background image

 

()()()()()()()()()()()() 

„Gdy światło zmieniło się z czerwonego na zielone, potem na żółte i z powrotem na 

czerwone, siedziałem, myśląc o życiu. Czy było czymś więcej niż gęganiem i krzykiem? 

Czasami tak się wydawało.” 

Jack Handey 

()()()()()()()()()()()() 

 

Piątek, 29 sierpień, Gospodarstwo Evansów 

Oszalał. 

W  rzeczywistości  oni  wszyscy  oszaleli.  Każdy  z  tych  tak  zwanych  „profesorów”  jest 

KOMPLETNIE SZALONY. 

Kto przy zdrowych zmysłach zrobiłby mnie ze wszystkich ludzi PREFEKT NACZELNĄ? 

Mam  na  myśli,  że  poważnie  jestem  najbardziej  przeciętną,  nudną  i  niezorganizowaną 

kobietą  w  historii  tej  planety.  A  prefekci  naczelni  po  prostu  tacy  nie  są.  Nudni, 

niezorganizowani  i  przeciętni.  I  to  nie  jest  nawet  jeden  z  tych  momentów,  kiedy  mogę 

powiedzieć,  że  wybrali  mnie,  dlatego  bo  jestem  wyjątkowa,  bo  jestem  czarodziejką, 

ponieważ  OTO  WIADOMOŚĆ  Z  OSTATNIEJ  CHWILI!  WSZYSCY  W  TEJ  CHOLERNEJ  SZKOLE  SĄ 

MAGICZNI!  MNÓSTWO  ZASŁUGUJĄCYCH  7-ROCZNYCH  CZARODZIEJEK  DO  WYBRANIA! 

(wszystkie, które, tak na marginesie, MAJĄ życia, nie tak jak ja). 

Tak  jest.  Ja,  Lily  Christine  Evans,  jestem  w  desperackiej  potrzebie  życia.  Naprawdę.  Ja 

nawet  WYGLĄDAM  nudno  i  przeciętnie.  Zwykle  rudzielce  takie  jak  ja  odstają  od  otoczenia. 

Wszystkie rudzielce, jakie znam są albo: 

A.

 

Supermodelkami 

Albo 

B.  Ekstremalnie  cieszące  się  powodzeniem  bizneswoman,  które  POWINNY  być 

supermodelkami.  

Ale  potem,  oczywiście,  jestem  ja.  Całkowicie  samotna  w  grupie  C  –  nudny  rudzielec, 

której  włosy  mają  własny  umysł  i  powinien  zrobić  wszystkim  przysługę  i  zafarbować  się  na 

blond, jak wszyscy inni i wtopić się w tłum. Albo nosić wielką brązową papierową torbę na jej 

głowie dopóki tak zwane „włosy” nie zsiwieją.  

Jednak włosy nie są moim jedynym problemem. Nie. Utkwiłam również w marnych 170 

centymetrach,  co  oznacza  że  nie  jestem  niska  ani  wysoka.  Utkwiłam  w  samym  środku  tego 

background image

 

genetycznego  bałaganu.  I  nawet  chociaż  moja  lekarka  przekonuje  że  170  cm  to  idealnie 

porządny wzrost, to ona po prostu tego nie rozumie. Nie rozumie, że mój wzrost 170 cm jest 

kolejnym punktem na Przeciętnej Tablicy Życia. No i co że byłabym zbyt chuda, gdybym była 

trochę  wyższa  lub  być  może  graniczyła  z  otyłością,  gdybym  była  trochę  niższa?  Wtedy 

przynajmniej  miałabym  jakąś  wyraźną  cechę  charakterystyczną.  Mogłabym  powiedzieć 

‘Cześć,  jestem  Lily,  wysoka  i  o  wiele  chudsza niż to,  co  jest uważane za zdrowe’  lub  ‘Cześć, 

jestem  Lily,  niska  i  granicząca  z  możliwą  otyłością’.  Byłoby  to  lepsze  niż  to,  co  jestem 

zmuszona  mówić  teraz,  czyli  ‘Cześć,  jestem  Lily,  nie  specjalna  i/lub  wyjątkowa.  Jestem  po 

prostu przeciętna’. 

Widzicie o co mi chodzi? Totalna tandeta. 

Okej, zapominając o fakcie, że mój wygląd jest mniej niż idealny, ci profesorzy wciąż są 

szaleni.  Bo  wiecie  co?  Naukowo  również  nie  jestem  genialna.  Kompletnie  nie  umiem 

Transmutacji.  Mówię  poważnie.  Jestem  o  około  3  punkty  od  oblania  tego  głupiego 

przedmiotu.  Jak  można  wybrać  Prefekt  Naczelną,  która  praktycznie  oblewa  główny 

przedmiot? To po prostu nie ma żadnego sensu. Nawet jeśli to szczerze nie jest moja wina, że 

oblewam.  Profesor  McGonagall  jest  po  prostu  dla  mnie  zbyt  szybka.  Wolno  uczący  się,  tak 

jak  ja,  potrzebują  wolnych  nauczycieli.  McGonagall  nie  jest  wolnym  nauczycielem.  Nie 

możemy wszyscy być super mądrymi Transmutagotarami jak moja dobra przyjaciółka Emma 

Vance  lub  James  Potter,  transmutujący  cymbał.  Takie  życie.  Niektórzy  ludzie  to  mają, 

niektórzy  nie. McGonagall  powinna  spróbować  to  zrozumieć  i  nie  oblać mnie,  kiedy nic  nie 

umiem, ponieważ naprawdę to nie moja wina, że tego nie mam. To moich rodziców, za nie 

danie mi ‘tego’ genu. 

Och  i  nie  zapominajmy,  że  jestem  całkowitym  wyrzutkiem  społeczeństwa.  Wyzwalam 

swój niekontrolowany temperament na wszystkie dusze towarzystwa Hogwartu, kompletnie 

nieświadoma konsekwencji. To oczywiście, nie bardzo podoba się tym tak zwanym „ofiarom” 

i  sprawia,  że  spadam  jeszcze  niżej  w  drabinie  społeczeństwa  (HA!  Jakbym  mogła  spaść 

jeszcze niżej!). 

Więc teraz was pytam, po odkryciu tylko kilku z moich wielu wad: 

CO ONI, NA MERLINA, SOBIE MYŚLELI?? CZY ONI KOMPLETNIE POTRACILI ZMYSŁY? NIE 

MOGĘ BRAĆ TAKIEJ PRESJI!!!! 

Proszę mi wybaczyć, podczas gdy pójdę utopić się w kałuży! 

 

Sobota, 30 sierpień, pakowanie w Gospodarstwie Evansów 

RZECZY DO ZROBIENIA: 

background image

 

1.

 

Znaleźć zgubioną odznakę Prefekt Naczelnej. Widzicie? Nie potrafię nawet utrzymać 

mojej ODZNAKI, a co dopiero robić moją pracę. PRESJA!!!! 

2.

 

Pozbierać wszystkie ubrania, które pożyczyłam od Grace i Emmy. Jestem pewna, że 

będą chciały je z powrotem. 

3.

 

ZMUSIĆ Winnie do wejścia do jej klatki. Głupia sowa. 

4.

 

Spytać mamę o transport na dworzec. Proszę, proszę, proszę, nie Petunia! 

5.

 

Dalej szukać kałuży. 

 

Później, Gospodarstwo Evansów 

Niech to szlag

Każdego roku. Każdego cholernego roku. 

Jak  moja  matka  może  możliwie  nie  pojmować  OGROMNEJ  NIECHĘCI,  jaką  dzielę  z 

moją siostrą? Czy ona nie rozumie, że powodem dla którego ze sobą nie ROZMAWIAMY 

każdego  dnia,  nie  jest  to  że  jesteśmy  zbyt  zajęte,  ale  dlatego,  że  trudno  jest  nam  być 

razem w tym samym POKOJU w przedłużających się okresach czasu?  

Moja mama jest szalona. Musi być. To jest jedyne logiczny wyjaśnienie. Nie układało 

mi się z moją zbrodniczą siostrą o końskiej twarzy odkąd dostałam mój list z Hogwartu 

siedem  lat  temu!  Pomyślelibyście,  że  moja  matka  zauważyłaby  ciągnącą  się  wzajemną 

niechęć, ale nie.  

Szlag. To po prostu nie fair. Petunia i tak NIE CIERPI wożenia mnie! DLACZEGO moje 

życie jest takie marne? 

Mama  widocznie  wciąż  sądzi,  że  dla  nas  jest  nadzieja.  Mam  na  myśli,  dla  Petunii  i 

mnie.  Dlatego  właśnie  ciągle  nas  tak  ze  sobą  styka.  To  znaczy,  układało  nam  się,  kiedy 

byłyśmy młodsze – zanim dowiedzieliśmy się, że byłam czarodziejką. Potem wszystko się 

zmieniło.  Petunia  nigdy  nie  lubiła  zmian.  Wszystko  musiało  być  dla  niej  czyste  i 

doskonałe; kompletny obraz normalności. Nie zwracałam dużej uwagi na jej pragnienie 

doskonałości, kiedy byłam młodsza. Przecież Petunia była moją starszą siostrą – ładną i 

idealną  na  każdy  sposób.  Cokolwiek  zrobiła,  ja  też  tak  chciałam.  Kimkolwiek  była,  też 

chciałam taka być. Gdziekolwiek poszła, ja byłam tuż za nią. Była, mówiąc lekko, moim 

idolem. 

Rany, byłam głupim dzieckiem. 

Pamiętam  jak  dostałam  mój  list  z  Hogwartu,  myślałam,  że  było  to  genialne. 

Pomyślałam,  że  bycie  czarodziejką  było  najbardziej  zdumiewającą  rzeczą,  jaka 

kiedykolwiek mi się przydarzyła. Moja siostra, z drugiej strony, myślała, że jest to dziwne 

i nienormalne. W zasadzie myślała, że jestem jakimś dziwakiem (którym jestem, ale nie 

background image

 

dlatego,  że  jestem  czarodziejką).  Odezwała  się  do  mnie  sześć  razy  tamtego  lata  i 

wszystkie  jej  komentarze  były  krótkie,  opryskliwe  i  absolutnie  niepotrzebne  („Nie 

dotykaj tego, Lily!” „Odłóż ten patyk! Moi koledzy to zobaczą!” „Schowaj tę sowę i ucisz 

ją!  Co  u  licha  pomyślą  sąsiedzi?”).  Lato  po  moim  pierwszym  roku  było  jeszcze  gorsze. 

Zamiast  ignorowania  mnie,  co  robiła  poprzedniego  lata,  Petunia  przeszła  do  nowej 

taktyki. Obelgi. 

Więc od tamtej pory po prostu poddałam się naprawianiu naszej relacji. Nauczyłam 

się ignorować głupie uwagi Petunii i poszłam dalej ze swoim życiem bez siostry. 

Dlatego  właśnie  nie  rozumiem  toku  myślenia  mojej  mamy.  Zaakceptowałam  swoje 

życie bez siostry, dlaczego ona nie może? 

Potrzebuję terapii. 

W rzeczywistości moja cała rodzina potrzebuje terapii. 

Pff. 

Jeszcze dwa dni! PRESJA! 

Notatka dla siebie: ZNAJDŹ ODZNAKĘ! 

 

Niedziela, 31 sierpień, Gospodarstwo Evansów 

Jeszcze  jeden  dzień  zanim  pojadę  do  Hogwartu.  Jestem  podekscytowana, 

niezależnie od faktu, że jestem teraz źle wybraną Prefekt Naczelną i nie ćwiczyłam mojej 

Transmutacji tak bardzo jak obiecałam McGonagall, że będę… 

Jednak jestem podekscytowana. Trochę. Tak jakby. Po prostu… nie zrozumcie mnie 

źle,  Hogwart  jest  cudowny  –  nie  zamieniłabym  go  na  nic  –  ale…  nawet  najsoczystsze 

jabłka mają robaki. I teraz z tą całą presją i wszystkim… nie wiem. 

Naprawdę  powinnam  przestać  narzekać.  Nieważne  jak  wiele  robaków  jabłko 

Hogwartu ma, zawsze będzie miało gwiazdę pośrodku. Zawsze ma moich przyjaciół. 

Grace  Reynolds,  Emmeline  Vance  i  ja  jesteśmy  najlepszymi  przyjaciółkami  od 

naszego  pierwszego  roku  w  Hogwarcie.  Tego  1  września  byłam  trochę  przestraszona, 

delikatnie  mówiąc.  Pamiętam  przechadzanie  się  bez  celu  wokoło  Dworca  Kings  Cross, 

szukając Peronu 9 ¾, przez cały czas modląc się, że ten cały magiczny wymarzony świat, 

do którego jakoś zostałam zaakceptowana, jest rzeczywistością. To była jedna z jedynych 

sytuacji,  które  kiedykolwiek  pamiętam,  gdzie  moi  rodzice  byli  tak  pomocni  jak 

drewniane  klocki.  Szli  razem  ze  mną,  drapiąc  się  po  głowach  i  rozglądając  wokoło, 

starając się pomóc, lecz ponosząc całkowitą porażkę. Widzicie, jestem Mugolakiem i nie 

background image

 

miałam żadnego pojęcia jaki jest czarodziejski świat. Skakałam na główkę w nowy świat z 

niczym  więcej  jak  moimi  własnymi  mądrościami  i  minimalną  wiedzą  o  czarodziejskim 

świecie. 

Pierwszą  spotkałam  Grace,  kiedy  stałam  głupio  przed  barierką  (byłam 

jedenastolatką!  Jedenastoletni  Mugole  nie  myślą  o  przejściu  przez  ścianę!),  niemal  we 

łzach, gdy paniczna obawa, że jakoś przegapię pociąg, lub gorzej, doszła do wniosku że 

ta cała sprawa była tylko kogoś pomysłem na okrutny żart.  

- Też idziesz do Hogwartu? 

Obróciłam  się,  serce  obijało  mi  się  w  piersi  na  słowo  ‘Hogwart’  wychodzące  z  ust 

kogoś  innego.  Nie  oszalałam!  To  było  prawdziwe!  Byłam  tak  podekscytowana,  że 

zapomniałam odpowiedzieć, gdy mała brunetka w warkoczach, która zadała mi pytanie 

zapytała raz jeszcze: - Więc? 

Natychmiast potaknęłam, wielki absurdalny uśmiech wykwitł mi na twarzy. – Tak! – 

Wydyszałam szybko, ulga płynęła jak ogień grecki przez moje żyły. 

Dziewczynka  zaakceptowała  to  skinięciem  głowy.  –  Jestem  Grace  Reynolds.  – 

Wyciągnęła do mnie rękę. 

Potrząsnęłam  ją  podniecona.  Moja  pierwsza  magiczna  koleżanka!  –  Lily  – 

powiedziałam. – Lily Evans. 

Grace  uśmiechnęła  się,  jej  niebieskie  oczy  lśniły.  –  Idziesz  na  peron?  –  zapytała 

mnie.  –  Moja  mama  mówi,  że  to  trochę  zbyt  wcześnie,  ale  i  tak  musimy  załadować 

jeszcze nasze kufry i resztę. 

Chciałam  pokiwać  głową,  ale  powstrzymałam  się,  gdy  przypomniałam  sobie  swoje 

piętnastominutowe  poszukiwania  tego  samego  peronu.  –  Eee,  zamierzałam,  ale…  - 

Jeszcze  raz  się  obejrzałam,  sprawdzając  czy  peron  nagle  się  nie  pojawił  w  następstwie 

mojej nowej przyjaciółki. – A dokładnie, to gdzie on jest

Grace zmarszczyła brwi. – Jak to ‘gdzie on jest’? Jest tutaj! 

Wskazała na ścianę. 

Obejrzałam  ją  dokładnie.  Popatrzyłam  ponad  nią.  Nawet  obeszłam  ją,  by  zobaczyć 

czy gdzieś nie ma tajnych schodów pod nią. Nie było nic. Tylko ściana. 

Starałam się nie roześmiać, kiedy odwróciłam się z powrotem do Grace. – Eee… co? 

Grace  ponownie  posłała  mi  zaciekawione  spojrzenie,  zmieszanie  widoczne  było  na 

jej  twarzy,  aż  w  końcu  do  niej  dotarło.  –  Och!  –  powiedziała,  uderzając  się  w  czoło.  – 

Jesteś Mugolakiem, tak? 

background image

 

Wpatrywałam się w nią tępo. – Czym jestem? 

Grace uśmiechnęła się.  – Czy twoi rodzice są magiczni? – spytała. 

Potrząsnęłam  głową.  –  Nie  –  odpowiedziałam.  –  Tylko  ja.  Nikt  inny  kogo  znam  nie 

jest… - starałam się pokazywać oszołomionego uśmiechu, kiedy mówiłam – magiczny

Grace potaknęła. – To wszystko wyjaśnia – rzekła. Potem uśmiechnęła się szeroko i 

zarzuciła ramię na moje barki. – Cóż, wygląda na to, że mam wiele do nauczenia cię, Lily 

Evans.  

Pokiwałam głową, podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie. Jeśli była gotowa 

mnie nauczyć, ja byłam gotowa do nauki. 

Po moim ostatnim pożegnaniu z rodzicami, Grace pomogła mi przejść przez barierkę 

(po  tym,  gdy  w  końcu zorientowałam  się, że  ściana  była barierką),  wprowadzając  mnie 

we wszystkie podstawowe czarodziejskie fakty, o których mogła sobie przypomnieć, gdy 

wsiadałyśmy  do  pociągu.  Grace  jest  czystokrwista.  Gdy  byłyśmy  już  w  Hogwart 

Ekspresie, szukając przedziału, który nie był wypełniony przytłaczającymi piąto i szósto-

rocznymi, wtedy spotkałyśmy Emmę. 

- Możemy się do ciebie dosiąść? Większość przedziałów jest pełna. – Grace zapytała 

Emmę,  kiedy  dotarliśmy  do  przedziału  Emmy,  na  końcu  pociągu.  Będąc  małym  molem 

książkowym, jakim jest Emma, ona nie martwiła się nawet podniesieniem głowy, by nam 

odpowiedzieć,  znad  wielkiego  tomu  leżącego  na  jej  kolanach,  który  czytała;  tylko 

kiwnęła  głową  i  czytała  dalej.  Jednak  Emma  od  razu  zwróciła  moją  uwagę.  Widzicie, 

moje  obydwie  przyjaciółki  są  po  raczej  ładnej  stronie.  One  są  jak  duet  doskonałych 

naturalnych  rozmiarów  lalek  Barbie  –  poza  tym,  no  wiecie,  nie  plastikowe.  I  może  nie 

obdarzone tak dużymi piersiami. Ale wciąż lalki Barbie. Z osobowościami. Tak naprawdę, 

z nieco dziwnymi osobowościami, gdy się do nich dobierzesz.  

Emma  jest  przeważnie  cichsza  z  ich dwójki  i  ma najładniejsze  ciemno-blond  włosy, 

podchodzące  pod  jaśniutki  brąz  i  najśliczniejsze  krystaliczne  oczy.  Jest  również 

najpilniejsza  z  nas  wszystkich  (przynajmniej  taka  jest  teraz,  dlatego  ja  stałam  się  takim 

obibokiem. Nigdy taka nie byłam. Szczerze. Nie byłam zawsze zawodowym spóźnialskim, 

jakim  jestem  teraz.  To  po  prostu  się  stało).  Pomimo  tego,  ma  ona  też  dziwaczną 

fascynację  zagranicznymi  i  dziwnymi  przedmiotami.  Zawsze  przywozi  je  ze  swoich 

dalekich  wakacji  albo  kupuje  je  w  tym  naprawdę  podejrzanym  sklepie  w  Hogsmeade. 

Kiedyś gdy pojechała z rodziną do Indii, przywiozła tę szmaragdową chustę i uparła się ją 

cały  czas  nosić.  Każdego  dnia  znalazła  nowy  sposób  na  jej  noszenie.  Grace  i  ja 

myślałyśmy,  że  to  trochę  dziwaczne,  ale  już  wtedy  przywykłyśmy  do  dziwnej  fascynacji 

Emmy.  Jednakże  dzień,  kiedy  obudziłyśmy  się  i  zobaczyłyśmy  Emmę  z  nowym 

szmaragdowym turbanem na jej głowie był dniem, w którym Grace i ja zatrzymałyśmy te 

szaleństwo  (choć  wiem, że  Emma  wciąż  to  ma.  Chodzi  mi  o  chustę.  Raz  ją  zobaczyłam, 

background image

 

gdy  przeszukiwałam  jej  kufer).  Emma  jest  jak  Barbie  Najlepsza  Uczennica  (razem  ze 

specjalną szmaragdową chustą! Zobacz na ile sposobów może ją założyć!). 

A Grace? Ona prawdopodobnie byłaby czymś jak Kłopotliwa Teresa. Dziewczyna ma 

o wiele za dużo energii i zakres uwagi wielkości grochu. Jest kompletną wariatką, kiedy 

nie ma co robić, co wielokrotnie wpakowało ją – nie wspominając o Emmie i mnie – w 

masę kłopotów. Jak za tym jednym razem, kiedy nie miała nic do roboty, zdecydowała, 

że byłoby fajnie zdobyć trochę lodów z lodówki w kuchni Hogwartu… oczywiście, było to 

tylko „fajne” o trzeciej nad ranem. Więc pewnej nocy zaciągnęła protestującą Emmę i na 

wpół śpiącą mnie na dół przez co najmniej 14 kondygnacji schodów do kuchni o trzeciej 

nad ranem. To samo w sobie mogłoby być wystarczająco złe, ale potem jakoś zdołałyśmy 

zamknąć  się  w  głupiej  cholernej  lodówce,  gdy  Grace  przypadkiem  zamknęła  samo-

zamykające się drzwi za nami, kiedy weszłyśmy. Pięć godzin później, gdy Skrzat Domowy 

w końcu otworzył lodówkę, wszystkie zostałyśmy wysłane do skrzydła szpitalnego. 

I  wiecie  co?  Kiedy  leżałyśmy  w  skrzydle  szpitalnym,  zamarznięte  od  stóp  do  głów 

Grace  postanowiła,  że  powinnyśmy  któregoś  dnia  to  powtórzyć  (co  oczywiście  się  NIE 

stanie, bo wolę mieć wszystkie palce i nie chcę stracić ich przez odmrożenie). Widzicie o 

co  mi  chodzi?  Wariatka!  Ale  Grace  również odziedziczyła  jakoś  piękne  geny.  Ma  długie 

brązowe  włosy  i  stale  opaloną  skórę.  Ma  trochę  długi  nos,  ale  to  tylko  jej 

charakterystyczna cecha, nie coś o co można by krzyczeć. 

A  ja?  Cóż,  ja  jestem  Barbie  rudzielcem,  która  została  odstawiona,  bo  nikt  jej  nie 

lubił. 

Ale nie o to mi chodziło. Gdzie ja byłam… och, racja, pociąg. Tak czy inaczej Grace i 

ja  spędziłyśmy  pierwsze  dwadzieścia  minut  lub  więcej  rozmawiając  o  sobie,  dopóki 

Emma  naprawdę  nie  miała  wyboru  tylko  do  nas  dołączyć.  Śmieszne,  jak  trójka  ludzi, 

która  jest  tak  różna,  może  tak  dobrze  się  dogadywać,  ale  jakoś  nam  się  udało.  Mamy 

może rzeczy nas łączące, ale nigdy nie wydawało się to znaczyć. 

-  Moja  mama  była  w  Ravenclawie,  ale  ja  chciałabym  być  w  Gryffindorze  – 

powiedziała  Emma,  kiedy  dyskutowałyśmy  Ceremonię  Przydziału,  która  miała  mieć 

miejsca tego wieczoru.  

- Moja cała rodzina była w Gryfindorze przez lata. – Grace wzruszyła ramionami. – 

Mam  nadzieję,  że  też  tam  będę  przydzielona.  –  Wtedy  odwróciła  się  do  mnie.  –  A  ty, 

Lily? W jakim domu chcesz być? 

Pytanie  to  zbiło  mnie  z  tropu.  Nie  rozumiałam  różnicy  pomiędzy  wszystkimi 

domami.  Krótki  opis  Grace  mówił,  że  wszystkie  złe  dzieciaki  były  umieszczane  w 

Slytherinie,  wszystkie  dzielne  w  Gryffindorze,  wszystkie  mądre  w  Ravenclawie,  a 

wszystkie  miłe  w  Hufflepuffie.  Nie  sądziłam,  że  należałam  do  jakiejkolwiek  z  tych 

background image

 

konkretnych  kategorii,  ale  chciałam  być  z  Grace  i  Emmą,  więc  też  odpowiedziałam  że 

Gryffindor. 

-  Nie  byłoby  to  fantastyczne,  gdybyśmy  były  wszystkie  razem  w  Gryffindorze?  – 

spytała Emma, uśmiechając się jasno. 

-  Byłoby  świetnie!  –  zgodziła  się  Grace,  potakując  głową.  –  Ale  z  moim  szczęściem 

prawdopodobnie będę przydzielona sama do Slytherinu! – Zrobiła zdegustowaną minę, 

wymawiając  ostatnie  słowo,  co  sprawiło  że  wszystkie  zachichotałyśmy.  Jednak  nasz 

śmiech  został  przerwany,  kiedy  drzwi  naszego  przedziału  zostały  szeroko  otwarte,  a 

potem  zamknięte  w  tym  samym  pośpiechu,  ukazując  jedną  z  wielu  złych  stron 

Hogwartu. 

James cholerny Potter. 

(Cóż,  nie  tylko  on.  3  z  4  Huncwotów  również  tam  było.  Poza  tym,  co  za  ludzie 

nazywają  siebie  „huncwotami”?  Nawet  nie  pamiętam  razu,  kiedy  nie  byli  nazwani 

„huncwotami”. Wiem, że sprawiają kłopoty i tak dalej, ale szczerze, jakie to głupie). 

-  Gracie!  –  zawołał  bardzo  rozbawiony  i  bardzo  brudny  (do  tego  dnia  nie  wiem 

dlaczego)  Syriusz  Black.  Syriusz  jest  jednym z  wielu  kuzynów  Grace.  To  kolejna rzecz  w 

czarodziejskim świecie – wszyscy są jakoś spokrewnieni. Poważnie. Przynajmniej w tych 

czystokrwistych  rodzinach.  Grace  i  Syriusz  są  bardzo  dalekimi  i  bardzo  usuniętymi 

kuzynami,  ale  wciąż jednak  kuzynami.  Syriusz  jest  raczej  popularny  wśród  dzieciaków z 

Hogwartu, wszyscy myślą, że jest taki cudowny i przystojny. Ja nie mogę wielce odnieść 

się  do  tych  komentarzy,  widząc  jaki  jest  bardzo  zabawny  i  ujmujący  w  ten  mroczny  i 

tajemniczy sposób, ale nigdy nie wzięłabym go pod uwagę jako potencjalną randkę. Jest 

zbyt niedojrzały. Byłoby to tak jakby lecieć na sześciolatka.  

-  Black!  –  Grace  uśmiechnęła  się,  witając  jej  kuzyna.  Spojrzała  na  trójkę chłopców, 

którzy nosili bardzo brudne szaty. – Co, na Merlina, chcieliście zrobić? 

-  Uparli  się,  byśmy  odwiedzili  na  chwilę  Snape’a  –  powiedział  drugi  towarzysz, 

Remus  Lupin,  gdy  wskazał  kciukiem  na  swoich dwóch  kolegów.  Remus  trochę  różni  się 

od reszty skupionych-na-robieniu-żartów-i-byciu-durniami Huncwotów. Jest raczej pilny i 

troszczy  się  o  swoją  naukę,  w  przeciwieństwie  do  tej  trójki,  która  nigdy  nie  wydaje  się 

uczyć  i  uważa  lekcje  za  jedynie  czas  do  snu  i  planowania  kawałów.  Nie  znam  go  tak 

dobrze, chociaż byliśmy razem prefektami przez ostatnie trzy lata, ale wydaje się, że nie 

jest  tak  zawzięty  w  sprawianiu  kłopotów  i  robieniu  kawałów,  jak  reszta  Huncwotów. 

Również  nie  jest  brzydki,  choć  jest  w  nim  coś  innego  niż  w  Syriuszu.  Remus  ma  jasne 

włosy  i  brązowe  oczy,  i  choć  jest  trochę  tajemniczy  (który  facet  nie  jest?),  nie  jest 

„mroczny”. Nie sądzę. 

Grace prychnęła. – Jesteście takimi palantami.  

background image

 

- Daj spokój, Gracie! Nie jesteśmy tacy źli! – upierał się trzeci i ostatni towarzysz. 

Merlinie, nie cierpię go. 

James  Potter  musi  być  najbardziej  egocentrycznym,  napuszonym,  aroganckim 

męskim okazem jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. Ma największą głowę ze wszystkich, 

których  znam.  Poważnie.  Dodatkowo  jest  wredny…  dobra,  nie  dla  wszystkich,  ale  dla 

mnie. Wszyscy inni wydają się sądzić, że jest on doskonale fajny, ale tylko dlatego, że oni 

nie boją się choćby minięcia faceta w korytarzu. Taaa, jest tak irytujący. Tylko dlatego, że 

jest  mądry  i  gra  w  Quidditcha,  każdy  wydaje  się  myśleć,  że  jest  genialny,  nawet  jeśli 

wszystko co robi, to tylko na pokaz. Myśli, że jest darem Merlina dla świata! To żałosne. I 

co  z  tego, że przydarzyło  mu  się  uderzyć  w  genetyczną  wielką  kumulację  inteligencji?  I 

on  nie  jest  TAK  przystojny.  Jego  włosy  są  ZAWSZE  rozczochrane,  jego  oczy  są  zbyt 

orzechowe i nie każdy lubi wysportowane przez Quidditch ciało… 

Dobra,  on  jest  tak  przystojny,  ale  sedno  w  tym,  że  on  o  tym  wie.  Jest  całkowicie 

zarozumiały. 

-  Kto  to  jest  Snape?  –  Emma  wyszeptała  do  mnie,  gdy  Grace  wciąż  gawędziła. 

Wzruszyłam ramionami. 

Grace gadała przez przynajmniej pięć minut, całkowicie nieświadoma tego, że Emma 

i  ja  wciąż  byłyśmy  w  przedziale.  My,  oczywiście,  dalej  nie  miałyśmy  pojęcia,  kim  byli  ci 

obcy intruzi. 

- Och! Zapomniałam! – Grace powiedziała w końcu, patrząc na Emmę i mnie po raz 

pierwszy. – Lily, Emma, to Remus Lupin, James Potter i mój kuzyn Syriusz Black. Chłopcy, 

to Emma Vance i Lily Evans. – Wszyscy uściskaliśmy dłonie i przywitaliśmy się. 

I wtedy zaczęły się legendarne Wojny Evans-Potter. 

- Wiesz – Potter powiedział do mnie – twoje włosy wyglądają, jakby były w ogniu. 

On, tak jak Remus i Syriusz, wydawali się uważać ten komentarz za raczej komiczny i 

całkowicie  świetny,  i  zaczęli  się  śmiać  dosyć  głośno.  Ja,  z  drugiej  strony,  byłam  dosyć 

obrażona.  Wiem,  że  moje  włosy  są  okropne  i  niezwykle  ich  nie  cierpię,  ale  to  NIE 

oznacza, że zamierzałam pozwolić dupkowi jak James Potter je obrażać. 

- Wcale nie! – powiedziałam gniewnie, zakładając urażony lok za ucho. – Poza tym, 

twoje włosy wyglądają jak brudna stara szopa! Kiedykolwiek starałeś się je uczesać?  

Co  było  prawdą.  O  jego  włosach,  to  znaczy.  Doszłam  do  wniosku,  że  albo  włosy 

Pottera  są  naturalnie  rozczochrane  (udowadniając,  że  ktoś  ma  gorsze  włosy  ode  mnie) 

albo  że  to  go  szczerze  nic  nie  obchodzi  (udowadniając,  że  wciąż  trzymałam  Nagrodę 

Najgorszych Włosów Świata). 

background image

10 

 

Na  moje  nieszczęście  moja  błyskotliwa  i  bardzo  obrażona  riposta  nie  przejęła 

wielkiego  Jamesa  Pottera.  Zamiast  tego  poczochrał  swoje  włosy,  jak  robił  to  zawsze  i 

śmiał się dalej. 

-  Oni  są  naprawdę  dziwni  –  wyszeptała  Emma,  obserwując  trójkę,  która  wciąż  się 

śmiała jak stado hien. 

- Chłopcy – westchnęła Grace, jako wyjaśnienie. 

Wtedy, kiedy byłam pewna, że sprawy nie mogłyby możliwie stać się jeszcze gorsze 

(wszak  miałam  grupę  potencjalnych  kolegów  z  klasy  śmiejących  się  ze  mnie),  stało  się 

inaczej. 

Weszła ona

Prawdziwy powód, dla którego Hogwart może być piekłem na ziemi. 

PRAWDZIWA  naturalnych  rozmiarów  Barbie  Hogwartu  tanecznym  krokiem 

wkroczyła  do  naszego  przedziału  (który,  tak  w  ogóle,  już  wtedy  był  całkiem  pełny. 

Kompletne zagrożenie pożarowe, choć nie zauważyłam tego wtedy). 

-  James!  Syriusz!  –  pisnęła,  machając  swoją  dłonią  z  perfekcyjnym  manikiurem  na 

powitanie. – Miałam nadzieję, że na was wpadnę! I czy to jest Remus Lupin? Wieki cię 

nie widziałam! 

Jedyna dobra rzecz, która wynikła z tego całego scenariusza była taka, że Huncwoci 

ostatecznie przestali się śmiać. 

- Elisabeth. – Obserwowałam jak Potter powoli wydusił. – Eee… jak się masz? 

Wiecie,  myślę,  że  wtedy  mogłam  trochę  współczuć  Potterowi…  nie,  nieważne. 

Nawet  nadęta,  zadzierająca  nosa,  nienaturalnie  piękna  Elisabeth  Saunders  nie  mogła 

sprawić, że współczułabym temu głupiemu palantowi.  

-  Świetnie  –  wygruchała  Elisabeth,  siadając  pomiędzy  trzema  chłopcami,  którzy 

wyglądali,  jakby  połknęli  coś  wstrętnego.  –  Matka  zabrała  mnie  tego  lata  do  Paryża. 

Byłam  tak  zła,  że  nie  mogłam  być  na  waszej  letniej  imprezie.  Tak  bardzo  chciałam  was 

zobaczyć.  

-  Naprawdę?  –  spytała  Grace,  włączając  się  do  rozmowy.  -  Nam  nie  bardzo 

brakowało twojego towarzystwa. W ogóle

Elisabeth zaczęła piorunować ją wzrokiem. Grace uśmiechała się triumfująco. 

-  Czy  prosiłam  cię  o  twoje  zdanie,  Reynolds?  –  warknęła  Elisabeth.  Grace 

odwzajemniła jej gniewne spojrzenie. – Nie wydaje mi się. 

background image

11 

 

I wtedy, chociaż nawet nie miałam nic wspólnego z tą małą kłótnią i ledwo znałam 

tych  ludzi,  mój  niekontrolowany  samo  aktywujący  się  temperament  wziął  nade  mną 

górę (mówiłam wam, że jest paskudny). 

- Cóż, wierzę, że my również nie prosiliśmy się, by obdarzyła nas twoja obecność, ale 

widzisz, to tylko życie. 

W momencie, gdy słowa wypadły z moich ust chciałam je z powrotem. Piorunujący 

wzrok Elisabeth natychmiast przeniósł się z Grace na mnie, na moją niegrzeczną obrazę 

znienacka.  Najpierw  wyglądała  na  zaskoczoną,  ale  potem  jej  oczy  się  rozszerzyły,  gdy 

przyjrzała  się  mojemu  strojowi:  Mugolskim  ubraniom.  Wydała  z  siebie  bardzo 

Elisabethowe parsknięcie. Nie wiedziałam, że parska na mnie. Nie wiedziałam, że coś jest 

nie tak. Byłam zbyt zajęta staraniem się by wyglądać przerażająco. Próbowałam mrużyć 

oczy  w  gniewny  sposób,  ale  wydaje  mi  się,  że  tylko  marszczyłam  nos.  Patrzyłam  jak 

Elisabeth wolno obraca się do Grace. 

-  Gracie,  Gracie,  Gracie…  -  Westchnęła,  kładąc  rękę  na  ramieniu  Grace  w  kpiąco 

pocieszycielski sposób. – Nigdy bym nie pomyślała, że zobaczę dzień, w którym zaczniesz 

przyjaźnić się ze szlamami. Co sobie wszyscy pomyślą? 

Zobaczyłam, jak usta Emma się otwierają i usłyszałam gniewny pomruk dochodzący 

od  Grace,  nawet  Huncwoci  wyglądali  na  obrażonych,  ale  po  prostu  stałam,  nic  nie 

robiąc.  Nie  miałam  pojęcia  na  co  się  tak  gapili.  Nie  wiedziałam  kim  była  szlama.  Nie 

wiedziałam, że Elisabeth obraziła mnie w najgorszy możliwy sposób.  

- Wyjdź. Już – rozkazała Grace lodowatym tonem. 

Elisabeth  tylko  się  uśmiechnęła  i  wstała  z  gracją  z  miejsca  i  ruszyła  do  drzwi 

przedziału, a potem nagle odwróciła się do mnie. 

- Uważaj, szlamo. Nie chcesz narażać się pewnym osobom. 

A  potem  wyszła.  Chciałabym  wtedy  ją  kopnąć  albo  pociągnąć  ją  za  jej  doskonałe 

włosy,  albo  przeklinać  ją  dopóki  nie  rozbolałaby  mnie  głowa.  Coś.  Cokolwiek.  Ale  nie, 

wciąż  nie  miałam  zielonego  pojęcia  o  czym  gadała.  Po  prostu  „piorunowałam  ją 

wzrokiem”, aż zaczął boleć mnie nos. 

I to wszystko. 

Tak  oto  jestem  siedem  lat  później,  wcale  nie  lepsza  niż  wtedy.  Elisabeth  i  ja  dalej 

całkowicie  sobą  gardzimy  i  przez  jakiś  kompletny  fenomen  –  razem  z  Emmą,  Grace, 

Huncwotami  i  mną  –  zostaliśmy  wszyscy  przydzieleni  do  Gryffindoru.  Możecie  sobie 

wyobrazić jak jest w naszym dormitorium. Nie fajnie. Mogłabym opowiedzieć wam kilka 

szalonych historii o… 

Hej. 

background image

12 

 

Chwileczkę. 

Właśnie coś sobie uświadomiłam… 

Jestem Prefekt Naczelną. 

Co oznacza… Elisabeth nie jest

TAK!!!!!!!!!!!!

 

WIEDZIAŁAM, ŻE JEST TEGO DOBRA STRONA!!!! 

Będę miała tej nocy dobre sny! TAK! 

Och,  i  znalazłam  moją  odznakę.  Jakoś  znalazła  się  na  moich  szatach  na  jutro.  Kto 

mógłby  ją  tam  położyć?  Ktoś  odpowiedzialny…  i  zorganizowany…  i  nie  tak  całkowicie 

przeciętny. 

Nie ja. 

 

Poniedziałek, 1 wrzesień, W Samochodzie w Drodze na Dworzec Kings Cross.  

Moja siostra jest głupia. 

Chcę  powiedzieć,  że  naprawdę,  naprawdę  głupia.  To  prawie  śmieszne,  jak  bardzo 

jest głupia.  

Ona poważnie myśli, że nosząc okulary przeciwsłoneczne nikt jej nie rozpozna. 

To  absurdalne,  ponieważ  wiem,  że  można  ją  rozpoznać.  Wiem  to,  bo  nie  ma  zbyt 

wiele  kościstych  kobiet  o  końskiej  twarzy  i  żyrafiej  szyi  żyjących  w  Little  Whinging.  W 

rzeczywistości, nie sądzę by było zbyt wiele kościstych kobiet o końskiej twarzy i żyrafiej 

szyi żyjących w Anglii. Albo na świecie, jeśli o to chodzi. Rozumiecie o co mi chodzi? Ona 

jest po prostu głupia. 

Poważnie muszę przestać być tak podła. Nie lubię, gdy ludzie są dla mnie podli, więc 

dlaczego muszę być tak podła dla Petty? Jakby nie było, co rzucisz za siebie, znajdziesz 

przed sobą, a ja mam już wystarczająco złą karmę.  

- Jak się masz, Petty? – właśnie zapytałam moją siostrę, wysilając się by być miłą. 

Parska i nie odpowiada. 

Cóż, ta próba rozmowy właśnie poniosła całkowitą porażkę. 

Wiecie  co?  Petunia  po  prostu  parsknęła.  Nie  sądzę,  aby  powinna  parskać  w  ten 

sposób.  Świnie  parskają.  Ona  ma  końską  twarz  i żyrafią  szyję,  ale nie  ma  żadnych  cech 

background image

13 

 

świnio-podobnych.  Konie  i  żyrafy  nie  parskają.  Faktem  jest,  że  żyrafy  nie  mają  nawet 

strun  głosowych.  Konie  wydają  wiele  dziwnych  dźwięków,  ale  nie  parskają.  Dlatego 

właśnie nie powinna parskać. Myślę, że to wbrew prawom natury albo coś.  

A  niech  to,  znowu  jestem  wredna.  Naprawdę  muszę  przestać.  Muszę  nauczyć  się 

być miłą. Może poproszę Emmę o lekcje. Jest najmilszą osobą, jaką znam. 

Taa, myślę, że tak zrobię… 

 

Później, W Hogwart Ekspresie 

Coś jest nie tak. 

Coś jest strasznie, okropnie nie tak. 

Albo to, albo coś BĘDZIE strasznie, okropnie nie tak. 

Gdy  siedzę  tutaj,  obserwując  czytającą  Emmę  i  śpiącą  Grace,  jestem  zmartwiona. 

Jestem  zmartwiona,  bo  jeśli  to  co  myślę  się  zdarzyło,  naprawdę  zdarzyło,  jedna  z  tych 

dwóch rzeczy jest prawdziwa: 

A.

 

Będę obiektem bardzo złego żartu Huncwotów, kiedyś w bliskiej przyszłości. 

Albo 

B.

 

Miałam przyzwoitą KOKIETERYJNĄ rozmowę z Jamesem Potterem. 

Taa, też myślałam o A. 

Niech  wam  wyjaśnię,  ponieważ  muszę  to  z  siebie  wyrzucić,  a  obawiam  się  co  Emma  i 

Grace mogą powiedzieć/zrobić, gdy im powiem. Oto, co się stało… 

Dotarłam  na  Kings  Cross  o  wiele  wcześniej,  niż  się  spodziewałam.  Wyglądało  na  to,  że 

Petty  nie  mogła  się  doczekać,  aby  się  mnie  pozbyć,  bo  odjechała  z  moim  kufrem  wciąż 

tkwiącym w samochodzie. To, oczywiście, nie był ładny widok, kiedy wtedy musiałam gonić 

ją  po  parkingu,  aż  zatrzymała  się  przy  znaku  stop,  jakieś  100  kilometrów  od  wejścia  na 

dworzec. Na szczęście był tam porzucony wózek, więc wrzuciłam na niego kufer i wracałam z 

powrotem 100 kilometrów (okej, było to bardziej jak 100 metrów, ale to wyglądało na dalej). 

Do czasu, aż dotarłam do wejścia była wciąż tylko 9:55. Więc trochę się przeszłam naokoło.  

Nigdy  nie  zdawałam  sobie  sprawy  jak  wielki  jest  Dworzec  Kings  Cross.  To  znaczy, 

oczywiście to jest dworzec kolejowy i tak dalej, więc musi być duży, ale nigdy nie doceniłam 

tego jak duży jest. Obok peronu 15 był nawet grający mały zespół. Byli całkiem dobrzy, jak na 

grupkę starych muzyków grających na peronie dworca kolejowego, więc rzuciłam im trochę 

pieniędzy. 

background image

14 

 

Kiedy  dotarłam  do  peronów  9  i  10,  było  około  10:15.  Pomyślałam,  że  lepiej  jest  być 

wcześniej, niż później, więc przeszłam przez barierkę. Było to całkiem proste. Rok temu ten 

facet nie chciał przestać wpatrywać się w Emmę, więc jej tata musiał go rozproszyć, kiedy my 

przeskoczyłyśmy  przez  barierkę.  Nie  było  to  fajne.  Z  perspektywy  czasu  teraz  jest  to 

zabawne, ale nie wtedy. 

Peron  nie  był  pełny  jak  zwykle,  ale  miał  przyzwoitą  liczbę  ludzi.  Było  parę  uczniów 

rozmawiających  na  peronie  ze  swoimi  rodzicami,  ale  żadnego  nie  rozpoznałam. 

Przypuszczałam,  że  większość  z  nich  było  pierwszorocznych,  bo  nie  nosili  jakiegokolwiek 

cienia kolorów domu. Jeszcze raz szybko obejrzałam się wokoło zanim ruszyłam do głównych 

drzwi pociągu, aby zapakować kufer i wsiąść do pociągu.  

Wtedy to się stało. 

Nie było tam żadnego ze zwykłych załadowujących-kufry-facetów, przy przodzie pociągu, 

jak  mieli  w  zwyczaju.  Nigdy  wcześniej  nie  załadowywałam  swojego  kufra,  ponieważ  ci 

pomocni faceci zawsze tam byli by zrobić to za mnie, ale byłam całkiem pewna, że to nie było 

zbyt  trudne.  Przecież  kobiety  stają  się  silniejszy  przez  cały  czas.  Widziałam  ten  konkurs 

mięśniowy kobiet w telewizorze na wakacjach, a one mogły unieść auta, więc dlaczego ja nie 

mogę unieść kufra? Totalnie mogę. Jestem silną, muskularną, młodą babką. Mogę to zrobić. 

Taa. Jasne. Na pewno. 

Dlaczego czasami jestem taką idiotką? 

Podnosiłam swój kufer do pociągu, kiedy nagle zdecydował się by czuć bardzo ciężko… 

ekstremalnie ciężko. I nie mam na myśli ciężki jak nie-Mamo-nie-mogę-przenieść-prania-do-

mojego-pokoju-bo-jest-zbyt-ciężkie.  Był  bardziej  ciężki  jak  dwukrotna-waga-mojego-ciała

Teraz  kiedy  o  tym  myślę,  to  byłam  dosyć  głupia.  Jak  głupia  Petunia.  Powinnam  po  prostu 

poczekać na jednego z tych silnych facetów by przyszedł i podniósł go za mnie. Fakt, że nie 

miałam  absolutnie  żadnych  mięśni  wydawał  się  wylecieć  mi  z  głowy  w  tym  szczególnie 

istotnym  momencie.  Byłam  zbyt  zajęta  myśleniem  o  tych  wszystkich  umięśnionych 

kobietach,  które  mogłyby  podnieść  takie  kufry  jednym  palcem,  żeby  choćby  wziąć  pod 

uwagę  fakt, że nie  byłam  jedną  z nich.  A  więc  stałam tam  głupio,  mój  kufer podniesiony  w 

połowie  i  ja  prawie  go  upuszczająca.  Czekałam,  aż  moje  ramiona  wyczerpią  się,  a  kufer 

spadnie i otworzy się, ukazując wszystko, co dziewczyna mogłaby ukryć w swoim kufrze… ale 

tak się nie stało. 

Tak  naprawdę  mój  kufer  został  uniesiony  z  moich  bolących  rąk  do  pociągu,  zanim 

zdałam  sobie  sprawę,  że  zniknął.  Początkowo  nie  miałam  pojęcia  co  się  zdarzyło. 

Pomyślałam, że może z mojej czystej rozpaczy by powstrzymać moje zakazane rzeczy przed 

wypadnięciem  z  mojego  kufra  na  peron,  gdzie  wszyscy  mogli  to  zobaczyć,  moja  adrenalina 

dała  mi  kopa  i  znalazłam  siłę  by  go  nieść.  Potem  zauważyłam,  że  ktoś  obok  mnie  stoi  i 

wszystkie kawałki się połączyły. 

background image

15 

 

-  Dzięki  –  powiedziałam,  obracając  się  by  spojrzeć  na  nieznajomego,  który  teraz  został 

moim rycerzem w lśniącej zbroi. 

Tylko że to nie nieznajomy stał za mną. 

I to cholernie na pewno nie był również mój rycerz. 

To był James Potter. 

- Nie ma za co – odpowiedział, tonem bardzo nie Jamesowo-Potterowym-odzywającym-

się-do-Lily-Evans.  Tego  miłego  i  przyjaznego  tonu,  którego  używał  nigdy  wcześniej  nie 

słyszałam,  biorąc  pod  uwagę,  to  że  nigdy  nie  byliśmy  dla  siebie  mili.  Spojrzałam  na  niego 

sceptycznie, czekając aż wyskoczy z jakimś niegrzecznym komentarzem o tym, że nie umiem 

podnosić rzeczy i że jestem takim głupim słabeuszem… ale to również się nie stało. Stał tam 

po prostu, uśmiechając się do mnie z góry – chodzi mi, że z góry bo, w przeciwieństwie do 

mnie,  on  nie  został  przeklęty  wzrostem  170  centymetrów,  ale  ładnym,  wysokim,  męskim 

wzrostem  około  188  centymetrów.  Ale  to  nie  jego  wzrost  mnie  obchodził.  Co  mnie 

obchodziło to jego uśmiech. To nie był jeden z tych jestem-lepszy-od-ciebie-i-umiem-unieść-

kufry  uśmiechów,  którego  oczekiwałabym  po  Jamesie  Potterze  w  takiej  sytuacji.  Był  to 

bardziej  jestem-miłym-gościem-i-bardzo-chcesz-mnie-lubić  uśmiech,  którego  bym  nigdy  się 

nie  spodziewała.  Byłam  zbyt  pochłonięta  rozważaniem  jego  uśmiechu  i  czynów  by  choćby 

zauważyć, że powinnam odpowiedzieć na jego „nie ma za co”. Stałam tam, gapiąc się i będąc 

kompletnie niegrzeczną. Naturalnie on nie wydawał się tego zauważyć. To albo po prostu się 

nie przejmował. 

-  Jesteś  Prefekt  Naczelną?  –  zapytał,  przerywając  moją  absurdalną  serię  myśli  i 

przywołując  mnie z  powrotem do  rzeczywistości.  Wskazał  na  odznakę,  która  przypięta  była 

do moich szat.  

-  Eee…  taa.  Taa,  jestem.  –  Spojrzałam  na  ładną  błyszczącą  odznak,  która  teraz  ze  mnie 

kpiła.  –  Tak  naprawdę  –  powiedziałam,  słowa  wypływały  ze  mnie,  nim  zdążyłabym  je 

powstrzymać – tak jakby czekam, aż ktoś przyjdzie i mi ją zabierze. Wiesz, powiedzą mi, że to 

wszystko było pomyłką i dadzą ją komuś takiemu jak Elisabeth Saunders czy coś. 

Dlaczego  mu  to  powiedziałam?  DLACZEGO?  Była  na  to  jakakolwiek  potrzeba?  Jakie 

zdradzieckie usta ja mam.  

-  Czemu  mieliby  to  zrobić?  –  zapytał  tonem  sprawiającym,  że  wydawało  się  iż  był 

naprawdę  zaciekawiony.  To  kompletnie  zbiło  mnie  z  tropu.  Nie  miałam  zielonego  pojęcia 

dlaczego był dla mnie taki miły – dobra, dokładnie nie miły, ta część jeszcze nie przyszła, ale 

na  pewno nie taki,  jak  zazwyczaj  jest.  Jeszcze  mnie nie  obraził,  co  było dużym  rekordem  w 

mojej książce. 

-  Ponieważ  jestem  całkowicie  niezorganizowana  i  przeciętna  –  odparłam,  słowa  po  raz 

kolejny  wychodzące  na  własną  zgodę.  –  Nie  wspominając  już o  tym,  że  w  ogóle  nie  jestem 

background image

16 

 

mądra.  Więc  czemu  dawać  ją  mnie,  kiedy  możesz  mieć  doskonałą  duszę  towarzystwa  taką 

jak  Elisabeth?  –  To  wszystko  było  całą  prawdą,  ale  nie  zamierzałam  nikomu  o  tym  mówić. 

Czemu  nagle  wygaduję  wszystko  Jamesowi  Potterowi,  nie  mam  pojęcia.  Obwiniam  za  to 

moje zdradzieckie usta. 

Wtedy się roześmiał.  

Lecz raz jeszcze nie był to złośliwy śmiech albo zarozumiały śmiech, jak te, których kiedyś 

słuchałam. Był to przyjazny i bardzo ładnie brzmiący śmiech (czego naprawdę nie powinnam 

mówić,  ponieważ  ja  nawet  nie  lubię  Jamesa  Pottera,  więc  jego  śmiech  nie  powinien  ładnie 

brzmieć). 

-  Nie  bądź  śmieszna  –  rzekł,  wciąż  śmiejąc  się  tym  samym  śmiechem.  –  Musieliby 

oszaleć, by wybrać Elisabeth za ciebie.  

Moja buzia prawie dotknęła ziemi. 

Nigdy  przenigdy  nie  słyszałam  Jamesa  Pottera  mówiącego  mi  coś  miłego.  Przynajmniej 

nie  na  poważnie,  jak  to  kiedyś  mówił.  Spodziewałam  się  czegoś  w  stylu  „Ha!  Masz  rację! 

POKRAKA!”  ale  nie,  on  musiał  być  dla  mnie  cały  miły,  co  tylko  doprowadziło  do  większych 

niesamowitych bólów głowy. 

Nagle uderzyła we mnie myśl. 

To musi być kawał. 

Gdzieś  tutaj  reszta  Huncwotów  ukrywa  się  i  czeka,  by  rzucić  coś  na  moją  głowę  albo 

wepchnąć  mnie  na  tory,  lub  zrobić  coś  równie  pokrętnego.  To  było  jedyne  logiczne 

wyjaśnienie, które przyszło mi do głowy. Tak więc zrobiłam to, co każda inna osoba zrobiłaby 

na moim miejscu; zaczęłam się rozglądać i szukać wokoło nas, przeszukując nasze otoczenie 

po jakikolwiek ślad po Huncwotach albo jakiegoś wiadra, albo liny lub innego wyglądającego 

podejrzanie przedmiotu. 

Chociaż to miało idealny sens dla mnie, Potter oczywiście był trochę zagubiony tym, co 

robiłam. 

- Eee, Lily? Co robisz? 

Natychmiast  przestałam  moje  poszukiwania  Huncwotów/wiadra/liny,  moje  ciało 

zamarło. Zaczęło kręcić mi się w głowie. 

Nazwał mnie Lily. 

Lily. 

On NIGDY nie nazywa mnie Lily. Zawsze byłam Evans. Nigdy Lily. 

background image

17 

 

Wtedy właśnie moje zdradzieckie usta przeszły na podejrzany tryb i pozwoliły głupiemu 

facetowi to zrozumieć. 

-  Czemu  jesteś  dla  mnie  taki  miły?  –  zażądałam,  mrużąc  oczy,  gdy  mały  uśmiech  wciąż 

tkwił na twarzy Pottera. – Czy to jakiś  kawał lub coś?  Będę uderzona lub możliwe pchnięta 

gdzieś…  -  Moje  bezmyślne  przesłuchanie  zostało  przerwane,  kiedy  Potter  znowu  zaczął  się 

śmiać. 

-  Nie  wolno  mi  być  dla  ciebie  miłym?  –  zapytał  z  dziwną  miną.  –  Jestem  miły,  a  ty 

natychmiast  sądzisz że to  kawał?  Czy  naprawdę tak  o  mnie  myślisz?  – Poprzez  jego  śmiech 

wyglądał  prawie  na  zranionego,  ale  nie  nabrałam  się  na  to.  Chciałabym  by  moje  usta 

Benedicta Arnolda

1

 czuły się w ten sam sposób. 

-  Czy  to  pytanie  retoryczne?  –  Usłyszałam  jak  sama  mówię.  Jednak,  patrzcie  i 

podziwiajcie,  moje  nielojalne  usta  po  raz  kolejny  zrujnowały  moją  przemowę,  ponieważ 

zamiast  brzmieć  kompletnie  poważnie,  jak  chciałam  by  komentarz  brzmiał,  wyszło  to 

kokieteryjnie,  czego  na  pewno  NIE  chciałam.  Chciałabym  wytłumaczyć  Potterowi  moje 

zdradzieckie usta, bo wydawał się całkiem zdziwiony słysząc taki ton ode mnie. 

I znowu, ja również. 

Chcesz bym był dla ciebie niemiły? – Zapytał potem na wpół flirtująco, ale w bardziej 

poważny sposób niż ja. Zastanawiałam się, czy Potter też ma buntownicze usta. Jeśli tak, to 

ten na wpół/częściowo flirtujący komentarz musiał być niezamierzony. Ponieważ na pewno 

nie był zamierzony. To po prostu niemożliwe. 

-  Cóż…  -  westchnęłam,  szukając  odpowiedzi  na  jego  pytanie.  CZY  chciałam  by  był  dla 

mnie niemiły? Nie sądzę, że chcę… ale… miły Potter? Byłoby to dziwne. Mam na myśli, super 

dziwne. Więc powiedziałam mu to. 

Głupi  drań  tylko  błysnął  swoim  jestem-miłym-gościem  uśmiechem,  który  jest  teraz  na 

mojej  liście  rzeczy  do  nienawidzenia  (razem  z  jego  śmiechem)  i  popatrzył  na  mnie  z 

namysłem. 

-  Dziwne?  –  zapytał,  pocierając  brodę  i  udając,  że  rozmyśla  nad  moją  odpowiedzią. 

Wtedy  moje  głupie  usta  po  prostu  MUSIAŁY  uśmiechnąć  się  małym  głupkowatym 

uśmiechem.  Oczywiście  nie  POWINNAM  się  uśmiechać,  biorąc  pod  uwagę,  że  stara  nie-

kontrolowana-przez-jej-usta  Lily  NIGDY  by  się  nie  uśmiechnęła  na  COKOLWIEK  co  James 

Potter zrobiłby lub powiedział. Nawet jeśli wyglądał śmiesznie tak pocierając swoją brodę. – 

Taa, wyobrażam sobie – powiedział, uśmiechając się (nienawidzę tego) w odpowiedzi na mój 

uśmiech (który, przypominam wam, NIE był tam z mojej własnej wolnej woli). 

                                                            

1

 Benedict Arnold – znany ze swojej zdrady i spisku, w wyniku którego doszło do poddania wojskom brytyjskim 

amerykańskiego fortu w West Point w Nowym Jorku. 

background image

18 

 

-  Tak.  –  Potaknęłam,  dalej  próbując  zetrzeć  ten  głupi,  samo  aktywujący  się  uśmiech  z 

twarzy. – Bardzo dziwne. 

Nastąpiła  cisza.  Dla  kogokolwiek  patrzącego  jestem  pewna,  że  ta  scena  musiała 

wyglądać  całkiem  dziwacznie.  Nigdy  byście  nie  pomyśleli,  że  zobaczycie  Lily  Evans  i  Jamesa 

Pottera  stojących  przy  Hogwart  Ekspresie,  uśmiechających  się  do  siebie  jak  idioci  (chociaż 

jestem  przekonana,  że  obydwa  uśmiechy  były  niezamierzone),  mając,  wydającą  się 

normalną, rozmowę. Tak naprawdę ja bym była trochę przerażona. 

- A więc – odezwał się, odrywając mnie od mojej wewnętrznej wojny (moja głowa kontra 

moje usta). – Nie zdarzyło ci się dowiedzieć, kim jest drugi Prefekt Naczelny, prawda? 

To  nie  był  pierwszy  raz,  kiedy  byłam  o  to  spytana.  Jestem  pewna,  że  każda  inna 

zorganizowana,  popularna,  nieprzeciętna  Prefekt  Naczelna  wiedziałaby,  z  kim  będzie 

pracować,  ale  naturalnie,  ponieważ  nie  mam  ŻADNEJ  z  tych  powiedzianych  cech,  nie  mam 

pojęcia. Potajemnie modliłam się, że będzie to Amos Diggory, Puchon, w którym zawsze się 

kochałam.  Był  on  jednym  z  najlepszych  wyborów,  jak  ostatnio  słyszałam,  więc  może 

Dumbledore zdecydował się mi odpuścić i go wybrał. 

- Oczywiście, że nie – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. – Tylko odpowiedzialna i 

prawidłowo wybrana Prefekt Naczelna znałaby takie fakty, a widząc jak ja za niedługo będę 

kwestionowana w tej pozycji, nie martwili się by mi to powiedzieć. – Takie wyjaśnienie dałam 

mojej matce, tak jak i sobie, kiedy zostało zadane te pytanie, więc nie widziałam dlaczego nie 

miałabym powiedzieć tego Jamesowi Potterowi, gdy już głupio wygadałam mu swoje obawy 

o te stanowisko. 

-  Czy  już  przez  to  nie  przeszliśmy?  –  droczył  się,  potrząsając  głową.  Po  czym  musiał 

położyć swoje dłonie na moich ramionach, próbując być twardym przez ten gest, co było nie 

tylko kompletnie niespodziewane, ale również posłało jedno z tych niechcianych dreszczy w 

dół  mojego  kręgosłupa.  –  NIE  będą  cię  kwestionować,  okej?  Nie  mogliby  wybrać  nikogo 

bardziej idealnego na tę pracę. Rozumiesz? 

Chciałabym,  by  ktoś  z  góry  uprzedził  mnie,  że  to  wszystko  się  zdarzy.  W  ten  sposób 

mogłabym  przygotować  się  psychicznie  na  tę  całą  uprzejmość  i  flirtowanie  i  nie  byłabym 

teraz całkowicie oniemiała. Prawdopodobnie wyglądałam jak idiotka, stojąc i potakując, gdy 

James Potter trzymał mnie za ramiona. I tak pewnie nie mogłabym pomyśleć o czymkolwiek 

do powiedzenia, nawet jeśli miałabym wcześniej ostrzeżenie. 

-  Dobrze  –  powiedział,  w  końcu  mnie  uwalniając.  Nie  zorientowałam  się,  że 

przytrzymywałam  oddech,  ale  najwyraźniej  to  robiłam,  biorąc  pod  uwagę  długi  wydech, 

który wypuściłam, po tym jak mnie puścił. 

Tobie nie zdarzyło się tego dowiedzieć, co? – spytałam, gdy odzyskałam swoje utracone 

panowanie.  James  tylko  wzruszył  ramionami,  widocznie  nie  lubiąc  tematu.  Wtedy 

background image

19 

 

przypomniałam sobie, że nawet przez jego sprawianie kłopotów James również był jednym z 

głównych  kandydatów  na  Prefekta  Naczelnego  i  natychmiast  poczułam  się  okropnie  za 

podnoszenie tematu. 

-  Wiem  jednak  jedną  rzecz  –  odparł  raczej  cicho.  –  Kimkolwiek  on  jest,  na  pewno  jest 

szczęśliwym facetem. 

- Czemu? – spytałam głupio. Było oczywiste, że James chciał być Prefektem Naczelnym i 

opłakiwał stratę pozycji.  

Przynajmniej myślałam że to robił. 

-  No  –  odpowiedział  bardzo  cicho,  biorąc  krok  bliżej  mnie.  –  Będzie  z  tobą  pracował, 

prawda? 

WTEDY to  straciłam.  To znaczy totalnie i  KOMPLETNIE to  straciłam.  Chłopcy  jak  James, 

oni  po  prostu  nie  mówią  takich  rzeczy  dziewczynom  jak  ja.  Może  dziewczynom 

wyglądającym jak Elisabeth Saunders albo Grace Kelly, ale NIGDY dziewczynom jak ja. To jest 

sprzeczne prawie każdej zasadzie statutu społecznego w książce. I nie zapominajmy, że przed 

tą całą rozmową Potter i ja NIE CIERPIELIŚMY się nawzajem.  

Tak więc cały pomysł kawału pojawił się na nowo, ponieważ byłam całkiem pewna, że to 

co właśnie powiedział było sprzeczne ze wszystkimi siłami natury.  

Był to cholerny cud, że reszta Huncwotów wybrała ten konkretny moment na przyjście i 

dołączenie  do  Jamesa,  bo  byłam  pewna,  że  nawet  pomimo  moich  podejrzeń  kawału  moje 

zdradzieckie  usta  zamierzały  powiedzieć  coś,  czego  bym  całkowicie  żałowała,  coś  jak 

„Chciałabym, żebyś to był ty” albo coś tak samo niestosownego. 

-  ROGACZ!  –  był  to  krzyk  Syriusza,  gdy  on,  Remus  i  Peter  Pettigrew  –  czwarty  i  ostatni 

Huncwot – podeszli do miejsca, gdzie staliśmy ja i Potter. James natychmiast się cofnął, za co 

byłam wdzięczna. Patrzyłam jak Syriusz przybiegł do nas, od razu chwytając Jamesa za szyję. 

-  Myślę,  że  on  cieszy  się,  że  cię  widzi,  Rogacz  –  zaśmiał  się  Remus,  gdy  Syriusz  zaczął 

bezlitośnie targać włosy Jamesa, powodując, że jego ofiara zaczęła odciągać ciasno owinięte 

ramiona Syriusza. James wydał głośny odgłos protestu w odpowiedzi na komentarz Remusa. 

Nie  mogłam  się  powstrzymać,  by  nie  zachichotać,  co  w  końcu  doprowadziło  Syriusza  do 

zorientowania  się,  że  ja  również  tam  stałam.  Oczywiście  wtedy  przeniósł  się  z  Jamesa  na 

mnie. Moje szczęście. 

-  EVANS!  –  krzyknął,  wciągając  mnie  w  duży  niedźwiedzi  uścisk.  –  Świetnie  jest  cię 

widzieć! Sądzę, że nie widziałem cię całe lato! – Niewielki zgadzający się odgłos opuścił moje 

gardło,  gdy  patrzyłam  na  innych  Huncwotów  ponad  ramieniem  Syriusza.  Remus  i  Peter 

otwarcie  śmiali  się  z  mojego  kłopotliwego  położenia,  a  James  poprawiał  swoje  okulary  od 

ataku.  Miał  dziwny  wyraz  twarzy,  prawie  niewielkiego  rozczarowania.  Ja  nie  byłabym 

background image

20 

 

rozczarowana,  gdybym  była  nim.  Bardzo  nie  mogłam  się  doczekać  spotkania  z  MOIMI 

przyjaciółkami. Dlaczego on nie?  

Myślenie o moich przyjaciółkach sprawiło, że zdałam sobie sprawę iż powinnam spotkać 

je  w  naszym  tradycyjnym  przedziale  jakiś  czas  temu.  Dodatkowo  potrzebowałam  wymówki 

by się stąd wydostać. 

-  Widziałeś  swoją  kuzynkę?  –  zapytałam  Syriusza,  gdy  zdecydował  wypuścić  mnie  ze 

swojego śmiertelnego uścisku. 

-  Gracie?  –  spytał,  pocierając  swoją  brodę tak  jak  James  chwilę  temu  (oczywiście  moje 

podstępne  usta  nie  uśmiechnęły  się  kiedy  SYRIUSZ  to  robił.  Przeklęte  głupie  usta). 

Potaknęłam. Teraz się zorientowałam, że nie powinnam mówić „kuzynka”, biorąc pod uwagę 

fakt,  że  połowa  szkoły  jest  jakoś  spokrewniona  z  Syriuszem,  ale  mogłabym  tylko  szukać 

Grace, więc przypuszczam, że było to dopuszczalne. – Wsiadła do pociągu parę minut temu – 

powiedział mi Syriusz parę sekund później. – Choć myślę, że ona też ciebie szukała. 

-  Dzięki!  Eee,  więc  pa.  –  Następnie  odeszłam  tak  szybko  jak  mogłam  od  Huncwotów. 

Wskoczyłam  do  pociągu  i  szybko  przemierzyłam  korytarz  w  kierunku  końca  pociągu.  Nasz 

przedział  był  szósty  od  tyłu.  Siedziałyśmy  w  nim  zawsze  od  pierwszego  roku  i  zawsze 

spotykałyśmy się w nim na początku semestru. 

-  Lily!  –  zawołała  Grace,  gdy  otworzyłam  drzwi  do  naszego  przedziału.  Od  razu 

uśmiechnęłam  się  na  znajomy  widok  moich  przyjaciółek.  Emma,  jak  zwykle,  zajmowała 

środkowe  siedzenie,  czytając  wielką  książkę  i  wyglądało na  to,  że  Grace  już  rozłożyła  swoje 

stałe  posłanie  na  prawobocznym  siedzeniu.  Uściskałam  Grace,  a  Emma  natychmiast  wstała 

by  również  otrzymać  jeden.    Była  to  ulga,  zobaczyć  że  przynajmniej  one  się  nie  zmieniły. 

Miałam dosyć tego na jeden dzień. 

- Gdzie byłaś? – zapytała Emma, gdy usiadłam w moim tradycyjnym miejscu obok niej. 

Naprawdę  nie  chciałam  im  mówić,  co  mnie  rozproszyło,  ponieważ  bałam  się  tego,  co 

mogą  powiedzieć,  albo  wytkną  oczywiste  (czego  nie  chciałam  usłyszeć).  Więc  zamiast  tego 

skłamałam. 

- Korki – stwierdziłam niepewnie. – Utknęłam w drodze tutaj. 

Poczułam ulgę, kiedy nie naciskały w tym temacie. 

Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy o tym, co robiłyśmy przez wakacje. Emma była w Rzymie 

razem z mamą przez cały lipiec. Zabrała stary kamień z jednego z budynków i przywiązała go 

do sznurka, by mogła nosić go jako naszyjnik. Obydwie ja i Grace zachwycałyśmy się dziwnym 

kawałkiem  biżuterii,  chociaż  ja  osobiście  myślałam,  że  to  raczej  brzydka  skała  i  pasowała 

bardziej do kosza na śmieci niż do szyi Emmy. Grace była zajęta przez całe lato podróżując na 

wszystkie przyjęcia rodzinne. Powiedziała, że było to kompletnie nudne, bo na żadnym z nich 

background image

21 

 

nie było Syriusza, bo mieszkał teraz z Potterami (sądzę, że z powodu jakiejś zadry rodzinnej), 

więc  nie  miała  z  kim  rozmawiać  (co  naprawdę  miała  na  myśli  to  to,  że  nie  miała  z  kim 

sprawiać  kłopotów).  Ja,  oczywiście,  siedziałam  całe  lato  w  domu,  robiąc  absolutnie  nic 

oprócz jedzenia i oglądania telewizji. Obydwie były ekstremalnie szczęśliwe z powodu mojej 

pozycji  Prefekt  Naczelnej  (napisałam  im  o  tym  moment  po  tym  jak  dostałam  odznakę  w 

poczcie) i po raz kolejny upierały się, że nie zostanę zakwestionowana i jestem prawidłowo 

wybrana na tę pracę. 

Psh. Jakie kłamczuchy. 

Więc oto jestem. 

Wow. 

Teraz czuję się o wiele lepiej. 

Może powiem Grace i Emmie. 

Zobaczymy. 

 

Później, Dormitorium Dziewcząt 7 Roku 

OKŁAMAŁ MNIE! 

TEN OŚLIZŁY MAŁY ŁAJDAK OKŁAMAŁ MNIE! 

NIE MOGĘ MU UWIERZYĆ

Siedziałam szczęśliwie przy stole Gryffindoru gawędząc z Grace, Emmą i kilkoma nowymi 

pierwszoroczniakami, kiedy Dumbledore powstał by zrobić swoją powitalną przemowę.  

-  Witajcie  uczniowie  Hogwartu!  –  zawołał,  uśmiechając  się,  gdy  objął  wzrokiem  Wielką 

Salę.  –  Witajcie  w  kolejnym  roku  w  Hogwarcie  Szkole  Magii  i  Czarodziejstwa.  Mam  kilka 

ogłoszeń,  zanim  możecie  zacząć  swoją  ucztę.  Po  pierwsze,  wszyscy  muszą  wiedzieć,  że 

Zakazany Las jest zakazany. – Jestem całkiem pewna, że patrzył głównie na Huncwotów, gdy 

to  powiedział,  bo  powszechnie  wiadomo,  że  byli  tam  na  więcej  niż  paru  okazjach.  Po  jakie 

licho chcieliby wchodzić do przyprawiającego o gęsią skórkę, pełnego potworów miejsca jak 

Zakazany Las, nigdy się nie dowiem. 

-  Po  drugie  –  kontynuował  Dumbledore,  jego  oczy  migotały  w  blasku  świec,  które 

oświetlały  Wielką  Salę.  –  Pan  Filch  poprosił  mnie,  bym  przypomniał  wszystkim  uczniom,  że 

wszystkie produkty zakupione w Sklepie Zonka mają nie być używane wewnątrz zamku. Listę 

innych  ograniczonych  rzeczy  możecie  znaleźć  obok  gabinetu  pana  Filcha  w  korytarzu  na 

czwartym  piętrze.  Po  trzecie,  chciałbym  poinformować  wszystkich  uczniów  Hogwartu, 

trzeciorocznych  i  starszych,  że  pierwsza  wycieczka  do  Hogsmeade  jest  zaplanowana  na 

background image

22 

 

osiemnastego  października.  I  ostatnie  –  powiedział,  rozglądając  się  po  Wielkiej  Sali,  łapiąc 

mój  wzrok  na  chwilę.  –  Chciałbym  ogłosić  tegorocznych  Prefektów  Naczelnych,  jako  pannę 

Lily  Evans  z  Gryffindoru.  –  Powoli  wstałam  (to  było  bardziej  zmuszanie  mnie  przez  Grace, 

pomimo  tego  i  tak  wstałam)  ze  swojego  miejsca,  gdy  wszyscy  lekko  klaskali.  –  I  drugiego 

Prefekta  –  ciągnął  Dumbledore,  gdy  znowu  zajęłam  swoje  miejsce,  cicho  modląc  się,  by 

wywołał imię Amosa – jako pana Jamesa Pottera, również z Gryffindoru. 

James Potter. 

To był on

On był drugim Prefektem Naczelnym! 

Zabrało mi całą wolę w moim ciele, by nie wyskoczyć i zacząć dusić Pottera. Zamiast tego 

siedziałam tam z rozwartymi ustami, patrząc na cholernego idiotę. I wiecie co? Go nawet nie 

obchodziło,  że  skłamał.  Wiecie  skąd  wiem,  że  się  nie  przejął?  Ponieważ  on  też  na  mnie 

patrzył. I wiecie co zrobił? 

UŚMIECHNĄŁ SIĘ! 

Dlaczego, u licha, ktokolwiek mógłby się UŚMIECHAĆ, kiedy wiedział, że SKŁAMAŁ i dał 

nadzieję  biednej  dziewczynie?  CZEMU  MÓGŁBY  TO  ZROBIĆ?  SĄDZIŁAM,  ŻE  PRZESZEDŁ  NA 

MIŁY TRYB? CO JEST Z NIM NIE TAK?!? 

A  ja  mu  jeszcze  WSPÓŁCZUŁAM!  On  i  jego  głupi  „nie-rozmawiajmy-o-tym”  ton.  Jedna 

rzecz jest pewna, NIGDY nie będę znowu współczuła Jamesowi Potterowi! Tak naprawdę to 

nie  zamierzam  już  nigdy  znowu  ODEZWAĆ  się  do  Jamesa  Pottera!  Kiedykolwiek!  W  moim 

całym, żałosnym życiu! 

A  wieczór  stawał  się  tylko  gorszy.  Nie  tylko  byłam  całkowicie  nieszczęśliwa  podczas 

powitalnej  uczty  (bo  bardzo  chciałam  współpracować  z  Amosem  Diggorym,  który,  jestem 

pewna,  nigdy  by  mi  nie  skłamał,  ponieważ  jest  idealny  w  każdy  sposób)  ale  również 

musiałam siedzieć i słuchać Grace i Emmy, które próbowały mnie pocieszać. Jednak one tego 

nie rozumiały. 

I to nie jest nawet NAJGORSZE z tego wszystkiego! Po tym jak zaprowadziłam wszystkich 

gadatliwych  pierwszorocznych  do  Pokoju  Wspólnego  Gryffonów  (trzymając  jak  największy 

dystans  od  Pottera,  jak  to  ludzko  możliwe),  chciałam  po  prostu  iść  do  mojego  łóżka  z 

baldachimem  i  przespać  mój  okropny  wieczór,  ale  Merlin  wie,  że  to  nie  mogło  się  zdarzyć. 

WSZYSTKO musiało iść źle dla Lily. 

ELISABETH SAUNDERS PO PROSTU MIAŁA ZAKŁÓCIĆ MÓJ CZAS SNU!! 

-  A  więc  –  usłyszałam  jadowite  przeciąganie  samogłosek,  kiedy  weszłam  do  naszego 

dormitorium.  Podniosłam  wzrok,  w  ogóle  nie  w  nastroju  na  konfrontację,  ale  wiedząc,  że 

mimo wszystko to i tak nastąpi. Elisabeth siedziała na swoim łóżku, wyglądając doskonale jak 

background image

23 

 

zawsze, ze swoim lojalnym pomagierem Carrie Lloyd (której także zdarzyło się być na 7 roku 

w Gryffindorze) siedzącym obok niej. – Jesteś Prefekt Naczelną. 

Zagryzłam  wargę,  by  powstrzymać  się  przed  odpowiedzią.  Nie  chciałam  się  nią 

zajmować. Nie chciałam dać się jej mnie zdenerwować. 

Potrząsnęła  głową  z  żalem  na  moją  ciszę.  –  Mogłabym  szczerze  powiedzieć,  że  był  to 

kompletny  szok,  Evans.  –  Mały,  zadowolony  uśmiech  tańczył  na  jej  ustach.  –  Przecież  kto 

mógłby  wybrać  dziewczynę  jak  ty  na  pozycję  taką  jak  ta?  –  Po  czym  odwróciła  głowę  w 

stronę Carrie. – Mój ojciec zawsze mówił, że Dumbledore jest totalnie stuknięty. – Odwróciła 

się z powrotem do mnie z jej głupim, groźnym uśmiechem. – Sądzę, że to tylko pokazuje, że 

ma rację. 

Nie ruszyłam się z progu dormitorium przez całą krótką rozmowę i stałam tam z szeroko 

otwartą  buzią,  niezdolna  odpowiedzieć.  Bo  miała  rację.  NIE  POWINNAM  być  Prefekt 

Naczelną. ZAWSZE wiedziałam, że jestem zła na tę pozycję. 

Może to był cały nędzny dzień, który zrobił mnie tak emocjonalną albo może był to fakt, 

że  była  to  Elisabeth  która  wytknęła  oczywiste  fakty,  ale  cokolwiek  to  było,  zrobiłam 

najgłupszą rzecz, jaką dziewczyna na moim miejscu mogłaby zrobić. 

Zaczęłam płakać. 

Była  to  taka  głupia  rzecz  do  zrobienia,  wiem,  ale  naprawdę  nie  mogłam  tego 

powstrzymać.  Był  to  taki  okropny  dzień.  I  było  takie  niesprawiedliwe,  ponieważ  nie  byłam 

typem  dziewczyny,  która  rozpłakałaby  się  przy  każdej  sprawie.  Zazwyczaj  jestem  całkiem 

dobra w trzymaniu łez. Nie mogę sobie nawet przypomnieć ostatniego razu, kiedy płakałam. 

Lecz niemniej, oto stałam na progu, łzy groziły wylaniem, gdy przytrzymywałam je całą swoją 

siłą. 

- Och, uderzyłam w słaby punkt, Evans? – zakpiła Elisabeth, gdy ruszyła razem z Carrie w 

moją  stronę.  Nie  ruszyłam  się  ani  o  cal,  ale  to  wydawało  się  dać  Elisabeth  jeszcze  więcej 

satysfakcji,  kiedy  ona  i  Carrie  przepchnęły  się  obok  mnie  i  zeszły,  śmiejąc  się,  do  Pokoju 

Wspólnego. 

Także  oto  ja.  Wielka,  stara  beksa  Prefekt  Naczelna.  CZEMU  zostałam  wybrana  na  tę 

pracę? To tylko uczyniło ten cały rok tysiąc razy gorszym. 

Merlinie, mam okropne życie. 

 

 

 

 

background image

24 

 

 

()()()()()()()()()()()() 

„Jeśli w jednym tygodniu stracisz pracę, małżeństwo i umysł naraz, spróbuj stracić 

najpierw umysł, ponieważ wtedy inne rzeczy nie będą miały takiego znaczenia.” 

Jack Handey 

()()()()()()()()()()()() 

 

Wtorek, 2 Wrzesień, Wielka Sala 

Są  poranni  ludzie…  i  jest  nasza  reszta.  Ja  umiejscowiłabym  się  w  tej  drugiej  grupie. 

Poranki  i  ja,  nie  bardzo  nam  się  układa.  Nigdy  nam  się  nie  udawało  i  nigdy  nie  będzie 

udawało. To naprawdę nikogo wina, tak po prostu jest. 

Jednak  chciałabym  by  ktoś  poinformował  o  tym  Emmę,  ponieważ  –  wielką  koleżanką, 

jaką jest – ona ewidentnie nie zdaje sobie sprawy z tej wzajemnej niechęci, którą dzielę ja i 

godziny  przed  dziesiątą  rano.  Z  drugiej  strony  możliwe,  że  ona  o  tym  wie  i  po  prostu  nie 

obchodzą  ją  moje  uczucia  i/lub  upodobania.  Tego  ranka  wciąż  trajkocze  o  „powitaniu 

nowego  poranka  z  wesołą  miną”  i  ściąga  koce  z  mojego  bardzo  zimnego  ciała  o  bezbożnej 

godzinie,  kiedy  naprawdę  powinnam  dalej  spać.  Najwyraźniej  wstawanie  o  nieprzyzwoitej 

godzinie prowadzi jakoś do powitania poranka z uśmiechem, a nie ziewaniem, jak wcześniej 

myślałam.  Tak  czy  owak  jestem  prawie  pewna,  że  budzenie  nie-porankową  osobę,  taką  jak 

ja, o 7 rano jest poważną zbrodnią bez względu JAK dobre jej intencje były. 

Zatem  siedzę  tutaj,  dziobiąc  w  moich  gofrach  i  męczennie  pijąc  mój  sok  dyniowy, 

informuję Emmę o jej popełnionym przestępstwie. 

- Nie przesadzaj, Lily – mówi. – Nie jest tak wcześnie. 

Jasne, łatwo jej mówić. Ona lubi takie rzeczy. 

- I tak musimy dostać razem nasze książki. – Właśnie poinformowała mnie Grace, chociaż 

WIEM,  że  jest  tak  samo  zmęczona  jak  ja,  jej  powieki  wciąż  się  zamykają,  gdy  Emma  nie 

patrzy. Dodatkowo teraz ziewnęła w swoje płatki owsiane. 

Wszystkim  im  będzie  przykro,  kiedy  zasnę  w  swoich  gofrach  i będą musiały  nieść  mnie 

do lochów na Eliksiry, całą lepką i w ogóle. Mówię im to. 

Emma wydaje z siebie jeden z jej wielkich, długich, nigdy niekończących się westchnięć. 

–  Doprawdy,  Lily!  Jeśli  masz  wystarczająco  siły,  aby  pisać  w  swoim  pamiętniku,  sądzę,  że 

masz wystarczająco energii by nie zasnąć! 

background image

25 

 

Och, szlag by to. 

 

Później, Eliksiry 

Czemu ktokolwiek kiedykolwiek potrzebowałby uczyć się DRŻĄCEGO eliksiru?  

Poważnie. Kto w ogóle chciałby drżeć? Czy to choćby ma cel? Kiedy będę potrzebowała 

użyć  Drżącego  Eliksiru  w  moim  całym  życiu?  Kiedy  ktokolwiek?  Profesor  Abbott  naprawdę 

musi  uporządkować  swoje  priorytety.  Czy  ją  w  ogóle  OBCHODZI,  że  jestem  na  nogach  od 

siódmej rano? Nie mam czasu mierzyć się z tym nonsensem! 

Drżący Eliksir- 

1] Stwarza wstrząs dreszczy, który przechodzi przez ciało pijącego. 

2] Daje pijącemu… bla bla bla. 

NOTATKA DLA SIEBIE: Odpisać notatki o Drżącym Eliksirze od Emmy. 

 

Później, Wróżbiarstwo 

Dlaczego w ogóle kłopoczemy się z tym przedmiotem? –LE 

Nie wiem. –EV 

Ona jest strasznie zabawa, co nie? –GR 

Zabawna? Myślałam bardziej o czymś jak szalona jak Kapelusznik. 

Jednak lubię jej spódnicę. 

Znowu to samo. Szybko! Rozprosz ją! Co myślicie o tym, by zacząć listę? 

Dobry pomysł… 

Lista Emmeliny Vance, Grace Reynolds, 

i Lily Evans Najprzystojniejszych 

Wolnych Facetów w Szkole Hogwart 

( Z Dodatkowym Komentarzem) 

1]  Amos  Diggory  –  seksowny,  7-roczny  Puchon,  który  nie  tylko  jest  niesamowicie 

przystojny  –  z  tymi  seksownymi  jasnobrązowymi  włosami  i  tymi  uroczymi  dołeczkami  –  ale 

background image

26 

 

również  jest  fantastycznym  graczem  Quidditcha  z  ciałem,  które  to  udowadnia.  Chyba  nie 

muszę nic więcej dodawać. 

EV: Ta opinia jest zupełnie stronnicza, Lily! On nie jest tak doskonały, jak go opisujesz. 

GR: Niesamowicie seksowny, choć ma swoje minusy. 

LE: Oszalałyście. On jest idealny. 

2]  Thomas  Dunn  –  No  i  co,  że  jest  trzeciorocznym?  Ten  chłopak  ma  DUŻO  punktów  w 

dziale  piękności.  Widziałyście  jego  oczy?  Doskonały  wśród  wszystkich  mężczyzn  (lub 

chłopców). 

LE:  Jest  uroczy  i  nawet  nie  zarozumiały!  Idealne  dopasowanie  dla  każdych 

TRZECIOROCZNYCH dziewczyn.  

GR: Zapomnij o trzeciorocznych! Chciałabym znaleźć z nim schowek na miotły. 

EV: Ignorując Grace i jej metody molestowania seksualnego dzieci, muszę powiedzieć, 

że Thomasowi nie brakuje wyglądu ani osobowości. Dobry wybór, Gracie. 

3]  Remus  Lupin  –  Pomimo  tego,  że  jest  ¼  znanego  klanu  Huncwotów  Remus  jest 

niewiarygodnie  sympatycznym  kolegą.  Jego  pracowite  zwyczaje  i  sporadyczne  psotne 

elementy  robią  z  niego  idealne  połączenie  wszystkiego.  Dobry  wybór  dla  każdej 

zasługującej dziewczyny. 

EV:  Remus  jest  moim  dumnym  wyborem,  bo  jest  połączeniem  wszystkiego,  czego 

pragnie dziewczyna. Poza jego zwyczajem chorowania i jego nieco prymitywnym wyborem 

w przyjaciołach, sądzę, że znajdziecie pana Cudownego w panu Lupinie. 

GR:  O,  widzę,  że  ktoś  złapał  upodobanie  do  naszego  przyjaciela  pana  Lupina,  co?  Tak 

poza tym, niezły wybór. Remus jest bardzo fajny. 

LE: To takie urocze, Em! Remus nie jest złym wyborem. Dlaczego nie będziecie razem i 

nie „pouczycie się” trochę, hym?  

NOTATKA OD NIESŁUSZNIE OSKARŻONEJ (EV): NIE PODOBA MI SIĘ REMUS LUPIN. 

4]  Syriusz  Black  –  Kolejny  członek  psotnych  Huncwotów,  nie  możecie  nie  zauważyć 

dobrego wyglądu Syriusza. Wszystkie wiemy, że jest niedojrzały i kompletnie stuknięty, ale z 

pewnością nie brakuje mu wyglądu. 

EV: Zgadzam się. Syriusz jest zbzikowany, ale nie brzydki. 

GR: Nie sądzę, że mogę na to odpowiedzieć, biorąc pod uwagę, że rodzina (nie ważne jak 

daleka) nie powinna mówić takich rzeczy o innych członkach rodziny. 

background image

27 

 

LE:  Ta  lista  jest  ściśle  dla  wyglądu,  dlatego  dodałam  Syriusza.  Nie  możecie  zaprzeczyć 

jego przystojności (albo jego obłędowi, jeśli o to chodzi). 

James Potter – James również należy do klanu Huncwotów (jacy to przystojni mężczyźni!) 

i  jest  niewiarygodnie  przystojnym  mężczyzną.  Nie  wspominając  już  o  jego  elitarnych 

zdolnościach  w Quidditchu i  nienaturalnej inteligencji (która  dorównuje tej u naszej własnej 

panny Evans), ten chłopak ma to wszystko. 

EV: Prawdziwa prawda. Mimo tego, że czasami jest palantem, nie możecie oprzeć się 

niesamowitej przystojności Jamesa i jego hałaśliwemu poczuciu humoru. 

GR:  Uwielbiam  Jamesa.  Tak  naprawdę,  gdyby  nie  był  moim  tak  WIELKIM  kolegą, 

zrobiłabym z niego swojego kochanka. 

LE: Dajcie spokój! POTTER? To taki palant! Poza tym wszyscy wiedzą, że on praktycznie 

jest  ożeniony  z  Saunders.  Oni  tylko  umawiali  się  i  zrywali  ze  sobą  od  trzeciego  roku. 

Przyprawiacie mnie o mdłości, ludzie. 

NOTATKA  DO  DZIEWCZYNY  W  ZAPRZECZENIU:  To  jest  lista  ściśle  dla  wolnych, 

PRZYSTOJNYCH ludzi i nie możesz wykluczyć z takiej listy Jamesa Pottera. Poza tym James i 

Elisabeth zerwali wieku temu. Wszyscy to wiedzą. 

NOTATKA DO PSYCHICZNIE CHORYCH: Spadajcie. 

 

Później, Kolacja w Wielkiej Sali 

Uwielbiam kolacje w Hogwarcie. Naprawdę. 

To znaczy, kiedy mieliście ciężki dzień i wszystko wydaje się iść nie po waszej myśli (więc 

zasadniczo dla mnie każdego dnia) zawsze masz miłe oczekiwanie na kolację, która na ciebie 

czeka. Możesz po prostu usiąść, odprężyć się i odpuścić. 

Oczywiście  moja  miłość  do  kolacji  w  Hogwarcie  może  mieć  coś  wspólnego  z  moim 

dużym i nienormalnym zauroczeniem ryżem. 

Tak, ryżem. 

Nie pamiętam dokładnie, kiedy moja obsesja ryżem się zaczęła, ale, od kiedy byłam mała 

to  wszystko,  co  jadłam.  Pamiętam,  że  moja  babcia  robiła  najpyszniejszy  ryż.  Dodawała  te 

wszystkie różne zioła i specjalne sosy, które zawsze mogłam oddzielnie nazwać, ale których 

nigdy nie dałabym razem. Obserwowałam ją, gdy mieszała wszystko razem, a to skwierczało i 

bulgotało,  ale  nigdy  nie  potrafiłam  zrobić  tego  sama.  Po  tym  jak  umarła,  Mama  i  ja 

próbowałyśmy kilkanaście razy skopiować jej ryż, ale zawsze paskudnie smakował. Może ryż 

mojej babci to wszystko zaczął, nie jestem całkiem pewna. 

background image

28 

 

I wiecie, co? Hogwart musi mieć przynajmniej trzy rodzaje ryżu każdego wieczora. Taa, 

trzy! Co można w tym nie kochać? 

A  gdy  siedzicie  przy  stole  Gryffindoru,  jedząc  wasze  różne  rodzaje  ryżu  i  gawędzicie  ze 

swoimi koleżankami, zdarza wam się mieć doskonały widok na stół Hufflepuffu. To oznacza, 

że  macie  również  doskonały  widok  na  pewnego  7-rocznego  prefekta  Puchonów  (i  nie,  nie 

mówię o Julie Little). 

Więc  siedzę  sobie  tutaj,  jedząc  mój  ryż  i  obserwując  stół  Hufflepuffu,  nie  muszę  się 

martwić  kłamcą  Prefektem  Naczelnym  i  wzbudzających  wrogość  współlokatorkach  albo 

faktem,  że  nie  mam  notatek  o  Drżącym  Eliksirze,  bo  zapomniałam  poprosić  Emmę  o 

odpisanie. Nie. Mogę siedzieć, zrelaksować się i robić moje dwie ulubione rzeczy. 

Jeść i ślinić się nad Amosem Diggorym. 

Czy życie może STAĆ SIĘ jeszcze lepsze? 

 

Środa, 3 Wrzesień, Sala Zaklęć 

Nienawidzę swojego życia. 

Nienawidzę swojego życia i nienawidzę moich głupich samo-kontrolujących się ust. 

Jeśli mogłabym pójść do sklepu z ustami i wymienić moje usta na inne, zrobiłabym to. I 

musiałabym mieć nadzieję, że moje nowe usta nie byłyby tak cholernie niezależne jak moje 

stare  usta,  ponieważ  wtedy  byłabym  w  wielkich  tarapatach  (dodatkowo  prawdopodobnie 

musiałabym  wrócić  do  sklepu  z  ustami,  a  myśl  o  takim  miejscu  nie  jest  dla  mnie  zbyt 

atrakcyjna). 

Po prostu tego nie rozumiem. Czy ja kiedykolwiek zrobiłam coś moim głupim ustom, co 

zrobiłoby  z  nich  takie  buntownicze?  NIE  ZASŁUGUJĘ  NA  TAKIE  MĘCZENNICTWO! 

NAPRAWDĘ! 

Chcę  powiedzieć,  że  idealni  ludzie  jak  Elisabeth  Saunders  zasługują  na  usta  takie  jak 

moje. Nie już-ponoszący-porażkę-w-życiu ludzie, tacy jak ja. 

Jeżeli  Elisabeth  Saunders  zrobiłaby  z  siebie  kompletnego  głupka,  zostałaby  prawie 

wykopana  z  bardzo  ważnego  przedmiotu,  a  POTEM  zaczęłaby  wypłakiwać  sobie  oczy  przed 

jej  (dawnym?)  wrogiem/Prefektem  Naczelnym/dopiero-co-zrobionym-korepetytorem-w-

transmutacji,  ja  prawdopodobnie  nawet  bym  się  z  niej  nie  śmiała!  Prawdopodobnie 

współczułabym  dziewczynie,  nawet,  jeśli  jest  totalnym  głupcem.  Ale  nie,  takie  rzeczy  po 

prostu  nie  ZDARZAJĄ  się  Elisabeth  Saunders.  One  zdarzają  się  ludziom  jak  ja.  To  zawsze 

muszę być ja. Zawsze Lily. 

background image

29 

 

Dzisiejszy poranek zaczął się świetnie. Tak naprawdę to zaczął się bardziej niż świetnie. 

Tym  razem  faktycznie  zrozumiałam  eliksir.  Niemniej  eliksir,  na  którego  wskazówki 

zapomniałam  przepisać  poprzedniego  dnia!  Wiecie,  jaki  to  jest  wzrost  ego?  Dostałam 

NAJWYŻSZĄ  OCENĘ  na  moim  praktycznym  zadaniu!  To  jest  bardzo  ekscytujące,  biorąc  pod 

uwagę  to,  że  wiem,  iż  profesor  Abbott  mnie  nienawidzi  i  zmusiłaby  się  do  postawienia  mi 

najwyższej oceny, tylko wtedy gdyby mój eliksir był naprawdę genialny. Kto po tym nie byłby 

w dobrym humorze? 

Więc poszłam na Transmutację w radosnym i szampańskim nastroju (coś, co nie zdarza 

się  zbyt  często),  nawet  nie  przejmując  się  faktem,  że  jestem  absolutnie  OKROPNA  w 

Transmutacji  i  tym,  że  ten  łżący  palant  Prefekt  Naczelny  –  do  którego,  tak  poza  tym,  nie 

powinnam nigdy więcej się odzywać – siedział za mną i gawędził z moimi koleżankami. 

- Wszyscy siadać! Zająć swoje miejsca! – powiedziała profesor McGonagall na początku 

lekcji.  Wszystkie  rozmowy  natychmiast  ucichły,  a  oczy  każdego  skierowały  się  na  profesor 

stojącą  na  przodzie  klasy.  –  Dziękuję  –  rzekła  McGonagall  i odwróciła  się  do  tablicy  za  nią i 

zaczęła pisać. 

USTNA TRANSMUTACJA ZWIERZĘCIA. 

Ugh.  Nawet  pisanie  tego  teraz  sprawia,  że  chcę  umrzeć  ze  wstydu.  Ale  gwoli 

sprawiedliwości  nigdy  nie  miałam  żadnego  talentu  w  Transmutacji.  Jestem  znakomita  w 

Zaklęciach i robię o wiele więcej ponad przeciętną na Obronie, ale Transmutacja? Nigdy. Tak 

naprawdę nigdy nie powinnam była być w tej klasie. McGonagall nigdy nie bierze kogoś, kto 

ma  poniżej  Powyżej  Oczekiwań  na  Sumach  do  jej  owutemowych  klas,  a  mi  z  pewnością 

daleko do tego. Jednakże jakimś dziwnym cudem przekonałam McGonagall by zabrała mnie 

do  swojej  klasy  z  obietnicą  uczenia  się  jak  szalona  przez  wakacje  i  zapewnieniem,  że  się 

poprawię. Sądzę, że zgodziła się tylko, dlatego że mnie faworyzuje (czemu tak bardzo mnie 

lubi  nie  mam  zielonego  pojęcia.  To  znaczy,  jeśli  zamierzasz  kogoś  faworyzować,  wybierz 

ekstra  niezwykłe  dziecko  z  niewyczerpanymi  talentami.  Dlaczego,  u  licha,  McGonagall 

wybrała  przeciętny,  nudny  kawałek  ciała  ludzkiego,  jak  ja,  do  faworyzowania  to  jest  ponad 

moje rozumowanie). Powinnam uczyć się całe wakacje (co robiłam… czasami) i McGonagall 

miałaby osądzić moją poprawę i powiedzieć mi, czy mogę zostać w klasie, gdy wrócę w tym 

semestrze.  Byłam  –  i  wciąż  jestem  –  zdeterminowana  by  zostać  w  tej  klasie,  ale  sprawy  w 

moim  życiu  zawsze  wydają  się  znaleźć  sposób  by  się  zagmatwać.  Wiem,  że  Aurorzy  muszą 

znać  Transmutację  i  tak  dalej,  ale  szczerze,  jeśli  tego  nie  rozumiesz,  to  nie  rozumiesz.  Nie 

mogą  zrobić  dla  mnie  wyjątku?  Jestem  pewna,  że  JEDEN  Auror  bez  talentu  w 

Transmutowaniu nie byłby zły. Mogę trzymać się Zaklęć. To umiem. 

- W porządku. – McGonagall odwróciła się znowu do klasy, patrząc na każdego z nas jej 

krytycznym  wzrokiem.  Nienawidzę,  gdy  to  robi.  –  Wczoraj  wszyscy  odświeżyliście  swoje 

związane  wakacjami  wspomnienia  teorii  Zwierzęcej  Transmutacji  i  teraz  będziecie  rzucać 

zaklęcia  ustne.  Pamiętajcie  by  machnąć  swoją  różdżką  we  właściwym  kolistym  ruchu  i  by 

background image

30 

 

myśleć  jasno  o  zmienianiu  cętkowanych  jaszczurek  przed  wami  w  kurczaki.  Czy  wszyscy 

rozumieją? 

Ciche pomruki zgody przeszły przez klasę. Wewnętrznie zaczęłam wpadać w panikę. 

- Dobrze. – McGonagall kiwnęła szorstko głową. Jej oczy pomknęły ku końcowi klasy. – I 

nie chcę mieć absolutnie żadnych dziwnych spraw – Black, Potter, rozumiecie mnie? 

Wiele  dziewczyn  zachichotało,  kiedy  obydwoje  niewinnie  potaknęli.  Co  za  głupie 

palanty. 

-  Dobrze  –  powiedziała  znowu  McGonagall,  wciąż  obserwując  podejrzanie  dwóch 

chłopaków. – Możecie zacząć. 

Jasne. 

Zacząć. 

Pewnie. 

Żeby tylko

Siedziałam tam przez chwilę, patrząc jak Emma z łatwością zmienia swoją jaszczurkę w 

kurczaka  i  z  powrotem.  Potem,  szukając  odrobiny  współczucia  odwróciłam  się  do  Grace, 

mając  nadzieję,  że  ona  może  mieć  odrobinę  trudności,  jak  ja,  ale  moje  poszukiwania 

skończyły  się  rozczarowaniem,  bo  Grace  również  łatwo  osiągnęła  kurczaka.  Szybkie 

spojrzenie  za  nas  pokazało  mi,  że  dwójka  Huncwotów  także  zdołała  przemienić  swoje 

jaszczurki  i  przenieśli  się  na  inną  formę  rozrywki.  Syriusz  właśnie  próbował  przekonać 

swojego kurczaka do zaatakowania tego Pottera, który z kolei szturchał swojego kurczaka w 

przeciwną  stronę.  Ostrożnie  odwróciłam  się  do  mojej  jaszczurki,  patrząc  na  nią  krytycznie. 

Nie  WYDAWAŁO  się  to  zbyt  trudne.  Każdy  inny  umiał  to  zrobić,  czemu  ja  nie?  Umiem. 

Totalnie umiem.  

Merlinie, dlaczego jestem taka głupia? 

Podniosłam  swoją  różdżkę  z  biurka,  zdecydowana  zmienić  tę  cholerną  jaszczurkę  w 

kurczaka za wszelką cenę. Sprawdziłam swoje notatki ostatni raz przed poderwaniem się na 

coś niemożliwego. 

Animus Nero – powiedziałam cicho, machając różdżką w wyznaczonym wzorze. Jednak, 

najwyraźniej, to nie był właściwy wyznaczony wzór, ponieważ zamiast kurczaka przede mną 

stało  piórkowane  ciało  jaszczurki  z  bardziej  głową  kurczaka  i  oślizgłym  ogonem.  Kurczako-

jaszczurka. 

background image

31 

 

Oczywiście  ta  zła  transmutacja  mogłaby  nie  być  taka  zła,  gdybym,  naturalnie,  nie 

stworzyła opętanego jaszczurko-kurczaka, który zdecydował, że to stosowne zrobić ogromne 

zamieszanie. 

-  KKKUUUUUUUUUKKKKKKKKKKKKKKKK!  –  Pół  jaszczurka/pół  kurczak  wrzasnęło  (w 

zdumiewająco wysokim tonie jak na tak małe zwierzę, tak na marginesie). Od razu wszystkie 

głowy  odwróciły  się  w  moją  stronę,  gdy  kurczak  zeskoczył  z  biurka  i  ruszył  na  upragnioną 

ścieżkę wojenną. 

Chaos  zaczął  się,  kiedy  oszalałe  zwierzę  walnęło  wprost  w  krzesło  Jervisa  Renneta, 

sprawiając, że biedny Jervis wywrócił się na Penny O’Jene, która wrzasnęła raczej głośno do 

ucha Jervisa. Potem kurczak utorował sobie drogę na biurko Tammy Turner, przestawiając jej 

pergamin i pióra we wszystkie dziwne kierunki, powodując, że Tammy zaczęła wykrzykiwać 

nieprzyzwoitości  w  jakimś  obcym  języku,  który  brzmiał  trochę  jak  Trytoński.  Robiąc  tamto, 

nagle zdecydował dać swoje zaplamione atramentem stopy na delikatne ramię Carrie Lloyd. 

-  ZDEJMIJ  TO!  FUUUUU!  ZDEJMIJ  TO  ZE  MNIE!  –  krzyczała  do  swojego  partnera 

Timmy’ego  Ricksa,  który  wydawał  się  uważać  tę  sytuację  za  bardzo  komiczną  i  nie  był  w 

stanie pomóc z powodu tego, że tak bardzo się śmiał. 

W tym momencie cała klasa była w kompletnym chaosie, gdy moja kreatura odbijała się 

od  jednego  biurka  do  drugiego,  skacząc  po  ludziach,  niszcząc  zadania  i  siejąc  spustoszenie 

gdziekolwiek  poszła.  Jedyną  osobą,  która  wydawała  się  bardzo  dobrze  bawić  w  tym  całym 

fiasku  był  Syriusz,  który  głośno  oświadczył  do  swojego  kurczaka,  że  powinien  podążyć  za 

przykładem  mojej  kreatury.  Mocno  pragnęłam  by  podłoga  otworzyła  się  pode  mną  i  całą 

mnie  pochłonęła.  Mogłam  sobie  tylko  wyobrazić  jak  bardzo  czerwona  moja  twarz  już  była. 

Cały  czas  podążałam  wzrokiem  za  moim  oszalałym  zwierzakiem,  wmawiając  sobie  bym  nie 

wybuchła płaczem. 

Szaleństwo w końcu się skończyło, gdy McGonagall zrzuciła dosyć dużą edycję Kącików i 

Szczelin  Transmutacji  na  chaotyczną  bestię.  Wspólne  westchnienie  przeszło  przez  klasę, 

zanim  napięcie  znowu  wzrosło  i  poczułam  jak  wzrok  wszystkich  przemieszcza  się  z  wtedy 

nieprzytomnego zwierzaka do jego twórczyni. 

Mnie. 

- Panno Evans – odezwała się cicho McGonagall, powoli unosząc spojrzenie z kreatury na 

mnie. – Proszę zostać po zajęciach. 

Tylko wyraz jej oczu – rozczarowanie, żal – wystarczył mi by pęknąć. Moje ciało zatrzęsło 

się  ze  strachu  i  nerwów.  Skinęłam  głową,  ale  ledwie.  Zbyt  bardzo  drżałam  by  zrobić 

cokolwiek innego. To było możliwie najgorsze wspomnienie w moim całym życiu. 

Po tym klasa się uspokoiła. Carrie Lloyd została wysłana do toalety dziewcząt po tym jak 

przestała  krzyczeć,  a  McGonagall  naprawiła  krzesło  Jervisa  Renneta,  tak  jak  biurko  Kiki 

background image

32 

 

Molter.  Każdy  zaczął  zbierać  swoje  rzeczy,  które  były  porozrzucane  w  różnych  miejscach 

wokoło klasy w wyniku szaleństwa mojego kurczaka. 

Ja  po  prostu  siedziałam  zmrożona  niepokojem  i  wstydem,  patrząc  jak  wszyscy  mnie 

obserwują. Żałosne uśmiechy i zmartwione spojrzenia były posyłane w moim kierunku, ale je 

zignorowałam. Byłam zbyt pochłonięta użalaniem się nad sobą. WIEDZIAŁAM, że powinnam 

więcej się uczyć! WIEDZIAŁAM! Ale nie, po prostu musiałam oglądać ten program w telewizji 

albo  musiałam  iść  zobaczyć  ten  film,  albo  musiałam  się  zdrzemnąć.  Widzicie,  co  się  dzieje, 

kiedy zwalniacie tempo? JESTEM NIEWĄTPLIWĄ PORAŻKĄ W ŻYCIU! 

Lekcja dobiegała końca i czułam wielką ulgę, że nie powstały inne problemy. 

- Potter – odezwała się McGonagall kilka minut przed końcem lekcji. – Zostań po lekcji. 

Potter podniósł wzrok zaskoczony. 

-  Ale  nawet  nic  jeszcze  nie  zrobiłem,  pani  profesor!  –  krzyknął,  patrząc  w  kierunku 

McGonagall szukając odpowiedzi. Głupiec chyba myślał, że jakieś dostanie. 

- Fakt, że powiedziałeś „jeszcze” nie może znaczyć nic dobrego, prawda, panie Potter? – 

Przyjrzała mu się podejrzliwie, jej wzrok wyrażał niesmak na jego „jeszcze”. Potter wzruszył 

ramionami, ale wciąż był wyraźnie zdezorientowany. 

Od  razu  zaczęłam  panikować  po  tej  małej  interakcji.  Czy  ona  o  mnie  zapomniała? 

Zamierzała wykopać mnie z klasy z Potterem stojącym TUŻ OBOK? Czy mogłaby być możliwie 

tak okrutna? McGonagall jest surowa, ale nigdy nie widziałam jej okrutnej. Poza tym co zrobił 

Potter?  Nie  mogłaby  porozmawiać  o  tym  innym  razem?  Powiedzmy,  kiedyś  gdy,  nie  wiem, 

NIE będę tutaj? Czy miała jakiekolwiek pojęcie co mi robiła

Lekcja  skończyła  się  kilka  minut  później,  co  było  dla  wszystkich  ulgą.  Cicho,  moje 

wnętrzności  panikowały,  patrzyłam  jak  wszyscy  oprócz  Pottera  i  mnie  zaczynają  powoli 

wychodzić  z  klasy,  szeptając  i  plotkując  o  bogatej  w  wydarzenia  lekcji.  Plotka  będzie 

swobodnie płynąć przez jakiś czas. 

-  Poczekamy  na  ciebie,  jeśli  chcesz  –  zaoferowała  Emma  z  pocieszającym  uśmiechem, 

pokazując gestem na zewnątrz klasy, gdzie ona i Grace chciały czekać. Potrząsnęłam głową, 

dalej nie w pełni kontroli nad moimi strunami głosowymi. 

-  Nie  martw  się  tym,  Lily  –  powiedziała  życzliwie  Grace,  wyraźnie  też  chcąc  mnie 

pocieszyć. – Każdy popełnia błędy. 

Tak, ale nie błędy szalonego-kurczaka

-  Jesteś  pewna,  że  nie  chcesz  byśmy  zaczekały?  –  zaoferowała  znowu  Emma.  –  Mamy 

tylko obiad. Nic się nie stanie, jeśli trochę się spóźnimy. 

background image

33 

 

Ponownie potrząsnęłam głową. 

-  Dobrze.  –  Westchnęła  lekko  Emma,  kładąc  pocieszycielsko  dłoń  na  moim  ramieniu.  – 

Przypuszczam, że zobaczymy się na obiedzie. 

Po  czym  ona  i  Grace  wyszły,  pozostawiając  tylko  Pottera,  McGonagall  i  mnie  w 

poprzednio wypełnionej klasie. Starałam się ignorować Pottera i spojrzałam wyczekująco na 

McGonagall. Siedziała przy swoim biurku, coś pisząc. 

-  Poczekaj  na  zewnątrz,  Potter  –  rozkazała  cicho,  nawet  nie  podnosząc  głowy. 

Wypuściłam  szybkie  westchnienie  ulgi,  gdy  zorientowałam  się,  że  McGonagall  nie  było 

wystarczająco okrutna by wykopać mnie z klasy przed nim. Patrzyłam cicho, jak Potter zbiera 

swoje rzeczy równie cicho. Jego spojrzenie biegało tam i z powrotem pomiędzy McGonagall i 

mną,  kiedy  pozbierał  ostatnią  ze  swoich  książek.  Odwróciłam  wzrok,  nie  chcąc  zobaczyć 

drwiny, którą niewątpliwie znalazłabym w jego wzroku. Wyszedł z klasy parę sekund później. 

Zamknął za sobą drzwi. 

- Proszę podejść, panno Evans. 

Moja  głowa  od  razu  odwróciła  się  do  McGonagall,  mój  żołądek  boleśnie  się  skurczył.  Z 

pewnymi  trudnościami  podeszłam  powoli  do  jej  biurka,  modląc  się  do  wszystkiego  i 

wszystkich, których znam.  

- Pani profesor… - zaczęłam. 

-  Miałyśmy  układ,  panno  Evans  –  przerwała  mi  cicho,  podnosząc  po  raz  pierwszy  raz 

wzrok. Skuliłam się, odmrugując łzy z moich oczu. Wyglądała na tak rozczarowaną. Chciałam 

umrzeć. 

- Wiem, pani profesor – szepnęłam smutno, patrząc na swoje buty. Nie mogłam dłużej 

patrzeć jej w twarz. 

- Powiedziałam ci, że pozwolę ci brać moje lekcje znowu w tym roku, a ty obiecałaś uczyć 

się  i  poprawić.  Nie  widzę  jakiejkolwiek  poprawy,  Lily.  –  Gdy  tylko  nazwała  mnie  „Lily” 

wiedziałam,  że  to  już  koniec.  Jej  głos  był  cichy,  lecz  surowy.  Zamknęłam  oczy,  starając  się 

skupić na tym co mówi, a także desperacko próbując powstrzymać wilgoć w moich oczach. 

Nigdy nie byłam bardziej zawstydzona, niż w tamtym momencie. 

- W-wiem. – Przełknęłam głośno ślinę, starając się pozbyć kulki emocji, która stanęła mi 

w gardle. – I uczyłam się, pani profesor! Naprawdę się uczyłam! 

- Nie mówię, że tego nie robiłaś, panno Evans, ale po prostu nie widzę jak mogłabym cię 

trzymać w tej klasie, jeśli nie możesz się poprawić. 

background image

34 

 

- Ale to tylko drugi dzień lekcji, pani profesor! Tylko straciłam trochę formę. – Mój głos 

załamywał się z każdym słowem. Zamierzała mnie wyrzucić, po prostu to wiedziałam. Już nic 

nie mogę z tym zrobić. Dlaczego w ogóle próbowałam z tym walczyć? 

-  Odtąd  będzie  tylko  trudniej,  Lily  –  powiedziała  mi  łagodnie.  –  To  wszystko  to  tylko 

podstawowy  przegląd.  Czy  naprawdę  chcesz  znowu  przechodzić  przez  kolejną  taką 

demonstrację? 

Potrząsnęłam głową, czekając na najgorsze. 

-  Przepraszam,  pani  profesor,  naprawdę,  ale  przyrzekam,  że  będę  bardziej  się  starać! 

Będę  cały  czas  się  uczyć!  Tylko  proszę  pozwolić  mi  zostać  w  klasie!  Potrzebuję  zostać  w  tej 

klasie.  –  Wiedziałam,  że  to  beznadziejny  przypadek,  ale  byłam  zdesperowana.  McGonagall 

westchnęła  głęboko  i  moje  wnętrzności  zaczęły  się  kruszyć.  –  Proszę  –  błagałam,  próbując 

ostatni raz obronić mój beznadziejny przypadek. Stałam tam cicho, tylko czekając na słowa… 

bojąc się słów… 

- Nie zamierzam wyciągnąć cię z klasy, panno Evans. 

Ona… ona nie… 

TAK!!!!!!!!!!!!!! 

-  Och,  dziękuję,  pani  profesor!  –  krzyknęłam  radośnie,  zapominając  się  pod  wpływem 

chwili  i  niemal  zarzuciłam  ramiona  wokoło  starszej  kobiety.  –  Dziękuję  pani  tak  bardzo! 

Poprawię  się,  naprawdę!  Będę  ciągle  się  uczyć  i poprawię  się  i  ja…  och, dziękuję!  –  Czułam 

taką ulgę, że ledwo co mogłam złapać oddech. Przysięgłam sobie wtedy, że będę bardziej się 

uczyła,  bez  względu  na  wszystko.  Przecież  nikt  nie  chciałby  Aurora,  który  zawalił 

Transmutację,  prawda?  Jednak  wciąż  miałam  małą  dziurę  w  brzuchu.  Co  jeśli  tego  nie 

zrobię?  Co  jeśli,  nieważne  jak  bardzo  będę  się  uczyła,  po  prostu  tego  nie  zrozumiem?  Co 

wtedy zrobię? Starałam się wypchnąć te krążące myśli z mojej głowy. Wciąż byłam w klasie i 

tylko to się liczyło. 

- Upewnię się tego, panno Evans – powiedziała surowo McGonagall, odciągając mnie od 

myśli. 

Spojrzałam na nią zdezorientowana. – Co ma pani na myśli? – zapytałam. 

McGonagall  zaczęła  przestawiać  swoje  rzeczy  na  jej  biurku,  gdy  spokojnie  wyjaśniła.  – 

Przydzielam ci korepetytora, panno Evans. Będziesz spotykała się z tym korepetytorem raz w 

tygodniu  przez  przynajmniej  jedną  godzinę.  Ucz  się  sama  tak  długo  jak  uznasz  to  za 

potrzebne,  ale  jeśli nie zobaczę  żadnej  poprawy,  będę  musiała  wyciągnąć  cię  z  mojej  klasy. 

Czy to jasne? 

Potaknęłam. 

background image

35 

 

Korepetytor. 

Hm. 

Nigdy wcześniej nie miałam korepetytora. Kto to mógłby być? Jak to będzie wyglądało? 

Czy on naprawdę mi pomoże? 

- Potter! 

Krzyk McGonagall wyrwał mnie z zadumy. Moje oczy przesunęły się do otwierających się 

za mną drzwi. Potter wrócił do klasy, wciąż wyglądając na zdezorientowanego. 

Spojrzałam niepewnie na McGonagall. Czy już ze mną skończyła? Powinnam teraz wyjść? 

Ale  kim  był  mój  korepetytor?  Kiedy  się  z  nim  spotkam?  Nie  wydawała  się  chcieć  podać 

jakąkolwiek z odpowiedzi. Odwróciłam się do Jamesa, który podszedł do biurka McGonagall i 

teraz stał obok mnie. 

-  Cokolwiek  to  jest,  pani  profesor,  nie  zrobiłem  tego  –  upierał  się  James,  patrząc 

poważnie na McGonagall. – To nie byłem ja, przysięgam. 

Musiałam  powstrzymać  śmiech,  kiedy  McGonagall  mu  się  przyjrzała.  Wyglądał  tak 

niewinnie.  W  każdym  razie  co  on  zrobił?  O  ile  wiem,  ostatnio  nic  nie  zostało  rozwalone  i 

nikogo kolor włosów nie został zmieniony. 

-  To  nic  takiego,  Potter  –  spojrzała  na  niego  surowo  –  tym  razem.  –  Znowu  zaczęła 

przestawiać swoje papiery. – Pamiętasz o czym z tobą wczoraj rozmawiałam? – Powróciła do 

swojego  pisania.  Znowu  zastanawiałam  się  czy  moja  obecność  była  tam  wymagana.  Jeśli 

Potter nie był za coś rugany, naprawdę nie było tutaj dla mnie nic do roboty. Poza tym co on 

robił? O czym wczoraj rozmawiali? 

- Korepetycje?  

Och, korepetycje. 

Chwila, KOREPETYCJE? 

I wtedy wszystko się ułożyło. 

- Tak, korepetycje – odparła McGonagall, kiwając głową. Odwróciła się do mnie. – Poznaj 

swojego nowego ucznia, Potter. 

Poznaj swojego nowego ucznia, Potter. 

Chciałam krzyczeć. 

Chciałam płakać. 

background image

36 

 

Chciałam  wziąć  słowa  i  je  wyrzucić.  Chciałam  zrobić  cokolwiek  oprócz  spojrzenia  na 

Jamesa Pottera. Ale oczywiście ja, będąc emocjonalnym wrakiem, którym wtedy byłam, nie 

zrobiłam nic, oprócz gapienia się. 

Czemu on? Mógłby to być ktokolwiek! DLACZEGO MUSIAŁA WYBRAĆ JEGO? 

-  Lily?  –  zapytał,  choć nie  byłam  pewna  czy  mówił  do  mnie  czy  do McGonagall.  Znowu 

wymówił moje pierwsze imię. Dlaczego wciąż to robi

-  Tak  –  odpowiedziała  McGonagall,  nie  podnosząc  wzroku.  –  Będziesz  od  teraz 

korepetytował panną Evans. 

Gapiłam  się  teraz  na  Pottera,  który  wyglądał  na  nieco  zbyt  zadowolonego  jak  na  mój 

gust.  Nigdy  nie  usłyszę  tego  końca.  Mogę  sobie  wyobrazić  rzeczy,  które  będzie  mówił… 

rzeczy, które powie ludziom… 

Cholera jasna. Nienawidzę go.  

-  Ale, pani  profesor  –  sprzeczałam  się, odzywając  się  pierwszy  raz odkąd  Potter  wszedł 

do  klasy.  –  Czy  Potter  nie  będzie  zbyt  zajęty  by  mnie  korepetytować?  To  znaczy,  ma 

Quidditcha  i  jego  obowiązki  Prefekta  Naczelnego.  Jestem  pewna,  że  ktoś  inny  może  to 

zrobić… 

Zdesperowana, powiecie?  

Z pewnością. 

-  Korepetytowanie  jest  jednym  z  jego  obowiązków  Prefekta  Naczelnego,  panno  Evans, 

tak jak i twoim. – Moje serce drgnęło na jej słowa. – Gdybyś to nie była ty, byłby to ktoś inny. 

Jednakże dziękuję za twój niepokój. 

Plan A udaremniony. Niech ją szlag. 

-  Sądzę,  że  zostawię  was,  byście  omówili  czas  spotkania.  –  McGonagall  podniosła  się  z 

miejsca, wysyłając nam znaczące spojrzenie, gdy stała. Pergamin, na którym wcześniej pisała 

trzymała  teraz  mocno  w  dłoni.  –  Mam  notatkę  do  dostarczenia  dyrektorowi.  Życzę  wam 

obojgu dobrego dnia. – Po czym bez słowa nas zostawiła. 

Samych. 

Myślę, że wtedy mój mózg zaczął w pełni zdawać sobie sprawę z sytuacji. 

Potter. 

James Potter był moim korepetytorem. 

Korepetytor był kimś, kto pomaga swoim uczniom. 

background image

37 

 

Potter, pomagać mnie? To nie było prawdopodobne. 

Jednak  musiałam  zaliczyć  tę  klasę.  Nie  miałam  wyboru.  Jeśli  się  nie  poprawię 

McGonagall nigdy nie pozwoli mi zostać w klasie, a wtedy nigdy nie zostanę Aurorem. Ale jak 

mam  się  poprawić,  kiedy  mój  korepetytor  jest  największym  palantem,  jakiego  znam?  Jak 

mam się poprawić, kiedy złożyłam sobie przysięgę, że nigdy więcej nie odezwę się do mojego 

tak zwanego „korepetytora”? Jak mam się poprawić, kiedy mój korepetytor mnie nie cierpi? 

Czy McGongall w ogóle zdaje sobie sprawę, z tego co zrobiła? Czy zdaje sobie sprawę, że 

moje  całe  życie  właśnie  spuściło  się  do  ścieków,  bo  przydzieliła  mi  bezwartościowego 

korepetytora?  Czy  ona  zdaje  sobie  sprawę,  że  nie  można  zostać  Aurorem  bez  zaliczenia 

owutemu z Transmutacji? CZY ONA TO WIE? 

Nie  mogę  uwierzyć.  Zawalę.  Potter  prawdopodobnie  zamierza  nakarmić  mnie 

fałszywymi wiadomościami, mówiąc mi że sobie radzę, ale tak naprawdę będzie śmiał się ze 

mnie i mojego kalectwa w Transmutacji. MERLINIE, on jest takim palantem! 

Podczas  gdy  ja  mierzyłam  się  z  moim  wewnętrznym  bredzeniem  przypuszczam,  że 

Potter  starał  się  ze  mną  porozmawiać,  bo  był  całkiem  zaskoczony,  kiedy  nagle  opadłam  na 

podłogę  i  zaczęłam  wypłakiwać  sobie  oczy  jak  szalona  (hej, byłam  emocjonalnym  wrakiem, 

pamiętacie? Nie miałam żadnej kontroli nad moimi nagłymi, impulsywnymi reakcjami). 

- Lily! – Natychmiast przy mnie upadł. – Wszystko w porządku? Co cię boli? 

O, jeeezu. Głupi dupek pomyślał, że byłam zraniona lub coś. 

-  Nic  mi  nie  jest!  –  zaszlochałam  gniewnie.  –  Po  prostu  zostaw  mnie  w  spokoju!  – 

Schowałam twarz w kolanach, kiedy płakałam mocniej. 

Sądzę,  że  wtedy  Potter  zorientował  się,  że  to  nie  jakieś  wewnętrzne  uszkodzenie  ciała 

doprowadziło  mnie  do  łez.  Mogłam  powiedzieć,  że  widocznie  był  zdziwiony  moimi  łzami  i 

trochę niepewny tym, co ze mną zrobić, bo poczułam jak nieznacznie odsunął się od mojego 

drżącego  ciała.  Wiedziałam,  że  był  zdezorientowany  co  zrobić  z  głupią  płaczącą  dziewczyną 

siedzącą  obok  niego  –  do  diabła,  też  bym  była  zdezorientowana!  –  ale  te  zmieszanie 

wydawało się powoli znikać, bo kilka sekund później poczułam jak jego ramiona oplatają się 

wokół mnie z wahaniem. 

Może  starał  się  być  pocieszający  (ha!),  ale  to  sprawiło,  że  jeszcze  bardziej  się 

zdenerwowałam.  Czy  on  nie  mógłby  po  prostu  zapomnieć  o  tym  głupim  kawale  czy  czymś, 

czym  to  było  i  wrócić  do  bycia  dla  mnie  niemiłym?  Już  niszczy  mi  życie,  dlaczego  musi  to 

jeszcze pogarszać? 

-  Odejdź!  – zawołałam w  jego  koszulę,  walcząc w  jego  uścisku.  Przynajmniej ta  koszula 

była  miła  w  dotyku.  Przypuszczam,  że  gdybym  miała  płakać  w  czyjąś  koszulę,  miło  jest 

wiedzieć, że ta była wygodna. 

background image

38 

 

-  Co  się  stało?  –  spytał  cicho,  nawet  trochę  nie  rozluźniając  swojego  mocnego  uścisku. 

Widocznie  nie  był  już  niepewny,  co  ze  mną  zrobić.  Również  nie  wydawał  się  sądzić,  że 

trzymanie  swojego  długoterminowego  wroga  w  intymnym  uścisku  było  niezręczne.  Ja, 

oczywiście, byłam tak zdezorientowana, że nie wiedziałam co myśleć. 

-  Powiedziałam  odejdź!  –  krzyknęłam  jeszcze  głośniej,  gdy  kontynuowałam  walczenie  z 

jego uściskiem. 

- Nie dopóki nie powiesz mi, co się stało! – odkrzyknął. 

O, tak. Z pewnością już nie nerwowy. 

Ale  jeśli  sądził,  że  zamierzałam  wyjawić  mu  moje  wszystkie  problemy  musiał  się 

rozczarować.  No  i  co,  jeśli  jest  miły?  No  i  co,  jeśli  jego  koszula  jest  wygodna?  JEST 

WSTRĘTNYM, GŁUPIM KŁAMCĄ! 

Wszystko! – krzyknęłam, jeszcze mocniej starając się od niego oderwać. Wydawało się, 

że to  wystarczająco  przyzwoita  odpowiedź. Zacieśnił  swój  uścisk  wokoło mnie.  Bolało,  więc 

przestałam się szamotać. Głupi palant. 

- Wszystko? – zapytał łagodnie, rozluźniając śmiertelny uścisk. 

- Tak! Jesteś teraz zadowolony? 

Potrząsnął głową. – Nie. 

Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. – Nie

- Nie – powtórzył. Chciałam krzyczeć we frustracji albo uderzyć go bardzo mocno w jego 

ładną buzię. Zamiast tego jeszcze bardziej się rozpłakałam. 

- Ugh! Po prostu odejdź

-  Nie,  dopóki  mi  nie  powiesz,  co  się  stało  –  dalej  się  upierał.  Poczułam  jego  palec  pod 

moją  brodą,  gdy  uniósł  moją  zalaną  łzami  twarz  do  siebie.  –  Powiedz  mi,  co  się  stało  – 

powiedział znowu. 

Mój umysł krzyczał, że to nie było normalne – że o coś musiało tutaj chodzić. Czemu on 

wciąż  był  dla  mnie  miły,  kiedy  ja  nie  tylko  byłam  niezwykle  niegrzeczna  (na  co  totalnie 

zasługiwał), ale także prawie wyszarpywałam się z jego ścisku? Zamiast splunąć mu w twarz, 

jak początkowo miałam zamiar, szybko zbadałam jego twarz, szukając jakiegokolwiek tropu 

na  to,  co  się  działo,  ale  niczego  nie  ujawnił.  Jego  wyraz  twarzy  był  pusty,  kiedy  czekał 

spokojnie na moją odpowiedź, a jego oczy wypełnione były dziwnym uczuciem, którego nie 

mogłam  rozpoznać.  Jednak  muszę  powiedzieć,  że  są  bardzo  ładne.  Chodzi  mi  o  jego  oczy. 

Nawet  jeśli  nie  zasługiwał  na  mnie,  będąc  niemiłą  (albo  zazwyczaj  niemiłą)  osobą.  Miałam 

nadzieję, że ofiaruje je Domu Nadziei czy coś. 

background image

39 

 

- Czemu w ogóle cię to obchodzi? – zapytałam go tak chłodno, jak zdołałam przez moje 

łzy. – Nie cierpisz mnie. 

Ostatnią  część  wypowiedziałam  raczej  tak,  jakby  była  to  powszechna  wiedza,  czym 

myślałam że była, ale Potter wyglądał na zdezorientowanego.  

- Nie, nie cierpię cię – odparł. – Wiesz o tym, prawda, Lily? 

Uch, nie, nie wiem.  

-  O  czym  ty  mówisz?  –  zapytałam,  zirytowana  że  on  choćby  zasugerował  inaczej.  To 

wszystko jest częścią jego wielkiego planu, po prostu to wiem. Pociesz płaczącą dziewczynę, 

powiedz jej, że jej nie nienawidzisz, ciągnij bycie panem Miłym i Szlachetnym, a potem zrób 

jej  kawał,  by  oszalała.  –  Nienawidzisz  mnie  od  pierwszego  roku.  Uczyniłeś  swoje  zamiary 

całkiem jasnymi.  

Westchnął głośno, potrząsając z żalem głową. – Nigdy cię nienawidziłem, Lily.  

Jaki kłamca z tego chłopaka! 

- Nie kłam! – krzyknęłam, sztyletując go wzrokiem. – Kim ty jesteś, jakimś patologicznym 

kłamcą czy co? 

- Kim jestem? – spytał tępo. 

-  Skłamałeś  wcześniej  i  kłamiesz  teraz!  –  wyjaśniłam  rzeczowo,  nie  fatygując  się  z  nie 

pokazywaniem złości w moim głosie. – Czy ty lubisz kłamać, czy jesteś po prostu chory i nie 

możesz się powstrzymać? 

Potter  jeszcze  raz  westchnął,  zabierając  ze  mnie  jedną  rękę,  by  sięgnąć  do  swoich 

włosów i je odepchnąć. – Nie chciałem wcześniej skłamać – powiedział. – Przepraszam. 

Musiałam powstrzymać niedowierzające prychnięcie. O czym on mówił? Jak możesz NIE 

chcieć skłamać? Kiedy kłamiesz, wiesz że kłamiesz. To znaczy, ja to powinnam wiedzieć, bo 

robię to wystarczająco często. I on na pewno wiedział! Uśmiechał się! Nie tylko wiedział, że 

to zrobił, ale również był z tego zadowolony! 

- Nie możesz nie chcieć skłamać – powiedziałam gniewnie. – Zrobiłeś to celowo. 

Potter walczył przez chwilę by znaleźć jego słowa. – Wiem – rzekł – ale… to było… nigdy 

nie chciałem… och, nieważne! Nie zrozumiesz. 

-  Udowodnij  –  odcięłam,  teraz  ciekawa,  jak  to  on  „nie  chciał  skłamać”,  w 

przeciwieństwie do wcześniejszego, gdy próbowałam przenieść rozmowę do innego tematu 

niż płacząca ja. Jeśli on mógł się zawziąć, to ja też. 

background image

40 

 

-  Nie,  dopóki  nie  powiesz  mi,  dlaczego  płaczesz  –  przeciwstawił  się  ze  znaczącym 

spojrzeniem. 

O cholera. 

Powinnam to przewidzieć. 

Nigdy nie zamierzałam mu powiedzieć, dlaczego histeryzowałam, oczywiście. Nawet jeśli 

był  miły  i  w  ogóle.  Tak  naprawdę  miałam  zamiar  wrzeszczeć  i  krzyczeć,  i  zrobić  przed  nim 

scenę, za to że wtrącił się w moją prywatną sprawę. Ale naturalnie moje znane usta wybrały 

ten konkretny moment by znowu zaatakować. Sądzę, że to mogło być przez jego głupie oczy, 

że  jakoś  moje  idiotyczne  usta  się  wygadały  (!),  ale  tak  czy  inaczej,  nie  dużo  później 

zorientowałam się, że wylewam z siebie całą historię z Transmutacji – moje okropne wyniki 

na  SUMAch,  mój  układ  z  McGonagall,  mój  problem  Aurora,  nawet  moje  wątpliwości  co  do 

jego korepetytowania – Jamesowi Potterowi na podłodze w klasie Transmutacyjnej.  

Taa, wiem, jestem idiotką. 

Słuchał  skupiony,  jakby  naprawdę  obchodziło  go,  co  mam  do  powiedzenia,  dlatego 

sądzę,  że  moje  usta  się  nie  zatrzymywały,  nawet  po  tym  jak  myślałam,  że  już  nie  ma  nic 

więcej  do  powiedzenia.  Potem  w  końcu,  gdy  moja  zdradziecka  buzia  ostatecznie  skończyła 

raczej  długi  kawałek,  zakończyłam  swoją  historię  z  uprzejmym  „Moje  życie  to  piekło  na 

ziemi”  i  wtedy  szybko  zamknęłam  usta,  mentalnie  cały  czas  się  kopiąc.  Potter  wydawał  się 

czekać,  by  zobaczyć  czy  skończyłam,  zanim  coś  powiedział  lub  zrobił.  Wydawał  się  trochę 

oszołomiony, że tak łatwo się poddałam. Kilka sekund przesiedzieliśmy w ciszy, zanim zaczął 

się śmiać. 

-  To  wszystko?  –  zapytał  z  uśmieszkiem.  Zmarszczyłam  na  niego  brwi.  –  Naprawdę 

myślałem, że to było coś ważnego. 

- To jest ważne! – warknęłam. 

Znowu się roześmiał, nie zwracając uwagi na mój gniewny stosunek. – Słuchaj – zaczął, 

posyłając mi mały uśmiech. – Po pierwsze każdy ma swoją należną część problemów. Każdy 

w  pewnej  chwili  sądzi,  że  jego  życie  jest  piekłem  na  ziemi  –  do  diabła!  Ja  też  nienawidzę 

swojego życia! I po drugie, nie zawalisz Transmutacji. Po to właśnie tutaj jestem. 

Brzmiał  tak  szczerze,  mówiąc  ostatnią  część,  że  prawie  mu  uwierzyłam.  Prawie.  To 

znaczy, chciałam mu uwierzyć, naprawdę, ale to James Potter, o którym tutaj mówimy. Tym 

samym  Jamesie  Potterze,  który  mnie  okłamał.  Tym  samym  Jamesie  Potterze,  który 

nienawidził  mnie  od  pierwszego  roku  (nawet  jeśli  twierdzi,  że  wcale  nie.  To  również  było 

kłamstwo). Po tym wszystkim, czemu miałabym mu teraz wierzyć? 

-  Ty  zamierzasz  mi  pomóc?  –  spytałam,  nie  ukrywając  jawnego  sarkazmu.  –  Jasne.  Na 

pewno. 

background image

41 

 

- Pomogę! – upierał się, wciąż wyglądając na bardzo szczerego, choć wiedziałam że nie 

był. 

Przewróciłam oczami. – Zrobisz to? – spytałam beznamiętnie. 

-  Oczywiście,  że  tak!  –  odparł.  Rzuciłam  mu  podejrzliwe  spojrzenie.  Jego  ramiona 

opuściły moje ciało i złożyły się w geście „przysięgi”. – Święta Obietnica Huncwota. 

Znowu  przewróciłam  oczami.  –  Jakbym  miała  uwierzyć  w  jakąkolwiek  obietnicę,  którą 

wasza czwórka składa! – zaśmiałam się. Cóż, przynajmniej miał być to śmiech. Zaczęłam tak 

jakby kaszleć w połowie, więc był to bardziej atak kaszlu niż beztroski śmiech. 

-  W  porządku?  –  zapytał  Potter,  gdy  mój  kaszel  ucichł  na  trochę.  Widziałam  jak  sam 

próbuje powstrzymać śmiech. 

- Tak – wydusiłam.  

-  Dobrze.  –  Uśmiechnął  się  i  potaknął.  Patrzyłam  jak  podnosi  się  z  podłogi  i 

wyprostowuje. Wtedy podał mi dłoń, pomagając mi również się podnieść. 

- Dzięki – wychrypiałam, kaszel jeszcze mnie na dobre nie opuścił. 

- Nie ma problemu – odpowiedział z kolejnym uśmiechem. Odwróciłam od niego wzrok i 

zajęłam się ścieraniem niewidocznego kurzu z mojej spódnicy. Pomyślałam, że jeśli nie będę 

na  niego  patrzeć,  to  może  będę  mogła  po  prostu  zapomnieć,  że  to  wszystko  w  ogóle  się 

wydarzyło. 

-  A  więc.  –  Potter  spojrzał  na  mnie  wyczekująco,  widocznie  nie  wiedząc  co  jeszcze 

powiedzieć.  Jeśli  chciał  ponowić  rozmowę,  to  oszalał.  Sądzę,  że  wystarczająco  się  dziś 

wygadałam, dziękuję bardzo. 

Nie  wiedziałam  ile  czasu  musiało  minąć,  ale  wiedziałam,  że  musiało  trochę  minąć  od 

momentu, gdy wypaplałam całą historię życia biednemu facetowi. Wydawało się to szalone, 

że naprawdę rozmawiałam z Jamesem Potterem przez ten cały czas. Czy to w ogóle możliwe? 

Nigdy bym tak nie pomyślała. 

- Ja… lepiej będę już szedł – powiedział w końcu Potter, przerywając ciszę. – Obiad i w 

ogóle. 

-  Taa.  –  Potaknęłam,  ocierając  oczy  i  mając  nadzieję,  że  nie  wyglądałam  aż  tak  bardzo 

strasznie. – Obiad. Racja. 

Była  kolejna  chwila  ciszy,  zanim  Potter  powiedział:  -  Ale  z  tymi  korepetycjami…  mam 

Quidditch w poniedziałki i piątki, więc co powiesz na jutro? Powiedzmy, około 8? 

background image

42 

 

Znowu potaknęłam, choć wciąż nie byłam pewna, czy te korepetycje w ogóle będą tego 

warte. Co jeśli palant naprawdę nakarmi mnie fałszywymi informacjami? Co jeśli nie potrafi 

mi pomóc? Co wtedy, u licha, zrobię? 

- Okej. – Wyglądał jakby dostał ulgi, że faktycznie się zgodziłam. – Spotkamy się w pokoju 

wspólnym, tak? 

Głupio potaknęłam raz jeszcze. Uśmiechnął się do mnie, po czym zabrał swoje rzeczy z 

biurka.  Patrzyłam,  jak  idzie  do  drzwi,  ale  z  jakiegoś  powodu  miałam  wyraźne  uczucie,  że 

nasza rozmowa nie może się na tym skończyć. 

Powinnam  oczywiście  wiedzieć,  że  moje  zdradzieckie  usta  mogą  z  łatwością  zająć  się 

takim czymś. 

- Potter! 

Odwrócił  się,  by  na  mnie  spojrzeć,  wyglądając,  jakby  oczekiwał  takiego  wybuchu. 

Przynajmniej ktoś z nas. 

- Uch… cóż… eee… dzięki. Za, eee…. że pozwoliłeś mi na siebie krzyczeć. 

O, Merlinie. 

Czy to naprawdę wyszło z moich ust? 

Jestem taką idiotką. 

Co  on  musiał  sobie  w  tym  momencie  o  mnie  myśleć,  mogę  tylko  zgadywać.  Było  to 

prawdopodobnie coś typu „cholerny dureń”. 

- Nie ma sprawy – zaśmiał się. 

Tak, Duży Dureń Lily. 

Posłał  mi  ostatni  uśmiech  zanim  znowu  ruszył  do  drzwi.  Próbowałam  odwzajemnić 

uśmiech najlepiej jak mogłam, ale byłam wtedy tak czerwona, że naprawdę nie sądzę, by to 

miało znaczenie. 

Szybko  odwróciłam  się  do  swoich  książek,  które  były  porozrzucane  po  moim  biurku, 

starając się nie myśleć o naszej poprzedniej rozmowie. Był tylko jeden sposób, by dowiedzieć 

się  czy  Potter  naprawdę  był  kłamcą,  za  jakiego  go  sobie  wyobrażałam,  i  było  to  przejście 

przez te całe korepetycje. Kto wie, może naprawdę mówił prawdę. Może mógł mi pomóc. 

- Lily! 

Podniosłam  głowę  na  dźwięk  mojego  imienia.  Potter  opierał  się  o  framugę,  patrząc  na 

mnie wyczekująco. Czego chciał tym razem? 

background image

43 

 

- Hm? 

Próbowałam  brzmieć  tak  zdawkowo,  jak  to  możliwe.  Oczywiście  nie  ma  żadnego 

powodu  dla  którego  nie  powinnam  brzmieć  zdawkowo.  To  po  prostu  Potter.  Nawet  jeśli 

wyskoczyłam mu z moją całą historią życia. 

- James – powiedział po prostu. 

Spojrzałam na niego zdezorientowana, sądząc, że to rozwinie. – Co? – zapytałam. 

- Moje imię – mówił tym samym prostym tonem – to James. 

Posłałam mu dziwne spojrzenie. – Wiem o tym – powiedziałam z nerwowym chichotem. 

Jak miałam wiedzieć, o czym on mówi? 

- Tak więc myślę, że tak powinnaś mnie nazywać, prawda? 

Moje ciało zamarło. Wpatrywałam się w niego z totalnym niedowierzaniem. 

Czy  on  właśnie  powiedział  to,  co  myślę,  że  powiedział?  Czy  on  naprawdę  właśnie  mi 

powiedział, bym nazywała go Jamesem? Po sześciu latach stałego nazywania się nazwiskami, 

on mi to teraz mówi? 

- Eee, taak – wykrztusiłam. – T-tak sądzę. 

Uśmiechnął się szeroko. – W porządku. – Po czym kompletnie zniknął. 

Teraz pytam was, co w tym wszystkim chodziło? Co on wyprawiał? Co on musi sobie o 

mnie myśleć? 

Chwila, czemu w ogóle mnie obchodzi, co on myśli? Zdanie Pottera nigdy wcześniej się 

nie liczyło! Co, dwa dni niezwykłej uprzejmości i nagle jest moim cholernym idolem czy coś? 

Naprawdę  muszę  to  przestać.  Przecież  to  po  prostu  Potter.  Głupi,  zarozumiały  dupek, 

którego nienawidziłam od pierwszego roku… prawda? 

PRAWDA? 

 

Później, Dormitorium 7-rocznych Dziewcząt 

Pomyślelibyście, że ludzie mają inne rzeczy do rozmawiania. 

Poważnie. Jakby oni wszyscy nie mieli żadnej przyzwoitej plotki od wieków. 

To  znaczy  wiem  że  była  to  pełna  wydarzeń  lekcja,  ale  mielibyście  nadzieję,  że  ludzie 

mogliby znaleźć rozrywkę w czymś innym niż robienie z Prefekta Naczelnego głupka. 

background image

44 

 

Fakt,  że  nie  mogłam  nawet  skończyć  swojej  kolacji  (która  zawierała  CZTERY  różne 

rodzaje  ryżu,  tak  na  marginesie),  z  powodu  wszystkich  spojrzeń  i  wytykania  palcami, 

naprawdę  powinien  coś  mówić  o  moim  kochanym  ciału  uczennicy.  Miałam  nadzieję,  że 

zrozumieją, że nikt nie jest idealny, a najmniej ja, i po prostu przestaną, ale tak się nie stało. 

To naprawdę nie jest stosowne. Wiem, że jestem Transmutacyjną porażką, ale nie muszą mi 

tego wtykać w twarz. 

Powiedziałam  Grace  i  Emmie  o  całym  „Potterowo/Jamesowym”  zdarzeniu,  gdy 

wróciłyśmy do dormitorium. Wydawały się myśleć, że to doskonale naturalne. Najwyraźniej 

„doszukuję się więcej niż potrzeba” w całej sytuacji. Jak głupio z mojej strony. 

-  To  dobrze,  że  próbuje  się  pogodzić  –  powiedziała  Grace.  –  Wasze  głupie  kłótnie 

ciągnęły się zbyt długo. 

To  prawdopodobnie  prawda.  Cała  sprawa  kłótni  naprawdę  jest  jakoś  głupia.  Ale  to 

zawsze on zaczynał ze mną. Ja nigdy nie zaatakowałam go, bez sprowokowania. 

- James jest bardzo dobry w Transmutacji – powiedziała mi Emma względem korepetycji. 

–  Będzie  dobrym  korepetytorem.  Musisz  tylko  bardziej  się  uczyć.  Pozwól  Jamesowi  robić 

swoją część, ale upewnij się, że również robisz swoją. 

Powiedziałam  im  także  o  dniu  na  Kings  Cross  i  o  myśli  o  kawale.  Grace  uważała  to  za 

absurd. 

- Jest miły i od razu myślisz, że to żart? – zapytała z dziwnym wyrazem twarzy. 

-  To  samo  powiedział  –  wymamrotałam  cicho,  czując  teraz  trochę  poczucie  winy. 

Wcześniej wydawało się to ważnym wyjaśnieniem. Co innego mogłoby to być? 

- Cóż, może tak po prostu nie myślisz – powiedziała. – Może jest inny powód, z którego 

nie zdajesz sobie sprawy

Wtedy wiedziałam, że ona wiedziała o czymś, o czym ja nie. Nie cierpię, gdy robi tą całą 

„tajemniczą” grę. Nigdy nie można z niej nic wyciągnąć, kiedy taka jest. Zawsze oczekuje od 

ciebie, że dokładnie wiesz, o czym ona mówi. I tak nigdy nie umiem zrozumieć, co próbuje mi 

powiedzieć,  więc  po  co  przejmować  się  mówieniem  czegokolwiek?  Czy  dezorientowanie 

mnie jest takie śmieszne? 

- Albo może jest to dokładnie to, o czym myślę – odparłam uparcie. Nie mogłoby to być 

nic innego. Nie BYŁO żadnego innego powodu. 

Grace tylko potrząsnęła głową i rozmowa się skończyła. 

Naprawdę nienawidzę gdy to robi.