć

... 

To co? Oni nawet zadowoleni, 

Ŝ

e mog

ą

 co

ś

 zrobi

ć

 dla swojego kaprala. 

 

XI 

Ostatnie miesi

ą

ce wojska... 

Ania przestrzegała mnie przed tym. Przypominała wi

ę

zienne do

ś

wiadczenia swoich 

przyjaciół. I rzeczywi

ś

cie. Ostatni okres przymusowego skoszarowania jest najci

ęŜ

szy 

psychicznie. Im mniej czasu dzieli nas od wyj

ś

cia, tym trudniej wytrzyma

ć

. I jeszcze to 

denerwuj

ą

ce, ci

ą

głe liczenie dni. 

Wzrasta nerwowo

ść

. Coraz cz

ęś

ciej si

ę

 pije. Z pocz

ą

tku jeszcze w pełnej konspiracji, 

background image

potem ju

Ŝ

 coraz cz

ęś

ciej przestaje si

ę

 zwa

Ŝ

a

ć

 na własne bezpiecze

ń

stwo. Nie chce si

ę

 

my

ś

le

ć

 

i czyta

ć

. Nie mówi

ą

c ju

Ŝ

 o robieniu jakichkolwiek notatek. Potrafiłem w ostatnim tygodniu 

przele

Ŝ

e

ć

 w łó

Ŝ

ku około dwudziestu godzin na dob

ę

. I nikt nam nawet nie zwracał uwagi 

na 
niestosowno

ść

 zachowania. 

Wiarygodno

ść

 wyj

ś

cia oddalała si

ę

 prawem jakiego

ś

 paradoksu. 

Przeci

ę

tny 

Ŝ

ołnierz dwa razy w 

Ŝ

yciu ma okazj

ę

 spo

Ŝ

ycia obiadu w towarzystwie 

dowódcy 
jednostki. Po raz pierwszy w dniu przysi

ę

gi, po raz drugi w dniu odej

ś

cia do rezerwy. 

I nie s

ą

 to takie zwykłe obiady. To jakby starochrze

ś

cija

ń

ska AGAPA – uczta miło

ś

ci i 

pojednania. Całe misterium. 
Ten pierwszy obiad jest po to, by 

Ŝ

ołnierz zapomniał o okresie unitarnym. Aby 

zapomniał 
o tych kilku tygodniach, kiedy traktowano go jak zwierz

ę

 wymagaj

ą

ce bezwzgl

ę

dnej 

tresury. 
Ten drugi jest po to, aby 

Ŝ

ołnierz zapomniał, 

Ŝ

e było dwadzie

ś

cia i par

ę

 miesi

ę

cy. 

Miesi

ę

cy, gdy był kim

ś

 z ni

Ŝ

szej kasty: 

pariasem 
murzynem 

Ŝ

ydem 

metekiem. 
Najcz

ęś

ciej pami

ęć

 knebluje si

ę

 kotletem schabowym. 

ś

ołnierze powoli ko

ń

czyli obiad. Rezerwista dokładnie, z namaszczeniem składał 

niezb

ę

dnik. Wstał, wrzucił do cynowej miski po zupie blach

ę

 i gło

ś

no krzykn

ą

ł: 

Koniec syfu, 
Koniec fali. 
Ju

Ŝ

 nie b

ę

d

ą

 w chuja grali 

ZEROOOO... 
U

ś

miechn

ą

ł si

ę

 wyrozumiale widz

ą

c pełne zazdro

ś

ci spojrzenia kociarstwa 

Tak wła

ś

nie wygl

ą

dał koniec. 

 

XII 

Adam, gdy sam wychodził po jakim

ś

 kilkutygodniowym przeszkoleniu, przestrzegał mnie 

przed tym momentem. Pisał o tym, jak długie oczekiwanie na upragnione wyj

ś

cie 

fałszuje 
perspektyw

ę

Ś

wiat, do którego ma si

ę

 wyj

ść

, przestaje by

ć

 w nas 

ś

wiatem 

rzeczywistym. 
Powstaje gdzie

ś

 w gł

ę

bi marze

ń

 w opozycji do tego, który tak długo był naszym 

udziałem. 
A przecie

Ŝ

 to, co nas wita, to nie Eldorado. To nie Utopia. Zakres wolno

ś

ci si

ę

 zwi

ę

ksza, 

ale nie jest za du

Ŝ

y. Zwi

ę

ksza si

ę

 nasza mo

Ŝ

no

ść

 poruszania si

ę

, ale te

Ŝ

 tylko w obr

ę

bie 

trzydziestoletnich granic, z których cz

ę

sto trudniej jest si

ę

 wyrwa

ć

 si

ę

 ni

Ŝ

 na przepustk

ę

 


jednostki. Ju

Ŝ

 nie trzaskamy obcasami, r

ę

ka bezwiednie nie w

ę

druje do daszka czapki. 

Fakt, 

background image

ale w dalszym ci

ą

gu potulnie wysłuchujemy krety

ń

skich rozkazów byle sier

Ŝ

anta. 

Z pocz

ą

tku dajemy si

ę

 nabra

ć

 na pełni

ę

 wolno

ś

ci. Potem na nowo uczymy si

ę

 sztuki 

Ŝ

ycia 

w tym kraju. Jak dziecko ucz

ą

ce si

ę

 chodzi

ć

, uczymy si

ę

 widzie

ć

Na razie stawiam pierwsze kroki. 
 
Kwiecie

ń

 – sierpie

ń

 1978