background image

DIANA PALMER 

Mój cudowny szef 

  

PROLOG 

 

 

 

Richard  Dane  Lassiter  spoglądał  na  panoramę  Houston  z  okna 

swego  gabinetu  w  eleganckim  biurowcu.  Patrzył  nie  widzącym 
wzrokiem  na  drobne  krople  deszczu  spływające  po  szybie.  W 
zapadającym  zmroku  lśniły  neony  i  latarnie.  Dane  podświadomie 
usiłował odwlec nieuchronną konfrontację. 

Lada  chwila  powinien  przejść  z  gabinetu  do  poczekalni  agencji 

detektywistycznej. Musiał zbesztać sekretarkę, którą uważał niemal za 
swoją krewną. Tess Meriwether była córką mężczyzny zaręczonego z 
jego  matką.  Nita  Lassiter  i  Wyatt  Meriwether  zginęli  tragicznie  na 
krótko  przed  ślubem.  Ich  dzieci  nie  stały  się  wprawdzie 
powinowatymi,  lecz  mimo  to  Dane  od  paru  lat  czuł  się  za  Tess 
odpowiedzialny.  Dlatego  gdy  dziewczyna  straciła  ojca,  zatrudnił  ją u 
siebie  i  czuwał  nad  nią  z  daleka.  Bolesne  wspomnienia  zawsze  będą 
ich dzielić, ale uczucie pozostało. 

Można by je nazwać miłością, gdyby nie to, że Dane za wszelką 

cenę chciał zachować dystans i świadomie zrażał do siebie Tess. Miał 
za sobą nieudane małżeństwo. Został również ciężko ranny, gdy jako 
teksaski  strażnik  tropił  przestępców.  Postrzał,  który  omal  nie  okazał 
się  śmiertelny,  spowodował  w  życiu  Lassitera  wielkie  zmiany.  Dane 
odszedł z policji i założył własną agencję detektywistyczną. 

Skaptował 

do 

współpracy 

najlepszych 

miejscowych 

funkcjonariuszy.  Jego  firma  od  początku  cieszyła  się  dobrą  opinią  i 
zaufaniem  klientów.  Znacznie  gorzej  układało  się  życie  prywatne 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

detektywa. Szczerze mówiąc, w ogóle go nie miał. Została mu jedynie 
Tess, która unikała go jak ognia. 

Lassiter  odszedł  od  okna.  Był  wysoki  i  szczupły.  Poruszał  się 

zwinnie i lekko; głowę nosił wysoko i patrzył na ludzi z góry. Wygląd 
i postawa detektywa pozwalały się domyślać, że w jego żyłach płynie 
hiszpańska krew. Odziedziczył po przodkach czarne oczy i włosy oraz 
ciemną karnację. Był przystojnym mężczyzną, ale nie zdawał sobie z 
tego  sprawy.  Od  lat  unikał  kobiet;  nie  obchodziło  go,  czy  może  się 
podobać. 

Matka  znienawidziła  go,  bo  zbytnio  przypominał  ojca,  który 

porzucił  rodzinę,  kiedy  Dane  był  małym  chłopcem.  Pragnął  okazać 
matce,  jak  bardzo  ją  kocha,  ale  Nita  po  prostu  nie  miała  dla  niego 
czasu.  Obojętność  matki  pozostawiła  głęboką  skazę  w  jego 
osobowości. Ożenił się, gdy pracował w policji Houston, jeszcze nim 
postanowił  zostać  teksaskim  strażnikiem.  Jane  poślubiła  jednak  nie 
człowieka, tylko twarzowy uniform; to ją w narzeczonym najbardziej 
pociągało. Wspólne życie nie układało się dobrze. Dane nie mógł dać 
żonie tego, czego najbardziej pragnęła. Szybko doszła do wniosku, że 
popełniła  niewybaczalny  błąd.  Odsunęła  się  od  męża,  nie  chciała  z 
nim sypiać, a w końcu uznała, że ma go dość. Gdy Dane został ranny, 
odeszła,  zanim  opuścił  szpital.  Gdyby  nie  Tess,  musiałby  samotnie 
zmagać się z tamtym koszmarem. 

Na ironię losu zakrawało, że  Tess była w nim zakochana. Dane 

myślał o tym z goryczą. Poznał ją jako nastolatkę; właśnie skończyła 
szkołę.  Wyatt  Meriwether  zaniedbywał  córkę,  podobnie  jak  Nita 
Lassiter swego syna. Oddał ją babci na wychowanie, by mieć czas na 
liczne  romanse.  Niewinna  i  łagodna  Tess  pociągała  Dane'a  bardziej 
niż jakakolwiek inna kobieta. Po dziś dzień wstyd mu było, że tak źle 
ją potraktował w czasie swojej rekonwalescencji. 

Siła  uczuć,  jakie  dla  siebie  żywili,  z  niczym  nie  dała  się 

porównać.  Dane  usiłował  zdusić  je  w  zarodku.  Nie  lubił  kobiet  i  nie 
miał  do  nich  zaufania.  A  jednak  Tess  znalazła  drogę  do  jego  serca. 
Nikt  go  dotąd  tak  nie  kochał.  Odrzucił  ten  dar,  ulegając  nagłemu 
wybuchowi  namiętności; tak bardzo  przestraszył  Tess,  że  od  tej pory 
trzymała się od niego z daleka. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Dane  niecierpliwym  gestem  odgarnął  ciemne  włosy.  Dość  tych 

wspomnień.  Nic  dobrego  z  nich  nie  wynika.  Życie  przynosiło  nowe 
problemy. Tess umyśliła sobie, że zostanie prywatnym detektywem w 
jego  agencji.  Ta  praca  bywała  niebezpieczna.  Dane  niechętnie 
przydzielał  ryzykowne  zadania  Nickowi  oraz  jego  siostrze,  Helen. 
Jednym  z  nich  była  zasadzka  na  groźnego  przestępcę,  której  Tess 
przez  głupotę  i  nieuwagę  omal  nie  udaremniła.  Trzeba  jej  za  to 
porządnie natrzeć uszu. Niewiele brakowało, by zdekonspirowała jego 
agentów.  Nie  można  ryzykować  kolejnej  takiej  wpadki.  Poza  tym 
Tess  musi  się pożegnać  z  marzeniami  o posadzie detektywa.  Ryzyko 
było  zbyt  wielkie.  Helen  uległa  prośbom  dziewczyny,  nauczyła  ją 
chwytów skutecznych w samoobronie i pokazała, jak obchodzić się z 
bronią, chociaż Dane nie życzył sobie, by jego agencja przekształciła 
się  w  szkółkę  dla  początkujących  detektywów.  Tess  była  tak  uparta, 
że  w końcu zrobił dla niej wyjątek. Drżał na samą myśl, że mogłaby 
wykonywać 

ryzykowną  pracę  detektywa.  W  biurze  była  całkiem 

bezpieczna. Gdyby zmieniła posadę…  

Na szczęście nic nie wskazywało na to, by do tego doszło. 

Należało  jak  najszybciej  załatwić  sprawę  niefortunnego 

zachowania się Tess podczas zasadzki na podejrzanego. 

Dane  przypomniał  sobie,  jak  po  raz  pierwszy  ujrzał  Tess  w 

restauracji,  gdzie  Nita  i  Wyatt  po  zaręczynach  umówili  się  na 
spotkanie z dwójką dorosłych dzieci. Dane udawał, że poczuł niechęć 
do  jasnowłosej  nastolatki,  która  od  pierwszej  chwili  pociągała  go 
jednak  z  wielką  siłą.  Dla  dorosłego,  żonatego  mężczyzny  był  to 
powód  do  niepokoju.  Jane  przyszła  z  nim  na  spotkanie,  ale  była  tak 
uszczypliwa  i  arogancka,  że  odesłał  ją  taksówką  do  domu.  Tess 
stanowiła  jej  przeciwieństwo.  Była  nieśmiała,  milcząca  i  wyraźnie 
nim zainteresowana. 

Na samą myśl o tym Dane machinalnie napiął mięśnie. 

Od  pierwszej  chwili  pragnął  Tess  i  mijające  lata  tego  nie 

zmieniły.  Żył  samotnie.  Miał  ważny  powód,  dla  którego  nie  pragnął 
trwałego  związku,  a  tym  bardziej  małżeństwa.  Męska  duma  nie 
pozwalała mu rozpamiętywać tej sprawy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Skrzywił  się  i  podszedł  do  drzwi  oddzielających  gabinet  od 

sekretariatu  i  poczekalni.  Nie  można  w  nieskończoność  odwlekać  tej 
rozmowy.  To  byłby  objaw  tchórzostwa,  a  tego  nikt  mu  nie  śmiał 
zarzucić. Obawiał się jednak, że nie będzie w stanie patrzeć na smutną 
twarz  bezlitośnie  karconej  dziewczyny.  Nie  chciał,  by  znów  przez 
niego cierpiała. Bóg jeden wie, ilu zmartwień przysporzył jej przez te 
wszystkie lata. 

Z  drugiej  strony  jednak  Tess  powinna  sobie  uświadomić,  że  w 

ich  pracy  obowiązują  żelazne  zasady,  których  trzeba  przestrzegać. 
Jeśli  raz  przymknie  oczy  na  jej  głupi  postępek,  kolejny  błąd  może 
kosztować ją życie. Nie wolno ryzykować. 

Z ponurą miną położył dłoń na klamce i otworzył drzwi. 

  

 

 

 

 

ROZDZIAŁ   PIERWSZY 

 

 

Tess  Meriwether  westchnęła  ciężko.  W  napięciu  zerkała  na 

drzwi,  czekając,  aż  otrzyma  zasłużoną  karę.  Dzisiejszy  dzień  trudno 
było zaliczyć do udanych. Po tym jak omal nie zdekonspirowała pary 
detektywów, szef traktował ją jak powietrze. Miała nadzieję, że zdoła 
się  wymknąć  ukradkiem,  nim  Dane  wyjdzie  z  gabinetu,  by  zmyć  jej 
głowę. 

Uporządkowała  biurko,  zerknęła  na  zegar  ścienny  i  z  ulgą 

sięgnęła  po  płaszcz.  Był  to  szykowny  trencz  -  idealny  strój  dla 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

detektywa.  Była  uradowana  i  dumna,  kiedy  go  kupiła.  Spełniło  się 
marzenie  wielkiej  miłośniczki  kryminałów.  Praca  w  agencji  Dane'a 
była  interesująca,  mimo  że  Dane  uparcie  odmawiał,  ilekroć  chciała 
pomóc w wykonaniu zlecenia. Przysięgła sobie w duchu, że pewnego 
dnia zostanie detektywem mimo protestów nadopiekuńczego szefa. 

-  Dokąd  się  wybierasz?  -  usłyszała  nagle  znajomy  głos.  Dane 

niespodziewanie  stanął  w  drzwiach.  W  trzyczęściowym  garniturze 
wyglądał jak główny bohater kryminału. Niechętnie odwróciła wzrok. 
Wprawdzie  przed  trzema  laty  potraktował  ją  okropnie,  ale  wciąż 
lubiła na niego patrzeć. 

- Idę do domu - odparła. - Masz coś przeciwko temu? 

- Owszem. - W milczeniu dał jej znak ręką, by poszła za nim do 

gabinetu. Zamknął drzwi i stanął obok niej. Mimo woli spostrzegł, że 
napięła  mięśnie,  jakby  szykowała  się  do  ucieczki.  Ta  reakcja  była 
łatwa  do  przewidzenia.  Zasłużył  sobie  na  niechęć  Tess,  ale  wyrzuty 
sumienia nie łagodziły bólu. 

- Zapowiedziałem ci, że podczas akcji masz się trzymać z daleka 

od  naszych  ludzi  -  rzucił  Dane  tonem  znacznie  ostrzejszym,  niż 
zamierzał. 

- Nie zrobiłam tego umyślnie - odparła Tess, nawijając na palec 

kosmyk jasnych włosów. - Zobaczyłam Helen i pomachałam jej ręką. 
Wiedziałam  o  planowanej  zasadzce,  ale  byłam  przekonana,  że 
zaczaicie się na podejrzanych wczesnym rankiem w jakimś ustronnym 
miejscu. Nie przyszło mi do głowy, że para detektywów zaszyła się na 
całe  popołudnie  w  sklepie  z  zabawkami.  Byłam  pewna,  że  Helen 
kupuje prezent bratankowi swego chłopaka. - Tess zerknęła na Dane'a. 
Miała  duże  szare  oczy.  -  Nie  zdradziłeś  mi  żadnych  szczegółów  tej 
akcji.  Powiedziałeś  tylko,  że  nie  wolno  mi  się  do  tego  mieszać. 
Miałam  się  trzymać  z  daleka.  Z  daleka  od  czego?  -  perorowała  z 
irytacją. - Houston to duże miasto. Zwykli  ludzie, w przeciwieństwie 
do  teksaskich  strażników,  nie  zastanawiają  się  nad  tym,  że  może  coś 
im  grozić.  Trzeba  jasno  i  wyraźnie  określić,  gdzie  nie  powinni 
chodzić! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Dane wysłuchał tyrady swojej sekretarki z kamienną twarzą. Nie 

odrywał  od  niej  ciemnych  oczu.  Nagle  uśmiechnął  się  prowokująco. 
Stali  nieruchomo.  Rozległo  się  ciche  pukanie.  Przez  uchylone  drzwi 
do gabinetu zajrzała brunetka w eleganckim kostiumie. Była to Helen 
Reed. Zerkała z obawą na szefa. 

-  Czy  mogę  iść  do  domu?  -  zapytała  cicho.  Zapadło  milczenie. 

Dziewczyna dodała nieśmiało: - Minęła piąta. 

- Weź magnetofon i pomóż bratu. Może coś nagracie. Nick sam 

nie znajdzie dowodów przeciwko niewiernemu mężowi. 

- Wykluczone! - odparła Helen. - Nie zamierzam tkwić z moim 

braciszkiem pod  drzwiami pokoju  wynajętego  na  godziny,  skąd  będą 
do nas dochodzić jęki i okrzyki wywołujące rumieniec na policzkach. 
Taka  robota  z  Nickiem?  Stanowczo  odmawiam!  Kochany  braciszek 
zbytnio działa mi na nerwy! Poza tym mam randkę z Haroldem! 

- Miałaś uświadomić tej młodej darnie - mruknął Dane, ruchem 

głowy  wskazując  sekretarkę  -  gdzie  zastawiacie  pułapkę  na 
podejrzanego, żeby się tam nie plątała. 

- Moja wina! Przepraszam - jęknęła rozpaczliwie Helen. 

- Przeprosiny to za mało. Pomóż Nickowi. To będzie pokuta. W 

przeciwnym razie stracisz posadę. 

-  Jeśli  mnie  zwolnisz  -  stwierdziła  nonszalancko  Helen  - 

zatrudnię  się  w  wydziale  komunikacji,  a  wówczas  lepiej  nie  składaj 
wniosku  o  rejestrację  auta,  bo  i  tak  niczego  nie  załatwisz.  Po  moim 
trupie! 

-  Czyżbyś  zapomniała,  że  dwa  lata  przepracowałem  w 

miejscowej policji i mam tam wielu znajomych? 

Helen  z  żałosnym  westchnieniem  podeszła  bliżej,  ostentacyjnie 

padła na kolana i pochyliła się, zamiatając podłogę długimi ciemnymi 
włosami. Zrobiła to z wdziękiem baletnicy. Nie na darmo brała lekcje 
klasycznego tańca. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Na miłość boską! Przestań się wygłupiać. Idź do domu - rzucił 

zniecierpliwiony  Dane  i  dodał  mściwie:  -  Mam  nadzieję,  że  Harold 
zafunduje ci pizzę z tuńczykiem. 

- Dzięki, szefie. Tak się składa, że uwielbiam tuńczyka! - Helen 

z  uśmiechem  pomachała  Lassiterowi  na  pożegnanie.  Zniknęła  za 
drzwiami, nie dając mu czasu na zmianę decyzji. 

-  Cóż  za  arogancja!  Wkrótce  usłyszę,  że  należy  jej  się  urlop  na 

Bahamach.  -  Dane  niecierpliwym  gestem  odgarnął  włosy.  Niesforny 
kosmyk opadł mu na czoło. Tess pokręciła głową. 

- Helen woli Jamajkę. Wiem, bo pytałam. 

Dane  chodził  niespokojnie  po  gabinecie.  Tess  obserwowała  go 

ukradkiem.  Miał  sylwetkę  kowboja  -  zwycięzcy  rodeo:  szerokie 
ramiona,  wąskie  biodra,  długie  mocne  nogi.  Gdy  był  zmęczony, 
dawały o sobie znać rany odniesione podczas strzelaniny sprzed trzech 
lat i wówczas lekko utykał. Teraz wydawał się znużony. 

Po  trzech  latach  znajomości  Tess  nadal  trochę  się  go  obawiała, 

ale  potrafiła  ukryć  łęk.  Wiedziała,  jak  stawić  czoło  ukochanemu 
mężczyźnie.  Raz  jeden  zapomniał  się  przy  niej  i  to  wystarczyło,  by 
straciła ochotę na upojne sam na sam. 

Poczuła  na  sobie  uporczywe  spojrzenie.  Miała  wrażenie,  że 

Dane czyta w jej myślach. Na policzki wystąpiły jej rumieńce. 

-  Zawstydzona?  -  rzucił  ironicznie.  Jego  taksujący  wzrok 

wprawiał w zakłopotanie nawet starych policjantów. 

- Zastanawiałam się, co bym czuła, gdyby przyszło mi złapać na 

gorącym  uczynku  niewiernego  męża  -  skłamała  i  mocniej  ścisnęła 
torebkę. - Muszę już iść. 

-  Randka?  Nie  możesz  się  doczekać,  kiedy  padniesz  mu  w 

ramiona? - rzucił obojętnie. 

Tess  unikała  mężczyzn,  ale  nie  chciała,  żeby  Dane  o  tym 

wiedział. Z uśmiechem wzruszyła ramionami i wyszła. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zapadł  zmrok;  było  chłodno.  Blask  ulicznych  latarni  w 

niewielkim  stopniu  rozpraszał  mrok.  Zimowy  wieczór  był  mglisty, 
ponury  i  smutny.  Tess  zapięła  płaszcz  i  powlokła  się  w  stronę 
stojącego  na  parkingu  auta.  Jeździła  małym  importowanym 
samochodem.  Dzisiejszy  wieczór  będzie  taki  sam  jak  inne.  Miała  go 
spędzić  samotnie  w  mieszkanku  zwanym  szumnie  własnym  domem. 
Urządziła  je  najlepiej,  jak  mogła:  mała  kuchenka,  łazienka,  pokój  z 
rozkładaną kanapą, stanowiący zarazem salon i sypialnię. Wieczorami 
oglądała  stare  filmy,  aż  poczuła  zmęczenie;  wtedy  szła  do  łóżka. 
Kolejny  wieczór  będzie  taki  sam  jak  poprzedni.  Zmieni  się  jedynie 
tytuł filmu. 

Do  niedawna  mogła  oglądać  ulubione  starocie  w  towarzystwie 

Kit Morris, przyjaciółki i sąsiadki w jednej osobie, która pracowała w 
pobliżu agencji. Tak się jednak złożyło, że szef  Kit  wyjechał na dwa 
miesiące  w  interesach,  a  sekretarka,  ciesząca  się  całkowitym 
zaufaniem,  musiała  towarzyszyć  szefowi;  była  dyspozycyjna,  co 
miało znaczny wpływ na wysokość jej pensji. Tess bardzo tęskniła za 
nieco  starszą  od  niej  przyjaciółką.  Często  się  spotykały  -  także  w 
pracy,  bo  agencja  detektywistyczna  Lassitera  dostawała  od  szefa  Kit 
wiele zleceń, odkąd za jej pośrednictwem znaleziono matkę milionera 
- szaloną kobietę skłonną do ryzykownych eskapad. 

Po  wyjeździe  sąsiadki  Tess  była  osamotniona.  Nie  miała  się 

komu  zwierzyć.  Lubiła  Helen  i  uważała  ją  za  przyjaciółkę,  ale  nie 
mogła wyznać koleżance z pracy, że Dane Lassiter złamał jej serce. 

Zarzuciła  torbę  na  ramię  i  wsunęła  ręce  do  kieszeni  płaszcza. 

Pomyślała,  że  jej  życie  przypomina  tę  okropną  noc:  chłód,  pustka, 
samotność. 

Gdy zamknęły się za nią drzwi wejściowe biurowca, spostrzegła 

dwóch  elegancko  ubranych  mężczyzn  rozmawiających  w  blasku 
ulicznej  latarni.  Obserwowała  ich  z  ciekawością,  gdy  dokonywali 
wymiany:  otwarty  neseser  wypełniony  plastikowymi  torebkami  z 
białą  zawartością  za  gruby  pakiet  banknotów.  Minęła  nieznajomych, 
uśmiechnęła się z roztargnieniem, skinęła im głową i poszła dalej. Nie 
zdawała  sobie  sprawę,  że  wprawiła  obu  panów  w  osłupienie. 
Zmierzała w stronę parkingu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Widziała? - zapytał jeden z mężczyzn. 

- O rany! Pewnie, że tak! Za nią! 

Tess  nie  słyszała  tej  rozmowy,  ale  zaniepokoił  ją  dobiegający  z 

tyłu  odgłos  kroków.  Odwróciła  się  powoli  i  ujrzała  biegnących 
mężczyzn. Miała wrażenie, że chcą jej zrobić krzywdę. Krzyczeli coś. 
Osłupiała  ze  strachu.  Nie  była  w  stanie  zrobić  kroku.  Nagle  blask 
latarni zalśnił na metalowym przedmiocie trzymanym przez jednego z 
biegnących.  Nim  się  zorientowała,  że  to  świetlny  refleks 
wypolerowanej lufy pistoletu, rozległ się głośny trzask i coś uderzyło 
ją w ramię. Krzyknęła, zachwiała się i upadła na asfalt. 

-  Zabiłeś  ją!  -krzyknął  jeden  z  mężczyzn.  -  Ty  idioto!  Wsadzą 

nas za morderstwo, a nie za handel kokainą! 

- Zamknij się! Daj pomyśleć! Może nie zginęła na miejscu… 

- Wiejmy stąd! Na pewno ktoś usłyszał strzały! 

-  O  rany!  Ta  kobieta  wyszła  z  budynku,  w  którym  mieści  się 

agencja detektywistyczna - jęknął facet z pistoletem w dłoni. 

-  Coraz  lepiej!  Wspaniałe  miejsce  na  sfinalizowanie  transakcji. 

Wiejmy! To syreny radiowozów! 

Przestępca  się  nie  mylił.  Nadjechał  patrol  zaalarmowany  przez 

wystraszonego  przechodnia.  Radiowóz  zablokował  wyjazd  z 
parkingu.  W  świetle  reflektorów  policjanci  ujrzeli  dwóch  mężczyzn 
pochylonych nad osobą leżącą nieruchomo na asfalcie. 

- O rany! - krzyknął jeden z przestępców. - Wiejmy! 

Tess  jak  przez  mgłę  słyszała  tupot  kroków.  Była  w  szoku. 

Daremnie  próbowała  się  podnieść.  Asfalt  pod  jej  policzkiem  był 
wilgotny i chropowaty. Nic więcej nie czuła. 

-  Kogoś  postrzelili!  -  dobiegł  ją  nieznany  głos.  -  Trzeba  ich 

zatrzymać! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Usłyszała  kilka  wystrzałów.  Stopy  w  czarnych  butach 

przemknęły  obok  jej  twarzy.  Dwaj  policjanci  ścigali  eleganckich 
przechodniów. 

- Tess! 

W  pierwszej  chwili  nie  rozpoznała  głosu  Dane'a.  Jej  szef  był 

zawsze opanowany i chłodny. Rzadko się denerwował i mówił głośno. 

Ostrożnym  ruchem  odwrócił  zszokowaną  dziewczynę.  Patrzyła 

na  niego  nie  widzącym  wzrokiem.  Czuła,  że  jej  ramię  staje  się 
wilgotne,  ciężkie  i  gorące.  Chciała  opowiedzieć,  co  się  stało,  ale  nie 
była w stanie wykrztusić słowa. 

Dane  od  razu  dostrzegł  ciemną  plamę  na  rękawie  płaszcza. 

Tkanina szybko nasiąkała krwią, płynącą obficie z rany. 

- Boże! - jęknął rozpaczliwie, ale zachował kamienną twarz, nie 

ujawniając  swych  obaw.  Tylko  oczy  lśniące  od  gniewu  płonęły  jak 
dwie ciemne gwiazdy. 

-  Jest  ranna?  -  zapytał  jeden  z  policjantów,  podbiegając  z 

pistoletem  w  dłoni  do  leżącej  nieruchomo  dziewczyny.  Ukląkł  obok 
Tess. 

-  Tak.  Niech  pan  wezwie  karetkę.  -  Dane  na  moment  podniósł 

wzrok. - Szybko. Dziewczyna bardzo krwawi. 

Policjant ruszył pędem do radiowozu. 

Dane nie tracił czasu. Zsunął płaszcz z ramienia Tess. Skrzywił 

się,  widząc  rozdarty  pociskiem  rękaw  bluzki.  Krew  płynęła  obficie. 
Lassiter  zaklął,  oczyścił  ranę  czystą  chusteczką  do  nosa  i  mocno 
ucisnął, by zatrzymać krwawienie. Nie zwrócił uwagi na okrzyk bólu, 
który wyrwał się z ust rannej. 

- Cicho - próbował ją uspokoić. - Nie ruszaj się, maleńka. Jestem 

przy tobie. Wszystko będzie dobrze. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tess  drżała.  Łzy  spływały  jej  po  policzkach.  Zaczęła  odczuwać 

ból  dopiero,  gdy  Dane  zrobił  prowizoryczny  opatrunek.  Bardzo 
cierpiała.  Krzyknęła,  gdy  owinął  ranę  chusteczką  i  mocno  zacisnął 
opaskę.  Lassiter  zdjął  płaszcz  i  przykrył  drżącą  z  zimna  dziewczynę. 
Wsunął  jej  torbę  pod  stopy,  by  zapobiec  omdleniu.  Potem  zajął  się 
obficie  krwawiącą  raną.  Tess  zdawała  sobie  sprawę,  że  jej  stan  jest 
poważny, ale miała świadomość, że znajduje się w dobrych rękach, i 
dlatego  nie  uległa  panice.  Obecność  Dane'a  dodawała  jej  otuchy. 
Bywał okrutny, ale w potrzebie mogła na nim polegać. 

- Czy wykrwawię się na śmierć? - zapytała spokojnie. 

-  Wykluczone.  -  Dane  spojrzał  na  jadący  w  ich  kierunku 

radiowóz.  Mamrotał  przekleństwa,  których  Tess  do  tej  pory  nie 
słyszała z jego ust. Zerwał się na równe nogi i krzyknął do policjanta: 
- Nie czekamy na karetkę. Dziewczyna się wykrwawi, zanim lekarz tu 
dojedzie. Niech mi pan pomoże umieścić ją w aucie. 

- Przed chwilą dostałem wiadomość od kolegi. Złapał jednego z 

tych  łobuzów  -  oznajmił policjant,  wraz  z  Dane'em  przenosząc  ranną 
na  tylne  siedzenie.  -  Jeśli  nie  zjawi  się  tutaj,  nim  uruchomię  silnik, 
będzie musiał piechotą wrócić na posterunek. 

-  Jasne.  -  Dane  ułożył  głowę  Tess  na  swoich  kolanach.  - 

Ruszajmy. 

Gdy rozległ się warkot silnika, na parking wbiegł funkcjonariusz 

prowadzący skutego kajdankami mężczyznę. Dane zacisnął pięści. 

- Wezwałem patrol. Już tu jadą - zawołał siedzący za kierownicą 

policjant do kolegi. - Mamy tu ranną dziewczynę. Dasz sobie radę? 

- Pewnie! Zawieź ją do szpitala - usłyszał w odpowiedzi, 

Kierowca  prowadził  z  wyczuciem,  którego  Tess  pewnie  by  mu 

pozazdrościła,  gdyby  nie  cierpiała  tak  bardzo  z  powodu  bólu  i 
mdłości. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Po  kilku  minutach  radiowóz  zatrzymał  się  przed  izbą  przyjęć 

szpitala  miejskiego.  Ranna  nie  miała  o  tym  pojęcia.  Straciła 
przytomność. 

Kiedy  otworzyła  oczy,  było  całkiem  jasno.  Zamrugała 

powiekami.  Była  lekko  oszołomiona.  Całkiem  przyjemne  uczucie. 
Bark  i  ramię  były  spuchnięte  i  zbolałe.  Poruszyła  się  i  dopiero 
wówczas  spostrzegła,  że  jest  podłączona  do  kroplówki  i  aparatury 
medycznej. 

-  Uważaj  -  mruknął  Dane  siedzący  na  krześle  przy  szpitalnym 

łóżku.  -  Podłączanie  tych  wszystkich  rurek  po  raz  drugi  nie  będzie 
przyjemne. 

-  Było  ciemno…  -  wymamrotała  sennym  głosem,  odwracając 

głowę  w  jego  stronę.  -  Gonili  mnie  tamci  dwaj.  Jeden  z  nich  chyba 
mnie postrzelił. 

- Zgadza się - odparł Dane. - To byli handlarze narkotyków. Co 

się  właściwie  stało?  Weszłaś  przypadkiem  między  przestępców  i 
policję? Była jakaś strzelanina? 

-  Nie  -  odparła  z  wysiłkiem.  -  Widziałam,  jak  tamci  faceci 

finalizowali transakcję. Wpadli w panikę, a ja byłam tak roztargniona, 
że  początkowo  nie  skojarzyłam,  co  się  dzieje.  Dopiero  kiedy  za  mną 
pobiegli, doznałam olśnienia. 

-  Widziałaś,  jak  wymieniali  narkotyki  i  pieniądze?  -  Dane 

znieruchomiał. Znużona pacjentka pokiwała głową. 

- Obawiam się, że miałam tę wątpliwą przyjemność. 

-  Jeśli  dobrze  ci  się  przyjrzeli  i  rozpoznali  budynek,  z  którego 

wyszłaś… - Dane gwizdnął cicho. 

- Jeden zdołał uciec, prawda? 

- Ten, który do ciebie strzelał - odparł ponuro. - Drugiego policja 

nie  może  zbyt  długo  przetrzymywać  w  areszcie.  Zbyt  mało  na  niego 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

mają.  Złapali  łobuza,  ale  lada  chwila  wyjdzie  za  kaucją.  Jeśli 
zdecydujesz się zeznawać, pójdzie do pudła za handel narkotykami. 

-  Jego  kumpel  do  mnie  strzelał  -  przypomniała  mu  Tess.  -  To 

wspólnicy. Nie można go oskarżyć o współudział? 

-  Kto  wie?  Trudna  sprawa.  Nie  potrafię  się  w  tym  wszystkim 

rozeznać. 

-  Na  pewno  sobie  poradzisz  -  mruknęła  sennym  głosem.  -  Tylu 

przestępców wpakowałeś już za kratki… 

-  Znam  ich  sposób  myślenia  -  przyznał  Dane,  mrużąc  ciemne 

oczy  -  ale  tym  razem  nie  potrafię  zebrać  myśli,  bo  napadli  na  bliską 
mi osobę. 

Tess  miała  wrażenie,  że  śni.  Czyżby  Dane  się  o  nią  martwił? 

Bezsensowne mrzonki! Przecież był do niej uprzedzony. I cóż z tego, 
że,  kierowany  litością,  zatrudnił  niedoszłą  powinowatą,  gdy  straciła 
ojca?  Wyjątek  potwierdza  regułę.  Był  wrogo  nastawiony  do  Tess, 
więc dlaczego miałby się o nią martwić? 

- Jak się dzisiaj czujesz? - zapytał, pochylając się nad pacjentką, 

która mimo woli podziwiała grę jego mięśni pod cienką koszulą. 

-  Lepiej  niż  ostatniej  nocy.  -  Odruchowo  dotknęła  opatrunku.  - 

Co ze mną robili lekarze? 

- Wyjęli kulę. Kaliber trzydzieści osiem, - Wyciągnął z kieszeni 

pocisk  i  pokazał  go  Tess.  -  Pamiątka.  Możesz  go  sobie  umieścić  w 
gablotce. 

-  Wolałabym,  żeby  policja  umieściła  za  kratkami  faceta,  który 

mnie postrzelił - odparła Tess. Dane kpiąco uniósł brwi. 

- Przekażę tę odkrywczą uwagę miejscowym funkcjonariuszom. 

- Czy mogę wrócić do domu? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Jeszcze  za wcześnie. Najpierw musisz odzyskać siły. Straciłaś 

dużo krwi. Operowali cię pod narkozą. 

-  Helen  będzie  wściekła,  gdy  się  dowie  o  tej  przygodzie  - 

powiedziała  z  wymuszonym  uśmiechem.  -  Jest  prywatnym 
detektywem  i  ciągle  ryzykuje,  a  tymczasem  bandyci  wzięli  na  cel 
zwyczajną sekretarkę. 

- O, tak - przyznał Dane. - Nasza urocza koleżanka pozielenieje 

z  zazdrości.  -  Długo  nie  odrywał  zmrużonych  ciemnych  oczu  od 
bladej twarzy otoczonej wijącymi się jasnymi włosami. 

- Pytałeś, jak się czuję. Zapewniam, że całkiem nieźle, choć nie 

wiem,  dlaczego  cię  to  interesuje.  Przecież  mnie  nienawidzisz  - 
powiedziała  sennym  głosem,  by  przerwać  milczenie.  Przymknęła 
powieki. 

Głos Tess cichł z wolna. Musiała odpocząć. Dane pozostawił jej 

słowa  bez  odpowiedzi,  ale  wyraz  jego  oczu  dowodził,  że  byłby  w 
rozpaczy, gdyby jedyna bliska mu osoba straciła życie. 

Za  wszelką  cenę  starał  się  ukryć  swoje  uczucia, a  zatem  trudno 

się  dziwić,  że  Tess  przypisywała  mu  nienawiść.  Udawał  obojętnego, 
gdy  go  unikała.  Ratował  swoją  dumę  udając,  że  celowo  robi  jej 
przykrości, żeby wreszcie się od niego odczepiła. 

Ciche  pukanie  do  drzwi  wyrwało  go  z  zadumy.  Do  separatki 

weszła 

uśmiechnięta 

pielęgniarka. 

Sprawdzała 

odczyty 

na 

wskaźnikach aparatury medycznej. 

-  Miała  szczęście,  prawda?  -  rzuciła  z  roztargnieniem, 

spoglądając na termometr. - Gdyby kula poszła trochę bardziej w bok, 
byłoby po niej. 

Ta  przypadkowa  uwaga  całkiem  zbiła  z  tropu  Dane'a.  Mrugał 

powiekami, spoglądając na śpiącą Tess. Gdyby jej  zabrakło, zostałby 
na świecie sam jak palec. Nie miałby nikogo. 

Przerażony  tą  myślą,  nie  był  w  stanie  usiedzieć  w  jednym 

miejscu.  Wymamrotał  jakieś  usprawiedliwienie  i  wybiegł  ze 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

szpitalnego  pokoju.  Ruszył  w  głąb  korytarza,  patrząc  przed  siebie 
niewidzącym  wzrokiem.  Starał  się  myśleć  tylko  o  swoim  białym 
mercedesie, który Helen na prośbę szefa zostawiła pod szpitalem, gdy 
Tess była operowana. Przypomniał sobie, że obiecał wpaść do biura i 
przekazać  informację  o  stanie  zdrowia  rannej  koleżanki.  Spojrzał  na 
zegarek;  jego  podwładni  zapewne  są  już  w  agencji.  Potem  zajrzy  do 
siebie, żeby wziąć prysznic i zmienić ubranie. 

Wyszedł  z  budynku i  odnalazł  auto. Westchnął  ciężko  i  wsiadł. 

Nie od razu uruchomił silnik. Jego  wzrok przykuła czerwona plamka 
na  rękawie  marynarki.  Krew  Tess.  Poprzedniego  wieczoru  patrzył 
bezradnie,  jak  uchodzi  z  niej  życie.  Niewiele  brakowało,  by  Tess 
umarła w jego ramionach. 

Do  niedawna  była  pogodną,  zawsze  uśmiechniętą  dziewczyną, 

która  za  wszelką  cenę  pragnęła  sprawić  mu  radość.  Nie  ulegało 
wątpliwości,  że  była  w  nim  zakochana.  Dane  zacisnął  powieki.  Sam 
zabił  tę  miłość.  Przeraził  śmiertelnie  Tess,  gdy  jak  ostatni  gbur  uległ 
żądzy  silniejszej  niż  wszelkie  skrupuły  i  próbował  zdobyć  tę 
dziewczynę,  nie  zważając  na  jej  opór.  Chciał  ją  mieć;  nie  próbował 
zapanować  nad  tym  pragnieniem.  Nie  potrafił  okazać  czułości  i 
śmiertelnie  przeraził  Tess.  Nie  zrobił  tego  umyślnie,  ale  całkiem 
możliwe,  że  ujawnił  się  w  ten  sposób  podświadomy  lęk  przed 
dziewczyną,  która  mogła  się  stać  najważniejszą  osobą  w  jego  życiu. 
Usiłował  zapobiec  owemu  uzależnieniu.  Nieudane  małżeństwo 
sprawiło,  że  był  nieufny  jak  skrzywdzone  zwierzę.  Z  goryczą 
wspominał pierwsze spotkanie z Tess… 

Po  wieczorku  zapoznawczym  w  restauracji,  podczas  którego 

ojciec  Tess  i  matka  Dane'a  czynili  wysiłki,  by  stworzyć  pozory 
rodzinnego szczęścia, nastolatka i młody policjant widywali się tylko 
w święta. Dane i jego żona Jane byli coraz bardziej poróżnieni. Nita, 
nie  bez  złośliwej  satysfakcji,  oznajmiła  synowi,  że  młodsza  pani 
Lassiter  romansuje  z  innym  mężczyzną.  Można  by  pomyśleć,  że 
niewierność Jane i cierpienie syna sprawiły jej osobliwą przyjemność. 

Dane'a  czekało  wiele  trudnych  chwil.  W  dniu  gdy  Wyatt 

Meriwether  i  Nita  Lassiter  ogłosili  swoje  zaręczyny,  został  poważnie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ranny  w  strzelaninie, do  której  doszło  podczas  napadu na bank.  Jego 
życie wisiało na włosku. 

Tess przyjechała do szpitala najszybciej, jak mogła. Przywiózł ją 

ojciec.  Kiedy  zorientował  się,  że  Nita  siedzi  w  domu,  a  Jane  jest 
nieuchwytna, postanowił się ulotnić. 

Tess  została  przez  całą  noc  i  następny  dzień.  Wyjaśniła 

pielęgniarkom, że wkrótce będzie przybraną siostrą rannego, który nie 
ma  innej  rodziny.  Pozwolono  jej  czuwać  przy  nim  na  oddziale 
intensywnej  terapii,  Trzymała  go  za  rękę,  ocierała  spocone  czoło  i  z 
lękiem  obserwowała  groźne  rany  na  plecach,  ramieniu  i  udzie.  Kule 
przeszły na wylot przez ciało. 

- Będę chodzić? - dopytywał się Dane zbolałym głosem, ledwie 

odzyskał przytomność. 

- Oczywiście - zapewniła z uśmiechem. Dotknęła jego policzka i 

odgarnęła  z  czoła  potargane  włosy.  Czuła,  że  ma  prawo  do  takich 
czułych gestów. Ranny przymknął oczy. 

-  Gdzie  jest  moja  matka?  -  jęknął.  Po  chwili  dodał  chrapliwym 

szeptem: - A Jane? 

Tess milczała, nie wiedząc, co odpowiedzieć. 

-  Sypia  z  moim  najbliższym  współpracownikiem  -  powiedział 

głucho Dane, otwierając szeroko czarne oczy roziskrzone nienawiścią. 
- Sam mi powiedział… 

Tess zmarszczyła brwi. 

Ranny uśmiechnął się z goryczą i ponownie zapadł w sen. 

Następne  tygodnie  przyniosły  wiele  przykrych  niespodzianek. 

Jane  przyszła  do  szpitala  tylko  raz.  Była  zakłopotana,  ponieważ 
zjawiła  się  jedynie  po  to,  by  oznajmić,  że  złożyła  pozew  o  rozwód. 
Zamierzała  powtórnie  wyjść  za  mąż,  gdy  tylko  rozprawa  dobiegnie 
końca. Matka rannego wpadła na moment. Uchyliła drzwi, zajrzała do 
pokoju  i  stwierdziła,  że  syn  nie  zamierza  przenieść  się  na  tamten 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

świat. Uspokojona pojechała żeglować z Wyattem. Tess była wściekła 
na bliskich rannego; nie odstępowała od szpitalnego łóżka. 

Obojętność  rodziny  nie  była  ostatnim  ciosem,  jaki  spadł  na 

Lassitera. Okazało się, że postrzał w plecy będzie miał trwałe skutki, a 
zatem  Dane  nie  będzie  w  stanie  pracować  jako  policjant  w  pełnym 
wymiarze godzin. 

Na wieść o tym chory popadł w głębokie przygnębienie. 

-  I  cóż  ci  przyjdzie  z  tego,  że  będziesz  się  zamartwiać?  - 

tłumaczyła  cierpliwie  Tess,  zaniepokojona  wyrazem  twarzy  chorego. 
Uklękła  obok  jego  krzesła  i  przez  kilka  minut  mocno  ściskała  silną 
dłoń.  -  Nie  wolno  się  poddawać,  Dane  -  przekonywała.  -  Nie  jest 
wcale przesądzone, że będziesz musiał odejść z policji, chociaż trzeba 
się liczyć z taką możliwością. Nie daj sobie odebrać nadziei. 

- Jak? Najgorsze już się stało - odparł krótko i odwrócił wzrok. - 

Po co tu ze mną siedzisz? Szkoda czasu. 

-  Wkrótce  staniemy  się  rodziną  -  przypomniała  mu.  -  Chcę, 

żebyś wyzdrowiał. 

- Niepotrzebna mi smarkata siostrzyczka. 

-  Będziesz  na  mnie  skazany,  gdy  nasi  rodzice  wezmą  ślub  - 

odparła  z  pobłażliwym  uśmiechem.  -  Dość  tych  ponurych  min. 
Przecież  jesteś  twardzielem.  Teksaski  strażnik  nie  poddaje  się  tak 
łatwo. Przez jakiś czas będziesz w gorszej formie. I co z tego? Wierz 
mi, Dane, z twoim doświadczeniem w ściganiu przestępców na pewno 
znajdziesz  ciekawą  pracę.  Los  wyrzuca  cię  drzwiami?  Trudno, 
wejdziesz  oknem.  Z  pewnością  szybko  wpadniesz  na  dobry  pomysł, 
jeśli tylko zechcesz popatrzeć na swoją sytuację w takim świetle. 

Dane  milczał,  ale  z  uwagą  przysłuchiwał  się  wywodom  swojej 

opiekunki. Zmrużył lekko powieki i popatrzył jej prosto w oczy. 

- Nie lubię kobiet - oznajmił. 

- Tak sądziłam. Muszę przyznać, że nie miałeś do nich szczęścia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Ożeniłem się z Jane na złość matce. Nie będę się wypierał, że 

pragnąłem  tej  dziewczyny.  Ona  chciała  mieć  dom  i  dzieci.  To  jej 
największe  marzenie.  -  Odwrócił  twarz,  jakby  wspomnienie  o 
nieczułości Jane sprawiało mu ból. - Odejdź, Tess. Dość tej zabawy w 
siostrę miłosierdzia. 

- Wykluczone. - Tess wzruszyła ramionami. - Jeśli odejdę, kto ci 

wybije z głowy skłonność do użalania się nad sobą? 

-  Idź  do  cholery!  -  burknął  i  groźnie  popatrzył  jej  w  oczy. 

Uśmiechnęła  się  na  dowód,  że  trudno  ją  przestraszyć.  Była 
uradowana,  że  otrząsnął  się  z  apatii,  w  którą  popadł,  kiedy  mu 
powiedziała, że chyba będzie musiał zrezygnować z pracy. 

-  Znów  jesteś  sobą  -  rzuciła  ironicznie.  -  Masz  ochotę  na 

filiżankę kawy? 

Po  chwili  wahania  z  irytacją  skinął  głową,  jakby  miał  dość  tej 

ciągłej troskliwości. Tess zerwała się skwapliwie i wybiegła z pokoju 
do korytarza, gdzie stał automat z kawą.  

Do  tej  pory  żadna  kobieta  nie  zachowywała  się  tak  wobec 

Lassitera. Był zbity z tropu, bo Tess postanowiła się nim zaopiekować 
i okazała mu troskę. Nitę interesowało jedynie to, co syn może dla niej 
zrobić, Jane okazała się jeszcze większą egoistką. Tess była ulepiona z 
innej gliny. Dzieliło ich tak wiele, że Lassiter czuł się zaniepokojony - 
tym  bardziej  że  śliczna  i  miła  dziewczyna  wkradła  się  podstępnie  do 
jego  serca.  Odczuwał  wobec  niej  nie  tylko  wdzięczność.  Gdy 
ukradkiem  zerkał  na  zgrabną  postać,  pożądanie  ogarniało  go  z  nie 
znaną dotąd siłą. Pragnął jej bardziej niż Jane, co mogło mu z czasem 
przysporzyć  kłopotów.  Tess  miała  zaledwie  dziewiętnaście  lat.  Z 
drugiej  strony  jednak  podobnie  jak  większość  jej  rówieśniczek 
zapewne  miała  już  za  sobą  pierwsze  doświadczenia  erotyczne.  W 
dzisiejszych  czasach  to  niemal  oczywiste.  Dane  przymknął  oczy. 
Pomyśli o tym jutro. Na wszystko przyjdzie pora. 

Posłuchał  rady  Tess  i  zastanawiał  się,  co  mógłby  robić  w 

przyszłości. Zagryzł usta i rozważał kolejne warianty. Uśmiechnął się, 
gdy przyszedł mu do głowy ciekawy pomysł. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Przez kilka tygodni Tess przychodziła regularnie. Przesiadywała 

w  jego  separatce,  a  później  w  mieszkaniu,  bawiąc  rekonwalescenta 
rozmową.  Dane  milcząco  zgodził  się  na  te  odwiedziny  i  przestał  się 
mieć  na  baczności.  Z  wolna  stawali  się  sobie  bliscy.  Dane  walczył  z 
coraz silniejszym pożądaniem. 

Nie  mógł  się  pochwalić  wielkimi  sukcesami.  Chroniczne 

napięcie  usunęło  w  cień potrzebę  ciepła  i  życzliwości.  Pewnego  dnia 
był wyjątkowo podminowany. Przewracał się w łóżku z boku na bok. 

-  Znowu  ty?  Czego  chcesz,  do  jasnej  cholery?  -  zapytał 

lodowatym tonem, gdy Tess weszła do separatki. 

-  To  proste.  Żebyś  wyzdrowiał  -  odparła  spokojnie.  Przywykła 

do wybuchów gniewu i nagłych zmian nastroju Dane'a. 

-  Wynoś  się.  -  Dane  opadł  na  poduszkę  i  zamknął  oczy.  - 

Uciekaj. Spóźnisz się do szkoły. 

- Zdałam już wszystkie egzaminy. Poza tym są wakacje. 

- Idź do pracy. 

- Zapisałam się na kurs dla sekretarek. 

- A w ciągu dnia pracujesz? 

- W pewnym sensie. 

- Jak to? - Zaciekawiony Dane odwrócił głowę ku Tess. 

-  Tata  powiedział,  że  opieka  nad  tobą  to  ciężka  praca.    Moim 

najważniejszym zadaniem jest teraz postawić cię na nogi. 

Tess  była  nie  tylko  dobrą  samarytanką,  lecz  także  zakochaną 

dziewczyną.  Uwielbiała  Lassitera.  Odchudzała  się  i  pracowała  nad 
swoim  wyglądem  w  nadziei,  że  podczas  długiej  rekonwalescencji 
zyska  jego  względy.  Jej  starania  przynosiły  marne  efekty,  ale  nie 
traciła nadziei, że pewnego dnia dopnie swego. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zapewne 

jesteś 

dyplomowanym 

psychologiem 

uprawnieniami terapeuty - rzucił uszczypliwie Dane. 

Tess  nie  zwracała  uwagi  na  jego  złośliwości.  Wiedziała,  że  jej 

podopieczny  bardzo  cierpi,  znosiła  więc  owe  docinki  ze  stoickim 
spokojem. Odłożyła torebkę i pochyliła się nad chorym. Długie włosy 
związane w koński ogon spłynęły na szczupłe ramię. 

-  Mój  ojciec  poślubi  wkrótce  twoją  matkę.  Będziemy  rodziną. 

Musisz  przywyknąć,  że  będę  się  tobą  opiekować  -  oznajmiła 
dziewczyna. 

- Nie potrzebuję opieki. - Dane spojrzał na nią wrogo. 

- Wręcz przeciwnie - odparła uprzejmie. Zmierzyła wymownym 

spojrzeniem  blizny  na  ramionach  widoczne  spod  białej  koszulki. 
Plecy Lassitera wyglądały jeszcze gorzej. Tess widziała je, gdy ranny 
spał, lecz wolała mu o tym nie wspominać. 

-  Wiem,  że  bardzo  cierpisz  -  powiedziała  cicho  i  spojrzała  na 

niego z czułością. - Bardzo ci współczuję, Richardzie. 

- Jestem Dane - burknął. - Nie używam pierwszego imienia. 

- Rozumiem. 

-  Nie  życzę  sobie,  by  smarkata  uczennica  dorabiała  sobie  jako 

moja pielęgniarka. 

-  Dlaczego  matka  tak  rzadko  cię  odwiedza?  -  zapytała  Tess, 

zmieniając temat. Dane odwrócił wzrok. 

- Nienawidzi mego ojca. Jestem do niego bardzo podobny. 

- Ach, tak. - Podeszła bliżej. Po chwili dodała z przekonaniem, a 

zarazem  trochę  niepewnie:  -  Dobrze  jest  mieć  rodzinę,  prawda? 
Najbliższa  była  mi  babcia,  lecz  i  ona  wychowywała  mnie  tylko 
dlatego, że nie miała innego wyjścia. Mama umarła, kiedy byłam małą 
dziewczynką. - Tata… - Wzruszyła ramionami. - Rodzina niewiele dla 
niego  znaczy.  Właściwie  na  nikim  nie  mogłam  polegać.  A  ty… 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wybacz,  że  o  tym  mówię,  ale  jesteś  chyba  w  podobnej  sytuacji.  - 
Umilkła  i  objęła  się  ciasno  ramionami.  -  Moglibyśmy  wspierać  się 
nawzajem w trudnych chwilach. 

-  Nie  potrzebuję  żadnego  wsparcia!  -  Dane  zacisnął  zęby  i 

popatrzył na dziewczynę ze złością. - Przestań się mną opiekować! 

-  Przywykniesz  -  odparła  z  wymuszonym  uśmiechem,  choć  w 

głębi  serca  bardzo  przeżywała  okrutne  słowa.  To  jasne,  czemu  Dane 
nie  chciał  mieć  z  nią  nic  wspólnego.  Takich  jak  ona  nikt  nie 
potrzebuje. 

Lassiter  milczał  uparcie.  Nie  zwracał  uwagi  na  samozwańczą 

opiekunkę, która ani myślała zostawić go na pastwę losu. Zjawiała się 
codziennie.  Przynosiła  książki  i  taśmy  z  muzyką.  Dokarmiała  go 
domowym  jedzeniem  i  długo  z  nim  rozmawiała.  Kłóciła  się  z 
Dane'em i zachęcała go, by ćwiczył dla odzyskania pełnej sprawności. 
Z czasem zakochała się w nim na śmierć i życie. 

Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  tak  jawnie  okazuje  uczucia. 

Trudno  się  było  nie  domyślić  prawdy,  skoro  dziewczęca  twarz 
promieniała  na  widok  ukochanego.  Tess  nie  spostrzegła,  że  Dane 
często  wodzi  za  nią  pożądliwym  spojrzeniem.  W  czasie 
rekonwalescencji,  mimo  kłótni,  bardzo  się  zbliżyli.  Przywykł  do 
obecności swej opiekunki i polubił miłe towarzystwo. Bardzo pragnął 
Tess.  Różniła  się  od  kobiet  znanych  mu  do  tej  pory.  Była  łagodna  i 
kochająca,  delikatna  i  wrażliwa.  Potrzebował  tej  dziewczyny. 
Pochlebiało  mu  jej  zainteresowanie.  Z  niecierpliwością  czekał  na 
codzienne wizyty. 

Mimo to z obawą myślał, że zbytnio się przywiązał do Tess. Po 

nieudanym małżeństwie bał się trwałego związku jak diabeł święconej 
wody.  Poślubił  Jane  na  złość  matce,  która  nie  pochwalała  jego 
wyboru,  ale  początkowo  żona  bardzo  go  pociągała.  Był  przekonany, 
że  go  kocha.  Takie  sprawiała  wrażenie.  Wkrótce  po  ślubie  zmieniła 
zdanie  i  nie  chciała  z  nim  sypiać.  Czara  goryczy  dopełniła  się,  gdy 
wyszedł na jaw szalony romans Jane z policjantem, który był dawniej 
najbliższym  współpracownikiem  Lassitera.  Zemściła  się  na  mężu, 
który  nie  spełnił jej  oczekiwań.  W  nieudanym  związku  Dane  odniósł 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

rany  znacznie  groźniejsze  od  gangsterskich  postrzałów.  Był 
przekonany, że Tess zwodzi go, jak to czyniły inne kobiety. Nie mógł 
wykluczyć,  że  sprytna  małolata  chce  go  po  prostu  omotać. 
Współczucie  i  troska  to  środek  do  celu.  Pożądanie  miało  go  uczynić 
bezbronnym, zdanym na łaskę i niełaskę tej dziewczyny. 

Podejrzliwość  sprawiła,  że  Dane  ulegał  zmiennym  nastrojom; 

był wrogo nastawiony wobec Tess. Przy każdej sposobności odpychał 
ją  złym  słowem.  Nie  zrażała  się  jednak  i  nadal  wierzyła,  że  w  głębi 
ducha pragnie jej towarzystwa. 

Dane  stanął  na  własnych  nogach  i  zaczął  chodzić  szybciej,  niż 

oczekiwali  lekarze.  Szybki  powrót  do  zdrowia  sprawił,  że  poczuł  się 
mężczyzną, a w swojej opiekunce dostrzegł ponętną kobietę, co miało 
dla nich obojga fatalne następstwa. 

Pewnego  dnia  około  południa  Tess  w  białej  letniej  sukience  z 

tęczowym  paskiem  weszła  tanecznym  krokiem  do  jego  mieszkania. 
Przyniosła domowe ciasto. Dane chodził po pokoju na bosaka; miał na 
sobie  dżinsy  i  białą  koszulkę  mokrą  od  potu,  bo  przed  chwilą  pilnie 
ćwiczył, by odzyskać formę. Na widok Tess nogi się pod nim ugięły. 
Poczuł dziwną słabość. 

Pragnął  jej  szaleńczo.  Nie  panował  nad  żądzą.  Od  dawna  nie 

miał kobiety. Dosyć wegetacji w dobrowolnym celibacie! Postanowił 
zdobyć  Tess.  Nie  miał  wątpliwości,  że  i  ona  go  pragnie.  Od  dawna 
wodziła za nim rozmarzonym wzrokiem. 

Tess  nie  zorientowała  się,  że  Dane  mierzy  ją  taksującym 

spojrzeniem;  jego  oczy  lśniły  jak  w  gorączce.  Postawiła  pudełko  z 
ciastem na kuchennym blacie i zaczęła je otwierać. 

- Co tam masz? - dopytywał się  zmysłowym tonem, którego do 

tej pory nie używał w ich rozmowach. Podszedł bliżej. 

-  Ciasto  -  odparła.  Traciła  głowę,  ilekroć  się  do  niej  zbliżał. 

Krew  coraz  szybciej  pulsowała  jej  w  żyłach.  Tess  z  zachwytem 
wpatrywała się w ukochanego. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Pomyślałam, że masz pewnie ochotę na coś słodkiego. Jak się 

czujesz?  Wyglądasz…  lepiej.  -  Spuściła  oczy.  Była  uszczęśliwiona  i 
zakłopotana. 

Dane  nie  zaprzątał  sobie  wcześniej  głowy  jej  życiem 

erotycznym. W przeciwnym razie, jako bystry obserwator, domyśliłby 
się od razu, że Tess Meriwether jest wcieleniem niewinności. Pragnął 
tylko jak najszybciej zaspokoić pożądanie. 

-  No  proszę,  sama  słodycz  -  odparł  cicho.  Podszedł  bliżej.  Tess 

oparła się o kuchenną szafkę. Dane przylgnął do niej całym ciałem. - 
Oboje  mamy  na  coś  ochotę.  Od  dawna  pożerasz  mnie  oczyma. 
Musiałbym  być  ślepy,  żeby  się  nie  zorientować,  co  do  mnie  czujesz. 
Tego  pragniesz,  Tess?  -  zapytał  namiętnym  szeptem  i  zuchwale  otarł 
się biodrami o jej biodra, żeby poczuła, jak bardzo jej pragnie.  

Spłonęła  rumieńcem,  ale  zajęty  sobą  Dane  w  ogóle  tego  nie 

zauważył. Nie odrywał wzroku od jej rozchylonych ust. 

- Na litość boską, pragnę cię jak szaleniec! 

Tess  była  tak  wstrząśnięta  i  przerażona,  że  na  moment  straciła 

zdolność  logicznego  myślenia.  Nim  zdobyła  się  na  odruch  protestu, 
Dane  zmiażdżył  jej  usta  namiętnym  pocałunkiem.  Mocne  dłonie 
uniosły  ją  wyżej,  by  poczuła,  jak  bardzo  jej  pragnie.  Natarczywy 
język wślizgnął się między zaciśnięte wargi. Nawet czysta i niewinna 
dziewczyna 

zrozumiałaby 

natychmiast, 

do 

czego 

zmierza 

oszołomiony pożądaniem mężczyzna. 

Tess Meriwether całowała się tylko parę razy - i to z chłopcami 

świadomymi  jej  zahamowań.  Pieszczoty  namiętnego  mężczyzny, 
jakim stał się nagle Dane, mogła odwzajemnić jedynie doświadczona 
kobieta. 

Tess  zesztywniała  i  próbowała  odepchnąć  Lassitera,  ale  ten 

zaślepiony żądzą nie zwrócił uwagi na jej wysiłki. Dłonią objął mocno 
pierś  dziewczyny,  a  kolano  wsunął  między  jej  nogi.  Było  oczywiste, 
do czego zmierza. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dane… nie! - jęknęła przerażona. Zlekceważył jej okrzyk. 

-  Tak  -  szepnął  drżącym  głosem,  przyciskając  ją  mocniej.  -  Na 

miłość  boską,  tak,  tak…  Pragniesz  mnie,  prawda,  skarbie?  -  Poczuła 
gorące  wargi  na  obnażonych  ramionach,  szyi,  ustach.  Całował  ją 
mocno i  zachłannie.  - Chcę  cię  mieć  tu, natychmiast  -  jęknął  głucho. 
Silne  dłonie  objęły  jej  uda,  nagie  pod  sukienką.  Dane  uniósł  drobną 
dziewczynę wyżej, by łatwiej w nią wejść. 

Wstrzymała  oddech  zaskoczona  intensywnością  namiętnych 

pieszczot. Jęknęła wystraszona zaborczymi pocałunkami. 

- Tutaj - szeptał drżącym głosem Dane. - Wezmę cię na stojąco. 

- Czuła jego gorące i natarczywe dłonie. Żaden mężczyzna nie dotykał 
jej  w  ten  sposób.  Pożądanie  całkiem  zamroczyło  Dane'a.  Tess  czuła 
się jak przedmiot, którym zamierzał się posłużyć, by zaspokoić swoje 
potrzeby. 

Oddychając ciężko, uwolnił ją nagle z uścisku, aż Tess dotknęła 

stopami podłogi. Uniósł głowę. Oczy lśniły mu jak w gorączce. Drżał 
na  całym  ciele.  Silne  dłonie  o  długich,  mocnych  palcach  ścisnęły 
piersi Tess. Pocałował ją zachłannie i jęknął: 

-  Moje  plecy.  Kręgosłup  mi  wysiada.  Chodźmy  do  łóżka,  tam 

będzie nam wygodniej… 

Tess  zorientowała  się,  że  to  jedyna  szansa,  by  wyrwać  się  z 

męskich  objęć  i uciec.  Odepchnęła Dane'a  i uskoczyła  w  bok.  Na  jej 
twarzy  malował  się  tak  wielki  strach,  że  nawet  oszołomiony  żądzą 
Dane  wreszcie  to  spostrzegł.  Tess  bała  się,  że  weźmie  ją  siłą,  nie 
okazując  żadnej  czułości.  Płakała.  Urywany  szloch  rozbrzmiewał 
głośno  w  obszernym  mieszkaniu.  Szeroko  otwarte  oczy  były  pełne 
łez. 

-  Nie  podchodź!  -  krzyknęła,  gdy  zrobił  krok  w  jej  stronę. 

Rozpalone pożądaniem oczy nadal lśniły jak w gorączce. - Odczep się 
ode mnie! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Dane  zrozumiał  wreszcie,  że  Tess  się  go  boi.  Do  tej  chwili  był 

tak  oszołomiony  pocałunkami  i  namiętnymi  pieszczotami,  że  nie 
zwracał  uwagi  na  żadne  protesty.  Westchnął  głęboko,  próbując  nad 
sobą zapanować. Całkiem się zapomniał. To niewybaczalne. 

Obserwował  Tess  pociemniałymi  ze  złości  oczyma.  Jego  twarz 

odzyskiwała powoli obojętny wyraz. 

-  Sama  tego  chciałaś  -  stwierdził  ostro,  próbując  odzyskać 

spokój. 

- Nie! - krzyknęła z rozpaczą. 

- Pragnęłaś mnie - powiedział. - W przeciwnym razie po co byś 

mnie nachodziła? 

-  Ja  cię  kocham!  -  szlochała,  dygocząc  na  całym  ciele.  Objęła 

dłońmi  wstrząsane  łkaniem  ramiona,  zasłaniając  piersi  przed  jego 
zachłannym spojrzeniem. 

-  Ach,  jest  i  miłość!  -  Czarne  oczy  ponownie  zalśniły  ogniem 

żądzy.  Smukłe,  mocne  ciało  przebiegł  dreszcz.  Dane  nadal  był 
podniecony aż do bólu. - Wszystko jasne. Skoro mnie kochasz, chodź 
tu i daj mi dowód, że nie rzucasz słów na wiatr, ty mała kusicielko. 

- Nie mogę. - Tess zrobiło się ciężko na sercu. Łzy płynęły jej po 

policzkach.  Po  chwili  milczenia  dodała  szeptem:  -  Przez  ciebie 
wszystko mnie boli! 

Jej  obawy  doprowadzały  go  do  rozpaczy  i  wściekłości.  Tak 

samo czuł się, gdy Jane przestała z nim sypiać; kpinom i oskarżeniom 
nie było końca. 

- Czyżby? - powiedział lodowatym tonem. - Skoro nie pójdziesz 

ze mną do łóżka, to idź stąd. Chciałem się z tobą przespać. Na litość 
boską! - jęknął, gdy Tess cofnęła się odruchowo. - Dlaczego ci się nie 
podobam? Czemu jestem gorszy od innych, z którymi sypiałaś? 

Tess otworzyła szeroko oczy i spłonęła rumieńcem. Przebiegł ją 

dreszcz.  Dane  pojął  wreszcie,  że  nie  było  w  jej  życiu  innych 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

mężczyzn. Nie patrzyłaby na niego w ten sposób, gdyby miała choćby 
jednego kochanka. 

- Tess, jesteś dziewicą? - zapytał, śmiertelnie przerażony własną 

głupotą. 

Nie  była  w  stanie  patrzeć  w  rozszerzone  strachem  czarne  oczy. 

Chwyciła  torebkę  i  wybiegła  z  mieszkania.  Dane  patrzył  za  nią.  Nie 
pobiegł  za  uciekinierką;  nie  usłyszała  od  niego  przeprosin.  Wmawiał 
sobie,  że  to  najlepsze  wyjście.  Niech  myśli,  że  go  to  wcale  nie 
obeszło.  Bardzo  cierpiał,  ale  cóż  mógł  ofiarować  tej  dziewczynie? 
Najwyżej  odrobinę  życzliwości.  Wrócił  do  kuchni.  Chłód  ścisnął  mu 
serce,  a  ciemne  oczy  spoglądały  ponuro.  Obiecał  sobie,  że  nigdy 
więcej  nie  zaufa  kobiecie  -  nawet  Tess.  Istne  wcielenie  niewinności! 
Skąd miał wiedzieć? Oby tylko dzisiejsze przeżycie szybko zatarło się 
w jej pamięci. 

 

 

 

Dość  wspomnień,  skarcił  się  w  duchu.  Uruchomił  mercedesa  i 

pojechał  do  biura.  Cały  personel  czekał  na  wieści  o  zdrowiu 
koleżanki. Dane wcale się nie dziwił. Tess była ogromnie lubiana. 

-  Co  z  nią?  Wyjdzie  z  tego?  -  Helen  odezwała  się  pierwsza. 

Patrzyła na niego z obawą. 

-  Czuje  się  lepiej  -  zapewnił.  -  Nadal  jest  oszołomiona  po 

narkozie, ale wkrótce odzyska siły. Rana szybko się goi. 

-  Kiedy  zostanie  wypisana  ze  szpitala?  -  wypytywała 

niecierpliwie  Helen.  -  Mogłaby  zamieszkać  u  mnie.  Będę  się  nią 
opiekować. 

-  Zabiorę  ją  do  siebie  -  oznajmił  Dane.  Był  zaskoczony  własną 

deklaracją.  Jego  pracownicy  nie  kryli  zdziwienia.  -  Pojedziemy  na 
ranczo.  Jose  i  Beryl  mogą  się  nią  zająć,  kiedy  będę  w  agencji.  - 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zwrócił  się  do  Helen.  -  Potrzebujemy  sekretarki.  Znajdziesz  jakieś 
zastępstwo? 

-  Już  o  tym  pomyślałam.  Ta  dziewczyna  wkrótce  tu  będzie  - 

odparła.  -  Szybko  pisze  na  maszynie,  znakomicie  stenografuje.  Z 
referencji wynika, że potrafi trzymać język za zębami. 

- Świetnie. - Dane mimo woli popatrzył na biurko, przy którym 

siedziała zwykle Tess. Dziś jej fotel był pusty. 

-  Orientujesz  się  w  jej  notatkach?  -  wypytywał  zirytowany, 

rzucając  Helen  badawcze  spojrzenia.  -  Nie  mam  pojęcia,  co  mnie 
dzisiaj czeka. Jestem z kimś umówiony? 

- Masz zjeść obiad z Harveyem Barrettem - przypomniała Helen. 

-  Chodzi  o  wymuszenia.  Po  południu  czeka  cię  spotkanie  z 
małżeństwem poszukującym córki. Nazywają się Addisonowie. Potem 
rozmowa z facetem, który chce, żebyśmy śledzili jego żonę. 

- Mam coś przed południem? 

- Nic pilnego. 

- Doskonale. Wstąpię do siebie. Potem będę w szpitalu. Stamtąd 

pojadę na obiad z klientem. 

- Sądziłam, że Tess czuje się lepiej. - Helen zmarszczyła brwi.  

Dane bez słowa ruszył ku drzwiom. 

-  Jeśli  to  będzie  konieczne,  szukajcie  mnie  telefonicznie  w  jej 

separatce. - Podał numer do szpitalnego pokoju. 

- Jasne, szefie. Powiedz tej biedulce, że za nią tęsknimy. 

Dane z roztargnieniem skinął głową. Myślami był już przy Tess. 

  

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

 

ROZDZIAŁ   DRUGI 

 

 

Tess  nieświadomie  jęknęła  z  bólu.  Miała  dziwny  sen.  Powoli 

wracała  do  rzeczywistości.  Zapewne  śniła  o  ukochanym.  Tylko  on 
pojawiał  się  w  jej  wizjach.  To  śmieszne,  zważywszy,  jak  okrutnie  ją 
potraktował. 

Jakiś dźwięk wyrwał ją z sennego odrętwienia. Otworzyła oczy i 

ujrzała Dane'a siedzącego na krześle przy łóżku. 

- Dlaczego wróciłeś? - zapytała, odruchowo napinając mięśnie. - 

Powinieneś być w pracy. 

- Moja praca polega między innymi na zapewnieniu ci właściwej 

opieki - odparł z kamienną twarzą. 

Na dźwięk znajomych słów powróciły wspomnienia sprzed kilku 

lat,  kiedy  to  Dane  był  ranny.  Zbyt  dobrze  pamiętała,  co  się  później 
wydarzyło. Zamknęła oczy, by łatwiej znieść ból. 

- Odejdź, proszę - szepnęła.  

Dane  westchnął  głęboko.  Nie  mógł  patrzeć  na  jej  wykrzywioną 

cierpieniem twarz. 

- Nie masz nikogo prócz mnie. 

Tak rzeczywiście było. Babcia Tess umarła przed rokiem. 

-  Jesteś  moim  szefem,  Dane  -  odparła  z  pozornym  spokojem. 

Mówiła cicho i patrzyła mu prosto w oczy. - To wcale nie oznacza, że 
masz się mną opiekować. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Muszę  cię  o  coś  zapytać.  -  Dane  usiadł  na  brzegu  krzesła  i 

oparł  łokcie  na  kolanach,  obserwując  uważnie  chorą.  -  Powinienem 
zrobić  to  już  dawno.  Czy  nadal  cierpisz  z  powodu…  tamtego  dnia? 
Jak bardzo to przeżyłaś? 

- Nie wiem, o czym mówisz - odparła chłodno. Zarumieniła się i 

odwróciła głowę. 

-  Czyżby?  -  odparł  z  kpiącym  uśmiechem.  -  Od  trzech  lat 

unikamy  tego  tematu.  Byłaś  wobec  mnie  tak  chłodna  i  oficjalna,  że 
nie mogłem z tobą normalnie porozmawiać, a nawet przeprosić. 

- Dlaczego miałbyś zaprzątać sobie tym głowę? - powiedziała. - 

Przecież  chciałeś  się  ode  mnie  uwolnić.  Dopiąłeś  swego.  Za  żadne 
skarby świata nie będę próbowała się do ciebie zbliżyć. 

- Innych mężczyzn także będziesz unikała - dodał ponuro. 

-  Przestań  mnie  dręczyć.  Znajdź  sobie  inną  rozrywkę.  -  Tess 

naciągnęła wyżej kołdrę i utkwiła spojrzenie w okiennej szybie. 

- Zabieram cię na ranczo. Tam szybko odzyskasz siły. 

Tess pobladła. Uniosła się na łokciu i patrzyła na niego oczyma 

wielkimi jak spodki. Twarz miała nieruchomą jak maska. 

- O Boże! - jęknął Dane. - Nie patrz na mnie w ten sposób. 

-  Nie  pojadę  -  szepnęła,  ściskając  drżącymi  dłońmi  brzeg 

prześcieradła. - Nie chcę u ciebie mieszkać. Wykluczone! 

Dane zacisnął powieki. Nie był w stanie patrzeć na wystraszoną 

dziewczynę. Poderwał się z krzesła i podszedł do okna. 

- Tamtego dnia… nie miałem pojęcia, że jesteś dziewicą - rzucił 

ostro.  -  Zorientowałem  się  poniewczasie,  gdy  byłaś  już  śmiertelnie 
przerażona. Sądzisz, że nie wiem, czemu w ogóle nie spotykasz się z 
mężczyznami? - Odwrócił głowę i popatrzył Tess prosto w oczy. - Nie 
waż  się  myśleć,  że  jestem  bez  serca.  Zapewniam,  że  miałem  i  nadal 
mam wyrzuty sumienia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  To  przeszłość…  -  Westchnęła,  przyglądając  się  uporczywie 

swoim dłoniom zaciśniętym na pościeli. 

-  Nie  dla  mnie.  Mam  wrażenie,  jakby  to  było  wczoraj  -  odparł 

ponuro. - Na miłość boską, nie odtrącaj mnie! 

- Wcale tego nie robię. 

Dane natychmiast podszedł do łóżka. Był równie blady jak ranna 

dziewczyna. Popatrzył jej w oczy. 

-  Tess,  zdaję  sobie  sprawę,  że  odczuwasz  lęk,  ilekroć  się  do 

ciebie zbliżam. Tylko ślepiec by tego nie dostrzegł. Zapewniam, że z 
mojej strony nic ci nie grozi. Chcę tylko, żebyś była pod dobrą opieką 
do czasu, aż wyzdrowiejesz.. Gdy wyjadę, Beryl się tobą zaopiekuje. 

-  Nie  znam  Beryl.  Helen  powiedziała,  że  mogę  u  niej 

zamieszkać… 

-  Helen  spędza  dużo  czasu  w  agencji,  potem  biegnie  na  lekcje 

tańca,  a  gdy  ma  wolną  chwilę,  umawia  się  z  Haroldem  na  pizzę.  To 
oznacza, że całymi dniami będziesz sama jak palec. 

- Nic nie szkodzi. Dam sobie radę. 

-  Posłuchaj  mnie  uważnie  -  rzucił  Dane  przez  zaciśnięte  zęby. 

Podszedł bliżej. Z irytacją spostrzegł, że Tess skuliła się pod kołdrą. - 
Widziałaś,  jak  doszło  do  sprzedaży  narkotyków.  Będziesz  musiała 
zeznawać.  Policji  przy  transakcji  nie  było,  prawda?  Mają  tylko 
poszlaki.  Pamiętaj,  że  widziałaś  na  własne  oczy  tamto  zdarzenie. 
Jeden  z  gangsterów  wciąż  jest  na  wolności.  Z  pewnością  zdążył  się 
dowiedzieć, kim jesteś. Rozumiesz, co to oznacza? 

-  Chyba  nie  spodziewasz  się  najgorszego  -  powiedziała  z 

namysłem Tess. 

-  Do  cholery!  Nie  bądź  naiwna!  Od  dziesięciu  lat  mam  do 

czynienia  z  takimi  łobuzami.  Wiem,  do  czego  są  zdolni.  Będziesz 
mogła  czuć  się  bezpieczna dopiero  wtedy,  gdy  obaj  przestępcy  trafią 
za  kratki.  Do  zakończenia  procesu  trzeba  cię  chronić.  Potrafię  o  to 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zadbać.  Jeśli  wyjadę,  na  miejscu  będzie  zarządca  rancza,  który  w 
latach  czterdziestych  sam  był  teksaskim  strażnikiem.  Strzela  niemal 
tak celnie jak ja. 

Tess  ukryła  twarz  w  dłoniach.  Nie  chciała  przystać  na 

propozycję Lassitera. To dla niej zbyt ciężka próba. Szczerze mówiąc, 
łatwiej byłoby stanąć oko w oko z gangsterami. 

-  Możesz  traktować  mnie  jak  wroga,  jeżeli  ci  to doda pewności 

siebie, tylko jedź ze mną. Nie ryzykuj własnego życia. 

-  A  co  ja  mam  za  życie?  -  mruknęła  żałośnie  Tess,  odgarniając 

potargane włosy. - Tylko praca i telewizja. 

- Masz zaledwie dwadzieścia dwa lata - przypomniał Dane. - Za 

wcześnie na cynizm. 

- Miałam dobrego nauczyciela - rzuciła drwiąco i spojrzała mu w 

oczy. - Sam dawałeś mi lekcje. 

Wyraz twarzy Tess sprawił, że Dane poczuł się winny, 

-  Nie  miałem  w  życiu  nikogo  bliskiego  -  tłumaczył.  -  Kiedy 

ojciec postanowił  odejść, byłem  jeszcze  chłopcem.  Uwielbiałem  tatę. 
Matka nie mogła na mnie patrzeć, ponieważ byłem do niego podobny. 
Jane  zaraz  po  ślubie  twierdziła,  że  mnie  kocha,  a  potem  zmieniła 
zdanie  i  odeszła.  -  Pochylił  się  nad  Tess,  która  spojrzała  w  czarne 
lśniące oczy. - Szczerze i otwarcie wyznałaś mi swoją miłość, a ja cię 
odepchnąłem. Cierpiałaś przeze mnie, odczuwałaś strach. Rozumiesz, 
do  czego  zmierzam,  maleńka?  Ja  po  prostu  nie  wiem,  czym  jest 
prawdziwa miłość! 

Umilkł  widząc,  że  Tess  mimo  woli  spogląda  na  niego  z 

czułością. Po chwili zapytał śmiało: 

- Czy na mój widok odczuwasz jedynie lęk? - Popatrzył na usta 

Tess,  które  rozchyliły  się  lekko  pod  jego  uporczywym  spojrzeniem. 
Delikatnie  musnął  kciukiem  różowe  wargi.  Pieszczota  była  tak 
łagodna i czuła, że Tess wstrzymała oddech. - A może pomimo złych 
doświadczeń sprzed lat nadal coś do mnie czujesz? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Dziewczyna  odsunęła  się  na  bezpieczną  odległość.  Zdawała  się 

nie słyszeć ostatnich słów Dane' a. Za wszelką cenę musiała przerwać 
czułe  dotknięcie,  które  przyprawiało  ją  o  zawrót  głowy.  Oczy  miała 
szeroko otwarte; serce kołatało niespokojnie. 

Dane  popatrzył  jej  w  oczy.  Oddychał  z  trudem.  Nie  musiała 

niczego  tłumaczyć.  Strach  nie  zabił  uczucia,  które  do  niego  żywiła. 
Poczuł  ulgę;  daremnie  próbowała  ukryć  zmieszanie  wywołane 
niewinną pieszczotą. Dane miał wprawdzie aż trzydzieści cztery lata, 
ale po raz pierwszy w życiu dotknął kobiety tak czule i łagodnie. 

- Przyznaj się. Lęk to nie wszystko, prawda? 

- Dane… 

- Lekarz powiedział, że wypiszą cię rano. Nie przestrasz się, jeśli 

zobaczysz  pod  drzwiami  umundurowanego  funkcjonariusza.  Będzie 
cię pilnował, póki nic wyjdziesz ze szpitala. 

Tess  popatrzyła  z  obawą  na  Dane'a, który  długo  obserwował  ją 

w milczeniu. 

- Dla ciebie chcę być czuły i delikatny. To duży postęp - wyznał 

cicho.  -  Jeśli  się  postaram,  może  z  czasem  pozwolisz,  żebym  cię 
dotknął. 

-  Nie  -  odparła  pospiesznie.  Zimny  dreszcz  przebiegł  jej  po 

plecach.  -  Z  pewnością  nie  zgodzę  się,  abyś  mnie  potraktował  tak… 
jak kiedyś. 

-  Zrozum,  maleńka.  Nie  znałem  do  tej  pory  dziewczyny  takiej 

jak  ty.  Jesteś  czysta  i  niewinna  -  powiedział,  z  trudem  dobierając 
słowa.  -  Czułość  była  mi  obca,  ale  to  nie  usprawiedliwia  tamtego 
postępku. Zachowałem się jak dzikus i bardzo tego żałuję. 

- Nie chcę o tym rozmawiać, Dane - oświadczyła, spoglądając na 

splecione  dłonie.  Sprawiała  wrażenie  znacznie  starszej  niż  w 
rzeczywistości,  -  Zostaw  mnie  w  spokoju,  Dane.  Nie  mam  sił  na 
sprzeczki. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Czemu nie domyślił się od razu, co dręczy Tess? Po wielu latach 

znajomości  w  ogóle  jej  nie  znał.  To  oczywiste,  że  poczuła  się 
odrzucona, gdy ojciec oddał ją babci na wychowanie, by mieć czas na 
niezliczone  romanse.  Ślub  z  matką  Dane’a  z  pewnością  spowodował 
dalsze  rozluźnienie  więzów  między  ojcem  i  córką.  Tess  pragnęła 
obdarzyć  kogoś  uczuciem  i  wybrała  fatalnie;  trafiła  na  człowieka, 
który  niewiele  wiedział  o  miłości,  chował  w  sercu  urazy  i 
uprzedzenia,  miał  za  sobą  nieudane  małżeństwo,  a  jego  ciało 
poznaczone było niezliczonymi bliznami. 

Dane skrzywił się, gdy ujrzał wyraz twarzy Tess. Miał wrażenie, 

że ponosi  winę za  wszystkie jej cierpienia. Z pewnością często przez 
niego płakała. 

- Lubisz konie? - zapytał. 

- Zawsze się ich bałam. 

-  Zapewne  dlatego,  że  mało  o  nich  wiesz.  Gdy  wyzdrowiejesz, 

nauczę cię jeździć konno. 

-  Nie  trzeba  -  odparła  Tess  drżącym  głosem.  -  Daj  spokój.  Nie 

potrzebuję litości. 

Dane  chciał  odpowiedzieć,  lecz  daremnie  szukał  właściwych 

słów. Westchnął głęboko. 

- Wpadnę do ciebie jutro - rzucił na odchodnym. - Odpoczywaj. 

Tess skinęła głową. Przymknęła oczy. Chciała o nim zapomnieć 

-  choćby  na  krótko.  Nie  pozwoli,  by  znów  ją  omotał.  Tym  razem 
zdoła się uchronić przed niebezpiecznym urokiem tego mężczyzny. 

 

 

 

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

  

ROZDZIAŁ   TRZECI 

 

Na  swoim  ranczu  Lassiter  hodował  rasowe  bydło.  Jose 

Dominguez doglądał zwierząt, Hardy był kucharzem. Dan, mąż Beryl, 
pracował  jako  zarządca;  miał  do  dyspozycji  sześciu  kowbojów  oraz 
kilku fachowców niezbędnych do sprawnego działania farmy. 

Tess nie chciała opuszczać szpitala i jechać na ranczo szefa, ale 

brakło  jej  sił,  by  z  nim  walczyć.  Dane  porozumiał  się  z  lekarzem  i  z 
pomocą  Helen  spakował  wcześniej  rzeczy  chorej.  Walizkę  miał  w 
bagażniku,  gdy  zajechał  pod  szpital.  Dopilnował,  by  wypisano  Tess, 
zaprowadził ją do mercedesa i ruszył prosto do Branntville. 

Tess  z  obawą  myślała  o  nadchodzących  dniach,  które  miała 

spędzić  w  towarzystwie  szefa.  Dane  zachowywał  się  dziwnie. 
Niepokoiła się bardziej niż zwykle. 

Lassiter był na co dzień dość milczący. Jedynie podczas rozmów 

z  klientami  ożywiał  się  trochę.  Przez  całą  drogę  do  Branntville  w 
aucie  panowała  martwa  cisza.  Pogrążona  w  zadumie  Tess  spoglądała 
w okno. Od czasu do czasu krzywiła się, czując ból w ramieniu. 

- To już ranczo? - zapytała, gdy wyjechali z miasteczka i ujrzeli 

biały płot okalający posiadłość aż po horyzont.  

Na  bramie  widniał  znak  farmy:  stylizowana  czarna  ostroga. 

Dane  ożywił  się  nieco  i  zaczął  opowiadać  Tess  o  zamożnych 
rodzinach z sąsiedztwa. Było wśród nich dwoje młodych ludzi, którzy 
wyraźnie mieli się ku sobie. 

-  Pewnie  wezmą  ślub  i  połączą  dwie  fortuny.  Oby  żyli  długo  i 

szczęśliwie - stwierdziła Tess. 

-  Są  jeszcze  bardzo  młodzi.  Poza  tym  małżeństwo  wcale  nie 

gwarantuje szczęścia - odparł z goryczą. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Moim zdaniem ludzi decydujących się na trwały związek wiele 

musi łączyć. 

- Na przykład? - zapytał zerkając na Tess, 

- Wzajemny szacunek, podobne zainteresowania i doświadczenie 

życiowe. 

- A łóżko? 

-  Bez  tego  nie  byłoby  potomstwa…  -  Tess  poruszyła  się 

niespokojnie i utkwiła spojrzenie w przedniej szybie. 

-  Bywa,  że  ludzie  nie  mogą  mieć  dzieci.  Czy  to  znaczy,  że  nie 

powinni razem sypiać? - odrzekł ponuro Dane. 

- Ależ nie. - Tess oglądała własne dłonie. - Silne więzi erotyczne 

to dla wielu osób rzecz całkiem naturalna. 

-  Tess…  -  Dane  szukał  odpowiednich  słów.  -  Chyba  nie  masz 

pojęcia, na czym polegają te sprawy. 

- Tak sądzisz? - Tess spłonęła rumieńcem. 

Zerknął  na  jej  profil  i  krew  zaczęła  szybciej  krążyć  w  jego 

żyłach. Tess nie miała pojęcia, jak to jest między kobietą i mężczyzną. 
Przez  niego  nabawiła  się  owych  zahamowań.  Skrzywdził  ją  i 
przestraszył.  Szkoda,  że  tak  się  stało.  Gdyby  potrafił  zdobyć  się  na 
odrobinę  czułości…  cudownie  byłoby  leżeć,  trzymając  w  objęciach 
śliczną  kochankę  i  dzielić  rozkosz  jak  tysiące  innych  par.  Mięśnie 
Lassitera  sprężyły  się  natychmiast  pod  wpływem  tej  wizji.  Gdyby 
Tess nadal go kochała…  

Stłumił  jęk.  Pochopnie  odrzucił  bezcenny  dar.  Cóż  za  ironia 

losu!  Przed  laty  narobił  głupstw,  gdy  po  niebezpiecznym  postrzale 
odzyskiwał  zdrowie.  Trzeba  było  kolejnego  nieszczęścia,  by 
uświadomił sobie bezsens własnego postępowania. 

- Jesteśmy na ranczu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Uśmiechnął  się  mimo  woli.  Zbliżali  się  do  obszernego 

parterowego  budynku  wzniesionego  z  drewna  i  pomalowanego  na 
biało. Otaczały go kwietne rabaty i wysokie drzewa. 

- Jak tu pięknie! - wykrzyknęła Tess. 

-  Posiadłość  należała  do  mojego  dziadka  -  wyjaśnił  Dane.  - 

Zapisał mi ją w testamencie. 

- Cudowne miejsce - zachwycała się Tess. Ze wzruszenia brakło 

jej tchu. - Jakie piękne rabaty!  Idę  o  zakład, że  wiosną masz tu istny 
dywan z kwiatów. 

- To zasługa Beryl. Wie, jak upiększyć otoczenie. Jeśli zechcesz, 

pokaże ci cały ogród. 

-  Uwielbiam  rośliny  -  wyznała  Tess.  -  Nie  mam  ich  gdzie 

uprawiać.  Zastawiłam  doniczkami  wszystkie  parapety  w  moim 
mieszkaniu. Gdy mieszkałam u babci, zajmowałam się ogrodem. 

- Widzisz? Nic o tobie nie wiem. - Dane podjechał do schodów 

prowadzących na werandę, wyłączył silnik i obrzucił Tess badawczym 
spojrzeniem. - Nie mam pojęcia, kim naprawdę jesteś. 

- Dlaczego miałoby cię to interesować? - odparła wymijająco. - 

Spójrz!  To  Beryl,  prawda?  -  Na  schody  wybiegła  niska,  siwowłosa 
kobieta. 

- Zgadłaś. 

-  Nareszcie  jesteś!  -  gderała  starsza  pani.  -  Jak  zwykle 

spóźniony. To ona? - Beryl zmierzyła Tess taksującym spojrzeniem. - 
Blada  i  wychudzona,  biedactwo.  Muszę  ją  odkarmić.  Jak  ramię, 
dziecinko? Wciąż boli? 

-  Znacznie  mniej  niż.  przedtem.  -  Tess  od  razu  poczuła  się  na 

farmie jak u siebie w domu. 

-  Dość  gadania  -  wtrącił  Dane.  -  Trzeba  zaprowadzić  pacjentkę 

do pokoju. Jeśli dłużej tu postoimy, na pewno się przeziębi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Wcale  nie  jest  chłodno  -  stwierdziła  Beryl.  -  Nim  upłynie 

miesiąc, wszystko tu zakwitnie! 

Tess potrafiła sobie wyobrazić ten widok. Z żalem pomyślała, że 

go  nie  zobaczy,  bo  wkrótce  wyjedzie.  Pozwoliła,  by  Dane  objął  ją 
ramieniem  i  wprowadził  po  schodach,  ale  napięła  mięśnie,  jakby 
zamierzała uciec. 

-  Nie  bój  się  -  mruknął,  gdy  Beryl  ruszyła  przodem,  wskazując 

drogę do jednego z pokoi gościnnych. - Nie mam złych zamiarów. 

-  Dane…  -  Tess  zarumieniła  się  mimo  woli.  Jej  zakłopotanie 

wprawiło Lassitera w irytację. 

- Przestań być taka spięta. Jesteś wśród przyjaciół. 

- Siebie również do nich zaliczasz? - odparła chłodno. 

-  Skończyłem  trzydzieści  cztery  lata  -  mruknął,  gdy  szli 

korytarzem.  -  Nie  przyszło  ci  do  głowy,  że  mam  dosyć  samotności? 
Pamiętasz,  jak  powiedziałaś,  że  oboje  jesteśmy  osamotnieni.  Nie 
mamy bliskich. 

- Twierdziłeś, że nikt ci nie jest potrzebny. 

-  Od  czternastu  lat  jestem  gliną.  -  Dane  wzruszył  ramionami.  - 

Ludzie mego pokroju z trudem zmieniają poglądy. 

Na  samą  myśl  o  ryzykownym  zajęciu  Dane'a  Tess  ogarnął 

niepokój.  Stanęli  jej  przed  oczyma  handlarze  narkotyków,  których 
przyłapała  na  gorącym  uczynku.  Do  tej  pory  nie  myślała  o 
przestrogach  Lassitera,  który  uświadomił  jej,  że  jest  w  sprawie 
nielegalnej transakcji jedynym świadkiem. 

- Co się stało? - wypytywał Dane. 

- Przypomniałam sobie, jak zostałam ranna. Tamci mężczyźni… 

- Tu jesteś bezpieczna - oznajmił stanowczo. - Nic ci nie grozi. 

- Jasne - odparła z wymuszonym uśmiechem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Beryl  pomogła  gościowi  rozpakować  walizkę.  Dane  poszedł 

obejrzeć cielę, które urodziło się po ich przyjeździe. Zniknął na kilka 
godzin.  W  tym  czasie  Beryl  i  Tess  zdążyły  się  zaprzyjaźnić.  Gdy 
ponownie zajrzał do gościnnego pokoju, Tess ledwie go poznała. 

Miał  na  sobie  roboczy  strój  kowboja  -  koszulę  w  niebieskie 

paski  z  długimi  rękawami,  zapinanymi  na  metalowe  guziki, 
wypłowiałe 

niebieskie 

dżinsy, 

długie 

skórzane 

ochraniacze 

podtrzymywane szerokim paskiem ze srebrną klamrą, czarne wysokie 
buty wyszywane błyszczące nicią i stary kapelusz z szerokim rondem 
włożony na bakier. Tess patrzyła na niego jak urzeczona. Nie widziała 
go nigdy w takim stroju. 

-  Wyglądasz,  jakbyś  uganiał  się  za  cielakami  po  zaroślach  - 

gderała Beryl. 

-  Strzał  w  dziesiątkę  -  odparł  Dane.  -  Musieliśmy  wypłoszyć 

stadko  krów  z  zagajnika.  Sama  wiesz,  że  to  nie  jest  łatwa  robota.  - 
Zwrócił się do Tess: - Rozpakowana? 

Tess skinęła głową. 

- Czemu tak mi się przyglądasz? - Dane uniósł brwi. 

- Wyglądasz… inaczej - odparła, daremnie szukając właściwego 

słowa na określenie zmiany, która w nim zaszła. 

-  Tutaj  nie  muszę  grad  układnego  człowieka  interesów  - 

powiedział, uśmiechając się lekko. - Jestem u siebie. To mój dom. 

Tess odwróciła wzrok. Dom… Miała własne mieszkanie, ale nie 

istniało na tym świecie miejsce, gdzie czułaby się całkiem swobodnie. 
U  babci  było  ładnie  i  wytwornie,  ale  liczył  się  tylko  efekt,  a  nie 
domowe ciepło. 

-  Co  jest  na  obiad?  -  Dane  popatrzył  na  Beryl.  Zirytował  się 

wyraźnie,  gdy  Tess  popadła  w  zamyślenie  i  przestała  zwracać  na 
niego uwagę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Wołowina - odparła Beryl i dodała z uśmiechem: - I ziemniaki. 

A czego się spodziewałeś? 

- Mnie to wystarczy. Zmienię ciuchy. 

Tess obserwowała go ukradkiem. Jej oczy zdradzały więcej, niż 

sądziła.  Wspominała, jak  wybił  brutalnie  z  jej  głowy  uwielbienie  dla 
wyśnionego  bohatera.  Kochała  go  całym  sercem,  ale  odrzucił  tę 
miłość.  Teraz  próbował  wszystko  naprawić.  Czyżby  nie  rozumiał,  że 
jest za późno? Minęło tyle lat. 

-  Ty  się  go  boisz!  -  mruknęła  Beryl,  spoglądając  na  Tess  z 

niedowierzaniem. Przez chwilę obserwowała ją uważnie. - Kochanie, 
przecież Dane nawet muchy by nie skrzywdził! 

Zapewne,  pomyślała  z  goryczą  Tess.  Cierpiała  przez  niego,  ale 

za nic w świecie nie wyznałaby starszej pani, co się stało.  

-  Nie  przepadał  za  moim  ojcem  -  odparła  wymijająco.  -  Siłą 

rzeczy  ja  również  nie  cieszę  się  jego  sympatią.  Bardzo  mi  pomógł, 
gdy  zostałam  ranna,  lecz  mimo  to  wolałabym  mieszkać  na 
przeciwległym skraju miasta i spotykać mego szefa tylko w biurze. 

- W takim razie słabo go znasz. - Beryl nie dawała za wygraną. - 

Przyznaję,  że  bywa  szorstki  i niecierpliwy,  ale  nigdy  mściwy.  Matka 
zatruła mu życie, gdy mąż ją opuścił. Starałam się opiekować małym 
najlepiej, jak umiałam, bo Nita go zaniedbywała. 

- Mój ojciec miał tę samą wadę - oznajmiła Tess. 

- Widzisz! Coś was łączy. 

- Jasne. Oboje jesteśmy ludźmi. 

 

 

 

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

Tess szybko oswoiła się z warunkami życia na ranczu. Wszystko 

ją  ciekawiło.  Odzyskała  spokój  i  poczucie  wewnętrznej  równowagi. 
Chętnie  i  często  pomagała  Beryl.  Ramię  bolało  ją  czasami,  ale 
wyjaśniła  starszej  kobiecie,  że  należy  je  koniecznie  rozruszać,  bo  w 
przeciwnym  razie  nie  odzyska  dawnej  sprawności.  Nakrywała  do 
stołu  i  starała  się  odciążyć  Beryl.  Szybko  zyskała  sympatię 
pracowników farmy. 

Dane  był  rozczarowany,  bo  trzymała  się  od  niego  z  daleka. 

Zawsze miała jakiś powód, by wyjść z pokoju, gdy on tam wchodził. 
Jeżeli  po  obiedzie  przesiadywał  w  salonie,  a  nie  w  swoim  gabinecie, 
Tess wymykała się do swego pokoju. 

W  biurze  agencji  utrzymywali  wyłącznie  kontakty  służbowe. 

Tess  stenografowała,  łączyła  rozmowy  telefoniczne  i  pilnowała,  by 
wszystko  szło  według  planu.  Teraz  sytuacja  się  zmieniła.  Ranczo 
stanowiło  naturalne  środowisko  Lassitera;  stał  się  tam  innym 
człowiekiem. Tess nie umiała sobie z tym poradzić. Nawet wówczas, 
gdy był ranny, postępował według ściśle określonych zasad. Raz tylko 
-  w  swoim  mieszkaniu  -  całkiem  się  zapomniał.  Ranczo  było  jego 
azylem.  Mało  kto  mógł  je  odwiedzić.  Tess  nie  miała  pojęcia  o 
istnieniu posiadłości, 

Tu, z dala od miasta, Dane odzyskiwał spokój i pewność siebie. 

Nie  musiał  stale  mieć  się  na  baczności.  Utykał  nieco  z  powodu 
ciężkiej  pracy.  Częściej  niż  w  biurze  dawało  o  sobie  znać  jego 
wybuchowe  usposobienie,  a  mimo  to  wydawał  się  bardziej 
zrównoważony i otwarty.  Tess nie była tym  zachwycona. Odczuwała 
zakłopotanie,  bo  nikt  się  nimi  nie  interesował.  Beryl  zachowywała 
dystans; reszta pracowników zajmowała się własnymi sprawami. Tess 
była zdana na towarzystwo Lassitera, co oznaczało, że ma powody do 
niepokoju. 

Dane  szybko  się  zorientował,  że  Tess  go  unika;  był  na  nią  zły. 

Gdy po trzech dniach nic się nie zmieniało, postanowił z nią poważnie 
porozmawiać. Wszedł do obory, gdzie Tess karmiła osierocone cielę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Przestań mnie unikać - powiedział bez żadnych wstępów. 

Tess  spoglądała  na  niego  z  obawą.  Miała  na  sobie  dżinsy, 

niebieską bluzkę i dżinsową kurtkę. Włosy zaplotła w warkocz. Nawet 
bez makijażu wyglądała bardzo ładnie. Dane od razu to zauważył. 

- Muszę nakarmić to biedactwo - oznajmiła, by zyskać na czasie. 

Wskazała trzymaną w ręku butelkę. Cielę piło z niej, trzymając łebek 
na kolanach Tess. 

- Nie zmieniaj tematu. - Dane pospiesznie zdjął kapelusz i ukląkł 

obok niej. Popatrzył w szare oczy. - Od paru dni usiłuję ci powiedzieć, 
że strasznie żałuję wszystkiego, co zrobiłem… tamtego dnia. 

Tess  natychmiast  się  zarumieniła.  Serce  kołatało  w  jej  piersi 

coraz szybciej. Wolała nie pytać, czemu tak się dzieje. 

-  Gdybym  wiedział,  że  byłaś  niewinna,  z  pewnością  nie 

rzuciłbym się na ciebie jak dzikus. 

- Już mi to mówiłeś - wykrztusiła.  

-  Wtedy  nie  chciałaś  mnie  słuchać.  -  Nerwowym  ruchem 

odgarnął  gęstą  wilgotną  czuprynę.  -  Wiem,  że  kręci  się  wokół  ciebie 
paru  facetów.  Chyba  już  wiesz,  że  czułe  sam  na  sam  nie  jest  regułą. 
Kochankowie bywają gwałtowni. 

Tess w milczeniu patrzyła na cielaczka. 

- I cóż? - Delikatnie uniósł jej twarz i zmusił, by spojrzała mu w 

oczy. - Powiedz coś. 

- Ja z nikim… - odparła wreszcie. - Nigdy…  

Lassiter długo milczał. 

- Na żadnej kobiecie nie zależało mi tak bardzo, abym troszczył 

się  o  jej  uczucia  i  potrzeby  -  wyznał  szczerze.  -  Pragnąłem  Jane. 
Byłem  przekonany,  że  mnie  kocha,  uznałem  więc,  że  nie  muszę  za 
każdym razem grać roli czułego uwodziciela. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tess  westchnęła.  Z  nikim  się  dotąd  nie  kochała,  ale  o  erotyce 

wiedziała chyba znacznie więcej niż Dane. 

-  Nie  możesz  tak…  -  Zarumieniła  się  i  dokończyła  odważnie:  - 

Musisz  zrozumieć,  że  potrzeby  kobiet  i  mężczyzn  są  różne.  My 
potrzebujemy czasu i pieszczot. 

- Skąd wiesz? - zapytał. - Przed chwilą dałaś mi do zrozumienia, 

że nie straciłaś jeszcze dziewictwa. 

-  To  wcale  nie  oznacza,  że  jestem  tępą  idiotką  -  odparła, 

rumieniąc się jeszcze bardziej. Spojrzała mu w oczy. - Oglądam filmy, 
czytam  książki.  Orientuję  się,  w  czym  rzecz,  i  wiem,  co  może 
odczuwać kobieta w ramionach ukochanego mężczyzny. 

- Kochałaś mnie - stwierdził ponuro - a mimo to czułaś jedynie 

strach. 

-  To  nie  była  miłość,  tylko  fatalne  zauroczenie  -  wtrąciła,  nie 

mogąc  sobie  darować,  że  tak  jawnie  okazywała  uczucia.  Jako 
dziewiętnastolatka  nie  miała  pojęcia,  że  należy  ukrywać  tajemnice 
swego serca. - Cierpiałam z twego powodu… i nie chodziło jedynie o 
zranioną dumę. 

- Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Pragnąłem cię jak szaleniec 

-  odparł  z  wahaniem.  Można  by  pomyśleć,  że  odczuwa  ból.  -  Byłaś 
taka czuła i kochająca. Pomyślałem… - Zaklął cicho i popatrzył jej w 
oczy. - Czy to ma znaczenie? I tak mnie nie chciałaś. 

- Byłeś zbyt natarczywy - szepnęła.  

Dane zacisnął w pięść rękę leżącą na kolanie. 

-  Nie  potrafię  inaczej postępować  z  kobietami!  -  odparł  głucho. 

Zmrużył powieki i spoglądał w szare oczy Tess. - Późno zacząłem. To 
chyba  wina  matki.  Nienawidziła  mnie  i  dlatego  straciłem  pewność 
siebie.  Unikałem  dziewczyn.  Stałem  się  mężczyzną  dopiero  jako 
młody glina. Zapewne się domyślasz, że kobiety, jakie spotykałem w 
miejskiej dżungli, były równie twarde i pozbawione sentymentów jak 
faceci. Brałem je szybko, bez miłości. - Patrzył na Tess z niepokojem, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

jakby oczekiwał wyroku. - Rzuciłem się na ciebie tak zachłannie… bo 
inaczej nie potrafię. 

- Biedny Dane - szepnęła Tess, nie kryjąc współczucia. - Bardzo 

mi ciebie żal. 

-  Proszę?  -  mruknął  z  roztargnieniem,  nie  rozumiejąc,  o  co  jej 

chodzi. 

Tess nie była pewna, czy Dane ma świadomość, jak wiele swych 

tajemnic  zdradził  jej  tym  wyznaniem.  Po  raz  pierwszy  od  wielu 
miesięcy  śmiało  wyciągnęła  rękę  i  pogłaskała  go  po  policzku.  Palce 
miała zimne. 

- Nie lituj się nade mną, kochanie - mruknął i odsunął się nagle. 

Oczy lśniły mu dziwnym blaskiem. - Żadnej kobiecie nie pozwolę się 
nade mną użalać. 

Wstał  i  ciężkim  krokiem  ruszył  ku  drzwiom.  Zdumiona  Tess 

odprowadziła go wzrokiem. 

 

 

 

 

Przez  następne  dwa dni  z kolei  Lassiter  unikał  Tess,  jakby  czuł 

się  zakłopotany  nazbyt  szczerym  wyznaniem.  Dziewczyna  była 
znacznie  mniej  nerwowa  od  chwili,  gdy  pojęła,  że  jego  nastawienie 
wobec  kobiet  usunęło  w  cień  potrzebę  czułości.  Z  zadowoleniem 
pomyślała,  że  wyniesiona  z  lektur  wiedza  teoretyczna  o  związkach 
mężczyzn  i  kobiet  przyda  jej  się  teraz  w  życiu.  Dane  nie  zaznał 
czułości i dlatego nie potrafił jej okazać, ale to można zmienić. 

Dane  przerwał  jej  te  rozważania.  Oznajmił,  że  pora  wrócić  do 

agencji. Nie mógł dłużej zaniedbywać swojej firmy. Tess postanowiła 
z nim jechać; odzyskała siły, a ramię prawie już nie bolało. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Dane  pospiesznie  spakował  walizkę  i  pożegnał  się  z  Beryl.  W 

drodze do Houston był milczący i nieprzystępny. 

-  Będziesz  miała  ochroniarza.  Ma  wszędzie  za  tobą  chodzie  - 

stwierdził  chłodno,  gdy  po  godzinnej  podróży  odniósł  walizkę  do 
mieszkania Tess, 

-  Nie  potrzebuję  takiego  anioła  stróża  -  odparła  buntowniczo.  - 

W razie potrzeby mogę zadzwonić na policję. 

-  O  ile  zdążysz  -  odparł  krótko.  -  Nie  masz  pojęcia,  w  co  się 

wpakowałaś. 

-  Drogi  panie  superglino  -  powiedziała,  rzucając  mu  drwiące 

spojrzenie.  -  Gotowa  jestem  się  założyć,  że  nawet  w  czasie  urlopu 
trzymasz  spluwę  pod  poduszką,  by  móc  o  każdej  porze  dnia  i  nocy 
stawić czoło przestępcom. 

-  Nie  ukrywam,  że  lubię  swoją  pracę  -  przyznał  Dane  z 

uśmiechem,  który  przyprawił  Tess  o  drżenie  serca.  -  Tylko  w  akcji  i 
na  ranczu  naprawdę  jestem  sobą.  Przejście  z  policji  do  agencji 
detektywistycznej niewiele zmieniło, bo charakter pracy jest podobny, 
szczególnie gdy mam do czynienia z kryminalistami. 

-  Adrenalina  do  krwi…  i  od  razu  czujesz  się  lepiej  -  mruknęła 

Tess. - Jesteś uzależniony od ryzyka. 

- Naprawdę? 

-  Dlatego  nadal  sam  bierzesz  najtrudniejsze  sprawy,  choć 

mógłbyś  je  zlecić  podwładnym.  Szukasz  mocnych  wrażeń.  - 
Spojrzenie  szarych  oczu  przesunęło  się  po  muskularnej  postaci.  Tess 
pamiętała o bliznach na skórze okrytej ubraniem. 

-  To  niezbyt  przyjemny  widok.  Lepiej  ci  go  oszczędzę.  W 

przeciwnym  razie  nabierzesz  do  mnie  odrazy.  -  Dane  był 
przenikliwym obserwatorem. Od razu wiedział, co ją trapi. 

-  Myślałam  o  wypadku,  a  nie  o  twoim  wyglądzie  -  oznajmiła 

stanowczo i popatrzyła mu w oczy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Ta  uwaga  trochę  go  uspokoiła, ale  nadal  był  naprężony  niczym 

struna. Zawsze chodził prosto, jakby kij połknął. Nigdy sienie garbił i 
z góry patrzył na ludzi. Jego postawa i charakter odznaczały się pewną 
wyniosłością. Był prostolinijny i bezkompromisowy. 
 

-  Mniejsza  z  tym.  I  tak  nie  ma  co  marzyć,  by  ktoś  mi 

zaproponował  pikantną  rozkładówkę  w  "świerszczyku"  dla  pań  - 
odparł  z  uśmiechem.  -  Zresztą  przed  wypadkiem  również  daleko  mi 
było do supermana. 

-  Nie  miałam  okazji  zobaczyć  cię  w  spodenkach kąpielowych  - 

odparła, wpatrując się w niego jak w obraz. 

-  Nie  paraduję  w  takim  stroju,  zwłaszcza  w  miejscach 

publicznych. - Dane nie odrywał spojrzenia od szarych oczu. Stał bez 
ruchu,  z  trudem  chwytając  powietrze.  -  Chyba  nie  miałbym  nic 
przeciwko temu, żebyś na mnie popatrzyła. Nikomu innemu na to nie 
pozwolę. 

- Dlaczego ja? - zapytała cicho. 

-  Bo  nie  próbujesz  mnie  upokorzyć  -  odparł  szczerze.  -  Wiele 

kobiet  chętnie  poniża  swoich  partnerów.  To  im  daje  poczucie 
wyższości.  Gdy  facet  pozwoli  sobie  wobec  kobiety  na  podobne 
zachowanie, od razu jest nazywany męską szowinistyczną świnią. Nie 
ma sprawiedliwości na tym świecie. 

- Wśród pań też bywają rozmaite charaktery. 

Dane zrobił krok w jej stronę, wsunął palce w jasne włosy, objął 

palcami szczupły kark i utonął spojrzeniem w szarych oczach. 

- Naucz mnie - szepnął głucho. 

-  Czego?  -  spytała.  Oddychała  ciężko.  Rozchyliła  usta.  Z 

bijącym sercem wpatrywała się w Dane'a, który pochylił się i pożerał 
ją wzrokiem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Naucz  mnie  delikatności  -  szepnął  z  wargami  przy  jej  ustach. 

Zdrętwiała, gdy zaczął ją całować. Wdychała zapach wody kolońskiej, 
czuła  siłę  muskularnego  torsu,  który  niemal  dotykał  jej  ciała.  Usta 
Dane’a musnęły jej wargi. - Dobrze ci, Tess? - szepnął. - Powiedz mi. 

-  Dane,  nie  powinniśmy  -  odparła  drżącym  głosem.  Położyła 

dłonie na jego piersi okrytej białą koszulą, wsunęła je pod tweedową 
marynarkę.  Czuła  ciepło  jego  skóry  i  miękkie  włosy  porastające 
szeroką  klatkę  piersiową.  Mimo  woli  rozchyliła  wargi,  oszołomiona 
pocałunkami. Nogi się pod nią ugięły. 

- Przecież… mnie nienawidzisz - odparła cicho. 

-  Mylisz  się.  Nienawidziłem  matki  -  szeptał,  wsuwając palce  w 

jasne  włosy.  -  Znienawidziłem  moją  byłą  żonę.  Wściekałem  się  na 
cały  świat,  ale  do  ciebie  nigdy  nie  czułem  nienawiści.  -  Zmarszczył 
ciemne brwi, jakby go coś zabolało. - Wierz mi, Tess. 

Zadrżał i pocałował ją zachłannie. Zamknął się wokół nich krąg 

ciszy nabrzmiałej czułością i pożądaniem. 

Przez  chwilę  Tess  miała  wrażenie,  że  czas  się  cofnął,  ale  tym 

razem  nie  czuła  lęku,  gdy  wziął  ją  w  ramiona.  Pieszczoty  silnych 
dłoni były delikatne. Dane panował nad sobą, nie spieszył się wcale i 
nie  popędzał  Tess,  która  doceniła  to  i  zaufała  mu  całkowicie. 
Wiedziała  o  nim  znacznie  więcej  niż  przed  laty  i  to przesądziło  o  jej 
decyzji.  Oddała  pocałunek.  Poznawała  smak  zachłannych  warg.  W 
najśmielszych  marzeniach  nie  oczekiwała  takiej  przyjemności. 
Zmysłowe usta Dane'a miały smak kawy. To było cudowne. Była tak 
oszołomiona, że nogi się pod nią ugięły. Była jak w gorączce. 

- Dane… - jęknęła spazmatycznie. Mężczyzna objął ją mocniej, 

wsunął  język  między  rozchylone  wargi.  Pieścił  ją  coraz  śmielej, 
całował coraz bardziej niecierpliwie. 

Uniósł głowę, wsłuchując się w głośne uderzenia swojego serca. 

Długo  patrzył  w  zamglone  szare  oczy,  uradowany  tym,  co  w  nich 
zobaczył.  Tess  się  go  nie  bała;  udało  mu  się  rozbudzić  jej  uśpione 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zmysły.  Nie  mieściło  mu  się  w  głowie,  że  czułość  tyle  między  nimi 
zmieniła. Odczuwał rozkosz pocałunku silniej niż kiedykolwiek. 

Przytulił  mocno  Tess,  szepcząc  jej  do  ucha,  o  czym  marzy. 

Krzyknęła  podniecona  tymi  słowami,  uniosła  ramiona  i  zarzuciła  mu 
je  na  szyję.  Niespodziewanie  zadzwonił  telefon.  Tess  odsunęła  się 
nieco. Poczuła ból w zranionym ramieniu. Dane jęknął, uniósł głowę i 
popatrzył  w  rozgorączkowane  szare  oczy.  Tess  drżała,  ale  nie 
odepchnęła  go,  tylko  przytuliła  się  znowu.  Była  podniecona.  Ta 
świadomość sprawiła, że serce mocniej zabiło mu w piersiach. 

Tess ledwie stała. Kolana się pod nią ugięły. 

-  Bez  obaw,  kochanie  -  szepnął  Dane,  tuląc  ją  w  ramionach.  - 

Trzymam cię mocno. 

Wziął  Tess  na  ręce,  podszedł  do  fotela  i  usiadł,  biorąc  ją  na 

kolana. Podniósł słuchawkę hałaśliwego telefonu. 

-  Tak,  wróciła.  Czuje  się  nieźle.  Nie  możesz  teraz  z  nią 

rozmawiać.  Powiem,  żeby  do  ciebie  zadzwoniła  -  rzucił  oschle  i 
zakończył rozmowę. 

-  Helen  -  mruknął,  spoglądając  w  zamglone  oczy.  -  Chciała 

sprawdzić, czy jesteś do domu. 

- Miło z jej strony. 

-  Owszem,  ale  zadzwoniła  nie  w  porę  -  oznajmił  zmysłowym 

szeptem  i  musnął  wargami  jej  usta.  -  Cieszę  się,  że  mnie  pragniesz, 
Tess. Udało mi się obudzić twoje zmysły. 

- Jesteś zarozumiały… 

Nie  pozwolił  jej  dokończyć.  Całował  rozchylone  wargi. 

Przywarła  do  niego,  spragniona  zmysłowej  pieszczoty.  Gdy  w  końcu 
podniósł  głowę,  długo  wpatrywał  się  w  Tess,  która  spłonęła 
rumieńcem i przytuliła twarz do jego szyi. Z czarnych oczu wyzierała 
czułość i żądza. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Żadnej kobiety nie całowałem w ten sposób - szepnął po chwili 

milczenia. 

-  Dla  mnie  to  również  całkowite  zaskoczenie.  -  Zarumieniła  się 

jeszcze bardziej. - Słowa, które szeptałeś mi do ucha… 

-  Rozpaliły  cię  tak,  że  krzyknęłaś  -  powiedział.  Oczy  lśniły  mu 

gorączkowym blaskiem. - Innym kobietom tego nie mówiłem. Z tobą 
wszystko jest inaczej. 

- Obejmowałeś mnie delikatnie. Nie czułam bólu. 

Dane  zacisnął  zęby.  Jak urzeczony  wpatrywał  się  w  rozchylone 

usta Tess. Pragnął jej i cierpiał w milczeniu. Trzeba wziąć się garść i 
rozumować trzeźwo, póki jeszcze potrafi nad sobą zapanować. 

-  Oczywiście.  Nie  chcę,  żebyś  cierpiała  z  mego  powodu  - 

odrzekł.  Do  tej  pory  nie  przyszło  mu  nawet  do  głowy,  że  pieszczoty 
mogą  być  delikatne  i  zmysłowe.  Dopiero  Tess  otworzyła  mu  oczy. 
Przy niej zdobył się na łagodność, którą do tej pory uważał za objaw 
słabości.  -  Nie  mógłbym  cię  skrzywdzić.  To  mi  się  nie  mieści  w 
głowie. 

Przyciągnął  ją  do  siebie  i  na  moment  przytulił  twarz  do  jej 

policzka.  Była  w  tej  pieszczocie  desperacka  i  zaborcza  tkliwość. 
Potem odsunął się. 

-  Lepiej  już pójdę.  Zamknij  starannie  drzwi.  Odpoczywaj.  Jutro 

w  biurze  omówimy  plan  pracy,  o  ile  będziesz  się  czuła  na  siłach 
podjąć wszystkie obowiązki. 

- Jasne - wykrztusiła. Włosy miała potargane, a usta nabrzmiałe 

od  pocałunków.  Wpatrywała  się  w  Dane'a,  który  drżącymi  rękoma 
poprawiał krawat. Po chwili zapytała: - Dlaczego… 

-  Może  próbuję  się  zrehabilitować?  -  odparł  nie  czekając,  aż 

skończy. Uśmiechnął się drwiąco. 

- Ach, tak. - Tess była zawiedziona i smutna. Dane cierpiał przez 

to równie mocno, jak z powodu nie zaspokojonego pożądania. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Do diabła! - Wybuchnął gorzkim śmiechem, westchnął głęboko 

i  powiedział  ze  złością:  -  Pamiętaj,  że  jestem  samotnikiem.  Nie 
zmienię  poglądów  z  dnia  na  dzień.  Pragnąłem  się  przekonać,  czy 
potrafię  rozpalić  w  tobie  namiętność.  Chciałem,  żebyś  przestała  się 
mnie bać. Rozumiesz? 

- I to wszystko? 

-  O,  nie!  Przecież  wiesz…  musisz  wiedzieć,  jak  bardzo  cię 

pragnę.  To  ponad  moje  siły.  Przez  wzgląd  na  własne  dobro  nie 
pozwalaj mi więcej na taką poufałość. - Odwrócił się do niej plecami. 
-  Nie  ma  dla  nas  przyszłości.  Chciałem  sprawdzić,  czy  warto  być 
czułym. Teraz wiem, że to się opłaca. 

- Czyżby? 

Dane  przystanął  w  progu.  Nie  odpowiedział  na  pytanie.  Z 

rozpaczą popatrzył na zasmuconą dziewczynę. 

-  Tess,  jesteś  kobietą  z  zasadami.  Nie  będziesz  miała  żadnego 

pożytku  z  takiego  gbura  i  brutala.  Taki  jestem.  Do  końca  życia  będę 
cię  pragnąć,  lecz  nie  chcę  się  wiązać  na  stałe.  Nie  daj  się  uwieść. 
Dobrze ci radzę, zachowaj dystans. 

Tess  z  trudem  zdobyła  się  na  uśmiech.  Doceniała  uczciwość 

Lassitera.  Miała  nadzieję,  że  kilka  starych  ran  w  jego  sercu  zabliźni 
się nareszcie po tym, co dziś przeżyli.  

-  Rozumiem.  Dzięki  za pomoc i troskę.  Byłeś  przy  mnie,  kiedy 

tego potrzebowałam. 

- Zawsze możesz na mnie liczyć, skarbie - odparł cicho.  

Niefortunne  zdrobnienie  sprawiło,  że  Tess  poczuła  się 

zakłopotana. Nie potrafiła tego ukryć. 

-  Przypomniałaś  sobie,  że  tak  cię  nazwałem  tamtego  dnia, 

prawda?  -  powiedział  cicho  i  dodał  z  brutalną  szczerością:  - 
Całowałem cię dziś delikatnie i czule, ale w łóżku jestem gwałtowny i 
niecierpliwy.  Trudno  mi  pojąć,  czego  pragnie  i  potrzebuje  niewinna 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dziewczyna. Nie jestem dla ciebie odpowiedni. - Westchnął z żalem i 
skrzywił się ponuro. - Dajmy sobie z tym spokój. Dobranoc, Tess. 

Wyszedł  i  zamknął  drzwi.  Tess  podeszła  do  nich  i  musnęła 

klamkę  opuszkami  palców,  jakby  metal  zachował  ciepło  jego  dłoni. 
Dziś po raz drugi wziął ją w ramiona, ale tym razem  w  ogóle się nie 
bała.  Mimo  woli  powróciła  na  dawne  ścieżki  życia  i powędrowała  w 
głąb tajemniczej krainy, której na imię miłość. 

 

 

 

 

  

ROZDZIAŁ   CZWARTY 

 

Dane  był  nieustępliwy  w  kwestii  ochroniarza  dla  Tess.  Adams 

współpracujący luźno z agencją podjął się chętnie tego zadania. 

Gdy Tess pojawiła się w biurze, Helen powitała ją uśmiechem i 

z niewinną minką zanuciła pierwsze takty piosenki zatytułowanej "Ja i 
mój cień". 

-  Zamknij  się,  potworze  -  mruknęła  Tess.  -  Dane  ma  obsesję. 

Jego  zdaniem  gangsterzy  mogą  dokonać  na  mnie  zamachu  w  biały 
dzień. 

-  Nie  może  ryzykować  -  odparła  Helen  przyciszonym  głosem, 

znacząco  unosząc  brwi.  -  Pomyśl  tylko,  jak  ucierpiałaby  reputacja 
jego  firmy,  gdyby  zatrudniając  tylu  znakomitych  detektywów,  nie 
potrafił upilnować własnej sekretarki. 

-  Całkiem  ci  odbiło,  -  Tess  wybuchnęła  śmiechem  i  uściskała 

serdecznie koleżankę. - Miło znów być tu z wami. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Tęskniliśmy za tobą - zapewniła Helen. 

-  Opowiesz  mi,  co  się  tu  działo?  Muszę  nadrobić  zaległości.  - 

Tess  włączyła  komputer.  -  Zniknęłam  na kilka dni, a  mam  wrażenie, 
jakby upłynął miesiąc. 

- Sprawy toczą się szybko. Jak ramię? 

- Trochę dokucza. - Tess uśmiechnęła się do koleżanki. - Nie ma 

powodu  do  obaw.  Jesteśmy  przecież  zawodowcami.  Nawet  kula 
gangstera nas nie zmoże. 

- Cholera jasna! - zirytowała się Helen. - W tym biurze wszyscy 

prócz mnie mają zaszczytne blizny od postrzału. Nawet sekretarce się 
udało, a ja chodzę po świecie gładka jak tyłeczek niemowlaka. 

-  Nic  na  to  nie  poradzę.  -  Tess  bezradnie  uniosła  ramiona.  - 

Myślisz, że sprowokowałam tych facetów do wyciągnięcia spluw, bo 
chciałam cię pognębić? 

-  Oczywiście!  -  Helen  z  komiczną  miną  wzięła  się  pod  boki.  - 

Zawsze mi zazdrościłaś. Sekretarki mają to we krwi. 

-  Nie  płacę  wam  za plotkowanie!  -  dobiegł  je  niski  głos.  Drzwi 

gabinetu  Lassitera  otworzyły  się  niespodziewanie.  Szef  spoglądał  z 
wyrzutem na podwładne. - Bierzcie się do roboty. 

-  Słucham  i  jestem  posłuszna  -  oznajmiła  z  udawaną  pokorą 

Helen.  

Tess odwróciła wzrok i usiadła przy biurku. 

- Helen zamierzała mi właśnie opowiedzieć, co się tu działo, gdy 

wracałam do zdrowia. 

- To niech mówi, byle nie błaznowała - rzucił oschle Dane. 

- Źle wyglądasz. 

-  Marnie  spałem.  -  Nerwowym  ruchem  odgarnął  ciemną 

czuprynę.  -  Gdy  zadzwoni  Andrews,  umów  mnie  z  nim  przed 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

obiadem.  Mam  dla  niego  sprawę.  Idę  do  sali  konferencyjnej. 
Zaplanowałem naradę z detektywami. Nie łącz żadnych telefonów. 

- Jasne, szefie. 

Dane  zmierzył  taksującym  spojrzeniem  zgrabną  sylwetkę  w 

kremowym kostiumie i czerwonej bluzce z niewielkim dekoltem. Tess 
miała dyskretny makijaż i włosy upięte w kok. 

- Jesteś dzisiaj bardzo elegancka. Masz randkę po pracy? 

- Nie - odparła, stukając w klawiaturę. - Doszłam do wniosku, że 

mój  ochroniarz  nie  powinien  się  wstydzić.  Pilnowanie  szarej  myszki 
to  żadna  przyjemność.  W  przebraniu  Maty  Hari  wyglądam  znacznie 
bardziej interesująco. 

-  Mylisz  pojęcia  -  kpił  Dane,  unosząc  brwi.  -  Tu  jest  agencja 

detektywistyczna. Mata Hari była szpiegiem. 

-  Gdybym  włożyła  stary  trencz  i  wymięty  kapelusz  w  stylu 

Indiany Jonesa, wyglądałabym fatalnie. 

-  Czyżby?  -  Dane  wcisnął  ręce  do  kieszeni  i  z  roztargnieniem 

popatrzył na Tess, która od razu spostrzegła, że szef jest zmartwiony. 

- Co się stało? 

- Schwytany gangster wyszedł z aresztu za kaucją. Rzecz jasna, 

natychmiast zaszył się w jakiejś kryjówce. Gliniarze nie wiedzą, gdzie 
szukać tego drania. 

-  Adams od rana nie spuszcza mnie z oka - przypomniała Tess. 

Poczuła dziwny chłód. 

- Jest najlepszy  w branży - stwierdził Dane, w zadumie kiwając 

głową. - Problem w tym, że nie będzie cię pilnował przez dwadzieścia 
cztery godziny na dobę. Trudno wymagać, żeby u ciebie zamieszkał. 

- Daj mi pistolet, naucz mnie strzelać. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  To  się  na  nic  nie  zda.  Trzeba  mieć  spore  umiejętności,  by 

poradzić  sobie  z  bronią  w  chwili  zagrożenia  -  tłumaczył  cierpliwie 
Lassiter. Wiedział, co mówi. Tess wierzyła mu na słowo. 

- Mogłabym przenieść się do Helen - powtórzyła sugestię sprzed 

kilku dni. 

Dane  wyjął  ręce  z  kieszeni,  oparł  je  na biurku  i pochylił  się  ku 

Tess,  żeby  nikt  ze  współpracowników  nie  usłyszał  jego  słów. 
Przyglądał się z uwagą zaskoczonej dziewczynie. 

- Nie zrozum mnie źle. To nie jest wcale niemoralna propozycja. 

Chcę,  żebyś  wprowadziła  się  do  mnie.  Wrócisz  do  siebie,  gdy  obaj 
gangsterzy zostaną osadzeni w areszcie.  

- Mam z tobą zamieszkać? - powtórzyła z wahaniem. 

Dane skinął głową. 

-  To  najlepsze  rozwiązanie.  Zadbam  o  twoje  bezpieczeństwo. 

Nie  możesz  wprowadzić  się  do  Adamsa,  bo  jego  dziewczyna 
zatrułaby  ci  życie  -  stwierdził  żartobliwie,  próbując  zbagatelizować 
sprawę. 

Wahała się, nie wiedząc, jak postąpić. 

-  Tess  -  dodał  przyciszonym  głosem  -  jeżeli  sądzisz,  że 

zachowam  się  tak  samo  jak  wczoraj  wieczorem,  to  jesteś  w  błędzie. 
Wyrzekłem  się  stałego  związku.  Nie  będę  próbował  cię  uwieść. 
Chyba nie wierzysz, że mógłbym wziąć cię siłą. 

-  Jasne,  ale  twoja  propozycja  jest  dla  mnie…  krępująca  - 

powiedziała cicho i przygryzła wargę. 

-  Zadbam  o  twoją  reputację.  Tylko  nasi  pracownicy  będą 

wiedzieli, gdzie mieszkasz. Oni rozumieją, w czym rzecz. Przecież nie 
proponuję ci ognistego romansu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Wiem.  -  Tess  oglądała  różowe  paznokcie.  Kciuk  był 

obgryziony.  Schowała  go  nerwowym  ruchem.  Dane delikatnie  uniósł 
jej twarz. 

-  Przysięgam,  że  w  czasie  twojego  pobytu  nie  będę  paradować 

nago po mieszkaniu ani oglądać rozgrywek sportowych w telewizji. 

- Jesteś kibicem i nudystą? - Uśmiechnęła się mimo woli. Dane 

pokręcił głową. 

- Na szczęście sport mało mnie obchodzi, ale z chodzeniem nago 

po  mieszkaniu  to  prawda.  Obiecuję  kupić  piżamę  i  szlafrok.  Niech 
stracę. 

- Lubię spać w piżamce. 

- Przyjadę po ciebie o siódmej. Zmienię Adamsa. 

Dzień  minął  spokojnie.  Tess  wyszła  z  agencji  o  piątej.  Adams 

nie  odstępował  jej  na  krok.  Po  powrocie  do  domu  zapakowała  do 
walizki rzeczy potrzebne na kilka dni. Bez entuzjazmu odniosła się do 
przeprowadzki, ale nie miała innego wyjścia. 

Punktualnie  o  siódmej  Dane  zadzwonił  do  drzwi  Tess  i  wysłał 

Adamsa do domu. 

- Jesteś gotowa? - zapytał. 

-  Włożę  tylko  płaszcz  -  odparła,  rozglądając  się  po  mieszkaniu. 

W przedpokoju stała walizka. 

Zeszli na dół i wsiedli do mercedesa. 

-  Ta  afera  ma  swoje  dobre  strony.  Nabieram  doświadczenia. 

Mam nadzieję, że pozwolisz mi wreszcie robić to, na co mam ochotę. 
Lubię ryzyko. 

Dane  doskonale  wiedział,  że  Tess  pragnie  zostać  detektywem, 

ale udawał, że nie rozumie. 

- Do czego zmierzasz? Czyżbyś chciała ze mną sypiać? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Milcz, pyszałku! - rzuciła z oburzeniem.  

Dane uśmiechnął się chełpliwie. 

- Pragniesz mnie. To pewne. 

- Masz zielone światło - odrzekła, odwracając wzrok. 

-  Zmieniasz  temat,  moja  droga  -  stwierdził,  ruszając  i  dodał  z 

komiczną  powagą:  -  Ostrzegam  cię.  Trzymaj  się  nocą  z  dała  od 
mojego łóżka. Nie ulegnę, choćbyś mnie błagała na kolanach. Zamknę 
się w sypialni na klucz, więc nie próbuj mnie uwieść. 

Tess  gapiła  się  na  szefa  z  niedowierzaniem.  Od kiedy  poważny 

detektyw gada takie bzdury? 

- Będziesz rozczarowana - perorował Lassiter, unosząc brwi - ale 

zapamiętaj sobie, że nie mam zwyczaju romansować. 

- Dane, czy ty się dobrze czujesz? 

-  Oczywiście!  Nie  próbuj  się  do  mnie  przysunąć,  udając,  że 

chcesz sprawdzić, czy mam gorączkę - rzucił ostrzegawczym tonem. - 
Ręce przy sobie, moja droga. I zabierz dłoń z mego kolana. Nie jestem 
łatwy. 

Tess  parsknęła  śmiechem,  słysząc  te  wywody.  Nie  sądziła,  że 

Lassiter  ma  poczucie  humoru.  Zapewne  ukrywał  je  przed  ludźmi  od 
lat. 

- Czuję się jak niebezpieczna kusicielka - odrzekła Tess. 

-  Przeczucie  mnie  nie  omyliło.  Przed  kobietami  zawsze  należy 

się  mieć  na  baczności  -  powiedział  Dane.  -  Niewinne  panienki 
spragnione mocnych wrażeń to szczególne zagrożenie. 

- Nie szukam mocnych wrażeń! - oburzyła się Tess. 

-  Skąd  ta  pewność?  -  Lassiter  wjechał  na  parking  obok 

kamienicy,  w  której  mieszkał.  Zatrzymał  samochód  i  rzucił  Tess 
oskarżycielskie  spojrzenie.  -  Wszystkie  kobiety  skrywają  w  sercu 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zdrożne  pragnienia.  Na  pewno  nie  jesteś  wyjątkiem.  Nie  dam  sobie 
zamydlić  oczu.  Wiesz,  jak  to  bywa:  zarumieniona  i  płochliwa 
dzieweczka  zmienia  się  jak  za  dotknięciem  czarodziejskiej  różdżki, 
dyszy namiętnie i zdziera ubranie z przyzwoitego mężczyzny. 

-  Przysięgam,  że  będę  się  starała  zapanować  nad…  zdrożnymi 

pragnieniami  -  obiecała  Tess.  W  szarych  oczach  rozbłysły  wesołe 
iskierki. 

-  Doskonale.  Trzymam  cię  za  słowo.  Nie  waż  się  mnie 

podglądać, gdy będę w kąpieli - dodał ponuro. 

Zabawna  paplanina  Dane'a  sprawiła,  że  Tess  przestała  się 

obawiać.  Gdy  szła  po  schodach  na  pierwsze  piętro,  była  już  całkiem 
spokojna. 

Pokój  wskazany  Tess  przez  Lassitera  urządzony  był  na 

niebiesko;  tapeta,  dywan,  zasłony  -  wszystko  w  różnych  odcieniach 
tego koloru. Tess od razu poczuła się tam jak u siebie. Podobnie było 
na farmie. Brakowało tylko wiecznie zatroskanej Beryl. 

- Jeśli chcesz, zajmę się gotowaniem - zaproponowała. 

- Doskonały pomysł - odparł skwapliwie. - Umiem gotować, ale 

tego nie lubię. 

Tess  otworzyła  zamrażarkę.  Znalazła  w  niej  mnóstwo  zapasów. 

Lodówka także była wypełniona jedzeniem. 

- Czas przygotować kolację. Proponuję stek i sałatkę. Zgoda? 

- Jasne. - Dane zdjął buty, rozpiął marynarkę i opadł na kanapę. 

Tess  poszła  do  swego  pokoju,  by  się  przebrać  w  dżinsy  i 

bawełnianą  koszulkę.  Włożyła  grube  skarpetki.  Lubiła  chodzić  po 
mieszkaniu bez kapci. Dane miał chyba podobne upodobania. 

Gdy  wróciła  do  salonu,  okazało  się,  że  Dane  poszedł  za  jej 

przykładem. Prezentował się doskonale w spranych dżinsach i białym 
podkoszulku. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Może  napijesz  się  kawy?  -  zapytał  z  uśmiechem.  Jej 

zachwycone spojrzenie sprawiło mu wielką przyjemność. 

- Tak. 

- Zaraz przygotuję. 

Kuchenka  była  zbyt  mała  dla  dwu  krzątających  się  osób.  Tym 

zapewne  można  wytłumaczyć  fakt,  że  parząc  obiecaną  kawę,  Dane 
ocierał się raz po raz o Tess. 

Szybko  zrobił  swoje,  ale  nie  wyszedł  z  kuchni.  Trzymał  się 

blisko tymczasowej lokatorki. Był od niej znacznie wyższy. Sportowe 
ubranie podkreślało muskularną sylwetkę. 

- Jesteś zakłopotana - mruknął. 

Chciała  zaprzeczyć,  ale  po  namyśle  zmieniła  zdanie.  Dane 

niełatwo dawał za wygraną; zmusiłby ją do powiedzenia prawdy. 

- Tak - odparła szczerze. 

Dane  oparł  się  plecami  o  kuchenny  blat,  chwycił  dłońmi  jego 

brzeg  i  popatrzył  na  Tess  tak  czule,  że  z  wrażenia  nogi  się  pod  nią 
ugięły. 

- Chodź do mnie. Razem coś na to poradzimy - kusił zmysłowo. 

- Dane - rzuciła ostrzegawczym tonem. Nie odwróciła wzroku. 

-  Widzę, że drżysz - szepnął. Zmrużone oczy spoglądały na nią 

pożądliwie,  -  Tracisz  oddech.  -  Popatrzył  znacząco  na  jej  piersi 
sterczące  pod  bluzką.  -  Wyobraź  sobie,  co  byś  czuła,  gdybym  uniósł 
brzeg koszulki i całował nagą skórę, objął wargami sutki i pieścił, aż 
będą nabrzmiałe i twarde. 

- Dane! 

Dygotała jak w gorączce. Niemal umknęło jej uwagi, że Lassiter 

wyłączył kuchenkę i odstawił patelnię, na której smażyła mięso. Ujął 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tess  za  rękę  i  przyciągnął  do  siebie.  Objął  szczupłą  talię  i  wsunął 
dłonie pod cienką bawełnę. Patrzyli sobie w oczy. 

-  Powoli,  cal  po  calu  -  szeptał  namiętnie  Dane,  unosząc 

koszulkę. - Bez pośpiechu. Chcę dotknąć twojej nagiej skóry… 

Tess czuła, że lada chwila zemdleje od nadmiaru wrażeń. 

- Przytul się do mnie, żebyś nie upadła - szepnął. Pochylił głowę 

i  dotknął  wilgotnymi  ustami  nagiej  skóry  pod  elastyczną  taśmą 
biustonosza.  Tess  poczuła  delikatną  pieszczotę  ciepłego  języka. 
Zacisnęła  dłonie  na  muskularnych  ramionach,  by  utrzymać 
równowagę.  Była  tak  oszołomiona  rozkoszą,  że  łzy  stanęły  jej  w 
oczach. 

Marzyła, by pieścił ją dalej. Była uległa i chętna. Czekała… 

-  Tess!  -  rozległ  się  w  ciszy  głośny  okrzyk.  Dane  wypuścił ją  z 

objęć, podniósł głowę i odetchnął głęboko. - Na miłość boską, wybacz 
mi… 

Obciągnął podwiniętą koszulkę i wyszedł z kuchni, nie oglądając 

się  za  siebie.  Tess  zamarła  w  bezruchu,  wsparta  o  kuchenny  blat. 
Miała  wrażenie,  że  dobiega  ją  szum  wody,  ale  słyszała  go  jak  przez 
mgłę.  Po  chwili  mogła  już  stać  o  własnych  siłach.  Zajrzała  pod 
pokrywkę.  Steki  były  usmażone  jak  należy.  Co  za  szczęście,  że  nie 
spaliła ich na węgiel. 

Opanowała  się  na  tyle,  by  nakryć  do  stołu.  Podała  kolację  i 

przelała  kawę  do  dzbanka.  Gdy  wszystko  było  przygotowane,  wrócił 
Dane.  Był  w  koszuli  zapiętej  po  szyję.  Włosy  miał  wilgotne,  jakby 
przed  chwilą  wziął  prysznic.  Zapewne  tak  właśnie  było.  Tess  sama 
chętnie  wskoczyłaby  na  chwilę  pod  strumień  zimnej  wody.  Nadal 
trawił ją płomień żądzy. Nie mogła się temu nadziwić. Jeszcze przed 
kilkoma  dniami  odczuwała  lęk  przed  mężczyzną,  którego  teraz 
pragnęła. 

- Wszystko w porządku - powiedział cicho, gdy w czasie kolacji 

spostrzegł, że Tess unika jego wzroku. - Nic się nie stało. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Nic?  Mało  brakowało,  żeby  krzyknęła  to  na  głos.  Nie  mogła 

spokojnie patrzeć na Dane'a zajętego posiłkiem. 

-  Doskonały  stek  -  oznajmił,  przerywając  milczenie.  -  Nie 

potrafię  tak  usmażyć  mięsa.  Wychodzi  mi  na  pół  surowe  albo 
przypalone. 

-  Najważniejsza  jest  temperatura  oleju  -  odrzekła.  -  Trzeba  go 

rozgrzać, nim przystąpisz do smażenia. 

- Mogłabyś nauczyć mnie gotować, kiedy będziesz tu mieszkać. 

- Chętnie. 

- Czemu jesteś taka zakłopotana, Tess? - zapytał, spoglądając jej 

w oczy. Był smutny. - Ledwie cię dotknąłem. 

- Twoje słowa były śmielsze niż dłonie. 

-  Straciłem  kontrolę.  Sprawy  zaszły  za  daleko.  Trochę  z  ciebie 

zakpiłem - przyznał z bolesną szczerością. Trudno było określić wyraz 
jego twarzy. - Niespodziewanie padłaś mi w ramiona i… 

-  Rozumiem  -  wtrąciła  z pozoru  obojętnie, jakby  w  ogóle  jej  to 

nie  obeszło,  mimo  że  czuła  się  oszukana  i  odepchnięta.  Podniosła 
wzrok.  Zdziwił  ją  nieodgadniony  wyraz  jego  twarzy.  -  Czuję  się 
współwinna. 

- I słusznie. - Usiadł wygodnie na krześle i dodał, nie owijając w 

bawełnę:  -  Jedno  ci  powiem,  Tess,  nim  zaczniesz  sobie  wyobrażać 
Bóg wie co. Straciłem panowanie nad sobą, ponieważ zbyt długo żyję, 
w  dobrowolnym  celibacie.  Od  wypadku  nie  miałem  kobiety.  Jestem 
bardziej wyposzczony, niż sądziłem. 

A  więc  tak  się  sprawy  mają.  Trudno  zabić  nadzieję,  niemniej 

jednak  Dane  jasno i  wyraźnie  dał  Tess  do  zrozumienia,  że  nie jest  w 
niej  szaleńczo  zakochany.  Była  przygnębiona,  ale  ciekawość  nie 
dawała jej spokoju. 

- Dlaczego unikasz kobiet? – zapytała. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Z  powodu  moich  blizn  -  odparł  szczerze,  zaskoczony  jej 

bezpośredniością. 

- Nadal odczuwasz ból? 

-  Chodzi  o  to,  jak  wyglądam;  Takie  blizny  budzą  odrazę.  - 

Zmarszczył brwi, popatrzył jej w oczy i dodał z ociąganiem: - A także 
przez  ciebie.  Seks  stracił  dla  mnie  wszelki  urok po  tym,  jak  uciekłaś 
tamtego dnia. Chyba przestałem wierzyć w siebie. 

-  Wtedy  byłeś  zupełnie  inny  -  odparła  z  wahaniem  Tess.  - 

Dzisiaj… Nie bałam się ciebie. 

-  Zauważyłem  -  stwierdził  krótko.  Wpatrywał  się  w  nią  tak 

uporczywie,  że.  spłonęła  rumieńcem.  -  Nie  powinnaś  mi  ufać,  Tess. 
Będę  z  tobą  szczery,  Gdybym  dotknął  twoich  piersi  i  zaczął  je 
całować,  nie  wiem,  czym,  by  się  to  skończyło.  Rozumiesz,  do  czego 
zmierzam, maleńka? Pragnę cię. Szaleję za tobą! 

- Gdyby nie mój brak doświadczenia… 

-  Dawno  zostalibyśmy  kochankami  -  dokończył  ponuro.  Zaklął 

półgłosem i ukrył twarz w dłoniach. Oddychał z trudem. - Wychodzę. 
Muszę się przewietrzyć! 

Tess  odprowadziła  go  wzrokiem,  drżąc  z  pożądania,  które 

wybuchło nagłym płomieniem. Nie mieściło jej się w głowie, że Dane 
tak  bardzo  jej  pragnie.  Od  paru  lat  udawał,  że  jest  do  niej  wrogo 
nastawiony  i  trzymał  się  od  niej  z  daleka.  Nagle  doznała  olśnienia: 
Dane był wobec niej szorstki, bo próbował ukryć, co naprawdę czuje. 
Zależało  mu  na  niej.  I  to  bardzo.  Bał  się  miłości,  ale  był  zakochany. 
Tess  wstrzymała  oddech,  uświadomiwszy  sobie,  że  Dane  bardzo  ją 
kocha. Dlatego tak się o nią troszczył… dlatego próbował wzbudzić w 
sobie nie znaną dotąd czułość. To było jedyne wytłumaczenie. 

Dane  wrócił  do  mieszkania  kilka  minut  później.  Przybrał 

obojętny  wyraz  twarzy.  Tess  postanowiła  udawać,  że  niczego  się  nie 
domyśla. 

- Napijesz się kawy? - zapytała uprzejmie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Bardzo chętnie. 

Dane  walczył  z  samym  sobą,  próbując  zabić  wielką  miłość. 

Gdyby się nie pilnował, oszalałby na punkcie Tess. Nie mógł do tego 
dopuścić. Jego ukochana była kobietą z zasadami. Miała staroświeckie 
poglądy  na  życie  i  mężczyzn.  Podzielała  opinie  babci,  która  ją 
wychowała.  Nie  mógł  pójść  z  Tess  do  łóżka,  a potem  zapomnieć,  co 
ich  łączyło.  Pozostało  mu  jedno  wyjście:  stłumić  żądzę  i  ukrywać 
prawdziwe  uczucia.  Serce  mu  krwawiło,  ale  musiał  odepchnąć  Tess, 
żeby nie odkryła prawdy. 

Obserwował  ją  z  tęsknotą,  ale  gdy  podniosła  oczy,  odwrócił 

wzrok,  by  się  nie  zdradzić.  Postanowił  traktować  Tess  tak,  jak  szef 
traktuje podwładną. Uznał, że potrafi się na to zdobyć. 

  

 

 

 

ROZDZIAŁ  PIĄTY 

 

Pobyt  u  Lassitera  sprawił  Tess  wielką  przyjemność.  Nie 

przypuszczała, że tak miło będzie oglądać z nim wieczorami telewizję. 
Lubił przesiadywać w salonie i oglądać stare filmy. Rozparty w fotelu, 
ubrany w białą koszulkę, dżinsy i grube skarpetki wolno sączył piwo. 
Odkąd uświadomiła sobie, co do niej czuje, przestała się go obawiać. 
Lubiła  łagodne  i  tkliwe  spojrzenie  czarnych  oczu,  kiedy  się  do  niej 
uśmiechał. 

Z  natury  był  odludkiem  ukrywającym  wiele  zahamowań.  Czuł 

się  zakłopotany,  gdy  mówił  o  własnych  uczuciach.  W  rozmowach  z 
Tess  starannie  unikał  owych  tematów.  Omawiali  sprawy  służbowe, 
plotkowali,  dyskutowali  o  rozmaitych  problemach, unikając  na  mocy 
niepisanej umowy wszystkiego, co dotyczyło ich znajomości. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Kilka  dni  po  przeprowadzce  Tess  oglądała  samotnie  program  o 

ciąży i porodzie. Dane pracował w gabinecie. Niespodziewanie stanął 
w drzwiach. Zerknął na ekran. 

Sprawiał  wrażenie  zakłopotanego.  Gdy  ujrzał  ludzki  embrion, 

odwrócił się, jakby chciał wrócić do siebie. Tess od razu to zauważyła 
i powiedziała skwapliwie: 

- Jeśli chcesz, zmienię kanał i poszukam innego programu. 

Zawahał się i z ociąganiem spojrzał ponownie na ekran. 

Kolejne  fazy  porodu  sfilmowane  zostały  bez  upiększeń,  z 

reporterską dokładnością. 

-  Nie  muszę  tego  oglądać.  -  Tess  za  pomocą  pilota  wyłączyła 

telewizor  i  dodała  szczerze:  -  Byłam  ciekawa,  jak  to  wygląda.  Mało 
wiem  o  sprawach  płci.  W  domu  się  o  tym  nie  mówiło,  a  informacje 
wyniesione ze szkoły są dosyć ogólnikowe. Chciałam uzupełnić swoją 
wiedzę o tym… skąd się biorą dzieci. 

-  Powiedziałbym  raczej…  jak  się  je  robi  -  poprawił  Dane,  nie 

odrywając spojrzenia od zarumienionej dziewczęcej twarzy. - Pewnie 
tego nie pokazali, co? 

- Zgadza się - szepnęła Tess. 

- Mam w bibliotece książkę na ten temat - odparł cicho. - Pewnie 

nie  zechcesz  przeglądać  jej  ze  mną.  Radzę  przeczytać.  Jest  bardzo 
ciekawa. Autor pisze o seksie taktownie, bez niepotrzebnych emocji. 

-  Nie  sądziłam,  że  mężczyzn  interesują  takie  lektury.  -  Tess 

uważnie obserwowała swego rozmówcę, który nagle odwrócił głowę. 
-  Czyżbyś  chciał  się  czegoś  dowiedzieć?  Myślałam,  że  masz  spore 
doświadczenie. 

- Wiem, co to seks - odparł. - Nie mam pojęcia, jak się kochać. 

Zmieńmy temat. Ta rozmowa nie ma sensu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Już się ciebie nie boję - powiedziała nagle Tess cichym głosem. 

-  Jesteś  ogromnie  pociągający.  Gdy  mnie  całowałeś  w  kuchni,  wcale 
nie chciałam, żebyś przerwał. 

-  To  ryzykowne  wyznanie  -  szepnął  Dane.  Serce  biło  mu  coraz 

mocniej. - Wiesz, jak to się może skończyć, 

- Dane, czy chciałbyś mieć dziecko? -  zapytała cicho, patrząc z 

uwielbieniem 

na 

ukochanego. 

Mężczyzna 

poczerwieniał 

gwałtownym ruchem odwrócił głowę. 

- Nie - odparł krótko. 

- Naprawdę? - Tess nie dawała za wygraną. 

-  Właściwie  nie  ma  powodu,  żebym  to  przed  tobą  ukrywał  - 

stwierdził po chwili milczenia. Spojrzał z wahaniem na dziewczynę. - 
Jestem bezpłodny. 

W  pierwszej  chwili  nie  pojęła,  o  co  mu  chodzi.  Znaczenie 

usłyszanych słów w ogóle do niej nie dotarło. 

-  Jane  bardzo  chciała  zajść  w  ciążę  -  mówił  z  ociąganiem.  - 

Miała  na  tym  punkcie  obsesję.  Być  może  dlatego  w  łóżku  nie 
potrafiłem zdobyć się wobec niej na delikatność. Robiła mi awantury, 
bo  nie  potrafiłem  jej  zapłodnić.  Czułem  się  przy  niej  jak 
wykastrowany byk. W końcu postawiła na mnie krzyżyk i nie chciała 
dalej  próbować.  -  Westchnął  ciężko.  -  Nie  mogłem  dać  jej  dziecka. 
Doszło  do  tego,  że  zbliżenia  dla  nas  obojga  stały  się  koszmarem.  - 
Dane  popatrzył  na  Tess  z  rozpaczą.  -  Moja  chwilowa  gwałtowność 
spowodowała  znaczne  spustoszenia  w  twojej  psychice,  a  zatem 
możesz  sobie  wyobrazić,  jakie  zahamowania  spowodowało  u  mnie 
tamto cierpienie. 

Odwrócił się. Tess wstała z kanapy podeszła do niego. 

-  Wiele  jest  powodów,  dla  których  kobieta  nie  może  zajść  w 

ciążę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Jane  urodziła  dziecko  w  dziesięć  miesięcy  po  ślubie  z  drugim 

mężem - stwierdził krótko. 

W  milczeniu  zmierzył  taksującym  spojrzeniem  szczupłą  postać 

dziewczyny w dżinsach i obszernej zielonej koszuli zapiętej pod samą 
szyję.  Wyglądała  ślicznie  z  włosami  niedbale  związanymi  w  koński 
ogon. 

- Nie igraj z  ogniem - szepnął Dane, gdy  Tess podeszła jeszcze 

bliżej. - Jeśli ciebie dotknę, stracę panowanie nad sobą. Wiesz, czym 
się to skończy. 

-  Tak,  Dane  -  odparła  cicho,  patrząc  mu  w  oczy.  Była 

zarumieniona. Jego słowa i spojrzenie podniecały ją równie mocno jak 
pocałunki. 

Dane zacisnął zęby. Oddychał nieregularnie. 

Tess  zmierzyła  go  spojrzeniem.  To  wystarczyło,  by  stracił 

kontrolę  nad  własnym  ciałem,  chociaż  za  wszelką  cenę  próbował  ją 
zachować.  Tess  nie  odwróciła  wzroku.  Z  zachwytem  obserwowała 
ukochanego. Świadczył o tym wyraz jej twarzy. Spojrzała mu w oczy, 
świadoma własnych odczuć i pragnień. Była pewna, że Dane ją kocha. 
Gdyby  przekonał  się,  jak  cudowne  może  być  miłosne  zbliżenie 
dwojga zakochanych, na pewno zapragnąłby trwałego związku. 

Dane  szybko  stracił  głowę  i  poddał  się  namiętności,  która 

ogarnęła go niczym płomień. Wziął Tess na ręce i ułożył na kanapie. 
Wyciągnięte  nad  głową  ramiona dziewczyny  spoczywały  bezwładnie 
na  beżowym  obiciu.  Usta  były  rozchylone,  oczy  zamglone 
pożądaniem, ciało cudownie odprężone i uległe. 

- Będzie trochę bołało - ostrzegł Dane. 

- Wiem - szepnęła. 

Ręce mu drżały, gdy zdejmował bawełnianą koszulkę. Rzucił ją 

na  podłogę.  Na  moment  zamarł  w  bezruchu,  starając  się  zapanować 
nad pożądaniem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Chyba rozumiesz, że gdy cię dotknę, będzie za późno, aby się 

wycofać. Przestanę nad sobą panować. 

-  Kocham  cię, Richardzie  -  szepnęła,  używając  imienia,  którym 

nikt poza nią się nie posługiwał. - Kocham całym sercem. Nawet  lęk 
nie zniszczył tej miłości. 

- Tess…! - jęknął Dane. 

-  Bądź  moim  przewodnikiem  i  nauczycielem.  Kochaj  mnie  - 

prosiła szeptem. 

-  Nie  powinienem.  -  Przymknął  oczy,  drżąc  na  całym  ciele. 

Zacisnął dłonie w pięści. - Na miłość boską, przecież ty nigdy… 

- Kocham cię - szepnęła znowu. 

-  Nie  potrafię  odwzajemnić  tego  uczucia,  Tess  -  wyznał  z 

goryczą, obejmując dłońmi jej twarz. 

Położyła  mu  palec  na  ustach.  Wiedziała,  że  to  wyznanie 

podyktowane  jest  strachem  przed  wielką  miłością.  Wahanie  i 
ostrożność więcej niż słowa mówiły o jego prawdziwych uczuciach. 

Pochylił  się,  by  ją  pocałować.  Wargi  mu  drżały.  Rozchylił  je 

lekko i objął palcami smukły kark, unosząc głowę Tess, która poddała 
się pieszczocie ust i języka. 

Uśmiechnęła  się,  czując  łagodne  dotknięcie.  Dane  obsypywał 

pocałunkami  jej  twarz,  jakby  dopiero  poznawał  delikatne  rysy.  Tess 
zrobiło się ciepło na sercu. 

Dane  położył  się  obok  dziewczyny  i  przyciągnął  ją  do  siebie. 

Wsunął kolano między smukłe uda. Jego pocałunki stawały się coraz 
bardziej zaborcze. 

Tess  wsunęła palce  w ciemne  włosy. Poczuła, że męskie dłonie 

wślizgują się pod jej koszulę i gładzą nagie plecy. Całował chętne usta 
tak  długo,  aż  nabrzmiały  od  pocałunków.  Bez  pośpiechu  zdjął 
dziewczynie koszulę i biustonosz, by pieścić obnażone piersi. Pocierał 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dłońmi  nabrzmiałe  sutki.  Tess  oddychała  nierówno.  Była  jak  w 
gorączce. 

-  Nie  patrzyłem  na  ciebie,  gdy  cię  po  raz  pierwszy  dotykałem  - 

szepnął Dane. - Teraz mogę nadrobić zaległości. 

Usiedli  naprzeciwko  siebie.  Lassiter  obejmował  Tess,  wolno 

przesuwając wierzchem dłoni po jej sutkach. Dziewczyna drżała. 

-  To  cudowne  uczucie  -  wykrztusił  Dane,  patrząc  jej  w  oczy.  - 

Nie wiedziałem, że może tak być. 

- Ja również - odparła szczerze. 

- Chcę całować twoje piersi, Tess - szepnął zdławionym głosem i 

pochylił głowę. 

Wygięła  się  w  łuk,  gdy  wilgotne  usta  objęły  jej  sutki.  Miała 

wrażenie,  że  unosi  się  w  powietrzu.  Płomień  trawił  jej  wnętrzności. 
Krzyknęła, owładnięta nagłą rozkoszą. 

-  Tak  -  powtarzał,  całując  jej  piersi.  -  Tak,  maleńka.  Jesteś 

najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek widziałem. 

- Ty również - odparła szeptem. 

Rozebrali  się  pospiesznie.  Wkrótce  leżeli  obok  siebie  na 

kanapie.  Po  latach  dobrowolnego  celibatu  Dane  dygotał  z 
niecierpliwości. Głaskał i okrywał pocałunkami smukłe ciało. 

- Pragnę cię, skarbie - powtarzał raz po raz, czując, jak Tess drży 

z pożądania, rozpalona jego pieszczotami. 

Wsunął  się  na  nią.  Delikatnie  całował  nabrzmiałe  usta  i  ocierał 

się o Tess, by wiedziała, jak bardzo jest podniecony. 

- Otwórz usta - szepnął, muskając ustami jej wargi. Oszołomiło 

ją namiętne dotknięcie języka. - Teraz! 

Wszedł  w  nią  i  poczuła  ból.  Nie  zważała  na  to.  Z  trudem 

mieściło jej się w głowie, że można tak bardzo pragnąć mężczyzny… 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Silne dłonie objęły uda dziewczyny i uniosły ją nieco. 

Ból  powrócił,  ale  nie  zwracała  na  to  uwagi,  oszołomiona 

namiętnym pocałunkiem. 

-  Wybacz,  że  muszę  ci  sprawić  ból  -  szepnął,  muskając 

oddechem  jej  usta.  Podniósł  głowę  i  popatrzył  na  Tess  oczyma 
płonącymi jak w gorączce. 

- Chcę widzieć, jak stajesz się kobietą - szepnął, wpatrując się w 

nią i poruszając rytmicznie biodrami. 

Jęknęła.  Oczy  miała  pełne  łez.  Dane  scałował  je  delikatnie. 

Nagle ból ustąpił. Poczuła na twarzy dotknięcie szorstkiego policzka, 
a  potem  łagodny  pocałunek  wilgotnych  ust.  Wsłuchiwała  się  w 
słodkie  słówka  szeptane  lekko  schrypniętym  głosem.  Otworzyła 
dłonie zaciśnięte na muskularnych ramionach. 

-  Teraz  możemy  się  kochać,  Tess  -  powiedział  cicho.  -  Nie 

będzie bolało. 

Kobieca intuicja podpowiedziała jej, że i dla niego to w pewnym 

sensie pierwszy raz. Z żadną kobietą nie kochał się dotąd tak jak z nią. 
Przylgnęła  do  ukochanego,  łkając  z  rozkoszy.  Obiecał  jej  cudowne 
przeżycie  i  dotrzymał  słowa.  Błagała,  żeby  posiadł  ją  całkowicie. 
Dane  poddał  się  namiętności,  zapomniał  o  skrupułach  i  obawach. 
Patrzył z uśmiechem na Tess, aż obezwładniająca rozkosz zaćmiła mu 
wzrok i zmusiła do krzyku. 

Gdy  nieco  ochłonęli,  przytulił  ją  mocniej.  Całował  załzawione 

oczy delikatnie i czule, głaskał drżące ciało. Potem wstał i przyniósł z 
lodówki schłodzone piwo, które wypili na spółkę. Nie myślał o jutrze, 
jakby mieli dla siebie jedynie tę noc. Tylko dziś mogli dzielić rozkosz, 
przeżywać cudowne chwile i po słodkiej udręce pieszczot zmierzać do 
całkowitego spełnienia. 

-  Będziemy  się  kochać  raz  jeszcze  -  szepnął,  leżąc  między  jej 

rozsuniętymi udami. - Będzie ci tak dobrze, że zaczniesz krzyczeć, tak 
jak ja przed chwilą. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Kocham  cię  -  szeptała  jak  w  transie.  Ich  ciała  zdawały  się 

stworzone dla siebie. Ledwie w nią wszedł, krzyknęła z rozkoszy. 

- Teraz? - zapytał, poruszając się rytmicznie. 

- Tak - jęknęła. - Tak, tak, tak... 

Dane  nie  przeżył  dotychczas  równie  wielkiego  uniesienia. 

Zapomniał  o  całym  świecie,  gdy  spazmatyczny  dreszcz  wstrząsnął 
ciałem  Tess,  a  z  jej  spierzchniętych  warg  wyrwał  się  jęk  zachwytu. 
Usłyszał  go  po  raz  drugi,  trzeci…  Nie  mógł  się  nadziwić,  że  stać  go 
na  taki  wyczyn.  Jego  męskie  siły  były  chyba  niewyczerpalne.  W 
końcu jednak osłabł. Zasnął, nim dotknął głową poduszki. 

 

 

 

 

Rano  Tess  obudziła  go  pocałunkiem.  Otworzył  oczy  i  ujrzał 

rozpromienioną  twarz  dziewczyny.  Jęknął  cicho,  delikatnie  położył 
Tess na posłaniu i przylgnął do niej całym ciałem. 

-  Nie  -  szepnęła  pospiesznie.  Jego  pożądliwe  spojrzenie 

sprawiło,  że  się  zarumieniła.  Po  chwili  dodała,  nie  kryjąc 
rozczarowania: - Przykro mi. Trochę boli. 

Dane  odetchnął  głęboko.  Powoli  odzyskał  panowanie  nad  sobą. 

Objął dłonią jej pierś. 

-  Wziąłem  cię  cztery  razy  -  szepnął,  zaglądając  Tess  w  oczy.  - 

To chyba nie było przyjemne. 

-  Mylisz  się  -  odparła,  energicznie  potrząsając  głową.  -  Nie 

czułam bólu. Tylko za pierwszym razem… 

- Ale gdybyśmy się teraz kochali, byłoby inaczej? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Obawiam się, że tak. 

- Powinienem był to przewidzieć. - Dane westchnął i położył się 

na plecach. - Jeszcze się chyba nie obudziłem. Pijemy kawę? 

- Chętnie ją zaparzę. 

Podniosła  się  z  łóżka,  spostrzegła,  że  jest  naga,  i  wstydliwie 

okryła biust prześcieradłem. 

Nie uszło uwagi Dane'a, że Tess zerka na niego, próbując ukryć 

zakłopotanie.  Mruknął  coś  niewyraźnie,  siadł  na  łóżku,  bez 
skrępowania  włożył  slipy,  dżinsy  i  skarpetki.  Tess  uważnie  go 
obserwowała. 

-  Idę  się  ogolić.  Możesz  spokojnie  włożyć  ubranie  -  rzucił,  nie 

patrząc jej w oczy. 

Odprowadziła  go  wzrokiem.  W  jej  spojrzeniu  była  czułość. 

Chciała  powiedzieć,  że  go  kocha,  ale  zdawała  sobie  sprawę,  że  nie 
usłyszy  w  odpowiedzi  podobnych  słów,  mimo  że  w  nocy  pieścił  ją  z 
wielką  pasją  i  oddaniem.  Nie  miała  wątpliwości,  że  jest  w  niej 
zakochany. Patrzyła na niego z uwielbieniem. 

- Pospiesz się - rzucił na odchodnym. - Wkrótce musimy jechać 

do agencji. 

- Ach, tak. Racja. 

Ani  słowa  więcej  o  tym,  co  między  nimi  zaszło.  Dane 

zachowywał się jak zatroskany szef poważnej firmy. 

Tess  przeczuwała,  że  Dane  zamknie  się  w  sobie.  Uważał,  że 

niebezpiecznie  jest  zdradzać  prawdziwe  uczucia  -  nawet  wobec  niej. 
Wcale nie była tym urażona. 

Szybko  przygotowali  się  do  wyjścia.  Gdy  podczas  śniadania 

padła  jakaś  wzmianka  na  temat  minionej  nocy,  Dane  natychmiast 
zapomniał  o  rezerwie  i  ostrożności.  Wyobraźnia  płatała  mu  figle. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Spoglądał pożądliwie na Tess. Przestraszony tą reakcją, zerwał się na 
równe nogi i rzucił serwetkę na stół. 

- Pora jechać - powiedział ostro. 

Poszła  za nim bez słowa. Marzyła o  szczęśliwej przyszłości, bo 

czuła  się  kochana.  Wiedziała,  że  Dane  będzie  próbował  zachować 
dystans.  Przewidziała  takie  zachowanie.  Nie  mógł  się  jednak  opierać 
w  nieskończoność;  wobec  miłości  był  równie  bezbronny  jak  Tess. 
Postanowiła  dać  czas  ukochanemu.  Nie  zamierzała  go  popędzać. 
Trzeba zdobyć się na cierpliwość. Stawką było jej szczęście. 

Żałowała  tylko,  że  nie  mogą  mieć  dziecka  zrodzonego  z 

cudownych przeżyć wspólnych nocy. Kochałaby je nad życie. 

Gdy  zjawili  się  w  biurze,  natychmiast  wciągnął  ich  wir 

codziennych  spraw.  Dane  przyjął  to  z  ulgą.  Zniknął  za  drzwiami 
gabinetu, nie  patrząc  na  Tess,  która od  razu  zajęła  się przeglądaniem 
notesu i potwierdzaniem jego roboczych spotkań. 

 

 

 

 

Kilka  ostatnich  dni  minęło  Tess  niepostrzeżenie.  W  agencji 

wrzało  jak  w  ulu.  Dziewczyna  niemal  zapomniała  o  feralnym 
wieczorze.  Ramię  prawie  nie  bolało,  lecz  ostatniej  nocy  trochę  je 
sforsowała.  Zarumieniła  się,  wspominając  z  uśmiechem,  jak  Dane 
całował  jej  blizny.  Z  równą  delikatnością  wodziła  opuszkami palców 
po jego ramieniu i udzie. Gdy się kochali, szeptała mu do ucha, że to 
blizny  godne  walecznego  żołnierza.  Te  słowa  wzmagały  odczuwaną 
przez  niego  rozkosz.  Wspominała  krzyk  przechodzący  niemal  w 
łkanie  i  bezsilność  wyczerpanego  mężczyzny,  który  po  wysiłku 
opadał bezwładnie na posłanie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Nadeszła  pora  obiadu.  Detektywi  wychodzili  jeden  po  drugim. 

Tess  pożegnała  uśmiechem  znikającą  za  drzwiami  Helen.  Dane 
wcześniej  poszedł  coś  zjeść.  Tess  została  w  biurze  całkiem  sama. 
Zaaferowany szef prawdopodobnie tego nie przewidział, gdy odmówił 
prośbie  Helen,  która  chciała  zabrać  Tess  do  restauracji.  Opuszczona 
przez  wszystkich  sekretarka  postanowiła  wyskoczyć  do  kafeterii  po 
drugiej stronie ulicy i kupić porcję pieczonego kurczaka. To lepsze niż 
przymieranie głodem. 

Włożyła płaszcz, wyszła z biura i zamknęła drzwi na klucz. Była 

roztargniona, bo nieustannie myślała o ukochanym. Nagle ktoś zatkał 
jej ręką usta. Znieruchomiała, nie wiedząc, co się dzieje. 

-  Mam  cię,  ślicznotko  -  rzucił  chrapliwie  nieznajomy.  -  Udało 

się. Załatwimy cię. Nie będziesz świadczyć przeciwko nam. 

 

 

 

 

  

ROZDZIAŁ   SZÓSTY 

 

Tess była przerażona. Nigdy w życiu tak się nie bała. Napastnik 

wykręcił jej rękę. Szli wolno ku frontowym drzwiom budynku, gdzie 
wspólnik gangstera czekał w samochodzie z włączonym silnikiem. 

To chyba jakiś koszmar, powtarzała w duchu dziewczyna. Takie 

sceny  zdarzają  się  tylko  w  filmach  sensacyjnych.  Wystarczyło,  że 
poczuła 

nóż 

pod 

żebrami, 

aby 

uwierzyła 

realność 

niebezpieczeństwa.  Poznała  cierpki  smak  panicznego  lęku.  Śmierć 
zaglądała jej w oczy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jeśli pozwoli napastnikowi, by wepchnął ją do auta, z pewnością 

nie wyjdzie z opresji. Dane przewidział, że coś takiego może nastąpić. 
Poniewczasie przyznała mu rację. 

Błyskawicznie  oceniła  swoje  położenie.  Nikłe  miała  szanse  na 

wyrwanie się z rąk bandyty, ale sytuacja nie była wcale beznadziejna. 
Kiedy gangster podejdzie do frontowych drzwi, będzie musiał sięgnąć 
do  klamki  tą  samą  ręką,  w  której  trzymał  nóż.  Jeśli  Tess  zachowa 
przytomność umysłu i będzie działać szybko, może zdoła uciec. 

Nie  stawiała  oporu przestępcy,  który  popychał  ją ku  wyjściu.  Z 

oczyma pełnymi łez błagała, by ją puścił. Miała nadzieję, że wygląda 
na  typową  ofiarę  przemocy.  W  takim  wypadku  drań  ją  zlekceważy  i 
przestanie  się  mieć  na  baczności.  W  myśli  powtarzała  sekwencję 
gestów, które powinna wykonać, gdy nadejdzie odpowiednia chwila. 

Stało się. Ręka uzbrojona w nóż sięgnęła klamki. Tess uderzyła 

łokciem  w  splot  słoneczny  napastnika.  Gdy  facet  zgiął  się  wpół, 
uniosła kolano i kopnęła go w nos; poczuła ciepłą krew. Energicznym 
szarpnięciem wyrwała się z morderczego uścisku i wybiegła na ulicę. 
Było  wczesne  popołudnie.  Chodnikami  szło  mnóstwo  ludzi.  Bogu 
dzięki!  Gangsterzy  nie  odważą  się  chyba  ścigać  jej  w  takim  tłumie. 
Biegła dysząc ciężko. 

Wmieszała  się  w  grupę  przechodniów  czekających  na  zielone 

światło.  Kątem  oka  dostrzegła  samochód  jadący  szybko  w  jej 
kierunku. Nie odważą się, myślała gorączkowo. Wykluczone… 

- Tess! 

Podniosła  wzrok.  To  był  mercedes.  Za  kierownicą  siedział  jej 

szef. 

- Dane! - Przebiegła przez ulicę, wskoczyła do auta i rzuciła się 

w ramiona ukochanego. 

Objął  ją  mocno,  zapominając  na  moment  o  całym  świecie.  Był 

wstrząśnięty.  Spieszył  się  bardzo,  żeby  wrócić  do  biura  przed 
wyjściem  detektywów.  Nagle  ujrzał  zdyszaną  Tess  i  oddalające  się 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

auto.  Musiał  zdecydować,  co  jest  ważniejsze  -  bezpieczeństwo 
dziewczyny  czy  ściganie  uciekinierów.  Od  razu  wiedział,  jaką 
podejmie decyzje. 

Pocałował Tess zachłannie. Niechętnie oderwał wargi od jej ust, 

uruchomił  silnik  i  włączył  się  do  ruchu.  Auta  jechały  wolno 
zatłoczoną  ulicą.  Lassiter  myślał  o  Tess.  Nic  więcej  go  nie 
obchodziło. 

-  Niewiele  brakowało  i  byłoby  po  mnie  -  powiedziała, 

oddychając  z  trudem.  -  Dałam  się  zaskoczyć,  gdy  wychodziłam  z 
biura. Przyłożył mi nóż do pleców… 

- O Boże! - jęknął Lassiter i ujął rękę Tess. 

-  Helen  pokazała  mi,  jak  się  bronić,  gdy  napastnik  atakuje  od 

tyłu. Zapamiętałam sobie jej nauki. Udało mi się obezwładnić faceta i 
uciec.  -  Gdy  minęło  poczucie  zagrożenia,  Tess  spojrzała  na  całą 
sprawę  nieco  inaczej.  -  To  było  niesamowite  przeżycie.  Teraz 
rozumiem, dlaczego… Dane? 

Lassiter zjechał na parking i zatrzymał samochód. Był blady jak 

ściana.  Drżącymi  rękoma  trzymał  kierownicę.  Utkwił  wzrok  w 
przedniej szybie. 

-  Wszystko  się  dobrze  skończyło  -  powiedziała  cicho  Tess. 

Przysunęła  się  i  objęła  dłońmi  jego  twarz.  Całowała  usta,  nos  i 
przymknięte  oczy  ukochanego.  Potem  objęła  go  i  mocno  się 
przytuliła.  -  Przestań  siebie  winić.  Zapomniałeś  po  prostu,  że  nie 
wychodzę z Helen. Nie pozwoliłeś nam iść razem na obiad. 

-  Wcale  o  tym  nie  zapomniałem  -  odparł  drżącym  głosem.  - 

Sądziłem,  że  wrócę,  nim  biuro  opustoszeje.  Niestety,  utknąłem  w 
korku. 

- Dane - szepnęła. 

- Przytul mnie, Tess - poprosił zbolałym głosem. - Nic nie mów. 

Obejmij mnie tylko. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Popatrzyła na niego oczyma pełnymi miłości i tęsknoty. 

Dane  napotkał  jej  spojrzenie  i  poczuł  się  zakłopotany.  Rzadko 

ujawniał  słabości.  Pora  wziąć  się  w  garść.  Tess  nie  powinna  go 
widzieć  w  takim  stanie  ani  robić  sobie  poważnych  nadziei  z  powodu 
jego  gwałtownej  reakcji.  To  bezsensowne.  Z  drugiej  strony  jednak… 
Pochylił głowę i pocałował ją czule. 

-  Od  tej  chwili,  ilekroć  będę  wychodzić  z  biura,  upewnię  się 

najpierw, z kim zostaniesz. Wybacz mi, Tess. 

-  Już  ci  mówiłam,  żebyś  przestał  się  obwiniać.  Lepiej  mnie 

pocałuj. 

-  Za  dużo  tu  ludzi  -  mruknął  i  odsunął  się  nieco.  Wskazał 

przechodniów mijających auto. 

- W takim razie jedźmy do ciebie. Co ty na to? 

-  Lepiej  nie.  Po  pierwsze:  musisz  dojść  do  siebie  po 

szaleństwach poprzedniej nocy - odparł cicho i dodał z ponurą miną: - 
Po  drugie:  od  dziś  śpisz  we  własnym  łóżku.  Nie  będziemy  dzielić 
sypialni. Tamto nie może się powtórzyć. 

-  Dlaczego?  -  zapytała.  Dane  pogłaskał  kciukiem  jej  policzek. 

Miał smutną minę. 

- Nie zamierzam się wiązać na stałe. Nie pragnę wielkich uczuć - 

przypomniał.  -  Zawsze  będę  pamiętał,  co  czułem,  będąc  twoim 
pierwszym  mężczyzną.  Problem  w  tym,  że  szukasz  partnera  na  całe 
życie. Ja straciłem złudzenia. 

-  Postaram  się  na  ciebie  wpłynąć.  Przy  mnie  stare  rany  się 

zabliźnią. 

-  Już  wiele  dla  mnie  zrobiłaś.  Mimo  to  nie  mogę  się  z  tobą 

ożenić - odparł, nie owijając niczego w bawełnę. - Posłuchaj uważnie, 
Tess.  Jesteś  przekonana,  że  mnie  kochasz,  ponieważ  brak  ci  w  tych 
sprawach doświadczenia. Wszystkiego, co wiesz o erotyce, nauczyłaś 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

się  ode  mnie.  Pewnego  dnia  seks  przestanie  ci  wystarczać. 
Zapragniesz dziecka. 

- Kocham cię, Dane - odparła, nie siląc się na inne argumenty.  

Na policzki Lassitera wystąpiły ciemne rumieńce. Oczy rozjaśnił 

mu dziwny blask. 

-  Nie  wiesz,  czym  jest  miłość  -  szepnął,  daremnie  próbując 

udawać,  że  jej  słowa  nie  zrobiły  na  nim  wrażenia.  -  Sądzisz,  że  to 
rozkosz i fizyczna bliskość. 

-  Nas  dwoje  łączy  znacznie  więcej  niż  tylko  chwilowa 

przyjemność. My się kochaliśmy, Dane. Dzisiejsze przeżycia były tak 
cudowne,  że  wątpię,  abym  kiedykolwiek  pozwoliła  się  dotknąć 
innemu mężczyźnie. 

Lassiter przymknął oczy. Jego odczucia były takie same, ale bał 

się do tego przyznać. Jakiś wewnętrzny głos nakazał mu zachować je 
tylko dla siebie. 

-  To  była  cudowna  noc  -  stwierdził  chłodno.  Popatrzył  w  oczy 

Tess z udawaną obojętnością. - Masz szczęście, że jestem bezpłodny. 
W przeciwnym razie mogłabyś mieć kłopoty. 

- Tak bym tego nie nazwała - odparła z uśmiechem. 

-  Nie  warto  się  teraz  nad  tym  rozwodzić  -  odparł  ze  wzrokiem 

utkwionym w przednią szybę. Uruchomił silnik auta. - Musimy jechać 
na  posterunek  policji  i  złożyć  zeznanie.  Czynna  napaść  i  usiłowanie 
morderstwa.  Tak  to  wygląda.  Nie  spocznę,  aż  tamci…  -  Dane  użył 
kilku  dosadnych  określeń,  jakimi  chętnie  posługiwali  się  teksascy 
strażnicy  -  …wylądują  za  kratkami.  Powinni  się  tam  znaleźć  przed 
zachodem  słońca.  Tym  razem  nie  dopuszczę,  by  wyszli  za  kaucją. 
Mam  w  tym  mieście  trochę  znajomości.  Moi  przyjaciele  przekonają 
kogo trzeba! 

 

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

 

Helen puszyła się jak paw, gdy usłyszała, że Tess ocalała dzięki 

kilku  lekcjom  samoobrony,  których  jej  udzieliła.  Dane  miał  ponurą 
minę,  ale  zdobył  się  na  podziękowanie  i  kilka  miłych  słów.  Nie 
przestawał  myśleć  o  handlarzach  narkotykami.  Chętnie  udusiłby  ich 
gołymi rękami. Po raz pierwszy w życiu ogarnęła go żądza odwetu. 

Polecił  Adamsowi,  żeby  współpracował  z  policją.  Sam  nie 

odstępował Tess. Gdy po męczącym dniu wrócili do jego mieszkania, 
natychmiast  zdjął  marynarkę.  Tess  nie  odrywała  od  niego  wzroku. 
Spostrzegł, że pobladła. 

- Co się stało? - zapytał cicho. 

-  Kiedy  gangsterzy  trafią  do  aresztu,  natychmiast  się 

wyprowadzę. 

Dane  zmarszczył  brwi.  Nie  chciał  się  nad  tym  zastanawiać.  Na 

samą myśl o odejściu Tess czuł wewnętrzną pustkę. Dni spędzone we 
dwoje  przypominały  cudowną  baśń  -  nie  tylko  dlatego,  że  zostali 
wreszcie kochankami. Dane lubił przebywać z Tess. 

- Z pewnością ucieszyła cię ta nowina - dodała z  wymuszonym 

uśmiechem. - Nie będzie damskiej bielizny suszącej się na sznurku w 
twojej łazience ani czółenek pod kanapą… 

- Nie masz racji - przerwał. - Będzie mi ciebie brakowało. Sądzę, 

że  ty  również  będziesz  za  mną  tęsknić.  Problem  w  tym,  że  oboje 
przywykliśmy do samotności. 

Tess  objęła  go  i  przytuliła  twarz  do  muskularnego  torsu.  Przez 

białe  płótno  koszuli  czuła  ciepło  jego  skóry.  Nie  odpowiedziała,  bo 
słowa  niczego  by  nie  zmieniły.  Westchnęła,  ciesząc  się  jego 
bliskością. Chciała zachować piękne wspomnienia. 

- Czy mogłabym dzisiaj spać z tobą? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Bardzo  tego  pragnę  -  odparł  głucho  -  ale  nie  mogę  się  na  to 

zgodzić.  Jeśli  za  bardzo  się  do  ciebie  przywiążę,  rozstanie  będzie 
udręką. 

-  Przypominasz  mi  kierowcę,  który  rezygnuje  z  prowadzenia 

samochodu, bo na samą myśl o awarii ogarnia go niepokój. 

- Chyba masz rację - przyznał, mimo woli parskając śmiechem. 

Po  chwili  spoważniał  i  dodał:  -  Umacnianie  tej  więzi  żadnemu  z  nas 
nie  wyjdzie  na  dobre.  I  tak  będziemy  bardzo  cierpieć.  -  Tess  chciała 
coś  powiedzieć,  ale  Lassiter  dotknął  palcem  jej  ust,  nakazując 
milczenie. 

-  Jesteś  głęboko  przekonana,  że  mnie  kochasz.  Wiem  o  tym 

doskonale. Mimo to sądzę, że zmienisz zdanie, gdy wrócisz do swego 
mieszkania  i  zaczniesz  normalnie  żyć.  Wszystko,  co  się  teraz  dzieje, 
uznasz za koszmarny sen. 

- Z wyjątkiem ostatniej nocy - wtrąciła. 

-  Owszem.  -  Z  czułością  pocałował  ją  w  czoło.  -  To  była  tylko 

jedyna noc. Z czasem o niej zapomnisz. 

- A ty? 

Wypuścił  ją  z  objęć  i  przeciągnął  się,  udając,  że  nie  słyszy 

pytania. 

- Kto przygotowuje kolację? Co jemy? - zapytał. - Mam ochotę 

na hamburgera, a właściwie na kilka hamburgerów. 

- Zaraz je usmażę - zaofiarowała się Tess. 

- Za dużo czasu spędzasz w kuchni. To niesprawiedliwe. 

-  Wolę  sama  przygotować  jedzenie.  Twoje  hamburgery… 

Spuśćmy  na  to  zasłonę  miłosierdzia.  Lepiej  trzymaj  się  z  daleka  od 
patelni - mruknęła, idąc do kuchni. 

- Przecież istnieje równouprawnienie! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dziwnie interpretujesz to pojęcie. 

Lassiter,  zirytowany  jawną  krytyką, westchnął  ciężko  i powlókł 

się do sypialni, by zmienić ubranie. 

Wkrótce usiedli do kolacji. 

-  Czy  możemy  pojechać  na  ranczo  pod  koniec  tygodnia?  - 

zapytała Tess, nie robiąc sobie wielkich nadziei. 

-  Lepiej  nie  ryzykujmy  -  stwierdził  Dane  obrzucając  Tess 

pełnym niepokoju spojrzeniem. 

-  Rozumiem.  Chodzi  o  gangsterów.  -  Dziewczyna  pokiwała 

głową. 

-  Nie,  Tess  -  odparł  cicho.  -  Problem  w  tym,  że  zostaliśmy 

kochankami.  Beryl  nie  jest  ślepa.  Od  razu  się  zorientuje.  Wystarczy, 
że na nas popatrzy. 

- Ach, tak… 

-  Beryl  przestrzega  pewnych  zasad.  -  Skrzywił  się,  widząc 

rumieniec na policzkach Tess. - Wiem, wiem, ty również. W pewnym 
sensie podzielam wasze przekonania. 

Zapadło  kłopotliwe  milczenie.  Dane  włączył  telewizor.  Z 

zainteresowaniem obejrzeli razem film przyrodniczy firmowany przez 
National  Geographic.  Okazało  się,  że  oboje  mnóstwo  wiedzą  o 
zwierzętach. 

-  Bardzo  chciałbym  objechać  z  tobą  całe  ranczo  -  wyznał  z 

żalem,  spoglądając  na  nią  czule.  -  Problem  w  tym,  że  Beryl  może  ci 
dokuczać. 

- Czy  w dzisiejszych czasach istnieją jeszcze pary żyjące razem 

długo i szczęśliwie? - zapytała z goryczą. 

Dane wpatrywał się uporczywie w pusty talerz. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Zapewne  tak.  Niestety,  trudno  mi  zapomnieć,  że  moje 

małżeństwo okazało się pomyłką. Może od początku coś było  w nim 
nie  tak?  Zaraz  po  ślubie  oboje  z  Jane  byliśmy  przekonani,  że  czeka 
nas  świetlana  przyszłość.  Z  czasem  przestało  nam  na  sobie  zależeć. 
Nie sposób przewidzieć, jak się sprawy potoczą. Gdybym mógł dać ci 
dziecko,  może  zmieniłbym  zdanie.  Niestety,  jest  inaczej.  Nie  sądzę, 
żeby się nam udało. Zrozum… to ogromne ryzyko. 

- Uważasz po prostu, że jestem dla ciebie za młoda - westchnęła 

Tess, spoglądając nieśmiało na ukochanego. - Sama nie wiem, czy to 
miły  komplement,  czy  też  ukryta  zniewaga.  Pokochałam  cię  jako 
dziewiętnastolatka.  Moje  uczucie  przetrwało  próbę  czasu.  - 
Uśmiechnęła się smutno. - Czy znasz lekarstwo na miłość, Dane? 

Nie odpowiedział. Zapadło milczenie. 

 

 

 

 

 

-  Tess,  przyjdź  tu  na  chwilę  -  poprosił  Dane  następnego  ranka, 

gestem dłoni zapraszając Tess do swego gabinetu. 

Siedział tam wysoki, przystojny blondyn nazwiskiem Nick Reed, 

brat  Helen,  były  agent  FBI,  którego  udało  się  Lassiterowi  skaptować 
do  swojej  agencji.  Nick  uśmiechnął  się  do  Tess,  która  usiadła  na 
kanapie. Oboje czekali, aż Dane zamknie drzwi i powie, o co chodzi. 

-  Musimy  przejąć  inicjatywę  -  stwierdził  nagle  Dane.  -  Nick 

skontaktował  się  z  paroma  osobami.  Zdobył  informacje,  które  mogą 
się  nam  przydać.  Szykujemy  zasadzkę  na  gangsterów,  którzy  cię 
postrzelili,  a  potem  napadli.  Opowiedziałem  Nickowi,  jak  wygląda 
twój  plan  dnia.  Zostaniesz  przynętą,  skarbie.  Nasi  ludzie  będą  cię 
obserwować z ukrycia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Piękna perspektywa - odparła z westchnieniem. - A ja, głupia, 

myślałam,  że  kochasz  mnie  nad  życie  i  gotów  jesteś  strzec  swojej 
wybranki jak źrenicy oka. 

Nick  parsknął  śmiechem,  jakby  usłyszał  dobry  żart.  Dane 

zachował kamienną twarz. 

-  Zadbamy  o  twoje  bezpieczeństwo  -  tłumaczył.  -  Będą  cię 

pilnować  detektywi  z  agencji  i  dwaj  policjanci,  którzy  zgodzili  się 
wesprzeć  nas  po  służbie.  Czas  przejąć  inicjatywę  i  wykorzystać 
element  zaskoczenia.  Nie  warto  siedzieć  i  czekać,  aż  cię  znów 
napadną. To zbyt niebezpieczne. 

- Co mam robić? - zapytała spokojnie. 

Dane przedstawił w ogólnych zarysach plan zasadzki. Tess była 

zdenerwowana  i  pełna  obaw,  ale  powtarzała  sobie  raz  po  raz,  że 
podczas  napadu,  mimo  ogromnego  zdenerwowania,  dała  sobie  radę. 
To  dowód,  że  w  trudnej  sytuacji  potrafi  zachować  zimną  krew.  Ta 
świadomość dodała jej odwagi. Wszystko pójdzie jak z płatka. 

 

 

 

 

 

 

W  sobotę  rano  Dane  snuł  się  po  mieszkaniu  z  kąta  w  kąt,  nie 

mogąc sobie znaleźć miejsca. Telewizja go nudziła. 

- Trzeba się przewietrzyć - powiedział nagle. - Wkładaj ciuchy. 

- Jestem ubrana - odparła Tess, wzruszając ramionami. Miała na 

sobie dżinsy i bawełnianą koszulkę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Narzuć na siebie kurtkę i włóż sportowe buty. Mam ochotę na 

małą przejażdżkę. 

- Dokąd wyruszamy? 

- Na ranczo - mruknął. Widząc jej rumieniec, dodał pospiesznie: 

-  Beryl  ma  dziś  wolne.  Jeśli  chodzi  o  innych,  Helen  nieświadomie 
dostarczyła nam alibi. Poprosiła mnie, żebym przestał cię tyranizować 
i  zadbał  o  twoje  samopoczucie.  Jest  przekonana,  że  cierpisz  tu 
katusze. 

- Coś w tym jest - odrzekła zaczepnie. 

-  Idziemy.  -  Dane  odwrócił  się  i  ruszył  ku  drzwiom.  -  Jeśli 

będziemy tu siedzieć jak w klatce, nic dobrego z tego nie wyniknie. 

Tess  chwyciła  dżinsową  kurtkę,  włożyła  buty  i  pobiegła  za 

Lassiterem. 

Dzień  był  chłodny  i  ciepłe  okrycie  bardzo  się  przydało,  gdy 

objeżdżali  farmę.  Dane  z  uśmiechem  obserwował  Tess  w  czasie 
pierwszej  lekcji  jazdy  konnej.  Dziewczyna  zerkała  ukradkiem  na 
roześmianą  twarz  ukochanego.  Wkrótce  doszła  do  porozumienia  ze 
swoim wierzchowcem; wiekowa, cierpliwa klacz niejedno już w życiu 
widziała. Jazda konna okazała się znacznie przyjemniejsza, niż sądziła 
wcześniej początkująca amazonka. Przyjemnie było patrzeć na świat z 
wysokości końskiego grzbietu. 

Z  oddali  dobiegł  tętent  kopyt.  Dane  zmrużył  oczy  ukryte  w 

cieniu szerokiego ronda. 

-  Mamy  towarzystwo.  Należało  się  tego  spodziewać  -  mruknął, 

obserwując dwóch postawnych jeźdźców. 

- Co to za jedni? - zapytała Tess, osłaniając dłonią oczy. 

-  Właściciele  farm  sąsiadujących  z  moją,  Cole  Everett  i  King 

Brannt  -  odparł  z  uśmiechem  Dane.  Domyślił  się,  że  widzieli  go  z 
Tess  i  szukali  pretekstu,  by  się  jej  bliżej  przyjrzeć.  Wiedzieli,  że 
Lassiter nie ma zwyczaju przywozić kobiet na ranczo. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Ładny  dzień  -  zagadnął  Cole  Everett,  starszy  z  jeźdźców. 

Spoglądał badawczo na zarumienioną Tess. 

- Mamy dobrą pogodę - wtrącił King Brannt. 

-  To  jest  Teresa  Meriwether  -  powiedział  Dane,  nie  tracąc 

opanowania.  -  Znajomi  mówią  do  niej  Tess.  Jej  ojciec  zamierzał  się 
ożenić z moją matką. Jak wiecie, oboje zginęli w wypadku na krótko 
przed  ślubem.  Tess  i  ja  w  pewnym  sensie  jesteśmy  rodziną.  Pracuje 
jako sekretarka w mojej agencji detektywistycznej. 

- Niezła gadka - rzucił półgłosem Cole Everett, zsuwając na tył 

głowy  jasny  kapelusz  z  szerokim  rondem.  -  Miło  poznać  -  dodał 
głośno  z  szerokim  uśmiechem,  w  którym  nie  było  ani  cienia 
złośliwości. 

-  Mogę  się  pod  tym  podpisać  -  wtrącił  King  Brannet.  Był 

uprzejmy, ale trochę onieśmielał Tess. 

-  Mogę  zapytać,  w  jakim  celu  się  fatygowaliście  aż  tutaj?  - 

zapytał Dane, mierząc wzrokiem sąsiadów. 

-  Chcieliśmy  cię  prosić  o  wypożyczenie  byka-medalisty.  Już  o 

tym  rozmawialiśmy  -  przypomniał  Cole  i  uśmiechnął  się  do  Tess.  - 
Oczywiście, możemy poczekać kilka dni. 

Dane zachichotał. Bezczelność wścibskich sąsiadów całkiem go 

rozbroiła. 

- Dobrze - odparł. - Przyjadę za tydzień i wszystko ustalimy. 

Dane sądził, że do tego czasu gangsterzy będą już za kratkami, a 

Tess  wróci  do  swego  mieszkania.  Na  myśl  o  tym  zrobiło  mu  się 
smutno. 

Sąsiedzi Lassitera wkrótce się pożegnali. Dane przypomniał, by 

pozdrowili  od  niego  swoje  żony.  Tess  odprowadziła  spojrzeniem 
dwóch  postawnych  jeźdźców.  Dane  opowiadał  z  ożywieniem  o  ich 
rodzinach. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Są  żonaci  od  lat.  Ich  dzieciaki  to  nastolatki.  Dzieciaki…  - 

Zacisnął zęby. - Wracajmy - powiedział cicho. 

-  Nie  przejmuj  się  tak  -  szepnęła  Tess,  kładąc  mu  dłoń  na 

ramieniu. - Dzieci to nie wszystko. 

- Przeciwnie, zwłaszcza jeżeli nie ma szansy na ich posiadanie - 

rzucił oschle. Popatrzył na Tess z jawną niechęcią i dodał zaczepnie: - 
Nie  próbuj  mi  wmówić,  że  wyrzekniesz  się  dobrowolnie  własnego 
potomka. 

Nie  odpowiedziała.  Popatrzyła  współczująco  na  ukochanego. 

Zmarszczyła  brwi,  gdy  przypomniała  sobie  o  swoich  lękach  i 
obsesjach. 

- Co się stało? - wypytywał z niepokojem, widząc jej zmienioną 

twarz. 

- Pomyślałam o zasadzce na gangsterów. 

Dane  był  trochę  zaskoczony  jej  odpowiedzią.  Sam  unikał 

rozmyślań  na ten  temat,  bo  wytrącały  go  z  równowagi.  Teraz  musiał 
spojrzeć prawdzie w oczy. Lękał się, że coś pójdzie nie tak. Westchnął 
ciężko. Długo milczał. 

- Pamiętaj, że obaj z Nickiem dobrze znamy się na tej robocie - 

powiedział  w  końcu.  -  Dopilnujemy,  żeby  nic  ci  się  nie  stało, 
maleńka. Dopadniemy tych drani. 

- Jasne. - Tess zdobyła się na blady uśmiech. 

Nadal  była  pełna  obaw.  Dane  starał  się  o  tym  zapomnieć.  Nie 

mógł  pozwolić,  by  lęk  zmącił  mu  umysł.  Wierzył,  że  plan  ułożony 
wspólnie z Nickiem przyniesie spodziewane rezultaty. Gdy przestępcy 
trafią  do  aresztu,  trzeba  będzie  ostatecznie  rozmówić  się  z  Tess. 
Jednego  był  pewny:  nie  ma  dla  niej  miejsca  w  jego  życiu.  Powinien 
jej  to  uświadomić,  póki  jest  w  stanie  to  zrobić.  Opór  słabł  z  dnia  na 
dzień.  Dla  dobra  Tess  powinien  jak  najszybciej  się  z  nią  rozstać.  Za 
bardzo  mu  na  niej  zależało,  by  przystał  na  małżeństwo  bez 
przyszłości. Tess odejdzie, choćby miał umrzeć z rozpaczy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

  

 

 

 

ROZDZIAŁ   SIÓDMY 

 

Ciemność  za  oknami  wydawała  się  przygnębiająca.  Zaczęło 

mżyć.  Na  ulicy  było  wilgotno  i  zimno.  Tess  objęła  się  ciasno 
ramionami.  Miała  na  sobie  ciemne  spodnie,  bluzkę  w  szaroniebieski 
deseń  i  popielaty  sweter,  a  mimo  to  odczuwała  chłód.  Stojący  za  jej 
plecami Dane czekał na kolejne posunięcie ekipy detektywów. 

Helen, Nick i Adams oraz dwaj najlepsi ludzie sierżanta Gavesa 

z pobliskiego komisariatu przyczaili się już w swoich kryjówkach. Od 
pewnego  czasu  wiedzieli,  że  biuro  agencji  jest  obserwowane.  Tego 
wieczoru  postanowili  zastawić  na  gangsterów  pułapkę.  Tess  i  Dane 
zachowywali się tak, jakby mieli pracować w biurze do późnej nocy. 
Reszta personelu opuściła budynek. Z pewnością zauważyli ich ukryci 
w  pobliżu  obserwatorzy.  Detektywi  odjechali  na  bezpieczną 
odległość,  zaparkowali  auta,  podkradli  się  bliżej  i  zaczaili  w 
umówionych  miejscach,  by  w  razie  potrzeby  służyć  pomocą 
pozostałej w budynku piątce współpracowników. 

Dane  zerknął  na  zegarek.  Był  niespokojny.  Nie  chciał  tej  akcji, 

ale konieczność zmusiła go do jej przeprowadzenia. Tess nie powinna 
żyć  w  ciągłym  strachu.  Wkrótce  od  niego  odejdzie,  ale  będzie  mu 
łatwiej żyć ze świadomością, że jest bezpieczna. 

- Boisz się? - zapytał cicho. 

-  Okropnie  -  wyznała,  stając  twarzą  w  twarz  z  szefem.  -  To 

chyba  normalne,  prawda?  Nie  brak  obaw,  lecz  umiejętność  ich 
pokonywania  czyni  z  ludzi  bohaterów.  Trzeba  robić,  swoje  mimo 
paraliżującego strachu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Masz  rację.  Parokrotnie  uczestniczyłem  w  niebezpiecznych 

akcjach. Za każdym razem odczuwałem strach, ale nie splamiłem się 
ucieczką. 

- Poczucie zagrożenia powoduje dopływ adrenaliny do krwi, a to 

sprawia,  że  w  sytuacji  zagrożenia  działamy  szybko  i  skutecznie  - 
przypomniała  Tess.  -  Energii  wystarcza  jednak  na  krótko.  Ledwie 
udało mi się wyrwać z rąk gangstera i uciec, opadłam z sił i całkiem 
się rozkleiłam. 

-  Pamiętaj,  że  ryzyko  uzależnia  jak  narkotyk  -  odparł  cicho 

Dane, patrząc na nią z lękiem. - Właśnie dlatego nie zgadzam się, abyś 
została 

detektywem. 

Bez 

wahania 

wystawiasz 

się 

na 

niebezpieczeństwo. Pewnie brałabyś najtrudniejsze zlecenia. 

-  Sam  tak  robisz  -  odrzekła,  patrząc  mu  prosto  w  oczy  -  i  nie 

zamierzasz się wycofać. 

-  Po  mnie  nikt  nie  będzie  płakać  -  odparł  z  ponurym  wyrazem 

twarzy.  Tess  miała  ochotę  zaprotestować.  -  To  nie  jest  zajęcie  dla 
żonatych…  ani  dla  mężatek.  Świadomość  ciągłego  zagrożenia  może 
zniszczyć  najbardziej  udany  związek.  Jane  była  wściekła,  że  pracuję 
jako teksaski strażnik. Byłem gościem w domu. 

-  Dane  -  wtrąciła  Tess,  spoglądając  na  niego  czule  -  gdybyś 

naprawdę  kochał  żonę,  znalazłbyś  sposób,  żeby  spędzać  z  nią  więcej 
czasu, prawda? 

- Pora zaczynać - stwierdził Dane, spoglądając na zegarek. Jego 

twarz  niczego  nie  wyrażała.  Pominął  milczeniem  trudne  pytanie.  - 
Wiesz, co masz robić. 

- Oczywiście. 

Lassiter wziął z biurka aktówkę i podszedł do Tess. Nie krył, że 

dręczy go lęk. 

-  Unikaj  ryzyka.  Gdyby  zaszło  coś  nieprzewidzianego,  krzycz, 

zbij  szybę,  rób  co  chcesz,  byle  tylko  zwrócić  na  siebie  uwagę.  Nie 
zamierzam się zbytnio oddalać. Na pewno usłyszę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Jasne.  -  Tess  miała  ściśnięte  gardło  i  mokre  od  potu  dłonie. 

Zrobiło jej się sucho w ustach, a serce waliło jak młotem. Nie mogła 
wyznać  Dane'owi,  że  okropnie  się  boi.  To  by  tylko  pogorszyło 
sprawę. 

-  Będziemy  w  pobliżu.  Jest  nas  spora  gromadka  -  przypomniał 

jej Lassiter. - Wszystko będzie dobrze. Wreszcie przestaniesz się bać. 

- Mogą ich znów wypuścić za kaucją… 

-  Tym  razem  nie.  Jeśli  nawet  sędzia  podejmie  taką  decyzję, 

dopilnuję,  żeby  ustalono  niebotyczną  kwotę.  Nie  będą  jej  w  stanie 
zapłacić. 

-  Sytuacja  się  powtarza.  Poza  moim  zeznaniem  nie  będzie 

żadnego dowodu ich winy. 

-  Nieprawda.  My  również  możemy  świadczyć.  Poza  tym  sam 

napad wykaże, z kim mamy do czynienia. - Dane musnął palcem usta 
Tess.  -  Głowa  go  góry,  kochanie.  -  Pocałował  ją  zachłannie. 
Rozchyliła wargi, poddając się namiętności. Chciała objąć Dane'a, ale 
odsunął się i ruszył ku drzwiom. 

Została  sama.  W  biurze  zrobiło  się  nagle  zimno  i  ponuro. 

Chodziła  nerwowo  z  kąta  w  kąt.  Dane  potrzebował  kilku  minut,  by 
dotrzeć na parking, podejść do auta i wrzucić aktówkę do bagażnika. 
Potem  miał  ostentacyjnie  zapalić  papierosa.  Obserwator  będzie 
przekonany,  że  szef  wyszedł  się  przewietrzyć,  ale  wraca  do  agencji, 
bo pamięta o niebezpieczeństwie grożącym Tess i wie, że nie powinna 
zostawać sama na dłużej; ktoś mógłby dokonać na nią zamachu. 

Gangsterzy  skwapliwie  wykorzystali  chwilową  nieobecność 

Lassitera.  Przed  budynek  zajechał  ciemnobrązowy  sedan.  Wysiedli  z 
niego  dwaj  mężczyźni.  Kryjąc  się  w  cieniu,  podbiegli  do  drzwi 
wejściowych.  Rozglądali  się  niespokojnie.  Dane  mógł  lada  chwila 
wypalić papierosa i ruszyć w stronę budynku. 

Nie  mieli  pojęcia,  że  Lassiter  od  razu  ich  spostrzegł.  Wrócił 

tylnym  wejściem  i  pobiegł  do  windy  dla  personelu.  Wąski  korytarz 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

prowadził  z  niej  do  pomieszczeń  agencji.  Wyciągnął  automatyczny 
pistolet,  kaliber  45.  Broń  była  gotowa  do  strzału.  Widział,  jak 
gangsterzy  podchodzą  do  drzwi.  Tess  usłyszała  cichy  szczęk  klamki; 
odwróciła  się  natychmiast.  Na  widok  wycelowanej  w  nią  lufy 
pistoletu  zamarła  w  bezruchu.  Pomyślała  o  ukochanym.  Przemknęło 
jej przez głowę, że zginie z jego imieniem na ustach. 

- Padnij! 

Komenda rzucona tonem nie znoszącym sprzeciwu wyrwała ją z 

odrętwienia.  Tess  upadła  na  podłogę,  nim  kanonada  przerwała 
krótkotrwałą ciszę. 

Dane zranił w bark jednego z przestępców i skuł go kajdankami. 

Drugi z gangsterów zdołał uciec. 

- Łap go! - jęknęła Tess. 

-  Nick  się  nim  zajmie.  -  Dane  wyciągnął  do  niej  rękę  i  pomógł 

wstać. 

-  Wezwijcie  lekarza,  do  jasnej  cholery!  -  krzyczał  ranny.  -  To 

nieludzkie! Przecież się wykrwawię! 

-  Teraz  masz  pojęcie,  jak  cierpiała  Tess  -  odparł  Dane  i  dodał 

kilka epitetów, które sprawiły, że dziewczyna spłonęła rumieńcem. 

-  Zdrów  i  cały?  -  wypytywała  niespokojnie,  odruchowo 

dotykając jego torsu, jakby szukała ran. - Trafił cię? 

- Pół życia zeszło mi na unikaniu pocisków. - Dane rozchmurzył 

się nieco. Na jego ustach pojawił się chełpliwy uśmieszek. - Za to mi 
płacili. A co z tobą? Dobrze się czujesz? 

-  Teraz  już  tak  -  odparła  i  wtuliła  się  w  ramiona  Dane’a. 

Położyła  głowę  na  jego  ramieniu.  Kątem  oka  obserwowała  leżącego 
na  podłodze  gangstera,  który  zwinął  się  w  kłębek  i  pojękiwał  cicho. 
Marynarka  eleganckiego  garnituru  pobrudzona  była  krwią.  Dane 
trzymał w ręku broń napastnika. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Tess!  -  Głos  Helen  odbił  się  echem  w  pustym  biurze. 

Dziewczyna wybiegła z windy. Nick deptał jej po piętach. - Słyszałam 
odgłos  wystrzałów.  -  Umilkła,  z  niedowierzaniem  spoglądając  na 
koleżankę i szefa. - Co się stało? 

- Nic. Wyszliśmy z tego bez szwanku. A co z jego kompanem? - 

zapytał Dane, ruchem głowy wskazując rannego przestępcę. 

-  Ludzie  sierżanta  Gravesa  już  się  nim  zajęli  -  wtrącił  Nick, 

chowając broń do kabury. 

-  Wezwij  karetkę.  Trzeba  opatrzyć  tego  drania  -  mruknął  Dane 

do  Helen.  Podał  jej  automatyczny  pistolet  maszynowy,  z  którego 
strzelał przestępca. 

- Nie dotykaj kolby - zrzędził Nick; patrząc na siostrę. 

- Są na niej odciski palców. 

- Wiem, jak trzymać broń. Sam mnie tego nauczyłeś - odparła z 

politowaniem  Helen.  Zwróciła  się  do  Tess:  -  Jak  samopoczucie, 
kochanie? 

- Nieźle - usłyszała w odpowiedzi. 

- Cholerni detektywi! - wymamrotał ranny przestępca. Powtarzał 

te słowa raz po raz. 

- Wynośmy się stąd. - Dane uniósł brwi i mocniej przytulił Tess. 

Minęło  dużo  czasu,  nim  wrócili  do  domu.  Tess  musiała  złożyć 

zeznania.  Czekała,  aż  zostaną  przepisane  i  przyniesione  do  podpisu. 
Ranny gangster pojechał karetką na opatrunek; następnie odwieziono 
go  do  szpitala  policyjnego.  Drugi  przestępca  został  przesłuchany  i 
odesłany do aresztu. Tess wreszcie odetchnęła z ulgą. 

Wrócili  do  domu  w  środku  nocy.  Dziewczyna  zasnęła  jak 

kamień i nie miała żadnych koszmarnych snów. Nie słyszała budzika. 
Gdy  wstała, Dane już wyszedł, ale zostawił kartkę. Napisał, żeby nie 
przychodziła do pracy; radził jej porządnie wypocząć. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zapewne miał rację, ale Tess nie miała czasu na odpoczynek. Z 

ponurą miną uznała, że czas się pakować. Dane nie prosił jej, żeby się 
wyprowadziła;  w  ogóle  niewiele  mówił  poprzedniej  nocy.  Był 
uprzejmy i opiekuńczy, ale oschły. Gdy wrócili do domu, kazał jej iść 
spać. Uznał, że Tess bardziej potrzebuje snu niż rozmowy. 

Tess  sądziła,  że  Dane  ją  kocha,  ale  będzie  próbował  zabić  tę 

miłość  i  pewnie  mu  się  to  uda.  Uznała,  że  postąpi  mądrze,  usuwając 
się w cień na pewien czas. Nie warto wszczynać sporu z mężczyzną, 
który  sam  nie  wie,  czego  chce.  Pora  odejść;  niech  Dane  spokojnie 
wszystko  przemyśli.  Nie  powinien  odczuwać presji;  zbyt  silna jest  w 
nim  potrzeba  wolności.  Z  czasem  nadarzy  się  okazja,  by  go 
przekonać, że mimo przeszkód mają przed sobą wspaniałą przyszłość. 

Spakowała  rzeczy  i  czekała  na  powrót  Dane'a.  Siedziała  z 

opuszczoną głową na kanapie, ubrana w szare spodnie i szeroki biały 
sweter. Włosy splotła w warkocz. Płaszcz leżał na oparciu kanapy. 

Usłyszała  znajome  kroki  i  podniosła  wzrok.  Dane  zmarszczył 

brwi; patrzył z niedowierzaniem na spakowane walizki. 

-  Sądziłam,  że  takie  rozwiązanie  najbardziej  ci  odpowiada  - 

powiedziała cicho. - Żadnych sporów. Żadnych kłopotów. - Wstała. - 
Czy mógłbyś odwieźć mnie do domu? 

Dane  westchnął  ciężko.  Uznał,  że  Tess  ma  rację.  To  najlepsze 

wyjście.  Z  żalem  odrzucił  marzenia.  Łudził  się,  że  zastanie  Tess 
zwiniętą  w  kłębek  na  kanapie  i  wpatrzoną,  jak  co  wieczór,  w  ekran 
telewizora.  Daremnie.  Gdy  uświadomił  sobie,  że  wraca  do  siebie, 
poczuł niemal fizyczny ból. 

-  Oczywiście.  Ruszajmy  -  odparł  chłodno.  Popatrzył  na  nią  z 

góry. - Dzięki. 

Włożyła płaszcz i wyszła za nim z mieszkania, nie oglądając się 

ani razu. Gdyby popatrzyła na znajome wnętrze, pękłoby jej serce. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wkrótce  dotarli  na  miejsce.  Dane  zapewnił  Tess,  że  nie  ma 

powodu  do  obaw.  Przestępcy  działali  na  własną  rękę  i  nie  mieli 
żądnych zemsty popleczników. Po chwili milczenia Tess stwierdziła: 

- Wszystko już zostało powiedziane. 

- Owszem - zgodził się Dane. Przez chwilę błądził wzrokiem po 

niewielkim  mieszkaniu.  Po  chwili  spojrzał  znów  na  Tess,  ale 
natychmiast spuścił oczy. - Wpadnę do ciebie rano. 

- Dobrze - odparła, starając się powstrzymać łzy. Znieruchomiał, 

słysząc  jej  zduszony  szept,  ale  nie  podniósł  wzroku.  To  byłaby 
lekkomyślność. 

- Dbaj o siebie. 

- Jasne. Ty również. - Zawahała się na moment. - Dane? 

- Tak? 

-  Dzięki.  Uratowałeś  mi  życie.  Gdyby  nie  ty,  już  by  mnie  nie 

było na tym świecie. 

Przymknął oczy. Poczuł mdłości. Nie był w stanie o tym myśleć. 

Cierpiał  jak  potępieniec,  ilekroć  przypominał  sobie,  że  dwukrotnie 
niewiele brakowało, by Tess straciła życie. 

-  Dobranoc  -  rzucił  pospiesznie.  Wybiegł  z  mieszkania  i 

zatrzasnął  drzwi.  Gdy  znalazł  się  na  ulicy,  zimny  wiatr  ochłodził 
rozpalone policzki. Mdłości z wolna ustępowały. 

Dane wsiadł do mercedesa i ruszył przed siebie w nocny mrok. 

 

 

 

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tess  liczyła  się  z  tym,  że  ukochany  będzie  ją  traktował  z 

rezerwą, ale całkowita obojętność była dla niej sporym zaskoczeniem. 
Traktował  ją  niczym  bezduszną  maszynę  zaprogramowaną  na 
wykonywanie  poleceń  służbowych.  Domagał  się  od  niej  informacji, 
przekazywał dane, a potem wychodził z biura, nie zaszczycając swojej 
sekretarki  pożegnalnym  spojrzeniem.  Poza  pracą  przestawała  dla 
niego istnieć. 

Przez  kilka  tygodni  Tess  bardzo  cierpiała.  Zmartwienia 

podkopały jej siły. Nabawiła się niestrawności. Było jej niedobrze. Po 
pracy  wróciła  do  domu  i  od  razu  się  położyła.  Następnego  ranka 
dostała torsji.  Zadzwoniła  do  biura  i poprosiła  o  wolny  dzień.  Potem 
wróciła do łóżka. Zasnęła, wsłuchana w szum deszczu. 

Dane  wpadł  po  pracy,  żeby  sprawdzić,  jak  Tess  się  czuje.  Była 

zdziwiona, że tak się przejął. Dotychczasowe zachowanie dowodziło, 
że przestał sobie zaprzątać głowę jej sprawami. 

- Jak się czujesz? - zapytał bez wstępów, gdy otworzyła drzwi. 

Była potargana i blada. Miała na sobie znoszoną koszulę nocną i 

gruby czerwony szlafrok sięgający do bosych stóp. 

-  To  chyba  jakiś  wirus.  Adams  miał  ostatnio  kłopoty  z 

żołądkiem.  Chyba  się  od  niego  zaraziłam.  Bądź  tak  miły  i  zastrzel 
tego drania. Będę ci za to dozgonnie wdzięczna - mamrotała, chwiejąc 
się na nogach. 

- Czego ci potrzeba? Chętnie ci pomogę. 

- Dzięki. - Tess pokręciła głową. - Mam w lodówce jogurt, który 

mnie trzyma przy życiu. 

- Może wezwać lekarza? - zapytał, marszcząc brwi. 

-  Nie  warto.  Samo  przejdzie.  -  Lekceważąco  machnęła  ręką. 

Nadal stali w otwartych drzwiach. - Dane, muszę się położyć. Miło, że 
wpadłeś, ale nie ma się czym przejmować. Za kilka dni wyzdrowieję. 
Zorganizuj jakieś zastępstwo. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Mamy już kogoś na twoje miejsce - powiedział z ociąganiem. - 

Idealna sekretarka. Stenografuje i pisze niemal tak szybko jak ty. 

-  Jeśli  sobie  życzysz,  żebym  odeszła,  wystarczy  powiedzieć  - 

odparła cicho i popatrzyła mu w oczy. Wyraz twarzy szefa potwierdził 
jej  przeczucia.  -  Porozmawiaj  z  tą  dziewczyną  i  dowiedz  się,  czy 
zechce  pozostać  w  agencji  na  stałe.  Jeśli  się  zgodzi,  odejdę 
natychmiast… 

- Musisz najpierw znaleźć nową posadę - rzucił przez zaciśnięte 

zęby. 

- Agencja detektywistyczna Shorta zatrudni mnie natychmiast. 

Short  był  przystojnym  wdowcem  po  czterdziestce;  miał  dobre 

maniery, nie brakowało mu pewności siebie. Dane popatrzył na Tess, 
mrużąc  oczy;  łatwo  można  przewidzieć,  czym  by  się  skończyła 
współpraca tych dwojga. 

- Nie wydaje mi się… - zaczął. 

-  Dane,  unikasz  mnie  -  przerwała  z  irytacją.  -  Dość  udawania. 

Odkąd się ze mną przespałeś, chodzisz ponury jak chmura gradowa. Z 
trudem  znosisz  moją  obecność.  Doskonale  to  rozumiem.  Mnie 
również  trudno  jest  z  tobą  pracować,  bo  dobrze  znam  twoje 
nastawienie. Pozwól mi odejść. Dam sobie radę. - Oparła się o ścianę i 
mimo  woli  popatrzyła  na  niego  z  czułością.  -  Łatwiej  mi  będzie  o 
tobie zapomnieć, jeśli przestaniemy codziennie widywać się w pracy. 

- Wkrótce znajdziesz sobie kogoś innego - mruknął niechętnie. 

- Zapewne - odrzekła, by uspokoić jego sumienie, chociaż wcale 

w to nie wierzyła. Zdobyła się na słaby uśmiech. - Do widzenia, Dane. 

- Skarbie, to nie miało sensu - powiedział tak czule i łagodnie, że 

Tess  łzy  zakręciły  się  w  oczach.  -  Od  początku  tak  uważałem. 
Przecież wiesz, że nie chcę się żenić. 

- Jasne - odparła cicho. - Trudno. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  To  wcale  nie  jest  takie  proste.  -  Dane  westchnął  ciężko.  - 

Tęsknię  za  tobą.  Dokucza  mi  samotność.  Przy  tobie  bardzo  się 
zmieniłem. 

- Proszę, idź już, bo zacznę płakać i wyjdę na kompletną idiotkę 

- błagała Tess, patrząc na niego przez łzy. 

- Wmówiłaś sobie tylko, że mnie kochasz! - jęknął rozpaczliwie. 

-  Nie  rozumiesz?  To  młodzieńcze  zauroczenie.  Podobam  ci  się  i  nic 
więcej. 

Nie była w stanie wykrztusić słowa. Szare oczy w bladej twarzy 

były smutne, niemal tragiczne. 

-  Tak  będzie  dla  ciebie  lepiej.  Kiedyś  przyznasz  mi  rację. 

Wyjdziesz  za  mąż,  urodzisz  dzieci…  -  Odwrócił  się  i  wyszedł  z 
obawy,  że  głos  mu  zadrży.  Sama  myśl  o  Tess  poślubionej  innemu 
mężczyźnie  i  otoczonej  gromadką  cudzych  bachorów  była  dla  niego 
torturą.  Na  odchodnym  rzucił:  -  Żegnaj,  maleńka.  Poproszę  Helen, 
żeby  przyniosła  ci  dokumenty  i  pensję.  Powiedz  jej,  że  odchodzisz  z 
agencji,  ponieważ  biuro  kojarzy  ci  się  mimo  woli  z  koszmarnymi 
przeżyciami ostatnich dni. To dobra wymówka. 

-  Owszem  -  wykrztusiła,  zaklinając  go  w  duchu,  by  wreszcie 

odszedł i zostawił ją samą, zanim całkiem się rozklei. W głowie miała 
kompletny zamęt. 

- Gdybyś potrzebowała mojej pomocy… 

- Dziękuję. Dobranoc. 

Wyszedł,  nie  oglądając  się  ani  razu.  Miał  wielką  ochotę  raz 

jeszcze  na  nią  popatrzeć,  ale  zdawał  sobie  sprawę,  że  popełniłby 
niewybaczalne głupstwo. 

Zza drzwi dobiegł go szczęk zamka. Z rozdartym sercem opuścił 

Tess,  ale  musiał  tak  postąpić.  Nie  mógł  jej  ofiarować  takiego  życia, 
jakiego  pragnęła.  Wmawiał  sobie,  że  jej  miłość  to  zwykłe  urojenie. 
Podobał  się  tej  dziewczynie;  nic  więcej.  Gdyby  ożenił  się  z  Tess, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

postąpiłby  nieuczciwie.  Powtarzał  ten  argument  przez  całą  drogę  do 
domu. 

Na  próżno.  Gdy  wszedł  do  pustego  mieszkania,  zdał  sobie 

sprawę, że jest na świecie sam jak palec. 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ   ÓSMY 

 

Short  bardzo  się  ucieszył,  że  Tess  chce  u  niego  pracować.  W 

poniedziałek  poczuła  się  trochę  lepiej  i  poszła  na  rozmowę  z 
przyszłym szefem. 

Wysoki,  przystojny  mężczyzna  przyjął  ją  w  biurze,  gdzie  roiło 

się  od  pracowników.  Przypominał  trochę  Lassitera.  Mimo  to,  w 
porównaniu  z  rygorem  panującym  u  Dane'a,  dyscyplina  w  agencji 
Shorta  była  nieco  rozluźniona.  Tess  nie  podobało  się  również,  że 
detektywi  Shorta  zbyt  często  zdają  się  na  przypadek.  Była  jednak 
zdumiona  i  uradowana,  kiedy  się  okazało,  że  nowy  szef  ma  dla  niej 
etat detektywa, a nie sekretarki. 

- Wspaniała niespodzianka! - zawołała. 

-  Doskonale  pamiętam,  jak  pani  narzekała  u  Lassitera  - 

zachichotał.  -  Zajmie  się  pani  u  mnie  szukaniem  zaginionych. 
Niebezpieczeństwo jest znikome, a praca nie wymaga tyle czasu co w 
przypadku innych specjalności; za to satysfakcja gwarantowana. Mam 
nadzieję, że będzie pani zadowolona. 

- Nie wiem, jak się panu odwdzięczyć za tyle życzliwości. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Znam  dobry  sposób.  Proszę  solidnie  wziąć  się  do  pracy  i 

odnosić same sukcesy. - Short wstał i uścisnął dłoń nowej pracownicy. 
-  Proszę  zostać,  jeśli  ma  pani  czas.  Mary  wszystko  pani  wyjaśni  i 
przedstawi  współpracownikom.  Do  przyszłego  poniedziałku  będzie 
się panią opiekować. Tydzień to aż nadto, by poznać sposób działania 
naszej  firmy  i  wdrożyć  się  do  nowych  obowiązków.  Potem  zacznie 
pani działać samodzielnie. 

- Wspaniale - odparła z uśmiechem Tess. - Ogromnie się cieszę. 

Z pewnością nie zawiodę pańskich oczekiwań. 

-  Ciekawe,  dlaczego  Dane  zgodził  się,  by  pani  odeszła  z  jego 

firmy.  Sporo  was  łączy.  W  pewnym  sensie  jesteście  rodziną  - 
powiedział Short, nie kryjąc ciekawości. 

-  W  ostatnim  czasie  dwukrotnie  do  mnie  strzelano,  raz  przed 

budynkiem  agencji,  a  drugi  w  biurze.  Koszmarne  wspomnienia  nie 
pozwalają mi spokojnie pracować. Gdy tam wchodzę, cała się trzęsę - 
skłamała Tess. 

- Rozumiem. - Short od razu spoważniał, a potem uśmiechnął się 

współczująco.  -  Postaramy  się,  żeby  nic  podobnego  pani  tu  nie 
spotkało. 

- Dzięki - odparła cicho. 

Mary Plummer chętnie zaopiekowała się nową koleżanką. 

-  Jesteś  bardzo  blada  -  zauważyła  w  czasie  rozmowy.  - 

Słyszałam, że ostatnio chorowałaś. Czy aby na pewno czujesz się już 
lepiej? 

- Oczywiście - zapewniła Tess. 

Niestety, okazała się nadmierną optymistką. Przez kilka tygodni 

Tess  nie  mogła  dojść  do  siebie.  W  końcu  uznała,  że  ma  wrzód 
żołądka.  Nic  dziwnego,  jeśli  wziąć  pod  uwagę,  ile  ostatnio  przeszła: 
postrzał,  napad,  rozstanie  z  ukochanym,  zmiana  pracy.  Każdy  by  się 
rozchorował po takich przeżyciach. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Helen  ciągle  do  niej  wydzwaniała,  prosząc  o  spotkanie.  Tess 

odmawiała pod byle pretekstem, ale w końcu uznała, że wszystko ma 
swoje granice, i umówiła się z koleżanką na obiad. 

- Marnie wyglądasz - stwierdziła Helen, nie owijając niczego w 

bawełnę. 

-  Żyłam  ostatnio  w  ogromnym  napięciu  -  przypomniała  Tess.  - 

Tak wiele się zmieniło w moim życiu, i to w bardzo krótkim czasie. 

- Schudłaś. Jesteś blada jak ściana. 

-  To  nerwy.  Pan  Short  jest  wspaniałym  szefem.  Nie  mogę  go 

zawieść, a muszę się jeszcze wiele nauczyć. 

-  To  prawda.  -  Helen  nie  wyglądała  na  przekonaną.  Spoglądała 

podejrzliwie na młodszą koleżankę. - Dane jest… 

- Masz ochotę na deser? Może lody? - rzuciła Tess, pospiesznie 

zmieniając temat. Helen zamilkła. Wkrótce pojęła, w czym rzecz. 

-  Jasne.  Nie  musisz  niczego  dodawać.  Wszystko  rozumiem. 

Niech będą lody. Mam tylko jedną prośbę. Idź do lekarza. Zrób to dla 
starej przyjaciółki. 

Tess  posłuchała  dobrej  rady  i  następnego  dnia  z  samego  rana 

wybrała  się  na  badania.  Doktor  Reiner  leczył  ją  od  dawna.  Zbadał 
pacjentkę starannie i szybko zorientował się, co jej dolega. 

- Muszę zapytać, czy była pani ostatnio blisko związana z jakimś 

mężczyzną - powiedział spokojnie i dobitnie. 

-  Tak  -  odparła  pospiesznie  Tess.  Czuła  niespokojne  kołatanie 

serca. - Raz się… Spędziłam z nim noc. 

- I stało się - westchnął lekarz. 

-  Ale  on  jest…  bezpłodny  -  wyjąkała.  -  Twierdził,  że  nie  może 

mieć dzieci. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Nagle  uświadomiła  sobie,  że  comiesięczna  kobieca przypadłość 

nie pojawiła się we właściwym czasie. Powiedziała o tym lekarzowi. 

- Przeprowadzimy testy ciążowe - stwierdził lekarz. - Postawmy 

sprawę  jasno.  Prawdopodobnie  jest  pani  w  ciąży.  Na  to  wskazują 
wszystkie symptomy. 

Tess  skuliła  się,  jakby  została  uderzona  prosto  w  splot 

słoneczny. Z obawą i niedowierzaniem spoglądała na swój brzuch. 

-  Ciąża  to  nie  koniec  świata  -  pocieszał  ją  lekarz.  -  Jest  wiele 

możliwości… 

- Nie! - Tess zbladła i osłoniła brzuch rękoma. - Proszę o tym nie 

mówić! 

- A zatem chce pani urodzić dziecko? 

- Oczywiście - szepnęła Tess. - To moje największe marzenie! 

- Co z ojcem? 

-  Obawiam  się,  że  nie  uwierzy,  gdy  mu  powiem  -  odparła  ze 

smutkiem. - Tak czy inaczej jest przeciwnikiem małżeństwa, więc nie 
będę  zawracać  mu  głowy,  przynajmniej  na  razie,  dopóki  nie  mam 
pewności. Kiedy otrzymam wyniki badań, podejmę decyzję. 

-  Doskonale.  Zaraz  przyjdzie  tu  siostra  Wallace  i  pomoże  mi 

przeprowadzić  badania.  Proszę  się  nie  martwić.  Wszystko  będzie 
dobrze. 

Wyniki  miały  być  znane  dopiero  następnego  dnia  rano.  Tess 

przez  całą  noc  nie  zmrużyła  oka.  Nie  wspomniała  nikomu  o 
podejrzeniach doktora Reinera. Siostra Wallach zadzwoniła do biura. 
Tess  omal  nie  zemdlała,  słysząc  spokojny  głos  potwierdzający,  że 
pacjentka  jest  w  ciąży.  Wymamrotała  podziękowanie  i  odłożyła 
słuchawkę.  Zapomniała  umówić  się  na  kolejną  wizytę  i  zapytać  o 
adres dobrego ginekologa-położnika. Uznała, że pomyśli o tym innego 
dnia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Pracownicy  agencji,  zaniepokojeni  bladością  nowej  koleżanki, 

wypytywali,  co  się  stało.  Tess  zbyła  ich  uprzejmymi  półsłówkami  i 
wsadziła  nos  w  papiery  dotyczące  prowadzonej  właśnie  sprawy. 
Chciała spokojnie wszystko przemyśleć. 

Koło  południa  wyrwał  ją  z  zadumy  głos  szefa,  który  zatrzymał 

się  przy  biurku  nowej  pani  detektyw  i  zmierzył  ją  badawczym 
spojrzeniem. 

- Rzadko spotykam się z podwładnymi poza biurem, ale dla pani 

chętnie zrobię wyjątek. Może pójdziemy dziś razem na kolację? 

Tess była zbita z tropu nieoczekiwaną propozycją. Rozstała się z 

Dane'em,  ale  nosiła  pod  sercem  jego  dziecko.  Randka  z  innym 
mężczyzną uchodziła w jej oczach niemal za cudzołóstwo. 

- Dzięki za zaproszenie - odparła uprzejmie. - Mam nadzieję, że 

nie  poczuje  się  pan  dotknięty,  jeśli  odmówię.  Nie  jestem  w  nastroju. 
Dochodzę teraz do siebie po… wielkim rozczarowaniu. 

- Ach, tak. Rozumiem - odparł z uśmiechem. - Czas leczy rany. 

Ponowię zaproszenie. 

Tess w milczeniu skinęła głową. Żadnej zachęty. Miała w życiu 

dość kłopotów. 

Tess  chciała  zadzwonić  do  Dane'a  i  przekazać  mu  radosną 

nowinę,  ale  nie  miała  odwagi.  Jej  ukochany  ciągle  powtarzał,  że  nie 
chce trwałego związku i nie pragnie ożenić się powtórnie. Gdyby mu 
powiedziała  o  dziecku,  uznałby,  że  powinien  ją  poślubić.  Marzył  o 
potomstwie, lecz mimo to mógł uznać jej telefon za próbę moralnego 
szantażu.  A  jeśli  -  uchowaj  Boże  -  stwierdzi,  że  to  nie  jego  dziecko? 
Przecież  uważał  się  za  bezpłodnego.  Gotów  powiedzieć,  że  spała  z 
innym mężczyzną. 

Druga  przyczyna,  która  skłoniła  Tess  do  milczenia,  dotyczyła 

stanu  zdrowia.  Niepokoiły  ją  uporczywe  bóle  i  krwawienia.  Lekarz 
był  tego  samego  zdania  i  gdy  tylko  opisała  mu  objawy,  umówił  ją  z 
doświadczonym  położnikiem.  Skoro  istniało  ryzyko  poronienia  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

utraty dziecka, wciąganie Dane'a w tę sprawę byłoby niewybaczalnym 
błędem. 

Odetchnęła z ulgą, gdy Kit wróciła do domu po kilku miesiącach 

nieobecności.  Wreszcie  miała  bratnią  duszę.  Umówiły  się  na  obiad. 
Kit  wybrała  gwarną  włoską  restaurację,  gdzie  w  dni  powszednie 
chętnie  wpadały  coś  zjeść.  Tess,  która  ostatnimi  czasy  zwykle 
przesiadywała  w  domu,  czekała  przy  stoliku  na  koleżankę,  nerwowo 
rozglądając  się  po  sali.  Obawiała  się  przypadkowego  spotkania  z 
Dane'em,  mimo  że  do  jego  agencji  było  stąd  dość  daleko.  Wreszcie 
ujrzała  wysoką,  elegancką  dziewczynę  o  gęstych,  ciemnych  włosach, 
twarzyczce  elfa,  błyszczących  niebieskich  oczach  i  długich  rzęsach. 
Tess  była  dość  wysoka,  ale  Kit  górowała  nad  nią  wzrostem.  Była 
także szczuplejsza; Tess zaczęła już tyć. 

- Aleś ty pulchniutka! - mruknęła Kit, marszcząc brwi. 

Ruchem głowy wskazała szeroki biały sweter Tess oraz jej szare 

spodnie, o dwa numery  większe niż te, które Tess nosiła do tej pory. 
Przyszła  matka  nie  mogła  się  już  pochwalić  talią  osy.  Twarz  miała 
zaokrągloną, a zarazem dziwnie promienną. 

-  Trochę  przytyłam  -  wyznała  Tess.  -  W  pobliżu  mojej  agencji 

jest dobra włoska restauracja. Sama rozumiesz… 

-  Słyszałam,  że  pracujesz  teraz  jako  detektyw.  -  Kit  z 

zadowoleniem  pokiwała  głową.  -  W  końcu  odważyłaś  się 
przeciwstawić  Dane'owi.  Gdybyś  nadal  u  niego  pracowała,  nie 
miałabyś cienia szansy na awans. Ten facet jest nadopiekuńczy. 

Tess  z  uwagą  przeglądała  kartę  dań.  Kit  rzuciła  jej  badawcze 

spojrzenie. 

- Powiedz mi od razu, co się stało. Wiesz, że i tak w końcu to z 

ciebie wyciągnę. 

- Jestem w ciąży - oznajmiła drżącym głosem Tess.  

Kit znieruchomiała i wstrzymała oddech. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dane? - zapytała w końcu i głośno westchnęła. 

- Tak. 

-  On  zapewne  o  niczym  nie  wie  -  stwierdziła  z  domyślnym 

uśmiechem Kit. Popatrzyła współczująco na przyjaciółkę, 

Tess  skinęła  głową,  patrząc  nie  widzącym  wzrokiem  na  menu. 

Kit pogłaskała jej dłoń. 

- W końcu będziesz zmuszona mu o tym powiedzieć. 

- Oczywiście. Za jakiś czas. 

- Kiedy? 

- Pojawiły się niepokojące dolegliwości. Jutro idę do położnika. 

- Tess skrzywiła się. - Pielęgniarka, z którą telefonicznie umawiałam 
się  na  wizytę,  była  wyraźnie  zaniepokojona  moimi  objawami: 
Przeglądałam również encyklopedię medyczną. To się może skończyć 
poronieniem.  Kit,  co  mam  robić?  Nie  mogę  stracić  tego  dziecka! 
Tylko ono mi pozostało! 

Kit  udało  się  po  chwili  uspokoić  przyjaciółkę.  Tess  opanowała 

się i kontynuowała zwierzenia. 

-  Sama  nie  wiem,  jak…  -  Urwała  w  pół  słowa  i  zamrugała 

powiekami. Pobladła, spoglądając ku drzwiom. 

-  Dane  -  rzuciła  domyślnie  Kit,  odwracając  się  ku  wyjściu. 

Otworzyła szeroko oczy. - Przecież on tu nie bywa! 

Tym  razem  jednak  przyszedł.  Co  więcej,  lustrował  spojrzeniem 

gości, jakby kogoś szukał. Wreszcie dostrzegł Kit i Tess. Z kamienną 
twarzą ruszył w stronę ich stolika. 

- Nie - jęknęła Tess. - Nie powinien… 

Dane  był  innego  zdania.  Zatrzymał  się  obok  Tess,  patrząc 

zachłannie  na  jej  twarz,  jakby  nie  był  w  stanie  oderwać  od  niej 
wzroku. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Od  kilku  tygodni  cię  nie  widuję  -  rzucił  oschle.  -  Miałem 

nadzieję,  że  nas  odwiedzisz,  żeby  powiedzieć,  co  u  ciebie  słychać. 
Daremnie. Co z oczu, to z serca, prawda? 

Dziwne  pytanie  w  ustach  mężczyzny,  który  jeszcze  niedawno 

traktował ją niczym powietrze. 

- Pracuję w odległej dzielnicy. Trudno mi się wyrwać. 

- Tak. Słyszałem, że dostałaś posadę detektywa. 

- Owszem. To pasjonujące zajęcie. - Uniosła dumnie głowę.  

Dane patrzył uporczywie w szare oczy. Tess spostrzegła, że jest 

smutny, ale nie wiedziała, czemu to przypisać. 

- Uważaj na siebie - mruknął. 

-  Obiecuję  -  powiedziała  Tess.  Zmieniła  temat.  -  Helen  pewnie 

za mną tęskni. 

Dane zacisnął zęby. Jego dłonie zwinęły się  w pięści. Owszem, 

Helen  czuła  się  w  agencji  nieco  osamotniona,  gdy  zabrakło  młodszej 
koleżanki,  ale  dla  niego  nieobecność  Tess  była  prawdziwą  torturą. 
Najgorsza  okazała  się  zagadkowa  obojętność  i  uparte  milczenie.  Jak 
możesz, Tess, powtarzał w duchu. Dlaczego jesteś taka nieczuła? Już 
zapomniałaś o naszej cudownej nocy? 

Był świadomy, że sam dał Tess do zrozumienia, aby odeszła, ale 

to  mu  wcale  nie  poprawiło  humoru. Powtarzał  jej  ciągle,  że  nie  chce 
się  wiązać  na  stałe.  Zmienił  zdanie,  gdy  przyszło  mu  stawić  czoło 
samotności  i  żyć  bez  Tess.  Nienawidził  powrotów  do  domu,  bo  jej 
tam  nie  było.  Przeklinał  własne  życie,  ponieważ  zabrakło  w  nim 
najważniejszej osoby. Westchnął i popatrzył z czułością na pochyloną 
głowę dziewczyny, jakby chciał pogłaskać ją po włosach. Odepchnął 
Tess; nie można cofnąć tamtych słów. Czuł się bezradny. Czyżby jego 
okrucieństwo zabiło miłość, jaką do niego żywiła? 

- Może chcesz się do nas przysiąść, Dane? - zapytała uprzejmie 

Kit, przerywając kłopotliwe milczenie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Nie,  dziękuję  -  odparł  z  roztargnieniem.  -  Muszę  wracać  do 

pracy. Tess? 

-  Tak?  -  Podniosła  wzrok,  ale  nie  dała  się  zwieść  pozornej 

serdeczności jego głosu. 

- Jak się czujesz? - zapytał, patrząc z niepokojem w jej twarz. - 

Wyglądasz,  jakbyś…  -  Daremnie  szukał  właściwego  słowa.  Czyżby 
chorowała? Może coś ją trapi? - Masz kłopoty ze zdrowiem? 

-  Zimą  trudno  uniknąć  przeziębienia  -  odparła  wymijająco. 

Pobladła  i  odwróciła  wzrok.  Nie  była  w  stanie  patrzeć  dłużej  na 
ukochanego.  Nosiła  pod  sercem  jego  dziecko,  ale  nie  wiedziała,  jak 
mu o tym powiedzieć, i dlatego cierpiała. 

Wstrzymała  oddech,  czując  nagły  ból.  Nie  po  raz  pierwszy. 

Dlatego właśnie postanowiła odwiedzić ginekologa-położnika. 

- Tess! 

Dane  ukląkł  obok  niej  i  chwycił  jej  dłoń.  Patrzył  na  nią 

ciemnymi, pełnymi przerażenia oczyma. 

-  Co  ci  jest,  maleńka?  -  wypytywał  niecierpliwie.  -  Jak  się 

czujesz? 

- Chyba mam wrzód żołądka - odparła z wahaniem, oszołomiona 

czułym dotknięciem. Przebiegł ją cudowny dreszcz. Spojrzała w oczy 
Dane'a  i  czas  się  zatrzymał.  Wpatrywała  się  w  ukochanego  z 
zachwytem, chociaż złamał jej serce. 

-  Tess…  -  jęknął  boleśnie.  Wyglądał  jak  człowiek  porażony 

cierpieniem. 

- Nic mi nie jest - szepnęła. Westchnęła ciężko. Z trudem oparła 

się  pragnieniu,  by  rzucić  się  w  jego  ramiona.  -  Już  przeszło. 
Naprawdę, Dane. 

Zapomnieli o całym świecie. Kit siedziała obok nich, jakby była 

niewidzialna. Wolno piła kawę, nie przerywając dziwnej rozmowy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Idź  koniecznie  do  lekarza  -  powiedział  zdławionym  głosem.  - 

Nie wolno lekceważyć tych objawów. 

- Oczywiście - odrzekła cicho. - A co z tobą? Jak się czujesz? 

- Jakoś leci - odparł nieco chrapliwie. Westchnął głęboko. Chciał 

poprosić  Tess,  żeby  do  niego  wróciła,  ale  walczył  z  tą  pokusą.  - 
Chyba tęsknię za tobą, maleńka - dodał z kpiącym uśmiechem. 

- Nie do wiary! Chyba śnię! - odparła pogodnie.  

Dane wzruszył ramionami, nie wiedząc, co odpowiedzieć. 

-  Wrócisz  do  mojej  agencji,  jeśli  dam  ci  posadę  detektywa?  - 

spytał z wahaniem. 

-  Daj  spokój,  Dane  -  odparła  po  chwili  namysłu.  -  To  nie  jest 

dobry pomysł. Doskonale mi się współpracuje z panem Shortem. 

Dane  zmarszczył  brwi  i  zacisnął  pięści.  Przemknęło  mu  przez 

myśl,  że  Tess  flirtuje  z  Shortem  i  dlatego  nie  chce  powrócić  do  jego 
firmy. 

Kit  uznała,  że  pora  wziąć  sprawy  w  swoje  ręce.  Ta  rozmowa 

łatwo mogła się zmienić w nieprzyjemną sprzeczkę. Tess nie miała na 
to sił. 

- Zrobiło się strasznie późno - wtrąciła. - Muszę wracać. 

-  Ja  również.  Nie  mogę  się  spóźnić  -  podchwyciła  Tess, 

spoglądając  znacząco  na  Lassitera,  który  wstał  z  klęczek,  patrząc  na 
nią wrogo.  

Short  i  Tess!  Był  wściekły.  Miał  wielką  ochotę  dać  komuś  po 

mordzie! 

Kit  ureglowała  rachunek.  Tess  podniosła  się  z  krzesła  i 

powiedziała z wahaniem: 

- Cieszę się z naszego spotkania. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zirytowany  Dane  bez  słowa  zmierzył  ją  taksującym 

spojrzeniem. 

- Przytyłaś? - zapytał nagle. 

-  Trochę  -  odparła,  unikając  jego  wzroku.  -  Jem  za  dużo 

pączków. 

- I dobrze. Byłaś zbyt szczupła. 

Rozmowa  się  urwała.  Do  Lassitera  podszedł  jakiś  znajomy. 

Dziewczyny wykorzystały moment, pożegnały się i wyszły. 

-  Dane  tęskni  za  tobą  -  powiedziała  Kit,  gdy  wsiadała  do 

samochodu. - Nawet ślepy by to zauważył. 

- Tęsknota i miłość to dwie różne sprawy - westchnęła Tess. 

- W każdym  razie trochę mu na tobie zależy. Mniejsza z tym.  - 

Kit uznała, że pora zmienić temat. - Niepokoi mnie twój stan zdrowia. 
Podczas obiadu źle się czułaś. Obiecaj mi, że pójdziesz do lekarza. 

- Obiecuję. Dzięki za troskę. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. 

- To samo mogę powiedzieć o tobie. 

 

 

 

  

ROZDZIAŁ   DZIEWIĄTY 

 

Tess  przyszła  do  gabinetu  doktora  Boswicka  pół  godziny 

wcześniej.  Prawie  nie  spała  tej  nocy.  Atak  bólu,  który  nastąpił  w 
restauracji,  bardzo  ją  przestraszył.  Dane  ogromnie  jej  pomógł  w 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

trudnej  chwili.  Wziął  ją  za  rękę  i  cierpienie  minęło  szybciej  niż 
zazwyczaj.  Niesamowite;  zupełnie  jakby  dziecko  poznało  głos 
rodzonego ojca i postanowiło walczyć o przetrwanie. Tess sądziła, że 
medycy nie potwierdziliby owej teorii. 

Doktor Boswick już przyjmował, więc nie czekała długo. Zbadał 

pacjentkę  i  postawił  niepokojącą  diagnozę.  Usiedli  po  przeciwnych 
stronach  biurka.  Lekarz  przeglądał  wyniki  przeprowadzonych 
wcześniej badań. 

-  Czy  bardzo  pani  zależy  na  urodzeniu  tego  dziecka?  -  zapytał, 

odsuwając plik wydruków i spoglądając na pacjentkę znad okularów. - 
Wiem, że jest pani osobą samotną i utrzymuje się ze skromnej pensji. 
Proszę to rozważyć. 

Tess  nie  rozumiała,  co  jej  sytuacja  osobista  i  finansowa  ma 

wspólnego z ciążą, nie potrzebowała jednak czasu do namysłu. 

- Zrobię wszystko, by urodzić to dziecko - odparła spokojnie. 

Lekarz nie ukrywał zadowolenia. 

-  To  doskonale,  że  tak  pani  stawia  sprawę,  bo  ciąża  jest 

zagrożona.  Nie  ma  pewności,  czy  zdołamy  ją  utrzymać.  -  Usiadł  na 
brzegu krzesła i położył dłonie na blacie biurka. Nie zwracał uwagi na 
przerażoną  minę  pacjentki.  -  Bóle  spowodowane  są  nietypowym 
ustawieniem  łożyska.  Może  dojść  nawet  do  jego  uszkodzenia. 
Powtarzające się krwawienia mogą doprowadzić nawet do poronienia. 

- Tylko nie to! - krzyknęła Tess. - Jak mogę temu zaradzić? Czy 

istnieje jakiś sposób? 

-  Tak.  Proszę  rzucić  pracę  i  siedzieć  w  domu,  póki  ciąża  nie 

będzie na tyle zaawansowana, by przewidzieć, jak ustawi się łożysko. 
Moim zdaniem w pani przypadku należy się maksymalnie oszczędzać 
aż  do porodu.  Zakładam,  że  rozwiązanie  nastąpi  w  sposób naturalny. 
Nie  wykluczam  jednak  cesarskiego  cięcia.  Proszę  jak  najmniej 
chodzić.  Szczerze  odradzam  wędrówki  do  pracy  oraz  biurową 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

krzątaninę. I jeszcze jedno: pod żadnym pozorem proszę nie zażywać 
aspiryny podczas ciąży. 

-  Będę  o  tym  pamiętać.  -  Wyraz  twarzy  dobitnie  świadczył  o 

determinacji  Tess. Miała niewielkie  oszczędności.  Dotychczas  pensja 
umożliwiała regularne spłacanie rat. Lekarz wyraźnie dał jej jednak do 
zrozumienia, że chodzenie do pracy może spowodować poronienie. 

- Czy ojciec dziecka nie mógłby się panią zaopiekować? 

-  On  o  niczym  nie  wie  -  odparła  po  chwili  wahania  i  pokręciła 

głową. 

- Proszę mu powiedzieć. 

-  Oczywiście,  panie  doktorze.  -  Nie  zamierzała  tego  robić,  ale 

obiecała dla świętego spokoju. 

- To mi się podoba. Proszę umówić się na kolejną wizytę. Siostra 

Bertha wpisze jej termin do mego kalendarza. Musi mnie pani często 
odwiedzać. Proszę się nie martwić rachunkami - dodał z uśmiechem. - 
Mam  do  pani  zaufanie.  Znajdziemy  wyjście  korzystne  dla  obu  stron. 
Zgoda? 

- Tak, panie doktorze. 

Tess  zadała  lekarzowi  mnóstwo  pytań,  wychodząc  z  założenia, 

że  w  trudnych  sytuacjach  wiedza  popłaca,  natomiast  ignorancja 
przysparza  kłopotów.  Gdy  wróciła  do  domu,  musiała  najpierw 
odreagować  napięcie;  płakała  tak  długo,  aż  nos  i  oczy  zrobiły  się 
czerwone. 

-  Dobrze,  maleństwo  -  powiedziała  wreszcie,  kładąc  ręce  na 

brzuchu.  -  To  sprawa  między  tobą  i  mną.  Sama  nie  dam  sobie  rady. 
Musisz mi pomóc. Chcę cię urodzić, gdy nadejdzie pora - szepnęła z 
czułością. - Bardzo tego pragnę! Postaraj się żyć. Zrób to dla mnie. 

 

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

Następnego dnia złożyła wymówienie. Pan Short był zdumiony. 

Wyjaśniła,  że  za  radą  lekarza  nas  kilka  miesięcy  przerywa  pracę,  by 
leczyć  wrzody  żołądka.  Było  jej  przykro,  że  musi  oszukiwać 
życzliwych ludzi. Szef okazał zrozumienie i przyznał jej sporą premię. 

Przez  kilka  następnych  dni  Tess  porządkowała  swoje  sprawy. 

Przede  wszystkim  znalazła  nową  pracę.  Telefonicznie  zachęcała  do 
kupowania rozmaitych towarów. Dochód był skromny, ale regularny. 
Z posiadanych oszczędności zapłaciła raty za trzy miesiące z góry, by 
przez jakiś czas mieć święty spokój i myśleć tylko o dziecku. 

Kłopoty  i  zmartwienia  powodowały,  że  traciła  apetyt  i  chudła. 

Kit  wpadała  od  czasu  do  czasu  z  różnymi  pysznościami,  by  skłonić 
przyszłą  matkę  do  racjonalnego  odżywiania  się.  Tess  kazała  jej 
przysiąc,  że  nikomu  nie  wspomni  o  dziecku.  Przestała  odbierać 
telefony, by nie wygadać się przypadkiem przed znajomymi z agencji 
Dane'a. 

Daremnie  się  jednak  łudziła,  że  w  ten  sposób  uniknie  pytań  o 

przyczyny nagłego odejścia z pracy. Gdy pewnego dnia wychodziła z 
łazienki osłabiona porannymi mdłościami, niespodziewanie zabrzmiał 
dzwonek  u  drzwi.  Na  pasiastą  piżamę  narzuciła  gruby  czerwony 
szlafrok.  Była  potargana;  dawno  powinna  była  odwiedzić  fryzjera. 
Wyglądała  okropnie.  Dzwonek  odzywał  się  raz  po  raz.  Zirytowana, 
uchyliła drzwi i stanęła twarzą w twarz z Dane'em. 

- O Boże! - wyjąkał na jej widok. 

-  Dzięki,  jeżeli  to  miał  być  komplement  -  mruknęła.  -  Wejdź  i 

zamknij drzwi. Muszę się położyć, bo inaczej zemdleję. 

- Zaniosę cię do łóżka. 

Wziął  ją  na  ręce  i  mocno  przytulił.  Wszedł  do  sypialni. 

Zaprotestowała, gdy chciał zdjąć jej szlafrok. Nie mogła pozwolić, by 
zobaczył jej zaokrąglony brzuch. 

- Zostaw. Jest mi zimno - wykrztusiła. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Dobrze.  -  Okrył  ją  starannie i  usiadł  na brzegu  łóżka.  Ciemne 

oczy  rzucały  pytające  spojrzenia.  -  Short  powiedział,  że  odeszłaś  z 
pracy. Bierzesz lekarstwa? 

Tess  słuchała  z  roztargnieniem,  wpatrzona  w  Dane'a,  który 

wyglądał  bardzo  elegancko.  Cóż  za  kontrast!  Sama  przypominała 
zabiedzonego kota. 

-  Jakie  lekarstwa?  -  powtórzyła  niepewnie.  Skrzywiła  się.  Łzy 

stanęły  jej  w  oczach.  -  Po  co?  Lekarze  zrobili  już  wszystko,  co  się 
dało. 

- Wrzód jest zaleczony? 

- To nie wrzód - odparła ponuro i przymknęła oczy. 

- A co? 

-  Obawiam  się,  że  na  takie  dolegliwości  nie  ma  skutecznej 

pigułki. Dane, zostaw mnie w spokoju. Jestem zmęczona… 

-  Jaka  to  choroba?  -  wypytywał  z  lękiem,  którego  nie  potrafił 

ukryć. Tess domyśliła się, co mu przyszło do głowy. 

- Nie mam raka. Zapewniam, że śmierć mi nie grozi. 

Dane odetchnął z ulgą. 

- Okropnie mnie przestraszyłaś. Skoro to nie jest wrzód żołądka, 

jak  mam  rozumieć  twoje  słowa?  Co  to  znaczy,  że  na  twoje 
dolegliwości nie ma lekarstwa? 

Tess westchnęła głęboko i z ociąganiem popatrzyła mu w oczy. 

- Dane… Jestem w ciąży. 

- Słucham? - wyjąkał z niedowierzaniem. 

- Będę miała dziecko. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lassiter  zmienił  się  na  twarzy.  Tess  nie  mogła  na  to  patrzeć. 

Wyglądał jak rekonwalescent po ciężkiej chorobie. Odwrócił głowę i 
badawczym  spojrzeniem  zmierzył  jej  postać.  Wolno  odsunął  kołdrę, 
rozwiązał  pasek  szlafroka  i  rozchylił  jego  poły.  Nim  zdążyła 
zaprotestować, zsunął nieco spodnie od piżamy, odsłonił zaokrąglony 
brzuch i patrzył jak urzeczony na delikatną wypukłość. 

- Nie powiedziałaś mi - rzucił ostro. 

- Gdy się rozstawaliśmy, jeszcze o tym nie wiedziałam. 

Położył  na  jej  brzuchu  silne,  ciepłe  dłonie.  Ten  gest  wyrażał 

szacunek i uwielbienie. Dane wstrzymał oddech i spojrzał Tess prosto 
w oczy. Twarz poczerwieniała mu z przejęcia. 

- Kiedy urodzisz? 

- Za pięć miesięcy. 

Zastanawiała  się,  czy  powiedzieć  mu  całą  prawdę.  Patrzyła  z 

uwagą  na  rozpromienioną  twarz.  Dane  nie  potrafił  ukryć  radości;  los 
zgotował  mu  wspaniałą  niespodziankę.  Tess  nie  miała  sumienia 
mówić  ukochanemu,  że  ciąża  jest  zagrożona.  To  nie  był  odpowiedni 
moment.  Dane  odzyskał  niespodziewanie  wiarę  w  siebie.  Niech  się 
nią  nacieszy.  Tess  musiała  jednak  znaleźć  jakąś  wymówkę,  by 
usprawiedliwić  całkowitą  bezczynność  i  niechęć  do  wychodzenia  z 
domu. Zagryzła wargi. 

-  Dane…  -  wykrztusiła.  -  Do  czasu  rozwiązania  muszę  siedzieć 

w domu. Nie mogę pracować. 

- Dlaczego? - zapytał krótko. 

Zawahała  się  i  mimo  woli  spojrzała  na  ojca  swego  dziecka  z 

uwielbieniem.  Za  bardzo  go  kochała,  by  przedwczesnym  wyznaniem 
burzyć  wielką  radość.  Nie  chciała  pochopnie  ujawniać  całej  prawdy. 
Lęk o potomka mógł go doprowadzić do szaleństwa. 

- Mam wyjątkowo silne mdłości - wyjaśniła. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Rozumiem. - Dane odetchnął z ulgą. 

Wstał z łóżka, odwrócił się i w zamyśleniu pocierał dłonią kark. 

Nie widzącym wzrokiem spoglądał na wzorzyste tapety. 

- Nie zaprzątaj sobie tym głowy - oznajmiła Tess. 

-  Nie  mów  bzdur.  To  moje  dziecko.  -  Odwrócił  się.  Jego  twarz 

rozświetlała  radość.  -  Moje  dziecko  -  powtórzył,  spoglądając  na  jej 
brzuch z łagodnym uśmiechem. Spojrzał w szare oczy i spochmurniał. 
-  Cholera!  Wygląda  na  to,  że  w  ogóle  nie  zamierzałaś  mi  o  tym 
powiedzieć! 

Skuliła się, przestraszona ostrym tonem. Wybór miała niewielki; 

mogła  pozwolić,  by  nadal  w  to  wierzył  albo  ujawnić  całą  prawdę  i 
martwić  się  razem  z  nim.  Wspominała  życiowe  katastrofy,  które  w 
ostatnich latach dotknęły ukochanego: śmierć matki, groźny postrzał, 
rezygnacja  z  pracy  w  policji.  Ogarnęło  ją  współczucie.  Nie  należy 
wtajemniczać  Dane'a.  Wystarczy,  że  ona  się  zamartwia.  Podjęła 
decyzję i to dodało jej sił. Uniosła dumnie głowę. 

-  Sam  powiedziałeś,  że  nie  chcesz  się  wiązać,  pamiętasz?  - 

przypomniała  zimnym  tonem.  - Chciałeś,  żebym  usunęła  się  z  twego 
życia.  Gdybym  wspomniała  o  dziecku,  uznałbyś,  że  zastawiam  na 
ciebie pułapkę. 

Dane poczuł się winny. Tess nie miała pojęcia, co do niej czuł. 

- Wszystko się zmieniło - odparł spokojnie. 

-  Mam  rozumieć,  że  ja  się  nie  liczę,  ale  zależy  ci  na  dziecku, 

tak? 

Te słowa okropnie go rozzłościły. 

- Jasne - rzucił z przewrotnym uśmiechem. 

Tess patrzyła na niego z kamienną twarzą. Miała złamane serce, 

ale nie dała po sobie poznać, jak bardzo cierpi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Zamierzałaś  mi  powiedzieć  o  dziecku?  -  Dane  nie  dawał  za 

wygraną. 

- Tak - odparła. - Prędzej czy później musiałabym to zrobić. 

-  Kiedy?  -  rzucił  oskarżycielskim  tonem.  -  Gdy  nasz  potomek 

szedłby  do  szkoły?  Nie  musisz  odpowiadać.  -  Dane  wcisnął  ręce  w 
kieszenie  i  bez  słowa  patrzył  na  Tess.  Wziął  się  w  garść.  Czuł  się 
oszukany,  bo  ukryła  przed  nim  prawdę,  chociaż  wiedziała,  że  bardzo 
cierpi z powodu bezpłodności. Sam nie był także bez winy, ale jeszcze 
za wcześnie na przebaczenie i pojednanie. Mógł za to wiele zrobić. 

-  Zabiorę  cię  na  ranczo  -  myślał  głośno.  -  Beryl  się  tobą 

zaopiekuje. 

- Wykluczone - mruknęła, odwracając głowę. - Nie mogę… tam 

jechać. 

Dane  zmarszczył  brwi.  Przypomniał  sobie,  co  mówił  Tess  o 

starszej pani, która z pewnością nie pochwalała istnienia nieślubnych 
dzieci. 

Lassiter rozpromienił się nagle. Miał powód, żeby poślubić Tess, 

nie  ujawniając  prawdziwych  uczuć.  Niech  sądzi,  że  zrobił  to  przez 
wzgląd na dziecko. 

-  Coś  wymyślimy.  -  Mrugnął  do  niej  porozumiewawczo.  Z 

roztargnieniem popatrzył na zegarek. - Niedługo wrócę. 

- Dane, musimy porozmawiać. 

- Później. 

Bez  słowa  wyjaśnienia  opuścił  sypialnię.  Na  odchodnym  rzucił 

jej  zaborcze  spojrzenie.  Gdy  zniknął  za  drzwiami,  Tess  opadła  na 
poduszkę.  Zaskoczył  ją  nagłym  zniknięciem.  Była  smutna,  bo 
przyznał,  że  chodzi  mu  jedynie  o  dziecko.  Czas  pożegnać  się  z 
nadzieją, że Dane kochają skrycie i pragnie jej powrotu. To zwyczajne 
mrzonki. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tess była zaskoczona, gdy rankiem stanęli oko  w oko na progu 

mieszkania. Trzy godziny później osłupiała na widok Lassitera, który 
przyprowadził  do  jej  mieszkania  jakiegoś  dziwnego  jegomościa,  a 
następnie  podsunął  jej  pióro  oraz  zadrukowany  arkusz  papieru. 
Wskazał  miejsce,  gdzie  powinna  złożyć  podpis,  ale  nie  dał  jej  czasu 
na przeczytanie  tekstu. Rzucił  dokumenty  na  stół,  usiadł  obok  Tess  i 
wziął ją za rękę. 

- Proszę zaczynać - zwrócił się do tajemniczego osobnika. 

Mężczyzna  wyciągnął  niewielki  tomik  i  odczytał  formułę 

przysięgi  małżeńskiej.  Tess  była  tak  oszołomiona,  że  ledwie 
wykrztusiła  sakramentalne  "tak",  gdy  mężczyzna  zwrócił  się  do  niej. 
Poczuła,  że  ukochany  wsuwa  jej  na  palec  obrączkę,  za  dużą  zresztą. 
Byli małżeństwem. 

- Dane! - krzyknęła nagle. 

Lassiter  wstał,  uścisnął  dłoń  mężczyzny,  podsunął  mu  papiery 

do  podpisania,  wręczył  umówioną  opłatę  i  odprowadził  do  drzwi, 
dziękując wylewnie za pomoc. 

Gdy nieznajomy wyszedł, Dane wrócił do sypialni i popatrzył na 

Tess. Należała do niego - ona i dziecko. Jego dziecko. Był dumny jak 
paw. 

Tess  z  niedowierzaniem  popatrzyła  na  obrączkę.  Podniosła 

wzrok. Nie potrafiła określić miny Dane'a ani powiedzieć, co oznacza 
jego badawcze spojrzenie. 

-  Trzeba  co  najmniej  trzech…  trzech  dni,  by  załatwić 

przedślubne formalności. 

-  Wystarczy  kilka  godzin.  Trzeba  tylko  przystawić  urzędnikowi 

pistolet  do  głowy  -  odparł  chełpliwie.  -  Bądź  spokojna,  załatwiłem 
wszystko  zgodnie  z  prawem.  -  Zmarszczył  brwi.  -  Istnieje  jednak 
niebezpieczeństwo, że zostanę oskarżony o porwanie. 

- Co ty mówisz? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Urzędnik,  który  przed  chwilą  udzielił  nam  ślubu,  nie  miał 

pojęcia,  po  co  tu  jedzie.  Podstępnie  zwabiłem  go  do  samochodu  i 
przywiozłem tutaj - wyjaśnił Dane. 

Tess  wybuchnęła  śmiechem,  a  potem  się  rozpłakała.  Nie 

spodziewała się po ukochanym takiej spontaniczności. Lassiter zaklął 
cicho i zaczął się usprawiedliwiać. 

-  Wybacz,  że  cię  nie  uprzedziłem,  ale  miałem  nóż  na  gardle  - 

wymamrotał. - Skoro jedziemy dziś na ranczo, musimy się tam zjawić 
jako małżeństwo. 

-  Nie  ma  powodu,  żeby  Beryl  się  o  mnie  troszczyła  -  szepnęła 

Tess. - Ty również nie musisz być taki opiekuńczy. 

- Nosisz pod sercem moje dziecko - przypomniał, spoglądając jej 

głęboko  w oczy. Musiał zmobilizować całą siłę woli, by  wziąć się  w 
garść. Pragnął objąć ukochaną i scałować łzy z długich ciemnych rzęs. 
- Najważniejsze jest teraz nasze maleństwo. Na nim trzeba się skupić. 
-  Po  chwili  milczenia  dodał:  -  Ubierz  się.  Spakuję  twoje  rzeczy  i 
ruszamy. Mam wrażenie, że poranne mdłości bardzo cię męczą. 

-  Tak  -  odparła  wymijająco.  -  Jestem  całkiem  wykończona. 

Zaraz się ubiorę, ale najpierw muszę wziąć prysznic. 

- Masz dość sił? 

-  Nudności  męczą  mnie  najbardziej  z  samego  rana.  Teraz  czuję 

się lepiej.  

- Pokaż, co chcesz zabrać. Sam wszystko spakuję. Zawołaj mnie, 

gdybyś potrzebowała pomocy. 

Tess  nie  mogła  się  nadziwić,  że  Dane  tak  szybko  i  sprawnie 

przejął kontrolę nad jej życiem. Było jej z tym dobrze. Nie musiała się 
o  nic  martwić.  Nareszcie  ktoś  postanowił  się  nią  zaopiekować.  Była 
zbyt  osłabiona,  by  zebrać  myśli  i  troszczyć  się  o  swoje  sprawy. 
Wolała  nie  pytać,  dlaczego  Dane  stał  się  nagle  taki  opiekuńczy. 
Gdyby to zrobiła, pewnie by się całkiem załamała. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Godzinę później gotowa do podróży  Tess  wsiadała do czarnego 

mercedesa. Walizki przyszłej mamy leżały w bagażniku. Dane zdążył 
omówić  z  właścicielem  kamienicy  warunki  zawieszenia  umowy 
najmu. Ciekawe, jakich użył argumentów. 

Tess  zastanawiała  się  przez  całą  drogę,  jak  przyjmie  ją  Beryl. 

Dane zabawiał żonę rozmową, opowiadając o agencji, Helen i reszcie 
pracowników.  Słuchała  go  nieuważnie.  Była  przygnębiona  i  cudze 
sprawy w ogóle jej nie obchodziły. 

Niepotrzebnie się martwiła. Gdy samochód stanął przed domem, 

a pasażerowie wysiedli, Beryl otworzyła szeroko ramiona. 

- Jakaś ty mizerna, dziecinko - gderała niczym troskliwa matka, 

otwierając  jej  drzwi  wejściowe.  -  Dość  zmartwień.  Wszystko  się 
ułoży.  Kiedy  nie  będzie  tu  Dane'a,  ja  będę  się  tobą  opiekować.  Nic 
złego cię nie spotka. 

Tego już było za  wiele po tylu niezwykłych przeżyciach owego 

dnia. Tess rzuciła się w objęcia Beryl i zaczęła szlochać. 

-  Uspokój  się,  Tess  -  mruknął  Dane  po  dłuższej  chwili. 

Przyciągnął ją do siebie i wziął żonę na ręce. - Zaniosę cię do sypialni. 
Powinnaś odpocząć. Miałaś ciężki dzień. 

-  Podgrzeję  obiad.  Filiżanka  gorącego  bulionu  postawi  cię  na 

nogi.  Musisz  być  silna.  Pamiętaj  o  dziecku.  -  Beryl  mrugnęła 
porozumiewawczo do Tess i odeszła. 

- Powiedziałeś jej? - zapytała Tess, spoglądając na Dane'a. 

-  Tak  -  odparł,  patrząc  jej  w  oczy.  -  Wszystko  będzie  dobrze. 

Przede wszystkim musisz odpocząć. 

Skinęła głową, chociaż zdawała sobie sprawę, że  wspólne życie 

wcale nie będzie takie proste. Znalazła się  w bardzo trudnej sytuacji. 
Ukochany  mężczyzna  wydawał  się  tak bliski i taki  daleki  zarazem,  a 
upragnionemu  dziecku  groziło  wielkie  niebezpieczeństwo.  Tess 
zadawała  sobie  pytanie,  czy  takie  zmartwienia  mogą  przyprawić 
kobietę o szaleństwo. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

  

 

 

 

ROZDZIAŁ   DZIESIĄTY 

 

Dane  zjadł  popołudniowy  posiłek  w  sypialni,  gdzie  Tess  leżała 

wsparta na poduszkach. Beryl pomogła jej zdjąć ubranie i przebrać się 
w piżamę. Zapakowała dziewczynę do łóżka. Był to stylowy mebel z 
filarami oraz baldachimem. Starsza pani pocieszała Tess zapewniając, 
że  poranne  mdłości  w  końcu  przestaną  jej  dokuczać.  Tess  czuła  się 
winna, bo  nie  powiedziała  Beryl  i  Dane'owi  całej  prawdy,  ale  gdyby 
się  im  zwierzyła,  wszyscy  mieliby  ponure  miny;  wolała  martwić  się 
sama. 

Nie  znała  pokoju,  do  którego  zaprowadziła  ją  Beryl.  Jej  dawna 

sypialnia leżała w innej części domu. Nie miała odwagi zapytać, gdzie 
sypia Dane. 

-  Jedz  -  polecił  Lassiter,  widząc,  że  Tess  bawi  się  łyżką,  nie 

podnosząc jej do ust. 

- Przepraszam. Zapomniałam o jedzeniu. Co to za sypialnia? 

- Moja - odparł krótko. Tess była zaskoczona.  

Dane pokiwał głową.  

- Wiele się zmieniło. Będziemy spać razem. 

Popatrzyła na niego z obawą. Lekarz odradzał współżycie. W jej 

stanie  to  zbyt  duże  ryzyko.  Jak  powiedzieć  o  tym  Dane'owi,  nie 
ujawniając prawdy o zagrożonej ciąży? 

Przełknęła łyżkę rosołu i zaczęła niepewnie: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dane… 

-  Wiem,  że  w  twoim  stanie  wielkie  namiętności  tracą  na 

znaczeniu. Nie będę nalegać. Twoje zdrowie jest teraz najważniejsze. 
Nie chcę zostawiać cię samej na całą noc. Będę na wyciągnięcie ręki, 
gdybyś mnie potrzebowała. 

-  Dzięki  -  odparła  z  ulgą.  Była  wzruszona  jego  troskliwością, 

lecz  z  żalem  uznała,  że  jako  kobieta  przestała  być  dla  niego 
atrakcyjna. Dane również miał ponurą minę, bo uznał, że Tess już go 
nie  chce.  Oboje  ukrywali  prawdziwe  uczucia  pod  maską  chłodnej 
uprzejmości. 

- Jedz rosół - przypomniał. 

Wkrótce  zrobiło  się  ciemno.  Tess  odpoczywała.  Oboje  byli 

zmęczeni  i  postanowili  wcześnie  iść  spać.  Dane  rozebrał  się  przy 
zapalonym  świetle.  Tess  obserwowała  go  -  początkowo  ukradkiem, 
potem jawnie. Spłonęła rumieńcem, gdy napotkała jego spojrzenie. 

Uśmiechnął się lekko i zgasił lampę. 

- Wkrótce przywykniesz do tego widoku - powiedział, udając, że 

nie  dostrzega  jej  zawstydzenia.  -  Gdy  się  przeniosłaś  do  mego 
mieszkania,  zacząłem  nosić  piżamę,  żeby  cię  nie  peszyć.  Teraz 
jesteśmy małżeństwem,  więc nie muszę niczego przed tobą ukrywać. 
Tak mi będzie wygodniej. Od dzieciństwa sypiam nago. 

-  Nie  mam  nic  przeciwko  temu  -  odparła  Tess,  gdy  wsunął  się 

pod kołdrę. - To przecież twoja sypialnia. 

Przyjemnie  było  leżeć  obok  niego.  Już  tak kiedyś  spali.  Tamtej 

pamiętnej  nocy  Tess  była  tak  wyczerpana  i  oszołomiona,  że 
natychmiast  zasnęła  w  ramionach  kochanka.  Teraz  czuła  się 
niepewnie,  leżąc  w  ciemności  obok  ukochanego,  który  dzielił  z  nią 
łoże bez większego entuzjazmu, jakby z obowiązku. 

Nagle poczuła na brzuchu jego dłoń. Zdrętwiała ze strachu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Nie  histeryzuj.  Chciałem  tylko  sprawdzić,  czy  dziecko  się 

porusza. 

Tess  miała  ściśnięte  gardło.  Dotknięcie  ciepłej  dłoni  było 

przyjemne i niepokojące zarazem. 

-  Czasami  się  obraca.  Wkrótce  zacznie  kopać  -  wykrztusiła  z 

trudem. 

- Chcesz karmić piersią, Tess? 

Serce  zabiło  jej  mocniej.  Wiedziała,  że  to  zdrowe  dla  dziecka. 

Wiele o tym czytała. 

- Tak, jeśli tylko będę miała pokarm. 

Wstrzymała oddech. Miała nadzieję, że Dane ją przytuli. 

Pragnęła  zasnąć  w  jego  ramionach,  ukołysana  czułym  szeptem. 

Dane cofnął dłoń i przesunął się na brzeg  łóżka. Słyszała, jak układa 
się  na  boku,  odwrócony  do  niej  plecami.  Wspólna  przyszłość  nie 
wyglądała zbyt różowo. Tess poczuła niepokój. 

Dane zamknął oczy, westchnął ciężko i zasnął. 

 

 

 

 

Dni płynęły wolno. Lassiter z niepokojem obserwował żonę. 

-  Za  mało  się  ruszasz  -  stwierdził  pewnego  wieczoru  po 

powrocie  z  agencji.  -  Wciąż  siedzisz.  Powinnaś  spacerować. 
Zaczniesz  od  jutra.  Nie  warto  protestować  -  rzucił  pospiesznie,  gdy 
chciała  wtrącić  swoje  trzy  grosze.  -  Bezczynność  może  zaszkodzić 
dziecku. Postaram się przyjechać wcześniej z pracy.  Wybierzemy się 
na spacer po ranczo. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dane… - próbowała go zmitygować. 

-  Muszę  dziś  wrócić  do  miasta,  bo  planujemy  małą  zasadzkę. 

Jeszcze o tym porozmawiamy. Nie siedź długo. To szkodzi dziecku. 

Tess miała ochotę wrzeszczeć na całe gardło. Dane mówił tylko 

o  dziecku.  Czuła  się  jak  inkubator,  w  którym  rośnie  jego  potomek. 
Martwiła się o upragnione maleństwo, ale nie chciała być traktowana 
jak przedmiot. Kłamstwo ma krótkie nogi. Nie powiedziała Dane'owi 
prawdy,  a  teraz  musiała  słuchać  jego  wymówek.  Jak  mogła 
spacerować,  skoro  wszelka  aktywność  groziła  krwotokiem  i  utratą 
dziecka? 

Śledztwo 

prowadzone 

przez 

Dane'a 

ciągnęło 

się 

nieskończoność.  Tess  odetchnęła  z  ulgą;  zabrakło  czasu  na  wspólne 
spacery. Dane rzucił się w wir pracy. Coraz krócej przebywali razem. 
Jeździł  po  południu  do  miasta  i  wracał  na  ranczo  późną  nocą,  gdy 
Tess  już  spała.  Zdarzały  się  im  ostre  sprzeczki.  Kłamstwa  i 
niedomówienia 

nie 

służyły 

młodemu 

małżeństwu. 

Padały 

niesprawiedliwe oskarżenia i złośliwe komentarze. 

Tess  czuła  się  zaniedbywana.  Dane  za  wszelką  cenę  chciał 

ukryć,  jak  bardzo  mu  na  niej  zależy.  Unikał  żony,  bo  coraz  trudniej 
było  mu  zachować  pozory  obojętności.  Ilekroć  odwróciła  głowę, 
wpatrywał się w nią jak urzeczony, a jego spojrzenie zdradzało głębię 
uczucia. 

-  Dlaczego  w  ogóle  się  do  mnie  nie  odzywasz?  -  Tess  często 

robiła  mu  wymówki.  - Coraz  później  wracasz  do  domu.  W  ogóle  cię 
nie widuję. 

-  A  o  czym  mamy  rozmawiać?  -  odpowiadał  wymijająco.  - 

Uwiodłaś  mnie,  pamiętasz?  Nie  protestowałem,  bo  też  chciałem  cię 
mieć.  To  pożądanie,  rozumiesz?  Nic  więcej.  Przestań  się  nad  sobą 
roztkliwiać. Teraz ważne jest dziecko. 

Tess poddała się bez  walki. Była  zmęczona zabieganiem o jego 

względy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Tak. Masz rację. Doskonale to rozumiem. 

Wyszła  z  pokoju.  Oczy  miała  pełne  łez.  Daremnie  się  łudziła. 

Dane jasno i wyraźnie dał jej do zrozumienia, co czuje. 

Mijały  tygodnie  i  miesiące.  Dane  i  Tess  żyli  obok  siebie  jak 

obcy ludzie, okazując uprzejmość i odrobinę troski. Lassiter namówił 
żonę, by przeniosła się do innej sypialni pod pozorem, że nie chce jej 
budzić w środku nocy, gdy wraca z miasta. Zgodziła się bez słowa. Jej 
milczenie i smutek coraz bardziej go niepokoiły. 

Tess z trudem dźwigała duży brzuch. Stawała się coraz bledsza. 

Po kolejnej wizycie u lekarza była tak wyczerpana, że położyła się do 
łóżka. Dane przestraszony nie na żarty próbował dojść, co jej dolega. 

- Jak się czujesz? - wypytał, gdy późnym popołudniem dotarł na 

ranczo. 

-  Dobrze  -  odparła  z  kamienną  twarzą.  Nauczyła  się  ukrywać 

obawy.  Ostatnio  znów  krwawiła.  Doktor  Boswick  był  poważnie 
zaniepokojony.  Niewiele  mówił,  ale  poznała  to  po  jego  minie. 
Strasznie się bała. Postanowiła wyznać Dane'owi całą prawdę, ale nie 
miała sił na poważną rozmowę. 

-  Jestem  bardzo  zmęczona  -  dodała  cicho.  -  Dodatkowe 

kilogramy dają mi się we znaki. 

- Uprzedzałem, że stracisz formę - tłumaczył cierpliwie  Dane. - 

Wciąż  siedzisz  albo  leżysz.  Powinnaś  się  więcej  ruszać.  Zaraz 
nabrałabyś energii. Jestem pewny, że twój lekarz mówi to samo. 

Tess coraz częściej jeździła na kontrolne wizyty. Beryl woziła ją 

do  miasta.  Młoda  pani  Lassiter  mydliła  oczy  starszej  kobiecie 
twierdząc, że nie warto zaprzątać tym głowy Dane'owi, który i tak ma 
dość  kłopotów  z  prowadzeniem  agencji  i  farmy.  Beryl  przyznała  jej 
rację. Tess cierpiała;, bo mąż okazywał jej tylko chłodną uprzejmość, 
lecz  nadal  wolała  mu  oszczędzić  zgryzot.  Wystarczy,  że  ona  się 
martwi.  Po  co  zadręczać  się  we  dwoje?  Niech  przynajmniej  jedno  z 
nich  radośnie  oczekuje  narodzin  dziecka.  Wiedziała,  jak  ważne  jest 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dla  Dane'a  to  maleństwo.  Doktor  Boswick  wspomniał  ostatnio,  że 
prawdopodobnie urodzi chłopca. Dane byłby dumny z syna. 

Ułożyła się wygodnie na poduszkach. W ósmym miesiącu ciąży 

każda  kobieta  potrzebuje  odpoczynku.  Tess  z  uśmiechem  popatrzyła 
na Dane’a i rzuciła pojednawczym tonem: 

-  Jutro  pójdę  na  mały  spacer,  o  ile  samopoczucie  mi  dopisze. 

Jestem strasznie ociężała. Chodzenie bardzo męczy. 

Czuła  na  sobie  podejrzliwe  spojrzenie  czarnych  oczu.  Dane 

spoglądał na nią z troską i poczuciem winy. 

-  Jak  to  się  dzieję,  że  w  ogóle  nie  spacerujesz,  gdy  jestem  na 

ranczo?  -  zapytał.  -  Wygląda  na  to,  że  chodzisz  po  domu  i  ogrodzie 
jedynie wówczas, gdy nikt cię nie obserwuje. 

Tess bez słowa odwróciła wzrok. 

-  Wiem,  że  dźwigasz  spory  ciężar.  Jesteś  zmęczona,  ale  to  nie 

usprawiedliwia lenistwa - oznajmił stanowczo. - Mówię to dla twego 
dobra. Jutro musisz pospacerować. Sam tego dopilnuję. 

-  Nie  -  odparła  buntowniczo.  Miała  dość  udawania.  -  Nie  będę 

spacerować.  Dane,  muszę  ci  o  czymś  powiedzieć.  Nie  zrobiłam  tego 
wcześniej…  Och!  -  Wstrzymała  oddech,  porażona  bólem,  który 
przeszył jej wnętrzności. 

Usiadła na łóżku i zgięła się wpół. Krzyknęła głośno. 

- Dziecko! - zawołał chrapliwie. - Tess, rodzisz? 

-  Tak!  -  Płakała  z  bólu.  Skurcze  następowały  jeden  po  drugim. 

Czuła, jak ciepły płyn spływa między udami okrytymi kołdrą. Zbladła 
jak chusta. - Wezwij… karetkę! Zawiadom doktora Boswicka… 

-  To  fałszywy  alarm.  Termin  masz  dopiero  za  miesiąc. 

Pojedziemy  moim  samochodem  -  oznajmił,  nieco  zirytowany 
histeryczną reakcją żony. Bez pośpiechu odsunął kołdrę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Osłupiał  na  widok  ciemnej  plamy  na  prześcieradle.  Zbladł,  a 

oczy zabłysły mu jak w gorączce. 

- Boże miłosierny! 

- Wezwij… karetkę! - krzyknęła Tess. 

Chwycił słuchawkę, wiedząc, że czas nagli. Do sypialni wpadła 

Beryl, która usłyszała krzyk Tess. Na pierwszy rzut oka zorientowała 
się w sytuacji i pobiegła po ręczniki. 

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności jedna ze szpitalnych karetek 

znajdowała się w pobliżu farmy Lassitera i mogła tam przybyć za pięć 
minut.  Nieco  uspokojony  Dane  wystukał  numer  telefonu  doktora 
Boswicka. 

- Dzieje się coś złego. Tess ma bóle i obficie krwawi - oznajmił 

drżącym głosem. Starał się zachować spokój. - Wezwałem karetkę. 

- Kłopoty z łożyskiem - stwierdził ponuro lekarz. - Badałem dziś 

pańską  żonę  i  uprzedziłem,  że  jej  stan  jest  poważny.  Jest  szansa,  że 
dziecko  przeżyje,  ale  istnieje  też  realne  niebezpieczeństwo,  że 
stracimy ich oboje. - Dane osłupiał. - Mam nadzieję, że Tess położyła 
się zaraz po powrocie do domu. 

- Tak. - Dane zacisnął dłoń na słuchawce. 

- Bogu dzięki! Nie muszę panu chyba przypominać, że żona jest 

w  poważnym  niebezpieczeństwie.  Wszelki  wysiłek  stanowi  dla  niej 
wielkie  zagrożenie.  Jadę  do  szpitala.  Będę  czekać  w  izbie  przyjęć. 
Przygotujemy  wszystko  do  porodu  i  transfuzji.  -  Doktor  w  kilku 
słowach  wyjaśnił  Dane'owi,  jak  zatamować  krwotok  i  dodał  na 
koniec: - Proszę uświadomić sanitariuszom, że każda chwila się liczy. 

Dane  odłożył  słuchawkę  i  przekazał  Beryl  uwagi  lekarza. 

Popatrzył z obawą na Tess. 

-  Od  początku  wiedziałaś,  że  mogą  nastąpić  komplikacje, 

prawda? To nie poranne mdłości skłoniły cię do rezygnacji z pracy - 
powiedział zdławionym głosem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tess zagryzła wargi, by nie krzyczeć z bólu. 

- Tak bardzo czekałeś… na to dziecko - szepnęła, oddychając z 

trudem. - Chciałam… ci oszczędzić zmartwień. Nie wiń siebie! 

-  Postanowiłaś  sama  dźwigać  wielki  ciężar,  a  ja  ci  tego  nie 

ułatwiłem. Byłem podły. Och, Tess! - Głos mu się załamał. Drżącymi 
palcami  dotknął  policzka  żony,  która  płakała  z  bólu.  -  Gdzie  ta 
cholerna  karetka?  -  jęknął  zrozpaczony.  W  tej  samej  chwili  usłyszał 
charakterystyczny dźwięk. -Wytrzymaj jeszcze trochę, maleńka.  

Skinął na Beryl, która usiadła przy Tess. Wybiegł z pokoju. Był 

tak  przerażony,  że  dygotał  na  całym  ciele.  Ledwie  mógł  się 
porozumieć z sanitariuszami. 

Droga  do  szpitala  nie  trwała  długo.  Gdy  znaleźli  się  w  izbie 

przyjęć,  lekarze  i  pielęgniarki  natychmiast  zajęli  się  rodzącą.  Dane 
odciągnął na bok doktora Boswicka i rzucił pospiesznie: 

-  Ratujcie  Tess.  Przede  wszystkim  ją  -  szepnął  z  rozpaczą.  - 

Cokolwiek będzie się działo, ona jest najważniejsza. 

- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy - zapewnił lekarz.  

W  chwilę  później  Tess  była  już  w  sali  porodowej.  Dziecku 

spieszyło  się  na  świat.  Oszołomiona  i  zbolała  matka  ledwie  słyszała 
krzyk  potomka.  Dane  przez  cały  czas  trzymał  żonę  za  rękę  i 
podtrzymywał ją na duchu. 

-  To  chłopiec  -  szepnął.  -  Słyszysz  mnie,  najdroższa?  Mamy 

synka. 

Tess z trudem zrozumiała jego słowa. 

-  John  Richard  -  szepnęła  ostatkiem  sił.  Takie  imię  wybrali 

kiedyś dla synka. Był to jeden z nielicznych wieczorów, który spędzili 
na rozmowie. Dane ostrożnie musnął wargami usta żony i powtórzył: 
- John Richard. Jak się czujesz, kochanie? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Nie  wierzyła  własnym  uszom.  Czy  to  Dane  przemawia  do  niej 

tak  czule?  Wyczerpanie  i  środki  znieczulające  spowodowały  pewnie 
halucynacje. 

- Boli - jęknęła cicho. 

-  Zaraz  dostaniesz  zastrzyk  -  odparł  Dane  i  dodał  drżącym 

głosem: - Nasz chłopczyk jest śliczny, Tess. 

Mimo bólu otworzyła szeroko oczy i popatrzyła na męża. 

-  Kocham  cię  -  powiedziała  z  trudem.  -  Cokolwiek  się  stanie, 

pamiętaj o tym. 

Miał łzy w oczach. Tess widziała jego twarz jak przez mgłę, ale 

zdławiony głos zdradzał wzruszenie. 

-  Wyzdrowiejesz  -  zapewnił  schrypniętym  głosem.  -  Tak 

powiedzieli lekarze. Nie mów głupstw! 

Powieki ciążyły Tess jak ołów. Przymknęła oczy. 

- Opiekuj się małym - szepnęła. - Marzyłeś… o dziecku. 

-  Marzę  o  tobie!  -  wyznał,  dotykając  wargami  jej  ucha.  - 

Posłuchaj uważnie, moja głupiutka dziewczynko. Kłamałem jak z nut. 
Byłem  przekonany,  że  nie  mogę  dać  ci  dziecka.  Tylko  dlatego  nie 
chciałem  się  z  tobą  ożenić.  W  przeciwnym  razie  nie  zastanawiałbym 
się ani minuty! Chciałem, żebyś  odeszła, bo przy mnie nie mogłabyś 
żyć  pełnią  życia.  Tak  bardzo  mi  na  tobie  zależało.  Na  tobie!  Boże 
miłosierny,  omal  nie  zwariowałem,  gdy  doktor  Boswick  powiedział 
mi prawdę. Otwórz oczy, Tess. Błagam cię, spójrz na mnie! 

Jego  wołanie brzmiało jak krzyk rozpaczy.  Tess uniosła ciężkie 

powieki i popatrzyła na bladą niczym chusta twarz ukochanego. 

-  Nie  waż  się  umierać!  -  rzucił  Dane  przez  zaciśnięte  zęby.  - 

Musisz żyć. Razem wychowamy nasze dziecko. Bez ciebie moje życie 
nie  ma  sensu!  Nie  zniosę  kolejnego  rozstania!  Ty  stanowisz  sens 
mego istnienia. Bez ciebie nic nie znaczę! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Marzyłeś tylko… o dziecku - szepnęła z trudem. 

- Nie. 

Udręczona bólem Tess ledwie rozumiała, co się do niej mówi. 

- Tak. Sam mówiłeś. 

Dane  pojął,  że  jego  słowa  nie  docierają  do  świadomości  żony. 

Musiał natychmiast powiedzieć jej całą prawdę. Czas naglił. 

- Popatrz na mnie, Tess. Otwórz szeroko oczy. Spójrz na mnie! 

Ostatkiem sił uniosła powieki. 

- Kocham cię - oznajmił Dane wolno i dobitnie. Oczy błyszczały 

mu jak w gorączce. - Kocham cię. 

Jakie  miłe  słowa,  przemknęło  jej  przez  myśl.  Chciała 

odpowiedzieć,  ale  zapadła  w  ciemną  otchłań.  Dźwięki  zlały  się  w 
bezsensowny szum. 

Tess zasnęła. 

  

 

 

 

 

ROZDZIAŁ   JEDENASTY 

 

Dane  nie  spał  przez  całą  noc.  Czuwał  przy  łóżku  żony.  Nie 

chciał jej zostawić ani na chwilę. Do synka postanowił zajrzeć rano. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wpatrywał  się  uważnie  w  bladą  twarz  śpiącej  Tess.  Biedactwo, 

tyle się nacierpiała. Skąd miała wiedzieć, że jest mu taka bliska? Nie 
oszczędzał jej. Tyle nieprzyjemnych słów od niego usłyszała. Kto wie, 
czy zechce mu to wybaczyć? Najważniejsze, by przeżyła i wróciła do 
zdrowia. Inaczej być nie może. 

- Dane? - szepnęła, unosząc powieki. - Moje dziecko…? 

Dane  wygląda  okropnie  -  przemknęło  jej  przez  myśl.  Był 

nieogolony.  Twarz  miał  szarą.  Zmęczenie  i  lęk  odcisnęły  na  niej 
głębokie bruzdy. 

-  Chcesz  zobaczyć  maleństwo?  -  zapytał  cicho,  pochylając  się 

nad żoną. - Zaraz poproszę, żeby siostra je przyniosła. 

Podniósł  słuchawkę  wewnętrznego  telefonu  i  powiedział  kilka 

słów.  Odpowiedział  mu  pogodny  głos.  Po  chwili  do  pokoju  weszła 
dyżurna pielęgniarka z małym zawiniątkiem w objęciach. 

-  Oto  śliczny  synek  pani  Lassiter  -  oznajmiła  pogodnie.  - 

Nareszcie się pani obudziła. Wszyscy byli bardzo wystraszeni. Proszę 
spojrzeć na to maleństwo. 

Położyła dziecko obok Tess i odwinęła rogi kocyka. Ukazała się 

maleńka twarzyczka. Tess przez chwilę obserwowała uważnie synka, 
a potem zerknęła na Dane'a. 

-  Jest  podobny  do  mego  męża  -  szepnęła.  -  Dane,  wygląda 

zupełnie jak ty! 

Dane pochylił się nad łóżkiem i pogłaskał syna po główce. 

- Ma twoje oczy, duże i łagodne - oznajmił stanowczo. 

- Pójdę po butelkę - wtrąciła pielęgniarka. 

- Nie - zaprotestowała Tess i popatrzyła na nią błagalnie. - Chcę 

go karmić piersią. Doktor Boswick powiedział… 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Ależ  oczywiście  -  przerwała  z  uśmiechem  pielęgniarka.  - 

Moim  zdaniem  butelka  także  się  przyda.  Jest  pani  bardzo  osłabiona. 
Straciła  pani  dużo  krwi.  Mimo  wszystko  przyniosę  butelkę.  Nie 
wiadomo, czy będzie dość pokarmu dla tego maluszka. 

Gdy  pielęgniarka  wyszła,  Dane  pomógł  Tess  usiąść  na  łóżku. 

Wsparta  plecami  o  poduszkę  trzymała  dziecko  w  objęciach. 
Wstrzymała  oddech,  gdy  zaczęło  ssać.  Roześmiała  się  cicho  i 
popatrzyła na męża, który obserwował ją z rumieńcami na policzkach. 
Zagryzł wargę. 

Tess  nabrała  otuchy.  Wierzyła,  że  ojcostwo  pomoże  mu 

odzyskać duchową równowagę i wiarę w prawdziwą miłość. Czuł się 
zagubiony,  ale  szczerze  kochał  synka.  Nie  było  w  jego  życiu  innej 
kobiety,  a  zatem  istniała  uzasadniona  nadzieja,  że  pozostaną 
małżeństwem.  Tess  postanowiła  wykorzystać  tę  szansę.  Wierzyła,  że 
pewnego dnia Dane ją pokocha. 

 

 

 

 

 

Tess  i  mały  John  spędzili  w  szpitalu  cały  tydzień.  Helen  i  Kit 

przyszły  odwiedzić  młodą  matkę  i  jej  synka.  Zachwytom  nie  było 
końca. Tess puchła z dumy. 

Dane wpadał tak często, jak to było możliwe. Musiał wrócić do 

pracy. Przekonująco grał rolę idealnego ojca, ale nieufna żona wolała 
zachować emocjonalny dystans. 

Po tygodniu cała rodzina wróciła na ranczo. Pewnego sobotniego 

popołudnia  Tess  karmiła  Johna  w  sypialni na  górze.  Dane  wszedł  do 
holu,  ściskając  w  dłoni  rękawice.  Miał  na  sobie  roboczy  strój.  Szary 
kowbojski kapelusz jak zwykle włożył na bakier. W agencji nic się nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

działo,  mógł  więc  popracować  na  ranczo.  Gdy  wszedł  do  sypialni, 
wydawał się zirytowany. 

Stanął  w  drzwiach  i  z  wahaniem  popatrzył  na  Tess,  która 

siedziała w bujanym fotelu z synkiem przy piersi. 

- Musimy porozmawiać - rzucił krótko. 

- Zaraz skończę - odparła. 

Usiadł na brzegu łóżka, obserwując żonę i syna. Twarz z wolna 

mu  się  wypogadzała.  Przyglądał  im  się  z  dumą.  Na  jego  wargach 
pojawił się radosny uśmiech. 

-  Mógłbym  na  was  patrzeć  godzinami.  Wydaje  mi  się,  że  to 

cudowny sen. Pięknie razem wyglądacie. 

- Zauważyłeś, jak mały John szybko rośnie? - powiedziała Tess, 

uśmiechając się nieśmiało. 

- Tess, jak długo zamierzasz karmić go piersią? 

To  zwyczajne  pytanie bardzo  ją  zaniepokoiło.  Podniosła  głowę. 

Machinalnie  odsunęła  niesforny  kosmyk  jasnych  włosów.  Wyglądała 
ślicznie. Miała na sobie zieloną sukienkę w kratkę. Była taka delikatna 
i krucha. 

-  Jeszcze  się  nad  tym  nie  zastanawiałam  -  odparła.  -  Dlaczego 

pytasz? 

- Póki karmisz małego, nie możecie  się rozstawać na dłużej niż 

kilka godzin - odparł z wahaniem. 

Tess pobladła. Spojrzała na męża szeroko otwartymi oczyma. 

-  Chcesz,  żebym  się  stąd  wyniosła?  -  wykrztusiła  niepewnie.  - 

Wolałbyś,  żeby  małego  wychowywała  niańka?  Dlatego  pytasz,  czy 
zamierzam go nadal karmić? 

Dane oniemiał na moment, a potem krzyknął: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Na miłość boską! Nie! 

Tess drżała. Czuła jednocześnie ulgę i obawę. 

Dane  na  moment  zacisnął  powieki.  Otworzył  szeroko  oczy, 

wstał  i  podszedł  do  okna.  Uderzył  rękawicami  o  dłoń  i  gapił  się 
ponuro na jesienny krajobraz. 

- Z pewnością masz podstawy, by sądzić, że zależało mi tylko na 

dziecku…  że  ty  się  nie  liczysz.  Nie  rozumiem  jednak,  dlaczego 
uważasz  mnie  za  potwora  zdolnego  rozłączyć  matkę  i  dziecko. 
Zapewniam cię, że nigdy bym tego nie zrobił. 

-  Wiem  -  odparła  krótko.  Wstyd  jej  było,  że  przez  moment 

podejrzewała  go  o  taką  niegodziwość.  Mały  John  przestał  ssać  i 
przymknął  oczka.  Tess  trzymała  go  na  rękach  przez  dłuższą  chwilę. 
Wreszcie  podniosła  się  z  fotela,  położyła  synka  w  łóżeczku 
ustawionym  pod  ścianą  i  starannie  okryła  kocykiem.  Poszła  ku 
drzwiom i skinęła na Dane'a. 

- Tym razem nie pozwolę ci uciec - powiedział oschle i rzucił jej 

badawcze spojrzenie. - Unikasz mnie, odkąd wróciłaś do domu. 

- Chciałabym posiedzieć na werandzie - odparła wymijająco. 

- Jest zbyt chłodno, 

- Skądże. Poproszę Beryl, żeby dopilnowała Johna. 

- Dobrze. 

Dane  czekał,  aż  kobiety  ustalą,  co  i  jak.  Po  chwili  Tess  wyszła 

na  werandę,  która  znajdowała  się  na  tyłach  wielkiego  domostwa. 
Dane  ruszył  za  nią.  Usiedli  ramię  przy  ramieniu  na  kamiennych 
schodach nagrzanych promieniami słońca. 

-  Tess,  od  paru  dni  próbuję  znaleźć  odpowiedni  moment,  żeby 

cię  przeprosić.  Powiedziałem  wiele  niepotrzebnych  słów  i  byłem 
wobec ciebie okrutny, zanim przyszedł na świat nasz synek. Nie mogę 
sobie tego darować. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie miałeś pojęcia, co mi jest - odparła spokojnie. - Chciałam 

ci  tego  oszczędzić.  Nasze  dziecko  było  dla  ciebie  cudowną 
niespodzianką.  Tak  bardzo  się  nim  cieszyłeś.  Oszalałbyś  ze  strachu, 
gdybyś wiedział, że ciąża jest zagrożona. 

-  A  ty,  mała  głupia  dziewczynko?  Byłaś  przerażona,  a  na 

dodatek  musiałaś  wysłuchiwać  mojego  gderania.  Oskarżałem  cię  o 
nieczułość i lenistwo. Kazałem ci spacerować! - Dane zerwał z głowy 
kapelusz i rzucił go na schody. Nerwowym ruchem przeganiał ciemną 
czuprynę.  -  Dreszcz  mnie  przechodzi  na  myśl,  jaki  byłem  dla  ciebie 
podły. Przysporzyłem ci tylko cierpień. 

Tess  spojrzała  z  czułością  na  męża,  który  patrzył  na  jesienny 

krajobraz. 

- To nieprawda. Dałeś mi Johna. 

Dane wolno odwrócił głowę i spojrzał jej prosto w oczy. 

- Mylisz się, jeśli sądzisz, że zależało mi wyłącznie na dziecku - 

powiedział  cicho.  -  Liczyłaś  się  przede  wszystkim  ty.  Pragnąłem  cię, 
chciałem  być  z  tobą i  dlatego…  postanowiłem  w  końcu błagać,  abyś 
za mnie wyszła, choć byłem przekonany, że nie mogę dać ci dziecka. 
Kiedy  odeszłaś,  moje  życie  straciło  sens.  Po  powrocie  do  pustego 
mieszkania zrozumiałem, że właśnie popełniłem największe głupstwo 
w  całym  moim  życiu.  -  Tamtej  nocy…  Wcześniej  nie  wiedziałem, 
czym  jest  miłość.  Bałem  się  tego  uczucia.  Sądziłem,  że  to 
zauroczenie, które szybko przeminie, ale tak się nie stało. Moja miłość 
trwa i będzie trwała. Do śmierci nie przestanę cię kochać, Tess. 

Odwróciła  wzrok. Nie śmiała uwierzyć  w te  zapewnienia. Dane 

łagodnym  ruchem  dotknął  jej  policzka.  Chciał,  by  na  niego 
popatrzyła. 

-  Kocham  cię  -  powtórzył.  -  Na  ile  sposobów,  jak  często  będę 

musiał ci to powtarzać, nim zechcesz mi wreszcie uwierzyć? 

Tess zamrugała powiekami. Nieufnie zmrużyła oczy. 

- To wcale nie musi być miłość. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Jasne. Trudno czasem nazwać uczucia. Tym  razem jednak nie 

masz  racji  i  doskonale  o  tym  wiesz,  mały  tchórzu.  -  Z  łobuzerskim 
uśmiechem  pochylił  głowę  i  łagodnie  musnął  wargami  usta  żony.  - 
Znajdę sposób, żeby cię o tym przekonać. 

Całował ją delikatnie i czule, aż zaczęła oddawać mu pocałunki 

w  ciszy  jesiennego  popołudnia.  Wstrzymał  oddech,  gdy  objęła  go  za 
szyję  i  mocno  się  przytuliła.  Czuł,  jak  drży  w  jego  ramionach. 
Zapomniała  o  lęku  i  poddała  się  pieszczotom.  Rozchyliła  usta  i 
poczuła, że ciepły jeżyk dotyka jej warg. Jęknęła i przywarła do męża 
jeszcze mocniej. 

Otarł się o nią biodrami, by wiedziała, jak bardzo jej pragnie. 

- Chcę być z tobą - szepnął. - Możesz? 

-  Och…  tak  -  szepnęła  namiętnie  wargami  spuchniętymi  od 

pocałunków. Dane jęknął. 

-  Ale  gdzie?  -  Uniósł  głowę.  Był  tak  zdesperowany,  że  Tess 

omal nie wybuchnęła śmiechem. - Beryl jest na górze z małym. 

Spojrzała znacząco na stodołę. Pokręcił głową. 

-  Nie  -  mruknął  łamiącym  się  głosem.  -  To  niezbyt  rozsądne. 

Kurz, pył, słoma… 

-  W  powieściach  kochankowie  nie  zwracają  uwagi  na  takie 

drobiazgi. 

- Czysta fikcja - szepnął, tuląc głowę do jej piersi. Potem zaczął 

ją znowu całować. - Nie chcę tarzać się z tobą na sianie przez krótką 
chwilę. Uwielbiam cię. Pragnę się z tobą kochać długo i czule. 

- Ja również - odparła szeptem. 

Przytulił ją mocniej i całował zachłannie. Drżał ogarnięty wielką 

namiętnością. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Tess… - szeptał z ustami przy jej  wargach. - Tess, bardzo cię 

kocham! 

Drzwi  otworzyły  się  nagle.  Oboje  podnieśli  głowy.  Na 

werandzie stała Beryl. Miała na sobie ciepły sweter. 

- John zasnął. Idę z wizytą do pani Jewell. Chyba nie macie nic 

przeciwko temu. Wrócę za kilka godzin. 

Tess  miała  ochotę  uściskać  starszą  panią,  która  z  pewnością 

wiedziała, że młodzi małżonkowie chętnie spędziliby parę chwil sam 
na sam. Maleństwo śpiące w dziecinnym łóżeczku z pewnością im nie 
przeszkodzi. 

- Idź, Beryl. Damy sobie radę - odparła cicho Tess. 

-  Dzięki.  Pani  Jewell  z  pewnością  się  ucieszy,  gdy  wpadnę.  To 

będzie  miłe  popołudnie  -  stwierdziła  starsza  pani  i  odeszła, 
uśmiechając się tajemniczo. 

Poczekali,  aż  Beryl  wsiądzie  do auta  i  odjedzie.  Potem  Dane  w 

pośpiechu zaprowadził żonę do sypialni i zamknął drzwi na klucz. 

Wziął Tess na ręce i zaniósł do łóżka. 

- Musimy być cicho, żeby nie obudzić małego. Kochana Beryl… 

- Drzwi… - mruknęła znacząco. 

- Już zamknąłem. Tess, tak długo czekałem! Prawie rok. 

Całował  ją  zachłannie.  Płomień  żądzy  rozpalił  się  w  nich  na 

dobre.  Dane  pospiesznie  zdjął  ubranie.  Tess  patrzyła  na  niego  bez 
wstydu  -  z  ciekawością  i  zachwytem.  Mąż  stał  się  jej  ideałem.  Była 
nim oczarowana. 

Dane rozebrał ją powoli, nie szczędząc pocałunków i pieszczot. 

Tuliła się do niego niecierpliwie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Poczekaj - szepnął. Sięgnął pod poduszkę. Zerknęła ukradkiem 

na  mały  pakiecik,  który  trzymał  w  ręku.  -  Na  razie  wystarczy  nam 
jedno dziecko. Po co ryzykować? 

-  Nie  ma  obawy  -  odparła  drżącym  głosem.  -  Przytrafiła  mi  się 

bardzo rzadka przypadłość. To się chyba nie powtórzy. 

-  Później  o  tym  porozmawiamy.  Nadal  jesteś  osłabiona.  Za 

wcześnie  na  drugie  dziecko.  Muszę  dbać  o  swoją  żonę  -  szepnął, 
całując  ją  czule.  -  Kocham  cię  do  szaleństwa.  Nie  wolno  mam  teraz 
ryzykować. Wszystko trzeba przemyśleć. 

Przylgnął  mocno  do  Tess.  Wszedł  w  nią  bez  pośpiechu, 

uważając, by nie sprawić jej bólu. 

Było  wspaniale  -  tak  samo  jak  tamtej  nocy.  Porażona  rozkoszą 

Tess łkała w objęciach ukochanego, gdy poruszali się w rytmie, który 
znała  na  pamięć.  Znieruchomiała  i  wstrzymała  oddech,  gdy  poczuła 
cudowny dreszcz. W tej samej chwili Dane krzyknął. Otworzyła oczy 
zdziwiona intensywnością doznań. Ujrzała z bliska jego twarz, głowę 
odrzuconą do tyłu i napięte mięśnie ramion. Usłyszała własny jęk… 

Przeżyli  rozkosz,  która  ich  całkiem  wyczerpała.  Leżeli 

bezwładnie,  mocno  przytuleni,  wsłuchani  w  głośne  bicie  serc  i 
urywane oddechy. 

Długo  odpoczywali.  Nagle  dobiegł  ich  płacz  Johna.  Mały  darł 

się wniebogłosy. 

Tess  wstała,  narzuciła  szlafrok  i  podeszła  do  łóżeczka.  Okazało 

się, że pora zmienić pieluszkę. Dane stanął obok żony. Gdy skończyła, 
ułożył synka na jednym ramieniu, a drugim objął Tess. Patrzył z dumą 
na dwie istoty, które wielbił ponad wszystko na świecie. 

- John naprawdę jest do ciebie podobny - stwierdziła Tess. 

- Do nas obojga - poprawił i mrugnął do niej porozumiewawczo. 

- Jesteś szczęśliwa? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie sądziłam, że istnieje tak wielkie szczęście. - Wspięła się na 

palce  i  pocałowała  go  w  policzek.  -  Nie  żałujesz,  że  musiałeś  się  ze 
mną ożenić? 

- Błąd w rozumowaniu - odparł, patrząc na nią z uwielbieniem. - 

Szukałem  pretekstu,  żeby  cię  poślubić,  nie  ujawniając  prawdziwych 
uczuć.  Śledziłem  cię.  Pamiętasz  spotkanie  we  włoskiej  restauracji? 
Byłem  zdecydowany  prosić  cię  o  rękę.  Niestety,  spotkałem 
znajomego, który pokrzyżował mi szyki… 

- Kocham cię - szepnęła. 

- Ja też cię kocham, maleńka. Z całego serca.  

Oboje popatrzyli na dziecko. 

- Gdy John pójdzie do szkoły, chciałabym wrócić do pracy. 

- Chcesz być detektywem u Shorta? 

- Nie. U ciebie. 

- Wszystko zostanie w rodzinie, co? 

- Jasne. Pójdę na emeryturę, gdy mały John przejmie agencję. 

Dane  przytulił  żonę  i  syna.  Chętnie  by  odmówił,  ale  Tess  już 

postanowiła.  Było  dość  czasu,  by  ją  wszystkiego  nauczyć.  Jako  jej 
szef miał także wpływ na dobór zleceń. Ożenił się z kobietą o sporym 
poczuciu  niezależności  i  potrafił  ją  docenić.  Z  nadzieją  patrzył  w 
przyszłość. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)