Czasu nie cofniesz.


Zbliża się wschód słońca

to początek mego końca

z boku stoi dziewczyna

tego wszystkiego przyczyna

na szyi ma głęboką rane

wtedy ujrzała moją przamiane

ten co kochał całym sercem

ten co był cichym mędrecem

stał się potworem krwi chcącym

wampirem jej ciało raniącym

Nieodwracalny błąd popełniłem

Życie w drobny mak rozbiłem


Promienie powoli wyglądają zza chmur.

Między mną a nią stoi niewidzialny mur.

Krwiste łzy powoli do oczu napływają,

po chwili , smugi na policzkach zostawiają.

'Nie odchodź, nie zostawiaj mnie' krzyknęła.

Za późno, nie zdażyła , czasem się minęła.


Nastał nowy dzień.