NIESŁUSZNE OSKARŻENIE

Dzień był pochmurny, jesienny, chłodny. Paulinka odrabiała lekcje, babcia w kuchni robiła przecier pomidorowy na zimę, rodzice nie wrócili jeszcze z pracy. Kubuś nudził się, czekając na siostrę, która obiecała mu coś przeczytać. Kiedy weszła wreszcie do kuchni, pod­skoczył do niej uradowany.

***

Chłopiec podszedł blisko. W stłoczonej gromadce ludzi rozległy się szmery i szepty.

- Sam wyjmę wszystko - powiedział stanowczo. - Powtarzam, nie zabrałem stąd żadnych pieniędzy.

Był blady, głos mu drżał. Wyjął z kieszeni czarny notesik, kawałek ołówka, mały kłębek cienkiego sznurka i różaniec z bladoniebieskich kryształków.

W gromadce rozległy się głośniejsze szepty. Straganiarka była zmieszana.

Wojtek zabrał swoje rzeczy, odwrócił się i odszedł bez słowa. Gromadka gapiów rozstąpiła się, robiąc mu przejście.

***

Starsza pani przerwała opowiadanie. Kubuś poruszył się na krześle.

- I to już jest naprawdę ko­niec opowiadania uśmiechnęła się starsza pani.

Zofia Śliwowa

Promyczek Dobra 10 (2003) s. 10-11