background image

1

Barbara

Cartland

,,Tajemnica Anuszki”

NOTKA OD AUTORKI

Mikołaj I, panujący w latach 1825—1855 przeszedł do historii Rosji jako władca okrutny, 

napastliwy i ekscentryczny.

Tyrania i bezwzględność cara nękały pięćdziesiąt milionów jego poddanych. Nikt nie mógł 

się przed nim uchronić, gdyż mieszał się do wszystkiego.

Gdy  dzwony  biły  na  alarm  i  słychać  było  sygnał  trąbki  strażackiej,  osobiście  dawał 

wskazówki, jak walczyć z ogniem.

Książę  Jusupow  został  skazany  na  wygnanie  na  Kaukaz  z  powodu  miłostki,  która  nie 

podobała się matce cara.

Córka  szlachcica  była  źle  traktowana  przez  męża  —  car  Mikołaj  I  orzekł  rozwód  i 

oświadczył, że młoda kobieta jest nietkniętą dziewicą.

W  równie  brutalny  sposób,  nie  licząc  się  z  nikim,  nakazywał  zawieranie  małżeństw 

ludziom, którzy nie mieli na to najmniejszej ochoty.

Jego tajna policja, osławiony Trzeci Oddział, była okrutna i bezlitosna. Ktokolwiek dostał 

się  w  jej  szpony,  już  nie  oglądał  światła  dziennego.  Terror,  którego  doświadczyła  Rosja, 

przetrwał jeszcze po śmierci groźnego władcy.

background image

2

ROZDZIAŁ 1

1889

Drzwi do biblioteki uchyliły się ostrożnie. Mateusz, prywatny sekretarz i intendent księcia 

de Ravenstocka, przemierzył pokój i zatrzymał się niedaleko okna, przy którym stało biurko. 

Mateusz  stał  cicho  i  czekał,  aż  zostanie  zauważony.  Po  chwili  książę,  który właśnie    pisał, 

podniósł głowę i niecierpliwie zapytał:

— Co takiego?

— Przyniesiono prezent, wasza łaskawość. Przysłany z pałacu Marlboro od ich książęcych 

wysokości księcia i księżnej Walii.

— Tak? A co to jest?

— Waza, wasza łaskawość. Książę jęknął.

— Jeszcze jedna!

—  Ale  ta  jest  prawdziwym  dziełem  sztuki.  Zabytkowa  rzecz  i,  jeśli  wolno  zauważyć,  z 

masywnego srebra. 

— Będę musiał napisać osobiście jeszcze jeden list z podziękowaniami.

— Obawiam się, że tak, wasza łaskawość.

— Najlepiej zrobię to zaraz.  Chcę być po ślubie zupełnie wolny od tej pańszczyzny. Nie 

mam zamiaru spędzać podróży poślubnej na pisaniu listów.

—  Nawet  jeśli  Wasza  łaskawość  nie  zdąży  wszystkim  podziękować  przed  ceremonią 

ślubu, przyjaciele zrozumieją to na pewno.

Poważną twarz księcia rozświetlił uroczy uśmiech.

Nic dziwnego, pomyślał Mateusz, że z takim uśmiechem nasz pan jest ulubieńcem kobiet.

Istotnie, wysoki, o wyjątkowo zgrabnej sylwetce, wąski w pasie, szeroki w barach, książę 

był  bez  wątpienia  jednym  z  najbardziej  czarujących,  choć  kontrowersyjnych,  mężczyzn  w 

Londynie. Jego liczne przygody i awanturki, o których było głośno, niezbyt podobały się na 

dworze królewskim.

Opowieści o jego wyczynach na torach wyścigowych i niezliczonych romansach obiegały 

całe  miasto.  Przekazywano  je  sobie  szeptem  w  salonach  Mayfair  i  na  przedmieściach. 

Brukowe pisemka donosiły na swych łamach o jego podbojach. Obojętny na słowa krytyki, 

książę wiódł nadal beztroski żywot, co wielu gorszyło.

Lubił także bawić się swoim nazwiskiem, Raven bowiem znaczy kruk. Nazywał tak więc 

swoje  zaprzęgi,  ekwipaże,  czapki  dżokejów.  A  kiedy  jego  konie  były  blisko  mety,  tłum 

skandował:  „Naprzód  Kruk,  naprzód  Czarny!"  Wiele  koni  z  jego  stajni  było  faworytami  i 

bardzo często wygrywały.

background image

3

Jeśli chodzi o kobiety, wydawało się, że pragną tylko jednego: potwierdzać opinię o nim 

jako o uwodzicielu. Tłoczyły się wokół niego zachwycone i szczęśliwe na myśl o jego ataku i 

zwycięstwie. Przyjaciele szczerze podziwiali niezaprzeczalny urok Ravena, nieprzyjaciele zaś 

nazywali tę jego cechę wstydliwą perwersją.

Tymczasem  gdy  przepowiadano  mu,  że  kiedyś  musi  się  to  źle  skończyć,  ku  ogólnemu 

zdumieniu  i  zaskoczeniu  zakochał  się.  Przez  dobrych  kilka  lat  spekulowano,  kiedy  i  z  kim 

może to się zdarzyć, jeżeli w ogóle się zdarzy. Za młodych lat sprawa byłaby jasna i prosta: 

wybrałby młodą pannę na wydaniu. Ale w trzydziestym czwartym roku życia nie było to już 

takie łatwe. Zwłaszcza że zupełnie nie pociągały go młódki. Skłaniał się raczej ku kobietom 

dojrzałym. Ale w takim razie, którą z nich wybierze? Chyba tylko wdowę lub panienkę, którą 

osobiste troski zniechęciły do życia towarzyskiego.

Zupełnie  nie  było  wiadomo,  co  o  tym  myśleć.  Tymczasem  książę,  daleki  od  planów 

małżeńskich,  rozszerzał  zasięg  swoich  podbojów.  W  kołach  towarzyskich  zbliżonych  do 

księcia  Walii  pamiętano  jeszcze  doskonale  przygodę  z  przepiękną  Lily  Langtry.  Bardzo 

szybko zastąpiła ją urocza lady Brooke, którą jakoby darzył ogromną miłością.

Jeśli  zaś  chodzi  o  damy  dworu  królowej  czy  o  aktorki,  już  ich  nawet  nie  liczono.  Ale 

każdej  następnej  konkiecie  towarzyszyły  plotki  i  cierpkie,  nieżyczliwe  komentarze.  Książę 

jednak  nigdy  się  tym  nie  przejmował  i  dalej  swobodnie  żeglował  po  niepewnych  wodach 

miłostek.

Jak  to  zwykle  bywa  z  ludźmi  mającymi  powodzenie,  był  mocno  zblazowany  i  im 

łatwiejsza  była  zdobycz,  tym  szybciej  ją  porzucał.  Ogromnie  lubił  polowania  i  szybko  się

rozczarowywał,  jeśli  wspaniała  zwierzyna  nie  tylko  nie  uciekała  na  jego  widok,  ale  wręcz 

przeciwnie — sama przybiegała do myśliwego. Piękne damy nie unikały go, a raczej odnosiło 

się  wrażenie,  że  czekają  w  kolejce.  Wystarczyło,  żeby  spojrzał  na  którąś  swoim 

uwodzicielskim  wzrokiem,  a  już  miłośnie  wyciągały  się  ku  niemu  ramiona.  Zdecydowanie 

było to bardzo łatwe. Za łatwe. Pewnego dnia książę Walii zapytał go:

— W końcu, Raven, jaki jest pański sekret, jakich czarów pan używa?

— Jestem tylko zuchwały, sir — odparł wtedy. Książę uśmiechnął się.

— Pańska odpowiedź to cały pan.

Jednakże  w  miarę  upływu  czasu,  im  więcej  było  przygód,  tym  krócej  one  trwały.  W 

kącikach ust księcia pojawił się już grymas przesytu. Jego najbliżsi przyjaciele, zwłaszcza ci, 

którzy żywili doń szczere uczucia, zapytywali, jak to się skończy.

Właśnie  w  tym  czasie,  podczas  wytwornego  party  wydanego  na  cześć  księcia  Walii  w 

pałacu Warwick, niedaleko Sedgewick, książę Raven spotkał lady Cleodel Sedgewick.    

background image

4

Wśród  zaproszonych  gości  znajdowali  się  również  książę  i  księżna  Sedgewick,  rodzice 

lady  Cleodel.  Podczas  obiadu  książę  siedział  obok  dziewczyny.  Natychmiast  zauważył  jej 

niezwykłą urodę. Takiej piękności nie zdarzyło mu się spotkać od lat. W toku rozmowy, którą 

podjął,  dowiedział  się,  że  żałoba  w  rodzinie  nie  pozwoliła  lady  Cleodel  bywać  w  świecie. 

Miała dziewiętnaście lat,  była więc  trochę starsza od panienek przedstawianych w kwietniu 

tego roku na dworze. Książę uśmiechnął się.

— Oczywiście, w przeciwnym razie zauważyłbym panią z całą pewnością.

Uśmiechem podziękowała za komplement.

— Jednakże  —  dodała  skromnie  —  sala  tronowa  w  Buckingham  Palace  jest  ogromna. 

Jak odnalazłby mnie pan w tłumie gości?

Teraz  z  kolei  on  się  uśmiechnął,  ale  nie  odpowiedział.  Podziwiał  ją.  W  świetle 

kandelabrów jej uroda promieniała czarownym blaskiem. Długie brązowe  rzęsy, stanowiące 

zaskakujący  kontrast  z  płynnym  złotem  włosów,  ocieniały  jej  oczy.  Widząc  jego  zachwyt, 

wyjaśniła, że odziedziczyła ten właśnie kolor włosów po irlandzkich przodkach.

Głos  miała  cichy  i  słodki,  o  czarodziejskim  niemal  brzmieniu.  Natychmiast  zacząłby  ją 

emablować, gdyby nie była tak bardzo młoda. Jednakże zajmował się nią przez cały wieczór. 

Do  drugiej  sąsiadki  skierował  parę  kurtuazyjnych  zdań,  czego  ta  nie  omieszkała  z  żywym 

rozczarowaniem zauważyć.

Po  skończonym  obiedzie  panowie  przeszli  do  palarni,  a  panie  udały  się  do  drugiego 

dużego  salonu.  Książę  tak  manewrował,  żeby  zostać  z  paniami  i  znaleźć  się  obok  lady 

Cleodel.  Poprosił  o  pozwolenie  złożenia  jej  nazajutrz  wizyty.  Był  przyzwyczajony, że  tego 

rodzaju  propozycje  przyjmowano  zawsze  z  entuzjazmem.  Tymczasem  lady  Cleodel  dała 

wymijającą odpowiedź, co wyglądało raczej na unik.

— Muszę zapytać mamę, czy będziemy w domu. Ostatnio bardzo dużo bywamy.

Zaskoczył  go  jej  trochę  jakby  lekceważący  ton.  Po  obiedzie  upewnił  się,  że  jej  matka, 

księżna Sedgewick, przyjmie go w ich letniej rezydencji.

Wracając  do  Londynu,  zdał  sobie  sprawę  z  oczywistej  prawdy:  lady  Cleodel  rzadko 

bywała  dostępna.  Podrażniony  wyczuwanym  oporem,  zaczął  bywać  na  przyjęciach,  co  do 

których  miał  pewność,  że  ją  tam  spotka.  Nigdy  uzyskanie  od  kobiety  zgody  na  taniec  nie 

przedstawiało dla niego problemu, teraz jednak,  po raz pierwszy w życiu,  musiał wpisywać 

się do już zapełnionego karnetu. Pewnego Wieczoru zdarzyło się nawet, że w ogóle nie było 

dla niego miejsca: karnecik był szczelnie wypełniony.

background image

5

Nie zniechęcało go to  bynajmniej. W  dwa tygodnie później  nastąpiło spotkanie, ale lady 

Cleodel była daleka i nieuchwytna. Książę zabiegał o to, by ją widywać, marzył o chwilach 

słodkiego tete a tete z tą, którą w myślach ośmielał się już nazywać narzeczoną.

Za  każdym  jednak  razem,  kiedy  wreszcie  na  krótko  pozostawiono  ich  samych,  kiedy  w 

końcu  mógł  się  do  niej  zbliżyć,  ona  zawsze  potrafiła  trzymać  go  na  dystans.  Nie  mówiła 

wprost, że nie chce go pocałować, gdy o to gorąco prosił, ale znajdowała liczne preteksty:

— Nie  powinniśmy  zostawać  sami,  to  nie  podobałoby  się  mamie.  Bardzo  proszę  mnie 

zostawić — mówiła, gdy nalegał, i odsuwała się. — Mama gniewałaby się.

Tak bardzo mu zależało choćby na jednym pocałunku!

— Pani matka? Dlaczego miałaby wiedzieć?

— Ależ zdradziłyby mnie potargane włosy. A moje usta byłyby drugim świadkiem.

— Błagam! Jeden jedyny pocałunek.

Odparła ze słodyczą:

— Mam taką samą ochotę jak i pan, ale to byłoby źle. I mama na pewno ukarałaby mnie, 

zabraniając widywać pana!

Dla  Ravena  było  to  doświadczenie  zupełnie  nowe.  Ponieważ  potrafił  doskonale  kpić  z 

samego siebie, z westchnieniem ograniczył się do dotknięcia wargami delikatnej dłoni, której 

mu  nie  broniono  tak  jak  ust.  Jest  taka  młoda,  tłumaczył  sobie,  musi  zatem  uzbroić  się  w 

cierpliwość, musi być rozsądny.

Przychodziło  mu  to  z  trudem.  Ruchy,  gesty, spojrzenia  Cleodel  były tak  czarujące,  a  jej 

twarzyczka tak pełna wyrazu niewinności i świeżości! Obiecał sobie, że kiedy ją poślubi —

bo był już na to zdecydowany — będzie ją uczył miłości. Z góry cieszył się na tę myśl, na 

razie jednak hamował gorące porywy.

Rodzice Cleodel nie ukrywali swojego zadowolenia, że już niedługo ich zięciem zostanie 

człowiek z tak wysoką pozycją towarzyską, w dodatku bajecznie bogaty. Ojciec dziewczyny 

nie  był,  oczywiście,  biedny,  miał  kilka  majątków,  ale  nie  mogło  się  to  równać  z  fortuną 

księcia. Zapewne spodziewał się, że córka obdarzona tak wyjątkową urodą zrobi karierę, ale 

w  żadnym  razie  nie  przypuszczał,  że  aż  tak  błyskotliwą.  Książę  Ravenstock  przez  swoje 

koligacje plasował się w hierarchii społecznej zaraz po książętach krwi.

Jeśli jednak cała rodzina Sedgewicków była zachwycona, najbliższych i przyjaciół księcia 

ta  zaskakująca  nowina  przede  wszystkim  zdumiała.  Oczywiście,  milczeli  taktownie, 

zachowując  dla  siebie  opinię  o  tym  małżeństwie.  Nikt  nie  ośmieliłby  się  wtrącać  w  tak 

osobiste  sprawy.  Jeden  tylko  Harry  Carrington,  najbliższy  przyjaciel,  powiedział,  co  o  tym 

background image

6

myśli. Dowiedział się o oficjalnych zaręczynach po powrocie ze Szkocji, gdzie łowił łososie. 

Kiedy książę poinformował go o swoich matrymonialnych zamiarach, zakrzyknął:

— Ależ ty przecież jesteś zatwardziałym kawalerem! Nie żartuj! Wszak zaprzysiągłeś...

— Wiem doskonale — odparł spokojnie książę — co przysięgałem. Ale zwróć, proszę, 

uwagę, że wtedy nie znałem Cleodel!

— Przekonałeś  mnie  już,  że  jest  niezwykle  piękna.  Rozumiem.  Ale  ona  ma  zaledwie 

dziewiętnaście lat! Czy nie jest za młoda?

— A jakież to ma znaczenie? — odparł swobodnie książę, widząc malujące się na twarzy 

przyjaciela zaskoczenie. — Owszem, byłem gorącym przeciwnikiem małżeństwa. Bałem się 

nudy, jaką może ono ze sobą nieść, obawiałem się również, że mógłbym być zdradzony. Ileż 

kobiet zabiegało o mnie! Sam przecież wiesz!

— Ravenie!

— To  prawda.  Prawdą  jest  tęż,  że  zawsze  uważałem,  iż  los  mężów  nie  jest  godny 

pozazdroszczenia. Zwłaszcza tych, którzy wybierają za żony podlotki. Tak, przyznaję, że tak 

mówiłem!

— No tak! Ale...

— Odkąd,  mój  drogi  Harry,  spotkałem  Cleodel,  przestały  mnie  interesować  kolejne 

wcielenia bóstw. Ona uosabia czystość i niewinność.

— Ravenie, pomyśl tylko chwilę! Załóżmy, że ta kobieta będzie ci wierna. Ale ty? Czy 

wyrzekniesz się tych wszystkich pięknych kobiet, które dotychczas wypełniały twoje życie?

Książę machnął ręką i zmarszczył brwi.

— Oszczędź  mi,  przyjacielu, tych wspominków. Ja  się zmieniłem.  Zresztą  wszystkie te 

kobiety... Sam wiesz, że nigdy nie lubiłem przedłużać takich historyjek.

Harry potwierdził.

— To  prawda.  Ale  powiedz  mi  nareszcie,  czym  twoja  Cleodel  tak  bardzo  różni  się  od 

innych kobiet?

— Sam zobaczysz. Jeśli chcesz, przedstawię ci ją jeszcze dziś wieczorem.

— Będę zachwycony.

Kiedy  Harry  ujrzał  Cleodel,  zrozumiał  swego  przyjaciela.  Oczywiście,  była  piękna,  ale 

przecież  książę  spotykał  wiele  kobiet  równie  pięknych.  Jednakże  na  jej  młodziutkiej 

twarzyczce istotnie  gościł wyraz niewinności i  czystości.  Jej  spojrzenie było jasne,  a mowa 

spokojna. Daleka była od tych wszystkich wyrachowanych kobiet, które stale otaczały księcia 

i zarzucały nań swe sieci.

Raven ujął przyjaciela pod ramię.

background image

7

— Wiesz — powiedział — to ja biegam za nią... Gdybyś tylko wiedział...

Harry pokiwał głową. Było dla niego jasne, że przyjaciel odkrył skarb. Potrafi obronić ją 

przed zakusami innych mężczyzn. Z myśliwego stał się strażnikiem zwierzyny. Małżeństwo 

ma szansę być długotrwałe i szczęśliwe. Harry uśmiechnął się na tę myśl, żywił bowiem dla 

księcia głębokie uczucie przyjaźni i z góry cieszył się jego przyszłym szczęściem.

Rodzice Cleodel, bojąc się ewentualnej zmiany uczuć Ravena, taktownie namówili go do 

skrócenia narzeczeństwa. W stanie umysłu, w jakim się znajdował, było to bardzo łatwe. Tak 

więc  ustalono  datę  ślubu  na  ostatni  tydzień  czerwca,  tuż  przed  końcem  sezonu.  Kilka  dni 

wcześniej  miały  się  odbyć  słynne  biegi  w  Royal  Ascot,  w  których  Raven  wystawiał  kilka 

swoich koni.

Zdecydowano, że  uroczystość ślubna odbędzie się w katedrze St.  George przy Hannover 

Square.

Zaabsorbowana przygotowaniami do ślubu i wyprawą, Cleodel była prawie nieuchwytna. 

Świadom swych obowiązków narzeczonego, Raven  — coraz bardziej zakochany — skarżył 

się, że tak rzadko jest mu dane ją widywać.

Cleodel pocieszała go delikatnie.

— Ależ wcale cię nie zaniedbuję, Ravenie. Wprost przeciwnie, pilnuję moich krawców i 

szwaczek, bo chcę być ciebie godna.

— Naprawdę myślisz o mnie, przebierając w tych wszystkich fatałaszkach?

— Oczywiście!  Wiem,  że  masz  znakomity  gust,  wiem  także,  że  jesteś  bardzo 

wymagający. Boję się, że mogę ci się nie dość podobać!

— Ależ  taka,  jaka  jesteś,  jesteś  doskonała,  i  podobasz  mi  się  zawsze.  Pragnę  tylko 

jednego: pojąć cię jak najszybciej za żonę i wywieźć daleko, aby udowodnić, jak bardzo cię 

kocham.

— To prawda?

— Jak  możesz wątpić, Cleodel?!  Zrobię wszystko, żeby zdobyć twą  miłość,  i  to  będzie 

nasza najwspanialsza przygoda.

Mówił  przepełniony  szczerością,  która  jego  samego  zaskakiwała.  Zbliżył  się  do  niej  i 

wziąwszy ją w ramiona, delikatnie całował, powstrzymując niecierpliwość z obawy, aby jej 

nie przestraszyć. Przecież już kilka razy prosiła, żeby poczekać. Tym razem również odsunęła 

się. Natychmiast ją zapewnił:

— Nie bój się, ptaszyno, nie przestraszę cię.

— Nie o to chodzi — odpowiedziała czerwieniąc się — ale nigdy jeszcze nikt mnie nie 

całował. Odnoszę wrażenie, że staję się więźniem, że już nie mam własnej woli.

background image

8

Ucałował  jej  ręce.  Nigdy  nie  spotkał  kobiety  bardziej  pociągającej,  ale  i  bardziej 

płochliwej.

— Ukochana,  to  ja  jestem  twym  więźniem.  Nie  obawiaj  się  jednak  —  potrafię 

pewściągnąć moje uczucia.

Wszystkie jego dawne kochanki prześcigały się teraz w obmawianiu go i oskarżaniu.

— Raven — mówiła jedna — był najbardziej fascynującym donżuanem Londynu, a teraz 

stał się nudny, wierny...

— To  prawda  —  dorzucała  inna  —  ale  zawsze  można  żywić  nadzieję.  Ta  mała  gąska 

zaledwie opuściła szkolne mury, ona nie zagrzeje go długo. Zobaczycie, najwyżej do Bożego 

Narodzenia.

— Założę się — perorowała trzecia — że znudzi się nią znacznie wcześniej.

 Większość  towarzystwa  wychwalała  zalety  Cleodel,  tylko  Harry  nie  podziwiał 

bezkrytycznie  młodej  lady.  Powróciły  wszystkie  jego  zastrzeżenia,  był  jednakże  zbyt 

taktowny,  by  powiedzieć  o  tym  przyjacielowi  lub  innym  znajomym.  Wiedział  zresztą,  że 

zostałoby to natychmiast bądź źle zinterpretowane, bądź powtórzone komu nie trzeba. Ilekroć 

jednak znajdował się w obecności dziewczyny nie mógł się oprzeć uczuciu niechęci do niej. 

Była,  jego  zdaniem  zbyt  afektowana,  a  manifestowana  niewinność  trąciła  sztucznością  —

brakowało jej spontaniczności.

Raven  natomiast  pławił,  się  w  szczęściu,  liczył  jak  uczniak  godziny  dzielące  go  od 

następnego spotkania.

Prywatna  rezydencja  księcia  w  Park  Lane,  obszerniejsza  i  piękniejsza  niż  pałacyk 

rodziców  Cleodel,  została  wybrana  na  miejsce  uroczystego  przyjęcia  ślubnego.  Raven  sam 

organizował  wszystko  do  najdrobniejszych  szczegółów.  Goście  będą  przyjmowani  w 

olbrzymiej  sali  balowej,  wychodzącej  na  park.  Prezenty  wyłoży  się  w  galerii  portretów. 

Wszystkie  pomieszczenia  mają  tonąć  w  świeżych  kwiatach,  sprowadzonych  wprost  z  jego 

wiejskiej posiadłości.

Jednakże,  pomimo  imponujących  rozmiarów,  rezydencja  nie  mogła  pomieścić  tłumu 

zaproszonych  gości,  okolicznych  farmerów,  domowników.  Książę  postanowił  więc  wydać 

drugie przyjęcie: uda się wraz z małżonką do Ravenstock specjalną salonką po skończonym 

pierwszym  przyjęciu.  Pod  koniec  uroczystości  nastąpią  tradycyjne  przemówienia,  toasty  i 

oficjalne podziękowania ze strony księcia. Na zakończenie feeria sztucznych ogni.

Noc  poślubna  odbędzie  się  nie  w  londyńskim  pałacu,  ale  w  Ravenstock,  rodowym 

gnieździe. Książę myślał o tym z rozczuleniem, upatrując w tym dobrej wróżby. Dotąd nigdy 

background image

9

nie myślał o potomkach, ale teraz był bardzo szczęśliwy, że właśnie w tym starym rodzinnym 

domu będzie płodził swych synów.

Tymczasem  cierpiał  katusze  z  powodu  wyraźnego  chłodu  narzeczonej.  Na  którymś  z 

balów błagał ją gorąco:

— Niech pani chociaż powie, że mnie kocha!

— Oddałam panu moje serce.

— Nie  starczy  mi  życia,  żeby  panią  uwielbiać!  Pewnego  dnia  zaczął  pisać  poemat,  w 

którym  chciał  wysłowić  piękność  dziewczyny.  Zamierzał  go  wręczyć  wraz  z  wiązanką 

pięknych lilii  w Sedgewick House. Widział  w tych kwiatach nie tylko symbol niewinności, 

ale także młodości swojej narzeczonej. Podczas pracy wszedł, jak zawsze cichutko, Mateusz.

— Co się dzieje? — spytał niechętnie sekretarza.

— Przyjechała księżna wdowa z Glustombury. Książę zerwał się natychmiast.

— Jak to? Moja babka! Nie miałem pojęcia, że ma przyjechać! Już idę!

Porzucił wiersze i pobiegł do salonu przyjęć.

Mimo osiemdziesięciu lat księżna zachowała doskonałą postawę, a jej twarz nosiła ślady 

dawnej urody. Czas obszedł się z nią łaskawie. Złagodził rysy, nie przydając jej zmarszczek i 

bruzd.  Włosy,  zupełnie  białe,  o  pięknym  lśniącym  odcieniu,  miała  bardzo  gęste.  Uroczy 

ciepły uśmiech dodawał uroku leciwej i nobliwej damie.

Przycisnęła gorąco wnuka do serca.

— Babciu!  Nie  wiedziałem,  że  wybierasz  się  do  Londynu!  Dlaczego  mnie  nie 

uprzedziłaś?

— Zdecydowałam  się  w  ostatniej  chwili.  Znasz  mnie przecież.  Nie  mogłam  wyrzec się 

takiej przyjemności jak wizyta u królowej w Windsorze. Zaprasza mnie na wyścigi w Ascot.

Ucałowała  go jeszcze  raz  bardzo serdecznie i  kazała usiąść obok siebie.  Trzymała go za 

rękę, patrząc czule, ale i ze sprytnym błyskiem w oczach.

— Znalazłaś,  babciu,  bardzo  słaby  pretekst.  Przyznaj  się,  że  chciałaś  zobaczyć  moją 

narzeczoną.

— Oczywiście — odpowiedziała — umieram z ciekawości, żeby zobaczyć, jak wygląda 

dziewczyna, która usidliła mego Casanovę! Ciebie, który oparłeś się tylu pięknościom!

— To prawda, babuniu. Jestem pogrążony!

— Nie mogę uwierzyć.

Książę ucałował dłoń staruszki.

— Zdołam cię przekonać, babciu, a raczej zrobi to moja narzeczona. Tymczasem jestem 

szczęśliwy, że cię widzę. Oczywiście, zatrzymasz się u mnie.

background image

10

— A czyż jest milsze miejsce w Londynie?

— Pochlebiasz mi, babciu!

Księżna przyjrzała się wnukowi uważnie.

— Więc to jednak prawda! Dałeś się usidlić?

— Jak tylko przedstawię ci Cleodel, sama zrozumiesz.

— Może, może... Ale jeśli jesteś naprawdę zakochany tak jak mówisz, to co stanie się z 

piratem, z donżuanem, który mieszka w tobie?

Raven uśmiechnął się.

— Babciu, mówisz  takie  śmieszne  rzeczy. Nikt  nigdy  do  mnie  tak  nie  mówił.  Ale  jeśli 

chcesz znać prawdę, pirat przestał istnieć. To postanowione. Ustatkowałem się.

— Nie wierzę własnym uszom, mój wnuku. Tyle kobiet wypełniało twoje życie.

— Teraz liczy się tylko Cleodel.

Rozmowę  przerwał  służący,  wnosząc  tacę.  Kiedy  pili  herbatę,  Raven  opowiadał  o 

prezentach, które już dostał, i o podróży poślubnej.

Księżna babka słuchała uważnie. Tak jak i Harry, zapytywała sama siebie, jak wnuk, który 

miał  u  swoich  stóp  najsłynniejsze,  najpiękniejsze  i  najinteligentniejsze  kobiety  Londynu, 

mógł zainteresować się tak młodziutką dziewczyną. Na pewno była piękna, ale cóż mogła mu 

ofiarować  oprócz  wdzięku,  urody  i  niedoświadczenia?  On  twierdził,  że  to  właśnie  jej 

niewinny urok tak go urzekł.

Zrozumiałabym może, pomyślała, gdyby Raven był dużo starszy. Nie ma nic gorszego niż 

stary kawaler zakochany w młodej dziewczynie. Ale on ma zaledwie trzydzieści cztery lata. 

Ciągle  daleko  mu  do  popadnięcia  w  —  jak  to  nazywają  —  „szpony  demona  południa". 

Westchnęła  głęboko  i  znów  pogrążyła  się  w  myślach.  W  końcu,  powiedziała  sobie, 

najważniejsze jest, żeby był szczęśliwy; nieważne, jak to osiągnie.

Księżna babka kochała Ravena najbardziej ze wszystkich wnuków. Od najmłodszych lat z 

pobłażaniem  odnosiła  się  do  jego  porywczego  charakteru  i  licznych  psot.  Ją  samą 

wychowywano  bardzo  surowo  w  czasach  regencji,  toteż  była  zwolenniczką  rozwijania 

żywego  umysłu  wnuka,  którego  wyczyny  rozjaśniały  szarą  i  nudną  solidność  epoki 

wiktoriańskiej.

Zawsze  mówiła  sobie,  że  jej  wnuk  byłby  najszczęśliwszy  w  okresie  rządów  Jerzego  IV. 

Kiedy  w  jej  obecności  krytykowano  Ravena,  zawsze  brała  go  w  obronę,  uważając,  że  jego 

awanturki wnoszą szczyptę soli w nudną, pełną pruderii i hipokryzji epokę.

Kiedyś jeden z jej wnuków stwierdził, że zachowanie Ravena szokuje go. Odpowiedziała, 

patrząc nań z pogardą:

background image

11

— Kłopot, mój drogi, polega na tym, że jesteś po prostu zazdrosny! Gdybyś miał połowę 

jego  uroku  i  śmiałości,  postępowałbyś  tak  samo.  Ale  skoro  jesteś  taki,  jaki  jesteś,  możesz 

tylko grymasić i być głupio zazdrosny.

Babcia i wnuk mieli sobie tyle do powiedzenia, że książę dotrzymywał jej towarzystwa aż 

do  wieczora.  Zostało  mu  już  bardzo  mało  czasu  na  przebranie  się,  na  wieczór  bowiem  był 

zaproszony  do  pałacu  Marlboro.  W  wieczorowym  stroju,  przy  orderach  wyglądał 

olśniewająco.

Już  wychodził,  kiedy  przypomniał  sobie  o  nie  dokończonym  liście.  Służący  już  pewnie 

przygotował  zamówiony  bukiet  z  lilii.  Poszedł  do  biblioteki,  dorzucił  kilka  zdań 

zapewniających  o  gorącej  miłości,  zapieczętował  i-  zamierzał  wezwać  służącego,  ale  nagle 

zmienił  zdanie  i  postanowił  postąpić  inaczej.  Że  też  wcześniej  nie  wpadł  na  tak  świetny 

pomysł.

W  drodze  do  pałacu  Marlboro  myśli  miał  wypełnione  obrazem  ukochanej.  Ostatnimi 

dniami  widywał  ją  bardzo  rzadko  i  tylko  przelotnie.  Poprzedniego  wieczoru  byli  razem  na 

krótkim  spacerze,  ale  ani  przez  chwilę  sam  na  sam.  Oczywiście,  nie  udało  mu  się  zdobyć 

wymarzonego  pocałunku.  A  tak  bardzo  go  pragnął!  Podniecony  cudowną  świeżością 

dziewczyny,  gorąco jej  pożądał.  Jej  niedoświadczenie nadzwyczaj  go pociągało.  Wydawała 

się z pozoru chłodna, ale on wiedział, że potrafi zmienić ją w kobietę. Jeszcze był pogrążony 

w myślach, kiedy stangret oznajmił, że zajechali na miejsce.

— Na ławeczce — zwrócił się do stangreta — zostawiłem bukiet i list. Niech tam leżą. 

Proszę po mnie przyjechać za jakieś trzy godziny.

— Będę punktualnie, wasza wysokość.

W  pałacu,  Raven  został  bardzo  serdecznie  przyjęty  przez  księcia  i  księżnę  Walii. 

Natychmiast otoczyło ich grono pięknych kobiet. Kiedy indziej byłby zachwycony i na pewno 

zainteresowałby  się  którąś  z  uroczych  dam.  Dziś  jednak  myśli  i  serce  miał  wypełnione 

narzeczoną.

Atmosfera  w  pałacu  Marlboro  była  zawsze  wesoła  i  ożywiona,  wymieniano  dowcipy  i 

uwagi  na  aktualne  !  tematy.  Przy  stole  książę  siedział  obok  jednej  ze  swych  dawnych 

kochanek.

Zaatakowała go wprost:

— Mówią — zaczęła — że postanowiłeś się poprawić. Podobno stałeś się pustelnikiem?

— Uwierzysz, jeśli ci odpowiem, że tak? — odparł.

— Słyszałam, że lampart nigdy nie pozbędzie się  swojego cętkowania.

     — Mylisz przysłowia, Kitty — odparował. — A tym razem w ogóle się mylisz.

background image

12

—  Ależ  jeśli  to  prawda,  to  wprost  straszne!  Rzeczywiście  chcesz  stać  się  obrońcą 

uciśnionych wdów i porzuconych sierot?

Książę nie mógł powstrzymać uśmiechu.

— Jeśli  chodzi  o  wdowy,  to  —  o  ile  mnie  pamięć  nie  myli  —  uchodziłem  raczej  za 

atakującego, a nie obrońcę.

— To do ciebie podobne.

Raven znów się uśmiechnął.

— A co do porzuconych sierot, to — o ile mi wiadomo — nigdy takich nie miałem na 

sumieniu.

— Kto wie, czy nie szkoda — odparła Kitty z cieniem nostalgii w głosie.

Później, zmieniając temat, zapytała:    

— Powiedz,  czego to  małe uosobienie cnót wszelakich  , ma więcej niż  te kobiety, które 

kochałeś dotychczas?     

—  Cleodel,  moja  miła,  jest  najwspanialsza  ze  wszystkich,  jakie  do  tej  pory  znałem.      

Kitty jęknęła.

— Niewielka to dla mnie pociecha.

Rozmawiali w ten sposób do końca kolacji. Wieczór zakończył się krótko przed północą, 

albowiem w obecności księżnej Walii nie grano w karty.

Przy pożegnaniu gospodarz przyjęcia zapytał księcia:

— Czy myśli pan wygrać złoty puchar, Ravenie?

— Mam nadzieję, wasza wysokość.

— Do licha! Wobec tego moje konie nie mają żadnych szans!

— Tego bym nie powiedział.

— Wiem, że pan ma zawsze szczęście — odrzekł książę Walii, biorąc go pod ramię. —

Nie chcę stracić pańskiej przyjaźni, Ravenie. Bardzo proszę po ślubie przyjechać z małżonką 

do Sandvingham na otwarcie sezonu łowieckiego.

— Będzie to dla nas obojga zaszczytem, wasza wysokość.

— Liczę na pana i myślę, że znowu będzie pan królem polowania — dodał książę.

— Postaram się nim nie zostać — odpowiedział ze skromną miną Raven.

Obydwaj panowie wybuchnęli śmiechem.

Po  wyjściu  z  pałacu  książę  kazał  zawieźć  się  na  Green  Street.  Przed  domem  Cleodel 

zatrzymał powóz i wysiadł, zabierając ze sobą bukiet i list.

— Możecie jechać do domu — polecił. — Wrócę pieszo.

background image

13

Stał  teraz  przed  pałacykiem  Sedgewick.  Otaczał  go  duży  park.  Bywał  tu  ostatnio  tak 

często,  że  znał  każdy  zakątek.  Wielka  brama  prowadząca  do  podjazdu  była  zamknięta. 

Obszedł park od tyłu i koło zabudowań gospodarskich znalazł niezbyt wysoki mur. Raven był 

znakomicie wysportowany, toteż pomimo nieco krępującego ubioru, wspiął się na niego bez 

trudu. Za chwilę był już na terenie posesji. Przedarł się przez krzaki gęsto obrastające mur i 

bezszelestnie zbliżył się do budynku. Znał dobrze rozkład pokoi. Na parterze była jadalnia —

wąska  i  długa,  bez  wdzięku.  Za  nią  mieścił  się  salon  z  trzema  francuskimi  oknami 

wychodzącymi  na  taras.  Do  niego  przylegał  mały  buduarek,  gdzie  wolno  mu  było  ostatnio 

spędzić z ukochaną parę chwil sam na sam.

Na  pierwszym  piętrze  znajdował  się  pokój  z  balkonem  należący  do  Cleodel.  Z  drugiej 

strony był identyczny pokój jej matki.

Któregoś dnia Raven, stojąc w ogrodzie pod balkonem, zażartował, że to idealne miejsce 

do odegrania roli Romea. Cleodel spojrzała nań wtedy zaniepokojona.

— Nie sądzę, żeby mama była zachwycona takimi żartami.

— Ale  —  odparł  wówczas  —  to  byłoby  tak  romantyczne:  wdrapywać  się  na  balkon! 

Patrząc na panią, już czuję się jak Romeo.

Cleodel rzuciła mu wtedy powłóczyste spojrzenie i po chwili odpowiedziała:

— Trochę romantyzmu może by się przydało. Chciałabym, żeby był pan moim rycerzem 

i zabijał dla mnie smoki.

— Będę  to  robił  z  największą  przyjemnością,  jeśli  tylko  nadarzy  się  okazja.  Ale 

zapewniam,  że  smok,  który  ze  mną  będzie  miał  do  czynienia,  spędzi  najgorszy  kwadrans 

swego życia.

— Bardzo pana kocham takim właśnie — powiedziała słodko Cleodel.

Wracając  do  rzeczywistości,  książę  pomyślał,  że  położy  list  i  bukiet  na  balustradzie. 

Będzie to chyba dostatecznie romantyczne? Wdrapanie się na balkon nie sprawi mu większej 

trudności.

Z  każdą  inną  postąpiłby  po  kawalersku  —  dałby  znać  o  sobie  i  zostałby  zaproszony  do 

środka. Przez  chwilę się  wahał.  Miał wielką  ochotę  rzucić w  okno kilka  małych  kamyków. 

Nie  ryzykował  wiele,  bo  matka  Cleodel  spała  twardo,  jak  sama  zapewniała,  a  jej  pokój 

znajdował się po drugiej stronie pałacyku.

Niezdecydowany  jeszcze,  co  zrobi,  powoli  i  cicho  szedł  ku  domowi.  Nagle  ujrzał  jasno 

oświetlone okno. Zatrzymał się. Pomyślał, że to gra cieni. Szerzej otworzył zdumione oczy. 

Ale nie było to przywidzenie: po drabinie przystawionej do balkonu wchodził jakiś człowiek. 

Był zwinny, toteż szybko dotarł na górę, po czym cicho i zręcznie przeskoczył balustradę.

background image

14

Przyszedłem na czas, pomyślał książę, będę mógł odegrać rolę dzielnego rycerza, o którym 

mówiła  Cleodel.  Unieszkodliwię  złodziejaszka.  Nędznik  obiecuje  sobie  ograbić  spokojnie 

śpiących mieszkańców.

Zbliżył  się  równie  cicho  i  zręcznie.  I  wtedy  dopiero  zauważył,  że  człowiek  ma  na  sobie 

strój wieczorowy. Rzecz raczej niebywała wśród złodziei. Kiedy złoczyńca odwrócił się, żeby 

wskoczyć  na  balkon,  ukazała  się  w  świetle  księżyca  jego  twarz.  Książę  zamarł  z  wrażenia. 

Człowiek, którego wziął za złodzieja, był jednym z jego przyjaciół, członkiem jego klubu, z 

którym jeszcze wczoraj pił toast za swoje szczęśliwe małżeństwo!

— Niech ci los zawsze sprzyja — powiedział wtedy Jimmy Hudson.

Książę  serdecznie  podziękował  mu  za  życzenia.  A  teraz  oto  miał  go  przed  sobą,  pod 

oknem narzeczonej! W  tym  momencie,  prawdopodobnie  zaniepokojona  hałasem, wyszła  na 

balkon Cleodel. Książę już chciał biec jej na pomoc, ratować przed niespodziewaną napaścią, 

kiedy nagle zauważył, że Cleodel, daleka od wszczęcia alarmu, nie wykazując najmniejszego 

zaniepokojenia, rzuca się w ramiona intruza i całuje go namiętnie.

Jej twarz, wyraźnie oświetlona blaskiem księżyca, wydała mu się jeszcze cudowniejsza i 

czystsza. W momencie, kiedy go tak podstępnie zdradzała, na jej obliczu malował się wyraz 

niebiańskiego  szczęścia.  Trwało  to  chwilę.  Później  oboje,  objęci  wpół,  zniknęli  w  pokoju, 

zamykając za sobą okno.

Jedynie samotnie stojąca, oparta o mur drabina świadczyła, że książę nie śnił na jawie...

ROZDZIAŁ 2

Przez  kilka  chwil,  które  dla  Ravena  były  całym  wiekiem,  stał  zmartwiały,  z  oczyma 

wpatrzonymi  w  okno  pokoju.  Powoli  wracał  do  siebie.  Obrazki  łamigłówki,  których 

wcześniej nie rozumiał, teraz zaczęły się układać w logiczną całość. Zrozumiał, jak zręcznie 

się nim posłużono, jak okrutnie z niego zadrwiono.

Jego  żywa  inteligencja,  wsparta  wspaniałą  pamięcią,  pozwalała  mu  osiągać  świetne 

rezultaty  przy  minimum  pracy.  Tak  było  w  szkołach,  a  potem  w  Oxfordzie.  Teraz  też 

pomogła mu w precyzyjnym odtworzeniu wszystkich szczegółów.

Pewnego  dnia  w  pałacu  Warwick  Jimmy  Hudson  poprosił  go  o  danie  mu  szansy  na 

wygraną.

— Bardzo cię proszę, Ravenie — powiedział wtedy — bądź wspaniałomyślny!

— Ależ... — starał się zaoponować. Jimmy przerwał mu wówczas gwałtownie:

— Widzisz, dosiadam konia księcia Sedgewick.

background image

15

— A jaka jest stawka?

— Tysiąc funtów, srebrny puchar i jedno serce.

Książę zgodził się wtedy na jego prośbę i wycofał swoje dwa konie, ale pomyślał, że tysiąc 

funtów jest dla jego przyjaciela ważniejsze niż czyjeś serce.

W  rzeczy  samej,  Jimmy  Hudson,  syn  szlachcica  z  prowincji,  nie  był  zamożny.  Opuścił 

uniwersytet  i  wstąpił  do  wojska.  Bardzo  szybko  jednak  zrozumiał,  że  bez  pieniędzy  nie 

zajdzie  wysoko.  Rzucił  się  więc  w  wir  życia  towarzyskiego,  zdecydowany  znaleźć  bogatą 

dziedziczkę.

Uzyskał  list  polecający  do  pewnej  damy,  matki  dwóch  nieciekawych,  ale  posażnych 

panien.  Jimmy  sądził,  że  to  właśnie  jest  jego  szansą.  Był  przystojny,  jeśli  chciał  —  nawet 

uroczy i uwodzicielski. Ponadto ubierał się z nieco tradycyjną elegancją, co także miało swoje 

znaczenie.  Z  natury  inteligentny  i  dowcipny,  kiedy  zadał  sobie  trochę  trudu,  potrafił  być 

bardzo miłym kompanem. Kobiety chętnie poszukiwały jego towarzystwa. Tym razem jednak 

obydwie bogate panny pozostały zupełnie niewrażliwe na jego wdzięki. Natomiast zakochała 

się w nim ich matka.

Jimmy natychmiast zorientował się w korzyściach, jakie mógł z tego faktu wyciągnąć. Tak 

więc  w  niedługim  czasie  dostał  się,  dzięki  zakochanej  kobiecie,  do  najwyższych  sfer 

towarzyskich. Wszedł w krąg ludzi z otoczenia księcia Walii. Umiał uplasować się w ścisłym, 

ekskluzywnym  i  zazdrośnie  strzegącym  swych  przywilejów  kółku.  To  przekraczało  jego 

najśmielsze oczekiwania.

A że był z natury wesoły i dowcipny, rychło osiągnął poważne sukcesy towarzyskie. Na 

spotkaniach w pałacu Marlboro ożywiał atmosferę. Był tu uważany za swego.

Od  tej  pory  coraz  więcej  kart  wizytowych  gromadziło  się  na  tacy  w  korytarzu  jego 

mieszkania.  Mógł  je  nieomal  kolekcjonować.  Wszyscy  chcieli  utrzymywać  z  nim  dobre 

stosunki.

Kilka znacznych wygranych w karty pozwoliło mu na spłacenie najpilniejszych długów, a 

także wystarczyło na sute napiwki dla służby w domach, w których zaczął bywać.

Kobiety znajdowały w nim  gorącego kochanka. Wdzięczne, szczodrze obdarowywały go 

drogimi  prezentami:  złotymi  spinkami  i  papierośnicami,  cennymi  szpilami  do  krawatów, 

srebrnymi drobiazgami, na które nigdy dotąd nie mógł sobie pozwolić.

Tak jak Raven, dopóki nie spotkał Cleodel, Jimmy był zatwardziałym kawalerem. Mowy 

nie  było  o  miłości  do  jednej  tylko  kobiety,  skoro  otwierały  się  przed  nim  wytworne  i 

eleganckie  salony,  wabiły  wyrafinowane  buduary,  a  on  przechodził  od  jednej  zdobyczy  do 

drugiej. Sam był zresztą zdziwiony swoim powodzeniem.

background image

16

Teraz dopiero książę uświadomił sobie, że przecież Jimmy musiał od dawna znać Cleodel: 

spotykał się z nią na przyjęciach, bywał u niej w domu. To on obmyślił iście makiaweliczny 

plan:  uwieść  Cleodel  i  następnie  nauczyć  ją,  w  jaki  sposób  ma  wciągnąć  w  swe  sieci 

człowieka, którego oceniano jako jedną z najlepszych partii w Anglii.

Oczywiście, chodziło mu o to, żeby wyciągnąć dla siebie korzyści. Wszyscy wiedzieli, że 

Jimmy jest interesowny. Zdobycie Cleodel miało dla niego niewielkie znaczenie. Była piękna, 

to nie ulegało wątpliwości, ale na pewno nie miała posagu, o jakim marzył. W takich rejonach 

zazwyczaj  nie  polowano.  Ponadto  Jimmy,  raz  wszedłszy  w  najbliższe  otoczenie  księcia, 

poznał  go  dobrze.  Wszak  często  wymieniali  poglądy  na  temat  kobiet.  Wiele  razy  Raven 

zwierzał mu się, że łatwe zdobycze psują urok polowania.

Książę przypomniał sobie teraz, że pewnego dnia powiedział do Jimmy'ego:

— To  gra,  ale  bardzo  kiepska  gra.  Wolałbym,  żeby  zdobycz  była  warta  swej  ceny.  To 

wszystko jest takie łatwe. Za łatwe!

Jimmy zgodził się wtedy z nim.

— W końcu mam takie wrażenie, że jestem lisem gonionym przez sforę.

— A to staje się nudne — uzupełnił Jimmy.

I obaj się roześmieli.

W  czasie  takich  i  innych  rozmów  Jimmy  dobrze  poznał  jego  gusta,  przyzwyczajenia  i 

skłonności. Wiedział już, że książę nie oprze się dziewiczemu urokowi. Było więc jasne, że 

musiał  dokładnie  poinstruować  Cleodel.  Nauczył  ją,  jak  powściągać  zaloty  Ravena,  jak 

okazywać oziębłość wobec jego zapałów. Oboje zatem byli zgodni co do planu zakpienia z 

księcia. Nie tłumaczyło to jednak bynajmniej, dlaczego rzuciła się w ramiona Jimmy'ego. Nic 

jej  do  tego  nie  zmuszało.  Chyba  że  zakochała  się  w  swoim  perfidnym  nauczycielu.  Tak, 

musiała kochać Jimmy'ego i kpiła sobie z Ravena. Chodziło tylko i wyłącznie o jego majątek, 

którym zapewne zamierzała się potem podzielić z Jimmym.

Stojąc nadal pod balkonem, zakipiał z wściekłości na myśl, że dał sobą tak manipulować, 

że  tak  głupio  wpadł  w  zastawioną  pułapkę.  W  pierwszym  odruchu  chciał  wejść  na  balkon, 

wtargnąć do pokoju i przyłapać niecną parkę in flagranti.

Jednakże  powstrzymał  się.  Byłby  to  banalny  odruch  zemsty  i  w  dodatku  ośmieszyłby 

siebie samego.

Niewiele  go  obchodziło,  co  nazajutrz  mówiono  by  w  całym  mieście  i  na  dworze. 

Zastanawiał się tylko, jak ma postąpić. Może, błysnęła mu myśl, zmilczeć całą sprawę, udać, 

że nic nie wie, i mimo wszystko ożenić się z Cleodel? O, nie! To było niemożliwe!

Niech będę przeklęty, powiedział sobie w duszy, jeśli okażę słabość wobec takiej kobiety.

background image

17

Straszna  boleść oślepiła  go. Zamglonymi  bólem  oczami  ujrzał  dom,  balkon  — wszystko 

czerwone, zalane krwią. Zaszlochał.. Z wolna przychodził do siebie. Pomału zbierał zmysły. 

Nie chciał dać się ponieść rozpaczy. Zmusił się do spokojnego myślenia. Zemsta! Tak. Ale 

zemści  się  inaczej,  w  sposób  bardziej  przebiegły.  Uderzy  Cleodel  i  Jimmy'ego  tak  jak  oni 

jego. W myślach zaczął mu się już zarysowywać pewien plan. Odzyskał spokój, opanował się 

i wolno skierował do ogrodzenia.

Tak  jak  przypuszczał,  furtka  otwierała  się  do  wewnątrz.  Wyszedł  na  opustoszałą  ulicę. 

Szedł  równym  krokiem.  W  pewnej  chwili  uświadomił  sobie,  że  ciągle  trzyma  w  ręku  list  i 

białe  lilie.  Podarł  ostatni  znak  miłości,  dokładnie  połamał  łodyżki  mocno  pachnących 

kwiatów i czubkiem buta strącił je do rynsztoka.

Cyniczny grymas pojawił się w kącikach jego ust.

Przypomniał  sobie,  że  w  przystani  stoi  jego  jacht  gotowy  do  drogi.  W  najbliższych 

godzinach przepłynie Kanał i dotrze do brzegów Francji.

Kiedy  wracał  do  siebie  pustymi  ulicami,  plan  powzięty  pod  balkonem  Cleodel  przybrał 

konkretny kształt. Było już dobrze po północy, kiedy dotarł do swego pałacu. Odźwiernemu 

nakazał obudzić sekretarza. Po chwili do biblioteki wszedł Mateusz.

Jak generał przed bitwą, książę wydawał krótkie, precyzyjne rozkazy, które trzymały jego 

ludzi  na nogach przez  resztę nocy. Kończono pakowanie bagaży, specjalny  goniec pojechał 

do  Dover,  inny  udał  się  na  dworzec,  żeby  przypilnować  dołączenia  prywatnego  wagonu-

salonki księcia do najbliższego pociągu opuszczającego Londyn w kierunku wybrzeża. 

Książę znalazł kilka godzin na odpoczynek. Potem ubrał się w strój podróżny i zjadł lekkie 

śniadanie. Cyniczny, gorzki wyraz nie opuszczał jego twarzy.

Mateusz  wręczył  mu  paszport  oraz  dużą  kwotę  gotówką.  Sekretarz  był  tak  przejęty  tym 

dziwnym i nagłym wyjazdem, że ośmielił się zapytać:

— Wiele  osób  będzie  się  zapewne  dopytywało  o  księcia.  Co  mam  odpowiadać,  wasza 

łaskawość?

— Nic.  Dosłownie  nic.  Wyśle  pan  tylko  do  gazet  notatkę,  którą  zredagowałem,  że  mój 

ślub z lady Cleodel Sedgewick jest odwołany. Ani słowa więcej.

Mateusz w zdenerwowaniu zapytał ponownie:

— Nic, wasza łaskawość?

— Nic — brzmiała zdecydowana odpowiedź.

— Żadnego bliższego wyjaśnienia?

— Absolutnie nic!

background image

18

— A jeśli lady Cleodel lub książę, jej ojciec... — zaczął PQnownie Mateusz, ale Raven 

przerwał mu.

— Czyś słyszał, Mateuszu? Żadnych informacji, żadnych komentarzy! To rozkaz.

— Rozumiem, wasza łaskawość.

Książę nie dodał już nic, wyszedł szybko i wsiadł do czekającego nań powozu. Udał się na 

dworzec. Przejazd pociągiem nie trwał długo. Przeprawa przez Kanał również odbyła się bez 

przeszkód.  W  Calais  czekał  już  na  niego  specjalny  posłaniec.  Do  salonki  doczepionej  do 

paryskiego ekspresu odprowadzili go ceremonialnie francuscy urzędnicy.

Noc spędził w swoim pałacu przy Polach Elizejskich, zawsze gotowym na jego przyjęcie.

Nazajutrz  lekki,  elegancki  powóz  zaprzężony  w  dwie  pary  koni  uniósł  go  w  kierunku 

Wersalu. Ale książę bynajmniej nie udał się tam, aby zwiedzić historyczną  siedzibę królów 

Francji. Kazał zatrzymać powóz w maleńkiej wiosce przed wejściem do zakładu sióstr Sacre 

Coeur.

Nie  było  to  miejsce,  gdzie  by oczekiwano  mężczyzny,  zwłaszcza  o  takiej  reputacji, jaką 

cieszył  się  książę.  A  jednak  jego  przyjazd  nie  wywołał  zdumienia.  Młodziutka  zakonnica 

otworzyła ciężkie wierzeje i powiodła go długim korytarzem aż do progu sali wychodzącej na 

ogród.

— Jego łaskawość książę de Ravenstock, wielebna matko — powiedziała.

Z  głębi   pokoju  podniosła  się  matka  przełożona i z okrzykiem radości, z wyciągniętymi 

ramionami powitała przybyłego, ściskając go serdecznie.

— Ravenie!  —  zawołała.  —  Tak  się  cieszę,  że  cię  widzę!  Myślałam,  że  jesteś  zbyt 

zaabsorbowany przygotowaniami do ślubu. Przypuszczałam, że jeśli przyjedziesz do Paryża, 

to tylko w podróży poślubnej!

Na  te  słowa  książę  zmienił  się  na  twarzy.  Zauważyła  to  natychmiast  i  niespokojna 

zapytała:

— Co się dzieje? Stało się coś, braciszku?

— Właśnie  przyjechałem,  żeby  ci  wszystko  wyjaśnić,  siostrzyczko.  Ale  jak  ty  się 

czujesz? Usiądźmy, jeśli pozwolisz. Będzie nam łatwiej rozmawiać.

— Oczywiście,  mój  drogi,  oczywiście,  ale  przedtem  poproszę,  żeby  nam  przyniesiono 

wino i specjalność naszego klasztoru — twoje ulubione biszkopty. Nie zapomniałeś,  myślę, 

ich smaku?

Raven uśmiechnął się mimo woli. Nie było zresztą sensu odmawiać, bo już weszła młoda 

zakonnica,  niosąc  tacę  z  biszkoptami,  butelkę  wina  i  kieliszki.  Postawiła  ją  na  stole  przy 

background image

19

kanapie, na której usiadł Raven ze swoją siostrą. Skłoniła się skromnie i wyszła, zostawiając 

rodzeństwo samo.

Książę spojrzał na swą siostrę. Była prawie piętnaście lat starsza od niego, ale jej twarz nic 

nie  straciła  ze  swej  urody  i  czaru.  Wyglądała  jak  za  czasów  młodości,  kiedy  to  ich  rodzice 

snuli plany świetnego losu dla jedynej córki. Żeby pomóc jej w wyborze męża, organizowali 

wspaniałe  bale  z  udziałem  arystokratycznej  młodzieży  nie  tylko  angielskiej,  ale  i 

zagranicznej.

Lady  Małgorzacie  nie  zależało  wszakże  na  tak  wysokich  koligacjach.  Jej  wybór  padł  na 

najstarszego  syna  lorda  Landsdowna.  Rodzina  nie  należała  do  najwyższych  kręgów 

arystokracji, ale znana była z uczciwości i szlachetności. Młodzi ludzie zakochali się w sobie. 

Artur Landsdown, starszy od Małgorzaty, robił właśnie świetną karierę w armii. Cieszył się 

nieposzlakowaną opinią i większość swego czasu poświęcał żołnierzom. Kiedy spotkał lady 

Małgorzatę, wiedział z całą pewnością, że jest to kobieta jego życia.

Rodzice  Małgorzaty  z  radością  przyjęli  jej  wybór.  Ślub  został  wyznaczony  za  sześć 

miesięcy. Nieprzytomna ze szczęścia dziewczyna godziła się na wszystko za cenę szybkiego 

połączenia  się  z  ukochanym.  Oczekując  na  tę  chwilę,  spotykała  się  z  narzeczonym,  kiedy 

tylko pozwalały mu na to jego obowiązki.

Na dwa miesiące przed ślubem Artur został wysłany z misją specjalną do Sudanu. Sprawa, 

którą mu zlecono, była prosta, rutynowa i w żadnym razie nie powinna opóźnić daty ślubu. 

Ale Artur nigdy nie powrócił. Zginął, zasztyletowany przez fanatyka, który rzucił się na niego 

w chwili niepoczytalności.

Na  wiadomość  o  śmierci  ukochanego  lady  Małgorzata  przeżyła  szok.  Zamknęła  się  w 

sobie, głucha na pocieszenia rodziców i przyjaciół. Wyjechała do Francji i tam skryła się w 

katolickim klasztorze.

Pomimo  błagań  rodziców,  żeby  odczekała  jakiś  czas  i  pozwoliła  zasklepić  się  ranie, 

zmieniła wyznanie i w dniu osiągnięcia pełnoletności złożyła śluby zakonne.

Jej wielka inteligencja oraz fortuna pomogły znaleźć się w nowym środowisku.  Po latach 

została  matką  przełożoną  klasztoru,  który  założyła  w  kupionym  przez  siebie  majątku 

niedaleko Paryża.

Przyjmowała dziewczęta, najczęściej z arystokracji, które wykazywały powołanie do życia 

zakonnego.  Wiele  też  było  wśród  nich  takich,  które  chciały  przedłużyć  nowicjat,  aby  mieć 

więcej czasu na zastanowienie się przed powzięciem tak ważnej decyzji.

Dzieło,  które  prowadziła,  zyskało  uznanie  kardynała  biskupa  Paryża  i  błogosławieństwo 

Ojca Świętego.

background image

20

Raven dawno już odkrył,  że to, co robi jego siostra, jest wspaniałe. Nie tylko ofiarowała 

schronienie tym, które uciekając od światowego życia, szukały drogi służenia Bogu, ale także 

starała się rozwijać talenty u swoich wychowanek.

A  wiele  z  nich  przejawiało  duże  zdolności.  Lady  Małgorzata,  a  właściwie  już  matka 

przełożona, zachęcała je, stwarzała ku temu warunki. Kilka napisało książki, przyjęte z wielką 

życzliwością  przez  krytykę.  Inne  wyróżniały  się  doskonałym  malarstwem,  jeszcze  inne 

robieniem  koronek  i  haftami.  Wszystkie  te  talenty,  umiejętnie  rozwijane  i  podsycane, 

przyczyniały się do tego, że zakład Sacre Coeur zyskał dużą sławę.

Przy okazji  każdej wizyty  Raven  stwierdzał, że  wbrew przewidywaniom  sfery, do której 

należeli  oboje,  siostra  znalazła  tu  spokój  i  niespodziewane  szczęście.  Ponadto  pod  jej 

mądrymi, rozsądnymi rządami klasztor kwitł.

Odkryte powołanie sprawiło, że ujawniła się w niej zdolność do zrozumienia innych, jak 

również ogromna wyrozumiałość. Raven wiedział, że jeśli pewnego dnia uderzy weń piorun, 

zawsze znajdzie u lady Małgorzaty pomoc i duchowe wsparcie.

I po to właśnie tu dzisiaj przyjechał.

Lady  Małgorzata  nalała  trochę  wina  do  kryształowego  kieliszka.  Potem  spojrzała  na 

Ravena z ogromną miłością i zapytała:

— Co się stało, braciszku?

— Nie  chcę  teraz  o  tym  mówić  —  odparł  lekko  zachrypniętym  głosem.  —  Krótko: 

przyjechałem do ciebie z ogromną prośbą. Chcę, żebyś mi znalazła żonę. Dziewczynę czystą i 

niewinną!!

Matka  przełożona  nie  dała  po  sobie  nic  poznać.  Popatrzyła  tylko  na  niego  uważnie, 

oczyma pełnymi wielkiej miłości i współczucia. Ponieważ po tej ogłuszającej deklaracji brat 

milczał, zapytała wreszcie łagodnie:

— Po to przyjechałeś do mnie?

— Tak — odparł bez wahania. — Myślałem, że może pomiędzy odbywającymi nowicjat 

znajdzie się dziewczyna nie skażona bywaniem w świecie i przez ten świat...

Przerwał na chwilę.

— Tak, rozumiem. Mów dalej, proszę — poprosiła łagodnie.

— Ledwie  to  mogę  sformułować  przed  tobą.  Chodzi  mi  o  dziewczynę  naprawdę 

nieskalaną, rozumiesz?

Gorycz,  z  jaką  wyrzekł  to  zdanie,  powiedziała  lady  Małgorzacie  więcej  o  piekle,  przez 

jakie musiał przejść jej ukochany brat, niż najdłuższa nawet rozmowa.

Skrzyżowała ręce, westchnęła głęboko i odrzekła:

background image

21

— Myślę, że gdybym nawet zwątpiła w skuteczność mojej modlitwy, przekonałbyś mnie 

o czymś zgoła odwrotnym.

Raven nie zrozumiał; czekał, co powie jeszcze.

— Modliłam się za ciebie i kiedy najmniej się tego spodziewałam, zostałam wysłuchana, 

bo oto zjawiasz się przede mną i u mnie szukasz pociechy i podpory.

Idąc za tokiem jej myśli, zapytał:

— Czy możesz spełnić to, o co cię proszę?

Zawahała się z odpowiedzią.

— Mogę, oczywiście że mogę. Ale nie wiem, czy powinnam!

Rysy jego  twarzy ściągnęły się.  Niezupełnie  dobrze  rozumiejąc,  co  siostra  chce przez  to 

powiedzieć, zaczął domyślać się jej zastrzeżeń.

— Czy  nie  sądzisz,  moja  kochana,  że  lepiej  bym  cię  zrozumiał,  gdybyś  zechciała 

wypowiedzieć  twoją  myśl  do  końca  i  wyjaśniła  mi,  w  jakiej  intencji  modliłaś  się  dziś  za 

mnie?

Lady  Małgorzata  wstała,  podeszła  do  okna  i  oparła  się  o  wysoki  parapet.  Zatopiona  w 

myślach,  błądziła  wzrokiem  po  ogrodzie  i  milczała.  Zielona  gęstwina,  poprzecinana 

kwietnymi  trawnikami,  błyszczała  w  promieniach  słońca.  Wśród  tego  bogactwa  pięknego  i 

zadbanego  ogrodu  wolno  spacerowały  mniszki.  Miały  białe  habity,  o  kroju  nieco 

złagodzonym,  szyte  według  projektu  lady  Małgorzaty.  Lekkie  wiązane  sandały,  które 

zastąpiły  niezgrabne,  wysokie  sznurowane  buciki,  nadawały  ruchom  gracji,  a  postaciom 

swoistego wdzięku.

Książę  czekał  cierpliwie.  Wysączył  do  dna  resztę  wina.  Milczenie  przeciągało  się. 

Wreszcie odwróciła się. Widać było, że powzięła decyzję.

— Przed  dziesięcioma  laty  —  zaczęła  wolno  —  porzucono  na  progu  naszego  zakładu 

małe dziecko. Była to dziewczynka. Siostra furtianka, otwierając rano drzwi, zobaczyła ją na 

progu. Mała była sama. W rączce trzymała kopertę. Znalazłyśmy w niej pięć tysięcy funtów.

— Pięć  tysięcy  funtów  szterlingów  w  rękach  podrzuconego  dziecka!  —  wykrzyknął 

książę.

— Rzeczywiście,  stanowiło  to  bardzo  poważną  kwotę  —  odparła  lady  Małgorzata.  —

Był przy tym i list. Zachowałam go i zaraz ci pokażę.

Otworzyła sekretarzyk i podała bratu pożółkły papier.

— Czytaj! — poprosiła.

Książę zaczął czytać półgłosem: „Dziewczynka ma na imię Anuszka. Ma dziewięć lat. Jej 

ojciec  jest  Anglikiem.  Prosi  pokornie  o  zajęcie  się  dzieckiem.  Jego  życzeniem  jest,  aby  po 

background image

22

ukończeniu dwudziestu  jeden lat przyjęła święcenia,  jeśli,  oczywiście, taka  będzie jej wola. 

Zakład będzie otrzymywał regularnie pieniądze na pokrycie wszelkich kosztów związanych z 

jej  wychowaniem  i  studiami.  Jeśli  wykaże  zdolności,  uprasza  się  o  zapewnienie  jej 

najlepszych profesorów."

Książę oddal list siostrze i zapytał:

— Tylko ten list i nic więcej?

— Nic.

— I bez podpisu?

— Bez.  Ale  piękne,  staranne  pismo  zdradza  dobre  wychowanie,  powiedziałabym,  że 

nawet angielskie.

— I?

— No cóż! Snułam najrozmaitsze przypuszczenia, ale nic z tego nie wynikało.

— Jak długo to dziecko jest już tutaj?

— Jak  ci  mówiłam,  jest  u  nas  dziesięć  lat.  Miała  około  dziewięciu,  kiedy  ją  tu 

podrzucono. Często rozmyślam na temat jej przyszłości.

— Myślisz ją zatrzymać i zrobić z niej zakonnicę?

— Nie — odparła zdecydowanie lady Małgorzata.

— Dlaczego?

— Z  dwóch  powodów.  Przede  wszystkim  widzę,  że  nie  ma  powołania.  Jest  bardzo 

zdolna,  inteligentna,  wykazuje  piękne  cechy  charakteru.  Jednakże  czasami  nie  do  końca  ją 

rozumiem.

— Mówiłaś o dwóch powodach. Jaki jest drugi?

— Tak. Otóż dwa lata temu dostałam dla niej bardzo poważną kwotę.

— Ile konkretnie?

— Siedemdziesiąt tysięcy funtów szterlingów.

— Ależ to wygląda na posag!

— W  rzeczy  samej.  I  od  tego  czasu  tajemniczy korespondent  nie  dał  już  więcej  znaku 

życia.

— A czy wywiązywał się z obietnic złożonych w liście?

— Tak.  Bardzo  skrupulatnie.  Co  dwa  lata  otrzymywałam  pięć  tysięcy  funtów 

szterlingów. Oczywiście, nie wydałam wszystkiego. Teraz Anuszka ma majątek. Jest bogata.

— Co zamierzasz z nią zrobić?

background image

23

— Właśnie zastanawiałam się nad jej dalszym losem. Nie chcę jej dłużej trzymać w tych 

murach. Szukam więc w pamięci kogoś odpowiedniego z towarzystwa, kto mógłby jej pomóc 

w stawianiu pierwszych kroków w świecie.

Spojrzała w zadumie na brata.

— Tak bardzo prosiłam Boga, żeby mnie oświecił... i nagle przyjeżdżasz ty!

— Istotnie, wydaje mi się, że przywożę rozwiązanie twoich problemów i odpowiedź na 

pytanie, co z nią dalej robić. Dobrze wiem, co myślisz, wiem, co stoi na przeszkodzie: moja 

reputacja  donżuana.  I  to,  że  oficjalnie  ogłoszono  moje  zaręczyny.  Ale  jeśli  o  to  chodzi, 

możesz być zupełnie spokojna — zaręczyny zostały zerwane.

Lady Małgorzata mimo wszystko pokiwała sceptycznie głową.

— A  co  do  mojej  reputacji  —  ciągnął  —  dobrze  wiesz,  że  nasza  rodzina  gorąco  sobie 

życzy,  bym  się  ożenił,  ustatkował  i  miał  potomstwo.  I  to  właśnie  zrobię.  Chcę  się  ożenić, 

mieć dzieci, ale do tego, jak się zapewne domyślasz, potrzebuję kobiety, kobiety absolutnie 

pewnej, nieskazitelnej. Ta, która będzie nosiła moje nazwisko, musi być niewinna i skromna!

Ton Ravena znowu stał się bolesny i gorzki. Siostra zrozumiała, że musiał dużo przejść, i 

zrobiło jej się go bardzo żal. Zdecydowała się odpowiedzieć.

— Nie przypuszczam, Ravenie, żeby Anuszka była odpowiednią dla ciebie partią. Mam 

nadzieję, iż  pewnego dnia  spotka człowieka,  którego  pokocha  i  który ją  będzie kochał.  Ale 

pamiętaj, że choć obecnie jest bardzo bogata, zawsze pozostanie dzieckiem znalezionym. Nie 

wiadomo, skąd pochodzi, z jakiej rodziny się wywodzi. Nie znamy nawet jej nazwiska.

Książę machnął ręką. : — To mnie nie obchodzi!

— Nie mów tak. To jest jednak problem.

— Dla kogo?

— W sferze, w której żyjesz... Przerwał jej.

— Jeśli ja decyduję, że pochodzenie mojej żony nie ma dla mnie znaczenia, to nie sądzę, 

aby ktoś z mego otoczenia ośmielił się poruszyć ten temat.

W  głębi  duszy  lady  Małgorzata  była  tego  samego  zdania,  uważała  jednak  za  swój 

obowiązek przedstawić bratu wszystkie obiekcje.

— Wprawdzie rodzice już nie żyją, Ravenie, ale musisz pomyśleć o reszcie rodziny. Jaka 

będzie ich reakcja? Jeśli o mnie chodzi, obserwuję Anuszkę dzień po dniu i jestem głęboko 

przekonana,  że  pochodzi  z  równie  dobrej  rodziny  jak  nasza,  ale  jest  prawdopodobne,  że  to 

dziecko nieślubne, i musisz to wziąć pod uwagę.

— Dzieci z nieprawego łoża — powiedział — stają się przeważnie ludźmi wyjątkowymi. 

W dziejach Francji na przykład wsławili się odwagą i wybitnymi zdolnościami.

background image

24

Lady Małgorzata uśmiechnęła się.

— Wybacz,  ale  ten  temat  znacznie  przekracza  moje  kompetencje.  Pomyśl  jednakże: 

nigdy, modląc się o przyszłość Anuszki, nawet  nie wyobrażałam sobie, że mógłbyś w jakiś 

sposób  wkroczyć  w  jej  życie.  —  Westchnęła.  —  Upewnij  mnie,  Ravenie,  może  idę 

niewłaściwą drogą? Może nie mam racji, pragnąc dla niej życia poza murami klasztoru. Może 

byłoby  lepiej,  żeby  przyjęła  święcenia...  Chociaż  muszę  ci  wyznać,  nauczyłam  się  już 

rozpoznawać,  które  z  dziewcząt  przejawiają  autentyczne  powołanie  do  stanu  zakonnego,  a 

które odwrotnie — są stworzone do życia rodzinnego u boku męża, wśród gromadki dzieci. 

Wydaje mi się, że Anuszka należy do tej drugiej kategorii.

Przy  ostatnich  słowach  jej  głos  lekko  zadrżał.  Książę  zrozumiał,  że  siostra  jest  wciąż 

wierna pamięci człowieka, którego była narzeczoną, i wspomnieniu ich krótkiej, a tak pięknej 

miłości.

— Widzę,  moja  droga,  że  przemyślałaś  wszystkie  aspekty  problemu.  Jeśli  chodzi  o  tę 

dziewczynę, kieruj się instynktem. To czasami lepszy przewodnik niż zimna logika.

— Dziękuję,  że  tak  mówisz.  Sądzę,  że  masz  rację.  Podświadomie  czuję,  że  Anuszka 

należy  do  innego  niż  ten  świata.  Jednakże  gdyby  się  tak  stało,  że  zabrałbyś  ją  stąd,  nie 

zapominaj, że ona praktycznie nic nie wie o życiu. Wyrosła tu, wśród nas, i to, co tobie wyda 

się  banalne  i  naturalne,  dla  niej  będzie  odkryciem.  —  Nie  mogła  ukryć  wzruszenia.  —

Zresztą, nie mam własnego zdania. Pomyśl, przecież nawet się nie znacie! Nie możesz żenić 

się w takich okolicznościach.

— Dlaczego nie mogę?

— Ależ, Ravenie...

— To  rozsądek  dyktuje  ci  teraz  te  słowa!  Wiesz  równie  dobrze  jak  ja,  że  są  kraje 

Wschodu, gdzie małżonkowie poznają się dopiero w dniu ślubu. Jeśli o mnie chodzi, jestem 

zdecydowany  na  to  małżeństwo.  A  czy  sądzisz,  że  dziewczyna,  której  przynoszę  mitrę 

książęcą,  będzie  robiła  ceregiele  tylko  dlatego,  że  mnie  nie  zna?  A  jej  krewni,  jeśli  tacy 

istnieją? Dla nich będzie to ostatnie zmartwienie, będą zachwyceni taką gratką. To wszystko.

— Jakiż ty jesteś cyniczny!

— Nie, mylisz się. Jestem tylko realistą.

— Nie  wierzę  własnym  uszom.  Siedzę  tu  z  tobą  i  dyskutujemy  o  tak  poważnych 

sprawach niczym o banalnym interesie.

— Ależ to zupełnie naturalne.

— Tak uważasz?

background image

25

— Oczywiście.  To  prawda,  że  znalazłem,  się  w  niezwyczajnej  sytuacji.  Ale  właśnie 

dlatego przybyłem do ciebie po pomoc.

— Uważaj, bracie! Palisz za sobą mosty. Musisz chyba jednak zobaczyć Anuszkę, zanim 

zdecydujesz się ożenić z dziewczyną, której nie znasz nawet nazwiska...

— Ależ...

Lady Małgorzata przerwała mu.

— Zanim poweźmiesz decyzję, pomyśl o reszcie rodziny. Przecież ich reakcje mogą być 

okropne.

Książę spojrzał na siostrę i z całym spokojem powiedział:

— Powtarzasz się, moja droga. A poza tym chcę, żeby wszystko między nami było jasne: 

o  moim  małżeństwie  decyduję  ja  sam.  Nie  dbam  o  opinię  rodziny.  Jej  zdanie  mnie  nie 

obchodzi. Absolutnie i dokładnie. Zdecydowałem się ożenić natychmiast i nikomu nie muszę 

się  z  tego  tłumaczyć.  Taka  jest  moja  wola  i  nie  widzę  nic,  co  mogłoby  mi  w  jej  realizacji 

przeszkodzić.

Jego ton brzmiał tak zdecydowanie, że lady Małgorzata spojrzała nań z głęboką troską. Po 

raz pierwszy zauważyła u brata rys nieprzejednania i niemal okrucieństwa.

— Nie  unoś  się,  Ravenie  —  powiedziała  cicho  i  serdecznie.  —  Wyobrażam  sobie,  jak 

musiałeś  cierpieć.  Ale  nawet    jeśli  twoje  dotychczasowe  życie  nie  było  wzorem  cnót 

wszelakich,  przynajmniej  zawsze  byłeś  dobry  i  wspaniałomyślny.  I  zawsze  umiałeś 

uszczęśliwiać ludzi wokół siebie.

Położyła rękę na jego ramieniu.

— Wiem — powiedziała — wiem i czuję, że cierpisz. Ale nie każ cierpieć niewinnym.

— Nie wiem, o czym mówisz — odpowiedział z uporem Raven.

— No, no, powiedzmy! Ale pamiętaj, że nienawiść wraca jak bumerang, który uderza w 

tego, kto go rzucił, równie silnie jak w cel.

— Nie nienawidzę nikogo — uciął krótko Raven. — Chcę tylko zmyć obelgę w sposób 

jak najbardziej widoczny.

— Czy sprawi to komuś ból?

— Żywię taką nadzieję.

— To nieszlachetne! Dotychczas twoje życie było bardzo szczęśliwe. Los obdarował cię 

ponad miarę. Może to właśnie jest moment, żeby wypłacić się Opatrzności.

— Zdaje się, że zapomniałaś, co mówi Biblia.

— Co masz na myśli?

background image

26

— Jest napisane w Piśmie Świętym: „Oko za oko, ząb za ząb!" I to jest słuszne, to jest 

sprawiedliwe.

— Gdybyś zadał sobie trochę trudu, żeby przeczytać następne wersety, dowiedziałbyś się, 

że powinniśmy przebaczać naszym wrogom — żywo odparła lady Małgorzata.

— Może i to zrobię — zdecydował Raven — ale najpierw ukarzę winnych.

Lady Małgorzata westchnęła.

— Wydaje mi się, że występujesz w roli sędziego i kata jednocześnie. Obawiam się, że 

popełniasz błąd.

— Ale nie jesteś tego pewna, prawda? A teraz — dodał łagodniejszym już tonem — chcę 

zobaczyć Anuszkę.

Wiedział już, że siostra żałuje wszystkiego, co mu powiedziała, być może żałuje nawet, że 

modliła się o rozwiązanie problemu Anuszki.

Wyciągnął do niej rękę w geście zgody.

— Nie  martw  się,  siostrzyczko.  Wiem,  że  popełniłem  wiele  błędów  —  powiedział 

ciepłym,  wzruszającym  tonem.  —  Wiem  również,  że  szokowałem  rodzinę  moim 

zachowaniem,  to  oczywiste.  Ale  przysięgam,  że  nigdy,  jak  daleko  sięgam  pamięcią,  nie 

działałem wbrew prawu, nie zawiodłem kobiety, która mi zaufała.

Był bardzo przekonywający. Opór lady Małgorzaty powoli malał. Uśmiechnęła się.

— Wierzę  ci,  Ravenie,  i  zaufam  ci.  Tylko  ty  sam  możesz  zdecydować,  czy  Anuszka 

będzie ci odpowiadać i czy rzeczywiście chcesz się z nią ożenić.

— Masz rację, siostrzyczko!

— Pójdę  po  nią  —  odpowiedziała  wstając  —  tylko  to  mi  pozostaje.  Gdyby  ci  się  nie 

spodobała lub okazała się nie taka, jakiej oczekujesz, zawsze możesz poszukać gdzie indziej.

Książę został sam; nalał sobie następny kieliszek lśniącego rubinowo wina i podszedł do 

okna.

Nie  widział  jednak  ani  słońca  igrającego  na  kwiatach  i  krzewach,  ani  pełnych  gracji 

sylwetek siostrzyczek spacerujących w skupieniu po ogrodzie. Jeden tylko obraz miał przed 

oczyma, a była nim twarz Cleodel uśmiechająca się do Jimmy'ego w bladym świetle księżyca. 

Wizja  była  tak  plastyczna,  że  ścisnął  w  ręku  kieliszek,  który  rozprysnął  się  na  drobne 

kawałeczki. Ten dźwięk otrzeźwił go. Nadal jednak był w szponach morderczych instynktów. 

Chciałby ścisnąć delikatną szyję Cleodel i zmiażdżyć ją. Z jej to powodu, po raz pierwszy w 

życiu,  odczuwał  chęć  mordu.  Pałał  żądzą  zemsty.  Zasada,  którą  przed  chwilą  przypomniał 

siostrze:  „Oko  za  oko,  ząb  za  ząb",  byłaby  tylko  marną  namiastką  odwetu  za  tak  brutalne 

zniszczenie ideału, który nosił w sercu.

background image

27

To bowiem uczyniła Cleodel. Unicestwiła jego ideał i zdusiła w nim chęć odmiany życia, 

która zrodziła się pod wpływem jej pięknej i niewinnej twarzyczki.

A przecież uosabiała wszystko, czego zawsze pragnął, wypełniła ogromną pustkę w jego 

życiu.  Gdyby  rzeczywiście  była  taka,  za  jaką  usiłowała  uchodzić,  dałaby  mu  to,  czego 

nieświadomie oczekiwał od bardzo dawna, od zawsze. Nic więc dziwnego, że ulokowawszy 

w  niej  wszystkie  nadzieje,  po  odkryciu  jej  zdrady  poczuł  się  wyzuty  ze  wszystkiego  i 

udręczony  do  ostateczności.  Miejsce,  które  zajmowała  w  jego  sercu,  było  teraz  puste. 

Nienawidził Cleodel z siłą, której istnienia nigdy u siebie nie podejrzewał.

Jadąc  poprzedniego  dnia  pociągiem  do  Paryża,  przeżywał  raz  jeszcze  całą  nocną  scenę. 

Żałował, że nie uległ pierwszej myśli, aby wtargnąć po drabinie do pokoju, powalić na ziemię 

Jimmy'ego, sterroryzować Cleodel i zmusić ich, aby błagali o przebaczenie.

Uspokoił  się  jednak  i  powtarzał  sobie,  że  byłoby  to  niegodne  jego,  księcia,  wymierzać 

zemstę  w  taki  sposób  i  zachowywać  się  po  grubiańsku  jak  tragarz.  To,  co  obmyślił,  było 

daleko subtelniejsze. Rana, jaką zada, będzie głębsza i boleśniejsza. O tej porze Cleodel jest 

już pewnie zdziwiona, dlaczego wierny narzeczony dotąd się nie zjawił.

To jej ojciec, czytając rano  gazety, odkryje w „Timesie" i „Morning Poste" ogłoszenie o 

odwołaniu  ślubu.  Konsternacja  nieszczęśnika  będzie  bliska  komizmu.  Szkoda,  pomyślał 

Raven, że nie będę mógł tego oglądać.

Wyobraził  sobie  pytania,  przypuszczenia,  które  osaczą  jej  ojca  i  ją  samą.  Narzeczony 

poprzedniego dnia jeszcze tak czuły, troskliwy... Ojciec na pewno zdecyduje się napisać do 

niego, prosząc o spotkanie w celu wyjaśnienia.

Mateusz  był  doskonale  poinstruowany,  co  ma  odpowiadać,  i  bez  wątpienia  dokładnie 

zastosuje się do wskazówek swego pana.

Rodzice  Cleodel  będą  mieli  jedno  tylko  wyjście:  czekać  na  znak,  na  odpowiedź...  A 

tymczasem będą napływać ślubne podarunki.

Raven  potarł  ręce.  Zdecydowanie  ten  rodzaj  zemsty  był  najlepszy,  dawał  mu  więcej 

satysfakcji niż jakiekolwiek inne gwałtowne pociągnięcia.

Już  niedługo  rozpęta  się  burza,  a  Cleodel  znajdzie  się  w  jej  epicentrum.  Bezskutecznie 

będzie  dociekała  przyczyny  tak  nagłego  zniknięcia  narzeczonego.  Pozna,  co  to  popłoch  i 

trwoga.

Niedobry uśmiech wykrzywił usta Ravena.

W tym momencie odwrócił się nagle, bo drzwi za jego plecami otworzyły się. Oślepiony 

światłem, na które patrzył przez dłuższą chwilę, dostrzegł tylko dwie postacie, które weszły 

do ocienionej części pokoju. Usłyszał delikatny i ciepły głos siostry:

background image

28

— Ravenie, oto Anuszka.

ROZDZIAŁ 3

Lady Małgorzata w towarzystwie młodej dziewczyny zbliżała się do okna.

— Anuszko, przedstawiam ci księcia de Ravenstocka, mego brata.

Dziewczyna wykonała głęboki ukłon. Wyprostowała się i stała teraz w blasku słonecznej 

smugi.

Raven widział ją w pełnym świetle. Wyobrażał ją sobie zupełnie inaczej. Nie miała nic z 

Cleodel i zupełnie nie była do niej podobna. A on w swojej naiwności sądził,  że czystość i 

niewinność to dwoje błękitnych oczu, dziecinna twarzyczka i koniecznie blond loki.

Młoda  dziewczyna,  która  stała  przed  nim,  była  zupełnie  inna.  Szczupła,  wysoka, 

prezentowała  się  nadzwyczaj  godnie.  Okolona  woalem  nowicjuszki  twarz  była  pełna 

tajemniczości.  Zadziwiająco  poważny,  jak  u  tak  młodej  kobiety,  wyraz  twarzy  dodawał  jej 

urodzie  nieco  dojrzałego  wdzięku.  Zgrabny,  cienki  jak  u  królowej  Egiptu  nosek,  bardzo 

delikatnie  zarysowane  usta.  Cała  przypominała  piękną  klasyczną  rzeźbę.  Emanowała  z  niej 

silna indywidualność; spojrzenie było otwarte, szczere i zdecydowane. Wyczuwało się w tej 

młodej istocie energię i wolę.

Widząc  ją  taką,  książę  zrozumiał,  dlaczego  siostra  wahała  się,  czy  zostawić  ją  w 

klasztorze.  Trudno było  sobie wyobrazić młodą  kobietę, tak hojnie  obdarzoną  przez  naturę, 

zamkniętą na całe życie w klasztorze. Wprost przeciwnie — wszystko w niej wydawało się 

stworzone do pełni życia. Była tak obca w tym otoczeniu. I choć przecież tu wyrosła i tu się 

wychowała, jak egzotyczny ptak zamknięty w klatce. Wszystko w niej zdawało się zrywać do 

lotu.

Raven zrozumiał, że musi coś powiedzieć.

— Siostra mówiła mi, że żyje tu pani od dziesięciu lat.

— Tak jest w istocie, wasza wysokość.

Zupełnie  instynktownie  użyła  tej  formy.  Czy  był  to  z  jej  strony  wyraz  szacunku,  czy 

przejaw grzeczności wobec brata matki przełożonej?

— Czy jest tu pani szczęśliwa?

— Tak, wasza wysokość.

— A jednak zmiana, jaka nastąpiła w pierwszych latach pani życia, musiała być dla pani 

trudna?

Anuszka  nie  odpowiedziała.  Ravena  zdziwiło  jej  milczenie.  Nie  było  ono  bynajmniej 

spowodowane  nieśmiałością  czy  zakłopotaniem,  ani  tym  bardziej  niemożnością  znalezienia 

background image

29

odpowiednich  słów.  Stała  zupełnie  swobodnie.  Po  prostu  odmawiała  odpowiedzi.  Książę 

spojrzał niepewnie na siostrę.

— Anuszka  —  powiedziała  lady  Małgorzata,  rozumiejąc  nieme  pytanie  brata  —  przed 

przybyciem tu obiecała nigdy nie mówić o przeszłości. I dotąd dotrzymała słowa.

Raven  nie  mógł  powściągnąć  irytacji.  Zrobił  kilka  kroków  po  pokoju  i  ponownie  stanął 

przed siostrą.

— Czy pozwolisz, Małgorzato, że porozmawiam z Anuszką w cztery oczy? Rozumiem, 

że  wyjaśnisz  jej  powód  mojego  tu  pobytu,  ale  jeśli  nie  widzisz  w  tym  nic  niestosownego, 

wolałbym sam jej to powiedzieć.

Lady Małgorzata nie ukrywała zaskoczenia.

— Tak szybko?

— Nie widzę powodu, aby przeciągać sprawę. Nie mam czasu do stracenia!

Jego  siostra  była  wyraźnie  zaniepokojona.  Uważała,  że  brat  działa  zbyt  pośpiesznie. 

Jednocześnie jednak od śmierci rodziców uznawała w nim głowę rodu.

Książę zbliżył się do niej i powiedział cicho:

— Zaufaj mi, siostrzyczko. Nie zrobię nic, co mogłoby urazić twoją wychowankę.

— Wiesz  dobrze  —  odpowiedziała  —  że  to  rzecz  zupełnie  niespotykana  w  naszym 

Domu. Naszym siostrom nie wolno się widywać z obcymi inaczej niż tylko w obecności innej 

siostry. Daję ci dziesięć minut.

Ruszyła ku  drzwiom.  Wyprzedzając  księcia  Anuszka  podbiegła i  otworzyła  je,  składając 

przed  matką  przełożoną  uroczy  głęboki  ukłon.  Następnie  zamknęła  drzwi  i  odwróciła  się. 

Wtedy  spostrzegł,  że  jej  ciemne  źrenice  miały  w  pełnym  świetle  fiołkowy  odcień.  Odniósł 

dziwne wrażenie, że nie patrzy na niego jak na pięknego mężczyznę, którym niezaprzeczalnie 

był,  do  którego wzdychały światowe  damy.  Czuł,  że  jej wzrok  sięga głęboko,  do  duszy,  że 

zupełnie nie dostrzega jego powierzchowności. Zaproponował, aby usiedli.

Gestem  ręki  wskazał  kanapę.  Zbliżyła  się  z  gracją,  która  przywodziła  na  myśl  kobiety 

Wschodu i ich królewski sposób poruszania się. Podczas gdy przysuwał sobie krzesło, usiadła 

wyprostowana i czekała na rozpoczęcie rozmowy. Zauważył, że były w niej spokój i pogoda; 

cechy, które tak podziwiał u Małgorzaty.

— Siostra — zaczął — opowiedziała mi pani historię. Ponieważ ma pani dziewiętnaście 

lat, zdecydowała, że opuści pani klasztor, aby lepiej poznać świat, o którym, na dobrą sprawę, 

nic pani nie wie. Co pani na to?

— To by mi się podobało.

— A zatem nie ma pani chęci złożenia ślubów i zostania zakonnicą?

background image

30

— Myślałam o tym, ale jest mi bardzo trudno powziąć tak ważną decyzję, ponieważ nie 

mam żadnego porównania, nie wiem, jakie byłoby to moje nowe życie.

— Słusznie — powiedział książę — ale ja mam dla pani własną propozycję.

Sądził, że Anuszka okaże ciekawość i zapyta, o co chodzi, ona jednak milczała. Patrzyła 

tylko uważnie wprost na niego, jakby ważyła każde słowo, które wypowiadał.

Chciał ją zadziwić, olśnić, zmusić do okazania uczuć. Powiedział więc znienacka:

— Chcę się z panią ożenić.

Anuszka nawet nie drgnęła,  tylko w ciemnych oczach  mignął wyraz  nieufności. Po  dość 

długiej chwili zapytała cicho:

— Czy dobrze zrozumiałam waszą wysokość? Pan prosi, żebym została jego żoną?

— Dokładnie tak.  I muszę dodać,  że zamierzam uczynić panią szczęśliwą. Jeśli wyrazi 

pani  zgodę,  pani  pozycja  w  Anglii  będzie  jedną  z  najbardziej  godnych  pozazdroszczenia. 

Zostanie pani księżną de Ravenstock.

— Sądzi pan, że jestem godna nią zostać?

— Będzie  pani  musiała  wiele  się  nauczyć,  ale  będę  przy  pani  i  pomogę  w  unikaniu 

błędów.

Mówię, pomyślał z niesmakiem, jak człowiek interesu. Wystraszę to młode stworzenie.

Ale jednocześnie miał wrażenie, że Anuszka woli proste i jasne stawianie spraw. Milczała, 

a  on  pomyślał  cynicznie,  że  niewiele  znalazłoby  się  kobiet,  które  by  się  zawahały  wobec 

takiej propozycji.

Po chwili szepnęła cicho:

— Nie myślałam jeszcze o zamążpójściu.

— Jeśli  nie  ma  pani  powołania  do  życia  zakonnego,  małżeństwo  może  być  dla  pani 

właściwą drogą, kiedy opuści pani klasztor.

— Tego tematu matka przełożona nigdy ze mną nie poruszała.

— Teraz  jest  właśnie  stosowna  ku  temu  okazja.  Gdyż,  z  powodów  ściśle  osobistych, 

życzę sobie pojąć panią za żonę natychmiast. Wiem, że nie ma pani co na siebie włożyć i nie 

zostawiam  pani  czasu  na  przygotowanie  się,  ale  nie  będzie  trudno  skompletować  w  Paryżu 

wyprawę godną przyszłej księżnej de Ravenstock.

W  jego  pojęciu  był  to  argument  nie  do  odparcia.  Wyprawa!  Żadna  z  kobiet,  które 

dotychczas  znał,  nie  oparłaby  się  pokusie  odwiedzenia  najsławniejszych  domów  mody, 

kobiecego  raju.  Toalety  od  Wortha,  które  ofiarowywał  kochankom,  sprawiały  im  często 

więcej przyjemności niż kolie, bransolety czy kolczyki.

background image

31

Anuszka  jednak  nie  okazała  żadnego  zainteresowania  tym  tematem.  Widać  było,  że 

rozważa zupełnie co innego. Wreszcie swoim cichym melodyjnym głosem powiedziała:

— Pan twierdzi, że nauczy mnie zawodu żony. Ale jeśli mi się nie uda i rozczaruję pana?

Spojrzał  na  nią  zdumiony.  Czyż  to  możliwe?  Uważała  go  za  jeszcze  jednego  profesora! 

Szybko ją zapewnił:

— Nie przewiduję rozczarowań ze strony tak inteligentnej osoby jak pani. Myślę, że będę 

w  tej  materii  dobrym  nauczycielem  i  potrafię  umilić  pani  etapy,  które  będziemy  mieli  do 

przejścia i które przemierzymy razem.

Pomyślał, że to, co teraz mówi na temat małżeństwa, może dziewczynie wydać się mało 

pociągające. Nie wiedział jednak, jak ją przekonać.

Anuszka  z  wielką  powagą  rozważała  tak  nagłą  i  niespodziewaną  propozycję.  Jej  reakcje 

podyktowane  były  rozsądkiem.  Raven  zapytywał  siebie,  ile  trzeba  będzie  czasu,  żeby 

odezwało  się  w  niej  serce,  i  czy  dostrzeże  w  nim  kiedyś  mężczyznę,  a  nie  tylko  jednego  z

nauczycieli.

Wreszcie podniosła na niego wzrok i zapytała po prostu:

— Czy mam wybór, czy tylko alternatywę: zostać w klasztorze albo opuścić go z panem?

Książę żachnął się.

— Moja siostra, oczywiście, nie będzie wywierała na panią żadnej presji. Niewiele kobiet 

— dodał podrażnionym tonem — odrzuciłoby taką ofertę.

— Ale  też  niewiele  kobiet  jest  takimi  ignorantkami  jak  ja  —  odparła.  —  Nie  mam 

żadnego doświadczenia, nie znam niczego poza tymi murami, za którymi wyrosłam. Pan mi 

mówi o innych kobietach? Myślę, że im byłoby bardzo łatwo nagiąć się do waszych praw, ale 

ja, cóż ja wiem o życiu?

— Pomogę  pani.  Po  ślubie  nie  pojechalibyśmy  od  razu  do  Londynu.  Moglibyśmy 

podróżować,  co  pozwoliłoby  nam  poznać  siebie  nawzajem.  To  naprawdę  będzie  daleko 

prostsze, niż się pani wydaje.

Pomimo jego zapewnień i nalegań Anuszka była ciągle nieufna. Wreszcie zdecydowała się 

spytać:

— Czy może mi pan zostawić trochę czasu na zastanowienie się?

— Oczywiście. Pewnie chce się pani pomodlić?

— Tak — odparła spokojnie. Książę wstał. Anuszka popatrzyła nań.

— Pójdę do naszej kaplicy.

— Proszę, niech pani idzie. Będę tu czekał na pani  decyzję.

Przed odejściem złożyła piękny ukłon i szepnęła:

background image

32

— Postaram się, żeby nie czekał pan zbyt długo, wasza wysokość.

Raven patrzył za nią, jak oddalała się płynnym, harmonijnym krokiem. Uważał sytuację za 

co najmniej dziwną. W przeszłości nie byłby zdolny przeprowadzić takiej rozmowy z młodą 

dziewczyną. Zdawał sobie  sprawę, że  mówił  bez  ogródek, może  nawet nieco  brutalnie. Ale 

Anuszka  odpowiadała  jego  oczekiwaniom.  Była  piękna  i  miała  klasę.  Teraz  stał  przed  nim 

jeden tylko cel: doprowadzić akt zemsty do końca.

Zbliżył się do okna i otworzył je szeroko. Potrzebował powietrza i długo wdychał je pełną 

piersią. Na jego twarzy znów pojawił się okrutny wyraz. Myślał o pionkach, które przesuwał 

jak  na  szachownicy.  Następny  ruch  będzie  fatalny  dla  Cleodel.  Jej  miłość  własna  zostanie 

głęboko zraniona.

Był zagłębiony w myślach, kiedy weszła lady Małgorzata.

— Spotkałam Anuszkę — powiedziała. — Szła do kaplicy.

Książę uśmiechnął się ponuro.

— Pierwszy raz w życiu spotykam kobietę, która odczuwa potrzebę pomodlenia się, zanim 

odpowie na propozycję matrymonialną.

— Anuszka  jest  inna  niż  kobiety,  które  znałeś  dotychczas.  Mówiłam  ci  już.  Ja  także 

odczuwam potrzebę skupienia się.

— I modlitwy! — rzucił ironicznie jej brat.

Lady Małgorzata zignorowała jego uwagę.

— Jeżeli Anuszka zdecyduje się poślubić cię, co zresztą nie jest wcale takie pewne...

Książę przerwał jej krótko:

— Czy  naprawdę  możesz  przypuszczać,  że  dziewiętnastoletnia  dziewczyna  odmówi 

tytułu księżnej de Ravenstock?

— Ależ  Ravenie,  tu  tylko  ty  i  ja  wiemy,  co  to  oznacza!  Dla  niej  nie  znaczy  to  nic, 

absolutnie  nic.  Uświadom  to  sobie  jasno.  Dla  Anuszki  „Ravenstock"  jest  takim  samym 

nazwiskiem  jak  każde  inne.  Nie  zapominaj,  że  jej  znajomość  świata  ogranicza  się  do  kilku 

książek, które  przeczytała. A wierz mi, lektury są tu bardzo starannie dobierane. Ponieważ 

książę milczał, mówiła dalej.

— Dla Anuszki dzielić z tobą życie to jak wylądować na innej, obcej planecie. Nie wie i 

nie  zna  nic. Wyścigi, bale,  kolacje  na  mieście,  teatr  —  oczywiście zna  te  słowa,  ale  jest  to 

znajomość czysto abstrakcyjna. Nie wiem — dodała po chwili zastanowienia — czy możesz 

sobie wyobrazić, co to oznacza. Ty i ja, którzy żyliśmy w tym świecie, mamy doświadczenie, 

ale nie ona, Ravenie.

Potrząsnęła głową z irytacją.

background image

33

— Czy rozumiesz, co usiłuję ci wyjaśnić?  Przy największej nawet dobrej woli Anuszka 

nie jest w stanie wyobrazić sobie, co ten świat zewnętrzny przedstawia,  jaki jest, co z sobą 

niesie.  Nie  będzie  również  potrafiła  właściwie  oceniać  ludzi,  z  którymi  przyjdzie  jej  się 

spotykać, kiedy opuści te mury.

Była teraz zupełnie przerażona.

— Im  więcej  o  tym  myślę,  tym  bardziej  uważam  ten  pomysł  za  absurdalny,  nie  do 

zrealizowania. Szczerze, Ravenie, takie jest moje zdanie. Wracaj do Anglii i szukaj kogoś z 

naszego  środowiska,  kogoś,  kto  wyrósł  w  takich  warunkach  jak  my.  Nie  bierz  za  żonę 

dziewczyny, która została wychowana w klasztorze.

Jej głos przybrał ton serdeczniejszy, mniej surowy.

— Wyobrażam sobie, co czujesz.  Odgaduję głęboko zranioną duszę.  Ale, wierz mi,  nie 

złagodzisz  ciosu,  który  otrzymałeś,  przez  małżeństwo  z  Anuszką.  Nie  sądzę,  żebyś  mógł 

uczynić ją szczęśliwą. A dla ciebie też nie tędy droga. To nie jest sposób, żeby zapomnieć o 

przeszłości.

Książę odpowiedział zdecydowanie:

— A jednak chcę się z nią ożenić.

Lady  Małgorzata  westchnęła  głęboko.  Rozmowa  z  bratem  była  bardzo  trudna.  Szepnęła 

jakby do siebie samej:

— Popełniłam  poważny  błąd.  Nie  powinnam  była  mówić  ci  o  Anuszce.  Gdyby  miała 

opuścić klasztor, pragnęłabym, żeby znalazła szczęście. Zasługuje na to.

— Czy uważasz, że jestem niezdolny uczynić ją szczęśliwą? — zapytał gniewnie.

Siostra starała się go uspokoić.

— Życzę jej jak najgoręcej, żeby znalazła miłość, uczucie podobne do tego, które kiedyś 

połączyło mnie i Artura. To dar jedyny, nieporównywalny, prawdziwy dar niebios.

Książę przemierzał salę nerwowym krokiem tam i z powrotem. Nagle zatrzymał się przed 

siostrą.

— Załóżmy  przez  chwilę,  że  nie  znajdzie  w  małżeństwie  ze  mną  tej  nadzwyczajnej 

miłości, która — jak sama powiadasz — pisana jest niewielu wybranym. Czy nie będziesz się 

czuła  odpowiedzialna  za  to,  że  pozbawiasz  ją  szansy  poznania  czegoś,  może  istotnie  mniej 

nadzwyczajnego, niemniej jednak liczącego się? Większość kobiet nie pogardziłaby zapewne 

tym, co ofiaruję twojej protegowanej.

— Doskonale  cię  rozumiem,  braciszku.  Ale  i  ty  postaraj  się  mnie  zrozumieć.  Jestem 

bardzo  niespokojna.  Więcej,  po  raz  pierwszy  od  wielu  lat  jestem  wstrząśnięta.  Czuję  się 

background image

34

odpowiedzialna  za  Anuszkę  i  sama  już  nie  wiem,  co  jest  dla  niej  dobre.  Posiałeś  we  mnie 

ziarno zwątpienia.

Raven starał się przemówić jej do rozsądku.

— Posłuchaj, siostrzyczko. Przybyłem tu szukać u ciebie oparcia i ty mi je  dałaś. O ile 

pamiętam, do niczego cię nie zobowiązywałem. Mogłaś mi nic nie mówić o Anuszce.

Lady Małgorzata odsunęła się od brata, jakby czując, że nie pokona go, że walka z nim jest 

beznadziejna.

— Dobrze  więc  —  powiedziała  —  zgadzam  się  na  małżeństwo  Anuszki,  jeśli  ona, 

oczywiście,  wyrazi  zgodę.  Nie  będę  przeciwstawiała  się  temu  związkowi,  pod  jednym 

wszakże warunkiem.

Książę zadrżał.

— Jakim? — zapytał.

— Wiem,  że  masz  bardzo  duże  doświadczenie  i  znasz  kobiety,  prowadzisz  swobodny 

tryb życia. Nie będę komentowała twojej reputacji. Ale, jeśli poślubisz Anuszkę, wymagam, 

wręcz  żądam  —  powiedziała  kategorycznym  tonem  —  żebyś  dał  mi  słowo  honoru,  iż  nie 

tkniesz jej przez trzy miesiące. Zachowaj ją, według twoich własnych słów, czystą i niewinną 

przez ten czas. Potem uczynisz z niej swoją żonę w sensie biblijnym. Ale tylko wtedy.

Książę spojrzał na siostrę uważnie.

— Myślisz,  że  to  rozsądne?  Małżeństwo  powinno  zostać  skonsumowane,  aby  nabrało 

cech trwałości.

— Małżeństwo tradycyjnie pojęte na pewno tak — potwierdziła lady Małgorzata — ale 

wydaje mi się, że twoje wymyka się wszelkim regułom. Uważasz, że to moralne szukać żony 

w murach klasztoru?

Znowu gniew zabrzmiał w jej głosie.

— Przyznaj,  że  rzadko  spotyka  się  kogoś,  kto  tak  gwałcił  zasady  moralne  jak  ty.  Nie 

zapominaj, że prowadzisz się nadzwyczaj swobodnie! Nie tylko twój przyjazd tu jest czymś 

niezwykłym,  ale  również  zdumiewające  jest,  że  znalazłeś  taką  dziewczynę  jak  Anuszka. 

Wydaje się, że to sama Opatrzność postawiła cię na jej drodze.

—  Przyrzeknij mi — nalegała. — Proszę cię na wszystko! To jedyny sposób, żeby mnie 

uspokoić.  W  zamian  zrobię  co  w  mojej  mocy,  aby  pomóc  wam  w  znalezieniu  wzajemnego 

porozumienia  —  tu  głos  ją  trochę  zawiódł.  —  Kocham  cię  bardzo,  wiesz  o  tym,  i  zawsze 

życzyłam ci szczęścia. Jeśli mam zastrzeżenia co do sposobu, w jaki zdecydowałeś się ożenić, 

to musisz zrozumieć mój warunek.

Upewniony co do ostatecznej zgody matki przełożonej, książę dodał lekko:

background image

35

— Nie należy być zbyt wymagającym wobec życia.

Lady Małgorzata odparła wyniośle:

— Ani ty, ani ja nie byliśmy przyzwyczajeni do szukania łatwych rozwiązań.

— W rzeczy samej — odparł brat.

Jednakże w tej samej chwili pomyślał o tym momencie, kiedy był bliski zgody na wszelkie 

kompromisy, byleby tylko zatrzymać Cleodel. Zadrżał na tę myśl. Wówczas nie mógłby już 

nigdy odwołać  się do siostrzanej  miłości.  Niech niebiosa będą błogosławione,  myślał, że  w 

porę  się  powstrzymał.  Był  wdzięczny  losowi,  że  oszczędził  mu  duchowej  rozterki.  Żeby 

oderwać się od takich myśli, powiedział:

— Chciałbym,    droga    siostrzyczko,    wyrazić    moją  wdzięczność  w  sposób  bardziej 

konkretny. Chcę złożyć dar na rzecz twego klasztoru.

Lady Małgorzata powstrzymała go gestem ręki.

— To  zbędne,  kochany.  Mój  osobisty  majątek  pozwala  mi  na  utrzymanie  klasztoru  i 

prowadzenie  go  zgodnie  z  moimi  zasadami.  Nie  mam  żadnych  trudności  ani  problemów 

finansowych. Jedyne, o co proszę, to abyś przyrzekł to, o czym mówiłam uprzednio... Jeszcze 

tego nie zrobiłeś.

— Dobrze — powiedział poważnie Raven — przyrzekam. Masz moje słowo.

— I wiesz, że nie możesz jej poślubić wbrew jej woli?

— To oczywiste — odparł z odrobiną przekory w głosie.

Myślał  teraz  o  tym,  że  po  raz  pierwszy  w  życiu  znajdzie  się  wobec  kobiety,  która  nie 

będzie używała wszystkich swoich wdzięków i sztuczek, aby rzucić się w jego ramiona i stać 

się jego kochanką. Jaskrawym wyjątkiem była oczywiście Cleodel, ale ona robiła wszystko, 

żeby doprowadzić do ślubu. Zdradziła, oszukała. Co się z nią teraz dzieje? Zapewne będzie 

musiała  zadowolić  się  Jimmym.  A  jak  on  przyjmie  wiadomość  o  zerwaniu  zaręczyn?  On, 

który obiecywał sobie zapewne wszelkie korzyści płynące z tego związku. Może teraz każdej 

nocy wchodzi na balkon, żeby wślizgnąć się do jej łóżka?

Na  tę  myśl  ogarnęła  go  nie  kontrolowana  fala  wściekłości.  Ta  sama  co  wtedy,  owej 

pamiętnej  nocy,  czerwona  zasłona  spadła  mu  na  oczy.  Zacisnął  pięści  w  bezsilnej  pasji  i 

upokorzeniu.

Siostra patrzyła nań z niepokojem i chciała coś powiedzieć, kiedy rozległo się pukanie do 

drzwi.

— Proszę — powiedziała.

Anuszka  weszła  wolno  i  skierowała  się  ku  biurku,  za  którym  stała  matka  przełożona. 

Skłoniła się i stanęła nieruchomo, bardzo poważna, czekając na przyzwolenie mówienia.

background image

36

— Czy modliłaś się, moje dziecko? — zapytała lady Małgorzata.

— Tak, wielebna matko.

— Czy sądzisz, że teraz widzisz jaśniej?

— Tak sądzę.

— Co postanowiłaś, Anuszko?

— Jeśli  wielebna  matka  uzna,  że  jestem  tego  godna  i  że  potrafię  wypełniać  w  sposób 

zadowalający obowiązki, które mnie czekają, przyjmę propozycję, którą uczynił mi książę.

— Bądź  spokojna,  moja  maleńka.  Jestem  więcej  niż  pewna,  że  sprostasz  swojej 

powinności.

Lady Małgorzata zwróciła się teraz do brata. Raven miał dziwne wrażenie, że bierze udział 

w  sztuce  teatralnej,  ale  nie  wiedział,  czy  przypada  mu  rola  głównego  bohatera,  czy  też 

zdrajcy. Chwycił rękę Anuszki, podniósł ją do ust, a potem zapewnił gorąco:

— Jestem  głęboko  przejęty  zaszczytem,  jaki  mi  pani  wyświadczyła,  zgadzając  się  na 

poślubienie mnie. Obiecuję, że zrobię wszystko, aby uczynić panią szczęśliwą.

Po powrocie do swego pałacyku na Polach Elizejskich książę  przywołał  Jakuba  Telliera,   

Francuza,    który zajmował  się jego  sprawami  we  Francji.  Zamknął się  z  nim  w  gabinecie, 

żeby omówić najpilniejsze sprawy.

Kiedy  sekretarz  usłyszał,  że  nazajutrz  książę  bierze  ślub,  tylko  dzięki  swemu  taktowi  i 

dobremu  wychowaniu  zdołał  ukryć  zaskoczenie.  Opanował  się  jednak  i  przede  wszystkim 

złożył swemu chlebodawcy gratulacje.

— Natychmiast  idę  do  merostwa  załatwić  wszystkie  niezbędne  formalności  —

oświadczył.

— Po  ślubie  cywilnym  —  dodał  książę  —  odbędzie  się  w  ścisłym  gronie 

błogosławieństwo w kaplicy klasztoru Sacre Coeur.

Uzgodnił  to  z  siostrą  poprzedniego  wieczoru,  przed  powrotem  do  Paryża.  Zapytał  ją 

wtedy:

— Rozumiem, że Anuszka jest katoliczką?

Lady Małgorzata odpowiedziała nieco wymijająco:

— Została  wychowana  w  naszej  wierze  i  księża  naszego  klasztoru  nauczyli  ją  podstaw 

naszej religii.

— Czy znaczy to, że...?

— Podejrzewam,  że  zanim  się  u  nas  znalazła,  była  wychowywana  w  prawosławnym 

obrządku.

background image

37

— Istotnie,  jej  imię  ma  brzmienie  rosyjskie.  Jeśli  ojciec  jest,  jak  przypuszczam, 

Anglikiem,  może  matka  jest  lub  była  Rosjanką?  To  tłumaczyłoby  imię  „Anuszka".  Ale 

mówiłaś, że miała już dziewięć lat, kiedy ją tu pozostawiono. Czy nigdy nic nie mówiła na ten 

temat?

Lady Małgorzata westchnęła.

— Nie dałeś mi nawet czasu na powiedzenie ci o niej niektórych szczegółów. Jest pewne, 

że  zanim  ją  tu  podrzucono,  została  odpowiednio  poinstruowana,  żeby  nigdy  nie  mówić  o 

przeszłości. Pomimo tak młodego wieku wykazała ogromny charakter w uszanowaniu tego... 

nazwijmy:  układu,  tej  obietnicy...  Nie  wiem,  jakie  słowo  byłoby  tu  na  miejscu,  bo  nic  nie 

wiem o jej przeszłości. Nigdy nie wymknęło się jej najmniejsze słówko.

— Nigdy?

— Nigdy! Zapewniam cię. Ani na temat religii, ani co do rodziców.

— Nigdy ani słowa? To wprost nie do wiary!

— Istotnie, to zadziwiające i zdumiewające — przyznała lady Małgorzata. — Z początku 

jej  milczenie  kładłam  na  karb  szoku,  jakiego  zapewne  doznała.  Została  porzucona, 

opuszczona, rozdzielona z tymi, których na pewno kochała. Później już nawet nie nalegałam, 

uszanowałam  jej  milczenie.  Nigdy  też  nie  wywierałam  na  nią  żadnej  presji.  Myślałam,  że 

może z czasem nabierze więcej ufności.

— Ale tak się nie stało?

— Nie.  Najmniejszej  wskazówki,  która  pozwoliłaby  naprowadzić nas  na  ślad.  Również 

nigdy,  w  żadnych  okolicznościach,  nie  dała  poznać,  że  może  pochodzi  z  innego  kraju,  z 

innego środowiska.

— Nie do wiary!

— Tak. Mówiłam ci, że jest inna. Zawsze zadziwiały mnie jej rozwaga i powaga.

— I sądzisz, że była wychowana w obrządku prawosławnym?

— To tylko przypuszczenie.

— Bardzo to wszystko skomplikowane, siostrzyczko — westchnął książę. — Myślisz, że 

nie zechce wyjść za protestanta?

— Zapytam ją o to — obiecała siostra — ale bardzo wątpię, czy odpowie. Musi wiedzieć, 

że  jesteś  protestantem,  bo  przecież  jesteś  moim  bratem.  A  na  pewno  wie  również,  że  ja 

zmieniłam  wyznanie  i  przeszłam  na  katolicyzm  po  schronieniu  się  we  Francji.  —

Uśmiechając  się  dodała  jeszcze:  —  Widzisz,  nowicjuszki  są  zawsze  bardzo  ciekawe,  jakie 

życie prowadziłam w Anglii, kiedy byłam w ich wieku.

— Rozmawiasz z nimi na ten temat?

background image

38

Lady Małgorzata uśmiechnęła się sprytnie:

— Mówię im tylko to, co może być dla nich pożyteczne.

Roześmiali się oboje.

Książę  wysłał  kilku  swoich  zaufanych  do  najelegantszych  dostawców  paryskich  w  celu 

skompletowania  wyprawy  Anuszki.  Suknia  ślubna,  oczywiście,  miała  być  od  Wortha, 

wspaniałego krawca, który zwykle ubierał jego przyjaciółki, znał dobrze gust księcia, można 

więc  było  oczekiwać,  że  stworzy  małe  cudo  sztuki  krawieckiej.  Najważniejsza  jednak  była 

garderoba na co dzień, tak żeby Anuszka mogła habit zostawić w klasztorze. Książę pragnął, 

żeby wyprawa była wspaniała, godna przyszłej księżnej. Sam dawał dokładne wskazówki.

Dzięki  zręczności  sekretarza  formalności  ślubne  zostały  skrócone  do  niezbędnego 

minimum.  Jakub  Tellier  reprezentował  pannę  młodą,  bo  ślub  odbył  się  per  procura

Ceremonia była, tak jak życzył sobie książę, bardzo krótka. Po złożeniu podpisów pod aktem 

zawarcia małżeństwa do księcia podszedł mer i serdecznie mu pogratulował, życząc długiego 

i szczęśliwego pożycia oraz licznego potomstwa.

Raven  schylił  się  w  ukłonie,  myśląc  jednocześnie,  co  by  ten  dobry  Francuz  powiedział, 

gdyby wiedział, że małżeństwo nie zostanie skonsumowane przed upływem trzech miesięcy. 

Przez ten czas żona pozostanie czysta i nietknięta, tak jakby żyła jeszcze w klasztorze.

Wieczorem,  kiedy  znalazł  się  sam  w  swoim  pokoju,  doszedł  do  wniosku,  że  dziwny 

warunek postawiony przez siostrę wcale nie był taki zły. Nie wyobrażał sobie teraz miłości z 

żadną  kobietą  i  czuł  podświadomie,  że  gdyby  dotknął  ust  Anuszki,  wzbudziłoby  to 

niemożliwą  do zniesienia udrękę. Obraz  Cleodel był jeszcze  zbyt świeży  w jego pamięci, a 

wspomnienia paliły jak rana.

Zapytywał siebie, jak je wymazać. Bał się, że mogą go prześladować przez całe życie.

Nazajutrz zjadł pożywne śniadanie i poprosił do siebie sekretarza.

—  Proszę  nadać  do  gazet  francuskich  i  do  agencji  zagranicznych  komunikat  o  moim 

ślubie. Koniecznie proszę zaznaczyć, że muszą ukazać się jednocześnie w prasie brytyjskiej i 

francuskiej.

Był to ostatni akt zemsty. Cios wymierzony bezpośrednio w Cleodel i Jimmy'ego.

Własnoręcznie  poprawił  tekst,  ważąc  każde  słowo:  „Wczoraj  w  Paryżu  w  gronie 

najbliższych odbył się ślub księcia de Ravenstocka. Książę wraz z małżonką pozostaną kilka 

dni w stolicy Francji, a następnie książęca para uda się do Nicei i na Riwierę, gdzie spędzi 

miesiąc miodowy." - Przepisał własnoręcznie tekst i oddał sekretarzowi.

Dużo dałby, żeby być świadkiem otwierania w Anglii najświeższych gazet zawierających 

zawiadomienie o ślubie! Oczyma wyobraźni widział zdziwienie i zaskoczenie malujące się na 

background image

39

twarzach  zarówno  przyjaciół,  jak  i  wrogów.  Nawet  jego  najbliżsi  uznają  nowinę  za  tak 

niebywałą,  że  początkowo  trudno  im  będzie  uwierzyć.  Tym  bardziej  że  upłynęło  bardzo 

niewiele  czasu  od  pierwszego  zawiadomienia  o  ślubie  z  lady  Cleodel.  Ta  okoliczność  da 

wiele do myślenia, podnieci ciekawość. Będą gubić się w domysłach.

Bardzo szybko odkryją, że ożenił się bynajmniej nie z córką księcia Sedgewicka. W pałacu 

Mayfair będzie to nie kończący się temat do rozmów, prowadzonych w takim  mniej więcej 

stylu:

— Co się stało?

— A jednak się ożenił!

— Ale nie z Cleodel!

— W takim razie z kim?

— Jej rodzina milczy!

— Jak  mógł  tak  potraktować  biedną  lady Cleodel?  —  Wydawało  się,  że  tak  dobrze  go 

znamy!

— Co za zaskakująca decyzja!

— Nieomal zamach stanu!

Nawet  najlepsi  przyjaciele,  jak  na  przykład  Harry,  nie  odgadną  motywów  jego  decyzji; 

może  jeden  Jimmy będzie  się  domyślał  przyczyn  tak  nagłego  wyjazdu  księcia  z  Londynu  i 

równie szokującego ślubu z inną kobietą. No, i jego kochanki, które nie ukrywały zazdrości 

wobec Cleodel, zawistne z powodu jej młodości i urody, one na pewno — kierowane kobiecą 

intuicją  —  domyśla się  wszystkiego.  Jeśli  zniknął  w  tak  tajemniczy  sposób,  oznacza  to,  że 

nasz kochany Raven dobrze wiedział, co czyni. Nie jest człowiekiem, który działa w sposób 

nie przemyślany. Przyczyny, bo taka istnieje na pewno, należy szukać nie po jego stronie, ale 

po stronie kobiety, którą porzucił.

Uśmiechnął  się  sam  do  siebie.  Tak,  zdecydowanie  znalazł  najlepszy  sposób  zemsty! 

Cleodel  nic  nie  miała  na  swoją  obronę.  Również  jej  rodzice  nie  znajdą  żadnego 

wytłumaczenia czy wymówki dla świata. W sytuacji, kiedy rozwiały się tak piękne projekty, 

pozostanie im tylko jedno: opuścić Londyn, który stał się widownią ich klęski, i zaszyć się na 

wsi.  Dla  Cleodel  będzie  to  oznaczało  powtórną  —  po  niedawnym  okresie  żałoby  —

rezygnację  z  bywania  w  świecie,  z  przyjęć  i  balów,  na  których  ostatnio  tak  wspaniale 

błyszczała. Nawet nie będzie mogła pokazać się na królewskich Derby w Ascot.

Zostanie jej... może... Jimmy.

Książę  jednak  gotów  był  się  założyć,  że  ten  ostatni  nie  będzie  już  gorliwie  nadskakiwał 

kobiecie, którą tak świetnie przygotował do zdrady narzeczonego, a później zapewne i męża.

background image

40

Rozkoszował  się  zemstą,  która  wypełniała  go  całego.  Niewielu  z  jego  otoczenia 

potrafiłoby  przeprowadzić  cały  plan  tak  przebiegle  i  konsekwentnie.  Chciał  być  jednak 

pewien, że jego rozkazy zostały dokładnie wypełnione. W tym celu wysłał do Londynu przez 

specjalnego posłańca list, na który oczekiwał odpowiedzi w Paryżu. Chodziło o sprawdzenie 

na  miejscu,  czy  ogłoszenia  ukazały  się  w  londyńskiej  prasie  zgodnie  z  jego  życzeniem. 

Posłaniec  miał  tam  pozostać  dwa  dni,  aby  zorientować  się  w  sytuacji.  Przed  wyjazdem  do

Londynu zapytał księcia:

— Jeśli ktoś z przyjaciół waszej łaskawości będzie chciał złożyć panu wizytę w Paryżu, 

co mamy odpowiadać?

— Tylko to, że spędzam miodowy miesiąc i nie życzę sobie żądnego innego towarzystwa 

oprócz mojej żony. Na inne pytania proszę nie odpowiadać, nawet jeśli będą nalegać.

Dla  zapewnienia  pełnej  dyskrecji  wysłał  posłańca  do  Londynu  jeszcze  przed  ceremonią 

ślubu, wychodząc z założenia, że nic nie wiedząc, nie będzie on mógł nic mówić.

Książę  był  więcej  niż  pewien,  że  książę  Sedgewick,  dowiedziawszy  się  o  przybyciu 

posłańca,  zrobi  wszystko,  żeby  się  z  nim  skontaktować.  Ciekawe,  jak  się  zachowa.  Pewnie 

będzie się wahał pomiędzy przekupstwem a zastraszeniem.

Książę przeżywał to wszystko w myślach, jadąc otwartym powozem przez Pola Elizejskie. 

Jechał na swój ślub. Wyglądał wspaniale i wytwornie, w odpowiednim na tę uroczystą okazję 

stroju uszytym według mody francuskiej.

Smak zemsty był mu tak miły, że uśmiechnął się z wyrazem okrucieństwa takim samym, 

jaki wcześniej zauważyła jego siostra.

Dla nadania ceremonii większego splendoru i dla uhonorowania swej przyszłej małżonki 

książę  przepasał  się  szarfą  Orderu  Podwiązki,  który  z  lewego  ramienia  opadał  na  bok. 

Pożałował, że Cleodel nie może go teraz widzieć w pełnym blasku. Może zrozumiałaby, ile 

przez swoją perfidię straciła. Wszak pod nieśmiałymi i słodkimi minkami ukrywała olbrzymie 

ambicje  i  aspiracje.  Jej  jedynym  celem  było  wznieść  się  jak  najwyżej  i  dzielić  z  nim 

wszystkie honory. Tyle już kobiet przed nią bezskutecznie tego próbowało. Jej jednej udało 

się dojść tam, gdzie inne ponosiły klęskę.

To  właśnie  bolało  go  najbardziej.  Szczycił  się,  że  obdarzony  jest  zmysłem  odróżniania 

fałszu, hipokryzji i kłamstwa, a tymczasem wpadł w najstarszą pułapkę świata. W istocie, nie 

było  to  takie  trudne  wzbudzić  w  mężczyźnie  uczucia  opiekuńcze  i  spowodować 

przyśpieszone  bicie  serca  za  pomocą  gierki  w  niewinność  i  czystość.  Jakiż  dżentelmen  nie 

rzuci się w ogień lub nie włoży zbroi, by ochronić swą piękną wybrankę? A zasadzka została 

background image

41

zastawiona  mistrzowską  ręką.  Przewidziano  każdy  jego  ruch.  Jemu  wyznaczono  rolę 

najgłupszego z pionków. Na samą myśl o tym chciało mu się wyć i krzyczeć.

Bóg ich ukarze, pomyślał.

Odczuwał  niedobrą  radość.  Jego  zemsta  piętnowała  Cleodel  tak,  jak  w  purytańskiej 

Ameryce- naznaczano rozpalonym żelazem grzeszne kobiety. Jednocześnie wciąż widział jej 

skórę,  tak  białą  i  gładką,  jej  jasne  spojrzenie,  uroczy  uśmiech  i  usta  czyste  w  chwili,  gdy 

odwróciła się do Jimmy'ego, żeby go pocałować. Głęboki ból, jaki odczuł na to wspomnienie, 

wskazywał, że rozkosz zemsty nie zabliźniła rany.

ROZDZIAŁ 4

W pięknym salonie prywatnej rezydencji książę czekał, aż Anuszka zejdzie na obiad. Był 

ubrany wieczorowo, ale nie przy orderach. Popijając szampana, rozmyślał o dziwnej porannej 

ceremonii tak różnej od tego, co sobie niegdyś wyobrażał.

Ślub z Cleodel byłby wydarzeniem sezonu: przepełniony kościół Świętego Jerzego, książę 

Walii  z  małżonką  reprezentujący  —  jak  to  było  w  zwyczaju  —  królową,  liczni 

przedstawiciele arystokratycznych rodów z Europy. Długo by omawiano taką uroczystość...

Niemal wszystko przygotował na ślub i przyjęcie weselne. Salę balową jego pałacu w Park 

Lane mieli wspaniale przystroić najsłynniejsi dekoratorzy. Mnóstwo gości, tłok. Ogród i park 

stanowiłyby niespodziankę; w nich nowe dekoracje kwiatowe, lampiony i sztuczne ognie...

Zamiast tych wspaniałości odbył się cichy i skromny ślub z Anuszką; uczestniczyła w nim 

jedynie jego siostra, lady Małgorzata, i stareńka zakonnica pięknie grająca na organach.

Był  zaskoczony,  sądził  bowiem,  że  cały  klasztor  weźmie  udział  w  ceremonii  ślubu. 

Zrozumiał  jednak  wyjaśnienie  siostry,  że  taka  uroczystość  mogłaby  wytrącić  starsze 

zakonnice z ich codziennych medytacji religijnych, a młodszym podsunąć niewłaściwe myśli 

i skojarzenia. Małgorzata dodała jeszcze:

— Arcybiskup  Paryża,  który  pofatyguje  się  tutaj  specjalnie  dla  ciebie,  udzieli  wam 

błogosławieństwa  w  asyście  dwóch  księży  z  tej  parafii  i  dwojga  dzieci.  Nie  będzie  nikogo 

innego, Ravenie. Chcę, żebyś to wiedział.

Zgodził się bez protestu.

— A zatem w ścisłym gronie, Małgosiu. Tak, jak chciałem.

Siostra wskazała mu kaplicę.

— Może zechciałbyś wejść tu, a ja pójdę po Anuszkę.

Książę  wszedł  do  małej  kaplicy,  której  spokojne  mury  zdawały  się  przechowywać  echa 

odmawianych w niej modlitw.

background image

42

Arcybiskup, tak jak i  dwaj pozostali  księża, mieli na sobie wspaniałe szaty haftowane  w 

klasztorze. Ołtarz tonął w powodzi kwiatów świeżo zerwanych w ogrodach Sacre Coeur.

Organy  zapowiedziały  cichym  pasażem  wejście  matki  przełożonej.  Lady  Małgorzata 

wkroczyła w towarzystwie Anuszki.

Książę  odwrócił  głowę  i  spojrzał  na  oblubienicę.  Anuszka  po  raz  pierwszy  od  chwili 

przekroczenia  klasztornych  murów  nie  miała  na  sobie  zakonnych  szat.  Ubrana  była  w 

cudownie elegancką w swej prostocie kreację: skromny obcisły staniczek, a do tego spódnica  

z  kombinacją  gazy,  przechodzącej  z  tyłu  w  długi  tren.  Lekkie  jak  mgiełka  stare  bezcenne 

koronki zdobiły głowę, otoczoną koroną z kwiatów pomarańczy.

W  dłoni  —  zamiast  wspaniałego  bukietu,  który  kazał  przysłać  do  klasztoru  —  trzymała 

małą,  oprawną  w  kość  słoniową  książeczkę  do  nabożeństwa.  Szła  wyprostowana,  z  twarzą 

pogodną,  patrzyła  wprost,  nie  spuszczając  oczu,  jak  zapewne  zrobiłaby  każda  inna 

narzeczona, zbliżając się do przyszłego małżonka.

Ich spojrzenia spotkały się. Co mogła, zapytywał siebie, myśleć w tej chwili ta oto młoda 

dziewczyna.

Z powodu różnic wyznaniowych przyszłych małżonków ceremonia ślubu została skrócona 

do uroczystego błogosławieństwa. Arcybiskup powiedział kilka wzruszających słów, których, 

szczerość i serdeczność poruszyły Ravena.

Czyż  ślub  ten  nie  był  ostatnim  aktem  zemsty?  Czyż  Anuszka,  której  jego  siostra  gorąco 

życzyła takiego szczęścia, jakiego sama zaznała z Arturem, nie była li tylko pionkiem w tej 

grze?

Zdając sobie z tego sprawę, książę przysiągł w duszy, że zrobi wszystko dla szczęścia jego 

młodej żony. W tym, co robił dziś, było dużo podłości. Zdawał sobie z tego sprawę i ogarnął 

go wstyd.

Ustalono,  że  po  skończonej  ceremonii  młoda  para  natychmiast  opuści  klasztor.  Książę 

wyszedł z kaplicy, trzymając Anuszkę pod rękę. Czekał już na nich powóz.

Zbliżyła się lady Małgorzata.

— Tu moja rola się kończy, Ravenie. Mogę już tylko życzyć wam obojgu szczęścia. Będę 

nieustannie modlić się za waszą pomyślność.

W jej spojrzeniu był niepokój, ale i nadzieja. Wziął siostrę w ramiona, uściskał serdecznie, 

a potem — całując ją w rękę — pochylił się w kornym ukłonie.

— Dziękuję, Małgorzato.

Wsiedli  oboje do powozu  i  niespokojne konie  ruszyły. Wtedy,  dopiero  wtedy,  Raven  po 

raz pierwszy spojrzał uważnie na swą żonę.

background image

43

Zdjęła welon i książę ujrzał jej włosy — bardzo piękne, ale dziwne. Całe ciemne, lśniące, 

przecięte  były  jasną  smugą  blond,  jakby  księżyc  zapalił  w  nich  swój  promień.  Widocznie 

zmieszanie różnych krwi spowodowało tę osobliwość.

Zaniepokoiła się jego tak uważnym spojrzeniem.

— Jak mnie pan znajduje? — i nie czekając na odpowiedź, dodała: — Wszystko to jest 

dla  mnie  takie  dziwne.  Wie  pan,  kiedy  ujrzałam  ślubną  suknię,  którą  mi  pan  przysłał,  nie 

mogłam powstrzymać się od śmiechu.

— Od śmiechu? Dlaczego?

Uśmiechnęła się i było to tak, jakby promień słoneczny rozświetlił ją całą.

— Wydało mi się bardzo śmieszne, że suknia tak prosta z przodu jest tak wypracowana i 

ozdobiona z tylu.

Raven odpowiedział również z uśmiechem.

— To moda lansowana obecnie przez Wortha, króla krawców.

Anuszka spojrzała nań z niedowierzaniem. Nie była pewna, czy z niej nie kpi.

— Czy mam rozumieć, że to mężczyzna szył tę kreację?

Książę wyjaśnił:

— On  ją  zaprojektował  i  narysował,  a  dziesiątki  młodych  kobiet  wykonały  ją  w  jego 

atelier.

Młody, swobodny, pozbawiony afektacji śmiech rozległ się w powozie.

— To  naprawdę  bardzo  śmieszne  pomyśleć,  że  mężczyźni  szyją  suknie  dla  kobiet. 

Sądziłam, że szycie to domena kobiet. — A widząc, że się uśmiecha, dodała: — Wczoraj w 

nocy myślałam, że będę musiała u pana boku nauczyć się masę rzeczy. Czy wszystkie będą 

takie zabawne i nadzwyczajne?

Raven  był  zdumiony  reakcjami  Anuszki.  Wszystko  jednakże  przebiegało  zgodnie  z 

przewidywaniami  jego  siostry.  Po  latach  odosobnionego  życia  w  klasztorze  dla  Anuszki 

wszystko, co napotykała, było tak dziwne, jakby znajdowała się na obcej planecie.

Przypomniało  mu  się  jego  pierwsze  z  nią  spotkanie.  Była  bardzo  poważna,  w  surowej 

szacie zakonnej. I tak bardzo serio rozważała propozycję małżeństwa.

Dzień  przebiegł  zupełnie  inaczej,  niż  sobie  wyobrażał.  Nie  przestawał  dyskretnie 

obserwować żony.

Pojechali  do  pałacu  na  Polach  Elizejskich.  Przy  każdym  nowym  odkryciu  Anuszka 

sprawiała wrażenie pilnej uczennicy słuchającej swego profesora.

Prawda, że patrzyła na wiele rzeczy z humorem i młodzieńczą wesołością, co wprawiało 

go  w  dobry  nastrój.  Kiedy  jej  twarz  się  ożywiała,  zwłaszcza  kiedy  się  śmiała,  w  oczach 

background image

44

pojawiały  się  małe  figlarne  iskierki,  które  zdawały  się  rozpraszać  jej  zwykły,  nieco 

tajemniczy wyraz. Był oczarowany jej jasnym, spontanicznym śmiechem. Nie mógł jednakże 

powstrzymać się od porównywania go ze śmiechem Cleodel, który zawsze był wymuszony, 

pojawiał się z trudem i oporem.

Anuszka  z  ciekawością  oglądała  obrazy  zawieszone  na  ścianach.  Chciała  zapytać  o  coś 

męża i odwróciła się ku niemu. Wyraz jego twarzy spłoszył ją.

— Czy zrobiłam coś niewłaściwego? — zapytała z niepokojem.

— Bardzo mi przykro, ale nie słyszałem pytania.

— Wydawał się pan zagniewany.

— Nie na panią... Myślami byłem gdzie indziej, daleko — odparł żywo.

Starał się zmienić  wyraz  twarzy. Anuszka nie  spuszczała  z  niego oczu.  Teraz, tak  jak  w 

klasztorze, wydawało mu się, że jej wzrok sięga w głąb jego duszy.

— O czym pani myśli, Anuszko?

Odwróciła głowę ku obrazom, nie odpowiadając.

— Zadałem pani pytanie, Anuszko.

Odrzekła cicho, nie podnosząc oczu:

— Wolę nie odpowiadać. Boję się powiedzieć coś, czego nie chciałby pan może usłyszeć.

Książę nie ukrywał swego niezadowolenia.

— Ustalmy jedną rzecz raz na zawsze. Pobraliśmy się i byłoby dużym błędem, gdybyśmy 

nie  byli  wobec siebie  szczerzy.  Prosiła  mnie  pani  o  tłumaczenie  jej  wszystkich  niejasności. 

Jeśli zrobi pani lub powie coś nie tak, jak należy, zwrócę pani uczciwie uwagę i nie musi się 

pani obrażać.

— Tak właśnie to rozumiem.

— Jeśli o mnie chodzi, również nie będę czuł się urażony. Proszę jednak, żeby była pani 

ze mną zawsze szczera i lojalna wobec mnie. Jednego tylko nie zniosę: kłamstwa.

— Nigdy nie skłamię.

— Proszę zatem odpowiedzieć na moje pytanie.

— Dobrze. Widziałam, że był pan pochłonięty myślami niegodnymi pana.

— Proszę wyjaśnić to bliżej.

— Uważam,  że  jest  pan  urzekający...  nie  tylko  w  sensie  fizycznym.  Jest  pan  również 

szlachetny i wspaniałomyślny. Dlatego właśnie zgodziłam się wyjść za pana.

Raven zamarł z wrażenia, a ona spokojnie mówiła dalej:

— Przed chwilą ukazał mi się pan w zupełnie innym świetle... Czułam, że coś dziwnego 

bardzo silnie pana zaabsorbowało.

background image

45

Raven  milczał  dalej.  Anuszka  mówiła  głosem  spokojnym,  prawie  beznamiętnym.  Takim 

właśnie,  jakim  on  zwracał  się  do  niej  przed  chwilą.  Był  to  ton,  jakim  rozmawiają  ze  sobą 

ludzie  interesu,  zupełnie  pozbawiony  ciepła,  którego  należałoby  się  spodziewać  pomiędzy 

dwiema istotami niedawno połączonymi więzami małżeńskimi.

Musiał  przyznać,  że  Anuszka  wykazuje  dużą  znajomość  psychologii.  Odpowiedział 

dopiero po dłuższej chwili:

— Dziękuję za szczerość. Jestem pełen podziwu dla pani spostrzegawczości.

Anuszka popatrzyła nań uważnie i dodała półgłosem, wskazując na portrety:

— Zbyt  przypomina  pan  swoich  przodków  uwiecznionych  na  tych  obrazach.  Nie 

zniosłabym, gdyby moje wyobrażenie o panu okazało się fałszywe.

Za chwilę,  uznając, że  dyskusja została  zakończona,  zmieniła  temat. Podziwiała  sewrską 

porcelanę. Opowiedział  jej przy okazji,  jak pani de Pompadour stworzyła  słynną fabrykę  w 

Sevres.

Słuchała uważnie, a potem poprosiła o szczegóły:

— Czytałam  o  tym  w  moim  podręczniku  historii,  ale  za  każdym  razem,  kiedy  pytałam 

profesora  o  panią  de  Pompadour,  odpowiadał,  że  to  osoba  bez  znaczenia,  niewarta  uwagi. 

Dlaczego według pana, odmawiano mi wyjaśnień?

Zawahał  się  z  odpowiedzią,  ale  pomyślał,  że  wcześniej  czy  później  i  tak  będzie  musiał 

poruszyć z żoną ten temat.

— Pani de Pompadour — powiedział śmiało — była kochanką króla Ludwika XV.

— Co chce pan przez to powiedzieć?

— Nie domyśla się pani?

— Nie mam najmniejszego pojęcia. W książkach traktujących o historii Francji wiele się 

mówi o roli, jaką odgrywały niektóre kobiety, i o ich wpływie na władzę w kraju. Niektóre z 

nich nie należały do arystokracji. Ale jeśli nikt mi nie wytłumaczy, nigdy nie zrozumiem, w 

jaki sposób mogły wznieść się tak wysoko.

Książę bawił się tą rozmową, ale bał się urazić Anuszkę. Szukał więc odpowiednich słów i 

zaczął ostrożnie.

— Królowie żenią się na ogół ze względów politycznych. Małżeństwo jest sposobem na 

umocnienie  tronu  lub  powiększenie  własnego  państwa.  Miłość  w  takich  wypadkach  rzadko 

wchodzi  w  rachubę,  jednakże  —  przerwał  na  chwilę,  po  czym  mówił  dalej  —  królowie  są 

także ludźmi. Jeśli nie znajdują uczucia u królowych, mogą go szukać gdzie indziej, u innych 

kobiet, pięknych, inteligentnych, zdolnych wzbudzać pożądanie i przywiązanie.

background image

46

Mówiąc  nie  przestawał  obserwować  reakcji  żony.  Słuchała  go  w  ogromnym  skupieniu, 

starając się nic nie uronić z tego, co jej wyjaśniał.

— Czy — zapytała po chwili — król kochał kobietę, którą wziął sobie za kochankę?

—  Kochał...  czasami  —  odparł.  —  Ludwik  XV  na  przykład  nie  tylko  kochał  panią  de 

Pompadour, ale, co było bardzo rzadkie, był jej wierny.

— Chce  pan  przez  to  powiedzieć  —  spytała  wzburzona  —  że  królowie  mogli  mieć  po 

kilka kochanek?

— Czasami  rzeczywiście  tak  bywało.  Dam  pani  do  przeczytania  książkę  o  życiu  króla 

Anglii  Karola  II,  który  miał  ich  bardzo  dużo.  Wszystkie  były  niezwykle  piękne. 

Najsławniejsza była pewna Francuzka, Ludwika de Keroual. W moim pałacu na wsi zobaczy 

pani jeden z najpiękniejszych jej portretów.

Anuszka zastanowiła się przez chwilę, zanim zadała następne pytanie.

— A czy zdarza się, że mężczyźni, którzy nie są królami, też miewają kochanki?

Odparł z uśmiechem:

— Jeśli tylko mogą sobie na to pozwolić...

— Czy mam przez to rozumieć, że one są kosztowne?

— Tak — odparł — na ogół tak.

— Dlaczego?

Zrobił lekki ruch ręką.

— Z wielu przyczyn...

— Z jakich mianowicie?

Weszli  na  śliski  teren,  książę  nie  wiedział,  jak  z  tego  wybrnąć.  Nie  miał  najmniejszej 

ochoty  rozważać  tego  problemu,  zwłaszcza  ze  swoją  żoną,  i  to  zaraz  po  ślubie.  Z  drugiej 

jednakże strony było jasne, że prędzej czy później będzie musiał to uczynić.

Zaczął odważnie.

— Kochanka obdarza swego... kochanka... względami, ale oznaki uczucia nie muszą być, 

siłą rzeczy, zupełnie bezinteresowne. Musi pani wiedzieć, Anuszko, że mężczyźni wychodzą 

naprzeciw ich oczekiwaniom. Jest  w zwyczaju dawanie im,  oprócz pocałunków i  dowodów 

miłości, również prezentów, często ogromnej wartości.

Widać było, że Anuszka stara się zrozumieć.

— Myślałam — powiedziała wreszcie bardzo poważnie — że miłość jest darem od Boga 

i że nie płaci się za nią.

Docenił wagę jej wypowiedzi, ale zdecydował się przeciąć rozmowę. Nie miał już ochoty 

kontynuować tematu sprzedajnej miłości.

background image

47

— Nie  mówmy  o  tym  więcej  —  rzekł  —  to  nie  jest  temat  na  dzień  dzisiejszy,  dzień 

naszego ślubu.

Anuszka znów spojrzała na niego uważnie.

— Nie chce pan chyba przez to powiedzieć, że i pan miał kochanki?

— Jeśli nawet je miałem, jest pewne, że nie chcę o tym mówić z moją żoną.

Powiedział to sucho i odpychająco i natychmiast pożałował swej brutalności.

— Proszę  wybaczyć,  jeśli  byłam  nietaktowna  —  szepnęła.  —  Pozwoliłam  sobie  na  to, 

ponieważ zapewniał mnie pan, że nie powinniśmy nic przed sobą ukrywać.

Książę zrozumiał, że znalazł się w pułapce. Wydawało mu się, że błądzi w labiryncie.

— Nie  cofam  niczego,  co  powiedziałem!  Po  prostu  chciałbym  rozmawiać  teraz  o 

milszych sprawach, zwłaszcza  dziś. Jeśli pani pozwoli, pokażę jej mój pałac. Jest naprawdę 

godny obejrzenia.

— Jak pan sobie życzy. Wszystko, co pan robi i mówi, niezmiernie mnie interesuje.

Wiedział, że mówi prawdę. Długo oglądali salony, kolekcję obrazów, piękne drogocenne 

sprzęty.

— Jutro zabiorę panią do Wortha. Musi go pani poznać. To on będzie panią ubierał. On 

najlepiej potrafi podkreślić pani urodę.

Przypuszczał, że zainteresuje tym Anuszkę, mówił więc dalej:

— Dziś  wieczorem,  kiedy  uda  się  pani  do  swego  pokoju,  aby  przebrać  się  do  obiadu, 

znajdzie  pani  kilka  sukien,  które  tymczasem  kazałem  uszyć.  Potem  będzie  pani  już  sama 

wybierała modele. Myślę, że toalety ode mnie będą się pani podobały, jak również wszystkie 

dodatki do nich.

— Obawiam się, że ktoś powinien pomóc mi się ubrać. Sama tego nie potrafię.

— Proszę  się  nie  martwić.  Zajmie  się  tym  pani  pokojówka,  a  uczesze  panią  najlepszy 

fryzjer w Paryżu. Spod jego rąk wyjdzie pani zupełnie odmieniona.

— Fryzjer? — zdziwiła się. — Chce pan powiedzieć, że będzie mnie czesał mężczyzna?

— W rzeczy samej! I to najlepszy. Jest sławą. Jeśli decyduje się kimś zająć, każe sobie 

słono płacić.

— Jeśli  dobrze  zrozumiałam,  stanie  się  kobietą  światową  jest  nie  tylko  bardzo 

skomplikowane, ale również kosztowne.

Spojrzenie jej było tak wyraziste, że książę mógł doskonale odczytać jej myśli. Uważała, 

że przyjmując od niego tak wiele, postępuje jak jedna z jego kochanek, i zapewne zapytywała 

samą siebie, na czym polega różnica między kochanką a legalną małżonką. Jeśli zapyta, co jej 

odpowie, jak jej to wyjaśni?

background image

48

Nie  zapomniał  jednak  o  obietnicy  złożonej  siostrze.  Przyrzekł  sobie  unikać  wszelkich 

tematów, które mogłyby przysięgę uczynić zbyt trudną.

Tuż przed obiadem Anuszka weszła do salonu w uroczej toalecie. Chociaż nie pochodziła 

ona od Wortha i nie miała jego charakterystycznego kroju, była jak stworzona dla niej.

Długa tiulowa spódnica o bardzo delikatnym różowym odcieniu spadała szerokim kręgiem 

ku podłodze. Góra z tego samego materiału, mocno dekoltowana, ukazywała perłowy blask 

ramion. Tak piękną książę widział ją po raz pierwszy.

Zbliżając  się  ku  niemu  z  wielką  powagą  i  gracją,  przedstawiała  obraz  tak  doskonały,  że 

nagle zapragnął bić brawo.

Jej uczesanie było prawdziwym dziełem sztuki. Włosy rozdzielone przedziałkiem okalały 

twarzyczkę  zgodnie  z  modą  wylansowaną  przez  księżnę  Walii.  Gładko  zaczesane, 

podkreślały klasyczny owal twarzy.

Nie  miała  prawie  przezroczystej    karnacji  Cleodel,  jednakże  rozkwitała  młodością. 

Wrażenie  dziewczęcej  niewinności  zawdzięczała  nie  dziecięcym  rysom  jak  Cleodel,  ale 

wyrazowi twarzy. Podeszła, śmiejąc się do księcia.

— Miał pan rację, wasza wysokość! Stałam się inna. Kiedy się ubierałam, lustro ukazało 

mi  obraz  zupełnie  obcej  osoby.  Ale  jest  jedna  rzecz,  która  mnie  niepokoi  —  powiedziała 

nieco  drżącym  głosem,  przestając  się  śmiać.  —  Czy  to  wypada  nosić  taką  suknię?  Ma 

przecież tak głęboki dekolt!

Nie zaczerwieniła się pod wzrokiem Ravena, ale nie ukrywała lekkiego niesmaku. Szybko 

ją zapewnił:

— To w zupełnym porządku,  Anuszko.  I muszę  dodać, że  suknia wieczorowa mogłaby 

być jeszcze bardziej dekoltowana.

— Zdecydowanie  nic  nie  rozumiem.  Wieczorem  jest  zawsze  o  wiele  chłodniej  niż  w 

ciągu dnia, a właśnie wieczorem trzeba się odkrywać. To nierozsądne, zwłaszcza w zimie.

— Może i nierozsądne, ale o ileż ładniejsze!

— Jak to? — zdziwiła się.

— Proszę sobie wyobrazić piękne kobiety, ubrane jak pani teraz, tańczące w ramionach 

kawalerów. Co za piękny widok...

W  czasie  gdy  Anuszka  zastanawiała  się  nad  jego  dziwną  odpowiedzią,  książę  wziął  ze 

stołu zielone etui i podał jej. Spojrzała pytająco. Położył etui na jej dłoni.

— To podziękowanie za twą piękność, Anuszko. Proszę traktować to jako prezent ślubny 

i  jako  rekompensatę  za  wszystkie  podarunki,  które  panią  ominęły  z  powodu  zbyt 

pośpiesznego  ślubu.  Chociaż  z  drugiej  strony  pośpiech  oszczędził  nam  widoku  licznych 

background image

49

wazonów,  serwisów,  kandelabrów,  świeczników,  którymi  zwykle  zarzuca  się  nowożeńców. 

Dzięki niemu uniknęliśmy też podziękowań za prezenty.

— To ludzie, którzy się pobierają, otrzymują prezenty?

— Tak — odparł ironicznie — masami!

Myślał  o  rozlicznych  prezentach,  które  teraz  zalegały  wielką  salę  balową  pałacu  w  Park 

Lane.

— I  jest  również  w  zwyczaju,  że  małżonkowie  obdarowują  się  nawzajem?  Nie 

wiedziałam o tym. Nic nie mam dla pana.  

— Kupi mi pani później.

— Ależ ja nie mam pieniędzy!

— Czy moja siostra nie powiedziała pani, że jest pani bardzo bogata?

— Ja? — zdumiała się.

— Ależ tak, pani.

— Naprawdę? A więc mój tatu...

Przerwała nagle, zagryzając dolną wargę.

— Chciałbym, żeby pani skończyła rozpoczęte zdanie — poprosił.

Anuszka potrząsnęła głową. Mimo to nalegał:

— Co chciała pani powiedzieć?

Nie  odpowiedziała.  Patrzyła  na  etui,  które  ciągle  trzymała  w  dłoni.  Niechcący  dotknęła 

zameczka i pudełko otworzyło się.

Na  czarnym  aksamicie,  rzucając  tysiące  iskier,  leżał  brylantowy  garnitur:  kolia, 

bransoletka, kolczyki i pierścionek. Patrzyła olśniona. Pytanie księcia zostało bez odpowiedzi.

Nie nalegał więcej.

— To  dla  pani  —  powiedział  poważnie.  —  Prócz  tego  będzie  pani  także  nosić,  jak 

przystało  księżnej  de  Ravenstock,  wszystkie  klejnoty  rodzinne,  przechowywane  w  moim 

pałacu w Park Lane i przekazywane z pokolenia na pokolenie.

— Te są cudowne! Nigdy nie przypuszczałam, że mogę mieć coś równie pięknego.

— Należą do pani. Pomogę je pani włożyć.

Wziął kolię i opasał nią delikatną szyję, zamykając zameczek. Ileż takich kolii zamykał już 

na innych szyjach! Przegnał jednak te wspomnienia. 

Pierwszy raz w życiu ozdabiał klejnotami kobietę, która nigdy w życiu ich nie miała.

Do  delikatnych  uszu  przypiął  kolczyki.  Kiedy  spojrzał  w  lustro,  zauważył,  że  Anuszka 

uważnie śledzi  jego ruchy. Przez  chwilę obawiał  się, że  brylantowe kolczyki  będą  może  za 

background image

50

ciężkie dla tak małych, delikatnych uszu. Ale zabłysły tak pięknie, że Anuszka uśmiechnęła 

się.

— Gdybym miała jeszcze koronę — powiedziała — wyglądałabym jak królowa.

— Czy sugeruje  mi pani, że powinienem ofiarować  jej także diadem?  — z kolei on się 

uśmiechnął.

Spojrzała na niego, sprawdzając, czy mówi poważnie.

— Jest pan dla mnie tak szczodry, że nigdy o nic nie poproszę. Pan mnie rozpieszcza. A 

swoją drogą, wiem co to jest diadem. Czy są okoliczności, w których trzeba go nosić?

— Ależ  oczywiście!  —  odparł.  —  Jest  to  ozdoba  głowy  w  czasie  wielkich  przyjęć, 

balów, uroczystych obiadów, na przykład w pałacu Marlboro u księstwa Walii.

Z dowcipną minką szybko wyciągnęła wniosek.

— W końcu to taki sam czepeczek jak każdy inny.

Odpowiedź rozbawiła go; zaczął się śmiać.

— Świetne  określenie.  Proszę  się  jednak  nie  obawiać:  zawsze  będę  przy  pani  i 

podpowiem, co należy robić.

— Tylko  tego  sobie  życzę.  Pan  zna  tyle  mądrych  i  potrzebnych  rzeczy,  które  mnie 

zadziwiają.  Na  przykład,  jak  nauczył  się  pan  wybierać  suknie  dla  pań?  Bo  to  przecież  pan 

zamówił  dla  mnie  toalety,  a  są  doskonałe.  Wie  pan,  jak  kobieta  powinna  być  ubrana  w 

różnych okolicznościach. A mnie wydaje się, że większość kobiet byłaby w kłopocie, gdyby 

przyszło im decydować, co mężczyzna ma nosić.

Wydawało się, że mówi sama do siebie. Uświadomiła to sobie i szybko powiedziała:

— Proszę nie zwracać uwagi na moje słowa. Na pewno mówię głupstwa. Ale wszystko to 

dla mnie, która żyłam tylko wśród zakonnic, jest tak dziwne i niepojęte. One nic nie wiedzą o 

świecie, o mężczyznach.  Nigdy nie wyobrażałam  sobie, że  mężczyzna może  okazywać tyle 

zainteresowania kobietami.

— Nie wszystkimi kobietami. Zakonnicami na przykład zdecydowanie nie! — odparł.

— A jakimi?

— Takimi,  którymi  większość  mężczyzn  się  interesuje.  Mnie  interesuje  towarzystwo 

kobiet. To duża przyjemność spędzać czas z miłymi kobietami.

— Ale kim one są?

— To  bardzo  pociągające kobiety,  na  które  lubimy  patrzeć,  podziwiać  je,  a  nawet...  —

zawahał się, ale dokończył szybko — nawet kochać je od czasu do czasu.

— Nawet jeśli nie żenicie się z nimi?

Potrząsnął głową.

background image

51

Anuszka niestrudzenie pytała dalej.

— Wobec tego te kobiety, które pan kochał, to właśnie pańskie kochanki?

— Niekoniecznie — odrzekł. — Jak już pani powiedziałem dziś po południu, jest jeszcze 

za wcześnie, aby o tym rozmawiać. Wrócimy niejednokrotnie do tego tematu.

Myślał przy tym, że niełatwo będzie wyjaśnić jej różnicę pomiędzy kochanką, kurtyzaną, 

tą,  którą  Biblia  nazywa  prostytutką,  a  jeszcze  inną,  kobietą  światową,  z  którą  ma  się 

romansik.  Żeby  uniknąć  odpowiedzi  i  dalszych  wyjaśnień,  wyjął  z  etui  ciężką  brylantową 

bransoletę i włożył ją na rękę Anuszki, a później wsunął jej na palec przepięknie cyzelowany 

pierścionek z dużym brylantem. Majordomus oznajmił, że podano do stołu. Książę poczuł się 

wybawiony z kłopotliwej sytuacji.

Po doskonałym posiłku przy stole udekorowanym wyłącznie białymi kwiatami, w blasku 

świec w srebrnych lichtarzach, przeszli do salonu na kawę.

— Wieczór  dopiero się zaczął,  jest jeszcze  bardzo wcześnie — powiedział  do żony. —

Proponuję,  żebyśmy  wybrali  się  do  miasta.  Chciałbym,  aby  odkryła  pani  Paryż  nocą. 

Pójdziemy do lokalu, a jutro zabiorę panią do teatru.

Anuszka szeroko otworzyła oczy.

— Czy to naprawdę możliwe?

— Nie widzę nic, co mogłoby nam w tym przeszkodzić. Chyba że nie lubi pani teatru czy 

opery.

— Ależ chcę wszystko zobaczyć! I teatr, i operę!

— Spełnimy te życzenia — odparł. — Dziś wieczorem zaczniemy od lokalu, gdzie zjemy 

kolację. Są tam też tańce.

Anuszka zasmuciła się.

— Dobrze pan wie, że nie umiem tańczyć.

— Będzie pani pobierała lekcje tańca, a tymczasem sam nauczę panią kilku pas.

— Och! To będzie zabawne. Ale co powiedziałaby na to matka przełożona?

— Nie  jest  już  pani  w  klasztorze.  Odtąd  jestem  jedynym  pani  rzecznikiem  i  jako  mąż 

czuję się za panią odpowiedzialny.

— Jest mi bardzo wstyd, że nie znam tylu rzeczy, które dla pana są codziennością.

Uśmiechnął się.

— Nie  ma  powodu  do  wstydu.  Mówiłem  pani  przecież,  że  będę  jej  nauczycielem. 

Obiecałem, że objaśnię wszystko, co będzie tego wymagało. A musi pani wiedzieć, że to trud 

ogromnie dla mnie miły. Pani reakcje są tak żywe, tak spontaniczne, tak różne od tych, jakich 

oczekiwałem.

background image

52

— A czego pan oczekiwał?

Książę zawahał się chwilę.

— Obawiałem  się  —  odpowiedział  —  że  może  pani  reagować  jak  mała  pruderyjna 

dziewczynka. Bałem się również, że to, co mówię, nie będzie się pani podobało.

Spojrzała na niego z uśmiechem.

— Jakżebym  mogła  pana  w  czymkolwiek  krytykować?  Wszystko  jest  dla  mnie  takie 

nowe, takie zabawne.

— Co się pani wydaje takie zabawne? — zdziwił się.

— Ależ...  wszystko!  Twarze  służących,  wciśniętych  w  nieskazitelne  i  sztywne  liberie, 

wspaniałe  dania  serwowane  na  ciężkich  srebrnych  półmiskach...  Dziwne  i  zabawne  jest 

również to, że ma pan tyle domów, tyle posiadłości, a był pan dotąd kawalerem, bez żony, bez 

dzieci... 

Raven odparł spokojnie.

— Temu moglibyśmy łatwo zaradzić.

— Chce pan przez to powiedzieć, że moglibyśmy mieć dzieci?

— Szczerze tego pragnę.

— Ja  także  —  oświadczyła  Anuszka  —  ale  jak  to  zrobimy?  W  klasztorze  wciąż  nam 

powtarzano,  że  jesteśmy  dziećmi  Boga,  ale  nigdy  nie  wyjaśniono,  jak  postępowali  nasi 

rodzice, żeby nas wydać na świat.

Raven z trudem tylko utrzymywał powagę.

— Ta sprawa wymaga głębokiego zastanowienia. Proszę pozwolić, że tę kwestię również 

odłożymy na później. Powóz czeka, jedziemy zwiedzić słynne miasto świateł.

Uśmiechnęła  się.  Podniecona  radością,  z  błyszczącymi  oczyma,  nie  mogła  usiedzieć  na 

miejscu.

Lokaj podał  etolę  z  gronostajów.  Książę  narzucił  na  ramiona  pelerynę podbitą  czerwoną 

satyną, wziął z rąk służącego cylinder, rękawiczki i laskę z gałką z kości słoniowej. Na szyję 

założył długi biały szal.

W powozie Anuszka natychmiast zapytała:

— Po co panu laska? Przecież nie będziemy spacerować.

— Taki jest zwyczaj — odparł.

— To tak jak kobieta, która trzyma wachlarz?

— Tak.

— Śmieszne to wszystko.

background image

53

— Nigdy  nie  zwracałem  na  te  szczegóły  uwagi,  ale  oczywiście  to  i  owo  może 

zaskakiwać,  na  przykład  zwyczaj  niewkładania  rękawiczek,  lecz  trzymania  ich  w  ręce.  To 

tradycja w dodatku zupełnie zbędna.

— Ale ja włożyłam rękawiczki, czy to w porządku?

— Oczywiście,  najzupełniej  —  odrzekł.  —  Lady  musi  zawsze  nosić  rękawiczki.  Jeśli 

wychodzi na miasto, oczywiście.

— Zawsze?

— Tak. Byłoby niestosowne nie mieć na dłoniach rękawiczek.

— Ale za to stosowne jest mieć nagie ramiona i głęboki dekolt.

— Przyznaję,  że  istotnie  może  to  wydawać  się  nieco  dziwne,  ale  to  nie  ja  decyduję  o 

modzie.  Muszę  jednak  potwierdzić,  że  bardzo  się  ona  rozwinęła  od  czasu,  kiedy  nasza 

pramatka Ewa, po wypędzeniu jej z raju wraz z Adamem, okrywała się listkiem figowym.

Słuchała go śmiejąc się.

— Czy pan poważnie myśli, że Adam i Ewa wybrali listki figowe, żeby być w zgodzie z

modą? Księża w klasztorze, wyjaśniając ten werset z Biblii, wskazywali na fakt, że popełnili 

oni grzech pierworodny i uświadomiwszy sobie własną nagość, zawstydzili się.

— Rozumiem  zakłopotanie  księży  z  powodu  konieczności  poruszania  takich  spraw 

wobec młodych niewinnych panien.

— Zupełnie nie rozumiem, dlaczego — odparła Anuszka z niezachwianą logiką. — Czyż 

nie przychodzimy wszyscy nago na świat?

— Na szczęście nie pozostajemy zbyt długo w tym stanie. Proszę sobie wyobrazić nagość 

w zimie. A moda ma czasami i dobre strony. Pięknie skrojona suknia może ukryć niezgrabne 

nogi czy zbyt obfity biust, co mogłoby odstraszyć adoratorów.

Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.

— W klasztorze nie wolno nam było mówić o nogach.  Niektóre miały bardzo brzydkie, 

grube. Na szczęście moje są szczupłe i chyba zgrabne.

Rozbawiony  Raven  był  bliski  tego,  by  poprosić  ją  o  pokazanie  mu  ich,  ale  rozsądnie 

powstrzymał  się  w  porę.  Było  dla  niego  oczywiste,  że  Anuszka  rozmawia  z  nim  jak  z 

przyjaciółką.  Kiedy  prosił  swoją  siostrę  o  wyszukanie  mu  dziewczyny  czystej  i  niewinnej, 

przez myśl mu nawet nie przeszło, że może być ona zupełną ignorantką w sprawach życia.

A taka była właśnie Anuszka. Nigdy nie zbliżyła się do mężczyzny i było oczywiste, że jej 

zmysły  są  uśpione.  Było  również  jasne,  że  nie  zdaje  sobie  sprawy  z  różnic  w  budowie 

mężczyzny  i  kobiety.  Przecież  nie  można  było  oczekiwać  od  księży,  którzy  uczyli  w 

klasztorze, że ją w tym względzie uświadomią.

background image

54

Mogła jednak stykać się  z  mężczyznami,  zanim  oddano ją do klasztoru. Tu przypomniał 

sobie słowo o ojcu, które się jej wyrwało, kiedy mówił, że jest bogata. Był teraz pewien, że 

Anuszka pamiętała przeszłość i pomyślała wtedy, że pieniądze pochodzą od jej ojca, że jest to 

niewątpliwie spadek.

Dużo  by  dał,  żeby  znać  prawdę.  Tak  jak  lubił  trudne  wyczyny  sportowe,  lubił  również 

rozwiązywać zagadki, które go intrygowały. A do takich należało pochodzenie jego żony. Był 

zdecydowany wyjaśnić tę tajemnicę.

Planował,  że  punkt  po  punkcie  dojdzie  do  okoliczności,  które  przywiodły  Anuszkę  pod 

bramy klasztoru. Pozna nazwisko tego lub tych, którzy ją tam przywiedli i zapewnili pobyt w 

Sacre Coeur, pokrywali  wszystkie koszty związane z jej wychowaniem i wykształceniem, a 

na koniec pozostawili jej wspaniałą fortunę.   

Nie  dopowiedziane  słowa  Anuszki  wskazują,  że  to  jej  ojciec  był  mocodawcą  —  tego 

książę  był  pewien.  Nie  rozumiał  jednak  dramatu,  który  nie  pozwolił  mu  na  ujawnienie  się 

przez  tyle  długich  lat.  Dlaczego  tak  zamożny  człowiek  ukrywał  się?  Książę  mógł  raczej 

zrozumieć  nieobecność  matki,  która  być  może  chciała  w  ten  sposób  pozbyć  się  „dziecka 

miłości", starając się jednak zapewnić mu dostatnią przyszłość. Ale ojciec?

Muszę, powtarzał sobie, odkryć prawdę.

Poczuł nagły przypływ entuzjazmu dla zadania, które sobie postawił. Uczucie myśliwego, 

który pójdzie świeżym tropem, było tak silne, że przesłoniło wszystkie przykre wspomnienia.

Lokal,  który  wybrał  Raven,  żeby  odkryć  przed  Anuszka  nocne  życie  stolicy,  był 

najelegantszy w Paryżu. Po kolacji odsunięto stoliki pod ściany, uzyskując miejsce do tańca. 

Orkiestra grała modne melodie.

Książę  miał  zarezerwowany  stolik  na  półpiętrze  w  rodzaju  lodżii,  skąd  doskonale  było 

widać tańczących. Po  świetnym obiedzie  w domu  Raven zamówił  lekką kolację: szampan i 

kawior,  co  do  którego  był  pewien,  że  Anuszka  nigdy  go  nie  jadła.  Służący  przyniósł  na 

srebrnej tacy czarki  napełnione  lśniącymi kulkami.  Ten  widok  wywołał  w  Anuszce  dziwny 

odruch, którego książę nie zrozumiał. Wyjaśnił więc:

— To rosyjski kawior. Rarytas poszukiwany przez największych smakoszy. Uchodzi za 

doskonały.

— Wiem — odpowiedziała.

Obserwował ją uważnie. Oddychała trochę szybciej.

— Pani wie, co to jest?

— Myślałam, że już nigdy w życiu nie będę miała okazji go jeść.

Raven nie odezwał się. Miał nową poszlakę, tym razem poważniejszą.

background image

55

Uwzględniając  skąpe  informacje  siostry,  nabrał  już  prawie  pewności,  że  matka  Anuszki 

była  Rosjanką.  Przypomniał  sobie  podróż,  którą  pięć  lat  temu  odbył  do  Sankt  Petersburga. 

Spotkane tam w Pałacu Zimowym kobiety były bardzo piękne. Anuszka miała wielkie oczy i 

tajemnicze spojrzenie kobiet Wschodu.

Ale  jednocześnie  nie  przedstawiała  czystego  typu  rosyjskiego.  Ojciec  musiał  być 

najpewniej  Anglikiem.  Czar  i  urocza  osobowość  Anuszki  były  pochodną  zmieszania  tych 

dwu typów.

Czekał  cierpliwie,  aż  zje  swój  kawior.  Jadła  szybko,  zachłannie,  lekceważąc  tosty,  które 

podano.

Kiedy skończyła, zapytał:

— Czy zjadłaby pani jeszcze?

— A czy byłoby niestosowne, gdybym odpowiedziała: tak?

— Jestem  bardzo  zadowolony,  że  pani  smakuje  —  odparł.  —  Ja  także  bardzo  lubię 

kawior i założę się, że w klasztorze go nie podawano.

—  Sądzę, że oprócz matki przełożonej żadna zakonnica nie wie, co to jest.

— Jestem  zdumiony  —  powiedział,  chcąc  wyciągnąć  z  niej  nieco  informacji  —  że 

pamięta pani kawior ze swego dzieciństwa. Dzieci na ogół nie mają jeszcze wykształcone go 

smaku i zapewne uważałyby go za bardzo tłusty — skończył, dumny, że znalazł tak zgrabną 

furteczkę.

Ale  był  to  trud  zbędny. Anuszka  odwróciła  oczy  i  patrzyła  na  taneczny  krąg.  Kiedy zaś 

podjęła rozmowę, było oczywiste, że chce zmienić jej temat.

— Myślę,  że  wielebna  matka  przełożona  uważałaby  sposób,  w  jaki  tancerze  ściskają 

swoje partnerki, za szokujący.

— Ale tu nie ma wielebnej matki, jestem natomiast ja, Anuszko. Pani tymczasem wciąż 

unika  odpowiedzi  na  moje  pytanie,  choć  zgodziła  się  na  to,  że  będziemy  wobec  siebie 

szczerzy.

Popatrzyła na niego przenikliwie.

— Bardzo  proszę..!  niech  mi  pan  nie  ma  tego  za  złe...  niech  się  pan  nie  gniewa.  Nie 

mogę... naprawdę nie mogę odpowiedzieć.

— Ale dlaczego?

— Dałam słowo.

— Komu?

— Na to pytanie także nie mogę odpowiedzieć.

background image

56

— Rozumiem,  że  musi  pani  zostać  wierna  danemu  słowu.  Ale  jest  ktoś,  dla  kogo 

powinna pani zrobić wyjątek.

— Kto taki?

— Pani mąż. Czyż nie wie pani, że dzisiejsza uroczystość połączyła nas w jedno? Jesteśmy 

sobie winni lojalność, której nie musimy przestrzegać wobec innych.

Milczała dobrą chwilę, a potem podnosząc oczy spytała:

— Czy jest pan zupełnie pewien tego, co pan powiedział?

— Tak. Tak właśnie rozumiem sens małżeństwa i nawet pani spowiednik, gdyby go pani 

zapytała, odpowie to samo.

Westchnęła.

— Trzeba,  żeby  mi  pan  szczegółowo  wytłumaczył,  co  właściwie  oznacza  małżeństwo. 

Zakonnicom i nowicjuszkom w klasztorze nie wolno było rozmawiać na ten temat.

— Ale teraz jest pani mężatką — odrzekł Raven. — Jestem tu po to, żeby wyjaśnić pani,

co znaczy słowo „mąż"... Jak również po to, żeby powiedzieć, co żona powinna, a czego nie 

powinna robić.

Anuszka znowu odwróciła oczy i patrzyła na tańczących, ale nie roniła ani jednego słowa. 

Zrozumiał  jednak,  że  naleganie  byłoby  błędem.  Nie  chciał  popełnić  niezręczności, 

kontynuując  tę  rozmowę.  Doskonale  zdawał  sobie  z  tego  sprawę.  Biorąc  pod  uwagę 

inteligencję  Anuszki,  nie  byłoby  łatwo  prowadzić  dalej  konwersacji  w  tonie  rodzinnym  i 

banalnym, mówić o sprawach błahych, podczas gdy ją intrygowało samo życie. Musiał być 

bardzo ostrożny, żeby jej nie urazić.

Wiedział, że będzie musiał odkrywać przed nią zupełnie nowe horyzonty, mnóstwo spraw i 

rzeczy, o których dotychczas nie miała najmniejszego pojęcia.

Myśląc o tym wszystkim,  doszedł do wniosku, że Anuszka była nie tylko bardzo żywa i 

inteligentna — to nie ulegało wątpliwości — ale była czymś znacznie więcej: była unikatem. 

Nie  on  jeden  to  dostrzegł.  Spojrzenia  zebranych  w  lokalu  osób  towarzyszyły  im  od  chwili 

przyjścia. Zainteresowanie nią było ogromne. Nawet teraz wielu nie mogło się powstrzymać 

od patrzenia w jej kierunku. Anuszka zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy, obserwując 

otoczenie swymi dziecięcymi i niewinnymi oczyma.

Tak patrzy na świat, myślał Raven, ale jej osobowość jeszcze się nie rozwinęła. Kiedy to 

się stanie, niejednemu zawróci w głowie.

Krąg tańczących powiększał się. Pary cisnęły się na parkiet. Niektórzy, wypiwszy za dużo, 

zachowywali się niewłaściwie, potrącając innych. W pewnej chwili jedna z kobiet poślizgnęła 

się i upadła.

background image

57

Anuszka wzdrygnęła się z odrazą.

— Czy parkiet jest tak bardzo śliski? — zapytała.

— Nie — odparł — ale ci, którzy wypili zbyt dużo, nie mogą utrzymać się na nogach.

Zmarszczyła z dezaprobatą brwi.

— Słyszałam  o  pijaństwie,  ale  nie  miałam  pojęcia,  że  to  może  krępować  ruchy  przy 

chodzeniu czy tańczeniu.

— Nie zawsze tak się dzieje — wytłumaczył. — Najczęściej alkohol powoduje, że ludzie 

zaczynają się zbyt głośno zachowywać. Śmieją się i rozmawiają nadmiernie hałaśliwie.

Zauważył, że  w  jej  oczach  pojawił  się  wyraz niechęci.  Odsunęła  kieliszek,  tak  jakby  się 

bała, że może się upić. Uśmiechnął się i pośpieszył z zapewnieniem:

— Nie ryzykuje pani, że się upije. Jestem tu, by czuwać, żeby nie przydarzyło się pani nic 

niemiłego.

— O tak, bardzo proszę — odparła żywo. — To byłoby okropne, gdybym tak jak tamta 

kobieta... Nigdy nie chcę się znaleźć w podobnej sytuacji.

Spojrzał  w  kierunku  parkietu.  Dwóch  panów  usiłowało  podnieść  kobietę,  która  głośno 

chichotała.  Inne  pary  obrzucały  ją  spojrzeniami  pełnymi  pogardy  i  wzruszały  ramionami, 

wykazując lekceważenie, jak to tylko Francuzi potrafią.

Anuszka  starała  się  nie  patrzeć  w  tamtą  stronę.  Wyraźnie  czuła  się  nieswojo.  Wreszcie 

zwróciła się do księcia:

— Myślę, że ta scena jest... odrażająca. Nie podoba mi się zachowanie tej kobiety... i nie 

chcę być przy tym obecna... Bardzo pana proszę, czy nie moglibyśmy stąd wyjść?

— Ależ oczywiście. Obawiam się, że przyjście do tego lokalu nie było moim najlepszym 

pomysłem.

Wstał,  rzucił  na  stół  zwitek  banknotów  i  kazał  służbie  zawołać  powóz.  Maitre  d'hdtel 

natychmiast się tym zajął.

Na zewnątrz noc błyszczała tysiącami gwiazd tak jasno, że polecił zaciągnąć na powozie 

budę.

Anuszka spojrzała na męża i powiedziała bardzo cicho:

— Tak mi przykro, zepsułam panu wieczór.

— Ależ  nie  —  zaprzeczył.  —  Widok,  na  jaki  panią  naraziłem,  jest  w  lokalu  tej  klasy 

czymś  naprawdę  wyjątkowym.  Po  prostu  pech,  gdyż  w  zasadzie  jest  to  miejsce  bardzo 

eleganckie, i zapewniam, że takie rzeczy zdarzają się tam nadzwyczaj rzadko.

Kończąc zdanie zorientował się, że Anuszka go nie słucha. Z głową opartą na poduszkach 

powozu podziwiała niebo. Mijane światła uliczne wydobywały z cienia jej klasyczny, czysty 

background image

58

w linii profil, łagodne wygięcie długiej szyi, na której połyskiwały milionem lśnień brylanty 

kolii. Jej piękność, skąpana w srebrnej poświacie, wydawała się bardziej uduchowiona niż za 

dnia.

Chwilę jechali w milczeniu.

— To ciekawe — odezwała się — że w taką bajkową noc mężczyźni i kobiety wolą dusić 

się w źle oświetlonym miejscu, niż patrzeć w gwiazdy.

— Taniec — zaczął ostrożnie — pozwala ludziom zbliżyć się do siebie... A gwiazdy są 

tak odległe...

Anuszka odwróciła się ku niemu.

— Mężczyźni i kobiety, ci ludzie, których widziałam dzisiaj, tak przyciskali się do siebie, 

bo byli zakochani?

— Niekoniecznie. Wśród kobiet, które tam bywają, są też niezamężne, szukające dobrych 

partii.  A  jeśli  chodzi  o mężczyzn,  większość  z  nich  uważa,  że  przyjemnie  jest  potańczyć  z 

uroczymi kobietami.

Po namyśle Anuszka oświadczyła:

— Nie  sądzę,  żebym  kiedykolwiek  polubiła  taniec.  Gdyby  jednak  przyszła  mi  taka 

ochota, myślę, że wolałabym tańczyć sama, tylko dla siebie.

ROZDZIAŁ 5

Cały  następny  dzień  był  wypełniony  śmiechem  i  okrzykami  radości.  Anuszkę  bawiło 

wszystko,  co  odkrywała.  Książę  natomiast  był  oczarowany świeżością  jej  odczuć,  do  jakiej 

zupełnie  nie  przywykł.  Znajdowała  tyle  przyjemności  w  spacerze  po  Lasku  Bulońskim,  co 

dzieci prowadzane tam każdego dnia dla zabawy i rozrywki. Dobrze się poczuła, zupełnie jak 

na  wsi,  wśród  wielkich  drzew,  które  dyskretnie  zasłaniały  okazałe  rezydencje  prywatne. 

Trochę dalej mieścił  się  teatr marionetek,  słynny Grand Guignol;  Anuszka  z  przyjemnością 

obejrzała  przedstawienie.  Przyglądała  się  drewnianym  konikom  karuzeli,  bawili  ją 

sprzedawcy  gofrów,  kolorowych  baloników,  zabawek  oraz  wynajmujący  maleńkie  wózki 

ciągnione przez osiołki, na których jeździły zachwycone brzdące. Po okrzykach radości i jej 

śmiechu Raven, który  ciągle  pilnie  ją obserwował,  poznał,  że  ona odkrywa to  wszystko, że 

jest to dla niej zupełnie nowe i że w dzieciństwie nie zaznała takich radości. Aż się palił, żeby 

zadać jej parę pytań, ale bał się, by znowu nie zamknęła się w skorupie milczenia, którego nie 

potrafił przezwyciężyć. Powstrzymywał się więc rozsądnie.

background image

59

Potem pojechali otwartym powozem zwiedzić Paryż, którego przecież nie znała. Budowa 

wieży  Eiffla  była  rozpoczęta.  Zatrzymali  się  przy  wykopach.  Anuszka  ze  zdumieniem 

przyglądała się monstrualnym żelaznym nogom wyłaniającym się z ziemi.

— Jak wpadli na pomysł takiej ohydy? — zapytała.

— Może  to  i  nie  będzie  zbyt  estetyczne  —  zauważył  Raven  —  ale  proszę  pomyśleć  o 

odwadze  takiego  przedsięwzięcia.  Wieża  będzie  centralnym  punktem  przyszłej  Wystawy 

Światowej.  No  i  proszę  sobie  wyobrazić  ten  wyjątkowy  widok,  jaki  będzie  się  roztaczał  ze 

szczytu, kiedy skończą budowę.

— Będzie aż tak wysoka?

— Trzysta metrów!

Bulwary nad Sekwaną zafascynowały Anuszkę, a trzeba przyznać, że ruch był tam bardzo 

ożywiony.  Maleńkie  stateczki  płynęły  w  górę  rzeki  i  pod  prąd,  obwieszone  lampionami  i 

przyozdobione kolorowymi chorągiewkami. Słychać było śmiech praczek, piorących bieliznę 

na drewnianych pomostach.

Na Wielkich Bulwarach Anuszka nie mogła się nadziwić tłumom przechodniów, gapiów, 

ludzi zalegających tarasy kawiarń. Dandysi, światowe damy i kobiety z półświatka; większość 

osób ubrana bardzo modnie, w jaskrawe kolory, niektórzy odziani wręcz ekscentrycznie.

Anuszka uważała, że  gwar i  ruch uliczny są bardzo  zabawne, niezwykłe, i  była zupełnie 

oszołomiona  modą  i  przesadą  niektórych  strojów.  Jej  własna  suknia  była  przecież  także 

skrojona według ostatnich wymogów mody, ale przy tym miała pewną klasę; prostota kroju 

podkreślała zgrabną sylwetkę i grację ruchów jej właścicielki.

Na zakończenie spaceru książę kazał zatrzymać się dłużej na rue de la Paix, przed domem 

mody słynnego Fryderyka Wortha. Znał dobrze tę drogę. Ileż to młodych i pięknych kobiet 

przyprowadzał  w  to  miejsce,  a  każda  z  drżeniem  i  zachłannością  w  głosie  wymieniała 

nazwisko  słynnego  krawca!  Przelotne  znajome  księcia  zupełnie  bezwolnie  poddawały  się 

wymaganiom króla mody, naginały do jego żądań i zrobiłyby chyba wszystko dla uzyskania 

kreacji  stworzonej  przez  Wortha  wyłącznie  dla  siebie.  Książę  czekał  teraz  z  wielką 

niecierpliwością  i  zaciekawieniem  na  reakcję  Anuszki.  Zaczął  ją  już  trochę  poznawać  i 

zadawał sobie pytanie, jak zachowa się przed obliczem mistrza.

Zauważył lekko kpiący grymas w kącikach jej ust i złociste ogniki w głębi oczu. W rzeczy 

samej,  sławny  krawiec  przedstawiał  sobą  widok  dość  niezwykły.  Ubrany  był  w  marynarkę 

obszytą futrem. Spod futrzanego toczka wymykały się siwe kosmyki. Księcia znał od dawna. 

Był to jeden z jego najlepszych klientów, który wydawał majątek na stroje, nigdy nie licząc 

się z pieniędzmi. Worth przyjął go z wielką uniżonością.

background image

60

Długo patrzył  na  Anuszkę  krytycznym  okiem,  zanim  dokonał  oceny jej  urody.  Wreszcie 

oświadczył szczerze, głosem dalekim od kupieckiej rutyny:

— Będzie dla mnie prawdziwą przyjemnością, książę, ubierać księżną, której oryginalna, 

wyjątkowa uroda zupełnie odbiega od wyglądu moich dotychczasowych klientek.

Anuszka  spojrzała  na  męża  pytająco,  nie  wiedząc,  czy  ma  traktować  tę  wypowiedź  jako 

komplement. Raven uśmiechnął się i odparł spokojnie:

— Życzę sobie dla księżnej  kompletną garderobę, i  będę bardzo rad, jeśli zechce pan to 

wykonać jak najszybciej.

Na  znak  mistrza  weszła  dostojnie  gromadka  krawcowych,  asystentek,  pomocnic  i 

podręcznych,  dźwigając  naręcza  delikatnych  jedwabi,  brokatów,  lam  lśniących  złotem  i 

srebrem, drogocennych koronek i zwiewnych tiuli o tysiącu odcieni.

Worth krążył wokół Anuszki,  zarzucał na nią i  drapował materiały, zakrywał i odkrywał 

ramiona,  okręcał  wokół  talii,  grał  po  mistrzowsku  kolorami.  Ciągle  w  ruchu,  mierzył, 

pasował, rzucał cyframi i szybko szkicował coś w bloku, który trzymała w pogotowiu jedna z 

asystentek.

Po  ostatecznym  wybraniu  materiałów,  kolorów  i  fasonów  zażądał  mnóstwa  dodatków, 

którymi chciał uzupełnić stworzone dla Anuszki kreacje.

Oszołomiona  całym  tym  zamętem  wokół  jej  osoby,  Anuszka  rychło  nie  była  w  stanie 

powziąć najbłahszej decyzji, o które upominał się mistrz igły. Inicjatywę przejął więc książę. 

Poprosił o szkice, obejrzał je okiem znawcy, zapytał o kilka szczegółów, zaproponował parę 

drobnych zmian. W rezultacie to on wybierał suknie i dodatki. Widać było, że Anuszka jest z 

tego bardzo rada.

Po  wyjściu  ze  słynnego  magazynu  mody  Anuszka  dobrą  chwilę  przychodziła  do  siebie. 

Kręciło  się  jej  w  głowie  i  brakowało  tchu.  Długo  wdychała  świeże  powietrze  na  placu 

Vendome,  zanim  odzyskała  swoją  wesołość  i  zdolność  śmiechu.  Książę,  który  wciąż 

dyskretnie obserwował żonę, powiedział z rozbawieniem:

— Jak może się pani śmiać po spotkaniu z najznakomitszym człowiekiem w Paryżu?

— Bo  to  doprawdy  było  już  zbyt  zabawne  —  odparła.  —  Cały  ten  rojący  się  wokół 

mistrza światek i on, wydający rozkazy, jakby chodziło co najmniej o stworzenie świata, a nie 

zwykłej sukni.

— Ależ to obraza majestatu, Anuszko. Czy zdaje sobie pani z tego sprawę? Gdyby doszło 

do  jego  wiadomości,  że  popełniła  pani  taką  herezję,  natychmiast  odmówiłby  przyjęcia 

zamówienia, a ja — mimo mego majątku — nic nie mógłbym na to poradzić. Co zrobiłaby 

pani w takim wypadku?

background image

61

— Byłabym zmuszona, jak Ewa, zdobyć listek figowy, tyle że nie szukałabym go w raju, 

lecz w Lasku Bulońskim.

Oboje wybuchnęli śmiechem.

Na lunch pojechali do Pre Catelan, właśnie w Lasku Bulońskim. Po drodze mijali piękne 

amazonki,  galopujące  z  gracją  pomiędzy  Porte  Dauphine  a  polami  Auteuil,  miejscem 

wyścigów konnych.

Po spacerze oboje nabrali apetytu i zadowoleni, zatrzymali się w restauracji, gdzie stoliki 

ocienione były wielkimi drzewami. Będą mogli posilić się i porozmawiać.

Książę zapomniał jednak, że w Pre spotykał się cały modny Paryż i miły, intymny nastrój 

będzie niemożliwy. Na zmianę decyzji było już jednak za późno. Pomimo więc ciekawości, 

którą  wzbudzała  Anuszka  u  jego  boku,  usadowili  się  przy  stoliku,  nieco  na  uboczu.  W 

przejściu  musiał  dokonać  przelotnej  prezentacji,  przedstawić  żonie  mijanych  przyjaciół  i 

znajomych. Kiedy szli do stolika, powiedział do niej:

— Zjemy lekki posiłek, bo dziś wieczorem chcę panią zabrać do słynnej restauracji. Co 

prawda nie tańczy się tam, ale za to lokal słynie ze wspaniałej kuchni.

— Wydaje  mi  się,  że  Francuzi  są  ludźmi  zdecydowanie  łakomymi.  Czy  myślą  tylko  o 

jedzeniu?

— Sądzę, że mają jeszcze jedną pasję.

— Jaką mianowicie?

— Miłość.

Anuszka szeroko rozwarła oczy.

— Miłość?  Na  tym  samym  poziomie  co  kuchnia?  Czy  obu  tych  rzeczy  uczą  się 

jednocześnie?

Książę nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.

— Niezupełnie.  Ale  Francuzi  traktują  miłość  na  równi  ze  sztuką,  taką  jak  malarstwo, 

muzyka, rzeźba i... trzeba przyznać — kuchnia.

Milczała chwilę zamyślona, a potem rzekła:

— Miłość to zapewne bardzo szeroki temat?

— W  sztuce  kochania  Francuzi  nie  mają  sobie  równych.  Poświęcają  jej  większą  część 

życia.

W  tym miejscu  ich  rozmowę  przerwało  nadejście  trzech  osób.  Wydając  radosne okrzyki 

powitania,  zbliżała  się  ku  nim  dama  w  towarzystwie  dwóch  panów.  Młoda  kobietą  była 

ubrana z  wyszukaną elegancją.  Książę  miał  z  nią  swego  czasu  romans,  który zakończył  się 

background image

62

wraz  z  wysłaniem  jej  męża,  dyplomaty  na  dworze  królewskim,  na  daleką  placówkę 

zagraniczną.

Księżna de Portales była świadoma swej piękności i nieodpartego uroku. Bujne, wspaniałe 

rude włosy, wielkie zielone oczy poczyniły niemało spustoszenia w dyplomatycznym świecie.

Towarzyszący jej dwaj panowie należeli do grona totumfackich księcia. Po przywitaniu się 

rudowłosa piękność zaatakowała:

— Chciałam,  drogi  Ravenie,  spotkać  się  dziś  z  panem  dla  złożenia  gratulacji.  Moich 

najlepszych życzeń szczęścia. Wie pan, jak bardzo go panu życzę, jak bardzo chcę, żeby był 

pan szczęśliwy.

Oczy wpatrujące się w księcia mówiły jasno, że szczęście to może osiągnąć jedynie z nią, 

z nikim innym. Książę pominął to nieme wezwanie i z szacunkiem ucałował podaną mu dłoń.

— Przyjmuję  pani  życzenia,  droga  przyjaciółko.  Pozwoli  pani  przedstawić  sobie  moją 

małżonkę  —  i  odwrócił  się  ku  Anuszce  mówiąc:  —  Księżna  de  Portales,  której  wyjazd  z 

Londynu był niepowetowaną stratą dla całej Anglii. — Księżna skłoniła lekko głowę, znów 

rzuciła księciu uwodzicielskie spojrzenie i rzekła:

— Twoje małżeństwo, Ravenie, to wielka niespodzianka.

Nie  pozostawiając  mu  czasu  na  odpowiedź,  odwróciła  się  do  Anuszki  i  podczas  gdy 

panowie wymieniali kilka zdań, odezwała się kwaśnym tonem:

— Byliśmy  bardzo  bliskimi  przyjaciółmi,  pani  mąż  i  ja.  Był  jednym  z  najmilszych  mi 

przyjaciół. Miałam pełne  prawo spodziewać się, że zawiadomi mnie przynajmniej o swoich 

planach małżeńskich.

Anuszka popatrzyła na  nią uważnie i  zrozumiała, dlaczego książę  musiał  być tak  bardzo 

zainteresowany księżną de Portales. Była wyjątkowo piękną kobietą. Ale pod ugrzecznionym 

tonem  i  takimiż słowami wyczuwało się  złośliwość,  którą  od  chwili,  gdy  dowiedziała  się  o 

ślubie Ravena, bardzo źle ukrywała. Po chwili dodała:

— Musi pani, księżno, koniecznie mnie odwiedzić. Myślę, że nie sprawi to pani kłopotu. 

Mamy z pani mężem tyle wspólnych wspomnień. Raven jest moim starym przyjacielem.

Tym  razem  nuta  agresji  zabrzmiała  już  wyraźnie.  Widać  było,  że  małżeństwo  księcia 

irytowało ją w najwyższym stopniu.

Anuszka  bardzo  szybko  odgadła  jej  niezadowolenie  i  chcąc  sprawę  postawić  jasno, 

zapytała najbardziej niewinnie w świecie:

— Była pani kochanką mego męża, nieprawda?

Księżna de Portales zaniemówiła. Pytanie Anuszki było tak bezpośrednie, że zupełnie nie 

wiedziała, co odpowiedzieć. Po chwili czerwona i zła rzuciła:

background image

63

— Jak pani śmie mówić podobne rzeczy? W życiu nie słyszałam takiej bezczelności!

Mówiła  tak  ostrym  tonem  i  tak  głośno,  że  książę  i  dwaj  panowie  rozmawiający  obok 

obejrzeli  się.  Wściekła,  księżna  odwróciła  się  i  opuściła  Anuszkę,  furkocząc  falbanami  jak 

rozzłoszczony indyk. Jej dwaj towarzysze wymamrotali przeprosiny i popędzili za nią.

— Co się stało? — zapytał książę. — Co wprawiło ją w taki szał?

— Jest mi bardzo przykro, jeśli ją dotknęłam — odparła spokojnie Anuszka.

Rozmawiając wrócili do stolika. Anuszka usiadła.

— Co właściwie powiedziała jej pani? — nalegał książę.

Anuszka  patrzyła  za  oddalającą  się  księżną  de  Portales,  która  gestykulując  gwałtownie, 

chciała najwyraźniej opuścić lokal. Widać było, że jej towarzysze starali się ją ułagodzić. Nie 

mieli ochoty być wmieszani w publiczny skandal.

Anuszka próbowała wytłumaczyć mężowi, że nie było jej intencją ubliżyć księżnie, i tym 

zapewnieniem zakończyła wyjaśnienia.

— Ale wreszcie, Anuszko, co jej pani powiedziała?

— Tak  bardzo  zależało  jej  na  panu,  tak  gorąco zapewniała  o  głębokiej przyjaźni,  która 

was łączyła, że zapytałam po prostu, czy była pana kochanką.

Przez jego twarz przemknął lekki grymas, a potem Raven wybuchnął śmiechem. Anuszka, 

pilnie śledząc jego reakcję, zapytała:

— Więc nie gniewa się pan na mnie?

— Jakżeż  mógłbym?  Wszystko  to  moja  wina.  I  w  dodatku...  pani  de  Pompadour! 

Powinienem być bardziej precyzyjny, wytłumaczyć jaśniej. To ja oczywiście powinienem był 

uchronić  panią  przed  takimi  atakami.  Nigdy  nie  należy  mówić  kobiecie  wprost,  że  jest  lub

była  czyjąś  kochanką,  zwłaszcza  światowym  damom.  W  takim  wypadku  obowiązuje 

tajemnica,  nawet  jeśli  jest  to  tajemnica  poliszynela.  Zazwyczaj  trzeba  udawać,  że  się  o 

niczym nie wie.

— Ale w tym wypadku chyba się nie omyliłam? Była pana kochanką?

— Anuszko,  niech  pani  nie  nalega  i  nie  wymaga,  żebym  zdradzał  tajemnice  kobiety. 

Proszę zrozumieć, że nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

— Nawet swojej żonie?

Raz  jeszcze  książę  wpadł  we  własne  sidła.  Czyż  nie  zapewniał  jej  wczoraj,  że  między 

małżonkami  powinna  obowiązywać  całkowita  szczerość?  A  teraz  sam  zrywał  pakt,  który 

zaproponował.  Jednocześnie  zapytywał  siebie,  jak  mógł  prowadzić  dotąd  życie  tak  puste  i 

lekkomyślne, a wyjaśnienia, które dawał żonie, wydały mu się odrażające.

Anuszka, wielce zmartwiona, zauważyła:

background image

64

— Bardzo żałuję, że powiedziałam coś niestosownego, ale uprzedzałam pana: jestem za 

dużą ignorantką, aby być żoną godną pana.

— Ależ  skąd,  Anuszko.  Ten  incydent  wcale  nie  dotyczy  naszego  małżeństwa.  To 

zupełnie tak, jakby mi pani oświadczyła, że nie może już chodzić do szkoły, bo dostała pani 

zły  stopień.  Co  innego  natomiast  wydaje  mi  się  godne  pożałowania.  To  mianowicie,  że 

nauczyciel nie stanął na wysokości zadania.

Uśmiechnęła się.

— Myślę,  że  nawet  pańscy  wrogowie  nie  ośmieliliby  się  powiedzieć,  że  jest  pan  złym 

nauczycielem. Sądzę, że jest pan zupełnie wyjątkowy.

— Uważa się pani za kompetentną, aby mnie oceniać?

W jego głosie zabrzmiał ton nieco sarkastyczny. Anuszka odpowiedziała szybko:

— Mogę  tylko  porównać  pana  do  mężczyzn,  których  dotąd  znałam,  do  profesorów  w 

klasztorze  i  oczywiście  do  księży,  którzy  zajmowali  się  naszym  wykształceniem  i 

wychowaniem. Wszyscy byli ludźmi nadzwyczajnymi. Dwa razy w roku składał nam wizytę 

arcybiskup Paryża. A to już był najwspanialszy człowiek.

— I potrafiła pani ocenić ich wartość?

Anuszkę zmroził ton i słowa. Zmieszała się i nie odpowiedziała, patrząc w dal. Świadom 

tego, że ją dotknął i zranił, książę starał się usprawiedliwić.

— Proszę  się  nie  martwić,  Anuszko.  Jestem  bardzo  szczęśliwy,  że  docenia  pani  moje 

skromne zalety, i chciałbym w przyszłości zasłużyć na więcej pochwał.

— To  ja  muszę  prosić  o  wybaczenie.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  jest  za  wcześnie  na 

osądzanie  pana  i  porównywanie  do  innych  mężczyzn,  nawet  jeśliby  to  był  sam  arcybiskup 

Paryża.

Była  inteligentna,  toteż  szybko  uświadomiła  sobie,  że  jest  zbyt  młoda,  w  dodatku  tak 

niedawno opuściła klasztor, impertynencją więc było osądzać człowieka, który miał zapewne 

duże doświadczenie życiowe. Fakt, że osąd ten wypadł dodatnio, niczego nie zmieniał.

Książę natomiast uważał, że usłyszał najpiękniejszy w życiu komplement, gdyż Anuszka 

skorzystała  w  sposób  doskonały  z  nauk  otrzymanych  w  klasztorze.  Widać  profesorowie 

kształcili jej inteligencję i umysł.

Jakby czytając w jego myślach, powiedziała cichutko:

— Będę szczęśliwa, jeśli pan zapomni o tym niewczesnym wybryku. Obiecuję nie robić 

więcej żadnych aluzji. Nie chciałabym, żeby moja niezręczność zepsuła miło zaczęty lunch.

Była  tak  ładna  i  tak  żarliwie  przemawiała  w  swojej  sprawie,  że  książę  musiałby  chyba 

mieć serce z kamienia, gdyby nadal się na nią boczył.. Z wielką czułością poprosił:

background image

65

— Zapomnijmy o tym epizodzie bez znaczenia i zamówmy coś do jedzenia.

— Ale... pańska przyjaciółka, księżna...

— Bukiet pięknych kwiatów i parę słów przeproszenia załatwią wszystko.

— Chciała się z panem spotkać?

— Ale to nie jest moim życzeniem.

Anuszka spojrzała nań szybko.

— Jeśli macie sobie do powiedzenia ważne rzeczy, mogę zostać w domu, a pan złoży jej 

wizytę.

— Nie ma nawet mowy! — odparł.

Dziwił się sobie, że tak zdecydowanie wyraża swój pogląd. Ale było dlań oczywiste, że nie 

miał najmniejszej ochoty widzieć się z księżną de Portales.

Po  lunchu  pojechali  na  spacer do  Bois  de  Boulogne.  Kiedy  wrócili  do  domu,  upał  trwał 

nadal. Usiedli więc na tarasie, skąd rozciągał się widok na park otaczający posiadłość. Czuli 

bryzę docierającą znad Sekwany. Lokaj podał napoje orzeźwiające.

— Tu oddycha się lepiej — zauważyła.

— Myślę, że wciąż jeszcze jest zbyt upalnie. Ale to  nic w porównaniu z tym, co czeka 

nas jutro na południu Francji. Tam jednakże przynajmniej wieczorami czuć będziemy morski 

powiew. I nic nie będziemy robili, tylko czekali na nadejście mego jachtu.

— Ma pan jacht? — zapytała, szeroko otwierając zdumione oczy.

— Kazałem,  żeby  czekał  na  nas  w  Nicei.  Stamtąd  popłyniemy  w  podróż  po  Morzu 

Śródziemnym,  zatrzymując  się  tyle  razy,  ile  tylko  pani  zechce.  —  Obserwował  ją  swoim 

zwyczajem.

— Popłyniemy  —  mówił  dalej  —  do  Włoch,  na  Sycylię,  do  Grecji,  a  jeśli  pani  sobie 

zażyczy, możemy zapuścić się aż do Konstantynopola i na Morze Czarne.

Wydawało  mu  się,  że  wstrzymała  oddech.  Zanim  zdołał  dorzucić  słowo,  powiedziała 

nagle:

— Tak,  tak,  tak.  Zróbmy  to  wszystko!  To  byłaby  najpiękniejsza  przygoda.  I  wie  pan, 

wcale się nie boję podróży morskiej.

Książę  skrzętnie  zapamiętał  następną  wskazówkę,  ale  nie  zrobił  żadnej  uwagi  i  zmienił 

temat.

— Toalety zamówione u Wortha pojadą za nami. Jest możliwe, że jedna lub dwie suknie 

będą gotowe już jutro. Ale tymczasem, na wszelki wypadek, zamówiłem kilka w innej firmie.

— Kosztuję pana majątek.

— Mogłaby pani swobodnie sama kupić to wszystko.

background image

66

— To prawda. Mówił pan, że jestem bogata. W klasztorze nie byłyśmy przyzwyczajone 

do posiadania pieniędzy. Musi mi pan wytłumaczyć, jak zabrać się do tego, gdybym chciała 

kupić coś bardzo ważnego.

Spojrzał na nią z zaciekawieniem.

— A co takiego chciałaby pani kupić?

— Chcę ofiarować panu prezent. Musi być bardzo drogi i bardzo piękny.

— Co za pomysł, Anuszko!

— Chcę w ten sposób podziękować za wszystko, co pan dla mnie zrobił.

— Ależ  to  dopiero  początek,  Anuszko.  Nie  ma  dla  mnie  większej  przyjemności,  niż 

ubierać kobietę od stóp do głów.

Zareagowała natychmiast.

— Pańskie  słowa,  książę,  każą  mi  myśleć,  że  przede  mną  ubierał  pan  wiele  kobiet. 

Swoich...

Chciała powiedzieć: „kochanek", ale powstrzymała się.

Stłumił  uśmiech. Ileż kobiet kazało sobie płacić haracz w zamian za udzielane mu łaski! 

Kupował nie tylko toalety, ale i  bezcenne futra  — gronostaje, sobole, także klejnoty, perły, 

brylanty.

Zawsze uważał te wydatki za oczywiste. Zdobywane kobiety — damy z towarzystwa lub 

kobiety  z  półświatka,  —  wiedziały  o  jego  fortunie  i  kazały  sobie  słono  płacić.  Ponieważ 

przeważnie  były  miłe  i  uprzejme,  same  ofiarowywały  mu  w  rewanżu  drobne  upominki  i 

świadczyły uprzejmostki, które go bardzo bawiły.

Ale to, co zamierzała Anuszka, było czymś zgoła innym. Chciała odwzajemnić się i zrobić 

mu  prezent  wartościowy.  To  mu  się  jeszcze  nigdy nie  przytrafiło.  Wzruszyło  go to  bardzo. 

Anuszka tymczasem kontynuowała rozmowę:    

— Bardzo,  ale  to  bardzo,  chciałabym  ofiarować  panu  taką  rzecz,  jakiej  pan  jeszcze  nie 

ma,  ale  czy  będzie  to  możliwe?  Wszystkie  pana  siedziby  są  zapewne  tak  zapełnione  jak  ta 

paryska. Coś sobie obmyśliłam, ale mogę to wykonać tylko z pańską pomocą.

— Proszę, niech pani mówi.

- Bardzo chciałabym kupić panu... konia! Te, które ma pan tutaj, są z pewnością piękne, te 

w  Anglii  chyba  też  —  i  nie  zważając  na  zdumienie  malujące  się  na  twarzy  księcia,  z 

entuzjazmem  ciągnęła  dalej.  —  Musi  być  piękny,  najpiękniejszy  ze  wszystkich,  musi 

wygrywać  wszystkie  konkursy.  I  bardzo  proszę  pomóc  mi  wybrać.  Jeśli  będę  mogła  go 

ofiarować, wynagrodzę panu wszystkie wydatki, które pan ponosi na moje suknie i klejnoty.

background image

67

— To  cudowna  myśl,  Anuszko,  i...  —  dodał  po  sekundzie  trochę  rozbawiony,  ale  i 

rozczulony — jestem pani bardzo wdzięczny. Jeszcze nikt nie pomyślał, żeby ofiarować mi 

konia  w  prezencie  ślubnym.  Muszę  przyznać  szczerze,  że  ogromnie  mi  się  ten  pomysł 

podoba.

Anuszka klasnęła w ręce.

— Kiedy pójdziemy go wybrać?

— Po  powrocie  do  Anglii,  w  Tattersalu.  Kupiłem  tam  moje  najlepsze  rasowe  konie. 

Odwiedzimy kilka znanych stajni, zanim się zdecydujemy.

Jej oczy błyszczały radością. Zawołała:

— Wiedziałam, że to dobra myśl. Tak się cieszę, że i panu się ten pomysł podoba!

— Obiecuję solennie, że wybierzemy go razem. Ale chciałbym o coś panią zapytać. Czy 

można?

— Tak?

— Czy umie pani jeździć konno?

— Obawiam  się,  że  nie  bardzo  —  powiedziała  cichutko.  —  Kiedyś  jeździłam  zupełnie 

nieźle, ale to było tak dawno.

— Dosiadała pani konia przed wstąpieniem do klasztoru?

Zorientowała  się,  że  wymknęły  się  jej  słowa,  których  nie  chciała  powiedzieć.  Zamilkła, 

speszona. Po sekundzie wahania odpowiedziała szczerze:

— Tak. I myślę, że tego się nie zapomina;

— Sprawdzimy to niebawem. Jednakże wolałbym, żeby jeździła pani na moich koniach 

w Londynie, a nie na tutejszych.

— Tak, oczywiście. Byłabym bardzo upokorzona, gdyby w Bois de Boulogne zdarzył mi 

się upadek. Tyle tam osób. Chciałam jeszcze prosić o jedno. Czy zgodziłby się pan osobiście 

nauczyć mnie jeździć? Czułabym się wtedy pewniejsza.

— Ależ  z  największą  przyjemnością.  Jestem  przekonany,  że  będzie  pani  świetną 

amazonką.

— Wiele  bym  dała,  żeby  się  pan  nie  mylił.  Wydaje  mi  się,  że  Anglicy  celują  w  tym 

sporcie.

Raven  był  już  teraz  zupełnie  pewien,  że  Anuszka  raz  jeszcze  wspomina  i  przeżywa  w 

myślach swoją przeszłość.

— Sądzę — powiedział — że zachowa pani nadal dobrą opinię o moich rodakach. Jak już 

dobrze  opanuje  pani  jazdę  konną,  będziemy  razem  jeździli  na  polowania.  To  mój  ulubiony 

sport, mam wspaniałą, dobrze wytresowaną sforę psów gończych.

background image

68

— Musi mnie pan nauczyć wszystkiego. Chcę wszystko wiedzieć. A to, co robiłam, jest 

takie dalekie, tak odległe. Wydaje mi się, że wszystko zapomniałam.

Dzień  minął  bardzo  szybko,  ale  książę  miał  wrażenie,  że  nigdy  jeszcze  nie  przeżył 

radośniej  szych  chwil.  Był  oczarowany  sposobem  bycia  Anuszki  i  jej  zaskakującymi 

reakcjami.  Jej  wykształcenie  było  równe  jego.  Liczne  braki  w  innych  dziedzinach 

najwyraźniej chciała uzupełnić. Był zdecydowany pomóc jej w tym. Znalazł się w położeniu 

rodziców,  szczęśliwych, że mogą odpowiadać na pytania dziecka. Anuszka jednak nie była 

już dzieckiem, a jej niezwykła pamięć pozwalała na robienie szybkich postępów.

Tego  wieczoru,  kiedy  po  przebraniu  się  na  obiad  weszła  do  salonu  piękna  i  tak  bardzo 

radosna, książę uznał, że szkoda przywiązywać tyle wagi do  zalet jej rozumu, skoro można 

cieszyć się jej niezwykłą urodą.

Anuszka zmieniała się szybko i znakomicie adaptowała do nowych warunków — tak jak 

kolor  jej  oczu  zmieniający  się  w  zależności  od  barwy  sukni.  Ponadto  fryzjer  wypróbował 

kilka rodzajów uczesania i książę był doprawdy w kłopocie, w którym było jej najbardziej do 

twarzy. Tego wieczoru miała na sobie suknię z lamy. Kupił ją, bo uważał, że jest odpowiednia 

dla  młodej  mężatki.  Srebrne  blaski  odbijały się  w  jej  włosach  i  zdawały się  lekko  igrać  na 

jasnym paśmie blond. Na szyi miała kolię z pereł, którą ofiarował jej na zmianę z brylantami. 

Opałowe  lśnienia  uwydatniały  matową  biel  ramion.  Tak  wystrojona,  wydawała  się  jeszcze 

młodsza,  niż  była  w  istocie,  i  zupełnie  pozbawiona  godności  księżnej.  Widząc  ją  taką  —

młodą,  świeżą  —  pomyślał,  że  przypomina  cudowną  grę  świateł  i  wody  w  fontannach 

Wersalu. Anuszka, niepewna swego wyglądu, poszukała wzrokiem męża, chcąc się upewnić i 

uspokoić.

— Jesteś  cudowna,  Anuszko!  Czy  muszę  koniecznie  potwierdzać  to,  co  powiedziało  ci 

już na pewno zwierciadło?

— Jak pan odgadł, że przed zejściem tutaj przeglądałam się w lustrze?

— Każda  kobieta  tak  postępuje,  kiedy  ma  nową  suknię.  Gdyby  ta  nie  znalazła  pani 

uznania, przebrałaby się pani i spóźniła na obiad.

— Nigdy  nie  ośmieliłabym  się  kazać  panu  czekać,  ale  byłabym  bardzo  rozczarowana, 

gdybym się panu nie spodobała.

— Kiedy będziemy starym małżeństwem, znudzą się pani moje komplementy.

— Wcale nie — powiedziała potrząsając główką — uwielbiam je. To jest dla mnie takie 

nowe.

— Wierzę. I dlatego będzie pani wolała przebywać raczej w towarzystwie mężczyzn niż 

kobiet, które w większości mówią tylko o sobie.

background image

69

— Czy wszyscy mężczyźni są tak uprzedzająco grzeczni jak pan?

— Sama się pani przekona. Będzie pani otoczona podziwem i obdarzana pochlebstwami, 

zanim osiągnie pełnoletność.

Książę się nie mylił. Ich wejście do Grand Fevour, jednej z najznakomitszych restauracji 

Paryża,  zostało  owacyjnie  powitane  przez  licznych  przyjaciół  księcia.  Wszyscy  tłoczyli  się 

przy ich stoliku, a książę przedstawiał ich kolejno Anuszce. Każdy w niskim ukłonie całował 

jej rękę i w doskonałej angielszczyźnie komplementował, a ona tylko szeroko otwierała swoje 

piękne oczy.

— Jak  zdobyć,  Ravenie,  taki  skarb?  Że  też  musisz  nas  zawsze  wyprzedzić  w  każdej 

dziedzinie!

Któryś zapewnił:

— Księżno,  jest  pani  promiennie  błyszczącą  gwiazdą,  o  jakiej  każdy  z  nas  marzy.  Ale 

Raven przywłaszczył sobie cały blask, który powinien olśniewać wszystkich. Podchodzili tak 

kolejno i wygłaszali pompatyczne madrygały jedne bardziej kwieciste od drugich. Wreszcie 

małżonkowie zostali sami. Anuszka parsknęła śmiechem.

— Miał pan rację co do tych komplementów. Ale muszę ze wstydem przyznać, że mimo 

wszystko podobały mi się one. I mam nadzieję otrzymywać jeszcze dużo, dużo innych.

— Dwaj  ostatni  dżentelmeni  dali  się  ponieść  lirycznej  przesadzie  —  stwierdził  Raven, 

marszcząc  nieco  czoło.  —  Anglik  powiedziałby  po  prostu,  że  jest  pani  piękna.  Nigdy  nie 

posunąłby się do tak mętnych poetyckich dywagacji.

Tym razem Anuszka zapytała, nie ukrywając rozbawienia:

— A pan, jakie komplementy mówi kobietom, które podziwia?

— Nie odpowiem na to pytanie.

— To tajemnica?

— Niedyskrecja... która mogłaby wywołać zazdrość legalnej żony.

— Czy  chce  pan  przez  to  powiedzieć,  że  jeśli  będzie  pan  podziwiał  inną  kobietę,  ja 

muszę okazywać zazdrość?

— To byłby przecież zupełnie naturalny odruch.

— Dlaczego?

— Bo zakłada się, że małżonkowie powinni być sobie wierni.

— Jednakże księżna, którą spotkaliśmy, była zamężna, kiedy staliście się przyjaciółmi... 

bardzo bliskimi.

background image

70

Jeszcze  raz  książę  poczuł,  że  wpadł  we  własne  sidła.  Z  zakłopotania  wybawił  go maitre 

d'hdtel, który zbliżył się z kartą.

Podczas  posiłku  Anuszka  była  zadumana.  Wydawało  mu  się,  że  przemyśliwa  wszystkie 

poprzednie  pytania  i  odpowiedzi.  Kiedy  na  koniec  postawiono  przed  nimi  kawę  i  książę 

zamówił koniak, odważyła się przerwać milczenie.

— Czy mogę pana o coś zapytać?

— Słucham.

— Teraz,  kiedy  jesteśmy  małżeństwem,  jeśli  spotka  pan  kobietę  obdarzoną  wszelkimi 

zaletami...  i  będzie  się  panu  bardzo  podobała,  i  chciałby  pan  jej  to...  powiedzieć,  czy 

powinnam udać, że nic nie zauważam?

— Przypuszczenie  jest  prawdopodobne  —  odparł  —  ale  gdyby  nawet  tak  się  stało,  to 

musiałoby  to  pozostać  tajemnicą.  Nigdy  by  się  pani  o  tym  nie  dowiedziała  i  nie  miałaby 

powodu do niepokoju.

— Mówił pan przed chwilą, że kobiety są zazdrosne.

— Tak. Myślę, że kobiety są zazdrosne i stale obawiają się rywalek, które mogą im odbić 

męża.

Odpowiedź była niejasna. Anuszka podjęła więc znowu:

— Załóżmy,  że  przyjmuję  innych  mężczyzn,  którzy  mi  nadskakują  i  którzy  mnie 

interesują. Czy podtrzymuje pan swoje zdanie, że nie powinien pan nic zauważać?

Zmarszczył brwi i odpowiedział sucho:

— To się nigdy nie powinno zdarzyć. W żadnym wypadku. Moja żona musi być wierna i 

prowadzić się bez zarzutu. Nie może być w pani życiu, Anuszko, żadnego innego mężczyzny.

Mówiąc  te  słowa  pomyślał,  że  małżeństwo  na  pewno  nie  powstrzymałoby  Cleodel  od 

kontynuowania romansu z Jimmym. Na samą myśl o tym ogarnął go taki niesmak, że mimo 

woli jego głos nabrał ostrego brzmienia, a słowa nasiąkły mściwą złośliwością. Natychmiast 

jednak  zdał  sobie  z  tego  sprawę  i  bojąc  się,  że  był  zbyt  brutalny,  poszukał  innych, 

łagodniejszych słów.

Ale  ona,  swoim  zwyczajem,  nie  pozostawiła  mu  czasu  na  ich  wypowiedzenie.  Szepnęła 

cicho:

— To doprawdy niesprawiedliwe.

— Niesprawiedliwe? — książę nieomal podskoczył.

— No tak, to niesprawiedliwe, że mężczyzna ma prawa, których odmawia się kobiecie! 

Nie,  to  zupełnie  niesłuszne.  To,  co  stosuje  się  do  jednego,  powinno  także  stosować  się  do 

drugiego.

background image

71

Tak rozumując Anuszka z całą pewnością myślała w sensie ogólnym. Nie broniła swego 

osobistego punktu widzenia. Rozumiał to doskonale, ale zbyt bolesne były dlań przeżycia z 

Cleodel. Postanowił więc wyjaśnić rzecz do końca.

Upił trochę koniaku.

— Jestem  —  powiedział  —  winien  pani  prawdę. —  Nie  zwracał zupełnie  uwagi  na  jej 

gest  świadczący  o  przestrachu  i  ciągnął  dalej:  —  Proszę  pozwolić  mi  mówić.  Kiedy 

przyjechałem  do  klasztoru,  moim  celem  było  znalezienie  kobiety  zupełnie  różnej  od  tych, 

które znałem dotychczas.

— Różnej w jakim sensie?

— Poprosiłem moją siostrę o wybranie mi spośród nowicjuszek młodej panny. Chciałem, 

żeby była czysta i niewinna.- I to właśnie panią wybrała moja siostra.

— Czy mam rozumieć, że inne... że te kobiety, które pan znał dotychczas, nie były takie?

Raz  jeszcze  rozmowa  zaprowadziła  go  znacznie  dalej,  niż  tego  chciał.  Odpowiedział 

niejasno:

— Trudno  powiedzieć.  Należy  przypuszczać,  że  większość  młodych  panien  zachowuje 

czystość do ślubu, ale istnieje przecież ryzyko silnej pokusy, gdyż żyją w świecie, w którym 

nie zawsze można uniknąć pułapki.

— A  zatem  te  dziewczyny  musiały  spotykać  mężczyzn,  i  to  bez  wiedzy  rodziców  czy 

opiekunów. Mogły mieć przygody, pozwalać się całować?

Anuszka niewzruszenie ciągnęła swoją myśl dalej, ale książę wolał uciąć to krótko.

— Dokładnie tak. W najlepszych arystokratycznych domach zdarza się, że młoda panna 

spotyka mężczyzn.  Mogą  to  być: kierownik  maneżu,  wodzirej na balu, urzędnicy, sekretarz 

ojca.  Pomiędzy  nimi  nie  brak  osobników  zupełnie  wyzutych  ze  skrupułów  i  poczucia 

moralności.  Są  zdolni  uwieść  młodą  dziewczynę.  Wystarczy  trochę  uroku  osobistego  i 

umiejętności znalezienia się w towarzystwie.

Znów jego głos stał się szorstki na wspomnienie Jimmy'ego i Cleodel. Powiedziała:

— Nigdy nie wyjaśnił mi pan, co się właściwie panu przydarzyło... Czuję, że został pan 

zraniony,  upokorzony  i  że  stara  się  pan  zapomnieć  o  bolesnej  przeszłości,  budując  nowe 

życie.

Była bardzo czuła. Podziwiał ją, umiała znaleźć właściwe słowa i odgadywała najbardziej 

złożone sytuacje. 

Nie chciał już nic dorzucać do tego, co powiedział, zmienił więc temat rozmowy.

Żeby  odwrócić  jej  uwagę,  zaczął  opowiadać  historię  restauracji  Grand  Fevour,  gdzie  się 

właśnie  znajdowali.  Wspomniał,  że  dawniej  był  tu  Palais  Royal,  którego  liczne  budynki 

background image

72

tworzyły wielki, zwarty kompleks architektoniczny. Książę Orleański, mający podówczas w 

Palais Royal swą paryską rezydencję, w ciągu jednej nocy dorobił się kolosalnego majątku, 

zmieniając  sale,  komnaty  i  galerie  w  sieć  sklepów,  butików,  salonów  gier,  restauracji  i 

kantorów.

Anuszka słuchała uważnie.

— Czy wtedy — zapytała — mężowie prowadzili tam swoje żony?

— Z  całą  pewnością  nie  —  odparł.  —  Kobiety  z  towarzystwa  nie  bywają  w  takich 

miejscach. Zresztą po powrocie do Londynu my również nie będziemy chodzić do restauracji 

ani kabaretów.

— Dlaczego?

— Bo to nie miejsce dla lady.

— Ale na pewno zdarzało się panu bywać w restauracjach.

— To prawda.

— Z kochankami?

— Owszem.

— Myślę zatem, że te kobiety, o których istnieniu nie wolno mi nawet wspomnieć, wiodą 

życie o wiele bardziej interesujące niż na przykład... ja.

— Tak. W pewnym sensie tak. Ale zależy to także od tego, co nazywa pani interesującym 

życiem.  Jest  pani  obecnie  księżną  i  musi  zachowywać  się  dystyngowanie.  Będzie  pani 

uczestniczyć  we  wszystkim,  co  się  w  moim  kraju  liczy.  Pozna  pani  wpływowych  ludzi, 

będziemy ich przyjmować w naszej rezydencji na wsi. Będą do nas przyjeżdżać z wizytami 

do  pałacu  w  Londynie.  Znajdzie  się  pani  w  centrum  zainteresowania.  W  moim  majątku 

rodzinnym, Ravenstock, jest zatrudnionych około dwóch tysięcy osób. Będzie czym zapełnić 

czas.

— Jak mam to zrobić?

— Moja matka miała zwyczaj  odwiedzać swoich ludzi. Pomagała im, leczyła. Na Boże 

Narodzenie organizowała wielkie święto, na które zapraszała wszystkich dzierżawców, służbę 

i ich dzieci. Kochali ją wszyscy.

— Czy myśli pan, że mnie również mogliby pokochać?

— Niewątpliwie.

— A pan, czy pan jest też kochany?

— Mam  nadzieję.  Może  nie  tak  jak  matka,  ale  wiem,  że  moi  ludzie  podziwiają  mnie  i 

żywią  dla  mnie  duży  szacunek  —  uśmiechnął  się.  —  Kobiety  zaś,  o  których  mówiliśmy 

przedtem,  nie  znają  podobnych  uczuć  i  to  na  pewno  nie  z  nimi  miałbym  dzieci,  którym 

background image

73

przekazałbym  nazwisko.  Nasz  najstarszy  syn  będzie  kiedyś  dziedziczył  tytuł  i  rodowy 

majątek.

Pierwszy  raz  w  życiu  książę  spojrzał  poważnie  na  sprawę  sukcesji  i  poczuł  się  bardzo 

szczęśliwy.  Już  widział  siebie  uczącego  synów  strzelania,  dosiadania  koni,  wszystkiego,  co 

sam lubił.

Anuszka spuściła oczy.

— Jeśli  —  powiedziała  cicho  —  będziemy  mieli  dziecko,  nigdy  się  z  nim  nie 

rozstaniemy. Prawda, że nigdy?

— Nigdy! — zapewnił gorąco.

Wiedział,  że  myśli  o  swojej  własnej  młodości,  o  dramacie  sieroty  umieszczonej  w 

klasztorze. Bardziej niż kiedykolwiek zapragnął poznać jej losy. Ale bojąc się, że zrani ją zbyt 

obcesowymi pytaniami, znów powstrzymał się. Powiedział tylko:

— Nasze  dzieci  będą  przy  nas  tak  długo,  aż  chłopcy  osiągną  wiek,  kiedy  będą  musieli 

pójść  do  szkół.  Córki  pozostaną  przy  nas,  ale  z  synami  nie  będzie  to  możliwe.  Będą  nas 

jednak  odwiedzać  w  wakacje  i  przyjeżdżać  na  święta.  A  jak  wstąpią  do  Eton,  my  z  kolei 

będziemy  ich  odwiedzać  i  dbać,  żeby  im  na  niczym  nie  zbywało  —  rozmarzył  się  i  przez 

chwilę milczał.

Potem ciągnął dalej.

— Miała pani rację, Anuszko. Po co mi tyle domów, pałaców? Przecież nie po to, żeby 

żyć  w  nich  samotnie.  Jakież  to  będzie  wspaniałe  i  cudowne  patrzeć,  jak  dzieci  wzrastają, 

bawią się i wprowadzają do domu ruch i radość, a nawet nieporządek.

Anuszka słuchała, ale jej myśli biegły własnym torem.

— Jeśli  może  pan mieć dzieci ze  mną, dlaczego nie  ma ich pan z  kobietami, o których 

była mowa?

Książę, bardzo zmieszany, znów wykręcił się od odpowiedzi.

— Jest  już  późno!  Czy  chce  pani  pójść  jeszcze  gdzie  indziej,  czy  też  woli  wrócić  do 

domu? Chciałbym, żebyśmy poszli spać wcześniej, bo jutro rano wyjeżdżamy.

— To zależy tylko od pana — odparła zgodnie.

Wsiedli  do  czekającego  powozu.  Tak  jak  poprzedniego  wieczoru,  Anuszka  marzyła  na 

jawie. Wydawała się teraz daleka i obca. Każda inna kobieta na jej miejscu przytuliłaby się do 

męża, ujęła go za rękę, oczekując na przejmujące słowa miłości.

Ale  ona  nie  uczyniła  żadnego  gestu.  Siedziała  prosto,  milcząca,  lekko  tylko  oparta  o 

poduszki. Ocknęła się dopiero na Polach Elizejskich i nagle zaproponowała:

background image

74

— Jeśli  nie chce pan zaraz pójść spać, może ma pan ochotę wrócić do przyjaciół? Jeśli 

tak, to proszę się nie krępować. Z powodzeniem mogę pojechać do domu sama.

Znów  zdawała  się  czytać  w  jego  myślach.  Właśnie  przez  sekundę  zawahał  się,  czy  nie 

wyskoczyć  do  Maxima.  Odnalazłby  tam  wesołą  kompanię  i  najpiękniejsze,  najbardziej 

dostępne  dziewczęta  paryskiego  półświatka.  Ale  natychmiast  uświadomił  sobie,  że  spędza 

właśnie  miodowy  miesiąc  i  jego  pojawienie  się  u  Maxima  spowodowałoby  lawinę  mało 

przyjemnych  uwag,  również  pod  adresem  jego  żony.  Odpowiedział  Anuszce  z  całą 

szczerością:

— Nie,  Anuszko.  Tak  jak  powiedziałem,  chcę  się  dziś  położyć  wcześniej.  Pomyślę  o 

naszej podróży. Jestem przekonany, że będzie mi pani stawiała tysiące pytań, muszę więc się 

do tego odpowiednio przygotować.

— Odpowie pan na wszystkie? Jakiekolwiek by były?

— Będę się starał. Ale już dostaję gęsiej skórki na myśl, że mogę się zblamować.

Anuszka się zaśmiała.

— Nie ma obawy. Ale co ze mną zrobimy, żeby nie powtórzył się dzisiejszy incydent?

— Prosiłem, żeby pani zapomniała.

— Staram  się.  Tylko  że  pan  mi  wybaczył,  ale  księżna  na  pewno  mnie  znienawidziła. 

Bardzo mnie to martwi, bo jestem pańską żoną i noszę pana nazwisko.

— Zapewniam solennie, że uczucia księżnej nie mają najmniejszego znaczenia.

Było  już  po  północy,  kiedy  powóz  zatrzymał  się  przed  podjazdem  pałacyku.  Wysiedli  i 

skierowali się do swoich apartamentów. Książę nie zatrzymał się, jak to miał w zwyczaju, w 

gabinecie na kieliszek przed snem. Wszedł na górę razem z Anuszką.

Ich  sypialnie  były na  tym  samym piętrze;  łączyły  je  drzwi,  obecnie  zamknięte  na  klucz. 

Książę  zatrzymał  się  przed  pokojem  żony,  chcąc  się  pożegnać.  Ucałował  jej  dłoń,  a  ona 

podziękowała mu za cudowny obiad.

— To ja jestem winien wdzięczność za uroczy wieczór.

— Czy z kimś innym byłby pan tak samo zadowolony? — zapytała.

— Nie  przypuszczam,  Anuszko.  Z  panią  wszystko  staje  się  pogodne,  wesołe, 

zaskakujące.

— Nie nudził się pan?

— Ani przez chwilę, zapewniam panią. Nie wyobrażam sobie milszej towarzyszki.

Radosny uśmiech rozświetlił jej twarzyczkę.

— Teraz  mówi  pan  nareszcie  niczym  prawdziwy  Francuz.  A  ja  przypuszczałam,  że 

Anglicy są skąpi w prawieniu komplementów.

background image

75

— Jestem zatem wyjątkiem — odpowiedział książę, śmiejąc się również.

— Z  całą  pewnością.  Musi  pan  w  przyszłości  mówić  mi  ich  dużo,  dużo.  Tak  lubię  je 

słyszeć z pana ust...

Bardzo proszę jak najczęściej zapominać, że jest pan Anglikiem.

— Obiecuję!

— Będę się starała zasłużyć na pochwały, ale...

— Tak?

— Komplement,  nawet  jeśli  jest  niezupełnie  szczery,  to  zawsze  komplement.  A 

komplementy tak przyjemnie słyszeć.

— Bardzo mi się podobają pani riposty i pani szybki refleks.

Znów pochylił się nad jej ręką i ucałował gładką, delikatną dłoń. Był o krok od objęcia jej i 

posunięcia się  nieco dalej.  Nie ośmielił  się jednak.  Uznał,  że  stanowczo  na to  za  wcześnie. 

Bał się ją urazić i przestraszyć. Zatrzymał tylko przez chwilę jej dłoń w swojej.

— Niech pani śpi dobrze, Anuszko. Jutro zaczynamy podróż, która, mam nadzieję, będzie 

piękna.

— Z góry cieszę się na nią — zapewniła z uśmiechem.

Patrzył, jak wchodzi do pokoju, jak ginie w drzwiach tren wieczorowej sukni.

Wszedł  do  swojej  sypialni  zamyślony,  z  mieszanymi  uczuciami.  Wydawało  mu  się,  że 

przeoczył coś ważnego. Może okazję? Ale szybko wyzbył się tej myśli.

W czasie gdy lokaj pomagał mu się rozebrać, nie mógł przestać myśleć o swojej młodej 

żonie.

ROZDZIAŁ 6

Jacht pruł wody Morza Czarnego. Od czasu do czasu książę rzucał spojrzenie na Anuszkę, 

pilnie śledząc jej reakcję.

Był zdecydowany rozwikłać tajemnicę jej pochodzenia i w czasie postoju w Nicei zdobył 

interesującą  wskazówkę.  Wszystko  zostało  przygotowane  na  przyjęcie  młodej  pary.  Po 

opuszczeniu  wagonu-salonki,  specjalnie  doczepionego  w  Paryżu  do  ekspresu,  wsiedli  do 

czekającego  na  nich  otwartego  powozu.  Było  bardzo  ciepło;  przed  silnymi  promieniami 

słonecznymi  chronił  płócienny  daszek.  Jechali  jakiś  czas  wzdłuż  wybrzeża.  Morze  miało 

niepowtarzalnie  piękny  czysty  lazur.  Potem  skręcili  ku  wzgórzom  okalającym  Niceę.  Tam 

dość wysoko znajdowała się posiadłość księcia.

Krajobraz  był  coraz  piękniejszy,  wspanialszy.  Za  którymś  zakrętem  Anuszka  krzyknęła, 

wyrywając księcia z zadumy.

background image

76

—  Cyprysy!  —  zawołała  drżącym  głosem,  a  jej  twarzyczka  przybrała  wyraz  ogromnej 

radości. — Cyprysy — powtórzyła już ciszej.

Książę, który obiecał sobie nie zadawać jej już więcej kłopotliwych pytań, ograniczył się 

tylko do obserwacji. Zapytywał siebie, jakie wspomnienia mogły w niej obudzić drzewa tak 

pospolite  na  Lazurowym  Wybrzeżu  i  na  włoskich  wzgórzach.  Nagle  przypomniał  sobie,  co 

mu  opowiadano  w  czasie  jednej  z  jego  podróży  na  Wschód.  Podobno  cyprysy  zostały 

sprowadzone  do  Rosji  przez  Katarzynę  Wielką,  po  jej  podróży  z  Potiomkinem  po  krajach 

śródziemnomorskich.  Drzewa  przyjęły  się,  rozrosły  i  upowszechniły,  upodabniając  wygląd 

Odessy do miast śródziemnomorskich.

Odkrycie  to  bardzo  ucieszyło  Ravena.  Pomału  odsłaniała  się  przed  nim  przeszłość 

Anuszki. Teraz był już prawie pewien, że musiała znać Odessę. Poczuł się szalenie dumny z 

umiejętności  dedukowania,  zupełnie  jakby  wygrał  wyścigi  albo  mecz  na  ringu.  Postanowił 

zachować  to  odkrycie  dla  siebie  i  zawieźć  żonę  do  Odessy.  Będzie  naprawdę  ciekawe 

obserwować, jak się zachowa. Z tego powodu postanowił skrócić pobyt w Nicei. Po dwóch 

zaledwie dniach wypoczynku ruszyli w rejs do Villefranche, pierwszego etapu ich podróży. 

Pogodabyła przepiękna, upał łagodziła bryza morska.

Anuszka,  zupełnie  jak  dziecko,  któremu  ofiarowano  nową  zabawkę,  odkrywała  tajniki 

jachtu, tak jak przedtem wspaniały wagon-salonkę księcia.

Z uwag, jakie robiła od czasu do czasu, zorientował się, że musiała już kiedyś podróżować 

morzem, ale zapewne dużym statkiem pasażerskim.

Ponieważ  nie  naglił  ich  żaden  przymus,  żeglowali  wolno  wzdłuż  włoskiego  wybrzeża, 

zatrzymując  się  w  małych  uroczych  portach,  czasami  schodząc  na  ląd.  Książę  zdecydował 

jednak, że nie udadzą się ani do Rzymu, ani do Neapolu. Nie zatrzymają się nawet w Pompei. 

Później,  płynąc  wśród  meandrów  licznych  wysepek  greckich,  zrozumiał  powód  swojej 

decyzji: jeśli nie chciał napotkać ludzi i zachować Anuszkę, przynajmniej na razie, tylko dla 

siebie, to znaczy, że się zakochał.

Zdecydował,  że  nigdy  już  nie  będzie  interesował  się  innymi  kobietami.  Wciąż  jednak 

wmawiał  sobie,  że  myli  się  co  do  swoich  uczuć,  że  to  tylko  złudne  igraszki  łagodnego 

klimatu.

Ale Anuszka była obecna każdego dnia, miał ją przed oczyma, słyszał jej radosny śmiech, 

odpowiadał na  rozliczne  pytania. Musiał  przyznać, że  wszystko  w niej  było  pociągające  —

nie tylko jej urok i piękność, ale także coś niewypowiedzianie głębokiego, co podbiło go bez 

reszty.

background image

77

A przecież opuścił Anglię zdecydowany po historii z Cleodel nigdy już nie dać się złapać 

w sidła miłości,  teraz  zaś...  Kiedy to  się stało?  — pytał siebie.  Na  pewno  w Nicei.  To  tam 

dotarła do niego poczta z Anglii. Z niej dowiedział się, jak zostało przyjęte jego pośpieszne 

małżeństwo.  Donoszono  mu  o  niebotycznym  zdumieniu  przyjaciół.  Sekretarz  dokładnie 

opisał  szaloną  scenę,  jaką  urządził  w  pałacu  księcia  ojciec  Cleodel.  Wszyscy  zresztą 

dopytywali  uporczywie,  co  było  przyczyną  dziwnego  zachowania  księcia.  Mateusz  jednak 

postępował zgodnie z otrzymanymi wskazówkami: nic nie wiedział, nic nie słyszał. A teraz 

cały ten skandal był bardzo daleko od Ravena.

Płynęli  dalej  w  kierunku  Konstantynopola.  Książę  jasno  zdał  sobie  sprawę,  że  nie  tylko 

pokochał Anuszkę, ale że było to uczucie zupełnie nowe, nie znane mu, które przyprawiało go 

o  drżenie  serca.  Trzeba  przyznać,  że  znalazł  się  w  sytuacji  dla  siebie  nietypowej.  Nigdy 

jeszcze nie przebywał tak długo w bezpośredniej bliskości kobiety, której nie posiadł i która 

wcale,  nie  wydawała  się  nim  zainteresowana.  Traktowała  go  jak  profesora,  szanowała  i 

podziwiała, ale nie okazywała ani cienia innego zainteresowania jego osobą.

Kiedy mówił do niej, słuchała z uroczą uwagą, wielkie oczy patrzyły na niego spokojnie, a 

twarz  promieniała  pogodą,  jaką  widywał  tylko  u  swej  siostry  Małgorzaty.  Kiedy  dyskusja 

schodziła na tory akademickiej polemiki, Anuszka broniła się świetnie, kiedy zaś zapuszczali 

się głębiej, książę musiał dobrze mieć się na baczności, żeby nie dać się zapędzić w kozi róg.

Teraz, choć patrzyła nań jak uczennica na swego profesora, on zmienił się zupełnie. Na jej 

widok  skronie  mu  pulsowały,  był  rozgorączkowany,  coraz  trudniej  przychodziło  mu  ukryć 

pożądanie. A przecież zawsze dotąd był panem swojej woli i uczuć. Uważał, że daje dowód 

wielkiej  szlachetności,  i  pocieszała  go  myśl,  że  umie  ochronić  jej  niewinność.  Jednakże 

gotował  się  wewnętrznie  i  zapytywał  siebie,  czy  zdoła  się  powstrzymać  od  wzięcia  jej  w 

ramiona  przed  upływem  miesiąca.  Ale  po  upływie  tego  czasu  przyjdzie  mu  czekać  jeszcze 

jeden  miesiąc,  a  potem  jeszcze  jeden...  Szybko  porzucał  te  myśli,  chcąc  za  wszelką  cenę 

dotrzymać słowa danego siostrze. Nie wyobrażał sobie jednak, jak tego dokona.

Jedna  jedyna  Anuszka  mogła  go  zwolnić  z  przysięgi,  ale  ona  była  tak  czysta,  niewinna, 

nieskalana. Uważała swego męża za towarzysza podróży, nauczyciela i... nic więcej.

Każdego wieczoru, kiedy wycofywał się do swej kabiny, zapytywał siebie, co zrobić, jak 

postępować, żeby to ona poprosiła o miłość.

Noce  były  długie.  Chodził  wzdłuż  relingów,  nie  mogąc  zmusić  się  do  snu.  Nigdy  nie 

zaznał takiej samotności. Powoli zaczął wątpić w siebie. Ileż to kobiet go uwodziło. Niektóre 

dałyby wiele, żeby go zdobyć. A teraz nie potrafił obudzić najmniejszego nawet pożądania w 

background image

78

młodej dziewczynie. W końcu była jego żoną! Mimo to nie zdołał wykrzesać w niej żadnej 

oznaki uczucia.

Minęli Konstantynopol, płynęli teraz Morzem Czarnym ku Bosforowi.

Tego dnia posiłek przygotowany przez najlepszego kucharza był arcydziełem. Anuszka w 

białej prześlicznej sukni przypominała kwiaty rozkwitające na śladach pozostawionych przez 

bogów na greckich wyspach. Tak ją przynajmniej widział książę, prowadząc na górny pokład.

— Teraz  —  zapytał  —  kiedy  zaczyna  już  pani  lepiej  poznawać  świat,  co  pani  o  nim 

myśli?

— Cóż mogę odpowiedzieć? Wszystko, co dzięki panu oglądam, jest takie cudowne. W 

klasztorze  zdarzało  mi  się  czasami  malować  pejzaże,  o  których  czytałam  w  książkach. 

Trzymałam  te  obrazki  przy  sobie  i  marzyłam.  Czasami  zdawało  mi  się,  że  śnię.  A  teraz 

marzenie stało się rzeczywistością.

— Czy w snach widzi pani zawsze tylko pejzaże?

— Czasami są i ludzie.   

— Czy kiedyś znajdę się i ja w pani śnie? Zadając to pytanie, książę uświadomił sobie, że 

jest  głupie  i  beznadziejne.  Kiedyś  nie  musiał  go  zadawać.  Kobiety  powtarzały  mu 

nieprzerwanie, że był jedynym obiektem ich sennych marzeń.

Anuszka z niezmąconym spokojem i logiką odpowiedziała:

— Skąd mogę to wiedzieć przed faktem?

— Byłbym  niepocieszony,  gdyby  nigdy  się  to  nie  stało.  Czyż  nie  jestem  jedynym 

mężczyzną, którego pani zna?

— Czy to jest konieczne śnić o mężczyźnie?

— Tak  sądzę.  Kobiety  nie  lubią  żyć  w  samotności.  Potrzebują  towarzysza  nie  tylko  w 

życiu codziennym,  ale także we śnie.

Anuszka milczała, ciągnął więc dalej.

— Na ogół, jeśli kobieta marzy o jakimś mężczyźnie, to dlatego, że chce go poślubić.

— Co się dzieje, kiedy dopnie celu?

Uśmiechnął się. Mógł przewidzieć to pytanie. Pomyślał chwilę, potem odpowiedział:

— Ideałem  byłoby,  żeby  kobiety  marzyły  o  swoich  mężach,  ale  obawiam  się,  że  nie 

zawsze tak jest.

— Ale przecież sam pan twierdził, że kobieta powinna podziwiać tylko swego męża.

— Tak przynajmniej myślą mężowie i... tego oczekuję od pani.

— Nigdy pan nie pozna moich snów — odparła spokojnie.  — Jeśli  będę śnić o innym, 

tylko ja będę wiedziała, że grzeszę.

background image

79

Rozważał poważnie jej słowa.

— Gdyby  tak  miało  być  w  istocie,  czułbym  się  bardzo  dotknięty  i  byłoby  mi  bardzo 

przykro.

— Ależ nie wiedziałby pan o tym! To byłby mój sekret. Zresztą mogę śmiało przyznać, 

że gdyby pan śnił o innej kobiecie mnie też byłoby bardzo przykro.

— Naprawdę? Byłoby pani przykro?

Pytanie było tak bezsensowne, że Anuszka, zamiast odpowiedzieć, spojrzała na morze. On 

jednakże oczekiwał odpowiedzi. Po chwili namysłu odrzekła więc:

— Czy słusznie robimy, dyskutując o takich rzeczach? Nasza rozmowa staje się dziwna. 

Moje sny są czasami bardzo skomplikowane. Wczoraj na przykład śniło mi się, że płynęłam 

nad falami, unosząc się jak ptak...

— Sama?

— Tak, o ile pamiętam. To było cudowne uczucie. Poruszałam się lekko, swobodnie. Co 

za rozczarowanie po obudzeniu!

Książę  westchnął.  Jeszcze  jedno  rozczarowanie.  Rozmowa  zawiodła  go  na  manowce. 

Anuszka  zdecydowanie  odmawiała  mu  innej  roli  niż  profesora, któremu  zadaje  się  pytania, 

oczekując wyczerpujących odpowiedzi.

Idąc za własnymi myślami, powiedziała:

— Obiecał  pan,  że  nauczy  mnie  żeglowania  po  morzu.  Chyba  pan  nie  zapomniał?  To 

byłoby zapewne równie cudowne jak latanie we śnie.

— Dotrzymam  obietnicy  —  odparł.  —  Wydałem  odpowiednie  dyspozycje  i  wkrótce 

rzucimy kotwicę. Spróbujemy, jak tylko zelżeje upał.

W  rzeczy samej  ten  projekt  mu  odpowiadał.  Nie  chciał  dobić  do  portu  w  Odessie  przed 

następnym  rankiem.  Miał  zamiar  obserwować  Anuszkę,  kiedy  odkryje  miasto  w  pełnym 

świetle dnia, a nie w zapadającym zmierzchu.

Ponadto łudził się, że po wyjściu na ląd zdoła wreszcie dotrzeć do sekretu, którego ciągle 

nie  chciała  mu  zwierzyć.  Żywił  głęboką  nadzieję,  że  może  wtedy  pękną  bariery,  które  ich 

dzielą, i Anuszka obudzi się do miłości.

Była tak piękna, tak pociągająca, że nie spuszczał z niej oczu. Musiał przywołać całą siłę 

woli, żeby nie porwać jej w ramiona.

Przypomniał  sobie  pewien  wieczór  we  Włoszech.  Zakotwiczyli  w  małym  porcie  na 

południe od Neapolu. Przebywali w salonie, gdzie przez szeroko otwarte okna dochodziła z 

brzegu  muzyka  przygodnych  grajków.  Anuszka  zbliżyła  się  do  okna,  żeby  lepiej  słyszeć. 

background image

80

Melodia była wesoła, a muzykanci grali na skrzypcach, mandolinie i tamburynie. Byli ubrani 

bardzo kolorowo. Zaczęła się śmiać.

Zbliżył się do niej.

— To świetna okazja, żeby nauczyć się tańczyć.

Objął  ją;  była  niesłychanie  lekka  i  bardzo  szybko  chwyciła  rytm,  tańcząc  z  ogromną 

gracją. Kiedy muzyka ustała, zaczęła bić brawo, prosząc o jeszcze. Tym razem był to walc. 

Anuszka  tańczyła  świetnie.  A  jemu  trudno  było  ukryć  wzruszenie,  jakiego  doznawał  w 

kontakcie z jej młodym ciałem.

Kiedy muzyka się skończyła, stali jeszcze chwilę objęci, a książę zatopił wzrok w oczach 

Anuszki. Odezwał się głosem ochrypłym z emocji tak, że każda inna kobieta o minimalnym 

nawet doświadczeniu zorientowałaby się, co odczuwa:

— Jestem — powiedział — bardzo szczęśliwy, że tak nam razem dobrze. Jesteś bardzo 

zdolna, Anuszko, i będziemy jeszcze wiele razy ze sobą tańczyć.

— Chętnie.  Bardzo  chętnie.  Uważam  taniec  za  bardzo  podniecający.  W  klasztorze 

niektóre  nowicjuszki  próbowały  opowiedzieć,  co  się  czuje  tańcząc,  ale  nic  z  tego,  co 

usiłowały przekazać, nie odpowiadało prawdzie.

— Jakiej prawdzie?

— Przyjemności, jakiej się doznaje słuchając muzyki, czując jej przenikanie, stapiając się 

z nią w jedno.

Już chciał powiedzieć: „To samo będziesz odczuwała w miłości", ale wiedział, że Anuszka 

nic by z tego nie zrozumiała. Wyswobodziła się z jego ramion w sposób bardzo naturalny i 

znów podeszła do okna. Pomachała ręką zaimprowizowanej orkiestrze na podziękowanie.

Książę usłyszał, jak jeden z muzykantów grzecznie odpowiedział:

— Grazie, signora, tante grazie!

Anuszka odwróciła się do męża, który stanął obok.

— I ja — rzekł — powiem: Molto grazie, signora. 

Odsunęła się nieco, wykonała śliczny, niemal dworski, ukłon i powiedziała:

— Grazie, signore!

Twarzyczka jej promieniała, oczy błyszczały, ale książę nie znalazł w nich wyrazu, który 

tak bardzo chciał ujrzeć.

Wspomnienie tamtej chwili owładnęło nim teraz, kiedy szykowali się do przejścia na małą 

łódkę żaglową. Właśnie ją przygotowywano. W rzeczywistości była to szalupa ratunkowa, do 

której  dodano  maszt  i  czerwony  żagiel.  Płótno  falowało  lekko  pod  wpływem  wieczornej 

bryzy.

background image

81

Anuszka usiadła na ławeczce. Książę ujął ster i odbił Od burty jachtu. Żagiel wypełnił się 

wiatrem.

— To wspaniałe! — zawołała. — Jak szybko możemy się poruszać?

— To zależy od siły wiatru. Ale myślę, że jeśli będzie wiatr, a kapitan mówił, że będzie, 

to nawet dość szybko.

— Oby tak się stało!

— To bardzo  proste.  Wystarczy,  żeby  pani zagwizdała.  Wszyscy marynarze wiedzą, że 

trzeba gwizdać, aby podniósł się wiatr.

Anuszka bardzo poważnie złożyła usta do gwizdnięcia. Książę uznał, że jest w tej chwili 

tak  cudowna,  iż  chciałby  ją  porwać  w  ramiona  i  całować,  ale  nagle  podniósł  się 

zapowiedziany wiatr.  Musiał  zająć się manewrowaniem.  Wybrał  więc  żagiel  i  wyostrzył na 

wiatr, by jak najbardziej wykorzystać jego siłę. Łódź pomknęła chyżo, tnąc z pluskiem fale.

— Udało  mi  się,  udało!  —  zawołała  Anuszka  z  młodzieńczym  entuzjazmem.  —

Zagwizdałam i zerwał się wiatr.

Bryza  napinała  żagiel,  który  Wyglądał  teraz  jak  wielki  rubinowy  wykrzyknik  nad 

głębokim błękitem wód; słychać było chlupot wody o burty

— Szybciej, jeszcze   szybciej! Dopomniała się Anuszka.

Wiatr wzmagał się, rosła także prędkość łodzi, nawet, jak na rozeznanie Ravena, trochę za 

bardzo. Starał się ją zredukować.

Płynęli  już  dobre  pół  godziny  i  słońce  zaczęło  pomału  zachodzić.  Niebo  błyskawicznie 

pokryło  się  gęstymi  chmurami,  które  pędził  wiatr.  Wzburzone  nagle  morze  stawało  się 

groźne.  Chcąc  spełnić  życzenie  Anuszki,  książę  zapuścił  się  dalej,  niż  zamierzał.  Stracił  z 

oczu  jacht. Powrót zresztą zabrałby za  dużo  czasu i  stawał się już niebezpieczny. Odwrócił 

się, żeby sprawdzić, jak ona się czuje. Potem krzyknął:

— Opuść głowę, będę przerzucał bom!

Skuliła się na dnie łodzi.

Raven  zdecydowanym,  twardym  ruchem  odepchnął  od  siebie  drążek  steru.  Żagiel 

gwałtownie załopotał, a ciężki drewniany bom przemknął ponad głową Anuszki i z głośnym 

trzaskiem napinanego płótna zawisnął nad lewą burtą.

Wykonał  manewr  po  mistrzowsku,  był  przecież  doświadczonym  żeglarzem.  Wiele  razy 

zmagał się z  morzem  i  ze  wspaniałymi zawodowcami  na południu  Francji. Zdobył niemało 

nagród w regatach krajowych i międzynarodowych. Żeglarstwo, oprócz polowania, było jego 

najukochańszym sportem.

background image

82

Miał  dość  doświadczenia,  żeby  zrozumieć,  iż  popłynęli  za  daleko,  nie  zwracając 

początkowo  uwagi  na  nagłą  zmianę  pogody.  Wiedział  dobrze,  jak  niebezpieczne  bywają  tu 

takie zmiany.

— Czy wszystko w porządku? — zapytała Anuszka.

Nie chciał jej niepokoić.

— Przerzuciłem bom i postaram się jak najszybciej wrócić do jachtu.

— Morze się burzy.

— Widzę  —  odparł  trochę  ironicznie  —  ale  czy  nie  mówiła  mi  pani,  że  już  kiedyś 

uprawiała żeglarstwo?

— To  prawda  i  czułabym  się  bardzo  upokorzona,  gdybym  teraz  nie  potrafiła  się 

zachować.

— Nie można ufać Morzu Czarnemu — krzyknął poprzez hałas — choć nosi moją barwę.

To  skojarzenie  nasunęło  mu  się  nieoczekiwanie  i  zapytywał  siebie,  co  powiedziałaby 

Anuszka, słysząc na torze wyścigowym krzyczący tłum: „Naprzód Czarny, naprzód Raven!" 

Sam zawsze bardzo lubił entuzjazm i uznanie tłumu dla jego wspaniałych koni.

— Dlaczego — zapytała — czarny jest pana kolorem?

— To nieprzetłumaczalna gra słów. Moje imię brzmi Raven, a to oznacza: kruk, czarny 

kruk.

— Zupełnie nie pasuje do pana.

— Dlaczego?

— Jest pan raczej podobny do orła, a nie do kruka. Zauważył pan dziś rano krążącą nad 

jachtem parę orłów?

— Oczywiście. Dlaczego uważa pani, że jestem podobny do orła?

— Orły  to  wspaniałe,  władcze  ptaki.  Czyż  nie  nazywa  się  ich  ptakami  królewskimi? 

Płyną po niebie doskonale obojętne, jakby przynależne do zupełnie innego świata.

— I ja sprawiam na pani takie wrażenie?

— Sądzę, że tak jak te ptaki jest pan władczy i zupełnie niezdolny nagiąć się do cudzej 

woli,  nawet  jeśli  zupełnie  swobodnie  porusza  się  pan  w  obrębie  różnych  klas  społecznych. 

Zapytał sucho:

— Co każe pani tak przypuszczać?

Anuszka nie odpowiedziała. Zajęty mocowaniem fału, zawołał:

— Odpowiedz, Anuszko!

— To trudno wytłumaczyć — odkrzyknęła. — Wydaje mi się jednak, że nie odczuwa pan 

potrzeby obcowania z innymi ludźmi, nie trzeba panu przewodnika, doradcy, podpory...

background image

83

— Z jednej  strony to  nawet  i  pochlebne, ale  z  drugiej,  jeśli  się  pani  nie  myli  w  ocenie 

mojej osoby, jakiż to obraz straszliwej samotności.

Starała się sprecyzować swoją myśl.

— Chciałam  tylko  powiedzieć,  że  w  przeciwieństwie  do  większości  ludzi  sprawia  pan 

wrażenie człowieka, który nigdy nikogo nie potrzebuje.

Był ciekaw, co powiedziałaby, gdyby wyznał, jak bardzo jej potrzebuje. Ale było jeszcze 

za  wcześnie,  zbyt  wcześnie  na  takie  deklaracje.  No  i  nie  był  to  z  pewnością  właściwy 

moment,  żeby  o  tym  myśleć.  Morze  stawało  się  coraz  bardziej  burzliwe  i  niebezpieczne, 

musiał  więc  skoncentrować  się  całkowicie  na  prowadzeniu  łodzi.  Pogoda  pogarszała  się  z 

minuty na minutę. Podniosły się już silne burzowe podmuchy. Uderzenia wichru stawały się 

coraz  mocniejsze,  łódź  coraz  głębiej  wrzynała  się  w  grzbiety  fal.  Gromadzące  się  na 

horyzoncie od dłuższego czasu ciężkie, ołowiane chmury były teraz prawie nad ich głowami. 

Raven  próbował  ze  wszystkich  sił  utrzymać  ster.  Brzeg  nie  był  już  zbyt  daleko,  ale  mimo 

zapadających  ciemności  widać  było,  że  jest  niegościnny.  Zarysowywał  się  z  dala  wysoki, 

stromy, a fale rozbijały się o niego gwałtownie. Mimo to Raven zbliżał się do stromizny; jego 

bystry wzrok wypatrzył poprzez mgłę maleńkie piaszczyste zakole, gdzie mógł zaryzykować 

stosunkowo  bezpieczne  lądowanie.  W  tym  miejscu  brzeg  obniżał  się  wyraźnie  i  tworzył 

rodzaj małej plaży otoczonej drzewami.

— Będę usiłował przybić do brzegu — krzyknął poprzez huk fal i wichru.

Anuszka z głębi łodzi posłała mu uśmiech pełen ufności.

Skupił całą uwagę na manewrowaniu. Wiatr pchał go gwałtownie ku bliskiemu brzegowi. 

Starał się jak tylko mógł omijać sterczące z wody i coraz to oblewane białą pianą ostre skały. 

Tuż przy brzegu cętkowane fale ustępującego przyboju, w zetknięciu z napierającą siłą wody 

i wiatru, tworzyły straszliwe wiry utrudniające manewrowanie.

Silniejszy  niż  poprzednio  atak  wichru  wyrwał  mu  z  rąk  ster;  jednocześnie  zaczął  padać 

potokami  gwałtowny  deszcz.  W  kilka  minut  oboje  byli  przemoczeni  do  suchej  nitki. 

Znajdująca się przed nimi czarna ściana, utkana z mgły i deszczu, nie pozwalała przebić się 

wzrokiem, nie widzieli więc, gdzie jest zbawczy brzeg. Raven prosił niebiosa, żeby prądy i 

fale nie rzuciły ich na skały. Huk rozbijających się o nie wód i szum wiatru były tak silne, że 

nie słyszeli własnych głosów.

Jeden  z  gwałtowniejszych porywów  burzy  odrzucił  Ravena z  wielką  mocą  w  głąb łodzi. 

Kiedy  próbował  podnieść  się  z  oczyma  piekącymi  ód  słonej  wody,  łódka  nagle  i  szybko 

zawirowała.  Usłyszeli  ocieranie  się  o  kamienie  i  pękanie  dna.  Łódź  osiadła  albo  na  piasku 

plaży, albo na skałach.

background image

84

Rozpaczliwie  usiłował  przybliżyć  się  do  Anuszki,  kiedy  kolejna  fala  zniosła  łódź; 

zachybotała gwałtownie, tak że nie miał nawet czasu na najmniejszy ruch. Został wciśnięty w 

głąb łódki, głową uderzył w deski i zapadł w ciemność.

Kiedy przyszedł do siebie, ciężko walcząc, żeby głębiej odetchnąć, nie wiedział, gdzie się 

znajduje.  Noc  już  zapadła.  Słyszał  szmer  cichej  rozmowy,  po  chwili  rozpoznał  nawet  głos 

Anuszki, ale nie rozumiał ani słowa z tego, co mówiła. Przez moment sądził, że stracił rozum. 

Szybko jednak rozpoznał kilka słów rosyjskich.

Anuszka  mówiła  wyraźnie,  co  jakiś  czas  zatrzymując  się,  jakby  dla  znalezienia 

odpowiedniego słowa. Nie była sama. Odpowiadał jej głos męski. Po intonacji poznał, że to 

człowiek  kulturalny.  Obcy  człowiek  i  Anuszka  rozmawiali  dalej.  Raven  ponownie  stracił 

przytomność.

Kiedy  przebudził  się,  wokół  panowała zupełna  cisza.  Chciał  się  poruszyć.  I wtedy  dał  o 

sobie znać gwałtowny ból  głowy. Próbował otworzyć oczy, ale znowu powróciła ciemność. 

W  chwilę  później  przez  zamknięte  powieki  odczuł  jasność.  Otworzył  ostrożnie  oczy  i 

rozejrzał się dokoła. Leżał przed kominkiem, w którym rozniecony był wielki ogień. Chciał 

zawołać Anuszkę. Siedziała u jego wezgłowia. Widział ją z dołu, była bardzo wysoko, jego 

posłanie bowiem znajdowało się bezpośrednio na podłodze.

Z trudem wykrztusił:

— Gdzie jestem?

— Wreszcie pan przyszedł do siebie! Tak się bałam! Może pan mówić, co za szczęście! 

Ale bardzo proszę nie męczyć się.

— Czy — zapytał już pewniejszym głosem — nie jesteś ranna?

— Nie — odparła — wszystko w porządku.

— Co się właściwie stało? Nic nie pamiętam.

— Burza  rzuciła  nas  na  skały  i  łódź  się  rozbiła.  Na  szczęście  na  brzegu  znajdował  się 

człowiek. Wyciągnął nas  z topieli.  Tak bardzo się bałam, żeby pan, żebyś  — poprawiła się 

prędko i naturalnie — nie utopił się.

Wzruszony jej niepokojem i przejściem na „ty" chciał wyciągnąć do niej ramiona. Ale w 

tym  momencie  zdał  sobie  sprawę,  że  pod  kocem  jest  zupełnie  nagi.  Anuszka  zaś  miała  na 

sobie jakieś dziwne, nie znane mu odzienie i rozpuszczone włosy.

Pochyliła się ku niemu.

— Mieliśmy szalone szczęście. Człowiek, który cię uratował, jest lekarzem. Przebywamy 

w jego chacie. Przyjeżdża tu czasami latem.

— Nie ma go teraz?

background image

85

— Nie.  Poszedł  do  pobliskiej  wioski,  żeby  znaleźć  jakiś  sposób  skontaktowania  się  z 

naszym  jachtem.  Mówił,  że  do  rana  burza  się  uspokoi.  Powiedział,  że  postara  się  szybko 

wrócić. Mój Boże, co zrobilibyśmy bez niego?!

— A ty, Anuszko, jak się czujesz?

— Nie mam nawet zadrapania. Natomiast bardzo mnie martwi twój stan.

— Musiałem uderzyć głową o maszt.

— Prawdopodobnie. Straciłeś przytomność, ale nic nie masz złamanego. Lekarz długo cię 

badał. Według niego głowa będzie jeszcze  bolała ze dwa, trzy dni,  ale potem szybko wróci 

zdrowie i dobre samopoczucie. Powiedział, że masz bardzo odporny i silny organizm.

Chciał unieść się na łokciu, ale ból mu nie pozwolił.

— Proszę  się  nie  ruszać  —  powiedziała  łagodnie,  pomagając  mu  ułożyć  się.  Wtedy 

dopiero zauważył z najwyższym zaskoczeniem, że to, co wziął uprzednio za suknię, było w 

rzeczywistości dużą męską koszulą. Rękawy miała zawinięte. Zaczęła się śmiać, widząc jego 

niebotyczne zdumienie.

— Proszę  nie  zwracać  uwagi  na  mój  strój.  Byliśmy  zupełnie  przemoczeni  i  lekarz 

nalegał,  żebym  włożyła  coś  suchego,  kiedy  ciebie  rozbierał.  Nasze  ubrania  suszą  się  i  na 

pewno wyschną do rana. Włosy też mi pewnie wyschną.

Była rozczulająca z rozpuszczonymi włosami, które falą opadały na ramiona i bawełnianą 

koszulę,  otwartą  na  piersiach.  Widok  był  zachwycający.  Uczuł  ogarniającą  go  głęboką 

tkliwość. Anuszka uklękła przy nim. Koszula zaledwie zakrywała jej nogi. Pomyślał, że kiedy 

wstanie, będą jeszcze bardziej odsłonięte.

Anuszka, odgadując jak zwykle jego myśli, powiedziała z odrobiną ironii:

— Po  odejściu  lekarza  musiałam  się  przebrać.  Włożyłam  to,  co  było  pod  ręką,  nie 

znalazłam  nic  stosowniejszego.  W  każdym  razie,  kiedy  moja  suknia  wyschnie,  będzie 

przypominała bardziej szmatę niż kreację Wortha. Tymczasem muszę się zadowolić takim oto 

przebraniem.

— Na pewno nie będę się na to uskarżał — odparł z uśmiechem. — A ja, co ja włożę na 

grzbiet?

— Nie  pomyśleliśmy  o  twoim  ubraniu.  Sama  nie  mogłabym  nawet  marzyć  o 

przeniesieniu  ciebie  tutaj,  a  cóż  dopiero  —  dodała  z  figlarnym  uśmieszkiem  —  rozebrać  z 

mokrego ubrania. Zrobił to doktor.

Mówiła zupełnie naturalnie, bez cienia afektacji.

— Kiedy lekarz odchodził — ciągnęła dalej — dał mi kilka bardzo prostych wskazówek. 

Muszę  podtrzymywać  ogień  i  czuwać  nad  spokojem  pacjenta.  Jeśli  będziemy  głodni,  w 

background image

86

spiżarce  są  wędliny  i,  oczywiście,  pod  dostatkiem  herbaty.  Cóż  poczęliby  Rosjanie  bez 

herbaty?

Książę  poczuł  się  nieco  lepiej.  Zaczął  rozglądać  się  wokół.  Izdebka  była  wystarczająco 

duża dla samotnego człowieka. Książki i kilka instrumentów medycznych przypominały, że 

właściciel jest lekarzem.

Było  to  jedno  pomieszczenie,  ale  dostatecznie  obszerne.  Szerokie  posłanie  mogło 

swobodnie  pomieścić  dwie  osoby.  Jeśli  lekarz  nie  miał  żony,  było  to  świetne  miejsce  dla 

uroczych  towarzyszek.  Przy  ścianie  stał  stół  i  dwa  krzesła.  Obok  mały  kredens,  a  w  nim 

porządnie ułożone talerze, szklanki i kieliszki. Na ścianie wisiała strzelba, wędki i lornetka. 

W izbie było czysto i schludnie. Anuszka obserwowała księcia z rozbawieniem i ciekawością.

— Nie  jest  to  wprawdzie  pałac  na  Polach  Elizejskich  czy  willa  w  Nicei,  ale  co  za 

szczęście znaleźć taki dach nad głową po tym, jak nas wyłowił z morza nasz wybawca.

— Istotnie, mieliśmy bardzo dużo szczęścia — odpowiedział.

Pomyślał  o  swojej  szczęśliwej  gwieździe,  która  go  nigdy  nie  opuszczała  i  raz  jeszcze 

ocaliła. A znajdował się wiele razy w bardzo trudnych sytuacjach i niejednokrotnie był bliski 

utraty  życia.  Za  każdym  jednak  razem  Opatrzność  miała  go  w  swojej  opiece.  Los  był  dlań 

łaskawy,  a  jego  szczęście  wprost  przysłowiowe.  I  tym  razem  został  uratowany  w  ostatniej 

chwili.

Bez cudownej wprost interwencji lekarza utopiliby się oboje. A jeśli nawet nie, musieliby 

spędzić z Anuszka straszliwą noc, drżąc z zimna w mokrych ubraniach, bez żadnej osłony i 

ochrony przed zimnem i deszczem. Dziewczyna podniosła się.

—  Zrobię  herbatę  i  będziesz  mógł  stwierdzić,  że  nie  kłamałam  mówiąc,  że  mam  chude 

nogi.

— Obiecuję nic nie uronić ze spektaklu.

Anuszka wstała śmiejąc się. Koszula, której właściciel był zapewne wysoki, sięgała jej do 

kolan.  W  pasie  przewiązała  się  sznurkiem.  Wyglądała  jak  młoda,  dzika  dziewczyna.  Nie 

miała nic wspólnego z wytwornymi i światowymi damami, które książę znał dotychczas.

Pomyślał,  że  jest  podobna  do  leśnej  nimfy  wychodzącej  z  lasu  albo  do  małej  syreny 

wyłaniającej się z fal. Ponieważ jednak musiał wreszcie zdecydować się, do czego Anuszka 

podobna jest najbardziej, uznał, że przypomina wizerunek z rosyjskich ikon, zwłaszcza teraz 

— z olbrzymimi ciemnymi oczyma i rozpuszczonymi włosami.

Tymczasem Anuszka przygotowywała w ciężkim samowarze herbatę. Nie spuszczał z niej 

oka. Widok był tak uroczy, że nie odczuwał już nawet bólu głowy. Przeciągnął się z rozkoszą 

pod ciepłym, włochatym kocem.

background image

87

 Widział,  że  Anuszka,  przygotowując  herbatę,  jakby  odnajdywała  zapomniane,  a  kiedyś 

znajome gesty.

Zapytała:

— Czy nie jesteś głodny?

— Nie. Jeszcze nie. Ale bardzo chce mi się pić. Tobie pewnie też?

— Tak. Bardzo.

— A  cały  ten  ceremoniał  przygotowywania  herbaty  przypomniał  ci  zapewne 

dzieciństwo?

Anuszka  udała,  że  nie  słyszy  i  posłała  mu  spojrzenie  pełne  wyrzutu.  Według  niej  był 

stanowczo za ciekawy.

Wyjęła  z  bufetu  dwie  szklanki,  napełniła  aromatycznym  płynem  i  podeszła  do  księcia. 

Podała mu szklankę i usiadła obok ze swoją.

— Jak długo nasz gospodarz będzie nieobecny? — zapytał.

— Nie wróci wcześniej niż jutro rano.

— To bardzo delikatne z jego strony.

— Miasteczko,  a  raczej  wioska,  jest  —  odpowiedziała  nie  rozumiejąc  jego  aluzji  —

bardzo daleko. A musi tam jeszcze zrobić zakupy. Opowiadał mi, że praktykuje w Odessie i 

latem, żeby odpocząć od męczących pacjentów, chroni się tutaj od czasu do czasu.

— Szczęśliwie się składa, że mówisz jego językiem. Anuszka podskoczyła.

— Słyszałeś mnie?

— Tak.

— Byłeś zaskoczony?

— Nie za bardzo. Nosisz przecież rosyjskie imię.

— To prawda.

Wstała  i  podeszła  do  kominka.  Poprawiła  żarzące  się  głownie.  Patrzył  na  tę  ukochaną 

twarz, na której igrały teraz odblaski ognia. Czuł się dobrze i bezpiecznie. Było mu ciepło.

Kiedy odwróciła się ku niemu, powiedział:

— Odkąd cię znam, widziałem cię w tak różnych ubraniach. Najpierw byłaś nowicjuszką 

w habicie, potem oblubienicą na ślubie, później światową damą w kreacji Wortha w Paryżu... 

a teraz...

— Jeśli  ja  teraz  noszę  ubranie  nieco  frywolne,  to  cóż  powiedzieć  o  pańskim,  wasza 

wysokość?

— To prawda — przyznał rozbawiony — jestem jak Adam w ogrodach edenu.

Odwróciła twarz, żeby ukryć filuterny uśmieszek. Potem powiedziała:.

background image

88

— Bardzo mi się podoba i zadziwia wszystko, co mówisz, ale nigdy nie mogę odgadnąć, 

czy odpowiadasz bezpośrednio na pytanie, które ci zadałam.

— To ty mnie, Anuszko, ciągle zadziwiasz.

Zamilkł,  gdyż zmęczenie,  ciepło  ognia  i  gorąca  herbata zmożyły  go.  Ledwo  mógł  ukryć 

ziewanie.

Anuszka delikatnie wyjęła mu z ręki pustą szklankę.

— Powinien pan, powinieneś przespać się. Lekarz powiedział, że to najlepszy środek na 

przyjście do siebie.

— Jestem bardzo zmęczony — powiedział sennie.

— Proszę spróbować zasnąć.

Zbliżyła się do niego i zaczęła lekko masować mu czoło. To było cudowne uczucie. Raven 

zamknął oczy i pogrążył się we śnie.

Kiedy obudził  się, w izbie panowała cisza.  Dopalona  świeca stała na skleconym z  desek 

stole i tylko rudawe odblaski ognia w kominku rzucały trochę światła. Polana były ogromne, 

tak że paliły się i żarzyły długo.

Odwrócił się na łóżku i odkrył, że śpiąca głęboko Anuszka leży wyciągnięta obok niego. 

Nie  czuł  jej  obecności przedtem.  Posłanie  było  bardzo  szerokie  i  dzieliła  go od  żony spora 

przestrzeń. Zdziwił się widząc, że śpi jak dziecko i że położyła się z całą niewinnością koło 

niego. Leżała w koszuli lekarza, a sen nadawał jej rysom słodki wyraz. Długie rzęsy rzucały 

cień na policzki, włosy rozsypały się na poduszce. Jedno z ramion spoczywało na kocu.

Patrzył  na  nią  długo  z  podziwem.  Wydawało  mu  się,  że  wkracza  w  inny  świat,  świat 

nowych wartości.

ROZDZIAŁ 7

Pochylił  się  ku  niej  ostrożnie  i  ucałował  delikatnie  soczyste  usta  śpiącej.  Były  świeże  i 

czyste.  W  pierwszej  chwili  nie  poczuła  nic,  ale  potem,  kiedy  nie  mógł  się  powstrzymać  i 

przedłużył pocałunek, Anuszka poruszyła się we śnie i szepnęła sennym głosem:

— Śniłeś mi się.

Zdawało mu się, że nie jest świadoma pocałunku.

— Nie mogłem się pohamować, Anuszko. Od tak dawna mam nieodpartą ochotę całować 

cię — szepnął.

Pochylił  się  znowu  nad  twarzyczką ukochanej.  Ich  usta  spotkały się;  wargi  Ravena  były 

nalegające. Z ogromną tkliwością przedłużył pocałunek.

background image

89

W  półśnie  Anuszka  instynktownie  zbliżyła  się  do  niego.  Otoczył  ją  ramionami,  nie 

przerywając  pocałunku.  Nigdy  jeszcze  nie  był  tak  upojony  szczęściem.  Odkrywał  dziwną, 

przejmującą radość, uczucie zupełnie nowe, które przepełniało całe jego jestestwo.

Ogarnęło  go  pożądanie,  ale  jednocześnie  chciał  ochronić  Anuszkę  i  pozostać  wiernym 

obietnicy danej siostrze.

Nie  wiedział,  jak  wyrazić  to  nowe  uczucie,  które  nim  owładnęło.  Gotów  był  walczyć  z 

całym  światem  za  jej  szczęście.  Doskonale  zdawał  sobie  sprawę,  że  jeśli  położyła  się  koło 

niego,  to  tylko  dlatego,  żeby  odpocząć.  Była  niezdolna  wyobrazić  sobie  pożądanie,  jakie 

może  ogarnąć  mężczyznę  i  kobietę  leżących  tak  blisko  siebie.  Żadna  zdrożna  myśl  nie 

zmąciła jej duszy.

Nareszcie znalazł to, czego szukał tak długo. Nie tylko niewinność ciała, ale i czystą duszę. 

Anuszka, teraz już rozbudzona zupełnie, szepnęła: — Nie wiedziałam, nie przeczuwałam, że 

pocałunek może spowodować...

— Co? — zapytał głosem drżącym i pełnym nadziei.

— Że  może  być  samą  szczęśliwością.  Czymś  cudownym,  odnajdywanym  dawniej 

czasami w modlitwie.

— Tak bardzo cię kocham, Anuszko! Czekałem z tym wyznaniem, bo miałem nadzieję, 

że wreszcie obudzi się w tobie trochę uczucia do mnie. Byłem zdecydowany uszanować cię, 

ale kiedy zobaczyłem, że jesteś tak blisko, taka dostępna, zapomniałem o moim zobowiązaniu 

i nie mogłem powstrzymać się od całowania ciebie.

Anuszka uśmiechnęła się uroczo. W izbie zrobiło się jaśniej, kiedy powiedziała słodko:

— Wolałabym, żebyś mnie tak bardzo nie szanował.

Chcę być jeszcze całowana.

Raven otoczył ją silnym ramieniem i lekko dotknął ust.

— Czy  kochasz  mnie,  Anuszko,  moja  słodka  miłości?  Tak  długo  i  tak  niecierpliwie 

czekałem  na  tę  chwilę.  Długo  też  wątpiłem,  czy  zdołasz  mnie  pokochać  jak  kobieta 

mężczyznę.

— Nie wiem — odpowiedziała cicho — co czuje się kochając... Ale odkąd żyję u pana 

boku, wiem, co to szczęście. I nie było jednej nocy, żebym nie śniła o panu.

— Dlaczego to ukrywałaś?

— Myślałam,  że  pan  nie  może  mnie  pokochać.  Wiedziałam,  czułam,  że  jakaś  kobieta 

boleśnie  pana  zraniła.  Bałam  się,  że  pańskie  serce  będzie  już  zawsze  pełne  nienawiści  do 

kobiet i że wzgardzi pan mym uczuciem.

background image

90

— Ależ ja cię kocham, Anuszko! Kocham, jak nigdy dotąd w życiu. Byłem na tyle głupi, 

że nie przeczuwałem, iż kiedyś spotkam taką istotę jak ty.

— Uważa więc pan, że jestem... inna niż wszystkie?

— O tak, zupełnie inna. Tak bardzo inna, że — moja ukochana — życia mi nie starczy na 

wysłowienie naszego szczęścia. Nasze życie będzie całkowicie różne od tego, które wiodłem 

dotychczas. — I uśmiechając się do niej, dodał: — Byłem twoim nauczycielem i usiłowałem 

nauczyć cię tego, o czym nie wiedziałaś, czego nie umiałaś. Odtąd ja będę pilnym uczniem, a 

ty będziesz mnie uczyć miłości. Będzie cudownie.

Znów pocałował ją  gorąco. Ogień, który go przenikał,  zdawał się budzić śpiące uczucie. 

Serce biło mu mocno, nieomal rozsadzało piersi. Znów ogarnęło go pożądanie i musiał użyć 

całej  siły  woli,  żeby  zostać  wiernym  przyrzeczeniu  złożonemu  Małgorzacie.  Przepalona 

głownia  złamała  się  i  upadła  na  dno  paleniska,  wyrzucając  snop  iskier.  Ogień  ponownie 

rozgorzał wysoko i jasno, oświetlając twarz Anuszki. Raven wyczytał w niej pewność, której 

tak  bardzo  oczekiwał  od  dawna,  od  wieków,  od  zawsze.  Anuszka  budziła  się  do  miłości. 

Słodkie  usta    drgały;  oddech  miała  krótki  i  szybki.  Pod  bawełnianą  koszulą  jej  małe  piersi 

unosiły się leciutko.

Odwrócił ją ku sobie i delikatnie przyciągnął. Całował gładki kark, ramiona widoczne w 

wycięciu koszulki, piersi o jasno perłowym odcieniu. Anuszkę ogarnął nie znany jej płomień. 

Upojona, szepnęła:

— To cudowne... Dlaczego nigdy nie mówiono mi, że miłość jest tak wspaniała?

— A co czujesz, najukochańsza?

— Miriady  gwiazd  zapalają  się  w  moim  sercu.  Jakby  unosiły  mnie  fale.  Jestem 

rozgorączkowana, spragniona...

— Anuszko, moje kochanie...

— Całuj mnie, całuj jeszcze. Przytul mnie mocno, chcę stopić się z tobą w jedno...

Anuszka  nie  rozumiała  znaczenia  słów,  które  się  jej  wyrywały,  ale  podświadomie 

odpowiadała na pożądanie męża. Nie mógł powstrzymać słów, które cisnęły mu się na usta:

— Kocham cię, uwielbiam, a jednak nie możesz być moją, chyba że sama o to poprosisz.

Anuszka nie zrozumiała, o czym mówi.

— O co mam cię poprosić?

— Anuszko, kiedy ożeniłem się z tobą, moja siostra, matka przełożona, wymogła na mnie 

przyrzeczenie, że nie uczynię cię moją żoną przez trzy miesiące. Uważała, że próba taka jest 

konieczna, żebyśmy zaznali miłości głębszej, takiej, jakiej ona doświadczyła.

background image

91

— Niezupełnie  dobrze  rozumiem.  Czy mogę  być  jeszcze  bliżej  ciebie,  niż  jestem w  tej 

chwili? Czy istnieje przeżycie jeszcze silniejsze, cudowniejsze niż całowanie?

Raven odpowiedział głuchym głosem:

— Tak. Istnieje.

— Czy mogę poprosić, żebyś mnie tego nauczył? Teraz, zaraz.

— Możesz, ukochana.

Zaśmiała się radośnie.

— Chcę!  Chcę,  żebyś  mnie  kochał!  Naucz  mnie  tego,  co  uczyni  mnie  naprawdę  twoją 

żoną!

Nigdy jeszcze nie słyszał jej tak mówiącej. Było tyle uczucia w jej słowach!

Pił z jej ust słodycz, która przenikała mu głęboko do serca. Czuł, że za moment poniesie 

ich wicher na wyżyny tylko przez nich osiągalne.

Jasno  już  było,  kiedy  się  obudził.  Przez  okiennice  przenikało  do  izby  światło  poranka, 

wiatr  ustał.  Po  nocnej  burzy  nastał  piękny  dzień.  Na  kominku  ogień  zgasł,  ale  wśród 

wypalonych i sczerniałych bierwion tu i ówdzie pełzały ogniki. Anuszka wtuliła się w niego, 

z główką na ramieniu, zalewając go falą włosów.

Czuł wielkie, niebywałe szczęście, inne i silniejsze niż wszystko, co dotychczas przeżywał. 

Nigdy  nie  przypuszczał,  że  coś  takiego  może  być  jego  udziałem.  Doznał  tego  uczucia  w 

momencie, kiedy Anuszka była już jego. Była to chwila najwyższej ekstazy.

Miłość, która nimi owładnęła, kazała im zapomnieć o upływie czasu. Nawet nie zauważali 

otoczenia, w jakim się znaleźli. Raven, szczęśliwy bez miary, pozbył się resztek skrupułów. 

Później, dużo później zapytał:

— Moja najdroższa, ukochana, czy nie sprawiłem ci bólu?

— Och  nie,  kochany...  Kocham  cię,  chciałabym  ci  to  powtarzać  w  nieskończoność.  To 

takie cudowne!

Raven ucałował jej włosy i szepnął:

— Nigdy, przenigdy nie wyobrażałem sobie, że naszą pierwszą noc miłości spędzimy w 

ubogiej izbie, na nędznym barłogu, wśród szorstkich koców.

— Przecież to zupełnie nieważne! Dla mnie to najpiękniejsze miejsce na świecie. Wydaje 

mi się, że wylądowaliśmy na nieznanej ziemi, na innej planecie, gdzie tylko my jesteśmy.

Książę  uśmiechnął  się,  przypominając  sobie  słowa  siostry.  Czyż  nie  powiedziała  mu 

wtedy, że opuściwszy klasztor, Anuszka odkrywać będzie inny świat i inne życie?

background image

92

— Nie wiem — powiedział — jaka siła zmusiła mnie do okazania ci mojej  miłości. W 

każdym razie nie mogłem się oprzeć tej przemożnej sile. Zresztą wcześniej czy później i tak 

musiało się to zdarzyć.

Anuszka  przytuliła  się  do  niego.    —  Dzięki  Bogu,  że  nie  czekaliśmy  trzech  miesięcy. 

Mogłam żyć tyle czasu i nie wiedzieć, jak cudownie jest się kochać.

— Czy naprawdę, Anuszko? Czy jesteś pewna, że odpowiada ci miłość fizyczna?

— Słów nie znajduję. Miałam wrażenie, że już nie jestem sobą, że stapiam się z tobą w 

jedno. Wydawało mi się, że wstępuję do raju. Należę do ciebie ciałem i duszą, i nic nas nie 

może już rozdzielić.

Na te słowa Raven przyciągnął ją mocniej i z dzikim wyrazem twarzy powiedział:

— Zabiję, własnymi rękoma  zabiję  każdego, kto  ośmieliłby się zabrać mi  ciebie.  Jesteś 

moja, Anuszko, moja na wieki, i nic nas nie rozdzieli.

— Jak słodko to słyszeć — powiedziała, podnosząc ku niemu oczy, i uśmiechnęła się po 

swojemu. — Powiedziałeś mi kiedyś, że powinnam być zazdrosna, jeśli... jeśli w twoim życiu 

byłaby  inna  kobieta.  Wtedy  nie  rozumiałam,  co  to  znaczy.  Teraz  już  wiem...  umarłabym, 

gdybyś pokochał inną.

—  Nie  musisz  się  niepokoić.  Przed  tobą  nie  kochałem  żadnej  naprawdę.  Tak  jak  i  ty 

dotychczas, aż do tej nocy, nie wiedziałem, co to miłość. Wszystko, co robiłem w przeszłości, 

było fałszem. Zapomnijmy o tym. Anuszka przytuliła się mocniej.

— Jesteś cudowny. Jak to możliwe, że tak wspaniały człowiek zakochał się właśnie we 

mnie?

— Niewielu znałaś ludzi, Anuszko. Ale jest mi bardzo miło słyszeć, że nie jestem takim 

sobie zwyczajnym człowiekiem.

— Dla  mnie  jesteś  wspaniały.  Myślę,  że  byliśmy  sobie  przeznaczeni.  Czy  to  nie 

zarozumialstwo tak myśleć?

Odpowiedział po chwili wahania.

— Absolutnie  nie.  Myślę  zupełnie  tak  samo.  Byliśmy  stworzeni  dla  siebie,  Anuszko. 

Cudowny przypadek nas połączył.

Nagle przestraszona, zapytała:

— A gdybyś nie przyjechał do twojej siostry, do klasztoru? Gdybyś poślubił inną?

Raven pomyślał w tym momencie o Cleodel, ale to wspomnienie już prawie uleciało z jego 

pamięci. Z trudem mógł sobie przypomnieć rysy jej twarzy. Odpowiedział zdecydowanie:

— Trzeba wierzyć w przeznaczenie. Kieruje nami siła wyższa, nie pochodząca od ludzi.

background image

93

Wiedział  już  teraz,  że  siła,  o  której  wspomniał,  uchroniła  go  przed  niedobrym 

małżeństwem,  które  od  początku  byłoby  zbudowane  na  zdradzie.  Ta  sama  zbawczą  siła 

zaprowadziła go na próg klasztoru, gdzie, ku swemu szczęściu, spotkał Anuszkę, choć wtedy 

przepojony był wyłącznie chęcią zemsty.

Przycisnął ją mocniej.

— Nie  oglądajmy  się  wstecz.  Robiłem  wiele  rzeczy,  o  których  nie  chcę  teraz  myśleć  i 

mówić. Nie chcę! Liczy się tylko przyszłość. Nasza wspólna przyszłość.

— Nie  mam  innego  celu  —  odparła słodko  —  jak  tylko  uszczęśliwić  ciebie.  W  każdej 

sekundzie mego życia będę myślała tylko o twoim szczęściu.

Poddała  się  pocałunkom,  a  jego  ogarnął  żar,  święty  ogień  miłości.  Anuszka  należała  do 

niego całym sercem, całym ciałem i duszą. Kochając się z nią, doznał boskiego uczucia.

Raven  wciągnął  koszulę  i  spodnie  należące  do  doktora.  Otworzył  szeroko  okiennice, 

wpuszczając  do  izby  światło  dnia.  Słońce  stało  już  wysoko  na  jasnym,  pogodnym  niebie. 

Anuszka  jako  całe  odzienie  miała  na  sobie  tę  samą  co  ubiegłego  wieczoru  koszulę.  Długie  

włosy  opadały  falą  na  ramiona  i  plecy.  Przygotowywała  śniadanie,  postawiła  na  stole  dwa 

nakrycia.  Jej  gesty  były  lekkie  i  pełne  wdzięku.  Raven  czuł  się  szczęśliwy  ponad  miarę. 

Przeciągnął się.

— Do  śniadania  wstanę,  owijając  się  w  koc.  Potem  pójdę  się  wykąpać.  Morze  jest 

spokojne, woda musi być odpowiednia do kąpieli.

— Czy czujesz się już zupełnie dobrze? — zapytała troskliwie Anuszka.

— Nie można lepiej. Miłość jest najlepszym lekarstwem, a ja tak bardzo cię kocham...

— Trzeba  doradzić  naszemu  lekarzowi,  żeby  zalecił  tę  kurację  swoim  pacjentom.  Na 

pewno będą zachwyceni.

— Anuszko,  jesteś  coraz  piękniejsza!  Wiejskie  powietrze  wyraźnie  ci  służy.  I  w  tej 

koszulce jesteś cudowna, niemniej jednak wolę cię bez niczego. Niestety, nasze ubrania już 

wkrótce będą zupełnie suche. Co za głupota wracać do cywilizacji. Ile czasu, ile niepotrzebnie 

wydawanych pieniędzy.

Roześmiała się.

— Strzeż  się,  kochany!  Klimat  rosyjski  jest  bardzo  zdradliwy.  Nawet  w  Odessie  zimy 

mogą być bardzo ostre.

Raven spojrzał na nią serdecznie i zarazem poważnie.

— Niewiele odkryłaś mi ze swojej tajemnicy. Powiesz mi teraz?

— Jeszcze  nie.  Błagam  cię!  Najpierw  pojedziemy  do  Odessy.  Tam  dowiesz  się 

wszystkiego o tym, czego nigdy nikomu nie wyjawiłam.

background image

94

— Jak chcesz, moje kochanie — odparł zgodnie.

Przyciągnął ją i czule, długo całował. Ich usta dotykały się najpierw lekko, a potem złączył 

je długi, przepełniony ogromnym uczuciem pocałunek.

Doktor dotrzymał obietnicy i po południu w pobliże zatoczki przypłynął jacht.

Pożegnanie  było  krótkie,  lekarz  bowiem  wypływał  z  rybakami  na  połów  i  śpieszył  się. 

Anuszka,  która  odgrywała  rolę  tłumacza,  gorąco  mu  podziękowała  za  uratowanie  obojgu 

życia.

— Nie chcę stąd wyjeżdżać — oświadczyła. — Byłam tu taka szczęśliwą.

— Też chciałbym zostać — potwierdził Raven.

Wszedł  do  chaty,  zamknął  drzwi  izby  na  zasuwę,  wziął  Anuszkę  na  ręce  i  zaniósł  na 

posłanie. Dopiero znacznie później przywołała ich do rzeczywistości syrena jachtu. Nazajutrz 

rano wpłynęli do portu Odessa.

Książę  nie  znał  Odessy.  Teraz  był  oczarowany.  Port  o  harmonijnych  proporcjach  był 

bardzo  kolorowy.  Miasto,  zbudowane  na  wzgórzach,  lśniło  wieżycami  i  dzwonnicami 

wynurzającymi  się  z  morza  dachów.  Obecny  charakter  nadał  Odessie  generalny  gubernator 

Besarabii  i  Noworosyjska,  książę  Woroncew.  Dzięki  jego  wysiłkom  miasto  niebywale  się 

rozwinęło.  Raven,  niepewny  pij  słów,  których  nauczył  się  kiedyś  po  rosyjsku,  chciał 

najszybciej  zejść  na  ląd,  żeby  się  przekonać,  czy  pamięta  co  nieco.  Ale  cały  jego  czas 

wypełniała Anuszka.

Miała  błyszczące  z  podniecenia  oczy. Chwilami  chwytała  go  za  rękę  albo  przytulała  się 

doń gwałtownie. Jej ruchy stały się spontaniczne, co kontrastowało z jej poprzednią rezerwą. 

Kiedy ich  palce spotykały się, Raven  ściskał mocniej  jej dłoń,  rozkoszując Się  nowymi  dla 

siebie wrażeniami.

Ona zaś patrzyła nań z oczarowaniem, które napełniało go dumą. Jednocześnie doznawał 

wobec niej uczucia pokory. Nigdy dotąd nie przeżywał czegoś podobnego.

Powtórzył po raz setny chyba:

— Kocham cię.

Słowa były zbyt słabe, żeby oddać całą siłę i głębię uczucia.

Rzucono  trap  i  służący poszedł  sprowadzić  dorożkę.  Wkrótce  nadjechała.  Woźnica  nosił 

na  długich  włosach  dziwny  kaszkiet.  Wielka  broda  i  gęste  wąsy  zakrywały  połowę  twarzy. 

Miał  dobre,  łagodne  wejrzenie.  Pomógł  Anuszce  wsiąść.  Wytłumaczyła  mu  po  rosyjsku, 

gdzie chcą jechać.

Trzasnął z bicza i zaprzęg ruszył z kopyta.

Anuszka nie poinformowała męża o celu ich wycieczki. Przytulona do niego, szepnęła:

background image

95

— Nigdy, przenigdy nie przypuszczałam nawet w najśmielszych marzeniach, że może mi 

się to przydarzyć.

— Twój powrót tutaj?

— Tak — odparła. — I jeszcze to, że wcale się nie boję.

— Czego miałabyś się obawiać?

— Odkąd jestem twoją żoną, nikt nie może mi nic zrobić, prawda?

— Nikt!  —  położył  rękę  na  jej  ramieniu.  —  Nie  pozwolę,  żeby  cię  ktokolwiek 

skrzywdził, dotknął czy przestraszył. A jeśli znajdzie się taki śmiałek, będę o ciebie walczył:

Anuszka posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie.

— Wiem — odparła — i dlatego przy tobie czuję się bezpieczna.

Nie pytał już o nic, tylko podziwiał piękno okolicy.

Opuścili portową dzielnicę i dolne miasto. Droga wznosiła się teraz coraz wyżej, na stromy 

brzeg morski. To tu wzniósł książę Woroncew najpiękniejsze budowle Odessy. Minęli pałac 

gubernatora. Następnie dom o bardzo pięknej architekturze. Anuszka zatrzymała na nim przez 

chwilę wzrok, tak jakby budził jej wspomnienia.

Gdy  dorożka  stanęła,  zeszli  na  chodnik.  Książę  odruchowo  skierował  się  do  głównego 

wejścia budynku, ale Anuszka poszła do bocznej furtki, która prowadziła na małe, ukwiecone 

podwórko.

W głębi wznosiła się prześliczna, bogato zdobiona kaplica. Jej złota, pękata i zwieńczona 

podwójnym krzyżem kopuła lśniła w blasku słońca jak drogocenny klejnot.

Weszli  do  środka.  Ściany  pokrywały  stare,  sczerniałe  ikony.  Świeczniki  i  srebrne  lampy 

zwisające  z  sufitu  dawały  łagodne  światło,  odkrywając  liczne  wazony  z  kwiatami.  Miejsce 

było ciche i bardzo pogodne.

Anuszka  podeszła  do  ołtarza  i  w  milczeniu  uklękła  obok  pogrążonego  w  modlitwie 

kapłana.  Raven  stanął  tuż  za  nią.  Duchowny,  wyczuwając  czyjąś  obecność,  odwrócił  się. 

Spojrzał na Anuszkę, a później wstał, odwrócił się do niej i powiedział parę zdań po rosyjsku.

Ona także powstała i odpowiedziała w tym samym języku.

— Nie poznajecie mnie, ojcze, prawda? Wcale mnie to nie dziwi.

Światło  z  witraży padło  na jego twarz.  Był to  człowiek  posunięty już  w  latach, zupełnie 

siwy i zapewne krótkowidz, bo patrząc na Anuszkę mrużył oczy. Wreszcie twarz rozświetlił 

mu wyraz najwyższego zdumienia.

— Impossible!  Niemożliwe!  —  wykrzyknął,  mieszając  w  wielkim  wzruszenie  słowa 

francuskie  i  rosyjskie.  —  Anuszka!  Moja  maleńka!  To  naprawdę  ty?  Co  za  nadzwyczajny 

cud!

background image

96

— Tak, mój ojcze, to ja! Przyjechałam tu, żeby przedstawić mego męża.

— Męża! — zdumiał się.

Anuszka wyciągnęła rękę do księcia, który zbliżył się i skłonił przed sędziwym kapłanem.

— To  ojciec  Aleksy,  Ravenie.  On  mnie  chrzcił  i  zajmował  się  moim  wychowaniem, 

zanim zostałam wywieziona do Francji.

— A ja, mój ojcze — odrzekł wzruszony Raven, wyciągając na powitanie rękę —jestem 

książę de Ravenstock. Jak powiedziała księżna, jesteśmy od niedawna małżeństwem.

— Będę  się  nieustannie  modlił  za  wasze  szczęście.  Ale  chodźcie,  moje  dzieci.  Mamy 

sobie sporo do powiedzenia.

Przeszedł  z  nimi  do  pomieszczeń  klasztornych.  Klasztor  był  mały  i  surowy,  acz  nie 

pozbawiony uroku. Pokój, do którego wprowadził gości, był bardzo skromnie umeblowany, 

za  to  ikony,  zdobiące  białe  ściany,  uderzały  wyjątkową  pięknością.  Anuszka  rozejrzała  się 

wokół.

— Poznaję ten pokój. To tu udzielał mi ojciec lekcji.

Jakim dobrym nauczycielem byłeś, ojcze. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy znalazłam się 

w klasztorze.

Kapłan uśmiechnął się dobrotliwie.

— Jak miło, że to mówisz. Ale pozwól, niech ci się przyjrzę. Już opuszczając mnie byłaś 

bardzo miłą dziewczynką, a teraz widzę przepiękną młodą niewiastę.

Anuszka nie odpowiedziała, ale jej wzrok wyrażał nieme pytanie.

— Jesteś bardzo podobna do matki — szepnął wzruszony.

— To właśnie chciałam usłyszeć. Ale jestem też chyba podobna do ojca, prawda?

— Jakżeż mogłoby być inaczej? Oboje bardzo cię kochali.

Mówiąc to podsuwał gościom krzesła, zapraszał gestem, aby usiedli, a potem zajął miejsce 

koło nich i ciągnął dalej.

— Wcale nie jestem zdziwiony, widząc cię mężatką. Nie wydawałaś mi się stworzona do 

zakonu. Żywiłem nadzieję, że dobry Bóg sam pokieruje twoimi losami.

— Bóg był dla mnie łaskaw — odparła Anuszka — ale chciałabym, żeby ojciec był tak 

dobry  i  opowiedział  mężowi  moją  historię.  Dotąd  przez  tyle  lat  nie  zdradziłam  się  nawet 

jednym słowem, a wiem, że Raven płonie chęcią poznania prawdy.

Kapłan skinął głową potakująco. 

— Zawsze wiedziałem, że jesteś zdolna dochować tajemnicy. Byłaś dzieckiem dzielnym i 

lojalnym. Nigdy nie zrobiłaś nic, co mogłoby zmartwić twego ojca.

background image

97

— Nie było trudno dochować tajemnicy, dopóki nie zostałam mężatką — odparła, patrząc 

z uśmiechem na męża.

— Bardzo chciałbym poznać jej historię — poprosił książę.

— Zaraz opowiem. Otóż matka Anuszki przyszła na świat w Sankt Petersburgu w tysiąc 

osiemset trzydziestym roku na dworze carskim. Była bratanicą cara Mikołaja.

— Jego bratanicą? — szepnął książę, zdumiony tą rewelacją.

Anuszka pochodziła z królewskiego rodu! Kapłan podjął opowieść.

— Tak,  bratanicą.  Jej  wysokość  księżniczka  Natasza  wychowywała  się  na  dworze 

carskim. Nie muszę opisywać waszej łaskawości bogactwa i przepychu, jakie tam panowały. 

Księżniczka Natasza nie przejawiała jednak żadnego zainteresowania życiem dworskim. Była 

mądra,  dobra,  a  ponadto  bardzo  powściągliwa.  Kiedy  skończyła  dwadzieścia  jeden  lat, 

rodzina  zdecydowała,  że  trzeba  ją  wydać  za  mąż.  Wybrano  jej  więc  męża.  Myślę,  że  ten 

zwyczaj nie zdziwi waszej łaskawości. Jest on jeszcze dość częsty.

— Oczywiście — odparł książę.

— Ale narzeczony, którego jej przedstawiono, wzbudził w niej odrazę. Był to człowiek 

zniszczony,  zdeprawowany  nadużywaniem  uciech  życia.  Jednym  słowem,  wstrętny  hulaka. 

Ponadto  typowy  łowca  posagów.  Księżniczka,  która  była  ogromnie  miłosierna  i  oddana 

wspomaganiu swego ludu, zdecydowała, że woli klasztor niż takie małżeństwo.

Nie mogła jednak zostać na dworze ani w jego pobliżu, bo car był władny zmusić ją do nie 

chcianego małżeństwa. Takie przypadki już się zdarzały. Uciekła więc potajemnie do Odessy, 

gdzie jej ojciec miał stary, podupadły już pałac.

Książę słuchał uważnie.

— Kiedy  zobaczyłem  księżniczkę  Nataszę,  taką  piękną,  młodą,  rwącą  się  do  życia, 

zrozumiałem,  że  byłoby  błędem  uczynić  z  niej  zakonnicę.  Zaproponowałem,  żeby  przed 

powzięciem ostatecznej decyzji odczekała czas jakiś.

Stary pop spojrzał wzruszony na Anuszkę.

— Może  pamiętasz,  moje  drogie  dziecko,  twoja  matka  miała  silny  charakter, 

zdecydowała się więc natychmiast. Gdyby nie podjęła takiej decyzji, car mógł ją odnaleźć i 

sprowadzić do Sankt Petersburga.

— To car Mikołaj już wtedy panował? — zapytał książę.

— Tak,  wasza  łaskawość.  Monarcha  despotyczny  i  okrutny.  Jego  zbrodnie  pozostawiły 

krwawy ślad w historii naszego kraju.

Kapłan przeżegnał się trzykrotnie.

background image

98

— Tak, jak należało się spodziewać — mówił dalej — car wysłał do Odessy emisariuszy 

tajnej  policji.  Tymczasem  jej  wysokość  księżniczka  Natasza  złożyła  śluby  i  przywdziała 

habit. Odtąd należała już tylko do Boga i nawet sam car Wszechrosji nie miał nad nią władzy 

— tu kapłan zawahał się przez sekundę — tak przynajmniej sądziliśmy.

— A jak było naprawdę? — zapytał zdumiony tym oświadczeniem książę.

— Niech  Bóg  mi  wybaczy,  nie  była  to  cała  prawda.  Zgodziłem  się,  żeby  jej  wysokość 

została przyjęta na łono Kościoła, ale specjalna tajna klauzula pozwalała decyzję tę odwołać, 

gdyby jej wysokość wyraziła pewnego dnia chęć opuszczenia klasztoru..

Przez chwilę pogrążył się we wspomnieniach. Ani Anuszka, ani książę nie przerywali mu. 

Po chwili zaczął opowiadać dalej.

— Po śmierci jej ojca, a twego dziadka, moje dziecko, jej wysokość odziedziczyła pałac. 

Wyremontowała go i ofiarowała naszej małej społeczności.

— A zatem z pałacu zrobiono klasztor? — zapytał książę.

— Dokładnie  tak.  Był  bardzo  obszerny  i  mogliśmy  swobodnie  urządzić  w  nim  także 

szpital.

Raven pytał dalej, chcąc jak najszybciej dotrzeć do sedna tajemnicy Anuszki.

— A kto zajmował się chorymi?

— Zakonnice,  które  w  większości  były  wykwalifikowanymi  pielęgniarkami.  Jedyne 

zresztą  na  południu  Rosji  osoby mogące  w  fachowy  sposób  nieść  pomoc  chorym i  rannym 

żołnierzom.  Można  sobie  wyobrazić  wdzięczność,  jaką  im  okazywano.  Zwłaszcza lekarze  i 

prosty lud wiejski.

Książę  wiedział  z  doświadczenia,  jak  trudno  było  znaleźć  zespół  wykwalifikowanych 

pielęgniarek  tak  w  czasie  pokoju,  jak  i  wojny.  Sam  był  przez  jakiś  czas  żołnierzem  i 

przekonał się, jak  często  tylko z  powodu  niekompetencji  lekarzy  wojskowych  i  opłakanego 

stanu lazaretów żołnierze umierali jak muchy. Więcej ginęło ich z braku odpowiedniej opieki 

niż na polu bitwy.

— Nasze  życie  —  ciągnął  dalej  kapłan  —  biegło  bez  zakłóceń  aż  do  tysiąc  osiemset 

sześćdziesiątego piątego roku, kiedy to do Odessy przybył sir Reginald Sherdon.

— Mój ojciec — uzupełniła Anuszka.

— Twój ojciec — potwierdził  kapłan. — Był wielkim  podróżnikiem. Objechał dookoła 

świat kilka razy. Ale zdrowie mu nie dopisywało. Kupił dom na przedmieściach Odessy, gdyż 

bardzo odpowiadał mu tutejszy klimat. Chciał pisać książkę.

— Rzeczywiście, chyba napisał. Teraz sobie przypominam, że czytałem jego prace.

— Mam kilka egzemplarzy tej książki, chętnie ofiaruję jeden waszej łaskawości.

background image

99

— Pięknie ojcu dziękuję. Z ochotą skorzystam.

— Sir  Reginald  był  uroczym  człowiekiem  i  szybko  staliśmy  się  przyjaciółmi.  Niestety, 

pod koniec drugiej zimy, którą spędził w Odessie, bardzo poważnie zachorował.

Książę zaczął się domyślać dalszego ciągu.

— Wkrótce stało się jasne, że nie wystarczy leczyć go w domu. Jej wysokość przeniosła 

go  więc  do  swego  szpitala.  Było  to  jedyne  miejsce,  gdzie  mógł  otrzymać  wszystko,  co 

niezbędne  w  stanie,  który  wydawał  się  beznadziejny.  Dostał  cichy  pokój  z  widokiem  na 

ogrody i morze, aby mógł w nim spokojnie umrzeć.

— Ale on przeżył! — wykrzyknęła Anuszka.

— Tak. Przeżył. Wyłącznie dzięki bezustannej trosce twojej matki. Szybko oboje odkryli, 

że się kochają.

Dobry Bóg wziął ich pod swoją opiekę i zaznali najwyższego szczęścia. Ale nie wiedzieli, 

co począć. Zapytali więc mnie o radę.

— I co im ojciec doradził?

— Udzieliłem  im  ślubu  —  odparł  po  prostu  kapłan.  —  Ceremonia  odbyła  się  w 

największej tajemnicy. Co prawda po carze Mikołaju I zasiadł na tronie Aleksander, ale było 

sprawą  oczywistą,  że  ślub  najjaśniejszej  księżniczki  nawet  z  takim  arystokratą  jak  sir 

Reginald, jest niemożliwy.

— Rozumiem — rzekł Raven.

Stary człowiek westchnął.

— Nigdy  nie  widziałem  szczęśliwszych  ludzi  niż  twój  ojciec,  Anuszko,  i  twoja  matka. 

Nie  było  zbyt  trudno  zachować  ich  związek  w  tajemnicy.  Wszyscy  przypuszczali,  że  sir 

Reginald jest za słaby, aby powrócić do domu.

— Tymczasem  —  opowiadał  dalej  —  twoja  matka  została  mianowana  przeoryszą 

klasztoru.  Mogła  więc  bardzo  łatwo  przebywać  z  twoim  ojcem  tak,  aby  nikt  o  tym  nie 

wiedział.

— Teraz rozumiem, dlaczego byli tak ogromnie szczęśliwi — szepnęła Anuszka.

Spojrzała  czule na męża, myśląc o wspaniałych  chwilach, jakie przeżyła  z  nim w chatce 

lekarza.

Raven zrozumiał to spojrzenie, a staruszek kontynuował.

— Twoi  rodzice,  moje  dziecko,  przeżyli  cudowną  miłość.  Potem  twoja  matka 

zorientowała się, że oczekuje dziecka: ciebie, Anuszko.

— Ile lat miała wtedy? — zapytał książę.

background image

100

— Niecałe czterdzieści. I tak jak sir Reginald, nie wyobrażała siebie nawet, że może mieć 

dziecko.

— Co zatem uczyniła?

— Nie miała wyboru. Ukrywała swój stan prawie do ostatniej chwili, co nie przyszło jej 

trudno: suknie zakonne były bardzo obszerne.

Zamyślił  się  na  chwilę.  Odżyły  dawne,  tak  poważne  problemy.  Książę  niecierpliwie 

zapytał:

— I co dalej? Co stało się potem?

— Twierdziliśmy,  że  sir  Reginald  musiał,  ze  względu  na  swoje  zdrowie,  udać  się  do 

Konstantynopola,  żeby  skonsultować  się  z  tamtejszym  sławnym  lekarzem.  Zły  stan  jego 

zdrowia był pretekstem, aby pojechała z nim twoja matka i bardzo oddana stara służąca, która 

zresztą później nie opuściła go aż do śmierci.

— Anuszka urodziła się zatem w Konstantynopolu — stwierdził Raven.

— Tak. Właśnie tam się urodziła. W trzy tygodnie później jej najjaśniejsza wysokość i sir 

Reginald byli razem z powrotem w Odessie.

— A jak wytłumaczono obecność dziecka? — z niepokojem zapytał Raven.

— Skłamaliśmy.  Wymyśliliśmy  całą  historię,  która  brzmiała  dość  prawdopodobnie  —

odpowiedział pokornie stary człowiek. — Długo się umartwiałem, żeby Bóg mi wybaczył.

— I co wymyśliliście?

— Popełniłem  święte  kłamstwo.  Wymyśliliśmy  mianowicie  rodzinę  sir  Reginalda.  

Rzekomo przyjął on do siebie i zaopiekował się ubogą daleką krewną, która urodziła dziecko. 

Ojciec dziewczynki zginął, a matka, jak twierdziliśmy, nie przeżyła bardzo ciężkiego porodu. 

Sir Reginald podjął się wychowania dziecka i adoptował je.

— Bardzo rozsądne — przyznał książę.

— Trzeba  było  pomyśleć  o  adopcji,  żeby  Anuszka  mogła  swobodnie  nazywać  sir 

Reginalda ojcem.

— Bardzo kochałam tatusia — rzekła Anuszka. — Zrozumiałam, że nie żyje, w dniu, w 

którym dowiedziałam się, iż otrzymałam znaczny majątek. To mógł być tylko spadek.

— Skąd ta pewność, Anuszko?

— Trudno  wytłumaczyć.  Czułam  pustkę.  Jednocześnie,  kiedy  modliłam  się  za  ojca  w 

klasztornej kaplicy, miałam silne wrażenie jego obecności przy mnie. Tak silne, że nabrałam 

pewności, iż nie ma go już wśród żywych, nie ma go w Odessie. Jeśli czułam go tak wyraźnie 

background image

101

przy mnie, to mogło oznaczać tylko jedno: że przebywał w świecie, z którego mógł zawsze 

swobodnie do mnie dotrzeć.

— Jego  duch  cię  chronił,  moje  dziecko.  Za  życia  nigdy  nie  przestawał  cię  kochać  i 

troszczyć się o ciebie. Gdyby tylko mógł, nie ryzykując, nigdy by cię nie opuścił.

— Ale co go zmusiło do rozstania się z córką? — zapytał Raven.

— Już  wyjaśniam,  wasza  łaskawość.  Otóż  jej  wysokość  umarła,  kiedy  Anuszka  miała 

osiem  lat.  Była  bardzo  podobna  do  matki.  Po  urodzeniu  córeczki  jej  matka  zaczęła  coraz 

bardziej  zapadać  na  zdrowiu.  Może  czterdzieści  lat  to  było  zbyt  późno  na  urodzenie 

pierwszego dziecka, a może lekarze czegoś zaniedbali, w każdym razie słabła coraz bardziej. 

Jej śmierć była dla nas ogromnym wstrząsem.

— Pamiętam — szepnęła z ciężkim westchnieniem Anuszka.

Książę zbliżył się do niej. Ujął jej rękę, a ona —jakby szukając opieki — przytuliła się do 

niego. Staruszek ciągnął dalej swą opowieść.

— Bardzo szybko zorientowałem się, jakie będą konsekwencje śmierci jej najjaśniejszej 

wysokości. Anuszka nie mogła pozostać w Odessie. To było zbyt niebezpieczne.

— Niebezpieczne? Ależ dlaczego?! — zawołał Raven.

— Bo  trzeba  było  zawiadomić  cara  o  zgonie  członka  jego  rodziny.  Zdawałem  sobie 

doskonale sprawę, że kiedy wiadomość dotrze do Sankt Petersburga, tryby maszyny zostaną 

puszczone w ruch. Trzeba byłoby zaspokoić ciekawość dworu, co nie było jeszcze najgorsze, 

ale tajna policja carska na pewno wysłałaby — jak to było w zwyczaju — tajnych agentów i 

szpicli,  żeby  dokładnie  zbadali  przyczyny  śmierci  księżniczki  Nataszy.  Myśleliśmy,  że 

żyjemy  na  końcu  świata,  spokojni,  z  dala  od  dworskich  intryg,  ale  to  mogło  szybko  się 

skończyć. Świat mógł przyjść do nas, do Odessy.

— Co więc zrobiliście?

— Sir  Reginald  i  ja  mieliśmy  takie  samo  zdanie.  Anuszka  była  przecież  dzieckiem  z 

królewskiego rodu, wnuczką arcyksięcia, kuzyna cara.

— Przypuszczaliście zapewne, że mogą ją wam zabrać.

— Władze  zrobiłyby  to  na  pewno.  Zostałaby  zawieziona  do  Sankt  Petersburga  i 

wychowana w atmosferze dworu carskiego, z którego jej matka uciekła.

— Teraz wszystko rozumiem — westchnął książę.

— Właśnie  dlatego, żeby  nie  wyrastała na  dworze,  sir  Reginald zdecydował  się  wysłać 

Anuszkę do Francji. Ale ta decyzja i perspektywa rozstania raniły mu serce.

Nie wszystko jednak było zupełnie jasne dla Ravena.

background image

102

— Jak Anuszka znalazła się akurat w klasztorze Sacre Coeur, w którym matką przełożoną 

jest moja rodzona siostra?

— Słyszałem  o  tym  zakładzie  od  pewnego  katolickiego  księdza,  z  którym 

korespondowałem. A sir Reginald znał kilku członków pańskiej rodziny, z którą utrzymywał 

kontakty, kiedy mieszkał jeszcze w Anglii.

— Więc to wam, ojcze, zawdzięczał sir Reginald wysłanie jej do Francji?

— W rzeczy samej. Sir Reginald natomiast zorganizował całą resztę. To było  najlepsze 

rozwiązanie. I najpewniejsze.

— I uchroniło cię, Anuszko — dodał Raven — przed dworską egzystencją.

— Właśnie — uzupełnił kapłan. — Nie zniosłaby jej na pewno.

Anuszka szepnęła:

— Było mi bardzo ciężko rozstać się z ojcem.

— Rozumiem  cię  doskonale,  moje  kochanie.  Nie  sądzę,  żeby  podobało  ci  się  życie  na 

dworze w Sankt Petersburgu.

— Na pewno nie. Mama mówiła zawsze z trwogą o tajnej policji carskiej. Bardzo się jej 

bała.

— Wszyscy się ich boją jeszcze teraz — potwierdził kapłan. — Nawet dziś, choć sytuacja 

nie  jest  już  tak  niepokojąca,  byłoby,  wasza  łaskawość,  bardzo  niebezpiecznie  wyjawić  tu 

pochodzenie Anuszki.

— Zgadzam  się  z  wami,  ojcze,  i  wydam  odpowiednie  dyspozycje,  żeby  uniknąć 

jakiejkolwiek  niedyskrecji.  Ale  o  ile  rozumiem,  że  nie  można  ujawnić  nazwiska  matki 

Anuszki, nie pojmuję, w czym -mogłoby jej zaszkodzić ujawnienie nazwiska ojca.

Kapłan pokręcił głową.

— W  Anglii  można  zapewne  bez  przeszkód  wyjawić  takie  sprawy,  ale  tu,  w  Odessie? 

Lepiej powstrzymajcie się, niech mi pan wierzy.

— Posłucham rady — powiedział książę. — Zresztą wydaje mi się, że w tych warunkach 

bezpieczniej będzie opuścić Rosję.

Zbliżył się do leciwego kapłana.

— Ale  zanim  wyjedziemy,  czy  zechciałby  ojciec  udzielić  nam  błogosławieństwa? 

Wzięliśmy ślub w kościele katolickim, myślę więc, że moja żona byłaby bardzo szczęśliwa, 

gdyby pobłogosławił nas ojciec zgodnie z rytuałem religii, w której została wychowana.

— Nic nie sprawi mi większej przyjemności, moje dzieci — odparł kapłan.

Kiedy  młoda  para  otrzymała  błogosławieństwo,  Anuszka  wstała  i  rzuciła  się  w  ramiona 

męża.

background image

103

— Najdroższy, najukochańszy, rozumiesz wszystko i uprzedzasz moje życzenia! Kocham 

cię.

Jacht  nie  stał  przy  nabrzeżu,  był  zakotwiczony  pośrodku  zatoki.  Po  obiedzie  Raven  z 

Anuszką  podziwiali  z  jego  pokładu  miasto  i  ogrody  pełne  cyprysów.  Zadnia  był  to  widok 

bardzo piękny, a w nocy stawał się iście feeryczny.

Światło  księżyca  błyszczało  na  złoconych  kopułach  kościołów  i  cerkwi,  nadając  im 

nadnaturalne piękno. Czarne sylwety cyprysów odcinały się od murów, tysiące świateł miasta 

wydawało się spadłymi gwiazdami. Morze powtarzało ten obraz wzbogacony i pomnożony o 

rozedrgany blask księżyca.

Anuszka milczała. Spojrzał na nią. Ledwo oświetlona twarzyczka była cudownie piękna i 

delikatna.  Czując  na  sobie  jego  wzrok,  rzuciła  mu  się  radośnie  w  ramiona.  Wizyta  u 

sędziwego  kapłana  przywołała  tyle  wspomnień.  Była  jeszcze  ciągle  wstrząśnięta  i 

instynktownie szukała u męża oparcia.

— O czym myślisz? — zapytał cicho.

— O  moim  przeznaczeniu.  O  fascynującej  historii  moich  rodziców.  Zachowamy  ten 

sekret i nigdy go nie zapomnimy. Jestem głęboko wzruszona wiedząc, że moi rodzice przeżyli 

tak wielką, szaloną miłość. Będzie ona dla nas przykładem.

— Czuję takie samo oczarowanie, Anuszko — szepnął całując jej włosy. — Pragnę, żeby 

nasze dzieci były dziećmi miłości. Takiej miłości, jaka połączyła twoich rodziców. I czuję się 

na siłach dać ci wszystko.

— Pragnę tego z całej duszy.

Raven podniósł głowę i zanim odpowiedział, popatrzył w gwiazdy.

— Prosiłem niebiosa o żonę czystą i niewinną. I zostałem wysłuchany. Jednocześnie dane 

mi było poznać najwspanialszą  kobietę mego życia. Jak mógłbym okazać mą wdzięczność? 

Chciałbym teraz uklęknąć i podziękować Bogu za tak bezcenny dar.

Anuszka  popatrzyła  mu  głęboko  w  oczy.  W  jej  spojrzeniu  nie  było  już  tajemnicy,  ale 

odblask niewysłowionego uczucia.

Książę mówił dalej:

— Kocham cię, moja miłości, skarbie mój jedyny, z taką siłą, że słowa są tu bezsilne, aby 

oddać głębię moich uczuć.

Anuszka westchnęła ze Szczęścia. A on przytulił ją mocniej do siebie. Szepnęła cichutko:

— Kocham  cię.  Tak  bardzo  cię  kocham^  Czuję  w  sobie, tak  jak  ty, boski  ogień. Jesteś 

najwspanialszy z ludzi.

background image

104

Jej  usta  poszukały  warg  męża.  Wymienili  pocałunek,  który  połączył  ich  dusze.  Trwał 

długo i spowodował szalone bicie serc przepełnionych miłością i pożądaniem.

— Kocham cię —szepnęła  ponownie Anuszka tuż przy jego  ustach i  dodała słodko.  —

Jak mogę cię przekonać o mojej miłości?

— Myślę, że bardziej już kochać nie można, a noc, która należy do nas, dowiedzie, iż się 

nie mylę.

Wzrokiem  ogarnął  miriady  gwiazd,  nieruchomy  księżyc,  migocące  w  oddali  światła 

miasta.  Wziął  żonę  na  ręce  i  zaniósł  w  głąb  statku.  Miłość  ich,  piękna  i  czysta,  była 

wspaniała.