Zwariowany dzień.

- Ależ to zabobony! - tata śmiał się jak dziecko, gdy Magda opowiadała wieczorem swoje całodzienne perypetie - kochanie czyż nie wiesz , że wszystko w rękach Pana Boga jest? I choćby nie wiem jak zaklinać los to On i tak pokieruje naszymi sprawami? To Jemu trzeba zaufać a nie wierzyć w jakieś gusła.

No tak, zupełnie zapomniała i dała się wciągnąć w te niedorzeczne przesądy. I dzień przez to był zwariowany jak żaden inny dotąd. A wszystko przez to że Agnieszka jej wczoraj przypomniała o dzisiejszym piątku. I że to trzynasty właśnie.

- W takim dniu same zło się może przydarzyć - przyjaciółka przekonywała ją cały wczorajszy wieczór. No to się zdarzyło.

Rano podczas pakownia książek upadł jej na podłogę podręcznik do historii.

- Odbiło ci! - Kuba patrzył na nią z niedowierzaniem jak skacze po okładkach książki. Wymachiwała przy tym rękoma jak indiański wojownik tańczący wokół ogniska.

- Co, nie wiesz, że jak książka upadnie trzeba ją przydepnąć? Inaczej wszystko można zapomnieć?

- Trzeba najpierw zapamiętać - Kuba mrugnął porozumiewawczo - a nie na telefonie wisieć cały wieczór.

- Trochę się uczyłam - Magda próbowała oszukać nie tylko Kubę ale i siebie - A z Agą musiałam pogadać. Ona wie jak zapobiegać nieszczęściom.

- Tere fere kuku - Kuba zagrał siostrze na nosie - już ty na jej radach daleko nie zajedziesz.

- Zobaczymy - zawołała opryskliwie wybiegając z domu

Zadyszana stanęła przy bloku Agnieszki. Było już bardzo późno. A tu jeszcze…

- O Boże! , czarny kot przebiegł nam drogę! - krzyknęła Agnieszka

- To może pójdziemy przez park?

Przez park było dalej. Ale cóż, nie warto było ryzykować .

- Żeby mnie tylko pani nie zapytała, żeby mnie pani nie zapytała -Magda powtarzała te słowa jak modlitwę .

- Odpukajmy w niemalowane drzewo. To zawsze pomaga.

- Ej, dzięcioły! Zamiast stukać w drzewo pędźcie do szkoły, już po dzwonku - woźny popatrzył podejrzliwie na stojące przy topoli dziewczyny.

Pani wpisała im uwagę za spóźnienie . A później wywołała jednak Magdę do odpowiedzi. I nic nie pomogło. Ani przydeptana książka od historii, ani wyminięcie kota. Nawet odpukanie w niemalowane drzewo nie miało wpływu na to że w głowie Magdy była tylko pustka. Stała pod tablicą ze spuszczoną głową i nic wydukać nie mogła. A czerwony rumieniec parzył jej twarz jak pokrzywa.

Szły do domu z nosami spuszczonymi na kwintę. Agnieszka próbowała ją rozbawić. Ale jedynka w plecaku ciążyła jak stukilogramowy kamień.

- To musiało się zdarzyć - przekonywała Agnieszka - sama wiesz….

Kiedy Magda skończyła swoja opowieść tata przytulił ją i powiedział :

- Widzisz córeczko, gdybyście nie dały się zwieść gusłom to nie spóźniłybyście się do szkoły zatrzymywane przez koty czy spadające książki. I żaden piątek w dodatku trzynastego nie przeszkodziłby w zdobyciu dobrej oceny, gdybyś się wcześniej trochę pouczyła.

- Wiem, taka głupia jestem- przyznała się Magda.

- No, może nie aż taka głupia , tylko strasznie łatwowierna. A gdzie Twoje zaufanie Panu Bogu i czuwającym Jego Aniołom, no?

Dzwonek telefonu przerwał rozmowę.

- Już nie wierzę w żadne przesądy - Magda uprzedziła słowa koleżanki.

- E, co tam przesądy - Aga piała z radości - dziś przyszedł list od moich rodziców. Przyjeżdżają w sobotę.

- Naprawdę ?- Magda roześmiała się z ulgą - to już chyba nie wierzysz w żadne  nieszczęścia w piątki trzynastego?          

Krystyna Sztramska