background image

 

Hanna Mamzer 
Instytut Socjologii UAM 
W:  H.  Mamzer  2008  (red).  Czy  kres  wielokulturowo

ś

ci?  Pozna

ń

.  Wydawnictwo 

Humaniora 
 

Inny uprzedmiotowiony? Jak mówi

ć

 o wielokulturowo

ś

ci. 

 
Propozycje promowania  wielokulturowo

ś

ci jako warto

ś

ci, rodz

ą

 istotne problemy natury 

normatywnej,  a  nawet  moralnej.  Warto  po

ś

wi

ę

ci

ć

  im  nieco  uwagi,  w  kontek

ś

cie  coraz 

wi

ę

kszego  zró

Ŝ

nicowania  kulturowego  współczesnego 

ś

wiata.  Wielu  autorów  ignoruje 

problem definiowania kultury, a co za tym idzie- tak

Ŝ

e terminów pokrewnych, w rodzaju 

poj

ę

cia  wielokulturowo

ś

ci.  Otó

Ŝ

  ogrom  debat  po

ś

wi

ę

conych  zagadnieniom  kultury, 

to

Ŝ

samo

ś

ci i wielokulturowo

ś

ci, zakłada 

Ŝ

e ka

Ŝ

da grupa ludzka ma swoj

ą

 kultur

ę

. Takie 

zało

Ŝ

enie  daje  si

ę

  utrzyma

ć

,  ale  trzeba  wzi

ąć

  pod  uwag

ę

Ŝ

e  kultury  nie  s

ą

  łatwo 

odró

Ŝ

nialnymi  cało

ś

ciami, 

Ŝ

e  si

ę

  przenikaj

ą

  ze  sob

ą

  i  wła

ś

ciwie  nie  wiadomo  gdzie  s

ą

 

ich granice. Ostre rozdzielenie kultur nie jest mo

Ŝ

liwe- granice kultur, nie pokrywaj

ą

 si

ę

 

idealnie  z  granicami  grup.  Nawet  je

ś

li  dałoby  si

ę

  zidentyfikowa

ć

  tak

ą

  sytuacj

ę

,  gdzie 

zachodziłaby  idealna  korespondencja  pomi

ę

dzy  granicami  kultury  i  granicami  grupy,  to 

sama kultura danej grupy, nie jest fenomenem jednorodnym i zawiera w sobie zarówno 

subkultury jak i kultury mniejszo

ś

ci. Proponuje si

ę

 wi

ę

c pewnego rodzaju uwra

Ŝ

liwienie, 

przyjmuj

ą

ce  posta

ć

  „narracyjnego  spojrzenia  na  kultur

ę

”,  odró

Ŝ

niaj

ą

cego  spojrzenie 

kogo

ś

 z zewn

ą

trz od spojrzenia uczestnika danej kultury (por. Burszta, Kuligowski 2005 

s.241).  W  niniejszym  tek

ś

cie  staram  si

ę

  przeprowadzi

ć

  analiz

ę

  sytuacji  z  pozycji 

obserwatora, podejmuj

ą

cego refleksj

ę

 nad pewnym demonstrowanym stosunkiem jednej 

grupy  kulturowej,  wobec  grupy  innej.  Wywodz

ę

  poj

ę

cie  kultury  z  rozumienia 

proponowanego  przez  społeczno-regulacyjn

ą

  koncepcj

ę

  kultury,  gdzie  kultura  nie  musi 

zawsze  by

ć

  przypisana  do  grupy  etnicznej,  ale  gdzie  ma  ona  charakter  zbiorów  reguł 

normatywnych i dyrektywalnych, respektowanych w danej społeczno

ś

ci (niekoniecznie o 

charakterze etnicznym) (por. Banaszak, Kmita 1991). Kultura jest tu traktowana szeroko, 

co  pozwala  dostrzec, 

Ŝ

e  w  ramach  jednej  grupy  etnicznej  mo

Ŝ

na  tak

Ŝ

e  mie

ć

  do 

czynienia z wielo

ś

ci

ą

 kultur. 

Na  czym  jednak  polega  problematyczno

ść

  podejmowania  rozwa

Ŝ

a

ń

  nad 

wielokulturowo

ś

ci

ą

?  Zagadnienia  zwi

ą

zane  z  wielokulturowo

ś

ci

ą

  stały  si

ę

  jednym  z 

centralnych  obszarów  zajmuj

ą

cych  współcze

ś

nie  humanistów,  dzi

ę

ki  nasilaj

ą

cemu  si

ę

 

procesowi  globalizacji.  Kontakty  mi

ę

dzykulturowe  oraz  sam  fenomen  wielokulturowo

ś

ci 

traktowany jako pewien stan zró

Ŝ

nicowania społeczno

ś

ci, istniały oczywi

ś

cie od zawsze. 

background image

 

W  przeszło

ś

ci  były  to  jednak  kontakty  ograniczone:  po  pierwsze  poprzez  mniejsze 

zaludnienie, mniejsze potrzeby kontaktowania si

ę

, ale przede wszystkim, przez bardziej 

ograniczone sposoby komunikacji (obejmuj

ą

cej zarówno mo

Ŝ

liwo

ść

 przemieszczania si

ę

 

jak  i  utrzymania  kontaktu  z  macierzyst

ą

  społeczno

ś

ci

ą

).  Mo

Ŝ

na  przyj

ąć

Ŝ

e  na 

przestrzeni dziejów ludzko

ś

ci, kontakty te nasilały si

ę

 stopniowo, by osi

ą

gn

ąć

 kulminacj

ę

 

w  okresie  nast

ę

puj

ą

cym  po  rewolucji  przemysłowej,  oraz  wydarzeniach  w  których 

ludzko

ść

  uczestniczyła  krótko  potem:  mianowicie  pierwszej  i  drugiej  wojnie 

ś

wiatowej. 

To one paradoksalnie przyczyniły si

ę

 walnie do nasilenia kontaktów z innymi kulturami, 

bowiem  działania  wojenne  wymusiły  koncentracj

ę

  na  rozwijaniu  technik  sprawnego 

komunikowania  si

ę

  i  przemieszczania.  Natomiast  okres  reperacji  po  drugiej  wojnie 

ś

wiatowej,  zapocz

ą

tkował  proces  globalizacji:  na  pocz

ą

tku  rozumiany  jako  przepływ 

kapitału finansowego.  Z nim  jednak  wi

ą

zało  si

ę

  prowadzenie  działa

ń

  gospodarczych  w 

Ŝ

nych  regionach 

ś

wiata,  a  to  wywołało  zmiany  społeczne  i  kulturowe.  Wła

ś

ciwie  ten 

okres  nale

Ŝ

y  traktowa

ć

  jako  pocz

ą

tek  wielokulturowo

ś

ci  w  sensie,  jaki  nadajemy  temu 

terminowi  dzisiaj:  współwyst

ę

powania  przedstawicieli  ró

Ŝ

nych  kultur,  na  tych  samych 

obszarach,  przy  jednoczesnym  znoszeniu  i  zanikaniu  granicznych  podziałów. 

Intensyfikacja 

migracji, 

znoszenie 

formalnych 

przeszkód 

uniemo

Ŝ

liwiaj

ą

cych 

przemieszczanie si

ę

, integracja europejska a tak

Ŝ

e obalenie komunistycznego re

Ŝ

imu w 

Europie-  wszystko  to  przyczyniło  si

ę

  do  nasilenia  si

ę

  procesów  mieszania  si

ę

  kultur. 

Nale

Ŝ

y  mie

ć

 

ś

wiadomo

ść

  oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e  wspomniane  procesy  nast

ę

powały  stopniowo, 

czasem nawet falowo- przechodz

ą

c od jednych skrajno

ś

ci do innych

1

. Nie ulega jednak 

w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e  wraz  z  nasilaj

ą

cym  si

ę

  ukierunkowaniem  kultury  zachodniej  na 

zapewnienie  indywidualnym  podmiotom,  swobodnych  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  realizowania  i 

zaspakajania  swoich  potrzeb,  pot

ę

guje  si

ę

  dzisiaj  tendencja  do  przemieszczania  si

ę

  i 

wykraczania poza dotychczas zajmowane obszary (co dotyczy obszarów definiowanych 

przestrzennie- geograficznie, ale tak

Ŝ

e rozumianych szerzej- mentalnie). 

Analizy  fenomenu  wielokulturowo

ś

ci  s

ą

  podejmowane,  przynajmniej  z  dwóch 

perspektyw.  Perspektywa  pierwsza  to  opis  pewnego  istniej

ą

cego  (lub  postrzeganego) 

                                                  

1

  Dla  przykładu  Arnold  van  Gennep  pisał  w  1909  roku:  „W  naszych  czasach,  wył

ą

czywszy 

nieliczne  kraje,  które  zachowały  zwyczaj  okazywania  paszportów,  w  tak  zwanym 

ś

wiecie 

cywilizowanym tego rodzaju przej

ś

cie [granica] ma charakter swobodny. Granica- idealnie prosta 

linia wykre

ś

lona mi

ę

dzy słupami granicznymi- jest widoczna tylko na mapach. Ale nie tak odległe 

s

ą

  czasy,  gdy  przej

ś

cie  z  jednego  kraju  do  drugiego,  a  tak

Ŝ

e-  w  obr

ę

bie  tego  samego  kraju-  z 

jednej prowincji  do  drugiej, lub  wcze

ś

niej z  jednej  posiadło

ś

ci ksi

ąŜę

cej  do  drugiej stanowiło nie 

lada problem i wymagało licznych formalno

ś

ci” (2006 s.40). Wida

ć

, tu 

Ŝ

e wolno

ść

 przekraczania 

granic,  któr

ą

  dzi

ś

  traktujemy  jako  osi

ą

gni

ę

cie  naszych  czasów  i  synonim  najwy

Ŝ

szego  rozwoju 

cywilizacyjnego, była ju

Ŝ

 praktykowana dawno temu. 

background image

 

stanu  społeczno

ś

ci,  w  ramach którego  przyjmuje  si

ę

  zachodzenie  kontaktów  pomi

ę

dzy 

przedstawicielami  ró

Ŝ

nych  kultur.  Taka  analiza,  sprowadza  si

ę

  do  opisu  sytuacji,  by

ć

 

mo

Ŝ

e  obejmuj

ą

cych  tak

Ŝ

e  próby  przewidywania  konsekwencji  na  przyszło

ść

.  Sam  za

ś

 

kontakt  mi

ę

dzy  dwoma  kulturami  mo

Ŝ

e:  odbywa

ć

  si

ę

  wewn

ą

trz  danej  społeczno

ś

ci  lub 

mo

Ŝ

e przybiera

ć

 charakter kontaktu ze 

ś

wiatem zewn

ę

trznie społeczno

ść

 otaczaj

ą

cych 

kultur  innych.  Druga  perspektywa  to  traktowanie  wielokulturowo

ś

ci  jako  pewnego 

normatywnego  programu,  o  charakterze  postulatywnym.  W  ramach  takiego  podej

ś

cia, 

promuje si

ę

 wielokulturowo

ść

 i jej pozytywne cechy, jako warto

ść

, traktuje si

ę

 kontakt z 

odmienno

ś

ci

ą

  jako 

ź

ródło  pozytywnych  i  warto

ś

ciowych  dozna

ń

.  Pomija  si

ę

  jednak 

niestety  do

ść

  cz

ę

sto,  konsekwencje  negatywne  kontaktów  zachodz

ą

cych  pomi

ę

dzy 

przedstawicielami ró

Ŝ

nych kultur. A je

ś

li si

ę

 nawet o nich mówi, to w sposób taki, który 

uznaje  je  za  zjawiska  niepo

Ŝą

dane  i  w  zwi

ą

zku  z  tym  postuluje  d

ąŜ

enie  do  ich 

zniwelowania,  traktuj

ą

c  je  jako  procesy  negatywne.  Zniwelowanie  napi

ęć

  i  konfliktów, 

ma w takim układzie by

ć

 drog

ą

 do uzyskania stanu harmonii, postrzeganej jako warto

ść

 

pozytywna.  Promowanie  wielokulturowo

ś

ci  jako  idealnego  stanu  postulowanego, 

zakłada  de  facto  istnienie  hierarchii,  w  której  podmiot  uprzywilejowany  a  zatem 

dominuj

ą

cy,  ustosunkowuje  si

ę

  w  pewien  okre

ś

lony  sposób  (w  tym  przypadku- 

pozytywnie) wobec podmiotu (?) którego sytuacja jest postrzegana jako gorsza, sam za

ś

 

podmiot  jako  upo

ś

ledzony,  podległy.  Podmiot  nale

Ŝ

y  tutaj  traktowa

ć

  nie  tylko  jako 

jednostk

ę

 samoistnie działaj

ą

c

ą

 i odpowiedzialn

ą

 za siebie, ale nale

Ŝ

y go rozumie

ć

 jako 

zbiorowo

ść

W  niniejszym  tek

ś

cie  interesuje  mnie  perspektywa  druga:  traktowanie 

wielokulturowo

ś

ci 

jako 

postulatu 

pozytywnego 

nastawienia 

wobec 

„Innego”

2

definiowanego  szeroko-  jako  inna  zbiorowo

ść

  ale  te

Ŝ

  jako  inna  jednostka.  Za 

postulatywnym  my

ś

leniem  o  wielokulturowo

ś

ci  kryje  si

ę

  zazwyczaj  nadzieja  na 

uzyskanie pokoju, tolerancji i wzajemnej ogólnej akceptacji, prowadz

ą

cych do szcz

ęś

cia. 

Takie  rozumienie  wielokulturowo

ś

ci  przy

ś

wieca  wielu  działaniom  realizowanym 

instytucjonalnie,  przez  ró

Ŝ

norodne  organizacje,  które  stawiaj

ą

  sobie  za  cel  działalno

ść

 

prospołeczn

ą

  zmierzaj

ą

c

ą

  do  poprawy  warunków 

Ŝ

ycia  ludzi.  Nale

Ŝ

y  te  działania 

wspiera

ć

, s

ą

 one bowiem cz

ę

sto realizowane na rzecz grup, które same nie s

ą

 w stanie 

zmieni

ć

  swojego  poło

Ŝ

enia.  Warto  jednak  mie

ć

 

ś

wiadomo

ść

  tego,  jakie  pułapki  mog

ą

 

czyha

ć

 

na 

tych, 

którzy 

tego 

rodzaju 

działalno

ść

 

podejmuj

ą

Rozumienie 

                                                  

2

  Stosuj

ę

  w  tek

ś

cie  zasad

ę

  pisania  Innego  przez  wielkie  „I”,  cho

ć

  sam  Lévinas  nie  był  w  tym 

zakresie konsekwentny. 

background image

 

wielokulturowo

ś

ci,  traktowanej  jako  postulat  realizowania  zasad  harmonijnego 

współ

Ŝ

ycia  prowadz

ą

cego  do  ogólnego  szcz

ęś

cia,  oceniam  jako  utopijne.  S

ą

dz

ę

 

zreszt

ą

Ŝ

e  w  dzisiejszej  refleksji  nad  kształtem  relacji  w  społecze

ń

stwach 

wielokulturowych (lub pomi

ę

dzy społecze

ń

stwami), wida

ć

 ju

Ŝ

 wyra

ź

ny zwrot, w kierunku 

akceptacji faktu, 

Ŝ

e kontakt z odmienno

ś

ci

ą

 nie zawsze b

ę

dzie pozytywny i nie zawsze 

b

ę

dzie mógł osi

ą

gn

ąć

 stan harmonijnej koegzystencji. Pomijam kwesti

ę

Ŝ

e narzucanie 

idei  wielokulturowo

ś

ci,  jako  politycznie  poprawnego  punktu  widzenia,  zbli

Ŝ

a  si

ę

 

niebezpiecznie do etnocentryzmu. Pisałam na ten temat w innym miejscu (por. Mamzer 

2001), sugeruj

ą

c, 

Ŝ

e narzucanie jako obowi

ą

zuj

ą

cej postawy afirmacji wielokulturowo

ś

ci, 

nie  ró

Ŝ

ni  si

ę

  w  gruncie  rzeczy  niczym,  od  postawy  przeciwnej:  etnocentrycznego 

odrzucenia  odmienno

ś

ci,  traktowanej  jako  co

ś

  gorszego.  Intryguje  mnie  jednak  inny 

jeszcze aspekt omawianego zjawiska. 

Otó

Ŝ

  mo

Ŝ

emy  dzi

ś

  zaobserwowa

ć

  interesuj

ą

cy  trend.  Id

ą

c  za  postulatem 

traktowania  wielokulturowo

ś

ci  jako  stanu  idealnego,  do  którego  nale

Ŝ

y  d

ąŜ

y

ć

  i  który 

nale

Ŝ

y promowa

ć

, stajemy si

ę

 

ś

wiadkami (a nawet uczestnikami) praktyk, które wydaj

ą

 

si

ę

  niepokoj

ą

ce.  Mam  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e  próbuj

ą

c  realizowa

ć

  postulat  wielokulturowo

ś

ci, 

traktowanej  jako  afirmacja  dla  ró

Ŝ

norodno

ś

ci  oraz  postulat  harmonijnego  współ

Ŝ

ycia 

grup  o  zró

Ŝ

nicowanym  tle  etniczno-  kulturowym,  wykorzystuje  si

ę

  rzeczon

ą

 

wielokulturowo

ść

  jako  specyficzne  przyzwolenie  dla  posłu

Ŝ

enia  si

ę

  odmienno

ś

ci

ą

 

kulturow

ą

,  do  celów  instrumentalnych.  Pozostaje  do  rozstrzygni

ę

cia,  czy  takie  praktyki 

s

ą

  realizowane 

ś

wiadomie czy  nie

ś

wiadomie i jaka przy

ś

wieca im  motywacja, oraz czy 

osoby  uczestnicz

ą

ce  w  tych  praktykach,  maj

ą

 

ś

wiadomo

ść

  tego  w  co  rzeczywi

ś

cie  s

ą

 

zaanga

Ŝ

owane.  Przedstawiam  zatem  poni

Ŝ

ej  materiał  ilustracyjny:  wybrane  fotografie 

sesji  mody,  z  ostatnich  sze

ś

ciu  miesi

ę

cy,  które  posłu

Ŝą

  jako  egzemplifikacja  dla 

wspomnianego zjawiska i pretekst dla dalszej analizy. 

 

background image

 

 

 

Ryc 1. Vogue wrzesie

ń

 2007. Sesja zatytułowana: „Indian summer” 

 

 

Ryc 2. Zwierciadło listopad 2007 Sesja zatytułowana: „Kontrasty” 

 

Wizualne przykłady, w rodzaju tych przytoczonych powy

Ŝ

ej, mo

Ŝ

na mno

Ŝ

y

ć

. Co jednak z 

nich wynika? Kategoria Innego, najsilniej zdefiniowana została chyba przez Emmanuela 

Lévinasa, dla którego Inny jest dopełnieniem i dopowiedzeniem to

Ŝ

samo

ś

ci poznaj

ą

cego 

podmiotu. Kontakt z Innym prowadzi do poznania samego siebie i nawet je

ś

li przebiega 

burzliwie,  jest  aksjologicznie  oceniany  jako  pozytywny.  Uczestniczenie  w 

ś

wiecie 

wielokulturowym  wymaga  silnego  i  dojrzałego  poczucia  to

Ŝ

samo

ś

ci  argumentuje 

Ryszard  Kapu

ś

ci

ń

ski  (2006),  za

ś

  propozycja  definiowania  Innego  w  kategoriach 

Lévinasowskich, postawiła kres traktowaniu kogo

ś

 odmiennego kulturowo, jako dzikiego 

barbarzy

ń

cy.  Filozofia  Lévinasa  zaliczana  do  koncepcji  filozofii  dialogu,  nakłania  do 

równego  kontaktu  z  Innym,  traktowanym  jako  dopowiedzenie  własnej  to

Ŝ

samo

ś

ci  i  jej 

dopełnienie.  Nie  musi  to  by

ć

  jednak  Inny  pochodz

ą

cy  z  innej  kultury,  mo

Ŝ

e  by

ć

 

background image

 

uczestnikiem tego samego co nasz, 

ś

wiata. Nie  jest to, wi

ę

c tylko Inny egzotyczny, ale 

tak

Ŝ

e  ten  zupełnie  zwyczajny.  Jak  argumentuje  przekonuj

ą

co  Paul  Ricoeur  warunkiem 

uznania w pełni podmiotowo

ś

ci Innego, jest jego ROZPOZNANIE. Polega ono nie tylko 

na  uznaniu  istnienia  Innego,  ale  tak

Ŝ

e  na  uznaniu  go  za  równorz

ę

dny  podmiot 

poznaj

ą

cy.  Prowadzi

ć

  ma  to  do  dialogu  podmiotów  wyst

ę

puj

ą

cych  na  tym  samym 

poziomie. Czy przytoczone przykłady wizualne, realizuj

ą

 t

ę

 wła

ś

nie zasad

ę

 rozpoznania 

Innego,  jako  równoprawnego  podmiotu?  I  jak  si

ę

  to  ma  do  realizowania  postulatu 

promowania wielokulturowo

ś

ci jako warto

ś

ci? 

 

Inny. 

Komentuj

ą

c  filozofi

ę

  Emmanuela  Lévinasa,  Jacek  Migasi

ń

ski  pisał  o  nim, 

Ŝ

e  wi

ą

zał 

„Inspiracj

ę

  i  metod

ę

  fenomenologiczn

ą

  z  tradycj

ą

  filozofii  dialogu,  interpretowan

ą

  w 

duchu  radykalizmu  etycznego,  nakazuj

ą

cego  widzie

ć

  w  spotkaniu  twarzy  innego 

człowieka  fundamentalne  wydarzenie  metafizyczne”  (por.  Migasi

ń

ski  1999).  Ten  rys 

sposobu  my

ś

lenia  Lévinasa,  wyznacza  mu  centraln

ą

  pozycj

ę

  we  wszystkich  wła

ś

ciwie 

rozwa

Ŝ

aniach dotycz

ą

cych relacji z drugim człowiekiem, zwłaszcza tych uwypuklaj

ą

cych 

odmienno

ść

  ka

Ŝ

dego  podmiotu.  Tym  samym  dla  rozwa

Ŝ

a

ń

  nad  wielokulturowo

ś

ci

ą

prace Emmanuela Lévinasa staj

ą

 si

ę

 bogatym 

ź

ródłem inspiracji, proponuj

ą

 bowiem taki 

rodzaj kontaktu z Innym, gdzie odmienno

ść

 traktowana jest jako najwy

Ŝ

sza warto

ść

- to 

ona zapewnia mo

Ŝ

liwo

ść

 poznania „czego

ś

 innego” ale i samego siebie: „Inny człowiek 

jako ten inny nie jest tylko jakim

ś

 alter ego; jest on tym, czym ja nie jestem. Jest on tym 

nie z racji swego charakteru, lub swojej fizjonomii czy swojej psychiki, ale z racji samej 

swej inno

ś

ci. Jest on, na przykład, kim

ś

 słabym, n

ę

dzarzem, „wdow

ą

 i sierot

ą

”, podczas 

gdy  ja  jestem  pot

ęŜ

ny.  Mo

Ŝ

na  powiedzie

ć

Ŝ

e  przestrze

ń

  intersubiektywna  nie  jest 

symetryczna”  (Lévinas  1999  s.93).  W  tym  ju

Ŝ

  cytacie  zamieszcza  jednak  Lévinas 

komentarz,  dotycz

ą

cy  niesymetryczno

ś

ci  sytuacji  w  relacji  z  Innym:  jest  postrzegany 

jako  inny  Inny.  Jest  to  wa

Ŝ

ne  w  kontek

ś

cie  wcze

ś

niej  wspomnianej  niesymetryczno

ś

ci 

sytuacji  kontaktu  wielokulturowego,  gdzie  jeden  podmiot  zawsze  b

ę

dzie  wyst

ę

pował  z 

pozycji bardziej uprzywilejowanej, silniejszej- nawet je

ś

li jest ona silniejsza tylko w jego 

własnej  percepcji.  U  Lévinasa  asymetria  nie  wynika  z  innej  pozycji  (słabszej  czy 

silniejszej).  Asymetria  relacji  wynika  z  tego, 

Ŝ

e  jest  ona  nawi

ą

zywana  przez  inny 

podmiot: ka

Ŝ

dy na swój indywidualny sposób wchodzi w relacj

ę

 z drugim człowiekiem, i 

nigdy  sposób  bycia  w  relacji  jednej  osoby  nie  jest  symetrycznym  odzwierciedleniem 

sposobu  bycia  osoby  drugiej.  Lévinas  zakłada, 

Ŝ

e  relacja  z  Innym  jest  elementem 

background image

 

d

ąŜ

enia  ku  Dobru  (por.  Lévinas  2006),  bowiem  asymetryczno

ść

  relacji  jest 

ź

ródłem 

informacji dla podmiotu wchodz

ą

cego w relacj

ę

. Informacji o nim samym. Sam Lévinas 

oponował  jednak  wobec  uznawania  go  za  filozofa  dialogu-  dialog  bowiem  zakłada 

symetryczno

ść

  interlokutorów,  przyjmuje, 

Ŝ

e  wyst

ę

puj

ą

  oni  z  tej  samej  pozycji.  Tu  za

ś

 

widzimy, 

Ŝ

e ró

Ŝ

nica jest niezbywalna. 

„Relacja  społeczna  nie  dotyczy  pocz

ą

tkowo  czego

ś

,  co  wykracza  poza 

jednostk

ę

, czego

ś

 co jest wi

ę

ksze od sumy jednostek i przewy

Ŝ

sza jednostk

ę

 w sensie 

durkheimowskim.  Ani  kategoria  ilo

ś

ci,  ani  kategoria  jako

ś

ci  nie  opisuje  inno

ś

ci  innego, 

który  miałby  inne  cechy  ni

Ŝ

  ‘ja’,  lecz  innego,  który  jest  no

ś

nikiem,  je

ś

li  tak  wolno 

powiedzie

ć

, inno

ś

ci jako cechy. (...) Przyjmuje si

ę

Ŝ

e moja relacja z innym prowadzi do 

uto

Ŝ

samienia  mnie  z  nim,  zatapiaj

ą

c  nas  w  zbiorowym  wyobra

Ŝ

eniu,  we  wspólnym 

ideale  lub  wspólnym  ge

ś

cie.  Owa  zbiorowo

ść

  przemawiaj

ą

ca  jako  „my”  widzi  innego  u 

swego boku, a nie przed sob

ą

.. (...) Tej zbiorowo

ś

ci przeciwstawiamy uprzedni

ą

 wobec 

niej  zbiorowo

ść

  jak

ą

  tworz

ą

  ‘ja’  i  ‘ty’”  (Lévinas  2006  s.154).  W  przytoczonym  cytacie, 

Lévinas  wprost  niemal  formułuje  tez

ę

Ŝ

e  tworzenie  homogenizuj

ą

cej  jako

ś

ci 

synkretycznej, ł

ą

cz

ą

cej wchodz

ą

ce  w jej skład ró

Ŝ

norodne elementy nie jest zabiegiem 

wła

ś

ciwym.  W  jego  rozumieniu,  zbiorowo

ść

,  wspólnotowo

ść

  powinna  zatwierdza

ć

 

element ró

Ŝ

norodno

ś

ci. Wspólnota jest: „Budz

ą

c

ą

 groz

ę

 relacj

ą

 twarz

ą

 w twarz, w której 

nie ma 

Ŝ

adnego po

ś

rednika, 

Ŝ

adnej mediacji. St

ą

d relacja interpersonalna nie jest sama 

w  sobie  neutraln

ą

  i  wzajemn

ą

  relacj

ą

  dwóch  członów,  które  mog

ą

  zmienia

ć

  si

ę

 

miejscami.  Inny  jako  taki  nie  jest jakim

ś

  alter  ego.  Jest tym  czym  ja  nie jestem: je

ś

li  ja 

jestem  silny,  on  jest  tym  co  słabe,  jest  biedakiem,  ‘wdow

ą

  i  sierota”  (Lévinas  2006 

s.154).  Te  sformułowania  wskazuj

ą

Ŝ

e  w  koncepcji  Lévinasa  relacja  z  innym  nie  jest 

prosta. Nie mo

Ŝ

e ona prowadzi

ć

 do homogenizacji- w tym sensie strategia realizowania 

wielokulturowo

ś

ci,  nie  mo

Ŝ

e  zakłada

ć

  podporz

ą

dkowania  jednej  strony  drugiej. 

Wła

ś

ciwie  nale

Ŝ

ałoby  powiedzie

ć

,  je

ś

li  zakłada  si

ę

  podporz

ą

dkowanie  jednego, 

drugiemu- to nie realizuje si

ę

 zasady stosunku wobec Innego, któr

ą

 proponuje Lévinas, 

a która zakłada rozpoznanie Innego jako podmiotu, wraz z jego sił

ą

 zachowania własnej 

to

Ŝ

samo

ś

ci, nawet wbrew interlokutorowi. Ta asymetryczno

ść

 relacji daje gwarancj

ę

 jej 

autentyczno

ś

ci: „Asymetryczna intersubiektywno

ść

 jest przestrzeni

ą

 transcendowania, w 

której  podmiot,  bezwzgl

ę

dnie  zachowuj

ą

c  swoj

ą

  podmiotow

ą

  struktur

ę

,  ma  szans

ę

 

unikn

ąć

  nieuchronnego  powrotu  do  siebie  samego,  objawi

ć

  swoj

ą

  płodno

ść

  i- 

powiedzmy tytułem zapowiedzi- mie

ć

 syna” (Lévinas 2006 s.156) 

background image

 

„Inny  bowiem  to  kto

ś

,  kto  nie  jest  to

Ŝ

samy  ze  mn

ą

,  kto

ś

  na  zewn

ą

trz  mnie, 

transcendentny,  kogo  obj

ąć

  i  w  pełni  zrozumie

ć

  nie  jestem  w  stanie,  lecz  z  kim  mog

ę

 

nawi

ą

za

ć

 kontakt. Ten kontakt nie daje si

ę

 uj

ąć

 w 

Ŝ

adnych kategoriach logicznych lecz 

wła

ś

nie  w  nim  jednostka,  staj

ą

c  wobec  niesko

ń

czono

ś

ci,  uwalnia  si

ę

  spod  panowania 

cało

ś

ci  zobiektywizowanej,  przestaje  by

ć

  instrumentem  historii,  odzyskuje  sw

ą

 

niezale

Ŝ

no

ść

  i  poczucie  odpowiedzialno

ś

ci”  (Skarga  1998  s.XIV).  Odzyskanie  owego 

poczucia  odpowiedzialno

ś

ci  jest  elementem  bardzo  wa

Ŝ

nym-  jest  to  bowiem 

odpowiedzialno

ść

  za  Innego.  Na  dodatek-  jak  ju

Ŝ

  wspominałam,  za  Innego  który  jest 

„trudny”.  Nie  jest  bratem  czy  przyjacielem  tylko,  ale  jest  odmiennym,  niezrozumiałym 

człowiekiem,  który  wymaga  zaj

ę

cia  si

ę

  nim.  Powstaje  w  ten  sposób  relacja  etyczna  z 

Innym,  która  zdaniem  Lévinasa  jest  podło

Ŝ

em  dla  tworzenia  wi

ę

zi  społecznych.  Inny- 

mo

Ŝ

e by

ć

 tak

Ŝ

e- jak sam Lévinas pisze „wdow

ą

 i sierot

ą

”, ale tak

Ŝ

e mo

Ŝ

e wyst

ę

powa

ć

 w 

roli mistrza (Skarga 1998 s.XIX). Inny nie daje si

ę

 obj

ąć

, wymyka si

ę

, istnieje poza tym, 

co  przenika  podmiot:  „Lévinas  podkre

ś

la, 

Ŝ

e  ten  inny  i  Ja  nie  znajduj

ą

  si

ę

  w  jednej 

płaszczy

ź

nie; inny przemawia jakby z wysoko

ś

ci, nakazuje mi si

ę

 wznie

ść

 ponad siebie, 

gdy

Ŝ

  takim  wzniesieniem  jest  wyzbycie  si

ę

  samolubstwa  i  samozadowolenia, 

zrozumienie  odpowiedzialno

ś

ci  i  tego  faktu, 

Ŝ

e  z  tej  odpowiedzialno

ś

ci  za  zło 

wyrz

ą

dzone drugiemu nikt nie jest w stanie mnie uwolni

ć

” (Skarga 1998 s.XXI). 

 

Jaki  wi

ę

c  nale

Ŝ

ałoby  mie

ć

  stosunek  do Innego?  Ludzki.  Ludzki- rozumiany  jako 

nieodarty  z  ludzkich  cech:  zalet  i  przywar.  Postulat  takiego  stosunku  wobec  Innego, 

zawiera si

ę

  w poj

ę

ciu separacji, które oznacza dla  Lévinasa zdrowy egoizm, dbaj

ą

cy o 

zachowanie własnej integralno

ś

ci i autonomii. Jak pisze Skarga: „Separacja to poczucie 

odr

ę

bno

ś

ci,  to  egoizm  ja  zamykaj

ą

cego  si

ę

  we  własnym 

ś

wiecie,  a  raczej 

podporz

ą

dkowuj

ą

cego wszystko, co jest inne, własnemu 

ś

wiatu, to wł

ą

czenie inno

ś

ci w 

to-samo”  (Skarga  1998  s.XXIV).  Podmiot,  ma  wi

ę

c  prawo  dbania  o  dobrostan  samego 

siebie, do walki o swoj

ą

 niezale

Ŝ

no

ść

 i nie poddawanie si

ę

 ujednoliceniu. Separacja jest 

konieczna po to by w ogóle chcie

ć

 nawi

ą

za

ć

 jakikolwiek stosunek z innym. Stosunek do 

innego  w 

ś

wietle  tej  krótkiej  prezentacji,  jest  u  Lévinasa  daleki  od  bezgranicznej 

afirmacji. Inny jest prowokacj

ą

, ale nie mo

Ŝ

e by

ć

 traktowany a priori, jako łagodne 

ź

ródło 

dobrych dozna

ń

. Relacja z Innym, nie musi by

ć

 relacj

ą

 partnerstwa. 

 

Rozpoznanie. 

Lévinas  uwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e  elementem,  który  pozwala  na  namysł,  refleksj

ę

  i  rozpoznanie 

drugiego człowieka jest jego twarz: „Termin twarz ma tu doniosły sens. Lévinas chce nas 

background image

 

bowiem uwolni

ć

 od nawyku traktowania tego innego, jako jakiego

ś

 bytu, wszystko jedno 

czy  ma  to  by

ć

  byt  innego  człowieka,  czy  byt  doskonały,  boski”  (Skarga  1998  s.XXI). 

Twarz  nadaje  wi

ę

c  unikatowo

ść

,  niepowtarzalno

ść

,  ale  zarazem  konkretyzuje.  W  tym 

sensie  twarz  prowokuje  do  zaj

ę

cia  konkretnej  pozycji,  do  konfrontacji,  do  dostrze

Ŝ

enia 

Innego. Odebranie twarzy Innemu to odebranie mu rozpoznawalno

ś

ci. Do istoty twarzy 

w uznawaniu podmiotowo

ś

ci drugiego człowieka wróc

ę

 jeszcze w dalszej cz

ęś

ci tekstu. 

powi

ą

zaniach 

pomi

ę

dzy 

upodmiotowieniem, 

wielokulturowo

ś

ci

ą

 

rozpoznaniem  Ricoeur  pisze:  „Form

ę

  walki  o  uznanie,  która  ma  najwi

ę

kszy  udział  w 

spopularyzowaniu  tematu  uznania,  a  nawet  w  jego  zbanalizowaniu,  chciałem  zostawi

ć

 

na  koniec:  wi

ąŜ

e  si

ę

  ona  z  problematyk

ą

  wielokulturowo

ś

ci,  a  tak

Ŝ

e  z  bataliami 

staczanymi  na  innych  frontach,  ju

Ŝ

  to  przez  ruch  feministyczny,  ju

Ŝ

  to  przez  czarne 

mniejszo

ś

ci  czy  zespoły  mniejszo

ś

ci  kulturowych  (termin  „wielokulturowo

ść

”  zostaje 

zarezerwowany dla 

Ŝą

da

ń

 jednakiego traktowania wznoszonych w kulturach skutecznie 

rozwijaj

ą

cych  si

ę

  w  ramach  tej  samej  struktury  instytucjonalnej)”  (Ricoeur  2004  s.213). 

Jak  przekonuj

ą

co  argumentuje  dalej  cytowany  autor,  warunkiem  uznania  w  pełni 

podmiotowo

ś

ci  Innego,  jest  jego  ROZPOZNANIE.  Poj

ę

cie  rozpoznania,  nie  jest 

terminem  jednoznacznym.  Mo

Ŝ

na  go  analizowa

ć

  przynajmniej  na  trzy  sposoby,  jak 

twierdzi  francuski  filozof:  „I.  Rozpoznawa

ć

  (przedmiot)  za  pomoc

ą

  rozumu,  my

ś

li, 

kojarz

ą

c  go  ze  zwi

ą

zanymi  z  nim  obrazami  i  postrze

Ŝ

eniami,  odró

Ŝ

nia

ć

,  identyfikowa

ć

rozpoznawa

ć

 dzi

ę

ki procesowi pami

ę

ci, os

ą

dowi, lub działaniu. II. Przyjmowa

ć

, uznawa

ć

 

za  prawd

ę

.  III.  Przyznawa

ć

  z  wdzi

ę

czno

ś

ci, 

Ŝ

e  jest  si

ę

  komu

ś

  za  co

ś

  (opini

ę

,  czyn) 

zobowi

ą

zanym” (Ricoeur 2004 s.7). Rozumienie rozpoznania, które jest wa

Ŝ

ne dla tego 

tekstu wi

ą

załoby si

ę

 cz

ęś

ciowo z punktem trzecim. Ale s

ą

dz

ę

Ŝ

e miałoby jednak nieco 

szerszy wyd

ź

wi

ę

k- idzie mi o rozpoznanie, w sensie „uznania”: w rodzaju „rozpoznaj

ę

 go 

jako  króla  =  uznaj

ę

  go  za  króla”.  Konsekwentnie:  jako  podmiot  poznaj

ą

cy,  rozpoznaj

ę

 

drugiego  tak

Ŝ

e  jako  podmiot-  uznaj

ę

  jego  podmiotowo

ść

.  Sens  wdzi

ę

czno

ś

ci 

pojawiaj

ą

cy si

ę

 w trzecim rozumieniu Ricoeurowskim, nale

Ŝ

ałoby powi

ą

za

ć

 z koncepcj

ą

 

Lévinasowskiego  Innego.  Mianowicie  rozpoznanie  drugiego,  miałoby  oznacza

ć

 

jednocze

ś

nie uznanie go wła

ś

nie za podmiot i bycie mu wdzi

ę

cznym za jego uobecnion

ą

 

podmiotowo

ść

,  która  dzi

ę

ki  swojej  inno

ś

ci,  dopowiada  to

Ŝ

samo

ść

  podmiotu 

poznaj

ą

cego.  Wyj

ś

ciowo  Ricoeur  wi

ąŜ

e  słowo  rozpoznanie  z  terminem  poznanie, 

rozumianym  jako  poznawcze  funkcjonowanie  w 

ś

wiecie.  Jednak  dalej  stwierdza, 

Ŝ

filozoficznie mo

Ŝ

na termin ten oderwa

ć

 od procesu poznawania a zwi

ą

za

ć

 go z poj

ę

ciem 

uznania. W tym ostatnim przypadku mo

Ŝ

e chodzi

ć

 o uznanie wzajemne (a wi

ę

c proces 

background image

 

10 

wzajemnego  rozpoznania  to

Ŝ

samo

ś

ci  interlokutorów)  jak  i  uznanie  samego  siebie 

(proces rozpoznania swojej własnej to

Ŝ

samo

ś

ci podmiotu). Dostrzegam tak

Ŝ

e mo

Ŝ

liwo

ść

 

uznania, jako procesu jednokierunkowego. 

 

Precyzuj

ą

c wi

ę

c: interesuje mnie zatem proces rozpoznania-uznania to

Ŝ

samo

ś

ci 

interlokutora  jako  równorz

ę

dnego  podmiotu,  realizowany  przez  podmiot  wyst

ę

puj

ą

cy 

pocz

ą

tkowo  z  pozycji  dominuj

ą

cej  wobec  rozpoznawanego,  oraz  o  poł

ą

czenie  tego 

znaczenia,  ze  znaczeniem  wł

ą

czaj

ą

cym  element  wdzi

ę

czno

ś

ci.  W  kontek

ś

cie 

prowadzonych  tutaj  rozwa

Ŝ

a

ń

,  po

ś

wi

ę

conych  pewnym  aspektom  wielokulturowo

ś

ci, 

mówimy  o  stykaj

ą

cych  si

ę

  ze  sob

ą

  reprezentantach  przynajmniej  dwóch  grup 

kulturowych.  Mamy  wi

ę

c  do  czynienia  z  podmiotami  zbiorowymi.  Dominuj

ą

ca  pozycja 

jednej  z  grup  nie  musi  by

ć

  obiektywna.  Mo

Ŝ

e  by

ć

  jedynie  wynikiem  subiektywnej 

autopercepcji.  Odmienno

ść

  w  postrzeganiu  tak  siebie  samego  (tak

Ŝ

e  w  sensie  swojej 

grupy kulturowej), jak i Innego (tak

Ŝ

e- innej grupy kulturowej), wyznacza dychotomi

ę

, w 

której,  jedna  grupa  jest  dominuj

ą

c

ą

  wi

ę

kszo

ś

ci

ą

,  próbuj

ą

c

ą

  realizowa

ć

  postulaty 

wielokulturowo

ś

ci rozumianej jako d

ąŜ

enie do wyrównania statusów, szans i mo

Ŝ

liwo

ś

ci 

wobec grupy drugiej. Druga grupa jest tym, wobec kogo owa postawa jest realizowana. 

Nie  idzie  tu  wi

ę

c  o  rozpoznanie  wzajemne,  ale  o  rozpoznanie  podległego  (z  jakich

ś

 

powodów)  interlokutora,  przez  dominuj

ą

cego.  Ricoeur  zauwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e  taka  relacja 

musiałaby  przej

ść

  od  „niesymetryczno

ś

ci  do  wzajemno

ś

ci”:  „Sprawa  konstytucji 

fenomenu  „innego”  przybiera  zatem  obrót  paradoksalny:  inno

ść

  innego,  tak  jak  ka

Ŝ

da 

inna  inno

ść

, konstytuuje  si

ę

  we  (in) mnie i  ze mnie [à partir]  (aus) mnie; niemniej obcy 

jako  inny  jest  ukonstytuowany  dla  siebie  wła

ś

nie  jako  ego,  to  znaczy  jako  podmiot 

do

ś

wiadczenia,  na  tej  samej  zasadzie  jak  ja,  jako  podmiot  zdolny  postrzega

ć

  mnie 

samego,  jako  kogo

ś

  nale

Ŝą

cego  do 

ś

wiata  jego  do

ś

wiadczenia”  (Ricoeur  2004  s.150). 

Inny jest przedmiotem poznania, ale przedmiotem, który uzyskuje w relacji wzajemno

ś

ci 

status przedmiotu upodmiotowionego. Zyskuje t

ę

 sam

ą

 pozycj

ę

, wła

ś

nie poprzez proces 

rozpoznania  w  nim  podmiotu.  Proces  ten  realizowany  przez  podmiot,  jest  procesem 

poznawania najpierw, rozpoznawania-uznawania pó

ź

niej. W ten sposób: „Jedynie ja si

ę

 

ukazuj

ę

,  staj

ę

  si

ę

  „obecny”,  inny  b

ę

d

ą

cy  domnieman

ą

  analogi

ą

,  zostaje  „uobecniony”” 

(Ricoeur 2004 s.151). Mamy tu do czynienia z operacj

ą

 zawi

ą

zywania wspólnoty opartej 

na  wzajemno

ś

ci,  która  rodzi  si

ę

  z  asymetrii:  „W  rzeczywisto

ś

ci  chodzi  o  wspólnot

ę

 

drugiego  stopnia:  inny  musi  by

ć

  moim  odpowiednikiem,  by  do

ś

wiadczenie  „ja”  było 

zharmonizowane  z  do

ś

wiadczeniem  innego  na  gruncie  wzajemno

ś

ci,  cho

ć

  ów  ła

ń

cuch 

konstytucji  czerpie  swój  sens  ze 

ź

ródłowego  do

ś

wiadczenia  mnie  samego  jako  ego” 

background image

 

11 

(Ricoeur  2004  s.151).  Wyobra

Ŝ

am  sobie, 

Ŝ

e  tak  mogłaby  powstawa

ć

  idealna  sytuacja 

dyskursu  dla  efektywnego  działania  komunikacyjnego,  opisywanego  przez  Jürgena 

Habermasa. 

Rozpoznanie-  uznanie  Innego,  zawsze  odbywa  si

ę

  w  intersubiektywnie 

postrzeganym  kontek

ś

cie,  a  wi

ę

c  ma  wymiar  przydzielenia  Innemu  pewnej  pozycji.  To 

za

ś

  zwrotnie  w  owym  Innym  powoduje, 

Ŝ

e  uznaje  on  samego  siebie  za  „co

ś

”  lub 

„kogo

ś

”.  Na  przykładzie  relacji  rodzinnych  analizuje  to  zjawisko  Ricoeur:  „Temu 

wzajemnemu  uznaniu,  staj

ą

cemu  si

ę

  udziałem  rodziców,  odpowiada  rozpoznanie, 

jakiego  dokonuje  potomstwo,  które  nadaje  pełni

ę

  sensu  uznawaniu  siebie  samego  w 

rodzinie”  (Ricoeur  2004  s.193).  W  tym  sensie  rozpoznanie-uznanie  jest  podstaw

ą

 

intersubiektywno

ś

ci  i  potwierdzenia  samego  siebie.  Społeczny  wymiar  rozpoznania-

uznania,  przekłada  si

ę

  na  powa

Ŝ

anie:  nie  mo

Ŝ

na  uto

Ŝ

samia

ć

  bycia  powa

Ŝ

anym  z 

powa

Ŝ

aniem samego siebie, jednak zjawiska te mog

ą

 by

ć

 ze sob

ą

 poł

ą

czone i wynika

ć

 

z  siebie  wzajemnie.  Powa

Ŝ

anie/rozpoznanie  społeczne,  oznacza  docenienie  kogo

ś

-  a 

wi

ę

c nie tylko przyznanie, 

Ŝ

e jest on nam równy. Wi

ę

cej- przyznanie, 

Ŝ

e jest on wa

Ŝ

ny i 

Ŝ

e  posiada  cechy  powoduj

ą

ce, 

Ŝ

e  nale

Ŝ

y  go  ceni

ć

:  nie  dlatego  jednak, 

Ŝ

e  taka 

obowi

ą

zuje  dyrektywa,  ale  dlatego, 

Ŝ

e  jest  owe  cechy  s

ą

  postrzegane  jako  swoista 

warto

ść

. Ricoeur zauwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e społeczne powa

Ŝ

anie jest stopniowalne: jest uzale

Ŝ

nione 

od  tego,  jaki  jest  społeczny  kontekst.  We  wspomnianych  przykładach  fotograficznych, 

poziom  powa

Ŝ

ania  Innego,  jest  uzale

Ŝ

niony  od  potencjału,  jaki Inny  ze  sob

ą

  niesie  dla 

zrealizowania  celów  instrumentalnych,  w  danej  sytuacji  okre

ś

lonych.  Zdecydowanie 

ginie  wtedy  uznanie  Innego  jako  podmiotu  pełnoprawnego.  Czy  aby  owo  pełne 

upodmiotowienie  zachowa

ć

, nie nale

Ŝ

ałoby przyj

ąć

 pewnego „podstawowego” poziomu 

uznania/rozpoznania,  przynale

Ŝ

nego  wszystkim  istotom  ludzkim?  Wydaje  si

ę

Ŝ

e  tak: 

„Alternatyw

ą

  idei  walki  w  procesie  wzajemnego  uznania  jest  poszukiwanie  pokojowych 

do

ś

wiadcze

ń

 

wzajemnego 

uznania, 

opieraj

ą

ce 

si

ę

 

na 

symbolicznych 

zapo

ś

redniczeniach wymykaj

ą

cych si

ę

 zarówno porz

ą

dkowi prawnemu, jak i wymianie o 

charakterze  handlowym”  (Ricoeur  2004  s.220).  Ricoeur  pisze  tu  co  prawda  o  walce  o 

uznanie  wzajemne-  a  wi

ę

c  o  sytuacj

ę

  w  której  Inny  wyst

ę

puj

ą

cy  z  ni

Ŝ

szej  pozycji, 

podejmuje walk

ę

 o zdobycie rozpoznania dla siebie. Wydaje mi si

ę

 jednak, 

Ŝ

e koncepcja 

symbolicznych  zapo

ś

rednicze

ń

  byłaby  dobr

ą

  propozycj

ą

  tak

Ŝ

e  dla  takiego  układu,  jaki 

analizujemy  w  tym  artykule.  U  Ricoeura,  podstaw

ą

  dla  wzajemnych  zapo

ś

rednicze

ń

 

symbolicznych  jest  fenomen  daru:  który  zapocz

ą

tkowuje  pozytywnie  ukierunkowan

ą

 

wzajemno

ść

.  Wprowadzenie  kategorii  daru  do  relacji  z  Innym,  wymusza  niejako 

background image

 

12 

realizacj

ę

  zało

Ŝ

enia  o  wzajemno

ś

ci-  a  wi

ę

c  o  traktowaniu  Innego,  jako  podmiotu 

działaj

ą

cego  w  podobny  sposób,  czyli  podmiotu  równego.  Wida

ć

  tu  oczywi

ś

cie  koloryt 

pozytywnego  nacechowania  aksjologicznego.  Szłoby  wi

ę

c  o  rozpoznanie-uznanie  w 

rodzaju  tego,  o  którym  Ricoeur  pisze  powołuj

ą

c  si

ę

  na  Jeana-Marca  Ferry’ego: 

„bli

ź

niego  zawsze  si

ę

  uznaje,  nawet  go  jeszcze  nie  znaj

ą

c”  (cyt.  za:  Ricoeur  2004 

s.202). 

Praca  Ricoeura  podejmuje  wielopoziomow

ą

  analiz

ę

  procesu  rozpoznania-

uznania.  Formułuj

ą

c  pytanie:  „Kiedy  podmiot  uzna 

Ŝ

e  jest  uznany”-  Ricoeur  pokazuje 

niejako  drug

ą

  stron

ę

  medalu,  ni

Ŝ

  ta,  która  jest  przedmiotem  namysłu  w  tym  tek

ś

cie. 

Okazuje  si

ę

  bowiem, 

Ŝ

e  uprzedmiotowiony  podmiot,  mo

Ŝ

e  formułowa

ć

  roszczenia. 

S

ą

dz

ę

Ŝ

e z naszej perspektywy, to pytanie jednak nale

Ŝ

ałoby sformułowa

ć

 inaczej: Czy 

je

ś

li podmiot s

ą

dzi, 

Ŝ

e jest uznany; to rzeczywi

ś

cie oznacza jego uznanie przez innych? 

Zatem  w  omawianych  przykładach  ilustracyjnych  (fotografiach  mody):  czy  je

ś

li 

przedstawiciele grup kulturowych zdominowanych (mniejszo

ś

ciowych), s

ą

dz

ą

Ŝ

e zostali 

uznani,  to  istotnie  tak  jest?  By

ć

  mo

Ŝ

e  s

ą

  oni  przekonani  o  zachowaniu  ich  godno

ś

ci  w 

realizowanych  sesjach.  Czy  jednak  jest  tak  naprawd

ę

?  Czy  s

ą

 

ś

wiadomi  ró

Ŝ

nic,  jakie 

b

ę

d

ą

 pojawiały si

ę

 w opisach białej modelki, noszonej przez ni

ą

 odzie

Ŝ

y  i ich samych? 

Czy  ci  ludzie,  s

ą

 

ś

wiadomi, 

Ŝ

e  s

ą

  traktowani  instrumentalnie,  jako  tło  ubarwiaj

ą

ce?  A 

je

ś

li  tak-  bo  nie  byłoby  w  tym  nic  złego,  gdyby  byli  tego 

ś

wiadomi  i  wyraziliby  na  to 

zgod

ę

,  to  czy  znaj

ą

  cały  mechanizm  zasad  realizowanego  projektu?  Czy  na  przykład 

maj

ą

 

ś

wiadomo

ść

  dysproporcji  wynagrodze

ń

  oferowanych  im,  jako  tłu,  oraz  modelce 

odgrywaj

ą

cej główn

ą

 rol

ę

? Nie s

ą

dz

ę

.  

W problemie uj

ę

tym przez Ricoeura idzie o uznanie odr

ę

bnej to

Ŝ

samo

ś

ci, ka

Ŝ

dej 

z  „upo

ś

ledzonych”  grup.  S

ą

dz

ę

,  jednak, 

Ŝ

e  nale

Ŝ

ałoby  spraw

ę

  uj

ąć

  inaczej:  uznanie 

miałoby polega

ć

 na przyznaniu ka

Ŝ

dej z tych grup jednakowego elementu wchodz

ą

cego 

w  skład  to

Ŝ

samo

ś

ci:  tj.  uznania  tej

Ŝ

e  mniejszo

ś

ci  czy  jej  przedstawiciela  za 

równoprawny podmiot. Ricoeur powołuj

ą

c si

ę

 na Charlesa Taylora pisze, 

Ŝ

e elementem 

istotnym  powoduj

ą

cym  poczucie  posiadania  upo

ś

ledzonej  bo  mniejszo

ś

ciowej 

to

Ŝ

samo

ś

ci,  jest  wła

ś

nie  to, 

Ŝ

e  wi

ę

kszo

ść

  nie  rozpoznanie  mniejszo

ś

ci  i  pozwala  jej  to 

odczu

ć

. Zinternalizowane poczucie ni

Ŝ

szo

ś

ci, przekłada si

ę

 na negatywn

ą

 autoocen

ę

. W 

niniejszym te

ś

cie zwracam uwag

ę

 na proces opozycyjny a jednak, równie niekorzystny. 

Mianowicie,  analizuj

ę

  zjawisko,  w  którym  przyznanie  pozorów  podmiotowo

ś

ci  kreuje 

wra

Ŝ

enie (zarówno w mniejszo

ś

ci jak i w postronnym obserwatorze), 

Ŝ

e jest mniejszo

ść

 

owa  jest  rozpoznana-uznana,  podczas  kiedy  w  istocie  rzeczy  nie  jest  rozpoznana  jako 

background image

 

13 

podmiot,  ale  jako  przedmiot  pozwalaj

ą

cy  zrealizowa

ć

  pewien  okre

ś

lony  cel 

instrumentalny (sesja mody gdzie wielokulturowo

ść

 jest tłem). 

 

Techniki uprzedmiatawiania. 

W  omawianych  przykładach  fotografii  Inny  nie  jest  jednak  rozpoznany-uznany  jako 

podmiot;  jako  interlokutor  wyst

ę

puj

ą

cy  na  tym  samym  poziomie.  Wr

ę

cz  przeciwnie: 

odejmuje  mu  si

ę

  wszelkie  atrybuty  upodmiatawiaj

ą

ce  człowieka:  nie  tylko  imi

ę

 

traktowane  jako  wyraz  jednostkowej  to

Ŝ

samo

ś

ci,  ale  tak

Ŝ

e  niepowtarzalno

ść

 

indywiduum.  Ricoeur pisze, 

Ŝ

e  wła

ś

nie  nadanie  imienia, jest  jedn

ą

  z  najwy

Ŝ

szych  form 

uznania, podobnie jak uznanie dziecka za syna czy córk

ę

- to nadanie mu statusu (por. 

Ricoeur  2004  s.190).  W  analizowanych  przykładach,  Inny  jest  traktowany  jako  obiekt, 

przedmiot,  który  mo

Ŝ

na  wykorzysta

ć

  w  celu  realizowania  własnych  instrumentalnych 

celów,  wyznaczanych  przez  podmiot  dominuj

ą

cy  (uprzywilejowany).  Co  wi

ę

cej,  w 

prezentowanych  przykładach  mamy  do  czynienia  z  inwersj

ą

:  to  PRZEDMIOT  staje  si

ę

 

podmiotem.  Podmiotem  w  sesjach  mody  jest  odzie

Ŝ

:  poszczególne  sztuki  s

ą

 

indywidualnymi  projektami  znanych  kreatorów  mody.  Na  zasadzie  metonimii  przejmuj

ą

 

nazwiska  dyktatorów  mody,  którzy  s

ą

  ich  producentami

3

.  Podmiot  o  takiej  to

Ŝ

samo

ś

ci 

jest  prezentowany  na  specjalnie  dobranym  tle  o  dwupoziomowej  strukturze.  Poziom 

wy

Ŝ

szy  tła  (a  wi

ę

c  bli

Ŝ

szy  podmiotowi,  ni

Ŝ

  przedmiotowi)  stanowi  biała  kobieta, 

prezentuj

ą

ca t

ę

 odzie

Ŝ

. Zyskuje ona status quasi podmiotu: nie jest pozbawiona imienia, 

jest  indywiduum  ukazywanym  na  jakim

ś

  tle  jeszcze  bardziej  uprzedmiotowionym, 

intencja  jednak  jej  pokazania  jest  czysto  instrumentalna.  Ma  ona  słu

Ŝ

y

ć

  jako  pierwsza 

warstwa  tła  dla  upodmiotowionego  przedmiotu.  Opisy  na  ka

Ŝ

dej  fotografii  najszerzej 

traktuj

ą

 wła

ś

nie o odzie

Ŝ

y. Pseudonim modelki- je

ś

li jest wymieniany- to na ko

ń

cu sesji. 

Jej  status  jest  jednak  wyró

Ŝ

nieniem:  poprzez  umieszczenie  jej  w  centrum  fotografii  i 

koncentrowanie  uwagi  odbiorcy  na  jej  postaci,  dominuje  ona.  Dominuje  tak

Ŝ

e  poprzez 

wizualne  podkre

ś

lenie  jej  wy

Ŝ

szego  wzrostu:  dominuje  ona  poprzez  swój  wzrost  nad 

otoczeniem. 

 

Wła

ś

ciwe  tło  w  omawianych  fotografiach  stanowi  uprzedmiotowiony  podmiot: 

wielokulturowy tłum: tworzy go grupa osób etnicznie odmiennych (np. kolorem skóry) ni

Ŝ

 

quasi-podmiot. Odmienny Inny pozbawiony jest imienia i nazwiska. Nie tylko zreszt

ą

 on- 

                                                  

3

  Cho

ć

  trzeba  przyzna

ć

Ŝ

e  przy  sesji  prezentowanej  w  „Zwierciadle”  znalazła  si

ę

  notka, 

Ŝ

zdj

ę

cia wykonano w Kenii, której wielu mieszka

ń

ców cierpi z powodu ubóstwa i podano konto, na 

które mo

Ŝ

na przekazywa

ć

 fundusze na cel polepszenia sytuacji materialnej kenijskich szkół. 

background image

 

14 

atrybuty,  które  w  przypadku  quasi-podmiotu  decyduj

ą

  o  jego  statusie,  tutaj  nie  s

ą

 

przyznawane: odzie

Ŝ

 Innych tak

Ŝ

e nie posiada marki. Inny wyst

ę

puje w liczbie mnogiej, 

jest  przedmiotem  zbiorowym:  ukazani  ludzie  nie  tylko  s

ą

  pozbawieni  to

Ŝ

samo

ś

ci 

wyra

Ŝ

anej za pomoc

ą

 nazwiska, ale s

ą

 tak

Ŝ

e do siebie podobni (kolorem swojej skóry, 

stylem  swoich  etnicznych  ubra

ń

).  Poniek

ą

d-  stosuje  si

ę

  tu  standardowe  techniki 

uniformizacji.  O  ile  w  przypadku  sesji  zrealizowanej  w  Indiach  kontrast  pomi

ę

dzy 

odzie

Ŝą

  modelki  a  odzie

Ŝą

  otoczenia  nie  jest  a

Ŝ

  tak  zaskakuj

ą

cy,  o  tyle  w  sesji 

zrealizowanej  w  Afryce  (w  Kenii),  zestawienie  wr

ę

cz  szokuje. W  obydwu  sesjach  biała 

kobieta zajmuje tak

ą

 pozycj

ę

 i jest tak umieszczona wzgl

ę

dem otaczaj

ą

cych j

ą

 ludzi, jak 

dziewi

ę

tnastowieczni  antropolodzy,  podró

Ŝ

uj

ą

cy  do  ró

Ŝ

nych  „egzotycznych”  i 

„prymitywnych  regionów”  w  rodzaju  WYSP  Triobrandzkich,  Samoa  czy  Papui-Nowej 

Gwinei.  Schemat  umieszczenia  postaci  na  fotografii,  powielaj

ą

ce  dokładnie  tamte 

wzorce, 

odzwierciedlaj

ą

ce 

hierarchiczne 

postrzeganie 

ś

wiata 

percepcji 

Europejczyków. 

Nale

Ŝ

zwróci

ć

 

tak

Ŝ

uwag

ę

 

na 

jeszcze 

jedn

ą

 

technik

ę

 

uprzedmiatawiania  podmiotu.  Wida

ć

  j

ą

  w  przypadku  fotografii  wykonanych  w  Afryce. 

Przedmiot  zbiorowy,  jest  przedmiotem  skolonizowanym:  zachodnioeuropejski  styl 

odzie

Ŝ

y  dzieci  afryka

ń

skich,  ukazuje  jednoznaczny  ekspansywny  wpływ  kultury 

zachodniej,  dominuj

ą

cej  nad  lokalnymi  zwyczajami.  Biała  modelka  stanowi  tak

Ŝ

e  w 

pewnym sensie symulakrum, dla którego wzorcem mogłaby by

ć

 Lady Diana, która tak

Ŝ

cz

ę

sto  był

ą

  fotografowana  w  podobnym  otoczeniu  społeczno-  kulturowym,  czemu 

towarzyszył  przekaz  o  wyj

ą

tkowej  wra

Ŝ

liwo

ś

ci  oraz  ch

ę

ci  niesienia  pomocy  ludziom  o 

gorszej (z zachodnioeuropejskiej perspektywy) sytuacji 

Ŝ

yciowej. 

 

Wydaje si

ę

 jednak, 

Ŝ

e najistotniejszym elementem manipulacji, sprowadzaj

ą

cym 

człowieka  do  roli  przedmiotu,  swoistego  rodzaju  narz

ę

dzia,  jest  utrzymywanie  go  w 

nie

ś

wiadomo

ś

ci:  poprzez  dawkowanie  informacji,  kreowanie  postaw  i  reakcji.  Przy 

analizie  przedstawionych  fotografii,  mo

Ŝ

na  si

ę

  pokusi

ć

  o  przypuszczenie, 

Ŝ

e  osoby 

stanowi

ą

ce  tło  dla  białej  modelki,  zarówno  w  Indiach  jak  i  w  Kenii,  nie  maj

ą

  pełnej 

ś

wiadomo

ś

ci  tego  w  czym  uczestnicz

ą

,  ani  tego  jakiego  nale

Ŝ

ałoby  oczekiwa

ć

  za  owo 

uczestnictwo  wynagrodzenia.  Mo

Ŝ

na  oczywi

ś

cie  przyj

ąć

  tak

Ŝ

e, 

Ŝ

e  jest  inaczej- 

Ŝ

mianowicie wszyscy uczestnicy sesji, zgodzili si

ę

 

ś

wiadomie na odegranie przypisanych 

im ról. Czy jest to jednak prawdopodobne?- pozostawi

ę

 pytaniem retorycznym

4

.  

                                                  

4

 Jestem 

ś

wiadoma, 

Ŝ

e przedstawiona analiza jest jednostronna i subiektywna. Zapewne mo

Ŝ

na 

by  tak

Ŝ

e  sformułowa

ć

  komentarze  afirmuj

ą

ce  analizowane  sesje  fotograficzne,  wskazuj

ą

c  na 

pozytywne  aspekty  dla 

ś

wiadomego  promowania  wielokulturowo

ś

ci,  jednak  w  moim 

indywidualnym odczuciu, nie byłyby to komentarze adekwatne. 

background image

 

15 

 
Konkluzja. 

W niniejszym te

ś

cie starałam si

ę

 pokaza

ć

 pewien specyficzny sposób wypowiadania si

ę

 

na  temat  wielokulturowo

ś

ci.  Sposób,  który  na  pierwszy  rzut  oka  wydawa

ć

  mógłby  si

ę

 

koresponduj

ą

cym  z  Paula  Ricoeura  koncepcj

ą

  rozpoznania  oraz  Emmanuela  Levinasa 

koncepcj

ą

  Innego.  Przy  bli

Ŝ

szym  przyjrzeniu  si

ę

  wizualnym,  fotograficznym 

egzemplifikacjom,  okazało  si

ę

  jednak, 

Ŝ

e  mo

Ŝ

na  na  owe  ilustracje  spojrze

ć

  bardziej 

krytycznie,  dostrzegaj

ą

c  w  nich  realizacj

ę

  procesu  uprzedmiotowienia  Innego. 

Sprowadzenia  go  do  roli  przedmiotu,  pozwalaj

ą

cego  na  zrealizowania  okre

ś

lonych 

celów 

instrumentalnych. 

Nie 

chciałam 

tym 

artykule 

pokazywa

ć

 

walki 

uprzedmiotowionych o przywrócenie im podmiotowego statusu. Szło mi o pokazanie, 

Ŝ

by

ć

  mo

Ŝ

e  miewamy  mimo  wszystko  do  czynienia  z  sytuacjami,  w  których 

uprzedmiotowieni,  nie  zdaj

ą

  sobie  w  ogóle  sprawy  z  procesu  uprzedmiotowienia, 

jakiemu  zostali  poddani.  Paradoksalnie-  w  takiej  sytuacji,  pokazywanie  zró

Ŝ

nicowania 

kulturowego, a wi

ę

c wykorzystanie wielokulturowo

ś

ci dla realizacji jakich

ś

 celów, nale

Ŝ

traktowa

ć

  jako  technik

ę

  negatywn

ą

.  By

ć

  mo

Ŝ

e  bowiem-  twórcom  omawianych  sesji 

przy

ś

wiecał szczytny cel promowania wielokulturowo

ś

ci jako warto

ś

ci. Ale czy im si

ę

 to 

udało? W  ten  sposób  wła

ś

ciwie  nale

Ŝ

ałoby  podj

ąć

  refleksj

ę

  nad  pytaniem  zawartym  w 

tytule  artykułu:  jak  mianowicie  mówi

ć

  o  wielokulturowo

ś

ci?  Postawienie  tego  pytania 

odsuwa  uwag

ę

  od  zagadnienia  CZY  w  ogóle  porusza

ć

  problem  wielokulturowo

ś

ci. 

S

ą

dz

ę

Ŝ

e na to pytanie my jako humani

ś

ci, udzielili

ś

my ju

Ŝ

 odpowiedzi twierdz

ą

cej.  

Refleksja  po

ś

wi

ę

cona  sposobowi  wypowiadania  si

ę

  (mówienia,  pisania, 

pokazywania)  na  temat wielokulturowo

ś

ci  jest  wa

Ŝ

na,  poniewa

Ŝ

  takie  wypowiedzi  maj

ą

 

moc  sprawcz

ą

:  wywołuj

ą

  okre

ś

lone  konsekwencje  społeczno-  kulturowe,  przejawiaj

ą

ce 

si

ę

 realizowaniem okre

ś

lonych postaw. Omawiana na przykładzie cytowanych fotografii 

praktyka, jest niebezpieczna. Pod egid

ą

 promowania wielokulturowo

ś

ci, przemycane s

ą

 

stereotypy tu bowiem społeczne, oraz takie my

ś

lenie o 

ś

wiecie, które kategoryzuje go na 

dwie cz

ęś

ci: cywilizowan

ą

, lepsz

ą

, biał

ą

, dominuj

ą

c

ą

 oraz prymitywn

ą

, gorsz

ą

, kolorow

ą

 

i  kolonizowan

ą

,  z  jednoczesnym  nadaniem  aksjologicznego  zabarwienia.  Je

ś

li  przyj

ąć

Ŝ

e  rozpoznanie  jest  istot

ą

  człowiecze

ń

stwa,  to  brak  takiego  wła

ś

nie  rozpoznania 

prowadzi  do  dehumanizacji.  W  ten  sposób  akceptacja  dla  takiego  rodzaju  praktyk, 

oznacza 

promowanie 

etnocentryzmu 

pod 

przykrywk

ą

 

popularyzowania 

wielokulturowo

ś

ci.  Problem  wydaje  si

ę

  tym  bardziej  istotny, 

Ŝ

e  omawiane  fotografie 

zostały  pokazane  w  mediach  masowych-  masowo  odbieranej  prasie,  która  dociera  do 

background image

 

16 

bardzo  szerokiego  zakresu  odbiorców.  Atrakcyjno

ść

  mody  jako  tematu  medialnego 

wynika mi

ę

dzy innymi z gratyfikuj

ą

cej funkcji obcowania z tego rodzaju materiałem. Jest 

on łatwy i przyjemny w odbiorze, nie wymaga i nie wzbudza 

Ŝ

adnej specjalnej refleksji. 

Powoduje to niejako podskórne przes

ą

czanie si

ę

 tre

ś

ci o charakterze deprecjonuj

ą

cym 

jedn

ą

  grup

ę

  kulturow

ą

  wobec  drugiej  grupy.  S

ą

dz

ę

Ŝ

e  ze  wzgl

ę

du  na  powszechno

ść

 

mediów masowych i ich sił

ę

 perswazji, nie mo

Ŝ

na tego zagadnienia trywializowa

ć

5

.  

 

 

Bibliografia 

Banaszak  G.,  Kmita  J.  (1991).  Społeczno  regulacyjna  koncepcja  kultury.  Pozna

ń

Instytut Kultury. 

Burszta  W.J.,  Kuligowski  W.  (2005).  Sequel.  Dalsze  przygody  w  globalnym 

ś

wiecie. 

Wydawnictwo Literackie Muza 

Kapu

ś

ci

ń

ski, R. (2006). Ten Inny. Warszawa. Wydawnictwo Znak. 

Lévinas E. (1999). Czas i to, co inne. Kraków. Wydawnictwo KR. 

Lévinas  E.  (1998).  Cało

ść

  i  niesko

ń

czono

ść

.  Esej  o  zewn

ę

trzno

ś

ci.  Warszawa. 

Wydawnictwo Naukowe PWN. 

Lévinas E. (2006). Istniej

ą

cy i istnienie. Kraków. Wydawnictwo Homini. 

Mamzer  H.  (2001).  Wielokulturowo

ść

-  czy  wyzwolenie  z  wi

ę

zów  etnocentryzmu? 

Przegl

ą

d Bydgoski nr 12/2001, s.33-43. 

Migasi

ń

ski J. (1999). Czas i to, co inne. Kraków. Wydawnictwo. KR. (okładka) 

Ricoeur P. (2004). Drogi rozpoznania. Kraków. Wydawnictwo Znak. 

Skarga  B.  (1998)  Wst

ę

p.  W:  Lévinas  E.  (1998).  Cało

ść

  i  niesko

ń

czono

ść

.  Esej  o 

zewn

ę

trzno

ś

ci. Warszawa. Wydawnictwo Naukowe PWN. 

                                                  

5

  W

ą

tkiem  powi

ą

zanym  z  omawianym  tutaj  tematem,  s

ą

  fotografie  wykonywane  przez  Oliviero 

Toscaniego  na  zlecenie  firmy  Benetton,  w  celu  umieszczenia  ich  w  kampaniach  reklamowych 
firmy.  Fotografie  te  miały  za    zadanie  przekraczanie  granic  tabu  i  łamanie  stereotypów 
społecznych dotycz

ą

cych odmienno

ś

ci (rozumianej bardzo szeroko). W

ą

tek ten stanowi

ć

 mógłby 

materiał dla kontynuacji tego tekstu.