CZYTANIE PISMA ŚWIĘTEGO JAKO SŁOWA BOŻEGO GEORGE MARTIN 2


CZYTANIE PISMA ŚWIĘTEGO JAKO SŁOWA BOŻEGO - NIEKTÓRE PROBLEMY INTERPRETACJI

Napisał GEORGE MARTIN

Fragment książki czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Polskie Towarzystwo Teologiczne
Kraków 1982

Biblia jest dla nas zarówno księgą życia, jak i księgą na całe życie. Nie będzie końca dodatkowym znaczeniom i ideom, jakie będziemy z niej czerpać; nasze słuchanie Pana, przemawiającego do nas jej słowami nie będzie miało końca, zanim staniemy przed Nim twarzą w twarz.

W związku z tym nie powinno nas to oszałamiać czy zniechęcać, jeśli będą w Biblii fragmenty, których nie będziemy rozumieć, czy pytania, na które nie będziemy znać odpowiedzi. Nasze stałe czytanie i studiowanie da nam lepsze rozeznanie i stopniowo problemy będą zanikać. Biblia wyjaśnia się sama; nasza poszerzona znajomość Pisma pomoże w zrozumieniu trudniejszych i niejasnych ksiąg Pisma. Czytanie książek dotyczących Biblii jest również nieocenioną pomocą, jeśli mamy cofnąć się od wzorów myślowych XX w. kilka tysięcy lat wstecz do hebrajskich wzorów myślowych i sposobów wyrażania myśli.

Nie powinniśmy się jednak dziwić, gdy trudności pozostaną, jeśli niektóre urywki nadal będą nas wprawiać w zakłopotanie. Drugi list Piotra nawiązuje do trudności rozumienia pism Pawła (2 P 3, 16), a jeśli natchniony autor miał trudności w rozumieniu Pawła, nasze własne zmagania nie powinny nas dziwić.

Problemy interpretacji i zastosowania mogą przejawiać się przy każdej księdze Biblii. Oczywiście jest to ponad możliwość tej książki, by omówić je wszystkie, jeszcze mniej, by je rozwiązać. Jednak trzy problematyczne dziedziny mogą być przedyskutowane trzy dziedziny, które często wywołują trudności.

Szczególnie jedno pytanie wydaje się najczęściej trapić współczesnego czytelnika Pisma: historyczność Biblii. To pytanie może przyjmować wiele form: „czy Adam i Ewa naprawdę istnieli?” „Czy wszystkie cuda wspomniane w Nowym Testamencie wydarzyły się naprawdę?” Często pojawiają się one w subtelniejszej formie: „Czy Jezus naprawdę był takim, jak Go opisują Ewangelie? Czy słowa zapisane w Nowym Testamencie są naprawdę Jego słowami?"

Jedną z postaw, która próbowałaby szybko poradzić sobie z tymi pytaniami, charakteryzowałoby założenie: „Biblia jest natchnionym słowem Bożym, dlatego wszystko, co stwierdza, musi być prawdziwe. Jeśli powiada, że padało przez 40 dni i 40 nocy, to na pewno padało przez 40 dni i 40 nocy".

Ta nieskomplikowana i dosłowna wiara w słowa Biblii jest niestety trudna do utrzymania. Historia prostej, dosłownej interpretacji Biblii jest historią stałej erozji. Nikt z nas dzisiaj nie stałby po stronie oskarżycieli Galileusza, którzy skazali go za teorię, że ziemia kręci się wokół słońca, co pozostawało w oczywistej sprzeczności z księgą Jozuego, że „słońce stoi” w swym obrocie „wokół ziemi” (Joz 10, 1214).

Jeśli nasza interpretacja Biblii jest przedmiotem stałej erozji możemy martwić się tym, czy i nasza wiara także się nie wyniszcza. Może to być bardzo niepewne, gdy wierzymy w coś jako w „przedmiot wiary” w jednym roku, a w

Następnym roku teolodzy poddają to w wątpliwość, lub zaprzeczają temu. Kiedy brak absolutnej pewności, to w co wierzyć? W szczególności: „jeśli nie można wierzyć Biblii, czemu wierzyć?"

Problem ten staje się najbardziej palący, gdy zdaje się dotyczyć głównych prawd naszej wiary, gdy zdaje się dotyczyć naszego rozumienia Jezusa Chrystusa. Możemy być w stanie poprawić nasze pojęcie niektórych wydarzeń Starego Testamentu bez większych trudności, ale jakakolwiek korekta naszego pojmowania Jezusa i Jego nowiny dla nas, jest inną sprawą. Trzeba wierzyć, że Ewangelie zawierają ewangeliczną prawdę. Przyjrzyjmy się trzem różnym częściom Biblii i rodzajom prawdy w nich zawartej.

KSIĘGA RODZAJU

Pierwsze jedenaście rozdziałów księgi Rodzaju mówią nam o stworzeniu świata i życiu ludzi przed Abrahamem. Rozdziały te wywołały znaczną debatę w przeszłości: debatę nad początkami „grzechu pierworodnego", debatę nad teorią ewolucji, debatę nad stworzeniem i wiekiem wszechświata. Była nawet debata nad rodzajem owocu, jaki Ewa wręczyła Adamowi, a ludzie wyruszali na wyprawy w poszukiwaniu arki, na której Noe przetrwał potop.

Jedna interpretacja pierwszych rozdziałów księgi Rodzaju obstawała przy tym, że skoro są one natchnionym słowem Bożym, mają być czytane jako dosłowny i prawdziwy zapis stworzenia świata na 4004 lata przed Chrystusem, przez dodanie wieku ludzi i pokoleń między Adamem i Chrystusem. Przeciwną zaś jest reakcja, uznająca określenie całego zapisu stworzenia jako nonsens, zwracając uwagę, że uczeni wyznaczają wiek wszechświata na biliony lat i datują pochodzenie człowieka na setki tysięcy lat. Ukazuje potencjalny konflikt między nauką a objawieniem. Podczas gdy dyskusja ta była mniej intensywna w ostatnich czasach, niektórzy chrześcijanie nadal uważają, że Biblia bezpośrednio zaprzecza teorii ewolucji i protestują, gdy jest ona wykładana ich dzieciom w szkole.

Aby rozumieć pierwszych jedenaście rozdziałów księgi Rodzaju (tak jak w rozumieniu całej Biblii), koniecznym jest określenie czego natchniony autor chciał nauczyć. Aby to określić musimy mieć jakiś wgląd w literacką formę, jaką się autor posługiwał. Tak jak musimy rozumieć przypowieści Jezusa jako przypowieści (a nie sądzić, że na drodze do Jerycha rzeczywiście wydarzyła się grabież, aby posłużyć się znanym przykładem), tak samo musimy czytać księgę Rodzaju l11, biorąc pod uwagę rodzaj w jakim ona jest napisana. Znajomość celu, dla którego te rozdziały zostały napisane i kontekst w jakim zostały napisane, pomoże nam zrozumieć, czego mają nas dziś uczyć.

Stary Testament był zebranymi księgami narodu wybranego. Był zarazem wyrazem ich dziedzictwa, życia jako narodu wybranego i kierowanego przez Boga. Był to zbiór ksiąg, które zaczęto pisać i zebrano po tym, jak Bóg zawarł z nimi przymierze na Górze Synaj.

Historia narodu wybranego zaczyna się, właściwie mówiąc, od drugiej księgi Biblii, księgi Wyjścia. Księga Wyjścia zaczyna się od potomków Abrahama żyjących jako niewolnicy w Egipcie i opisuje jak Mojżesz został wybrany przez Boga, aby doprowadzić ich do wolności. Te wydarzenia wyznaczyły początek ich życia jako Bożego narodu wybranego.

Wydarzenia, które miały miejsce przed czasami Mojżesza, były przechowywane jako rodzinne wspomnienia: wspomnienia o Abrahamie opuszczającym swój kraj rodzinny i udającym się do Kanaan na jakieś 600 lat przed Wyjściem; wspomnienia o jego synu i wnuku, Izaaku i Jakubie; wspomnienia o dwunastu synach Jakuba i ich wędrówce z rodzinami do Egiptu. Obietnica została dana Abrahamowi przez Boga, Obietnica przypieczętowana uroczystym przymierzem. Ale to pierwsze przymierze znalazło jedynie swój wyraz i znaczenie w przymierzu zawartym na górze Synaj.

Ale co z wydarzeniami mającymi miejsce przed Abrahamem? Izraelici nie zachowali ściśle mówiąc wspomnień o tych wydarzeniach. Ich rodzinne dziedzictwo zaczęło się od ich ojca Abrahama. Mimo to pożądane było poprzedzić opowiadanie Wyjścia, wstępem naświetlającym początki ludzkości do czasów Wyjścia. Ten poprzedzający wstęp do księgi Rodzaju księga o początkach, jak sugeruje jej nazwa.

Księga Rodzaju dzieli się na dwie części. Pierwsze 11 rozdziałów mówi o początkach; pozostałe rozdziały opowiadają rodzinne historie Abrahama, Izaaka, Jakuba, Józefa i wędrówkę do Egiptu. Obie części dają tło księdze Wyjścia: pierwsze 11 rozdz. przez opowiadania o początkach ludzkości; reszta przez przechowanie wspomnień Izraelitów o ich odległym przodku i o tym skąd wzięli się w Egipcie.

Mimo iż księga Rodzaju jest pierwsza w Biblii, niekoniecznie była to pierwsza napisana księga. Również nie pisano jej rozdział po rozdziale w miarę upływu opisywanych wydarzeń. Wypadki zawarte w księdze rodzaju były najpierw opowiadane ustnie, a dopiero później zapisywane. Nie była to też ustna tradycja zapisana od razu: Księga Rodzaju była pisana i upowszechniana stopniowo.

Niektóre części Biblii były napisane i opracowane w Judei w czasach Dawida lub Salomona ok. X lub IX w. przed Chrystusem. Trochę inny zestaw ustnych tradycji wydaje się być opracowany w piśmie trochę później w Izraelu, Północnym Królestwie. Po upadku Północnego Królestwa w 721 r. te dwa dokumenty zostały wydane razem, jeszcze później, po powrocie z wygnania w VI w. p.n.Chr. Inna nić tradycji została dodana i księga Rodzaju została ostatecznie zredagowana w takiej postaci, w jakiej ją znamy. Pomimo iż tradycje, jakie przechowuje, cofają się w czasy Abrahama i pomimo, że niektóre zapisane fragmenty przypadają na czasy Mojżesza, rzeczywiste napisanie i opracowanie księgi Rodzaju miało miejsce w etapach pomiędzy X a V w. przed Chr.

To wyjaśnia dlaczego wiele wydarzeń w księdze Rodzaju jest opowiedziane więcej niż raz i trochę różnie. Są dwa zapisy Stworzenia świata. Pierwszy zapis, który rozciąga się do rozdziału 2, 4, pochodzi z tradycji zapisanej po okresie wygnania. Drugi zapis od 2, 4, do 3, 24 został opracowany pisemnie w czasach Dawida lub Salomona o 400 lat wcześniej. Podobnie są dwa splecione ze sobą zapisy potopu w rozdziałach 68, jeden opisujący 40 dniowy potop, drugi 150 dni potopu (Rdz 7, 17. 24).

Autorzy przywoływali rodzinne wspomnienia przekazywane z pokolenia na pokolenie do zapisów o Abrahamie, Izaaku, Jakubie i jego synach. Do zapisów stworzenia świata i powstania człowieka nie mogli przywołać takich wspomnień. Żaden człowiek nie był obecny przy stwarzaniu świata; nawet opowiadania o pierwszych ludziach nie mogły być przekazywane przez długie wieki przed Abrahamem. Przodkowie Abrahama nie wielbili Jahwe, lecz służyli innym Bogom (Joz 24, 2). Nie mogli przekazywać wspomnień o interwencji jedynego prawdziwego Boga, nawet gdyby takie wspomnienia przetrwały stulecia. Nie ma również żadnego dowodu, że Bóg objawił się autorom księgi Rodzaju, aby pouczyć ich o tych wydarzeniach, co do których nie mieli żadnej wiedzy.

Powstanie pierwszych 11 rozdziałów księgi Rodzaju może być raczej odnalezione w historiach stworzenia, znanych na Bliskim Wschodzie, w czasach kiedy powstawała treść księgi Rodzaju. Archeolodzy odkryli kilka mezopotamskich zapisów: stworzenia świata, powstania człowieka, wielkiego potopu. To co czytamy w pierwszych 11 rozdziałach księgi Rodzaju posiada wiele podobieństw do tych legend i mitów i kilka kluczowych różnic. Naród wybrany nie zaadaptował po prostu znanych zapisów stworzenia, które były w obiegu w tej części świata; zmienili i zaadaptowali te zapisy, aby uczynić je środkami objawienia Bożego.

Zamiast ukazywać nasz świat utworzony przez różnych bogów, jak czyniły to zwykle mity, księga Rodzaju przedstawia Jedynego prawdziwego Boga jako źródło wszystkiego co jest. Zamiast pokazywać zesłanie wielkiego potopu jako irracjonalny gniew bogów (jak w mitach mezopotamskich), księga Rodzaju ukazuje potop zesłany przez Boga z powodu ludzkiego grzechu i przewrotności.

Tylko w Biblii stworzenie człowieka jest opisane jako tchnienie w niego własnego oddechu Boga, Podczas gdy istnieją podobieństwa między zapisami w księdze Rodzaju i starożytnych mitach istnieją także niewątpliwe różnice. Właśnie w tych różnicach dostrzegalne jest Objawienie Boże.

Pierwsza część księgi Rodzaju nie zawiera objawienia Bożego o wieku wszechświata, o relacji ziemi względem słońca i innych ciał niebieskich ani o przeciętnej długości życia pierwszego człowieka. Naucza, że świat materialny powstał z ręki Boga, że Bóg specjalnie brał udział w stworzeniu człowieka, że człowiek został stworzony do przyjaźni z Bogiem, że człowiek odrzucił Boga, że to ludzkie odrzucenie Boga jest przyczyną cierpienia, że Bóg nadal daje człowiekowi nadzieję pojednania, i że go nie porzucił. Środek jakim posługuje się księga Rodzaju to historie zaadaptowane z powszechnej kultury tych czasów. Ale objawienie w nich zawarte jest czymś nieznanym w popularnych opowiadaniach, objawieniem, które naród wybrany poznał ze swego przymierza z Bogiem. Musimy pamiętać, że księga Rodzaju została napisana już po tym, jak Bóg objawił się Izraelowi przez Mojżesza i odzwierciedla to jej pojęcie Boga.

Powstaje nieuniknione pytanie: czy możemy czytać pierwsze 11 rozdziałów księgi Rodzaju jako naukową i historyczną prawdę, czy nie? Jeśli rozumiemy przez to: czy księgę Rodzaju możemy czytać jak współczesną naukową czy historyczną książkę, odpowiedź jest jasna „nie". Bóg nie starał się objawiać prawd naukowych. Księga Rodzaju nie udowadnia, ani nie zaprzecza żadnej teorii ewolucji. Teoria ewolucji mogła być prawdziwa lub fałszywa, ale sprawa jest naukowa i nie dotyczy Pisma.

Ale jeśli zapytamy, czy możemy czytać pierwszą część księgi Rodzaju jako Boże objawienie dla nas, odpowiedź brzmi: „tak". W tych rozdziałach Bóg objawia coś o sobie, o powstaniu wszechświata i ludzi, o ludzkim grzechu, o przyczynach cierpienia; Jego objawienie tych spraw nie jest pełne w księdze Rodzaju i musimy interpretować je w świetle nauki całej Biblii. Ale ona zawiera dla nas Boże objawienie. Zawiera je w formie literackiej, która może być dla nas niewygodna; moglibyśmy życzyć sobie, aby Bóg jakoś udostępnił nam naukowy i historyczny zapis. Nie byłaby to jednak forma objawienia, jaką otrzymaliśmy. Nie możemy ani odrzucić pierwszych 11 rozdziałów księgi Rodzaju jako dziecinne bajki, ani czytać je jako naukowe, historyczne dokumenty. Możemy czytać je, pamiętając, że zawierają Boże objawienie dla człowieka, przedstawione przy pomocy wyobraźni, ale mimo to zawierające prawdy.

Powinniśmy czytać księgę Rodzaju, posługując się wydaniem Biblii, które zawiera dobre uwagi wyjaśniające, takie które wskazują na różne wątki pisanej i ustnej tradycji, które zostały razem splecione. Kiedy mamy już podstawowe pojęcie o tym, jak Boże objawienie jest dane nam przez księgę Rodzaju, będziemy w stanie czytać ją z większym zrozumieniem i mniejszą ilością problemów.

EWANGELIE

Jest sprawą niesłychanie ważną dla chrześcijanina, wiedzieć czy Ewangelie są „prawdziwe", czy nie. "A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wiara wasza i aż dotąd pozostajecie w grzechach waszych” (l Kor 15, 17). Jest również sprawą wielkiej wagi, aby mieć właściwe pojęcie przykazań Chrystusa dlatego, że w Ewangeliach, bardziej niż w jakiejkolwiek innej części Pisma, kształtuje się nasza wiara w Chrystusa, a naszemu życiu nadany jest kierunek.

Stąd jesteśmy czasami oszołomieni, kiedy po raz pierwszy czytamy Ewangelie. Przychodzimy oczekując, że będą one tylko czterema „wydaniami” życia Jezusa. Ponieważ wierzymy, że są wiernym zapisem tego, co Jezus robił i powiedział, oczekujemy, że będą ze sobą zgodne. Jednak nie trzeba wiele, aby odkryć, że w wielu wypadkach nie są one w pełni zgodne, nawet jeżeli odnoszą się do tego samego wydarzenia.

Wszystkie cztery Ewangelie np. opowiadają o trzykrotnym zaparciu się Piotra. Jednak różnią się w opisie, kto zagadnął Piotra. Odtworzenie przez Mateusza Modlitwy Pańskiej jest znacznie dłuższe niż u Łukasza, ani Marek, ani Jan nie wspominają o tym. Mateusz wspomina o dziewięciu błogosławieństwach wygłoszonych przez Jezusa; u Łukasza Jezus wypowiada cztery błogosławieństwa i cztery klątwy; Marek i Jan pomijają błogosławieństwa. Jeśli mamy sądzić według Ewangelii Mateusza, Marka i Łukasza, działalność Jezusa trwała tylko rok; Ewangelia Jana mówi o działalności trwającej ponad dwa lata. Zapisy tego, co stało się w Wielkanocny ranek, różnią się od siebie.

Przyjmowano różne postawy, aby wyjaśnić widoczne rozbieżności w zapisach ewangelicznych. Jedna metoda interpretacji utrzymuje, że Ewangelie były tworem pierwotnego Kościoła i nie przechowują dokładnych zapisów o Jezusie. Zgodnie z tą postawą, jakakolwiek próba poznania życia czy słów historycznego Jezusa jest skazana na niepowodzenie. Bardzo często ta postawa wobec Pisma zaprzecza nawet możliwości, że wiele wydarzeń opisanych w Ewangeliach w ogóle mogło mieć miejsce: cuda są wyjaśniane jako bogobojna przesada, opętanie przez demona jest opisane jako choroba umysłowa, a czasami nawet zaprzecza się zmartwychwstaniu Jezusa, uznając to jako życzenie pierwotnego Kościoła.

Zdecydowanie różna i przeciwna postawa utrzymuje, że każde słowo Ewangelii ma być brane dosłownie, jako prawdziwe słowa, które Jezus wypowiada w Ewangeliach są tymi słowami, które wypowiedział na ziemi. Jeśli widoczne rozbieżności istnieją, muszą tak czy inaczej mieć swoje potwierdzenie. W swej krańcowej formie ta postawa opowiada się za dosłowną interpretacją każdego słowa w Ewangeliach: obłaskawienie jadowitych węży i picie trucizny zostało zapowiedziane słowami Jezusa u Marka 16, 18.

Żadna z tych postaw nie jest zadawalająca dla kogoś, kto czytałby Pismo jako słowo Boże skierowane do nas słowami ludzkimi. Pierwsza postawa nie widzi faktu, że Pismo jest słowem Bożym; druga postawa nie uznaje, że słowo Boże jest skierowane do nas za pośrednictwem ludzi.

Aby właściwie zrozumieć Ewangelie, trzeba nam rozumieć jak i dlaczego zostały one napisane.

Można zidentyfikować trzy etapy rozwoju pisanych Ewangelii. Po pierwsze, Jezus z Nazaretu żył między nami i nauczał. Polegał na słowie mówionym, nie pozostawiając po sobie ani pisanych dzieł ani wskazówek dla swych uczniów, aby stali się trzonem Kościoła. Powierzył swą naukę nie Pismu, ale tej grupie ludzi. Po Jego śmierci i po Zesłaniu Ducha Świętego na Kościół, ta grupa ogłosiła Jezusa jako Pana. Nauczali tego, czego Jezus ich nauczył, a także nauczali o Jezusie i głosili Go jako Pana.

To był drugi etap rozwoju Ewangelii: nauki i życie pierwotnego Kościoła. Co najmniej 30 lat upłynęło od śmierci Jezusa zanim napisano pierwszą Ewangelię, którą mamy w Nowym Testamencie. Przez ten czas nauki Jezusa i nauki o Jezusie były przekazywane w Kościele.

Potrzeby Kościoła wpłynęły zarówno na wybór jak i przedstawienie nauk Jezusa. To co Jezus powiedział odnośnie konkretnego tematu zapamiętano w odpowiedzi na pytania i potrzeby i było to głoszone tak, aby te potrzeby zaspokoić. Pierwotny Kościół nie był zainteresowany w przekazywaniu słów Jezusa i wydarzeń z Jego życia na miarę reportażu dziennikarskiego; przekazywał to, co Jezus zrobił i powiedział pod natchnieniem Ducha Świętego, naświetlając znaczenie tego dla naszego zbawienia.

Różne rodzaje potrzeb wpływały na kształtowanie i przekazywanie Ewangelii. Przede wszystkim była potrzeba głoszenia Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa tym, którzy nigdy jej nie słyszeli. Bardzo ogólny zarys życia Chrystusa został przedstawiony, jak widzimy, w kazaniach misyjnych zawartych w Dziejach Apostolskich 2, 2236; 10. 3643; 13, 2339. Ogólny zarys tych kazań stał się później ogólnym zarysem pisania Ewangelii: działalność Jezusa nauczanie i uzdrawianie rozpoczęta od Jego chrztu z rąk Jana; Jego śmierć i zmartwychwstanie, obecnie On, Pan po prawicy Ojca. Cuda, które Chrystus uczynił pamiętano i przypominano jako znaki nadejścia Bożego królestwa. Potrzeby słuchaczy kształtowały sposób, w jaki opowiadano historie o cudach: większy nacisk kładziono na potrzebę dojścia do wiary niż na samo cudowne wydarzenie.

Inną potrzebą pierwotnego Kościoła było dać dalsze pouczenia tym, którzy już słyszeli i przyjęli Jezusa Chrystusa jako Pana. Wiele powiedzeń Jezusa zapamiętano i przekazywano, aby wskazać jak należy żyć życiem chrześcijańskim: „Kazanie na Górze” jest tego dobrym przykładem. Potrzeby słuchaczy kształtowały sposób, w jaki zapamiętano i uczono słów Jezusa. Wątpliwe, czy wszystkie uwagi Jezusa, które są zachowane u Mateusza w zapisie Kazania na Górze (rozdz. 57) były wygłaszane przez Jezusa za jednym razem. Różne nauki Jezusa zostały opracowane razem, aby dać wskazówkę życia chrześcijańskiego.

Inną potrzebą pierwotnego Kościoła było wspólne życie modlitwy. Słowa Jezusa nad chlebem i winem przy Ostatniej Wieczerzy zapamiętano i posługiwano się nimi w liturgicznych kontekstach. Poprzez stałe powtarzanie przyjęto stałą formę, która była przekazywana jako część modlitw pierwotnego Kościoła.

Trzeci etap rozwoju pisanych Ewangelii nastąpił, gdy ewangeliści zapisali Ewangelie. Nie powinno się przyjmować, że ewangeliści zapisali tylko, w pełni już rozwiniętą, tradycję ustną. Autorzy Ewangelii mieli do odegrania twórczą rolę przesiewając różne elementy tradycji, badając to, co inni już napisali, wybierając niektóre wydarzenia a pomijając inne, wyznaczając porządek wybranego materiału. Ich zadanie nie było mechaniczne i naprawdę potrzebowali natchnienia Ducha Świętego, aby je wypełnić.

Z drugiej strony, rola Kościoła w formowaniu tradycji, z której ewangeliści czerpali, nie może być pominięta. Natchnienie Ducha musiało być obecne we wspólnocie w miarę jak kształtowała i przekazywała dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie. Marek i Łukasz nie byli naocznymi świadkami życia Jezusa; byli oni całkowicie uzależnieni od wspomnień innych. Ewangelie Mateusza i Jana były apostolskie w swych początkach, ale prawdopodobnie nie otrzymały ostatecznego kształtu od apostołów Mateusza i Jana.

Nie możemy zatem uważać Ewangelii za stenograficzne zapisy słów wypowiedzianych przez Jezusa, sporządzone przez ewangelistów, gdy dźwięk Jego głosu rozbrzmiewał jeszcze echem. Nie możemy uważać Ewangelii za biografię Jezusa Chrystusa, podobną do współczesnej biografii. Ich celem nie było dostarczenie zapisu o osobie zmarłego, ale szerzenie nauki wśród chrześcijan o Tym, który nadal żył między nimi. Celem ich było doprowadzić ludzi do wiary i umacniać ich, gdy wzrastali w tej wierze. Wydarzenia z życia Jezusa, które nie odpowiadały tym celom, były pomijane, pomimo iż byłoby to zadziwiające dla biografii milczeć przez tyle lat o życiu Chrystusa i nie dostarczyć zewnętrznego opisu Jego Osoby. Ewangelie nie zostały napisane, aby zadowolić tylko ciekawych.

Pierwotny Kościół o wiele mniej był zainteresowany w zachowaniu dokładnych słów Jezusa, a bardziej w zachowaniu i głoszeniu ich znaczenia. Może to dziwić chrześcijan dzisiaj, gdy uświadomią sobie, że Ewangelie niekoniecznie zawierają „dokładne słowa", które Jezus Chrystus powiedział. Na pewno zawierają nowinę, którą Jezus głosił, ale słowa ukształtowane są przez pierwotny Kościół, który naświetlał ich znaczenie. Stąd widoczne rozbieżności w Ewangeliach rzecz nie do wyjaśnienia, gdyby Ewangelie były zapisem słów Jezusa. Pierwotny Kościół nie miał magnetofonów i stenografów; miał Ducha Świętego, który gwarantował wierność nauce Jezusa. Słowa były tylko środkiem czyniącym Słowo obecnym. Celem Kościoła nie było to, co Chrystus powiedział w przeszłości, ale to, co nadal mówił między nimi.

Fakt, że nasze Ewangelie niekoniecznie zawierają „dokładne słowa” Jezusa, nie oznacza, że nie zawierają słów Jezusa do nas. Inspiracja Ducha utrzymywała Kościół w wierności dla nauki Jezusa w miarę jak przekazywano Jego nowinę oraz utrzymywała ewangelistów w wierności dla nauki Jezusa, kiedy opracowywali i zapisywali tę tradycję. Są miejsca, co do których możemy być dosyć pewni, że Kościół zachował Jego dokładne słowa na przykład Jego zwracanie się do Boga „Abba” Ojcze.

Powinniśmy również pamiętać, że dziś musimy polegać na przekładach, które przekazują nam nowinę Jezusa. Aby przejść z jednego języka do drugiego, tłumacz musi nieuchronnie interpretować, aby być wiernym początkowej myśli i znaczeniu, tak jak i słowom. Jezus mówił i nauczał po aramejsku. Ewangelie zostały napisane po grecku najbardziej powszechnym językiem Kościoła w owym czasie. Stąd były przekładem nauki Jezusa od samego początku. Tylko w bardzo niewielu przypadkach autorzy Ewangelii zachowywali słowa aramejskie „Abba", jako jedno z nich. Biblie, które czytamy dziś są tłumaczeniami z greckiego, co powoduje

Następny stopień interpretacji.

Wszystko to nie oznacza, że Ewangelie były po prostu wymysłem pierwotnego Kościoła, który włożył słowa w usta Jezusa i wymyślił wydarzenia odpowiadające potrzebom Kościoła. Ukształtować naukę, aby odpowiadała konkretnej potrzebie, to nie to samo, co wymyślić naukę. Omawianie znaczenia jakiegoś wydarzenia wymaga, aby samo to wydarzenie miało miejsce. Jeśli nic naprawdę by się nie stało, nie byłoby dobrej nowiny.

Ci, którzy twierdzą, że nie możemy odkryć jaki był Jezus i czego nauczył, pomijają podstawy Ewangelii, pierwszy etap ich rozwoju, słowa i czyny samego Jezusa. Pomijają fakt, że Jezus posłał apostołów, aby byli Jego „świadkami” (Dz l, 8). W sądzie „świadek” jest kimś, kto zna dowód z pierwszej ręki. Apostołowie zostali posłani, aby być „świadkami” Chrystusa właśnie dlatego, że widzieli Go na własne oczy i słyszeli Go na własne uszy. Ta znajomość z pierwszej ręki była wymagana np. przy wyborze następcy Judasza (Dz l, 21 - 22)

.

Ewangelie wyrosły ze świadectwa tych naocznych świadków. Pierwszy list Jana został napisany o rzeczywistości: „co usłyszeliśmy o Słowie życia, co ujrzeliśmy naszymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (l J l, 1). Jego Ewangelia zachowuje tę osobistą znajomość „z pierwszej ręki", nawet jeśli jeden z uczniów Jana zajął się ostatecznym wydaniem dla Jana "to jest ten uczeń, który daje świadectwo o tych sprawach i który je opisał. A wiemy, że świadectwo Jego jest prawdziwe". (J 21, 24). Łukasz starał się zapisać dobrą nowinę Jezusa Chrystusa tak jak ją "przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa” (Łk l, 2).

Z drugiej strony ci, którzy zabierają się do uzgodnienia różnic między czterema Ewangeliami pomijają drugi etap ich rozwoju: przekazywanie wiary wewnątrz Kościoła, między Wniebowstąpieniem Chrystusa a napisaniem Ewangelii, które dziś czytamy. Ewangelie były obwieszczeniem pierwotnego Kościoła, że ten sam Jezus, który chodził pomiędzy ludźmi był Panem. Były obwieszczeniem ukształtowanym przez potrzeby Kościoła.

Kościół stale i mocno potwierdzał historyczny charakter Ewangelii. Kościół wierzy mocno, że Ewangelie wiernie przechowują to, co Jezus uczynił i nauczał dla naszego zbawienia. Zastosowanie ewangelicznej nowiny do konkretnych sytuacji w pierwotnym Kościele, nie pomijało historycznych podstaw życia Jezusa. Kształtowanie ewangelicznej nowiny przez jej ustną tradycję nie pomijało jej historycznych korzeni. Praca ewangelistów w pisaniu Ewangelii wybieranie jednych wydarzeń, a pomijanie innych, łączenie nauk przekazywanych przy różnych okazjach w jedno, wyjaśnienie znaczenia tego, co Chrystus uczynił w sensie potrzeb pierwotnego Kościoła nie przekraczało prawdy ewangelicznej nowiny. Naoczni świadkowie i ewangeliści chcieli przekazać prawdę o Jezusie Chrystusie. Czynili tak pod natchnieniem Ducha Świętego. Możemy z tą pewnością czytać Ewangelie nie jako dziennikarskie zapiski, ale jako głoszenie zbawienia w Jezusie Chrystusie. Naprawdę możemy czytać słowa Jezusa w Ewangeliach jako Jego słowa do nas.

APOKALIPSA

Przechodząc do Apokalipsy, napotykamy prawdopodobnie na najtrudniejszą do zrozumienia księgę Biblii księgę, która spowodowała więcej nieporozumień niż jakakolwiek inna.

Powód naszego zakłopotania jest oczywisty: Apokalipsa roi się od symboli potworów, tajemniczych liczb, niejasnych aluzji wszystko otoczone widzeniami, które miał autor, Jan. Z powodu właściwej sobie niejasności, i ponieważ ma być objawieniem spraw, które nadejdą, Apokalipsa otrzymała zadziwiającą różnorodność interpretacji. Niektóre twierdzą, że przepowiada stworzenie Europejskiego Wspólnego Rynku, wynalazek helikopterów, okropności bomby wodorowej i nieunikniony koniec świata.

Nigdzie nie jest ważniejsze zrozumienie formy literackiej, niż w Apokalipsie. Greckim tytułem tej księgi jest „Apokalipsa Jana” określający księgę jako apokalipsy. Niestety, apokaliptyczna forma pisania jest współczesnemu człowiekowi najmniej znana spośród różnych form literackich Biblii i stąd najbardziej niezrozumiała.

Apokaliptyczne pisanie zaczęło się pod koniec okresu proroków w czasach Starego Testamentu. Niektóre z proroczych ksiąg Starego Testamentu zawierają elementy apokaliptyczne, szczególnie księgi Daniela, Ezechiela i Zachariasza. Pisma apokaliptyczne stały się bardzo powszechne w II i I w. przed Chr. i nadal były pisane przez około I. po Chr. Jedynym apokaliptycznym pismem zachowanym w Nowym Testamencie jest Apokalipsa Jana.

Pisma apokaliptyczne twierdziły, że są objawieniami wydarzeń, które mają nadejść. Objawienie było zwykle dane jako wizja. Objawienie zawarte w pismach apokaliptycznych były wyrażane poprzez symbole; aby zrozumieć objawienie, musiało się rozumieć użyte symbole.

Niewiele symboli użytych w Apokalipsie Jana jest znanych współczesnemu człowiekowi. Stąd czytelnicy Apokalipsy potrzebują klucza do interpretacji tego, co zostało powiedziane. A ponieważ praktycznie wszystko wspomniane w piśmie apokaliptycznym ma symboliczną wartość. księga Apokalipsy będzie prawie zupełnie niezrozumiała, bez pojęcia symbolizmu tam użytego. Tak jak Amerykanie nie mogą zrozumieć wysoko rozwiniętego symbolizmu japońskiego teatru bez wyjaśnienia, i tak jak tybetański wieśniak byłby bardzo zdumiony, widząc po raz pierwszy grę w Baseball, tak samo współczesny czytelnik nie może zrozumieć bez pomocy, świata pisma apokaliptycznego.

Najważniejszym faktem w zrozumieniu Apokalipsy jest uświadomienie sobie, że była to w tamtych czasach rozprawa. Była pisana w specyficznym kontekście i skierowana do konkretnej sytuacji. Była pisana przed końcem I w. kiedy Kościół przechodził ciężkie prześladowanie z rąk rzymskich imperatorów. Została napisana, by umocnić prześladowanych chrześcijan. Jeśli nie ma się na uwadze tego pierwszorzędnego celu księgi, nie jest możliwe żadne właściwe zrozumienie.

Część trudności w zrozumieniu Apokalipsy polega na tym, że nie wydaje się ona być traktatem dla prześladowanych chrześcijan pod koniec I w., wydaje się być proroctwem o końcu świata, opisującym walkę między Bogiem i szatanem, głoszącym ostateczny triumf Boga w momencie okropnego cierpienia na ziemi. Istnieje sens, w którym omawiane są te sprawy w Apokalipsie, ale są one omawiane w kontekście wydarzeń przy końcu I w. Po prostu Jan nie pisał do ludzi XX wieku; pisał do chrześcijan w Azji Mniejszej. Jeśli będziemy czytać Apokalipsę jak gdyby została ona napisana dla opisu wydarzeń w XX w., czy jak gdyby była napisana dla przepowiedzenia wydarzeń, które są tuż, tuż, będziemy ją czytać źle. Musimy czytać ją przede wszystkim jako nowinę pisaną przez chrześcijan I w. w czasach prześladowań.

Nowina, którą Jan chciał przekazać, miała nieść zachętę i nadzieję. Chciał on pocieszyć chrześcijan w ich cierpieniach i zapewnić, że ich cierpienia nie zostały przeoczone w Bożym planie. Chciał ich zapewnić, że Bóg nadal był z nimi, i że Bóg nadal był Panem wydarzeń, pomimo widocznej rzymskiej przewagi. Chciał nauczyć, że Bóg będzie sadzić zarówno sprawiedliwych jak i niesprawiedliwych i że ci, którzy uwierzyli w Chrystusa będą nagrodzeni w

Następnym życiu. Boże dzieło odkupienia nie było jeszcze ukończone; chrześcijanie nie mieli rozpaczać pośród cierpienia i śmierci z rąk Rzymian.

Jan wyraził tę nowinę w sensie apokaliptycznym. Prześladowania prowadzone przez Rzym przeciwko chrześcijanom było widziane jako napaść szatana na samego Boga napaść, którą Bóg przezwycięży. Szatan będzie zrzucony do płonącej jamy: Rzym będzie zniszczony. Męczennicy będą witani w niebie przez samego Chrystusa, w którego cierpieniach uczestniczyli: byli tymi, którzy skąpali swoje szaty w krwi Baranka.

Ważnym punktem jest, że symbolizm Apokalipsy musi być odczytany wg intencji autora i sytuacji, do której odnosił się kiedy pisał. Istnieje ponadczasowa nowina w Apokalipsie: jest to słowo Boże do nas. Ale przede wszystkim musimy je zrozumieć w sensie nowiny dla Kościoła w okresie prześladowania. Jeśli zrozumiemy co mówiło ono wówczas, zrobimy pierwszy krok do zrozumienia, co może ono mówić nam dziś. Nie możemy bezpośrednio interpretować jego symboli w sensie bieżących wydarzeń. Nie możemy interpretować jego uwagi o tysiącletnim panowaniu Chrystusa jako dosłownej przepowiedni, że Chrystus znów będzie żył na ziemi przez tysiąc lat i panować będzie nad królestwami ziemi. Nie możemy brać dosłownie jego opisów klęsk, jako opisów wydarzeń, które mają miejsce teraz (i mają miejsce teraz po raz pierwszy od czasu gdy Jan pisał), i z tego wnioskować, że koniec świata nadchodzi. Nie możemy przepowiadać politycznych i militarnych sukcesów współczesnego państwa Izraela na podstawie tego, co jest zawarte w Apokalipsie.

Znajomość wstępu do Apokalipsy, takiego jak ten, który jest w pełnych wydaniach Biblii Jerozolimskiej, jest konieczna dla współczesnego czytelnika. Również konieczny jest niemal dosłowny komentarz, który wyjaśnia znaczenie symboli użytych w Apokalipsie dla czytelników I wieku.

MILCZENIE PISM

Poznaliśmy trzy dziedziny, w których Pismo Święte nie zamierza nas pouczać o rzeczach, o których chcielibyśmy wiedzieć. Biblia nie daje nam naukowego zapisu stworzenia wszechświata: objawia, że wszystko co istnieje pochodzi od Boga, lecz nie wyręcza człowieka w pracy naukowej. Ewangelie nie są biografiami życia Jezusa Chrystusa: głoszą zbawczą prawdę, że Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, i że przez Niego znajdujemy zbawienie. Apokalipsa nie opisuje jak i kiedy świat się skończy: zapewnia nas tylko o ostatecznym triumfie i nadejściu Królestwa Bożego.

Biblia nie jest podręcznikiem, a jeszcze mniej wypisami. Nie możemy wymagać od niej informacji, której nie zawiera. Nie możemy wymagać odpowiedzi na pytania, których nie stawia. Nie możemy posługiwać się nią jak książką kucharską, encyklopedią, czy książką opisująca zdumiewające fakty. Nie możemy czynić z Biblii czegoś, czym ona nie jest.

Biblia jest słowem Bożym do nas i dla nas. Jest Bożym objawieniem i naszą drogą do Ojca. Jest zasadą wiary Kościoła. Ale Biblia nie jest księgą pouczeń, która spadła z nieba jako gotowy podręcznik z decyzjami na wszystkie okoliczności, pełna odpowiedź na każde nasze pytanie. Biblia nie może zastąpić Kościoła, jako kontekst naszego życia chrześcijańskiego i spotkania Chrystusa, nawet jeśli jest ważną częścią tego kontekstu. Biblia nie może zastąpić przewodzenia Ducha Świętego, kiedy zmagamy się z problemami i pytaniami wyjątkowymi dla naszego współczesnego wieku.

Biblia milczy na wiele tematów. Niewiele mówi nam o życiu po śmierci. Gdybyśmy byli w Betanii w owym czasie, prawie na pewno zapytalibyśmy Łazarza, jak to było być umarłym przez trzy dni. Mimo to Jan milczy na ten temat; chce zwrócić uwagę na władzę Jezusa nad życiem i śmiercią, a nie na charakter przeżycia Łazarza, kiedy umarł.

Biblia obiecuje nam zmartwychwstanie naszych ciał, ale nie opisuje jak nasze zmartwychwstałe ciała będą wyglądały i czuły się. Naturalnie chcielibyśmy wiedzieć. Ale Paweł odrzuca to pytanie całkiem szorstko "Lecz oto powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukażą się ciele? O niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłem ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym... Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem, Zasiewa się to, co zniszczalne powstaje zaś niezniszczalne” (l Kor 15, 3537). Poza analogią Pawła, Pismo milczy.

Pytania, które stawiamy Pismu mogą być niewłaściwymi pytaniami. Moglibyśmy zapytać „jak świat naprawdę się zaczął"? albo „jaki będzie koniec świata?” i oczekiwać znalezienia odpowiedzi w pierwszej i ostatniej księdze Biblii. Ale księga Rodzaju i Apokalipsa nie zostały napisane, by odpowiedzieć na te pytania, i odpowiedzi nie mogą wynikać z nich w właściwy sposób. Prawdopodobnie więcej złych interpretacji Pisma zostało „opartych” na tych dwóch księgach, niż na reszcie Ksiąg razem wziętych głównie z powodu zadawania niewłaściwych pytań.

Chcielibyśmy znać czas, kiedy Chrystus przyjdzie znów w chwale. Jak apostołowie zapytalibyśmy: "Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela"? (Dz. l, 6). Ale Jego odpowiedź byłaby taka sama, jak Jego odpowiedź do nich: "Nie wasza to rzecz znać czas i godzinę, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz l, 78). Nie nam jest wiedzieć... ale zadanie zostało nam powierzone. Mamy otrzymać moc Ducha Świętego i kontynuować dzieło pozostawania dziećmi Bożymi we współczesnym świecie, a nie bezczynnie medytować nad tym, co nie zostało nam objawione.

Obietnica, jaką otrzymaliśmy jest obietnicą pełnej wiedzy o Bogu. Ale jest to obietnica, którą Bóg wypełni później, nie w tym miejscu i czasie przez słowa Biblii. Możemy zastosować słowa Pawła do samego Pisma: "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; kiedyś zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję częściowo, kiedyś będę poznawał tak, jak i zostałem poznany” (l Kor 13, 12). Słowo Boże jest zwierciadłem, w którym widzimy Jego i widzimy samych siebie. Kiedy dopełnimy naszą wędrówkę do Ojca, ujrzymy Go twarzą w twarz, poznamy Go nawet tak jak On teraz zna nas. Nie tylko będziemy słyszeć Słowo Boże kierowane do nas; będziemy całkowicie w Jego obecności.

Do tego dnia, kiedy ujrzymy Go twarzą w twarz mamy przywilej oglądać Go tak, jak się nam objawił. Jesteśmy uprzywilejowani, mogąc słuchać Jego słów do nas, jesteśmy uprzywilejowani, mając Pismo i mogąc czytać je jako Słowo Boga, objawiającego się nam, zapraszające nas ze sobą na tę ścieżkę, która prowadzi do Jego obecności.




Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
Czytanie Pisma Święteg1-rozdz.1, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg1-rozdz.3-słuchanie, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg2-Dodatek, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg1-rozdz.2-zrozumienie, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg2-rozdz.6-Bóg jest Tym, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożeg
Czytanie Pisma Święteg1-wstęp, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg2-rozdz.7-Kościól jest tym, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa B
-Czytanie Pisma Świętego-Przedmowa, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg2-Zakończenie, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg1-rozdz.4-modlitwa, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg1-rozdz.1, George Martin-Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
George Martin Czytanie Pisma Świętego jako Słowa Bożego
George Martin Czytanie Pisma Swietego jako Slowa Bozego
Czytanie Pisma Świętego jako słowa Bożego
Czytanie Pisma Święteg2-rozdz.5-Słowo Boga przychodzi w słowie ludzi, George Martin-Czytanie Pisma Ś
szkoła modlitwy '11, Rozważanie Pisma Świętego, Rozważanie Słowa Bożego
George Martin Czytanie Pisma Świętego
CZY KOŚCIÓŁ ZAKAZYWAŁ CZYTANIA PISMA ŚWIĘTEGO, Biblistyka
Roczny Plan Czytania Pisma Świętego, Modlitwy i bibilia

więcej podobnych podstron