background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

Rozdział 29 

Nie pozwoliłam Devynowi obudzić Luciusa. 

Użyłam snu swojego kochanka na swoją korzyść i rozchyliłam jego szatę, sprawdzając 

rany. Na jego lewym ramieniu znajdował się gruby biały bandaż, miał też zestaw siniaków 
znaczących pierś. Poza tym, wydawało się, że wszystko z nim w porządku.  

Owijając jedno ramię wokół talii, użyłam drugiego, aby przeciąć więzy na jego 

nadgarstkach. Natychmiast uderzyła mnie jego waga, więc ułożyłam go na ziemi najdelikatniej 
jak mogłam.  

Boże, ale ja za nim tęskniłam. Przeciągnęłam palcami po zarośniętej szczęce. Ten 

mężczyzna wierzył we mnie, kiedy mój ojciec nie był w stanie. Mógł kłamać w sprawie naszego 
partnerstwa, ale przynajmniej wierzył we mnie na tyle żeby pozwolić mi pracować i nie 
próbował mnie osłaniać, albo przetrzymywać w domu.   

Bez żadnej podpowiedzi z mojej strony, Devyn odciął pozostałych niewolników.  Gdy 

dotarł do kręconej blondynki, spojrzał na mnie. „Kupiliśmy ją, prawda?” 

„Nie możesz jej zatrzymać,” odpowiedziałam ze zduszonym śmiechem. 

„Ty zatrzymujesz tamtego,” powiedział, wskazując na Luciusa podbródkiem. 

„Tak, ale on tego chce.” 

Spojrzał na blondynkę, a później na mnie. „Ta tutaj też może chcieć. Potrzebuje z nią 

tylko pięciu minut, sam na sam.”  

Potrząsnęłam głową. „Możesz ją zapytać czy chce z tobą spędzić pięć minut, ale nie 

możesz jej zmusić.” 

Skrzywił się. 

Chwilę później z wyciągniętą bronią ogniową, Michael i dziesięciu innych agentów 

wpadło do magazynu. Zdając sobie sprawę, że wszyscy śpią opuścili bron, ale pozostali czujni.  

„Tutaj,” zawołałam. Dwóch agentów dotarło do mnie przed Michaelem. „Zaprowadźcie 

teko mężczyznę do medyka, później do mojego mieszkania.”  Przytaknęli, kiedy podałam im 
adres.  

Wspólnie wsparli Luciusa na swoich ramionach. Jęknął z bólu. 

„Ostrożnie,” rzuciłam. „Jest ranny.” 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

„Zawieźcie go do mojego domu,” wtrącił Michael. „Nasz lekarz go tam poskłada.” 

„Zaprowadźcie go do medyka, a później do mojego mieszkania, albo przedstawię was 

mojemu nożowi.” 

Spojrzeli na Michaela z lękiem, ponieważ wiedzieli, że to zrobię. Skinął gwałtownie. 

„Róbcie jak mówi.” 

Gdy tylko mężczyźni wynieśli Luciusa, odwróciłam się do ojca. Nasze spojrzenia się 

spotkały, trzymały. Wciąż mieliśmy sprawę do załatwienia. „Wszyscy na rusztowaniu zostali 
porwani przez EenLiego, na sprzedaż. Jest też kilku na ziemi.” 

„A co z EenLim?” zapytał. 

Wstałam wzruszając ramionami. „Nie żyje. Z moich rąk.” 

Rozluźnił się i przesunął ręką po zmęczonej twarzy. „Więc to koniec.” 

„Tak.” 

„Jestem z ciebie dumny Eden.” Sięgnął i ścisnął mnie za ramię. „Zbyt rzadko ci to 

mówię.” 

„Tak, jesteś dumny, ale czy w końcu we mnie uwierzyłeś?” 

„Zawsze w ciebie wierzę.” 

Zepchnęłam jego rękę. „Michel, zapłaciłeś facetowi żeby miał na mnie oko. Nigdy nie 

ufałeś, że poradzę sobie sama.” 

„Bałem się o ciebie. To różnica.” Potarł skroń. „Zabierzmy cię do domu. Możesz napisać 

pełen raport rano. Zjemy śniadanie, a w przyszłym tygodniu będziesz mogła zacząć nowe 
zadanie. Mam już jedno przygotowane –” 

„Powiedziałam, że już dla ciebie nie pracuję.” 

„Oboje wiemy, że nie miałaś tego na myśli.” Kiedy nic nie odpowiedziałam, kopnął 

piasek czubkiem buta. „Dobra, jeśli nie chcesz dla mnie pracować nie musisz. Claudia Chow 
martwiła się o ciebie i wydzwaniała przez dwa dni. Zawsze możesz wrócić do niej, kontynuować 
bycie jej tłumaczem.” 

Tego też nie miałam zamiaru robić. Właściwie, to nie wiedziałam, co mam robić. 

Przegryzając wargi, spojrzałam na buty, starając się przygotować na rozmowę, którą chciałam 
rozpocząć. Wyciąganie tego było trudniejsze niż zabicie celu, ale jeśli nie zrobię tego teraz, to nie 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

zrobię nigdy. Po prostu to powiedz. „EenLi wspomniał coś na temat moich rodziców. Nigdy o 

nich nie rozmawialiśmy, ale chciałabym wiedzieć czy kiedykolwiek dowiedziałeś się, kto ich 
zabił.” 

Nic nie powiedział. I gdy minęła chwila, poczucie winy zalało jego wciąż przystojną 

twarz. 

Mrugnęłam na niego. „Michael?” 

„Eden,” zaczął zanim urwał. „Przepraszam. Tak mi przykro. Tak długo chciałem prosić 

cię o wybaczenie, ale nie mogłem się przemóc. Po prostu nie mogłem.” 

W tym momencie, odkryłam, że to prawda. EenLi nie kłamał. W głębi duszy, 

spodziewałam się usłyszeć od Michaela, że zrobił to EenLi. Ale nie, w rzeczywistości to Michel 
zadał śmiertelne ciosy. Ostry ból przeszył moją pierś, sprawiając, że prawie jęknęłam. Nigdy mi 
nie powiedział; trzymał to w tajemnicy przez te wszystkie lata. Nie ufał mi, że i tak go pokocham. 
Że wybaczę. 

Zdając sobie z tego sprawę, coś we mnie pękło, uwolniło się. Złość i bezsilność za te 

wszystkie lata, przez które nie mówiłam o moich rodzicach, ponieważ zakładałam, że Michael 
nie chcę przypomnienia, iż nie jest moim biologicznym ojcem. 

Uderzyłam go. Głowa poleciała w bok. Powoli spojrzał na mnie, pocierając krwawiące 

usta.  

„Zasłużyłem na to,” powiedział ze spokojem. 

Patrzyłam na jego twarz, twarz, którą kochałam i czciłam przez tak długi czas. „Powiedz 

mi, dlaczego.” 

„To była praca kochanie. Jedynie praca. Mogli cię kochać, chronić i traktować jak 

najcenniejszy skarb, jednak wciąż sprzedawali narkotyki. Narkotyki, które zabijały ludzi. 
Zrobiłem, co musiałem, za co mi zapłacono. Ilu rodziców ty zabiłaś?” zapytał cicho, mrocznie. 
Wymownie. 

Niskie posunięcie. Bardzo niskie. Moje kolana niemal się ugięły, kiedy jego słowa 

uderzyły w mój umysł, powtarzając się w kółko. Prawda była taka, że nie znałam odpowiedzi na 
to pytanie. Najprawdopodobniej odpowiedzią było wielu. Wielu. Nie wiedziałam jak wielu 
rodziców, braci, sióstr, cioć i wujków zabiłam przez te wszystkie lata. Być może nie 

dopuszczałam do siebie tej myśli. Zawsze wykonywałam swoją pracę – tak jak zrobił to Michael. 

„Eden ja-” sięgnął po moją dłoń. 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

Uderzyłam go w nadgarstek. „Daruj sobie. W tej chwili nie chcę tobą rozmawiać. Tak, 

wybaczam ci i nawet to rozumiem, ale po prosty teraz nie mogę z tobą rozmawiać.” 

Następnie odwróciłam się od niego i zaczęłam pomagać innym agentom oddzielać ludzi 

EenLiego od niewolników i aukcyjnych gości. Strażnicy będą trzymani przy życiu przez następny 

dzień lub dwa w celu przesłuchania, na wypadek gdyby okazało się, że jacyś inni ludzie są gdzieś 
przetrzymywani.  Później zostaną zabici. Nie miałam pojęcia, co stanie się z kupującymi. W tym 
momencie, po prostu mnie to nie obchodziło. 

Michael pracował obok mnie, cichy i zamyślony. Kochał mnie, wiedziałam to. I to 

sprawiało, że męka, jaką odczuwałam wewnątrz stawała się jeszcze gorsza. 

Devyn również ze mną pracował. Michael go ignorował, najprawdopodobniej wciąż zły, 

że sięgnęłam po pomoc od króla a nie od niego. Boże, czułam się tak krucha. Potrzebowałam 

Luciusa. Jego siły. Jego pocieszających ramion.  

Kiedy skończyliśmy oczyszczać magazyn, odciągnęłam Devyna na bok. „Zawieziesz 

mnie do domu?” 

Owinął ramię wokół mojej talii, dając mi pocieszający, braterski uścisk. ”Oczywiście.” 

Wyszłam z budynku nie oglądając się za siebie. Czułam wzrok Michaela, wbijający się w 

moje plecy. 

Wkrótce nastał świt. W końcu powietrze stało się chłodne, ale pachniało samotnością i 

rozpaczą. A może to byłam ja. Zamknęłam się. Przytłoczona tym wszystkim. Moje nogi zdawały 

się związane, ramiona zbyt ciężkie. Szyja protestowała nad ciężarem głowy. Musiałam zmuszać 
się do ruchu zanim dotarłam do Jaguara Devyna. Opadłam niezgrabnie, wewnątrz, kiedy on 
usadowił się na siedzeniu kierowcy. 

„Nie martw się o noce które mi wisisz,” powiedział. „Wrócę, kiedy już wypoczniesz.” 

Oparłam się i zamknęłam oczy. „Dam ci twoje noce Devyn. Zrobiłeś wszystko żeby na 

nie zasłużyć. Ale wiesz, co? Nie sądzę żebyś ich zażądał. Jesteś mężczyzną z honorem i wiesz, że 
kocham innego mężczyznę.” 

Cisza. 

Cisza, która trwała przez bardzo długi czas. 

„Niech cię cholera,” w końcu wymruczał. 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

Byłam blisko całkowitego załamania, a nie chciałam tego robić tutaj, z tym mężczyzną. 

Chciałam Luciusa. 

Devyn zawiózł mnie do mojego mieszkania. W końcu. Dom. Kiedy dojechał do budynku 

wywlokłam się z samochodu, a drzwi zamknęły się z trzaskiem. Powietrze było chłodniejsze niż 

przez cały tydzień – bardziej rześki, a mniej suche. 

Okno zsunęło się z cichym świstem. „Eden,” zawołał Devyn. 

Nie wiedziałam, co zamierza powiedzieć, ale odwróciłam się wracając do samochodu. 

Zawdzięczałam Devynowi wszystko, nie dostał on jednak nic w zamian. Naprawdę posiadał zbyt 
dużo honoru żeby się mnie trzymać.  Bez słowa, pochyliłam się w jego kierunku i otarłam ustami 
o jego. Na początku delikatnie, później jednak zwiększyłam nacisk. Gdy rozchylił usta, wsunęłam 
język do środka. Ponownie, smakowałam jego ciepło, jego męskość. 

Nie trwało to długo, jedynie kilka sekund zanim się odsunęłam. Obserwowałam jak 

Devyn liże usta, delektując się moim smakiem. „Dziękuję za wszystko.” 

„Mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy,” powiedział, jego bursztynowe oczy lśniły. „I 

mam nadzieję, że twój człowiek jest tego wart.” 

„Jest,” powiedziałam. Tego jednego byłam pewna. „Jest.” 

 

 

Rozdział 30 

Opatrzony i nafaszerowany lekami, Lucius spał spokojnie w moim łóżku. Wzięłam 

prysznic, suchy natrysk zmył okropności nocy. Wreszcie czysta, zwinęłam się w łóżku obok 
niego. Jego ciepło przeniknęło we mnie. Łzy spływały po policzkach, śledzone szybko przez 
następne. W dół, w dół, złote krople spadały aż zaczęłam szlochać, trząść się i drżeć. Płakałam 
dopóki moje oczy nie spuchły, szlochając za rodziną, którą straciłam, obojgiem rodziców i 

Michaelem, z powodu wszystkich rzeczy, które zrobiłam.  

Podczas gdy prawdopodobnie niszczyłam rodziny, uwalniałam również świat od zła. 

Ludzie spali spokojnie dzięki zabójstwom, jakich dokonywałam. Musiałam zadowolić się tą 

wiedzą.  Zdając sobie sprawę, że Michael robił to samo. 

W końcu odpłynęłam w sen.  

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

Kiedy się obudziłam, na początku nie rozpoznałam otoczenia. Wydawało się, że minęła 

wieczność odkąd oglądałam ten pokój i zajęło mi chwilę przypomnienie sobie, że byłam w moim 
nowym mieszkaniu. Łóżko z baldachimem, ściany w kolorze kawy. Lucius wciąż spał, wciąż 
znajdował się obok mnie. 

Zwlokłam się z materaca i zatoczyłam do kuchni, gdzie przygotowałam sobie szklankę 

słodzonej wody.  Piłam głęboko. Miałam właśnie napełnić z powrotem szklankę, z zamiarem 
wylania zawartości na twarz Luciusa żeby go obudzić, kiedy wbiegł do kuchni z dzikim błyskiem 
w swoich lodowo niebieskich oczach. Uspokoił się, kiedy mnie zobaczył. 

„Jesteś teraz mój,” to były pierwsze słowa z moich ust. „Zostałeś kupiony i opłacony.” 

„Mój Boże Eden. Prawie umarłem ze strachu o ciebie.” 

„Znam to uczucie.” 

Podszedł do mnie, a jego twardy wyraz twarzy był najpiękniejszą rzeczą, jaką 

widziałam. Coś, czego nie mogłam odczytać zaświeciło w tych jego elektryzujących oczach. Serce 
zabiło mi w piersi, kiedy przyciągnął mnie w objęcia. 

„Myślałem, że cię straciłem,” powiedział szorstko. Surowo. Odepchnął mnie na długość 

ramienia. „Gdzie się podziewałaś? Co się stało?” 

„Ja-” 

Jego spojrzenie powędrowało do moich ust. „Wyjaśnisz później. Za bardzo za tobą 

tęskniłem.” Potem zaczął mnie całować. 

Nie udało nam się dojść do łóżka.  Po prostu ściągnęliśmy z siebie ubrania i zrobiliśmy 

to na samo cieplnych, kuchennych płytkach. Nie mogłam przestać go dotykać. Moje ręce były na 

całym jego ciele, a jego na moim. 

Zaczęliśmy poruszać się razem, a kiedy we mnie wszedł, krzyknęłam z siłą mojego 

orgazmu. Niedługo potem podążył za mną. I tym razem, pozwoliliśmy ścianom odbijać dźwięki 

naszej rozkoszy.  

Po wszystkim, leżeliśmy razem dysząc. Wyjaśniłam, co się ze mną działo po sprzedaży. 

Powiedziałam mu nawet, że to Michael zabił moich rodziców. 

Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie. „Nie wiedziałem,” powiedział. „Przepraszam 

kochanie.” 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

„To słodkie jak na ciebie.”  Zepchnęłam na bok wewnętrzny ból i uśmiechnęłam się 

figlarnie. „A mi przejdzie. Po prostu potrzebuję czasu. Michael to dobry człowiek i mnie kocha.” 

„Kocha cię cholernie bardzo. Może nie aż tak jak ja, ale i tak wciąż cię kocha.” 

Poderwałam się i odwróciłam do niego. Rzucił te słowa tak niedbale, że bałam się, iż 

mogłabym go źle zrozumieć. „Co powiedziałeś?” 

Jego oczy wbiły się w moje. Nie udawał, że nie rozumie „Kocham cię. Kochałem już od 

jakiegoś czasu.” 

Ciężar spadł z moich ramion i nagle odniosłam wrażenie lżejszej od powietrza. 

Poczułam jak moje usta wykrzywiają się w szeroki uśmiech. „Cóż, ja ciebie też kocham.” 

„Może teraz w końcu przestaniesz próbować przez cały czas udowadniać swoją 

wartość.” Ujął moją twarz w dłonie. „ Wiem, jaka jesteś wspaniała. Nie ma nikogo lepszego.” 

Jego słowa mnie dotknęły, uwalniając jakoś. Miałam jego miłość. Zamknęłam tą sprawę 

i zabiłam mój cel. Wykazałam się. Odniosłam sukces. „Sam też jesteś niesamowity, wiesz o tym?” 

Z delikatnym szarpnięciem, pociągnął mnie na siebie. „Co miał na myśli Targon, kiedy 

mówił że dobiłaś z nim targu, aby mnie uwolnić?” 

„Pocałowałam go,” powiedziałam. „Dwa razy. I nie jest mi przykro z tego powodu. 

Oddałabym mu wszystko żeby cię ocalić.” 

„Cholera, sam bym go pocałował gdyby to oznaczało uratowanie twojego życia. Tylko 

obiecaj mi, że to się nie powtórzy. Jesteś moja.” 

Podobało mi się słysząc te słowa. Jesteś moja. „Wierzę ci,” powiedziałam przegryzając 

wargę i zmuszając twarz do pustego wyrazu. „Tylko że…” 

„Co?” zapytał marszcząc brwi. „Tylko że co?” 

„Nie znam twojego prawdziwego imienia.” Pogładziłam go po brzuchu… następnie po 

fiucie. „Powiedz mi, a ja pozwolę ci dojść.” Ścisnęłam go. Mocno. 

“Phineas Gaylord Hargrove,” powiedział z jękiem. „A teraz powiedz, co do cholery 

oznacza F?” 

„Poczekaj.” Mój chwyt się rozluźnił. „Powiedziałeś Phineas? Phineas Gaylord? Żartujesz 

prawda? Starasz się wyciągnąć ode mnie moją najgłębszą tajemnicę?” 

„To prawda,” warknął. „Tak mam na imię, więc połóż swoje ręce tam gdzie były.” 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

Śmiałam się, aż rozbolały mnie boki. Teraz wiedziałam, dlaczego tak gorliwie strzegł 

swojego nazwiska.  

Usiadł stukając palcem o płytki. „ Wydaję mi się, że masz mi coś do powiedzenia, a 

jestem zmęczony czekaniem.” 

„Dobrze. Powiem ci. Tak zażarcie uprzykrzałam życie Michaela, że podczas adopcji 

dodał mi drugie imię, sprawiając, że brzmiało ono Eden Fucking Black.” 

Lucius szczeknął ochryple ze śmiechu. „Zgrywasz się.” 

„Chciałabym, Phineas.” 

Próbował zrównać mnie spojrzeniem, ale jego oczy za bardzo błyszczały. Oboje 

wybuchneliśmy kolejną salwą śmiechu. Jednak, gdy tylko nasze rozbawienie opadło, zatonęliśmy 
w ciężkim milczeniu. Było coś jeszcze, co dokuczało i ciągnęło się między nami, ale nie chciałam 
tego wyciągać. 

„Gdzie jest Agent Luc?” w końcu zapytałam, zostając na bezpiecznym gruncie, unikając 

tego, o czym naprawdę powinniśmy porozmawiać. 

„Bezpieczna. Możemy pójść po nią później. Najpierw, muszę ci coś wyznać.” Lucius 

zrobił to, czego ja nie byłam w stanie; wyciągnął nasze problemy na światło dzienne. „Michael 
zapłacił mi żebym cię strzegł. On-”  

„Wiem,” powiedziałam, szczęśliwa, że w końcu mi powiedział. 

„Nie bądź zła,” wyrzucił. „Zdałem sobie sprawę już na początku sprawy, że możesz o 

siebie zadbać.” 

„Nie jestem zła.” Splotłam nasze palce i ścisnęłam. „Jestem wdzięczna.” 

Przez dłuższy czas tylko się mi przyglądał, „Dobra. Gdzie jest Eden Black, którą znam i 

kocham? Spodziewałem się kolejnego noża na gardle.” 

Parsknęłam. 

„Może to ja powinienem być zły. Chciałem kawałek EenLiego dla siebie.” 

„Może dam ci następnego. Nie zaczekaj.” Położyłam głowę w zagłębieni jego szyi. Moje 

włosy rozlały się na jego piersi jak złota kurtyna. „Odeszłam z agencji. Więc na razie jestem 

bezrobotna.” 

background image

Tłumaczenie: bivi_bavi 

 

Jego palce przesuwały się w pieszczocie po długości mojego kręgosłupa, sprawiając, że 

zadrżałam. „Może powinniśmy założyć naszą własną firmę.” 

„Może.” 

„Zdecydowanie. Opowiedz mi jeszcze raz o tym Targonie. Nie podobał mi się sposób w 

jaki na ciebie patrzył w czasie aukcji i nadal nie lubię, że miał na tobie swoje usta. Myślę że to 
będzie nasz pierwszy cel.” 

Zaśmiałam się. Po prostu nie mogłam się powstrzymać. Może i byłam bez pracy, ale w 

tej chwili, w ramionach Luciusa, życie nigdy nie wydawało się bardziej owocne w obietnice.