background image
background image

Joan Hohl 

Błysk nadziei 

 

 

PrzełoŜył 

Piotr Skurzyński 

Tytuł oryginału 

Window on Today 

 

 

Nie dostrzegając kolejnego uśmiechu, Karla wpadła w zastawione sidła. 

- Czy mógłbyś mi załatwić dobrze poinformowanego przewodnika? 

- Tak. 

- Jest drogi? - zaniepokoiła się

- Nie całkiem. 

Kobieta  sięgnęła  do  torebki  i  wyjmując  z  niej  kartkę  oraz  długopis,  przygotowała 
si
ę do pisania. Nie zauwaŜyła wesołych iskier, tańczących w oczach Jareda. 

- Mógłbyś podać mi jego adres i nazwisko? 

- Oczywiście - odparł niewinnym tonem. - Nazywa się Jared Cradowg, a mieszka… 
- przerwał, gdy
Ŝ długopis wysunął się ze znieruchomiałej dłoni Karli. 

- Czy coś się stało? - udał zaniepokojonego. 

background image

Rozdział pierwszy

 

 

MęŜczyzna wyróŜniał się w rozbawionym tłumie miłośników sztuki niczym 

wybujała sosna w zagajniku. Tb porównanie przyszło Karli do głowy, gdy tylko go 
ujrzała.  W  miarę  jak  mu  się  przyglądała,  stawała  się  coraz  bardziej 
podekscytowana. 

OstroŜnie  odstawiając  kieliszek  na  tackę,  powiedziała  kilka  zdawkowych 

słów  i  odeszła  od  pary  w  średnim  wieku,  z  którą  rozmawiała  o  współczesnych 
kierunkach w sztuce zachodniej Ameryki, 

PotęŜny męŜczyzna trzymał się z dala od rozgadanych gości, wpatrując się w 

wielkie płótno, wiszące samotnie na jednej ze ścian sali wystawowej. 

Promienie  zachodzącego  słońca  Arizony  wpadające  przez  przyciemnione 

okna  nasilały  barwy  wizerunku  odzianego  w  kowbojski  strój  dumnego  Apacza, 
który siedział na potęŜnym czarnym koniu. 

Stojący  w  zamyśleniu  przed  obrazem  męŜczyzna  był  bardzo  podobny  do 

tego  Indianina.  Wystarczyło  go  odpowiednio  ubrać,  posadzić  na  wierzchowcu  i 
męŜczyzna stałby się lustrzanym odbiciem postaci z obrazu. 

Karla  poczuła,  jak  robi  jej  się  gorąco.  Nie  miała  wątpliwości,  Ŝe  zna  tego 

człowieka.  Nie  zwracając  uwagi  na  krąŜących  wokół  ludzi,  zbliŜyła  się  do 
męŜczyzny. 

- Pan Cradowg? - chłodny ton kobiety nie odzwierciedlał stanu jej uczuć. 

- Skąd to wytrzasnęłaś? 

Zaskoczona  nieprzyjaznym,  surowym  głosem,  Karla  zacisnęła  dłonie  i 

unosząc zdecydowanym gestem podbródek, uśmiechnęła się zaczepnie. 

-  Nie  wiedziałam,  Ŝe  to  autoportret.  -  Nieznacznym  skinieniem  głowy 

wskazała obraz przedstawiający Indianina. 

-  To  nie  jest  autoportret.  -  Ani  wyraz  twarzy  Cradowga,  ani  jego  ton  nie 

uległy zmianie. - Skąd to wytrzasnęłaś? 

Karla  odkryła,  Ŝe  jest  bardzo  zdenerwowana.  Zastanawiała  się,  co 

spowodowało  ten  stan:  gniew,  lęk  czy…  ekscytacja?  Nawet  nie  pomyślała,  aby 
zapytać, skąd męŜczyzna wie, Ŝe jest właścicielką galerii. 

background image

-  Znalazłam  płótno  w  stosie  reprodukcji  na  dobroczynnej  aukcji  staroci. 

Poprzedni  właściciel  nie  miał  pojęcia  o  wartości  obrazu,  odkupiłam  go  więc  za 
bezcen  -  powiedziała  to  dość  chłodno,  a  w  jej  głosie  pobrzmiewała  prawdziwa 
satysfakcja. 

Zadowolenie  jednak  szybko  zniknęło,  kiedy  Karla  spojrzała  na  Cradowga. 

MęŜczyzna patrzył na nią dzikim wzrokiem. Na dnie jego ciemnych oczu pojawiły 
się tajemnicze błyski. Wiedziona irracjonalną obawą, Karla uniosła dłoń i zakryła 
nią gardło. To była najcięŜsza próba, jaką przeszła tego dnia. 

- Chcę mieć ten obraz. 

Poczuła napływającą wściekłość, która dała jej siłę do obrony. 

-  Obraz  nie  jest  na  sprzedaŜ  -  wskazała  na  małą  plakietkę  pod  portretem, 

głoszącą: „Nie na sprzedaŜ”. 

Na  twarzy  męŜczyzny  nie  drgnął  ani  jeden  mięsień,  tylko  wąskie  usta  stały 

się jeszcze cieńsze. Karlę ogarnął lęk, Ŝe jeśli on będzie nadal tak na nią patrzył, to 
zgodzi się na wszystko. Mruknęła więc ponownie z rozdraŜnieniem: 

- Obraz nie jest na sprzedaŜ. 

Cradowg  uśmiechnął  się  nieznacznie,  wymieniając  szeptem  sześciocyfrową 

sumę. 

Nie  chciała  okazać,  jak  bardzo  poruszyła  ją  oferta.  Była  zbyt  zadłuŜona  z 

powodu  otwarcia  małej  galerii  sztuki  w  Sedonie,  aby  nie  ucieszyła  jej  myśl,  Ŝe 
rozwiąŜe  wszystkie  kłopoty  finansowe,  przyjmując  propozycję  Cradowga.  Teraz 
jeszcze bardziej obawiała się uśmiechu męŜczyzny. Odwróciła wzrok i patrzyła w 
milczeniu  na  wielkie  płótno.  W  końcu,  westchnąwszy  z  ulgą,  odparła,  wyraźnie 
wypowiadając kaŜde słowo: 

- Przykro mi, obraz nie jest na sprzedaŜ. 

Oczy  Cradowga  zabłysły,  przez  jego  spiętą  twarz  przebiegł  grymas.  Kiedy 

otworzył  usta,  Karla  przezornie  cofnęła  się  o  krok,  spodziewając  się  steku 
przekleństw. Słowa męŜczyzny zmroziły właścicielkę galerii. 

- Co, udajemy nieustępliwą? - Odsłonił w drapieŜnym uśmiechu białe zęby. - 

Dobrze. Chcesz utargować więcej, to się potargujemy. - Spojrzał Karli głęboko w 
oczy. - Ale nie teraz. Wrócę, gdy będziemy mogli porozmawiać na osobności. - Nie 
dając  jej  sposobności  do  odmowy  czy  protestu,  Cradowg  odwrócił  się  i  ruszył  w 
stronę wyjścia. 

background image

- Karla? 

Zaszokowana  dziwnym  zachowaniem  gościa  poznała  głos  swojej  asystentki 

dopiero wtedy, gdy ta powtórzyła jej imię. 

- Karla? 

Kobieta odwróciła głowę, tłumiąc swe uczucia. 

- O co chodzi? - zwróciła się do młodej dziewczyny. 

- Wszystko w porządku? - w głosie asystentki zabrzmiało zaniepokojenie. 

- Oczywiście, Anno - Karla uśmiechnęła się blado. - Mamy problemy? 

Dziewczyna potrząsnęła przecząco głową. 

-  Nie,  tylko…  -  wzrok  Anny  spoczął  na  znikającym  w  drzwiach  potęŜnym 

męŜczyźnie. - Czy to nie Jared Cradowg? - Ze zdumienia szeroko otworzyła oczy. 

- Tak, to on - odparła cicho właścicielka galerii. 

- Nie do wiary! Sam Jared Cradowg! - Spojrzenie Anny prześliznęło się po 

obrazach  wiszących  na  ścianach.  -  Ten  sam  Jared  Cradowg,  który  namalował 
prawie wszystkie krajobrazy, oferowane przez nas do sprzedaŜy? 

- Ten sam. - Karla z trudem wydobyła z siebie głos. - O kurczę! 

- Zamierzałaś mi coś powiedzieć?  

Anna skinęła głową. 

- Tak. Ale mój BoŜe, Jared Cradowg! 

Karla  poczuła,  Ŝe  jej  cierpliwość  się  wyczerpuje.  Była  zdenerwowana 

zachowaniem artysty i entuzjazmem dziewczyny. 

- Anno, uspokój się! - powiedziała ostrym tonem. - Jared Cradowg moŜe być 

sławnym malarzem, ale jest takim samym męŜczyzną jak inni! 

„A  w dodatku bardzo nieprzyjemnym  męŜczyzną” - dodała w myślach. - A 

teraz moŜe wreszcie wyjaśnisz, czego ode mnie chciałaś? 

Gwałtowna reakcja Karli otrzeźwiła asystentkę. 

background image

-  Och…  -  zawstydziła  się,  spoglądając  niespokojnie  na  zaczerwienioną  z 

gniewu  twarz  pracodawczyni.  -  Przepraszam.  Jest  paru  ludzi,  którzy  chcieliby 
zamienić z tobą słówko - wskazała dłonią na odległy róg sali. 

Kobieta  spojrzała  w  tamtym  kierunku  i  oniemiała;  w  jej  oczach  zabłysła 

radość  i  niedowierzanie.  Dwie  kobiety  i  męŜczyzna  stojący  w  kącie  unieśli 
szampanki w geście milczącego pozdrowienia. 

- Nie do wiary! - wyszeptała Karla i oŜywiona pospieszyła do uśmiechającej 

się  trójki.  Przywitawszy  się  serdecznie  z  przyjaciółmi,  popatrzyła  na  nich 
oszołomiona. 

-  Kiedy  zawiadamiałam  was  o  otwarciu  galerii,  nawet  nie  marzyłam,  Ŝe 

przyjedziecie do mnie. 

- Mieliśmy nie brać udziału w twoim triumfie? 

- śartujesz? 

- Nie ma mowy! 

Karla  zamrugała  powiekami,  czując  napływające  do  oczu  łzy.  Te  dwie 

kobiety  były  jej  bliŜsze  niŜ  własna  siostra,  która  przysłała  wprawdzie  najlepsze 
gratulacje z okazji realizacji planów Karli, ale nie przybyła na wystawę. 

- Kiedy przyjechaliście do Sedony? 

- Niecałą godzinę temu - odparła Andrea Task. - Zarezerwowaliśmy miejsce 

w motelu i przyjechaliśmy prosto do ciebie. 

-  My?  -  Właścicielka  galerii  ze  zdumieniem  spojrzała  na  wysokiego 

męŜczyznę i zgrabną kobietę, stojącą u jego boku. - Sądziłam, Ŝe mieszkacie nadal 
w  Filadelfii.  -  Przeniosła  wzrok na  Andreę.  -  A  ty  chyba nie wyprowadziłaś  się  z 
Kalifornii? 

-  Oczywiście.  -  Alicja  Matlock,  a  właściwie  od  sześciu  miesięcy  pani 

Halloran,  uśmiechnęła  się  czule  do  męŜa.  -  Mieszkamy  tam,  gdzie  mieszkaliśmy, 
ale  ten  cudowny  męŜczyzna  zamówił  taki  lot,  Ŝe  wylądowaliśmy  w  Phoenix  na 
kwadrans przed przybyciem Andrei. 

-  Gdyby  nie  ja  -  zauwaŜył  „cudowny  męŜczyzna”,  czyli  Sean  Halloran, 

znany historyk i publicysta - to moja roztargniona Ŝona nigdzie by nie zdąŜyła. 

Cała  złość  Karli,  którą  wywołał  irytujący  malarz,  nagle  gdzieś  uleciała. 

Uśmiechnęła  się  radośnie,  poddając  się  takiemu  samemu  nastrojowi,  jaki 

background image

towarzyszył  czwórce  przyjaciół,  gdy  uczestniczyli  w  przygotowaniach  do  ślubu 
Alicji z Seanem. 

-  Masz  tu  rzeczywiście  wspaniały  wystrój  -  Andrea  z  podziwem  rozejrzała 

się po galerii. - Poza tym jest trochę tłoczno. 

Karla  uśmiechnęła  się  czule,  spoglądając  na  przyjaciółkę,  którą  opiekowała 

się w czasach, gdy wszystkie trzy chodziły do college'u w Pensylwanii. 

-  Tak  -  zgodziła  się.  -  Sama  jestem  tym  zdumiona,  zwaŜywszy  na  ilość 

galerii istniejących w tym mieście. 

- Tylko ciebie było na to stać. - Alicja chrząknęła znacząco. 

- Na co? - zdziwiła się Karla. 

-  Tylko  ty  mogłaś  rozpocząć  karierę  w  mieście,  w  którym  roi  się  od  tego 

rodzaju  działalności.  -  W  ciemnych  oczach  pani  Halloran  pojawiło  się  uznanie.  - 
Zawsze lubiłaś się sprawdzać, wybierając najtrudniejsze zadania. 

Karla  wzruszyła  ramionami  i  zawtórowała  śmiejącym  się  radośnie 

przyjaciołom, lecz słowa Alicji przypomniały jej o obowiązkach. 

-  W  tej  chwili  takŜe  powinnam  się  sprawdzać.  Więc  jeŜeli  pozwolicie, 

dołączę do moich gości i będę namawiała ich do wielkich zakupów. 

- MoŜemy ci pomóc - zapewniła pospiesznie Andrea. 

- Jasne, Ŝe ci pomoŜemy - dodała Alicja. - Co mamy robić? 

Karla przeczekała, aŜ minie wzruszenie, które ścisnęło jej gardło. Udając, Ŝe 

rozgląda  się  po  sali,  otarła  łzy  z  kącików  oczu,  po  czym  zwróciła  twarz  do 
przyjaciół i uśmiechnęła się łagodnie. 

-  Pełno  tu  pustych  szampanek  i  nadgryzionych  kanapek.  Co  byście 

powiedzieli na sprzątanie? Zaoszczędzi nam to mnóstwo czasu i kiedy wszyscy juŜ 
pójdą, będę mogła prędzej zamknąć galerię. Chyba zjecie ze mną kolację? 

- Bo ja wiem… - zastanawiała się Alicja. 

-  JeŜeli  nie będziemy  mieli lepszych propozycji…  -  Sean  roześmiał  się,  nie 

mogąc  dłuŜej  zachować  powagi.  -  Pewnie,  Ŝe  naciągniemy  cię  na  kolację.  Mamy 
sześć miesięcy do nadrobienia. 

-  Idź  do  gości  -  ponagliła  Karlę  Alicja.  -  A  my  zajmiemy  się  porządkami. 

Sean  pomoŜe  ci  zainteresować  gości  obrazami,  prawda?  -  zwróciła  się  do  męŜa  i 

background image

nie czekając na odpowiedź, dodała: - Mógłbyś dyskretnie wspomnieć, kim jesteś i 
jak zafascynowała cię galeria. 

- Oczywiście. - MęŜczyzna wyprostował się z dumą. - Słuchajcie, jaki jestem 

waŜny, i kupujcie te mazaje - zaczął szeptem przemówienie. 

- Jesteś wariat - zaśmiała się Karla. 

- Jak znowu zaczniecie się wygłupiać, to nie sprzedasz ani jednego obrazu - 

przestrzegała  Andrea,  ale  zaraz  uśmiechnęła  się  uspokajająco.  -  Bądź  pewna,  Ŝe 
zdasz ten test. Do dzieła! 

- Tak, mamuśka - zamruczała Karla i wmieszała się w tłum zwiedzających. 

Zajmując  się  gośćmi,  Karla  rozmyślała  nad  tym,  jak  jej  przyjaciółki 

zadziwiająco dobrze ją  znają.  Ale  skoro przez  cztery  lata  mieszka  się  wspólnie  w 
jednym pokoju, to nie moŜna nie poznać się wzajemnie na wylot. Andrea i Alicja 
znały Karlę doskonale, tak samo jak ona je. 

Najdziwniejsze  w  tym  było  to,  Ŝe  nie  wspólne  zainteresowania  połączyły 

przyjaciółki.  Alicja  uwielbiała  historię  i  poświęcała  jej  cały  swój  czas,  co  jednak 
nie  przeszkodziło  jej  zwrócić  uwagę  na  przystojnego  historyka,  który  odwiedził 
college z cyklem wykładów. 

Andrea wybrała nauki przyrodnicze, uczęszczając na wykłady z kosmologii i 

marząc o zawodzie futurologa. 

Jedynie Karla mocno trzymała się teraźniejszości, stając się typową kobietą 

swoich  czasów  -  łączyła  w  sobie  cechy  łagodnej  feministki  i  przedsiębiorczej 
biznesmenki. W młodości pragnęła zostać artystką, ale szybko zdała sobie sprawę z 
tego,  Ŝe  natura  poskąpiła  jej  talentu,  a  jej  dzieła  mogą  być  najwyŜej  „średnio 
dobre”. Nie mogąc samej tworzyć, postanowiła studiować sztukę, aby móc później 
zająć się promocją i sprzedaŜą dzieł prawdziwych artystów. 

Odkąd  ukończyła  college,  Ŝyła  w  ciągłym  biegu,  organizując  galerię, 

nakłaniając znanych i nieznanych twórców do współpracy, popadając w długi. Ale 
wreszcie  jej  marzenie  się  ziściło  i  tego  wieczoru  świętowała  otwarcie  własnej 
galerii. 

Nieoczekiwanie  spojrzenie  Karli  spoczęło  na  olejnym  portrecie  Indianina. 

Jego podobieństwo do Cradowga było tak uderzające, Ŝe kobieta zaczęła wątpić w 
zapewnienia malarza, iŜ obraz nie jest autoportretem. 

background image

Twarz Apacza stanowiła lustrzane odbicie twarzy artysty - szerokie, dumne 

czoło,  długi  i  wąski  nos,  mocno  wystające  kości  policzkowe,  kanciasta,  potęŜna 
szczęka  i  wąskie  usta…  Tylko  włosy  Indianina  były  nieco  dłuŜsze  niŜ  włosy 
artysty, ale lśniły podobnie. RównieŜ w ciemnych oczach jeźdźca dostrzec moŜna 
było podobny, wyzywający błysk. 

Karla powróciła pamięcią do dnia, w którym odkryła płótno. 

Obiecała  Annie,  Ŝe  odwiedzi  aukcję  charytatywną,  chociaŜ  zmęczona 

nawałem  zajęć  nie  miała  na  to  najmniejszej  ochoty  Czekając  na  asystentkę, 
przyglądała  się  wystawionym  na  sprzedaŜ  starociom:  miniaturkom,  figurkom, 
reprodukcjom.  I  nagle  w  stosie  bezwartościowej  tandety  zauwaŜyła  portret 
Indianina. Ten widok zupełnie ją zelektryzował. 

Wpatrując  się  teraz  w  obraz,  doświadczyła  tego  samego  co  wtedy  uczucia 

podniecenia.  Ona,  Karla  Janowitz,  właścicielką  oryginalnego  Cradowga!  Jaka 
szkoda, Ŝe człowiek tak utalentowany nie posiada ani trochę taktu i kultury. 

W  pamięci  Karli  jak  echo  odbiła  się  obietnica  Cradowga  czy  raczej  jego 

groźba  powrotu  do  galerii.  Kobieta  zadrŜała,  lecz  z  uśmiechem  podeszła  do 
kolejnej grupki gości. 

Nim  się  spostrzegła,  minęła  dziewiąta,  a  wciąŜ  nowi  ludzie  przybywali  do 

galerii,  rozmawiając,  bawiąc  się,  pijąc  szampana  i  robiąc  zakupy.  Karla  czuła  się 
coraz  bardziej  zmęczona  i  odrętwiała,  ale  na  duchu  podtrzymywała  ją  myśl  o 
korzystnych transakcjach, których dokonała. 

Z  wybiciem  dziesiątej  tłum  począł  się  zmniejszać,  aŜ  wreszcie  galeria 

opustoszała  i  jej  właścicielka  z  westchnieniem  ulgi  mogła  zamknąć  drzwi  za 
ostatnim wychodzącym. Sala pogrąŜona była w usypiającej ciszy… Pełna obaw, Ŝe 
jej  przyjaciele  odeszli  wraz  z  gośćmi,  Karla  rozejrzała  się  niespokojnie,  lecz 
ujrzawszy ich tuŜ za swoimi plecami, uśmiechnęła się z ulgą. 

- Czy jako obiektywni obserwatorzy teŜ jesteście zdania, Ŝe otwarcie okazało 

się sporym sukcesem? 

Cisza  została  przerwana  okrzykami  radości  i  gratulacjami.  Przyjaciele 

serdecznie uścisnęli bohaterkę wieczoru. 

- To było fantastyczne! - zapewniła Andrea. 

- Ty jesteś fantastyczna! - Alicja rzuciła się na szyję Karli. 

- Jestem pod wielkim wraŜeniem. - Sean uśmiechnął się ciepło. 

background image

-  Zaznaczam,  Ŝe  i  ja  troszeczkę  się  do  tego  przyczyniłam  -  odezwała  się 

cicho Anna, stojąca dotąd na uboczu. 

Karla ze zdumieniem popatrzyła na asystentkę. 

-  Trochę?  -  potrząsnęła  głową.  -  Anno!  Harowałaś  jak  wół,  pomagając 

uruchomić tę budę! - Serdecznym gestem przytuliła dziewczynę do siebie. 

- A teraz będziemy świętować! - oświadczyła, robiąc krok do tyłu. - Co jest 

jeszcze  do  zrobienia,  zrobimy  jutro  -  powiedziała  rozkazującym  tonem  do 
asystentki. - A teraz na kolację! 

-  Na  kolację?  -  powtórzyła  Anna  z  takim  zdziwieniem,  jakby  Karla 

nakłaniała ją do tańczenia nago na ulicy. 

- Tak, na kolację - Karla uśmiechnęła się zapraszająco. 

Dziewczyna przecząco pokręciła głową. 

- Jestem zbyt zmęczona, aby myśleć o jedzeniu… Marzę jedynie o tym, aby 

wrócić do domu i paść na łóŜko. 

Sean westchnął głęboko. 

- Ech, ci młodzi ludzie, juŜ się nawet nie potrafią bawić. Do czego zmierza 

ten świat? 

Alicja uśmiechnęła się przepraszająco do Anny. 

-  Nie  zwracaj  na  niego  uwagi,  lubi  sobie  pozrzędzić.  MoŜe  mamy  cię 

podwieźć? 

- Nie, dziękuję, mam własne auto. 

Dziewczyna zawahała się, po czym przysunęła się do Alicji i szepnęła: 

- Zrzędliwy czynie, twój mąŜ jest równie imponujący jak Jared Cradowg! 

-  Dzięki.  -  MęŜczyzna  zmieszał  się,  usłyszawszy  komplement.  -  Ja  teŜ  tak 

myślę. Tylko kim jest ten… eee… 

Nie zdołał dokończyć, bowiem Karla przerwała podniesionym głosem: 

- Czy mam umrzeć z głodu? Anno, dobrej nocy. Wychodzimy - zwróciła się 

do przyjaciół. - Chyba Ŝe chcecie, abym was tu zamknęła. 

Asystentka ze zdziwieniem spojrzała na pracodawczynię. 

background image

- Wolę nocować w domu. Do zobaczenia. 

-  Do  jutra.  -  Karla  udała,  Ŝe  nie  dostrzega  zakłopotanych  min  przyjaciół, 

włoŜyła pelerynę i skierowała się do wyjścia. 

- Za mną, komu w brzuchu burczy! 

-  No,  Karla,  opowiadaj  -  zaczęła  niecierpliwie  Alicja,  gdy  tylko  zasiedli  w 

zamówionej loŜy. - Kim jest ten Jared Cradowg? 

- Nikim waŜnym… - Karla zamyśliła się nad odpowiedzią, czując się jak w 

potrzasku.  Przyjaciele  znali  ją  zbyt  dobrze,  aby  zadowolić  się  zdawkowym 
wyjaśnieniem. 

- Przyjaciel? - sondowała Andrea. 

- Bliski przyjaciel? - uściśliła Alicja. 

- Kochanek? - zapytał Sean, nie owijając w bawełnę swych domysłów. 

Karla zakrztusiła się. 

-  Kochanek?  Jared  Cradowg?  -  wzruszyła  ze  złością  ramionami.  -  Co  wam 

przyszło do głowy? Ten facet zjawił się wprost z ery kamienia łupanego! 

- Doprawdy? 

- Niesamowite! 

- Interesujące! 

Karla  powiodła  spojrzeniem  po  trzech  uśmiechniętych  twarzach  i  z  całym 

spokojem, na jaki ją było stać, odparła: 

- Tak, doprawdy. Tak, niesamowite. Nie, w Ŝadnym razie nie interesujące! 

- Uhuhuu. 

- Oczywiście. 

Kobieta  wbiła  wzrok  w  stojącego  przed  nią  drinka,  aby  tamci  nie  mogli 

dostrzec wyrazu jej oczu. Czuła, Ŝe będą ją gnębić bezlitośnie, dopóki nie opowie 
im  wszystkiego  o  malarzu.  Trocheja  dziwiło,  Ŝe  Ŝadne  z  nich  nie  znało  nazwiska 
Cradowga, zwłaszcza Sean, który szczycił się kolekcją zachodnich obrazów. Jakby 
czytając w myślach Karli, Sean niespodziewanie strzelił palcami. 

- Cradowg, tak? Wymawia się Kradok, ale pisze C-R-A-D-O-W-G? 

background image

- Tak. 

- Ten malarz? 

- Tak - westchnęła Karla. - Ten malarz. 

- Znacie go? - zdziwiła się Andrea. 

-  Teraz,  kiedy  przeliterowaliście  jego  nazwisko,  to  i  ja  go  sobie 

przypominam - oświadczyła Alicja z zadowoleniem. 

- Zaczekaj chwilkę… - Sean zmruŜył w skupieniu oczy. - Ten wielki portret 

Apacza… To chyba Cradowg, co? 

- Tak - potwierdziła znów Karla. 

-  A  ty  rozmawiałaś  z  jakimś  człowiekiem,  nim  Anna  powiedziała  ci  o 

naszym  przyjeździe  -  zastanawiał  się  głośno  Halloran.  -  Ten  ponury  olbrzym  to 
Cradowg? 

- Tak! 

- Ten, którego twarz wyglądała jak wyciosana z kamienia? - zapytała Alicja. 

-  Tak!  -  Karla  zakryła  usta dłonią,  przestraszona  własnym  krzykiem. -  Tak, 

tak, tak. A teraz, proszę, przestańcie juŜ. 

- Mamy przestać? - obruszyła się Andrea. 

- śartujesz? - Alicja zmarszczyła brwi. 

- Dlaczego jesteś spięta? - zaciekawił się Sean. 

- Wcale nie jestem spięta. 

- Uhuhuuu. 

- Oczywiście. 

- Niesamowite. 

Karla  wybuchnęła  niepowstrzymanym  śmiechem.  Nawet  wtedy,  gdy 

przyjaciele ją przesłuchiwali, czuła się dobrze w ich towarzystwie. 

-  Przysięgam,  Ŝe  nie  znam  tego  faceta.  -  Uniosła  w  górę  dłoń.  -  Po  raz 

pierwszy go spotkałam. I nie rozmawiałam z nim dłuŜej niŜ pięć minut. 

background image

-  Czegoś  tu  nie  rozumiem  -  powiedziała  w  zamyśleniu  Andrea.  -  Musiał 

wywrzeć na tobie ogromne wraŜenie, skoro tak reagujesz na samo wspomnienie o 
nim. 

- Wywarł, przez swoje aroganckie, prostackie i obraźliwe zachowanie. 

Oczy Andrei zabłysły gniewnie. 

- Uraził cię? 

- Jak śmiał cię obraŜać! - zawołała Alicja. 

Sean wyprostował się i napinając mięśnie, powiedział pół Ŝartem, pół serio: 

- Chcesz, abym nauczył go dobrych manier? 

Karli zrobiło się raźniej na duszy. Poczuła, jak uchodzi z niej cała złość. 

-  Dziękuję,  Sean,  ale  odrzucam  twoją  ofertę  -  uśmiechnęła  się  z 

wdzięcznością. - O, oferta, to właściwy klucz - zauwaŜyła i nie czekając na dalsze 
pytania przyjaciół, wyjaśniła pośpiesznie: 

-  Cradowg  złoŜył  ofertę  kupna  portretu  Indianina,  a  gdy  odmówiłam, 

zachował się bardzo arogancko.  

- Odmówiłaś… To twój własny obraz?! - zdumiał się Sean. 

Karla zaśmiała się cicho.  

-  Tak,  mój  własny.  I  nie  mam  zamiaru  oddawać  go  nikomu,  nawet  jego 

twórcy.  -  Westchnęła  z  ulgą  na  widok  kelnera  zbliŜającego  się  z  tacą  pełną 
półmisków. - Wreszcie! Wiedziałam, Ŝe zdarzy się coś, co wybawi mnie z kłopotu! 
Nie sądzicie, Ŝe moglibyśmy przerwać tę denerwującą rozmowę, aby lepiej strawić 
nasz posiłek? 

Temat  „Cradowg”  został  dyskretnie  zakończony,  ale  nikt  o  nim  nie 

zapomniał,  zwłaszcza  Karla.  Długo  po  tym,  jak  poŜegnała  się  z  przyjaciółmi  i 
ułoŜyła wygodnie w łóŜku, wspomnienie obietnicy złoŜonej przez malarza męczyło 
ją, wywołując złość… i oczekiwanie. 

 

 

 

background image

Rozdział drugi

 

 

- Myślałem, Ŝe juŜ się nie pojawisz. 

Karla  odwróciła  gwałtownie  głowę  i  ze  zdumieniem  spostrzegła  potęŜnego 

męŜczyznę stojącego za jej plecami. Ogarnęło ją przeraŜenie. Klucz, którym miała 
otworzyć drzwi galerii, wysunął się z drŜącej dłoni i z brzękiem upadł na chodnik. 

-  Chcesz,  abym  dostała  ataku  serca?!  -  Pod  maską  gniewu  Karla  usiłowała 

ukryć swój lęk. Z trudem zmusiła się, by patrzeć wprost w ciemne, błyszczące oczy 
malarza. - A moŜe masz juŜ taki zwyczaj podkradania się do ludzi? 

Nieodgadniony,  kamienny  wyraz  twarzy  Cradowga  nie  zmienił  się  ani 

odrobinę. 

-  Nie  podkradłem  się  do  ciebie  -  wyjaśnił  lakonicznie.  -  Nie  chciałem  teŜ, 

abyś dostała ataku, bo utrudniłoby to realizację moich planów. 

Karla  poczuła,  jak  po  plecach  przebiegają  jej  ciarki.  Zacisnęła  dłonie, 

starając  się  opanować  ich  drŜenie.  Chłodnym,  nieprzyjaznym  spojrzeniem 
zmierzyła  uśmiechniętego  Cradowga.  Musiała  jednak  przyznać,  Ŝe  w  zwykłym 
dŜinsowym ubraniu i znoszonych mokasynach wygląda niezwykle pociągająco. 

Czując  kolejną  falę  niewytłumaczalnego  lęku,  Karla  schyliła  się  po  klucz. 

Dokładnie w tym samym  momencie uczynił to malarz. Zderzyli się kolanami, ich 
dłonie  spotkały  się  nad  kluczem,  kobieta  dotknęła  głową  szerokiego,  twardego 
męskiego torsu. 

-  Och!  -  jęknęła,  zamierając  z  przeraŜenia,  uwięziona  między  drzwiami 

galerii a potęŜnym ciałem Cradowga. Chłonęła teraz zapach artysty, jego obecność 
i  męskość.  Zdawało  jej  się,  Ŝe  mijają  wieki,  chociaŜ  upłynęło  zaledwie  kilka 
sekund. 

- Co ty kombinujesz? - zapytała lodowatym tonem, unosząc głowę, by móc 

spojrzeć w twarz męŜczyzny. 

-  Nic  nie  kombinuję  -  uśmiechnął  się.  -  Mówiąc  szczerze,  zrobiłem  to 

odruchowo.  

Karla  zacisnęła  zęby,  walcząc  ze  sprzecznymi  uczuciami.  Miała  ochotę 

odepchnąć Jareda, a zarazem zarzucić mu ramiona na szyję, przyciągnąć jego twarz 

background image

i  spróbować  smaku  tych  aroganckich,  wąskich  ust.  Wzdrygnęła  się,  zaszokowana 
własnymi pomysłami. 

- Odsuń się! - warknęła. 

Cradowg odczekał chwilę, po czym podniósł się powoli. 

- Mała złośnica coś dzisiaj nie w humorze. - Odstąpił o krok i popatrzył na 

nią  przez  chwilę  ironicznie.  Karla  zastanawiała  się,  czy  męŜczyzna  zrobił  to 
specjalnie,  czy  bezwiednie.  Malarz  wyciągnął  dłoń  w  stronę  kobiety  i  zamarł  w 
oczekiwaniu. 

Karla podniosła klucz i wstała, ignorując wyciągniętą rękę. 

- Nigdy nie jestem w humorze. A przy moich pięciu stopach i siedmiu calach 

wzrostu wcale nie uwaŜam siebie za małą - odparła uraŜonym tonem. 

- Kotku, wszystko, co ma mniej niŜ sześć stóp, jest dla mnie małe. 

Kobieta  z  wraŜenia  wstrzymała  oddech,  niepewna,  w  jakim  znaczeniu  uŜył 

zwrotu  „kotku”.  W  formie  grzecznościowej,  przypadkiem  czy  teŜ  miało  to  jakiś 
głębszy,  moŜe…  intymniejszy  podtekst?  Nie  wiedziała  i  prawdę  mówiąc,  nie 
chciała  wiedzieć.  Wzdychając  głęboko,  okręciła  się  na  pięcie  i  otworzyła  drzwi 
galerii. 

Weszła  do  sali  ekspozycyjnej,  przesyconej  zapachem  wina,  perfum  i  farb 

olejnych.  Nie  zwracając  uwagi  na  idącego  za  nią  męŜczyznę,  zbliŜyła  się  do 
klimatyzatora  i  przełączyła  go  na  najwyŜsze  obroty.  Poczuła  pęd  powietrza 
chłodniejszego niŜ listopadowe wiatry. 

-  Co  tu  robisz  o  wpół  do  dziesiątej?  -  Karla  zwróciła  się  do  milczącego, 

nieoczekiwanego  „klienta”,  wymownie  spoglądając  na  swój  delikatny  złoty 
zegarek. - Chyba dostrzegłeś wywieszkę, Ŝe otwieramy dopiero o dziesiątej? 

Jared  Cradowg  zbliŜył  się,  przystanął  o  krok  od  przestraszonej  kobiety  i 

zaczaj wpatrywać się w nią uwaŜnie. 

-  Powiedziałem  ci,  Ŝe  tu  wrócę,  kiedy  będziemy  mogli  porozmawiać  na 

osobności - jego głos zabrzmiał łagodnie i uspokajająco. 

Karla  znów  poczuła  dreszcze  przebiegające  po  niej  od  czubków  stóp  po 

głowę. 

-  Aby  się  potargować  -  uzupełniła,  wściekła  na  Jareda  za  wraŜenia,  jakich 

doznawała w jego obecności. - Mówiłeś, Ŝe wrócisz, aby się potargować! 

background image

- Naprawdę chciałem się targować. Ale okoliczności nie są juŜ takie same. 

Karla zmieszała się, nie wiedząc, czego mogą dotyczyć słowa Cradowga. 

- Okoliczności? - spytała niepewnie. - Nie rozumiem. Jakie okoliczności? 

- Poprawniej powinnaś zapytać: „czyje okoliczności”. 

- Więc czyje okoliczności? - powtórzyła zaintrygowana. 

-  Słynnego  artysty  malarza  i  ślicznej  właścicielki  galerii  -  wyjaśnił 

męŜczyzna ze słodkim uśmiechem. 

-  Co?  -  Karla  spojrzała  na  rozmówcę  osłupiałym  wzrokiem,  bardziej 

zaskoczona ciepłym tonem jego głosu niŜ znaczeniem wypowiedzianych słów. 

Drobne zmarszczki wokół oczu Jareda, o których Karla sądziła, Ŝe są raczej 

wynikiem działania promieni słonecznych, a nie oznaką dobrego humoru, pogłębiły 
się,  kiedy  Cradowg  wybuchnął  gromkim  śmiechem.  -  Ten  sławny  artysta  to  ja,  a 
piękna właścicielka galerii to ty - wyjaśnił, wskazując palcem najpierw na siebie, a 
później na kobietę. - A okoliczności zmieniły się, poniewaŜ uznałem, Ŝe będziemy 
mieć romans. 

Romans?  Karli  zabrakło  tchu  w  piersiach.  Romans!  Ten  męŜczyzna 

postanowił,  Ŝe  będą  mieć  romans,  i  mówi  o  tym  takim  obojętnym  tonem,  jakby 
opowiadał o kupieniu skarpetek! 

Wzięła  głęboki  oddech,  cofnęła  się  o  krok  i  starając  się  zapomnieć  o 

przyspieszonym pulsie, spróbowała przywdziać maskę kobiety opanowanej. 

- Nie sądzę, abyśmy mieli romans - powiedziała wolno i z naciskiem. - Nie 

lubię romansów. 

W  ciemnych  oczach  męŜczyzny  zamigotały  iskierki  rozbawienia,  kiedy 

dostrzegł ostroŜny odwet Karli. 

-  To  dobrze  -  uśmiechnął  się  szeroko,  odsłaniając  niesłychanie  białe  zęby, 

tak bardzo kontrastujące z ciemną karnacją jego cery. - Lubię, gdy moje kobiety są 
trochę naiwne. 

Przez  chwilę  Karli  zdawało  się,  Ŝe  eksploduje,  niczym  pocisk  ciśnięty  w 

ognisko. 

Ten cholerny facet był szowinistycznym, zadufanym w sobie idiotą! Siląc się 

na spokój, wykrzywiła usta w jadowitym uśmiechu. 

background image

- Niech pan sobie pozwoli wyjaśnić, panie Cradowg - zaczęła głosem równie 

słodkim  jak  jej  uśmiech  -  iŜ  właśnie  dlatego  nie  mam  romansów,  Ŝe  nie  jestem 
naiwna. Czy to jasne, co powiedziałam? - uniosła pytająco brwi. 

- Jasne. 

Karla z trudem powstrzymała okrzyk. Zaciskając zęby, zastanawiała się, jak, 

do  cholery,  mogło  zmieścić  się  tyle  zmysłowości  i  seksu  w  jednym  zwykłym 
wypowiedzianym  przez  niego  słowie.  Natychmiast  zmieniła  swoją  opinię  o 
Jaredzie.  Nie  był  zadufanym  w  sobie  idiotą,  lecz  niezwykle  pociągającym 
męŜczyzną. Z przeraŜeniem stwierdziła, iŜ coraz bardziej ulega jego czarowi! 

W kolejnej sekundzie Karla postanowiła, Ŝe musi pozbyć się nieproszonego 

gościa, wyrzucić go z galerii, zanim zrobi z siebie kompletną idiotkę i straci dobre 
wyobraŜenie o sobie jako o kobiecie wyemancypowanej, współczesnej, całkowicie 
wyzwolonej spod magnetycznego wpływu przeciwnej płci. 

-  W  porządku  -  odpowiedziała  po  chwili,  oddychając  głośno.  -  Miałeś  juŜ 

swoją  poranną  frajdę.  Ale  zrozum,  mam  mnóstwo  pracy,  za  chwilę  zjawią  się 
prawdziwi  klienci,  więc  czemu  nie  miałbyś  wrócić  do  domu  i  popracować  nad 
swoimi obrazami! 

Ś

miech  Jareda  odbił  się  rykoszetem  od  ścian,  zapadając  głęboko  w  serce 

kobiety. 

- Nad moimi obrazami takŜe pracuję, kochanie. - ZbliŜył się jeszcze bardziej 

i  czubkiem  serdecznego  palca  uniósł  w  górę  podbródek  drŜącej  Karli.  Kobieta 
przyglądała  się  otwartymi  szeroko  oczyma,  jak  malarz  pochyla  nad  nią  swoją 
ogorzałą twarz. 

-  Ale  jestem  gotów  zabawić  się  z  tobą,  kiedy  i  ty  będziesz  na  to  gotowa  - 

dodał Cradowg, nim zetknęły się ich usta. 

Karla  zamarła,  topniejąc  jak  wiosenny  śnieg.  Wbrew  temu,  co  nakazywał 

rozsądek, zarzuciła ramiona na szyję męŜczyzny i mocno przytuliła się do niego. W 
pewnej  chwili  uświadomiła  sobie,  Ŝe  przecieŜ  Cradowg  moŜe  nawet  nie  znać  jej 
imienia, lecz myśl ta szybko gdzieś uleciała i Karla z dreszczem rozkoszy poddała 
się słodyczy płynącej z ust męŜczyzny. 

Jared  wydał  stłumiony  jęk  zadowolenia,  opuszczając  dłonie  na  napręŜone, 

okrągłe pośladki Karli i mocniej przytulając jej biodra do swoich. 

Zamiast  szoku  na  skutek  kontaktu  z  podnieconym  ciałem  Cradowga,  Karla 

doświadczyła  ekscytującego  uczucia  poŜądania.  KaŜda  cząstka  jej  ciała  domagała 

background image

się  zespolenia.  Z  całą  siłą,  na  jaką  było  ją  jeszcze  stać,  kobieta  wtuliła  się  w 
malarza,  przyciskając  swe  nabrzmiałe  piersi  do  twardego  torsu,  a  pulsujące 
podbrzusze do rozbudzonej męskości Jareda. 

Straciła  rachubę  czasu  i  poczucie  rzeczywistości,  nie  pamiętała,  jak  długo 

trwał  ten  pocałunek,  lecz  rzeczywistość  nie  zapomniała  o  Karli,  przerywając 
niespodziewanie ich  rozkosz.  Do  uszu  zwartej  w  uścisku pary doleciał  z zaplecza 
alarmujący  odgłos  przekręcanego  w  zamku  klucza.  MęŜczyzna  uniósł  głowę, 
odrywając się od ust oszołomionej kobiety, nie wypuścił jej jednak z objęć. 

- To moja asystentka! - wyszeptała zatrwoŜona Karla, usiłując uwolnić się ze 

stalowego uścisku. - Wejdzie tu za kilka sekund! Proszę, puść mnie. 

- Dopiero gdy zgodzisz się zjeść ze mną obiad - odparł spokojnie. 

W tym momencie Karla zgodziłaby się niemal na wszystko, aby tylko Anna 

nie  zastała  jej  w  objęciach  Cradowga,  lecz  to  Ŝądanie  malarza  było  nie  do 
spełnienia. 

- Nie mogę - szepnęła przeraŜona. - Jestem umówiona. 

W głosie Karli brzmiała szczerość. Jej przyjaciele wyjeŜdŜali z Sedony i juŜ 

wcześniej zgodziła się zjeść z nimi poŜegnalny obiad. 

- Kolacja. 

To nie było pytanie, to był rozkaz. 

Karla  spojrzała  na  drzwi  wiodące  do  biura.  Zapewne  w  tej  chwili  Anna 

wieszała ubranie na wieszaku… 

- Tak! Teraz mnie puścisz? 

- O siódmej. 

- Kiedy tylko chcesz. 

Cradowg uśmiechnął się zwycięsko i pochylił głowę, aby raz jeszcze musnąć 

ustami wargi kobiety. 

- Więc dobrze - zamruczał, wypuszczając z objęć swą ofiarę. - Do siódmej, 

słodka  Karlo  -  rzucił  na  poŜegnanie,  oddalając  się  bezszelestnie.  Nikt  by  nie 
przypuszczał, Ŝe taki potęŜny męŜczyzna moŜe poruszać się tak lekko i cicho. 

Drzwi wejściowe zamknęły się za wychodzącym, a sekundę później uchyliły 

się drzwi wiodące na zaplecze. 

background image

 

 

 

Znał jej imię. 

Karla  rozmyślała  o  dziwnym  poranku  przez  cały  dzień.  Swoje  obowiązki 

wykonywała  dokładnie,  rutynowo  i  postronny  obserwator  nie  domyśliłby  się,  iŜ 
przeŜyła  coś  szczególnego.  ChociaŜ  tego  nie  okazywała,  targały  nią  mieszane 
uczucia, najsilniejszym zaś były wyrzuty sumienia. 

CóŜ ją u licha naszło? 

Szybka  kapitulacja  przed  zalotami  Jareda  i  uleganie  emocjom  było  do  niej 

tak  niepodobne,  Ŝe  Karla  czuła  rozdraŜnienie  na  samo  wspomnienie  swojej 
słabości. Nigdy nie zachowywała się tak wobec innych męŜczyzn. 

No, moŜe Jared nie jest takim zwykłym męŜczyzną… 

Zamarła, oszołomiona własnym stwierdzeniem. Spoglądała w zamyśleniu na 

rozpościerającą się za oknem panoramę ponurych skal, opromienionych czerwono 
zachodzącym słońcem. 

Dlaczego Jared nie jest taki jak inni męŜczyźni? 

Karla  w  głębi  serca  znała  odpowiedź  na  to  pytanie,  lecz  nie  chciała  się 

przyznać  do  tego  sama  przed  sobą.  Wiedziała,  Ŝe  nie  uroda,  talent  czy  wdzięk 
wyróŜniały Jareda spośród innych. Był inny, dlatego Ŝe potrafił wykrzesać z Karli 
tyle  emocji!  Niczym  katalizator,  przy  którym  pękała  kamienna  skorupa,  w  której 
schroniła  się  na  skutek  bolesnych  przeŜyć.  Potrafił  rozpętać  w  niej  prawdziwą 
burzę  uczuć,  naruszył  jej  małą  stabilizację.  Karla  przebyła  długą  drogę,  nim 
osiągnęła ową  równowagę.  Za pewną destrukcyjną  miłość  zapłaciła  wysoką  cenę: 
cenę  dumy  i  godności.  Zdecydowała,  Ŝe  w  przyszłości  będzie  unikać  podobnych 
sytuacji.  Lecz  teraz  zaśmiała  się  z  samej  siebie,  ze  swoich  deklaracji,  iŜ  prędzej 
wstąpi  do  klasztoru,  niŜ  nawiąŜe  serdeczniejsze  stosunki  z  jakimkolwiek 
męŜczyzną. Szybko jednak wesołość została wyparta przez trwogę. Karlę przeraził 
Ŝ

ar, jaki w jej ciele rozpalił Jared. 

-  Karlo,  czy  nie  umówiłaś  się  o  dwunastej  trzydzieści  na  obiad  z 

przyjaciółmi? 

background image

Głos Anny wdarł się w umysł zamyślonej kobiety niczym armatni wystrzał, 

budząc ją gwałtownie z odrętwienia. 

- Tak? - Karla zerknęła na zegarek i ku swojemu zaskoczeniu stwierdziła, Ŝe 

niewiele czasu pozostało do umówionego spotkania. - Lepiej juŜ pójdę. 

- Dobrze. - Anna uśmiechnęła się, kryjąc zaŜenowanie. Nie miała śmiałości 

komentować roztargnienia pracodawczyni. 

Karla z wdzięcznością obdarzyła przyjaznym uśmiechem młodą asystentkę. 

- Wątpię, czy wrócę po obiedzie. Czy mogłabyś się wszystkim zająć? 

Dziewczyna westchnęła z ulgą. 

- Doskonale mnie wyszkoliłaś, Karlo. Jestem pewna, Ŝe dam sobie radę. 

Kobieta porwała z biurka torebkę i pelerynę, dziękując w duchu za chwilę, w 

której  zgodziła  się  zatrudnić  tę  pełną  zapału,  choć  niezbyt  doświadczoną  i  nie 
znającą się na malarstwie dziewczynę. 

Motel, w którym Karla była umówiona, stał na skraju skalnego urwiska, pod 

nimi zaś rozpościerał się kanion Dębowego Potoku. PodjeŜdŜając na parking, Karla 
po  raz  kolejny  podziwiała  wspaniały,  pełen  grozy  widok  wąwozu.  Wysiadając  z 
samochodu, uśmiechnęła się na wspomnienie swojego przyjazdu do miasta. 

Pewnego  letniego  dnia  przyleciała  do  Phoenix  i  wynajęła  samochód,  aby 

dostać  się  do  Sedony,  gdzie  miała  zamiar  załoŜyć  własną  galerię.  Zamiast 
skierować  się  na  obwodnicę,  pojechała  promenadą,  która  biegła  tuŜ  nad  skrajem 
kanionu, niczym  serpentyna po zboczach urwiska.  Karla  doskonale pamiętała, jak 
ze  strachu  drętwiały  jej  palce,  a  przy  gwałtowniejszych  zakrętach  serce 
podchodziło do ściśniętego przeraŜeniem gardła. 

- Uhuhuuu, jak ktoś śmieje się sam do siebie, to znaczy, Ŝe juŜ naprawdę z 

nim niedobrze! 

Karla odwróciła się i ujrzała roześmiane twarze przyjaciół. 

-  Ja  teŜ  tak  myślę  -  poparła  Seana  Alicja.  -  Sądzisz,  Ŝe  powinniśmy  się 

zacząć o nią martwić? 

-  Zacząć  martwić?  -  powtórzyła  Andrea.  -  Myślałam,  Ŝe  dosyć  się  o  nią 

martwiliśmy przez ostatnie sześć miesięcy! 

background image

Karla zamrugała powiekami, by opanować wzruszenie. Czy sama potrafiłaby 

troszczyć się o siebie tak, jak oni to robili? Uśmiechnęła się niepewnie. 

- Przypomniałam sobie dzień, w którym tu przybyłam i moją jazdę skrajem 

kanionu - wyjaśniła, obejmując ramionami przyjaciółki. 

- Aha! To wszystko tłumaczy - odezwał się Sean. - Z Karlą nie jest jeszcze 

tak  źle,  po  prostu  przypomniała  sobie  wraŜenia  podobne  do  tych,  których  wy 
wczoraj doznaliście. 

- Jechaliście do Sedony promenadą? 

MęŜczyzna skinął głową. 

- Wspaniała jazda. ChociaŜ niewiele zobaczyłem, uwaŜając na zakręty. 

- To była fantastyczne! - zgodziła się z entuzjazmem Andrea. 

-  To  było  okropne!  -  Alicja  wzdrygnęła  się.  -  Byłam  blada  jak  ściana  i 

odetchnęłam dopiero wtedy, gdy znaleźliśmy się na dole. 

Karla ze zdziwieniem spojrzała na Alicję. 

- Nie wiedziałam, Ŝe masz lęk wysokości. 

-  Od  dziecka  -  uśmiechnęła  się  słabo.  -  To  chyba  dlatego,  Ŝe  kiedy  byłam 

mała, spadłam z konia podczas nauki jazdy. 

Andrea skinęła głową ze zrozumieniem. 

- Oczywiście, to wszystko wyjaśnia. 

Karla zatrzymała się nagle i spojrzała błagalnym wzrokiem na Seana. 

-  Proszę,  tylko  nie  zaczynaj  znowu  tych  gadek  o  reinkarnacji  i  przeŜyciach 

wrodzonych. 

- Trudno ci zaakceptować teorię reinkarnacji, co? 

- Nie. - Karla energicznie potrząsnęła głowę. - Ale mam kłopoty finansowe, 

nie  mogę  wyrobić  się  z  czasem,  jestem  strasznie  zapracowana.  -  Uśmiechnęła  się 
smutno.  -  Innymi  słowy  mam  dosyć  kłopotów  w  moim  obecnym  Ŝyciu,  aby 
zajmować się poprzednimi egzystencjami. 

-  Nie  wiesz  nawet,  ile  nowego  wnoszą  doświadczenia  reinkarnacyjne  - 

powiedziała powaŜnym tonem Alicja. 

background image

- No, czego nie wiem… o to nie muszę się martwić. 

-  Jesteś  przyziemna  -  Alicja  zaśmiała  się.  -  I  po  uszy  tkwisz  w 

teraźniejszości. 

- Całkowicie - przyznała Karla, wybuchając śmiechem. 

- Co oczywiście wyklucza wiarę w UFO i kosmitów - wtrąciła Andrea. 

Karla przestała się śmiać i pytająco spojrzała na Seana. 

- A co ty o tym sądzisz? 

Zapytany wzruszył ramionami. 

-  Myślę,  Ŝe  twoja  wiara,  czy  teŜ  jej  brak,  jest  wyłącznie  twoją  sprawą.  - 

MęŜczyzna  wykrzywił  usta.  -  Ale  skoro  pozostało  mniej  niŜ  trzy  godziny  do 
odjazdu - spojrzał na zegarek - to sądzę, Ŝe juŜ najwyŜsza pora na obiad. 

Alicja uśmiechnęła się z satysfakcją i przytuliła twarz do ramienia męŜa. 

- Widzicie, jakiego dyplomatę poślubiłam? 

Zanim  ktokolwiek  zdąŜył  odpowiedzieć,  Sean  przygarnął  ramionami 

kobiety, popychając je w stronę wejścia do restauracji. 

- Kończymy dyskusję. Zanim któraś z was wypowie się na mój temat. 

Obiad upływał w miłej i radosnej atmosferze. Doskonale przyrządzone dania 

szybko  znikały  z  talerzy,  zaś  rozmowa  dotyczyła  wyłącznie  przyszłych  planów 
czwórki przyjaciół. 

-  Kiedy  NASA  odrzuciła  moje  podanie  o  pracę  -  tłumaczyła  Andrea  - 

zdecydowałam się zostać w San Francisco i kontynuować podyplomowe studia na 
Berkeley. 

- A kiedy Sean będzie pisał nową powieść historyczną, ja zrobię doktorat na 

Uniwersytecie Pensylwańskim - oświadczyła z dumą Alicja. 

Karla zrobiła powaŜną minę i zwróciła się do Seana: 

-  CóŜ  to  ma  znaczyć?  Nie  planujecie  w  najbliŜszym  czasie  małego 

Halloranka? 

Profesor uśmiechnął się. 

background image

-  Nie  w  tej  chwili  -  przyznał.  -  Ale  wszystko  moŜe  się  zmienić.  -  Mrugnął 

porozumiewawczo do Ŝony. 

Karla  wiedziała,  o  co  mu  chodzi.  Alicja  nie  stosowała  środków 

antykoncepcyjnych i równie dobrze juŜ teraz mogła pod sercem nosić małą replikę 
Seana.  śyczyła  przyjaciółce  wszystkiego  najlepszego,  chociaŜ  sama  nie  widziała 
siebie  w  roli  Ŝony  i  matki,  a  jeszcze  bardziej  nie  potrafiła  wyobrazić  sobie  siebie 
przy boku męŜa… 

-  A  ty  zamierzasz  iść  za  ciosem,  wykorzystując  sukces,  jaki  przyniosło  ci 

otwarcie galerii? - spytała Andrea, chociaŜ wszyscy doskonale znali odpowiedz. 

-  Oczywiście  -  odparła  Karla,  dodając  w  duchu:  „Tak  szybko,  jak  tylko 

otrząsnę się spod uroku pewnego artysty…” 

 

 

 

Przejmujący  dreszcz  powrócił,  gdy  Karla  szykowała  się  na  umówioną  z 

Cradowgiem  kolację.  Wiedziała,  Ŝe  wywołuje  go  oczekiwanie  na  spotkanie  z 
męŜczyzną i Ŝe jest on zapowiedzą jeszcze mocniejszych wraŜeń. 

Nie  chciała  jeść  kolacji  z  Jaredem,  nie  chciała  przebywać  z  nim  w  tym 

samym  pomieszczeniu,  nie  chciała  nawet  mieszkać  w  tym  samym  hrabstwie,  co 
Cradowg,  a  jednak  ani  przez  chwilę  nie  pomyślała  o  złamaniu  wymuszonej 
obietnicy. 

Pragnąc  wyglądać  skromnie,  wybrała  szarą  spódnicę  i  kremową  jedwabną 

bluzkę z perłowymi guziczkami, na którą załoŜyła ciemny Ŝakiet. 

Stojąc  przed  wielkim  ściennym  lustrem  przyjrzała  się  krytycznie  swojemu 

odbiciu.  Była  zadowolona  z  efektu,  który  osiągnęła.  Opanowana,  rzeczowa 
biznesmenka. Lecz gdy w pewnym momencie rzuciła spojrzenie na swoją twarz, aŜ 
jęknęła  z  rozpaczy.  Pozbawiona  makijaŜu  cera  wyglądała  Ŝałośnie  blado, 
orzechowe oczy były bez wyrazu, a bruzdy wokół ust jakby się pogłębiły. Jednak 
najgorsze wraŜenie sprawiały włosy, upięte w niedbały kok, z którego wysypało się 
kilka pasemek zwisających smętnie wzdłuŜ szyi… 

Wzdychając  głęboko,  sięgnęła  po  spinki  i  grzebień.  Na  odgłos  dzwonka  jej 

dłonie zamarły w powietrzu. „Jared? JuŜ?” 

background image

Zmusiła  się  do  działania.  Upinając  niesforne  kosmyki,  spojrzała  na  mały 

budzik,  stojący  na  nocnej  szafce.  Jest  szósta  pięćdziesiąt  jeden.  Dziewięć  minut 
przed umówionym czasem. MoŜe to nie Jared? 

Dzwonek zadźwięczał ponownie. Jeden krótki, nerwowy sygnał. 

Usta Karli zadrŜały, wolno opuściła ręce. Natarczywość dzwonka mówiła jej, 

Ŝ

e przed drzwiami stoi Jared. 

Po raz ostatni spojrzała w lustro i poprawiając bluzkę na ramionach, wyszła z 

sypialni.  Kiedy  przechodziła  przez  bawialnię,  dzwonek  rozległ  się  raz  jeszcze. 
Przygryzając  nerwowo  wargi,  przekręciła  klucz  i  otworzyła  drzwi.  Cradowg  juŜ 
podnosił palec, by ponownie połoŜyć go na przycisku. 

- Chcesz zniszczyć dzwonek? - zapytała Karla z ledwie skrywaną złością. 

MęŜczyzna opuścił ramię i uśmiechnął się. Nie wyglądał na speszonego czy 

zaŜenowanego jej powitaniem, 

-  Zastanawiałem  się,  czy  otworzysz  mi  wreszcie,  czy  teŜ  zignorujesz 

dzwonek. 

Cofnęła się o krok, pozwalając malarzowi wejść do środka. 

- Dlaczego miałabym go ignorować? 

Ś

miech Jareda wywołał na ciele Karli gęsią skórkę. 

-  Aby  uniknąć  kolacji  ze  mną,  udając,  Ŝe  nie  ma  cię  w  domu  -  odparł 

męŜczyzna spokojnie. 

Karla  zacisnęła  dłonie,  chcąc  w  ten  sposób  powstrzymać  ich  niepokojące 

drŜenie. Nawet nie przyszło jej na myśl, by mogła się z nim nie zobaczyć i udać, Ŝe 
jej nie ma. 

Dlaczego o tym nie pomyślała? 

  

background image

Rozdział trzeci

 

 

Jared  wszedł  do  bawialni  i  okiem  artysty  ocenił  jej  wystrój.  Nieznacznym 

skinieniem  głowy  pochwalił  dobry  gust  właścicielki  mieszkania.  Karla,  ledwie  to 
zauwaŜyła, od razu dostrzegła, Ŝe w szykownym trzyczęściowym garniturze malarz 
wygląda moŜe mniej zmysłowo niŜ w dŜinsach i mokasynach, za to prezentuje się 
duŜo bardziej elegancko. 

- Świetna robota. 

Opinia  Jareda  na  temat  wystroju  mieszkania  nie  powinna  Karli  zupełnie 

obchodzić,  poczuła  jednak  w  sercu  przyjemne  ciepło.  Próbowała  nie  okazać,  jak 
bardzo  obeszła  ją  pochwała.  Starania  te  nie  przyniosły  jednak  rezultatu,  Karla 
poczuła, Ŝe się rumieni. Co za głupie uczucie! 

Jared odwrócił się i spojrzał przenikliwie na milczącą wciąŜ Karlę. 

- Ciebie chyba guzik obchodzi, co myślę o twoim mieszkaniu, nie? - jedna z 

gęstych brwi męŜczyzny wygięła się w zgrabny łuk. 

- A powinno? - wykrztusiła kobieta, wydając westchnienie ulgi, iŜ udało jej 

się ukryć swoją reakcję na komplementy malarza. 

- Powinno. - Cradowg postąpił krok w stronę gospodyni. 

- Dlaczego? - Karla cofnęła się. 

Słowa Jareda podziałały na jej serce jak balsam. 

-  MoŜe  dlatego,  Ŝe  nasze  gusty  są  tak  podobne  -  wyjaśnił  męŜczyzna, 

zbliŜając się do niej.  

W  tym  momencie  Karla  zrozumiała,  co  czuje  cierpiący  na  klaustrofobię. 

Zwalczając ogarniającą ją panikę, zdecydowała się pozostać na miejscu. Stanowczo 
uniosła podbródek i zapytała obojętnie: 

- A w czym nasze gusty są podobne? 

- W wielu sprawach - uśmiechnął się, widząc, Ŝe Karla zamarła na miejscu. - 

Lubimy te same odcienie, ten sam rodzaj sztuki - wskazał na reprodukcje wiszące 
na ścianach. - Pociąga nas przeciwna płeć… - Cradowg uśmiechnął się zmysłowo, 
wodząc wzrokiem po ciele kobiety. 

background image

- Pociąga nas… co? - wykrztusiła z trudem. 

- Zaprzeczasz, Ŝe łączy nas wzajemny pociąg? - Przysunął się tak blisko, Ŝe 

Karla poczuła na twarzy jego ciepły oddech. 

- Oczywiście! - jęknęła, obwiniając się za brak stanowczości. 

- Obawiasz się mnie - zauwaŜył Jared z typowo męską próŜnością. 

Powiedział prawdę, ale Karla za nic by się do tego nie przyznała. 

-  Nie  łudź  się  -  prychnęła,  mając  nadzieję,  Ŝe  jej  głos  zabrzmiał 

wystarczająco odpychająco. 

- A ja myślę, Ŝe się obawiasz. - MęŜczyzna zrobił jeszcze jeden krok, tak Ŝe 

ich ciała się zetknęły. Dotyk jego bioder i piersi wywołał w niej takie poŜądanie, Ŝe 
zaczęła się obawiać, Ŝe nie zapanuje nad sobą. Po chwili wahania spojrzała groźnie 
na malarza. 

- Odsuń się, gnojku. 

Cradowg bez słowa pochylił głowę i objął usta kobiety wilgotnymi wargami. 

Bezwiednie rozchyliła swoje, wydając cichy jęk. 

Przestraszyła się, Ŝe jej nie zaspokojone ciało za chwilę eksploduje, tak silne 

poŜądanie  ją  ogarnęło.  Jej  piersi  stwardniały,  a  brodawki  napięły  się  do  granic 
moŜliwości.  Zastygła  w  bezruchu  pod  wraŜeniem  intensywności  tych  reakcji,  nie 
zwaŜając na dumę, która podpowiadała jej, Ŝe ma odepchnąć intruza. 

Ogarnęło  ją  poczucie  bezsilności.  Przez  chwilę  cały  świat  Karb  składał  się 

jedynie z męskich ust, zaborczego języka i uścisku silnych ramion. 

Kobiecie  zdawało  się,  Ŝe  delikatne  poruszenia  dłoni  męŜczyzny  na  jej 

plecach  wykrzesały  z  Ŝakietu  iskry,  które  zmysłową  pieszczotą  paliły  jej  ciało. 
Pragnęła go powstrzymać i modliła się, aby to się nigdy nie skończyło… 

- Gdzie? 

Zdyszany  głos  Cradowga  zmącił  jej  upojenie.  Wolno  unosząc  powieki, 

spojrzała na męŜczyznę zamglonymi, rozmarzonymi oczami. 

- Co? 

- Nie będziemy się kochać na stojąco - odparł nieoczekiwanie, poprzedzając 

kaŜde słowo krótkim pocałunkiem. - Proponuję, abyśmy przeszli do sypialni. Gdzie 
ona jest? 

background image

Słowa  „kochać  się”  i  „sypialnia”  poraziły  Karlę  niczym  grom  z  jasnego 

nieba.  Czuła,  jak  jej  oczy  rozszerzają  się  z  niedowierzania.  Czy  miała  dać  pokaz 
kobiecej  bezsilności  i  uległości?  Zawahała  się.  Odzyskała  juŜ  jednak  panowanie 
nad sobą, wyparte uprzednio przez rozbudzoną namiętność. Zsunęła dłonie z karku 
malarza. 

- Proszę… puść mnie. 

Jared prychnął gniewnie, ale rozluźnił uścisk. 

- Nie rozumiem. Przed chwilą byłaś w moich objęciach jak Ŝywy ogień… - 

Oblizał  dolną  wargę,  jakby  zbierając  resztkę  smaku  ust  Karli.  -  Więc  dlaczego 
nagle tak oziębłaś? 

Wiedziona  nagłym  lękiem,  Karla  odskoczyła  i  zaczerpnąwszy  powietrza, 

przeszła do obrony. 

- Zgodziłam się zjeść z tobą kolację. Nie godziłam się dzielić z tobą łóŜka. 

-  Och,  Karlo  -  westchnął,  uśmiechając  się  z  Ŝalem  -  nie  widzisz,  Ŝe  takŜe 

tego  chcesz?  -  Uniósł  dłoń  i  opuszkami  palców  pogłaskał  dygoczącą  kobietę  po 
policzku. - To nieuniknione. 

-  Nie!  -  potrząsnęła  energicznie  głową,  odtrącając  rękę  Jareda.  -  Nie  ma 

rzeczy nieuniknionych, 

Cradowg pokiwał głową tolerancyjnie i odsunął się. 

- Mylisz się. Jesteśmy sobie przeznaczeni na kochanków. 

Przestrzeń,  jaką  jej  podarował,  natchnęła  Karlę  jeszcze  większą  wolą 

stawiania oporu. 

- Przykro, Ŝe cię rozczaruję, ale nie wierzę w przeznaczenie. 

Jared zaśmiał się nieoczekiwanie, wprawiając ją w zakłopotanie. 

-  Czas  wszystko  pokaŜe,  skarbie.  A  teraz  powinniśmy  iść  na  kolację…  I 

zaspokoić tę mniej waŜną potrzebę. 

Zaśmiał  się  ponownie,  widząc,  Ŝe  jego  towarzyszka  się  czerwieni.  Karla 

pośpiesznie chwyciła pelerynę leŜącą na krześle i wybiegła z mieszkania. Cradowg 
zaprowadził  ją  do  zaparkowanego  przed  budynkiem  samochodu.  Pojazd  ten 
zaskoczył  Karlę  swoim  wyglądem.  Z  jakiegoś  trudnego  do  uzasadnienia  powodu 

background image

załoŜyłaby  się  o  wszystkie  pieniądze,  jakie  jej  jeszcze  pozostały,  Ŝe  Jared  jeździ 
wielką, drogą i ekskluzywną limuzyną. 

Samochód stojący przed domem był duŜym i solidnym wozem terenowym z 

napędem  na  cztery  koła.  ChociaŜ  musiał  kosztować  mnóstwo  pieniędzy,  niejeden 
bogacz wstydziłby się zajechać „czymś takim” na wytworne party. 

-  Praktyczny  -  stwierdziła  Karla,  sadowiąc  się  w  wygodnym,  głębokim 

fotelu. 

-  I to  pod kaŜdym  względem  -  dodał  malarz,  zatrzaskując za nią drzwiczki. 

Obszedł samochód i usiadł za kierownicą. 

-  Przez  zaakceptowanie  mojego  auta  dojdziemy  do  zaakceptowania  moich 

poglądów o nieuchronności pewnych rzeczy. 

Karla obdarzyła towarzysza gniewnym spojrzeniem. 

- Nie zaczynaj od nowa - zaznaczyła ostrzegawczo. 

- Dlaczego nie? - Jared zignorował groźbę. - Dla mnie to fascynujący temat. 

Odetchnęła głęboko, ciesząc się, Ŝe odzyskała w pełni panowanie nad sobą. 

- A dla mnie nie. Więc proszę, abyś przestał! 

- Jak sobie Ŝyczysz. - MęŜczyzna zapalił silnik i wyjechał na ulicę. - Więc o 

czym będziemy dyskutować, słonko? 

-  Skoro  tak  bardzo  chcesz  rozmawiać,  to  moŜe  mi  wyjaśnisz, w  jakim  celu 

zaprosiłeś mnie na kolację? - zapytała, sądząc, Ŝe zaczną się teraz targi o obraz. 

Cradowg skręcił w bocznicę. 

- Kotku, właśnie tę sprawę chciałem przed chwilą poruszyć. 

Karla poczuła, jak zatrzymują się raptownie. 

- Co to ma znaczyć?! - zawołała z niepokojem, rozglądając się podejrzliwie. 

Podejrzenia  Karli  okazały  się  bezpodstawne.  Jared  zaparkował  auto  przed 

jedną  z  luksusowych  restauracji.  Westchnęła  cicho,  ganiąc  się  w  myślach  za 
zbytnią bojaźliwość. 

- Celem, dla którego cię zaprosiłem - zaczął z uśmiechem - było danie nam 

obojgu szansy na realizację tego, co nieuniknione, do czego o mało nie doszło. 

background image

Kobieta  podniosła  się  z  siedzenia,  starając  się  nie  okazywać  tego,  Ŝe  cała 

drŜy. 

- CzyŜby? A ja martwiłam się, Ŝe będziesz mnie nakłaniał do sprzedaŜy tego 

portretu. 

Złapała za klamkę. 

- Och, planuję, Ŝe otrzymam portret mojego dziadka w posagu. - Stłumiony 

głos Jareda sparaliŜował dłoń Karli.  

Dziadek?  Posag?  Co?  Tyle  rozmaitych  myśli  kłębiło  siew  głowie  kobiety, 

tyle pytań i odpowiedzi, Ŝe nim cokolwiek powiedziała, Cradowg obszedł pojazd i 
szarmancko otworzył jej drzwi. 

-  Nie  wiem  jak  ty,  skarbie  -  męŜczyzna  pomógł  towarzyszce  wysiąść  z 

samochodu - ale ja jestem bardzo głodny. 

Zmieszana,  pozwoliła  przeprowadzić  się  przez  parking.  Odzyskała  rezon 

dopiero wtedy, gdy usiadła przy dwuosobowym stoliku naprzeciw wielkiego okna, 
a przed nią znalazła się duŜa karta ze złotym napisem. 

- Nie jestem głodna - Karla odłoŜyła menu na bok. 

-  Oczywiście,  Ŝe  czujesz  głód  -  zdecydował  Jared,  wciskając  kartę  w  dłoń 

kobiety  -  I  to  nie  tylko  na  jedzenie  -  uśmiechnął  się  porozumiewawczo.  -  Trudno 
mi zgadnąć, ale zastanawiam się, jak długo nie byłaś z męŜczyzną? 

OstrzeŜona  wyrazem  twarzy  Jareda,  Karla  przyjęła  pytanie  z  naleŜytym 

spokojem. 

-  Trudno  mi  zgadnąć,  ale  zastanawiam  się,  kiedy  po  raz  ostatni 

zachowywałeś się taktownie? 

MęŜczyzna wybuchnął śmiechem. 

- Kochanie, jesteś trudnym przeciwnikiem. Ale gdy widzę piękny klejnot, to 

go podnoszę. 

- MoŜe lepiej podniósłbyś białą flagę - zasugerowała słodkim głosem. 

-  Poddać  się?  Ja?  -  Jared  sprawiał  wraŜenie  zdumionego,  chociaŜ  starał  się 

zamaskować  to  szerokim  uśmiechem.  -  Ja  się  nigdy  nie  poddaję.  Mówiłem  ci,  Ŝe 
jesteś niezłą przeciwniczką, a ja lubię odnosić znaczące zwycięstwa. 

background image

Karla  zamierzała  przejść  do  ofensywy  i  skwitować  wynurzenia  Jareda 

ironicznym  śmiechem,  lecz  przeszkodziło  jej  w  tym  pojawienie  się  kelnera. 
Zachowując  energię  na  kolejne  starcie,  wybrała  dania  i  napoje,  po  czym 
natychmiast  zapomniała  o  swoim  wyborze.  Podczas  gdy  artysta  zamawiał 
przystawki,  wyjrzała  przez  okno,  oddychając  równo  i  głęboko.  Z  wolna  jej 
wzburzone nerwy uspokajały się. 

Srebrzystoszara  poświata  księŜyca  rozpraszała  mrok,  wielkie,  rdzawe  skały 

wyglądały  tak,  jakby  pokrył  je  szron.  PoniŜej  widać  było  pulsujące  neonami 
miasto, jakby przykryte kopułą migotliwych świateł. 

- Ślicznie, co? 

-  Przepięknie  -  przyznała  Karla,  wolno  odwracając  wzrok.  -  Czasami 

przytłacza mnie piękno i powaga tych skał. 

- Wielu ludzie czuje podobnie. Ale to nic w porównaniu z Grandem. 

- Nie wiem. Nigdy nie widziałam Wielkiego Kanionu. 

-  Nie  widziałaś?  -  powtórzył  Jared  z  niedowierzaniem,  Ŝe  dorosła  osoba 

mogła nie widzieć nigdy Kanionu Kolorado. - Jak długo jesteś w Arizonie? 

- Niecałe pół roku. Przyjechałam do Sedony pod koniec maja, równo tydzień 

po otrzymaniu dyplomu. 

Jared  rozmyślał  nad  kolejnym  pytaniem.  JuŜ  otwierał  usta,  kiedy 

przeszkodził  mu  kelner,  przynosząc  zamówione  drinki.  Malarz  z  niecierpliwością 
wodził palcem po blacie stolika, czekając, aŜ tamten się oddali. 

- Dyplomu? - uniósł pytająco brew. - Jakiego dyplomu? 

Karla uśmiechnęła się ze smutkiem. 

- Ukończenia college'u. 

-  Pracowałaś  dla  przełoŜonych  czy  robiłaś  studium  podyplomowe?  -  na 

twarzy męŜczyzny pojawił się wyraz zaciekawienia. 

- Nie - westchnęła. - To zwykły dyplom. Z pewnych względów rozpoczęłam 

naukę później niŜ większość ludzi. 

- Z jakich względów? - zapytał natarczywie. 

Ujęła szklankę, bezwiednie przesuwając kciukiem po jej brzegu. Wyrzucała 

sobie  nieostroŜność.  Mogła  przewidzieć,  Ŝe  Jared  będzie  domagał  się 

background image

zaspokojenia...  swojej  ciekawości.  Jednak  jej  Ŝycie  osobiste  nie  powinno  go 
interesować  i…  Poczuła  chłód  w  dłoniach,  kiedy  znów  powróciła  myślą  do 
dawnych wspomnień. Wpatrzona w głąb szklanki, zmarszczyła w skupieniu brwi. 

CzyŜby rzeczywiście zamówiła margaritę? 

ChociaŜ lubiła wypić od czasu do czasu słaby koktajl, to jednak obawiała się 

mocniejszych  alkoholi,  zwłaszcza  Ŝe  osłabiały  one  samokontrolę  i  rozwiązywały 
język. 

Zreflektowała się nagle, Ŝe ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłaby w towarzystwie 

tego malarza, to stracić opanowanie. Przestrzegając samą siebie, by uwaŜała na to, 
co mówi, wolno uniosła szklankę i przyłoŜyła ją do ust. 

- Jakie względy? - powtórzył Cradowg ze wzrastającą niecierpliwością. 

Karla poczuła słony, ostry smak na języku i zakrztusiła się, nie mogąc złapać 

powietrza. Chwyciła szklankę z wodą i popiła ostrą margaritę. 

- Nie rób tego więcej. 

- Czego? - zdziwiła się, potrząsając głową. Z koka wysunęły się dwa wąskie 

pasemka i figlarnie opadły na szyję kobiety. - Czego mam więcej nie robić? 

- Zaczynam podejrzewać, Ŝe jesteś rozkapryszoną flirciarą. 

- Flirciarą? - wybuchnęła Karla. - Ja?! Co ty chcesz powiedzieć? 

MęŜczyzna uśmiechnął się. 

- Chciałem ci tylko dać do zrozumienia, Ŝe… - Kątem oka dostrzegł kelnera 

pchającego wózek pełen naczyń. - Zapomnij o tym, zbliŜa się nasza kolacja. 

„Zapomnieć  o  tym?”  -  powtórzyła  w  duchu.  Ha!  Nie  było  sposobu,  aby 

zapomniała.  Oczywiście,  Ŝe  nie  była  Ŝadną  flirciarą!  Postanowiła,  Ŝe  gdy  tylko 
kelner się oddali, utemperuje tego wielkiego artystę. 

Jakby chcąc ugasić swą złość, złapała bezwiednie jedną ze szklanek i wzięła 

wielki łyk napoju. Na nieszczęście była to szklaneczka z lodowatą margaritą. 

-  Nie  za  mocne,  co?  -  Cradowg  na  próŜno  usiłował  zachować  kamienną 

twarz. Ironiczny uśmiech co chwilę powracał na jego twarz. 

Karla spojrzała na niego przez załzawione oczy, wolno wciągając powietrze 

przez nos. 

background image

- To moja sprawa - odparła nieswoim głosem. - I nie jestem Ŝadną flirciarą! 

Jared  opadł  na  krzesło,  trzęsąc  się  ze  śmiechu,  a  Karla  poczuła  nieodpartą 

ochotę oblania go resztą drinka. Jakby wyczuwając jej nastrój, spowaŜniał. 

- Tak jest, zrozumiałem - powiedział spokojnym, łagodnym głosem. 

- I nie traktuj mnie tak protekcjonalnie! 

Cradowg  stoczył  wewnętrzną  walkę,  usiłując  zapanować  nad  wesołością. 

Wreszcie  parsknął  śmiechem,  chwytając  dłońmi  nadgarstki  Karli,  zanim  zdąŜyła 
oblać go alkoholem. 

-  Ty  masz  temperament  -  westchnął  z  uznaniem,  stanowczym  gestem 

zmuszając  kobietę,  aby  odstawiła  szklaneczkę  na  podstawkę.  -  I  ja  takŜe  mam  - 
szepnął jej do ucha. - I w łóŜku, i poza nim będzie nam razem wspaniale. 

Zacisnęła  usta,  rozmyślając  nad  miaŜdŜącą  odpowiedzią.  Myślała  jednak 

zbyt długo i Jared rozproszył jej złość zwykłym stwierdzeniem: 

- Nie sądzisz, Ŝe lepiej, abyśmy zjedli naszą kolację, dopóki jest ciepła? 

Karla  odruchowo  spojrzała  na  wielką  tacę,  którą  postawił  przed  nią  kelner. 

„Dobry  BoŜe!  -  jęknęła  w  duchu.  -  Co  mnie  podkusiło,  aby  zamówić  tyle 
jedzenia?”  Zafascynowana  wpatrywała  się  w  zawartość  tacy  -  ryby,  wołowina, 
owoce,  smaŜone  ziemniaki,  zapiekana  w  cukrze  kukurydza,  polane  kremem 
szparagi. Błyskawicznie przeliczyła zawarte w posiłku kalorie i jęknęła ze zgrozą. 

Cradowg poruszył się. 

- CzyŜbyś tego nie zamawiała? 

„Skąd mam wiedzieć?” - pomyślała, ale duma nie pozwoliła jej przyznać się 

do pomyłki. 

- No… nie wiedziałam, Ŝe mają takie wielkie porcje - skłamała. - Nigdy nie 

jadłam tak wiele na raz. 

- Wierzę. - MęŜczyzna krytycznym spojrzeniem zmierzył talię towarzyszki. - 

Więc zjedz to, na co masz ochotę, a resztę zostaw. 

Karla  nie  cierpiała  marnować  jedzenia,  ale  tym  razem  nie  pozostawiono  jej 

Ŝ

adnego wyboru. 

Rozmowa  początkowo  koncentrowała  się  na  potrawach,  jak  to  zazwyczaj 

bywa przy stole. 

background image

-  DuŜo  miejsc  zwiedziłaś  w  naszej  Arizonie?  -  zapytał  w  pewnej  chwili 

Jared. 

Karla  skończyła  konsumpcję  smakowitego  kawałka  wołowiny  i  odparła  z 

westchnieniem: 

-  Raczej  niewiele.  Wylądowałam  w  Phoenix  i  przyjechałam  do  Sedony 

samochodem.  Zwracałam  większą  uwagę  na  drogę  niŜ  na  okolicę,  ale  widziałam 
znaczną część Kanionu. 

- I przez cały czas siedzisz w mieście? - Malarz ukroił potęŜny kawałek steku 

i przełknął go w sekundę. 

-  Tak,  jeździłam  trochę  po  mieście,  szukając  właściwego  lokalu  na  galerię, 

ale kiedy przygotowywałam otwarcie, wszystko toczyło się w tak szalonym tempie, 
Ŝ

e nie pozostawało mi zbyt wiele czasu na zwiedzanie. 

- A byłaś w kaplicy Świętego KrzyŜa? 

- Tak - oŜywiła się Karla. - Anna, moja asystentka, skierowała mnie do tego 

kościoła w dniu, w którym ją zatrudniłam. 

- I? 

- Byłam zafascynowana - przyznała. - Sądzę, Ŝe kaŜdy by był. Niecodziennie 

widzi się kościół wtłoczony pomiędzy potęŜne skały. To robi ogromne wraŜenie! 

Powoli dokończyła drinka. 

- Jeszcze jednego? - Jared skinieniem głowy wskazał na pustą szklaneczkę. 

- Czemu nie? - odparła pod wpływem nagłego impulsu. 

-  Więc  twoje  zwiedzanie  ograniczyło  się  jedynie  do  miasta  i  okolic  - 

zauwaŜył męŜczyzna, dając znak kelnerowi, aby się zbliŜył. 

- Umm - Karla skierowała uwagę na ostatni kawałek zapiekanego ananasa. 

- Zadziwiające. 

Przełknęła kęs i spojrzała na swego rozmówcę z roztargnieniem. 

- Przepraszam? - mruknęła. 

Zwróciwszy uwagę kelnera, Jared zamówił kolejne dwa drinki i powrócił do 

przerwanej rozmowy. 

background image

- Mówię, iŜ to zadziwiające, Ŝe mieszkasz tu i sprzedajesz sztukę pochodzącą 

z obszarów, których nigdy nie widziałaś. 

Zawieszona  między  śmiechem  a  zdumieniem,  przez  kilkanaście  sekund 

patrzyła na niego w milczeniu. 

-  Nigdy  nie byłam  teŜ  na  księŜycu  -  odezwała  się  Ŝartobliwie.  -  Jednak  nie 

zawahałabym się sprzedawać arcydzieł pochodzących z tamtych stron. 

-  Dobra  uwaga  -  przyznał  Cradowg.  -  JednakŜe,  powracając  do  sztuki 

współczesnego Zachodu, to jesteś tylko półprofesjonalistką. Robisz sobie i swoim 
klientom afront nieznajomością obszarów, z których sprowadzasz dzieła. 

Miał  rację!  Karla  nie  chciała  się  do  tego  przyznać,  nawet  sama  przed  sobą, 

ale miał rację. Wolno Ŝując kawałek wołowiny, pomyślała, Ŝe chociaŜ nie podoba 
jej się styl, w jakim ją Jared krytykuje, w tym przypadku mogłaby wysłuchać jego 
rady. 

-  Dobra,  wygrałeś  -  powiedziała  z  niespodziewanie  dobrym  humorem.  - 

Potraktuję zbadanie współczesnego Zachodu i jego sztuki jako osobiste wyzwanie. 

- Kiedy? 

Przybycie  zamówionych  drinków  dało  Karli  czas  na  zebranie  myśli.  W 

milczeniu  wysłuchała,  co  kelner  proponuje  na  deser,  nie  przejawiając  ochoty  na 
dalszą  degustację.  Energicznie  pokręciła  głową,  kiedy  Cradowg  zapytał  ją,  czy 
chce kawy. 

Jared uniósł brwi, oczekując odpowiedzi na swe poprzednie pytanie. 

-  Zacznę  zwiedzanie,  kiedy  będę  miała  czas  -  odparła,  uśmiechając  się  do 

kelnera, który dziękował im za odwiedziny i zachęcał do kolejnych wizyt w lokalu. 

Kelner  uśmiechnął  się  jeszcze  szerzej,  kiedy  Jared  włoŜył  mu  w  dłoń 

napiwek więcej niŜ królewski. 

- Znajdziemy czas - oświadczył malarz, co zabrzmiało niemal jak groźba. 

Karlę bardziej oszołomiła, niŜ zdenerwowała władczość męŜczyzny 

-  Posłuchaj  -  zaczęła  spokojnie.  -  Za  dwa  tygodnie  mamy  Święto 

Dziękczynienia, a jeŜeli zapomniałeś, to przypominam ci, Ŝe po nim nadejdą święta 
BoŜego  Narodzenia.  -  Przerwała,  aby  przepłukać  gardło  łykiem  wody.  -  Mam 
nadzieję…  Planuję  zrobić  wyśmienite  interesy  w  tygodniach  poprzedzających 

background image

Gwiazdkę. Nie mogę pozwolić sobie na marnowanie czasu i wycieczki w okresie, 
w którym Amerykanów ogarnia szał robienia zakupów. 

Zadowolona, iŜ jasno wyłoŜyła swoje poglądy, usiadła wygodnie na krześle i 

uśmiechnęła się ciepło. 

Jared nie odwzajemnił uśmiechu, lecz przystąpił do wskazywania błędów w 

rozumowaniu Karli. 

-  Masz  rację,  Ŝe  sprzedaŜ  wzrośnie,  ale  będziesz  potrzebowała  całego 

doświadczenia  i  wiedzy,  jakie  moŜesz  zdobyć  w  czasie  podróŜy.  Dlatego 
powinnaś… Musisz jechać teraz! 

Szach i mat. 

Karla miała ochotę jęknąć. Albo się rozpłakać. Albo śmiać się. Zamiast tego 

zastanowiła  się  szybko,  przyznając  Jaredowi  rację.  JeŜeli  pozna  Zachód, 
współczesną sztukę, miejsca, które inspirują twórców, to powinna podwoić obroty i 
zyski,  a  w  konsekwencji  nie  tylko  umocnić  swoją  pozycję  na  rynku  sztuki,  lecz 
takŜe pospłacać wszystkie długi. Oczywiście, w okresie jej wojaŜy dochody galerii 
mogłyby się zmniejszyć, jednak w sumie... 

Wyprostowała się nagle. 

- Czy dałabym radę trochę pozwiedzać kraj przed Świętem Dziękczynienia? 

zapytała 

zamyśleniu. 

Dopiero 

później 

zrozumiała 

znaczenie 

satysfakcjonującego  uśmiechu,  który  pojawił  się  na  ustach  malarza.  Niestety, 
przeoczyła tak jawne ostrzeŜenie. 

-  Sądzę,  Ŝe  jest  to  moŜliwe,  oczywiście  w  towarzystwie  dobrze 

poinformowanego przewodnika. 

Nie dostrzegając kolejnego uśmiechu, Karla wpadła w zastawione sidła. 

- Czy mógłbyś mi załatwić dobrze poinformowanego przewodnika? 

- Tak. 

- Jest drogi? - zaniepokoiła się. 

- Nie całkiem. 

Kobieta  sięgnęła  do  torebki  i  wyjmując  z  niej  kartkę  oraz  długopis, 

przygotowała się do pisania. Nie zauwaŜyła wesołych iskier tańczących w oczach 
Jareda, 

background image

- Mógłbyś podać mi jego adres i nazwisko? 

-  Oczywiście  -  odparł  niewinnym  tonem.  -  Nazywa  się  Jared  Cradowg,  a 

mieszka… - przerwał, gdyŜ długopis wysunął się ze znieruchomiałej dłoni Karli. - 
Czy coś się stało? - udał zaniepokojonego. 

-  Nie  coś  -  prychnęła  ze  złością.  -  Wszystko  idzie  źle.  Poczynając  od 

porannego spotkania z tobą, a kończąc na wspólnej wieczornej kolacji. 

Dobrze  wiedziała,  Ŝe  jej  słowa  uraziły  Jareda,  ale  znalazła  dosyć  siły,  by 

kontynuować swój atak: 

- JeŜeli skończyłeś Ŝarty to chciałabym, abyś odwiózł mnie do domu. 

OstroŜnie  odsunęła  krzesło  od  stolika,  obawiając  się,  Ŝe  przy  nagłym 

szarpnięciu moŜe się ono wywrócić. 

- Złotko, mówiłem powaŜnie. 

Szczerość  brzmiąca  w  głosie  Cradowga  zatrzymała  Karlę  na  miejscu. 

Spojrzała na towarzysza ze zdziwieniem, 

- O czym? O chęci zostania moim kochankiem czy moim przewodnikiem? 

-  O  obu  sprawach  -  przyznał  z  czarującym  uśmiechem.  -  Zamierzałem 

pokazać  ci  uroki  Zachodu  i  miałem  nadzieję,  Ŝe  będziesz  zadowolona  z  moich 
usług i Ŝe spędzimy razem przyjemne chwile. 

Karla sapnęła, zaczerwieniła się i wybuchnęła śmiechem. 

- Nigdy nie rezygnujesz, co? 

-  Nigdy.  Więc  jak?  -  uniósł  brwi  pytająco.  -  Odnajdziesz  w  sobie 

awanturniczą Ŝyłkę czy teŜ przestraszysz się, uciekniesz i ukryjesz przede mną? 

W  rzeczywistości  Karla  pragnęła  uciec.  Przyglądając  się  w  milczeniu 

męŜczyźnie, rozwaŜała jego propozycję równie starannie, jak gdyby podejmowała 
decyzję  o  przyjęciu  do  galerii  nowego  obrazu.  I  sama  juŜ  nie  wiedziała,  które  z 
nich dwojga było bardziej zaskoczone jej odpowiedzią: 

- Wygrałeś, Jared. 

  

background image

Rozdział czwarty

 

 

Musiała postradać zmysły! Co ją skłoniło do przyjęcia propozycji Jareda? 

To pytanie pojawiło się w myślach Karli, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi 

mieszkania. Odruchowo powiesiła pelerynkę na wieszaku i weszła do sypialni. 

W co grał Jared? 

Przebierając  się  wolno,  usiłowała  odpowiedzieć  na  własne  pytania. 

Przypomniała sobie Ŝarliwość i natarczywość, jakie Cradowg okazał tego ranka, a 
później  tuŜ  przed  kolacją.  JednakŜe  gdy  odwoził  ją  do  domu,  zachowywał  się 
niesłychanie spokojnie, mało mówił, ba, nawet nie pocałował jej na dobranoc! 

Odtwarzając  w  pamięci  wydarzenia  wieczoru  i  ich  rozmowę  w  restauracji, 

Karla  uzmysłowiła  sobie  szybko,  Ŝe  wpadła  w  misternie  zastawioną  sieć. 
Intuicyjnie czuła, Ŝe Jared nie porzucił myśli o uczynieniu z niej swojej kochanki, 
lecz  zmienił  taktykę,  odkładając  na  później  realizację  swoich  pragnień.  Miał 
przecieŜ dwa tygodnie… 

Zaczęła  przygotowywać  się  do  snu,  automatycznie  wykonując  codzienne 

czynności.  Oczyściła  twarz,  nakładając  na  nią  odŜywczą  maseczkę,  następnie 
wzięła  ciepły  prysznic  i  posłała  łóŜko.  Zazwyczaj  rozluźniała  się  podczas  tych 
zajęć. 

Tym  razem  było  inaczej.  Nie  udało  jej  się  zrelaksować.  Czuła  się 

wyczerpana,  rozbita  psychicznie  i  do  tego  była  podenerwowana.  Wzdychając 
boleśnie,  zrzuciła  szlafrok  i  wskoczyła  w  miękką,  chłodną,  pachnącą  czystością 
pościel.  UłoŜywszy  się  wygodnie,  przymknęła  oczy,  pragnąc  uciec  w  świat  snów 
od dręczących ją pytań i wspomnień. 

Nie udawało jej się. Pięć miesięcy cięŜkiej pracy przy organizowaniu galerii 

odcisnęło swoje piętno na kondycji Karli. Była zbyt zmęczona, aby zapanować nad 
własną  psychiką.  Zapadała  w  krótkie,  niespokojne  drzemki,  z  których  budziła  się 
zlana  potem,  z  drŜeniem  serca,  suchymi  ustami  i  ciałem  obolałym  z  powodu 
samotności... 

Tak  długo,  tak  bardzo  długo  nie  znała  obecności  męŜczyzny...  Ata,  której 

zaznała kiedyś, nie była w pełni satysfakcjonująca. 

background image

Bolesne  wspomnienia  wciąŜ  nie  dawały  jej  spokoju,  powracając  niczym 

Ŝ

arłoczne sępy, by karmić się świadomością Karli… 

Louis. 

Przekręciła  się  na  drugi  bok,  kładąc  poduszkę  na  głowie.  Przepędziła 

wspomnienia  o  Louisie  i  jednostronnych  kontaktach,  które  ich  wiązały.  Nie 
pragnęła  przywoływać  w  myślach  spędzonych  z  nim  chwil,  nie  chciała 
przypominać sobie swojej młodzieńczej naiwności. Była jednak zbyt zmęczona, by 
przezwycięŜyć natarczywe wspomnienia. Jęcząc w proteście, zacisnęła powieki... 

Miała  osiemnaście  lat,  zdała  do  college’u  i  dopiero  co  sprowadziła  się  do 

miasteczka  uniwersyteckiego.  Spotkała  Louisa  na  prywatce  organizowanej  przez 
kolegę z roku. PoniewaŜ Karla interesowała się sztuką, jej przyjaciel przedstawił ją 
Louisowi  informując,  Ŝe  mają  wspólne  upodobania,  i  ulotnił  się,  zapraszając,  aby 
sami się częstowali. 

Louis poradził sobie bardzo dobrze. Po trzech tygodniach od ich pierwszego 

spotkania zaproponował Karli, aby poszła z nim do łóŜka. Dziewczyna mimo obaw 
poddała  mu  się  -  ciekawość  przewaŜyła.  Inicjacja  nie  była  zbyt  przyjemna,  lecz 
chłopak zapewniał, Ŝe po dłuŜszej praktyce powinno być lepiej. Uwierzyła mu, był 
przecieŜ  starszy,  doświadczony  i  kończył  uczelnię.  Jednak  nawet  po  dłuŜszej 
praktyce Karla nie czerpała z ich współŜycia zbyt duŜej przyjemności. 

Grodziła  się  na  wszystko,  kochając  i  wierząc,  Ŝe  jest  kochana.  Wkrótce 

uległa  argumentom  Louisa  i  przeniosła  się  na  jego  wydział,  a  następnie 
zamieszkała  z  nim  w  wielkim,  wynajętym  apartamencie.  Po  pewnym  czasie 
poddała się kolejnym naleganiom chłopaka: skoro znalazł się juŜ na ostatnim roku, 
to  jego  studia  były  waŜniejsze,  Karla  ograniczyła  więc  swoje  dodatkowe  zajęcia 
szkolne, rozpoczynając pracę na pół etatu, aby móc spłacać ich czesne. 

Kiedy  któregoś  popołudnia,  patrząc  jej  głęboko  w  oczy  z  bolesnym 

grymasem  twarzy,  oświadczył,  Ŝe  wciąŜ  brakuje  im  pieniędzy,  dziewczyna  nie 
wahała się długo i zatrudniając się na pełny etat, przerwała studia. 

Louis  wykorzystywał  ją  przez  dwa  lata,  mamiąc  obietnicami  małŜeństwa  i 

pozwalając,  aby  utrzymywała  go  ze  swojej  cięŜkiej,  całodniowej  pracy.  Wierzył 
bezzasadnie, Ŝe będzie miał dziewczynę przy sobie tak długo, jak długo będzie to 
słuŜyło jego celom. Przeliczył się jednak. 

ChociaŜ  Karla  była  młoda,  wyrosła  juŜ  z  naiwności.  Nie  uczęszczając  na 

studia  stacjonarne,  zrobiła  „doktorat”  ze  znajomości  ludzkiej  natury,  jej 
promotorem zostało zaś samo Ŝycie. Kiedy mijała druga rocznica ich związku, a na 

background image

palcu dziewczyny nadal nie pojawiła się złota obrączka, Karla zastanowiła się nad 
swoim Ŝyciem i doszła do bolesnych, lecz słusznych wniosków. 

Louis  jej  nie  kochał.  Wykorzystywał  ją  bez  skrupułów,  traktując  jak 

niewolnicę.  Najbardziej  bolał  Karlę  fakt,  Ŝe  miał  na  to  jej  zgodę.  Postanowiła,  Ŝe 
juŜ  nigdy  nikomu  nie  pozwoli  na  coś  takiego.  Wtedy  to  zaniknęła  się  w  swojej 
skorupie, przybierając maskę obojętności. 

Odchodząc pozostawiła Louisowi wszystko, czego się wspólnie dorobili, czy 

teŜ raczej to, na co ona zapracowała. 

Kolejne  lata  nie  naleŜały  do  łatwych.  Pracując  cięŜko  na  dwie  zmiany, 

zadowalając  się  jedynie  najpotrzebniejszymi  rzeczami,  spłacała  powoli  długi 
zaciągnięte wspólnie z Louisem. Pozbywszy się finansowych obciąŜeń, poczuła się 
wolna.  Postanowiła  wrócić  do  college'u,  jednak  aby  się  utrzymać,  zmuszona  była 
nadal pracować na pół  etatu.  Aby  zaoszczędzić na  czynszu,  zgodziła  się naruszyć 
potrzebę  samotności  i  zamieszkała  wspólnie  z  dwiema  dziewczynami,  które 
poznała po powrocie na uczelnię. Zaprzyjaźniły się, poniewaŜ wszystkie trzy były 
w tym samym wieku, o kilka lat starsze od pozostałych początkujących studentów, 
takŜe ich sytuacja finansowa wyglądała podobnie. Nie miały za wiele.  

ChociaŜ Karla wielokrotnie Ŝałowała decyzji, którą podjęła tamtego dnia, nie 

rozstała się juŜ z Alicją i Andreą. 

Przychodziły  chwile,  gdy  samotność  łapała  ją  w  swoje  szpony  i  Karla 

pragnęła  mieć  przy  sobie  jakiegoś  męŜczyznę.  Starała  się  zagłuszyć  zew  natury 
wzmoŜoną pracą. Uczyła się gorliwie, aby uzyskać jak najlepszy dyplom. Po jego 
obronie  pracowała  od  świtu  do  nocy  przy  organizacji  własnej  galerii.  Pomimo 
trudów  i  sporego  zadłuŜenia,  Karla  była  usatysfakcjonowana  swoimi 
osiągnięciami. 

Teraz  zaś  pewien  męŜczyzna  brutalnie  wkraczał  w  jej  Ŝycie,  pragnąc 

wykorzystać ją dla własnych celów. 

Normalnie  taka  myśl  nie  zaprzątałaby  uwagi  Karli  ani  przez  chwilę.  W 

minionych  latach  wielu  męŜczyzn  pragnęło  jej  z  róŜnych  przyczyn.  Odeszli  w 
niepamięć, nic nie osiągnąwszy Prawdziwym powodem jej dzisiejszej bezsenności 
i  duchowych  rozterek  była  świadomość,  iŜ  własne  ciało  zaczęło  domagać  się 
swoich praw. 

Karla  nie  chciała  komplikować  sobie  Ŝycia  z  powodu  męŜczyzny.  Raz 

jeszcze  zastanowiła  się  nad  propozycją  Jareda  i  nad  swoją  nieoczekiwaną 
odpowiedzią.  Przywołany  w  myślach  obraz  Cradowga  spowodował,  iŜ  zrobiło  jej 

background image

się  gorąco,  poczuła  przyśpieszone bicie  serca  i mrowienie  ud. O  nie,  nie  widziała 
sposobu, by nie ulec Ŝądzom Jareda podczas dwutygodniowej wycieczki. 

Ale coś w głębi duszy nakłaniało ją, aby podtrzymała swoją decyzję i zagrała 

raz  va  banque.  W  skrytości  serca  Karla  pragnęła,  by  wspomniane  przez  malarze 
„przeznaczenie”  dokonało  się.  Owo  spostrzeŜenie  przeszyło  ją  chłodem,  poczuła 
napięcie w piersiach, zaczęła drŜeć. 

Do  diabła,  pragnęła  go!  Dlaczego  nie  miałaby  się  z  nim  przespać?  Jej 

doświadczenia  seksualne  ograniczyły  się  do  jednego  męŜczyzny,  a  miała  juŜ 
dwadzieścia  siedem  lat!  Dlaczego  nie  ulec  Cradowgowi…  chociaŜby  przez  dwa 
krótkie tygodnie? 

Siadając na rozkopanym łóŜku, potrząsnęła głową, jakby chcąc w ten sposób 

przegnać pokusę, i powiedziała głośno: 

- Nie ma wątpliwości, musiałaś postradać zmysły! 

Przez  chwilę  zamarła,  wystraszona dźwiękiem  własnego głosu, po  czym  jej 

napięcie rozładowało się w głośnym, beztroskim śmiechu. Uniosła dłoń do ust, aby 
stłumić  przeciągłe  ziewnięcie.  W  oczach  czuła  piasek,  powieki  ciąŜyły.  Odniosła 
wraŜenie,  Ŝe  przytłacza  ją  ogromny  cięŜar.  Odeszły  wszystkie  wspomnienia, 
rozterki, niepewności. Pozostała sama… 

Ziewnęła  ponownie,  wsunęła  się  pod  kołdrę  i  ułoŜyła  w  swej  ulubionej 

pozycji. Zapominając o przeszłości, a przyszłości pozwalając biec własnym torem, 
Karla zaniknęła oczy i przeniosła się w krainę marzeń, która jest pomostem między 
rzeczywistością  a  snem.  Na  ustach  kobiety  pojawił  się  uroczy  uśmiech.  Wtedy 
nagłe wspomnienie poruszyło jej umysłem. 

Jego dziadek! 

Otworzyła szeroko oczy i przygryzając dolną wargę, usiłowała przypomnieć 

sobie, co Jared mówił na temat obrazu. Chyba wspomniał coś o portrecie dziadka, 
ale czy mogła być tego pewna? Co on powiedział… Sen. 

Karla przegrała bitwę ze zmęczeniem. 

Rankiem  zaspała  i  musiała  się  bardzo  śpieszyć  Nie  lubiła  raptownego 

działania, zawsze wolała dokładnie wszystko zaplanować. 

„To  on  jest  temu  winien!”  -  obwiniała  Jareda  spiesząc  się,  by  otworzyć 

galerię.  Według  Karli  stan  jej  ducha  był  wynikiem  poczynań  Cradowga  -  to  on 
spowodował rozterki trapiące ją przez całą noc, to przez niego zaspała, spóźniając 

background image

się kilkanaście minut do pracy. To dlatego Ŝe złoŜył tak dwuznaczną ofertę, ciałem 
Karli zawładnęło zapomniane poŜądanie. 

Po  otwarciu  galerii  nerwowym  krokiem  weszła  do  biura.  Mogłaby  nie 

jechać…  Nie,  nie  pojedzie  z  nim  na  wycieczkę!  -  postanowiła.  I  jakby  pragnąc 
podkreślić swoją decyzję, zatrzasnęła mocno drzwi. 

- Jesteś pewna, Ŝe dobrze je zamknęłaś? 

Kobieta zamarła, usłyszawszy znajomy męski głos. Zabrakło jej w piersiach 

powietrza, kiedy wolno odwróciła głowę i ujrzała Jareda, tarasującego przejście do 
sali wystawowej. 

-  Czy  zdecydowałeś,  Ŝe  osiągniesz  więcej,  gdy  będziesz  mnie  straszyć 

kaŜdego ranka? - zapytała i ciągnęła dalej, nim Jared zdąŜył odpowiedzieć: - Co tu 
robisz? 

Cichy śmiech Jareda spowodował, Ŝe przeszły ją ciarki 

-  Czy  to  quiz?  -  zapytał  i  jakby  nie  spodziewając  się  odpowiedzi,  dodał:  - 

Jaka będzie nagroda za właściwą odpowiedź? 

Kobieta  zacisnęła  zęby,  wydając  z  gardła  dziwaczny  dźwięk,  ni  to  syk,  ni 

jęk. 

- To ma znaczyć „tak” czy „nie”? - zaciekawił się. 

- Ty… ty… - Karla ze świstem wciągnęła do ust powietrze. - Czego chcesz 

tak wcześnie? - zawołała piskliwym głosem. 

Cradowg pokiwał głową z udanym rozczarowaniem. 

-  Więc  nie  proponujesz  Ŝadnej  nagrody  za  właściwą  odpowiedź  -  rzekł  do 

siebie. - Widocznie pytanie za łatwe. 

Uczucie  podekscytowania  okazało  się  tak  wielkie,  Ŝe  nie  była  w  stanie 

zachować cierpliwości 

- Sam sobie daj nagrodę!- warknęła. 

- Tak jest, madame - opieszałość męŜczyzny zniknęła, kiedy wyprostował się 

i Ŝwawo ruszył ku Karli. 

- Oto prawdziwa nagroda - oświadczył z uznaniem, biorąc ją w ramiona. - A 

jeszcze  nawet  nie  odpowiedziałem  na  pytanie  -  dodał  i  nie  zwaŜając  na  jęk 
oszołomienia, jaki wydała, pochylił głowę i wpił wargi w jej usta. Pocałunek Jareda 

background image

był jeszcze bardziej zaborczy Ŝarliwy niŜ dwa poprzednie. Ciało kobiety dygotało 
jak  w  febrze,  ich  języki  splotły  się  w  erotycznym,  szalonym  tańcu.  ZadrŜała 
mocniej,  kiedy  dłoń  męŜczyzny  wśliznęła  się  pod  bluzkę  i  Jared  przesuwając  ją 
wolno po rozgrzanym ciele Karli, dotknął jednej z piersi. 

-  Czy  to  właściwa  odpowiedź  na  twoje  pytania?  -  szepnął  malarz.  -  Pragnę 

cię 

Jego usta pozostawiły wilgotny ślad, ciągnący się od brody Karli po bok jej 

szyi. 

-  Pragnę  cię  rankiem,  pragnę  cię  nocą…  -  głos  męŜczyzny  bliski  był 

desperacji. Jared wpił się ustami w spojenie wygiętej szyi kobiety. 

- Pragnąłem ciebie całą ostatnią noc. 

Słowa  Jareda  przypomniały  Karli  jej  własne  rozterki,  które  przeŜywała 

minionej nocy. Wyznanie artysty pozbawiło ją resztek samokontroli. 

-  Wiem  -  wyszeptała  i  jęknęła  głośno,  kiedy  palce  Jareda  odnalazły 

stwardniałą brodawkę i ujęły ją stanowczo, choć delikatnie. 

- A ty? - Cradowg uniósł głowę, wpatrując się w rozmarzone, zamglone oczy 

Karli. 

-  Tak,  ty  takŜe  mnie  pragniesz  -  odpowiedział  sam  sobie.  -  Prawda, 

kochanie? 

Bała  się  odpowiedzieć,  bała  się  przyznać  mu  rację,  bała  się  otworzyć  usta, 

aby wbrew jej woli nie wyszły z nich słowa prawdy. 

- Karla? - głos Jareda brzmiał jak obietnica raju. 

Chłonąc tę obietnicę całym ciałem, zaprzeczyła nieznacznie głową. 

- Mogę cię skłonić do wyjawienia prawdy, dobrze o tym wiesz - zauwaŜył z 

radością, wydobywając pieszczotą palców przeciągłe westchnienie z jej gardła. 

Karla  ponownie  potrząsnęła  głową,  czując  paraliŜujący  dreszcz.  Jęknęła 

spazmatycznie, widząc, jak Jared uśmiecha się i chwyta ustami napiętą pod bluzką 
brodawkę. 

W  głowie  czuła  pustkę;  nie  było  galerii,  nie  było  pracy,  nie  było  klientów. 

Czas  stanął  w  miejscu,  nie  istniały  dni  ani  noce.  Jedyne,  co  pozostało,  to  bolesne 
fale rozkoszy, torturujące jej ciało, a wywołane ustami i dłonią Jareda. 

background image

Lecz  rzeczywistość  nie  pozostawiła  pary  kochanków  w  spokoju,  brutalnie 

wkraczając pomiędzy nich i przerywając cudowne intymne chwile. 

- Karla, ja… Och! O BoŜe! 

Cradowg  nie  zdąŜył  cofnąć  dłoni.  Trzymając  wciąŜ  jedną  rękę  pod  bluzką 

Karli, wyprostował się i spojrzał ponurym wzrokiem na zamarłą w drzwiach Annę. 

-  Ja…  ja  przepraszam…  -  policzki  zaŜenowanej  dziewczyny  były  bardziej 

ogniste  niŜ  zachodzące  nad  Arizoną  słońce.  -  Ja…  nie  wiedziałam…  -  przełknęła 
głośno  ślinę,  wpatrując  się  w  zdumieniu  w  pracodawczynię  i  wysokiego 
męŜczyznę. 

Z  twarzy  Karli  odpłynęły  wszystkie  kolory.  Otworzyła  usta,  aby  coś 

powiedzieć, lecz ubiegł ją Jared. 

- Nie ma się czym przejmować - zapewnił wstrząśniętą dziewczynę. - JeŜeli 

dasz nam chwilkę, to dokończymy nasze sprawy… 

- Och! Oczywiście! - Anna odwróciła się i błyskawicznie wypadła z biura. 

Stłumiony śmiech męŜczyzny rozluźnił ściśnięte gardło Karli. 

- O BoŜe! - jęknęła. - Nie wyobraŜam sobie, co Anna o nas myśli. 

- A ja sobie wyobraŜam. 

Kobieta  ze  zdziwieniem  spojrzała  na  Cradowga.  Jego  ciemne  oczy 

błyszczały  wesołością,  zmarszczki  wokół  nich  pogłębiły  się,  a  usta  drŜały  od 
wewnętrznego  śmiechu.  Strząsając  z  siebie  dłoń  Jareda,  Karla  cofnęła  się  o  dwa 
kroki i zapytała ze złością: 

- Sądzisz, Ŝe to zabawne? 

Malarz stracił opanowanie i jego donośny śmiech zahuczał pod sklepieniem, 

przepełniając Karlę jeszcze większą goryczą. 

- Jasne, Ŝe to cholernie zabawne - wskazał jedną ręką na drzwi, przez które 

uciekła Anna, drugą wycierając łzy. 

-  Jak  moŜesz  się  śmiać!  -  wybuchnęła.  -  A  ja  muszę  tam  iść  i  wszystko 

wyjaśnić. Co ja jej teraz powiem? - spytała, wzdychając głęboko. 

-  Nie  musisz  niczego  tłumaczyć  -  podpowiedział  Jared  spokojnie, 

uśmiechając się przy tym czarująco. 

background image

-  Ale  jesteś  mądry  -  prychnęła  ironicznie,  nerwowo  poprawiając  upięte 

włosy. 

- Nie muszę być mądry - zniecierpliwił się Cradowg. - Naprawdę nie musisz 

Annie nic wyjaśniać, ty tu jesteś szefową. 

Stanowczość jego tonu sprawiła, Ŝe słowa protestu uwięzły jej w gardle. 

- Ja… - zaczęła niepewnie, lecz Jared mówił dalej, jakby nie słysząc:  

- Są długie? 

- Co? 

MęŜczyzna przyjrzał się kobiecie w zamyśleniu. 

-  Twoje  włosy  -  wyjaśnił  po  chwili.  -  Mają  taki  wspaniały,  kasztanowy 

odcień. Są długie? 

- Do ramion… 

- Chciałbym ich dotykać, przesuwać między palcami… 

Karla  dostrzegła  kątem  oka,  jak  malarz  unosi  dłoń.  Poczuła  mrowienie  na 

głowie i przysunęła się do męŜczyzny, przyciągana jakby siłą potęŜnego magnesu. 

- Tak - westchnął podniecony Jared. 

„Nie!” - krzyknęła w duszy, odtrącając jego dłoń i wskazując na drzwi. 

- Wyjdź! - nakazała surowym tonem. 

Uśmiech  malarza  powiedział  jej,  Ŝe  doskonale  zdaje  sobie  sprawę  z 

wewnętrznej walki, którą stoczyła. 

-  Nie,  dopóki  nie  załatwimy  naszych  spraw.  -  Potrząsnął  głową  i  lok 

niesfornych włosów opadł na jego czoło. 

Karla  poczuła  pragnienie,  aby  ułoŜyć  ten  kosmyk  na  właściwym  miejscu. 

Opierając się pokusie, mocno splotła dłonie za plecami. 

- Jakie sprawy? - zapytała nieco zdziwiona. 

-  Doskonale  wiesz,  jakie.  Chyba  Ŝe…  zapomniałaś  o  wyprawie,  o  której 

dyskutowaliśmy wczorajszego wieczoru. 

background image

Zadziwiające,  lecz  rzeczywiście  Karla  całkowicie  zapomniała,  iŜ  dała  się 

złapać  w  zastawioną  przez  Jareda  pułapkę  i  zgodziła  się  wyjechać  na  wycieczkę. 
Jego  słowa  przypomniały  Karli  o  decyzji,  którą  podjęła  kilkanaście  minut  temu, 
wchodząc do budynku galerii. 

- Ach, Jared… - zaczęła. 

-  Ach,  Jared,  nic  takiego  -  przerwał  stanowczo.  -  Nie  pozwolę,  abyś  się 

wywinęła! 

-  Nie  pozwolisz?!  -  obruszyła  się.  -  Ciekawe,  jak  zamierzasz  powstrzymać 

mnie od rezygnacji z wycieczki, co? 

- Jaka stanowczość! - Cradowg uśmiechnął się, wolno zbliŜając się do swej 

ofiary.  - MoŜe poprosimy  twoją  asystentkę,  aby  opowiedziała nam  o  twojej  silnej 
woli? 

Zaskoczona kobieta aŜ otworzyła usta. 

- Ostrzegam cię… Nie dotykaj mnie… 

-  Bo  co?  -  MęŜczyzna  spojrzał  na  nią  zaintrygowanym  wzrokiem  i  zrobił 

kolejny krok. 

Karla  przymknęła  oczy,  doskonałe  zdając  sobie  sprawę  z  własnej 

bezsilności. 

- Jared, nie… - Uniosła powieki i spojrzała błagalnie. - Mam mnóstwo pracy. 

Ku jej niedowierzaniu wyraz oczu męŜczyzny złagodniał. 

- Jesteś umówiona ze mną na kolację. U mnie w domu. 

- Nie sądzę… 

- Nie masz czego osądzać - zaznaczył z naciskiem. - Wystarczy, abyś o tym 

pamiętała. 

Przecząco pokręciła głową, bojąc się otworzyć usta. 

- Karlo… proszę… 

Błagalny  ton  Cradowga  był  silniejszy  niŜ  opór  Karli.  Czuła,  jak  znika  jej 

stanowczość, jak przestaje  istnieć jej  silna  wola.  Nawet  prosząc,  Jared  napawał ją 
lękiem  i  niepewnością.  Mimo  Ŝe  oczy  błyszczały  mu  łagodnie,  męŜczyzna 
wpatrywał  się  w  nią  rozkazująco.  Stał  nieruchomo,  na  jego  twarzy  nie  drgnął  ani 

background image

jeden  mięsień.  Z  rękami  opuszczonymi  wzdłuŜ  ciała,  z  dłońmi  zaciśniętymi  w 
pięści wyglądał jak indiański dzikus w cywilizowanym ubiorze. 

- O której? - szepnęła Karla, zafascynowana swoim spostrzeŜeniem. 

Kiedy Jared poruszył się, drgnęła gwałtownie. 

- Nie panikuj - zaśmiał się uspokajająco. 

- Doprowadzasz mnie do pasji - wyznała bez namysłu. 

- Wiem - śmiech męŜczyzny umilkł nagłe, - To normalna reakcja. 

Oczy kobiety rozszerzyły się w bezgranicznym zdumieniu, kiedy ruszył… w 

kierunku wyjścia. Złapał za klamkę i odwracając głowę, spytał beznamiętnie: 

- To o której? 

Lęk i niepewność opuściły ciało Karli. DrŜała, ale przestała się juŜ obawiać 

tego wielkiego męŜczyzny. DrŜenie było wynikiem ognia, jaki ją trawił. 

- O siódmej? - zaproponowała cicho. 

- O wpół do siódmej - uściślił. 

Zawahała  się  przez  chwilę,  rozwaŜając,  czy  oprze  się  jego  naleganiom  i 

zmysłowości. Westchnęła z rezygnacją. 

- Będę gotowa. 

Jared  zamarł  na  kilka  sekund.  Puścił  klamkę,  by  uchwycić  ją  ponownie  ze 

zdwojoną siłą. Karla zdawała sobie sprawę, jakie emocje grały w męŜczyźnie. Ich 
spojrzenia spotkały się. Mimo odległości nie było między nimi dystansu. Stali się 
jednym. Ona czuła jego poŜądanie, on poznał jej lęk. 

Jared przekręcił klamkę i otworzył drzwi, przerywając tę czarowną chwilę. 

- O wpół do siódmej - powtórzył. 

Kobieta  skinęła  głową  i  przypominając  sobie  nagle  trapiące  ją  pytanie, 

zawołała: 

- Zaczekaj! Chciałabym coś wiedzieć! 

Jared  odwrócił  się  w  przejściu,  unosząc  pytająco  brwi.  Wskazała  na  drzwi 

wiodące do sali wystawowej. 

background image

-  Obraz  -  wyjaśniła  pośpiesznie.  -  Wczoraj  wspomniałeś  coś  o  swoim 

dziadku. Czy to ma znaczyć, Ŝe jest to… 

- Portret dziadka? - dokończył Cradowg. 

- Tak. 

- Tak - uśmiechnął się. 

- Ale… 

-  Do  wieczora,  skarbie  -  poŜegnał  ją  męŜczyzna  i  zniknął  za  drzwiami, 

pozostawiając skonsternowaną Karlę z mnóstwem wątpliwości. 

 

 

background image

Rozdział piąty

 

 

- Wpatrujesz się w ten obraz prawie od godziny - ostry głos Anny wdarł się 

głęboko w myśli Karli. - Zaczynam sądzić, Ŝe zostałaś zauroczona. 

Odwracając  zamyślone  spojrzenie  od  portretu  dziadka  Jareda,  Karla 

uśmiechnęła się do asystentki. 

-  A  moŜe  to  malarz  cię  zaczarował,  co?  -  zapytała  nieprzyjemnym  tonem 

dziewczyna, zaciskając usta w wąską linię. 

Dezaprobata kryjąca się w głosie Anny zmieszała Karlę. Uśmiech jej zbladł, 

kiedy przyjrzała się uwaŜniej pracownicy. Dostrzegła w postaci Anny nienaturalną 
sztywność, a w rysach twarzy i w spojrzeniu kryła się złośliwość. Karla zamyśliła 
się,  przypominając  sobie  entuzjazm,  z  jakim  Anna  komentowała  pojawienie  się 
Cradowga w wieczór otwarcia. To nie miało sensu. Chyba Ŝe… 

Wspomniała  wyraz  twarzy  Anny,  kiedy  asystentka  zaskoczyła  ich 

splecionych w uścisku. Czy to moŜliwe, aby dziewczyna była zazdrosna? 

Współczucie napłynęło do serca Karli. Uśmiechnęła się łagodnie. 

- Co cię tak martwi? 

- On - Anna wściekłym gestem wskazała na obraz. 

Pod  wpływem  tonu  jej  głosu  miejsce  współczucia  zajęło  rozdraŜnienie. 

Uśmiech Karli zniknął. Opanowały ją dwa uczucia - zaŜenowanie, którego doznała 
zaskoczona  z  Jaredem,  i  złość  na  Annę,  Ŝe  dziewczyna  takŜe  zainteresowała  się 
malarzem.  Karla  zaczerpnęła  głęboko  powietrza,  uznając,  Ŝe  atmosfera  pomiędzy 
nimi musi zostać oczyszczona. 

-  A  co  cię  w nim  martwi? -  zapytała  spokojnie,  usiłując przybrać  normalny 

wyraz twarzy. 

-  On  cię  skrzywdzi!  -  zawołała  Anna,  łapiąc  kobietę  za  rękę.  -  Nie 

chciałabym, aby stała ci się krzywda! Nie zasługujesz na to! 

Karla  zmieszała  się.  Szczerość  brzmiąca  w  głosie  dziewczyny  wykluczała 

podejrzenia, iŜ Anna jest zazdrosna o Cradowga. 

- Na jaką krzywdę nie zasługuję? Kto miałby mnie skrzywdzić? 

background image

- Jared Cradowg - odpowiedziała pracownica niemal ze wstrętem. 

Jej szefowa wzruszyła ramionami. 

- Anno, nie rozumiem. Dwa dni temu byłaś uradowana, widząc go w galerii, 

a teraz… - rozłoŜyła dłonie bezradnym gestem. 

Uścisk palców asystentki wzmógł się. 

- Cieszyła mnie obecność artysty, a nie męŜczyzny - wyjaśniła. 

- PrzecieŜ ten artysta jest męŜczyzną! - prychnęła Karla. 

- Nie. Artystą kieruje geniusz, a męŜczyzną bezwzględność. 

- Och, doprawdy - westchnęła Karla w rozterce. 

ChociaŜ  dostrzegła  arogancję  i  stanowczość  Jareda,  uznała,  iŜ  określenie 

„bezwzględny” nie pasuje do niego. 

- Nie dramatyzujesz za bardzo? - spytała spokojnie. 

Dziewczyna energicznie pokręciła głową. 

-  Wiem,  co  mówię!  -  Z  niedowierzaniem  dostrzegła  beznamiętne,  suche 

spojrzenie Karli. - Czy słyszałaś pogłoski, jakie o nim krąŜą? 

Wargi Karli zadrŜały z irytacji. 

-  Nigdy  nie  słucham  plotek.  Większość  jest  wymyślona  i  nieprawdziwa, 

dlatego nie naleŜy przykładać do nich większej wagi. 

Anna uśmiechnęła się i westchnęła boleśnie. 

- Zgadzam się co do zasady, ale w tym przypadku uwaŜam, Ŝe powinnaś ich 

wysłuchać. 

-  Dlaczego?  -  zapytała  Karla  nieswoim  głosem,  czując,  jak  zasycha  jej  w 

gardle. 

-  PoniewaŜ  większość  plotek  o  nim  jest  prawdziwa.  -  Uśmiech  dziewczyny 

stał się niemal cyniczny. - Ten geniusz sam je potwierdził. 

Karla nie pragnęła niczego słuchać, nie chciała dowiedzieć się tego, co Anna 

zamierzała  powiedzieć.  Na  ustach  wciąŜ  czuła  ciepło  warg  Jareda,  jej  ciało 
pamiętało kaŜdy dotyk palców malarza, ciepło i delikatność jego dłoni, wilgoć ust. 

background image

„Cholera!  -  zaprotestowała  w  myślach,  wbijając  paznokcie  w  dłoń.  -  Nie 

chcę nic wiedzieć!” 

JuŜ  zamierzała  odwrócić  się  od  Anny  i  odejść,  kiedy  nagłe  wspomnienia 

zmroziły  jej  członki.  Przypomniała  sobie  irytujące  zachowanie  Cradowga  w 
wieczór otwarcia galerii. 

„Czy Jared mógłby być bezwzględny?” - zapytała samą siebie, a odpowiedź 

nadeszła natychmiast. Tak, gdyby miało to słuŜyć jego celom, gdyby tylko chciał. 
Kobieta z rezygnacją opuściła ramiona. 

-  No dobrze,  Anno  -  westchnęła  zmęczonym  głosem.  -  Oświeć  mnie,  skoro 

tak bardzo tego pragniesz. 

Dziewczyna oblizała spieczone usta. 

- Karlo, proszę, zrozum, Ŝe wspominam o tym tylko dlatego, Ŝe nie chcę, aby 

on cię zranił. 

Karla  skinęła  głową,  mając  nadzieję,  Ŝe  postępowaniem  asystentki  nie 

kieruje zwykła zazdrość. 

- Rozumiem - mruknęła - i czekam na twoją opowieść. 

-  Więc  po  pierwsze  -  zaczęła  pracownica,  lecz  przerwała,  spoglądając  na 

wchodzącego do galerii klienta. - Mam go obsłuŜyć? 

Wskazała na starszego męŜczyznę, uśmiechającego się nieśmiało. 

- Nie, ja się nim zajmę - szepnęła Karla, obdarzając gościa uśmiechem. - Ale 

moŜesz zaparzyć kawy. Prawie południe, a my nie miałyśmy porannej przerwy. 

Karla  spędziła  pół  godziny  z  klientem,  który  zupełnie  nie  znał  się  na 

współczesnej  sztuce  Zachodu,  ale  przejawiał  ogromną  ochotę  dokonania  jakichś 
zakupów.  Kiedy  wreszcie  z  wielką  paczką  pod  pachą  opuścił  galerię,  jej 
właścicielka uspokoiła się wewnętrznie, zadowolona z interesu, jakiego dokonała. 

Nucąc  cicho,  weszła  do  biura.  Ujrzała  Annę  siedzącą  przy  biurku,  z  twarzą 

podpartą na łokciach, z ponurą miną, wpatrującą się bezmyślnie w filiŜankę kawy. 
Obawy i niepokój Karli natychmiast powróciły. 

Wywiesiła  na  drzwiach  wejściowych  karteczkę  z  napisem  „Przyjęcie 

towaru”,  powróciła  do  asystentki  i  po  nalaniu  sobie  kawy  z  dzbanka  usiadła 
naprzeciw dziewczyny. 

background image

-  Dobrze,  Anno,  mamy  godzinną  przerwę  i  proponuję,  abyśmy  nie 

zmarnowały tego czasu. 

Brwi pracownicy uniosły się pytająco. 

- Oczarował cię, co? 

Karla  zamarła.  Nie  mogła  zapomnieć  odczuć,  jakie  budziły  się  w  niej  w 

obecności Jareda, chociaŜ oczarowanie nie było najwaŜniejszym z nich. 

-  Nie  -  skłamała  przez  zaciśnięte  zęby.  -  Jestem  duŜą  dziewczynką  i  sama 

potrafię o siebie zadbać. Udziel mi tylko informacji, które według ciebie powinnam 
znać, a ja sama zadecyduję, jak je spoŜytkować. 

-  Dobrze,  jak  chcesz.  -  Anna  wydała  długie,  głośne  westchnienie.  -  Czy 

wiesz, Ŝe ojciec Jareda, Rhys Cradowg, jest jednym z najwaŜniejszych facetów w 
Arizonie? 

Karla wysiliła pamięć. Przypominała sobie to imię, głównie dlatego Ŝe było 

tak niezwykłe, lecz nie wiązała go z Ŝadnym konkretnym faktem. 

- Zdaje się, Ŝe znam to imię, ale… - uśmiechnęła się przepraszająco. - Byłam 

zbyt zapracowana, aby zaprzątać sobie głowę innymi sprawami. Dlaczego to takie 
waŜne, czy znam ojca Jareda? 

-  Widzisz,  Rhys  jest  skończonym  facetem  -  ciągnęła  dziewczyna 

nieubłaganie.  -  A  wykończyła  go  jedyna  osoba,  znająca  jego  słabe  punkty… 
Własny syn. 

Głębokie  zmarszczki  przecięły  czoło  Karli,  lecz  nie  dawała  wiary  tym 

wiadomościom. 

-  Nie  oszukuj  mnie,  Anno  -  w  głosie  kobiety  zabrzmiało  zmęczenie.  - 

Dlaczego Jared miałby uczynić krzywdę swojemu ojcu? 

- Z powodu indiańskiej krwi. 

-  Co?  -  oburzyła  się  Karla,  prostując  się  tak  gwałtownie,  Ŝe  wylała  na  dłoń 

trochę gorącej kawy. Zerwała się z krzesła i wściekłym gestem odstawiła filiŜankę 
na stół. Była zła, strasznie zła! Złapała serwetkę i wycierając dłoń, zwróciła się do 
Anny: 

- Chcesz mi wmówić, Ŝe Jared jest bezwzględnym człowiekiem, bo płynie w 

nim indiańska krew? 

background image

- Oczywiście, Ŝe nie. 

- Więc po diabła to mówisz? - Karla z trudem opanowała wybuch gniewu. - 

Lepiej zacznij od samego początku. 

Dziewczyna zaczęła dygotać, widząc furię na twarzy pracodawczyni. 

- Nie znam dokładnie całej historii - wyznała szeptem - tylko część… 

Oczy kobiety rozwarły się ze zdziwienia. 

- Na kilku pogłoskach opierasz swój sąd o nieznanym ci człowieku? 

- Nie! Och, BoŜe! Karlo, pozwól mi wyjaśnić. 

-  PrzecieŜ  ci  pozwalam  -  odparła  sucho.  Podniosła  filiŜankę  i  sięgnęła  po 

dzbanek z gorącą kawą. - Nalać ci takŜe? - zapytała tak naturalnie, jakby nic się nie 
stało. 

-  Tak,  dziękuję  -  wyszeptała  dziewczyna,  wdzięczna,  Ŝe  Karli  udało  się 

opanować gniew. - Bardzo mi przykro, lecz prawie nic jeszcze nie powiedziałam. 

- Więc prawie nie ma sprawy - uśmiechnęła się pojednawczo pracodawczyni, 

wracając na miejsce. 

- Czuję się podle - wyznała uspokojona asystentka. - Ale muszę ci wszystko 

powiedzieć. Jak mi wiadomo, Jared zawsze uwielbiał swojego dziadka i był mocno 
uraŜony, gdy ktoś nazywał jego ideał mieszańcem. Wtedy… 

-  Poczekaj!  -  przerwała  Karla,  unosząc  dłoń.  -  Mieszaniec?  Chcesz 

powiedzieć, Ŝe ten człowiek z portretu nie jest pełnej krwi Indianinem? 

- Jego matka pochodziła z plemienia Apaczów, lecz ojciec był Walijczykiem. 

-  Niesamowite  -  szepnęła  Karla.  -  Ale  mogłoby  to  wyjaśnić  niezwykły 

wzrost Jareda. 

-  Zapewne  -  przyznała  dziewczyna.  -  Ale  słyszałam  teŜ  o  wysokich 

Indianach, a ponadto ojciec Jareda takŜe był Walijczykiem, i to bardzo wysokim. 

-  Rozumiem  -  mruknęła  Karla,  zastanawiając  się,  dlaczego  najlepsze  cechy 

dwóch  odmiennych  ras  stworzyły  tak  pociągającego,  zmysłowego  i  atrakcyjnego 
męŜczyznę, jak Cradowg. - Kontynuuj. 

-  Jak  wspomniałam,  Rhys  ciągle  nazywał  staruszka  „mieszańcem”,  dlatego 

Jared nie miał zbyt przyjemnej młodości. 

background image

- A co na to matka Jareda? 

-  Jak  słyszałam,  Rhys  miał  władczy  charakter,  lubił  dominować,  czuć  się 

absolutnym  panem  wszystkiego,  co  do  niego  naleŜało.  Podobnie  traktował  syna  i 
Ŝ

onę, aŜ ta zmarła pięć lat temu. Mówiono mi, Ŝe po jej śmierci ojciec miał straszną 

sprzeczkę  z  synem  i  Jared  opuścił  rodzinne  ranczo  w  pół  godziny  po  tym,  gdy 
złoŜyli matkę do grobu. Zabrał jedynie swoje pędzle i ubranie. 

Karla bezskutecznie usiłowała stłumić dreszcz podniecenia, jaki przeszył jej 

ciało. 

-  Więc  Jared  wychował  się  na  ranczo?  -  pomyślała  głośno,  przypominając 

sobie  jego  muskularną  budowę,  opaloną  na  brąz  skórę  i  lakoniczny  sposób 
mówienia, właściwy ludziom, którzy zŜyli się z naturą. 

-  Na  jednym  z  największych  na  Zachodzie  -  uściśliła  Anna.  -  Z  tego,  co 

wiem, uwaŜano Jareda za większego znawcę bydła od Rhysa. 

- I nigdy nie wrócił do domu? - zapytała w rozterce Karla, nie wierząc, aby 

ktokolwiek mógł zerwać silne więzy rodzinne z taką łatwością. 

Asystentka zaprzeczyła ruchem głowy. 

- O ile wiem, nie. Miał jeszcze kilka spięć z ojcem i z kaŜdej sprzeczki Rhys 

wychodził zdruzgotany. 

Karla  milczała  przez  chwilę,  układając  usłyszane  informacje  w  logiczną 

całość. 

-  Nie  rozumiem,  dlaczego  ty,  czy  ktokolwiek  inny  nazywa  Jareda 

bezwzględnym  człowiekiem.  KaŜdy,  kto  słyszał,  jak  Jared  kochał  dziadka  i  jak 
Rhys  traktował  starca,  za  bezwzględnego  powinien  uznać  ojca,  a  syna  obdarzyć 
sympatią i zrozumieniem. 

-  AleŜ  tak  było!  -  wykrzyknęła  Anna.  - Kiedy  Jared  zamieszkał  w  Sedonie, 

wszyscy  darzyli  go  sympatią  i  uznaniem.  Ale  przez  swoją  niedostępność  i 
arogancję obrócił wszystko na własną niekorzyść. 

-  PrzecieŜ  moŜna  zrozumieć  takie  zachowanie,  biorąc  pod  uwagę 

okoliczności! - zaprotestowała  Karla, przekonując  samą  siebie,  Ŝe pragnie  jedynie 
zachować  obiektywizm,  a  nie  bronić  za  wszelką  cenę  męŜczyzny,  o  którym 
rozmawiały,  Ale  w  głębi  serca  czuła,  Ŝe  okłamuje  się  tylko.  Po  prostu  broniła 
Jareda. 

background image

-  Niestety,  Jared  wiele  razy  okazał  swoją  bezwzględność.  -  Dziewczyna 

zamilkła,  aby  napić  się  kawy.  -  Po  jednej  ze  sprzeczek  Rhys  miał  zawał  i  błagał 
syna, aby ten go odwiedził. Jared odmówił, najpierw prywatnie, później publicznie. 

- Publicznie! - powtórzyła kobieta, czując, jak uchodzą z niej wszystkie siły. 

-  Tak.  Oczywiście  Jared  nie  dbał  o  publicity,  całkiem  przeciwnie,  unikał 

rozgłosu, wybierając samotność. Ale kiedy Rhysowi przydarzył się zawał, jeden z 
telewizyjnych  reporterów  postanowił  porozmawiać  z  Jaredem.  Miał  szczęście, 
dowiedział  się,  Ŝe  syn  Rhysa  przebywa  w  domu  swojej  kochanki  na 
przedmieściach… 

Uwadze  Anny  nie  uszedł  nerwowy  tik  ust  Karli  na  słowo  „kochanka”, 

opowiadała jednak dalej: 

-  Reporter  z  gotową  kamerą  czekał  całą  noc,  dopóki  Jared  nie  opuścił 

kochanki wczesnym świtem, zmęczony i zirytowany. Oglądałam wiadomości tego 
wieczoru i muszę przyznać, Ŝe dziennikarz niemiłosiernie molestował Jareda, ale to 
zupełnie nie tłumaczy bezwzględności wypowiedzi Cradowga o ojcu. 

- A co takiego powiedział Jared? 

- Powiedział: „Niech umiera i idzie do diabła, bo tam jest jego miejsce!” 

Pod wpływem szoku Karla przymknęła oczy. Jak Jared mógł powiedzieć coś 

tak  niewymownie  okrutnego  o  własnym  ojcu,  nawet  mając  słuszne  powody  do 
gniewu?!  Nie  spodziewała  się,  Ŝe  mogą  istnieć  ludzie,  którzy  Ŝyczyliby  śmierci 
innym osobom tej samej krwi. 

Trwała  w  zamyśleniu  przez  długie  minuty  ciszy,  przerywanej  jedynie 

głośnym oddechem Anny. 

- To jeszcze nie wszystko - odezwała się wreszcie dziewczyna. 

Karla spojrzała na pracownicę nieprzytomnym wzrokiem. 

- Równie dobrze mogłabyś juŜ skończyć. Nie wiem, czy moŜesz powiedzieć 

coś jeszcze gorszego. 

Asystentka przygryzła wargę. 

- To dotyczy jego… mhm, kobiet. 

- Kobiet? - Karla wyprostowała się, zaalarmowana uŜytą przez Annę liczbą 

mnogą. - Ilu kobiet? 

background image

- Nie wiem dokładnie. Jestem pewna tylko co do czterech. 

-  Tylko  czterech!  -  Pracodawczyni  Anny  wybuchnęła  krótkim,  nerwowym 

ś

miechem, w którym nie brzmiała ani jedna nutka wesołości. - Tylko cztery! Dobry 

BoŜe! 

- Tak - przytaknęła Anna ze zrozumieniem. - Wielu ludzi reaguje podobnie. 

-  Co?  -  Karla  nie  dosłyszała  uwagi  dziewczyny,  zatopiona  we  własnych 

myślach. Jak mogła dać się uwieść współczesnemu Casanovie?! 

-  Powiedziałam,  Ŝe  wielu  ludzi  podziela  twoje  oburzenie.  W  kaŜdym  razie 

Jared  jest  równie  bezwzględny  wobec  kobiet,  jak  wobec  własnego  ojca.  Bierze  i 
rzuca  je  z  taką  samą  obojętnością,  z  jaką  zmieniałby  ubrania.  Wykorzystuje  je, 
Karlo.  -  Oczy  Anny  pociemniały.  -  Dlatego  byłam  tak  oburzona,  widząc  was 
razem. Nie zasługujesz na złe traktowanie. Kolejny wykorzystywacz! 

Bolesne myśli kłębiły się w umyśle Karli przez całe popołudnie, napawając 

ją smutkiem i rozpaczą. 

Jednak  gdy  tylko  Anna  skończyła  swoją  opowieść,  mechanizm  obronny 

Karli zadziałał wyśmienicie i kobieta skryła swoje wewnętrzne rozterki pod maską 
spokoju  i  obojętności.  Mimo  iŜ  tak  naprawdę  była  kłębkiem  nerwów,  Ŝaden 
postronny  obserwator,  moŜe  z  wyjątkiem  Anny,  nie  pomyślałby,  Ŝe  tę  ładną, 
opanowaną kobietę gnębią jakieś troski. 

Karla  co  pewien  czas  mimowolnie  zerkała  na  zegarek.  Do  osiemnastej 

trzydzieści pozostawało coraz mniej czasu. Zastygła na samą myśl, Ŝe Jared moŜe 
po nią przyjechać do pracy, by zabrać ją na umówioną kolację. Jak zareagowałaby 
na widok męŜczyzny w obecności Anny? Jak powinna zareagować? 

Musiała  podjąć  decyzję,  a  czasu  pozostawało  coraz  mniej.  Klienci 

przychodzili i odchodzili, niektórzy pozostawiali w kasie większe sumy, wynosząc 
zakupione  towary.  Karla  wyglądała  na  odpręŜoną,  rozmawiała,  śmiała  się, 
sprzeczała  z  mecenasami  na  temat  sztuki  Zachodu.  Jedynym  zewnętrznym 
przejawem  jej  rozterek  było  to,  iŜ  unikała  nawet  spojrzenia  na  portret  dziadka 
Jareda. 

Anna  powstrzymywała  się  od  jakichkolwiek  komentarzy,  dopóki  nie 

zamknęły się drzwi za ostatnim klientem. 

- Tak mi przykro. 

background image

ChociaŜ  głos  asystentki  zmroził  Karlę,  spokojnie  zaryglowała  drzwi  i 

popatrzyła na dziewczynę. 

- Dlaczego miałoby ci być przykro? - uśmiechnęła się smutno. - PrzecieŜ nie 

miałaś złych intencji. 

-  Nie.  -  Oczy  Anny  rozszerzyły  się.  -  Oczywiście,  Ŝe  nie  miałam.  Jest  mi 

przykro, bo jesteś zmartwiona. A byłaś dla mnie taka dobra, cierpliwa, wyjaśniałaś 
mi wszystko, traktowałaś jak przyjaciółkę. - Dziewczyna zawiesiła na chwilę głos, 
kręcąc nieznacznie głową. - Właśnie dlatego nie chciałam, aby ktokolwiek zrobił ci 
krzywdę! - zawołała niemal płaczliwym głosem. 

-  Wiem.  -  Kobieta  uśmiechnęła  się  ze  zrozumieniem.  -  Jakie  to  zabawne  - 

zauwaŜyła  z  nostalgią  -  Ŝycie  toczy  się  spokojnie  zgodnie  z  naszą  wolą,  a 
wystarczy pojawienie  się jednego męŜczyzny,  aby  spokój  został  zburzony  a  świat 
stanął na głowie. - Westchnęła cięŜko. - I jest to historia niemal kaŜdego kobiecego 
Ŝ

ywota. 

- MęŜczyźni nie potrafią postępować uczciwie - mruknęła cicho pracownica. 

- Tak, nieuczciwość jest podstawową cechą charakteru kaŜdego męŜczyzny - 

zgodziła się Karla. 

Idąc  wolno  ramię  przy  ramieniu,  dotarły  do  parkingu  za  galerią.  Kiedy  się 

Ŝ

egnały, Anna uniosła dłoń i powiedziała ze zrozumieniem: 

- Tak to jest, nie moŜna z nimi wytrzymać, ale Ŝyć bez nich teŜ się nie da. 

-  Banał,  zwykły  banał  -  mruknęła  Karla,  zajmując  miejsce  za  kierownicą 

własnego samochodu. - Niestety, tak to wygląda! 

Podczas  jazdy  do  domu,  całą  jej  uwagę  do  tego  stopnia  zaprzątało 

kierowanie  samochodem,  Ŝe  nie  miała  czasu  na  rozmyślania.  Ale  gdy  tylko 
zamknęła  za  sobą  drzwi  mieszkania,  opadły  ją  wszelkie  wątpliwości  i  bolesne 
myśli spowodowane tym, co powiedziała jej Anna. „Co robić?” 

Nękana  tym  pytaniem  opadła  bezsilnie  na  fotel  i  zapatrzyła  się  w  okno. 

Musiała podjąć decyzję, i to natychmiast! 

Ukradkowe  zerknięcie  na  zegarek  spowodowało,  Ŝe  lęk  przerodził  się  w 

panikę. Jared powinien zastukać do drzwi za niecałą godzinę! Musi podjąć decyzję! 

background image

Podniosła się z fotela i okrąŜyła gustownie urządzony pokój, rozglądając się 

bezmyślnie dookoła. Jej wzrok zatrzymał się na eleganckim telefonie stojącym na 
skraju komody. 

Znajdzie numer Cradowga, zadzwoni i odwoła wszystko! Tak nakazywał jej 

wewnętrzny  impuls.  Odmówi  stanowczo,  lecz  grzecznie,  powie,  Ŝe  dziękuje  za 
zaproszenie  i  za  chęć  słuŜenia  jej  w  roli  przewodnika  oraz  za  starania,  które 
powziął celem nawiązania między nimi głębszej przyjaźni. 

Karla niezwykle wolno sięgnęła po słuchawkę. W pamięci kobiety zabrzmiał 

niskobrzmiący  głos  Jareda,  szepczący  w  ciemnościach  nieprzyzwoite,  lecz 
podniecające  słowa.  Poczuła,  jak  pałają  usta,  a  zmysły  przywołują  jego  smak, 
dotyk, zapach, wygląd… 

„Cholerny  Cradowg!”  -  pomyślała.  I  cholerny  jego  wdzięk,  który  tak  ją  do 

niego przyciągał. 

Cichy  szloch  wstrząsnął  ramionami  Karli.  Kolejna  przegrana  bitwa. 

Odsunęła się od komody, spojrzała na zegarek. Do wyznaczonej godziny pozostało 
mniej niŜ trzydzieści minut. 

W tym momencie nie pragnęła niczego bardziej, niŜ uciec na koniec świata, 

skryć  się  przed  Jaredem  i  dręczącymi  uczuciami.  Lecz  własna  godność  oraz 
względy  finansowe  powstrzymywały  ją.  Raz  juŜ  uciekła  od  męŜczyzny  i 
przeklęłaby  siebie,  gdyby  uczyniła  to  ponownie.  Duma  nie  pozwalała  jej  na 
ucieczkę.  Z  drugiej  strony,  dopiero  co  zorganizowała  i  otworzyła  galerię  sztuki, 
zadłuŜając  się  po  uszy.  Musi  pracować,  aby  pospłacać  wierzycieli,  a  pracując  nie 
ma  moŜliwości  unikania  spotkań  z  Jaredem.  PrzecieŜ  prócz  tego,  Ŝe  jest  on 
demonicznym,  szalenie  pociągającym  męŜczyzną,  jest  takŜe  sławnym  artystą, 
którego prace najchętniej zamawiają i kupują klienci. 

Samo Ŝycie zabrania Karli ucieczki. 

Znów  powróciło  pytanie:  „co  robić”.  W  drodze  do  sypialni  kobieta  podjęła 

decyzję: zje z nim kolację - nic więcej! 

Ubierając się i malując, Karla zastanawiała się nad taktyką, która pozwoli jej 

zachować zimną krew. ChociaŜ nie moŜe fizycznie uciec przed Jaredem, to jednak 
moŜe  skryć  się  przed  nim…  we  własnej  psychice.  Po  wielu  latach  praktyki  Karla 
stała  się  prawdziwym  mistrzem  w  ukrywaniu  swoich  uczuć.  Nastawiając  swój 
obronny  mechanizm,  załoŜyła  miękki,  biały  pulower,  doskonale  harmonizujący  z 
jej  beznamiętnym  wyrazem  twarzy.  Przypomniała  sobie  pragnienie  Jareda 
dotyczące jej włosów, gdy starannie zawiązywała je w mały kok. 

background image

Wpinała  ostatnią  spinkę,  kiedy  usłyszała  dzwonek  przy  drzwiach.  Zastygła 

na  moment,  wolno  odkładając  szczotkę.  Opanowując  emocje,  dumnie  uniosła 
podbródek i stanowczym krokiem wyszła z sypialni. 

Karla  nie  była  typem  kobiety  epoki  wiktoriańskiej,  nie  czuła  się 

„przedmiotem  poŜądania”  zdominowanym  przez  męŜczyzn.  Była  inteligentną, 
wykształconą,  wyemancypowaną  i  nowoczesną  kobietą  schyłku  dwudziestego 
wieku.  Postanowiła  więc  nie  poddawać  się  ani  nastrojom,  ani  zmysłom,  ani 
naleganiom Cradowga. 

Dzwonek  zadźwięczał  ponownie,  niecierpliwie  niczym  zwiastun  Ŝądz 

szalejących w duszy malarza. 

Karla  ułoŜyła  usta  w  nikły,  chłodny  uśmiech  i  zdecydowanym  ruchem 

otworzyła drzwi. 

To, co ujrzała, wystawiło jej postanowienia na cięŜką próbę. Jared wyglądał 

jeszcze bardziej męsko i pociągająco, w cienkim pulowerze, popielatych dŜinsach i 
wełnianej  marynarce  w  morskim  kolorze.  Nie  mogąc  się  zdecydować,  jak  go 
przywitać,  Karla  zamarła  niepewnie.  Na  szczęście  Cradowg,  jak  zwykle,  przejął 
inicjatywę i odezwał się pierwszy: 

- Chyba mówiłem, Ŝe wolę rozpuszczone włosy? 

- Doprawdy? - spytała ironicznie. - A ja wolę mieć je spięte. 

Spojrzenie  męŜczyzny  stało  się  przenikliwe,  kiedy  przyglądał  się  uwaŜnie 

towarzyszce. 

- Gniewasz się o coś? 

„Nie  jestem  zagniewana,  lecz  rozwaŜna”  -  pomyślała  Karla,  zdejmując  z 

wieszaka krótki płaszcz. 

-  Coś  nie  w  porządku?  -  nalegał  Jared,  pomagając  jej  się  ubrać.  -  Miałaś 

problemy w galerii? 

Karla potrząsnęła głową. 

-  Nie  miałam  Ŝadnych  problemów.  Pod  względem  sprzedaŜy  był  to  udany 

dzień. 

MęŜczyzna  wzdrygnął  się,  lecz  nie  zapytał,  dlaczego  z  takim  naciskiem 

zaznaczyła,  iŜ  dzień  był  udany  wyłącznie  pod  względem  sprzedaŜy.  Karla  nie 
chciała, by domyślił się czegoś, uśmiechnęła się więc uroczo. 

background image

- Jestem gotowa. 

Jared uspokoił się i odwzajemnił uśmiech. 

- Na co? - zapytał łagodnie. 

Ton jego głosu wzmógł bicie serca kobiety. ZmruŜyła oczy, nakazując ciału 

spokój. 

- Na kolację - odparła. - Zgłodniałam. 

Ku  swojemu  zdziwieniu  przekonała  się,  Ŝe  mówi  prawdę.  PrzecieŜ  od  rana 

nic nie jadła, a był to długi i wyczerpujący dzień. 

-  Mam  nadzieję,  Ŝe  lubisz  pikantne  potrawy…  -  odezwał  się  Jared, 

przepuszczając swą towarzyszkę przodem. 

Karla przystanęła i spojrzała na niego podejrzliwie. 

- Jakie „pikantne potrawy”? 

- Na przykład meksykańskie - uśmiechnął się szerzej i dodał: - Oraz mnie. 

- Słyszałam, Ŝe meksykańska kuchnia najlepsza jest na ostro - odparła Karla 

ostroŜnie,  nie  dając  się  sprowokować.  -  Ale  wątpię,  abyś  ty  dobrze  smakował, 
obłoŜony ostrą papryczką i polany chili. 

  

background image

Rozdział szósty

 

 

- Zmieniłaś swoje nastawienie, prawda? 

Karla  zadrŜała.  Chłód  przeszył  jej  ramiona.  Stojąc  w  pobliŜu  okna, 

wpatrywała się w mrok za szybą. Przypominała sobie drogę, którą jechali do domu 
Cradowga, zbudowanego tuŜ nad skalnym urwiskiem. 

Było  zbyt  ciemno,  aby  mogła  zobaczyć,  co  znajduje  się  u  stóp  zbocza,  ale 

Jared wyjaśnił, Ŝe z jego domu widać cały kanion Dębowego Potoku. 

Karla  nie  widziała  równieŜ  najbliŜszego  otoczenia  budynku,  lecz  to,  co 

zastała  w  środku,  spodobało  się  jej  bardzo.  Dom  był  przestronny,  jego  okna 
wychodziły  na  południowy  zachód.  Miał  gładkie  ściany,  wyposaŜony  został  w 
wygodne  i  funkcjonalne  meble  bez  połysku,  w  naturalnych  kolorach,  od  jasnej 
zieleni po róŜne odcienie brązu. 

Karla  poczuła  się  w  tym  mieszkaniu  niezwykle  dobrze.  Obawiając  się 

zapytać siebie, dlaczego tak się dzieje, postanowiła zapomnieć o owym odczuciu. 

Podczas kolacji odpręŜyła się na tyle, Ŝe mogła prowadzić z Jaredem banalną 

rozmowę. Potem wzięła ze stołu swój kryształowy kieliszek z winem i zbliŜyła się 
do okna. Wpatrzona w mrok, przeczekała kilka minut, odwlekając trudną rozmowę. 

Nieoczekiwane  pytanie  Cradowga  ponownie  pozbawiło  ją  spokoju  i 

przywróciło  wszystkie  obawy.  Odniosła  wraŜenie,  Ŝe  jadalnia  jest  zbyt  mała,  aby 
mogła pomieścić ich oboje. 

Nie  słyszała,  kiedy  męŜczyzna  stanął  za  jej  plecami.  Wpatrzona  w 

rozciągające  się  za  oknem  ciemności,  prawie  wyczuwała  jego  nastrój; 
rozdraŜnienie, niecierpliwość, zmieszanie. 

Dała 

mu 

wystarczające 

podstawy 

do 

tych 

uczuć. 

Po 

swoim 

niespodziewanym  zachowaniu  tego  ranka  Karla  mogła  sobie  wyobrazić,  na  co 
Jared  nastawi  się  tego  wieczoru.  Widziała  to,  kiedy  tylko  otworzyła  mu  drzwi. 
Teraz był on na skraju wytrzymałości. Nie powinna go za to winić, ale... 

Spojrzała na własne odbicie w szybie. Doznała ulgi, nie dostrzegając wyrazu 

podenerwowania  na  swojej  twarzy.  W  dalszym  ciągu  udawało  jej  się  grać  rolę 
zwykłego,  nie  zobowiązanego  do  niczego  gościa.  Zerknęła  na  twarz  męŜczyzny... 
Była ponura i zamyślona. 

background image

Westchnęła,  czując,  Ŝe  nadciąga  chwila  konfrontacji.  Szukając  za  wszelką 

cenę pretekstu, by odwlec ten moment, zagadnęła: 

-  Mogę  sobie  wyobrazić,  jaki  wspaniały  widok  musi  rozciągać  się  z  tego 

okna - wskazała dłonią przed siebie. 

- Straszny - zdawkowa odpowiedź Jareda ucięła temat. Malarz przysunął się 

bliŜej. - Odpowiedz na moje pytanie. 

Karla  czuła  ciepło  bijące  od  jego  ciała,  ostry  zapach  wody  po  goleniu  i 

podniecającą  woń  męŜczyzny.  WzdłuŜ  jej  kręgosłupa  przebiegły  przyjemne 
dreszcze.  Zacisnęła  palce  na  nóŜce  kieliszka,  oddychając  wolno,  by  opanować 
podniecenie.  Pomimo  starań  chwila  prawdy  nadeszła.  Karla  nie  mogła  juŜ  dłuŜej 
zwlekać.  Milczała  w  drodze  do  domu  Cradowga,  udając,  Ŝe  podziwia  okolicę, 
chwaliła  meksykańskie  potrawy  podczas  kolacji,  próbowała  zacząć  rozmowę  na 
inne tematy, lecz teraz dotarła do krańca tej drogi. Musiała stawić czoła Jaredowi. 
Napotkała odbite w oknie jego czujne spojrzenie. 

- Tak, zmieniłam swoje nastawienie. 

- Dlaczego? 

Karla  poczuła  dumę,  Ŝe  nie  wzruszyła  jej  łagodność  w  głosie  Jareda. 

Zdecydowała się nawet beztrosko spojrzeć na towarzysza. 

- Ja… hm… zdecydowałam, Ŝe nie mogę opuścić galerii na dwa tygodnie i 

pojechać na wycieczkę. 

- Nie wierzę ci. 

- Sądzisz, Ŝe kłamię? - zapytała uraŜonym tonem. 

- Tak. 

- Nie musisz mi wierzyć. - Spojrzenie kobiety straciło beztroski wyraz. 

- Nie wierzę. 

Karla poczuła na karku ciepły oddech męŜczyzny. Przeszły ją ciarki, dostała 

gęsiej skórki. Wewnętrzny głos nakazywał oddalić się od Jareda, zanim będzie za 
późno. 

Nie zdąŜyła. Delikatnym dotknięciem wydobył z niej głębokie westchnienie. 

Ciało  napięło  się  pod  wpływem  pieszczot  męskiej  dłoni,  którą  Jared  przesunął 

background image

wzdłuŜ szyi Karli. ZadrŜała. On ją dotykał, a ona czuła się tak, jakby balansowała 
na skraju przepaści! 

Odsuń się od niego! 

Karla  pragnęła  posłuchać  wewnętrznego  nakazu,  ale  ciało  odmówiło  jej 

posłuszeństwa.  Mogła  juŜ  kontrolować  jedynie  swoje  myśli.  Otworzyła  usta,  aby 
sprawdzić, czy jest w stanie wydobyć z siebie chociaŜ słowo. 

-  Jared…  - zaczęła  i zadygotała,  kiedy  palce  męŜczyzny  zagłębiły  się  w  jej 

włosy. - Proszę… Wolałabym… 

Łagodne ciepło jego dłoni wyrwało jęk rozkoszy z ust Karli. 

- Przestań! - zawołała ostatkiem woli. 

-  Lubię  cię  dotykać  -  zamruczał, pochylając  głowę.  -  Twoja  skóra  jest  taka 

miękka i delikatna jak atłas. - Jared musnął ustami napręŜony kark. - I wiem, Ŝe ty 
teŜ to lubisz. 

- Nie! - jęknęła Karla głosem pozbawionym siły. Chciała coś jeszcze dodać, 

lecz westchnęła tylko przeciągle, kiedy język męŜczyzny przesunął się po jej szyi, 
dochodząc do ucha. 

-  Kolejne  kłamstwo  -  powiedział  z  tłumioną  niecierpliwością.  -  Bardziej 

polubiłaś mój dotyk, niŜ ci się wydaje. 

Kobieta potrząsnęła głową, nie tyle zaprzeczając, ile w nadziei, Ŝe strząśnie 

zaborcze, delikatne usta ze swego ciała. Daremnie. 

-  Tak  -  szepnął  Jared,  subtelnymi  pieszczotami  wprawiając  Karlę  w  stan 

wrzenia. - Mógłbym posiąść cię tam w biurze… 

Przygryzł lekko skórę Karli, prowokując ją do coraz głośniejszych jęków. 

- Mógłbym cię mieć wszędzie, na twoim biurku, na podłodze, na stojąco, pod 

ś

cianą - zapewniał zmysłowo. 

- Nie… Nie… O BoŜe, nie! - Nie potrafiąc uspokoić rozbudzonych zmysłów, 

nie  mogąc  przestać  czuć  i  słuchać,  Karla  zamknęła  oczy,  bezsilna  wobec 
doznawanej  rozkoszy.  Jared  był  taki  nietaktowny,  brutalny  w  swych 
wypowiedziach. Ranił ją, lecz prawda płynąca z jego słów raniła jeszcze bardziej. 

-  Przestań…  nie…  -  Poczuła,  jak  strach  dławi  jej  gardło.  Nie  bała  się 

Cradowga, lękała się jednak, Ŝe skapituluje przed jego Ŝądaniami. 

background image

-  Muszę,  pragnę,  chcę  -  nalegał,  potwierdzając  słowa  Anny  o  swoim 

bezwzględnym charakterze. - Coś się wydarzyło między rankiem a wieczorem, coś, 
co  zmieniło  twój  stosunek  do  mnie.  -  Cradowg  językiem  zataczał  na  jej  skórze 
coraz szersze kręgi, torturując tym samym ciało kobiety. 

-  Nie  cierpię  zmian  -  wyszeptał  Jared.  -  Chcę  znać  przyczynę  twojego 

zachowania. 

Karla poczuła się osaczona, zniewalały ją gorące usta, wędrujące wzdłuŜ jej 

kręgosłupa.  Nie  mogła  się  ruszyć,  nie  mogła  racjonalnie  myśleć.  KaŜda  komórka 
ciała kobiety drŜała w oczekiwaniu na polecenie Jareda. 

Wykorzystywał ją! 

Wewnętrzny  głos  krzyczał  w  niej  ostrzegawczo,  budząc  z  odrętwienia  i 

aktywizując  do  obrony.  Oddychając  głęboko,  Karla  usiłowała  ostudzić  płomień 
poŜądania. Narzuciła głosowi chłodne, beznamiętne brzmienie: 

- Wcale się nie zmieniłam. 

- Zmieniłaś się! - Malarz przesunął ustami wzdłuŜ barku Karli i pocałował ją 

w  ramię.  -  W  wieczór  otwarcia  galerii  byłaś  zimna  i  zła.  Wczoraj  byłaś  zimna  i 
opanowana.  Rankiem  miałaś  na  mnie  ochotę,  ale  teraz…  Teraz  się  mnie  boisz. 
Dlaczego? 

-  Nie  boję  się  ciebie!  -  zaoponowała.  -  Ja…  ja  się  nie  boję…  -  jej  głos 

kobiety powrócił juŜ prawie do normy.  

Jared zaśmiał się łagodnie, zbyt łagodnie… 

Ten  śmiech  pogrąŜył  Karlę  w  ciemnościach.  Czuła  ból  w  całym  ciele,  jej 

oddech  stał  się  szybki.  Kiedy  Jared  przylgnął  do  niej  swym  ciałem,  ogarnęła  ją 
gorączka poŜądania. To odczucie było tak zmysłowe, cudowne… i straszne. 

Ostatkiem sił uniosła dłonie, aby odepchnąć męŜczyznę od siebie, lecz Jared 

chwycił ją stanowczo za ramiona i odwrócił twarzą ku sobie. 

-  Co  to  ma  znaczyć?  -  zapytał  z  rozdraŜnieniem.  -  Dlaczego  jesteś  taka 

zalękniona? 

-  Nie  jestem.  Ja…  zaraz  ci  wyjaśnię  powody,  dla  których  zmieniłam  swoje 

zamiary.  -  Karla  obawiała  się  spojrzeć  w  twarz  malarza,  aby  nie  wyczytał  w  jej 
oczach kłamstwa. 

background image

Jaredowi  wystarczyło  jednak,  Ŝe  wyraźnie  usłyszał  w  jej  głosie  fałszywe 

nuty. Zacisnął mocno palce na krągłych ramionach. 

- JeŜeli nikt ani nic nie wpłynęło na zmianę twoich planów - zaczaj: wolno, 

przyciągając Karlę do siebie - udowodnij to, godząc się jechać ze mną. 

Był  to  dziecinny  manewr,  ale  Karla  o  mało  nie  dała  się  na  niego  nabrać. 

Tocząc wewnętrzną walkę między zmysłami a rozwagą, chciała juŜ wyrazić zgodę, 
aby tylko udowodnić silną wolę, wolę oparcia się dąŜeniom Jareda. 

Otworzyła juŜ usta, lecz zamknęła je nagle. 

-  Rozczarowujesz  mnie,  pozwalając,  aby  strach  tobą  rządził.  Sądziłem,  Ŝe 

jesteś twardsza. 

Odezwała  się  w  niej  zraniona  duma.  Złość  dała  Karli  dość  siły,  by  wyrwać 

się  z  uścisku  malarza.  Kierując  na  niego  oskarŜycielskie  spojrzenie,  zapytała  z 
jadowitą słodyczą: 

-  Twardsza  niŜ  kto?  Porównujesz  mnie  z  konkretną  swoją  przyjaciółką  czy 

teŜ ze wszystkimi razem? - uśmiechnęła się nieprzyjemnie. 

- Ha ha ha ha! 

Wstrząśnięta,  Ŝe  tak  bardzo  dała  się  ponieść  emocjom  i  pofologować 

zazdrości, Karla zmierzyła Cradowga lodowatym spojrzeniem. 

- CóŜ ma znaczyć to „ha ha ha”? 

- Jest to reakcja będąca skutkiem zrozumienia - wyjaśnił spokojnie. 

Zacisnęła usta. 

- CzyŜby? 

- Uhmmm. 

Karla odetchnęła głęboko, aby zwalczyć pokusę uderzenia Jareda w twarz. 

- Czy mogę wiedzieć, co zrozumiałeś? - wybuchnęła, straciwszy cierpliwość. 

Odpowiedź była zgodna z jej oczekiwaniami. 

- Nasłuchałaś się zbyt wiele plotek. Czy były aŜ tak waŜne i szczegółowe, Ŝe 

zaczęłaś się mnie lękać i odczuwać typowo kobiecą zazdrość wobec tych… jak ci 
powiedziano, przyjaciółek? 

background image

Złość  opuściła  Kartę  pod  wpływem  rodzących  się  wątpliwości.  Czy 

obruszyła  się  tak  bardzo  na  wiadomość  o  bezwzględności  Jareda,  czy  teŜ 
dowiadując się o jego licznych miłostkach? Czy przelękła się arogancji Cradowga 
wobec ojca, czy moŜe obawiała się zostać jego kolejną, jedną z wielu, kochanką? 

Piekący  ból  serca  dał  odpowiedź  na  wszystkie  draŜliwe  pytania.  Poczuła 

chłód,  dostrzegając  w  oczach  Jareda  ogromne  zainteresowanie.  Bawił  się  jej 
zazdrością. 

Postanowiła przejść do obrony. 

- Miałabym być zazdrosna o twoje przyjaciółki? - uniosła brwi. - Dlaczego? 

Cradowg nie miał krzty litości, zdecydował się na cios poniŜej pasa. 

-  PoniewaŜ  one doznały  juŜ przyjemności,  jakiej poŜąda  twoje ciało  -  dobił 

Karlę trafnym spostrzeŜeniem. 

Poczuła,  jak  krew  odpływa  jej  z  twarzy.  Nie  miała  juŜ  najmniejszych 

wątpliwości.  Był  bezwzględny  w  dąŜeniu  do  wyznaczonego  celu,  bezwzględny, 
prowokujący i irytujący. 

- Masz zbyt wielkie wyobraŜenie o sobie - wybuchnęła bez zastanowienia. - 

Oczywiście, Ŝe cię nie poŜądam. 

-  Nie  próbuj  mnie  oszukać. -  Jared nie  stracił  spokoju.  - Jeszcze  tego  ranka 

pragnęłaś mnie bardziej niŜ kogokolwiek innego na świecie. 

Rumieńce powróciły na twarz Karli. 

-  Ja…  nie…  Co ty  sobie…  Ja nigdy  -  z  trudem  wydobywała ze  ściśniętego 

gardła drŜący głos. 

Jared  uśmiechnął  się,  lecz  tym  razem  był  to  uśmiech  pełen  męskiej, 

triumfującej satysfakcji, uśmiech, który doprowadził Karlę do wybuchu. 

-  Ty---  ty  egoistyczny  landszafciarzu!  -  Obrzuciła  męŜczyznę  spojrzeniem 

pełnym odrazy. - Jesteś ostatnim facetem na ziemi, z którym chciała bym to robić, 
więc nie obawiam się pozostać z tobą sam na sam! 

Uśmiech malarza pogłębił się. Ofiara sama wpadła w jego sidła. 

-  Brawo!  -  mruknął  pochlebnie.  -  Jutro  wytyczę  trasę  naszej  wycieczki  i 

przyjadę po ciebie za dwa dni dokładnie o siódmej rano. 

background image

-  Zaczekaj  chwilę!  -  zawołała  Karla,  targana  sprzecznymi  uczuciami 

przyzwolenia i dezaprobaty. - Nie mówiłam, Ŝe z tobą pojadę! 

- Ubierz się wygodnie - kontynuował Cradowg, jakby nie docierały do niego 

Ŝ

adne  słowa  protestu.  -  I  proszę,  bądź  gotowa  na  czas.  Mamy  szmat  drogi  do 

przebycia, dlatego chciałbym, abyśmy wyruszyli jak najwcześniej. 

Do diabła, jeszcze raz wyprowadził ją w połę! 

Dostrzegając,  Ŝe  ponownie  bezmyślnie  wpadła  w  pułapkę  Jareda,  Karla 

miała ochotę wybuchnąć wściekłym płaczem. Albo śmiechem. Spuściła wzrok, aby 
nie parsknąć. 

Nie  ulegało  wątpliwości,  Ŝe  Jared  był  bezwzględny  w  swych  dąŜeniach.  I 

niezwykle inteligentny… i seksowny, jakby pomagał mu sam diabeł. A Karla przez 
lekkomyślność  zmuszona  została  do  zaakceptowania  propozycji,  która  w  ustach 
malarza brzmiała niczym wyzwanie. 

- Czy mogę teraz napić się wina? 

Jared uśmiechnął się, podając jej kryształowy kielich, po czym zapytał cicho: 

- Będziesz gotowa na siódmą? 

Karla zawahała się, uniosła kieliszek, chcąc skryć za nim swoje zmieszanie. 

Oczy  Cradowga  zalśniły,  kiedy  dotknęła  ustami  krawędzi  naczynia.  DrŜenie 
przebiegło  przez  ciało  Karb,  ostrzegając  ją,  jak  bliska  jest  poddania  się  woli 
męŜczyzny. 

- Tak, będę gotowa - odparła wolno, dodając zaraz: - JeŜeli zgodzisz się na 

kilka moich warunków. 

Malarz przekrzywił głowę, śmiejąc się ze zręcznego wybiegu towarzyszki. 

- Wymień je. 

W  obawie,  Ŝe  Cradowg  moŜe  zgodzić  się  na  wszystko,  a  później  nie 

dotrzymać słowa, Karla przypatrywała mu się czujnie i podejrzliwie. 

-  Po  pierwsze,  kiedy  tylko  osiągniemy  porozumienie,  odwieziesz  mnie  do 

domu. 

Jared zmarszczył brwi. 

- Nie ufasz mi? 

background image

- Nie w tym rzecz, skoro mamy jechać, będę miała jutro tyle do zrobienia, Ŝe 

lepiej, abym znalazła się w domu jak najwcześniej. 

- Dobra. Co jeszcze? 

Na twarzy kobiety pojawił się wyraz determinacji. 

-  Kiedy  będziesz  rezerwował  dla  nas  nocleg,  zamówisz  dwa  osobne 

pokoje… w miarę moŜliwości na róŜnych piętrach. 

- Jesteś bardzo ostroŜna. 

- Oczywiście. 

Cradowg westchnął boleśnie. 

-  Oddzielne  pokoje.  Coś  jeszcze?  MoŜe  osobne  stoliki  w  restauracji?  W 

miarę moŜliwości w dwóch róŜnych restauracjach? 

Karla uśmiechnęła się niewinnie. 

- A chciałbyś? 

- Nie. 

-  Szkoda.  Ale  mam  nadzieję,  Ŝe  nie  będziesz  mieć  dość  śmiałości,  aby 

uwodzić mnie w publicznym miejscu. 

- Nie byłbym tego taki pewien - śmiech Jarema odbił się bolesnym echem w 

sercu Karli. 

Dopiła wino, zmuszając się do zachowania spokoju. 

-  Dziękuję  za  radę,  będę  o  niej  pamiętała  -  oświadczyła  z  zalotnym 

wdziękiem. - A teraz chciałabym pojechać do domu. 

- PrzecieŜ jest dopiero kilka minut po ósmej! - zaprotestował. 

Karla odstawiła kieliszek na tacę i obejrzała się przez ramię. 

-  Zgodziłeś  się  odwieźć  mnie  do  domu  -  uśmiechnęła  się  drwiąco.  -  CzyŜ 

nie? 

- Tak, ale… hm. Nie masz więcej zastrzeŜeń? 

Wolno pokręciła głową. 

background image

- W tej chwili nie. - I jakby lękając się podstępu ze strony Cradowga, dodała: 

- Ale bez obaw, jeŜeli coś mi przyjdzie na myśl, to będziesz pierwszym, który się o 
tym dowie. 

Wzrok  Jareda  powędrował  w  stronę  stolika  zastawionego  brudnymi 

naczyniami. 

- A co ze zmywaniem? 

Uroczy uśmiech rozjaśnił twarz Karli. 

- Pozostawiam to na twojej głowie. - Skierowała się ku wyjściu. - Będziesz 

miał czym zająć ręce… Kiedy wrócisz. 

- Mogę wymyślić mnóstwo przyjemniejszych zajęć, którymi mógłbym zająć 

swoje ręce - mruknął Cradowg, podąŜając za swoim gościem. 

- Jestem pewna, Ŝe moŜesz - odparła zgryźliwie. - Na przykład wykręcaniem 

numerów do chętnych eks-przyjaciółek. 

-  UwaŜaj,  skarbie  -  powiedział  męŜczyzna,  prowadząc  towarzyszkę  do 

samochodu. - Bo później znowu będziesz zazdrosna. 

„Brutal!” 

Trafność  odpowiedzi  Jareda  wywołała  w  Karli  wściekłość.  Prychając  ze 

złością,  nie  odezwała  się,  dopóki  nie  wsiedli  do  samochodu,  aby  w  chwilę  potem 
sprowokować go przesłodzonymi słowami: 

- Jak sobie chcesz! 

Brutal musiał wyczuć jej obawy, bo roześmiał się triumfująco. 

-  Wiem.  Z  radością  muszę  przyznać,  Ŝe  twoje  zachowanie  pochlebia  mojej 

męskiej próŜności, ale nie potrafię dokładnie zrozumieć, dlaczego oburza cię fakt, 
Ŝ

e były przed tobą inne. 

- Inne? - zawołała Karla, dostrzegając, Ŝe specjalnie uŜył liczby mnogiej, co 

potwierdziło tylko uwagi Anny. W wyobraźni Karla zobaczyła jego potęŜne ciało, 
nagie, kochające się z innymi kobietami... z wieloma kobietami. 

Czując, jak ponownie wzbiera w niej zazdrość, zapytała nierozwaŜnie: 

- Ile kobiet miałeś? 

Jared zacisnął palce na kierownicy. 

background image

- Czy takie pytania zadaje się męŜczyźnie? 

-  Tobie  tak!  -  wybuchnęła  bez  zastanowienia.  -  Biorąc  pod  uwagę  twoje 

wysiłki, zmierzające do rozbudzenia we mnie uczucia, jestem zdumiona. ze dziwi 
cię moja ciekawość! 

-  No  tak,  teraz  wszystko  jasne!  -  powiedział.  -  Posłuchaj,  kotku,  wiem,  Ŝe 

obecnie  panuje  przekonanie,  iŜ  nie  istnieją  sprawy  wstydliwe  i  wszystko  moŜna 
roztrząsać  publicznie.  Ja  nie  podzielam  tych  nowoczesnych  poglądów.  Nie  mam 
zamiaru  opowiadać  nikomu  o  moich intymnych  sprawach  -w  opanowanym  głosie 
Jareda zabrzmiała nutka przestrogi. - Do cholery, Karlo, mam trzydzieści pięć lat! 
Oczywiście, Ŝe miałem inne kobiety. - Spojrzał na nią ze zdumieniem. - Chyba nie 
oczekiwałaś, Ŝe jestem prawiczkiem? 

- Nie szukam prawiczka! - warknęła Karla. - Nie szukam nikogo ani niczego. 

- To po co te wszystkie pytania? 

Słowa  Cradowga  zdenerwowały  Karlę,  zwłaszcza  Ŝe  zaczynała  zadawać 

sobie podobne pytania. 

-  Po  nic  -  odparta  nieprzytomnie.  -  Po  nic.  Twoje…  uczucia  to  nie  moja 

sprawa. 

- Masz rację, nie twoja. UwaŜam, Ŝe kaŜdy ma prawo do Ŝycia prywatnego. 

Chyba zauwaŜyłaś, Ŝe nie wypytuję cię o twoich byłych kochanków? - Niewinnie 
brzmiące słowa Jareda przypominały podchwytliwy test. 

-  O  moich  byłych  kochanków?  -  kobieta  o  mało  nie  parsknęła  śmiechem. 

Tak,  skąd  Jared  mógł  wiedzieć,  jak  zabawnie  zabrzmiało  jego  stwierdzenie.  Nie 
miała jednak zamiaru niczego mu wyjaśniać. 

- ZauwaŜyłam teŜ, Ŝe nawet się nie zatroszczyłeś, aby zapytać o aktualnego 

kochanka - stwierdziła zaczepnie. 

Ku  jej  zdziwieniu  Cradowg  przyhamował  gwałtownie  i  opadł  na  fotel 

całkowicie wstrząśnięty. 

- A jest jakiś? - Jego pytanie przypominało raczej ryk niedźwiedzia. 

- Nie! - Karla patrzyła zaszokowana ogniem płonącym w tym męŜczyźnie. - 

PrzecieŜ nie byłabym z tobą, gdybym juŜ kogoś miała. 

background image

- Cieszę się, słysząc to. - Uniósł dłoń ocięŜale i potarł usta. - Nie chciałbym 

naruszać praw innego męŜczyzny. Dla ciebie nie zawahałbym się tego uczynić, ale 
nie dałoby mi to zadowolenia. 

- Prawa innego! - krzyknęła ze złością. - Ty… ty…  

Łagodny uśmiech Cradowga wyciszył protest Karli. 

- Kotku, uspokój się. To tylko takie wyraŜenie. 

-  Chrzanię  twoje  szowinistyczne  wyraŜenia!  Prawa  do  czegoś  wiąŜą  się  z 

posiadaniem, a ja nie jestem i nie będę własnością Ŝadnego męŜczyzny! 

Przez chwilę Jared wyglądał na zdezorientowanego, po czym westchnął. 

- Och, zamknij się, kobieto - i złapawszy Karlę za podbródek, przyciągnął jej 

twarz ku swojej. 

JeŜeli jego pocałunek miał ją uciszyć, to Jared odniósł sukces! A jeŜeli miał 

ją uspokoić, język męŜczyzny zrobił to jeszcze lepiej. 

Gdzieś  w  zapomnianym  zakamarku  świadomości  Karli  tliła  się  myśl,  Ŝe 

naleŜałoby zaprotestować, lecz kobieta czuła się bezsilna w mocy Jareda, dając mu 
wszystko,  czego  zaŜądał.  Wiedziała,  Ŝe  to,  co  robi  i  na  co  pozwala  Cradowgowi, 
jest  niebezpieczne,  jednak  z  drugiej  strony  było  takie  cudowne.  Ten  silny,  pełen 
seksu  męŜczyzna  pobudzał  zmysły  Karli  w  sposób,  jakiego  nigdy  przedtem  nie 
doświadczyła.  Napór  ciała  Jareda  obezwładnił  ją,  chłonęła  słodycz  jego 
wilgotnych,  gorących  ust.  Odkrywała  doznania,  o  których  marzyła  mgliście, 
podświadomie. W ramionach Jareda, w małej kabinie jego wozu czuła się tak samo 
wygodnie i bezpiecznie, jak wewnątrz komfortowego domu malarza. 

Mrucząc  z  zadowolenia,  wsunęła  palce  w  czuprynę  męŜczyzny,  drŜąc  cała, 

Jared westchnął w odpowiedzi. Jego wielkie dłonie wędrowały wzdłuŜ ciała Karli, 
aŜ splotły się na jej plecach. 

Niespodziewanie Cradowg oderwał się z pomrukiem od ust kobiety i usiadł 

prosto  na  fotelu.  Karla  przypatrywała  mu  się  zmieszana,  nie  mogąc  złapać 
oddechu, nie pojmując przyczyn jego zachowania. 

Jared oparł dłonie o kierownicę i popatrzył na swoje drŜące palce. 

-  Jared,  ja…  nie  wiem,  co  powiedzieć…  -  zająknęła  się,  kiedy  Cradowg 

gwałtownie odwrócił głowę, przypatrując się Karli z dziwnym wyrazem twarzy. 

background image

-  Jeszcze  nigdy  nie  pragnąłem  Ŝadnej  kobiety  tak  mocno,  jak  ciebie  -  w 

głosie Jareda brzmiało zmęczenie. - Cholera, w co ty grasz? 

Karlę zaskoczył zarówno oskarŜycielski ton partnera, jak i sens jego pytania. 

- W nic nie gram! - zawołała. 

-  Nie?  -  zaśmiał  się  ponuro.  -  Więc  dlaczego,  do  diabła,  udawałaś  taką 

niedotykalską przez cały czas pobytu w moim domu? 

Jego śmiech stał się zjadliwy. 

-  Zamawiasz  oddzielne  sypialnie.  -  Sparodiował  wcześniejszą  dyspozycję 

Karli. - MoŜliwie na róŜnych piętrach. 

Kobieta poruszyła się z trudnością. 

- Warunki pozostają te same, Jared. 

Cradowg pozostawał spokojny, przeraŜająco spokojny. 

-  JeŜeli  sądzisz,  Ŝe  będziesz  mnie  podniecać  i  odrzucać  przez  całe  dwa 

tygodnie,  to  chyba  postradałaś  zmysły!  -  wycedził  chłodno.  -  Na  kaŜdym  postoju 
zamówię jeden pokój i jedno łóŜko, które będziemy dzielić! 

Uczucie  dumy  przewaŜyło  w  duszy  Karli.  JuŜ  raz  zgodziła  się,  aby 

manipulował  nią  męŜczyzna,  nie  pozwoli,  by  historia  się  powtórzyła.  Unosząc 
głowę, spojrzała na malarza ze spokojem, który kosztował ją wiele wysiłku. 

-  W  takim  razie  nie  mogę  z  tobą  jechać.  -  ZadrŜała,  czując  na  sobie  wzrok 

Jareda, pełen poŜądliwości i siły. - A teraz proszę, abyś odwiózł mnie do domu! 

- Do cholery… - zaczął rozdraŜnionym tonem. 

- Jared, proszę - łagodna uwaga Karli przerwała jego ostre słowa. Odwróciła 

się  do  okna,  by  uniknąć  jego  spojrzenia.  Wpatrując  się  w  rozgwieŜdŜone  niebo, 
słyszała niezadowolone pomruki męŜczyzny. OdpręŜyła się, kiedy zawarczał silnik 
samochodu. 

Ruszyli do jej domu w całkowitym milczeniu. Jared prowadził zbyt szybko, 

Karla  zaś  zaciskała  zęby,  powstrzymując  protesty.  Odetchnęła  z  ulgą,  dopiero 
kiedy szaleńcza jazda dobiegła kresu. Sięgnęła po klamkę, pragnąc jak najszybciej 
uciec z samochodu, kiedy powstrzymał ją głos Cradowga: 

- Wygrałaś, Karla. 

background image

Kobieta był  juŜ jedną  nogą  na chodniku, zamarła  jednak i  wolno odwróciła 

głowę. 

- Co wygrałam? - nie zrozumiała w pierwszej chwili słów malarza. 

Jared ułoŜył usta w cyniczny uśmiech. 

- Wygrałaś swoją grę, kotku. Przystaję w pełni na twoje warunki. 

 

background image

Rozdział siódmy

 

 

Karla  znowu  nie  mogła  zasnąć.  Dręczyło  ją  zbyt  wiele  pytań,  zbyt  wiele 

wątpliwości. Kładąc się do łóŜka, miała nadzieję, Ŝe owinięta w przytulną pościel 
zapomni o rzeczywistości, oddając się w ramiona Morfeusza. 

Sen jednak nie nadchodził. Męcząc się przez kilkanaście minut, przewracała 

się  z  boku na bok, wreszcie  wstała i  zarzuciła na  ramiona  szlafrok.  Elektroniczny 
zegar wskazywał: 23.59. 

- Dobra, Calineczko - szepnęła, przechodząc do niewielkiej kuchni. - Jeszcze 

chwila, a twój umysł zamieni się w śmietnik. 

Zapaliła światło i nalała do szklanki chłodnego mleka. Nim uniosła ją do ust, 

zelektryzowała ją nagła myśl. 

Trzy dni! 

Wzdrygnęła  się  i  postawiła  mleko  obok  dwóch  aspiryn,  które  miała  zamiar 

połknąć, aby pozbyć się uciąŜliwej migreny. 

„Trzy dni?” - zastanowiła się, przysiadając na taborecie. Zaledwie tyle czasu 

upłynęło  od  ich  pierwszego  spotkania?  Zaśmiała  się  w  oszołomieniu,  nie 
rozumiejąc wcale, co w tym zabawnego. 

Co  za  niedorzeczność!  Zapytywała  samą  siebie,  czy  to  moŜliwe,  Ŝe  ten 

męŜczyzna  zawładnął  jej  myślami  i  wdarł  się  w  jej  Ŝycie  w  niespełna 
siedemdziesiąt  dwie  godziny?  Musiało  minąć  dziesięć  minut,  nim  Karla 
uświadomiła  sobie,  Ŝe  winny  temu  jest  jedynie  pewien  podstawowy,  prymitywny 
instynkt, znany wszystkim zwierzętom i ludziom. Jej spostrzeŜenie trudne było do 
zaakceptowania, ale dokładnie tłumaczyło postępowanie Karli. 

Układając wspomnienia w logiczną całość, westchnęła głęboko i wzdrygnęła 

się.  Obraz,  który powstał  w  umyśle  Karli, w  niczym  nie  przypominał  niewinnego 
flirtu między kobietą a męŜczyzną. 

JuŜ wiedziała, Ŝe główną mocą, pchającą ich ku sobie, jest pierwotny popęd 

płciowy. Jedno wyczuwa w drugim jakieś fluidy, które przyciągają ich wzajemnie, 
a obustronna atrakcyjność potęguje tylko owo poŜądanie. 

Bo jak inaczej miałaby nazwać łączącą ich nić? 

background image

Pragnieniem… 

PoŜądaniem… 

Popędem… 

Nie!  Potrząsając  głową,  po  raz  ostatni  usiłowała  przekonać  samą  siebie,  Ŝe 

się myli. Przekręciła ze złością wyłącznik światła i wpadła do sypialni. Nie mogła 
odgonić złych myśli. 

Pragnienie… PoŜądanie… Popęd… 

Te  trzy  słowa  krąŜyły  w  umyśle  Karli,  niczym  sępy  nad  bezbronną  ofiarą. 

Tak  cięŜko  pracowała,  tak  się  starała,  aby  nie  zawładnął  nią  Ŝaden  męŜczyzna,  a 
teraz przegrywała z własnym prymitywnym popędem! 

Usiadła na skraju łóŜka, czując narastający ból głowy. 

Dlaczego zgodziła się jechać z Jaredem na wycieczkę? 

Odpowiedź  narzucała  się  sama  -  poniewaŜ  w  jego  obecności  traciła  silną 

wolę,  godząc  się  na  wszystkie  Ŝądania.  To  była  cała  prawda!  I  chociaŜ  nie 
spodobała się Karli, nie miała innego wyboru, niŜ ją zaakceptować. Jedyne, co jej 
pozostało, to zastanowić się, jak zapanować nad zaistniałą sytuacją. 

Słaniając się z wyczerpania, zrzuciła szlafrok i opadła na łóŜko. Pościel była 

taka chłodna, Ŝe rozgrzane ciało Karli zadrŜało. Dygocąc uśmiechnęła się, bowiem 
przyszło  jej  na  myśl  zabawne  spostrzeŜenie  -  byłoby  lepiej,  gdyby  to  łóŜko 
pozostawało ciepłe, a ona chłodna. 

Powoli  uczucie  zimna  minęło,  lecz  Karla  nie  mogła  się  uspokoić.  Prawda, 

którą  odkryła,  coraz  mocniej  ciąŜyła  jej  na  sercu,  zwłaszcza  od  momentu,  gdy 
usłyszała  o  złej  reputacji  Jareda,  o  jego  bezwzględności  i  cynicznym  stosunku  do 
kobiet. 

Przywołując w pamięci Ŝar oczu Cradowga, Karla poczuła, jak w łóŜku robi 

się cieplej. Przymknęła oczy i ułoŜyła się wygodnie. Otarcie pościeli o udo dało jej 
wraŜenie dotyku dłoni Jareda. Westchnęła boleśnie i popadła w zadumę. 

Co ona najlepszego robi? 

Zawsze  zajęta,  zapracowana,  nie  myślała  o  seksie,  nie  nawiedzały  jej 

erotyczne fantasmagorie, nie wyobraŜała sobie męŜczyzny swoich marzeń. A teraz 
jej umysł wypełniał się marzeniami o Jaredzie Cradowgu. 

background image

Usiadła,  z  desperacją  przypominając  sobie  słowa  Anny  o  bezwzględnym 

stosunku  malarza  do  innych  osób.  W  odruchu  samoobrony  wmawiała  sobie,  Ŝe 
skoro Jared wykorzystywał inne kobiety, to logiczne jest, Ŝe zamierza wykorzystać 
takŜe i ją. 

Lecz w jakim celu, prócz tego oczywistego? - wyszeptała bezgłośnie. 

„Obraz!” 

Nagła odpowiedź  wdarła  się głęboko  w  myśl  Karli.  Poczuła  w sobie chłód, 

kiedy przypomniała jej się wściekłość Jareda, jak odmówiła mu sprzedania portretu 
dziadka. 

Jak  mogła  o  tym  zapomnieć?  Karla  wyrzucała  sobie  naiwność.  PrzecieŜ 

Jared  jednoznacznie  manifestował  ochotę  posiadania  portretu.  Wyraźnie  wyłoŜył 
cel swoich starań tego ranka, kiedy przyszedł do galerń. 

A  później  pocałunkami  i  całym  zachowaniem  usiłował  uzaleŜnić  Karlę  od 

siebie.  Czy  miał  nadzieję,  Ŝe  rozanielona  i  zaspokojona  podaruje  mu  płótno  w 
dowód wdzięczności? 

Dla  Karli  odpowiedź  była  oczywista.  Jej  usta  zadrŜały.  Czy  kaŜdy 

męŜczyzna  po  to  usidla  kobiety,  aby  zmusić  je  do  oddania  wszystkiego,  co  mają 
najlepszego;  zna  parę  wyjątków,  takich  jak  Sean  Halloran,  ale  na  ogół  wszyscy 
męŜczyźni są tacy sami. 

- Co za skur… - zacisnęła zęby sfrustrowana. 

-  No  dobra,  napalony  artycho  -  zamruczała  z  determinacją.  -  Chyba 

zaakceptuję  twoją  propozycję  i  zobaczymy,  kto  będzie  właścicielem  obrazu  po 
zakończeniu tej dwutygodniowej wycieczki! 

Podjąwszy  decyzję,  Karla  bez  sił  opadła  na  poduszkę,  Na  jej  zmęczonej 

twarzy pojawił się zwycięski uśmiech. 

„Czemu  nie?”  -  zapytała  samą  siebie.  Zamiarem  Jareda  było  posiąść 

najpierw ją, a później obraz. 

Dlaczego nie miałaby sobie pofolgować i nie ułatwić mu realizacji pierwszej 

części planu? 

Dreszcz  podniecenia,  który  przebiegł  po  plecach  kobiety,  był  dla  niej 

najwłaściwszą  odpowiedzią.  Nie  miała  Ŝadnych  zobowiązań,  a  do  tego  Ŝyła  w 
celibacie przeszło siedem lat, nie tyle z wyboru, ale raczej dlatego, Ŝe nie napotkała 

background image

na swojej drodze męŜczyzny wartego zainteresowania. Kiedy trzy dni temu ujrzała 
Jareda przyglądającego  się obrazowi,  zrozumiała,  Ŝe taki  męŜczyzna  nareszcie  się 
pojawił. 

„Czy  wtedy  to  się  zaczęło?”  -  zastanawiała  się,  ziewając  głośno.  Zapewne 

tak. Od pierwszej chwili musiała zwrócić uwagę na atrakcyjny wygląd malarza i na 
jego urok, który tak ją pociągał. 

Dlaczego  nie  miałaby  nacieszyć  się  tym  urokiem  i  męską  zmysłowością 

przynajmniej  przez  dwa  najbliŜsze  tygodnie?  Pracowała  cięŜko  przez  kilka 
ostatnich  lat,  chyba  więc  zasłuŜyła  na  odrobinę  relaksu.  Skoro  juŜ  wpadła  w 
pułapkę  zastawioną  przez  Jareda,  to  powinna  wynieść  z  zaistniałej  sytuacji  jak 
największą korzyść. 

Uśmiechnęła się do własnych myśli. 

„Czemu nie?” - powtórzyła, nim na dobre nie pogrąŜyła się we śnie. 

 

* * * 

 

Obudziło ją ostre światło dnia. Z werwą zabrała się do codziennych zajęć, ze 

wzrastającą  niecierpliwością  oczekując  nadchodzących  tygodni  z  Jaredem.  Lecz 
jeszcze wtedy nawet przez myśl jej nie przeszło, Ŝe mogłaby się zakochać. 

Poprosiła Annę, aby zajmowała się galerią, tak jakby stanowiła jej własność, 

i pokrótce wyjaśniła cel wycieczki, na którą się wybierała. Pamiętając, jak surowo 
Anna  oceniała  Jareda,  Karla  nie  wspomniała  ani  słowem,  Ŝe  malarz  będzie  jej 
towarzyszył w charakterze przewodnika… i kochanka. 

-  Ale  kiedy  wpadłaś  na  tak  szalony  pomysł?  -  dociekała  asystentka.  - 

Wczoraj nie wspomniałaś o tym ani słowem. 

Karla zamarła. 

-  To  była  szybka  myśl,  szybka  decyzja  -  odparła  zdawkowo,  nie  chcąc 

kłamać, poniewaŜ w gruncie rzeczy bardzo nie cierpiała kłamstwa. 

- Dlaczego teraz, dlaczego tak nagle? 

Kobieta  uśmiechnęła  się  z  zadowoleniem,  Ŝe  na  to  pytanie  moŜe  udzielić 

wyczerpującej i prawdziwej odpowiedzi. 

background image

-  Teraz  jest  najodpowiedniejsza  pora.  Dokonam  krótkiego  rekonesansu, 

zanim  zacznie  się  przedświąteczna  sprzedaŜ,  i  zobaczysz,  Ŝe  doświadczenie  oraz 
wiedza, jakie zdobędę, zwiększą nasze obroty. MoŜe znajdę teŜ kilka unikatowych 
przedmiotów,  w  sam  raz  nadających  się  na  świąteczne  prezenty,  i  nasze  zyski 
wzrosną nawet dwukrotnie. 

Anna 

zrozumiała 

przyczyny 

wyjazdu 

Karli 

uśmiechnęła 

się 

porozumiewawczo. 

- Będę broniła naszego frontu, a ty jedź na zwiady. Przyjemnej zabawy. 

-  Mam  nadzieję,  Ŝe  będzie  przyjemna  -  zaśmiała  się  Karla,  mając  wielką 

ochotę  dobrze  się  zabawić.  Tak  bardzo  była  tego  pewna,  Ŝe  za  kaŜdym  razem, 
kiedy  jej  wzrok  zatrzymywał  się  na  wielkim  płótnie,  uśmiechała  się  do  własnych 
myśli,  odnosząc  wraŜenie,  Ŝe  ciemne  oczy  dziadka  Ja-reda  spoglądają  na  nią  z 
aprobatą. 

W pewnej chwili wraz z uśmiechem Karla przesłała duchowi dumnego starca 

wiadomość,  Ŝe  jego  wnuk  potrzebuje  dobrej  lekcji  na  temat  traktowania 
współczesnych  kobiet  i  Ŝe  ona  mu  jej  udzieli.  I  nagle  odniosła  dziwne  wraŜenie, 
chociaŜ  zdawała sobie  sprawę  z nierealności tej  sytuacji,  Ŝe  starzec odpowiedział, 
Ŝ

e jego wnuk potrzebuje nie lekcji, a zrozumienia, towarzystwa i miłości. 

Karla  wpatrywała  się  uwaŜnie  w  ciemne  oczy  sportretowanego  męŜczyzny, 

które  zdawały  się  jaśnieć  nie  tyle  refleksami  olejnej  farby,  ile  ukrytym  w  nich 
Ŝ

yciem. Wreszcie, odwracając wzrok, roześmiała się niepewnie, mrucząc: 

- Tego rodzaju irracjonalne głupoty odpowiadałyby bardziej Alicji i Andrei, 

niŜ mnie. 

Jednak nie pozbyła się łatwo niezrozumiałego lęku. 

Zdziwiła  się,  Ŝe  Jared  ani  nie  zaszedł  do  galerii,  ani  nie  zadzwonił.  Była 

zaskoczona  tym  brakiem  wiadomości  od  Cradowga,  wmawiała  sobie  jednak,  Ŝe 
widocznie  jest  bardzo  zajęty  przygotowaniami  do  podróŜy.  Przekonała  się  przy 
tym, Ŝe brakuje jej głosu Jareda. 

Pakując  wieczorem  rzeczy,  zapewniała  siebie,  Ŝe  powinna  być  wdzięczna 

Jaredowi,  iŜ  nie  przeszkadza  jej  w  tak  pracowitym  dniu.  Nie  mogła  jednak 
zagłuszyć  uczucia  osamotnienia,  które  ją  ogarnęło.  Ukradkiem  spoglądała  na 
telefon, ale milczał przez cały czas. Tb przykre doznanie nie opuściło Karli aŜ do 
rana. 

background image

Kiedy około siódmej zadźwięczał dzwonek, Karla była juŜ ubrana i gotowa 

do wyjazdu. ChociaŜ przygotowywała się na tę chwilę przez całą noc, zdumiało ją 
uczucie  paniki,  którego  doznała  na  dźwięk  dzwonka.  Otworzywszy  drzwi, 
oniemiała. 

Ubrany  w  ciasne  dŜinsy,  sportowe  buty,  szarą  koszulkę  i  starą  marynarkę, 

Jared wyglądał wystarczająco dobrze, by moŜna go było owinąć białym papierem i 
przeznaczyć na gwiazdkowy podarunek. 

Karla  otworzyła  drzwi  szerzej,  czując  nieodparte  pragnienie,  aby  sprawić 

sobie ten prezent pod choinkę. 

-  Dzień  dobry,  jestem  gotowa  -  przywitała  się  swobodnie.  -  ChociaŜ  cały 

czas się zastanawiałam, czy moje starania nie okaŜą się daremne. 

Jared stanął w drzwiach, tarasując swym ciałem całe wejście. 

- Dlaczego? 

Kobieta  wzruszyła  ramionami,  czekając,  aŜ  wejdzie.  Cradowg  przyjrzał  się 

jej uwaŜnie i na jego twarzy pojawił się wyraz aprobaty dla stroju, który miała na 
sobie; bawełnianej wygodnej tuniczki i oliwkowo-szarych ciepłych getrów. 

-  Kiedy  nie  dawałeś  znaku  Ŝycia  przez  cały  dzień,  pomyślałam… 

Zastanawiałam  się,  czy  czasem  nie  zmieniłeś  zdania  i  nie  zrezygnowałeś  z 
wycieczki. 

-  Doprawdy?  -  uśmiechnął  się  ironicznie.  -  CzyŜbyś  sądziła,  Ŝe  warunki, 

które mi postawiłaś, mogą mnie zniechęcić? 

Karla zaśmiała się beztrosko. 

- Nie, Jared, nie sądzę, Ŝebyś zrezygnował z czegokolwiek, nawet z mojego 

nędznego towarzystwa. 

-  Dobrze  myślisz,  bo  ja  nigdy  nie  rezygnuję  -  zapewnił  malarz.  -  Miałem 

wiele  spraw  do  załatwienia  -  uśmiechnął  się  łagodnie.  -  Łącznie  z  wypełnianiem 
twoich Ŝądań. 

- Zarezerwowałeś oddzielne pokoje? - ucieszyła się Karla. 

Cradowg powoli skinął głową. 

- Skoro juŜ przyjmuję polecenie, to wypełniam je dokładnie. 

Spojrzała na niego ze zdumieniem. 

background image

- CzyŜbyś zamówił teŜ oddzielne stoliki? - Brwi Jareda zadrgały. 

- Nie wykorzystuj swojej pozycji, skarbie, bo moŜesz się przeliczyć. Czy nie 

lepiej, abyśmy kontynuowali nasze docinki po drodze? 

- Ty tu jesteś przewodnikiem - odparła Karla. - Więc prowadź! 

ZałoŜyła torebkę na ramię i przewiesiła przez nią Ŝakiet. 

- Będziesz potrzebowała czegoś cieplejszego - zauwaŜył Jared, wskazując jej 

okrycie. - O tej porze roku noce są bardzo chłodne. 

- Dobrze - zgodziła się Karla, podchodząc do szafy z ubraniami i wyjmując 

ciepły płaszcz. - A co z innymi dodatkami? Okularami, kapeluszem, szalem…? 

-  Nie  sądzę,  abyś  tego  potrzebowała.  Czy  to  cały  twój  bagaŜ?  -  męŜczyzna 

wskazał dwie torby stojące w pobliŜu drzwi. 

- Tak. Dlaczego pytasz? - Karlę zastanowiło zaciekawienie Jareda. 

-  Dlaczego?  -  powtórzył  Cradowg  ze  śmiechem.  -  Dlatego,  Ŝe  mnie 

zadziwiasz!  WyjeŜdŜamy  na  dwa  tygodnie,  a  ja  nie  przypominam  sobie,  Ŝebym 
znał jakąkolwiek kobietę, której wystarczyłoby na taki długi okres mniej niŜ cztery 
olbrzymie torby bagaŜu! Lubię kobiety, które potrafią normalnie podróŜować. 

Uniósł  torbę  z  taką  lekkością,  jakby  nic  nie  waŜyła,  i  wyszedł  do  ogrodu. 

Karla  po  raz ostatni rozejrzała  się po  mieszkaniu  i  zamknąwszy  drzwi,  ruszyła  ze 
swym towarzyszem. 

Załadowali bagaŜ do wielkiego samochodu Jareda i ruszyli w stronę… 

Właśnie, zastanowiła się Karla, dokąd ruszyli? 

- Dokąd jedziemy? - spytała, spoglądając wyczekująco na malarza. 

- W tobie jest coś szczególnego, wiesz? - obserwujący autostradę męŜczyzna 

zerknął na Karlę. 

- To znaczy co? - zaciekawiła się. 

Uśmiechnął się nieznacznie, lecz bardzo znacząco. 

- Na przykład ufność, jaką we mnie pokładasz. Ruszyłaś ze mną w nieznane, 

a  przecieŜ  mogę  cię  wywieźć  na  pustkowie  i  zrobić  z  tobą  to,  na  co  będę  miał 
ochotę. 

background image

Przyjmując  słowa  Jareda  powaŜnie,  Karla  przypatrywała  mu  się  niepewnie 

przez kilka chwil. 

- Nie - potrząsnęła głową. - Stać cię na perfidniejsze pomysły niŜ ten. 

Gromki śmiech Cradowga wypełnił wnętrze wozu. 

- Jak juŜ mówiłem, jest w tobie coś szczególnego, a twoje poczucie humoru 

nie jest wcale takie złe. 

Karla  odetchnęła  zadowolona  i  uspokojona. 

Czuła  się  wyśmienicie,  mając  przed  sobą  długą  podróŜ  w  nieznane  u  boku 

tego męŜczyzny. 

„Ten męŜczyzna” dostrzegł jej swobodę, bo kiedy odezwał się ponownie, w 

jego głosie pojawiła się nuta zaŜyłości. 

- Mam cię zapoznać z całą trasą, czy teŜ wolisz dowiadywać się codziennie o 

kolejnych etapach? 

Rozmyślała  chwilę  nad  odpowiedzią,  a  czując  skrycie  Ŝądzę  przygód, 

zdecydowała się na drugi wariant. 

-  Wolę  dowiadywać  się  o  kolejnych  etapach.  Od  lat  nie  miałam  wakacji  i 

jestem w nastroju do niespodzianek. 

-  Dobra  -  Jared  uśmiechnął  się.  -  Oto  kurs  na  dzisiaj.  Jedziemy  przez 

Pustynię Barw, następnie przez Skamieniały Las, później mamy faktorię handlową 
Hubbleya,  a  naszym  ostatnim  przystankiem  będzie  kanion  de  Chelleya.  Noc 
spędzimy w zajeździe Thunderbird… - zerknął ukradkiem na towarzyszkę. - I jak 
ci się to widzi? 

- Ambitny plan i interesujący - zaśmiała się cicho. - Czy wystarczy nam dnia, 

aby obejrzeć te wszystkie miejsca? 

-  Wszystkie  z  wyjątkiem  kanionu.  Jadąc  zgodnie  z  planem,  powinniśmy 

dotrzeć tam dopiero po zachodzie słońca, chyba Ŝe… 

Karla potrząsnęła głową w proteście, nim dokończył zdanie. 

-  Nie  mam  zamiaru  nigdzie  się  śpieszyć.  O  ile  pamiętasz,  jedynym  celem 

wyprawy jest to, bym poznała Zachód i jego sztukę. 

- Jasne - skinął głową Jared. - A propos twojej wzmianki o Zachodzie, jestem 

pewien, Ŝe będziesz zadowolona z niespodzianek, jakie ci przygotowałem. 

background image

- Jakich niespodzianek? - zapytała zaintrygowana. 

- Wolałbym raczej ci je pokazać, niŜ o nich opowiadać… - Jared zawahał się, 

jakby  zamierzał  wyjawić  swoje  tajemnice,  jednak  niespodziewanie  zmienił  temat 
rozmowy. 

- Dlaczego nie miałaś od lat wakacji? 

Karla odparła bez zastanowienia, poruszona zmianą głosu Cradowga. 

- Bo nie miałam ani czasu, ani pieniędzy. 

-  Rozumiem  -  mruknął  Jared,  zamyślając  się  na  kilka  minut,  po  czym 

poruszył kolejny trapiący go problem: - Przez te lata byłaś w szkole? 

Tym razem zastanowiła się nad odpowiedzią. 

- Nie przez cały czas. 

-  Więc  co  robiłaś,  skoro  miałaś  tyle  zajęć  i  tak  mało  pieniędzy,  by  nie 

pozwolić sobie choćby na najtańsze wakacje? 

Pierwszą  odpowiedzią,  jaka  przyszła  Karli  na  myśl,  było  to,  Ŝe  jej  Ŝycie 

przyszłe i przeszłe nie powinno go nic obchodzić. 

Jednak  wpatrując  się  w  pustynne  tereny,  ciągnące  się  po  obu  stronach 

autostrady, Karla poczuła taki spokój i pewność siebie, Ŝe zdecydowała się ujawnić 
prawdę. Spojrzała na siedzącego obok męŜczyznę. 

- Byłam zapracowana i biedna, bo utrzymywałam męŜczyznę. 

Jared  drgnął,  jakby  poraził  go  prąd.  Karla  uśmiechnęła  się  nieznacznie, 

widząc,  Ŝe  tak  zaszokowała  go  jej  odpowiedź.  Ryzykując  utratę  kontroli  nad 
pojazdem, Jared odwrócił głowę i spojrzał oszołomiony na swą towarzyszkę. 

- Co robiłaś?! 

-  Chyba  słyszałeś.  Ale  jeŜeli  ci  to  nie  przeszkadza,  wolałabym  o  tym  nie 

rozmawiać. 

Karla  miała  jednak  niewielką  nadzieję,  Ŝe  Cradowg  usłucha  tej  prośby. 

Nerwowy śmiech Jareda odebrał ją zupełnie. 

-  Nie  ma  mowy!  Nie  moŜesz  czynić  prowokacyjnych  wzmianek,  a  później 

Ŝą

dać, abyśmy o tym nie rozmawiali! 

background image

Jared  miał  rację,  niestety.  Obwiniając  się  za  własną  nieostroŜność,  która 

podsyciła jego ciekawość, Karla wpatrywała się smutno w profil męŜczyzny. 

- To niezbyt przyjemna historia - ostrzegła. 

-  Nie  przejmuj  się,  twoje  opowiadanie  urozmaici  nam  kilkanaście  nudnych 

mil drogi. 

Kobieta  westchnęła,  zapytując  siebie,  dlaczego  kontynuuje  bolesne 

wynurzenia,  dlaczego  z  lekkomyślnością  wpada  w  sidła  Cradowga.  Oparła  się 
wygodnie o fotel i zaczęła: 

- Dobrze, ale nie mów później, Ŝe cię nie ostrzegałam. I pamiętaj, koncentruj 

się trochę na drodze, bo w przeciwnym razie moŜesz mieć mnie na sumieniu. 

- Boisz się? 

- Trochę. 

- Nie musisz. Będę uwaŜał. Zaczynaj - ponaglił podekscytowanym głosem. 

Karla  opowiadała  dotąd  o  swoim  prywatnym  Ŝyciu  i  smutnych 

wspomnieniach jedynie Andrei i Alicji, z nikim innym nie czując takiej zaŜyłości, 
jak z przyjaciółkami. Wahała się wciąŜ, co powiedzieć, ale po kolejnym ponagleniu 
Jareda, usłuchała. 

Monotonnym,  beznamiętnym  głosem  opowiedziała  o  swoim  niezbyt 

romantycznym  związku.  Skończywszy  odwróciła  twarz  do  okna  i  przypatrywała 
się pustyni równie smutnej jak jej myśli. 

Cradowg  słuchał  w  milczeniu,  nie  przerywając  ani  razu.  Wreszcie,  kiedy 

milczenie  przedłuŜało  się  ponad  miarę,  odezwał  się  z  niedowierzaniem, 
zainteresowany drobnym szczegółem Ŝyciorysu Karli. 

- Powiedziałaś, Ŝe miałaś tylko jednego kochanka? 

Kobieta spojrzała na niego lodowatym wzrokiem. 

-  Tak  właśnie  powiedziałam.  Chyba  nie  czyni  to  ze  mnie,  jak  to  określiłeś, 

flirciary? 

- Nie byłaś z męŜczyzną od sześciu lat?! 

-  Obecnie  kończy  się  siódmy  rok.  -  Karla  z  trudem  zachowywała  spokój.  - 

Nie  odnajdywałam  większej  przyjemności  w  kopulacji,  więc  przez  ten  okres  nie 
zamartwiałam się, Ŝe stracę coś niezwykle waŜnego. 

background image

-  Uaa!  -  jęknął  z  zadowoleniem  Jared.  -  Kochanie,  uspokój się.  Ten gnojek 

naprawdę  zrobił  z  ciebie  kłębek  nerwów,  co?  -  Zanim  zdąŜyła  odpowiedzieć, 
malarz  dodał  łagodnie:  -  Ten  cholerny  dupek  zranił  twoje  uczucia,  naruszył  twój 
szacunek do samej siebie. 

Troska  brzmiąca  w  głosie  męŜczyzny  wycisnęła  z  oczu  Karli  strumień  łez. 

Zdumiona tak gwałtowną reakcją, uśmiechnęła się smutno i zauwaŜyła z humorem: 

- I dodaj, Ŝe zagmatwał teŜ moje sprawy finansowe. 

Cradowg  zerknął  na  swą  towarzyszkę.  Ujrzawszy  jej  zapłakaną  twarz, 

zacisnął nerwowo szczęki. 

- Przepraszam, wyprowadziłem cię z równowagi - głos Jareda zabrzmiał zbyt 

miękko  jak  na  bezwzględnego  męŜczyznę,  wykorzystującego  kobiety  bez 
skrupułów. - Ale jestem zadowolony, Ŝe mi o tym opowiedziałaś - uśmiechnął się 
łagodnie. - A w przyszłości chciałbym usłyszeć coś o twoich przyjaciołach, Andrei, 
Alicji  i  Seanie.  Opowiada  łaś  o  nich jako  o  miłych  ludziach.  Myślę,  Ŝe  mógłbym 
ich polubić. 

Radosny  skurcz  serca  wyrwał  Karlę  z  odrętwienia.  I  chociaŜ  w  jej  umyśle 

tkwił wciąŜ obraz Jareda, namalowany ponurymi barwami przez Annę, odparła bez 
wahania: 

- Sądzę, Ŝe oni teŜ mogliby cię polubić. Ja zaś będę szczęśliwa, opowiadając 

ci o nich… w przyszłości. 

Cradowg uśmiechnął się. 

- To świetnie. Muszę teraz uwaŜać na drogę. 

Zjechał z autostrady na podrzędną drogę, biegnącą w głąb pustyni. 

-  Kierujemy  się  teraz  do  pierwszego  miejsca  naszego  przeznaczenia,  do 

Skamieniałego Lasu. OdpręŜ się i podziwiaj prawdziwy stary Zachód. 

 

 

 

background image

Rozdział ósmy

 

 

Wjechali do Narodowego Parku Petrifield Forest południową bramą, kierując 

się  prosto  do  Muzeum  Leśnej  Tęczy.  Kiedy  Karla  ujrzała  ekspozycję  skamielin, 
zrozumiała,  co  Jared  miał  na  myśli,  uŜywając  zwrotu  „stary  Zachód”. 
Zachwyconym wzrokiem przyglądała się geologicznym eksponatom, skamieniałym 
roślinom,  zrekonstruowanym  szkieletom  pradawnych  zwierząt,  Cradowg  zaś, 
pamiętając o swojej roli przewodnika, przystąpił do udzielania wyjaśnień. 

Dawno  temu,  przed  potopem,  ten  suchy,  płaski  kraj  był  całkowicie 

porośnięty  bujną  roślinnością,  ogromnymi  paprociami  i  olbrzymimi  drzewami, 
podobnymi do sosen, pomiędzy którymi uwijały się dinozaury, jaszczury podobne 
do  krokodyli,  olbrzymy  Ŝywiące  się  rybami  i  wiele  innych  zwierząt,  znanych 
jedynie z wykopalisk. 

Wolno  przechodzili  od  jednej  ekspozycji  do  drugiej  i  chociaŜ  Karla 

zafascynowana była widokiem skamieniałych drzew, odciśniętych w skale muszli, 
oraz  drobnych  Ŝyjątek,  zatopionych  w  bursztynie,  to  jednak  chciwie  chłonęła 
zmysłowy, łagodny głos Jareda. 

-  Kiedy  nadszedł  wielki  potop  -  kontynuował  męŜczyzna  -  drzewa  obalały 

się  niczym  słomki,  zalewane  falami,  pokrywane  błotem,  mułem  i  popiołem 
wulkanicznym; ta pokrywa odcięła całkowicie dopływ tlenu, więc drewno, zamiast 
butwieć  i  gnić,  spalało  się  wolno  kamieniejąc…  -  Cradowg  zaprowadził  swą 
towarzyszkę  do  Wielkich  Pni,  nieduŜej  dolinki,  na  dnie  której  spoczywały  w 
nienaruszonym  stanie  ogromne  kamienne  drzewa,  wyglądem  przypominające 
wypolerowane drewno, lecz w dotyku twarde jak skała. - I to wszystko zdarzyło się 
dwieście milionów lat temu. 

-  Dwieście  milionów  lat  temu!  -  zawołała  oszołomiona  kobieta,  dotykając 

skamielin. 

- Tak - Jared uśmiechnął się wyrozumiale. - Jednak ten pradawny las stanowi 

integralną część współczesnego Zachodu. 

Z muzeum pojechali dwadzieścia mil drogą na zachód biegnącą przez park. 

Zatrzymywali  się  kilkakrotnie,  aby  Karla  mogła  obejrzeć  kolejne  egzemplarze 
zwalonych skamieniałych drzew. 

background image

Przystając  na  parkingu  kolejny  raz,  Jared  uśmiechnął  się  tajemniczo  i 

wyciągnął  z  bagaŜnika  lornetkę.  Nie  udzielił  jednak  przyjaciółce  Ŝadnych 
wyjaśnień, poprowadził ją natomiast nad ogrodzony mroczny kanion, z dna którego 
wyrastała  niesamowita  iglica  skalna.  Wskazując  ją,  malarz  polecił  Karli,  aby 
przyjrzała się jej dobrze przez lornetkę. 

Przez kilka minut nie widziała nic, prócz rozmazanej szarości, nie potrafiąc 

wyregulować  ostrości.  Wreszcie  Karli  udało  się  nastawić  odpowiednią  ostrość. 
Jęknęła  z  zachwytu.  Widok,  który  ujrzała,  był  dla  niej  prawdziwą  niespodzianką, 
zwłaszcza  Ŝe  Jared  przezornie  nie  dał  jej  czasu  na  przeczytanie  tabliczki 
informacyjnej umieszczonej przy wjeździe na parking. 

-  Jakie  to  wspaniałe!  -  zawołała,  opuszczając  lornetkę,  gdy  obejrzała  juŜ 

dokładnie skalne malowidła. 

-  Wiedziałem,  Ŝe  ci  się  spodobają  -  stwierdził  rzeczowo  jej  towarzysz.  - 

Nazywają to Skalną Gazetą. Nic o niej nie wiemy, z wyjątkiem tego, Ŝe liczy kilka 
tysięcy  lat  -  uśmiechnął  się.  -  Ale  znów  jest  to  integralna  część  współczesnego 
Zachodu. 

-  Jakie  to  fantastyczne.  -  Karla  ponownie  spojrzała  w  głąb  kanionu.  - 

Malowidła niektórych zwierząt są wprost niewiarygodnie realne! 

Skupiła  uwagę  na  wizerunku  dzikiego  kota,  po  czym  popatrzyła  w 

zamyśleniu na męŜczyznę. 

- Zastanawiam się, jacy byli ludzie, którzy to stworzyli. 

- Myślałem juŜ o tym i mam własny pogląd na tę sprawę. - Jared zaśmiał się 

cicho.  -  Najzabawniejsze,  Ŝe  moja  teoria  nie  moŜe  być  ani  potwierdzona,  ani 
obalona. 

- I jakie wyciągnąłeś wnioski? - Karla raz jeszcze przyjrzała się fascynującej 

Skalnej Gazecie. 

Cradowg wyjął lornetkę z dłoni kobiety i spojrzał na powierzchnię iglicy. 

-  Sądzę,  Ŝe  nie  róŜnili  się  zbytnio  od  nas.  Umyślnie  lub  nieumyślnie 

pozostawili na tych skałach spuściznę przyszłym pokoleniom. - Opuścił lornetkę i 
uśmiechnął się. - Do diabła, wszystko, co o nich wiemy, to to, Ŝe lubili graffiti. Tak 
- zamruczał, patrząc w oczy Karli - sądzę, Ŝe byli prawie tacy jak my. Śmiali się, 
bali, kochali, spędzali ze sobą całe lata, dobre i złe. A kiedy któreś z nich umierało, 
zastanawiali  się  nad  sensem  Ŝycia,  ich  pytania  zaś  były  podobne…  do  pytań 
współczesnych nam ludzi, Ŝyjących tysiące lat później. 

background image

Karla  słuchała  uwaŜnie,  porównując  filozofującego,  trochę  romantycznego 

Jareda  z  bezwzględnym  facetem  opisanym  przez  Annę.  Nie  potrafiła  w  tej  chwili 
powiedzieć,  jaki  on  jest  naprawdę.  Wiedziała,  Ŝe  w  Jaredzie  kryje  się  wiele 
nieznanych  uczuć  i  wartości,  ale  czy  w  kaŜdej  osobowości  nie  moŜna  znaleźć 
czegoś  pięknego  i  pociągającego?  Czy  romantyk  nie  moŜe  być  człowiekiem 
bezwzględnym, a filozof - kłamcą? 

Kobieta drgnęła, wyrwana z rozmyślań pytaniem Cradowga: 

- O czym tak dumasz? 

Karla  poczuła,  jak  pieką  ją  policzki.  Spojrzała  lękliwie  w  ciemne  oczy 

męŜczyzny. 

-  Przepraszam,  nie  chciałam…  -  Spuściła  wzrok  i  nieoczekiwanie  znów 

spojrzała  na  Jareda.  -  Myślałam  o  tym,  co  powiedziałeś.  -  Uniosła  lekko  brwi.  - 
Czy wszystko przyjmujesz w taki osobisty sposób? 

Malarz uśmiechnął się ciepło. 

- Podpowiada mi doświadczenie zgromadzone przez poprzednie pokolenia. 

Karla  zaniepokoiła  się.  W  wyjaśnieniu  Jareda  jak  echo  odbijały  się 

irracjonalne teorie, wyznawane przez Andreę i Alicję. Karla zbyt mocno tkwiła w 
teraźniejszości, aby mogły jej się podobać koncepcje cykliczności Ŝycia, kolejnych 
wcieleń  czy  wspólnego  dla  wszystkich  ludzi  doświadczenia,  gromadzonego  przez 
miliony istnień ludzkich od zarania dziejów. 

CzyŜby  męŜczyzna,  z  którym  zdecydowała  się  mieć  romans,  wierzył  w  te 

ezoteryczne bajki? 

Myśl ta była niepokojąca i wymagała powaŜnego rozwaŜenia. 

Kobieta  automatycznie  podąŜyła  za  Jaredem,  kiedy  ten  skierował  się  do 

samochodu. Drgnęła, gdy nieoczekiwanie ujął jej dłoń i splótł ich palce. Spojrzała 
na towarzysza ze zdziwieniem. 

- Masz jakieś obiekcje? 

- Obiekcje? - Karla zadygotała. Jak mógłby jej się nie podobać taki czuły, tak 

delikatnie podniecający dotyk. Podobało się, odparła więc szczerze: 

- Nie mam Ŝadnych. 

- To dobrze. 

background image

Ze  zdumieniem  odkryła,  Ŝe  tak  zwyczajny  fakt,  jak  zetknięcie  się  dłoni, 

napełniał  jej  ciało  rozkoszą  i  uczuciem  błogości,  jakich  jeszcze  nigdy  nie 
doświadczyła. Zadała sobie pytanie, jakie doznania przyniosłoby pełne zbliŜenie z 
nim, skoro juŜ samo dotknięcie dłoni Jareda dostarczało jej tyle przyjemności? 

Rozmyślając  o  tej  obiecującej  perspektywie,  zadygotała  z  podniecenia  i 

ukradkiem  zerknęła  na  męŜczyznę.  Zmieszała  się,  widząc,  Ŝe  obserwuje  ją 
uwaŜnie. Karla stwierdziła, Ŝe ma więcej problemów, niŜ jest skamieniałych drzew 
w parku narodowym. 

Cradowg milczał, dopóki nie wsiedli do samochodu. 

- Masz jakieś problemy? - zapytał troskliwie. 

Problemy?  Powstrzymała  się  od  wybuchnięcia  śmiechem.  Gdyby  Jared 

wiedział, jakie ją gnębią problemy, 

Decyzja Karli sprzed dwóch dni była jasna i prosta: poświęci trochę czasu i 

zabawi  się  w  towarzystwie  Jareda.  Teraz  wszystko  uległo  zmianie,  malarz  stawał 
się w jej oczach coraz bardziej interesujący, zmysłowy, inteligentny... pociągający. 
Karli nie mógłby zadowolić teraz krótkotrwały romans. Czuła zagroŜenie, chociaŜ 
nie potrafiła wyjaśnić, skąd się ono bierze. 

-  Kłopocze  mnie  sposób,  w  jaki  pojmujesz  Ŝycie.  Nie  uznaję  teorii  o 

zbiorowej świadomości wszystkich ludzi i wspólnych doświadczeniach. 

- Wiesz dokładnie, jaką koncepcję uznaję - zauwaŜył z lekkim zdziwieniem. 

- Tego się obawiałam - jęknęła. - Wypowiadasz się niemal jak Alicja, Andrea 

czy Sean. 

Jared roześmiał się. 

- Czułem, z tego, co mi opowiadałaś, Ŝe muszą być powody, dla których twoi 

przyjaciele stali mi się bliscy. Oni takŜe interesują się egzogenezą Ŝycia? 

-  Czasem  -  zmarszczyła  brwi.  -  Jednak  na  ogół  zachowują  się  całkiem 

normalnie. 

- Co oznacza normalność? - zapytał Jared prostując się. - MoŜesz wyjaśnić, 

co rozumiesz przez pojęcie normalności? 

Karla poczuła, Ŝe jest przyparta do muru. Odparła ostroŜnie: 

background image

-  Niewiara  w  cykliczność  Ŝycia,  w  poprzednie  wcielenia  i  tę  zbiorczą 

ś

wiadomość. 

Cradowg uśmiechnął się szeroko. 

- Potrafisz to udowodnić? 

Kobieta spojrzała na towarzysza poirytowanym wzrokiem. 

-  Dobrze  wiesz,  Ŝe  nie.  A  czy  ty  masz  dowód  powracania  w  twoim  Ŝyciu 

doświadczeń z minionych wcieleń, co? 

-  Nigdy  nie  potrzebowałem  takiego  dowodu.  Mamy  chłonny  umysł  i 

fascynują mnie takie teorie, zwłaszcza jedna z nich… 

- Jaka? 

-  śe  dusze  małŜonków  w  kolejnych  wcieleniach  nawołują  się  wzajemnie, 

aby się znów połączyć - odparł spokojnie. - Czuję wołanie swojej duszy i wiem, Ŝe 
ty czujesz podobnie. 

Dusze  małŜonków!  Karla  była  wstrząśnięta  i  niepewna  własnych  odczuć. 

Dusze  małŜonków!  Słowa  te  poruszyły  ją  do  głębi.  Nie  chciała  przyjąć  ich  do 
wiadomości, ale musiała. Ona takŜe czuła wołanie swojej duszy. 

„To tylko pociąg płciowy,  zwykła,  silna  fizyczna fascynacja”  -  powiedziała 

sobie, potrząsając mocno głową. 

-  To  tylko  psychiczna  reakcja  na  obecność  drugiej  osoby,  Jared,  nie  ma  w 

tym nic mistycznego. 

- Łamiesz się, kochanie, i dobrze o tym wiesz. 

Pewność,  z  jaką  to  powiedział,  sprawiła,  iŜ  kobieta  straciła  zupełnie 

panowanie nad sobą i mocno przytuliła się do męŜczyzny. 

- Pragnę cię, Jared! 

- A ja ciebie kocham, Karlo. 

Oświadczył  to  z  całkowitym  spokojem.  Karla  odsunęła  się  i  spojrzała  na 

malarza  zdumiona.  Kiedy  minęła  pierwsza  chwila  oszołomienia,  ogarnęły  ją 
sprzeczne uczucia. 

Miłość. Ten męŜczyzna oznajmił ją, Ŝe ją kocha. 

background image

Dlaczego  to  powiedział?  PrzecieŜ  to  nieprawda.  A  moŜe?  Nie,  to 

niemoŜliwe. Byli dla siebie wciąŜ obcymi ludźmi, zaledwie się poznali. Nawet nie 
poszli jeszcze razem do łóŜka! To niemoŜliwe! A moŜe? Hmm, moŜe… 

-  CzyŜbyś  skamieniała  jak  te  prastare  drzewa?  -  zapytał  Jared,  przerywając 

rozterki Karli. 

Kobieta drgnęła i roześmiała się histerycznie. 

-  Nie  wierzę  ci!  -  zawołała,  rzucając  na  męŜczyznę  bolesne  spojrzenie.  - 

Jesteśmy  pośrodku  narodowego  parku…  i…  Jared,  po  prostu  nie  mogę  w  to 
uwierzyć! 

Uśmiech Cradowga był tak czuły, Ŝe Karla zapragnęła rozpłakać się. 

-  Oswoisz  się  z  tą  myślą,  skarbie.  -  Malarz  popatrzył na drogę.  -  Ale  lepiej 

juŜ jedzmy. 

Przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał z parkingu. 

- Porozmawiamy o tym później - obiecał z uroczym śmiechem. - Wieczorem, 

gdy zostaniemy sami. 

Przez  resztę  dnia  Karla  oswajała  się  z  myślą,  Ŝe  Jared  moŜe  ją  kochać. 

ChociaŜ zachwycała się magiczną grą świateł na Pustyni Barw, szarymi, róŜowymi 
i  czerwonymi  odcieniami  skał,  wyrastających  z  wydm,  chociaŜ  podziwiała 
rekonstrukcję  szkieletu  Gertie'ego,  jak  nazwano  plateozaura  odkrytego  w  1985 
roku  w  Chinde  Point,  to  jednak  nie  przestawała  myśleć  o  słowach  Jareda.  Miała 
wciąŜ w pamięci jego wyznanie miłości i obietnicę czegoś więcej, co miało się stać 
tego wieczoru. 

W konsekwencji Karla mówiła niewiele, nawet podczas obiadu, który zjedli 

w Centrum Zwiedzania, zaś Cradowg ograniczał się jedynie do opisywania tego, co 
zwiedzali. 

Nieoczekiwanie w drodze do faktorii Jared zagadnął: 

-  Mam  nadzieję,  Ŝe  nie  będziesz  się  juŜ  mnie  lękała,  jak  to  się  działo 

poprzednio. 

- Nigdy się ciebie nie obawiałam! - powiedziała drŜącym głosem. 

Uśmiechnął się czule. 

- Oczywiście, kochanie, z całą pewnością. 

background image

Nie  mając  argumentów,  by  się  bronić,  Karla  odwróciła  twarz  do  okna,  w 

milczeniu  przypatrując  się  ponurym  skałom  rezerwatu  Nawajów.  Wówczas 
przeszyła ją nagła myśl. 

Podczas ich drugiego spotkania Jared zapewniał, Ŝe zostaną kochankami, bo 

takie jest przeznaczenie.  Dwa dni temu  wyciągnął  wniosek,  Ŝe  Karla  musi  coś  do 
niego czuć, skoro jest zazdrosna. Przed paroma godzinami nagle wyznał jej swoją 
miłość.  Przez  cały  ten  okres  Karla  czuła  przejmujący  lęk  przed  nadciągającą 
„nieuchronnością losu". Czy istniał jakiś związek między przepowiednią Cradowga 
a jej strachem? 

Postanowiła o tym nie myśleć, czując narastający w głowie chaos. 

Dotarli  do  faktorii  handlowej  Hubbleya,  zbudowanej  w  ubiegłym  wieku  w 

samym  sercu  rezerwatu  Nawajów.  Zwiedzając  ciasne  pomieszczenia,  wypełnione 
artykułami spoŜywczymi, suszoną Ŝywnością, wyrobami Indian, rŜniętymi rogami i 
rzeźbionymi  kamieniami,  Karla  pomyślała,  Ŝe  towarzyszący  jej  męŜczyzna 
przypatruje się jej, niczym prawdziwy wygłodniały Indianin młodej squaw. 

Ignorując  narastające  podniecenie,  Karla  zastanowiła  się,  czy  gdyby  Jared 

miał  tak  bezwzględny  charakter,  to  uŜywałby  czarujących  słów,  całego  swojego 
wdzięku i marnował dwa tygodnie po to tylko, aby wykorzystać ją w krótkim akcie 
spółkowania… Całkiem moŜliwe. 

Poczuła,  Ŝe  ogarniają  niewypowiedziany  smutek.  Zaczęła  unikać  wzroku 

Cradowga w obawie, Ŝe wyczyta w jego oczach odpowiedź na dręczące ją pytania. 

- Dobrze się czujesz? 

Niski,  troskliwy  głos  zabrzmiał  tuŜ  nad  uchem  Karb.  Otrząsnęła  się, 

ogarnięta falą chłodu. 

-  Świetnie.  Jestem  tylko  trochę  zmęczona  -  odparła  pośpiesznie 

nienaturalnym głosem. - Ja… - zaczerwieniła się, widząc, Ŝe Jared się uśmiecha. -
Jest… hmm, jest raczej dość ciepło jak na listopad, prawda? 

-  Nie  w  Arizonie.  Teraz  jest  dosyć  przyjemnie,  ale  jeŜeli  zdaje  ci  się,  Ŝe 

słońce mocno przygrzewa, to poczekaj, a przekonasz się, jaka gorączka panuje tutaj 
w połowie sierpnia. 

-  O  ile  dotrwam  do  tej  pory  -  odparła  Karla,  mimowolnie  wypowiadając 

głośno swoją myśl. 

background image

- Widzę, Ŝe jesteś bardzo zmęczona. - MęŜczyzna złapał swą towarzyszkę za 

rękę i pociągnął ją w stronę samochodu. - Myślę, Ŝe dość zwiedzania, jak na jeden 
dzień. 

Bez słowa sprzeciwu podąŜyła za malarzem, bezwolna w uścisku Cradowga, 

ale szczęśliwa i bezpieczna. Kiedy puścił jej dłoń, aby otworzyć samochód, Karla 
poczuła się opuszczona i samotna. 

Gdy tylko usiadła w fotelu, uszło z niej całe podniecenie. UłoŜywszy głowę 

na oparciu, przymknęła oczy i starała się o niczym nie myśleć. Łagodne kołysanie 
pojazdu i szum silnika uśpiły Karlę, 

Przebudziła  się,  czując,  Ŝe  się  zatrzymali.  Ziewnęła,  wyprostowała  się  i 

rozejrzała półprzytomnie. 

Za  oknami  panował  mrok,  włączone  lampy  samochodu  oświetlały  wąską 

uliczkę  jakiejś  osady.  Była  sama.  Ziewnęła  ponownie,  zastanawiając  się,  gdzie 
zniknął Jared, lecz w tej samej chwili ujrzała go w świetle reflektorów. Wychodził 
z jednego z budynków. 

Cradowg uśmiechnął się, widząc, Ŝe jego towarzyszka juŜ nie śpi. 

- Lepiej się czujesz? - zapytał, siadając za kierownicą. - Gotowa do kolacji? 

- Tak - odrzekła, pokrywając uśmiechem zmieszanie i dezorientację. - Gdzie 

jesteśmy? 

Jared zapalił motor. 

- W zajeździe Thunderbird - wskazał na długi rząd motelowych pokoi. 

Podjechał na sam koniec uliczki i zaparkował. 

- Mamy pokoje po przeciwnych stronach. 

MęŜczyzna wniósł bagaŜe do jej pokoju i spojrzał pytająco. 

- Co o tym sądzisz? 

Pomieszczenie  nie  było  zbyt  wielkie,  lecz  przyjemnie  urządzone,  dość 

przytulne i czyste. 

- Bardzo tu miło. - Zajrzała do łazienki. - Czy jest w tym motelu restauracja? 

- Kafeteria. - Jared uśmiechnął się przepraszająco. - Nie oferują rozrywki, ale 

jest tam czysto i dają smaczne jedzenie. 

background image

-  Nie  potrzebuję  rozrywki,  Jared  -  zapewniła  Karla,  dopiero  po  chwili 

dostrzegając  dwuznaczność  swojej  odpowiedzi.  -  W  pełni  zadowoli  mnie  coś  do 
jedzenia  -  dodała,  modląc  się  w  duchu,  aby  jej  słowa  nie  zostały  opacznie 
zrozumiane. Znowu poczuła powracające drŜenie i niepokój. 

- Cieszy mnie, Ŝe nie jesteś rozczarowana. - Cradowg zerknął na zegarek. - 

Jest dziesięć po szóstej, a lokal zamykają o wpół do dziewiątej. Będziesz gotowa za 
godzinę? 

-  Gdyby  zachodziła  taka  potrzeba,  byłabym  gotowa  juŜ  za  kwadrans...  -

wyjaśniła  z  uśmiechem  Karla.  -  Ale  muszę  wziąć  prysznic  i  przebrać  się,  więc 
wykorzystam całą godzinę, jaką mi podarowałeś. 

Kafeteria  wyglądała dokładnie tak,  jak ją opisał  Cradowg.  Wielka  sala  była 

czysta, jasna i funkcjonalna, ale brakowało jej elegancji, właściwej wielkomiejskim 
lokalom.  Posiłki  ciepłe  i  dobrze  przyrządzone,  choć  nie  były  to  potrawy  dla 
smakosza. 

Wykąpana i przebrana Karla była zadowolona z kolacji, głównie dlatego Ŝe 

nie  rozmawiali  o  niczym  waŜnym.  Jeszcze  nie  zdecydowała,  jak  zareaguje  na 
jakiekolwiek zaloty ze strony Jareda. Początkowo sądziła, Ŝe Cradowg zaproponuje 
lampkę wina, aby wprowadzić miły nastrój, ale malarz rozwiał jej nadzieje. 

-  Musisz  zadowolić  się  jedynie  kawą  i  posiłkiem.  Na  terenie  rezerwatu 

zabroniona jest sprzedaŜ alkoholu. 

Całe  napięcie,  którego  Karla  pozbyła  się  podczas  kolacji,  powróciło,  gdy 

tylko wyszli z kafeterii i jasno oświetlonym korytarzem udali się do swoich pokoi. 
Spodziewała  się,  Ŝe  kiedy  zostaną  sami,  Jared  przystąpi  do  natarcia.  DrŜąc  z 
oczekiwania, pomyślała o ucieczce. Wiedziała jednak, Ŝe na odwrót jest juŜ trochę 
za późno. 

MęŜczyzna  szedł  w  milczeniu.  Karla  zastanawiała  się,  co  teŜ  jej  towarzysz 

obmyśla.  Grzecznie  otworzył  przed  nią  drzwi  i  skierował  się…  do  własnego 
pokoju. 

Oszołomiona  Karla  obserwowała,  jak  Cradowg  znika  za  rogiem.  Zdjęła 

Ŝ

akiet  i  połoŜyła  go  na  krześle.  Stanęła,  odwrócona  plecami  do  otwartych  drzwi, 

zamyśliła się. Przygotowywała się na wszystko, ale nie na taką obojętność. Ogarnął 
ją  niepohamowany  gniew.  Karla  była  wściekła  na  siebie,  na  swoje  rozbudzone, 
bezpodstawne oczekiwania i na Jareda, Ŝe tyle zrobił, by się do niej zbliŜyć, a teraz 
odszedł bez słowa. 

background image

Do diabła, nawet nie Ŝyczył jej dobrej nocy! 

Za  plecami  Karli  rozległ  się  nagle  cichy  odgłos  zamykanych  drzwi  oraz 

przyjemny męski głos: 

- Masz jeszcze ochotę na szklaneczkę wina? 

Wolno  odwróciła  głowę,  spoglądając  z niedowierzaniem  na uśmiechniętego 

męŜczyznę. Jared trzymał w jednej dłoni otwartą butelkę drogiego białego wina, w 
drugiej zaś dwie zwykłe, hotelowe szklanki. 

-  Sądziłam,  Ŝe  ten  towar  jest  niedostępny  w  rezerwacie  -  zaskoczona 

wskazała na butelkę. 

- Jedyne prawo, które respektuję, to moja wola. - MęŜczyzna uśmiechnął się 

zmysłowo, podając towarzyszce napełnioną do połowy szklankę. 

Karla  odruchowo  sięgnęła  po  wino,  lecz  go  nie  spróbowała.  Ostatnia 

moŜliwość,  jaką  brała  pod  rozwagę  w  minionych  dniach,  to  ta,  Ŝe  mogłaby  się 
zakochać. 

Spoglądając  ze  wzrastającymi  obawami  na  uśmiechniętego  wciąŜ 

męŜczyznę, czuła, jak robi się jej na przemian zimno i gorąco. 

Cradowg zdjął marynarkę i rzucił ją na krzesło, przybierając niedbałą pozę. 

Lecz  w  oczach  męŜczyzny  nie  błyszczała  jak  zwykle  moc.  Karla  dojrzała  na  ich 
dnie  niepewność  i…  bojaźń.  Ten  cień  niepewności  skradł  kobiecie  ostatnie 
złudzenie. 

Wzdychając cięŜko, musiała zaakceptować nieuchronność losu. 

Była beznadziejnie zakochana w Jaredzie Cradowgu. 

  

background image

Rozdział dziewiąty

 

 

-  Karlo,  kochanie,  co  się  stało?  -  zaniepokojenie  brzmiące  w  głosie  Jareda 

wyrwało kobietę z odrętwienia. - DrŜysz i zbladłaś. Jesteś chora? 

Cradowg zbliŜył się i wyjął szklankę z jej zamarłej ręki, 

- Kochanie, opowiedz mi, co się z tobą dzieje? 

-  Nie!  -  wybuchnęła,  spoglądając  na  męŜczyznę  błagalnym  wzrokiem, 

chociaŜ nawet nie wiedziała, o co miałaby go prosić. 

W  oczach  Cradowga  pojawiła  się  panika,  zbladł,  niepewny,  co  robić.  W 

niczym nie przypominał teraz tego aroganckiego człowieka, którego Karla poznała. 

ChociaŜ  w  głosie  malarza  nadal  brzmiała  władczość,  to  jednak  starał  się 

mówić jak najłagodniej. 

- Cholera, co się stało? - otoczył ramieniem talię kobiety i delikatnie przytulił 

jej  drŜące  ciało,  jakby  chcąc  ją  chronić  i  słuŜyć  całą  swoją  mocą.  -  Usiądź.  - 
Podprowadził  Karlę  do  łóŜka,  a  kiedy  usiadła  na  skraju  materaca,  zamruczał 
zatroskany: - Opowiedz mi, skarbie, co się stało. 

Zachowanie  Cradowga  było  tak  trudne  do  zrozumienia,  Ŝe  Karla  nie  mogła 

uwierzyć  w  to,  co  widzi  i  słyszy.  Po  raz  ostatni  spróbowała  oprzeć  się 
ogarniającemu  ją  uczuciu,  usiłowała  wzbudzić  w  sobie  wątpliwości,  wywołać 
obraz  Jareda,  stworzony  przez  Annę…  daremnie.  Nie  mogła  juŜ  utrzymywać 
Jareda  na  dystans,  nie  potrafiła  być  dla  niego  chłodna,  chciała  stać  się  obiektem 
jego miłości, partnerką, kochanką. 

-  Karlo!  Odpowiesz  mi?  Proszę,  co  się…  -  Cradowg  przerwał  i  zmruŜył 

oczy. - Znowu się mnie lękasz? - dopytywał się, oddychając cięŜko. 

Kobieta  uśmiechnęła  się  i  uwalniając  z  dłoni  Jareda  swoją  szklankę,  wolno 

wypiła łyk wina. 

-  Nie,  nie  lękam  się  ciebie.  -  Popatrzyła  znad  krawędzi  naczynia  na 

zatroskanego męŜczyznę, wolno odzyskując spokój. 

- Więc o co chodzi? Czujesz się chora czy wyczerpana? 

- Nie. - Karla ukryła swawolny uśmiech za szklanką z winem. 

background image

Czy  miała  mu  powiedzieć,  Ŝe  wręcz  przeciwnie,  czuje  się  nadzwyczaj 

pobudzona? 

„Czemu  nie?”  -  uśmiechnęła  się  do  swoich  myśli.  Z  wyjątkiem 

powściągliwości, nic nie powstrzymywało Karli do wyjawienia Jaredowi prawdy. 

- No więc, co… - zaczął Cradowg. 

- Chcę być z tobą, Jared. 

-  Co?  -  męŜczyzna  zesztywniał.  W  jego  oczach  zalśniła  nadzieja  i 

oszołomienie. 

Widok twarzy Cradowga zafascynował Karlę, ale nie zamierzała trzymać go 

dłuŜej w niepewności. Zbierając całą odwagę, oświadczyła dzielnie: 

- Chcę być z tobą. - Odstawiła szklankę i uniosła dłoń do twarzy męŜczyzny. 

- Kochaj się ze mną, Jared. 

- Och, Karlo - jęknął Cradowg, przyciskając dłoń kobiety do ust. - Ja takŜe 

ciebie pragnę. Nawet sobie nie wyobraŜasz, jak bardzo. 

DrŜała z niecierpliwości, kiedy powoli zbliŜał do niej swoje usta. 

Pocałunek  Jareda  był  wspaniały,  tak  róŜny  od  tych,  których  juŜ  doznała. 

Karla chłonęła słodycz ust męŜczyzny, a jego czułość, Ŝar, pragnienie i delikatność 
rozpaliły w niej takie poŜądanie, do jakiego wydawała się niezdolna. 

Rozchylając  usta,  Karla  zarzuciła  ramiona  na  szyję  męŜczyzny  i  kładąc  się 

na łóŜko, pociągnęła go za sobą. 

- Wolniej, kochanie, wolniej - szepnął. - Pragnę cię bardzo, ale nie chcę się 

ś

pieszyć  -  zamilkł,  łaskocząc  językiem  ucho  partnerki.  -  Chcę,  abyśmy  wspólnie 

przeŜyli nasz pierwszy raz. 

- Ale ja chcę - zaprotestowała szeptem, który stłumiły usta Jareda. 

- Ja teŜ cię pragnę - westchnął głęboko, unosząc głowę. - Ale chcę być z tobą 

długo,  całować  cię,  pieścić,  drŜeć  z  niecierpliwości,  kiedy  ty  będziesz  mnie 
pieściła.  Pragnę  odłoŜyć  moment  zespolenia,  dopóki  oboje  nie  będziemy  jęczeć  i 
błagać o to, póki poŜądanie nie rozsadzi naszych ciał. 

Karla uznała, Ŝe Jared jest jeszcze większym artystą, niŜ to sobie wyobraŜała. 

JuŜ  drŜała  w  odpowiedzi  na  erotyczne  obrazy,  które  nawiedziły  jej  myśli  pod 
wpływem jego pełnych pasji słów, czuła, jak ogień podniecenia trawi całe jej ciało. 

background image

Uśmiechnęła się zmysłowo: 

- Ja takŜe tego pragnę. 

Cradowg poruszył się z widoczną trudnością. 

- Pragnę cię widzieć… całą ciebie. 

- Dobrze… 

- Chcę, abyś na mnie patrzyła… - męŜczyzna wstrzymał oddech. 

-  Dobrze.  -  Karła  zsunęła  ramiona  z  szyi  Jareda  i  sięgnęła  do  najwyŜszego 

guziczka bluzki. 

-  Nie…  -  Jared  połoŜył  rękę  na  dłoni  kobiety.  -  Pozwól  mi  to  zrobić, 

kochanie - poprosił, gorąco całując partnerkę. 

Skinęła  głową.  MęŜczyzna  przerwał  pieszczotę.  podniósł  Karlę  z  łóŜka  i 

postawił naprzeciw siebie. Z okrutną powolnością zaczął rozpinać guziczki bluzki i 
zsuwać materiał z ramion Karli. 

Dotyk  palców  Jareda  rozpalił  w  niej  jeszcze  większy  ogień.  Podniecenie 

wzrastało,  kiedy  niecierpliwie  zdzierał  z  niej  resztki  ubrania.  Jej  ciało  płonęło 
niczym  Ŝywa  pochodnia.  Nie  wstydziła  się  swojej  nagości,  bez  zaŜenowania  i 
nieśmiałości spoglądała w zafascynowaną twarz Cradowga. 

-  Jesteś  piękna…  -  Jared  ze  świstem  wciągnął  powietrze.  -  Tak  bardzo 

piękna…  -  Oszołomiony,  badał  wzrokiem  całe  drŜące,  nagie  ciało  kobiety. 
Wreszcie niecierpliwym gestem chwycił swój pulower, aby go ściągnąć. 

- Pozwól, niech ja to zrobię… kochany - powstrzymała go szeptem Karla. 

Czynność  powtórzyła  się,  lecz  tym  razem  to  Karla  ze  wzrastającą 

ciekawością  odkrywała  muskularne  ciało  Cradowga,  badając  palcami  kaŜdą, 
nieznaną  dotąd  jego  część.  Oczy  kobiety  zalśniły,  kiedy  odsłoniła  nabrzmiałą 
męskość Jareda. 

-  Ty  takŜe  jesteś  piękny  -  szepnęła  z  przejęciem,  delikatnie  dotykając 

twardego ciała opuszkami palców. 

- O BoŜe! - jęknął, dygocąc pod dotykiem kochanki. - Karla… - Chwytając 

Karlę w ramiona, rzucił się z nią na łóŜko. - Kochaj mnie… Pozwól, niech ja ciebie 
kocham… 

background image

Ich  usta  odnalazły  się,  języki  złączyły.  Kobieta  poddała  się  ogarniającej  ją 

rozkoszy. 

Dawać i przyjmować miłość… 

Jared  przez  długie  chwile  pieścił  delikatnie  kaŜdy  centymetr  ciała  swej 

kochanki.  Karla  nie  doznała  nigdy  tak  subtelnych  podniet,  tak  czułych  pieszczot. 
To nowe odczucie było na tyle wstrząsające, Ŝe z oczu kobiety popłynęły łzy. 

- Dlaczego płaczesz? - zapytał Jared zdziwiony. - CzyŜbym uraził cię w jakiś 

sposób? 

-  Nie  -  zapewniła  pośpiesznie.  -  To  nie  jest  prawdziwy  płacz.  Ja…  - 

łagodnym  pocałunkiem  wypogodziła  czoło  męŜczyzny.  -  Jared,  ja  nigdy  nie 
sądziłam,  Ŝe  to  moŜe  być  takie  piękne,  cudowne.  Nigdy  nie  wiedziałam…  -  głos 
kobiety załamał się i resztę swych uczuć musiała wyrazić dłońmi. 

Jared wycałował końce palców Karli, dotykających jego ust, i uśmiechnął się 

łagodnie. 

-  Cieszę  się,  Ŝe  jestem  tym,  który  odkrywa  przed  tobą  piękno  miłości.  - 

Ucałował  kochankę  z  czułością  zapierającą  dech  w  jej  piersi,  z  czułością,  która 
wkrótce przeistoczyła się w niepohamowany wybuch Ŝądzy. 

Karla,  czując  się  swobodniej  i  bezpieczniej  niŜ  kiedykolwiek  w  Ŝyciu, 

odpowiadała  poŜądaniem  na  poŜądanie,  pieszczotami  na  pieszczoty,  Ŝarliwymi 
pocałunkami  na  jeszcze  Ŝarliwsze  pocałunki.  Pragnienie  wzrosło  w  niej  do  tego 
stopnia, Ŝe nie mogła juŜ dłuŜej znieść tych miłosnych tortur, połoŜyła się tak, by 
móc przyjąć kochanka, i wyszeptała błagalnie jego imię. 

Jared, przenosząc swe ciało pomiędzy nogi kobiety, zapytał z przekorą; 

- Skąd wiesz, Ŝe ja jestem gotów? 

- Bo zdaje mi się, Ŝe trwa to juŜ całą wieczność, a nie moŜna całą wieczność 

znosić bólu, jaki mnie rozsadza. 

Uniosła  biodra  i  przywarła  do  męŜczyzny.  Cradowg  delikatnie  pocałował 

partnerkę. 

- Minęło kilka lat, od kiedy po raz ostatni byłaś z męŜczyzną. Nie chciałbym 

zrobić ci krzywdy. 

Karla  poczuła,  Ŝe  do  jej  oczu napływają łzy  wzruszenia.  Pocałowała  Jareda 

łagodnie. 

background image

-  Wiem,  Ŝe  byś  nie  chciał  -  uśmiechnęła  się  ufnie,  wierząc,  Ŝe  będzie 

delikatny. 

Cradowg  wszedł  w  Karlę  wolno  i  ostroŜnie,  nieświadom,  Ŝe  zawładnąwszy 

jej ciałem, zawładnął takŜe jej duszą. 

Karla  szeptała  cicho  imię  kochanka,  aŜ  wreszcie,  nie  mogąc  wytrzymać 

cudownego bólu, opadła na plecy i poddała się spazmom rozkoszy. 

Po chwili usłyszała głośne westchnienia Jareda, które napełniły ją radością. 

 

* * * 

 

Dzień  był  jasny  i  ciepły,  a  Karla  szczęśliwa.  Opuściły  ją  wątpliwości  i 

niepokoje związane z osobą Jareda, przestała obawiać się przyszłości, zapomniała 
o przeszłości. 

- Jakie mamy plany na dzisiaj? - zapytała z uśmiechem.  

Siedzący  naprzeciwko  Cradowg  skończył  jeść  śniadanie  i  na  jego  twarzy 

pojawił się wyraz szczęścia i zadowolenia. 

-  Najpierw  kanion  de  Chelleya.  PoniewaŜ  w  okresie  zimy  i  jesieni  nie 

organizuje  się  zjazdów  na  jego  dno,  będziemy  musieli  podziwiać  go  z  platformy 
widokowej. Następnie pojedziemy do Doliny Monumentów, a stamtąd nad jezioro 
Powella, gdzie spędzimy noc. Jak to brzmi? - uniósł brwi pytająco. 

-  Świetnie  -  zapewniła  Karla,  dodając  w  myślach.  „Zwłaszcza  plany 

dotyczące noclegu”. Na jej ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. 

- Co cię tak bawi? - zaciekawił się Jared. 

- Nic… - Karla na próŜno starała się przybrać niewinną minę. 

- Okay, skarbie, chcę wiedzieć, co ma oznaczać ten intrygujący uśmiech. 

Kobieta  wiedziała  juŜ,  Ŝe  pod  maską  dociekliwości  i  władczości  kryje  się 

cichy, nieśmiały męŜczyzna. Ta wiedza dała jej siłę i… odwagę wyznania prawdy. 

- Cieszę się. 

background image

-  Z  czego?  -  Cradowg  zmarszczył  brwi,  usiłując  ukryć  błysk  nadziei  w 

oczach. 

- Z dzisiejszej nocy. 

Karla  wstrzymała  oddech,  oczekując  na  reakcję  malarza.  Jared  pozostał 

spokojny,  na  jego  twarzy  nie  drgnął  ani  jeden  mięsień,  usta  nie  zmieniły  wyrazu. 
Tylko  na  dnie  jego  ciemnych  oczu  zapłonęła  ogromna  radość.  Pod  wpływem 
impulsu  wyciągnęła  nad  stolikiem  dłoń,  ściskaj  ąc  rękę  Jareda  ze  zrozumieniem  i 
otuchą. 

Cradowg zamrugał powiekami. Zerknął na dłoń Karli i z czułością splótł ich 

palce, jednocząc się tym gestem z partnerką. 

Wzniosłość  owej  chwili  nie  uszła  uwadze  obojga.  Na  kilkanaście  sekund 

kłopoty  i  nieszczęścia,  cały  świat,  wszystko  pozostało  za  nimi,  istnieli  tylko  oni: 
Karla i Jared, zjednoczeni w swych sercach uczuciem bardziej intensywnym niŜ to, 
które rodzi zwykłe połączenie ciał. 

Czar  chwili  został  przerwany  dzwonieniem  filiŜanek  z  kawą  oraz  krokami 

kelnera. Kochankowie drgnęli i uśmiechnęli się do siebie ze zrozumieniem. 

- Jesteś gotowa do drogi? - zapytał Jared, ściskając mocniej dłoń kobiety. 

- Jestem gotowa na wszystko. 

Stojąc  na brzegu  platformy  widokowej  mieszczącej  się  na  skraju  przepaści, 

Karla poczuła zawroty głowy i lęk połączony z oczarowaniem. Spoglądała na dno 
kanionu,  ciągnące  się  kilkaset  stóp  niŜej.  Obok  stał  Cradowg,  który  nie 
zrezygnował z pełnienia roli przewodnika. 

-  Jak  widzisz,  kanion  jest  zamieszkały,  ale  wielu  Nawajów  opuszcza  go, 

kiedy zbliŜają się zimne miesiące. 

-  Dokąd  idą?  -  zapytała  automatycznie,  wpatrując  się  w  sterczącą  z  dna 

kanionu skałę o zaokrąglonych kształtach, zwaną Rio de Chelley. 

-  Do  własnych  domów,  które  pobudowali  na  górze  -  wyjaśnił  Cradowg  w 

zamyśleniu. - Na co tak patrzysz? 

Karla wskazała lśniące w dole pasemko rzeki i drzewa porastające jej brzegi. 

-  Jakie  to  dziwne  -  zauwaŜyła.  -  Nigdy  tu  przedtem  nie  byłam,  a  odnoszę 

wraŜenie, Ŝe rozpoznaję te skały i dolinę. 

background image

Jared  wybuchnął  gromkim  śmiechem,  nie  mogąc  się  uspokoić  przez  kilka 

sekund. 

-  Nie  ma  w  tym  nic  dziwnego.  PrzecieŜ  podziwiałaś  ten  widok  w  moim 

domu. 

Karla odnalazła w pamięci właściwe skojarzenie i spojrzała na towarzysza z 

niedowierzaniem. 

- Panorama kanionu wisząca nad kominkiem! - zawołała. - Tu malowałeś? 

-  Z  tej  platformy  -  przyznał,  Śmiejąc  się  ze  zdumionej  miny  Karli.  - 

Zastanawiałem się, czy to zauwaŜysz. 

-  Jak  mogłam  się  domyślić?  -  pokręciła  przecząco  głową  i  raz  jeszcze 

spojrzała w przepaść. - Malowałeś to z fotografii, prawda? 

- Nieprawda. 

Kobieta otworzyła szeroko oczy. 

- Malowałeś z natury, stojąc tak blisko stoku? 

- Właśnie. 

- Nie bałeś się? 

Jared nadal się uśmiechał, ale jego oczy były powaŜne. 

- Nawiedza mnie wiele obaw, ale na szczęście nie mam ani klaustrofobii, ani 

lęku wysokości. 

Karla  kochała  Jareda.  Kochała  gorąco  -  po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu.  Chciała 

poznać kaŜdy szczegół z Ŝycia kochanka, kaŜdy rys jego osobowości, kaŜdą cechę 
charakteru,  dlatego  zaciekawiła  ją  natura  lęków  Cradowga.  Chciała  juŜ  zadać 
niedyskretne pytanie, lecz ostroŜność powstrzymała ją w ostatniej chwili. Związek 
między Karlą a Jaredem nie był jeszcze zbyt silny. Cradowg wykazywał ogromną 
powściągliwość w wypytywaniu o Ŝycie kochanki, z wyjątkiem pytań dotyczących 
okresu jej celibatu. Karla obawiała się ulec pokusie nadmiernej ciekawości, aby nie 
zranić uczuć ukochanego i nie naruszyć łączącej ich delikatnej więzi. 

-  Ja  takŜe  nie  mam  lęku  wysokości  -  zauwaŜyła  więc  tylko,  wsiadając  do 

samochodu. - Dokąd jedziemy? 

Jared  wyjaśnił,  Ŝe  udadzą  się  na  drugi  kraniec  kanionu,  gdzie  wznosi  się 

oryginalne pueblo Nawajów - Anasazi, a później zwiedzą indiańskie wigwamy. 

background image

Ta  odpowiedź  nie  wystarczyła  jednak  Karli  i  metaforyczne  pytanie  „dokąd 

jedziemy?” nachodziło ją jeszcze parokrotnie. 

Po  spoŜyciu  obiadu  w  Thunderbird  Jared  zawiózł  Karlę  do  Doliny 

Monumentów. Był to geologiczny twór, który do złudzenia przypominał dzieło rąk 
ludzkich.  Karla  w  zachwycie  przyglądała  się  smukłym  kolumnom,  niewielkim 
kanionom i samotnym skałom o barwach od jasnego róŜu po ciemny brąz. 

Słońce  karmazynowo  zachodziło  nad  pustynią,  kiedy  jedli  kolację  w 

Kayenta.  Karla  po  raz  pierwszy  próbowała  oryginalnych  potraw  i  musiała 
przyznać, Ŝe smakują wyśmienicie. 

Przyjemnie zmęczeni, rozleniwieni smacznym posiłkiem, jechali do zajazdu 

Wahweape,  słuchając  muzyki  z  taśm.  Mimo  Ŝe  było  juŜ  zbyt  ciemno,  aby 
podziwiać  piękno  pobliskiego  jeziora  Powella,  Karla  czuła  się  zadowolona  i 
szczęśliwa, zmierzając do pokoju zamówionego przez Jareda. 

Tak jak poprzedniej nocy, Cradowg wniósł bagaŜe przyjaciółki do jej pokoju 

i opuścił Karlę, aby po upływie pół godziny powrócić z tą samą butelką wina. 

Wino  miało  cudowny  smak,  a  ich  miłość  -  nieporównywalny  Poddali  się 

szalonej  namiętności,  a  potem  Jared  ukołysał  kochankę  delikatnie,  jakby  była  z 
morskiej piany. 

Tej nocy rozumieli się bez słów, przypieczętowując uroki podróŜy. 

Spędzili  nad  jeziorem  dwa  cudowne,  choć  wyczerpujące  dni…  i  jeszcze 

bardziej wyczerpujące noce. 

Płynąc  wynajętą  łodzią  wzdłuŜ  brzegów  jeziora,  Jared  tłumaczył 

jednostajnym głosem typowego przewodnika: 

- To najnowszy fragment współczesnego Zachodu. Jezioro nazwano na cześć 

Johna Wesleya Powella, geologa, który zbadał bieg rzeki Kolorado. Zapora, którą 
tam widzisz… - wskazał dłonią potęŜny mur o wysokości stu osiemdziesięciu stóp 
- kosztowała dwieście sześćdziesiąt milionów dolarów i zbudowano ją pod koniec 
roku  1963.  Elektrownia  wodna  wyprodukowała  do  tej  pory  energię  elektryczną  o 
wartości trzystu pięćdziesięciu milionów dolarów. 

Karla  podziwiała  okolicę,  nie  spoglądając  na  męŜczyznę,  ale  w  jej  oczach 

widniał zachwyt. 

-  Musisz  mieć  fantastyczną  pamięć  -  powiedziała  ze  śmiechem.  -  Jak,  u 

diabła, zapamiętałeś te wszystkie dane i wydarzenia? 

background image

Ku zdziwieniu Karli Jared zmieszał się i z zakłopotaniem pokazał trzymany 

w dłoni folder. 

- Przeczytałem to wszystko w przewodniku, który kupiłem w zajeździe. 

Radosny śmiech kobiety przepłoszył ptaki z przybrzeŜnych szuwarów, Jared 

po chwili wahania zaczął śmiać się razem z nią. 

Znad jeziora pojechali w głąb Utah, aby obejrzeć jeszcze jeden kanion. 

-  Liczy  ponad  sześć  milionów  lat  -  poinformował  Cradowg  nad  skalną 

krawędzią,  pomijając  swój  ulubiony  zwrot  „ale  jest  to  integralna  część 
współczesnego Zachodu”. 

- Wiesz - zaczęła Karla, przyglądając się beznamiętnie kamiennym zamkom, 

spiralom,  iglicom  i  innym  skałom  na  dnie  przepaści  -  podobają  mi  się  te  widoki, 
ale… - odsunęła się od krawędzi rozpadliny i spuściła głowę - zaczynam mieć juŜ 
dosyć  tych  wszystkich  kanionów,  jak  na  razie…  Chyba  rozumiesz,  co  mam  na 
myśli? 

Jared chrząknął i skinął ze zrozumieniem. 

-  Jeszcze  tylko  jeden…  ChociaŜ  na  chwilę,  na  jeden  rzut  oka,  a  jestem 

pewny, Ŝe będziesz miło zaskoczona. 

Dręczona  ciekawością  Karla  zdecydowała  się  nie  pytać,  co  Jared  ma  na 

myśli.  PrzecieŜ  sama  wyznaczyła  reguły  gry,  ustalając,  iŜ  kaŜdego  dnia  będzie 
poznawać kolejne etapy ich podróŜy. 

Ś

piesząc do Narodowego Parku Zion, zatrzymali się po drodze na spóźniony 

obiad,  noc  zaś  spędzili  we  własnych  ramionach  w  komfortowych  warunkach 
zajazdu Zion. 

Rankiem  Jared  zaintrygował  Karlę  tym,  Ŝe  pozwolił  jej  spokojnie  zjeść 

ś

niadanie  i  wziąć  prysznic,  zamiast  ponaglać  ją  do  jak  najszybszego  wyjazdu. 

Kiedy  zapytała  Cradowga,  dlaczego  zachowuje  się  inaczej  niŜ  zwykle,  Jared 
uśmiechnął się tajemniczo i wymijająco odpowiedział: 

- Nie musimy jechać daleko do następnego miejsca przeznaczenia. 

- A gdzie to jest? 

-  Zobaczysz  -  uśmiechnął  się  obiecująco.  -  Ale  przygotuj  się,  Ŝe  po 

obejrzeniu tylu cudów natury moŜesz przeŜyć prawdziwy szok kulturowy. 

background image

Las  Vegas…  prawdziwy  szok  kulturowy.  Elegancja,  szyk,  błyski  neonów, 

sznury samochodów na ulicy, tłumy ludzi ściągających z całego kraju, od rasowych 
graczy  po  prowincjuszy  z  zapadłych  mieścin,  przyglądających  się  wszystkiemu  z 
otwartymi  ustami.  Porównując  tę  hałaśliwą  metropolię  ze  spokojnymi  parkami 
narodowymi,  które  zwiedziła,  Karla  uświadamiała  sobie  ze  zdumieniem,  Ŝe  to 
takŜe  „integralna  część  współczesnego  zachodu”,  najbardziej  współczesna  ze 
wszystkich, które obejrzała. 

Przyglądała  się  tłumom  ludzi,  dochodząc  do  wniosku,  Ŝe  moŜna  się  tu 

nabawić  klaustrofobii.  Zaczynało  jej  brakować  otwartych  przestrzeni,  cichych 
zakątków,  śpiewu  ptaków.  Widząc,  Ŝe  Jared  nie  przejawia  ochoty  zapłacenia 
haraczu boŜkom gry, nie zawahała się zapytać o cel ich wizyty w Las Vegas. 

-  Zarezerwowałem  pokoje  na  dwie  noce  -  wyjaśnił  Cradowg.  -  Jutro 

obejrzymy zaporę Hoovera, a stamtąd udamy się prosto do głównej atrakcji naszej 
wycieczki. 

-  Do  Wielkiego  Kanionu?  -  zaciekawiła  się  Karla,  czując  mieszane 

pragnienia  -  niecierpliwość  ujrzenia  jednego  z  siedmiu  cudów  Ameryki  i  niechęć 
do patrzenia w głąb jeszcze jednego kanionu. 

-  Tak,  do  kanionu  Kolorado  -  przyznał  z  uśmiechem.  -  Pokoje  juŜ 

zamówiłem,  ale  mogę  zmienić  rezerwację,  jeŜeli  wolisz  spędzić  w  Vegas  tylko 
jedną noc. 

- Nie - odparła szybko. - Niech juŜ zostanie, jak jest. 

Jak się jednak później okazało, spędzili tylko jedną noc w mieście neonów… 

Jared zamienił dwa zarezerwowane pokoje na wielki apartament znajdujący 

się  na  ostatnim  piętrze  jednego  z  kasyn.  Kochankowie  unikali  swoich  spojrzeń, 
dopóki boy hotelowy nie skończył słać wielkiego łoŜa i nie oddalił się z szerokim 
uśmiechem  na  widok  monety,  którą  Jared  wsunął  w  bezczelnie  wyciągniętą  dłoń 
chłopca. Gdy tylko pozostali sami, wybuchnęli radosnym śmiechem. 

-  Czuję  się  strasznie  niemoralnie!  -  zawołała  Karla.  -  Widziałeś,  jak  na  nas 

znacząco spoglądał? 

- Skoro i tak juŜ jesteśmy niemoralni, to co byś powiedziała na małą orgię? - 

Jared  groźnie  zmarszczył  brwi.  -  Zadzwonię  na  słuŜbę  i  kaŜę  przynieść  nam 
szampana i kawior! 

- O, pan ma chyba złe zamiary… - ton kobiety był równie jednoznaczny, jak 

propozycja Cradowga. 

background image

Bo Jared miał bardzo „złe zamiary”! 

Podczas  gdy  hotelowi  goście  grali  w  kasynie,  licząc  na  uśmiech  szczęścia, 

Karla  i  Jared  grali  w  grę  wymyślone  przez  naturę,  wzajemnie  obdarzając  się 
szczęściem. Smakowali kawior, pili szampana, rozkoszowali się własnymi ciałami, 
czerpiąc wszelką radość z bycia razem. 

Dla Karli było to tak piękne, Ŝe nie zawahała się otworzyć przed kochankiem 

swojego serca. LeŜąc wyczerpana u boku Jareda, wpatrując się w biały sufit nad ich 
głowami, odezwała się beznamiętnym głosem: 

- Byłam taka młoda, wraŜliwa i tak wierzyłam, Ŝe jestem kochana. 

Dłoń  męŜczyzny  zacisnęła  się  na  udzie  kochanki.  Kobieta  poczuła  dreszcz 

zaŜenowania, kiedy Cradowg uniósł głowę i spojrzał jej w oczy. 

- Wspomnienia wciąŜ bolą? 

Zastanowiła  się  nad  swymi  odczuciami.  Ze  zdumieniem  stwierdziła,  Ŝe 

wspominając Louisa, nie czuje juŜ bólu i Ŝalu do niego. 

- JuŜ nie. Sądzę, Ŝe wreszcie pozbyłam się balastu przeszłości. - Uśmiechnęła 

się z satysfakcją, słysząc pełne ulgi westchnienie Jareda. 

- Chcesz o tym opowiedzieć? O nim? 

- Nie mam nic ciekawego do powiedzenia ani o tym, ani o nim. - Wzruszyła 

ramionami. - Banalna historia. Byłam dzieckiem nie chcianym. Kiedy przyszłam na 
ś

wiat,  moi  rodzice  przekroczyli  średni  wiek,  moja  jedyna  siostra  miała  juŜ 

piętnaście  lat  i  nikt  za  bardzo  nie  troszczył  się  o  „intruza”.  Gdy  go  spotkałam  - 
Karla nawet nie wspomniała imienia Louisa, a Jared o nie nie pytał - oczekiwałam 
wielkiej  miłości,  brakowało  mi  prawdziwego  uczucia.  Aon  zgodził  się  mi  je  dać, 
oczywiście za właściwą cenę. 

- Cenę? - powtórzył Cradowg, siadając na łóŜku. - Jaką cenę? 

Karla poczuła ciepło przepływające przez jej ciało, widząc wyraz wzburzenia 

na twarzy kochanka. 

-  Moja  niewinność, wolność, studia  -  szepnęła.  -  Porzuciłam  szkołę,  aby na 

niego  zarabiać,  zmieniłam  swoje  Ŝycie,  a  w  zamian  przynajmniej  raz  na  tydzień 
mówił  mi,  Ŝe  mnie  kocha.  Bez  względu  na  to,  czy  chciałam  to  słyszeć,  czy  nie. 
Kiedy doszłam do wniosku, Ŝe nie potrzebuję juŜ tych słów od niego, odeszłam. 

- Ten gnojek wykorzystał cię bez skrupułów - mruknął gniewnie Jared. 

background image

- Tak - zgodziła się cicho. - Ale zrozumiałam pewną prawdę. 

- Jaką? 

- śe jedna osoba moŜe wykorzystywać drugą wyłącznie za jej pozwoleniem - 

odparła  Karla  i  przypominając  sobie  negatywną  ocenę,  jaką  Anna  wystawiła 
Jaredowi,  spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  -  Nigdy  więcej  nie  pozwolę  nikomu,  aby 
mnie wykorzystywał - zaznaczyła stanowczo. 

W oczach męŜczyzny paliły się złe błyski. 

- Zarzucasz mi, Ŝe wykorzystałem cię w minionym tygodniu? 

-  Nie  -  delikatnie  pogłaskała  partnera  po  twarzy,  aby  zetrzeć  z  niej  ponury 

wyraz. - Mówiłam tylko, Ŝe moŜemy się wykorzystywać jedynie z wzajemnością i 
obopólną zgodą. 

Zarzuciła  męŜczyźnie  ramiona  na  szyję  i  przyciągnęła  jego  głowę  do  swej 

twarzy. 

- Karla… 

Zamknęła mu usta swoimi, uciszając jego wyrzuty. 

-  Jestem  zmęczona  rozmową.  Dlaczego  nie  zamilkniesz  i  nie 

powykorzystujesz mnie jeszcze trochę? 

Cradowgowi nie trzeba było powtarzać tego dwukrotnie. Lecz nim przystąpił 

do realizowania propozycji Karli, złoŜył obietnicę, która w jego ustach zabrzmiała 
jak groźba: 

- Porozmawiamy o tym jutro! Chyba mamy parę spraw do wyjaśnienia. 

 

 

Jednak następnego dnia nie mieli czasu na dyskusję. Ich wycieczka dobiegła 

końca wraz z porannym dzwonkiem telefonu. 

 

background image

Rozdział dziesiąty

 

 

Samochód  z  wypoŜyczalni  czekał  juŜ na nich na lotnisku  w  Phoenix, kiedy 

wysiedli  z  samolotu.  Z  powodu  nieoczekiwanych  zmian  Karla  reagowała  jak 
automat,  śpiesząc  za  Jaredem.  Nie  mieli  czasu  na  rozmowę,  jedyną  komendą 
Cradowga  było:  „Ruszaj  się!”  Karla  słuchała  stalowego,  beznamiętnego  głosu 
wykluczającego wszelkie protesty. 

Dopiero  gdy  znaleźli  się  w  samochodzie jadącym  do  Sedony, a  Jared nadal 

zachowywał  ponure  milczenie,  miała  czas  uporządkować  chaotyczne  myśli  i 
zastanowić się nad nieoczekiwaną przyczyną, która zmieniła ich plany, a nawet ich 
charaktery i Ŝycie. 

ChociaŜ  to  spostrzeŜenie  napawało  Karlę  bólem,  jednego  była  pewna: 

uczucie, które ich łączyło, rozwiało się wraz z dźwiękiem telefonu. Zwalczając lęk 
i  rozpacz,  unikała  spoglądania  na  zachmurzoną  twarz  Cradowga  i  usiłowała 
zrozumieć przyczyny jego zachowania. 

Karla była rozespana, kiedy Jared podniósł słuchawkę telefonu, nie zwracała 

więc uwagi na to, co mówi. Zaalarmowała ją dopiero nieoczekiwana zmiana głosu 
Jareda i głośny  trzask,  z jakim  odłoŜył  słuchawkę.  Przekonała  się,  Ŝe  spogląda na 
obcego jej człowieka. 

-  Musimy  wracać  -  stwierdził  malarz  grobowym  głosem  bez  Ŝadnych 

wyjaśnień. 

-  Co?  -  zawołała  Karla,  przepędzając  resztki  snu  i  poprawiając  niesforne 

pasemka opadające jej na twarz. - Dlaczego? Co się stało? 

Ś

piesząc do łazienki, męŜczyzna zatrzymał się na moment, by udzielić nagłej 

odpowiedzi: 

-  Mój  ojciec  umiera.  -  Spojrzenie  stalowych  oczu  zatrzymało  się  na 

znieruchomiałej  Karli.  -  Chciałbym,  abyś  mi  pomogła.  Kiedy  będę  w  łazience, 
mogłabyś zadzwonić do recepcji i poprosić, by przygotowali rachunek. 

-  Tak,  oczywiście,  ale…  -  Tylko  tyle  pozwolił  jej  powiedzieć,  przerywając 

niecierpliwie: 

- Później, Karla. 

background image

I zniknął pod prysznicem. 

Owo  „później”  nigdy  nie  nadeszło.  Przebierając  się  słyszała,  jak  jej 

towarzysz  woła  coś  gniewnym  głosem  do  telefonu.  Nim  się  umyła  i  spakowała, 
Jared  zamówił  bilety  na  najwcześniejszy  lot  do  Phoenix,  zadzwonił  do 
wypoŜyczalni,  wynajął  w  pobliŜu  lotniska  garaŜ,  w  którym  pozostawił  swój 
samochód, uregulował rachunek. 

Zapomniał  o  jednym,  o  znalezieniu  chwili  czasu,  aby  wszystko  jasno  i 

dokładnie wyjaśnić. W drodze do Sedony poinformował tylko Karlę zdawkowo, Ŝe 
dzwonił lekarz ojca z prośbą, aby przyjechał tak szybko, jak to będzie moŜliwe. I 
na tym Jared zakończył wyjaśnienia, pozostawiając ją na pastwę ponurych myśli. 

Karla  czuła  się  opuszczona,  pozbawiona  ciepła  i  otuchy,  daleka  od  uczucia 

zaufania, którym darzyła Jareda jeszcze poprzedniego dnia. „Obawy Anny zaczęły 
się spełniać” - pomyślała ze smutkiem. 

Cradowg odezwał się ponownie dopiero w pobliŜu miasta. 

- Czy nie zaczekałabyś w moim domu? 

Poczekać? W jego domu? 

Odwróciła się gwałtownie, patrząc na Jareda z bezbrzeŜnym zdumieniem. 

-  Nie  rozumiem…  -  potrząsnęła  głową,  jakby  odrzucała  jednoznaczność 

pytania…  Czy  raczej  prośby  Jareda.  -  Nic  mi  nie  wytłumaczyłeś!  -  zawołała  z 
Ŝ

alem w głosie. - Na co więc mam czekać? 

-  Na  mnie  -  odparł  z  głębokim  westchnieniem.  Na  jego  twarzy  pojawił  się 

wyraz zmęczenia i rezygnacji. - Przepraszam, Ŝe nic ci nie wyjaśniłem, ale nie było 
na  to  czasu  -  w  głosie  Jareda  zabrzmiała  znajoma  nuta,  obcy  duch  zaczął  go 
odstępować. - I wciąŜ nie ma na to czasu - dodał. - Jak tylko cię wysadzę, pojadę 
prosto do szpitala, ale obiecuję, Ŝe wyjaśnię wszystko, gdy wrócę do domu. 

Cradowg  zatrzymał  samochód  przed  skrzyŜowaniem,  wpatrując  się  jak 

zahipnotyzowany w czerwone światło stopu. 

- Poczekasz na mnie? 

Znaleźli  się  na  skrzyŜowaniu,  dosłownie  i  w  przenośni.  Karla  czuła,  Ŝe 

łączące ich uczucie zawisło na cienkiej nici, uzaleŜnione od jej odpowiedzi. Mogła 
nakazać, aby Jared odwiózł ją do jej mieszkania, albo zgodzić się na zawiezienie do 
jego domu… 

background image

-  Skręć  w  lewo  -  poleciła,  dygocąc  z  emocji,  kiedy  pojawiło  się  zielone 

ś

wiatło.  

Westchnął z ulgą i spojrzał na nią z wdzięcznością. 

Dojechali  do  stojącego  nad  przepaścią  budynku.  Jared  wniósł  bagaŜe  do 

ś

rodka,  pocałował  pospiesznie  Karlę  i  odjechał,  pozostawiając  ją  pełną  obaw  i 

rozterek. 

W konsekwencji był to dla Karli długi dzień i jeszcze dłuŜsza noc. Pragnąc 

zapomnieć  o  dręczących  ją  problemach,  próbowała  wypełnić  czas  oczekiwania 
cięŜką pracą. Przebrała się, przeniosła rzeczy Jareda do pralni i uruchomiła pralkę. 
Zrobiła  sobie  obiad,  którego  nie  dokończyła,  i  zaparzyła  dzbanek  mocnej  kawy. 
Wyciągnęła z pralki czyste rzeczy i przełoŜyła je do suszarki, odkurzyła podłogi i 
meble w całym domu, a kiedy pranie było juŜ suche, rozłoŜyła je na łóŜku Jareda. 
Kilkakrotnie zerkała ukradkiem na zegarek i telefon. Wskazówki zegara poruszały 
się jednak strasznie wolno, a aparat milczał. 

W końcu niepewność i podenerwowanie wygoniły Karlę z domu. Zwiedzając 

okolicę,  odkryła  stromą  ścieŜkę  biegnącą  w  dół  stoku.  Zdecydowała  się  ruszyć  w 
nieznane.  Zeszła  na  dno  kanionu  i  zatrzymała  się  nad  uspokajająco  szemrzącym 
Dębowym  Potokiem.  Wysokie  drzewa,  porastające  brzegi  strumyka,  szumiały 
gęstym listowiem. 

„Stoją  w  głębokim  cieniu  i  wpatrują  się  w  czystą  wodę  przepływającą 

kamiennym  łoŜyskiem”  -  pomyślała  kobieta  i  poddała  się  nachodzącym  ją 
pytaniom.  Usiadła  na  kamieniu,  oparła  plecy  o  omszały  pień  i  popadła  w 
zamyślenie. 

Dokąd dojadę? 

Obawiała  się  rozwaŜać  wszystkie  moŜliwości,  które  przychodziły  jej  do 

głowy.  Spędziwszy  wspaniały  tydzień  w  towarzystwie  Jareda,  Karla  czuła  się 
zrelaksowana i powoli przyzwyczajała się do uczucia, którym obdarzyła Cradowga. 
ZadrŜała, przypominając sobie, Ŝe jeszcze kilka dni przed wycieczką podobna myśl 
by  jej  nie  przyszła  do  głowy.  Powinna  być  wdzięczna  Jaredowi  za  to,  czego 
dokonała. 

Jared. 

Karla  westchnęła,  odruchowo  szepcząc  imię  męŜczyzny.  Tak  mocno  go 

kochała,  była  gotowa  wyznać  swoją  miłość  całemu  światu.  Lecz  pomimo  tych 

background image

wspaniałych  dni  i  nocy,  powstrzymywała  słowa  miłości  cisnące  się  jej  na  usta, 
czekając z nadzieją, aŜ Cradowg wypowie je pierwszy. 

Oczekiwania  Karli  były  próŜne.  Z  wyjątkiem  cudownego  momentu,  kiedy 

powiedział, Ŝe ją kocha, Jared nigdy więcej nie wspomniał o miłości. Kobieta czuła 
straszliwą obawę, Ŝe nie usłyszy juŜ od malarza tego wyznania. 

Echo  opowiadań  Anny  powróciło  jak  bumerang,  przebijając  się  przez 

uczucie Karli. 

Serce  kobiety  zaprotestowało  natychmiast.  Opinia  Anny  o  Jaredzie  tak 

bardzo róŜniła się od jej własnych obserwacji. Któraś z nich musiała się mylić, bo 
obie nie mogły mieć racji. 

Czy Jared pragnąc uwieść Karlę, ukrywałby swoją bezwzględność, aby ją w 

sobie rozkochać? 

To pytanie dręczyło Karlę przez większą część nocy. Jedynie Cradowg mógł 

udzielić  odpowiedzi,  której  tak  rozpaczliwie  potrzebowała,  ale  on  wciąŜ  nie 
powracał ze szpitala. 

Samotna, roztrzęsiona, zagubiona w wielkim łóŜku Jareda, zapadła wreszcie 

w niespokojną drzemkę. Na policzkach Karli wolno zasychały łzy. 

  

* * * 

 

- Karla… 

Łagodny głos męŜczyzny wyrwał kobietę ze snu, delikatne dotknięcie dłoni 

pobudziło  jej  zmysły.  Karla  uśmiechnęła  się,  szepcząc  imię  kochanka.  Wtedy 
powróciły  wspomnienia  poprzedniego  dnia.  Spojrzała  na  Jareda  pełnymi  lęku 
oczyma. Cradowg wyglądał na straszliwie zmęczonego. Jego oczy lśniły matowo, 
nad ustami widniał ciemny zarost, twarz była bielsza niŜ płótno. 

Karla zmusiła się, aby zadać oczywiste pytanie. 

- Twój ojciec? 

-  śyje  -  westchnął  cięŜko,  siadając  na  łóŜku.  Dopiero  teraz  kobieta 

uświadomiła sobie, Ŝe męŜczyzna jest nagi. Otworzyła usta, aby o coś zapytać, ale 
uciszył ją słowami, którym nie mogła się sprzeciwiać. 

background image

-  Nie  teraz,  proszę.  Potrzebuję  cię,  tak  bardzo  cię  potrzebuję.  Natychmiast. 

Karlo,  jestem  taki  zmęczony,  skostniały…  Proszę,  rozgrzej  mnie…  Chcę  czuć 
ciepło  twojego  ciała,  chcę  być  w  tobie.  Karlo,  daj  mi  ukojenie,  pomóŜ  mi  się 
odpręŜyć. 

W  odpowiedzi  na  te  rozpaczliwe  prośby,  kobieta  otworzyła  ramiona. 

Kochała go i chciała dać mu wszystko, o co prosił. 

Jared  kochał  się  z  nią  jak  człowiek  opanowany  przez  złego  demona, 

brutalnie,  Ŝarliwie,  zaborczo.  Dłonie  męŜczyzny  przestały  być  delikatne, 
gwałtownie  ugniatały  i  ściskały  miękkie  ciało  kobiety,  zmuszając  ją  do  jęków  i 
szlochów.  Jego  usta  nie  były  tak  czułe  jak  zwykle,  gryzły  wargi  Karli,  kąsały  jej 
napiętą skórę. 

Kiedy  Cradowg  szorstko  rozłoŜył  uda  Karli,  uniosła  biodra  w  oczekiwaniu 

na  wtargnięcie  demona.  Gdy  poczuła,  jak  wchodzi  brutalnie  w  jej  wnętrze, 
odrzuciła głowę do tyłu, płaczliwie wołając o więcej. 

Wreszcie  doprowadził  ją  do  wybuchu,  jakiego  nie  była  sobie  w  stanie 

wyobrazić.  Czując  się  połamana,  obolała,  wyciśnięta  ze  wszystkich  sił,  uniosła 
lekko  powieki,  w  chwili  gdy  Jared  cięŜko  opadł  obok  niej.  Spojrzawszy  na 
kochanka,  przeŜyła  szok.  Na  twarzy  Jareda  malowały  się  niechęć,  dezaprobata, 
ogromny wstyd! MęŜczyzna odwrócił się od niej, nie odezwawszy się ani słowem, 
i natychmiast zasnął. 

Karla  nie  mogła  zmruŜyć  oka.  Z  trudem  podniosła  z  łóŜka  obolałe  ciało  i 

weszła pod prysznic. Wraz ze strumieniem ciepłej wody po jej twarzy spłynęły łzy. 
Stała w strugach wody tak długo, dopóki nie ochłonęła. Dygocząc z chłodu, ubrała 
się i weszła do kuchni zaparzyć kawę. Uśmiechnęła się ze smutkiem. Jeszcze nigdy 
nie  zaczynała  dnia  od  filiŜanki  kawy.  Z  kubkiem  w  dłoni  błąkała  się  bez  celu  po 
wielkim  domu  i  jego  otoczeniu.  Pragnęła  snu,  lecz  ciało  odmawiało  spoczynku, 
chciała myśleć, ale umysł wolał spać. 

Późnym popołudniem, zaparzywszy kolejną kawę, Karla zabrała swój kubek, 

wyszła  z  domu  i  udała  się  ostroŜnie  na  dno  kanionu.  Siedząc  oparta  o  drzewo  i 
wpatrując  się  w  wolno  płynący  potok,  odruchowo  popijała  gorący  napój.  Nie 
wiedziała, jak długo tam tkwi. Odrętwienie Karli przerwało dopiero pojawienia się 
Jareda. 

- Tak mi przykro - usłyszała nad uchem zdławiony szept. ZmruŜyła oczy na 

wspomnienie bólu, jaki Jared zadał rankiem jej ciału. Dwie łzy wolno spłynęły po 
jej pobladłych policzkach. 

background image

-  Karlo,  nie  płacz…  -  Cradowg  ukląkł  u  jej  stóp.  DrŜącymi  rękami  wyjął 

kubek z jej dłoni i delikatnie wziął Karlę w ramiona. 

-  Kocham  cię,  a  tak  cię  zraniłem.  Wolałbym  umrzeć,  niŜ  ciebie  zranić  - 

zajęczał Ŝałośnie. - Nie jestem ani trochę lepszy od mojego ojca. 

Płaczliwy  głos  Jareda  poruszył  sercem  Karli.  Pochyliła  głowę,  aby  mu  się 

lepiej przyjrzeć. 

- Ani trochę lepszy? - powtórzyła zmieszana. - Nic nie rozumiem. 

- Wiem. - Cradowg wypuścił ją z objęć i uśmiechnął się smutno. - Tej nocy, 

kiedy tak zaczęłaś się mnie lękać, pamiętasz…? 

Karla  uśmiechnęła  się  równie  smutno,  nadal  nie  przyznając,  Ŝe  bała  się 

bardziej własnych uczuć niŜ Jareda. 

- Pamiętam. 

-  W  tym  dniu,  między  rankiem  a  wieczorem  musiałaś  usłyszeć  krąŜące  o 

mnie plotki, jak to bezwzględnie i surowo traktuję ojca… Prawda? 

-  Tak  -  zadrŜała  na  wspomnienie  opowieści  Anny.  -  Powiedziano  mi,  Ŝe 

jesteś takŜe bezwzględny wobec kobiet i Ŝe je wykorzystujesz. 

-  To  nieprawda  -  zaoponował.  -  Przyznaję,  Ŝe  byłem  szorstki  dla  mojego 

ojca,  ale  nie  skrzywdziłem  ani  jednej  kobiety,  którą  znałem.  I  jestem  pewien,  Ŝe 
kaŜda  z  nich  powie  ci  to  samo.  Stosunki,  które  łączyły  mnie  z  moimi 
przyjaciółkami, opierały się o wzajemną zgodę na zmysłowe zaspokojenie. 

Karla zadrŜała. 

- Nie brzmi to romantycznie i intymnie. Kojarzy się z umową handlową… - 

Przypomniała  sobie  ciepłe,  wzajemne  uczucia  łączące  ją  samą  z  Jaredem  w 
minionym tygodniu. 

-  Nie  chciałem  zawierać  bardziej  zobowiązujących  związków  -  odparł 

Cradowg  obronnym  tonem.  -  Widzisz,  nie  chciałem  emocjonalnie  wiązać  się  z 
kobietą  w  obawie, Ŝe  mogę  się zakochać. Z  takiego powodu  moja  matka  znalazła 
się we władzy ojca. 

Jego  ojciec!  Karla  znalazła  wreszcie  klucz  do  charakteru  Jareda.  Z  nagłą 

przenikliwością odkryła słaby punkt ukochanego. 

- Czy bardzo go nienawidzisz? 

background image

Cradowg westchnął. 

- JeŜeli jakiś człowiek zasługuje na nienawiść, to właśnie on. 

-  Co  uczynił,  Ŝe  go  tak  znienawidziłeś?  -  zapytała,  czując  intuicyjnie,  Ŝe 

nienawiść Jareda nie mogła opierać się na błahych podstawach. 

- To długa i przykra historia - przestrzegł Cradowg. 

- Nigdzie mi się nie spieszy. 

-  Dobrze.  Postaram  się  pominąć  nieistotne  szczegóły.  -  Jared  zmarszczył 

brwi, zastanawiając się, od czego zacząć. - Jak wielu współczesnych Amerykanów, 
mój  ojciec  wyrastał  we  wrogim  nastawieniu  do  Indian.  MoŜesz  sobie  wyobrazić, 
jakie  przeŜywał  rozterki,  zakochując  się  w  mojej  matce,  córce,  jak  on  to  nazywał 
„mieszańca”.  Trawiony  przez  Ŝądzę,  przy  dyskretnym  poparciu  własnego  ojca, 
załoŜyciela ranczo, poślubił moją matkę, aby przemienić jej Ŝycie w piekło. Ojciec 
matki  zamieszkał  na  kawałku  działki  znajdującej  się  na  obrzeŜach  ranczo,  którą 
mój  dziadek  zapisał  mu  w  testamencie.  To  jeszcze  bardziej  rozwścieczyło  ojca. 
Kiedy  był  w  domu,  zabraniał  matce  odwiedzać  dziadka.  Na  szczęście  często 
podróŜował w interesach i tygodniami przebywał poza domem. Uwielbiałem matkę 
i  dziadka,  co  oczywiście  nie  zbliŜało  mnie  do  ojca.  Mścił  się  mnie,  bo  byłem 
duchem i ciałem dziadka. - Jared uśmiechnął się smutno. - Co zresztą zauwaŜyłeś 
od razu w galerii. 

W wyobraźni kobiety pojawił się portret Indianina. Ze zrozumieniem skinęła 

głową. 

-  Mój  ojciec  urządził  piekło  na  ziemi  matce,  dziadkowi,  a  takŜe  mnie  - 

męŜczyzna  ciągnął  swoją  opowieść  ponuro.  -  Kiedy  byłem  wystarczająco  duŜy, 
aby  móc  zatroszczyć  się  o  matkę,  namawiałem  ją,  by  porzuciła  ojca  i  odeszła  z 
ranczo.  Odmówiła.  Wiesz,  czym  uzasadniła  swoje  zdanie?  Powiedziała,  Ŝe  nie 
odejdzie  od  ojca,  bo  go  kocha!  Była  piękną,  szlachetną  kobietą,  a  Ŝyła  z  tym 
brutalem  tylko  dlatego,  Ŝe  go  kochała!  -  Szczęki  Jareda  zadrgały  nerwowo.  -  Nie 
zwaŜając  na  własne  uczucia,  pozostałem  w  domu,  aby  ją  chronić.  W  dniu,  w 
którym złoŜyliśmy ją do ziemi, uciekłem od ojca i od jego nienawiści. 

-  Wtedy  Rhys  miał  zawał  -  odezwała  się  cicho  Karla  -  a  ty  odmówiłeś 

zobaczenia się z nim? 

-  I  wyrobiłem  sobie  reputację  bezwzględnego  człowieka.  To  było  kilka  lat 

temu, a moja zła sława wzrastała z kaŜdym rokiem i kaŜdym kryzysem, jakie ojciec 
przeŜywał. 

background image

Karla zastygła w oczekiwaniu. 

-  Jednak  teraz,  jak  tylko  lekarz  zadzwonił  do  ciebie,  pojechałeś  do  ojca. 

Dlaczego? 

- Z powodu tego… co powiedziałaś. 

Kobieta poczuła, Ŝe robi się jej gorąco. 

-  Z  mojego  powodu!  -  zawołała.  -  AleŜ  ja  nic  nie  mówiłam!  Nie  zapytałeś 

nawet o moją opinię! 

-  Nie  musiałem  o  nic  pytać.  Wystarczyło,  Ŝe  ze  mną  byłaś,  kochałaś  się  ze 

mną, śmiałaś. Uleczyłaś mnie. 

-  Och,  Jared…  -  Karla  nie  zdołała  powiedzieć  nic  więcej  z  powodu 

wzruszenia, które ścisnęło ją za gardło. 

- Nie poznał mnie… a ja siedziałem obok czekając… Nie wiedziałem, co mu 

powiem,  gdy  mnie  rozpozna.  MoŜe  coś  o  tamtej  nocy,  kiedy  miał  zawał,  czy  coś 
podobnego. Musiałem  opuścić pokój,  gdy  lekarze  zajęli  się nim.  Wiesz,  umieścili 
go  w  jednej  z  tych  oszklonych  izolatek  dla  pacjentów,  z  którymi  nie  moŜna 
kontaktować  się  osobiście.  -  Jared  poczekał,  aŜ  Karla  skinęła  głową,  Ŝe  wie,  i 
kontynuował: 

-  Stałem  przy  oknie  i  patrzyłem,  jak  walczą  o  jego  Ŝycie,  przypominałem 

sobie,  jak  opowiadałaś  o  przyzwoleniu  na  wykorzystywanie  przez  drugiego 
człowieka.  I  wtedy  zrozumiałem,  Ŝe  moja  matka  miała  wybór!  Ojciec  kochał  ją 
obsesyjnie,  nienawidząc  zarazem  za  to  uczucie,  ale  nie  mógłby  matki 
wykorzystywać bez jej przyzwolenia. Kiedy lekarze opuścili izolatkę, przypatrywał 
mi  się  w  zamyśleniu.  Był  przytomny  i  poznał  mnie.  Karlo,  nigdy  go  nie  polubię, 
ale nie mogę go juŜ dłuŜej nienawidzić. ChociaŜ coś osiągnąłem. 

- Nie coś - poprawiła łagodnym głosem. - To twoja wielka wygrana.  

Przez chwilę milczeli, wpatrując się w siebie badawczo. 

Jared uniósł dłoń i dotknął włosów Karli. 

- Lubię, jak masz je rozpuszczone. Czy juŜ to mówiłem? 

-  Tak  -  przyznała,  czując,  jak  serce  bije  jej  coraz  mocniej.  -  Za  kaŜdym 

razem, kiedy się kochaliśmy. 

background image

Nie  cofnął  dłoni,  ale  w  jego  głosie  pojawił  się  ton  niepewności  i 

zaŜenowania. 

- Obszedłem się z tobą tak brutalnie… Nie mam Ŝadnego wytłumaczenia, z 

wyjątkiem  tego,  Ŝe  potrzebowałem  cię  tak  mocno.  Po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu 
straciłem kontrolę nad swoim zachowaniem. 

- Zrozumiałam - popatrzyła na niego z oddaniem i miłością. 

- PrzecieŜ cię wykorzystałem! 

Karla ironicznie wygięła brwi. 

- Z twoim przyzwoleniem? - uśmiechnął się niepewnie. 

- Oczywiście. 

Oczy  Jareda  zabłysły  w  sposób,  który  tak  bardzo  ekscytował  Karlę. 

Delikatnie wziął ją w objęcia. 

- WciąŜ mnie pragniesz? - szepnął. 

- Nie. 

Napór ciała Cradowga nie zelŜał, dopóki nie połoŜyła się na ziemi. 

- Nie? - mruknął wzburzony. - Do diabła! Jak moŜesz mówić w taki sposób 

po tym, jak się rankiem kochaliśmy? Karlo, odpowiedz, do cholery! 

Nieznacznie skinęła głową. 

- Pragniesz mnie? 

- Kocham cię. 

- Ja takŜe cię kocham. A teraz powiedz, czy mnie pragniesz? 

Kobieta uśmiechnęła się pogodnie.  

- Pragnienie i miłość to dwie całkiem róŜne rzeczy - wyjaśniła. 

Ś

miech Jareda wzbił się pod korony drzew. 

- Chyba masz rację. Zdaje się, Ŝe do tej pory tylko poŜądałem. PoŜądanie nie 

jest złe - zauwaŜył, całując ją gorąco. - Ale miłość jest znacznie lepsza. 

- Wiem - poparła go Karla. 

background image

I  w  promieniach  zachodzącego  słońca  przystąpili  do  udowadniania  swoich 

twierdzeń. 

A jako posag Karla wniosła do małŜeństwa portret dziadka Jareda.