background image

 

 

 

 

 

 

Severus  przez  chwilę  patrzył  jeszcze  w  to  miejsce,  nie  mogąc 
wypowiedzieć  ani  słowa.  Kiedy  otrząsnął  się  z  tego,  odwrócił  się  do 
wyjścia  i  jednym  machnięciem  różdżki  znów  znalazł  się  w  Dworze 
Malfoy’ów,  gdzie  czekał  na  niego  Czarny  Pan  i  inni  śmierciorzercy. 
Kiedy  szedł  wzdłuż  długiego  stołu  w  jadalni,  przy  którym  odbywały 
się  spotkania  z  ich  Panem,  czuł  na  sobie  nienawistne  spojrzenia 
innych  czarodziejów.  Nie  musiał  używać  legilimencji,  aby  wiedzieć, 
co  o  nim  myślą.  Wszystkie  ich  uczucia  były  wypisane  na  twarzach. 
Dla  nich  nikim.  Zwykłym  prostakiem,  którego  ojciec  był  tylko 
mugolem, a matka głupią czarownicą, która pokochała takie nic. Czuli 

background image

się  od  niego  lepsi,  ponieważ  wszyscy  pochodzili  ze  starych  rodów 
czarodziejskich  o  czystej  krwi.  Niewielu  z  nich  znało  go,  ale  w  jego 
obecności  przynajmniej  udawali,  że  go  szanują.  Znosili  go  tylko  i 
dlatego, że Lord Voldemort uważał go za kogoś podobnego dla siebie 
i bardzo liczył się z jego zdaniem. Wszyscy wiedzieli, że tych dwoje 
łączy coś więcej niż resztę z nich z ich Panem. Tych dwoje łączyła ich 
historia.  Snape  i  Czarny  Pan  mieli  tak  samo  głupie  matki,  które 
zakochały się w nic nie wartych mugolach.  

 

Między innymi, dlatego też miejsce Severusa Snape’a było po prawej 
stronie  jego  Pana,  aby  ten  mógł  służyć  mu  swoim  zdaniem  i 
mądrością. I jak wiele razy od narodzenia się Lorda Voldemorta, tak i 
teraz  Snape  pojawił  się  w  połowie  zebrania.  Ukłonił  się  przed 
mężczyzną  o  płaskiej  wężowatej  twarzy  i  usiadł  natychmiast,  gdy 
dostał na to pozwolenie. Nie rozglądał się, ani nie posyłał fałszywych 
uśmieszków,  jak  mieli  w  zwyczaju  inni  śmierciorzercy.  Zajął  swe 
miejsce,  założył  ręce  na  podołku  i  spojrzał  przed  siebie,  ponad 
głowami  innych.  Wysłuchał  tego,  co  miał  do  powiedzenia  Yaxley  o 
sytuacji,  jaka  zapanowała  w  Ministerstwie,  kiedy  do  wiadomości 
doszło, że profesor Potter często opuszcza swoje stanowisko pracy, a 
w  jego  zastępstwie  pojawia  się  stary  nauczycie-wilkołak,  Remus 
Lupin.  

 

-  Wielu  rodziców  się  przestraszyło  –  mówił  mężczyzna  –  Szkoła  na 
tym utraci. Po feriach świątecznych niewielu uczniów pojawiło się w 
szkole,  a  teraz,  kiedy  dowiedzieli  się  o  tym,  słyszałem,  że  jeszcze 
wielu grozi Mcgonnagall zabraniem dzieci.  

 

-  Nasza  wspaniała  dyrektorka,  będzie  musiała  coś  na  to  zaradzić  – 
powiedział Voldemort – Swoją drogą, ciekawi mnie, gdzie Potter tak 
często znika. Wiesz coś o tym, Severusie?  

 

-  Nie  wiem  o  poprzednich  wypadach,  ale  kiedy  i  do  mnie  doszły 
plotki,  postanowiłem  podjąć  pewne  kroki  w  celu  śledzenia  tego 
chłopaka – odpowiedział z odrazą.  

 

background image

W  głębi  duszy  nie  był  już  taki  pewny,  czy  nadal  jest  to  odraza  to 
młodego  mężczyzny  i  jego  już  nieżyjącego  ojca,  czy  bardziej  do 
mężczyzny siedzącego obok.  

 

- I udało ci się? – pytanie wyrwało go z zamyślenia.  

 

- Dzisiaj po południu miał spotkanie z ojcem Horacjuszem w kościele 
w Dolinie Godryka – wyjaśnił.  

 

- Wiesz czego tam szukał?  

 

- Nie bardzo, chociaż po tym, co udało mi się zobaczyć… - zastanowił 
się – Wydaje mi się, że Potter i Granger wzięli ślub.  

 

- CO??? – wykrzyknął Czarny Pan.  

 

-  Wszystko  na  to  wskazywało  –  mówił  nauczyciel  –  Kiedy  udało  mi 
się  podsłuchać  o  czym  mówią,  wydało  mi  się,  że  słyszę  słowa 
przysięgi małżeńskiej.  

 

- Więc mały wie jak chronić swoją ukochaną – szepnął.  

 

-  Ale  nie  wie  też,  że  i  ty  o  tym  wiesz.  Gdybyśmy  szukali  kogoś  o 
nazwisku  Granger  z  pewnością  byśmy  jej  nie  znaleźli  tak  prędko, 
gdybyśmy nie wiedzieli o tym małym szczególe – chytrze powiedział.  

 

-  Ale  nie  tylko  Potter  wiedział  jak  ochronić  tą  małą  szlamę,  prawda 
Snape? – wysyczała Bellatrix.  

 

-  Owszem,  ale  teraz  nie  ma  to  znaczenia  –  odpowiedział  jej  Czarny 
Pan  –  Nic  na  to  nie  poradzimy,  a  każdy  z  nas  miał  w  swoim  życiu 
chwile słabości, nawet ja.  

 

background image

Wszyscy  patrzyli  na  niego  w  osłupieniu.  Ich  pan  poczynił  niezwykłe 
wyznanie.  Do  tej  pory  nie  pozwolił  im  myśleć  o  sobie,  jako  o  kimś 
niedoskonałych.  Przypuszczali,  że  miał  na  myśli  tego  małego 
smarkacza,  którego  byli  zmuszeniu  ścigać,  a  który  co  rusz  im  się 
wymykał, a przecież nie był nikim wyjątkowym.  

 

Snape  patrzył  po  twarzach  wszystkich  obecnych,  kiedy  do 
pomieszczenia 

wszedł 

Glizdogon. 

Jego 

mysia 

twarz 

była 

wykrzywiona  strachem,  a  ruchy  nerwowe,  gdy  zbliżał  się  do  niego. 
Snape był pełen pogardy dla tego szczura. Z każdą minut przebywania 
w jego towarzystwie miał coraz większą pewność, że winnym śmierci 
Potterów  był  tylko  on,  jak  mówił  Lilly.  Pamiętał  doskonale  jak  w 
szkole  James  i  Syriusz,  a  nierzadko  także  Remus  bronili  go  przed 
atakami  silniejszych  kolegów  i  to  nie  ze  względu  na  to,  że  był  ich 
przyjacielem, ale było im szkoda tego małego Petera, który chodził za 
nimi krok w krok, aż w końcu stał się ich przyjacielem. Przyzwyczaili 
się do tego małego gryzonia, który w końcu ośmielił się ich zdradzić i 
stał się mordercą równie winnym, co Czarny Pan. Severus nie słuchał 
już  tego,  co  inni  mieli  do  powiedzenia.  Zastanawiał  się  nad  tym,  co 
już dzisiaj usłyszał i zobaczył. Widok jego pięknej córki, którą zawsze 
nienawidził, przyprawiał go o ból serca. Żałował tego występku przed 
dwudziestu lat i nie mógł zrozumieć, jakim cudem nie zabił wtedy tej 
kobiety  z  jego  dzieckiem  w  łonie,  ale  kiedy  widział  jak  Hermiona 
dorasta  czuł  do  niej  coraz  więcej  ciepłych  uczuć.  Zdawał  sobie 
sprawę, że Jane wiedziała, iż ich córka uczy się w szkole, w której jest 
nauczycielem,  a  mimo  to  nie  powiedziała  tego  dziewczynie.  Na 
pewno bała się i wstydziła tego jak postąpiła z nieznanym mężczyzną. 
Jednak  z  roku  na  rok  czuł  coraz  większą  potrzebę  powiedzenia 
Hermionie  prawdy.  Jednak  zdawał  sobie  sprawę,  że  zburzy  to  jej 
spokój ducha, a przyjaciele niewątpliwie odwrócą się do niej plecami, 
kiedy  się  o  tym  dowiedzą.  Nie  chciał  ryzykować  niepotrzebnego 
nieszczęścia.  Trzymał  swój  sekret  w  tajemnicy  aż  do  teraz,  kiedy  to 
wyznał  Voldemortowi  całą  prawdę.  Lilly  miała  rację,  kiedy  mówiła, 
ż

e  zależy  mu  na  szczęściu  córki.  Po  tylu  latach  pilnowania  Pottera  i 

jego przyjaciół w pewien sposób zbliżył się do niej. Kiedy widział jak 
Dołohow  zabija  młodego  Weasley’a  cierpiał  razem  z  nią,  ale  nie 
okazał  tego.  Mimo  nienawiści,  jaką  żywił  do  Jamesa  Pottera,  zaczął 

background image

szanować jego syna. Nie umiał okazywać uczuć, ale tak naprawdę nie 
nienawidził tego chłopaka. Po prostu, kiedy na niego patrzył, widział 
w nim Lilly, a raczej tylko jej oczy i dlatego zawsze był taki oschły.  

 

Widząc,  jak  przez  te  wszystkie  lata  Potter  i  Granger  zbliżyli  się  do 
siebie,  dla  niego  samego  było  niema  widoczne,  że  ich  do  siebie 
ciągnie,  niemal  jak  jego samego  do Lilly,  albo  ją  i  Jamesa  do  siebie. 
Wielkim  zaskoczeniem  było  dla  niego,  kiedy  po  szkole  rozeszła  się 
plotka,  że  Harry  Potter  i  Ginny  Weasley  spotkają  się  ze  sobą,  ale 
przyjął  to,  jako  coś  przejściowego.  Nie  wiedział,  że  tych  dwoje,  a 
także Hermiona i Ron Weasley byli w sobie tak szaleńczo zakochani. 
Jednak  ucieszył  się,  kiedy  to  zbliżyło  ich  do  siebie.  Jednak,  kiedy 
dzisiejszego  dnia  zobaczył  ich  przez  przypadek  na  cmentarzu  w 
Dolinie  Godryka,  jak  zmierzają  w  stronę  grobu  rodziców  chłopaka, 
był zdumiony, a jeszcze większym szokiem był dla niego widok tych 
dwojga składających przed sobą przysięgę  małżeńską i wkładających 
sobie  obrączki  na  palec.  Ale  z  drugiej  strony  był  wdzięczny 
chłopakowi za takie poświęcenie i opiekę nad córką.  

 

Cóż  z  tego,  skoro  musiał  jednak  powiedzieć  o  tym  Czarnemu  Panu. 
Widział jak czarny cień skrada się za nim między krzakami, kiedy stał 
przy  grobie.  Wiedział,  kto  tam  jest.  Bella  już  od  dłuższego  czasu 
ś

ledziła  każdy  jego  ruch,  żeby  móc  przekazać  o  nim  złe  wieści  dla 

Voldemorta,  dlatego  musiał  zachowywać  się  bardzo  ostrożnie. 
Kobieta  nie  była  w  stanie  zobaczyć  duchów  Potterów,  Blacka  i 
Dumbledore’a,  ale  w  każdej  chwili  mogła  usłyszeć,  o  czym 
rozmawiają. W pewnym momencie doszły do niego słowa kobiety.  

 

-  Pracuję  nad  czymś  nowym,  Panie,  ale  nie  pożałujesz,  kiedy  będą  z 
tego jakieś efekty – powiedziała.  

 

-  Czy  tym  zadaniem,  jest  podążanie  za  mną  krok  w  krok?  –  zapytał 
zjadliwie. 

 

Wszyscy  popatrzyli  na  niego  w  osłupieniu,  a  zaraz  potem  przenieśli 
rozwścieczony wzrok na kobietę. Czyli wszyscy wzięli w tym udział. 

background image

Zdawał  sobie  sprawę,  że  każdy  przebywający  w  tym  pokoju 
ś

mierciorzerca  go  nienawidzi  i  najchętniej  by  się  go  jak  najszybciej 

pozbyli. Teraz, kiedy widział ich wszystkich, jak zerkają to na niego, 
to na Czarnego Pana zestracham w oczach, miał tego pewność.  

 

- Czy to było twoim zadaniem, Bello? – zapytał cicho Voldemort.  

 

W pokoju nastała głucha cisza. A więc On o tym nie wiedział. Złość 
na  jego  twarzy  była  autentyczna.  Zawsze,  kiedy  dowiadywał  się  o 
jakimś  dowodzie  nielojalności  nie  umiał  udawać  emocji.  W  takich 
przypadkach, było to dla niego, Severusa, znakiem, że nadal cieszy się 
jego  bezgranicznym  zaufaniem.  Widział  jak  wszyscy,  z  zwłaszcza 
Bellatrix,  zlękli  się  przed  swoim  panem.  Patrzyli  na  niego  ze 
strachem.  

 

- T-t-tak, Panie – wyjąkała.  

 

W całej sali rozbrzmiał wściekły ryk mężczyzny, a kobieta wyleciała 
w  powietrze  z  krzykiem  i  zatrzymała  się  dopiero,  kiedy  trafiła  na 
ś

cianę. Osunęła się z jękiem na ścianę, ale nikt się nie podniósł, żeby 

jej pomóc.  

 

- Mógłbym cię zabić – powiedział Voldemort z różdżką wycelowaną 
w  jej  stronę  –  ale  jesteś  zbyt  mi  oddana.  Nie  chcę  więcej  słyszeć  o 
czymś takim – zwrócił się do reszty – Severus jest mi bardziej lojalny 
niż wszyscy razem wzięci. Nie chcę więcej takiego nieposłuszeństwa, 
bo spotka was kara gorsza od tej – wskazał na szlochającą u jego stóp 
Bellatrix.  

 

W  tym  samym  czasie,  Harry  Potter  podniósł  się  z  podłogi  w  swoim 
pokoju  i  usiadł  obok  zmartwionej  Hermiony.  Mojej  żony,  pomyślał  i 
uśmiechnął  się  do  niej  przepraszająco.  Dziewczyna  usiadła  obok 
niego  i  przytuliła  mocno.  Zauważył,  że  w  ciągu  kilku  ostatnich 
tygodni,  od  tego  wydarzenia  w  święta,  nie  naciskała  już  na  niego  w 
sprawie  oklumencji.  Stała  się  mniej  na  tym  punkcie  wyczulona, 

background image

chociaż  i  on  w  tym  czasie  wszedł  do  umysłu  Voldemorta  tylko  raz. 
Dzisiaj  zdarzyło  się  to  po  raz  drugi.  Siedział  przytulony  do  swojej 
ukochanej  i  starał  się  przeanalizować  wszystko,  co  zdołał  zobaczyć. 
Voldemort  był  wściekły  na  Bellatrix,  ale  nie  zobaczył,  dlaczego. 
Twarze  wszystkich,  którzy  siedzieli  przy  stole,  męża  Belli, 
Malfoy’ów,  Dołohowa  i  wielu  innych  śmierciożerców,  wyrażały 
przerażenie.  Jedynie  Snape  patrzył  na  to  wszystko  obojętnie.  Nie 
poruszył  się,  ani  nic.  Po  prostu  siedział  i  się  patrzył.  W  umyśle 
zabójcy  pojawiło  się  zadowolenie  i  myśl,  że  ten  czarodziej 
przypomina go bardziej niż myślał. I że to on mógłby kiedyś zastąpić 
go.  

 

Ale  Harry  nie  chciał  o  tym  myśleć.  Cieszył  się  po  prostu  chwilą 
spędzaną z Hermioną. Po powrocie do zamku poprosili Zgredka o coś 
do jedzenia i usiedli w salonie Harry’ego. Hermiona wydawała się być 
szczęśliwa,  uśmiech  nie  schodził  z  jej  twarzy,  a  złota  obrączka 
błyszczała  na  palcu  z  każdym  poruszeniem  dłoni.  On  sam  chciał  się 
cieszyć  bez  przeszkód,  ale  wiedział,  że  nie  mogą  się  przed  nikim 
wydać. To część jego planu, a ona się na to zgodziła.  

 

Kiedy  skończyli  obiad,  Hermiona  zapatrzyła  się  na  złoty  krążek 
widniejący na serdecznym palcu jej prawej ręki. Pamiętała, co ustalili, 
ż

e nie będą się z tym na razie obnosić, ale czuła niemal fizyczny ból 

na myśl, że miałaby zdjąć obrączkę.  

 

- Możesz ją tak nosić – usłyszała głos swojego męża

 

- I miałabym mówić ludziom, że dostałam ją w spadku po rodzicach? 
– zaśmiała się – Dziękuję, ale wolę nie. Za dużo byłoby później z ty 
problemu.  

 

Okrążyła  stół  i  usiadła  mu  na  kolanach.  Paczuła  właśnie  na  swojej 
skórze pocałunek, kiedy Harry jakby omdlał. Wiedziała, co się dzieje. 
Była świadkiem jego przenikania do umysłu Voldemorta tyle razy, że 
nawet we śnie wiedziałaby, że to się stało. I wiedziała też, że nie może 
mu pomóc w żaden sposób. Uklękła przed nim i czekała, kiedy do niej 

background image

powróci.  Trwało  to  tylko  chwilkę,  ale  kiedy  Harry  spojrzał  na  nią 
przytomniej, zobaczyła w jego oczach, że to, czego się dowiedział tym 
razem, bardzo go zaniepokoiło. Nie była w stanie złościć się na niego. 
Zrobiła  tylko  jedną  możliwą  do  przyjęcia  rzecz.  Po  prostu  go 
przytuliła.  Wtulił  się  w  nią  tak  mocno,  że  aż  czuła  ból,  ale  nie 
odezwała  się  ani  słowem.  Nie  zapytała  też,  co  zobaczył.  Powie  jej, 
kiedy będzie chciał, tak jak zawsze.  

 

-  Musisz  coś  z  tym  zrobić,  Harry  –  szepnęła  do  niego  zbolałym 
głosem – On może cię wykończyć takim sposobem.  

 

- Wiem, przepraszam – odpowiedział – Był wściekły na Bellatrix. Po 
prostu za bardzo pozwolił wypłynąć emocjom na wierzch.  

 

Siedzieli  tak  przez  dłuższą  chwilę  zanim  oboje  się  uspokoili.  Harry 
pocałował  ją  namiętnie,  ale  ktoś  nagle  zapukał  do  drzwi  i  musieli 
powstrzymać  się  przed  dalszymi  pieszczotami.  Niechętnie  wstali  i 
Harry  podszedł,  aby  otworzyć  drzwi.  Kątem  oka  zobaczył  jak 
Hermiona  siada  w  drugim  fotelu  i  zagłębia  się  w  książce  leżącej  na 
oknie. Uśmiechnął się do niej z przekąsem, ale nic nie powiedział.  

 

Za drzwiami zastał Neville’a i Lunę. Spojrzał na nich zdziwiony, ale 
kiedy  nie  powiedzieli  ani  słowa  zaprosił  ich  do  środka,  jednocześnie 
zauważając  zdziwione  spojrzenia  innych  uczniów.  No  tak,  niewielu 
nauczycieli  wpuszcza  uczniów  do  swoich  prywatnych  pokoi. 
Odwrócił  się  do  przybyłych  i  zobaczył  jak  dziwnie  przyglądają  się 
jego  towarzyszce,  a  ta  w  odpowiedzi  uśmiechnęła  się  do  nich 
niepewnie.  Kiedy  Hermiona  spojrzała  mu  w  oczy,  zobaczył  w  nich 
przerażenie.  Zwrócił  uwagę  na  to,  że  prawą  dłoń  zawinęła  w  rękaw. 
Wtedy  ponownie  spojrzał  na  przyjaciół  i  zobaczył,  że  wpatrują  się 
właśnie  w  jej  rękę.  Widząc  dziwne  znaki  dawane  mu  przez  żonę, 
Harry  szybko  wsadził  dłoń  do  kieszeni  spodni  i  nadal  stojąc  za  nimi 
niezauważalnie zsunął swoją obrączkę i schował głęboko w kieszeni, 
aby jej nie zgubić.  

 

- Coś się stało? – zapytał ich Harry.  

background image

 

- Rozmawialiśmy z innymi uczniami – powiedział Neville odwracając 
się w jego stronę.  

 

Wzrok  chłopaka  powędrował  od  razu  na  rękę  Harry’ego  i  ze 
zdziwieniem, a także ulgą, co bardzo zdziwiło Harry’ego i Hermionę 
zobaczył brak pierścienia u chłopaka. Oboje z Luną odetchnęli.  

 

-  Chodzi  o  to,  że  uważamy,  iż  dobrym  pomysłem  byłoby,  gdybyście 
reaktywowali  Gwardię  Dumbledore’a  –  powiedziała  dziewczyna  – 
Rozmawialiśmy ze starymi członkami, którzy nadal są w Hogwarcie, 
ale  także  spytaliśmy  o  to  innych  i  profesor  Mcgonnagall.  Ona  też 
uważa to za dobry pomysł.  

 

- Ale ja nie wiem, czy tak jest – odezwał się Harry.  

 

- Dlaczego? – zdziwiła się . 

 

- Luna, do końca roku zostały tylko cztery miesiące, a w międzyczasie 
muszę  jeszcze  przygotować  uczniów  do  SUM-ów  i  OWTEM-ów  – 
przypomniał im – A i tak normalnie więcej mnie w tej szkole nie ma, 
niż jestem. Nie wiem czy to ma sens.  

 

-  Nauka  nie  ma  sensu,  panie  profesorze?  –  zapytała  niewinnie 
Hermiona.  

 

- Jesteś gotowa na jeszcze więcej dodatkowych zajęć? – zapytał ją.  

 

- Pewnie – odpowiedziała – Wiesz, że zawsze jestem chętna do nauki.  

 

Słowa  dziewczyny  zabrzmiały  dla  niego  dwuznacznie  i  po  jej  minie 
zrozumiał, że ona sama potraktowała tak własne słowa, zaraz po tym 
jak je wypowiedziała. Uśmiechnął się do niej złośliwie, ale ich goście 
chyba niczego nie zauważyli. Harry podszedł do jej fotela i usiadł na 

background image

brzegu,  oplatając  ręką  oparcie  za  jej  głową,  a  Nevillowi  i  Lunie 
wskazał pozostałe dwa fotele.  

 

- Hermiona zastanów się. Ostatnio chodzisz ciągle zmęczona. W nocy 
nie śpisz, a w dzień odsypiasz gdzie się da. Sama tak mówisz – dodał 
szybko, gdy zorientował się, że powiedział za wiele.  

 

- Jak będę miała więcej zajęć lepiej będę spała – zripostowała.  

 

-  A  inne  zajęcia?  Kiedy  będziesz  przygotowywać  się  do  lekcji, 
sprawdzać  zadania,  sprawdziany,  dodatkowe  zajęcia,  szlabany, 
odpoczywać, jeść – zasypał ją – Poza tym musisz mi pomóc.  

 

- I tak mnie wykluczyłeś – wypomniała mu.  

 

- Znów wracasz do tego wyjazdu?  

 

-  Tak,  ponieważ  mnie  to  boli  –  powiedziała  –  Gdyby  to  Ron  był  na 
moim  miejscu,  nie  patrzyłbyś  na  nic  –  zamilkła,  jak  tylko  jej  słowa 
przebrzmiały.  

 

Harry wstał z fotela i zaczął chodzić po pokoju, a Hermiona patrzyła 
na niego ze strachem. Nie przejmowała się obecnością przyjaciół. Dla 
niej  Neville  i  Luna  byli  jak  Ron  i  Ginny.  Tyle  razem  przeżyli,  że  w 
pewnych  chwilach  ich  obecność  traktowała,  jako  coś  oczywistego, 
zapominając,  że  jednak  nie  są  tak  bardzo  wtajemniczeni  w  ich 
prywatne  sprawy,  jak  zapewne  dwoje  zmarłych  przyjaciół  by  było. 
Zapomniała się, dlatego powiedziała to, co powiedziała.  

 

- Harry, przepraszam – wyszeptała – Nie chciałam cię zranić.  

 

- Wiem – odpowiedział.  

 

background image

Stał naprzeciw, odwrócony do niej plecami. Palce miał wplecione we 
włosy i szarpał nimi na wszystkie strony. Hermiona poczuła jak po jej 
policzku spływa łza. Wstała i w pośpiechu podeszła do chłopaka. Nie 
zrobiła nic, poza tym, że się do niego przytuliła. Po chwili poczuła jak 
znajome  ramiona  oplatają  ja  w  talii  i  mocno  przyciskają  do  piersi, 
którą przecież tak dobrze znała. Harry nachylił się nad nią i wyszeptał 
jej do ucha, że ją kocha. Była w stanie tylko kiwnąć głową, ponieważ 
rozpłakała się na dobre. Nie wie, kiedy Harry przeniósł ją na fotel tak, 
ż

e  siedziała  mu  teraz  na  kolanach.  Minęło  kilka  minut  zanim  się 

uspokoiła,  a  kiedy  była  w  stanie  cokolwiek  zobaczyć,  jej  wzrok  padł 
na  gości,  którzy  patrzyli  na  nią  ze  współczuciem.  Zrobiło  jej  się 
wstyd, ale nie ukrywała się.  

 

-  Przepraszam  –  wyszeptała  do  nich  –  Musi  to  wyglądać,  jakbym 
udawała i próbowała wzbudzić wasze współczucie.  

 

- Hermiona przestań – powiedziała Luna i pogłaskała jej ramię.  

 

- Ron i Ginny byli również naszymi przyjaciółmi i wiemy, co czujesz 
– dodał Neville.  

 

-  No  i  musi  dochodzić  jeszcze  straszne  poczucie…-  zająknęła  się 
dziewczyna - …winy.  

 

Jej  twarz  przybrała  kolor  wiśni,  a  kuksaniec,  jaki  zaserwował  jej 
towarzysz  wcale  jej  nie  pomógł.  Schowała  tylko  twarz  w  dłoniach  i 
zaczęła  ich  przepraszać.  Harry  i  Hermiona  wiedzieli,  że  tak  będzie. 
Może  i  nie  afiszowali  się  ze  swoim  związkiem,  ale  uczniowie  z 
pewnością  widzą  jak  się  zachowują  wobec  siebie  i  plotkują.  Harry 
sam  wielokrotnie  miał  okazję  podsłuchać  rozmowy  uczniów  na  ich 
temat i wiedział, co się mówi w Hogwarcie. Miał tylko nadzieję, że te 
plotki  nie  dotrą  zbyt  szybko  do  Hermiony.  Chociaż  z  drugiej  strony 
lepiej,  że  to  się  stało  wcześniej  niż  później.  Popatrzył  tylko  na 
przyjaciół ze zrozumieniem i złożył pocałunek na policzku ukochanej.  

 

background image

- Tak się o nas mówi w szkole? – dobiegło go pytanie Hermiony.  

 

-  Przykro  mi  –  odpowiedział  –  Ale  to  jedne  z  łagodniejszych 
komentarzy.  

 

-  My  wiemy,  jak  między  wami  jest  –  dodał  Neville  –  Nigdy  nie 
pomyśleliśmy, że cieszy was ich śmierć.  

 

-  Gdybym  wcześniej  wiedziała,  że  kocham  Harry’ego  na  pewno  nie 
spotykałabym  się  z  Ronem.  A  Harry  z  Ginny  –  powiedziała 
Hermiona.  

 

Wstała nagle z jego kolan i tym razem to ona przemierzała pokój. Ale 
nie  była  pogrążona  w  smutku,  jak  on,  lecz  była  najzwyczajniej  w 
ś

wiecie  wściekła.  Złościły  ją  plotki  innych  na  jej  temat.    Pamiętała 

dokładnie  jak  to  było  w  czwartej  klasie.  Najpierw  jej  domniemany 
romans z Harrym, a później z Wiktorem. Denerwowało ją to wtedy i 
denerwuje  to  teraz,  nawet,  jeżeli  jest  postrzegana  tylko,  jako 
przyjaciółka  Harry’ego  Pottera,  która  staje  u  jego  boku  w  każdej 
walce. Wściekała się, ponieważ teraz każdy ich przejaw uczuć wobec 
siebie  będzie  pod  obserwacją  i  każdy  czarodziej,  jaki  to  przeczyta, 
dojdzie do tego samego wniosku, co większość uczniów.  

 

Ż

e dla nich śmierć Rona i Ginny była na rękę.  

 

- Kochałam Rona – powiedziała – I nadal kocham, ale inaczej. Zawsze 
był  dla  mnie  jak  brat.  W  ogóle  jego  rodzina  była  dla  mnie  jak  moja 
własna.  Po  tylu  latach  razem  poczuliśmy  do  siebie  coś  więcej.  A 
potem  on  zginął,  Harry  był  nieprzytomny  przez  ponad  tydzień. 
Zostałam  sama  i  nikt  nie  mógł  mnie  pocieszyć  po  jego  śmierci,  bo 
Harry  sam  walczył  o  życie.  Znamy  się  od  siedmiu  lat  –  powiedziała 
do niego – Czy to możliwe, że przywiązanie bierzemy za miłość? Czy 
było tak też w przypadku Rona i Ginny? – zapytała.  

 

background image

-  Nawet  tak  nie  myśl  –  odpowiedział  ostro  –  Kochaliśmy  ich 
naprawdę. Bez żadnych ukrytych podtekstów. Może nie były to aż tak 
silne uczucia jak chcieliśmy, ale były prawdziwe. A jeśli chodzi o nas, 
to  łączy  nas  nie  tylko  miłość.  Hermiona,  choćby  nie  wiem,  co  się 
między nami  wydarzyło byłaś, jesteś i do końca życia będziesz  moją 
najlepszą  przyjaciółką.  Wszystkie  inne  uczucia  mogą  zniknąć,  ale  to 
pozostanie na zawsze. Nie ma takiej opcji, żebym pozwolił ci odejść.  

 

Przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy i Hermiona wiedziała, że 
to,  co  powiedział  jest  prawdą.  Przyjaciółmi  będą  nawet,  jeżeli 
wszystko  inne  zniknie.  A  ona  osobiście  postara  się,  żeby  o  tym  nie 
zapomniał.  Podeszła  do  niego  i  uścisnęła  mu  dłoń.  Po  prostu  i  nic 
więcej. Zwykły gest przyjaźni, który wykracza poza całą miłość, jaką 
do niego czuje. 

 

-  Dobrze  powiedziane  –  mruknęła  Luna,  czym  sprowadziła  ich  na 
ziemię.  

 

Hermiona  uśmiechnęła  się  do  dziewczyny  z  wdzięcznością. 
Wiedziała,  że  to,  co  zostało  powiedziane  w  tym  pokoju,  nie  wyjdzie 
poza jego ściany. Usiedli wspólnie przy kominku, na którym palił się 
ogień  i  znów  powrócili  do  przerwanego  tematu.  Harry  nadal  nie  był 
przekonany,  co  do  ponownego  uruchomienia  GD,  ale  zapał,  jaki 
okazywali  jego  przyjaciele  coraz  bardziej  go  przekonywał.  Dlatego 
postanowił, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni ponowi spotkania 
GD. 

 

Wspólnie  spędzony  czas  z  przyjaciółmi  był  dla  nich  obojga,  czymś 
niezbędnym.  Hermiona  nie  pamiętała,  kiedy  ostatnio  mogła 
porozmawiać  z  jakąś  przyjaciółką  o  zwykłych  prostych  sprawach. 
Luna wypytywała ją o to jak się między nimi układa, gdzie mieszkają 
i  sama  przyznała  się,  że  między  nią  a  Nevillem  dzieje  się  coś  więcej 
niż  przyjaźń.  Hermiona  szczerze  się  z  tego  cieszyła.  Oboje  wiele 
przeszli w życiu. Tak naprawdę to mieli wiele wspólnego właśnie z jej 
ukochanym. Wszyscy w jakiś sposób cierpieli w życiu zarówno przez 
ś

mierć  rodziców,  czy  śmierciorzerców.  Powinni  trzymać  się  razem  i 

background image

może właśnie to było powodem, że tak dobrze się ze sobą dogadywali. 
Kiedy  pożegnali  się  wreszcie,  Harry  opadł  na  swoje  łóżko  ze 
zmęczenia. 

 

- Wiele rzeczy zostało dzisiaj powiedziane – wyszeptał.  

 

-  Tak  –  zgodziła  się  Hermiona  –  Ale  uważam,  że  było  to  konieczne. 
Wrzecie  atmosfera  oczyściła  się  całkowicie.  Jestem  z  tego  bardzo 
zadowolona.  

 

-  Ja  też  –  odpowiedział,  jednocześnie  wyciągając  z  kieszeni  spodni 
złotą  obrączkę  –  Mam  coś  dla  ciebie  –  powiedział  i  wyciągnął 
podłużne pudełeczko z szuflady stolika.  

 

Kiedy  Hermiona  uniosła  wieczko  jej  oczom  ukazał  się  długi  złoty 
łańcuszek.  Prosty,  bez  żadnego  wzoru  i  wisiorka.  Z  początku 
wyglądała  na  zdziwioną,  ale  kiedy  zobaczyła  rozbawienie  na  twarzy 
ukochanego, domyśliła się, że ma to jakiś cel. Harry złapał ją za prawą 
dłoń, a ona poczuł strach, gdy zdjął jej z palca pierścionek.  

 

-  Nie  będziemy  mogli  ich  nosić,  dopóki  wszystko  się  nie  uspokoi  – 
rzekł  i  wyciągnął  łańcuszek  z  pudełka,  wsuwając  na  niego  krążek  – 
Ale  nie  chcę,  żebyś  się  z  nią  rozstawała.  Dla  siebie  mam  taki  sam  – 
dodał i zapiął łańcuszek na jej szyi.  

 

Uradowana  Hermiona  rzuciła  mu  się  w  ramiona  i  zaczęła  namiętnie 
całować.  Kiedy  po  dwóch  godzinach  leżeli  nadal  w  siebie  wtuleni, 
próbując  uspokoić  oddech,  dziewczyna  pomyślała,  że  spotkało  ją 
największe szczęście, jakie może się w życiu przytrafić.