background image

Panorama dziejów Polski  
Fakty i mity 
Tadeusz Grudziński 
Bolesław Śmiały-Szczodry i biskup Stanisław 
Dzieje konfliktu 
Warszawa 1982 
Wydawnictwo Interpress 

l l 
r- 

Seria realizff^SS&iu} porozumieniu z Instytutem Historii Polskiej Akademii Nauk  
Konsultant naukowy prof. Janusz Tazbir 
Na okładce 
Wizerunek Bolesława Śmiałego 
z „Kroniki wszytkiego świata" 
Marcina Bielskiego 
Opracowanie graficzne Stanisław Kazimierczyk 
Redaktor Adela Grochowska 
Źródła ilustracji 
Biblioteka Narodowa w Warszawie, Biblioteka Jagiel

lońska w Krakowie, Biblioteka 

Kapituly Krakowskiej, Biblioteka Kórnicka, Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum 
Narodowe we Wrocławiu, Zbiory KoJciola na Skalce w Krakowie, Centralna Agencja 
Fotograficzna, Fotoserwis Polskiej Agencji Interpress, „Szkice historyczne XI wieku" T. 
Wojciechowsldego, „Dzieje papieży" K. Seppelta i K. Ldfflera, „Początki pieniądza 
polskiego" R. Kieranowskiego, „Bolesław Śmiały" M. Kokoszą (w: „Życiorysy 
historyczne, literackie i legendarne" pod red. Z. Stefanowskiej i J. Tazbira), 
„Wyobrażenia męczeństwa biskupa Stanisława" A. Kartowskiej-Kamzowej (w: 
„Interpretacja dzielą sztuki"), „Polonia Tipographica Saeculi Sedecim", „Romańska 
nasternid malba v Cechach a na Morowe" -Jifi 
Maiina 
Autorzy zdjęć 
St. Kolowca, T. Ltnk, Z. Łagocki, St. Markow»fci, J. Morefc, Z. Moser, T. Praźmowski, J. 
Rosifcon, R. Sumik, L. Zielaskowski  
Autorzy reprodukcji A. Florkowski, T. Kaźmiersfci, S. Łopatka, J. RosikońSpis treści  
Od   autora   . 
Rozdział       I. 
Rozdział      II. 
Rozdział    III. 
Rozdział    IV. 
Rozdział     V. 
Rozdział   VI. 
Rozdział   VII. 
Państwo polskie w czasach rządów  Bolesława Szczodrego  . Kościół w Polsce w dobie 
panowania Bolesława Szczodrego . Podstawowe źródła   do   dziejów konfliktu króla 
Bolesława II z biskupem Stanisławem .... Bohaterowie   konfliktu   . -.   . Analiza   relacji   

background image

Anonima  Galia i   Mistrza   Wincentego   . Próba    rekonstrukcji    genezy    i przebiegu 
konfliktu .... „Sprawa    świętego    Stanisława" w tradycji historiograflcznej i w polskiej   
świadomości   zbiorowej 


72 
86 117 
125 164 
Spis ważniejszych źródeł i opracowań Spis   ilustracji...... 
204 
241 247 
Motto 
„Polska jest dotąd dla pisarzy powieści historycznych nietkniętą kopalnią. Jej dzieje 
przedstawiają mało krwawych faktów; jest to pole, na którym powieściopisarz zbiera 
żniwo, gdy dla poety tragicznego pozostaje pokłosie... Mamże więc zagrzebać się w 
ciemnych zakamarkach bibliotek, aby wyszukiwać tam skarby starożytnych tradycji? 
Mamże uczyć się hieroglifów dawnego gotyckiego pisma? Czy jestem zresztą pewny, 
że odgrzebując te martwe i okaleczone ciała potrafię przyodziać je -właściwymi i 
żywymi barwami? Uczyniłbym to, gdybym czuł w sobie dość sił, aby wzbudzić w 
czytelnikach zamiłowanie do historii Kronik, historii tak pięknej, przeplatanej tu i ówdzi e 
dziwami i cudami. Gdybym czuł dosyć sił, aby walczyć z chłodnymi historykami naszych 
czasów, którzy już nie chcą, by naszego Popielą zjadły myszy, nie chcą, by nasz 
Przemysław zdobył tron sprawiwszy, że konie jego przeciwników biegły drogą posianą 
gwoździami, gdy .swojego kazał podkuć tak, że zabezpieczył go od wszelkiej szkody. 
Według nich Krakus wcale nie walczył ze smokiem, ba, nie chcą nawet, aby Bolesław 
Śmiały zakończył życie w klasztorze w Osjaku po zabójstwie świętego Stanisława. 
Przez to, niestet

y, upadła piękna tragedia, przez to raczej niż z powodu białych wierszy, 

w które niefortunny pomysł autora ubrał sława tego monarchy mówiącego tylko dobrą 
prozą albo, jak chcą klasycy, wierszem dobrze rymowanym i tak rytmicznym, że 
średniówka nie przerywa nigdy zdania w środku wyrazu"  
Juliusz Słowacki: Król Ładawy (Le Roi de Ladawa) 
— początek   niedokończonego   romansu   historycznego o rewolucji w Polsce w 
przekładzie Leopolda Staffa Dzieła wszystkie Juliusza Słowackiego w opracowaniu 
Juliusza Kleinera W

rocław 1958Od autora 

W     przytoczonym     fragmencie     znakomity     poeta polski  doby  romantyzmu,   
Juliusz  Słowacki, wyraził niezupełnie uzasadniony żal pod adresem zawodowych 
historyków, że oddramatyzowują w swoich uczonych rozprawach najciekawsze, 
najbardziej tajemnicze i baśniowe wątki naszych dziejów, odbierając im przez to — w 
swoim upartym poszukiwaniu prawdy 

— swoisty urok, jaki niesie z sobą to wszystko, co 

okrywa mrok odległej, legendarnej przeszłości. 
Broniąc profesji historycznej przed zarzutami poety można powołać się na słowa 
wybitnego współczesnego dramaturga angielskiego Petera Brooka, który w pracy The 
Empty Space (Pusta przestrzeń) stwierdził, że do tego, aby mógł powstać dobry teatr, 
potrzebna mu jest tylko pusta przestrzeń, którą nazwałby „nagą sceną", człowiek idący 
po niej i drugi człowiek, który nań patrzy. Przenosząc tę myśl Brooka na obszary historii, 
zwłaszcza politycznej czy dyplomatycznej, można by powiedzieć, że aby zaczęła się 

background image

dziać historia, wystarczy również tylko przestrzeń, czas i dwoje ludzi, mających 
możliwość aktywnego działania i podejmowania decyzji. Historia i teatr mają więc wiele 
wspólnego, w tym również i to, że jak teatr żyje przez dramatyzm scen, obrazów i treści, 
tak i historia zawiera w sobie wewnętrzną dramaturgię dziejów ludzkich która sprawia, 
że ich odtwarzanie może stać się opowieścią fascynującą. Ten pełen napięcia 
dramatyzm ujawnia się najsilniej i w sposób najbardziej widoczny w wielkiej polityce i w 
wielkich grach dyplomatycznych. 
Historia średniowiecza europejskiego pełna była wielkich konfliktów politycznych, 
społecznych, ideologicz- 
nych i moralnych, a surowe, żeby nie powiedzieć barbarzyńskie, obyczaje epoki 
doprowadzały niejednokrotnie do stosowania nadzwyczaj okrutnych represji, 
praktykowanych 

często w aureoli prawa zwyczajowego, państwowego i kościelnego. 

Na tle stosunków panujących w tej sferze życia w Europie Zachodniej, gdzie ustrój 
feudalny wykształcił się znacznie wcześniej i wytworzył własne struktury prawne, 
sytuacja w Polsce wczesnośredniowiecznej (X— —XII w.) miała swoją specyfikę i 
wyglądała nieco odmiennie. Obyczaje i przepisy prawa zwyczajowego (niepisanego) 
ukształtowały się łagodniej, chociaż okrutne i najwyższe kary były również stosowane. 
W panującym rodzie piastowskim tylko sporadycznie dochodziło do spięć tragicznych, 
aczkolwiek w miarę jego rozra-dzania się w ciągu wieków sprzeczne interesy 
doprowadzały niekiedy do wybuchów gwałtownych sporów. 
Byłoby zatem mijaniem się z prawdą twierdzić, że Polska tej doby była państwem o 
sie

lankowych stosunkach politycznych i społecznych. Wszelako w kraju naszym, 

leżącym na peryferiach rzymśkochrześcijańskiej Europy, wielkie konflikty ideologiczne i 
polityczne epoki cd-

bijały się znacznie słabszym echem, a stosunki feudalne przybrały 

swoiste 

kształty, dalekie od klasycznego modelu ustroju feudalnego na Zachodzie. 

Największy spór ideologiczno-polityczny, który wstrząsnął posadami świata 
zachodniego w XI wieku (i z różnym natężeniem ciągnął się przez następne stulecia), a 
mianowicie walka o inwe

styturę między cesarstwem i papiestwem, będąca w istocie 

rzeczy rywalizacją na wielu płaszczyznach  życia o pierwszeństwo w chrześcijańskim  
orbis terrarum, znalazł w Polsce wczesnośredniowiecznej tylko bardzo słabe, w 
źródłach niemal nieuchwytne, odbicie. 
 
10 
A jednak i w Polsce doszło w tym samym czasie do wielkiego konfliktu między królem 
Bolesławem II Szczodrym, zwanym też Śmiałym (1058—1079) i czołowym 
przedstawicielem Kościoła — biskupem krakowskim, Stanisławem,  zakończonego  
osobistym  dramatem obu 

bohaterów: śmiercią biskupa i wygnaniem monarchy z kraju. 

Skala i przebieg tego sporu, wyjątkowego w swojej ostrości, jeśli rozważamy go w 
kategoriach tragicznego finału, porównywalne być mogą jedynie z losami  i historią  
angielskiego  arcybiskupa  Canter

bury i przez czas jakiś kanclerza królk angielskiego 

Henryka II Plantageneta (1154

—1189) — Tomasza Becketa. Konflikt tamten, 

późniejszy od wydarzenia, które będzie głównym przedmiotem tej książki, o dobre 90 
lat, toczył się wokół praw Kościoła angielskiego, któremu król narzucił w 1164 r. tzw. 
konstytucje klarendońskie, ograniczając jego uprawnienia sądowe, skarbowe i prawo 
odwoływania się do Rzymu w wypadkach spornych. Spór zakończył się tragicznie, gdyż 
arcybiskup został zamordowany przez stronników króla w katedrze kan-

background image

terberyjskiej,29"grudnia 1170 r. Zbrodnią tą opozycja obciążała   Henryka II, który 
musiał odbyć   publiczną pokutę, odwołać konstytucje klarendońskie, i tylko dzięki temu 
utrzymał tron i władzę. Trudno nie dopatrywać się narzucających się nawet na pierwszy 
rzut oka pewnych analogii między konfliktem Bolesława ze Stanisławem i Henryka II   z   
Tomaszem Becketem,   chociaż stwierdzić   trzeba, że zachodzą między nimi   również 
bardzo istotne różnice. Inne też, poza osobistymi konsekwencjami poniesionymi przez 
strony znajdujące się w sporze, były ich skutki. Henryk II wyszedł w sumie ze starcia 
obronną ręką, gdyż przywileje dla Kościoła nie stanowiły dla interesów państwa i władzy 
świeckiej klęski: były one zjawiskiem powszechnym w średniowiecznej Europie i 
uzyskanie ich było tylko kwestią 
11 
czasu. Natomiast w wypadku wydarzeń w Polsce tragizm losów i klęsk osobistych obu 
bohaterów konfliktu pociągnął za sobą fatalne skutki i dla państwa polskiego, i dla 
Kościoła. W ich wyniku Polska na ponad 200 lat utraciła koronę i  przestała być 
monarchią,  którą po krótkim    epizodzie    z    koronacją    Przemyśla    II    w 1295 r. i 
Wacława II w 1300 r., przywrócił dopiero na trwałe Władysław Łokietek w 1320 r. W 
sferze następstw, natychmiastowo odczuwalnych po katastrofie Bolesława Szczodrego, 
najdotkliwsza była zmiana w międzynarodowym   położeniu   państwa   polskiego,    
które z ważnego czynnika politycznego w Europie środkowowschodniej w dobie jego 
rządów, w okresie panowa- \ nią jego następcy Władysława Hermana (1079—1102)   j 
stacza się do roli przedmiotu politycznego w tej części Europy. Następuje wówczas 
niemal całkowita zatrata inicjatywy politycznej na zewnątrz, system przymierzy ulega 
odwróceniu, niekorzystnemu z punktu widzenia interesów  państwa,  prowadząc  do 
ponownego  uzależnienia Polski od cesarstwa, z którym podjąć miał walkę dopiero 
Bolesław Krzywousty (1102—1138). Straty były zatem wielorakie i dalekosiężne. 
Brak źródeł nie pozwala dostatecznie jasno i precyzyj-" nie określić szkody poniesionej 
przez Kościół polski w . .wyniku śmierci biskupa Stanisława.  Jednakże znając 
ówczesną słabość organizacyjną Kościoła i szczupłość szeregów  duchowieństwa, w 
tym szczególnie  przedstawicieli episkopatu pochodzenia polskiego, katastrofa biskupa 
k

rakowskiego, który w polskiej hierarchii kościel-^ nej odgrywał czołową rolę, a przez 

pewien czas niejako zastępował nie funkcjonującego na urzędzie arcybiskupa 
gnieźnieńskiego   —   stanowiła dotkliwy   cios.' Ucierpiał też niewątpliwie  ogólny   
autoryte

t  Kościoła uwikłanego w osobie^tJft^awa w konflikt który — 

 
13 
12 
jak będę to dalej uzasadniał — miał w znacznej mierze 
podłoże polityczne. 
Historia dramatu, któremu poświęcam tę książkę, miała i ma do dzisiaj szczególne 
miejsce w świadomości zbiorowej Polaków. Mimo   upływu   dokładnie   dziewięciu 
wieków od tego wydarzenia, podnieca ono umysły, rozpala wyobraźnię i dzieli tych 
wszystkich, dla których to, co minione, jest tylko projekcją dnia dzisiejszego, na 
stronników jednej bądź drugiej strony personae dra-matis, w mniejszości pozostawiając 
tych, którzy beznamiętnie i bez emocji nie szukają „winnego", lecz penetrują i analizują 
źródła, w nich pokładając nadzieję 
na poznanie prawdy. 

background image

Byłoby nie  na  miejscu   manifestować tutaj przynależność autora do tej mniejszości, 
ale chcę podkreślić własne pragnienie wyzwolenia się spod ciśnienia, jakie nawet na 
zawodowego historyka wywierają dyskusje, polemiki i ideologie, żyjące swoim własnym 
wewnętrznym życiem przez 900 lat. Bo spór o ocenę konfliktu rozpoczął się niemal 
natychmiast po wypadkach 1079 roku i w świadomości pewnych kręgów społeczeństwa 
polskiego, z różnym stopniem natężenia w różnych o-kresach, toczył się przez 
następne stulecia. Nie sposób oprzeć się wypowiedzeniu refleksji, że czas już 
najwyższy, aby przestał on funkcjonować w świadomości zbiorowej jako element 
konfliktowy i dezintegrujący w walce światopoglądów i postaw ludzkich i aby został 
wreszcie umieszczony tam, gdzie jest jego właściwe miejsce, to jest w historii, gdzie 
stanie się tylko fragmentem wiedzy o przeszłości, a nie źródłem sporów. Dlatego słynne 
zdanie autora Szkiców historycznych jedenastego wieku — Tadeusza 
Wojciechowskiego 

— „Przy  grobie Stanisława jest o czym pomyśleć", które   wywołało 

całą otchłań namiętności   i   polemik, chciałbym sparafrazować w duchu odmiennym od 
— 
zapewne bezwiednej - 

intencji tego znakomitego badacza „Nad grobami Bolesława 

Szczodrego i Świętego Stanisława warto pomyśleć". 
W kilku słowach chciałbym wyjaśnić, dlaczego w tekście książki w stosunku do 
Bolesława II konsekwentnie używam przydomka „Szczodry", podczas gdy w naszej 
tradycji historiograficznej i literackiej dość powszechnie panuje określenie „Śmiały". 
Mimo całego szacunku dla tradycji stoję na stanowisku, że decydować w tej sprawie 
winno źródło, w którym  najwcześniej   przy imieniu Bolesława II pojawił się przydomek. 
W pierwszej polskiej kronice Anonima Galia z początków XII w. określenie „Szczodry" 
(Largus) występuje kilkakrotnie i to wyraźnie jako przydomek bądź przezwisko. 
Natomiast innych określeń króla jak „śmiały" (cmdaz), „wojowniczy" (bellicosus) czy 
„dziki" (efferus), kronikarz używał w znaczeniu  przymiotnikowym. Dopiero w Kronice 
wielkopolskiej z przełomu XIII i XIV w. przybrały one postać przezwisk, a pierwsze z 
nich, z niejasnych powodów, w następnych stuleciach weszło w powszechny obieg 
naukowy i literacki, skazując na długo na zapomnienie jedynie słuszny, bo pierwotny, 
przydomek „Szczodry". 
Toruń, czerwiec 1980 r.Rozdział J 
Państwo polskie w czasach rządów Bolesława Szczodrego 
„Skoro więc Kazimierz [Odnowiciel — T.G.] pożegnał się z tym światem [28 listopada 
1058 r. 

— T.G.], syn jego pierworodny, Bolesław, mąż hojny a wojowniczy, rządził 

królestwem polskim". Tymi słowami Anonim tzw. Gali rozpoczął w swojej kronice opis 
panowania Bolesława II Szczodrego. 
Urodzony około f(042/r. Bolesław miał w chwili objęcia samodzielnejNtffadzy książęcej 
około 16 lat. Jego młodsi bracia mieli wówczas kolejno: Władysław (Herman) około 15 
lat, Mieszko 13 lat (zmarł już w 1065 r.), a najmłodszy Otto, urodzony około 1046 r., 
zmarł jako dwuletnie dziecko w 1048 r. Większość historyków stoi na stanowisku, że 
Kazimierz Odnowiciel podzielił przed śmiercią państwo między dwóch najstarszych 
synów, przydzielając Władysławowi Hermanowi dzielnicę mazowiecką i 
podporządkowując go zwierzchniej władzy starszego brata. Jest to jednak tylko 
hipoteza, nie mająca silniejszego oparcia w źródłach, a sama okoliczność, iż Władysław 
był szczególnie związany w późniejszych latach z Mazowszem, niczego nie może 
przesądzać. Ponieważ inne przekazy zupełnie zawodzą, a Gali Anonim nie informuje o 

background image

losach Hermana po 1058 r., wypadnie przyjąć, że do podziału kraju przez Kazimierza 
Odnowiciela nie doszło i że najstarszy syn Bolesław otrzymał po ojcu całe dziedzictwo. 
Na temat zaopatrzenia młodszych synów, Władysława i Mieszka, można tylko snuć 
przypuszczenia. 
O ponad dwudziestoletnich rządach wewnętrznych Bolesława Szczodrego, z wyjątkiem 
jego polityki kościel- 
15 
nej, niemal nic nie wiemy. Ta strona działalności władcy nie znalazła odbicia we 
w

spółczesnych i późniejszych przekazach • źródłowych, których autorzy interesowali się 

przede wszystkim sferą działań zewnętrznych, wydarzeniami militarnymi i politycznymi. 
W tej pomroce dziejowej jedynie trzy fakty rzucają snop światła na wewnętrzne 
proble

my państwa, wszystkie, niestety, odnoszące się do trzech ostatnich lat 

panowania Bolesława II: koronacja w 1076 r., konflikt z biskupem krakowskim 
Stanisławem i wygnanie króla z kraju w 1079 r. Czy zatem nic godnego uwagi dziej 
opisów nie zdarzyło się w Polsce w ciągu pierwszych osiemnastu lat rządów 
Szczodrego, czy też raczej ogólny niedostatek źródeł i jednostronność informacji jest 
zasadniczym powodem, dla którego czasów tych nie można nasycić faktami 
szczegółowymi? 
W odtwarzaniu przeszłości historyk jest bezradny jedynie w jednej sytuacji: kiedy 
całkowicie zawodzą go źródła mające bezpośrednio lub pośrednio informować  
0  przedmiocie badania. W naszym przypadku musimy poprzestać na wnioskach 
ogólnych, wyciągniętych z tej sfery działania Bolesława II, która jaśniej zarysowuje się w 
przekazach źródłowych, to znaczy z jego polityki zagranicznej  i militarnej.  Na obu tych 
polach czasy Szczodrego żywo przypominają epokę Bolesława Chrobrego, ale zanim 
przejdę do bardziej szczegółowego ich przedstawienia,   chciałbym krótko   określić   
podstawę wyjściową, czyli międzynarodową sytuację państwa polskiego   w momencie 
śmierci Kazimierza   Odnowiciela 
1 objęcia władzy przez jego pierworojłnego syna. Bolesław otrzymywał w spadku 
państwo, w skład którego wchodziły wszystkie najważniejsze ziemie polskie: 
Małopolska, Wielkopolska,  Śląsk,  Ziemia sieradzko-łę-czycka i  Mazowsze.   Pomorze   
Gdańskie   pozostawało wprawdzie poza obrębem polskiej organizacji państwo- 

t l 
16 
wej, ais od 1047 r. stanowiło obszar trybutarny, zobowiązane płacić polskim władcom 
daniny i udzielać im pomocy zbrojnej. Natomiast Pomorze Zachodnie usamodzielniło 
się całkowicie pod rządami własnej dynastii książęcej. Wstrząsy wewnętrzne, jakich 
areną stała się Polska w trzydziestych latach XI w., były zbyt silne, aby ich skutki zdołał 
usunąć Kazimierz Odnowiciel po powrocie z wygnania do kraju. Obok bowiem 
konieczności odbudowania państwa ze zniszczeń trzeba było podjąć prace nad 
przywróceniem wewnętrznej integracji organizmu państwowego, osłabionej przede 
wszystkim kilkunastoletnim przejściem Śląska pod władzę czeskich Przemyślidów w 
wyniku agresji Brzetysława I w 1039 r., a także dziesięcioletnim panowaniem samoz-
wańczego księcia — Miecława (Masława) na Mazowszu. W sferze stosunków 
międzynarodowych poważnym balastem obciążającym relacje polsko-czeskie — dla 
strony polskiej szczególnie uciążliwym, a nawet upokarzającym — był narzucony w 

background image

wyniku arbitrażu cesarza Henryka III w Kwedlinburgu w 1054 r. obowiązek płacenia 
Czechom corocznego czynszu ze Śląska (30 grzywien złota i 500 grzywien srebra), 
który Kazimierz uiszczał zapewne regularnie aż do końca panowania. Niewątpliwie 
jednak najdotkliwszym elementem zmienionej w latach klęsk wewnętrznych sytuacji 
międzynarodowej państwa polskiego było utracenie niezależności politycznej wobec 
cesarstwa. Mimo braku wyraźnego potwierdzenia w źródłach, z danych pośrednich 
zdaje się wy-nilkać, że Kazimierz uznał się za lennika cesarskiego! na co wskazywałyby 
okoliczności jego powrotu z wygnania z militarną pomocą Henryka III, posłuszne 
stawienie się polskiego księcia, podobnie jak czeskiego, na sąd cesarski do 
Kwedlinburga, a także cały splot działań polskich i czeskich związanych z konfliktem 
śląskim. W praktyce oznaczało to możliwość mieszania 
 
17 
się dworu cesarskiego w niektóre wewnętrzne i zewnętrzne (na przykład w spory 
polsko-

czeskie) sprawy państwa polskiego. Na temat stosunków Polski z kurią papieską 

trudno powiedzieć coś bliższego. Trudna sytuacja w Kościele polskim w czasach 
rządów Odnowiciela zdaje się wskazywać na rozluźnienie wzajemnych kontaktów, 
chociaż sporadycznie szukano w Polsce pomocy Rzymu, jak w wypadku wysłania 
skargi na Brzetysła-wa za grabienie polskich kościołów. Mimo ogromnych osiągnięć 
Kazimierza w dziele odbudowy państwa, w chwili zgonu księcia sytuacja w kraju daleka 
była od tej, w jakiej na przykład Bolesław Chrobry przekazywał władzę swojemu 
następcy. Przed nowym młodym władcą polskim stanęły liczne i ogromnie trudne 
problemy wewnętrzne i zewnętrzne, których rozwiązanie wymagało wieloletnich 
zabiegów. Kazimierzowi udało się wprawdzie spacyiikować stosunki ze wszystkimi 
sąsiadami Polski, z Rusią Kijowską utrzymać nawet przyjazne kontakty, wyrażające się 
we wspólnym działaniu przeciw Miecławowi (w efekcie tego współdziałania Odnowiciel 
zlikwid

ował separatystyczne księstwo mazowieckie w 1047 r,), ale każda próba zmiany 

niekorzystnego układu w relacjach z Czechami i cesarstwem mogła prowadzić do 
poważnego naruszenia tych stosunków. W ogólnym bilansie nie sposób wreszcie nie 
wspomnieć o f utracie w początkach lat trzydziestych XI w. korony królewskiej — tego 
symbolu suwerenności państwowej, i w związku z tym o degradacji w skali europejskiej 
państwa polskiego z rzędu królestw do pozycji księstwa, co oznaczało umniejszenie 
jego międzynarodowego autorytetu.] 
Przejęcie władzy po ojcu przez Bolesława i początki jego rządów przebiegły 
najprawdopodobniej bez żadnych Wstrząsów i oporów, tak ze strony ogółu możnych, 
jak 
18 
i pozostałych synów Kazimierza. Okoliczności te pozwoliły Szczodremu skupić uwagę w 
p

ierwszych latach panowania na sprawach polityki zewnętrznej, niezwykle ważnej dla 

przyszłości państwa. [Problem odzyskania pełnej suwerenności kraju, jak to zdaje się 
wynikać z całokształtu poczynań politycznych Bolesława II, narodził się już u progu jego 
rządów i dominował nad innymi kwestiami również w następnych latach. jPonieważ 
własne siły były jeszcze zbyt małe dla realizacji tego zadania, istotne było znalezienie 
sprzymierzeńca, zainteresowanego podobnym problemem, którego siły w połączeniu z 
potencj

ałem Polski stanowiłyby skuteczną przeciwwagę dla cesarstwa i jego czeskiego 

lennika. Okazja pozyskania sojusznika pojawiła się już wkrótce. Wynikła ona z rozwoju 

background image

sytuacji na Węgrzech, gdzie doszło do konfliktu na tle walki o władzę między Andrzejem 
I, pan

ującym od 1046 r., i jego bratem Belą, który na mocy zawartego układu władał 

trzecią częścią' państwa i miał zagwarantowane następstwo tronu po śmierci króla. 
Braterski układ został jednak złamany w chwili, gdy Andrzejowi urodził się syn — 
Salomon, któremu ojciec postanowił zapewnić koronę po sobie. Przeciw koronacji 
kilkuletniego księcia wystąpiła część możnych węgierskich, opowiadając się po stronie 
Beli. Zagrożony Andrzej wysłał w 1058 r. poselstwo do Niemiec z propozycją zawarcia 
pokoju i umocnienia go 

małżeństwem Salomona z siostrą króla Henryka IV — Judytą. 

Oferta została mile przyjęta i wkrótceLBela, którego rządy w dzielnicy, a nawet życie, 
zostały zagrożone, musiał opuścić kraj. Na przełomie 1059/60 r. znalazł się w Polsce, 
szukając na dworze Bolesława wsparcia i licząc na pomoc przeciw wspólnym 
przeciwnikom. Nie bez znaczenia była okoliczność, że \ Bolesław był siostrzeńcem 
Beli,]gdyż koligacje rodzinne dobrze tłumaczą wiele ówczesnych wydarzeń. 
19 
Sprawa udzielenia polskiego wsparcia Beli przeciw A

ndrzejowi była niezwykle delikatnej 

natury, ponieważ atak na stronnictwo procesarskie na Węgrzech godził bezpośrednio w 
interesy niemieckie w tym kraju i mógł być odczytany na dworze cesarskim jako 
nieprzyjazny krok ze strony polskiego wasala. Na otwarty konflikt z Henrykiem IV 
Bolesław nie mógł sobie jeszcze pozwolić, natomiast pozostawienie Beli samemu sobie 
oznaczałoby rezygnację z szansy pozyskania dla siebie cennego sprzymierzeńca na 
przyszłość. JW wielkiej tajemnicy Bolesław zawarł z Belą przymierze, następnie zaś 
wspólnie opracowali plan kampanii. Przewidywał on powrót księcia węgierskiego, z 
wiernymi mu towarzyszami i trzema posiłkowymi hufcami polskimi, do kraju i 
zaatakowanie brata. W tym samym czasie Szczodry z pozostałymi siłami uderzyć miał 
na pogranicze czeskiej aby na wypadek spodziewanej interwencji niemieckiej na rzecz 
Andrzeja nie dopuścić do połączenia się wojsk czeskich z oddziałami Henryka IV. 
Książę polski świadomie nie wyruszył osobiście na Węgry, żeby nie spotkać się 
bezpośrednio na polu bitwy z Henrykiem, gdyż jako jego wasal musiałby ponieść 
wszelkie konsekwencje wynikające z takiego postępowania. 
Jesienią 1060 r. zamierzenia sojuszników zostały zrealizowane. Bela wyruszył 
przeciwko Andrzejowi, którego możnowładcy węgierscy, oburzeni wieścią, iż król 
całkowicie przeszedł do obozu cesarskiego, gromadnie opuszczali i przechodzili na 
stronę brata. Wielka bitwa stoczona przez Belę z połączonymi wojskami Andrzeja i 
znacznymi posiłkami niemieckimi skończyła się wiel-kimfźwycięstwem Beli., Andrzej, 
raniony, spadł z konia i, stratowany w tumulcie walki, wkrótce skonał. Bela, 
powszechnie uznany, w triumfalnym pochodzie wyru- 
20 
szył do stolicy, gdzie 6 grudnia 1060 r. koronowany został na króla Węgier. 
Bolesław również wywiązał się z przypadającego mu zadania, ponieważ wraz z 
posiłkami pomorskimi zaatakował pograniczny gród morawski Hradec. Gród wprawdzie 
nie został zdobyty, ale uderzenie przyniosło oczekiwane rezultaty, gdyż książę czeski 
Spitygniew, na wieść o wyprawie polskiej na jego kraj, mimo wezwania Henryka IV, 
zmienił kierunek marszu swoich wojsk i ruszył ku polskiej granicy, aby bronić własnego 
kraju. Na Węgrzech zwyciężyło antyniemieckie stronnictwo Beli, który, zawdzięczając 
swój sukces polskiej pomocy, stał się wiernym sprzymierzeńcem Bolesława. Sukces 
osiągnięty na południu przyćmiony został wkrótce niepomyślnymi wieściami 

background image

nadchodzącymi z północy. Zaangażowanie się Bolesława w sprawy węgierski^ i 
niepowodzenie militarne pod Hradcem: wykorzystali Pomorzanie, aby zerwać więzy 
trybutarne

. "• Wydarzenia te wiąże w czasie Anonim tzw. Gali, ale dla ścisłości dodać 

trzeba, że niektórzy historycy oderwanie się Pomorza Gdańskiego przesuwają na okres 
późniejszy, najczęściej na 1066 r., chociaż argumenty mające przemawiać za tą datą są 
wątpliwej wartości. Natomiast jeśli chodzi o stosunki z Czechami, to można 
przypuszczać, że konflikt z 1060 r. doprowadził do zakłócenia w płaceniu na ich rzecz 
polskiego czynszu ze Śląska. Nowa sytuacja polityczna, jaka powstała w rezultacie 
uformowania się przymierza polsko-węgierskiego, musiała mocno poruszyć dwór 
cesarski, skoro tamtejszą reakcję na opisane wydarzenia zrozumiano w obozie nowych 
sojuszników jako stan zagrożenia wojną odwetową. Bela i Bolesław, aby nie dopuścić 
do nowego konfliktu zbrojnego, podjęli różne kroki pojednawcze w stosunku do Henryka 
IV i księcia czeskiego. Król węgierski zwrócił bez zwyczajowego okupu wszystkich 
21 
jeńców niemieckich, a z dowódcą wyprawy, margrabią saskim Wilhelmem, zaręczył 
swoją córkę — Zofię. Kiedy zaś w sierpniu 1063 r. zwołano sejm Rzeszy do Moguncji, 
na którym zapadła decyzja podjęcia wielkiej wyprawy na Węgry w oelu restytucji 
Salomona na tron ojcowski, Bela 

— według relacji niektórych źródeł niemieckich — miał 

podobno tłumaczyć się z wypadków w 1060 roku i wyrażać  gotowość zwrócenia tronu 
Salomonowi, jeśli tylko będzie mógł zachować dawne swoje księstwo. Trudno w pełni 
zawierzyć tym stronniczym przekazom, ale jest prawdopodobne, że Bela poczynił w 
celach taktycznych jakieś pojednawcze kroki, żeby utrzymać pokój i władzę. 
Bolesław tymczasem zaangażował się w sprawy czeskie i na tym froncie usiłował 
osłabić pozycję cesarstwa.' W końcu stycznia 1061 r. zmarł książę czeski Spitygniew i 
rządy w Pradze przejął jego brat — książę morawski Wratysław, który zaraz uznał się 
z

a wasala Henryka IV. Wratysław był żonaty z Adelajdą, siostrą Salomona, i było 

pewne, że w ewentualnej przyszłej wojnie będzie wspierał swojego szwagra, nie tylko 
jako wasal cesarski. Wkrótce doszło w Czechach do konfliktu między Wra -tysławem i 
jego młodszym bratem Jaromirem, który odmówił wyboru kariery duchownej i zażądał 
udziału . w spadku, a kiedy przymuszono go do przyjęcia święceń na diakona, zebrał 
garstkę wiernych towarzyszy i wiosną 1061 r. uszedł do Polski; Kierunek1 ucieczki 
zdaje się wskazywać, że stosunki polsko-czeskie nie były wówczas zbyt dobre. 
W początkach 1061 r., po zgonie żony Wratysława, węgierskiej księżniczki Adelajdy, 
doszło do zaskakującego mariażu księcia czeskiego z siostrą Szczodrego — Swię-
tosławą (czeska forma — Swatawa). Informuje o tym czeski kronikarz Kosmas, nie 
podając powodów zmiany klimatu politycznego między wrogimi dotychczas stro - 
22 
nami. Sprawa wymaga zatem krótkiego komentarza. Wratysław musiał liczyć się z 
obecnością na dworze polskim Jaromira, który z pomocą Bolesława mógł upomnieć się 
o dzielnicę na Morawach. Szczodry dążył zapewne do neutralizacji Wra -tysława na 
wypadek1 ataku niemieckiego na Węgry, a jego atutami w próbie zbliżenia się z 
Czechami mogły być obietnice powstrzymania pretensji Jaromira i powrotu do płacenia 
czynszu śląskiego. Oddanie Swięto-sławy za żonę Wratysławowi byłoby zatem 
przypieczętowaniem zawartego układu politycznego, o którym źródła bezpośrednio nie 
wspominają. Porozumienie polsko-czeskie miało ważne, ale doraźne znaczenie będąc 

background image

wyrazem a

ktualnej sytuacji politycznej obu partnerów, z których każdy myślał o 

własnych korzyściach. 
Dwór cesarski nie dał się podejść pojednawczymi gestami sojuszników i w końcu 
września 1063 r. duże siły niemieckie ruszyły na Węgry. Zanim doszło do walnej bitwy, 
chory od dłuższego czasu Bela zakończył życie, a jego młodociany syn, Gejza, nie był 
w stanie stawić skutecznego oporu, ucieczką ratując się od niewoli. Woj-na skończyła 
się niezwykle szybko i w sposób, który nie trudno było przewidzieć, choć Wratysław, 
zg

odnie zapewne z warunkami ugody z Bolesławem, nie wziął w niej udziału. Henryk IV 

wprowadził Salomona na tron węgierski, podczas gdy Gejza, otrzymawszy odmowę na 
prośbę o wydzielenie mu dawnej dzielnicy ojca, opuścił wraz z dwoma braćmi ojczyznę i 
schronił się w Polsce. 
Na temat, dlaczego Bolesław nie wziął udziału w wojnie na Węgrzech, można tylko 
snuć domysły. Wydaje się prawdopodobne, że musiały go zaabsorbować wówczas inne 
sprawy i że z tego powodu nie mógł wesprzeć B°li i Gejzy. Dysponujemy, niestety 
n

iedatowaną, in- 

23 
formacją Anonima Galia o niespodziewanym ataku Po-morzan- na północne kresy 
państwa. Być może, że Szczodry, zamiast na Węgry, zmuszony był wyruszyć na 
północ, gdzie nie bez trudu odniósł zwycięstwo.! Czy przy tej okazji Pomorze Gdańskie 
ponownie stało się trybutariuszem polskim? Źródła nie przekazują na ten temat żadnych 
wiadomości, ale nie jest to wykluczone. 
Ograniczony sukces na froncie pomorskim nie stanowił żadnego ekwiwalentu w 
porównaniu z prawdziwą klęską militarną i polityczną po niesioną na południu. Bolesław 
nie mógł pogodzić się z rozstrzygnięciami na Węgrzech i natychmiast podjął 
przygotowania do kontruderzenia. Jeszcze w ostatnich tygodniach 1063 r. Gejza na 
czele wojsk polskich wkroczył do ojczyzny i szybko jednając sobie możnych 
węgierskich, uzyskał przewagę nad Salomonem. Za pośrednictwem biskupa Raaby — 
De-zyderiusza 

— doszło w styczniu 1064'r. do zawarcia kompromisowego pokoju, na 

mocy którego Salomon zwrócił Gejzie dawną dzielnicę jego ojca, natomiast książę 
uznał jego prawa do korony węgierskiej i władzę zwierzchnią. Układ raabski nie 
zadowalał całkowicie żadnej ze stron. Był tylko tymczasowym kompromisem, o tyle 
jednak korzystnym dla Polski, że w praktyce neutralizował zagrożonego stale przez 
Gejzę Salomona jako potencjalnego sojusznika cesarstwa. Natomiast przyszłość Gejzy 
w znacznej mierze zależna była od poparcia Bolesława. Czas miał pokazać, czy będzie 
można w sprawie węgierskiej uczynić dalszy krok na drodze do odbudowy 
poprzedniego przymierza. W ciągu kilku następnych lat w polityce zagranicznej 
Szczodrego nastąpił jak gdyby okres stagnacji i zmniejszonej aktywności. Wywołany on 
został pewną stabilizacją stosunków w tej części Europy, jaka nastąpiła po 1064 r., a 
może tylko milczenie źródeł sprawia takie 
24 
wrażenie. W 1068 r. nieoczekiwanie zaszły komplikacje w dotychczas przyjaznych 
kontaktach z Rusią Kijowską, które zmusiły Bolesława do czynnej ingerencji w 
wewnętrzne sprawy ruskie. 
W Kijowie, po śmierci Jarosława Mądrego, rządził ks. Izjasław, z którym Bolesław był 
związany podwójnymi nićmi pokrewieństwa^ bowiem jako syn Dobroniegi, siostry 
Jarosława, był bratem ciotecznym jego pięciu synów, ponadto jeszcze siostra 

background image

Kazimierza Odnowiciela, Gertruda, wydana została za mąż za Izjasława. Państwo 
kijowskie weszło wówczas w okres intensywnego rozbicia dzielnicowego, przy czym 
książęta toczyli z sobą częste walki, w których dużą rolę odgrywały liczne i bogate 
miasta ruskie. W 1068 r. Izjasław poniósł klęskę w wojnie z Połowcami, ponadto w 
Kijowie wybuchło przeciw niemu powstanie, na czele którego stanął uwolniony z 
więzienia rywal księcia do tronu kijowskiego, jego stryj Wszesław. W beznadziejnej 
sytuacji Izjasław ratować się musiał ucieczką do Polski? Na dworze polskim zapadła 
decyzja podjęcia wyprawy w celu przywrócenia panowania Izjasława w Kijowie. 
Przypuszczalnie wpłynęły na nią dwa motywy zasadnicze: chęć udzielenia pomocy 
szwagrowi oraz zapewnienie Polsce dobrych stosunków z państwem kijowskim w 
okresie, kiedy główny wysiłek skierowany był na aktywną politykę zachodnią. Nie bez 
znaczenia była także zapewne perspektywa przywiezienia bogatych łupów wojennych. 
Po starannych przygotowaniach zimowych, wiosną 1069 r. Bolesław II, mając u boku 
wygnańca, ruszył" "starynr-szlakiem Chrobrego na wschód. Przerażony Wszesław, nie 
s

tawiając większego oporu, uciekł do swojej własnej dzielnicy połockiej j. droga do 

Kijowa stanęła otworem. 2 maja Szczodry wkroczył do miasta, uderzając w 
symbolicznym geście na znak zwycięstwa mieczem w Złote Wrota grodu. W relacji 
25 
Anonima Galia pierws

zym, który tak miał postąpić, był rzekomo Bolesław Chrobry w 

1018 r. Kronikarz chciał zapewne dodać jeszcze jeden kwiatek do wieńca chwały 
Wielkiego Bolesława, gdyż w rzeczywistości Złote Wrota w nowym wielkim grodzie 
kijowskim ufundował Jarosław Mądry dopiero w 1037 r., to jest w 19 lat po pochodzie 
Chrobrego. 
Wyprawa    kijowska   osiągnęła   swoje   cele.    Izjasław wprowadzony został na tron 
wielkoksiążęcy i pod presją Polaków zaakceptowany przez Kijowian,.Wojska polskie, po 
długim marszu, odpoczywały w zamkach i miastach ruskich, a kiedy doszło do 
rabunków i gwałtów, ludność miejscowa zaczęła mścić się potajemnie, zabijając 
polskich wojów. W końcu lata Bolesław pozbierał wojska i ruszył w drogę powrotną^ do 
kraju, wioząc ze sobą ogromne bogactwa i łupy. Wyprawa kijowska była jednym  z 
najświetniejszych epizodów w  całym panowaniu Szczodrego. Podniosła ona 
międzynarodowy autorytet państwa polskiego oraz umocniła wewnętrzną pozycję 
Bolesława, przyczyniając się do wzrostu siły i znaczenia władzy książęcej. 
Sprawy ruskie nie pochłonęły Szczodrego tak dalece, aby całkowicie zaniedbał działań 
na południu. Stosunki z Czechami, kiedy chwilowe zbliżenie, umocnione małżeństwem 
Wratysława ze Swiętosławą, spełniło swoje zadanie, uległy pogorszeniu. Obok 
Drażliwe] kwestii trybutu śląskiego fakt przebywania Jaromira na dworze polskim musiał 
niekorzystnie oddziaływać na postawę księcia czeskiego wobec Bolesława.|Potencjalne 
zagrożenie ze strony buntowniczego juniora stało się bardziej realne, gdy Jaromir, być 
może z namowy Szczodrego, rozpoczął knowania z dzielnicowymi książętami 
morawskimi: Konradem z Brna i Ottonem z Ołomuńca, którzy, pragnąc większej 
samodzielności, stanęli w opozycji do seniora — Wratysława. Kiedy w końcu 1067 r. 
26 
zmarł biskup praski Sewer, książęta morawscy w 1068 r. wezwali z Polski Jaromira i 
mimo oporu seniora przeforsowali jego wybór na biskupstwo praskie w słusznym 
przekonaniu, że wpłynie to na osłabienie pozycji Wratysława. Bolesław Szczodry nie 
tylko życzliwie patronował tym przedsięwzięciom i  bez oporu wypuścił cennego 

background image

uchodźcę, ale — jak się wydaje — zebrał wojska nad czeską granicą, aby w razie 
potrzeby interweniować zbrojnie. Wskazuje na to okoliczność, że Wra-tysław wymógł na 
braciach rozpatrzenie kandydatury Jaromira na wiecu w obozie  wojskowym w 
miejscowości Dobienin koło Kłodzka, tam, gdzie według Kosmasa była „brama,  którędy 
wiodła droga do Polski".  Najwidoczniej książę praski liczył się z możliwością militarnego 
wsparcia wygnańca przez hufce polskie i gromadził siły nad polską gra nicą, aby 
zapobiec ewentualnej   interwencji,  j Ponieważ   opozycjoniści   morawscy i czescy 
zmusili Wratysława do osadzenia Jaromira na biskupim  stolcu praskim, do  konfliktu 
zbrojnego  nie doszło, Wzajemne stosunki uległy jednak znacznemu pogorszeniu i 
można mieć wątpliwości, czy czynsz ze Śląska był nadal uiszczany przez stronę polską. 
Z roku wyprawy kijowskiej pochodzi także jedna z najdziwniejszych   wiadomości,   
przekazana przez  wysoko w nauce cenionego kronikarza normandzkiego Orde.cy.-ka 
'Vitali

sa, autora dzieła Historia EcclesiasticaĘZano-tował p'n,"że król duński Swen 

Estrydsen, przygotowując w 1069 r. wyprawę na Anglię, wezwał oddziały posiłkowe 
spośród okolicznych ludów, wymieniając na pierwszym  miejscu Polaków (Poleni),  a 
następnie  Fryzów, Sasów i WieletówjjJ Zdania historyków o wiarygodności informacji 
Orderyka Yitalisa na temat Polaków są podzielone i niektórzy badacze wręcz ją 
odrzucają bądź też nomenklaturę Poleni interpretują jako pojęcie geograficzne. 
Jednakże mamy tutaj do czynienia z faktem 
 
27 
źródłowym, stwierdzającym wprost zwrócenie się Swe-na do Polaków o pomoc i udział 
w ekspedycji wojennej przeciw Anglii, co wyklucza rozumienie tej informacji w sensie 
geograficznym, a zaufanie, jakim autor dzieła cieszy się powszechnie, każe poważnie ją 
traktować mimo całej jej niezwykłości. Ponieważ była to wyprawa morska, .mieli w niej 
<zapewne wziąć udział pomorscy żeglarze z Pomorza Gdańskiego, związanego z 
Polską stosunkiem trybutarnym i obowiązkiem niesienia pomocy wojskowej (Pomorze 
Zac

hodnie było wówczas całkowicie niezależne od Bolesława II), stąd autor dzieła 

.uznał tę ziemię za część państwa polskiego. Same kontakty polsko-skandynawskie nie 
były wówczas czymś nadzwyczajnym. Ich początki sięgają czasów Mieszka I i 
Bolesława Chrobrego, a w okresie późniejszym odgrywają dość istotną rolę w polityce 
Bolesława III Krzywoustego, mógł więc i Szczodry swoje zainteresowania skierować ku 
północy, względnie Dania ku słowiańskiemu partnerowi nad Bałtykiem. Jeżeli staniemy 
na gruncie przekazu Orde

ryka, to musimy zadawać sobie pytania, jakie cele 

przyświecały zbliżeniu polsko--duńskiemu (którego efektem była prośba Swena) i co 
chciał osiągnąć Bolesław w zamian za posiłkowanie króla duńskiego w najeździe na 
daleką od polskiej sfery działania Anglię? Odpowiedzi na te pytania poszukamy później, 
zadowalając się na razie samym faktem, poświadczającym szeroki zasięg politycznych 
zaintereso-

[jvań Bolesława Szczodrego. 

W_1070 i początkach 1071 r. nabrzmiewał nowy konflikt z Czechami, który wkrótce 
przerodził się w otwarte starcia zbrojne o ograniczonym jednak terytorialnie zasięgu. 
Niezupełnie jasne są powody nękających pogranicznych napaści, ale dalszy przebieg 
wydarzeń zdaje się wskazywać na to, że stroną częściej atakującą był BolesławAjZ 
Pragi szły bowiem skargi na dwór cesar- 
Sar-

^• 

28 

background image

ski na polskiego księcia o napady na czeskie granice i na odmowę płacenia czynszu ze 
Śląska, a może nawet (chociaż źródła milczą na ten temat) i o mieszanie się 
Szczodrego .,., w wewnętrzne spory Wratysława z junio- 
Jesieni

ą 1071 r. Henryk IV wezwał obu książąt: Bolesława i Wratysława do Miśni w celu 

rozsądzenia istniejącego między nimi zatargu, załagodzenia kilkuletniej niezgody i 
zlikwidowania wzajemnych najazdówD Nie wiemy czy po raz pierwszy, ale na pewno po 
raz ostatni 

Bolesław jechał posłusznie do Niemiec jako wasal na sąd cesarski. Pod 

groźbą zemsty Henryk rozkazał obu książętom, aby natychmiast zaprzestali wojny i 
kon-

tentowali się „swoimi granicami". 

Wyrok' miśnieński miał spełnić dwa zadania: wzięcie w obronę posłus znego cesarstwu 
Wratysława oraz poskromienie niesfornego księcia polskiego, którego polityczne 
poczynania niepokoiły dwór niemiecki. Opisujący zjazd miśnieński niemiecki kronikarz 
Lambert z Hersfeldu w ogóle nie wspomniał o tym, by omawiano wówczas sprawę 
czynszu śląskiego. Wydaje się jednak więcej niż prawdopodobne, że domagał się tego 
Wratysław i że Henryk w tej kwestii potwierdził prawa czeskie do pobierania czynszu od 
Polaków. Cesarstwo było przecież gwarantem tej opłaty od pamiętnego zjazdu 
kwedlinburs

kiego z 1054 r., a konkretna sytuacja polityczna w 1071 r. skłaniała Henryka 

do utrzymania status quo ante. Od siebie możemy dodać, że miśnieński arbitraż był 
politycznym sukcesem cesarskim, ponieważ konflikt polskb-czeski stworzył Henrykowi 
IV okazję do wmieszania się w spór między jego wasalami na zasadzie pełnoprawnego 
arbitra. Okoliczności te utwierdzały wpływy niemieckie w Polsce i Czechach, 
potwierdzały nadrzędność Henryka wobec Bolesława i Wratysława, a w wypadku 
niepodporządkowania się Bolesława 
29 
wydanemu wyrokowi dawały Henrykowi podstawy prawne do interwencji zbrojnej 
przeciw nieposłusznemu wasalowi. 
Z faktu, iż Szczodry osobiście, a nie przez posłów, stawił się w Miśni wynika, że 
oficjalne stosunki polsko--

niemieckłe do tego momentu układały się formalnie 

poprawnie i książę mógł nie obawiać się wysunięcia zarzutów dotyczących jego 
postawy wobec cesarstwa, z wyjątkiem konfliktu z Wratysławem. Z różnych natomiast 
danych pośrednich można domyślać się, że wyjazd do Miśni dał mu okazję rozpoznania 
wew

nętrznej sytuacji w cesarstwie oraz nawiązania pierwszych kontaktów z 

antyhenrykowską opozycją w Niemczech, w tym z biskupem miśnieńskim Bennonem, 
późniejszym czołowym przeciwnikiem Henryka IV i wiernym stronnikiem papieża 
Grzegorza VIIU. ] 
SnDramatyczny p

rzełom w stosunkach polsko-niemieckich t JiastąpU w 

^!'[2_rlljgjdlkajniesiecy po wyroku miśnieńskim. Niepomny groźby Henryka IV Bolesław 
ponownie zaatakował Czechy, zrywając w ten ^sposób manifestacyjnie zależność 
wasalną od cesarstwa/ Od tej chwili można mówić o odzyjkaniu przez państwojaolskie r 
z^e-

cz y wi s t e j "suwerenności politycznej. Równocześnie Polska stawała się jednym 

z głównych przeciwników cesarstwa w Europie środkowo-wschodniej oraz ważnym 
punktem oporu przeciw niemieckiej ekspansji.] W roz

umieniu feudałów niemieckich, 

przywykłych uważać obszary wschodnie za ich sferę wpływów politycznych, państwo 
polskie było teraz prawdziwym ogniskiem buntu. 
Reakcja dworu cesarskiego na krok Bolesława była bardzo szybka, mimo że Niemcy 
były rozdarte wewnętrznymi walkami różnych koterii politycznych i buntami książąt,^- 

background image

szczególności zaś zagrażała Henrykowi opozy-. cyjna  postawa  Sasów,  rządzonych 
przez potężny ród 
30 
książęcy Bili ungówj Ponadto szybko narastało napięcie między cesarstwem i 
papiestweml W 

czasie pobytu w^ Augsburgu w Zielone Święta f 19 maja) 1073 r. 

Henryk IV ogłosił wielką wyprawę do Polski, motywując ją złamaniem przez Bolesława   
pokoju   z Czechami]/ Zapewne obrona czeskiego wasala miała jakieś' znaczenie w tym 
feudalnym świecie,  ale w rzeczywistości wyprawa miała być prowadzona przede 
wszystkim w interesie niemieckim, w celu poskromienia zbuntowanego wasalaTjL 
Wojska miały się zebrać w dniu 22 sierpnia, a punkt zborny wyznaczono w 
miejscowości Hersfeld w Saksonii. 
[Wyprawa przeciw Pol

sce, na którą cesarz wezwał Ba-warTśwr Szwabów,  

Lotaryńczyków,  Franków i  Sasów, a więc niemal całe Niemcy Jnie _doszłaj ednak do 
skutku JŁ-Eowodu^wyijucJlu^ wielkiego buntu Sasóv^Henryk Hfl wiązał z ekspedycją 
polską duże   nadzieje   licząc,  że przeprowadzona tak dużymi siłami doprowadzi dc 
ujarzmienia Bolesława.lEowstanie saskie całkowicie zaskoczyło cesarza, który musiał 
ratować się ucieczką z Saksonii, by uniknąć pochwycenia przez swoich przeciwników. Z 
kilkoma spośród nich Szczodry pozostawał w bliskich kontaktach. Odnosi się to przede 
wszystkim do 
— -                                                                              •                            fŁ          .      i 
ośrodka opozycji — saskiego dworu BillungówM|.ą!gnusrf .syn księcia saskiego Ottona, 
a po jego zgonie, w marcu 1072 r., książę saski, był nawet, wprawdzie dość luźno, 
spokrewniony z Bolesławem, pojął bowiem za żonę rodzoną siostrę księcia 
węgierskiego Gejzy — ZofieJ która w młodości przez kilka lat przebywała wraz z braćmi 
na d

worze polskim. Jej małżeństwo z Magnusem zwiększało możliwości ijliższego 

związania się Polski i Węgier z opozycją saską^p.rugą osobistością, z którą Szczodry 
wiązał nadzieje, był znany mu od 1071 r. biskup Miśni Benno, jeden z przywódców 
sprzysiężenia przeciw Henrykowi  IV^Jrzecim człowiekiem bliskim  Szczodremu 

31 
był wreszcie margrabia Miśni ^Ekhejt/(1068—1090), członek spisku przeciw cesarzowi, 
Ina ziemiach którego będzie później Bolesław walczył. ^ 
W obozie saskim wybuch powstania uzasadniano tym, że Henryk tylko pozorował 
wyprawę na Polskę, w rze-' czywistości zaś przez wprowadzenie wojsk do Saksonii 
chciał zgnieść opozycję, a nawet wytępić saskie plemię i na jego ziemiach osadzić 
wiernych sobie Szwabów. Był to oczywisty pretekst, użyty we wzajemnej wojnie 
propagandowej, gdyż ekspedycja na Polskę była już postanowiona i Henryk IV 
ewentualności buntu Sasów w tym czasie w ogóle nie brał pod uwagę. Z różnych 
przesłanek pośrednich zdaje się wynikać, że termin wybuchu powstania był uzgodniony 
między dworem saskim, Bolesławem i zapewne Gejzą. Na istnienie tajnego 
porozumienia polsko-saskiego wskazuje po- 
jfg»,   -• 
selstyo wysłane przez Billungów do Henryka, przebywającego w Goslarze, które prosiło 
króla o zwolnienie wojsk saskich z obowiązku udziału w kampa nii polskiej. Posłowie 
uzasadniali prośbę tym, że Saksonia jest zagrożona przez pogańskich Wieletów i 
wojska saskie muszą dniem i nocą czuwać, aby nie dać się zaskoczyć nieprzyjacielowi. 

background image

Argument ten był całkowicie fałszywy. Z zupełnie pewnych źródeł wiemy, że nieco 
wcześniej Henryk IV przez posłów proponował Wieletom, w zamian za pomoc przeciw' 
Sasom, ogromne zdobycze, wiele złota, a nawet część ziem saskich, ci jednak, chociaż 
do niedawna zawzięci wrogowie Sasów, odmówili pomocy. Tłumaczyli się brakiem 
ch

ęci do walki (!), pragnieniem zachowania pokoju i całkowitym usatysfakcjonowaniem 

z obecnego przebiegu granicy wielecko-

saskiej. Wyprzedzając nieco wypadki należy 

dodać, że w dwa lata później, w 1075 r., gdy na dworze saskim przebywali posłowie 
polscy, równocześnie zjawiło się poselstwo wiełeckie, które, podobnie jak Polacy, 
ofiarowało Sasom 
32 
pomoc przeciw Henrykowi i wszystkim ich wrogom. 
^Wszystkie powyższe fakty pozwalają stwierdzić bezsporne istnienie co najmniej od 
1073 r. potrójnego przymierza polsko-sasko-wieleckiego, skierowanego przeciw królowi 
niemieckiemu, przymierza, które w pełni funkcjonowało jeszcze w 1075 .rTjTeraz staje 
się jasne, dlaczego Sasi domagali się zwolnienia ich od udziału w wyprawie Henryka na 
Polskę i dlaczego Wieleci odrzucili jego propozycję uderzenia na Saksonię. Były to 
zwykłe wybiegi taktyczne, bez odkrywania rzeczywistych przyczyn zajmowanego 
stanowiska. Platformą porozumienia polsko-saskiego była wspólna wrogość wobec 
Henryka IV, manifestowana przez Bolesława zerwaniem więzów wasalnych, przez 
Sasów otwartym konfliktem z królem. Rok 1073 był momentem próby dla przymierza. W 
obliczu wojny z Polską Sasi nie tylko odmówili wzięcia w niej udziału, ale podnieśli 
żagiew wojny domowej paraliżując plany Henryka. Wierni mu książęta, którzy 
przyprowadzili do Hersfeldu swoje wojska, w nowej sytuacji zaproponowali powrót do 
domów w celu lepszego przygotowania się do wojny z... Sasami. Henryk zmuszony był 
propozycje te zaakceptować. 
0  ile przymierze polsko-

saskie w znanej nam już sytuacji politycznej nie budzi 

zdziwienia, o tyle układy sasko-wieleckie i proponowana przez Wieletów w 1075 r. 
pomoc Sasom przeciw Henrykowi należą do najbardziej zdumiewających kontaktów 
nawiązanych przez dwóch nieprzejednanych do niedawna wrogów. 
Do 1070 r. t

rwała zadawniona, mściwa wrogość, odczuwana przede wszystkim w 

Związku Wieleckim, na którego ziemie raz po raz kierowały się ciężkie, wyniszczające 
najazdy saskie. W latach 1067

—1070 pociągnęły one za sobą podbój części terytorium 

wieleckiego 
1 zniszczenie 

głównego, obok rugijskiej Arkony, centrum 

 
33 
pogańskiego kultu Słowiańszczyzny północno-zachod-niej w Radogoszczy. Od 1070 r. 
wyprawy saskie urwały się nagle, a po dalszych trzech latach mamy źródłowe dowody 
nawiązania między niedawnymi zawziętymi przeciwnikami dobrych, a nawet 
przyjaznych stosunków. Można wątpić w mało prawdopodobną ewentualność 
nawiązania ich w wyniku dwustronnych pertrak-"tacfi i w tym miejscu dochodzimy do 
osoby polskiego księcia jako pośrednika w zbliżeniu sasko-wieleckim. W 1073 r. 
Bolesławowi najbardziej zależało na tym, aby Wieleci nie wsadzili Sasom noża w plecy, 
gdyż wówczas powstanie saskie albo w ogóle by nie wybuchło, albc, gdyby nawet 
doszło do skutku, nie miałoby szans powodzenia. Trudno wprawdzie było liczyć na 
poważną pomoc militarną Związku Wieleckiego, chociaż była ona proponowana Sasom, 

background image

ale już sama życzliwa neutralność Wieletów miała ogromne znaczenie polityczne i 
militarne. 
Aby hipoteza o roli Szczodrego w montowaniu zbliżenia saskowieleckiego zyskała na 
prawdopodobieństwie, obok dobrze poświadczonych w źródłach bliskich związków 
polsko-

saskich, należy naświetlić kontakty polsko-wie-leckie. Z braku bezpośrednich 

przekazów na ten temat musimy się posłużyć przesłankami pośrednimi. Można tylko 
domyślać się, że początek kontaktów wiązał się z rokiem 1069 i ze wspólną wyprawą z 
wojskami Swena Estrydsena na Anglię. Korzystne dla Wieletów powstrzymanie od 1070 
r. najazdów saskich na ich ziemie można by zatem uważać za rezultat mediacyjnego 
działania polskiego dworu, który zapewne podtrzymywał stosunki z Radogoszczą. 
Następną przesłanką jest zjazd Henryka IV z królem duńskim w Liineburgu w 1071 r. 
Swen zapomniał o wydarzeniach z 1069 r. i w zamian za uzyskanie części ziem 
należących do Marchii Północnej zobowiązał się dostarczyć królowi niemieckiemu 

— Bolesław Smały 

 
34 
pomocy „przeciw wszystkim jego wrogom, a w szczególności przeciw Sasom". Poza 
Saksonią jedynie Związek Wielecki w tym regionie mógł być innym wrogiem Henryka, 
ale tylko wówczas przedstawiał on pewne niebezpieczeństwo, jeżeli był związany 
układem z Polską. W przeciwnym wypadku Wieletów oddzielała od Henryka 
nieprzyjazna im jeszcze w tym czasie Saksonia. Kolejne ogniwo to omawiana już próba 
cesarza z 1073 r., zmierzająca do wyłączenia Wieletów z porozumienia polsko -
saskiego, zakończona zupełnym fiaskiem. Odpowiedź Związku o pragnieniu 
zachowania pokoju z Sasami i niekwestionowaniu granicy z nimi świadczy, że 
trójporozumienie polsko-sasko-wieleckie stało się faktem. Dowodnie potwierdza to 
równoczesny pobyt posłów polskich i wieleckich wiosną 1075 r. na dworze Bil-lungów z 
identyczną ofertą pomocy zbrojnej w walce z Henrykiem IV. Wydaje się, że czynnikiem 
spajającym trójporozumienie był wrogi stosunek wszystkich jego partnerów do króla 
niemieckiego. Równocześnie poprawa stosunków sasko-wieleckich zmieniała sytuację 
polityczną Związku i odsuwała w przyszłość groźbę jego podboju i zniszczenia.  
Intensywna polska działalność polityczna na północnym zachodzie w latach 1069—
1075 nie oznaczała zaniedbywania spraw na południu. Po zjeździe miśnieńskim z 1071 
r. Bolesław w ciągu kilku następnych lat nie zaprzestał najazdów na czeskie granice, a 
równocześnie mieszał się w konflikty wewnętrzne w Czechach. Władca polski popierał 
książąt: Ottona ołumunieckiego i Konrada brneńskiego w ich sporach z Wratysławem 
oraz biskupa Jaromira, który stanął w ostrej opozycji wobec księcia praskiego. 
Wszystkie te trudności spowodowały, że Wratysław, uwikłany w rozgrywki wewnętrzne i 
zagrożony z zewnątrz, czuł się niepewnie i chwilowo był unieszkodliwiony jako 
ewentualny sojusznik Henry- 
<ri. 

35 
ka IV. Taki też był cel poczynań Bolesława wobec Czech w tym czasie, kiedy to główne 
zadanie polegało na osłabianiu króla niemieckiego, aby uniemożliwić mu najazd na 
Polskę. 

background image

Inaczej natomiast potoczyć się miała rozgrywka o Węgry i ich miejsce w narastającym 
konflikcie polsko-niemiec-

kim. Układ raabski z 1064 r. był rozwiązaniem tymczasowym i 

nie zadowalał żadnego z partnerów. jGej za, czując się silnym   dzięki   oparciu   w   
Polsce,   a  może i z inspiracji Bolesława wichrzył przeciw Salomonowi, który, wobec 
rosnących trudności Henryka IV w kraju, był zupełnie osamotniony. Sympatie coraz 
liczniejszych możnych węgierskich kierowały się również w stronę energicznego Gejzy. 
W początkach 1073 r. doszło do zaburzeń wewnętrznych, niewątpliwie inspirowanych 
przez młodego księcia. Mimo chwilowego załagodzenia konfliktu, napięcie wciąż rosło. 
Salomon zwrócił się wówczas do Henryka IV z prośbą o pomoc, której jednak król nie 
był w stanie mu udzielić, uwikłany w wojnę z Sasami i z częścią książąt niemieckich. 
Gej-

za również szukał pomocy, wysyłając posłów i swoich braci: Władysława i Lamberta 

do księcia kijowskiego Światosława, Bolesława Szczodrego,  Zwojnimira chorwackiego i 
Ottona ołomunieckiego, którego  żoną była rodzona siostra książąt węgierskich —
„Eufemia. W lutym 1074 r. Salomon — jak podaje kronikarz Lambert z Hersfeldu — 
„napadnięty został wojną przez Gejzę", książę zatem był inicjatorem wojennej rozgrywki 
z proniemieckim królem. Przebieg działań był błyskawiczny, a zwycięstwo Gejzy 
bezapelacyjne, ponieważ rycerstwo węgierskie opuściło Salomona i uniemożliwiło mu 
stawianie oporu. Król z trudem uniknął niewoli, uchodząc do położonego blisko 
niemieckiej granicy Wieselburga, Gej za wśród  ogólnej  radości  koronowany  został  w 
Białogrodzie na króla Węgier. 
 
36 
Wydaje się, że w wydarzeniach węgierskich nie brały udziału obce posiłki, chociaż 
niektórzy badacze na podstawie późnych przekazów przyjmują obecność wcisk 
morawskich Ottona i oddziałów polskich. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że 
Bolesław, dla którego moment wojny domowej na Węgrzech był do tego stopnia 
korzystny, iż każe domyślać się bezpośredniego wpływu polskiego księcia (szczytowy 
okres jego konfliktu z Henrykiem IV), szachował na wszelki wypadek Wratys ła-wa, aby 
nie dopuścić do ewentualnej jego ingerencji w rozgrywkę między stryjecznymi braćmi w 
królestwie węgierskim. 
Zwycięstwo Gejzy było również sukcesem politycznym Szczodrego, znakomicie bowiem 
wzmacniało ono blok sił zaangażowanych w walkę z Henrykiem IV. Tymczasem 
Salomon słał z Wieselburga błagalne poselstwa na dwór niemiecki prosząc o pomoc, do 
której Henryk zupełnie się nie kwapił. Dopiero kiedy wygnaniec za ponowne osadzenie 
go ^ajtr^njje^js^sgiej^mi^rzyrzekł przyjąć państwo w lenno od cesarza, obiecał płacić 
trybut i być całkowicie wiernym, a tytułem gwarancji podjętych zobowiązań przekazywał 
Henrykowi sześć potężnych pogranicznych grodów i dwunastu znacznych zakładników 
— dwór niemiecki zareagował pozytywnie. Henryk był — według doskonałego 
okr

eślenia Lamberta z Hersfeldu — „kupiony tą ceną" i rozpoczął przygotowania do 

wyprawy projektowanej na sierpień 1074 r. Salomon wysłał również posłów do papieża 
Grzegorza VII ze skargami na Gejzę, licząc na moralne i polityczne wsparcie głowy 
Kościoła. I w tej rozgrywce u-biegł go jednak Gejza, który już w przeddzień rozprawy z 
Salomonem wyprawił poselstwo do Rzymu z prośbą o ochronę i opiekę papieską. List 
Gejzy nie zachował się, ale jego treści można domyśleć się z natychmiastowej 
odpowiedzi Grzegorza VII. W bulii do Gejzy z 17 marca 
37 

background image

1074 r., wysłanej w czasie, gdy na Węgrzech wojna domowa była już prawdopodobnie 
zakończona, papież przyrzekał mu obronę przed nieprzyjaciółmi, zapewnIaTJ o swojej 
wielkiej życzliwości i obiecywał "opiekę. Nic więc dziwnego, że w odpowiedzi na list 
Salomona Grzegorz wysłał bullę sformułowaną w zupełnie innym tonie. Wyszła ona z 
kancelarii papieskiej 28 października 1074 r., to jest w ponad pół roku po bulli do Gejzy i 
po oddaniu przez Salomona Węgier w lenno cesarskie. W liście adresowanym do „króla 
Węgrów" papież dał upust swemu oburzeniu, zarzucając mu w ostrych słowach, że 
postąpił bezprawnie przekazując państwo w lenno Henrykowi, ponieważ „królestwo 
węgierskie jest własnością Świętego Kościoła Rzymskiego i już dawniej oddane zostało 
przez króla Stefana świętemu Piotrowi prawnie i z wszelką władzą". Następnie papież 
wyrzucał Salomonowi, że „i w innych sprawach od królewskiego męstwa i zwyczajów 
odchodząc" jednostronnie złamał dobrowolnie przez przodków przyjęte zobowiązania, 
czyniąc tym krzywdę: Stolicy Apostolskiej. Nie odzyska przeto łaski świętego Piotra i 
poparcia papieża, dopóki nie naprawi uczynionego zła i nie uzna, że kró-f lestwo 
węgierskie jest lennem Rzymu a nie cesar-r stwa. 
Nie ulega wątpliwości, że gwałtowny ton bulli był przede wszystkim odbiciem napiętych 
stosunków papieża z Henrykiem IV, ale wcześniejsze pełne poparcie kurii dla drobnego 
księcia dzielnicowego, jakim w przededniu wojny z legalnym królem Salomonem był 
Gejza, jest zadziwiające w świetle ostrożnej praktyki dyplomatycznej Rzymu. Próbując 
wyjaśnić przyczyny takiej postawy papieża warto zwrócić uwagę na fakt, że 
bezpośrednio po swojej elekcji Grzegorz VII rozesłał do różnych władców europejskich 
pisma zawiadamiające o swoim Pontyfikacie. Niestety nie dysponujemy" takim pismem 
38 
papieża do Bolesława, co jednak nie wyklucza, iż mogło ono być wysłane i zaginęło jak 
wiele innych dokumentów tej doby. W formie przeto domysłu wolno wysunąć sugestię, 
że Szczodry, wchodząc w fazę zaostrzonych stosunków z Henrykiem, skorzystał z 
okazji i w odpowiedzi na list Grzegorza wysłał posłów do Rzymu w celu nawiązania 
bezpośrednich kontaktów z nowym papieżem. Niżej będzie mowa o tym, że przed 20 
maja 1075 r. poselstwo polskie gościło w Stolicy Apostolskiej z całą pewnością, nie 
wiemy tylko, czy była to pierwsza wizyta, czy może raczej druga. W każdym razie 
wydaje się prawdopodobne, że przed 17 marca 1074 r. (data wysłania bulli do Gejzy) 
stosunki polsko-

papieskie były już nawiązane, a wobec tego uzasadniony może być 

domys

ł, że to pierwsi wysłannicy Bolesława do Rzymu przedstawili papieżowi sytuację 

na Węgrzech i postawę obu walczących tam stron wobec cesarstwa i problemu 
suwerenności państwa. Nie ulega przy tym wątpliwości, że Grzegorz VII wiedział już o 
niedawnym zerwaniu 

przez Bolesława więzów zależności od cesarstwa i o 

narastającym konflikcie polsko-niemieckim. Papież, dysponujący przede wszystkim 
atutami moralnymi i ideologicznymi, szukający wsparcia realnych i materialnych sił do 
walki z Henrykiem IV, musiał poważnie potraktować zasoby i możliwości koalicji pol-
sko-

węgierskiej. Rzecz przy tym jasna, że z racji swojej pozycji w świecie 

chrześcijańskim stawał się głową wszystkich sił walczących z przewagą cesarska. Tak 
więc uformowany w 1073 r. front antyhenrykowski, zło żony z Polski, Saksonii i Związku 
Wieleckiego, w 1074 r. wzmocniony został przez Węgry, a następnie przez papiestwo, 
które w dalej rozwijanych bezpośrednich kontaktach z Europą środkowo-wschodnią 
ujrzało nowe możliwości zaszachowania swojego głównego przeciwnika ze wschodu. 
39 

background image

Tymczasem zaś Henryk IV, pod wpływem daleko idących obietnic i zobowiązań ze 
strony Salomona, w połowie sierpnia 1074 r. ruszył wraz z nim na wyprawę przeciw 
Gejzie. Była to prawdziwie głodowa wojna dla Niemców, którym Gejza, nie wydając 
otwartej bitwy, usuwał z drogi żywność dla ludzi i furaż dla koni. W beznadziejnej 
sytuacji Henryk zdecydował się na niesławny odwrót, zajmując w drodze powrotnej 
nadgraniczne tereny i grody węgierskie. Należały one wprawdzie do obszarów 
obiecanych mu 

przez Salomona, ale wobec niedopełnienia warunku przywrócenia mu 

tronu, obsadzenie ich było zwykłym bezprawiem nawet w stosunku do nieszczęsnego 
wasala. 
Milczenie źródeł na temat ewentualnego udziału Czechów i Polaków w wojnie 
niemiecko-

węgierskiej tłumaczy się tym, że Wratysław otrzymał od Henryka zadanie 

zaatakowania Bolesława w celu związania sił polskich i niedopuszczenia do ich 
wyruszenia na pomoc Gejzie. Plan powiódł się. Wyprawa czeska nie przyniosła 
wprawdzie większych sukcesów militarnych, ale też miała jedynie ograniczone cele. 
Gejza dał sobie jednak radę bez obcych posiłków. Od tej chwili sojusz polsko--węgierski 
funkcjonował już bez żadnych zakłóceń przez wiele następnych lat, stanowiąc 
fundament polityki polskiej, aczkolwiek sprawa_ praw Salomona_dq_ tronujzo-

stała 

wkrótce wznowiona z najmniej oczekiwanej strony, a mianowicie przez sprzymierzeńca 
Bolesława i Gejzy — papieża Grzegorza VII. 
Już wkrótce bowiem okazało się, że w kwestii węgierskiej kuria papieska zaczyna 
prowadzić politykę nie liczącą się z interesami sojuszników i obliczoną na wy 
eliminowanie wszelkich praw cesarskich do zwierzchnictwa lennego nad państwem 
węgierskim i objęcie go wyłączną opieką Stolicy Apostolskiej. Początkowo mogło się 
wydawać, że Salomon przestał się zupełnie li- 
40 
czyć jako polityczny partner i że po nawiązaniu przez Gej ze stosunków z Rzymem 
sprawa prawnej obediencji Węgier   została przesądzona na rzecz   papieża.   Grzegorz 
yil miał jednak co do tego jakieś wątpliwości, które w miarę pobytu Salomona w 
Niemczec

h stopniowo się pogłębiały. Już wymawianym liście z 28 października 1074 r. 

papież, po surowych słowach potępienia, wyraził gotowość przebaczenia mu pod 
warunkiem przekazania przez niegó~Wę"gter~W lenno namiestnikowi św. Piotra.   
Dlatego   w   późniejsze"]   korespondencji  kuria konsekwentnie  tytułowała  Gejzę  
„księciem  Węgrów", mimo że już w początkach 1074 r. odbyła się jego koronacja, a w 
listach do Salomona i jego żony Judyty używała tytułów: „król Węgrów" i „królowa 
Węgrów". Gej za starał się podtrzymywać stały kontakt z papieżem. Na przełomie lat 
1074/1075 przebywali w Rzymie jego posłowie, ale nie osiągnęli wiele, gdyż właśnie w 
czasie ich wizyty,  10  stycznia  1075  r.,  Grzegorz VII wysłał list do żony Salomona, w 
którym dał wyraz żywej dla niej sympatii, bolał nad  jej losem i polecał w Bogu pokładać 
nadzieję, że jej nieszczęścia związane z utratą tronu i wygnaniem wkrótce skończą się, 
o co on 
modli się gorliwie. 
Wkrótce po pobycie w Rzymie poselstwa węgierskiego i po liście do Judyty, 23 marca 
1075 r., z kancelarii papieskiej wyszło pismo do Gejzy o dość tajemniczej i niejasnej 
treści. Po zapewnieniu „księcia" o swojej przyjaźni papież wypowiedział się na temat 
przyszłości państwa węgierskiego.  Najpierw  stwierdził ponownie,  że królestwo 
węgierskie winno być niezawisłe i nie podlegać żadnemu obcemu władcy świeckiemu, 

background image

lecz wyłącznie Kościołowi rzymskiemu. Dalej Grzegorz powtarzał myśl, że prawo to 
złamał Salomon, który z rąk króla niemieckiego posiadł władzę. Wreszcie, jakby w 
konkluzji, zakli

nał Gejze, aby w imię dobra Kościoła okazał 

41 
całkowite posłuszeństwo przybywającym doń legatom papieskim, ponieważ w jego 
rękach znajduje się klucz do pomyślnego rozwiązania sprawy. Zestawienie treści obu 
omawianych pism papieskich z początku 1075 r. pozwala rozszyfrować ostatnie zdanie 
drugiego z analizowanych listów. Legaci papiescy mieli wystąpić w roli mediatorów i 
doprowadzić do zawarcia między Gej za i Salomonem takiej ugody, aby ten ostatni 
mógł powrócić pod zwierzchnictwo papiestwa. W praktyce żądanie to oznaczało 
konieczność ustąpienia władcy węgierskiego z tronu na rzecz „króla Salomona" i 
zadowolenia się wydzielonym mu księstwem dzielnicowym. Dopiero bowiem wtedy 
Salomon mógł przekazać na powrót Węgry św. Piotrowi jako pełnoprawny ich władca. 
St

ąd domysł, iż papież mógł zabiegać na przykład jedynie o osadzenie Salomona na 

księstwie dzielnicowym, pozostającym pod zwierzchnictwem Gejzy, nie może wchodzić 
w rachubę. 
Żądania Grzegorza VII były daleko idące i wymagały od Gejzy politycznego 
samounicest

wienia. Nic dziwnego, że król nie ulegał im, chociaż papież nie ustawał w 

naciskach. Jeszcze w okresie pobytu legatów na dworze Gejzy z kancelarii papieskiej 
wyszło nowe pismo, znacznie jaśniej od poprzedniego formułujące postulaty pod 
adresem opornego władcy. W liście tym (z 14 kwietnia 1075 r.) zaadresowanym 
do~'^ćsięcia" Gejzy papież domagał się"— przejmując rolę mediatora w sporze — 
zawarcia przez niego pokoju z „królem" Salomonem, przy czym każdy z nich miał 
zachować to, co mu się prawnie należy, tak aby żaden nie był pokrzywdzony— i aby 
granice sprawiedliwości nie zostały przekroczone. Po układzie pokojowym — pisał dalej 
papież — władca panujący w królestwie węgierskim „królem tam, a nie królikiem 
będzie", podczas gdy Salomon, oddawszy się w lenno niemieckie, godny jest tylko 
imienia „królika". 


42 
Teraz wszystko stawało się jasne. Z samej tytulatury mających układać się stron 
wynika, że Grzegorz VII władzę królewską na Węgrzech rezerwował dla Salomona, a 
Gejzie wyznaczał rolę księcia dzielnicowego. Stawiane przez papieża żądania żywo 
przypominały^ dawne postanowienia układu w Raabie z 1064 r., formalnie zatem stały 
na gruncie zachowania prawa. Rzecz oczywista, że dla Gejzy były one nie do przyjęcia, 
a w ówczesnej sytuacji w tym regionie Europy pozbawione też były realizmu 
politycznego. 
Zadziwiające jest,  że papież tak dalece nie liczył się z Gej za, który reprezentował 
zdecydowanie antyhenry-

kowską orientację polityczną i dążył do utrzymania 

suwerenności państwa węgierskiego w stosunkach z cesarstwem. A przecież nikt nie 
mógł kurri zagwarantować, że Salomon, po powrocie na tron, całkowicie zerwie liczne 
więzy łączące go z Henrykiem IV, nawet jeżeli odda się pod opiekę  Stolicy 
Apostolskiej. Grzegorz VII nie brał również zupełnie pod uwagę stanowiska mas 
rycerstwa węgierskiego i tamtejszych wielmożów, którzy popierali polityczną linię Gejzy, 
i twardo stał na stanowisku,  że jedynym legalnym władcą królestwa węgierskiego 

background image

pozostaje Salomon. l  Zatrzymaliśmy się dłużej nad sprawami węgierskimi, ponieważ  
z

abiegł   papieża  wokół  przywrócenia  tronu Salomonowi nie mogły być obojętne 

Bolesławowi II, który poważne nadzieje łączył z nawiązanym sojuszem polsko-
węgierskim i osobiście z Gej za. Źródła nie informują bezpośrednio o jakimkolwiek  
udziale władcy polskiego w pertraktacjach Grzegorza VII z Gej za, ale opór stawiany 
przez tego ostatniego wobec żądań kurii zdaje się świadczyć o tym, że król węgierski 
miał na dworze krakowskim silne wsparcie. Zastanawiające jest, że w zaledwie sześć 
dni po ponaglającym liście do Gejzy, zawierającym żądanie zawarcia pokoju z 
Salomonem 
43 
na ciężkich dla niego warunkach, 20 kwietnia 1075 r. papież wysłał pierwszą znaną 
nam bullę do Bolesława. Jej treść dotyczyła przede wszystkim zagadnień kościelnych, 
które będą omówione na innym miejscu; jest natomiast w niej jedno, typowe dla 
stylistyki Grzegorza enigmatyczne zdanie: „Z powodu więc tych i innych spraw, o 
których tu nie uważamy za stosowne pisać, tych legatów do Was wysyłamy". Legaci 
mieli zatem omówić ze Szczodrym, oprócz kościelnych, również jakieś inne kwestie, 
których nadawca listu nie chciał w nim poruszać. Wobec braku dowodów trudno 
wyrokować, że wśród owych „innych spraw" przekazanych legatom do ustnych 
pertraktacji z polskim księciem znajdowała się także sprawa węgierska i stosunek do 
niej Bolesława, ale dopuszczalny jest domysł w tej kwestii. Bez poparcia Szczodrego 
polityczna pozycja Gejzy byłaby bowiem znacznie osłabiona na arenie 
międzynarodowej. Nic więcej jednak nie da się powiedzieć na ten temat. 
Usilne starania 

papieża, zmierzające do osadzenia Salomona na tronie węgierskim, 

spełzły ostatecznie na niczym. Od kwietnia 1075 r. aż do śmierci.Gejzy 25 kwietnia 
1077 r., a więc na przestrzeni dwóch lat, brak śladów dalszej korespondencji czy 
jakiegokolwiek innego działania Grzegorza VII w sprawie Salomona. Kiedy chory król 
zakończył życie, panowie węgierscy i rycerstwo wybrali na następcę jego brata 
Władysława jako starszego i godniejszego, Z chwilowego bezkrólewia chciał skorzystać 
Salomon, który z niewielkimi siłami przekroczył granicę węgierską, ale natychmiast 
zareagował na to Bolesław i na czele wojsk polskich zmusił go do odwrotu, zapewniając 
w ten sposób Władysławowi możność spokojnego objęcia władzy. Gali Anonim pisał, że 
„Bolesław nazywał Władysława swoim królem, Władysław natomiast uznawał, że przez 
niego uczyniony zo- 
44 
stał królem", a nieco dalej włożył w usta Szczodrego słowa: „Tego młodzieńca [tzn. 
Władysława] wychowałem w Polsce i tego jako króla na Węgrzech osadziłem". Nie 
ulega wątpliwości, że Władysław, przez wiele lat w młodości przebywający na dworze 
polskim, był protegowanym Bolesława i jego kandydatem na tron węgierski po 
bezdzietnym Gejzie, gwarantującym podtrzymanie i dalsze umocnienie sojuszu polsko -
węgierskiego. 
Rozwój   sytuacji na Węgrzech spowodował, że papież zmuszony był uznać, iż dalsze 
trwanie przy koncepcji osadzenia Salomona na tronie nie jest możliwe. Urywa przeto 
korespondencję  z nim i  jego żoną. W 45  dni po zgonie Gejzy i po powołaniu 
Władysława na tron,' 9 czerwca 1077 r., Grzegorz VII wysłał pismo do arcybiskupa 
Węgier w Strzygomiu — Nemii — w którym o Władysławie wypowiedział się jako  o 
„królu"  wybranym przez Węgrów,  prosząc  równocześnie  arcybiskupa i 

background image

możnowładców, aby skłonili nowego panującego do wysłania posłów do kurii rzymskiej 
dla złożenia czci Stolicy Apostolskiej i określenia kierunku swojej przyszłej polityki. Była 
to diametralna zmiana stanowiska, oznaczająca godne przyznanie się wytrawnego  
dyplomaty do porażki i wyciągnięcie z niej właściwych wniosków. Dla dopełnienia 
obrazu dodajmy, że Władysław przychylnie potraktował propozycje papieża i wkrótce 
wysłał  do  Rzymu  posłów,   o  czym  dowiadujemy   się z bulli Grzegorza VII z 21 
marca 1079 r., wysłanej tym razem już wprost na ręce króla. Papież chwalił w niej 
Władysława, jego pobożność i oddanie Stolicy Apostolskiej, co wskazuje na nawiązanie 
przyjaznych stosunków. 
Dla porządku odnotować trzeba, że po wstąpieniu Władysława na tron sojusz polsko-
węgierski trwał aż do końca panowania Bolesława, a nawet dłużej. Kiedy bo- 
45 
wiem wygnany król polski schronił się w 1079 r. na Węgrzech, Władysław — według 
relacji Anonima Galia 

— przyjął go jak przyjaciela i brata, udzielając mu gościny i 

schronieniajL 
(JDrugą obok węgierskiej sprawą, w którą Grzegorz VII uwikTSt "się w tyc h latach bez 
szansy powodzenia, były usiłowania kurii zmierzające do oderwania Czech od 
cesarstwa i wciągnięcia ich w orbitę wpływów Rzymu. Znane już nam wrogie stosunki, 
panujące między księciem czeskim i polskim, sprawiały, że na dworze krakowskim 
baczni

e śledzono tę kolejną rozgrywkę polityczną. 

Bezpośrednim pretekstem umożliwiającym kurii rzymskiej  ingerowanie w wewnętrzne 
sprawy czeskie był spór, jaki wybuchł między Wratysławem i jego bratem, biskupem 
praskim Jaromirem-Gebhardem,  wspomaganym przez po

zostałych braci, książąt 

dzielnicowych na Morawach 

— Ottona i Konrada. Książę praski, pragnąc ograniczyć 

wpływy opozycji kościelno-politycznej, najpierw doprowadził do powstania odrębnego 
biskupstwa dla Moraw z siedzibą w Ołomuńcu, wykrojonego z posiadłości i granic 
diecezji praskiej, a następnie utworzył niezależną od biskupa praskiego kapitułę 
wyszeh-

radzką, podległą wprost papiestwu. Były to otwarcie wrogie posunięcia wobec 

Jaromira, które musiały doprowadzić do wybuchu ostrego konfliktu. Po akcie fizycznej 
przemocy Jaromira na biskupie morawskim Janie (napad połączony z pobiciem) i po 
zajęciu przez biskupa praskiego, przy pomocy książąt morawskich, spornych 
posiadłości biskupstwa ołomunieckiego, oburzony Wratysław zwrócił się bezpośrednio 
ze skargą do kurii z pominięciem arcybiskupa mogunckiego, bezpośredniego 
zwierzchnika Jaromira. 
Skarga,  którą posłowie Wratysława wnieśli w pierwszych miesiącach 1073 r., została w 
Rzymie mile przy- 
46 
jęta, ponieważ dawała papiestwu okazję wmieszania się w konflikt wewnętrznoczeski. 
Wkrótce też przybyli do Czech dwaj kardynałowie-legaci, którzy wobec niestawienia się 
Jaromira na zwołany przez nich na czerwiec 1073 r. zjazd, pozbawili go godności 
biskupiej i kapłańskiej oraz dochodów płynących z biskupstwa praskiego. Według relacji 
kronikarza czeskiego Kosmasa krok legatów wzburzył duchowieństwo czeskie, które 
przerwało praktyki religijne, domagając się przywrócenia biskupa do godności i urzędu. 
Legaci, opuszczając Czechy, wezwali obie strony sporu do stawienia się w Rzymie na 
sąd papieski. 

background image

Grzegorz VII, otrzymawszy informacje legatów o wynikach icłr misji w Czechach, 8 lipca 
1073 r. wysłał do Wratysława pismo, w którym dziękował mu za pełne czci przyjęcie 
kardynałów, a wspominając o nieposłuszeństwie Jaromira nalegał, żeb y książę skłonił 
brata do uległości. W spór wmieszał się z kolei arcybiskup moguncki Zygfryd, zwracając 
się ostro sformułowanym listem do kurii, dochodząc „krzywd" podległego mu su-fragana 
praskiego. Ponieważ Zygfryd należał do zwolenników Henryka IV, a przez swoje 
stanowisko w konflikcie stawał przeciw Wratysławowi, przed papieżem zarysowała się 
możliwość ściślejszego powiązania księcia czeskiego z Rzymem. 
17 grudnia 1073 r. z kancelarii papieskiej wyprawiony został następny list do 
Wratysława, w którym Grzegorz w niezwykle przyjaznych słowach potwierdzał mu 
prawo używania nadanej przez swego poprzednika Aleksandra II mitry książęcej i 
akceptował decyzje podjęte przez legatów oraz zapowiadał rozpatrzenie sporu na 
sądzie papieskim. Ponieważ Jaromir nie stawił się w Rzymie w wyznaczonym terminie, 
papież upomniał go ponownie, ale częściowo zdjął z niego suspensę nałożoną przez 
legatów i przywrócił mu majątki biskupstwa 
47 
z wyłączeniem spornych terytoriów biskupstwa oło-munieckiego. 31 stycznia 1074 r. 
Grzegorz 

listownie zawiadomił księcia czeskiego o swoich decyzjach, powtórnie 

wzywając obu biskupów i samego Wratysława lub jego posłów do Rzymu. 
Zaproszenie księcia na moment rozstrzygnięcia sporu między biskupami czeskimi 
oznaczało, że wyrok będzie korzystny dla Wratysława. Wszystkie te zabiegi miały 
zbliżyć księcia do papieża i przekonać go, że tylko dzięki życzliwości kurii zdoła 
rozwiązać swoje trudności wewnętrzne. Jeszcze przed planowanym na kwiecień 
zjazdem rzymskim, 18 marca 1074 r., Grzegorz wysłał krótkie pismo do książąt 
morawskich, w którym pod groźbą sankcji kościelnych żądał, by nie ważyli się naruszać 
praw kościoła ołomunieckiego. Konrad i Otto są w nim określeni jako „bracia 
Wratysława, księcia Czechów", co miało oznaczać, że papież pisze nie do udzielnych 
książąt, lecz braci podległych praskiemu seniorowi, reprezentującemu całe państwo. Był 
to jeszcze jeden gest przyjaźni pod adresem Wratysława. Datę 18 marca 1074 r. noszą 
jeszcze dwa listy Grzegorza VII. Jeden, adresowany do arcybiskupa Zygfryda, z

łośliwie 

wyrzucał mu zajęcie stronniczego stanowiska w sporze biskupów czeskich i brak troski 
o sufragana ołomunieckiego, drugi, skierowany do Wratysława, informował go o treści 
pisma do Zygfryda oraz zawiadamiał, zgodnie z uprzednim życzeniem księcia, o 
p

rzesłaniu relikwii i przywileju dla budowanego kościoła wyszehradzkiego. Mimo tak 

gorliwych zabiegów wypadki potoczyły się inaczej, niż tego życzył sobie papież. W 
oznaczonym dniu 13 kwietnia 1074 r. spośród osób wezwanych przed sąd papieski 
zjawił się w Rzymie tylko Jaromir, pozostali nie podali nawet przyczyn swojej absencji. 
Powstałą sytuację wykorzystał sprytny Jaromir dla pomyślnego dla siebie 
przedstawienia genezy całego konfliktu 
 
48 
i oskarżył księcia o to, że nie wykonując polecenia papieża, czyni mu przeszkody w 
odzyskaniu grodu św. Wacława i związanej z nim prepozytury,. Zdezorientowany i 
rozgniewany Grzegorz ogłosił wyrok korzystny ,dla Jaromira i w liście do Wratysława z 
16 kwietnia 1074 r. wyjaśniał powody zmiany swojego stanowiska oraz domagał się, 
aby książę podporządkował się jego decyzji i szanował prawa kościoła praskiego. W 

background image

kwestii sporu między biskupami papież poinformował, że nie wydał wyroku, odkładając 
go, wobec nieobecności jednej ze stron, do następnego synodu, na który wzywał 
również posłów książęcych. Do tego czasu sporne dobra miały pozostać w posiadaniu 
biskupa Jana. Było to pierwsze ostrzeżenie udzielone przez papieża księciu czeskiemu, 
wskazujące na oziębienie atmosfery. Trudno powiedzieć, dlaczego Wratysław nawet 
przez posłów nie stawił się w Rzymie. Być może obawiał się, iż w czasie, kiedy 
znajdujący się w opałach Henryk IV oczekiwał od niego dowodów wierności, kontakt z 
papieżem, który chciał go silnie związać z sobą, może niekorzystnie wpłynąć na 
stosunki czesko-niemieckie. Z 

kolei Jaromir nie ominął zapewne okazji, aby 

poinformować Grzegorza, że Wratysław należy do najbardziej zaufanych króla 
niemieckiego. 
Rozzuchwalony łatwym sukcesem biskup praski, nie bacząc na ugodową postawę 
Wratysława, siłą opanował sporne terytoria na Morawach, zajął gród Podiwin i sięgnął 
po gród świętego Wacława, rzucając klątwy na przeszkadzających mu w tym 
urzędników książęcych. Książę ponownie, w tej sytuacji skierował skargę do kurii. 
Papież i tym razem skorzystał z okazji, aby zapewnić sobie jego przyjaźń i poparcie. 22 
września 1074 r. wysłał serię listów skierowanych do Jaromira, Wratysława i Jana. W 
pierwszym ostro potępił biskupa praskiego za dokonane czyny i wzywał na najbliższy 
synod. W drugim dziękował księciu za przesłane mu 100 grzywien s rebra tytułem 
czynszu, uznawał słuszność zarzutów postawionych Jaromirowi i wreszcie polecał 
zastosowanie siły w stosunku do niego, gdyby stawiał opór w oddaniu majątków 
Kościoła morawskiego. Równie przyjazny był list do biskupa Jana, którego także 
wzywał na synod. Wratysław mógł teraz mniemać, że długoletni spór z bratem znajdzie 
ostateczne i korzystne dla niego rozwiązanie. 
W ustalonym terminie, to jest w .końcu stycznia 1075 r. obaj biskupi stawili się w 
Rzymie. Meritum wydanego wyroku znamy z pisma Grzegorza VIl~z 2 lutego 1075 r. i 
stanowi ono prawdziwe zaskoczenie. Papież wspominał w nim tylko o jakimś sporze o 
dziesięciny między biskupami oraz polecał zawarcie pokoju między stronami,  
zarządzając  iście  salomonowe,   aby  posiadłości, o które toczyła się walka, biskupi 
podzielili na dwie równe części. W ten sposób skarżący i oskarżony potraktowani zostali 
jednakowo, a cały probjLJ3H--ed-pciczątku mający charakter wybitnie polityczny, 
sprowadzony został przez Grzegorza do mało istotnego, lokalnego zata rgu o 
dziesięciny i dobra dwóch biskupów czeskich. Rozstrzygnięcie   papieskie   
odzwierciedlało   w    istocie zmianę stosunku kurii do- Wratysława. Znalazło to wyraz w 
liście do księcia z 17 kwietnia 1075 r., w którym Grzegorz zimno i lakonicznie żądał od 
niego przestrzegania pokoju między nim i braćmi oraz między biskupami, pomijał zaś 
całkowicie, w imię konieczności zachowania  pokoju,  sprawę  kilkuletniego  sporu  
księcia z Jaromirem.   Równocześnie papież wysłał   bullę    do wszystkich Czechów, 
doma

gając   się wprowadzenia w całym kraju swojego programu kościelnego, który 

między innymi zmierzał do uzyskania prymatu władzy kościelnej nad świecką. Biorąc 
pod uwagę bliskie związki Wratysława z Henrykiem IV, a także omówiony wyżej 
50 
konflikt z Jaromirem

, treść pisma nabiera szczególnej wymowy. Była ona wymierzona 

przeciw księciu praskiemu i oznaczała zerwanie z dotychczasową polityką szukania z 
nim zbliżenia. 

background image

W trzy dni po wysłaniu ostatniego pisma do Wratysła-wa papież skierował swoich 
legatów do Polski w celu bezpośredniego   omówienia   z   Bolesławem   ważnych 
spraw natury kościelnej i politycznej. Nacisk położony w przywiezionym przez nich liście 
na wysoką dyskrecję przedmiotu rozmów wskazuje,  że miały być otoczone tajemnicą 
problemy polityczne, a n

ie kościelne. Uderza przy tym przyjazny dla Bolesława, 

głównego przeciwnika Wratysława, ton pisma. Wydaje się zatem prawdopodobne,  że  
tematem  dyskusji na dworze polskim były nie tylko sprawy węgierskie, o czym pisałem 
wyżej, ale również problem dalszego stosunku do Czech, aktualnych wobec 
nieustępliwej prohenrykowskiej postawy władcy czeskiego. 
Dalsze wypadki już wkrótce potwierdziły słuszność decyzji   papieża zerwania z 
Wratysławem. ^Kiedy   Henryk  IV zwołał  na  czerwiec 1075  r.   wielką wyprawę 
prz

eciw, Sasom, książę czeski stawił się pod Hersfeldem z tak wielkimi siłami, że 

kronikarz niemiecki Lambert stwierdził, iż sami   Czesi   zdołaliby   pokonać   wojska 
saskie. 
W tym samym czasie, kiedy rozstrzygały się, zgodnie zresztą z interesami polskimi, 
zawikłane sprawy węgierskie i czeskie, przed Bolesławem stanęła nowa, trudna do   
rozwiązania   kwestia,   tym razem   na   wschodzie. W marcu  1073 r. wielki książę 
kijowski Izjasław, sojusznik   polskiego   władcy, ponownie zrzucony   został z tronu 
prz

ez swoich braci, Swiatosława i Wszewołoda, i znowu poszukał schronienia na 

dworze krakowskim. Jednakże tym razem wisząca w powietrzu wojna nie-miecko-
polska i zagrożenie ze strony Czech uniemożli- 
51 
wiły Bolesławowi   powtórzenie interwencji   na   rzecz krewniaka.  Niebezpieczny  
rozwój  wypadków na granicy zachodniej wymagał spokoju na wschodniej rubieży 
państwa, dlatego też wkrótce, w 1074 r., doszło do zbliżenia między Bolesława i nowym 
Księciem kijowskim Swiatosławem; Który nie czuł się zbyt pewnie na tronie ruskim, a 
pobyt Izjasława w Polsce powiększał jeszcze stan zagrożenia. Jednym z warunków 
zawartego układu była obietnica ruskiej pomocy zbrojnej na wypadek wojny Szczodrego 
z Niemcami i Czechami. Rozumiało się samo przez się, że książę ruski nie będzie 
układał się  z  cesarstwem przeciw Polsce,  co byłoby możliwe w wypadku zagrożenia 
go ewentualną interwencją Bolesława na rzecz Izjasława. Należy tu przypomnieć, że 
Swiatosław ożeniony był z niemiecką hrabianką z rodu Stade — Odą, co mogło mu 
ułatwić kontakt z dworem cesarskim. Strona polska musiała zobowiązać się do 
niepopierania Izjasława, a nawet pozbycia się go z Polski. Nieszczęsny wygnaniec stał 
się zatem ofiarą nowego przymierza polsko-ruskiego. Echa tych wypadków   
znajdujemy w relacji Latopisu   

ruskiego,   który informuje o jakimś konflikcie, w wyniku 

którego Bolesław   miał   zabrać  Izjasławowi   wszystkie   przywiezione   z   Kijowa 
skarby i „pokazał drogę   od   siebie", to znaczy kazał mu wyjechać z Polski. Izjasław, 
zorientowany dobrze w 

stanie stosunków pol-sko-niemieckich, już w styczniu 1075 r. 

znalazł się w Moguncji na dworze Henryka IV, prosząc go o pomoc w powrocie do 
władzy^ Razem ze skargami na brata książę miał — według relacji Lamberta z 
Hersfeldu 

— przywieźć ogromne dary, a informacja ta podważa dokładność  wzmianki 

Latopisu o odebraniu mu wszystkiego, co miał z sobą, przez Polaków. Henryk chętnie 
wysłuchał skarg wygnańca i natychmiast wysłał posła do Swiatosława z żądaniem 
zwrotu tronu bratu, grożąc w 

background image

53 
52 
wypadku odmowy wyp

rawą zbrojną-JMożna zapytać, co powodowało królem 

niemieckim, że zainteresował się losem tułacza? Odpowiedź wydaje się 
prosta.CErzymierze polsko-

ruskie nie było dla niego wygodne i chciał je rozerwać,\a 

mógł to osiągnąć przez popieranie Izjasława tak długo, dopóki Swiatosław nie uzna, że 
groźby niemieckie i pobyt brata w Niemczech są na tyle niebezpieczne, iż lepiej 
zrezygnować i wycofać się z przyjaźni z wrogim Henrykowi Bolesławem. Izjasław stał 
się więc ponownie obiektem przetargu, tym razem w grze między dworem cesarskim a 
księciem kijowskim. W istocie rzeczy jednak Henryk w swojej ówczesnej sytuacji w kraju 
nie miał żadnych szans wcielenia w życie pogróżek, ale sam pobyt u niego Izjasława, 
skłóconego i z bratem, i ze Szczodrym, był dla niego korzystny, ponieważ stwarzał 
możliwości stosowania nacisków politycznych. Dodać przy tym trzeba, że/prosząc 
Henryka LjDpmoc Izjasław zobowiązał się uznac"~"żwierzchnictwo cesarstwa nad 
Rusią Kijowską. ""T 
Zabiegi Henryka w Kijowie me przyniosły naturalnie żadnych rezultatów i rozgoryczony 
ich fiaskiem Izjasław, w tajemnicy przed królem niemieckim, przez swojego^ syna 
Jaropełka zwrócił się o pomoc i poparcie do Grzegorza VII. W przedsięwzięciu tym dużą 
rolę — jak się wydaje — odegrała żona Izjasława Gertruda, córka króla polskiego 
Mieszka II, ciotka Bolesława Szczodrego. W świetle jej Księgi modlitw księżna kijowska 
rysuje się jako postać nieprzeciętna, kobieta, która mogła być rzeczniczką kościelnego 
zbliżenia Rusi Kijowskiej do Kościoła rzymskiego. Nie bez znaczenia jest fakt, że do 
Rzymu przyjechał jej ukochany syn, któremu poświęciła znaczną część swoich modlitw i 
próśb. Potwierdzeniem udziału Gertrudy w inicjatywie rzymskiej i w perspektywach 
roztoczonych .przez Jaropełka przed papieżem może być list Grzegorza z 17 kwietnia 
przedstawia 
nie mniejsze sylwetki 
l u 
.           zony Irany, 
wyobrażenie mi- 
nie ,                  rt 
do IzjasJawa i Gertrudy l 
, i drgiego. 

cia moralnego i polityc znego^ n              przywrócić mu 
mi      dkamdolnyn 
Jaropełka do Gertrudy,   po-do ruskiej 
celu d       ż -_ 
wrotu P 
nował materialnymi "tron i władzę. " wydaje się cgr dewocyjno-kościelnego 
nieważ przeczy temu treść pary książęcej. Najbardzipi wariant, według którego  
zaangażowanie papieża w akcji ~ gotowania warunków' polityczno- 
do   Kijowa   Izjasława    wspieranego 
Przyjęciu tej wersji mielibyśmy do czynienia z na- 
 

background image

der skomplikowaną intrygą polityczną ruskiego wygnańca. Kiedy w początkach 1075 r. 
oddawał się on pod zwierzchnictwo Henryka IV, nie liczył zapewne na bezpośrednie 
wprowadzenie go na tron kijowski przy pomocy wojsk  niemieckich,  ale mógł sądzić, że 
groźby dworu niemieckiego skłonią Swiatosława do rozluźnienia lub nawet zerwania 
przymierza z Bolesławem. Ale samo pogorszenie się stosunków polsko-ruskich też nie 
oznac

zało konieczności przerzucenia się Szczodrego na stronę Izjasława. Potrzebny 

był jeszcze dodatkowy impuls, który mógł wyjść jedynie z Rzymu. Przebywając dość 
długo na polskim dworze wygnaniec miał wgląd w kontakty Bolesława z papieżem i 
orientował się, jak bardzo księciu polskiemu  zależy na rozwoju dobrych stosunków z 
kurią, liczył więc, że Szczodry nie oprze się ewentualnemu naciskowi Grzegorza w jego 
sprawie. Aby więc efekt poselstwa Jaropełka był skuteczny, Izjasław wyposażył syna w 
ogromne pełnomocnictwo. Przebieg rozmów rzymskich znamy jedynie ze 
wspomnianego listu Grzegorza do ruskiej pary książęcej. Postanowienia w nich podjęte 
dotyczyły spraw niezwykle ważnych,  ale pozostających w sferze nie dających się 
spełnić planów tak długo, jak długo Izjasław pozostawał na obczyźnie. Przede 
wszystkim Jarnppłk- przekazywał państwo kijowskie św. Piotrowi i prosił o otrzymanie 
go z powrotem w lenno z rąk papieża. Grzegorz zapowiadał przekazanie władzy 
Izjasławowi i zobowiązywał się do otoczenia pieczą i  opieką  jego królestwa. Ponadto 
papież informował, że z powodu tych i innych spraw, o których w liście nie pisze, wysyła 
legatów prosząc, aby Izjasław dobrze  ich przyjął i okazał posłuszeństwo wobec tego, 
co oni postanowią. Sformułowania pisma wskazują, że w kancelarii papieskiej 
posłużono się tym samym formularzem co w przypadku listu do Bolesława. 
55 
Treść listu papieskiego ujawnia, że Grzegorz podjął inicjatywę Izjasława. Układy 
rzymskie przedstawiały się korzystnie dla kurii, która mogła sięgnąć po wpływy 
poli

tyczne na ziemiach ruskich, a wraz z tym doprowadzić do likwidacji rozłamu przez 

połączenie Kościoła wschodniego z łacińskim. Osoba Gertrudy, gorliwej „ła -cinniczki", 
zapowiadała w tej kwestii pomyślne rokowania. Ukazujące się na wschodzie 
perspektywy były w pełni zgodne z programem Grzegorza VII, łączącym w sobie 
zarówno cele czysto kościelne, jak i polityczne, mające wspólnie ugruntować 
przewodnictwo papiestwa nad całym światem chrześcijańskim. W trzy dni po wysłaniu 
listu do Izjasława i Gertrudy Grzegorz skierował, wspomniany już kilkakrotnie, jedyny 
znany list do Bolesława (20 kwietnia 1075 r-), w którym krótki fragment poświęcony jest 
Izjasławowi. Można by oczekiwać, że będzie w nim poruszona sprawa najważniejsza — 
żądanie udzielenia pomocy zbrojnej przez Bolesława ruskiemu wygnańcowi, 
tymczasem papież domagał się jedynie od księcia polskiego jrwrntn 
\

pjLnie^z^_2abrany_d^jzja^wowi, grożąc karami wiecznymi  w wypadku okazania 

nieposłuszeństwa.  Niemal wszyscy badacze uważają jednak, że legaci, którzy pismo 
papieskie przywieźli do Polski, żądali od Szczodrego podjęcia wyprawy na Ruś w celu 
ponownego osadzenia usuniętego księcia na tronie kijowskim. Jako głowa Kościoła 
papież nie chciał pozostawiać pisanych świadectw, ukazujących jego bezwzględne 
metody  dzi

ałania,  stosowane dla realizacji politycznych celów kurii, i wolał 

najważniejsze i najbardziej delikatne sprawy przekazywać przez posłów. Stąd w liście 
ów zwrot, że dla „innych spraw, o których tu nie uważamy za stosowne pisać, tych 
legatów do was wysyłamy", mimo jego stereotypowego    charakteru     jest   
interpretowany   jako wskazanie,   iż obok takich tematów politycznych,   jak  

background image

56 
 
 
problem węgierski, czeski, niemiecki i oczywiście problem dwustronnych stosunków 
papiesko-polskichfkwe-stia pomocy pols

kiej dla Izjasława należała do najważniejszych 

punktów pertraktacji wysłanników Grzegorza z Bolesławem. 
Jaki był rezultat nacisków legatów na polskiego księcia?  Historycy niemal  zgodnie 
uważają,  że_ZEk}lej>ław jjstj|piłjod presja^papieża, kt_ór%Jbył mu niezbędny w 
uregulowaniu spraw kościelnych, i posłusznie przystąpił   do   przygotowywania 
wyprawy zbrojnej   na   Ruś, a  ostatecznym  jej   efektem  było  powtórne   osadzenie 
Izjasława na stolcu kijowskim w 107Tr.' Nie podzielam tego poglądu o bezpośrednim 
związku między żądaniami legatów  z   wiosny 1075 r. i wyprawą kijowska    z 1077 r. 
Sądzę, że Bolesław prowadził rozmowy z wysłannikami kurii mając w polu widzenia 
przede wszystkim polskie interesy i nie miał powodów działać przeciw nim. Cóż bowiem   
zyskiwałby    Szczodry  rozpoczynając   w 1075 r. zbrojny konflikt ze sprzymierzonym i 
wiernym Swiatosławem i zamieniając pewne, przyjazne z nim stosunki na ryzyko 
wyniku wojny i niepewność postawy chwiejnego Izjasława? Z punktu widzenia potrzeb 
ówczesnej polityki polskiej jakakolwiek zmiana w sytuacji na wschodzie, kiedy Bolesław 
był głęboko zaangażowany w aktywne działania na zachodzie, była nadzwyczaj 
niepożądana. Niezależnie od tego Szczodry musiał poczuć się osobiście dotknięty, 
kiedy z pisma papieża dowiedział się, że został w kurii oskarżony o grabież skarbów i 
mienia nieszczęsnego wygnańca i fakt ten na pewno zmieniał stosunek polskiego 
księcia    do    osoby oskarżającego. Ponadto na dworze polskim zorientowano się 
zapewne, że książę ruski udał się z Krakowa do Henryka IV, któremu przyrzekł oddać 
się w lenno, co nie mogło być przez Bolesława dobrze ocenione. Wszystkie wymienione 
względy — jak sądzę — sprawi- 
57 
}y,  że Szczodry oparł się naciskowi papieża i ani  w 1075 r., ani w 1076 r. nie podjął 
wy

prawy na Kijów, utrzymując  w  mocy   swoje   zobowiązania   sojusznicze wobec 

Swiatósława. Książę kijowski ze swej strony także wypełniał warunki układu, czego 
najlepszym dowodem jest fakt, iż w 1076 r. wojska ruskie pod dowództwem 
Włodzimierza — syna Wszewołoda — i Olega — syna Swiatósława, brały udział razem 
z siłami polskimi w wojnie toczonej z Czechami na terenie pogranicza śląskiego i Miśni. 
Negatywny stosunek Bolesława do sprawy pomocy dla Izjasława zadecydował o tym, 
że papież najwidoczniej porzucił swoje plany ruskie, pój "ńiewazTod 
"te^~^aślT'TEirTa'^rezyg"nówała z podtrzymywania kontaktów z wygnanym księciem. 
Sprawy ruskie wypłynęły jednak ponownie już wkrótce,   aczkolwiek bez 
bezpośredniego związku   z   papie-stwem. _27_grudnia 1076 r. zmarł wierny sojusznik 
pol-

ski, wieJkFksiążę kijowski ŚwTatosław, i rządy po nim oTćrjął jego brat Wszewołod. 

Wieści nadchodzące z Kijowa nie były pomyślne, ponieważ Wszewołod nie był w 
dobrych stosunkach ze Swiatosławem, nie było zatem wiadome, jaką postawę zajmie 
on wobec układów brata. Być też może, że próby Bolesława odnowienia przymierza z 
nowym władcą kijowskim nie dały rezultatu, musiał  więcr-podjąć decyzję, przed którą   
dotychczas   się wzbraniał. Na przełomie maja i czerwca 1077 r. wojska polskie pod 
dow

ództwem Szczodrego, przy boku którego znajdował się .Izjasław, wkroczyły 

jmJ^uś.. Zaskoczony Wszewołod nie stawiał oporu i   podjął pertraktacje,  w wyniku  

background image

których  15  lipca tegoż roku Izjasław >po raz trzeci  zasiadł  na  tronie  wielkoksiążęcym  
w  Kij

owie, podczas gdy Wszewołod wrócił na swoje księstwo dzielnicowe. 

Druga wyprawa kijowska Bolesława Szczodrego rysuje się jako całkowicie samodzielne 
przedsięwzięcie polskie- 
 
58 
go władcy, nie pozostające w związku z polityczną akcją Grzegorza VII sprzed dwóch 
lat. Decydując się na interwencję zbrojną Bolesław kierował się interesem zachowania  
pełnego  spokoju  na  wschodniej   rubieży, uzyskał też zapewne obietnicę pomocy 
militarnej. Izja-

sław napotkał jednak już wkrótce w kraju na poważne trudności 

wewnętrzne, wybuchły nowe waśnie między książętami ruskimi, i państwo kijowskie 
zostało na pewien czas wyeliminowane z wielkiej polityki międzynarodowej.  
Spektakularnym sukcesem drugiej wyprawy kijowskiej były Grody Czerwieńskie, które 
po 46 latach wchodzenia   

w   obręb państwa   ruskiego   Izjaslaw   za udzieloną pomoc 

zgodził się oddać Polsce. <Na dobrowolny charakter ich pozyskania wskazuje fakt, że 
do końca swojego panowania Bolesław znajdował się w dobrych stosunkach z Rusią 
Kijowską. Jan Długosz zajęcie Grodów Czerwieńskich, a właściwie ziemi przemyskiej, 
odniósł mylnie do pierwszej wyprawy kijowskiej Szczodrego z 1069 r. 
Przedstawione tu dzieje stosunku Grzegorza VII do Węgier, Czech i Rusi Kijowskiej w 
latach 1073

—1077 są również w pewnym stopniu elementem stosunków pol-sko-

papieskich w tym okresie, aczkolwiek rysującym się tylko hipotetycznie. Wynika to z 
prostego faktu, że strona polska była powiązana różnymi interesami z wszystkimi 
wymienionymi partnerami papieża, a pozostając w bezpośrednich kontaktach z nimi 
miała możność wpływania na rozwój spraw. Trzeba jednak zgodnie z rzeczywistym 
stanem źródeł stwierdzić, że bezpośrednie kontakty między Rzymem i Krakowem, 
nawiązane — jakby to wynikało z całego kontekstu środkowo-wschcd-niej  europejskiej  
polityki Grzegorza VII 

— zapewne w 1073 r., rysują się dość wątle. Domysły, że .były 

one bogatsze, niżby to wynikało z jedynego znanego listu papieża z 20 kwietnia 1075 r., 
wysuwane muszą być 
59 
ostrożnie, ponieważ opierają się jedynie na pośrednich przesłankach. 
TWydaje się oczywiste, że Grzegorz, znając antycesarskie nastawienie Bolesława, 
pragnął włączyć państwo polskie w   orbitę swoich planów   politycznych, podobnie   jak 
chciał to uczynić z innymi słabszymi partnerami. Narastający  konflikt kurii i Polski  z 
Henrykiem IV był  naturalnym łącznikiem, ułatwiającym porozumienie między papieżem 
i księciem polskim. Do wiosny 1075 r. mogło się wydawać, że zbliżenie to może 
przybrać charakter trwałego związku. Ale efekt rozmów legatów papieskich z 
Bolesławem musiał być bardzo mizerny, jeśli Grzegorz postanowił dokonać właśnie w 
tym czasie poważnego zwrotu politycznego, a właściwie nawet wycofać się całkowicie 
ze swoich planów w kwestii węgierskiej, czeskiej i ruskiej. Urwał też kontakty z dworem 
krakowskim, co wskazy

wałoby na to,  że rozczarował się do polskiego władcy, który 

okazywał najwidoczniej całkowitą samodzielność  polityczną  i  nie  chciał  być 
narzędziem nawet w rękach papieża. W Boże Narodzenie 1076 r. Bolesław Szczodry 
koronowany zosta!Tna"Lróla Polski. ^Uroczystości koronacyjne odbyły się 
najprawdopodobniej  w odbudowanej  katedrze   gnieźnieńskiej,    a   koronatorem  był   
arcybiskup gnieźnieński — według misternej hipotezy T. Wojciech owskiego — 

background image

tajemniczy Bogumił. Zgodnie z informacją Lamberta z Hersfeldu  miało w niej  
uczestniczyć 15 biskupów, ale najżarliwsi nawet obrońcy wiarygodności tego przekazu 
nie potrafili doliczyć się tylu przedstawicieli   episkopatu. Albo więc w tekście   nastąpiła 
pomyłka i zamiast pięciu kronikarz  wpisał piętnaście XV zamiast V),  albo mamy po 
prostu do czynienia '- 

typową przesadą pisarską. 

Wiadomość Lamberta stała się jednak kamieniem węgielnym przyjmowanej  przez wielu 
badaczy hipotezy, 
 
 
60 
według której Bolesław otrzymał zgodę na koronację od Grzegorza VII, a w liczbę 15 
biskupów biorących udział w  koronacji,   obok  pięciu  polskich,  wlicza  się legatów 
papieskich. Nie trzeba dodawać, że jest to słaby argument. Sięga się więc dodatkowo 
do'tekstiTIiśTu ^Grzegorza do Bolesława^ w którym mowa jest o przesła-^niu oblacji 
przez polskiego księcia św. Piotrowi (tj. pa-piestwu), przez co uczynił on Stolicę 
Apostolską swoim dłużnikiem. Tadeusz Wojciechowski, znakomity autor* Szkiców 
historycznych XI wieku, już w początkach naszego stulecia przypisał tej wzmiance 
wielkie znaczenie nubliczno-

prawne. Stwierdził on, że treścią pbjacji.jjyjjj ' (poddanie 

państwa polskiego pod opiekę św. Piotra,   co miało łączyć się z obowiązkiem płacenia 
świętopieTfża"' oraz ze zobowiązaniem do wiernej służby i posłuszeństwa (tak jak w 
lennie świeckim), w zamian zaś Bolesław żądał wskrzeszenia królestwa polskiego i 
obrony :prZ&L zakusami cesarstwa na suwerenność Polski. JDruga wyprawa kijowska z 
1077 r. w koncepcji tego autora była prostym wykonaniem przez Bolesława polecenia 
Grzegorza VII. 
Jak s

tarałem się uprawdopodobnić, wyprawa na Kijów w 1077 r. nie była podjęta na 

skutek żądań papieża. Natomiast wspomniane oblacje nie kryły w sobie żadnych 
stałych zobowiązań finansowych Polski na rzecz~kuni, stanowiły tylko dobrowolną i 
jednorazową ofiarę materialną dla św. Piotra, przyjętą zwyczajowo.  Składając /Ją 
Bolesław chciał zapewnić sobie przychylność Grzegorza  dla  dzieła odnowy Kościoła 
polskiego,  a także zapewne dla uzyskania zgody na koronację,  ale dary złożone 
zostały zapewne w 1073 lub 1074 r., kiedy stosunki z papiestwem przedstawiały się 
zgoła inaczej niż po   1075  r.  i  po  niepowodzeniach   polityki   rzymskiej w   
rozgrywkach    na   Węgrzech,    w   Czechach    i   na Rusi. 
61 
Niezależnie od powyższego warto przypomnieć, że wiele współczesnych   koronacji 
miało miejsce bez zgody, kurii. Nie starali się o uzyskanie akceptacji Stolicy Apostolskiej   
Salomon,  Bela,  Gejza,  Władysław węgierski, Swen duński i Wratysław czeski, żeby 
tylko na tych przykładach poprzestać. Nie musiał jej  mieć i polski Bolesław,  a 
ewentualne starania o nią w Rzymie po 1075 r. i bez daleko idących zobowiązań z 
polskiej strony mogły nie być ani łatwe,  ani krótkie. Kronikarze niemieccy, piszący o 
koronacji Szczodrego, uważali ją za samodzielny krok księcia polskiego. Mimo   zatem   
sprzeciwu niektórych badaczy, decyzję   o koronacji  Bolesława )uznać wypadnie za 
podjętą w  kra-Ju' ,a isi przesłanek szukać trzeba zarówno w sfer^e^to-sunków 
wewnętrHay^7~P^~prźe3e^ćvszystkim w ówczesnej   międzynarodowej   pozycji   
państwa   polskiego. Dobór momentu jej dokonania nie był przypadkowy. Henryk IV, po 
obłożeniu go przez papieża klątwą, która , zwalniała wszystkich  jego  poddanych  i 

background image

lenników  od przysięgi wierności, uwikłany nadto w wojnę domową, znajdował się w 
kryty

cznym położeniu i nie miał możności bezpośredniego zareagowania na krok 

Bolesława?) Przymierza  z Węgrami i Rusią Kijowską  zapewniały' spokój na południu i 
wschodzie. Zbrojne starcia z Wra-

tysławem prowadził Szczodry wraz z posiłkami 

ruskimi z własnej  inicjatywy,  aby utrudnić sytuację Henryka i jego sojusznika, były więc 
wyrazem jego siły i pewności siebie. Trudno było sobie wymarzyć korzystniejszą chwilę 
na przeprowadzenie koronacji. Czym była koronacja Bolesława w aspekcie 
międzynarodowym? Była ona konsekwencją wszystkich dotych-:zasowych  sukcesów  
politycznych  i  militarnych  polskiego władcy na arenie międzynarodowej. Uzyskanej de 
jacto w 1072 r. niezależności państwowej wobec cesarstwa nadawała teraz moc 
prawną, podnosząc Pdskę 
62 
ponownie, po 51 l

atach, do rangi królestwa. Korona Szczodrego poważnie umacniała 

międzynarodowy autorytet państwa polskiego i jego samego, stawiając go jako króla w 
rzędzie najprzedniejszych władców ówczesnej Europy. Nie od rzeczy będzie 
wspomnieć, że na następną koronację Piasta trzeba było czekać aż 219 lat, a i 
wówczas korona Przemyśla II wielkopolskiego nie oznaczała tego, co oznaczała korona 
Bolesława II. Bez obawy o popadniecie w przesadę można stwierdzić, że na szlaku 
tradycji historycznej Polski jako królestwa koronacja Bolesława II była ważnym ogniwem 
łączącym pamięć o koronach Bolesława Chrobrego i Mieszka II z pamięcią o koronie 
Przemyśla II. 
Koronacja Bolesława Szczodrego odbiła się najszerszym, ale  oczywiście  
nieprzychylnym  echem  w  Niemczech. Dwaj  kronikar

ze, należący do zagorzałych 

stronników Grzegorza VII i przeciwników Henryka IV, zgodnie ocenili ją jako uzurpację i 
bezprawie w stosunku do cesarstwa. Saski annalista, Lambert z Hersfeldu, z 
oburzeniem napisał, że „książę Polaków, który od wielu już lat  b ył trybutariuszem 
królów  niemieckich" tak wbił się w pychę, że „wbrew sprawiedliwości i prawom 
większych  od niego...  na hańbę  królestwa  niemieckiego... uzurpował sobie godność i 
imię króla". Takie opinie głosił kronikarz bliski opozycji saskiej, powiązanej z 
Bolesławem,  pisarz, który o innych wydarzeniach z dziejów  ówczesnych  stosunków   
niemiecko-

polskich   pisał z dużą dozą obiektywizmu i bez emocji zaciemniających 

zdrowy rozsądek. Pochodzący z dalekiej Szwabii rocznikarz Bernold skwitował 
koronac

ję Szczodrego jednym zdaniem: „Książę Polaków koronował siebie na króla", w 

którym również przebija ocena pejoratywna, chociaż w odległej Szwabii „uzurpacji" i 
„samowoli" Bolesława nie poświęcono większej uwagi w czasie, kiedy najważniejszymi 
sprawami były rozgrywki między ce- 
63 
sarstwem i papiestwem. Jeżeli otwarci przeciwnicy Henryka IV zajęli tak jednoznacznie 
negatywne stanowisko wobec koronacji Szczodrego, to możemy domyślać się jak 
oceniali ją król niemiecki i jego stronnicy, którzy głosili ideę, że prawo dysponowania 
koronami przysługuje cesarzowi jako świeckiemu zwierzchnikowi wszystkich władców 
chrześcijańskich. Niestety z braku źródeł nie można tego powszechnego przekonania 
poprzeć konkretnymi dowodami i trzeba poprzestać na domysłach. 
Przedstawio

na wyżej dość szeroko intensywna działalność polityczna Bolesława 

Szczodrego na arenie międzynarodowej i jej efekty w postaci przekształcenia państwa   
polskiego w ważny czynnik polityczny w   Europie środkowo-wschodniej — dają 

background image

podstawy do wyprowadzenia og

ólnych wniosków o rozwoju wewnętrznym Polski w 

dobie panowania tego władcy. Nie ulega bowiem wątpliwości,  że  poważny_^wysiłek  
militarny  państwa, skutecznie wspierający przez wiele lat ryzykanckie niekiedy 
poczynania polityczne, mógł być możliwy jedynie wówczas, gdy wyrastał z jego 
rzeczywistych możliT wości  gospodarczych   i  demograficznych.   Stosunkowo mało 
aktywne pod wzglądem politycznym pierwsze dziesięciolecie rządów Bolesława było 
zapewne wykorzystane na kontynuowanie zapoczątkowanej przez Kazimierza 
Odnowiciela odbudowy wewnętrznej państwa. Można przypuszczać, że postępowała 
ona w trzech kierunkach. Pierwszy zmierzał do pełnego przywrócenia wewnętrznej 
integracji całego państwa, którego znaczne obszary (Śląsk, Mazowsze i częściowo 
Pomorze Gdańskie) przejściowo znalazły się poza związkiem politycznym z księstwem 
piastowskim. Zasadniczą sprawą było d_okońLzenie  odbudowy  i  umocnienie  
prowincjonalnej i  centralnej "administracji  państwowej   wraz  z   całym aparatem 
władzy, finansami i systemem danin ksia_żę- 
64 
cych. Jako drugi kierunek rysuje się konieczność rozwoju demograficznego, a właściwie 
odbudowy nadszarpniętego wypadkami z lat trzydziestych potencjału ludzkiego. 
Zagadnienie to miało podstawowe znaczenie dla gospodarki i dla jego możliwości 
mobilizacyjnych na wypadek wojny. Trzeci Jderunek polegał na odbudowie i rozwoju 
potencjału gospodarczego państwa, zachwianego również w okresie niedawnych 
katastrof. Bez sukcesów na wskazanych polach nie można było poważnie myśleć o 
prowadzeniu skutecznej, wielkiej polityki zagranicznej. 
Źródła współczesne nie dostarczają wielu bezpośrednich informacji na ten temat. 
Pośrednich danych doszukać się można drogą analizy różnych dziedzin wewnętrznego 
życia ówczesnej Polski, z tym wszelako zastrzeżeniem i ograniczeniem, że trudno je 
umiejscowić dokładnie w ramach chronologicznych panowania Bolesława II, ponieważ 
mamy tutaj do czynienia raczej z długotrwałymi procesami przemian niż z 
jednostkowymi faktami. 
Dla potrzeb niniejszej pracy ważne jest jednak przede wszystkim odnotowanie przemian 
następujących w układzie stosunków społecznych, w tym również zmian, jakie w drugiej 
połowie XI wieku nastąpiły w organizacji wojskowej kraju. W okresie wcześniejszym siła 
wojskowa państwa polskiego opierała się na elitarnej, dobrze uzbrojonej i pozostającej 
w stałej gotowości bojowej drużynie książęcej oraz na pospolitym ruszeniu wszystkich 
wolnych ludzi, zwoływanym według potrzeb z części lub całości terytorium kraju. Z 
czasem drużyna książęca zatracała coraz bardziej swoje  dawne znaczenie, na co 
wpływ miała postępująca feudalizacja stosunków społecznych i wraz z nią zwiększenie 
się rodów możnowładczych i rycerstwa. Pospolite ruszenie wolnej ludności chłopskiej, 
wobec przechodzenia coraz 
65 
większej jej części w ludność zależną, również przestało być sprawnym instrumentem 
działań wojennych. Na miejscu tej pierwotnej organizacji polskiej siły zbrojnej od drugiej 
połowy XI wieku pojawia się nowa struktura wojska w postaci oddziałów książęcych (nie 
mających jednak wiele wspólnego z dawną drużyną książęcą), oddziałów 
możnowładczych, oddziałów złożonych z rycerzy, oddziałów biskupich (np. arcybiskupa 
gnieźnieńskiego) i w mniejszym już zakresie oddziałów pospolitego ruszenia 
chłopskiego. 

background image

Zmiany w organizacji wojskowej były odpowiednikiem przemian strukturalnych, 
zachodzących w społeczeństwie polskim w ciągu XI wieku. Polegały one, ogólnie rzecz 
biorąc, na rosnącej polaryzacji społecznej, wyrażającej się w powstawaniu coraz 
wyraźniej szych przedziałów i różnic społecznych między poszc zególnymi grupami 
ludności. Nadole_ drabiny społecznej znajdowała się ludność niewolna, głównie 
pochodzenia jenieckiego, pracująca w majątkach książęcych i posługach dworskich, w 
dobrach możnych i bogatszych rycerzy oraz na ziemi instytucji kościelnych. Nieco wyżej 
stała ludność chłopska feudalnie zależna od księcia, możnych, Kościoła itd., której 
liczba wraz z rozwojem ustroju wczesnofeudalnego systematycznie rosła. Dominującą 
liczebnie była jednak nadal masa wolnych chłopów--oraczy, obowiązanych jedynie do 
składania danin na rzecz państwa. Stopniowo, w miarę jak umacniały się stosunki 
feudalne, kurczyła się ona przez przechodzenie wolnych chłopów w szeregi ludności 
zależnej, zmuszanej do świadczeń, czyli renty feudalnej (daniny, po-sługi, praca na roli 
pan

a), również wobec jej panów. Właściwą klasę feudalną, społecznie uprzywilejowaną, 

tworzyły dość zróżnicowane majątkowo grupy, ale po-;zone jednakowym stosunkiem 
własności do ziemi, stanowiła podstawę tworzącego się ustroju feudal- 
Bolesław Śmiały 
66 
nego. 

Doły tej klasy złożone były ze stosunkowo licznych rzesz drobnego i średniego 

rycerstwa, przeważnie własnoręcznie uprawiającego swoje niewielkie nadziały ziemskie 
i obowiązanego wobec państwa jedynie do powinności wojskowych. Górę jej tworzyli 
możni, liczebnie stanowiący znikomy procent ogółu ludności, posiadający majątki 
ziemskie kilkakrotnie, czasem wielokrotnie przewyższające dobra rycerskie. 
Eksploatacja majątków ziemskich możnych prowadzona przy pomocy nie-wolnych i 
chłopów zależnych, w znacznym stopniu o-pierała się na gospodarce hodowlanej, ale 
systematycznie rosło znaczenie uprawy roli i produkcji roślinnej. Do tej elity feudalnej 
zaliczyć również trzeba przedstawicieli najwyższej hierarchii kościelnej i instytucje 
kościelne, jak biskupstwa, kapituły i klasztory. Największym posiadaczem była cała 
dynastia piastowska, a przede wszystkim panujący książę, który, zgodnie ze 
zwyczajem, uważał się za pana całej ziemi, chociaż bezpośrednio eksploatował tylko te 
dobra, które nie były w rękach wymienionych wyżej grup ludności. Nie mam tutaj 
możliwości przedstawienia złożonej i dyskutowanej w nauce genezy możnowładztwa 
polskiego, ani różnorodnych źródeł jego wyjątkowej siły gospodarczej. Trzeba jednak 
wskazać na fakt, iż dynamicznie rozwijające się państwo polskie, podobnie jak i inne 
powstałe współcześnie organizacje państwowe, prowadziło intensywną ekspansję 
zewnętrzną. Jednym z głównych źródeł bogactwa możnych były wojny i najazdy, 
przynoszące liczne łupy i jeńców osadzanych na ziemi jako siła robocza. 
W źródłach tego okresu zaczynają pojawiać się rodziny możnowładcze, które, 
występując solidarnie jako związki krewniacze, nie tylko kumulowały coraz większe 
obszary ziemskie (powiększane przez małżeństwa zawierane między rodzinami 
możnych), ale również stawa- 
67 
ły się aktywną siłą polityczną, tym ważniejszą że same stanowiły drużyny wojskowe. 
Spośród możnowładztwa wywodziła się najściślejsza grupa rządząca państwa: 
członkowie przybocznej rady książęcej względnie królewskiej, najwyżsi urzędnicy dworu 
książęcego, kasztelanowie i inni wysocy funkcjonariusze administracji prowincjonalnej. 

background image

W czasach, o których tutaj piszemy, w nielicznych przekazach źródłowych zupełnie 
czytelnie rysuje się szybko wzrastająca polityczna rola takich rodzin możnowładczych 
jak Awdańców, Pałuków, Ła-będziów, Starżów (nazw tych używamy tylko umownie dla 
tego okresu, w rzeczywistości bowiem weszły one w obieg dopiero później dla 
określenia tzw. rodów heraldycznych) i innych, które przekształciły się w całe „dynastie" 
ludzi przebywających w najbliższym otoczeniu kolejnych polskich monarchów. 
Umacnianie się siły gospodarczej możnych prowadziło do wzrostu ich ambicji 
politycznych i chęci wpływania na panującego i na losy państwa, a osiągnięte sukcesy 
polityczne (kariery) same z kolei stwarzały sprzyjające warunki dla dalszego bogacenia 
się. Zachodziło tu zatem sprzężenie zwrotne. Aspiracje polityczne możnych przejawiały 
się niekiedy (już od schyłku X w.) w formowaniu się grup opozycyjnych wobec 
monarchy, reprezentujących odmienną orientację i kierunek polityczny tak w zakresie 
stosunków zewnętrznych, jak przede wszystkim w sferze stosunków wewnętrznych. 
Najwięcej kontrowersji wzbudzały wzajemne relacje między zakresem prerogatyw 
władzy książęcej a rosnącymi dążeniami elity możnowładczej do ogranicza nia tych 
prerogatyw i do współdecydowania o najważniejszych sprawach państwa. 
Na tak ogólnie zarysowanym tle stosunków społecznych °cena koronacji Bolesława 
Szczodrego, rozpatrywana od strony sytuacji wewnętrznej, wygląda inaczej niż w 

63 
aspekcie międzynarodowym. W środowisku możnych, najbliżej związanych z osobą 
monarchy i najbardziej zaufanych, a także w szerokich kręgach ludności z różnych 
warstw umacniała ona autorytet i pozycję władcy jako tego, którego władza przez 
pomazanie pochodzi od Boga. Również w szeregach duchowieństwa wszystkich 
szczebli sakralny charakter koronacji przydawał monarsze szczególnego znaczenia i 
blasku. Inaczej rzecz się miała z oceną koronacji Bolesława przez tych z 
najpotężniejszych możnowładców, którzy aspirowali do władzy i dążyli do ograniczenia 
władzy centralnej lub nawet zajmowali wprost postawę opozycyjną wobec Szczodrego. 
Byli oni zapewne świadomi tego, że koronacja umacniała centralizm piastowski i że 
naznaczony boskim charyzmatem Bolesław został teraz wysoko wyniesiony ponad 
wszystkicn. Musiało to wzbudzić w tych kołach poważne zaniepokojenie, a groźba 
ograniczenia Wpływów i roli politycznej mogła wywołać różne obawy i reakcje. Mimo 
woli przypomina się tutaj sytuacja sprzed 45 lat, kiedy ówcześni możnowładcy 
gromadnie 

odstąpili króla Mieszka II i przeszli do wrogiego mu obozu księcia Bezpryma. 

Czy i teraz historia potoczy się kołem i królestwo polskie okaże się tylko efemerydą? 
Odpowiedź na to pytanie przynieść miała już najbliższa przyszłość. 
Bolesław Szczodry wykazywał również sporo inicjatywy w działalności gospodarczej. 
Na czasy jego panowania przypada prawdziwy przełom w dziejach polskiego pieniądza 
i mennictwa. Wcześniejsi władcy polscy, począwszy od Mieszka I, bili wprawdzie 
własną monetę, ale nie miała ona znaczenia jako środek płatniczy i miernik wartości. 
Produkowana w minimalnej ilości miała charakter raczej reprezentacyjny i swoją 
symboliką kościelną na rytych wizerunkach manifestowała chrześci-jańsko-książęcą 
władzę kolejnych Piastów. W rzeczywi- 
69 
stym obie

gu natomiast kursowała wielka ilość monet obcych: arabskich, angielskich, 

duńskich, niemieckich i w mniejszej liczbie innych państw, tworząc prawdziwy 

background image

konglomerat monetarny, przyjęty wprawdzie w ówczesnych stosunkach, ale i kłopotliwy. 
Bolesław II, jako pierwszy władca Polski, powołał do łyda dwie mennice państwowe, 
które rozpoczęły masową produkcję monety rodzimej — denarów, stopniowo 
wypierającej z obiegu monetę obcą/ Numizmatycy obliczają ogólną liczbę wybitych w 
jego czasach monet na kilka milionów sztuk, co świadczy, że stały się one istotnym 
elementem życia gospodarczego, a wchodząc na rynek przynosiły skarbowi 
książęcemu znaczne dochody. Monety Bolesława II znajdowane są zarówno w tak 
zwanych skarbach, czyli w zwartych znaleziskach o znacznej liczbie egzemplarzy, jak i 
w znaleziskach luźnych (pojedyncze sztuki), co wskazuje na ich dość szerokie 
rozpowszechnienie. Zasoby kruszcowe, niezbędne do utrzymania ciągłej produkcji tak 
licznych emisji, pochodziły w większości z danin i ogromnych łupów wojennych 
(zwłaszcza pochodzenia ruskiego), zdobywanych w licznych wyprawach na kraje 
sąsiednie. Monety Bolesława pochodzą przede wszystkim z mennicy krakowskiej i w 
małej ilości z mennicy wrocławskiej. Zasadniczo rozróżnia się tylko dwa typy, co 
świadczy o świadomym dążeniu do unifikacji pieniądza. Jeden denarzwany książęcym 
produkowany był zapewne do czasu koronacji. (Denary książęceVnają w otoku na 
awersie napis BOLEZLAYS, a vf polu w okrągłej 
ceVnają w vf polu w 
obwódce widnieje głowa władcy, na rewersie znajduje Sle, postać rycerza na koniu, 
trzymającego w prawej rę-włócznię, w lewej trójkątną tarczę. [Denary królew-bite po 
koronacji w 1076 r., nie niają żadnych na- 
pisów, Na awersie plastycznie rysuje  się głowa  uwieńczona koroną i ręka z mieczem, 
na rewersie znajduje 
* E 
70 
się budowla z trzema wieżami, zwieńczona kopułami, która może wyobrażać konkretny 
obiekt sakralny lub pałac królewski, ale równie dobrze przedstawiać symboliczny motyw 
schematyczny, nie mający odpowiednika w rzeczywistości. 
Na koniec wspomni

eć jeszcze należy, że stosunkowo liczne fundacje klasztorne 

Szczodrego miały również znaczenie gospodarcze, ponieważ wzorowo prowadzona w 
nich działalność rolnicza i ogrodnicza benedyktynów była modelem promieniującym na 
pobliskie im regiony. Wokół grodów państwowych powstawały w dalszym ciągu, 
znane"T z wcześniejszego okresu, tzw. osady służebne, zamieszkałe przez ludność 
wyspecjalizowaną w określonym typie wytwórczości rzemieślniczej, produkującą na 
potrzeby załogi i mieszkańców grodu. Siady tych osad pozostały w postaci nazw 
miejscowych, takich jak: Koniary, Winiary, Skotniki, Szczytniki, Piekary, Rybaki, Grotniki 
i wiele innych. Podkreślić też trzeba, że w omawianym okresie nie wytworzył się jeszcze 
ogólnopolski rynek wymiany, a istniejące rynki lokalne miały również ograniczony 
charakter i zasięg wobec stosunkowo małych nadwyżek produkcyjnych w rolnictwie i 
słabości produkcyjnej ośrodków rzemieślniczo--miejskich. Niewiele da się powiedzieć o 
roli handlu dalekosiężnego, międzynarodowego, w życiu gospodarc zym kraju. Z ziem 
polskich eksportowano tradycyjnie skóry, bursztyn, "miód, wosk, malejące z czasem 
ilości niewolników i inne towary, a sprowadzano przede wszystkim broń oraz przedmioty 
luksusowe, świadczące o rosnących wymaganiach i wyższego rzędu potrzebach elity 
możnowładczej. Przez obszar Polski południowej przechodził ważny międzynarodowy 
szlak handlowy ze wschodu na zachód Europy, prowadzący od Kijowa przez Przemyśl, 

background image

Kraków i stąd rozgałęziający się w kierunku na Gniezno, Wrocław i Pragę czeską. Z 
handlu 
71 
tranzytowego pewne korzyści, w postaci ceł i myt, czerpał panujący. Na północy powoli 
zyskiwał na znaczeniu w wymianie międzynarodowej morski szlak bałtycki?) ale wydaje 
się, że bardziej liczący się w nim udział ziem polskich przypadł na okres nieco 
późniejszy. Powyższe, ledwo naszkicowane kontury działalności gospodarcze 
jiJJplesława II, pozwalają widzieć w nim władcę, który wbrew ogólnemu przekonaniu nie 
tylko był ryzykanckim politykiem i wojowniczym monarchą, ale również dobrym i 
zapobiegliwym gos

podarzem, dbającym o rozwój ekonomiczny kraju i żyjącej w nim 

ludności, oraz śmiałym nowatorem nie lękającym się wprowadzania w życie ważnych 
reform. 
Rozdział II 
Kościół w Polsce w dobie panowania Bolesława Szczodrego  
U progu rządów Bolesława Szczodrego sytuacja Kościoła w Polsce była jeszcze daleka 
od ustabilizowania po katastrofach z lat trzydziestych. Odnowicielska praca Kazimierza 
przyniosła wprawdzie  poważne  rezultaty, ale dzieło   odbudowy   duchowieństwa i   
materialnych podstaw Kościoła oraz reaktywowania i ewentualnie rozszerzenia 
organizacji kościelnej na wszystkich jej szczeblach musiało być kontynuowane przez 
jego następcę. Wydaje  się,  że  wszystkie  katedry  biskupie,  włącznie z archikatedrą 
gnieźnieńską, należało odbudować z gruzów po znis zczeniach powstałych w toku 
powstania ludowego i po najeździe czeskiego Brzetysława. Wprawdzie w Krakowie 
katedra wystawiona przez Bolesława Chrobrego przetrwała te klęski, ale jej zasadniczy 
korpus zawalił się i czynne pozostało jedynie prezbiterium z tra nseptem. Być może 
biskup Aron rozpoczął budowę ncwej katedry krakowskiej, której konsekracja odbyła się 
dopiero w 1142 r., do tego więc czasu siedziba biskupia miała tylko tymczasowe i 
prowizoryczne wyposażenie kultowe. O czasie rozpoczęcia odbudowy katedr  w 
Poznaniu i Wrocławiu brak wiarygodnych danych. Najpilniejszym   zadaniem  było   
odbudowanie   archikatedry  gnieźnieńskiej   jako  kościelnej   stolicy państwa. 
Przystąpił do tego dzieła Kazimierz Odnowiciel, zapewne wkrótce po powrocie do kraju,  
a bu

dowy dokończył Bolesław Szczodry^-co pozwoliło w 1064 r. na jej konsekrację. Z 

faktu, iż wkrótce rozpoczęła się jej przebudowa i rozbudowa w postać okazałej trój 
nawowej bazyliki z trzema apsydami i dwiema wieżami, zakończona  
 
73 
kolejną konsekracją w 1097 r., można wnosić, że w poprzednim etapie postawiono tylko 
bardzo skromny obiekt, który po upływie krótkiego czasu okazał się niewystarczający.  
Etapom odbudowy katedr biskupich odpowiadał zapewne czas osadzania na nich 
biskupów. Ciągłość obsady stolca biskupiego w pierwszej połowie XI w. poświadczona 
jest źródłowo (a i ona nie jest całkowicie pewna) jedynie dla biskupstwa krakowskiego, 
na którym od lat czterdziestych zasiadał Aron. Mimo zastrzeżeń niektórych historyków 
nie należy lekceważyć późniejszej tradycji ^przypisujące j Aronowi szczególną rolę w 
Kościele polskim po okresie zamętu i zniszczenia jego pierwsze wówczas miejsce w 
hierarchii kościelnej mogło być uzasadnione zarówno wieloletnim wakansem na stolicy 
arcybiskupiej, jak i specjalnymi uprawnieniami nadanymi mu ad personam w tej 
szczególnej sytuacji przez papieża, bez konieczności otrzymania paliusza 

background image

arcybiskupiego. "Aron zmarł jednak już w 1059 i\]i w kościele krakowskim musiały 
wyłonić się trudności z jego następcą, ponieważ wakans trwał aż dwa lata. 
Najwidoczniej z powodu braku polskiego arcybiskupa nowy kandydat musiał udać się 
aż do Rzymu po święcenia, gdyż mało jest prawdopodobne, aby w tym celu pojechał do 
któregoś arcybiskupa niemieckiego, np. kolońskiego, Na-'stępcą Arona został Suła-
Lamber

t, prawdopodobnie Polak z pochodzenia, który rządy objął dopiero w 1061 r. 

Rzecz jasna, że nie ..majajL_specjalny.ch_ pełnomocnictw papieskich, analogicznych 
do tych, jakimi dysponował Aron, nowy biskup krakowski nie""'inogTurtrzymać jego 
nadrzędnej pozycji w polskiej hierarchii kościelnej, co późniejsza tradycja pisana 
tłumaczyła faktem, że zaprzepaścił on godność arcybiskupią nie wystarawszy się o 
paliusz. |Kząd^_Suły-Lamberta trwały dziesięć lat, 
74 
a po jego śmierci w 1071 r. zastąpił go również Polak — biskup Stanisław (1072—
1079).J Na biskupstwie wrocławskim po Hieronimie,! który panował zapewne do 1066 
r., według późnych katalogów biskupów wrocławskich ^zasiadali kolejno: Jan, zmarły 
około 1072 r. i od roku następnego Piotr^\ale do wymienionych dat nie można mieć 
zaufania. W najgorszej sytuacji jesteśmy jeśli chodzi o obsadą biskupstwa 
poznańskiego. Zakres zniszczeń materialnych i ludzi duchownej profesji był tam 
największy, toteż podzielam pogląd tych badaczy, którzy uważają, że panował tam 
wieloletni 

wakans, a 'pierwszym biskupem poznańskim został Franko,/dopiero około 

1075 r. Jeżeli wcześniej rozpoczął sprawowanie swych funkcji arcybiskup gnieźnieński, 
to on mógł rządzić całą Wielkopolską do czasu odbudowy katedry w Poznaniu i 
nominacji na nią biskupa. 
Na zupełnie niepewnym gruncie poruszamy się też przy próbie określenia czasu 
reaktywowania godności arcybiskupa gnieźnieńskiegp. Właściwie istnieje tylko jedna 
pośrednia wskazówka, która pozwala wysunąć domysł, iż fakt ten nastąpił w 1064 r., a 
mianowic

ie jest nią wiadomość źródłowa o konsekracji w tym roku katedry 

gnieźnieńskiej. Dopuszczalne byłoby wobec tego przyjąć, że równocześnie doszło do jej 
obsadzenia przez nowego metropolitę. Tak też postąpił Tadeusz Wojciechow-ski, który 
w subtelnym wywodzie a

nalitycznym znaną dwunastowiecznym przekazom postać 

arcybiskupa Bogumiła przeniósł w wiek jedenasty i związał przyczynowo i czasowo z 
wyświęceniem katedry w Gnieźnie, a następnie widział go na stolicy arcybiskupiej aż do 
1079 r. Konstrukcja T. Wojciechowskiego, akceptowana do dzisiaj przez wielu 
historyków, chociaż mieści się w granicach prawdopodobieństwa, oparta jest na bardzo 
kruchych przesłankach. Dlatego z pewnym zastfzeże- 
75 
niem wspomniałem wyżej o Bogumile jako przypuszczalnym koronatorze Bolesława 
Szczodrego. Ostrożniej byłoby mówić o nieznanym z imienia arcybiskupie, kto-* ry w 
1064 r. zasiadł na stolicy gnieźnieńskiej, a i takie sformułowanie opatrzeć trzeba 
znakiem zapytania, jak 
0 tym będzie mowa niżej. 
"[Sytuacja Kościoła polskiego przez wiele lat rządów Szczodrego była bardzo trudna i 
płynna. Zasadniczy krąg problemów odnoszących się do sprawy odnowienia 
1 uporządkowania struktury organizacyjnej Kościoła łączy się z nawiązaniem przez 
Bolesława II bezpośrednich stosunków z Grzegorzem VII. Bez pomocy papiestwa nie 
była możliwa pełna odbudowa organizacji kościelnej i kadr duchowieństwa, nie było też 

background image

możliwe kreowanie nowych biskupstw, a dalsze utrzymywanie stanu tymczasowości 
organizacyjnej 
biskupów i Kościoła w Polsce metropoliom niemieckim, spośród których magdeburska 
od dawna wysuwała roszczenia^ jło zwierzchnictwa kościelnego nad ziemiami polskimi.  
Jak wspominaliśmy, dysponujemy, niestety, tylko jednym zachowanym listem 
Grzegorza VII, skierowanym do Bolesława w dniu 20 kwietnia 1075 r., w którym część 
miejsca papież poświęcił polskim sprawom kościelnym. Jego sformułowania, jak zwykle 
enigmatyczne i ogólnikowe, dopuszczają różnorakie interpretacje i domysły, nie 
pozwalając na niepodważalne ustalenia. Stąd w poniższych uwagach będę dążył do 
odgran

iczenia tego, co wydaje się pewne, od tego, co może być tylko hipotezą lub 

prostym przypuszczeniem. Przede wszystkim papież stwierdzał, opierając się na 
informacjach przekazanych wcześniej kurii przez posłów księcia polskiego, że w 
stosunku do liczby ludno

ści jest w Polsce zbyt mało biskupów. Wypowiedź tę można 

rozumieć trojako: jako ogólną zapowiedź powiek- 
76 
77 
szenia ilości biskupstw na ziemiach polskich bądź jako pragnienie obsadzenia biskupów 
na tych stolicach, gdzie nadal trwały wakansy, bądź wreszcie łącznie jako obietnicę 
osadzenia biskupów w opustoszałych siedzibach i powołanie do życia nowych 
biskupstw. Wydaje się, że ostatnia interpretacja jest najbardziej prawdopodobna wobec 
luk w obsadzie katedr biskupich w Poznaniu, w Gnieźnie i być może we Wrocławiu. 
Skądinąd wiemy także, żelj>d 1075 r. zaczęło funkcjonować nowe biskupstwo w Płocku 
dla Mazowsza,^)które dotychczas 
•"MWMWMIIMMM^"*M"*««M^n"''MOT"                     "™'""^*"'"''ł»™n«tai«^»"'^**f 
pozbawione było własnego biskupa i podlegało Gnieznu i Poznaniowi. (Pierwszym 
biskupem płockim mianowany został podobno — według późnych przekazów — Stefan, 
duchowny obcego pochodzenia. Druga kwestia poruszona w piśmie przez Grzegorza 
VII jest bardziej dyskusyjna, ponieważ piszący wyraził swoją myśl mało precyzyjnie. 
Papież stwierdzał, że biskupi polscy są zbyt niezależni i wolni, ponieważ nie mają 
ustalonej siedziby metropolitalnej, której powinni podlegać. Jak należy rozumieć te 
słowa? Od tysiącznego roku Gniezno było niekwestionowaną polską stolicą kościelną. 
Czy wobec tego wolno sądzić, że po zniszczeniach z lat trzydziestych zaginęła pamięć 
o jego stołeczności, a arcybiskupstwo aż do 1075 r. nie zostało reaktywowane i nie 
urzędował metropolita gnieźnieński? Okoliczność, że papież o sprawach kościelnych 
pisał do księcia, a nie* do arcybiskupa, mogłaby na to wskazywać. Domysłom tym 
przeczy jednak wiadomość o konsekracji katedry gnieźnieńskiej w 1064 r., ponieważ 
wydaje się, że z faktem tym należałoby łączyć działalność arcybiskupa. Z drugiej strony 
wiemy o 

szczególnej roli biskupa krakowskiego Arona w Kościele polskim. Wprawdzie 

zmarł on już w 1059 r., ale jego następca Suła-Lam-bert (a po nim Stanisław), mimo iż 
nie uzyskał specjalnego przywileju z Rzymu, mógł sobie rościć prawa do 
dalszego przewodnictwa k

ościelnego nad całym krajem, a w takim wypadku nominacja 

arcybiskupa w Gnieźnie w 1064 r. mogła doprowadzić do sytuacji konfliktowej. Snując 
dalej te przypuszczenia wolno zapytać, czy inni biskupi, na przykład wrocławski, nie 
poczuli się — jak to określił papież — zbyt niezależni i wolni, nie musząc w takich 
warunkach podporządkować się żadnemu z dwóch ośrodków pretendujących do roli 

background image

centrum kościelnego państwa? Nie umiemy odpowiedzieć jednoznacznie na 
postawione wyżej pytania i wątpliwości. 
Jedno wszelako 

wydaje się pewne, że[§trona organizacyjna Kościoła w Polsce 

wymagała uporządkowania i że rzeczywistą odnowę przeprowadzić mógł tylko 
najwyższy zwierzchnik — papież^ W tym celu, zapewne na przełomie maja i czerwca 
1075 r., przybyli legaci z listem papieskim 

i odpowiednimi pełnomocnictwamLMie-li oni 

zapewne działać w ogólnym duchu zgodnym z doktryną Grzegorza VII, uwzględniając 
jednak „młodość" chrześcijaństwa polskiego i specyfikę miejscowych warunków. W lecie 
tego roku legaci prawdopodobnie zwołali synojOw czasie którego podjęte zostały 
decyzje "o" źasa3mczym znaczeniu dla dalszych losów Kościoła w Polsce. 
Potwierdzono na nim, że Gniezno było, jest i będzie w przyszłości siedzibą polskiej 
metropolii i prowincji kościelnej, likwidując ostatecznie nieporozumienia wynikłe z 
przejściowej specjalnej roli biskupstwa krakowskiego. Jeżeli dotychczas nie było w 
Gnieźnie arcybiskupa, to legaci wyświęcili nowego metropolitę, może właśnie 
hipotetycznego Bogumiła. Wyświęceni też zostali dalsi biskupi na te biskupstwa, które 
dotychczas wakowały. Ustanowione zostało nowe biskupstwo mazowieckie z siedzibą 
w Płocku i powołano na nie pierwszego pasterza. Nie wiadomo w jakiej formie, ale pod- 
78 
kreślono pierwsze miejsce biskupa krakowskiego wśród innych biskupów polskich, co 
wy

raźnie widać w czasach późniejszych. Przy biskupstwach zorganizowano kapituły, a 

w Gnieźnie i Krakowie pbwstały zapewne szkoły katedralne, które kształcić miały 
przede wszystkim przyszłych duchownych. Po raz pierwszy określone też zostały 
dokładnie granice poszczególnych biskupstw, które do tej pory pokrywały się ogólnie 
rzecz biorąc z granicami historycznymi ziem wywodzących się z dawnych podziałów 
plemiennych. W wyniku przeprowadzonych korekt granicznych południowe \_części 
Mazowsza przeszły pod obediencję biskupstwa poznańskiego, natomiast pozostałe 
obszary mazowieckie, należące wcześniej do Gniezna, uzyskały własne biskupstwo. 
Istnieją uzasadnione przypuszczenia, że diecezja płocka, poza Mazowszem, swoim 
zasięgiem oddziaływania objąć miała również terytorium Pomorza Gdańskiego jako 
potencjalnego terenu misyjnego. 
Jeżeli wyniki niedawnych badań Henryka Łowrniań-skiego zostaną potwierdzone, 
wypadnie przyjąć, żeVów-nolegle do przeprowadzonej reorganizacji kościelnej sieci 
administracyjnej j3,Qlesław Szczodry_ zapoczątkował uposażenie arcybiskupstwa 
gnieźnieńskiego, innych biskupstw i kapituł w dobra ziemskie, kładąc podwalmy pod 
przyszłą potęgę ekonomiczną Kościoła w Polsce. Aczkolwiek wielka własność kościelna 
o charakterze latyfundialnym była jeszcze kwestią odległej przyszłości, to jednak już 
pierwsze nadania dały zaczątek tworzeniu się nowych podstaw gospodarczych 
działania Kościoła, który przynajmniej częściowo miał się uwolnić od aktów dobrej woli 
panującego. Miało to ogromne znaczenie w przyszłości dla rosnącej politycznej roli 
biskupów, którzy, nie czując się majątkowo zależnymi od władzy książęcej, 
przekształcili się w czynnych polityków, decydujących niejednokrotnie w okresie rozbi- 
79 
cia dzielnicowego Polski o losach księstw i książąt, a także podejmujących niekiedy 
walkę z książętami o wyższość władzy kościelnej nad świecką. IJa razie jednak 
niepodważalna była jeszcze potęga księcia Bolesława i jego bezpośredni wpływ na 
sytuację KościołavDo niego należała inicjatywa wszczęcia w kurii starań zmierzających 

background image

do uporządkowania spraw kościelnych w Polsce. _L)d zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r. 
do zakresu uprawnień panującego wchodziły decyzje personalne w kwestii obsady 
stolic biskupich.1 Był to ważny atut w ręku Bolesława, ponieważ pozwalał mu wysuwać 
na n

ie kandydatów, wobec których miał pełne zaufanie, że będą z nim zgodnie 

współpracować. Mimo szczupłości szeregów duchowieństwa książę starał się 
powoływać na biskupów ludzi polskiego pochodzenia, 
0  czym   świadczy przykład   krakowskiego   Stanisława  
1   

ewentualnie  arcybiskupa gnieźnieńskiego Bogumiła. Ze skarbca książęcego szły 

środki na odbudowę zniszczonych katedr i na wzniesienie katedry w Płocku, z tego 
samego źródła budowano kaplice i kościoły grodowe. Czy odnosiło się to i do kościołów 
parafialnyc

h, nie wiemy, ale wiele na to wskazuje. Materialna zależność Kościoła 

polskiego od władcy szła zresztą o wiele dalej. Niezależnie bowiem od 
zapoczątkowania doźacji majątków ziemskich, których znaczenie miała dopiero 
pokazać dalsza przyszłość, podstawę uposażenia Kościoła stanowiły jednak nadal 
dochody pochodzące z dziesięciny od książęcej renty feudalnej, zbieranej od ogółu 
ludności. Dopiero z czasem główne źródło materialnych śwnadczeń na rzecz Kościoła 
uległo zmianie, przechodząc od państwa do ogółu wiernych, którzy zobowiązani zostali 
do płacenia dziesięciny kościelnej! Nic przeto dziwnego, że w kalendarzu kapituły 
krakowskiej znalazła się zapiska nekrologiczna:   „Zmarł król  Polski   Bolesław, który 
ustanowił w Polsce biskupstwa". Trudno w kilku 
słowach pomieścić większą pochwałę szczodrego władcy, prawdziwego odnowiciela i 
fundatora Kościoła polskiego, niż to uczynił anonimowy pisarz. A przecież nie było to 
wszystko, co zdziałał Bolesław w zakresie spraw kościelnych.'Na czasy jego panowania 
przypadł drugi po okresie Chrobrego etap rozwoju życia zakonnego w Polsce. Z 
inicjatywy Szczodrego i dzięki jego hojności powstało wówczas wiele nowych 
klasztorów benedyktyńskich, jwśród których szczególnie bogato uposażone zostały 
Tyniec i Mogilno. Spośród innych wymienić trzeba Lubin, Płock i Wrocław, ale były 
zapewne i inne, o początkach których nie świadczą wiarygodne źródła. Najlepiej 
zachowały się relikty wspaniałej, imponującej rozmiarami, trzynawowej bazyliki 
romańskiej, zbudowanej przy klasztorze w Mogilnie. Kamienny kościół z granitowych 
ciosów miał transept, czyli nawę poprzeczną, i jedną wieżę. Podobnie romański kościół 
w Tyńcu był trzynawową bazyliką, bez tran-septu, z trzema apsydami i dwiema 
wieżami, wzniesioną z bloków wapiennych i piaskowych. W fundowaniu silnych 
klasztornych centrów benedyktyńskich, a zwłaszcza w ich rozmieszczeniu, niektórzy 
historycy widzą planową działalność Bolesława Szczodrego, który świadomie zmierzać 
miał do utworzenia jednego opactwa w każdej diecezji: Tyniec w krakowskiej, Mogilno w 
gnieźnieńskiej, ale z zadaniem działalności misyjnej również na Mazowszu i Pomorzu 
Gdańskim, Lubin w poznańskiej, Płock w mazowieckiej i Wrocław w śląskiej. 
Rozwój życia zakonnego wynikał z różnych potrzeb Kościoła. W pierwszym rzędzie 
klasztory prow

adziłv_ akglg_ misyjną na wydzielonych im terytoriach, które były jeszcze 

dalekie od całkowitego schrystianizowania. Siedziby opactw i ich kościoły stanowiły 
centra kościelne 
81 
0  pogłębionym życiu chrzęści j ańskim, promieniując na najbliższą okolicę  i 
zapewniając  jej  ludności obsługę religijną wszędzie tam, gdzie nie było kościołów 

background image

parafialnych i grodowych. Na czele klasztorów stali opaci, których inwestyturę miał w 
swoich rękach książę jako fundator?"! 
Pewna liczba zakonników obracała się w kręgu dwori królewskiego Bolesława. Jako 
ludzie wykształć a przede wszystkim znający język łaciński, który ogólnoeuropejskim 
jeżykiem korespondencji i dyplomacji w zachodniochrześcijańskim świecie, byli oni 
użyteczni i wprost niezbędni w życiu publicznym państwtf. Sądzę, że na czasy 
panowania Szczodrego przypadły początki tworzenia się dworskiej kapelli i pierwocin 
kancelarii królewskiej, w których pracowali kapelani  
1  skrybowie. Spośród kleru dworskiego rekrutowali się też zapewne posłowie, wysyłani 
w misjach dypl

omatycznych do krajów ościennych, oraz doradcy panującego. Częstymi 

gośćmi na dworze królewskim byli również biskupi, należący do rady królewskiej i z tego 
tytułu mający pewien wpływ na bieg spraw państwowych. 
^••^ 
Wspomnieć też trzeba o roli duchownych różnej proweniencji w rozwoju polskiej kultury 
drogą przenoszenia z zachodu różnego rodzaju „nowinek" i adaptowania ich do polskich 
warunków. Trudno ocenić wkład kleru w ^budownictwo sakralne, a pośrednio i w 
świeckie, nawiązujące do monumentalnych budowli kościel-nych7]To samo można 
powiedzieć o wewnętrznym wystroju świątyń i klasztorów.(Duchowni przywozili z sobą 
do Polski wspaniale zdobione rękopiśmienne księgi liturgiczne i traktaty naukowe, 
tworząc na przykład w kapitule krakowskiej wcale bogaty jak na stosunki polskie 
[księgozbiór, "Uzupełniony pięknymi strojami i sprzętami liturgicznymi.;jDgromna 
wreszcie była rola ludzi Kościoła w utrwalaniu na piśmie polskiej tradycji  
82 
kościelnej i państwowej .JWjczasack. Bolesława II prawdopodobnie wznowiono, a na 
pewno kontynuowano w kapitule krakowskiej pisanie najstarszegcPpóTskiego rocznika, 
w którym kolejni anonimowi pisarze notowali najważniejsze wydarzenia z życia 
państwa, dynastii piastowskiej i Kościoła o bezcennej wprost wartości, bo spisywane na 
bieżąco. 
0  tym, jakim był ówczesny Kościół polski w swoim życiu wewnętrznym, w swojej 
organizacji wewnętrznej 
1  .strukturze  doktrynalno-

prawnej,   trudno  powiedzieć coś bliższego, gdyż brak źródeł 

nie pozwala wypowiadać się w tych sprawach jednoznacznie. W nauce trwa na ten 
temat ciągła dyskusja i nie ustają wysiłki, aby penetrować coraz głębiej  nie dostrzegane 
dawniej problemy. Przykładowo można tu wskazać zagadnienia początków i roli parafii. 
Musi też rodzić się pytanie, jakim był ten polski Kościół w porówna niu z Kościołem 
zachodnim, w szczególności niemieckim, i w jakim zakresie  utrzymywał związki  i 
kontakty  z  zachodnimi ośrodkami kościelnymi, z tamtejszymi centrami reformatorskimi, 
bo od odpowiedzi na te pytania zależą oceny stanu katolicyzmu polskiego. I w tym 
zakresie milczenie źródeł uniemożliwia nawet ogólne naszkicowanie sytuacji dla 
czasów rządów Bolesława II. fo kontaktach z kurią papieską była już mowa, Wiacromo 
jednak, że — pomijając wpływ papiestwa na uporządkowanie organizacyjnej strony 
życia kościelnego w Polsce — doktryna Grzegorza VII i jego program reform nie znalazł 
odbicia w ówczesnym Kościele polskim i realizowany był dopiero w początkach XIII 
wieku. Wynikają z tego dwa wnioski: 1. że stosunki kościelne polsko -papieskie były 
sporadyczne 

i wątłe oraz 2. że etap rozwojowy polskiego chrześcijaństwa był na tyle 

background image

wstępny, iż nie było ono jeszcze w stanie włączyć się do wielkiego dialogu i walki o 
odnowę wewnętrznego życia Kościoła 
83 
powszechnego, pozostając na odległych peryferiach zasadniczyc h wydarzeń epoki.] 
Równie mało da się powiefłźieć o związkach kościelnych polsko-niemieckich.   Nieco 
informacji  mamy na temat wcześniejszych stosunków z ośrodkami kościelnymi w 
Niemczech.  Utrzymywał  je  Kazimierz  Odnowiciel  w szczególności z 
arcybisk

upstwem w Kolonii, gdzie rządy sprawował jego wuj, arcybiskup Herman. 

Można przypuszczać, że pomoc dla wstępnej odbudowy Kościoła polskiego po 
zniszczeniach z lat trzydziestych Odnowiciel uzyskał właśnie z Niemiec. Istnieją 
przypuszczenia, że Aron otrzymał sakrę biskupią właśnie  od arcybiskupa Hermana, a 
ewentualne konwenty mnichów przybyły z klasztorów bawarskich. O tym, czy kontakty 
te były nadal podtrzymywane w czasach Bolesława II, trudno powiedzieć coś pewnego. 
Napięcia w państwowych stosunkach polsko-niemieckich, jakie powstały po 1072 r., na 
pewno nie sprzyjały ich rozwojowi, chociaż nie uniemożliwiały   go całkowicie.   
Benedyktyńskie   klasztory z archidiecezji kolońskiej i z Bawarii dostarczyły zapewne 
konwenty mnichów do nowo zakładanych polskich ośrodków klasztornych, chociaż, być 
może, sięgano i do innych centrów kościelnych, jak na przykład Leodium. Klasztory 
południowoniemieckie zachowały pamięć o zasługach Bolesława   II   położonych przy 
fundowaniu i uposażeniu ich polskich filii, a zapewne i o składaniu bogatych darów ich 
macierzom. Z nekrologu słynnego opactwa benedyktyńskiego św. Emerama w 
Ratyzbonie wiemy, że modlono się tam za dusze Kazimierza Odnowiciela i jego syna 
Mieszka, a następnie Bolesława II. Zofia Kozłowska-Budkowa słusznie przyjęła, że 
aniwer-

sarze ojca i brata zamówił sam Szczodry, który wobec tego musiał pozostawać 

w kontaktach z tym ważnym ośrodkiem zakonnym w południowych Niemczech. Ale z 
faktu, że klasztor ratyzboński filialnie związany 
84 
był z opactwem lotaryńskim w Górze i tworzył grupę 16 opactw związanych wspólnotą 
zwyczajów klasztornych i modlitw oraz pragnieniem odnowy życia zakonnego, można 
wnosić, że jakieś prądy tamtejszej reformy dotarły na ziemie polskie? Zapewne tak, ale 
nic konk-

N kretnego na ten temat nie można też powiedzieć. Podsumowując powyższe 

uwagi trzeba zauważyć, że odnowiony przez Bolesława Szczodrego Kościół polski 
rozpoczął nowy jakościowo etap swojej działalności w ramach dobrze zorganizowanej 
prowincji kościelnej. Był to jednak nadal, podobnie jak za pierwszych Piastów, 
Kościórgan^^wLx wszystkimi swoimi żywotnymi interesami powiązany z państwem i 
dynastią. Nie sądzę, aby w środowiskach kościelnych kwestionowana była już w 
czasach Bolesława II, odziedziczona po poprzednikach, jurysdykcja monarsza w 
stosunku do ludzi Kościoła, aczkolwiek poszczególne posunięcia króla wobec 
duchownych mogły być inaczej oceniane w kręgu dworskim, a inaczej w środowisku 
hierarchii kościelnej. Jeżeli wzorem Kościoła zachodniego zaczęto i w Polsce zwoływać 
synody i podejmo

wać na nich uchwały dotyczące życia kościelnego (poza 

przypuszczalnym synodem -

zwołanym w lecie 1075 r. przez legatów papieskich o 

innych właściwie nie wiemy), to w niektórych wypadkach mogły się one spotkać ze 
sprzeciwem panującego, a mianowicie wówczas, gdy ze swego punktu widzenia uznał, 
że wkraczają one w jego kompetencje. Ale jeżeli nawet tak było, to [sprzeciwić się 
trzeba jakimkolwiek domysłom, że w dobie rządów Bolesława II wystąpiły tendencje do 

background image

konfrontacji racji Kościoła i racji państwa, których ewentualnie końcowym rezultatem był 
konflikt między królem i biskupem krakowskim. Na tego rodzaju zjawiska było w Polsce 
jeszcze o wiele za wcześnie, a Kościół polski w zbyt wielkim stopniu był wciąż 
Kościołem monarszym i bez opieki, pomocy i za- 
85 
opatrz

enia króla nie mógłby po prostu samodzielnie egzystować i działać zgodnie ze 

swoim przeznaczeniem. Z drugiej strony Bolesław, zapewniając Kościołowi dobre 
podstawy materialne, opiekę i poparcie, oczekiwał, że ludzie Kościoła, a przede 
wszystkim jego najwyżsi przedstawiciele — biskupi, będą aktywnym czynnikiem 
wpływającym na umocnienie władzy państwowej i autorytetu monarchy."Rozdzżai III  
Podstawowe źródła do dziejów 
konfliktu króla Bolesława II 
z biskupem Stanisławem 
Podstawa źródłowa do dziejów konfliktu miedzy Bolesławem Szczodrym i biskupem 
Stanisławem jest nie tylko niezwykle skąpa, ale ponadto pry pkgggjod a j ące  
.informacje o nim nie powstały ani współcześnie z dramatem, ani nawet w 
bezpośredniej bliskości czasowej od samego wydarzenia. .Okoliczność ta ma 
podstawowe znaczenie dla oceny stopnia ich wiarygodności^. We współczesnej nauce 
jedynie dwa źródła są przedmiotem poważnej analizy i w opinii powszechnej mogą 
służyć odtworzeniu tła i przebiegu konfliktu. Wszystkie inne mają bądź znaczenie 
marginalne

, bądź są tylko pochodnymi w stosunku do tamtych, a ponieważ były 

produktem czasów znacznie już odleglejszych, odbiły się w nich i nawarstwiły 
późniejsze wypadki i oceny, zniekształcające mniej lub bardziej obraz wydarzeń 
zanotowany przez najwcześniejsze przekazy. Owe dwa pierwsze źródła^tp Kronika 
Anonima tzw. Galia i póź-niejszia niemal o sto lat Kronika Polska Mistrza Win-^< 
centego zwanego KadłubkiemrOd nich też zacząć trzeba wszelkie rozważania. 
Relacja Galia o interesującym nas tutaj wydarzeniu za-__ pisana została w 27 rozdziale 
pierwszej księgi Kroniki i jest niezmiernie lakoniczna i ogólnikowy. Brzmi ona 
następująco: 
„Jakim zaś sposobem król Bolesław został z Polski wypędzony, długo byłoby 
opowiadać, lecz to powiedzieć wolno, że pomazaniec na pomaza ńcu nie powinien 
cieleśnie mścić się za jakikolwiek grzech. To bowiem bar- 
87 
dzo mu zaszkodziło, gdy do grzechu dodał grzech, gdy za bunt [w innych przekładach 
„za zdradę" — T.G.] wydał biskupa na obcięcie członków. Ani bowiem buntownika [w 
innych przekładach „zdrajcy" — T.G.] biskupa nie uniewinniamy, ani też króla 
mszczącego się tak haniebnie, nie pochwalamy, lecz tu w środku pozostawmy i 
wyłóżmy, jak na Węgrzech został przyjęty". 
O tym przyjęciu na Węgrzech kronikarz pisze w następnym, 28 rozdziale. Dowiadujemy 
się z niego, że Bolesław musiał ujść z kraju i szukać schronienia u swojego przyjaciela, 
króla węgierskiego Władysława. O dalszych losach Szczodrego będziemy pisać 
później, gdyż dla odtworzenia samego konfliktu mają one też pewne znaczenie. W tym 
miejscu wystarczy jednak zacytowany fragment. 
Relacja Mistrza Wincentego jest znacznie obszerniejsza, ale nie tak zwarta jak Galia, a 
do tego przerywana anegdotami z czasów starożytnych, tak typowymi dla pisarstwa 

background image

Kadłubka. Poniżej cytuję tekst tylko bezpośrednio dotyczący Bolesława i Stanisława z 
rozdziału 18 i 20 drugiej księgi: 
„A z takim zapamiętaniem prowadził on [tzn. Bolesław] wojnę, iż rzadko przebywał w 
zamku, ciągle w obozie, rzadko w ojczyźnie, zawsze u nieprzyjaciół. To zamiłowanie ile 
państwu przyniosło korzyści, tyle sprawiło kłopotu, ile dawało sposobności do uczciwej 
zaprawy, tyle zrodziło wstrętnej pychy. Gdy bowiem król bardzo długo przebywał już to 
u Rusinów, już to w okolicach niemal poza Partami, niewolni nakłaniają żony i córki 
panów do ulegania ich chuciom: jedne znużone oczekiwaniem mężów, inne 
doprowadzone do rozpaczy, niektóre przemocą dają się porwać w objęcia niewolników. 
Ci zajmują domostwa panów, obwarowują miasta, nie tylko zabraniają panom powrotu, 
lecz nawet wojnę 
u m. 88 
•enra 
89 
po powrocie im wydają. Za tak niezwykłe zuchwalstwo panowie wytracili ich, wydawszy 
na niezwykłe męki. Również i niewiasty, które dobrowolnie uległy niewol-nym, musiały 
ponieść zupełnie słuszną karę, gdyż poważyły się na okropny i niesłychany występek, 
którego nie da się porównać z żadną zgoła zbrodnią...". „Odtąd oliwka zamieniła się w 
oleaster [tzn. w dzikie drzewo oliwne 

— T.G.], a miód w piołun. Bolesław bowiem 

poniechawszy [swojego] oddania dla prawości, wojnę prowadzoną z nieprzyjaciółmi 
zwrócił przeciwko swoim. Zmyśla, że oni nie mszczą na ludzie swoich krzywd, lecz w 
osobie króla na królewski nastają majestat. Albowiem czymże będzie król pozbawiony 
ludu? Mówi, że nie podobają mu się żonaci, gdyż więcej obchodzi ich sprawa niewiast 
niż względem władzy uległość. Żali się, iż nie tyle opuścili go oni wśród wrogów, ile 
dobrowolnie na pastwę wrogów wydali. Domaga się przeto głowy dostojników, a tych, 
których otwarcie dosięgnąć nie może, dosięga podstępnie. Nawet niewiasty, którym 
mężowie przebaczyli, z tak wielką prześladował potwornością, że nie wzdragał się od 
przystawienia do ich piersi szczeniąt po odtrąceniu niemowląt, nad którymi nawet wróg 
by się ulitował. Twierdził bowiem, iż tępić a nie popierać należy gorszący nierząd. Gdy 
prześwięty biskup krakowian Stanisław nie mógł odwieść go od tego okrucieństwa, 
najpierw groził mu zagładą królestwa, wreszcie wyciągnął ku niemu miecz klątwy. Atoli 
on, jak był zwrócony w stronę nieprawości, w dziksze popadł szaleństwo, bo pogięte 
drzewa łatwiej złamać można niż naprostować. Rozkazał więc przy ołtarzu, w infule, nie 
okazując uszanowania ani dla stanu, ani dla miejsca, ani dla chwili — porwać biskupa! 
Ilekroć okrutni służalcy próbują rzucić się na niego, tylekroć skruszeni, tylekroć na 
ziemię powaleni łagodnieją. Wszak tyran, lżąc ich z wielkim oburzeniem, 
sam podnosi świętokradzkie ręce, sam odrywa oblubieńca od łona oblubienicy, 
pasterza od owczarni. Sam zabija ojca w objęciach córki i syna w matki wnętrznościach. 
O żałosne, najżałobniejsze śmiertelne widowisko! Świętego bezbożnik, miłosiernego 
zbrodniarz, biskupa niewinnego najokrutniejszy świętokradca rozszarpuje, 
poszczególne członki na najdrobniejsze cząstki rozsiekuje, jak gdyby miały ponieść 
karę poszczególne części członków. 
A ja ze zdumienia i z jakow

egoś przerażenia całkiem zdrętwiałem, tak iż ledwie pojąć, a 

cóż dopiero językiem, cóż dopiero piórem wyrazić zdołam, jakże wyrazić potrafię 
cudowne dzieła na tym świętym przez Zbawiciela zdziałane! Wśród opowiadania 
bowiem zawodzi rozum, zrozumieniu nie d

opisuje mowa, a słowa nie wyjaśniają rzeczy 

background image

zgodnie z tym, co zaszło. Albowiem ujrzano, że z czterech stron świata nadleciały 
cztery orły, które krążąc dosyć wysoko nad miejscem męczeństwa odpędzały sępy i 
inne krwiożercze ptaki, żeby nie tknęły męczennika. Ze czcią go strzegąc czuwały bez 
przerwy dniem i nocą. Mamże to nocą nazwać czy dniem? Dniem raczej nazwałbym niż 
nocą, to jest bowiem druga noc, o której napisano: «A noc jak dzień będzie oświetlona*. 
Tyle bowiem boskich świateł przedziwnej światłości rozbłysło   w   poszczególnych 
miejscach, ile rozrzuconych było cząstek świętego ciała, tak iż niebo samo jakby 
zazdrościło ziemi jej  ozdoby, jej chwały, ziemi gwiazd jakichś światłością zdobnej i 
jakimiś — myślałbyś — słońca promieniami. Niektórzy zaś z ojców, ożywieni radością z 
powodu tego cudu i gorliwą pobożnością zapaleni, pragną usilnie pozbierać rozrzucone 
cząstki członków. Przystępują krok za krokiem, znajdują  ciało nie uszkodzone, a nawet 
bez śladu blizn! Podnoszą je i zabierają, drogocennymi wonnościami namaszczone  
chowają w bazylice mniejszej Świętego Michała. 
90 
Aż do dnia podniesienia, którego przyczynę dobrze znasz, nie ustąpił stamtąd silny 
blask wspomnianych świateł. 
Po tym wydarzeniu ów okrutnik, przerażony, nie mniej przez ojczyznę, jak i przez 
senatorów znienawidzony, uchodzi na Węgry... ówże zaś spryciarz [tzn. Bolesław w 
czasie pobytu na Węgrzech — T.G.] tak dalece zrzucił z siebie podejrzenie 
świętokradztwa, że niektórzy nie tylko nie uważali go za świętokradcę,  lecz  [widzieli w  
ni

m]   najczcigodniejszego  mściciela  świętokradztw. Albowiem to, że w wolności 

urodzone niewiasty wydane zostały niewolnikom na rozpustę, że świętość 
małżeńskiego związku tak  haniebnie została   skalana,   że zgraja niewolników 
sprzysięgła się przeciw panom,  że tyle głów na śmierć wystawiono, że wreszcie 
spiskowaniem królowi gotowano zagładę — to wszystko  zrzucił na świętego biskupa. 
Twierdzi, że w nim jest początek zdrady, korzeń wszelkiego zła; to wszystko mówi, 
wypłynęło z tego zgubnego źródła... Opojem nazywa go, nie biskupem, piekarzem,  nie 
pasterzem.  Był [mówi] ciemięzcą od ciemiężenia, nie arcykapłanem,   [ale]  zbieraczem 
bogactw, nie biskupem, [ale] szpiegiem, nie stróżem, i, na oo ze wstydu rumienić się 
trzeba, że z badacza spraw świętych stał się badaczem lędźwi. I dlatego popuszczał 
cugli lubieżności  innych, ponieważ gdzie są wspólnicy tej samej zbrodni, brak 
oskarżyciela. I cóż więcej? Całe jego zachowanie było karą dla wszystkich. «Czegóż 
wiec 

— rzecze — dopuszczono sdę, gdy usunięto zakałę królestwa,  potwora ojczyzny,  

zgorszenie dla religii, gdy w rzeczypospolitej zgaszono publiczny pożar?» Chociaż te 
kłamstwa w pojęciu ludzi nieświadomych przyniosły męczennikowi pewną ujmę, jednak 
nie mogły pozbawić go powagi świętości". Tyle podają o konflikcie dwa podstawowe 
przekazy, w których wiadomości nie są, niestety, datowane; na ich 
91 
podstawie nie moglibyśmy nawet umieścić wydarzenia dokładnie w czasie. Anonim Gali 
nie wymienia również imienia biskupa i nie informuje, na jakiej stolicy biskupiej on 
zasiadał, najwidoczniej uważając, iż o sprawach powszechnie znanych nie ma potrzeby 
pisać, natomiast mistrz Wincenty podał wyraźnie, że ofiarą króla był Stanisław, biskup 
krakowski. ,Data dramatu krakowskiego znana jest jednak z krótkich zapisek różnych 
roczników polskich (z nich przedostała się do późniejszych żywotów, kronik, kalendarzy 
i innych źródeł) ł kalendarzy „jjlzecz przy tym znamienna, że najstarszy, zachowany we 
fragmencie Roczn^^wi^tok^skijd^-

5JLJ? pierwszej połowy XII wieku, który podaje sporo 

background image

informacji o wydarzeniach mających miejsce w ciągu XI stulecia i zamieszcza 
wiadomości o urodzinach Mieszka, syna Szczodrego, o koronacji Bolesława II i 
wreszcie o śmierci tego króla, nie zanotował w ogóle faktu zgonu biskupa Stanisława.  
Natomiast t

rzynastowieczne i czternastowieczne roczniki, których autorom znany był 

tekst Kroniki Kadłubka i żywotów świętego Stanisława oraz fakt jego kanonizacji w 1253 
r., zapisały pod rokiem 1079 informację o męczeństwie biskupa Stanisława, przy czym 
notatki te w 

poszczególnych rocznikach tylko minimalnie różnią się między sobą co do 

formy i treści. Na przykład Rocznik kamieniecki podaje: „Roku 1079, 11 kwietnia, 
umęczony został święty Stanisław biskup krakowski". Rocznik krótki pod rokiem 1079 
zapisał: „Błogosławiony Stanisław został umęczony". Autor Rocznika Traski pod rokiem 
1079 zanotował: „Święty Stanisław, biskup Krakowa, umęczony został 11 kwietnia". W 
Roczniku krakowskim pod rokiem 1079 pisarz zanotował: „Umęczony został Stanisław 
biskup krakowski". Nieco sz

erzej napisał rocznikarz w Roczniku Sędziwoja pod tym 

samym rokiem: „Święty Stanisław został zabity w kościele św. 
92 
Michała na Skale przez Bolesława Śmiałego i tamże został pogrzebany". Podobne 
zapiski są w Roczniku świętokrzyskim, Roczniku miechowskim i w innych. Najwięcej 
można by oczekiwać po największym zachowanym roczniku polskim: po Roczniku 
kapituły krakowskiej, który znamy w redakcji z lat sześćdziesiątych XIII wieku, ale który 
niewątpliwie zawarł w sobie zapiski z jedenastowiecznych roczników, prowadzonych w 
kapitule krakowskiej. Niestety wśród typowych dla najstarszych roczników lakonicznych 
notek, dotyczących wcześniejszych i późniejszych wydarzeń, pierwotny zapis, 
przypuszczalnie znajdujący się pod rokiem 1079, został niewątpliwie przez 
trzynas

towiecznego kopistę opuszczony, a na jego miejsce pisarz wpisał obszerny tekst 

odnoszący się do wypadków związanych ze śmiercią biskupa Stanisława, bez żadnej 
wątpliwości oparty na źródłach trzynastowiecznych i świadczący o znajomości faktu 
przeprowadzoneg

o już procesu kanonizacyjnego. Z tego względu przekaz, który z 

powodu swojego krakowskiego pochodzenia mógłby przynieść ważne informacje, nie 
jest przydatny do odtworzenia przebiegu wydarzeń z 1079 r. To samo da się powiedzieć 
o Kalendarzu krakowskim, który znamy z redakcji trzynastowiecznej, pokanonizacyjnej, 
która mimo że zawiera w sobie zapiski wcześniejszych, może nawet 
jedenastowiecznych, redakcji, odnośnie „sprawy św. Stanisława", zawodzi niemal 
całkowicie. 
Wersja konfliktu w ujęciu Mistrza Wincentego znalazła w XIII_stuleciu rozwinięcie i 
uzupełnienie w duchu ówczesnej umysłowości i pobożności, a także dzięki dodatkowym 
informacjom o szerzeniu się kultu biskupa, „w dwóch żywotach św. Stanisława. 
Pierwszy z nich, zwany. Żywotem mniejszym, pióra dominikanina Wincentego z Kielc}) 
powstał na krótko przed rozpoczęciem procesu kanonizacyjnego i stanowił niejako jego 
literacki 
93 
prolog umożliwiający wszczęcie postępowania procesowego w kurii. Ten sam autor 
około 1260 r., a więc już po kanonizacji, opracował drugi żywot, zwany (_Ż.yujo-tem 
większym; w którym niektóre wątki Żywota mniejszego skrócił, inne rozwinął, a także 
dodał nowe. Oba żywoty, opierając się szeroko na relacji Kadłubka, nie mogły 
naturalnie wnieść nowych elementów do poznania dziejów konfliktu biskupa z królem. 
Ponieważ jednak w krótkim czasie stały się bardzo popularne i szeroko czytane, 

background image

narzuciły następnym wiekom i późniejszym autorom swój pogląd na życie i śmierć 
biskupa krakowskiego oraz za Wincentym obciążyły pamięć Szczodrego odrażającą   
wersją bezpośredniego zabójcy   przyszłego świętego. I na tym polegało ich główne 
znaczenie, pomijając oczywiście rolę tych żywotów  w popularyzacji ijszerzeniu kultu 
świętego Stanisława. Dużą role w tym zakresie odegrała tzw. legenda p:o-trawińska,   
za

notowana po raz pierwszy   w   Żyiuocie mniejszym.  Autor przedstawił w niej  historię  

sporu, jaki powstał między biskupem krakowskim i spadkobiercami niejakiego komesa 
Piotra co do prawa własności nadwiślańskiej wsi Piotrawin. Bracia i krewni zmarłego 
komesa nie uznali transakcji kupna -

sprzedaży wymienionej wsi i zażądali od Stanisława 

jej zwrotu, a znając wrogi stosunek króla do biskupa, do niego złożyli skargę, a 
następnie pozwali Stanisława przed sąd królewski. Król orzekł, że biskup musi oddać 
wieś jeśli nie dowiedzie swoich do niej praw przedkładając odpowiedni dokument kupna 
lub stawi na świadka tego, który sprzedał swoją własność, względnie innych 
wiarygodnych świadków. Ponieważ ci ostatni uchylili się od zeznań, Stanisław poprosił 
o odroczenie rozp

rawy na trzy dni, które poświęcił postom i modlitwom, a następnie 

udał się do Piotrawina. Tam, po odprawieniu mszy, w stroju pontyfikalnym, rozkazał 
otworzyć grób 
94 
komesa Piotra i wezwał go do zmartwychwstania. Piotr powstał i prowadzony przez 
biskupa ud

ał się na sąd królewski, gdzie poświadczył prawomocność transakcji, po 

czym Stanisław odprowadził go do miejsca spoczynku. Niezwykłość tej historii 
fascynowała późniejszych pisarzy i w ogóle ludzi pióra, owocując niezliczonymi wprost 
utworami o bardzo różnej wartości. Spisana prawdopodobnie pod koniec XIII wieku 
Kroni-

NoT wielkopolska (a przynajmniej jakaś jej pierwotna redakcja) swoją opowieść o 

czasach Bolesława II i jego sporze  z biskupem oparła przede  wszystkim właśnie na 
Kronice Kadłubka i żywotach świętego Stanisława, rozwijając bądź skracając 
poszczególne wątki. Pojawił się też w niej nowy motyw zohydzający „króTa -zabój-cę". 
Kronikarz, powołując się na opinię nie wymienionych z imienia osób, pomówił 
Bolesława o zboczenie seksualne, ściślej — sodomię, aczkolwiek zaraz zastrzegł się, 
że ufać raczej należy innym pisarzom, którzy uważają, że nie było to prawdą. Być 
może, że wątek ten opiera się na dowolnej interpretacji jednego niejasnego zdania 
Żywota mniejszego świętego Stanisława. Bardzo szeroko rozwinął ten motyw w XV 
wieku znakomity historykQinJDługosz_«Ł-sMroich Rocznikach czyli kronikach 
stawnego królestwa polskiego oraz w nowym Żywocie świętego Stanislawa, przypisując 
Bolesławowi uprawianie sodomn) podczas siedmioletniego pobytu Polaków na Rusi. 
N

iezależnie od tego początki zatargów między królem i biskupem autor uzasadnia 

upomnieniami,   jakie   Stanisław   miał  kierować   pod   adresem Szczodrego za 
cudzołóstwo i porwanie Krystyny, żony rycerza Mścisława, co miało wywołać oburzenie 
dumnego władcy. Na tym tle pisarz szeroko rozbudował opowieść o procesie o  wieś 
Piotrawin, występującą już w pierwszych żywotach. Nie ma potrzeby dodawać, że 
historia Krystyny i sprawa cudzołóstwa króla są wymy- 
95 
słem Długosza, który dla tych wątków nie mógł znaleźć podstawy w całej znanej mu 
wcześniejszej tradycji pisanej. Niemniej podkreślić trzeba, że nawet ten autor, którego 
dzieło należy do czołowych osiągnięć historiografii europejskiej XV wieku, znając 
dokładnie Kronikę Anonima Galia, w opisie konfliktu ani jednym słowem nie nawiązał do 

background image

jego relacji, pomijając ją całkowitym milczeniem. Na Janie Długoszu kończą się 
średniowieczne relacje 
0  „sprawie świętego Stanisława". Przegląd wszystkich kolejnych źródeł, które mniej  lub 
bardziej  dokładnie opisują   ją,   prowadzić   musi   do   jedynie   zasadnego wniosku, o 
którym już wspomniałem, że poza samą datą roczną konfliktu,  zanotowaną przez różne  
polskie roczniki, tylko dwa teksty mog§ stać jsię^ podstawą analizy naukowej dla 
rekonstrukcji przebiegu wypadków w 1079 r.: Kronika Anonima Galia i Kronika Mistrza 
Wincentego.   Wszelka  interpretacja samych   tekstów źródłowych jest możliwa dopiero 
po dokonaniu oceny stopnia wiarygodności  przekazów,   stanowiących  podstawę tej 
analizy. W ocenie wiarygodności, obok wielu innych kwestii szczegółowych, 
któreliistoryk musi sobie wyjaśnić,   zasadnicze  znaczenie  ma  ustalenie  miejsca  
1  czasu powstania źródła oraz określenie ogólnej jego wiarygodności, czyli stopnia 
zaufania do przekazywanych przez nie informacji. Nie w

chodząc w wiele problemów 

szczegółowych, zajmiemy się przeto bliżej obu głównymi przekazami i ich autorami.  
Pierwsza Kronika polska jest dziełem nie znanego z imienia mnicha benedyktyńskiego, 
który prawdopodobnie przybył z prowansalskiego klasztoru w Saint Gilles w 1091 r. do 
nowo założonej jego filii w Samo-gyvar na Węgrzech i stamtąd, około 1106-^1107 r., 
przyjechał do Polski na dwór Bolesława Krzywouste-go. Wiele wskazuje na to, że nie 
miał on tutaj żadnej 
 
96 
oficjalnej  funkcji i że jedynym jego zadaniem miało być napisanie kroniki, czy raczej 
biografii Krzywoustego, chociaż liczni badacze wiążą go z kapellą bądź z kancelarią 
książęcą. Kronika pisana była głównie w Krakowie i tamtejsze środowisko, przede 
wszystkim dworskie, stanowiło dla kronikarza podstawowe źródło informacji o 
przeszłości, chociaż nie jest wykluczone, że bywał on i w północnych częściach kraju, 
sądząc po szczegółowych wiadomościach,   jakie  miał  o  walkach Bolesława 
Krzywoustego z Pomorzanami. Dzieło Anonima Galia, bo takie miano nadano w naszej 
historiografii anonimowemu przybyszowi z odległej Prowansji, .nawiązując do kraju jego 
pochodzenia, powstało w la-jach llOTjulUg. Składa się ono z trzech ksiąg, z których 
pierwsza stanowi tło historyczne traktujące o dziejach dynastii piastowskiej, począwszy 
od ich legendarnych początków aż do momentu narodzin właściwego bohatera  Kroniki  
—  Bolesława  Krzywoustego  w  1085  r. Księga druga zawiera opis młodości tego 
księcia, a księga trzecia przedstawia pierwsze lata jego samodzielnych rządów, 
kończąc się nagle w toku relacji o wypadkach z połowy 1113 r. Wydaje się, że pierwsza 
księga pisana była w latach 1107—1108, po czym kronikarz przerwał pracę na jakiś 
czas i następnie podjął ją ponownie. Dla nas istotna  jest  pierwsza księga. W niej 
zaw

arty został między innymi opis panowania Bolesława Szczodrego i jego konfliktu z 

biskupem Stanisławem. Istnieje  uzasadnione  domniemanie,  że  pisarz,  odtwarzając   
dzieje   pierwszych Piastów,   korzystał   jedynie z dwóch źródeł pisanych, a mianowicie 
z zaginionego dzisiaj Żywota świętego Wojciecha, z którego zaczerpnął opis zjazdu 
gnieźnieńskiego w roku 1000, i z nieistniejącej również dziś redaltcji Rocznika kapituly 
krakowskiej, który oprócz dostarczenia Anonimowi pewnego zasobu krótkich, 
sięgających nawet czasów Miesz- 
97 

background image

k'a I, wiadomości z życia dynastii i Kościoła, umożliwił mu, dzięki dokładnemu 
datowaniu zapisek, właściwe uszeregowanie ich w czasie. Poza tymi nielicznymi 
źródłami pisanymi 
nował jedynie  tradycją dworską*...przechowującą  pieczołowicie pamięć o 
wcześniejszych dziejach piastowskich oraz dodatkowymi informacjami, dostarczanymi 
mu przez ludzi nie związanych już bezpośrednio z dworem książęcym. Mimo wszystko 
krąg jego informatorów był dość ograniczony, na co wpływ miała też okoliczność, że 
kronikarz w toku pisania pierwszej księgi nie znał języka polskiego i mógł komunikować 
się jedynie z tymi, którzy potrafili posługiwać się łaciną. W środowisku  dworskim 
człowiekiem,  który w powstaniu całego dzieła odegrał pierwszorzędną rolę i któr y 
troskliwie opiekował się przybyszem,  był kanclerz KraywoustegoJlJ\|ichał, z potężnego 
rodu możnowład-^zegó~~Awdanców.   W   liście wstępnym   do   pierwszej księgi  jego  
jednego  autor  nazwał  swoim  „współpracownikiem"  i  „sprawcą podjęcia tej  prac y".  
Michała uznać przeto należy za głównego informatora pisarza o przeszłości dynastii, 
ponieważ miał on dostęp do wszystkich znajdujących się na dworze zabytków pisanych" 
z czasów minionych, a ponadto pozostawał w bezpośrednim kontakcie z księciem i 
nale

żał do jego najbliższych doradców. Ród Awdańców, który w czasach Bolesława 

Szczodrego zaliczał się do czołowych stronników króla, za jego  następcy stracił na 
znaczeniu,  gdy do głosu doszli przeciwnicy zegnanego władcy, i dopiero w okresie 
rządów Krzywoustego ponownie odzyskał dawną pozycję. Na jego dworze Awdańcy 
obsadzili najważniejsze   stanowiska.   Michał   był   kanclerzem    .książęcym, 
Skartaimir - - 

palatynem, czyli wojewodą stojącym na ezeh   ,v:-3k polskich, a był 

jeszcze „Stary Michał", za-pewne senior rodu, o którym Gali wyraża się z peł- 

— Bolesław  Śmiały 

98 
nym szacunkiem i wyjaśnia, że do jego rad przychylali się wszyscy, włącznie z księciem 
Bolesławem. Wydaje się prawdopodobne, że przynajmniej ów „Stary Michał" doskonale 
pamiętał czasy Szczodrego i być może przebywał wówczas w kręgu najbliższych jego 
współpracowników. Można przypuszczać, że dość surowy, ale w sumie sympatyczny 
obraz Bolesława II, przekazany w Kronice, jest wynikiem tonu relacji, które Anonim 
odczuwał w ich opowieściach i wspomnieniach z tamtych czasów. Krzywousty mógł 
również poprzez kanclerza przekazywać własne informacje, sądy i oceny przeszłości, a 
także podsuwać wątki, których poruszenie uważał za istotne dla pokazania decydującej 
dla losów państwa dziejowej roli dynastii piastowskiej, tego korzenia, z którego miała 
wyrosnąć jego sława. Hipotetycznie trzeba również wskazać na anonimowych 
kapelanów książęcych oraz innych duchownych przebywających na dworze, a także na 
pracowników kancelarii książęcej jako na potencjalnyc h informatorów Anonima w 
różnych kwestiach dotyczących bliższej i dalszej przeszłości. Spoza środowiska ściśle 
dworskiego tekst Kroniki pozwala wymienić jeszcze w tym charakterze cały ówczesny 
episkopat polski z arcybiskupem gnieźnieńskim na czele. Biskupi bywali zapewne 
częstymi gośćmi na dworze, należeli też do składu rady książęcej. Kontakty pisarza z 
przedstawicielami hierarchii kościelnej mogły być też utrzymywane podczas jego 
podróży po kraju. Poza materiałami do dziejów dynastii kronikarz uzyskał zapewne od 
nich przede wszystkim informacje dotyczące historii Kościoła polskiego. Trzeba jednak 
podkreślić, że albo tych wiadomości zebrał niewiele, albo nie były one przedmiotem 

background image

jego żywszego zainteresowania, gdyż w jego dziele sprawy kościelne zajmują 
niez

wykle mało miejsca, a zdarza się dość często, że sposób naświetlenia niektó- 

99 
rych z nich mógł wywołać najgorętszy sprzeciw biskupów polskich. Spośród 
ówczesnego episkopatu kronikarz wyróżnił szczególnie biskupa poznańskiego Pawła, 
którego, łącznie z pozostałymi Biskupami, z wdzięcznością wymienił tak w liście 
wstępnym do pierwszej księgi, jak i w liście wstępnym do drugiej księgi, kiedy to już 
jego jedynego umieścił w dedykacji i określił jako obdarzonego „szacunku godną 
roztropnością". W momencie, kiedy Gali pisał 27 rozdział pierwszej księgi o 
okolicznościach zegnania Bolesława Szczodrego, od konfliktu króla z biskupem 
krakowskim minęło dopiero niepełne trzydzieści lat. Nie może przeto ulegać żadnej 
wątpliwości, że wśród ludzi dostarczających kronikarzowi informacji o przeszłości żyło 
wielu takich, którzy w__owym czasie byli dorośli i czynnie działali w życiu 
publicznym7~^anśtwowym TTioscleTnym!Od 1088 r., wjctórym szczątki biskupa 
Stanisława przeniesiono z kościoła na Skałce.do^kafedryTEraEowśHejpmi-nęło 
zaledwie dwadzieścia lat, obraz przeto tych wy-'' darzeń, tak niezwykłych i doniosłych, 
tkwić musiaf^ jeszcze żywo w świadomości środowiska dworskiego i k^ścielneg^ Nawet 
pobieżna lektura tekstu Anonima poucza, że pisarz miał na ich temat wiele 
szczegółowych i zapewne znacznie różniących się między sobą relacji, dzięki którym 
mógł wyrobić sobie własny pogląd na tło i przebieg konfliktu. Delikatność materii, 
szczególnie dla pisarza-mnicha z profesji, powstrzymała jego pióro przed bardziej 
wyczerpującym opisem sprawy. Sam jednak w słowach: „Jak zaś doszło do wypę- 
dzemajg-

óła Bolesława z Polski, długo_______ 

-

Sl^^iś-Jyi-6 wszakTe~wolńoi "powlellźIećZ'^ dał do zrozumienia swolnTczyfelńiRom, że 

jego wlecfża o konflikcie była znacznie rozleglejsza niż to, co na ten temat Wożę 
napisać. Z przytoczonych słów wynika jasno, że autor cofnął się „przed 
przedstawieniem frapującego go 
100 
z pewnością wydarzenia, tak jak je poznał i zrozumiał z przedstawionych mu z różnych 
źródeł wersji, czując jakąś obawę przed ukazaniem całej prawdy o wypadkach z 1079 
r., a przede wszystkim przed ich szczegółowym i pełnym przedstawieniem czytelnikowi. 
W tym miejscu należało by się zapytać, czego czy kogo autor bał się i komu 
wyczerpujący opis wydarzeń mógł nie podobać się w Polsce w 1108 r. i następnych? 
Przy próbie udzielenia odpowiedzi na to trudne pytanie nie da się wyłączyć 
przypuszczenia, że Gali nie był w stanie wyrobić sobie ostatecznego sądu "na temat 
dramatu króla i biskupa, ponieważ zetknął się z tyloma odmianami jego interpretacji i z 
tyloma ocenami moralnymi i politycznymi, iż musiał dopuścić istnienie różnych Prawd" o 
konflikcie. Z drugiej strony prosta logika nakazuje mniemać, że kronikarz obawiał się 
kogoś (w liczbie pojedynczej lub mnogiej), kto był na tyle silny i wpływowy, iż w 
wypadku okazania niezadowolenia ze sposobu opisania „sprawy świętego Stanisława" 
mógł stać się niebezpieczny dla pisarza i jego dzieła. Najprościej byłoby przyjąć, że 
pełna relacja o konflikcie mogłaby spotkać się z krytyką Krzywoustego (i jego 
otoc

zenia), gdyby Szczodry, jako jego stryj, ukazany w niej został zdecydowanie 

negatywnie, byłoby to bowiem pośrednie uderzenie w dynastię i to w momencie, gdy 
książę miał przeciw sobie, w swoim sporze ze starszym bratem Zbigniewem, 
arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina. 

background image

Równie dopuszczalna wydaje się inna możliwość. Pisarz móg|by_narazić się czołowym 
przedstawicielom hierarchii kościelnej, gdyby z przedstawienia przez niego ca-łośćr 
sporu" króla z biskupem wynikała oczywista negatywna rola tego ostatniego. Nie 
zawsze jednak rozwiązania najprostsze są najlepszymi. Osobiście uważam, i będę 
starał się niżej to uzasadnić, że pełne naświetle - 
101 
nie genezy i przebiegu konfliktu oraz jego następstw nie leżało w interesie żadnej z 
wymienionych stron i w związku z tym Anonim stanął wobec zadania niewykonalnego, 
jeśli pragnął bardziej wszechstronnie opisać te sprawy. Dlatego wymówił się wiele 
znaczącym wykrętem: „tyle wszakże wolno powiedzieć", robiąc znamienny unik, który w 
intencji piszącego miał go wytłumaczyć i uspra wiedliwić przed ciekawym i dociekliwym 
czytelnikiem. Tu chyba leży przyczyna, dla której właściwy problem kronikarz 
przedstawił niezwykle krótko, w trzech świadomie enigmatycznych zdaniach, w których 
nie uznał nawet za stosowne podać imienia biskupa ani jego diecezji. Czy oznacza to 
wszakże, że cofnął się w ogóle przed zajęciem własnego stanowiska w ocenie 
konfliktu? Na pytanie to spróbujemy odpowiedzieć w dalszej części pracy. 
Kronika Galia należy, do typ_u „gestów" (chansons de gęste), czyli dzieł historyezno-
literackich,   w   których głównym    przedmiotem   zainteresowań    pisarzy były „czyny", 
szczególnie czyn v wojenne. Ten gatur.;k  >:,:-sarstwa rozwinął się w drugiej połowie XI 
wieku w północnej  Italii i południowej  Francji.  Tam też szukać trzeba źródeł inspiracji 
pisarskiej Anonima, który w swojej Kronice wielokrotnie stwierdza, że zamierza 
opisywać przede wszystkim „czyny książąt i władców Polski". Stwierdzenie to nie jest 
obojętne dla oceny ogólnej wiarygodności dzieła, któremu materia historyczna, złożona 
z faktów szczegółowych, narzucała w ramach Przyjętej   konwencji  pisarskiej   
rzeczowość  i trzyma-.nie się konkretu historycznego. Nie oznacza to, że pi-arz, tam 
gdzie odczuwał brak informacji, nie dodawał Jasnych interpretacji i niepełnych 
wiadomości w dob-3 wierze, że tłumaczą one bieg dawnych dziejów. Ge-eralnie można 
jednak powiedzieć, że wypadki takie należą do rzadkości i dotyczą raczej  czasów 
bardziej 
102 
odległych, przy naświetleniu których pamięć ludzka już zawodziła. Nic dziwnego  zatem, 
że Kronika Galia cieszy się dużym uznaniem u większości badaczy, którzy słusznie 
uważają ją za wiarygodne i najważniejsze źródło do poznania najwcześniejszych 
dziejów Polski aż do początku XII wieku, za jedyny przekaz, który w sposób ciągły i 
konsek

wentny przedstawia określony przedmiot historii, to jest przeszłość i 

teraźniejszość dynastii piastowskiej. A ponieważ rola Piastów wiąże się ściśle z 
instytucją państwa, przeto Kronika jest zarazem w znacznej mierze historią państwa w 
czasach pierwszych P

iastów, bez której nasza wiedza o najwcześniejszych dziejach 

Polski byłaby niezwykle uboga i fragmentaryczna. 
Wiarygodność ogólna w stosunku do badanego źródła zwiększa zaufanie historyka do 
wiarygodności przekazywanych przez nie wiadomości szczegółowych. Kiedy przeto 
stwierdzamy, że Anonim o konflikcie króla z biskup am pisał w Krakowie, miejscu 
wydarzeń, że czas powstania przekazu dzielił od opisywanych wypadków tylko okres 
jednego pokolenia, a autor miał do dyspozycji najlepszych informatorów, którzy 
nie

wątpliwie znali prawdziwy przebieg zdarzeń z 1079 r., że pisał z szacunkiem dla 

faktów i nie miał skłonności do zmy-śłań i koloryzowania, to konkluzja może być tylko 

background image

jedna: przekaz Galia Anonima o sporze Bolesława z biskupem Stanisławem zasługuje 
na największą uwagę i musi być potraktowany jako główne źródło do jego dziejów, bez 
niego bowiem pozbawilibyśmy się w ogóle możliwości odtworzenia istoty sprawy, 
choćby nawet tylko w ogólnych zarysach. Ile i jakich informacji w tym przedmiocie 
dostarcza Kronika i o 

ile dadzą się one powiązać z naszą wiedzą o tych odległych 

czasach, postaramy się określić w toku szczegółowej analizy odnośnego jej fragmentu.  
 
103 
Drugim przekazem, który z największą uwagą musi być poddany szczegółowemu 
rozbiorowi przy rozpatrywaniu „sprawy świętego Stanisława", jest Kronika polska 
Mistrza Wincentego, zwanego też Kadłubkiem. Jej autor urodził się między 1150 a 1161 
rokiem w rodzinie rycerskiej. Po ukończeniu szkoły katedralnej w Krakowie udał się na 
studia zagraniczne do Bolonii względnie Paryża. Różnice zdań na ten temat wiążą się 
też z dyskutowaną kwestią, czy Wincenty był magistrem sztuk wyzwolonych, czy prawa,  
ale niewątpliwe jest uzyskanie przez niego  tytułu naukowego,  a Kronika daje 
bezsporne  dowody rozległej   erudycji  pisarza w zakresie literatury kościelnej i 
świeckiej oraz doskonałej znajomości prawa kanonicznego. Około 1183 r. Kadłubek 
powrócił do kraju i według niektórych poglądów objął kierownictwo szkoły katedralnej na 
Wawelu. Około 1190 r. związał się z krakowskim dworem księcia Kazimierza 
Sprawiedliwego, od którego otrzymał mandat czy zachętę do napisania Kroniki, o czym 
dwukrotnie  nadmienił  w  tekście.  Istnieje  przypuszczenie,   że siedemnastoletnie 
rządy tego umiłowanego księcia Wincenty opisał w typie gestów (tj. głównie 
przedstawienia czynów) władcy, podczas gdy całość dzieła ma raczej  charakter 
traktatu naukowego.  Być może  Kazimierz Sprawiedliwy miał możność poznania tej  
części Kroniki, która poświęcona była jego rządom. W walce stronnictw politycznych,  
ja

ka rozgorzała w Małopol-sce   po śmierci Kazimierza, Kadłubek   sympatyzował 

wojewodą Mikołajem i później z jego następcą Go -Workiem, a nie z ówczesnym 
potężnym biskupem krakowskim Pełką. Zapewne w okresie pobytu na dworze 
krakowskim  Wincenty   otrzymał  prepozyturę   sandomierską,  ale nadal utrzymywał 
kontakt z Krakowem. po zgonie  biskupa Pełki w  1207  r. Kadłubek został - po raz 
pierwszy w Polsce 

— wybrany przez kapitułę 

104 
105 

krakowską na biskupa i po pewnych perturbacjach z kontrkandydatem Gedką  
ostatecznie zasiadł w 1208 r. na biskupstwie krakowskim. 
0  jego rządach w diecezji wiemy niewiele. Był niewątpliwie wiernym 
współpracownikiem czołowego ówczesnego  reformatora  Kościoła,   arcybiskupa 
Henryka Kietlicza, ale o jego działalności na polu reformy i na arenie politycznej źródła 
niemal nie informują. Nieco więcej wiadomo na temat zabiegów gospodarczych 
Wincentego   i  pomnażania  majątku diecezji krakowskiej. Uczestniczył także w kilku 
krajowych zjazdach kościelnych, a w 1215 r. brał udział w obradach IV powszechnego 
S3boru lateraneńskiego/W 1218 r. Kadłubek z niewiadomych powodów ustąpił z 
biskupstwa krakowskiego i ostatnie pięć lat życia przebył w klasztorze cystersów w 
Jędrzejowie, gdzie zmarł w 1223 r.  w Kronika Mistrza Wincentego objęła swoim 
zapisem dzieje Polski j>d_ czasów bajecznych do 1202 r. Składa się ona z czterech 

background image

ksiąg, z których trzy pierwsze napisane są w formie dialogu prowadzonego między 
arcybiskupem  Janem  i  biskupem krakowskim   Mateuszem, natomiast czwarta ma 
postać opowiadania ciągłego. Dla opisania dziejów pierwszych Piastów Kadłubek 
wykorzystał przede wszystkim Kroniką Anonima Galia, ale korzystał z niej w dość 
specyficzny sposób, wybierając selektywnie, lecz na ogół dość wiernie, fakty 
historyczne, które następnie samodzielnie i dowolnie przeinaczał 
1   interpretował w duchu moralizatorstwa i  prostego dydaktyzmu. Klasycznym 
przykładem może tu być anegdota Galia o biednym kleryku i szczodrym królu, która w 
wersji Wincentego dotyczy nie kleryka a „pewnego biedaka", tak chciwego bogactw 
ofiarowanych mu przez Bolesława, że załamał się pod ich ciężarem i wyzionął ducha. 
Morał jest prosty i czytelny: szalonym jest ten, kto pieniądze nad życie przedkłada. I tak 
jest 
 
w wielu innych miejscach, gdzie pisarz nie krępuje się faktografią Galia, szukając w niej 
tych elementów, które pozwalają mu rozprawiać o cnotach i grzechach, moralizować, 
stawiać przykłady i wyrażać przestrogi, a wszystko to przetykane jest gęsto 
opowieściami i przypowieściami z dzieł i historii antycznej, przenoszonymi na polski 
grunt przy zastosowaniu terminologii klasycznej, rzymskiej, dla opisu polskiego życia 
publicznego i prawno-politycznego. Zgodnie z ustaleniami B. Kurbi-

sówny Kroiuką in# 

cbgr?ktąr~..traktaju historycznego, nawiązującego swoją retoryką i erudycją do 
panującej u schyłku XII wieku we Francji i w Anglii mody wśród tamtejszej elity 
intelektualnej i środowisk dworskich. Tkwiąc silnie w świecie pojęć prawa rzymskiego i 
kanonicznego autor nie umiał się z nich wyzwolić, co w efekcie przydaje jego narracji 
cech sztuczności i napuszo-ności, widocznych zwłaszcza w niezrozumiałej często 
metaforyce. 
Dzieje badań źródłoznawczych nad Kroniką Mistrza Wincentego, nie tak bogate, jak w 
przypadku dzieła Galia, pokazują, jak z biegiem lat zmieniały się poglądy na 
wiarygodność i wartość źródłową tego przekazu. O ile dawniej uważano, że Kromka w 
głównym swoim zrębie była pisana dopiero pod koniec życia Kadłubka, w okresie jego 
pobytu w klasztorze jędrzejowskim, to dzisiaj utrwala się przekonanie, że powstanie jej 
p

rzypadło na Pj^ełotn_20n[J^^ 

pewne już podczas pobytu na dworze Kazimierza Sprawiedliwego. Nie zmienia to faktu, 
że od interesującego nas tutaj konfliktu króla z biskupem krakowskim do schyłku XII 
wieku minęło_okołoj.20—125 lat, czyli że Pięć kolejnych pokoleń musiało sobie 
ustnie^przekazy-

wać informacje o tym wydarzeniu. A wiadomo, że wraz : upływem 

czasu relacje ustne ulegają deformacjom 1 obrastają w różne nowe wątki, 
zniekształcające w 
106 
mniejszym lub większym stopniu pierwotną wersję. Stąd w najnowszej historiografii 
polskiej brak tak powszechnego dawniej zaufania do historycznych treści Kroniki, w 
związku z czym wymaga się od każdego badacza kprz^stającego_z_ tego źródła 
wyjątkowej ostroż-jipjcjJ^uże^oJkryJy_cjzmu7~Z druglej~s!rony podkreśla się, że dzieło 
Wincentego, mało wiarygodne dla czasów dawniejszych, w trzeciej, a zwłaszcza w 
czwartej księdze, opisującej okres bliski lub nawet współczesny życiu pisarza, zyskuje 
na wartości i rzeczowości. W świetle tych uwag staje się jasne, że relacja autora o 
czasach panowania Bolesława Szczodrego, mimo iż powstała, podobnie jak Kronika 

background image

Galia, w środowisku krakowskim, nie może się z nią równać pod względem wartości 
źródłowej i musi być analizowana szczególnie skrupulatnie i ostrożnie. Należy przy tym 
brać pod uwagę różne okoliczności dodatkowo wpływające na kronikarza i skłaniające 
go do daleko posuniętego przekształcania opowiadania Anonima. 
Dzieje badań naukowych nad dramatem biskupa Stanisława i króla Bolesława II są w 
istocie rzeczy historią sto s u n k u badaczy do dwóch przedstawionych wyżej 
przekazów źródłowy c IC Historycy o orientacji katolickiej w swojej ogromnej 
większości, a historycy wywodzący się bezpośrednio z kręgów kościelnych niemal 
wszyscy (chociaż podkreślić trzeba odmienne stanowiska ks. Jana Fijałka, w mniejszym 
stopniu ks. Józefa Umińskiego i niektórych innych), odrzucali przekaz Anonima Galia, 
dając bezwzględne pierwszeństwo relacji Mistrza Wincentego i w dalszej konsekwencji 
innym późniejszym źródłom od nie j'pochodnym. Inni badacze nie zajmowali jednolitej 
postawy, usiłując w krytyce źródeł utrzymać się na pozycjach obiektywizmu naukowego. 
Ostateczne wnios- 
107 
ki były — według ich mniemania — wynikiem dochodzenia do prawdy, a nie rezultatem 
powziętych z góry przekonań. W miarę doskonalenia się narzędzi krytycznych w 
warsztacie badawczym historycy ci coraz częściej uznawali przekaz Galia za jedyne 
wiarygodne źródło i eliminowali z rozważań relację Kadłubka. Niekiedy wybitni nawet 
historycy stwierdzali wprost, że istniejąca podstawa źródłowa do „sprawy świętego 
Stanisława" nie pozwala odtworzyć tła i przebiegu konfliktu w sposób choćby tylko 
przybliżony do prawdy i oświadczali sceptycznie: Ignoramus et ignordbimus, tzn. „Nie 
znamy i nie poznamy". Najrzadziej wszelakjDjwJtistoripj^ 
ka~slę- stanowisko7 które usiłowałoby pogodzić oba przekazy, znaleźć między nimi 
choćby wątłe nici łączące; tak dalece utrwaliło się przekonanie, że wykluczają się one 
wzajemnie. Czy jest tak rzeczywiście? Czy można ostatecznie, w oparciu o krytyczną 
analizę tych źródeł, zawyrokować, że Mistrz Wincenty, czerpiący swoją Wiedzę o 
Bolesławie II i Stanisławie przede wszysjtkim z Kroniki Anonima Galia, a dopiero potem 
z różnych późniejszych relacji ustnych, całkowicie odrzucił jedyne źródło pisane i sam 
lub po3 wpływem swoich informatorów i opinii panującej w kapitule krakowskiej 
przeinaczył zupełnie przekazaną przez nie wersję wydarz eń?~$to pytanie o 
podstawowym znaczeniu, pytanie, które współczesny historyk nie tylko musi zadać 
przystępując do badania dziejów konfliktu, ale na które musi również spróbować sobie 
odpowiedzieć, w przeciwnym bowiem razie wciąż będziemy obracać się w 
zaczarowanym kręgu dylematu: Gali czy Kadłubek? A wiadomo jest doskonale, że 
dylemat ten nie prowadzi do pogodzenia różnorakich stanowisk i tylko umacnia opinię, 
iż „faktum świętego Stanisława" jako problem 
108 
109 

badawczy ma wymiar wieczny, ponieważ nigdy nie znajdzie zadowalającego wszystkich 
rozwiązania. Na koniec tej prezentacji źródeł do „sprawy świętego Stanisława" osobne 
słowo poświęcić należy grupie przekazów różnej proweniencji i różnego rodzaju, które 
na przestrzeni dziesięcioleci badań historycy próbowali włączać i do dziś włączają do 
rozważań, pragnąc wzbogacić nad wyraz ubogą podstawę materiałową. Spośród źródeł 
pisanych wymienić tutaj trzeba rzekomy list czeskiego Wratysława do Bolesława 

background image

Szczodrego, w 3':;r5zej literaturze uważany niekiedy za wartościowy przyczynek do 
dziejów konfliktu. Dzisiaj nikt już go nie uwzględnia, dowiedziono bowiem, że w istocie 
rzeczy pismo to skierowane b

yło do tegoż Wratysława i nie ma nic wspólnego z Polską. 

O wiele bardziej skomplikowanie przedstawia się sprawa z nieznaną z oryginału bullą 
papieża Paschalisa II (1099—1118), datowaną na około 1115 r. Opinia badaczy na 
temat, czy dotyczyła ona spraw polskich i w związku z tym samego sporu króla z 
biskupem, jest do dzisiaj podzielona. Najbardziej wnikliwe studium poświęcił temu 
pismu papieskiemu Mieczysław Gębarowicz (1937), który zdecydowanie opowiedział 
się za jego przynależnością do polskich źródeł, a stanowisko to poparł w pełni Roman 
Gródecki (1947) i inni historycy. Zofia Kozłowska -Budkowa (1937) i ostatnio Ma-r:.an 
Plezia równie zdecydowanie oponują przeciw łączeniu listu z Polską, a wielu innych 
badaczy waha się w wydaniu jasnego sądu na ten temat. Należąc do tej ostatniej grupy 
uważam, że przy dzisiejszym stanie badań nad tym dokumentem o jego adresacie 
winna przesądzać treść pisma, a ta, wbrew opinii Mieczysława Gę-baro wieża, zdaje się 
dotyczyć raczej arcybiskupa węgierskiego w Spalato lub Ostrzyho miu niż metropolity 
gnieźnieńskiego. Z tego względu, nie mogąc tutaj pro - 
blemu źródłoznawczego rozwinąć, przekaz ten eliminuję z rozważań. Ponieważ jednak 
w tej sytuacji czytelnik może mieć wątpliwości, czy pominięcie tego źródła nie przyniesie 
poważnej szkody badawczej, wypada je wyjaśnić przynajmniej krótką informacją 
dodatkową 
O  tl*2SCl   DUU l*   \

_/t)OZ   piSmo   x^3SCil&ll§3._ Jj.Jlł_1,^2ij3.QQ,rGSO^V3IlG 

do nie wymienionego...? imienia^ arcybiskupa, dotyczy sprawy złożenia przez niego 
przysięgi wierności papież żowi w związku ż "otrzymaniem paliusza, W argumentacji 
kurii, domagającej się w imię dobra Kościoła owej przysięgi posłuszeństwa, znalazło się 
wtrącone zdanie: „Czyż to nie twój poprzednik' bez wiedzy rzymskiego papieża ukarał 
biskupa?" Przy 

przyjęciu tezy, że adresatem bulli był arcybiskup gnieźnieński Marcin 

(1092

— —1118), treść przytoczonego zdania można by powiązać z wypadkami z 1079 

r. i uznać za Romanem Gródeckim, iż decyzję Bolesława II wydania na śmierć biskupa 
poprzedził w czasie „sąd kościelny, w każdym razie kościelne rozeznanie sprawy przez 
ówczesnego arcybiskupa, z tym wynikiem, że arcybiskup uznał biskupa krakowskiego 
winnym (damnavit episcopum), po czym dopiero nastąpiło wydanie go w ręce władzy 
świeckiej". Czy wiadomość ta wprowadza poważne zmiany do rozpoznania źródeł 
konfliktu? Sam Roman Gródecki musiał przyznać, że nowe wyniki, uzyskane na 
podstawie omawianej bulli, przedstawiają się skromnie i sprowadzają się do dwóch 
punktów: 1. potwierdzają dane Kro-: niki Galia o wyroku sądowym wydanym na 
biskupa, j_2._virprowj.dzają nowy fakt w postaci orzeczenia koś- " cielnego arcybiskupa 
gnieźnieńskiego, który jeszcze przed sądem królewskim ukarał (czy może tylko potępił) 
Stanisława. Pośrednio fakt ten upoważnia do stwierr"^ dzenia, żs metropolita, a może 
nawet synod,..biskupiej w sporze Stanisława z Bolesławem opowiedział się po. stronie 
monarchy, l Nie bagatelizując znaczenia takich 
_^r~*---~ 
•l 110 
ustaleń, gdyby były one niewątpliwe, dla prześledzenia sytuacji wewnętrznej w kraju w 
o

kresie bezpośrednio poprzedzającym moment kulminacyjny dramatu, chcę podkreślić, 

że analogiczne wyniki — jak o tym będzie mowa — można uzyskać na innej drodze. 
Byłoby oczywiście bardzo istotne, gdyby dały się one potwierdzić informacjami listu 

background image

Paschalisa I

I, ale do czasu ostatecznego wyjaśnienia adresata jego pisma bezpieczniej 

będzie powstrzymać się od włączenia go do analizy. 
Obok źródeł pisanych w nauce powołuje się niekiedy również inne rodzaje przekazów, 
usiłując wzbogacić możliwości snucia różnych hipotez dotyczących konfliktu. Przez 
dłuższy już czas trwa polemika na temat chronologii pawstania_chrjcie1 nicy_-
W_JTrydo,w_Skanii (Szwecja), na której znajdują się trzy płaskorzeźby mające 
wyobrażać sceny z legendy o wskrzeszeniu przez świętego Stanisława rycerza Piotra i 
stawieniu go w roli świadka na procesie przed królem. Badacze nie są w stanie 
rozpoznać, czy kamienne płaskorzeźby pochodzą ze schyłku XII, czy też z XIII wieku, a 
poszczególne stanowiska są w większym stopniu uzależnione od przyjmowanego z 
góry izałożenia na temat początków kultu świętego Stanisława niż od samodzielnej 
analizy źródłoznawczej. Po studiach uczonych szwedzkich. J. Roosvala (1918) i K.O. 
Tynella (1921), podstawowe rozprawy ogłosili historyk Władysław Semkbwicz (1925) i 
historyk 

sztuki Mieczysław Gębarowiez (1927/1928), z których zwłaszcza ten ostatni 

przedstawił nieodparte — moim zdaniem — argumenty dla tezy, iż płaskorzeźby są 
wytwnrptn drugiej połowy XIII wieku. Wy- 
.-----

«/          --*---•"-      *                                       ——          •B-1—«Ł—J.              .        

.. */      ----                       -----   

,   |____^,     __         *• 

obrażone na nich motywy, jeśli istotnie odnoszą się do Polski, co wcale nie jest pewne, 
są prawdopodobnie ćdblcienrjakie j ś wersji późnej tradycji zapisanej w żywotach 
świętego Stanisława i w związku z tym nie 
111 
mogą być źródłem do interesującej nas tutaj sprawy między królem i biskupem. 
podobny charakter i znaczenie mają czternastowieczne malowidła w bazylice Sw. 
Franciszk

a w Asyżu, które badaTKarpl Estelćher^~Dó~feJ"samej kategorii przekazów 

"wtórnych należy zaliczyć późne przerysy nie istniejących już płaskorzeźb, które 
niegdyś zdobiły wrocławski kościół Sw. .Wincentego. Utrzymywanie, jakoby oryginał 
można było datować na XII wiek (Witold Sawicki) i wiązać z rzekomo już wtedy 
istniejącym na Śląsku kultem biskupa Stanisława, nie ma szans naukowej akceptacji. 
Wyobrażenia na ^płaskorzeźbach według wszelkiego prawdopodobieństwa w ogóle nie 
dotyczą świętego Stanisława albo w najlepszym razie oparte zostały na w pełni już 
uformowanej w źródłach pisanych XIII stulecia legendzie stanisławowskiej. W latach 
sześćdziesiątych wyłoniła się nowa kwestia źródłoznawcza. W 1963 r. dwaj specjaliści 
krakowscy w zakresie medycyny sądowej: Jan Ólbrycłit i Marian Kusiak dokonali 
ekspertyzy naukowej relikwiarza z katedry krakowskiej, zawierającego, według tradycji, 
czaszkę św. Stanisława. W 1985 r. opracowanie ich opublikowane zostało w formie 
Protokołu badania relikwiarza z czaszką św. Stanislawa  Szczepanowskiego, z pełną 
dokumentacją 25 fotografii. W pierwszej części opracowania eksperci opisali sam 
relikwiarz i czaszkę, a przede wszystkim jej ubytki i uszkodzenia. Stwierdzili, że czaszka 
należała do osobnika płci męskiej, liczącego 40 lub więcej lat. Przez pewien czas 
znajdowała się ona zapewne w ziemi, na co wskazują dwie smugi na kościołach 
ciemieniowych. Niezależnie od oczywistych zmian pośmiertnych ekspertyza wykazała 
liczne wgniecenia blaszek zewnętrznych kości, które nie mają znamion zmian 
pośmiertnych i są prawdopodobnie wynikiem urazów zadanych przy pomocy narzędzia 
tępo- 
112 

background image

krawędziastego. Najgłębsze i najdłuższe wgniecenie (ok. 6 cm) znajduje się na potylicy, 
ciągnąc się od góry ku dołowi. Mniejsze wgniecenia są na kości czołowej i kościach 
ciemieniowych. W drugiej części Protokolu biegli podsumowali swoje wnioski na temat 
badanej czaszki stwierdzając ostrożnie, że wyłącznie w oparciu 
0   poddaną analizie czaszkę nie są w stanie określić przyczyny śmierci osobnika,   do   
którego   ona   należała. 
Wyniki badań czaszki stały się podstawą interpretacji historycznej dokonanej przez 
Mariana Plezię (1966). Autor postawił hipotezę, że „badaną czaszkę można uznać za 
czaszkę Stanisława", ponieważ w całym okresie między śmiercią biskupa a jego 
kan

onizacją w 1253 r. znane było miejsce przechowywania zwłok, nie ma przeto 

podstaw do obaw co do ich identyfikacji. Po kanonizacji czaszka znajdowała się w 
katedrze krakowskiej jako relikwia, będąca przedmiotem kultu. W 1478 r. badania 
czaszki dokonała kapituła krakowska, znajdując ją w podobnym stanie, w jakim jest 
obecnie w świetle Protokołu z 1963 r. Wcześniejsze, to jest przedkanonizacyjne, 
miejsca przechowywania czaszki Marian Plezia rekonstruuje następująco: przed połową 
XII wieku ciało Stanisława spoczywało w kościele Sw. Michała, ale czy w kościele pod 
tym wezwaniem na Skałce, jak podają trzynastowieczne żywoty św. Stanisława, czy w 
kościele wawelskim, mającym tego samego patrona, autor nie precyzuje jasno. Do tego 
ostatniego kościoła — zdaniem M. Plezi — zwłoki biskupa przeniesiono zapewne w 
1088 r., chociaż Rocznik krótki 
1  Żywot większy wspominają o translacji do katedry. Autor słusznie odrzuca tę 
informację, ponieważ budowę romańskiej katedry, tzw. katedry Hermana, zakończono  
dopiero  w połowie  XII wiekhi i wtedy  nastąpiła powtórna translacja szczątków 
Stanisława do tzw. ka- 
 
113 
plicy Wazów, gdzie przetrwały do kanonizacji. Podzielając w zasadzie ten pogląd warto 
jednak zwrócić uwagę na fakt, że w 1118 r. (chociaż mogło to się zdarzyć i później) w 
krypcie św. Leonarda katedry na Wawelu pochowano szczątki zmarłego wówczas 
biskupa krakowskiego Maura (1109

—1118), którego grób odkryto w 1938 r. 

Teoretycznie zatem jest możliwe, że podobnie uczyniono z ciałem Stanisława 
trzydzieści lat wcześniej. Przeniesienie zwłok biskupa w 1088 r. na Wawel M. Plezia 
kojarzy ze ślubem Mieszka, syna Bolesława Szczodrego, z księżniczką ruską. 
Uroczystości weselne odbywały się na krakowskim dworze Władysława Hermana i w 
tym kontekście umieszczenie szczątków Stanisława w kościele prokatedralnym na 
Wawelu, zwanym przez Wincentego basilica minor, można uważać za akt 
zadośćuczynienia i pojednania. Autor zdecydowanie odrzuca możliwość podstawienia w 
okresie przedkanoni-

zacyjnym cudzej czaszki w miejsce autentycznej, wysuwając  dwa 

argumenty: 1. ponieważ relikwie fałszowano wówczas, gdy szczątki należały do osoby 
już kanonizowanej i otoczonej atmosferą kultu, 2. ponieważ nie podkładano by czaszki z 
widocznymi na niej obrażeniami, podczas gdy legenda Kadłubkowa podaje o zrośnięciu 
się ciała „nawet bez śladu blizn", a zatem w wyniku fałszerstwa stan faktyczny byłby 
niezgodny z „cudem" opisanym przez Wincentego. 
Przesłanki, którymi M. Plezia posłużył się dla umocnienia swojej tezy o autentyczności 
badanej czaszki, budzą poważne wątpliwości. Jeżeli nawet przeważały wypadki 
podstawiania fałszywych szczątków kostnych postaci już kanonizowanych, to nie da się 

background image

również wykluczyć, a nawet trzeba uznać za wysoce prawdopodobne, że czyniono to 
także wtedy, gdy były trudności z odnalezieniem ciała osoby, wokół której rodziły się za- 

114 
lążki kultu lub w stosunku do której w dalszym etapie jego rozwoju zamierzano podjąć 
starania kanonizacyjne. W przypadku nadzwyczajnych okoliczności towarzyszących   
egzekucji  Stanisława,  w atmosferze   zamętu i przerażenia wywołanego gniewem 
króla, wydaje się bardzo wątpliwe, żeby istniały możliwości przeprowadzenia    
normalnego    pogrzebu    szczątków    biskupa. W sprawie drugiego argumentu trzeba 
wskazać, że widoczne na czaszce uszkodzenia były obrażeniami wewnętrznymi, 
kostnymi, które wobec tego nie stoją w sprzeczności z opowieścią Kadłubka o braku 
blizn na ciele, czyli o   zewnętrznym   wyglądzie zwłok. W tym stanie rzeczy należy 
bardzo sceptycznie podchodzić do ewentualnej identyfikacji badanej czaszki z czaszką 
Stanisława. Obaj autorzy Protokołu nie tylko nie wysunęli na ten temat żadnych 
sugestii, ale nawet uznali   niemożność ustalenia przyczyn śmierci   posiadacza czaszki, 
ograniczając się do ostrożnego przypuszczenia, że jedno z wgnieceń jest rezultatem 
ciosu zadanego tę-pokrawędziastym narzędziem. Od tych ogólnych diagnoz do 
łączenia czaszki z osobą biskupa krakowskiego droga jest bardzo daleka i pod 
względem naukowym całkowicie niepewna. Nie można również wiązać większych 
nadziei z rezultatami ew

entualnych dalszych badań nad przypuszczalnymi pozostałymi 

szczątkami kostnymi Stanisława, rozsianymi na obszarze diecezji krakowskiej. Do 
czegóż zresztą badania takie mogłyby doprowadzić? Czy da się po dziewięciuset latach 
odróżnić ciosy kata od ciosów ewentualnych stronników króla lub samego Bolesława? 
Sądzę^ że rokowania naukowe w tym zakresie są więcej niż wątpliwe, gdyż nawet 
bliższe określenie uszkodzeń ciała i narzędzi, które je sprawiły, pozostaną ustaleniami 
badawczo zupełnie jałowymi, nie poddającymi się sprawdzalnie dalszym in- 
115 
terpretacjom.  Nie   da  się  też,  w  moim  przekonaniu,, nigdy udowodnić, że omawiana 
tutaj czaszka i jakiekolwiek inne szczątki sa^jmaterialn^rm^^^z^sjtałpściamł po 
Stanisławie, a kierowanie wysiłków naukowych na ten tor, aczkolwiek pozornie może 
być pociągające, prowadzi badania w ślepy zaułek złudzeń. Sprawa powyższa ma 
wszelako jeszcze jeden aspekt, nie obojętny  dla   analizy   przekazu   Mistrza   
Wincentego, a nawet dla samego tematu. Chodzi o to, że kronikarz wiedział z dzieła 
Galia, o poćwiartowaniu ciała Staai-, sława i nie miał powodu wątpić w informację 
swojegc poprzednika. Nasuwa się w związku z tym pytanie, w jaki sposób i dlaczego 
wpadł na pomysł, aby skomponować opowieść o cudownym zrośnięciu sig_„nawet 
bez.-

śladu blizn", rozsiekanych „na najdrobniejsze cząstki" szczątków biskupa? 

Wyjaśnienie może być tylko jedno. Najwidoczniej Kadłubkowi było wiadome, że w 
czasie translacji ciała Stanisława do katedry Św. Wacława po 1150 i. nie stwierdzono 
na nim śladów obcinania członków (a zapewne zwrócono na to baczną uwagę ze 
względu na przekaz Galia Anonima) ani żadnych innych widocznych uszkodzeń. Dla 
pobożnego kronikarza był to oczywisty cud boski  i  tak też tajemnicze zjawisko  objaśnił 
w swoim dziele, dopisując nadto różne okoliczności towarzyszące w postaci orłów 
strzegących zabitego .i. inne 
nie z czystą fantazjąj_wy_- 

background image

mysłem pisarza, lecz" z Jego interpretacją usiłującą wytłumaczyć dwie, wzajemnie się 
wykluczające,, informacje o stanie szczątków Stanisława. Interpretacja Wincentego, 
zgodna z duchem epoki, nie może dziwić. A jak ma postąpić współczesny historyk? 
Przede wszystkim musi przyjąć do wiadomości przekaz Galia o wykonaniu wyroku 
obcięcia członków i informację Kadłubka, iż po jakimś czasie szczątki Sta nisława zna- 
116 
leziono. całe i bez śladów obcinania członków. Pogodzenie sprzeczności rzeczowych 
występujących w obu przekazach jest możliwe w postaci wniosku: ciało, które po 1150 
r. przenoszono do katedry wawelskiej Sw. Wacława, nie było szczątkami biskupa 
Stanisława.Rozdział IV 
Bohaterowie konłliktu 
Ponieważ w rozdziałach następnych przejdę do analizy źródeł sporu między 
Bolesławem II i biskupem Stani-sławem oraz próby przedstawienia jego przebiegu, 
przeto celowe wydaje się w tym miejscu zaprezentowanie obu bohaterów dramatu, ich 
sylwetek psychologicznych i charakterologicznych, jednym słowem ich wewnętrznej 
osobowości i indywidualności — tak jak rysują się one .w źródłach. Wydaje się bowiem, 
że w cechach osobistych i dyspozycjach wewnętrznych oraz w temperamencie króla i 
księcia Kościoła widzieć trzeba główne przesłanki przyszłych tragicznych wydarzeń. 
Przystępując do tego niełatwego zadania nie zamierzamy jednak odwoływać się do 
dawniejszych badań Stanisława Zakrzewskiego (1912), który w próbie portretu 
Bolesława Szczodrego przekroczył naszym zdaniem dopuszczalne naukowo granice w 
stosowaniu metody psychologicznej i elementów genetyki (tendencje te, w słabszym 
jednak stopniu, dają o sobie znać i w niektórych współczesnych pracach). 
Możliwość nakreślenia szkicu do portretu Bolesława II zawdzięczamy Gallowi, który 
pisząc o pierwszych Piastach, najwięcej miejsca, poza Bolesławem Chrobrym, 
poświęcił właśnie Szczodremu. Dla czasów Bolesława I kronikarz nie dysponował 
jednak w pełni wiarygodną tradycją ustną (a tym bardziej pisaną) i dlatego jego sylwetę 
zaznaczył rysami schematycznymi tworząc, w fauę świadomie przyjętych założeń 
kompozycyjnych dzieła, model idealnego władcy, pozbawiony realiów historycznych i 
nie podbudowany faktami szczegółowymi. Inaczej zgoła przedstawia się sprawa z 
obrazem Bolesława II. Kronikarz — jak podkreślałem — miał do 
 
118 
dyspozycji  znakomitych  informatorów,   pamiętających czasy  Szczodrego  i  
działających wówczas  na dworze polskim. ,W Gallowym opisie panowania Bolesława II 
nie 

ma bodaj ani jednego wydarzenia, przy którym pisarz nie zamieściłby jakiejś 

wzmianki, która charakteryzuje osobowość tego władcy. Przemieszanie się w tych 
opiniach ocen pozytywnych i negatywnych nadaje im koloryt autentyzmu, wolny od 
schematu, pełen krwistych cech rzeczywistego człowieka, co sprawia, że możemy im 
zaufać, mimo widocznej miejscami u kronikarza nuty sympatii dla tragicznego króla. 
Przechodząc do bardziej szczegółowej charakterystyki Bolesława Szczodrego wyjść 
trzeba od wniosków nasuwających się po tym wszystkim, co napisano w rozdziale 
pierwszym. W świetle całego swojego panowania rysuje się on jako władca o 
niepospolitych walorach, , Rzutki i ryzykancki polityk, potrafiący dla osiągnięcia celu 
konsekwentnie prowadzić zawiklane gry polityczne na arenie międzynarodowej, 
budować sojusze i koalicje, które umacniały jego pozycję i osłabiały przeciwników. Na 

background image

polu militarnym dał się poznać jako zdolny i energiczny wódz, czego świadectwo 
znajdujemy w dwóch błyskotliwych wyprawach kijowskich i w pomyślnych wojnach z 
Czechami i na Węgrzech. W polityce wewnętrznej okazał się mądrym władcą, który 
poprowadził dzieło odbudowy gospodarczej kraju, wprowadził na znaczną skalę do 
obiegu polską monetę i zapoczątkował proces nadań ziemskich na rzecz Kościoła,, 
możnowładztwa i rycerstwa, dzięki czemu uzyskał nowe-podstawy dla wzmocnienia 
potencjału wojskowego. Odbudował pod każdym względem Kościół polski i umocnił  
jego  siłę  ekonomiczną.  Podobnie  jak  niegdyś  do Mieszka II, tak do Bolesława II 
mogłyby z pełnym uzasadnieniem odnosić się słowa Matyldy szwabskiej, iż był to król 
„najbardziej chrześcijański", który położył 
119 
wielkie zasługi na polu krzewienia wiary katolickiej na ziemiach polskich. 
Wśród pierwszych najważniejszych cech, którymi Anonim Gali charakteryzuje 
Bolesława II, wymieniona jest szczodrość i hojność. Przydomek „Szczodry" jest 
powtórzony w stosunku do tego króla w Kronice wielokrotnie i ma wszelkie cechy 
przezwiska, którym już współcześni obdarzyli swojego władcę. Występuje ono w tekście 
włącznie z odmianą „hojny", aż 13 razy, a wliczając tytuliki rozdziałów, co do których nie 
ma pewności, czy pochodzą od kronikarza, łącznie 19 razy. W jednym miejscu Gali 
nazywa króla „najhojniejszym ze szczodrych rozdawców darów". W innym miejscu 
przytacza aneg

dotę, która pokazać ma nadzwyczajną hojność władcy. JJbogi kleryk, 

będąc świadkiem, jak... Bolesław na dziedzińcu zamku krakowskiego oglądał w 
otoczeniu dworzan haracze Rusinów i innych ludów składających mu daniny, westchnął 
z boleścią na widok takich bogactw. Usłyszawszy westchnienie król kazał go wezwać i 
polecił mu wziąć sobie tyle skarbów, ile zdoła unieść. A kiedy płaszcz biedaka pękł od 
nadmiaru złota i srebra, szczodry król zdjął ze swoich ramion płaszcz i pomagał mu go 
wyładować, aż kleryk zawołał, że kark mu pęknie, jeśli dołoży jeszcze więcej. 
Niezależnie jednak od takich i podobnych jednorazowych gestów szczodrobliwości 
wydaje się, że słąwiLilgJIIości Bolesława ugruntowała się również dzięki nadaniom 
ziemskim na rzecz Kościoła i możnych. ~ 
Dalsze 

cechy osobowości Bolesława, podkreślane przez Anonima, wiążą się z 

toczonymi przez niego wojnami. Kronikarz pisze, że Szczodry był „„mężem wojowni-
•'zym", „rycerzem odważnym i dzielnym" o „zuchwałej śmiałości rycerskiej". Nie ma 
potrzeby podkreślać, jak te zalety rycerskie były wysoko cenione w owych czasach i jak 
potrafiły zjednywać ludzki szacunek, budzić 
120 
podziw, uznanie i przywiązanie. Biorąc pod uwagę liczne wojny prowadzone przez 
Bolesława od pierwszych lat jego rządów, w tym wiele wypraw dowodzonych osobiście 
przez niego, określniki Galia znajdują pełne potwierdzenie. 
Następna cecha sylwety duchowej Bolesława, wymieniona przez kronikarza, to 
łaskawość i gościnność dla ludzi przebywających na dworze. Możemy domyślać się, że 
wzorem przodków Szczodry wyprawiał wspaniałe uczty i biesiady dla 
współpracowników oraz gości krajowych i zagranicznych. Na jego dworze przebywali 
latami, znajdowali gościnę, opiekę i schronienie liczn; książęta-wygnańcy z krajów 
sąsiednich, z Czech, Węgier i Rusi. Z wyjątkiem Izjasława, który za drugim swoim 
pobytem w Polsce, dla wyższych racji państwowych, musiał opuścić dwór Bolesława, 
wszyscy inni nie mogli uskarżać się na .polskiego króla. Książę wę~gieT= ski 

background image

Władysław — jak pisał Gali — „od"dzieciństwa chowany był w Polsce i pod względem 
obyczajów i sposobu życia niejako stał się Polakiem". Wdzięczność Władysława 
znajduje potwierdzenie w sposobie przyjęcia, jakie, już jako król węgierski, zgotował 
Bolesławowi, kiedy ten udał się do niego na wygnanie. Kronikarz podkreślił też 
„wieloraką zacność" (tj. prawość, szlachetność) Bolesława, cechę wysoko wówczas w 
odniesieniu do władców cenioną przez poddanych i dlatego wymienioną w Kronice, aby 
pokazać ją „na wzór tym, którzy władają państwami". Owa zacność dotyczyła zapewne 
przede ws

zystkim możnych i wpływowych przedstawicieli wielkich rodów oraz 

biskupów, była przeto zarazem dowodem mądrości politycznej króla, który nie będąc 
przecież władcą absolutnym musiał opierać się na współdziałaniu szerokich kręgów 
feudalnych, na radach i współpracy wielu ludzi dzierżących różnorakie wysokie funkcje 
państwowe i kościelne. 
121 
Zacność Bolesława II nie stała w sprzeczności z inną cechą charakteru króla, a 
mianowicie z jego dumą i poczuciem majestatu najpierw książęcego, potem 
królewskiego. Samo dążenie do korony może być rozpatrywane między innymi i z tego 
punktu widzenia, chociaż rzecz jasna nie wyłącznie. Wszystkie wysiłki Bolesława, 
zmierzające do zapewnienia całkowitej suwerenności państwowej Polsce, odpowiadały 
również osobowości Szczodrego, który nie chciał uznawać nikogo ponad sobą. W 
skrajnych przypadkach osobisty stosunek Bolesława do niektórych władców sąsiednich 
wskazuje na nadmiernie rozwinięte poczucie własnej ważności, które mogło uformować 
się na pożywce ogromnych sukcesów politycznych. Sprawiły one, że przez wiele lat 
władca polski był w Europie środkowo-wschodniej pierwszoplanową postacią i 
rozstrzygał o obsadzie tronów w sąsiednich państwach. 
Przechodząc do przedstawienia negatywnych cech charakteru i osobowości 
Szczodrego zacznijm

y od stwierdzenia kronikarza, że w okresie młodości, w pierwszych 

latach panowania, książę bywał lekkomyślny i uparty. Wydaje się nawet, że właściwość 
ta dochodziła do głosu i w czasach późniejszych, kiedy nazbyt ryzykancko i zuchwale 
nie doceniał przeciwnika, czy to Czechów, którzy według relacji Galia wyprowadzili go 
raz w pole podstępem, czy to w akcji przeciw Pomorzanom. Efektem takiego 
postępowania miała być utrata Pomorza Gdańskiego na wstępie panowania, innym 
razem nieosiągnięcie sukcesu militarnego, który w spotkaniu z Czechami wydawał się 
już pewny, jeszcze innym razem poniesienie zbyt wielkich strat na polu walki z Po-
morzanami. 
Ważnym przyczynkiem do poznania charakteru Bolesława są słowa Anonima: „Byłby on 
na pewno dorównał swoimi czynami czynom przodków [kronikarz miał tu 
122 
na myśli przede wszystkim Bolesława Chrobrego], gdyby nie kierował nim pewien 
nadmiar ambicji i próżności". Można by te pejoratywne c,echy charakterologiczne 
uzupełnić jeszcze porywczością króla i jego nieprzemyślanymi, spontanicznymi 
reakcjami,"nawet""w drobnych sprawach, oraz zapewne atrakcyjnymi dla obecnych, ale 
w istocie raczej efekciarskimi gestami, które mogły przynieść w ostatecznym rachunku 
więcej szkody niż pożytku. W każdym takim wypadku kronikarz znajduje 
usprawie

dliwienie dla niewątpliwych nawet wad Bolesława dodając: „Lecz nie ma co się 

dziwić, jeśli ktoś nieco zbłądzi z nieznajomości rzeczy, skoro zdoła potem mądrością 
naprawić to, co zaniedbał", jakby tłumacząc, że pomyłki są niezbędną stroną życia 

background image

każdego władcy, natomiast ważne jest to, żeby „mądrością" je naprawiać, czyli umieć 
wyciągać słuszne wnioski z popełnionych błędów. 
Podobnie jak w wypadkach określania Szczodrego przy pomocy cech dodatnich, tak też 
w przypadkach pisania 
0  jego wadach Gali natychmiast 

egzemplifikuje je konkretnymi faktami. „On również... 

jako zdobywca wkroczył do stolicy królestwa Rusinów, znamienitego miasta Kijowa, i 
uderzeniem swego miecza pozostawił pamiętny znak na Złotej Bramie" — pisał 
kronikarz, dodając nieco dalej, że Izjasław prosił Bolesława, aby publicznie „oddał mu 
pocałunek pokoju dla czci jego narodu". Kiedy jednak doszło do spotkania Bolesław 
nawet „nie zsiadając z konia, lecz targając go ze śmiechem za    brodę,   oddał   mu   
ten   nieco   kosztowny    pocałunek". 
Szcz

yt  nadmiernego   „majestatu królewskiej   władzy" 

1   niemal chorobliwej  dumy znajdujemy w Gallowym opisie przybycia Bolesława na 
Węgry w 1079 r., już w charaklerze~"wygnańca szukającego pomocy: „Bolesław 
nazywał Władysława «swoim królem», a Włady- 
123 
s

ław uznawał, że to istotnie on go królem uczynił. Jedno przecież u Bolesława położyć 

należy na karb próżności, co wiele zaszkodziło jego dawniejszej zacności: choć bowiem 
jako zbieg przybywał do cudzego królestwa i choć zbiega nie słuchał nawet żaden 
chłop, Władysław, jako mąż pokorny, pospieszył wyjść naprzeciw Bolesława i oczekiwał 
zbliżającego się z daleka, zsiadłszy na znak uszanowania z konia. A tymczasem 
Bolesław nie miał względów dla pokory uprzejmego króla, lecz uniósł się w sercu 
zgubną pychą mówiąc: «Ja go za lat pacholęcych wychowałem w Polsce, ja osadziłem 
na tronie węgierskim. Nie godzi się więc, bym mu ja, jako równemu, cześć okazywał, 
lecz siedząc na koniu oddam mu pocałunek jak jednemu z książąt*. Zauważywszy to 
Władysław obruszył się nieco i zawrócił z drogi, polecił jednak, by mu wszędzie na 
Węgrzech niczego nie brakło. Później atoli zgodnie i po przyjacielsku spotkali się 
między sobą jak bracia; Węgrzy wszakże owo zajście głęboko sobie i na trwałe w sercu 
zapisali. Wielką ściągnął na siebie Bolesław nienawiść u Węgrów i — jak mówią — 
przyspieszył tym swoją śmierć". W przytoczonych przykładach mamy wprost klasyczne 
dowody nadmiernie wybujałej pychy, próżności, ambicji i przeświadczenia o swojej 
wyższości oraz skłonności do posługiwania się spektakularnymi, robiącymi na 
postronnych obserwatorach zapewne ogromne wrażenie gesta-{nj^ które zazwyczaj 
później sprzyjają tworzeniu się legendy. 
Pozytywne i negatywne rysy Bolesława, ukazane przez Anonima Galia, dają w sumie 
obraz człowieka i władcy 
0  s

komplikowanym i trudnym charakterze, o różnych zaskakujących   reakcjach,   

sympatycznych   i   grubiań-skich, o przeroście ambicji, poczucia swojego znaczenia 
1  swojego majestatu, a nade wszystko o królu wojowniczym, dzielnym, łaskawym i 
niezwykle szczodrym dla 
 
 
124 
poddanych. We wszystkich tych cechach wewnętrznych osobowości tkwiły potencjalne 
zarodki powstawania sytuacji konfliktowych w stosunkach z ludźmi, zv/łaszcza 

background image

wówczas, gdy druga strona prezentowała podobne właściwości charakterologiczne i nie 
ustępowała popędliwoś-ci Bolesława. 
Czy biskup Stanisław był człowiekiem podobnego pokroju? Czy stanowisko księcia 
Kościoła kazało mu przedstawiać swoje racje w równie bezwzględny sposób i reagować 
podobnie drastycznymi słowami ł gestami — oto pytania, na które gdyby można było 
odpowiedzieć, postawiłyby całą sprawę sporu na pewno w znacznie jaśniejszym 
świetle. Niestety, na temat portretu psychologicznego biskupa krakowskiego nic nie da 
się powiedzieć, ponieważ nie dysponujemy żadnymi wiarygodnymi, współczesnymi 
Stanisławowi źródłami, a późniejsze przekazy, o czym będzie mowa w dalszej części 
pracy, rekonstruowały jego sylwetę duchową już. w aureoli i legendzie świętego, bez 
możliwości oparcia się o świadectwa bezpośrednie i o informacje współczesnych. 
Histo

ryk może tylko głęboko ubolewać z powodu niemożności przedstawienia jednego z 

dwóch aktorów tragedii, która wstrząsnęła posadami państwa. Biskup Stanisław, jako 
człowiek i pierwszoplanowa postać w Kościele polskim, pozostaje w cieniu historii, co 
poważnie utrudnia rozwikłanie jednej z największych tajemnic naszych dziejów w epoce 
średniowiecza. Poszukiwania odpowiedzi na pytania o przyczyny i sam przebieg 
dramatu muszą być wobec tego prowadzone na innej drodze, ale przedstawiony wyżej 
zarys portretu Bolesława Szczodrego stanowi wiele mówiące tło wydarzeń, które 
rozegrać się miały w Krakowie w pamiętnym 1079 r.Rozdział V  
Analiza relacji Anonima Galia i Mistrza Wincentego 
A. Przekaz Kroniki Anonima Galia 
Tekst Anonima Galia poświęcony opisowi sporu króla z biskupem krakowskim 
niezwykle trudno poddaje się krytycznej interpretacji, ponieważ z wyżej wymienionych 
przyczyn kronikarz celowo całość sprawy jprzed-stawił lakonicznie i ogólnikowo, 
operując raczej symbolami niż faktami szczegółowymi. Pojedyncze słowa użyte w 
relacji nie są jednoznaczne i dopuszczają różne ich rozumienie. W niektórych 
wypadkach nieodzowne przeto będzie posłużenie się tutaj określeniami łacińskiego 
oryginału, aby uniknąć zarzutu jednostronnego i subiektywnego ich przekładu. Co 
zatem „wolno" było kronikarzowi napisać o tych wydarzeniach bez narażenia się — jak 
zapewne sądził — na niebezpieczeństwo osobiste, względnie też z powodu ograniczeń 
narzuconych pisarzowi racją stanu czy racją dynastii lub nawet Kościoła?  
Przede wszystkim trzeba podkreślić, że w przekonaniu Galia między śmiercią 
Stanisława i wypędzeniem Bolesława II istniał ścisły związek przyczynowy. "Wynika to' 
niedwuznacznie z początkowego fragmentu tekstu: „Jakim zaś sposobem król Bolesław 
został z Polski wypędzony, długo byłoby opowiadać, lecz to [tylko] powiedzieć wolno, że 
pomazaniec na pomazańcu nie powinien cieleśnie mścić się za jakikolwiek grzech. To 
bowiem bardzo mu zaszkodziło..." A więc „mszczenie się" króla na biskupie przyczyniło 
się do wypędzenia gc 2 kraju, ponieważ „bardzo mu to zaszkodziło". Zemsta królew- 
 
.126 
ska jest jednak przez autora potraktowana tylko jako d o 4jLtjkj;Lw a> a n i e wyłączna 
okoliczność pogarszająca sytuację Bolesława, istniał przeto jesz c ze inny powód 
(względnie powody), który w równym przynajmniej stopniu mu zagroził. Jeżeli 
poprawnie rozumiemy analizowany tekst, to wszystkie dotychczasowe interpretacje, 
stawiające znak równania między dwoma faktami: śmiercią biskupa i wygnaniem króla 
— są wyjściem po za to, co Gali myślał i napisał. 

background image

Fragment 

cytowanego zdania, że „pomazaniec na po-mazańcu nie powinien mścić się 

za jakikolwiek grzech", zawiera jedną interpretację kronikarza i dwie ważne wiadomości 
rzeczowe. Do interpretacji zaliczam jego opinię, iż pomazaniec-król (przypominam, że 
obrzęd koronacji połączony był z namaszczeniem olejami świętymi, w związku z czym 
miał znamiona sakry kościelnej), bez względu na charakter postępku drugiego 
pomazań-ca-biskupa, nie powinien był stosować wobec niego sankcji cielesnych (w 
przekładzie M. Plezi z 1965 r.: „karać cieleśnie"). Właśnie owa sankcja cielesna, 
zakończona śmiercią Stanisława, dla wielu badaczy problemu stała się kamieniem 
węgielnym hipotezy, że w jej następstwie podniósł się bunt przeciw królowi, który 
doprowadził do zegnania go z tronu, ponieważ w świetle ówczesnych pojęć prawnych i 
obyczaju miał to być fakt niesłychany. Biskup bowiem podlegał rzekomo wyłącznie 
sądownictwu kościelnemu i dla panującego był osobą fizycznie nietykalną. 
Zgadzam się całkowicie na to, że Anonim, wykształcony w wysokiej i od dawna 
chrześcijańskiej kulturze francuskiej, a przy tym światopoglądowo uformowany w 
klasycznym modelu zhierarchizowanego zachodniego ustroju feudalnego, w którym 
Kościół osiągał już nową 
127 
pozycję wobec władzy świeckiej, nie mógł inaczej oceniać postępku króla. Ale bardzo 
wątpię, czy w podobnych kategoriach oceniały go kręgi polskiego duchowieństwa, a 
zwłaszcza możni i rycerstwo. Trzeba bowiem wziąć znaczną poprawkę na surową i 
prostą ówczesną kulturę polityczną, obyczajową i prawną w Polsce 
wczesn

ośredniowiecznej w porównaniu z kulturą zachodnią. Schrystianizowanie nawet 

górnych warstw społecznych w skali całego państwa dalekie było jeszcze od 
zakończenia, ponadto liczyć się trzeba z dość powierzchownym traktowaniem religii, 
zwłaszcza na obszarach dalej położonych od centrów państwowych i kościelnych. W 
tych warunkach znaczny był zakres uprawnień panującego, 
'lu^gi-

iii • i .i!y_ii.,ii •liimini n • i i. ...ii___._         ____   .....r"—ni   iiu„_.uni        —11 TT 

który był sędzią najwyższym dla wszystkich swoich poddanych, nie wyłączając 
duchownych wszystkich stop-

nijWraz z biskupami, których sam powoływał na diecezje. 

Sądy kościelne, jeśli działały już systematycznie, obejmowały swoim zakresem 
zapewnY^TjpTawjTlfciśle związane z dyscypliną kościelną  kleru. Należy przeto — moim 
zdaniem 

— wprowadzić istotne rozróżnienie między oceną Anonima i oceną polskiej 

elity politycznej represji zastosowanej przez króla wobec biskupa, a wówczas 
podkreślony, już ograniczony, aczkolwiek poważny, wpływ tej represji na usunięcie 
Bolesława z tronu stanie się jeszcze bardziej zrozumiały i uzasadniony. 
Pierwszą z dwóch „rzeczowych informacji zawartych w analizowanym zdaniu jest 
wiadomość, że postępek kr/"a. pozostawał w związku z „grzechem" (peccatum) bisku-
E§Ł_G*H wprowadza tutaj pojęcie z zakresu chrześcijańskiej doktryny moralnej, które 
nie jest zupełnie jasne, gdyż istota grzechu i jego różnorakie aspekty były przedmiotem 
długotrwałych sporów i dyskusji największych autorytetów teologicznych. Jeżeli 
generalnie uznać można, że w religii tak monoteistycznej jak 
128 
chrześcijaństwo przez „grzech" rozumie się dobrowolne i świadome przekroczenie 
obowiązujących norm re-ligijno-etycznych, pojmowanych jako nakazy boskie i 
kościelne, to przecież w określonych i zmiennych warunkach historyczno-społecznych, 
zwłaszcza w młodych państwach chrześcijańskich, w których interesy Kościoła i 

background image

państwa były ściśle z sobą sprzężone, a nawet często identyfikowane, „grzechem" 
mogło być także przekroczenie funkcjonujących przepisów i norm p*ań-stwowego 
prawa zwyczajowego. W każdym razie granica między wykroczeniem przeciw nakazom 
Kościoła i państwa w wielu wypadkach w tych czasach była płynna i za taką musiała 
być uważana, co mogło prowadzić do odmiennej interpretacji i oceny faktów przez 
władzę kościelną i świecką. Rodzi się więc kolejny dylemat: jak rozumieć Gallowe 
określenie „grzechu" biskupa — czy wyłącznie w kategoriach chrześcijańskich zasad 
moralnych i kościelnych, czy też w sensie wykroczenia przeciw prawu państwowemu, 
którego najwyższą ema-nacją był król Bolesław? Obawiam się, że definitywna 
odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest możliwa, ale dyskutując o tym 
zagadnieniu należy zwrócić uwagę na kilka przesłanek pośrednich, które mogą nas 
przybliżyć do uznania jednej z dwóch wysuniętych możliwości za bardziej 
prawdopodobną. 
Badacze zajmujący się Kroniką Galia i osobą jej autora zgodnie podkreślają, że ten 
mnich benedyktyński nie był moralizatorem ani z temperamentu, ani z upodobania, ani 
ze skłonności umysłowych. Jego wiara była oczywista, żarliwa i głęboka, ale dość 
daleka od tendencji dogmatyczno-

teologicznych i teoretyzowania. _Jeżeli zatem 

mielibyśmy rozpatrywać sprawę w świetle tego, co wiemy o charakterze i mentalności 
kronikarza, tu musielibyśmy powiedzieć, że w omawianym przypadku pod określeniem 
,,grzech" rozumiał on raczej przekro- 

Drzeworyt z XVI wieku przedstawia króla Bolesława Szczodrego  
" .,;> 


 


129 
 
24. W miejscu, w którym według Legendy zginął biskup Stanisław, wiś dziś 
osiemnastowieczny obraz przedstawiający świętego 
czenie norm prawa państwowego niż kościelno-moral-nego. Abstrahujemy w tej chwili 
od późniejszych prze-• kazów, które całość sporu króla z biskupem rozważały w 
kategoriach konfliktu racji wyłącznie moralnych. Korzenie tych poglądów i postaw są 
łatwe do rozszyfrowania i uczynimy to w dalszym ciągu. Swego czasu Tadeusz 
Wojciechowski wysunął domysł, że ówczesny arcybiskup gnieźnieński Bogumił (?) 
stanął w toku konfliktu po stronie króla, w związku z czym podzielił jego los i utracił 
urząd. Autor powołał się na późną legendę dobrowską, według której Bogumił był 
prześladowany i dlatego zrezygnował z godności, chroniąc się w eremie w Dobrowie, 
gdzie zmarł dopiero w 1092 r. Ile w tej legendzie wątków fikcyjnych, a ile 
prawdopodobnych, odgadnąć nie podobna. Faktem jest jednak, że najstarsze roczniki 
polskie nie odnotowały ewentualnego rzucenia klątwy na króla przez arcybiskupa 
(wprawdzie brak w nich również informacji na temat samego dramatu), co byłoby 
zrozumiałe w wypadku, gdyby metropolita stanął w sporze po stronie biskupa 
krakowskiego. Gdyby uznać racje niektórych badaczy (Mieczysław Gębarowicz, Roman 

background image

Gródecki, Gerard Labuda i inni) i włączyć do „sprawy świętego Stanisława" wspomniany 
wyżej list Paschalisa II, to znaleźlibyśmy w jego treści, niezależnie od sugestii, że 
Stanisław stanął najpierw przed sądem arcybiskupa, potwierdzenie opinii legendy 
dobrowskiej, iż metropolita popierał króla, a nie swojego biskupa. Wynikałoby z tego, że 
spór wybuchł nie na tle wmieszania się Bolesława w etyczno-moralne przewinienia 
Stanisława i nie był rezultatem uzurpowania sobie przez króla prawa do rozstrzygania 
kwestii, które podlegały kompetencjom władzy kościelnej. 
Najmocniejsze jednak wsparcie dla hipotezy, iż u podłoża konfliktu z 1079 r. nie leżały 
przewinienia etycz- 

— Bolesław Śmiały 

5*1 
130 
131 
ne czy kościelne Stanisława, a w każdym razie, że takie było przekonanie kronikarza, 
oparte na uzyskanych informacjach, upatruję w drugiej wiadomości rzeczowej 
przekazanej przez niego w analizowanym zdaniu. Chodzi o stwierd

zenie, że król „mścił" 

się za „grzech" biskupa. Czasownik ińndicare—mścić się, użyty został w całym opisie 
sporu dwukrotnie i trudno widzieć w tym czysty przypadek. Nie ma też potrzeby unikać 
głównego jego znaczenia w przekładzie na język polski, jak uczynił to Marian Plezia, 
który w poprawionym przez siebie dawnym tłumaczeniu Romana Gródeckiego podaje 
wersję: „...nie powinien... za żaden grzech karać cieleśnie", a w drugim zdaniu zamiast 
dosłownego przekładu: „...ani króla mszczącego się tak haniebnie", wprowadza tekst 
polski w brzmieniu: „...ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swoich 
praw...". Wydaje się, że tłumacz posłużył się w tych miejscach pewnego rodzaju 
eufemizmami i w tzw. wolnym przekładzie zbyt daleko odszedł od myśli i intencji 
Anonima. Pozostając bowiem wiernie przy tekście i słownictwie Galia musimy jego 
określenie postępku Szczodrego jako „zemsty" w stosunku do biskupa rozumieć w 
dosłownym sensie, naturalnie w odczuciu ludzi XII wieku. W pojęciu „zemsty" mieści się 
poczucie o

sobistej krzywdy, doznanej rzeczywiście lub fikcyjnie przez osobę, która w 

związku z tym pragnie zemścić się ,na krzywdzicielu. Jeżeli w przekonaniu Anonima 
Bolesław posunął się do zastosowania „zemsty" wobec Stanisława, to widocznie musiał 
uznać, że „grzech" biskupa dotykał go osobiście i wymierzony był przeciw niemu. 
W omawianym zdaniu znajduje się jeszcze jedna informacja rzeczowa o „cielesnej" 
zemście króla na biskupie, ale nie dotykamy tej sprawy tutaj, ponieważ w następnym 
zdaniu kronikarz dokładnie wyjaśnił, na czym ona polegała. Fragment ten brzmi: „To 
bowiem bardzo mu 
zaszkodziło, gdy do grzechu dodał grzech, gdy za bunt [vel zdradę] wydał biskupa na 
obcięcie członków". W przekładzie Romana Gródeckiego i Mariana Plezi, pomijając 
tutaj dyskusyjne okr

eślenie pro traditione, są drobne odmiany tłumaczenia. Pierwszy 

przełożył: „To bowiem wiele mu zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował, 
gdy za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków". Drugi nadał przekładowi 
następującą formę: „Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech 
zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków". Różnice w tych trzech 
próbach przekładu nie są zbyt wielkie, ale dyskusyjny może być przekład słowa 
adhibuit, użytego przez pisarza w tym zdaniu aż dwukrotnie. Czasownik adhibuit ma 
wiele znaczeń i nie ulega wątpliwości, że za każdym razem anonim nadawał mu inny 

background image

sens. W drugim wypadku jego użycia przekład „wydał biskupa na obcięcie członków" 
mógłby równie dobrze brzmieć: „kazał biskupowi obciąć członki", albo lepiej: „skazał 
biskupa na obcięcie członków". 
Pierwszy człon tego zdania: „To bowiem bardzo mu zaszkodziło..." analizowałem już 
wyżej i nie ma potrzeby tu do niego wracać. Drugi człon: „...gdy do grzechu dodał 
grzech...", wymaga komentarza. W pierwszym wy-

' padku chodzi oczywiście o „grzech" 

biskupa, natomiast w drugim Anonim ma na myśli „grzech" króla, ponieważ zaraz 
wyjaśnia, na czym miał on polegać. Analiza „grzechu" Bolesława nie nastręcza 
trudności. Gali stwierdza wprost, że król popełnił grzech wydając biskupa na obcięcie 
członków, a więc na śmierć. Mamy tu do czynienia z podwójną jakby kwalifikacją czynu 
Szczodrego przez kronikarza: moralną i prawną. Zjed-nej strony kara śmierci 
zastosowana przez władcę wobec bSEupa była przestępstwem moralnym, z drugiej 
stanowiła przekroczenie uprawnień panującego, który „nie 
132 
133 
powinien" żadnego grzechu księcia Kościoła represjonować przy pomocy praw 
regulujących życie państwa. Gregorianizm kronikarza, tak często dyskutowany w 
nauce, dochodzi tu wyraźnie do głosu jako jedna z nowinek zaszczepianych na polskim 
gruncie przez wykształconych przybyszów z zachodu Europy. Bez względu na to, jak 
będziemy tłumaczyć czasownik adhibuit: czy jako „wydał", czy jako „skazał", jedno w 
świetle relacji Galia i informacji, jakimi pisarz dysponował, jest pewne, a mianowicie, że 
król osobiście nie brał żadnego bezpośredniego ""ud z i a ł u w cielesnym ukaraniu 
biskupa Stanisława. On był tylko tym, który je postanowił i polecił wykona ć. Z tym 
stwierdzeniem dochodzimy do p

roblemu „sądu" i „wyroku" królewskiego, który przez 

długie dziesięciolecia ekscytował badaczy i nie tylko badaczy, ale również tych 
wszystkich, którzy w publicystyce, a także w różnych dziedzinach sztuki, ulegli 
ogromnej dramaturgii tego niespotykanego w naszych dziejach wydarzenia i swojej 
fascynacji dawali wyraz na wielu polach twórczości. 
W rzeczywistości jednak' dylemat, czy śmierć Stanisława postanowiona została na 
mocy formalnego wyroku sądu królewskiego, czy też była samowolną decyzją 
Bolesława, jest dylematem pozornym. Nie istniał on także dla Galia, który — jak 
wspomniałem — odrzucał wszelką formę cielesnego karania biskupa przez władcę 
świeckiego, uważając takie postępowanie za akt bezprawia. Nieporozumienie polega 
jednak na czym innym. W Polsce XI 

wieku najwyższa władza sądowa, mająca swoje 

źródła w prawie zwyczajowym, należała do panującego i obejmowała cale 
społeczeństwo i wszystkich poddanych, którzy obowiązani byli do wierności względem 
niego. Przestępstwa pospolite rozpatrywali  
urzędnicy prowincjonalni, działający z upoważnienia władcy, ale od ich wyroków 
przysługiwało skazanym prawo odwołania się do sądu książęcego. Z natury rzeczy 
książę czy król rozpatrywał przede wszystkim przestępstwa ciężkie i owe apelacje, w 
przeciwnym bowiem razie działalność sądownicza absorbowałaby nadmiernie 
panującego. Sądy te miały miejsce zarówno w stolicy państwa, jak i w prowincjonalnych 
ośrodkach władzy państwowej, które książę często odwiedzał, będąc w ustawicznych 
podróżach po kraju, a nawet w sytuacjach nadzwyczajnych, jak np. w obozie 
wojskowym itd. Byłoby nieporozumieniem i anachronizmem, gdybyśmy pod pojęcie 
ówczesnego „sądu" książęcego podkładali nowoczesne wyobrażenia o formie, trybie, 

background image

organizacji i scenerii działania sądownictwa. Roki sądowe były wytworem czasów 
znacznie późniejszych i stopniowego, poprzez wieki kształtującego się obyczaju 
sądowego i jego organizacji. W XI wieku panujący mógł ferować wyroki 
przeprowadzając wstępne rozpoznanie sprawy i zasięgając opinii świadków oraz 
zaufanych doradców, ale mógł także z równą mocą prawną wydać wyrok w postaci 
samodzielnie zarządzonego rozkazu. Stąd pojawiające się opinie, że we wczesnym 
średniowieczu władca dysponował prawem karania poddanych bez sądu, są 
wewnętrznie sprzeczne. Omawiany tekst Galia nie daje podstawy do rozstrzygnięcia, 
czy w przypadku biskupa Stanisława król podjął decyzję po uwzględnieniu stanowiska 
najbliższych doradców spośród rady królewskiej, w tym również arcybiskupa 
gnieźnieńskiego, czy też wyrokował całkowicie samodzielnie. Relacja Anonima zawiera 
wszelako pewne sugestie, przemawiające za drugim z wymienionych trybów 
postępowania. Zdaje się na to wskazywać kwali-ikacja moralna postępku Bolesława 
przez kronikarza jako „grzechu", ale przede wszystkim dwukrotne pod- 
134 
kreślenie, iż król „mścił się" na biskupie. Określenia te sugerują, że na podstawie 
uzyskanych informacji Gali wyrobił sobie pogląd, iż wyrok zapadł nagle i że opinia 
dworska była nim zaskoczona, od^zuwając^goraczej jako. akt osobistej zemsty, niż jako 
sprawiedliwą kafęT Historyk musi być jednak bardziej wstrzemięźliwy w swoich sądach. 
Nawet jeżeli król nakazując uśmiercenie biskupa okazywał przejawy gniewu i 
wzburzenia, musimy wziąć pod uwagę domniemanie, że działał zgodnie z wewnętrznym 
przekonaniem, uważał się bowiem, zgodnie z prawem, tradycją i obyczajem, za 
sędziego najwyższego, za uprawomocnionego do karania wszystkich swoich 
poddanych. Można przy tym wątpić, czy młody, a do tego dotknięty niedawnymi 
klęskami, polski chrystianizm, dopiero co organizacyjnie odbudowany, był zdolny ów 
wiekowy obyczaj ograniczyć i wypracować dla siebie w opinii społecznej własne prawa i 
obyczaje, zawężające atrybuty władzy monarszej. Bez względu zatem .na okoliczności 
bezpośrednio towarzyszące wydaniu decyzji zgładzenia biskupa musimy przyjąć, że 
miała ona pełną moc prawną. 
Fundamentalne znaczenie dla określenia „grzechu" Stanisława ma ostatni człon 
omawianego zdania, wyjaśniający, dlaczego król wydał go na śmierć i dlaczego wybrał 
taki rodzaj kary 

— „zemsty". Słynne wyrażenie Gallowe pro traditione stało się 

przedmiotem zaciekłych sporów historiograficznych, ciągnących się do dzisiaj. Jakby 
tego było mało, kronikarz w następnym zdaniu wprost nazwał Stanisława: traditor 
episcopus. W dosłownym przekładzie słowo traditio znaczy „zdrada", a określenie 
traditor znaczy „zdrajca". Ci badacze, którzy uznawali tekst Galia za rozstrzygające 
źródło do poznania tła konfliktu, niemal zawsze rozumieli owe wyrażenia dosłownie, 
przypisując wobec tego Stanisławowi łączenie się z wrogami zewnętrznymi na szkodę 
pań- 
135 
stwa polskiego. Najpełniejszą i najpowszechniej przyjmowaną konstrukcję tego 
stanowiska opracował Tadeusz Wojciechowski, aczkolwiek miał w tym zakresie dość 
licznych poprzedników. Z kolei ci historycy, którzy eliminowali przekaz Anonima jako 
jed

nostronnie tendencyjny w sensie negatywnym dla biskupa i opierali się na relacji 

Kadłubka i późniejszej, pochodnej od niego tradycji pisanej, w ogóle nie musieli 
zajmować stanowiska wobec problemu „zdrady" Stanisława, ponieważ w źródłach tych 

background image

motyw zdrady nie odgrywa roli, a nawet nie istnieje. Tylko nieliczni historycy okre-

ślniki 

Galia usiłowali analizować sine ira et studio na tle słownictwa całego dzieła autora i w 
kontekście całej sytuacji wewnętrznej w Polsce w ostatnich latach rządów Bolesława 
Szczod

rego. Na ich czele należy postawić Joachima Lelewela, który już w 1847 r. w 

drugim tomie dzieła: Polska wieków średnich taką właśnie metodę pierwszy zastosował.  
Idąc tropem wielkiego historyka XIX wieku zbadałem wszystkie wypadki występowania 
w Kronice Ano

nima określeń traditio i traditor w połączeniu z kontekstem, w którym 

zostały zastosowane. Aby nie nużyć czytelnika szczegółowymi wywodami w każdym 
przypadku, w którym terminy te znalazły się w użyciu, pominę je tutaj przechodząc od 
razu do wypływających z tej analizy wniosków i bilansującego rozpatrzenia, w jakim 
znaczeniu pisarz posługiwał się nimi. Określenia traditor i traditio występują w Kronice w 
czterech różnych znaczeniach. Na ogólną liczbę 13 ich zastosowań "w.2 wypadkach 
oznaczają niedotrzymywanie umów zawartych między państwami, w 2 wypadkach sens 
ich nie jest""Jagny i dopuszcza interpretację zarówno jako „zdrady" w postaci łączenia 
się z wrogiem ewnętrznym, jak i „buntu", czyli przeciwstawienie się panującemu. W 3 
dalszych wypadkach oznaczają „zdra- 
»j 

8 t 
136 
137 
de" jako powiązanie z nieprzyjacielem zewnętrznym. I wreszcie w pozostałych 6 razach 
określenia traditio i traditor użyte zostały przez pisarza bez wątpienia w znaczeniu 
„bunt" i „buntownik" (w tym l raz raczej jako „spisek") w celu określenia postawy wrogiej 
wobec władcy, ale „buntownicy" nie kontaktowali się z siłami zewnętrznymi. Dwukrotna 
przewaga ilościowa tego ostatniego znaczenia nad „zdradą" czy „zdrajcą" w „czystym" 
sensie tego terminu zdaje się wskazywać, iż kronikarz najczęściej i najchętniej 
posługiwał się terminami tymi w sensie „buntownik" i „bunt". Niemal w każdym z 
analizowanych 13 przypadków użycia omawianych określeń można dość łatwo ustalić 
ich znaczenie z.kontekstu. Natomiast kiedy w rozdziale 27 pierwszej księgi Gali nazwał 
biskupa traditor, to poza dodaniem, iż popełnił on jakiś „grzech" i wobec tego król pro 
traditione wydał go na obcięcie członków, brak wszelkich wskazówek, które 
umożliwiłyby rozpoznanie właściwego znaczenia owych terminów. 
Czywobec tego wolno uzn

ać, że Stanisław był „zdraj-cą^~wskutek powiązania się z 

wrogami zewnętrznymi, czy też raczej był „buntownikiem", występującym opozycyjnie 
przeciw królowi, na co wskazywałaby znaczna przewaga liczbowa posługiwania się 
terminem traditor przez pisarza w tym 

właśnie znaczeniu? Sądzę, że chociaż druga 

możliwość wydaje się bardziej prawdopodobna, poszukiwanie rozstrzygającej 
przesłanki dowodowej co do charakteru „grzechu" biskupa wyłącznie w zawodnej 
statystyce byłoby ryzykowne. Co najwyżej może to być poszlaka pomocnicza, a dróg do 
jej rozwinięcia, wobec braku bezpośrednich przekazów, szukać należy w całym zespole 
wydarzeń, jakie miały miejsce w Polsce poczynając od 1075 r. Głównym bowiem 
wynikiem uzyskanym w toku badania odnośnej terminologii Galia jest to, że traditor w 
języku kronikarza miał kilka zna- 
czeń i nie koniecznie musi być pojmowany jako „zdrajca" — jak to przyjmowali niemal 
wszyscy badacze biorący za podstawę tekst Anonima. Relacja Galia nie daje podstaw 

background image

do takiej interpretacji i kto /zechce wysunąć twierdzenie, iż biskup był zdrajcą, który w 
powiązaniu z wrogami zewnętrznymi spiskowały przeciw królowi, ten musi je udowodnić 
w oparciu o inne źródła niż Kronika Anonima i przy pomocy innych przesłanek. Tadeusz 
Wojciechowski tezy takiej nie zdołał udowodnić i dziwić się można, że jego konstrukcja 
zyskała na kilka dziesiątków lat tak szerokie uznanie w nauce. Nie trzeba dodawać, że 
sama niemożliwość wykazania „zdrady" Stanisława na podstawie tekstu Kroniki 
świadczyć będzie za drugą interpretacją terminu traditor, to jest, że biskup w 
przekonaniu kronikarza był „buntownikiem", który czynnie wystąpił przeciw Bolesławowi 
i jako opozycjonista został, zgodnie z rozmiarem swojej winy, ukarany. W opinii 
Anonima kara była nawet zbyt wysoka w stosunku do popełnionego „grzechu" i ta 
okoliczność „bardzo zaszkodziła" królowi, ale pamiętać przy tym należy, że słowa te 
pisał „gregorianista". „Tadeusz Wojciechowski jedną z głównych przesłanek 
dowodowych swojej tezy widział w ostatniej informacji podanej przez kronikarza w 
analizowanym zdaniu na temat rodzaju kary. Otóż „obcięcie członków" (truncatio 
membrorum) wedługlegó badacza i wielu innych było znaną i typową karą stosowaną 
we wczesnym średniowieczu za zdradę. Nie negując tego trzeba jednak wskazać, że 
posługiwano się nią także wobec „buntowników1^ na równi np. z oślepieniem (jak w 
przypadku wojewody Skarbimira w 1117 r., ukaranego tak przez Krzywou-

stego) bądź z 

oślepieniem połączonym z podcięciem języka (jak w wypadku Piotra Własta skazanego 
na przełomie 1145-1146 r. przez Władysława II). Obcięcie 
138 
członków należało do słowiańskiej obyczajowości i nie zawsze da się je powiązać z 
prawem karnym. Kiedy w 1066 r., w toku wielkiego powstania wieleckie-

go doszło do 

uśmiercenia biskupa meklemburskiego Jana przez pogańskich Słowian, obcięcie mu 
rąk, nóg i głowy wydaje się być raczej aktem zemsty niż karą sądową. Wskazane 
przykłady pozwalają stwierdzić, że argument Tadeusza Wojciechowskiego traci na 
ostrości, ponieważ biskup Stanisław mógł być równie dobrze wydany na śmierć „ za 
zdradę" w potocznym znaczeniu tego słowa, jak i „za bunt" w znaczeniu 
przeciwstawiania się królowi, czy też łączenia się z jego przeciwnikami wewnętrznymi. I 
w tym przeto wypadku próby wyjaśnienia przyczyny ukarania biskupa obcięciem 
członków szukać trzeba poza tekstem Anonima, w szerokim kontekście spraw, których 
widownią była Polska w końcowym etapie rządów Bolesława II. Jak wynika z powyższej 
analizy relacja Kroniki Galia, mimo całej swojej tajemniczości i niejasności, dostarcza 
niezwykle ważnych informacji na temat konfliktu króla z biskupem krakowskim. W jego 
przedstawieniu obaj bohaterowie dramatu popełnili błędy, określone przez autora jako 
„grzechy", przy czym rozumieć te grzechy należy w kategoriach raczej polityczno --
prawnych, a nie moralnych. W

y_gnanie Bolesława nie było jednak wyłącznym skutkiem 

śmierci biskupa. Skazanie Stanisława, według kronikarza nadmiernie surowe, królowi 
„bardzo zaszkodziło", co by wskazywało, że Szczodry, niezależnie od sporu z 
biskupem, już wcześniej znalazł się w trudnej sytuacji. Wykonanie wyroku na pasterzu 
diecezji krakowskiej stało się tylko katalizatorem wyzwalającym i przyspieszającym 
wybuch otwartego buntu przeciw królowi. Na tym tle łatwiej też zrozumieć, dlaczego 
wydanie Stanisława na śmierć stało się hasłem wywoławczym do wybuchu prze- 
139 
ciw Szczodremu buntu politycznego, w którym wzięli udział przeciwnicy Bolesława i 
stronnicy Stanisława. Mało prawdopodobne jest natomiast, żeby samo skazanie 

background image

biskupa na śmierć za przeciwstawianie się panującemu (tym bardziej gdyby powód 
represji miał źródło w przestępstwie natury moralnej), w znanej nam sytuacji 
obyczajowo-

religijnej Polski u schyłku XI wieku, mogło wywołać taki efekt i doprowadzić 

do zegnania króla z tronu. 
B. Przekaz Kroniki Mistrza Wincentego  
Dzieje konflik

tu Bolesława Szczodrego z biskupem Sta-niesławem opisane w Kronice 

Mistrza Wincentego rozpatrywać należy w pełnej świadomości, że/autor opowiadał o 
nich w około 120 lat później i że ich główną podstawę źródłową znalazł w relacji 
Anonima Galia, j Nie można również wyłączyę znajomości przez pisarza ewentualnych 
krótkich zapisek1 rocznikarskich, np. w pierwotnej, zaginionej redakcji Rocznika kapituły 
krakowskiej. Oddzielną rolę spełniała tradycja ustna utrwalana w krakowskim 
środowisku kapitulnym, w którym już znacznie wcześniej pojawiły się nie tylko próby 
rehabilitacji Stanisława, "ale i pierwsze ślady jego kultu. Trzeba jednak stwierdzić, że 
roczniki, jeśli w Ogóle zawierały jakieś informacje o konflikcie, i relacje ustne nie wniosły 
wiele nowego materiału faktograficznego do czasów rządów Szczodrego i faktowi temu, 
ze względu na oddalenie czasowe, trudno się dziwić. Proste porównanie tekstu 
Kadłubka poświęconego czasom Bolesława II z analogicznym tekstem Galia ukazuje 
jasno, że Wincenty, podobnie jak przy opisywaniu dziejów pierwszych Piastów, tak i w 
przypadku Szczodrego obficie korzystał ze swojego źródła. Można nawet powiedzieć, 
że jeżeli chodzi o samą ilość przekazanych fak- 
 

140 
tów historycznych, to przekaz Wincentego wydaje się uboższy od przekazu Anonima, 
ponieważ autor, nie dodając wielu nowych szczegółów od siebie, traktowa! materiał 
Gallowy selektywnie, wybierając z niego przede wszystkim te informacje, które najlepiej 
nadawały się do dalszej obróbki literackiej, a zwłaszcza do snucia na ich tle różnorakich 
przypowieści i rozważań morali-zatorsko-dydaktycznych. Posługując się taką metodą 
kronikarz swobodnie pomijał liczne wiadomości Anonima, j^aehowjłł jednakże 
G^llojSQr_jgprzadek rzeczy i układ chronologiczny, co w rezultacie sprawia, że 
gdybyśmy znajomość czasów Szczodrego oprzeć musieli na relacji Mistrza 
Wincentego, nasza wiedza byłaby o wiele uboższa od tej, jaką dysponujemy dzięki 
pierwszej polskiej kronice. 
Całość opowiadania Kadłubka o Bolesławie II robi wrażenie realizowania przez pisarza 
p

ewnej zamierzonej z góry koncepcji historiograficznej. Autor niewątpliwie bardzo 

skrupulatnie i dokładnie studiował odnośne rozdziały dzieła Galia i na ich kanwie 
opracował własny scenariusz^panowania i oceny postaci Szczodrego. Ka^ dłubkowa 
wizja polskieg

o króla za punkt odniesienia przyjęła przede wszystkim jfinał jego rządów i 

konflikt z biskupem krakowskim i z tej ograniczonej perspektywy pisarz oceniał 
Bolesława, chociaż epizody ruski i pomorski zostały także zaznaczone. Konsekwencją 
takiego założenia było zachwianie wewnętrznych proporcji w relacji o panowaniu 
Szczodrego, które tak znakomicie rozłożone u Galia, tutaj wykazują wyraźne załamania 
przy położeniu głównego nacisku na dramat króla i biskupa. Pisarza nie interesowały 
błyskotliwe sukcesy militarne Bolesława na Rusi, w Czechach i na Węgrzech, 
przedstawione przez poprzednika. Ale mimo to z opowieści Galia wyłonił mu się jednak 
obraz władcy niepospolitego, który przez długie lata był postacią po- 

background image

141 
zytywną, i pisarz nie mógł przejść nad tym całkowicie do porządku dziennego. Dlatego 
przekaz Mistrza Wincentego o Szczodrym składa się z dwóch nierównych części. W 
pierwszej, znacznie krótszej, autor nawiązał obszernie do przydomku „Szczodry", 
szeroko opisując tę cechę króla. Mamy więc znacznie rozbudowaną Gal-lową anegdotę 
o nędzarzu obdarowanym przez szczodrego władcę. Opowiadanie to okraszone jest 
ponadto stosownymi przypowieściami arabskimi na temat chciwości i żądzy posiadania. 
Nawet wiadomości o wyprawie kijowskiej i osadzeniu Izjasława oraz o uder zeniu 
mieczem w Złotą Bramę miasta pisarz .podał jakby mimochodem, na marginesie 
głównego tematu mówiącego o szczodrości króla i o jego pogardzie dla wszelkiego 
bogactwa. Anegdota Galia o wytarganiu brody Izjasława podana jest tutaj w innym 
kontekście, dając autorowi okazję do pokazania, że Bolesław lekceważył dobra 
materialne uważając, iż „najlepszym schowkiem dla nich jest dziurawy worek i że 
żadnego zgoła władztwa nie jest godny [ten], kto woli być workiem na rzeczy niż 
władcą". Pogarda bogactw łączyła się według Kadłubka u Bolesława z przyjemnością 
ich rozrzutnego rozdawnictwa i obdarowywania nimi innych. Podobnie opowiadanie 
Anonima o interwencji na Węgrzech w celu usunięcia Salomona i wprowadzenia na tron 
Władysława staje się dla Wincentego pretekstem do ponownego podkreślenia stosunku 
Szczodrego do rzeczy doczesnych. Gdy Salomon, pragnąc ilniknąć wojny, miał 
ofiarować Bolesławowi wielką sumę pieniędzy za pokój, pisarz włożył w usta króla takie 
oto słowa: „Polacy nie widzą przyjemności w posiadaniu złota, lecz w rozkazywaniu 
tym, którzy posiadają złoto; i większą hańbą jest dać się przekupić, niż ulec w walce, a 
królom nie przystoi w kramarskie wdawać się targi, gdyż broni potrzebują, nie bogactw". 
W wypowiedzi tej pojawiają się, 



 
142 
143 
wprawdzie 

tylko pośrednio, znane z relacji Galla,_ cechy Bolesława, takie jak: 

wojowniczość, dzielność i nowa: wierność wobec „wychowanka Polski" — Władysława. 
0  waleczności i zuchwałej odwadze króla w boju jest też mowa w dwóch dalszych 
fragmentach: w opisie odpa

rcia najazdu czeskiego na Polskę, w którym Bolesław 

określony jest wprost jako „dzielny król", oraz w przenośni — jako „dzik"  dosięgający 
kłami wroga oraz w krótkiej wzmiance o ataku na powracających z Polski z łupami 
Pomorzan, kiedy to Szczodry „spostrzega rabusiów bezpiecznie już oddzielonych 
szeroką rzeką i bez wahania wskoczywszy w nurty rwącej rzeki..."  Obie opowieści, 
odpowiednio zmienione,  zaczerpnięte zostały z Kroniki Galia. 
1  na tym kończy się właściwy opis panowania Bolesława II, a zaczyna się 
przedstawienie samego konfliktu króla z biskupem. W jego toku kronikarz jeszcze 
dwukrotnie wspominał o różnych cechach charakteru króla, raz wymieniając jego 
zamiłowanie w wojnach, drugi raz stwierdzając, iż dotąd był „oddany dla prawości". 
Autor nie spo

strzegł przy tym, że przypisując Bolesławowi owo „zapamiętanie" w 

prowadzeniu wojen, które miało prowadzić do tego, iż król „rzadko przebywał w zamku,  
ciągle w obozie, rzadko w  ojczyźnie, zawsze u nieprzyjaciół", nie_p_ogarł swojej opinii 

background image

odpowiednimi pr

zykładami w pierwszej części relacji. Stwierdzenie to dało mu jednak 

sposobność do wyprowadzenia zapowiedzi przyszłych przemian osobowości króla, 
gdyż zamiłowanie do wojen „ile państwu przyniosło korzyści, tyle sprawiło kłopotu, ile 
dawało sposobności do uczciwej   zaprawy,  tyle  zrodziło  wstrętnej   pychy".  Mamy 
więc „grzech" pychy, a w dalszym ciągu, gdy przyszło do karania niewiernych niewiast, 
pojawił się i „grzech" okrucieństwa. Interesujące jest jednak, że Kadłubek nie przejął z   
Galia całej  gamy właściwości charakterolo- 
gicznych, przy pomocy których pierwszy kronikarz namalował wewnętrzny portret 
Szczodrego, a przede wszystkim jakby nie zauważył cech świadczących 
0  gwałtownym,  popędliwym i spontanicznym charakterze króla. Nasuwa się pytanie: 
n

ie zauważył, czy nie chciał zauważyć? 

Pytanie to wydaje się tym bardziej uzasadnione, że podkreślane przez Anonima 
popędliwość i brak refleksji Bolesława mogłyby tłumaczyć ostrość represji zastosowanej 
wobec biskupa. Być może Wincenty nie chciał w ten sposób tłumaczyć przyczyny 
śmierci Stanisława, ponieważ „wina" króla byłaby wówczas jak gdyby umniejszona, a 
nawet możliwa do usprawiedliwienia 
1  wybaczenia, np. przez pokutę „grzesznika". Dlatego odnośny tekst Galia odczytał 
zgoła inaczej, niż życzył tego sobie autor. Stąd też _nie JDOjawiłsigju^ Kadłubka motyw 
szaleństwa czy choroby umysłowej króla, a określenie, iż Szczodry „jak był zwrócony w 
stronę nieprawości, w dziksze popadł szaleństwo-",  które, odczytane przez 
późniejszych pisarzy, stało się główną przesłanką coraz  szerzej  rozwijanych wątków  o 
chorobie psychicznej  

— było  zwykłą  przenośnią,  mającą podkreślić    niezwykły   

wymiar   zamachu   na   życie    biskupa. 
Przechodząc do analizy tekstu Kadłubka bezpośrednio odnoszącego się do tła i 
przeb

iegu konfliktu od razu należy wyeliminować posądzenie kronikarza o złą wolę w 

rozumieniu treści przekazu Galia i o świadome przeinaczanie jego relacji. Trzeba zatem 
założyć, że Wincenty nie odrzucił natychmjasj_wadomgś^_Gallpwy_ch, jak to czynił w 
innych w

ypadkach, lecz pojął je na swój sposób, zrozumiały dla siebie i dla przyszłych 

czytelników. 
kluczowym   przeto  problemem   staje   się  wyjaśnienie stosunku  Kadłubka  do  Galia,  
stosunku,  który  w  tej 

144 
konkretnej sprawie mógł być ukształtowany pod wpływem  przychylnej   Stanisławowi   
tradycji, rozwijającej się w ciągu XII wieku w kręgach kapituły krakowskiej. Dołączyła się 
do tego specyficzna umysłowość Wincentego, jego niezwykła pobożność i wielki 
rygoryzm moralny, każące mu widzieć i oceniać wydarzenia i ludzi przede   wszystkim   
w   kategoriach   moralnych:   cnoty i grzechu. Trudno więc dziwić się,  że jako moralista 
odczytał przekaz Galia dosłownie i kiedy ten operował przenośniami i symbolami, 
to_Kadłubek rozumiał jego „grzech" jako grzech, czyli przekroczenie norm życia 
chrześcijańskiego i nakazów   Kościoła.  Konflikt króla z biskupem musiał zatem 
przedstawić mu się jako dramat nie polityczny, lecz moralny, dramat postaw 
chrześcijańskiego władcy i księcia Kościoła. Znając jego poglądy na wzajemny 
stosunek władzy świeckiej i kościelnej nie będziemy zaskoczeni faktem, że przyjmując 
wersję tragedii moralnej, zgodnie z duchem epoki i własnymi przekonaniami, uznał, iż 
słuszność, cnota, prawość ">j i prawda były po stronie biskupa jako rzecznika spra-'•\ 

background image

wiedliwości i wyraziciela praw Kościoła i jego nauki, a zatem zła wola i „grzech" mogą 
być przypisane wyłącznie królowi. W tym też duchu pisarz amplifikował opowieść 
Gallową,  przydając jej  w najlepszej  wierze interpretacje,  mające  tłumaczyć  i 
wyjaśnić  niedopowiedzenia relacji Anonima  w sposób  zrozumiały dla mentalności mu 
współczesnych.  Musiało  to  miejscami doprowadzić   do  wypaczenia  sensu   źródła,  
z  którego kronikarz korzystał,  a nawet do  jawnego rozmijania się z prawdą, gdy 
ch

odzi o nasycanie opowieści informacjami, które mogą być pojmowane jako 

wiadomości szczegółowe. 
Już na początku właściwej części tekstu odnoszącego się do konfliktu między królem i 
biskupem autor, bez żadnych podstaw rzeczowych, przypisał Bolesławowi i je- 
145 
go wojskom wieloletni pobyt „u Rusinów, już to w okolicach niemal poza Fartami". 
Pomijając owych Fartów, można odrzucić samą informację o długich pobytach Polaków 
poza granicami państwa, ponieważ przeczą jej relacje współczesnych źródeł: Latopisu 
tzw. 

Nestora, Kroniki Czechów Kosmasa i naszego Galia, a poza tym w ówczesnej 

praktyce wojennej wyprawy agresywne, prowadzone na terytorium przeciwnika, były z 
regujy krótkie i trwały od kilku dni do kilku tygodni. Tylko nieliczne, jak na przykład 
ekspedycje ki

jowskie Bolesława Chrobrego i Bolesława Szczodrego, były obliczone na 

kilka miesięcy ze względu na ich duży zasięg terytorialny i konieczność realizowania na 
miejscu, w Kijowie, polskich celów politycznych, wymagających dłuższego pobytu. W 
innych wypadkach 

łupiono i palono ograniczony obszar i wycofywano się ze zdobyczą i 

jeńcami bądź — jak w przypadku terenów pomorskich — obsadzano ponadto tamtejsze 
grody polskimi załogami lub zmuszano miejscowych wielmożów do składania przysięgi 
wierności. Nie ma przeto żadnych podstaw do snucia na podstawie relacji Kadłubka 
domysłów o kilkuletnim pobycie Bolesława II i jego oddziałów na Rusi. W tej sytuacji 
trudno też sobie wyobrazić, żeby podczas kilkumiesięcznej nieobecności rycerstwa w 
domu doszło w kraju do opisanych przez Wincentego ekscesów i rozpaczy żon 
stęsknionych do mężów. Motyw ten uznać można|za wymysł pisarzk. O rzekomym 
buncie niewolników żadne wcześniejsze źródła nic nie wspo-mmaJ3, wątpliwe jest 
również, żeby na ten'temat kronikarz zaczerpnął wieści z trad ycji ustnej, ponieważ 
wydarzenie takie wydaje się zupełnie nieprawdopodobne. Być może zdarzyły się jakieś 
sporadyczne przypadki związania się żony rycerza z człowiekiem niższego stanu w 
czasie nieobecności jej męża, ale nie sądzę, żeby wiadomość o takim po jedynczym 
fakcie mogła przejść 



146 
147 
do tradycji i utrwalić się na pokolenia. Dlatego też całą tę opowieść o zdradach żon, 
buncie niewolnych, o surowym karaniu jednych i drugich przez powracających •z wojny 
rycerzy, ozdobioną anegdotami o Scytach i Spartanach, mimo pojawiających się 
współcześnie odmiennych opinii uznać musimy za całkowicie sztuczną ^onstrukcję 
kronikarza. 
Źródła tej wymyślonej konstrukcji nie są jasne. Rzecz jednak znamienna, że Wincenty w 
ogóle nie wspomniał 

background image

0  obszernie opisanym przez Galia powstaniu ludowym w Polsce w trzydziestych latach 
XI wieku. Prawdopodobne jest zatem, że autor dowolnie przeniósł relację Anonima w 
czasy Bolesława II, ponieważ dobrze mu przylegała do przyjętego scenariusza 
wydarzeń. Natomiast cel tego zabiegu wydaje się przejrzysty. Kro- 

nikarz szukał motywu moralnego dla wyjaśnienia genezy sporu biskupa z królem, 
wymyślił zatem opowieść, która miała być wstępem do niego i wobec tego musiała 
zawierać w sobie aspekt moralny. Można nawet przypuszczać, że ten wstępny konflikt, 
rozwinięty stopniowo w relacji na cały naród, pisarz następnie jak w soczewce 
skoncentrował na dwóch osobach dramatu. Nie okazał przy tym swego miłosierdzia, 
ponieważ nie tylko nie potępił okrucieństwa panów wobec niewolnych 
1  grzesznych żon, ale wręcz je zaakceptował: „Również i niewiasty, które dobrowolnie 
uległy niewolnym, musiały ponieść zupełnie słuszną karę, gdyż poważyły się na 
okropny i niesłychany   występek,   którego   nie   da się porównać z żadną zgoła 
zbrodnią". 
W tym momencie 

Wincenty wprowadza do opowiadania osobę Bolesława, podając trzy 

informacje, których nie ma w Kronice Galia. Otóż król miał zarzucać swoim rycerzom i 
dostojnikom, że opuścili go wśród wrogów, co należałoby rozumieć, iż na wieść o 
zdradach żon i buncie niewolnych rycerstwo, bez rozkazu i przyzwo- 
lenia króla, tłumnie powracało z Rusi do kraju. Ponieważ druga i ostatnia wyprawa 
Bolesława na Kijów odbyła się w 1077 r., do tego więc czasu należałoby odnieść 
relacjonowane przez kronikarza wydarzenia, natomiast w

ypędzenie króla nastąpiło 

dopiero po maju 1079 r. Z drugiej strony wiadomo, że na wyprawy ruskie rycerstwo 
ciągnęło szczególnie chętnie, gdyż łączyły się one zazwyczaj z wyjątkowo obfitymi 
łupami, bogacącymi uczestników. Stąd bezładny i w pojedynkę odbywany powrót przez 
ogromne połacie nieprzyjacielskiego kraju wydaje się mało prawdopodobny. Z relacji 
Kadłubka wynika, że król miał również za złe swoim rycerzom, że masowo stosują 
surowe i niesprawiedliwe represje wobec ludu. Mimochodem autor przedstawia tu 
B

olesława jako obrońcę ludu w obliczu prześladowań  przez  panów  pisząc,   że  król   

zarzucał im, iż „nie mszczą na ludzie swoich krzywd, lecz w osobie   króla na królewski 
nastają majestat.   Albowiem, czymże król będzie pozbawiony ludu?" Ostatnie zdanie 
jest do prawdy zdumiewające pod piórem kronikarza, który wielokrotnie na kartach 
swojego dzieła daje wyraz pogardzie dla ludzi niższego stanu. Czyżby miało ono za cel, 
jak przypuszczał już Joachim Lelewel, obniżenie majestatu Bolesława w oczach 
rycerstwa 

i możnowładztwa  i   przeciwstawienie  króla,   jako   stojącego po stronie 

ludu, wyższym warstwom społecznym? Dwajppwody -- według kronikarza — 
kierowały_J3zczp-drym, kiedy wystąpił on przeciw rycerzom i dostojnikom: odstąpienie 
ich od króla w toku wyprawy ruskiej i samowolne wracanie do kraju oraz ochrona ludu 
przed zemstą panów, przy czym w tej obronie ludu upatrywał on podstawy swojego 
panowania. Ubocznie tylko dochodzi do głosu trzeci powód: niechęć Bolesława do 
żonatych rycerzy,   których  „więcej  obchodzi  sprawa nie- 

 
 
148 
wiast niż względem władcy uległość", ale jest on tylko pochodną faktu dezercji. 

background image

Po takim ustawieniu   całości   sprawy pisarz miał już jasno sprecyzowany konflikt 
społeczno-moralny. Z jednej strony znajdował się król — obrońca ludu, który, 
korzystając z sytuacji, targnął się na czyny niesłychane, usiłując zburzyć odwieczny 
naturalny porządek rzeczy, ład moralny i społeczny oraz prawa Kościoła. Po drugiej 
stronie barykady stanęli rycerze i możni, strażnicy tego ładu moralno-społecznego, 
którzy surowo, ale sprawiedliwie ukarali buntowników i gwałcicieli ich żon oraz 
niewierne małżonki.   Okrutny   władca   wszczyna walkę z możnymi - dostojnikami, 
żądając głów, ale nawet na tym nie poprzestaje uzurpując sobie prawo wtar- ' gnięcia w 
ich sprawy rodzinne i w niesłusznym przeko-. naniu, że owe grzeszne żony nie zostały 
należycie ukarane przez mężów, „z tak wielką prześladował potwornością, że nie 
wzdragał się od przystawiania do ich piersi szczeniąt po odtrąceniu niemowląt, nad 
którymi nawet wróg by się ulitował". 
Na   temat  źródeł motywu  ze  szczeniętami  historycy wypowiadali się różnie. 
Większość uważa go za wymysł kronikarza lub za wytwór legendy o świętym 
Stanisławie. Inni (Pierre David, Karol Górski) widzieli w nim wpływ pewnych wyobrażeń 
z rzeźb romańskich, przedstawiających wtrącone do piekła nieczyste kobiety, karmiące 
piersią szczenięta i ropuchy. Z kolei Marian Ple-zia wysunął przypuszczenie, że mamy 
tu do czynienia z autentyczną tradycją, przekazaną przez krakowskie środowisko 
kościelne, i że Bolesław rzeczywiście zastosował starosłowiańskie okrutne prawo 
zwyczajowe wobec cudzołożnych żon, które tylko z trudem łagodziła religia 
chrześcijańska, ale potem wycofał się z tego pomysłu. Bez względu na to, jak będziemy 
tłumaczyć genezę tego wątku w Kronice Wincentego, najważniejszy 
149 
jest powód posłużenia się nim w tym miejscu przez autora. 
Nie omylimy się zapewne przyjmując, że pisarzowi chodziło w tym momencie o 
doprowadzenie do kulminacji napięcia emocjonalnego u przyszłego czytelnika. 
Okrucieństwo króla przekracza wszelkie granice, zwłaszcza że chodzi o 
„sprawiedliwych" — matki i niewinne dzieci (niemowlęta). Straszliwe kary mają też 
posmak ohydy, nie pozwalającej od tej chwili odczuwać sympatii i miłosierdzia w 
stosunku do okrut

nika. W tak literacko przygotowaną sytuację musi wkroczyć ktoś 

„sprawiedliwy" i stanąć w obronie elementarnych praw, moralności i obyczajów. Tym 
interwentem jest biskup krakowski, który z racji swego urzędu i godności czuje się 
moralnie upoważniony i zobowiązany do napomnienia króla i powstrzymania go od 
nieludzkich prześladowań. I z tą chwilą — według kronikarza' — rozpoczyna się 
właściwy dramat. 
„Gdy. prześwięty biskup krakowian Stanisław nie mógł •odwieść go od tego 
okrucieństwa, najpierw grozi mu zagładą królestwa, wreszcie wyciągnął ku niemu miecz 
klątwy". W tym zdaniu Wincenty zamknął w ogromnym skrócie całość sporu i 
związanych z nim wydarzeń, bo reszta będzie już tylko konsekwencją kroku Stanisława 
i finałem. Mimo woli narzuca się porównanie z odnośnym tekstem Galia: podobna 
ogólnikowość i niejasność, chęć odgrodzenia się od konkretu, chociaż Kadłubek pisał w 
warunkach politycznych całkowicie odmiennych. Z cytowanego zdania zdaje się 
wynikać, że w mniemaniu biskupa jedynym przewinieniem króla było jego nadmierne 
okrucieństwo okazane w stosunku do cudzołożnych żon rycerzy i ich samych. Stanisław 
wobec tego w pierwszym etapie swojej interwencji sta-

Ta się perswazją wpłynąć na 

Bolesława, aby zaprze- 

background image

 
150 
stał prześladowań. Gdy tym sposobem nie osiąga efektu „grozi mu zagładą królestwa". 
Do tak sformułowanej groźby niezbędny jest komentarz, ponieważ kronikarz nagle w 
tym miejscu przenosi cały przedmiot sporu ze sfery moralnej na płaszczyznę polityczną. 
„Zagłady królestwa" nie można oczywiście rozumieć jako groźby zagłady państwa, bo 
między zbyt surowym karaniem części poddanych przez władcę a upadkiem państwa 
nie zachodzi bezpośredni stosunek wzajemnej zależności. Groźba dotyczyła zatem, 
wyłącznie osoby Bolesława i to jego przestrzegał biskup, że jeżeli nie zmieni swojego 
postępowania, to utraci korc-nę i tron. Jeżeli działania Szczodrego były tego rodzaju, Te 
Stanisław uznał za konieczne sięgnąć po argument — groźbę o charakterze dla króla 
ostatecznym, to jasne jest, iż zarzuty nie mogły ograniczać się tylko do oskarżenia o 
zbyt okrutne karanie niewiernych żon rycerzy i ich samych, ponieważ były to sprawy 
niewspółmierne i nikt pozostający przy zdrowych zmysłach nie groziłby władcy 
zrzuceniem z tronu z powodu konfliktu o takiej skali. Wydaje się przeto, że tę w istocie 
rzeczy czysto polityczną groźbę powiązać trzeba~2rtreś=^ cią poprzednio omówionego 
fragmentu relacji, w której kronikarz pisał o wybuchu ostrego sporu między królem i 
rycerstwem, czy też raczej możnowładztwem („dostojnicy"), wywołanego samowolnym  
opuszczeniem Bolesława przez część uczestników w toku wyprawy kijowskiej i 
następnie surowego ich karania. Chwytamy tutaj na gorąco jakiś niejasny i nie znany w 
szczegółach sgór polityczny w obozie rządzącym, powodujący, iż król represjonuje 
nieposłusznych możnych, którzy „na królewski nastają majestat", domagając się „głów 
dostojników, a tych, których otwarcie dosięgnąć nie może, dosięga podstępnie". 
Represje doprowadzają z kolei do uformowania się opozycyjnej w stosunku do króla 
gru- 
151 
py możno władcze j, która staje się tak silna, jje—biskup-krakowski może  posłużyć się 
nią jako realną groźbą w swoim karceniu Bolesława. „Zaprzestań represji, bo w 
przeciwnym razie wybuchnie otwarty bunt, który pozbawi cię tronu" — oto rzeczywisty  
sens   rzuconej groźby o „zagładzie królestwa". Pozbawione realizmu byłoby 
rozważanie, czy Stanisław był tylko świadomy osłabienia pozycji króla i siły opozycji, 
czy też w taki czy inny sposób był z nią związany, ponieważ źródła nie pozwalają 
oświetlić tej sprawy. Prawdopodobne jest jednak, że centrum konfliktu znajdowało się w 
ziemi krakowskiej, czyli na obszarze diecezji biskupa Stanisława, a więc tam, gdzie jego 
wpływy były największe. 
Powyższe rozważania nie miały na celu określenia stopnia wiarygodności 
poszczególnych informacji zawartych w przekazie Wincentego, ponieważ brak do tego 
odpowiednich kryteriów rzeczowych. Można by wprawdzie sugerować, że u schyłku XII 
wieku w tradycji rodowej wielkich rodzin możnowładczych z terenu ziemi krakowskiej 
egzystowały jeszcze szczątki pamięci o prześladowaniu  ich protoplastów   (połączonym  
być  może z konfiskatą majątków, co szczególnie silnie mogło się zapisać w pamięci 
potomnych) przez Szczodrego, ale będą to tylko nie dające się skontrolować domysły. 
Problemem podstawowym w ocenie 

wartości źródłowej relacji Kadłubka i jej 

przydatności dla rozwikłania tajemnicy konfliktu jest sprawa stosunku tego pisarza do 
odpowiedniego fragmentu tekstu jego praźródła, czyli określenia, w jaki sposób 
Wincenty odczytał i pojął zapis Gallowy. 

background image

Jak już wspomniałem, Kadłubek bardzo dokładnie analizował przekaz Galia o konflikcie. 
Wyczytał z niego w pierwszym rzędzie, iż spór miał podłoże moralno--prawne („grzech" 
króla i „grzech" biskupa, przy czym 
 


152 
153 
ten ostatni odrzucił jako niewiarygodny). Ale obok tego Gali   podpowiedział   mu, że 
skazanie   Stanisława   na śmierć królowi tylko   „bardzo zaszkodziło",   zrozumiał 
przeto, iż na wygnanie Bolesława złożyć musiały się jeszcze inne powody. Od tego 
stwierdzenia był już tylko krok do logicznego wniosku, że jedyną materialną siłą zdolną 
pozbawić Bolesława tronu byli potężni możno-władcy, którzy za jego czasów 
decydowałi_jyż_qjQbga-dzie książęcego stolca krakowskiego. Niezależnie więc od 
konfliktu moralnego, w który  uwikłał się biskup z królem, istniał już wcześniej w 
państwie poważny konflikt, który podzielił elitę polityczną kraju na dwa wrogie 
ugrupowania: króla i jego stronników (będzie o nich Kadłubek pisał w dalszej części 
swojej relacji) oraz opozycję możnowładczą. Oba te podstawowe wątki zacze rpnięte z 
Kroniki Galia Wincenty przeniósł na karty swojego dzieła, dając im rozwiniętą postać 
według własnego rozumienia rzeczy i zgodnie z własnym światopoglądem. 
Tak poważny stosunek Wincentego do przekazu Galia może nawet nieco dziwić jeśli 
zważymy, że pierwszy nasz kronikarz przypisał Stanisławowi „grzech" i dwukrotnie 
nazwał go wprost traditor („buntownik" względnie „zdrajca"), co w każdym przekładzie 
ma wyłącznie pejoratywne znaczenie. Jeżeli pobożny biskup krakowski nie odrzucił 
całkowicie wersji Anonima, to przypisać to można, zdaje się, dwom opiniom tego 
autora, które popierał w całej rozciągłości. Pierwsza wyrażała myśl, że „pomazaniec"-
król nie powinien był wobec „po-mazańca"-biskupa stosować represji cielesnej bez 
względu na charakter i rozmiar popełnionego przez niego „grzechu". Druga określała 
postępek króla jako „haniebną zemstę", co pozwoliło Kadłubkowi utwierdzić się w 
przekonaniu, że Gallowe przedstawienie biskupa jako grzesznika polega na 
niesprawiedliwym i nieprawdzi- 
wym oskarżeniu rzuconym na niego przez wrogiego władcę, a przeto wina i „grzech" 
odnosić mogą się wyłącznie do Bolesława. Oczyszczony w ten sposób z oszczerstw 
Stanisław, ofiara zbrodniczego okrucieństwa, a w rzeczywistości stróż prawa, 
sprawiedliwości i moralności, mógł być teraz przedstawiony jako męczennik. 
I istotnie już w pierwszym zdaniu, w którym pisarz wprowadza Stanisława na widownię, 
pojawia się określenie: „prześwięty biskup krakowian", powtórzone w dalszej relacji w 
różnym kontekście wielokrotnie i konsekwentnie. Obok tego występują nowe określniki: 
„niewinny biskup", „męczennik", „miejsce męczeństwa", „cząstki świętego ciała" „święty 
Stanisław" i wreszcie ,,cud boski przy cielesnych szczątkach biskupa. Z drugiej strony 
król to nie tylko „okrutnik", ale przede wszystkim „Zbrodniarz" i „świętokradca". 
W żadnym z wcześniejszych źródeł Stanisław nie był nazwany „świętym" ani też 
„męczennikiem", a Bolesław „zbrodniarzem" i „świętokradcą". Mistrz Wincenty był 
pierwszym, który użył takich określeń, wyprzedzając rzeczywistą  kanonizację o około 
pół wieku i stając się tym samym pierwszym literackim twórcą kultu Stanisława. Jego 
wersja stała~slę następnie archetypem dla całej tradycji hagiograficznej o biskupie 

background image

krakowskimi w następnych wiekach z tym, że przymiotnik' „święty"1 zyskał podstawy 
prawne już w momencie zakończenia! procesu kanonizacyjnego. W przedstawieniu 
Kadłubka pojawiły się niemal wszystkie niezbędne atrybuty świętości: wystąpienie w 
obronie słusznej sprawy, męczeńska śmierć i cudy dziejące się przy ciele męczennika. 
W ten sposób droga do kanonizacji biskupa stanęła otworem, l , a zrealizowanie tego 
niewątpliwie wielkiego pragnienia Wincentego było już tylko kwestią czasu oraz energii 
r: i 
154 
i inicjatywy duchowieństwa krakowskiego. Na pytanie zaś, czy kronikarz b ył również w 
ogóle prekursorem kultu Stanisława, jak przyjmuje część badaczy, postaram się 
odpowiedzieć dalej. 
Powracając do analizowanego tekstu Kroniki, w którym autor przedstawia środki, jakie 
biskup zastosował kolejno wobec króla, dochodzimy wreszcie, po nieskuteczności 
napomnień i groźby utraty tronu, do ostatecznego argumentu,  jakim  dysponował:  
„wyciągnął ku niemu miecz klątwy". Późniejsza tradycja, a za nią liczni historycy, 
zgodnie uznała, że Stanisław rzeczywiście obłożył  Bolesława klątwą.   W  istocie  
rzeczy  pogląd   taki uznać jednak trzeba za dowolną i nazbyt rozszerzoną interpretację   
przekazu  Wincentego.  Sądzę, że   gdyby kronikarz   miał choćby mało   wiarygodną   
informację z tradycji ustnej o klątwie, to zawierzyłby jej i umieścił w swojej relacji, gdyż 
każdy czytelnik jego dzieła miał prawo zapytać, dlaczego święty biskup nie skorzystał z 
zastosowania wobec grzesznika kary kościelnej. Najwidoczniej   Mistrz   Wincenty   nie   
miał absolutnie    żadnych    podstawTzeczo-wych,  aby napisać  o  obłożeniu  
Szczodrego    klątwą,   a  nie  chcąc  zniekształcać  prawdy i posługiwać się 
kłamstwem, poprzestał na przypisaniu Stanisławowi jedynie działania za pomocą 
groźby czy zapowiedzi klątwy, co mieściło się w granicach prawdopodobieństwa, a 
równocześnie nie deformowało rzeczywistości. Interesujące jest przy tym, że autora nie 
intrygowała okoliczność, iż tak wysoką karą kościelna groził królowi biskup krakowski, a 
nie jego zwierzchnik i głowa Kościoła polskiego — arcybiskup gnieźnieński, który z racji 
piastowanej funkcji był najbardziej pre-dystynowany do podjęcia takiego kroku wobec 
monarchy.    Można    stąd    wysnuć    wniosek,    że nawet    w     świetle     wyraźnie    
nieprzy- 
155 
jaznej Boles Ławowi tonacji opowieści Wincentego król nie znalazł się w kolizji z 
Kościołem czy z całą polską hierarchią kościelną, lecz wyłącznie w konfrontacji z 
pasterzem diecezji krakowskiej. Konstatacja ta nie jest bez znaczenia dla naświetlenia 
tła konfliktu. 
W odpowiedzi na groźbę kary kościelnej i dopiero wtedy^ według kronikarza — 
Bolesław „w dziksze popadł szaleństwo".  W  tym   momencie  narracja  doprowadza " 
napięcie do stanu kulminacji. Król, oburzony do głgbi zapowiedzią   biskupa,    
postanawia fizycznie   zniszczyć przeciwnika, przy czym w tekście można doczytać się 
dalszego   działania   w   stanie   wzburzenia   i    gniewu. Rozkazuje zatem  „okrutnym 
służalcom"  porwać Stanisława z kościoła w chwili, gdy ten w infule odprawia przy 
ołtarzu nabożeństwo. W tym miejscu nie dowiadujemy się, czy porwanie miało na celu 
wydanie biskupa od razu na śmierć, czy też chodziło tylko o uwięzienie i  zastosowanie  
bardziej  umiarkowanych  represji.  Ale ilekroć owi „służalcy próbują rzucić się na niego, 
tyle-

kroć skruszeni, tylekroć na ziemię powaleni łagodnieją".  Rozsierdzony  tym   

background image

Bolesław sam  porywa się  na Stanisława,  rozsiekując  jego  ciałojna kawałki.  I  tak oto 
jesteśmy w relacji Wincentego na progu zbrodni, dokonanej osobiście przez króla na 
osobie niewinnego biskupa. W tym miejscu musi rodzić się pytanie: skąd kronikarz mógł 
uzyskać informacje pozwalające na takie przedstawienie wypadków, względnie w jaki 
sposób i dlaczego doszedł do skonstruowania takiej wersji wydarzeń?  
Źródła pisane dostępne autorowi, a zwłaszcza Kronika Galia, nie dawały żadnych 
podstaw do powyższej interpretacji, a szczególnie do pomówienia Bolesława o 
dokonanie osobiście mordu Stanisława. Nie wydaje się też 
t l 




156 
prawdopodobne ani uzasadnione posądzenie kronikarza 
0 wymyślenie całej historii od początku do końca. Z drugiej strony kuszący jest domysł, 
że tak teatralnie udra-matyzowana scena: biskup w infule przy ołtarzu, siepacze  
porażeni leżą na posadzce i oszalały z gniewu król-świętokradca kawałkuje mieczem 
jego ciało, byłaby znakomitym prologiem do pasowania Sta nisława na męczennika i 
świętego oraz do uformowania zaczątków legendy, która zaspokajać mogła wszystkie 
upodobania 
1  gusty czytelników, ponieważ odpowiadała pobożności i obyczajowości epoki. Ale 
Kadłubek w zasadzie dość wiernie trzymał się w swoich opowieściach przekazu Galia 
Anonima i podstawowe fakty szczegółowe, chociaż w różny sposób 
przetransponowane, wielokrotnie powtarzał. Okoliczność ta zdaje się wskazywać, iż na 
treść jego relacji miała zapewne wpływ formująca się w ciągu XII wieku w krakowskim 
środowisku kapitulnym atmosfera, sprzyjająca kształtowaniu się pierwocin kultu biskupa 
i dla tego celu kreowane były, wraz z upływem lat, coraz bardziej odbiegające od 
rzeczywistości różne wątki opowieści o przebiegu wydarzeń z 1079 r. Nie sądzę przy 
tym, że lansowana w nich była jako jedyna wersja   o   bezpośrednim   zabójstwie   
Stanisława przez króla. Natomiast bardziej prawdopodobne wydaje się, że wśród 
różnych odmian tradycji i legendy ustnej, zapewne niejasnych i sprzecznych w 
szczegółach, pojawiła się też nuta o osobistej odpowiedzialności Bolesława za śmierć 
biskupa i że tę właśnie nutę wychwycił Wincenty, w najlepszej wierze nadając jej pełny i 
rozbudowany kształt dramatyczny. W ten sposób widziałbym genezę opowieści 
Kadłubka o zbrodni króla. 
Rzecz 

jasna w świetle przekazu Galia relacja Wincentego, chociaż stać się miała w 

przyszłości podstawą całej późniejszej hagiografii związanej z postacią Stanisława, nie 
ma wartości źródłowej i historyk musi ją eli- 
157 
minować z zestawu materiałów służących do rekonstrukcji zespołu faktów 
towarzyszących śmierci biskupa krakowskiego. 
Na tle tak skonstruowanego dramatu kronikarz, zgodnie z wymogami współczesnej mu 
mentalności i pobożności, sięgnął do wielkiej i wzniosłej retoryki, dając pełen symboli 
opis „cudownych dzieł", które miały się zdarzyć przy ciele „męczennika". 

background image

Pojawiły się więc cztery orły strzegące ciała przed krwiożerczymi sępami, cząstki zwłok 
jasno świeciły, a kiedy duchowni zbliżyli się, aby pozbierać i pochować rozrzucone 
członki, znaleźli ciało „nie uszkodzone, nawet bez śladu blizn". Ostatni motyw dał w 
późniejszej historiografii (Żywot większy św. Stanislawa pióra Wincentego z Kielc i 
Kronika wielkopolska) początek, zna-nemu proroctwu, że jak członki św. Stanisława 
zrosły się bez śladu, tak też i podzielone na dzielnice królestwo polskie zjednoczy się 
ponownie w jedną niepodzielną™-,. 
całość. 
Po tej erupcji podniosłej cudowności pisarz powraca do konkretów i podaje, że 
duchowni zabrali ciało biskupa, namaścili je wonnościami i pochowali „w bazylice 
mniejszej Świętego Michała". Informacja o namaszczeniu wonnościami nie bardzo 
godzi się z sytuacją i okolicznościami, ale odpowiada normalnym czynnościom 
związanym z pochówkiem dostojników kościelnych w czasach współczesnych 
pisarzowi. 
Jeśli chodzi z kolei o miejsce pogrzebania zwłok, to od czasu badań Tadeusza 
Wojciechowskiego przeważa opinia, że Stanisław został pochowany w kościele Sw. Mi- 
________^_   ST "~i------"~         ___U_________________i_   ..  __         i------------------
-----rai 
chała na Wawelu. Późniejsza tradycja lokalna, zapisana w XIII wieku przez Wincentego 
z Kielc i przekazana przez Katalogi biskupów krakowskich podawała, że był to kościół 
Sw. Michała na Skałce (in Rupella) pod Krakowem i sądzę, że można jej zawierzyć. Je- 
 
158 
159 
żeli    tak    było    w    istocie,    to    Wincenty    podając jako    miejsce spoczynku 
Stanisława „bazylikę mniejszą    Sw.    Michała",    czyli   kościół   na wzgórzu   
wawelskim,  miał  zdaje   się  na myśli stan, jaki powstał w latach 1088—1089^ po 
przeniesieniu zwłok biskupa ze Skałki na Wawel. Wprawdzie trzynastowieczne 
przekazy (Żywot mniejszy, Żywot większy, Katalogi biskupów krakowskich) mówią 
wyraźnie o translacji do katedry Sw. Wacława na Wawelu, ale Danuta B orawska 
wykazała, że romańska katedra, tzw. katedra Władysława Hermana, była w 1088 r. 
jeszcze bardzo daleka od ukończenia i wyświęcono ją dopiero około 1150 r., przeto 
złożenie w niej szczątków Stanisława w 1088/1089 r. wydaje się wątpliwe. Pisząc w 
następnym zdaniu o translacji ciała biskupa z „bazyliki mniejszej" Sw. Michała, tzn. z 
kościoła wawelskiego, który dotychczas zastępczo spełniał funkcje katedry, autor myślał 
zapewne o kolejnej, drugiei jjuż- translacji, tym razem do właściwej katedry Sw.   
Wacława i fakt ten możemy datować na czas bezpośrednio po konsekracji tej budowli, a 
więc na początek drugiej połowy XII wieku. Mogłoby się wydawać, że Wincenty 
zakończy na tym swój opis konfliktu króla z biskupem. Istotnie w następnym fragmencie 
tekstu mamy dość wiernie za Kroniką Galia powtórzoną historię o ucieczce Bolesława 
na Węgry, o uprzejmości króla Władysława i bucie wygnańca. Niespodziewanie jednak, 
po przekazaniu tych informacji, kronikarz powraca ponownie do niedawnego dramatu, 
dopisując jak gdyby jego dalszy ciąg w postaci kolejnej rozgrywki króla z nie żyjącym 
już Stanisła-wem, która według autora zmierzała do pośmiertnego pohańbienia go i 
odebrania mu dobrej sławy. Oto „spryciarz" 'Bolesław „tak dalece zrzucił z siebie [na 

background image

Węgrzech] podejrzenie świętokradztwa, że niektórzy nie tylko nie uważali go za 
świętokradcę, lecz [wi- 
dzieli w nim]    najczcigodniejszego   mściciela   świętokradztw".  KróL_bpwiem zrzucić  
miał wszystkie  winy na „świętego biskupa"T~wydanie wolnych niewiast nie-wolnym na 
rozpustę, pohańbienie związków   małżeńskich, bunt niewolnych przeciw panom, 
zgładzeni? wielu rycerzy i dostojników oraz spiskowanie przeciw panującemu — 
wszystko to było wynikiem działania Stanisława, w którym był „początek zdrady, korzeń 
wszelkiego zła". Ciekawe, że w tej rzekomej mowie oskarży-cielskiej Bolesława pojawia 
się motyw Gallowej „zdrady" oraz jakiejś rozgrywki króla z możnymi, którzy 
„spiskowaniem królowi gotowali zagładę", a więc wątku walki politycznej, widocznej już 
w początkowej części opisu konfliktu.  Kiedy  dodamy do tego wyrażenie kronikarza   
użyte   w miejscu referowania   o   ucieczce Szczodrego z kraju, że król, „niemniej przez 
ojczyznę, jak  i przez  senatorów   [w  języku Wincentego  są  to możni i dostojnicy — 
T.G.] znienawidzony, uchodzi na Węgry", to można przyjąć, że chociaż autora 
interesowały przede wszystkim moralne aspekty dramatu, nie umiał się przecież 
wyzwolić od konieczności ciągłego wspominania o politycznym konflikcie Bolesława z 
możnowładztwem. Trudno -byłoby widzieć w tym wpływ przekazu Galia, gdyż na  ten 
temat nie ma w nim żadnych informacji, ani nawet aluzji. Wygląda więc na to, że   Mistrz 
Wincenty   dysponował  lokalną,   krakowską tradycją, zapewne    proweniencji    
rodowo-

możnowład-czej, w której przetrwały jakieś wątki opowieści o spisku części 

możnych przeciw królowi, o Jbtfac_h_i_repre-sjach zastosowanych przez Bolesława i 
wreszcie o otwartym buncie zmierzającym   do „zagłady" króla. Po  serii oskarżeń,  
które  dotyczyły   spraw  moralnych i politycznych, pojmowanych w aspekcie publicznym 
i w 

wymiarach państwowych, Bolesław — według Wincentego — przeszedł do 

wysunięcia przeciw biskupo- 
160 
161 
wi zarzutów moralnych i obyczajowych, ale tym razem natury ściśle osobistej. Kronikarz 
jednak był świadomy, że mimo takiego charakteru oskarżenia, odnoszące się do 
wysokiego dostojnika kościelnego, stawały się sprawą publiczną o poważnym 
znaczeniu. W otoczeniu węgierskim Szczodry miał przedstawić biskupa jako „opoja", 
„piekarza, nie pasterza", który był „ciemięzcą od ciemiężenia, nie arcykapłanem, ale 
zbie

raczem bogactw, nie biskupem, ale szpiegiem, nie stróżem, i, na co ze wstydu 

rumienić się trzeba, że z badacza spraw świętych stał się badaczem lędźwi. I dlatego 
popuszczał cugli lubieżności innych, ponieważ gdzie są wspólnicy tej samej zbrodni, 
brak oskar

życiela". Kronikarz dodał do tej sfingowanej mowy oskarży cielskie j 

Bolesława, pełnej retorycznych efektów, komentarz, który jest jednocześnie informacją 
szczegółową: „Chociaż te kłamstwa w pojęciu ludzi nieświadomych przyniosły 
męczennikowi pewną ujmę, jednak nie mogły pozbawić go powagi świętości". 
Nie ulega wątpliwości, że włożenie powyższych zdań w usta Szczodrego Jbyło 
literackim zabiegiem Wincentego. Niektóre rzekome zarzuty króla, jak np. popieranie 
rozpusty, stanowią odwrócenie poprzedniej sytuacji, kiedy to Stanisław miał oskarżać 
Bolesława o to samo. Pomówienia dotyczące skłonności biskupa do pijaństwa 
wyglądają na literacki schemat i pustą retorykę. Czy wobec tego uznać należy, że 
opowieść o próbie przerzucenia przez wygnańca całej winy na Stanisława jest czystym 
wymysłem pisarza, który mógł domniemywać, że Szczodry chciał się wobec 

background image

węgierskich przyjaciół oczyścić z zarzutu, iż zamordował księcia Kościoła, i dlatego 
pomówił go o zniesławienie zmarłego? Niestety, brak dowodów na to, że Wincenty 
dys

ponował dla tej sprawy informacjami z tradycji ustnej. Można tylko w formie domysłu 

wysunąć tezę, że niektóre elementy 
„mowy" Bolesława do Węgrów noszą znamiona faktycznych oskarżeń wysuwanych 
przez króla przeciw biskupowi, ale nie po jego zgonie, lecz jes zcze w ogniu konfliktu, i 
że wieść o nich zachowała się w jakiejś postaci w pamięci następnych pokoleń. Do tych 
rzeczywistych zarzutów zaliczyłby „szpiegowanie" i „zdradę" (chociaż ten ostatni mógł 
być przejęty z Kroniki Galia) oraz „ciemiężenie" i nadmierną skłonność do „zbierania 
bogactw". Oba te zarzuty łączą się z sobą rzeczowo, ponieważ „ciemiężenie" mogło 
oznaczać stosowanie nadmiernego wyzysku wobec ludności chłopskiej, żyjącej w 
dobrach biskupstwa krakowskiego, a jego efektem było „zbieranie bogactw". Mógł też 
biskup w nazbyt gorliwy i natrętny sposób zabiegać u króla o powiększenie dóbr i 
dochodów z biskupstwa. A przypomnieć trzeba, że diecezja krakowska była największą 
i najbogatszą polską prowincją kościelną, a jej pasterz pod względem zaopatrzenia i 
dochodów nie miał sobie równych wśród ówczesnych biskupów z metropolitą 
gnieźnieńskim włącznie. W świetle tak sformułowanych domysłów prawdopodobieństwa 
nabierają słowa kronikarza, że oskarżenia wysunięte przez króla przeciw Stanisławowi 
przyniosły mu „pewną ujmę" — oczywiście nie pośród Węgrów, tylko w polskiej opinii 
publiaznej, i zakwalifikowanie ich przez pisarza jako „kłamstw", w które uwierzyli tylko 
„ludzie nieświadomi", nie zmienia samego faktu. 
Na tym kończymy analizę przekazu Wincentego. Zbierzmy raz jeszcze pokrótce wnioski 
z niej wypływające. Najważniejszy   wydaje   się wniosek   ogólny   sprowadzający się 
do tego, że dla odtworzenia genezy i przebiegu konfliktu na linii król — biskup relacji 
Kadłubka - wolno odrzucać a limine i w całości pod pozorem, z pisarz nie przyjął do 
wiadomości wersji Galia na ten emat, a eliminując ją skonstruował własną, całkowicie 
6 -

Bolesław Śmiały 

Ii 
162 
163 
odmienną i pozbawioną źródłowych podstaw jej muta -Lję. Sądzę, że porównanie 
tekstów w obu kronikach pozwoliło wykazać, że Wincenty dokładnie wczytał się w opis 
Anonima i --

traktował go poważnie, ponieważ stanowił on jego jedyne źródło pisane, 

umożliwiające rozpoznanie tajemniczej sprawy konfliktu. Kronikarz wy rozumował na 
jego podstawie, że dramat powstał w wyniku konfrontacji postaw moralnych, w których 
racje były po stronie biskupa, a wina po stronie króla. W konsekwencji przypisał 
Bolesławowi „grzech" nadmiernego okrucieństwa, jako zresztą niemal jedyne 
przewinienie przed popełnieniem zbrodni. O wiele bogatszy jest zestaw zarzutów, które 
w jego relacji, wymienione jak gdyby wbrew intencji pisarza i przeciw jego koncepcji, 
skierowane zostały przeciw Stanisławowi. 
Obok głównego wywodu, który przedstawić miał zderzenie się racji moralnych, w jego 
opowieści raz po raz dochodzi do głosu wątek walki politycznej toczonej mię-dy królem i 
częścią możnych-dostojników, na tle której pojawia się motyw szpiegowania i zdrady ze 
strony biskupa, czyli jego działania politycznego przeciw Bolesławowi. Królewskie 
represje przec

iw opozycjonistom stały się przedmiotem ostrej interwencji Stanisława, 

który, znowu chyba wbrew intencjom autora, sam swoją postawą zajmuje miejsce po 

background image

możnowładczej stronie barykady, wrogiej wobec monarchy. Te wątki, nie zaczerpnięte z 
Kroniki Galia, powtórzone kilkakrotnie w różnych miejscach tekstu Wincentego, skłonny 
jestem uznać za odbicie rzeczywistych wydarzeń, o których mogła przetrwać pamięć w 
tradycji wielkich rodzin możnowładczych, zapewne dotkliwie represjonowanych przez 
króla fizycznie i majątkowo. 
Natomiast okoliczność, iż kronikarz nie uwzględnił relacji Anonima w kwestii formy kary 
zastosowanej wobec 
biskupa przez króla i przypisał mu własnoręczne morderstwo, wydaje się być wynikiem 
wykorzystania pewnych opinii rozwijających się w kręgach kapituły krakowskiej, jawnie 
wrogich Bolesławowi i inicjujących różne przejawy kultu Stanisława. Ta część opowieści 
Wincentego powinna być naszym zdaniem odrzucona __na korzyść przekazu Galia, 
który znajdując się jeszcze pod kontrolą licznych żyjących świadków wydarzeń sprzed 
ćwierćwiecza, nie mógł sobie pozwolić, nawet gdyby chciał, na zbyt dalekie odejście od 
prawdziwego przedstawienia tragicznego epilogu sporu i okoliczności, jakie złożyły się 
na jego powstanie. Tak więc do „sprawy świętego Stanisława" muszą być wykorzystane 
dwa główne źródła pisane: Kronika Anonima Galia i Kronika Mistrza Wincentego.165  
Rozdział VI 
Próba rekonstrukcji genezy i przebiegu, konfliktu 
A. Hipoteza na temat tlą dramatu i rozwój wypadków 
Wyniki przeprowadzonej w rozdziale poprzedni

m analizy przekazów źródłowych do 

dziejów konfliktu Bolesława Szczodrego z biskupem Stanisławem pozwalają tylko w 
bardzo ogólnym i ograniczonym zarysie pojąć istotę i przebieg sporu, zakończonego 
dramatem osobistym obu jego bohaterów. Włączenie ich w szers zy kontekst historii 
ostatnich lat panowania Bolesława II powinno umożliwić nasycenie tematu pewną 
ilością nowych szczegółów, istotnych dla pełniejszego rozpoznania sprawy. Musimy 
przy tym pamiętać, że jak w wielu innych wypadkach, tak i w tym nieliczne i małomówne 
źródła uniemożliwiają odtworzenie przebiegu wydarzeń w całym ich bogactwie 
faktograficznym, a tym bardziej rekonstrukcji klimatu i atmosfery, w której rodził się i 
narastał wielki konflikt. Historyk, stykając się z taką sytuacją badawczą, staje trochę 
bezradny, nie mogąc przebić ani jasno oświetlić roztaczających się przed nim mroków 
dziejowych. Ale bezradność ta nie jest całkowita i nie może ona prowadzić do 
sceptycyzmu poznawczego, który wytrącałby pióro z obezwładnionej nim ręki. W 
dowodzie his

torycznym, gdy zabraknie danych pozwalających osiągnąć końcowy wynik 

badawczy równający się rozwiązaniu podjętego problemu, w miejsce pełnego rezultatu 
naukowego historyk może wprowadzić hipotezy, czyli konstrukcje myślowe, które 
stanowią częściową odpowiedź, względnie próbę odpowiedzi 
na wysunięte pytania. W hipotezie naukowej wymagana jest dyscyplina postępowania 
badawczego, sprowadzająca się — najogólniej rzecz biorąc — do poprawności 
logicznej prowadzonego rozumowania, zgromadzenia maksymalnej ilości argumentów 
źródłowych i pozaźródło-wych, potwierdzających mniej lub bardziej pośrednio 
wysuwaną tezę i tworzących zadowalającą pod względem poznawczym odpowiedź na 
pytania dotyczące ustalenia faktów historycznych i ich objaśnienia. Należy również 
rozważyć i eliminować wszystkie możliwe kontrargumenty, działające przeciw 
prowadzonemu dowodowi. W wypadku, gdy brak jest warunków do skonstruowania 
hipotezy naukowej, badaczowi wolno operować przypuszczeniami i domysłami, 
stanowiącymi tymczasową i słabiej niż w przypadku hipotezy uzasadnioną próbę 

background image

wyjaśnienia badanego problemu. Wszelako wówczas jest on zobowiązany jasno 
określić charakter zdań, którymi się posługuje, i ocenić stopień wiarygodności i 
prawdopodobieństwa wypowiadanych opinii. 
Niech powyższe uwagi, z wyjątkową wprost o-strością odnoszące się do naszego 
tematu, będą usprawiedliwieniem faktu, że autor nie tylko nie będzie w stanie udzielić 
wyczerpującej odpowiedzi na wszystkie pytania, które w tej tajemniczej historii mogą 
dręczyć czytelnika, ale również nie przedstawi zwartego i ciągłego dowodu 
historycznego, rozwiązującego cały problem. W moim głębokim przekonaniu, jeżeli nie 
zajdą jakieś szczególne okoliczności, na przykład odkrycie nowych źródeł, co jest raczej 
mało prawdopodobne, „sprawa świętego Stanisława" skazana jest na pozostawanie w 
kręgu hipotez, przypuszczeń i domysłów. Dlatego też uwagi poniższe będą również 
należały do tych kategorii wypowiedzi historyka, które nie roszczą sobie pretensji do 
ostatecznego wyrokowania w kwestii nie pozwalającej się rozstrzygnąć jednoznacznie i 
całkowicie. W obie- 
166 
gu naukowym, kiedy badany problem jest nierozwiązal-ny, funkcję zastępczą zamiast 
pełnego wyniku przejmuje ta z hipotez, która najlepiej spełnia wymienione wyżej 
warunki, eliminując z niego inne, gorzej umotywowane tezy i opinie, dla których 
pozostaje miejsce w dziejach historiografii. 
Przystępując do przedstawienia własnego poglądu na temat konfliktu Bolesława II z 
biskupem Stanisła-wem pragnę na wstępie odciąć się od dwóch poglądów, dotychczas 
funkc

jonujących w naszej nauce, chociaż z bardzo różnym stopniem ich uznania i 

powszechności. Przede wszystkim nie zamierzam rozważać kwestii rzekomej choroby 
psychicznej króla, egzystującej w historiografii od dziesięcioleci, a współcześnie 
podtrzymywanej między innymi w pracach Witolda Sawickie-go. Wszystkie cechy 
charakterologiczne Bolesława II, tak obficie wymienione przez Galia i uzupełnione przez 
Mistrza Wincentego, wydobyte w toku analizy tekstów, przesądzają, jak' się wydaje, o 
tym, że znajdował się on w granicach normy psychicznej, bez odchyleń w kierunku 
patologii umysłowej, chociaż niewątpliwie był człowiekiem wewnętrznie 
skomplikowanym i być może trudnym w kontaktach z otoczeniem. Przypisywany 
Szczodremu przez późniejsze źródła obłęd wynikał z mylnego odczytania pewnych 
wypowiedzi Kadłubka, a pojawiwszy się raz, podchwycony został i rozwinięty przez 
kolejnych pisarzy. Również postępowanie króla po zgonie Stanisława i w toku ucieczki 
na Węgry wykazuje pełnię świadomości: kierował się do jedynego zaufanego 
przyjaciela, Władysława, aby u niego szukać pomocy; zabrał też z sobą rodzinę, w tym 
syna 

— następcę tronu. Opisane przez Galia przejawy pychy okazanej wobec króla 

węgierskiego i jego otoczenia były znane i charakterystyczne dla osobowości Bolesława 
już dużo wcześ-nie| i nie mogą świadczyć o utracie zmysłów. Byłoby też 
167 
bardzo dziwne, gdyby biskup krakowski, mając do czynienia z psychicznie chorym 
monarchą, próbował działać perswazją, argumentem utraty korony i wreszcie groźbą 
rzucenia klątwy — jak to przedstawił Wincenty. Nie będę również rozpatrywał poglądu, 
któremu u schyłku XIX wieku początek dali Franciszek Stef-czyk i Maksymilian 
Gumplowicz, natomiast w postać pełnej hipotezy przyoblekł Tadeusz Wojciechowski. O-
piera się ona na odczytaniu Gallowych określeń Stanisława i jego działania: traditor i 
traditio jako „zdrajca" i „zdrada", co doprowadziło tego badacza do przekonania, że 

background image

biskup „był w zmowie" z Czechami i Niemcami przeciw królowi. Dodatkową przesłanką 
dla Wojcie-

chowskiego było odwrócenie polskich przymierzy w okresie rządów 

Władysława Hermana w stosunku do tych, jakie nawiązał Bolesław II. Wymienieni 
badacze całkowicie odrzucali przekaz Wincentego, a równocześnie dla podbudowy 
swojej tezy wykorzystali inne źródła, które późniejsza krytyka naukowa odrzuciła jako 
nie odnoszące się do Polski i samego konfliktu. Niestety, nie mam 'możliwości 
przeprowadzenia na tym miejscu wyczerpującej dyskusji z hipotezą Tadeusza 
Wojciechowskiego, ale ogólnie można stwierdzić, że we współczesnej nauce nie cieszy 
się ona już tak powszechnym jak dawniej uznaniem jako : zbyt skrajna i oparta na mało 
przekonującej analizie źródłowej, a także wykazująca przerosty myślenia dedukcyjnego 
i intuicyjnego. W nawiązaniu do dawniejszych badań Joachima Lelewela, Adama 
Miodońskiego i Stanisława Smółki wykazałem wyżej, że traditor w języku Anonima 
rzadko oznacza „zdrajcę" w sensie, jaki przyjął Wojciechowski, najczęściej zaś pisarz 
określał w ten sposób „buntownika". Jeśli więc nie ma dodatkowych ważnych 
przesłanek, które uzasadniałyby w pełni przyjęcie pierwszego znaczenia tego terminu, 
to należy zastosować 
 
 
163 
 
drugie jako bardziej potoczne. A sądzę, że takich przesłanek w źródłach nie można się 
doszukać, nie pozostaje zatem nic innego jak uznać, iż spór między królem i biskupem 
rozgrywał się wyłącznie na arenie "wewnętrznej, bez udziału w nim czynników obcych. 
Biskup Stanisław, którego wcześniejszych dziejów i kariery nie znamy, objął diecezję 
krakowską w 1071 r. po zgonie poprzednika na tym stanowisku Suły-Lam-faerta. 
Dopie

ro późna tradycja pisana związała Stanisława z możnowładczym rodem Turzynów 

oraz wsią Szczepanowem, ale wersji tej nie można skontrolować. Jedno wszelako jest 
pewne, że swoją godność biskupa krakowskiego otrzymał z wyboru i decyzji księcia 
Bolesława II, który — podobnie jak jego poprzednicy na tronie polskim od czasów 
zjazdu gnieźnieńskiego w roku tysięcznym — dysponowali prawem inwestytury 
świeckiej w stosunku do Kościoła. Przyjąć tedy trzeba, że książę na pasterza 
najważniejszej diecezji w państwie, do tego mającej stolicę w Krakowie, gdzie była 
główna siedziba dworu i najwyższych organów zarządzania królestwem, wybrał 
najlepszego kandydata, którego wierności i posłuszeństwa był całkowicie pewny. 
Przynależąc najpewniej do krakowskiego kleru kapitulnego, blisko powiązanego z 
dworem książęcym, był zapewne Stanisław dobrze znany księciu, a może nawet 
korzystano z jego usług w celach kancelaryjno-dy-plomatycznych. Wprawdzie jest to 
tylko domysł, ale o tyle prawdopodobny, że w otoczeniu panującego niewielu było  ludzi 
wykształconych i musiano sięgać do pomocy tamtejszego ośrodka kościelnego. jWolno 
przypuszczać, że Bolesław myśląc o odbudowie podstaw i reorganizacji sieci 
administracyjnej Kościoła, w biskupie krakowskim upatrywał swojego głównego 
współpracownika i realizatora tych doniosłych planów. Nie ma powodów wątpić, że 
zgodne współdziałanie biskupa z księ- 
 
 
169 

background image

ciem trwało przez pierwsze cztery lata jego rządów w diecezji i że Stanisław, wobec 
ewentualnego przedłużającego się wakansu na stolicy arcybiskupiej w Gnieźnie, był 
czołową postacią polskiego episkopatu, pełniąc zapewne zastępczo, podobnie jak' 
wcześniej Aron i Suła, funkcję rzeczywistej głowy Kościoła w Polsce. Kiedy wiosną 
1075 r. przybyli na ziemie polskie legaci papiescy, w ich pracach, obok księcia, musiał 
czynnie u-

czestniczyć biskup krakowski, którego diecezja, jako jedyna bez większych 

klęsk przetrwała zawieruchy z lat trzydziestych i funkcjonowała bez przerwy, już przez 
to samo zdobywając sobie wyjątkowe miejsce pośród innych stolic biskupich. Nie 
wiemy, czy legaci zwołali synod, na którym powzięto ważne dla przyszłości Kościoła w 
Polsce decyzje, czy też raczej, wobec poważnych braków w obsadzie biskupstw, 
postanowienia zapadły na dworze książęcym, w wąskim gronie złożonym z 
wysłanników papieskich, Bolesława i jego najbliższych doradców oraz biskupa 
Stanisława i ewentualnie biskupa wrocławskiego, niektórych kanoników krakowskich i 
może opatów największych klasztorów benedyktyńskich. Miejscem obrad był zapewne 
Kraków i okoliczność ta przydawała roli Stanisława, jako gospodarza, szczególnego 
posmaku i znaczenia. 
W tym miejscu należy odciąć się od poglądów występujących w naszej dawniejszej 
literaturze, jakoby sedno sporu powstałego między królem i biskupem tkwiło w tym, że 
Bolesław dążył do przeprowadzenia reformy kościelnej w Polsce w duchu idei 
gregoriańskich, natomiast Stanisław był rzecznikiem poglądów konserwatywnych, a 
przede wszystkim przeciwnikiem wprowadzenia celibatu (bezżeństwa) kleru świeckiego. 
Koncepcja ta jest całkowicie wydumana i na jej poparcie trudno znaleźć jakikolwiek 
rzeczowy argument. Legaci mogli przedstawić polskiemu środowisku kościelnemu 


170 
i dworowi podstawowe założenia ideowe i kościelno-poli-tyczne Grzegorza VII, ale 
musieli liczyć się z faktem, że Kościół polski był absolutnie nie przygotowany do 
akceptacji i wprowadzenia reform w tym duchu. Idee emancypacyjne wobec władzy 
świeckiej, w tym walka z inwestyturą książęcą, a także problemy celibatu i wzmożenia 
dyscypliny wewnętrznej miały się w Polsce ujawnić dopiero w ponad sto lat później, 
najpierw na zjeździe łęczyckim w 1180 r., a ze znaczniejszą siłą w początkach XIII 
wieku. Rozpatrywanie z gruntu fałszywego założenia, w myśl którego książę był 
zwolennikiem programu gregoriańskiego, godzącego w konsekwencji w jego 
uprawnienia 

— choćby jako decydenta przy obsadzie wakujących biskupstw — 

natomiast biskup miał być tegoż programu przeciwnikiem, chociaż jego przyjęcie 
podniosłoby prestiż i zwiększyło władzę książąt Kościoła, a więc i jego samego — 
wydaje się zbędne. 
Pośród innych krańcowych i nie do przyjęcia koncepcji znajduje się teza, której 
najpełniejszy kształt nadała przed dwudziestu laty Karolina Lanckoroń-ska. Był to 
wówczas okres wzrostu zainteresowań niektórych historyków sprawą żywotności 
reliktów liturgii słowiańskiej na ziemiach polskich, w szczególności na południu, gdzie 
utrzymać się miała słowiańska organizacja kościelna jako pozostałość z czasów, kiedy 
obszary te u schyłku IX stulecia na pewien czas znalazły się w politycznym związku z 
państwem wielkomoraw-skim i pod wpływem misji prowadzonej przez Cyryla i 
Metodego. Obrządek słowiański nie zdołał się utrzymać na Morawach, natomiast 

background image

przetrwać miał rzekomo na północ od łuku Karpat. W czasach Chrobrego dysponować 
miał w Polsce własną metropolią, a w Krakowie urzędowali dwaj biskupi: jeden łaciński, 
drugi słowiański. Po zaburzeniach z trzydziestych lat XI wieku 
171 
ziemie wchodzące w skład owej prowincji słowiańskiej przekazano Aronowi z zadaniem 
ich latynizacji. W 1075 r. Bolesław Szczodry, zrywając z przyjazną polityką ojca i 
pragnąc ekspansji terytorialnej na wschodzie, w ścisłym porozumieniu z Grzegorzem 
VII przystąpił rzekomo do odnowienia metropolii słowiańskiej i całej sieci podległych jej 
biskupstw, wykrojonych głównie z terytoriów diecezji krakowskiej. Doprowadzić . to 
miało do powstania napięcia w stosunkach z biskupem Stani-sławem, który bronił 
całości swojej diecezji, a w końcu połączył się przeciw królowi z buntowniczym juniorem 
— Władysławem Hermanem. 
Przedstawiona tutaj w skrócie konstrukcja pełna jest nieporozumień i opiera się na 
fałszywych przesłankach. Cała sprawa rzekomego przetrwania na ziemiach południowej 
Polski obrządku słowiańskiego, a tym bardziej jego instytucjonalnej organizacji, nie 
znajduje potwierdzenia w żadnych źródłach i wywodzi się z całkowicie dowolnie 
interpretowanej wzmianki z Żywota św. Metodego o misji prowadzonej w tzw. państwie 
Wiślan po jego podboju przez Swiętopełka morawskiego około 880 r. Nie do przyjęcia 
jest również pogląd, jakoby Grzegorz VII był rzecznikiem rozszerza nia na wschodzie 
Europy liturgii słowiańskiej. W istocie było wręcz przeciwnie, jak to jasno wynika z jego 
stosunku do obrządku słowiańskiego w Czechach, a także z planów rozszerzenia 
zasięgu Kościoła łacińskiego na ziemie ruskie, związanych z osobą Izjasława. Do rzędu 
oczywistych nieporozumień zaliczyć także trzeba ocenę ruskiej polityki Bolesława II i 
jego rzekomych zamysłów podboju na wschodzie z równoczesnym ogarnięciem tych 
obszarów słowiańską organizacją kościelną. Dla okresu wczesnopiastowskiego 
przy

pisywanie takich zamiarów któremukolwiek z Piastów jest jawnym anachronizmem. 

Odrzucając główne linie wywodów Karoliny Lanoko- 
•r»- 

172 
rońskiej (i niektórych innych historyków) stwierdzić równocześnie trzeba, że wśród 
powodzi zdań wywołujących ostry sprzeciw autorka wniosła kilka świeżych i twórczych 
spostrzeżeń i interpretacji tekstów źródłowych, które muszą być poważnie wzięte pod 
uwagę przy ..rozpatrywaniu tła konfliktu./ o^c) Do takich naukowo płodnych pomysłów, 
zdaje się należeć koncepcja autorki, iż genezy sporu biskupa z królem szukać trzeba w 
dążeniu Bolesława II do uporządkowania organizacji Kościoła polskiego i erygowania 
nowych biskupstw. Można przypuszczać, że sam plan odbudowy zniszczonej struktury 
kościelnej nie budził zastrzeżeń Stanisława i że współdziałał on ze Szczodrym w 
nawiązaniu w tej kwestii kontaktu z papieżem. Biskup krakowski mógł uważać za więcej 
niż prawdopodobne, że będzie pierwszym wśród kandydatów na objecie funkcji 
metropolity gnieźnieńskiego (podobna sytuacja była w tysięcznym roku z biskupem 
Ungerem). Rzeczywistość okazała się inna i na stolicy arcybiskupie,! zasiadł kto inny, a 
fakt ten musiał napełnić Stanisława uczuciem rozczarowania i rozgoryczenia. Z 
faktycznie pełnionej dotychczas roli zwierzchnika Kościoła polskiego, chociaż być może 
nie przez wszystkich uznawanego w tym charakterze, miał w przyszłości stać się tylko 
jednym z kilku biskupów podporządkowanych metropolicie i mógł to odczuwać jako 

background image

obniżenie swojej rangi i znaczenia, bo tak właśnie musiało się stać. Niepo-wołanie go 
na stolicę gnieźnieńską mógł też interpretować jako swoiste wotum nieufności ze strony 
księcia. W tym momencie jesteśmy, jak się wydaje, u prapocząt-ku zmiany wzajemnych 
stosunków między Stanisła-wem i Bolesławem. 
Książęce plany reorganizacji i rozbudowy struktury kościelnej również nie musiały 
wzbudzać entuzjazmu biskupa krakowskiego. Oznaczały one nie tylko pod- 
 

173 
porządkowanie nowemu metropolicie, ale także godziły w całość podległej mu diecezji.  
Biskupstwo krakowskie swoim obszarem prze

wyższało bardzo znacznie terytoria 

pozostałych diecezji, nie wyłączając arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. W wiekach 
późniejszych należało do największych w Europie. W omawianym czasie, chociaż o 
precyzyjnym wyznaczeniu granic między poszczególnymi diecezjami na zjeździe w 
1000 r. i w następnych dziesięcioleciach trudno mówić, biskupowi krakowskiemu 
podlegały: ziemia krakowska, sandomierska, lubelska, być może część ziem 
mazowieckich i tzw. Grody Czerwieńskie wraz z ziemią przemyską w okresach ich 
przynależności do państwa polskiego. Projekt rozbudowy sieci biskupstw oznaczał 
konieczność dokonania nowego podziału terytorialnego państwa pod względem 
kościelnym, a powstanie każdego nowego biskupstwa musiało prowadzić do rewizji i 
uszczuplenia terytoriów dotychczas przynależnych do diecezji krakowskiej. 
Nie wiemy, czy zamierzenia Bolesława ograniczały się do erygowania tylko jednego 
nowego biskupstwa dla Mazowsza, czy też nosił się z myślą utworzenia jeszcze innych 
diecezji, na przykład w Sandomierzu dla kresów wschodnich. Gdyby taka supozycja 
wchodziła w grę, to ograniczenie kreacji nowych siedzib biskupich tylko do Płocka 
byłoby zapewne rezultatem opozycyjnego stanowiska Stanisława, ponieważ powstanie 
diecezji sandomierskiej łączyłoby się ze znacznym okrojeniem granic biskupstwa 
krakowskiego. Można więc przypuszczać, że z pobytem i działalnością legatów 
papieskich w lecie 1075 r. w Polsce łączyły się dramatyczne dla Stanisława sytuacje i 
dyskusje, w których zapewne w najlepszej wierze — jak przyjmuje Lanckorońska — 
walczył on > nienaruszalność i całość swojej diecezji. Ostatecznie utworzono tylko 
biskupstwo płockie, któremu podlegać 

174 
175 
miało północne, położone na prawym brzegu Wisły Mazowsze, gdy tymczasem jego 
południowa, lewobrzeżna część, tzwTpóźnlej archidiakonat"Czerski, znalazła się w 
granicach diecezji poznańskiej (według niektórych opinii, np. Jerzego Dowiata, 
postanowienia z 1075 r. utrwalały tylko stan wcześniejszy). 
Jeżeli tak' wyglądał w zarysach scenariusz wydarzeń, to mielibyśmy do czynienia ze 
s

woistym paradoksem. Bolesław jako rzecznik interesów państwa i protektor całego 

Kościoła w swoim dziele odnowy i rozwoju struktur kościelnych napotkał na opór 
czołowego księcia Kościoła, który albo nie był zdolny pojąć doniosłości zamierzonego 
przedsięwzięcia, w co raczej trudno uwierzyć, albo myślał kategoriami partykularnymi, 
broniąc własnej pozycji i majątku biskupstwa krakowskiego. Stajemy przy tym bezradni 
wobec pytania, czy w opozycji Stanisława kryła się przyczyna, która spowodowała, że 

background image

Bolesław nie powierzył mu arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, czy też raczej wyznaczenie 
na tę godność innej osoby wywołało opór biskupa. 
Z uporządkowaniem spraw kościelnych w lecie 1075 r., ścisłym wyznaczeniem granic 
diecezji i powołaniem na wszystkie wakujące stolice biskupów z arcybiskupem 
gnieźnieńskim włącznie, połączył Bolesław jeszcze jedną ważną sprawę, nie mającą 
precedensu we wcześniejszych dziejach Kościoła w Polsce. Aczkolwiek ostatnio zdaje 
się przeważać opinia, że początki uposażania biskupstw w dobra ziemskie wiązać 
można z czasami Chrobrego i decyzjami podjętymi w Gnieźnie w 1000 r., to nie ulega 
wątpliwości, że nadania te, jeżeli w ogóle miały miejsce, były bardzo ograniczone, a i 
możliwości eksploatacji gospodarczej ówczesnego Kościoła uznać trzeba za nad wyraz 
skromne. Z niedawnych badań Henryka Łowmiańskiego wyłania się — jak' się wydaje 
— nowy obraz tej kwestii. Autor ten przypisał Bolesławowi 
II dokonanie znacznych nadań terytorialnych na rzecz Kościoła, zmieniających istotnie 
jego pozycję materialną i ograniczających bezpośrednią zależność pod tym wzgl<?dem 
od panującego, zwłaszcza że równocześnie zapewne postępował proces 
obciążania_ogółuJLudnośd_ obowiązkiem płacenia dziesięciny kościelnej, która 
zastępowała pierwotną książęcą dziesięcinę grodową. Nie mogłoby wywołać 
zdziwienia, gdyby okazało się, że ogromna diecezja krakowska, w rezultacie postawy 
Stanisława wobec podejmowanych wówczas decyzji, w najmniejszym zakresie 
skorzystała z ja.ajiańjjwnarszyjdl. Jeżeli domysł taki jest zasadny, to widziałbym tutaj 
trzeci motyw powstania rozdźwięku między Stanisła-wem i Bolesławem. Od tego czasu 
i od sprawy, która winna była jeszcze silniej niż poprzednio zespolić biskupa z księciem-
dobroczyńcą Kościoła, drogi ich rozeszły się na zawsze, a w końcu doprowadziły do 
tragicznego finału. 
t Można zastanawiać się, czy doszło wówczas do konfrontacji postaw moralnych księcia 
i biskupa^-

Bolesław kierował się niewątpliwie racjami politycznymi i państwowymi, ale 

był również przekonany, że działa dla dobra Kościoła. Stanisław miał także pełne 
moralne prawo do obrony całości swojej diecezji i do dalszego umacniania jej podstaw 
gospodarczych. W epoce, o której tutaj piszemy, starania i zabiegi o rozszerzanie 
granic biskupstw i ich majętności były zjawiskiem nagminnym w całej łacińskiej Europie 
i niejednokrotnie prowadzono je używając ostrych i niezbyt etycznych sposobów i 
metod. Biskupi popadali często w drastyczne i gorszące spory na tym tle z panującymi, 
z książętami rzeszy niemieckiej ^ wielkimi feudałami świeckimi, a nawet między sobą, 
prowadząc przewlekłe i mało budujące procesy na forum wewnętrznym i w kurii 
rzymskiej. Biorąc pod uwagę tego rodzaju praktyki biskup krakowski miał 
176 
swoje racje moralne, które pozwalały mu stawiać księciu opór z otwartą przyłbicą w imię 
dobra 

kościoła krakowskiego. 

Z rozważań powyższych widać, jak bardzo niejasno przedstawia się w źródłach i 
możliwościach interpretacyjnych tło i początek konfliktu między Bolesławem i 
Stanisławem. Zarysowana wyżej możliwość objaśnienia tej ciemnej i tajemniczej sprawy 
jest tylko jedną z wielu egzystujących w nauce prób rozwiązań. Ma ona znamiona 
hipotezy w licznych swoich elementach podpartej z konieczności jedynie 
przypuszczeniami i domysłami. 
Rozpatrując spór Bolesława z biskupem krakowskim stajemy w obliczu d wóch 
ciemnych problemów. O jednym — tle i przyczynach jego — mowa już była, drugim są 

background image

powody i okoliczności usunięcia króla z tronu. Z relacji Galia wiemy na ten temat tylko 
tyle, że represjonowanie Stanisława bardzo   Bolesławowi   zaszkodziło, ale nie 
za

decydowało o -jego wypędzeniu. Znaczenie tej informacji jest ogromne, ponieważ 

stanowi ona koronny dowód na to, że już wcześniej rozwinął się w kraju inny konflikt, w 
który Szczodry się uwikłał i który przybrał bardzo poważne wymiary. Niestety, jest to 
nie

mal wszystko,  co dzięki  Anonimowi wiemy w tej  kwestii, znając jeszcze tylko epilog 

wydarzeń w postaci ucieczki króla z Polski, który jest o tyle istotny, że daje orientację w 
skali i stopniu trudności, w jakiej znalazł się Bolesław pod koniec swoich rządów. 
Późniejsza o około sto lat wersja Mistrza Wincentego, jakoby zegnanie króla z tronu 
wiązało się ze sporem, w jaki Szczodry popadł z możnymi („dostojnikami") i .rycerstwem 
na tle stosowania zbyt surowych represji wobec tych, którzy samowolnie powrócili z 
wyprawy ruskiej do domów na wieść o wiarołomstwie żon i buncie niewolnych, nie 
wytrzymuje krytyki i musi odpaść z dalszych rozważań. 
177 
Wyprawy kijowskie należały do tych ekspedycji, które przynosiły największe korzyści 
materialne możnym i rycerstwu: bogaciły jednych i drugich, wzbudzały przeto raczej 
entuzjazm niż niechęć. Jeżelibyśmy zatem mieli podtrzymywać wątek kronikarza o 
opuszczaniu króla w Kijowie przez część możnowładców (i związanych z nimi rycerzy), 
to widzieć by w tym fakcie należało nie pierwszą przyczynę późniejszych napięć w 
kraju, lecz jeden z etapów walki z królem podjętej już wcześniej przez pewne grupy 
wielmożów. Przyczyn i początków tej walki należałoby więc szukać w wydarzeniach 
poprzedzających drugą wyprawę kijowską. W tym miejscu Czytelnik może zapytać 
dlaczego większość historyków uparcie stoi na stanowisku, że Bolesław II utracił tron i 
władzę w wyniku starcia z opozycją możnych? Odpowiedź na to pytanie jest 
stosunkowo prosta. Jeżeli wyeliminujemy ewentualność, iż o wygnaniu króla 
zadecydowały siły zewnętrzne (Czesi i Niemcy), a wyłączyć ją trzeba z rozważań, 
ponieważ brak dla niej najmniejszego oparcia w źródłach, to hipoteza o buncie 
możnowładczym pozostaje bez alternatywy. Tylko ta grupa społeczna dysponowała 
środkami materialnymi zdolnymi obezwładnić Bolesława i zmusić go do udania się na 
wygnanie. Przyjęcie tezy o czynnym wystąpieniu możnych w 1079 r. jest konieczne, 
gdyż rezygnacja z niej równałaby się zrezygnowaniu z usiłowań naświetlenia przyczyn 
upadku tego monarchy. Dziej

e ościennych państw w wiekach X-XII roją się od 

ó^ych^oliiIiHol^oaayc^grup"możnowład-czych i wielkich rodów z panującymi. Tak było 
na Rusi Kijowskiej, na Węgrzech i w Czechach, nie inaczej było też w Polsce. 
Wystarczy przypomnieć Przybywo-Odylena na progu rządów Chrobrego, wystąpienia 
bunty możnych przeciw Mieszkowi II, Bezprymowi, Rychezie i Kazimierzowi 
Odnowicielowi, a później w 
 

179 
Im 
la* ± 
178 
okresie panowania Władysława Hermana zbrojne wsparcie udzielane przez wielmożów 
Zbłgniewowi i Krzywoustemu przeciw ojcu, następnie bunt Skarbi-mira w 1117 r. i 
wreszcie rozstrzygającą rolę możno-władców w rozgrywce Władysława II Wygnańca z 

background image

jego młodszymi braćmi. Znaczenie tej grupy społecznej rosło w państwie z upływem 
czasu, wzrastały też jej aspiracje polityczne, a te musiały raz po raz doprowadzać do 
starć z panującymi książętami, ponieważ Piastowie nie zamierzali dobrowolnie godzić 
się z próbami ograniczenia zakresu ich władzy. 
Przyjmując   tezę,   że   bezpośrednią  przyczyną   główną upadku Bolesława II był bunt 
możnowładczy, spróbujmy zastanowić się nad powodami powstania napięć i określić 
moment, w którym trwająca przez wiele lat rządów Szczodrego akceptacja jego polityki 
przez ogromną większość wielkich wielmożów najpierw została cofnięta, a w dalszym 
ro

zwoju wypadków przekształciła się w ,-zbrojne wystąpienie przeciwkrólowi. f Wydaje 

się, że pierwsza okazja do wyłonienia się roz-dźwięków między  Bolesławem  i  
czołowymi  możnymi sięgać może, podobnie jak    w    wypadku    Stanisława, 1075 r., a 
spowodow

ały je uczynione wówczas książęce nadania ziemskie na rzecz Kościoła. 

Wywołały one zapewne wielkie poruszenie wśród możnych rodów,  chciwych bogactw i 
pragnących dalszego powiększania swoich majętności. Ciernia nabierała w tych 
czasach coraz większej wartości z powodu rozwoju hodowli, jak też ze względu na 
rosnące możliwości eksploatacji rolnej przez licznych niewolnych, zdobywanych w 
częstych wyprawach na ziemie sąsiadów. Być może niektórzy możno-władcy mieli za 
złe Bolesławowi tę jednostronną szczodrobliwość dla Kościoła i poczuli się 
pokrzywdzeni pominięciem ich w tym rozdawnictwie. Ze wspomnianych badań Henryka 
Łowmiańskiego zdaje się wynikać, że 
 
praktykę donacyjną na większą skalę w stosunku do możnych i rycerstwa 
zapoczątkował dopiero Bolesław Krzywousty. Teza ta wydaje się uzasadniona, a sam 
proces nadawczy był w dużym stopniu wynikiem nacisku tych grup społecznych na 
księcia, nacisku, który rodził się pod wpływem wcześniej zapoczątkowanych donacji 
ziemskich dla instytutów kościelnych.                           ' 
W Boże Narodzenie 1076 r. odbyły się w Gnieźnie uroczystości koronacyjne Bolesława 
II. Podniesienie państwa polskiego do rangi królestwa było logiczną konsekwencją 
dotychczasowych sukcesów politycznych na arenie  międzynarodowej.   Sięgnięcie   po  
koronę   trzeba też uznać za ogromny osobisty sukces Bolesława bez względu na to, 
czy zgodę dał na to papież, czy też obyło się bez starań o przyzwolenie Grzegorza VII. 
Polska hierarchia   kościelna,   tak wiele    świeżo   zawdzięczająca Szczodremu, 
uczestniczyła w samym akcie, którego dokonał arcybiskup gnieźnieński. Jedynie biskup 
krakowski, chociaż najpewniej przybył do Gniezna, nie podzielał zapewne radości 
innych, kryjąc w sercu urazę do monarchy. 
Można przypuszczać, że pośród licznie zgromadzonych w Gnieźnie świeckich panów i 
dostojników oraz przed-niejszego rycerstwa nastroje były podzielone. Ludzie najbliżej 
związani z królem, wysocy urzędnicy dworscy, kasztelanowie i ci możni, którzy czerpali 
korzyści z udziału w sprawowaniu władzy i z łask oraz szczodrości panującego, byli 
świadomi doniosłości  aktu koronacyjnego i eałkowicie go akceptowali. Ale byli i tacy — 
zapewne niektórzy urzędnicy i możni prowincjonalni, a być może także pewni dostojnicy 
centralnego zarzą-- którzy z różnych powodów czuli się niedocenieni rzeź władcę i 
negatywnie odnosili się do jego polityki wewnętrznej lub zewnętrznej, i ci inaczej 
oceniali ko-

onację. Wszystkie osoby pojedyncze i grupy opozycyj- 

180 

background image

nie nastawione wobec rządów Szczodrego, a także ci, którzy znali trudny jego charakter 
i wybujałe skłonności do umacniania autorytetu monarszego, mogli słusznie obawiać 
się, że korona, wynosząc Bolesława wysoko ponad najmożniejszych panów królestwa, 
umocni w nim dążenia centralistyczne, mogące przerodzić się ** 'w nieliczący się z 
nikim despotyzm i autorytaryzm. Trzeba przy tym zauważyć,  że stosunek wczesnopol-
skiego społeczeństwa, a ściślej mówiąc jego elity politycznej, do instytucji królestwa i 
kolejnych koronacji Piastów kształtował się dość osobliwie. Trafnie zauważył to Jerzy 
Dowiat pisząc, że „korona... nie przynosiła Piastom   szczęścia".   W  istocie  rzeczy  nie   
chodziło  o szczęście, lecz o podstawowe zagadnienia ustrojowo -po-lityczne, których 
źródła tkwiły w głębokiej przeszłości, w fazie wykształcania się na ziemiach polskich 
władzy książęcej. 
Kolejni książęta piastowscy, aczkolwiek sam ród uzyskał niekwestionowaną w zasadzie 
władzę dziedziczną, pod względem zwyczajowo-prawnym _uważani jbyli przez 
najpotężniejszych    możnowładców  jedyme~~za~~pTerw-^zych pośród nich. 
Ukształtowana dość wcześnie w postać na poły instytucjonalną rada książęca 
skutecznie ograniczała  ewentualną groźbę  absolutyzmu piastowskiego, ale przede 
wszystkim zapewniała istotny wpływ czołowych wielmożów na najważniejsze sprawy 
państwa. Grupa ta nie była zainteresowana popieraniem koronacyjnych planów książąt, 
ponieważ korona, dzięki sakrze kościelnej, przenosiła istotę nadawania władzy z rąk 
„ludu" w gestię Boga. Musiało to być odczuwane jako niebezpieczne dla tradycyjnego 
układu sił społecznych zwiększenie wewnętrznej    suwerenności   króla wobec 
najmożniejszych nawet poddanych jak i doradców bez możliwości jej skutecznej kontroli 
i ograniczenia. 
181 
Jeżeli spośród tzw. pierwszych Piastów, liczonych do Bolesława  Krzywoustego  
włącznie,   jedynie niektórzy pokusili się o koronę, to fakt ten tylko w części przypisać 
można wpływowi czynników zewnętrznych, głównie zaś oporowi, a co najmniej brakowi 
poparcia ze strony najbardziej wpływowych możnowładców. Bolesław Chrobry, mimo że 
w 1000 r. cesarz Otto III znanym gestem u-

znał jego suwerenną władzę, jeszcze 25, a 

od pokoju bu-

dziszyńskiego 7 lat czekał na jej formalne potwierdzenie w akcie 

koronacyjnym i trudno w tym zwlekaniu widzieć jedynie przeszkody natury zewnętrznej.  
Zgon pierwszego w naszych 

dziejach króla w zaledwie kilka miesięcy później nie 

pozwala wniknąć w reakcję polskiego możnowładztwa na tę koronację. Ale 
równocześnie zapewne przeprowadzona koronacja jego syna, Mieszka II, nie spotkała 
się z aprobatą elity politycznej, skoro młody władca niemal od początku swoich rządów 
borykał się z aktywną opozycją możnych, a^ w końcu całkowicie odmówiono mu 
poparcia. Odzyskał je dopiero po powrocie z wygnania,'Iae3y~zrezygnował z korony. 
Świadomy niechętnych nastrojów panujących w tych kręgach społecznych Bezprym 
odesłał polskie insygnia koronacyjne na dwór cesarski, manifestując tym krokiem nie 
tyle swoją rezygnację z korony wobec cesarza, ile w stosunku do własnego 
możnowładztwa, o którego względy musiał zabiegać. W sumie królestwo polskie 
przetrwa

ło w pierwszym etapie jedynie 6 lat, w drugim zaś Bolesław II utracił koronę w 

niespełna 3 lata. Trudno nie dopatrywać się w tym pewnej prawidłowości. Uzasadnione 
wydaje się przeto   mniemanie,    iż koronacja Szczodrego doprowadziła grupy opozycj 
nastawio

nych możnych do połączenia swoich sił i raz Bardziej zdecydowanej krytyki 

background image

króla. 3ogłębiający  się  konflikt mógł  doprowadzić  do  politycznej izolacji Bolesława, 
który rozgrywał w tym cza- 

się swoje największe i najważniejsze partie w płaszczyźnie międ zynarodowej i nie mógł 
sobie pozwolić na osłabienie własnej pozycji w kraju. Dalsze poparcie możnowładztwa 
było mu niezbędne i aby je odzyskać musiał poczynić pewne kroki, które świadczyłyby o 
tym, że król dba o interesy możnych i rycerstwa. W kategoriach gestu wobec tych grup 
społecznych i dla przywrócenia nadszarpniętej popularności widziałbym drugą wyprawę 
kijowską w 1077 r. Miałem już okazję przedstawić, że nie była ona skutkiem interwencji 
Grzegorza VII u Szczodrego w sprawie księcia Izjasława. Ale teraz trzeba powiedzieć, 
że nie była ona również niezbędna z punktu widzenia ówczesnych interesów państwa 
polskiego, ponieważ dobre stosunki z księciem kijowskim Wszewołodem Bolesław mógł 
bez większego trudu nadal zachować, a o nic więcej na wschodniej flance  Polski 
królowi nie chodziło. Ekspedycja na bogate ziemie ruskie i przebogaty Kijów miała 
natomiast istotne znaczenie dla możnych i rycerstwa, umożliwiając po raz drugi na 
przestrzeni 8 lat zdobycie ogromnych łupów i licznych potrzebnych do pracy jeńców. Te 
cele wyprawy zrealizowano w całości, ale wątpliwe jest, czy król osiągnął zamierzone 
rezultaty. 
W czasie kilkumiesięcznego pobytu wojsk polskich na Rusi zaszły najwidoczniej jakieś 
wydarzenia, które nie tylko nie złagodziły uraz, ale wręcz przeciwnie — doprowadziły do 
wzrostu napięcia między królem i niechętnymi mu towarzyszami wyprawy. Nie wiemy, 
co było tego powodem. Może wojska rozłożone na leżach dopuszczały się nadmiernych 
ekscesów, grabieży i Bolesław surowo karał za nie dowódców (Polacy przybyli pr zecież 
jako sojusznicy Izjasława), co spowodować mogło nowe zadrażnienia i wywołało 
oburzenie. Nie odrzucałbym, nie pozwalającej się niestety skontrolować, informacji 
Mistrza Wincentego o samowolnym porzucaniu 
183 
Bolesława na Rusi przez niektórych możnych i rycerzy i ich powrocie do kraju. 
Pomijając podany przez pisarza motyw tych powrotów w postaci wieści o wiarołomnych 
żonach i buncie niewolników, w samych danych szczegółowych przebija jakby ślad 
rzeczywistej tradycji u-

stnej, która w pewnych małopolskich rodzinach możno-

władczych mogła przechować pamięć o tak niezwykłych wydarzeniach. 
Przed zimą 1077 r., opromieniony nowym sukcesem militarnym, Bolesław wraz z 
głównymi siłami powrócił do kraju. Jeżeli wolno pójść dalej tropem sugerowanym przez 
Kadłubka, to należałoby przyjąć, że w stosunkach króla z niektórymi możnymi i 
rycerzami nastąpił teraz kolejny etap eskalacji konfliktu. Wyrazić on się miał z jednej 
strony w okrutnym prześladowaniu przez Szczodrego jako zdrajców winnych 
opuszczenia go podczas wypraw

y (król miał uważać, że go „wydali na pastwę 

wrogów"), z drugiej — w łączeniu się wszystkich opozycjonistów, w obliczu grożącej im 
fizycznej zagłady, w jednolitą grupę spiskową, przygotowującą otwarty bunt przeciw 
królowi. 
O tym, że przybierająca na sile walka wewnętrzna w Polsce wypełniła cały najbliższy 
okres, od późnej  jesieni 1077 r. przez cały 1078 do początków 1079 r., świadczyć 
może całkowita cisza, jaka po wyprawie kijowskiej nastąpiła wtalT~bogatej~dotychczas 
i pełnej wydarzeń polityce  zagranicznej  Bolesława,  którą trudno byłoby tłumaczyć 
wyłącznie brakiem źródeł. Król najwidoczniej został sparaliżowany biegiem wypadków w 

background image

kraju i coraz  dalej  postępującymi przejawami  oporu ze  strony spiskowców.  W  relacji 
Wincentego  pojawia  się  teraz wersja o spisku na życie Bolesława: „spiskowaniem 
krowi gotowano zagładę" — tak miał Szczodry przedstawiać Węgrom  sytuację w 
Polsce,  poprzedzającą  jego ;ieczkę na wygnanie. Czy taki spisek na życie Bolesła- 
 
184 
185 
wa miał rzeczywiście miejsce i czy król zdołał go na czas wykryć, i ukarać jego 
uczestników, nie dowiemy się nigdy, ale prawdopodobieństwo takiego przebiegu 
wypadków jest znaczne. Nie byłaby to ani pierwsza, ani ostatnia w owych czasach 
próba likwidacji znienawidzonego czy uznanego za niesprawiedliwego władcy przez 
przeciwników politycznych. Wątek o spisku mógłby znaleźć potwierdzenie w głównym 
nurcie relacji Kadłubka, jaki na temat przemian wewnętrznych zachodzących w 
Bolesławie przewija się w całej drugiej części jego opowieści o tym władcy. 
Wys

tępująca w pierwszej części opowiadania cecha niebywałej szczodrości księcia 

ustępuje teraz miejsca niezwykłemu okrucieństwu króla. 
Następstwem wykrycia spisku przeciw Bolesławowi musiało być rozszerzenie zasięgu 
represji i wyroków śmierci spadających na głowy jego uczestników, a podejrzenia i 
oskarżenia w atmosferze rozgorzałej walki politycznej mogły dotknąć również ludzi 
niewinnych. W tej fazie rozgrywki na widowni politycznej kraju pojawia się ponownie 
biskup krakowski. Według Mistrza Wincentego usiłowa ł on powstrzymać okrucieństwo 
króla najpierw perswazją, następnie groźbą utraty tronu, co oznaczać może tylko 
zapowiedź wybuchu otwartego buntu, a wreszcie zagroził rzuceniem klątwy. Według 
Anonima Galia biskup wystąpił przeciw Bolesławowi jako „buntownik". W ówczesnej 
sytuacji byłoby to równoznaczne z połączeniem się Stanisława z przeciwnikami króla, 
na co zresztą wskazuje również Wincenty pisząc o wzięciu ich w obronę przez biskupa. 
Pytanie tylko, czy Gallowa kwalifikacja postawy Stanisława jest obiektywna i zgodna z 
rzeczywistością? Jak wiadomo, liczne są głosy w naszej literaturze podkreślające albo 
stronniczość pisarza w ocenie obu postaci dramatu, albo przynajmniej korzystanie z 
relacji tych 
informatorów, którzy przebieg sporu oceniali z różnych względów z pozycii przychylnej 
królowi. Jeśli jednak zapytamy, którzy to konkretnie ludzie w początkach XII wieku byli 
zainteresowani w takiej ocenie wypadków sprzed ćwierćwiecza i dlaczego właśnie oni 
zdołali narzucić Anonimowi swój punkt widzenia, to odpowiedź będzie nad wyraz 
trudna. Przede wszystkim samo sformułowanie pytania zawiera w sobie element 
stronniczości, ponieważ niejako apriorycznie zakłada, iż relacja Galia nie odpowiada 
prawdzie wybielając Szczodrego i oczerniając Stanisława, aczkolwiek założenie takie 
nie  ma  dostatecznej   motywacji.   Ale  mimo  wszystko zwróćmy się do bogatej 
literatury źródłoznawczej związanej z Kroniką Anonima i spróbujmy rozejrzeć się w 
środowisku, z którego autor korzystał przy opisywaniu czasów Bolesława II. Uznać przy 
t

ym należy za niewątpliwe, że kronikarz, jako obcy przybysz, nie związany 

pochodzeniem ani tradycją z Polską, nie miał powodów kierować się emocjami czy 
innymi względami subiektywnymi i dlatego mógł stać na pozycjach neutralnego 
rejestratora miejscowych opi

nii. Otóż z dotychczasowych badań prowadzonych nad 

Kroniką jako informatorzy pisarza — jak już wspomniałem — wyłaniają się w pierwszym 
rzędzie dwie postacie: kanclerz Krzywoustego Michał z rodu Awdańców i biskup 

background image

poznański Paweł. Na dalszym planie hipotetycznie można jeszcze  wymienić księcia, 
pozostałych biskupów,  dalszych Awdańców (Michał „Stary" i wojewoda Skarbi-mir) i 
ewentualnie członków kapelli — kancelarii dworskiej. Bardzo wątpię czy   komukolwiek    
udałoby    się przedstawić przekonywające powody, dla których wy-zsj  wymienieni 
ludzie mieliby osłaniać i usprawiedliwiać Bolesława, a potępiać Stanisława jako 
„buntowni-> gdyby rzeczywistość przedstawiała się zgoła ina -j i to w sytuacji, kiedy treść 
Kroniki była kontrolo- 

186 
187 
wana i „cenzurowana" na bieżąco przez współczesnych, naocznych świadków 
wydarzeń krakowskich z 1079 r. Gdy do tego dodamy, że przecież Gali zdecydowanie 
negatywnie ocenił wyrok królewski jako „grzech" (a wątpliwe jest, żeby tak go 
zakwalifikowali ci informatorzy, którzy byli zdeklarowanymi stronnikami Szczodrego), to 
w konsekwencji wersję kronikarza o biskupie-bun-towniku musimy uznać za 
odpowiadającą prawdzie. Czy oznacza to jednocześnie, że punkty widzenia króla i 
Stanisława na to, co dzieje się w kraju, były identyczne? Wydaje się, że nie. Dla 
Bolesława, jak dla każdego ówczesnego władcy, było jasne, że buntowników 
sprzeciwiających się jego władzy należy karać i likwidować z całą bezwzględnością. 
Biskup krakowski, wywodzący się z tamtejszego rodu możnowładczego i powiązany 
węzłami krewniaczymi z innymi rodzinami, podobnie jak wszyscy prześladowani i karani 
przeciwnicy króla stał na stanowisku, że panujący przekracza swoje kompetencje, a 
jego niesprawiedliwość i okrucieństwo dyskwalifikuje go i moralnie i jako władcę „z łaski  
Boga". Przypomnieć przy tym trzeba, że sam Stanisław należał też zapewne do grona 
ludzi odczuwających osobiście krzywdy, jakie według jego przekonania wyrządził mu 
Bolesław. Biskup czuł się więc moralnie rozgrzeszony łącząc się z opozycją polityczną, 
staj

ąc w obronie represjonowanych i grożąc okrutnikowi strąceniem z tronu i karami 

kościelnymi. Tak więc sam fakt czynnego wystąpienia Stanisława przeciw królowi nie 
może budzić wątpliwości. Dlatego też stał się on „buntownikiem" nie tylko w 
przekonaniu Szczod

rego, ale również w opinii tych wszystkich, którzy mieli możność 

obserwowania wypadków nie biorąc w nich bezpośredniego udziału. Motyw spisku 
przeciw królowi i motyw zdrady biskupa, występujący w relacji Mistrza Wincentego: 
„spiskowaniem królowi gotowano 
z

agładę", „w nim (w biskupie) jest początek zdrady, korzeń wszelkiego zła", nie wygląda 

na przejątek z dzieła Galia, ponieważ z jego kwalifikacją „grzechu" Stanisława pisarz 
zdecydowanie nie godził się, lecz na zupełnie niezależną od przekazu Anonima wersję  
„zdrady" biskupa, egzystującą w środowisku krakowskim w XII wieku, z którą autor 
podjął polemikę. 
Opowiedzenie się biskupa krakowskiego po stronie politycznych przeciwników 
Bolesława musiało  zostać  odczytane na dworze jako jawny bunt Stanisława przeciw 
prawowitemu władcy. Sprawa jurysdykcji prawnej panującego w stosunku do 
duchowieństwa w Polsce XI wieku jest — jak już wspomniałem — przedmiotem 
ciągłych dyskusji, ale wydaje się, że duchowni w sprawach majątkowych i karnych    
stawali    przed sądem monarszym i podlegali wyrokom i karom zgodnie z prawem 
świeckim. Dlatego nie widzimy uzasadnienia dla wysuwanych  niekiedy  poglądów,  
jakoby wymierzenie biskupowi kary za bunt, było ze strony króla nadużyciem   jego  

background image

uprawnień.  [Mniemanie   takie,   słuszne   dla warunków zachodnioeuropejskich,  dla 
stosunków polskich w XI stuleciu grzeszy anachronizmem, przypisując Kościołowi i jego 
przedstawicielom pozycję i rolę, jaka stała się ich udziałem w czasach znacznie 
późniejszych. W okresie o którym tutaj piszemy, biskup podlegał sądowi 
arcybiskupiemu i w ogóle sądowi kościelnemu, jeżeli taki już rzeczywiście funkcjonował 
jako instytucja prawna,   jedynie   w   sprawach   kościelnych. In-erpretacji takiej nie 
przeczą opowieści Galia o wielkiej ;ci> jaką Chrobry okazywał biskupom i jak 
postępował 7 wypadku sporów sądowych między możnymi świeckimi i duchownymi. 
Można przy tym wątpić, czy rela- 
""-> 


••j 

$ c 
188 
cje te dotyczą rzeczywistych przykładów, czy też raczej należą do zespołu wyobrażeń 
pisarza o „złotym wieku" Bolesława Wielkiego. 
Dopiero na tle tak zarysowanej sytuacji wewnętrznej można pokusić się o 
naszkicowanie ogólnego przypuszczalnego scenariusza wydarzeń, które rozegrały się 
wiosną 1079 r. 
W atmosferze narastającego oporu możnowładczego i represji zastosowanych przez 
Bolesława wobec przeciwników ujawnienie związków łączących biskupa krakowskiego 
z opozycją doprowadziło konflikt między nimi do apogeum. Król postanowił surowo 
ukarać Stanisława, licząc zapewne, że w ten sposób stłumi ogniska buntu i rzuci 
postrach na wszystkich swoich wrogów. Wtedy doszło do wydarzeń ostatecznych. Z 
rozkazu Bolesława biskup został pojmany i jako buntownik podległ karze obcięcia 
członków. Stało się to 11 kwietnia 1079 r. Jak już wspomniałem, rozpatrywanie 
fikcyjnego proble

mu, czy nad Stanisławem odbył się sąd królewski, czy też biskup 

zginął z rozkazu Bolesława, pozbawione jest dla tych czasów wszelkiego sensu. Wola 
monarchy miała wymiar legalnego wyroku, dlatego też decyzję króla musimy uznać za 
pozostającą w granicach jego uprawnień i to nawet przy przyjęciu, że w opinii 
współczesnych kara była zbyt surowa w stosunku do „grzechu" biskupa. ) 
Wysuwana przez niektórych historyków teza (Roman Gródecki, Zygmunt Sułowski i 
inni) jakoby wyrok królewski poprzedzony był sądem arcybiskupim nad Stanisławem 
zasadza się na przyjęciu poglądu, iż omawiany wyżej list Paschalisa II odnosi się do 
Polski, a kara wymierzona przez nie wymienionego z imienia arcybiskupa odnosiła się 
do biskupa krakowskiego. Sądzę, że dotychczasowy stan badań nad tym pismem nie 
pozwala bezpiecznie korzystać z jego treści. W każdym ra- 
 
189 
zie ewentualny wyrok metropolity nie miałby nic wspólnego z wyrokiem królewskim. 
Gdyby zresztą Stanisław został potępiony i ukarany przez sąd kościelny, to jego życie 
pośmiertne w postaci formującej się już wkrótce legendy o męczeństwie i świętości 
wyglądać by musiało zgoła inaczej. 

background image

Podzielam domysł Tadeusza Wojciechowskiego, że egzekucja biskupa odbyła się na 
dziedzińcu zamku wawelskiego i miała charakter publiczny, podobnie jak  inne tego typu 
wyroki. Chodziło przecież o to, aby buntownikom pokazać siłę i zdecydowanie 
Bolesława, a jednocześnie dać do poznania, że każdy spiskujący przeciw królowi, bez 
względu na godność i stanowisko, zostanie surowo ukarany. Kara obcięcia członków 
miała w sposób dla wszystkich zrozumiały pokazać charakter winy biskupa: by ł a to 
kara za bunt przeciw królowi. 
Zapewne w ciągu najbliższej nocy po wykonaniu wyroku duchowni z kręgu kapituły 
krakowskiej zabrali z dziedzińca wawelskiego ciało Stanisława i tymczasowo pogrzebali 
je w kościele Sw. Mikołaja na Skałce. Nad pierwszym aktem dramatu zapadła kurtyna. 
Czy śmierć biskupa miała wpływ na dalszy bieg wypadków w kraju, czy też jego rola 
dziejowa została zakończona wraz ze zgonem?  
O Bolesławie napisał Gali Anonim: „To bowiem bardzo mu zaszkodziło, gdy do grzechu 
dodał grzech, gdy za bunt wydał biskupa na obcięcie członków'j. Wieść o egzekucji 
Stanisława, która w intencji króla miała pora-- przeciwników,  w rozumieniu kronikarza  
stała  się skrą podpalającą żagiew buntu. Wyrok wykonany na 'sobie biskupa był takim 
fenomenem, że musiał wywo-wstrząsające  wrażenie na  obszarze  całej   diecezji. 
('daje się prawdopodobne, że wrodzy królowi możni Akowscy zebrali się na doraźnie 
zwołanym zjeździe, 
190 
na którym rozpatrzono kroki, jakie należało podjąć w tej sytuacji. Uznano, że Bolesław 
wydając Stanisława na śmierć raz jeszcze pokazał, że jest władcą okrutnym i 
niesprawiedliwym, królem, który postępuje despotycznie i działa przeciw dobru narodu i 
państwa, a wobec tego jest niegodnym sprawowania władzy monarszej. Postanowiono 
przeto czynnie wystąpić przeciw Szczodremu i siłą zmusić go do ustąpienia z tronu. W 
tym miejscu wypada słów kilka poświęcić dyskutowanej w nauce sprawie .tzw. prawa 
oporni. Instytucja ta powsta

ła i rozwinęła się na zachodzie Europy i najogólniej rzecz 

biorąc oznaczała prawo osób i grup społecznych do odmówienia posłuszeństwa 
względnie nawet czynnego występowania przeciw władcy łamiącemu u-stalone normy 
postępowania i zwyczaje lub prawa przyznane osobom i zbiorowościom. Na grunt nauki 
polskiej hipotezę o funkcjonowaniu takiej instytucji od czasów powstania państwa 
polskiego przyniósł Jan Adamus, znajdując poparcie innych badaczy (m.in. Juliusz 
Bardach). W jego interpretacji każde wystąpienie możnych przeciw władcom oznaczało 
praktyczne zastosowanie prawa oporu. Większość historyków uważa jednak, że prawo 
oporu w Polsce i w innych państwach słowiańskich sformułowane zostało znacznie 
później, poczynając od XIII wieku. Wypada więc uznać, że bunt możnych przeciw 
Szczodremu nie może być rozpatrywany w kategoriach uświadomionego i legalnego 
działania ludzi korzystających z instrumentu prawnego, będącego produktem procesu 
społecznego i mającego* na celu ochronę interesów społecznych w wypadku 
zagrożenia ich przez monarchę. 
Niezale-

żnie od powyższych uwag wydaje się, że możni, czując się upoważnieni do 

współdecydowania w sprawach państwa i władzy, mogli uważać, iż przeciwstawiając 
się samowoli króla postępują słusznie. Decyzja  
191 
o zbrojnym wystąpieniu została szybko wprowadzona w życie, kiedy jeszcze trwało 
wzburzenie opinii publicznej z powodu tragedii Stanisława. 

background image

Zapewne w maju lub czerwcu 1079 r. oddziały możno-ruszyły na Kraków. Opuszczony 
przez -

więk- 

szość król znalazł się w izolacji i nie był zdolny zebrać sił, aby stawić skuteczny opór i 
stłumić otwarty bunt. Być może działał także moment zaskoczenia. W każdym razie 
brak przesłanek źródłowych dla domysłu Stanisława Kętrzyńskiego, jakoby walka 
zbrojna w kraju trwała dość długo. W obliczu klęski Bolesław II zabrał najbliższą rodzinę 
— żonę i syna Mieszka — i wraz z nielicznym pocztem najwierniejszych towarzyszy 
opuścił Kraków, przekroczył południową granicę państwa,. udając się na wygnańczy 
szlak na Węgry. Drugi akt dramatu dobiegł końca, pozostawiając na scenie dziejowej 
opustoszały tron monarszy. 
B. Historyczne skutki konfliktu 
Dramatyczny finał rządów Bolesława II tym z badaczy, którzy odrzucali późniejsze 
przekazy, począwszy od Kroniki Mistrza Wincentego, sprawiał ogromne kłopoty 
interpretacyjne zmus

zając do snucia niekiedy pociągających, ale dość dowolnych 

hipotez i przypuszczeń. Największy rozgłos naukowy osiągnęły wyniki badań Tadeusza 
Wojciechowskiego, który skonstruował pomysłową hipotezę o buncie możnych przeciw 
Szczodremu, ale nadał jej całkowicie odmienny od wyżej przedstawionego charakter. 
Według tego badacza spisek możno-władców przeciw królowi miał swoich przywódców 
w osobach młodszego brata Bolesława — Władysława Hermana, późniejszego 
wojewody Hermana 

— Sieciecha z rodu Starżów-Toporczyków i biskupa Stanisława, 

przy Czym sprzysiężenie to nawiązało ścisłe kontakty z cesarzem Henrykiem IV i 
księciem czeskim Wratysła- 
192 
wem w poszukiwaniu pomocy zewnętrznej w walce z Bolesławem. Teza ta nie znajduje 
jednak' najmniejszego oparcia w źródłach, a brak śladów interwencji czeskiej czy 
niemieckiej w wydarzenia polskie z 1079 r. k~aze odłożyć ją do lamusa koncepcji, które 
zrobiły niezasłużoną karierę w nauce. 
Podobnie rzecz wygląda z przypisywaniem Władysławowi Hermanowi i Sieciechowi 
przywódczej roli w organizowaniu buntu. Jeżeli chodzi o młodszego Piasto-wica, to 
domysł ten wywodzi się ze znanych w okresie wcześniejszym i późniejszym wypadków, 
kiedy niezadowoleni z podziałów spadkowych bracia książęcy organizowali spiski 
przeciw temu, który był wyznaczony przez ojca na następcę tronu, bądź też, gdy 
buntujący się przeciw władcom możni wciągali do spisków ich starszych lub młodych 
braci i innych członków dynastii. Precedensy te, aczkolwiek dość liczne w okresie 
wczesnośredniowiecznym, wobec całkowitego milczenia źródeł nie mogą być 
wystarczającym dowodem udziału Hermana w wypadkach 1079 r., a tym bardziej jego 
in-

spiratorskiej roli w organizowaniu opozycji przeciw Szczodremu. Sama okoliczność, 

że Władysław przejął po wygnaniu króla ster rządów (nie wiemy nawet, czy fakt ten 
nastąpił bezpośrednio po ucieczce Bolesława), o niczym nie może świadczyć, ponieważ 
było oczywiste, że jako jedyny przebywający w kraju Piast tylko on jest naturalnym 
następcą po bracie. W przeciwnym bowiem razie musielibyśmy uznać, że możni 
posunęli się do zakwestionowania „przyrodzonych" praw dynastii piastowskiej do 
sprawowania władzy książęcej w Polsce. Wówczas jednak tym bardziej nie mogłoby 
być mowy o czynnym udziale Hermana w spisku przeciw Bolesławowi, a jego dojście do 
władzy trzeba by ocenić jako zwycięski finał starcia z przeciwnikami rządów 
piastowskich. W sumie domysły na temat udziału brata-junio- 

background image

193 
ra w spisku polegają na czystej_jiedukcji opartej na milcząco przyjętym założeniu, iż 
usunięcie Szczodrego z tronu leżało w jego interesie, ponieważ otwierało mu drogę do 
władzy. Tylko w pozornej sprzeczności z tym stwierdzeniem pozostaje jedyna poszlaka 
źródłowa w postaci emendowanego przez Wojciechowskiego zdania Galia z 28 
rozdziału pierwszej księgi, w którym kronikarz dość niejasno wyraził się, iż w wyniku 
strącenia Bolesława jego brat stał się wrogiem króla węgierskiego Władysława, gdyż ta 
opinia dotyczy sytuacji późniejszej. 
Przeciw sugestiom Tadeusza Wojciechowskiego wysunięto niedawno nowe argumenty, 
które z natury rzeczy też nie mają silnego oparcia w przekazach źródłowych. I tak 
Zygmunt Sułowski wręcz stwierdził, że po wygnaniu króla przez zbuntowanych 
możnych Władysław Herman,  rezydujący  w  Płocku,   dopiero  na  wieść  o śmierci 
brata objął rządy w kraju. Tym tłumaczy się fakt, iż na stolicy biskupiej w Krakowie po 
zgładzeniu Stanisława przez trzy lała trwał wakans, brak bo-    l wiem było księcia,  
który  wyznaczyłby następcę. Z kolei  Jerzy Dowiat stanął na stanowisku, że późniejsza 
orientacja polityczna Hermana i 

Sieciecha nie różniła się zbyt drastycznie od polityki 

Szczodrego. W środowisku dworskim w czasach rządów Władysława Bolesław II 
pozostał w dobrej pamięci, a nawet powstawała legenda o tym władcy mieszająca jego 
czyny z czynami Bolesława Chrobrego. Natomiast Stanisław nie był tam traktowany 
jako męczennik, a jego postępowanie oceniano krytycznie. Autor podtrzymał też 
dawniej wysuwane spostrzeżenie, Je jjennan riadał swojemu syno-imię  wygnanego  
brata,   co  byłoby  niezrozumiałe, tfyby był  sprawcą jego ka tastrofy. Do uwag tych 
moż-dodać, że z przedstawienia Galia wyłania się portret -go księcia jako człowieka 
słabego charakteru, pozba- 
Boleslaw Śmiały 

i. 
 
194 
wionego inicjatywy i większych ambicji politycznych, a przy tym schorowanego. 
Wobec poważnych wątpliwości co do bezpośredniego aktywnego udziału Władysława w 
przygotowaniu spisku przeciw bratu w innym także świetle rysuje się rola Sieciecha. 
Jego powiązanie z buntem rozumiano bowiem w ten sposób, że współdziałał w spiisku 
z Hermanem, torując mu drogę do tronu, za co później wynagrodzony został przez 
księcia pierwszym w kraju urzędem — pa-latyna, który przy słabości Hermana zapewnił 
mu pozycję rzeczywistego władcy państwa. Jeżeli jednak Władysława wyeliminujemy 
spośród tych, którzy doprowadzili do obalenia Bolesława II, to motylwacja późniejszych 
wyjątkowo silnych zwliązków łączących Hermana i Sieciecha ulega znacznemu 
osłabieniu. Nie oznacza to jednak, iż Sieciech, niezależnie od Władysława, nie mógł 
samodzielnie brać czynnego udziału w buncie przeciw Szczodremu jako jeden z 
niezadowolonych możnych, a wybitna rola odegrana w toku wydarzeń pozwoliła mu w 
latach późniejszych zrobić karierę polityczną. Stanowisko takie reprezentuje ostatnio 
Gerard Latouda, chociaż pogląd ten musi pozostać tylko domysłem. Jedynym zatem 
znanym z imienia uczestnikiem spisku przeciw królowi, którego w tym charakterze 
widziało i oceniało środowisko dworskie w początkach XII wieku oraz inni ludzie 
pamiętający przebieg wydarzeń sprzed 25 lat, był biskup krakowski Stanisław. Wszysc y 

background image

pozostali czołowi członkowie sprzysiężemia i potem zbrojnego buntu pozostaną, 
niestety, na zawsze nieznani. Tajemnicze są także dalsze losy króla Bolesława. Wyjazd 
na Wągry był wyborem świadomym, ponieważ tylko stamtąd mógł oczekiwać 
skutecznej pomocy zb

rojnej dla odzyskania tronu. Pełne pychy powitanie przez 

wygnańca króla Władysława wskazuje, że liczył on z całą pewnością na wsparcie 
militarne jako rewanż za wcześ- 
195 
niejsze świadczenia udzielane mu przez Polskę. Sytuacja konfliktowa została jednak 
za

żegnana, a więzy starej przyjaźni okazały się silniejsze od chwilowego gniewu i 

rozporyczenia. „Węgrzy jednak zapisali to sobie w sercu głębiej i trwałej. Z jego powodu 
[Bolesław] ściągnął na siebie wielką nienawiść Węgrów i dlatego prędzej — jak mówią 
— ostatni dzień go u-przedził" — napisał Gali w ostatnich słowach poświęconych 
Szczodremu. 
W świetle tej relacji nie ma podstaw do snucia różnych domysłów na temat rzekomego 
zamachu na życie wygnańca przez jego polskich przeciwników, a w szczególności 
udziału w nim Władysława Hermana. Przekaz Anonima, aczkolwiek nie całkowicie 
jednoznaczny i powołujący się na opinie innych, Poz,waljł_j)rzLcjej 
ganizowany przez nie znanych nam węgierskich przeciwników polskiego króla. Czy 
wywodzili się oni z dworu Władysława, czy też spośród zwolenników Salomona, 
któremu Szczodry skutecznie zagrodził drogę do tronu węgierskiego, trudno 
wyrokować. Śmierć Bolesława nastąpiła — według niedawnych ustaleń Zofii 
Kozłowskiej-Budkowej — w nocy 7 2 na 3 kwietnia. Natomiast data roczna jest bardziej 
dyskusyj-na- 

Rocznik kapituły krakowskiej podaje zgon króla pod rokiem 1081, ale jego 

daty są często przesunięte o jeden rok, ponadto można podejrzewać, że 
trzynastowieczny jego pisarz, żyjący w atmosferze kultu niedawno kanonizowanego 
Stanisława, mógł tendencyjnie przyspieszyć ten fakt w czasie aby pokazać, że 
,,zabójca" świętego rychło doczekał się kary bożej. Pochodzący z pierwszej połowy XII 
wieku i zachowany w oryginale Rocznik świętokrzyski dawny zgon Bolesława zanotował 
pod ro-iem 1082 i jego informacja ma dzisiaj licznych zwolen- 
 
196 
197 
ników w nauce. Dodać trzeba, że obie daty nie stoją w sprzeczności z cytowanym wyżej 
zdaniem Galia. Mniejsze natomiast uzasadnienie mają występujące niekiedy w 
opracowaniach daty 1079 i 1080. Bez względu na to, czy przyjmiemy rok 1081 czy 1082 
jako datę śmierci, nie ma podstaw, przyjmować późną tradycję więżącą ostatnie lata 
życia Bolesława z klasztorami w Osjaku czy w Wilten, gdzie miał rzekomo wieść żywot 
pokutnika aż do ostatnich swoich dni. 
Niezwykle 

interesujące są wydobyte przez Zofię Kozło -wską-Budkową dowody 

źródłowe w postaci zapisek ne-krologicznych (aniwersarzy) zarówno polskich (nekrolog 
kapituły krakowskiej oraz kalendarz opactwa benedyktyńskiego św. Jana w Ostrowie), 
jak i zagranicznych (np. 

nekrolog słynnego opactwa benedyktyńskiego św. Emerama w 

Ratyzbonie), odnoszących się do Bolesława II. Wskazują one, że i w kapitule 
krakowskiej, i w wymienionych ośrodkach benedyktyńskich (a zapewne także w 
Osjaku), które miały szczególne powody do wdzięczności wobec polskiego króla za 
zakładanie na ziemiach polskich i szczodre uposażenia nowych klasztorów tej reguły, 

background image

modlono się za duszę wypędzonego władcy. Nie może ulegać wątpliwości, że nie 
uważano go tam za „zabójcę" biskupa Stanisława, a przeciwnie — widziano w nim 
człowieka wielce zasłużonego dla Kościoła polskiego. Szczególny, wymowny w tym 
względzie jest fakt odprawiania modłów za duszę Bolesława w katedrze krakowskiej, na 
miejscu jego rzekomej zbrodni! Śmierć wygnanego króla, zamykająca nieodwołalnie 
drogi jego ewentualnego powrotu do ojczyzny, kończy trzeci i ostatni akt dramatu. 
Całkowite ciemności spowijają pierwsze lata po upadku Bolesława. W bliżej nie znanym 
momencie rządy objął Władysław Herman jako jedyny członek dynastii przebywający w 
kraj

u. Na siedzibę władzy i dworu książę- 

cego obrał sobie Płock, w którym i do tego czasu stale przebywał. ~ Przeniesienie 
centrum zarządu państwem na Mazowsze może tłumaczyć się zagrożeniem ziemi 
krakowskiej przez Czechów, którzy od jej opanowania zostali zapewne powstrzymani 
przez króla węgierskiego. Pretensje czeskie znalazły swój wyraz w koronowaniu się 
Wratysława II czeskiego w 1085 r. za zgodą Henryka IV na króla Czech i Polski. Fakt 
ten nie pociągnął za sobą zgubnych dla państwa polskiego skutków, mie,-dzy innymi 
terytorialnych, w czym częściowo można widzieć polityczną rolę małżeństwa Hermana z 
księżniczką czeską Judytą, a częściowo wpływ dworu węgierskiego, który czuwał nad 
polskimi sprawami. U boku króla węgierskiego wciąż bowiem przebywał jedyny syn 
Bolesława II — Mieszko, niewątpliwy kandydat do tronu polskiego. Na dworze 
słabowitego Władysława Hermana faktyczne rządy przejął wojewoda Sieciech, który 
całkowicie podporządkował sobie księcia; on też decydował o sprawach polityki 
zagranicznej państwa. Następstwa zegnania Bolesława II najbardziej dotkli-, wie dały 
się odczuć w międzynarodowej sytuacji państwa polskiego. Jjdynie _z Rusią Kijowską 
^utrzymań e zostały zapewne dobre stosunki, na co wskazywałby fakt, iż w 1088 r. 
sprowadzony do kraju Mieszko B

olesławowie ożeniony został przez Hermana z 

księżniczką ruską. Przyjacielskie i najbliższe kontakty z Węgrami doznały w wyniku 
katastrofy Szczodrego prawdzi-

" wego załamania, które trwało — jak można sądzić — 

do 1086 r., kiedy to w rezultacie porozumienia 

obu dworów, węgierskiego i polskiego, 

doszło do powrotu do kraju syna wygnańca i jego matki. Największe zmiany nastąpiły w 
stosunkach z Czechami i cesarstwem. W bliżej nie znanym czasie Władysław Herman 
zdołał w jakiś sposób zaspokoić zadawnione pretensje czeskie (być* może powrócił do 
płacenia czynszu ze Śląska), a zawar- 

— Bolesław Śmiały 

198 
te porozumienie umocniło małżeństwo polskiego księcia z córką Wratysława II — 
Judytą. Porozumienie to oznaczało głęboki przełom w dotychczasowych kierunkach 
polity

cznych Polski, ponieważ zbliżenie do Czech, przy jednoczesnym zerwaniu z 

Węgrami, prowadziło do zasadniczej zmiany w relacjach polsko -cesarskich, jako że 
Wratysław II nadal pozostawał w obozie Henryka IV jako jego wierny sojusznik. Król 
czeski pośredniczył zapewne nawiązanie bezpośrednich kontaktów między dworem 
cesarskim i Hermanem, który w ówczesnej sytuacji nie mógł sobie pozwolić na 
zachowanie wrogiej Henrykowi linii politycznej Bolesława II. Dla_cesarza wydarzenia w 
Polsce były prawdziwym dobrodziejstwem losu, który na wschodniej granicy zlikwidował 
i groźnego przeciwnika i Henryk nie omieszkał skorzystać z nadarzającej się okazji 
zmiany układu stosunków. Szczegółowych postanowień porozumienia nie znamy, ale 
sądząc z późniejszego stanu rzeczy doszło wówczas /^do poważnych jednostronnych 

background image

cesji polskiego księcia, ( który, za cenę uznania przez cesarstwo swojej władzy, V 
rezygnował z korony królewskiej. Uznanie się przy tej okazji za wasala Henryka IV, 
aczkolwiek nie poświadczone bezpośrednio źródłami, wydaje się prawdopodobne i 
można sądzić, że cesarz dążył do tego. 
Układy polsko-niemieckie w latach następnych doznały dalszego umocnienia. Kiedy w 
końcu 1085 r. zmarła żona Hermana — Judyta, książę zawarł wkrótce (w 1088 lub 1089 
r.) nowy związek małżeński, tym razem z siostrą Henryka IV -- również Judytą (salicką). 
Zbliżenie do cesarstwa musiało doprowadzić do zerwania kontaktów Polski z papieżem 
Grzegorzem VII, którego położenie w walce z cesarzem stale się pogarszało. W latach 
osiemdziesiątych można odnotować wiele faktów świadczących o nawiązaniu przez 
dwór polski i Kościół kontaktów z niemieckimi ośrodkami kościel- 
199 
nymi, co także trzeba interpretować jako rezultat zerwania z kurią i ułożenia stosunków 
z niemieckim sąsiadem na nowej płaszczyźnie. 
W sumi

e w pierwszych latach rządów Hermana nastąpiło całkowite odwrócenie 

sysłemu~polskich związków i przymierzy politycznych w stosunku do tych, które 
tworzyły fundamenty wielkiej międzynarodowej polityki Bolesława II. 
Państwo_polskie_^pierws2ej potęgi w Europie środkowo-wschodniej w ciągu niewielu 
lat przekształciło się w jedno ze słabszych księstw, przestając na dłuższy czas aktywnie 
uczestniczyć w polityce międzynarodowej. Ta zmiana roli Polski z podmiotu dziejów w 
ich przedmiot była bolesną implikacją wydarzeń z 1079 r., a wydobycie państwa z 
głębokiej depresji miało stać się naczelnym zadaniem dopiero następcy Władysława 
Hermana, jego syna 

— Bolesława III Krzywoustego. 

Kilka słów poświęcić jeszcze należy losom Mieszka Bo-lesławowica, który, póki żył, poty 
by

ł potencjalnym kandydatem do tronu polskiego. Urodzony w 1069 r. jedyny syn 

Szczodrego w chwili zegnania ojca z tronu miał 10 lat. Po siedmioletnim pobycie na 
dworze węgierskim, w 1086., w dość tajemniczych okolicznościach, zapewne jednak 
wskutek nalegań króla węgierskiego, Herman sprowadził siedemnastoletniego księcia 
wraz 7- 

jego matką do Polski. Wysuwane niekiedy w literaturze przypuszczenia, że 

Mieszka osadzono w ziemi krakowskiej, polegają chyba na nieporozumieniu, ponieważ 
nic nie poświadcza, jakoby miał on tam sprawować władzę. Z faktu, iż w 1088 r. 
Władysław Herman doprowadził do małżeństwa Mieszka z nieznaną z imie-1]a 
księżniczką ruską, zdaje się wynikać, że książę oswo -się z myślą o stałym pobycie 
bratanka w kraju i że go mieć przy swoim boku niż jako politycznego 
200 
wygnańca na obczyźnie, gdzie knuć mógł plany odzyskania ojcowizny przy poparciu 
Węgier. Ze swej strony Bolesławowie zaakceptował zapewne władzę stryja i nie 
wysuwał roszczeń do stolca książęcego, chociaż narodziny w 1085 r. długo 
wyczekiwanego przez Hermana syna 

— Bolesława (Krzywoustego) praktycznie 

niweczyły perspektywy objęcia przez Mieszka tronu po zgonie starego księcia. W 1089 
r., w wieku zaledwie 20 lat, Mieszko nagle zmarł. Powołując się na anonimowych 
informatorów Gali tak skomentował jego niespodziewany zgon: „Mówią bowiem, że 
pewni współzawodnicy, lękający się, ażeby nie zemścił się za krzywdę ojca, trucizną 
zgładzili chłopca wielkiego talentu; niektórzy zaś, który z nim pili, ledwie wymknęli się 
niebezpieczeństwu śmierci". Wedle tej wersji byłaby to zatem zbrodnia polityczna 
popełniona przez rywali pragnących pozbyć się młodego księcia w obawie, że będzie 

background image

ścigał wrogów ojca, a może raczej, że zechce sięgnąć po tron. Pierwsze więc 
posądzenie pada na Władysława Hermana, który p rzez usunięcie Bolesławowica 
utorowałby swojemu synowi drogę do stolca książęcego. 
Mimo dość powszechnego przyjęcia w nauce relacji kronikarza podane motywy 
zamachu budzą różnorakie wątpliwości. Okoliczności sprowadzenia Mieszka do kraju, 
jego ożenek i inne wypadki związane z pobytem na płockim dworze, nie wskazują na 
Hermana jako na inspiratora mordu. Po zgonie Bolesława II nie czuł on się zagrożony, a 
jego władza, mimo zastrzeżeń niektórych historyków, była całkowicie legalna i nie 
mogła budzić u nikogo zastrzeżeń natury prawnej. Rola truciciela bratanka nie bardzo 
godzi się z wizerunkiem Hermana skreślonym piórem Anonima Galia, który zresztą 
zbrodnią tą nie obciąża księcia, przerzucając oskarżenie na określonych liczbą mnogą 
„współzawodników". Jeżeliby 

 
201 
 

terminu tego nie brać dosłownie, to w zamachowcach na życie Mieszka można by 
upatrywać dawnych przeciwników Bolesława II, którzy obawiali się, że po ewentualnym 
dojściu do władzy młody książę — jak pisze kronikarz — będzie się mścił „za krzywdę 
ojc

a". Cały 29 rozdział pierwszej księgi Kroniki poświęcony Mieszkowi  robi  na 

czytelniku  dziwne  wrażenie,   tak silnie nasycony jest przesadnymi pochwałami pod 
adresem Piastowica, a nawet niezbyt przecież uzasadnionymi nadziejami na jego 
przyszłe panowanie. W całym dziele Galia nie ma ani jednego Piasta, któremu pisarz 
polwięćilBy  chociaż  jedno pełne  zdanie,  jeśli nie był panującym księciem. O licznych 
synach książęcych autor nie wspomniał słowem i nie wymienił nawet ich imion, a w tym 
wypadku otrzymuj

emy wielki pean na cześć młodzieńca, który nie dał się jeszcze 

poznać i sprawdzić. Mimo woli budzi się podejrzenie, iż panegirycz-na ocena Mieszka i 
literacko wyolbrzymiona żałoba, jaka po jego zgonie miała ogarnąć cały kraj i wszystkie 
grupy społeczne („Po śmierci zaś chłopca-Mieszka, cała Polska tak bolała, jak matka po 
śmierci jedynego syna. I nie tylko owi, którym był znany, rozwodzili żale, lecz także ci, 
którzy nie widzieli go nigdy, towarzyszyli z płaczem marom zmarłego. Wieśniacy 
mianowicie porzucal

i radła, pasterze bydło, rzemieślnicy zajęcia, pracownicy roboty 

zaniedbali z żalu po Mieszku. Także mali chłopcy i dziewczęta, a nadto słudzy i 
służebnice pogrzeb Mieszka napełnili łzami i westchnieniami"), została kronikarzowi 
narzucona przez tych, którzy w okresie rządów Hermana utracili dawne wpływy i zeszli 
na dalszy plan, ale równocześnie na dworze książęcym mieli dość powiązań i 
kontaktów, aby na kartach Kroniki przeforsować dla potomnych taką właśnie wersję 
losów i oceny Mieszka oraz zaznaczyć swoje nadzieje z nim zwią-ane. Wysunięte przez 
nich podejrzenia najsilniej doty- 
202 
kaja wojewody Sieciecha, o którym kronikarz w innyrn miejscu napisał, że dążył do 
wygubienia wszystkich Piastów i zajęcia ich miejsca. Czyżby więc miał on swój udział w 
obaleni

u Bolesława II i teraz obawiał się zemsty Mieszka? Wszelkie domysły w tym 

względzie są możliwe, nawet całkowite zakwestionowanie wiarygodności wersji 
Anonima jako ewentualnej insynuacji podsuniętej autorowi dla zohydzenia pewnych 

background image

osób, ale, niestety, nie pozwalają się skontrolować. Zbrodnia popełniona na 
młodocianym Mieszku dopełniła miary dramatu Bolesława II i jego rodziny. Śmierć jego 
syna była ostatnim echem wielkiego konfliktu, który przyniósł tak tragiczne żniwo; była 
również epilogiem dramatu, który jest przedmiotem tej książki. Kurtyna dziejów, która 
zapadła nad opisanymi tutaj wydarzeniami, pokryła mrokami tajemnicy wiele 
szczegółów. 
Jedno wszakże jest pewne. Konflikt biskupa Stanisława z królem Bolesławem 
Szczodrym był niewątpliwym fenomenem w dziejach polskiego średniowiecza. 
Pociągnął on za sobą tragiczne skutki, które nie zamykają się jedynie w ramach 
osobistych dramatów ludzi, biorących w nim bezpośredni udział, chociaż i tych nie 
wolno lekceważyć. O katastrofie państwa polskiego, jaka nastąpiła w wyniku wygnania 
Bolesława II, wspomniałem już wyżej. 
! Ogromne straty poniósł też Kościół w Polsce. Po śmierci Stanisława największe i 
najważniejsze w kraju biskupstwo przez trzy lata pozostawało bez nowego pasterza, 
zanim diecezję krakowska w 1082 r. objął biskup Lambert (III). Fakt ten dobitnie ukazuje 
miarę wstrząsu, jakiego doznało państwo i Kościół w toku wydarzeń z 1079 r. Gdyby 
uznać istnienie i przechowanie w późnej tradycji (i ewentualnie w liście Paschalisa II) 
prawdziwych okruchów przeszłości, to należałoby obraz ów- 
203 
czesnej sytuacji w Kościele uzupełnić równie dramatycznymi losami arcybiskupa 
gnieźnieńskiego (Bogumiła czi Henryka?), który do końca pozostał wierny Bolesławowi, 
a stając w sporze króla z biskupem po stronie pierwszego, podzielił wraz z nim 
wygnanie, pokutując następnie długie lata w pustelni. ^Jeżeli-, ist.ntnigjfak' się rzecz 
miała, to trudno się dziwić, że nad dziejami arcy-biskupstwa w schyłkowych latach XI 
wieku zalegają ciemności i że źródła nie dostarczają wiarygodnych informacji na temat 
obsady stolicy metropolitalnej. Organizacyjnych i moralnych szkód poniesionych przez 
Kościół, którego wysoki dostojnik uwikłał się w tragiczny konflikt z monarchą, nie 
sposób wprost wyliczyć. Ale obok niewątpliwego obniżenia autorytetu ideowego i 
moralnego hierarchii kościelnej w opinii społecznej sam fakt przeciwstawienia^ się 
biskupa władcy świeckiemu był nowym elementem politycznej rzeczywistości Polski w 
drugiej połowie XI stulecia. Był on zapowiedzią przemian, które w niezbyt już odległej 
przyszłości, w rozbitej na dziełnice-księstwa Polsce, przekształciły Kościół w 
samodzielną siłę polityczną, kierującą się własnymi celami i interesami, nie zawsze 
zgodnymi z interesami władzy świeckiej.Rozdział VII 
„Sprawa świętego Stanisława" 
w tradycji historiograficznej 
i w polskiej świadomości 
zbiorowej 
W uwagach wstępnych wspomniałem, że konflikt między Bolesławem II i biskupem 
Stanisławem nie przestał żyć w emocjach i tradycji Polaków oraz w polskiej myśli 
historycznej z chwilą zejścia obu jego bohaterów ze sceny dziejowej. Już bowiem 
wkrótce rozpoczął on nowe życie, odmienne w swojej naturze, przyczyniając się do 
kształtowania postaw ideowych i światopoglądowych następnych pokoleń i stając się 
istotnym składnikiem polskiej kultury w najróżniejszych jej przejawach. Liczne i 
wielopłaszczyznowe implikacje wielkiego sporu, zakończonego tragicznym finałem, dały 
o sobie znać zaledwie w ćwierć wieku po śmierci króla i biskupa w Kronice Anonima 

background image

Galia i od tej pory, z różnym stopniem   natężenia,   funkcjonowały   w   świadomości 
zbiorowej przez następne wieki aż do naszych 
'  czasów. 
Pisarze średniowieczni aż po Długosza włącznie w przy-"czynach i przebiegu konfliktu 
nie dopatrywali się konfrontacji między Kościołem i państwem, nie dopuszczając myśli o 
mo

żliwości tak drastycznego  przeciwstawienia sobie  dwóch instytucji  rządzących  

społeczeństwem średniowiecznym.  Przesuwali oni rączej  punkt ciężkości sporu w 
sferę moralną, w miarę upływu czasu coraz bardziej obciążając grzesznego króla 
różnymi przewinami,  a równocześnie  ukazując biskupa w aureoli świętości jako stróża 
sprawiedliwości, obyczaju i morał- 
 
25. Biskup Stanisław przedstawiony na karcie tytułowej Żywotów arcybiskupów 
griieznienskich z ilustra-

cjami Stanisława Samostrzelmka - ok. 1534 roku 

2

6. Na bordiurze w Żywotach arcybiskupów gnieźnieńskich odnajdujemy też wizerunek 

Bolesława Szczodrego 
205 
'W* 
Ł 
•i 
 
43. Najwybitniejsze współczesne dzieło plastyczne poświecone j edenas-towiecznemu 
władcy to Grobowiec Bolesława Śmiałego - wypukio-rzeźba Xawerego Dunikowskiego 
ności, w obronie których to wartości duchowych poniósł w końcu męczeńską śmierć z 
ręki zbrodniczego władcy. Jeszcze dla Anonima Galia Stanisław nie był ani 
męczennikiem, ani świętym, tylko buntowniczym biskupem, zbyt surowo ukaranym 
pr

zez króla. Oczywisty w tym dowód, że w początkach XII wieku nawet w krakowskim 

środowisku kościelnym, \v którym obracał się kronikarz, nie było jeszcze mowy o 
jakichkolwiek formach kultu Stanisława. A nie było zapewne dlatego, że żyli wówczas 
liczni świadkowie wydarzeń 1079 r., znający ich prawdziwy przebieg i mogący 
przeciwstawić ewentualnym próbom przeinaczenia obrazu konfliktu wersję opartą na 
faktach. 
Sam spór pisarz potraktował jako przykry epizod, który niespodziewanie i fatalnie 
przyczynił się do skrócenia znakomitego panowania Bolesława II i nic ponadto. Było to 
o tyle dziwne, że według wszelkiego prawdopodobieństwa już w 1088—1089 r., a więc 
zaledwie w 9 lat po pamiętnych wydarzeniach, szczątki Stanisława przeniesiono jawnie 
i oficjalnie z kościoła na Skałce do kościoła Sw. Michała na Wawelu. Zanotowany przez 
roczniki fakt ten uznać trzeba za pierwszą, nieśmiałą jeszcze próbę rehabilitacji pamięci 
biskupa w krakowskim ośrodku kapitulnym. 
Pierwsza translacja świadczy o tym, że w owym środowisku byli ludzie, którzy z takich 
czy innych powodów postawy biskupa w sporze z królem nie potępiali i mieli odwagę 
zamanifestować jego przynależność do kleru krakowskiego, nie licząc się nadmiernie z 
opinią dworu siążęcego.   Nie   będziemy   tutaj   dochodzić   źródeł   tej orientacji, 
poprzestając na odnotowaniu jej istnienia. W początkach drugiej połowy XII stulecia, 
kiedy jesz-

e nadal, bodaj jedynym pisanym świadectwem konflik-i była powstała przed 

półwieczem Kronika Galia i kiedy wciąż nie napotykamy wyraźnych śladów kultu Sta- 
H W 

background image

206 
nisława, kapituła krakowska uczyniła dalszy krokŁ dokonując kolejnej translacji 
Liaia_bJ^ŁŁiLajz kościoła Sw. Michała do nowo. odbudowanej i Wyświęconej katedry 
wawelskiej S w. Wacława. W.,-akcie tym, odbytym zapewne z całym obowiązującym 
ceremoniałem kościelnym i w obecności licznie zgromadzonych wiernych (wybrano 
prawdopodobnie w tym celu ważne święto kościelne), widać wyraźnie, że pamięć o 
Stanisławie była w kapitule wciąż żywa, a w samej uroczystości przebija już pragnienie 
upow

szechnienia i uaktualnienia tej pamięci wśród ludności diecezji. Niezależnie od 

tego sam fakt przeniesienia szczątków do kościoła katedralnego, w którym na co dzień i 
od święta bywali nie tylko biskupi i kanonicy, ale także książę z rodziną i najprzedniejsi 
panowie krakowscy, rozumieć należy jako manifestacyjne uczczenie Stanisława przez 
duchowieństwo kapitulne i akceptację tego postępowania przez dwór oraz opinię 
możnych i rycerstwa. 
Wydaje się, że p_nj}nwtń|-n ej translacji n a tpr_ęj]jjp_Krp Vn-^ wa, a przede wszystkim 
kapituły, Gallowa wersja konfliktu, jako uwłaczająca pamięci biskupa, poszła w znacznej 
mierze w zapomnienie, i okoliczność, iż była ona nieco później znana Mistrzowi 
Wincentemu, poglądowi temu nie przeczy. Zaczęła natomiast się formować no wa ustna 
wersja, przedstawiająca coraz bardziej odmienny od przekazu Anonima przebieg sporu, 
w którym Stanisław stopniowo kreowany zostaje na ofiarę Bolesława II. Dzieło Galia, 
pieczołowicie przetrzymywane w bibliotece kapitulnej, nigdy nie zdobyło popular ności, a 
okoliczność ta ułatwiała powstawanie innych ocen konfliktu. Nie oznacza to jednak, 
jakoby już w drugiej połowie XII stulecia Stanisław był na terenie Krakowa przedmiotem 
rozwiniętej czci. Supozycji takiej przeczy łączna inicjatywa kapituły i księcia Kazimierza 
Sprawiedliwego sprowadzenia do Krakowa w 1184 r. relikwii św. Floria- 
207 
na, które służyć miały podniesieniu znaczenia tamtejszego ośrodka kościelnego i 
politycznego. Najwidoczniej zatem nadziei takich nie łączono ze Stanisławem i nie 
myślano jeszcze o jego kanonizacji. Kult świętego Floriana, mimo obiecujących 
początków, nie rozwinął się jednak na większą skalę, a Wincenty w swojej Kronice 
wykazuje w stosunku do niego wyraźną obojętność. W zmienionej już przeto 
atmosferze, wytworzonej wokół biskupa-ofiary króla, przebywał w Krakowie u schyłku 
XII wieku Mistrz Wincenty. Wychowany w duchu nowej pobożności i rygorystycznej 
moralności, znalazłszy się pod wpływem panujących w kapitule przychylnych 
Stanisławowi opinii, musiał odrzucić znany sobie przekaz Galia o „grzechu" biskupa i 
uformować własny obraz sporu. Stanisław-książę Kościoła jawił mu się jako bojownik 
walczący z niesprawiedliwością i rozwiązłością grzesznego i okrutnego monarchy, 
ponoszący śmierć w imię wyplenienia zła moralnego. 
Podziel

am poglądy badaczy, którzy w Kadłubku widzą pierwszego hagiografa 

Stanisława; położył on literackie podwaliny" pod przyszły kult biskupa. Stanisław 
przedstawiony jest przez pisarza według dawnego archetypu świętego, który przede 
wszystkim był męczennikiem i którego męczeńska śmierć była głównym i 
wystarczającym powodem uznania jego świętości. Wincenty wprost też określa 
Stanisława jako „męczennika" i „świętego", który sam wprawdzie jeszcze nie czyni 
cudów, ale przy ciele którego natychmiast po zgonie dzieją się cudowne zdarzenia, 
wskazujące na szczególną łaskę bożą. 

background image

Natomiast postać biskupa krakowskiego, jego sylweta duchowa, religijność i działalność 
jako księcia Kościoła 1 pasterza diecezji, nie wzbudziły zainteresowania kro-ikarza, 
podobnie jak wcześniej Anonima Galia. Wincenty nie skomponował nowego modelu 
świętego, który 
208 
209 
nieco później wypracowały zakony żebracze dominikanów i franciszkanów, pozostając 
przy tradycyjnym, wyłącznie męczeńskim jego wyobrażeniu, dalekim od ideałów 
pobożności trzynastowiecznej. Wygląda na to, że autor pisał o konflikcie jeszcze pod 
koniec XII wieku, kiedy wyznawców kultu Stanisława nie było wielu i w związku z tym 
pisarz nie odczuwał jeszcze potrzeby tworzenia wzorca świętego, na który „popyt" 
społeczny był zapewne zbyt nikły. Zamiast sprawiedliwego podzielenia win między króla 
i biskupa w sporze i jego skutkach 

— widocznego w dziele Galia — Wincenty 

zdecydowanie całą odpowiedzialnością obciążył monarchę i wszystkie, chociaż tylko 
zdawkowo ujęte, racje słuszności przyznał Stanisławowi, narzucając swoim autorytetem 
moralnym i pisarskim przekazaną w Kronice ocenę konfliktu jako obowiązującą 
wszystkim późniejszym autorom średniowiecznym. 
Wpływ działalności zakonów żebraczych na podniesienie ogólnego poziomu życia 
religijnego 

w Polsce oraz propagowanie przez nie kultu wyznawców wymagały około 

połowy XIII wieku bliższego' sprecyzowania i określenia wewnętrznej sylwetki 
Stanisława, jeśli miał on stać się przedmiotem powszechnego kultu. Można by więc 
spodziewać się, że w kolejnych chronologicznie przekazach, to jest w obu żywotach 
świętego Stanisława, spisanych z inspiracji kapituły krakowskiej przez dominikanina 
Wincentego z Kielc, dojdą do głosu przede wszystkim te cechy osobowości nowego 
świętego, które preferowały zakony żebracze: religijność, podniesiona do rangi wysoko 
cenionej ascezy, gorliwość we wspieraniu ubogich i chyba dążność do ubóstwa, 
chociaż ten ewangeliczny wymóg nie dotyczył zapewne biskupa i mógł być jedynie 
postulowany jako cnota, którą dobry chrześcijanin powi nien się odznaczać. 
Tymczasem, wskutek być może sugestii kapitulnych dysponentów pisarza, 
zaprezentował on czytelnikom bliski rzeczywistej pozycji i roli biskupów 
trzynastowiecznych model osobowości, nie wolny przy tym od oczywistych 
anachronizmów. Jawi się nam Stanisław jako członek możnowła-dczego rodu, mający 
za sobą studia uniwersyteckie, potężny książę Kościoła, wyniesiony na stolicę biskupią 
w drodze wyboru przez kapitułę, co w podtekście miało oznaczać jego niezależność od 
monarchy. Jest też sprawnym administratorem diecezji, dbającym o dyscyplinę kleru i 
klienteli dworskiej, a przy tym sprawiedliwie traktuje lud i tępi nadużycia przy pobieraniu 
dziesięcin i nie korzysta z prawa stacji (obowiązek gościny i utrzymania dworu 
biskupiego w czasie przejazd

u). Inne elementy  sylwety  Stanisława skreślone  są w 

żywotach zupełnie zdawkowo. Odnosi się to do skromności i zgodności, a także 
działalności charytatywnej czy osobistej pobożności, nie mówiąc już o cnocie ubóstwa, 
o której autor w ogóle nie wspomina. Stanisław miał również wykazywać  dużo   
stanowczości  i  energii  w  sporze  o majątek biskupstwa z możnowładcą świeckim, co 
znalazło wyraz w legendzie piotrawińskiej, i co mogło być w pełni akceptowane przez 
współczesnych, kiedy podobne sprawy były na porządku dziennym. W sumie jest to 
portret biskupa trzynastowiecznego, o określonej postawie   społeczno -politycznej,   ze   
słabo   zarysowanymi przymiotami, ale bez wad osobistych. Równocześnie oba żywoty 

background image

Wincentego z Kielc zawierają pewne nowe akcenty polityczne. W Żywocie mniejszym 
(Vita minor) autor ubolewa, że z powodu zbrodni Bolesława nastąpił  upadek królestwa 
polskiego,  a w pokanonizacyjnym Żywocie większym (Vita maior) wyraźnie wysuwa 
ideę zjednoczenia państwa oraz odnowienia królestwa — i to w oparciu o Kraków, gdzie 
na godnego, powołanego przez Boga księcia, oczekują schowane w skarbcu 
kościelnym polskie insygnia koronacyj- 


t i 
210 
ne. Rola Krakowa podniesiona jest przy tym do ośrodka pierwszej rangi, ponieważ 
równocześnie pisarz nie ukrywa ambicji tamtejszej kapituły do utworzenia arcy-
biskupstwa i zajęcia pierwszego miejsca w Kościele polskim. 
Żywoty świętego Stanisława i rozwijający się kult nowego świętego były, poza 
wszystkim innym, istotnym czynnikiem ideologicznym w dziele jednoczenia pa

ństwa, 

pobudzającym rozwijającą się świadomość narodową   i   integrującym   poczucie   
jedności   politycznej wszystkich mieszkańców ziem polskich. Zabiegi Kościoła 
krakowskiego wokół szerzenia kultu Stanisława zbiegły się  ze  zjednoczeniowymi 
aspiracjam

i książąt krakowskich w drugiej połowie XIII wieku, dla których posiadanie 

świętego — patrona całej Polski oznaczało podniesienie prestiżu dzielnicy małopolskiej. 
Sprzyjało to pogłębieniu powiązań kultu Stanisława z ideologią zjednoczeniową,   
czemu  służyły  konstrukcje  historiogra-ficzne zawarte w Żywocie większym    
Wincentego    z Kielc i innych ówczesnych i późniejszych przekazach, sugerujące, iż 
podziały dzielnicowe i ich ujemne skutki były karą za zabójstwo męczennika. Na gruncie 
tej koncepcji, w ot

oczce religijnej frazeologii, pojawiły się dwie paralele historyczne nie 

obojętne dla formowania świadomości narodowej i dla rozwoju propagandy, 
zmierzającej do odbudowy zjednoczonego królestwa polskiego. Połączyły one ściśle 
osobę biskupa krakowskiego z losami państwa. Pierwsza mówiła o tym, że tak jak 
Szczodry poćwiartował ciało męczennika na części, tak jemu i jego następcom Bóg 
odebrał koronę, a państwo rozpadło się na wiele dzielnic. Druga wywodziła natomiast, 
że tak jak Bóg spowodował cudowne zrośnięcie się rozsiekanych cząstek ciała biskupa, 
iż nawet nie widać było śladu blizn, tak samo, dzięki wstawiennictwu męczennika, w 
odpowiednim czasie doprowadzi do pono- 
211 
wnego połączenia się wszystkich dzielnic w jedno kró-~ lestwo, ozdobione koroną 
królewską jej władców. Nieprzypadkowo też Rocznik kapituły krakowskiej przypisał 
wstawiennictwu Stanisława zwycięstwo Władysława Łokietka nad wojskami krzyżackimi 
w 1331 r. pod Płowcami, wiążąc postać patrona polskiego z obroną jedności państwa.  
Bezpośrednio po kanonizacji zasięg kultu świętego Stanisława był ograniczony do 
diecezji krakowskiej, ale już pod koniec XIII stulecia przekroczył jej granice, 
najwcześniej  rozprzestrzeniając  się w  liturgii kościelnej. Znalazł też odbicie w 
kalendarzach. Nowy święty nie stał się wprawdzie przedmiotem  powszechnego kultu 
plebejskiego, ale stopniowo, w ciągu XIV wieku, został uznany za patrona całej Polski, 
zastępując dotychczasowego patrona — świętego Wojciecha, którego kult w tym i 
poprzednim stuleciu przeżywał wyraźny regres. Nawet powstały wówczas drugi cykl 
żywotów świętego Wojciecha, mający przyczynić   się do ożywienia kultu przez 

background image

ukazanie świętego w literackim obrazie, zgodnym z duchem trzynastowiecznej 
pobożności i mentalności, nie spełnił nadziei gnieźnieńskiego ośrodka kapitulnego i kult 
biskupa praskiego był wypierany stopniowo przez kult nowego narodowego świętego, 
któremu fundowano kościoły we wszystkich diecezjach. W jeszcze mniejszym zakresie 
z kultem świętego Stanisława mógł rywalizować szerzący się na Śląsk u kult świeżo 
kanonizowanej (1267  r.) księżnej  Jadwigi,  żony Henryka Brodatego, jednego  z 
pierwszych książąt  świadomie  próbujących zjednoczyć państwo. 
Kraków nie dał jednak odebrać sobie pozyskanych w o-sobie nowego świętego atutów. 
Już 8 maja 1254 r., z licznym udziałem duchowieństwa i czterech książąt piastowskich z 
krakowskim Bolesławem Wstydliwym na czele, odbyły się krajowe uroczystości 
ogłoszenia kano- 
' J 
212 
nizacji oraz podniesienia kości Stanisława i rozdania ich jako relikwii różnym świątyniom 
w całym kraju. W ciągu XIV i XV wieku Stanisław był już świętym o ogólnopolskim 
zasięgu, włącznie ze Śląskiem, o czym świadczą nie tylko ówczesne pomniki 
dziejopisarstwa polskiego, jak Kronika tzw. Mierzwy, Kronika wielkopolska, czy bardzo 
popularny Żywot świętego Stanisla-wa pióra Jana Długosza (1465), ale również liczne 
kościoły pod jego wezwaniem i bogata twórczość ikonograficzna. 
Kraków pozostał jednak z natury rzeczy centralnym ośrodkiem  kultu  świętego   
Stanisława.   Jego  żywotność tam zauważali również obcy, jak na przykład 
przebywający na studiach w Akademii Krakowskiej w początkach XV wieku niejaki 
Dominik z Prus (Dominikus von Preussen), który w swoich wspomnieniach z młodości 
pisał, że Polacy mają świętego Stanisława w największej czci, uważając go niemal za 
swego Boga. Kościół katedralny w Krakowie, mający w swoim wnętrzu relikwie 
męczennika, nabrał z czasem szczególnego charakteru w zjednoczonym Królestwie 
Polskim jako miejsce trofealne i gracjalne. Co najmniej od bitwy grunwaldzkiej w 1410 r. 
aż po zwycięstwo Jana Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 r. przy grobie świętego 
Stanisława — patrona państwa i narodu — królowie polscy i wodzowie składali 
dziękczynienia za wojenne sukcesy i ofiarowywali zdobyte na wrogach chorągwie i inne 
trofea. Tuta

j też, począwszy od Władysława Łokietka, odbywały się uroczystości 

koronacyjne polskich władców i tutaj królowie polscy zaślubiali swoje małżonki, a po 
śmierci składano ich na wieczny spoczynek w grobowcach. Słusznie pisze Michał 
Rożek, że katedra krakowska wraz z grobem świętego Stanisława stawała się „ołtarzem 
Ojczyzny" fara Patriae) i „świątynią chwały" (templum glor-iae), wyrastając na pierwszy 
kościół w Rzeczypospolitej 
Obojga Narodów. Sam zaś święty Stanisław stał się obrońcą państwa, a kult jego w tym 
również charakterze poświadcza wielokrotnie Jan Długosz, dla którego interwencje 
męczennika w najtrudniejszych dla narodu chwilach stawiają go pośród najbardziej 
zasłużonych postaci Polski średniowiecznej. 
Jak wynika z powyższego, dynastia Jagiellońska również w pełni zaakceptowała 
świętego Stanisława jako patrona państwa.,Na jednej z dwóch płaskorzeźb zdobiących 
słynny Dzwon Zygmunta, ufundowany w 1522 r. przez króla Zygmunta Starego dla 
katedry wawelskiej, widnieje postać biskupa w szatach pontyfikalnyc h, niewątpliwie 
wyrażająca taki powszechny charakter jego kultu. Wcześniej Władysław Jagiełło u 
grobu Stanisława złożył zdobyte na polach Grunwaldu chorągwie krzyżackie w 

background image

podzięce za wstawiennictwo świętego. Do miejsca spoczynku relikwii Stanisława w XVI 
s

tuleciu pielgrzymowano z całej Polski. W rozwijającej się twórczości ikonograficznej 

warto odnotować powstające wówczas kompozycje całych cyklów legendarnych 
osnutych na motywach losu świętego Stanisława, zawierające dość schematycznie 
ustalony zestaw wątków opartych na trzynastowiecznych żywotach Wincentego z Kielc. 
Od XVI wieku obserwować też można rozwój twórczości poetyckiej poświęconej 
świętemu Stanisławowi. Pisano niewielkie wiersze i epigramaty, ale także obszerne 
poematy 

— wszystkie o bardzo różnej, przeważnie jednak miernej wartości literackiej i 

artystycznej. Postać Stanisława pojawiła się także jako temat w teatrze ludowym w XVI i 
XVII stuleciu. Jeżeli chodzi o żywotopi-sarstwo, to po żywocie świętego Stanisława 
pióra Jana Długosza w następnych wiekach powstały dalsze, pisa-bądź po łacinie, bądź 
po polsku. W okresie przed-

'Zbiorowym szczególnie trzy z tych żywotów: Skargi, 

214 
Baroniusza  i  Jaroszewicza  zyskały wielką poczytność i były wielokrotnie wydawane.  
Niewątpliwie ważnym etapem w rozwoju kultu była realizacja długo prowadzonych 
przez kapitułę krakowską starań o wprowadzenie officjum (obrządek kościelny, pacierze 
kapłańskie) i mszy o świętym Stanisławie w Kościele powszechnym. Starania te 
uwieńczyło powodzenie u schyłku XVI stulecia, kiedy to papież Klemens VIII w 1595 r. 
dzień 7 maja wprowadził do Breviarium Romanum Kościoła Rzymskiego i polecił 
święcić go ku czci świętego Stanisława. W Kościele polskim świętemu Stanisławowi 
oddaje się cześć 8 maja. W XVII wieku, w dobie panowania w Polsce d ynastii Wazów, 
kult świętego Stanisława nabrał nowych treści, w których dominowały elementy 
patriotyczne, osiągając w tym zakresie bodaj swoje apogeum. Z inicjatywy i środków 
biskupa Marcina Szyszkowskiego ufundowany został w centrum katedry krakowskiej 
ws

paniały jako dzieło sztuki grobowiec świętego Stanisława według projektu 

nadwornego architekta królewskiego Gio-yanniego Battisty Trevano (1629). W cztery 
lata później król Władysław IV wyposażył grobowiec w ogromną i bogatą srebrną 
trumnę wykonaną w Augsburgu. Podtrzymywali ją klęczący aniołowie, a na bokach jej 
znajdowały się sceny wyobrażające życie i męczeństwo świętego Stanisława. Trumna 
ta i inne elementy wyposażenia grobu zniszczone zostały przez Szwedów w okresie 
„potopu" (1655—1657). Nową trumnę ufundował biskup krakowski Piotr Gembicki, a 
wykonał w Gdańsku Piotr von der Rennen (ok. 1670). Zachowała się ona do dzisiaj. 
Poza bogatą ornamentyką roślinną na trumnie widnieje dwanaście scen legendy 
stanisławowskiej, przedstawiających wybitne walory artystyczne. Ponadto w 
prezbiterium katedry, odrestaurowanym w 1617 r., zawieszono siedem ogromnych 
obrazów pędzla dwor- 
215 
skiego malarza Wazów Tomasza Dolabelli, przedstawiających cuda świętego 
Stanisława. Trzeba jednak powiedzieć, że do pielęgnacji i rozwoju kultu męczennika 
przyczynili się wówczas przede wszystkim biskupi i kapituła krakowska. Grób 
Stanisława był też wciąż sanktuarium patriotycznym, któremu wodzowie i hetmani 
oddawali hołd i dziękczynienie za sukcesy odnoszone na polach bitew. Mniejszym — 
z

daje się — uznaniem kult świętego cieszył się w samej dynastii Wazów. Poza 

ufundowaniem trumny z inicjatywy króla Zygmunta III i złotą statuą świętego, 
podarowaną przez króla Władysława IV, brak właściwie śladów szerszego 
zainteresowania tej dynastii w sze

rzeniu kultu Stanisława. Zapewne rację mają ci 

background image

badacze, którzy uważają, że jedenastowie-czny konflikt biskupa krakowskiego z królem 
Bolesławem Szczodrym mógł budzić niemiłe Wazom skojarzenia i analogie z aktualną 
rzeczywistością polityczną, w której zatargi magnaterii 'z władcami i nękające rokosze 
były niesłychanie dokuczliwe dla dynastii. Na tym tle lepiej tłumaczą się słynne śluby 
lwowskie króla Jana Kazimierza w 1656 r., podczas których ogłosił on Matkę Boską 
patronką i „Królową Korony Polskiej" i ślubował w imieniu całego narodu, iż w wypadku 
odniesienia zwycięstwa nad Szwedami wszelkimi sposobami będzie szerzyć jej kult i 
nie dopuści do ciemiężenia ludu. Śluby lwowskie nie zmieniły jednak pozycji Stanisława 
jako ogólnonarodowego świętego. Kult jego osoby, u-tkany z wątków dziejopisarstwa 
średniowiecznego, rozwijał się i szerzył swobodnie w następnych stuleciach. W tym 
samym XVII wieku znalazł on liczne odbicia w pomnikach literackich, w sztukach 
plastycznych i dziejopisarstwie, a wspomniany wyżej podsta wowy kanon wyobrażeń o 
„sprawie świętego Stanisława", opar-7 na motywach średniowiecznych legend, 
obowiązywał tylko w Kościele, gdzie pozostał nie zmieniony do  
216 
dzisiaj (Jan Lisowski 

— 1953, Stanisław Bełch — 1976), ale również ve wszelkiego 

rodzaju twórczości, w tym także świeckiej. 
Pierwsze jaskółki zmian w patrzeniu na „faktum biskupa Stanisława" pojawiły się 
dopiero w epoce Oświecenia. Dotyczyły one zarówno samych ocen króla Bolesława i 
biskupa Stanisława, jak i legendy powstałej wokół tego ostatniego. Wyraźnie 
zróżnicowano wówczas ocenę, przeważnie pozytywną, rządów i dokonań Szczodrego i 
tragicznego finału konfliktu z biskupem. W ikonografii przykładem pierwszej mogą być 
obrazy Franciszka Smuglewicza: Btlesław Śmiały wprowadza na tron węgierski Belę i 
Bolesław II Śmiały dobywa Kijowa, drugiej natomiast -- łaciński poemat Stanisława 
Golań-skiego Boleslaus II Rex Poloniarum, S. Stanislai episco-pi et martyris 
Cracoviensis occisor... (1735) czy też praca rytmiczna Daniela Chodowieckiego 
Bolesław karze wiarołomne żony (1796). Dowodem podtrzymywania kultu męczennika 
przez dwór może być ustanowienie przez ostatniego króla Rzeczypospolitej Stanisława 
Augusta Poniatowskiego Orderu św. Stanisława, a później ufundowanie w Rzymie 
kościoła polskiego pod wezwaniem świętego Stanisława. W pewnym stopniu nowym 
elementem w szerzeniu kultu biskupa krakowskiego było podkreślanie przez 
ówczesnych kaznodziejów polskości i rodzimości patrona narodu (Karol Fabiani i inni). 
U-

wypuklano też jego wielką odwagę moralną i wartości etyczne zarówno w kazaniach, 

jak i w ikonografii, na przykład w obrazie Stanisława Stroińskiego Napominanie 
Bolesława Śmiałego przez świętego Stanisława biskupa. 
Na tle powszechności kultu Stanisława, w jego tradycyjnym legendarnym kształcie, 
wytyczonym 

przez hagiografię średniowieczną, nowym spojrzeniem odznaczały się 

poglądy Jana D. Ochockiego (1766—1848), szla- 
217 
chcica wołyńskiego i szambelana Stanisława Augusta, autora obszernych i cenionych 
pamiętników, w których podkreślał zgodność swoich ocen z „duchem wieku". Przy 
okazji snucia wspomnień o swoim pobycie w Krakowie i na Skałce w osiemdziesiątych 
latach XVIII wieku zanotował wielce znamienną refleksję: „Historia przedstawia nam 
Bolesława drugiego, zwanego Śmiałym, jako wielkiego króla i rycerza, który granice 
państwa rozszerzył orężem, ukorzył nieprzyjaciół — ale słabym był jako człowiek. 
Kiedym to miejsce zwiedzał [tj. Skałkę], duch wieku, w którego łonie wychowany 

background image

zostałem, wskazywał mi świętego męczennika bardziej jako ofiarę własnego fanatyzmu, 
niżeli bohatera". Wspomniany „duch wieku" najwyraźniej zaznaczył się w 
dziejopisarstwie polskim, które w epoce Oświecenia poczęło się jako twórczość 
naukowa, zawierająca w sobie elementy krytyki źródłowej. W odniesieniu do naszego 
tematu najbardziej istot

nym novum stało się ponowne włączenie w orbitę zainteresowań 

pisarzy przemilczanej przez wieki relacji Anonima Galia. Jeszcze u schyłku XVIII wieku 
Adam Naruszewicz, autor monumentalnej Historii Narodu Polskiego, w swojej ocenie 
rządów Bolesława Szczodrego i w opisie przebiegu konfliktu króla z biskupem pozostał 
w zasadzie na pozycjach Mistrza Wincentego i wywodzącej się z niego późniejszej 
tradycji pisanej. Silniej jednak od poprzedników podkreślał wielkość Bolesława i liczne 
sukcesy dwudziestoletniego jeg

o panowania, które zniszczył tragiczny finał. Ale już w 

drugim wydaniu tego dzieła z 1803 r., przy relacji o sporze pojawiła się znamienna w 
swojej treści nota Tadeusza Czackiego, wybitnego historyka, współzałożyciela 
Towarzystwa Przyjaciół Nauk 'f Warszawie i twórcy Liceum Krzemienieckiego, której 
'kst, jako przełomowy dla sprawy tutaj rozpatrywanej, przytaczam w całości: 
218 
„Miło jest widzieć, że dzieje wystawują razem w jednej osobie św. Stanisława, i obrońcę 
cnót, które kaził Bolesław, i ludzi których uciemiężał. Lecz kiedy wdzięczność 
obywatela, uszanowanie katolika, oddały tak długo czci pokoleń św. Stanisława, miłość 
prawdy jednak wymaga, aby o nim współczesne prawie przywieść świadectwo i 
pokazać jego błąd, kiedy zawsze jego śmiałość, jako cechę niepospolitego człowieka 
cenimy, kiedy okazaniem win nie umniejszamy jego świętości, którą uznał przez tyle 
wieków katolik. Marcin Gallus [tak nazywa Czacki Anonima Galia — T.G.] w tym 
rękopiśmie, które teraz z woli Zgromadzenia Przyjaciół Nauk ma być drukowa ne, 
wyraźnie mówi, że Stanisław biskup, miał zmowy z Czechami. Wyższy ten pisarz w tym 
względzie nad swój wiek, wyrzuca zbrodnię królowi, że zabił biskupa, ale biskupowi nie 
przepuszcza winy obywatela. Wszak i Tomasz kantuaryeński arcybiskup ma zaletę 
swoi

ch cnót, a księga historyi zawiera równie opis jego stałości i zgonu, jak i win, które 

zbyt uniosły Henryka II, i ledwo na niego nie ściągnęły też same wypadki, jakich 
doświadczył nasz Bolesław". 
Rewelacyjny na owe czasy pogląd Tadeusza Czackiego na polityczny charakter 
konfliktu, wypowiedziany zresztą tylko incydentalnie na marginesie dzieła Narusze-
wicza, mylnie przy tym przypisujący Gallowi wiadomość o „zmowie" biskupa z 
Czechami, ma dzisiaj znaczenie jedynie z punktu widzenia dziejów problemu, ponieważ 
współcześnie nie spotkał się z uznaniem i nie nabrał rozgłosu. W opracowaniach 
historycznych pierwszej połowy XIX wieku nadal dominowała tradycyjna interpretacja 
przebiegu sporu. W 1824 r. klerykalna cenzura wyraziła sprzeciw wobec wydania przez 
Jana Wince

ntego Bandtkiego Kromki Anonima Galia z rękopisu Czartoryskich, 

zawierającego autentyczny tekst kronikarza w przedmiocie konfliktu króla z biskupem, w 
219 
miejsce dotychczasowych interpolacji z Mistrza Wincentego w znanym wcześniej i 
szeroko wykorzystywany

m rękopisie tzw. heilsberskim. 

Od połowy XIX stulecia coraz liczniej zaczęły pojawiać się w nauce historycznej poglądy 
krytycznie oceniające dotychczasową apologetyczno-hagiograficzną historiografię. Z 
konieczności musiało dojść do zmiany stosunku wobec re lacji Galia Anonima na temat 
konfliktu. Początek rewizji tradycyjnych ujęć widać w pracy wielkiego historyka tej doby 

background image

Joachima Lelewela Pols?ca wieków średnich (1847). Uczony ten dokonał wnikliwej jak 
na owe czasy krytyki źródeł i przekonująco wykazał, że Wincenty niemal wszystko o 
sporze biskupa z królem przejął z Galia, którego opowieść rozwinął i po swojemu 
zinterpretował. Lelewel przyjął wprawdzie ostatecznie faktografię z Kadłubka w swojej 
wykładni przebiegu wypadków i upadku Bolesława II, ale wychodząc z tekstu Anonima 
wziął króla w obronę i stwierdził, że „surowość królewska szła drogą legalną". Pisząc o 
spisku przeciw Szczodremu autor dodał: „Padły podejrzenia na biskupa... wszakże 
królowi sprzyjająca opinia... obciążała biskupa, w samej klątwie wspólnictwo jego 
upatrywać mogąca. Biskup był zdrajcą". Analizując przypadki użycia przez Galia 
terminu traditor Lelewel dochodzi do wniosku: „Wątpliwości nie podpada, biskup 
przeniewierzał się Bolesławowi, był mu niechętny, knował przeciw niemu, wypędzić jeśli 
nie zgubić go zamierzał". Godna uwagi jest też konkluzja wybitnego badacza: „We 
trzydzieści lat po zgonie biskupa, Gallus, re-probując gwałtowny królewski postępek i 
nie chcąc pochwalać że swej krzywdy tak bezecnie dochodził..., przyznaje grzech 
biskupa 

i zdrajcy nie oczyszcza. Za jego tedy czasu dla wielu nie było wątpliwości, że 

biskup przeciw Bolesławowi zawinił. W tym sensie mówi i Mateusz" (tak autor nazywa 
Mistrza Wincentego). 
 
220 
221 
 
Rozważana w kategoriach dramatu politycznego teza Joachima Lelewela o 
przyczynach śmierci Stanisława i upadku Bolesława II znalazła wkrótce następców i 
dalej została rozwinięta. W 1873 r. w „Tygodniku Wielkopolskim" Aleksander Skorski 
niemal prowokacyjnie wobec dominującej legendarnej wykładni sporu pisał: „Za 
niezach

wianą już niczym prawdę historyczną uważać musimy, że Stanisław był zdrajcą 

i zasłużoną, acz może za srogą od Bolesława odebrał karę". W 1885 r. Franciszek 
Stefczyk ogłosił pracę pt. Upadek Bolesława Śmiałego, w której ostro zakwestionował 
szeroko populary

zowaną przez historyków kónserwa-tywno-klerykalnych (Kazimierz 

Krotoski, Anatol Le-

wicki i inni) tezę o kościelnym podłożu konfliktu, rozwijaną na tle 

zachodnioeuropejskiego sporu o inwestyturę. W jej świetle Bolesław II miał rzekomo 
być przeciwnikiem reform gregoriańskich w Kościele polskim, natomiast Stanisław 
gorącym ich rzecznikiem, co na gruncie naszych stosunków w drugiej połowie XI wieku 
było oczywistym anachronizmem. W swoim pozytywnym wywodzie Stefczyk rozwinął 
myśl Tadeusza Cza-ckiego o zdradzieckich knowaniach biskupa z Czechami i jego 
zmowie z możnymi, przeciwstawiającymi się absolutnej władzy króla. Odrzucił także 
domysły o u-dziale w buncie przeciw Szczodremu jego brata Władysława Hermana. 
W 13 lat później, w 1898 r., uczeń Tadeusza Wojciecho -wskiego — Maksymilian 
Gumplowicz 

— powrócił do hipotezy o konflikcie ideologiczno -kościelnym w Polsce, ale 

poprzestawiał w niej osoby bohaterów i ich postawy ideowe: król jako sprzymierzeniec 
Grzegorza VII był orędownikiem reformy Kościoła polskiego, natomiast biskup 
krakowski, może żonaty, miał występować z pozycji konserwatywnych przeciw 
celibatowi' i programowi gregoriańskiemu. Myśl tę rozwinął później Wacław So- 
bieski. Maksymilian Gumplowicz w całpj rozciągłości podtrzymał pogląd Stefczyka o 
zdradzie St

anisława i jego związkach z Czechami i Niemcami oraz o powiązaniach z 

opozycja możnowładczą sugerując, że współczesny Gallowi episkopat polski tak 

background image

właśnie oceniał biskupa. Rozprawa autora, zawierająca wiele nowych i odkrywczych 
myśli, roi się jednak od pomysłów zgoła fantastycznych i niesprawdzalnych, które 
poważnie 0'bniży-ły jej wartość naukową. 
Zdumiewające jest to, że wszystkie owe krytyczne w stosunku do tradycyjnej wykładni 
sporu wystąpienia młodej generacji historyków nie wywołały żywszego oddźwięku, nie 
zostały nawet poczytane za naukowy skandal ani też nie spotkały się z poważną 
repliką. Równolegle niejako do nich ukazywały się prace Antoniego Ma-łeckiego, 
Kazimierza Krotoskiego, Anatola Lewickiego, a nawet najbardziej po"śród nich 
krytycznego Stani

sława Smółki i innych, w których z mniejszymi lub większymi 

zmianami spór przedstawiany był w aureoli świętości Stanisława, co wskazuje na 
eliminację przekazu Galia, a oparcie się na późnej tradycji pisanej lub też na przyjęcie 
płaszczyzny ideowo-kościelnego starcia programu reform gregoriańskich z 
zachowawczymi tendencjami obozu królewskiego. 
Piszący z pozycji zachowawczych Antoni Małecki w pracy Rewizja dziejów polskich w 
pierwszych dwóch wiekach politycznego istnienia (1875) pierwszy nie odrzucił relacji 
Galia, stwierdzając nawet, że określenie traditor „nie było... na wiatr rzucone". Tylko ono 
doprowadziło autora do dopuszczenia supozycji, iż Stanisław mógł przekroczyć 
przynależne mu z racji pełnionej funkcji uprawnienia i gdy „broń duchowna" nie wywarła 
wrażenia na królu „mógł się obejrzeć i za świeckimi środkami, które by poparły to 
wkroczenie władzy kościel-lej w rządową. To się mogło królowi — i rodzinie kró- 
15  

— 

Bolesław Śmiały 
222 
lewskiej później, za której czasów Gallus, cudzoziemiec przywykły do innych pojęć — 
wydawać zdradą, chociażby nawet nie było to miało na celu zaraz detronizacji upartego 
monarchy". Te ostrożne i z licznymi zastrzeżeniami wygłoszone myśli stanowiły 
przecież zwiastuny nowego spojrzenia na istotę konfliktu i na polityczną jego genezę. 
W 1904 r. znakomity historyk galicyjski Tadeusz Woj-

ciechowski ogłosił drukiem Szkice 

historyczne XI wieku, w których w sposób niezwykle sugestywny i w postaci pewnych i 
skończonych hipotez rozwinął wcześniejsze tezy Franciszka Stefczyka i Maksymiliana 
Gumplowicza 

— całkowicie odrzucając przekaz Mistrza Wincentego na korzyść Kroniki 

Galia. I stała się rzecz dziwna. Ustalony autorytet naukowy autora, urzekający styl jego 
pisarstwa i konstruowania dowodu historycznego wywołały zachwyt dla Szkiców w 
opinii części badaczy i liberalnej opinii publicznej. Z uznaniem przyjęto w tych kręgach 
rezultaty dociekań Wojciechowskiego i w pełni zaaprobowano wyniki jego analizy tekstu 
Galia, z której autor wywiódł tezę o powiązaniach biskupa-zdrajcy z Czechami i 
N

iemcami oraz o spiskowaniu jego z Hermanem, co w rezultacie doprowadziło do buntu 

i zegnania Bolesława II. 
Już w 1905 r. krakowska Akademia Umiejętności przyznała Wojciechowskiemu nagrodę 
za najlepszą pracę historyczną, a w uzasadnieniu uchwały o nagrodzie napisano 
prorocze zaiste słowa: „Szkice p. Wojciechowskiego pozostaną zawsze książką 
klasyczną, podającą najcenniejsze wskazówki metodyczne w sposobie, w jaki się 
zmusza małomówne teksty do wyjawienia tajemnic, szczelnie w nich zawartych, a 
przecież wydobywanych na jaw przez potężną inteligencję zżytego z epoką i 
materiałem historyka". Z drugiej jednak strony Szkice zostały odczytane przez 
223 

background image

pewne naukowe i pozanaukowe kręgi konserwatywnej inteligencji jako skandaliczne 
wystąpienie antykościelne i antyklerykalne i na ich autora wylano w druku, w 
publicystyce, w dyskusjach, a nawet z ambon, niezliczoną ilość inwektyw, 
odsądzających go od czci i wiary. Zachowawcza Galicja trzęsła się z oburzenia. 
Odpowiadając na ogromne poruszenie opinii publicznej jezuicki „Przegląd Powszechny" 
zamieścił w 1909 r. na swoich łamach dyskusję naukową przeciwników tez 
Wojciechowskiego, w której jej organizatorowi Kazimierzowi Krotoskiemu udało się 
zapewnić udział jedynie czterech historyków (Wojciecha Kętrzyńskiego, Wiktora 
Cze

rmaka, Antoniego Prochaski i Stanisława Smółki) oraz jednego filologa (Adama 

Miodońskiego). Dyskusja ta ukazała się w tymże roku w osobnym wydaniu książkowym 
pt.: W sprawie św. Stanisława, powtórzonym następnie wraz z rozszerzonym 
wystąpieniem Krotoskiego w 1926 r. Z frontalnym atakiem polemistów spotkały się 
przede wszystkirr dwa szkice: Stracenie i żegnanie króla Bolesława II i Faktum biskupa 
Stanisława. 
Wojciechowski nie pozostał im dłużny i ogłosił ostry, a nawet gwałtowny w tonie artykuł, 
nie wolny od 

akcentów pamfletowych, obraźliwie dla przeciwników zatytułowany: Plemię 

Kadłubka, w którym bronił swoich tez i konstrukcji. W zagajeniu dyskusji w „Przeglądzie 
Powszechnym" pióra Krotoskiego doszły do głosu opinie skrajnie klerykalne i 
antysemickie, te ost

atnie wymierzone w Maksymiliana Gumplowicza i niechętnie 

PrzYJęte w liberalnych kołach naukowych. Krotoski po-unął się do wysunięcia zarzutu, 
że Wojciechowskiemu 
"zyświecał cel „oszczerstwem świadomym, czy nieświa- 
^fm 

— nie rozstrzygamy — kalać narodową świę- 

•  A  przyznając,  iż  publicystyka  polska  przyjęła  
'-kice z entuzjazmem, zjadliwie i nie naukowo stwier- 
224 
dzal:   „«Sprawa jśw.   Stanisława   stracona*  —  pisano za Wojciechowskim: «sprawa 
św. Stanisława stracona* — powtarzali uczeni, literaci, studenci, powtarzali młodzi 
nauczyciele gimnazjalni,  gimnazjaliści,  powtarzały pisma  żydowskie,   socjalistyczne,    
liberalno-

radykalne, powtarzały feministki niewierzące z radością. Rewelacje 

Gumplowicza-

Wojciechowskiego   zwano «ściśle     naukową hipotezą*, «ostatnim 

wyrazem nauki»". W drugim wydaniu ankiety „Przeglądu Powszechnego" z 1926 r. 
Krotoski zarzucił Wojciechowskiemu powinowactwo naukowe z Gumplowiczem, o tym 
ostatnim pisząc:  „Otóż  żydowski  pamflecista  przedstawia  postać Patrona Polski jako 
skończonego infamisa. Był zdrajcą króla i Ojczyzny na rzecz Czechów i Niemców... Były 
to fantazje i halucynacje chorobliwego umysłu...". Nie sposób oprzeć się refleksji nad 
długą drogą, jaką Krotoski przebył od 1901 r., kiedy ogłosił rozprawę: Sw. Stanislaw 
biskup krakowski w świetle historyografii nowożytnej, w której dał ceniony do dzisiaj, 
stosunkowo obiektywnie  chociaż  z pozycji klerykalnych  napisany przegląd  
dotychczasowego   dorobku  historiograficzne-

go, do swojego wystąpienia w ankiecie w 

1926 r. Tak oto na gruncie naukowego sporu o ocenę wydarzeń sprzed ponad ośmiu 
wieków starły się na początku naszego stulecia zasadnicze postawy badawcze, 
polityczne i ideowe, typowe dla ówczesnego stanu światopoglądowego i zamętu 
ideologicznego wśród społeczeństwa polskiego, w szczególności na obszarze zaboru 
austriackiego. We Wstępie do trzeciego wydania Szkiców w 1951 r. Aleksander   
Gieysztor  nadzwyczaj   trafnie   pisał:   „W bibliografii tego sporu, ciągnącego się przez 

background image

trzy pokolenia historyków, jednego z najbardziej znamiennych    w naszej historiografii, 
odzwierciedliły się wszystkie właściwe tym pokoleniom postawy badawcze,  od swoiście 
spóźnionego fideizmu, poprzez agnostycyzm poznawczy 
225 
do rac j Dualistycznego i realistycznego pojmowania zjawisk dziejowych". W innym 
miejscu swojego szkicu o Wojciechowskim Aleksander Gieysztor tak bilansował swoje 
refleksje: „Polityczna ideologia Szkiców wyrażała w formie naukowej narracji istotne 
dążenia narodowe, choć formułowane z ponadklasowych rzekomo po zycji, zapewniła 
autorowi szeroki front inteligencki czytelników, zapładniając ich wyobraźnię historyczną i 
polityczną. Opinia postępowa uznała jednak Wojciechow-skiego za swego, słusznie 
upatrując w jego osobie ogniwo wiążące historiografię współczesną z demokratycznymi 
i pozytywistycznymi tradycjami nauki polskiej". Niezależnie jednak' od toczącej się przez 
długi okres czasu polemiki klerykalnych i konserwatywnych publicystów i historyków z 
tym sposobem widzenia „sprawy świętego Stanisława", jaki przedsta wił Wojciechowski, 
jego tezy, mimo różnych szczegółowych zastrzeżeń i wątpliwości co do metody 
badawczej i nadmiernego in-

tuicjonizmu autora, zostały zaakceptowane przez 

większość badaczy i w okresie międzywojennym  stały  się niejako  obowiązującą  
wykładnią,  przechodząc  do  podręczników, opracowań ogólnych i syntez. W niemal 
powszechnym chórze uznania umiarem i powściągliwością badawczą korzystnie 
odbijały głosy Stanisława Zakrze-wskiego w Historii politycznej Polski (1920), a 
zwłaszcza Romana Gródeckiego w I tomie Dziejów Polski średniowiecznej (1926), 
gdzie autor skrupulatnie oddzielił rzeczywiste osiągnięcia Wojciechowskiego od 
czystych domysłów i nieuzasadnionych koncepcji. Poglądy swoje na ten temat Gródecki 
podtrzymał również po latach w studium Sprawa św. Stanisława (1946, druk' — 1969). 
Do ustaleń Wojciechowskiego i Gródeckiego nawiązał ; Popularno-naukowej książce 
Polska Piastów (1960) aweł Jasienica, który widzi spór w kategoriach wyda- 

226 
rżenia wyłącznie politycznego, tj. spisku możnowładztwa przeciw umacniającej się 
władzy królewskiej. W powojennej historiografii w miarę upływu czasu rósł i pogłębiał 
się krytyczny stosunek historyków do tez Wojciechowskiego, ale ani próby nowych 
ustaleń faktograficznych, ani propozycje odmiennych rekonstrukcji konfliktu króla z 
biskupem w studiach Józefa Umińskie-go, Karola Górskiego, Mariana Plezi, Jakuba 
Sawickie-

go, Karoliny Lanckorońskiej, Witolda Sawickiego i innych, nie zyskały 

szerszego rozgłosu i uznania krytyki naukowej. Odrzucając zbyt słabo uzasad nione lub 
wręcz dowolne kombinacje w postaci domysłów o walce kościoła łacińskiego ze 
słowiańskim, na tle której rozegrać się miał dramat krakowski (Karolina Lancko-rońska i 
inni), lub o chorobie psychicznej króla jako źródle katastrofy Bolesława i Stanisława 
(Witold Sa-

wicki i inni) historycy współcześni stoją w obliczu dość skomplikowanej 

sytuacji badawczej. Z jednej bowiem strony nie mogą już, wobec postępu badań, 
przyjmować w całej rozciągłości rewelacyjnej na określonym etapie naukowej wizji 
Tadeusza W

ojciechowskiego, chociaż na dobrą sprawę nikt po dziś dzień nie dokonał 

całościowej, krytycznej analizy jego wyników, nie od-cedził plew od ziarna w świetle 
współczesnego stanu naszej znajomości rzeczy w szerszym kontekście historii nie tylko 
politycznej, 

ale także społecznej, gospodarczej i ustrojowej. Nie sposób przeto 

precyzyjnie o-

kreślić, co z dorobku tego uczonego uznać można za trwały wkład w 

background image

naukę, a co było tylko ulotną wartością, domysłem lub inspiracją twórczo zapładniającą 
innych. Z drugiej stro

ny, mimo ogromnych osiągnięć badawczych powojennej 

mediewistyki, nikt nie przedstawił dotychczas równie skończonej jak u 
Wojciechowskiego i wyczerpującej wszystkie aspekty sprawy konstrukcji 
227 
naukowej, która zajęłaby jej miejsce i zyskała równie powszec hną akceptację. 
Ostatnio obraz takiej nowej koncepcji, ale przedstawionej tylko w największym zarysie i 
bez aparatu dowodowego, ogłosił Gerard Labuda w szkicu opublikowanym w pracy 
zbiorowej: Piastowie w dziejach Polski (1975). W  znacznej  mierze,   z   dodaniem  
pewnych  własnych uzupełnień i zmian, poszedł za nią Aleksander Gieysz-tor w eseju 
poświęconym Bolesławowi Szczodremu zamieszczonym w zbiorowym opracowaniu: 
Poczet   królów i książąt   polskich   (1978).   Można   przypuszczać, że zbliża się 
kolej

ny etap czy nawet przełom w widzeniu przez badaczy „sprawy świętego 

Stanisława" i w ogóle ostatnich lat panowania Bolesława II. Gerard Labuda rehabilituje 
bowiem w ogromnym stopniu całkowicie zdawałoby się skompromitowaną przez    
Tadeusza Wojciechowskiego 

wartość źródłową przekazu Mistrza Wincentego. W 

zbliżonym kierunku poszły też ostatnie badania Henryka Łowmiańskiego (1979). 
Czytelnik tej książki zauważył już zapewne, że główne linie mojego wywodu zmierzają 
do równoległego wykorzystania relacji obu pierwszych polskich kronik, a przekonanie o 
konieczności uwzględnienia wersji Wincentego wyraziłem już w 1959 r. w artykule: 
Nowa hipoteza o konflikcie Bolesława Śmiałego z biskupem Stanisła-wem pisząc: „Nie 
ulega też wątpliwości, że przyszły badacz ostatnich lat rządów Bolesława Szczodrego i 
tragi- 
znego ich finału będzie musiał poważnie zmodyfikować  
dotychczasowe poglądy nauki na wartość relacji Win- 
tego dla wyjaśnienia genezy sporu i wyrwać się z 
kręgu obowiązującego do dzisiaj sądu na temat tej rela- 
^ autora Plemienia Kadlubka 

— T. Wojciechowskie- 

Nazbyt ogólny charakter wypowiedzi Labudy, wy- 
Przedzający niezbędną analizę źródłową i pełną argu- 
II 
Ir" 

228 
mentację (autor ten — jak się dowiedziałem — przygotował do druku obszerną 
rozprawę), uniemożliwia jeszcze zajęcie wobec niej stanowiska. Bujnie rozwijająca się 
od drugiej połowy XIX wieku historiografia polska, sięgająca często piórem znakomitych 
badaczy do naszej najdawniejszej przeszłości, odegrała ogromną rolę w kształtowaniu 
kultury historycznej w 

szerokich kręgach inteligencji, będąc prawdziwą szkołą 

politycznego i obywatelskiego myślenia. Byłoby jednak błędem sądzić, że ówczesne 
pokolenia Polaków wychowywały się historycznie wyłącznie na tej strawie duchowej, 
której dostarczyli historycy w licznych monografiach, studiach i wielkich syntezach 
dziejów naszego narodu i państwa. Nie może podlegać dyskusji fakt, że mimo 
pojawiających się obficie w nauce prób rewizji tradycyjnych ocen konfliktu króla z 
biskupem krakowskim, równolegle niejako współistniały i powstawały prace ujmujące 
przebieg sporu według dawnego stereotypu i te ilościowo wciąż przeważały, 

background image

oddziaływając na poglądy czytelników. Tego typu opracowania ukazują się zresztą i 
współcześnie, żeby tylko przykładowo wymienić Jana Lisowskiego i Stanisława Bełcha. 
Odrębną, ale wcale nie mniej ważną rolę w kształtowaniu opinii w tej sprawie, w 
społeczeństwie od wieków katolickim, odegrał Kościół, w którego praktyce kult świętego 
Stanisława, widziany przez pryzmat hagiografów średniowiecznych, był szeroko i 
systematycznie szerzony i rozwijany. Co najmniej przeto aż do wybuchu pierwszej 
wojny światowej, a częściowo do dzisiaj, toczył się i toczy spór ideologiczny, często 
nawet nie uświadamiany sobie przez współczesnych. Trwa odwieczny problem starć 
między starym i nowym, będący w gruncie rzeczy sporem o postawę filozoficzną, 
światopoglądową i o rozumienie zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości, w który 
wciągani byli nie tylko 
229 
^1 
•••••k >*• 
specjaliści, ale również wszelkiego rodzaju twórcy. Je-denastowieczny dramat, 
niezależnie od tego, że był nieustannie aktualny i obecny w świadomości zbiorowej, 
pociągał ich swoją niezwykłością i wewnętrzną dramaturgią, skłaniając do tworzenia 
własnych wizji artystycznych, a często i historiozoficznych, które stawa ły się kolejnym 
przyczynkiem do trwających sporów i dyskusji nad „faktum biskupa Stanisława", i w 
istocie rzeczy były swoistym głosem w walce o kształtowanie postaw 
światopoglądowych współczesnych pokoleń. W ten sposób różnego rodzaju twórczość 
artystyczna

, czerpiąca inspiracje z wyników badań historycznych, kultu i legendy 

kościelno-żywotopisarskiej, a także z polemik publicystycznych, sama z kolei utrwalała 
aktualność „sprawy świętego Stanisława w pamięci ludzkiej i przyczyniała się do 
formowania różnorodnych poglądów na jej temat. Tak zresztą dzieje się po dzień 
dzisiejszy. 
Trzeba tu mocno podkreślić, że historyk dąży przede wszystkim do oświetlenia 
naukowego badanej sprawy. Z tego względu po przeglądzie wątków legendarnych i 
hagiograficznych w dziejopisa

rstwie średniowiecznym i nowożytnym, dłużej 

zatrzymaliśmy się na historiografii naukowej XIX i XX wieku, która odegrała wielką 
społeczną rolę, zarówno w dążeniu do odkrycia prawdy, jak i krystalizowania ludzkich 
sądów o Bolesławie i Stanisławie. Jednakże integralną częścią legendy historio-
graficznej stała się legenda we właściwym rozumieniu tego określenia, którą najszerzej 
określić by można ja- 
0 artystyczną. Jej różnorakie wątki, podejmujące dzie- 
króla i biskupa, a wywodzące się z różnych nurtów 
ażnych źródeł, poczęły żyć własnym życiem, przetwa- 
ijąc się w swoistą siłę, oddziaływającą na świadomość 
storyczną  wielu  pokoleń  Polaków.   Odrębne  jej   tu 
^mówienie podyktowane zostało tylko chęcią zachowa- 
fr7f 

230 
231 

background image

nią porządku relacji według pewnego układu rzeczowego, ale należy zdawać sobie 
sprawę z tego, że legenda świętego Stanisława i Bolesława II nie tworzy odrębnej 
sprawy i stanowi drugi, niejako równorzędny człon pisarstwa historycznego. 
Pośród licznych postaci twórczości szczególną rolę odegrała oczywiście literatura 
piękna w całej swojej złożoności gatunków i rodzajów, ponieważ środki wyrazu, jakimi 
dysponuje, i najszerszy rezonans społeczny, jaki wywołuje, zapewniły jej w dziejach 
Polski, od epoki romantyzmu począwszy, charyzmat „sumienia narodu". Miała ona 
zresztą za sobą najstarszą tradycję rozwoju, sięgającą całej niemal  średniowiecznej  
twórczości pisanej, zapoczątkowanej Kroniką Anonima Galia. Poza twórczością ściśle 
historiograficzną wspomnieć należy o sięgającej przełomu XIII i XIV wieku literaturze, 
która w różnego rodzaju zapisach kościelnych, pieśniach — początkowo łacińskich, 
później   także  polskich,   kazaniach ł litaniach nawiązywała do motywów związanych 
ze świętym Stanisławem i była wyrazem jego kultu. Wystarczy tu przykłado wo wymienić 
znane pieśni Gau-de Mater Polonia z XIII względnie XIV w. czy piętna-stowieczną 
Chwalą Tobie Gospodzinie, głoszące chwałę świętego i potępiające grzesznego i 
okrutnego króla. W epoce Odrodzenia, w XVI stuleciu, pośród nadal obowiązującej 
konwen

cji w moralnej ocenie bohaterów konfliktu pojawiły się nowe akcenty, a przede 

wszystkim zwrócił uwagę osobisty dramat Bolesława II. W łacińskim wierszu Epitaphium 
Boleslao Audaci, Regi Polo-

niae Mikołaja Sępa Szarzyńskiego dał o sobie znać nie 

znany wcześniej wątek refleksji nad tragicznym upadkiem wielkiego króla, który nie 
chcąc dopuścić do wybuchu wojny domowej wybrał dobrowolne wygnanie. Z tegoż 
stulecia odnotować też trzeba łacińskie wiersze 
Szymona Szymonowica z motywami poświęconymi świętemu Stanisła wowi i również 
łaciński utwór Bole-slaus furens, określony przez Leona Eustachiewicza jako 
„najdawniejszy w literaturze polskiej dramat o Śmiałym i jego walce ze św. 
Stanisławem". W XVII i XVIII wieku powstawały dalsze liczne, zgodne z epoką, utwory 
dramat

yczne jak' misteria, dialogi dramatyczne, moralitety i inne, w których dominowały 

treści apologizujące postać biskupa, a jednocześnie w sposób dość prymitywny 
komunikujące czytelnikowi natrętny morał religijno-etyczny. Poziom tych utworów był 
najczęściej bardzo niski, ale spełniały one swoją funkcję podtrzymywania w 
świadomości zbiorowej żywotności tematu konfliktu z XI wieku, i to w społecznościach o 
bardzo zróżnicowanym poziomie intelektualnym. Swego rodzaju kuriozum rodzajowym 
był utwór ks. Wacława Sierakowskiego z końca XVIII stulecia: Opera w muzyce na 
honor ś. Stanisława, biskupa krakowskiego, który w formie libretta operowego 
przedstawiał zabójstwo Stanisława i pokutę króla, nie szczędząc Bolesławowi wyrazów 
żalu i przebaczenia. W dziełach epickich tego okresu rozbudowana została legendarna 
wersja pokutniczego życia Szczodrego króla w klasztorze w Osjaku, szczególnie widać 
pociągająca wyobraźnię twórczą ludzi pióra. 
Wątek ten, rozpatrujący losy króla-tułacza, przewija się również w okresie klasycyzmu, 
nabierając po rozbiorach Polski specjalnego aktualnego wydźwięku. O grobie 
królewskim w dalekim karynckim Osjaku i dziejowej rehabilitacji Bolesława II pisał w 
swoich Śpiewach historycznych Julian Ursyn Niemcewicz (1816): 
Ten król, przed którym narody truchlały, Dotknięty klątwą, królestwo opuszcza; Jest 
klasztor Ossa na pochyłku skały, 
Wl 

background image

232 
A czarna w koło okrąża go puszcza, 
Tam mąż nieszczęsny w wieku jeszcze sile, 
Długą pokutą płaci gniewu chwile. 
Tam dotąd kamień leży mchem pokryty, Jodła mu cienia i chłodu dodawa; Na głazie 
zbrojny mąż z koniem wyryty. Polak czytając imią Bolesława, Pomny na jego 
nieśmiertelne czyny, Płacząc nad losem, nie pamięta winy". 
 
W tych samych latach XIX wieku, kiedy rodziło się Królestwo Kongresowe, w 
warszawskim teatrze w

ystawiono dwie pięcioaktowe klasycystyczne tragedie 

zatytułowane Bolesław Śmiały. Pierwsza z nich pióra Antoniego Hoffmana, stojąca na 
wysokim poziomie literackim, wychodziła z aktualnej sytuacji narodu i państwa i po raz 
pierwszy nadała jedenastowiecznemu dramatowi wymiar czysto polityczny, wolny od 
wątków hagiograficznych i jakby w swojej fakturze ideologicznej i wizji artystycznej 
wyprzedzała Szkice Tadeusza Wojciechowskiego. Druga, pióra Franciszka Wężyka, nie 
miała już tej siły wyrazu, ponieważ autor główny akcent położył na legendarny romans 
Bolesława z Krystyną, natomiast tragedię na Skałce i dalsze losy wygnańca zepchnął 
na margines. 
Wśród wybitnych pozycji z tego okresu wymienić także trzeba dramat historyczny 
Józefa Korzeniowskiego Mnich ((1826), plastycznie kreślący psychologiczną sylwetkę 
pokutującego w klasztornych murach Osjaku samotnika. Na historię Bolesława II i 
biskupa Stanisława nie pozostał również obojętny wybitny poeta doby romantyzmu 
Juliusz Słowacki, który pod koniec życia (ok. 1847) napisał nie skończony mistyczny 
poemat Krół--Duch, mówiący o pierwotnych dziejach Polski i poj- 
^•••HBL^ 
233 
mowany przez autora jako wielki epos historiozoficzny. Poeta w kolejnych rapsodach 
ukazał w nim różne wcielenia się w coraz to nowe kształty duchów prowadzących 
naród. W rapsodzie piątym przedstawił wielką, ale i okrutną postać króla Bolesława jako 
jednego z kolejnych Królów-Duchów, nawiązując do głównych wątków legendarnych z 
epizodem piotrawińskim włącznie. Motyw konfliktu wystąpił także u Słowackiego w 
części wstępnej nie dokończonego romansu historycznego o rewolucji w Polsce, 
napisanego w języku francuskim pt. Le Roi de Ladawa. 
U schyłku XIX wieku, w związku z intensywnym rozwojem badań historycznych i 
wzrostem zainteresowań dziejami jedenastowiecznego konfliktu, pojawiło się wiele 
nowych utworów dramatycznych poświęconych temu tematowi: Adama Bełcikowskiego, 
Józefa Łabuń-skiego, Włodzimierza Antoniewicza, Wojciecha Dziedu-szyckiego, 
Kazimierza Glińskiego, Henryka Druckiego--Lubeckiego i innych. Dziełka te 
prezentowały, niestety, bardzo nikłą wartość artystyczną, a jeszcze mizernie jszą 
wartość historiozoficzną. 
Tradycyjne wątki legendarne konfliktu znalazły również odbicie w tym samym czasie w 
twórczości powieściowej. Talentem pisarskim, dużą erudycją    źródłową i realizmem 
historycznym przewyższył  innych  piszących na ten temat Józef I. Kraszewski w 
powieści Bo-leszczyce (1877), która zyskała sobie ogromną poczyt-ność. Aczkolwiek jej 
fabuła pozostała w zasadzie zgodna z podstawowymi wątkami hagiograf icznymi, to 
jednak ukazana została w powieści przez pryzmat realistycznego opisu ostatnich lat 

background image

panowania Szczodrego, narastania sprzeczności społecznych i kierowania się 
odrębnymi zasadami moralnymi bohaterów, w tym nie tylko biskupa i króla,   ale    także   
wiernych  temu   ostatniemu drużynników Boleszczyców. Natomiast w całkowita  

234 
235 
niepamięć u potomnych poszły poślednie, nijakie artystycznie, jałowe historycznie i 
ideowo, częściowo przeznaczone dla młodzieży powieści takich autorów, jak: 
Fra

nciszek Rawita, Jan Grajnert, Franciszek Szyndler, Wiktor Szalay i innych, które 

dzisiaj funkcjonują jedynie w zapisie bibliograficznym. 
Początek XX stulecia otwierają nieporównanie bardziej wartościowe jako dzieła sztuki i 
głębsze myślowo utwory Stanisława Wyspiańskiego. Najpierw powstały epi-cko-wizyjne 
rapsody historyczne: Bolesław Śmiały i Światy Stanisław, wyraźnie nawiązujące do 
historycznych wizji Słowackiego w Królu-Duchu. Po nich poeta napisał dwa dramaty: 
Bolesław Śmiały (1903) i Skałka (1906), dobitnie świadczące o jego fascynacji 
fenomenem tragedii krakowskiej i tak dobrze mu znaną z autopsji scenerią wzgórza 
wawelskiego i kościoła na Skałce. Tych samych początków nowego wieku dotyczą, 
niestety nie zrealizowane, wstrząsające ekspresją wyrazu projekty witraży 
Wyspiańskiego dla katedry wawelskiej, wśród których, obok gigantycznych postaci 
Kazimierza Wielkiego i Henryka Pobożnego, występuje również osoba biskupa 
Stanisława. Wraz z twórczością pisaną motyw ten dowodzi, że w końcowym etapie 
życia znakomity artysta wyjątkowo intensywnie przeżywał je -denastowieczny dramat i 
wiele o nim myślał i czytał. Wracając do obu dramatów podkreślić trzeba silne 
nasycenie ich treści pierwiastkami historii i mitu historycznego, którym autor wyznacza 
odrębne role w kształtowaniu świadomości narodu. I chociaż Bolesław Śmiały powstał 
zanim wyszły Szkice Wojciechowskiego, a Skdl-ka już po ich wydaniu (Wyspiański 
przeczytał Szkice natychmiast po ich ukazaniu się w druku), to bohaterowie obu 
dramatów w swoim konflikcie są postaciami tragicznymi, obciążonymi winą i zbrodnią, 
mimo iż kierowali się odmiennymi racjami nadrzędnymi, w ich 
mniemaniu obiektywnymi, w rzeczywistości subiektywnymi. Ideowy czy raczej 
historiozoficzny sens sporu króla z biskupem Wyspiański sprowadził do powtarzającego 
się w ciągu dziejów konfliktu odmiennych punktów widzenia i różnych racji dwóch 
potęg-sił: państwa i Kościoła.   I  chociaż  podstawowy   zrąb faktograficzny twórca 
przejął z Kadłubka i legendy hagiograficznej, to jednak Bolesław II zyskał w jego 
przedstawieniu wymiar tragicznej wielkości, zaplątanej wprawdzie w zawiłościach 
niepohamownaego i skomplikowanego cha -charakteru, ale monarchy niepospolitego, 
dzierżącego w pewnych rękach wielkość państwa i narodu. Natomiast biskup Stanisław 
pozbawion

y został wyłącznych praw do reprezentowania prawdy,  sprawiedliwości i 

słuszności głoszonych racji moralnych, zdany w swoim ludzkim tragizmie na 
dwuznaczność działania i obciążenie sumienia różnymi wątpliwościami. Jakże to 
spojrzenie odległe od punktu widzenia Mistrza Wincentego! W maju 1903 r. w teatrze 
krakowskim odbyła się premiera Bolesława Śmiałego. Obsadzony przez znakomitych 
aktorów,  starannie przygotowany spektakl,  którego scenografię i kostiumy 
zaprojektował sam Wyspiański, czuwający też nad próbami przedstawienia, stał się 
wielkim wydarzeniem teatralnym i kulturalnym Krakowa, przyciągającym uwagę 
krytyków i publiczności. Interesujące jest, że po napisaniu Skałki Wyspiański zalecił 

background image

grać oba dramaty łącznie, przeplatając ich akty, co w rezultacie miało dać widowisko 
symultaniczne, dziejące się równocześnie w dwóch planach: na Wawelu i na Skałce. 
Autor traktował je zatem jako organiczną jedność. 
Nowa faza badań historycznych, dyskusji i polemik, jaka nastąpiła wraz z pojawieniem 
się Szkiców Wojciechowskiego, wywołała również rezonans w literaturze w następnych 
latach XX wieku. W 1907 r. Stanisław Roguski 

236 
napisał kolejny dramat na ten temat pt. Bolko Szczodry, pozostający pod wyraźnym 
wpływem koncepcji autora Szkiców,  niestety,  mizerny pod względem  artystycznym. 
Niewiele wyżej można postawić ekspresjonistycz-ny dramat Jerzego Hulewicza 
Bolesław Śmiały (1921). Marginalnie wątek Osjaku wystąpił w powieści Jarosława 
Iwaszkiewicza Czerwone tarcze (1934) Pod autentycznym urokiem Szkiców znalazła 
się Maria Dąbrowska, autorka dramatu Bogumił i Stanisław (1947), w którym konflikt 
między królem i biskupem pokazała jakby z boku, poprzez pryzmat innego starcia: 
Stanisława   z hipotetycznym   arcybiskupem   gnieźnieńskim Bogumiłem, stojącym 
wiernie przy tro

nie monarszym. Utwór Dąbrowskiej jest dramatem na wskroś moralno--

społeczno-politycznym, podejmującym na kanwie je-denastowiecznego sporu 
podstawową współczesną problematykę moralną i ideową. 
Na poły młodzieżowy charakter ma z kolei powieść Karola Bunscha Imiennik (1949), 
podejmująca dzieje panowania Bolesława II i na tym tle dość realistycznie 
przedstawiająca spór między królem   i  biskupem krakowskim. Motyw konfliktu wystąpił 
także w powieści znakomitego pisarza Teodora Parnicklego Nowa baśń (1961), ale 
roztopiony został w typowej dla jego pisarstwa historycznego psychologicznej fikcji, 
która staje się dla autora tworzywem  umożliwiającym   snucie   oryginalnych  
konstrukcji  historiozoficznych,  mających  odniesienie do współczesności i do dramatu 
człowieczego bytu. Zupełnie odmienny charakter ma natomiast napisana w 
sześćdziesiątych latach trylogia Anieli Gruszeckiej Po-wieść o Kronice Galia, w której 
postaci Bolesława i Stanisława pojawiają się wielokrotnie, zarówno w toku samego 
sporu, jak i w recepcji 

pierwszej polskiej kroniki przez późniejsze dziejopisarstwo   

polskie.   W   zbiorku trzech nowel pod wspólnym tytułem Cud w Piotrawinie 
237 
(1979) Tadeusza Łopalewskiego jedno z opowiadań traktuje o legendzie piotrawińskiej. 
Dramat Stanisława w sporze z rycerzem o wieś biskupią autor przedstawił w 
kategoriach moralitetu religijnego. Głęboko wierzący biskup, ufny w słuszność swojej 
sprawy, naiwnie uznał, że Bóg pomoże mu wskrzesić Piotra i powołać go jako świadka 
na sąd królewski, gdy w rzeczywistości wyszedł z grobu przygodny wędrowny 
komediant, który fałszywie świadczył na rozprawie. 
Od pierwszych dziesięcioleci XIX wieku różne elementy motywu konfliktu króla z 
biskupem i losów obu bohaterów pojawiały się w poezji epickiej. Wątek ten znalazł się w 
balladach romantycznych: w Liliach Adama Mickiewicza, w Pokutniku Antoniego E. 
Odyńca (1824) oraz w powieści poetyckiej Święty Stanisław Szymona Konopackiego, w 
Legendzie lirycznej o św. Stanisławie, biskupie i męczenniku Antoniego Czaykowskłego 
i innych. W początkach XX stulecia znakomity liryk młodopolski, Tadeusz Miciński, w 
swoim słynnym zbiorze poetyckim W mroku gwiazd (1902) ogłosił ekspres j onisty-czny, 
pełen tajemniczego symbolizmu posępny poemat Król w Osjaku, w którym niepokojąca 

background image

fantastyka miesza się z nieokreśloną grozą. Wreszcie w 1953 r. Stefan Flu-kowski 
wydał interesującą w skojarzeniach filozoficznych Balladę o Śmiałym. 
Przedstawiony wyżej w wielkim skrócie i wyborze przegląd twórczości literackiej, w 
której odbicie znalazł jedenastowieczny dramat, skłania do wypowiedzenia kilku 
refleksji. Nie ulega wątpliwości, że rozwój badań historycznych, ukazujących genezę, 
przebieg i skutki konfliktu, a z drugiej strony żywotność tego tematu w tradycji i 
codziennej praktyce kościelnej podsycały i podsycają nadal nieustającą obecność tej 
problematyki w polskiej świadomości zbiorowej. Stały się one również źródłem ciągłej 
inspiracji dla ludzi pióra. W 
238 
rzeczywistości nie ma bodaj gatunku literackiego, w którym różne wątki tragedii 
krakowskiej nie znalazłyby swojej reprezentacji ł poprzez które pisarze, poeci i 
dramaturdzy nie chcieliby wypowiedzieć się w kwestiach najbardziej ogólnoludzkich. 
Dramat jednostek spełnia bowiem często zapładniającą funkcję i stanowi jeden z 
najistotniejszych problemów człowieka zaplątanego w zawiłe sprawy życia, które nieraz 
go przewyższają i z którymi nie umie sobie poradzić. W omówionej twórczości literackiej 
odzwierciedliły się różne prądy, mody literackie i filozoficzne, różne koncepcje moralne, 
społeczne i polityczne, dając w rezultacie niesłychanie bogatą paletę poglądów, 
kształtujących wyobraźnię i przekonania kolejnych pokoleń Polaków, szczególnie 
podatnych na strawę duchową podawana im przez piśmiennictwo narodowe. 
Równocześnie nie  sposób oprzeć się stwierdzeniu,  że przedstawione utwory, z 
nielicznymi tylko wyjątkami, nie   osiągnęły  najwyższych  lotów  artystycznych,   jak 
gdyby treść musiała w nich dominować nad formą. Nawet w twórczości tych 
największych, gigantów pióra i wieszczów polskiego piśmiennictwa, dzieła poświęcone 
Bolesławowi i Stanisławowi, może poza rapsodem Słowackiego i Bolesławem Śmiałym 
Wyspiańskiego, mieszczą się raczej w dolnych, w najlepszym razie w środkowych 
regionach literackiej produkcji, zarówno jeśli chodzi o ich wartości artystyczne, jak i o 
don

iosłość i głębię przedstawianych w nich koncepcji myślowych. Nierównie mniejsze 

niż w pisarstwie odbicie w świadomości społecznej  znalazły i znajdują wątki konfliktu 
podjęte przez sztuki plastyczne, aczkolwiek w rzeźbie (pomniki), malarstwie (Jan 
Matejko)

, ikonografii świeckiej i kościelnej oraz w innych gatunkach są one dość licznie 

reprezentowane. Ze względu na rozproszenie rodzajowe i rzeczowe nie sposób ich 
omówić w krótkim 
239 
szkicu, a zwykłe wyliczenie, bez analizy treściowo -arty-stycznej, mijałoby się z celem. 
Ograniczam się przeto do podkreślenia, że także sztuki plastyczne, recypując na 
bieżąco pojawiające się nowe konstrukcje i idee na temat starodawnego dramatu, 
przetwarzały go we właściwy sobie sposób, przyczyniając się do podtrzymania i 
rozwij

ania społecznej kultury historycznej. Temat nasz stał się również przedmiotem 

zainteresowania jednej z najmłodszych muz — filmu. W ostatniej dekadzie 
doczekaliśmy się dwóch obrazów filmowych, w których przedstawiono czasy 
Szczodrego i tragiczny finał jego panowania,  zakończonego katastrofą.  Powstały 
przed kilku laty film Bolesław Śmiały w reżyserii Wojciecha Lesiewicza pod względem 
treściowym oparty został na kronikach Anonima Galia i Mistrza Wincentego i w sposób 
dość tradycyjny odtwarza panowanie Bolesława II, a końcowy epizod konfliktu nie 
znalazł należytego wyrazu dramaturgicznego. Krytycy filmowi i widzowie nie mieli zbyt 

background image

wysokiego mniemania o tym dziele. Ciekawszym pod względem formalnym i 
artystycznym było w 1977 r. widowisko filmowo-telewizyjne Kronika polska w reżyserii 
Grzegorza Królikiewicza. Reżyser, w oderwanych od siebie obrazach filmowych 
opatrzonych ilustracją słowną autora Kroniki, przedstawił kolejne rozdziały dzieła Galia, 
nadając    swoim    wizjom ogromny ładunek trudnej niekiedy w odbiorze symboliki. 
Epilog Szczodrego i Stanisława ukazany został w dwóch scenach: „sądu wagi",  kiedy  
rozsierdzony  Bolesław przeciw położonej na jednej szali winie biskupa rzuca na drugą 
koronę, symbol monarchii polskiej, i w obrazie uciekającego na Węgry króla-ojca 
trzymającego na koniu w objęciach małego syna Mieszka, podczas gdy równolegle z 
cwałującym wierzchowcem po nierównościach gościńca i poboczach toczy się korona 
królewska (a toczyć się miała przez wieki, aż do podjęcia jej 
 
240 
przez Przemyśla II u schyłku XIII stulecia). Epizody te zawierają wiele wewnętrznej 
dramaturgii i ekspresji w pokazaniu tragedii władcy i katastrofy państwa, na tle których 
dramat biskupa został jakby pomniejszony. Takie ujęcie sensu konfliktu nawiązuje do 
najlepszych tradyc

ji polskiego piśmiennictwa historycznego i do największych 

pomników polskiej literatury. „Sprawa świętego Stanisława", pod którą — idąc dalej od 
Tadeusza Wojciechowskiego 

— rozumiemy dzisiaj cały splot uwarunkowań 

historycznych, społecznych i politycznych, jakie legły u podłoża sporu króla Bolesława 
Szczodrego z biskupem krakowskim Stanisławem, rozwiązanego zegnaniem 
pierwszego z tronu, śmiercią drugiego i upadkiem młodego królestwa polskiego, na 
pewno nie jest ani całkowicie zakończona, ani zamknięta jako epizod historyczny, który 
wydarzył się przed dziewięcioma wiekami. Tkwi ona jako fenomen naszych dziejów w 
polskiej świadomości zbiorowej w żywej i różnorodnej postaci i nie trudno przewidzieć, 
że spory i dyskusje naukowe na jej temat trwać będą i nadal, a  nowe hipotezy i 
koncepcje, jakie pojawią się w przyszłości, będą podnietą i inspiracją dla dalszych 
poczynań twórczych ludzi sztuki. Na dotychczasowych pozycjach stać będzie z 
pewnością Kościół i jego wizja św. Stanisława przekazywana wiernym. Z tych 
wszy

stkich źródeł czerpać będą i kształtować swoje poglądy szerokie kręgi odbiorców, 

szukając w nich uogólniających nauk i wzorców zachowań*. 
« Już po oddaniu niniejszej książki do druku ukazało się kilka pozycji bezpośrednio 
dotykających tematu tej pracy. Między innymi •trzeba tutaj wymienić następujące 
opracowania: Z. Adamek, Sw. Sta-

nislaw ze Szczepanowa i Bolesław Śmiały w 

literaturze polskiej. Historia motywu, „Tarnowskie Studia Teologiczne", Tarnów—
Kraków 1979, l. 188—204; „Znak" z maja 1979, R. 31, nr 298/299 — zbiór studiów 
wydany na 900-

lecie śmierci św. Stanisława; „Analecta Cracoylensia", t. XI za rok 1979, 

Kraków 1980 — tutaj między innymi obszerna rozprawa Mariana Plezl Dookoła sprawy 
iw. Stanisława. Studia zródloznawcze, f. 251—412; Mieczysław Rokosz, Bolesław 
Smlaly w tomie opracowanym przez Zofię Stafanowską i Janusza Tazblra Życiorysy 
historyczne, literackie i legendarne. Warszawa 1980. Z wymienionych prac autor nie 
mógł Już skorzystać ze względów technicznych. 
 
Spis ważniejszych  źródeł i opracowań 
A. Źródła: 

background image

List papieża Grzegorza VII do Bolesława Szczodrego. Pomniki Dziejowe Polski, t. I. 
Wydał A. Bielowski, Lwów 1864. 
Anonima tzw. Galia Kronika czyli dzieje książąt i władców polskich. Pomniki Dziejowe 
Polski, seria II, tom II, wydał, 
wstępem i komentarzem opatrzył K. Maleczyński, Kraków 1952, 
Anonim tzw. Gali, Kronika polska. Przełożył R. Gradeciki. Przekład przejrzał, wstępem i 
przypisami opatrzył M. Plezia. Biblioteka Narodowa, Seria I, Nr 59, Wrocław—
Warszawa

— Kraków 1965. 

Powieść minionych lat (Powiesi' wriemiennych let). Charakterystyka historyczno-
literadka, przekład i komentarz Fr. Sielicki, Wrocław—(Warszawa—Kraków 1968. 
Kosmosu Kronika Czechów. Przekład, wstęp i komentarze M. Wojciechowaka, 
Warszawa 1968. 
Roczniki   polskie.   Pomniki   

Dziejowe   Polski,   t.   II,   wydał 

A.  Bielowski, Lwów 1872. 
Mistrza Wincentego Kronika Polska. Pomniki Dziejowe Polski, t. II, wydał A. Bielowski, 
Lwów 1872. 
Mistrza Wincentego Kronika polska, tłumaczyli K. Abgarowicz i B. Kiirbis, wstęp i 
komentarze B. Kiirbis, Warszawa 1974. 
Żywoty i cuda św. Stanisława (Vita minor, Vita maior i Miracula). Pomniki Dziejowe 
Polski, t. IV, wydał W. Kętrzyński, Lwów 1884. 
Kronika Wielkopolska. Przekład K. Abgarowicz, wstęp i komentarze B. Kiirbisówna, 
Warszawa 1965. 
Jan

a Długosza Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, księga III i IV. 

Przekład J. Mnukówna, komentarz K. Pieradzka, Warszawa 1969. 
B. Opracowania: 
Abraham Władysław, Organizacja Kościoła w Polsce do polowy wieku XII, wyd. 3, 
Poznań 1962. 
242 
Adamuis  Jan,  O  monarchii  Gallowej, Warszawa   1952. 
Balzer  Oswald,  Genealogia  Piastów, Kraków  1895. 
Bartkiewicz  Kazimierz,  Obraz dziejów  ojczystych  w świadomości historycznej w 
Polsce doby Oświecenia, Poznań 1979. 
Bełch   Stanisław,   Święty   Stanisław   biskup   —   męczennik, patron Polaków, 
Londyn 1976. 
Borawska   Danuta,   Z  dziejów  jednej  legendy.   W   sprawie genezy kultu św. 
Stanisława biskupa, Warszawa 1950. 
Dąbrowski   Jan,   Dawne   dziejopisarstwo   polskie   (do   roku 1480), Wrocław—
Warszawa

—Kraków 1964. 

Dowiat  Jerzy, Historia Kościoła  katolickiego w Polsce  (do połowy XV w.), Warszawa 
1968. 
Dowiat Jerzy, Polska 

— państwem średniowiecznej Europy, Warszawa 1968. 

Gębarowicz Mieczysław, Początki kultu św. Stanisława i jego średniowieczny zabytek w 
Szwecji, „Rocznik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich", t. l—Z, Lwów 1928. 
Gębarowicz Mieczysław, Polska, Węgry czy Sycylia odbiorcą listu Paschalisa II, 
„Kwartalnik Historyczny", R. 51, 1937 (tamże najlepszy tekst listu). 

background image

Gieysztor Aleksan

der, Bolesław II Szczodry, (w:) Poczet królów i książąt polskich, 

Warszawa 1978. 
Gieysztor  Aleksander,   Przemiany   ideologiczne w państwie 
pierwszych Piastów a wprowadzenie chrześcijaństwa (w:) Po- 
czątki państwa polskiego. Księga Tysiąclecia, t. II, Poznań 1962. 
Górski Karol, O sprawie św- Stanisława, „Nasza Przeszłość", 
t IV, 1948. 
Grajewski Henryk, Kara śmierci w prawie polskim do polowy XIV wieku, Warszawa 
1956. 
Gródecki Roman, Dzieje Polski średniowiecznej, t. I, Kraków 1926. 
Gródecki Roman Mistrz Wincenty, biskup krakowski (zarys biograficzny), „Rocznik 
Krakowski",  t.   19,   1923. 
Gródecki Roman, Sprawa św. Stanisława, (w:) Polska Piastowska, Warszawa 1969. 
Grudzińśki Tadeusz, Bolesław Szczodry. Zarys dziejów pa-nowania, cz. I, Toruń 1953. 
Grudzińśki Tadeusz, Nowa hipoteza o konflikcie Bolesława Śmiałego z biskupem 
Stanislawem, „Kwartalnik Historyczny" R. LXVI, 1959, nr 4. 
Grudziński Tadeusz, Polityka papieża Grzegorza VII wobec  
243 
państw   Europy  Środkowej  i  Wschodniej   (1073—1080),   Toruń 1959. 
Hagiografia polska. Słownik bio-MbUograficzny, pod redakcją O. Romualda Gustawa 
OFM, t. II (hasło „Sw. Stanisław"), Poznań—Warszawa—Lublin 1972. 
Kartowska-

Kamzowa Alicja, Wyobrażenia męczeństwa biskupa Stanisława 

Szczepanowskiego (do połowy XVI wieku), (w:) Interpretacja dzieła sztuki, Warszawa—
Poznań 1976. 
Kętrzyński Stanisław, Kazimierz Odnowiciel 1034—1058, (w:) Polska X—XI wieku, 
Warszawa 1961. 
Kętrzyński Stanisław, Na marginesie „Genealogii Piastów", „Przegląd Historyczny", 29, 
1931. 
Kościół w Polsce. T. I: Średniowiecze. Praca zbiorowa pod redakcją Jerzego 
Kłoczowskiego, Kraków 1968. 
Kozłowska^Budkowa Zofia, Który Bolesław? (w:) Prace z dziejów Polski feudalnej 
ofiarowane Romanowi Gródeckiemu w 70 rocznicę urodzin, Warszawa 1960. 
Kozłowska-Budkowa Zofia, Repetorium polskich dokumentów doby piastowskiej, zesz. 
l, Kraków 1937 (dokument 22). 
Labuda Gerard, Miejsce powstania Kroniki Anonima-

Galla (w:) Prace z dziejów Polski 

feudalnej ofiarowane Romanowi Gródeckiemu w 70 rocznicę urodzin, Warszawa 1960.  
Labuda Gerard, Piastowie twórcami państwa polskiego (w:) Piastowie w dziejach 
Polski, pod redakcją Romana Hecka, Wrocław—Warszawa—Kraków—Gdańsk 1975. 
Lanckorońska Karolina, W sprawce sporu między Bolesławem Śmiałym a św. 
Stanislawem, „Teki Historyczne", t. 9, Londyn 1958. 
Lelewel Joachim, Bolesława Szczodrego czyli Śmiałego upadek, (w:) Polska wieków 
średnich, t. II, Poznań 1847. 
Lisowski Jan, Kanonizacja świętego Stanisława w świetle procedury kanonizacyjnej 
Kościoła dawniej i dzisiaj, Rzym 1953. 
Lowmiański Henryk, Król Bolesław II i biskup krakowski Stanisław. Dwie tendencje 
ustrojowe: jedynowładcza i patry-monialna, „Studia Historyczne", 22, 1979 

background image

Lowmiański Henryk, Dynastia Piastów we wczesnym średniowieczu, (w:) Początki 
państwa polskiego. Księga Tysiąclecia, t. I, Poznań 1962. 
Lowmiański Henryk, Przemiany feudalne wsi polskiej do 1138 r., „Przegląd 
Historyczny", t. LXV, 1974, zesz. 3. 
./S 
244 
Nowakowsiki Jan, Wstęp do wydania dramatów St. Wyspiańskiego: „Bolesław Śmiały" i 
„Skalka", Wrocław 1969. 
Plezia 

Marian, Epitafium św. Stanisława w katedrze krakowskiej, „Eos", nr 57, 

1967/1968. 
Plezia Marian, Kronika Galia na tle historiografii XII wieku, Kraków 1947. 
Plezia Marian, Problem św. Stanisława biskupa, „Homo Dei", R. 19, zesz. 4—5, 1966. 
Poczet królów i książąt polskich [eseje od Bolesława Chrobrego do Władysława 
Hermana) pod redakcją Andrzeja Garlic-kiego, Warszawa 1978. 
Polska pierwszych Piastów. Państwo — społeczeństwo — kultura, pod redakcją 
Tadeusza Manteuffla, wyd. 2, Warszawa 1970. 
Rożek Michał, Katedra wawelska w XVII wieku, Kraków 1980. 
Sawieki Witold, „Plemię Kadłubka" i „Szczep Anonima" (Na marginesie zatajonego 
źródła), „Zeszyty Naukowe KUL", R. 13, Lublin 1970, nr 1. 
Sawicki Witold, Przyczyny upadku Bolesława Śmiałego w świetle nowszych badań, 
„Zeszyty Naukowe KUL", R. V, Lublin 1962, nr 4. 
Sawicki Witold, Terminologia prawnicza Kroniki Anonima źródła prawa i ustroju państw 
średniowiecznej Europy. „Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne", t. 24, 1972. 
Sawicki Witold, Terminologia prawnicza Kron

iki Anonima Galia w świetle instytucji 

obcych i rodzimych, „Annales Uni-versitatis M. Curie-Skłodowska", Sectio G, 17, 1970. 
SemkfOwicz Władysław, Sprawa św. Stanislawa w świetle nowego źródła 
ikonograficznego (w:) Księga pamiątkowa ku czci O. Balzera, t. 2, Lwów 1925. 
Słownik Starożytności Słowiańskich, pod redakcją W. Ko-walenki, G. Labudy i Z. 
Stiebera, od 1961 r., t. I

—VI (według haseł). 

Sułowski Zygmunt, Nowsze badania nad budową polskiej organizacji kościelnej, 
„Roczniki Humanistyczne", R. 10, 1961, zesz. 2. 
Umiński Józef, W sprawie zatargu św. Stanisława z Bolesławem Szczodrym, „Przegląd 
Historyczny", t. 37, 1948. 
Wojciechowski Tadeusz, Kościół katedralny w Krakowie, Kraków 1900. 
245 
Wojciechowski Tadeusz, Szkice historyczne jedenastego wieku. Wyd. 3,  

ze wstępem 

Aleksandra Sieysztora, Kraków 1951. 
W sprawie św. Stanisława biskupa. Ankieta redakcji „Przeglądu Powszechnego", wyd. l, 
Kraków 1909, wyd. 2, Kraków 
1926. 
Wyrozumski Jerzy, Historia Polski do roku 1505, Warszawa 1978. 
Wyrozumski Jerzy, Posłowie, (w:) Roman Gródecki, Polska piastowska, Warszawa 
1969. 
Zakrzewski Stanisław, Bolesław Szczodry. Próba portretu, (w:) Księga pamiątkowa ku 
uczczeniu 250-

tej rocznicy założenia Uniwersytetu Lwowskiego przez króla Jana 

Kazimierza r. 1661, t. 2, Lwów 1912. 

background image

Z

akrzewski Stanisław, Historia polityczna Polski, cz. 1: Wieki średnie, Warszawa 1920. 

Zakrzewsiki Stanisław, Ossyak i Wilten. Przyczynek do poznania związków 
dynastycznych Bolesława Śmiałego. Rozprawy AU Hist.-Fil., T. 46, Kraków 1903. 
 
 
 
 

t247 
Spis ilustracji 
• ii 

1. Najbardziej znany wizerunek wyobrażający Bolesława zwanego Śmiałym lub 
Szczodrym 

— rysunek Jana Matejki, XIX wiek. Wg Poczet królów i książąt polskich, 

Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Fot. CAF. 
2,3. Najstarsze wizerunki Bolesława Szczodrego odnajdujemy na współczesnych mu 
monetach. Oto denar książęcy Bolesława — awers i rewers w powiększeniu. Wg R. 
Kieranowski, Początki pieniądza polskiego, Warszawa 1962. Repr. Tadeusz 
Kaźmierski. 
4,5. Denar królewski Bolesława Szczodrego — awers i rewers w powiększeniu. Wg: R. 
Kieranowski, Początki pieniądza polskiego, Warszawa 1962. Repr. Janusz Ro-sikoń. 
6.      Bolesław   Szczodry   był   fundatorem   licznych   klasztorów benedyktyńskich, w  
tym:  w Mogilnie i w Tyńcu. Na   zdjęciu:   opactwo   benedyktynów   w   Tyńcu.'  FOT. 
CAF. 
7.      Klasztor  w   Mogilnie  został   ufundowany  w   1065   roku. Na  zdjęciu:  krypta  
zachodnia  kościoła  benedyktyńskiego w Mogilnie. Fot. Stanisław Kolowca. 
8.      Bolesław koronuje  swego  wuja  Belę na  króla  węgierskiego — litografia Karola 
Auera według XVIII-wiecz-nego   obrazu  Franciszka  Smuglewicza.  Zbiory  Biblioteki 
Narodowej w Warszawie. 
9.      Król    czeski   Wratysław,   żonaty   z   siostrą   Bolesława Szczodrego  —  
Świętosławą.   Malowidło  ścienne   z  pocz. XII  wieku  w  kaplicy  św.  Katarzyny  w  
Znojmie.  Wg: Jifi Maśin, RomanskA nasienna, malba v Cechach a na Morave,  Praha  
1954.  Repr.  Tadeusz   Kaźmierski. 
10.      Postacie   władców   niemieckich   z   Ewangeliarza   emme-ramskiego z ok. 
1090 roku: cesarz Henryk IV 

— polityczny  przeciwnik   Bolesława   Szczodrego  —  

oraz  królowie Henryk i  Konrad. Wg:  Tadeusz Wojciechowiski.  Szkice historyczne   XI   
wieku,   Warszawa   1970.   Repr.   Tadeusz Kaźmierski. 
11.      Papież  Grzegorz  VII  —  polityczny   sojusznik  Bolesława Szczodrego. Wg: K. 
Seppelt i K. LSffler, Dzieje papieży,  Poznań   1936.  Repr.  Tadeusz  Kaźmierski.  
l i 
13. 
14. 
248 
12. Cesarz Henryk IV korzy się przed papieżem Grzegorzem VII w Canossie. Obraz 
van Pletscha z 1856 

roku. Wg: K. Seppelt i K. Loffler, Dzieje papieży, Poznań 1936. 

Repr. Tadeusz Kaźmierski. 

background image

Święty Piotr i książęca para ruska: Jaropełk Izjasła-wicz Włodzimierski z żoną Ireną. 
Miniatura ruska, zapewne wołyńska, z Codex Gertrudiajius. Wg: Tadeusz 
Wojciechowski, Szkice historyczne jedenastego wieku, Warszawa 1951. Repr. Tadeusz 
Kaźmierski. Pierwsza księga Kroniki Galia Anonima (początek XII wieku) zawiera opis 
konfliktu między Bolesławem Szczodrym i biskupem Stanisławem. Karta z najstarszego 
zachowanego odpisu tzw. Kodeksu Zamojskiego z XIV wieku. Wg edycji Juliana 
Krzyżanowskiego, Warszawa 1948. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. 
Trzynastowieczny witraż w kościele Dominikanów w Krakowie przedstawiający biskupa 
Stanisława. Zbiory Muzeum Narodowego w Krakowie, Oddział Szołajskich. Repr. 
Tadeusz Kaźmierski. 
Drzeworyt   z   XVI  wieku   przedstawia   króla   Bolesława Szczodrego.    Wg:    Maciej    
z    Miechowa    [Miechowita], Chroriica   Polonorum,   Kraków   1519.   Zbiory   
Biblioteki Jagiellońskiej   w  Krakowie.   Repr.   S.   Łopatka. Z XVI  wieku pochodzi 
iluminacja, na której  wyobrażone   jest   zabójstwo   biskupa   Stanisława   
Szczepanow-

skiego.  Iluminacja  inicjału  w  rękopisie   z  XVI   wieku. Zbiory   Biblioteki   

Kapituły   Krakowskiej.   Fot.   Zakład Repr. Biblioteki Narodowej w Warszawie. 
Relikwiarz na głowę św. Stanisława, pochodzący z 1504 roku,  zawiera  kilka  scen  z  
zabójstwa  świętego.  Skarbiec katedry wawelskiej w Krakowie. Fot. Jan Morek, Janusz 
Rosikoń. 
19. Siedemnastowiecz

ny sztych przedstawia biskupa Stanisława. Zbiory Kościoła na 

Skałce w Krakowie. Fot. Jan Morek, Janusz Rosłkoń. Uwaga! We wkładce ilustracyjnej 
— błędny podpis. 
20,21. Przedstawienia męczeństwa św. Stanisława na ołtarzu głównym w kościele w 
Kobylinie 

— ok. 1518 roku. Wg: Alicja Karłowska-Kamzowa. Wyobrażenia męczeństwa 

biskupa Stanisława, (w:) Interpretacja dzieła 
15. 
16. 
17. 
18. 
249 
sztuki,   Warszawa

—Poznań   1976.   Repr.   Andrzej   Flor-kowski. 

22.       Według  hipotez  niektórych   historyków  miejscem   egzekucji   biskupa   
Stanisława   Szczepanowskiego   był   dziedziniec   zamku   wawelskiego.   Fot.   Lech   
Zielaśkowski. 
23.       Podanie  głosi,  że  biskup  Stanisław  Szczepanowski  zginął  zamordowany 
przez  króla Bolesława  Szczodrego  w kościele na Skałce w    Krakowie. Fot. Jan 
Morek, Janusz Rosikoń. 
24.       W   miejscu,   w   którym   według   legendy   zginął   biskup Stanisław, wisi  dziś  
osiemnastowieczny  obraz  przedstawiający  świętego.   Fot.  Jan  Morek,  Janusz  
Rosikoń. 
25.       

Biskup   Stanisław   przedstawiony   na   karcie   tytułowej Żywotów   

arcybiskupów   gnieźnieńskich   z   ilustracjami Stanisława  Samostrzelnika  —  ok.   
1534  roku.  Wg:  Jan Długosz,     Catalogus     archieposcoporum     Cnesnensium. 
Zbiory  Biblioteki  Narodowej  w  Warszawie.  Repr.  Andrzej Florkowski.  

background image

26.       Na bordiurze w Żywotach arcybiskupów gnieźnieńskich odnajdujemy też 
wizerunek Bolesława Szczodrego. Wg: Jan Długosz, CataZogus  archieposcoporum  
Gnesnensium, Zbiory Biblioteki Narodowe j w Warszawie. 
27.       Zabójstwo  św.  Stanisława  przedstawione   na   szesnasto -wiecznym   
drzeworycie.   Wg:   Jan   Długosz,   Żywot   św. Stanisława,   Kraków   1511.   Zbiory   
Biblioteki   Jagiellońskiej w Krakowie. Repr. S. Łopatka. 
28.       Gro

bowiec  św.  Stanisława w  katedrze  wawelskiej   stał się   w   XVII   wieku   

sanktuarium   patriotycznym,   przy którym wodzowie i hetmani oddawali    hołd i 
dziękczynienie za sukcesy odnoszone na polach bitew. Fot. Jan Morek, Janusz 
Rosikoń. 
29.       

Święty  Stanisław,   patron  biskupstwa   krakowskiego  — ilustracja z  

Breviarum Cracoviensis,  ok.  1507

—1508  roku.  Wg:  Polonia  Tipographica  Saecułi  

Sedecim,  Wrocław 1962. 
30,31. Siedemnastowieczne relikwiarze św. Stanisława ze złotej blachy znajd ują się w 
skarbcu katedry wawelskiej. Fot. Jan Morek, Janusz Rosikoń. 
32. Pierścień zwany pierścieniem św. Stanisława (XII/XIII wiek) znajdujący się w 
skarbcu katedry wawelskiej. Wg: Tadeusz Wojciechowski, Szkice historyczne XI wieku, 
Warszawa 1970. Repr. 

Tadeusz Kaźmierski. 


250 
35. 
36. 
37. 
38. 
33.      Siedemnastowieczny wizerunek Bolesława Szczodrego -miedzioryt. Zbiory 
Biblioteki Kórnickiej. 
34.      Bolesław  Szczodry  _  miedzioryt  z  roku  1702   Benoit Fanart,  Bolesław 
Śmiały. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. 
Pierwszy polski malarz historyczny Franciszek Smugle-wicz (XVIII wiek) tak oto 
przedstawił Stanisława Szczepanowskiego przed tronem Bolesława ze wskrzeszonym 
rycerzem Piotrem. Franciszek Smuglewicz Stanisław Szczepanowski przed tronem 
Bolesława Śmiałego ze wskrzeszonym Piotrowinem. Zbiory Biblioteki Narodowej w 
Warszawie. 
Z  1636  roku pochodzi obraz z kościoła w Piotrawinie gdzie św.  Stanisław - jak głosi 
legenda - 

wskrzesił zmarłego rycerza Piotra.  Repr.  Andrzej  Florkowski Sw.   Stanisław   

-   

karton   do   witrażu   projektowanego przez  Stanisława  Wyspiańskiego,  wybitnego  

malarza  i pisarza  z  przełomu  XIX/XX  wieku.   Muzeum  Narodowe w Krakowie. Repr. 
Andrzej Florkowski. Wyspiański   uczynił   Bolesława   Szczodrego   bo haterem swojego   
dramatu,   do  którego   sam  projektował  stroje Oto   jeden   z   tych  projektów   
zwanych   „lalkami   bole-sławowskimi". Wg: Mieczysław Rokosz, Bolesław Śmiały,   
(w:)  Życiorysy  historyczne,   literackie  i  legendarne Warszawa  1980.  Repr. Tadeusz     
Kaźmierski. Bolesław   Śmiały   -   dramat   Wyspiańskiego   grywany jest obecnie dość 
często w polskich teatrach. Na zdjęciu: inscenizacja tego dramatu w Teatrze Ziemi 
Opolskiej. Fot. Zdzisław Moser. 

background image

Boleslaw   Śmiały  w  Teatrze   Ludowym   w  Nowej   Hucie. Fot. Zbigniew Łagocki. 41.      
Bolesław   Śmiały   Wyspiańskiego   w   Teatrze   Wybrzeże w Gdańsku. Fot. Tadeusz 
Link. 
Postacią wybitnego władcy zainteresował się też film. Oto Ignacy Gogolewski w 
filmowej roli Bolesława Śmiałego w 1972 roku. Fot. Roman Sumik. 
. Najwybitniejsze współczesne dzieło plastyczne poświęcone jedenastowiecznemu 
władcy to Grobowiec Bolesława Śmiałego — wypukłorzeźba Xawerego Dunikow-
skiego, wykonana w 1948 roku. Muzeum Xawerego Du- 
vS   nikowskiego. Fot. m----- ^sTuT-N. 
39. 
40. 
42. 
lagogiczna Biblioteka Wojewódzka w Lodzi 
O    >    "V   Z % ź. ź   -i    Ć* ' H    > 
0)      -D-      

2    W3   N. O •<     O       :_     '<        C 

3    3    -g-     . g" 3 1=   3     P  g,    o 
 
2: c 
~ P 
o aq 
S" C 
S 3 
~ a) o ero 
00 
•< 
CTQ 

Tysiąc dziewięćset sześćdziesiąta szósta publikacja Wydawnictwa Interpress  
Książka ukazuje się również w języku angielskim 
Copyrtght by Wydawnictwo Interpress Warszawa 1982  
Prlnted in Poland ISBN   83-223-1966-5 
Wydawnictwo Interpress.  Warszawa 1982 
Wyd. I. Nakł. 30000 egz. Papier  druk. mat.  kl. III  80g 82X104 Ark. wyd. 10. Ark. druk. 
15,75+2 ark. druk. wkl. ilustr. RSW   „Prasa-Książka-Ruch"  PZGral.  w Łodzi.  Z. 
951/81 Z

—85. 


»•. l , l 
te