background image

YOU CAN DANCE

Autor: yeans-girl

Beta: Wyjątkowa 

Chomik: 

www.chomikuj.pl/yeans-girl

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Znam drogę swą

Nigdy się jeszcze nie denerwowałam tak jak w tej chwili. Chodzę po pokoju tam i z powrotem, a ręce 
trzęsą mi się jak u staruszki. Jeszcze tydzień temu powiedziałaby, że nie ma się czym denerwować, 
to tylko pierwszy live. Ale prawda jest taka, iż to nie tylko pierwszy, live ale pierwszy występ na żywo 
przed tysiącami ludzi. Co, jeśli się zbłaźnię? Co, jeśli pomylę kroki? A jak się przewrócę? Przecież ze 
mną i z moim brakiem koordynacji to wszystko możliwe. W prawdzie, kiedy tańczę wcale tego nie 
widać, jednakże czasami los się odwraca, prawda? 
W ubiegłym tygodniu po dojechaniu do hotelu, odbyło się losowanie. Losowaliśmy taniec, a co za tym 
- idzie partnerów. Ja wyciągnęłam kartkę z napisem jive tak jak i Eric. Co to oznacza? Że mamy 
tańczyć razem. Nie jest to może wymarzony partner, ale zawsze lepszy on niż Mike. Ten z kolei 
przypadł Alice. Z ich prób można by zrobić scenariusz do filmu. Gwarantuję, że byłaby to najlepsza 
komedia roku. Nawet może dziesięciolecia. Dzień w dzień Ally wracała do pokoju z miną męczennika i 
od progu zaczynała narzekać na Mika. 
Zbyt wiele się nie zmieniło od czasu „przeprowadzki” z Los Angeles. Nadal dzieliłam pokój z Rosalie i 
Alice, tyle, że dołożyli nam jeszcze Jessicę, która działa na nerwy. Cały czas mówi, jaka to ona jest 
boska i czego to ona nie potrafi. Dzisiaj rano wkurzyła mnie doszczętnie. Mianowicie zaczęła mówić, 
iż Edward ją podrywa i że ślini się na jej widok. Oczywiście od razu wiedziałam, że kłamie, ponieważ 
mój przyjaciel czuje obrzydzenie do blondyn – metkownic. Zresztą Ed się nie ślini. Jak tylko próbuję 
sobie wyobrazić boga, któremu leci ślina, zaczynam się śmiać. Jedno wiem. Mieszkanie w jednym 
pokoju z Jessicą Stalney wcale nie będzie miłe. 
Za zaledwie pół godziny miało rozpocząć się show. Powoli zaczęto zajmować miejsca na widowni, a ja 
z uporem maniaka wypatrywałam mamy i taty, którzy gdzieś tam są. Nie przyszli za kulisy, aby 
dodać mi otuchy tak jak rodzice innych uczestników, bo wiedzieli, że bym tego nie chciała. 
Nagle poczułam czyjeś ręce na swoich oczach. 
- Zgadnij, kto to – usłyszałam głos, który mógłby należeć do Myszki Miki. 
- Edwardzie, wiem, że to ty. Mógłbyś chociaż raz przemówić głosem Kaczora Donalda dla zmyłki – 
powiedziałam, odwracając się w jego stronę. 
- Dzięki za radę. Z pewnością następnym razem tak zrobię. – Posłał mi swój firmowy uśmieszek. – 
Nie denerwuj się tak, młoda. Niedługo wydepczesz dziurę w parkiecie. – Oboje wybuchliśmy 
śmiechem. 
- Rano słyszałam o tobie fascynujące rzeczy. Nie wiedziałam, że preferujesz blondynki. 
- Taa, lubię tylko blondynki i rude. Na brunetki nie mogę patrzeć. – Zerknął na moje włosy, udając 
obrzydzenie i potargał mi je. Odwzajemniłam gest na skutek czego mój towarzysz złapał mnie i 
zaczął łaskotać. 
- Puść mnie wariacie! Zostaw, Ed! – Śmiałam się, krzyczałam i próbowałam wydostać się z jego 
uścisku. 
- Jak ty do mnie powiedziałaś?! – To tylko pogorszyło sprawę. Nienawidził tego skrótu i zaczął mnie 
jeszcze bardziej torturować. 
- Edward? Bella? – usłyszeliśmy czyjś głos za plecami. Gdzieś w mojej pamięci pojawił się ten głos, 
ale był tak zamglony, że nie miałam pojęcia, do kogo należy. Odwróciliśmy się. 
- Mamo! Tato! – Mój przyjaciel rzucił się w ramiona rodziców. 
Podejść? Sama nie wiem. Przecież nie widzieliśmy się tyle czasu, ale z drugiej byliśmy kiedyś prawie 
rodziną. Zagadka rozwiązała się sama. Esme i Carlisle podeszli do mnie. 
- Bells, jak miło cię widzieć! – matka Edwarda ucałowała mnie w pliczek, a Carlisle uścisnął dłoń. – 
Co u ciebie? Tak bardzo tęskniliśmy, słońce. 
- Dobrze, dziękuję. – uśmiechnęłam się. – W-was też miło widzieć –jąkałam się, bo nie byłam pewna, 

background image

jakiej formy mam użyć. 
- Bello, Edwardzie, powodzenia – powiedział Carlisle, po czym poklepał nas po ramionach i razem z 
Esme poszli zając swoje miejsca. 
Kiedy tylko rodzice mojego przyjaciela się oddalili, wznowiłam swoją wędrówkę w tę i z powrotem. 
Zaczęłam żałować, że poszłam wtedy na casting i jestem teraz tu, gdzie jestem. Boję się wyjść na 
scenę i tańczyć. Rozglądnęłam się dookoła, aby zobaczyć, czy się już zaczęło. Wszyscy uczestnicy 
znajdowali się nadal za kulisami, więc jeszcze się nie. Zobaczyłam Jessicę, która pawie wisiała na 
Edwardzie i szeptała mu coś do ucha. Stał tyłem i nie widziałam jego miny. Poczułam gwałtowny 
przypływ emocji. Nie mogłam dobrać do tego uczucia odpowiedniej nazwy. Prawdopodobnie 
najbardziej pasowałoby słowo zazdrość, ale nie jest możliwe, abym była zazdrosna o tego chłopaka. 
Kolejny raz wznowiłam wędrówkę po pomieszczeniu, tym razem nie myśląc o niczym. Wpatrywałam 
się przed siebie moje nogi pracowały, a mózg spał. 
- Bella. – Edward szedł obok mnie krok w krok i próbował wybudzić z tego stanu. 
- Przepraszam, zamyśliłam się. – Bo niby jak miałam to inaczej nazwać? Nawet gdybym trochę 
pogłówkowała i znalazła odpowiednią nazwę, miałby mnie za idiotkę. 
- Ok. Za dziesięć minut wychodzimy na scenę. Ja i Jess tańczymy jako pierwsi. Będzie dobrze, Bello. 
- Mam nadzieję. – Uśmiechnęłam się i dodał mu buziaka w policzek. 
Na parkiet weszła prezenterka. Przywitała się z widzami, przedstawiła jurorów i zapowiedziała nas. 
Tancerzy. Wbiegliśmy na scenę i zaczęliśmy tańczyć układ do piosenki Metro Station – Shake it. 
Kombinacja nie była trudna i wykonałam ją bez nawet najmniejszej pomyłki. Teraz każdy miał się 
zaprezentować. Nie robiłam żadnych wyszukanych ruchów. Zwykły hip-hop. 
Dopiero kiedy zeszłam ze sceny i usiadłam, zdałam sobie sprawę, że jeden taniec już za mną. Jeszcze 
tylko jeden, no góra dwa. Wszyscy zaczęliśmy się wpatrywać w wielki ekran ustawiony za kulisami, 
na którym było widać wszystko, co działo się na scenie. Prowadząca właśnie wywołała parę numer 
jeden, a ja trzymałam kciuki tak mocno, jak tylko dałam radę. W normalnych okolicznościach nie 
trzymałabym kciuków za Jesscię, ale te nie były normalne. Tańczyła z Edwardem i po prawdzie 
również od niej zależało, czy mój przyjaciel będzie tańczył solówkę, czy nie. 
Jess miała na sobie długą, czarną suknię, a do nadgarstka przypięty bukiet z krwistoczerwonych róż. 
Musze przyznać, iż w tym stroju prezentowała się nieźle, a nawet bardzo dobrze. Jej partner miał 
czarny garnitur, pod którym była jasno czerwona koszula i krawat identycznego koloru jak róże na 
ręce partnerki. 
Zaczęła lecieć muzyka. Piosenkę musiał zasugerować Edward gdyż wiem, że należała do jego 
ulubionych. Było to Tango triste śpiewane przez Jack Różańskiego. Pierwszy raz spotkałam się z 
utworem tego typu w You Can Dance. Ah, ten Edward! 
Moja współlokatorka poruszała się sztywno i próbowała być wyzywająca, a na twarzy mojego 
przyjaciela kłębiło się wiele emocji. Zdenerwowanie, które tak bardzo chciał ukryć. Rozbawienie 
spowodowane ruchami Jess i powaga, która oddawała nastrój tańca. Tę ostatnią widzieli wszyscy, a 
dwie pierwsze tylko ja i może Esme. Obie znałyśmy go na wylot. 
Większość uwag jurorów na temat Edwarda była pozytywna, a te odnośnie jego partnerki bardzo 
podzielone. Gdy patrzyłam, jak tańczą, w głębi duszy poczułam zazdrość. Dałabym wszystko, aby 
stanąć teraz koło mojego przyjaciela i to właśnie z nim zatańczyć pierwszy taniec na żywo. 
Okazało się, że Eric i ja byliśmy piątą parą. Tancerze, którzy byli przed nami, zaskakująco wchodzili i 
schodzili ze sceny. Tak to jest, kiedy się czegoś boi. Czas wtedy szybciej leci, ale kiedy się na coś 
czeka, niemal stoi w miejscu. 
Kiedy prowadząca wywołała nas na parkiet, zdawało mi się, że nie będę mogła się poruszyć, a co 
dopiero zatańczyć. Ale gdy muzyka zaczęła grać, zawładnęły mną nowe emocje. Nieznane. Nagle nie 
liczyło się dla mnie nic poza mną i Erickiem. Chciałam dać z siebie wszystko i w jednej chwili 
przypomniałam sobie słowa Edwarda „Będzie dobrze, Bello.” Wcześniej to zdanie wydawało mi się 
tylko zwykłym zdaniem wypowiedzianym, aby mnie uspokoić. Dopiero teraz, kiedy wyszłam na 
scenę, nabrały dla mnie całkiem nowego znaczenia. Uwierzyłam w siebie. Słowa mojego przyjaciela 
pozwoliły mi na to, bo zdałam sobie sprawę, że są one wypowiedziane od serca. Naprawdę tak 
myślał. Zaczęłam tańczyć. Melodia, którą wybrał dla nas choreograf, nie była jakaś znana. Po prostu 
muzyka, bez tekstu. Mimo tego była piękna i tańczyło się do niej fenomenalnie. Dopiero jak utwór się 
skończył, przypomniałam sobie o obecności jurorów, widowni i reszty uczestników, którzy oglądali 
mnie za kulisami. Poczułam jak po moim ciele spacerują mrówki. Uświadomiłam sobie, że zrobiłam 

background image

to. Zatańczyłam bez upadku czy pomyłki i w dodatku lepiej niż na próbach. Tak, Edwardzie, było 
dobrze. 
- Pozwól, Ericku, że zaczniemy od Belli – przemówił juror Paul Smith**. – Powiem szczerze, że mnie 
zaskoczyłaś. Oczywiście, w dobrym tego słowa znaczeniu. Na próbach byłaś niesamowita, a to, co 
zrobiłaś teraz… nie mam pojęcia, jak to nazwać. Po prostu jestem w szoku. Tańcz tak dalej, a będzie 
dobrze. – Zamurowało mnie. Czyli nie tylko ja widziałam, iż dałam z siebie dużo więcej niż do tej 
pory. – Eric, ty również zatańczyłeś super, ale mam wrażenie, że stopowałeś Bellę, nie dawałeś jej 
pokazać tego, co miała nam wszystkim do zaoferowania. Przede wszystkim byłeś za poważny. Dla 
tancerza emocje też się liczą, a u ciebie stanowczo brakowało mi uśmiechu i takiego powera na 
twarzy, jaki miała twoja partnerka. 
- James, co sądzisz o tej parze? – zapytała prezenterka. 
- Oficjalnie mogę uznać, że Isabella zatańczyła dziś najlepiej ze wszystkich dziewczyn. Na jej twarzy 
było widać pasję do tańca i zadowolenie z tego, co robi i jak to robi. 
Po tych słowach zostaliśmy odesłani z powrotem za kulisy, gdzie Alice i Rosalie już na mnie czekały i 
kiedy tylko przeszłam przez drzwi, rzuciły się na szyję. Wariatki. 
- Bells, naprawdę byłaś najlepsza! – krzyknęłam mi do ucha panna Brandon i złożyła na moim 
policzku całusa. 
- Taa, jak dalej tak będziesz tańczyć, to wygrasz! – Rose zaatakowała moje drugie ucho i policzek. 
Nie przepadam, jak ktoś mów mi takie komplementy… 
- Dziękuję wam, ale uważam, że byłyście dużo lepsze ode mnie. – Uśmiechnęłam się. 
W czasie, kiedy ostatnia para tańczyła, my pogadałyśmy jeszcze chwilę o błahych tematach. W 
sumie, dla kogo błahe, dla tego błahe. Dla Alice i Rosalie na pewno nie, ponieważ nawijały cały czas o 
swoich chłopakach. Tak nawiasem mówiąc, to współczuję Jasperowi, który tańczył z Tanyą. Biedak. 
Po przerwie wszyscy uczestnicy zostali wywołani na scenę i poproszeni o ustawienie się w rzędzie. 
Przewodniczący jury, James Cook, wstał i zabrał głos. 
- Zdaję sobie sprawę, że był to wasz pierwszy występ na żywo i towarzyszyły mu okropne nerwy, ale 
większość z was poradziła sobie z nimi doskonale. Jak już wcześniej mówiłem, parą, która zatańczyła 
najlepiej, była Bella i Eric. – Kolejny raz mnie dzisiaj zatkało. – Więc są oni dzisiaj wolni od solówek. 
Kolejna gromada mrówek zaczęła spacer po moich rękach, nogach, wszędzie. Tym razem przedostały 
się one nawet do mózgu. Odwróciłam się do Erica, który stał za mną i przytuliłam go. Gdy chciałam 
wrócić o poprzedniej pozycji, moje oczy spotkały boskie zielone tęczówki. Nie musiałam myśleć, aby 
wiedzieć, do kogo należą. Uśmiechnęłam się, a mój Edward bezgłośnie powiedział „Gratuluję”. 
Zatopiłam się w tych oczach. Nie słuchałam, co mówi James. Ocknęłam się dopiero, kiedy Jessica 
rzuciła się na szyję swojemu partnerowi, tym samym przerywając nasz kontakt wzrokowy. 
Domyśliłam się, że oni też mają dzisiaj tańczenie już z głowy. 
- Za chwilę w solówkach spotkamy Tanye i Jaspera, Chelsea i Mika oraz Elle i Tylera. 
Biedny Jasper. Przez tę jędzę musiał się stresować w solówkach. Alice podbiegła do niego zaraz po 
tym, jak ten przekroczył próg pokoju, w którym wszyscy się znajdowaliśmy. 
- Hej, Bells, – Edward podszedł do mnie. – Jak wrażenia? 
- Wszystko okej. Tylko szkoda, że z Jazzem tak się potoczyło. – Uśmiechnęłam się smutno. – Myślisz, 
że gdyby, nie daj Bóg, odpadł, nadal byłby z Alice? 
To pytanie nurtowało mnie już od jakiegoś czasu. 
- Tak. Są sobie przeznaczeni. Zobaczysz, jeszcze zatańczymy na ich weselu. – Uśmiechnął się 
pogodnie. – Gratuluję wspaniałego występu, Bells. Mało kto po pierwszym razie dostaje tyle 
komplementów od jurorów. Mnie, szczerze mówiąc, też zaimponowałaś. 
- Dziękuję, Edwardzie. Wiesz, dzięki dzisiejszemu występowi jedno wiem, znam drogę swą*. 
- Zawsze ją znałaś. Od dawna wiedziałaś, że taniec jest twoją drogą i pasją. 
- W sumie masz rację. Bądź, co bądź, teraz naprawdę czuję, że ją znam. Wcześniej nawet tobie o 
tym nie mówiłam, ale nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca na świecie. Z początku, kiedy trenowałam 
balet, nie sądziłam, że moim własnym światem będzie taniec – wyznałam. 
- A ja swoje miejsce znam od chwili, gdy cię poznałem, bo zawsze jest ono przy tobie. – Posłał mi 
swój krzywy uśmiech. 
- I vice versa - powiedziałam. Mój przyjaciel zapewne się nie domyślił, że moje słowa miały podwójne 
dno. – Idziemy zobaczyć solówki? 
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – Dałam mu kuksańca w bok. 

background image

Kiedy wróciłyśmy do pokoju, byłam padnięta od nadmiaru emocji. Najpierw denerwowałam się 
występem, potem dałam z siebie wszystko, następnie bałam się werdyktu, a na samym końcu 
martwiłam się o Jaspera. Na szczęście okazało się, że niesłusznie. Z programu odpadli Chelsea i 
Tylor. Odczuwałam lekkie wyrzuty sumienia z ich powodu. Sama nie wiem dlaczego. Z drugiej strony 
byłam szczęśliwa, że mogę spać spokojnie aż do następnej środy. Cholerna środa! Dawniej nie 
lubiłam poniedziałków i niedziel, a środa należała do mojego ulubionego dnia. Gusta się zmieniają. No 
ale czemu akurat to musiał być ten dzień? Przecież ma taką ładną nazwę. Znowu zachowuję się jak 
małe dziecko. Co się ze mną dzieje? Mój światopogląd zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, i to w 
miesiąc. Ot co You Can Dance robi z ludźmi. Jednakże cieszę się, że tu jestem. Gdyby nie, to nie 
wiem, czy spotkałabym Edwarda. Ostatnimi czasy ta myśl bardzo często zaprząta mi głowę. Ah! 
- Ale się działo! – krzyknęła podekscytowana Alice, która właśnie wróciła ze schadzki z Jasperem pod 
naszym pokojem. 
- Masz na myśli twoje spotkanie czy cały dzień? - spytałam z kpiarskim uśmieszkiem. 
- Ymm… cały dzień. – Zarumieniła się, a Rosalie i ja popatrzyłyśmy na siebie znacząco. Znałyśmy ją 
już trochę czasu i jeszcze nigdy się nie zaczerwieniła. Przed chwilką musiało się coś wydarzyć i to coś 
bardzo ważnego dla naszej współlokatorki. 
- Wyobrażacie sobie, że tak będzie co tydzień? – Rosalie wyglądała na zadowoloną. 
- Tak, i nie mam pojęcia, co o tym myśleć – wyznałam. 

Rano wstałam tak zmęczona, jak gdybym w ogóle nie spała. Za jakąś godzinę dowiem się, z kim 
spędzę najbliższe siedem dni na sali treningowej. Mam nadzieję, że nie będzie to Mike. Mogę tańczyć 
wszystko z każdym, tylko nie z nim. Tego nawet nie można nazwać tańcem. Nie wiem, jakim cudem 
on się tu dostał i przetrwał aż jeden odcinek na żywo. 
Po śniadaniu wszyscy udali się na losowanie tańca i partnera. Losy były wrzucone do kapelusza, który 
trzymała Kate Harman, trzeci juror, a przed nią ustawiła się długo kolejka. Najpierw dziewczyny, a 
następnie chłopcy. 
Gdy w końcu nastąpiła moja kolej, na której widniał zgrabnie wykaligrafowany napis: 
Walc angielski 
Nie najgorzej. Chociaż nie przepadałam za tym stylem, ponoć byłam w nim całkiem dobra. 
Teraz Kate zaczęła wykrzykiwać nazwy tańców, a uczestnicy po kolei podchodzić. Pierwsza była 
Rosalie, która miała tańczyć doping wraz z Mikiem. Kiedy nasze oczy się spotkały, posłałam jej pełne 
współczucia spojrzenie. 
- Walc angielski! – Oto moja chwila prawdy. 
Zaczęłam iść w kierunku jurorki, a za krótką chwilę podszedł do mnie Edward. Moja ręka nie pytając 
mnie o zgodę przesunęła się w kierunku ust. 
- E-edward? – zapytałam zdziwiona. 
- Witaj, partnerko. – Uśmiechnął się, a ja wtuliłam się w niego. 
Czuję, że ten tydzień będzie bardzo udany. Teraz nie będę musiała denerwować się o moje dalsze 
losy, bo tym razem jestem bezpieczna. Zresztą przy nim nigdy nic mi nie grozi. 

Kolejne trzy dni minęły bezproblemowo. Prawie cały czas spędzałam z moim przyjacielem na sali 
treningowej. Choreograf wymyślił nam naprawdę zawodowy układ. Mimo iż należał on do 
najtrudniejszych, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność, wychodził nam bez zarzutów. Stanowczo 
większą część tańczyłam razem z Edwardem. Rzadko kiedy mieliśmy wykonać jakieś kroki 
samodzielnie. Przez cały czas trzymaliśmy się tak blisko siebie, że taniec wydawał się niemal 
erotyczny. Dawno nie bawiłam się tak dobrze, tańcząc. 
Dzień w dzień Edward się spóźniał. Nie było treningu, na który nie przyszedłby o dziesięć minut 
później, a w dodatku zawsze na wejściu sypał jakimiś dowcipami. Nie wiem, jak wytrzymam 
kiedykolwiek na normalnej, sztywnej próbie. Gdy jestem z moim przyjacielem, nic nie jest na 
miejscu. Nie, nic nie jest tak jak powinno, kiedy nie ma go przymnie. Tak sformułowane zdanie brzmi 
dużo lepiej. 
Poniedziałkowy trening skończył się szybciej niż powinien, więc postanowiliśmy, że wybierzemy się na 
lody. Kawiarnia znajdowała się niedaleko hotelu i mogliśmy w ciągu dnia wychodzić do niej, kiedy 
chcemy. Panował tam miły nastrój, który nadawał się w sam raz do rozmowy z przyjacielem, czy 
nawet wybrania się na randkę. 

background image

- Opowiedz mi o Jacobie – zagadnął Edward, kiedy zajadaliśmy się lodami. 
- Wiesz, zależy mi na nim, ale nie jest do końca taki, o jakim zawsze marzyłam. Szczerze mówiąc, to 
w ogóle taki nie jest. Co zrobić, przecież ideały nie istnieją. Wolę być z nim niż sama – 
odpowiedziałam. 
- Zmieniłaś się. Gdzie podziała się ta Bella, która tak bardzo dążyła do celu i była taka 
zdeterminowana w szukaniu ideału? Przestałaś wierzyć w miłość. 
- Taa, bo takowa nie istnieje. Trzeba brać z życia to, co ci ono daje, a nie prosić o więcej. Są na 
świecie osoby, które nie mają nikogo. 
- Dawno temu to ja byłem takiego zdania, a ty zawsze wierzyłaś w prawdziwą miłość i mnie też tego 
nauczyłaś. Wiem, że mój ideał istnieje – powiedział hardo. 
- Sam widzisz, ludzie się zmieniają. Mam nadzieję, iż znajdziesz swoją drugą połówkę pomarańczy. 
Tylko się zbytnio nie łódź. Nie ma kobiety nieskazitelnej. 
- Wiem, Bello. Mój ideał ma wady, ale mi one nie przeszkadzają.- Uśmiechnął się i zachichotał, jakby 
chciał rozweselić trochę tę grobową atmosferę. 
- W takim razie życzę powodzenia w poszukiwaniu – również się rozpogodziłam. 
Chłopak otworzył usta, jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. 
Jednak ideały istnieją. Moim jesteś ty, Edwardzie. Szkoda, że nigdy nie będziemy razem.

Piosenka do rozdziału http://neige.wrzuta.pl/audio/2Vzpdrvdsbg/andrzej_piaseczny_-
_znam_droge_swa