Kiedy sławetna V b - postrach wszystkich nauczycieli wpadła z impetem do klasy, przywitał ją niecodzienny widok. Ławki połączone, krzesła dookoła, na pulpitach kolorowe pisma. - Proponuję wam dzisiaj pracę w gru­pach - zaczęła pani Skierkowicz, zwana w skrócie Skierką.

Zaszeleściły przewracane strony.

Jacek w ekspresowym tempie przejrzał ca­łą leżącą przed nim gazetę, zatrzymując oko jedynie na ciekawostkach motoryzacyj­nych. Ktoś parsknął śmiechem, bo czytał właśnie ostatnią stronę, tę z dowcipami.

- Ogólnie, nic ciekawe­go - podsumował bezli­tośnie Grzesiek.

- Wygląda na to, że nie podoba się wam żadne z tych pism - zauważyła spokojnie Skierka.

Grzesiek poczuł się jak ryba w wodzie.

- No pewnie - Grześ najwyraźniej postanowił nie dać się
zbić z tropu.

- W takim razie... spróbuj.


Tego się nie spodziewał. - Oczywiście nie musisz pisać wszystkiego sam -uśmiechnęła się pocieszająco polonistka. - Na następną środę każdy przyniesie jakiś tekst do twojej gaze­ty. Może to być recenzja ciekawej książki albo filmu, felieton na temat dyskotek szkolnych, albo artykuł o świnkach morskich. Daję wam zupełnie wolną rękę. Tych tekstów nie będę oceniać, ale wszystkie uważnie przeczytamy. Może uda się stworzyć z nich coś naprawdę inte­resującego. Kto wie?

Ewa Stadtmiiler

Dominik 1(1999) s. 22