background image

Przezwyciężanie barier 

na drodze ku równości

kobiet i mężczyzn 

w Polsce

– materiały poseminaryjne

background image

Opracowanie graficzne: Marcin Władyka / studio headmade

Publikacja powstała w Sekretariacie Pełnomocnika Rządu 

do Spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn jako część projektu 

„Wdrożenie wspólnotowego prawa anty-dyskryminacyjnego w Polsce" 

realizowanego w ramach Wspólnotowego Programu Działań 

na rzecz zwalczania dyskryminacji 2001-2006.

Publikacja współfinansowana przez Komisję Europejską

Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji

Warszawa 2004 

background image

3

Izabela Jaruga-Nowacka

Tematem  dzisiejszej  konferencji  jest  pokonywanie  barier
na drodze ku równości kobiet i mężczyzn. Myślę, że w Pol-
sce jest jeszcze wiele do zrobienia w tym zakresie, mimo,
iż  już  w  1945  roku  uznano  równouprawnienie  za  jeden 
z  fundamentów  ustroju  państwa  i  wiele  osób  myślało,  że
już zostało ono osiągnięte. Kiedy zaczęły powstawać orga-
nizacje w występujące w obronie praw kobiet, nie wiadomo
było, czy stanowią one tylko modę przyniesioną z Zachodu,
czy też artykułują istotny problem demokracji. 

Konstytucja  Rzeczypospolitej  gwarantuje  kobietom  równe
prawa,  między  innymi  prawo  do  tej  samej  płacy  za  pracę
jednakowej  wartości,  prawo  do  odznaczeń,  wyróżnień  czy
tytułów. Prawa te jednak nie są realizowane. Powstaje za-
tem  pytanie,  czy  można  uznać  za  dobre  prawo,  które  nie
działa. Regulacja konstytucyjna jest ważną deklaracją, któ-
ra jednak bez instrumentów i instytucji umożliwiających jej
urzeczywistnienie pozostaje martwa. 

W  okresie  Polski  Ludowej  kobiety  wykorzystały  sytuację
stworzoną przez ustrój, zdobywając wykształcenie i pracu-
jąc. Czasy PRL-u były trudną szkołą feminizmu i wiele nas
nauczyły.  Dlatego  kobiety  polskie  nie  będą  ciężarem  dla
kobiet w Unii Europejskiej. Do Europy wniesiemy nowy im-
puls rozwojowy, nowy  impuls  energii. Mamy za sobą ma-
sowe  doświadczenie  pracy,  wiemy,  jak  poruszać  się  na
rynku i rozumiemy znaczenie niezależności ekonomicznej.
Nikogo  dzisiaj  w  Polsce  nie  dziwi,  że  kobieta  chce  się 
kształcić  i  pracować,  choć  oczywiście  szanse  na  rynku
pracy nadal mamy mniejsze niż mężczyźni.

background image

4

Dyskusja  o  prawach  kobiet  w  wolnej  Polsce  zaczęła  się
dość  niefortunnie.  Pierwszą  publiczną  debatą  społeczną
poświęconą  problematyce  praw  kobiet,  stała  się  dyskusja
nad  propozycją  ustawy  o  pociąganiu  kobiet  do  odpowie-
dzialności karnej za przerwanie ciąży. Skutek tego jest ta-
ki, że do tej pory kwestia prawa do decydowania o własnym
macierzyństwie  jest  postrzegana  jako  jeden  z  najbardziej
wyrazistych wskaźników określających miejsce ugrupowa-
nia  na  mapie  politycznej.  Jednocześnie  politycy  nie  chcą
poruszać  tego  problemu.  Oczekiwano,  że  akcesja  Polski 
do  Unii  Europejskiej  spowoduje,  że  o  prawach  kobiet  bę-
dzie się w Polsce mówiło poważnie i prawa te zostaną pod-
niesione do rangi spraw priorytetowych. Spotkało nas jed-
nak  ogromne  rozczarowanie.  Problem  równego  statusu
obu  płci  ani  nie  został  tak  postawiony,  ani  nie  stał  się
nawet wyraźniej słyszalny. W dalszym ciągu prawa kobiet
są z jednej strony traktowane przez znaczną część społe-
czeństwa  jako  zagrożenie  dla  wartości  narodowych,
a z drugiej – marginalizowane i postrzegane jako kwestie
nieważne, drugorzędne.

Mam  nadzieję,  że  po  2,5  latach  funkcjonowania  Urzędu
Pełnomocnika  Rządu  ds.  Równego  Statusu  Kobiet  i Męż-
czyzn  udało  nam  się  zmienić  rozumienie  tego,  czym  są
prawa kobiet. Niewątpliwie sprzyjała nam sytuacja i zobo-
wiązanie Polski do wprowadzenia dyrektyw równościowych
do  polskiego  porządku  prawnego.  Obawiam  się,  że  gdyby
nie te zobowiązania, to w polskim Kodeksie Pracy nie zna-
lazłyby się ani definicja dyskryminacji czy mechanizm prze-
rzucenia  ciężaru  dowodu  na  osobę  podejrzaną  o dyskry-
minację, ani sankcje za dyskryminację czy definicja moles-
towania seksualnego. Jeszcze dwa lata temu termin „mo-
lestowanie  seksualne”  budził  śmiech  a czasem  agresję.
Koledzy  w  Parlamencie  pytali,  czy  jeszcze  będzie  można

background image

5

się  przywitać  i  uśmiechnąć.  Obawa  przed  nieznanym  wy-
wołuje takie reakcje. Teraz, kiedy zdefiniowaliśmy moles-
towanie  seksualne  jako  niechciane  i  nieakceptowane  za-
chowanie o charakterze seksualnym, wszyscy zgodzili się,
że jest to potrzebna regulacja. 

Kiedy  dwa  lata  temu  Pełnomocnik  organizował  pierwszą
konferencję  „Kodeks  pracy  szansą  dla  kobiet”,  przedsta-
wiciel Państwowej Inspekcji Pracy twierdził, że w ogóle się
nie spotkał z zachowaniami dyskryminacyjnymi.
Natomiast wyniki przeprowadzonych niedawno badań po-
kazały,  że  60%  pracowników  zna  zjawisko  dyskryminacji,
gdyż albo sami jej doznali, albo byli jej świadkami. Ważna
jest  jednak  nie  tylko  świadomość  istnienia  takiego  zja-
wiska,  lecz  także  wiedza,  jak  na  nie  reagować  i  jak  się
przed nim bronić. 

Od połowy 2005 r. wejdzie w życie dyrektywa, zgodnie z któ-
rą państwo stanie się zobowiązane do zapewnienia pomo-
cy prawnej każdej osobie, która padła ofiarą dyskryminacji.
To pokazuje, jak dużą rolę kraje Unii przywiązują do tego,
aby  nie  tylko  deklarować  potrzebę  równości  praw,  ale
również  dać  obywatelowi  mechanizm  ich  dochodzenia.
Polska  przez  45  lat  nie  była  państwem  prawa  i  nie  mie-
liśmy  instytucji  umożliwiających  obywatelowi  skuteczne
dochodzenie jego praw. Potrzebne są do tego celu takie in-
stytucje  jak  Biuro  Pełnomocnika.  Społeczeństwo  reaguje
niechętnie na wiadomość o powstaniu nowego urzędu an-
tydyskryminacyjnego,  bo  biurokracja  jest  nielubiana,
a obywatele nie chcą, żeby za ich podatki budowano coraz
to nowe urzędy. Jednak, po pierwsze, bez takich instytucji
nasze  prawa  nie  będą  bronione.  Po  drugie,  obrona  praw
człowieka musi kosztować. Po trzecie, dopiero takie insty-
tucje mogą występować o projekty i wspólne środki finan-

background image

6

sowe z Unii, więc bez nich nie moglibyśmy stać się benefic-
jentami  programów  unijnych.  Przez  2,5  roku  istnienia
Biura Pełnomocnika przystąpiliśmy do dwóch programów
PHARE i dwóch wspólnotowych. Udział w nich sprawił, że
każda złotówka podatnika została pomnożona cztery razy. 

Zapisanie  definicji  dyskryminacji  w  Kodeksie  Pracy  nie
sprawiło, że sytuacja kobiet na rynku pracy się poprawiła.
Nadal kobieta starająca się o pracę może usłyszeć, że nie
nadaje  na  dane  stanowisko  ze  względu  na  wiek  lub  płeć.
Spotyka  się  czasem  stwierdzenie,  że  kobieta  po  40-stce
spóźniła  się  do  pracy  o  20  lat.  Mężczyzna  42-letni  to
człowiek w pełni sił, powinien pracować, kobieta – nieko-
niecznie. Nie tak dawno „Gazeta Wyborcza” podejrzewała,
że feministki wręcz chcą zmusić kobiety do pracy. 

Podobny problem stanowi kwestia udziału kobiet w proce-
sie  podejmowania  decyzji.  W  polskim  parlamencie  mamy
20% kobiet w Sejmie a 23% – w Senacie. Ułamek ten nie
odbiega  od  średniej  europejskiej,  ale  staramy  się  go
powiększyć.  Stąd  też  obecnie  dyskutowany  jest  w  Sejmie
projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, który
m.in.  proponuje,  aby  kobiety  i  mężczyźni  w  równych  pro-
porcjach uczestniczyli w procesie decyzyjnym. Projekt ten
spotyka  się  z  zarzutem,  że  nie  płeć,  lecz  kompetencje
powinny stanowić kryterium wyboru. Natomiast prawnicy,
którym  przedstawiono  go  do  zaopiniowania,  zgadzają  się,
że nie można mówić o równym udziale kobiet i mężczyzn
w procesie decyzyjnym, gdy większość stanowisk zajmują
mężczyźni, jednak wprowadzenie systemu kwotowego czy
parytetowego uważają za niezgodne z Konstytucją. 

background image

7

W  pełni  zgadzam  się  ze  stwierdzeniem,  że  należy  zacząć
mówić o kompetencjach. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety
są wykształceni, ale kobiety są wykształcone lepiej. Istnieje
cała grupa kobiet o wysokich kwalifikacjach, które jednak
nie  trafiają  na  prestiżowe  stanowiska.  Liderzy  partii  za-
zwyczaj sami wskazują kogoś, kto na danym resorcie zna
się  świetnie  i  doskonale  się  sprawdzi  w  otoczeniu  innych
mężczyzn.  Obsadzenie  na  tym  stanowisku  kobiety  nie
przychodzi im do głowy. Być może dzieje się tak dlatego, że
mężczyźni  postrzegają  kobiety  przede  wszystkim  w per-
spektywie  życia  towarzyskiego,  a  nie  zawodowego,  mimo
że  bardzo  często  razem  pracują.  Potrzebne  są  zatem
czytelne kryteria oceny kompetencji. Nigdy nie zapropono-
wałybyśmy  na  dane  stanowisko  osoby,  która  nie  posiada
wystarczających kwalifikacji. Ponadto kobieta, nie posiada-
jąca  dostatecznej  wiedzy  z  danego  obszaru,  nie  podejmie
się  kierowania  resortem.  Byłoby  to  nieodpowiedzialne.
Natomiast istnieje wielu mężczyzn świetnie znających się,
na przykład, na kulturze, którzy po pewnym czasie okazu-
ją się równie dobrymi specjalistami w zakresie przemysłu
ciężkiego a potem fachowcami w jeszcze innej dziedzinie. 

Pojawia  także  się  niezrozumiały  dla  mnie  argument,  że
walka  o  parytety  ośmiesza  kobiety.  Przecież  i  w  przy-
rodzie, i na ulicy występujemy pół na pół i nikt ze śmiechu
nie  umiera.  Wyobraźmy  sobie,  że  na  sali,  gdzie  znajduje
się  460  posłów,  80%  stanowią  kobiety.  Obecnie  godzimy
się na taki parlament, tyle, że złożony w 80% z mężczyzn
Reprezentacja  każdej  płci  ważna  jest  nie  tylko  z  powodu
jakości demokracji, lecz przede wszystkim ze względu na
odmienną  tożsamość  kulturową.  Bez  kobiet  w  polityce,
przedszkola czy przemoc domowa nie stałyby się proble-
mem politycznym. 

background image

8

Z  chwilą  objęcia  stanowiska  Wiceprezesa  Rady  Ministrów
znalazłam  się  w  świecie  bez  kobiet,  opisywanym  przez
Agnieszkę Graff. Na spotkaniach polityków jestem zazwy-
czaj jedyną kobietą. Czasami wchodzi jakaś pani, lecz za-
zwyczaj  przynosi  herbatę,  albo  podaje  notes.  Dla  dobrej
jakości  polskiej  demokracji  płcie  nie  mogą  żyć  w  dwóch
odrębnych światach. Powinniśmy wzajemnie wysłuchiwać
swoich racji i propozycji. Parlament nie podejmuje bowiem
decyzji  dotyczących  tylko  mężczyzn.  Ich  skutki  są  istotne
dla nas wszystkich.

Jestem  jedną  z  pierwszych  autorek  analizy  podręczników
szkolnych.  Podręczniki  te  przedstawiają  dziwną  polską
rodzinę, w której ojciec z bardzo ważnej posady utrzymuje
dom. Matka również pracuje, ale nigdy nie wiadomo gdzie.
To, co robi, nie daje prestiżu rodzinie. Mąż i żona nie roz-
mawiają  ze  sobą  –  nie  kochają  się  ani  nie  kłócą.  Żona
niewiele wnosi intelektualnie, głównie pilnuje dzieci i trzy-
ma je dość twardą ręką. To ojciec pokazuje świat. Gdy na
spacerze  dziecko  pyta  matkę,  kim  jest  pan  na  pomniku,
ona  zamiast  udzielić  odpowiedzi  –  przecież  jesteśmy  do-
brze  wykształcone  –  prosi:  „Nie  mów  do  mnie,  bo  mnie
strasznie  boli  głowa”.  Podręczniki  milczą  o  roli  kobiet
w polskiej historii i walce o wyzwolenie narodowe. Nie po-
jawiają się tam kwestie dotyczące alkoholizmu, przemocy
w  rodzinie,  narkotyków,  biedy,  osób  niepełnosprawnych
– czyli spraw, o których powinno się dyskutować z dziećmi.
Szkoła nie porusza tych problemów, tym samym nie reali-
zując obowiązków wychowawczych. Podręczniki nie poka-
zują osób odmiennych ras, wyznań czy kultywujących inny
styl  życia,  co  w  pluralistycznej  Europie  jest  konieczne.
Powinniśmy umieć szanować swoje uczucia i nie reagować
agresją, gdy inny je okazuje. 

background image

9

Omówiłam na przykładach kilka barier na drodze do rów-
ności  kobiet  i  mężczyzn.  Jak  widać,  jesteśmy  dopiero  na
początku tej drogi, nawet w kwestii samej tylko debaty na
temat  praw  człowieka,  a  w  tym  praw  kobiet.  W  Polsce 
brakuje  ponadto  polityki  gender  mainstreaming,  która
umożliwia  ocenę  decyzji  podejmowanych  na  wszystkich
szczeblach  administracji  rządowej,  ze  względu  na  ich
znaczenie dla każdej z płci. Jeżeli chcemy, aby Polska była
w pełni demokratycznym krajem, prawa człowieka, w tym
prawa kobiet, muszą zostać uznane za fundament ustro-
ju, a przedstawiciele żeńskiej i męskiej połowy społeczeń-
stwa muszą czuć się nie tylko pełnoprawnymi płatnikami
podatków, ale też pełnoprawnymi obywatelami.

(tekst nieautoryzowany)

background image

10

Viviane Mazzichi

Reprezentuję  Dyrekcję  Generalną  do  Spraw  Zatrudnienia
i Spraw  Społecznych  Komisji  Europejskiej.  Na  wstępie
przedstawię, czym zajmuje się nasza jednostka. Rozpocz-
nę  od  Traktatów  Rzymskich,  które  powołały  do  istnienia
Wspólnoty  Europejskie.  Podstawą  równości  kobiet  i męż-
czyzn  stał  się  tam  szczególnie  art.  141,  który  gwarantuje
kobietom i mężczyznom jednakowe zarobki za taką samą
pracę czy też pracę o tej samej wartości. Wprawdzie zapis
ten  obowiązuje  już  niemal  50  lat,  ale  nadal  jeszcze  nie
osiągnęliśmy  równości  w  zakresie  płac.  Ten  artykuł  poz-
wala jednak państwom Wspólnot na podjęcie pozytywnych,
konkretnych  działań  na  rzecz  tej  z  płci,  która  jest  w nie-
wystarczającym  stopniu  reprezentowana  w społeczeń-
stwie,  na  przykład  na  obszarze  szkoleń  zawodowych,
w kwestii warunków pracy, czyli ogólnie w zakresie zatrud-
nienia. Art. 141 z roku 1957 pociągnął za sobą Dyrektywę
z 1966  roku  dotyczącą  równych  zarobków.  Od  tego  mo-
mentu  upłynęło  dużo  czasu,  zanim  pojawiły  się  nowe
zmiany.  Kolejnym  krokiem  był  Traktat  Amsterdamski
z 1999 roku. Artykuł 3 tego dokumentu głosi, że we wszyst-
kich dziedzinach działalności Wspólnot Europejskich będą
eliminowane  i  przezwyciężane  wszelkie  bariery  i nierów-
ności pomiędzy kobietami i mężczyznami. Wyraża również
zasadę gender mainstreaming, czyli włączania perspekty-
wy  płci  do  głównego  nurtu.  Stanowi  fundament  tzw.
Strategii  Ramowej.  Art.  13  dotyczy  wszelkich  przejawów
dyskryminacji, w tym dyskryminacji ze względu na płeć, na
wszystkich  obszarach.  Wykorzystujemy  go  zwłaszcza  os-
tatnio,  tworząc  projekty  nowych  dyrektyw  w zakresie
równego dostępu do towarów i usług, w tym ubezpieczeń.

background image

11

Istnieje Karta Praw Podstawowych. Zostanie ona włączona
do  tekstu  Konstytucji  Europejskiej.  Zgodnie  z  Konstytucją
kwestia integracji płci ma przenikać wszystkie aspekty po-
lityki wspólnotowej. Integracja ma być obecna na wszyst-
kich  obszarach  zarówno  polityki  wewnętrznej,  jak  i  zew-
nętrznej.

Strategia  Ramowa  na  Rzecz  Równości  Płci  jest  strategią
pięcioletnią.  Ma  promować  i  wspierać  równość  płci  na
pięciu obszarach: w życiu gospodarczym, w życiu społecz-
nym  i  reprezentacji,  w  dostępie  do  praw  socjalnych  i ko-
rzystaniu  z  nich,  w  życiu  obywatelskim,  w  sferze  ról
i stereotypów płciowych. Strategia łączy trzy główne narzę-
dzia  stosowane  w  Unii  Europejskiej  do  realizacji  polityki
równościowej:  ustawodawstwo,  zasadę  włączania  per-
spektywy płci do głównego nurtu 

(gender mainstreaming)

oraz  programy  unijne.  Realizacja  Strategii  Ramowej  jest
dyskutowana  na  forum  naszej  Dyrekcji  Generalnej  i pla-
nowana  na  dany  rok,  podobnie  jak  we  wszystkich  innych
Dyrekcjach Generalnych Komisji Europejskiej. 

W  naszym  zespole  pracuje  tylko  10  urzędników,  więc  nie
możemy  zająć  się  bezpośrednio  wszystkimi  aspektami
polityki integracyjnej. Poza tym każda Dyrekcja Generalna
w ramach Komisji Europejskiej zajmuje się tym we włas-
nym  zakresie.  Pracę  rozpoczęliśmy  w  1999  r.  Polega  ona
na realizacji przedsięwzięć zmierzających do wprowadze-
nia w kulturze zmian, które umożliwią integrację i realiza-
cję  polityki  równościowej  w  każdym  działaniu  podejmo-
wanym przez Wspólnoty Europejskie.

Spróbuję wyjaśnić, na czym polega włączanie perspektywy
płci do głównego nurtu. Chodzi mianowicie o włączanie tej
perspektywy w każdym etapie procesu politycznego, od sa-

background image

12

mego  jego  początku,  czyli  w  fazie  projektu,  poprzez  mo-
nitorowanie aż do oceny efektów. Celem nie jest wyłącznie
zaspokajanie potrzeb kobiet i mężczyzn, ale przede wszys-
tkim  zapewnienie  im  równego  dostępu  do  stanowisk,
równych  praw  i  równego  uczestnictwa  życiu  społecznym.
Jest  to  szczególnie  istotne  na  rynku  pracy.  Jak  wspom-
niała  pani  premier  Izabela  Jaruga-Nowacka,  pracownik
Inspekcji Pracy twierdził, że nie widzi w tym zakresie prob-
lemów.  Nasza  Dyrekcja  otrzymuje  podobne  sygnały.  Stąd
wypływa  wniosek,  że  należy  użyć  stosownych  narzędzi:
przeprowadzić potrzebne badania statystyczne, w których
trzeba  odpowiednio  formułować  pytania.  Chodzi  o  to,  aby
ludzie dostrzegli problem.

Na  tym  etapie,  czyli  w  fazie  określania  problemu,  trzeba
przeznaczyć  dużo  czasu  na  dyskusję  i  nawiązanie  współ-
pracy pomiędzy różnymi zespołami. Wykorzystujemy tutaj
narzędzie, które nazwaliśmy oceną wpływu genderowego.
Jak powiedziałam wcześniej, sięgamy do danych statysty-
cznych,  które  pokazują  nierówności  pomiędzy  kobietami
i mężczyznami. Badamy, jak wyglądają zasoby, czas, wyk-
ształcenie, dostęp do internetu, sytuacja w zakresie zdro-
wia,  środków  transportu,  uczestnictwa  w  życiu  społecz-
nym,  reprezentacji,  norm  społecznych  czy  stereotypów.
Wszystkie  te  kwestie  powinny  być  obserwowane  i badane
pod  kątem  każdego  aspektu  prowadzonej  polityki.  W  ra-
mach  samej  Komisji  mamy  grupę  komisarzy,  którzy  zaj-
mują  się  polityczną  stroną  wprowadzania  perspektywy
równościowej.  Na  jej  czele  stoi  przewodniczący  Komisji
Romano  Prodi.  Jemu  zdajemy  relację  z  przebiegu  wdra-
żania polityki równości płci. 

background image

13

Grupa, która wykonuje faktyczną pracę, składa się z przed-
stawicieli  różnych  służb.  Mamy  też  Komitet  Doradczy,  do
którego  należą  przedstawiciele  organizacji  pozarzą-
dowych, partnerów społecznych oraz grupę, w skład której
wchodzą  reprezentanci  administracji  krajowej  wysokiego
szczebla. 

Pierwszy obszar wprowadzania perspektywy równościowej
to  życie  gospodarcze.  Jedną  z  kluczowych  strategii  jest
Europejska  Strategia  Zatrudnieniowa.  Jej  realizację  roz-
poczęto w 1997 r. Opiera się ona na wspólnych wytycznych
ustanowionych przez Radę Ministrów Unii Europejskiej, na
podstawie których państwa członkowskie stworzyły Naro-
dowe  Plany  Działania.  Komisja  Europejska  stara  się
zachęcać  rządy  krajowe  do  zaangażowania  wszystkich
departamentów  czy  ministerstw,  które  mogą  być  zainte-
resowane tą  polityką, ponieważ tylko to gwarantuje reali-
zację wszystkich celów zaplanowanych na poziomie wspól-
notowym.  Należy  do  nich  osiągnięcie  w  Unii  Europejskiej
do 2010 roku średniego poziomu zatrudnienia w wysokości
70%  wśród  mężczyzn  i  60%  wśród  kobiet.  Niektóre
państwa  członkowskie  już  osiągnęły  ten  pułap,  inne,  nie-
stety, jeszcze nie. Ostatnio w Barcelonie wyznaczono nowe
cele  i  zaproponowano  nowe  działania  związane  z  opieką
nad dzieckiem w aspekcie płci. Dotyczą one dzieci poniżej
trzeciego  i  pomiędzy  trzecim  a  szóstym  rokiem  życia.
Zostały  zaakceptowane  przez  Radę  Ministrów  Unii  Euro-
pejskiej i staną się w tym roku częścią narodowych planów
działania — po raz pierwszy również polskiego. 

W  zakresie  problematyki  włączania  społecznego,  a  więc
walki  przeciwko  ubóstwu  i  wykluczeniu  społecznemu,
szczególną  rolę  odgrywają  fundusze  strukturalne,
w szczególności Europejski Fundusz Społeczny. 

background image

14

Jest to system finansowania uruchomiony po to, aby reali-
zować  ustalenia  przyjęte  w  krajowych  programach
działania na rzecz zatrudnienia. Jeśli do programu należy
plan  poprawy  sytuacji  na  rynku  pracy,  istnieje  możliwość
skorzystania z Europejskiego Funduszu Społecznego. 

Kolejny obszar to dostęp do przywilejów społecznych i soc-
jalnych.  W  Unii  Europejskiej  działa  sieć  ekspertów  praw-
nych, którzy zajmują się oceną i analizą krajowych progra-
mów działania na rzecz zatrudnienia. 

Jeśli  chodzi  o  kwestię  stereotypów  i  ról  społecznych,  to
w tym  roku  rozpisaliśmy  konkurs  o  dotacje  na  projekty
dotyczące  roli  stereotypów.  Pani  premier  wspomniała
o obrazie kobiety w podręcznikach szkolnych. Właśnie jed-
nym z obszarów, wokół którego toczy się debata, jest prob-
lem  pogodzenia  życia  rodzinnego  z  zawodowym.  Dotyczy
on  nawet  Szwecji,  gdzie  równość  jest  obecna  w  kulturze
od 60 lat. Nawet tam mężczyźni mniej chętnie niż kobiety
opiekują  się  dziećmi.  Konieczne  jest  zatem  nie  tylko
podjęcie działań skierowanych do pracodawców i związków
zawodowych, ale także w sferze kulturowej, aby pokazać, iż
opieka  nad  dziećmi  stanowi  wartość  i  zadanie  dla  obojga
rodziców,  a  urlop  opiekuńczy  jest  urlopem  rodzicielskim,
a nie  macierzyńskim.  Najlepsza  sytuacja  pod  tym  wzglę-
dem panuje w Holandii, gdzie niemal połowa ojców wystę-
puje o urlop opiekuńczy, najgorsza natomiast — w Portu-
galii, Grecji i Hiszpanii, gdzie tradycyjnie to kobieta zajmu-
je  się  domem.  Dobrym  wskaźnikiem  jest  liczba  godzin,
które kobiety i mężczyźni tygodniowo poświęcają dzieciom.
Jeśli kobiety spędzają zbyt dużo czasu w domu, poświęca-
jąc go dzieciom czy obowiązkom domowym, mają go wów-
czas mniej niż mężczyźni na pracę zawodową. 

background image

15

W  naszym  dorocznym  sprawozdaniu  na  temat  równości
płci  przedstawiamy  kluczowe  wydarzenia  i  działania  na
rzecz  promowania  równości.  W  tym  roku  po  raz  pierwszy
raport ten został zaprezentowany szefom rządów i państw
podczas  szczytu  w  marcu.  Raport  ten  pokazuje  istniejące
nierówności  pomiędzy  płciami  oraz  wskazuje  obszary,
gdzie  należy  podjąć  działania  promujące  równość  płci.
Jednak  my  sami  jako  Komisja  nie  możemy  zrobić  wszys-
tkiego.  Promowanie  równouprawnienia  jest  obszarem
współpracy wielu podmiotów: krajów członkowskich, orga-
nizacji pozarządowych, a także samych kobiet i mężczyzn. 

background image

16

Rebecca Kledal

Pracuję  w  Biurze  Pełnomocnika  Rządu  jako  doradczyni
przedakcesyjna  i  reprezentuję  Duński  Instytut  Badań  nad
Równouprawnieniem. Nasz ośrodek zajmuje się doradza-
niem  rządowi  na  poziomie  krajowym  i  lokalnym,  a  także
samorządom, siłom zbrojnym czy związkom zawodowym. 

W trakcie mojego wystąpienia zamierzałam poruszyć dwa
zagadnienia.  Po  pierwsze,  planowałam  omówić  ramy
prawne Unii Europejskiej dotyczące równouprawnienia. Po
drugie, chciałam opowiedzieć o duńskich doświadczeniach
w zakresie budowania instytucji służących walce z dyskry-
minacją.  Ponieważ  w  pierwszej  kwestii  zostało  już  tutaj
sporo powiedziane, skupię się na drugim zagadnieniu. 

Pani  premier  Izabela  Jaruga-Nowacka  wspomniała,  że
w Polsce  istnieją  rozwiązania  prawne  gwarantujące
równość, ale brakuje narzędzi i instytucji umożliwiających
realizację  tych  przepisów.  W  Danii  od  1972  roku  podej-
mowane  są  wysiłki  mające  na  celu  urzeczywistnianie
w naszym społeczeństwie tak idei, jak i przepisów równoś-
ciowych. Dania i Polska znacznie się różnią: Polska ma 40
milionów  obywateli,  Dania  5  milionów,  mamy  odmienną
historię i tradycję polityczną. Możemy się jednak wiele od
siebie  nauczyć.  Przyglądając  się  bliżej  innemu  krajowi
zawsze można wyciągnąć ciekawe wnioski, nawet jeśli nie
będą  one  nadawać  się  do  bezpośredniego  zastosowania.
Powiem kilka słów na temat tego, jak realizujemy postulat
równouprawnienia płci w Danii.

background image

17

Można postawić pytanie, czy Unia Europejska jest jedynie
zbiorem nowych reguł biurokratycznych czy też nową siłą,
która  wymusi  pewną  zmianę  społeczną.  Spróbuję  na  nie
odpowiedzieć z perspektywy duńskiej. Kiedy przyjechałam
do  Polski  po  raz  pierwszy  i  rozmawiałam  na  temat  rów-
nouprawnienia płci, moi rozmówcy, wiedząc, że pochodzę
z  Danii,  często  uważali  mnie  za  radykalną  feministkę. 
Byłam  zdziwiona,  gdyż  w  moim  kraju  równouprawnienie
płci  jest  powszechnie  uznawane.  Uważamy,  że  jego  brak
jest  problemem  całego  społeczeństwa.  Zatem  równo-
uprawnienie  płci  może  mieć  aspekt  feministyczny,  ale
wcale  nie  musi.  Jeśli  w  społeczeństwie  występuje  brak
równouprawnienia  ze  względu  na  płeć,  a  nie  ma  przeja-
wów  innych  nierówności,  to  strategia  feministyczna  jest
uprawniona. Jak słyszeliśmy wcześniej, równość płci sta-
ła  się  priorytetem  w  Unii  Europejskiej.  Istnieją  traktaty,
dyrektywy, jest dorobek Wspólnotowy, acquis communau-
taire. Była już mowa o Traktacie Amsterdamskim i dyrek-
tywach. Warto przyjrzeć się natomiast transpozycji dyrek-
tyw  w  krajach  członkowskich.  Polska  także  dokonała  ta-
kiej transpozycji. Na przykład, w sprawie urlopów macie-
rzyńskich  Polska  poszła  dalej  niż  Dania.  Same  prawa,
przepisy i dyrektywy jednak niewiele znaczą, do pełnej ich
realizacji  prowadzi  jeszcze  długa  droga.  W  tej  kwestii
nasze doświadczenia są zbieżne. 

Zilustruję  to  przykładem:  w  Danii  w  latach  80-tych  stało
się jasne, że wiele młodych kobiet traciło pracę w trakcie
urlopu  macierzyńskiego.  Było  to  sprzeczne  z  wszelkimi
dyrektywami.  Problemem  zajęły  się  głównie  związki  za-
wodowe i ruch kobiecy. Sprawa trafiła do Trybunału Spra-
wiedliwości i do lokalnych sądów duńskich, podjęto inten-
sywne  działania  w  tej  kwestii.  Widać  zatem  wyraźnie,  że
takie instytucje, jak organizacje kobiece czy związki zawo-

background image

18

dowe są potrzebne, aby umożliwić realizację prawa, które
samo w sobie nie wystarczy. 

Wiele mamy jeszcze do zrobienia. Równowaga płci w pro-
cesach decyzyjnych czy pogodzenie życia rodzinnego i za-
wodowego to trudne sprawy, nad którymi pracują związki
zawodowe  i  organizacje  kobiece.  Dużym  problemem  jest
niewielka liczba kobiet na wyższych stanowiskach nauko-
wych. W wielu krajach Zachodu większość profesorów uni-
wersyteckich stanowią mężczyźni. Trzeba zbadać, dlacze-
go  stosunkowo  mało  kobiet  otrzymuje  tytuły  profesorskie
i znaleźć  rozwiązanie  tego  problemu.  Wciąż  obecny  jest
problem  przemocy,  także  seksualnej,  problemy  związane
z edukacją, równością płac, rynkiem pracy, zatrudnieniem
czy  też  wykluczeniem  społecznym.  Na  przykład,  kobiety
posiadające dzieci na pewien okres wypadają z rynku pra-
cy, na skutek czego mają krótszy staż pracy i w rezultacie
dostają niższą emeryturę. To też jest problem, który trzeba
rozwiązać. 

Istotne zagadnienie stanowi transponowanie unijnych ak-
tów prawnych do prawa krajowego. Tu powstaje ogromne
pole do działania dla państwa i odpowiednich organizacji.
Większość  impulsów  do  działań  związanych  z  problema-
tyką równościową pochodzi z Unii Europejskiej, ale mamy
także  nasze  własne  krajowe  inicjatywy.  W  Danii  istnieje 
szereg urzędów i organizacji związanych z tą dziedziną, na
przykład Ministerstwo do Spraw Równości Płci. 

Zajmujemy się zwalczaniem przemocy wobec kobiet, prob-
lemami kobiet przemieszczających się lub przybywających
do  naszego  kraju  oraz  kwestią  parytetów.  W  tej  chwili
w duńskim parlamencie kobiety stanowią 50%, ale w rzą-
dzie  jest  ich  zaledwie  28%,  więc  czeka  nas  jeszcze  długa

background image

19

droga.  Pracujemy  nad  problemem  stereotypów  płciowych
wśród młodzieży, wśród której są one żywe i wpływają na
postrzeganie własnej cielesności przez dziewczęta i kobie-
ty. W Danii toczy się szeroka dyskusja publiczna na temat
anoreksji. Próbujemy rozwiązać problem pogodzenia życia
rodzinnego  i  zawodowego.  Realizujemy  politykę  wpro-
wadzania perspektywy równości płci w instytucjach i Kra-
jowy Plan Działań na rzecz Równości Kobiet i Mężczyzn. 

Zajmujemy się także mężczyznami. Jesteśmy świadomi, że
oni  również  podlegają  stereotypom:  mężczyzna  musi  być
silny,  ma  przynosić  do  domu  pieniądze,  z  góry  przypisuje
mu się pewną społeczną rolę. Skłaniamy się ku temu, aby
nie skupiać się wyłącznie na sprawach związanych z kobie-
tami.  Pracujemy  także  nad  aktywizacją  społeczną  ludzi
starszych płci obojga, ale to jest odrębna kwestia.

Spróbuję  naszkicować  strukturę  instytucji  zajmujących
się równością płci. Na czele mamy Unię Europejską i or-
ganizacje  międzynarodowe,  jak  na  przykład  OBWE,  nas-
tępnie duńskie Ministerstwo do Spraw Równości Płci i od
1999 roku Ustawę o Równości Płci. Ustawa została ostat-
nio  znowelizowana  tak,  aby  uwzględnić  w  niej  również
dyskryminację  poza  rynkiem  pracy.  W  tej  chwili  w  Danii
mamy  konserwatywny  rząd.  Nasza  konserwatywna  pani
minister  bardzo  silnie  jednak  podkreśla  konieczność
ciągłej pracy nad wprowadzaniem perspektywy równości
płci do instytucji. 

Istnieje Rada do Spraw Skarg. Tam możemy wnieść skar-
gę, jeżeli bezpośrednio bądź pośrednio doświadczamy dys-
kryminacji. Rada jest także łącznikiem pomiędzy obywate-
lami,  partnerami  społecznymi  i  związkami  zawodowymi.
Interesujący jest fakt, że do Rady wpływa stosunkowo nie-

background image

20

wiele skarg. Nie oznacza to oczywiście, że problemu dys-
kryminacji w Danii nie ma. Po prostu sprawy o molestowa-
nie seksualne i przejawy dyskryminacji wnoszą do sądów
zazwyczaj związki zawodowe. Dziewięćdziesiąt procent or-
ganizacji  jest  z  nimi  w  taki  czy  inny  sposób  powiązane.
Same związki też są bardzo silne. 

Kolejną  instytucją  jest  Rada  do  Spraw  Kobiet.  Działa  od
początków  drugiej  połowy  dziewiętnastego  wieku.  Jest  to
bardzo duża organizacja pozarządowa. Należą do niej inne
organizacje tego rodzaju, kobiece partie polityczne, związ-
ki zawodowe i poszczególni politycy. Zatem niczym parasol
skupia ona różne partie i instytucje, niekoniecznie koncen-
trujące się na sprawach kobiecych. Ma stanowić platformę
dialogu. 

Organizacji  pozarządowych  jest  oczywiście  wiele.  Działa
Duński  Instytut  Badań  nad  Równouprawnieniem,  które
reprezentuję,  a  także  inne  centra  i  ośrodki  informacyjne.
W pracę  nad  równouprawnieniem  włączają  się  media,
prowadząc kampanie na temat równości. Dużą rolę odgry-
wa  też  Rada  Nordycka,  która  koncentruje  się  na  proble-
mach specyficznie skandynawskich. 

Porównując sytuację Danii i Polski widać, że w Danii orga-
nizacje  pozarządowe  są  silniejsze.  Są  one  niezależne  od
rządu, pomimo, iż otrzymują stamtąd pieniądze. W Polsce
wydaje się to jeszcze niezrozumiałe. Wiadomo, że te orga-
nizacje, mając bezpośrednią styczność z pojawiającymi się
problemami,  są  w  stanie  wykonywać  bardzo  pożyteczną
pracę. Rząd musi od nich otrzymywać odpowiednie infor-
macje  i  zasadną  krytykę.  Polityka  włączania  perspektywy
płci do głównego nurtu przenika wszystkie obszary społe-
czeństwa. Jesteśmy dopiero na początku tego procesu, ale

background image

21

bardzo się na nim skoncentrowaliśmy. Myślę, że uda nam
się  ten  projekt  zrealizować,  mamy  dla  niego  poparcie  na
najwyższych  szczeblach.  Istotną  rolę  odgrywa  włączanie
się w te działania gmin i regionów. Lokalne organy muszą
przekazywać dane statystyczne dotyczące kwestii równoś-
ciowych. Gminy jednak często zaniedbują te sprawy, pomi-
mo  że  Ministerstwo  bardzo  podkreśla  ich  znaczenie.
Istnieje  strona  internetowa,  na  której  Ministerstwo  publi-
kuje  białą  i  czarną  listę  gmin  –  to  znaczy  tych,  które
przysyłają  dane  statystyczne,  i  tych,  które  nie  wywiązują 
się z tego obowiązku. 

Najistotniejszy wydaje mi się fakt, że zmiany, które zaszły
w Danii, i kształt naszego państwa nie zostały nam narzu-
cone  z  góry,  ani  przez  Unię  Europejską.  Dania  jest  pań-
stwem  opiekuńczym.  Sprawy  związane  z  równością  płci
zostały  podniesione  przez  bardzo  silny  ruch  pracowniczy.
To dzięki niemu mogliśmy stworzyć silne instytucje i pra-
cować na rzecz równouprawnienia. 

Od 1850 roku do 1920 roku toczyła się walka o prawa for-
malne  –  prawo  do  głosowania,  kształcenia,  o  prawo  do
pracy w różnych obszarach czy do wybierania sobie ubrań.
Wtedy udało się porzucić gorsety i odbyło się wiele dyskusji
na  temat  seksualności  kobiet,  ich  roli  w  społeczeństwie.
Pojawiły się głosy, że kobieta jest nie tylko matką i ma pra-
wo do prowadzenia własnego życia, niezwiązanego z ma-
cierzyństwem. Po II wojnie światowej nastąpiła aktywizac-
ja zawodowa kobiet. Od lat 60-tych do 1985 roku mieliśmy
wprawdzie okres tak zwanej „nowej cenzury”, ale po 1985
ruch  kobiecy  mocno  się  zintensyfikował.  Ten  czas  był  ni-
czym  rewolucja  kulturalna,  która  umożliwiła  powstanie
nowych  organizacji  pozarządowych.  Pojawiły  się  ruchy,
które zajmowały puste pomieszczenia, żeby wykorzystać je

background image

22

dla  swoich  celów.  Pragnę  zauważyć,  że  aborcja  w  Danii
nigdy nie stanowiła tak żywego problemu jak w Polsce. 

Generalnie  rzecz  ujmując,  duński  ruch  jest  ruchem  od-
dolnym.  Jednocześnie  od  1985  roku  Unia  odgrywa  w  tym
zakresie coraz większą rolę. Dała ruchowi kobiecemu sil-
ny  impuls  rozwojowy.  Ruch  ten  bowiem  w  latach  70-tych 
i  80-tych  nieco  osłabł.  Za  sprawą  Unii  pojawiło  się  nowe
ustawodawstwo. Po 1985 roku w duńskim społeczeństwie
zaszły  ogromne  zmiany.  Sądzę  zatem,  że  tendencja  ku
zmianom  tak  naprawdę  jest  czymś  oddolnym,  ale  proces
ich  wprowadzania  może  zostać  usprawniony  i  przyspies-
zony dzięki Unii Europejskiej. 

background image

23

Agnieszka Graff

Kobiety i władza – trudne skojarzenie 

Od epoki, w której w większości państw zachodnich kobiety
uzyskały prawo głosu, dzielą nas trzy pokolenia. Zmieniło
się bardzo wiele, a jednak nie stało się tak, jak przewidy-
wały  sufrażystki  –  kobiecość  i  świat  władzy  to  nadal  dwa
odrębne  światy.  We  współczesnej  Polsce  –  i  nie  tylko
w Polsce,  rzecz  jasna  –  nadal  trudno  sobie  skojarzyć  ko-
bietę z władzą, to znaczy trudno zrobić to tak, by coś nam
w wyobraźni  nie  zazgrzytało.  Mimo  najlepszych  chęci,
raczej nie powstanie obraz harmonijny, naturalny, zwyczaj-
ny.  Trudno  jest  wyobrazić  sobie  kobietę,  która  ma  realną
polityczną władzę i nie musi się z tego tłumaczyć, nikogo
nie dziwi, ot po prostu: jest kobietą i ma władzę. Pani mi-
nister  Izabela  Jaruga-Nowacka  powiedziała  dzisiaj,  że
prawa kobiet z jednej strony są w Polsce postrzegane jako
zagrożenie  dla  wartości  narodowych,  z  drugiej  zaś  –  jako
kwestie  zupełnie  nieważne  i  śmieszne.  Ta  zbieżność
między  tym,  co  groźne  a  tym,  co  śmieszne  zasługuje  na
naszą uwagę. Śmiech i poczucie zagrożenia? A jednak. Ta
sprzeczność  jest  moim  zdaniem  kluczową  cechą  seksiz-
mu.  Każda  próba  przedstawienia  praw  kobiet,  równości
płci – a przede wszystkim władzy kobiet (w tym władzy nad
własnym życiem, czyli praw reprodukcyjnych) – jako normy
społecznej  budzi  jednocześnie  lęk  i  pogardę.  Połączenie
tych emocji to właśnie sedno seksizmu w życiu publicznym
i prywatnym. Widać to także w wizerunkach kobiet w me-
diach: często przedstawia się nas jako albo śmieszne albo
straszne... albo jednocześnie śmieszne i strasze.

background image

24

Zacznijmy  od  cytatu,  który  utkwił  mi  w  pamięci,  chociaż
pochodzi sprzed kilku lat. Pochodzi z wywiadu udzielonego
przez Barbarę Labudę pismu „Ośka”. 

„Wy pytacie: dlaczego kobiety nic o was nie wiedzą, o wa-
szej roli w Solidarności, w podziemiu, w walce, w budowa-
niu  nowej  Polski?  Przecież  tak  bardzo  się  starałaś,  a  oni
cię  zostawili.  Na  to  pytanie  jest  bardzo  trudna  i  bolesna
odpowiedź.  Kobiety  zostały  odrzucone  przez  Solidarność.
Oczywiście  jednocześnie  byłyśmy  noszone  na  rękach,
wychwalane,  ale  jak  pojawiała  się  sprawa  prawdziwej
władzy,  to  mówiono:  „Szefem?  Nie,  nie,  szefem  będzie
Franek.” [Oska 2(11) str. 25]

W opowieści Labudy – i wielu innych kobiet, które budowa-
ły podziemie, a o których istnieniu musiała Polakom przy-
pomnieć  dopiero  Amerykanka,  Shana  Penn  –  fascynuje
mnie  polska  specyfika,  ale  także  mechanizm  historyczny,
który wcale polski nie jest. Jak to się dzieje, że w ruchach
społecznych, które walczą o wolność i równość dla wszyst-
kich ludzi, kobiety wykonują potężną pracę, by po wygranej
walce zostać odesłane do domów, na swoje, czyli „kobiece”
miejsce. A dzieje się tak wszędzie: podobnie było z kobie-
tami,  które  działały  w  amerykańskim  Ruchu  Praw  Oby-
watelskich, ale zabrakło dla nich miejsca na podium, gdy
odbywał się wielki marsz na Waszyngton. Podobne historie
słyszałam od kobiet z Afryki, z Indii, z Karaibów. To nie jest
tak,  że  rola  kobiet  w  ruchach  wyzwoleńczych,  równościo-
wych,  niepodległościowych  jest  od  początku  marginalna,
zakulisowa.  Istotnie,  zwykle  mniej  kobiet  niż  mężczyzn
uczestniczy  w  takich  zbiorowych  zrywach,  ale  te  które
w nich  są,  działają  na  serio.  Organizują,  ryzykują,  prze-
wodzą, trafiają do więzień. Ich płeć w okresie największego
ryzyka ulega jakby zawieszeniu. Tak było z abolicjonizmem

background image

25

i walką o prawa obywatelskie w w XIX wieku w U.S.A.; tak
było z walką z faszyzmem w czasie drugiej wojny świato-
wej. Tak było również w solidarnościowym podziemiu. Rzecz
w tym, że kiedy te wolnościowe ruchy odnoszą zwycięstwo,
kiedy  przychodzi  do  podziału  już  nie  ryzyka,  lecz  władzy 
i  dostępu  do  przywilejów  –  wówczas  kobiety  się  pomija,
dziwnie łatwo zapominając o tym, co robiły. Walczyły jako
„ludzie”. Zapomina się o nich, bo to jednak „kobiety”. I wy-
mazuje z historii, czyli ze zbiorowej pamięci.

Ten  mechanizm  nie  jest  wynikiem  świadomego  „spisku”
mężczyzn.  Patriarchat  to  raczej  kwestia  przyzwyczajenia.
Również kobiet – bo one także biorą udział w procesie włas-
nego wykluczenia. Opisane przez Shanę Penn kobiety Soli-
darności, które de facto organizowały podziemie w okresie
stanu wojennego, definiowały potem swój wkład jako „po-
maganie”, „gaszenie pożaru” lub „poświęcenie”. Skojarzeń
z  władzą  unikały  jak  ognia.  Dla  wszystkich  –  może  z
wyjątkiem właśnie Barbary Labudy, która otarła się o ruch
kobiecy  mieszkając  we  Francji  –  jest  oczywiste,  że,  gdy
wszystko wróci do normy, znowu „szefem będzie Franek”.

Rzecz w tym właśnie, że kulturową normą jest władza roz-
maitych – często zresztą przesympatycznych i arcy-odpo-
wiedzialnych  –  Franków.  Widzę  to  na  zebraniach  osied-
lowych, gdzie trzeba wyłonić jakąś radę czy komisję. Widzę
na  zebraniach  w  pracy,  gdzie  jakoś  łatwiej  wybiera  się
panów niż panie. Widzę to nawet w partii Zielonych, gdzie
co prawda obowiązuje parytet, ale mężczyźni mówią jakoś
dłużej  i  głośniej,  a  kobiety  jakoś  łatwo  usuwają  się  w  tło.
Spisek?  Seksizm?  Bynajmniej.  Obracam  się  w  kręgach,
gdzie myślenie feministyczne jest już niemal obowiązujące.
A jednak tam także kobieta trudno kojarzy się z władzą. Ja
sama nie jestem bez grzechu – niemal odruchowo unikam

background image

26

podejmowania odpowiedzialności za grupę. Bo to jest wła-
dza. A władza to męskość – takie już mamy skojarzenie. 

Tym  skojarzeniem  –  jego  siłą,  jego  oczywistością,  jego
wszechobecnością w naszym życiu – chcę się przez chwilę
zająć.  Najpierw  jednak  spróbujmy  zdefiniować  możliwie
szeroko  samą  władzę.  Nie  chodzi  mi  tylko  o  władzę  poli-
tyczną, ani nawet o szeroko pojęte „szefowanie” Franków,
o prawo dyrygowania innymi. W demokracji władza to moc
reprezentowania  innych.  To  taka  sytuacja,  w  której  pos-
trzega się kogoś jako „swojego człowieka”. Władzę ma ten
(lub ta), kogo inni widzą jako odzwierciedlenie własnych in-
teresów, własnych doświadczeń. Jako przedstawiciela czło-
wieczeństwa,  normy,  a  często  także  przyszłości.  Mam  w
swoich zbiorach dziesiątki zdjęć prasowych, w tym okładek
znanych tygodników, na których w różnych zestawach wys-
tępują mężczyźni – jako reprezentanci ludzkości. Do moich
ulubionych należy okładka „Polityki” z 20 września 2003 ro-
ku. Artykuł p.t. „Super dzieci”, o współczesnym modelu wy-
chowania, zapowiada zdjęcie... pięciu ambitnych chłopców. 

Te łatwe skojarzenia i te niedostrzegalne pominięcia bywa-
ją brzemienne w skutkach. Skojarzenie między męskością
a  władzą  sprawiło,  że  gubernatorem  Kalifornii  jest  dziś
człowiek o, ujmując rzecz oględnie, specyficznych kwalifi-
kacjach:  ma  obfite  umięśnienie,  kwadratowe  szczęki,
a w życiorysie – główną rolę w filmie p.t. „Terminator”. Czy
w Polsce coś podobnego mogłoby się wydarzyć? Nie wiem.
Wiem  natomiast,  że  grozi  nam  dziś,  iż  do  władzy  dojdzie
Andrzej Lepper. Miliony Polaków uważają, że ten człowiek
ich reprezentuje. Lepper to swój chłop – jest do wyborców
podobny,  przypomina  im  ich  własne  poczucie  krzywdy,
frustracji itd. No i kojarzy się z władzą. Władczy jest. Zde-
cydowany. Swoje wie. Porządek zrobi. A przy tym jest jakoś

background image

27

typowy. Reprezentatywny. Czy to ma coś wspólnego z męs-
kością?  Sądzę,  że  ma.  Lepper  i  władza  to  łatwe,  przera-
żająco  łatwe  skojarzenie.  Ta  łatwość  i  swojskość  ma  coś
wspólnego  z  potocznym  wyobrażeniem  o  twardej  ojcow-
skiej ręce. I z tym, że „swój człowiek” to najczęściej „swój
chłop”.  Tak  jak  „dziecko”  z  naszych  wyobrażeń  to  jakoś
bardziej chłopiec niż dziewczynka...

Populizm  stanowi  wynaturzenie  demokracji.  Jednak  za-
lążek  populizmu  tkwi  przecież  w  niej  samej,  w  pojęciu
reprezentatywności.  Demokracja  to  władza  ludu,  władza
łatwych, często zbyt łatwych skojarzeń – skojarzeń, który-
mi manipulują media. Władza ma wiele wspólnego z tym,
że  jest  się  postrzeganym  jako  swojak,  przedstawiciel
ogółu, normy, oczywistości. Dlatego wśród polityków coraz
mniej jest wybitnych indywidualności, coraz więcej twarzy
gładkich i nijakich. Za to jednoznacznie męskich. 
Co to ma wspólnego z kobietami? Otóż kobieta nie kojarzy
się  z  normą.  Z  człowieczeństwem.  Kobieta  kojarzy  się...
z kobiecością. A jeśli się z nią nie kojarzy, to natychmiast
zostaje  przywołana  do  porządku.  Stereotypy  –  te  strzępy
bezmyślności,  łatwych  skojarzeń,  przebrane  w  piórka
„zdrowego  rozsądku”  –  stanowią,  także  w  mediach,
zwyczajową  formę  komunikowania  się.  Z  jednej  strony
pełnią rolę podgrzewających atmosferę żarcików, z drugiej
– wprowadzają rzeczywiste napięcie, podszyte pewną dozą
agresji wobec kobiet. Zwłaszcza kobiet, które jednak mają
pewną realną władzę, czyli roszczą sobie prawo do repre-
zentatywności,  normatywności.  Zaproszona  do  radio  czy
telewizji kobieta sukcesu – aktorka, piosenkarka, czy poli-
tyczka  –  może  mieć  niemal  pewność,  że  zada  jej  się  py-
tanie o to, czy jest „kobieca”, lub inne pokrewne (o ulubiony
przepis, kosmetyk itp.). Pytanie może wynikać z niewinnej
ciekawości, ale nie łudźmy się: to ostrzeżenie, przywołanie

background image

28

do porządku. Stoi za nim oczywiste dla wszystkich założe-
nie, że ambicje, które aktorka czy polityczka przecież po-
siada,  źle  się  komponują  z  kobiecością.  Stawiane  w  tej
sytuacji  znane  kobiety  rzadko  przeciwstawiają  się  stereo-
typowi.  W  dobrym  tonie  jest  stwierdzić,  że  władzy  się  nie
lubi,  karierę  zrobiło  się  przypadkiem,  a  najważniejsza
w życiu  jest  miłość  lub  dziecko.  Te  rozmowy  toczą  się
według  utartego  schematu,  w  którym  deprecjonowanie
własnych  osiągnięć  stanowi  swoisty  rytuał,  a  deklaracja
„o tak,  jestem  bardzo  kobieca”  to  zwrot  niemal  tak  stan-
dardowy jak „dziękuję państwu za uwagę”.
Stereotyp każe kobiecość definiować jako macierzyństwo,
a co za tym idzie – uczuciowość, opiekuńczość, domowość,
rodzinność.  Zaraz  potem  idą  stereotypy  dotyczące
rzekomej  „miękkości”  i  braku  ambicji.  Żadne  z  tych
przekonań  nie  musi  mieć  związku  z  realną  osobą,  która
właśnie  stara  się  o  pracę,  awans,  czy  podwyżkę  –  jednak
jeśli przypadkiem jesteś kobietą, możesz być niemal pew-
na,  że  będziesz  postrzegana  przez  pryzmat  tych  wyobra-
żeń. Możesz się starać je przełamać, okazać się „żelazną
damą”, „żyletą”. Jednak prędzej czy później ktoś ci powie,
że jesteś „niekobieca” i nazwie „babochłopem”. Miarą two-
jej wartości jest stereotyp: skojarzenie kobiety z dzieckiem. 

W mojej kolekcji zdjęć prasowych królują wizerunki rzeko-
mo  nieszczęśliwych  kobiet  sukcesu.  Wiele  z  nich  to  foto-
montaże,  pokazujące  bardziej  kulturowe  lęki  niż  jakąkol-
wiek  rzeczywistość  społeczną.  Na  jednym  obrazku
(„Wprost”,  13.04.2003)  kobieta  niańczy  torebkę  zamiast
dziecka. Smutno jej, bardzo jej smutno. Ale jest uparta, nie
chce  być  matką.  Następna  (tym  razem  z  amerykańskiej
prasy  –  „Time”,  20.05.2002)  tuli  w  ramionach  walizeczkę,
która  dziwnie  przypomina  trumienkę.  Na  walizeczce  ma
komputerek.  Dziecka  natomiast  brak.  I  też  jest  smutna.

background image

29

Kolejna  –  tu  już  jesteśmy  w  Polsce  –  ma  na  rękach
odpowiednio  zmniejszonego  mężczyznę.  Tuli  go  do  nagiej
piersi, zamiast dziecka. Ona wydaje się być lekko nieprzy-
tomna,  podczas  gdy  jemu  najwyraźniej  grozi  uduszenie
w jej ramionach („Wprost” 9.03.2003). Na okładce „News-
weeka”  (1.06.2003)  kobieta  (w  bojowym,  czerwonym
kostiumie i na szpilkach) radośnie podbija rynek pracy, zaś
mężczyzna,  przycupnięty  u  jej  stóp,  najwyraźniej  zostaje
w tyle.  Nieoczekiwana  zmiana  miejsc  przedstawiona  jest
jako coś niby zabawnego, ale w istocie groźnego. Tak właś-
nie  –  za  pomocą  aluzji,  obrazów,  otwartych  gróźb,  oraz 
dobrotliwych  rozmaitych  porad  –  wciąż  nas  się  ostrzega
przed  nadmiarem  ambicji.  Wciąż  nam  się  podpowiada
życzliwie, jak mamy żyć. Drogie panie, kariera matki szko-
dzi dzieciom (na zdrowie) oraz mężowi (na samopoczucie).
Natomiast  kobiety  bezdzietne  ...  cóż,  one  są  uszkodzone,
wybrakowane. Smutne są, jak widać na obrazku. Emancy-
pacja jest przyczyną wielu groźnych chorób. 

Jeśli sam fakt, iż pracujemy, ma się nam w gruncie rzeczy
za złe, to trudno się dziwić dyskryminacji. Ona jest swoistą
karą  za  „egoizm”,  przywołaniem  do  porządku.  Efekty  up-
rzedzeń widać w statystykach: kobiety są lepiej wykształ-
cone, ale stanowią większość bezrobotnych; w grupie naj-
lepiej zarabiających i wśród członków rad nadzorczych jest
nas  jakieś  2-3  procent;  na  równorzędnych  stanowiskach
zarabiamy o około 20% mniej niż mężczyźni. Pracodawca
woli  pana  niż  panią  jeszcze  zanim  zobaczy  jakichkolwiek
kandydatów. Niemal połowa ogłoszeń o pracy kierowanych
jest  do  mężczyzn  –  i  wiemy,  że  chodzi  tu  o  tę  lepszą
połowę. 

background image

30

Kobiecość  kojarzy  się  z  funkcją  podrzędną.  Lub  czysto
prywatną.  Kobieca  ambicja  –  z  wynaturzeniem.  Męskość
– z władzą.  To  są  łatwe  skojarzenia.  Natomiast  skojarzyć
kobietę z władzą, z reprezentatywną ludzką normą, i zrobić
to w sposób afirmujący, bez zdziwienia– jest ciągle trudno.
Nie  znam  na  to  recepty.  To  jest  naprawdę  trudne  skoja-
rzenie.  Ono  rodzi  się  w  bólach,  od  kilkudziesięciu  lat
– a w różnych kulturach pojawia się w różnej wersji. Z wali-
zeczką.  Albo  przeciwnie  –  z  całkiem  damską  torebką.
W garniturze.  Z  apaszką.  W  makijażu.  Lub  bez.  Z uśmie-
chem. Lub bez. Ostentacyjnie bez. Różnie. Inaczej buduje
swój wizerunek Henryka Bochniarz, inaczej Zyta Gilowska,
jeszcze inaczej Izabela Jaruga Nowacka. Ale każda z tych
kobiet  zdaje  sobie,  jak  sądzę,  sprawę,  że  kobieca  płeć
w świecie  władzy  stanowi  kłopot  –  nieforemny  klocek,
który  trzeba  do  życiowej  układanki  dopasować.  To  jest
wysiłek,  który  spada  na  kobiety,  wysiłek  który  podejmują
kolejne pokolenia, zawsze zostawiając coś w spadku kolej-
nym.  Nadal  jest  nam  trudniej  niż  mężczyznom.  Ale  o  ileż
łatwiej niż naszym prababkom! 

Jesteśmy  ciągle  w  fazie  eksperymentu  –  w  fazie  wielkiej
przemiany kulturowej. Wiele wskazuje na to, że przełom –
przejście  do  fazy  łatwego  kojarzenia  kobiet  z  władzą,  do
fazy oczywistości – zależy od tzw. masy krytycznej. Dopiero
większa  grupa  kobiet  na  eksponowanych  stanowiskach
w danej dziedzinie życia (biznesu, nauki, polityki) sprawia,
że  każda  z  nich  z  osobna  zaczyna  być  postrzegana  jako
przedstawicielka  swojego  zawodu,  swoich  poglądów
i osiągnięć,  a  nie  jako  reprezentantka  kobiecości  (lub  jej
braku).  Że  jest  pytana  o  poglądy,  czy  podejmowane  przez
siebie  decyzje,  a  nie  o  typ  szminki  i  przepis  na  szarlotkę.
Feministki  z  amerykańskiej  fundacji  „The  White  House
Project”, której celem jest doprowadzenie do wybrania ko-

background image

31

biety na prezydenta U.S.A, uważają, że masa krytyczna to
jakieś 30% kobiet w polityce. A może to 31%? 35%? Trudno
to zmierzyć. Trudno przewidzieć. Sądzę jednak, że właśnie
po to, by wreszcie osiągnąć masę krytyczną, dzięki której
kobiety będą mogły się z mężczyznami ścigać na równych
prawach, warto wprowadzać rozwiązania parytetowe.
Chodzi o to, byśmy wreszcie zmienili przyzwyczajenia, we-
dle  których  jest  jasne,  że  „szefem  będzie  Franek,”  nawet
jeśli  na  szefowanie  zasłużyła  Frania.  Żeby  kobieta  –  jako
człowiek, nie mniej przecież „typowy” niż mężczyzna – była
dla  nas  istotą  reprezentatywną.  Swoim  człowiekiem.
Przedstawicielką ludzi płci obojga. 

background image

32

Prof. Henryk Domański

Nigdy nie zetknąłem się z dyskryminacją kobiet. Nie ozna-
cza to jednak, że jej nie ma. Powstaje pytanie, jak mierzyć
dyskryminację.  W  badaniach  społecznych,  prowadzonych
we  wszystkich  krajach,  mierzy  się  ją  porównując  średnie
zarobki kobiet z zarobkami mężczyzn. Była już dziś mowa
o  tzw.  gender  pay  gap,  czyli  luce  dochodowej  pomiędzy
mężczyznami a kobietami. Zgodnie ze stanowiskiem przy-
jętym  w  socjologii  empirycznej  i  innych  badaniach  spo-
łecznych o dyskryminacji można mówić wtedy, gdy mamy
do czynienia z „niezawinioną nierównością” pomiędzy ko-
bietami a mężczyznami. Niezawiniona nierówność to taka,
której  nie  da  się  „wyjaśnić”  –  w  sensie  statystycznym  –
przez przesłanki racjonalne, uzasadnione powody, czyli np.
niejednakowy  poziom  wykształcenia  mężczyzn  i  kobiet,
różnice  stanowisk,  czy  kwalifikacji.  Najbardziej  oczywisty
przykład: w firmie pracują dyrektor i sprzątaczka, dyrektor
zarabia  miesięcznie  15  tysięcy  złotych,  a  sprzątaczka
tysiąc. Różnica 14 tysięcy nie identyfikuje dyskryminacji –
dyrektor  ma  wyższe  wykształcenie,  wykonuje  bardziej
złożoną i odpowiedzialną pracę, która według powszechnie
przyjętych  standardów  i  zgodnie  z  przyjmowanym  przez
ludzi  rozumieniem  sprawiedliwości,  powinna  być  lepiej
opłacana niż praca sprzątaczki.

Powtórzmy  zatem,  że  aby  zmierzyć  dyskryminację  należy
wyłączyć  wpływ  uzasadnionych,  racjonalnych  powodów,
takich jak: różnica poziomu wykształcenia pomiędzy męż-
czyznami a kobietami, wykonywanie zawodów o niejedna-
kowej  złożoności,  czy  fakt,  że  mężczyźni  pracują  w  lepiej
płatnych  branżach  i  firmach  i  mają  dłuższy  staż  pracy.

background image

33

Część z takich różnic wpada w 

pay gap. Natomiast dopie-

ro  to,  co  zostaje,  po  ich  wyłączeniu,  jest  „niezawinione”
przez  kobiety  i  na  ogół  interpretowane  jako  wskaźnik
dyskryminacji. 
Najbardziej oczywistym wymiarem tak rozumianej dyskry-
minacji i nierówności płci są zarobki. Warto odnotować tu
kilka generalnych prawidłowości. Po pierwsze, we wszyst-
kich krajach kobiety zarabiają mniej. Dane, do których się
odwołuję,  pochodzą  z  badań  typu  surveyowego,  przepro-
wadzanych na reprezentatywnych próbach ludności dobie-
ranych metodą losową. W związku z tym dają podstawę do
uogólnienia  na  całe  społeczeństwo.  Średnio,  zarobki  ko-
biet  wynoszą  65-75  procent  zarobków  mężczyzn,  nieza-
leżnie od kultury, tradycji, poziomu ekonomicznego czy ty-
pu  systemu  politycznego.  Istnieją  jednak  różnice  między
krajami.  Najwyższa 

gender  pay  gap występuje  w  Japonii,

co prawdopodobnie wynika z wpływu kultury tego regionu.
W  1999  roku  tamtejsze  kobiety  zarabiały  miesięcznie  45
procent  tego,  co  mężczyźni.  Na  drugim  krańcu  spektrum
sytuują  się  kraje  skandynawskie  reprezentujące  typ 

wel-

fare state. Trzeba dodać, że gender pay gap jest niezwykle
trwała  w  perspektywie  czasowej.  Mimo  regulacji  praw-
nych, które zakazują dyskryminacji i nierównego wynagra-
dzania  kobiet  i  mężczyzn  za  pracę  jednakowej  wartości,
różnica ta utrzymuje się na przestrzeni kilkudziesięciu lat
(odkąd zaczęto ją badać).

Druga  prawidłowość  polega  na  tym,  że  po  wyłączeniu
„zasłużonych i sprawiedliwych” nierówności pozostaje nie-
wyjaśniona  różnica  zarobków  wynosząca  około  15%,  czyli
kobiety zarabiają 85% tego co mężczyźni. Właśnie te 15%
można traktować jako wskaźnik dyskryminacji płci. 

background image

34

Interesujące jest to, że w Polsce w latach 90-tych zaryso-
wała  się  tendencja  do  „egalitaryzacji  płci”  pod  względem
zarobków,  czyli 

gender  pay  gap zaczęła  się  zmniejszać.

Zilustruję  to  danymi  z  lat  1982-1999.  Jeżeli  w  1982  roku
kobiety zarabiały 47 % tego, co mężczyźni, a w 1987 jeszcze
mniej, bo 41%, to w 1992 już 53%, w 1993 – 66%, w 1995 
– 67%, w 1998 – 69%, a w 1999 – 76%. Moja interpretacja
tego  zjawiska  jest  następująca:  w  latach  90-tych  miały
miejsce  dezaktywizacja  zawodowa  i  bezrobocie,  które
w większym stopniu dotknęły kobiety niż mężczyzn. Gorzej
opłacane kobiety odeszły z rynku pracy i w związku z tym
gender pay gap uległa zmniejszeniu. To jednak generalnie
oznacza,  że  sytuacja  kobiet  na  rynku  pracy  (bezrobocie,
trudniejszy  dostęp  do  wyższych  stanowisk)  nie  uległa
poprawie. 

Rodzi się zatem pytanie, który wskaźnik lepiej określa roz-
miar  dyskryminacji  –  czy  mierząc  dyskryminację  należy
wyłączać  „racjonalne  przesłanki”,  takie  jak  odmienna
struktura  zawodowa  czy  różnice  wykształcenia?  Moim
zdaniem,  nierówności  i  dyskryminacja  płci  w  każdym  wy-
miarze  zaczynają  się  od  urodzenia.  W  tym  momencie
uruchamiają  się  mechanizmy,  które  inicjują  praktyki
dyskryminacji, a przede wszystkim zaczyna się socjalizac-
ja do odmiennych ról w rodzinie. Kobiety są uczone, że ich
przeznaczeniem  jest  bycie  matką  i  żoną,  edukuje  się  je
w odmiennych  kierunkach  niż  chłopców.  W  każdym
społeczeństwie panuje przekonanie, że jeżeli trzeba byłoby
na kimś oszczędzać na rynku pracy, to lepiej, żeby była to
kobieta, gdyż mężczyzna jest głównym żywicielem rodziny. 
Występowanie  kulturowo  zakorzenionych  mechanizmów
uzasadnia  tezę,  że  nierówności  kreujące  dyskryminację
związane  są  ze  stereotypami,  przesądami  i  dominującym
systemem  wartości.  Szerokie  pojęcie  dyskryminacji  wy-

background image

35

maga więc uwzględnienia tych wszystkich czynników i nie
„wyłączania” ich przy ustalaniu wielkości dystansów. 
Zamiast 

net  gender  gap należałoby  się  posługiwać  mier-

nikiem  nazywanym  (w  literaturze  anglosaskiej) 

absolute

gender  gap,  czyli  –  w  przypadku  zarobków  –  ustalać  sto-
sunek  rzeczywistych  zarobków  kobiet  do  zarobków  męż-
czyzn (więcej piszę o tym w mojej książce, wydanej w 1999
roku przez IFiS PAN – 

Zadowolony niewolnik idzie do pra-

cy). W tym ujęciu, na przykład w 1998 „absolutna dyskry-
minacja kobiet w Polsce wynosiła 69% czyli kobiety zara-
biały mniej o 31% w wymiarze miesięcznym.

Na koniec, jako badacz struktury społecznej, pozwolę so-
bie na generalne uwagi. Nierówności między mężczyznami
a kobietami, których najbardziej oczywistym wskaźnikiem
są zarobki, są niezwykle trwałym zjawiskiem, którego nie
da się zlikwidować tylko przy pomocy prawa. Są one zako-
rzenione  w  świadomości  ludzi.  Związane  są  one  przede
wszystkim  z  instytucja  rodziny  i  społecznym  podziałem
pracy. Skoro czemuś służą, to są funkcjonalne, co oznacza,
że społeczeństwo nie może się bez nich obejść. Czy zatem
warto w nie interweniować i podejmować działania w kie-
runku zredukowania tych nierówności? Egalitaryzacja jest
być  może  wartością  większą  niż  nierówności.  Jednak  czy
jest sens interweniować w coś, co jest funkcjonalne i musi
istnieć,  jeżeli  jest  to  warunek  stabilności  systemów  spo-
łecznych? Na przykład, trudno sobie wyobrazić społeczeń-
stwo bez rodziny. Aby zlikwidować nierówności płci, trzeba
byłoby  znaleźć  jakiś  substytut  rodziny,  a  to  trudno  sobie
wyobrazić. 

background image

36

Prof. Małgorzata Fuszara

Moje wystąpienie dotyczy równości kobiet i mężczyzn oraz
stereotypów  w  wymiarze  sprawiedliwości,  w  stosowaniu
prawa.  Istnieją  różne  podejścia  do  kwestii  równości  płci
w wymiarze  sprawiedliwości.  Można  na  przykład  anali-
zować zatrudnienie kobiet i mężczyzn w różnych instytuc-
jach, takich jak prokuratura, adwokatura czy sądownictwo.
Sytuacja wygląda tu podobnie, jak w wielu innych dziedzi-
nach.  W  zawodach  tych  mamy  do  czynienia  z  piramidą, 
u podstawy której, na najniższych stanowiskach, jest bar-
dzo  dużo  kobiet.  Na  szczycie  zaś  –  na  poziomie  konkret-
nego sądu, wymiaru sprawiedliwości jako całości, lub też
profesji  prawniczej,  takiej  jak  np.  adwokatura,  jest  więcej
mężczyzn. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z mniej
dochodowymi,  mniej  liczącymi  się  stanowiskami  czy  for-
mami wykonywania zawodu jest więcej kobiet. Stanowiska
bardziej  prestiżowe,  łączące  się  z  większymi  zarobkami 
i  większą  władzą,  zazwyczaj  obejmują  mężczyźni.  Moje
wystąpienie będzie jednak dotyczyło innej kwestii. 

W  Polsce  niewiele  mówimy  o  stereotypach  w  wymiarze
sprawiedliwości, między innymi ze względu na brak dwóch
typów badań, które możemy odnaleźć w światowej litera-
turze. Pierwsze z nich to badania pokazujące, w jaki spo-
sób stereotypowe spojrzenie na innego człowieka wpływać
może na orzekanie, na to, w jaki sposób osoby, które biorą
udział w wymiarze sprawiedliwości, myślą o innych, także
o tych, z którymi stykają się podczas procesu. Badania te
nie ograniczają się do problematyki równości płci. Tego ty-
pu  postawienie  problemu  pomogłoby  nam  odpowiedzieć
na pytanie, dlaczego – mimo, że nie podważa się równości

background image

37

w prawie – Polacy są przekonani, że mamy niejednakowe
możliwości dochodzenia swoich praw przed sądem. Uwa-
żają,  iż  istnieją  różne  cechy  sprawiające,  że  ktoś  ma  lep-
sze,  a  ktoś  gorsze  możliwości  załatwiania  swoich  spraw
formalnych,  w  tym  sądowych.  Drugi  rodzaj  badań  to  ju-
rysprudencja  feministyczna,  czyli  spojrzenie  na  wymiar
sprawiedliwości z feministycznego punktu widzenia.
W Polsce często powtarzamy, że prawo jako takie formuło-
wane jest w sposób neutralny z punktu widzenia płci i że
problemem  jest  raczej  jego  wykonywanie.  Choć  można
dyskutować  z  twierdzeniem  o  neutralności  prawa,  chcę
dziś pozostać przy stereotypach w orzekaniu.
Stereotypy  mają  ogromny  wpływ  na  przebieg  spraw  są-
dowych  i  na  orzekanie.  Zajmując  się  tym  zagadnieniem,
analizy  rozpoczęłam  od  sądów  rodzinnych.  Zauważyłam
wówczas,  jak  ogromny  wpływ  ma  płeć  osób,  które  są
w sprawę  uwikłane.  Zacznę  od  kilku  uwag  dotyczących
spraw rozwodowych. 

Rekonstruując obraz dobrego męża i dobrej żony na pod-
stawie  akt  spraw  rozwodowych,  można  byłoby  uznać,  że
obowiązki męża sprowadzają się do nieburzenia wspólno-
ty.  Wszelkie  dociekania  osób  uwikłanych  w  sprawę  zmie-
rzają do tego, żeby ustalić, czy mąż nie pije, nie bije, niekie-
dy  także  –  czy  przynosi  pieniądze  do  domu.  Tymczasem
obowiązki  żon  są  znacznie  szerzej  określane,  mimo,  że
Kodeks  Rodzinny  i  Opiekuńczy  stanowi,  że  małżonkowie
mają równe prawa i obowiązki. Postępowanie przed sądem
pokazuje,  że  oczekiwania  wobec  kobiet  dotyczą  nie  tylko
tego, aby nie burzyły wspólnoty, ale aby stale ją budowały
i podtrzymywały. Bardzo wiele pytań, elementów pozwów,
odpowiedzi  na  pozew  i  zeznań  świadków  wskazuje  na  te
oczekiwania  wobec  kobiet-stron.  Pozwolę  sobie  zilustro-
wać tę sytuację kilkoma przykładami.

background image

38

Jeden  z  napotkanych  przeze  mnie  cytatów  brzmi  tak:
„Pozwana nie dołożyła starań, aby stworzyć wspólny dom.
Nie prowadziła gospodarstwa, nie gotowała, nie sprzątała
mieszkania, nie prała. Taka postawa pozwanej była przed-
miotem  zarzutów  ze  strony  powoda  i  w  konsekwencji
powodem nieporozumień”. Nigdzie w tej sprawie nie pada-
ją żadne uwagi na temat tego, czy on prał, gotował, sprzą-
tał  i  w  ten  sposób  budował  wspólny  dom.  W  zeznaniach
świadków  odnajdujemy  zaś  takie  wypowiedzi:  „Powód
skarżył  się,  że  nie  ma  regularnie  przyrządzanych  posił-
ków”. W tej samej sprawie, na dowód zaniedbywania przez
żonę  obowiązków  wobec  męża,  świadek  zeznaje,  że  gdy
odwiedził tę parę po imieninach „on przygotowywał posiłek
zamiast niej”. Takie zarzuty wobec żon pojawiają się rów-
nież  w  innych  sprawach:  „Pozwana  nie  zajmuje  się  do-
mem: nie gotuje, nie pierze, jak również nie sprząta. Moja
żona  jest  leniwa.  Nie  utrzymuje  porządków  w  domu”.
Świadek,  który  w  tej  sprawie  broni  pozwanej,  mówi:
„Pozwana gotowała obiady”.

W tego rodzaju procesach można zauważyć, w jaki sposób
przekonanie o tym, że mężczyzna ma władzę nad żoną, jest
obecne  w  polskich  małżeństwach.  Mężowie  otwarcie
przyznają  się  do  różnych  sposobów  wywierania  presji.
W jednej  ze  spraw  na  pytanie  sądu,  czy  dochodziło  do
rękoczynów,  jeden  z  mężów  odpowiada:  „Używałem  róż-
nych metod. W tym także fizycznych”. Na pytanie, czy ude-
rzył  żonę,  zeznaje:  „Nie,  przycisnąłem.  Chciałem,  żeby
żona  zmieniła  postępowanie.  Żona  jest  twardym  charak-
terem,  niezależnym,  nieugiętym”.  Żona  zaś  przyznała,  że
mąż  oddziaływał  na  nią  w  ten  sposób,  ponieważ  chciał,
żeby się dostosowała do jego standardu, zmieniła się „na
lepsze”. 

background image

39

Analizując  akta  spraw  widzimy,  jak  definicja  małżeństwa
budowana  jest  wokół  czynności  domowych.  Ogromną
część  akt  zajmuje  problem  prania  brudnej  bielizny
w małżeństwie.  Jedna  ze  świadków  mówi:  „Żalił  się,  że
synowa nie chce mu prać koszul”. Nagle okazuje się, że ja-
kaś  znajoma  prała  temu  panu  koszule.  Czytamy  taką
wypowiedź świadka: „Nie jestem związana uczuciowo z po-
wodem.  Teraz  nie  piorę  powodowi  koszul.  Pranie  koszul
jest  drobną  przysługą”.  Można  więc  wysnuć  wniosek,  że
trzeba  uważać  na  pranie  nie  swoich  koszul,  gdyż  ktoś
mógłby z tego wywnioskować, że pozostajemy z osobą, wo-
bec której tak się zachowujemy, w bardzo bliskim związku.

Wydawałoby się, że tego rodzaju świadczeń na rzecz męż-
czyzny, oczekuje się wtedy, gdy żona nie pracuje zawodo-
wo.  Jednak  rzeczywistość  przedstawia  się  inaczej.  Nat-
knęłam  się  na  sprawę,  w  której  mężczyzna  wziął  urlop
wychowawczy, żona zaś pracowała. Mąż oczekiwał, że ona
będzie  zajmowała  się  dzieckiem  i  będzie  wypełniała
wszystkie domowe obowiązki, on zaś przeznaczał cały czas
na picie alkoholu. 

Kobieta,  która  nie  pracuje  zawodowo  i  poświęca  się  obo-
wiązkom domowym, staje się całkowicie zależna od męża.
W sprawach  rozwodowych  widać  to  bardzo  wyraźnie.
Jeden z cytatów, który to pokazuje, brzmi: „Dopóki nie pra-
cowałam, dawał pieniądze na dom, ale nie dla mnie, nie na
moje potrzeby. Nie mogłam nimi sama dysponować. Nigdy
nie  mogłam  o  niczym  decydować.  Wymawiał  mi,  że  musi
mnie utrzymywać, więc muszę ustępować”.

Przykłady  te  pokazują,  że  w  sprawach  rozwodowych  –
w pozwach,  odpowiedziach  na  pozew,  pytaniach  zadawa-
nych  podczas  postępowania  –  podtrzymywany  jest  trady-

background image

40

cyjny model rodziny, w którym wszystkie obowiązki związa-
ne z prowadzeniem domu i budowaniem wspólnoty spoczy-
wają na żonie. Natomiast nikt nie oczekuje tego od męża.
Dopóki  on  wspólnoty  nie  burzy,  uczestnicy  postępowania
nie  potrafią  mu  niczego  zarzucić.  Pod  jego  adresem  nie
padają  pytania  o  budowanie  wspólnoty,  wywiązywanie  się
z obowiązków, wykonywanie jakichkolwiek prac. 

Przez długi czas, analizując akta czy przeprowadzając wy-
wiady ze stronami, zastanawiałam się, dlaczego nie mogę
tam spotkać kobiety, która powie: „Nie gotuję, nie sprzą-
tam,  niech  mąż  sam  gotuje,  sprząta,  pierze  swoje  ko-
szule”. Znalazłam wreszcie sprawę, w której, w uzasadnie-
niu wyroku o winie obu stron, padły takie zdania: „Pozwana
zaś  przyczyniła  się  do  rozkładu  pożycia  przez  zaniedby-
wanie obowiązków żony: nie gotowała obiadów, nie sprzą-
tała, nie prasowała, nie prała”. To stanowiło odpowiedź na
moje  wątpliwości  –  odmowa  wypełniania  zadań  tradycyj-
nie, stereotypowo przypisywanych kobietom stała się pod-
stawą  do  uzasadnienia  wyroku  o  winie,  mimo,  iż  Kodeks
Rodzinny stanowi, że mąż i żona mają takie same obowią-
zki,  nie  różnicując  ich  ze  względu  na  płeć.  Z  punktu  wi-
dzenia osób zaangażowanych w sprawę, które muszą brać
pod  uwagę  takie  nastawienie  niektórych  przynajmniej
sędziów,  bardzo  ryzykowne  wydaje  się  pokazanie,  że  pre-
feruje się inny model małżeństwa. Trudno w takiej sytuacji
podążać  innym  tropem  niż  ten,  który  sprowadza  się  do
tradycyjnych, stereotypowych oczekiwań pod adresem ko-
biet. Kobiety szukają więc świadków, którzy potwierdzają,
że  ona  jednak  prała,  gotowała  i  sprzątała.  W ten  sposób
dochodzimy  do  „błędnego  koła”  podtrzymywania  przez
wszystkich zaangażowanych w sprawę ciągle tych samych
stereotypów  związanych  z  płcią.  Sądy  rodzinne  są  bardzo
sfeminizowane,  nie  można  zatem  uznać,  że  tylko  męż-

background image

41

czyźni  propagują  taki  wzór.  My  wszyscy  –  mężczyźni  i  ko-
biety  –  pozostajemy  pod  wpływem  stereotypów,  które
skłaniają do takiego myślenia o „obowiązkach żony” i bra-
ku tego rodzaju „obowiązków męża”. Te stereotypy często
uruchamiają się w najbardziej niepożądanych momentach
– np. wówczas, gdy rozstrzygany jest spór sądowy.
Konieczne jest więc, by elementem kształcenia prawników
stała  się  wiedza  o  stereotypach,  zwłaszcza  tych,  które
związane  są  z  płcią,  gdyż  nie  powinny  one  mieć  żadnego
wpływu  na  rozstrzyganie  spraw  sądowych.  Stereotypy  ta-
kie, nawet jeśli są bliskie orzekającym, nie mogą wpływać
na  sposób  traktowania  ludzi  w  sądzie  czy  uzasadniania
wyroków, które tam padają, zwłaszcza w sytuacji, w której
wyraźnie są sprzeczne z obowiązującą regulacją prawną. 

Stereotypy  widoczne  są  nie  tylko  w  sprawach  rozwodo-
wych, lecz także w sprawach alimentacyjnych. Wiele kobiet
występujących  o  podwyższenie  alimentów  na  dziecko,
skarży  się,  że  sądy  „trzymają  stronę”  mężczyzn.  Często
spotykają  się  z  tłumaczeniem  przez  sąd,  że  kobieta  musi
sobie  „jakoś  poradzić”  wychowując  i  utrzymując  dziecko,
jeśli  mężczyzna ma  niskie zarobki, nie ma z  czego  płacić
alimentów.  Kobiety  sprawujące  bezpośrednią  opiekę  nad
dzieckiem  skarżą  się,  że  sądy  opierają  się  na  zaświad-
czeniach  o  zaniżonej  wysokości  zarobków  ojca  dziecka,
nierzadko  nie  sięgając  do  żadnych  innych  źródeł,  np.  do
zeznań  podatkowych  składanych  przez  pozwanych,  które
wskazują na ich wysokie dochody. 

Sprawy o podwyższenie alimentów, które trafiają do sądu,
najczęściej należą do szczególnie trudnych – często do są-
du  występować  muszą  w  imieniu  swoich  dzieci  kobiety,
które  wcześniej  doświadczały  przemocy  ze  strony  ojca
dziecka. One także bardzo często mówią o złych postawach

background image

42

prokuratorów  i  policji,  wśród  których  pokutuje  stereotyp
kobiety,  która  „ma  sobie  jakoś  radzić”,  także  z  pijanym,
stosującym przemoc mężem. 

Chciałam opowiedzieć o jeszcze jednym typie spraw, gdzie
stereotypy  odgrywają  niezwykle  silną  rolę  –  są  to  sprawy
nieletnich  dziewcząt  i  chłopców.  Wyraźnie  rysuje  się  tu
wzór dobrej dziewczynki i dobrego chłopca. Sprawy nielet-
nich, to nie tylko sytuacje, gdzie rozpatruje się czyny karal-
ne, ale także takie, w których zachodzi podejrzenie demo-
ralizacji, a ta stanowi bardzo szeroką kategorię. Stereotypy
mają silny wpływ na to, co uważamy za przejaw demora-
lizacji dziewcząt, a co za przejaw demoralizacji u chłopców.
Dziewczęta  są  drobiazgowo  sprawdzane  pod  względem
życia seksualnego. Jeżeli mamy do czynienia z ucieczkami
z  domu,  wagarami,  to  bardzo  wiele  wysiłku  wkłada  się
w ustalenie, czy przypadkiem nie rozpoczęły one życia sek-
sualnego. Nikogo to nie interesuje, jeżeli ucieczka i miesz-
kanie poza domem dotyczyły chłopca.

Bardzo wyraźnie widać, jak różne są sposoby postępowa-
nia  wobec  dziewcząt  i  chłopców.  W  najbardziej  drastycz-
nych przypadkach, odnalezionych w aktach, w trakcie ba-
dań w ośrodkach diagnostycznych-konsultacyjnych docho-
dziło do badań ginekologicznych, a akta nie zawierały ani
zgody na badanie wyrażonej przez nieletnią ani wyrażonej
przez  jej  opiekuna.  Moje  studentki  opowiadały  mi  o  przy-
padkach jeszcze bardziej drastycznych, np. o internatach,
w  których  zmusza  się  dziewczyny  do  takich  badań,  jeżeli
zarzuca się im, że były „poza kontrolą”. 

background image

43

W przypadku dziewcząt mamy więc do czynienia z daleko
idącą seksualizacją ich przewinień. Kontroluje się sferę ich
życia  seksualnego,  bez  względu  na  to,  z  jakiego  powodu
trafiają  do  systemu  wymiaru  sprawiedliwości.  Ma  to
ogromnie  niekorzystny  wpływ  na  dorastające  dziewczyny,
ponieważ  uczy  je,  że  ich  seksualność  nie  przynależy  je-
dynie do nich, że podlega zewnętrznej kontroli. Nie zwraca
się uwagi na to, co same chcą powiedzieć na swój temat,
nie szanuje się ich życia intymnego, czego przestrzega się
w  przypadku  chłopców.  Dopuszcza  się  możliwość  inge-
rencji  z  zewnątrz  i  wykazania,  że  jest  ona  „złą  dziew-
czynką”, ponieważ podjęła życie płciowe. Zaznaczam, bar-
dzo niewielki odsetek dziewcząt, w porównaniu do chłop-
ców,  trafia  do  wymiaru  sprawiedliwości.  Dziewczęta  sta-
tystycznie  znacznie  rzadziej  trafiają  do  instytucji  popraw-
czych.  Jednocześnie  częściej  umieszcza  się  je  poza  do-
mem,  w  zakładzie  wychowawczym,  nawet  wówczas,  gdy
nie zarzuca się im popełnienia przestępstwa. Jeden z pro-
minentnych polskich prawników napisał kiedyś, że z faktu,
iż  więcej  chłopców  popełnia  czyny  karalne  nie  możemy
wnosić, że stopień demoralizacji dziewcząt jest mniejszy –
twierdził  on,  że  dziewczęta  są  zdemoralizowane  w  innej
sferze – jest to tzw. demoralizacja seksualna. Nie wyjaśnił
jednak,  czym  różni  się  demoralizacja  seksualna  dziew-
czynki od demoralizacji chłopca, ani też tego, czy chłopcy
nie są w tej sferze zdemoralizowani. Prawdopodobnie ste-
reotypowo  przyjął,  że  dziewczynka  prowadząca  życie  sek-
sualne jest zdemoralizowana, a tak samo zachowujący się
chłopiec  w  tym  samym  wieku  –  nie.  Raz  jeszcze  okazało
się, że nie różnica w sferze zachowań, a stereotyp związany
z płcią wpłynął na to, jak spostrzegana była kondycja oce-
nianej osoby. 

background image

44

Na  zakończenie  chciałabym  poruszyć  kwestię,  bardzo
często pojawiającą się w dyskusjach o stereotypach płcio-
wych i nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn w sądzie.
Jest  to  problem  dyskryminacji  mężczyzn  podczas  przyz-
nawania  opieki  rodzicielskiej  nad  wspólnym  dzieckiem
małżonków  po  rozwodzie.  Musimy  wziąć  pod  uwagę,  że
ponad  90%  pozwów  w  Polsce,  napisanych  zarówno  przez
kobiety,  jak  i  przez  mężczyzn,  zawiera  wniosek,  aby
miejscem  pobytu  dziecka  po  rozwodzie  było  miejsce  za-
mieszkania matki oraz aby to matka sprawowała codzien-
ną  opiekę.  „Polityka”  opisywała  przypadek  kobiety,  która
chciała  doprowadzić  do  zmiany  orzeczenia  o  opiece.  Od-
mówiono jej alimentów i sąd stwierdził, że powinna iść do
pracy.  W  równoległej  sprawie,  rozpatrywanej  przez  tę
samą sędzię, powódka wniosła o to, żeby w związku z tym
mąż opiekował się dzieckiem nie tylko w weekendy. Sędzia
uznała, że w jego przypadku jest to absolutnie niemożliwe
do pogodzenia z pracą zawodową. Orzekła, że mężczyzna
nie może godzić obowiązków rodzinnych z pracą zawodo-
wą, kobieta zaś – tak. Bardzo wyraźnie widoczna jest więc
podwójność oczekiwań, podwójność standardów. 

Wcześniej  podczas  tej  konferencji  była  mowa  o  stereoty-
pach w serialach telewizyjnych czy w podręcznikach szkol-
nych. Tu jednak mamy do czynienia ze stosującym podwój-
ne standardy wymiarem sprawiedliwości w kraju, w którym
od bardzo wielu lat zarówno konstytucja jak i Kodeks Ro-
dzinny  i  Opiekuńczy  zawiera  zasadę  równości  –  równych
praw i obowiązków kobiet i mężczyzn. 

background image

45

background image

46

Warsztaty

Po  ostatnim  referacie  uczestnicy  konferencji,  podzieleni 
na  3  grupy,  pracowali  w  ramach  warsztatów  nad  trzema,
uznanymi  za  priorytetowe,  obszarami.  Warsztaty  prowa-
dzone  były  przez  trenerki  ze  Stowarzyszenia  Trenerów
Organizacji Pozarządowych STOP.

Warsztat A – Rynek pracy

Duża cześć warsztatu została poświęcona omówieniu ste-
reotypów.  Niektóre  z  nich  to:  stereotyp  Matki  Polki,  rola
matki  i  ojca,  głowy  i  „szyi”  rodziny.  Dyskutowano  również
nad  ich  przyczynami,  takimi  jak  religia  i  wychowanie  oraz
sposobami, w jaki stereotypy te są utrwalane. Zjawiska te
mają  duży  wpływ  na  dyskryminację  na  rynku  pracy  oraz
jego  segmentację.  Uczestnicy  uznali,  że  często  w  rodzi-
nach  przygotowuje  się  dziewczynkę  do  wyboru  zawodu
nauczycielki  („jak  mamusia”),  a  chłopca  –  inżyniera 
(„po  tatusiu”).  Zauważyli,  że  kobiety  mogą  być  mniej  mo-
bilne, ponieważ – również ze względu na spełnianie funkcji
biologicznych – w większym stopniu opiekują się domem,
a mężczyźni wyjeżdżają do pracy.

Do  istnienia  problemu  przyczynia  się,  zdaniem  uczestni-
ków warsztatu, brak świadomości i edukacji, media, które
utrwalają postawy, w tym popularne seriale i reklamy, któ-
re bardzo jednoznacznie pokazują rolę kobiety. 

Uczestnicy  uznali,  że  z  pewnością  dobrym  rozwiązaniem
byłaby  pewna  elastyczność  pracodawcy  polegająca  na

background image

47

umożliwieniu  pracownikom  wykonywania  części  pracy
w domu,  a  nie  w  miejscu  pracy.  Pewną  barierą  są  także
przepisy prawne regulujące np. zakładanie własnej firmy –
skomplikowane i zawierające wiele formalnych wymogów
do  spełnienia  przy  zakładaniu  i  prowadzeniu  firmy.  Zna-
czącą  rolę  mogłyby  tu  odegrać  związki  zawodowe,  które
niestety nadal kojarzą nam się jedynie z pieniactwem.

Bariery  te  mogą  doprowadzić  i  prowadzą  do  utrwalania
stereotypów, do załamania gospodarki, co przełoży się na
całe  rodziny.  Najpilniejsze  rzeczy  do  zrobienia  to  zmiany
legislacyjne,  kampanie  społeczne,  edukacyjne  oraz  me-
chanizmy dotyczące poprawy elastyczności czasu pracy, co
pozwoli  kobietom  łatwiej  odnaleźć  się  na  rynku  pracy.
Konieczna  jest  z  pewnością  edukacja  i  zmiana  świado-
mości, lecz potrwa ona latami, a jej skutki będą odroczone
w czasie.  Innym  działaniem  „na  teraz”  jest  utworzenie
instytucji, które będą czuwały nad wdrażaniem i realizacją
tych celów. 

Warsztat B – Kobiety w życiu publicznym

Uczestnicy uznali, że przyczynami niskiego udziału kobiet
w życiu publicznym są: niska świadomość tematu w spo-
łeczeństwie również wśród kobiet, marginalizacja proble-
mu  w opinii  społecznej,  mało  elastyczny  system  zatrud-
nienia, brak egzekwowania sankcji i odpowiedzialności in-
stytucji państwowych, brak solidarności kobiecej w walce
o równouprawnienie, stereotypy funkcjonujące w samych
kobietach i ich wewnętrzne przekonanie o ich słuszności,
brak  otwartości  na  problem  środowiska  szeroko  pojętej
władzy, czyli i gremiów decyzyjnych, i gremiów wykonaw-
czych oraz władzy sądowniczej, strach przed zmianą spo-

background image

48

łeczną,  system  edukacyjny,  wychowanie  i  ogólnie  pojęty
problem  socjalizacji,  model  rodziny,  deprecjonowanie
środowisk kobiecych i problemów, które one przedstawia-
ją,  przyspieszony  kurs  demokracji,  czyli  to,  co  się  stało
przez ostatnie 15 lat w Polsce, a co innym krajom zajmo-
wało  dużo  więcej  czasu,  społeczne  przyzwolenie  na  dys-
kryminację kobiet, brak środków finansowych, media, ich
postawa  w stosunku  do  tematu,  brak  danych  i  badań,
pokazujących oblicze tego problemu. 

Następnie przedyskutowano, kto/jakie instytucje są odpo-
wiedzialne za istnienie nierówności. Uczestnicy zgodni byli
co  do  tego,  iż  są  to  z  pewnością  wszelkie  organy  władzy
– władza  wykonawcza,  administracja  różnych  szczebli,
sądownicza,  Parlament,  a  także  hierarchowie  kościoła.
Ponadto  winne  są  tu  same  ofiary  dyskryminacji,  które
z różnych  powodów,  na  przykład  z  lęku  o  pracę,  wstydu
przed ujawnieniem problemów, ze względu na rodzinę, nie
zgłaszają  faktu  dyskryminacji  i  nie  pozwalają  na  podjęcie
działań.  Brak  jest  kompetencji  osób  podejmujących  de-
cyzje,  co  z  kolei  wynika  z  braku  szkoleń  dla  pracowników
w administracji, a także kompetencji pracowników mediów. 

Uczestnicy wskazali także na brak dobrej polityki PR orga-
nizacji kobiecych. Feministki podejmują wiele działań, lecz
ich  postrzeganie  przez  media  i  przekazywanie  dalej  tego
wizerunku jest zupełnie inne. 

Odrębną  kwestią  jest  stosunek  partii  politycznych  do
kobiet  i  ich  praw,  w  szczególności  deklaracje  i  obietnice
składane  podczas  kampanii  przedwyborczych.  Brakuje
również przejrzystych kryteriów stosowanych przy tworze-
niu list wyborczych. 

background image

49

Po przedyskutowaniu przyczyn uczestnicy zajęli się ewen-
tualnymi zagrożeniami, w sytuacji braku działań w tym za-
kresie. Mówiono, iż Polska może stać się skansenem Eu-
ropy, z którego wyjadą młodzi, dobrze wykształceni ludzie.
To z kolei doprowadzić może do załamania systemu eme-
rytalnego,  gdyż  nie  będzie  wpływów  do  ZUS.  Kolejnym
finansowym  zagrożeniem  jest  zmniejszenie  pomocy  unij-
nej oraz zachwianie struktur rynku pracy i obniżenie stan-
dardu  życia.  Uczestnicy  doszli  więc  do  wniosku,  iż  „nie
opłaca się dyskryminować kobiet”.

Warsztat C – Przemoc wobec kobiet

Grupa  warsztatowa  w  pierwszej  kolejności  zajęła  się
przyczynami  zjawiska.  Na  koniec  przedstawiono  hipo-
tetyczną  sytuację,  która  powstałaby,  gdybyśmy  mu  nie
przeciwdziałali.

Uczestnicy  uznali,  że  czynnikiem  sprzyjającym  przemocy
jest  zależność  ekonomiczna  kobiet,  zwłaszcza  mieszka-
niowa,  co  powoduje  niemożność  opuszczenia  męża  z  po-
wodu  pozornej  stabilizacji  życiowej.  Druga  okoliczność  to
presja obyczajowa i religijna, u podstaw której leży tradyc-
ja, stanowisko Kościoła Katolickiego oraz stereotyp zacho-
wania kobiety i brak związanej z tym nowoczesnej edukacji. 

Uczestnicy grupy warsztatowej stwierdzili ponadto niesku-
teczność  organów  ścigania  i  wymiaru  sprawiedliwości,
zwłaszcza w dziedzinie egzekucji orzeczeń sądowych zwią-
zanych  z  przemocą  wobec  kobiet.  W  1999  r.  orzeczono
w 83%  karę  pozbawienia  wolności  z  warunkowym  zawie-
szeniem  wykonania  kary,  jednak  mimo  niestosowania  się
do  warunków  próby  i  dalszego  stosowania  przemocy

background image

50

sprawcy nie odwieszano wykonania kary. Kolejna sprawa,
na którą uczestnicy zwrócili uwagę to, orzeczenia wydawa-
ne na podstawie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i prze-
ciwdziałaniu  alkoholizmowi,  i  trudności  z ich  wykonywa-
niem, wynikające przede wszystkim z braku stacjonarnych
placówek lecznictwa odwykowego. 

Uczestnicy podkreślali niski poziom wiedzy ofiary na temat
jej  praw,  a  jednocześnie  traktowanie  zjawiska  przemocy
wobec kobiet jako sytuacji, która ma miejsce w sferze pry-
watnej, a co za tym idzie, związana jest ze wstydem, bra-
kiem wsparcia, współczucia ze strony najbliższych. 
Uznano,  iż  przemocy  wobec  kobiet  można  przeciwdziałać
jedynie w ramach działań interdyscyplinarnych, czyli wów-
czas, gdy zaangażowane są różne instytucje – organy ści-
gania,  wymiaru  sprawiedliwości,  pomoc  społeczna,  orga-
nizacje pozarządowe.

Przeanalizowano dotychczasowe działania mające na celu
eliminację  zjawiska  przemocy  wobec  kobiet.  Zwrócono
uwagę  na  ratyfikację  i  przyjęcie  przez  Polskę  instrumen-
tów  prawa  międzynarodowego  w  tym  zakresie,  jak  Kon-
wencja  o  likwidacji  wszelkich  form  dyskryminacji  kobiet.
Podkreślono  rozwój  sektora  organizacji  pozarządowych,
które  działają  na  tym  polu  oraz  powołanie  Pełnomocnika
Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn i pełnomoc-
ników  wojewódzkich.  Z  uznaniem  odnotowano  prowadze-
nie kampanii społecznych, powstawanie i funkcjonowanie
schronisk  i  ośrodków  kryzysowych  oraz  funkcjonowanie
„Niebieskiej Linii” i procedur Niebieskiej Karty. Z pewnoś-
cią  ważne  jest  również  prowadzenie  badań  i  zbieranie
danych nt. zjawiska przemocy wobec kobiet.

background image

51

Na koniec przedstawiono hipotetyczną sytuację, która po-
wstałaby,  gdybyśmy  tych  działań  nie  podejmowali.  Prob-
lem  narastałby  wówczas,  a  kolejne  pokolenia  powielałyby
negatywne  wzorce.  Polska  straciłaby  również  pieniądze
pomocowe  z  Unii  Europejskiej.  Brak  realizacji  przez  pań-
stwo postanowień Konwencji CEDAW mógłby spowodować
wiele  skarg  obywateli  do  Europejskiego  Trybunału  Praw
Człowieka,  a  co  za  tym  idzie  konieczność  wypłaty  od-
szkodowań  osobom  pokrzywdzonym  brakiem  działań  ze
strony państwa. W następnej kolejności zahamowany zos-
tałby  rozwój  społeczno-ekonomiczno-kulturalny  państwa.
Kolejne  następstwa  to  spadek  zaufania  do  państwa  oraz
załamanie funkcji wychowawczej rodziny.