background image

Jessica Matthews 

 

Dzień radości 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

– Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. Od której zacząć? 
– Nie wiem. – Claire Westin zerknęła znad filiżanki kawy na lekarza, który zatrudnił ją 

przed dwoma miesiącami. – A jak wolisz? 

Alex Ridgeway wzruszył ramionami.   
– Spytałem pierwszy. – Gdy się uśmiechał, wyglądał o dziesięć lat młodziej, a miał już lat 

trzydzieści pięć.   

Patrząc  na  mężczyznę,  którego  skóra  nie  straciła  dotąd  opalenizny,  Claire  zatęskniła  za 

upałem. Gdyby tak chodził po ogrodzie bez koszuli, mogłaby sprzedawać kobietom bilety na 
ów pokaz. I zapewne dorobiłaby się małej fortuny.   

Jedyną  niedoskonałością,  jaką  zdołała  odnaleźć  w  przystojnym  brunecie,  była  cienka 

blizna  przecinająca  prawą  brew.  Brakowało  jej  odwagi,  by  zapytać  o  przyczynę  tej  drobnej 
skazy.  Ponieważ  Alex  miał  sylwetkę  koszykarza,  a  do  tego  dłonie  idealne  do  chwytania  i 
rzucania  piłki,  przyjęła,  że  zranił  sobie  czoło,  uprawiając  sport.  Teraz  jednak  oczekiwał 
konkretnej odpowiedzi, a nie oceny swojej urody.   

– To może zacznij od dobrej. Nie chcę psuć sobie humoru z samego rana.   
– Henry Grieg podarował nam sto dolarów. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. 

Ale Claire świetnie wiedziała, że z taką sumą wiele się nie zdziała.   

– Dlaczego coś mi podpowiada, że ta stówa ma związek ze złą wiadomością? 
– Nie taką znów złą. – Alex zrobił minę jak chłopiec, który ani chwili dłużej nie potrafi 

dochować tajemnicy. – Mamy razem ubrać choinkę w poczekalni.   

Dla Claire była to rzeczywiście zła wiadomość,  i  to  przez duże  Z.  Przed trzema laty po 

raz ostatni uległa świątecznej gorączce. Były to najgorsze święta w jej życiu. Od tamtej pory 
robiła, co mogła, by ignorować Boże Narodzenie.   

Zamoczyła usta w kawie i syknęła.   
– Co jest? – spytał. – Za gorąca? 
– Poparzyłam sobie język. Ale wróćmy do tej nieszczęsnej choinki. Czemu padło akurat 

na nas? Jesteśmy tu nowi.   

Napełnił  kawą  filiżankę,  a  właściwie  ceramiczny  kubek  z  napisem  „Najlepszy  tata”,  i 

wrzucił do niego kostkę lodu.   

– No właśnie.   
– Aha, rozumiem. Zostaliśmy wybrani z braku innych kandydatów.   
–  Niezupełnie.  –  Znowu  uniósł  w  uśmiechu  kąciki  ust,  co  wzbudziło  w  niej  pewne 

podejrzenia.  Jeżeli  doktor  Grieg  wydał  polecenie  służbowe,  mówi  się  trudno.  Co  innego 

jednak, jeśli Alex zadecydował w jej imieniu.   

– Tylko mi nie mów, że zgłosiłeś nas na ochotnika.   
– Szef złapał  mnie wczoraj  wieczorem, jak wychodziłem, i  zapytał,  czy  mógłby na nas 

liczyć.   

Claire walczyła ze sobą, by nie wybuchnąć złością.   

background image

– I powiedziałeś tak.   
– A jakie miałem wyjście? 
– Odmówić – rzuciła natychmiast.   
–  No  wiesz,  to  była  bardzo  uprzejma  prośba.  Ale  od  razu  zrozumiałem,  że  nie  mam 

wyboru.   

Alex  zamieszkał  w  Pleasant  Valley  latem,  Claire  zaś  przed  sześcioma  tygodniami,  w 

połowie października.   

– Dziwne, że nie wybrał kogoś, kto zna tutejsze obyczaje – rzekła zirytowanym głosem.   
–  Świeża  krew  to  nowe  pomysły.  Tak  uważa  Henry.  Tyle  że  ta  świeża  krew  nie  ma 

żadnych świeżych pomysłów ani ochoty na zastanawianie się nad nimi.   

–  Sądziłam,  że  to  lekarze  i  ich  żony  albo  narzeczone  odpowiadają  za  świąteczne 

dekoracje.   

– Tak, ale skoro nie mam ani jednej, ani drugiej, musisz mi pomóc. Poza tym Henry sam 

o tobie wspomniał. – Patrzył na nią przenikliwie, czego nie lubiła.   

– Jakiś problem? 
Owszem,  miała  ochotę  krzyczeć,  lecz  zacisnęła  zęby.  Chętnie  poprosiłaby  kogoś  o 

zastępstwo, choćby Norę Laslow, bo to ona namówiła ją na tę pracę. Czy ma wytłumaczyć 
Aleksowi, jakie uczucia wzbudza w niej Boże Narodzenie? Dlaczego te święta nie przynoszą 

jej radości, tylko pogrążają w depresji? I po co ma to mówić? Alex na nią liczy. Henry wydał 
dyrektywę, a jego życzenie jest rozkazem i trzeba mieć naprawdę ważny powód, by mu się 
nie podporządkować.   

Oczywiście  Alex  zrozumiałby  jej  motywy,  ale  czy  ona  ma  chęć  na  zwierzenia?  Nie.  W 

końcu przyjechała tu zacząć wszystko od nowa, a co za tym idzie, nie wracać do przeszłości. 
Postanowiła także posuwać się naprzód z prędkością ślimaka. No cóż, nie ma wyboru i musi 
sprostać zadaniu.   

– Dobrze – oznajmiła po chwili. – Szkoda tylko, że najpierw tego ze mną nie uzgodniłeś.   
–  Niby  jak?  Zaskoczył  mnie.  W  każdym  razie  nie  obawiaj  się,  że  to  zabierze  ci  dużo 

czasu – zapewnił.   

– Rozmawiałem z Jennie, chętnie nam pomoże.   
– No to ja nie będę potrzebna. – Ośmioletnia córka Aleksa na pewno doskonale poradzi 

sobie z ubieraniem choinki.   

Alex zmarszczył czoło.   
–  Przeciwnie  –  stwierdził.  –  Po  pierwsze  to  jest  konkurs,  i  to  w  kilku  kategoriach. 

Najładniejsza  choinka,  najoryginalniejsza  choinka  i  tak  dalej.  Henry  mówił,  żeby  wybrać 
sobie  temat,  ubrać  drzewko  wedle  własnego  gustu  i  nie  brać  sobie  do  serca  konkursu. 
Wspomniał co prawda, że przez ostatnie trzy lata nasz oddział zawsze wygrywał...   

Temat?  Nagroda?  To  nie  wystarczy  powiesić  na  choince  kilka  bombek?  Wygląda  to 

raczej na poważną sprawę, a Claire nie ma głowy do żadnych spraw, zwłaszcza poważnych.   

Nie ma też do nich serca.   
– Masz jakiś pomysł? – spytał Alex.   
– Wybacz, ale nie. – Potrząsnęła energicznie głową.   

background image

– Co powiesz na płatki śniegu i sople lodu? Lodowate zimno. Trudno by znaleźć bardziej 

adekwatny opis jej uczuć o tej porze roku.   

– Może być. – Całe szczęście, że nie zaproponował aniołków. Tego by chyba nie strawiła. 

– Ale czas nas goni. Gdzie teraz znajdziemy takie rzeczy? 

–  Poszliśmy  wczoraj  do  sklepu  zrobić  rozeznanie.  No  i  trafiły  nam  się  szklane  sople,  a 

Jennie obiecała, że powycina płatki śniegu z błyszczącego papieru. – Na jego twarz wypłynął 
uśmiech. – Tak się przejęła, że zaraz po powrocie do domu  siadła do roboty. Ona uwielbia 
Gwiazdkę.   

Czy jej Joshua wyczekuje świąt równie niecierpliwie co Jennie? Raczej nie, bo ona sama 

nie ulega świątecznej atmosferze. Może powinna to zmienić ze względu na syna? 

– W każdym razie – ciągnął tymczasem Alex – skoro już uzgodniliśmy temat, w przerwie 

na lunch wyskoczymy jeszcze raz do sklepu. Mam nadzieję, że pojedziesz z nami.   

–  Dzisiaj  to  wykluczone.  –  Udała,  że  jest  tym  zasmucona.  –  Chcę  podciąg  włosy,  jeśli 

moja fryzjerka będzie wolna.   

Przyjrzał się jej. Miała chęć poprawić swą fryzurę.   
– Wyglądasz bardzo dobrze.   
– Dziękuje, ale wierz mi, to konieczne. Nie przejmuj się, na pewno nie wniosę zastrzeżeń 

do waszych zakupów. Powiesz mi potem, ile ci jestem winna.   

– Nic – rzekł od razu. – Przecież Henry dał mi stówę.   
– No tak. Nasza dobra wiadomość – odparła chłodno. – Wystarczy ci? 
–  Chyba  tak.  Zresztą  nie  wolno  nam  przekroczyć  budżetu.  Wybierasz  się  na  zebranie 

pracowników? 

Wołałaby go uniknąć, gdyby nie Henry, który miał bzika na tym punkcie.   
– Tak, muszę tylko przedtem zadzwonić.   
– To na razie.   
Alex  wyszedł,  a  w  pokoju  nagle  powiało  chłodem.  Claire  trudno  było  przyznać  się  do 

tego,  że wyjątkowo odczuwa jego obecność.  Co więcej, był  jedynym  mężczyzną od śmierci 

Raya, na którego reagowała w ów niewytłumaczalny sposób.   

Był  wolny  przez  duże  W,  to  znaczy,  jak  ujmowała  to  Nora,  szczęśliwie  rozwiedziony. 

Niemniej  bardziej  interesowało  go  wychowanie  córki  niż  nowy  związek.  Claire  czuła 
podobnie. Joshua wymagał jej uwagi. Wychowywała go samotnie i w związku z tym pragnęła 
dać mu wszystko podwójnie, zrekompensować brak drugiego rodzica.   

Zajrzała do zakładu fryzjerskiego, gdzie dowiedziała się, że musi poczekać na swoją kolej 

do środy, po czym pospieszyła do sali konferencyjnej i wpadła prosto na Norę.   

Nora  i  Claire  były  w  tej  samej  grupie  w  szkole  pielęgniarskiej.  Przyjaźniły  się  od 

jedenastu  lat.  Nora,  pełna  energii  blondynka,  pracowała  dla  Dennisa  Rehmana,  młodego 
żonkosia. Ponieważ trzy ciąże w ciągu pięciu lat dodały jej wagi, była na permanentnej diecie.   

–  Nie  siadaj  przy  stole  –  ostrzegła  przyjaciółkę  i  skierowała  ją  w  stronę  krzeseł  pod 

ścianą.   

– Dlaczego? 
– Bo ktoś przyniósł pączki z budyniem, a moja siła woli jest dzisiaj na wyczerpaniu.   

background image

– Dobrze.   
Na  szczęście  dla  Nory  szybko  zajęto  miejsca  wokół  stołu  konferencyjnego  i  równie 

szybko  zniknęły  pączki.  Obok  Aleksa  siedziało  trzech  kolegów  lekarzy:  Dennis  Rehman, 
Mike Chudzik i Erie Halverson. Henry Grieg stał u szczytu stołu. Postukał wiecznym piórem 
w filiżankę i sala ucichła.   

–  Powiem  krótko,  moi  drodzy  –  zaczaj.  –  Na  pewno  otrzymaliście  już  informację  o 

zaległych kartach pacjentów. Znacie także moją opinię na ten temat. Zróbcie z tym coś.   

Claire  podziwiała  Aleksa  między  innymi  za  staranność  i  sumienne  wywiązywanie  się  z 

obowiązków. Nie podejrzewałaby nawet, że zalega z robotą papierkową.   

Po dyskusji na temat budżetu na bieżący kwartał, Henry zwrócił się do zebranych: 
– Przypominam, że do naszego zespołu należy przygotowanie tegorocznego świątecznego 

przyjęcia.   

–  Przecież  niedawno  urządzaliśmy  przyjęcie.  To  już  minęło  pięć  lat  od  tamtej  pory?  – 

zawołał zdumiony Mike Chudzik, niewysoki i łysy lekarz po czterdziestce, mąż nauczycielki i 
ojciec dwójki dzieciaków, które chodziły do podstawówki. Henry skinął głową.   

–  W  ubiegłym  roku  gospodarzem  była  ortopedia,  a  teraz  nasza  kolej.  Wpisujcie  się  na 

listę u Amy, zajęć nie brakuje. – Lustrował przez okulary ściśniętych jak sardynki w puszce 
podwładnych. – Oczekuję stuprocentowego udziału.   

Claire jęknęła w myślach. Liczyła na to, że nikt nie zauważy jej nieobecności, w końcu w 

przychodni  pracuje  trzydziestu  lekarzy  reprezentujących  niemal  wszystkie  ważniejsze 
specjalności,  a  do  tego  prawie  trzysta  osób  personelu  pomocniczego.  Do  głowy  jej  nie 
przyszło,  że  grupa  lekarzy  rodzinnych  ma  do  odegrania  kluczową  rolę.  I  tp  akurat  w 
pierwszym roku jej pracy.   

Musi  być  jakiś  sposób,  żeby  się  z  tego  wywinąć.  Jeśli  nie  znajdzie  innego  pretekstu, 

wykorzysta  syna.  Małe  dziecko  może  w  każdej  chwili  zachorować.  Nie  życzyła  mu  tego, 
oczywiście,  po  prostu  była  tak  zdesperowana,  że  uciekłaby  się  w  razie  konieczności  i  do 
takiej wymówki.   

Krzesła zaszurały  po podłodze,  zebranie dobiegło końca.  Claire i Nora  wychodziły jako 

niemal ostatnie. Claire skorzystała z wolnej chwili, by porozmawiać z przyjaciółką.   

–  Słyszałaś  już?  –  spytała  tonem,  który  przeznaczony  był  wyłącznie  dla  uszu  Nory.  – 

Mamy z Aleksem ubierać choinkę.   

Nora puściła do niej oko.   
– Szczęściara. Znam kilka pielęgniarek z onkologii, które umrą z zazdrości.   
– Chętnie im oddam ten przywilej.   
– Jeśli drzewko ubierze ktoś spoza naszego oddziału, zostaniemy zdyskwalifikowani.   
–  To  może  Hattie  by  mnie  wyręczyła.  –  Hattie  przerwała  emeryturę,  by  pracować  z 

Erickiem, gdy jego stała asystentka poszła na urlop macierzyński. – A co z tym przyjęciem? 

Wykluczone, żebym brała w tym udział.   

– To jest niemożliwe.   
– Mam cię błagać? 
–  Nie  musisz.  Przemyśl  to  i  tyle.  Przyjechałaś  tu,  żeby  zacząć  od  nowa,  zresztą  moim 

background image

zdaniem za długo zwlekałaś.   

Nora  sugerowała  jej  przeprowadzkę  półtora  roku  wcześniej,  ale  Claire  długo  tę  kwestię 

roztrząsała.   

– Ale jestem. I staram się zaadaptować.   
– No więc zaadaptuj się jeszcze bardziej.   
– Chyba nie jestem w nastroju.   
–  Więc  zmień  nastrój  –  poradziła  przyjaciółka.  –  Nie  chcę  wyjść  na  sekutnicę,  pewnie 

czułabym się tak samo jak ty, gdybym pochowała męża tydzień przed Bożym Narodzeniem. 
Ale to było trzy lata temu. Musisz myśleć o Joshuy. Chyba nie chcesz pozbawiać go radości 
dlatego, że nie jesteś w nastroju? 

– On ma dwa lata. Dopiero jak pójdzie do przedszkola, zorientuje się, o co chodzi.   
– Przecież już ogląda telewizję – powątpiewała Nora. – A za rok o tej porze zaznaczy ci 

cały  katalog  z  prezentami.  Potraktuj  to  jako  pierwszy  krok.  Masz  tylko  udekorować 
poczekalnię.   

– Nie zapominaj o przyjęciu.   
– Możesz na przykład witać gości. Jak wszyscy już się zameldują, chyłkiem dasz nogę.   
Akurat,  miałaby  stać  z  uśmiechem  przyklejonym  do  twarzy  i  jeszcze  składać  życzenia. 

Nie, to ponad jej siły.   

– Nie sądzę.   
Nora wzruszyła ramionami.   
–  Wybierz  sobie  zajęcie,  bo  inaczej  postawią  cię  przy  ponczu.  A  to  robota  na  cały 

wieczór, możesz mi wierzyć. Zawsze znajdzie się jakiś dudek, który ma chęć go przyprawić.   

– Typowa impreza w pracy. – Claire doskonale pamiętała przyjęcia, na które chadzała z 

Rayem.   

–  Z  tłumem  ludzi,  którzy  piją  na  umór.  Ciekawe.  Darmowe  drinki  zawsze  demaskują 

ukrytych alkoholików. No nic, lecę. Czeka nas dziś pracowity ranek.   

Claire poczyniła ostatnią próbę.   
– Na pewno nie dasz się namówić, żeby ubrać za mnie choinkę? 
– Owszem, dałabym – zaczęła przyjaciółka i  dodała, zanim Claire westchnęła z ulgą: – 

gdybym uważała, że to ci w jakiś sposób zaszkodzi. Ale moim zdaniem to znakomita recepta 
na twoją świąteczną depresję.   

– Wielkie dzięki.   
Nora pokazała jej szeroki uśmiech.   
–  Od  czego  są  przyjaciele?  Pomyśl,  że  spędzisz czas  z  naszym  cudownym  doktorkiem. 

Może nawet rozmowa nie ograniczy się do chorób i pacjentów.   

– Na co dzień rozmawiamy o różnych sprawach. – Co prawda zazwyczaj ich pogawędki 

koncentrują się wokół dzieci.   

– No to zyskasz dodatkową okazję.   
– Skreślę cię z mojej listy świątecznych życzeń.   
– I tak nie wysyłasz kartek.   
– Mogłabym zacząć.   

background image

– Zaufaj mi, to ci tylko dobrze zrobi. Na razie. Claire, zdenerwowana logiką przyjaciółki, 

masowała  kark  i  oceniała  swą  sytuację.  Doszła  do  wniosku,  że  nie  ma  wyboru,  i  jeszcze 
bardziej się zirytowała.   

– Zrobię tę cholerną listę tylko po to, żeby skreślić z niej Norę – mruknęła pod nosem.   
– O jakiej liście mówisz? – zaskoczył ją głos Aleksa.   
– O liście osób, do których mam wysłać życzenia.   
– Aha. To jak, dekorujemy dzisiaj poczekalnię? 
Z trudem powstrzymała pełne rezygnacji westchnienie.   
–  Czemu  nie.  –  Im  szybciej  się  z  tym  uporają,  tym  szybciej  zacznie  znów  normalnie 

oddychać.   

–  Nie  zmieniłaś  zdania  w  sprawie  wspólnych  zakupów?  Twoja  opinia  byłaby  dla  nas 

bezcenna.   

Powinna  mu  powiedzieć,  że  nici  z  wizyty  u  fryzjera,  ale  na  samą  myśl  o  świątecznych 

ozdobach robiło jej się niedobrze.   

– Nie.   
– Trudno. – Spojrzał na zegarek. – Dopiero wpół do dziewiątej? 
– Dochodzi dziewiąta. Kiedy kupisz sobie nowy zegarek? 
– Ten jest dobry, muszę tylko wymienić baterię.   
– Już to mówiłeś. Idź do sklepu i kup porządny zegarek.   
–  Kiedy  żaden  mi  się  nie  podoba.  Teraz  tak  wydziwiają,  że  w  ogóle  nic  na  tarczy  nie 

widać. A propos, do południa będzie ta mała Harknessów. Poproś, żeby przefaksowali wyniki 
z laboratorium.   

To  jest  właśnie  zadanie  dla  niej.  Przedpołudnie  upłynęło  im  dość  pracowicie.  Claire 

zwijała się jak w ukropie, by wyprzedzić życzenia Aleksa i spełnić jego prośby.   

Dni  poprzedzające  święta  zawsze  mijają  w  szalonym  tempie,  ale  pracy  przed  Świętem 

Dziękczynienia  było  jeszcze  więcej.  Zimny  listopad  sprowadzał  dodatkowych  pacjentów, 
którzy  zgłaszali  się  w  ostatniej  chwili  z  przeziębieniem  i  grypą.  Oprócz  nich  przychodzili 
oczywiście  ci  wcześniej  zarejestrowani  oraz  ofiary  wypadków.  Claire  ukryła  rozterki  za 
pozornym  optymizmem,  ale  kiedy  wyszedł  ostatni  pacjent,  Alex  zaś  pojechał  po  córkę,  nie 
mogła dłużej udawać.   

Otworzyła pudełko z ozdobami choinkowymi z minionego roku i natychmiast ogarnęło ją 

przejmujące  poczucie  straty.  Te  zimowe  święta,  cały  ten  szum  i  bieganina  sprawiały  jej 
kiedyś wielką frajdę. Niestety, należy to już do przeszłości. A nawet jakby do innego życia. 
Zdumiewające, że jeden dzień potrafi do tego stopnia odmienić postrzeganie świata.   

Wyobraź sobie, myślała, że to po prostu jeszcze jedno święto, jak walentynki, Wielkanoc 

czy  Święto  Niepodległości.  Tylko  jak  to  zrobić,  kiedy  zapach  świeżo  ściętej  choinki,  którą 
dopiero  co  dostarczono  do  przychodni,  przypomina  jej  sosnę,  trzymającą  wartę  u  grobu  jej 
męża? 

Nie,  to  nie  jest  jeszcze  jedno  święto.  To  Boże  Narodzenie,  które  wywołuje  w  niej  lęk. 

Oczekiwała  go  z  trwogą  od  momentu,  kiedy  drzewa  zaczęły  zmieniać  kolor  szat,  a  liście 
opadać. Większość ludzi w radosnym napięciu liczy dni dzielące ich od dwudziestego piątego 

background image

grudnia.  Claire  czekała  na  dwudziestego  szóstego,  bo  wówczas  stacje  radiowe  wracają  do 
codziennej  ramówki  i  nikt  już  nie  składa  życzeń  przy  pomocy  formułki  kompletnie 
nieprzystającej do jej odczuć.   

Wesołych świąt.   

Nie  po  raz  pierwszy  zastanowiła  się,  dlaczego  nikt  nie  wybudował  ośrodka  dla  osób  w 

podobnej sytuacji, które pragną jedynie przeżyć ten miesiąc jak najmniej boleśnie.   

Po  cichu  liczyła  na  to,  że  Nora  ma  rację,  że  udział  w  świątecznych  przygotowaniach  w 

pracy  będzie  próbą  tego,  co  niechybnie  czekają  kiedyś  w  domu.  Bo  przecież  nie  ma  prawa 
odmawiać synowi radości należnej wszystkim dzieciom.   

Ta myśl dodała jej odwagi. Podeszła do czerwonego plastikowego pudła, które przynieśli 

pracownicy działu technicznego. Rozpakowała je do końca, znajdując lampki, lśniące barwne 
ozdoby,  srebrne  sople  oraz  łańcuchy.  Niechęć,  z  jaką  myślała  o  ubieraniu  choinki  w  domu, 
wynika  częściowo  z  tego,  że  większość  tych  przedmiotów  miała  dla  niej  wartość 
sentymentalną. Szczęśliwie nie dotyczy to ozdób z tej paczki.   

Wszystko było dobrze, póki nie otworzyła jasnobrązowego pudełka. Na posłaniu z białej 

bibuły leżał bogato zdobiony anioł. Claire wstrzymała oddech.   

Anioł był identyczny jak ten w domu, z rudawozłocistymi włosami, w szacie ze złotego 

brokatu. Dotknęła go. Nawet nie poczuła, że czoło zrosił jej pot. Za żadne skarby nie wsadzi 
anioła  na  czubek  choinki.  Już  prędzej  zmierzy  się  z  tłumem  w  sklepie  i  poświęci  swoje 
skromne fundusze, by coś kupić.   

Dumając nad tym, nie zauważyła, że nie jest już sama.   
– Coś nie gra? – zapytał Alex.   

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Szybko  zamknęła  pudełko  i  zmieszana,  przeniosła  wzrok  na  Aleksa  z  nadzieją,  że  nie 

wzbudziła w nim żadnych podejrzeń. Niestety, od razu zobaczyła zmarszczkę na jego czole i 
pytanie w oczach. Zdobyła się na uśmiech.   

– Nie. Czemu pytasz? 
Wzruszył ramionami, lecz zmarszczka nie zniknęła. Claire zrobiło się nieswojo, ponieważ 

patrzył tak, jakby czytał w jej myślach.   

–  Jesteś  trochę...  spięta  –  odparł  w  końcu.  Oczywiście,  miał  rację,  pod  warunkiem,  że 

„spięta” 

jest  łagodnym  określeniem  ataku  paniki.  Wznosiła  ciche  modły,  by  jej  wygięte  w  łuk 

wargi nie wyglądały zbyt sztucznie.   

– Tak? – Rozejrzała się dokoła, bezradnie szukając usprawiedliwienia dla swojej ponurej 

miny. – Właśnie przeglądałam stare ozdoby. A zakupy udane? 

Śmiech Aleksa złagodził niczym balsam jej znękaną duszę. Spokój był jej niezbędny jak 

cukrzykowi insulina.   

–  Nakupiliśmy  mnóstwo  sopli.  Jennie  mówi,  że  drzewko  będzie  anemiczne,  jeżeli  na 

każdej  gałązce  nie  zawiśnie  ich  co  najmniej  kilka.  Jeśli  chodzi  o  Boże  Narodzenie,  moja 
córka  nie  zna  umiaru.  Teraz  usiłuje  ograniczyć  do  pięciu  listę  wymarzonych  przez  siebie 

prezentów.   

Claire zawsze wyznawała filozofię, że „im mniej, tym lepiej”. Nagle uświadomiła sobie, 

że Alex przyszedł sam.   

– A gdzie Jennie? 
–  Przy  automacie  z  wodą.  Chciałbym  cię  o  coś  prosić.  Rzadko  zwracał  się  z  prośbą, 

przynajmniej do niej.   

Parę razy prosił na przykład, by wrzuciła pilny list do skrzynki pocztowej przy wejściu do 

kliniki. Tym razem nieśmiały wstęp sugerował, że chodzi o bardziej skomplikowaną usługę.   

– Słucham, mów śmiało.   
Potarł skroń. Zauważyła przy okazji kilka srebrnych nitek w jego włosach.   
– Czy mogłabyś zacząć beze mnie? 
–  Ty  nas  w  to  wpakowałeś.  –  Mówiła  spokojnie,  chociaż  się  zirytowała.  Miała  wielką 

nadzieję, że to Alex i Jennie ubiorą choinkę, a ona będzie tylko kibicować.   

– Nie zostawię cię. Muszę tylko przejrzeć kilka raportów i zadzwonić w parę miejsc.   
– No więc poczekam.   
–  Nie  wiem,  ile  to  potrwa.  Podejrzewam,  że  pacjenci  nie  byliby  zadowoleni,  gdyby 

musieli siedzieć w tym bałaganie.   

No  i  znalazła  się  w  potrzasku.  Zmuszona  podstępem  do  czegoś,  co  nie  napawało  jej 

entuzjazmem.   

–  Jak  znam  moją  córę  –  dodał.  –  To  przysłowiowa  Zosia  samosia,  ale  gdybyście 

pracowały  razem...  –  Urwał  i  uniósł  pytająco  brwi.  –  Dopilnuj,  żeby  nie  przesadziła.  Bo 

background image

widzisz, w domu wieszamy, co nam wpadnie w ręce, ale nikt prócz nas tego nie ogląda. A to 
– zerknął na drzewko – zostanie ocenione.   

Claire  nie  obchodził  konkurs,  chociaż  zdawała  sobie  sprawę,  że  choinka  może  im  się 

przysłużyć albo wręcz przeciwnie. I dlatego powinna dać z siebie wszystko.   

– Dołożę wszelkich starań – odrzekła poważnie.   
– To świetnie. – Oczy mu pojaśniały, zerknął na zegarek. – Gdzież ona się podziewa? 
– Może kupiła sobie coś do jedzenia.   
–  Pewnie  tak.  –  Przewrócił  zabawnie  oczami.  –  Musi  istnieć  psychologiczny  związek 

między końcem lekcji a wzrostem apetytu. Przekonasz się kiedyś sama.   

– O, to dopiero za kilka lat.   
– Możesz mi wierzyć, że ledwie zdążysz mrugnąć – przekonywał. – Niestety, nasze dzieci 

rosną.   

–  Święta  prawda.  –  Joshua  już  zaczął  walczyć  z  nią  o  niezależność.  Nie  minie  wiele 

czasu,  a  wybierze  raczej  towarzystwo  kolegów  niż  matki.  Na  razie  Claire  zaspokaja  jego 

potrzeby,  ale  co  będzie,  kiedy  zainteresowania  syna  zwrócą  się  w  stronę  chłopięco-męskich 

spraw? W porę przypomniała sobie radę swojej matki, by nie martwić się na zapas.   

Alex nie zdążył zreferować jej dalszych rewelacji z ojcowskiego życia, bo Jennie wpadła 

do pokoju z pudełkiem po butach, które zawierało wykonane przez nią płatki śniegu. Drobna 
twarz dziewczynki z ciemnymi oczami, okolona równie ciemnymi włosami, była roześmiana. 
Claire  od  razu  zauważyła  podobieństwo  do  ojca.  Cienka  blizna  biegnąca  między  nosem  a 
górną  wargą,  ślad,  jaki  nosi  każde  dziecko  urodzone  z  rozszczepioną  wargą,  była  ledwie 
widoczna.  Dziewczynka  mówiła  normalnie,  choć  uważny  słuchacz  mógł  odgadnąć,  że  w  jej 
przypadku rozszczepienie dotyczyło też podniebienia.   

– To co, zaczynamy? – spytała tak podniecona, aż przebierała nogami.   
– Oczywiście. – Alex pociągnął ją za koński ogon.   
– Muszę jeszcze chwilę popracować, Claire ci pomoże.   
Dziewczynka  zmarkotniała.  Odciągnęła  ojca  na  bok  i  powiedziała  dosyć  głośnym 

szeptem: 

– Tato, obiecałeś.   
– Najpierw muszę zrobić porządek na biurku. Nawet się nie obejrzysz i już tu będę.   
Jennie zrobiła kwaśną minę.   
– No już. Claire nie gryzie. – Ałex spojrzał na pielęgniarkę nad głową córki i puścił do 

niej oko. – I pamiętaj, ona tu rządzi.   

– Ale tato. Ja to wymyśliłam, a jak jej się nie spodoba, to co? 
Claire stwierdziła, że pora interweniować.   
–  Twój  tata  wszystko  mi  powiedział.  Masz  doskonały  pomysł.  Podobno  narysowałaś 

choinkę. Możesz mi pokazać? 

Udobruchana  pomysłodawczyni  wyjęła  z  kieszeni  dżinsów  złożoną  kartkę.  Claire 

wyczuła,  że  Alex  wycofuje  się  chyłkiem  i  wymownym  spojrzeniem  dała  mu  znać,  że 
oczekuje go szybko z powrotem. Potem przeniosła wzrok na rysunek.   

– Tak, to naprawdę ładne. Nic bym tu nie zmieniła.   

background image

– Serio? – ucieszyła się dziewczynka.   
– Mam tylko jedną propozycję. Niebieski jest zimny, tak jak srebrny, może dodałybyśmy 

błyszczące niebieskie bombki? 

– Dobra.   
A zatem uniknęły nieporozumień. Claire udawała nawet, że dobrze się bawi.   
– Od czego zaczniemy? 
– Pani rządzi – przypomniała Jennie, jakby Claire zapomniała o hierarchii.   
– Ale to nie znaczy, że nie mogę posłuchać twojej rady? 
– Tata zawsze zaczyna od lampek.   
– No jasne. Ależ ze mnie gapa. Co dalej? 
– Ozdoby – poinformowała Jennie z powagą.   
– To może ja je wyjmę, a ty porozwieszaj.   
Claire  wyjęła  kartonowe  pudełka  z  toreb,  które  przyniósł  Alex,  zaś  Jennie  przyczepiała 

druciki do papierowych śnieżynek.   

– Ma pani ślicznego synka – zauważyła dziewczynka.   
– Widziałam go wczoraj. Chyba lubi bawić się liśćmi.   
Claire  całą  sobotę  sprzątała  podwórze.  Ona  grabiła,  a  Joshua  rozkopywał  kopczyki 

zeschłych liści.   

– Tak, to prawda.   
– Na pewno spodobają mu się lampki na choince.   
– Tak, na pewno. – Objedzie z nim sąsiednie ulice i park, żeby zobaczył bogate dekoracje 

świetlne.  Na  szczęście  jest  jeszcze  za  mały,  żeby  pytać,  dlaczego  przed  ich  domem  nie  ma 
Świętego Mikołaja czy bałwana.   

– My kupimy choinkę w piątek – ciągnęła Jennie.   
– A pani ma prawdziwą czy sztuczną? 
Claire wpadła w zakłopotanie.   
– Nie mam żadnej – oznajmiła i od razu dodała na widok osłupiałej miny dziewczynki: – 

Od paru lat nie ubieram choinki.   

– Nie ubiera pani choinki? 
– Nie. – Zmieniła temat, siląc się na pogodny ton.   
– Skończyły się druciki do wieszania. Zajrzę do pudełka, czy tam coś zostało.   
Zdołała  na  moment  odwrócić  uwagę  Jennie,  ale  gdy  podeszła  z  nowym  opakowaniem 

drucików, córka Aleksa spytała: 

– Dlaczego nie ubiera pani choinki? 
Jak wytłumaczyć dziecku, że nie przepada za świętami? 
– Za dużo przy tym pracy.   
– Tata Joshuy nie pomaga pani? 
– Jest w niebie.   
–  Aha  –  rzekła  Jennie  ze  zrozumieniem.  Potem,  kiedy  Claire  była  już  przekonana,  że 

zadowoliła ją wyjaśnieniem, podjęła wątek: – My też jesteśmy z tatą sami, a wcale nas to nie 
męczy.   

background image

No i jak na to odpowiedzieć? 
– Tak, ale ty jesteś starsza od Joshuy. Możesz sama ubrać choinkę.   
– Poza czubkiem.   
– Tak, poza czubkiem – przyznała Claire. Jennie wieszała kolejną ozdobę zaaferowana.   
– A Joshua nie ma babci albo dziadka, którzy by go popilnowali, jak pani ubiera choinkę? 
– Dziadkowie mieszkają w San Francisco i rzadko ich widujemy. A twoi dziadkowie? 
– Babcia mieszka tutaj. Tata wychował się w Pleasant Valley, ale jak miał trzynaście lat, 

wyjechali.  Potem  umarł  dziadek  i  babcia  wróciła.  W  zeszłym  roku  tata  tu  przyjechał,  żeby 
babcia nie była sama.   

– Na pewno jesteś szczęśliwa, że masz przy sobie tyle bliskich osób.   
–  No.  Jest  jeszcze  pani  Rowe,  nasza  gospodyni.  Niektóre  koleżanki  to  mają  ojczymów 

albo macochy, ale ja nie potrzebuję macochy. Jestem prawie dorosła.   

Claire powstrzymała uśmiech.   
– Tak, widzę.   
Jennie stanęła na palcach, ale i tak nie sięgała najwyższej gałęzi. Poddała się dopiero po 

kilku próbach.   

Claire  nie  była  pewna,  czy  powinna  zaoferować  pomoc.  W  końcu  Jennie  przyciągnęła 

krzesło i stanęła na nim. Powiesiła płatek na najwyższej gałęzi, uśmiechnęła się triumfalnie i 
zeskoczyła, by wziąć z kolei sopel lodu. Zanim znów weszła na krzesło, Claire zauważyła: 

– Jak spadniesz, obie będziemy miały kłopot.   
– Nie spadnę.   
– Pewnie nie, ale wypadki chodzą po ludziach. Chyba nie chciałabyś akurat teraz złamać 

sobie ręki czy nogi.   

– Kiedy ja tam nie sięgnę.   
–  Zrób  tyle,  ile  możesz,  bez  wchodzenia  na  krzesło.  A  tata  powiesi  resztę.  Za  chwilę 

powinien tu być.   

– No dobra. – Nagle dziewczynka się zawahała. – Pani by chyba też mogła tam dostać.   
Claire rozumiała, że niełatwo przyszły jej te słowa.   
–  Dobrze,  skończę  to,  jeżeli  twój  tata  nie  wróci  do  czasu,  kiedy  uporasz  się  z  dolną 

częścią.   

Jennie  zadowoliła  ta  odpowiedź.  Powróciła  do  swoich  obowiązków,  zaś  Claire 

uporczywie  spychała  na  dno  pamięci  przedświąteczne  dni  z  czasów,  gdy  jeszcze  ubierała 
zielone  drzewko.  Godzinami  sprzeczali  się  z  mężem  żartobliwie,  jak  rozmieścić  ozdoby. 
Popijali  gorący  jabłecznik  i  pogryzali  kruche  ciasteczka,  które  tradycyjnie  kupowała  na  ten 
wyjątkowy dzień. Czy przebrnęłaby przez to wszystko sama, mając małego Joshuę za jedyne 
towarzystwo? 

Tak, z pewnością, ale na mniejszą skalę. Skarpeta na prezenty dla syna, kilka kolorowych 

lampek nad kominkiem i półmetrowa światłowodowa choinka, której nie trzeba przystrajać. 
Tyle świątecznego szaleństwa zupełnie jej wystarczy, tyle jeszcze przetrzyma.   

 

Alex powoli wyszedł z gabinetu. Dał sobie jeszcze pięć minut, zanim dołączy do córki i 

background image

asystentki. Jego wymówka była tylko wymówką, miał jednak swoje powody, by zostawić je 

same.  Podczas  ostatniego  spotkania  z  rodzicami  nauczycielka  napomknęła,  że  Jennie 
wykazuje  silny  instynkt  przywódczy  i  powinna  popracować  nad  czymś,  co  pani  Vincent 
nazwała  postawą  społeczną.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  córka  woli,  by  wszystko  działo  się 
zgodnie  z  jej  życzeniem.  Zakładał  przy  tym,  że  cecha  ta  wypływa  z  podwójnej  dawki 
„jedyności”.  Bycie  jedynaczką  wychowywaną  przez  samotnego  rodzica  okazuje  się  wadą, 
gdy przychodzi pora na naukę kompromisu.   

Sądził  jednak,  że  z  upływem  lat  Jennie  wyrosła  z  egoizmu.  Uwaga  pani  Vincent 

świadczyła, że nie miał  racji.  Z trudem  przyszło  mu  przełknąć tę  gorzką pigułkę, ponieważ 
szczycił się trafnością swoich obserwacji.   

I wtedy wpadł mu do głowy pomysł z ubieraniem choinki. Uznał, że to dla córki szansa 

na zgłębienie sztuki kompromisu. Nękały go tylko wątpliwości, czy nie należało wprowadzić 
Claire w swój plan, zanim ją w to zaangażował.   

Przyspieszył  kroku  i  stanął  w  drzwiach.  Córka  z  zapałem  wieszała  własnoręcznie 

wykonane płatki śniegu. Powinien wejść, ale chciał jeszcze zobaczyć, jak się dogadują.   

Claire  była  wysoka,  atrakcyjna,  proste  miedziane  włosy  nosiła  krótko  obcięte.  Mówiła 

kojącym głosem, który nawet w najbardziej stresujących dniach poprawiał mu nastrój o wiele 
skuteczniej niż wszystko, co mógłby kupić za pieniądze. Była szczupłej budowy ciała, którą 
odziedziczył po niej syn. Tego dnia miała na sobie fartuch w koty rozmaitej maści, bawiące 
się kłębkami włóczki. Ciekawe, skąd go wytrzasnęła? 

Już  miał  do  nich  się  odezwać,  gdy  zatrzymał  go  wyraz  twarzy  Claire.  Przygnębiony, 

wręcz ponury, jakby przedświąteczne starania były dla niej karą, a nie przyjemnością. I nagle 
uprzytomnił sobie coś ważnego. Claire i jego córka nie pracują razem, jak sobie tego życzył.   

Nici z tak dokładnie przemyślanego planu.   

Wkroczył żwawo do poczekalni, by nie spostrzegły, jak bardzo jest zawiedziony.   
– No i jak wam idzie, moje panie? 
–  Dobrze,  tato.  Zostawiłam  dla  ciebie  czubek.  Przeniósł  spojrzenie  na  nagie  gałązki, 

których nie zdołała dosięgnąć córka, ale które mogła ozdobić jego asystentka.   

– Miałaś pozwolić, żeby Claire ci pomogła.   
– Wiem – odparła Jennie – ale ona kazała zostawić to dla ciebie. Gdybyś nie przyszedł, to 

by mi pomogła.   

–  To  prawda  –  przytaknęła  Claire.  –  Byłoby  karygodne,  gdybym  wtrącała  swoje  trzy 

grosze komuś obdarzonemu twórczym geniuszem.   

Jennie  zarumieniła  się,  a  dla  Aleksa  stało  się  oczywiste,  że  jego  asystentka  zyskała 

właśnie przyjaciółkę. Może zatem jego plan nie zawiódł tak kompletnie? 

– Widzisz, tato? Pospiesz się lepiej.   
– Choinka już jest piękna – stwierdził lojalnie i spojrzał dokoła. – Gdzie macie te płatki? 
Kiedy  papierowa  ozdoba  trafiła  na  właściwe  miejsce,  córka  podała  mu  następną. 

Towarzyszyły temu szczegółowe instrukcje.   

– Coś mi się panna rządzi – zażartował. Jennie wywróciła oczami.   
– A jak nagrodą będzie wycieczka do Disneylandu? 

background image

– Wybacz, ale nagrodą jest taca kanapek dla oddziału.   
– Ojej. – Dziewczynka zmarkotniała. – Ale i tak fajnie byłoby wygrać, co? 
– No jasne. A na razie  – pomachał ozdobą nad  jej głową –  skończmy  tę robotę, zanim 

przyjdą pacjenci.   

– Nie tam, tato. Trochę bliżej niebieskiej bombki.   
– Tak, Alex. Uważaj, co robisz. – Oczy Claire zaiskrzyły radością.   
– Jakie to szczęście dla mężczyzny mieć obok siebie dwie kobiety, które mówią mu, co i 

jak ma robić! 

–  Niebywałe  szczęście  –  odparła  Claire.  –  Nie  każdy  mężczyzna  dostępuje  zaszczytu 

pracy z dwoma utalentowanymi artystkami, prawda, Jennie? 

Dziewczynka  roześmiała  się  i  przez  kolejne  dziesięć  minut  Alex  spełniał  ich  polecenia. 

Musiał przyznać, że córka jest bardziej wymagająca. Claire z rzadka zabierała głos. W pewnej 
chwili  podeszła  do  okna  i  wyjrzała  na  parking,  jakby  miała  potrzebę  zdystansowania  się  od 

nich.   

– Czegoś tu brak – oświadczyła raptem Jennie. Alex przeniósł wzrok i myśli ku choince.   
–  Dla  mnie  w  porządku.  A  co  ty  sądzisz,  Claire?  Odwróciła  się  i  popatrzyła  na 

przystrojone drzewko.   

– Czegoś tu brakuje – stwierdziła po chwili.   
– A nie mówiłam! Ale czego? 
– Pogłówkujemy i na pewno do tego dojdziemy – rzekła, po czym znowu stanęła twarzą 

do okna.   

– Chyba coś ciekawego tam się dzieje – zauważył Alex.   
– Albo ten kierowca nie potrafi prowadzić, albo...   
– Co się stało? 
– Ktoś zaparkował na chodniku, to jakaś Jcobieta. O Boże! 
– Co? – Ruszył do okna, a Claire do drzwi.   
– Niesie dziecko! – wołała. – Chyba nieprzytomne.   

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Alex natychmiast pobiegł za Claire.   
–  Dusi  się.  –  Młoda  kobieta  była  w  takim  szoku,  że  nie  mogła  wydobyć  słowa.  – 

Pomóżcie jej, błagam.   

Alex wziął od niej dziecko. Dziewczynka z trudem oddychała, wargi jej zsiniały.   
– Proszę nam powiedzieć, co się stało – rzekła Claire.   
– Mandy to moja siostrzenica. Rebecca Hollister – przedstawiła się przy okazji.   
Drżącą  ręką  poprawiła  jasne  włosy,  które  strzygł  wytrawny  fryzjer.  Jej  ubrania 

pochodziły  z  markowych  sklepów.  A  przy  tym  Claire  wyczuła,  że  Rebecca  nie  ma 
doświadczenia z dziećmi. Zresztą potwierdziła to jej opowieść.   

– Siostra i szwagier wybrali się po zakupy i zostawili Mandy pod moją opieką. Poszłyśmy 

do  sklepu,  chciałam  też  w  sąsiedztwie  napełnić  bak.  Kupiłam  jej  cukierki.  Ujechałyśmy 
ledwie parę przecznic i zaczęła się dusić.   

Alex  wykonał  kilka  ucisków  przepony  dziewczynki  i  nagle  na  podłodze  wylądował 

kawałek  twardego  zielonego  cukierka.  Równocześnie  Mandy  zaczęła  łapać  powietrze,  a  jej 
niebieskie  oczy  zaszkliły  się  łzami.  Claire  ucieszyła  się,  że  nie  trzeba  było  zastosować 
bardziej drastycznych metod.   

– Super! – zawołała zza ich pleców Jennie.   
– Och, bardzo panu dziękuję. – Głos kobiety wciąż drżał. – Bardzo dziękuję, doktorze.   
– Wszystko będzie dobrze – mówił, masując plecy dziecka.   
Mandy  milczała  wyczerpana.  Nie  protestowałaby,  nawet  gdyby  mogła.  Alex  wzbudzał 

zaufanie w swoich małych pacjentach.   

Patrząc na jego spokojną twarz, Claire zrozumiała, dlaczego Jennie świata poza nim nie 

widzi. Ojcostwo było dla niego czymś najbardziej naturalnym na świecie. Pożałowała, że jej 
syn tego nie doświadczy.   

Rebecca stała tymczasem nad Aleksem.   
–  Jak  mam  panu  dziękować?  Nie  wiem,  co  bym  zrobiła,  gdybym  nie  zobaczyła  tego 

znaku i nie znalazła przychodni. Mieszkam za miastem, nie wiem, gdzie jest szpital.   

– Niedaleko, trzy przecznice dalej – oznajmiła Claire.   
– Dobrze, że pani tu stanęła – rzekł Alex. – Przy zablokowaniu dróg oddechowych każda 

sekunda jest na wagę złota.   

Tymczasem Mandy odzyskała siły, ześliznęła się z kolan lekarza i stanęła obok ciotki.   
– Już mi dobrze.   
Rebecca przykucnęła i wzięła ją w objęcia.   
– Ile jestem winna? 
–  Nic  –  odparł  Alex.  –  Proszę  tylko  ostrożnie  jechać  do  domu.  I  nie  dawać  jej  takich 

dużych cukierków.   

– Obiecuję. Siostra chyba mnie zabije. Nie pozwala Mandy jeść słodyczy, więc na jakiś 

czas wypadnę z jej łask. No trudno. Lepiej żeby na mnie nakrzyczała za to, że złamałam jej 

background image

zakaz, niż gdyby Mandy... – Zerknęła na siostrzenicę. – No, sam pan rozumie.   

–  Byłeś  super!  –  wołała  Jennie,  kiedy  Rebecca  opuściła  przychodnię.  –  Zawsze  robisz 

takie rzeczy w pracy? 

Alex roześmiał się głośno.   
– Nie, zazwyczaj nie jest aż tak interesująco.   
– A skoro mowa o pracy – wtrąciła Claire – lada chwila pojawią się pacjenci.   
– Jeszcze nie wiemy, czego nam brakuje – zauważyła Jennie.   
–  Może  znajdziemy  coś  w  pudle  –  odparł  jej  ojciec.  Jennie  zajrzała  do  środka  i 

zapiszczała radośnie. Claire zerknęła w stronę dziewczynki. Serce jej na moment przystanęło. 
Jennie otworzyła pudełko z aniołem.   

– Możemy go dać na choinkę? 
– Przecież kupiliśmy płatek śniegu – przypomniał Alex.   
–  Płatek  śniegu  będzie  dużo  lepiej  wyglądał  na  naszym  drzewku  –  oświadczyła  cicho 

Claire.   

– A ja uważam, że na czubku powinien być anioł.   
– Dziewczynka pogłaskała figurkę umoszczoną w bibułkowej pościeli. – Bo jest do ciebie 

podobny.  –  Te  słowa  przeznaczone  były  dla  Claire.  Jennie  podniosła  anioła  i  pokazała  go 

ojcu. – Widzisz? 

– Faktycznie – przyznał zdziwiony. – Ma dłuższe włosy, ale poza tym podobieństwo jest 

wręcz uderzające.   

Trzy lata temu Ray dostrzegł owo podobieństwo i właśnie dlatego naciskał na kupno tej 

ozdoby.   

–  Jeden  anioł  na  choince,  drugi  w  moich  ramionach  –  zażartował  wówczas.  –  Czegóż 

więcej może pragnąć mężczyzna? 

Claire odsunęła gorzko-słodkie wspomnienia.   
– Jest  tak piękny, że warto go  wyeksponować osobno. Może postawimy go na stole? – 

zaproponował tymczasem Alex.   

– Dobra – zgodziła się córka. – Ale coś by się jeszcze przydało.   
–  Konkurs  będzie  w  poniedziałek.  Może  do  tej  pory  zaświta  nam  jakiś  pomysł.  I  tak 

wykonałyście kawał dobrej roboty.   

Jennie promieniała, dumna z pochwały ojca.   
– Jest taka ładna, że zdobędzie nagrodę.   
– Nie mam żadnych wątpliwości. A ty, Claire? 
– Tak, bez wątpienia – odparła.   
Powiedziała  to,  czego  od  niej  oczekiwali,  ale  nie  zdołała  ukryć  napięcia  słyszalnego  w 

głosie i widocznego na twarzy. Nawet jej uśmiech był spięty. Szybko zmieniła temat, by Alex 
nie zapytał, co ją trapi.   

–  Zadzwonię  do  technicznego,  żeby  zabrali  kartony,  zanim  któryś  z  pacjentów  złamie 

nogę.   

Wyszła pospiesznie. Alex odprowadzał ją wzrokiem zdezorientowany.   
– Tatuś, czemu ona tak szybko wybiegła? 

background image

Nie  miał  zamiaru  roztrząsać  zachowania  swojej  asystentki  z  małoletnią  córką.  W 

porównaniu z poprzednią pielęgniarką Claire stanowiła miłą odmianę. Rosemary Diaz trudno 
było  odmówić  fachowości,  za  to  zupełnie  brakowało  jej  zdolności  organizacyjnych.  Nadal 
pozostawało dla niego zagadką, jakim cudem tak sprawnie w sumie funkcjonowali.   

Przy  Claire  znajdował  wszystko  bez  trudu  i  nigdy  nie  czuł  się  zagubiony.  Lubił  z  nią 

przebywać, i nie chodzi wyłącznie o relacje zawodowe. Pewnego dnia poszedł do bufetu dla 
pracowników po kanapkę i zobaczył tam Claire. Siedziała sama. Dołączył do niej i tak dobrze 
bawił się w jej towarzystwie, że obiecał sobie wpadać tam w każdą środę.   

Półgodzinna  rozmowa  z  nią  dodawała  mu  skrzydeł,  chociaż,  kiedy  się  nad  tym 

zastanowił,  doszedł  do  wniosku,  że  Claire  nie  mówi  wiele  na  swój  temat.  Z  dokumentów 
wiedział,  że  skończyła  dwadzieścia  dziewięć  lat,  jest  wdową  i  samotnie  wychowuje  syna. 
Wiedział też, że przyjaźni się z Norą Laslow.   

Przemyśliwał już nad tym, by zrobić następny krok, na przykład zaprosić ją na kolację i 

do  kina.  Niestety,  ciągle  brakowało  mu  odwagi.  Mimo  wszystko  cieszyło  go,  że  ich  ścieżki 
się spotkały. A równocześnie, gdy dopadała go melancholia, żałował, że Claire nie pracuje z 
którymś z kolegów. Z całą pewnością byłoby wtedy łatwiej...   

Jennie przerwała tok jego zbłąkanych myśli.   
– Ona chyba nie lubi świąt.   
– Skąd ci to przyszło do głowy? 
– No bo wcale nie cieszyło jej, że ubiera choinkę.   
– Naprawdę? – Gdy po raz pierwszy wspomniał o czekającym ich zadaniu, spodziewał się 

narzekań. Kto byłby zadowolony z dodatkowej pracy, mając i tak ręce pełne roboty? Odniósł 
jednak wrażenie, że Claire zaakceptowała swój los. Potem przypomniał sobie jej reakcję na 
anioła i jej niezadowolenie nabrało głębszego sensu. Nie chodzi wcale o brak czasu...   

– W swoim domu też nie ubiera choinki – ciągnęła Jennie.   
– Niektórzy nie ubierają. – Co prawda nie znał nikogo takiego, ale w końcu nie wszyscy 

przywiązują znaczenie do tradycji. Claire nie wygląda na osobę, która odrzuca święta, lecz po 
śmierci męża ten okres może być dla niej ciężki.   

– Powiedziała, że dawniej kupowała choinkę, ale teraz za dużo z tym pracy. A ja myślę, 

że ma inny powód.   

– Cóż, mimo wszystko to wymaga czasu i wysiłku. A wracając do pracy, muszę się teraz 

do niej zabrać, a ty, moja panno, odrób lekcje.   

– Ale tato, mam cztery dni, żeby odrobić matmę.   
– Cztery dni szybko miną. Jak teraz się z tym uporasz, będziesz mieć to z głowy.   
Jennie wzniosła oczy i opuściła ramiona.   
– No dobra – rzekła cierpiętniczym tonem. – Tylko nie siedź tam godzinami.   
– Postaram się. – Alex wrócił do gabinetu, do czekających na niego raportów. Zachodził 

w głowę, czy mógłby jakoś pomóc Claire przetrwać ten trudny dla niej okres. Była za młoda, 
by nie cierpieć świąt niczym Scrooge z powieści Dickensa.   

Claire ukryła się w  recepcji. Dzięki Bogu,  przynajmniej tam nie wkroczył  duch Bożego 

Narodzenia.  Wypełnianie  kart  pacjentów  nie  wymagało  wielkiego  skupienia.  Tego  było  jej 

background image

teraz trzeba, by doszła do siebie.   

–  Roberta  powiedziała,  że  tu  cię  znajdę.  –  Nora  wolnym  krokiem  podeszła  do 

przyjaciółki. – I jak poszło? 

– Co? 
Nora parsknęła śmiechem.   
– Doskonale wiesz. No dalej, opowiadaj. Claire przybrała nonszalancką minę.   
– Jennie z Aleksem powiesili ozdoby,  a ja im doradzałam i  posprzątałam. Choinka stoi 

gotowa.   

– Przeżyłaś to jakoś? 
Claire  zerknęła  ciepło  na  Norę.  Przyjaciółka  miała  serce  wielkie  jak  Teksas,  skąd 

pochodziła swoją drogą, a do tego teksaski temperament.   

– Było kilka strasznych momentów, ale przetrwałam.   
– Ajakci było z Aleksem? – Nora puściła do niej oko.   
– Wiesz co, nie baw się w swatkę – rzuciła Claire bezceremonialnie. Musiała użyć całej 

siły woli, by zachowywać się jak odpowiedzialna matka. Jedno spojrzenie Aleksa budziło w 
niej nieposkromioną chęć powrotu do czasów, gdy była młoda i zupełnie wolna.   

Nora splotła ramiona i oparła się o regał.   
– Już prawie dwa miesiące pracujecie razem.   
– To świetny lekarz.   
– Nie mówię o jego zawodowych talentach.   
– Wiem. – Claire pokazała zęby w uśmiechu.   
– Przystojny byczek, co? 
– Nie powinnaś zwracać uwagi na takie rzeczy. Co sobie Carter pomyśli? 
– A co, nie wolno podziwiać dzieła matki natury? Co w tym złego? No to jak? 
–  Jest  bardzo...  –  Claire  nie  znajdowała  odpowiedniego  określenia.  Wiedziała  tylko,  że 

gdy był w pobliżu, w powietrzu strzelały iskry, a to wprawiało ją w zakłopotanie i niepokoiło. 
Od  śmierci  męża  kontaktowała  się  z  mężczyznami  przy  różnych  okazjach.  Z  lekarzami, 
pacjentami,  a  także  facetami  podsyłanymi  przez  życzliwe  koleżanki.  Żaden  nie  poruszał  jej 

serca. – Bardzo męski – dokończyła wreszcie.   

– A czujesz mrowienie w palcach, jak się uśmiecha? 
Tak, właśnie tak. Jego drobne uprzejmości uświadamiały przy okazji, jak bardzo brak jej 

bliskiego towarzysza, do którego przyzwyczaiło ją małżeństwo.   

– Na pewno wszystkie kobiety to czują. – Wstała, żeby włożyć kolejną kartę na miejsce.   
– Ja nie. Może w jednym czy dwu palcach – poprawiła się Nora. – Ale miło słyszeć, że u 

ciebie atakuje wszystkie.   

– Tego nie powiedziałam.   
– Och, nie musisz nic mówić. Widzę to w twoich oczach.   
– Masz bujną wyobraźnię.   
– Czyżby? A co z pracowniczą imprezką? Zdecydowałaś już? 
Claire  ulżyło,  że  Nora  porzuciła  niewygodny  temat.  W  towarzystwie  Aleksa  czuła  się 

kobietą godną pożądania, a nie tylko koleżanką z pracy. Póki co zachowa tę informację dla 

background image

siebie. Bóg jeden wie, jak wykorzystałaby ją przyjaciółka.   

Jeśli  zaś  chodzi  o  świąteczne  przyjęcie,  kto  chce,  niech  sobie  pląsa  i  popija.  Dla  niej  z 

Bożym Narodzeniem splotła się nierozerwalnie śmierć męża.   

– Może zgłoszę się do grupy sprzątającej – odparła. – Wpadłabym po imprezie. Albo na 

przykład w niedzielę rano. Nie miałabym wtedy problemu z szukaniem opiekunki.   

– I tak musiałabyś zajrzeć choć na chwilę.   
– Nikt nie zauważy, że mnie nie ma.   
– Grieg zauważy, i wszyscy z naszej grupy. Posłuchaj, to ci dobrze zrobi.   
–  Dobrze  to  by  mi  zrobił  szpinak  i  wątróbka.  A  jakoś  przeżyłam  bez  nich  już  prawie 

trzydzieści lat.   

– Pamiętasz, że masz zostawić za sobą przeszłość i patrzeć przed siebie? 
Claire westchnęła.   
–  Jeżeli  jeszcze  raz,  kiedy  będziesz  chciała  mnie  do  czegoś  skłonić,  wykorzystasz 

przeciwko mnie moje własne słowa... – Zawiesiła głos na ostrzegawczej nucie.   

–  Jak  mam  nie  skorzystać  z  broni,  którą  sama  mi  podarowałaś?  Kazałaś  mi  pilnować, 

żebyś  dotrzymała  postanowień.  Ja  tylko  wypełniam  swoją  część  umowy.  Przecież  przez 
pozostałe jedenaście miesięcy w roku chodzisz na imprezy. Dlaczego akurat nie w grudniu? 

– Bo nie mogę – padła odpowiedź. W głębi serca czułaby, jakby świętowała śmierć męża.   
– Twoich teściów tu nie ma i nikt nie będzie oceniał twojego postępowania. Jeżeli mają 

ochotę zamykać się jak pustelnicy na cały okres świąt, ich prawo. Nie możesz się poświęcać i 
żyć po to tylko, żeby ich zadowolić.   

Claire wykrzywiła usta w uśmiechu. Nora patrzyła na nią przenikliwym wzrokiem.   
– Wcale tak nie żyję. Po prostu nie jestem jeszcze gotowa.   
– Im dłużej będziesz to odkładać, tym będzie ci trudniej – ostrzegła przyjaciółka.   
– Niektórych spraw nie można przyspieszyć.   
Na  horyzoncie  pojawiła  się  Roberta.  Siwiejące  włosy  recepcjonistki  zawsze  były  w 

nieładzie. Claire podejrzewała, że gdyby musiała bez przerwy odbierać telefony i zajmować 
się tysiącem spraw naraz, wyglądałaby podobnie.   

– Rozmawiacie o pośpiechu? A wiecie, że poczekalnia pęka w szwach? Znam takich, co 

chcieliby wyjść stąd przed zmrokiem.   

Claire umieściła ostatnią kartę w przegródce.   
– Już lecimy.   
Kilka minut później zawołała na widok znajomej twarzy: 
– Eddie! Jeszcze pani nie urodziła? 
Edwina  Butler była trzydziestopięcioletnią brunetką.  Dwoje poprzednich  dzieci  poroniła 

w czwartym miesiącu ciąży. Tym razem dociągnęła już do trzydziestego szóstego tygodnia i 
wszyscy wstrzymywali oddech.   

Eddie uśmiechnęła się szeroko.   
– W zeszłym tygodniu doktor Ridgeway powiedział: lada dzień, więc mam nadzieję, że 

nie przenoszę ciąży.   

Jej  mąż,  Joe,  pomógł  jej  wejść  na  wagę.  Towarzyszył  żonie  podczas  wszystkich  wizyt. 

background image

Zyskał za to wielkie uznanie w oczach Claire. Nie znała dotąd mężczyzny, który tak by się 
troszczył o ciężarną żonę. Swoją drogą, pragnął tego dziecka.   

– Ja też – wtrącił. – To czekanie chyba mnie zabije.   
– Uśmiech na jego twarzy dowodził czegoś wręcz przeciwnego.   
–  Dobra  wiadomość  –  oznajmiła  Claire.  –  Nie  przybrała  pani  ani  grama.  Pewnie 

zrezygnowała pani z lodów.   

–  Bo  mi  kazał.  –  Spojrzała  na  męża.  –  Żyję  wodą  i  sałatą.  Ale  obiecał  mi  przynieść 

największą bombonierkę, jak urodzę.   

– A nie czerwone róże? – żartowała Claire, prowadząc ich do pokoju dla ciężarnych.   
–  Nie.  –  Eddie  była  stanowcza.  –  Albo  czekoladki,  albo  niech  mi  się  nie  pokazuje  na 

oczy.   

Claire zmierzyła przyszłej matce ciśnienie.   
– Dziecko dużo się rusza? 
– Bez przerwy. Prawdziwa z niej wiercipięta.   
– Z niego – poprawił Joe.   
– Nie znacie płci dziecka? Eddie pokręciła głową.   
– Nie chcieliśmy, bo gdyby coś poszło nie tak...   
– Zrobimy wszystko, żeby było dobrze – zapewniła Claire. – A teraz proszę się położyć, a 

ja przyślę doktora.   

Reszta  popołudnia  minęła  niepostrzeżenie.  Eddie  została  wysłana  do  domu  z 

zastrzeżeniem,  że  ma  się  oszczędzać.  Wiele  osób  przyszło  na  wizytę  z  objawami 
przeziębienia, zapalenia oskrzeli, a nawet zapalenia płuc. O czwartej poczekalnia opustoszała, 
Claire przygotowywała gabinet na poniedziałek.   

Ma  przed  sobą  cztery  wolne  dni,  które  może  całkowicie  poświęcić  synowi.  Minęła 

gabinet Aleksa i zobaczyła Jennie, która siedziała za biurkiem i zawzięcie coś pisała.   

Claire przystanęła w drzwiach.   
– Jest tu gdzieś twój tata? 
– Poszedł porozmawiać z doktorem Rehmanem.   
– Aha.   
– Pomoże mi pani napisać coś przed wyjściem? 
– Jasne. O co chodzi? 
– Nie wiem, jak się pisze syjamski. Chcę dostać pod choinkę kota, takiego jak ten na pani 

fartuchu.   

Claire przypomniała sobie od razu, jak Alex mówił jej o długiej liście życzeń córki.   
– A tata wie, że chcesz kota? 
– Jak napiszę, to się dowie.   
Claire stanęła przy biurku. Alex miał rację. Lista Jennie liczyła dwadzieścia kilka pozycji, 

chociaż parę zostało już wykreślonych.   

– Nie widziałam u nikogo takiego fartucha. Skąd go pani ma? 
– Sama uszyłam.   
Dziewczynka była pełna podziwu. Claire kątem oka zobaczyła Aleksa.   

background image

– Gotowe do wyjścia? – spytał.   
–  Wiedziałeś,  że  Claire  sama  szyje  sobie  ubrania?  Alex  zlustrował  asystentkę 

zachwyconym wzrokiem.   

– Jestem pod wrażeniem.   
Claire miała nadzieję, że nie widać fali gorąca, która właśnie ją zalała. Tymczasem Jennie 

spojrzała na nią z nieskrywaną nadzieją.   

– Szukamy kogoś, kto by mi uszył kostium anioła na szkolne przedstawienie. Uszyje mi 

pani? 

– Nie jestem profesjonalistką – zaczęła Claire.   
– Dla mnie jesteś ekspertem w dziedzinie krawiectwa – oświadczył Alex. – Pytanie tylko, 

czy znajdziesz czas. Wszyscy są teraz tacy załatani.   

Znalezienie paru godzin nie stanowiło dla niej problemu. Jej spis przedświątecznych zajęć 

był żałośnie krótki.   

– Nikogo nie mamy – prosiła dziewczynka. – Przedstawienie jest za trzy tygodnie.   
Claire  nie  mogła  się  zdecydować.  Ale  w  końcu  co  jej  szkodzi  pomóc  Aleksowi  w 

potrzebie? 

Męczyło  ją  tylko,  że  poczuła  się  jak  mucha  złapana  w  pajęczą  sieć.  Szkolne 

przedstawienie  to  bardzo  ważne  wydarzenie  w  życiu  każdego  dziecka.  Poza  tym  nie  wolno 
psuć komuś świąt tylko dlatego, że samemu się ich nie obchodzi.   

– Uszyję ci ten kostium.   

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

W piątek rano Claire siedziała na podłodze w kącie nieużywanej sypialni, gdzie ustawiła 

maszynę do szycia, i układała z synem klocki, popatrując na zegarek. Na dziesiątą umówiła 
się z Aleksem i jego córką. Liczyła na to, że po przyjeździe gości Joshua grzecznie obejrzy 
film na wideo.   

–  Nie  spiesz  się  tak  –  poradziła,  gdy  zamaszyście  położył  klocek  na  szczycie  swej 

budowli. Nie potrafił jeszcze kłaść klocków równo jeden na drugim, toteż wieża zachwiała się 
i rozpadła. Joshua klasnął w dłonie roześmiany.   

– Bach! 
Claire wzięła go w objęcia i zburzyła ręką jego miękkie jasne włosy o rudawym odcieniu.   
– Bach! – powtórzyła jak echo. – Masz już dość? Chcesz się pobawić w co innego? 
Chłopiec  potrząsnął  głową  i  zmarszczył  brwi,  a  robił  to  niemal  identycznie  jak  jego 

ojciec.   

– Jeszcze.   
Claire  przeniosła  wzrok  na  zegar  i  stwierdziła,  że  może  zrobić  mu  tę  przyjemność. 

Położyła  pierwszy  klocek  i  odpłynęła  myślami,  zaś  syn  budował  wieżę.  Na  początku  nie 
miała wielkiej ochoty szyć kostiumu, potem właściwie zaczęło ją to cieszyć i pragnęła zrobić 
wszystko, by Jennie przeistoczyła się na scenie w najpiękniejszego anioła.   

Tak,  to  nie  córka  Aleksa  budzi  w  niej  niepokój.  Chodzi  raczej  o  obecność  ojca.  W 

przychodni było jednak zupełnie inaczej. Ciągły ruch i zamieszanie chroniły ją przed nim do 
pewnego stopnia, ale w domu zostanie pozbawiona tych osłon. I zobaczy go z całkiem innej 

strony.   

Takiej, która rodzi niebezpieczne tęsknoty.   

Zycie  małżeńskie  bardzo  jej  odpowiadało.  Uszczęśliwiał  ją  nawet  widok  spodni 

wiszących w szafie obok spódnic. Nie przeszkadzały męskie podkoszulki, które wirowały w 
pralce z jej bielizną. Chętnie też gotowałaby dla kogoś o bardziej wyrobionym smaku niż jej 
syn.   

Śmierć Raya sprawiła, że poczuła się zagubiona. Potem z wolna odzyskiwała grunt pod 

nogami. Chętnie dzieliłaby z kimś życie, ale nie chciała się spieszyć. Jej małżeństwo należało 
do wyjątkowo udanych i nie przystałaby na nic, co przynosiłoby mniej satysfakcji. Z drugiej 
strony wątpiła w to, że los może dwukrotnie obdarzyć jedną osobę takim szczęściem.   

Kiedy na wieży stanął szósty klocek, rozległ się dzwonek do drzwi naśladujący melodię 

dzwonów westminsterskich.   

Oczy Joshuy zabłysły ciekawością. Kojarzył już tę melodię z nadejściem gości, zerwał się 

na nogi i czekał, aż mama zrobi to samo. Był bowiem nadzwyczaj towarzyski.   

– Tak, ktoś przyszedł – potwierdziła. – Zostań. Spojrzał na nią i od razu wiedziała, że jej 

nie posłucha.   

Dzwonek oznacza dla niego nowego kompana do zabawy, nie ma zatem zamiaru czekać 

ani chwili dłużej. Claire dogoniła go w salonie, wzięła na ręce i ruszyła przywitać gości.   

background image

– Jesteście wyjątkowo punktualni. – Przedpokój jakby skurczył się, kiedy Alex stanął na 

środku.   

– Tata nie znosi się spóźniać – poinformowała Jennie.   
– Wiem. Wezmę wasze płaszcze, dobrze? 
Joshua pociągnął ją za dekolt bluzki.   
– Bawić? 
– Nie, teraz koniec zabawy – odparła. – Będziemy szyć.   
– Powinienem był zadzwonić, bo mamy problem – oznajmił Alex. – Nie mamy materiału. 

Wstąpiliśmy  po  drodze  do  sklepu,  ale  nie  mogliśmy  dojść  do  porozumienia.  No  i  w  końcu 
postanowiliśmy najpierw zasięgnąć twojej opinii.   

Dopiero wtedy zobaczyła, że mają puste ręce.   
– Potrzebny jest biały materiał, najlepiej bawełna.   
–  Kiedy  w  sklepie  są  rozmaite  gatunki  bawełny,  mieszanki,  o  których  w  życiu  nie 

słyszałem – wyznał. – Nie sądziłem, że to takie skomplikowane.   

Claire pochwaliła go za to, że w ogóle spróbował, i dała dodatkowy punkt za przyznanie 

się, że sytuacja go przerosła.   

– Prosiłeś o pomoc ekspedientkę? – spytała.   
– Chcieliśmy – wtrąciła Jennie – ale tam były tłumy. Czekaliśmy długo w kolejce, aż tata 

się zdenerwował.   

Claire wyobraziła sobie sfrustrowanego Aleksa w otoczeniu hordy kobiet, które zapewne 

przerzucały się krawieckimi pomysłami. Wiele razy sama tak robiła.   

–  No  i  w  końcu  zrezygnował  i  powiedział,  że  panią  –  zapytamy  –  dokończyła 

dziewczynka. – Pomoże nam pani? 

Claire nie spodziewała się, że sprawa przybierze taki obrót, zupełnie jakby doświadczenie 

niczego jej nie nauczyło.   

– Zajrzę do sklepu w ten weekend. – Zrobiła w myśli przegląd rzeczy potrzebnych do jej 

gospodarstwa domowego.   

Jennie niebezpiecznie zadrżały wargi.   
– To ja nie będę mogła wybrać? – Wyraźnie przywiązywała wagę do uczestnictwa w tym 

zadaniu od początku do końca.   

– Masz rację. Chodźmy razem w sobotę, czyli jutro. Dziewczynka pokręciła głową.   
– Jutro odpada. Dzisiaj robimy świąteczne porządki w domu, a jutro na podwórku. Mogę 

tylko dzisiaj.   

–  Dziś  jest  w  sklepach  największy  tłok  w  całym  roku.  –  Claire  skierowała  te  słowa  do 

Aleksa. – Chcesz się przepychać przez te dzikie tłumy? 

– Dzisiaj albo nigdy. – Wzruszył bezradnie ramionami. Perspektywa zakupów w sklepie 

oblężonym  przez  polujących  na  okazję  klientów  była  Claire  równie  miła  co  migrena.  A 
jednocześnie miała świadomość, że stoi na przegranej pozycji.   

– Dajcie mi pięć minut. Ubiorę Joshuę i pójdziemy. Usiądźcie na chwilę.   
Alex  chciał  zaczekać  w  przedpokoju,  ale  ciekawość  wzięła  górę.  Interesowało  go,  jak 

mieszka jego asystentka, chciał zobaczyć ją w sytuacji prywatnej. Przyjął zatem zaproszenie i 

background image

siadł na miękkiej kanapie.   

Salonik  miał  w  sobie  spokój,  który  kojarzył  się  Aleksowi  z  Claire.  Nie  był  zagracony. 

Dobrej jakości meble, na fotelu przerzucony puszysty koc. Stos poduszek w rogu sugerował, 
że sporo czasu spędza się tu na podłodze. W miejscu kominka znajdował się grzejnik gazowy, 
tworzący przytulną domową atmosferę bez popiołu i konieczności zdobywania drewna.   

– Tata – szepnęła Jennie.   
– Co? 
– Tu w ogóle nie widać, że są święta.   
Tak,  zauważył  to  już.  Co  prawda  półkę  nad  kominkiem  zdobił  skromny  łańcuszek 

kolorowych  lampek,  wisiała  tam  również  nieduża  skarpeta.  Na  stoliku  w  kącie  pokoju  stała 

miniaturowa choinka, zasługująca raczej na miano gałązki.   

– Biedny Joshua – użaliła się dziewczynka.   
– Czemu tak mówisz? 
– Powinien mieć więcej ozdób.   
Przyznał jej w myśli rację. Ale nie on tu rządzi.   
– Widocznie Claire to nie odpowiada.   
–  Może  zaprosimy  ich,  żeby  zobaczył  naszą  choinkę?  Udało  mu  się  nie  okazać 

zaskoczenia.  Córka,  która  nie  tolerowała  jego  sporadycznych  randek,  ni  stąd  ni  zowąd 

proponuje,  by  zaprosił  do  domu  kobietę!  Na  wszelkie  sposoby  usiłował  zrekompensować 

Jennie  brak  matki.  Ponieważ  jednak  odmawiała  poznania  kobiet,  z  którymi  spotykał  się  od 

rozwodu,  nie miał  ochoty  jej  do tego przekonywać  ani  zmuszać.  Ale być może zaszła jakaś 

zmiana. Może Claire trafiła do serca Jennie. Liczył na to, swoją drogą.   

– Doskonały pomysł – oznajmił Alex. – Zaprośmy ich. Córka aż podskoczyła z radości. 

W tej samej sekundzie dobiegł go tupot małych stóp i głos Claire, która wołała syna. Joshua 
wpadł  do  salonu  roześmiany  od  ucha  do  ucha,  w  niebieskiej,  zapiętej  pod  szyję  kurtce  i 
zawiązanej pod szyją wełnianej czapce. Z rękawów zwisały rękawiczki na sznurku. Gnał w 
stronę kanapy i wgramolił się na kolana Aleksa.   

Sporo  czasu  minęło,  od  kiedy  Jennie  była  taka  mała,  co  przypomniało  Aleksowi,  jakie 

zabawne i jakie wymagające jest dziecko w tym wieku.   

– Zdjąć – poprosił chłopiec i pociągnął czapkę.   
W tym momencie do pokoju weszła Claire w płaszczu.   
–  Och,  Joshua  –  zdenerwowała  się  nie  na  żarty.  –  Zawsze  przed  wyjściem  ucieka  i 

wskakuje na kanapę.   

– Nic nie szkodzi. – Alex spojrzał na chłopca, który zerknął najpierw na niego, a potem 

na Jennie z nieskrywanym zainteresowaniem. – Następnym razem włożę zbroję.   

– Przepraszam. O tobie mowa, młody człowieku – powiedziała Claire do syna. – Zejdź 

natychmiast. I nie ruszaj czapki – ostrzegła go. – Idziemy pa pa.   

– Pa pa? 
Alex dostrzegł przy okazji, że nos i usta chłopca są dokładną kopią nosa i ust matki.   
– Najpierw rękawiczki – rzekł i sięgnął po jedną z nich.   
Joshua  chętny  do  współpracy  wyciągnął  rękę.  Claire  w  tym  czasie  wkładała  mu  drugą 

background image

rękawiczkę.  Zrobiła  się  z  tego  całkiem  rodzinna  scena,  pomyślał  Alex,  wdychając  jakąś 
owocową  woń,  którą  Claire  pachniała.  Z  żalem  odkrył,  że  nie  pamięta  podobnych  scen  z 
wczesnego dzieciństwa Jennie.   

– Dobrze – rzekła Claire. – Idziemy.   
Joshua nie podszedł jednak do matki, lecz do Jennie.   
– Bawić.   
– Jak wrócimy – odpowiedziała z uśmiechem.   
–  Wrócimy.  –  Chłopiec  skinął  głową,  zadowolony  z  obietnicy.  Następnie  dał  jej  znak, 

żeby wzięła go za rękę.   

– Towarzyski maluch – stwierdził Alex, kończąc czteroosobowy pochód maszerujący do 

wyjścia.   

– Nie wie, co to znaczy obcy – oznajmiła Claire. – Jest  przyzwyczajony  do opiekunek. 

Poza tym uwielbia starsze dzieci – dodała w drodze do garażu.   

– Pojedźmy moim autem – zaproponował Alex i pokazał brązowego oldsmobila bravada, 

który stał przy krawężniku.   

– Joshua musi mieć swój fotelik.   
–  W  moim  samochodzie  jest  wbudowany  –  poinformował,  chwytając  Claire  za  łokieć, 

ponieważ  zbliżyli  się  do  zamarzniętej  kałuży  na  chodniku.  I  nie  puścił  jej,  chociaż  minęli 
ślizgawkę.  Głowił  się  tylko,  kiedy  będzie  miał  okazję  to  powtórzyć,  ale  bez  dzielącego  ich 
płaszcza.   

Widział ją oczami wyobraźni w seksownej sukience na świątecznym przyjęciu. I bez tego 

doceniał jej kobiece atrybuty, ale boleśnie pragnął zobaczyć ją w innym stroju niż służbowy 
uniform  czy  sportowa  bluza.  Co  prawda,  nie  powinien  przesadzać  ze  skargami,  ponieważ 
obcisłe  dżinsy  podkreślały  zgrabną  figurę  Claire.  A  kiedy  Joshua  pociągnął  ją  za  bluzę  i 
odkrył jasne ramię, Aleksa przeszedł dreszcz pożądania.   

Tak, zbyt długo jest sam.   

Po  dziesięciu  minutach  dotarli  do  centrum  handlowego,  w  którym  sprzedawano 

przysłowiowe mydło  i  powidło. Zgodnie z ostrzeżeniami  Claire i  przewidywaniami  Aleksa, 
parking był zajęty do ostatniego miejsca.   

– Ciekawe, czy w ogóle ktoś został w domu – zażartowała z przekąsem.   
– Raczej nie. – Wreszcie dojrzał miejsce na szarym końcu. – Obawiam się, że bliżej nic 

nie znajdę.   

– Nie szkodzi, chętnie się przejdę.   
W  drodze  do  wejścia  Alex  z  daleka  wypatrzył  podejrzanie  lśniącą  plamę  na  chodniku. 

Zanim przekonali się, czy chodnik jest po prostu mokry, czy to kolejna zamarznięta kałuża, 
Claire straciła równowagę. Niewiele myśląc, Alex złapał ją i przytrzymał. Przez kilka sekund 
chyba nie oddychał, ponieważ jej ciepły oddech na policzku podniecał go jak diabli.   

– O rety. Muszę patrzeć pod nogi – wydyszała.   
– Wezmę Joshuę na ręce.   
– Poradzę sobie.   
–  Tego  jestem  pewien.  Wolałbym  tylko,  żebyś  się  nie  połamała.  –  Alex  niechętnie 

background image

wypuścił  ją  z  objęć.  Nie  wiedział,  czy  zauważyła,  jak  opornie  mu  to  poszło.  Wciąż  jednak 
miętosił rękaw jej płaszcza. – Jennie, daj rękę. Pójdziemy powoli.   

Po chwili szczęście mu dopisało  i  przechwycił ostatni wolny wózek.  Claire posadziła  w 

nim syna, zdjęła mu czapkę i pogładziła jego włosy. Alex uświadomił sobie, że chciałby, by i 
jego tak dotykała. Sytuacja zaczyna się komplikować.   

– No to ruszamy po materiał – oznajmiła Claire i posłała uśmiech Jennie.   
Tym samym sprowadziła Aleksa na ziemię.   
– Zajmę się Joshuą, a wy, dziewczyny, załatwcie, co trzeba – zaproponował.   
Claire miała niezdecydowaną minę. Rozpięła kurtkę syna.   
– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? 
– Będziemy niedaleko – obiecał.   
Claire i Jennie torowały sobie drogę przez zwarty tłum. Alex z Joshuą na rękach podążał 

kilka kroków za nimi, by malec nie zaniepokoił się zbytnio nieobecnością matki. Przy okazji 
Alex obserwował Claire. A był to przeuroczy widok.   

– Twoja mamusia jest bardzo ładna – mruknął do Joshuy.   
Chłopiec zamachał rękami i nogami.   
– Idzie.   
– Przecież idziemy.   
Claire  zerknęła  kilka  razy  przez  ramię,  gotowa  w  razie  potrzeby  wkroczyć  do  akcji. 

Szybko okazało się, że jej obawy były płonne. Joshuą słuchał Aleksa jak zaczarowany. Być 
może męski niski głos wydał mu się ciekawszy niż głosy dzieci i kobiet, do których nawykł 
na co dzień.   

– Nasz pierwszy przystanek. Wykroje – oświadczyła Claire.   
Z wykrojem  i  informacją, ile trzeba im materiału, ruszyli dalej przeglądać stosy beli, aż 

znaleźli białą bawełnianą flanelę przeznaczoną na piżamy dla dzieci. Materiał był miękki, co 
gwarantowało, że będzie się dobrze układał.   

–  Szkoda,  że  anioł  musi  być  biały  –  mruknęła  Jennie,  dotykając  z  zachwytem  złotego 

muślinu.   

–  A  wiesz,  że  to  nam  się  przyda  na  skrzydła  –  zauważyła  Claire.  –  O  ile  skrzydła  są 

przewidziane.   

– Pani Vincent nic nie mówiła.   
– Każdy anioł ma skrzydła. Bierzemy.   
Oblicze  Jennie  pojaśniało.  Claire  rzuciła  wzrokiem  na  Aleksa  i  uśmiechnęła  się  pod 

nosem.  Jej  poważny  szef  łaskotał  Joshuę  kawałkiem  sztucznego  futra,  wywołując  salwy 
śmiechu  dziecka.  Tak,  nie  myliła  się  co  do  niego.  Prywatnie  Alex  był  inny,  chociaż  w 
przychodni wcale nie tracił swych zalet.   

–  .  Sukienkę  też  wykończymy  złotym,  żeby  pasowało  do  skrzydeł  –  rzekła  Claire  do 

Jennie.   

– Super. Będę najpiękniejszym aniołem na scenie.   
– Wcale by mnie to nie zdziwiło. Dziewczynka przyuważyła na półce błyszczącą błękitną 

wstążkę nakrapianą srebrnymi gwiazdami.   

background image

– Ale ładna, co? 
– Tak, tylko nie pasuje do twojego kostiumu.   
– Do kostiumu nie, ale cudnie by wyglądała na choince.   
– Hm, pokaż. – Claire rozwinęła kawałek  wstążki. – Wiesz co? Przypuszczalnie to  jest 

właśnie to, czego nam brakuje. Możemy ją udrapować na gałązkach albo zawiązać kokardy.   

– I na pewno nikt nie będzie miał takiej samej ozdoby.   
– Kupujemy.   
Ostatecznie wzięły dwie rolki wstążki.   
– Nie wiadomo, ile dokładnie zużyjemy – Claire wyjaśniała po chwili Aleksowi. – Jeżeli 

przekroczymy budżet, to...   

– Nie przekroczymy – uspokoił ją. – Stać nas jeszcze na parę drobiazgów. Tylko parę – 

podkreślił.   

Kierował  te  słowa  przede  wszystkim  do  córki,  która  ku  jego  zaskoczeniu  wcale  nie 

protestowała.   

Do kas ustawiały się długie kolejki.  Zbliżała się pora lunchu. Joshua był  już znudzony i 

zaczął  marudzić.  Claire  wyjęła  pojemnik  z  kanapkami  i  podała  go  Jennie,  która  także 
wydawała się znużona staniem w kolejce.   

– Podawaj mu po małym kawałku, dobrze? Dziewczynka z radością przejęła obowiązki.   
Gdy Alex płacił, Claire zabrała dzieci na wystawę świątecznych dekoracji. Nie zdążyli do 

niej dotrzeć, kiedy w pobliżu potężnie huknęło. Potem wydarzenia potoczyły się lawinowo: 
podmuch zimnego powietrza, brzęk szkła, zgrzyt metalu i krzyk, który niósł się echem.   

Claire  instynktownie  zacisnęła  powieki  i  pochyliła  głowę,  by  uchronić  twarz  przed 

fruwającymi  odłamkami  szkła  i  metalu.  Jednocześnie  zasłoniła  sobą  dzieci.  Wtem  coś 
uderzyło ją z całej siły w lewe ramię i przewróciło.   

Była  w  szoku,  pojęcia  nie  miała,  co  się  dzieje.  Wiedziała  tylko,  że  boli  ją  ramię.  W 

uszach  dzwoniło  jej  od  krzyków  o  pomoc.  Raptem  wszystko  to  przestało  istnieć,  odsunięte 
jedną myślą. Czy dzieci są całe i zdrowe? 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Alex  nigdy  dotąd  nie  przeżył  tak  panicznego  strachu.  Ponieważ  ani  na  moment  nie 

odrywał wzroku od Claire, ją właśnie znalazł pierwszą, i to dość szybko. Na jej nogach leżał 
starszy  mężczyzna,  obok  przewrócony  wózek  z  zakupami.  Na  szczęście  znajdowali  się  na 
uboczu, a nie w samym centrum horroru. Wolał nie myśleć, co wówczas by ujrzał.   

–  Claire  –  mówił  do  niej  i  w  tym  samym  czasie  badał  delikatnie  jej  głowę.  –  Claire, 

słyszysz mnie? 

Otworzyła oczy, poznała go.   
– Alex? 
– Muszę przenieść cię w jakieś bezpieczne miejsce.   
– Poszukaj dzieci. Stały koło mnie, kiedy to się stało, a teraz ich nie ma. Poszukaj ich.   
–  Nie  panikuj.  Za  moment  –  obiecał,  potem  wstał  i  powiedział  donośnie:  –  Proszę 

państwa, niech nikt się nie rusza. Proszę czekać, wszystkich poszkodowanych wyniesiemy.   

Kierownik sklepu dołączył do Aleksa, przywołany jego autorytarnym tonem.   
– Już zadzwoniłem na pogotowie.   
– Niech pan pilnuje, żeby nikt się tu nie zbliżał – rzekł Alex. – Jak tylko uwolnimy ludzi, 

będziemy potrzebowali miejsca, żeby ich opatrzyć. – Po chwili, ponieważ mężczyzna wciąż 
tkwił przy nim niepewny, czy powinien go posłuchać, dodał: – Jestem lekarzem.   

Proszę o koce i niech ktoś sprawdzi, co z kierowcą tego wozu.   

Błękitny  czterodrzwiowy  plymouth  wjechał  w  okno  wystawowe,  a  jego  jedyny  pasażer 

zawisł na kierownicy.   

Kierownik  nie  wahał  się  ani  chwili  dłużej.  Natychmiast  zaczaj:  organizować  swoich 

pracowników.  Kilku  z  nich  zabrało  się  za  odsuwanie  fragmentów  rozwalonej  ściany  i 

porozrzucanych towarów, lecz Alex ich powstrzymał.   

–  Proszę  nie  ruszać  niczego,  co  mogłoby  zwiększyć  zagrożenie  –  ostrzegł  zebraną 

przypadkowo,  lecz  całkiem  sprawną  ekipę  ratowniczą.  –  To  samo  dotyczy  ludzi,  nie  róbmy 

niczego, co pogorszyłoby ich stan. Za chwilę przyjadą karetki i straż pożarna.   

Trzej  mężczyźni  pokiwali  głowami  i  kontynuowali  swe  zadania  z  większą  ostrożnością. 

Alex  wyciągnął  szyję  i  zobaczył  czerwony  płaszcz  córki  i  niebieską  kurtkę  Joshuy.  Leżeli 
niedaleko.  Jednak  by  do  nich  dotrzeć,  musiałby  najpierw  odsunąć  Claire,  a  znów  żeby  ją 
ruszyć, należało zacząć od mężczyzny, który przygniótł jej nogi.   

– Widzisz dzieci? – spytała.   
– Tak. Ale to będzie zabawa w bierki. – Zaczął badać starszego pojękującego mężczyznę. 

– Jak pan się czuje? 

Mężczyzna dotknął zakrwawionej twarzy.   
– Jakbym zderzył się z pociągiem. Co się stało? 
– Samochód wjechał do sklepu.   
– Żartuje pan? 
– Nie żartuję. Może się pan ruszać? 

background image

– Taa. Ale nie mogę wyjąć stopy.   
Alex  odgarnął  na  bok  zgniecione  puszki  z  popcornem.  Półka,  na  której  stały  przed 

wypadkiem,  spoczęła  pod  dziwnym  kątem  na  stopie  mężczyzny.  Uniósł  ją,  a  mężczyzna 
wyjął  spod  niej  nogę.  Jedna  z  pracownic  owinęła  poszkodowanemu  ramiona  kocem  i 
zaprowadziła go na miejsce, gdzie miał czekać na pomoc.   

– Teraz twoja kolej – rzekł Alex do Claire. Pomógł jej wstać. Syreny karetek nigdy nie 

brzmiały w jego uszach tak miło i radośnie. – Nadchodzi odsiecz.   

– Dzięki Bogu – westchnęła, po czym się skuliła.   
– Co jest? 
– Moje ramię – wyjęczała. – Ale najpierw wynieś dzieci.   
Ktoś inny już o to zadbał. Jennie została wyciągnięta spod puszek wody sodowej.   
– Tatusiu! – Rzuciła mu się w ramiona.   
Nie czekając, zbadał jej głowę. Zadrapania na twarzy dziewczynki przestały już krwawić.   
– Nic ci się nie stało? 
– Nie, tylko podarłam płaszcz.   
Ucieszył  się  po  cichu,  że  mieli  akurat  zimę,  ponieważ  dużo  łatwiej  zacerować  podarte 

ubranie niż skórę.   

– To nieważne. Kupimy nowy. Poczekaj tam z Claire, a ja spojrzę na Joshuę.   
Chłopiec leżał nieruchomo w prawdziwym morzu puszek i plastikowych butelek z wodą 

sodową. Miał głębokie cięcie na czole i potężnego guza z tyłu głowy.   

–  Część,  Alex.  Ale  spotkanie,  co?  –  Morey  Keaton,  pielęgniarz  i  sąsiad  Aleksa, 

przyklęknął obok i otworzył apteczkę pierwszej pomocy. Państwo Keaton od dwóch miesięcy 
byli dumnymi rodzicami córki. Alex pozwolił Moreyowi wziąć dziewczynkę na ręce od razu 

po urodzeniu. Jego oczy jeszcze do tej pory szkliły się na tamto wspomnienie.   

Morey rozerwał paczuszkę z gazą opatrunkową.   
– Mogę ci w czymś pomóc? 
–  Potrzymaj  to  przez  moment  na  jego  czole.  –  Alex  sprawdził  źrenice  Joshuy  i  z 

zadowoleniem  stwierdził,  że  dziecko  reaguje  na  światło.  Zajrzał  pod  opatrunek.  –  Trzeba 
będzie szyć.   

Chłopiec zamrugał powiekami i otworzył oczy. Kiedy zobaczył Aleksa, uderzył w płacz.   
–  Wszystko  dobrze,  Josh  –  uspokajał  lekarz  wystraszonego  malca.  –  Wszystko  będzie 

dobrze.   

– Potrzeby ci kołnierz ortopedyczny? – spytał Keaton.   
– Na wszelki wypadek nie zaszkodzi.   
– Przewieziemy go razem z matką.   
– Dobry pomysł. Weźmiecie przy okazji Jennie? Ja jeszcze zostanę, mogę się przydać.   
– Keaton, tutaj! – wołał jeden ze strażaków.   
–  Zawieźcie  go  możliwie  jak  najszybciej  –  poprosił  Alex  i  podszedł  do  Claire,  która 

próbowała wstać.   

– Co się stało Joshuy? 
–  Nabił  sobie  guza  i  na  kilka  sekund  stracił  przytomność  –  poinformował.  –  Karetka 

background image

weźmie go do szpitala.   

– Boże, muszę z nim jechać.   
– Oczywiście. Tylko nie panikuj. Jest przytomny, ale chyba boli go głowa. – Zerknął w 

kierunku Moreya i dał mu znak.   

Claire  skinęła  głową  i  wzięła  Jennie  za  rękę.  Alex  miał  tylko  nadzieję,  że  usłyszała 

wszystko, co do niej mówił. Zresztą wiedział, gdzie ją znajdzie. Joshua wymaga obserwacji, a 

nic nie odciągnie matki od syna w takim stanie.   

Zanim  odjechała,  pocałował  ją  w  usta,  doszedł  bowiem  do  wniosku,  że  w  ten  właśnie 

sposób pozwoli jej otrzeźwieć.   

– Do zobaczenia później.   
Obawiał  się,  że  będzie  zaskoczona  jego  impulsywnym  zachowaniem,  ona  tymczasem 

tylko otworzyła szerzej oczy.   

–  Proszę  pani,  musimy  jechać  –  wołał  ratownik.  Ruszyła  czym  prędzej  za  noszami,  na 

których leżał Joshua. Jennie pomachała ojcu przez ramię.   

Alex  nie  miał  pewności,  czy  Claire  zapamięta  jego  pocałunek,  zresztą  nie  było  to  takie 

istotne. Posmakował jej i teraz nic nie powstrzyma go już przed „pełnym daniem”.   

 

Claire  siedziała  obok  szpitalnego  łóżka  i  głaskała  rękę  syna.  Trzy  godziny  trwały 

rozmaite  badania.  Diagnoza  była  oczywista.  Lekkie  wstrząśnienie  mózgu.  Nie  dawała  temu 

wiary, bo niepokoiła się, że Joshua leży tak niewiarygodnie cicho. Zazwyczaj nawet podczas 
snu  był  aktywny,  mruczał  coś,  poruszał  nogami.  Dobrze  znała  symptomy  wstrząśnienia 
mózgu  oraz  postępowania  z  chorym.  Analizowała  każde  drgnienie  syna  i  usiłowała 
przewidzieć ewentualne komplikacje, znane jej z doświadczenia lub lektury. A jeśli lekarz coś 
przeoczył? 

Wtem  cicho  otworzyły  się  drzwi  i  stanął  w  nich  Alex.  Silny,  pewny  siebie,  solidny  jak 

skała.  Od  razu  odetchnęła  z  ulgą.  To  on  był  lekarzem  Joshuy  i  to  od  niego  oczekiwała 
zapewnień,  że  synowi  nic  nie  grozi.  Choć  z  drugiej  strony  wiedziała  doskonale,  że  nie 
uwierzy w to, dopóki nie zobaczy, że Joshua znowu bryka po swojemu.   

Alex  wszedł  z  uśmiechem  na  ustach,  na  moment  przenosząc  wzrok  na  Jennie,  która 

zasnęła na drugim łóżku.   

– Jak on się czuje? – spytał niemal szeptem.   
– Odpoczywa. Widziałeś wyniki badań? 
– Tak. Jutro będzie ganiał jakby nigdy nic. Claire przygryzła drżącą wargę.   
– Tak sądzisz? 
– Oczywiście. Ma twardą głowę – zażartował. – A co z tobą? 
Dotknęła ramienia i skrzywiła się z bólu.   
–  Do  wytrzymania.  Lekko  pokiereszowane,  ale  bez  złamań.  Doktor  Simmons  kazał  mi 

przez parę dni nosić temblak.   

– A Jennie? 
–  Kilka  zadrapań  i  guzów.  Swoją  drogą,  bardzo  mi  pomogła.  Zabawiała  Joshuę,  kiedy 

mnie  badali.  –  Uśmiechnęła  się.  –  Zdaje  się,  że  Joshua  nie  będzie  już  usatysfakcjonowany 

background image

moim towarzystwem. A co w sklepie? Są poważnie ranni? 

–  Dziewczynę,  która  prowadziła  ten  nieszczęsny  wóz,  poparzyła  trochę  poduszka 

powietrzna. Kilku klientów ma połamane kości. Paru skierowaliśmy do szpitala. Jeden został 
uderzony  w  brzuch  przez  drzwi  i  miał  wewnętrzny  krwotok.  A  reszta  to  już  tylko  siniaki  i 
skaleczenia.   

– Całe szczęście. A jak to się stało? 
–  Zdaje  się,  że  ta  nastolatka  za  kierownicą  sięgnęła  po  telefon  komórkowy  i  wtedy 

samochód wjechał na zlodowaciałą nawierzchnię przed sklepem.   

Claire  zachowała  w  pamięci  to  lodowisko.  Alex złapał  ją  tam  za  rękę  i  trzymał  o  wiele 

dłużej niż było to konieczne.   

– Samochód zarzucił, dziewczyna wpadła w panikę i wjechała prosto w okno wystawowe. 

Ma szczęście, że nikogo nie zabiła.   

Claire zadrżała z trwogą.   
– Czyli zamknęli sklep.   
Potrząsnął głową ze znaczącym uśmiechem.   
– Żartujesz. Stracić taką okazję na dodatkowy zarobek? Jak tylko wieść się rozniesie, całe 

miasto będzie chciało zobaczyć szkodę na własne oczy.   

– Pewnie masz rację.   
– Już prawie pora kolacji. Może zjemy coś w bufecie? 
– Niczego nie przełknę.   
– To chociaż kawę.   
Pokazała mu trzy puste styropianowe kubki na stoliku.   
– Jeżeli wleję w siebie jeszcze łyk kofeiny, zamienię się w tego królika z reklamy baterii.   
– No dobra. To zabieraj płaszcz, odwiozę cię do domu.   
– Nie pojadę.   
– Nie chcesz się odświeżyć? 
– Pielęgniarka pozwoliła mi skorzystać z prysznica.   
– A ubranie? 
– Nora mi coś przyniesie. Ma klucze do mojego mieszkania. Myślisz, że Joshua długo tu 

zostanie? 

Zazwyczaj  trzymali  pacjenta  jedną  dobę  na  obserwacji.  Jeżeli  Alex  wymieni  dłuższy 

okres, będzie to znaczyło, że sprawa jest poważna i coś przed nią ukrywają.   

–  Jeśli  noc  minie  spokojnie,  to  rano  go  wypiszą.  Claire  tylko  pokiwała  głową. 

Tymczasem Jennie, zbudzona ich głosami, usiadła i przecierała oczy.   

– Cześć, tata.   
– Cześć, kwiatuszku. Gotowa do drogi? 
– Tak. Claire kupiła krakersy, a pielęgniarka przyniosła kanapkę dla Joshuy, ale nie chciał 

jeść i ja zjadłam. Tylko że dalej jestem głodna.   

Alex mało nie parsknął śmiechem.   
– W takim razie jak najprędzej coś z tym zróbmy.   
– Już za późno, żebyśmy kupili choinkę? 

background image

– Chyba nie. 
– Hura! 
Kiedy dorośli zgodnie położyli palce na ustach, Jennie zakryła swoje obiema rękami.   
– Przepraszam – szepnęła. – To możemy teraz kupić choinkę? 
– Po drodze – obiecał Alex. – Ale ubierzemy ją jutro.   
Jennie nie protestowała. Odezwała się do Cłaire: 
– Przyjdziecie z Joshuą, żeby nam pomóc? Na pewno by mu się spodobały nasze lampki.   
– Nie wątpię – odparła Claire, zaskoczona zaproszeniem. – Ale nie sądzę, żeby był jutro 

w odpowiednim nastroju.   

– Jak zobaczy choinkę, od razu wyzdrowieje – stwierdziła Jennie. – Wy nie macie takiego 

dużego drzewka.   

W Claire odezwało się poczucie winy.   
– Tak, miałby wielką frajdę, ale...   
– Przecież choinkę ubiera się, żeby świętować narodziny Jezusa – ciągnęła nieubłaganie 

dziewczynka. – Zrobimy gorącą czekoladę. Pani Rowe upiecze pierniczki, a jak skończymy u 

nas, pójdziemy do pani i będziemy szyć mój kostium.   

Wszystko  dokładnie zaplanowała.  Claire nie miała serca sprawiać jej zawodu.  Spojrzała 

na Aleksa, w milczeniu błagając o wsparcie.   

–  Jestem  pewny,  że  jeśli  będą  mogli,  to  przyjdą.  Claire  obdarowała  go  wdzięcznym 

uśmiechem.   

– Zobaczymy, w każdym razie bardzo dziękuję za zaproszenie. I życzę miłego kupowania 

choinki.   

Jennie  skinęła  głową,  oczy  zalśniły  jej  na  myśl  o  zielonym  pachnącym  drzewku.  Alex 

tymczasem podszedł do Claire.   

– Zobaczymy się później.   
Nie wyjaśnił, czy owo później znaczy jeszcze tego wieczoru, czy może następnego dnia. 

Claire nie pytała. W końcu Alex ma rodzinę i związane z tym obowiązki.   

– Zadzwoń, gdybyś mnie potrzebowała.   
– Nie mam twojego numeru.   
Rozejrzał się po pokoju i oderwał kawałek ręcznika papierowego z rolki. Na nim napisał 

swój numer.   

– Proszę. Gdybyś to zgubiła, pielęgniarki w recepcji wiedzą, jak się ze mną kontaktować.   
Miałaby  zgubić  te  kilka  cyfr?  Niemożliwe.  Są  przecież  jej  kołem  ratunkowym,  ostatnią 

deską ratunku. Alex stanął nad nią i poklepał jej zdrowe ramię.   

–  Joshua  z  tego  wyjdzie.  Odpocznij.  Jak  stanie  na  nogi,  nie  będziesz  miała  dla  siebie 

czasu...   

Claire została z własnymi myślami. Dotyk Aleksa zostawił niezatarty ślad na jej ramieniu. 

Czy to prawda, że pocałował ją tego ranka, czy sobie to przypadkiem wymyśliła? Nie, to nie 
złudzenie. Ani tak zwane myślenie życzeniowe.   

Przysunęła  do  łóżka  syna  miękkie  krzesło  z  odchylanym  oparciem  i  wsłuchiwała  się  w 

rytmiczny oddech Joshuy. Zapewne nie zauważyłby nawet, gdyby wyskoczyła na moment do 

background image

domu.  Ale  jakoś  nie  potrafiła  go  zostawić.  Nie  chciała  kusić  losu.  Zapadła  w  mocny  sen  i 
spała,  dopóki  drzwi  pokoju  znowu  się  nie  uchyliły.  Podniosła  powieki  i  ze  zdumieniem 
ujrzała przed sobą mężczyznę, o którym przed chwilą śniła.   

– Sądziłam, że nie będzie cię dłużej niż pięć minut – zażartowała.   
– Pięć minut? – Uniósł brwi. – Minęły trzy godziny.   
–  Trzy  godziny?  –  Przeniosła  wzrok  w  stronę  okna.  Była  już  noc,  ciemność  zastąpiła 

słońce.   

– Skoro nie wiesz, która godzina, to chyba nie muszę pytać, czy coś jadłaś.   
– Nie jestem głodna.   
– Hm. – Zanim domyśliła się, co znaczy owo mruknięcie, wyszedł, a po chwili wrócił z 

Nancy Thompson, pielęgniarką z pediatrii.   

– Nancy z nim zostanie, a my wypuścimy się do bufetu.   
– Nie jadłeś kolacji z Jennie? 
– Podrzuciłem ją do mojej matki. Kiedy wychodziłem, dyskutowały właśnie, jaką pizzę 

sobie zamówią.   

– Nie musiałeś wracać – zaczęła, wdzięczna, że to zrobił.   
–  Muszę  dopilnować  mojego  ulubionego  pacjenta  i  jego  matki.  Chodź,  przeszkadzamy 

Nancy.   

– Ale...   
Chwycił ją za rękę i pociągnął stanowczo.   
– Pół godziny.   
Architekci, którzy projektowali szpital, umieścili bufet w pomieszczeniach piwnicznych. 

Gdy  tylko  Claire  wysiadła  z  windy,  zaburczało  jej  w  brzuchu.  Z  kafeterii  dobiegała 
rozmaitość smakowitych zapachów.   

– Wybierz, na co masz chęć. – Alex zaprowadził ją do lady, przy której stała kolejka.   
Prawdę  powiedziawszy,  zdawało  jej  się,  że  niczego  nie  przełknie.  Poprosiła  jednak  o 

rosół z kluseczkami, przede wszystkim ze względu na Aleksa, który już chciał nałożyć jej coś 
na  tacę.  Uznał,  że  Claire  powinna  zjeść  coś  pożywnego.  Kiedy  zajęli  miejsca  w  zacisznym 
kącie sali, nie spodobała mu się też blada twarz asystentki.   

– Joshua wyzdrowieje. Nie zadręczaj się tak.   
– Łatwo powiedzieć – odparła chłodno. Zanurzyła łyżkę w zupie i wbiła wzrok w talerz. 

Zamrugała powiekami, jak gdyby budziła się w ten sposób z jakiegoś transu. Machnęła prawą 
ręką. – Nie ma o czym mówić.   

– Nieprawda. Wzruszyła ramionami.   
–  Więc  tak.  Drżę  ze  strachu,  że  go  stracę.  Jego  ojciec  zmarł  w  okresie  świąt.  Pewnego 

dnia spadła na nas wiadomość, że ma złośliwy nowotwór. Odszedł w ciągu kilku tygodni. Nie 
zniosłabym chyba, gdybym straciła Joshuę.   

Nareszcie zrozumiał, dlaczego Claire nie lubi świąt.   
– Nie stracisz go – zapewnił.   
– No tak, ale gdzieś tu – przycisnęła rękę do piersi – wciąż siedzi lęk, mimo wszystko.   
– Chcesz, żebym poprosił innego lekarza o konsultacje? 

background image

–  Nie,  wierzę  ci.  –  Pokręciła  głową.  –  Po  prostu  uważam,  że  nie  wszystko  jest  do 

przewidzenia.  –  Spróbowała  się  zaśmiać,  ale  wyszło  to  kiepsko.  –  Powtarzam  sobie,  że  nie 
ciąży nade mną żadne fatum, które odzywa się akurat w Boże Narodzenie, że los nie byłby 
chyba aż tak niełaskawy, żeby odbierać mi w święta dwie najbliższe osoby. Ale przecież nie 
da się tego wykluczyć.   

– Tak jak tego, że kometa może teraz przebić sufit.   
– Żartujesz sobie ze mnie.   
–  Nie,  skąd.  Staram  się  dać  ci  do  zrozumienia,  że  nic  nie  zapowiada  nieszczęścia.  Nie 

wolno ci myśleć, że akurat ciebie spotka przypadek, który zdarza się raz na milion.   

– Wiem, ale...   
–  Nie  ma  żadnego  ale.  Kiedy  człowiek  jest  zmęczony,  łatwo  ulega  czarnym  myślom. 

Zjedz zupę, wrócimy na górę i pójdziesz się wyspać do własnego łóżka.   

– Ale Joshua...   
– Prześpi całą noc. A jeśli nie, pielęgniarki zrobią, co należy. Jak się spało na krześle? 
– Twardo – odparła.   
– No właśnie.   
– Znasz to z doświadczenia? 
– Wiele nocy na nim spędziłem. – Grzebał w kartoflach polanych sosem, z zadowoleniem 

widząc,  że  Claire  zabiera  się  za  zupę.  –  Jennie  przeszła  operację  rozszczepionej  wargi  i 
podniebienia, kiedy miała około pół roku.   

– To dość wcześnie, prawda? 
– Właściwie to nadal sporna kwestia. Uznałem, że warto zaryzykować. Myślałem też, że 

– odetchnął głęboko – że to zbliży moją żonę do dziecka.   

– Nie mogła do tego przywyknąć? 
– Delikatnie mówiąc. Nie chciała wziąć małej na ręce, nawet na nią spojrzeć. Wiesz, że 

takie dzieci mają specjalne wymagania przy karmieniu. Donna w ogóle nie karmiła.   

– Tak mi przykro.   
–  Mnie  też.  Donna...  jest  piękną  kobietą,  sądziłem,  że  po  operacji  zaakceptuje  córkę. 

Myliłem się, niestety.   

– I zacząłeś mieć jej za złe.   
– Tak, do diabła! – wybuchnął i dopiero po chwili ochłonął. – Ani uroda, ani jej ukochana 

praca  stewardessy  nie  dawały  jej  prawa  do  takiego  zachowania.  Rozwiedliśmy  się  przed 
pierwszymi  urodzinami  Jennie.  Z  dzisiejszej  perspektywy  uważam  ten  krok  za 
błogosławieństwo.   

– Więc Jennie w zasadzie nie zna matki? 
– Można tak powiedzieć. Donna przysyła jej co roku prezent na urodziny, ale poza tym 

drugi  mąż wypełnia jej czas. To jakiś bogaty staruch, który może jej zafundować kolagen i 
botoks, ilekroć Donnie przyjdzie na to ochota.   

–  Wielka  szkoda,  że  Jennie  nie  wie,  co  to  znaczy  matka,  ale  ty  jesteś  tak  wspaniałym 

ojcem, że jej rekompensujesz ten brak. To przeurocza dziewczynka.   

– Dzięki. Dla mnie też jest wyjątkowa. Claire odsunęła na bok prawie pusty talerz.   

background image

– Więcej nie zmieszczę. Bardzo mi smakowało.   
– A nie mówiłem? – ucieszył się Alex.   
W drodze powrotnej do windy Claire przystanęła.   
–  Zapomniałam  zapytać.  Kupiliście  choinkę?  Na  pewno  wybraliście  największą.  –  Z 

uśmiechem była znowu sobą.   

– Niezupełnie – odparł z żalem. – Nasze mieszkanie ma około dwa i pół metra wysokości. 

Na  szczęście  zdołałem  przekonać  Jennie,  że  dwumetrowa  choinka  nam  wystarczy.  Ona 
bardzo chce, żebyście przyszli.   

Claire spuściła wzrok i skrzyżowała ramiona.   
– Wiem, ale nie jestem w tej chwili najlepszym kompanem.   
– Nie możesz do końca życia unikać świąt. W oczach Claire malowało się wahanie.   
– Przemyślę to.   
– O nic więcej nie proszę.   
Powrót  do  pokoju  Joshuy  trwał  o  wiele  krócej,  niż  pragnąłby  Alex.  Czuł  jednak,  że  nie 

wolno mu przeciągać struny i że musi dotrzymać danej Claire obietnicy.   

– A teraz powinnaś się przespać, choćby i tutaj – oznajmił. – Gdybyś miała problem, dam 

ci pigułkę.   

– Nie trzeba.   
–  No  dobrze.  W  takim  razie  zobaczymy  się  rano.  Chcę  cię  widzieć  promienną  i  pełną 

entuzjazmu.   

– Zrobię, co się da.   
Leżąc  później  w  łóżku,  z  rękami  podłożonymi  pod  głowę,  Alex  myślał  o  tym,  jakie  to 

szczęście  mieć  taką  troskliwą  matkę  jak  Claire.  Egoizm  Donny  nadal  go  bolał.  Z  drugiej 
strony zawdzięczał mu bliski kontakt z córką.   

Gdyby jeszcze udało mu się bardziej zbliżyć do Claire. Postanowił, że zrobi wszystko, by 

pomóc Jennie i zarazić dwuosobową rodzinę Westinów świąteczną atmosferą.   

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

–  I  jaką  decyzję  podjęłaś?  –  spytał  Alex.  W  sobotni  ranek  odwoził  swoją  asystentkę  z 

synem ze szpitala do domu.   

Claire czekała na to pytanie. Rozważała je w nocy o najdziwniejszych porach i nadal nie 

znalazła  odpowiedzi.  Miała  jeden  powód,  by  odmówić,  i  dziesiątki,  aby  zaakceptować 
zaproszenie. Sprawiłaby radość Joshuy. Ucieszyłaby także Jennie, a ona sama spędziłaby miłe 
popołudnie z Aleksem.   

Czym  zabije czas,  jeżeli się nie wybierze? Kupiła już prezenty dla syna i rodziny Nory. 

Nie wysyła świątecznych kartek. Nie upiekła ciasta, tylko zamówiła gotowe. Nie zabrała się 
dotąd za kostium Jennie, ponieważ nie miała materiału. Pozostaje zwinąć się w przytulnym 
kącie z dobrą książką i  filiżanką gorącej  czekolady. Cóż za alternatywa! Wieczór z książką 
albo z Aleksem...   

–  Jeżeli  chcesz  mojej  rady,  Joshuy  nie  zaszkodzi  parę  godzin  poza  domem.  A  nawet 

dobrze mu to zrobi. Tobie też.   

– Czy to pańskie zalecenie, doktorze? 
– Jedno z wielu – odparł.   
– A jak brzmią inne? – Spojrzała na niego zaciekawiona.   
– Zatrzymam je dla siebie na inną okazję – rzekł. – Nie chciałbym cię rozpuszczać.   
Zaśmiała  się,  ale  niemal  równocześnie  padł  na  ten  śmiech  jakiś  cień.  Jeżeli  odmówi 

synowi radości, zamęczają potem wyrzuty sumienia. Ale jeśli jej celem będzie dobra zabawa, 
sumienie i tak nie da jej spokoju.   

Wybór  zależy  zatem  od  tego,  co  pociągnie  za  sobą  mniej  przykre  konsekwencje. 

Oznajmiła więc: 

– Raczej zostaniemy w domu.   
Spodziewała się z jego strony sprzeciwu, tymczasem Alex rzekł po prostu: 
– Jennie będzie rozczarowana.   
– Wiem, bardzo mi przykro. Powiedz jej... – Gwałtownie szukała w myślach słów, które 

pocieszyłyby dziewczynkę. – Powiedz, że wpadniemy dziś wieczorem zobaczyć choinkę.   

–  Na  pewno  będzie  chciała  przyjechać  do  przychodni  –  uświadomił  jej.  –  Tam  też 

musimy dokończyć robotę.   

– To może zrobimy to jutro? 
– Nie prościej załatwić to dziś i mieć to z głowy? Chyba że lubisz, jak czekają na ciebie 

niedokończone prace.   

– Nie lubię. Ale jestem pewna, że masz atrakcyjniejsze plany na sobotni wieczór. – Na 

przykład randkę, zamierzała dodać, ale ugryzła się w język.   

Alex świetnie ją mimo to zrozumiał.   
– Przykro mi, że muszę cię rozczarować.   
– Skoro naprawdę nie masz żadnych planów, wpadniemy do przychodni. – W ten sposób 

połączy przyjemne z pożytecznym, skończą ubierać choinkę, a syn skosztuje klimatu świąt.   

background image

Parę  minut  później  Alex  zaparkował  samochód  i  pomógł  jej  wejść  do  domu.  Joshua  od 

razu ściągnął wełnianą czapkę i ruszył ku swoim zabawkom, które leżały na stosie w salonie. 
Po chwili Claire usłyszała znajome: Bip, bip.   

Alex uśmiechnął się szeroko.   
– Wygląda na to, że wszystko w porządku.   
– Tak. Bogu dzięki.   
– Wpadnij do nas, jeżeli zmienisz zdanie. Jennie chce zacząć koło południa.   
Nie wiedziała, co powiedzieć, więc tylko skinęła głową.   
– Rozumiem już, dlaczego tak się bronisz przed całym tym świątecznym ceremoniałem – 

dodał jeszcze, przystając w drzwiach. – Ale nie mam obowiązku tego akceptować, prawda? 
Nie możesz bez przerwy uciekać.   

Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, był już w połowie drogi do samochodu.   
–  Nie  uciekam  –  szepnęła  do  pustego  przedpokoju.  Wpadła  do  salonu  oburzona  na 

Aleksa,  gdy  jednak  zobaczyła  żałosną  gałązkę,  która  udaje  choinkę,  i  skarpetę  zwisającą 
równie żałośnie z kominka, straciła rezon.  Może i  nie ucieka, ale też nie robi ani  kroku we 
właściwym kierunku. Jako tako zaczęła na nowo wiele rzeczy, lecz w tej jednej kwestii nic się 
nie posunęła. Joshua podbiegł do matki.   

– Mama, pić.   
– Pić – poprawiła go instynktownie. Przekrzywił głowę i chwycił ją za rękę.   
– Pić – powtórzył. – Sok.   
– W porządku, młody człowieku.   
Joshua dostał filiżankę soku jabłkowego. Nie jadł śniadania w szpitalu. Dochodziło wpół 

do  dwunastej,  Claire  wiedziała,  że  już  zgłodniał.  Kiedy  zaspokoił  pragnienie,  zasiadł  obok 
szafki i zaczął wyciągać z niej ulubione garnki.   

Claire tymczasem gotowała makaron i wróciła myślami do swojej sytuacji. Dlaczego niby 

ma  zachowywać  się  podczas  świąt  zgodnie  z  czyimiś  oczekiwaniami?  Po  prostu  nie  ma 
ochoty przesadzać, co wcale nie znaczy, że ucieka.   

Naprawdę? – zapytało jej dociekliwe sumienie.   

Joshua  pociągnął  ją  za  nogawkę  spodni.  Ostrożnie  wzięła  go  na  ręce  i  pocałowała  w 

skroń.   

– Za parę minut. Możesz schować garnuszki? 
Chłopiec skinął głową. Po dziesięciu minutach siedział już na swoim wysokim krzesełku 

przed talerzem makaronu z serem. Wkrótce miał na sobie niemal tyle samo klusek, ile zjadł. 
A kiedy zaczął mazać nimi po tacy, Claire uznała, że ma dosyć.   

– Dobrze, synu. Teraz umyjemy buzię.   
– Bawić? – spytał natychmiast.   
– Przez chwilę. – Wytarła mu policzki.   
– Eni? 
– Jennie tu nie ma. – Jej myśli z miejsca poszybowały ku Aleksowi. Wyobraziła sobie, 

jak wyjmuje pudełka z ozdobami na choinkę, a córka otwiera je po kolei z okrzykami radości. 
W pokoju na pewno zrobili straszny bałagan.   

background image

– Bawić – domagał się Joshua.   
– Tak jest, sir. – Wyjęła go z krzesełka. Chłopczyk podreptał do swojego kąta w pokoju. 

Claire zmywała naczynia. Wyobraźnia zaprowadziła ją znowu do domu Aleksa. Ciekawe, czy 
słuchają kolęd przy ubieraniu choinki? 

Nadstawiła ucha, malec coś do siebie mówił. Poza tym w domu panowała cisza. Dawniej 

słuchała  świątecznych  piosenek  Binga  Crosby’ego  i  symfonicznych  utworów 
bożonarodzeniowych.  Teraz  nie  pamiętała  nawet,  gdzie  schowała  płyty.  Zapamiętała  za  to 
słowa Aleksa: „Nie możesz bez przerwy uciekać”.   

W tym samym momencie zawołał ją Joshua.   

Wyszła  z  kuchni  i  oparła  się  o  framugę  drzwi.  Z  radością  ujrzała  syna  popychającego 

samochodziki  po  dywanie.  Był  to  specjalny  dywan,  którego  wzór  przedstawiał  plan  miasta: 

rozmaite  budynki,  park,  szkołę  i  sklepy,  a  wszystko  to  wzdłuż  krętych  ulic,  którymi  sunęły 

pojazdy Joshuy, nie zwracając uwagi na pieszych ani znaki drogowe.   

Widząc  syna  w  dobrym  nastroju,  Claire  zaczęła  szukać  dla  siebie  książki.  Żaden  z 

tytułów jakoś jej nie przyciągał. Najpiękniejsze okładki nie robiły na niej wrażenia, ponieważ 
w  dalszym  ciągu  oczami  wyobraźni  widziała  kolorowe  lampki  i  bombki,  które  wieszają 
Jennie z Aleksem.   

Iraptemjej  własny  dom  wydał  jej  się  zbyt  pusty  i  cichy.  Zatęskniła  za  domem  pełnym 

gwaru  i  śmiechu,  w  którym  na  twarzy  Joshuy  widniałby  taki  zachwyt,  jaki  zobaczyła  na 
obliczu Jennie. Odłożyła kolejną książkę na półkę.   

–  Robię  to  dla  naszego  syna,  Ray  –  szepnęła.  –  Mam  nadzieję,  że  rozumiesz.  – 

Natychmiast, by się nie rozmyślić, zawołała: – Chodź, Josh. Włożymy płaszczyk i pójdziemy 

pa pa.   

Chłopiec ożywił się, słysząc swoje ulubione słowa.   
– Pa pa? 
– Tak. Pójdziemy z wizytą do kogoś wyjątkowego.   
–  Powiedziałeś  Claire,  żeby  przyszła,  tato?  –  dopytywała  się  Jennie,  sprawdzając 

jednocześnie stan kolorowych lampek po jedenastu miesiącach leżakowania.   

– Tak, kocie, powiedziałem.   
– A powiedziałeś, że bardzo chcę, żeby przyszła? 
–  Tak,  Jen.  Wspomniała,  że  wpadnie  na  chwilę  wieczorkiem  po  drodze  do  przychodni. 

Przestań się dąsać.   

– Personel powinien cię słuchać.   
Oświadczyła to z tak poważną miną, że z trudem powściągnął wybuch śmiechu.   
– Moi podwładni słuchają mnie, jeżeli polecenie dotyczy spraw służbowych. A w takich 

sytuacjach sami decydują.   

– Ja robię, co mi każesz – zauważyła.   
– Bo jestem twoim ojcem. Claire jest znajomą z pracy i sama rozporządza swoim wolnym 

czasem.   

– Trzeba było kazać jej przyjść – mruknęła niezadowolona Jennie. – A Joshua powinien 

mieć choinkę. Może mu kupimy, co? Nie musi być taka duża jak nasza.   

background image

Alex chciał zawetować sugestię córki, ale im dłużej rozważał jej pomysł, tym bardziej się 

ku niemu skłaniał. Co prawda Claire może nie przyjąć prezentu, ale jeśli będzie to podarunek 
dla Josha, nie należy oczekiwać zdecydowanego oporu. Z drugiej strony, wolałby nie narażać 
uczuć córki, gdyby Claire jednak odmówiła.   

–  Zgoda,  ale  pod  dwoma  warunkami.  Nie  wiadomo,  czy  Claire  ucieszy  się,  że  kupimy 

drzewko bez jej zgody.   

– Myślisz, że będzie zła? 
– Właśnie. Chcę tylko, żebyś się nie martwiła w razie czego.   
– Obiecuję, ale na pewno ją weźmie.   
Alex nie był przekonany, ale kto nie ryzykuje...   
– Jak nie przyjmie, to postawimy ją w kuchni. – Jennie znalazła rozwiązanie. – A drugi 

warunek? 

– Będziesz trzymać buzię na kłódkę. Dziewczynka przekrzywiła głowę.   
– Dobra.   
– No to nie traćmy czasu.   
Pospieszyli  zatem  do  najbliższego  punktu  sprzedaży  choinek  i  wybrali  drzewko 

wysokości Joshuy. Wsadzili je na tylne siedzenie i pojechali prosto do domu Claire.   

Jennie  była  niezwykle  poruszona  ich,  jak  to  nazwała,  „tajną  misją”.  Alex  miał  tylko 

nadzieję,  że  Claire  nie  trzaśnie  im  drzwiami  przed  nosem.  Pewnie  pomyśli,  że  uknuł  to 
wszystko, by wyciągnąć ją z bezpiecznej kryjówki.   

Zaparkował  na  podjeździe.  Liczył  na  to,  że  Claire  zauważy  samochód  i  wybiegnie  z 

domu, nim dotrą do drzwi. Nic podobnego. Nawet firanka w oknie nie drgnęła.   

Jennie  niosła  pod  pachą  niewielkie  pudełko  z  kolorowymi  lampkami.  Alex  przyciągnął 

choinkę i postawił ją z dala od drzwi i okien. Szepnął do córki: 

– Pamiętaj...   
– Oj, wiem. Buzia na kłódkę.   
Wyprostował plecy i poprosił Jennie, żeby nacisnęła dzwonek. Niemal w tej samej chwili 

drzwi otworzyły się i stanęła w nich Claire, ubrana do wyjścia.   

– Cześć. No... – Urwała, ze zdumieniem widząc przed sobą Aleksa, a nie przyjaciółkę.   
– Cześć. Przyszliśmy nie w porę? 
–  Nie,  wcale  nie.  Sądziłam  tylko,  że  to  Nora.  –  Przywitała  ich  spóźnionym,  ale 

przyjaznym uśmiechem. – Właśnie myślałam, że ciężko pracujecie.   

Myślała o nich. Alex uznał to za dobry znak.   
– No, zabraliśmy się do pracy – wtrąciła Jennie. – Ale szkoda, żeby Joshua stracił taką 

fajną zabawę. Przywieźliśmy mu coś.   

Alex chrząknął i przeszył ją wzrokiem. Zmieszała się i zamilkła.   
–  Och,  to  miło  z  waszej  strony.  –  Claire  cofnęła  się,  pociągając  syna,  by  nie  blokował 

wejścia. – Zapraszam.   

– Nie chciałbym cię zatrzymywać...   
– Prawdę mówiąc, wybieraliśmy się do was.   
– No no – rzekł Alex z satysfakcją. – Szkoda, że zepsułem sobie taką niespodziankę.   

background image

– Chciałam to zrobić dla Joshuy.   
– Doskonale. W takim razie nie pogniewasz się, jak zobaczysz, co dla niego mamy.   
Alex zademonstrował  choinkę.  Potrząsnął nią,  by pozbyła się wyschniętych igieł. Claire 

otworzyła usta. Chciała coś powiedzieć, ale nic nie przeszło jej przez gardło.   

– Nie powinieneś był – wydusiła w końcu. Wykorzystał jej słowa do obrony własnej.   
– Zrobiliśmy to dla Joshuy.   
– To był mój pomysł – dodała Jennie.   
– Jak miło. – Claire miała surową minę, która nie zapowiadała nic dobrego. – Jednak nie 

powinieneś...   

Alex  oczekiwał,  że  okoliczności  zmuszą  go  do  wykazania  się  siłą  perswazji.  W  szkole 

średniej  zdobywał  nagrody  za  krasomowstwo,  a  zatem  nie  powinien  mieć  problemów  z 
przekonaniem Claire.   

–  Cóż,  wpuścisz  nas,  skoro  już  jesteśmy?  Wiedział,  że  dobre  maniery  nie  pozwolą  jej 

trzymać  ich  na  chłodzie.  Wykorzystując  chwilową  przewagę,  wniósł  drzewko  do 

przedpokoju.   

–  Tata  mówił,  że  się  zdenerwujesz,  ale  się  nie  denerwujesz,  prawda?  –  Jennie 

obserwowała gospodynię, znienacka zwracając się do niej per ty. – Proszę, nie złość  się na 
tatę. To był mój pomysł.   

–  Rozumiem.  –  Claire  spojrzała  na  Aleksa  z  wyraźnym  niedowierzaniem.  On  zaś 

niewinnie wzruszył ramionami i pokazał jej swój najwspanialszy uśmiech.   

– Fakt – oznajmił. – Żałuję, że sam na to nie wpadłem.   
– Słuchaj, Alex – zaczęła.   
– Jennie – zwrócił się do córki. – Wejdźcie z Joshuą do pokoju, a my tu porozmawiamy.   
Chłopca nie trzeba było dwa razy prosić.   
– W porządku, Alex. O co właściwie chodzi? Wiesz, co o tym myślę. – Claire wskazała 

na drzewko.   

– Owszem, ale czy nie powiedziałaś przed chwilą, że wybieraliście się do nas? A może 

słuch mnie omylił? 

– To co innego – odwarknęła.   
Była  taka  piękna,  kiedy  ponosiła  ją  złość.  Ogień  w  oczach  współgrał  z  płomiennymi 

kosmykami jej włosów.   

– Niezupełnie – odparł.   
– Ależ tak.   
– Zamierzałaś pozwolić Joshuy ubierać naszą choinkę. Dlaczego nie może ubrać swojej? 
Ramiona Claire opadły,  oczy zaszły łzami,  skutecznie gasząc ogień,  który  dopiero co w 

nich płonął. Alex mógł znieść jej złość, ale łzy były ponad jego siły. Pełen skruchy postąpił 
krok do przodu, by wziąć ją w ramiona.   

– Przepraszam. Nie chcę cię do niczego zmuszać. Claire schowała twarz w połach jego 

płaszcza i pochyliła głowę. Zrozumiał, że przyjęła przeprosiny.   

Stali tak przez chwilę. Czuł zapach jej włosów. Przed paroma tygodniami matka zapytała 

go,  co  zamawia  sobie  pod  choinkę.  Wtedy  nie  miał  pojęcia.  Teraz  znał  już  swoje  życzenie, 

background image

chociaż pewnie było nie do spełnienia.   

Claire.  Pragnął  Claire.  Nie  chciał  przyznać,  że  jej  oczy  zaszkliły  się  z  jego  winy.  I  nie 

chodziło mu wcale o Joshuę, mimo że chłopiec odgrywał kluczową rolę w tej potyczce. Szło 
o  niego  i  Claire.  Musiał  zyskać  pewność,  że  uwolniła  się  od  przeszłości  i  znów  jest  zdolna 
kochać. Poczyniła już kilka ważnych kroków, które miały odmienić jej życie. Dopóki jednak 
Boże Narodzenie będzie wywoływało w niej wyłącznie złe skojarzenia, pamięć o pierwszym 
mężu będzie ją trzymała w nieprzyjemnych kleszczach.   

Gdyby Aleksowi chodziło wyłącznie o jeden wieczór, nie przywiązywałby do tego wagi. 

Ale  on  zamierzał  zostać  jej  drugim  mężem.  Pragnął  dzielić  z  nią  w  radosnym  nastroju 
wszystkie pory roku i święta, włączając w to Boże Narodzenie.   

Stopniowo docierało do niego, że ważniejsze jest, by wygrał wojnę niż tę jedną potyczkę.   
– Jeżeli nie chcesz choinki, zabiorę ją.   
Claire podniosła głowę i odsunęła się od niego. Unikała jego wzroku. Drżącymi palcami 

wycierała mokre policzki.   

– Niech zostanie. Skoro już jest.   
Alex otarł łzę, która wypłynęła z kącika jej oka.   
– Grzeczna dziewczynka. A gdzie twój temblak? 
– Przeszkadzał mi. Nic nie mogłam w nim robić.   
– O to właśnie chodziło.   
– Wiem, ale jest niepraktyczny. Zupełnie jak choinka.   
– Choinka nie ma być praktyczna. Ona ma przynosić radość.   
– Być może. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że kupiliście ją dla nas.   
–  Sam  jestem  trochę  zdziwiony.  Gdzie  ją  postawić?  Figlarne  ogniki  w  jej  oczach 

powiedziały mu, że Claire już oprzytomniała i właśnie wymyśliła jakąś lokalizację.   

– W salonie. Przesuniemy stół z rogu i tam ją postawimy. Obawiam się tylko, że będzie 

goła – rzekła cierpko. – Ozdoby mamy upchane gdzieś w garażu.   

–  Żaden  problem,  prawda,  Jennie?  –  Alex  poszukał  wzrokiem  córki.  –  Gdzie  nasze 

lampki? 

Jennie poderwała się z dywanika Joshuy i wyciągnęła plastikową torbę.   
– Tutaj. A jak nie masz bombek, podzielimy się naszymi. Zawsze mamy ich za dużo, no 

nie, tato? 

– Tak, co roku nam zostają. – Spojrzał na Claire. – Bądź tak dobra i wstaw drzewko do 

wody, żeby nie uschło.   

Wydawał  polecenia  w  jej  domu.  Czuł  się  przy  tym  dziwnie,  ale  ona  była  zbyt  przejęta 

albo zaskoczona, by oponować.   

Joshua klęczał na dywaniku i śledził go z rozdziawioną buzią. A gdy Alex podłączył do 

gniazdka  sznur  z  kolorowymi  lampkami,  które  od  razu  zaczęły  mrugać,  twarz  malca 
promieniała z zachwytu. Ten widok w magiczny sposób rozwiał wątpliwości Aleksa.   

Chciał,  by  Claire  zobaczyła  minę  syna.  Minutę  później  jego  życzenie  został  spełnione. 

Przystanęła w progu, rysy jej zmiękły, a w końcu wargi wygięły się w uśmiechu.   

–  To  jest  specjalne  drzewo  na  Boże  Narodzenie,  choinka  –  pouczała  chłopca  Jennie, 

background image

klaszcząc w dłonie. – Ale cudo, co? 

Joshua nie chciał być gorszy i też zaczął klaskać.   
–  No  to  chyba  tutaj  robota  skończona  –  stwierdził  Alex.  –  Kolej  na  naszą  choinkę.  – 

Spojrzał na Claire i uniósł brwi. – Nie zmieniłaś chyba zdania? Jedziesz z nami? 

Wstrzymał oddech. Claire powoli skinęła głową.   

Dom Aleksa,  obszerny i zbudowany z  cegły, był większy i  z pewnością  kosztowniejszy 

niż dom Claire. Dębowe meble i boazeria, głębokie męskie kolory: granat, burgund i ciemna 
zieleń, tworzyły wyciszony klimat wnętrza.   

Salon wyglądał tak, jak Claire go sobie wyobraziła. Wszędzie stały kartony z ozdobami, 

bibuła ciągnęła się po podłodze. Początkowo Joshua siedział spokojnie na kolanach matki  i 
obserwował,  jak  Alex  z  córką  ozdabiają  choinkę.  Ale  potem  Jennie  dała  mu  cukierek  i 
poprosiła, by sam go powiesił. I już nie wystarczyła mu rola kibica.   

–  Ja  –  domagał  się  i  wyciągał  rękę.  Oczywiście,  wieszał  wszystko  na  samym  dole. 

Później  Jennie,  korzystając  z  jego  nieuwagi,  przewieszała  ozdoby  w  inne  miejsca.  On  zaś, 
nawet jeśli zdawał sobie z tego sprawę, nie robił problemu. Od czasu do czasu częstował się 
serowymi krakersami. A kiedy się posilił, podejmował na nowo dekoratorskie obowiązki.   

Claire  sączyła  z  wolna  zagrzany  z  korzeniami  jabłecznik.  Zdarzyło  jej  się  otrzeć  w 

skrytości łzę, kiedy Alex podniósł jej syna do góry, pomagając mu sięgnąć wyższej gałęzi.   

Joshua po prostu nie posiadał się ze szczęścia. Nie mogłaby wymyślić dla niego lepszego 

ojca niż Alex, który wkrótce ogłosił, że pudełka są puste.   

– Zabiorę go do swojego pokoju – oznajmiła Jennie i wzięła malca za rękę. – Poczytam 

mu.   

Claire tymczasem pomogła Aleksowi doprowadzić salon do porządku. Później usiadła na 

kanapie.   

– Dziękuję za to popołudnie. Joshua świetnie się bawił.   
– Miło mi. A czy mama też przyjemnie spędziła czas? Lepiej niż powinna, pomyślała.   
– Tak – odparła po prostu.   
Alex uśmiechnął się z satysfakcją.   
–  To  dobrze,  bo  teraz  czeka  nas  przychodnia.  Claire  co  prawda  nie  najgorzej  przespała 

noc w szpitalu, niemniej czuła, że drzemka dobrze by jej zrobiła.   

– Nie lepiej zachować trochę przyjemności na jutro? 
–  Nie.  Jesteśmy  rozgrzani.  Mama  nie  mówiła  ci,  żeby  nie  odkładać  na  jutro  tego,  co 

można zrobić dzisiaj? 

– Owszem, ale ubieranie choinki to odrębna kategoria.   
– W naszym domu panuje niepisana zasada. Liczba moich zajęć zawodowych jest wprost 

proporcjonalna do ilości zadań domowych. Dlatego niczego nie odkładam na później.   

–  Czy  również  z  tego  powodu  rozwiedziony  mężczyzna  spędza  samotnie  sobotnie 

wieczory? Żeby nadrobić zaległości? 

– Nie jestem sam – zaprotestował. – Mam ciebie, Joshuę i Jennie.   
– Dziś, a co z pozostałymi sobotami? Pewnie jesteś zawalony robotą. Znasz powiedzenie 

o tych, co tylko pracują? 

background image

–  Nie  jestem  pustelnikiem  –  bronił  się.  –  Bywam  na  różnych  imprezach.  Jennie  nie 

znalazła  wspólnego  języka  z  żadną  z  kobiet,  z  którymi  się  spotykałem,  więc  znikały.  Nie 
powiem, były wspaniałe, ale widocznie za mało mi zależało.   

– Jennie jest o ciebie zazdrosna. Kiedyś oznajmiła mi, że nie potrzebuje mamy.   
– Tak twierdzi.  A ja się gimnastykuję, żeby wynagrodzić jej brak matki. Któregoś dnia 

może się okazać, że obojgu nam wyrządzam krzywdę.   

– O to bym się nie martwiła. Życzyłabym sobie tak dobrze wychować Joshuę. A właśnie, 

zdumiewa mnie, że Jennie ma dla niego tyle cierpliwości.   

– Lubi małe dzieci. Pewnie dlatego, że jej słuchają – dodał z uśmiechem.   
Raptem  rozmowę  przerwał  im  krzyk  Joshuy.  Zanim  Claire  zdążyła  wstać,  chłopiec 

wbiegł do salonu, ciągnąc się za koniuszek ucha. Za nim wpadła zdenerwowana Jennie.   

– Nic sobie nie zrobił w to ucho, serio. Bawiliśmy się, a on nagle zaczął ryczeć.   
Joshua biegł prosto w wyciągnięte ramiona matki, która od razu wytarła dwa strumienie 

łez z jego policzków.   

–  Zawsze  się  ciągnie  za  ucho,  jak  jest zmęczony  –  pocieszyła  dziewczynkę.  –  Musi  po 

prostu iść spać. Wybaczcie, choinka w przychodni musi jednak poczekać.   

Alex  pomógł  Claire  włożyć  płaszcz.  Nie  oczekiwała  takiej  uprzejmości,  ale  była  nią 

poruszona. Miała wrażenie, że gdyby znajdowali się sami, objąłby ją, jak już raz się zdarzyło. 
Swoją drogą, nie stawiałaby oporu. Powoli ruszyła do wyjścia i zobaczyła w oczach Aleksa 
identyczny żal.   

– Jedź ostrożnie.   
– To tylko kilka przecznic. – Już dawno nikt prócz Nory i jej brata nie martwił się o nią. – 

No i jest jeszcze widno.   

Uściskali sobie ręce, Joshua pomachał przez okno samochodu i pojechali do domu.   

Alex stał w drzwiach, póki Claire nie opuściła podjazdu.   
– Było miło – powiedział do córki.   
– No – przyznała. – Fajnie byłoby mieć takiego brata. Zaskoczyła go, ponieważ dotąd nie 

poruszała tego tematu.   

– Tak sądzisz? 
– No. Fajnie, można go nauczyć różnych rzeczy. Postanowił wykorzystać okazję i zbadać 

grunt.   

– Żeby mieć brata albo siostrę, musiałabyś mieć mamę.   
– Nie chcę mamy.   
– A to dlaczego? 
– Wystarczy pani Rowe. A ja skończyłam już osiem lat. Joshua potrzebuje mamy, bo jest 

mały.   

Udał,  że  problem  nie  zasługuje  na  dalszą  uwagę.  Oczywiście,  było  to  niezgodne  z 

prawdą. Pojawienie się Claire uświadomiło mu dotkliwie, że jego dni upływają przerażająco 
jednostajnie. Ona go przebudziła z uśpienia i nie miał ochoty wracać do poprzedniego stanu.   

– Być może któregoś dnia zmienisz zdanie – rzekł tylko. Trzymał kciuki, by jego słowa 

się sprawdziły. Może sprawi to czas, który córka spędzi z jego asystentką.   

background image

Bo  jeśli  chodzi  o  niego,  to  po  pięciu  samotnych  latach,  które  minęły  od  ostatniej  dosyć 

poważnej randki, uznał, że dłużej nie chce żyć sam. I postanowił, że zrobi, co w jego mocy, 
by święta przyniosły mu w prezencie Claire.   

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

–  Nasza  choinka  jest  fantastyczna!  –  zawołała  Nora,  wpadając  do  pokoju  Claire  w 

poniedziałek rano.   

Claire uśmiechnęła się do przyjaciółki.   
– Dzięki, zgadzam się z tobą.   
–  A  ta  kokarda  w  płatki  śniegu  to  istne  cudo.  Czyj  to  pomysł,  żeby  opleść  gałęzie 

niebieską i srebrną wstążką? 

– Nora kręciła głową. – Jak nie wygramy, będę zaskoczona.   
– Tak myślisz? 
– Jasne. Twój plan był absolutnie genialny.   
– Jaki plan? 
– A co, nie wiedziałaś, że wszyscy ubierają choinki w środę, a potem, przed wyjściem do 

domu,  podglądają  drzewka  na  sąsiednich  oddziałach?  Nie  wolno  oglądać  cudzych  choinek, 
póki nie skończy się swojej.   

– Pojęcia nie miałam.   
– W każdym razie głowę dam, że gdyby zobaczyli wówczas naszą choinkę, skrzydła by 

im wyrosły. Bo w środę wyglądała, będę z tobą szczera, dosyć skromnie. Za to teraz? Nasze 
drzewko nadaje się na okładkę.   

– Nie przesadzaj. Od środy dodaliśmy tylko kokardy i wstążki.   
– Ale liczy się efekt. – Nora uściskała przyjaciółkę.   
– Wiedziałam, że świąteczny duch nie opuścił cię na zawsze. Naprawdę  spisałaś się na 

medal.   

– Tylko dzięki pomocy Aleksa i Jennie.   
– A no właśnie, skoro już o nich mowa. Obiło mi się o uszy, że przywieźli ci do domu 

choinkę? 

Claire przeglądała wyniki z laboratorium.   
–  Tak,  w  prezencie  dla  Joshuy.  Udekorowaliśmy  ją  tylko  lampkami,  bo  nasze  ozdoby 

choinkowe tkwią gdzieś w garażu.   

– I na co czekasz? 
Na odwagę, przeleciało Claire przez głowę.   
– Na odpowiedni moment – odrzekła.   
– Widzę, że znalazłaś wspólny język z córką Aleksa.   
– Co w tym dziwnego? 
–  Nic,  poza  tym,  że  to  doskonała  wiadomość.  O  ile  wiem,  Jennie  nie  przepadała  za 

kobietami, z którymi się umawiał.   

– My się nie umawiamy, więc to bez znaczenia – oznajmiła Claire wbrew temu, co czuła 

w głębi serca.   

–  Pogadamy  o  tym  innym  razem.  A  teraz  powiedz  lepiej,  w  co  się  wystroisz  na  naszą 

imprezę? 

background image

– Postanowiłam iść na wagary. Nora wlepiła w nią przerażony wzrok.   
– Ale...   
– Nie ma żadnego ale. Ciesz się moimi dotychczasowymi postępami. Ubierałam choinkę, 

a nawet mam własną w domu, wykazałam więcej dobrej woli niż zamierzałam.   

Nora otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale ostatecznie zrezygnowała.   
–  No  dobra.  Jeśli  tak  to  czujesz.  Pamiętaj  tylko,  że  stracisz  okazję,  żeby  pokazać  się 

Aleksowi w swoich najlepszych ciuchach.   

Claire  nie  szukała  następcy  na  miejsce  Raya.  Z  drugiej  strony  Alex  był  jedynym 

potencjalnym  kandydatem,  który  uparcie  przypominał  jej,  że  wciąż  jest  młodą  kobietą  o 

odpowiednim  poziomie  hormonów.  Szkoda  tylko,  że  jej  kobiecość  nie  zaczekała  z  tym 
nagłym przebudzeniem, aż miną święta.   

– Nie wyobrażam sobie, że znajdę się w tłumie radosnych par. Po prostu nie mogę.   
– To idź z Aleksem.   
Znowu  on.  Tak  cudownie  było  w  jego  ramionach.  Bezpiecznie,  ciepło,  spokojnie.  Od 

dawna tego nie doświadczyła, a teraz owo poczucie dodatkowo podkreśla jej stratę. Do diabła 
ze świętami, ze świątecznym ściskaniem się, całowaniem i najlepszymi życzeniami! 

– Nie zapraszał mnie. I ani się waż wtrącać. Jeśli to zrobisz, już nigdy się do ciebie nie 

odezwę.   

Nora Laslow uniosła ręce.   
– Okej. Nie jestem głucha.   
–  No  i  dobrze.  –  Claire  schowała  wyniki  do  szuflady.  Przyjaciółka  zamilkła  na  kilka 

sekund, po czym spytała nieco zdezorientowana: 

– Nie chcesz z nim iść? 
– Nie o to chodzi.   
– Aha, wiedziałam. Chcesz.   
Po raz kolejny Claire nie udzieliła jasnej odpowiedzi. Ogromnie pragnęła pójść gdzieś z 

Aleksem, miała jednak na myśli cichą kolację, nie zaś hałaśliwą, tłumną imprezę.   

–  Jeśli  –  podkreśliła  to  słowo  –  jeśli  zdecyduję  się  pójść,  to  tylko  sama,  ponieważ  nie 

zostanę ani chwili dłużej, niż będą tego wymagały moje obowiązki.   

Nora  nie  musi  wiedzieć,  że  wolałaby  siedzieć  w  domu,  aniżeli  widzieć  inną  kobietę 

uwieszoną na ramieniu Aleksa.   

– Zapomniałaś o jednym drobiazgu – rzekła przyjaciółka.   
– Mianowicie? 
–  Jeżeli  pójdziesz  z  Aleksem,  nie  będziesz  chciała  uciekać.  Zechcesz  zostać,  sączyć 

szampana, raczyć się truskawkami i tańczyć do północy. ‘ 

– Szampan i truskawki? 
– A co myślałaś? 
Claire uśmiechnęła się z rozrzewnieniem.   
– Pamiętasz, jak kupiłyśmy pierwszą butelkę szampana po egzaminach? 
– Jak mogłabym  zapomnieć? Cały czas narzekałaś, że bąbelki łaskoczą w nosie, co nie 

powstrzymało cię przed piciem.   

background image

–  Tak.  Wierzyć  się  teraz  nie  chce,  że  odmierzałyśmy  specjalną  miarką,  żeby  żadna  nie 

była poszkodowana.   

–  To  był  wyłącznie  naukowy  eksperyment  –  oznajmiła  z  powagą  Nora.  –  O  ile  sobie 

przypominasz, badałyśmy skutki picia alkoholu na różne organizmy.   

– I do czego doszłyśmy? 
– A kto by tam pamiętał. Najważniejsze, że zabawa była dobra. Na naszej imprezie też 

nie będzie gorsza.   

– Trzeba by dużo szampana, żeby mnie tam zaciągnąć.   
Nora nie mogła wybrać gorszej pokusy od szampana. Claire i Ray świętowali nim ważne 

daty wspólnego życia: pierwszą przyzwoicie płatną pracę Raya, kredyt hipoteczny, wieczór, 
gdy powiedziała mu, że jest w ciąży. Toast szampanem stał się ich rytuałem, choć wypijali 
zaledwie  po  kilka  łyków.  Claire  kupiła  szampana  przed  porodem  i  pierwszego  dnia  po 
powrocie  do  domu  otworzyła  butelkę  i  napełniła  dwa  kieliszki.  Wypiła  toast  za  swojego 
zmarłego męża i bezcenny dar, który od niego otrzymała. Potem płakała aż do świtu.   

Następnego  ranka  wylała  resztę  szampana  i  skupiła  całą  uwagę  na  dziecku.  Robiła  to 

skutecznie, choć każde Boże Narodzenie na nowo otwierało rany. Tak czy owak wątpiła, by 
szampan wzbudził w niej jeszcze kiedykolwiek radosne uczucia.   

–  Słuchaj,  to  chodź  z  nami.  Umówiłam  już  opiekunkę  dla  dzieci,  mogłabyś  podrzucić 

Joshuę do mojej trzódki.   

A już miała się wymówić brakiem opiekunki! 
– Dzięki za propozycję, ale nie chcę iść. Co bym tam robiła? 
– Bawiłabyś się. – Nora uniosła dramatycznie ręce.   
– Wiem, nie możesz. Będę szczęśliwa, jak obiecasz przyjść choć na godzinę. Zgłoś się do 

pilnowania  ponczu  –  poradziła.  –  Wezmę  drugą  połowę  twojej  warty  i  nikt  niczego  nie 
zauważy.   

– I nie będziesz potem żądać, żebym została dłużej? 
–  Godzinka,  i  przestanę  ci  truć  głowę.  Ale  liczy  się  od  momentu  wejścia.  Zakład,  że 

zechcesz zostać dłużej? 

– O co? 
– O popołudnie z bachorami.   
– Przegrasz.   
Nora puściła do niej oko.   
–  Może.  A  może  nie.  W  końcu  to  pora  cudów.  Claire  zgadzała  się  z  tym  teoretycznie. 

Tyle  że  zbyt  wielu  ludziom  przydałby  się  cud.  Na  przykład  jej  pacjentowi,  Victorowi 
Kohlowi.   

–  Moje  jelita  już  nie  chcą  pracować  –  skarżył  się  starszy  mężczyzna.  –  Zaczęło  się  od 

biegunek, a teraz jest na odwrót.   

– Jada pan świeże owoce i warzywa? 
– Jem jabłka, pomarańcze. Owsiankę i płatki wielozbożowe. – Pokręcił głową. – I nic.   
– A próbował pan suplementów z błonnikiem? 
– W aptece dali mi jakiś proszek do rozpuszczania w soku. – Wymienił markę, a Claire 

background image

zanotowała. – No i teraz jestem taki pełny, jakbym miał pęknąć. Kłopot  w tym, że chudnę. 
Oczywiście przez to, że nie jem. Straciłem apetyt.   

– Mierzył pan temperaturę? 
Victor ściągnął w namyśle pomarszczoną twarz.   
– Nie, ale czasem mam dreszcze. Nie mogę się wtedy rozgrzać. Co mi jest? 
Claire uznała,  że to zapewne zatkany przewód pokarmowy,  ale bez dodatkowych badań 

trudno o jednoznaczną diagnozę. Mógł to być zrost lub przepuklina.   

– No cóż – odezwała się życzliwie. – Zobaczymy, co na to lekarz, dobrze? 
Alex  nie  zdradził  jej  swych  przypuszczeń.  Uśmiechał  się,  ale  w  oczach  miał  powagę. 

Claire pracowała z nim wystarczająco długo, by wiedzieć, że to nie żarty.   

– Czy ktoś w pańskiej rodzinie miał problemy z okrężnicą? – spytał, zapoznawszy się z 

notatkami pielęgniarki.   

Victor pochylił w zadumie głowę.   
– Nie przypominam sobie.   
– Robiono panu kiedyś kolonoskopię? 
– Wkłada się taką rurkę do... ? – Pacjent spojrzał na Claire i zaczerwienił się mocno. – No 

wie pan. – Uzyskawszy potwierdzenie od lekarza, pokręcił głową.   

– Byłoby wskazane – rzekł Alex. – Odeślę pana do doktor Jensen. Claire umówi pana na 

wizytę.   

W oczach Victora pojawił się błysk podejrzenia.   
– Nie słyszałem o doktorze Jensenie.   
– To lekarka. Susan Jensen.   
– Jakoś mi nie pasuje, żeby mi dama zaglądała w te okolice.   
– Im szybciej wyjaśnimy ten problem, tym szybciej panu pomożemy.   
Victor nadal nie był przekonany.   
– Skoro pan tak mówi, to niech już będzie – rzekł ostatecznie.   
Alex  zapisał  coś  na  kartce  i  podał  ją  asystentce.  Zobaczyła  na  niej  pospieszny  skrót 

oznaczający  nowotwór  złośliwy.  Nie  czekając,  wyszła  do  pokoju  obok,  wybrała  numer, 
przedstawiła sytuację i ustaliła termin badania. Wróciła do gabinetu z radosnym uśmiechem.   

–  Ma  pan  dziś  szczęście  –  poinformowała.  –  Akurat  po  południu  ktoś  odwołał  wizytę. 

Może pan być u doktor Jensen o wpół do drugiej.   

– O wpół do drugiej. Zapamiętam. . Pielęgniarka pożegnała Victora i poprosiła kolejnego 

pacjenta.  Rick  Morris,  przystojny,  rumiany  trzydziestoparolatek  w  ubraniu  sugerującym,  że 

pracuje fizycznie, powoli podniósł się z krzesła. Claire odniosła wrażenie, że idzie niechętnie, 
dopóki nie zdała sobie sprawy, że to coś więcej. Tuż za mężczyzną dreptała jego żona. Usta 
jej  się  nie  zamykały,  jakby  nie  miała  żadnych  zmartwień,  ale  Claire  od  razu  zauważyła 
zmarszczkę na jej czole.   

–  Cięgle  mi  się  wydaje,  że  ktoś  mi  wbija  w  stopę  setki  szpilek  –  zaczął  swoją  historię 

Rick. – Czasem to mam od tego zawroty głowy, ale potem mija.   

– Rick – wtrąciła żona. – Powiedz, że tracisz czucie.   
– Raz na jakiś czas – przyznał. – To pewno artretyzm.   

background image

– Niewykluczone – rzekła pielęgniarka. – A ma pan bóle? 
– Bólem to bym tego nie nazwał, ale te szpilki nie są przyjemne.   
Claire dopisała kilka słów na kartce.   
– Coś jeszcze? 
– Roztrzęsiony się zrobił – odrzekła za niego żona. – Czasami jest też przybity.   
Rick  rzucił  jej  ostrzegawcze  spojrzenie,  jakby  te  symptomy  miały  pozostać  tajemnicą, 

Mimo to ciągnęła niewzruszenie: 

–  Ostatnie  dwa  tygodnie  były  najgorsze  i  w  końcu  postanowiłam,  że  musimy  iść  do 

lekarza.   

– My? – Rick uniósł brwi. – To mnie będą kłuć i badać.   
Claire współczuła kobiecie. Chory mężczyzna w domu to zwykle utrapienie. Po chwili do 

gabinetu przyszedł Alex. Kobieta wyraźnie się ucieszyła.   

– Miło pana widzieć. To mój mąż, Rick – przedstawiła.   
Claire,  chcąc  nie  chcąc,  przysłuchiwała  się  rozmowie,  z  której  wynikało,  że  Rick  jest 

drugim mężem  Joyce, a Wendy, jej córka,  szkolną koleżanką Jennie. Wymiana zdań trwała 
ledwie parę minut, mimo to Rick nie krył irytacji.   

Alex zwrócił na to uwagę i zaczął z nim rozmawiać.   

Pacjent  powtórzył  swą  historię  punkt  po  punkcie.  Lekarz  wysłuchał  pilnie,  potem  zadał 

kilka pytań.   

– Pije pan? 
Joyce z miejsca wbiła wzrok w kafle na podłodze.   
– Taa.   
– Dużo? 
Okazało się, że to drażliwy temat. Claire obserwowała z zaciekawieniem, jak Alex sobie z 

nim poradzi.   

– Piję. Trochę. – Rick zagryzł wargi.   
Widząc pochyloną głowę Joyce, Claire stwierdziła, że „trochę” to niedomówienie.   
– To znaczy ile? – drążył lekarz.   
– Sześciopaka w weekendy, wieczorem.   
– A w ciągu dnia? 
Rick wzruszył ramionami.   
– Co mi właściwie jest? 
–  Na  początek  proszę  zrobić  badanie  krwi,  sprawdzimy  najbardziej  oczywiste 

podejrzenia.   

– To znaczy? – włączyła się Joyce.   
– Anemię, infekcję, problemy z tarczycą, cukrzycę. Wykluczymy w ten sposób, albo nie, 

reumatoidalne zapalenie stawów i inne choroby związane z osłabieniem odporności.   

– A jeżeli badanie, niczego nie pokaże? 
–  Będziemy  szukać  dalej.  Ostrzegam  pana,  że  zalecę  od  razu  sporo  badań.  Proszę  nie 

wpadać w panikę, jak zobaczy  pan, że laborant  przygotowuje kilka fiolek na krew. Wyniki 
będą w ciągu paru dni.   

background image

– Dopilnuję, żeby przyszedł – obiecała Joyce.   
Po wyjściu Ricka Alex przeniósł wzrok na listę pacjentów. Nie mógł się na niej skupić, 

ponieważ jego myśli krążyły wokół jednej najważniejszej kwestii. Wokół Claire.   

Chciał  poprosić,  by  towarzyszyła  mu  podczas  świątecznego  przyjęcia.  Niestety, 

przypadkiem  podsłuchał  fragment  jej  rozmowy  z  Norą  i  wiedział,  że  odmówiłaby.  Musi 
znaleźć  sposób,  by  wykuć  dziurę  w  murze,  który  wokół  siebie  zbudowała.  Pytanie,  jaka 
taktyka okaże się skuteczna? Henry Grieg pomógł  mu  nieświadomie, wymagając obecności 
od wszystkich podwładnych. Tylko co zrobić, by Claire została na przyjęciu kilka godzin, a 
nie jedną, jak obiecała Norze? 

Odpowiedź  pojawiła  się  niespodzianie,  kiedy  Claire  wprowadziła  ostatniego  tego  ranka 

pacjenta.   

– Jak się masz, Edwino? – powitał lekarz przyszłą matkę.   
– Dobrze, poza tym, że ruszam się jak słoń.   
– A gdzie Joe? 
– Czeka. Doprowadza mnie do szału,  łażąc mi pod nogami.  – Jej  czuły uśmiech mówił 

coś wręcz przeciwnego.   

– Po prostu jest troskliwym mężem.   
–  No,  wiem.  Czasami  zastanawiam  się,  czy  byłby  taki  troskliwy,  gdybym  nie  straciła 

poprzedniego dziecka.   

Alex  znał  dokładnie  tę  historię,  pamiętał  reakcję  Edwiny,  kiedy  wyliczył  jej  czas 

rozwiązania. Claire najwyraźniej nic o tym nie wiedziała, bo przystanęła sztywno.   

Ałex dłuższą chwilę słuchał serca dziecka. Liczył na to, że Eddie, bo tak kazała nazywać 

się pacjentka, pociągnie dalej opowieść. I tak też się stało.   

– Straciłam to dziecko na Boże Narodzenie. Mam nadzieję, że tym razem pójdzie gładko.   
– Och, z pewnością – wtrąciła pielęgniarka. – Na pewno ciężko to pani przeżyła.   
–  Ciężko?  Nie  byłam  w  stanie  odwiedzić  rodziny,  nie  mogłam  patrzeć  na  dzieci  moich 

sióstr. Potem najgorsze minęło, ale jak tylko zbliżały się święta, nachodziły mnie lęki.   

– I jak sobie z nimi radziłaś? – spytał Alex, mając nadzieję, że wyjaśnienie Eddie pomoże 

także Claire.   

–  Na  początku  nic  nie  robiłam.  Nie  wiem  sama,  ile  rozmów  odbyłam  z  moim 

spowiednikiem. W końcu powiedział coś, co mi zapadło w serce.   

– Co takiego? 
– Że niechęć do świąt nie przywróci mi dziecka. A jakie dziecko, zwłaszcza takie, co jest 

w niebie, chciałoby, żeby jego mama była nieszczęśliwa w Boże Narodzenie? 

– Mądry człowiek. – Alex zerknął na Claire kątem oka.   
– O tak – zgodziła się Eddie. – No i w końcu stwierdziłam, że on ma rację i poszłam za 

jego radą. Najdziwniejsze było to, co stało się parę miesięcy później. – Dziecko w jej brzuchu 
kopnęło. – Prawdziwy cud.   

–  No  cóż,  twój  mały  cud  prosperuje  całkiem  nieźle.  Zobaczymy  się  w  przyszłym 

tygodniu, a może nawet prędzej.   

–  Mój  Boże,  niech  no  tylko  powiem  Joemu.  –  Pacjentka  wstała  z  leżanki  i  szybkim 

background image

krokiem wyszła z gabinetu.   

Claire nadal stała nieruchomo.   
– Jak mogłeś? 
– O co chodzi? – spytał Alex. Zamachała nerwowo rękami.   
– Specjalnie ją ciągnąłeś za język. Ukartowałeś to? 
–  O,  przepraszam  –  odparł  spokojnie.  –  Nie  pisałem  tych  dialogów,  przyznaję  co 

najwyżej, że jej nie przerywałem.   

Zobaczył, że złość Claire z wolna ustępuje.   
–  Ale  dlaczego?  –  Mówiła  tak,  jakby  łzy  zatykały  jej  gardło.  –  Dlaczego  tak  cię  to 

obchodzi? 

Przysunął się i wziął ją za rękę.   
– Ponieważ chciałbym, żebyś była częścią mojego życia – rzekł po prostu. – Chciałbym, 

żebyś poszła ze mną na to przyjęcie i została tam do końca.   

– Och nie. – Potrząsnęła głową. – To niemożliwe.   
– Nonsens. I tak bardzo pragnę dopiąć swego, że wykorzystam wszelkie dostępne środki. 

Słyszałaś radę Eddie. Zważ ją w myśli, a kiedy podejmiesz decyzję, daj mi znać. – Uniósł jej 
brodę. – Będę czekał.   

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Ale  się  nie  doczekasz,  pomyślała  Claire  i  wypadła  z  pokoju,  szukając  samotności  w 

pustym  gabinecie  obok.  Może  rzeczywiście  Alex  nie  przygotował  sceny  z  ciężarną  Edwina. 
Przyznał jednak, że mógłby się do tego uciec, i to bardzo ją zirytowało.   

On chce jedynie zaprosić cię na imprezę, uciszał jej złość wewnętrzny głos. A ja nie chcę 

iść, odpowiadała na to. Chcę być sama, spędzić te święta po swojemu. To znaczy znowu się 
umartwiać? To ci nie przywróci męża.   

Te słowa powracały do niej jak echo.   

Owszem, zamartwianie się niczego nie zmieni, ale czy odpowiedź na jej problemy jest tak 

prosta jak odpowiedź Edwiny? Czy wystarczy dać sobie przyzwolenie na świąteczne uciechy? 
I czerpać przyjemność z każdego miesiąca roku, nie wyłączając tego jednego poza nawias? 

Od jakiegoś czasu Boże Narodzenie jakoś tak organicznie kojarzyło się jej ze smutkiem. 

Przyzwyczaiła się, że tak ma być. Ano właśnie. Przyzwyczajenie.   

Nie,  to  nie  takie  banalnie  proste.  Śmierć  Raya  odarła  ją  z  radości  zimowych  świąt.  Ale 

nawet wspominając, jak niegdyś z niecierpliwością czekała na świąteczną krzątaninę i radość, 
słyszała  ulubione  powiedzenie  męża:  W  życiu  trzeba  umieć  wykorzystywać  i  dobre,  i  złe 
chwile. Ray wyznawał przekonanie, że należy korzystać z życia.   

I  robił  to.  Przypomniał  jej  się  pewien  szczególny  wieczór.  Akurat  w  pośpiechu 

przygotowywała kolację, by zdążyli do kina. Ray wszedł do kuchni, wyjął chochlę z jej ręki, 
wyłączył gaz i zaciągnął ją na patio.   

– Musisz zobaczyć zachód słońca.   
– Ale kolacja! – jęknęła. – Spóźnimy się do kina.   
– Czasami lepiej jest nakarmić duszę niż ciało – odparł i pokazał jej barwne niebo. – A 

żaden film nie jest piękniejszy od tego. – Miał rację. Zostali na patio, zapomnieli o kolacji, 
przesiedzieli tam dwa kolejne wieczorne seanse, i nigdy nie żałowała nieoczekiwanej zmiany 

planów.   

Zycie jest za krótkie, by tracić choćby moment. I nie da się przejść obojętnie obok radości 

świata, choćby nie wiem jak się człowiek zaparł. Claire postanowiła pójść śladem Edwiny.   

Niemal  w  tej  samej  chwili  spłynął  na  nią  spokój.  Puściło  napięcie,  które  trzymało  ją  w 

kleszczach od pierwszego dnia, kiedy w sklepach wystawiono świąteczne dekoracje. Chciała 

natychmiast podzielić się swoją decyzją z Aleksem, ale w końcu uznała, że to może poczekać.   

Alex siadł w domu nad gazetą, lecz zamiast liter miał przed oczami egipskie hieroglify.   

Po  wizycie  Edwiny  Claire  jak  zwykle  wykonywała  swoje  obowiązki,  ale  zachowywała 

dystans,  podobnie  jak  w  pierwszych  dniach  pracy.  Zasmuciło  go  to,  liczył  jednak,  że  po 
prostu waży w myśli słowa jego i Edwiny, a nie szuka takich, którymi mogłaby mu odmówić.   

Zakończywszy badanie piętnastolatka, dostrzegł w jej oczach jakiś nowy wyraz. Coś, co 

sugerowało, że Claire znajduje się na rozdrożu. Ciekawość go zabijała, ale musiał uzbroić się 
w cierpliwość.   

– Tato! – zawołała Jennie. – Budzik dzwonił. Kolacja! Złożył starannie gazetę.   

background image

– Apetycznie pachnie. Pomagałaś pani Rowe? 
– Odrabiałam lekcje, bo przecież potem idziemy do Claire na ostatnie poprawki kostiumu. 

Chyba nie zapomniałeś? 

Jak mógłby zapomnieć? Doszedł jednak do wniosku, że tego wieczoru lepiej byłoby nie 

pokazywać się Claire na oczy.   

– Wendy mówiła mi na przerwie, że jej ojczym jest chory. Czy on umrze? 
Alex nakładał na talerz córki wołowinę z makaronem.   
– Skąd ci to przyszło do głowy? 
– Wendy chyba go nie lubi. Mówi, że jest niedobry dla niej i dla jej mamy, a najbardziej, 

kiedy pije.   

Wcale się nie zdziwił.   
– Niektórzy ludzie źle znoszą chorobę i nie są wtedy mili.   
– Mnie się zdaje, że on jest tak samo niemiły, jak jest zdrowy – stwierdziła dziewczynka.   
To był niebezpieczny temat, Alex wolał go ominąć.   
– Mama Wendy nie wyszłaby za niego, gdyby nie miał żadnych pozytywnych cech.   
– Wendy mówi, że przed ślubem był milszy.   
– Tak się zdarza, niestety.   
Zresztą  podobnie  było  w  jego  wypadku.  Dopiero  gdy  na  świat  przyszła  jego  śliczna 

córeczka z drobną skazą, przekonał się, że poślubił płytką, pustą kobietę. Dokładał starań, by 
wyposażyć  córkę  w  pewność  siebie.  Donna,  jej  matka,  gdyby  z  nimi  została,  zapewne 
zniweczyłaby jego wysiłki.   

Zerknął na kuchenny zegar.   
–  Pospieszmy  się,  jeśli  mamy  być  u  Claire  o  siódmej.  Po  dwudziestu  minutach, 

wrzuciwszy wpierw naczynia do zlewu, byli już w drodze. Alex miał w głowie gonitwę myśli, 
a  kilka  przecznic  dzielących  jego  dom  od  domu  Claire  rozciągnęło  się  w  niezliczone 
kilometry. Proszę, niech powie tak.   

 

Claire siedziała na podłodze w salonie w otoczeniu ozdób choinkowych, które wydobyła 

z  osnutego  pajęczyną  kąta  w  garażu.  Tym  razem  każde  otwierane  pudełko  przywoływało 
raczej słodkie niż gorzkie wspomnienia. Najtrudniejsze było otwarcie tego podłużnego, które 
spoczywało na samym dnie.   

Joshua  tuptał  od  matki  do  choinki  i  z  powrotem,  zawieszając  ozdoby  wedle  sobie  tylko 

znanego  porządku.  Po  kilku  takich  wycieczkach,  stwierdziwszy,  że  pomoc  matki  jest  mu 
zbędna, sam wyjął bombkę z pudełka i umieścił na choince. A gdy spadła i potoczyła się pod 
drzewko, głośno wyraził niezadowolenie.   

W końcu prawie cała choinka została udekorowana, pozostał tylko czubek. Claire usiadła 

na kanapie i ostrożnie uniosła pokrywę ostatniego pudełka, tego z aniołem. Joshua wgramolił 
się obok. Stanął na poduszce i z jedną ręką na ramieniu matki, by nie upaść, dotknął włosów 
anioła.   

– Mama – powiedział.   
– Anioł jest podobny do mamy? – Uściskała go. – Umieścimy go na czubku choinki? 

background image

– Cubku – potwierdził stanowczo.   
Podała anioła synkowi, który z jej pomocą wsadził go na honorowe miejsce.   

Klasnął potem w dłonie i cmoknął ją w policzek.   
– Ładna mama.   
Roześmiała się i pogłaskała policzek dziecka.   
– Dziękuję, mój mały przystojniaku.   
Wymianę pieszczot przerwał im dzwonek do drzwi.   
– To pewnie Jennie.   
– Eni bawić – ucieszył się Joshua.   
– Najpierw muszę dokończyć jej kostium.   
– Leks bawić – oznajmił na to chłopiec, mając na myśli Aleksa.   
– O tak, na pewno.   
Raptem  przyszło  jej  do  głowy,  że  może  Alex  nie  zostanie  jak  zawsze,  może  po 

dzisiejszym  popołudniu  będzie  zbyt  skrępowany.  Pospieszyła  do  drzwi  z  mocnym 
postanowieniem zatrzymania go, jeśli jej podejrzenia okażą się słuszne.   

Dawno nie czuła takiej ulgi jak teraz, widząc swojego przełożonego z córką.   
– Jak zwykle bardzo punktualni. – Uśmiechnęła się i zaprosiła ich do środka.   
– Zdaje się, że jesteś zajęta. Jeśli wolisz, żebyśmy wpadli później...   
– Nie – odparła i powiesiła płaszcz Jennie w szafie.   
– Właśnie skończyliśmy.   
–  Tato!  –  zawołała  Jennie.  –  Musisz  to  zobaczyć.  Claire  weszła  za  gośćmi  do  salonu. 

Obserwowała Aleksa, który z kolei oglądał choinkę. W pewnym momencie zawiesił wzrok na 
aniele zdobiącym wierzchołek drzewka.   

– Piękna. – Odwrócił się do Claire. – Sądziłem, że jej nie ubierzesz.   
Skrzyżowała ramiona w nagłym przypływie zdenerwowania.   
– Zmieniłam zdanie.   
– Właśnie widzę.   
– Tego  anioła kupiliśmy z Rayem parę tygodni  przed jego śmiercią. Czas, żeby Joshua 

mógł się nim nacieszyć.   

– Żałowała, że nie potrafi czytać w myślach Aleksa.   
– Może za rok będziesz miała taką dużą choinkę jak nasza – wtrąciła jego córka.   
–  Może.  Ktoś  będzie  musiał  nam  wtedy  pomóc.  Claire  i  Alex  spotkali  się  wzrokiem. 

Ciekawa była, czy usłyszał zaproszenie w jej głosie.   

– My pomożemy, nie, tato? 
– Nie mogę się doczekać.   
– Pić! – Joshua pociągnął Jennie za rękę. Dziewczynka podniosła oczy.   
– Mogę mu nalać? – spytała i gdy gospodyni kiwnęła głową, powędrowała z malcem do 

kuchni.   

– Moja córka czuje się tu jak w domu. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza, Claire – 

rzekł Alex.   

–  Nie,  wcale.  –  Czekała,  aż  coś  doda,  ale  on  milczał.  Więc  nie  zamierza  jej  niczego 

background image

ułatwiać, pomyślała. – Pewnie zastanawiasz się, dlaczego zmieniłam zdanie.   

–  Tak,  przyznaję.  –  Mówił  niepewnym  głosem,  jakby  nie  chciał  wyciągać  pochopnych 

wniosków.   

–  Widzisz  –  zaczęła  –  usłyszałam  dziś  dobrą  radę  i  postanowiłam  jej  posłuchać.  – 

Wyprostowała  plecy.  Pragnęła,  by  zobaczył  pewność  w  jej  oczach.  –  Podjęłam  również 
decyzję.   

– Jaką? – Pytał nadal ostrożnie. Nabrała głęboko powietrza.   
– Będę bardzo zaszczycona, idąc z tobą na przyjęcie w przyszłym tygodniu.   
Twarz Aleksa przeciął szeroki uśmiech.   
– Cały dzień trzymałem kciuki, żeby to usłyszeć. Nie pożałujesz – obiecał.   
– Nie – odparła łagodnie. – Nie pożałuję.   
–  Jesteś  pewien,  że  mamie  nie  przeszkadza,  że  zostawiam  Joshuę  pod  jej  opieką?  – 

dociekała Claire, gdy Alex zaparkował przed swoim domem. – Nie chciałabym się narzucać.   

– Mama czeka na niego niecierpliwie – odparł ~ bo już dawno nie było w naszej rodzinie 

takich małych dzieci.   

– Może jednak powinnam była podrzucić go do Nory. – Ludzie mogą pomyśleć Bóg wie 

co, jak do nich dotrze, że zostawiła syna z matką Aleksa.   

– Już to przerobiliśmy – uspokajał. –  I wszyscy  są zadowoleni  z obrotu sprawy. Jennie 

jest  zachwycona,  moja  matka  czeka,  żeby  go  przytulić.  A  jak  ją  znam,  dzieciaki  spędzą 

fantastycznie czas, dopóki nie padną z nóg.   

– No dobrze.   
– A teraz ja wezmę Joshuę, a ty zabierz jego torbę. Wcześniej wyczyścił chodnik przed 

domem ze śniegu.   

Inaczej  Cłaire  miałaby  problem  z  przemierzeniem  tego  krótkiego  odcinka  w 

wieczorowych pantoflach.   

Wszedłszy  do  środka,  odwinęła  Joshuę  z  kocyka.  Chłopiec  uśmiechnął  się  od  ucha  do 

ucha, jak tylko zobaczył Jennie, i poszedł za nią zachwycony.   

– Pani to zapewne Cłaire. – Eleanor Ridgeway wyłoniła się z salonu, żeby ich powitać. 

Była wysoka, postawna i w każdym calu tak dystyngowana jak jej syn.   

– Miło mi panią poznać – odparła Cłaire.   
–  Proszę  do  mnie  mówić  Eleanor.  Niech  się  pani  nie  martwi  o  małego.  Przez  wiele  lat 

pracowałam w przedszkolu.   

– Joshua szybko nawiązuje przyjaźnie – oznajmiła z kolei Cłaire. – Jest przyzwyczajony 

do nowych twarzy.   

– Doskonale! Lećcie, moi drodzy, i dobrej zabawy. Mam numer komórki i pagera Aleksa 

w razie czego.   

– Zapakowałam Joshuy królika. Bez niego nie zaśnie.   
– Zapamiętam.   
– To chyba wszystko. – Claire była jednak zdenerwowana przyjęciem. W końcu wybiera 

się na nie w towarzystwie najprzystojniejszego mężczyzny w całej przychodni.   

– No to już nas nie ma – rzekł radośnie Alex.   

background image

Przychodnia  tradycyjnie  wynajęła  na  świąteczne  przyjęcie  klub  golfowy  w  Pleasant 

Valley. Dzięki bogatym dekoracjom budynek przeistoczył się w magiczne miejsce. Kolumny 
od  frontu  spowijały  girlandy  i  białe  mrugające  lampki.  Młodzi  mężczyźni  w  czarnych 
marynarkach przejmowali opiekę nad samochodami gości.   

– Nie do wiary! Henry wynajął nawet parkingowych – zawołała ze zdumieniem Claire.   
– Bo on wyznaje pogląd, że albo jedziesz, albo pijesz – wyjaśnił Alex. – Parkingowy nie 

wyda kluczyków nikomu, kto wlał w siebie za dużo drinków. Henry uważa, że to opłacalny 

wydatek. Zgadzam się w stu procentach.   

Wnętrze  klubu  niemal  co  do  centymetra  udekorowane  zostało  gałązkami,  girlandami, 

kolorowymi  lampkami  i  eleganckimi  satynowymi  kokardami  w  zieleni,  czerwieni  i  złocie. 
Zdejmując płaszcz, Claire czuła na plecach gorący oddech Aleksa.   

Najbardziej  poruszyło  ją  jego  spojrzenie,  gdy  została  w  sukience.  Tak  samo  popatrzył, 

kiedy  po  nią  przyjechał,  aż  zalało  ją  gorąco  mimo  sporego  dekoltu.  Nora  uparła  się,  że 
przyjaciółka musi mieć na tę okazję nową suknię. Jak wyraziła się sprzedawczyni, rozcięcie z 
boku spódnicy odkrywało wystarczająco dużo, by olśnić partnera. Mina Aleksa dowodziła, że 
ekspedientka miała rację.   

Swoją  drogą,  on  wcale  nie  pozostawał  w  tyle.  Czarna  marynarka  podkreślała  krojem 

szerokie  ramiona.  Włożył  do  niej  spodnie  z  zaprasowanymi  zaszewkami.  Zdaniem  Claire 
elegancją  bił  na  głowę  wszystkich  .  mężczyzn  na  sali,  co  z  kolei  nie  pozwalało  jej 
równocześnie myśleć i oddychać.   

Jeśli zaś chodzi o salę balową, grupa odpowiedzialna za jej wystrój przeszła samą siebie. 

Pomieszczenie  przeobrażono  w  cudowny  zimowy  krajobraz,  z  błękitnymi  i  srebrnymi 
wstążkami,  balonami  w  tych  samych  barwach,  niebieskimi  świeczkami  w  otoczkach  ze 
sztucznego śniegu, a do tego wszystkiego mrugały kolorowe lampki. W samym środku bufetu 
stał łabędź z lodu, a wokół niego pyszniły się rozmaite przekąski. Kwartet smyczkowy grał 
łagodnie w tle, w dalszej części wieczoru zastąpiła go jazzowa orkiestra.   

Claire  przez  trzy  lata  nie  chodziła  na  świąteczne  przyjęcia  w  pracy,  ale  stwierdziła,  że 

przez  ten  czas  nic  się  nie  zmieniło.  Gwar  rozmów,  brzęk  szkła,  od  czasu  do  czasu  wybuch 
śmiechu. Kobiety w błyszczących strojach, które nie opuszczały szaf od minionego grudnia.   

Przysunęła się do Aleksa i szepnęła: 
– Zawsze u was tak wystawnie? 
–  To  moja  druga  impreza,  ale  pierwsza  w  niczym  jej  nie  ustępowała.  Przywitamy  się, 

idziemy do naszych obowiązków, czy może najpierw coś zjemy? 

– Zjemy – rzuciła bez namysłu.   
– To mi się podoba.   
Poprowadził ją do bufetu. Nałożyła sobie na talerz wszystkiego po trochu, od krewetek do 

maleńkich  krakersów.  Potem  przystanęła  przy  stole  z  napojami,  gdzie  Nora  i  Roberta 
napełniały szklanki bezalkoholowym ponczem.   

– Jak idzie interes? – spytała.   
– Powolutku. Podać ci, czy wolisz coś mocniejszego? 
– Poproszę poncz.   

background image

– A pan, doktorze? – Nora zwróciła się do Aleksa.   
– Tak samo.   
–  Część  naszej  grupy  ulokowała  się  przy  północnym  barze.  Jest  tam  i  dla  was  miejsce. 

Tylko nie grzebcie się z jedzeniem, macie tu być za pół godziny.   

–  W  porządku,  zmienimy  was  –  obiecała  Claire.  Nora  konfidencjonalnie  wychyliła  ku 

nim głowę.   

– Miejcie na oku Erica.   
Alex spojrzał w stronę zarezerwowanego dla nich stolika i zmarszczył czoło.   
– Chyba wcześnie przyjechał, co? 
– Pół godziny temu, ale wlewa w siebie szampana jak wodę.   
– Co się dzieje z doktorem Halversonem? – spytała Claire, kiedy przecierali szlak przez 

tłum.   

–  Kobieta,  z  którą  żyje,  dała  mu  wczoraj  ultimatum.  Albo  się  z  nią  ożeni,  albo  koniec 

pieśni.   

– Aha. Jest tu sam, więc pewnie świętuje wolność.   
– Raczej zalewa robaka – poprawił.   
– Dlaczego? To jego decyzja, tylko siebie może za to winić.   
– I w tym właśnie problem. Był wcześniej żonaty i przysiągł, że więcej nie popełni tego 

głupstwa. Moim zdaniem on naprawdę kocha tę dziewczynę, ale boi się angażować. – Alex 
pozdrowił  kolegów  i  przedstawił  Claire  ich  żonom.  Nikt  nie  okazał  zdziwienia,  że  z  nim 
przyszła.   

– Czy ktoś widział Henry’ego? – spytał Alex, kiedy usiedli do stolika.   
Erie wstał z kieliszkiem w dłoni.   
– Kilka minut temu robił próbę mikrofonu.   
– Kto ogłosi zwycięzcę konkursu? – zainteresowała się Tanya.   
–  Zwykle  robią  to  Henry  i  Dianne  –  odparł  Erie  i  pomachał  na  kelnera,  żeby  dolał  mu 

szampana.   

– Hej, Erie – wtrącił Mike. – Ile już wypiłeś? 
– Za mało. Ale nie martw się, kolego, znam swój limit.   
– A co to oznacza? – spytał z kolei Alex.   
–  Nie  wiem,  ale  dam  ci  znać,  jak  się  dowiem.  Claire  usłyszała  gorycz  w  jego  głosie  i 

żałowała, że nie wie, co powiedzieć. Zresztą zdawało się, że pozostali dzielą jej bezradność, 
bo wymienili tylko zaniepokojone spojrzenia.   

– No co? – wołał zaczepnie Erie. – Co macie takie miny? Jesteście na balu. Wznieśmy 

toast. – Uniósł kieliszek. – Żeby nam się. – Wypił do dna, po czym cisnął kieliszek na stół. I 
wtedy nagle radość go opuściła. – Och, do diabła! – mruknął. – Bawimy się czy nie? 

– Ty nie – odparł Alex. – Ty musisz coś zjeść.   
–  Potem.  –  Erie  potoczył  wokół  wzrokiem.  –  Najpierw  muszę  wam  zadać  pytanie.  A 

żonki marsz przypudrować nosy.   

– A jeśli nie mamy ochoty? – spytała Tanya i  wstała, gdy Erie ściągnął  brwi. – Wiem, 

kiedy nie jestem mile widziana.   

background image

– Ja też – dodała Sharon. – Claire, idziesz z nami? 
– Nie jestem  żoną, więc mnie to  chyba nie dotyczy – odparła z uśmiechem. – Wkrótce 

zacznie się moja zmiana przy ponczu, szkoda mi zostawiać tyle pysznego żarcia.   

– W takim razie pilnuj tu porządku.   
Claire  została  przy  stole  sama  z  mężczyznami  i  czuła  się  dziwnie  nie  na  miejscu. 

Pochyliła głowę nad talerzem i udawała, że jest niewidzialna.   

– Powiedz mi prawdę – poprosił Erie Dennisa. – Gdybyś mógł zacząć od nowa, ożeniłbyś 

się?  –  Puścił  oko  do  kolegi,  po  czym  machnął  ręką.  –  Zapomnij.  Twój  miesiąc  miodowy 
jeszcze trwa. – Zwrócił się do Mike’a z tym samym pytaniem.   

– Jasne – usłyszał w odpowiedzi. Erie spojrzał teraz na Aleksa.   
– A ty? 
Wzrok Aleksa spoczął na Claire.   
– Nie wahałbym się, gdybym poznał odpowiednią kobietę.   
Wyczuła, że nie jest to tylko hipoteza. Ciarki ją przeszły na myśl, że ktoś jej pragnie, ale 

tak naprawdę. Ledwie mogła usiedzieć. Prawdę powiedziawszy, drżała na całym ciele.   

–  Claire  jest  wdową  –  rzekł  Dennis.  –  Nie  chcesz  się  dowiedzieć,  jak  to  wygląda  z 

perspektywy kobiety? 

Erie przytaknął.   
–  Owszem,  chętnie.  Claire?  Gdyby  twoje  pierwsze  małżeństwo  było  koszmarem,  czy 

próbowałabyś po raz drugi? 

Odpowiadała mu ze wzrokiem utkwionym w Aleksa.   
–  Szczerze  mówiąc,  nie  wiem.  Moje  małżeństwo  było  fantastyczne.  Mam  nadzieję,  że 

drugie okazałoby się równie udane.   

– Albo, jak w moim przypadku, równie złe.   
– Moim zdaniem co było, to było – stwierdziła. – Zmienia się sytuacja, w grę wchodzi 

inny partner, a człowiek sam też się przecież zmienia.  Los każdego związku zależy od tego, 
ile każda ze stron chce zainwestować.   

–  Czyli  twoja  odpowiedź  brzmi  tak?  –  spytał  Dennis.  Powinna  wiedzieć,  że  mężczyźni 

oczekują jednoznacznej krótkiej odpowiedzi, a nie zawiłych dywagacji.   

– Bez wątpienia. – Dopiero po chwili zauważyła, jak. patrzą na nią i Aleksa trzej koledzy 

lekarze.  Zmieszana  przytknęła  do  ust  szklankę  z  ponczem,  licząc  na  to,  że  zimny  drink 
ochłodzi jej zarumienioną twarz.   

–  No  i  widzisz  –  rzekł  Alex  do  Erica.  –  Wszyscy  są  zgodni.  Na  twoim  miejscu 

zwróciłbym uwagę na słowa Claire. Jesteś innym człowiekiem w innej sytuacji. Zadzwoń do 
Jody.   

– Zacznij od tego, że się wygłupiłeś – dodał Mike.   
– Kobiety zawsze wybaczają po takim wyznaniu.   
Dennis zachichotał.   
– Czy mówisz tak z własnego doświadczenia? 
– Nie czepiaj się, ważne, że działa.   
–  Kochasz  ją?  –  spytała  Claire.  Nie  miałaby  odwagi  zadać  podobnego  pytania,  gdyby 

background image

okoliczności były inne.   

Nie od razu zaspokoił jej ciekawość. Po chwili pokiwał głową, a jego oczy posmutniały.   
– To co tu jeszcze robisz? – złajał  go Dennis. – Pędź i  poproś, żeby za ciebie wyszła i 

wyciągnęła z tej mizerii.   

–  A  jeżeli  się  zgodzi,  przywieź  ją  na  imprezę,  wtedy  naprawdę  będziemy  mieli  co 

świętować – dorzucił Alex.   

Erie wstał i wyprostował plecy.   
– W porządku. Jadę.   
– Jeśli wolno coś doradzić – wtrąciła jeszcze Claire.   
–  Najpierw  wypij  z  litr  kawy.  Nie  sądzę,  żeby  doceniła  twoją  odwagę,  widząc,  że 

zawdzięczasz ją dużej dawce alkoholu.   

Mike pochylił się do ucha Aleksa, mówił jednak tak głośno, żeby wszyscy słyszeli.   
–  Na  Boga,  ona  jest  inteligentna  i  olśniewająca.  Czym  ty  sobie  zasłużyłeś  na  takie 

szczęście? 

– Uczciwym życiem – odparł natychmiast Alex.   
Mężczyźni  wybuchnęli  gromkim  śmiechem,  rozpraszając  w  ten  sposób  ponury  nastrój, 

który zawisł nad ich stolikiem. Erie udał się na poszukiwanie kawy, choć podjąwszy decyzję, 
wydawał się dużo bardziej trzeźwy, aniżeli chwilę wcześniej.   

–  Myślisz,  że  naprawdę  to  zrobi?  –  spytała  Claire,  idąc  z  Aleksem  zwolnić  Norę  i 

Robertę.   

– Tak. Od para miesięcy kocha tę dziewczynę, tylko do tej pory nie chciał tego przyznać. 

– Przystanął na moment. – Naprawdę tak myślisz o drugim małżeństwie? 

– A ty? 
– Co do słowa.   
– Ja również.   
Na  jego  twarz  wypłynął  szeroki  uśmiech.  Claire  przysięgłaby,  że  ilekroć  ich  spojrzenia 

spotykały się, tyle razy lód w ponczu się rozpuszczał. Może to szaleństwo, myślała, pozwalać 
sobie na takie uczucia, kiedy dopiero stawia pierwsze kroki na drodze do akceptacji świąt. A 
może po prostu musi nadrobić stracone trzy lata.   

Mimo nieskończonej procesji spragnionych Claire ani na chwilę nie zapomniała, że Alex 

stoi  obok.  Kiedy  Henry  i  Dianne  weszli  na  podium,  by  ogłosić  wyniki  konkursu,  a  gwar 
rozmów wygasł z tej okazji, Alex przysunął się tak blisko, że dotykał marynarką jej nagiego 
ramienia. Natychmiast dostała gęsiej skórki i zaczęła nerwowo pocierać skórę.   

– Zimno? – szepnął jej do ucha.   
– Nie – przyznała szczerze. – To nerwy.   
– W związku z konkursem? – Pokręciła głową. – To dlaczego? 
Zabrakło jej słów. Jak ma mu oznajmić, że to on wprawia ją w drżenie i budzi emocje, o 

których już zapomniała? 

Raptem Alex spojrzał na nią, szczerząc zęby.   
– Pani Westin, czy to przeze mnie? 
– Skąd ci to przyszło do głowy? 

background image

– Mam swoje sposoby. – Uśmiechnął się tajemniczo. – Powiem ci tylko, że nie mogę się 

już doczekać, kiedy nasza zmiana dobiegnie końca.   

– Tak? A dlaczego? – Dreszcz przebiegł jej po plecach.   
Nie zdążył odpowiedzieć, bo właśnie Henry zaczął swą świąteczną przemowę. Zaraz po 

nim  Dianne  przystąpiła  do  ogłoszenia  wyników  konkursu.  Za  choinkę  najbliższą  tradycji 
uznano  dzieło  ortopedów  ze  złotymi  bombkami.  Nagroda  za  oryginalność  przypadła 
laboratorium  i  radiologii,  które  wspólnymi  siłami  udekorowały  drzewko  strzykawkami, 

starymi termometrami i fragmentami wyciętymi z klisz.   

–  Główna  nagroda,  przyznana  głosami  całego  personelu  –  ciągnęła  Dianne  z  podium  – 

trafi  do...  –  po  sali  przebiegł  szmer  –  lekarzy  rodzinnych!  Gratulacje  dla  Claire  Westin  i 

Aleksa Ridgewaya.   

Rozległ się gromki aplauz. Claire i Alex spojrzeli na siebie kompletnie oszołomieni.   
– Wygraliśmy? Czy dobrze usłyszałam? 
– Wygraliśmy.   
– O rety. – Ujęła twarz w dłonie. – Nie mogę uwierzyć. To chyba pomyłka.   
– Nie sądzę.   
Rozległa  się  muzyka  i  goście  ruszyli  do  tańca.  Claire  i  Alex  przyjmowali  gratulacje. 

Kiedy  opadło  napięcie  związane  z  konkursem  i  Dennis  z  żoną  przyszli  ich  zmienić  przy 
ponczu, Alex szepnął do ucha swojej asystentce: 

– Wiesz, co byłoby naprawdę wielką pomyłką? 
– Nie.   
– Gdybyśmy natychmiast nie pognali na parkiet.   
– Chcesz zatańczyć? – Czyżby Alex to lubił? 
– A po co cię tu zaprosiłem? 
–  Bo  potrafię  prowadzić  błyskotliwą  konwersację  –  zażartowała,  by  ukryć  radosny 

dreszcz, jaki wzbudzała myśl, że za chwilę znajdzie się w jego ramionach.   

– Prawie zgadłaś. – Wyciągnął rękę.   
Claire  zawahała  się.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  jeśli  za  nim  pójdzie,  będzie  to 

równoznaczne  z  oficjalnym  rozpoczęciem  nowego  etapu  życia.  A  ta  myśl  jeszcze  ją 
przerażała.   

–  Nie  zatrzymuj  się.  Już  tyle  przeszkód  pokonałaś...  Claire  nie  chciała  pozostać  w 

obecnym stanie ducha, a to znaczyło, że musi iść naprzód. Powoli wsunęła dłoń w jego rękę, 
a on zacisnął na niej ciepłe palce.   

–  To  nie  było  chyba  takie  trudne?  –  Zaciągnął  ją  na  parkiet,  nie  dając  jej  szansy  na 

odpowiedź. – Chodź. Nie chcę stracić ani jednej nuty.   

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

– Spokojnie – szepnął Alex, wywołując w Claire w jeszcze większe napięcie. Wyznał jej, 

że od dawna marzył o tej chwili, a ona potwornie bała się, że go rozczaruje.   

– Muszę cię ostrzec, od wieków tego nie robiłam.   
– Ja też. – Śmiało stawiał pierwsze kroki na parkiecie. – Ale nie przejmuj się, z tańcem 

jest tak jak z jazdą na rowerze. Jak się raz nauczysz, nigdy tego nie zapomnisz.   

W tej samej chwili Claire nadepnęła mu na palce.   
– Nie jestem taka pewna – bąknęła.   
– Nie ćwiczyłaś i  straciłaś wprawę, ale szybko sobie z tym poradzimy.  Wsłuchaj  się w 

melodię i zdaj się na mnie.   

Claire miała na końcu języka,  że jest tak zapatrzona w niego,  że ledwie  słyszy muzykę, 

ale  powoli  odnalazła  właściwy  rytm.  W  następnym  tańcu  była  już  bardziej  rozluźniona  i 
zanim się obejrzała, wirowała na parkiecie przekonana, że jej stopy ze szczęścia unoszą się 
nad ziemią.   

Wkrótce zniknęły gdzieś marynarki i krawaty. Mężczyźni rozpięli kołnierzyki i podwinęli 

rękawy koszul, kobiety zaś odrzuciły szale i buty na obcasach. Claire patrzyła z podziwem na 
Aleksa. Rosło w niej podejrzenie, że przypadkiem została bohaterką bajki o Kopciuszku.   

Odliczała  sekundy  od  zakończenia  jednej  do  początku  kolejnej  wolnej  melodii.  Alex 

prowadził  ją  tak  lekko,  jakby  stanowiła  jego  nierozdzielną  część.  Kiedy  zatem  wziął  ją  za 
rękę i poprowadził do pustego pomieszczenia obok sali balowej, poszła za nim bez oporów. 
Gdy  chwycił  ją  w  ramiona,  czuła  tylko  radość.  A  gdy  nareszcie  zbliżył  do  niej  wargi,  z 
wdzięcznością je przyjęła.   

– Czy to sen...   
– To nie sen.   
– Chciałabym, żeby nigdy się nie skończył.   
– Nie skończy się.   
Kolejna melodia wybrzmiała, męski głos zapowiedział przerwę w tańcach.   
–  Wracajmy  do  sali  –  mruknął  Alex  i  raz  jeszcze  ją  pocałował.  Nie  wypuszczał  jej  z 

ramion.   

– A jeśli nas szukają? – spytała przestraszona.   
– Na pewno nie.   
– Skąd wiesz? 
Roześmiał się pełnym szczęścia śmiechem.   
–  Bo  nie  –  odparł.  –  Pewnie  doszli  do  wniosku,  że  znaleźliśmy  sobie  atrakcyjniejsze 

miejsce.   

– Moja torebka została na stole. Alex westchnął ciężko.   
– Ach, te torebki! 
– I twoja marynarka – przypomniała mu.   
–  Wracamy  –  zdecydował.  Mówił  jak  chłopiec,  który  robi  coś  pod  przymusem.  –  Za 

background image

chwilkę.   

Kolejny pocałunek był pełen obietnic, które uginały nogi Claire w kolanach. Alex trzymał 

ją tak blisko, że czuła każdą zmarszczkę na jego spodniach i każdy guzik koszuli.   

– Chyba przejdę się dokoła budynku, żeby ochłonąć – oznajmił, gdy ją w końcu uwolnił.   
– Chodźmy razem – zaproponowała. – Najwyżej będziemy się potem tłumaczyć, jakim 

cudem równocześnie złapaliśmy zapalenie płuc.   

– To byłby jednak problem. – Parsknął śmiechem. Ostatecznie poszedł więc po drinki, a 

Claire  wycofała  się  do  toalety  dla  pań.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  ta  kobieta  w  lustrze,  z 
błyszczącym wzrokiem, to właśnie ona.   

Przy  sąsiedniej  umywalce  stała  siwowłosa  elegancka  dama.  Popatrzyła  na  Claire  z 

uśmiechem.   

– Dobrze się pani bawi? 
Claire  spłonęła  rumieńcem  i  odparła,  że  tak.  Kobieta  sięgnęła  do  torebki  i  wyjęła  z  niej 

puderniczkę.   

– Przyda się pani odrobina.   
– Dziękuję. – Claire musnęła policzki pudrem. Niestety, nie miała czym przyćmić blasku 

w oczach.   

Nieznajoma poklepała ją lekko po ramieniu.   
– Wygląda pani prześlicznie. W przyciemnionym świetle będzie najwyżej można odnieść 

wrażenie, że zmęczyły panią tańce.   

Jeżeli kompletnie obca osoba z miejsca odgadła, co się z nią dzieje, to co dopiero powie 

Nora i koledzy Aleksa? 

Szczęśliwie Erie z Jody dotarli do stolika jednocześnie z Claire i skupili na sobie uwagę 

kolegów.   

– Bierzemy ślub – oświadczył Erie.   
– Wszystkiego najlepszego – sypały się życzenia ze wszystkich stron. – Kiedy? 
– W przyszłym miesiącu. Jesteście wszyscy zaproszeni.   
Do  sali  balowej  powróciła  muzyka,  a  z  nią  pary  tancerzy.  Ostatnia  godzina  przyjęcia 

minęła niepostrzeżenie. Claire, z powodu obcisłej spódnicy i wysokich obcasów potrzebowała 
pomocy Aleksa, by wsiąść do samochodu.   

– Dobrze się bawiłaś? – Włączył się do kolejki wozów opuszczających parking.   
– Cudownie. – Oparła się wygodnie.   
– A ja bardzo żałuję jednego.   
– Czego? 
–  Że  zatrudniłem  mamę  jako  opiekunkę  do  dzieci.  To  tylko  dowodzi,  uznała  Claire,  że 

oboje  wypadli  z  wprawy  w  kwestii  randkowych  strategii.  Zresztą  trudno  to  oceniać 

negatywnie.  Docierali  się  powoli  i  z  pewnością  nie  zaszkodzi,  jeżeli  ostrożnie  podejdą  do 
kolejnego etapu znajomości.   

–  Szczerze  mówiąc,  nie  wiedziałem,  jak  się  rozwinie  ten  wieczór.  A  rozwinął  się  dużo 

lepiej, niż przypuszczałem.   

– Hm. To znaczy, że ja mam bogatszą wyobraźnię.   

background image

–  Naprawdę?  Przewidziałaś,  że  wygramy  główną  nagrodę  i  będziemy  najwytrwalszymi 

tancerzami na parkiecie? 

– Nagroda dopełniła moje szczęście. Co do reszty miałam tylko nadzieję.   
Claire chciała jedynie cieszyć się towarzystwem, jedzeniem i muzyką. A dostała o wiele 

więcej, niż ośmieliłaby się marzyć.   

– Następnym razem lepiej zaplanujemy... Następnym razem. Kiedy to wreszcie będzie? 
Widok Aleksa w poniedziałkowy ranek przywołał wspomnienie sobotniej imprezy. Claire 

nie  widziała  przed  sobą  lekarza  w  białym  fartuchu,  tylko  mężczyznę,  z  którym  spędziła 
upojne chwile.   

Od  czasu  do  czasu  zwracała  się  do  niego  z  pytaniem  czy  prośbą  o  szczegółowe 

wyjaśnienie służbowego polecenia. Na jego twarz wypływał wówczas powolny, rozmarzony 
uśmiech, jakby on także miał kłopot ze skupieniem uwagi.   

Z  biegiem  godzin  pełna  pacjentów  poczekalnia  zmusiła  ich  jednak  do  odłożenia  na  bok 

wspomnień i oboje musieli wrócić do rzeczywistości.   

– Oddzwoniłeś do doktor Jensen? – spytała Claire w środku dnia.   
– Zapomniałem. Zaraz to zrobię. Kto następny? 
– Rick Morris. Zajmie mi kilka minut.   
Zaprosiła Ricka z żoną do najbliższego wolnego pokoju, by zaoszczędzić mu chodzenia, 

bo nie wyglądał na zadowolonego i z miejsca dał temu wyraz.   

–  Nie  rozumiem,  dlaczego  nie  mógł  mi  podać  wyników  przez  telefon  –  skarżył  się  na 

lekarza.   

– Widocznie uznał, że to ważne – skomentowała Joyce. Rick burknął coś pod nosem.   
– Ja wiem, że on musi zarobić, aleja nie mogę przez to tracić całego popołudnia w pracy.   
–  Doktor  uważał,  że  lepiej  porozmawiać  z  panem  osobiście  –  rzekła  spokojnie  Claire. 

Zbadała ciśnienie pacjenta, które wyraźnie podskoczyło.   

– To gdzie on jest, do diabła? 
–  Przyjdzie,  jak  tylko  będzie  wolny.  –  Otworzyła  drzwi,  w  których  jak  na  zawołanie 

stanął Alex.   

– Dobre wiadomości – zaczął od razu, rozkładając kartę Ricka. – Chyba wiem, skąd się 

biorą te igły w pańskich kończynach.   

Rick nareszcie okazał zainteresowanie.   
– No? 
–  Brak  panu  witaminy  B

12

,  pokazują  to  czerwone  krwinki.  Krótko  mówiąc,  to  rodzaj 

anemii.   

– To wszystko? Połykam witaminy i stanę na nogi? 
–  Niezupełnie.  Pańskie  dolegliwości  neurologiczne  spowodowane  są  brakiem  witaminy 

Bi

2

. Ale musimy dowiedzieć się, dlaczego ma pan taki niski poziom tej witaminy.   

– I pewnie znowu każe mi pan robić jakieś badania? 
–  Kilka.  Zaleciłbym  także  wizytę  u  gastrologa.  To  specjalista  od  chorób  żołądka  i 

przewodu pokarmowego. Jeżeli nie znajdziemy przyczyny, będziemy leczyć tylko symptomy.   

– Ale jakie to mogą być przyczyny? – spytała Joyce.   

background image

–  Rozmaite.  Witamina  B

12

  znajduje  się  w  mięsie,  białku  zwierzęcym  i  roślinach 

strączkowych.  W  większości  wypadków  złośliwej  anemii,  bo  tak  nazywamy  duże  braki  tej 
witaminy,  przyczyna  tkwi  w  żołądku,  który  nie  produkuje  wystarczającej  ilości  czynnika 

koniecznego do przenoszenia tej witaminy.   

– To niech mi pan da coś na żołądek – zażądał pacjent.   
– Najpierw muszę wiedzieć, dlaczego żołądek tego nie produkuje. Problem może tkwić w 

żołądku, ale może też w jelitach. Należy także rozważyć pańską dietę.   

– Jem dużo mięsa, może pan sobie dać spokój.   
– Czy to może być nowotwór? – zapytała Joyce.   
– W każdym razie nie da się tego wykluczyć.   
– Nie pójdę już do żadnego lekarza i nie będę robił żadnych badań. – Rick splótł ręce na 

piersi. – Zróbmy zastrzyki z witaminy i koniec.   

Alex pokręcił głową.   
– Nie byłbym godny zaufania pacjentów, gdybym z góry wykreślił wymienione wcześniej 

przyczyny dolegliwości.   

Rick poderwał się z krzesła.   
– Nie mam żadnego nowotworu. Wiedziałbym, gdybym miał.   
–  Większość  ludzi  tego  nie  wie.  Gorąco  namawiam  pana  na  endoskopowe  badanie 

żołądka, przynajmniej to jedno.   

– Powtarzam: nie. Nie zmusi mnie pan.   
– Nie, tego nie mogę zrobić.   
– Poza tym nie mam też żadnej anemii.   
– Nasze badania wykazały co innego.   
– No to się pomyliły.   
– Pański stan pogorszy się z czasem – ostrzegł lekarz. – Straci pan niemal całkiem czucie 

i wpadnie pan w lekką depresję, z której może się rozwinąć paranoja.   

– Rozważymy to jeszcze – przerwała mu Joyce.   
– Nie ma co rozważać, już postanowiłem – warknął jej mąż.   
– Jeżeli zmieni pan zdanie, proszę zadzwonić do Claire.   
Rick  prychnął  i  wymaszerował  z  gabinetu.  Joyce  zatrzymała  się  w  drzwiach  i  skinęła 

głową.   

– Dziękuję za cierpliwość.   
Gdy tylko wyszła, Claire spytała zatroskana: 
– Myślisz, że jej posłucha? 
– Raczej nie.   
–  Nie  rozumiem.  Nie  czułbyś  się  lepiej,  gdybyś  znał  powód  dolegliwości,  albo 

przynajmniej wykluczył najgorsze? 

– Dla niektórych ludzi niewiedza jest błogosławieństwem.   
– Chyba tak. A jeśli po jakimś czasie dowiemy się, że to rak? Może nas pozwać do sądu.   
–  Mógłby  –  przyznał.  –  Ale  jeżeli  odmawia  wykonania  moich  zaleceń,  a  ja  mam  na  to 

świadków, daleko nie zajdzie. A propos, Susan Jensen znalazła nowotwór u Victora Kohla. W 

background image

czwartek bierze go na chirurgię.   

– Jest złośliwy? 
– Na dziewięćdziesiąt procent. Ale nowotwór wykryty w porę zostawia Victorowi wiele 

lat dobrego życia.   

– No to cieszę się. To taki miły starszy pan.   
Alex spojrzał na zegarek i zmarszczył czoło.   
– Dopiero czwarta? 
– Twój zegarek znowu stanął. Kiedy wreszcie kupisz sobie nowy? 
–  Już  ci  mówiłem.  Kiedy  znajdę  zwyczajny,  tradycyjny  model.  Te  nowoczesne  mają 

różne gwizdki i dzwonki i trzeba mieć kilka dyplomów, żeby dowiedzieć się, która godzina.   

– Zawsze powtarzasz to samo. Nie są takie złe.   
– Są okropne – uparł się Alex. – To która jest? 
– Dochodzi piąta.   
– Czy wyczyściliśmy już poczekalnię, czy wyobraźnia mnie ponosi? 
– Jeżeli przyjąłeś Doris O’Brien, to jesteśmy wolni. Alex uśmiechnął się i przyciągnął ją 

do siebie.   

–  Mielibyście  z  Joshuą  ochotę  na  wieczorną  przejażdżkę  po  mieście  i  oglądanie 

świątecznych dekoracji w parku? 

– No jasne – odparła.   
 

Dziesięć minut przed umówionym przyjazdem Aleksa z córką u Claire zadzwonił telefon. 

Zirytował  ją  ten  dźwięk,  ponieważ  chciała  pozmywać  po  kolacji  i  przygotować  się  do 
wyjścia. Wytarła ręce i sięgnęła po słuchawkę.   

– Tak? 
– Halo? Claire? Dzwonimy nie w porę? 
Poznała głos Marion, matki męża, i od razu wiedziała, że to potrwa. Ruszyła do drzwi, by 

zostawić je otwarte dla Aleksa, gdyż ta rozmowa była nieuchronna.   

– Nie, nie. Zmywałam, żeby Joshua obejrzał jeszcze przed spaniem dekoracje świetlne w 

parku.   

– Oglądacie dekoracje? – Głos Marion zabrzmiał lodowato.   
Claire, świadoma nastawienia teściowej, natychmiast zaczęła się tłumaczyć: 
– Pomyślałam, że zrobimy sobie spacer. Ale przede wszystkim miło cię słyszeć. Jak tam 

Leroy? 

Zmiana tematu powiodła się, bo Marion odparła: 
– Jak zwykle narzeka na starość. A co tam u mojego wnusia? 
Claire  zerknęła  do  salonu.  Joshua  siedział  radosny  między  swoimi  samochodami  i 

oświetloną choinką.   

– Świetnie. Ma wielką frajdę z choinki.   
W  słuchawce  zapadła  znacząca  cisza,  która  uprzytomniła  Claire,  że  popełniła  kolejną 

gafę.   

– Macie choinkę? – spytała przerażona teściowa.   

background image

– Malutką – wyjaśniła Claire. – Prezent od przyjaciela. To znaczy prezent dla Joshuy.   
– Hm. – Dezaprobata Marion była więcej niż oczywista.   
Poczucie winy uderzyło Claire z nową siłą. Walczyła, by mu się nie poddać.   
– Mała choinka i służbowe przyjęcie to nie są żadne świąteczne szaleństwa.   
–  To  przechodzi  moje  pojęcie,  jak  możesz  pójść  o  tej  porze  roku  na  zabawę?  Czy  już 

zapomniałaś o Rayu? 

Claire zacisnęła zęby.   
–  Minęły  trzy  lata.  To  całe  życie  Joshuy.  I  trudno  nazwać  służbowe  przyjęcie  wielkim 

świętowaniem.   

– Hm.   
Wiedziała, że nie przekona Marion, mimo to korciło ją, by nadal argumentować.   
– Boże Narodzenie to wielkie święto, tu nie chodzi ani o Raya, ani o jego śmierć.   
– No cóż – odparowała Marion. – Skoro tak to widzisz... Chociaż nie spodziewałam się, 

że tego doczekam.   

W głowie mi się nie mieści, że żona mojego syna może tak postępować.   
Łzy zaciskały już gardło Claire, ból przeszył jej piersi. Zostawiła namoczone naczynia w 

zlewie.   

– Nie zapomniałam o Rayu. – Opadła na kuchenne krzesło. – Nigdy go nie zapomnę.   
Kątem oka dostrzegła jakiś ruch i z przerażeniem ujrzała Aleksa, który stał w progu. Po 

raz pierwszy odczuła wówczas tak silnie zderzenie dawnego i obecnego życia.   

–  Rozumiem  z  tego,  że  nie  mam  co  zapraszać  cię  do  nas  –  ciągnęła  Marion  cierpkim 

tonem.   

Od  dwu  lat  teściowie  wynajmowali  domek  letniskowy  nad  jeziorem  i  tam  szukali 

schronienia przed świątecznym zamieszaniem. Za pierwszym razem Claire pojechała z nimi, 
w następnym roku zgłosiła się na ochotnika do pracy w dzień Bożego Narodzenia.   

– Nie, Marion – odparła. – Zostaniemy tutaj. Uściskaj od nas Leroya.   
Alex nie spuszczał z niej wzroku, a zatem czym prędzej zakończyła rozmowę.   
– Moja teściowa – poinformowała. – Dla niej to ciężki okres w roku.   
Skinął głową ze zrozumieniem.   
– Tak, a ty czujesz się teraz winna.   
Jakie to niesprawiedliwe, że on czyta w jej myślach! Wlepiła wzrok w przyciski telefonu.   
– Tak, trochę.   
– Zdaje mi się, że więcej niż trochę. Popatrzyła mu w oczy.   
– Mnie też nie jest z tym dobrze.   
–  Wyrzucasz  sobie,  że  poszłaś  na  przyjęcie?  –  Jego  głos  był  spięty,  jakby  zadał  jej  to 

pytanie pod przymusem.   

Jak mogła żałować najlepszych chwil w jej życiu od narodzin Joshuy? 
–  Częściowo.  –  Z  przykrością  zobaczyła,  że  twarz  Aleksa  tężeje.  –  A  częściowo  nie. 

Problem w tym, że nie wiem, co myśleć i czuć. Chyba nigdy nie byłam tak zdezorientowana.   

– Możemy jechać do parku jutro... – zaczął. Potrząsnęła głową.   
– Nie, chcę jechać dziś, teraz. Potrzebuję tego. – Liczyła na to, że kilka chwil z Aleksem 

background image

pozwoli jej odzyskać równowagę, którą zachwiało kilka minut rozmowy z Marion.   

– Grzeczna dziewczynka.   
Pomimo  usilnych  starań  Claire  nie  potrafiła  zapomnieć  oskarżeń  teściowej,  kiedy  szli 

przez park. Jak przez mgłę widziała bogate dekoracje, a jej myśli galopowały w poszukiwaniu 

odpowiedzi na pytania, które już przestała sobie zadawać. Jak może się cieszyć, wiedząc, że 
rodzice  Raya  cierpią?  Jak  ma  planować  nowe  życie  w  obliczu  kolejnej  rocznicy  śmierci 
męża? 

Po  półtorej  godzinie  Alex  wniósł  na  rękach  zmęczonego  wrażeniami  Joshuę  do  domu 

Claire.   

– Przepraszam, że nie byłam w nastroju – powiedziała, gdy postawił chłopca na podłodze.   
Jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu, którego nie było w oczach.   
– Obejrzeliśmy dekoracje, dzieciaki są zadowolone, a ja miałem okazję pobyć z tobą. To 

nie był zepsuty wieczór.   

Claire bez przekonania wzruszyła ramionami.   
– Wyśpij się. Jutro zobaczysz wszystko w innym świetle. Nie wolno ci się teraz cofać, bo 

daleko już zaszłaś.   

Skinęła głową z nadzieją, że Alex ma rację.   

Alex zamierzał pójść za radą, której udzielił swojej asystentce. Niestety, nie udało mu się 

porządnie wyspać. Wciąż miał przed oczami wątły uśmiech i mokre oczy Claire. Wiedział, że 
rozmowa z teściową na nowo zasiała w niej wątpliwości, których dopiero co się pozbyła.   

Dobrze przynajmniej, że nie pojechała do ludzi, którzy pragnęliby, aby do końca życia się 

umartwiała.  Pozostaje  mu  postępować  jak  dotychczas,  a  ona  sama  dojdzie  do  tego,  że 
powzięła słuszną decyzję.   

Minęło  kilka  dni,  w  środę  Claire  nie  pojawiła  się  na  lunchu,  który  mieli  zwyczaj  jeść 

razem. Obawy Aleksa zaczęły rosnąć. Czy ma szansę konkurować ze wspomnieniami? 

 

W piątek Nora znalazła Claire w małym laboratorium i przycisnęła ją do muru.   
– O co chodzi? Cały tydzień łazisz jak struta. Claire unikała jej wzroku.   
– Jaka znów struta? – prychnęła.   
– Dobrze wiesz, o czym mówię. Alex też snuje się z ponurą miną. – Nora zmrużyła oczy. 

– Pokłóciliście się? 

– Nie. Skądże.   
– To co się dzieje? Tylko mi nie mów, że sobie wymyślam, bo wszyscy już pytają. Ci, co 

was widzieli na przyjęciu, jak nie mogliście oczu od siebie oderwać.   

Claire siadła ciężko na stołku i oparła łokieć na blacie.   
– Dzwoniła matka Raya.   
– No tak, właściwie łatwo zgadnąć. – Nora była zdegustowana. – Pewnie oburzona, jak 

śmiałaś zapomnieć? I jak masz czelność w ogóle dostrzegać, że są święta? 

Claire wlepiła w przyjaciółkę zdumiony wzrok.   
– Skąd wiesz? 
–  To  nie  żadna  filozofia.  To  dwoje  ludzi,  którzy  nadal  opłakują  syna  i  oczekują  od 

background image

wszystkich identycznego zachowania.   

Skoro już podjęły ten temat, Claire postanowiła otworzyć serce. W głowie miała mętlik, 

nie wiedziała już, co jest prawdą i nie potrafiła odróżnić dobra od zła.   

– Powiedziałam jej o choince i przyjęciu, a ona tak się obruszyła, że poczułam się winna. 

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak zareagowałaby na wieść o Aleksie.   

– Co czujesz do niego? – Nora usiadła przy niej.   
– Chciałabym, żeby był z nami – odparła Claire – ale...   
– Nie ma żadnych ale – rzekła stanowczo Nora.   
– Wspomnienie Raya nie ogrzeje cię w nocy.   
– Wiem. Sądziłam, że najgorsze już za mną, ale Marion i Leroy wciąż tak samo cierpią. 

Wydaje mi się, że nie mam prawa być szczęśliwa.   

–  To  ich  wybór.  Ty  przeszłaś  do  kolejnego  etapu,  akceptacji,  a  oni  nie.  Nie  mogą  cię 

zatrzymywać.  Jak  myślisz,  dlaczego  tak  obstawałam  przy  tym,  żebyś  się  od  nich 
wyprowadziła? Wiedziałam, że pod ich wpływem zostałabyś wdową do końca swojego życia. 
A to byłaby niepowetowana strata.   

– Możemy całkiem dobrze żyć z Joshuą sami.   
– Oczywiście, ale czy z Aleksem nie będzie o wiele lepiej? Zawsze chciałaś mieć trójkę 

dzieci. Zamierzasz teraz pogodzić się z losem i dać się unieszczęśliwić? 

Nie,  nie  chciała  tego.  Nie  mogła  też  zaprzeczyć  faktom.  Dzięki  Aleksowi  odzyskała 

pewność siebie.   

– Gdyby to wszystko nie działo się w Boże Narodzenie, byłoby o wiele prościej.   
– A nie wpadło ci do głowy, że dla ciebie to wspaniały okres? 
– Chyba żartujesz? 
–  No  wiesz,  w  ogólnym,  kosmicznym  sensie  trudno  wyobrazić  sobie  lepszy  czas  na 

miłość. Los daruje ci cudowny prezent w postaci mężczyzny.   

Claire nie myślała o tym w podobnych kategoriach, ale kto wie? Może to prezent od losu, 

a może od Raya, który  otacza ją opieką? Tak, pojawienie się Aleksa należy traktować jako 
podarunek. Ten wniosek podpowiedział jej dalsze kroki.   

– Chyba go uraziłam – wyznała, mając na myśli nastrój Aleksa. Owszem, był jak zawsze 

uprzejmy, ale przy tym utrzymywał dystans, jakby oczekiwał złych wieści.   

–  I  co  w  tym  dziwnego?  On  też  ma  swoją  dumę.  Pogadaj  z  nim,  on  na  to  czeka.  Jeśli 

pierwsza nie zrobisz kroku, pomyśli, że go nie chcesz, jeżeli już tak nie myśli.   

– Za chwilę przyjdą nasi popołudniowi pacjenci. Teraz nie mam czasu.   
– Nie przesadzaj! – Nora wstała i pociągnęła przyjaciółkę za rękę. – Straciłaś już cztery 

dni, moja droga. – Pchnęła ją do drzwi. – Idź. Alex siedzi w swoim gabinecie.   

Claire zerknęła na nią przez ramię.   
– A ty? 
Nora wyszczerzyła zęby w uśmiechu.   
– A ja jako dobra przyjaciółka zatrzymam tu natrętów, dopóki się nie dogadacie.   
– Trzymaj lepiej za mnie kciuki.   
– No idź. Ta niepewność mnie zabija: 

background image

Claire wzięła głęboki oddech, zapukała i wsadziła głowę do gabinetu Aleka. Siedział za 

biurkiem przygarbiony, ze ściągniętą twarzą, z której dotąd rzadko schodził uśmiech.   

– Cześć – rzuciła pogodnie. – Masz chwilkę? Wyprostował plecy i odłożył pióro na stos 

papierów.   

Na  zaciekawionej  z  początku  twarzy  szybko  pokazała  się  rezerwa.  Claire  zrobiło  się 

przykro.   

– Dla ciebie zawsze – odparł.   
Weszła zatem do środka, ale już zdenerwowana.   
– Pytałeś mnie, czy żałuję, że wybrałam się na przyjęcie? 
– Tak. – Także jego głos był pełen rezerwy.   
– A ja odpowiedziałam, że nie wiem. Alex skinął głową.   
–  Więc  nie  żałuję  ani  sekundy.  –  Odsunęła  z  czoła  kosmyk  włosów.  –  Nigdy  nie 

żałowałam, tylko teściowa zamieszała mi w głowie. Musiałam sobie to wszystko poukładać.   

– Rozumiem. – Podniósł palec wskazujący do ust.   
. Na kilka sekund zapadła ogłuszająca cisza. Nagle uleciały gdzieś nadzieja i determinacja 

Claire.   

– To tyle, chciałam, żebyś wiedział.   
Ruszyła  do  wyjścia,  lecz  Alex  wstał,  wyciągnął  przed  nią  rękę  i  zagrodził  jej  drogę. 

Pieścił jej kark oddechem.   

– Nie przesłyszałem się? 
Claire zaniemówiła. Skinęła tylko głową.   
– Pytanie brzmi: czy będę zmuszony rywalizować z pamięcią o twoim mężu? 
Claire odwróciła się do niego twarzą.   
–  Nie.  Nigdy  go  nie  zapomnę,  ponieważ  jest  ojcem  Joshuy,  ale  jestem  gotowa  zacząć 

nowy rozdział w życiu.   

Zanim się zorientowała, Alex chwycił ją w ramiona. Całował ją tak zachłannie, że gdyby 

nie trzymał jej z całej siły, niechybnie by zemdlała.   

– Jesteś pewna? 
– Na sto procent – oświadczyła, a jego wargi wędrowały po jej szyi. – Och, Alex...   
Raptem ktoś chrząknął, przecinając otaczającą ich zmysłową mgłę. Nora stała na wprost 

nich z uśmiechem od ucha do ucha.   

–  Skoro  już  doszliście  do  porozumienia,  jak  wynika  z  dymu,  który  się  tu  unosi,  muszę 

was  przywołać  do  porządku.  Pacjenci  czekają.  Za  chwilę  Roberta  zamieni  się  znowu  w 
ryczącego lwa.   

Alex  wypuścił  Claire  z  objęć,  ale  zostawił  jej  jakieś  wewnętrzne  ciepło,  które  ją  nadal 

rozgrzewało.   

– Już idę – uspokoiła przyjaciółkę.   
Nora zasalutowała i  wymaszerowała do swoich obowiązków.  Alex zaś patrzył  na Claire 

łakomym wzrokiem.   

– Fatalnie wybierasz czas, wiesz o tym? 
– Dopóki ciebie nie znałam, nigdy mi się to nie zdarzało – odparła wesoło.   

background image

Pogłaskał ją po policzku.   
– Nie wiem, jak skupię się na robocie.   
Pokiwała głową. Myślami była już przy nadchodzącym  weekendzie i  związanych z nim 

nadziejach.   

– Jedziemy na tym samym wózku, doktorze Ridgeway.   
 

Weekend  nie  zawiódł  oczekiwań  Claire.  Niemal  cały  czas  spędziła  z  synem  w 

towarzystwie Aleksa i jego córki. Rodzicom udało się nawet skraść kilka chwil sam na sam. 
W poniedziałek z trudem wracała do codzienności.   

– Co robimy dziś wieczór? – spytał Alex. – Weźmiemy Joshuę do centrum handlowego, 

żeby zobaczył Świętego Mikołaja? 

Claire miała inne plany.   
– Święta już za tydzień, muszę jeszcze kupić prezenty.   
– To może podrzucisz nam Josha? 
– Dzięki, Nora się nim zajmie. Jesteśmy umówieni na jutrzejszy wieczór? 
–  Tak.  Jennie  nie  może  się  doczekać.  Rudolph  to  jej  ulubiony  bohater  filmów 

rysunkowych, co roku to ogląda.   

–  Ja  też  to  uwielbiam.  –  Claire  zamierzała  kupić  dużo  prażonej  kukurydzy,  głównie  ze 

względu na Jennie. Zaplanowała, że poda ją w plastikowych pudełkach, identycznych jak te z 
kartonu, które dają w kinie.   

– Nie zapomnij, że w środę jest przedstawienie.   
– No wiesz! 
Jennie  zaznaczyła  ten  dzień  w  kalendarzu  Claire  grubym  czerwonym  krzyżykiem.  Alex 

przytulił ją.   

– Na pewno chcesz iść sama na zakupy? 
–  Niektóre  rzeczy  najlepiej  robić  samemu  –  odparła  żartobliwie.  Nareszcie  wpadła  na 

pomysł, co podaruje Aleksowi i nie życzyła sobie, by się za nią ciągnął.   

– Doktorze Ridgeway! – huknął przez interkom głos Roberty. – Telefon na drugiej linii.   
Alex posłał Claire całusa i sięgnął po słuchawkę.   
– Dobrej zabawy.   
– Kupowanie prezentów to harówka – poprawiła go.   
– To nie pracuj za ciężko.   
– Postaram się.   
Claire  dokładnie  wiedziała,  co  chce  kupić.  Niemniej  zrealizowanie  planów  okazało  się 

wcale  niełatwe.  Odwiedziła  kilka  sklepów  jubilerskich  i  już  miała  zrezygnować,  kiedy  jej 
uwagę przyciągnął mały niepozorny sklepik na końcu ulicy.   

Na dodatek szczęście jej dopisało i dostała tam zegarek, jakiego poszukiwała.   
–  Większość  mężczyzn  nosi  nowoczesne  zegarki  –  stwierdził  jubiler  –  ale  zdarzają  się 

wyjątki.   

– Biorę ten – zdecydowała bez wahania.   
– Zapakować pani? 

background image

– Dziękuję, sama to zrobię.   
Jeden z ważniejszych zakupów ma zatem z głowy. Następnie pojechała do SuperMarta. I 

tu  jej  się  poszczęściło,  ponieważ  maszyna  do  szycia  dla  początkujących  była  akurat  na 
wyprzedaży.  Jennie  wykazała  ogromne  zainteresowanie  szyciem,  kiedy  wspólnie 
przygotowywały kostium na szkolne przedstawienie. Claire zadowolona stanęła w kolejce do 
kasy i ze zdumieniem zobaczyła Edwinę z mężem.   

– Widzę, że państwo też robicie zakupy – zawołała radośnie.   
Edwina była blada, uśmiechała się słabo i z wysiłkiem.   
– Zostało jeszcze kilka drobiazgów do załatwienia – oznajmiła i nieoczekiwanie zgięła się 

w pół.   

Joe chwycił ją za rękę.   
– Co się stało? 
– Dziecko – wyjęczała.   

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Claire  widziała  już  wielu  oczekujących  na  potomka  mężczyzn,  ale  żaden  nie  miał  tak 

struchlałej miny jak Joe.   

– O rany! – jęknął. – Dlaczego wcześniej nie mówiłaś? 
– Bo właśnie teraz mnie kopnęło.   
– Poszukajmy jakiegoś miejsca do siedzenia – rzekła Claire. – Joe, niech pan zapłaci, ja 

się nią zajmę.   

Nie  czekając  na  jego  zgodę,  wzięła  Edwinę  za  rękę,  drugą  ręką  popychając  wózek  z 

zakupami.  Przeniosły  się  do  odnowionego  holu,  gdzie  ktoś  przewidujący  ustawił  ławki  dla 
zmęczonych  klientów.  Claire  pomogła  ciężarnej  usiąść  i  zmierzyła  jej  puls.  Był  mocno 
przyspieszony.   

– Jak się pani czuje? 
– Nie za dobrze. – Kobieta ściskała z całych sił dłoń Claire. – Od rana nie mogę dotknąć 

brzucha nawet palcem, ale teraz to już chyba coś niedobrze.   

– Czy to jest ciągły ból? 
Edwina skinęła głową i przygryzła wargę.   
–  Trochę  zelżał,  ale  przypomina  mi  poprzedni  raz.  Poprzednim  razem  poroniła.  Claire 

położyła otwartą dłoń na jej brzuchu. To, co wyczuła, było raczej podejmowanym zrywami 
szarpaniem niż skurczami mięśni.   

– Zrobimy tak – postanowiła i poklepała Edwinę po ramieniu. – Pani się tu położy, a ja 

zadzwonię po karetkę. Sądzę, że dziecko stwierdziło, że przyszedł na nie czas.   

– Joe nie może mnie odwieźć? 
–  Lekarz od  razu da pani  kroplówkę i  zwolni  akcję porodową. – Podniosła wzrok.  – O 

wilku mowa, pójdę więc.   

–  Proszę  zostać  –  błagała  Edwina.  Najważniejszy  jest  spokój  pacjenta.  Wyznając  tę 

zasadę, Claire zwróciła się do Joego: 

–  Niech  pan  pójdzie  i  poprosi,  żeby  wezwali  karetkę.  –  Widząc  na  spodniach  Edwiny 

niedużą, acz wyraźną plamę krwi, dodała: – I niech pan poprosi o koc.   

Mężczyzna posłuchał jej bez słowa.   
–  A  teraz  potrzebne  mi  będą  obie  ręce  –  powiedziała  łagodnie  do  ciężarnej.  –  Muszę 

zadzwonić do doktora Ridgewaya, żeby czekał na nas w szpitalu.   

Edwina  tak  mocno  ją  ściskała,  że  Claire  niemal  zdrętwiały  palce.  Zdjęła  płaszcz  i 

przykryła rodzącą, a następnie wybrała numer Aleksa w telefonie komórkowym.   

– Proszę, bądź w domu – szeptała pod nosem i z ulgą usłyszała jego głos. – Tu Claire. – 

Odwróciła  się  plecami  do  pacjentki  i  zniżyła  głos.  –  Edwina  Butler  jest  ze  mną  w 
Supe-rMarcie,  ma  problem.  Wyczuwam  łagodne  skurcze.  Na  razie  nie  jest  najgorzej,  ale 
zaczęła krwawić. Wezwaliśmy karetkę.   

– Jadę do szpitala.   
– Mam zadzwonić i poprosić, żeby wszystko przygotowali? 

background image

–  Sam  to  zrobię  –  odparł.  –  Jeżeli  pęka  jej  łożysko,  potrzebna  mi  Jivanta  i  zespół 

chirurgiczny.   

Jivanta była położną, z której często robiono sobie żarty, ponieważ była niewiele większa 

od dzieci, które sprowadzała na ten świat. Mimo skromnych rozmiarów specjalizowała się w 
ciążach  wysokiego  ryzyka  i  niejeden  raz  okazała  się  godna  swojego  imienia  znaczącego: 
dająca życie.   

Claire  spojrzała  z  uśmiechem  na  Edwinę  i  jej  męża,  który  wrócił  właśnie  do  nich  z 

kierownikiem sklepu i kocem.   

–  Mogę  w  czymś  pomóc?  – Claire  znała  już mężczyznę  z  wypadku,  jaki  zdarzył  się  w 

sklepie przed paroma tygodniami.   

– Proszę tylko zadbać, żeby karetka mogła dojechać bez kłopotu.   
Następnie wyjaśniła małżeńskiej parze, co ich czeka.   
– Stracę to dziecko, tak? – spytała Edwina.   
– Może się okazać, że konieczne będzie cesarskie cięcie – tłumaczyła Claire.   
– Muszą uratować dziecko. Nie zniosę tego znowu.   
– Wiem – odrzekła Claire. Edwina nie miała nawet pojęcia, jak mocno siedząca przy niej 

kobieta  odczuwa  jej  cierpienie.  –  Niech  się  pani  stara  normalnie  oddychać.  –  Z  niedaleka 
dobiegł ich sygnał karetki. – Bardzo boli? 

– Jak leżę, to mniej.   
Karetka zatrzymała się tuż przed wejściem do sklepu. Lekarz natychmiast posłuchał serca 

dziecka, w tym samym czasie pielęgniarz podłączył kroplówkę.   

–  Pojedzie  pani  z  nami?  –  spytał  Joe.  –  Bardzo  byśmy  byli  wdzięczni.  Przynajmniej 

dopóki... nie dowiemy się...   

Claire  napłynęły  do  oczu  łzy.  Z  jednej  strony  nie  miała  ochoty  oglądać  bólu  Edwiny  i 

Joego w razie, gdyby nie udało się uratować dziecka. Z drugiej strony nie potrafiła odmówić.   

–  Pojadę  za  wami  swoim  samochodem  –  obiecała.  Gdy  Joe  i  Claire  dotarli  do  szpitala, 

Alex i Jivanta wzięli pacjentkę pod swoją opiekę.   

– Dziecko jest w niebezpieczeństwie, mamy bardzo mało czasu – powiedzieli Joemu.   
– Ale czy on... czy on to wytrzyma? 
– Zrobimy, co się da. Mogę tylko powiedzieć na pocieszenie, że dziecko i matka są w nie 

najgorszym stanie.   

– To o co chodzi? 
– Łożysko Eddie pęka, co znaczy, że dziecko traci krew i brak mu tlenu.   
– Ale jak się urodzi, będzie w porządku? 
– Zrobimy, co w naszej mocy – powtórzył Alex. – Znajdę pana, jak skończymy. – Z tymi 

słowy opuścił ich.   

– Chce pan do kogoś zadzwonić? – spytała Claire przestraszonego mężczyznę. – Może do 

rodziców? 

‘ Joe pokręcił głową.   
– Zaczekam. Tak czy inaczej – mówił bezbarwnym głosem – jeżeli Eddie straci dziecko, 

ją też stracę.   

background image

Doskonale go rozumiała, mimo to nie znalazła słów, którymi mogłaby dodać mu odwagi, 

choć tak bardzo jej w tej chwili potrzebował. Jakimż banałem byłoby powiedzenie mu, żeby 
myślał pozytywnie. Los nie zawsze słucha pozytywnych myśli ani nie spełnia rozpaczliwych 
nadziei.   

– Zostanie pani jeszcze chwilę? – spytał proszącym tonem. – Wiem, że każdy jest teraz 

zajęty...   

Claire miała świadomość, że najgorsze jest czekanie, a więc nie mogła go porzucić.   
– Muszę tylko zawiadomić opiekunkę syna. Napije się pan może kawy? 
Kiedy  wyjaśniła  Norze  sytuację,  a  kawa  jej  przy  okazji  wystygła,  Alex  wyszedł 

zadowolony z sali operacyjnej.   

– Moje gratulacje, Joe. Ma pan śliczną córeczkę. Joe nie posiadał się z radości.   
– I wszystko z nią dobrze? 
– Ma drobne kłopoty, dlatego nie może pan jej od razu wziąć na ręce. Musi dostać krew i 

tlen.   

– A Eddie? – spytał drżącym głosem.   
– Eddie czuje się dobrze.   
– Mogę je zobaczyć? 
– Eddie została przewieziona na salę pooperacyjną, ale może pan spojrzeć na małą przez 

szybę.  Nasz  pediatra  chce  ją  w  ciągu  godziny  przetransportować  karetką  powietrzną  do 
centrum  dla  noworodków.  Są  tam  lepiej  wyposażeni  niż  my,  ale  proszę  mi  wierzyć,  że 
jesteśmy wszyscy dobrej myśli.   

Świeżo upieczony ojciec uściskał dłoń lekarza.   
– Dziękuję! Muszę teraz wykonać parę telefonów. – Pobiegł do lady recepcyjnej w rogu, 

gdzie znajdował się telefon.   

– Dzięki Bogu. Cały czas myślałam o tym, że Eddie załamie się, jak jej znów nie wyjdzie 

– wyznała z ulgą Claire.   

– Dla ciebie też nie były to łatwe chwile – zauważył słusznie Alex.   
– Jakoś sobie poradziłam. Zresztą i  tak nie potrafiłabym odejść, nie wiedząc, jak to  się 

zakończyło.   

– Zadzwoniłbym przecież.   
– Tak, ale czasem brakuje mi cierpliwości.   
– Zapamiętam to sobie – powiedział żartobliwym tonem. – Czy to znaczy, że nie należy 

kłaść dla ciebie prezentu pod choinką przed Bożym Narodzeniem? 

Claire zaskoczyła i wzruszyła myśl, że coś jej kupił.   
– Jeżeli położysz prezent pod swoją choinką, pewnie zniosę jakoś to napięcie.   
–  Nie  chciałbym  traktować  cię  tak  jak  Jennie.  Jak  się  za  bardzo  kręci  przy  choince,  za 

karę pozwalam jej otworzyć paczki dopiero dzień później.   

– Naprawdę kazałeś jej kiedyś czekać? 
– Prawdę powiedziawszy, tylko do następnego ranka.   
– Wiedziałam, że pod tym pancerzem masz miękkie serce. – Uderzyła go lekko w klatkę 

piersiową.   

background image

–  No,  tylko  nikomu  nie  mów.  A  zwłaszcza  mojej  córce.  –  Raptem  pociągnął  ją  do 

opustoszałego korytarza i pocałował. – Zadzwonię do ciebie później.   

–  Będę  w  domu.  –  I  będzie  liczyła  minuty  do  tej  chwili,  choć  wiedziała,  że  nadejdzie 

dopiero wieczorem, gdy Joshua zaśnie już w swoim łóżeczku.   

Odprowadziła Aleksa wzrokiem. Wniósł do jej życia tyle zmian, i to pozytywnych. Alex i 

Jennie nigdy nawet nie domyśla się, jak bardzo jej pomogli.   

Jedno  nie  ulegało  żadnej  wątpliwości.  Zaszło  coś  absolutnie  zdumiewającego,  i  to  bez 

żadnego świadomego wysiłku z jej strony. Zakochała się po same uszy.   

 

Alex szedł przebrać się po zabiegu radosny i lekki niczym latawiec, ulubiona zabawka z 

dzieciństwa. Cieszył się szczęściem świeżo upieczonych rodziców. Ogromne wrażenie zrobił 
na nim również fakt, że Claire została z Joe Butlerem.   

Rozumiał,  że  oczekiwanie  na  wieści,  które  mogły  być  złe,  nie  przyszło  jej  łatwo. 

Powróciły wspomnienia jej własnych bolesnych doświadczeń. A jednak nie uciekła.  I nagle 
uprzytomnił sobie, że podświadomie oceniał kobiety, z którymi się spotykał, według jednego 
kryterium.  Claire  kilkakrotnie  miała  okazję  wybrać  łatwiejsze  wyjście.  Przypomniał  sobie 
choćby ostatni epizod, z jej teściową. Już niemal stracił nadzieję na spotkanie kobiety, która 
byłaby  z  nim  na  dobre  i  na  złe,  która  przedkładałaby  cudze  potrzeby  ponad  własne.  I  oto 
znalazł te wszystkie cechy u Claire. Pokochał ją i postanowił, że nie pozwoli, by wymknęła 
mu się z rąk.   

Claire jest klejnotem, i nie był odosobniony w tej opinii. Jego matka myślała podobnie, a 

Jennie nie mogła się jej nachwalić. Nie wyobrażał sobie już dnia bez jej głosu czy uśmiechu, 
tak mocno zapuściła korzenie w jego życiu.   

Nie wiedział, czy kupiła prezenty, których poszukiwała. Wiedział za to doskonale, co on 

musi jeszcze kupić przed zamknięciem sklepów. Było to coś, co miało zmienić jego życie na 
zawsze.   

–  Kto  dzisiaj  przyniósł  ciastka?  –  Alex  wszedł  do  pokoju  dla  pracowników,  który 

sąsiadował z recepcją.   

Claire włożyła do ust ostatni kawałek swojego ciastka.   
–  Nora.  Tak  smacznie  wyglądają,  że  musiałam  od  razu  spróbować,  zwłaszcza  że  nic 

dzisiaj nie jadłam.   

– Nie jadasz śniadań? 
– Zaspałam – przyznała  się. – Joshua marudził w nocy.  Brzuch  go pobolewał, ale rano 

wszystko było w porządku. A jak tam Eddie i dziecko? 

– Stan małej jest stabilny, a Eddie zajada się czekoladkami. Jivanta wypisze ją jutro i jadą 

z wizytą do panny Butler.   

– Wybrali już imię? 
Rodzice dziewczynki nie podejmowali wcześniej decyzji w sprawie imienia dziecka, żeby 

nie zapeszyć. Alex spojrzał na nią z szelmowskim uśmiechem.   

– Alexis Claire.   
– O mój Boże. Poważnie? 

background image

– Jak najbardziej. Zdrobniale Lexie.   
– To pierwsze dziecko, które dostaje po mnie imię.   
–  Mnie  też  się  to  dotąd  nie  zdarzyło.  Pewnie  nie  robię  wrażenia  na  moich  ciężarnych 

pacjentkach. – Claire zaprzeczyła mu w duchu. – I co? – spytał. – Udało ci się wczoraj kupić 

prezenty? 

– Już nawet je zapakowałam. Wszystkie czekają pod choinką. Teraz mogę odpoczywać.   
– Szczęściara.   
– Może wpadlibyście z Jennie na wczesną kolację? Mam duszoną wołowinę z jarzynami. 

Nie wiem, jak ja to robię, ale zawsze wychodzi mi za dużo. Pluton wojska by się najadł.   

– Nie musisz mnie prosić po raz drugi. Koło szóstej? Tak, do szóstej zdoła wrócić z pracy 

do domu, przejrzeć pocztę i przebrać się w domowe ciuchy.   

– Świetnie.   
Tego przedpołudnia nic  nie mogło  zepsuć dobrego nastroju  Claire. Udało się to  dopiero 

Joyce Morris.   

– Chyba skręciłam nadgarstek. – Pacjentka pokazała rękę. – Potknęłam się i upadłam.   
Claire podwinęła rękaw bluzki kobiety i ujrzała kilka siniaków wokół jej przedramienia, 

zupełnie jakby ktoś trzymał ją w silnym uścisku. Nie skomentowała tego, lecz nie omieszkała 
przekazać swojego spostrzeżenia Aleksowi.   

Ten tylko ciężko westchnął i zrobił zasępioną minę.   
– Ona się do niczego nie przyzna. Poślij ją na prześwietlenie, może to nam powie więcej.   
Po półgodzinie technik radiolog dostarczył klisze. Alex obejrzał je i aż gwizdnął.   
– Nie znoszę, kiedy pacjenci mnie okłamują.   
– Nie upadła? 
– Być może. Ale to nie przy tej okazji złamała sobie rękę.   
Claire powędrowała za nim do pokoju, w którym czekała Joyce.   
– To złamanie – poinformował lekarz. Pacjentka potarła zaczerwienione oczy.   
– Przepraszam. Boli mnie jak diabli. Jest pan pewny? 
– Kość jest złamana – rzekł stanowczo. Kobieta skuliła się z bólu i ze strachu.   
– Założycie mi gips? 
– Rodzaj złamania wskazuje, że doszło do niego podczas skręcenia. Unieruchomienie nic 

nie da, trzeba nastawić kość.   

– Wolałabym, żeby pan to zrobił – poprosiła pacjentka.   
– No dobrze, ale dam pani lek, po którym nie wolno prowadzić samochodu.   
–  Umówiłam  się  z  bratem,  że  po  niego  zadzwonię.  Alex  bacznie  przeglądał  klisze,  zaś 

Claire przygotowywała niezbędny sprzęt.   

–  Powie  nam  pani,  co  się  naprawdę  stało?  –  spytał,  kiedy  czekali,  aż  zacznie  działać 

środek przeciwbólowy.   

– Miałam sprzeczkę z Rickiem – zaczęła z wahaniem. – Nie chce robić żadnych badań. 

Prosiłam,  błagałam,  ale  on  się  tylko  wścieka.  –  Otarła  znowu  oczy.  Claire  podała  jej 
chusteczkę.   

– I wtedy złapał panią za rękę.   

background image

–  Nie.  Dopiero  kiedy  mu  zagroziłam,  że  odejdę  i  jeśli  ma  raka,  zostanie  bez  żadnej 

pomocy. – Spojrzała na Aleksa, potem na Claire. – Rick pracuje za miastem, wróci dopiero za 

dwa dni. Chcę się wynieść z mieszkania przed jego powrotem.   

– Zwróciła się już pani do adwokata? – spytał Alex.   
– Nie. A powinnam? 
– Radziłabym to zrobić dla pani dobra. I dla dobra córki – wtrąciła Claire. – I to szybko. 

Zaraz poproszę naszego pracownika socjalnego, on pani doradzi.   

Oczy Joyce zalśniły łzami.   
– Tyle dla mnie robicie.   
Claire objęła ją delikatnie.   
– A teraz proszę się uspokoić. I jeśli to pani pomoże, nie patrzeć, co robi doktor.   
Później tego samego dnia Alex otrzymał dobre wiadomości o stanie Lexie Butler. Z kolei 

doktor Jensen udało się wyciąć cały guz Victora Kohla. Chory nie miał jeszcze przerzutów. 
Prognozy  były  optymistyczne,  zdecydowano  tylko  na  wszelki  wypadek  poddać  go 
chemioterapii.   

Po  pracowitym  dniu  Alex  z  przyjemnością  zasiadł  do  stołu,  zapominając  na  chwilę  o 

problemach  pacjentów.  W  tym  momencie  pragnął  tylko  dobrego  jedzenia  w  dobrym 

towarzystwie.   

– Znakomite mięso – pochwalił Claire.   
– Dziękuję. Weźmiecie sobie trochę do domu? 
– Naprawdę nie żartowałaś z tą armią? 
– Teraz już wiesz, dlaczego tak rzadko się do tego zabieram. Zazwyczaj przygotowuję to 

danie, kiedy spodziewam się większego grona, na przykład kiedy przyjeżdża rodzina.   

– Przyjadą tu na święta? 
– Nie. Brat jest strażakiem i musi pracować. Mama chciała nas odwiedzić, ale jej siostra 

miała zawał i mama leci do Oregonu. A my będziemy się byczyć przez całe trzy dni.   

–  Mam  nadzieję,  że  razem  z  nami.  –  Uśmiechnął  się  niepewnie.  –  Moja  matka  byłaby 

szczęśliwa.   

– Ja też.   
Powiedz  jej,  czego  byś  chciał,  powiedz  jej.  Zaczął  łamiącym  się  głosem,  bo  odwaga 

trochę go zawodziła.   

–  Powinnaś  o  czymś  wiedzieć.  –  Zaniósł  talerze  do  kuchni  i  stanął  twarzą  w  twarz  z 

Claire. – Faktem jest, że to się dzieje bardzo szybko, ale uważam, że między nami wydarzyło 
się coś wyjątkowego. Claire była na granicy omdlenia.   

– Ja też tak sądzę.   
–  Oboje  boimy  się  tego  pośpiechu,  ale  staram  się  myśleć  przyszłościowo,  na  przykład, 

żebyśmy razem zamieszkali.   

Popatrzyła na niego nieśmiało.   
– Czy prosisz mnie...   
–  Żebyś  za  mnie  wyszła,  to  znaczy,  daję  ci  to  pod  rozwagę.  Jak  mówiłem,  oboje 

potrzebujemy  czasu,  ale  chciałem,  żebyś  wiedziała,  co  czuję  i  poznała  moje  plany.  Kocham 

background image

cię i chcę, żebyśmy byli razem.   

– Och, Alex, nawet nie wiesz, jak ja tego pragnę. Pochylił głowę i pocałował ją. Jeszcze 

krok i trzyma! 

ją  w  uwięzi  przy  kuchennym  blacie.  Chciał  się  z  nią  kochać,  ale  kuchenny  stół  nie  jest 

odpowiednim  miejscem  na  pierwsze  zbliżenie.  Przesunął  to  zatem  na  później,  rysując  w 
wyobraźni mapę ciała Claire, ze wszystkimi dolinami i wzniesieniami.   

–  Tato!  Ty  całujesz  Claire.  –  Oskarżający  ton  Jennie  obudził  go  dość  boleśnie  z 

cudownego transu.   

Wyprostował plecy, ale nie wypuścił Claire z ramion. Nie zamierzał uciekać, udawać ani 

czuć się winny, ponieważ miał czyste i szlachetne zamiary.   

– Tak, całowałem ją – odparł spokojnie.   
– Jak możesz? 
– A dlaczego nie? 
– Bo nie. Bo ona jest moją koleżanką. Alex przytulił Claire i zwrócił się do córki.   
– Tak, ale dla mnie jest kimś więcej. Jennie patrzyła na ojca przez zmrużone oczy.   
– Chyba nie chcesz się z nią żenić? 
– Chcę – rzekł zgodnie z prawdą.   
– My jej nie potrzebujemy – rozpaczała Jennie. – Nam jest tak dobrze.   
– Pomyśl tylko, jak będzie miło, kiedy zamieszkamy wszyscy w jednym domu.   
Dziewczynka tupnęła nogą z całej siły.   
– Ja nie chcę. Obiecałeś mi. – Obrzuciła Claire wrogim spojrzeniem. – Oszukałaś mnie. 

Udawałaś, że jesteś koleżanką. Jesteś taka jak inne, chcesz mi zabrać tatę.   

Claire ostrożnie postąpiła krok do przodu.   
– To nie tak, Jennie.   
– Tak! – Dziewczynka zalała się łzami i wybiegła.   
– Przepraszam. – Alex był zakłopotany. – Nie wiem, co w nią wstąpiło. Przecież bardzo 

cię lubi, i Josha też.   

– Chcesz zmienić jej życie bez jej pozwolenia. To naturalne, że jest niezadowolona.   
–  Niezadowolenie  to  jedno,  ale  ona  jest  niegrzeczna.  –  W  tle  trzasnęły  drzwi.  –  Co  to 

było? 

Claire zaniepokoiła się na dobre.   
– Chyba nie poszła sama do domu? 
–  Oby  nie  gdzie  indziej  –  rzucił  zdenerwowany.  Pospieszył  do  salonu  i  wyjrzał  przez 

okno.  Zapadł  już  zmierzch  i  nic  nie  było  widać.  Alex  natychmiast  ruszył  po  swój  płaszcz, 
słyszał dochodzącą z pokoju obok rozmowę Claire z Joshuą.   

– Eni? – pytał chłopiec.   
– Eni pa pa.   
Z wieszaka zniknął płaszcz Jennie.   
– Lecę za nią – zawołał. Claire odprowadziła go do drzwi.   
– Zadzwoń zaraz, żebym wiedziała, czy jest cała i zdrowa.   
Pocałował ją w locie.   

background image

– Nie martw się. Pogadam z nią i wszystko się ułoży.   
W  świetle  ulicznej  latarni  nie  dostrzegł  znajomej  sylwetki.  Przeklął  ciemność  i  siadł  za 

kierownicą. Ledwie oddychał, dopóki nie zobaczył córki, która maszerowała w stronę domu z 
opuszczoną głową.   

– Dzięki Bogu – westchnął.   
Jeden cud został mu darowany, nad drugim będzie musiał popracować.   

 
– Jak tam Jennie? – spytała Claire w środę rano. Alex miał niezadowoloną i rozczarowaną 

minę.   

– Bez zmian. Nie odezwała się nawet, kiedy zakazałem jej oglądać telewizję. Uciekła do 

swojego pokoju i przesiedziała tam cały wieczór.   

– Och, Alex, tak mi przykro.   
Potarł czoło, jakby tym ruchem dało się zmieść wszelkie troski.   
– Już tracę głowę. Nagadałem jej, aż ochrypłem, a ta milczy jak zaklęta.   
– Nie można jej winić za to, że chce cię mieć na wyłączność.   
– Ale w życiu trzeba się dzielić. Widać nie wbiłem jej do głowy tej ważnej lekcji.   
– Nie bądź dla siebie taki surowy. Zrobiłeś, co mogłeś. A Jennie jest mądra jak jej tata i 

na pewno sobie z tym poradzi.   

– Oby – rzucił zadziornie. – Bo inaczej...   
– Co? Nie możesz jej grozić. Jak to zrobisz, jeszcze bardziej będzie miała mi za złe.   
– W ogóle nie powinna mieć ci za złe.   
Claire nie przyznała się, jak przykra jest dla niej reakcja Jennie, tym bardziej że przeżyły 

wspólnie tyle miłych chwil.   

– Masz rację, ale daj jej czas.   
W  piątek  Claire  stwierdziła,  że  Jennie  nie  zmieniła  swojego  stosunku  do  niej.  Trzeba 

wiele  energii,  by  trwać  w  takim  gniewie  przez  kilka  dni.  Claire  dumała,  jak  go  ugasić.  Ale 
jeśli  dziewczynka  odmawia  rozmowy  z  własnym  ojcem,  Claire  oceniała  swoje  szanse  jako 
mizerne.   

Stało się to jeszcze bardziej oczywiste, gdy pani Rowe podrzuciła Jennie po lekcjach do 

przychodni. Claire zobaczyła ją w gabinecie Aleksa i weszła porozmawiać.   

– Cieszysz się, że dziś jest przedstawienie w szkole? Jennie znacząco odwróciła wzrok.   
– No chyba.   
Claire zignorowała jej nieprzyjazne nastawienie.   
–  Posłuchaj,  wiem,  że  chciałabyś,  żeby  tata  poświęcał  ci  cały  swój  czas,  ale  czy  nie 

chcesz, żeby był szczęśliwy? 

– Jest szczęśliwy ze mną.   
– Na pewno. Ale może czterem osobom jest dwa razy lepiej niż dwóm. Ja na pewno nie 

będę miała nic przeciw temu, żebyście z tatą spędzali czas tylko we dwoje. My z Joshuą też 
będziemy tego potrzebowali.   

– Ale my nikogo nie potrzebujemy.   
–  Może  ty  nikogo  nie  potrzebujesz.  Ja  przeciwnie.  I  mam  wrażenie,  że  twój  tata  mnie 

background image

potrzebuje.   

– Nieprawda. – Dziewczynka podniosła głos. Wówczas Claire z zaskoczeniem zobaczyła 

w jej oczach strach.   

– Czego się boisz? – spytała spokojnie. – Tata zawsze będzie cię kochał.   
Jennie  przeszyła  ją  nienawistnym  spojrzeniem.  Siedziała  na  krześle  i  machała  nogami. 

Wszelkie nadzieje Claire zgasły. Nie była specjalistką od psychologii dziecka, a upór Jennie 
nie dawał nadziei na szybkie rozwiązanie sprawy.   

Jeżeli nadal będą się spotykać z Aleksem po pracy, myślała, córka zatruje mu życie i w 

końcu każe mu wybierać.   

– To się nie uda, Alex – oznajmiła, kiedy pożegnali ostatniego tego dnia pacjenta.   
– Uda się, zobaczysz. Potrząsnęła kategorycznie głową.   
– Na początku też tak sądziłam. Ale dzisiaj rozmawiałam z Jennie.   
– Tak? I co mówiła? 
–  Niewiele,  ale  to  coś  więcej  niż  zazdrość  o  ojca.  Pamiętasz  jej  minę,  kiedy  jej  o  nas 

powiedziałeś? Była przerażona.   

– Bo nie chce żadnych zmian. Sama tak stwierdziłaś.   
– Tak, lecz teraz myślę, że ona się boi.   
– Czego? To idiotyczne.   
– Trzeba to wysondować, lepiej będzie, jeśli na razie usunę się w cień. Postanowiłam, że 

nie pójdziemy z Joshuą na przedstawienie.   

Alex wybuchnął oburzony nie na żarty.   
–  Ona  chce  nas  skłócić.  Jak  zejdziesz  jej  z  drogi,  uzna,  że  wygrała.  Nie  dam  sobą 

manipulować.   

– A jaki masz wybór? Ona mnie tam nie chce, a ja wolę nie psuć wam zabawy.   
– Tylko że ja chcę, żebyś przyszła.   
– Już zdecydowałam. – Nabrała powietrza, bo z trudem przeszły jej przez gardło następne 

słowa.  –  Prosiłeś,  żebym  rozważyła  twoją  propozycję  małżeństwa.  Zrobiłam  to  i  moja 
odpowiedź brzmi: nie.   

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

– Nie? – Alex podniósł głos.   
– Nie?! 
–  Przepraszam.  Przez  kilka  ostatnich  dni  przemyślałam  to  gruntownie.  W  tych 

okolicznościach nie mogę cię poślubić.   

Te słowa przypomniały mu wypowiedź jego eks, która powiedziała: Nie mogę tego dłużej 

ciągnąć.   

Wówczas nie był w stanie zmienić zdania żony, teraz odnosił wrażenie, że znalazł się w 

podobnej sytuacji.   

– Może ty potrafisz zakochiwać się i odkochiwać na zawołanie, ja tego nie umiem.   
– Alex – zaczęła żałośnie – nie przestałam cię kochać. To była muzyka dla jego uszu, od 

razu stopniał.   

– Ale pozwolisz, żeby ośmiolatka decydowała o twoim życiu? 
– Ta ośmiolatka tak czy owak miałaby wpływ na moje życie.   
– Matka Jennie uciekła, kiedy mieliśmy kłopoty. Nie przypuszczałem, że ty postąpisz tak 

samo – oskarżył ją bezlitośnie.   

Zjeżyła się, bo ocenił ją niesprawiedliwie.   
– Uderzasz poniżej pasa. Chcę być z tobą, ale nie potrafię zmienić nastawienia Jennie. To 

nie  jest  kwestia  operacji  plastycznej.  To  o  wiele  trudniejsze.  Możesz  mi  wierzyć  lub  nie, 
Jennie stanowiłaby o atmosferze w domu.  A ja nie mam ochoty wracać co wieczór na pole 
bitwy  i  patrzeć,  jak  córka  każe  ci  opowiedzieć  się  po  jednej  ze  stron.  Nie  zgodzę  się,  żeby 
Joshua czy nasze wspólne dziecko cierpiało z tego powodu.   

– Nie pozwoliłbym na to. – Jej smutny uśmiech łamał mu serce.   
– Nie wolno ci narzucać Jennie, co ma do mnie czuć. Bo przysporzy ci kłopotów, które i 

tak nas rozdzielą.   

Zdawał sobie sprawę, że to prawda.   
– Jeżeli przestaniemy się spotykać – kontynuowała z przygnębieniem Claire – pomyśli, że 

zagrożenie minęło i wyjaśni, o co jej naprawdę chodzi.   

– Przecież wie, że co dzień razem pracujemy.   
–  O  tym  też  pomyślałam.  –  Przygryzła  wargę.  –  Na  onkologii  jest  wolny  etat  dla 

pielęgniarki.   

– Nie! Zabraniam ci.   
– To niezłe rozwiązanie – podjęła, jakby nie słyszała protestu. – Jeżeli sytuacja ulegnie 

zmianie, będziemy się spotykać wieczorami. Zawsze jestem pod telefonem.   

– Nie. – Jego podejście było niewzruszone. – Zresztą na pewno poproszą mnie o opinię.   
Twarz Claire wyrażała głębokie niedowierzanie.   
– Dałbyś mi złe referencje? 
Złość stopniała, zrezygnowany opuścił ramiona.   
– Nie – rzekł cicho. – No pewnie, że nie. Podeszła bliżej, od jej zapachu kręciło mu się w 

background image

głowie.   

– Tylko na nas spójrz. Widzisz, już się kłócimy.   
– Są sprawy warte dyskusji i sporów. Wierzę, że należy do nich nasza przyszłość.   
– Zgoda, ale na razie kręcimy się w miejscu. Proponuję, żebyśmy zwolnili tempo i dali 

sobie i Jennie szansę na zaakceptowanie nowej sytuacji.   

Alex odetchnął z ulgą, że nie przekreśliła niczego definitywnie.   
– Dobrze. Ile to ma trwać? 
– Tyle ile trzeba.   
– Jeśli spodziewasz się, że będę  czekał, aż Joshua wyjedzie do  college’u, to  bardzo się 

mylisz.   

– A jak to przewidzieć? W końcu to twoja córka.   
–  Czyli  ja  mam  wszystko  naprawić.  –  Ruszył  do  drzwi,  jakby  natychmiast  brał  się  do 

dzieła.   

– Alex. – W jej głosie usłyszał strach. – Co zamierzasz? 
–  Przejmuję  kontrolę  nad  moim  domem.  –  Przez  ostatnie  osiem  lat  to  Jennie  w  nim 

rządziła, z jego przyzwoleniem. Kobiety, z którymi się spotykał, nie znaczyły dla niego tak 
wiele, by wprowadzał zmiany.   

Zdjął płaszcz z wieszaka i ruszył w poszukiwaniu córki. Rozmawiała z paniami w biurze 

z takim uśmiechem na twarzy, że nikt nie uwierzyłby, jak wielki zamęt spowodowała w jego 
życiu w ciągu zaledwie czterdziestu ośmiu godzin.   

– Jennie. Wychodzimy. Szybko.   
Zamrugała powiekami zaskoczona tonem ojca, ale ponieważ już go kiedyś słyszała, znała 

też jego konsekwencje.   

Alex czekał niecierpliwie, aż córka włoży płaszcz. Pożegnał się ze współpracownikami i 

pociągnął Jennie na parking do samochodu. Biegła niemal, by dotrzymać mu kroku.   

– Tatusiu...   
Nie  był  w  nastroju  do  rozmowy,  kobiety  jego  życia  nazbyt  go  zirytowały.  Gdyby  teraz 

otworzył usta, zapewne wyskoczyłby z czymś, czego potem by żałował. Przez dwa minione 
dni obcował z milczeniem córki, teraz jej kolej.   

– Nic nie mów – warknął tylko. – Zrobiłaś mi przykrość i wiesz o tym.   
– Ale tato...   
– Milcz, ani słowa.   
Dziewczynka ucichła i zajęła miejsce. Alex zatrzasnął drzwi i siadł za kierownicą.   
– Zachowałaś się impertynencko wobec osoby, która jest dla mnie ważna. Porozmawiamy 

o tym po przedstawieniu. I przestań stroić fochy. – Zrobił pauzę, by nabrać powietrza. – Czy 
wyraziłem się dość jasno? 

– Tak, sir – odparła spokojnie.   
– Dobrze. Co za dużo, to niezdrowo. Podróż do domu minęła im w całkowitej ciszy.   
– Babcia jest u nas – napomknęła cicho Jennie, kiedy zaparkowali na podjeździe.   
– Widzę.   
Alex zauważył jednocześnie, że wrogość córki zamieniła się w rezygnację i smutek. Serce 

background image

go zabolało, ale zacisnął zęby, byle jej nie odpuścić. Nie może się teraz wycofać.   

Matka odebrała od nich płaszcze i uściskała ich.   
–  Właśnie  wyjęłam  kolację  z  piecyka.  Przekąsicie  małe  co  nieco,  zanim  zaczniecie  się 

szykować  –  mówiła  radośnie.  –  Nie  pojmuję,  dlaczego  organizują  przedstawienie  o  tej 
godzinie. Jak ktoś długo pracuje, nie ma czasu nic przełknąć.   

– Nie wiem, mamo. – Alex cmoknął ją w policzek.   
– Jakoś wszyscy dają sobie radę.   
– Taki ciągły pośpiech fatalnie wpływa na trawienie.   
– Babcia poklepała Jennie po ramieniu. – No biegnij, kochanie. Twój talerz już czeka na 

stole. Miałeś zły dzień w pracy? – Spojrzała na syna ze współczuciem.   

– Dwa złe dni – mruknął.   
– Wypij herbatę. Świeżo zaparzyłam.   
Nie  miał  ochoty  na  herbatę.  Chciał  napić  się  kawy,  i  to  jak  najmocniejszej.  Nie 

dyskutował  jednak  z  matką,  bo  wiedział,  że  kawy  mu  nie  zaparzy.  Po  chwili  wszedł  do 
kuchni, gdzie matka gawędziła z Jennie.   

– Będziesz najpiękniejszym aniołem na scenie. Claire ma złote ręce, prawda? 
Dziewczynka z wahaniem podniosła oczy na ojca. Uniósł brwi, ciekaw jej odpowiedzi, a 

ona wbiła wzrok w podłogę.   

– Chyba tak.   
– Na pewno z przyjemnością zobaczy cię dziś na scenie – ciągnęła Eleanor nieświadoma, 

co zaszło w międzyczasie. – O której mamy po nich podjechać? 

Ałex schował się za porcelitowym kubkiem.   
– Nie jedziemy po nich.   
Jennie szeroko otworzyła oczy, lecz milczała.   
– Och, Alex, to  nierozsądne jechać dwoma samochodami, kiedy  w jednym  świetnie się 

zmieścimy.   

–  Ona  się  nie  wybiera.  –  Z  satysfakcją  stwierdził,  że  córka  jest  zakłopotana.  Zaczęła 

grzebać widelcem w talerzu.   

– Chyba Joshua nie jest chory? 
– Nie, mamo.   
– Nic nie rozumiem. Jennie zeskoczyła z krzesła.   
– Mogę już wyjść? 
Alex  skinął  głową,  dziewczynka  wybiegła  z  kuchni.  Eleanor  objęła  ją  zdumionym 

spojrzeniem, które przeniosła na syna.   

– Co się stało temu biednemu dziecku? 
– To długa historia. – Przekazał jej w skrócie najnowsze wydarzenia, kończąc: – Jeszcze 

dziś to wyprostujemy.   

Pokiwała głową i wstała, by nalać sobie herbaty.   
– Twój plan może nie wypalić.   
Claire również się tego obawiała. Alex zaś uważał, że przyszedł czas na działanie.   
– Zaryzykuję – oświadczył.   

background image

– Z drugiej strony, Jertnie zbyt długo zachowywała się jak udzielna księżna. Rozpuściłeś 

ją.   

–  Jezu,  mamo,  wielkie  dzięki,  że  mi  tego  wcześniej  nie  powiedziałaś  –  rzucił  z 

sarkazmem.   

– A czy byś mnie w ogóle słuchał? – spytała.   
No  właśnie,  czy  posłuchałby  matki?  Raczej  nie,  ponieważ  po  prostu  nie  miał  ku  temu 

powodu.   

– Musisz być przygotowany na to, że Claire nigdy nie będzie z tobą, choćbyś nie wiem, 

jak chciał.   

Tak strasznej myśli nie mógł poświęcić więcej niż dwie sekundy.   
– Wiem.   
Matka odchrząknęła i odezwała się czystym głosem: 
– No cóż, musimy myśleć pozytywnie. Moja wnuczka to uparciuch, ale głupia nie jest. – 

Przymrużyła oczy. – Ale zdajesz sobie sprawę, że nawet jak się dogadasz z Jennie, Claire nie 
da się tak łatwo przekonać, że twoja córka doświadczyła nagłego oświecenia? 

– Tak, wiem, ale nie dam rady działać inaczej jak krok po kroku, mamo. Krok po kroku.   
Szkoła  podstawowa  imienia  Thomasa  Jeffersona  wypełniona  była  po  brzegi  przez 

rodziców,  dziadków  i  rodzeństwo  uczniów.  Alex  znalazł  miejsce  dla  matki  i  potoczył 

wzrokiem  po  sali.  Czuł  się  dziwnie.  Tak  niewielu  rodziców  przyszło  w  pojedynkę. 
Rozwiedzione matki przyprowadziły ze sobą swoich drugich mężów, a rozwiedzeni ojcowie 
kolejne żony.   

Na  szczęście  spektakl  trwał  krótko,  zaledwie  godzinę.  W  pamięci  Aleksa  utrwaliło  się 

jedynie  dziesięć  minut,  gdy  na  scenie  stała  jego  córka.  Żałował,  że  nie  wziął  kamery  i  nie 
nagrał  jej  w  tym  anielskim  kostiumie.  Dzięki  temu  Claire  miałaby  szansę  zobaczyć  swoje 
dzieło przynajmniej na taśmie.   

–  Dziękuję  wszystkim  za  przybycie.  –  Pani  Kennison,  dyrektorka  szkoły,  zabrała  głos, 

kiedy  ostatni  pasterz  sprowadził  swoją  trzódkę  ze  sceny.  –  Wiem,  że  w  okresie 
przedświątecznym  zajęć  państwu  nie  brakuje.  Pozwolę  sobie  wszak  wyrazić  nadzieje,  że 
zostaniecie  jeszcze  chwilę,  żeby  spróbować  naszych  wypieków  i  ponczu.  Życzę  wszystkim 
wesołych świąt i do zobaczenia w przyszłym roku.   

Alex  nie  miał  ochoty  na  ciastka  ani  poncz,  ale  nie  mógł  przebić  się  przez  tłum,  który 

sunął  powoli  do  szkolnej  kawiarenki.  Zanim  dotarł  do  kolejki  stojącej  po  poczęstunek, 
dostrzegł  Joyce  Morris.  Była  o  wiele  spokojniejsza  niż  podczas  wizyty  w  przychodni. 
Zauważyła go, zostawiła swoje rozmówczynie i podeszła do niego.   

– Alex, miło pana widzieć.   
– Wzajemnie. Jak ręka? Poklepała gips pod temblakiem.   
– W porządku. Bardzo za wszystko dziękuję.   
– Cieszę się, że mogłem pomóc. Rozumiem, że nie miała pani problemu z Rickiem? 
– Nie. Teraz kontaktuje się ze mną przez mojego adwokata – oznajmiła z radością. – To 

nie do wiary, ale czuję się jak nowo narodzona. Już dawno powinnam była go opuścić.   

– Mam nadzieję, że wszystko ułoży się jak najlepiej. – Zerknął na zgromadzonych. – Nie 

background image

widziała pani Jennie? 

Kobieta wyciągnęła przed siebie zdrową rękę.   
– Tam stoi, rozmawia z Wendy. Ostatnio są bardzo tajemnicze.   
W Aleksie zrodziło się pewne podejrzenie.   
– Ach tak? 
– Godzinami wiszą na telefonie. Może Jennie przenocuje u nas któregoś dnia? 
– Coś wymyślimy. Wesołych świąt.   
Dałby głowę, że jak tylko córka go zobaczyła, zbladła co najmniej o dwa tony.   
– Czas wracać – rzekł stanowczo.   
– Zostawiłam płaszcz w klasie. – Pożegnała przyjaciółkę i potruchtała za ojcem.   
W  drodze  powrotnej  Eleanor  rozpływała  się  z  podziwu  nad  przedstawieniem,  Alex 

natomiast szykował się do ostatecznej rozgrywki z Jennie.   

–  Dobranoc,  kochanie  –  rzekła  Eleanor,  wysiadając  z  samochodu.  –  Biegnij  do  domu, 

żebyś się nie przeziębiła.   

– Dobranoc, babciu.   
Jennie pomknęła na ganek i po chwili zawołała: 
– Tato, babciu, zobaczcie, coś tutaj leży! 
– Co u licha... ? – Alex był równie zdziwiony. Jennie zanurkowała w wielkim worku.   
– Co to jest? 
– Prezenty – poinformowała radośnie. – Chyba dla nas.   
Ciekawe, kto zabawił się w Świętego Mikołaja? – pomyślał Alex. Pakunek ważył więcej, 

niż dałby mu na oko, z jeszcze większym zaskoczeniem rozpoznał charakter pisma Claire.   

– To prezenty od Claire.   
– Jak miło z jej strony – stwierdziła Eleanor. – Zrobiła wam wspaniałą niespodziankę.   
– No właśnie. – Alex zerknął na córkę, której entuzjazm raptownie przygasł. – Włóż je 

pod choinkę i do łóżka.   

Jennie spełniła polecenie bez dyskusji. Zostawszy sam na sam z synem, Eleanor położyła 

mu dłoń na ramieniu.   

–  Bądź  stanowczy,  ale  wyrozumiały.  I  daj  mi  potem  znać,  jak  wam  poszło.  Trzymam 

kciuki.   

 

Claire  wyobrażała  sobie  tymczasem,  co  robią  Alex  i  Jennie.  Czas  płynął  jej  powoli.  O 

wpół  do  siódmej,  myślała,  przyjechali  do  szkoły.  O  siódmej  oczami  wyobraźni  widziała 
Aleksa w sali gimnastycznej wypełnionej tłumem rodziców. O wpół do ósmej Jennie weszła 
na  scenę  i  wygłosiła  wyuczone  kwestie.  Joshua  z  ogromną  radością  obejrzałby 
przedstawienie, zwłaszcza że brała w nim udział jego koleżanka. Może za rok, pocieszała się 

Claire.   

Za  rok,  o  ile  Alex  ze  swoją  filozofią  „pełną  parą  naprzód”  nie  zepsuje  wszystkiego  do 

końca. Życzyła mu powodzenia z pełną świadomością, że nikogo, w tym własnego dziecka, 
nie można zmusić do określonych uczuć.   

Miała tylko nadzieję, że Jennie spodoba się prezent. Gdyby jeszcze można naprawić ich 

background image

relacje równie łatwo jak zszywa się na maszynie dwa kawałki materiału...   

Niemniej  nie  wszystko  jest  stracone.  Bo  jeżeli  nie  wyjdzie  jej  z  Aleksem,  ma  syna  i 

odzyskała  radość.  Nigdy  nie  zapomni  ostatnich  świąt  z  mężem,  ale  przeraźliwy  smutek 
zostawiła już za sobą. I zawdzięczała to Aleksowi oraz Jennie.   

Alex przysiadł na skraju łóżka córki w skupieniu.   
– Co masz na swoje usprawiedliwienie? 
Jennie z miejsca zalała się łzami i szukała pocieszenia w objęciach ojca.   
– Przepraszam, tatusiu. Nie chciałam być niegrzeczna. Chciałam, żeby Claire była moją 

przyjaciółką.   

– A dlaczego nie mamą? 
– Bałam się.   
Poklepał  ją  po  plecach,  przypominając  sobie  równocześnie,  że  Claire  doszła  właśnie  do 

takiego wniosku.   

– Dlaczego? Co powiedziała ci Wendy? Jennie usiadła prosto.   
– Skąd wiesz, że mi coś powiedziała? 
– Zgadłem, kiedy was razem zobaczyłem. Więc co? 
– Mama Wendy mówiła jej, że potrzebuje męża, a Wendy ojca. A kiedy wzięła ślub, nie 

miała czasu dla Wendy, tylko dla pana Morrisa. Pan Morris był niedobry dla Wendy. I złamał 
rękę jej mamie.   

Alex powoli zaczynał rozumieć.   
– Kochanie, takie sytuacje nie zawsze kończą się tak jak w rodzinie Wendy.   
–  A  właśnie,  że  tak  –  obstawała  przy  swoim.  –  Inne  dzieci  z  mojej  klasy  też  nie  lubią 

swoich macoch i ojczymów.   

– Wierzysz im? A Joey bardzo lubi swoją drugą mamę. – Znał tę rodzinę. Matka chłopca 

była alkoholiczką. Macocha o wiele lepiej wywiązywała się ze swoich obowiązków.   

– Ale koledzy mówią, że wszystko się zmienia, jak się taki ktoś wprowadzi. Że rodzice 

bardziej ich kiedyś kochali.   

– Och, Jen. Przecież nie kocham cię mniej dlatego, że pokochałem Claire.   
– Teraz tak mówisz, ale ja nie chcę, żeby w naszym domu były kłótnie jak u Wendy. – 

Otarła łzy rękawem koszuli.   

– Posłuchaj – rzekł spokojnie, wciągając ją na kolana. – Nigdy nie będziemy zachowywać 

się z Claire jak mama i ojczym Wendy. Boisz się, że Claire wyrządzi mi krzywdę? 

– No co ty! Jesteś od niej większy.   
– Może to ona powinna się mnie obawiać? Dziewczynka ściągnęła brwi.   
– Nie zrobiłbyś jej nic złego.   
– Czy Claire nie jest miła? 
– Tak, ale... – Urwała zagubiona.   
– Myślisz, że źle traktowałbym Joshuę? 
– Nie, tatusiu. Nie jesteś taki jak pan Morris.   
– Skąd wiesz? 
– Bo wiem. Alex skinął głową.   

background image

– No widzisz, a ja tak samo wiem, że Claire byłaby dla ciebie dobra. Ufam jej.   
– Ale ja nie chcę się tobą z nikim dzielić.   
– Nie tylko ty musiałabyś się dzielić – zwrócił jej uwagę. – Joshua musiałby się z nami 

podzielić swoją mamą.   

– Aha.   
– Nie obiecam  ci, że nie usłyszysz żadnej  sprzeczki  ani że nigdy nie będzie ci  źle.  Ale 

takie chwile przeżywa każda rodzina, nawet ta, w której rodzice są razem całe życie.   

– Tak myślisz? 
–  Przecież  mnie  i  babci  też  zdarzają  się  burzliwe  dyskusje,  ale  potem  dochodzimy  do 

porozumienia i wcale się przez to mniej nie kochamy.   

– Kochasz Claire bardziej niż moją prawdziwą mamę? 
–  Kochałem  twoją  mamę,  kiedy  się  z  nią  żeniłem,  ale  ona  dokonała  innego  wyboru  i 

odeszła. Teraz kocham Claire.   

– Bardziej niż mnie? 
– Nie. Któregoś dnia zrozumiesz, że są różne rodzaje miłości.   
– Może ona mnie nie pokocha, bo mam bliznę, albo przez to, że byłam niegrzeczna.   
–  Claire  nie  przeszkadza  twoja  blizna  –  zapewnił  córkę.  –  A  jeśli  chodzi  o  twoje 

zachowanie, myślę, że ci przebaczy, jeśli ją o to poprosisz.   

Jennie zamyśliła się ze spuszczoną głową.   
– Może powinniśmy kupić jej prezent pod choinkę. I Joshowi.   
Słowa córki sprawiły mu nieopisaną radość.   
– Masz jakiś pomysł? 
– No, ale to chyba dużo kosztuje. Mogę ci dołożyć ze skarbonki, jak ci zabraknie.   
Na to  nie liczył,  ale może właśnie ta zaskakująca oferta Jennie przekona Claire,  że jego 

córka zmieniła zdanie.   

– Umowa stoi.   
Całe  wigilijne  przedpołudnie  Claire  poświęciła  porządkom.  Kiedy  zapadł  zmierzch, 

nastawiła  płytę  z  kolędami,  przebrała  syna  w  piżamę  i  bawiła  się  z  nim  na  podłodze  obok 
choinki. Od czasu do czasu Joshua pokazywał mrugające na choince lampki i wołał radośnie. 

Potem zapytał o Świętego Mikołaja.   

– Święty Mikołaj przyjdzie dziś wieczorem – wyjaśniła. – A rano otworzysz prezenty.   
– Rano? 
– Jak wstaniemy – dodała, sadzając go na kolanach, by poczytać mu świąteczną bajkę.   
Właściciel  gospody  powiedział  właśnie  podróżnym,  że  nie  ma  już  wolnego  miejsca  do 

spania,  kiedy  w  domu  Claire  rozległ  się  dzwonek  do  drzwi.  Joshua  zeskoczył  z  kolan  i 
pobiegł  zobaczyć,  kto  tam.  Claire  nie  spodziewała  się  gości,  z  tym  większym  zdziwieniem 
ujrzała na progu Aleksa w czapce Świętego Mikołaja.   

– Alex! – zawołała ucieszona. – Co cię sprowadza? 
–  Przyszliśmy  spytać,  czy  w  tym  domu  mieszka  jakiś  grzeczny  chłopiec  albo  grzeczna 

dziewczynka.   

Wówczas Claire dostrzegła Jennie ukrytą za plecami ojca. Dziewczynka miała na głowie 

background image

wesołą czapeczkę elfa. Jej mina była jednak poważna. Z powagą spojrzała na Claire, potem 
spuściła wzrok i włożyła ręce do kieszeni. Powrót do domu Claire był dla niej trudny, chociaż 
pozbyła się już agresji.   

Claire zaś poczuła się tak, jakby ktoś wyjął zatyczkę z wanny pełnej szczęścia. A zatem 

Alex  wygrał.  To  oczywiste  jak  dwa  razy  dwa.  Czyżby  nie  zdawał  sobie  sprawy,  jak  dzieci 
reagują na autorytarne postępowanie rodziców? 

Tak  czy  owak,  nie  wypada  trzymać  ich  w  drzwiach.  Kiedy  Ałex  tanecznym  krokiem 

wkroczył do mieszkania, zakipiała ze złości. To ona cały dzień szoruje, aż pająki pouciekały 
ze strachu, a on ma czelność udawać, że nic się nie stało.   

– Chyba powinieneś w domu otwierać z Jennie prezenty.   
–  Mikołaj  nie  przyniósł  jej  jeszcze  prezentów  –  oznajmił  i  położył  na  podłodze  sporą 

paczkę. – Pod naszą choinką były tylko prezenty od ciebie. Uznaliśmy, że przyjemniej będzie 
otworzyć je w twoim towarzystwie.   

Jennie odwróciła wzrok. Claire od razu pomyślała, że Alex nadużywa liczby mnogiej.   
–  Pozwolisz  nam  zdjąć  płaszcze?  –  spytał  i  zaczął  się  rozbierać,  nie  czekając  na 

odpowiedź. – Dzieciaki, chodźcie no tu. Zobaczymy, co jest w tych paczkach.   

Joshua i Jennie pobiegli do salonu, Claire stała w miejscu osłupiała. Powiesiła płaszcze i 

ruszyła za nimi.   

– Alex – rzekła ostrzegawczym tonem. Klęczał już obok choinki. Zachowywał się, jakby 

jej nie słyszał.   

– To dla Joshuy. Druga paczka dla Joshuy. A to dla Jennie. Claire, proszę, dla ciebie. I... – 

Wyciągnął kolejne pudełko. – I dla mnie też coś jest.   

– Alex – powtórzyła nieustępliwie. – Mogę cię prosić na chwilę do kuchni? 
Bez wysiłku podniósł się na nogi.   
– Jennie, nie pozwól Joshowi niczego ruszać, póki nie wrócimy.   
W kuchni Claire stanęła na wprost Aleksa.   
– O co chodzi? – warknęła, patrząc mu w oczy. – Czym ją przekupiłeś? 
– Niczym.   
– Akurat. Widzę jej nieszczęśliwą minę.   
– Jest po prostu onieśmielona. Onieśmielona? 
– Twoja córka nie wie nawet, co to znaczy! Ujął jej twarz w dłonie.   
– Dziś wieczorem wie to aż nazbyt dobrze. Uwierz mi.   
Raptem dobiegł ich wrzask Joshuy i krzyk Jennie.   
– Tatuś, on drze papier! Alex pocałował Claire.   
– Spokojnie. Za bardzo się przejmujesz.   
Ja  się  za  bardzo  przejmuję?  –  żachnęła  się  w  duchu.  Nie  bez  powodu,  dodała  w  myśli. 

Alex wcale nie wyjaśnił jej sytuacji. Odnosiła wrażenie, że ktoś wrzucił ją na pole minowe.   

–  Idziesz,  Claire?  –  wołał.  –  Czekamy.  Wyprostowała  plecy,  rozciągnęła  wargi  w 

uśmiechu i ruszyła na spotkanie z nieuniknionym.   

– Claire siada na kanapie – rzekł Alex.   
Starł  ogromną  łzę  z  policzka  Joshuy  i  posadził  go  na  podłodze  obok  jego  prezentów. 

background image

Jennie zasiadła ze swoim dużym pudełkiem, Alex zaś zajął pozycję u stóp Claire.   

–  Oto  nasz  plan  –  zaczął  znowu.  –  Będziemy  teraz  otwierać  paczki.  Joshua  jest 

najmłodszy, więc on zaczyna.   

Chłopca nie trzeba było prosić ani namawiać. Chwycił pudełko i od razu rozerwał papier 

palcem,  Jennie  pomogła  mu  zdjąć  pokrywkę.  Dosłownie  zapiał  z  zachwytu,  zobaczywszy 

nowe puzzle i symulator jazdy samochodem dla dzieci.   

– Teraz kolej na Jennie – oznajmił Alex.   
Claire  wstrzymała  oddech.  Dziewczynka  zrobiła  wielkie  oczy  i  wybuchnęła  płaczem. 

Claire  sama  miała  ochotę  się  rozpłakać.  Spojrzała  bezradnie  na  Aleksa,  który  tylko  uniósł 
ramiona, jakby był zdezorientowany.   

–  Och,  Jennie.  –  Nie  wytrzymała,  kiedy  szloch  dziewczynki  przeszedł  w  czkawkę.  – 

Możemy to oddać do sklepu, jak ci się nie podoba. Wybierzesz sobie co innego.   

– Nie chcę nic innego.   
– To o co chodzi? 
– Czuję się okropnie.   
– Z jakiego powodu? 
–  Bo  byłam  dla  ciebie  niedobra.  –  Dziewczynka  wytarła  oczy  i  pociągnęła  nosem.  – 

Przepraszam, że byłam taka...   

Claire do głębi wzruszyło to szczere wyznanie.   
– Przebaczysz mi? – spytała cicho Jennie.   
Claire zerknęła na Aleksa, na jego uniesione brwi. W jednej chwili zrozumiała, dlaczego 

zachował się tak beztrosko w kuchni. Jennie naprawdę była speszona i zdenerwowana.   

Uklękła obok niej i objęła ją czule.   
– Dziękuję ci za te słowa, wiele dla mnie znaczą.   
– Możemy być znowu przyjaciółkami? 
Claire pragnęła więcej, ale dobre i to na początek.   
– Oczywiście.   
– Tatusiu, teraz twoja kolej. Claire musiała zaprotestować.   
– Jeśli ma być według wieku, to ja jestem po Jennie.   
– Fakt – odparł Alex. – Ale chcieliśmy zostawić najlepsze na koniec.   
Z  takim  argumentem  trudno  dyskutować,  a  więc  cierpliwie  czekała  dalej.  Alex  zaś  z 

uśmiechem odpakował zegarek.   

– Właśnie taki chciałem mieć. Już nigdy się nie spóźnię. Dziękuję ci.   
– Teraz Claire – ogłosiła uroczyście Jennie. Wraz z Joshuą wdrapali się na kanapę.   
– Pokaż – prosił chłopiec.   
W pudełku średniej wielkości Claire znalazła drugie, tylko mniejsze.   
– Aha, to jakaś sztuczka – zażartowała. Zerwała kolejną warstwę papieru, by znaleźć pod 

nią jeszcze jedno pudełko. Przypomniała sobie rosyjskie ludowe baby, które przed laty kupiła 
swojej mamie.   

Ostatnia warstwa papieru kryła jubilerskie ozdobne pudełko, za małe jednak na naszyjnik 

czy bransoletkę.   

background image

– No, dalej. Otwórz – ponaglał Alex.   
Claire spojrzała na Jennie. Oczy dziewczynki błyszczały.   
– Tatuś  go kupił. Ale dałam mu  swoją tygodniówkę, żeby mu  starczyło. To prezent  od 

taty i ode mnie.   

Claire  otworzyła  nareszcie  aksamitne  pudełko.  Pierścionek!  Spory  brylant  otaczały 

mniejsze kolorowe kamienie.   

– Jaki piękny.   
– To pierścionek zaręczynowy i rodzinny – wyjaśniła podniośle dziewczynka. – Najpierw 

kamyki miały być w jednym kolorze, ale potem pomyśleliśmy, że każdy z nas powinien mieć 
tam  swój  kamień.  Mój  jest  niebieski,  Josha  zielony,  twój  różowy,  a  taty  czerwony.  Jubiler 
powiedział, że można coś dołożyć, jak będziemy chcieli.   

– Nie wiem, co powiedzieć – wykrztusiła Claire.   
– Wyręczę cię. – Alex wziął od niej pierścionek i wsunął jej na palec. – Tak, Alex, wyjdę 

za ciebie i stworzymy razem dom, z Jennie i Joshuą.   

Do oczu Claire napłynęły łzy.   
– Marzyłam o tej chwili i bałam się, że nigdy nie nastąpi.   
– Już my wiemy coś o strachu, prawda? – Alex popatrzył na córkę, która pokiwała głową.   
–  Tak,  ale  nasz  strach  już  minął,  i  ty  też  się  nie  bój.  Brylant  skrzył  się  w  świetle 

choinkowych lampek.   

– Przepiękny. Naprawdę nie masz nic przeciw temu, żebym go przyjęła? – spytała Claire 

dziewczynkę.   

– Nie – odparła Jennie. – Bo teraz wszyscy będziemy się dzielić.   
Alex uścisnął rękę Claire.   
– No i co? Doszliśmy do porozumienia. Czuła bliskość jego warg.   
– Nie wierzyłam, że znowu będę szczęśliwa. Szczerze mówiąc, widziałam przyszłość w 

czarnych barwach.   

–  Już  nigdy  nie  będziesz  się  bała  –  obiecał  łagodnym  głosem  Alex.  –  Czeka  nas  wiele 

wspaniałych chwil.   

Tak, miał rację.   
– Dziękuję ci, za wszystko.   
– I nawzajem. – Przypieczętował ich wspólny los pocałunkiem, który Claire zapamięta do 

końca życia.