Stała ze znajomymi. Rozmawiała jak zwykle, tylko gdzieś z tyłu głowy ciągle słyszała ostrzeżenia. „Mordują nas”, krzyczeli. „Nigdy nie dadzą nam spokoju”. Wiedziała, że to prawda. Ale mimo wszystko była w stanie zachowywać się normalnie.

Podniosła lekko głowę. Bardziej poczuła, niż usłyszała, że ktoś wszedł do pokoju. Drzwi otworzyły się niemal bezgłośnie, więc czekała, aż oprawca przyłoży broń do jej głowy.

Broń była zimna. Nie miała pojęcia, czego się spodziewała, ale raczej nie tego, że pistolet może być chłodny w dotyku. Zanim morderca zadecydował o jej losie, odwróciła się.

Popatrzyła na niego i wystawiła w jego stronę prawą rękę. Z jej dłoni wystrzelił promień, który wyciągnął pistolet z ręki przestraszonego chłopaka. Rozbiła broń o ścianę, ciągle patrząc Gale’owi prosto w oczy. Po chwili pojawił się następny promień, który popchnął chłopaka w stronę kanapy i zablokował go niewidzialnymi linami.

Ponownie wyciągnęła dłoń w stronę głowy chłopaka. Nie przejęła się tym, że się spiął. Bez większych problemów połączyła się z jego umysłem, odblokowując i wyczytując kolejne po sobie nazwisko. Przerwała połączenie i ponownie wybuchła śmiechem.

Pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Wiedziała, że wyprali mu mózg. Czarownicy, myślała zawzięcie. Jak oni mogą nazywać się czarownikami?

Widziała po nim, że właściwie wygrała. Jej Gale… jej przyjaciel ze szkoły. Wiedziała, że poszedł do wojska. Nie sądziła tylko, że wybrał tę drogę. Morderca… co oni z tobą zrobili?

Zastanawiała się jeszcze tylko przez chwilę. Ciągle się mu przyglądając wyciągnęła rękę. Wokół jej dłoni zaczęła pulsować energia. Nie widziała w jego oczach strachu, raczej poczucie ulgi i spokoju.

Miałeś rację, zginąłbyś tak czy inaczej.