background image

Dianoia

Acta Philosophica Czenstochoviensis

in nomine Wladislavi Biegański

Internetowe czasopismo filozoficzne

Zakładu Filozofii Akademii im. J. Długosza w Częstochowie

==============================
2008

Nr 1/2

==============================

background image

Spis treści

-   Aleksy   Kowalski   (Wyższe   Seminarium   Duchowne   Archidiecezji 
Częstochowskiej),   Obraz   człowieka   w   "Stromatach"   Klemensa 
Aleksandryjskiego, 16.I.2008

-   Andrzej   Tarnopolski,   Mechanizmy   separacji   doświadczenia   moralnego, 
27.II.2008

- Ryszard Miszczyński, Platonizm Jana Łukasiewicza, 26.III.2008

- Aleksy Kowalski (Wyższe Seminarium Duchowne w Częstochowie), Istota 
człowieka w „Stromatach" Klemensa Aleksandryjskiego, 16.IV.2008

- Andrzej  Zalewski,   „Jesteśmy  bowiem z   jego  rodu...”.  Fundacjonizm  nauki 
Jana Pawła II  w „Pamięci i tożsamości”, VI.2005/08

-   Andrzej   Zalewski,   Konspekt   wykładu   inauguracyjnego   „Pojęcie 
rzeczywistości w dobie obrazów technicznych”, 1.X.2008

- Marek Perek, Kulturoznawstwo z perspektywy filozofa nauki, 15.X.2008

- Anna Marek-Bieniasz, Nauka a wierność prawdzie – trzy postawy (Galileusz, 
K. Darwin, R. Dawkins)  22.X.2008

- Henryk Popowski, Jakiej filozofii potrzebują chrześcijanie? 19.XI.2008

- D. Dąbek: Język a błędy logiczne, 17.XII.08

Goście

Mikołaj Krasnodębski, Franciszek Gabryl (1866 – 1914)

Mikołaj Krasnodębski, O realistyczną filozofię wychowania. Idealizm i realizm 
punktem wyjścia w pedagogice

2

background image

Andrzej Tarnopolski

Separacja doświadczenia moralnego człowieka późnej nowoczesności

Wstęp.

Mając   na   uwadze   kondycję   człowieka   późnej   nowoczesności,   myślę   o   człowieku 
współczesnym,   żyjącym   obecnie./Ch.   Delsol,   2003,   s.   10/.   Interesują   mnie   zmiany   w 
przestrzeni społecznej, które obserwujemy mówiąc kulturze późnej nowoczesności. Jedną z 
nich   jest   wpieranie   i   marginalizacja   społecznej   przestrzeni   moralnej   i   zastępowanie   jej   / 
wypieranie/   przez   społeczną   przestrzeń   estetyczną.   Intrygujące   są   powody   takiego   stanu 
rzeczy   oraz   diagnoza,   wyjaśniająca   nam   ewentualne   konsekwencje   /w   przyszłości/, 
narastających separacji doświadczenia moralnego.   

Czynniki odpowiedzialne za separację doświadczenia moralnego.

Człowiek,   jak   sądził   Gehlen,   jest   bytem   otwartym   na   świat

1

 Otwarcie   to   wynika,   z 

pokonywania kolejnych barier, które życie stawia przed nami. Jednocześnie brak w świecie 
pustych,   jak   mówi,   Bauman   miejsc

2

  Dziś   mamy   cały   świat   do   dyspozycji.   Możemy 

przekraczać granice własnej niszy, aktywizując się w coraz to nowych obszarach, lub tworzyć 
nowe   nisze,   przesuwając   granice   biologicznych   i   geograficznych   uwarunkowań.   Istotą 
człowieczego   działania   dziś,   jest   likwidacja   granic/   biologicznych,   środowiskowych, 
technicznych/ w nieustającym ciągu zdarzeń.
  Konsekwencją   przekraczania   ograniczeń   biologicznych   jest   pokonywanie   granic 
wewnętrznych.   Posiadając   samoświadomość/   umożliwiającą   samoocenę/,   człowiek   może 
przeciwstawić  się uwarunkowaniom biologicznym.  W ten sposób, /pokonując biologiczne 
uwarunkowania/, hamując własne popędy i dążenia, staje się prawdziwym podmiotem, istotą 
moralną.

3

  Zaczyna   funkcjonować   w   społecznej   przestrzeni   moralnej.   Sensem   tego 

funkcjonowania jest ponoszenie odpowiedzialności za innych ludzi, branie odpowiedzialności 
za ich życie. Być może taka sytuacja spowoduje branie odpowiedzialności za inne wymiary 
istnienia świata i w konsekwencji, branie odpowiedzialność za cały świat, za wszystko, co się 
w nim dzieje, za jego stan. Branie odpowiedzialności, jak sądzimy dziś, przede wszystkim za 
przyszłość, za konsekwencje naszych dzisiejszych działań lokowanych w przyszłości.
To zadanie tym ważniejsze, że opanowanie i kontrolowanie natury jest nadal, jak sadzimy, 
podstawowym zadaniem człowieka, ponieważ kontrolę natury, uważamy za miarę naszego 
bezpieczeństwa biologicznego, /a być może także intelektualnego/. Oto człowiek mówi wiem, 
jaki ten świat jest, potrafię go okiełznać, rozumiem, jakie jest moje w nim miejsce. Nic nie 
jest dla mnie zbyt wielką tajemnicą. Myśląc tak formułujemy przed sobą zadanie złożone, 
ponieważ naturalne środowisko/ a to ten obszar mamy poznać i opanować/ to najczęściej 
obszar   materialnie   już   przez   nas   opanowany,   to   środowisko,   które   już   zmieniliśmy, 
zmodyfikowaliśmy technicznie, w jakimś sensie już je kontrolujemy. Nie ma na Ziemi, w 
zasadzie tak dziewiczych miejsc / pustych jak mówi Bauman/, które możemy traktować jako 
naturalne  środowisko  w  sensie  podstawowym.  W   konsekwencji  możemy  mówić  dziś,/   w 

1

 Porównaj: A. Gehlen, W kręgu antropologii i psychologii społecznej. Warszawa 2001.

2

 Porównaj: Z. Bauman, Życie na przemiał. Kraków 2004.

3

 Porównaj: A. Gehlen, Gehlen kręgu antropologii i psychologii społecznej, Warszawa 2001.

3

background image

okresie,   jak   się   sądzi,   późnej   nowoczesności

4

  o   wtórnym   opanowywaniu   środowiska. 

Wtórnym, ponieważ pierwotne opanowanie już nastąpiło, a my ludzie jesteśmy, jako wtórni 
eksploratorzy jednocześnie wytworem tego / pierwotnie już zmodyfikowanego/ środowiska. 
W tym sensie powtórnie określamy swój stosunek do niego w systemie, jak powie Giddens, 
samozwrotnych relacji, w „samozwrotnym systemie wiedzy i władzy”.

5

 

W takiej  sytuacji  podstawowym  zadaniem  współczesnego  człowieka  staje się kolonizacja 
przyszłości, ponieważ teraźniejszość jest już, praktycznie skolonizowana. Jak pisze Giddens; 
„Ale systemy społeczne staja się samozwrotne, a w każdym razie całkowicie samozwrotne, 
jedynie wówczas, gdy wchodzą w fazę refleksyjności instytucjonalnej, a co za tym idzie, 
stwarzają   możliwość   kolonizacji   przyszłości.   Życie   społeczne,   które   organizuje   tradycja, 
niekwestionowany   nawyk,   lub   praktyczne   przystosowanie   do   zewnętrznych   warunków 
naturalnych, nie wykazuje typowej dla dynamiki nowoczesnej samozwrotności. Niesłychane 
znaczenie dla wykształcenia takiej dynamiki ma zanik moralności, a szczególnie tych postaw 
moralnych, które są mocno wpisane w praktyki codzienności. Zasady moralne stoją bowiem 
w   sprzeczności   z   koncepcją   ryzyka   i   wykorzystania   dynamiki   kontroli.   Moralność   ma 
charakter zewnętrzny w stosunku do kolonizacji przyszłości.”

6

 

Kolonizacja   przyszłości   wymaga   od   człowieka   elastyczności   umożliwiającej   dynamiczne 
realizowanie nowych zadań. Człowiek późnej nowoczesności musi być podatny na zmiany i 
gotowy do zerwania z ograniczającymi go więzami. Wymaga to osłabienia, lub likwidacji 
czynników odpowiedzialnych za normatywność życia jednostki.
Rolę stabilizatora życia społecznego pełni np. tradycja. Mając silnie normatywny charakter 
skutecznie   osadza   człowieka   w   przestrzeni   społecznej.   Jest   znaczącą   opoka,   na   której 
budujemy swoją społeczną tożsamość. W związku z tym wszelkie próby zmian, a przede 
wszystkim zmiany kontroli / i pośrednio wiedzy/ muszą uderzyć w normatywny charakter 
tradycji,   zmieniając   ją   instytucjonalnie   tak,   aby   była,   w   ważnych   wymiarach   moralnych 
nieistotna dla człowieka. Dokonuje się to poprzez przedefiniowanie, lub kasację ważnych 
czynników konstruujących podstawowe zręby kulturowej tradycji jednostki i społeczeństwa. 
Czynników,   na   których   opiera   się,   lub,   od   których   zależy   normatywny   charakter   owej 
tradycji.   W   świecie   późnej   nowoczesności   przedefiniowano,   lub   zmieniono,   jak   sądzi 
Giddens, następujące czynniki:
- Tradycję związaną z ciągłością pokoleniową, która w społeczeństwach przednowoczesnych 
jest podstawową miarą czasu. Miarą opartą na międzypokoleniowej więzi i przekonaniu, że 
trwanie jest niezbędnym elementem pokoleniowego łańcucha. Dziś następuje rozbicie owego 
łańcucha / i w związku z tym ciągłości pokoleniowej/ na pokoleniowe sekwencje, silnie i 
wyraźnie od siebie oddzielone. Zdecydowana separacja pokoleniowa jest możliwa, ponieważ 
rozumiana jest przez ludzi/ zwłaszcza młodych/ jako symbol ich niezależności i wolności. W 
tej sytuacji trudno mówić o niezakłóconej ciągłości pokoleniowej, ale raczej o narastającym 
syndromie mechanicznej pomarańczy.

7

 Syndrom ów polega na akceleracji procesu wymiany 

pokoleniowej,   oraz   na   silnym,   niekiedy   nadmiernie   agresywnym   sygnalizowaniu   swej 
odrębności pokoleniowej, przez przedstawicieli następnego pokolenia.
- Drugim czynnikiem, który uległ zmianie jest pojęcie miejsca. Miejsca naszego, swojskiego, 
w którym czujemy się u siebie, w domu. W przeciwieństwie do świata na, zewnątrz, który nie 
jest nasz, zamieszkują go obcy, świat wewnątrz jest nasz.
  Migracje   polityczne,   zawodowe,   globalizacyjne,   likwidują   owe   poczucie   swojskiego 
utożsamiania   się   z   miejscem.   „Miejsce   zamieszkania   jednostki,   w   każdym   razie   do 

4

 Porównaj:, Ch. Delsol, Esej o człowieku późnej nowoczesności. Kraków 2003.

5

 A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość. „Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności. Warszawa 2002, 

s.198. 

6

 A. Giddens, Nowoczesność…s. 199.

7

 Porównaj: A, Burges, Nakręcona pomarańcza. Wersja A. Kraków 1999. 

4

background image

osiągnięcia przez nią dorosłości, jest kwestia skorelowanego z planami życiowymi wyboru.”

Wyboru, a nie sentymentu, wynikającego z moralnego poczucia patriotyzmu i przynależności 
do danego miejsca.
- Trzecim czynnikiem, który według Giddens’a uległ istotnej zmianie, jest relacja pomiędzy 
jednostką  a  innymi  jednostkami  i  grupami   społecznymi.   W szczególności  uległy zmianie 
relacje pomiędzy jednostką a rodziną / pomiędzy członkami rodziny/. Wiąże się to generalnie 
ze   zmianą   modelu   rodziny   czasów   nowoczesnych.   Industrializacja   spowodowała   zanik 
tradycyjnej   rodziny   poszerzonej   na   rzecz,   tak   zwanej,   rodziny   molekularnej,   która 
charakteryzuje się jako grupa społeczna, znaczną separacją doświadczenia. Dziś, w okresie 
późnej   nowoczesności,   tendencje   te   nasilają   się   i   nabierają   dodatkowego   wymiaru. 
Tradycyjnie   rodzina   pomagała   podejmować   ważne   życiowe   decyzje,   istniały   silne   więzi 
oparte   na   konstruowaniu   się   odpowiednio   ważnej   przestrzeni   moralnej   opartej   na 
odpowiedzialności a wynikającej z pokrewieństwa. „Dużą rolę odgrywało przy tym również 
przekazywanie majątku, w tym przede wszystkim pamiątek rodzinnych i nieruchomości.

Dziś   życie   jawi   się   jako   płaszczyzna   indywidualnych   projektów   i   planów   życiowych, 
niezwiązanych z innymi. Nawet z rodziną. Każdy komponuje swoje własne strategie życiowe, 
odcinając  się  od innych,  również  /zwłaszcza?/   od rodziny.  Oderwanie  to  nie  zawsze  jest 
zupełnie,   lecz   powiązanie   swojego   życia   z   wyznacznikami   dostarczanymi   przez   innych 
traktujemy jak specjalną dodatkową refleksję związaną z życiem, a nie wynik tradycyjnego 
mechanizmu kulturowego. 
-   Zanikają   wreszcie,   lub   znacząco   się   zmieniają   wszelkie   rytuały.   Rytuały,   które   w 
tradycyjnych   społeczeństwach   przednowoczesnych   są   ważnymi   punktami   odniesienia   dla 
definiowania kolejnych etapów życiowych człowieka. Obrzędy przejścia zamieniają się, jak 
mówi Giddens, w „otwarte progi doświadczenia.”

10

  W związku z tym każda faza przejścia 

może przybrać formę kryzysu tożsamości, ponieważ człowiek w sytuacjach tego typu staje 
sam, bez wsparcia i drogowskazów, bez wskazówek postępowania, które dostarczała tradycja. 
Nie zna tradycyjnych,  znanych  kiedyś  mechanizmów  radzenia sobie w takich  sytuacjach. 
Musi podejmować wyzwanie przejścia za każdym razem od nowa, nie znając skutków swych 
decyzji,   a   także   oczekiwanych   konsekwencji.   Oczywiście,   Giddens   zauważa,   że   z   takich 
sytuacji może  wyjść  mocniejszy,  lepiej  ukształtowany,  niż przy zachowaniu tradycyjnych 
mechanizmów   zachowania,   lecz   nie   jest   to   regułą.   Trzymanie   się   tradycji   i   jej 
wypracowanych wzorców, wydaje się bezpieczniejsze dla człowieka, bo tradycja ze względu 
na swą algorytmiczną sztywność nie zaskoczy nas nieoczekiwanym rozwiązaniem.
Na te czynniki, które Giddens zalicza do doświadczenia indywidualnego jednostki, nakładają 
się czynniki instytucjonalne. Ich zadaniem jest również osłabianie roli tradycji / tradycyjnego 
środowiska kulturowego/ lub przedefiniowywanie go w ten sposób, aby uszczuplić społeczną 
przestrzeń moralną. 
Odbywa   się   to   poprzez   wzrost   kontroli   instytucji   nadzoru   nowoczesności   nad   życiem 
pojedynczego człowieka. Życie to, w układzie poprzednim sterowane zasadami tradycyjnego 
współżycia, to mechanizm silny, ugruntowany i oparty na wewnętrznych przekonaniach ludzi 
oraz   moralnych   nakazach.   Państwowe   instytucje,   władza   administracyjna   ograniczają,   a 
czasem wręcz niwelują ten wewnętrzny mechanizm, zastępując go ustalonymi przez siebie 
zasadami egzekucji i kontroli. W dzisiejszym świecie zakres tego zjawiska jest przeogromny. 
Instytucje państwowe wkroczyły, w zasadzie w każdy obszar naszego życia i zastąpiły/ lub 
starają się zastąpić/ wszelkie, w ich mniemaniu nieformalne, a więc nie kontrolowane przez 
nie, mechanizmy. Nowe nie są już takie mocne i tak determinujące, ponieważ opierają się na 

8

 A. Giddens, Nowoczesność..s. 202.

9

 Tamże, s.202.

10

 Tamże, s.203

.

5

background image

nakazie   administracyjnym   a  nie   na   wewnętrznych   przekonaniach,   na   konwencji  a   nie   na 
normach   moralnych.   Wynikają   z   umowy   społecznej   /   niekoniecznie   przez   wszystkich 
akceptowanej/ a nie z przekonania. Są więc zewnątrzsterowne, w przeciwieństwie do norm i 
zasad   moralnych,   które   są   wewnątrzserowne.   Wzmacnia   to   konwencjonalność 
państwowotwórczych mechanizmów prawnych, które raz zastosowane wkraczają w coraz to 
nowe   obszary   życia,   zastępując   skutecznie   społeczną   przestrzeń   moralną,   konwencją   i 
zewnątrzsterowną umową. Przedefiniowane zostaje pojęcie sfery prywatnej i sfery publicznej. 
Zakresy   obu   tych   sfer   definiowane   są   przez   państwo,   a   co   za   tym   idzie   określane 
konwencjonalnie,   zgodnie   z   wymogami   prawa   i   prawdopodobnie   interesem   politycznym. 
Zakresy te mogą być  dowolnie zmieniane, w zależności od potrzeb i wymogów sytuacji. 
Decyduje przede wszystkim interes polityczny, który, co oczywiste jest okazjonalny. 
Tradycja, która jest przeciwieństwem takiego typu działań, jest w zdecydowanym odwrocie. 
Podobny zabieg dokonuje się w kwestii podziału życia ludzkiego na dzieciństwo i dorosłość. 
Podział ten w społeczeństwach przednowoczesnych nieznany,/ lub niewiele znaczący/, dziś 
uważany jest za jeden z ważniejszych. Dzieciństwo związane z domem i prywatnością, w 
jakimś   sensie   odseparowane   od   świata   dorosłych,   wyróżnia   się   po   to,   żeby   w   okresie 
szkolnym doszło do jednoznacznej separacji dziecka od domu i do przejęcia podstawowych 
funkcji   społecznych   przez   instytucje.   Te   instytucje   to   szkoła   a   później   zakład   pracy.   W 
konsekwencji,  dochodzi do przedefiniowania bardzo wielu kategorii, które tradycyjnie były 
związane z funkcjonowaniem rodziny. Rozbicie tych struktur, powoduje kasację tradycyjnej 
moralności,   która   w   okresie   wczesnej   nowoczesności   związana   była   z   wychowaniem   w 
rodzinie i oscylowała wokół wartości purytańskich. Dziś wychowanie tradycyjnie rodzinne 
zastępowane   jest   przez   oddziaływania   instytucji   wychowawczych,   które   często   preferują 
nadmierny indywidualizm, skupienie się na sobie a nawet hedonizm. Przestrzeń społeczna, 
oparta na tradycji, powściągliwości i rygoryzmie etycznym zmienia się w przestrzeń przeżyć, 
doznań i wrażeń. Jakkolwiek jest to nadal przestrzeń moralna, to oscyluje coraz wyraźniej w 
stronę   przestrzeni   estetycznej.   Pojawiają   się   w   jej   strukturze   obszary   izolowane/   od 
moralności/, których skutkiem jest „/…/ wykluczenie podstawowych aspektów doświadczenia 
życiowego, w szczególności kryzysów moralnych, z normalnego, codziennego życia, którego 
przebieg   wyznaczają   systemy   abstrakcyjne.”

11

  Giddens   nazywa   to   zjawisko   separacją 

doświadczenia, i sądzi, że polega na ukrywaniu, /czy izolowaniu/, ważnych wydarzeń z życia 
człowieka, tak, aby odbywały się poza nim, poza ramami zwykłego życia. Poza tradycją i 
poza   moralnością,   poza   oceną   etyczną.   Tak,   aby   człowiek   nie   odczuwał   potrzeby 
odpowiadania za takie sytuacje i nie uruchamiał swojego sumienia do analizowania ich treści.
 Izolacja owa uspokaja człowieka, ponieważ odsuwa od niego ważne kwestie egzystencjalne i 
w tym sensie może być odbierana przez nas jako zjawisko pozytywne. Jednak owo odsunięcie 
jest jednoznacznie odsunięciem ważnych dylematów moralnych, wyizolowaniem ich z życia. 
W ten sposób dokonuje się separacja sfery moralnej a człowiek zaczyna funkcjonować poza 
nią, lub na jakichś jej obrzeżach, niekoniecznie egzystencjalnie ważnych. Życie, w tym sensie 
wygodniejsze   i   bezpieczniejsze   -   bo   pozbawione   moralnych   dylematów   -   staje   się 
jednocześnie erzacem prawdziwego życia, w jakimś znaczeniu jest nieprawdziwe, sztuczne i 
zakłamane. Separacja doświadczenia moralnego wygląda tak jakbyśmy się dzięki sztucznym 
zabiegom odsunęli od prawdziwego życia, oddzielili się od niego nieautentyczną przegrodą. 
Giddens  twierdzi,   że   oddzieliliśmy   się   od   następujących   wydarzeń:   szaleństwa, 
przestępczości, choroby i śmierci, seksualności oraz przyrody.

12

Płaszczyzny separacji.

11

 A. Giddens, Nowoczesność..s.214.

12

 Porównaj: A. Giddens, Nowoczesność..s.214.

6

background image

Więzienie   i   azyl   dla   psychicznie   chorych   były,   jak   sądzimy,   pierwszym   miejscem   tak 
wyraźnej separacji przestępstw i szaleństwa od życia przeciętnych ludzi. Ich zadaniem było 
odizolowanie   ludzi,   którzy   z   jakichś   względów   nie   poddawali   się   dobrowolnej   kontroli 
instytucji, i nie uznawali,/ nie zawsze świadomie/, zasady odseparowywania swej tożsamości 
od kwestii moralnych i egzystencjalnych dotyczących odmienności - czy jak mówi Giddens 
„ odchylenia”.

13

 Wraz z rozwojem tych instytucji i osadzaniem się w strukturze społecznej, 

wyparte zostały ze świadomości społecznej i zamknięte przed oczami ludzi sprawy związane 
z moralnym zagadnieniem odmienności, czy właśnie odchylenia. Jak pisze Giddens; „Zatem 
przestępczość i obłęd jako kwestie o charakterze zewnętrznym zostają dokumentnie wyparte. 
Jest to jednak raczej wyparcie instytucjonalne niż personalne, bo nie obciąża ono „sumienia”. 
Jest   to   wykluczenie   z   głównych   obszarów   życia   społecznego   potencjalnie   niepokojących 
spraw, wartości i zachowań. Takiej represji poddawane są kwestie moralne i egzystencjalne./
…/ Odkąd powstały szpitale psychiatryczne, niewielu ludzi ma stały kontakt z obłąkanymi. 
Niedostrzegalne stały się też związki, które łączyły kiedyś „biedę” w dawnym sensie tego 
słowa z zewnętrznymi nakazami moralnymi i tradycją. Więzienia i szpitale psychiatryczne /
…/przekształciły się w /…/ ośrodki technicznej korekcji.”

14

W tej sytuacji nie zaskakuje następny wymiar tego problemu, mianowicie izolacja choroby i 
śmierci. Przez wiele wieków choroba i śmierć towarzyszyły ludziom, stanowiąc nieodzowny 
element ich życia. Spotkanie ze śmiercią i chorobą, doświadczanie ich, wyzwalało potrzebę 
filozoficznej,  moralnej   i  egzystencjalnej  refleksji.   Opieka  nad  chorymi  i   umierającymi  to 
niepowtarzalne doświadczenie moralne, okazja do bezpośredniego brania odpowiedzialności 
za drugiego człowieka. Nieszczęście choroby i śmierci to fakt traumatyczny i większości z 
nas nie pozostawia  obojętnym.  To sytuacje  o dużym  ładunku sprawczym,  konstruującym 
społeczną przestrzeń moralną.
 Powstanie profesjonalnych szpitali odsunęło te doświadczenia z życia codziennego ludzi, a 
kwestia leczenia i walki o życie stało się sprawą techniczną. Jak pisze Giddens; „ Szpital /…/ 
podobnie jak więzienie i azyle dla obłąkanych, jest także miejscem izolacji jednostek, które 
nie są w stanie prawidłowo uczestniczyć w życiu społecznym, i podobnie jak tamte instytucje 
ukrywa przed ogółem społeczeństwa pewne kluczowe doświadczenia życiowe – chorobę i 
śmierć.”

15

 

Dokonuje   się   wreszcie   separacja   doświadczenia   seksualnego.   Seksualność   tradycyjnych 
społeczeństwach  przednowoczesnych  traktowana była  jako coś naturalnego, związanego  z 
przyrodniczym   cyklem   życia   i   śmierci.   Niejednokrotnie   doświadczenia   te   miały   otwarty 
charakter i nie były ukrywane przed innymi członkami społeczności. Czasem miały wymiar 
kultowy   i   wpisane   były   trwale   w   tradycję   danej   społeczności,   jako   coś   naturalnego   i 
oczywistego.   Nowoczesność   zmienia   to   znaczenie   seksualności,   /…/   seksualność   coraz 
większym stopniu stawała się zjawiskiem lubieżnym i jako takie zakazanym.”

16

  Traci swe 

kulturowe znaczenie, związki z tradycją, wymianą pokoleń, ciągłością i następstwem życia, a 
staje się środkiem samorealizacji, który uwidacznia się w przeżyciach. Ze sfery tradycyjnej 
moralności   i   obyczaju,   seksualność   przechodzi   w   sferę   hedonistycznych,   zmysłowych 
przeżyć, związanych ze wstydem i ukrywanych w zaciszu domowych sypialni.
Jako   ostatni   obszar   izolacji   doświadczenia   wymienia   Giddens  separację   od   naturalnego 
środowiska przyrodniczego.
  Rozwój   nowoczesnej   cywilizacji,   technika   i   urbanizacja   powoduje   odizolowanie   się 
człowieka od naturalnego  środowiska przyrodniczego a także odsunięcie z doświadczenia 

13

 Tamże, s.220.

14

 Tamże, s.220.

15

 Tamże, s.221.

16

  Tamże, s.223-224.

7

background image

dnia   codziennego   kwestii   moralnych   związanych   ze   stosunkiem   do   tegoż   środowiska. 
Człowiek współczesny, żyjący w nowoczesnym mieście, jak sądzi Giddens, separuje się od 
natury skutecznie i w zasadzie na całe życie. Przyroda staje się dla niego, w najlepszym 
przypadku, miejscem wypoczynku. Kwestie moralne związane na przykład z zniszczeniem 
naturalnego środowiska, dewastacją przyrody, zabijaniem zwierząt i niszczeniem ich świata 
odsuwane są poza obszar codziennej refleksji moralnej, i nie są traktowane jako kategorie 
etyczne, lecz ekonomiczne. Jako dominująca pojawia się postawa, którą możemy nazwać, 
postawą alienacji ekologicznej.

17

 Definiowanej jako postawa gdy /…/ " naruszony zostaje stan 

homeostazy,   /…/gdy   pojawia   się   stosunek   obcości,   wywołujący/…/   groźne,   niszczące 
następstwa zarówno dla gatunku ludzkiego, jak i dla środowiska przyrodniczego/…/ gatunek 
ludzki traci swą żywotność biologiczną, a środowisko również niszczeje."

18

   

 Dziś, jak sądzę możemy mówić również o separacji doświadczenia moralnego dotyczącego 
wojny.   Nie   jest   to   zjawisko   powszechne,   lecz   w   jakimś   sensie   dotyczy   awangardy 
ponowoczesności,  czyli  społeczeństw  postindustrialnych.  Separacja polega  na tym,  że dla 
wielu odbiorców i uczestników świata mediów, współczesna, nowoczesna wojna widziana 
okiem kamery i przedstawiona w telewizji czy w Internecie jawi się raczej jako kolejna gra 
komputerowa,   niż   traumatyczna   sytuacja   upadku   świata   i   ogromu   związanych   z   tym 
nieszczęść.   Dotyczy   to   również   żołnierzy   nowoczesnych   armii,   wyposażonych   w 
skomputeryzowane narzędzia mordu, pozwalające zabijać na odległość, tak, że nie widzi się 
bezpośrednich konsekwencji swoich działań a ginący i cierpiący ludzie przypominają raczej 
marionetki komputerowych gier niż żywe istoty. Jak piszą analitycy: "/…/ dzieciaki ruszają 
na wojnę w wieku siedmiu lat. Zespół militarno-przemysłowy,/…/ zamienia się w zespół, w 
którym   wojskowi   jednoczą   siły   z   producentami   gier/…/   przynosząc   /…/   dzieciom   i 
społeczeństwu   zgubne   skutki.   Amerykańskie   akcje   wojskowe   przypominają   komputerowe 
rozrywki,/…/   a   potyczki   przebiegają   według   pełnych   przemocy   scenariuszy   gier 
elektronicznych, jednakowych dla dzieci i młodzieży."

19

     

Doprowadza   to  do  stanu  silnej  deprywacji  moralnej   i  kształtowania   się  osobowości   typu 
narcystycznego.”

20

  Osobowości   zakładającej   ciągłe   poszukiwanie   własnej   tożsamości,   w 

nieustających i bezskutecznych próbach. Projektów skazanych na niepowodzenie, ponieważ 
opartych   na   hedonistycznym   zainteresowaniu   sobą   i   nikłą   potrzebą   budowania   trwałej 
przestrzeni społecznej.”

21

Separacja doświadczenia w skali tak dużej, z tak znaczącymi obszarami izolacji, nakłada się 
na izolujące nas od rzeczywistości wpływy multimediów. Nie ma wątpliwości, że osobowość 
narcystyczna poszukując relacji weryfikujących własną tożsamość, poszukuje jej częściej w 
świecie elektronicznych obrazów niż w realnych relacjach interpersonalnych. W ten sposób 
uspokajając   sumienie   narcyza,   wierzy,   że   taki   sposób   funkcjonowania   jest   prawdziwie 
ludzkim   istnieniem,   a   tak   zweryfikowana   tożsamość   jest   autentyczna,   ponieważ   z 
pozytywnym   skutkiem   została   sprawdzona   zewnętrznie.   Zamiana   punktu   odniesienia   ze 
świata   realnego   na   świat   elektronicznych   obrazów   uzupełnia   w   ten   sposób   ludzki   plan 
separacji doświadczenia, sprawiając, że moralna pustynia uzyskuje samospełniający się / i 
zawsze   prawdziwy/   mechanizm   weryfikacyjny.   Co   zaskakujące,   niewielu   dziwi,   że   tak 
doskonale   /   tautologiczny   przecież/   funkcjonujący   mechanizm   nie   zapewnia 
tożsamościowego   bezpieczeństwa,   a   poszukiwanie   własnej   tożsamości   jest   z   zasady 
niekończącym się procesem - zbiorem nieudanych projektów.

17

 Z. Kuderowicz, Filozofia wobec zagrożeń cywilizacyjnych. [w:] Studia Filozoficzne Nr 12/ 1988, s.153.

18

 Tamże, s.153

19

 J. Nasisbitt, N. Naisbitt, D. Philips, High Tech - high tough. Technologia a poszukiwanie sensu. Poznań 2003, 

s. 83. 

20

 A. Giddens, Nowoczesność…, s.231.

21

 Tamże, s. 233.

8

background image

Człowiek żyjący w takim świecie zgadza się na istnienie niewiedzy w swym świecie. Co 
więcej ignorancja stanowi istotny element jego życiowej strategii racjonalności. To zgoda na 
ekskluzję   w   obszary   niewiedzy   ważnych   kwestii   moralnych.   Ignorancji   wynikającej   ze 
świadomej   separacji   ważnych   dla   ludzkiego   życia   problemów   moralnych.   Instrumentalne 
podejście do kwestii moralnych, uspokaja nasze sumienia, jest wygodne i bezpieczne, lecz nie 
pozwala   nam   dotrzeć   do   tych   obszarów   naszej   racjonalności,   które   w   tradycyjnej   myśli 
filozoficznej nazywamy mądrością. To znacząca deprywacja. Jej pokonanie, przynajmniej w 
obszarze wiedzy potocznej wymaga, jak się zdaje, przedefiniowana pojęcia mądrości, w taki 
sposób   jak   przedefiniowano   pojecie   naukowej   racjonalności,   z   idei   sensu   na   ideę 
obiektywności,   lub   też   powrót   filozoficznych   korzeni   i   odbudowywanie   społecznej 
przestrzeni   moralnej,   ujawniając   współczesnemu   człowiekowi   te   obszary   aktywności 
społecznej i zawodowej, w których kwestie etyczne nie tylko zanikają / podlegają separacji/, 
ale ujawniają swe istnienie i swoją ważność ze zdwojoną siłą.

22

Bibliografia:

1. Bauman Z. Życie na przemiał. Kraków 2004.
2. Birnbacher D. Odpowiedzialność za przyszłe pokolenia. Warszawa 1999.
3. Burges A. Nakręcona pomarańcza. Wersja A. Kraków 1999.
4. Delsol Ch. Esej o człowieku późnej nowoczesności. Kraków 2003.
5. Gehlen A. W kręgu antropologii i psychologii społecznej. Warszawa 2001.

22

 Chodzi np. o problemy tzw. "etyki przyszłości". Porównaj: D. Birnbacher, Odpowiedzialność za przyszłe 

pokolenia. Warszawa 1999, także: H. Jonas, Zasada odpowiedzialności. Etyka dla cywilizacji technologicznej. 
Kraków 1996.

9

background image

6. Giddens A. Nowoczesność i  tożsamość. "Ja" i społeczeństwo w epoce późnej 
nowoczesności. 
Warszawa 2002.
7. Jonas H. Zasada odpowiedzialności. Etyka dla cywilizacji technologicznej. Kraków 1996.
8. Kuderowicz Z. Filozofia wobec zagrożeń cywilizacyjnych. [w:] Studia Filozoficzne 
12/1988.
9. Nasibitt J., Nasibitt N., Philips D., High Tech - high otuch. Technologia a poszukiwanie 
sesnu.  
Poznań 2003.  

10

background image

2008-03-26

Ryszard Miszczyński

Platonizm Jana Łukasiewicza

Bardzo   ważnym   elementem   kształtowania   się   Łukasiewicza   jako   uczonego   była   krytyka 
dominującego wówczas w podejściu do logiki psychologizmu. Analizie tego błędnego – jak 
twierdził - nastawienia poświęcił dużą część swej wczesnej twórczości. W nim upatrywał 
jeden z głównych powodów rezygnacji z platonizmu, ważnego stanowiska ontologicznego w 
filozofii matematyki i logiki. Oskarżał psychologizm o prosty “(...) błąd logiczny, który był 
jedną   z   przyczyn,   że   ten   dawny,   jedynie   słuszny   «platoński»   pogląd   na   istotę   pojęć,   w 
filozofii nowożytnej prawie całkiem zaginął.

23

 Wybitny polski logik pragnie przypomnieć go 

i wielokrotnie z patosem deklaruje swoje przywiązanie do tradycyjnego wśród matematyków 
i   logików   realizmu   pojęciowego:  “Otóż   ilekroć   zajmuję   się   najdrobniejszym   nawet 
zagadnieniem logistycznym, szukając np. najkrótszego aksjomatu rachunku implikacyjnego, 
tylekroć   mam   wrażenie,   że  znajduję   się   wobec   jakiejś   potężnej   niesłychanie   zwartej   i 
niezmiernie   odpornej   konstrukcji.   Konstrukcja   ta   działa   na   mnie   jak   jakiś   konkretny 
dotykalny przedmiot, zrobiony z najtwardszego materiału, stokroć mocniejszego do betonu i 
stali. Nic w niej zmienić nie mogę, nic sam dowolnie nie tworzę, lecz w wytężonej pracy 
odkrywam   w   niej   tylko   coraz   to   nowsze   szczegóły,   zdobywając   prawdy   niewzruszone   i 
wieczne. Gdzie jest i czym jest ta idealna konstrukcja? Filozof wierzący powiedziałby, że jest 
w Bogu i jest myślą Jego.”

24

 

Myśl   o   istnieniu   uniwersum   obiektów   matematyki   i   logiki   Łukasiewicz   formułował 
wielokrotnie.   W   przekonaniu   utwierdzały   go   otrzymywane   wyniki   poznania   naukowego. 
Cechy badanej rzeczywistości nie zależały ani od badacza, ani czasu, w którym prowadzono 
badania,   ani   od   drogi   prowadzonego   rozumowania.   Niezależność   od   badacza,   opór,   jaki 
stawiały   mu   analizowane   przedmioty,   nie   licząc   się   zupełnie   z   zamierzeniami   uczonego, 
przekonywały   o   trwałości   i   obiektywności   poznawanego   świata,   większych   nawet   niż   u 
doświadczanego otoczenia. Stąd pomysł myśli Boga jako podstawy badanego uniwersum. 
Łukasiewicz odwołuje się do platonizmu jako ważnego oręża w walce z psychologizmem. 
Zapewnia on matematyce niezbędny obiektywizm, którego brakuje przy próbach znalezienia 
dla nauki fundamentu wskazywanego przez Milla. Istotną różnicę między obu podejściami 
wyjaśnia na przykładzie “przedstawiania sobie czegoś

25

. Jak tłumaczy, wyrażenie możemy 

rozumieć jako koncentrowanie się na myślowym obrazie pewnego interesującego nas obiektu. 
Obrazie zwanym “przedmiotem przedstawionym”. Do jego analizy nadaje się introspekcja 
oraz inne metody psychologii. To zaś, czego ów obraz dotyczy i czym zajmują się uczeni, to 
“przedmiot oznaczony”. 
Mylenie obu przedmiotów jest rzadkie w przypadku konkretów, wtedy pamiętamy zwykle o 
pierwowzorach.   Pomyłka   łatwo   może   się   jednak   pojawić   w   refleksji   nad   obiektami 
abstrakcyjnymi. A one przede wszystkim muszą być badane w każdej z dyscyplin nauki. Jeśli 
służą   do   ujęcia   pewnych   empirycznych   zjawisk,   muszą   być   zgodne   z   rzeczywistością   i 

23

 Tenże, Analiza i konstrukcja pojęcia przyczyny..., s. 10.

24

  Tenże,  W   obronie   logistyki...,  s.   219.   Koncepcję   myśli   Boga   jako   podstawy   uniwersum   pojęć   abstrakcyjnych 

Łukasiewicz sformułował wyraźnie już w 1907r. zob. tenże, Analiza i konstrukcja pojęcia przyczyny..., s. 56.

25

 Tenże, Analiza i konstrukcja pojęcia przyczyny, [w:] tenże, Z zagadnień logiki i filozofii..., s. 10 i nast.. 

11

background image

powstają w oparciu o indukcję. (Tak np. postępuje chemik, tworząc ogólne pojęcie węglanu 
wapniowego.) Nazywane są wtedy “realnymi przedmiotami abstrakcyjnymi”. Jeśli tworzą je 
logicy   i   matematycy,   aby   “(...)   stworzyć   system   prawd   bez   względu   na   doświadczenie   i 
rzeczywistość

26

, mówią o “idealnych przedmiotach abstrakcyjnych”. Tu jedynym warunkiem 

ich naukowości jest niesprzeczność.

27

Gdy ktoś, badając własności geometryczne okręgu, mówi o nim jako o zamkniętej krzywej, to 
sąd   jego   nie   odnosi   się   do   wyobrażenia   owej   figury,   ale   do   pewnego   nierzeczywistego 
przedmiotu wskazywanego zarówno przez wyraz “okrąg” jak i przez jego duchowy obraz. 
Właśnie tym transcendentnym i obiektywnym przedmiotem zajmuje się matematyka. Wbrew 
psychologistom  nie ulega  zwielokrotnieniu,  nawet gdy myśli  o nim 1000 osób, “(...) jest 
zawsze czymś jednym i niezmiennym i nie istnieje ani w czasie, ani w przestrzeni, ani w 
umyśle żadnego człowieka

28

Błąd   mylenia   badanego   transcendentnego   i   abstrakcyjnego   przedmiotu   oznaczanego   z 
immanentnym   i   wyobrażonym   przedmiotem   przedstawionym   ma   już   długą   historię. 
Analogiczną   pomyłkę   -   zauważa   Polak   –   można   dostrzec   u   źródeł   powstania   pewnych 
ważnych   stanowisk   w   średniowiecznym   sporze   o   uniwersalia.   Tak   właśnie   powstały 
konceptualizm i nominalizm. Niestety - zauważa - okrąg w ogóle, człowiek w ogóle nie są ani 
przedmiotem   doświadczenia   wewnętrznego,   ani   tylko   słowami:  “universalia   neque   sunt 
conceptus, neque nomina.”

29

 

Obnażenie   logicznej   pomyłki   powinno   –   zdaniem   Łukasiewicza   –   zapobiec   szerszemu 
rozpowszechnianiu się ufundowanej na niej niekorzystnej nowożytnej tendencji filozoficznej. 
Zapoczątkowane   przez   Kartezjusza,   Locke`a,   Hume`a   i   Kanta   badania   nad   granicami 
ludzkiego poznania doprowadziły do dominacji psychologii oraz braku poczucia i rozumienia 
prawdziwej   filozofii:   logika   ustąpiła   miejsca   psychologii   poznania,   metafizykę   zastąpiła 
teoria poznania itp. 
Uczeni muszą więc badać przedmioty abstrakcyjne lub, mówiąc inaczej, pojęcia. Różne od 
zdania znaczące zestawienia wyrazów wskazują na swe znaczenie: przedmiot konkretny albo 
abstrakcyjny.   “Pojęcia   to   znaczenia   wyrazów   nie   wskazujących   na   przedmiot   konkretny. 
Pojęcie to to samo, co przedmiot abstrakcyjny.”

30

Łukasiewicz – jak wskazuje chociażby przytoczony cytat – opowiadał się za realizmem w 
kwestii istnienia uniwersaliów oraz sytuował przedmioty matematyki w obiektywnym świecie 
transcendentnym: niezależnym od podmiotu i jego myśli, znajdującym się poza otaczającym 
nas światem. Dlatego powszechnie traktuje się go jako platonika. 
Krytyczna i racjonalna analiza przytoczonych powyżej argumentów na rzecz platonizmu nie 
skłania   apodyktycznie   do   jego   akceptacji.   Współcześnie   najwyraźniej   zastrzeżenia   wobec 
tego popularnego wśród matematyków stanowiska ontologicznego te sformułował w 1973 r. 
Benacerraf w klasycznym już tekście  Mathematical truth

31

. Dotyczą one przede wszystkim 

sposobu   zdobywania   wiedzy   o   obiektach   takiego   transcendentnego   uniwersum 
matematycznego:   jak   człowiek   może   poznawać   niematerialne   i   poza-czasoprzestrzenne 
przedmioty, takie jak liczby, figury geometryczne itp.? Chociaż Łukasiewicz z oczywistych 
powodów   nie   znał   wymienionej   pracy,   prawdopodobnie   dobrze   zdawał   sobie   sprawę   z 
kłopotów   związanych   z   wystarczająco   rzetelnym   dla   potrzeb   nauki   uzasadnieniem   takiej 
ontologii   i   przedstawieniem   odpowiedniej   epistemologii   (stąd   m.in.   jego   wypowiedzi   o 
“bytach mitologicznych w rodzaju idei platońskich”

32

). 

26

 Tenże, Analiza i konstrukcja pojęcia przyczyny..., s. 14.

27

 Tenże, Analiza i konstrukcja pojęcia przyczyny..., s. 15.

28

 Tamże, s. 10.

29

 Tamże, s. 11.

30

 Tamże, s. 9

31

 P. Benacerraf, Mathematical truth, “Journal of Philosophy” 70(1973), s. 661-680.

32

 J. Łukasiewicz, O metodę w filozofii, w: tenże, Logika i metafizyka..., s. 42.

12

background image

Są jeszcze inne powody do zastrzeżeń wobec traktowania Łukasiewicza jako platonisty par 
excellence
. Uczony nigdzie nie definiuje zbyt precyzyjnie swego stanowiska ontologicznego. 
Często używa dość ogólnych sformułowań, słabo uzasadnionych, przypominających  nieco 
deklaracje  ad hoc.  Czasem także głosi tezy wyraźnie sprzeczne z nim, np. obok twierdzeń 
sytuujących   uniwersum   matematyczne   w   niezmiennym   świecie   myśli   Boga  pojawiają  się 
wyraźne krytyki  ontologicznego pomysłu Platona. Zarzuca mu ewidentną nieracjonalność, 
traktuje   –   jak   wspominałem   powyżej   -   jako   wizję   “mitologiczną”.   Podobnie   niespójne   z 
deklarowanym na wstępie stanowiskiem są wyraźne deklaracje  konceptualistyczne. 
Jeśli spojrzeć na stanowisko Polaka z perspektywy diachronicznej, także dostrzegamy – co 
oczywiste - zmiany, jakim ulegało jego zasadnicze nastawienie. Teoretycznym fundamentem 
wczesnych poglądów była tzw. nauka o przedmiocie, z którą zapoznał się u Twardowskiego i 
którą pogłębiły oraz nieco zmodyfikowały lektury prac A. Meinonga. Dużą rolę odegrała 
prawdopodobnie   także   możliwości   bezpośredniego   kontaktu   z   austriackim   uczonym.

33 

Przyswojona teoria była  traktowana przez Łukasiewicza jako ostatnie słowo w dziedzinie 
ontologii.   Chociaż   bezpośrednio   nie   implikowała   żadnych   matematycznych   rozstrzygnięć, 
uzasadniała przekonanie o istnieniu transcendentnego świata obiektów matematycznych, nie 
korzystając przy tym z niemożliwych do zaakceptowania przez naukę wyjaśnień Platona. W 
okresie   późniejszym,   logicznym,   Łukasiewicz   zrezygnował   z   dłuższych   systematycznych 
wypowiedzi na tematy filozoficzne.

34

TEORIA PRZEDMIOTU

Prowadzone w ramach proponowanej teorii analizy bytu według polskiego logika stanowią 
współczesny   odpowiednik   Arystotelesowskiej   filozofii   pierwszej.   Tytułowy   przedmiot 
rozumiany jest w sposób charakterystyczny dla epistemologii: jako obiekt, który może być 
poznawany i który jest transcendentnym korelatem odpowiedniego przeżycia. Może to być 
rzeczywisty   przedmiot   z   otaczającego   nas   świata   albo   jakiś   urojony.   Najistotniejszym 
tematem   analizy   nie   jest   więc   tylko   jego   egzystencja.   Bada   się   np.   jego   treściowe 
charakterystyki,   ich   pełność;   omawia   problem   samodzielności   owych   przedmiotów   itp. 
Projektowana   teoria   nie   pomija   jednak   tradycyjnego   tematu   ontologii   -   istnienia:   oprócz 
obiektów z otaczającego nas świata ma więc badać także sposób bytowania tych, które nie 
istnieją. Nie ma ich przypadkowo lub dlatego, że ich istnienie jest niemożliwe. Jako powód 
rezygnacji przez wielu myślicieli z tak szeroko pojmowanej dziedziny zainteresowań na rzecz 
zdecydowanie ograniczonego uniwersum Meinong wskazywał ich specyficznie restrykcyjne 
nastawienie. Jest ono “Uprzedzeniem wobec tego, co rzeczywiste”:

35

  “(...) Całość tego, co 

istnieje wraz z tym,  co istniało i istnieć będzie, jest nieskończenie małe w porównaniu z 
całością przedmiotów poznania. Łatwo o tym zapominamy, a spowodowane to jest tkwiącym 
w naszej naturze żywym zainteresowaniem tym, co rzeczywiste, sprzyjającym przesadnemu 
pojmowaniu  tego, co nierzeczywiste,  jako czystego  nic [Nichts],  w których  poznanie nie 
znajduje żadnych bądź żadnych godnych uwagi punktów zaczepienia.”

36

O   ile   każda   z   nauk   szczegółowych   zajmuje   się   tylko   obiektami   pewnego   rodzaju,   to 
proponowana teoria ma być tak ogólna, “(...) by obejmowała w swych badaniach przedmioty 

33

 Pod koniec 1908r. i w semestrze letnim 1909 r. Łukasiewicz uczestniczył w seminariach A. Meinonga na uniwersytecie 

w   Grazu.   Aż   do   1912   r.   często   wyraźnie   odwołuje   się   do   publikacji   austriackiego   psychologa.   Później   rezygnuje   z 
przywoływania jego nazwiska. Ważną przyczyną zmiany jest prawdopodobnie coraz większe nastawienie antyfilozoficzne 
Polaka.

34

  Według J. Woleńskiego okres logiczny obejmuje lata 1918-1956. (J. Woleński,  Przedmowa, [w:] J. Łukasiewicz,  O 

zasadzie sprzeczności u Arystotelesa, Warszawa 1987, s. IX.)

35

 A. Meinong, O teorii przedmiotu, przeł. T. Lubowiecki i J. Mizera, “Principia” VIII-IX (1994), s. 173.

36

 Tamże, s. 174.

13

background image

każdego   rodzaju,   zajmując   się   najogólniejszymi   cechami   wszystkich   przedmiotów”.

37

  Ma 

więc analizować zespoły własności danego przedmiotu (ich związki, szczególnie konieczne), 
wzajemne relacje między różnymi obiektami: fizyki, chemii, matematyki

38

  a nawet bytami 

niemożliwymi,   bo   scharakteryzowanymi   za   pomocą   cech   wykluczających   się.   Według 
Meinonga właściwe istnienie [Existenz] przysługuje tylko obiektom rzeczywistym. Słabszy 
sposób bytowania przypisuje przedmiotom idealnym, np. różność bądź tożsamość. Nie mówi 
o nich, że istnieją, ponieważ nie należą do rzeczywistości, raczej występują między dwoma 
rzeczywistymi   obiektami.   Bytowanie   takich   przedmiotów   idealnych   Meinong   nazywa 
subsystowaniem   [Bestand].

39

  Tak   samo   określa   sposób   istnienia   wielu   przedmiotów 

matematyki oraz występujących między nimi związków. Ich subsystowanie, chociaż nie jest 
tradycyjnym istnieniem, jest jakoś pozytywnie z nim związane. Matematyka “(...) gdyby nie 
miała nic wspólnego z tym, co istnieje, nic by nie znaczyła.

40

 Obiekty, którym przysługuje 

któryś z dotychczas scharakteryzowanych sposobów istnienia, tworzą tradycyjnie rozważaną 
klasę bytów. Analizy naukowe niejednokrotnie jednak koncentrują się na obiektach, które - 
jak się okazuje – posiadają sprzeczne  cechy.  Meinong powstrzymuje  się przed uznaniem 
takich absurdalnych przedmiotów za istniejące w jakikolwiek bądź sposób. Nie uznaje ich za 
byty. Skłania się jednak do przyjęcia jeszcze jednej grupy przedmiotów, które ani nie istnieją, 
ani   nie   subsystują.   Przysługiwać   ma   im   trzeci   najniższy   stopień   bycia   w   prezentowanej 
hierarchii. Do takiego wniosku prowadzi go następujące założenie: trzeba je przyjąć, aby móc 
poznawczo ująć bycie bądź niebycie owych przedmiotów. Do ich istoty nie należy więc ani 
ich bycie, ani niebycie. Nakierowujemy się na nie, zupełnie nie biorąc ich sposobu bycia pod 
uwagę: są “przedmiotami z natury poza byciem [Aussersein] i niebyciem

41

   

42

 Przykładami 

takich obiektów są tzw. przedmioty czyste, np. człowiek w ogóle, kwadrat w ogóle, złota 
góra, kwadratowe koło.
Przedstawiane powyżej podwójne odniesienie wyrażeń (do przedmiotów przedstawionych i 
oznaczanych)  dotyczy  nie  tylko  nazw,  ale, także  wypowiadanych  zdań, twierdzeń.  Czym 
innym  jest przekonanie, które wyrażamy w słowach, tj. akt myślowy dotyczący pewnego 
stanu  rzeczy,  a  zupełnie   czym  innym  sam  ów  stan,  który  jest  przedmiotem  przekonania. 
Meinong nazywał ten obiektywny korelat “obiektywem”. (Łukasiewicz czasem używał na 
jego określenie słowa “sąd”.

43

 Dzięki takiej definicji Polaka logika przestałaby zajmować się 

przekonaniami, tj. stanami umysłu, a koncentrowałaby się na obiektywnych korelatach.) 
Meinong zdawał sobie sprawę z problemów związanych z ontologicznym statusem stanów 
rzeczy.   Dlatego   podkreślał   “(...)   że   każde   poznanie,   które   ma   za   przedmiot   obiektyw, 
jednocześnie   reprezentuje   przypadek   poznania   czegoś   nieistniejącego.”

44

  Np.   obiektyw 

twierdzenia   o   różnicy   między   dwiema   rzeczami   jest   czymś   innym   niż   te   dwa   obiekty. 
Wykracza   poza   istniejącą   rzeczywistość   i   włącza   dodatkowy   przedmiot   –   różnicę. 
Obiektywem staje się więc subsystujące różnienie się obu rzeczy. Z dość podobną sytuacją 
mamy do czynienia w matematyce: przedmiotem poznania matematycznego nie jest nic, co 
byłoby   rzeczywiste.   “Matematyka   nigdzie   nie   wykracza   (...)   poza   subsystencję   (...). 

37

 Tamże, s. 54.

38

  Ogólnej teorii przedmiotu Meinong przeciwstawia szczegółową, ograniczającą swe zainteresowania do przedmiotów 

określonego   typu.   Matematykę   można   uznać   za   najlepszą   przedstawicielkę   takiej   dyscypliny.   (A.   Meinong,  O   teorii 
przedmiotu
..., s. 195.) 

39

  U. M. Żegleń mówi o “zachodzeniu” (zob. tenże,  Meinong Alexius: Über Annahmen, w:  Przewodnik po literaturze 

filozoficznej XX wieku, t. 2, pod red. B. Skargi, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994, s. 357); H. Buczyńska-
Garewicz używa wyrażenia “są” (zob. tenże,  Uczucia i rozum w świecie wartości. Z historii filozofii wartości, Zakład 
Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo PAN, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1975, s. 119.)

40

 A. Meinong, O teorii przedmiotu..., s. 175.

41

 A. Meinong, O teorii przedmiotu..., s. 178-181.

42

 Według Meinonga nie można także mówić o istnieniu stanów rzeczy, a tylko o ich subsystowaniu.

43

 J. Łukasiewicz, Logika a psychologia... s. 64. Por. A. Meinong, O teorii przedmiotu..., s. 174.

44

 A. Meinong, O teorii przedmiotu..., s. 175.

14

background image

Matematyczne użycie języka sprawia, że bierze się pod uwagę istnienie, jest to jednak tylko 
specyfika tego języka i żaden matematyk nie zawaha się przyznać, iż obiekty, od których on 
dla swoich opracowań teoretycznych wymaga «istnienia», nie są niczym innym jak tym, co 
zwykło się nazywać «możliwościami» (...).”

45

 

Łukasiewicz wykorzystuje wnioski Meinonga do opisu działalności naukowej. Uniwersum 
opisywane przez matematyków subsystuje: bytuje w pewien sposób, nie tak samo wyraźnie 
jak otaczająca nas rzeczywistość, znajduje się poza nią, chociaż jest jakoś z nią związana. We 
współczesnej   sobie   teorii   przedmiotu   znajduje   więc   Łukasiewicz   potrzebną,   racjonalną 
argumentację za niezbędnym – jak uważa - platońskim światem obiektów matematycznych.
Z   ważnym   i   tradycyjnym   dla   matematyki   obiektywizmem   fundowanym   na   analizach 
Meinonga   Łukasiewicz   próbuje   łączyć   aktywną   i   twórczą   postawę   uczonego.   W   efekcie 
pojęcia naukowe uzyskują dwoisty charakter. Z jednej strony, są transcendentne: bytują poza 
umysłami   ludzkimi   i   otaczającym   nas   czasoprzestrzennym   światem,   z   drugiej,   są 
konstruowane przez ludzki podmiot: “Przedmioty abstrakcyjne nie istnieją jednak w sensie 
rzeczywistym, (...) tworzy je dopiero umysł człowieka.”

46

  Składa w całość rozmaite cechy, 

wiążąc odpowiednimi stosunkami. Niektóre konstrukcje mogą być dokładnie ustalone przez 
tradycję, inne nie, wtedy często powstają w wyniku bardziej arbitralnych decyzji. Jeśli służą 
one   do   naukowego   ujęcia   danych   doświadczenia,   wtedy   nazywane   są   realnymi.   Tę   rolę 
spełnia np. siła grawitacji. Jeśli zaś powstają, aby “stworzyć systemy prawd bez względu na 
doświadczenie   i   rzeczywistość”,   mówimy   o   idealnych   przedmiotach   abstrakcyjnych.

47 

Matematycy  i logicy tworzą je bardzo często  i analizują  bez względu na to, czy im coś 
konkretnego w rzeczywistości odpowiada. Czasem nawet – zauważa Łukasiewicz – sięgają 
po przedmioty sprzeczne. 
Dwoistość podkreślana w przedstawianej powyżej rekonstrukcji poglądów Łukasiewicza na 
pierwszy rzut oka polega na przeciwstawieniu platońskiego obiektywizmu w kwestii istnienia 
pojęć abstrakcyjnych mentalnemu oraz temporalnemu podejściu do ich genezy. 
To   odczytanie,   które,   sprzeciwiając   się   platonizmowi,   kładzie   nacisk   na   twórczą   rolę 
uczonego (szczególnie wyraźne w artykule  O twórczości w nauce

48

), nie jest niezgodne z 

intencjami   polskiego   logika.   On   sam,   polemizując   z   nierzetelną   –   jego   zdaniem   - 
charakterystyką  swego logistycznego stanowiska, przyznał się nawet do hołdowania: “(...) 
jakiemuś nie zanalizowanemu konceptualizmowi czy nawet idealizmowi

49

.

Można   próbować   tłumaczyć   konstatowaną   niezgodność   zwykłą   zmianą   poglądów   i 
rezygnacją z deklarowanego wcześniej platonizmu na rzecz konceptualizmu. Supozycja taka 
nie jest jednak trafna i łatwo wykazać konieczność odrzucenia jej. W następnym bowiem roku 
po wygłoszeniu przytoczonej deklaracji konceptualistycznej w tekście  W obronie logistyki 
(1937 r.) Łukasiewicz potwierdził znów swe przywiązanie do platonizmu, pisząc cytowane 
już wcześniej słowa o matematycznej konstrukcji, że “(...) jest w Bogu i jest myślą jego”. 
Trudno   uwierzyć,   aby   autor,   który   wielokrotnie   zarzucał   filozofom   popełnianie   błędów 
logicznych, nie mógł nie zauważyć śladu niekoherencji we własnych poglądach. Oczywiście, 
dostrzegał niezgodność obu kierunków myślenia. Zwracał nawet uwagę, że swoboda twórcy 
nie oznacza trwałego panowania nad konstrukcją i ogranicza się do chwili powstawania. Pisał 
o tym we wczesnej (z 1910 r.) i ważnej pracy O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa. Mówiąc 
o przedmiotach konstrukcyjnych (a do nich należą obiekty matematyki), zwrócił uwagę na 
twórczą swobodę podmiotu i jednocześnie obiektywność wytworu: “Przedmioty te nie istnieją 
realnie   i   od   doświadczenia   nie   zależą;   można   o   nich   powiedzieć,   używając   wyrażenia 

45

 Tamże.

46

 “Stworzyć” przedmiot abstrakcyjny = “skonstruować” go. Tamże, s. 13.

47

 Tamże, s. 14.

48

 Tenże, O twórczości w nauce, w: tenże, Z zagadnień logiki i filozofii..., s. 66-75.

49

 Tenże, Logistyka a filozofia, w: tenże, Z zagadnień logiki i filozofii..., s. 199-200.

15

background image

Dedekinda, że są swobodnymi wytworami umysłu ludzkiego (...).”

50

(s. 115) Z drugiej jednak 

strony   zauważał   pozorność   i   chwilowość   owej   swobody.   “Można   przyjąć   wprawdzie,   że 
definicja   każdego   przedmiotu   konstrukcyjnego   jest   dowolna;   ale   przedmiotów   takich 
tworzymy wiele i przyznajemy każdemu z nich wiele cech różnorodnych. Powstają więc wraz 
z dowolnymi konstrukcjami i jakieś stosunki między nimi, które już nie zależą od naszej woli. 
Istotnie, każdy matematyk i logik odczuwa, że badając te «swobodne utwory» umysłu natrafia 
co chwila na opór materiału; opór ten dowodzi, że cechy liczb, figur, funkcji itd. Nie są znów 
tak całkiem od nas tylko zależne.”

51

 

Uczony tworząc obiekt włącza go do pewnego uniwersum, nad którym jednak już nie panuje. 
Mimo uściślenia i tym  samym  ograniczenia  zakresu konfliktu obu stanowisk sprzeczność 
pozostała.   Niestety,   Łukasiewicz   sam   nigdzie   nie   wyjaśnił   bliżej   sposobu   pogodzenia 
platońskiej ontologii matematyki z konceptualizmem.
Podkreślana za Dedekindem swobodę uczonego w konstruowaniu pojęć nie jest pełna. Nad 
koniecznością ograniczenia jej Łukasiewicz zastanawiał się wielokrotnie. Już od Meinonga 
wiedział, że konstrukcje, jeśli mają być rzetelnymi pojęciami naukowymi i ma przysługiwać 
im jakaś bytowość, “nie mogą zawierać cech przeciwnych lub sprzecznych, to jest takich, 
które się nawzajem z koniecznością  wykluczają.”

52

  (Z tego wyciągał  wniosek, że pojęcia 

naukowe powinny być jednoznaczne. Muszą mieć ściśle określone cechy. Przedmiot, któremu 
przypisywalibyśmy   “raz   takie,   raz   znów   inne   cechy”   (s.   14)   zawierałby   -   jak   sądził   - 
sprzeczność.) Podstaw do zaufania temu poglądowi poszukiwał podczas dokładnej lektury 
pism   Arystotelesa.   Niestety,   jak   zauważał   pisząc   swą   pierwszą   książkę,   przekonanie,   że 
niesprzeczność gwarantuje istnienie, opiera się przede wszystkim na wierze: jest to bardzo 
ważny   postulat   przyjęty   bez   dowodu   i   w   zasadzie   niemożliwy   do   apodyktycznego 
uzasadnienia.

53

 

Łukasiewicz jednak nie podejmował żadnych prób argumentacji za przyjętym  postulatem. 
Raczej nawet podejrzewał, że uniwersum niesprzecznych bytów może być puste. (Więc z 
czysto formalnego punktu widzenia, znikałby problem dowodu jego prawdziwości: często 
bowiem mówi się o takiej formule jako o pusto spełnionej.) Gdy bowiem zadał pytanie o 
istnienie niesprzecznych przedmiotów, to jego odpowiedź bliska jest negatywnej: “Tak jak 
nie   możemy   z   orzec   pewnością,   czy   istnieją   niesprzeczne   przedmioty   konstrukcyjne, 
podobnie też nie mamy gwarancji, że istnieją niesprzeczne przedmioty konkretne.”

54

 

Historia nauki pokazywała, że uważane za niesprzeczne definicje obiektów matematycznych 
często   okazywały   się   obarczone   tym   błędem.   W   przypadku   prostych   pojęć   zmieniano 
definicje, eliminując sprzeczności. Ale – podkreślał - nigdy nie mamy gwarancji, że pojęcia 
dotychczas uznawane za poprawne nie okażą się wadliwe. O konieczności stałego wątpienia 
w niesprzeczność pojęć matematycznych upewniała Łukasiewicza zbudowana przez Russella 
antynomia: “(...) sprzeczność rodzi się tutaj z niewinnego na pozór i całkiem prawidłowo 
utworzonego   pojęcia   przy   pomocy   jak   najściślejszego   rozumowania”.

55

  Powstała   nie   w 

wyniku   nieostrożności   czy   lekkomyślności   autora   definicji.   Russell   znalazł   ją   w   teorii 
zbudowanej przez Fregego - uczonego, który w oczach Polaków uchodził za perfekcjonistę. 
Zagrożenie takie, co oczywiste, jest ciągle obecne w bardzo już rozwiniętej matematyce, w 
której operuje się mnóstwem pojęć i teorii. “Nie możemy przeniknąć nieograniczonej ilości 

50

 J. Łukasiewicz, O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa, s. 115.

51

 Tamże, s. 116.

52

 A. Meinong, O teorii przedmiotu..., s. 175.

53

 Ten problem omawia J. Łukasiewicz w dodatku do książki O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa. Chociaż jest to ważne 

zagadnienie ontologii, to, w kontekście, w którym ono występuje (Dodatek. Zasada sprzeczności a logika symboliczna), 
jego rozwiązanie traktowane jest jako nieistotne: “(...) nie jest racją żadnego twierdzenia pochodnego, a więc nie wpływa 
zupełnie na ilość i jakość twierdzeń logicznych.” (J. Łukasiewicz, O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa, s. 194.)

54

 J. Łukasiewicz, O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa, s. 128.

55

 J. Łukasiewicz, O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa, s. 121.

16

background image

cech względnych, jakie przysługują konstrukcjom umysłu dzięki niezliczonym, niezależnie od 
nas   istniejącym   stosunkom.   (...)   Istnieją   wielkie   dziedziny   nauk   apriorycznych,   jasne   dla 
naszego oka i przejrzyste. Ale tę jasną i świetlaną bryłę zdają się otaczać ciemności. Z wrogą 
tą siłą toczymy zaciętą walkę i coraz to nowy teren zdobywamy dla światła. (...) i nie mamy 
pewności, czy w ogóle ciemność wszelka zniknie (...).”

56

W przypadku realnych przedmiotów abstrakcyjnych ich sprzeczność jest odbiciem własności 
konkretów.   Tu   niesprzeczność   także   nie   jest   oczywista.   Nigdy   nie   mamy   wiedzy,   czy 
przedmiot w jednej chwili posiada jakąś cechę i jednocześnie jej nie posiada. Doświadczenie 
nie daje wiedzy o własnościach przedmiotu w ciągu pewnej chwili. Zmysły wymagają czasu 
dłuższego niż moment czasu, którego początek pokrywa się z końcem. 
Treści zasady sprzeczności traktowanej jako norma logiczna pozostawał wierny przez całe 
życie. “Jest to prawda bezwzględna, obowiązująca wszystkie systemy logiczne pod groźbą, iż 
w   razie   jej   przekroczenia   cała   logika   i   wszelkie   w   ogóle   badania   naukowe   stałyby   się 
bezcelowe.”

57

  Odrzucenie jej prowadziłoby do sytuacji, w której “Zatarłaby się całkowicie 

różnica między fałszywością i prawdziwością wyrażeń sensownych.”

58

  Przytoczone cytaty 

wskazują tylko na czysto pragmatyczne  uzasadnienie  roli zasady sprzeczności. Zdania na 
temat   jej   pewności   uczony   także   nie   zmieniał.   Jak   uważał,   podstawowe   zasady,   którymi 
kieruje się rozum w nauce, nie mogą podlegać jego ocenie. Tu “(...) musimy kierować się już 
nie rozumem, lecz tym, co nazywamy zwykle intuicją.”

59

Przestrzeganie   w   pracy   naukowej   opisywanej   normy   nie   zawsze   jest   proste.   Nie   istnieją 
niezawodne metody unikania pojęć sprzecznych. Dostrzegamy ten błąd dość rzadko, przede 
wszystkim w ewidentnych przypadkach. Te zwykle szybko są eliminowane. Istnieją jednak 
pojęcia,   które   wcześniej   traktowane   były   jako   oczywiście   poprawne,   a   dopiero   później 
okazały   się   błędne.   W   efekcie   teorie,   w   których   one   występują   wymagają   modyfikacji, 
istotnych poprawek. Łukasiewicz obserwował paradoksy, jakie pojawiły się w matematyce i 
które powstawały w wyniku operowania pozornie poprawnym pojęciem klasy (dokładniej: 
klasy klas, które nie są sobie podporządkowane). Dostrzeżenie, że obiekt jest w pewnej relacji 
do samego siebie i jednocześnie nie jest wskazywało na to, że narusza zasadę sprzeczności, 
więc nie może należeć do danego uniwersum. Zdarzenia te oraz świadomość niedoskonałości 
ludzkiego   podmiotu   prowadziły   Łukasiewicza   do   sceptycznego   skonstatowania   trwałej 
niepewności co do niezawodności teorii matematycznych.
Stanowiskiem,   które   -   jak   sądzę   –   najprościej   godzi   obie   perspektywy   (platonistyczną   i 
konceptualistyczną) jest dość powszechnie przyjmowany przez praktykujących matematyków 
pogląd,   że   każdemu   niesprzecznie   zdefiniowanemu   pojęciu   odpowiada   pewien   obiekt 
idealny.

60

  Łukasiewicz zna tę tezę i wykorzystuje. Zastanawiając się nad warunkami, jakie 

muszą   spełniać   pojęcia   abstrakcyjne,   podkreśla:   “Cecha   niesprzeczności   wystarcza,   jeśli 
chodzi   o   naukowe   przedmioty   idealne.”

61

  Nie   trzeba   odwoływać   się   do   empirii,   bo   w 

rzeczywistości   nic   im   nie   musi   odpowiadać.   W   świadomości   podmiotu   obiekt   zostaje 
powołany do istnienia w chwili zdefiniowania. Większość matematyków wierzy jednak, że 
zawsze był obecny w świecie idei, a dopiero w momencie zdefiniowania został odkryty: jakoś 
odsłonięty   przed   uczonym.   Warto   może   w   tym   miejscu   podkreślić   pewną   niestosowność 
użytego   sformułowania.   Polski   logik   woli   bowiem   mówić   o   tworzeniu,   konstruowaniu.

62 

56

 J. Łukasiewicz, O zasadzie sprzeczności u Arystotelesa, s. 122-123.

57

 J. Łukasiewicz, W obronie logistyki, w: tenże, Z zagadnień logiki i filozofii..., s. 219.

58

 J. Łukasiewicz, Elementy logiki matematycznej, Warszawa 1958, s. 61.

59

 Logika a filozofia, s. 208-209.

60

 Pogląd jest akceptowany także przez wielu wybitnych uczonych, którzy są zainteresowani filozofią, np. D. Hilberta. Zob. 

np.   tenże,  O   nieskończoności,   tł.   R.   Murawski,   w:  Filozofia   matematyki.   Antologia   tekstów   klasycznych,   wybór   i 
opracowanie R. Murawski, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 1986, s. 289 i nast.

61

 J. Łukasiewicz, Analiza i konstrukcja pojęcia przyczyny..., s. 15

62

 J. Łukasiewicz, O twórczości w nauce, w: Logika i metafizyka..., s. 9-33.

17

background image

Dzięki   tym   aktom   oraz   przeprowadzanym   rozumowaniom   wytwarza   się   coraz   lepsza 
odpowiedniość   między   dostępnym   dla   podmiotu   konceptualistycznym   uniwersum   a 
transcendentnym  światem idei: uczony coraz dokładniej poznaje rzeczywistość opisywaną 
przez daną teorię.
To wyżej  scharakteryzowane i nieco bezrefleksyjnie  przyjmowane stanowisko bliskie jest 
poglądowi analizowanemu przez M. Balaguera a zwanemu “pełnokrwistym platonizmem” 
(Full-Blooded Platonism)

63

. Zgodnie z nim każdy obiekt matematyczny, który może istnieć, 

istnieje.   Logiczna   analiza   dobrze   zdefiniowanych   pojęć   (teoria)   prowadzi   do   opisu 
odpowiedniego fragmentu owego świata. Jego wewnętrzne bogactwo (wielość istniejących 
wszystkich   logicznie   możliwych   uniwersów)   zapewnia   każdej   poprawnej   matematycznej 
tezie   przedmiotowy   odpowiednik.   To   także   uzasadnia   możliwość   używania   klasycznego 
pojęcia   prawdy.   “Sądy   logiczne   i   matematyczne   są   prawdami   jedynie   w   świecie   bytów 
idealnych.

64

Aby   nieco   dokładniej   przybliżyć   tę   koncepcję   platonizmu,   wyobraźmy   sobie   dwie   różne 
teorie   posługujące   się   identycznym   językiem,   np.   teorię   Zermelo-Fraenkla   z   pewnikiem 
wyboru oraz drugą, podobną – pozbawioną pewnika wyboru. Można więc sformułować taką 
tezę, która jest prawdziwa w jednej teorii, a w drugiej fałszywa. Zauważmy, że sytuacja ta nie 
rodzi   jednak   żadnych   trudności   w   prezentowanej   koncepcji.   Należy   jedynie   pamiętać,   że 
musimy   brać   pod   uwagę   różne   fragmenty   tego   świata   jako   modele   dla   obu   teorii,   tj.   w 
rzeczywistości mamy do czynienia nie z jedną, ale z dwiema tezami. Są równokształtne, ale 
przypisane są im zupełnie inne interpretacje. To powoduje inne wartości obu tez.
Warto wyraźnie podkreślić istotną dla naszych rozważań zaletę pełnokrwistego platonizmu: 
koncepcja jest immunizowana na krytykę Benacerrafa. Nie potrzeba zastanawiać się, w jaki 
sposób   czasoprzestrzenny   podmiot   może   poznać   obiekty   transcendentnego   świata.   Ma   tę 
wiedzę, nie korzystając z intuicji ani nie odwołując się do źródeł natywistycznych. Wystarczy 
formalna poprawność aksjomatów i obowiązujących reguł. Oparta na nich racjonalna analiza 
pozwala   uzyskać   informacje   o   badanym   uniwersum.   Rozbieżność   między   rzeczywistymi 
własnościami a uzyskanymi w wyniku rozumowania może być jedynie następstwem błędów, 
czego, w przypadku empirycznych istot, nie można wykluczyć. 
Warto może w tym miejscu jeszcze raz podkreślić poznawczą rolę zasady sprzeczności. Nie 
mając  bezpośredniego  dostępu poznawczego  do uniwersum,  możemy  jedynie  korzystać  z 
aksjomatów  i reguł wnioskowania naszej teorii.  One zgodnie z koncepcją pełnokrwistego 
platonizmu   dokładnie   odpowiadają   interesującemu  nas  światu  idei.  Odpowiedniość  ta   nie 
zachodzi,   jeśli   ten   system   tez   jest   sprzeczny.   Zasada   logicznej   sprzeczności   gwarantuje 
bowiem ontologiczną sprzeczność w opisywanym uniwersum, więc jego nieistnienie. Jeśli 
sprzeczność logiczna powodowana jest sprzecznością pewnego pojęcia, to odpowiadający mu 
obiekt zawierałby sprzeczność ontologiczną, czyli nie mógłby istnieć. Rozważania w których 
występowałoby   owo   pojęcie   byłyby   puste.   Nie   miałyby   swego   przedmiotowego 
odpowiednika.  Logiczna  sprzeczność – jak łatwo zauważyć  – odgrywa  rolę negatywnego 
kryterium istnienia odpowiedniego świata przedmiotów idealnych. Empiryczny brak takiej 
sprzeczności logicznej w teorii, ze względu na, podkreślane już, nasze ograniczone zdolności, 
niestety,   nie   dowodzi   jeszcze   istnienia   odpowiedniego   uniwersum.   Ta   sprzeczność   może 
zostać zauważona dopiero później. Tę sytuację nazywaliśmy wcześniej “trwałą niepewnością 
co do niezawodności teorii matematycznych”.

63

  M. Balaguer,  A Platonist Epistemology,  “Synthese” 103 (1995), s. 304.  W zasadzie ograniczam się do tej 

nieścisłej definicji pełnokrwistego platonizmu. Nie będę także podejmował próby analizy toczonej dyskusji nad 
argumentacją  M. Balaguera  za prawdziwością przedstawionego  przekonania.  W tej  sprawie  zob. np. tenże, 
Platonism and Anti-Platonism in Mathematics, Oxford University Press, New York 1998, cz. I.

64

 J. Łukasiewicz, O twórczości w nauce, w: Logika i metafizyka. Miscellanea, pod red. J.J. Jadackiego, Wydział 

Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1998, s. 20. 

18

background image

Trudno jednoznacznie ocenić tzw. platonizm Łukasiewicza. Jeśli pytamy o jego preferencje, 
wiarę czy prywatne poglądy, to cytowane deklaracje wyraźnie potwierdzają wybór tej opcji 
ontologicznej. Jeśli jednak oczekujemy sformułowania zracjonalizowanego i uzasadnionego 
stanowiska, a takie właśnie rygorystyczne wymagania stawiał przed filozofią polski logik, to 
odpowiedź   będzie   negatywna.   Uczony   nigdy   nie   podjął   żadnej   systematycznej   próby 
uzasadnienia tego stanowiska. Może był to wynik świadomej rezygnacji z kontynuowania 
pracy   filozoficznej   i   może   także   skrajne   oczekiwania   zawarte   w   propagowanym   przezeń 
scjentystycznym   modelu   filozofii   uniemożliwiały   podejmowanie   zadań,   których   rzetelna 
realizacja   byłaby   niemożliwa.   Zamiast   oprzeć   się   na   precyzyjnej   i   rzetelnej   refleksji   nad 
ontologią   platonistyczną   wyraźnie   zaoferował   przesunięcie   problemu   do   pozaracjonalnej 
sfery wiary, w której krytyka nie zawsze jest uprawnionym narzędziem.

19

background image

Andrzej Zalewski

       VI.2005

„JESTEŚMY BOWIEM Z JEGO RODU...”.

FUNDACJONIZM NAUKI JANA PAWŁA II  W „PAMIĘCI I 

TOŻSAMOŚCI”

Myśleniem   autora  Pamięci   i   tożsamości  rządzi   zasada   poszukiwania   podstaw   dla 

licznych   zjawisk,   o   których   jest   mowa   w   książce;   zasada   zakorzeniania   ich   w   pewnych 
fenomenach źródłowych. Można takie myślenie nazwać fundacjonistycznym.  Przedkładam 
ten termin nad tradycyjny „fundamentalizm”, bowiem ów ostatni w aspekcie teoretycznym 
odsyła głównie do dylematów epistemologii, zaś w aspekcie praktycznym oznacza skłonność 
do   radykalizacji   postawy   życiowej,   politycznej   lub   religijnej   w   imię   zasad   ostatecznych. 
Naturalnie, oba te aspekty są w refleksji Jana Pawła II również obecne, ale ograniczenie się 
tylko do nich zanadto zawężałoby perspektywę. Wypada zauważyć, że pojęcie fundamentu 
nie jest w książce definiowane ściśle; prezentuje ono sobą raczej rozmyte spektrum znaczeń 
(o   czym   szerzej   mowa   pod   koniec   szkicu).   Aby   to   spektrum   jakoś   terminologicznie 
zafiksować, unikając przy tym pułapek określeń cząstkowych, uciekam się do językowego 
dziwotworu   na   gruncie   polszczyzny,   do   „fundacjonizmu”   (pomijam   fakt,   że   angielski 
„fundacjonizm”   lub   „fundacjonalizm”   na   równi   z   „fundamentalizmem”   brzmią   bardziej 
naturalnie   i   że,   w   zależności   od   decyzji   terminologicznej   autorów,   raz   się   do   siebie 
znaczeniowo zbliżają, innym razem oddalają). 
Fundacjonizm   jest   nade   wszystko   tęsknotą   za   fundamentami   (bo   nie   tylko   za   ich 
intelektualnym   zgłębianiem)   w   przeświadczeniu,   że   stanowią   one   coś   więcej,   niż   regułę 
wyjaśniającą dla wszystkich ogniw pochodnych. Fundamenty pozwalają na wstawienie życia 
w koleiny sensu i ładu, na poczucie bezpieczeństwa wytworzone przez fakt, że egzystencja 
ma kotwicę w układzie jakości trwalszych od niej samej, że nie jest skazana na dryfowanie, 
czy   skupianie   się   wokół   doraźnych   przyczółków.   Nieprzypadkowo   tytuł   całego   tekstu 
zaczerpnąłem z cytatu zawartego w mowie św. Pawła na Areopagu (przywołanego w książce 
na s. 99). Wydaje mi się bowiem, iż figura wywodliwości łańcucha daleko nieraz sięgających 
ogniw z jakiegoś rodu, rodziny, wspólnoty, matecznika, organizuje całą przestrzeń myślową 
książki. Wywodliwości  de re, bowiem  de mente  jest to wciąż szukanie punktu wyjścia dla 
nieskończenie   rozciągłej   linii,   w   którą   można   by   wpisać   własny   los   na   równi   z 
doświadczeniem zbiorowym. Przy czym, należy zaznaczyć, wyprowadzalne z danej podstawy 
ciągi zjawisk są niekiedy wielowątkowe, nakładają się na siebie i zaplatają, aczkolwiek wciąż 
pozostawiają odsłonięty i czytelny plan pierwszy.

Jest więc głęboko przemyślanym zabiegiem, że  Pamięć i tożsamość  zaczyna się od 

sekcji poświęconej problematyce dobra i zła. Dobro i zło nie tylko, jak cała reszta tematów 
podejmowanych   w   książce,   odwołują   się   do   jakiejś   podstawy,   ale   też,   rzec   można,   są 
metazasadami   wprowadzającymi   porządek   do   znacznie   rozleglejszej   sfery   zagadnień,   są 
podstawami podstaw. Od rozstrzygnięcia pytań dotyczących pochodzenia zła zależy przecież 
także rozstrzygnięcie wszelkich innych pytań co do losu Polski, Europy, czy demokracji, tak 
licznie  w książce  rozsianych.  Jedynie  chyba  w  tej  sekcji daje o sobie znać  temperament 
Karola Wojtyły –– fenomenologa szukającego płaszczyzny oparcia dla opisywanych zjawisk 
w doświadczeniu wewnętrznym człowieka. Fenomenologia, wspominana w książce niewiele 
razy, i to, co zresztą zrozumiałe, w kontekście „fenomenologii realistycznej” (17), stanowi 
przecież   najważniejszą   filozoficzną   bazę   dwudziestowiecznego   fundacjonistycznego 
myślenia; fundacjonistycznego nawet podwójnie, bo zmierzającego nie tylko do wyświetlenia 

20

background image

podstaw   w   ogóle   (w   sensie   jakiegokolwiek   dyskursu   o   podstawach),   ale   i   naocznego 
zakotwiczenia ich w strukturach samoświadomości.

Rozważając kwestię pochodzenia zła i poruszając się w niej tropem chrześcijańskiej 

ortodoksji, musimy wyjść od pełni dobra, by dotrzeć dopiero do jego niesamowystarczalnego, 
przeciwległego   bieguna.   W  Pamięci   i   tożsamości  ten   kierunek   myślenia,   oczywiście, 
obowiązuje   także,   ale   odnoszę   wrażenie,   bardziej   zresztą   z   niezmiernie   dyskretnego 
rozłożenia akcentów, niż z jakichkolwiek werbalnych enuncjacji, że towarzyszy mu namysł 
przebiegający w kierunku odwrotnym. Doświadczenie wewnętrzne psychiki ludzkiej, nawet 
jeśli nie jest ono wytyczną  w książce przesadnie eksponowaną, podpowiada, że punktem 
startowym   podróży   sumienia   w   kierunku   dobra   jest   odczucie   głębokiego   braku   w   sobie 
samym   i,   nade   wszystko   może,  siebie   samego   jako   niedopełnienia.     Właśnie   takie 
niedomknięcie,   intensywnie   uwewnętrznione,   domaga   się   przezwyciężającej   je   podstawy, 
która temu, co niedomknięte, nadaje dopiero kształt całościowy. Niedomknięcie w wymiarze 
moralnym krystalizuje się jako grzech, ale ten ostatni trzeba wszak rozważać na ogólniejszym 
tle   rozpoznawanej   w   stworzonym   bycie  privatio.   Stąd   owe,   nie   tak   liczne   przecież,   ale 
wymowne, uwagi, w których delikatnie przyjmuje się za punkt wyjścia perspektywę jednostki 
ludzkiej spoglądającej na siebie, łączącej w jedno wątłość fizyczną i pociąg do zła, i z tej 
dopiero płaszczyzny objawiającej wolę przywarcia do jakiegoś bardziej stabilnego podłoża: 
„Jako  taki   [grzech   pierworodny  –  A.Z.]  oznacza  pewną  wrodzoną  grzeszność   człowieka, 
skłonność do złego raczej niż dobrego, która w nim tkwi. Jest w człowieku pewna słabość 
wrodzona   natury   moralnej,   która   idzie   w   parze   z   kruchością   jego   bytu,   z   kruchością 
psychofizyczną” (26). 
Paradoksalnie na tym tle rysuje się sytuacja kartezjanizmu, bazowego w myśli nowożytnej 
kierunku dla ujmowania wszelkich problemów bytowych z perspektywy subiektywnej jaźni. 
Z jednej strony, oczywiście, implikacje kartezjanizmu są dla Karola Wojtyły nie do przyjęcia, 
tak   jak   nie   do   przyjęcia   jest   każda   filozofia   przesuwająca   punkt   ciężkości   od  esse 
tomistycznego   realizmu   do

 cogito

 samoświadomości   (16).   Fundamentalnym 

nieporozumieniem dla autora  Pamięci i tożsamości  musi być filozofia, w której „Bóg mógł 
pozostać jedynie jako treść ludzkiej świadomości”, jako „idea Boga” (18). Z drugiej strony 
jednak, ostrożna sympatia autora dla „realistycznej fenomenologii”, czy szerzej, dla każdej 
myśli   wzbogacającej   realistyczne   założenia   o   opis   doświadczenia   wewnętrznego,   przeżyć 
religijnych   zeń   nie   wykluczając,   jest   także   wyczuwalna:   „Można   na   przykład   metodą 
fenomenologiczną analizować doświadczenia, takie jak doświadczenie moralności, religii, czy 
też człowieczeństwa, wzbogacając w znaczący sposób nasze poznanie. Nie można jednak 
zapominać,   że   te   wszystkie   analizy   poniekąd   milcząco   zakładają   rzeczywistość   bytu 
ludzkiego, to znaczy bytu stworzonego, a także rzeczywistość Bytu Absolutnego” (21). 
Powtórzmy: fundacjonistyczne myślenie Karola Wojtyły z koniecznością zakłada przejście od 
rzeczywistości   ludzkimi   oczami   widzianej   i   ludzkim   rozumem   pojmowanej   do 
transcendującej ją i ugruntowującej podstawy.  Ten schemat podczepiania wszystkiego, co 
widzialne, pod określone sensodajne źródło działa zarówno w planie indywidualnego losu 
ludzkiego, jak i w planie historycznych dziejów zbiorowości. Nie ma więc nic dziwnego w 
tym,   iż  wyjściowy ogląd   rzeczywistości,  w  tym   owej  „wrodzonej   grzeszności  człowieka, 
skłonności do złego raczej, niż do dobrego”, kieruje przede wszystkim spojrzenie w stronę 
licznych   przejawów   zła   domagających   się   przełamania   dopiero   w   następnej   instancji. 
Doktrynalny wymóg widzenia zła jako swego rodzaju próżni wydrążonej w bytowej pełni 
dobra   zderza   się   z   metodologicznym   wymogiem   rozpoczynania   od   tego,   co   najbardziej 
uderzające   ––   od   obrazów   duchowej   i   fizycznej   nędzy   apelującej   dopiero   o   wsparcie   i 
ratunek. Zderza się –– i próbuje dojść z nim do stanu dynamicznej równowagi.
Na   tym   tle   nie   może   być   zaskoczeniem,   iż   partie   książki   poświęcone   „ideologii   zła” 
występują o kilkanaście stron wcześniej, niż segmenty mówiące o dobru urzeczywistniającym 

21

background image

się  w   odkupieniu.   Także   pytanie   o  „miarę  zła”  (alternartywnie  funkcjonuje   tu  wyrażenie 
„miara   wyznaczona   złu”)   kilkakrotnie   zadawane   na   łamach   pracy   (22,   25-29)   w   tym 
kontekście logicznie poprzedza pytanie o „miarę dobra” (32). Jest zresztą charakterystyczne, 
że pytanie o zło dotyczy najpierw realiów historycznych ubiegłego stulecia –– hitlerowskiego 
i stalinowskiego totalizmu przede wszystkim –– by, zgodnie z regułami fundacjonistycznego 
myślenia,   zakotwiczyć   swój   przedmiot   objawiający   się   ostatecznie   jako   „zło   moralne”   i 
„grzech”   wewnątrz   natury   ludzkiej   (25).   Ów   zwrot   od   historycznego   opisu   ku   głębszej 
warstwie teologicznego rozeznania został wyraźnie przez Jana Pawła II stematyzowany jako 
metodologiczna zasada toku myśli: „Kiedy mówię <miara wyznaczona złu>, myślę przede 
wszystkim   o   mierze   historycznej,   która   za   sprawą   Opatrzności   została   wyznaczona   złu 
totalitaryzmów   XX   stulecia:   złu   narodowego   socjalizmu,   a   potem   marksistowskiego 
komunizmu. Trudno mi jednak w tej perspektywie oprzeć się jeszcze innym refleksjom, które 
mają charakter teologiczny” (25). 
Podróż od zła ku dobru odbywa się nie tylko na płaszczyźnie sposobu argumentacji, lecz w 
innym   jeszcze,   i   to   o   wiele   bardziej   podstawowym   wymiarze   ––   na   płaszczyźnie   samej 
przedmiotowej   rzeczywistości,   w   której   obecność   zła   po   leibnizjańsku   okazuje   się 
niezbędnym warunkiem możliwości doświadczenia i realizacji dobra: „Można było myśleć, 
że i to zło (komunizm –– A.Z.) było w jakimś sensie potrzebne światu i człowiekowi. Zdarza 
się bowiem,  że w konkretnym  realistycznym  układzie  ludzkiego  bytowania  zło w jakimś 
sensie  jawi  się jako potrzebne   –– jest  potrzebne  o  tyle,  o  ile  daje okazję  do dobra  (…) 
Ostatecznie, zastanawiając się nad złem, dochodzimy do uznania większego dobra” (23-24). 
Widzimy   zatem,   na   jak   wiele   sposobów   rzeczywistość   ludzka   podlega   procedurom 
ugruntowywania. Jako rzeczywistość naturalna musi dać się sprowadzić do nadnaturalnej, 
jako rzeczywistość dojmującego zła musi się przełamać i oczyścić w przemożnym wobec niej 
strumieniu   łaski,   jako   rzeczywistość   myśli   musi   wychodzić   od   kontyngentnego   faktu,   by 
spocząć w utwierdzającej go podstawie. Dzięki tej wielopłaszczyznowej odysei możliwe się 
staje   dotknięcie   i   pełniejsze   uchwycenie   tajemnicy   odkupieńczego   dobra.   Dobro   owo 
funkcjonuje zrazu czysto negatywnie, jako zewnętrzna granica, której zło nie jest w stanie 
przekroczyć,   jako  „miara   wyznaczona   złu”.  Dopiero  po  przemierzenieniu   całej   drogi  zła, 
wyczerpaniu   całego   jego   potencjału,   wypiciu   do   dna   czary   goryczy   ––   a   więc,   po 
doświadczeniu   Krzyża   ––   realne   jest   odczucie   dobra   niejako   od   wewnątrz,   jako 
rzeczywistości pozytywnej, a nie tylko niewidzialnej bariery, na której zło się zatrzymuje. 
Uwewnętrznienie dobra jako sui generis świata mającego swój własny porządek pociąga za 
sobą w dalszych partiach przesunięcie sformułowań typu „miara wyznaczona złu” na plan 
drugi i wyeksponowanie formuł kładących większy nacisk na pozytywność i substancjalność 
dobra tworzącego tę miarę. Chodzi tu przykładowo o stwierdzenia na temat „miary dobra”, 
jaka   wiąże   się   ze   „zmartwychwstaniem   Chrystusa”   i   jaką   „Bóg   wprowadza   w   dzieje 
człowieka poprzez tajemnicę odkupienia” (32), lub na temat ofiary z Syna na krzyżu, złożonej 
przez Boga „na szali dobra”, a traktowanej jako „zadośćuczynienie o nieskończonej wartości, 
ażeby ono (dobro –– A.Z.) mogło zawsze ostatecznie przeważać” (30).
Zwróćmy przy okazji uwagę, że również zło, któremu tak wiele namysłu  poświęca autor 
Pamięci i tożsamości, ma swoją własną podstawę; oczywiście nie w aspekcie ontologicznym, 
gdyż tu –– w świetle założeń doktrynalnych –– mieć jej jako privatio nie może, lecz tylko w 
aspekcie historii idei, jako „ideologia zła”, czerpiąca   impuls swego rozwoju z określonego 
historycznego punktu wyjścia. O ile dobrze odczytuję przesłanki eschatologicznej wizji Jana 
Pawła II, to faza zbłądzenia w dziejach europejskiej kultury ma swoje historyczne korzenie w 
kartezjanizmie. Stosunek twórcy Pamięci i tożsamości do myśli „ojca filozofii nowożytnej” 
jest,   jak   już   wspomniałem,   naznaczony   głęboką   ambiwalencją.   Nie   jest   ona   nigdzie 
wypowiedziana wprost, ale ujawnia się za pośrednictwem szeregu niejednoznaczności, czy 
nawet   niekonsekwencji,   meandrów   i   zwrotów   widocznych,   co   prawda,   nie   w   planie 

22

background image

treściowym  jednej  książki,  lecz  przy rozpostarciu  pełnego pasma  twórczości  filozoficznej 
Jana Pawła II. Z jednej strony, kartezjańskie  cogito, na skutek przyjęcia określonej metody 
filozofowania, jest świadectwem deifikacji podmiotu ludzkiego ze wszystkimi zgubnymi tego 
konsekwencjami.  Ale  z   drugiej,  zaczepia  ono  wszelką   możliwą   problematykę   w  ludzkim 
przeżywaniu, co umożliwia jej tym głębszą penetrację –– bez  tego „przepuszczenia przez filtr 
świadomości” każda z nich byłaby prawdopodobnie niczym więcej, niż zestawem pustych 
znaczeń. O docenieniu rangi zwrotu ku  cogito  świadczy w  Pamięci i tożsamości  nie tylko 
powołanie   się   z   pełną   estymą   na   fenomenologiczną   etykę   Schelera   i   Levinasa   (46)   –– 
myślicieli będących, w najogólniejszym, narzuconym przez słowo „fenomenologia” sensie, 
spadkobiercami kartezjańskiego dziedzictwa, nawet jeśli, jak w wypadku Levinasa, jest to 
zależność czysto negatywna. Świadczy też o tym przyjęta we wcześniejszych studiach Karola 
Wojtyły: Miłość i odpowiedzialność, a zwłaszcza Osoba i czyn (aprobatywnie przywołanych 
na   kartach  Pamięci)   metodyka   postępowania   z   lekkim,   ale   wyczuwalnym   nalotem 
subiektywizmu.
O   ile   stosunek   do   filozofii   Kartezjusza   podlega   w   omawianej   pracy   charakterystycznym 
wahaniom,   o   tyle   żadnych   już   wątpliwości   nie   budzi   odrzucenie   przez   Karola   Wojtyłę 
filozoficznego Oświecenia, odpowiedzialnego, przynajmniej na zachodzie Europy, za „kryzys 
tradycji chrześcijańskiej” (16). To właśnie w Oświeceniu swój szczyt osiąga antropologizacja 
fundamentów człowieka i świata, skutkująca, przez szereg ogniw pośrednich, ludobójczymi 
ideologiami   XX   wieku.   Jest   przy   tym   zadziwiającym   paradoksem,   że   o   takich   samych 
niszczycielskich   skutkach   Oświecenia   potrafią,   jak   wiadomo,   mówić   także   myśliciele 
postmodernistyczni,   których   o   identyfikację   z   założeniami   krytyki   chrześcijańskiej 
podejrzewać   trudno.   Paradoks   po   części   rozwiewa   się,   gdy   sobie   uprzytomnimy,   że   oba 
przeciwstawne obozy widzą w Oświeceniu zespoły własności dokładnie opozycyjnych. O ile 
chrześcijański światopogląd, reprezentowany przez autora  Pamięci, traktuje Oświecenie jak 
poletko   doświadczalne   antropologicznej   samowoli,   z   katastrofalnymi   skutkami   tejże   w 
stuleciach następnych, o tyle dla postmodernizmu –– przeciwnie –– Oświecenie pozostaje 
paroksyzmem totalizacji, żałosną w skutkach uzurpacją Rozumu przeciwko nieuchronnie i 
nieredukowalnie   różnym   ludzkim   dążeniom.   Nawiasowo   jedynie   podejmuję   ów   wątek 
paradoksalnej harmonii antyoświeceniowej ofensywy chrześcijaństwa i postmodernizmu, nie 
chcąc,  by tok argumentacji  popadł  w  nadmierną  dygresyjność  i  czepiał  się  problemów  z 
punktu   widzenia   całości   książki   drugoplanowych.   Chodzi   mi   przede   wszystkim   o 
zaakcentowanie   fundacjonizmu   myślenia   Jana   Pawła   II   także   w   refleksji   nad   doktryną 
ewidentnie przez autora negowaną i zmierzającą, jego zdaniem, ku ontologicznej przepaści. 
Ten sam pęd wpisywania się w początek, który animuje tyle kwestii poruszanych w książce, 
towarzyszy w równej mierze namysłowi nad ideologią zła, która, choć podszyta nicością, 
promieniuje z konkretnego światopoglądowego i filozoficznego punktu w czasie. 
Poświęciłem   najwięcej   uwagi   pierwszym   20-30   stronom  Pamięci   i   tożsamości,   bo   –– 
powtórzę to raz jeszcze –– w nich już zarysowana została czytelna figura myślowa, którą 
później autor spożytkowuje jedynie w innych kontekstach. Jest to figura szukania początku, 
który może być zarazem fundującą  racją. W kolejnych partiach występuje ona na przykład w 
odniesieniu do pojęć ojczyzny i narodu. Pierwsze z nich łączy się w czytelnym  związku 
genetycznym z ojcowizną oraz, tym samym, z relacją dzieci wobec ojcowskiego dziedzictwa. 
„Ojczyzna to jest poniekąd to samo, co ojcowizna, czyli zasób dóbr, które otrzymaliśmy w 
dziedzictwie   po ojcach”  (66). Jest  znów  znamienne,  że  w   ograniczonym  tylko   wymiarze 
wspomniane pojęcie, a także inne, mające materialistyczne bądź fizykalistyczne konotacje, 
brane są w dosłownym znaczeniu. Włącza się tu bowiem od razu rzeczywistość kultury, która 
pozornie materialne fenomeny przepaja głębszym, upodstawiającym je sensem duchowym. 
„(…) w obrębie pojęcia „ojczyzna” zawiera się jakieś głębokie sprzężenie pomiędzy tym, co 

23

background image

duchowe,   a   tym,   co   materialne,   pomiędzy   kulturą   a   ziemią.   Ziemia   odebrana   narodowi 
przemocą staje się niejako głośnym wołaniem w kierunku <ducha> narodu” (67). 
Na tej samej  zasadzie  kolektywne  pojęcie narodu, etymologicznie,  jak przypomina  autor, 
wywodzące   się  z   „rodzenia”,   znajduje  swą  źródłową   postać   w   fundującym   je  fenomenie 
biologicznego poczęcia i przyjścia na świat indywidualnej ludzkiej osoby. Ale i tutaj biologia 
przyjmuje   w   siebie   wektor   nadrzędnego   porządku,   bowiem   „Termin   <naród>   oznacza   tę 
społeczność, która znajduje swą ojczyznę w określonym miejscu świata i która wyróżnia się 
wśród innych własną kulturą” (74). O randze tego zwierzchnictwa kultury nad biologicznym 
fenomenem   narodu–rodzenia   świadczy 15  rozdział   książki  o  znamiennym   tytule  Naród i 
kultura
, poświęcony w całości więzom zaplatającym się na styku owych dwóch porządków. 
Kultura patronuje życiu narodu, ale sama „kultura” ma również swoje pierwociny w Bożym 
przykazaniu   z  Księgi   Rodzaju:   „Czyńcie   sobie   ziemię   poddaną”   (85).   Byłaby   rzeczą 
niezmiernie   ciekawą,   pomijając   już   „archeologiczne”   i   „geologiczne”   uwarstwienie 
poszczególnych   wątków   treściowych,     analiza   kształtu   frazeologii   użytego   do   ich   opisu; 
kształtu   frazeologii,   który   ––   akcentując   po   wielekroć   momenty   początku,   pierwocin, 
wywodzenia   się z  pewnego  oryginalnego   kształtu  ––  staje  się  sam  przez  się  niezmiernie 
wymownym  świadectwem fundacjonistycznej  orientacji tekstu papieskiej pracy.  Wskażmy 
tylko   kilka   przykładów   skupionych   na   niewielkiej   stosunkowo   przestrzeni   rozdziału   o 
związkach narodu i kultury: „Te słowa bowiem („Czyńcie sobie ziemię poddaną” –– A.Z.) są 
najpierwotniejszą i najbardziej kompletną definicją ludzkiej kultury” (85). „Na pierwszych 
stronach Księgi Rodzaju dotykamy samej istoty tego, co się nazywa kulturą, wydobywając jej 
znaczenie najbardziej pierwotne i podstawowe, od którego możemy z kolei dojść do tego, 
co   stanowi   prawdę   naszej   cywilizacji   przemysłowej”   (86).   „Byłoby   rzeczą   potrzebną 
zatrzymać się i przeanalizować dogłębnie pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju, stanowiące 
pierwotne źródło, z którego możemy zaczerpnąć” (86), itp. (podkreślenia –– A.Z.).
Schemat   regresywnego   ruchu   poznawczego   ku   źródłom   powtarza   się   również,   gdy  autor 
przechodzi do omówienia relacji między religią chrześcijańską a geograficznymi terytoriami, 
z którymi  wiąże ją historia. Chrześcijaństwo rozpoczęło  swój zwycięski marsz  głównie z 
terenów   Azji   Mniejszej,   co   Jan   Paweł   II   odnotowuje   (96),   by   wkrótce   przed   faktografię 
historycznego   typu   wysunąć   znów   porządek   kulturowy   przyobleczony   w   kształt   Europy. 
Ważniejsze od kronikarskiej rejestracji zdarzeń z najdawniejszych dziejów chrześcijaństwa 
okazuje   się   jego   duchowe   promieniowanie,   tak   więc  chrystianizacja,   a   dokładniej 
ewangelizacja; tu zaś obecna Europa stanowi centrum misyjnej irradiacji tej religii na inne 
obszary. Dlatego autor może w pewnym miejscu swojego wywodu powiedzieć: „Większość 
Kościołów pozaeuropejskich powstała dzięki działalności misyjnej, która za punkt wyjścia 
miała Europę” (127); „Nie można zapominać, że dzieło misyjne Kościoła rozniosło się na 
świat   z   Europy”   (109).   Ta   europejska   soczewka,   która   skupia   w   sobie   moce   rozrodcze 
chrześcijaństwa,   zgodnie   z   metodologią   utrwaloną   już   we  wcześniejszych   partiach   pracy, 
prowadzi autora Pamięci w stronę innych spraw, kontekstów kulturowo coraz nam bliższych, 
bo w stronę Europy środkowo-wschodniej, w tym i Polski, któremu to regionowi w jego 
łączności z misjonarską działalnością Kościoła poświęcony jest cały rozdział 17. 
Doskonale skądinąd wiadomo, jak bardzo myślenie w kategoriach Europy bliskie jest wizji 
chrześcijaństwa u Karola Wojtyły;  nie trzeba nawet powtarzać, że Europa jest duchowym 
kształtem tej wizji aż po granice jakiegoś, być może, zawłaszczającego europocentryzmu. Nie 
chciałbym   z   tego   przywiązania   do   eurocentrycznej   perspektywy   robić   zarzutu;   tak   w   tej 
kwestii, jak i we wszystkich innych, chcę jedynie wskazać na siłę myślenia ku fundamentom, 
zawsze   spajającego   aktualne   dane,   jakiegokolwiek   byłyby   one   rodzaju,   ze   strukturami 
bardziej od nich rudymentarnymi. 
Musimy   jednak,   operując   ogólnym   pojęciem   „fundacjonizmu”,   ciągle   pamiętać,   że 
„fundament”   u   Karola   Wojtyły   nie   ma   jakiegoś   jednego,   normatywnego,   czy   też 

24

background image

wywiedzionego ze ścisłej definicji, kształtu. Fundamentem może być zarówno historyczna, a 
w   każdym   razie   empiryczna,   geneza,   jak   i   zapomniana,   czy   też   nieuświadomiona 
fenomenologiczna proto-forma rozwoju, będąca zarazem jego uprawomocniającą racją, jak 
wreszcie   tegoż   rozwoju   postać   finalna,   stanowiąca  telos  i   biorąca   tym   samym   na   siebie 
godność   ostatecznej   płaszczyzny   odniesienia.     Jeśli   przystaniemy   na   pewną   chwiejność 
ogniskującego   i   centrystycznego   podejścia,   jaka   towarzyszy   papieskiemu   myśleniu 
fundamentów,  to będziemy  mogli  podsumować  dotychczasowy wywód  stwierdzeniem,  że 
fundacjonizm w ostatniej książkowej pracy papieża (choć oczywiście nie jest to na tle jego 
twórczości jakaś cecha wyjątkowa), przebiega w kilku płaszczyznach (bez przesądzania, że 
poniższa ich lista jest już kompletna):
1) w najogólniejszej i wyjściowej dla wszystkich innych płaszczyźnie  metodologicznej  –– 
przez     klaryfikację   tego,   co   dalekie   tym,   co   bliskie,   tego,   co   mniej   –   tym,   co   bardziej 
źródłowe;
2) w płaszczyźnie chrystologicznej –– przez widzenie historii świeckiej w świetle sakralnej 
historii ukrzyżowania, zmartwychwstania i zbawienia;
3) w płaszczyźnie antropologicznej (stymulowanej przez fenomenologię) –– dzięki obraniu 
prymatu   „doświadczenia   wewnętrznego”   w   problematyzacji   niektórych   wątków;   tym 
tłumaczyć   można   stwierdzone   przez   autora   dochodzenie   do   najwyższego   dobra   przez 
doznanie niedoskonałości własnej natury, co jest wyjściową przesłanką w samopojmowaniu 
się człowieka;
4)   w   płaszczyźnie  ontologicznej  ––   przez   określanie   pewnych   porządków   jako   bytowo 
wyprowadzalnych z porządków w stosunku do nich istotniejszych; tą drogą, odwrotnie, niż w 
punkcie   poprzednim,   da   się   scharakteryzować   samowystarczalne   dobro   jako   fundującą 
podstawę dla niesamodzielnego bytowo zła;
5)   w   płaszczyźnie  kulturowej  ––   przez   dostrzeganie   nadrzędności   stanowiska 
kulturoznawczego   wobec   powierzchniowej   faktografii,   już   to   historycznej,   już   to 
biologiczno-naturalistycznej; na przykład, chrześcijaństwo jako fenomen o nieeuropejskich –– 
z   punktu   widzenia   dzisiejszego   podziału   świata   ––   początkach   swej   ziemskiej   ekspansji 
ustąpić musi w opisie miejsca chrześcijaństwu widzianemu przez pryzmat Europy, a to ze 
względu   na   kluczową   rolę   tego   kontynentu   w   propagowaniu   i   krzepnięciu   idei 
chrześcijańskich.   Tak   samo,   kultura   demonstruje   swoją   zwierzchność   nad   spoiwami   typu 
„więzów krwi”, cementującymi np. naród w aspekcie czysto witalnej siły rozrostu i trwania.
6) w płaszczyźnie  historycznej  –– przez podłączanie zjawisk pod ich historyczne źródła i 
wyjaśnianie ich tą drogą; na przykład, „ideologia zła” owocująca totalitaryzmami w wieku 
XX wyraźnie wskazuje na swe historyczne korzenie w filozoficznym Oświeceniu.

Można   się   jednak   zastanawiać,   czy   wymienione   (i,   ewentualnie,   niewymienione) 

płaszczyzny   fundacjonizmu   są  spójne  i   składają   się   na  jedną  konsekwentną   zasadę 
opisowo-wyjaśniającą. Oczywiście, biografia autora Pamięci, oraz typ jego zaangażowania w 
życiu   publicznym   wskazywałyby   na   dominantę   perspektywy   chrystologicznej   i 
eschatologicznej w refleksji nad powikłaniami współczesnego świata. Teza o funkcjonowaniu 
takiej   dominanty   byłaby   jednak   cokolwiek   deklaratywna,   płynąca   bardziej   z   przesłanek 
zewnetrznych,   niźli   z   tych   uwzględniających   całą   wielowątkowość   tematycznych   i 
metodologicznych aspektów książki. Czy Karol Wojtyła  –– krypto-fenomenolog nie wchodzi 
w jakiś rodzaj, nie chcę mówić konfliktu, ale zderzenia z Janem Pawłem II –– teologiem? Czy 
ontologia   esencjalistyczna,   a   więc   taka,   która   zakłada   stałość   „istoty”   pośród   nawałnic 
historycznych przemian, zawsze jest w stanie uzgadniać swe przekonania z potencjalną, co 
prawda, i raczej mimowiedną, ale jednak nie dającą się ze stronic  Pamięci  wymazać opcją 
kulturalistyczną? Te pytania warto stawiać, bowiem –– pomimo pozornej prostoty –– mamy 
tu do czynienia z dziełem wysoce zniuansowanym. Ich rozwinięcie jednak, nie wspominając 

25

background image

nawet   o   próbach   udzielenia   odpowiedzi,   wykracza   już   poza   intencje   i   ramy   niniejszego 
szkicu.

26

background image

Andrzej Zalewski

1.X.2008

Konspekt wykładu inauguracyjnego 

rok akademicki 2008/09, AJD w Częstochowie

„Pojęcie rzeczywistości w dobie obrazów technicznych”

CZĘŚĆ PIERWSZA

I.

Definicja obrazów technicznych: obrazy techniczne to obrazy, których zawartość 
pochodzi   z   działania   odpowiednio   zaprogramowanej   maszyny   (aparatu 
fotograficznego, kamery filmowej, komputera z programem graficznym, itp.).

II.

Udział   maszyn   w   tworzeniu   dzieł   sztuk   plastycznych   epok   dawniejszych   –– 
drzeworyty,   miedzioryty,   litografie   i   ich   zasadnicze   różnice   w   stosunku   do 
obrazów technicznych nowej epoki polegające na:
a. innym usytuowaniu artysty w procesie tworzenia,
b. zakłóceniu relacji między oryginałem a kopią, która dla dawnych obrazów była 

czytelna, a dla technicznych tę czytelność utraciła.

III.

Dwie fazy rozwoju obrazów technicznych:
a. faza pierwsza –– techniki rejestracji (fotografia, kinematograf),
b. faza   druga   ––   techniki   generowania   obrazów   sztucznych   na   drodze 

elektronicznej.

IV.

Kłopoty   z   określeniem   statusu   ontycznego   obrazów   technicznych   w   fazie 
pierwszej płynące z niepewności wobec tego, co w nich przedstawione, 
a. już nie odbitka, ani podobizna, lecz „jakby” przedłużenie rzeczywistości.

V.

Kłopoty ze zdefiniowaniem filozoficznego pojęcia rzeczywistości na powyższym 
tle, 
a. rzeczywistość to już nie tylko to, co „nas otacza”, lecz także to, co zawarte w 

obrazie.

   CZĘŚĆ DRUGA

I.

Kłopoty z określeniem statusu ontycznego obrazów technicznych w fazie drugiej 
(obrazy elektroniczne):
a. sztuczna rzeczywistość przypisana jednak nie inwencji artystycznej, 

lecz zakodowana w opcjach np. programów do animacji komputerowej, albo też

b. doskonała symulacja rzeczywistości będąca jednak wynikiem nie rejestracji na 

taśmie lub kliszy, lecz software’owej obróbki w warunkach laboratoryjnych.

c. perfekcja elektronicznych obrazów jako ich istotowy wyznacznik.

II.

Epoka nam współczesna jako epoka agresji elektronicznych obrazów będących „w 
zasięgu ręki każdego” –– zakłócenia w pojęciu rzeczywistości (osłabienie poczucia 
rzeczywistości) tym wywołane:
a. „społeczeństwo spektaklu” (Guy Debord),
b. „symulakr”  –– ani rzeczywistość ani fikcja (Jean Baudrillard).

III.

Zmiany w otaczającej rzeczywistości i w naszym do niej stosunku pod wpływem 
ekspansji   obrazów   elektronicznych   ––   usztucznianie   i   fikcjonalizacja   świata 
rzeczywistego:

27

background image

a. intensyfikacja  i nadekspresja wyrazu,  rozdęcie  emocji,  fałszywa  frenezja –– 

„ekstaza komunikacji” (Baudrillard), 

b. narodziny   specyficznej   identyfikacji   z   figurami   masowych   pokazów 

prowadzącej do unieważnienia różnicy między rzeczywistym  a odgrywanym 
statusem, rolą lub funkcją społeczną.

IV.

Powikłane relacje między rzeczywistością a obrazami technicznymi jako

             problem nie tylko instrumentalny czy estetyczny, lecz także filozoficzny.

28

background image

Marek Perek

15.X.2008

  W tekście poruszam  problem odkrywania regularności, które wymagają postulowania form 
stałości w tym, co badane. Figurą, która spaja historyczną narrację, jest „droga środka”,  
czyli   taka   przebudowa   kontekstu   problemowego,   że   stary   dylemat   wykluczających   się 
odpowiedzi typu „albo, albo” zostaje przekształcony w trylemat, gdzie trzecia „pośrednia”  
możliwość przezwycięża ograniczenia dwóch starszych. Dzięki owej figurze mogę w jednym  
szeregu zestawić Platona, Arystotelesa, Derridę i Kmitę.  
   
                                                                                                        

KULTUROZNAWSTWO Z PERSPEKTYWY FILOZOFA NAUKI

KILKA UWAG HISTORYCZNYCH  O POWOŁYWANIU TZW. „DROGI 

ŚRODKA” DLA WYRAŻENIA NOWYCH FORM STAŁOŚCI

1. Uwagi wstępne. Dyscyplina badająca kulturę jawi się jako nauka z całym dobrodziejstwem 
metodologicznych     przypadłości   humanistyki.   Wedle     purystów   „ortodoksyjnego”   nurtu 
filozofii   nauki   aspiracje   do   osiągnięcia  sensu   stricte  naukowego   poziomu   badań   kultury 
najstosowniej należałoby przemilczeć. Powyższy pogląd ma swoje źródło w wciąż cieszących 
się     sporą   żywotnością   ideach   z   różnych   wariacji   dwudziestowiecznego   pozytywizmu 
(empiryzmu logicznego, fizykalizmu, scjentyzmu), które nadal wpływają na metateoretyczne 
i   metodologiczne   przekonania   uczonych.   Znaną   konstatacją   rozziewu   między   naukami 
ścisłymi (na których skupia się uwaga ogromnej większości filozofów nauki) a (zazwyczaj 
ignorowaną) humanistyką,   jest dziś już „klasyczna” praca C.P. Snowa  The Two Cultures
mówiąca  o dwóch odrębnych  światach kultury humanistycznej  i kultury naukowej, której 
podstawą i chlubą jest zmatematyzowane przyrodoznawstwo

65

 Inni filozofowie nauki, którzy 

poważnie traktują to, co się wydarzyło w ich dyscyplinie i –   szerzej – w naukach drugiej 
połowie ubiegłego wieku, mają świadomość doniosłości i zarazem złożoności dociekań nad 
statusem   badań   kultury.   Diagnozując   aktualną   sytuację   można   byłoby   doszukiwać   się 
podobieństw z historią nauk społecznych. Na pierwszy rzut oka usiłowania przedstawicieli 
kulturoznawstwa, zmierzające do uzyskania przez nią własnej tożsamości przedmiotowej i 
metodologicznej,   zdają   się   przypominać   drogę     (z   racji   naturalnych   powinowactw),   jaką 
przeszła socjologia, w której program Comte’a należałoby postrzegać (analogicznie jak dzieje 
badań kultury) nie tyle jako początek owej drogi, co raczej kulminację długiej,  filozoficznej 
preegzystencji nauk społecznych. 
Nie wydaje się jednak, aby metodologiczny postęp badań kulturowych mógłby się realizować 
przez proste kopiowanie rozwiązań, które przyczyniły się do uznania socjologii za odrębną i 
względnie dojrzałą dyscyplinę naukową, i to nie tylko z powodu złożoności i subtelności 
świata   kultur.   Stosowanie   kontrolowanych   eksperymentów   i     zaawansowanych   narzędzi 
matematycznych   (np.   statystyki   i   technik   symulacji   komputerowych),   które   tak   zmieniło 
wizerunek   socjologii,   mogło   by     nadać   badaniom   kulturowym   „polor”   zaawansowanej 

65

  Snow   zwraca   uwagą   na     tendencję   wykluczania   najwybitniejszych   naukowców-przyrodników   z   grona 

opiniotwórczych   intelektualistów,   które   niejako  ex   definitione  zaczęło   być   rezerwowane   dla   humanistów. 
Podnoszona przez Snowa potrzeba powołania trzeciej kultury, która miała by rzucać mosty między światem 
humanistyki   i   nauki,   jest   po   części   realizowana   przez   badania   interdyscyplinarne   z   zakresu   subdyscyplin 
biologii, computer science, sztucznej inteligencji itp. Zob. Trzecia kultura,  red. J., Brockman, Warszawa 1996.   

29

background image

naukowości.   Jednakże   tego  typu   aplikacje     (zresztą     owocnie  wnoszone   do  humanistyki) 
wydają   się   już   niewystarczające.   Transplantacja   niektórych   postaw   i   technik   badawczych 
przyrodoznawstwa   na   obszar   nauk   społecznych   wpłynęła   na   zmianę   naukowego   statusu 
socjologii   w   czasach,   kiedy   obowiązywały   pozytywistyczne   przekonania   na   istotę   badań 
naukowych.     Dziś   przypisujemy   im   etykietę     „błędnych”   czy   „jednostronnych”.   We 
współczesnych dyskusjach nad badaniem kultury nie da się odsunąć na bok dokonań z kręgu 
współczesnej   filozofii   i   innych   nauk,   określanych   wspólnym   mianem   –    linguistic   turn
Nowy,  dominujący w dwudziestym  wieku sposób myślenia o poznaniu skomplikował już 
wcześniej złożony „węzeł gordyjski” epistemologicznych problemów poznania naukowego, 
odsłoniętych przez nowożytną myśl filozoficzną. 
Jednym z przejawów tego nurtu jest krytyka „modernistycznego” optymizmu poznawczego, 
w tym wyidealizowanych standardów obiektywności i racjonalności nauki. Nowe tendencje w 
filozofii   i   filozofii   nauki   niemalże   zupełnie   zostały   zignorowane   przez   środowisko 
przyrodników

66

. Główną „ofiarą”   krytyk  stały się dyscypliny humanistyczne. Dlatego też 

rzetelne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak badać kulturę, zmusza do przeanalizowania 
argumentacji, które w swych skrajnych postaciach negują możliwość badań naukowych w ich 
starym rozumieniu. Taką postawę przyjmuje Ryszard Kmita w swojej pracy Konieczne serio 
ironisty

67

  której     idee   i   generujące   je   pytania,   były   główną   inspiracją   do   napisania 

powyższego tekstu. Pod eseistycznym tytułem i szkicowym stylem narracji dzieła kryje się 
poważna problematyka. Autor formułuje podstawowe pytania, jakie przy dzisiejszym stanie 
nauki i filozofii należy postawić, rozważając uwarunkowania badań kulturowych. Uwzględnia 
przy tym rozległą perspektywę historyczną, która pozwala sięgnąć do filozoficznych korzeni 
omawianych   kwestii,   dziś   zapomnianych   lub   zamaskowanych   z   punktu   widzenia 
współczesnej   samoświadomości   metodologicznej.   Szkicowy   charakter   dzieła   pozwala 
autorowi skupić się na węzłowych problemach, wyznaczających gnozeologiczny fundament 
własnego programu badań kultury, wyłożonego wcześniej

68

.

Zważywszy na stopień   złożoności i wielowątkowość poruszanej problematyki oraz własne 
kompetencje zawodowe zamierzam jedynie rozwinąć pewne aspekty zagadnienia obecnego w 
rozważaniach  Koniecznego serio ironisty  przy omawianiu roli języka i historii. Lakonicznie 
daje się je wyrazić w postulacie, że aby uprawiać naukę, trzeba ustalać, czyli doszukiwać się 
różnych form i przejawów stałości zarówno w tym, co badane, jak i w samym   badającym. 
Zagadnienie to jest uwikłane  w złożony splot wątków ontologicznych, epistemologicznych i 
techniczno-heurystycznych i choć stosunkowo wąskie – należy do podstawowych warunków 
wszelkich   badań   naukowych,   także   kultury.   W   pierwszej   kolejności   przypomnę   kontekst 
problemowy   (wyjściowe   pytania   i   tradycje   intelektualne   wykorzystane   w   skonstruowaniu 
odpowiedzi), w jakim Platon, a później Arystoteles, znaleźli rozwiązanie, jak naukowo badać 
jakąkolwiek rzeczywistość. Przypomina on bowiem pytania i wątpliwości filozoficzne, które 
prof.   Kmita   (i   każdy   odpowiedzialny   uczony   świadomy   sytuacji   we   współczesnej 
humanistyce)   bierze   pod   uwagę,   szukając   odpowiedzi   na   pytanie,   jak   naukowo   badać 
wyjątkowy fragment rzeczywistości – kulturę. 

66

  Postawę ostentacyjnej  ignorancji, a nawet maskowanej  kurtuazją irytacji,   co do wartości współczesnego 

filozoficznego   namysłu   nad   nauką,   dobrze   ilustrują   poglądy   S.   Weinberga   –   jednego   z   najwybitniejszych 
fizyków współczesnych. Pisze on, podobnie jak kilka wieków temu Bacon, że praca naukowców przypomina 
raczej „tropiące psy”, a nie „sokolą” perspektywę filozofów, co powoduje, iż „z wysokości filozofii nie widzimy 
drogi prowadzącej do prawdy”. Równie mało znaczący jest, jego zdaniem, dorobek filozofii nauki, która „w 
najlepszym   wypadku   stanowi   politurę   na   historii   odkryć   naukowych”.   Ironizuje   też   ze   skrajnego   skrzydła 
relatywistów, przypisując im błąd, że nie rozdzielają społecznego charakteru praktyki naukowej od jej finalnego 
rezultatu – teorii naukowych, których nie wolno redukować do kontekstów społecznych i historycznych. Tak, jak 
nie   można   zawęzić   rekonstrukcji   wejścia   na   Everest   jedynie   do   analiz   społecznej   struktury   ekspedycji 
alpinistów. Zob.  Weinberg S., Sen o teorii ostatecznej, Warszawa 1997, ss. 135-151. 

67

 Kmita J., Konieczne serio ironisty, Poznań 2007.

68

 Banaszkiewicz G., Kmita J., Społeczno-regulacyjna koncepcja kultury, Warszawa 1994.

30

background image

Pod pewnym względem dzieje poznania naukowego zatoczyły swoiste koło.   Znów trzeba 
stawiać   stare   pytania   i   zmierzyć   się,   jak   w   początkach   poznania   naukowego,   z   nowymi 
formami relatywizmu. Polemiki między skrajnymi fundamentalistami moderny i radykalnymi 
relatywistami   ponowoczesności     przypominają   nieco   relacje   między   „naiwnym” 
fundamentalizmem   Parmenidesa   i   „bezmyślnym”   antyfundamentalizmem   sofistycznym 
Protagorasa i Gorgiasza. Wykorzystuję powyższy paralelizm dla pokazania, że droga, jaką 
podąża prof. Kmita, bliska jest „drogi środka”, którą wiele wieków temu wyznaczył Platon, 
(„drogi pomiędzy czystym bytem i niebytem, pośrodku między mędrcami i nierozumnymi’), 
by   swobodną   refleksję   filozoficzną   przekształcić   w   dyskurs   naukowy.   Droga   ta   (w 
sformułowaniu   negatywnym)   oznaczała   by   współcześnie,   że   należy   wystrzegać   się  Stylli 
nieuzasadnionego   optymizmu   absolutystycznych   roszczeń   rozumu   głoszonych   przez 
fundatorów   nowożytnej   nauki   i   filozofii,   jak   i   też   unikać   rozbicia   się   o  Charybdę 
współczesnych skrajnych przejawów relatywizmu (historycznego, kulturowego, językowego), 
który za jednym zamachem podważa prawomocność poznawczych standardów tradycyjnej 
nauki   i     (rykoszetem)   –     własnego   stanowiska

69

  „Droga   środka”,   dziś   i   kiedyś,   nie   jest 

prostym   kompromisem   poznawczym,   ale   próbą   przezwyciężenia   ograniczeń   i   aporii 
gnozeologicznych,   podnoszonych   przez   zastaną   tradycję,   i   –   w   konsekwencji   – 
wypracowaniem rozwiązań, które wnoszą refleksję nad  uwarunkowaniami poznania na nowy 
poziom. 
Osiągnięcie   naukowego   poziomu   znajomości   rzeczy   wymaga   ustanowienia     kryteriów, 
którym muszą sprostać i przedmiot, i podmiot  badań. Dlatego też i Platon, i Kmita dociekają 
tych warunków po obu stronach procesu poznawczego. Platon kładzie większy nacisk raczej 
na zbadanie, jak natura przedmiotu determinuje jakość wiedzy, którą możemy o nim posiąść. 
W wypadku drugiego autora punkt ciężkości przesunięty jest na determinanty podmiotowe z 
dwóch   dopełniających   się   powodów.   Po   pierwsze,   jest   to   wyraz   nowożytnej   tendencji 
prymatu   zagadnień   epistemologicznych,   która   od   czasów   Kartezjusza,   Locke’a   nakazuje 
zbadać   najpierw,   jak   poznawcza   kondycja   człowieka   wpływa   na   zakres   i   jakość   wiedzy 
zdobywanej   o   zewnętrznym   świecie.   Po   drugie,   Kmita   ma   na   uwadze   badanie   kultury   – 
obiektu, w który          (w świetle stanowisk, z którymi autor polemizuje) tak silnie uwikłany 
jest   badający   je   podmiot   (bo   niepodobna   przyjąć   w   pełni   pozakulturowego, 
pozahistorycznego   punktu   widzenia),   że   utrzymanie   właściwych   nauce   standardów 
obiektywności   czy   intersubiektywności   okazuje   się   jeszcze   trudniejsze   niż   w   innych 
badaniach. 
 Każda nauka na swój sposób musi uporać się z różnorodnością  i zmiennością panującą w jej 
obszarze badań. Znalezienie porządku (np., stałych kategorii taksonomicznych) w wyjściowej 
gmatwaninie   różnorodności   materiału   badawczego   jest   zwykle   łatwiejsze   niż   teoretyczne 
ujęcie zmienności przedmiotów badań. Moja znajomość historii nauki upoważnia mnie do 
sądu,   że   jednym   z   głównych   motorów   postępu   w   poznawaniu   świata   materialnego   było 
artykułowanie co raz bardziej wyrafinowanych form stałości w najprostszym rodzaju zmiany 
–  w ruchu. Przypomnienie przełomowych kroków w rozpoznawaniu kolejnych form stałości 
w   zmiennym,   dokonane   przez   Platona,   Arystotelesa   i   ich   kontynuatorów   rzuca   –   moim 
zdaniem – pewne światło na narastający  problem, że kultury uczestniczą w ruchu zwanym 
historią.            

2. Platońskie ustanowienie nauki. Platon pchnął filozoficzny dyskurs w łożysko, w którym 
poznanie naukowe toczy się do dziś. Filozofię cechuje intelektualna różnorodność i pluralizm 
postaw   badawczych.   W   toku   jej   rozwoju   powstawały   nowe   szkoły   i   kierunki   dociekań, 

69

  I Platon, i   Kmita (J., Kmita  Konieczne serio ironisty, s. 103)   negliżują słabość każdego konsekwentnego 

relatywizmu (bezmyślnego, ukrytego czy wyszukanego), który swym ostrzem musi zwrócić się przeciwko sobie, 
stawiając pytanie, jaka jest poznawcza pozycja własnego stanowiska. 

31

background image

tworząc złożoną mozaikę często przeciwstawnych nurtów.   Platońskie ustalenie warunków, 
jakie musi spełniać wiedza naukowa (episteme), należą do niewielkiego zbioru założeń (czy 
raczej   elementarnych przedzałożeń), których nigdy   poważnie nie zanegowano, a jedynie 
dokonywano różnych reinterpretacji i modyfikacji lub wzbogacano je o treści nieznane w jego 
czasach

70

Aby   dać   pozytywną   i   przekonywującą   odpowiedź   na   pytanie:   jak   jest   możliwe   pewne 
poznanie, jak jest możliwa pewna wiedza, uczeń Sokratesa  wykorzystał wszystkie żywe w 
jego   czasach   nurty   filozofowania   Odpowiedź,   rozproszona   w   różnych   dialogach,   zawiera 
rozstrzygnięcia,   które,   wraz   z   rozwojem   filozofii,   zostały   porozdzielane   na   kwestie 
ontologiczne, epistemologiczne i metodologiczno. Ograniczę się do wątku, który występuje 
we  wszystkich   wymienionych  warstwach  dyskursu  Platońskiego.  Łączy  on  toposy i   linie 
argumentacyjne, sprowadzające się do ostatecznej konkluzji: jeśli nie ma stałości (dokładniej; 
określonych form czy przejawów stałości) i w badanym, i w badającym – to poznanie staje się 
niepewną  doxa   o znikomej wartości. W pierwszej kolejności Platon odniósł się do dwóch 
wpływowych stanowisk „antyfundametalistycznych”; relatywizmu sofistycznego (wiele jego 
dialogów nieprzypadkowo nosi imiona głośnych sofistów) i relatywizmu głoszonego przez 
Heraklita.   Relatywizm   sofistów   podważa   możliwość   obiektywnej   ekspresji   prawdy.     W 
rzeczywistości Protagorasa każda rzecz, zjawisko i działanie sprowadza się do czegoś czysto 
subiektywnego,   czyniąc   z   indywidualnego   podmiotu   miarę   prawdziwości

71

  Relatywizm 

Heraklita głosi wieczny przepływ i radykalną zmienność wszystkiego. W wariabilizmie każdy 
obiekt traci  swoją wewnętrzną jedność, bo rozpada się na wielość (diachroniczną sekwencję), 
zmiennych stanów względnych, rozmywając własną tożsamość     i tym czyniąc każdą rzecz 
nieuchwytną, niepoznawalną. 
Dla   odparcia   relatywizmu   i   sformułowania   własnych   pozytywnych   rozwiązań   Platon 
wykorzystuje osiągnięcia czterech tradycjach: sokratejskiej, eleackiej, orficko-pitagorejskiej i 
pluralistów wśród filozofów przyrody

72

. Prześledźmy główny argument, w którym Platon w 

przebiegły   sposób   podważa   poglądy   relatywistów.   Konfrontuje   on   tezą   Protagorasa,   że 
człowiek (indywidualny) jest miarą wszystkich rzeczy (o statusie obserwacyjnego uogólnienia 
określonych   ludzkich   zachowań),   z   prawdą   nie   mniej   „empirycznie”   ugruntowaną, 
mianowicie że są ludzie  mądrzy i szlachetni oraz tacy, którzy są  głupi i źli. Druga prawda 
(jak się zdaje, bardziej „oczywista” czy „powszechniejsza”) okazuje się być w sprzeczności z 
zasadą homo mensura. „Skoro istnieje mądrość i głupota, to nie jest po prostu możliwe, aby 
Protagoras mówił prawdę, bo w rzeczywistości jeden człowiek nie byłby rozumniejszy od 

70

  Mam tu na myśli samo  sformułowanie  warunków, a nie to, czy w praktyce daje się je w bezproblemowo 

spełnić, jak kwestionowali myśliciele różnych orientacji sceptycznych.

71

  Relatywizm sofistów nie był  stanowiskiem  sensu stricte  teoretycznym.  Wyrażał jedynie argumentację, że 

wśród aktywności intelektualnej znajduje się theoria, która ma znaczenie w życiu publicznym polis pod postacią 
praktycznej dzielności (arete), którą oni są wstanie nauczać. Zwrot ku sprawom praktycznym wymagał jednak 
teoretycznego zaplecza, bo   polis, tak jak kosmos, musi mieć jakąś swoją naturę (physis), aby możliwa była o 
nich  teoria.   Sofiści   wnieśli   rewolucyjne   wówczas   założenie,   że   światem   ludzkich   kultur   nie   kieruje   jakaś 
uniwersalna   natura   (physei),   lecz   że   jest   ona   rezultatem   konwencjonalnych   ustanowień   (thesei).   Sokrates   i 
Platon, świadomi różnorodności kulturowej ludzkich wspólnot, dowodzili, że istnieje pewien uniwersalny,  a 
nawet absolutny rdzeń, skoncentrowany wokół rozumności człowieka. W drugiej połowie XX w. pojawiły się 
niebłahe   argumenty,  że  te  eurocentryczne  roszczenia  uniwersalnej  racjonalności  są   nieuzasadnione.  W   tym 
sensie mogłem wyżej pisać, że rozważania nad „naukowością” nauki zatoczyły swoiste koło.   

72

 Sokratejska, najbardziej  eksponowana w jego dialogach, jest wykorzystywana w dialektycznych  ustaleniach 

jednoznacznej   zawartości   pojęć   i   ich   wzajemnych   relacji   (tzw.   drugie   żeglowanie).   Eleatyzm,   dowodzący 
mocnych tez o naturze bytu, i rozwiązania pluralistów, próbujących przezwyciężyć aporie „jedność-wielość”, 
„stałość-zmienność”,   są   dla   Platona     źródłem   pomysłów   wykorzystanych   w   jego   najbardziej   wpływowym 
projekcie – teorii idei. Z kolei pewne idee pitagorejskie są punktem wyjścia dla jego  przekonań metafizycznych 
i przyrodniczych. Najbardziej rozwinięte teorie pluralistów (Empedoklesa, Anaksagorasa, Demokryta) jawią się 
Platonowi jako połowiczne rozwiązania,  których ograniczenia przezwycięża dopiero jego własne podejście. 

32

background image

drugiego, gdyby to, co się każdemu wydaje, miało być  prawdą

73

. Platon zauważa, że w 

Protagorasowym   świecie   „prywatnych   prawd"   mądrość   i   jej   przeciwieństwo   głupota   nie 
mogły być postrzegane jako trwałe ( a nie zmieniające się i stochastycznie porozrzucane po 
indywiduach) cechy  ludzkich zachowań przyjmowane przez ogół ludzi

74

„Trwałość” mądrości u określonych ludzi jako twierdzenie, w które trudno zwątpić,  uderza 
też w drugi – heraklitejski – relatywizm. „Zaobserwowanie”  mądrości jako czegoś trwałego 
jest możliwe  – zdaniem Platona – tylko  pod warunkiem, że rzeczy istnieją tak samo dla 
wszystkich   w   jednakowy   sposób.   Mądrość   jako   wyraz   trwałej   cechy   (stałego,   a   nie 
przypadkowego odpowiedniego zachowania się w zależności od   okoliczności)   implikuje 
istnienie trwałych elementów w świecie. „Rzeczy same w sobie mają jakąś trwałą istotę, nie 
ze względu na nas czy za naszą przyczyną, istotę niezależną od skoków naszej wyobraźni

75

. 

Mówiąc inaczej; trwałość  w świecie (w tym argumencie – stała powtarzalność okoliczności 
wiążących  ceteris  paribus  dane przyczyny  z danymi  skutkami)  jest   warunkiem istnienia 
mądrości jako trwałej własności podmiotu  trafnie rozpoznającej okoliczności

76

.

Jak   zmienność   uniemożliwia   poznanie?   Po   pierwsze,   w   warstwie   ontycznej,   zmienność 
rozmywa   trwałe   spoiwo   rzeczy,   które   warunkuje   zachowanie   jego   tożsamości.   Proces 
stawania się powoduje, że coś w kolejnych momentach staje się czymś różnym od tego, czym 
było wcześniej. „A więc, czy można określić jego istotę prawidłowo, jeśli wciąż przemija, 
najpierw jest tym, później czymś innymi z wewnętrznej konieczności staje się, podczas gdy 
mówimy, czymś innym, przechodzi i nigdy nie jest taki sam?

77

. Po drugie, w płaszczyźnie 

epistemicznej,   uniemożliwia   poznanie   rozumiane   jako   wiedza   wyrażająca   stałe   własności 
tego,   co   badane.   „Nawet   nie   mógłby   być   poznawalny   przez   nikogo.   Równocześnie   z 
człowiekiem chcącym go poznać stawałby się inny, tak że byłby nie do poznania, jaki jest i 
czym jest, i jakie ma właściwości; żadne więc poznanie nie   poznaje tego przedmiotu, do 
którego się odnosi, jeśli nie można ująć jego właściwości [jako cech trwałych]

78

Platońskie   ustanowienie   wiedzy   naukowej  episteme  polega   na   rozwinięciu   twierdzenia 
Parmenidesa, że tylko o bycie (jako czymś trwale istniejącym i niezmiennym) jest możliwa 
wiedza; o niebycie (jego przeciwieństwie) mamy czystą ignorancję, bo o nieistniejącym nie 
sposób orzec coś pozytywnego. Platon rozbudowuje eleacką dychotomię (albo pewna wiedza 
o   bycie,   albo   jej   czysta   negacja   o   niebycie),   powołując   całą   drabinę   istnień   o   rosnącym 
stopniu doskonałości (od bytów zmysłowych po pierwsze zasady), które tworzą wewnętrzny 
łańcuch alternatyw, mieszczący się między skrajnościami wyznaczonymi przez Parmenidesa. 
„Jakżeby poznawać coś, co nie istnieje? Więc to nam wystarcza i tak trzymamy, choćbyśmy 

73

 Platon Kratylos 385e.    

74

  Wspomniana   przebiegłość     tego   argumentu   polega   na   tym,   że   są   tylko   dwie   drogi   zareagowania   na 

sprzeczność   między   Protagorasową   zasadą  homo   mensura  i   zdaniem   „są   mądrzy   i   głupi”.   Albo   pierwsze 
twierdzenie   jest   fałszywe,   albo   drugie.   Wyżej   pokazano   wariant,   w   którym   wykazuje   się,   że   zasada   jest 
fałszywa. Do jakich wniosków dojdziemy, jeśli dla ratowania prawdziwości zasady homo mensura  zanegujemy 
prawdziwość zdania „są głupi i mądrzy”? Wówczas uderzamy  w samo jądro „ideologii” sofistów, mianowicie 
że są oni dysponentami jakiejś wyjątkowej mądrości, tak cennej i lepszej od innych, że za jej uzyskanie trzeba 
słono płacić. Powyższy argument odsłania zwykle ignorowaną przez zwolenników relatywizmu implikację, że 
relatywizowanie prawdy dotyczy też tych, którzy to głoszą.   

75

 Platon, Kratylos 385e.

76

  Platon w gruncie rzeczy nie ujmuje Heraklitejskiej tezy o powszechnej zmienności rzeczy tak, jak by była 

fundamentalnym   twierdzeniem   o   naturze   rzeczywistości   (prawdziwym   lub   fałszywym),   lecz   raczej   za 
przekonanie teoriopoznawcze, że to, co zmienne, jest niepoznawalne. Może on sobie na to pozwolić, ponieważ 
rozpatruje   problem   z   perspektywy   „drugiego   żeglowania”,   które   zakłada,   że   trzeba   wyjść   poza   „pierwsze 
żeglowanie”   filozofów   przyrody,   którzy   ograniczali   poznanie   do   o   analizy   i   uogólniania   doświadczenia 
zmysłowego i szukać „twardego” fundamentu rzeczywistości, nie w innych, ukrytych przed zwykłą percepcją, 
bytach fizycznych jak atomy, lecz w świecie ponadzmysłowym. 

77

 Tamże 439b.

78

Tamże. 

33

background image

to z wielu stron rozpatrywali; że cokolwiek doskonale istnieje, to się też doskonale da poznać, 
a co nie istnieje, to w żadnym sposobie nie jest poznawalne

79

  Pomijając   ważne w starożytności niuanse kategorii doskonałości, Platon wyraża w tym 
fragmencie pogląd, że to, co możemy wiedzieć (jako coś pewnego), zależy od swoistej natury 
tego, o którym chcemy wiedzieć. Powyższa przeświadczenie wciąż obowiązuje.  Począwszy 
od Platona  klasyfikuje się jakość wiedzy w zależności od tego, czego dotyczy. Widać to we 
współczesnej   klasyfikacji   nauk   i   ich   zhierarchizowanej   pozycji

80

  U   Platona   jakościowe 

zróżnicowanie   wiedzy   miało   cztery   zasadnicze   poziomy.   Najdoskonalsza   wiedza,   tak 
wyjątkowa, że  dla jej bezpieczeństwa – nie spisana (dogmata agrafa), mówiła o pierwszych 
dwóch   zasadach   (jednym   i   diadzie   niezróżnicowanej).   Drugi   poziom   reprezentowała 
ezoteryczna wiedza dialektyczna opisująca złożoną strukturę świata idei poniżej pierwszych 
zasad. Wiedza  o bytach matematycznych stanowiła trzeci najniższy stopień wiedzy pewnej 
(episteme). Była to wiedza egzoteryczna, której posiadanie (zapisane na bramie Akademii) 
było  warunkiem uzyskania wyższych  stopni wtajemniczenia. O świecie zmiennych  bytów 
przyrodniczych   można   było   mieć   jedynie   niepewną  doxa,   które   pozwala   jedynie   na 
przednaukowe „opowiadanie historii”.  
Platońskie   stopnie   czy   kryteria   doskonałości,   różnicujące   jakość   wiedzy,     uwzględniały 
przynajmniej   trzy  aspekty  rzeczy.   Pierwszy  odnosi   się   do  sposobu   istnienia   jako  takiego 
(sposobu „posiadania” istnienia i jego niezależności). Drugi dotyczy wewnętrznej budowy i 
relacji zewnętrznych (prostota,  rodzaje zależności od „innych”). Trzeci aspekt wyraża sposób 
istnienia   względem   czasu   (trwałość,   niezmienność   itp.).   Dwa   pierwsze   wymiary 
zróżnicowania   doskonałości   wciąż   są   ważnym   tematem   rozważań   ontologicznych.   Trzeci 
aspekt, choć silnie zależny  od pierwotniejszych ustaleń metafizycznych, okazał się głównym 
obszarem   badan   naukowych   (przyrodniczych).   Można   nawet   powiedzieć,   że   eksploracja 
zjawiskowej zmienności rzeczy stała się jedną z ważniejszych osi rozwoju nauki. Kierunek 
tego procesu   łatwo zobrazować. Dziedzinę eksploracji wyznaczył Platon. W jego systemie 
Parmenidesowa dychotomia  między wiedzą o czystym bycie i niewiedzą o niebycie została 
wewnętrznie   przekształcona   w   trzy   obszary   wiedzy   pewnej  episteme  oraz   w   terytorium 
niepewnej doxa o świecie bytów zmiennych, sąsiadującym z czystą ignorancją. Dalszy postęp 
badań   realizował   się   w   ten   sposób,   że   w   granicach  doxa  odkrywano   kolejno   niewielkie 
enklawy episteme, ponieważ udawało się wyartykułować przedtem nieuświadamiane, lokalnie 
obowiązujące, formy stałości obecne w zmiennym. 
Przesuwanie   granicy   między  doxa  a  episteme  w   świecie   rzeczy   zmiennych     wciąż   jest 
kontynuowane.   Pierwszym   osiągnięciem,   które   miało   znaczenie   paradygmatyczne   dla 
kolejnych,   było   Arystotelesowskie   odkrycie   stałości   w   ruchu,   co   uruchomiło   proces 
przekształcania   rozważań   o  physis  i   kosmosie   w   kolejne   wersje   naukowego   dyskursu 
fizycznego  i kosmologicznego.  W XIX. wieku  doszukano  się form stałości  w  zmiennym 
świecie organizmów żywych,  równolegle podjęto też próby uchwycenia zmian społecznych i 
historycznych, początkowo w dyskursie filozoficznym, później w obrębie nauk społecznych. 
Ów temat od początku towarzyszy badaniom kulturowym. Przypomnę najistotniejsze kroki 
Arystotelesa w zbudowaniu nauki o zmiennym, dziś już zapomniane i niedoceniane

81

. Pewne 

79

 Państwo 476 E.

80

  Platońskie przeświadczenie przyjmuje współcześnie postać dwóch banalnie brzmiących ale ważnych zasad 

metateoretycznych. Pierwsza zasada głosi, że jakościowe różnice między naturami badanych obiektów prowadzą 
do jakościowych różnic w wiedzy, jaką możemy o nich zdobyć. Druga zasada, będąca pochodna pierwszej, 
mówi,   że   specyfika   metody   badań   (prowadząca   do   wiedzy)   zależy   od   specyfiki   przedmiotu   badań.   W 
metodologicznych   poszukiwaniach   kulturoznawstwa   druga   prawda   ma   kapitalne   znaczenie.   Nikt   raczej   nie 
wątpi, że swoista odrębność metodologiczna kulturoznawstwa musi być pochodną swoistości jej przedmiotu – 
kultury.

81

  Fizykę  Arystotelesa postrzega się z perspektywy historii nauki, widząc w niej początki nauki nowożytnej i 

zarazem źródło barier poznawczych, przezwyciężonych przez Galileusza czy Kartezjusza. Często się zapomina, 
że   dla   niego   najtrudniejszym   wyzwaniem   było   nadanie   wiedzy   o  physis  statusu  episteme.   Szczegółowe 

34

background image

aspekty   postawy   Arystotelesa   wykazują   podobieństwa   (jak   pokażę   w   paragrafie   5.)     z 
podejściem   do   problemu   historyczności     kultur   w   klasycznych   nurtach   antropologii 
kulturowej.

3.   Arystotelesowskie   ustanowienie  episteme  o   zmiennym.  Wedle   Platona   zmienność 
obiektów przyrodniczych uniemożliwia uzyskanie o nich wiedzy pewnej, ale nie wyklucza 
episteme  o bytach w ścisłym sensie, które są niewidzialnym źródłem zasad         i przyczyn 
rzeczy zmysłowych

82

. W przedstawieniu  relacji między ideami i rzeczami Platon uciekł się 

do figury myślowej, stosowanej już przez poprzedników, której heurystyczne korzenie tkwią 
w   myśleniu   mitycznym   i   magicznym.   Polega   ono   na   wyjaśnianiu   tego,   co   empiryczne   i 
zmienne,   przez   sprowadzanie   go   do   przyczyn   egzystujących     w   innym   wymiarze 
rzeczywistości, ukrytej przed bezpośrednią percepcją, który sama musi być samoistna i trwale 
niezmienna

83

  Tym   schematem   próbowali   przezwyciężyć   eleackie   aporie     Empedokles, 

Anaksagoras   i   Demokryt,   postulując   istnienie   wiecznych   i   niezmiennych   pierwiastków, 
homoiomerii i atomów. Podobnie postąpił Platon i  Arystoteles; pierwszy ustanawiając trwały 
fundament obiektów zmiennych w transcendentnych ideach, drugi w immanentnych istotach i 
materii-hyle.   Wyjaśnianie   różnorodności   i   zmienności   przez   sprowadzanie   do   wyższej 
instancji należy do najbardziej rozpowszechnionych schematów stosowanych w nauce. Jest 
on stosowany w teoriach fizycznych, społecznych i kulturowych. Wszystkie one tłumaczą 
rzeczywistość przyrodniczą, społeczną czy kulturową   za pomocą   modeli (ontologicznych 
lub   idealizacyjnych),   reprezentujących,   ukryte   pod   powierzchnią   empirii,   trwałe   struktury 
utrzymujące   integralność   badanych   obiektów   i   wyznaczające   im   określony   kierunek 
uczestnictwa w zmienności.  
Dociekania     Arystotelesa   o   zmienności   w  Fizyce  zawierają   nową   jakość,   nieobecną     u 
poprzedników nawet w jakieś rudymentarnej formie. Stagiryta  doszukał się bowiem stałości 
nie tylko w instancji, która jest źródłem zmienności, ale w zmienności samej. Odkrycie form 
stałości w ruchu nazywam ustanowieniem nauki (episteme) o zmiennym, ponieważ pozwoliło 
to w ścisły sposób wyrazić, co może być stałego w ruchu poza   nieprzerwaną zmiennością 
miejsca.   Z   eksploracji   tego   niewielkiego   pola,   który   jest   drobnym   fragmentem 
Arystotelesowskiej filozofii przyrody, wywodzi się matematyczne  przyrodoznawstwo. Wagę 
jego dokonań można docenić dopiero z perspektywy późniejszych sukcesów nauk ścisłych, 
ponieważ dla Stagiryty były technicznym uzupełnieniem argumentacji, wspierającym główny 
nurt dyskursu ontologiczno-epistemologicznego. Gdyby ograniczył swoje badania jedynie do 
ogólnych   rozstrzygnięć   filozoficznych,   stworzyłby   co   najwyżej   spójniejszą   od   innych 
filozofię przyrody, porządkującą w systemowy sposób taksonomię świata przyrody i podającą 
przyczyny   tego   uporządkowania

84

  Ustalenie   form   stałości   w   ruchu   podniosły     precyzję 

regularności  fizyczne (na których skupi się później Galileusz i jego następcy) nie są głównym wątkiem Fizyki
ale rozważania z zakresu filozofii i teorii nauki (w których dominuje platońskie tło), jak możliwa jest pewna 
wiedza o wybranych obszarach zmienności. 

82

  W  rozważaniach  o  przyrodzie   widać   to  np.  w  Timajosie,  w  poglądzie   o  czysto  geometrycznej   budowie 

czterech   pierwiastków. Ponowne odkrycie „przyrodniczych” dialogów Platona po zdobyciu Konstantynopola 
zapłodniło   wyobraźnię   twórców   nowożytnej   nauki   (Keplera,   Galileusza   i   innych   neoplatoników   i 
neopitagorejczyków), w poszukiwaniu nowych form matematycznego opisu przyrody. Stosunkowo marginalne 
traktowanie przyrody przez Platona wynikało nie tylko z powodu barier, jakie nastręcza zmienność, ale głównie 
dlatego, że jego system nakierowany był  na cele mistyczno-religijne i polityczno-moralne.  

83

  Sprowadzanie do ukrytej instancji   wykorzystywano pierwotnie do zrozumienia wielości, czyli mnogości i 

różnorodności. Zarówno w wyjaśnieniach mityczno-magicznych, jak i filozoficzno-naukowych, sprowadzano 
określoną wielość do jednoczącej ją zasady. Przeniesienie powyższego schematu na wyjaśnienia zmienności 
nastąpiło wówczas, gdy odkryto, że współegzystencja istnienia i zmiany prowadzi do aporii.

84

  Koncepcja współistnienia formy substancjalnej i materii   jako immanentnego substratu rzeczy zmiennych 

lepiej tłumaczą, jak można trwale istnieć i jednocześnie się zmieniać, niż Platońska metafora „zapożyczania 
istnienia”  Kategorie możności i aktu przezwyciężają eleacką aporię, że powstające nie może powstać z niebytu. 

35

background image

analizy   zmienności,   otwierając   tym   drogę   do   zbudowania   w   dziedzinie   przyrodniczego   i 
kulturowego

85

  doxa  dwie   enklawy  episteme:   fizykę   kosmosu   i   naturalnych   ruchów   sfery 

podksiężycowej,  a w  przyszłości  sformułowanie  przez  następców  nowych  regularności  w 
ruchu.
  Dokonania Arystotelesa nie były   rezultatem bardziej wnikliwej, bezpośredniej obserwacji 
zmienności, ale heurystycznie płodnym przeniesieniem na nowy obszar teorii matematycznej, 
zwanej nauką o kontinuum, która jest rozproszona  w trzech księgach Fizyki. Jej podstawową 
częścią   jest   ogólny   dyskurs     badający   strukturę   wewnętrzną   linii   –   prototyp   każdego 
kontinuum   geometrycznego.   Inny     nurt   rozważań   obejmuje   układ   rozbudowany   kroków 
dowodowych uzasadniających, że   strukturę geometrycznego kontinuum można odnieść do 
obiektów   nie   będących   przedmiotami   geometrii;   mianowicie     na   czas   i   ruch.   Mówiąc 
współczesnym   językiem   –   Stagiryta  dowodzi  (a   nie   milcząco   zakłada),  że     struktura 
„płynięcia”   czasu   i   struktura   realizowania   się     naturalnych   ruchów   jest   izomorficzna   z 
wewnętrzną  strukturą  odcinka.     Te  rozważania   mają   wielką   wagę  dla  rozwoju  nauki,  bo 
wykazują,   że   kategorię   struktury   (budowy   wewnętrznej),   znaną   z   rzeczy   posiadających 
zamrożone   w  czasie  stosunki  przestrzenno-geometryczne,  można   w  ścisłym   sensie  (a  nie 
tylko metaforycznie) odnosić  do  innych klas obiektów, w tym do zmiany. Zwrot „struktura 
zmiany”,   który   dla   Platona   byłby   oksymoronem,   stanie   się   w   przyszłości   prawomocnym 
pojęciem naukowym wyrażania regularności w świecie procesualnym.   Arystoteles odkrył 
najprostsze   formy   stałości   ruchu.   W   epoce   nowożytnej   będzie   się   ich   szukać   w   każdym 
obszarze   natury.   Współcześnie   –   wśród   fenomenów   kulturowych   i   w   procesach 
rewolucyjnych  zmian w nauce

86

Greckie  sinesis,   tak   jak   łacińskie  continuum,   odpowiada   polskiej   „ciągłości”,   niemniej 
Arystotelesowskie kontinuum nie należy utożsamiać z potoczną intuicją ciągłości. Arystoteles 
najpierw   ustala   znaczenie   całego   ciągu   terminów   („miejsce”,   „granica”,   „oddzielnie”, 
„między”, „kolejny”, „przylegać”, „stykać się”), aby w końcu zdefiniować „kontinuum” – 
najsilniejszy   rodzaj   wewnętrznego   zespolenia   rzeczy,   silniejszy   niż   potoczna   pozbawiona 
przerw „ciągłość” czegoś. Coś ma strukturę kontinuum, gdy granice elementów zespolonych 
tworzą jedność (Fizyka  227a). W oparciu  o matematyczne  odkrycia  Eudoksosa z Knidos 
Arystoteles   podaje   równoważną   definicję,   że   obiekt   o   strukturze   kontinuum   jest 
nieskończenie   podzielny   (Fizyka  233b)

87

  Najważniejsze   twierdzenie   jego   teorii   głosi,   że 

Jego nauka o celu i naturze rzeczy przez wieki była uważana za lepsze wyjaśnienie regularności konkretnych 
zjawisk   przyrodniczych   i   ogólnej   harmonii   w   przyrodzie   niż   ślepa   konieczność   mechaniczna   Demokryta   i 
antropomorficzna teleologia Platońskiego Demiurga. 

85

  Arystoteles w pełni przejmuje Platońską klasyfikację dziedzin o malejącej doskonałości. Rozpadają się one 

cztery obszary. Na nauki o rzeczach nieruchomych (niezmiennych)  istniejących oddzielnie (teologia i filozofia 
pierwsza) oraz istniejących nierozdzielnie (matematyka). Przedmioty ruchome (niezmienne) zostały podzielone 
na poruszane  wewnętrznie  (mocą  swojej  natury)  i poruszane  zewnętrznie, czyli  w  sposób wymuszony czy 
sztuczny.   Fizyka   i   kosmologia  tworzą  dwie   pierwsze  nauki  o  zmiennym   w  świecie   zmian  naturalnych,  ze 
względu na odkrycie form stałości w wąskiej klasie ruchów. Kultura, mieszcząca się w ostatnim obszarze ze 
względu na swoją „sztuczność”, nie mieści się w zasięgu rozumu teoretycznego badającego wieczne natury, lecz 
w   obszarze   rozumu   praktycznego     ludzkiego   świata  techne  i  arete.   Dwudziestowieczne   badania   kultury 
zmierzają do znalezienia form stałości również na tym ostatnim terytorium.

86

 Arystoteles dowodzi, a nie po prostu przyjmuje, że ruch czy inna zmiana, mimo że jest zmiennością, może 

mieć   w   sobie   trwały   rdzeń   w   postaci   niezmiennej   struktury   swego   „zachodzenia”,   czym   przezwyciężył 
ograniczenie   Platona,   wykazując   możliwość  episteme  o   ruchu.   Wiele   wieków   później   Thomas   Kuhn   w 
Strukturze   rewolucji   naukowych  będzie   przekonywał,   że   istnieje   uniwersalna   i  stała  struktura   przeobrażeń 
wiedzy naukowej.  Jedni jego krytycy będą wykazywać, że owa struktura nie jest uniwersalna, inni, że nie jest 
stała.  Wedle Arystoteles stałą strukturę kontinuum ma niewielki podzbiór wszystkich rzeczywistych ruchów.   

87

 Najważniejsze rozwiązania matematyczne wykorzystane przez Arystotelesa pochodzą od Eudoksosa. Jest nim 

geometryczny   model   kosmosu   współśrodkowych   sfer   tego   genialnego   matematyka   oraz   jego   rozwiązania 
dotyczące niewspółmierności i ciągłości, które później w systematycznym wykładzie stały się V i XII księgą 
Elementów Euklidesa. 

36

background image

obiekt o strukturze kontinuum nie może być utworzony z   ontycznie pierwotniejszych od 
niego składników; prosta ze stykających się punktów, czas z punktowych chwil „teraz”, ruch 
z momentalnych poruszeń. Składniki takie istnieją tylko jako potencjalne granice możliwych 
(dokonanych  myślowo) wewnętrznych  podziałów  lub jako ich  realne  granice zewnętrzne. 
Powyższe   twierdzenie   potwierdza   niezależnym   rozumowaniem   dwie     istotne   zasady 
metafizyki   Arystotelesa,   że   nie   ma   ukrytych   subpoziomów   rzeczywistości   (np.     zmiany 
zmiany,   ruchu   ruchu   czy   formy   formy   itp.)   oraz   że   całości   nie   są   konglomeratami 
połączonych składników. Obiekt o budowie kontinuum nie posiada żadnych realnych części

88

; 

jeśli posiada strukturę kontinuum, nie jest utworzony z bardziej elementarnych składników – 
jest jednorodną jednią.             
Nauka   o   kontinuum   jest   podstawą   do   sformułowania   kryteriów   regularności   ruchu,   czyli 
określonych form stałości w zmianie miejsca rzeczy. To, że regularność musi być jakąś formą 
stałości   –   dokładniej;   niezróżnicowania   –   pisze   Stagiryta   wprost:   „nieregularność   jest 
zróżnicowaniem ruchu na drodze; nie może przeto ruch być regularny, jeżeli jego droga jest 
wielkością  nieregularną,   np. w  kształcie  linii  łamanej,  spirali   czy  jakiejś   innej   wielkości, 
takiej  iż żadne jego części  wzięte przypadkowo  nie będzie  przystawało  do żadnej  innej” 
(Fizyka  228b). Przystawalność   wszystkich części trajektorii ruchu jest  de facto  kryterium 
posiadania struktury kontinuum i spełniają je tylko dwie figury: koło i prosta. Regularność 
(niezróżnicowanie) ruchu może być też odniesiona do „sposobu” zachodzenia ruchu: „wszak 
w pewnych przypadkach ruch jest zróżnicowany ze względu na jego szybkość i powolność; a 
więc jeżeli jego szybkość jest jednolita; ruch jest jednolity, jeżeli nie, ruch jest nieregularny” 
(Fizyka  228b).   Teoria   kontinuum   pozwalała   wyodrębnić   niewielką   dziedzinę  episteme  w 
zbiorze wszystkich ruchów. W ścisłym sensie jedynie fizyka nieba, oparta na ruchu po kole z 
jednostajną   prędkością,   spełnia   to   kryterium.   Tylko   jednostajny   (jednolity)   ruch 
współśrodkowych sfer niebieskich w modelu   kosmosu Eudoksosa-Arystotelesa jest ściśle 
ciągły   (ma   strukturę   kontinuum)   przez   swoją   wieczność.   Naturalny   ruch   po   prostej   (np., 
swobodny   spadek)   w   fizyce   ziemskiej   już   nie   spełnia   w   pełni   powyższych   kryteriów 
regularności. „Rzeczy poruszające się po linii prostej nie posuwają się regularnie od początku 
do   końca;   bo   wszystkie,   jak   się   oddalają   od   punktu   wyjściowego,   poruszają   się   coraz 
szybciej

89

(Fizyka 265b). 

Rozwój matematycznego przyrodoznawstwa wywodzi się z poznawczej eksploracji 

tego   relatywnie   niewielkiego   fragmentu   wywodów   Arystotelesa   i   polegał   na     mozolnym 
odkrywaniu nowych form stałości w zmiennym. Tym samym rozrastał się obszar fizykalnego 
episteme, formułowano bowiem regularności odnoszące się  do ruchów uważanych wcześniej 
za nieregularne. Wymienię najważniejsze osiągnięcia w odnajdywaniu nowych form stałości 
w   zjawisku   ruchu,   będące   przysłowiowymi   „kamieniami   milowymi   w   tym   długim, 
historycznym   procesie.   Niewątpliwie   pierwszy   krok   zrobili   średniowieczni   arystotelicy 

88

 Zwykło się uważać, że Arystoteles, w odróżnieniu od Platona, nie doceniał roli matematyki oraz że jego prosty 

realizm i empiryzm jest wynikiem lekarsko-przyrodniczego nastawienia. Twórcze wykorzystanie matematycznej 
teorii kontinuum podważa te obiegowe opinie. Opierając się o nią Arystoteles dowodzi, że nie można redukować 
istoty obiektów do ich geometrycznych kształtów, ponieważ oprócz zewnętrznych kształtów mają one jeszcze 
wewnętrzną   strukturę   (np.   kontinuum).   Uzasadnia   też     swoje   realistyczne   nastawienie,   argumentując,   że 
substancje nie mają ukrytej i bardziej fundamentalnej struktury ontycznej przysłoniętą ich zjawiskową formą. 
Punkt   nie   jest   realnym   składnikiem   prostej,   podobnie   jak   liczby,   atomy   czy   figury   geometryczne   nie   są 
samoistnym fundamentem ontycznym ciał, ukrytym przed zmysłami, jak przyjmowali pitagorejczycy, atomiści i 
Platon.  

89

  Te   drobne   wyimki   Arystotelesowskiej   nauki   o   kontinuum   nie   są   w   stanie   ukazać   jej   złożoności   i 

wyrafinowania. Arystoteles dowodzi m. in. twierdzenia, że nie ma pierwszego momentu, w którym ruch się 
dokonuje, i nie ma pierwszego momentu bezruchu (Fizyka  234b-239a). Feyerabend dostrzega podobieństwo 
między strukturą kontinuum ruchu a zasadą nieoznaczoności w mechanice kwantowej, która głosi, że  ścisłe 
ustalenie położenia ciała nie jest możliwe, kiedy ruch trwa. Feyerabend  P.K.,  Farewell to reason, tł. niem 
Irwege derVernuft, 1989 Frankfurt am  Main, s. 351.  

37

background image

(Ryszard   Swineshead,   Wilhelm   Heytesbury,   Mikołaj   z   Oresme),   którzy   na   gruncie 
Arystotelesowskiej   filozofii   przyrody   wykorzystali   geometryczne   wykresy   do   artykulacji 
nowego podzbioru stałości wśród ruchów (jak również zmian jakościowych), które nazwano 
ruchami (zmianami) „regularnie nieregularnymi

90

. Chodziło o ruchy najmniej nieregularne, 

będące najbliższym  sąsiedztwem ruchów  regularnych  (tj. jednostajnych  ruchów po kole i 
prostej),   których   prędkość   narasta   lub   maleje   w   sposób  stały.   Ta   formalna   innowacja 
posłużyła później twórcom fizyki klasycznej do sformułowania zasad, które w jakościowo 
nowy sposób pozwalały analizować, prognozować i wyjaśniać ruchy rzeczy. Nowe   zasady 
ujmowały matematycznie, jak czynnik ruchu (tzw. siła) w  stały  sposób  zmienia  ruch (a nie 
jedynie   go   powoduje   i   podtrzymuje)   w   zależności   od   stanu   wcześniejszego   ruchu,   co   w 
świecie Arystotelesowskim dawało się wyrazić jedynie na poziomie bardzo zgrubnego doxa

91

. 

Kolejnym sukcesem było matematyczne uchwycenie stałych  form zmian zachodzących  w 
czasie   i   w   przestrzeni   w     polach   fizycznych     (m.   in.   elektromagnetycznych,     jakim   jest 
światło) – obiektów, które nie są rzeczami w tradycyjnym rozumieniu. Sformułowanie praw 
fizyki   statystycznej   przesunęły   dalej   granicę   między  doxa  i  episteme  na   wielkie   zespoły 
obiektów,   których   ilość   uniemożliwia   uzyskanie   o   nich   pełnej   wiedzy,   ponieważ   w   ich 
całościowym   zachowaniu   dostrzeżono   regularności   w   postaci  stałych  związków 
statystycznych. Ostatnim dokonaniem w odkrywaniu coraz bardziej wyrafinowanych form 
stałości w zmiennym  jest teoria chaosu. Rozszerzyła  ona  episteme  o obszar niestabilnych 
układów chaotycznych, będących od czasów starożytnych synonimem braku jakiegokolwiek 
uporządkowania. 

Przypomniałem   historię   pierwszych   kroków   odkrywania   form  stałości   w   ruchu     z 

dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, iż pokazuje ona, że poziom wniknięcia       w głąb 
badanych zjawisk (definiujący dojrzałość danej dyscypliny) jest warunkowany subtelnością i 
ścisłością   modeli   rekonstruujących   procesy  tego,   co   w   tych   zjawiskach   jest   zmienne.   Po 
drugie dlatego, ponieważ każda nauka w pewnej fazie swego rozwoju musi się zmierzyć z 
zagadnieniem regularności wyrażające jakąś formę procesualnej stałości. W filozoficznych 
debatach   nad   uwarunkowaniami   badań   kultur   za   główną   trudność   w   formułowaniu 
metodologicznie   usprawiedliwionych   regularności   kulturoznawczych   o   podobnym 
charakterze   jak  w   przyrodoznawstwie   uważa   się   epistemiczną   naturę   języka   i   zanurzenie 
kultur w historii.

4. Język i historia: dwie bariery na drodze do  naukowej wiedzy o kulturze.        
Autor Koniecznego serio ironisty porusza najważniejsze problemy teoriopoznawcze uwikłane 
w metodologię badań kulturowych i zauważa, że długiej tradycji filozoficznych poszukiwań 
podmiotowych i przedmiotowych uwarunkowań poznania wiek XX. charakteryzuje się uwagą 
skoncentrowaną   na   roli   języka   i   historii   jako   czynników,   które   mogą     relewantnie 
skomplikować   (a   może   nawet   uniemożliwić)   spełnienie     kryteriów   stawianych   przed 
poznaniem   naukowym.   Słowo   „język”   symbolizuje   tu  przekonania   przekonania  linquistic 
turn
 negujące, że język może być traktowany jako poznawczo neutralne medium, w którym są 

90

 Nowe formy stałości w zmiennym nie były traktowane przez arystotelików jako modele realnych zjawisk, a 

jedynie jako „użyteczne fikcje”, przydatne do ćwiczeń formalnych. Dopiero twórcy nowożytnej nauki, Galileusz 
i   Newton   zaczęli   używać   je   jako   matematyczne   reprezentacje   realnych   ruchów.   Tak   jak   nieeuklidesowe 
geometrie   Łobaczewskego   i   Riemana   miały   początkowo   status   matematycznych   fikcji,   zanim   Einstein 
potraktował je jako matematyczne odwzorowanie fizycznej czasoprzestrzeni w ogólnej teorii względności.

91

Arystotelesowi imputuje się „dynamikę” głoszącą, że szybkość ruchu jest proporcjonalna do czynnika ruchu 

i   odwrotnie   proporcjonalna   do   oporu   ruchu.   Słowo   „dynamika”   jest   o   tyle   usprawiedliwiona,   że   z   krytyk 
(jeszcze starożytnych) tego fragmentu dyskursu Arystotelesa wywodzi się nowożytna dynamika. Jednakże dla 
Stagiryty nie był to jakiś matematyczny model pozwalają na analizę konkretnych ruchów. Dopiero w wyniku 
wielu zmian i uproszczeń, niedopuszczalnych na gruncie jego filozofii nauki, zależność funkcjonalna między 
ruchem, siłą sprawczą i oporem zaczęła być traktowana jako matematyczny szkielet realnych zjawisk.  

38

background image

ucieleśnione   rezultaty   poznania.   Natomiast     „historia”   hasłowo   ujmuje   narastającą 
świadomość   trudności   związanej   z   historycznym   rozwojem   nauki   i   jej   kulturowego   tła. 
Problemy   z   utrzymaniem   standardów   naukowości   wynikają   nie   tylko   ze   zmienności 
przedmiotów  badań, ale  również ze zmienności  samej  nauki: z historyczności  jej zasad i 
schematów myślenia, wyrażających  kulturę epoki, w której jest ona osadzona. 
 W dyskursie filozoficznym język i historię traktuje się jako bariery poznawcze stojące raczej 
po podmiotowej stronie procesów poznawczych w praktyce naukowej. W badaniach kultury 
owe trudności kumulują się także po stronie przedmiotu badań. Język jest najważniejszym 
medium kultur i zarazem główną drogą dotarcia do ich wnętrza. Nie sposób też zrozumieć 
świata kultur, jeśli się pomija, że powstawały,  ewoluowały i wpływały na siebie w swej 
historycznej egzystencji. W rozważaniach  Koniecznego serio ironisty  dominuje zagadnienie 
języka, ponieważ jest ono bardziej fundamentalne i złożone niż historyczna zmienności nauki 
i   kultury.   Dla   jasności   dalszego   wywodu   przyjmę   upraszczające   założenie,   jakby   język 
produkował   bariery   poznawcze   jedynie   po   stronie   podmiotu   poznającego,   natomiast 
historyczna   zmienność   komplikowała   naukowe   ujęcie   tyko   przedmiotu   badań.   Takie 
uproszczenie   pozwoli   mi     krótko   odnieść   się   do   filozoficznych   wyborów   Jerzego   Kmity 
(skoncentrowanych   na   językowych   uwarunkowaniach   poznania)   i   przejść   do   problemu 
historyczności kultur. 

Przede wszystkim  wyjaśnię stwierdzenie, w którym  lokuję filozoficzne  stanowisko 

Kmity jako „drogę pośrednią”. W wypadku Platona chodziło o drogę między relatywizmem 
Heraklita i sofistów a „naiwnym” fundamentalizmem Parmenidesa. U Kmity mam na myśli 
argumentację, w której „warunkowo” opowiada się on za stanowiskiem epistemologicznym 
Quine’a,   nie   zaś     Derridy.   Poglądy   tego   drugiego   są   emblematycznym   przykładem 
„wyrafinowanego”   antyfundamentalizmu.   Myśliciel   ten,   przy   całej   swej   intelektualnej 
wnikliwości,   świadomie  ogranicza  się  do zbadania,  „jak słowa  łączą   się ze  słowami”,   w 
duchu   relatywizmu   Gorgiasza,   który   podważał   możliwość   ustalenia,   jak   słowa  trwale  są 
związane z rzeczami. W przyjętej tu optyce stanowisko  Kmity jest „drogę pośrednią” w tym 
sensie, że obaj filozofowie mają świadomość błędów w modernistycznej koncepcji języka

92

, 

ale   nie   rezygnują   z   tego   powodu   z   poszukiwań   odpowiedzi   na   pytanie,   jak   „słowa   są 
powiązane z rzeczami”. Jest interesujące, że autor Koniecznego serio ironisty wybiera „drogę 
środka

93

, wspierając się podobnym argumentem, jakim posłużył się Platon przy odpieraniu 

relatywizmu   sofistów.   Jak   pisałem   wyżej,   Platon   dowodzi,   że   przyjęcie   stanowiska 
Protagorasa prowadzi do rezygnacji z możliwości wyjaśnienia  mądrości ludzkiej - fenomenu, 
w którego istnienie trudno zwątpić. Kmita argumentuje, że w Derridiańskiej   perspektywie 
ograniczonej   do   problematyki     „łączenia   się   słów   ze   słowami”   kapitulujemy   z   prób 
wyjaśnienia  fenomenu,  będącego  współczesną  ekspresją Platońskiej    mądrości,  jakim  jest 
nauka europejska. „Jestem zdania, iż interesując się wyłącznie kwestią, jak słowa (teksty) 
łączą się ze słowami (tekstami), [...] nigdy nie zrozumiemy, w jaki sposób stało się tak, że 
kulturę zachodnioeuropejską, północnoatlantycką od blisko dwustu lat, zdominowały normy i 

92

 Quine podważył założenie, na którym opiera się „ultrafundamentalistyczne” stanowisko Carnapa w kwestii 

języka. Ów  przedstawiciel  neopozytywizmu zakładał w swoich logicznych analizach języka nauki, że istnieje 
ostra granica między terminami obserwacyjnymi (tworzącą zobiektywizowaną bazę empiryczną) i terminami 
teoretycznymi (o pochodzeniu podmiotowym), które, zorganizowane w teorie naukowe, porządkują i wyjaśniają 
niezależny od nas świat empirii. Quine wykazał, że założenie o linii  wyznaczającej wiedzę faktualną, tworzącą 
fundament   obiektywności   naukowych   twierdzeń,   jest   fikcją,   ponieważ   terminy   uzyskują   empiryczną   treść 
dopiero w ramach systemów teoretycznych przykładanych do przyrody jako całości poznawcze.

93

  Ów dylemat wyboru drogi można rozszerzyć na inne formy relatywizmu. Relatywiści głoszą, że „warstwa 

werniksu” podmiotowych komponentów poznawczych (biologicznych, językowych, kulturowych, historycznych 
itp.), zaangażowanych  „w utrwalania obrazów” zewnętrznego świata, jest tak gruba  i mętna, że   w owych 
obrazach daje się rozpoznać głównie naturę malarza, a nie tego, co on obrazuje. Zwolennicy „drogi środka” 
twierdzą, że trzeba podjąć trud szczegółowych badań czynników obecnych w poznaniu, aby móc z większą 
wiarygodnością dotrzeć do właściwego przedmiotu badań.

39

background image

dyrektywy stanowiące przesłanki praktyce naukowej oraz sam wytwór tego postępowania: 
wiedza naukowa

94

.   

  Fakt istnienia nauki generuje nowy dylemat wyboru drogi. Dla postmodernistów historyczny 
rozwój   nauki   staje   się   dodatkowym   powodem   przejścia   na   pozycje   relatywistyczne.   Dla 
zwolenników „drogi środka” jest ważnym problemem mającym ów rozwój wyjaśnić, także w 
kulturoznawczym kontekście historycznego procesu wypierania technologii manipulowania 
przyrodą   za   pomocą   magii   przez   technologię   europejską   opartą   na   nauce.   Wyniki 
filozoficznych   analizy   roli   języka   miały   udział   w   upadku   fudamentalistycznej   wiary   w 
obiektywność nauki, bowiem rozmyciu uległ teoriopoznawczy grunt, na którym owa wiara 
była   zbudowana;   mianowicie,   że   istnieje   wiedza   faktualna   wolna   od   domieszek 
podmiotowych.   Inne   badania   zakresu   filozofii   i   historii   nauki   podważyły   drugi   filar,   że 
standardy racjonalności naukowej są ahistoryczna, Postmodernistyczny relatywizm, będący 
po   części   reakcją   na   upadek   wcześniej   przyjmowanych   poglądów   na     obiektywizm   i 
racjonalizm naukowy, traktuje  historyczność  nauki i – szerzej –  kultury zachodniej, nie jako 
zadanie   badawcze,   który   wymaga   nowego   rozwiązania,   gdyż   stare   okazało   się 
niewystarczające,   ale   jako   argument,   że   znalezienie     rozwiązania   nie   jest   możliwe.   Ów 
dylemat wyboru postawy na fakt zanurzenia nauki i kultury w historii esencjonalnie oddaje 
wypowiedź   Josepha   Margolisa,   przytaczana   przez   Kmitę   jako   wyraz   także   własnego 
stanowiska.   „Modernizm   oznacza   ucieczkę   od   historii,   a   postmodernizm   oznacza 
niemożliwość   takiej   ucieczki   –   określoną   przez   bezpodstawne   powody.   [...]   Nie   wybór 
między modernizmem a postmodernizmem wchodzi w grę. Warunkiem owocności badań nad 
kulturą,   a   więc   i   nad   poznaniem   (nauką)   w   szczególności,   jest   uchwycenie   sedna 
historyczności, ciągłości kultury

95

Warto zauważyć, że wybór sformułowany przez Margolisa, zmierzający do ustalenia „sedna 
historyczności”   nie   jest   już   Platońską   „drogę   środka”   ale   jego   wersją   Arystotelesowską. 
Stagiryta, powołując naukę o ruchu, przeformułował Platoński wybór między pewną episteme 
o   stałym   i   niepewną  doxa  o   zmiennym,   wprowadzając   wewnątrz   przeciwieństwa   „stałe-
zmienne” nową opozycję: między episteme wyrażającą wiedzę o tym, co „stałe w zmiennym” 
doxa o tym, co „zmienne w zmiennym”. która przezwyciężając starą aporię, odsłoniła nowe 
terytorium   naukowego   dyskursu.   Niżej   rozważymy   pewne   aspekty   dyskusji   nad 
historycznością   kultur,   mając   na   uwadze   paralele   z   Arystotelesowskim   poszukiwaniem 
stałości w ruchu.
5.   Quasistatyczność   kultur   a   ich   historyczna   zmienność.  Zmienność   kulturowa   jest 
powszechnym motywem badań kulturoznawczych. Dzieje tej dyscypliny niejako zaczanają 
się od tego problemu, który łączył różne nurty ewolucjonizmu. Ewolucjonizm  XIX-wieczny 
zakładał     jednorodny   ruch   historyczny   kultur,   ekstrapolując   filozoficzne   teorie   rozwoju 
społeczeństw na obszar antropologii kulturowej. Jednakże nie postrzegano w nim ewolucji 
kultur w optyce ściśle  procesualnej Uwaga badaczy była skupiona raczej na systematyzacji 
etapów rozwojowych kultur, ich hierarchicznej typologii lub na dociekaniu immanentnych 
źródeł ewolucji niż na samej analizie procesu zmienności. Konkretne kultury wyobrażano 
sobie jako przykłady faz rozwojowych  kultury,  jako zamrożone  w czasie egzemplifikacje 
uniwersalnego,   jednokierunkowego   procesu.   Powinowactwa   z   biologicznym 
ewolucjonizmem   dotyczyły   nie   tyle   zapożyczeń   z   teorii   Darwina,   co   raczej     traktowania 
kultur   na   podobieństwo   biologicznych   okazów   w   muzeach   „historii   naturalnej”, 
unaoczniających kolejne stadia osiągania  dojrzałości wybranego organizmu biologicznego.
  Michael   Carrithers   twierdzi,   że   bezczasowe   pojmowanie   kultur,   na   podobieństwo 
muzealnych eksponatów, obrazujących ich taksonomiczną różnorodność, znamionuje także 

94

 Kmita J., Konieczne serio ironisty Poznań 2007, s. 45.

95

 Margolis J., „Czym jest, w gruncie rzeczy dzieło sztuki?” w: Wykłady z filozofii sztuki, K. Wilkoszewska (red.) 

Universitas, Kraków 2004, ss. 20-22. 

40

background image

wpływowe   nurty   antropologii   kulturowej   XX   wieku

96

    Przytacza   on   dwa   przykłady: 

paradygmatyczny model kultury jako glinianego kubka, zawarty w znanej przypowieści Ruth 
Bennedict we  Wzorach kultury, oraz analogiczną metaforę kultury przyrównywaną do muszli 
autorstwa Radclifa-Browna jako potwierdzenia statycznego ujmowania kultur przez klasyków 
antropologii

97

  Zdaniem   Carrithersa,   taka   metaforyka   przybliża,   postulowaną   przez   tych 

autorów, holistyczną budowę kultur jako zintegrowanych systemów, z drugiej jednak strony 
bezczasowa   perspektywa   zniekształca   rzeczywistość   kulturową,   ponieważ   maskuje 
dynamiczny aspekt kultur. „Pasowała doskonale do pojmowania kultur i społeczeństw jako 
organicznych, integralnych całości, a w istocie stawała się dla takiego pojmowania czymś 
niezbędnym.  Kiedy wszak dopuści się do głosu zmienność i historyczne koleje losu idea 
integralności i ograniczenia kultur zaczyna się chwiać i blednąć

98

.

Carrithers   ma   niewątpliwie   rację,   kiedy   zwraca   uwagę,   że   w   starszych   koncepcjach 
antropologicznych odsuwano na bok problem historyczności kultur, chociaż było wiadome, 
że każda z nich ma swoją genezę i historię odpowiedzialną za jej aktualną formę, podobnie 
jak mają je gliniane kubki i muszle. Jednakże sam zarzut o  pozaczasowej perspektywie nie 
do końca jest trafny. Po części wynika to z  jego nastawienia badawczego, skoncentrowanego 
na  interakcyjnych oddziaływaniach kultur i ich historycznych metamorfozach, po części – z 
traktowania   opozycji   „historyczność-ahistoryczność”   na   podobieństwo   dychotomii 
„zmienność-stałość”,   „ruch-bezruch”,   czyli   bez   uwzględnienia,   że   wewnątrz   kategorii 
historyczności (zmienności) można postulować stałość wyższego rzędu – określoną formę 
stałości w   zmiennym,   po raz pierwszy   zastosowaną w Arystotelesowskiej teorii ruchów 
naturalnych. 
Pozorna   ahistoryczność   kultur   w   funkcjonalizmie,   psychokulturalizmie   czy   nawet 
strukturalizmie   ma   swoje   źródło   w   wadze,   jaką   przywiązywano   w   tych   tradycjach 
badawczych   do   charakterystycznej,   wręcz   definicyjnej   cechy   kultur,   znanej   z   obserwacji 
organizmów biologicznych,  ale także takich obiektów, jak Układ Słoneczny czy ekosystem, 
które,   podobnie   jak   kultury,   są   odbierane   w   polu   percepcyjnym   w   sposób   wycinkowy   i 
pośredni, za pomocą wnoszonych przez podmiot konstrukcji teoretycznych. Otóż wszystkie te 
układy charakteryzują się utrzymywaniem swoistej dla siebie „formy” (przybliżane metaforą 
kubka i muszli), mimo zaburzających  wpływów tego, co jest dla nich „zewnętrzne”. Kultura, 
układ   planetarny,   ekosystem   czy   żywy   organizm   nie   są   przypadkową   i   efemeryczną 
współobecnością składników, które po pewnym czasie rozpływają się.   W owych układach 
nadrzędność   całości   wobec   części   objawia   się   nie   tylko   w   silnej   integracji,   odbierającej 
składnikom autonomię, ale również w tym,  że   stałość  takich całości (trwałe zachowanie 
własnej   integralności)   jest   podtrzymywana   wewnętrzną  zmiennością.   Tego   typu   systemy 
pełne są lokalnych  ruchów swoich składników, które nie prowadzą jednak do globalnych 
zmian destrukcyjnych. Wręcz przeciwnie – właśnie w wewnętrznej, nieustającej zmienności 
widzi się źródło stabilności układu jako całości. Jej   zanik może prowadzić do poważnych 
deformacji,   a   nawet   do   całkowitego   rozkładu,   np.     gdyby   ustał   ruch   składników   układu 
planetarnego lub zanikła aktywność organów wewnętrznych żywego organizmu.
  W naukach przyrodniczych wypracowano różne wyjaśnienia   trwałej stabilności obiektów 
podtrzymywanej   wewnętrzną,   lokalną   zmiennością.   Wszystkie   sprowadzają   się   do 
postulowania   określonej  stałej  struktury   –   ukrytego   źródła   uporządkowanych   procesów 
wewnętrznych   nieustannie   odbudowujących   integralność   systemu.   Funkcjonalizm, 
konfiguracjonizm czy strukturalizm – każdy na swój sposób – adaptuje tę uniwersalną figurę 
eksplanacyjną   do   zbudowania   własnej   teorii,   jak   określone   zespoły   stałych   czynników 

96

 Carrithers wręcz sugeruje, iż taka optyka może mieć związek z tym, że wielu antropologów pierwszej połowy 

XX w. było związanych zawodowo z muzeami. Carrithes M.,  Dlaczego ludzie mają kultury, PIW, Warszawa 
1994, s. 30.

97

 Tamże, ss. 26-34.

98

 Tamże, s. 34.

41

background image

przyczyniają się do  odradzania się   swoistej dla danej kultury formy, choć uczestniczy ona w 
nieustannym   przepływie   czasu,   ludzi   i     realizowanych   wewnątrz   niej   procedur.   Optyka 
badawcza,   podkreślająca   organiczną   konstytucję   kultur,   wpływa   na   to,   że     lokalną, 
wewnętrzną   zmienność   kultury   traktuje   się   tak,   jakby   prowadziła   jedynie   do   ciągłego 
odbudowywania się wciąż tej samej formy ukształtowanej przez  tradycję; jakby kultura była 
bytem   quasistatycznym   w   skali   globalnej

99

  W   takiej   perspektywie   stara   dychotomia 

„statyczne-dynamiczne” („ahistoryczne-historycze”) przyjmuje postać nowej opozycji między 
naturalnym,  quasistatycznym  odtwarzaniem  się kultury i nienaturalnym  stanem, kiedy ten 
proces     ulega   destrukcyjnemu   zaburzeniu,   analogicznie   do   Arystotelesowskiego 
przeciwieństwa   między   ruchem   naturalnym   odtwarzającym   sam   siebie   i   nienaturalnym 
(wymuszonym) zakłóceniem tego stanu. Jest to szczególnie widoczne w   badaniach   kultur 
pierwotnych, które – w zależności od swej kondycji –  kwalifikuje się do  jednego z dwóch 
wykluczających   się   „stanów”.   Pierwszy,   naturalny   stan   to   ich   dziewicze,   niezakłócone 
istnienie   na   podobieństwo   wyizolowanych   systemów   fizycznych   lub   biologicznych, 
trwających dzięki stabilnej homeostazie, gdzie wpływ czynników zewnętrznych pomija się 
lub   przesuwa     do   środowiskowego   tła   homeostazy.   Drugi,   nienaturalny   stan   to   sytuacje 
„potłuczonego  kubka”  z przypowieści  Benedict,  kiedy zewnętrzne  czynniki  zakłócają  lub 
niszczą   (np.   pod   postacią   destrukcyjnej     kultury)   delikatną   stabilność   homeostazy,   co 
prowadzi do  degeneracji lub kompletnego upadku kultury

100

.  

Podobieństwo postaw badawczych między Arystotelesowskim poszukiwaniem regularności 
ruchu i klasycznymi koncepcjami antropologii kulturowej nie ogranicza się tylko do użycia 
tej samej dychotomii naturalny-nienaturalny („stale zachowujący tożsamość w zmienności” 
versus „tracący stałość w zmienności”). Można je jeszcze znaleźć w innych rozwiązaniach i w 
zbliżonej   naturze   ograniczeń   poznawczych,   jakie   generuje   w   obu   tradycjach   przyjęcie 
podobnego   schematu   teoretycznego.     Wymieńmy     główne   założenia   charakteryzujące 
tradycje, o których pisze  Carrithers. Dwa z nich podano już wyżej. Jest nim  przeświadczenie 
o   ontyczno-funkcjonalnej   nadrzędności   całości   wobec   części,   drugim   –     quasistatyczne 
ujmowanie   kultur,   ponieważ   w   skali   globalnej     stale   odtwarzają   siebie

101

  Trzecim 

charakterystycznym rysem omawianych tu szkół antropologicznych to relatywizm kulturowy. 
Zgodnie z tym poglądem kultury są nie tylko różne (bo odmienne są kulturowe realizacje tych 
samych   ludzkich   potrzeb)   ale   i   nieporównywalne.   Nie   ma   pozakulturowego   układu 
odniesienia a holistyczna natura systemów kulturowych  implikuje, że kultury nie mogą być 
uważane za konglomeraty jakichś pierwotniejszych od nich uniwersalnych, jednostkowych 
elementów kulturowych. Europejski wzorzec kulturowy nie może być „miarą” (wyższości, 
niższości)   kulturowej   przykładaną   do   składników   innej   kultury,   ponieważ   jego 

99

  Kultury w klasycznych koncepcjach antropologicznych nie są bytami statycznymi, lecz quasistatycznymi,. 

Metafora glinianego kubka czy muszli obrazuje, że kultury w ujęciu synchronicznym  mają zwartą „formę” 
utworzoną ze składników, wtórnych w stosunku do nich jako organicznej całości. W ujęciu diachronicznym 
kultury   trafniej   było   by   przyrównywać   do   strumieni   wody   w   fontannach,   które   choć   są   w   nieustannym 
przepływie, wciąż zachowują swój swoisty dla siebie kształt. 

100

  Być może na ten stan rzeczy mógł mieć wpływ „pionierski” klimat antropologicznych badań terenowych 

pierwszych  dekad XX w., kiedy powstawały wspomniane koncepcje  Badacze tamtych  czasów mieli okazje 
badać   niemal   dziewicze   kultury   pierwotne   nieskażone   cywilizacją,   jednocześnie   obserwowali   jej   ogromną 
niszczycielską moc, gdy kultura pierwotna była poddawana dłuższym i intensywniejszym wpływom Zachodu. 

101

 Na poziomie fenomenologicznym nie ma różnicy między stanem ścisłej niezmienności i procesem, w którym 

rzecz ciągle zmienia się w siebie, znikając i odradzając w starej formie. W świecie Arystotelesa   powyższe 
zatarcie znajduje wyraz także na poziomie ontycznym. Rzecz, która w naturalny sposób zmienia swoje miejsce, 
nie jest w ścisłym sensie tą samą rzeczą w kolejnych położeniach, lecz   ciągłym znikaniem formy rzeczy w 
jednym miejscu i wyłanianiem się identycznej (ale nowej) formy w sąsiednim. Różnica między rzeczą naturalnie 
nieruchomą a ruchomą jest taka, że ta pierwsza, jak theos, jest wolna od przyczyn sprawczych powodujących 
zmianę. Dopiero Ockham w swych analizach zaczął traktować ruch jako przebywanie  tego samego ciała  
kolejnych miejscach. Powyższa zmiana była jednym z wielu kroków, które umożliwiły nowożytną analizę ruchu 
i sformułowanie nowych regularności, nieartykułowalnych na gruncie Arystotelesowskiej filozofii przyrody  

42

background image

„miarodajność” jest ukonstytuowana w obrębie kulturowej całości, z której tylko myślowo 
został wyizolowany. 
Powyższa   optyka   ma   też   swoje   konsekwencje,   które   z   perspektywy   innych   nurtów 
antropologii   jawią   się   jako   ograniczenia.   Wspomnę   tu   o   dwóch   podnoszonych   przez 
Karrithersa, które w bardziej systemowy sposób dałoby się wyłożyć  z perspektywy teorii 
zmiany społecznej Parsonsa czy teorii konfliktu.  Pierwszym ograniczeniem  jest pojmowanie 
kultur (ich naturalnego stanu) na podobieństwo systemów izolowanych. Zakłada się istnienie 
pewnego dystansu chroniącego przed destrukcyjnym oddziaływaniem innych kultur. Drugim 
ograniczeniem, eliminującym modelowanie procesu ewolucji kultur, jest konieczność uznania 
wpływów zewnętrznych tylko w kategoriach negatywnych; jako tego, co narusza tożsamość 
kultury, nie zaś jako czynnik,   który w kulturze zmienia   coś na inne (niekoniecznie jako 
prosta wymiana starego elementu na nowy). Jeśli każdy czynnik procesualny jest zaliczany do 
jednej   z   dwóch   dysjunktywnych   kategorii:   zmiany   quasistatycznej   odtwarzającej 
dotychczasową strukturę i   zmiany destrukcyjnej, które naruszają ową strukturę, to ujawnia 
się   w   nowej   postaci   aporia   rozważana   przez   Parmenidesa,   jaką   jest   problem   rozmycia 
tożsamości rzeczy, jeśli się zmienia.  Przekładając to na język praktyki badawczej: nie ma w 
tej optyce badań   teoretycznych narzędzi, które pozwalały by ustalić (bez arbitralności), ile 
składników danej kultury (jakie i w jakim trybie wymiany)   musiało by być wymienione, 
żeby kumulacja zmian ewolucyjnych, prowadziła do tak znaczących metamorfoz, aby było 
wiadome,   że   nie   jest   to   już   ta   sama,   zmodyfikowana   kultura,   lecz   że   na   gruzach   starej 
wyłoniła się nowa. 
Schemat   pojęciowy   Arystotelesowskiej   nauka   o   ruchu   zawiera     analogiczne   założenia 
podobne   ograniczenia   poznawcze.   Ruchy   regularne   są   pojmowane   przez   Stagirytę     jako 
zintegrowane całości, które nie składają się z pierwotniejszych od nich składników. Proces 
zmiany miejsca zachodzi quasistatycznie. Jest zmiennością zachowującą swoją   tożsamość, 
bo w każdym momencie odtwarzana jest ta sama formę ruchu, jaka była poprzednio. Tylko 
ruchy po kole ze stałą szybkością, z których zbudowana harmonia niebios, oraz jednostajny 
ruch   po   prostej,   nie   występujący   w   czystej   formie   na   Ziemi

102

  spełniają   te   warunki. 

Holistyczna   natura   ruchów   regularnych   i   ich   quasistatyczność   została   wyrażona 
matematycznie   jako     stała   intensywności   procesu   i   przystawalność   wszystkich   części 
trajektorii.   Te   dwie   cechy   ruchów   regularnych   generują   silne   ograniczenia   ich   analizy. 
Arystoteles   uzasadnia,   w   jakim   zakresie   zintegrowane   całości     są   porównywalne.   Jego 
zdaniem,   nie   można   porównywać   ruchów   po   prostej   i   po   łuku,   ponieważ   należą   do 
niehomogenicznych  gatunków. Zgodnie z teorią  kontinuum figury te są niehomogeniczne 
(niewspółmierne), nie ma bowiem między nimi wspólnej miary. Dowolnie mały fragment 
łuku zawsze jest łukiem, a nie odcinkiem. Nie wolno aproksymować łuku zamieniając go w 
łamaną   składającą   się   ze   stykających   nieskończenie   krótkich   odcinków,   gdyż   wtedy 
abstrahujemy   od   jego   wewnętrznej   struktury   kontinuum.   Jeśli   użyjemy   jednostkowego 
odcinka jako miary do zmierzenia łuku, myślowo „prostujemy” łuk, kawałkując go na sumę 
odcinków. Niszczymy wówczas wewnętrzną strukturę łuku, która jest istotą „łukowatości”: 
bez niej łuk przestaje być łukiem

103

.

102

Wszystkie   ziemskie   ruchy   wzajemnie   się   zaburzają   w   wyniku   równoległego   zachodzenia   naturalnych 

interakcji  zachodzących między czterema elementami. Lewitacja i grawitacja jako naturalne ruchy pionowo w 
górę i w dół ciał lekkich i ciężkich zachodzą  ze zmienna szybkością, poza tym są zakłócane przez środowisko 
plenum, przez które przedziera się spadający kamień lub unoszący w górę ogień 

103

  Warto   zauważyć,   że   Arystoteles   i   Levi-Strauss   podobnie   neutralizują   napięcie   między   uniwersalizmem 

przyjętego schematu (postulat istnienie wewnętrznego szkieletu w   ruchach i kulturach), a nieporównanością 
ruchów (kultur), w których ta uniwersalna struktura jest wcielona. Zdaniem Levi-Straussa, kultury są spójnymi, 
nieporównywalnymi  całościami. Z drugiej jednak strony   analiza strukturalna mitów i innych komponentów 
kulturowych   ujawnia   homologie   między   nimi,   jakby     były   przekształconymi   wariacjami   prastruktur: 
kulturowymi   eksterioryzacjami   nieświadomych   schematów,     ukrytych   w   naturze   człowieka.   Jednak   owe 

43

background image

 Powyższe ograniczenie miało kluczowe znaczenie dla rozwoju fizyki, ponieważ eliminowało 
możliwość   zbudowania   ogólnej   teorii   ruchu,   w   której   analizowano   ruchy   o   dowolnej 
trajektorii. Tak więc Arystotelesowska episteme o ruchu jest niewielka w stosunku do obszaru 
doxa  ruchów nieregularnych. Opisuje najprostsze regularności ruchów, tak jak antropologia 
pierwsze prawidłowości odnalazła w najprostszych kulturach. Obszar dociekań dodatkowo 
ogranicza traktowanie zewnętrznej ingerencji za czynnik niszczący integralność i regularność 
ruchu, przesuwając go do dziedziny ruchów nieregularnych. W wyniku wielkiego wysiłku 
intelektualnego,   który   wymagał   radykalnych   zmian   ontologicznych,   epistemologicznych   i 
metodologicznych w analizie ruchu, przekroczono bariery poznawcze arystotelizmu i odkryto 
nowe  formy stałości  w  ruchu. Wszystkie  składniki  wielopoziomowej  tradycji  nowożytnej 
były w jakimś sensie niezbędne, aby dokonał się ten największy przełom w dziejach nauki. 
Jednakże samo sformułowanie regularności wypłynęło z heurystycznego potencjału nowych 
narzędzi matematycznych, który dawał odwagę twórcom nowożytnego przyrodoznawstwa w 
przekraczaniu   dobrze   uzasadnionych   zakazów   tradycji   arystotelesowskiej     Matematycznie 
zdefiniowane przez Arystotelesa ograniczenia badania ruchu zostały przezwyciężone dzięki 
nowatorskim technikom matematycznym. W   największym stopniu przyczyniło się do tego 
tzw. analiza  matematyczna.    Pozwala ona   analizować  infinitezymalne  fragmenty ruchu i 
jednocześnie   syntetyzować   jego   całościowy   obraz   w   czasie   i   przestrzeni,   nadto   ustalać 
ilościowo,  jakiej zmianie ulega ruch, gdy działa zewnętrzny czynnik (np. inny ruch), a nie 
jedynie konstatować deformację jego wcześniejszej regularnej formy.    
  Użycie   struktur   matematycznych   w   badaniach   przyrody   (niezależnie   od   tego,   czy   są 
użytecznymi fikcjami, czy esencją rzeczywistości) jest uważane  za  główne źródło sukcesów 
przyrodoznawstwa i nauk technicznych,  obok metody eksperymentalnej

104

. Studia z historii 

nauki   potwierdzają,   że   postęp   w   badaniach   zależy   nie   tylko   od   przełomowych   idei 
zmieniających sposób widzenia przedmiotu badań, ale również od techniczno-heurystycznych 
narzędzi,   za   pomocą   których   są   wyrażane   wcześniej   nieznane   formy   stałości   tego,   co 
różnorodne   i   zmienne.   Inicjatorzy   badań   kulturowych,   którzy   starali   się   nadać   nowej 
dyscyplinie   teoretyczny   rozmach   i   metodologiczną   dojrzałość,     poddawani   byli 
„ideologicznej” presji upodobniania nowego terytorium badań do niedoścignionego ideału 
nauk   przyrodniczych.   Rzeczywiście,   nauki   przyrodnicze   ukształtowały   metodologiczne 
wzorce poznania naukowego, jeśli się ten fakt zupełnie ignoruje, badania kultury pozostaną 
Platońskim   „opowiadaniem   historii”   językiem   niepewnej  doxa  lub   kulturowym 
odpowiednikiem przednaukowych „historii naturalnych”. Co najwyżej zatrzymają się one na 
etapie rywalizujących szkół, z których każda broni własnej wizji przedmiotu i metody badań, 
bez wspólnie podzielanych narzędzi wchodzenia w głąb szczegółowych zjawisk.     Ów stan 

prastruktury nie mają u niego statutu bytów platońskich. Są tylko destylatem procesu myślowego, który pozwala 
ując odmienne obiekty w jedną rodzinę za pomocą systemu inwariantów i reguły  przekształceń, odsłaniających 
rodzinne   powinowactwa,.   Niemniej   homologiczne   powinowactwa   nie   są   warunkiem   wystarczającym   ich 
porównywalności. Zestawiane komponenty kulturowe posiadają homologiczne struktury, ale zostały myślowo 
wyrwane ze złożonej całości, w obrębie których uzyskują tożsamości. Struktura jako model idealizacyjny  jest 
czymś pozaczasowym; w realnych kulturach „zawsze zmienia się i formuje”, synchronia nadaje im potrzebną 
trwałość, „bez niej bowiem rozpuściłaby się ona w rzadką i niedotykalną substancję, złudzenie rzeczywistości”. 
(C.   Levi-Strauss,   „Pola   antropologii”   w  Antropologia   strukturalna   II,   Warszawa   2001   s.22.)   Podobnie 
Arystotelesowska   struktura   kontinuum   jest   konstruktem   myślowym.   Nie   istnieje   w   ruchach   regularnych,   a 
jedynie pozwala je zebrać w dobrze zdefiniowany zbiór.  W realnych ruchach jej ucieleśnienie nie tyle jest, co 
się staje, wciąż się odradzając. Wszystkie regularne ruchy łączy rodzinne powinowactwo „posiadania struktury 
kontinuum”, dzielą natomiast i uniemożliwiają ścisłe porównywanie „różnice gatunkowe”. Ruchy po kołach o 
różnych promieniach są nieporównywalne. Mają analogiczną strukturę wewnętrzna (tę samą formę regularności 
krzywizny), ale ich” łukowatość” jest różna (o różnym promieniu).      

104

  W   moich   rozważaniach   pominąłem   kwestię   metody   eksperymentalnej,   technik   idealizacyjnych   oraz 

sprzężenia zwrotnego między nauką i technologią w tworzeniu co raz doskonalszej aparatury eksperymentalnej, 
które  razem  dały   znakomite   rezultaty   w   eksploracji   natury.   Całościowe     rozpatrzenie   metodologicznych 
uwarunkowań badań kulturowych wymagało by ustosunkowania się również do tych  kwestii..

44

background image

rzeczy emblematycznie wyraził  Levi-Strauss w „skrytym marzeniu antropologii społecznej”, 
która „należy do nauk humanistycznych, jej nazwa mówi sama za siebie; jeśli zgadza się na 
przebycie   czyśćca   u   boku   nauk   społecznych,   to   nie   traci   nadziei   na   to,   iż   w   dniu   Sądu 
Ostatecznego obudzi się wśród nauk przyrodniczych

105

Postawmy   na   koniec   pytanie,   czy   w   ramach   „czyśćcowych”     procedur   zmazywania 
metodologicznych   grzechów   pierworodnych   kulturoznawstwa   musi   on   przejść   cierniową 
drogę matematyzacji, którą co raz śmielej kroczą nauki społeczne,   czy też „humanistyczna 
swoistość” kultury zamyka ją na zawsze? Pytania sugeruje dwie  odpowiedzi o roli narzędzi 
matematycznych w badaniach tworów ludzkich. Są one pochodną dwóch poglądów na relację 
między   kulturoznawstwem   i   przyrodoznawstwem,   o   których   była   mowa   we   wstępie. 
Pierwszy   głosi,   że   świat   kultury   jest   niematematyzowalny,   ponieważ   w   swej   naturze 
zasadniczo   różni   się   od   świata   przyrody.   Matematyzacja,   będąca     wyrazem     ślepego 
zapatrzenia   się   w   przyrodoznawstwo,   prowadziłaby   do   nieuprawnionych   uproszczeń   i 
deformacji.   Drugi,   przeciwstawny   pogląd   głosi,   że   nauka   o   kulturze   może   osiągnąć 
prawdziwą dojrzałość tylko wówczas, jeśli pójdzie podobną  drogą, którą od wieków podąża 
przyrodoznawstwo.   Myślę,   że   pierwszy   pogląd   wykopuje   niepotrzebną   przepaść   między 
humanistyką i przyrodoznawstwem; drugi – zbyt pośpiesznie próbuje tę przepaść zasypać. 
Właściwa odpowiedź powinna polegać znalezieniu nowej „drogi środka”, która przezwycięża 
ograniczenia stanowisk, uważanych za wykluczające się punkty widzenia. 
  Na   pewno   wspólnym   graniczeniem   powyższych   stanowisk,   jest   milcząco   przyjmowane 
założenie, że możliwa jest  tylko jedna matematyzacja na modłę nauk fizykalnych. Korzenie 
tego założenia tkwią w przeświadczeniu o jedności świata podzielane przez XIX-wiecznych 
twórców badań społecznych i kulturowych. Comte, Spencer, Tylor i inni, wychodząc od tej 
idei,     żywili   nadzieję,   że   w   przyszłości   powstanie   spójny   system   wiedzy   naukowej, 
wyjaśniający   w   oparciu   o   schemat   redukcjonistyczny     wszystkie   aspekty   rzeczywistości: 
fizyczny, chemiczny, biologiczny, społeczny, kulturowy, w którym nauki o społeczeństwie i 
kultury wypracują jego zwieńczenie w postaci statyki i dynamiki społeczeństw i kultur. Opór 
przed taką wersją matematyzacji kulturowych  imponderabiliów  jest uzasadniony.  Etologia 
Lorentza, socjobiologia Wilsona oraz współczesna biologia ewolucyjna i genetyka rzuciły 
nowe   światło   na   relację   „natura-kultura”,   niemniej   przyrodniczo-fizykalny     redukcjonizm 
fundatorów antropologii jest zbyt uproszczonym schematem wyjaśnienia złożoności świata. 
Ale   bezwarunkowe   veto   części   przedstawicieli   nauk   humanistycznych     na   wprowadzanie 
formalno-matematycznych   modeli   do   świata   kultur   też   zdaje   się   być   anachronizmem. 
Humaniści mający idiosynkratyczny stosunek do matematyki zwykle nie mają świadomości 
postępu, jaki się dokonał   w naukach formalnych. Stare podziały na logikę, teorię zbiorów 
(mnogości)   i   tradycyjne   działy     matematyki   mają   dziś   znaczenie   historyczne.   Badania 
podstaw matematyki ujawniły, że dziedziny te tworzą powiązaną całość. Jeśli się dodatkowo 
uwzględnimy rezultaty współczesnego językoznawstwa, to okazuje się, że w każdym rodzaju 
dyskursu   (wyrażającego   doświadczenie   potoczne,   w   analizach   literackich,   w   badaniach 
antropologicznych, w fizyce  jądrowej itd.) stosuje się symboliczne formy i matematyczne 
modelowanie, od tak trywialnych, że są niezauważalne, po takie, którymi operują wyłącznie 
specjaliści. Aby   znaleźć porządek w różnorodności i zmienności świata, musimy stosować 
formy stałości. 
Czy o hipotetycznej „drodze środka”, na którą mogło by wkroczy kulturoznawstwo, można 
powiedzieć coś pozytywnego, oprócz oczywistej uwagi, że nowe narzędzia matematyczne 
będą sprzężone z technikami komputerowego modelowania ( jak to ma miejsce w naukach 
przyrodniczych i ekonomicznych)? Nie ma nadziei na układ równań różniczkowych, który 
matematycznie   oplotłyby   rzeczywistość   społeczno-kulturową   na   podobieństwo     równań 
Maxwella, które uporządkowały i  wyjaśniły, wcześniej pogmatwany i niezrozumiany, świat 

105

  Levi-Strauss, K., Antropologia strukturalna II, Warszawa 2001,s. 24.  

45

background image

elektryczności,  magnetyzmu  i światła.   Myślę, że w kontekście poszukiwań nowej drogi, 
warto   przywołać   ducha   zasady   „anything   goes”   Paula   Feyerabenda.   Jeśli   zawiesimy 
epistemologiczny wydźwięk  owej  zasady i ograniczymy  się do pragmatycznego  wymiaru 
poszukiwań   heurystycznych   w   nauce,  zasada  ta   uogólnia   rezultaty  analiz   historycznych   i 
filozoficznych tego uczonego i wyraża myśl, że  płodne, a nawet przełomowe kierunki badań, 
rozszerzające horyzont poznania o   wcześniej nieznane terytoria, wyłaniają się dopiero po 
przyjęciu     „heretyckiej”   postawy   badawczej,   w   której   łamie   się   „święte”   reguły 
metodologiczne   l   podważa   fundamentalne,   samooczywiste   prawdy.   Tak   postąpili   ojcowie 
nauki nowożytnej, którzy byli zmuszeni wielokrotnie naruszać metodologicznie i filozoficzne 
fundamenty arystotelizmu, aby wyrazić nowe regularności ruchu,   oburzając tym ówczesny 
naukowy establishment.

46

background image

Anna Marek-Bieniasz

22.X.2008

Nauka a wierność prawdzie – trzy postawy (Galileusz, K. Darwin, R. Dawkins)

W artykule tym poruszony zostanie problem wierności prawdzie, z którym w dziejach 

Europejskiej nauki borykał się niejeden znany naukowiec. Przykładem, będzie w niniejszej 
refleksji sprawa Galileusza,  który m.in.  na podstawie  własnych  przemyśleń  i uzyskanych 
wyników badań opowiadał się za odmienną niż powszechnie w jego czasach przyjmowaną 
geocentryczną wizją świata. Z problemem tym borykał się także K. Darwin i inni biolodzy 
uznający,   iż   przyroda   podlega   ewolucji,   a   gatunki   wyłaniają   się   ze   swojej   biologicznej 
przeszłości,   by   dawać   (przynajmniej   niekiedy)   przyszłość   kolejnym   nowym   gatunkom 
biologicznym.   Innymi   słowy,   jak   ujął   to   w   tytule   swojego   najważniejszego   dzieła   sam 
Darwin,   iż   gatunki   powstają   (jak   sądził,   na   skutek   działania   doboru   naturalnego   jako 
najważniejszego   mechanizmu   ewolucji   biologicznej),   a   w   przyrodzie   obserwować   można 
powszechną  zmienność  organizmów.  To  darwinowskie,   wypracowane   na  gruncie   biologii 
przekonanie,   także   było   sprzeczne   z   tym,   co   powszechnie   sądzono   na   temat   żywych 
organizmów,   iż   są   one   czymś   niezmiennym,   pojawiającym   się   na   skutek   Boskiego   aktu 
twórczego. Dla Darwina głoszenie ewolucyjnych poglądów, podobnie jak wcześniej głoszenie 
heliocentryzmu przez Galileusza nie było czymś łatwym, choć dokonywało się już w zupełnie 
innych realiach historycznych i obyczajowo-społecznych. Zmiana paradygmatu myślenia o 
świecie w tych dwóch przypadkach wiązała się z wielkimi trudnościami, które dopiero z 
czasem udawało się pokonywać, przy czym warto zaznaczyć, że ewolucyjna wizja przyrody, 
wprowadzona do biologii przez Darwina i Wallace’a, do dziś ma swoich antagonistów pośród 
przedstawicieli fundamentalistycznego kreacjonizmu. Problem wierności prawdzie jest wciąż 
aktualnym problemem związanym z nauką i próbami jej ideologizacji, które co pewien czas 
są podejmowane bądź przez samych przedstawicieli nauki, bądź przez tych, którzy w jakiś 
sposób chcą wykorzystać do swoich celów osiągane na jej gruncie wyniki. Zagadnienie to, 
dyskutowane   będzie   w   odniesieniu   do   poglądów   propagowanych   przez   R.   Dawkinsa   – 
współczesnego bezkompromisowego apologa ateizmu.
Zreflektowane   zostaną   trzy   postawy   wobec   prawdy,   przyjęte   przez   trzech   różnych 
przedstawicieli nauki, których odmienność jest na tyle widoczna, iż można je było wyróżnić i 
opisać, a także sformułować pewien ich komentarz. Ich reprezentantami będą wymienieni w 
tytule Galileusz, K. Darwin i R. Dawkins. Wszystko to uczynione zostanie w dość skrótowej 
formie   ze   względu   na   ramy   niniejszej   formy   wypowiedzi   (artykułu).   Wierność   prawdzie 
będziemy przy tym definiować dla potrzeb niniejszej refleksji, jako wierność temu, do czego 
na skutek podjętego trudu badawczego naukowiec dochodzi, a więc wierność uzyskanym 
wynikom badań - przez co rozumiem brak ich bagatelizowania, jak również absolutyzowania 
tych wyników i opartych na nich przemyśleń (hipotez, koncepcji, wniosków). Także brak 
jakiejkolwiek formy manipulowania nimi, tak by np. móc wykorzystać je jako uzasadnienie 
przyjętych wcześniej założeń. Definicja ta nie jest być może zadowalająca, lecz pełni jedynie 
funkcję   pomocniczą   dla   przedstawienia   opisanych   dalej   sytuacji   i   związanych   z   nimi 
dylematów, także tych natury moralnej. Jej robocza postać, jaką sformułowano powyżej jest 
jednak o tyle potrzebna, by wiedzieć, do jakiej wartości odnosić się będzie podjęta analiza.

47

background image

Galileusz – po stronie nauki i po stronie religii.  

Zachowując   historyczną   chronologię   wydarzeń,   pierwszą   z   prezentowanych   jest   postawa 
przyjęta przez Galileusza – wielkiego człowieka nauki, a także filozofa, którego ostatnie już 
dzieło  Rozmowy   i   dowodzenia   matematyczne   w   zakresie   dwóch   nowych   umiejętności 
dotyczących   mechaniki   i   ruchów   miejscowych  
(1638)   stało   się   podstawą   nowej   filozofii 
przyrody   rozwiniętej   następnie   przez   kolejnego   wielkiego   uczonego   Izaaka   Newtona   w 
Philosophiae Naturalis Principia Mathematica  (1687). Dokonania Newtona na polu fizyki 
ostatecznie   zrefutowały   geocentryzm   (także   koncepcję  Tychona   Brahego).   Newton   zdołał 
właściwie   uzasadnić   pozycję   Słońca   w   systemie   Kopernika,   uwzględniając   poprawki 
wprowadzone   do   niego   wynikające   z   praw   Keplera.   Zasługi   w   tym   względzie   mieli 
oczywiście  także   i  inni  uczeni,  jak  np. astronom  James   Bradley,  który  w  1728  roku dał 
pierwszy geometryczny dowód ruchu Ziemi wokół Słońca uzyskany na podstawie pomiaru 
aberracji światła słonecznego.
Galileusz   przez   wiele   lat   swojej   naukowej   aktywności   usiłował   dowieść   prawdziwości 
heliocentrycznej teorii Kopernika. Historia życia i działalności naukowej Galileusza, której 
kulisy   zostały   dostatecznie   dobrze   poznane   dopiero   w   ostatnich   latach,   jest   dość   długa   i 
bogata. Prezentuje ją praca znawcy sprawy Galileusza Annibale Fantoli’ego  Galileusz.  Po 
stronie kopernikanizmu i po stronie Kościoła.
  Tytuł tej pracy stał się inspiracją dla nazwy 
postawy,   którą   można   przypisać   Galileuszowi   –   „po   stronie   nauki   i   po   stronie   religii” 
(kopernikanizm zastąpiono ogólniejszym pojęciem nauki, zaś Kościół religią). Sam Galileusz 
pisał o swojej postawie, działalności i jej celu następująco: „Dla zajęcia stanowiska w tej tak 
ważnej   kwestii   [przyjęcie   lub   odrzucenie   kopernikanizmu]   konieczne   jest   rzetelne  
zrozumienie,   rozważenie   i   ocena   tego,   co   on   [Kopernik]   pisze.   W   swoich   pismach   ze 
wszystkich sił starałem się tego dokonać, na ile tylko Boża łaska mi na to pozwoliła, nie 
mając przy tym nic innego na celu, jak tylko chwałę Kościoła Świętego. I żaden inny cel nie  
przyświecał moim nieudolnym wysiłkom

106

. Chociaż Galileusz reflektuje tak swoją postawę 

w 1615 roku – tuż przed tak zwanym pierwszym procesem, a na kilkanaście lat przed drugim, 
wydaje się, że do końca w żaden zasadniczy sposób od niej nie odchodzi, usiłując z wielkim 
zaangażowaniem   i   determinacją   bronić   zarówno   racji   religijnych,   jak   i   naukowych,   nie 
absolutyzując, ani nie bagatelizując roli nauki, ani też roli religii  w procesie wyjaśniania 
świata. Galileusz zdawał sobie sprawę z tego, iż zarówno nauka, jak i religia mają w tym 
względzie wiele do powiedzenia.
Wspomniana wyżej praca Fantoli’ego na temat Galileusza jest jednym z efektów inicjatywy 
Jana Pawła II z 1979 roku, który na wykładzie w Papieskiej Akademii Nauk z okazji 100 
rocznicy urodzin Alberta Einsteina zachęcał do pogłębiania studiów nad sprawą Galileusza, 
chcąc uczcić „prawdę nauki” i otworzyć „bramę do przyszłej współpracy nauki i religii”. Po 
kilku latach pojawiły się pierwsze obiektywne publikacje, których dotąd brakowało

107

. M.in. 

w ramach studiów nad Galileuszem publikowali polscy filozofowie przyrody - M. Heller i J. 
Życiński

108

. Sprawą tą zajmował się też G.V. Coyne, Olaf Pedersen, Ugo Baldini czy R.S. 

Westfall.
Jan Paweł II kilkakrotnie powracał do sprawy Galileusza. W 1983 roku wypowiadając się, że 
„objawienie Boże, którego Kościół jest gwarantem i świadkiem, nie zawiera w sobie żadnej  
teorii,   dotyczącej   wszechświata,   zaś   natchnienie   Ducha   Świętego   bynajmniej   nie   określa 

106

 Galileusz, List do Diniego, 23 marca 1615 rok.

107

 Z problemem tym wiąże się m.in. historia zachowującej obiektywizm pracy Pio Paschiniego, która została 

wydana dopiero po dwudziestu latach od jej ukończenia (dwa lata po śmierci autora). Przed publikacją dokonano 
w nim jednak takich korekt, które wypaczały myśl Paschiniego.

108

 G.V. Coyne SJ, M. Heller, J. Życiński, The Galileo Affair: A Meeting of Faith and Science. Procedings of 

Cracow Conference, 1985. J. Życiński, The Idea of Unification  in Galileo’s Epistemology, 1988.

48

background image

prawdy naszych wyjaśnień dotyczących fizycznej struktury rzeczywistości

109

. W 1993 roku, 

31 października na zakończenie sesji plenarnej PAN poświęconej problemowi złożoności w 
niezwykle przenikliwy sposób nawiązuje do Galileusza:  „problemy stanowiące podłoże tej 
sprawy dotykają samej natury nauki, a także orędzia wiary. Nie można zatem wykluczyć, że 
znajdziemy się kiedyś w analogicznej sytuacji, która będzie wymagać zarówno od ludzi nauki, 
jak i ludzi wiary dokładnego uświadomienia sobie zakresu i granic własnych kompetencji. 
[…] Galileusz, człowiek głęboko wierzący okazał tu większą przenikliwość niż teolodzy – jego  
przeciwnicy

110

  Prognozy   Jana   Pawła   II   wyrażone   w   powyższym   cytacie,   dotyczące 

analogicznej, lecz odwrotnej sytuacji, w której to nie „ludzie wiary”, jak w czasach Galileusza 
uzurpują sobie wyłączne kompetencje w procesie wyjaśniania świata, lecz czynią to niektórzy 
przedstawiciele nauki (reprezentujący mocny scjentyzm), sprawdzają się. Przykładem tego 
jest analizowana dalej postawa R. Dawkinsa.
Galileusz, podobnie zresztą jak jego przeciwnicy, był swego rodzaju „ofiarą” swojej epoki. 
Analizując jego postawę, również postawy Darwina i Dawkinsa, nie można abstrahować od 
realiów historycznych, społecznych i obyczajowych, w których żyją i działają jako naukowcy. 
W  przypadku   Galileusza  mamy   pierwszą  połowę XVII wieku.  Wtedy to  (od  końca  XVI 
wieku) pracuje on wytrwale na polu nauki osiągając wspaniałe rezultaty teoretyczne, jak i 
praktyczno-techniczne.   Teoretycznych   dokonań   jest   zbyt   dużo,   by   je   w   tym   miejscu 
opisywać.   Wśród   wynalazków   wymienić   można   geometryczny   cyrkiel   wojskowy,   który 
Galileusz   konstruuje   według   własnego   projektu   dołączając   do   tego   rozprawę   teoretyczną 
wyjaśniającą  zasady jego użycia;  magnes  o wielkiej  sile przyciągania,  czy urządzenie  do 
pomiaru temperatury (termoskop). Najbardziej znanym jego wynalazkiem była luneta, która 
pozwoliła uczonemu w praktyce realizować swoje zainteresowania teoretyczne.
Zainteresowania Galileusza powoli przesuwają się z dziedziny matematyki, którą wykładał na 
Uniwersytecie w Pizie od lipca 1589 roku w stronę filozofii przyrody. W pizańskim okresie, 
jak   się   sądzi,   przygotowując   się   do   wykładów   poznał  De   revolutionibus  M.   Kopernika. 
Wywarło ono na nim wielkie wrażenie, tak, iż począł poszukiwać fizycznego wyjaśnienia dla 
systemu  heliocentrycznego.   Jego  poglądy  stopniowo  się  kształtują  –  przechodzi  od  teorii 
arystotelesowsko-ptolemeuszowskiej do uznania, że Ziemia nie jest nieruchoma, lecz obraca 
się ruchem dziennym wokół własnej osi, zaś wszystkie inne planety krążą wokół Słońca. 
Kopernikanizm,   w   którym   to   systemie   Ziemia   także   krążyła   wokół   Słońca,   przyjmie   w 
okresie padewskim – ostatecznie pod koniec 1610 roku po odkryciu faz Wenus. 
Wcześniej   około   1595   roku   rozważa   już   możliwość   wyjaśnienia   zjawiska   przypływów   i 
odpływów morza w świetle teorii Kopernika. W 1597 uznał w liście do Mazzoniego system 
Kopernika za znacznie prawdopodobniejszy od arystotelesowsko-ptolemeuszowego. W tym 
samym   roku   w   liście   do   Keplera   świetnie   obrazującym   dylematy,   z   jakimi   borykał   się 
Galileusz, dziękując mu za otrzymane od niego książki napisze „jestem zaszczycony, mając 
takiego towarzysza w poszukiwaniu prawdy. Jest godnym ubolewania fakt, iż tak niewielu 
kocha prawdę i unika zdeprawowanych ścieżek pewnych filozofii. Ale nie czas tu i miejsce na 
opłakiwanie nieszczęść naszego czasu, lecz na radość z powodu odkrycia wspaniałych rzeczy 
potwierdzających   prawdę.   […]   przed   wieloma   już   laty   przekonałem   się   co   do   poglądów  
kopernikańskich i na podstawie tej teorii znalazłem wyjaśnienie wielu fenomenów przyrody,  
które nie miały wyjaśnienia w powszechnie akceptowanych hipotezach. Opracowałem także 
wiele   odpowiedzi   na   zarzuty   przeciw   tej   teorii,   ale   jak   dotąd   nie   odważyłem   się   na   ich 
opublikowanie, ponieważ przeraził mnie los Kopernika, naszego mistrza, który, chociaż u 
niektórych   zdobył   sobie   nieśmiertelną   sławę,   to   jednak   inni   (jakżeż   wielka   jest   liczba  

109

 Cyt za A. Fantoli, Galileusz. Po stronie kopernikanizmu i po stronie Kościoła, przeł. T. Sieratowicz,  Biblos, 

Tarnów 2007, s. 448.

110

 Tamże, s. 449.

49

background image

głupców) wyśmiali go i odrzucili. Nie zawahałbym się publicznie dać wyraz moim poglądom,  
gdyby więcej ludzi było takimi jak ty, ponieważ jednak tak nie jest, nie mam innego wyjścia
”.
W   1604  roku   publicznie   w   sposób   pośredni   podważa   zasadność   arystotelesowskiej   teorii 
niezmienności nieba. Miało to związek m. in. z pojawieniem się widocznej w całej Europie 
„nowej gwiazdy”, co trudno było pogodzić z doktryną Arystotelesa. Po 1610 roku Galileusz 
coraz   bardziej   angażuje   się   na   rzecz   kopernikanizmu.   Zaczynają   się   liczne   polemiki   z 
przedstawicielami   nauki,   filozofami,   jak   np.   ze   zwolennikami   filozofii   arystotelesowskiej 
Cosimo Boscaglią czy z Ludovico delle Colombe, który to pomiędzy 1610 a 1611 rokiem 
napisał broszurkę przeciw ruchowi Ziemi. W spór wdali się też teologowie, powołując się na 
argument niezgodności teorii Kopernika z tym, co głosi Pismo Święte. Dyskusja dotycząca 
możliwości   ruchu   Ziemi   wyszła   poza   wąskie   grono   specjalistów,   stając   się   publicznym 
sporem religii z nauką. 
W tej sytuacji Galileusz czuł się zobligowany do sprecyzowania swoich poglądów na temat 
relacji między nauką i religią. Poglądy te znamy m.in. z listu do Castellego, w którym pisze, 
iż w „dyskusji o problemach przyrodniczych Pismo Święte winno być brane pod uwagę na 
ostatnim miejscu
”. Pismo Święte i przyroda wywodzą się według niego z tego samego źródła 
–   ze   Słowa   Bożego.   Te   dwie   prawdy   nie   przeczą   sobie   nawzajem,   kiedy   zaś   naukowcy 
dochodzą   do   pewnych   konkluzji   dotyczących   naturalnych   przyczyn   zjawisk,   teologowie 
winni podjąć wysiłek znalezienia właściwej interpretacji tych fragmentów Pisma Świętego, 
które się do nich odnoszą. Byłoby też „mądrą i pożyteczną decyzją nie łączyć bez potrzeby 
[nauki Pisma Świętego] z inną nauką
”. Konkluduje też w owym liście, iż to, co głosi Pismo 
Święte nie może być potwierdzone w jakikolwiek sposób przez inną naukę. „Dlatego też nie 
sądzę, że powinniśmy opierać się tylko na wierze, zwłaszcza w tych naukach, o których Pismo 
Święte mówi w minimalnym stopniu, i to jeszcze jakby na marginesie
”. Biblia nie może się 
mylić, lecz należy dociec właściwego sensu jej słów, który może znacznie się różnić od sensu 
dosłownego.   Takie   było   stanowisko   Galileusza,   które   wyraził   też   w   słynnym   liście   do 
wielkiej księżnej toskańskiej - Krystyny z Lotaryngii.
Galileusz stara się być wiernym prawdzie, do której dochodzi jako naukowiec, nie odrzucając 
wiary   w   Boga,   autorytetu   Pisma   Świętego   i   pozostając   człowiekiem   głęboko   religijnym. 
Uzasadnienie   teorii   Kopernika   będzie   celem   jego   działalności   naukowej,   zarówno   po 
pierwszym procesie z 1616 roku, jak i po znacznie dotkliwszym dla niego w skutkach drugim 
procesie, który miał miejsce w 1634 roku.
W czasach Galileusza dominuje zasada autorytetu Kościoła, któremu inne autorytety, jak np. 
autorytet nauki, są zasadniczo podporządkowane. Galileusz był w ówczesnej Europie jednym 
z   najbardziej   cenionych   przedstawicieli   nauki.   Ostatecznie   jednak,   można   hipotetycznie 
sądzić, gdyby autorytetowi Kościoła, przynajmniej w sposób formalny się nie poddał, mógłby 
nawet spłonąć na stosie, jak stało się to w przypadku Giordano Bruno w 1…. roku. W tej 
trudnej sytuacji, w jakiej nowa wizja świata wkraczała na teren nauki, jak i powszechnej 
świadomości, Galileusz starał się o możność wypowiadania swych najgłębszych naukowych 
przekonań. Sprawie tej poświęcił wiele czasu i energii, pisząc listy,  publikując rozprawy, 
prowadząc publiczne dyskusje i prywatne rozmowy.
W 1616 roku, m.in. w związku z działalnością Galileusza, Św. Oficjum analizuje dwie tezy 
syntetyzujące   teorię   Kopernika:   „1)   że   Słońce   stanowi   centrum   świata   i   jest   całkowicie 
nieruchome pod względem ruchów lokalnych; 2) że Ziemia nie stanowi centrum świata i nie  
jest nieruchoma, lecz obraca się zarówno wokół samej siebie, jak i ruchem dobowym
” (J. 
Życiński,  1991, s.95). Osoby,  które tezy te  badały nie posiadały kompetencji  w  zakresie 
astronomii,   lecz   jedynie   teologii.   W   ciągu   niespełna   czterech   dni   wydano   opinię.   Co   do 
pierwszej tezy, iż „teza ta została jednogłośnie uznana za bezsensowną i absurdalną z punktu  
widzenia filozoficznego i formalnie heretycką, jako stojąca w wyraźnej sprzeczności z nauką  
Pisma Świętego, w wielu miejscach wyrażoną dobitnie i w zgodzie z wspólną wykładnią i  

50

background image

interpretacją   świętych   ojców   oraz   doktorów   teologii”.   Co   do   drugiej,   „jednogłośnie 
stwierdzono,   że   teza   ta   podlega   tej   samej   cenzurze   filozoficznej,   z   punktu   zaś   widzenia  
teologii,   jest   co   najmniej   błędem   w   wierze
”   (J.   Życiński,   1991,   s.   95).   Galileusz   został 
wezwany   przez   kardynała   Bellarmina   i   zobligowany   do   całkowitego   porzucenia   poglądu 
jakoby Słońce znajdowało się pośrodku świata i było nieruchome, a Ziemia była w ruchu, i 
nigdy więcej go nie powtarzał, nie nauczał i nie podtrzymywał w żaden sposób w mowie ani w 
piśmie, w przeciwnym razie zostanie wszczęte przeciwko niemu postępowanie w Św. Oficjum. 
Na takie zarządzenie Galileusz się zgodził i przyrzekł się podporządkować wszystkiemu, co 
powiedziano
” (J. Życiński, 1991, s. 96).
Decyzją   Kongregacji   Indeksu   zostało   zakazane   rozpowszechnianie,   aż   do   chwili 
wprowadzenia poprawek dzieła M. Kopernika  De revolutinobus orbium. Podobną decyzję 
wydano, co do dzieła Diego Zuñica  Hiob. Dzieła te nie zostały całkowicie zakazane, ani 
potępione.   Dekret   dotyczący   fałszywości   i   sprzeczności   z   Pismem   Świętym   doktryny 
pitagorejskiej o ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca, nauczanej również przez M. Kopernika, 
zamykał pierwszy proces Galileusza. Tydzień po jego opublikowaniu uczony został przyjęty 
przez   papieża   Pawła  V   na  audiencji,   która  trwała  trzy  kwadranse.   Papież   miał   zapewnić 
Galileusza,   iż   jest   przekonany,   co   do   szczerości   i   rzetelności   sposobu   jego   myślenia

111

. 

Zdaniem Fantoli’ego „nadużycie władzy” doktrynalnej i dyscyplinarnej z 1616 roku będzie 
miało swe konsekwencje w procesie i potępieniu Galileusza w 1634 roku, jak również w 
następnych  stuleciach wywierać będzie negatywny wpływ  na relacje między Kościołem a 
nauką

112

Galileusz   przez   pewien   czas   nie   wypowiada   się   na   temat   kopernikanizmu.   Jest   jednak 
rozgoryczony, co wynika m.in. z listu pisanego w maju 1618 roku do arcyksięcia Leopolda 
Austriackiego, brata wielkiej księżnej Krystyny, któremu Galileusz przesyłał wówczas dwa 
swoje dzieła i dwie lunety. Pod koniec 1618 roku na niebie pojawiły się trzy komety. W 1622 
uczony ma gotowy rękopis  Il Saggiatore  (Waga probiercza), który jest recenzowany m.in. 
przez  dominikanina  Niccoli  Riccardiego.  Recenzent  dostrzega  zalety dzieła  pisząc  „wiele 
pięknych   rozważań   z   zakresu   filozofii   przyrody   […],   będących   wynikiem   subtelnych   i  
poważnych rozważań autora, za życia którego miałem szczęście się narodzić, kiedy to nie  
żelaznymi   i   niedokładnymi,   lecz   delikatnymi   wagami   probierczymi   złoto   prawdy   jest 
odważane
”. W 1621 roku umiera Paweł V, umiera też kardynał Bellarmini, zaś w 1623 roku 
kolejny papież Grzegorz XV. Po nim na tronie piotrowym zasiada kardynał Maffeo Barberini, 
który   okazywał   sympatię   Galileuszowi.   M.in.   w   1620   roku   chwalił   w   formie   przesłanej 
Galileuszowi ody odkrycia dotyczące Jowisza, Saturna i plam słonecznych.
W Galileuszu odżyły nadzieje na powrót zapomnianych studiów „z ich długiego wygnania”, 
jak pisał w liście gratulacyjnym do bratanka papieża Carla Berberiniego. W  Il Saggiatore 
ostrożnie odnosi się do teorii Kopernika, której Kościół jako hipotezy matematycznej  nie 
negował, twierdząc, iż przewyższa ona wszystkie inne hipotezy. Urbanowi VIII to napisane w 
świetnym stylu dzieło spodobało się na tyle, iż nakazał jego czytanie do stołu

113

W tych nowych okolicznościach Galileusz wraca do swego programu badawczego mającego 
na celu wykazanie słuszności teorii Kopernika. Chce napisać dzieło, „które jeśli nie zostanie 
zrealizowane przy tej sprzyjającej koniunkturze, trudno oczekiwać, iżby kiedykolwiek mogło 
zostać napisane

114

. W tym celu udaje się do Rzymu. Tam kilkakrotnie rozmawia z papieżem. 

Urban VIII, jak zachowało się to w dokumentach, miał hipotezę Kopernika za zbyt śmiałą, by 
można ją było udowodnić. Galileusz zaś upewniając się, iż nowa głowa Kościoła okazuje mu 
życzliwość przystępuje do pracy nad traktatem dotyczącym przypływów i odpływów morza, 

111

 A. Fantoli, s. 201.

112

 Zob. tamże, s. 210.

113

 W Il Saggiatore Galileusz polemizuje z jezuitą Sarsim, zaś odpowiada na nie inny jezuita Grassi. Problem roli 

jezuitów w sprawie Galileusza dobrze naświetla wspominana już kilkakrotnie praca A. Fantoli’ego.

114

 Galileusz, List do Cesiego, 9 październik 1623.

51

background image

gdyż był przekonany, „iż jeśli Ziemia nie porusza się, to przypływy i odpływy nie powinny  
mieć miejsca

115

. Traktat ten stanie się Dialogiem o dwóch najważniejszych układach świata,  

Ptolemeuszowym i Kopernikowym. Gdy Dialog był ukończony, w maju 1630 roku, Galileusz 
został   przyjęty   przez   Urbana   VIII.   Po   tej   rozmowie   uczony   sądził,   iż   papież   nie   jest 
przeciwny publikacji dzieła. Zmiana tytułu, jakiej dokonał Galileusz była sugestią papieża, 
który wyraził ją w rozmowie z Riccardinim. Urban VIII prawdopodobnie nie chciał, aby 
dzieło w tytule  nawiązywało  do teorii  Kopernika, nie wyraził  jednak, ani w  rozmowie  z 
Galileuszem, ani w późniejszej z Riccardinim, zgody na druk Dialogu.
Kościelne pozwolenie, o którego wyłudzenie będzie się później oskarżać Galileusza wydał 
wicezarządca   Rzymu,   mistrz   pałacu   papieskiego,   wikariusz   generalny   miasta   Florencji, 
inkwizytor florencki oraz Rada wielkiego księcia. Urban VIII przyjmuje dzieło z mieszanymi 
uczuciami. Wkrótce zaś rozpętuje się burza wokół Dialogu. Ostatecznie dojdzie do procesu w 
1633  roku,  którego  przebieg,  w  przeciwieństwie   do  procesu  Giordano  Bruno  jest   dobrze 
opisany. Jednakże, co ważne, od momentu jego rozpoczęcia nie wiemy już, czym kierował się 
Galileusz,   znamy   jedynie   jego   oficjalne   wypowiedzi   procesowe.   W   trakcie   pierwszego 
przesłuchania  Galileusz  oświadczył,  iż   kiedy  zwracał  się   z  prośbą  o  zezwolenie  na   druk 
Dialogu nie miał „żadnych skrupułów, nie podtrzymując i nie broniąc w tej książce opinii o 
ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca

116

. Wobec tego dzieło poddano ocenie trzech teologów, 

mających wypowiedzieć się czy Galileusz przekroczył nakaz z 1616 roku. Opinia była dla 
Galileusza   jednogłośnie   niekorzystna.   Przyjęta   przez   Galileusza   „strategia”   postępowania 
miast  przynieść  pożytek,   pogorszyła   sytuację.  Zaczęto   zastanawiać   się nad  koniecznością 
zastosowania większej surowości w prowadzeniu sprawy (tortury, których jednak w żadnym 
momencie procesu nie zastosowano). W czasie drugiego przesłuchania, Galileusz stara się 
złagodzić   ton   poprzedniej   wypowiedzi,   przy   czym   oczekiwaniem   Św.   Oficjum   było,   iż 
Galileusz przyzna się do winy. Tak się jednak nie stało, lecz tuż po wyjściu z sali rozprawy 
wraca do niej, by zaproponować obalenie podjętych przedtem argumentów na rzecz opinii o 
ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca, „w sposób, jaki sam Bóg mi wskaże” (Życiński, s. 107). 
Chęć wyrażenia  poglądów  przeciwnych  do tych,  które głosił w  Dialogu  była, jak można 
sądzić efektem pewnego załamania Galileusza pod presją wydarzeń, które miały miejsce. Jak 
komentuje to Fantoli, Galileusz „łudził się być może, iż uda mu się w ten sposób uratować 
coś   ze   swego   programu.   Miał   zatem   nadzieję,   iż   okazane   poddanie   (jednakże   nie   takie 
poddanie, jakiego oczekiwali jego sędziowie) uchroni go przed skazaniem, zwłaszcza zaś, że 
uchroni  Dialog  od   bezwarunkowego   potępienia

117

  Trudno   to   rozstrzygnąć,   a   hipotezy 

dotyczące tego wydarzenia można mnożyć. Faktem jest, iż po tym Galileusz będący w złym 
stanie zdrowia i w zaawansowanym już wieku uzyskał zgodę papieża na powrót do ambasady 
Toskanii. Pobyt w tym miejscu wiązał się jednak z pewnymi rygorami, jak zakaz prowadzenia 
rozmów z wyjątkiem mieszkańców ambasady, milczenie pod przysięgą w sprawie procesu i 
obowiązek stawiania się przed Oficjum na każde wezwanie. Następnie Galileusz otrzymał 
osiem dni na sformułowanie pisemnej obrony, jeśliby chciał taką podjąć. Obronę tę uczony 
miał już wówczas przygotowaną.
Postanowiono,  iż konieczne  będzie  kolejne przesłuchanie  Galileusza,  co do jego intencji, 
nawet pod groźbą tortur, a także, iż „winien wyrzec się swych heretyckich poglądów przed 
Św. Oficjum zebranym na plenarnym posiedzeniu. Następnie powinien być skazany na karę 
więzienia zależną od Św. Kongregacji i winno mu się zakazać podejmowania w jakikolwiek 
sposób, ani na piśmie, ani słownie, kwestii dotyczących ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca, 
albo na odwrót, pod groźbą recydywy i wynikających stąd kar. Gdy zaś chodzi o napisane już 
dzieło, zatytułowane Dialog di Galileo Galilei Linceo, jego rozpowszechnianie powinno być 

115

 Galileusz, List do Cesiego, wrzesień 1624.

116

 J. Życiński, 1991, s. 105.

117

 A. Fantoli, s. 382.

52

background image

zakazane

118

  Tekst   wyroku   został   przesłany   wszystkim   nuncjuszom   i   inkwizytorom   oraz 

odczytany profesorom matematyki, których udało się zgromadzić na plenarnym posiedzeniu 
Inkwizycji  we Florencji. Galileusz  został  ponownie przesłuchany,  lecz  nawet  pod groźbą 
tortur utrzymywał, iż nie wyznawał poglądu Kopernika po tym, jak został mu wydany nakaz 
porzucenia go.
Ostatecznie Galileusz musiał przywdziać strój pokutny. W Rzymskim klasztorze Santa Maria 
sopra   Minerwa   odczytano   mu   wyrok,   według   którego,   by   otrzymać   rozgrzeszenie   miał 
wyrzec   się   głoszonych   poglądów   zgodnie   z   podaną   mu   formułą   ich   wyrzeczenia.   Został 
skazany także na więzienie.
Wyrok w sprawie Galileusza zapada w okresie wzrostu absolutyzmu ze strony Kościoła i 
dominacji zasady autorytetu Kościoła, którą z kolei w dzisiejszych czasach niekiedy zastępuje 
się autorytetem nauki, jako jedynie zdolnego magisterium wyjaśnić świat i obecnego w nim 
człowieka.   Zasada   autorytetu   stosowana   w   celu   wyjaśnień   świata   wydaje   się   zawsze 
niewłaściwa, obojętnie czy przypisuje się ją religii, czy nauce. W czasie Galileusza  zasada 
autorytetu Kościoła przyjmowana była zarówno w kręgach katolickich, jak i protestanckich. Z 
problemem  tym   wiąże   się  absolutyzowanie  dokonań   jednej   ze  stron,  kosztem  deprecjacji 
wyjaśnień   formułowanych  przez  drugą.  Galileusz   zdawał  sobie,  jak  można  sądzić  z  tego 
sprawę, o czym świadczą jego uwagi dotyczące wzajemnych relacji między nauką i religią. 
Publikacja  Dialogu  kłóciła   się   z   zasadą   autorytetu   i   można   ją   widzieć   m.in.   jako   wyraz 
przekonania, iż każde z tych dwóch magisteriów może samodzielnie dochodzić do prawdy, 
innymi słowy, iż istnieje wiele dróg, którymi można do niej kroczyć.
W  wyroku   uznano,  „iż  Galileusz  jest   w  najwyższym  stopniu  podejrzany  o  herezję”.  Nie 
chodziło tu bynajmniej o herezję związana z dosłownym znaczeniem tego terminu, a więc o 
zaprzeczenie prawdom wiary, które zostały uznane albo przez papieży, albo przez sobory 
powszechne, lecz o herezję w sensie inkwizycyjnym – naruszenie nakazów wydanych przez 
Inkwizycję   (nakazu   z   1616   roku).   Jednak   gdyby   Galileusz   odmówił   dokonania   aktu 
wyrzeczenia   się   poglądów   określonych   jako   fałszywych   i   przeciwnych   Pismu   Świętemu, 
stałby się formalnie heretykiem, a wiec czekałby go stos.
Dzień po akcie wyrzeczenia, więzienie zamieniono na pobyt w ogrodach ambasady Toskanii 
w Rzymie.  Po tygodniu mógł zamieszkać w Sienie, w rezydencji przyjaciela arcybiskupa 
Ascalio Picoloniniego, zaś po pół roku Urban VIII zezwolił na powrót do jego willi koło 
Florencji „ażeby tam mógł żyć w samotności, nie zapraszając nikogo i nie przyjmując nikogo 
na dyskusję, aż do dnia, który zostanie ustalony przez Jego Świątobliwość

119

. W lutym 1638 

roku,   całkowicie   już   ślepy,   może   wrócić   do   domu   i   uczestniczyć   we   mszy   świętej   w 
pobliskim Kościele.  Mimo niezmiernie  trudnej  sytuacji  – ślepoty,  skazania, śmierci  córki 
Marii   Celesty,   złego   stanu   zdrowia   Galileusz   nie   zaprzestaje   działalności   naukowej. 
Postanawia rozwinąć i usystematyzować swe studia z zakresu dynamiki, które miały znacznie 
poważniejsze   kopernikańskie   znaczenie   niż   jego   wcześniejsze   badania.   Program   ów   był 
dalekosiężny i rozwijany następnie przez innych. Nowa filozofia przyrody, której podwaliny 
w swym ostatnim, wydanym w Leidzie w 1638 roku dziele da Galileusz ostatecznie obali 
geocentryczny paradygmat rozumienia świata. Kościół zaś z czasem uzna te dokonania.
Galileusz umiera 8 stycznia 1642 roku. Sto lat później, w 1741 roku Św. Oficjum zezwala na 
edycję   dzieł   Galileusza   wraz   z  Dialogiem,  wyjąwszy   jedynie  List   do   Wielkiej   Księżnej 
Krystyny

118

 A. Fantoli, s. 389.

119

 Tamże, s. 427.

53

background image

Henryk Popowski

        19.XI.2008

Jakiej filozofii potrzebują chrześcijanie?

Pytanie  będące  tytułem  mojego wystąpienia  może  wydawać  się pretensjonalne,  natomiast 
odpowiedź   na  nie  jest  prosta  i  oczywista.   Chrześcijanie  potrzebują  takiej   samej  filozofii, 
jakiej   potrzebuje   każdy   człowiek,   niezależnie   od   religii,   jaką   wyznaje,   przynależności 
narodowej,   kulturowej   oraz   czasu,   w   którym   żyje.   Filozofia   chrześcijańska,   o   ile   chce 
zasłużyć sobie na miano filozofii, nie może formułować swoich twierdzeń na przesłankach 
pochodzących z Objawienia, lecz na założeniach uzyskanych w drodze naturalnego poznania, 
właściwego każdemu człowiekowi. Specyfika filozofii chrześcijańskiej wynika z kierunku jej 
zainteresowania. Chrześcijanina, jak każdego człowieka, jedne zagadnienia interesują bardziej 
inne mniej. Nic w tym dziwnego, że człowieka wierzącego interesują bardziej kwestie, które 
wiążą się z jego religią. Problem więc nie wiąże się ze specjalną odmianą filozofii właściwej 
tylko   dla   chrześcijan,   lecz   z   jej   jakością.   Odpowiadając   na   powyższe   pytanie,   można 
powiedzieć,   że   chrześcijanie   potrzebują   dobrej   filozofii,   a   więc   takiej,   która   adekwatnie 
opisuje rzeczywistość i jest w stanie pomóc człowiekowi w pełniejszym jej poznawaniu i 
zrozumieniu zjawisk, które w niej zachodzą.
Dyskusja na temat filozofii chrześcijańskiej trwa od początku chrześcijaństwa. Jej ożywienie, 
nasilenie, zasięg i powszechność zależały od różnych czynników. Jedna z ważniejszych debat 
została wywołana wydaniem przez papieża Leona XIII w 1879 roku encykliki Aeterni Patris
Reakcja na nią była tak ogromna, że przekroczyła najśmielsze oczekiwania jej inicjatorów 
(jednym   z   nich   miał   być   podobno   wybitny   filozof,   późniejszy   kardynał   Désire   Joseph 
Mercier).

120

  Encyklika   miała   duże   znaczenie   nie   tylko   dla   życia   Kościoła,   ale   także   dla 

filozofii i znalazła trwałe miejsce w historii filozofii. Zapoczątkowała trwającą kilkadziesiąt 
lat   debatę   o   filozofii   chrześcijańskiej,   w   której   uczestniczyły   takie   wielkie   postacie   jak: 
Étienne Gilson, Jacques Maritain, Maurice Blonde i o. Marie Dominique Chenu. 
W 120. rocznicę ukazania się encykliki Leona XIII Jan Paweł II ogłosił encyklikę  Fides et 
ratio
, której dziesiątą rocznicę wydania obchodzimy w tym roku. Dokument ten nie wywołał 
tak ogromnej reakcji, jak poprzedni, niemniej stał się przedmiotem dość ożywionej dyskusji, 
szczególnie   w   środowisku   filozoficznym.   Uczestniczyli   w   niej   nie   tylko   wierzący. 
Poświęcono mu wiele konferencji, wydano liczne komentarze. Wśród tych głosów znalazły 
się słowa krytyki, formułowane także przez myślicieli chrześcijańskich. Zarzucano autorowi 
przede wszystkim preferowanie jednego z kierunków filozoficznych oraz deprecjonowanie 
innych,   zwłaszcza   tych,   które   powstałych   po   czasach   średniowiecza.   Stanowisko   Ojca 
Świętego   w   tej   kwestii   nie   było   odosobnione.   Podzielało   i   podziela   je   wielu   myślicieli. 
Zbieżne   poglądy   na   wiele   lat   przed   ogłoszeniem   Encykliki   głosił   między   innymi   Stefan 
Swieżawski. Czy jednak właściwe określenie relacji pomiędzy wiarą i rozumem jest możliwe 
na   gruncie   każdej   filozofii?;   Czy   każdy   system     filozoficzny   może   być   przydatnym 
narzędziem dla teologa?; I wreszcie, co moim zdaniem najważniejsze, czy każda filozofia jest 
w stanie pomóc w zrozumieniu tego, w co się wierzy?

120

 Por. Piotr Gutowski, Wierzyć rozumowi. Czyli wyróżnienie pozycji człowieka we wszechświecie, „Znak”, r. LI, 

nr 4, 1999, s. 32.

54

background image

W czasie swoich studiów miałem okazję wysłuchać wykładu teologa austriackiego, księdza 
profesora,   którego   nazwiska   dzisiaj   już   nie   pamiętam,   posługującego   się   filozofią 
egzystencjalną.  Filozofia  ta nie służyła  mu jednak jako narzędzie  do analizowania prawd 
wiary.   Wprowadzenie   ich   na   teren   filozofii   likwidowało   zasadniczą   problematykę 
egzystencjalizmu. Teolog budował swoje poglądy jakby na przekór twórcy egzystencjalizmu, 
Sørenowi   Kierkegaardowi,   u   którego   Bóg,   przyjęcie   Jego   istnienia,   wyzwalało   problemy 
egzystencjalne.   Austriacki   uczony   odwrócił   porządek.   To   nie   filozofia   służyła   mu   do 
rozwiązywania   zagadnień   teologicznych,   ale   na   odwrót.   Posługiwał   się   teologią   do 
rozwiązywania problemów  filozoficznych  i tym  samym  niwelował nie tylko filozofię, ale 
również teologię.
Relacja pomiędzy wiarą i rozumem jest bardzo ważnym zagadnieniem nie tylko dla teologów, 
ale także dla każdego człowieka, co zostało zaznaczone przez autora encykliki, Jana Pawła II.
Wiara w szerokim znaczeniu jest integralnie związana z życiem człowieka we wszystkich 
jego   dziedzinach.   Człowiek   bez   wiary  nie   byłby   w   stanie   funkcjonować,   jak  pisze   autor 
encykliki, „życie [człowieka] opiera się na wierze” (31). Wiara polega na przyjęciu przez 
rozum pewnej prawdy na podstawie określonych przesłanek. Jest więc aktem rozumu i woli. 
Nie   jest   możliwe   oddzielenie   tych   dwóch   porządków,   także   w   życiu   religijnym.   Wiara, 
wywołana Objawieniem jest religią. Dokonuje się ona w samej istocie osoby ludzkiej, głębiej 
niż w doznaniach, psychice, świadomości,  wiedzy i decyzjach.

121

  Według św. Tomasza  z 

Akwinu wiara jest sprawnością, cnotą teologiczną i możemy ją poznać przez wewnętrzny akt 
serca (interior actus cordis)

122

Akt ten jednak nie ma charakteru czysto mistycznego. Zgodnie 

z myślą Tomasza składa się na niego działanie intelektu i woli.

123

 Z nierozłączności wiary i 

rozumu   zdawał   sobie   sprawę   również   św.   Augustyn,   który   pisał:   „Jeśli   usuwamy 
przyzwolenie   rozumu,   usuwamy   wiarę,   ponieważ   bez   przyzwolenia   rozumu   nie   można 
wierzyć.

124

Wszelkie   próby   oddzielenia   tych   dwóch   porządków   są   gwałtem   dokonanym   na   naturze 
człowieka.   Znana   jest   z   historii   filozofii   teoria   dwóch   prawd   czternastowiecznych 
awerroistów,   dążących   do   usamodzielnienia   filozofii.   Ich   postawa   nie   była   jednak 
jednoznaczna.   Z   jednej   strony   odrzucali   oni   możliwość   spotkania   filozofii   i   teologii   na 
gruncie wiedzy ludzkiej oraz odnosili się sceptycznie do prawd wiary i jednocześnie bronili 
tych prawd, czyniąc wobec nich fideistyczne ustępstwa. Profesor paryski Jan z Janduno pisał: 
„Wierzę, że to prawda mimo wszystkich wątpliwości, lecz nie wiem jak to udowodnić ...”

125 

Jednak bardziej wymownym przykładem tego, do czego prowadzi oddzielenie prawd wiary i 
rozumu, jest znana anegdota krążąca po Krakowie na przełomie XIX i XX wieku. Głosiła 
ona, że profesor pozytywista do południa na Uniwersytecie udowadnia studentom, że Bóg nie 
istnieje,   a   po   południu   idzie   prosto   z   uczelni   do   kościoła   i   tam   żarliwie   się   modli. 
Współwystępowanie dwóch sprzecznych ze sobą prawd w jednym umyśle, wyraźne zjawisko 
absurdu   jest   efektem   nie   tyle   niezgodności   prawd   wiary   i   rozumu,   ale   wyeliminowania 
pierwiastka   racjonalnego   z   wiary.   Prowadzi   to   do   fideizmu,   który   jak   pisze   Stefan 
Swieżawski,   „tkwi   u   podstaw   przykrej   degradacji   życia   chrześcijańskiego”   jest   zbrodnią, 
która „ma głębokie korzenie w pogardzie dla ludzkiej natury i dla praw dotyczących rozwoju 
osoby oraz relacji między ludźmi.”

126

 

121

 Por. Mieczysław Gogacz, Człowiek i jego relacje. Materiały do filozofii człowieka, ATK Warszawa, 1985, s. 

15.

122

 Św. Tomasz z Akwinu, Trakt o człowieku. Summa teologiczna 1, 75-89, opracował Stefan Swieżawski, 1956, 

1, 87. 2.

123

 Tamże, Objaśnienia, [202], s. 765.

124

 Św. Augustyn, De fide, spe et caritate, 7: CCL 64, 61. – cyt. za Fides et ratio (79).

125

  Jan z Janduno,  De anima, III,  12. – cyt.  za Stefan Swieżawski,  Dzieje europejskiej  filozofii klasycznej

Warszawa-Wrocław 2000, s. 847.

126

 Stefan Swieżawski, Nota na temat fideizmu, [w:] Dobro i tajemnica, Biblioteka Więzi, s. 47.

55

background image

Problem   obecności   czynnika   racjonalnego   w   wierze   pojawił   się   na   samym   początku 
chrześcijaństwa,   w   momencie   spotkania   się   dwóch   prawd.   Prawdy,   którą   niosło   ze   sobą 
Objawienie   z   prawdą   filozofii   świata   helleńskiego.   Pierwsi   chrześcijanie,   inspirowani 
Pawłową   nieufnością   do   „mądrości   tego   świata

127

  z   niechęcią   odnosili   się   do   filozofii, 

uważali bowiem, że jest ona niepotrzebna wierze, a nawet szkodliwa. Z czasem jednak ta 
nieufność była przełamywana i dzięki temu chrześcijaństwo nie stało się świętą ignorancją.
Drogę do przyjęcia filozofii przez chrześcijan otwierało samo Pismo Święte. Ewangelia św. 
Jana zawiera wiele pojęć występujących w filozofii greckiej. Występujące w prologu pojęcie 
Logosu – Boskiego Słowa ma prawdopodobnie swoje źródło w filozofii stoickiej. W pismach 
kanonicznych występuje wiele terminów o rodowodzie filozoficznym. Nic też dziwnego, że 
stały się one źródłem filozoficzno-teologicznej spekulacji.

128

  Adolf von Harnack uważa, że 

„najważniejsze w ogóle wydarzenie w dziejach doktryny chrześcijańskiej miało miejsce na 
początku drugiego wieku, w dniu, kiedy apologeci chrześcijańscy sformułowali równanie: 
»Logos jest Chrystusem«. To zapoczątkowało hellenizację myśli chrześcijańskiej.”

129

 

Inicjatorami   tego   procesu   byli   św.   Justyn,   Klemens   Aleksandryjski   i   Orygenes.   Justyn 
Męczennik, nawrócony neoplatonik zainspirował się słowami św. Pawła, który w liście do 
Rzymian pisał, że: „to, co o Bogu poznać można, jawne jest wśród nich [pogan], gdyż Bóg im 
to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne jego przymioty – wiekuista Jego 
potęga i bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła ...”

130

  Justyn nie uważał, że 

między filozofią i Objawieniem istnieje sprzeczność. Według niego wiara pozwala dojść do 
pełnej prawdy, którą filozofowie greccy zdołali poznać jedynie w szczątkowej postaci. Taka 
droga doprowadziła Justyna do świętości. O tym, do czego mogłoby prowadzić odrzucenie 
filozofii przez chrześcijan, świadczy dobitnie przykład ucznia Justyna, Tacjana.
Tacjan odrzucając filozofię z jej racjonalizmem i naturalizmem, doszedł do pogardy natury. 
Zaczął głosić skrajny purytanizm etyczny, przez co zbliżył się do gnostycyzmu Walentyna. W 
konsekwencji Tacjan odszedł od Kościoła i przystąpił do walentynian a po czasie stworzył 
własną herezję. 
Inny   z   apologetów   Atenagoras,   najwybitniejszy   spośród   nich   filozof,   głoszący   pochwałę 
filozofii, przyczynił się znacznie do rozwoju myśli chrześcijańskiej. Dla niego filozofowie 
greccy byli, tak jak Mojżesz, obdarzeni natchnieniem Bożym, dzięki czemu mieli przeczucie 
prawd objawionych. Ten pochodzący z Aten apologeta, nazywający Platona chrześcijaninem, 
wyprzedził swoją epokę. Odchodząc od Platona na rzecz naturalizmu arystotelesowskiego, 
przedstawił   rozwiązania   problemów   z   zakresu   teologii   i   antropologii   (pojęcia   Boga   i 
zmartwychwstania), na których ostateczne rozstrzygnięcie myśl chrześcijańska czekała aż do 
trzynastego wieku. 
W torowaniu drogi dla filozofii, w przełamywaniu niechęci chrześcijan do tej dziedziny nauki 
istotną  rolę odegrała  panująca  w II wieku  atmosfera  intelektualna  Aleksandrii.  Miasto to 
liczące   około   pół   miliona   mieszkańców   było   nie   tylko   ważnym   ośrodkiem   przemysłu   i 
handlu, ale, co istotniejsze, jednym z najważniejszych centrów kultury helleńskiej. Działało 
tam   wiele   filozoficznych   szkół   pogańskich,   gnostycznych   i   żydowskich.   Tam   właśnie 
powstała   pierwsza   chrześcijańska   szkoła   katechumeniczna,   którą   kierowali   Klemens 
Aleksandryjski a później Orygenes.

131

 Nietrudno sobie wyobrazić, że miedzy członkami tych 

szkół trwała ożywiona dyskusja. Chrześcijanie, aby móc wymieniać poglądy, bronić prawd 
wiary, musieli posługiwać się filozofią. Jak pisze Władysław Seńko

132

, na krzewienie wiary i 

jej   apologię   w   środowisku   hellenistycznym   Klemensowi   i   Orygenesowi   pozwoliła, 

127

 Por. I Kor. 2-5.

128

 Por. Étienne Gilson, Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich, tłum. S. Zalewski, Warszawa, s. 8.

129

 Adolf von Harnack, Das Wesen des Christentums, 1900. – cyt. za  É. Gilson, tamże, s. 9.

130

 Rz. 1, 19-20.

131

 Por. S. Swieżawski, Dzieje europejskiej filozofii klasycznej, Warszawa-Wrocław 2000, s. 279.

132

 Władysław Seńko, Jak rozumieć filozofię średniowieczną, IF i S PAN Warszawa 1993, s. 98.

56

background image

wprowadzona przez filozofa żydowskiego Filona Aleksandryjskiego metoda symbolicznego 
interpretowania Pisma Świętego. Orygenes, dzięki alegorycznej interpretacji Biblii, czytamy 
dalej u Seńki, „w ścisłym zespoleniu Pisma i Kościoła potrafił znaleźć szczelinę dla swobody 
intelektualnych dociekań” i jednocześnie „utrzymać się w granicach tradycyjnej ortodoksji.” 
To pozwoliło mu na „rozumową penetrację tekstu, zmierzającą do zrozumienia zawartej w 
nim treści, czyli inaczej do uzgodnienia jej z rozumem.”

 133

Chrześcijaństwo nie stało się „świętym nieuctwem” dzięki św. Augustynowi. Jego crede ut 
intelligas
  (uwierz, abyś zrozumiał), wyrażające przekonanie, że filozofia jest bezradna bez 
wiary, a wiara jest niepełna bez rozumu, chociaż przysporzyło średniowieczu wiele trudności 
i   nierozwiązywalnych   problemów,   zrobiło   miejsce   dla   filozofii.   Jemu   zawdzięcza   swoje 
istnienie filozofia i szkolnictwo średniowieczne. W dziele  De doctrina christiana Augustyn 
nakazywał   „by   każdy   klasztor   posiadał   swój   księgozbiór   i   pokazywał   praktycznie,   na 
przykładzie   założonego   przez   siebie   klasztoru   w   Afryce,   jak   życie   takiej   wspólnoty   ma 
wyglądać.”

134

  Ponad   to   zarysował   program   studiów,   w   którym   uwzględnił   także   sztuki 

wyzwolone.

135

 

O potrzebie nauki jako drogi do kontemplacji mistycznej mówił Hugon ze św. Wiktora. Ten 
teoretyk  mistyki, mistyk  rozmiłowany w naukach twierdził, że filozofia, jako umiłowanie 
mądrości, wyróżnia człowieka i prowadzi go do prawdziwej mądrości i do czystości natury.

136 

„Hugon, jak pisał Étienne Gilson, nie waha się odwołać do dowodu filozoficznego, chcąc 
ustalić   racjonalność   wiary.

137

  W   opracowanym   przez   siebie   porządku   nauczania   na 

pierwszym   miejscu   wymienia   logikę,   a   następnie   etykę,   nauki   teoretyczne   i   na   końcu 
mechanikę,   twierdząc,   że   wszystkie   nauki   są   przydatne.

138

  Odradzają   bowiem   naturę 

człowieka pomagając mu w radzeniu sobie z trudnościami życia doczesnego i prowadzą do 
odnowienia w nas podobieństwa bożego przez kontemplację prawdy. Hugon był przekonany, 
czego wyraz dał w swoim Didascaliconie, że „odnowa następuje przez naukę, byśmy poznali 
swoją   naturę   i   byśmy   nauczyli   się   szukać   poza   sobą   tego,   co   możemy   znaleźć   w   sobie 
samych.”   Pisał   ponadto,   iż   najważniejszym   „schronieniem   w   życiu   jest   ćwiczenie   się   w 
mądrości. Jeśli ktoś ją znajdzie, będzie szczęśliwy, a jeśli posiądzie, będzie zbawiony.

139

U chrześcijan nigdy nie wygasła jednak niechęć do filozofii i wiedzy. W średniowieczu ożyła 
na nowo w IX wieku u Smagardusa, w wieku XI z kolei Piotr Damiani nazwał filozofię 
narzędziem   w   rękach   szatana,   a  Bernard   z   Clairvaux,   chociaż   nie   był   rzecznikiem 
prostackiego antyintelektualizmu, walczył z przejawami pychy intelektualnej w XII wieku.

140

W   czasach   nowożytnych,   mimo   haseł   pełnych   pogardy   dla   średniowiecza,   mimo 
deklarowanego odrzucenia filozofii tej epoki, nie zostaje przerwana ciągłość rozwoju myśli 
filozoficznej. Z filozofii „uwolnionej” od teologii nie zniknęło zagadnienie Boga, jednak Bóg 
przestał być Najwyższą Prawdą, najważniejszym celem poznania - Bóg stał się narzędziem w 
rękach   filozofów.   Filozofowie   od   tej   pory   posługują   się   Bogiem   przy   rozwiązywaniu 
napotkanych problemów filozoficznych. Gdyby Kartezjusz nie posłużył się Bogiem, do końca 
życia siedziałby w bawarskim gasthausie i jak mantrę powtarzałby swoje cogito ergo sum, nie 
posuwając się w swoich rozważaniach ani o krok. Nie uwolniłby się ze sceptycyzmu i nie 
stworzyłby filozofii nowożytnej. Gdyby Berkeley nie odwołał się do boskiego postrzegania, 
nie wyszedłby ze ślepego zaułka, do którego zapędziła go konsekwencja płynąca z przyjętych 

133

 Tamże.

134

 Tamże, s. 39.

135

 Por. W. Seńko, tamże, s. 68.

136

 Por. S. Swieżawski, tamże, s. 522.

137

 É. Gilson, Historia filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich, tłum. S. Zalewski, Warszawa 1987, s.158. 

138

 Por. S. Swieżawski, tamże, s. 524.

139

 Hugon ze Św. Wiktora, Eruditionis didascalicaelibri VIII, I, 2 (PL 176, 742C). – cyt za S, Swieżawski, tamże, 

s. 521.

140

 Por. W. Seńko, tamże, s. 97.; Por.  także, S. Swieżawski, tamże, s. 533.

57

background image

we   wstępie   założeń.   Rozum   praktyczny   Kanta   potrzebuje   Boga   dla   uzasadnienia   etyki   i 
moralności.   Kiedy   drogi   rozwoju   filozofii   i   myśli   chrześcijańskiej   rozeszły   się,   filozofia 
chrześcijańska zapadła w letarg. Chociaż większość filozofów była chrześcijanami, budowali 
oni   swoje   poglądy   niezależnie   od   chrześcijańskich   inspiracji.   W   wielu   kierunkach 
filozoficznych pojawiły się elementy zagrażające wierze i religii, co wywołało to nieufność 
chrześcijan do filozofii w ogóle. Nie została ona w pełni wyparta nawet przez ożywienie 
ruchu filozoficznego w Kościele przez encyklikę Aeterni Patris. „Na Soborze, jak pisał jeden 
z   uczestników   Vaticanum   II   Stefan   Swieżawski,   można   było   zauważyć   wyraźny   front 
antyfilozoficzny u wielu ojców i ekspertów soborowych.”

141

 Po Soborze sytuacja nie uległa 

zmianie. O. Jan Popiel na łamach „Tygodnika Powszechnego” w roku 1979 twierdził, że: 
„zaczęła (filozofia) uchodzić za dziedzinę niepotrzebną dla kapłanów, zbyt oderwaną od życia 
i religii.”

142

  Dwa lata  wcześniej  bp Bohdan Bejze w  tymże  „Tygodniku”  odnotował: „W 

niektórych ośrodkach teologicznych głoszone są poglądy podważające nieodzowność filozofii 
(zwłaszcza klasycznej) dla teologii ...”. Sytuacja ta została zauważona przez Jana Pawła II, 
który w encyklice Fides et ratio pisał, że: „W okresie po Soborze Watykańskim II w wielu 
szkołach katolickich można było zauważyć pewien regres w tej dziedzinie, co było wyrazem 
mniejszego poważania nie tylko dla filozofii scholastycznej, ale w ogóle dla studium filozofii 
jako takiej. Ze zdziwieniem i przykrością muszę stwierdzić, że wielu teologów podziela ten 
brak   zainteresowania   filozofią.”

143

  Tymczasem,   dodaje   dalej,   „studium   filozofii   jest 

podstawowym i nieodzownym elementem w strukturze studiów teologicznych”

144

  Papież w 

czasie swojego pontyfikatu w wielu wystąpieniach wielokrotnie podkreślał znaczenie filozofii 
dla formacji duchownych.

145

 Także kardynał Godfried Danneels w swoim tekście z 1985 roku 

zaznaczył nieodzowność filozofii w ewangelizacji „zsekularyzowanej” Europy.

146

Ten regres wynikał przede wszystkim z tego, że myśl chrześcijańska nigdy nie była w stanie 
uwolnić się z idealizmu platońsko-neoplatońskiego. Kierunku, który od zawsze budził obawy 
chrześcijan w stosunku do filozofii, ponieważ nie był i nie jest w stanie pomóc w zrozumieniu 
najważniejszych   dogmatów   Kościoła,   jak   chociażby:   Wcielenia   i   Zmartwychwstania.   Jak 
Bóg,   Istota   najdoskonalsza   mógł   przyjąć   pełne   pogardy   ciało   ludzkie?;   Po   co 
zmartwychwstanie ciał?; Po to, aby dusza wróciła do siedliska grzechu i nie mogła się cieszyć 
pełnią szczęścia? Z tych trudności zdawał sobie sprawę już w II w. wspomniany powyżej 
Atenagoras. Późniejsi chrześcijanie uwiedzeni piękną retoryką św. Augustyna nie bardzo się 
tym   przejmowali.  Poza   tym,   jak   pisze   prof.   Swieżawski,   neoplatonizm   ze   swoim 
twierdzeniem, że między sferą przyrodzoną i nadprzyrodzoną; naturą, łaską i doświadczeniem 
mistycznym   zachodzi   tylko   różnica   stopnia,   zaciera   granicę   między   filozofią   i   wiarą. 
Zacierając   granicę   między   poznaniem   naturalnym   i   poznaniem   przez   wiarę,   zmierza   do 
zastąpienia   wiary   fideistycznej   przez   teozofię,   gnozę.   Negując   autonomię   porządku 
przyrodzonego, wywołuje niechęć do filozofii.

147

 

Mimo   że   w   Aleksandrii   długo   jeszcze   po   zakończeniu   starożytności   żywa   była   tradycja 
arystotelesowskiego Liceum

148

 i znane były pisma Stagiryty, pierwsza na grunt chrześcijański 

trafiła filozofia mająca swoje źródło u Platona (platonizm, neoplatonizm). Pierwsi apologeci, 
Justyn, Orygenes posługiwali się neoplatonizmem. Przyjęcie tej filozofii było możliwe przede 

141

 S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, [W]: Dobro i tajemnica, Biblioteka „Więzi” 

Warszawa 1995, s. 30.

142

 J. Popiel, Jezuici o nauczaniu filozofii, „Tygodnik Powszechny”, 1979, nr 4. cyt. - za S. Swieżawski, tamże, s. 

31.

143

 Jan Paweł II, Fides et ratio (61).

144

 Tamże, (62).

145

 Jan Paweł II, tamże (60); tam też przypis 84 bibliografia dokumentów i wystąpień papieża w tej sprawie.

146

 Godfried Danneels, Ewangelizacja „zsekularyzowanej” Europy, „Znak” nr 411, (8), s. 15.

147

 S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, s. 33-34.

148

 Por. W. Seńko, tamże, s. 66.

58

background image

wszystkim dzięki dualizmowi platońskiemu. Przez oddzielenie rzeczywistości zmysłowej i 
ponadzmysłowej, substancji duchowej od materialnej była to filozofia w ogólnym zarysie 
zasadniczo zgodna z tym, co niosło Objawienie. Chrześcijanie znaleźli w platonizmie tezę 
wyrażająca nieśmiertelność duszy, swoistą wizję stworzenia świata, odniesienie człowieka do 
Absolutu.

149

 Chociaż chrześcijanie znali jedynie fragmenty pism Platona i neoplatończyków, a 

wiele   poglądów   Platona   było   znanych   jedynie   ze   źródeł   neoplatońskich   i   często   nie 
odróżniano tych dwóch kierunków (np. św. Augustyn) i mimo że neoplatonizm był wrogi 
chrześcijaństwu, pozwalał tłumaczyć prawdy wiary i bronić ich przed atakami z zewnątrz, a 
co   najważniejsze   oddziałał   na   myśl   chrześcijańską   i   wpłynął   na   jej   rozwój.   Ten   wpływ 
zaznaczył się w dwojaki sposób, a mianowicie w tym, co chrześcijanie z niego przyjęli, a 
także w tym, do czego doszli w wyniku reakcji Kościoła na elementy tego systemu, które były 
niezgodne z jego nauką. Neoplatonizm pozwalał zwalczać gnostyków i manichejczyków i 
jednocześnie  przyczynił  się do powstawania  nowych  herezji, między innymi  Sabeliusza  i 
Amoniusza.

150

  W   średniowieczu   występowało   wiele   odmian   neoplatonizmu   (platonizmu): 

platonizm   Dionizego   i   Maksyma   Wyznawcy,   Boecjusza,  Liber   de   causis,   arabski   i   św. 
Augustyna.   Ten   ostatni   miał   jednak   największe   znaczenie.

151

  Jego  wielka   postać,   według 

Swieżawskiego „rzuca cień na całość myśli chrześcijańskiej, na każdy prąd umysłowy”.

152

Biskup z Hippony wychowany na Cyceronie, utrzymujący w swoich Wyznaniach, że filozofia 
Platona   jest   tożsama   z   chrześcijaństwem

153

  nie   miał   zawodowego   przygotowania 

filozoficznego. W tej dziedzinie był samoukiem i dyletantem. Nie dbał o precyzję logiczną 
swoich wywodów. Nie liczył się z konsekwencjami, do których mogły prowadzić przyjęte 
przez niego założenia. Na jego poglądach odcisnęły swoje piętno manicheizm i pelagianizm. 
Analizując  wywody  Augustyna  można  w nich  znaleźć  wiele  sprzeczności.  Autor mieszał 
porządek filozofii, teologii i mistyki,  ponieważ nie był  filozofem, lecz retorem, żarliwym 
mówcą, który nie chciał przedstawić swojej prawdy, lecz przekonać do niej swoich słuchaczy. 
To   wszystko   cechowało   później   wielu   jego   uczniów   przez   całe   średniowiecze.   Brak 
obciążenia erudycją pozwolił Augustynowi na nowatorskie rozwiązanie niektórych zagadnień 
i wprowadzenie nowych  (koncepcja zła, jako braku dobra, woluntaryzm,  prekartezjańskie 
„cogito”, ustalenie nowego stosunku pomiędzy wiarą i rozumem we wspomnianym crede ut 
intelligas)
, którymi żyło całe średniowiecze.

154

 

Rozwój myśli chrześcijańskiej podsycany neoplatonizmem nie trwał długo. Z czasem, jak 
pisze   pionier   polskiej   mediewistyki   filozoficznej,   Witold   Rubczyński,   umysłowość 
chrześcijańska budowana na platonizmie, przez położenie akcentu na zjawiska duchowe i 
odrazę do rzeczywistości materialnej pogrążyła się w sceptycyzmie i mistycyzmie. Rozwój 
myśli chrześcijańskiej zatrzymał się.

155

 Profesorowie paryscy zatopili się w wieloletnich nic 

niewnoszących dysputach logicznych. Czynnikiem, który na nowo ożywił ten rozwój było 
dotarcie   na   grunt   średniowiecza   filozofii   Arystotelesa.   W   średniowieczu   do   roku   1121

156 

znane   były   jedynie   dwa   przetłumaczone   przez   Boecjusza   pisma   logiczne   Stagiryty 
(Kategorie, De interpretatione). W drugiej połowie XII w. zaczęły docierać tłumaczone z 
arabskiego   i   greckiego   inne   jego   pisma.   Najpierw   przetłumaczono   pisma   przyrodnicze, 

149

 Kazimierz Szałata, Filozofia chrześcijańska. Na marginesie wielkiej debaty, Warszawa 2004, s. 59.

150

  Por.   Henryk   Popowski,  Studia   mediewistyczne   Witolda   Rubczyńskiego,   „Kwartalnik   Historii   Nauki   i 

Techniki" PAN, r. 52: 2007, nr 3/4, s. 34-35.

151

 Por.. É. Gilson, tamże, s. 134.

152

 Por. S. Swieżawski, Dzieje europejskiej filozofii klasycznej, s. 279.

153

 Św. Augustyn, Wyznania, tłum. Zygmunt Kubiak, Warszawa 1982, s. 118. 

154

 Por. W. Seńko, tamże, s. 65-67.

155

 Por. Witold Rubczyński, Traktat o porządku istnień I umysłów I jego domniemany autor Vitellion. Przyczynek  

do historyi  pojęć średniowiecznych. „Rozprawy Wydziału  Filozoficzno-Historycznego”,  Serya  II,  T. XXVI, 
1981, s. 379. 

156

 W tym roku Mateusz z Wenecji przetłumaczył pozostałe traktaty Organonu.

59

background image

później  Metafizykę  i   dopiero   w   połowie   XIII   w.   pisma   etyczne.

157

  Nie   od   razu   filozofia 

arystotelesowska zyskała sobie uznanie u chrześcijan. Na początku podchodzono do niej z 
dużą   rezerwą.   Uważano   nawet,   że   jest   ona   z   gruntu   heretycka,   wroga   chrześcijaństwu   i 
niedająca się uzgodnić z wiarą. Szczególne obawy wywoływał arystotelesowski hylemorfizm. 
Twierdzono,   że   na   tym   gruncie   nie   jest   możliwe   uzasadnienie   nieśmiertelności   duszy 
jednostkowej.   Albert   Wielki,   który   poznał   dobrze   Arystotelesa   i   podzielał   wiele   jego 
poglądów, nie został arystotelikiem. Pozostał po stronie neoplatonizmu, nie mogąc do końca 
zaakceptować arystotelesowskiej definicji duszy. W tej kwestii godził Platona i Arystotelesa. 
Pisał   w   swojej  Summie:   „Rozważając   duszę   samą   w   sobie,   zgadzam   się   z   Platonem,   a 
rozważając ją jako formę ożywienia, które daje ciału, zgadzam się z Arystotelesem.”

158

  

miarę jednak, jak docierały do Europy nowe przekłady pism Arystotelesa, jak oczyszczano 
jego   poglądy   z   arabskich   interpretacji,   stopniowo   zyskiwały   one   sobie   coraz   większe 
uznawanie. Pisma, które były wcześniej zakazane weszły na listę lektur obowiązkowych na 
uniwersytetach.
W adaptowaniu arystotelizmu na grunt chrześcijański najważniejszą rolę odegrał św. Tomasz 
z   Akwinu.   Akwinita   uzupełnił   i   rozwinął   arystotelesowską   koncepcję   bytu.   Wykazał,   że 
filozofia realistyczna nie jest wroga chrześcijaństwu, ale, że jest z nim bardziej zgodna niż 
idealizm neoplatoński. Uwzględniając sferę duchową, tak w życiu  człowieka, jak w całej 
rzeczywistości, pozwala na lepsze i pełniejsze jej oddanie. Postawa realistyczna pozwoliła 
Tomaszowi na właściwe określenie relacji pomiędzy wiarą i rozumem, teologią i filozofią, w 
taki sposób, że te dwie dziedziny, należące do dwóch odrębnych porządków, nie wykluczają 
się   wzajemnie,   ale   współpracują   ze   sobą   w   dążeniu   do   poznania   pełnej   prawdy   o 
rzeczywistości.   Na   takie   rozwiązanie   pozwoliło   Tomaszowi   założenie   o   istnieniu   jednej 
prawdy. Prawdy, do której prowadzą dwie drogi, filozofii i teologii i nie jest ważne, którą z 
nich do niej dochodzimy. Dzięki Arystotelesowi, dla Akwinity filozofia stała się na zawsze 
była domeną rozumu. Nie mieszając porządku filozoficznego z porządkiem teologicznym, 
stworzył wspaniałą syntezę filozoficzno-teologiczną.
Jeszcze pod koniec XIX wieku wśród historiografów filozofii istniało przekonanie, że od XIII 
wieku filozofia tomistyczna owładnęła wszystkie umysły. Takie przekonanie żywił między 
innymi Franciszek Ehrle, utożsamiający scholastykę z tomizmem. Dopiero w drugiej połowie 
XX  wieku badania  mediewistyczne  wykazały,  że przez całe średniowiecze  platonizm  był 
aktywny, funkcjonował w wielu ośrodkach. Niezdobytym jego bastionem pozostał Oksford. 
Gilson twierdził, że tak naprawdę filozofia Akwinity nigdy nie była dominującą a historia 
tomizmu   to   jest   historia   odchodzenia   od   myśli   św.   Tomasza.   Jedynym,   który   właściwie 
zrozumiał filozofię swojego mistrza był Idzi Rzymianin. W samym zakonie dominikańskim w 
drugiej   połowie   XIII  i   początku   XIV   wieku  nastąpiła   antytomaszowa   rewolta.   Jej   źródeł 
należy   szukać   u   Alberta   Wielkiego,   który   zachował,   jak   już   zaznaczyłem,   neoplatońsko-
augustyński element - definicję duszy jako odrębnej substancji.

159

 Przekazał on go, jak i inne 

elementy   zapożyczone   od   al-Farabiego,   Awicenny,   Dionizego   połączone   z   Augustyńską 
teorią iluminacji swoim uczniom, jego uczniowie, kontynuatorzy jego koncepcji: Hugon i 
Urlich ze Strasburga, Dietrich z Freibergu i inni niemieccy dominikanie, znając Tomasza, 
odchodzą   od   jego   rozwiązań   na   rzecz   neoplatońskich.   Neoplatonizm,   który   przetrwał   w 
Oksfordzie,   a   zwłaszcza   powstała   tam   „metafizyka   światła”   i   ten,   który   odrodził   się   na 
kontynencie, przygotował grunt pod filozofię nowożytną. 
Po średniowieczu w filozofii nastąpiła istotna zmiana, która pociąga za sobą daleko idące 
konsekwencje. Na czoło zaczął wysuwać się problem poznania. Teoria poznania, wypierając 

157

 Por. W. Seńko, tamże, s. 77.

158

 Albert Wielki, Summa theologiae, II, 12, 69, 2, ad 1, Paris 1890-99 t. XXXIII, s. 16. - cyt. za S. Swieżawski, 

tamże, s. 31-32. 

159

 Por. É. Gilson, tamże, s. 385.

60

background image

teorię bytu, stała się najważniejszą dyscypliną filozoficzną. Ten zwrot zmienia całkowicie 
charakter filozofii. Następuje koniec filozofii klasycznej. Filozofia bez metafizyki odeszła od 
realizacji postawionego jej na samym  początku zadania. Przestała być  nauką poszukującą 
mądrości przez poznanie rzeczywistości w jej ostatecznych przyczynach. 
Wprowadzony   przez   Kartezjusza   i   przyjęty   przez   innych   filozofów   racjonalizm, 
zapoczątkowuje proces odchodzenia filozofii od rzeczywistości. Filozofowie wypowiadają się 
o rzeczywistości nie na podstawie jej poznania, lecz tego, co znajduje się w umyśle. Rozum 
stał   się   nie   tylko   źródłem   wiedzy   o   świecie,   ale   także   warunkiem   istnienia   i   kryterium 
prawdy. Kiedy dla myślicieli nowożytnych jest jeszcze ważne, czy ich poglądy, dotyczące 
rzeczywistości, są adekwatne, w subiektywistycznym empiryzmie brytyjskim jest to zupełnie 
nieistotne.   John   Locke,   George   Berkeley,   David   Hume,   dziedziczący   racjonalizm   i 
subiektywizm   kartezjański,   osłabiają   rzeczywistość,   podważając   jej   zasadnicze   pojęcie, 
pojęcie bytu. Ten proces inicjuje Locke, dla którego brak doświadczenia bytu nie przesądza o 
jego nieistnieniu. Berkeley, wychodząc z założenia, że istnieje tylko to, co jest postrzegane, 
twierdzi,   że   substancja   nie   istnieje.   Osłabienie   rzeczywistości   pozbawia   metafizykę   jej 
podstawowego pojęcia. Hume, krytykując pojęcie przyczynowości, pozbawia metafizykę jej 
podstawowej zasady, narzędzia, bez którego staje się bezradna. W oświeceniu francuskim 
rozum urósł do najwyższej rangi. Stał się najwyższą instancją, która może rozstrzygać nie 
tylko o tym, jak jest, ale również, co jest. Immanuel Kant, zdając sobie sprawę, że racjonalizm 
prowadzi filozofię w złym kierunku, podejmuje próbę zapobieżenia temu. Chce, aby filozofia 
miała dwie nogi, była oparta na rozumie i doświadczeniu. Zakładając jednak aktywny udział 
rozumu w procesie poznania, jego wpływ na poznawany przedmiot, Kant nie uwalnia się od 
racjonalizmu.   A   jego   następcy,   Fichte,   Schelling,   Hegel,   wbrew   woli   mistrza,   pogrążają 
filozofię w idealizmie. Dla nich obiektywnie istniejąca rzeczywistość była bez znaczenia dla 
filozoficznej  refleksji, chcieli  stwarzać  rzeczywistość  na nowo. Na końcu  postmodernizm 
zakwestionował sam rozum.
Bertrand Russell w  Dziejach filozofii zachodu  pisze, że w czasach nowożytnych nastąpiło 
zmniejszenie znaczenia nauki teoretycznej, jako próby zrozumienia świata, na rzecz nauki 
praktycznej, dążącej do zmienienia świata. Przez to nauka stała się technologią. Filozofowie, 
którzy czerpią inspiracje z takiej nauki, wykazują tendencje do traktowania wszystkiego poza 
człowiekiem, jako surowca. W ogóle nie rozpatrują ostatecznych celów, „ceni się, czytamy u 
Russella,   pomysłowość   zastosowanych   środków.   Taka   postawa   jest   formą   szaleństwa.   W 
naszych  czasach jest to najbardziej niebezpieczna forma szaleństwa. Szaleństwo, na które 
rozumna filozofia powinna znaleźć antidotum

160

Co   może   być   tym   antidotum?   Wydaje   się   oczywiste,   że   może   nim   być   jedynie   powrót 
filozofii   do   rzeczywistości.   Rozumiał   to   Edmund   Husserl,   głosząc   hasło  „zurück   zu  den 
Sachen”   (z   powrotem   do   rzeczy).   Niezrozumiałe   jest   jednak,   że   chciał   to   realizować, 
uwalniając w redukcji transcendentalnej ogląd poznawczy od faktu istnienia. Dążąc do pełnej 
obiektywizacji oglądu, nie uwolnił się od subiektywizmu. Wychodząc z założenia, że dany w 
doświadczeniu nie jest obiektywnie istniejący byt i to, co w nim zawarte, ale to, co jawi się w 
podmiocie,   musiał   pozostać   w   sferze   bytów   możliwych.   „Fenomenologia,   jak   pisze 
Swieżawski,   jest   z   istoty   swojej   idealistyczna   i   nie   wyszła   z   zaczarowanego   kręgu 
kantyzmu.”

161

  I   dodaje   dalej,   że   przejście   od   ontologii,   czyli   teorii   bytu   możliwego   do 

metafizyki, czyli teorii bytu realnego jest niemożliwe.

162

Franz   Rosenzweig   w  Gwieździe   zbawienia

163

  odnosząc   się   do   sytuacji,   jaka   nastąpiła   w 

filozofii od czasów nowożytnych, twierdził, że od czasów Kartezjusza między filozofią a 

160

 Bertrant Russell, Dzieje filozofii zachodu, tłum. T. Baszniak, A. Lipszyc, M. Szczubiałka, Warszawa 2000, s. 

566.

161

 S. Swieżawski, Zagrożenie większe niż marksizm, [w:] Dobro i tajemnica, Biblioteka Więzi, 195, s. 48. 

162

 Tamże, 48-49.

163

 Franz Rosenzweig, Gwiazda zbawienia, tłum. Tadeusz Gadacz, Wydawnictwo Znak 1998, s. 696.

61

background image

rzeczywistością zaczęła powstawać przepaść. Jest ona tak ogromna, że nie da się jej pokonać. 
Nie da się zbudować mostu, wychodząc od filozofującego podmiotu (subiectum).
Zdaniem Stefana Swieżawskiego filozofia, którą zapoczątkował Kartezjusz, przyniosła złe 
owoce. Oddziałała nie tylko na filozofów, ale także na artystów, polityków, ekonomistów, 
wpłynęła na życie ludzi.  Filozofia stała się domeną geniuszy.  Zwykły człowiek powinien 
oddalić,   zagłuszyć   w   sobie   pytania   dotyczące   rzeczywistości,   nie   podejmować   prób 
zrozumienia świata i własnego w nim miejsca. Nie powinien zastanawiać się nad sensem 
własnego   życia.   Zwykły   człowiek   ma   zająć   się   pracą   w   ramach   swojej   specjalności,   a 
problemy   filozoficzne   pozostawić   specjalistom.   Powoduje   to   uniezależnienie   życia 
praktycznego, moralnego od teoretycznego i prowadzi na bezdroża relatywizmu, gdzie miarą 
działania staje się użyteczność. 
Krytyka   kierunków   filozofii   współczesnej   Swieżawskiego   nie   wynika   z   tego,   że   są   one 
antychrześcijańskie.   Pierwszym   zarzutem   jest   minimalizm.   Dotyczy   on   filozofii 
egzystencjalnej i analitycznej. Zdaniem profesora egzystencjalizm, balansujący na pograniczu 
etyki   i   psychoterapii,   badając   głębię   własnego   ego,   pozwala   zrozumieć   tragedię   ludzką, 
konflikty, obawy, nadzieje, a więc bardzo ważne zagadnienia w życiu każdego człowieka. 
Jednak jego subiektywizm i introwertyzm czyni niedostępnymi całe obszary rzeczywistości. 
Filozofia analityczna, podejmująca tak ważne zagadnienia z zakresu logiki i metodologii, 
dostarcza  jedynie   narzędzi,   natomiast   zasadnicze   problemy  filozofii  klasycznej,  takie   jak: 
przyczyna  i istota rzeczywistości, natura człowieka, sens życia, Bóg, przechodzą na teren 
religii.   Dlatego   też   uprawiana   przez   chrześcijanina   prowadzi   do   fideizmu.

164

  Z   kolei 

podstawowym   zarzutem   przeciwko   fenomenologii   jest   jej   idealizm,   bo   chrześcijanie 
potrzebują   filozofii   realistycznej.

165

  Chrześcijaństwo   bowiem   jest   oparte   na   faktach 

historycznych. Chrześcijanie są powołani do głoszenia Dobrej Nowiny, do składania relacji z 
realnych wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości, związanych z życiem, działalnością i 
nauczaniem   Jezusa   Chrystusa.   Mają   więc   przekazywać   prawdę   historyczną,   nie   mity   i 
wierzenia.   Ahistorycyzm   jest   równoznaczny,   jak   pisze   Swieżawski,   „ze   śmiercią   wiary, 
teologii i mistyki. I zamieszcza dalej słowa św. Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian: »Jeśli 
Chrystus nie zmartwychwstał, próżne jest nasze nauczanie.«”

166

Chrześcijanie,   jak   wszyscy   ludzie,   potrzebują   klasycznej   filozofii   realistycznej,   która   nie 
rezygnuje z pełnego poznania prawdy. Potrzebują  filozofii, której głównym i bezpośrednim 
przedmiotem   poznania   jest   obiektywna   realnie   istniejąca   rzeczywistość   bytowa,   a   nie 
wewnętrzne przeżycia, język, także nie to, co się jawi w umyśle lub jest w nim zawarte, czy 
też   wyniki   nauk   szczegółowych.   Rzeczywistość,   która,   będąc   przedmiotem   poznania, 
decyduje   o   jego   prawdziwości.   Ona   weryfikuje   prawdę,   a   nie   poznający   podmiot,   jakaś 
użyteczność,   moda   albo   warunki   życia.   W   takiej   filozofii   centralną   dyscypliną   jest 
metafizyka, badająca rzeczywistość w jej ostatecznych przyczynach. Uprawiana w jej ramach 
antropologia jest w stanie dać podstawy dla etyki wolnej od relatywizmu. Taka filozofia jest 
w   stanie,   jak   pisał   o.   Jacek   Woroniecki,   dać   mocne   fundamenty   dla   życia   duchowego 
opartego   na   wierze   chrześcijańskiej

167

  będąc   jednocześnie   ponad   wszelkimi   podziałami 

religijnymi,   kulturowymi,   czy   społecznymi.   Rzeczywistość   bowiem,   jako   przedmiot   tak 
rozumianej filozofii, jest taka sama dla każdego we wszystkich epokach.
O   potrzebie   filozofii   metafizycznej   dla   chrześcijan   mówiło   wielu   myślicieli.   Gorącym 
orędownikiem tej sprawy był Stefan Swieżawski. Kardynał Danneels we wspomnianym już 
swoim programowym tekście pisał, że „... konsekwencją braku – a często nawet odrzucenia - 

164

 Por. S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, s. 17-18.

165

 Por. S. Swieżawski, Zagrożenie większe niż marksizm, s. 49.

166

 Por. S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, s. 42., 1 Kor 15, 14 – cyt za 

S. Swieżawski, tamże.

167

 Por. Jacek Woroniecki, Moc i wartość spekulatywnych cech tomizmu, „Przegląd Teologiczny”, 9 (1927) 1, 

s. 27.

62

background image

wszelkiej metafizyki jest niezdolność nowoczesnego człowieka do myślenia o tym, co jest 
poza światem widzialnym i empirycznym”.

168

 Zdaniem Kardynała metafizyka jest konieczna 

dla teologii.

169

 Swieżawski dodaje, że im metafizyka jest bardziej realistyczna, tym staje się 

bardziej   przydatna   teologii.   Poznając   obiektywną   rzeczywistość,   a   nie   narzucając 
subiektywnych kategorii, daje podstawę dla rozwoju człowieka i dla rozwoju w nim życia 
chrześcijańskiego (wiary i życia mistycznego). Nie może to być metafizyka  esencjonalna, 
badająca jedynie istotę bytu, pozostająca w dziedzinie bytów możliwych, ale egzystencjalna, 
której przedmiotem jest realnie istniejący byt. Metafizyka uznająca istnienie za najważniejszy 
element w bycie, czyli taka, jaką właśnie przedstawił św. Tomasz. 
Dlatego   też   papież   Leon   XIII   w   obliczu   zagrożenia   kultury   humanistycznej,   nie   tylko 
chrześcijaństwa,   przez   dominację   pozytywizmu   i   niemieckiego   idealizmu,   zaproponował 
powrót   do   Tomasza.   Obowiązek   wykładu   i   metody   według   myśli   Akwinity   w   szkołach 
katolickich   został   wprowadzony   w   roku   1576   przez   papieża   Mikołaja   Piątego.

170

  Jednak 

wśród chrześcijan panowała dość duża nieufność wobec tomizmu. Wynikała ona z trzech 
przyczyn. Pierwszą z nich była ignorancja. Jak już zaznaczyłem, myśl Tomasza nie była w 
pełni zrozumiana nawet przez jego uczniów. Na właściwe jej odczytanie chrześcijanie musieli 
czekać bardzo długo. Nawet ci, którzy chcieli uprawiać filozofię w duchu Tomaszowym, 
dalecy   byli   od   jej   zrozumienia.   Stało   się   to   możliwe   dopiero   w   XX   wieku   dzięki 
egzystencjalnej   interpretacji   Gilsona.   Drugą   przyczyną   nieufności   do   filozofii   Doktora 
Anielskiego były czynniki historyczne, związek tomizmu z inkwizycją, która, wypaczając 
myśl   Tomasza   i   przekształcając   ją   w   ideologię,   próbowała   uczynić   z   niej   narzędzie   do 
budowania państwa totalitarnego. I ostatnia, trzecia przyczyna miała „swoje źródło, jak pisze 
Swieżawski,   w   [...]   bardzo   rozpowszechnionym   (gnostycko-manichejskim),   negatywnym 
ustosunkowaniu   się   do   potrzeb   i   roszczeń   oraz   do   autonomiczności   porządku 
przyrodzonego.”

171

 Wielu chrześcijanom trudność sprawiało przyjęcie, że połączenie duszy z 

ciałem   jest   dobrem   dla   duszy,   że   rozwój   tego   co   przyrodzone   nie   przeszkadza,   a   nawet 
przygotowuje   do   rozwoju   tego   co   nadprzyrodzone.

172

  Było   to   konsekwencją   mentalności 

chrześcijan budowanej na filozofii platońskiej, a nie wynikało z samego chrześcijaństwa. Św. 
Augustyn,   wychodząc   z   założenia,   że   Bóg   stworzył   wszystko  ex   nihilo  (z   niczego),   i 
wszystko,   jako   pochodzące   od   Boga,   jest   dobre,   nigdy   nie   twierdził,   że   dusza   została 
połączona z ciałem za grzechy. Pisał nawet, że dusza posiada od Boga pragnienie połączenia 
z ciałem. Jednak ostatecznie przechodzi na grunt platoński, bo dodaje, że na skutek grzechu 
pierworodnego ciało stało się więzieniem dla duszy i wraz z całym światem materialnym jest 
przyczyną grzechu. Takie rozwiązanie zaciążyło na całym średniowieczu. Jego echa można 
usłyszeć   jeszcze   dzisiaj,   chociaż   jest   niezgodne   z   ideą   chrześcijaństwa,   bo   jak   można 
pogardzać dziełem bożym.

173

 

Encyklika Aeterni Patris stała się inspiracją dla wielu wybitnych filozofów chrześcijańskich 
(m.  in.  Étienne  Gilsona,  Jacques  Maritaina).  Za jej  sprawą powstał  bardzo  rozległy ruch 
tomistyczy.   Aktualność   przesłania   encykliki   została   potwierdzona   przez   Magisterium 
Kościoła   w   1910   (encyklika  Sacrorum   antistitum)   i   w   1923   roku   (Studiorum   Ducem),   a 
ogłoszony   w   1917   roku   przez   papieża   Benedykta   XV   Kodeks   Prawa   Kanonicznego 
„nakazywał by w seminariach duchownych i zakonnych zakładach naukowych wykładano 
filozofię według metody i nauki Doktora Anielskiego.”

174

  Nie wygasła jednak nieufność do 

168

 G. Danneels, dz. cyt., s. 15.

169

 Tamże.

170

 Por. K. Szałata, dz. cyt., s. 26.

171

 S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, s. 34.

172

 Por. Tamże.

173

 Por. H. Popowski, Studia mediewistyczne Witolda Rubczyńskiego, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki" 

PAN, r. 52: 2007, nr 3/4, s. 35.

174

 K. Szałata, dz. cyt., s. 29.

63

background image

filozofii   Tomasza.   Nie   zniknęły   stare   obawy,   że   jest   to   filozofia   niezgodna   z 
chrześcijaństwem.   Niektórzy   odebrali   zachętę   Leona   XIII   powrotu   do   Tomasza,   jako 
uwstecznienie,   powrót  do   średniowiecza.   Kilkanaście   lat   przed   II  Soborem   Watykańskim 
(1962-1965), późniejszy jego ekspert, jeden z najwybitniejszych teologów katolickich Hans 
Urs von Balthasar w książce O zadaniach filozofii katolickiej w czasach współczesnych pisał: 
„... byłoby zacofaniem,  gdyby  filozofowie  katoliccy,  nie zważając na ewidentny postęp i 
ubogacenie   najnowszych   czasów,  chcieli   trwać   przy  średniowiecznym  status   quo.

175

  Inny 

uczestnik Soboru, Stefan Swieżawski stwierdził, że na obradach można było dostrzec rezerwę 
w stosunku do tomizmu.

176

Zdaniem   Balthasara   filozofia   nowożytna   i   współczesna   zawiera   wiele   elementów 
antychrześcijańskich   i   chrześcijanin   nie   powinien   hołdować   jakiemuś   świeckiemu 
filozofowi.

177

 Ale, jak pisze w innym miejscu: „Byłoby głupotą ze strony chrześcijan podjąć 

filozoficzną walkę z filozofią niechrześcijańską.”

178

 Trzeba jednak pamiętać, jak zaznacza, że 

filozofia   nowożytna   jest   produktem   rozpadu   chrześcijańskich,   a   dokładnie   teologicznych 
treści.

179

  Dlatego też nawet filozofowie, którzy odżegnują się od wiary, tacy jak: Hebbel, 

Wagner,   Nietsche   „nie   mogą   się   uwolnić   od   postaci   Syna   Człowieczego.”

180

  Filozofia 

katolicka powinna odnaleźć w systemach, które z pozoru są antychrześcijańskie, to, co w nich 
żywe,   czyli   aporie.

181

  Nie   chodzi   tu   jednak   o   zagadnienia   filozoficzne   wciąż   aktualne, 

analizowane przez kolejne pokolenia, ale te, które są istotne dla wiary katolickiej. Bo, jak 
pisze autor, u podstaw takiego działania musi stać wiedza o absolutnym charakterze Prawdy 
Chrystusa.

182

  Filozofia   katolicka   powinna   opracować   kwintesencję   tych   wszystkich 

elementów, niezależnie, gdzie one występują, czy u Leibniza, Kanta czy Hegla, Kierkegaarda, 
Schelera czy Heideggera.

183

  Dążyć do tego, by tak opanować całą tradycje myślową, żeby 

móc   „przekształcić   jej   usystematyzowaną   formę   w   żywą,   nawet   jeśli   tylko   przejściową 
aporetykę.

184

 Według teologa szwajcarskiego wzór takiej metody można znaleźć u Tomasz, 

Leibniza   i   Newmana.

185

  Niewątpliwie   Leibniz   wykazał   się   genialnym   eklektycznym 

umysłem. Potrafił pogodzić ze sobą elementy zaczerpnięte z zupełnie niesprowadzalnych do 
siebie   systemów   i   stworzyć   z   nich   jeden,   bardzo   oryginalny,   nowy,   spójny   i   jednolity. 
Pytaniem pozostaje jednak, na ile ten collage, dokonany z pozycji idealistycznych, odpowiada 
prawdziwemu obrazowi świata. Jan Andrzej Kłoczkowski OP uważa, że każdy uzasadniony 
pluralizm w filozofii i teologii jest dobry. Musi on być uczony i świadomy, natomiast zgubny 
jest   zawsze   eklektyzm   dyletancki   i   powierzchowny,   to   znaczy   ujmujący   określone 
zagadnienie w sposób fragmentaryczny w oderwaniu od całości.

186

 Poza tym, czy faktycznie 

metodę   aporetyczną   można   przypisywać   Tomaszowi?   Gilson   w   swojej   pracy  Tomizm

187

, 

podejmując   problem   filiacji   filozofii   Tomasza,   wymienia   Arystotelesa,   Pseudo-Dionizego 
Areopagitę,   Proklosa,   św.   Augustyna,   Boecjusza.   Pisze   ponadto,   że   Tomasz   zewsząd 
gromadził wszystko, co mógł spożytkować do budowy swojego dzieła. Gilson dodaje jednak, 

175

 Hans Urs von Balthasar, O zadaniach filozofii katolickiej w czasach współczesnych, WAM Kraków, s. 49.

176

 S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, s. 31.

177

 Por. H. U. Balthasar, O zadaniach filozofii katolickiej w czasach współczesnych, s. 29.

178

 Tamże, s. 23.

179

 Por. tamże, s. 40.

180

 Tamże, s. 41.

181

 Por. tamże, s. 33.

182

 Por. tamże, s. 29.

183

 Por. tamże, s. 36.

184

 Tamże. s.54.

185

 Tamże, s. 28.

186

 Por. Andrzej Kołaczkowski, Zamiast laurki, „Tygodnik Powszechny”, 1999, nr 12. – przyt. za S. Swieżawski, 

O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, s. 41.

187

  Por.   E.  G i l s o n :   Tomizm.   Wprowadzenie   do   filozofii   św.   Tomasza   z   Akwinu,   przekład   Jan  R y b a ł t , 

Warszawa, wyd. II 1998, s. 462.

64

background image

że   nie   przyjmował   niczego   bezkrytycznie,   wprost,   lecz   głęboko   wszystko   przeistaczał, 
nadając mu swój własny, tomistyczny charakter.

188

 Ponadto Balthasar nie precyzuje, na czym 

dialog katolicyzmu ze współczesnością miałby polegać, bo wydobywanie z historii filozofii 
pewnych zagadnień nie jest jeszcze prowadzeniem dialogu. I na koniec, co najważniejsze, co 
podkreślali   w   swoich   encyklikach   Leon   XIII   i   Jan   Paweł   II   i   wielu   innych   myślicieli 
chrześcijańskich, teologia potrzebuje metafizyki. Potrzebuje narzędzia, a nie poglądów.
Filozofia realistyczna, uwzględniając całą tradycję, jest w stanie podjąć dialog z otaczającym 
światem. Wykazał to już św. Tomasz w swojej refleksji „istnieniowej”. Uwzględnił w niej 
całą   tradycję,   a   także   myślicieli   mu   współczesnych,   chociaż   odległych   poglądowo. 
Rozważając to najważniejsze zagadnienie, wyszedł od dyskusji Platona z Eleatami. Opisując 
strukturę bytu, oparł się na arystotelesowskiej koncepcji aktu i możności, formy i materii. 
Dostrzegł   jednak   w   niej   sprzeczność,   wynikającą   z   podwójnej   funkcji   formy.   Według 
Arystotelesa forma decydowała o istocie bytu, jednocześnie będąc aktem o jego istnieniu. 
Inspirowany Księgą Rodzaju i Księgą Wyjścia, idąc śladami Żyda Mojżesza Majmonidesa i 
Araba Awicenny,  dochodzi do opracowania własnej  koncepcji bytu,  zgodnie,  z którą byt 
składa   się   z   możności,   czyli   istoty   i   urzeczywistniającego   tę   istotę   aktu,   czyli   istnienia. 
Istnienie   -   najważniejszy   element   w   bycie   tylko   w   Bogu   jest   tożsame   z   istotą.   To,   tak 
znaczące odkrycie Akwinity, pisze Swieżawski, nie zostało dostrzeżone i docenione. Trzeba 
było dopiero, aby Maritain i Gilson odczytali na nowo Tomasza i dali dostęp do najbardziej 
realistycznej filozofii.

189

Encyklika Leona XIII nie była  apelem o powrót do poglądów  z minionej epoki, lecz do 
filozofii   rzeczywistości.   Filozofii,   która   nie   rezygnuje   z   poszukiwania   prawdy.   Nie 
ograniczonej   do   teorii   poznania   czy   zagadnień   logiczno-metodologicznych.   Powrót   do 
filozofii klasycznej, której centralną dyscypliną jest metafizyka, dająca podstawy dla innych 
dyscyplin filozoficznych i teologii. Nie trzeba się martwić, że taka filozofia nie pasuje do 
czasów współczesnych, że dzisiejsza kultura, życie społeczne są zupełnie inne niż kiedyś. 
Obiektywna rzeczywistość, jako przedmiot filozofii w swojej strukturze bytowej, jest taka 
sama,   jak   w   starożytności   czy   w   średniowieczu.   Poglądy   Tomasza,   dotyczące   istoty 
rzeczywistości,   nie   uległy   zmianie.   Taka   filozofia   jest   w   stanie   podjąć   dialog   ze 
współczesnością, rozważać zagadnienia, które niesie współczesne życie. Podstawę dla takich 
działań, tak jak w teologii, może dać realistyczna metafizyka, oparta na poznaniu realnie 
istniejącej   rzeczywistości.   Filozofia   powinna   konfrontować   swoje   twierdzenia   z   nowymi 
zdobyczami   naukowymi   i   zjawiskami   współczesnego   życia.   One,   dając   inspirację   dla 
podjęcia określonych badań, nie mogą stanowić przesłanek dla formułowanych twierdzeń. 
Filozofia   bowiem,   będąc   jedną   z   dziedzin   kultury,   jest   najbardziej   niezależna   spośród 
wszystkich.

188

 Por. tamże.

189

 Por. Swieżawski, Rozmyślania o wyborze filozofii, [w:] Dobro i tajemnica, Biblioteka Więzi, s. 22-23.

65

background image

dr Dariusz Dąbek

17.XII,08

Język a błędy logiczne

„Kto jasno i konsekwentnie myśli, ściśle i z ładem się wyraża, kto poprawnie wnioskuje i  
uzasadnia swe twierdzenia, o tym mówimy, że myśli i mówi logicznie. Istnieją dwa centralne 
tematy, dokoła których skupia się problematyka logiki. Pierwszym z nich jest zagadnienie  
jasnego,   konsekwentnego,   ścisłego   i   uporządkowanego   myślenia   i   mówienia,   drugim 
zagadnienie poprawnego wnioskowania.”

190

Kazimierz Ajdukiewicz

Język   i   zagadnienia   z   nim   związane   towarzyszą   człowiekowi   od   niepamiętnych 

czasów. W tej kwestii opierać się można na źródłach pisanych pochodzących z różnych kultur 
i   narodów.   Na   problemy   związane   z   różnym   rozumieniem   pojęć,   ich   specyficznym 
zestawianiem,  a co za tym  idzie  różnym  rozumieniem  – wydawałoby się – tego samego 
tekstu,   natknąć   się   można   w   twórczości   poetów   i   w   interpretacjach   religijnych   często 
nieznanych nam autorów okresu starożytności.

Zagadnienia językowe i błędy z nimi związane dotyczą nie tylko języka potocznego, 

szeroko rozumianej sztuki (np. w ontycznych komediach, dramatach dziełach Homera czy 
chociażby Iliadzie i Odysei), ale występują także w traktatach jak najbardziej naukowych. 
Biorąc pod uwagę czasy starożytne, średniowiecze czy też czasy współczesne, znajdziemy 
całą   gamę   przykładów   różnych   sporów   dotyczących   struktury   i   kłopotów   związanych   z 
zagadnieniem języka. Najbardziej istotna wydaje się być dla nas precyzja i jednoznaczność 
przekazu językowego w nauce. Ale jak to już niejednokrotnie w historii dziejów bywało, 
dostępna   literatura  obfituje  w  nieporozumienia  naukowe,  których   bezpośrednią  przyczyną 
były nieporozumienia natury językowej.

Okazuje się bowiem, że nie tylko problemy metodologiczne czy błędne założenia są 

źródłem nieporozumień w nauce ale i różne rozumienie tych samych terminów używanych w 
różnych przecież koncepcjach czy też odnoszących się do innych kontekstów. Wspomnieć 
również   należy   o   przekładach   translatorskich   z   jednego   języka   na   inny   oraz   specyfice 
poszczególnych języków naturalnych gdzie właściwie nie da się precyzyjnie oddać intuicji 
autora z jednego języka w drugim.

Znane też są – delikatnie mówiąc – sprzeczki w gronie naukowym, trwające nieraz 

latami,   związane   z   nie   tyle   źle   interpretowanymi   koncepcjami   naukowymi,   ale   i   całymi 
systemami – nie tylko natury filozoficznej. Spory takie trwają zresztą do dziś i związane są 
często ze źle odczytywaną intencją dawno nieżyjących autorów, którzy nie mają przecież 
możliwości   ich   uściślenia   czy   obrony   głoszonych   przez   siebie   tez.   Często   przecież 
domyślamy   się,   co   dany   autor   chciał   przez   to   powiedzieć   głosząc   jakieś   twierdzenia   w 
kontekście naukowym czy też historycznym.

Mając   na   względzie   również   to,   że   niektórzy   myśliciele   w   trakcie   swojego   życia 

kilkakrotnie   zmieniali  swoje  poglądy  albo  je  dość   swobodnie   tłumaczyli   nie   sposób  dziś 
mówić   o   jednolitym   charakterze   poszczególnych   stanowisk   czy   jednoznacznym   ujęciu 
określonego zagadnienia. To wszystko razem wzięte w swoiście pojętym metodologicznym 

190

 K. Ajdukiewicz, Zarys logiki, Warszawa 1959, s. 3

66

background image

uwikłaniu,   tworzy   niezmiernie   trudny   materiał   do   badań.   Jeśli   zatem   przyjmiemy,   że 
większość pisanych dokonań ma charakter językowy domyślać się można, że na tym gruncie 
często dochodziło i nadal dochodzi do błędów natury językowej.

Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z bardzo wieloma kategoriami 

błędów językowych. Wystarczy wspomnieć choćby o błędach natury gramatycznej (np. błędy 
stylistyczne,   ortograficzne   składniowe   itd.)   ale   i   błędy   związane   stricte   z   rozumieniem 
poszczególnych wyrażeń. Na przykład wielokrotnie omawiana w historii dyskusja związana z 
samym rozróżnieniem znaku i oznaki analizowana przez Izydorę Dąmbską od starożytności 
do   czasów   jej   współczesnych

191

  Czy   też,   powstała   na   gruncie   dyskusji   filozoficznych 

kategoria semantyki językowej, omawiana przez niezliczoną ilość myślicieli (np. Kazimierza 
Twardowskiego

192

, Fregego

193

, Abelarda

194

 i wielu, wielu innych wcześniej i współcześnie).

195 

Również samo pojęcie symbolu

196

 i znaczenia nazw pustych

197

 było wielokrotnie omawiane i 

analizowane.

O doniosłości języka i jego roli w nauce pisało już bardzo wielu myślicieli. Odwołując 

się do postaci z kręgu filozofii na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat byli to piszący o 
koncepcji nauki, jako porządnego języka Condillac, wyrażający swoje poglądy na język i jego 
rolę   jako   zasady   unifikacji   wiedzy,   Leibniz   czy   też   Wittgenstein   piszący   o   języku, 
niesprzeczność i charakterze zdań matematycznych, które zawarł w słynnym „Bemerkungen 
über die Grundlagen der Mathematik”
.

Ale   i   na   rodzimym   gruncie   zagadnienia   te   nie   są   obce.   Z   polskich   filozofów 

problemem   gramatyki   i   logiki   zajął   się   Roman   Ingarden   czy   choćby   Maria   Ossowska. 
Szeroko   również   pisali   o   koncepcji   języka   w   filozofii   Kazimierz   Ajdukiewicz   czy 
wspomniana   wcześniej   Izydora   Dąmbska.   Możemy   również   wskazać   kilkadziesiąt   prób 
przykładów ominięcia zawodnego języka w badaniach naukowych poprzez modele czy też 
sposoby przezwyciężania zagadnień naukowych poprzez budowanie analogii.

W   taki   czy   inny   sposób   zawsze   stykamy   się   z   różnie   pojmowanym   nośnikiem 

informacji a co za tym idzie z różnym charakterem języka. Nie sposób wspomnieć nawet 
pobieżnie o wszystkich jego aspektach. Nie da się również w określonym skończonym czasie 
powiedzieć o wynikających na tym gruncie błędach językowych. Można spróbować pokusić 
się o zajęcie jakiegoś stanowiska w pewnym przedziale jakichś błędów.

Na   potrzeby   tego   wystąpienia   będziemy   zmuszeni   niejednokrotnie   dokonać 

kolosalnych   wręcz   uproszczeń   i   skupić   się   na   wybranych   jedynie   kilku   podstawowych 
zagadnieniach z kręgu wspomnianych w tytule błędów logicznych w języku. Trzeba będzie 
zrezygnować  z  pasjonujących   czasem  fragmentów   historycznych  lub  odwołań  i  omówień 
szeregu zagadnień w kontekście ich systemowych uwikłań na korzyść pokazania choćby kilku 
najbardziej ewidentnych czy reprezentatywnych przykładów takich błędów.

191

  Np. M. Ossowska,  Stosunek logiki i  gramatyki,  I.  Dąmbska  W sprawie interpretacji  stoickiej  koncepcji  

oznaki, „Ruch Filozoficzny” T. 27: 1969, nr 2-3, s. 170-171;  Analiza pojęcia oznaki w semiotyce stoickiej, w: 
Studia z historii semiotyki, pod red. J. Sulowskiego, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1971, T. 
1, s. 27-35 

192

 I. Dąmbska Semiotyczne koncepcje w filozofii Kazimierza Twardowskiego, „Ruch Filozoficzny” T. 27: 1969, 

nr 1, s. 1-9.

193

  Np. Wolniewicz B.:  Semantyka Fregego, w:  G. Frege, Pisma semantyczne.  Przeł. tenże, (O wewnętrznej 

sprzeczności systemu w Grundgesetze der Arithmetik), Warszawa 1977r

194

 I. Dąmbska Semiotyka wyrazów funkcyjnych w „Dialektyce” Abelarda, „Roczniki Filozoficzne KUL” T. 16: 

1968, z. 1, s. 83-91

195

 Por: I. Dąmbska Znaki i myśli. Wybór pism z semiotyki, teorii nauki i historii filozofii, PWN, Warszawa 1975, 

s. 260, nlb. 2, Prace Wydz. Filologiczno-Filozoficznego, T. 25.

196

 Por np.: I. Dąmbska Symbol, „Studia Semiotyczne” T. 12: 1982, s. 125-132.

197

 Por np.: I. Dąmbska W sprawie tzw. nazw pustych, „Przegląd Filozoficzny” R. 44: 1948, z. 1-3, s. 77-81 i odb. 

(streszcz. w j. ang. s. 289).

67

background image

Jak   łatwo   zauważyć,   problem   błędów   językowych   jest   bardzo   obszerny   i 

zróżnicowany,  błędy logiczne  wydają  się  być  na tym  gruncie  jedynie  pewną podgrupą z 
olbrzymiej liczby zagadnień. Nie mniej jednak, błędy logiczne, to też bardzo zróżnicowany i 
charakterystyczny   fragment   całego   szeregu   idei   dotyczących   języka.   Inną   zaletą   błędów 
logicznych   jest   to,   że   mają   wyjątkową   właściwość,   a   mianowicie   to,   że   od   samych   jej 
początków po dzień dzisiejszy ich aktualność została niezmieniona. Cały czas jednak ulega 
nie tyle modyfikacjom, co uzupełnieniom i coraz to kolejnym klasyfikacjom. 

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, na czym polega językowa specyfika błędów 

logicznych. Nie zamykają się one tylko w części gramatycznej, ale wychodzą często daleko 
poza pierwotne znaczenia wyrażeń i dotyczą całej struktury przekazywania informacji i jego 
miejsca  w języku.  Związki języka  i logiki  są w pewnym  stopniu ze sobą nierozerwalnie 
związane.   Można   pokusić   się   nawet   o   całkiem   sensowny   wywód   ścisłego   powiązania 
gramatyki i logiki w języku. Należy jednak z całą stanowczością stwierdzić, że istnieje szereg 
tematów wspólnych, gdzie logika i zagadnienia języka wzajemnie się ze sobą uzupełniają i 
wspierają. Ze względu na swe historyczno-filozoficzne korzenie, zagadnienia języka i próby 
jego uporządkowania dają w tej materii pierwszeństwo logice.

Obecnie  używając  pojęcia logiki ma  się na myśli  dość wyjątkowe  jej  rozumienie. 

Kojarzy się często logikę z tą sformalizowaną jej częścią gdzie bardziej jest ona podobna do 
działań   matematycznych   niż   do   konstrukcji   językowych.   Podaje   się   we   współczesnym 
znaczeniu, że logika jest nauką o formach  dyskursu,  natomiast  w ujęciu klasycznym  jest 
nauką   o   zasadach   myślenia.   Natomiast   błąd   logiczny   to   nieprawidłowe   sekwencje 
rozumowania, naruszające zasady logiki formalnej, semiotyki, teorii rozumowania.

198

 Krótko 

można powiedzieć, że błąd logiczny to niewłaściwa metoda rozumowania.

199

 Trzeba jednak 

pamiętać, że historyczne początki filozofii ściśle związane są z zagadnieniami językowymi.
Już od czasów starożytnej Grecji na przełomie V i IV w. przed n. e. wraz z działalnością 
sofistów powstał problem niedostatecznego uściślania mowy. Wraz z wprowadzeniem przez 
sofistów   retoryki   (sztuki   wymowy)   i   erystyki   (sztuki   prowadzenia   sporów)   dostrzeżono 
konieczność ustalenia i sprecyzowania znaczeń wyrazów (czyli pojęć) aby uniknąć choćby 
niestałości i wieloznaczności znaczeń. Prekursorem takich działań był Sokrates, który w ten 
sposób zapoczątkował kierunek badań ,,które w przyszłości stały się jednym  z głównych 
działów logiki, mianowicie badań nad tym, w jaki sposób mamy postępować, by myśli nasze 
uczynić  jasnymi   i  wyraźnymi   i  by słowa,  w  których   myśli  te  wyrażamy,  były  ścisłym  i 
precyzyjnym ich wyrazem.”

200

Różnego   rodzaju   spory   z   argumentacją   sofistów,   którzy   przechwalali   się,   że   potrafią   na 
żądanie   znaleźć   uzasadnienie   każdej   tezy,   nieważne   czy   prawdziwej   czy   fałszywej, 
doprowadziły do dalszych badań nad językiem. Naśladowcy sofistów poszli jeszcze dalej i 
rozwijali sposoby i całe metody prowadzenia sporów (zwane dialektyką), gdzie wykazywano 
często tylko na zasadzie samego zestawiania pojęć własną słuszność a szczególnie czyjś fałsz. 
Nie  zwracając   wcale   uwagi   na to  czy przedmówca   ma   rację czy nie.  Nadużywali   sztuki 
argumentowania i uczyli ją wykorzystywać we własnym celu nie zwracając uwagi na skutki. 
Do  dzisiaj   przytacza  się  antynomie   megarejskie   (np.  antynomia  kłamcy,  łysiny   itd.),  czy 
wcześniejsze jeszcze zapoczątkowane przez Zenona z Elei argumenty przeciwko ruchowi (np. 
argument Achillesa, strzały, stadionu czy dychotomii).
Najbardziej   kontrowersyjne   w   swej   argumentacji   paradoksy   Gorgiasza   również   miały 
znamiona logicznych i sensownych. Jego filozofia składała się w zasadzie z trzech punktów. 
Twierdził on, że nie ma nic, gdyby nawet coś było, to nie byłoby poznawalne a nawet gdyby 
było   poznawalne,   to   nie   mogłoby   być   przedmiotem   porozumienia   między   ludźmi. 

198

 Por. http://logika.webpark.pl/podstrony/slownik.html

199

 Por. http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82%C4%85d_logiczny

200

 K. Ajdukiewicz, Zarys logiki, Warszawa 1959, s. 4-5

68

background image

„Najoryginalniejsze było uzasadnienie ostatniej tezy, polegające na tym, że znak jest różny od 
tego,   co   przezeń   oznaczone:   jakże   można   komunikować   słowami   przedstawienie   barwy, 
skoro ucho słyszy nie barwy, lecz dźwięki?

201

Naturalne   zatem   stało   się   szukanie   rozwiązań   nad   tym,   jak   uczynić   nasze   myśli 

jasnymi   a   mowę   uczynić   ścisłą   i   precyzyjną.   Badania   takie   zainicjowane   zostały   przez 
Sokratesa   i   kontynuowane   przez   jego   uczniów   (głównie   przez   Platona).   Ostatecznie   w 
tamtych czasach postanowił się z nimi rozprawić Arystoteles. „Zasłużył się on w dziedzinie 
logiki   głównie   systematycznym   opracowaniem   obszernego   działu   nauki   o   formach 
poprawnego wnioskowania, który pod nazwą logiki klasycznej stanowił do niedawna główny 
trzon tzw. logiki formalnej. Całokształt prac logicznych Arystotelesa został zebrany przez 
jego uczniów  w dziele pt. Organon (po polsku „narzędzie").  Dzięki temu  dziełu uchodzi 
Arystoteles za właściwego twórcę logiki. (…) W późniejszej starożytności dość ważny wkład 
w naukę logiki wnoszą filozofowie ze szkoły stoików. W średniowieczu myśl scholastyczna 
kultywowała naukę Arystotelesa, nieistotnie ją tylko wzbogacając

202

 

Jednym z pierwszych w starożytności, który zwrócił uwagę na kłopoty z językiem jest 

Sokrates. To on pierwszy według przekazów Platona zastanawiał się nad niedostatecznym 
uściśleniem   mowy,   przejawiającym   się   w   chwiejności   znaczeń   jej   wyrazów,   w 
niedostrzegalnej często ich wieloznaczności itp. Twierdził on, że należy ustalić i sprecyzować 
znaczenia   poszczególnych   wyrazów,   (czyli   pojęcia)   a   nie   będziemy   bezbronni   wobec 
sofistycznych wywodów i nie pozwolimy się przekonywać o prawdzie tego, co prawdą nie 
jest. „Realizował on w praktyce program walki z wykrętnymi wywodami sofistów, pokazując 
na konkretnych  przykładach, jak należy postępować, by uściślić  i sprecyzować  znaczenie 
wyrazów. W ten sposób zapoczątkował   (…) kierunek badań, które w przyszłości stały się 
jednym z głównych działów logiki (…) badań nad tym, w jaki sposób mamy postępować, by 
myśli nasze uczynić jasnymi i wyraźnymi i by słowa, w których myśli te wyrażamy, były 
ścisłym i precyzyjnym ich wyrazem.”

203

Ze   względu   na   dostępność   wielu   źródeł   (książek,   zasobów   internetowych, 

encyklopedii itd.) znaleźć można różne określenia definicyjne błędów logicznych. Zależy to 
od czasu i tego, kto do jakich potrzeb posiłkował się w swoich rozważaniach terminem „błędu 
logicznego”. Jeden z portali internetowych definiuje błąd logiczny jako: „błędy wynikające z 
naruszenia zasad logiki; popełniane we wnioskowaniu, np. błąd formalny (gdy z przesłanek 
nie wynika logicznie podany wniosek) lub materialny (gdy przynajmniej jedna z przesłanek 
jest   fałszywa);   b.l.   w   definiowaniu   wynikają   z   wadliwej   struktury   definicji   lub   jej 
nieadekwatności, np. błędne koło lub nieznane przez nieznane (ignotum per ignotum); b.l. w 
dowodzeniu są spowodowane nieprawidłową lub niepełną konstrukcją dowodu (np. błędne 
koło,  ignoratio  elenchi);   b.l. w   uzasadnianiu  występują,  gdy  przyjmuje   się  za  prawdziwe 
twierdzenia   niedostatecznie   uzasadnione;   do.   b.l.   zalicza   się   niekiedy   błędy   potocznych 
wypowiedzi w przekazywaniu myśli, wynikające np. z chaotyczności lub używania wyrażeń 
wieloznacznych.”

204

  Inny   portal   podaje   tylko,   że   błąd   logiczny   to   niewłaściwa   metoda 

rozumowania i na wstępie dzieli błędy logiczne na:  paralogizmy  jako nieświadome błędy 
logiczne i sofizmaty jako świadome błędy wprowadzane w celu wywarcia pozaracjonalnego 
wpływu na słuchacza

205

  a dopiero potem wymienia kilka najbardziej rozpowszechnionych 

sofizmatów.  Gdzie  indziej  jeszcze   - najbardziej   prawidłowo  - przeczytać  można,   że  błąd 
logiczny to „nieprawidłowe sekwencje rozumowania, naruszające zasady logiki formalnej, 
semiotyki,   teorii   rozumowania   (…)”

206

  Rzucające   się   w   oczy   różnice   i   skrótowe 

201

 Władysław Tatarkiewicz, Historia Filozofii, T 1, Warszawa 1970, s. 27.

202

 K. Ajdukiewicz, Zarys logiki, Warszawa 1959, s. 4-5

203

 Tamże s. 5-6.

204

 Źródło: „http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=120753&kid=99”

205

 Źródło: "http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82%C4%85d_logiczny"

206

 Źródło: „http://logika.webpark.pl/podstrony/slownik.html”

69

background image

potraktowanie   tego   tematu   nawet   w   małej   części   nie   pokazuje   złożoności   istniejącego 
zagadnienia.   Wiele   źródeł   ogranicza   się   tylko   do   wymienienia   i   klasyfikacji   błędów 
logicznych, co dość skutecznie zaciera istotę i pochodzenie zawartych w nich problemów.

Najczęściej spotykanymi błędami logicznymi są oczywiście sofizmaty, które podzielić 

możemy   na   sofizmaty   formalne   i   nieformalne.   Ogólnie   sofizmat   to  „na   pozór   logiczne, 
zachowujące pozory prawdziwości sformułowanie, które zawiera jednak błąd – często trudny 
do wykrycia.

207

Podstawową   cechą   sofizmatów   nieformalnych   jest   przeważnie   prawidłowe 

rozumowanie,  ale na błąd wskazują terminy w nich wykorzystywane,  które są wadliwe i 
niepoprawne.   Skutkiem   czego,   prawidłowość   rozumowania   prowadzi   do   błędów   i   nie 
przynosi   efektów.   Jak   to   podaje   jeden   ze   współczesnych   logików   i   zajmujący   się   tym 
zagadnieniem Madsen Pirie; „mogą mieć charakter lingwistyczny, gdzie błąd spowodowany 
jest   niejednoznacznością   używanego   języka.   Istnieją   też   sofizmaty   związku,   w   których 
brakuje   czegoś   potrzebnego   do   podtrzymania   argumentu,   co   pozwala,   by   na   wniosku 
zaważyły czynniki bez związku z nim lub by nieuzasadnione założenia zmieniły osiągnięty 
wniosek.”

208

Podchodząc do zagadnienia sofizmatów w sposób statystyczny można powiedzieć, że 

rozróżniamy ponad setkę ich podstawowych rodzajów. Nie mniej jednak podzielić je można 
na   pięć   dość   szeroko   rozumianych   kategorii:   formalne,   nieformalne   (lingwistyczne), 
nieformalne   związku   (braku),   nieformalne   związku   (włączenia)   i   nieformalne   związku 
(założenia). 

Dość   specyficzną   grupą   błędów   logicznych   są  paralogizmy,   rozumiane   jako 

nieświadome błędy logiczne. Wśród nich można rozróżnić kilka ich odmian, jedna z nich 
występuje wtedy, gdy użyjemy błędnego słowa na określenie danego stanu bądź zjawiska. 
Dość zabawne i często wykorzystywane np. w dialogach kabaretowych powiedzenia typu: 
część osób zniknęło jak amfora ukazuje mylne użycie słowa.

Już   samo   wymienienie   wszystkich   poszczególnych   sofizmatów   przynależących   do 

odpowiednich   kategorii   byłoby   dość   obszerne,   dlatego   ograniczymy   się   do   wymienienia 
niektórych z nich w odniesieniu do działów logiki. Bardzo dużo błędów logicznych występuje 
w kontekście rozumienia wyrażeń. 

Jednym z takich błędów jest błąd ekwiwokacji [łac] polegający na tym, że używamy 

tego samego słowa w coraz to innych znaczeniach, sprawiając jednocześnie wrażenie, że cały 
czas znaczy ono to samo (gdy poprawność wypowiedzi wymaga użycia go w tym samym 
znaczeniu, ilekroć występuje).

209

 Np. Skoro rak jest chorobą, a rak żyje w wodzie, to nasuwa 

się wniosek że choroby mogą żyć w wodzie.

210

 

Innym   rodzajem   błędu   w   tej   samej   klasie   sofizmatów   to  amfibolia  dotycząca 

wieloznacznej   konstrukcji.   Występuje   wtedy,   gdy   całe   znaczenie   stwierdzenia   może   być 
odczytane na więcej niż jeden sposób, zwykle na skutek źle zastosowanej składni. Ładnie ją 
widać na następującym przykładzie; Spotkałem posła, który wyszedł z psem na spacer. Biegał  
po   parku,   więc   rzuciłem   mu   wczorajszą   kanapkę
.   Albo   występujący   często   w   różnych 
odmianach  ogłoszeń;  Na  sprzedaż:  Samochód,   pierwsza  właścicielka,  po  lekkiej  stłuczce, 
przód w dobrym stanie
.

Polisemia  [gr.]   to   wieloznaczność   wyrażeń   językowych,   inaczej   możliwość 

przypisania danemu wyrażeniu więcej niż jednej interpretacji semantycznej, „np. w zdaniu: 
Boję się krytyki szefa, tj. 'boję się krytykować szefa' lub 'boję się, gdy szef mnie krytykuje'. 

207

 Źródło: http://www.l-earn.net/index.php?id=45

208

  Madsen   Pirie,  How   to   Win   Ewery   Argument:   The   Use   and   Abuse   of   Logic,   tytuł   przekładu:  Logika 

zwyciężania sporów, Broń przeciw kłamcom i krętaczom, 2006r., s. 225.

209

 Por. http://www.l-earn.net/index.php?id=45

210

 Przykład za: "http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82%C4%85d_logiczny"

70

background image

Polisemia jest regularnie właściwa pewnym  klasom wyrazów  oraz formom wyrazów  (np. 
właściwe   formom   czasu   teraźniejszego   niektórych   czasowników   znaczenie   aktualne:   Jan 
tańczy,   w   sensie   '...tańczy   w   tej   chwili',   i   potencjalne,   np.   w   sensie   '...umie   tańczyć'). 
Polisemia konkretnych, pojedynczych wyrazów bywa zazwyczaj przedmiotem opracowania 
leksykograficznego.”

211

Jedną   z   wielu   przyczyn   popełniania   błędów   związanych   z   umiejętnością 

przekazywania   jest  wieloznaczność   wyrażeń.   Spotykamy   się   z   nimi   najczęściej,   kiedy 
używamy   nazw   homonimicznych   (klucz,   róża,   zamek   itp.).   Cecha   ta   dotyczy   również 
wyrażeń złożonych (zdań), wówczas gdy mogą być różnie rozumiane, bądź ze względu na 
niejasność ich struktury, bądź ze względu na to, iż zawierają wieloznaczne wyrażenia. Np. 
bez odpowiedniego kontekstu nie bardzo wiadomo o co chodzi jeśli powiemy: Dobra babka 
musi   być   słodka   i…   dobrze   ubrana
.   Wieloznaczne   mogą   być   całe   zwroty   językowe   np. 
,,Musisz być  silny’’.  Osobie, która używa  tego zwrotu może  chodzić o siłę fizyczną  lub 
psychiczną.

„Również   przyczyną   błędów   związanych   z   umiejętnością   przekonywania   są 

znaczenia   dosłowne   i   nie   dosłowne.   Błędy   takie   mogą   zaistnieć   wtedy,   kiedy   odbiorca 
pewne   zwroty   obrazowe,   sformułowane   przez   rozmówcę   bierze   w   sensie   dosłownym   i 
wysnuwa wnioski (…) i błędne konsekwencje. Np. Śpisz na pieniądzach - wyrażenie to jest 
czystą przenośnią gdyż na pieniądzach się nie śpi a sama wypowiedz kierowana do kogoś 
oznacza, że ta osoba ma bardzo dużo pieniędzy. Posługiwanie się skrótami myślowymi nie 
spowoduje nieporozumień wówczas, gdy osoba wypowiadająca się i odbiorca wypowiedzi 
wiedzą,  na czym  polega związek  wypowiedzi,  a co za  tym  idzie,  że nie  można  jej  brać 
dosłownie bez domyślnych uzupełnień.”

212

Źródłem   nieporozumień   jest   również  nieostrość   wyrażeń  polegająca   na   tym,   że 

zakres niektórych nazw na gruncie danego języka jest nieściśle ustalony Odwoływanie się do 
takich wyrażeń jak: szczęśliwy, młody, duży itd. jest często logicznie niepoprawne a mieszanie 
i   zestawianie   ich   z   innymi   wyrażeniami   może   dawać   nawet   nazwy   puste   (np.  młoda 
staruszka, duży krasnal, pijany abstynent, sucha woda
).

Skrajnym przykładem podobnych błędów jest stosowanie sprzecznych wewnętrznie 

pojęć , takich jak wszechmoc czy nieskończoność do opisu osób bądź materii ograniczonych 
lub skończonych. Znany jest z historii paradoks omnipotencji, który zawiera się w pytaniu: 
Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie zdołałby unieść?

Błędne bywają również twierdzenia wynikające  z odwoływania się lub umyślnego 

mieszania supozycji. Twierdzenie: mój owczarek pochodzi z Zakopanego, znaczył będzie coś 
innego w supozycji prostej a coś innego w supozycji formalnej czy materialnej.

Już samo użycie akcentu może być źródłem błędów lub zupełnie innego rozumienia 

przytaczanych w dyskusji kwestii.  Akcentowanie  określonych słów bądź zdań może nadać 
wypowiedzi   znaczenie   całkowicie   różne   od   zamierzonego,   może   też   dodać   implikacje, 
których   brak   w   znaczeniu   literalnym.   Np.  Zapal   swojego   papierosa.   -   bez   akcentowania 
brzmi jak proste polecenie lub propozycja. To samo zdanie z akcentem na ostatnie słowo: 
Zapal swojego  papierosa. – odwołuje się do papierosa a nie do ogniska czy innej rzeczy, 
którą ma się zamiar w danym momencie podpalić. Zapal swojego papierosa. – wskazuje na 
własny tytoń a nie papierosy innych dookoła.  Zapal  swojego papierosa. – z akcentem na 
pierwszy wyraz dotyczy czynności  zapalenia  a nie rzucania  czy niszczenia.  Nawet w tak 
prostym zdaniu zmiana akcentowanego słowa może wyraźnie zmienić jego znaczenie.

213

211

 Źródło: „http://www.l-earn.net/index.php?id=45”

212

 Źródło: „http://www.sciaga.pl/tekst/17939-18-„

213

  Por. Madsen Pirie,  How to Win Ewery Argument: The Use and Abuse of Logic, tytuł przekładu:  Logika 

zwyciężania sporów, Broń przeciw kłamcom i krętaczom, 2006r., s. 15.

71

background image

Do   często   wykorzystywanych   sofizmatów   należy   sofizmat  współczucia 

(misericordiam argumentum ad). Występuje on wtedy, gdy ktoś odwraca czyjąś uwagę od 
słabych punktów swojej koncepcji, wprowadzając wzruszający wątek czyjegoś nieszczęścia. 
Przykład: Tysiące dzieci w wieku szkolnym nie jada wystarczająco pożywnego obiadu. Jeśli  
utrzymam się przy władzy,  sytuacja ta się zmieni
.

Klasycznym  błędem w logice  jest błąd wyjaśniania  terminów  przy użyciu  innych, 

jeszcze bardziej niezrozumiałych zwrotów. Jego łacińska nazwa to Ignotum per ignotum (co 
znaczy: nieznane przez nieznane). 

Zupełnie  innym   rodzajem  błędu   jest  snobizm  chronologiczny  (ang.   chronological 

snobbery lub  "argue  by  clock"),  polegający na  uznawaniu  twierdzenia  za  prawdziwy  lub 
nieprawdziwy tylko na podstawie jego wieku, np. ktoś może twierdzić, że jakaś teoria czy 
religia jest prawdziwsza od innej dlatego, że jest od niej znacznie starsza.

214

 

Argumentum ad ignorantami (apel do niewiedzy). Pozytywna wersja tego sofizmatu 

(istnieje   też   wersja   negatywna)

215

  zapewnia,   że   to,   co   nie   zostało   zanegowane,   musi   być 

prawdziwe. Jeśli nikt nie udowodnił że krasnoludki nie istnieją, to muszą one być; Nie istnieje  
inteligentne życie w kosmosie poza nami bo nikt tego jeszcze nie udowodnił (nie mamy na to  
żadnych   dowodów)
.   itd.   „Błąd   ten   popełniany   jest   także,   gdy   dyskutant   widząc,   że   jego 
przeciwnik nie jest w stanie udowodnić swojego stanowiska, twierdzi: W takim razie ja mam 
rację!
. Obie strony mają równy obowiązek udowodnienia swojego stanowiska. W logicznej 
dyskusji nie ma miejsca na coś takiego, jak zwycięstwo walkowerem.”

216

 

Zdarzają   się   też   ataki   w   osobiste   braki   dyskutanta,   zamiast   w   prawdziwość   jego 

twierdzenia.  Argumentum ad hominem, argumentum ad personam  (argument atakujący 
człowieka). Często blokuje się wszelki wywód słowny na dowolny temat odnosząc go do 
bezpośredniego   określenia   rozmówcy   i  uniemożliwienia   mu   jakichkolwiek   sposobów 
argumentacji, choćby były one słuszne i prawdziwe. Np. Jako nauczycielowi nie wypada ci 
używać takich argumentów
.

Bardzo powszechne i często nieuzasadnione jest nadużywanie analogii (ang. misuse 

of analogy).  Tzn. dowodzenie czegoś przy użyciu analogii, często niewłaściwie dobranej. 
Studiowanie jest jak chodzenie po lesie, wszędzie zielono i czasami można się natknąć na  
dzika.
  Warto   podkreślić,   że   analogia,   podobieństwo   niczego   jeszcze   nie   dowodzi,   może 
posłużyć co najwyżej do zobrazowania twierdzenia już udowodnionego. W posługiwaniu się 
takimi analogiami celują często politycy i reklamy telewizyjne.  

Interesujący   jest   również   sofizmat   będący   odmianą  argumentum   ad   hominem 

(atakowanie   posłańca)  Przyjmuje   dwie   formy,   (istnieje   również   atak   na   towarzystwo 
posłańca)   ale   najczęściej   jest   znany   jako  zatruwanie   studni.   „Negowanie   prawdziwości 
twierdzenia   tylko   na   tej   podstawie,   że   głosi   go   ktoś,   kto   nie   jest   wiarygodnym   źródłem 
informacji   lub   że   należy   odrzucić   wszystko,   co   mówi   dana   osoba,   gdyż   jej   morale, 
kompetencje, narodowość czy religia są nie takie, jak powinny być.

217

 Np. Tylko moherowe 

berety mogą tak sądzić

Zupełną klasyką w logice są błędy w definiowaniu mające swoje 

dwie główne odmiany. Pierwsza z nich to błędne koło bezpośrednie Idem per idem (to samo 
przez to samo), polega na użyciu w definicji wyrazu definiowanego, np. Logika jest nauką o 
myśleniu zgodnym z prawami logiki
. Druga to  błędne koło pośrednie  - kiedy pojęcie A 
zdefiniowano przy użyciu pojęcia B, a do zdefiniowania pojęcia B użyto znowu pojęcia A 
(może być więcej tych etapów pośrednich, co znakomicie utrudnia wykrycie tego błędu)

218

, 

214

 Por. „http://www.l-earn.net/index.php?id=45”

215

 Przypis własny.

216

 Źródło: „http://www.l-earn.net/index.php?id=45”

217

 Tamże.

218

 Przypis własny

72

background image

np.  Logika jest nauką o poprawnym myśleniu. Myślenie poprawne to myślenie racjonalne. 
Myślenie racjonalne to myślenie zgodne z prawami logiki
.

219

Powyższe   przykłady   to   jedynie   kilkanaście   najbardziej   chyba   reprezentatywnych 

błędów logicznych w obrębie samych tylko sofizmatów. Od czasów starożytności do dnia 
dzisiejszego naliczyć ich można około setki już zdefiniowanych, ustalonych i będących w 
użyciu   kategorii.   Samo   nazewnictwo   poszczególnych   sofizmatów   ma   pisownię   grecką, 
łacińską   a   ostatnio   angielską.   Często   też   dla   większej   czytelności   podaje   się   dwie   różne 
pisownie przy tej samej kategorii.

Przykładów   błędów   logicznych,   ich   podziałów   i   odmian   można   by   mnożyć   i 

przytaczać godzinami. Zupełnie inną kwestią jest przyswoić sobie tą część logiki, która się do 
tego tematu odnosi. Czy warto się tego nauczyć i czy dzisiejsza logika tak bardzo się różni od 
ważnych   problemów   językowych?   Czy   obecnie   jest   jakiś   związek   między   gramatyką   a 
logiką?

Aby nie starać się użyć kolejnych sofizmatów by odpowiedzieć na powyższe pytania, 

właściwym będzie posłużyć się cytatem znanego logika Kazimierza Ajdukiewicza ze wstępu 
do   książki   „Zarys   logiki”.   ”Przy   omawianiu   znaczenia,   jakie   ma   uczenie   się   logiki   dla 
zdobycia   umiejętności   logicznego   myślenia,   powołaliśmy   się   na   analogię,   jaka   zachodzi 
między logiką a gramatyką. Logika, w pewnych przynajmniej swych częściach, podaje reguły 
poprawnego rozumowania i uzasadniania twierdzeń.  Gramatyka podaje reguły poprawnego 
mówienia.  Analogia  ta nie  sięga jednak zbyt  głęboko. Poprawne mówienie,  to mówienie 
zgodne   z   panującym   zwyczajem   językowym.   Poprawne   rozumowanie,   to   rozumowanie 
zgodne ze związkami, jakie zachodzą w rzeczywistości i nie są zależne od ludzkich decyzji 
czy zwyczajów. Dlatego też każde prawidło logiki, określające pewien sposób rozumowania 
jako poprawny,  opiera  się na twierdzeniu  logicznym,  które stwierdza pewien obiektywny 
związek między stanami rzeczy. Ucząc się więc logiki, nie tylko zaprawiamy się w sztuce 
logicznego   myślenia,   ale   nadto   poznajemy   pewne   związki   między   faktami,   stanowiące 
logiczną strukturę świata, poznajemy logikę rzeczy.

220

219

 Por. tamże.

220

 K. Ajdukiewicz, Zarys logiki, Warszawa 1959, s. 8.

73

background image

Mikołaj Krasnodębski

VIII.2008

Franciszek Gabryl (1866 – 1914)

221

 

1. Wprowadzenie

Filozofia Franciszka Gabryla jest swego rodzaju podsumowaniem erudycji filozoficznej XIX 
wieku oraz  jej zestawieniem  z  starożytną,  scholastyczną  i nowożytno  myślą  filozoficzną. 
Gabryl przy omawianiu problematyki metafizycznej, antropologicznej lub teoriopoznawczej, 
rozpoczyna  od analizy historycznej  referowanego problemu.  Niekiedy analiza  historyczna 
zagadnienia dominuje nad heurezą. Gabryl nie tylko referuje tradycję, odnosi ją również do 
sobie   współczesnych   badań   filozoficznych,   psychologicznych,   psychofizjologicznych   i 
etnograficznych. Pod koniec XIX wieku obserwuje narodziny psychologii eksperymentalnej, 
jej   wyłanianie   się   i   autonomizację   w   stosunku   do   filozofii   (szczególnie:   filozofii 
człowieka)

222

. Zna badania i eksperymenty Wundta, Fechnera, Ribota, polemizuje z nimi i 

dokonuje krytyki. Porusza zagadnienia: paralelizmu, psychofizjologii człowieka (zwłaszcza 
wzroku i słuchu), przebiegu procesu poznawczego i pożądania oraz zagadnienie oczywistości 
i bezpośredniości w poznaniu. W swojej argumentacji odwołuje się nie tylko do filozofii, ale 
również   do   nauk   przyrodniczych   oraz   „zdrowego   rozsądku”.   Na   tej   płaszczyźnie   jest 
szczególnie bliski autorom współczesnym wskazującym na rolę zdrowo-rozsądkowej oceny 
(np.   M.   A.   Krąpiec).   Gabryl   postuluje   by   psychologię   (filozofię   człowieka)   budować   w 
oparciu   o   metafizykę.   Przewiduje,   że   redukcja   wizji   człowieka   do   ustaleń   nauk 
przyrodniczych, nie tylko nie wyjaśni tego, kim jest człowiek, ale ograniczy ją do świata 
popędów,  instynktów,  lub  reakcji   fizyczno-chemicznych

223

 W   swojej   krytyce   psychologii 

eksperymentalnej   Gabryl   nie   jest  odosobniony.   Zdaniem   E.   Husserla:   „Chciano   obdarzyć 
psychologię   identyczną   obiektywnością   co   fizykę;   w   rezultacie   właśnie   to   wymaganie 
całkowicie   uniemożliwiło   istnienie   psychologii   w   pełnym   i  autentycznym   znaczeniu   tego 
słowa.   W   istocie   bowiem,   gdy   chodzi   o   duszę,   o   subiektywność   pojmowaną   jako 
subiektywność   indywidualną,   jako   odosobnioną   osobowość   i   odosobnione   życie   czy   też, 
szerzej   subiektywność   uwikłaną   w   historię   i   zbiorowość   społeczną   (…),   zawsze   będzie 
absurdem   przypisywanie   jej   obiektywności   podobnej   do   obiektywności   nauk 
przyrodniczych”

224

  Oczywiście   Krakowski   tomista   inaczej   rozumie   duszę   ludzką,   ale 

ostatecznie jest zgodny z Husserlem, że nie można psychologii budować w oparciu o nauki 
przyrodnicze. 
Gabryl polemizuje też z D. Mercierem. Na przełomie XIX i XX wieku podręczniki Merciera 
(także w polskim tłumaczeniu Krasnowolskiego) oddziałują na środowiska katolickie. Gabryl 
nie   przyjmuje   bezkrytycznie   „autorytet   wielkiego   Kardynała”.   W   swoich   publikacjach 
niejednokrotnie krytykuje stanowisko Merciera. 
W ten sposób Franciszek Gabryl budują własną filozofię, w której łączy tomizm tradycyjny z 
tomizmem   lowańskim.   Nie   jest   to   jednak   prosta   kompilacja   „szkół”   i   stanowisk,   lecz 

221

  Tekst   ten  jest   przeredagowaną  wersją  artykułu   pt.:  Franciszka   Gabryla  antropologia  i   teoria  poznania

„Forum Philosophicum”, t. 8, Kraków 2003, s. 207-236.

222

  Zob.  Psychologia   w   szkole   lwowsko-warszawskiej.   Twardowski.   Witwicki.   Baley.   Błachowski.   Kreutz, 

Lewicki. Tomaszewski, wybór i opracowanie T. Rzepa, Warszawa 1997.

223

 Por. zarzuty wobec współczesnej pedagogiki. M. Gogacz, Podstawy wychowania, Niepokalanów 1996, s. 7-8, 

95-96.

224

  Cyt.   E.   Husserl,  Filozofia   jako   zdobywanie   samowiedzy   przez   ludzkość,   w:   G.   Picon,  Panorama   myśli 

współczesnej, Paris 1936, s. 57.

74

background image

oryginalny   system   filozoficzny,   przy   pomocy   którego   Gabryl   spiera   się   z   idealizmem, 
materializmem, monizmem, panteizmen i scientyzmem obecnym w kulturze jego czasów. 
Konstanty   Michalski   (1879-1947)  w   wykładzie   wygłoszonym   na   uroczystym   posiedzeniu 
Krakowskiego   Towarzystwa   Filozoficznego   w   dniu   14   stycznia   1914   roku   w   auli 
Uniwersytetu Jagiellońskiego, poświęconym zmarłemu Franciszkowi Gabrylowi, wykazał, że 
filozofia   neoscholastyczna   nie   jest   już   nauką   uprawianą   i   „zamykaną”   w   zaciszach 
klasztornych cel i salach wykładowych seminariów duchownych. Przeciwnie, neoscholastyka 
wychodzi   naprzeciw   współczesnej   sobie   filozofii   nowożytnej   i   podejmuje   dyskurs   ze 
spychającymi ją na margines kultury umysłowej nurtami takimi jak: ontologizm, fideizm i 
kartezjanizm.   Przez   filozofię   neoscholastyczną   należy   rozumieć   szeroko   pojęty   tomizm, 
zarówno w  ujęciu tradycyjnym,  jak i lowańskim,  naukę Arystotelesa,  Ojców  i Doktorów 
Kościoła, oraz autorów scholastycznych (np. Idziego Rzymianina, Franciszka Suareza). 
Stąd wydaje się, że określenie, którego w stosunku do filozofii neoscholastycznej użył R. 
Eucken, nazywając ją philosophia militans (filozofią walczącą), nie jest przesadzone. Bowiem 
neoscholastyka   w   pewien   sposób   „wyzywała   na   pojedynek”   współczesną   sobie   filozofię, 
naukę   i   kulturę   umysłową   przełomu   XIX   i   XX   wieku.   Jednak   celem   tej   walki   nie   było 
zniszczenie tych dziedzin poznania ludzkiego, lecz wspólne z nimi zbadanie rzeczywistości 
prowadzące   do   ujęcia   prawdy.   Wobec   tego   filozofię   neoscholastyczną   można   zdaniem 
Michalskiego   określić   mianem   „filozofii   asymilującej”,   gdyż   stawia   ona   przed   sobą 
następujące cele: 
1. rewizję własnego systemu;
2. kontakt z filozofią nowożytną;
3. kontakt ze współczesną nauką.
Cel   pierwszy   filozofia   neoscholastyczna   może   realizować   dwoma   metodami.   Mianowicie 
metodą: analizy dialektycznej i metodą historyczno-genetyczną. Metoda analizy dialektycznej 
polega na rozłożeniu na „składowe pierwiastki, ażeby zbadać, co w nim jest podstawowym 
węgłem, a co nadbudową, co musi podtrzymywać całą budowę, a co przebudowie ulec może, 
czasem powinno”

225

. Natomiast metoda historyczno-genetyczna wsparta na indukcji (Denifl, 

Ehrle,   De   Wulf,   Baeumker)   dąży   do   odszukania   i   opisania   rozwojowej   linii   scholastyki. 
Rezultatem tego zabiegu jest „oddzielenie stałego i żywego jądra od przygodnych domieszek, 
wyodrębnienie   składników   istotnych,   powtarzających   się   u   wszystkich   najwybitniejszych 
myślicieli,   jako   wspólne   dziedzictwo,   od   pierwiastków   drugorzędnych,   zmiennych,   które 
historya przynosi i odnosi, zawiera i niszczy

226

. W metodzie historyczno-genetycznej wiąże 

się rozumienia bytu w ujęciu Arystotelesa i Tomasza z Akwinu. Autorzy neoscholastyczni 
zabieg ów uzasadniają tym, że Akwinata korzystał z metodologii Stagiryty,  zatem przyjął 
również jego sposób identyfikowania bytu. Należy dodać, że druga połowa XIX wieku to 
okres studiów nad pismami  Arystotelesa (Trendelenburg,  Willmann, Hertlig, Brentano), z 
których korzystali neoscholastycy, niekiedy przyjmując je jako punkt wyjścia w metodologii 
swoich   badań   naukowych.   Neoscholastyka   –   potwórzmy   –   to   głównie   tomizm   w   wersji 
tradycyjnej i lowańskiej, oraz arystotelizm chrześcijański.

225

 Por. K. Michalski,  Stanowisko księdza Gabryla w ruchu neoscholastycznym, „Ateneum Kapłańskie”, t. 13, 

Włocławek 1917, s. 47.

226

 Cyt., tamże.

75

background image

          Cel drugi i trzeci – kontakt z filozofią nowożytną i współczesną nauką, zaowocował 
licznymi polemikami z kantyzmem, pozytywizmem, pragmatyzmem, czy neoheglizmem (np. 
O. Gemelli), oraz np. z darwinizmem na płaszczyźnie nauk przyrodniczych. 
                     Przyczyny odrodzenia się scholastyki w wersji filozofii neoscholastycznej i jej 
specyfiki możemy dopatrywać się ponadto w postawie samych autorów neoscholastycznych, 
którzy   uważali,   że   ich   mistrz   –   Tomasz   z   Akwinu   –   dostosowywał   swoją   doktrynę   do 
współczesnych   sobie   prądów   intelektualnych

227

  Ich   zdaniem   neoscholastyka   winna   za 

przykładem Akwinaty dostosowywać się do sobie współczesnych nurtów intelektualnych, zaś 
samego Tomasza nie ujmować „jako literę”, lecz jako „żywego ducha”. Michalski zaznacza, 
że   nie   chodzi   tu   jednak   o   „ekshumację   trupa”   Tomasza   z   Akwinu,   ale   o   przyjęcie   jego 
intelektualnej inwencji, która pozwoli ożywić scholastykę. „Aby więc wiosna nowego ruchu – 
dodaje   -   nie   zakończyła   się   rychłą   śmiercią,   wstąpiono   w   żywy   strumień   współczesnej 
wiedzy;   zwrócono   się   zwłaszcza   do   badań   doświadczalnych   w   psychologii,   wyzyskano 
bardzo szczęśliwie zwrot, jaki w psychologii eksperymentalnej dokonał się pod wpływem 
Külpego   i jego uczniów przez wprowadzenie do zakresu badań   wyższych aktów myśli i 
woli;  uwzględniono  wreszcie   w   szerokiej   mierze  prace   biologiczne   tej   przede  wszystkim 
grupy uczonych, która się skupiała koło wydawnictwa lowańskiego La cellule

228

.    

          Należy zauważyć, że opinię Michalskiego potwierdza fakt, iż jeszcze przed encykliką 
Leona   XIII  Aeterni   Patris  (1879)   i   Piusa   X  Pascendi   Dominici   Gregis  (1907),   w   wielu 
ośrodkach   intelektualnych   w  Europie  rozpoczęto   badania   nad  myślą  Tomasza   z  Akwinu. 
Badania prowadzono w Lovanium w Belgii (D. Mercier); w Rzymie, Turynie i Florencji we 
Włoszech; w Instytucie Katolickim w Paryżu; w Niemczech (J. Geyser); oraz w Krakowie (F. 
Gabryl)   i   Lwowie   (K.   Wajs).   Możemy   zatem   przypuszczać,   że   encykliki   potwierdziły 
faktyczny   stan   rzeczy,   a   nie   „nakazały”   badania   naukowe   filozofii   w   oparciu   o   naukę 
Tomasza z Akwinu. 

2. Życiorys

Franciszek Gabryl

229

 – ksiądz, profesor filozofii i teologii, dziekan Wydziału Teologii i rektor 

Uniwersytetu Jagiellońskiego, poseł na Sejm Krajowy (galicyjski) – urodził się 9 marca 1866 
roku   we   wsi   Wieprz   koła   Andrychowa,   jako   syn   Jana   i   Katarzyny   z   domu   Skowron. 

227

 Teza ta wydaje się dyskusyjna w perspektywie ujęć tomizmu konsekwentnego, którego twórca M. Gogacz, 

uwyraźnia   odrębność   stanowiska   Tomasza   i   omawianych   przez   niego   filozofów   arabskich   i   ich   łacińskich 
komentatorów.

228

 Por. Michalski, Stanowisko księdza Gabryla, dz. cyt., s. 47.

229

 Zob. K. Michalski, Stanowisko księdza Gabryla, dz. cyt., s. 46-56; A. Przymusiała, Ks. Franciszek Gabryl 

(1866-1914),   „Studia   Philosophiae   Christianae”,   1(1966),   s.   259-264;   Tenże,  Gabryl   F.   (1866-1914),  w: 
Filozofia w PolsceSłownik Pisarzy, Warszawa 1971, s. 90; A. Usowicz, Gabryl Franciszek, w: Polski Słownik 
Biograficzny
, t. VII, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1948-1958, s. 193-194; M. Banaszek,  Gabryl 
Franciszek
, w:  Słownik polskich teologów katolickich, pod red. H. E. Wyczawskiego, Warszawa 1981, t. 1, s. 
496-498;   U.   Żegleń,  Gabryl   Franciszek,   w:   Encyklopedia   Katolicka,   t.   5,   pod   red.   L.   Bieńkowskiego,   P. 
Hemperka, S. Kamińkiego, J. Misiurka, K. Staweckiej, A. B. Stępnia, P. Szafrańskiego, J. Szlagi, A. Weissa, 
Lublin 1989, s. 796; Gabryl F., w: Enciclopedia Filosofica. Centro di Studia Filosofici di Gallarate, t. 2, Firenze 
1967, s. 1556; S. Borzym, Rzecznicy metafizyki w filozofii profesjonalnej, dz. cyt. s. 344-347; M. Krasnodębski, 
Człowiek, jego poznanie i pożądanie w antropologii Franciszka Gabryla, Biblioteka UKSW, s. 1-234 (rozprawa 
doktorska), Warszawa 2003; Tenże,  Zagadnienie pożądania w antropologii Franciszka Gabryla (1866-1914)
„Studia Philosophiae Christianae” 39 (2003) 2, s. 229-349; Tenże,  Dusza i ciało, Warszawa 2004, s. 53-78; 
Tenże,  Prawda i oczywistość w Noetyce Franciszka Gabryla, w:  Philosophia vitam alere. Prace dedykowane  
Profesorowi Darowskiemu SJ
, Kraków 2005, s. 261-277.
Na uwagę zasługuje opracowanie A. Usowicza, który sięga do następujących  materiałów: Curriculum vitae 
własnoręcznie napisane przez Gabryla (w Aktach Wydziału Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, nr 25 i w 
Aktach Senatu Akademii, nr 69/c, Archiwum  UJ.); Katalogów  Wydziału Teologii UJ. z r. 1886;  Elenchus 
examinum rigorosorum et promotionum ad gradum in Facultate Theologiae Cracoviensi
, Archiwum UJ.; Księgi 
metrykalne Urzędu Parafialnego w Wieprzu; Archiwum Kapitulne w Krakowie. 

76

background image

Gimnazjum klasyczne ukończył w Wadowicach. W roku 1886 – jako alumn krakowskiego 
Seminarium   Duchownego   –   rozpoczął   studia   teologiczne   na   Wydziale   Teologicznym 
Uniwersytetu   Jagiellońskiego.   Uczęszczał   wówczas   na   wykłady   M.   Morawskiego   i   S. 
Pawlickiego. Studia teologiczne ukończył w 1890 roku nie uzyskując stopni naukowych. W 
tym samym roku otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę duszpasterską jako wikary 
w Bieńkówce,  a następnie  w Ślemieniu.  Równocześnie  podjął niedokończone  poprzednio 
studia i w 1892 roku na Uniwersytecie w Wiedniu otrzymał doktorat z teologii. Po obronie 
pracy doktorskiej pracował jako wikary w Oświęcimiu, a następnie (w 1894) udaje się na 
zagraniczne stypendium naukowe. Studiował neoscholastykę w Rzymie (Gregorianium), we 
Fryburgu   Szwajcarskim   (u   Mandonneta,   Berthiera,   Coconniera),   we   Wrocławiu   (u 
Baeumkera), i w Louvain (u Merciera). Podczas pobytu we Fryburgu Gabryl spotkał się z K. 
Wajsem, który również był na stypendium naukowym. Po powrocie do Krakowa, w 1895 
roku,   habilitował   się   na   Wydziale   Teologicznym.   Jego   praca   habilitacyjna   pt.: 
Nieśmiertelność duszy ludzkiej w świetle rozumu i nowoczesnej nauki  (wyd. Kraków 1895) 
stanowi   kompilację   tomizmu   tradycyjnego   i   lowańskiego.   Gabryl   proponuje   i   utrwala   w 
środowisku krakowskim neoscholastykę  w tej wersji i obok K. Wajsa był  pierwszym  jej 
przedstawicielem   w   Polsce.   Od   października   1895   –   jako   prywatny   docent   teologii 
fundamentalnej i filozofii chrześcijańskiej Wydziału Teologii – prowadził wykłady z teologii 
i filozofii, oraz seminarium na podstawie tekstu  Sumy teologii  Tomasza z Akwinu. Należy 
dodać, że za czasów S. Pawlickiego  i Gabryla  katedra  filozofii  na UJ była  włączona  do 
Wydziału   Teologii.   Podziału   dokonano   dopiero   po   śmierci   Gabryla,   kiedy   jego   następcą 
został Michalski. W 1898 roku Gabryl otrzymuje nominację na profesora nadzwyczajnego, a 
w 1902 – na profesora zwyczajnego. Trzykrotnie pełni urząd dziekana Wydziału Teologii (w 
latach: 1902/3; 1905/6; 1910/11), natomiast w roku akademickim 1907/8 piastuje godność 
rektora UJ. Ponadto bierze czynny udział w pracach Akademii Umiejętności jako członek 
Komisji Historii Filozofii. Przez jedną kadencję był posłem w Sejmie Krajowym. W Diecezji 
Krakowskiej pełnił obowiązki cenzora ksiąg religijnych  i komisarza  biskupiego do spraw 
nauczania religii w szkołach średnich. Zmarł nagle w nocy z 6 na 7 stycznia 1914 r., w wieku 
48 lat.
Gabryl  był  autorem ponad 50. prac, głównie podręczników

230

, z zakresu logiki, ontologii 

(metafizyki), psychologii, teorii poznania, historii filozofii polskiej. Do najważniejszych  z 
nich należą:  Logika formalna  (Kraków 1899)

231

 Noetyka  (Kraków 1900; Lublin 1931 lub 

230

 Z podręczników tych korzystano jeszcze po II wojnie światowej w wielu ośrodkach naukowych w Polsce. 

Wyparł je dopiero tomizm egzystencjalny, marksizm i filozofia szkoły lwowsko-warszawskiej. I tak np. uczył 
się z nich Wincenty Granat (w Seminarium Duchownym w Sandomierzu). Zob. Czesław Stanisław Bartnik, 
Osoba i historia (Szkice z historii filozofii), Lublin 2001, s. 302. Prace Gabryla z teorii poznania oddziaływały na 
środowisko  czeskie,  oraz  były  przedmiotem   polemiki  na   Uniwersytecie  Katolickim  w  Orchard  Lake  (Zob. 
Franciszek Węgier, Dyalektyka, Orchard Lake, Mich. 1925; Tenże, Kryteryologia, Orchard Lake, Mich. 1926. 
Prace F. Węgra recenzował J. J. Rolbiecki w periodyku pt„The New Scholasticism – A Quarterly Rewiew of 
Philosophy”,  1 (1927) 4, s. 361, który ukazywał się staraniem Amerykańskiego Katolickiego Stowarzyszenia 
Filozoficznego). Por. B. Dembowski, O filozofii chrześcijańskiej w Ameryce Północnej, Warszawa 1989, Idem, 
Filozofia w  katolickich   uczelniach  Ameryki   Północnej.  Rozwój  wewnętrznych  struktur   nauczania i  studiów
„Studia Philosophiae Christianae” 14 (1978) 1, s. 136-137. 

231

  Profesorowie KUL-u: S. Domińczak i H. Jakubanis wykładali logikę na podstawie podręczników z logiki 

Gabryla  (Por. S. Janeczek,  Filozofia na KUL-u, Lublin  1998, s. 32-33). Na  Logikę formalną  powołuje się 
ponadto M. Kowalski w swoim podręczniku z logiki pt.:  Logika  (Poznań 1959). Na uwagę zasługują repliki 
pomiędzy neoscholastykami a T. Kotarbińskim. Kotarbiński podręcznik Gabryla określa jako pracę związaną z 
„klerykalnym kursem odrodzonego w zaborze austriackim szkolnictwa polskiego” (Por. T. Kotarbiński, Historia 
filozofii
, Wrocław-Warszawa-Kraków 1995, s. 71-72). Z kolei J. Stepa w drugim polskim wydaniu  Noetyki 
Gabryla pisze, że praca Kotarbińskiego  Elementy teorii poznania, logiki formalnej i metodologii nauk  (Lwów 
1929)   traktuje   logikę   w   „duchu   nominalizmu   i   materializmu;   książka   nie   posiada   większej   wartości 
filozoficznej” (s. 371). 

77

background image

1932

232

; tłumaczenie na j. czeski J. Sniżeka: Olomouci 1921), Metafizyka ogólna, czyli nauka 

o bycie  (Kraków 1903),  Psychologia  (Kraków 1906),  Filozofia przyrody  (Kraków 1910)

233

, 

Polska   filozofia   religijna   w   XIX   wieku  (Poznań   1913-1914).   Dla   ścisłości   należy 
dopowiedzieć, że podręczniki z teorii poznania i metafizyki są pierwszymi publikacjami tego 
typu w Polsce, zaś prace z psychologii i kosmologii (filozofii przyrody) wyprzedził swoimi 
publikacjami tylko o kilka lat K. Wajs

234

3.

 

Poglądy wyjściowe

Dla   Gabryla   filozofia   jest   wiedzą   ogólną,   która   „dąży,   o   ile   to   ludzkiemu   rozumowi   za 
pomocą przyrodzonych jego sił jest możebne, do poznania wszechrzeczy z ich najwyższych i 
ostatecznych przyczyn

235

. Filozofia jest nauką autonomiczną w stosunku do innych nauk. 

Jako taka posiada przedmiot formalny, materialny, cel i metodę. Nie oznacza to jednak, że 
filozofia może skonstruować dowolny obraz świata. Filozofia w ujęciu Gabryla – jak pisze A. 
Przymusiała – by była „wartościowa”, powinna uwzględniać wyniki innych nauk, ale tylko 
uwzględniać,   a   nie   zbierać

236

  Stąd   filozofia,   nawet   gdyby   mogła   dokonać   syntezy   nauk 

szczegółowych,  mimo  istniejących  w tych  naukach sprzeczności,  nie powinna tego robić, 
ponieważ   nie   jest   to   jej   celem.   Celem   i   „właściwym”   zadaniem   filozofii   jest   „poznanie 
rozumowe, o ile możności dokładnie, siebie i swego stosunku do Boga, jako najpierwszej i 
bezwzględnej przyczyny wszystkiego, co jest, poznanie wreszcie świata i uzyskanie w ten 
sposób jednolitego, wolnego od sprzeczności poglądu na świat i cele własnego życia

237

Franciszek   Gabryl   realizuje   trzy  powyższe   cele   filozofii   neoscholastycznej.   Posługuje   się 
metodą   historyczno-genetyczną   oraz   abstrakcją,   którą   uznaje   za   metodę   właściwą   dla 
metafizyki.   Związek   filozofii   z   innymi   naukami   jest   jednak   nieunikniony,   gdyż   filozofia 
niekiedy   korzysta   z   wyników   nauk   szczegółowych.   Ponadto   filozofia   jako   „wiedza 
najogólniejsza”   dostarcza   naukom   szczegółowym   w   ich   punkcie   wyjścia   „pewnika 
filozoficznego”, który umożliwia im rozpoczęcie badań naukowych. Stanowisko ucznia M. 
Morawskiego i S. Pawlickiego jest wymierzone przeciwko pozytywistycznej koncepcji nauki, 
według której filozofia ma jedynie uogólniać wyniki badań nauk szczegółowych. W jego 
ujęciu filozofia jest „kierowniczką badań naukowych”, i do niej powinny zwracać się nauki 
szczegółowe z prośbą, by wytłumaczyła im paradygmaty i zasadnicze kwestie, od których 
wychodzą w swoich badaniach. Na uwagę zasługuje również stosunek filozofii do teologii. 
Zdaniem Franciszka Gabryla teologia jest dziedziną wiedzy ważniejszą od filozofii, a jednak 
nie ogranicza ona autonomii samej filozofii. Teologia dzieli się na teologię przyrodzoną i na 
teologię nadprzyrodzoną. Teologia przyrodzona bada prawdy dostępne rozumowi ludzkiemu i 
przez to jest związana z filozofią, dla której „ze względu na zacność przedmiotu jest szczytem 
i koroną

238

. Z kolei teologia nadprzyrodzona weryfikuje prawdziwość swoich tez – nawet 

tych, które stanowią przedmiot materialny teologii przyrodzonej i filozofii konfrontując je z 
Objawieniem,   z   autorytetem   samego   Boga.   Z   tego   właśnie   powodu   teologia   jest   nauką 
wyższą  od  filozofii,   jednak Gabryl  zastrzega,   że  teologia   nie  wyznacza  filozofii  sposobu 

232

 Praca nie jest opatrzona rokiem wydania. Na podstawie publikacji odwołujących się do lubelskiego wydania 

Noetyki możemy przypuszczać, że została wydana w 1931 lub 1932 roku. 

233

  Zob.   J.   Kępa,   Marksizm   i   ewolucja,   Tarnów   1999;   Idem,   Stanowisko   Franciszka   Gabryla   wobec 

ewolucjonizmu. Szkic z historii filozofii przyrody, „Ełckie Studia Teologiczne”, t. 1, Ełk 2000, s. 129-140.

234

 Nie oznacza to, że przed Gabrylem nie publikowano podręczników z tych dziedzin. Można wymienić choćby 

skrypty   S.   Pawlickiego   pt.:  Psychologia  i  Historia   psychologii  (Kraków   1904.   W   Zbiorach   Księży 
Zmartwywstańców). Pracę Gabryla są pierwszymi podręcznikami neoscholastycznymi w Polsce.

235

 Cyt. F. Gabryl, Logika formalna, w: System filozofii, t. 1, Kraków 1899, s. 10 (dalej: Logika).

236

 Por. A. Przymusiała, Ks. Franciszek Gabryl…, dz. cyt., s. 260.

237

 Cyt. Logika, dz. cyt., s. 7. Por. Michalski, Stanowisko księdza Gabryla…, dz. cyt. s. 53-54.

238

 Cyt. Logika, dz. cyt., s. 13.

78

background image

widzenia rzeczywistości i zespołu podejmowanych przez nią zagadnień. Broniąc autonomii 
filozofii pisze, że „dlatego też dodatek w definicji filozofii: o ile to ludzkiemu rozumowi za 
pomocą przyrodzonych jego sił jest możebne, uważamy, wbrew przeciwnemu mniemaniu O. 
Morawskiego   za   potrzebny,   by   te   dwie   umiejętności,   z   których   każda   chce   badać 
wszechrzeczy z ich ostatecznych przyczyn, należycie oddzielone zostały

239

Główną dyscypliną filozoficzną jest metafizyka. Metafizyka według Gabryla to „umiejętność, 
badająca najwyższe zasady i przyczyny wszechrzeczy” oraz „wiedza najwyższych przyczyn 
bytu jako bytu

240

. Autor podręcznika z metafizyki dzieli metafizykę na ogólną i szczegółową. 

Metafizyka ogólna, czyli ontologia (ontozofia) to nauka o bycie myślnym. Byt myślny to byt 
najogólniej pojęty.  Metafizyka  szczegółowa natomiast bada byt  konkretny.  Byt  konkretny 
obejmuje:

 świat jako całość, jego cel i przyczynę istnienia (zagadnienia kosmologiczne);
 człowieka, jego naturę, poznanie i pożądanie (zagadnienia psychologiczne)

241

;

 przyczyny bytu i ich zależność od najwyższej przyczyny – Boga, oraz naturę Boga 

jako   przyczyny   wszechrzeczy   (zagadnienia   teologiczne,   które   zdaniem   Gabryla   są 
zwieńczeniem dociekań metafizycznych).

Metafizyka nie tylko jest możliwa, ale nawet konieczna

242

. O tym, że metafizyka jest możliwa 

świadczą   nauki   filozoficzne   takie   jak:   teodycea,   antropologia   filozoficzna   i   etyka,   które 
odpowiadają   na   następujące   pytania:   czy   istnieje   Bóg?;   czy   dusza   człowieka   jest 
nieśmiertelna?; czy człowiek posiada duchowość, wolną wolę?; czy istnieje różnica pomiędzy 
dobrem   i   złem?;   i   wiele   innych.   O   konieczności   metafizyki   świadczy   z   kolei   fakt,   że 
„metafizyką   choćby   nieświadomie,   bez   użycia   jej   nazwy,   posługuje   się   każdy   człowiek, 
pytając o początek i cel swojego istnienia. Przede wszystkim metafizyka jest potrzebna w 
życiu”

243

Gabryl  podkreśla ścisły związek pomiędzy metafizyką  a etyką.  Etyka  potrzebuje „norm i 
sankcji moralnych” wynikających z rozpoznania bytu, co umożliwia metafizyka. Wobec tego 
– dla niego – etyka niezależna od metafizyki nie ma swojego uzasadnienia, a nawet sensu. 
Metafizyka   bowiem   wskazuje   na   Boga   jako   na   dawcę   norm   moralnych   i   potwierdza 
zasadność tych norm wskazując na realne istnienie ich Dawcy, oraz na stosunek człowieka do 
Niego. Stąd według Gabryla metafizyka nadaje właściwy cel ludzkiemu życiu, uszlachetnia 
człowieka i kieruje go do Stwórcy

244

. Metafizyka  dostarcza  ponadto zasad do ujmowania 

poznawanej   rzeczywistości.   Zasady   te   to:   zasada   przyczynowości,   racji   dostatecznej, 
tożsamości i niesprzeczności.
Metafizyka i wywodząca się z niej psychologia (antropologia filozoficzna) potrzebują nauki 
weryfikującej   jej   tezy   i   nadającej   im   pewność.   Nauką   tą   jest   noetyka,   która   zdaniem 
Michalskiego jest probierzem wskazującym, czy neoscholastyk – tomista zrozumiał główne 
założenia swojego systemu, i czy pozostając im wierny potrafi obronić je przed zarzutami 
krytyki

245

239

 Cyt. tamże.

240

 Por. F. Gabryl, Metafizyka ogólna czyli nauka o bycie, Kraków 1903, s. 10-11 (dalej: Metafizyka).

241

 Jest to psychologia racjonalna, czyli antropologia filozoficzna.

242

 Por. Gabryl, Czym metafizyka ma jeszcze rację bytu?, Przegląd Powszechny, Kraków 1901, t. 71, s. 19-45. 

Por. wstęp do Metafizyki ogólnej czyli nauki o bycie, który jest rozszerzoną wersją tego artykułu.

243

 Cyt. A. Przymusiała, Ks. Franciszek Gabryl…, dz. cyt., s. 262. 

244

 Por. Metafizyka, dz. cyt. s. 31.

245

 Por. Michalski, Stanowisko księdza Gabryla…, dz. cyt., s. 51.

79

background image

4. Główne dziedziny zainteresowań:

A. Człowiek jako dusza i ciało. Osobnik i osoba. 

Antropologia filozoficzna (psychologia racjonalna) w ujęciu Gabryla stanowi swego rodzaju 
„apologię”   realistycznej   koncepcji   człowieka.   Autor   swoją   krytykę   kieruje   przeciw 
dualizmowi, spirytualizmowi, materializmowi i idealizmowi metafizycznemu

246

Jego zdaniem człowiek nie jest wyłącznie ani substancją rozciągłą (ciałem), ani substancją 
świadomą (myślącą, czyli duszą). Człowiek łączy w sobie te dwie płaszczyzny. Zagadnienie 
zjednoczenie   duszy   i   ciała   wg   Gabryla   jest   jednym   z   głównych   „problemów 
psychologicznych”.   Referuje   je   w   ujęciu   historycznym,   wyróżniając   dwa   kierunki: 
monistyczny   i   dualistyczny.   Kierunek   monistyczny   ogranicza   rozumienie   człowieka   do 
jednego pryncypium bytowego i w zależności od przyjętego wcześniej stanowiska monizm 
dzieli się na: monizm materialistyczny, paralelizm psychologiczny i monizm idealistyczny. 
Przy monizmie materialistycznym dowodzi się, że człowiek jest tylko ciałem, natomiast dusza 
to   tylko   inna   forma   ciała   lub   „fosforescencja   mózgu”.   Franciszek   Gabryl   referując   to 
stanowisko uważał, że jest ono na tyle naiwne i pozbawione uzasadnienia naukowego, że nikt 
„nie potraktuje go na serio”.  
Paradygmaty   monizmu   materialistycznego   zauważa   Gabryl   również   w   paralelizmie 
psychologicznym,  mimo  iż w ujęciu tym  nie neguje się istnienia  duszy jako pryncypium 
niematerialnego   człowieka.   Paralelizm   dowodzi,   że   każdemu   objawowi   psychicznemu 
towarzyszy   jakiś   objaw   fizjologiczny,   co   zdaniem   krakowskiego   neoscholastyka,   podlega 
krytyce z następujących powodów. Przyczyną zjawisk fizjologicznych lub fizycznych może 
być   tylko   zjawisko   fizjologiczne   lub   fizyczne,   natomiast   przyczyną   zjawiska   duchowego 
(psychicznego) może być tylko inne zjawisko duchowe. W konsekwencji nie jest możliwy 
związek duszy i ciała, zaś zachodzące zjawiska fizyczne i duchowe nie mają ze sobą związku. 
Sama zaś ich zmiana wynika z praw mechaniki i nie jest wyznaczona przez „pierwiastek” 
duchowy człowieka, czyli duszę. 
Tym   samym   Gabryl   wnioskuje,   że   paralelizm   psychologiczny   wyklucza   ujęcie 
perypatetycko–scholastyczne,   które   autor   wiąże   z   realizmem.   W   ujęciu   perypatetycko-
scholastycznym głosi się bowiem, że związek duszy i ciała ma charakter relacji jaka zachodzi 
pomiędzy formą i materią bytu. Za przyjęciem tego stanowiska opowiada się ponadto zdrowy 
rozsądek opierający się na doświadczeniu duchowo-fizycznej jedności człowieka i związku 
pryncypiów bytu. 
Monizm idealistyczny – zdaniem Gabryla – przyjmuje tylko istnienie pierwiastka duchowego 
(duszy, świadomości, jaźni). Stąd ciało jest wytworem duszy, wyobrażeniem, lub jakaś formą 
duchową.   Wobec   monizmu   idealistycznego   autor   wsuwa   zarzut   nieprzestrzegania   zasady 
niesprzeczności, ale wydaje się, że zarzut ten można postawić wobec monizmu w ogóle. 
Duszy i ciała nie utożsamia z kolei kierunek dualistyczny, które głosi, że dusza i ciało to dwa 
odrębne elementy struktury bytowej. Gabryl czyni dualizm przedmiotem swojej krytyki. 
Gabryl   proponuje   rozumienie   człowieka

247

  jego   duszy   i   ciała   w   ujęciu   antropologii 

Arystotelesa i związku z tym podejmuje zagadnienia: formy, substancji (

OUSIA

)

248

, substancji 

246

 Por. F. Gabryl, Psychologia, t. 2, Kraków 1906, s. 441-68 (dalej: Psychologia), a także Nieśmiertelność duszy 

ludzkiej w świetle rozumu i nowoczesnej nauki (Kraków 1895). 
Gabryl  nie odróżnia idealizmu i realizmu w sensie metafizycznym  i teoriopoznawczym.  Rozróżnienia tego 
dokonuje autor niniejszego artykułu za K. Ajdukiewiczem (Por.  Zagadnienia i kierunki filozoficzne, Kraków 
1949, s. 145). Mimo to Gabryl krytykuje idealizm teoriopoznawczy.

247

 Na uwagę zasługą „dowody” na jedność duszy i ciała, które Gabryl ukazuje na trzech płaszczyznach, oraz 

temat pochodzenia duszy i jej nieśmiertelności.

248

 Gabryl wyróżnia pięć określeń terminu 

OUSIA

byt konkretny, jednostkowy, samodzielny – 

TO

 

DE

 

TI

;  

istota – 

TO

 

TI

 

EN

 

EINAI

;

80

background image

pierwszej i drugiej, materii i materii pierwszej. Jego zdaniem substancja pierwsza, jeżeli nie 
stanowi   części   jakiegoś   bytu,   lecz   istnieje   sama   przez   się,   jest   wówczas   osobnikiem 
(S

UPPOSITUM

, S

UBSISTENS

, H

IPOSTASIS

). Jeżeli zaś osobnik jest istotą rozumną, wtedy jest osobą 

(suppositum rationale)

249

.      

Substancja pierwsza (P

ROTE

 

OUSIA

) to jednostkowy byt, konkretnie istniejący, zaś substancja 

druga   (D

EUTERA

   

OUSIA

)   to   pojęcie   substancji   pierwszej   ,   czyli   „idea   rzeczy”.   Substancja 

pierwsza dzieli się na zupełną (drzewo, dusza ludzka) i niezupełną (np. liść; dusze roślin i 
zwierząt). Cechą substancji jest to, że jest  subsistentia. Franciszek Gabryl termin ten   - jak 
twierdzi przyjmuje za Akwinatą i Suarezem – rozumie go jako „samoistność

250

. Subsistentia 

(samoistność) w odniesieniu do osoby oznacza jej osobowość. Stąd Gabryl określa definiuje 
osobę jako „substancję pierwszą, rozumną, indywidualną, zupełną i całą w sobie (persona est 
substantia rationalis, singularis, integralis, completa, tota in se
)”

251

. U Gabryla pojawia się 

również   zagadnienie   istoty   i   istnienia   człowieka,   charakteru   różnicy   pomiędzy   istotą   a 
istnieniem i zagadnienie przyczyn (materialnej, formalnej, sprawczej i celowej), z którego 
Gabryl wywodzi zasady dostatecznego powodu, przyczynowości i celowości. Przy temacie 
istnienia i istoty krakowski neoscholastyk podaje swój „słownik terminów filozoficznych”, 
określa, czym jest byt, natura, istota, istnienie (esse, existentia)

252

. I tak: 

 Bytem jest to, co jest. Byt można badać jako coś co jest, bez względu na to, co jest, lub 

czy w ogóle jest. 

 Istota „jest tym, co najpierw w rzeczy spostrzeżonej lub pomyślanej pojmujemy”. Jest 

zatem podstawą naszych określeń rzeczy. Jest tym bez czego byt nie mógłby istnieć, ani 
nie byłoby jego pojęcia.

 Natura   jest   „istotą   rzeczy   w   odniesieniu   jej   do   działania,   czyli   pojmowana   jest   jako 

źródło, z którego wypływa działanie rzeczy

253

 Istnienie jest tym elementem bytowym, który powoduje, że byt nie jest nicością. Istnienie 

nie jest ponadto przypadłością. Jest zrozumiałe same z siebie i nie należy go tłumaczyć

254

 
Gabryl w swoich rozważaniach daje wyraźnie przewagę istocie nad istnieniem. Istota jest tu 
„gwarantem istnienia”. Mimo, że Gabryl skłania się do ujęcia Suareza i Awicenny, to jednak 
pisze, że istnienie nie jest przypadłością. 

B. Poznanie człowieka

Teoria poznania w ujęciu Franciszka Gabryla jest propozycją wymierzoną w subiektywizm i 
agnostycyzm, idealizm, materializm i pozytywizm w poznaniu.
Gabryl   w   noetyce   opowiada   się   za   ujęciem   poznania   według   Arystotelesa   i   Tomasza   z 
Akwinu,   dystansując   się   tym   samym   propozycji   idealistycznych,   materialistycznych   i 

powszechnik – 

TO

 

KATHOLOU

;

rodzaj – 

TO

 

GENOS

;

podmiot – 

TO

 

UPOHEIMENON

.

249

  Gabryl   posługuje   się   Boecjańska   definicją   osoby   (persona   est   rationalis   naturae   individua   substantia). 

Wskazuje na wpływ dogmatów chrześcijańskich na sformułowanie zagadnienia osoby ludzkiej.

250

  Wydaje  się, że określenie subsystencji  było  o wiele bardziej zasadne, ale w tym  przypadku  nie byłoby 

adekwatne do esencjalizującej metafizyki Gabryla.  

251

 Cyt. Metafizyka, dz. cyt. s. 330.

252

 Terminów esse existentia Gabryl używa zamiennie jako synonimów.

253

 Cyt. Metafizyka, dz. cyt., s. 115. Gabryl wyróżnia następujące typy istot bytu: jednostkowe, ogólne, fizyczne, 

metafizyczne, możliwe, rzeczywiste.

254

 Należy dodać za M. Gogaczem, że „w tomizmie tradycyjnym przez istnienie rozumie się stałą relację bytu 

jednostkowego   do   Boga.   Jeżeli   jest   to   stała   relacja,   to   tym   samym   staje   się   akt   istnienia,   stwarzanie   i 
podtrzymywanie  w istnieniu. Akt  istnienia jest  tu utożsamiony z urealnieniem  i  aktualizowaniem  bytu.  To 
rozumienie istnienia wynika z połączenia wykładu o pryncypiach istotowych bytu z liniowym układem przyczyn 
i skutków” Cyt. M. Gogacz, Elementarmetafizyki, Warszawa 1987, s. 145. 

81

background image

pozytywistycznych. Odwołując się do arystotelesowskiej zasady  nihil est in intellectu quod 
non prius fuerit in sensu
, pod wpływem J. Balmesa

255

, przyjmuje następujące źródła poznania:

1. świadomość siebie, która jest polem doświadczenia wewnętrznego;
2. zmysły, które odbierają informacje z otoczenia zewnętrznego; 
3. porównywanie pojęć wyabstrahowanych („oderwanych”) w sądach analitycznych;
4. wnioskowanie będące podstawą sądów w dedukcji i indukcji;
5. wiara jako doświadczenie, które pochodzi od innych ludzi

256

Człowiek jako jedność duszy i ciała nie jest tylko duchem, ani tylko materią. Do właściwego 
sobie poznania i pożądania potrzebuje i duszy i ciała. Gdyby człowiek był tylko duchem, jego 
życie straciłoby swój podstawowy walor, jakim jest wymiar ludzki. Stąd korzyść z posiadania 
ciała   ludzkiego   jest   oczywista.   Człowiek   poznaje   za   pośrednictwem   zmysłów,   które   są 
„ogniwem pośrednim” pomiędzy światem zewnętrznym a intelektem. Zmysły dzielą się na 
zewnętrzne i wewnętrzne. Zmysły zewnętrzne pośredniczą w nawiązaniu kontaktu z bytami, 
zaś   zmysły   wewnętrzne   są   odpowiedzialne   za   wytworzenie   obrazu   (species)   bytu,   który 
uzyskały zmysły zewnętrzne. Zmysły wewnętrzne przekazują ów obraz rzeczy intelektowi, 
który go „uduchawia” i następnie przedstawia go przy pomocy abstrakcji w pojęciach. Pojęcia 
z kolei poddaje się procesowi sądzenia i wnioskowania. 
Wiarygodność   procesu   poznawczego   zależy   przede   wszystkim   od   zmysłów,   które   – 
powtórzmy   –   przekazują   informacje   o   świecie   zewnętrznym.   Sama   zaś   wiarygodność 
świadectwa   zmysłów   wiąże   się   z   tym,   jaką   rolę   w   procesie   poznawczym   przypiszemy 
podmiotowi  poznającemu,  a jaką przedmiotowi  poznawanemu.  W  związku  z  tym  Gabryl 
dzieli teorię poznania na: subiektywistycz

257

  i obiektywistycz

258

. W subiektywistycznej 

teorii   poznania   -   zdaniem   krakowskiego   tomisty   -  słusznie   podkreśla   się   fakt,   iż   nie   ma 
poznania   bez   podmiotu,   gdyż   przedmiot   poznawany   musi   być   w   jakimś   związku   z 
przedmiotem poznającym. Ujęcie to nie może być jednak przyjęte z powody następujących 
błędów:

 podmiot i przedmiot nie mogą być tym samym. Nie można zanegować istnienia 

przedmiotowego   świata.   Skutkiem   tego   zabiegu   byłoby   pozbawienie   władz 
zmysłowych wyobrażeń;

 utożsamienie   powodu   powstawania   wyobrażeń   zmysłowych   z   samymi 

wyobrażeniami.   Wrażenia   są   bowiem   tym   przez   co   poznajemy,   a   nie   tym,   co 
poznajemy;

 utożsamienie wrażeń i wyobrażeń;
 uznanie, że wyobrażenia pochodzą od Boga (ich przyczyną są substancje rozciągłe 

i materialne, które oddziaływują  na zmysły, czyli „świat realnie istniejący”).

Gabryl dochodzi do wniosku, że „rozum wsparty na spostrzeżeniach zmysłowych, może na 
pewno poznać istnienie poszczególnych przedmiotów materjalnych oraz ich przypadłości

259

. 

Poznanie zmysłowe – mimo zakłóceń, które mogą w nim wystąpić

260

 - jest pewnym źródłem 

poznania  bytów   jednostkowych   oraz  ich  przypadłości.   Nie oznacza  to  jednak,  że  zmysły 
posiadają   bezwzględną   wartość   i   pewność   poznawczą,   ponieważ   mogą   nieprawidłowo 
odczytać rzeczywistość.

255

 Por. J. Balmes, Philosophie fondamentale, t. 1, Liége 1852, s. 223-299. Na uwagę zasługuje opracowanie M. 

A. Krąpca Poznawać czy myśleć, w: Dzieła, t. 8, Lublin 1994, s. 9-15.  

256

 Por. Gabryl, Noetyka, Lublin 1931

2

, s. 58 (dalej: Noetyka).

257

  Do   subiektywistycznej   teorii   poznania   zalicza:   starożytnych   fenomenalistów;   subiektywizm   Hobbesa, 

Kartezjusza i Locka; idealizm Berkeley’a, Lebniza, okazjonalizm; transcendentalizm Kanta; idealizm niemiecki. 

258

 Obiektywistyczne teorie poznania wiąże z Arystotelesem i Tomaszem z Akwinu.

259

 Por. Noetyka, dz. cyt., s. 121.

260

 Zakłócenie funkcjonowania władz zmysłowych mogą wystąpić np. podczas choroby.

82

background image

Gabryl opowiadając się za obiektywistyczną teorią poznania, która jego zdaniem wiąże się z 
realizmem umiarkowanym

261

, wskazuje na następujące założenia tego ujęcia:

 świat istnieje realnie;

pojedyncze   spostrzeżenia   podlegają   weryfikacji   poprzez   porównywanie   ich   z 
innymi   spostrzeżeniami.   Wiarygodność   spostrzeżeń   podlega   logicznej   zasadzie 
oceniania, która wiąże się z obserwacją i metodyczno – krytycznym myśleniem. 
Gabryl   za   E.   Fischerem   uważa,   że   „zawsze   […]   pojedyncze   spostrzeżenia 
zmysłowe stanowią, jak tego uczy doświadczenie, także i dla naukowego badania 
stałą i konieczną podstawę

262

 ;

 cechy pierwszorzędne tkwią w rzeczach. Zaś cechy drugorzędne tkwią lub nie 

tkwią w nich. Jeżeli nie tkwią z bytach (rzeczach poznawanych) to są wytworem 
podmiotu poznającego (K. Gutberlet);

odróżnienie przedmiotu od jego obrazu psychicznego (species – „obraz rzeczy”).

Gabryl podkreśla rolę species w procesie poznawczym. Pisze, że neoscholastycy powszechnie 
przyjmują konieczność istnienia  species, niemniej jednak każdy z nich inaczej je rozumie i 
przy zagadnieniu tym nie ma jednego stanowiska. Franciszek Gabryl za De Veritate Tomasza 
z Akwinu przyjmuje, że species jest medium quod poznania

263

, zaś za Arystotelesem uważa, 

że   podmiot   przez   nasze   spostrzeżenie   nie   doznaje   żadnej   zmiany,   samo   poznanie   jest 
stosunkiem   do   przedmiotu,   ale   jednostronnym,   ponieważ   zmiana   zachodzi   od   strony 
podmiotu

264

Zdaniem   neoscholastyka   z   Krakowa   empirycznie   nie   można   udowodnić  species  i   „nie 
wiadomo   czy   kiedykolwiek   zostanie   udowodnione

265

  Jednak   istnienie  species  jest 

niepowątpiewalne. Species wskazuje na związek między przedmiotem i podmiotem

266

.

Obok   zmysłów   źródłem   poznania   jest   świadomość.   Na   istnienie   świadomości   wskazuje 
introspekcja, która już w starożytności była uznana jako metoda „poznania samego siebie”. 
Człowiek  jest  jednością   duszy i  ciała,   jednością   objawów   psychicznych  (duchowych)

267

  

fizycznych.   Poprzez   objawy   fizyczne   nie   można   wytłumaczyć   objawów   psychicznych, 
dlatego należy ich przyczyny należy szukać w duszy człowieka

268

.  

Gabryl   na   określenie   świadomości   używa   też   terminów:   jaźń   i  conscientia.   Dzieli 
świadomość na świadomość typu umysłowego i typu zmysłowego. Świadomość zmysłowa 
jest to czucie, które jest wspólne i człowiekowi i zwierzęciu. Człowiek posiada je nawet 
podczas   snu.   Świadomość   tego   typu   jest   odpowiedzialna   za   podtrzymywanie   funkcji 
organicznych  organizmu.  Świadomość  umysłowa przysługuje z kolei tylko  człowiekowi  i 
wyraża się w zdolności do refleksyjnego poznania. Świadomość umysłowa więc wiąże się z 
działaniem intelektu i woli, a przez nie również władz zmysłowych. 
Autor  Noetyki  używa – zapożyczonego z filozofii niemieckiej – podziału na świadomość i 
samowiedzę.   Świadomość   w   tym   rozumieniu   to   „władza   spostrzegania   swych   aktów   i 
stanów”, ujęcie tego, co w danym momencie doznajemy. Zaś samowiedza to poinformowanie 

261

 Michalski zarzuca Gabrylowi, że ten opowiada się za realizmem naiwnym.

262

 Por. Noetyka, dz. cyt., s. 194. Stawisko to popierają Gutberlet, Pesch, Commer, Mercier, Domet de 

Vorges, Schiffini oraz inny neoscholastycy.

263

 Teza ta przeciwstawia się realizmowi naiwnemu.

264

 Por. Noetyka, dz. cyt., s. 203-204.

265

 Cyt. Tamże, s. 198.

266

  Gabryl   wyróżnia  species   impressa  i  expressa.  Species  impressa  ma miejsce  wówczas,   gdy wrażenie   są 

zapisane w świadomości w sposób bierny. Natomiast species expressa – przeciwnie, ma charakter czynny i ma 
miejsce wtedy, gdy podmiot posługuje się tym obrazem jako środkiem do poznania jakiegoś przedmiotu.

267

 Wydaje się, że Gabryl utożsamia psychikę człowieka z jego duchowością. 

268

 Nie wszystkie procesy fizyczne w człowieku są świadome (np. trawienie, obieg krwi). Świadome są stany 

wewnętrzne tzn. te, które są bezpośrednio związane z duszą (akty woli, myślenie, czucie, pożądanie). Stany te 
przedstawiają się w sposób „konkretny”, czyli tak jak je człowiek aktualnie przeżywa. 

83

background image

rozumu   poznającego,   o   tym   co   się   w   nim   dzieje,   refleksja.   Człowiek   może   postrzegać 
świadomie swoje działanie, siebie zaś jako podmiot tego działania, ubocznie; lub przeciwnie: 
człowiek może uczynić siebie bezpośrednim podmiotem swojego rozważania. W pierwszym 
przypadku,   świadomość   będzie   bezpośrednia   wobec   przedmiotu   działania,   ubocznie   zaś 
będzie   obejmowała   samo   działanie.   W   drugim   przypadku   bezpośrednim   przedmiotem 
świadomości będzie sam podmiot świadomości. 
Świadomość pierwszego rodzaju nazywamy niedoskonałą, współtowarzyszącą, albo prostą 
(conscientia directa, concomitans, imperfecta), drugiego rodzaju – świadomością doskonałą, 
refleksyjną i filozoficzną. Świadomość drugiego typu wiąże się z samowiedzą i posiadają ją 
istoty   rozumne.   Świadomość   jest   stała   mimo   zmian,   które   zachodzą   w   ciele   i   psychice 
człowieka. Granice poznania świadomości wyznacza jej sama substancja i specyfika poznania 
człowieka. 
Świadomość umożliwia sformułowanie sądów: bezpośredniego i pośredniego.   Świadomość 
jako sąd bezpośredni (iudicium conscientiae immediatum) jest koniecznie prawdziwy. Jest 
tym   sądem,   który   odnosi   się   do   tego,   co   aktualnie   doznaje   przedmiot   poznający

269

. 

Świadomość   jako   sąd   pośredni   (iudicium   conscientiae   medium)   jest   już   spekulacją 
świadomości nad własną naturą i nad jej przyczyną. Pośredni sąd świadomości jest sądem 
pochodnym, zawierającym w sobie większy zasób informacji (refleksji), niż sąd bezpośredni. 
W sądzie  pośrednim poszukuje się przyczyn  sądu bezpośredniego.  Dlatego  Gabryl  pisze: 
„tylko bezpośrednie sądy świadomości są koniecznie prawdziwe, sądy zaś pośrednie mogą 
być prawdziwe lub fałszywe stosownie do tego, czy są zgodne z przedmiotowym stanem 
rzeczy

270

. Sądy świadomości mają podwójny charakter. Mogą orzekać, że coś istnieje (np. ja 

jestem), oraz wskazywać, czym coś jest (np. Jan jest człowiekiem)

271

Świadomość posługuje się pojęciami. Podstawą pojęć jest wrażenie i wyobrażenie. Wrażenie 
jest skutkiem wpływu rzeczy poznawanej na zmysły

272

. Gabryl pisze, że w momencie kiedy 

bodziec (podnieta) przestaje oddziaływać na zmysły, wrażenie wywołane przez ten bodziec 
nie zanika, lecz jest obecne w świadomości ludzkiej. Wrażenia są porównywane i zestawiane 
ze sobą. W procesie tym uczestniczy pamięć i wyobraźnia, a porównywanie to ma miejsce w 
świadomości.   Skutkiem   wrażenia   jest  phantasma  (Arystoteles),   lub  imago,  species 
(scholastycy). Wrażenia scala zmysł wspólny (sensus communis). Jest to konieczne z tego 
powodu, że żaden ze zmysłów nie jest w stanie sam postrzegać własnych czynności.
Wyobrażenie jako konkretny obraz poznawanego bytu jednostkowego jest „metą zmysłowego 
procesu poznawczego”

273

. Wyobrażenie nieodłącznie wiąże się z „obrazem rzeczy”. Obraz 

rzeczy jest podobieństwem rzeczy poznawanej, zaś podobieństwo jest wizerunkiem, za przy 
którego poznajemy rzecz

274

. Przy pomocy wyobrażeń dusza może bezpośrednio poznawać 

każdą rzecz, która podpada pod poszczególne zmysły. Gabryl dodaje, że wyobrażenie nie jest 
władzą duchową i nie należy utożsamiać go z wrażeniem.
Poznanie zmysłowe „kończy się” w momencie, kiedy władze zmysłowe utworzą „obraz

275 

odzwierciedlający przedmiot oddziaływujący na zmysły. Poznanie zmysłowe nie jest jednak 
kresem poznania ludzkiego, o czym informuje nas świadomość. Dlatego Franciszek Gabryl 
pisze, że „(…) obrazy poznawanej rzeczywistości, obrazy, różniące się nie tylko stopniowo, 
lecz wprost co do natury od wyobrażeń, jeżeli dalej przekonamy się, że z owych obrazów 
rzędu   wyższego   utworzone   kombinacye   w   niczem   są   niepodobne   do   kojarzenia 

269

 Por. Noetyka, dz. cyt., s. 63.

270

 Cyt. Tamże, s. 64.

271

 Można doszukać się tu pewnej analogii do sądów egzystencjalnych i orzecznikowych w ujęciu M. A. Krąpca. 

Por. Metafizyka, Lublin 1988, s. 35-39, 108-111; Tenże, Realizm ludzkiego poznania, Lublin 1995

2

, s. 547-562. 

272

 Por. Psychologia, t. 1, dz. cyt., s. 105.

273

 Cyt. Noetyka, dz. cyt., s. 204.

274

 Por. Psychologia, t. 1, dz. cyt., s. 172.

275

 Gabrylowi chodzi oczywiście o species sensibilis.

84

background image

automatycznego   wyobrażeń,   wówczas   zmuszeni   będziemy   przyjąć   dla   takich   wytworów 
psychicznych inne źródło ich pochodzenia, aniżeli zmysły

276

Na   poziomie   świadomości   człowiek   może   obejmować   nie   tylko   jakiś   poszczególny 
przedmiot, ale ich niezliczoną ilość, niezależnie czy są jednorodne, czy różnorodne. Wobec 
tego   wyobrażenie   nie   jest   pojęciem

277

  ponieważ   pojęcie   to   „zbiór   cech,   drogą   abstrakcji 

myślnej uzyskanych, a wyrażających istotę rzeczy przez nią poznawanych”

278

.

Zdaniem krakowskiego tomisty poznanie ludzkie powinno spełniać następujące warunki, by 
zachodził proces poznawczy:

 musi istnieć związek pomiędzy podmiotem a przedmiotem poznania;
 przedmioty poznawane, ich cechy fizyczne nie „wchodzą” do duszy.  Z drugiej 

strony – dusza nie wychodzi z ciała, aby poznać rzeczywistość zewnętrzną;

 przedmiot   oddziaływuje   na   podmiot   poprzez   species   („obraz”),   które   jest 

pośrednikiem pomiędzy rzeczą a umysłem;

 w   procesie   poznawczym   nie   można   przyjąć   ani   skrajnego   empiryzmu,   ani 

skrajnego   intelektualizmu.   Poznanie   ludzkie   łączy   w   sobie   i   empiryzm   i 
intelektualizm zgodnie z zasadą:  nihil est in intellectu quod non prius fuerit in  
sensu
;

 by obraz zmysłowy mógł  być  pośrednikiem  poznania od zmysłów  do umysłu, 

umysł musi wydobywać z niego to, co odpowiada poznaniu umysłowemu. Jest to 
możliwe dzięki jedności duchowo-cielesnej człowieka. Wspólne działanie władz 
zmysłowych   i   umysłowych   wynika   ze   wspólnego   źródła   –   duszy.   Obraz 
poznawczy powstaje przy współudziale duszy i dlatego intelekt (intelekt czynny) 
może zwrócić się do niego.   

Zdaniem Gabryla człowiek posiada jeden intelekt, który ma dwie funkcje: czynną (abstrakcja) 
i możnościową, dzięki której „aktualnie poznaje sposobem umysłowem rzecz konkretną

279

. 

Terminu   „intelekt   możnościowy”   nie   należy   rozumieć   w   sposób   dosłowny,   nie   jest   on 
oddzielną władzą, jak dowodzili scholastycy i Tomasz z Akwinu, ani przypadłością intelektu. 
Z kolei  intelekt  czynny  oświeca  uzyskane  od władz  zmysłowych  species  sensibiles, oraz 
dokonuje na nich abstrakcji. Na skutek abstrakcji uzyskuje się pojęcia ogólne. Pojęcia jako 
ogólne i wspólne dla wielu jednostek są przystosowywane do jednostek, wobec których mogą 
być urzeczywistnione (abstrakcja uogólniająca). Na skutek procesu abstrakcji otrzymujemy 
ogólne  pojęcia   rzeczy poznawanej.  Pojęcia  takie  są  ogólne,  ponieważ  zostały dopiero  co 
oderwane, od tego, co konkretne i przystosowane do wielu jednostek, w których mają być 
urzeczywistnione.   Jest   to   ostatni   etap   procesu   poznawczego:   uogólnianie.   Wówczas 
przedmiot poznający przestaje być niezdeterminowany w stosunku do poznania, nie jest już 
tabula   rasa,  ponieważ   dysponuje   już   „środkiem   poznawczym”,   w   postaci   pojęć,   przy 
pomocy,   których   można   poznać   w   sposób   sobie   właściwy   otaczającą   go   rzeczywistość. 
Intelekt nie tylko przyjmuje „uduchowiony obraz duszy

280

, ale również „wciska go w siebie”, 

utożsamiając się z tym obrazem. To upodobnienie do obrazu duchowego rzeczy jest dziełem 
intelektu biernego („umysłu biernego”; intellectus possibilis). 

276

 Cyt. Psychologia, t.2, dz. cyt., s. 236. 

277

 Gabryl polemizuje z T. Ribotem, który utożsamia wyobrażenie z pojęciem. Por. T. Ribot, Evolution des idées 

generales, Paris 1897, oraz F. Gabryl,  Wyobrażenie typiczne a pojęcie, „Kwartalnik teologiczny”, r. 3, z. ¾, 
Warszawa 1904, s. 177-192.

278

  Cyt.  Psychologia, t. 2, dz. cyt., s. 236. Gabryl przeprowadza analizę historyczną zagadnienia pojęcia i jej 

krytykę. 

279

  Cyt.   Tamże,   dz.   cyt.,   s.   258.   Zdaniem   Gabryla   nieporozumieniem   jest   również   rozumienie   rozumu 

spekulatywnego i praktycznego jako dwóch odrębnych władz. 

280

 Chodzi oczywiście o species intelligibilis.

85

background image

Nie   można   przyjąć   „migracji”  species   intelligibilis  z   intelektu   czynnego   do   intelektu 
możnościowego.   Bowiem   umysł   czynny   w   procesie   abstrakcji   przyjmuje   informacje   o 
ogólnych cechach przedmiotu poznawczego, a następnie upodobnia się do tych informacji, do 
utworzonego  species intelligibilis. Upodobnienie to przypomina  zachowanie się wosku, w 
którym odciska się pieczęć. W ten sposób, tak jak pieczęć i wosk stają się tym samym, tak 
łączą się ze sobą funkcje czynne i bierne intelektu.
Gabryl   wyróżnia   abstrakcję   spontaniczną   i   uogólniającą.   Abstrakcja   uogólniająca   jest 
skutkiem abstrakcji spontanicznej i „zmienia pojęcia ogólne potencjalnie na pojęcia formalnie 
ogólne”.   Proces   abstrahowania   tych   pojęć   można   –   według   Gabryla   –   podzielić   na 
następujące etapy:

 zwrócenie uwagi na pewną ilość przedmiotów;
 pamięć nasuwa obrazy rzeczy;
 abstrakcja odrywająca w kilku zauważonych przedmiotach cechy wspólne;

uogólnianie, które skupia w sobie „cechy jednakowe przedmiotów, wskutek czego 
pojęcie takie wyraża istotę rzeczy wspólną kilku przedmiotom, wreszcie nadanie 
nazwy pojęciu”

281

.

Gabryl   dodaje,  że  ostatni  z  tych  elementów  nie  jest  wprawdzie  koniecznie  potrzebny  do 
utworzenia pojęć formalnie ogólnych, ale przyczynia się do powstania tych pojęć. 
W momencie kiedy umysł ludzki ujmuje spostrzeżone cechy wspólne kilku bytów w jedną 
całość, otrzymuje „wzór idealny”, który odpowiada dowolnej ilości jednostkowych bytów. 
Powstają w umyśle wówczas pojęcia gatunkowe i rodzajowe. Uzyskane w ten sposób pojęcie 
oddaje treść poznanej rzeczy, jej natury (

TO

 

TI

 

ESTIN

QUOD

 

QUID

 

EST

).

Abstrakcja uogólniająca nie kończy się utworzeniem pojęć gatunkowych i rodzajowych, które 
są utworzone z informacji dostępnej władzom zmysłowym, ale również w sposób analogiczny 
tworzy   pojęcia   hierarchiczne,   aż   w   konsekwencji   dochodzi   do   pojęć   transcendentalnych. 
Pojęcia transcendentalne nie dotyczą już realnie istniejących bytów („jestestw fizycznych”), 
lecz „jestestw logicznie możliwych

282

.

Powoduje   to,   że   „myśl   o   rzeczy   staje   się   jaśniejszą,   więcej   dokładną,   bo   odrzuca   balast 
szczegółów, w których jest zanurzona istota rzeczy, a uwagę całą skupia na składniki rzeczy 
niezbędne, niezmienne i stałe, przez to zaś pozwala jednym niejako rzutem objąć wszystkie 
jednostki tego samego rodzaju lub gatunku, wszystkie fakta pewnego rzędu, wykrywa prawa 
ich bytowania i działania.  W końcu wspomaga ona [tj. abstrakcja uogólniająca] nas przy 
ugrupowaniu pojęć według ich wyższości logicznej, sprowadza je do coraz wyższej jednostki 
i   w   ten   sposób   przez   sądy   oraz   wnioski   prowadzi   do   wiedzy,   która   nie   może   mieć   za 
przedmiot tego, co szczegółowe, tylko to, co ogólne

283

.

Franciszek Gabryl  podkreśla rolę sądu i wnioskowania  w ujęciu  psychicznym.  Przez sąd 
rozumie „taką czynność umysłu, w której pojęcie obrane za przedmiot, bliżej oznaczamy 
przez przyznanie mu lub odmówienie znamienia lub znamion, któreśmy jako przedmiotowo z 
niem   identyczne   lub   nienależące,   dostrzegli

284

  Z   kolei   wnioskowanie   jest   „czynnością 

umysłu, za pomocą której z prawd lub prawdy znanej, wysnuwamy prawdę nieznaną nam 
przedtem. Wnioskowanie, więc jest tem dla umysłu, czem mikroskop lub luneta dla oka, 
środkiem   wspomagającym   czynność   analizy   i   syntezy,   jakie   przy   tworzeniu   sądów 
zauważyliśmy

285

281

 Cyt. Psychologia, dz. cyt., t.2, s. 264. 

282

 Cyt. tamże, s. 265-266.

283

 Cyt. tamże, s. 266.

284

 Cyt. tamże, s. 271.

285

 Cyt. tamże, s. 275.

86

background image

Autor  Psychologii  wyróżnia  cztery rodzaje wnioskowania: bezpośrednie (sama przesłanka 
wskazuje   na   wniosek),   pośrednie   (kiedy   potrzebne   jest   dodatkowe   wnioskowanie), 
dedukcyjne (od ogółu do szczegółu) i indukcyjne (od szczegółu do ogółu). 
Franciszek   Gabryl   pisze   również   o   poznaniu   namysłowym,   które   rozumie   jako   refleksję 
umysłu nad samym sobą. Wiąże je ze zdolnością do refleksyjnego myślenia. W poznaniu 
namysłowym   doświadczamy   bowiem   tego   kim   jesteśmy,   jak   poznajemy,   jaka   jest   nasza 
natura. Dusza jednak bezpośrednio nie poznaje swojej natury, lecz   tylko przez dedukcję. 
Gabryl  krytykuje  indukcję, która  jego zdaniem  nie nadaje się  do badania  natury duszy i 
ludzkiego   poznania,   o   czym   świadczy   chociażby   wielość   koncepcji   człowieka   w   historii 
filozofii. 
Przy poznaniu istoty należy korzystać zatem z pojęć analogicznych, zaczerpniętych z rzeczy 
poznawanych. Dlatego natury duszy nie można określić przy pomocy wnioskowania. Przy 
poznaniu   namysłowym   nie   posługujemy   się   wnioskowaniem,   gdyż   w   poznaniu   tym 
bezpośrednio  doświadczamy,  że dusza istnieje.  W tym  przypadku  dusza bezpośrednio,  w 
akcie jakiegoś przedmiotu poznaje siebie jako istniejący podmiot poznania. 
Ponadto krakowski tomista za źródło poznania uznaje świadectwo. Świadectwo jako źródło 
poznania opiera się na wierze. Dla Gabryla „wierzyć oznacza uznać jakiś fakt lub twierdzenie 
za prawdziwe jedynie dla powagi tego, który twierdzenie objawia

286

. Stąd wiara nie jest 

tożsama z wiedzą. Wiedza jest pewna z powodu oczywistości samego podmiotu poznającego, 
wiara zaś opiera się na autorytecie zewnętrznym. 
Nie oznacza to jednak, że nie można uzgodnić ze sobą wiary i rozumu. Gabryl za Tomaszem 
z Akwinu, pisze, że wiara i rozum nie wykluczają się, ponieważ dotyczą tej samej prawdy. 
Nie   wszystkie   jednak   prawdy   są   dostępne   rozumowi   ludzkiemu   (tajemnice;   prawdy 
objawione) i te jako takie są objawione przez Boga, który jest gwarantem ich prawdziwości. 
Nie oznacza  to jednak, że to, co jest prawdziwe na płaszczyźnie  filozofii,  nie może  być 
prawdziwe   na   płaszczyźnie   objawionej

287

  Stąd   autor  Noetyki  przy   zagadnieniu   granic 

poznania   pisze,   że   wyznacza   je   sam   proces   poznawczy.   Natura   człowieka,   jego   proces 
poznawczy,   oraz   prawdy   jego   dotyczące   są   niezmienne   i   stąd   nie   można   mówić   o 
progresyzmie. Progresyzm zaś jest możliwy tylko w prawdach nauk szczegółowych. Prawdy 
metafizyczne, moralne, religijne, a nawet polityczne (jako wynikające z prawd moralnych) są 
niezmienne. 
Na uwagę zasługuje również zagadnienie kryteriów prawdy. Gabryl wyróżnia tradycyjne i 
subiektywne   kryteria   prawdy,   które   poddaje   krytyce,   oraz   oczywistość   jako   najwyższe 
kryterium prawdy. Do kryterium tradycyjnego zalicza: 1) wiarę w Objawienie (B. Pascal, L. 
Bonald); 2) powszechną zgodę (F. De Lamennais, L. Bautain); 3) najmniejsze zużycie siły (R. 
Avenarius, L. Naire), zaś do subiektywnego – 1) wyraźność i jasność (Kartezjusz); 2) zdrowy 
rozsądek (T. Reid i szkoła szkocka); 3) imperatyw moralny (Kant); 4) konieczność myślenia 
(H. Spencer); 5) działanie (W. James, E. Le Roy, M. Blondel).
Oczywistość   jako   najwyższe   kryterium   prawdy   przyjmowane   jest   przedmiotowe, 
wewnętrzne

288

  i   bezpośrednie.   Zaś   oczywistość   to   jasność,   z   jaką   dana   prawda   o   rzeczy 

przedstawia się intelektowi. I dlatego intelekt wie, że zna rzecz jako taką, a nie jako inną. Za 
prawdy   oczywiste   uznaje   Gabryl:   istnienie   samowiedzy,   zdolność   rozumu   do   poznania 
prawdy i pierwsze zasady poznania. 

286

 Cyt. Noetyka, dz. cyt, s. 278.

287

 Por. Tamże, s. 364. Gabryl odwołuje się do postanowień V Soboru Laterańskiego i I Soboru Watykańskiego, 

według których „wiara nie może przeciwstawiać się prawdzie”.

288

 Za kryteria zewnętrzne uznaje Gabryl kryterium tradycyjne.

87

background image

C. Pożądanie człowieka

Przy zagadnieniu pożądania Gabryl wskazuje na związek pomiędzy poznaniem i pożądaniem, 
a   zarazem   podkreśla   pierwszeństwo   poznania   wobec   pożądania.   Przedmiot   poznawany 
wpływa na podmiot ukazując się mu jako coś dobrego i powoduje pożądanie lub jako coś 
złego   i   budzi   w   nim   odrazę.   Pożądanie   jest   więc   konsekwencją   skierowania   się   do 
przedmiotu.   Dlatego   –   powtórzmy   –   by   pożądać   jakiś   przedmiot,   należy   go   wcześniej 
poznać

289

  Gabryl   krytykuje,   więc   te   rozumienia   pożądania,   w   których:   1)   utożsamia   się 

poznanie i pożądanie i 2) daje się pierwszeństwo pożądaniu przed poznaniem. 
Przedmiot pożądany może być przedmiotem fizycznym i wyobrażeniem, ale ten ostatni nie 
jest celem pożądania, lecz środkiem. Pożądanie przedmiotu może być czasowo bezpośrednie, 
ale również może być odroczone w czasie. 
Gabryl   wyróżnia   pożądanie   w   sensie   „przenośnym”   i   sensie   „właściwym”.   Pożądanie   w 
sensie „przenośnym” definiuje jako każde dążenie do celu (np. kamień w tym sensie pożąda 
ziemi. Jest to appetitus naturalis). Pożądanie w sensie „właściwym” dotyczy tylko człowieka 
i jest reakcją podmiotu na przedmiot, który człowiek identyfikuje jako dobry

290

. Zdaniem 

krakowskiego tomisty „u człowieka (…) spotykamy wszystkie trzy gatunki pożądania, bo z 
jednej   strony   wszystkie   jego   narządy   z   natury   swej   dążą   do   spełnienia   im   właściwej 
czynności, z drugiej zaś strony nie brak mu pożądań umysłowych, jak o tem każdy z życia 
swego   przekonać   się   może;   wreszcie   są   też   pożądania   rozumowe   jako   objawy   woli 
rozumnej

291

Pożądanie człowieka dzieli się na zmysłowe i umysłowe. Przy pożądaniu zmysłowym Gabryl 
omawia   popędy,   skłonności,   żądze   i   namiętności,   uczucia   i   afekty.   Na   uwagę   zasługuje 
klasyfikacja popędów i żądz przeprowadzona przez Gabryla, jak również odróżnienie jakie 
dokonuje   pomiędzy   żądzą,   uczuciem   i   namiętnością.   Autor   wskazuje   ponadto   na 
pedagogiczny   i   etyczny   wymiar   ludzkiego   działania   oraz   próbuje   ustalić   przyczyny 
nieprawidłowego   ukształtowania   pożądania   zmysłowego.   Z   tego   też   powodu   przedstawia 
proces podejmowania decyzji.  
Popędy   obejmują   wiele   potrzeb   człowieka   zarówno   na   płaszczyźnie   duszy   jak   i   na 
płaszczyźnie   ciała.   Gabryl   wyróżnia   następujące   popędy:   egoistyczny   (indywidualny), 
towarzyski   i   religijny.   Popęd   egoistyczny

292

  służy   do   zachowania   życia   i   pomnożenia 

dobrobytu. Należą do niego następujące popędy: 

 popęd do zachowania i ochrony życia;
 popęd do poznania;
 popęd do wiedzy (nie jest to zwykła ciekawość, jak ma to miejsce w przypadku 

popędu do poznania);

 popęd do odpoczynku;
 popęd do rozrywki;
 popęd do cnoty;
 popęd estetyczny;
 popęd do naśladowania innych;
 popęd do czci i sławy;
 popęd do narzucania innym swej woli;
 popęd do władzy;
 popęd do wolności;

289

 Należy dodać, że niektóre funkcje fizjologiczne w człowieku nie wymagają uprzedniego poznania przedmiotu 

pożądanego.  

290

 Por. Psychologia, t. 2, dz. cyt., s. 295.

291

 Cyt. Tamże.

292

  Określenie  „egoistyczny”  nie  ma tu  znaczenia  moralnego,   lecz  wskazuje  tylko   na  podmiot  jako  na  byt 

jednostkowy, indywidualny.

88

background image

 popęd   do   swobodnego   przemieszczania   się   i   do   wypowiadania   własnych 

przekonań.

Popęd   altruistyczny,   który   Gabryl   nazywa   także:   towarzyskim   i   społecznym,   wynika   z 
potrzeby życia i przebywania z innymi ludźmi i jako taki jest odmianą popędu egoistycznego. 
Autor wymienia tu następujące popędy:

 popęd do miłości rodziców;
 popęd do miłości dzieci;
 popęd płciowy;
 sympatia;
 popęd do zwierzenia się;
 popęd do przyjaźni;
 popęd do miłości ojczyzny.

Z kolei popęd religijny wyraża się w pragnieniu szczęścia. Szczęściem i prawdą jest Bóg i 
dlatego ludzie z natury powinni dążyć do Niego poszukując szczęścia i prawdy. Człowiek – 
jak pisze Gabryl – nie posiada idei wrodzonych Boga, ale wrodzony ma popęd do dążenia do 
szczęścia. Wrodzone są również powyższe popędy – popęd egoistyczny i altruistyczny, stąd 
samotność w dłuższej perspektywie czasowej nie jest właściwa społecznej naturze człowieka.
Jeżeli popęd jest skierowany na jakiś szczegółowy przedmiot, to wówczas jest to skłonność. 
Skłonności mogą być nabyte i wrodzone, dotyczą objawów zarówno życia duchowego jak i 
zmysłowego.   Skłonności   duchowe   to   talenty,   zaś   skłonności   zmysłowe   to   nałogi   i 
idosynkrazje.   Skłonności   nabyte   powstają   poprzez   powtarzanie   czynności   i   są   „dźwignią 
najdoskonalszych nałogów i namiętności

293

.

Żądze określa Gabryl poprzez wskazanie na ich przedmiot, albo na ich naturę   czyli „stan 
przedmiotowy”, a nawet określa je wskazując na te dwa czynniki. Autor Psychologii pisze, że 
nie ma jednego podziału żądz, co jego zdaniem wynika z dwóch powodów. Po pierwsze ze 
stosowanej   terminologii,   która   nie   zawsze   jest   klarowna   (np.  passio-passion;   affectus; 
inclination; émotion; sentiment
), oraz po drugie ze względu na utożsamienie ich z uczuciami. 
Żądze mogą wywierać wpływ na intelekt i wolę. Mimo to żądze nie są chorobą duszy i nie 
należy się ich pozbywać, jak uważał Kant i stoicy. Żądze wyrabiają charakter człowieka i stąd 
należy   powiązać   je   z   cnotami.   Wówczas   ich   obecność   będzie   konieczna   do   działania 
człowieka, a nawet może być „motorem działania”. 
Namiętność to skłonność, która na skutek częstego powtarzania zdominowała rozum i wolę. 
Namiętność różni się od afektów i skłonności. Skłonność wskazuje tylko na szczegółowy 
kierunek pożądania. Przy namiętności pożądanie jest wprost określone. Skłonności mogą być 
zaledwie   zauważalne,   zaś   cechą   namiętności   jest   nieumiarkowanie   i   natarczywość

294

. 

Namiętność   organizuje   działania   człowieka   w   ten   sposób,   że   za   wszelką   cenę   dąży   do 
osiągnięcia   wyznaczonego   sobie   celu.   Może   podporządkowywać   sobie   inne   władze 
człowieka, powodując w konsekwencji dominację zmysłów nad umysłem.. Dlatego Gabryl 
pisze, że namiętność widzi tylko pod „jednym kątem” i jest „rakiem duszy

295

. Namiętności 

mogą   ponadto   sprzyjać   dyspozycje   wrodzone,   wiek,   oraz   brak   wykształcenia   i   cnoty 
moralnej. 
Należy dodać, że namiętności różnią się od afektów. Afekty

296

 to silne i gwałtowne uczucia, 

które   swoją   siłą,   zakłócają   normalne   czynności   psychiczne.   Afekty   szybko   przemijają, 
namiętność   zaś   jest   długotrwała.   Z   kolei   afekty   częściej   występują   i   wyprzedzają   osąd 

293

 Por. Psychologia, t. 2, dz. cyt., s. 300.

294

 Por. Tamże, s. 311.

295

  Sformułowanie to Gabryl zapożycza od swojego adwersarza z Królewca, który pisze, że „namiętność jest 

rakiem duszy”. 

296

 Termin „afekt” zdaniem Gabryla w języku polskim jest niewłaściwie rozumiany i oznacza pociąg do czegoś, 

przywiązanie i sympatię do drugiej osoby.

89

background image

rozumu,  namiętność  go nie niszczy,  lecz stara się go pozyskać  dla siebie,  czyli  nakłania 
rozum, aby zaakceptował działania namiętności. 
Przy pożądaniu umysłowym Gabryl omawia wolę, jej zależność od intelektu i od pożądania 
zmysłowego, które czerpie informacje ze zmysłów. Jego zdaniem wola to „chcenie w sensie 
właściwym”,  czyli  pożądanie w sensie umysłowym

297

. Cechą charakterystyczną  pożądania 

umysłowego jest to, że jest ono „aktem wolnym”,  poprzedzonym spekulacją i namysłem, 
które   w   mniejszym   czy   większym   stopniu   badają   przedmiot   pożądania,   oceniają   go   i 
decydują, czy posiadają odpowiednie środki by go osiągnąć. Ta cecha wyróżnia pożądanie 
umysłowe   od   pożądania   zmysłowego,   które   jest   spontaniczne   i   „ślepe”   wobec   poznania 
intelektualnego.   Krakowski   neotomista   pisze   o   wolności   woli,   podejmując   przy   tym 
zagadnienie  determinizmu  i indeterminizmu,  oraz  temat  jej  kształtowania.  Zagadnienie  to 
obejmuje następujące zagadnienia: nałóg, instynkt, charakter i niemoc woli.   
Wpływ woli na podległe jej władze objawia się najwyraźniej przy powstawaniu nałogów i 
kształtowaniu się charakteru człowieka. Gabryl rozumie nałóg jako:

 wszelką dyspozycję do wykonywania jakiegoś rodzaju czynności;
 nabyte przez wielokrotne powtarzanie jakiejś czynności, przyzwyczajenie do jej 

wykonywania.

Nałóg w znaczeniu pierwszym uznaje za zbyt ogólny i nieścisły. W znaczeniu drugim, nałóg 
dotyczy tylko tych istot („jestestw”), które same podmiotują swoje działanie. Dlatego nałóg 
nie jest ani instynktem, ani popędem

298

.

Instynkt jest „darem natury” i nie jest skutkiem wprawy i wyćwiczenia. Instynkt działa w celu 
zachowania   istnienia   jednostki,   zapewnienia   jej   koniecznych   dóbr.   Tymczasem   nałóg 
powstaje   na   skutek   częstego   powtarzania   jakiejś   czynności,   i   doskonali   się   w   miarę 
powtarzania tej czynności, lub słabnie, wówczas gdy jej się nie wykonuje. Niekiedy jeden 
nałóg zanika, kiedy wpada się w inny, przeciwny mu nałóg. Należy jednak pamiętać, że nałóg 
nie odnosi się do czynności koniecznych do życia i funkcjonowania bytu. Dlatego każdy byt 
może posiadać odmienny nałóg lub nałogi. Z kolei popęd jest tylko „ogólnym kierunkiem 
działania”, dlatego mimo, że popycha do czynu, może on nie wystąpić. Nie ulega jednak 
wątpliwości, że popęd może być przyczyną powstawania nałogów, kiedy ktoś biernie im się 
poddaje. Gabryl zauważa ponadto, iż wyćwiczony do perfekcji nałóg może stać się „drugą 
naturą”   bytu.   W   przypadku   człowieka   ma   to   swoje   konsekwencje   moralne.   Stąd   nałogi 
powinna kontrolować wola jako sfera pożądania rozumowego. 
Drugim zasadniczym elementem kształtowania woli jest charakter. Neotomista z Krakowa 
uznaje, że wola jest „pierwszym rzeźbiarzem charakteru człowieka

299

. Termin „charakter” 

posiada wiele znaczeń. Etymologicznie oznacza „piętnować”, „odciskać” (od gr. C

HARASSO

). 

W znaczeniu tym charakter to suma cech, wyróżniających jeden byt od drugiego. Charakter 
może   dotyczyć   zarówno   cech   fizycznych,   jak   i   psychicznych

300

  Charakter   w   sensie 

psychicznym jest sumą cech psychicznych, odnoszących się do sposobu działania konkretnej 
osoby. Charakter mimo, że dotyczy postępowania, nie ma znaczenia moralnego. Wprawdzie 
mówi się o człowieku postępującym w sposób niemoralny, że ma zły charakter, lecz jeżeli 
konsekwentnie   realizuje   to,   co   zamierzył,   nie   można   o   nim   powiedzieć,   że   nie   posiada 
charakteru.   Natomiast   „osobą   bez   charakteru”   określa   się   człowieka,   który   nie   realizuje 
zamierzonych   wcześniej   planów.  Gabryl  pisze,   że  są  to  ludzie   „gnący  się   jak  trzcina   na 

297

 Por. Psychologia, t. 2, dz. cyt., 319.

298

 Por. Psychologia, dz. cyt., t. 2, s. 344. W przypadku człowieka, a nie zwierząt. W przypadku zwierząt nałóg 

jest ćwiczony przy pomocy przymusowej tresury, która jest czynnikiem zewnętrznym.

299

 Por. Psychologia, dz. cyt., t. 2, s. 349. Na największą ozdobę charakteru uznaje panowanie nad sobą. Jest to 

cecha bohatera.

300

 Gabryl uważa, że można mówić o charakterze sosny i dębu, planet, dziecka i człowieka dorosłego. Rozumie, 

zatem  charakter  w bardzo ogólny sposób. Wyróżnia  również  gatunki  charakterów  (np.  charakter  żołnierza, 
ucznia, urzędnika, męża, itp.)

90

background image

wszystkie strony w miarę, dokąd ich wiatr pobudek zmiennych pociąga”, ludzie „na których 
nigdy polegać nie można,  bo sami nie wiedzą, jak w danej okoliczności postąpią

301

. Na 

ukształtowanie się charakteru wpływa pośrednio: stan zdrowia, rodzaj wykonywanej pracy, 
status materialny, rozrywka.
Za patologię w kształtowaniu się woli człowieka może być odpowiedzialna również sama 
wola. Wola zgodnie ze swoją naturą, jest władzą czynną, co wyraża się w tym,  że wola 
pożąda czegoś i do tego dąży jako do dobra. Stanem patologicznym jest tzw. „niemoc woli”. 
Jest to taki stan, w którym wola chce osiągnąć jakieś dobro, ale nie ma sił do realizacji. 
„Niemoc woli” może być całkowita lub okresowa. Gabryl za T. Ribotem

302

 przyjmuje cztery 

odmiany tej choroby woli:

 osłabienie woli z braku impulsów;
 osłabienie woli z nadmiaru impulsów;
 osłabienie uwagi;
 „stan zachcianek”, w którym wola nie obiera jednego celu działania, lecz kilka, 

zmieniając je

303

.

Najdotkliwszym   stanem   „niemocy   woli”   jest   abulia   (a-boule),   którą   Guislain   opisuje   w 
następujący sposób: „Chorzy mogą chcieć tylko wewnętrznie, umysłowo, według wymagań 
rozsądku, mogą doświadczać pragnienia jakiejś działalności, lecz są niezdolni by postąpić 
odpowiednio. W głębi ich umysłu jest jakaś niemoc. Chcieliby oni pracować, nie mogą (…), 
wola ich jest niezdolna przekroczyć  pewne granice, rzekłbyś,  że ta wola czynna  podlega 
otamowaniu, ich ‘chcę’ nie przeobraża się w wolę pobudzającą w postanowienie czynne. 
Chorzy – dodaje – dziwią się sami niemocy, jaką jest dotknięta ich wola

304

. Gabryl pisze, że 

abulii nie można wytłumaczyć w sposób naukowy. Uważa jednak, że „niemoc woli” może 
mieć podłoże nie tylko duchowe, ale również fizyczne

305

.

Gabryl   wskazuje   na   trzy   rozumienia   uczuć.   Pierwsze   rozumienie   występuje   w   mowie 
potocznej i utożsamia uczucie z czuciem. Np. mówi się o uczuciu pragnienia, znużenia i 
głodu. Drugie utożsamia uczucie z instynktem lub nałogiem wrodzonym do odkrywania zasad 
logicznych, etycznych i metafizycznych. Dlatego mówi się o uczuciu jako poczuciu prawdy, 
sprawiedliwości,   porządku.   Po   trzecie   utożsamia   się   uczucie   z   tonem   i   barwą   wrażeń. 
Uczucia, więc są odpowiedzialne za wyobrażenie przyjemności lub niechęć wobec jakiegoś 
przedmiotu.   Trzecie   rozumienie,   uznaje   Gabryl   za   najbardziej   zbliżone   do   właściwego 
określenia uczuć, są one „stanem podmiotu, o ile Idem na widok przedmiotu jakiegoś doznaje 
radości lub smutku, rozkoszy lub bólu, przyjemności lub nieprzyjemności

306

Wg   niego   istnieje   związek   pomiędzy   poznaniem   a   uczuciami   i   odwrotnie   –   pomiędzy 
uczuciami i poznaniem. Współpraca tych władz jest szczególnie widoczna na płaszczyźnie 
wyobrażeń i pamięci. Ponadto źródłem uczuć mogą być procesy fizjologiczne. Jednak nie 
należy zapominać o tym, że czym innym jest sposobność polegająca na tym, że pewne stany 
fizyczne wywołują określone uczucie (np. osoba chora na serce jest skłonna do smutku i 
przygnębienia), a czym innym jest przyczyna sprawcza. Procesy fizjologiczne nie są bowiem 
przyczyną sprawczą uczuć, mimo że im towarzyszą. 
Uczucia   są   odpowiedzialne   za   osiągnięcie   dobra   właściwego   władz   zmysłowych   i 
umysłowych   człowieka.   Stąd   uczucia   można   nazwać   stanem   duszy,   odpowiedzialnym   za 

301

 Cyt. Psychologia, dz. cyt., t. 2, s. 348.

302

 Por. T. Ribot, Choroby woli, tłum. J. K. Potocki, Warszawa 1887

2

, s. 41.

303

 Por. Psychologia, dz. cyt., t. 2, s. 350.

304

 Cyt. Guislain, Leçons orales sur les phrenopathies, (bmr), t. 1, s. 46. 

305

 Na uwagę zasługuje praca A. A. Terruwe i C. W. Baarsa pt.: Integracja psychiczna (Poznań 1989), w której 

autorzy   analizują   nerwicę   zniewalającą   człowieka,   oraz   sposoby  ich   diagnozowania.  Integracje   psychiczną 
opracował Andrzejuk w swojej pracy doktorskiej, Por. Związek uczuć i sprawności w Summa Theologiae św. 
Tomasza z Akwinu
, maszynopis, s. 87-97; Na temat abulii Por. M. Gogacz, Ciemna noc miłości, Warszawa 1985. 

306

 Por. Psychologia, dz. cyt., t. 2, s. 358. 

91

background image

osiągnięcie   jakiegoś   dobra,   lub   uniknięcia   zła,   wyznaczonego   przez   strukturę   bytową 
człowieka. Z tego też powodu uczucia jako ściśle związane z pożądaniem, nie wymagają 
osobnej władzy i są „częścią woli

307

.

Gabryl  dzieli  uczucia  na estetyczne  i duchowe. Uczucia  duchowe to:  uczucia  umysłowe, 
moralne i religijne. 

5. Zakończenie
Filozofia Gabryla  – jako jedna z pierwszych prób wprowadzenia na grunt polski filozofii 
neoscholastycznej – jest oryginalną propozycją utrwalenia tomizmu w wersji tradycyjnej i w 
wersji  lowańskiej

308

 Propozycja  ta,   mimo   że  jej  percepcja   była  stosunkowo  ograniczona, 

wpłynęła na rozwój tomizmu w Polsce. Odwoływali się do niej i polemizowali z nią m. in.: J. 
Stepa,  F.  Kwiatkowski,  K.  Kowalski,   J.  Woroniecki.   Neotomista   z  Krakowa  niestety  nie 
pozostawił po sobie uczniów, którzy by kontynuowali i rozwijali dzieło. 
Dorobek naukowy Gabryla najklarowniej oddaje laudacja wygłoszona na jego cześć przez 
Michalskiego, który pisze, że „(…) ks. Gabryl był u nas najlepszym znawcą i wyznawcą 
myśli neoscholastycznej. Poznawszy ją u samych źródeł przez własne studya analityczne nad 
Arystotelesem,   rozwijał   w   swych   dziełach   wszystkie   jej   działy   na   bogatem   tle   całego 
współczesnego ruchu filozoficznego i naukowego. Inicyatorem, ani umysłem twórczym nie 
był,   był   jednak   doskonałym   systematykiem,   zbliżał   i   godził   istniejące   już   w   obozie 
scholastycznym kierunki. Na ogólny zagraniczny ruch neoscholastyczny nie oddziałał, pisząc 
wyłącznie po polsku, ale ograniczenie to było konieczne, gdyż u nas dla neoscholastyki było 
niemal wszystko do zrobienia. On zrobił wszystko, zdziałał to, na co zagranicą składa się 
praca  całych  organizacyi,  zrobił  więcej, gdyż  odtwarzał  nadto obraz  historyczny  filozofii 
polskiej, i znowu tutaj zaledwie dwóch czy trzech badaczy zdołało mu dorównać, czy nawet 
go przewyższyć. W tak wszechstronnej produkcji musiały zajść pewne niedostatki

309

. Stąd 

zastrzeżenie A. Usowicza, mówiące o tym, że Gabryl zbyt szeroko zakroił swoje badania 
naukowe i dlatego ich w konsekwencji nie ukończył, są słuszne

310

. Michalski broniąc Gabryla 

wskazuje, że przyczyny tego stanu rzeczy można doszukiwać się w osobowości krakowskiego 
neoscholastyka, który dążył „niemal nerwowo do ujęcia systematycznego olbrzymich epok i 
stąd rzucające się czasem w oczy niedostatki

311

. Ponadto Gabryl widząc brak opracowań na 

licznych płaszczyznach percepcji neoscholastyki, próbował jej zagospodarować, co przerwała 
jego nagła śmierć. 
Michalski jako dziekan Wydziału Filozofii UJ składając swój hołd swojemu poprzednikowi 
powołał   się   na   Augustyna,   według   którego   ujęcie   prawdy   wymaga   od   filozofa   pełnego 
oddania duszy (por.  ipsum verum non videbis, nisi in philosophiam totus intraveris). Jego 
zdaniem   Franciszek   Gabryl   oddał   się   całą   duszą   poszukiwaniu   prawdy,   stając   się   w 
konsekwencji jej „męczennikiem”, który krocząc jej drogą zupełnie zapomniał o sobie

312

.

Gabryl to analityk, historyk filozofii, erudyta nie tylko wiedzy filozoficznej. Jego „apologia” 
ma   źródło   w   realizmie   bytowym   i   w   Objawieniu.   Jak   sam   podkreśla,   te   dwie   drogi 
poszukiwania Prawdy, nie wykluczają się wzajemnie, lecz uzupełniają się, jak uzupełnia się 
fides et ratio. 

307

  Według Gabryla,  Arystoteles  i Tomasz  z Akwinu utożsamili uczucia z wolą, uznając  je za epifenomen 

pożądania woli.

308

  Oryginalność propozycji Gabryla zasadniczo wiąże się nie z doborem referowanych zagadnień, lecz z jej 

„apologetycznym” charakterem.

309

 Cyt. K. Michalski, Stanowisko ks. Gabryla, dz. cyt., s. 55. 

Michalski nie przewidział, że prace Gabryla będą tłumaczone na język czeski i będą przedmiotem polemiki na 
Uniwersytecie Katolickim w Orchard Lake. 

310

 Por. A. Usowicz, Gabryl Franciszek, dz. cyt., s. 194.

311

 Cyt. Michalski, Stanowisko ks. Gabryla, dz. cyt., s. 50.

312

 Por. tamże, s. 56.

92

background image

© Mikołaj Krasnodębski 2008

Mikołaj Krasnodębski

VIII.2008

O REALISTYCZNĄ FILOZOFIĘ WYCHOWANIA. IDEALIZM I REALIZM 

PUNKTEM WYJŚCIA W PEDAGOGICE

1. Wprowadzenie

Od   ostatniego   dziesięciolecia   XX   wieku,   w   Polsce   można   zaobserwować   duże 

zainteresowanie problematyką filozofii wychowania. Powstało wiele prac z tej dziedziny. Do 
najbardziej znanych zalicza się publikacje: J. Czernego

313

, M. Gogacza

314

, A. E. Szołtyska

315

, J. 

Zubielewicza

316

  oraz   wydania   zbiorowe   pod   redakcją   F.   Adamskiego

317

  Opracowania   te 

wyróżnia   dystans   do   maksistowskich   paradygmatów   w   pedagogice   oraz   próba   zbudowania 
systemu   wychowawczego   opartego   na   jednym   z   kierunków   filozofii   współczesnej 
(fenomenologia,   personalizm,   hermeneutyka,   filozofia   dialogu,   egzystencjalizm   i   tomizm 
konsekwentny), a niekiedy na kilku z nich (np. u A. E. Szołtyska)

318

. Publikacje te wydają się 

  Tekst   opublikowany   wcześniej   w:   „Studia   Philosophiae   Christianae”,   42   (2006)   2,   s.   45-64.   Prof. 
MIECZYSŁAWOWI   GOGACZOWI,   mojemu   Mistrzowi   w   80-te   urodziny,   z   podziękowaniem   za 
doświadczoną mądrość i życzliwość.

313

 Filozofia wychowania, Katowice 1997.

314

  Podstawy wychowania, Niepokalanów 1993;  Osoba zadaniem pedagogiki. Wykłady bydgoskie,  Warszawa 

1997.   Główne   opracowania:   A.   Andrzejuk,  Mieczysława   Gogacza   dochodzenie   do   pedagogiki,   w:  Osoba 
zadaniem pedagogiki
, dz. cyt., 183-203; tenże, Pedagogika Profesora Mieczysława Gogacza, „EF”, 32 (1997), 
135-143; tenże, Osoba jako szczególne zadanie pedagogiki w ujęciu Prof. Mieczysława Gogacza, „Laski”, VI, 
4-5   (32-33)   1999,   34-44;   K.   Kalka,  Wychowanie   i   kształcenie,   Warszawa   1998;   S.   Sobczak,  Celowość 
wychowania
,   Warszawa   2000;   K.   A.   Wojcieszek,  Na   początku   była   rozpacz…   Antropologiczne   podstawy 
profilaktyki
,   Kraków   2005;   J.   Wójcik,  Teoria   poznania   niewyraźnego   jako   punkt   wyjścia   wyjaśnień  
pedagogicznych relacji rodzina – szkoła
, w: Osoba zadaniem pedagogiki, dz. cyt., 175-181. 

315

  Filozofia wychowania. Ontologia – Metafizyka -  Antropologia – Aksjologia, Toruń  1998 oraz  Filozofia 

pedagogiki. Podstawy edukacji: teoria – metoda – praktyka, Katowice 2003.

316

 Filozofia wychowania. Aksjocentryzm i pajdocentryzm, Warszawa 2002.

317

  Człowiek   –   wychowanie   –   kultura,   Kraków   1993;  Poza   kryzysem   tożsamości.   W   kierunku   pedagogiki  

personalistycznej, Kraków  1993;  Wychowanie  na rozdrożu. Personalistyczna filozofia wychowania, Kraków 
1999; Wychowanie personalistyczne. Wybór tekstów, Kraków 2005. 

318

  Wydaje  się,  że  propozycja   Szołtyska  ma   kompilacyjny  charakter.  Autor   odwołuje  się  do  personalizmu, 

fenomenologii,   tomizmu   szkoły   lubelskiej,   a   także   do   neoplatonizmu.   Kompilacyjność   autora   ujawnia   się 
szczególnie  przy referowaniu  zagadnień  antropologicznych,  gdzie  werbalnie posługuje  się on   terminologią 
zaczerpniętą od M. A. Krąpca (np.  Ja-człowiek) nadając jej odmienne niż w tomizmie lubelskim znaczenie. 

93

background image

wypełniać istotną lukę na polskim rynku wydawniczym, na którym po 1945 roku, ze względów 
oczywistych, nie można było odnaleźć pozycji z filozofii wychowania nieodwołujących się do 
marksizmu.   Prace   czołowych   dialektycznych   materialistów   takich   jak:   J.   Legowicz

319

  B. 

Suchodolski

320

 i H. Muszyński

321

 - mimo niepodważalnego waloru dydaktycznego

322

 – proponują 

wychowanie ideologiczne i indoktrynację. Na uwagę zasługuje podkreślenie związku pomiędzy 
filozofia i pedagogiką zaznaczone przez J. Legowicza

323

.

Za   F.   Adamskim

324

  można   doszukiwać   się   źródeł   polskiej   myśli   filozoficznej 

poświęconej   wychowaniu   w   pismach   K.   Górskiego

325

  Nie   należy   zapominać   o   J. 

Woronieckim

326

, F. W. Bednarskim

327

, S. Kunowskim

328

, a także W. Tatarkiewiczu

329

, którego 

pracę  O szczęściu, można poniekąd zaliczyć do filozofii wychowania. Prace Woronieckiego i 
Bednarskiego należą do tomizmu tradycyjnego

330

 i mimo ich uniwersalnego znaczenia i roli w 

filozoficznej myśli pedagogicznej, w pewnych punktach wymagają doprecyzowań i uzupełnień, 
co   nie   umniejsza   znaczenia   tych   publikacji.   Na   przykład   omawiane   przez   tych   autorów 
zagadnienie   miłości   doczekało   się   pełniejszego   ujęcia   w   pracy   K.   Wojtyły   –  Miłość   i 
odpowiedzialność

331

. Ich doniosłość potwierdzają liczne opracowania

332

.

Filozofii wychowania poświęca się liczne konferencje i sympozja

333

. Toczy się ożywiona 

dyskusja na temat filozoficznym podstawom pedagogiki, często odwołująca się do literatury 
obcojęzycznej. W opracowaniach przeważają wpływy angielskojęzyczne. Można także wskazać 
na niemieckie (J. Czerny) oraz włoskie (M. Nowak). Nie jest sekretem, że na Zachodzie Europy 

Ponadto autor Filozofii wychowania utożsamia tomizm z arystotelizmem (s. 76), forsując tezą, że ten ostatni jest 
odpowiedzialny za kryzys kultury i edukacji europejskiej (s. 22).

319

 O nauczycielu. Filozofia nauczania i wychowania, Warszawa 1975.

320

  M. in.:  Rozwój  nowożytnej  filozofii człowieka, Warszawa 1967;  Podstawy wychowania socjalistycznego

Warszawa   1967;  Wychowanie   dla   przyszłości,   Warszawa   1968;  Problemy   wychowania   w   cywilizacji 
nowoczesnej
, Warszawa 1974; Wychowanie mimo wszystko, Warszawa 1990.

321

 Ideał i cele wychowania, Warszawa 1974; Zarys teorii wychowania, Warszawa 1977.

322

 Mam na myśli wspomnienia o Janie Legowiczu jako o nauczycielu i wychowawcy akademickim. Zob. D. 

Dembińska-Siury, A. Górniak,  Jan Legowicz, w:  Polska filozofia powojenna, red. W. Mackiewicz, Warszawa 
2001, t. 2, 36-37.

323

 J. Legowicz, O nauczycielu, dz. cyt., 4-5. O wzajemnych relacjach filozofii i pedagogiki traktuje np. artykuł 

S. Sztobryna – Pedagogika i filozofia – wzajemne relacje. Stanowisko pedagogów okresu między wojennego w 
świetle literatury czasopiśmiennej
, Colloquia Communia, 2 (2003), 25-39. 

324

 F. Adamski, Wprowadzenie, w: Wychowanie personalistyczne, dz. cyt., 16.

325

  Wychowanie   personalistyczne,   Poznań   1936.   Należy   też   wspomnieć   o   pracach   wcześniejszych,   np. 

Chowanna,   czyli   system   pedagogiki   narodowej   jako   umiejętność   wychowania,   nauki   i   oświaty,   słowem  
wykształcenie naszej młodzieży, 
F. Trentowskiego (Poznań 1842). 

326

 Katolicka etyka wychowawcza, t. 1-2, Lublin 1999; Wychowanie człowieka. Pisma wybrane, Kraków 1961.

327

  Miłość   narzeczeńska   i   małżeńska   w   świetle   filozofii   św.   Tomasza   z   Akwinu,  Londyn   1958;  Uwagi   św. 

Tomasza z Akwinu o młodzieży i jej wychowaniu, w: Zeszyty Naukowe KUL, 1 (1958) 3; Sport i wychowanie 
fizyczne   w   świetle   etyki   św.   Tomasza   z   Akwinu
,   Londyn   1962;  Zagadnienia   pedagogiczne,   Londyn   1982; 
Wychowanie   ludzkich   popędów   i   woli,   w:   Duszpasterz   Polski,   Rzym   1987;  Wychowanie   uczuć   w   świetle 
psychologii   św.   Tomasza   z   Akwinu
,   w:   Duszpasterz   Polski   ,   3-4,   Rzym   1991;  Wychowanie   dorastającej 
młodzieży
, Warszawa 2000.

328

 Podstawy współczesnej pedagogiki, Warszawa 1993. 

329

 O szczęściu,  Warszawa 1965; Dobra, których nie trzeba wybierać, w: tenże, Droga do filozofii, Warszawa 

1964; Uczciwość a dobroć, „Znak”, 130 (1965).

330

 Podział i specyfikę szkół tomistycznych jest omówiony w: M. Gogacz, Współczesne interpretacje tomizmu

Znak 113 (1963), 1339-1353; K. Bańkowski, Tomizm konsekwentny na tle odmian tomizmu, Studia Philosophiae 
Christianae, 32 (1996) 2, 211-219. 

331

 Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1991 oraz encyklika Jana Pawła II – Familiaris Consortio. 

332

  Zob. T. A. Bek,  Filozoficzne podstawy teorii wychowania w ujęciu Feliksa Wociecha Bednarskiego OP.,  

Biblioteka   UKSW,Warszawa   2002;   S.   Gałkowski,  Ku   dobru.   Aktualność   filozofii   wychowania   Jacka  
Woronieckiego
, Rzeszów 1998, rec.: J. Gałkowski,  Wychowanie ku dobru.  Dostępna w internecie;  Człowiek, 
moralność, wychowanie. Życie i myśl Jacka Woronieckiego
, Lublin 2001.

333

 Np. Filozofia wychowania a wizje świata – II Ogólnopolska Konferencja Naukowa, Słupsk, 26-27 czerwca 

2003. 

94

background image

filozofia wychowania ma już znaczną tradycję

334

. Na polskim gruncie „poszukiwania” – wydają 

się – dopiero nabierać tempa. Mimo licznych zapożyczeń i powtórzeń, w pracach dostrzega i 
komunikuje się, konieczność roztropnego korzystania z dorobku obcych przedsięwzięć, które 
można ocenić z perspektywy polskiego gruntu i dystansu czasowego

335

. Raczej powszechna jest 

krytyka pedagogiki opartej na postmodernizmie, który wprowadza destrukcję i anarchię, a nie 
wychowuje

336

. 

2. Przedzałożeniowość filozoficzna teorii wychowania

Jak zauważył M. Gogacz, „istnieje jedynie wychowanie filozoficzne

337

. Oznacza to, że 

wychowanie, a w związku z tym i kształcenie, i nauczanie, posiadają filozoficzny charakter, 
związany z przyjętą w punkcie wyjścia szkołą filozoficzną (lub szkołami), jej wizją człowieka, 
działania i rzeczywistości. Jest to widoczne np. w zestawieniu definicji wychowania dokonanym 
przez   S.   Sobczaka

338

  Lista   ta   uzupełniona   przez   autora   wygląda   w   sposób   następujący. 

Wychowanie to:

wprowadzenie w życie wartościowe (S. Wołoszyń),

przygotowanie do zadań i ról życiowych (B. Suchodolski), 

kierowanie rozwojem (T. Wujek), 

celowe oddziaływanie na człowieka (W. Szczerba), 

wspomaganie i pomoc w rozwoju (S. Kawula), 

urzeczywistnianie człowieczeństwa (J. Tarnowski), 

towarzyszenie jednostce (H. von Schoenebeck), 

pomoc w samowychowaniu (M. Sawicki), 

wywołanie pożądanych zmian w osobowości ludzkiej (H. Muszyński), 

indywidualne poznanie własnej osobowości (A. Terruwe, C. Baars) 

wartościowe ukierunkowanie postępowania jednostki (F. Korniszewski),

celowe usprawnienie życia jednostki zgodnie z jej naturą (F. W. Bednarski),

aktywne pobudzanie twórcze (H. Rowid),

nabycie sprawności intelektu i woli (Tomasz z Akwinu, J. Woroniecki),

celowe nawiązanie relacji z prawdą i dobrem (M. Gogacz),

służba w uczłowieczeniu człowieka. (K. Wojtyła, F. Adamski),

sztuka   proporcji   wartości   „zimnych”   (czyli   materialnych)   i   wartości   „ciepłych”   (czyli 
duchowych) (J. Bańka, J. Czerny),

 WY-dobywanie-na-jaw-tego-co-CHOWANE, czyli rozwój osobisty i społeczny człowieka 
(A. E. Szołtysek),

przygotowanie   do   życia   wyznaczonego   przez   tradycyjne   wartości   (aksjocentryzm)   (J. 
Zubielewicz).

Powyższe definicje wychowania opierają się na jakiś wizji człowieka, jego postępowania 

i   aksjologii.  Jak   dowodzi   np.   W.   Kaczyńska,   istnieje   przedzałożeniowość   filozoficzna   w 
myśleniu   pedagogicznym.   U   podstaw   wychowania   i   kształcenia   leży   wcześniej   przyjęta 

334

 Zagadnienie to omawia S. Sobczak w pracy pt.:  O rekonstrukcję filozofii wychowania, „Podlaskie Zeszyty 

Pedagogiczne” 8 (2003), 7-11.  

335

 Np. krytyka Summerhill (zob. J. Zubielewicz, dz. cyt., 72-74), czy antypedagogiki i pedagogiki alternatywnej 

(J. Czerny, dz. cyt., 105-7), oraz New Age (A. E. Szołtysek, Filozofia wychowania, dz. cyt., 66 i 70-1)

336

  Nie oznacza to, że nie brakuje propozycji odwołujących się do ujęć zorientowanych postmodernistycznie. 

Niemniej w podręcznikach wymienionych powyżej neguje się zasadność takiej myśli pedagogicznej. Na temat 
zagrożenia postmodernizmu w teorii wychowania zob. Postmodernizm – wyzwanie dla chrześcijaństwa, pod red. 
Z. Sareło, Poznań 1995 oraz  S. Wielgus, O odrodzenie wychowania, Przegląd Akademicki KUL, 52(1998) 2.

337

 M. Gogacz, Podstawy wychowania, dz. cyt., 55.

338

 S. Sobczak, Celowość wychowania, dz. cyt., 33 i nn.

95

background image

koncepcja człowieka i jego działania

339

, a zatem filozofia człowieka i etyka. Nie jest więc 

czymś obojętnym, jaką w teorii wychowania przyjmiemy koncepcję człowieka i wizję jego 
moralnego działania

340

. Należy dodać, że „pedagogika to nauką o celach, treściach, metodach, 

środkach i formach organizacyjnych procesów i zjawisk wychowawczych, zatem jak się na 
ogół   przyjmuje,   jest   ona   nauką   o   wychowaniu,   zaś   przez   fakt,   że   wychowanie   dotyczy, 
społecznej i indywidualnej egzystencji człowieka, słusznie pedagogikę sytuuje się w systemie 
współczesnych nauk antropologicznych”

341

.

Punktem   wyjścia   w   pedagogice   nie   mogą   być:   teorie   osobowości,   koncepcje 

psychologiczne,   ani   aksjologia.   Współczesne   teorie   osobowości,   które   w   swojej   analizie 
ograniczają   się   do   opisu   cech   możności   materialnej   człowieka

342

  nie   dają   jednoznacznej 

odpowiedzi na pytanie, kim jest człowiek, utożsamiają osobowość z osobą

343

. W podobnej 

sytuacji znajduje się psychologia, która w oparciu o najważniejsze swoje nurty (behawioryzm, 
psychoanaliza, psychologia humanistyczna), nie udziela takiej odpowiedzi, a nawet uznaje ją 
za niemożliwą

344

. Z kolei aksjologia, – którą M. Gogacz określa jako „myślenie wartościami” 

– opinię na temat  człowieka  uznaje za jego naturę, co może  prowadzić do nieścisłości i 
błędów. Aksjologia opiera się na monistycznej metafizyce i metodzie porównania

345

. Dlatego 

antropologia filozoficzna, a nie aksjologia winna być podstawą filozofii wychowania

346

W   rodzimych   filozofiach   wychowania   wymienia   się,   co   najmniej   cztery   modele 

antropologiczno-etyczne:

homo-euthyphronicus (J. Czerny),

człowiek jako rozumna osoba (M. Gogacz, F. Adamski),

człowiek jako trój-jednia (A. E. Szołtysek),

człowiek jako istota słaba (J. Zubielewicz).

Koncepcja człowieka jako homo-euthyphronicus

347

 zakłada, że człowiek składa się z dwóch 

sfer – sfery  thymos, czyli  uczuciowej  i sfery  phronesis  – rozumowej. Człowiek zdaniem 

339

  Problem ten podnoszą zarówno filozofowie i antropolodzy podejmujący się analizy zagadnień z zakresu 

pedagogiki,   jak   i   sami   pedagodzy   (zob.   W.   Kaczyńska,  Przedzałożeniowość   myślenia   i   postępowania 
pedagogicznego
,   Warszawa   1998;   M.   Nowak,  Filozofia   człowieka   podstawą   filozofii   wychowania,   w: 
Wychowanie   personalistyczne,   red.   F.   Adamskiego,   dz.   cyt.,   133-153;   S.   Nowak,  Wizje   człowieka   i 
społeczeństwa   w   teoriach   i   badaniach   naukowych
,   Warszawa   1984;   J.   Rudniawski,  Nauka   –   twórczość   i 
organizacja
,   Warszawa   1976;   M.   Krasnodębski,  Antropologia   i   etyka   podstawą   filozofii   wychowania
Pedagogika społeczna, 3 (2005), 7-29). Wskazują na to także publikacje obcojęzyczne, np. zob. Philosophers on 
Education new historical perspectives
, edited by Amelie Oksenberg Rorty, Routledge, London and New York 
1998;  J. Enger,   Die Pädagogik des hl. Thomas v. Aquin , Phorus 1925; W. Flitner, Das Selbstvertändnis der  
Erziehungswissenschaft
,   Paderborn   1989;   E.   Weber,  Pädagogik.   Grundfragen   und   Grundbegrieffe,   Teil   1: 
Pädagogische Anthropologie, Phylogenetische,  (bez roku i miejsca wydania); O. Reboul,  La philosophie de 
l’éducation
, Paris 1989.

Pozbawienie   pedagogiki   jej   filozoficznych   źródeł,   co   ma   miejsce   od   czasów   pozytywizmu 

postulującego, by teoria wychowania była autonomiczną nauką, powoduje, że pedagog nie dysponuje pełnymi i 
rzetelnymi informacjami na temat tego, kim jest człowiek - osoba, którą wychowuje i kształci.  

340

  W.   Kaczyńska   sugeruje,   że   podstawą   teorii   wychowania   winna   być   filozofia   klasyczna.   Por. 

Przedzałożeniowość myślenia, dz. cyt., 513.

341

 S. Sobczak, Celowość wychowania, dz. cyt., 21.

342

 S. Siek, Osobowość a higiena psychiczna, Warszawa 1980, 15 i nn. 

343

 M. Gogacz, Elementarz metafizyki, Warszawa 1987, 166-7.

344

  J.   Kozielecki,  Współczesne   koncepcje   psychologiczne   człowieka,   Warszawa   1995,   16   i   nn.

 

M.   Gogacz 

krytycznie wypowiada się na temat współczesnej pedagogiki opartej na psychologii eksperymentalnej i naukach 
przyrodniczych. Por. Podstawy pedagogiki, dz. cyt., 7-8.

345

 M. Gogacz, Platonizm i arystotelizm, Warszawa 1996, 37-40.

346

 M. Gogacz, Nie aksjologia, lecz filozofia człowieka, „Roczniki Pedagogiczne”, 17 (1995), 31-39S. Sobczak, 

Celowość wychowania, dz. cyt., 147-157.

347

 Twórcą tej koncepcji jest Józef Bańka. Zob. J. Bańka, Filozofia cywilizacji, t. 1, Katowice 1986; J. Czerny, 

dz. cyt., 58-60

96

background image

Czernego   jest   zdeterminowany   przez   kulturę   i   społeczeństwo

348

  Celem   wychowania   jest 

zatroszczenie   się   o   równowagę   pomiędzy   tymi   sferami.   Jest   to   „złota   miara”   pomiędzy 
światem materialnym i duchowym, pomiędzy czynem a myśleniem. J. Bańka nazywa to etyką 
postomyślności

349

  i zachęca do wyboru „humanistycznych wartości chronionych”. Wartości 

chroniąc człowieka umożliwiają jego wychowanie. A wychowanie – pisze J. Czerny – „jest 
(…) tym  elementem  ludzkiej  egzystencji, który ma  zapewnić  wszystkie  typy równowagi. 
Zatem współczesne wychowanie powinno iść w kierunku równowagi duchowej, to znaczy 
powinno   ukształtować   człowieka   typu  homo-euthyphronicus.   (…)   Trzeba   zaszczepić 
szacunek do świata wartości materialnych  i przywiązanie  do świata wartości duchowych. 
Należy w trakcie wychowania zadbać, aby istniała równowaga między czynem a myślą. Z 
całą pewnością są to zadania niezwykle trudne do spełniania, lecz w efekcie dające pożądany 
rezultat wychowawczy

350

. Trudno nie zgodzić się z  sugestią J. Czernego, tym bardziej, gdy 

filozof domaga się rzetelności i uczciwości w procesie wychowania

351

. Któż z nas nie spotkał 

takiego   pedagoga,   którego   czyny   nie   pokrywały   się   z   wcześniejszymi   deklaracjami?   A 
przecież stara łacińska maksyma przypomina:  verba docent, exempla trahunt  - słowa uczą, 
przykłady pociągają. Tym czasem już starożytni greccy podkreślali jedność działania i myśli. 
Od tego uzależniali bycie mędrcem. 

Pozycja M. Gogacza i F. Adamskiego wyrasta z antropologii Arystotelesa, Boecjusza i 

Tomasza   z   Akwinu.   W   antropologii   Arystotelesa   i   Tomasza   człowieka   określa   się   jako 
jedność   duchowo-cieles

352

  Człowiek   istniejąc   łączy   w   sobie   dwie   perspektywy: 

intelektualno-duchową i materialną. Na tych płaszczyznach rozgrywa się jego wychowanie i 
wykształcenie. Boecjusz jest twórcą teorii osoby, nieznanej w filozofii greckiej i helleńsko-
rzymskiej.   Osoba   to   jednostkowa   substancja   rozumnej   natury

353

  Oznacza,   że   osoba   to 

istnienie i rozumność (intelektualność), zaś człowiek to istnienie i istota. Stąd o człowieku 
mówi się jako o osobie ludzkiej. Zagadnienie osoby otwiera perspektywę dla wielu badań 
etycznych i bioetycznych, np. dotyczących godności osoby ludzkiej. To bytowe wyposażenie 
różni   człowieka   od   zwierząt,   roślin,   cząstek   materii.   Sytuuje   człowieka   na   pozycji   kogoś 
bogatszego   bytowo,   chociażby   ze   względu   na   możliwość   poznania   intelektualnego.   „To 
wyposażenie osoby jest w niej zespołem wewnętrznych przyczyn wyjątkowej pozycji wśród 
zwierząt i roślin. Aby te przyczyny wyznaczyły proporcjonalne odniesienia innych ludzi, muszą 
je inne osoby rozpoznać i uznać. To rozpoznanie lub wprost intelekt, który w tych pryncypiach 
osoby uzna coś dla nas dobrego, zarazem się tym dobrem ucieszy, intelekt więc w swojej funkcji 
ujmowania   zależności   między   prawdą   a   dobrem   i   w   funkcji   cieszenia   się   jest   zewnętrzną 
przyczyną   usytuowania   człowieka   na   godnej   dla   niego   pozycji   osoby.   Tę   właśnie   pozycję 
człowieka nazywamy godnością

354

.

Godność ma duże znaczenie w pedagogice. Chodzi o to, by człowiek rozpoznał w drugim 
człowieku  osobę. Kogoś, kto kocha, ufa  i wierzy.  Nie należy traktować  drugiej  osoby jak 
przedmiotu i nie zwracać się do niej w sposób prawniczy jak np. do lekarza, hydraulika czy 
interesanta. Należy kierować się do drugiego człowieka relacjami osobowymi: wiarą, nadzieją i 
miłością i nie zapominać, że człowiek jest godny takiego traktowania. Godność więc nie jest 
przypadłością, nie jest samą osobą ani też przejawem aktu istnienia. Nie jest też tylko pojęciem.

348

 J. Czerny, dz. cyt. 40 i nn.

349

 J. Bańka, Etyka prostomyślności, Katowice 1990.

350

 J. Czerny, dz. cyt., 58.

351

 W profilaktyce problem ten porusza K. Wojcieszek (dz. cyt., 172-3 i nn.)

352

 Więcej na temat realistycznej antropologii Arystotelesa i Tomasza zob. T. Stępień, Podstawy tomistycznego 

rozumienia człowieka, Warszawa 2003 oraz M. Krasnodębski,  Dusza i ciało, Warszawa 2004. W niniejszej 
pracy znajduje się obszerna bibliografia dotycząca literatury przedmiotu. 

353

 „Persona est rationalis naturae individua substantia”. Boecjusz, De duabus naturas, 3 w: Traktaty teologiczne

Kęty 2001, 70.

354

 M. Gogacz, Elementarz metafizyki, dz. cyt. 102.

97

background image

A. E. Szostek w koncepcji człowieka jako „trój-jedni

355

 wskazuje na trzy płaszczyzny 

osobowe, mianowicie: 1) ja-człowiek jako osoba ludzka (należy do samego człowieka); 2) ja-
człowiek jako istota społeczna (należy do danej wspólnoty); 3) ja-człowiek jako obywatel 
(należy   do   danego   państwa).   Człowiek   winien   wypracować   w   sobie   harmonie   tych 
płaszczyzn.   Jako   osoba   powinien   posiąść   umiejętność   refleksyjnego   myślenia, 
zapamiętywania   oraz   planowania   działań   przyszłych,   przewidywania   i   osądzania 
konsekwencji   swojego   postępowania.   Jako   istota   społeczna   musi   odpowiedzialnie 
współtworzyć wspólnotę, rodzinę. Jako obywatel kierować się zasadą dobra wspólnego i etyki 
chrześcijańskiej.   Na   uwagę   zasługuje   podkreślenie   Szołtyska,   że   „osoba   ludzka   nie   jest 
tworem przyrody czy kultury

356

. Niepokoi jednak opinia głosząca, iż „doktryna Arystotelesa 

w   żadnym   zakresie   nie   dotyczy   edukacji   osoby   ludzkiej

357

  A.   Szołtysek   w   swojej 

antropologii odwołuje się do Platona, Augustyna, B. Pascala, J. J. Rousseau, M. Schellera 
oraz J. Maritain i M. A. Krąpca. Zestawia w ten sposób ujęcia idealistyczne i realistyczne, 
dając   w   konsekwencji   przewagę   tym   pierwszym.   W   swoim   autorskim   paradygmacie 
wychowania podkreśla znaczenie prawa naturalnego i partycypacji w Osobie Boskiej.
J.   Zubielewicz,   za   Elzenbergiem   i   B.   Wolniewiczem   przyjmuje,   że   człowiek   ma   słabą 
naturę

358

. Wydaje się, że Elzenberg przez naturę człowieka rozumie jego uczucia, popędy i 

instynkty

359

. Stąd w konsekwencji głosi, że człowiek nie może pozbyć się agresji i odniesień 

negatywnych.  Uważa nawet, że agresja jest właściwym  regulatorem  życia  społecznego

360

. 

Autor Filozofii wychowania podaje przykład uległego i liberalnego nauczyciela, który nie ma 
posłuchu u swoich podopiecznych, jest lekceważony, a nawet zastraszany przez uczniów i 
nauczycieli.   Podobne   zjawisko   zauważa   J.   Zubielewicz   w   środowisku   rodzinnym 
wychowującym   tzw.   „bez   stresowo”.   Ostatecznie   opowiada   się   za   sankcjami   karnymi

361

. 

Argumenty te nabierają mocy, kiedy słyszy się o marszach przeciw przemocy, bezkarności 
przestępców, etc. Jednak czy osobowe relacje nie mogą wywoływać dobra, obecności, troski i 
życzliwości osób? Osobowe relacje nie wykluczają dyscypliny, a przyjacielskość nie musi 
być   niewłaściwie   rozumianym   partnerstwem,   polegającym   na   spoufalaniu   się   i   opacznie 
interpretowanej spolegliwości. 
W historii filozofii, która bada dzieje i rozwój poglądów i idei, można wyróżnić wiele szkół 
antropologicznych   i   etyczno-aksjologicznych.   Nie   należy   jednak   ulegać   złudzeniu,   że 
wszystkie, lub żadna z nich nie potrafią dać odpowiedzi na pytania: kim jest człowiek?, jak 
żyć? Z drugiej strony trzeba nauczyć się dystansować zawartą w nich erudycję, która niekiedy 
zaciera istotę badanej koncepcji człowieka i jego postępowania. Nie można ulegać pokusie 
wyboru   wizji   człowieka   na   zasadzie   „modnej”   terminologii,   którą   owa   koncepcja   się 
posługuje,   a   także   dokonywać   wyboru   na   podstawie   odniesień   komercjalnych, 
światopoglądowych, lub ideologicznych. 
Przed   wyborem   światopoglądowych   i   ideologicznych   podstaw   pedagogiki   przestrzegają 
szczególnie L. Pytka i S. Sobczak. Teoria wychowania winna być autonomiczna wobec sił 
politycznych, które aktualnie dominują, zmieniających się światopoglądów, mody, etc.

362

. Jak 

słusznie zauważa S. Sobczak: „Założenia wychowawcze (…) powinny być stabilne, oparte na 
podstawie, która jest niezmienna. Zatem należy postulować odnalezienie takiej podstawy (…) 

355

 A. E. Szołtysek, Metafizyka jedni, Katowice 1994; tenże, Filozofia wychowania, dz. cyt., 77-132.

356

 J. Szołtysek, Filozofia wychowania, dz. cyt., 129.

357

 Tamże, 128.

358

 J. Zubielewicz, dz. cyt., s. 8-9. Jest to odwołanie się do filozofii Hobbesa i jego maksymy – homo homini 

lupus.

359

 B. Wolniewicz, Filozofia i wartość. Rozprawy i wypowiedzi. Warszawa 1998, 92; U. Schrade, Henryk Józef 

Maria Elzenberg, w: Polska filozofia powojenna, t. 1, dz. cyt., 263-279.

360

 J. Zubielewicz, dz. cyt., 19-24. 

361

 J. Zubielewicz, dz. cyt., 61-3.

362

 L. Pytka, Pedagogika resocjalizująca, Warszawa 1995, 8-9.

98

background image

wychowania,   która   by   stanowiła   odpowiedź   i   uwypuklała   to,   co   wynika   z   samego   faktu 
realnej egzystencji człowieka oraz z faktu istnienia ludzkiej natury. Odpowiedzi mogą być 
lepsze lub gorsze, od tych, jakie udziela kultura - a zawsze jest to przecież inna odpowiedź na 
tę samą fundamentalną kwestię, którą stawia przed nami ludzkie istnienie i natura

363

.

Wydaje się zasadne wskazanie na zasady wychowania dalekie od wszelkiego światopoglądu i 
ideologii. A tym samym winno się prześledzić przedzałożeniowość filozoficzną pedagogiki, 
która   odwołuje   się   do   idealistycznych   lub   realistycznych   ujęć   rzeczywistości.   Idealizm 
(Platon, neoplatonizm, Augustyn, Kartezjusz, Kant, Hegel, Comte, Marks, Nietzsche, Scheler, 
Heidegger,   Sartre,   Dewey)   głosi,   że   nasze   myślenie   tworzy   rzeczywistość,   jest   od   niej 
ważniejsze. Idealizm dzieli się na: teoriopoznawczy i metafizyczny. Idealizm poznawczy stoi 
na stanowisku, że poznajemy tylko to, co jest wytworzone przez nasz intelekt, zaś idealizm 
metafizyczny, że istnieje to, co wytworzył intelekt. Z kolei realizm (Arystoteles, Tomasz z 
Akwinu,  M.  Gogacz)   stoi  na  stanowisku,  że   człowiek   nie  tworzy rzeczywistości,   lecz   ją 
odczytuje

364

. Realizm dzieli się podobnie jak idealizm na: poznawczy i metafizyczny. Realizm 

teoriopoznawczy uznaje, że pierwszoplanowo poznajemy rzeczywistość, a dopiero wtórnie 
sam   proces   myślenia   i   własną   świadomość.   Rzeczywistość   oddziaływuje   na   poznającego 
człowieka, „odciska” się w jego zmysłowo-umysłowych  władzach poznawczych.  Realizm 
metafizyczny, zaś głosi, że istnienie człowieka, czy jakiegoś innego bytu nie jest zależne od 
myślenia

365

. Idealizm posiłkuje się metodą porównania. Metoda ta polega na wskazaniu, jakie 

miejsce w świecie zajmuje człowiek. Wiąże się to z zestawianiem cech poznawanych bytów. 
Metoda porównania nie opisuje zatem istoty,  lecz wyłącznie  przypadłości

366

. Realizm  zaś 

posługuje się metodą identyfikacji. Przy pomocy identyfikacji rozpoznajemy to, czym coś jest 
i że jest. Wskazujemy, zatem na elementy składowe człowieka, ich specyfikę, a następnie na 
podmiotowane przez człowieka relacje. 
Niniejszy podział na idealizm i realizm nie jest jedynym.  W literaturze znajdujemy także 
wskazanie   na   pedagogikę   opisową   i   normatywną,   empiryczną   i   humanistyczną   oraz 
aksjocentryzm   (hetereocentryzm)   i   pajdocentryzm.   Wymienione   podziały   zawierają   się 
jednak w idealistycznym lub realistycznym opisie rzeczywistości. Na idealizmie i realizmie 
budują   się   modele   filozofii   wychowania,   a   tym   samym   pedagogiki.   Na   idealizmie   – 
pedagogika ideału i pedagogika życia, zaś na realizmie pedagogika tomizmu konsekwentnego 
Mieczysława Gogacza, zwana po prostu – pedagogiką realistyczną. Wydaje się, że odmiany 
pedagogiki są komplementarne. I tak: aksjocentyzm i heterocentryzm odpowiada pedagogice 
ideału, w której osobie wychowywanej i kształtowanej proponuje się wzory i modele będące 
poza nim samym. Ojcem tej pedagogiki jest Platon. W jego antropologii i etyce znajduje się 
zalecenie, kierowania człowieka do świata idei. Celem człowieka jest osiągnięcie założonej 
wcześniej doskonałości. Wymaga to podporządkowania się pewnym zasadom, rygorom, a 
nawet ascezie. Wychowanie powierza Platon polis

367

.

363

 S. Sobczak, Celowość wychowania, dz. cyt., 11 i nn.

364

 Na temat realistycznie rozumianego przebiegu procesu poznawczego zob. M. Gogacz, Elementarz metafizyki

dz. cyt., 110-116.

365

 K. Ajdukiewicz, Zagadnienia i kierunki filozoficzne, Kraków 1949, 148-9 i nn.

366

 Nauki posługujące się metodą porównania mają trudności, że wskazaniem i odpowiedzią na pytanie, kim jest 

człowiek. Nauki  te opisują jedynie  cechy i przypadłości  człowieka. Z tego  punktu należy zgodzić się z J. 
Czernym, który pisze, że nie można metod nauk szczegółowych przenosić na płaszczyznę humanistyczną. „(…) 
Powstaje ‘proteza’, która nie tylko że niczego nie objaśnia w humanistyce, lecz deformuje tworzywo badawcze, 
jakim   jest   proces   wychowania.   Sądzę,   że   stało   się   teraz   rzeczą   jasną,   iż   bezkrytyczne   stosowanie   metod 
badawczych zapożyczonych z obserwacji nauk przyrodniczych na grunt pedagogiki jest krokiem chybionym i 
skazanym na niepowodzenie” (dz. cyt., 25).

367

 Platon, Państwo, 376 i nn. Zob. także: W. Jaeger, Paideia. Formowanie człowieka greckiego, tłum. z niem. 

M.   Plezia   i   H.   Bednarek,   Warszawa   2001,   633-960   i   1129-1205;   G.   Reale,  Paideia,   w:  Historia   filozofii 
starożytnej
, tłum. z włos. I. E. Zieliński, t. 5, Lublin 2002, 163-4.

99

background image

Z   kolei   pajdocentyzm   wiąże   się   z   pedagogiką   życia,   która   wychowanie   ogranicza   do 
usuwania przeszkód, propagując samowychowanie wychowanka, który sam w sobie posiada 
odpowiednie   wzorce   i   „zasady

368

  Głównym   przedstawicielem   tego   nurtu   jest   J.   J. 

Rousseau

369

Dlatego   aksjocentryzm   zmierza   do   pedagogiki   normatywnej,   poszukującej   praw   i   zasad 
wychowania   i   kształcenia,   w   przeciwieństwie   do   pajdocentryzmu,   który   jest   postacią 
pedagogiki   opisowej.   Zaproponowany   przez   W.   Kaczyńską   podział   na   pedagogikę 
empiryczną   i   humanistyczną   także   można   przyporządkować   do   podziału   na   idealizm   i 
realizm. Jak pisze S. Sobczak: „W pedagogice, uwzględniając jej paradygmat, którym jest 
właśnie metafizyka, zauważamy, że obok dychotomii, którą W. Kaczyńska przeprowadziła 
pomiędzy pedagogiką empiryczną a pedagogiką humanistyczną, rysuje się trzeci kierunek 
tych  pedagogicznych  podejść, kierunek ten wypływa  z realizmu metafizycznego. Realizm 
metafizyczny uwzględnia realność empiryczną i jednocześnie nie przeczy istnieniu ducha. 
Dlatego   można   zaproponować,   aby   podchodząc   do   zagadnień   związanych   z   podstawami 
teleologii   wychowania,   wychodząc   od   metafizycznego   paradygmatu   w   pedagogice, 
uwzględnić   trychotomiczny   podział   tych   podstaw.   Jednak   cały   czas   pamiętając,   że 
trychotomia  ta wypływa  z dwóch źródeł,  czyli  z metafizycznego  idealizmu,  z którego to 
czerpią zarówno nauki związane z pedagogiką empiryczną jak i pedagogiką humanistyczną, 
obydwa  te nurty związane są z filozofią  podmiotu. Zaś drugim biegunem będzie realizm 
metafizyczny,   z   którego   wywodzi   się   m.in.   tomizm   oraz   wszystkie   kierunki,   które   są 
związane z filozofią przedmiotu”

370

.

Ostatecznie przyjmując podział na idealizm i realizm pedagogiczny,  należy w tym 

pierwszym   umieścić:   pedagogikę   ideału   i   życia,   aksjocentryzm   i   pajdocentryzm,   a   także 
kierunek   empiryczny   (materialistyczno-pozytywistyczny)   i   humanistyczny   (np. 
postmodernistyczną anty-pedagogikę, pedagogiki alternatywne). 

3. Pedagogika idealistyczna źródłem błędów w wychowaniu

W filozofii wychowania opartej na pedagogice realistycznej wykazuje się, że pedagogika 

idealistyczna  jest źródłem błędów w wychowaniu. Odpowiada za to niewłaściwa koncepcja 
człowieka i nieprecyzyjna wizja moralności. Człowieka określa się jako jakieś poszczególne 
pryncypium,   lub   zespół   procesów.   Wówczas   wychowanie   staje   się   „procesem,   liniowo 
uporządkowanym,   we   wzajemnych   zależnościach   przyczynowych,   szeregiem   przemian 
zmierzających ku określonemu celowi

371

. Utrwala się platoński model człowieka, w którym 

najważniejsze są cele i idee

372

. Zapomina się o samym człowieka, zaś wychowanie ogranicza się 

do   realizowania   ideałów,   wzorów   i   modeli,   które   nie   przystają   do   realnego   świata. 
Niejednokrotnie arbitralnie wyznaczone wzory i ideały nie są możliwe do osiągnięcia, są wyzute 
z humanizmu i człowieczeństwa.

368

 W pedagogice tego typu nie wskazuje się na normy wychowania. Pozwala się na samowolę wychowawczą.

369

 Zob. Emil czyli o wychowaniu, tłum z franc. F. Wnorowski, Wrocław 1955.

370

  S. Sobczak,  Celowość wychowania, dz. cyt., 160.

 

Do analogicznego wniosku dochodzi F. W. Bednarski, 

umieszczający pedagogikę Akwinaty pomiędzy pajdocentryzmem a heterocentryzmem.

371

  A.   Andrzejuk,  Mieczysława   Gogacza   dochodzenie   do   pedagogiki,   w:   M.   Gogacz,  Osoba   zadaniem 

pedagogiki, dz. cyt., 200.

372

 Utożsamia się tu ideały i cele. Jak pisze J. Woroniecki: „ideały to drogowskazy, a drogowskazy wskazują 

tylko drogę prowadzącą do celu, ale same przez się pobudką do działania nie są i impulsu do czynu nie dają. Kto 
żadnego   celu   sobie   nie   postawi,   kto   go   nie   zapragnie,   nie   umiłuje   i   nie   postanowi   osiągnąć,   dla   takiego 
drogowskazy nie mają znaczenia, nawet na nie nie spojrzy; takiemu prawić o ideałach, to tyle co młócić pustą 
słomę.  Jakże  charakterystycznym  dla moralistów i  różnych  moralizatorów ostatnich wieków  było  to ciągłe 
perowanie o ideałach, jak nudne i bezpłodne, a jednocześnie zapominanie o żywych celach (…). Zasłaniać celów 
ideałami nie należy: w dziedzinie myśli ideały są pierwsze, ale w dziedzinie czynu – cele” (cyt. Katolicka etyka 
wychowawcza
, dz. cyt., t. 1, 65). 

100

background image

Wydaje się, że we współczesnej edukacji faworyzuje się idealistyczną teorią człowieka, a 

zarazem   i   pedagogiki.   W   kształceniu   przeważa   matematyka   i   logika,   które   uczą   myślenia 
zbiorami i całościami, a nie jednostkowymi bytami. Skłania to do nastawień idealistycznych, w 
których to intelekt podporządkowuje sobie byty i manipuluje nimi, ceniąc sobie bardziej całość 
niż   realny   byt   jednostkowy

373

  Koresponduje   to   z   wypowiedzią   J.   Czernego.   W  Filozofii 

wychowania  czytamy,   że   „mit   o   niebywale   kształcących   walorach   matematyki   (…)   jest 
zdecydowanie   przesadzony.   Jest   ewidentną   demagogią

374

 Brakuje   wykształcenia 

humanistycznego,   a   szczególnie   filozoficznego   w   jego   klasycznych   korzeniach.   Dlatego 
współczesny   człowiek   posługujący   się   najnowszymi   technologiami,   które   nie   śniły   się 
starożytnym   mędrcom,   jest   tak   badzo   zabugiony,   że   nie   potrafi   odpowiedzieć   sobie   na 
sokratejskie   aporie   i  poznać   samego   siebie

375

 Zaciera   się   teoria   osoby   i   jej   znaczenie   w 

wychowaniu. Dlatego zapomina się, że wizja człowieka i jego działania nieodłącznie wiąże się z 
teorią wychowania i kształcenia. Należy więc powtórzyć, że przyjęcie idealistycznych koncepcji 
człowieka zaowocuje idealizmem na płaszczyźnie pedagogiki, zaś realistycznych – realizmem. 
Nie   jest   kwestią   obojętną,   które   z   nich   staną   się   przedmiotem   wyboru   pedagoga   i   w 
konsekwencji wychowanka.  

Ideały i wzory są ogólne i odległe, wobec tego nigdy do końca nie są osiągalne

376

. Jako 

ogólne nie odpowiadają też jednostkowym,  indywidualnym  osobom, których nie można tak 
łatwo przystawić do arbitralnie wyznaczonego szablonu określającego ich życie i postępowanie. 
Istnieje   wówczas   niebezpieczeństwo   instrumentalizacji   i   ideologizacji   wychowania

377

. 

Szczególnie   niebezpieczny   w   wychowaniu   wydaje   się   kolektywizm   i   indywidualizm. 
„Kolektywizm   wciela   ideał   wolności   rozumianej   jako   uświadomiona   konieczność. 
Indywidualność – wolność samowoli” – pisze T. Gadacz

378

. 

W   pedagogice   idealistycznej   celem   staje   się   realizowanie   jakiegoś   poglądu,   czegoś 

pomyślanego. Gdy wzorem jest jakiś człowiek, to jest to zawsze tylko wzór, którego inna osoba 
posiadająca   odrębną   osobowość   i   psychikę,   może   nie   odtworzyć.   Ujawnia   się   tu   słabość   i 
ograniczoność   wychowania   behawioralnego.   Dlatego   słusznie   pisze   A.   Andrzejuk,   że 
wychowanie  nastawione na cel, który ma  być  efektem działań  wychowawczych,  może  być 
powierzchowne i płytkie. Np., gdy celem jest model ucznia, gentelmena, który ogrania się to do 
cech fizycznych i psychicznych, to wówczas człowiek nabiera takich cech, ale mogą być one 
tylko na „pokaz”. Stawia się wówczas zarzut np. zewnętrznej układność ucznia, nieszczerej 
uprzejmości gentelmana, etc. Nawet, jeżeli ta pedagogika polega na kierowaniu do osób, jednak 
gdy te osoby są tylko wzorem zachowań, to wówczas stawia się je na pozycję wzoru i modelu. 
Mówiąc o tych wzorach, modelach zapomina się, że osoby przede wszystkim obdarowują nas 
życzliwością, wierzą nam i pokładają w nas nadzieję

379

. 

Idealizm w sposobach uzyskiwania modelu, ideału stanowi zazwyczaj pedagogikę kary i 

nagrody, i wówczas jedyną metodą tej pedagogiki jest karanie i nagradzanie. Pojawia się tu 
autorytet, będący stróżem prawa. Zdaniem M. Gogacza idealistycznie rozumiany autorytet jest 
tożsamy z administracyjnym porządkiem, który zastępuje ład w stosunkach między osobami. 
Wyklucza   to   powiązania   na   płaszczyźnie   osobowych   relacji,   bowiem   zarządzenie 
administracyjne   wymaga   egzekucji   rozporządzeń,   wyzwala   siłę.   „A   odniesieniem   między 

373

 M. Gogacz, Modlitwa i mistyka, Warszawa-Kraków 1987, 142.

374

 J. Czerny, dz. cyt., s. 79.

375

 M. Krasnodębski, Antropologia i etyka podstawą filozofii człowieka, dz. cyt., 8-11.

376

 M. Gogacz, Człowiek i jego relacje, Warszawa 1985, 85.

377

 Stąd zarzut M. Gogacza: „Pedagogika idealistyczna, kierując ludzi do ideałów i wzorów przestaje różnić się od 

światopoglądów i ideologii. Kierując właśnie do ideałów i wzorów nie kieruje do osób. Wtedy ideał nawet miłości, 
wiary czy nadziei nie ułatwia spotkania z ludźmi. Wyznacza tylko nigdy nie spełnione dążenia” (cyt. Człowiek i jego 
relacje
, dz. cyt. 85). 

378

 T. Gadacz, Wychowanie jako spotkanie osób, w: Wychowanie personalistyczne, dz. cyt., 217.

379

 A. Andrzejuk, Mieczysława Gogacza dochodzenie do pedagogiki, dz. cyt., 200-1.

101

background image

władzą i siłą staje się tylko przemoc

380

. Ginie miłość, dobroć, mądrość i pokora. A siła i 

przemoc zawsze wywołują sprzeciw

381

. 

Propozycja M. Gogacza koresponduje z opinią J. Kaniuka, który pisze, że w wychowaniu 

„pewne   minimum   wpływów   i   karności   jest   niezbędne,   szczególnie   w   ramach   wysiłku 
kształcenia osobowości trudniejszych, jednaj nie mogą to być wpływy o charakterze sterującym i 
zniewalającym. Osobowość kształtuje się, tworząc atmosferę prawdy, zaufania i życzliwości, a 
nie mnożąc reguły i zasady postępowania oraz oddziałując osobowo, poprzez dobry przykład i 
świadectwo , a nie poprzez nakazy i zakazy

382

. Jeśli nie można wyeliminować kar zupełnie, to 

wówczas najrozsądniejszej wydaje się umiarkowane i okresowe ich stosownanie

383

4. Pedagogika realistyczna pomocą w prawidłowym wychowaniu

Pedagogika realistyczna zgodnie z realistyczną teorią człowieka określa czynności, które chronią 
intelekt i wolę zarazem je usprawniając. Ponadto ćwiczą władze zmysłowe w ich recepcji i 
zareagowaniu na dobro fizyczne bytów (zagadnienie uczuć). Pedagogika ta, wyznacza czynności 
służące   rozpoznawaniu   i   ujmowaniu   przez   intelekt   i   wolę   prawdy   i   dobra   oraz   wyznacza 
czynności zabezpieczające przed wpływem fałszu i zła, które są obecne w kulturze, w której żyje 
człowiek.   „Pedagogika   ogólna   –   pisze   Gogacz   –   jest   nauką,   która   ustala   zasady   wyboru 
czynności  usprawniających  intelekt  człowieka  w  wierności  prawdzie  poprzez  wiedzę  aż  do 
poziomu mądrości, to znaczy trafnego wyboru dobra aż do poziomu prawości i trwania przy nim 
przy pomocy kierowania się mądrą informacją intelektu

384

. 

Mądrość   człowieka   jest   skutkiem   stosowania   pedagogiki   ogólnej

385

.  Ona   też   jest   powodem 

trwania więzi człowieka z prawdą i dobrem, a poprzez tę więź ludzie sytuują się w powiązaniach 
ze wszystkimi osobami przez miłość, wiarę i nadzieję, które zapewniają właściwe środowisko 
osób.   „Pedagogika   szczegółowa   jest   nauką,   która   wskazuje   zasady   wyboru   czynności, 
wspierających  rozpoznanie i więź z tym,  co prawdziwe i dobre w aktualnej  kulturze,  oraz 
wskazuje zasady wyboru czynności ułatwiających zmniejszanie złych skutków tego, co w tej 
kulturze złe i fałszywe. Złe i fałszywe jest to, co niszczy wychowanie odsuwając od dobra i 
niszczy wykształcenie odsuwając od prawdy

386

. 

Pedagogika   realistyczna   wyklucza  perfekcjonizm

387

.  Celem  w   tej  pedagogice  jest  umiejętne 

chronienie relacji osobowych (przez wartość rozumie się tu trwanie relacji osobowych oraz 
wywołanych przez nie skutków). Wartością nie jest nią sama relacja, a nawet sam człowiek. 
Pedagogika M. Gogacza „nie polega ona na dążeniu do ideałów. (...) Człowiek nie wychowuje 
się tu przez naginanie do nieobecnych w nim wzorów, ciągle pozbawiony zrealizowań, zawsze 
gorszy od tego, do czego zdąża. Ta pedagogika polega na podtrzymywaniu wiążącej nas z 
ludźmi miłości i wiary, na trwaniu w nich dzięki wzajemnemu zaufaniu. Polega na budowaniu 
rozumienia   i   decyzji

388

  Doskonalenie   człowieka   nie   polega,   więc   na   jakiejś   wewnętrznej 

ewolucji człowieka, lecz na pozostawaniu w życzliwych, nacechowanych otwartością i ufnych 
odniesieniach do osób

389

. 

380

 M. Gogacz, Człowiek i jego relacje, dz. cyt., 152.

381

 Tamże, 171.

382

 J. Kaniuk, Nagroda i kara w procesie wychowania uczniów trudnych, w: Trudny uczeń czy trudności ucznia?

red. N. Pikuła, Kraków – Częstochowa 2006, 79.

383

 F.W. Bednarski, Wychowanie młodzieży dorastającej, dz. cyt., 75, oraz J. Czerny, dz. cyt., 86-95.

384

 M. Gogacz, Podstawy wychowania, dz. cyt., 24.

385

 O roli mądrości w pedagogice pisze m. in. B. Jodłowska w artykule pt. Trudny uczeń czy trudny nauczyciel?  

Rozważania w kontekście pedagogiki majeutycznej, w: Trudny uczeń czy trudności ucznia?, dz. cyt., 19-40.

386

 M. Gogacz, Podstawy wychowania, dz. cyt., 24.

387

 S. Kunowski, Wychowanie moralne jako istotny element wychowania, w: Wychowanie personalistyczne, dz. 

cyt. 317-328.

388

 M. Gogacz, Człowiek i jego relacje, dz. cyt., 89.

389

 Tamże, 90.

102

background image

Doniosłe   zadanie   ma   przed   sobą   wychowawca   i   nauczyciel,   bowiem   „miłości   nie   uczą 
instytucje,   lecz   człowiek   kochający   i   mądry

390

  Oprócz   wychowawców   dotyczy   to   także 

„rodzin, małżeństw,  przyjaciół,  społeczeństw, narodów

391

, bo to one, a nie instytucje  uczą 

miłości i niezbędnej do tego wszystkiego mądrości.
Istotą wychowania jest nawiązanie relacji z tym, co „prawdziwe i dobre, słuszne i właściwe

392

. 

Pozwala   to   na   uzyskanie   harmonii   w   osobowości   człowieka.   Nie   może   ona   jednak   nigdy 
przysłonić samego człowieka. Nawyk mijania osób i rzeczywistości na rzecz teorii, poglądów, 
emocji   należy   przez   mądrość   ujawniać   i   przezwyciężać   przez   rozważanie   pierwszeństwa   i 
godności osób

393

. Osoba, bowiem na płaszczyźnie verbum cordis wzbudza zachwyt wywołując 

miłość i kontemplację

394

. Winno się jej „poznanie przeniknięte podziwem i podziw przeniknięty 

poznaniem”.
Nie sposób nie zgodzić się z poglądem T. Gadacza, zdaniem którego: 

„wychowanie  w optyce  osobowej jest spotkaniem osób, mistrza  i ucznia, poprzez które otwiera się 
horyzont wartości, dzięki którym człowiek staje się człowiekiem, bez względu na ideologię czy system 
społeczny. Dla wychowawcy, który wychowuje „skutecznie” do działań funkcjonalnych, każda chwila i 
sytuacja jest taka sama. Myśli on schematycznie i porusza się pośród schematów. Z góry ma wszystko 
określone. Nie daje się zaskoczyć. Wie, czego i od kogo należy się spodziewać. W jego życiu nie ma 
miejsca na wydarzenie. Dla wychowawcy, który jest osobą i wychowuje osoby, każda chwila jest inna, 
odmienna, jak odmienna jest każda osoba i każda chwila oraz sytuacja jej życia. Wychowanie osobowe 
jest   wciąż   otwartą   możliwością   spotkania,   zmiany   i   nawrócenia.   Wychowanie   zgodne   z   wzorcem 
funkcjonowania   ma   charakter   bezosobowy.   Polega   na   bezosobowym   zjednoczeniu   z   powszechnym 
obowiązkiem, obowiązującym prawem; na posłuszeństwie normom i przepisom systemów i organizacji. 
A   posłuszeństwo   tym   jest   doskonalsze,   im   jednostka   doskonalej   łączy   się   z   powszechnym 
zobowiązaniem, znika w nim podobnie jak doskonale funkcjonujący mechanizm, w którym nie słychać 
dźwięku żadnej części. Wychowanie osobowe polega natomiast na naśladowaniu osobowych wzorców, 
mistrzów. Jeśli wychowanie w optyce funkcjonowania to przepisy i programy, wychowanie w optyce 
osobowego bycia to żywi ludzie, których programem jest samo ich życie. Wychowanie w optyce bycia 
osobowego stanowi wspólną wędrówkę ku prawdzie, dobru i pięknu, poprzez kolejne stopnie wartości. 
Wychowawca jest tu mistrzem, który odsłania te wartości i apeluje. Sama jego osoba stanowi wezwanie, 
na które wychowanek odpowiada wolną i osobową odpowiedzią i postępuje za swym mistrzem na drodze 
ku   wartości   najbliższym.   W   wychowaniu   w   optyce   funkcjonowania   wychowawca   jest   więc 
mandatariuszem i stróżem prawa oraz panującego ładu. Jego relacja do wychowanka jest relacją siły i 
kontroli, a moralność, którą wpaja, jest moralnością zamkniętą opartą na przymusie. Wychowawca, który 
wychowuje osoby, jest świadkiem wartości, a jego relacja do wychowanka jest relacją pomocy i służby. 
Wychowawca – funkcjonariusz posiada autorytet oparty jedynie na prawie porządku, którego strzeże lub 
który reprezentuje, albo na osobie, której jest mandatariuszem. Jego autorytet jest autorytetem władzy i 
ma go tak długo, jak długo trwa porządek, którego strzeże, lub osoba, którą reprezentuje. Wychowawca, 
który  wychowuje   osobowo,   ma   autorytet   duchowy  i   intelektualny,   którego  nie   traci,   kiedy  upadają 
ideologie i zmieniają się porządki społeczne, gdyż  jest mandatariuszem Boga. Będąc nim,  nie musi 
zasłaniać swoich słabości władzą. Wychowawca, który jest mistrzem, potrafi otworzyć wychowankowi 
swój dom i do niego zaprosić. Znajduje dlań miejsce w swym życiowym etosie. Szkoła staje się w ten 

390

 Tamże, 110.

391

 Tamże.

392

 M. Gogacz, Modlitwa i mistyka, dz. cyt., 139. 

393

 Tamże, 152.

394

  M.   Gogacz,  Elementy   tomistycznej   teorii   serca,   Roczniki   Filozoficzne,   35   (1987)   1,   229-235;   tenże, 

Doprecyzowanie   problemu   species,   Studia   Philosophiae   Christianae,   31   (1995)   2,   69-76   oraz   L.   Szyndler, 
„Mowa serca” jako centralny punkt realistycznej teorii poznania w ujęciu Mieczysława Gogacza, Edukacja 
Filozoficzna, 22 (1996), 225-237.

Doprecyzowanie   wynikające   z  teorii  mowy  serca   w  realistycznej  pedagogice  wykracza  poza ramy 

niniejszego artykułu i domaga się odrębnego opracowania. 

103

background image

sposób przedłużeniem domu. Dla wychowawcy – stróża szkoła jest tylko rodzajem przechowalni, w 
której spełnia się jakieś funkcje, ale gdzie się nie mieszka

395

. 

W filozofii wychowania należy wskazać na normy wychowania i kształcenia. Nie można 
zaprzestać na opisaniu przypadków wychowania, gdyż nie można traktować ich jako zasad 
ogólnych. Jedynie jako drogowskazy. Normy pedagogiki nie są i nie powinny być regułami o 
charakterze matematycznym. Mądrość, wiara, cierpliwość, pokora i umartwienie (w ujęciu 
pedagogicznym) nie są np. twierdzeniem Pitagorasa, ani zasadą w znaczeniu przyrodniczo-
pozytywistycznym. Stąd wymagają ciągłego usprawnienia, przez wybór „prawdy o dobru”

396

. 

Zatem   pedagogika   wymaga   każdorazowego   osobowego   i   indywidualnego   podejścia, 
związanego   z   odczytaniem,   kim   jest   człowiek.   Winna,   więc   dysponować   dużą   wiedzą 
filozoficzną   o   człowieku,   która   może   być   fundamentem   dla   sapiencjalnego   rozumienia 
człowieka.   Uwyraźnia   się   tu   związek   filozofii   i   pedagogiki.   Filozofia   to   umiłowanie 
mądrości, zaś pedagogika to jej utrwalenie w życiu człowieka.

5. Wnioski końcowe

Pedagogika to spotkanie i obecność osób. To nie tylko teoria wychowania, ale i samo 

wychowanie

397

, co postulowali już starożytni Grecy. Dotyczy zatem nie tylko wychowanka, ale 

również   (a   może   przede   wszystkim)   wychowującego

398

  Wymowne   staje   się   tu   zdanie   z 

Ewangelii św. Łukasza:  medice, cura te ipsum  – lekarzu, ulecz samego siebie” (Łk, 4, 23). 
Trzeba umieć być wychowawcą miłości.

Podtrzymaniu osobowych relacji służy metanoiaMetanoia oznacza zmianę sposobu 

myślenia   i   postępowania,   wybór   tego,   co   właściwe,   odrzucenie   tego,   co   złe   i   fałszywe. 
Niemal cała filozofia klasyczna jest nawoływaniem do metanoia. Ma ona doniosłe znaczenie 
w   wychowaniu   i   kształceniu.   Wskazuje   na   rolę   zaufania,   otwartości,   życzliwości,   dobra, 
nadziei oraz samej osoby. W ten sposób wpływa też na współczesną kulturę, w której można 
zaobserwować negację osoby, jej zdrowia i życia.  Metanoia,  wprowadzając takie myślenie, 
chroni relacje osobowe i osoby, utrwala humanizm, który jest zabieganiem o to, by trwały 
relacje   osobowe.   Powoduje,   że   tworzone   przez   człowieka   wytwory,   przejawiające   nasze 
rozumienia, decyzje, uczucia i przeżycia, powodują ochronę samego człowieka, jego piękna. 

Wychowanie należy wypełniać prawdą i miłości

399

, a przede wszystkim osobą, bez 

której nie było by wychowania, kształcenia i nauczania. Wychowanie jest przecież „służbą, 
którą pełni człowiek wobec człowieka

400

.

Jak   zauważył   S.   Sobczak   w   książce  Celowość   wychowania,   realistycznia   teoria 

wychowania oparta na antropologii  esse  nie jest jeszcze dominująca. Wydaje się, że istnieje 
konieczność i potrzeba jej utrwalenia. „Stojąc – bowiem – na barkach olbrzymów  widzimy 

395

 T. Gadacz, dz. cyt., 219-220.

396

 Termin „prawda w dobru” ma co najmniej dwa znaczenia, które łączą się w określeniu mądrości. Pierwsze, 

poznawcze wskazuje na zgodność intelektualnego ujęcia człowieka z obiektywnym porządkiem rzeczy. Drugie 
to znaczenie etyczna, związane z wyborem dobra. Por. K. Wojtyła, Zagadnienie podmiotu moralności, red. T. 
Styczeń,  J. W. Gałkowski, A. Rodziński, A. Szostek, Lublin 1991, 240 i A. Andrzejuk, Prawda o dobru. 
Problem filozoficznych podstaw etyki tomistycznej
, Warszawa 2000, 15 i nn.

397

 M. Gogacz, Szkice o kulturze, dz. cyt., 200.

398

 Warto za A. E. Szołtyskiem (Filozofia pedagogiki, dz. cyt., 512-523) przytoczyć listę błędów nauczyciela. 

Należą do nich: 1) niecierpliwość – wybuchowość – irytacja – nieopanowanie, 2) niekonsekwencja w słowie i w 
czynie, 3) niesprawiedliwość w osądzaniu czy ocenianiu ucznia, 4) brak powściągliwości w wyrażaniu się o 
wadach dziecka, 5) luzacki styl bycia. W podobnym duchu problem traktuje F. W. Bednarski w Wychowaniu 
młodzieży dorastającej
  (s. 60). Wciąż aktualna wydaje się być cnota „długomyślności” (zob. J. Woroniecki, 
Długomyślność jako cnota wychowawcy, w: Wychowanie człowieka, dz. cyt., 189-200). 

399

 F. Adamski, dz. cyt.

400

 S. Sobczak, Celowość wychowania, dz. cyt. 5. 

104

background image

więcej niż oni, dalej i dokładniej

401

 Zmusza to do  metanoi,  wywołując potrzebę dyskursu, 

badań i doprecyzowań, które prowadzą do mądrości osób.

Nie można także zapomnieć o religijnym aspekcie wychowania – o którym przypominał 

J. Paweł II

402

. Najpełniejszym nauczycielem i wychowawcą jest Jezus Chrystus. Jest to realna 

osoba, która kocha, cierpi i wskazuje prawdę człowiekowi, także a nim samym.

About the realistic philosophy of education

Zusammenfassung

Unter   den   philosophischen   Publikationen   der   letzten   Jahre   sind   zahlreiche   dem   Thema 
Erziehungsphilosophie  gewidmet.  Zu den bedeutendsten  gehören die Arbeiten  von Janusz 
Czerny,   Mieczysław   Gogacz,   Adolf   E.   Szoltysek,   und   Jan   Zubielewicz   sowie   die 
Sammelbände   von   Franciszek   Adamski.   Als   Grundlagen   der   Erziehung   gelten   die 
philosophische   Anthropologie   und   Ethik,   deren   Fragestellungen   zwei   Grundthemen 
verpflichtet   sind:   wer   ist   der   Mensch   und   wie   soll   er   vorgehen.   In   der   Philosophie 
unterscheidet man zwischen idealistischen und realistischen Menschenkonzeptionen. Keiner 
der Wirklichkeitskonzeptionen kann ein allgemeiner Gültigkeitswert zugesprochen werden. 
Der Verfasser des vorliegenden Textes deutet auf den Realismus als eine Stütze der richtigen 
Erziehung hin.

© Mikołaj Krasnodębski 2008

401

  Joannis Saresberensis,  Metalogicus, III, 4, PL 199, 900: „Dicebat Bernardus Carnotensis non esse nanos, 

gigantium humeris incidentes, ut possimus plura eis et remotiora vedre, non utique proprii visus acumine, aut 
eminentia corporis, sed quia in altum subvehimur et extollimur magnitudione gigantea”.

402

  Przemówienie Ojca Świętego do studentów, pracowników naukowych i administracyjnych KUL-u „Sacro 

Cuore”, wygłoszone na Placu Św. Piotra w Rzymie 13 kwietnia 2000 r., w: Wielki jubileusz roku 2000, red. S. 
Dziwisz, H. Nowacki, S. Hasiorowski, P. Ptasznik, Watykan 2001, 220.

105


Document Outline