Mądralińska i Wikipediusz

Siedzieli wokół stołu wpatrzeni w figurkę Maryi. Przyniosła ją rano Małgosia po Mszy Roratniej i postawiła na stole. Maryja czekała na nich pół dnia, a teraz, gdy wrócili ze szkoły, patrzyła gdy siadali do obiadu.

- Ja to mam szczęście - westchnęła radośnie Małgosia.

-To prawda - przytaknęła jej Mama. - Tyle dzieci w kościele, tyle rysunków, a ksiądz wylosował twoje brokatowe serduszko. Dzięki temu figurka Maryi zawędrowała na jedną dobę do naszego domu. Za moich czasów takiej tradycji nie było.

-Ale to też zobowiązuje - przypomniał Tata. - Ksiądz mówił przecież, że Maryja prosi o dobre uczynki…

- To Maryja jest tradycją? - zdziwił się Jasiek. - A ksiądz mówił, że Adwentem.

-Oj, jaki ty głupi Jasiek jesteś - parsknęła śmiechem Magda. - Maryja to Mama Pana Jezusa. A Pan Jezus to Bóg, który urodził się w stajence Betlejemskiej. A adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana Jezusa. Dlatego trzeba zapalać w kościele roratki, żeby było jasno i żeby pan Jezus trafił do kościoła.

- Odezwała się Magdalińska Mądralińska- prychnął Kuba - wie, że dzwonią, tylko nie wie w którym kościele.

- A ty wiesz wszystko? No to powiedz, co to jest tradycja twoim zdaniem?

- Ja nie, ale wszystko wie Wikipedia! - wykrzyknął Kuba podnosząc do góry smartfona - Posłuchajcie! - Kuba wpisał w pasek Google słowo „tradycja” i zaczął czytać - „Tradycja to przekazywane z pokolenia na pokolenie treści kultury takich jak: obyczaje, poglądy, wierzenia, sposoby myślenia, zachowania, normy społeczne itp.

- Nic nie rozumiem- pokręcił głowa Jasiek.

- A roratka? - zapytała jeszcze Magda.

- „Roratka to świeca adwentowa, stanowi ona symbol Maryi, która niesie w łonie Jezusa określanego mianem prawdziwej światłości.

- A nie mówiłam? - Magda uderzyła dłonią w stół, aż figurka Maryi podskoczyła niebezpiecznie. - Ja nie potrzebuję Wikipedii, i tak wszystko wiem lepiej, Wikipediuszu!

- A może byście się nie kłócili przy Maryi? - powiedział cicho Tata.

Zawstydzili się, sięgnęli po łyżki, zaczęli jeść.

I wtedy ktoś zadzwonił do drzwi.

- Oj, jest nasz Ksiądz - ucieszył się Tata. - Zapraszamy do stołu.

- I ja się cieszę, że was widzę, a pośrodku Maryję - powiedział ksiądz. - Tym łatwiej będzie mi prosić o pomoc.

- Oczywiście, jeśli tylko damy radę- powiedziała Mama stawiając przed księdzem talerz.

- Otóż, jest w naszej parafii taka pani, która nosi pod sercem Maleństwo. No i trzeba tą panią przekonać, żeby je urodziła.

- O Boże! Aż tak? - wyszeptała Mama spoglądając na leżącego w nosidełku Dominika.

- Aż tak! - przytaknął ksiądz. - Ta pani jest samotna i biedna… może dlatego…gdyby tak pozbierać trochę pieniążków po sąsiadach… - to mówiąc ksiądz wyjął ze swojej teczki porcelanowe Aniołki. - To znaczy sprzedać te Aniołki za ile kto tam będzie mógł…żeby ta pani miała na początek za co kupić jedzenie i pieluszki dla maluszka. No i pomodlić się by trzeba było….

- To taka tradycja? - zapytał Jasiek?

- Bardziej pomoc wypływająca z miłości.

- Bo my tu dziś o tradycjach przedświątecznych - usprawiedliwił Jaśka Tata.

- No tak, tak - ksiądz podrapał się po głowie. - Tradycja dobra rzecz. Ona przypomina nam o tym jak przygotować się do świąt. W kościele drabina i Pan Jezus schodzący po niej na ziemię, adwentowy wieniec, roratka, lampion, wędrująca Matka Boża…tylko, żeby przy tym nie zapomnieć o prawdziwej mądrości…

- No właśnie! - Kuba popatrzył znacząco na Magdę - mówiłem, że z Wikipedii wszystkiego można się dowiedzieć…

- A jak ktoś już wszystko wie, to nie musi…- odbiła piłeczkę Magda.

- Nie o taką mądrość mi chodziło - ksiądz uśmiechnął się ciepło - ale o taką Bożą, która mówi co jest dobre a co złe. I co jest w danej chwili najważniejsze…

- Jak ten dzidziuś? - szepnęła Małgosia.

-Jak ten dzidziuś - odpowiedział ksiądz patrząc z czułością na Małgosię i na stojącą na stole Maryję.