background image

BY

Ć

 CZECZENEM - POKÓJ I WOJNA WIDZIANE OCZAMI CZECZE

Ń

SKICH 

UCHOD

Ź

CÓW 

Wpisał: Administrator 

   

23.07.2008. 

Ksi

ąŜ

ka zawiera prace uczniów czecze

ń

skich, 

po

ś

wi

ę

cone przeszło

ś

ci i tera

ź

niejszo

ś

ci Czeczenii. 

Odzwierciedlaj

ą

 one osobiste do

ś

wiadczenia 

autorów, dzieje ich rodzin i losy ró

Ŝ

nych ludzi na 

tle historii Czeczenii. Prace te zostały wybrane 
spo

ś

ród wypracowa

ń

, przysłanych na konkurs 

Stowarzyszenia Memoriał „Człowiek w historii. 
Rosja – wiek XX”  
w latach 2003-2004. Doł

ą

czono równie

Ŝ

 prace 

czterech uczniów rosyjskich, po

ś

wi

ę

cone losom 

uchod

ź

ców czecze

ń

skich w Rosji.

Tytuł oryginału: 

Быть

 

чеченцем

Мир

 

и

 

война

 

глазами

 

школьников

 

Tłumaczenie: Aniela Czendlik

 

 

 

 

 

 

Spis tre

ś

ci: 

 
Wst

ę

p - Czecze

ń

ska pami

ęć

 

 
I. „póki 

Ŝ

yw b

ę

d

ę

…“ 

Moje lata 
Historia dla moich dzieci 
Pod bombami 
Dzie

ń

 Artylerzysty 

Dopóki 

Ŝ

ycia stanie 

Prze

Ŝ

yli

ś

my trzy wojny 

Samaszki 
Niebo nad Gudermesem 
 
II. „Zgromadz

ę

 swoje dzieci…” 

„Bohcza” mojej babci 
Jestem z tejpu „terło” 
Znowu wojna 
Jestem Czeczenk

ą

, córk

ą

 Czeczenów 

Gdzie ja zbior

ę

 swoje dzieci? 

Mój pradziad – Salam-mułła 
Czecze

ń

ska rodzina: zwi

ą

zek epok i pokole

ń

 

Mój pradziadek Abdul-Kadyr-Kaimow 
Nasz los 
 
III. „Lubi

ę

 ogl

ą

da

ć

 stare fotografie” 

Rachimat i babcia Ola 
Czecze

ń

ski Jesienin 

Wiara, nadzieja, miło

ść

 Lidy Jandijewej 

Losy Jesimat 
Niedole wajnachskich kobiet 
Krwawy popiół Chajbachu  
 
IV. „Lekcje, które niczego nie ucz

ą

…” 

Strona 1 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Rosjanie i Czeczeni! Dlaczego nie mo

Ŝ

emy 

Ŝ

y

ć

 w zgodzie? 

Czeczenia. Powiedz mi, 

Ŝ

ołnierzu, co ci

ę

 boli… 

Nie powinno by

ć

 na ziemi obcych sobie ludzi 

Lekcje, które niczego nie ucz

ą

 

 
Suplement 
Rosja i Czeczenia: krótka chronologia wzajemnych powi

ą

za

ń

 

Dzieci przeszło

ś

ci = dzieci tera

ź

niejszo

ś

ci 

O konkursie „Człowiek w historii. Rosja – wiek XX”

  

By

ć

 Czeczenem: 

pokój  i wojna widziana oczami czecze

ń

skich uczniów

Ksi

ąŜ

ka  zawiera  prace  uczniów,  głównie  szkół  czecze

ń

skich  z  lat  2003-2004, 

przysłane  na  ogólnorosyjski  konkurs  historyczny  „Człowiek  w  historii.  Rosja  –  wiek  XX”, 
ogłoszony  przez  Stowarzyszenie  „Memoriał”.  Wydanie  ukazało  si

ę

  dzi

ę

ki  Urz

ę

dowi 

Głównego  Komisarza  ONZ  ds.  Uchod

ź

ców,  programowi  „Migracja  i  prawo”,  Centrum 

Ochrony  Praw  Człowieka,  Stowarzyszeniu  „Memoriał”  i  portalowi  internetowemu  „W

ę

zeł 

Kaukaski”. 

 

 

Czecze

ń

ska pami

ęć

 

          Irena Szczerbakowa, dyrektor programu Stowarzyszenia O

ś

wiatowego „Memoriał”

 

„Okazuje  si

ę

Ŝ

e  do  szcz

ęś

cia  potrzeba  niewiele:  wystarczy  tylko 

ś

wiadomo

ść

Ŝ

e jeszcze 

Ŝ

yjesz” – tymi słowami ko

ń

czy si

ę

 jedna z pierwszych czecze

ń

skich prac, jakie 

napłyn

ę

ły na nasz konkurs.

 

Ogólnorosyjski konkurs historyczny „Człowiek w historii. Rosja – wiek XX” został 

ogłoszony  przez  Mi

ę

dzynarodowe  Stowarzyszenie  „Memoriał”  w  roku  1999.  Byli

ś

my 

zaskoczeni, 

Ŝ

e konkurs zyskał tak szeroki rozgłos: codziennie przychodz

ą

 do nas tysi

ą

ce 

prac ze wszystkich zak

ą

tków Rosji. Ale, trzeba przyzna

ć

, nie my

ś

leli

ś

my, 

Ŝ

e w tym chórze 

usłyszymy głosy czecze

ń

skich nastolatków. Wprawdzie temat wojny w Czeczenii, tak czy 

inaczej, wyst

ę

puje w pracach rosyjskich uczestników konkursu, bo jest obecny na łamach 

codziennej  prasy,  a  wojna  ta  wywołuje  du

Ŝ

y  odd

ź

wi

ę

k  w  społecze

ń

stwie  rosyjskim. 

Szczególnie  uwidacznia  si

ę

  w  opowiadaniach  o  losach  ojców  i  starszych  braci, 

prze

Ŝ

ywaj

ą

cych traum

ę

 w wyniku do

ś

wiadcze

ń

 - fizycznych i moralnych – doznanych na 

wojnie czecze

ń

skiej.

 

Uwa

Ŝ

ali

ś

my  za  spraw

ę

  zasadnicz

ą

,  by  w  nasz

ą

  „historyczn

ą

”  dyskusj

ę

  wple

ść

 

w

ą

tek  Północnego  Kaukazu,  zwłaszcza  czecze

ń

skich  uczniów,  a  przez  to  chocia

Ŝ

  w 

niewielkim stopniu zrozumie

ć

, co my

ś

l

ą

 o swojej historii.

 

             W  roku  2003  podj

ę

li

ś

my  starania,  aby  o  konkursie dowiedzieli si

ę

 nauczyciele i 

uczniowie  w  Czeczenii.  Przeprowadzenie  konkursu  w  tym  kraju  było  mo

Ŝ

liwe  dzi

ę

ki 

współpracy mi

ę

dzy portalem internetowym „W

ę

zeł Kaukaski” a koordynatorem  konkursu 

w Czeczenii, którym została Asijat Murtazalijewa.

 

Tym  niemniej  trudno  było  przypuszcza

ć

Ŝ

e  w  Czeczenii  znajd

ą

  si

ę

  nastolatki, 

które  by  zechciały  przesła

ć

  swoje  prace  do  Moskwy  na  konkurs.  Jak  pisze  jedna  z 

uczestniczek,  staraj

ą

c  si

ę

  ostro

Ŝ

nie  wyrazi

ć

  swoj

ą

  opini

ę

:  „Jestem  Czeczenk

ą

…  By

ć

 

mo

Ŝ

e, to niezbyt po

Ŝą

dana narodowo

ść

 w  ogólnorosyjskim konkursie”.

Strona 2 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

             Zach

ę

caj

ą

c  do  pisania  prac  historycznych,  zdawali

ś

my  sobie  jednocze

ś

nie 

spraw

ę

,  jak  trudno  cokolwiek  zdziała

ć

  bez  muzeów,  bibliotek  czy  archiwów.  Ilu 

czecze

ń

skim  rodzinom  udało  si

ę

  ocali

ć

  jakie

ś

  rodzinne  dokumenty?  O  jakich  archiwach 

rodzinnych  mo

Ŝ

na  mówi

ć

,  skoro  tam  brakuje  czasem  nawet  najbardziej  elementarnych 

warunków do 

Ŝ

ycia i nauki. „Pragn

ę

 – pisze jeden z uczestników konkursu - by ludzie po 

przeczytaniu tego wypracowania zrozumieli, 

Ŝ

e mamy ju

Ŝ

 do

ść

 

Ŝ

ycia w

ś

ród ruin naszych 

domów, bez 

ś

wiatła, ł

ą

czno

ś

ci, bez wody. Nasze osiedla s

ą

 daleko od głównej magistrali 

czy  centrów  handlowych.  Wieczorami,  kiedy  odrabiamy  lekcje,  nie  ma 

ś

wiatła, 

praktycznie nic nie wida

ć

, a rano znów to samo – przychodzimy do szkoły, nic nie wida

ć

ciemno w klasach”. (Przypominaj

ą

 si

ę

, przychodz

ą

ce równie

Ŝ

 na konkurs, opisy trudnego 

dzieci

ń

stwa w czasach Wojny Ojczy

ź

nianej.)

 

Byli

ś

my zdumieni ilo

ś

ci

ą

 prac, które napłyn

ę

ły na konkurs w latach 2003/2004. Z 

Czeczenii dostali

ś

my ich a

Ŝ

 155, to kilkakrotnie wi

ę

cej ni

Ŝ

 z innych, bardziej spokojnych 

rejonów kraju, ł

ą

cznie z Moskw

ą

 i Petersburgiem.

 

To  oczywiste, 

Ŝ

e  wypracowania  uczniów  czecze

ń

skich  ró

Ŝ

ni

ą

  si

ę

  od  prac  ich 

rówie

ś

ników  z  Rosji.  Ale  najwa

Ŝ

niejsza  ró

Ŝ

nica  nie  dotyczy  stopnia  „naukowo

ś

ci”  i 

umiej

ę

tno

ś

ci wykorzystania dokumentacji archiwalnej, ale głównie tego, 

Ŝ

e jest to cz

ę

sto 

opowiadanie nie o cudzej, ale o własnej przeszło

ś

ci, o tym, co autorzy sami prze

Ŝ

yli.

 

Dwie wojny, na których tle min

ę

ła znaczna cz

ęść

 

Ŝ

ycia czecze

ń

skich czternasto-

siedemnastolatków,  zmieniły  ich  w  wa

Ŝ

nych 

ś

wiadków  historii.  I  swoj

ą

  pami

ęć

stanowi

ą

c

ą

 mały wycinek cało

ś

ci, analizuj

ą

 ju

Ŝ

 jako cz

ęść

 zbiorowej pami

ę

ci narodu.

 

O  czym  zatem  pisz

ą

  autorzy  prac  przysłanych  z  Groznego  i  innych 

miejscowo

ś

ci,  których  nazwy  kryj

ą

  ogrom  smutku  i  cierpienia  –  Samaszki,  Gudermes, 

Argun, Szali?

 

Najstarsi z nich pami

ę

taj

ą

 strz

ę

py wydarze

ń

 z czasów pokoju przed rokiem 1994 

–  tzn.  sprzed  pierwszej  wojny  czecze

ń

skiej.  I  to  odległe 

Ŝ

ycie  jawi  im  si

ę

  prawie  jak 

opowie

ść

 o utraconym raju. (Niewa

Ŝ

ne, co rzeczywi

ś

cie sami pami

ę

taj

ą

,  a co przekazali 

im doro

ś

li.) Na tle wojennej zawieruchy i zniszcze

ń

, jako symbol cudownego, spokojnego 

Ŝ

ycia,  pojawia  si

ę

  głównie  Grozny,  przed  wojn

ą

  wielkie  i  porozrzucane  po  okolicznych 

wzgórzach  radzieckie  miasto.  Dzisiaj  uczniowie  czecze

ń

scy  „wspominaj

ą

”  go  tak: 

„Przypomina  si

ę

  Grozny  –  najpi

ę

kniejsze  miasto  w  Północnym  Kaukazie  –  ton

ą

cy  w 

zieleni. Jakie

Ŝ

 tu były parki, skwery, fontanny, ogromne sklepy, teatry, szkoły, uczelnie!”; 

„Mój dziadek  wspominał,  jakie to  było  miasto –  pi

ę

kne,  wysokie domy, kina, cyrk, kluby, 

ile było ludzi, młodzie

Ŝ

y, jak chodzili do teatru, do kina”.

 

Wszyscy wiemy, 

Ŝ

Ŝ

ycie w czasach radzieckich i poradzieckich bynajmniej nie 

było wspaniałe, ale nie ma z czym tego porówna

ć

. Oto, co zastali ci młodzi ludzie, kiedy 

doszli  do 

ś

wiadomego  wieku:  „W  co  dzisiaj  zmieniło  si

ę

  miasto?  Zburzone  domy, 

pogorzeliska, 

ś

miecie,  ogromne  dziury  w  drogach  –  same  ruiny.   Nie  ma  ani  jednego 

Ŝ

ywego  drzewka,  ani  jednego 

Ŝ

ywego  krzaczka,  wszystko  martwe.  Jakby  r

ę

ka 

ś

mierci 

starła wszystko z oblicza ziemi. Z dawnego Groznego zostały tylko ruiny i wspomnienia. 
Pozostały tu jedynie zdziczałe psy i ludzie, którzy nie maj

ą

 dok

ą

d pój

ść

, i do tego jeszcze 

Ŝ

ołnierze  z  broni

ą

  w  r

ę

ku,  którzy  od  rana  do  wieczora  chodz

ą

  po  domach  w 

poszukiwaniach nowych ofiar tłumacz

ą

c, 

Ŝ

e przeprowadzaj

ą

 kontrole”.

 

Obrazy, które utrwaliły si

ę

 w ich pami

ę

ci, a które oni staraj

ą

 si

ę

 nam przekaza

ć

w  wi

ę

kszym  lub  mniejszym  stopniu  zwi

ą

zane  s

ą

  z  wojn

ą

:  jak  wychodzili  przez  tzw. 

korytarze,  jak  ich  ostrzeliwano,  jak  całymi  dniami,  a  czasem  tygodniami  siedzieli  w 
piwnicach, jak wracali do na wpół rozwalonych domów i znów uciekali.

 

Strona 3 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Te nieko

ń

cz

ą

ce si

ę

 epizody zlewaj

ą

 si

ę

 w jedn

ą

 opowie

ść

: „Przez cał

ą

 drog

ę

 do 

wioski  Pobiedinskoje  rodzice  nie

ś

li  Dani

ę

  na  zmian

ę

.  Ja  razem  z  bratem,  licznymi 

kuzynami i kuzynkami szli

ś

my asfaltow

ą

 drog

ą

 razem z dorosłymi. Na plecach nie

ś

li

ś

my 

tornistry,  w  których  oprócz  ksi

ąŜ

ek  było  troch

ę

  jedzenia  i  jakie

ś

  zabawki.  Ludzi  było 

bardzo  du

Ŝ

o  i  prawie  wszyscy  pod

ąŜ

ali  w  tym  samym  kierunku.  Rzadko  mo

Ŝ

na  było 

zauwa

Ŝ

y

ć

  takich,  którzy  szli  w  kierunku  przeciwnym,  w  stron

ę

  miasta.  Byli  to  ci,  którzy 

szukali  swoich  krewnych.  W  nadziei  na  spotkanie  kogo

ś

  z  bliskich  przedzierali  si

ę

  pod 

pr

ą

d ludzkiego potoku i wpatrywali si

ę

 uwa

Ŝ

nie w twarze przechodniów”.

 

„Rozległ  si

ę

  wybuch  i  tumany  kurzu  zasłoniły  zarówno  ich  samych,  jak  i  nas, 

stoj

ą

cych w pobli

Ŝ

u. Cały czas trwała bezładna strzelanina i nadal nie mo

Ŝ

na było ustali

ć

kto  do  kogo  strzela.  Z  przyzwyczajenia  padli

ś

my  na  ziemi

ę

.  Wtedy  nast

ą

piło  kilka 

eksplozji granatów. Kobiety i dzieci próbowały wydosta

ć

 si

ę

 z tego ludzkiego kł

ę

bowiska. 

Wykorzystałem  niewielk

ą

  przerw

ę

  w  wymianie  ognia,  wyskoczyłem  i  pobiegłem  w 

kierunku  szkoły  nr  41,  sk

ą

d  przyszli

ś

my  na  skwerek”.  „Pierwszego  dnia  wojny  ja,  moja 

siostra  Marina i wszyscy moi  przyjaciele wracali

ś

my  ze szkoły. Nagle  nad nami  pojawiły 

si

ę

  samoloty,  a  potem  niedaleko  nas  usłyszeli

ś

my  wybuch.  Przybiegli

ś

my  do  domu 

przera

Ŝ

eni.  Nie  zastali

ś

my  tam  nikogo,  mama  była  w  pracy,  jest  nauczycielk

ą

  w 

młodszych  klasach,  a  tato  równie

Ŝ

  był  w  pracy,  jest  kierowc

ą

.  Po  chwili  poszli

ś

my 

sprz

ą

ta

ć

  schron, ale  za  bardzo nam  si

ę

  nie przydał. Z  ka

Ŝ

dym dniem było coraz gorzej, 

na moje miasto spadały bomby i pociski”.

 

Tak,  wojna  to  dla  nich  temat  najwa

Ŝ

niejszy,  ale  w  ich  pracach  nie  ma 

Ŝ

adnych 

prób  wyja

ś

nienia  sobie  i  innym,  dlaczego  zacz

ę

ła  si

ę

  pierwsza,  a  potem  druga  wojna 

czecze

ń

ska. Bez ko

ń

ca powtarza si

ę

 motyw: 

Ŝ

yli

ś

my  spokojnie, a nagle na nas napadli. 

Jednak  nie mo

Ŝ

na si

ę

 dziwi

ć

Ŝ

e nastolatki nie s

ą

 w stanie wyja

ś

ni

ć

 tego, czego doro

ś

li 

nie  potrafi

ą

  im  wytłumaczy

ć

.  Trafnie  napisała  dziennikarka,  komentatorka  wojen 

czecze

ń

skich,  Galina  Kowalska  w  jednym  ze  swych  artykułów:  „Wojna  czecze

ń

ska  to 

absurd w stylu Kafki. Podawane przyczyny nijak nie maj

ą

 si

ę

 do przebiegu wydarze

ń

, nikt 

te

Ŝ

  nie  stara  si

ę

  dotrze

ć

  do  prawdy.  Próby  znalezienia  jakiegokolwiek  racjonalnego 

uzasadnienia  tej  wojny  prowadz

ą

  donik

ą

d.  Rodz

ą

  si

ę

  mity  –  dziwaczne  i  niedorzeczne. 

Jednak nie bardziej niedorzeczne ni

Ŝ

 sama rzeczywisto

ść

”. Prace uczniów czecze

ń

skich 

stanowi

ą

 ilustracj

ę

 tych słów.

 

Jakkolwiek by doro

ś

li okłamywali si

ę

 nawzajem, nastolatki doskonale wyczuwaj

ą

 

fałsz  i  bezsilno

ść

  tych,  którzy  nie  potrafi

ą

  ich  ani  strzec,  ani  broni

ć

.  A  przekle

ń

stwa  pod 

adresem wojny, którymi upstrzone s

ą

 prace czecze

ń

skich uczniów, skierowane s

ą

 przede 

wszystkim do dorosłych (chocia

Ŝ

 wydaje si

ę

Ŝ

e donik

ą

d, w powietrze). „Nikt nigdy nie da 

rady wyperswadowa

ć

 mi, 

Ŝ

e najstraszniejszym złem na Ziemi jest wojna. Niestety, młode 

pokolenie Czecze

ń

ców dowiedziało si

ę

 o niej nie z ksi

ąŜ

ek czy filmów. Ona przeszła jak 

tr

ą

ba powietrzna przez nasze dni, przez nasze 

Ŝ

ycie”.

 

Wi

ę

kszo

ść

  uczniowskich  prac  to  opowiadania  o  wojnie  i  na  tle  wojny,  której 

przyczyn nie rozumiej

ą

, a której nie ma ko

ń

ca. W tych czecze

ń

skich historiach wyst

ę

puj

ą

 

kobiety,  dzieci,  starcy,  ale  nie  ma  walcz

ą

cych  bojowników.  Nie  ma  te

Ŝ

  „federałów”: 

Ŝ

ołnierze czy lotnicy wyst

ę

puj

ą

 prawie w ka

Ŝ

dym wypracowaniu, ale jako jednolita masa, 

bezosobowo (bior

ą

 szturmem, bombarduj

ą

, czasem nakarmi

ą

, czasem zabior

ą

 jedzenie). 

 

            

Ś

wiat nastolatków w Czeczenii niezwykle si

ę

 zaw

ę

ził – wszystko kr

ę

ci si

ę

 wokół 

rodu  i  rodziny  albo  powi

ą

za

ń

  rodzinnych,  bo  tylko  to  daje  jakie

ś

  poczucie 

bezpiecze

ń

stwa:  „Byli

ś

my  uchod

ź

cami  w  wiosce  Gojty.  Na  naszym  podwórku 

Ŝ

yły  trzy 

rodziny:  babcia,  ciocia  i  kuzyn;  wujek  z 

Ŝ

on

ą

,  ich  dwóch  synów  i  dwie  córki  i  nasza 

rodzina  –  tato,  mama,  ja,  trzy  siostry  i  brat.  Tego  ranka  ka

Ŝ

dy  z  nas  jakby  przeczuwał 

nieszcz

ęś

cie, wszyscy byli w stosunku do siebie niezwykle uprzejmi i bliscy”.

 

I  chocia

Ŝ

  wielu  pisze, 

Ŝ

e  wojna  w  Czeczenii  zniszczyła  struktury  rodowe  i 

rodzinne, to jednak autorzy prac stale odwołuj

ą

 si

ę

 do historii swych rodów – i jakkolwiek 

by  ta  rodowa  pami

ęć

  była  zmitologizowana  i  wyidealizowana,  jest  to  bez  w

ą

tpienia  ich 

sposób  identyfikowania  si

ę

  ze  swoim  rodem. 

Ś

wiadomo

ść

  rodowa,  deklaracje  miło

ś

ci 

ojczyzny,  przysi

ę

gi  dochowania  jej  wierno

ś

ci  –  wyst

ę

puj

ą

  niezwykle  cz

ę

sto.  Ale  patos, 

Strona 4 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

który  czasem  mo

Ŝ

e  wydawa

ć

  si

ę

  nieco  teatralny,  dla  tych  nastolatków  jest  czym

ś

 

naturalnym i niesłychanie wa

Ŝ

nym.

 

W wielu opowiedzianych nam historiach rodzinnych – bo historie czecze

ń

skie to 

przede  wszystkim  historie  rodzinne  (i  nie  tylko  dlatego, 

Ŝ

e  nie  ma  innych 

ź

ródeł  czy 

archiwów) – główny trzon stanowi deportacja 1944 roku. Nawet kolektywizacja i rok 1937, 
który  te

Ŝ

  zahaczył  o  Czeczeni

ę

  –  wszystko  to  blednie  wobec  tragedii  wysiedlenia, 

maj

ą

cego  w  Czeczenii  niezwykle  brutalny  przebieg.  Symbolem  upami

ę

tniaj

ą

cym  t

ę

 

narodow

ą

 tragedi

ę

 pozostaj

ą

 spaleni 

Ŝ

ywcem mieszka

ń

cy wsi Chajbak.

 

Ci

ęŜ

kie  do

ś

wiadczenia  tych  młodych  ludzi  spowodowały, 

Ŝ

e  nawet  odwieczny 

problem, jakim jest konflikt pokole

ń

, wyst

ę

puj

ą

cy cz

ę

sto w pracach uczniów rosyjskich – 

tu  prawie  nie  istnieje,  jest  za  to  wi

ęź

  pokole

ń

  –  serdeczne  relacje  z  lud

ź

mi  starszego 

pokolenia, którzy pami

ę

taj

ą

 jeszcze spokojne  

Ŝ

ycie i do tych wspomnie

ń

 wracaj

ą

.

 

Mało tego, by

ć

 mo

Ŝ

e teraz, na tle doznanych prze

Ŝ

y

ć

 i własnej pami

ę

ci, bli

Ŝ

sze 

stały  si

ę

  młodym  Czeczenom  prze

Ŝ

ycia  dziadków  i  bab

ć

,  którzy  do

ś

wiadczyli  koszmaru 

deportacji  1944  roku.  Te  „pami

ę

ci”  w  niektórych  pracach  tak  ciasno  si

ę

  splataj

ą

Ŝ

miejscami  nie  wiadomo,  o  kim  jest  mowa.  Relacje  bab

ć

  i  dziadków  (zwykle,  oczywi

ś

cie, 

bab

ć

  –  to,  nawiasem  mówi

ą

c,  ł

ą

czy  wszystkich  uczestników  konkursu,  bo  najcz

ęś

ciej 

no

ś

nikami  rodzinnej  pami

ę

ci  s

ą

  wła

ś

nie  babcie)  s

ą

  pisane  „jakby”  w  pierwszej  osobie. 

Cz

ę

sto  o  okropno

ś

ciach  deportacji  opowiada  si

ę

  w  czasie  koszmaru  bombardowa

ń

,  w 

piwnicy.  W  takich  chwilach  znaczenie  tych  ci

ęŜ

kich  do

ś

wiadcze

ń

  nieprawdopodobnie 

wzrasta  –  je

Ŝ

eli  dziadkowie  i  babcie  wtedy  prze

Ŝ

yli,  to  i  my  teraz  prze

Ŝ

yjemy.  Ro

ś

nie 

równie

Ŝ

  znaczenie  wspomnie

ń

  (a  zwłaszcza  najwa

Ŝ

niejszej  ich  cz

ęś

ci  –  dotycz

ą

cej 

zachowania  obyczajów  i  j

ę

zyka).  Có

Ŝ

  mo

Ŝ

na  zabra

ć

  z  sob

ą

  w  czasie  deportacji  (ten 

motyw powtarza si

ę

 w naszych pracach dziesi

ą

tki razy) oprócz pakowanych w pospiechu 

w

ę

zełków?  W  najlepszym  wypadku  –  maszyn

ę

  do  szycia  „Singer”  (ten  przedmiot  jako 

symbol  i  sposób  na  prze

Ŝ

ycie  ł

ą

czy  setki  historii  rodzinnych  uczestników  naszego 

konkursu z ró

Ŝ

nych regionów i ró

Ŝ

nych narodowo

ś

ci). „W Starych Atagach ogłoszono, 

Ŝ

z  rozkazu  Stalina  Czeczeni  musz

ą

  zosta

ć

  wysiedleni.  Zebrano  wszystkich  i  zacz

ę

to 

wywozi

ć

  z  wioski.  Przyszło  do  nas  trzech  mundurowych  i  pytali,  gdzie  s

ą

  doro

ś

li. 

Powiedziałam, 

Ŝ

e mama i brat pracuj

ą

 w Groznym w zakładach wojskowych i wła

ś

nie na 

nich  czekamy. 

ś

ołnierze  powiedzieli, 

Ŝ

e  nie  warto,  bo  oni  ju

Ŝ

  nie  wróc

ą

  i  zacz

ę

li  mi 

pomaga

ć

 w pakowaniu. Radzili zabra

ć

 z sob

ą

 prowiant i jakie

ś

 ciepłe rzeczy. Z jedzenia 

była  tylko  m

ą

ka  kukurydziana,  a  z  ciepłych  rzecz  –  mamin  płaszcz  i  tatowa  kufajka. 

Przeforsowałam zabranie maszyny do szycia «Singer». Pozwoliła nam potem prze

Ŝ

y

ć

 w 

Kazachstanie”.

 

Ci

ęŜ

ko jest czyta

ć

 takie prace, miejscami do

ść

 jednostajne, jak monotonny epos 

czy  narracja,  z  licznymi  powtórzeniami  i  ró

Ŝ

nymi  opisami  jednego  i  tego  samego 

wydarzenia:  lutego  1944,  stycznia  1995  czy  jesieni  1999…  Niemniej  i  te  krótkie,  czy 
nawet pourywane wypowiedzi, zmuszaj

ą

 do zastanowienia nad zmianami, jakie z biegiem 

lat  dokonywały  si

ę

  w  Czeczenii  i  jak  pokrywaj

ą

  si

ę

  one  z  wydarzeniami,  które  miały 

miejsce u nas.

 

Czym  jest  w  historii  Rosji  deportacja  narodu  czecze

ń

skiego?  W  najlepszym 

wypadku  jedynie  tragicznym  epizodem  w  ogólnym  kontek

ś

cie  stalinowskiej  epoki.  W 

rzeczywisto

ś

ci  dla  ka

Ŝ

dego  narodu  inaczej  płynie  czas  i  inaczej  zmieniaj

ą

  si

ę

  epoki 

historyczne.  Raz  bardzo  powoli,  raz  błyskawicznie.  Ka

Ŝ

dy  naród  ma  własn

ą

  histori

ę

własny j

ę

zyk i własny czas. Szkoda tylko, 

Ŝ

e nigdzie nie zapisano zasad, którymi nale

Ŝ

si

ę

  kierowa

ć

  przy  jego  okre

ś

laniu.  Według  godzin  na  zegarze  czecze

ń

skich  wspomnie

ń

 

niedawno  był  zarówno  Szamil,  jak  i  rok  1870  obok  1996.  Rosja  ju

Ŝ

  zapomniała,  kiedy 

podbiła  Kaukaz.  Czy  rzeczywi

ś

cie  było  to  tak  dawno,  a  wi

ę

c  nigdy?  To  samo  dotyczy 

deportacji – te

Ŝ

 było to bardzo dawno temu, ale potem wyp

ę

dzonym pozwolono wróci

ć

 - a 

wi

ę

c przeproszono - i jakie dzisiaj s

ą

 tego skutki? Nawet w pracach konkursowych wida

ć

Ŝ

e Czeczeni maj

ą

 zupełnie inne poczucie czasu: wydaje si

ę

Ŝ

e wysiedlono ich wczoraj,  

dzisiaj rano pozwolono wróci

ć

 (nie chodzi o powrót, a jedynie o pozwolenie), za

ś

 w ci

ą

gu 

dnia  bombardowano.  Na  razie  nie  jeste

ś

my  w  stanie  zrozumie

ć

  tej  ró

Ŝ

nicy  czasu 

historycznego  –  perspektywy  wspólnej  przyszło

ś

ci  s

ą

  zbyt  smutne.  W  ka

Ŝ

dym  razie 

nawet  przy  pomocy  ci

ęŜ

kiego  młota  nie  mo

Ŝ

na  przesun

ąć

  wskazówek  na  czecze

ń

skim 

zegarze historii.

 

Strona 5 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Niezrozumienie  tych  rozbie

Ŝ

no

ś

ci  w  podej

ś

ciu  do  czasu  historycznego  ma 

powa

Ŝ

ne i na dodatek nieodwracalne konsekwencje, które doprowadziły do tego, co teraz 

dzieje si

ę

 w Czeczenii. Nie rozumieli

ś

my i nie zdawali

ś

my sobie sprawy, jak

ą

 niestygn

ą

c

ą

 

law

ą

  jest  ludzka  pami

ęć

  –  wystarczyło  tylko  zetrze

ć

  z  niej  cieniutk

ą

  skorupk

ę

Wypracowania młodych ludzi daj

ą

 tego przykłady.

 

Czym dla czecze

ń

skich nastolatków jest dzisiejsza Rosja? Przede wszystkim ci, 

którzy  przysłali  nam  swoje  prace,  pisali  po  rosyjsku  i  ich  przestrze

ń

  kulturowa  wci

ąŜ

 

jeszcze  pokrywa  si

ę

  z  przestrzeni

ą

  kultury  rosyjskiej.  W  wielu  pracach  zostały 

przytoczone  cytaty  z  Lermontowa  czy  Tołstoja,  a  wersy  z  „Had

Ŝ

i-Murata”  i  „Olbrzyma” 

słu

Ŝą

  cz

ę

sto  jako  motto.  I  ma  si

ę

  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e,  zwracaj

ą

c  si

ę

  do  nas,  mimowolnie 

„zaklinaj

ą

” nas t

ą

 kultur

ą

.  Czecze

ń

scy uczniowie z pewno

ś

ci

ą

 czuj

ą

Ŝ

e jest to bodaj czy 

nie ostatnia przestrze

ń

, w której mo

Ŝ

liwe jest jakie

ś

 wzajemne zrozumienie.

 

Wielu z tych, którzy przysłali prace na konkurs, stara si

ę

 zachowa

ć

 obiektywizm 

w  stosunku  do  strony  rosyjskiej,  b

ą

d

ź

  co  b

ą

d

ź

  mówi

ą

  o  ludziach,  którzy  w  ich  oczach 

uosabiaj

ą

  pewn

ą

  nadziej

ę

  na  zrozumienie  i  pojednanie,  na  przykład  o  Wiktorze 

Popkowie,  którego  obraz  maluje  w  swojej  pracy  Maksym  Isajew  z  Groznego:  „Wiktor 
zgin

ą

ł  z  r

ą

k  bandytów,  jakiejkolwiek  by  byli  narodowo

ś

ci  i  jakimkolwiek  j

ę

zykiem  by 

mówili.  Był  malutkim  promyczkiem  nadziei  dla  udr

ę

czonego  przez  wojn

ę

  narodu 

czecze

ń

skiego. Znali go wszyscy w najdalszych zakamarkach naszej republiki. Piechot

ą

z  sakw

ą

  na  plecach  przedostawał  si

ę

  do  nawet  najbardziej  niedost

ę

pnych  górskich 

aułów. Szedł do ludzi biednie ubrany, z twarz

ą

 pobo

Ŝ

nego człowieka, któremu obce były 

marno

ś

ci 

ś

wiata. Nie wiem, kim byli ci, którzy podnie

ś

li na niego r

ę

k

ę

.”.

 

Jest  zupełnie  oczywiste, 

Ŝ

e  „rozmawiaj

ą

”  z  nami  ci,  którzy  s

ą

  usposobieni 

nadzwyczaj  pokojowo,  którzy  pojmuj

ą

  beznadziejno

ść

  takiej  wojny  i  takiego  oporu. 

Czecze

ń

scy  uczniowie  zwracaj

ą

  si

ę

  do  szerokiego  kr

ę

gu  adresatów,  a  nie  tylko  do 

organizatorów  konkursu.  To  zach

ę

ciło nas  do  opublikowania  chocia

Ŝ

  cz

ęś

ci  tych prac  w 

formie  niewielkiego  zbiorku.  Uwa

Ŝ

ali

ś

my  za  konieczne  wł

ą

czy

ć

  do  publikacji  równie

Ŝ

 

utwory  uczniów z  innych  rejonów  Rosji,  w  których mówi

ą

 o  swoim stosunku do tego,  co 

dzieje  si

ę

  w  Czeczenii.  Trudno  byłoby  zrealizowa

ć

  szerok

ą

  debat

ę

,  niech  wi

ę

c  chocia

Ŝ

 

toczy  si

ę

  ona  na  stronicach  tej  ksi

ąŜ

ki.  Aby  czytelnikowi  łatwiej  było  zrozumie

ć

 

czecze

ń

skie  realia,  poprosili

ś

my  pracownika  Centrum  Ochrony  Praw  Człowieka, 

Aleksandra  Czerkasowa,  o  skomentowanie  faktów,  o  których  mowa  w  uczniowskich 
wypracowaniach.

 

W  encyklopedii  Brockhausa,  wydanej  dokładnie  przed  100  laty,  w  artykule 

po

ś

wi

ę

conym  Czeczenom  czytamy:  „Czeczeni  nigdy  nie  bij

ą

  swoich  dzieci,  ale  nie 

dlatego, 

Ŝ

e  s

ą

  przesadnie  sentymentalni,  lecz  z  obawy,  by  nie  uczyni

ć

  z  nich  tchórzy”. 

Dzisiaj  nie  o  tchórzostwo  chodzi.  Nie  bij

ą

,  to  znaczy  wyrabiaj

ą

  w  nich  poczucie  własnej 

godno

ś

ci i swojego miejsca w 

ś

wiadomo

ś

ci narodu i historii.

Uczucie to przenika wiele prac w tym zbiorze

.

 

 „Dopóki 

Ŝ

ył b

ę

d

ę

…”  

 

Moje lata

 

 

Maksym Isajew, Grozny, szkoła nr 61, kl. 9

 

Ojczyzna,  dom,  ulica,  bliscy.  Dla  wielu  moich  rówie

ś

ników,  przynajmniej  za 

granicami naszej republiki, to prawdopodobnie zwykłe słowa. Ale zarówno dla mnie, jak i 

Strona 6 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

dla  tysi

ę

cy  moich  współobywateli,  maj

ą

  one  zupełnie  inne  znaczenie.  Nauczyłem  si

ę

 

rozumie

ć

 gł

ę

bi

ę

 tych poj

ęć

 i ceni

ć

 to, co w nich drogie, ojczyste, bez czego nie byłoby nas 

ani  naszej  przyszło

ś

ci.  Nauczyłem  si

ę

  z  niepokojem  spogl

ą

da

ć

  na  zegar,  kiedy 

zatrzymuj

ą

  kogo

ś

  z  rodziny,  patrze

ć

  z  podziwem  na  swoich  rodziców,  s

ą

siadów  i  ludzi 

Ŝ

yj

ą

cych  tu,  w  Czeczenii,  którzy  po  wszystkich  okropno

ś

ciach  wojny  nios

ą

cej  chaos, 

cierpienia,  utrat

ę

  najbli

Ŝ

szych  nie  oduczyli  si

ę

 

Ŝ

artowa

ć

, wychowywa

ć

  dzieci  i wierzy

ć

  w 

dobro.

 

            Przed wojn

ą

 mieli

ś

my mały, ale bardzo wygodny dom. Co wieczór zbierało si

ę

 u 

nas całe rodze

ń

stwo mojego taty. Siadywali przy wspólnym stole, na honorowym miejscu 

zawsze  siedziała  ich  matka  (to  znaczy  moja  babcia  ze  strony  ojca),  i  opowiadali,  co 
widzieli i co prze

Ŝ

yli w ci

ą

gu minionego dnia. Ta tradycja nadal jest u nas piel

ę

gnowana, 

chocia

Ŝ

 wojna wiele zmieniła w naszym 

Ŝ

yciu.

 

Mam  du

Ŝą

  rodzin

ę

.  Dziadek  ze  strony  ojca,  Usman,  miał  dwana

ś

cioro  dzieci: 

siedmiu  chłopców  i  pi

ęć

  dziewcz

ą

t.  Mój  ojciec  był  ostatnim  dzieckiem  w  tej  licznej 

gromadce.  Trójk

ę

  dzieci  (dwóch  chłopców  i  dziewczynk

ę

)  dziadkowie  pochowali  w 

Północnym Kazachstanie w rejonie kustanajskim. Tam była deportowana nasza rodzina, 
Została zesłana razem z innymi Czeczenami i Inguszami. Babcia nam opowiadała, 

Ŝ

e jej 

dzieci umarły z głodu. Mówiła te

Ŝ

Ŝ

e razem z nimi na zesłaniu znale

ź

li si

ę

 ludzie innych 

narodowo

ś

ci: Rosjanie, Polacy, mieszka

ń

cy krajów nadbałtyckich, Niemcy.

 

Zapami

ę

tałem  jedno  zabawne  opowiadanie  mojej  babci  o 

Ŝ

yciu  na  obczy

ź

nie. 

Ich s

ą

siadem był Niemiec. Nazywał si

ę

 Adam Boksberger. Ka

Ŝ

dego ranka, wychodz

ą

c do 

pracy,  s

ą

siedzi,  mój  dziadek  i  Adam,  do

ść

  dziwnie  si

ę

  pozdrawiali.  Adam  Boksberger, 

zwracaj

ą

c si

ę

 do dziadka, mówił z ironi

ą

: „Zdrastwuj, bandit”. A dziadek odpowiadał mu z 

tak

ą

 sam

ą

 ironi

ą

: „Zdrastwuj, faszyst”.

 

Pewnego  dnia 

ś

wiadkiem  tej  sceny  był  komendant  wioski,  który  nadzorował 

deportowanych. Strasznie si

ę

 na nich rozzło

ś

cił, 

Ŝ

e pozwalaj

ą

 sobie w jego obecno

ś

ci na 

takie 

Ŝ

arty. Wyj

ą

ł nawet z kabury pistolet, gro

Ŝą

c, 

Ŝ

e rozprawi si

ę

 z nimi za takie gadanie. 

Ale  mój  dziadek  i  Adam  tylko  mrugn

ę

li  do  siebie  porozumiewawczo.  Ka

Ŝ

dy  zacz

ą

ł  si

ę

 

„usprawiedliwia

ć

” przed komendantem. Niemiec mówił: „Za co zesłano Czeczena?” i sam 

sobie  odpowiadał:  „Za  to, 

Ŝ

e  bandit”.  –  „A  ciebie  za  co  tu  przysłali?”  –  odezwał  si

ę

 

dziadek.  „Za  to, 

Ŝ

e

ś

  faszyst”.  Komendant  nie  mógł  zaprzeczy

ć

  takim  argumentom,  bo 

ka

Ŝ

dy  z  nich  został  deportowany  z  takim  wła

ś

nie  oskar

Ŝ

eniem:  ka

Ŝ

dy  Niemiec  to 

faszysta, a ka

Ŝ

dy Czeczen – bandyta.

 

Komendant  poszedł  sobie,  kln

ą

c  ich  w 

Ŝ

ywy  kamie

ń

,  a  dziadek  i  Adam  długo 

jeszcze si

ę

 z niego 

ś

miali.

 

I nadal tak si

ę

 pozdrawiali.

 

Nie mogłem zrozumie

ć

 sensu ich rozmowy i zapytałem babci

ę

, dlaczego to robili 

– ubli

Ŝ

ali sobie na oczach innych. Wyja

ś

niła mi, 

Ŝ

e w ten sposób obaj drwili z fałszywego 

oskar

Ŝ

enia, które wydała na nich oficjalna władza. Mówiła te

Ŝ

 nam, 

Ŝ

e wszyscy zesła

ń

cy 

Ŝ

yli z sob

ą

 zgodnie i wzajemnie sobie pomagali.

 

W tych surowych i bardzo ci

ęŜ

kich warunkach ludzie nie tracili poczucia humoru, 

wyra

Ŝ

aj

ą

c przez to swój protest wobec despotycznej władzy.

 

Powróciwszy  w  roku  1960  z  Kazachstanu,  rodzina  osiedliła  si

ę

  we  wsi  Zakan-

Jurt  w  dystrykcie  aczchoj-martanowskim.  Ale,  jak  opowiadał  mi  ojciec,  we  wsi  nie  było 

Ŝ

adnej pracy. Tak wi

ę

c po 

ś

mierci dziadka, w roku 1970 moi krewni przeprowadzili si

ę

 do 

Groznego.  Wszyscy  wujkowie  i  ciocie,  kiedy  po

Ŝ

enili  si

ę

  i  wyszły  za  m

ąŜ

,  osiedlili  si

ę

  w 

Strona 7 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

pobli

Ŝ

u  rodzinnego  domu.  I  przed  wybuchem  wojny  w  listopadzie  1994  roku  we  wsi 

Katajama (1) zajmowali ju

Ŝ

 prawie dwie dzielnice wzdłu

Ŝ

 ulic Dunajska i Naftowa.

 

Pocz

ą

tek  pierwszej  wojny  kojarzy  mi  si

ę

  ze  zrzucanymi  nocami  z  samolotów 

ś

wiec

ą

cymi  „latarkami”.  Nast

ę

pnego  dnia  rano  zbierali

ś

my  je  w  ogrodzie,  na  ulicy,  po 

podwórkach i polach. Niektóre wisiały, zaczepione o gał

ę

zie drzew czy druty elektryczne. 

Były  to  miny  w  kształcie  cylindrów  przyczepione  do  malutkich  pomara

ń

czowych 

spadochronów.  Jak  nam  pó

ź

niej  wyja

ś

niono,  zrzucanie  ich  było  działaniem  

psychologicznym, maj

ą

cym na celu zmuszenie ludno

ś

ci do opuszczenia miasta. (2)

 

W  pierwszych  dniach  grudnia  bombardowania  i  ostrzały  rakietowe  przybrały  na 

sile, pozostawanie w mie

ś

cie było coraz bardziej niebezpieczne, wi

ę

c ojciec wysłał mnie z 

mam

ą

  i  młodszym  braciszkiem  do  Szali  (3),  gdzie  mieszkała  rodzina  mamy.  Potem 

jeszcze  kilkakrotnie  musieli

ś

my  si

ę

  przeprowadza

ć

  do  ró

Ŝ

nych  dzielnic  wioski  i  ucieka

ć

 

przed  bombardowaniem  czy  ostrzałem.  A

Ŝ

  wreszcie  w  połowie  kwietnia  1995  roku 

wrócili

ś

my  do  Groznego.  Rodzinny  dom  nie  był  zbytnio  zniszczony  i  na  nasz  przyjazd 

ojciec  ju

Ŝ

  go  wyremontował.  Tato  przez  cały  ten  czas  pozostawał  w  mie

ś

cie  wraz  z 

jednym z moich wujków i kilkoma s

ą

siadami.

 

ś

ycie  w  „powojennym”  Groznym  było  takie  jak 

Ŝ

ycie  w  innych  miastach  i 

wioskach Czeczenii: nocami słycha

ć

 było strzały, wybuchały bomby i pociski. Mimo tego 

nasi krewni wrócili do domów, gdy

Ŝ

 uwa

Ŝ

ali, 

Ŝ

e lepiej  mieszka

ć

  na  własnych 

ś

mieciach, 

ni

Ŝ

 poniewiera

ć

 si

ę

 w

ś

ród w

ś

ród obcych.

 

Przez  nasz  dom  stale  przewijali  si

ę

  jacy

ś

  go

ś

cie.  Przyje

Ŝ

d

Ŝ

ali  z  innych  miast 

Rosji,  a  nawet  z  innych  krajów.  Byli  to  dziennikarze  i  politycy,  naukowcy  i  działacze 
religijni - po prostu dobrzy ludzie.

 

Szczególnie dobrze zapami

ę

tałem Wiktora Popkowa (4). Pierwszy raz przyjechał 

do nas sam. Moi rodzice wcze

ś

niej go nie znali. Kto

ś

 ze znajomych dał mu nasz adres.

 

Zdziwili

ś

my si

ę

, gdy pewnego dnia zapukał do naszych drzwi wysoki m

ęŜ

czyzna 

z dług

ą

 biał

ą

 brod

ą

 i równie białymi długimi włosami. Był podobny do wiekowego starca z 

rosyjskich  bajek  ludowych.  Wygl

ą

dał  jak  kronikarz,  który  zszedł  z  okładki  zabytku 

literatury staroruskiej Słowo o pułku Igora.

 

Wszedł,  przywitał  si

ę

  z  nami,  kłaniaj

ą

c  si

ę

  przy  tym  grzecznie  domowi  i  jego 

gospodarzom. Z opowiada

ń

 przybysza dowiedzieli

ś

my si

ę

 wielu ciekawych rzeczy o nim: 

jest  duchownym  i 

ś

wiadczy  ludziom  dobro.  Stara  si

ę

  zaprowadzi

ć

  pokój  w  Czeczenii. 

Wzywa wszystkich walcz

ą

cych do zaprzestania wojny.

            Którego

ś

 ranka, kiedy sło

ń

ce zaczynało dopiero swoj

ą

 w

ę

drówk

ę

 po niebieskim 

szlaku,  zobaczyłem  go  stoj

ą

cego  koło  płotu.  W  r

ę

kach  trzymał  mał

ą

  ksi

ąŜ

eczk

ę

.  Twarz 

miał zwrócon

ą

 w stron

ę

 wschodz

ą

cego sło

ń

ca. Czytał co

ś

 z tej swojej ksi

ąŜ

eczki, 

Ŝ

egnał 

si

ę

 i  kłaniał.  Tak mnie to  zaciekawiło, 

Ŝ

e  o

ś

mieliłem  si

ę

  zapyta

ć

,  co robi.  Powiedział  mi, 

Ŝ

e  ta  ksi

ąŜ

eczka  to  jego  modlitewnik  i  wła

ś

nie  odmawia  modlitwy.  My,  muzułmanie, 

odmawiamy  codziennie  pi

ęć

  modlitw.  Ja  równie

Ŝ

  mam  modlitewnik,  z  którego  czytam 

Ŝ

ne  dua  (modlitwy)  skierowane  do  Allacha.  Wiktor  opowiedział  nam  o  swojej  rodzinie. 

Wieczorami razem z bratem słuchali

ś

my z wypiekami na twarzy jego rozmów z naszymi 

rodzicami.  To  był  bardzo  ciekawy  i  dobry  człowiek.  Nigdy  nie  słyszałem,  by  komu

ś

 

wymy

ś

lał.  W  ogóle  mówił  bardzo  spokojnie  i  cicho,  a  na  jego  twarzy  zawsze  go

ś

cił 

dobrotliwy u

ś

miech.

 

Za  którym

ś

  razem  przyjechał  z  liczn

ą

  grup

ą

  swoich  przyjaciół.  Powodem  były 

wybory  prezydenta  Czeczenii.  Było  to  zim

ą

  1997  roku  (5).  Ludzie  ci  przybyli,  aby 

zobaczy

ć

 na  ile wybory przebiegaj

ą

 prawidłowo, czy nie  dochodzi do naruszania prawa. 

Potem go

ś

cili u nas jeszcze par

ę

 razy.

Strona 8 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

Kiedy  w  roku  1999  zacz

ę

ła  si

ę

  druga  wojna  czecze

ń

ska,  Wiktor  przyjechał  do 

Nazrania, aby pomaga

ć

 czecze

ń

skim dzieciom w górskich aułach.

 

W  górach  ludzie 

Ŝ

yj

ą

  bardzo  biednie.  Nie  wszystkie  dzieci  mog

ą

  chodzi

ć

  do 

szkoły, bo brakuje im ubra

ń

 i butów. Dlatego te

Ŝ

 Wiktor postanowił im pomóc. Przywoził z 

Moskwy odzie

Ŝ

, obuwie, podr

ę

czniki i rozdawał to wszystko dzieciom we wsiach dystryktu 

no

Ŝ

aj-jurtowskiego,  wede

ń

skiego  i  szali

ń

skiego.  Opowiadał  potem,  jak  dzieci  ciesz

ą

  z 

ka

Ŝ

dej jego wizyty, kiedy przywozi im takie wspaniałe podarki.

Ostatni raz dzwonił do naszej mamy z Chasawjurtu, mówi

ą

c, 

Ŝ

e kupił ambulans i 

wiezie  pełny  samochód  lekarstw  dla  wiejskich  szpitali  i 

Ŝ

e  potrzebuje  dwóch  dni,  by  je 

porozwozi

ć

,  ale  trzeciego  dnia  pod  wieczór  postara  si

ę

  by

ć

  ju

Ŝ

  u  nas.  Na  drugi  dzie

ń

 

dowiedzieli

ś

my  si

ę

  z  telewizji, 

Ŝ

e  niedaleko  posterunku  blokowego  w  Ałchan-Kała 

samochód  Wiktora  ostrzelano.  Zarówno  Wiktor,  jak  i  towarzysz

ą

cy  mu  lekarz  zostali 

ci

ęŜ

ko ranni. Przewieziono go do Moskwy, gdzie zmarł, nie odzyskawszy przytomno

ś

ci.

 

Wiktor  zgin

ą

ł  z  r

ą

k  bandytów,  jakiejkolwiek  by  byli  narodowo

ś

ci  i  jakimkolwiek 

j

ę

zykiem  by  mówili.  Był  malutkim  promyczkiem  nadziei  dla  udr

ę

czonego  przez  wojn

ę

 

narodu  czecze

ń

skiego.  Znali  go  wszyscy  w  najdalszych  zakamarkach  naszej  republiki. 

Piechot

ą

,  z  sakw

ą

  na  plecach  przedostawał  si

ę

  do  nawet  najbardziej  niedost

ę

pnych 

górskich  aułów.  Szedł  do  ludzi  biednie  ubrany,  z  twarz

ą

  pobo

Ŝ

nego  człowieka,  któremu 

obce  były  marno

ś

ci 

ś

wiata.  Nie  wiem,  kim  byli  ci,  którzy  podnie

ś

li  na  niego  r

ę

k

ę

Wszyscy,  którzy  znali  tego  człowieka  do  teraz  nie  mog

ą

  wspomina

ć

  go  bez  gł

ę

bokiego 

smutku.

 

28 lutego 1996 urodziła si

ę

 nam siostrzyczka Danija, zdrobniale Dania. Prawie w 

tym  samym  czasie  do  miasta  weszli  bojownicy  (6).  Ojciec  i  cała  nasza  rodzina  musieli 
doło

Ŝ

y

ć

  wszelkich  stara

ń

,  nara

Ŝ

aj

ą

c  si

ę

  przy  tym  na 

ś

miertelne  niebezpiecze

ń

stwo,  aby 

przywie

źć

 do domu mam

ę

 po operacji i noworodka.

 

W sierpniu 1996 Groznyj drugi raz w ci

ą

gu roku został zdobyty przez bojowników 

(7). Walki w mie

ś

cie wybuchły z now

ą

 sił

ą

. Pozostawanie tutaj stawało si

ę

 coraz bardziej 

ryzykowne. Zewsz

ą

d leciały pociski, a w dookoła wybuchały miny. W czasie kolejnej ciszy 

mama  razem  z  male

ń

stwem  poszła  do  domu,  aby  zabra

ć

  najpotrzebniejsze  do  drogi 

rzeczy.  Poło

Ŝ

yła  Dani

ę

  na  tapczanie  i  chciała  zacz

ąć

  si

ę

  pakowa

ć

.  Nie  zd

ąŜ

yła  nawet 

otworzy

ć

  drzwi  szafy,  kiedy  rozległ  si

ę

  głuchy  huk  i  cały  pokój  wypełnił  kurz.  Pocisk 

nadleciał  od  strony  lotniska  „Północny”,  uderzył  w  tapczan  i  ugrz

ą

zł  za  jego  oparciem. 

Dania  nie  zd

ąŜ

yła  nawet  si

ę

  przestraszy

ć

,  miała  jakie

ś

  pi

ęć

  miesi

ę

cy.  Mama  złapała 

malutk

ą

 i z krzykiem wypadła na ulic

ę

. Nie wiadomo dlaczego, ale na szcz

ęś

cie dla nas 

wszystkich,  pocisk  nie  eksplodował.  Widocznie  taka  była  wola  Wszechmog

ą

cego  –  nie 

zabiera

ć

 jeszcze naszej siostrzyczce dopiero co rozpocz

ę

tego 

Ŝ

ycia.

 

Ci

ęŜ

ko  było  wydosta

ć

  si

ę

  z  Groznego.  Trzy  doby  sp

ę

dzili

ś

my  na  posterunku 

blokowym  w  Taszkale.  Nie  przepuszczano  transportów,  a  na  piesz

ą

 w

ę

drówk

ę

  z małym 

dzieckiem na r

ę

kach i chor

ą

 babci

ą

 rodzice nie mogli si

ę

 zdecydowa

ć

. Bo 

Ŝ

eby wydosta

ć

 

si

ę

  z  miasta  trzeba  było  pokona

ć

  15  kilometrów.  Jednak  czwartego  dnia  wszyscy 

zdecydowali si

ę

 wyruszy

ć

 (8).

 

Babci

ę

  wyprawili

ś

my  samochodem  razem  z  wujkiem,  któremu  udało  si

ę

 

przedrze

ć

  przez  pole  od  strony  Terskiego  Wzgórza.  Szli

ś

my  pod  osłon

ą

  porannej  mgły, 

kiedy  jeszcze  nie  mogły  lata

ć

  helikoptery,  i  wzdłu

Ŝ

  wzgórza  kierowali

ś

my  si

ę

  w  stron

ę

 

osady  Goragorsk,  oddalonej  jakie

ś

  60  kilometrów  od  Groznego.  Przez  cał

ą

  drog

ę

  do 

wioski  Pobiedinskoje  rodzice  nie

ś

li  Dani

ę

  na  zmian

ę

.  Ja  razem  z  bratem,  licznymi 

kuzynami i kuzynkami szli

ś

my asfaltow

ą

 drog

ą

 razem z dorosłymi. Na plecach nie

ś

li

ś

my 

tornistry, w których oprócz ksi

ąŜ

ek było troch

ę

 jedzenia i jakie

ś

 zabawki. 

 

Strona 9 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokój i ...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Ludzi  było  bardzo  du

Ŝ

o  i  prawie  wszyscy  pod

ąŜ

ali  w  tym  samym  kierunku. 

Rzadko mo

Ŝ

na było zauwa

Ŝ

y

ć

 takich, którzy szli w kierunku przeciwnym, w stron

ę

 miasta. 

Byli  to  ci,  którzy  szukali  swoich  krewnych.  W  nadziei  na  spotkanie  kogo

ś

  z  bliskich 

przedzierali  si

ę

  pod  pr

ą

d  ludzkiego  potoku  i  wpatrywali  si

ę

  uwa

Ŝ

nie  w  twarze 

przechodniów.

 

Razem  z  nami  szedł  starszy  m

ęŜ

czyzna.  Niósł  on  na  plecach  staruszk

ę

 

przywi

ą

zan

ą

  do  siebie  wielk

ą

  chust

ą

.  Co  chwil

ę

  przystawał,  tak  jak  i  my, 

Ŝ

eby  troch

ę

 

odpocz

ąć

,  i  ostro

Ŝ

nie  przysiadał  –  tak,  by  jednocze

ś

nie  oboje  znale

ź

li  si

ę

  na  ziemi, 

siedz

ą

c jeden za drugim. Widocznie była to jego matka lub starsza siostra. A mo

Ŝ

e nawet 

i obca kobieta...

 

Kiedy

ś

  zrównali

ś

my  si

ę

  z  m

ęŜ

czyznami  nios

ą

cymi  na  noszach  siwowłosego 

m

ęŜ

czyzn

ę

.  Jeden  z  nich  był  w 

ś

rednim  wieku,  a  drugi  zupełnie  młody.  Jak  si

ę

  pó

ź

niej 

okazało, byli oni synem i wnukiem staruszka. Wnuk miał jakie

ś

 15-16 lat, wołali na niego 

Uwajs. U

ś

miechali si

ę

, opowiadaj

ą

c id

ą

cym, jak długo dziadek namawiał ich, by zostawili 

go  w  domu.  Syn,  mijaj

ą

c  nas,  rzekł  wesoło  do  dziadka:  „Gdyby

ś

  o

Ŝ

enił  si

ę

  z  s

ą

siadk

ą

 

Bajset, kiedy

ś

my ci

ę

 o to prosili, mogliby

ś

my teraz 

ś

miało jej powierzy

ć

 opiek

ę

 nad tob

ą

”. 

A dziadek odrzekł im z sarkazmem: „No i teraz d

ź

wigaliby

ś

cie dwóch staruchów. Cieszcie 

si

ę

Ŝ

e taszczycie tylko jednego”. Wszyscy wokół zacz

ę

li si

ę

 

ś

mia

ć

. A chc

ą

c mnie i brata 

podnie

ść

 na duchu, zwracaj

ą

c si

ę

 do nas, dodał: „Patrzcie, jakie t

ę

gie chłopaki, id

ą

 sami, 

a dziada taszcz

ą

 na cudzym garbie”.

 

W  tłumie  było  bardzo  wielu  starszych  ludzi,  którzy  nie  mogli  i

ść

  o  własnych 

siłach. Niesiono ich na noszach, wieziono na wózkach, skleconych w po

ś

piechu z desek i 

kół  rowerowych.  W  drodze  zaobserwowali

ś

my  jeszcze  jedn

ą

  bardzo  ciekaw

ą

  scen

ę

.  Na 

posterunkach  blokowych  znajdowali  si

ę

  rosyjscy 

Ŝ

ołnierze,  a  mi

ę

dzy  posterunkami 

swobodnie przemieszczali si

ę

 czecze

ń

scy bojownicy. Byli w zasi

ę

gu wzroku i wzajemnie 

obserwowali  si

ę

  przez  lornetki  i  optyczne  celowniki.  Ale  wtedy  nie  strzelali.  To  nam  si

ę

 

bardzo podobało.

 

Pod  wieczór,  kiedy  sło

ń

ce  chyliło  si

ę

  ku  zachodowi,  dotarli

ś

my  do  wioski 

Pobiedinskoje.

            

Kiedy  ko

ń

cem  sierpnia  1996  roku  ustały  działania  wojenne,  znów  powrócili

ś

my 

do siebie. Dopóki nasz dom był odbudowywany, mieszkali

ś

my u babci. Przed nastaniem 

zimy  zd

ąŜ

yli

ś

my  wprowadzi

ć

  si

ę

  do  wyremontowanego  budynku,  chocia

Ŝ

  wiele  jeszcze 

było w nim do zrobienia, ale najwa

Ŝ

niejsze, 

Ŝ

e mieli

ś

my dach nad głow

ą

 i było ciepło.

 

             Niebawem  nadszedł  rok  1997.   Mała  Dania  ju

Ŝ

  biegała.  W  kraju  miały  miejsce 

bardzo wa

Ŝ

ne wydarzenia – wybory prezydenta Czeczenii i wybory do parlamentu. 

ś

ycie 

powoli  zacz

ę

ło  si

ę

  stabilizowa

ć

.  A  w  rodzinie  pojawiła  si

ę

  czwarta  pociecha,  braciszek 

Bułat.

 

Jednak naszym nadziejom na spokojne 

Ŝ

ycie nie s

ą

dzone było si

ę

 zi

ś

ci

ć

.

 

Nadeszła  jesie

ń

  1999  roku.  Wojenna  jesie

ń

,  która  ci

ą

gn

ę

ła  za  sob

ą

  długie  lata 

tułaczki po obcych mieszkaniach i podwórkach.

 

Przyszło  nam  wiele  prze

Ŝ

y

ć

.  Od  momentu,  kiedy  we  wrze

ś

niu  1999  roku 

dostałem si

ę

 pod ostrzał rakietowy, do chwili, gdy w grudniu 2003 znalazłem si

ę

 wraz ze 

swoj

ą

 klas

ą

 w ogniu walki mi

ę

dzy bojownikami a federałami w centrum Groznego.

 

Strona 10 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

W  pierwszym  przypadku  nie  spodziewali

ś

my  si

ę

Ŝ

e  samoloty  bez  uprzedzenia 

zaczn

ą

  bombardowa

ć

  miasto,  nie  daj

ą

c  mieszka

ń

com  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  jego  opuszczenia. 

Razem  z  kuzynem  poszli

ś

my  przygna

ć

  krowy  z  pastwiska  znajduj

ą

cego  si

ę

  na  skraju 

naszego przysiółka Katajama. Nagle nad polan

ą

 pojawiły si

ę

 samoloty. Leciały tak nisko, 

Ŝ

e  nie  słyszeli

ś

my  warkotu  ich  silników.  Wystrzelone  rakiety  p

ę

dziły  ku  nam  z  zawrotn

ą

 

pr

ę

dko

ś

ci

ą

.  Zauwa

Ŝ

yli

ś

my  je  dopiero,  kiedy  były  ju

Ŝ

  nad  osiedlem  Karpunkij  Kurhan. 

Wydawało nam si

ę

Ŝ

e s

ą

 one skierowane bezpo

ś

rednio na nas. Zd

ąŜ

yłem tylko krzykn

ąć

 

do  Zelika:  „Padnij!”.  W  tej  samej  sekundzie  dwa  pociski  rakietowe  z  piekielnym  wyciem 
przeleciały nad naszymi głowami i, zderzywszy si

ę

 z ziemi

ą

, wybuchły w odległo

ś

ci 40-45 

metrów od nas.

 

Usłyszałem  nieprzyjemny  zgrzyt  rozrywanego  metalu.  Miałem  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

zagłuszył  on  wszelki  inny  hałas:  eksplozj

ę

  pocisku  czy  warkot  lec

ą

cego  nisko  samolotu. 

Ten  d

ź

wi

ę

k  długo  jeszcze  rozlegał  si

ę

  w  mojej  głowie.  Nie  dawało  si

ę

  go  wypłoszy

ć

 

Ŝ

adnymi innymi odgłosami.

 

Na skutek wybuchu ziemia zatrz

ę

sła si

ę

 z tak

ą

 sił

ą

Ŝ

e przez chwil

ę

 wydawało mi 

si

ę

, i

Ŝ

 ucieka spode mnie, a ja zapadam si

ę

 w jak

ąś

 otchła

ń

. Jednocze

ś

nie spadł na mnie 

grad kamieni i gruzu zmieszanego z błotem. Od tych uderze

ń

 w plecy, r

ę

ce, nogi i głow

ę

któr

ą

  instynktownie  osłaniałem  r

ę

kami,  straciłem  przytomno

ść

.  Kiedy  przyszedłem  do 

siebie  i  próbowałem  wsta

ć

,  nie  dawałem  rady.  Byłem  przywalony  tak

ą

  ilo

ś

ci

ą

  ziemi, 

Ŝ

musiałem  po  kolei  oswobadza

ć

  r

ę

ce,  nogi,  a  dopiero  pó

ź

niej,  opieraj

ą

c  si

ę

  r

ę

kami  i 

nogami o ziemi

ę

, mogłem strz

ą

sn

ąć

 z siebie reszt

ę

 gruzu. Tylko tak udało mi si

ę

 uwolni

ć

Wyczułem, 

Ŝ

e ta błotna mieszanina była bardzo gor

ą

ca. Jeszcze długo nosiłem na ciele 

ś

lady zadrapa

ń

 i oparze

ń

, które na dodatek nieprzyjemnie pachniały spalenizn

ą

.

 

Nast

ę

pnego dnia ojciec wywiózł cał

ą

 rodzin

ę

 do Inguszetii, do znajomych. Tutaj 

te

Ŝ

 wkrótce przyjechali niektórzy nasi krewni i przyjaciele, gdy

Ŝ

 tylko Iguszetia była w tym 

czasie dost

ę

pna dla czecze

ń

skich uchod

ź

ców.

 

Drugie  takie  zdarzenie,  o  którym  wcze

ś

niej  wspomniałem,  przytrafiło  mi  si

ę

  ju

Ŝ

 

po powrocie do domu.

 

14  grudnia  2003  roku  pojechałem  z  kilkoma  uczniami  i  nauczycielami  z  naszej 

szkoły  na  olimpiad

ę

  matematyczn

ą

  do  szkoły  nr  41,  która  znajduje  si

ę

  w  centrum 

Groznego. Po zako

ń

czeniu egzaminów chcieli

ś

my zrobi

ć

 sobie pami

ą

tkowe zdj

ę

cie przy 

fontannie na skwerku niedaleko rynku.

 

Było  wczesne  popołudnie,  na  skwerku  przebywało  wielu  spacerowiczów  z 

dzie

ć

mi,  gdy

Ŝ

  to  jedyne  w  naszym  mie

ś

cie  miejsce,  gdzie  mo

Ŝ

na  przyj

ść

  odpocz

ąć

  po 

pracy czy lekcjach (9).

 

Kiedy ustawili

ś

my si

ę

 do zdj

ę

cia, nie wiadomo sk

ą

d pojawili si

ę

 biegn

ą

cy ludzie, 

prowadz

ą

cy  chaotyczn

ą

  strzelanin

ę

.Pocz

ą

tkowo  wydawało  mi  si

ę

Ŝ

e  strzelaj

ą

  do 

przechodniów.  Potem  jednak  zrozumiałem, 

Ŝ

e  był  to  po

ś

cig  za  grup

ą

  bojowników. 

Dop

ę

dzony przez prze

ś

ladowców bojownik został powalony na ziemi

ę

. W tym momencie 

zauwa

Ŝ

yłem w jego r

ę

ku granat, który tamci próbowali mu odebra

ć

. Rozległ si

ę

 wybuch i 

tumany  kurzu  zasłoniły  zarówno  ich  samych,  jak  i  nas,  stoj

ą

cych  w  pobli

Ŝ

u.  Cały  czas 

trwała  bezładna  strzelanina  i  nadal  nie  mo

Ŝ

na  było  ustali

ć

,  kto  do  kogo  strzela.  Z 

przyzwyczajenia padli

ś

my na ziemi

ę

.  Wtedy nast

ą

piło kilka eksplozji granatów. Kobiety i 

dzieci  próbowały  wydosta

ć

  si

ę

  z  tego  ludzkiego  kł

ę

bowiska.  Wykorzystałem  niewielk

ą

 

przerw

ę

  w  wymianie  ognia,  wyskoczyłem  i  pobiegłem  w  kierunku  szkoły  nr  41,  sk

ą

przyszli

ś

my  na  skwerek.  Obok  mnie  biegły  jakie

ś

  kobiety,  a  troch

ę

  z  tyłu  –  kilkoro 

młodych ludzi. Tymczasem strzelanina na placu rozgorzała z now

ą

 sił

ą

.

 

Jedna z biegn

ą

cych obok mnie kobiet potkn

ę

ła si

ę

 o co

ś

 i upadła. Zatrzymałem 

si

ę

,  aby  jej  pomóc.  Obejrzałem  si

ę

  te

Ŝ

  do  tyłu  i  zauwa

Ŝ

yłem, 

Ŝ

e  kilku  ludzi  ze  skwerku 

Strona 11 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

strzela w  naszym kierunku, a biegn

ą

cy  z tyłu młodzi  ludzie  ostrzeliwuj

ą

 si

ę

 z pistoletów. 

Pomogli

ś

my kobiecie wsta

ć

, a potem uciekaj

ą

c, wpadli

ś

my za uliczny stragan, a stamt

ą

d, 

nie  zatrzymuj

ą

c  si

ę

,  p

ę

dzili

ś

my  dalej,  a

Ŝ

  na  podwórko  wspomnianej  ju

Ŝ

  szkoły.  Po 

upływie  około  czterdziestu  minut,  kiedy  strzelanina  ju

Ŝ

  ucichła,  zacz

ę

li

ś

my  powoli 

wychodzi

ć

  z  ró

Ŝ

nych  podwórek  i  zaułków  i  wrócili

ś

my  do  domu.  Dzi

ę

ki  Bogu  nikogo  z 

naszych uczniów ani nauczycieli nie drasn

ę

ła 

Ŝ

adna kula czy odłamek. Prawda, byli

ś

my 

potwornie brudni, jakby przeci

ą

gn

ę

li nas przez kominy pełne sadzy, ale bardzo szcz

ęś

liwi 

i dzi

ę

kowali

ś

my Najwy

Ŝ

szemu, 

Ŝ

e i tym razem nas ustrzegł.

 

Okazuje si

ę

Ŝ

e do szcz

ęś

cia potrzeba niewiele: wystarczy tylko 

ś

wiadomo

ść

Ŝ

jeszcze 

Ŝ

yjesz.

 

 

Przypisy:

 

<!--[if 

!supportLists]-->(1)

       

<!--[endif]-->Katajama 

– 

zamieszkały 

masyw 

staropromysłowskiej  dzielnicy  Groznego,  nazwany  tak  na  cze

ść

  lidera  japo

ń

skiej 

partii komunistycznej Sena Katajamy (1858 – 1933).

 

<!--[if  !supportLists]-->(2)

       

<!--[endif]-->Pociski  o

ś

wietlaj

ą

ce  wykorzystywane  były  nie 

tylko  jako  forma  psychologicznego  oddziaływania,  ale  głównie  dla  oznaczenia 
celów ostrzału artyleryjskiego i bombardowania.

 

<!--[if !supportLists]-->(3)

       

<!--[endif]-->Szali – centralny dystrykt na południowy wschód 

od Groznego.

 

<!--[if  !supportLists]-->(4)

       

<!--[endif]-->Wiktor  Aleksiejewicz  Popkow  (1946-2001)  – 

geolog, w latach 90 działacz ruchu ochrony praw człowieka, dziennikarz, nowicjusz 
klasztoru  staroobrz

ę

dowców.  Prowadził  zakrojon

ą

  na  szerok

ą

  skal

ę

  działalno

ść

 

humanitarn

ą

  w  strefach  poradzieckich  konfliktów  zbrojnych:  w  Nagornym 

Karabachu,  Abchazji  i  Czeczenii.  W  czasie  pierwszej  wojny  czecze

ń

skiej  dzi

ę

ki 

jego staraniom uwolniono dziesi

ą

tki rosyjskich je

ń

ców wojennych. W czasie drugiej 

wojny  dostarczał  pomoc  humanitarn

ą

  ludno

ś

ci  cywilnej,  zamieszkuj

ą

cej  głównie 

tereny górskie. Został 

ś

miertelnie raniony przez bandytów w wiosce Ałchan-Kała 18 

kwietnia 2001 roku. 

            Zob.: 

www.viktorpopkov.narod.ru

.

 

<!--[if  !supportLists]-->(5)

       

<!--[endif]-->Wybory  prezydenckie  i  parlamentarne  w 

Czeczenii  miały  miejsce  27  stycznia  1997  roku.  Ju

Ŝ

  w  pierwszej  turze  na 

prezydenta został wybrany Asłan Maschadow.

 

<!--[if !supportLists]-->(6)

       

<!--[endif]-->Bojownicy pod naczelnym dowództwem Rusłana 

Giełajewa weszli w południowe rejony Groznego 6 marca 1996 roku i zostali tam a

Ŝ

 

do 8 marca.

 

<!--[if  !supportLists]-->(7)

       

<!--[endif]-->Bojownicy  weszli  do  Groznego  6  sierpnia  1996 

roku  i  zablokowali  siły  federalne  w  garnizonach,  budynkach  i  na  posterunkach 
blokowych; rozpocz

ę

ły si

ę

 walki.

 

<!--[if  !supportLists]-->(8)

       

<!--[endif]-->Rodzina  Maksyma  Isajewa  wychodziła  z 

Groznego w kierunku północno-zachodnim szos

ą

 staropromysławsk

ą

.

 

Strona 12 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

<!--[if  !supportLists]-->(9)

       

<!--[endif]-->Jedyny  odbudowany  plac  w  centrum  Groznego, 

sk

ą

d prowadzone s

ą

 zwykle reporta

Ŝ

e telewizyjne

 

 

 

 

Historia dla moich dzieci

 

Łarisa Ajubowa (Grozny)

 

T

ę

 prac

ę

 napisała studentka. Niemniej postanowili

ś

my doł

ą

czy

ć

 j

ą

 do zbiorku.

 

             Tak  oto  zaczyna  si

ę

  moja  historia.  Nie  b

ę

dzie  to  historia  wesoła,  chocia

Ŝ

 

znajdzie  si

ę

  w  niej  par

ę

  ja

ś

niejszych  momentów,  które  pragn

ę

  ocali

ć

  od  zapomnienia, 

gdy

Ŝ

 s

ą

  przebłyskami normalno

ś

ci w

ś

ród ruin mojego istnienia.

 

             Kiedy  zaproponowano  mi, 

Ŝ

ebym   napisała  o  swoim 

Ŝ

yciu,  przyłapałam  si

ę

  na 

my

ś

li, 

Ŝ

e  nie  bardzo  mam  na  to  ochot

ę

.  Znów  przyjdzie  mi  si

ę

  zanurzy

ć

  w  morzu  łez  i 

krwi,  a  mo

Ŝ

e i  bagna,  które zaczyna wsysa

ć

, gdy tylko si

ę

 w  nie wejdzie  i  trzeba  potem 

wiele  wysiłku,  aby  si

ę

  z  niego  wydosta

ć

.  Trudno  jednak  si

ę

  nie  pobrudzi

ć

  i 

Ŝ

y

ć

  dalej 

beztrosko.  Dlatego  te

Ŝ

  my,  dzieci  Czeczenii,  staramy  si

ę

  nie  ogl

ą

da

ć

  za  siebie,  inaczej 

nie mo

Ŝ

na by dalej 

Ŝ

y

ć

.

 

            U nas, w Czeczenii,  zwykle je

ś

li opowiada si

ę

  o jakim

ś

 wydarzeniu, czasowymi 

odno

ś

nikami  s

ą

  wojny,  mówi  si

ę

:  „Było  to  po  pierwszej  wojnie...”  lub  „Przed  drug

ą

 

wojn

ą

…”  Tak  wi

ę

c  przed  pierwsz

ą

  wojn

ą

  ja,  Łarisa  Ajndijewna  Ajubowa,  mieszkałam  w 

Groznym.  Mieszkałam  wprawdzie  niedługo,  wszystkiego  dwa  lata,  tak 

Ŝ

e  prawie  nie 

pami

ę

tam  Groznego  bez  ruin.  Przedtem  mieszkałam  w  Czerepowcach,  w  okr

ę

gu 

wołogodzkim.  Na  mapie  moich  wspomnie

ń

  miejsce  to  rysuje  si

ę

  ciemn

ą

,  mroczn

ą

 

plam

ą

 

            Przyprowadzili

ś

my si

ę

 do Czerepowców, kiedy miałam trzy lata. Rodzice dopiero 

co sko

ń

czyli studia (studiowali w Kołomnie na wydziale filologicznym) i nie mieli 

ś

rodków, 

by  urz

ą

dzi

ć

 si

ę

 w wymarzonym Groznym, a nie chcieli mieszka

ć

 na wsi.

 

             W  Czerepowcach  mieszkała  moja  ciocia  i  ona  to  zaproponowała  rodzicom, 

by

ś

my do niej przyjechali, wi

ę

c tak oto znale

ź

li

ś

my si

ę

 w tym mie

ś

cie. Wydawało si

ę

Ŝ

czas  tam  stoi  w  miejscu,  ci

ą

gle  si

ę

  nudziłam,  a  jedyne  szcz

ęś

liwe  chwile  prze

Ŝ

ywałam 

wtedy,  gdy  przyje

Ŝ

d

Ŝ

ali

ś

my  w  rodzinne  strony.  Czemu  w  Czerepowcach  tak  mi  si

ę

  nie 

podobało?  W szkole mocno dawano mi odczu

ć

Ŝ

e jestem przyjezdna. Moje nazwisko za 

bardzo  odznaczało  si

ę

  na  tle  tych  wszystkich  Pietrowów  czy  Sidorowów.  Nauczyciele, 

niby  to  przez  pomyłk

ę

,  bł

ę

dnie  je  wymawiali,  co  w  klasie  zawsze  wywoływało 

rozbawienie. No i w ogóle, dziewczyna niewiadomo jakiej narodowo

ś

ci: ni to Cyganka, ni 

Czukcza.  Tak  oto  wygl

ą

dał  mój  status.  Byłam  tym  bardzo  skr

ę

powana  i  zachowywałam 

si

ę

 jak trusia – tak te

Ŝ

 w klasie mnie przezywano.

 

             W  Czerepowcach  mieszkali

ś

my  prawie  jedena

ś

cie  lat.  Potem  wrócili

ś

my  w 

ojczyste  strony.  Było  to  najszcz

ęś

liwsze  wydarzenie  w  moim 

Ŝ

yciu!  Od  razu  mi  si

ę

  tu 

spodobało. 

 

Strona 13 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Pierwsze  wra

Ŝ

enie,  jakie  wywarł  na  mnie  Grozny,  to  poczucie, 

Ŝ

e  to  nasze 

miasto,  nasi  ludzie.  Ale  niedługo  cieszyli

ś

my  si

ę

  powrotem.  Zaryzykuj

ę

  stwierdzenie, 

Ŝ

najlepsze lata zostały po prostu  wykre

ś

lone z mojego 

Ŝ

ycia. I nigdy nikt nie zwróci ich ani 

mnie, ani moim rówie

ś

nikom.

 

             Listopad  1994  roku  na  długo  zostanie  w  mojej  pami

ę

ci  (1).  Na  moj

ą

  republik

ę

mój  kraj  ojczysty,  przyszło  to,  co  najpotworniejsze  na  naszej  planecie,  co  pokazuj

ą

  w 

filmach,  o  czym  opowiadaj

ą

  w  ksi

ąŜ

kach,  to,  co  wydawało  si

ę

Ŝ

e  nigdy  nie  mo

Ŝ

e  si

ę

 

przydarzy

ć

 ani mnie, ani tam, gdzie mieszkam.  A jednak to nadeszło i nikt nie mógł temu 

zapobiec.

 

             Przywieziono  nas  do  Aczchoj-Martanu  (2),  rodzinnej  wioski  mojej  mamy.  Je

Ŝ

eli 

do  tej  pory  uwa

Ŝ

ano  nas  tu  za  go

ś

ci,  to  teraz  traktowano  jak  uchod

ź

ców.  Je

ś

li 

zastanawiam  si

ę

,  jak  długo  ju

Ŝ

  zmagam  si

ę

  z  losem  tułacza,  wydaje  mi  si

ę

Ŝ

e  zostan

ę

 

do

Ŝ

ywotnim uchod

ź

c

ą

Ŝ

e przywykam ju

Ŝ

 do koczowniczego trybu 

Ŝ

ycia jak Cyganie. Ale 

mimo  wszystko  mam  nadziej

ę

Ŝ

e  kiedy

ś

  to  si

ę

  sko

ń

czy,  chocia

Ŝ

  nadzieje  na  spokojne 

Ŝ

ycie  tak  cz

ę

sto  si

ę

  niwecz

ą

Ŝ

e  nigdy  nie  mówimy  o  swojej  przyszło

ś

ci  z  pełnym 

przekonaniem.

 

             Z  Aczchoju  przyszło  nam  jecha

ć

  do  Machket  (3),  wioski,  gdzie  przyszłam  na 

ś

wiat.  Dawniej  rzadko  tu  bywałam,  ale  teraz  miałam  okazj

ę

  bli

Ŝ

ej  pozna

ć

  si

ę

  z  tym 

miejscem  w  „sprzyjaj

ą

cych  okoliczno

ś

ciach”.  Czas  sp

ę

dzałam  głównie  nad  ksi

ąŜ

kami. 

Bardzo lubiłam czyta

ć

 powie

ś

ci przygodowe, a wprost uwielbiam dzieła Henriego Rajdera 

Chaggarda  Córka  Montesuma  i  Dzieci  mgły.  Z  ich  bohaterami  mogłabym  wsz

ę

dzie 

podró

Ŝ

owa

ć

!  Niestety,  była  wojna,  chocia

Ŝ

  starali

ś

my  si

ę

  nie  zwraca

ć

  uwagi  na  to 

wszystko,  co  si

ę

  wokół  nas  działo.  Pragn

ę

li

ś

my  za  wszelk

ą

  cen

ę

 

Ŝ

y

ć

!  Niekiedy  tak 

chciałoby  si

ę

  po

ś

mia

ć

!  Nieraz  doro

ś

li  gani

ą

  nas  za  to, 

Ŝ

e  jest  nam  zbyt  wesoło.  To 

przykre.  Zastanawiamy  si

ę

,  dlaczego  oni  nie  mog

ą

  nas  zrozumie

ć

,  przecie

Ŝ

  tak  mało 

rado

ś

ci przypadło w udziale naszym czasom, jeste

ś

my ju

Ŝ

 zm

ę

czeni wiecznym smutkiem 

i cierpieniem!

 

             W  Makchetach  te

Ŝ

  nie  cieszyli

ś

my  si

ę

  długo  spokojem.  Której

ś

  nocy  samoloty 

zacz

ę

ły  nas  bombardowa

ć

  (4).  Bomby  spadały  bardzo  blisko  i  jak  zwykle  pierwsz

ą

 

reakcj

ą

  była  my

ś

l:  biegiem  do  piwnicy.  Nasza  piwnica  była  bardzo  zimna  –  te 

pomieszczenia  buduje  si

ę

  przecie

Ŝ

,  aby  przechowywa

ć

  w  nich  głównie 

Ŝ

ywno

ść

,  a  nie 

ludzi, Bardziej nadawała si

ę

 do tego piwnica s

ą

siadów, wi

ę

c tam szukali

ś

my schronienia. 

Dobrze pami

ę

tam te chwile. Była ciemna noc, biegli

ś

my po omacku. Wprawdzie s

ą

siedzi 

mieszkali bardzo blisko, ale droga wydawała si

ę

 niezmiernie długa.

 

            Chyba najci

ęŜ

ej było m

ęŜ

czyznom. Oni powinni strzec naszego spokoju, im nie 

przystoi  paniczna  ucieczka.  Niezwykle  trudno  jednak  uspokaja

ć

  innych,  kiedy  jest  si

ę

 

samemu w tragicznym poło

Ŝ

eniu.

 

            Atak bombowy  nie ustawał. W  małej piwnicy siedziało  około 30 ludzi, co  chwil

ę

 

rozlegał  si

ę

  lament  kobiet  i  płacz  dzieci.  Przeczytano  chyba  wszystkie  modlitwy,  jakie 

tylko przewiduje islam.

 

             Wydawało  si

ę

Ŝ

e  nalot  nigdy  si

ę

  nie  sko

ń

czy.  Jak  dowiedzieli

ś

my  si

ę

  pó

ź

niej, 

bombardowano pobliski kurort.

 

            Nie wiem, co zawiniło im to uzdrowisko, by

ć

 mo

Ŝ

e podejrzewano, 

Ŝ

e znajduje si

ę

 

tam baza bojowników, których w tym czasie nawet nie było w pobli

Ŝ

u (5). Potem zacz

ę

ły 

si

ę

  równie

Ŝ

  ataki  na  wiosk

ę

.  Wtedy  starszyzna  zdecydowała, 

Ŝ

e  pora  st

ą

d  wyje

Ŝ

d

Ŝ

a

ć

Kiedy  tylko  zacz

ę

ło 

ś

wita

ć

,  zabrali

ś

my  najpotrzebniejsze  rzeczy  i  załadowali

ś

my  si

ę

  na 

kamaza  naszego  wujka.  Razem  z  nami  jechało  wielu  krewnych,  wi

ę

c  w  przyczepie  było 

strasznie tłoczno. Trudno było to wytrzyma

ć

 – ubrani w co popadnie, z przera

Ŝ

eniem na 

Strona 14 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

twarzy,  cał

ą

  drog

ę

  znosili

ś

my  płacz  dzieci.  Byli

ś

my  tak 

ś

ci

ś

ni

ę

ci, 

Ŝ

e  chwilami  wydawało 

mi si

ę

Ŝ

e si

ę

 dusz

ę

.

 

            

ś

eby  dosta

ć

  si

ę

  do  Rejonu  Nadterecznego,  musieli

ś

my  najpierw  przejecha

ć

 

przez  Republik

ę

  Dagesta

ń

sk

ą

,  co  zabrało  nam  cał

ą

  dob

ę

.  Jecha

ć

  główn

ą

  tras

ą

  było 

bardzo  niebezpiecznie,  wi

ę

c  pod

ąŜ

ali

ś

my  jakimi

ś

  okropnymi  bocznymi  drogami.  W 

pewnym momencie poczuli

ś

my, 

Ŝ

e samochód si

ę

 przechyla, ale nie wiedzieli

ś

my, co si

ę

 

dzieje.  Przed  nami  jechał  autobus,  w  którym  siedziała  ciocia  i  przez  okno  obserwowała 
nasz kamaz. Widziała przez moment, jak niebezpiecznie zawisł nad przepa

ś

ci

ą

, w któr

ą

 o 

mały  włos  nie  run

ą

ł.  Cioci  zamarło  serce,  ale  my  byli

ś

my  nie

ś

wiadomi   tego,  co  nam 

groziło.

 

            W stanicy Kalinowskaja mieszkali

ś

my prawie miesi

ą

c. W tym czasie w Groznym 

wszystko  powoli  si

ę

  stabilizowało,  zapadła  wi

ę

c  decyzja  o  powrocie.  Jechali

ś

my   kolej

ą

 

(7).  Kiedy  wyszli

ś

my  z  dworca,  zdawało  nam  si

ę

Ŝ

e  znale

ź

li

ś

my  si

ę

  w  obcym  mie

ś

cie. 

Wysokie,  nadpalone  domy  wygl

ą

dały  jak  upiorne  zjawy.  Widok  ruin  robił  niesamowite 

wra

Ŝ

enie,  mo

Ŝ

na  jednak  do  tego  przywykn

ąć

  tak  samo,  jak  do  wybuchów,  chocia

Ŝ

 

wymaga to sporo wysiłku. My

ś

l

ę

Ŝ

e nie przestrasz

ę

 si

ę

 ju

Ŝ

 nawet najsilniejszej detonacji. 

Jak to si

ę

 mówi, człowiek do wszystkiego si

ę

 przyzwyczai.

 

             Na  szcz

ęś

cie  nasze  mieszkanie  ocalało,  chocia

Ŝ

  i  w  nie  uderzył  pocisk.  Jeden 

pokój  był  spalony.  Cieszyli

ś

my  si

ę

  jednak, 

Ŝ

e  w  ogóle  istnieje,  wi

ę

c  niezbyt 

przejmowali

ś

my si

ę

 jego stanem. Szkoła równie

Ŝ

 nie ucierpiała zbyt mocno.

 

             Powinnam  była  chodzi

ć

  do  dziewi

ą

tej  tej  klasy.  Przed  wojn

ą

  nieraz  nie  chciało 

nam  si

ę

  i

ść

  do  szkoły  czy  odrabia

ć

  lekcji,  ale  teraz  wszystko  si

ę

  zmieniło.  Z  wielkim 

zapałem  zabrali

ś

my  si

ę

  do  nauki,  zacie

ś

niły  si

ę

  te

Ŝ

  wzajemne  przyja

ź

nie.  Ta  wojna  tak 

jako

ś

 nas zespoliła.

 

            Tego lata pojechali

ś

my na wakacje do Nalczyka. Po tym, co prze

Ŝ

yli

ś

my, pobyt 

tam  wydawał  si

ę

  nam  bajk

ą

.  Łazili

ś

my  po  górach,  urz

ą

dzali

ś

my  pikniki  nad  rzek

ą

zwiedzali

ś

my  miasto.  T

ę

  sam

ą

  rzek

ę

  i  te  same  góry  mieli

ś

my  przecie

Ŝ

  u  siebie,  ale  nie 

wiedzieli

ś

my,  kiedy  znów  b

ę

dziemy  mogli  spokojnie  si

ę

  po  nich  porusza

ć

.  Nasze  lasy  i 

góry  były  teraz  „naszpikowane”  wszystkimi  rodzajami  min  i  pocisków.  Kiedy  człowiek 
patrzy na takie miasta jak Nalczyk, wspomina, jakie było kiedy

ś

 nasze miasto. Gdyby nie 

było wojny, mo

Ŝ

na sobie wyobrazi

ć

, jakby teraz rozkwitało.

 

             Po  dwóch  latach  sko

ń

czyłam  szkoł

ę

 i   trzeba  było  si

ę

  zdecydowa

ć

,  jaki  wybra

ć

 

zawód.  Tylko  modele  odzie

Ŝ

y  były  mi  w  głowie  i  robiłam  ró

Ŝ

ne  szkice,  które 

umieszczałam w albumie. Interesowałam si

ę

 tym ju

Ŝ

 od dzieci

ń

stwa, szyłam ubranka dla 

lalek, a moje fasony wszystkim bardzo si

ę

 podobały.

 

            Kiedy

ś

 babcia nazwała mnie „mał

ą

 artystk

ą

-modelatork

ą

”. Ta nazwa utkwiła mi w 

pami

ę

ci. Ale, jak stwierdziła moja mama, to niezbyt powa

Ŝ

ne, ot, taka dzieci

ę

ca fantazja. 

Niestety, w Groznym nie było takiej uczelni, gdzie chciałabym pój

ść

, a nie było nawet co 

marzy

ć

 o wyje

ź

dzie. Najbardziej zabraniali mi tego rodzice, którzy kiedy

ś

 sami studiowali 

w Rosji.

 

             W  Moskwie  mieszkała  ciocia.  Znaj

ą

c  moje  zdolno

ś

ci,  przyjechała  do  nas 

specjalnie, 

Ŝ

eby  przekona

ć

  rodziców,  by  pozwolili  mi  zamieszka

ć

  u  niej  i  zdawa

ć

  na 

wydział  przemysłu  lekkiego.  Rodzice  mnie  jednak  nie  pu

ś

cili.  Mama  przypomniała, 

Ŝ

zawsze  miałam  problemy  z  chemi

ą

,  a  to  główny  przedmiot  na  tym  kierunku.  No  có

Ŝ

chemia  była  moj

ą

  pi

ę

t

ą

  Achillesow

ą

.  Teraz  my

ś

l

ę

Ŝ

e  je

ś

liby  rodzice  zgodzili  si

ę

  na 

wyjazd, moje marzenia i pasje pomogłyby mi w nauce.

 

Strona 15 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             W  gruncie  rzeczy  mama  po  prostu  chciała,  abym  została  lekarzem.  Tato 

natomiast  uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e  i

ść

  na  medycyn

ę

  wbrew  ch

ę

ciom,  to  przest

ę

pstwo,  natomiast 

marzył, 

Ŝ

ebym zdawała na prawo. Widział ju

Ŝ

 swoj

ą

 córeczk

ę

 jako prawnika – adwokata 

lub notariusza…

             Nasz  bal maturalny,  jak na zło

ść

,  przebiegał  niezbyt miło.  Pod oknami odbywał 

si

ę

 s

ą

d szariacki (8), co nie pozwalało nam normalnie si

ę

 bawi

ć

. A obmy

ś

liłam sobie tak

ą

 

wspaniał

ą

 kreacj

ę

! Z bł

ę

kitnego atłasu, wszyscy j

ą

 podziwiali.

 

             Dwa  dni  po  tak  zwanym  komersie  spotkałam  znajom

ą

  dziewczyn

ę

,  która 

studiowała anglistyk

ę

 na wydziale filologicznym. Dowiedziałam si

ę

 od niej, 

Ŝ

e na naszym 

uniwersytecie  jest  te

Ŝ

  romanistyka.  Wcze

ś

niej  nie  zastanawiałam  si

ę

  nad  studiami 

j

ę

zykowymi.  Francuski  zawsze  mi  si

ę

  podobał,  uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e  jest  to  j

ę

zyk 

ś

wiata  mody, 

czyli tego, co w rzeczywisto

ś

ci najbardziej mnie interesuje.

 

            Zacz

ę

łam  wi

ę

c studiowa

ć

 na uniwersytecie, na wydziale j

ę

zyków obcych.

 

             Od  razu  mi  si

ę

  tutaj  spodobało,  wszyscy  byli  bardzo  mili  i  towarzyscy.  Studia 

okazały si

ę

 niezwykle ciekawe. Mieli

ś

my wspaniałych wykładowców. Wszystko mogło si

ę

 

wi

ę

c potoczy

ć

 pomy

ś

lnie, gdyby nie wojna. Nie mogłam uwierzy

ć

Ŝ

e znów si

ę

 zacz

ę

ła.

 

             Rok  1999  to  powtórka  znanego  scenariusza  (9),  ale  z  jeszcze  wi

ę

ksz

ą

  sił

ą

Nawet  wtedy,  gdy  zacz

ę

ło  si

ę

  bombardowanie  miasta,  miałam  ci

ą

gle  pewne  nadzieje. 

Jakby

ś

my  za  mało  napatrzyli  si

ę

  na  okropno

ś

ci  w  czasie  pierwszej  wojny!  Je

Ŝ

eli  t

ę

 

pierwsz

ą

 mo

Ŝ

na było jako

ś

 znie

ść

, to  druga była ju

Ŝ

 nie do zniesienia. Mo

Ŝ

e te

Ŝ

 dlatego, 

Ŝ

e stałam si

ę

 ju

Ŝ

 dorosła i bardziej u

ś

wiadamiałam sobie, co si

ę

 dzieje, a mo

Ŝ

e ta wojna 

była  jeszcze  bardziej  okrutna  ni

Ŝ

  poprzednia?  Tragedia,  nieko

ń

cz

ą

ca  si

ę

  tragedia. 

Wyjechałam  do  Inguszetii  (11),  ale  serce,  dusza  i  cz

ęść

  mnie  pozostały  w  Groznym. 

Pozostały,  gdy

Ŝ

  pozostało  tam  wielu  bliskich  mi  ludzi  i  maj

ą

c  tego 

ś

wiadomo

ść

,  nie 

mogłam  zazna

ć

  spokoju.  „Biedne  pacany!,  my

ś

lałam.   Czy

Ŝ

by  odechciało  wam  si

ę

 

Ŝ

y

ć

na  co  wam  takie  bohaterstwo?”  Ale  oni  po  prostu  kochali  swoje  miasto,  dla  nich  nic 
innego si

ę

 nie liczyło i zostali, by je broni

ć

. Wraz ze 

ś

mierci

ą

 ka

Ŝ

dego z nich co

ś

 si

ę

 we 

mnie urywało, wydawało mi si

ę

Ŝ

ś

wiat si

ę

 wali, a ja zapadam si

ę

 w jak

ąś

 otchła

ń

. Nie 

mogłam  ogl

ą

da

ć

  telewizji,  nie  mogłam  patrze

ć

  na  to  wszystko,  co  pokazywali  w 

„Wiadomo

ś

ciach”, to było ponad moje siły. Nie mogłam te

Ŝ

 wychodzi

ć

 na spacer, bo nie 

potrafiłam  znie

ść

Ŝ

e  ludzie  tak  beztrosko  spaceruj

ą

  sobie  po  mie

ś

cie, 

Ŝ

e  ciesz

ą

  si

ę

 

Ŝ

yciem. 

            

             Mo

Ŝ

e  to  nieładnie,  ale  gdziekolwiek  bym  pojechała,  wsz

ę

dzie  prze

ś

ladowały 

mnie my

ś

li: „w czym jeste

ś

my gorsi od innych?”, „za co to wszystko?”.

 

             W  małgobekowskim  (12)  parku  zbierały  si

ę

  czecze

ń

skie  dzieci;  dla  nich 

hu

ś

tawki,  karuzele  były  czym

ś

  nowym,  niespotykanym.  Kiedy  patrzyłam  na  nie, 

pragn

ę

łam, 

Ŝ

eby  miały  przynajmniej  beztroskie  dzieci

ń

stwo,  ale  go  nie  miały.  Wszyscy 

byli

ś

my „dzie

ć

mi wojny”.

 

             Po  paru  miesi

ą

cach  przyjechali

ś

my  do  Aczchoj-Martanu  w  nadziei, 

Ŝ

przynajmniej  tu  b

ę

dzie  nieco  bezpieczniej.  Dziadek  zmartwił  si

ę

  naszym  powrotem. 

Pewnej mocy, kiedy zacz

ę

ło si

ę

 bombardowanie (13), on tak si

ę

 o nas bał, 

Ŝ

e przypłacił 

to 

Ŝ

yciem. Rano  ju

Ŝ

  nie  wstał z  łó

Ŝ

ka,  chocia

Ŝ

  do  tej pory  był zupełnie  zdrów.  Przele

Ŝ

ał 

cały  dzie

ń

,  pod  wieczór  znacznie  mu  si

ę

  pogorszyło.  Zmarł  w  nocy,  dosłownie  zgasł  na 

naszych  oczach.  Zdawało  mi  si

ę

Ŝ

e  i  ze  mn

ą

  co

ś

  si

ę

 stanie, 

Ŝ

e  chyba oszalej

ę

.  Ludzie 

gin

ę

li,  umierali,  a  nie  było  dok

ą

d  od  tego  uciec,  ani  znik

ą

d  oczekiwa

ć

  pomocy. 

Ś

mier

ć

 

przychodziła tak po prostu, zwyczajnie i nic nie mogło jej w tym przeszkodzi

ć

. W ci

ą

gu tej 

pami

ę

tnej  nocy  wydoro

ś

lałam  o  kilka  lat.  Wydawało  mi  si

ę

Ŝ

e  zostałam  wy

Ŝę

ta  z 

wszelkich  uczu

ć

.  Chciałam  jedynie  umrze

ć

.  Je

Ŝ

eli  do  tej  pory  nie  chciałam  wierzy

ć

Ŝ

pozostaj

ą

cy  w  Groznym  ludzie  mog

ą

  straci

ć

 

Ŝ

ycie,  to  teraz  ju

Ŝ

  byłam  tego  pewna. 

Nadzieje okazuj

ą

 si

ę

 bardzo złudne.

Strona 16 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

             Pewnego  dnia  bardzo  bolała  mnie  głowa.  Im  mocniej  mnie  bolała,  tym  bardziej 

pragn

ę

łam zapa

ść

 si

ę

 w niebyt. Wtedy przez chwil

ę

 pozazdro

ś

ciłam narkomanom. Był to 

moment  rozpaczy,  w  któr

ą

  zwykle  wpada  si

ę

  w  takich  chwilach.  Co  pocz

ąć

?  Tłumi

ć

 

nienawi

ść

?  Czy  sta

ć

  si

ę

  bezdusznym  obłudnikiem?  Zrozumiałam  wtedy  naszych 

chłopaków,  którzy  „siedzieli  na  igle”.  A  stale  ich  przybywało,  z  ka

Ŝ

dym  dniem.  Mieli  do 

wyboru: i

ść

 na wojn

ę

, albo da

ć

 si

ę

 unicestwi

ć

 narkotykom.

 

             Wówczas  z  Nazrania  przyjechał  mój  wujek  i  postanowił  zabra

ć

  mnie  z  sob

ą

Widocznie rozumiał, w jakim jestem stanie i chciał mnie troch

ę

 rozerwa

ć

.

 

             U  nich  nie  czułam  si

ę

  jednak  lepiej.  Spokój  i  beztroska  otoczenia  stale 

przypominały  mi  minione  dni.  Jedyne  przyjemne  chwile  prze

Ŝ

ywałam,  gdy  spotykałam 

znajomych.  Wspominali

ś

my  przeszło

ść

,  ale  o  tych,  którzy  pozostali  w  Groznym, 

starali

ś

my  si

ę

  nie  rozmawia

ć

,  nie  chcieli

ś

my  pogarsza

ć

  sytuacji,  która  i  bez  tego  była 

napi

ę

ta.

 

             Kiedy

ś

  jechali

ś

my  autobusem  do  Małgobeku.  Przy  wyje

ź

dzie  z  Nazrania  była 

aleja,  która  zawsze  przypominała  mi  alej

ę

,  biegn

ą

c

ą

  niedaleko  naszego  domu  w 

Groznym  (bardzo  lubiłam  tamt

ę

dy  je

ź

dzi

ć

).  Nagle  usłyszałam  piosenk

ę

  grupy  DDT 

Jesie

ń

:  „Jesieni,  ty  przypominasz  sercu  o  najwa

Ŝ

niejszym:  o  losie  naszej  ojczyzny  i 

naszym”  –  tak 

ś

piewał  Szewczuk  o  tej  jesieni,  która  przyszła  do  nas  wraz  z  wojn

ą

  i 

zostawiła  nas  bez  odpowiedzi  na  pytanie:  co  si

ę

  z  nami  stanie? 

Ś

piewał,  sam  nie 

podejrzewaj

ą

c, jak gł

ę

boko rani czecze

ń

skie serca. W

ą

tpi

ę

, by ta rana pr

ę

dko si

ę

 zagoiła 

– jest przecie

Ŝ

 taka gł

ę

boka…

 

            Latem nast

ą

pił  kres  działa

ń

  wojennych. Był rok 2000. Wrócili

ś

my  do Groznego. 

Byłam szcz

ęś

liwa, wracaj

ą

c tutaj, przecie

Ŝ

 im bardziej nasze miasto obracało si

ę

 w ruin

ę

tym  mocniej  je  kochali

ś

my.  Niechby  nie  było  tu  warunków  do 

Ŝ

ycia,  my  to  wytrzymamy, 

niechby  cały  Grozny  pokrył  si

ę

  kurzem,  my  jeste

ś

my  gotowi  go  połyka

ć

,  dla  nas  słodki 

jest – jak to si

ę

 mówi – „i dym Ojczyzny”.

 

             Wracałam,  a  w  głowie  rozbrzmiewała  mi  piosenka  Timura  Mucurajewa  (14), 

którego tak lubili

ś

my: „Patrz

ę

 na surowy monolit mojego miasta. Patrz

ę

 i piersi 

ś

ciska mi 

ból na widok smutnych ruin” *. „Miasto Grozny, miasto marze

ń

 i niespełnionych nadziei”. 

Czemu  znów  u

Ŝ

ywam  wersów  piosenki,  zamiast  mówi

ć

  własnymi  słowami?  Chyba  tak 

jest,  gdy  dotykamy  wielkiego  tematu.  Wtedy  wszyscy  mówimy  jednym  głosem,  cz

ę

sto 

j

ę

zykiem poezji. Timur chodził ze mn

ą

 do tej samej szkoły, spacerowali

ś

my tymi samymi 

alejami i kto, jak nie on, wie, co dzieje si

ę

 w moim sercu, gdy widz

ę

 swoje miasto! Teraz 

Grozny był martwy.

 

             Tego  lata  poszłam  na  uniwersytet,  aby  uporz

ą

dkowa

ć

  nieco  ten  przybytek 

wiedzy.  Przyjemnie  było  wróci

ć

  na  swoj

ą

  uczelni

ę

.  Przybyli  tylko  nieliczni  i  trudno  było 

uwierzy

ć

Ŝ

e ludzie kiedy

ś

 zaczn

ą

 tu wraca

ć

 

            W drodze powrotnej spotkałam jednego ze swoich przyjaciół, któremu niedawno 

zabito  brata,  wi

ę

c  chciałam  zło

Ŝ

y

ć

  mu  kondolencje.  Dobrze  znałam  tego  brata,  o  jego 

ś

mierci dowiedziałam si

ę

 jeszcze w Inguszetii (był to dla mnie wielki wstrz

ą

s). Podeszłam 

do niego, ale gdy próbowałam co

ś

 powiedzie

ć

, oczy przesłoniły mi łzy, a słowa ugrz

ę

zły 

w  gardle. Wtedy zauwa

Ŝ

yłam, 

Ŝ

e  z  nim  dzieje si

ę

 to samo, tylko 

Ŝ

e on nie  mógł płaka

ć

Płacz  nie  przystoi  Czeczenom,  wi

ę

c  musiał  znosi

ć

  niewypowiedziane  katusze, 

Ŝ

eby  nie 

okaza

ć

  słabo

ś

ci.  Nie  mógł  jednak  długo  si

ę

  powstrzymywa

ć

,  zrozumiałam  wi

ę

c, 

Ŝ

powinnam szybko si

ę

 po

Ŝ

egna

ć

. Brat był pełen rado

ś

ci 

Ŝ

ycia, szedł na wojn

ę

 jak na jak

ąś

 

tajemnicz

ą

, zagadkow

ą

 wypraw

ę

;  nie miał jeszcze nawet osiemnastu lat.

 

Strona 17 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Jak  wielkie  było  moje  zdziwienie,  kiedy  poszłam  we  wrze

ś

niu  na  uniwersytet. 

Uczelnia była pełna po brzegi. Zacz

ą

ł si

ę

 nowy rok akademicki, ale z naszej grupy nikt nie 

wrócił. Moja najlepsza przyjaciółka wyjechała na stałe za granic

ę

, zostałam wi

ę

c sama jak 

palec. Ale chyba Allach mnie kocha, bo przysłał mi nowych, wspaniałych ludzi. Poznałam 
dziewczyn

ę

 z grupy niemieckiej – Asi

ę

. Zaprzyja

ź

niły

ś

my si

ę

 od razu i obie czuły

ś

my, 

Ŝ

b

ę

dzie to przyja

źń

 silna i trwała. Asia nie tylko jest człowiekiem godnym zaufania, ale ma 

te

Ŝ

 mocny charakter i ta siła od niej promieniuje. Pó

ź

niej poznałam jeszcze dwie Milany. 

Otaczali  mnie  zatem  wierni przyjaciele.  Przyja

źń

  –  to  rzecz  bardzo  wa

Ŝ

na  w 

Ŝ

yciu.  Je

ś

li 

człowiek ma wypróbowanych przyjaciół, to 

Ŝ

ycie staje si

ę

 łatwiejsze.

 

             Zaj

ę

cia  odbywały  si

ę

,  ale  niesystematycznie,  cz

ę

sto  przepadały  z  powodu 

ostrzału czy te

Ŝ

 przeprowadzanych „zaczystek”. Przyszło nam wi

ę

c wiele prze

Ŝ

y

ć

! Prawie 

codziennie kto

ś

 gin

ą

ł i nierzadko w

ś

ród zabitych byli nasi znajomi. Milana, jedna z moich 

przyjaciółek,  spotykała  si

ę

  z  chłopakiem.  Mieli  powa

Ŝ

ne  zamiary.  On  był  wesołym, 

pogodnym  człowiekiem.  Trudno  sobie  było  wyobrazi

ć

  jego  nieobecno

ść

  w  naszej 

kompanii. Kazbek  stawał  cz

ę

sto na 

ś

rodku uczelnianej  kawiarenki  i gło

ś

no 

Ŝ

artował: „Ja 

ju

Ŝ

 tu wszystko wykupiłem”. 

 

            Stało si

ę

 to którego

ś

 ranka. Przyszedł jego brat i po prostu powiedział: „Kazbeka 

zabito.”  W  tym  momencie  stałam  odwrócona  tyłem  i  poczułam, 

Ŝ

e  nie  mog

ę

  si

ę

  ruszy

ć

ani  nawet  obejrze

ć

.  Lepiej, 

Ŝ

ebym  ogłuchła,  by  nie  słysze

ć

  tych  słów.  Niestety,  jeszcze 

wiele okropno

ś

ci miały usłysze

ć

 moje uszy.

 

             Pobyt  na  uniwersytecie  stawał  si

ę

  nie  do  zniesienia.  Wszystko  tu  przypominało 

Kazbeka.  Kiedy  wchodziło  si

ę

  do  naszej  kafejki,  od  razu  rzucały  si

ę

  w  oczy  ogromne 

czarne litery „Kazbek, ty ju

Ŝ

 tu wszystko wykupiłe

ś

”.

 

             Ogromnymi  czarnymi  literami  zapisali

ś

my  te

Ŝ

  słowa  wiecznej  pami

ę

ci  i 

Ŝ

alu  po 

naszych braciach nie tylko na 

ś

cianach, ale przede wszystkim  w naszych sercach. Tam 

napisy nigdy si

ę

 nie zetr

ą

.

 

             My,  Wajnachowie,  jeste

ś

my  silnym  narodem.  Cokolwiek  by  z  nami  robili,  nasz 

duch  pozostanie  niezłomny.  Wierzymy, 

Ŝ

e  nasza  Czeczenia  odrodzi  si

ę

,  jak  feniks  z 

popiołu.

 

 

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->26  listopada  1994  roku  Grozny  zaatakowały 

oddziały  antydudajewskiej  opozycji.  Atak  został  odparty,  pojazdy  pancerne 
spalone  lub  przechwycone,  dziesi

ą

tki  rosyjskich 

Ŝ

ołnierzy  dostało  si

ę

  do  niewoli. 

Tak  zacz

ę

ła  si

ę

  „pierwsza  wojna  czecze

ń

ska”.  Pocz

ą

tkiem  grudnia  na  Grozny 

spadły  pierwsze  bomby.  Chyba  wła

ś

nie  w  tych  dniach  rodzina  Sarisy  opu

ś

ciła 

miasto.

 

<!--[if  !supportLists]-->(2)

   

<!--[endif]-->Centrum  tego  dystryktu  znajduje  w  zachodniej 

Czeczenii,  w  jej  nizinnej  cz

ęś

ci  (jak  zwykło  si

ę

  tu  mówi

ć

  –  na  płaszczy

ź

nie). 

Przemieszczaj

ą

ca  si

ę

  w  kierunku  Czeczenii  tras

ą

  Rostow  –  Baku,  od  strony 

Północnej  Osetii  kolumna  wojsk  federalnych  została  zatrzymana  12  listopada 
przez  mieszka

ń

ców  wioski  Nowy  Szaroj,  nieco  na  północ  od  Aczchaj-Martana. 

Prawdopodobnie wtedy rodzina Sarisy opu

ś

ciła Aczchaj.

 

<!--[if  !supportLists]-->(3)

   

<!--[endif]-->Wioska  znajduje  si

ę

  w  górzystym  rejonie 

wede

ń

skim,  na  południowym  wschodzie  Czeczenii.  Wjazdem  głównego  bohatera 

do „nieprzyjaznego aułu Machket” zaczyna si

ę

 „Had

Ŝ

i-Murat” Lwa Tołstoja. W aule 

Strona 18 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Machket  rozgrywa  si

ę

  te

Ŝ

  akcja  filmu  „Jeniec  Kaukazu”  w  re

Ŝ

yserii  Siergieja 

Bodrowa.

 

<!--[if !supportLists]-->(4)

   

<!--[endif]-->Bombardowania tego regionu trwały z przerwami 

od ko

ń

ca grudnia 1994 roku do pocz

ą

tku czerwca 1995. Rodzina Łarisy wyjechała 

z Machket najpewniej w połowie maja, kiedy rozpocz

ę

ły si

ę

 ju

Ŝ

 zmasowane naloty 

na powiat wiedienski.

 

<!--[if !supportLists]-->(5)

   

<!--[endif]-->To prawda, bojownicy do

ść

 cz

ę

sto zakładali swe 

bazy w o

ś

rodkach wypoczynkowych i kurortach górskich. W czasie bombardowa

ń

 

ucierpiało wielu mieszka

ń

ców okolicznych wiosek.

 

<!--[if  !supportLists]-->(6)

   

<!--[endif]-->Poło

Ŝ

ony  na  północnym  zachodzie  Czeczenii 

dystrykt  nadtereczny  uwa

Ŝ

any  był  za  ostoj

ę

  antydudajewskiej  opozycji.  Tutaj  nie 

było działa

ń

 wojennych ani zniszcze

ń

.

 

<!--[if  !supportLists]-->(7)

   

<!--[endif]-->Poł

ą

czenie  kolejowe  z  Groznym  zostało 

przywrócone latem 1995.

 

<!--[if 

!supportLists]-->(8)

   

<!--[endif]-->„Szariackie 

prawodawstwo” 

zacz

ę

to 

wprowadza

ć

  w  Czeczenii  na  przełomie  lata  i  jesieni  1996.  Jednak  w  praktyce 

„kodeks 

szariacki” 

tworzył 

dziwaczn

ą

 

mieszank

ę

 

prawa 

islamskiego,  

zwyczajowego  (adatu)  i  kodeksu  karnego  z  czasów  ZSSR.  W 

Ŝ

yciu  codziennym 

s

ą

dy  szariackie  skazywały  np.  spo

Ŝ

ywaj

ą

cych  alkohol  na  czterdzie

ś

ci  batów 

(jednak spirytus „dla celów medycznych” zawsze był dost

ę

pny na rynku). W szkole 

z  programu  nauczania  wycofano  taki  przedmiot  jak  rysunki  –  zabroniono 
rysowania  postaci  ludzkich.  Szarłat  nie  omin

ą

ł  te

Ŝ

  biologii,  z  której  wyrzucono 

teori

ę

 Darwina. Islamscy radykałowie próbowali zakaza

ć

 w szkołach obchodzenia 

radzieckich 

ś

wi

ą

t, np. noworocznej choinki.

 

<!--[if  !supportLists]-->(9)

   

<!--[endif]-->Autor  ma  widocznie  na  wzgl

ę

dzie  nast

ę

pstwa: 

bombardowania,  wprowadzenie  do  republiki  wojska,  wyj

ś

cie  uchod

ź

ców,  walki 

uliczne.

 

<!--[if  !supportLists]-->(10)

     

<!--[endif]-->Pierwszy  nalot  na  Grozny  miał  miejsce  21 

wrze

ś

nia 1999.

 

<!--[if  !supportLists]-->(11)

     

<!--[endif]-->Prawdopodobnie  nie  pó

ź

niej  ni

Ŝ

  20 wrze

ś

nia, 

gdy

Ŝ

  autor  nie  wspomina  o,  poprzedzonym  masow

ą

  zagład

ą

  ludno

ś

ci  cywilnej, 

ostrzale  rakietowym  miasta  21  pa

ź

dziernika  i  nast

ę

puj

ą

cych  po  nich 

bombardowaniach. Od  23 pa

ź

dziernika a

Ŝ

 do ko

ń

ca miesi

ą

ca, wyjazd uchod

ź

ców 

z Czeczenii do Inguszetii był wstrzymany, drogi były intensywnie bombardowane.

 

<!--[if  !supportLists]-->(12)

     

<!--[endif]-->Małgobek  –  miasto  powiatowe  na  północy 

Inguszetii.

 

<!--[if !supportLists]-->(13)

     

<!--[endif]-->W pierwszych dniach lutego 2000 roku, kiedy 

bojownicy  wychodzili  z  Groznego  w  góry  przez  wioski  Ałchan-Kała,  Zakan-Jurt, 
Szaami-Jurt,  Katyr-Jurt,  Gechi-czy,  siły  federalne  próbowały  ich  tam  zatrzyma

ć

  i 

zniszczy

ć

.  Szczególnie  silne  uderzenia,  z zastosowaniem  amunicji  „pró

Ŝ

niowej”  – 

pocisków  i  bomb  –  skierowane  były  na  wioski  Aczchoj-Martan  i  Katyr-Jurt,  gdzie 
zgin

ę

ło ok. 150 cywilów, którzy nie zd

ąŜ

yli z nich uciec.

 

Strona 19 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

<!--[if !supportLists]-->(14)

     

<!--[endif]--> Timur Mucurajew – jeden z bardziej znanych 

czecze

ń

skich   autorów  tekstów  piosenek  i  ich  wykonawca,  zgin

ą

ł.  Wiele  jego 

pie

ś

ni, stylem i tonacj

ą

 bliskich folklorowi rosyjskiemu, jest po

ś

wi

ę

conych tematyce 

wojennej, walce o niezale

Ŝ

no

ść

.

 

*      Tłumaczenie Przemysława Bogusza

 

 

Pod bombami

 

Ajzan Dzuchajewa,  Grozny, szkoła nr 27, klasa 9

Przed  wojn

ą

  mieszkali

ś

my  na  osiedlu  Leninowskim  koło  przystanku  „Baza 

samochodowa”, blok 3, mieszkania 18.

W  czasie  wojny  wszystko  nam  spłon

ę

ło  i  przeprowadzili

ś

my  si

ę

  na  osiedle 

Staropromysławskie  do  15.  dzielnicy  (1).  Tu  zacz

ę

łam  ucz

ę

szcza

ć

  do  pierwszej  klasy 

szkoły nr 27, gdzie nadal si

ę

 ucz

ę

.

W roku 1994 po zako

ń

czeniu wojny, w której wycierpieli

ś

my tyle okropno

ś

ci, nie 

my

ś

lałam, 

Ŝ

e mojemu narodowi przyjdzie prze

Ŝ

ywa

ć

 jeszcze straszniejsz

ą

 wojn

ę

.

Stało  si

ę

  to  w  roku  1999.  Byli

ś

my  na  zaj

ę

ciach  w  szkole.  Lekcj

ę

  przerwał 

niespodziewany  warkot  samolotu.  Ze  strachu  poczułam  biegaj

ą

ce  po  plecach  mrówki. 

Przez  głow

ę

  przemkn

ę

ła  mi  my

ś

l:  czy

Ŝ

by  znów  wojna?  Miałam  racj

ę

,  wojna!  To  było 

potworne. Po kilku minutach samoloty zacz

ę

ły bombardowa

ć

 Grozny. Od wybuchu bomb 

dr

Ŝ

ały 

ś

ciany szkoły. Dzieci zacz

ę

ły płaka

ć

, boj

ą

c si

ę

 o rodziców, i chciały jak najszybciej 

biec  do  domów.  Ja  te

Ŝ

  truchlałam  ze  strachu  o  mam

ę

  i  tat

ę

.  W  głowie  tłukła  si

ę

  tylko 

jedna my

ś

l – dosta

ć

 si

ę

 do domu, do rodziców.

Do  domów  odprowadzali  nas  nauczyciele.  Kiedy  zobaczyłam  moich  rodziców, 

całych i zdrowych, do oczu napłyn

ę

ły mi łzy.

Ale  najstraszniejsze  miało  dopiero  nadej

ść

.  Na  drugi  dzie

ń

  ludzie  zacz

ę

li 

masowo  opuszcza

ć

  osiedle,  zostało  mo

Ŝ

e  jakie

ś

  pi

ęć

,  sze

ść

  rodzin.  Nasza  równie

Ŝ

 

nigdzie nie wyjechała. Była z nami jeszcze ciocia Chazan. Samoloty nadal bombardowały 
miasto, płon

ę

ły szyby naftowe.

Brat i ja byli

ś

my przera

Ŝ

eni, nie wiedzieli

ś

my, gdzie si

ę

 schowa

ć

. Na szcz

ęś

cie, 

mamy  na  osiedlu  schron  przeciwlotniczy.  Kobiety,  które  zostały,  doprowadziły  go  do 
porz

ą

dku.  M

ąŜ

  mojej  cioci,  Rusłan,  zmontował  piec.  Palili

ś

my  w  nim  drewnem,  które 

r

ą

bali chłopcy.

Spali

ś

my  wszyscy  w  schronie,  bo  nocami  ostrzał  był  najmocniejszy.  Pewnego 

ranka  wyszli

ś

my  ze  schronu  i  poszli

ś

my  do  mieszkania.  Tato  rozpalił  w  piecu,  a  mama 

zacz

ę

ła przygotowywa

ć

 

ś

niadanie. Nagle rozległ si

ę

 wystrzał, nad nami za

ś

wistał pocisk i 

usłyszeli

ś

my silny  wybuch. Ze strachu  zacz

ę

łam krzycze

ć

,  fala uderzeniowa  przewróciła 

mnie  na  podłog

ę

.  Mama  szybko  zacz

ę

ła  ubiera

ć

  brata,  a  po  chwili,  pod 

ś

wiszcz

ą

cymi 

pociskami, biegli

ś

my znów do schronu. Pobliski wybuch obsypał nas ziemi

ą

. Dobiegli

ś

my 

do  naszej  kryjówki,  ale  grzmoty  nie  cichły.  Kobiety  i  dzieci  płakały,  kto

ś

  zacz

ą

ł  czyta

ć

 

modlitwy, w których prosili

ś

my Allacha o ocalenie nam 

Ŝ

ycia. Kiedy to wspominam, oczy 

zawsze zachodz

ą

 mi łzami, a serce 

ś

ciska strach. Mogli

ś

my przecie

Ŝ

 zgin

ąć

.

Przez  dwa  dni  nie  potrafili

ś

my  opu

ś

ci

ć

  naszej  kryjówki,  dookoła  rozlegały  si

ę

 

wybuchy.

Ale najstraszniejsza była noc z 11 na 12 grudnia 1999 roku (2). Na dworze było 

zimno,  spadł 

ś

nieg.  Kiedy  wracali

ś

my  na  noc  do  schronu,  zacz

ę

ło  si

ę

  bombardowanie. 

Trwało  ono  cał

ą

  noc. 

Ś

ciany  naszej  kryjówki  trz

ę

sły  si

ę

  od  wybuchów.  Trójka  chłopców 

nie zd

ąŜ

yła dobiec do schronu, dwoje z nich zostało rannych i przyszli pó

ź

niej, ale trzeci z 

nimi  nie  wrócił.  Znaleziono  go  dopiero  pod  wieczór  nast

ę

pnego  dnia.  Le

Ŝ

ał  pod 

strzaskan

ą

  pociskiem  sosn

ą

.  Achmed  jeszcze  oddychał.  M

ęŜ

czy

ź

ni  z  trudem  zdobyli 

samochód, ale nie dowie

ź

li ju

Ŝ

 chłopaka do szpitala. Zmarł po drodze.

Strona 20 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Kiedy  powiedziano  matce  o  jego 

ś

mierci,  rozegrała  si

ę

  scena  rozdzieraj

ą

ca 

serce.  Tamusja  –  mama  zabitego  Achmeda  –  zacz

ę

ła  krzycze

ć

,  płaka

ć

  i  rwa

ć

  włosy  z 

głowy.  Patrzyli

ś

my  na  ból  kobiety,  która  w ci

ą

gu  jednego  miesi

ą

ca  straciła  m

ęŜ

a  i  syna. 

M

ąŜ

 Tamusji, Achjad, zgin

ą

ł w czasie bombardowania 9 listopada 1999 roku.

Po  tej  strasznej  nocy  próbowali

ś

my  wyjecha

ć

,  ale  za  ka

Ŝ

dym  razem  nas 

ostrzeliwano i musieli

ś

my zawraca

ć

.

W ko

ń

cu, kiedy został otwarty ostatni korytarz (3), było to 7 stycznia 2000 roku, 

udało  si

ę

  naszej  rodzinie  opu

ś

ci

ć

  Grozny.  Mama,  ja,  brat  Chamzat  i  trzyletnia  siostra 

Zariema,  przywi

ą

zawszy  do  kijów  białe  podkoszulki,  szli

ś

my  drog

ą

  w  kierunku  rodzinnej 

wsi  Ke

ń

-Jurt  w  dystrykcie  nadterecznym.  Dzieliły  j

ą

  od  nas  34  kilometry.  Na  dworze  był 

mróz,  r

ę

ce  posiniały  nam  z  zimna  i  prawie  ich  nie  czuli

ś

my.  Wyszli

ś

my  na  gór

ę

,  gdzie 

znajdował si

ę

 posterunek wojskowy, i poprosili

ś

my 

Ŝ

ołnierzy, by pozwolili nam si

ę

 ogrza

ć

 

w swoim namiocie. 

ś

ołnierze zgodzili si

ę

 i weszli

ś

my do 

ś

rodka. Rozgrzawszy si

ę

 troch

ę

chcieli

ś

my  ruszy

ć

  dalej.  Mieli

ś

my  do  przej

ś

cia  jakie

ś

  25-27  kilometrów,  ale  wojacy 

zatrzymali przeje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

cy samochód i nim dojechali

ś

my do wioski

Kiedy dotarli

ś

my do krewnych, ci zacz

ę

li nas 

ś

ciska

ć

 i całowa

ć

. Wszyscy płakali. 

Były to łzy rado

ś

ci, 

Ŝ

Ŝ

yjemy.

Trzeciego  dnia  mama  i  ciocia  pojechały  z  powrotem  do  Groznego,  gdzie  został 

tato.

Rodziców  zobaczyłam  ponownie  dopiero  9  kwietnia  2000  roku,  kiedy  zabrali 

mnie do domu.

Kiedy ich zobaczyłam, zacz

ę

łam płaka

ć

. Ich głowy były zupełnie siwe.

Ale dzi

ę

ki Allachowi udało nam si

ę

 prze

Ŝ

y

ć

 w tym okropnym piekle.

Aby  opisa

ć

  wszystkie  nieszcz

ęś

cia  i  udr

ę

ki,  których  do

ś

wiadczyli

ś

my, 

opowiedzie

ć

 o wszystkich okropno

ś

ciach wojny, brak i słów, i stron w zeszycie.

Doro

ś

li!  Prosz

ę

  was,  opami

ę

tajcie  si

ę

,  przesta

ń

cie  walczy

ć

!  Zlitujcie  si

ę

  nad 

nami, waszymi dzie

ć

mi!!

Przypisy

(1)

    15.  dzielnica:  zamieszkałe  masywy  górskie  w  Groznym  ró

Ŝ

nie  si

ę

  nazywaj

ą

„miasteczka”  (np.  miasteczko  Majakowskiego),  osady  (np.  osada  Kalinina),  czy  wioski 
(np. wioska Stara Sun

Ŝ

a).

(2)

   6  grudnia  1999  roku  ogłoszono, 

Ŝ

e  „korytarz  bezpiecze

ń

stwa”  w  okolicach  osady 

Pierwomajskoje b

ę

dzie czynny tylko do 11 grudnia – tzn. w rzeczywisto

ś

ci mieszka

ń

com 

miasta postawiono ultimatum.

(3)

  Tzw. korytarze bezpieczeństwa w istocie nie gwarantowały 

bezpieczeństwa wychodzącym z miasta cywilom, bo często były one 
ostrzeliwane.

 

 

 

 

Dzie

ń

 Artylerzysty

 

Milana Zunajrajewa, Grozny, szkoła nr 14, 11 klasa

 

 

             To,  o  czym  chc

ę

  pisa

ć

,  b

ę

dzie  bardzo  smutn

ą

  opowie

ś

ci

ą

  –  wspomnieniem  o 

niedawnych wydarzeniach wojennych.

 

Strona 21 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Miało  to  miejsce  21  listopada  1999  roku  o  godzinie  22:00.   Był  to  Dzie

ń

 

Artylerzysty – najokropniejszy dzie

ń

 w tym roku! Tego dnia zgin

ę

ło wielu moich bliskich i 

krewnych. Data ta na trwałe zapisała si

ę

 w pami

ę

ci ka

Ŝ

dego z nas.

 

            Byli

ś

my uchod

ź

cami w wiosce Gojty (1). Na naszym podwórku 

Ŝ

yły trzy rodziny: 

babcia, ciocia i kuzyn Orcyk; wujek, jego 

Ŝ

ona, dwóch synów i dwie córki; i nasza rodzina: 

ojciec,  matka,  ja,  trzy  siostry  i  brat.  Tego  ranka  ka

Ŝ

dy  z  nas  jakby  przeczuwał 

nieszcz

ęś

cie, wszyscy byli w stosunku do siebie niezwykle uprzejmi i bliscy.

 

            Były urodziny mojego kuzyna Bibolta. Zło

Ŝ

yli

ś

my mu 

Ŝ

yczenia i poszli

ś

my spa

ć

O godzinie 22:00 obudziła mnie siostra. Zewsz

ą

d rozlegała si

ę

 gło

ś

na strzelanina. Nasza 

papuga miotała si

ę

 po klatce i przera

ź

liwie skrzeczała, jakby wyczuwała blisko

ść

 

ś

mierci. 

Ubrali

ś

my  si

ę

  szybko  i  wybiegli

ś

my  na  korytarz.  Bratu  Timie  i  kuzynowi  Orcykowi 

strasznie  chciało  si

ę

  spa

ć

,  zwłaszcza  Orcykowi.  Ojciec  razem  z  wujkiem  podeszli  do 

furtki,  gdzie  stali  ju

Ŝ

  kuzyni  i  znajomi  taty.  Mama  z  cioci

ą

  doł

ą

czyły  do  nich.  Razem  z 

babci

ą

 stali

ś

my na korytarzu. Moja siostra i ja chciały

ś

my pobiec do mamy i prosi

ć

, by do 

nas  wróciła,  ale  nie  dały

ś

my  rady,  bo  rozp

ę

tało  si

ę

  prawdziwe  piekło.  Niebo 

poczerwieniało.  Siostra  uciekła  do  mieszkania,  a  ja  za  ni

ą

.  Leciały  na  nas  bomby.  Sufit 

zacz

ą

ł  si

ę

  wali

ć

.  Mama  z  cioci

ą

  ledwie  zd

ąŜ

yły  przybiec  do  domu.  Nasz  samochód, 

stoj

ą

cy  na  podwórku,  płon

ą

ł.  Zacz

ę

łam  woła

ć

  ojca.  Wszyscy  płakali.  Zapalił  si

ę

  dach 

domu.  Krzyczeli

ś

my,  dusz

ą

c  si

ę

  dymem  i  sadz

ą

.  Nagle  zobaczyłam, 

Ŝ

e  wylatuje  w 

powietrze  furtka,  przy  której  stali  nasi  krewni  razem  z  moim  tat

ą

.  Zamarło  mi  serce: 

czy

Ŝ

by ju

Ŝ

 go nie było? Zacz

ę

łam go rozpaczliwie woła

ć

. Nawet nie wiem, jak to si

ę

 stało, 

Ŝ

e  rzucił si

ę

 ku  nam  przez  szalej

ą

cy ogie

ń

  i wyprowadził nas na  podwórko. Uciekali

ś

my 

na bosaka i czołgali

ś

my si

ę

 na tyły domu. Wszyscy pytali o Orcyka. Siedz

ą

c ju

Ŝ

 w dole za 

domem,  dotkn

ę

łam  pleców  mojej  siostry  i  zobaczyłam  na  r

ę

ce  krew,  bardzo  si

ę

 

przestraszyłam. Była ranna. Ranni byli te

Ŝ

: mama, tato, moja druga siostra i kuzyn Bibolt. 

Babcia i Orcyk zgin

ę

li. Orcykowi urwało głow

ę

, a babcia dostała kul

ę

 prosto w serce. Cały 

korytarz spływał krwi

ą

. Tej nocy umarł te

Ŝ

 kuzyn taty (2).

 

 

             Nast

ę

pnego  ranka,  patrz

ą

c  na  nasz  dom,  w  którym  jeszcze  w  nocy 

mieszkali

ś

my,  pytali

ś

my  siebie:  „Czy  to  prawda, 

Ŝ

e

ś

my  to  wszystko  przetrwali?”.  Nie 

mogli

ś

my  uwierzy

ć

Ŝ

e  ocaleli

ś

my.  Nam  udało  si

ę

  prze

Ŝ

y

ć

,  ale  jedyny  syn  mojej  cioci 

zgin

ą

ł.

 

             Po  dwóch  latach  urodził  si

ę

  nam  braciszek,  ale  znów  zacz

ę

ły  si

ę

  nieszcz

ęś

cia. 

Ojciec  pracował  wtedy  jako  taksówkarz.  4  pa

ź

dziernika  2001  wsiadło  do  jego  taksówki 

dwóch młodych m

ęŜ

czyzn. Kazali mu jecha

ć

 w odludne miejsce i dwukrotnie strzelili mu 

w głow

ę

. Cudem prze

Ŝ

ył. Miał liczne operacje, ale pozostał przy 

Ŝ

yciu.

 

            Min

ę

ły kolejne dwa lata. Tata jako

ś

 si

ę

 pozbierał. Teraz pracuje jako adwokat.

 

             Któ

Ŝ

  by  przypuszczał, 

Ŝ

e  nasz

ą

  rodzin

ę

  dotknie  taka  tragedia?!  To,  co 

napisałam,  nie  jest  wymysłem  fantazji,  ale  prawdziw

ą

  histori

ą

  rodziny  Zunajrajewów, 

typow

ą

 histori

ą

 czecze

ń

skiej rodziny ostatniego dziesi

ę

ciolecia XX wieku. 

 

 

Przypisy:

 

<!--[if !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Wioska ta le

Ŝ

y „na płaskowy

Ŝ

u” w dystrykcie urus-

martanowskim, nieco na południe od Groznego.

 

Strona 22 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

21 listopada 1999 koło godziny 21:00 rosyjska artyleria 
przypuściła atak na centrum wioski Gojta (wcześniej 
ostrzeliwano tylko jej okolice). Na ulicy Gagarina zniszczono 
około dwudziestu domów, pod ostrzał dostała się teŜ ulica 
Kirowa. Świadkowie informowali, Ŝe zginęło od 5 do 8 ludzi, 
w tym dziecko w wieku 5 lat, 17-letni chłopak, 60-letni 
męŜczyzna i trzy kobiety (wg informacji Human Rights 
Watch z 25 listopada 1999).

 

 

Dopóki 

Ŝ

ycia stanie…

 

 

Zurab Idałow, wioska Cziszki, rejon groznie

ń

ski, kl. 8

 

             Nikt  nigdy  nie  da  rady  wyperswadowa

ć

  mi, 

Ŝ

e  najstraszniejszym 

złem  na  Ziemi  jest  wojna.  Niestety,  młode  pokolenie  Czeczenów 
dowiedziało  si

ę

  o  niej  nie  z  ksi

ąŜ

ek  czy  filmów.  Ona  przeszła  jak  tr

ą

ba 

powietrzna  przez  nasz  los,  przez  nasze 

Ŝ

ycie.  Chciałoby  si

ę

  zamkn

ąć

 

oczy  i  pomy

ś

le

ć

Ŝ

e  to  wszystko  jest  tylko  koszmarnym  snem.  Ale 

rzeczywisto

ść

 nie pozwala przesta

ć

 o tym my

ś

le

ć

, zapomnie

ć

.

 

            Mieszkam w małej górskiej wiosce Czyszki (1). To moja rodzinna 

wie

ś

  –  tu  mieszkaj

ą

  moi  rodzice  i  rodzice  moich  rodziców.  Ta  mała 

miejscowo

ść

 wypiła swoj

ą

 czar

ę

 goryczy do dna, z dokładk

ą

.

 

             Zamykam  oczy  i  w  wyobra

ź

ni  widz

ę

  moich  rówie

ś

ników:  Alichna 

Abatajewa i Zelimchana Echajewa wraz z ich mam

ą

ś

liczn

ą

 Zurk

ę

 - młod

ą

 

mam

ę

 i wielu innych chłopców i s

ą

siadów: Badrudina i Mensura. Nigdy ju

Ŝ

 

ich  nie  zobacz

ę

,  nigdy  si

ę

  do  mnie  nie  u

ś

miechn

ą

.  Wszystkich  przemielił 

straszny  Moloch.  Odeszli  na  zawsze,  ale 

Ŝ

yj

ą

  nadal  w  moim  sercu,  a 

pami

ęć

 o nich b

ę

dzie trwała dopóki mi 

Ŝ

ycia stanie.

 

             Tego  strasznego  majowego  dnia  1995  roku  na  nasze  podwórko 

weszli nagle ludzie, nios

ą

cy na noszach ci

ęŜ

ko rann

ą

 Ajz

ę

 Echajew

ą

 i jej 

jednynego  synka  Zelimchana.  Trzeba  ich  było  natychmiast  operowa

ć

Ojciec,  mimo  braku  pr

ą

du,  operował  wraz  ze  swoim  kuzynem  dniami  i 

nocami.  Nie  udało  si

ę

  jednak  uratowa

ć

  ani  matki,  ani  syna  –  pochowano 

ich w jednym grobie. Kiedy umiera młoda kobieta i jej syn – to tragiczne i 
straszne. Za

ś

 podwójnie straszne i absurdalne, kiedy umieraj

ą

 tak okropn

ą

 

i gwałtown

ą

 

ś

mierci

ą

.

 

             A  przecie

Ŝ

  historia  zagłady  tej  rodziny  jest  całkiem  zwyczajna. 

Ojciec  udał  si

ę

  wła

ś

nie  na  posterunek,  aby  strzec  wiosk

ę

  przed 

nieproszonymi  go

ść

mi.  Akurat  w  tym  czasie  nadleciał  lotnik  z  „bojowym” 

zadaniem  –  pozby

ć

  si

ę

  swego 

ś

mierciono

ś

nego  ładunku.  Pikuj

ą

c  nad 

wiosk

ą

,  spuszczał  kuliste  bomby  i  meldował  pewnie  dowództwu  o 

zniszczeniu gniazda bojowników, a w tym momencie w rodzinie Chamzata 
Echajewa  po  wieczne  czasy  zamieszkał  smutek.  Pogrzebawszy 

Ŝ

on

ę

  i 

synka, ojciec zabrał pozostałe przy 

Ŝ

yciu córki i wyjechał – musiał przecie

Ŝ

 

chroni

ć

 tych, którzy mu pozostali, i leczy

ć

 rann

ą

 Ched

ę

.

 

Strona 23 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Stale  my

ś

l

ę

  o  tych  „asach  przestworzy”  –  lotnikach.  Pewnie  na 

miejscu  serca  maj

ą

 „zimny  silnik”,  kiedy  tward

ą

  r

ę

k

ą

 poci

ą

gaj

ą

  za  spust  i 

spuszczaj

ą

 

ś

mier

ć

 na głowy starców, dzieci i kobiet.

 

            27-letnia Zurka ciemn

ą

 pa

ź

dziernikow

ą

 noc

ą

 rozwieszała bielizn

ę

 

swojej nowo narodzonej córeczki. Pewnie ostatni

ą

 rzecz

ą

, jak

ą

 usłyszała, 

był  złowrogi  warkot  samolotu.  Na  dom,  w  którym  mieszkała  wraz  z 
rodzin

ą

,  spuszczono  bomby  gł

ę

binowe  (2)…   Mieszka

ń

cy  wnioski  byli 

wstrz

ąś

ni

ę

ci potwornym widokiem, jaki zobaczyli w sło

ń

cu poranka. Dzieci 

jednak  cudem  ocalały.  Jak  mówi

ą

  doro

ś

li  –  starszej  dziewczynce,  Eset, 

przydałaby si

ę

 pomoc psychoterapeuty. Ale na taki luksus nie mo

Ŝ

e sobie 

pozwoli

ć

  zwykła  czecze

ń

ska  dziewczynka  –  zreszt

ą

,  takich  jak  ona,  jest 

bardzo wielu.

 

             Wiosna  2002  była  przełomem  w 

Ŝ

yciu  mieszka

ń

ców  wioski  –  po 

wielu miesi

ą

cach tułaczki do domów, które ocalały, zacz

ę

li wraca

ć

 ludzie. 

Przestały te

Ŝ

 nad nami lata

ć

 samoloty i wioska od

Ŝ

ywała.  Zaj

ę

cia  szkolne 

rozpocz

ę

ły  si

ę

  w  biedzie  i  n

ę

dzy.  Pouczyli

ś

my  si

ę

  troch

ę

 w  pi

ą

tej  klasie  i 

sko

ń

czyli

ś

my szóst

ą

, a potem nast

ą

piły zasłu

Ŝ

one wakacje.

 

             W  pogodny  czerwcowy  poranek  mój  klasowy  kolega  Alichan 

Abatajew  poszedł  na  pastwisko  z  krowami  …  po  raz  ostatni.  Wszedł  na 
zamaskowan

ą

 min

ę

.

 

             1  wrze

ś

nia  2002,  kiedy  wszyscy  cieszyli  si

ę

  pierwszym  dniem 

nauki,  a  w  naszej  klasie  panowała  przytłaczaj

ą

ca  cisza  –  tak  dotkliwie 

odczuwali

ś

my  nieobecno

ść

  Alichana,  ale jeszcze trudniej było  patrze

ć

  na 

jego matk

ę

 i brata.

            

             W  czasie  swego  krótkiego 

Ŝ

ycia  zobaczyli

ś

my  taki  ogrom 

nieszcz

ęść

  i  smutku, 

Ŝ

e  cz

ę

sto  niejeden  starzec  w  ci

ą

gu  długiego 

Ŝ

ycia 

tyle nie do

ś

wiadczy.

 

             Mieszkamy  na  przepi

ę

knej  ziemi,  mamy  wspaniałe  obyczaje  i 

tradycje  piel

ę

gnuj

ą

ce  dobro  i  sprawiedliwo

ść

ś

ycie  naszych  przodków 

opisywali  Lermontow,  Puszkin,  Tołstoj  i  Soł

Ŝ

enicyn.  Mikołaj  II  dzi

ę

kował 

czecze

ń

skim  matkom, 

Ŝ

e  wychowały  takich  dzielnych  synów.  Prawdziwy 

Czeczen nie odmówi go

ś

ciny ani bli

ź

niemu, ani wrogowi, je

ś

li ten znajdzie 

si

ę

 w potrzebie.

 

            Wierz

ę

 w ducha moralno

ś

ci mojego narodu, w t

ę

 jego sił

ę

, której 

nie złamie 

Ŝ

adna dziejowa zawierucha.

 

             Wierz

ę

Ŝ

e  w  niedługim  czasie  namaluj

ę

  obraz  rodzinny 

czecze

ń

skiej  w  ja

ś

niejszych  barwach,  napisz

ę

  o  szcz

ęś

ciu,  rado

ś

ci, 

weselu,  o  rodzinie  wyleczonej  z  ran  i  optymistycznie  patrz

ą

cej  w 

przyszło

ść

.

 

             Na  koniec  pragn

ę

  wezwa

ć

  wszystkich  do  pami

ę

tania  o 

przeszło

ś

ci i o tych, którzy od nas odeszli na zawsze – powinni

ś

my 

Ŝ

y

ć

 za 

siebie i za nich.

 

 

Strona 24 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Przypisy:

 

<!--[if !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Wioska Czyszki znajduje si

ę

 na 

południe od Groznego, na zachodnim brzegu rzeki Argun. Była lojalna 
w stosunku do władz federalnych zarówno w pierwszej, jak i drugiej 
wojnie czecze

ń

skiej.

 

 „Bomby głębinowe” w marynarce wojennej uŜywane są do 
niszczenia łodzi podwodnych. W Czeczenii „bombami 
głębinowymi” nazywano bomby lotnicze o duŜej sile raŜenia, 
przeznaczone głównie do burzenia betonowych schronów.

 

 

Prze

Ŝ

yli

ś

my trzy wojny

 

 

Madina Fura

Ŝ

owa, Grozny, szkoła nr 27, kl.11

 

 

            Mieszkam w Groznym prawie pi

ę

tna

ś

cie lat. Prze

Ŝ

yli

ś

my tutaj trzy wojny.

 

             Kiedy  zacz

ę

ła  si

ę

  pierwsza  wojna  czecze

ń

ska,  przeprowadzili

ś

my  si

ę

  do 

Inguszetii,  do  krewnych.  Nasza  rodzina  składa  si

ę

  z  pi

ę

ciu  osób:  taty,  mamy,  sióstr 

Mariny (15 lat) i Chedy (2 lata) oraz mnie. Ale wtedy jeszcze Chedy nie było na 

ś

wiecie, 

urodziła si

ę

 dopiero w 2001 roku.

 

            Chocia

Ŝ

 nie byli

ś

my naocznymi 

ś

wiadkami tego, co działo si

ę

 wtedy w Groznym, 

to  uwa

Ŝ

nie 

ś

ledzili

ś

my  rozgrywaj

ą

ce  si

ę

  tam  wydarzenia:  ostrzał  artyleryjski  i 

ś

mier

ć

 

niewinnych ludzi. Bardzo to prze

Ŝ

ywali

ś

my. Uciekaj

ą

c z Groznego, zostali

ś

my ostrzelani 

– to było straszne: zabite dzieci, kobiety, starcy i kr

ąŜą

ce nad nami samoloty. Z pomoc

ą

 

Allacha nasza rodzina przebyła t

ę

 drog

ę

 bez ofiar w ludziach.

 

            Tato i mama wrócili, kiedy tylko si

ę

 troch

ę

 uspokoiło. Nas z siostr

ą

 przywieziono 

tu  nieco  pó

ź

niej.  Nie  mogli

ś

my  pozna

ć

  rodzinnego  miasta.  Ju

Ŝ

  po  drodze  widzieli

ś

my 

le

Ŝą

ce na polach martwe krowy, psy, koty, kury.

 

            Wszyscy nasi krewni mieszkali dawniej w Groznym – dziadek, babcia, wujkowie, 

ciocie. Dziadek wspominał, jakie to było miasto - pi

ę

kne, wysokie domy, kina, cyrk, kluby, 

ile  było  ludzi,  młodzie

Ŝ

y,  jak  chodzili  do  teatru,  do  kina.  A  teraz  on  nie  chce  wraca

ć

,  bo 

Ŝ

ycie stało si

ę

 tutaj bardzo niebezpieczne, wszystko zostało zniszczone.

 

            Druga wojna czecze

ń

ska, która zacz

ę

ła si

ę

 w roku 1999, była dla mnie pasmem 

koszmarnych  prze

Ŝ

y

ć

.  Pierwszego  dnia  wojny  ja,  moja  siostra  Marina  i  wszyscy  moi 

przyjaciele  wracali

ś

my  ze  szkoły  do  domu.  Nagle  nad  nami  pojawiły  si

ę

  samoloty,  a 

potem  niedaleko  nas  usłyszeli

ś

my  wybuch.  Przybiegli

ś

my   do  domu  przera

Ŝ

eni.  Nie 

zastali

ś

my  tam  nikogo,  mama  była  w  pracy,  jest  nauczycielk

ą

  w  młodszych  klasach,  a 

tato  równie

Ŝ

  był  w  pracy,  jest  kierowc

ą

.  Po  chwili  poszli

ś

my  sprz

ą

ta

ć

  schron,  ale  za 

bardzo nam si

ę

 nie przydał. Z ka

Ŝ

dym dniem było coraz gorzej, na moje miasto spadały 

bomby i pociski.

 

Strona 25 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Trzeciego  dnia  mnie  i  Marin

ę

  wsadzono  do  autobusu,  a  rodzice  zostali  w 

mie

ś

cie.  Tego  dnia  nigdy  nie  zapomn

ę

,  na  moich  oczach  gin

ę

li  ludzie,  dzieci  płakały, 

kobiety  lamentowały,  starsi  ludzie  krzyczeli,  zabierano  naszych  chłopców.  W  kobiet

ę

  z 

male

ń

kim  dzieckiem  trafił  pocisk,  było  pełno  krwi,  zgin

ę

li  na  miejscu.  Nikt  do  nich  nie 

podchodził, ka

Ŝ

dy si

ę

 bał.

 

             Autobus  jad

ą

cy  przed  nami  wyleciał  w  powietrze  (2),  ale  my  prze

Ŝ

yli

ś

my.  W 

ko

ń

cu  dotarli

ś

my  do  krewnych.  To  była  okropna  podró

Ŝ

.  Poszli

ś

my  na  noc  do  obcych 

ludzi.

 

             Teraz  cała  nasza  rodzina  mieszka  w  Inguszetii,  tylko  my  wrócili

ś

my  do 

Groznego.  Nie  chc

ę

  wyje

Ŝ

d

Ŝ

a

ć

  z  tego  miasta.  Tu  si

ę

  urodziłam,  tu 

Ŝ

yli  moi  przodkowie. 

Jestem narodowo

ś

ci inguskiej, ale bardzo lubi

ę

 naród czecze

ń

ski.

 

            Nie ma ju

Ŝ

 domu, w którym mieszkali dziadkowie. W pobliskiej szkole nr 49 uczył 

si

ę

 mój ojciec, potem ja. Szkoła te

Ŝ

 bardzo ucierpiała w tej wojnie.

 

            Teraz mieszkamy gdzie indziej i chodz

ę

 do szkoły nr 27. Niedawno pojechali

ś

my 

na olimpiad

ę

. Razem z przyjaciółmi znalazłam si

ę

 pod ostrzałem artyleryjskim, w samym 

centrum miasta, gdzie było najwi

ę

cej ludzi. Wszyscy uciekali w popłochu.

 

            Naród czecze

ń

ski i wszyscy, którzy prze

Ŝ

yli wojn

ę

 w Czeczenii, b

ę

d

ą

 takie sceny 

pami

ę

tali  do  samej 

ś

mierci.  Pragn

ę

,  by  ludzie  po  przeczytaniu  tego  wypracowania 

zrozumieli, 

Ŝ

e mamy ju

Ŝ

 do

ść

 

Ŝ

ycia w

ś

ród ruin naszych domów, bez 

ś

wiatła, komunikacji, 

bez  wody.  Nasze  osiedla  s

ą

  daleko  od   głównej  magistrali  czy  centrów  handlowych. 

Wieczorami,  kiedy  odrabiamy  lekcje,  nie  ma 

ś

wiatła,  praktycznie  nic  nie  wida

ć

,  a  rano 

znów to samo – przychodzimy do szkoły, nic nie wida

ć

, ciemno w klasach.

 

             Teraz  moje  miasto  stopniowo  odradza  si

ę

,  buduje  si

ę

  nowe  domy.  Mam 

nadziej

ę

Ŝ

e jeszcze kiedy

ś

 rozkwitnie.

 

 

Przypisy:

 

<!--[if !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Prawdopodobnie 21 wrze

ś

nia.

 

„Autobus, jadący przed nami, wyleciał w powietrze” – 24 
września 1999 samoloty lotnictwa federalnego 
bombardowały szosę Rostów–Baku w rejonie wsi Samaszki. 
Zginęli wtedy pasaŜerowie jednego z autobusów. (Wg 
raportu Amnesty International, listopad 1999).

 

 

 

Samaszki

 

 

Strona 26 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Irman Sugaipow, Samaszki, dystrykt aczchoj-martanowski, 

szkoła nr 3, kl. 10

 

 

            Tego roku drzewa długo stały w zielonej szacie. Potem nadszedł 

listopad,  kiedy  to   zwykle  lasy  i  sady  Czeczenii   trac

ą

  ju

Ŝ

  ró

Ŝ

nokolorowe 

listowie.   Dziwnie  zatem  chodziło  si

ę

  po  dywanie  zielonych  li

ś

ci,  które 

szele

ś

ciły pod nogami suche i zesztywniałe od porannych przymrozków. 

 

            Starzy ludzie, pami

ę

taj

ą

cy z dawnych czasów podobne niezwykłe 

zjawiska  przyrody,  przepowiadali  nieszcz

ęś

cie:  B

ę

dzie  wiele  sierot  – 

wieszczyli.

 

            Nieszcz

ęś

cie nie dało na siebie długo czeka

ć

: grudzie

ń

 przyniósł 

Czeczenii wojn

ę

 – dziwn

ą

 i straszn

ą

, odwracaj

ą

c

ą

 poj

ę

cia dobra i zła.

 

             Zburzone  domy,  zgliszcza, 

ś

mieci,  ogromne  dziury  w  drogach  – 

same ruiny, jakby kto

ś

 chciał zetrze

ć

 wszystko z oblicza Ziemi.

 

            Teraz pozostały tu jedynie zdziczałe psy i ludzie, którzy nie maj

ą

 

dok

ą

d  pój

ść

,  i  do  tego  jeszcze  

Ŝ

ołnierze  z  broni

ą

 w  r

ę

ku,  którzy  od  rana 

do wieczora chodz

ą

 po domach w poszukiwaniu nowych ofiar, tłumacz

ą

c, 

Ŝ

e  przeprowadzaj

ą

  kontrole.  W  ci

ą

gu  dnia,  mimo  trudnych  warunków 

Ŝ

ycia, istniej

ą

 jeszcze pozory normalno

ś

ci, ale noc

ą

 ….

 

            Co dzieje si

ę

 noc

ą

?

 

             Bombardowania,  strzelaniny  -  cał

ą

  noc  sp

ę

dza  si

ę

  w  strachu: 

stale  my

ś

lisz, 

Ŝ

e  za  chwil

ę

  padnie  na  ciebie,  na  twój  dom  czy  twoich 

bliskich.  Wychodz

ą

c  rano  z  domu,  widzisz  na  ulicy  czy  na  podwórku 

ś

wie

Ŝ

e  odłamki  i  łuski  pocisków  po  wczorajszym  ostrzale. 

ś

adna  noc  nie 

mija  bez  ofiar,  czasami  gin

ą

  całe  rodziny  zabijane  przez  nieznanych, 

zamaskowanych osobników. Czasem bandyci nawet nie zakładaj

ą

 masek.

 

            A ile ludzi ginie! Krewni szukaj

ą

 ich latami i nie mog

ą

 znale

źć

. S

ą

 

szcz

ęś

liwi,  kiedy  znajd

ą

  chocia

Ŝ

  zwłoki  zaginionego.  W  spalonym  i 

zbombardowanym  mie

ś

cie  cz

ę

sto   widzi  si

ę

  w

ś

ród  ruin  napis  kred

ą

  czy 

farb

ą

  na  rozwalonej  bramie:  „Tu  mieszkaj

ą

  ludzie”.  Zdarzaj

ą

  si

ę

  te

Ŝ

  inne 

napisy: „Nie ma czego bra

ć

, wszystko rozgrabione”. Ale nie znajdziesz nic 

trafniejszego  od  słów:  „Witamy  w  piekle!”.  Tak  kto

ś

  napisał  na  murze 

urz

ę

du pa

ń

stwowego przy wje

ź

dzie do miasta.

 

            I w takich potwornych warunkach ludzie staraj

ą

 si

ę

 jako

ś

 prze

Ŝ

y

ć

.

 

            W naszej rodzinnej wsi Samaszki, w czasie pierwszego szturmu, 

7-8 kwietnia 1995, mieszka

ń

cy wywieszali na bramach białe prze

ś

cieradła 

na  znak, 

Ŝ

e  mieszkaj

ą

  tu  ludzie  pragn

ą

cy  spokoju.  Wielu  z  nich  nie 

prze

Ŝ

yło ataku.

 

Strona 27 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Tylko  w  czasie  pierwszej  wojny  czecze

ń

skiej  Samaszki  były 

dwukrotnie atakowane: w nocy z 7 na 8 kwietnia 1995 i w marcu 1996 (1). 
Wielu  mieszka

ń

ców  wioski  na  długo  przed  rozpocz

ę

ciem  działa

ń

 

wojennych  opu

ś

ciło  swoje  domy.  Porzuciwszy  cały  dorobek 

Ŝ

ycia,  uciekli 

do  Inguszetii.  Ale  nawet  w

ś

ród  starszych  byli  tacy,  którzy  zapewniali, 

Ŝ

spokojnym obywatelom nic nie mo

Ŝ

e si

ę

 sta

ć

. Zostawali wi

ę

c, by pilnowa

ć

 

domu  i  dobytku.  Przypadł  im  w  udziale  gorzki  los.  Na  jednej  tylko  ulicy 
bomby  zniszczyły  wszystkie  domy.  Zgin

ę

ło  tam  13  osób,  jedni  spaleni 

Ŝ

ywcem, inni rozstrzelani.

 

             Byli  to  ludzie,  którzy  nie  mieli  z  wojn

ą

  nic  wspólnego,  pilnowali 

tylko  swego  dobytku.  W

ś

ród  nich  byli  Zachar  Kabirow  i  Supian  Minajew, 

weterani  Wielkiej  Wojny  Ojczy

ź

nianej. Tego fatalnego  dnia  mieli na  sobie 

wszystkie ordery i odznaczenia.

 

             Krzyki  palonych 

Ŝ

ywcem  Madu  Rasujewa  i  jego 

Ŝ

ony  Kiesirt 

słyszała  Ziła  Batyrgałdiewa,  mieszkaj

ą

ca  na  s

ą

siedniej  ulicy.  „Wzywali 

pomocy  -  mówiła  pó

ź

niej  Ziła  -  ale  nie  mogłam  wyj

ść

  z  ukrycia,  bo 

spotkałoby  mnie  to  samo”.  A  w  tym  czasie  ich  syn,  Hasan,   stał 
przywi

ą

zany  sznurami  i  lin

ą

  do  transportera  opancerzonego.  Pó

ź

niej 

opowiadał:  „Jestem  przywi

ą

zany  do  batra*  i  widz

ę

,  jak 

Ŝ

ołnierze,  gdy 

podpal

ą

  ze  trzy  budynki,  odpoczywaj

ą

ć

mi

ą

c  beztrosko  papierosy,  a 

potem  id

ą

 dalej. Szli  tak  wzdłu

Ŝ

 ulicy  Stepowej.  Na  jezdni le

Ŝ

ał  zabity. W 

tym czasie z bramy jednego z domów wyprowadzono jakiego

ś

 Rosjanina, 

którego 

Ŝ

ołnierze pytali: «Rosjanin? To co tu robisz?» – «Przyjechałem do 

kolegi».  –  «Do  Czeczena?»  –  «Tak,  razem  słu

Ŝ

yli

ś

my  w  wojsku.»  – 

«Czeczen  jest  twoim  koleg

ą

?!»  –  i  zacz

ę

li  go  bi

ć

.  Bili  tak  długo,  a

Ŝ

  si

ę

 

zm

ę

czyli i musieli odpocz

ąć

Ś

miali si

ę

: «Pewnie po to przyjechałe

ś

? Mów, 

co tu robisz!» – «Nie mam dokumentów. Chciałem tu gdzie

ś

 zamieszka

ć

pracowa

ć

,  pomaga

ć

  innym».  –  «Dla  Czeczenów  chciałe

ś

  pracowa

ć

?!» 

Zwi

ą

zali  go  i  jeszcze  dwóch  innych  i  pop

ę

dzili  nas  w  stron

ę

  stacji.  Na 

przeje

ź

dzie  nas  rozwi

ą

zali.  Mnie  wrzucili  do  rowu.  Ich  dowódca 

powiedział:  «Zastrzelcie  ich,  chłopcy»  -  i  odszedł.  Kiedy  wrócił,  krzyczał: 
«Jeszcze  si

ę

  z  nimi  nie  rozprawili

ś

cie?!  Jeste

ś

cie  baby?!  Nie  umiecie  ich 

załatwi

ć

?!».  Potem  przyjechał  jaki

ś

  samochód.  «Nie  teraz  –  słysz

ę

  - 

ładowa

ć

  ich».  Wsadzili  nas  na  ci

ęŜ

arówk

ę

,  a  z  tyłu  jechał  bater  z 

karabinem maszynowym. Zawieziono nas do obozu, gdzie na ziemi le

Ŝ

ało 

wielu je

ń

ców. Nam te

Ŝ

 kazali si

ę

 poło

Ŝ

y

ć

. Zacz

ą

ł obw

ą

chiwa

ć

 nas pies, a 

którego

ś

  nawet  ugryzł.  Chciałem  zobaczy

ć

,  co  si

ę

  dzieje.  Ledwie 

podniosłem głow

ę

, zaraz oberwałam kolb

ą

 – zabronili patrze

ć

.

 

             Potem  wieziono  nas  do  helikoptera.  W  samochodzie  le

Ŝ

eli

ś

my 

czterema  warstwami.  Nasza  czwórka  była  w  ubraniu,   pozostali  – 
rozebrani  do  pasa,  a  niektórzy  w  samych  tylko  spodenkach.  Kiedy 
dojechali

ś

my, wyrzucono nas z samochodu. Kto nie dawał rady biec, tego 

gryzły  psy.  Biegli

ś

my  wzdłu

Ŝ

  szeregu 

Ŝ

ołdaków  pod ciosami  ich  uderze

ń

Bito  nas  równie

Ŝ

  przy  załadunku  do 

ś

migłowca.  Trudno  było  bowiem 

wchodzi

ć

 po trapie z r

ę

koma zwi

ą

zanym do tyłu. Je

ś

li kto

ś

 nie dawał rady, 

był  bity,  a  je

ś

li  kto

ś

  upadł,  był  gryziony  przez  psy.  Przy  wej

ś

ciu  do 

helikoptera – znowu bicie. Podobnie było przy wysiadaniu w Mozdoku. Na 
punkcie  filtracyjnych  wszystkich  samaszkowian  znowu  przepu

ś

cili  «przez 

szereg»,  tłuk

ą

c  kijami  i  kolbami.  Obozowe  cele  były  przepełnione.  Na 

szcz

ęś

cie,  nie  trzymali  mnie  tam  długo,  ju

Ŝ

  10  kwietnia  byłem  wolny. 

Zmusili mnie tylko do podpisania o

ś

wiadczenia, 

Ŝ

e nie b

ę

d

ę

 si

ę

 skar

Ŝ

ył”.

 

            Kiedy wrócił do domu, nie zastał ju

Ŝ

 rodziców przy 

Ŝ

yciu. Pozostał 

po nich tylko popiół. W tym popiele znalazł kolczyk swojej matki. Przyszło 
mu jeszcze prze

Ŝ

y

ć

 

ś

mier

ć

 

Ŝ

ony i dziecka. To było ju

Ŝ

 ponad jego siły. Po 

trzech  latach  sam  ju

Ŝ

  nie 

Ŝ

ył.  Osierocone  dzieci  nie  miały  zatem  nikogo 

bliskiego.

 

             Rosyjscy  wojskowi 

ś

wiadomie  rzucali  do  piwnic  granaty,  je

Ŝ

eli 

tylko  przypuszczali, 

Ŝ

e  mog

ą

  tam  znajdowa

ć

  si

ę

  ludzie.  Wybuch  granatu 

Strona 28 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

zabijał  najcz

ęś

ciej  starców,  kobiety  i  dzieci.  Kiedy

ś

  zgin

ę

ło  w  ten  sposób 

sze

ś

cioro  dzieci,  a  dwoje  zostało  rannych.  Kiedy  na  drugi  dzie

ń

  oprawcy 

wrócili, mimo usilnych pró

ś

b ocalałych, dobili rannych. Pozostali przy 

Ŝ

yciu 

mieszka

ń

cy  Samaszek  opowiadali, 

Ŝ

e  po  odej

ś

ciu  wojskowych,  prawie  w 

ka

Ŝ

dym  domu znajdowano ampułki  po  narkotykach,  głównie  promedolu,  i 

strzykawki. To by 

ś

wiadczyło, 

Ŝ

Ŝ

ołnierze nie byli 

ś

wiadomi, co robi

ą

.

 

             W  wyniku  tej  jednej  operacji  w  Samaszkach  zgin

ę

ło  130 

mieszka

ń

ców (2) i spalono całe ulice.

 

             Ale  na  tym  nie  sko

ń

czyły  si

ę

  udr

ę

ki  samaszkowian.  Czekało  ich 

jeszcze  co

ś

  gorszego.  W  marcu  1996  zacz

ę

ły  si

ę

  nowe  do

ś

wiadczenia. 

Je

ś

li  przy  pierwszym  ataku 

Ŝ

ołnierze  posługiwali  si

ę

  technicznymi 

urz

ą

dzeniami  wojskowymi  i  automatami,  to  tym  razem  zastosowali 

wszystkie  rodzaje  broni:  samoloty,  helikoptery,  wyrzutnie  „Grad”  i  inne. 
Samaszki  zostały  zrównane  z  ziemi

ą

.  Nie  ocalał  ani  jeden  dom.  Ze  wsi 

wywieziono  cztery  kamazy  zabitego  bydła.  Wsz

ę

dzie  walały  si

ę

  odłamki 

pocisków.  Ludzie  zostali 

Ŝ

ywcem  pogrzebani  w  piwnicach.  W  czasie  tej 

operacji  w  Samaszkach  zgin

ę

ło  187  ludzi  (3).  Byli  to  cywilni  mieszka

ń

cy 

wioski: dzieci, starcy i kobiety.

 

             A  co  mamy  dzisiaj?  Przeszło

ść

  przesi

ą

kni

ę

t

ą

  strasznymi 

wspomnieniami  i  niepewn

ą

  przyszło

ść

.  Mamy  te

Ŝ

  ogromn

ą

  nadziej

ę

  i 

wiar

ę

 w Allacha… I tym 

Ŝ

yjemy.

 

Przypisy:

 

*   BTR = transporter opancerzony

 

<!--[if 

!supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->7 

kwietnia 

1995 

roku 

Samaszkach  miało  miejsce  starcie  oddziałów  sił  federalnych  z 
nieliczn

ą

  grup

ą

  bojowników,  którzy  nie  zd

ąŜ

yli  opu

ś

ci

ć

  wioski,  na 

skutek  czego  zgin

ę

ło  kilku  wojskowych  rosyjskich.  Nast

ę

pnego  dnia 

przeprowadzono we wsi karn

ą

 operacj

ę

, w czasie której, wg informacji 

„Memoriału” zabito 103 mieszka

ń

ców.

 

<!--[if  !supportLists]-->(2)

   

<!--[endif]-->Wg  informacji  „Memoriału”  zabito 

103 mieszka

ń

ców – p. wy

Ŝ

ej.

 

<!--[if  !supportLists]-->(3)

   

<!--[endif]-->By

ć

  mo

Ŝ

e  chodzi  o  sum

ę

  ofiar  w 

nast

ę

pstwie obydwu ataków na wiosk

ę

, zob. wy

Ŝ

ej.

 

 

 

Niebo nad Gudermesem

 

Ajna Kierimowa, okr

ę

g rostowski, stanica Jegorłykowska, kl. 11

 

            Czeczenia to kraj niewielki, otoczony ze wszystkich stron górami i 

lasami.  Cał

ą

  jej  powierzchni

ę

  przecinaj

ą

  wi

ę

ksze  lub  mniejsze  rzeki. 

Strona 29 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Najwi

ę

ksza  z  nich,  od  wieków  opiewana  przez   poetów  –  Terek  –   toczy 

swe  m

ę

tne  wody  z  samego  serca  gór.  A  przez  mój  rodzinny  Gudermes 

przepływa  Gums  –  rzeka,  która  zda  si

ę

  nie  mie

ć

  pocz

ą

tku  ani  ko

ń

ca, 

niezbyt  gł

ę

boka  i  niezbyt  szeroka.  Stoj

ą

c  na  jej 

ś

rodku,  mo

Ŝ

na  zobaczy

ć

 

na  dnie  drobne  kamyczki  i  rybki,  które,  dostawszy  si

ę

  w  jej  bystry  nurt, 

próbuj

ą

 mu si

ę

 przeciwstawi

ć

. A kiedy w upalny letni dzie

ń

 wyk

ą

piesz si

ę

 

w  Gumsie,  poczujesz  przypływ  nieprawdopodobnej  siły,  ochoty  do 

Ŝ

ycia, 

potrzeby pomagania słabszym i pracy dla dobra Ojczyzny.  

 

            Rodzina nasza mieszkała w mie

ś

cie Gudermes przy ulicy Kirowa. 

T

ę

  ulic

ę

   przypominały  mi  potem  wszystkie  inne  ulice  -  czy  to  w  stanicy 

Jegorłykowskiej,  czy  te

Ŝ

  w  innych  miastach,  do  których  rzucał  mnie  los 

tułacza.  W  Gudermesie  jest  wiele  domów  prywatnych,  ale  s

ą

  te

Ŝ

  bloki  i 

szkoły, a w

ś

ród nich moja ulubiona – szkoła nr 1. Chodziłam do niej dwa 

lata.  W  mie

ś

cie  była  te

Ŝ

  szkoła  sztuk  plastycznych,  gdzie  uczyłam  si

ę

 

rysunków. Tory kolejowe dzieliły miasto na dwie cz

ęś

ci, a nad nimi wznosił 

si

ę

  wysoki  wiadukt,  po  którym  bali

ś

my  si

ę

  chodzi

ć

.  Do  centrum  mo

Ŝ

na 

było  si

ę

  dosta

ć

  jedynie  po  tej  estakadzie.  Zapami

ę

tałam  jeszcze  

wielopi

ę

trowy budynek Wy

Ŝ

szej Szkoły Pedagogicznej.

 

            Na przedmie

ś

ciu Gudermesu znajdowało si

ę

 niewielkie osiedle – 

taki  mały  auł.  Tam  mieszkali krewni  ze  strony  taty. Cz

ę

sto  je

ź

dzili

ś

my  do 

nich  w  odwiedziny  i  bawili

ś

my  si

ę

  z  ich  dzie

ć

mi.  To  osiedle  obejmowało 

zaledwie trzy, cztery długie ulice. Wszyscy tu si

ę

 bardzo dobrze znali. Na 

skraju  aułu  znajdował  si

ę

  meczet,  a  za  nim  cmentarz,  gdzie  spoczywało 

wielu  naszych  przodków.  Niebo  nad  Gudermesem  zawsze  wydawało  mi 
si

ę

 czystsze i bardziej bł

ę

kitne ni

Ŝ

 nad innymi miastami czy wioskami.

 

             Cz

ę

sto,  kiedy  przyje

Ŝ

d

Ŝ

ałam  do  Groznego,  do  dziadków, 

zauwa

Ŝ

ałam, 

Ŝ

e  niebo  tutaj  nie  jest  tak  jasnobł

ę

kitne  jak  nad  moim 

miastem,  a  jego  szaroniebieska  barwa  harmonizuje  z  szaro

ś

ci

ą

  wielkich 

blokowisk.  W  Groznym  znajduje  si

ę

  wiele  zakładów  przetwórstwa 

naftowego  i  przedsi

ę

biorstw  chemicznych,  jednak  ich  mnogo

ść

  nie  psuje 

pi

ę

kna ton

ą

cego w zieleni miasta. 

 

             Nadszedł  rok  1991.  Moja  mama  wspomina:  „Coraz  cz

ęś

ciej 

zacz

ę

ły  pojawia

ć

  si

ę

  ogłoszenia  o  sprzeda

Ŝ

y  domów  (1).  Serce  si

ę

 

ś

ciskało.  Czuło  si

ę

  nadci

ą

gaj

ą

ce  zmiany,  gasła  rado

ść

 

Ŝ

ycia.  Trzy  lata 

ź

niej  w  Czeczenii  wybuchła  wojna,  a  14  grudnia  1995  zacz

ę

ła  si

ę

 

strzelanina w Gudermesie (2). Na dachach domów pojawili si

ę

 snajperzy. 

Ja  z  dzie

ć

mi  i  s

ą

siadka  z  dwoma  synami  przesiedzieli

ś

my  dwa  dni  w 

piwnicy  naszego  domu.  Wychodzili

ś

my  na  gór

ę

  tylko  po  wod

ę

  i  co

ś

  do 

jedzenia, i to bardzo rzadko.

 

             W  ko

ń

cu  postanowili

ś

my  przedosta

ć

  si

ę

  do  schronu.  Powoli  i 

ostro

Ŝ

nie,  kul

ą

c  si

ę

  pod  gradem  kul,  przechodzili

ś

my  przez  główn

ą

  ulic

ę

Dr

Ŝ

eli

ś

my  ze  strachu,  kiedy  kule 

ś

wiszczały  nam  koło  uszu.  Rano,  po 

sp

ę

dzonej  w  schronie  nocy,  dowiedzieli

ś

my  si

ę

Ŝ

e  miasto  b

ę

dzie 

bombardowane.

 

             Kobiety,  starcy  i  dzieci  wyszli  na  ulic

ę

  i  skierowali  si

ę

  w  stron

ę

 

stoj

ą

cych autobusów  z  białymi chor

ą

giewkami.  Autobusy miały  tabliczki  z 

nazwami 

miejscowo

ś

ci, 

do 

których 

ewakuowano 

mieszka

ń

ców 

Gudermesu.  Postanowiłam  pojecha

ć

  do  Majrtupu  (3),  gdzie  mieszkała 

moja  kole

Ŝ

anka  z  pracy.  Kiedy  przyjechali

ś

my  do  miasta,  udało  mi  si

ę

 

szybko odnale

źć

 dom Łajzy. Powitała mnie jak siostr

ę

: obejmowały

ś

my si

ę

 

i płakały. Pomagałam jej zajmowa

ć

 si

ę

 domem i gospodarstwem. Ale, jak 

to si

ę

 mówi, w go

ś

cinie dobrze, jednak w domu najlepiej, wi

ę

c wrócili

ś

my 

do Gudermesu.”

 

Strona 30 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Byłam  wtedy  mał

ą

  dziewczynk

ą

.  Pami

ę

tam  tylko, 

Ŝ

e  na  ulicach 

było  du

Ŝ

o  transporterów  opancerzonych  i  czołgów,  a  na  niebie  mnóstwo 

ś

migłowców  i  samolotów.  Po  ulicach  chodzili  m

ęŜ

czy

ź

ni  w  maskuj

ą

cych 

uniformach.  Całe  noce  trwała  bezładna  strzelanina.  Kładli

ś

my  si

ę

  spa

ć

 w 

ubraniach  na  wypadek,  gdyby  przyszło  nam  ucieka

ć

ś

ycie  w  mie

ś

cie 

jakby si

ę

 zatrzymało, było to przera

Ŝ

aj

ą

ce. Szkoły zostały zamkni

ę

te, wi

ę

nasza  rodzina  postanowiła  znów  wyjecha

ć

.  Razem  z  nami  pojechała  te

Ŝ

 

s

ą

siadka,  ciocia  Marina,  z  dzie

ć

mi.  Swoje  rzeczy  wiozła  na  sankach,  a 

mama  niosła  torb

ę

  z  naszym  dobytkiem.  Był  zimny  styczniowy  dzie

ń

Dotarli

ś

my  do  Chasawjurtu,  stamt

ą

d  do  Kizlaru,  a  w  ko

ń

cu  do 

Wołgogradu.  Dalej  nasze  drogi  si

ę

  rozeszły.  Ciocia  Marina  zdecydowała 

si

ę

  jecha

ć

  do  okr

ę

gu  samarskiego,  a  my  do  rostowskiego.  Usiedli

ś

my, 

zapłakali  i  rozstali

ś

my  si

ę

.  Nasza  droga  prowadziła  do  stanicy 

Jegorłykowskiej.  Przyjechali

ś

my  do  dziadków,  którzy  sami  niedawno 

przedostali  si

ę

  tutaj.  Dla  brata  Janusa  postarano  si

ę

  o  miejsce  w 

przedszkolu „Rumianek”, a ja poszłam do szkoły nr 11, która wkrótce stała 
mi si

ę

 bardzo bliska.

 

             Min

ę

ła  wiosna,  nadszedł  czerwiec.  Dowiedzieli

ś

my  si

ę

Ŝ

e  w 

Gudermesie  zapanował  ju

Ŝ

  spokój  i  wracali

ś

my  z  nadziej

ą

Ŝ

e  wszystko 

si

ę

 uło

Ŝ

y.

 

            Nie mogli

ś

my pozna

ć

 miasta: biblioteka przy klubie kolejowym w 

ruinie,  w  mie

ś

cie  pełno  wahhabitów  (4).  O  wszystkim  decyduj

ą

  ich  s

ą

dy. 

ś

ycie  wkroczyło  na  mrocz

ą

 

ś

cie

Ŝ

k

ę

:  w  szkole  nie  ma  komu  uczy

ć

wodoci

ą

gi nie działaj

ą

, wod

ę

 trzeba przywozi

ć

, brak pr

ą

du, bo zniszczono 

elektrowni

ę

,  ci

ą

gła  strzelanina  i  wybuchy,  pal

ą

  si

ę

  domy.  Jaki

ś

  czas 

prze

Ŝ

yli

ś

my  w  tym  koszmarze,  ale  wkrótce  postanowili

ś

my  pojecha

ć

  z 

powrotem  do  Jegorłykowskiej  stanicy.  Kupili

ś

my  oficyn

ę

  i  zacz

ę

li

ś

my 

„przychodzi

ć

  do  siebie”.  Jednak  koszmarne  prze

Ŝ

ycia  pozostawiły  swój 

niezatarty 

ś

lad.  Kiedy  tylko  mój  mały  braciszek  zobaczył  na  niebie 

helikopter,  biegł  do  domu  z  krzykiem, 

Ŝ

e  zaraz  b

ę

d

ą

  nas  bombardowa

ć

Trzeba mu było tłumaczy

ć

Ŝ

e tutaj jest inne 

Ŝ

ycie, nie ma wojny. Musiało 

min

ąć

  kilka  lat  zanim  zapomniał  o  strachu  i  zacz

ą

ł  spokojnie 

ś

ledzi

ć

  lot 

„stalowej wa

Ŝ

ki” po niebie.

 

             Dzisiaj  mama  wspomina:  „Min

ę

ły  lata,  dzieci  podrosły.  Nadszedł 

czas,  by  wyprawia

ć

  im  wesela.  Zewsz

ą

d  zje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

  si

ę

  go

ś

cie,  bo  los 

porozrzucał  ich  po  całej  Rosji.  Kiedy  zbieramy  si

ę

  razem, 

ś

piewamy  te 

same  pie

ś

ni  co  w  Gudermesie  i  ta

ń

czymy  lezgink

ę

.  A  kiedy  rozlega  si

ę

 

hymn Groznego,  w oczach mimo woli pojawiaj

ą

 si

ę

 łzy. Dzieci prosz

ą

 nas, 

by

ś

my  nie  płakali,  bo  nie  rozumiej

ą

,  co  znaczy  porzuci

ć

  kraj  ojczysty, 

ziemi

ę

,  gdzie  człowiek  si

ę

  urodził  i  dorósł.  Ze  wzgl

ę

du  na  nie 

przestawili

ś

my  si

ę

  mentalnie  i  my

ś

limy, 

Ŝ

e  dobrze  jest  tam,  gdzie  dobrze 

jest  naszym  dzieciom.  W  stanicy  mieszka  wiele  rodzin,  które 
przyprowadziły  si

ę

  tutaj  z  Groznego  i  Gudermesu.  Wszyscy  oni 

wspominaj

ą

  lata  sp

ę

dzone  w  Czeczenii,  ale  Jegorłyk  to  nasza  nowa 

ojczyzna,  gdzie  zapuszczamy  korzenie,  to  nasza  tera

ź

niejszo

ść

  i 

przyszło

ść

”.

 

             Teraz  ta  skromna  stanica  Jegorłykowska  stała  si

ę

  moj

ą

  drug

ą

 

ojczyzn

ą

,  chocia

Ŝ

 

Ŝ

al  było  wyje

Ŝ

d

Ŝ

a

ć

  z  ojczystego  kraju  i  rodzinnego 

miasta.  Z  pocz

ą

tku  co  noc 

ś

niła  mi  si

ę

  Czeczenia  z  jej  wartkimi  rzekami, 

górskimi  szczytami  i  zmienn

ą

  pogod

ą

.  Z  czasem  wszystko  si

ę

  zaciera. 

Teraz, chocia

Ŝ

 niekiedy przy

ś

ni mi si

ę

 ojczysty kraj, to ju

Ŝ

 nie tak barwnie i 

wyrazi

ś

cie,  jak  wtedy,  siedem  lat  temu.  Mog

ę

  si

ę

  tylko  domy

ś

la

ć

,  w  co 

wojna  zmieniła  mój  kraj  i  czasem  dowiaduj

ę

  si

ę

  czego

ś

  o  Czeczenii  z 

wiadomo

ś

ci  telewizyjnych.  Jestem  pewna, 

Ŝ

e  jak  długo  b

ę

d

ę

 

Ŝ

yła  i 

gdziekolwiek  b

ę

d

ę

  mieszkała,  nigdy  nie  zapomn

ę

  lat  sp

ę

dzonych  w 

Ojczy

ź

nie.

 

 

Strona 31 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

                

<!--[endif]-->Ko

ń

cem  lat  80.  zacz

ą

ł  si

ę

 

odpływ  ludno

ś

ci  niewajnachskiej  z  Czeczenii,  na  któr

ą

  wywierano 

presje kryminalne.

 

<!--[if  !supportLists]-->(2)

   

<!--[endif]-->14-17  grudnia  w  Czeczenii  miały 

miejsce  wybory,  którym  towarzyszyły  liczne  naruszenia  prawa  i 
falsyfikacje.  W  tym  czasie  dystrykty:  wede

ń

ski,  szatojski,  szali

ń

ski  i 

no

Ŝ

aj-jurtowski  i  szereg  innych  miejscowo

ś

ci  Czeczenii  znalazły  si

ę

 

pod  kontrol

ą

  separatystów  i  nie  mo

Ŝ

na  tam  było  zorganizowa

ć

 

wyborów.  14  grudnia,  w  celu  uniemo

Ŝ

liwienia  przeprowadzenia 

wyborów,  oddziały  bojowników  wkroczyły  do  wielu  znacz

ą

cych 

miejscowo

ś

ci 

Czeczenii. 

rejonie 

miejscowo

ś

ci 

Szatoj, 

Nowogroznie

ń

ski,  Aczchoj-Martan  doszło  do  star

ć

  zbrojnych. 

Oddziały  Salmana  Radujewa,  Hunkar-paszy  Israpiłowa,  Sułtana 
Gelischanowa  zaj

ę

ły  drugie  co  do  wielko

ś

ci  miasto   Czeczenii, 

Gudermes.  W  ci

ą

gu  nast

ę

pnych  dni  próby  wyp

ę

dzenia  ich  z  miasta, 

podj

ę

te przez stron

ę

 rosyjsk

ą

, nie powiodły si

ę

. W mie

ś

cie toczyły si

ę

 

ci

ęŜ

kie  walki.  19  grudnia  do  Urus-Martanu  skierowano  oddział 

czecze

ń

skiej  milicji,  ale  udało  si

ę

  unikn

ąć

  starcia.  19-20  grudnia  po 

zmasowanym  ataku  artyleryjskim,  bombardowaniach  i  ci

ęŜ

kich 

walkach wojsko zaj

ę

ło Gudermes i przyst

ą

piło do jego „oczyszczania”.

 

<!--[if  !supportLists]-->(3)

   

<!--[endif]-->Wioska  w  rejonie  kurczłojewskim, 

na wschód od Gudermesu.

 

Prawdopodobnie chodzi o lato 1998 roku. Po 
ataku w grudniu 1997 roku na 136. brygadę 
zmotoryzowaną w mieście Bujnaksk w 
Dagestanie wzmogły się represje na 
„wahhabitów” i wielu młodych zwolenników 
radykalnego islamu – ponad tysiąc – uciekło do 
Czeczenii. Tutaj, nie będąc ograniczonymi 
więzami rodzinnymi czy jakimikolwiek innymi, 
stali się narzędziem w rękach liderów religijnych 
ekstremistów. Wpływ tych ostatnich stale rósł, 
rosło teŜ niezadowolenie Czeczenów z poczynań 
„wahhabitów”.  15 lipca 1998 roku dziesiątki 
mieszkańców Gudermesu zostało zabitych  i 
rannych w czasie starć między „wahhabitami” i 
siłami podporządkowanymi prezydentowi 
Asłanowi Maschadowowi.  Jednak ten nie 
wykazał się dostateczną stanowczością, nie 
wykorzystał poparcia ludności czeczeńskiej, 
zaprzepaścił moŜliwość ostatecznego 
rozprawienia się z religijnymi ekstremistami, 
którzy dalej działali, nie bacząc na decyzje 
prawowitej władzy.  To w znacznej mierze 
przesądziło o wtargnięciu do Dagestanu w roku 
1999 wojsk rosyjskich i początkach drugiej 
wojny czeczeńskiej, a takŜe o przejściu na stronę 
sił federalnych muftiego Czeczenii Achmeda 
Kadyrowa dowódców polowych, braci 

Strona 32 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Jamadajewów, którzy latem 1998 roku 
przeciwstawili się „wahhabitom” w Gudermesie.

 

 

 

„Bohcza” mojej babci

 

Milana Malcagowa, stanica Nurska, 

szkoła nr 2, kl. 10

 

 

             Moja  babcia,  Mariam  Musajewa,  przechowuje 

bardzo  cenn

ą

  dla  siebie  rzecz.  Jest  to  rodzaj  koperty, 

uszytej  z  aksamitnej  tkaniny   z  podszewk

ą

  w 

ś

rodku. 

Trzyma  si

ę

  w  niej  nici,  igły,  no

Ŝ

yczki,  skrawki  ró

Ŝ

nych 

materiałów – wszystko, co niezb

ę

dne do robótek r

ę

cznych. 

„Kopert

ę

”  po  zamkni

ę

ciu  obwi

ą

zuje  si

ę

  sznurkiem, 

przyszytym  do  jej  klapki.  Przedmiot  ten  nazywa  si

ę

 

„bohcza”  i  został  uszyty  przez  moj

ą

  prababk

ę

,  Załp

ę

 

Musajew

ą

. Kiedy

ś

 ka

Ŝ

da szanuj

ą

ca si

ę

 Czeczenka musiała 

taki  przedmiot  posiada

ć

.  „Bohcze”  szyto  z  brokatu,  atłasu, 

aksamitu, 

ozdabiano 

perełkami, 

koralikami 

lub 

pasmanteri

ą

.  Taka  „bohcza”  była  cz

ęś

ci

ą

  wyprawy 

ś

lubnej 

czecze

ń

skiej dziewczyny.

 

             Histori

ę

  zwi

ą

zan

ą

  z   „bohcz

ą

”  poznałam,  kiedy 

razem  z  babci

ą

  siedziałam  w  piwnicy  w  Groznym  w  roku 

1995.  Miałam  wtedy  zaledwie  kilka  lat,  ale  do  tej  pory 
słysz

ę

  warkot  samolotów,  brz

ę

k  tłuczonych  szyb,  krzyki 

kobiet  i  płacz  dzieci.  Kiedy  bior

ę

  do  r

ę

ki  „bohcz

ę

”  i 

ostro

Ŝ

nie  j

ą

  rozwi

ą

zuj

ę

,   przychodzi  mi  do  głowy 

wypowiedziane  przez  babuni

ę

  zdanie:  „Niedole,  ucieczki, 

wojny… prze

ś

ladowały nas od zawsze!”. Zastanawiaj

ą

c si

ę

 

dzisiaj  nad  losem  mojego  narodu,  przywołuj

ę

  w  pami

ę

ci 

dzieje mojej prababci.

 

            W roku 1945 przybyła ona do stanicy Priedgornaja 

we  Wschodnim  Kazachstanie.  Znaleziono  j

ą

  w  jednym  z 

wagonów  z  w

ę

glem  i  wyrzucono  w  biegu.  Szukała  szóstki 

swoich  dzieci,  wywiezionych  z  Czeczenii  do  dalekiego, 
zimnego  kraju.  Zesłano  j

ą

  do  Południowego  Kazachstanu, 

a  dzieci  –  do  Wschodniego.  Półtora  roku  tułała  si

ę

  od 

jednej stanicy do drugiej. Z wielkim trudem udawało si

ę

  jej 

uprosi

ć

 konduktorów, by pozwolono jej jecha

ć

 w wagonach 

z  w

ę

glem.  Podró

Ŝ

owała  bez  ciepłej  odzie

Ŝ

y  i  bez  kawałka 

chleba.

 

             Jej  córka  Załwa  wspomina:  „Ze  stanicy 

Priedgornaja  do  wioski  Głubokoje  mama  przeszła  noc

ą

 

ponad  10  kilometrów.  Kiedy  dotarła  do  wsi,  usłyszała 
melodi

ę

  czecze

ń

skiej  pie

ś

ni.  Wtedy  nogi  same  zacz

ę

ły  j

ą

 

nie

ść

.  Podeszła  do  chaty,  w  której  zatrzymali

ś

my  si

ę

  i 

zajrzała przez okno. W izbie paliła si

ę

 lampa i w jej 

ś

wietle 

zauwa

Ŝ

yła  le

Ŝą

c

ą

  na  stole  własn

ą

  „bohcz

ę

”,  a  obok 

maszyn

ę

  do  szycia  „Singer”.  Zd

ąŜ

yła  tylko  zapuka

ć

  i 

upadła, nie miała sił nawet si

ę

 poruszy

ć

. W tym czasie był 

ju

Ŝ

  z  nami  ojciec,  który  dopiero  co  nas  odnalazł.  Usłyszał 

pukanie,  wyszedł  i  zobaczył  mam

ę

,  le

Ŝą

c

ą

  pod  oknem. 

Strona 33 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Wniósł  j

ą

  do  domu.  Była  nie  do  poznania:  cała  czarna  od 

w

ę

glowego pyłu”.

 

             Co  przeszkodziło  mojej  prababci  w  wyje

ź

dzie 

razem ze swoimi dzie

ć

mi?

 

             Był  luty  1944.  Naród  czecze

ń

ski  oskar

Ŝ

ono  o 

kolaboracj

ę

  z  Hitlerem,  nawet  najmniejsze  dzieci  były 

uwa

Ŝ

ane  za  potencjalnych  „bandytów”.  Nikt  nie  my

ś

lał,  co 

stanie  si

ę

  z  dzie

ć

mi  bez  matek.  Najstarszy  syn  prababci 

pracował  w  Groznym.  Miał  dopiero  16  lat.  Prababcia 
pojechała  do  niego  dzie

ń

  przed  wysiedleniem.  Pradziadek 

był na wojnie.

 

             Prababcia  Załpa  wcze

ś

nie  straciła  rodziców.  W 

wieku  16  lat  wyszła  za  m

ąŜ

  za  mojego  pradziadka 

Abusalmana.  Prze

Ŝ

yli  razem  55  lat,  wychowali  sze

ś

cioro 

dzieci.  Pracowali  w  przemy

ś

le  naftowym  w  Groznym. 

Mieszkali   na  osiedlu  baraków  wraz  z  rodzinami  Rosjan, 
Ukrai

ń

ców,  Arian, 

ś

ydów.  Jedna  z  jej  córek  wspomina: 

„Czyta

ć

  i  pisa

ć

  nauczył  nas  pan  Torczy

ń

ski,  człowiek 

niezwykle  m

ą

dry  i 

ś

wiatły,  z  zawodu  nauczyciel. 

Przyja

ź

niłam  si

ę

  z  jego  córk

ą

  Tamar

ą

.  W  latach 

dwudziestych, trzydziestych nie przyjmowano czecze

ń

skich 

dzieci do szkół rosyjskich. Przez cztery lata miały si

ę

 uczy

ć

 

w  klasach  czecze

ń

skich  łaci

ń

skich  liter,  a  dopiero  potem 

zapisywano  je  do  pierwszej  klasy.  W  rodzinach  mówiono 
po  czecze

ń

sku,  a  z  otoczeniem  komunikowano  si

ę

  po 

rosyjsku,  arme

ń

sku  czy  ukrai

ń

sku.  Nauczyciel  Torczy

ń

ski 

władał biegle j

ę

zykiem czecze

ń

skim.”.

 

            

ś

yli  bardzo  biednie.  Prababcia  szyła,  robiła  na 

drutach,  gotowała  i  opierała  szóstk

ę

  dzieci.  W  zakładzie 

przemysłowym pracowała jako operator. Było jej trudno nie 
tylko  fizycznie,  ale  głównie  psychicznie.  W  rodzinie 
czecze

ń

skiej  rola  kobiety  uwa

Ŝ

ana  jest  tradycyjnie  za 

wielce  zaszczytn

ą

,  ale  kobieta  nie  powinna  przebywa

ć

 

sama  mi

ę

dzy  obcymi  lud

ź

mi.  To  mieli  za  złe  prababci  jej 

krewni i znajomi. 

 

            Przemiany społeczne odbijały si

ę

 równie

Ŝ

 na 

Ŝ

yciu 

codziennym  zwykłych  ludzi.  Za  wzorow

ą

  prac

ę

  prababcia 

otrzymała w nagrod

ę

 płaszcz. W kraju robiono wszystko, by 

przeci

ą

gn

ąć

  kobiety-góralki  na  stron

ę

  zwolenników  władzy 

radzieckiej. Gazety krzyczały tytułami: „Góralki, zakładajcie 
palta!”.

 

             Córka  Załwy  wspomina,  jak  kiedy

ś

  pradziadek 

pojechał  furmank

ą

  do  wioski  Stare  Atagi  w  odwiedziny  do 

krewnych.  Była  zima.  Prababcia  nie  chciała  zało

Ŝ

y

ć

  palta, 

ale m

ąŜ

 si

ę

 uparł. Przyjechali do wioski i zatrzymali si

ę

 koło 

domu  krewniaków.  Wtedy  w  stron

ę

  prababci  posypał  si

ę

 

grad  kamieni.  Płaszcz  był  dla  nich  symbolem  zdrady 
narodowych  tradycji  i  obyczajów.  Przed  rewolucj

ą

 

przemysłow

ą

  nie  odczuwano  potrzeby  noszenia  ciepłej 

zimowej odzie

Ŝ

y. Najcz

ęś

ciej w chłodniejsze dni narzucano 

dodatkowo na siebie wielk

ą

, ciepł

ą

, wełnian

ą

 chust

ę

. Kiedy 

kobiety  wł

ą

czyły  si

ę

  w  proces  produkcji,  musiały  zacz

ąć

 

nosi

ć

  odpowiednie  ubranie.  Ale  na  wsiach  wszystko,  co 

nowe 

uwa

Ŝ

ane 

było 

za 

naruszanie 

u

ś

wi

ę

conych  

zwyczajów, zamach na wolno

ść

.

Strona 34 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

             Jednak  stopniowo 

Ŝ

ycie  rodziny  pradziadków 

poprawiało si

ę

: wychowywali dzieci, zbudowali własny dom 

i jesieni

ą

 mieli zamiar do niego si

ę

 wprowadzi

ć

.

 

             Ale  wła

ś

nie  wtedy  wybuchła  Wielka  Wojna 

Ojczy

ź

niana.  Mój  pradziadek  –  b

ę

d

ą

cy  w  tym  czasie 

komisarzem  wojskowym  w  Starych  Atagach  –  wyruszył  na 
front jako ochotnik. Prababcia Załpa pracowała jako tokarz 

zakładach 

zbrojeniowych 

Groznym, 

gdzie 

produkowano  pociski  do  „katiusz”.  Ich  najstarszy  syn, 
Mowładi  te

Ŝ

  tam  pracował.  Bywało, 

Ŝ

e  matka  i  syn  całymi 

dniami przebywali poza domem. Rodze

ń

stwem opiekowała 

si

ę

  czternastoletnia  Załwa.  Jak  pó

ź

niej  wspominała:  „W 

1943  Grozny  był  bombardowany.  Płon

ę

ły  szyby  naftowe. 

Wszyscy biegli gasi

ć

 po

Ŝ

ar. Do tej pory słysz

ę

 krzyki ofiar, 

a  przed  oczami  mam  poparzonych  ludzi,  którzy  błagali  o 
pomoc, szukali wody. Razem z s

ą

siadk

ą

 Chalimat i dzie

ć

mi 

-  ona  miała  trójk

ę

,  a  ze  mn

ą

  było  ich  czworo,  z  czego 

najmłodsze  miało  osiem  miesi

ę

cy  –  przeprawili

ś

my  si

ę

 

piechot

ą

  przez  rzek

ę

  Argun  do  wioski  Stare  Atagi. 

Przygarn

ę

li  nas  dobrzy  ludzie,  znajomi  naszego  ojca. 

ś

yli

ś

my w nadziei, 

Ŝ

e wkrótce wojna si

ę

 sko

ń

czy”.

 

 

Wysiedlenie

 

             W  roku  1944  Czeczeni  prze

Ŝ

yli  powszechn

ą

 

deportacj

ę

  do  Azji 

Ś

rodkowej  i   Kazachstanu.  I  nie  tylko 

Czeczeni, ale i Ingusze, Karaczajewcy, Bałkarcy, Kałmucy.

 

            Te wspomnienia napełniaj

ą

 bólem serce Załwy: „W 

Starych Atagach ogłoszono, 

Ŝ

e z rozkazu Stalina Czeczeni 

musz

ą

  zosta

ć

  wysiedleni.  Zebrano  wszystkich  i  zacz

ę

to 

wywozi

ć

  z  wioski.  Przyszło  do  nas  trzech  mundurowych  i 

pytali,  gdzie  s

ą

  doro

ś

li.  Powiedziałam, 

Ŝ

e  mama  i  brat 

pracuj

ą

  w  Groznym  w  zakładach  wojskowych  i  wła

ś

nie  na 

nich  czekamy. 

ś

ołnierze  powiedzieli, 

Ŝ

e  nie  warto,  bo  oni 

ju

Ŝ

  nie  wróc

ą

  i  zacz

ę

li  mi  pomaga

ć

  w  pakowaniu.  Radzili 

zabra

ć

  z  sob

ą

  prowiant  i  jakie

ś

  ciepłe  rzeczy.  Z  jedzenia 

była tylko  m

ą

ka  kukurydziana,  a z  ciepłych rzecz –  mamin 

płaszcz  i  tatowa  kufajka.  Przeforsowałam  zabranie 
maszyny  do  szycia  «Singer».  Pozwoliła  nam  potem 
prze

Ŝ

y

ć

 w Kazachstanie.

 

             Przywie

ź

li  nas  podwod

ą

  do  Groznego.  Miałam 

nadziej

ę

Ŝ

e  spotkam  tu  mam

ę

  i  brata.  Wsadzano  nas  po 

10-15  rodzin  do  wagonu  towarowego,  a  w  ka

Ŝ

dej  rodzinie 

było  6-7  dzieci.  Cały  miesi

ą

c  pod

ąŜ

ali

ś

my  do  miejsca 

swojego  przeznaczenia.  Nie  zatrzymywali

ś

my  si

ę

  na 

stacjach,  a  jedynie  w  szczerym  polu  –  i  to  rzadko  –  aby 
wynie

ść

 umarłych. Nie wiemy nawet, gdzie ich pochowano. 

Ale jak ju

Ŝ

 poci

ą

g si

ę

 zatrzymał, to stali

ś

my całymi dniami. 

Karmili nas kasz

ą

, jedno wiadro na wszystkich.

 

              W  wagonie  jechał  z  nami  dziadek,  który  miał 

prawie  95  lat.  Opiekował  si

ę

  nami,  dzie

ć

mi,  bardzo 

troskliwie,  uspokajał,  opowiadał, 

Ŝ

e  czeka  na  nas 

wymarzony  kraj,  gdzie  ro

ś

nie  kukurydza  wy

Ŝ

sza  od 

Strona 35 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

człowieka,  a  krowy  daj

ą

  codziennie  kilka  wiader  mleka. 

Staruszek  nie  doczekał  ko

ń

ca  podró

Ŝ

y,  zmarł  po  drodze. 

Otwarły si

ę

 drzwi i do wagonu wszedł młody 

Ŝ

ołnierz. Cały 

dr

Ŝ

ał z zimna, a oczy miał pełne łez. Zrobiło mi si

ę

 go 

Ŝ

al i 

oddałam  mu  ojcowsk

ą

  kufajk

ę

.  Za  to  w  dalszej  drodze 

Ŝ

ołnierz  przynosił  nam  razem  z  wiadrem  kaszy  schowany 

za pazuch

ą

 bochenek chleba.

 

            Podró

Ŝ

 była straszna: głód, zimno, choroby, ale i w 

tych  warunkach  ludzie   pozostali  lud

ź

mi  o  wra

Ŝ

liwych 

sercach,  współczuj

ą

cymi,  rozumiej

ą

cymi, 

Ŝ

e  dotyka  nas 

przera

Ŝ

aj

ą

ca niesprawiedliwo

ść

”.

 

 

 

ś

ycie na nowym miejscu

 

             11  marca  1944  najstarsza  córka  mojej  prababci, 

Załwa, przybyła razem z siostrami (najmłodsza miała wtedy 
9  miesi

ę

cy)  i  4-letnim  braciszkiem  do  Wschodniego 

Kazachstanu.  Tego  dnia  sko

ń

czyła  16  lat.  Nigdy  nie 

widziała  tyle 

ś

niegu  –  półtora  metra.  Przewieziono  ich 

saniami  do  le

Ŝą

cego  w  centrum  rejonu  Priedgornowa.  Tak 

wspomina  to  wydarzenie:  „Zacz

ę

li  nas  pyta

ć

,  sk

ą

jeste

ś

my,  gdzie  s

ą

  nasi  rodzice.  Mówiłam  dobrze  po 

rosyjsku  i  powiedziałam, 

Ŝ

e  mama  i  brat  pracuj

ą

  w 

zakładach  wojskowych  w  Groznym,  a  tato  jest  na  wojnie. 
Pokazałam ostatni list, który przysłał z frontu. Wtedy padło 
pytanie  pod  adresem  ich  i  naszym:  «To  za  co  was 
wysiedlono?».  Ci  ludzie  nie  mogli  tego  poj

ąć

.  Zdrowy 

rozs

ą

dek  nie  potwierdzał  bzdurnego  oskar

Ŝ

enia, 

Ŝ

«Czeczeni to bandyci»”.

 

            Wezwano biurow

ą

 sprz

ą

taczk

ę

. Nagrzano w ła

ź

ni i 

wyk

ą

pano  nas.  Ile  było  wszy!  Nakarmiono  nas  chlebem  i 

mlekiem.  Rano  przyszedł  do  nas  kierownik  kołchozu  i 
zarz

ą

dził 

umieszczenie 

dzieci 

kołchozowym 

przedszkolu”.

 

             Zołwa  dostała  propozycj

ę

  nauki  w  szkole 

drukarskiej,  ale  nie  mogła  jej  przyj

ąć

,  bo  nie  miała  z  kim 

zostawi

ć

  rodze

ń

stwa.  „Trzeba  było  si

ę

  nimi  opiekowa

ć

obu

ć

  i  przyodzia

ć

,  a  my  niczego  nie  mieli

ś

my.  Czasem 

musieli

ś

my i

ść

 po wod

ę

 do samego Irtysza boso po 

ś

niegu. 

Napisałam do ojca na front. Nie było odpowiedzi. Był wtedy 
ranny  i  le

Ŝ

ał  w  szpitalu  w  Kijowie.  Spotkanie  z  ojcem 

nast

ą

piło  niespodziewanie.  W  roku  1945  sko

ń

czyła  si

ę

 

wojna. W pewne niedzielne popołudnie wyszłam z dzie

ć

mi 

na  spacer.  Patrz

ę

  –  stoi 

Ŝ

ołnierz  w  otoczeniu  rosyjskich 

kobiet.  Chciałam  si

ę

  dowiedzie

ć

,  o  czym  rozmawiaj

ą

Podeszłam  bli

Ŝ

ej  i  zobaczyłam  ojca.  Zacz

ę

łam  krzycze

ć

«To mój tato!» Rzuciłam si

ę

 ku niemu z płaczem. Obj

ą

ł nas 

wszystkich  serdecznie  i  zapytał,  czy  nie  jeste

ś

my  głodni. 

Ojciec zacz

ą

ł pracowa

ć

 jako zast

ę

pca kierownika kołchozu 

Priedgornoje.  Rozpocz

ę

ły  si

ę

  te

Ŝ

  poszukiwania  mamy  i 

brata  Mowładi.  Oni  za

ś

  szukali  nas.  W  ko

ń

cu  mama  nas 

znalazła. Jej serce czuło, gdzie nas nale

Ŝ

y szuka

ć

. Mama i 

brat musieli si

ę

 potem długo leczy

ć

”.

 

Strona 36 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             Moja  prababcia  znalazła  w  sobie  do

ść

  sił,  by  nie 

upa

ść

  na  duchu.  Dostała  stanowisko  brygadzistki  w 

kołchozowej 

brygadzie 

sadowniczej. 

Pradziadek 

Abusalman awansował na dyrektora fabryki. Du

Ŝ

o pomagał 

ludziom. Pracowali u niego „wrogowie ludu”. Wiedział, jakie 
represje prze

Ŝ

yli, 

Ŝ

e s

ą

 niewinni. Pomagał wi

ę

c im, jak tylko 

mógł.

 

             Ludzie  odmawiali  budowy  domów,  zakładania 

ogrodów,  bo  mieli  nadziej

ę

Ŝ

e  za  tydzie

ń

,  miesi

ą

c,  rok 

powróc

ą

  na  kaukask

ą

  ziemi

ę

Ŝ

e  w  ko

ń

cu  sprawiedliwo

ś

ci 

stanie  si

ę

  zado

ść

.  Tymczasem  przyszło  im  prze

Ŝ

y

ć

  a

Ŝ

  13 

lat  na  obczy

ź

nie.  Pradziadek  wiedział, 

Ŝ

e  głównym 

winowajc

ą

  tego  zła  jest  stalinizm  i  póki 

Ŝ

yje  „ojciec 

narodów”, 

Ŝ

adne zmiany nie nast

ą

pi

ą

. Ale jak to prze

Ŝ

y

ć

 

             Zacz

ą

ł  budowa

ć

  dom,  posadził  sad.  Przychodzili 

ludzie,  ogl

ą

dali  i  dziwili  si

ę

.  Taki  pozytywny  przykład 

pomógł  wielu  z  nich  przetrzyma

ć

  ci

ęŜ

kie  warunki  zesłania. 

Zebrane  owoce  i  warzywa  pradziadek  rozdawał  chorym  i 
starcom. Mieszka

ń

cy wsi przychodzili do niego po nasiona 

czy  sadzonki,  albo  po  prostu  po  rad

ę

…  Kwitn

ą

cy  ogródek 

koło  domu  przypominał  wszystkim  ukochan

ą

  ziemi

ę

 

kaukask

ą

.

 

             A  co  działo  si

ę

  w  ojczy

ź

nie,  w  Czeczenii?  O  tym 

pisze  w  swojej  nowelce  Nocowała  ongi  chmurka  złota… 
Anatolij  Pristawkin  (1).  Opowiada,  jak  ci

ęŜ

ko  było 

wychowankom domu dziecka,  przerzuconym z Moskwy na 
Kaukaz.  Dojrzewaj

ą

ce  jabłka,  ci

ęŜ

kie  kłosy  zbó

Ŝ

,  wonne 

kwiaty – a dokoła 

Ŝ

adnej 

Ŝ

ywej duszy! Jakby jaka

ś

 straszna 

tr

ą

ba  powietrzna  porwała  tylko  ludzi,  zostawiaj

ą

c  ich 

nienaruszone domostwa i owoce pracy ich r

ą

k.

 

             Okazało  si

ę

Ŝ

e  stanica  Bieriezowska,  gdzie 

mieszkali  ci  koloni

ś

ci,  to  nie 

Ŝ

adna  Bieriezowska,  a  Daj-

Czurt,  co  tłumaczy  si

ę

  „Mogiła  ojców”,  i  do  niedawna 

mieszkali  tu  Czeczeni.  To  ich  ojczyzna,  tu  s

ą

  mogiły  ich 

przodków  i  z  tych  mogił  radzieccy 

Ŝ

ołnierze  zdejmuj

ą

 

nagrobne  płyty  i  brukuj

ą

  nimi  drog

ę

  prowadz

ą

c

ą

  w  góry, 

gdzie  ukrywali  si

ę

  ostatni  „rebelianci”.  Drog

ę

,  jak  mówi 

pisarz, w przepa

ść

.

 

            W Czeczenii byli osiedlani równie

Ŝ

 studenci. Jeden 

z  nich  wspomina:  „Zadaniem  studentów  było  utrzymanie 
porz

ą

dku 

gospodarstwach 

do 

czasu 

przybycia 

przesiedle

ń

ców  z  powiatów  kurskiego  i  orłowskiego. 

Mieli

ś

my  opiekowa

ć

  si

ę

  bydłem,  karmi

ć

  je,  zebra

ć

  zbo

Ŝ

e, 

dba

ć

  o  inwentarz  itd.  W  górskich  aułach  akcja  ta 

przebiegała  inaczej.  St

ą

d  bydło  wywieziono,  a  auły 

spalono, 

Ŝ

eby  pozbawi

ć

  «bandytów» 

ś

rodków  utrzymania. 

Całymi dniami w górach 

ś

wieciły łuny po

Ŝ

arów”.

 

 

Powrót

 

             XX Zjazd Komunistycznej Partii  ZSRR, w 

ś

lad za 

rehabilitacj

ą

 

działaczy 

partyjnych 

pa

ń

stwowych 

Strona 37 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

represjonowanych  za  czasów  Stalina,  skrytykował  polityk

ę

 

deportacyjn

ą

  narodów  radzieckich.  9  stycznia  1957  roku 

proklamowano Czecze

ń

sko–Ingusk

ą

 ASRR. 

 

            Moi krewni przyj

ę

li entuzjastycznie t

ę

 wiadomo

ść

 i 

nawet  nie  zadawali  sobie  pyta

ń

:  wraca

ć

  czy  zosta

ć

Znale

ź

li  si

ę

  jednak  w  trudnej  sytuacji.  W  rodzinnej 

miejscowo

ś

ci  nie  mieli  ju

Ŝ

  ani  domów,  ani  dobytku,  ani 

pracy.  W  roku  1957  moj

ą

  babci

ę

  Mariam  zaproszono  do 

Ałma-Aty  i  zaproponowano prac

ę

 w Groznym.  Pojechała z 

bratem  do  swojej  ojczyzny  z  jedn

ą

  tylko  walizk

ą

.  Trzeba 

było zaczyna

ć

 

Ŝ

ycie od nowa: znowu budowali dom, sadzili 

drzewa.  Do  ko

ń

ca  1957  roku  cała  rodzina  była  ju

Ŝ

  razem. 

„W  tym  czasie  -   wspomina  babcia  –  starszy  brat  i  dwie 
siostry  mieli  ju

Ŝ

  swoje  rodziny.  Rodzice  jednak  musieli  im 

pomaga

ć

,  bo  oni  zostali  bez  dachu  nad  głow

ą

,  bez 

dobytku, bez pracy”.

 

             Było  bardzo  biednie,  ale 

Ŝ

ycie  powoli  si

ę

 

stabilizowało.  Rosły  wnuki  i  prawnuki.  Ich  fotografie 
wypełniaj

ą

 teraz albumy pradziadków.

 

 

            

ś

ycie  babci  zmieniło  si

ę

  całkowicie  po 

ś

mierci  jej 

rodziców.  W  roku  2000,  po  pami

ę

tnych  wydarzeniach  w 

Czeczenii,  w  naszej  rodzinie  pojawił  si

ę

  nowy  wyłom  – 

niepowetowana  strata:  w  Groznym  mina  przeciwlotnicza 
pozbawiła 

Ŝ

ycia  brata  babci,  a  w  czasie  pierwszej  wojny 

czecze

ń

skiej zgin

ą

ł jej siostrzeniec.

 

             Zostali

ś

my  bez  domu,  bez 

ś

rodków  do 

Ŝ

ycia  i  do 

tej  pory  tułam  si

ę

  razem  z  babci

ą

  ze  strony  matki  jako 

uchod

ź

ca.  Ona  mówi, 

Ŝ

e  ból  oczyszcza  dusz

ę

,  a  prawda 

ostrzega  ludzi.  W  jednej  tylko  gał

ę

zi  czecze

ń

skiej  rodziny 

znalazła odbicie historia dziesi

ą

tków, a mo

Ŝ

e tysi

ę

cy rodzin 

czecze

ń

skich.

 

 

 

 

 

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

    

<!--[endif]-->Anatolij  Pristawkin, 

ur. w 1931 r., pisze najcz

ęś

ciej ksi

ąŜ

ki zawieraj

ą

ce rys 

własnej biografii, zwłaszcza lat dzieci

ń

stwa. Przypadły 

one  na  okres  wojny,  autor  sp

ę

dził  je  o  głodzie  i 

chłodzie 

podmoskiewskim 

domu 

dziecka, 

ewakuowanym  nast

ę

pnie  na  Kaukaz,  na  tereny 

Autonomicznej 

Republiki 

Czeczeno-Inguskiej, 

brutalnie  spacyfikowanej  z  rozkazu  Stalina,  gdy

Ŝ

 

miejscowa ludno

ść

 została oskar

Ŝ

ona o kolaboracj

ę

  z 

Niemcami.

       Akcja  ksi

ąŜ

ki  Nocowała  ongi  chmurka  złota 

rozgrywa  si

ę

  wła

ś

nie  w  owym  czasie  i  miejscu,  a  jej 

bohaterami  s

ą

  dwaj  jedenastoletni  chłopcy,  bracia 

Strona 38 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

bli

ź

niacy,  którzy  na  swych  dzieci

ę

cych  barkach 

d

ź

wigaj

ą

 cały koszmar wojennych losów, spot

ę

gowany 

groz

ą

 przebywania po

ś

ród dzikich gór Kaukazu, gdzie 

ukryli  si

ę

  nieliczni  pozostali  tubylcy,  bestialsko 

morduj

ą

cy  w  krwawym  odwecie  napływow

ą

  ludno

ść

co  prowadzi  do  wielu  dramatycznych  konfliktów  i 
tragedii  zrodzonych  z  nienawi

ś

ci.  Powie

ść

  odkrywa 

przed  czytelnikiem  nowy  aspekt  dramatu  tamtych 
czasów,  w  dodatku  widziany  oczyma  dziecka.  Jest  to 
obraz  wstrz

ą

saj

ą

cy,  krzywda  rodzi  nienawi

ść

  i  ch

ęć

 

zemsty,  te  za

ś

  prowadz

ą

  do  zbrodni  i  nieuniknionego 

rozlewu krwi.

 

 

 

 

 

Jestem z tejpu „terło”

 

Zelimchan Irbagijew, Grozny, 

szkoła nr 34, kl. 9

 

             Pochodz

ę

 z  tejpu  (1)  „terło”,  co dosłownie znaczy  „górski 

ś

nieg”: 

ter –  góra,  wierzchołek, ło  – 

ś

nieg.  Nazwa ta  wyja

ś

nia, sk

ą

d  wywodzi si

ę

 

mój  ród.  To  tereny  znajduj

ą

ce  si

ę

  wysoko  w  górach,  w  dystrykcie  itum-

kali

ń

skim,  na  granicy  z  Gruzj

ą

.  Osada  terłojewców  składała  si

ę

  z  wielu 

baszt.

 

Te bojowe baszty – jak oczy gór – niczym jaskółcze gniazda tkwi

ą

 

przylepione  do  urwistych  pionowych  skał,  wysoko  na  górskich  szczytach. 
Słu

Ŝ

yły  ludziom  za  mieszkania,  a  dla  wrogów  były  niedost

ę

pn

ą

  twierdz

ą

Do dzisiaj zachowały si

ę

 ich pozostało

ś

ci.

 

             W  folklorze  czecze

ń

skim 

Ŝ

yje  legenda  o  terłojewcach,  w  której 

moim przodkom przypisuje si

ę

 dum

ę

, m

ę

stwo, a tak

Ŝ

e zmy

ś

lno

ść

. Jest w 

niej  mowa  o  szlaku  handlowym,  który  przecinał  nasz

ą

  ziemi

ę

.  Terłojewcy 

zr

ę

cznie  wykorzystywali  t

ę

  sytuacj

ę

  i  pobierali  od  kupców  cło  za 

przewo

Ŝ

one tamt

ę

dy towary.

 

             Zało

Ŝ

ycielem  naszego  rodu  był  mój  prapradziadek  Ibrahim,  od 

którego pochodzi nasze nazwisko. Nawiasem mówi

ą

c, nazwisko to pisane 

jest  niepoprawnie  na  skutek  bł

ę

du,  jaki  popełnił  urz

ę

dnik,  który  w  naszej 

wiosce przeprowadzał paszportyzacj

ę

 (2). 

 

             Ten  prapradziadek  odznaczał  si

ę

  przedsi

ę

biorczo

ś

ci

ą

  i 

pracowito

ś

ci

ą

.  Oto,  co  mi  o  nim  wiadomo  z  opowiada

ń

  starszych.  Był 

niegdy

ś

 silnym i m

ą

drym  młodym  człowiekiem. Z rozmów z przejezdnymi 

kupcami  czerpał  informacje  o  okolicznych  równinach.  Jako 

Ŝ

e  w  górach 

było  mało  ziemi  uprawnej,  postanowił  spróbowa

ć

  szcz

ęś

cia  na  terenach 

nizinnych.  Osiedlił  si

ę

  w  wiosce  Katyr-Jurt  (3),  gdzie  odnalazł  kilku 

współplemie

ń

ców.  Nie  bał  si

ę

 

Ŝ

adnej  pracy  i  dzi

ę

ki  temu  szybko  si

ę

 

zaaklimatyzował:  wybudował  dom,  zało

Ŝ

ył  gospodarstwo,  zaj

ą

ł  si

ę

 

handlem.  Kiedy   dzieci  podrosły,  miał  ju

Ŝ

  swoje  sklepy,  młyn  i  tartak. 

Przekazawszy  to  wszystko  swoim  siedmiu  synom,  postanowił  spełni

ć

 

powinno

ść

  muzułmanina  i  odby

ć

  had

Ŝ

  (4)  do  Mekki.  Nie  wiemy,  co 

spowodowało, 

Ŝ

e  szedł  pieszo  tysi

ą

ce  kilometrów  przez  góry  i  pustynie, 

ale w pami

ę

ci mieszka

ń

ców Katyr-Jurtu pozostał na zawsze jako człowiek 

Strona 39 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

honoru i niezwykłej pobo

Ŝ

no

ś

ci, gdy

Ŝ

 trzykrotnie w ci

ą

gu 

Ŝ

ycia odbył swój 

had

Ŝ

.

 

             Ludzie  bardzo  go  szanowali  i  skoligacenie  z  nim  poczytywali 

sobie  za  wielki  zaszczyt.  Synowie  Ibrahima  równie

Ŝ

  zasługiwali  na 

szacunek, chocia

Ŝ

 w 

Ŝ

yciu, podobnie jak ich ojcu, nie było im łatwo. Swoj

ą

 

bogobojno

ś

ci

ą

 

ś

wiadczyli o autorytecie rodzica i kontynuowali jego dzieło, 

staraj

ą

c  si

ę

  uczciwie  wykonywa

ć

  ka

Ŝ

d

ą

  prac

ę

.  Rozrastaj

ą

ca  si

ę

  sie

ć

 

nale

Ŝą

cych  do  nich  sklepów,  młynów,  tartaków  zapewniała  byt  równie

Ŝ

 

mieszka

ń

com s

ą

siednich wiosek.

 

             Wszystkim  w  tej  rodzinie 

Ŝ

yło  si

ę

  dobrze  do  czasu,  kiedy 

Rewolucja  Pa

ź

dziernikowa  1917  roku  przyniosła  zasadnicze  zmiany.  Mój 

pradziad,  oceniwszy  trze

ź

wo  sytuacj

ę

,   postanowił  dobrowolnie  odda

ć

 

nowej  władzy  wszystko,  czego  z  takim  trudem  si

ę

  dorobił.  Dzieciom 

wyja

ś

niał, 

Ŝ

e „najwa

Ŝ

niejsze, by zachowa

ć

 rodzin

ę

 i Ojczyzn

ę

, a bogactwo 

– to rzecz nabyta”. W jego domach urz

ą

dzono szkoł

ę

, szpital, aptek

ę

, rad

ę

 

gminy i poczt

ę

. W sklepach, młynach i tartakach nadal pracowali synowie 

Ibrahima,  bo  nigdzie  nie  znaleziono  lepszych  fachowców.  Wkrótce  po 

ś

mierci 

protoplasty 

rodu 

zacz

ę

ło 

si

ę

 

rozkułaczanie 

wszystkich 

maj

ę

tniejszych wło

ś

cian. Dopiero wtedy dzieci doceniły przewidywalno

ść

 i 

rozs

ą

dne  decyzje  ojca.  Wielu  ich  przyjaciół  zostało  pozbawionych  całego 

maj

ą

tku,  zesłanych  na  Syberi

ę

,  czy  te

Ŝ

  przepadło  bez  wie

ś

ci.  A  mój 

pradziad  Sulejman  i  jego  bracia  prze

Ŝ

yli.  Tak  jak  ich  ojciec  musieli 

zaczyna

ć

  wszystko  od  nowa.  Ale  nie 

Ŝ

ałowali  trudu.  Budowali  domy, 

wychowywali  dzieci  i  przyzwyczajali  si

ę

  do  nowego 

Ŝ

ycia,  w  którym  ich 

wrodzona przedsi

ę

biorczo

ść

 nie znalazła ju

Ŝ

 zastosowania.

 

             Przyszło  nowe  nieszcz

ęś

cie:  Wielka  Wojna  Ojczy

ź

niana.  Ale  w 

roku  1944  nast

ą

piło  co

ś

  jeszcze  straszniejszego:  deportacja  narodów  – 

czecze

ń

skiego   i  inguskiego.  W  mro

ź

ne  lutowe  dni  w  stron

ę

  stacji 

kolejowych  ci

ą

gn

ę

ły  sznury  furmanek  i  ci

ęŜ

arówek  z  wysiedle

ń

cami. 

Ponad  dwa  tygodnie  sp

ę

dzili  ci  nieszcz

ęś

nicy  w  wagonach  kolejowych, 

jad

ą

c  w  nieznane.  W

ś

ród  nich  było  65  członków  mojej  rodziny.  Z  głodu, 

zimna,  antysanitarnych  warunków  zacz

ę

ły  si

ę

  przeró

Ŝ

ne  choroby.  Nie 

mog

ę

 słucha

ć

 bez dr

Ŝ

enia serca opowiada

ń

 mojego stryjecznego dziadka 

Abdula Irbagijewa:

 

             „…Poci

ą

g  zatrzymał  si

ę

  na  kilka  minut.  W  tym  czasie  ludzie 

musieli  załatwi

ć

  swoje  potrzeby  i  wynie

ść

  nieczysto

ś

ci. Maj

ą

c  na  uwadze 

czecze

ń

skie zwyczaje, ludzie wstydzili si

ę

 robi

ć

 to na otwartej przestrzeni i 

odchodzili  nieco  dalej,  a  wtedy  konwojenci  strzelali  do  nich  i  zabijali  na 
miejscu.  W  ka

Ŝ

dym  wagonie  umierało  codziennie  kilku  naszych, 

zwłaszcza  starców  i  dzieci.  Nie  pozwalano  ich  grzeba

ć

.  Starali

ś

my  si

ę

 

przynajmniej  przysypa

ć

  ich  ziemi

ą

  czy  chocia

Ŝ

by 

ś

niegiem.  Czasem 

konwojenci wyrzucali trupy do rowów. 

 

             Droga  z  Groznego  do  Kazachstanu  usłana  jest  ko

ść

mi 

Czeczenów  i  Inguszów.  My  te

Ŝ

  wielu  nie  dowie

ź

li

ś

my.  Le

Ŝą

  gdzie

ś

  tam, 

nie oddani matce-ziemi…”

 

            Trudno lata deportacji wspomina

ć

 bez bólu. Jest to najczarniejsza 

stronica  naszej  historii.  Gin

ę

li  ci  najlepsi,  odst

ę

puj

ą

c  jedzenie  i  po

ś

ciel 

swoim  bliskim,  którzy  ostatkiem  sił  kopali  im  mogiły  w  zamarzni

ę

tej 

kazachsta

ń

skiej  ziemi  i  podejmowali  si

ę

  najbrudniejszych  prac,  aby  tylko 

wykarmi

ć

  dzieci.  Tu,  na  obczy

ź

nie,  Czeczeni  i  Ingusze  byli  pozbawieni 

wszystkiego: ojczyzny, honoru, wolno

ś

ci i to

Ŝ

samo

ś

ci. Byli zesła

ń

cami pod 

specjalnym nadzorem.

 

Strona 40 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

             „Pocz

ą

tkowo  miejscowi  bali  si

ę

  nawet  do  nas  podchodzi

ć

,  - 

wspomina  mój  dziad  Szadid.  –  Jak  nam  pó

ź

niej  opowiadali,  dlatego,  bo 

powiedziano im, 

Ŝ

e w wagonach towarowych jad

ą

 ludo

Ŝ

ercy, wi

ę

c musz

ą

 

by

ć

  bardzo  ostro

Ŝ

ni.  Umieszczono  nas  w  zimnych  barakach  niedaleko 

stanicy  Kuszmurun  w  rejonie  Siemioziernoje  w  Północnym  Kazachstanie. 
Musieli

ś

my regularnie meldowa

ć

 si

ę

 u komendanta, a bez jego wiedzy nie 

wolno nam było wychodzi

ć

 za obr

ę

b wioski.

 

             Pewnego  razu  mój  kuzyn  Muchadin  wyszedł  do  s

ą

siedniej  wsi, 

aby  zarobi

ć

  troch

ę

  grosza.  Nie  zd

ąŜ

ył  sko

ń

czy

ć

  pracy  w  ci

ą

gu  jednego 

dnia,  wi

ę

c  tam  zanocował.  Drogo  za  to  zapłacił.  Został  skazany  na  wiele 

lat katorgi i słuch po nim zagin

ą

ł”.

 

             Ci,  którym  udało  si

ę

  prze

Ŝ

y

ć

  pierwsz

ą

  deportacyjn

ą

  zim

ę

zapami

ę

tali  j

ą

  na  zawsze.  Wpisała  si

ę

  w  ich  pami

ęć

  stosami   trupów, 

poukładanych warstwami, bo nie było komu ich grzeba

ć

. Zostawiła w nich 

swój 

ś

lad  nie  tylko  przedwczesn

ą

  siwizn

ą

,  ale  te

Ŝ

  ci

ęŜ

kimi,  przewlekłymi 

chorobami. Krwawi nadal w ich sercach ból po 

ś

mierci tych, którzy odeszli 

z ich 

Ŝ

ycia, nie zostawiaj

ą

c po sobie nawet grobów na ojczystej ziemi.

 

            Czeczeni powoli oswajali si

ę

 z nowym miejscem, pracowali, dzieci 

chodziły do szkoły. 

ś

ycie stopniowo si

ę

 stabilizowało. Mój dziadek Szadid 

wybudował dom i o

Ŝ

enił si

ę

. Zaprzyja

ź

nił si

ę

 z s

ą

siadami. Tylko nostalgia 

za rodzinnym krajem nie pozwalała mu spokojnie 

Ŝ

y

ć

. Kiedy w roku 1957 

został  wydany  Dekret  Prezydium  Rady  Najwy

Ŝ

szej  ZSRR  o  rehabilitacji 

ofiar represji politycznych (5), dziadek był szcz

ęś

liwy jak nigdy.

 

            Tylko trzydziestu z sze

ść

dziesi

ę

ciu pi

ę

ciu terłojewców wróciło do 

Ojczyzny.  Z  ogromnych  posiadło

ś

ci  ziemskich,  które  w  Katyr-Jurcie 

nale

Ŝ

ały  do  Irbagijewów, na pi

ęć

  rodzin, które wróciły, było do dyspozycji 

tylko osiem morgów. Zrobiło si

ę

 ciasno. I  młodzie

Ŝ

 poci

ą

gn

ę

ła do miasta. 

Maj

ą

c  za  sob

ą

  kilka  lat 

Ŝ

ycia  koło  stacji,  szybko  zdobyli  kwalifikacje  i 

otrzymali prac

ę

 na kolei. I dalej si

ę

 kształcili. W dzie

ń

 – praca, wieczorami 

– nauka, a w weekendy – budowa domu dla rodziny. Jest w

ś

ród nas wielu 

kolejarzy,  s

ą

  lekarze,  in

Ŝ

ynierowie,  prawnicy,  ekonomi

ś

ci,  przedsi

ę

biorcy. 

Mieszkaj

ą

 w ró

Ŝ

nych stronach naszego kraju. Byłoby ich wi

ę

cej, gdyby nie 

kolejne  nieszcz

ęś

cia.  Niepowetowan

ą

  strat

ą

  dla  nas  s

ą

  ci  z  naszych 

bliskich, których pochłon

ę

ła wojna, maj

ą

ca swój pocz

ą

tek w roku 1994.

 

             Wszyscy  Irbagijewowie  to  patrioci.  Nikt  nie  chciał  wyjecha

ć

  z 

Republiki.  Nikt  te

Ŝ

  nie  chciał  i

ść

  z  broni

ą

  w  r

ę

ku  przelewa

ć

  krew 

niewinnych  ludzi.  Zbyt  du

Ŝ

o  ł

ą

czyło  naszych  bliskich  z  Rosj

ą

:  nauka, 

wojsko,  praca,  wi

ę

zy  rodzinne  i  przyja

ź

nie.  Ka

Ŝ

dy,  kto  przeszedł  przez 

wojsko  wie, 

Ŝ

Ŝ

ołnierz  to  człowiek  ubezwłasnowolniony,  wypełnia  tylko 

rozkazy.           Id

ą

c  za  przykładem  swoich  znajomych,  dziesi

ą

tki  młodych 

ludzi z naszego rodu mogły chwyci

ć

 za karabiny, ale na mityngu rodowym 

starszyzna  zdecydowała:  ka

Ŝ

dy,  kto  we

ź

mie  do  r

ę

ki  bro

ń

,  zostanie 

wykluczony  z  rodziny.  Młodzi  podporz

ą

dkowali  si

ę

.  By

ć

  mo

Ŝ

e,  decyzja  ta 

uratowała 

Ŝ

ycie  wielu  rosyjskim 

Ŝ

ołnierzom,  ale  nie  oszcz

ę

dziła  naszych 

bliskich. Jak mówi

ą

, kula nie wybiera. Niektórzy z moich krewnych zgin

ę

li 

w czasie ostrzałów artyleryjskich i nalotów bombowych, a innych dosi

ę

gły 

zabł

ą

kane kule. Najgorszy los przypadł w udziale czterem moim krewnym.

 

             Było  to  w  ko

ń

cu  listopada  1999  roku.  Wujek,  Has-Mahomed 

razem  z  krewnymi  wiózł  ciało  zabitego  członka  rodziny,  Asłana,  aby 
pochowa

ć

 go w rodzinnej wiosce. Nie dojechali do wioski Katyr-Jurt, bo na 

ostatnim  zakr

ę

cie  zacz

ą

ł  ostrzeliwa

ć

  ich  czołg.  Wyskoczywszy  z 

samochodu,  wujek,  z  biał

ą

  chustk

ą

  w  dłoni,  ruszył  w  stron

ę

 

Ŝ

ołnierzy, 

wołaj

ą

c: „Nie strzelajcie! Tu s

ą

 kobiety i dzieci!”. Do swej ostatniej godziny 

wujek  pozostał  człowiekiem  posłusznym  prawu  i  naiwnie  wierz

ą

cym, 

Ŝ

niewinnej  głowy  miecz  si

ę

  nie  ima.  Strzelanina  trwała  dalej.  Wujek  padł, 

Strona 41 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

podziurawiony  jak  sito.  Ci

ęŜ

ko  ranna  została  wdowa  po  Asłanie,  która 

jeszcze jakim

ś

 cudem zd

ąŜ

yła wytaszczy

ć

 z samochodu swe małe dzieci, 

te

Ŝ

  ranne,  i  doczołgała  si

ę

  razem  z  nimi  na  bezpieczn

ą

  odległo

ść

Samochód  wyleciał  w  powietrze.  Gdyby  nie  przypadkowy 

ś

wiadek,  ta 

straszna  zbrodnia  pozostałaby  nieznana,  a  ciała  krewnych 

– 

niezidentyfikowane. 

ś

ołnierze  podeszli  do  płon

ą

cego  samochodu  i  rzucili 

do ognia zastrzelonego przez nich wujka Has-Machmeda (6). Tej tragedii 
nie  prze

Ŝ

ył  dziadek  Szadid.  Jego  serce  biło  jeszcze  tylko  kilka  dni,  kiedy 

przychodzili  do  niego  ludzie  z  kondolencjami.  W  tym  czasie  wszystkie 
drogi dojazdowe do Katyr-Jurtu pozostawały zamkni

ę

te. Tak wi

ę

c ani mój 

ojciec, ani jego bracia, nie mogli towarzyszy

ć

 ojcu w jego ostatniej drodze. 

Tylko wujek Hasan, który miał wtedy 21 lat, próbował dosta

ć

 si

ę

 do wioski, 

ale został 

ś

miertelnie ranny.  Ich groby s

ą

 obok siebie…

 

             Teraz  ju

Ŝ

  nas  nie  bombarduj

ą

.  Ale  ludzie  nadal  gin

ą

.  Nie 

wiadomo,  kiedy  ta  wojna  si

ę

  sko

ń

czy.  Tymczasem  my,  powróciwszy  na 

zgliszcza, próbujemy 

Ŝ

y

ć

 dalej.

 

            Je

ś

li mi si

ę

 poszcz

ęś

ci, to ja te

Ŝ

 sko

ń

cz

ę

 szkoł

ę

, zdob

ę

d

ę

 zawód, 

zaczn

ę

 pracowa

ć

. Ale oczywi

ś

cie, w pierwszej kolejno

ś

ci odbuduj

ę

 dom. 

 

 

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Tejp  to  klan,  wielopokoleniowa 

wspólnota  rodowa  wywodz

ą

ca  si

ę

  od  jednego  wspólnego,  cz

ę

sto 

mitycznego  przodka.  Obecnie  tejpów  jest  ponad  150.  Wraz  z 
odrodzeniem  narodowym  przynale

Ŝ

no

ść

  do  tejpu  stała  si

ę

  wa

Ŝ

nym 

wyznacznikiem identyfikacji. Ka

Ŝ

dy powinien zna

ć

 swój tejp, w którym 

wszyscy  powinni  si

ę

  szanowa

ć

,  a  w  przypadku  zemsty  rodowej  cały 

tejp  powinien  stan

ąć

  po  obronie  swojego  krewnego.  Ka

Ŝ

dy  tejp, 

według   tradycji,  posiada  sw

ą

  rodow

ą

  gór

ę

,  z  wybudowan

ą

  na  niej 

rodow

ą

 wie

Ŝą

, w której kiedy

ś

 mieszkali przodkowie.

 

<!--[if 

!supportLists]-->(2)

   

<!--[endif]-->W 

czasie 

paszportyzacji 

zapisywano  imi

ę

  i  „otczestwo”  (imi

ę

  odojcowskie),  tak  jak  słyszano. 

Wielu  Czeczenów  nie  miało  nazwisk  ani  rodowych  przezwisk,  wi

ę

tworzono  im  nazwiska  od  imienia  przodka  (np.  Wach  –  Wachajew, 
Wisa  –  Wisajew  itd.).  W  tym  wypadku  „Ibragimow”  zapisano  jako 
„Ibragijew”

 

<!--[if !supportLists]-->(3)

   

<!--[endif]-->  Katyr-Jurt – wioska na równinie w 

dystrykcie Aczchoj- Martanowskim. 

 

<!--[if !supportLists]-->(4)

   

<!--[endif]-->Had

Ŝ

 to peregrynacja do 

ś

wi

ą

tyni Al 

Kaaba  (Dom  Boga)  w  Mekce  w  miesi

ą

cu  Zu  Al  Hid

Ŝ

d

Ŝ

a  i  wykonanie 

na  miejscu  okre

ś

lonych  przez  islam  czynno

ś

ci  przez  tych 

muzułmanów, których sta

ć

 na podró

Ŝ

. Ka

Ŝ

dy muzułmanin musi odby

ć

 

pielgrzymk

ę

  przynajmniej  raz  w 

Ŝ

yciu.  Had

Ŝ

  jest  aktem  pobo

Ŝ

no

ś

ci, 

jest  ibadah.  Ibadah  to  jakikolwiek  czyn  wykonany  z  my

ś

l

ą

  o 

osi

ą

gni

ę

ciu łaski Bo

Ŝ

ej.

 

<!--[if  !supportLists]-->(5)

   

<!--[endif]-->Dekret  z  1957  roku  ustanawiał 

Czecze

ń

sko-Ingusk

ą

  ASRR.  Ustawa  o  rehabilitacji  ofiar  politycznych 

represji została wydana znacznie pó

ź

niej, w roku 1991.

 

Strona 42 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

<!--[if  !supportLists]-->(6)

   

<!--[endif]-->Byli  jeszcze  inni 

ś

wiadkowie.  T

ę

 

tragedi

ę

  widzieli  te

Ŝ

  mieszka

ń

cy  wioski  Jandi,  zaraz  za  zakr

ę

tem. 

Jeden  z  nich  zeznał:  „14  listopada  1999  roku  koło  posterunku 
blokadowego   mi

ę

dzy  Katyr-Jurtem  a  Jandi,  w  centrum  dystryktu 

Achczoj-Martan  wojskowi  zabili  i  spalili  czterech  ludzi,  wioz

ą

cych 

zwłoki  krewnego,  zamordowanego  w  Inguszetii,  aby  go  pochowa

ć

Wydarzyło  si

ę

  to  w  miejscu,  gdzie  ustawiono  posterunek  blokadowy. 

ś

ołnierze  bez  uprzedzenia  otworzyli  ogie

ń

  do  nadje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

cej 

<

Gazeli>. Znajduj

ą

cy si

ę

 w samochodzie ojciec i syn Has-Mahomed i 

Asłan Astamirowowie,  brat Has-Mahomeda, Abdurahman Astamirow 
i  jeszcze  jeden  człowiek,  którego  imienia  nie  znam,  zgin

ę

li  na 

miejscu.   Z  wn

ę

trza  pojazdu,  który  gwałtownie  si

ę

  zatrzymał, 

wyskoczyła,  z  małym  dzieckiem  na  r

ę

kach  i  5-letnim  synkiem,   Aset, 

Ŝ

ona  Asłana,  i  ukryła  si

ę

  w  przydro

Ŝ

nym  rowie.  Wszyscy  byli  ranni. 

Kobieta  płakała  i  błagała 

Ŝ

ołnierzy,  którzy  do  niej  podeszli:  «Na 

Allacha,  darujcie  nam 

Ŝ

ycie!».  Wsadzono  j

ą

  razem  z  dzie

ć

mi  do 

batera  (pojazdu  opancerzonego)  i  zawieziono  do  Slepcowska  w 
Inguszetii. Zabitych m

ęŜ

czyzn  

Ŝ

ołnierze spalili razem z samochodem, 

w  którym  spłon

ę

ły  równie

Ŝ

  zwłoki  człowieka,  którego  chciano 

pogrzeba

ć

 na cmentarzu w naszej wiosce”. 

W  niezgodno

ś

ci  nazwisk  (Ibragijewowie  i   Astamirowowie)  nie  ma 

niczego  dziwnego.  Zelimchan  nazywa  zabitego  Has-Mahomeda 
„wujkiem”,  ale  to  mógł  by

ć

  wujek  ze  strony  matki  lub  (zgodnie  z 

czecze

ń

sk

ą

  tradycj

ą

  podtrzymywania  wi

ę

zi  z  dalszymi  krewnymi  w 

„wielkich  rodach”)  wujek  z  drugiej,  czy  nawet  trzeciej  linii;  nazwiska 
takich dalekich krewnych mog

ą

 si

ę

 wyra

ź

nie ró

Ŝ

ni

ć

Mieszkaniec  wioski  mówi  o  posterunku  blokadowym,  a  Zelimchan 

(pewnie  wg  relacji  ocalałej  Asiet)  pisze  o  „czołgu”. Czeczenka  mogła 
nie  orientowa

ć

  si

ę

  w  sprz

ę

cie  wojskowym  i  nazwa

ć

  tak  jakikolwiek 

samochód  bojowy.  Tego  dnia  dopiero  zacz

ę

ło  si

ę

  urz

ą

dzanie 

posterunku  blokadowego,  wi

ę

Ŝ

adna  ci

ęŜ

ka  bro

ń

  nie  została  tam 

jeszcze  zainstalowana.  Posterunek  mógł  rzeczywi

ś

cie  wygl

ą

da

ć

  jak 

stoj

ą

cy na poboczu samochód bojowy.

 

 

Znowu wojna

 

 

 

Milana Katajewa, dystrykt szali

ń

ski,

 wioska Mesker-Jurt, kl. 10

 

             Chc

ę

  opowiedzie

ć

  o  swojej  rodzinie.  Zaczyna  si

ę

  ona  histori

ą

 

moich pradziadków. Prababcia – rocznik 1885 – zmarła w roku 1972, za

ś

 

pradziadek, urodzony w roku 1880, znaj

ą

cy biegle j

ę

zyk arabski i Koran, w 

epoce  stalinowskiej,  w  roku  1937  został  osadzony  w wi

ę

zieniu i  na  długo 

przepadł  bez  wie

ś

ci.  Mój  dziadek  nie  ustawał  w  jego  poszukiwaniach: 

zwracał  si

ę

 do ró

Ŝ

nych urz

ę

dów,  słał pisma, a odpowiedzi na nie  po  dzi

ś

 

dzie

ń

 s

ą

 przechowywane w naszym domu. W roku 1958 pradziadek został 

zrehabilitowany. Z opowiada

ń

 prababci dowiedzieli

ś

my si

ę

Ŝ

e przez długi 

czas  nosiła  mu  paczki,  których  jednak  mu  nie  przekazywano.  Wi

ę

zienie 

znajdowało  si

ę

  wtedy  naprzeciwko  kina  „Kosmos”,  nad  brzegiem  rzeki 

Sun

Ŝ

a.  Z  relacji  byłych  wi

ęź

niów  i  współtowarzyszy  niedoli  pradziadka 

wiemy, 

Ŝ

e strasznie ich tam bito i zn

ę

cano si

ę

 nad nimi.

 

             Pradziadek  –  Towsolt  Biersanow  –  był  delegatem  na  II 

Ogólnorosyjski  Zjazd  Narodów  Górskich,  który  odbył  si

ę

  w  Moskwie  w 

roku 1918.

Strona 43 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

            Czas mija i nadchodzi rok 1944. Moich dziadków wysyłaj

ą

, tak jak 

innych Czeczenów, do Azji 

Ś

rodkowej. Tak o tym opowiada moja babcia, 

Mariet:

 

             „Wczesnym  rankiem  w  dniu  wysyłki  wszystkich  m

ęŜ

czyzn  w 

wiosce Mesker-Jurt zebrano w meczecie. Niektórzy próbowali ukry

ć

 si

ę

 w 

swoich  obej

ś

ciach,  ale  znajdowali  ich  tam  rozw

ś

cieczeni 

Ŝ

ołnierze,  nie 

zwracaj

ą

c  uwagi  na  rozpaczaj

ą

ce  kobiety  i  płacz

ą

ce  dzieci.  Krzyczeli: 

«Jest  rozkaz  –  trzeba  go  wykona

ć

!»  i  ładowali  wszystkich,  jak  bydło,  na 

ci

ęŜ

arówki.

 

             Nie  dopuszczano  mnie  do  dzieci,  płakałam,  błagałam,  w  ko

ń

cu 

złapałam dwóch maluchów i podeszłam do trzeciego, le

Ŝą

cego w kołysce. 

Mieli

ś

my w domu mały zapas jedzenie i co-nieco kosztowno

ś

ci. Chciałam 

to zabra

ć

, ale mi nie pozwolono. Jeden z 

Ŝ

ołnierzy uj

ą

ł si

ę

 za mn

ą

 i troch

ę

 

z tych rzeczy wsun

ę

łam za pazuch

ę

, ale kobieta w mundurze, stoj

ą

ca przy 

drzwiach, wyrwała mi je, oskar

Ŝ

aj

ą

c mnie o rabunek mienia pa

ń

stwowego. 

Dzieci, razem z tym w kołysce, wsadzono na samochód, Uprosiłam, by mi 
pozwolono zabra

ć

 worek m

ą

ki kukurydzianej.

 

             Zawieziono  nas  do  Kirgizji.  A  ten  worek  m

ą

ki  zabrano  nam 

jeszcze  w  drodze.  Moja  rodzina  została  bez  jedzenia.  Znale

ź

li

ś

my  si

ę

  na 

obcej  ziemi  m

ąŜ

,  ja  i  nasze  dzieci:  Muchadi  –  rocznik  1938,  Chawa  – 

1941, Baudi – 1943. Sp

ę

dzili

ś

my tam13 lat. Wymieniłam swój szal na pół 

worka  m

ą

ki,  a  kobieta  kirgiska  dodała  do  tego  jeszcze  troch

ę

  mi

ę

sa, 

chocia

Ŝ

  tubylcy  te

Ŝ

  nie  mieli  łatwo.  Ta  kobieta  patrzyła  na  nas  i  płakała. 

Zacz

ę

li

ś

my sia

ć

 kukurydz

ę

, budowa

ć

 domy z cegły saganowej (niepalonej, 

z  gliny  i  sieczki),  ceramicznej  dachówki  te

Ŝ

  nie  było. 

ś

eby  deszcz  nie 

przeciekał  do  wn

ę

trza,  trzeba  było  wychodzi

ć

  na  dach  i  zamazywa

ć

 

szczeliny glin

ą

.

 

             Po  jakim

ś

  czasie  przeprowadzili

ś

my  si

ę

  do  krewnych.  Tam  m

ąŜ

 

dostał  posad

ę

  nauczyciela,  jako 

Ŝ

e  przed  wysiedleniem  pracował  na 

stanowisku dyrektora szkoły w Mesker-Jurt.

 

             Którego

ś

  dnia  poszłam  po  wod

ę

,  a  za  mn

ą

  pod

ąŜ

yła  moja 

córeczka Chawa. Nie pozwoliłam jej i

ść

 dalej za mn

ą

 i kazałam wraca

ć

 do 

domu.  Ale  ona  nie  umiała  odnale

źć

  drogi  powrotnej  i  zabł

ą

dziła. 

Szukali

ś

my  jej  przez  trzy  dni  i  w  ko

ń

cu  znale

ź

li

ś

my  w  rodzinie  Kirgizów, 

która  j

ą

  przygarn

ę

ła.  Chawa  zd

ąŜ

yła  ju

Ŝ

  jeden  swój  kolczyk  wymieni

ć

  na 

dyni

ę

.

 

             Na  kirgiskiej  ziemi  pochowałam  siedmioro  dzieci.  Na  barkach 

moich  i  m

ęŜ

a  spoczywała  jeszcze  jedna  rodzina.  Rodzina  mojego  brata  i 

moja  mama.  Brat  zmarł  na  gru

ź

lic

ę

,  a  dwa  lata  pó

ź

niej  pogrzebałam  te

Ŝ

 

drugiego brata. Zostało wi

ę

c wiele sierot.

 

            Staruszka-matka nie mogła pracowa

ć

, by wykarmi

ć

 siebie i wnuki, 

które były jeszcze bardzo małe. Za dnia obrabiałam swoje pole, a nocami, 
przy 

ś

wietle  ksi

ęŜ

yca,  pracowałam  na  gospodarstwie  matki.  Tak  było 

przez te wszystkie lata.

 

            W tym czasie dzieci podrosły, a nam dano pozwolenie na powrót 

do domu.

Strona 44 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

             W  roku  1957  przyjechali

ś

my  z  powrotem  na  swoj

ą

  odwiecznie 

ziemi

ę

.  Starszego  syna  zabrano  na  trzy  lata  do  wojska.  W  roku  1966  w 

wieku  16  lat  zmarła  moja  córka,  Tabarak,  rocznik  1949.  Tak  wi

ę

pochowałam wszystkich swoich krewnych i bliskich mi ludzi.”

 

            Tak ko

ń

czy si

ę

 opowiadanie babci. A ja kontynuuj

ę

 pisanie historii 

mojej rodziny i opowiem o swoich prze

Ŝ

yciach.

 

             W  roku  1994  zaczyna  si

ę

  wojna,  nastaj

ą

  ci

ęŜ

kie  dni  dla  narodu 

czecze

ń

skiego,  o  wiele   trudniejsze  ni

Ŝ

  wysiedlenie  z  Czeczenii.  Wokół 

ruiny,  choroby, 

ś

mier

ć

  niewinnych  ludzi.  W  roku  1996  nast

ą

piła  mała 

przerwa,  kiedy  ogłoszono  zawieszenie  broni:  przyjechał  generał  Lebied’  i 
zawarł traktat Chasawjurtowski. Ludzie płakali ze szcz

ęś

cia.

 

             Nadchodzi  jednak  rok  1999.  Znowu  wojna.  Rozp

ę

tało  si

ę

  piekło: 

potworne ataki, samoloty zrzucaj

ą

 bomby na niewinnych ludzi, na miasta i 

wioski.  Wszyscy 

Ŝ

yj

ą

  w  oczekiwaniu 

ś

mierci.  Od  tego  czasu  babcia 

zacz

ę

ła podupada

ć

 na zdrowiu, traciła wzrok.

 

             To,  co  prze

Ŝ

yli

ś

my  w  roku  2002  –  niezliczone  „zaczystki”  (1)  – 

kazało  zapomnie

ć

  prze

Ŝ

yte  dwie  wojny,  zesłanie  do  Kirgizji  i  pozostawiło 

ś

lad na całym dalszym 

Ŝ

yciu. Pisz

ą

c to, my

ś

l

ę

 sobie: czy

Ŝ

by czekało nas 

jeszcze  co

ś

  straszniejszego?  Modl

ę

  si

ę

  do  Allacha, 

Ŝ

eby  to  si

ę

  ju

Ŝ

  nigdy 

nie powtórzyło.

 

             Tak

ą

  oto  rol

ę

  odegrała  moja  rodzina  w  historii  swojego  narodu. 

Nie  chc

ę

,  aby  ta  historia  si

ę

  powtórzyła,  nie  chc

ę

  traci

ć

  kolejnych  moich 

krewnych  i  bliskich  mi  ludzi.  Nie  chc

ę

  widzie

ć

  poni

Ŝ

enia  mojego  brata 

Jakuba, ani łez w oczach moich sióstr Chadi

Ŝ

at i Madiny.

 

 

 

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Mesker-Jurt  –  wioska  na 

nizinie,  na  południowy  wschód  od  Groznego;  mieszka

ń

cy 

uprawiaj

ą

  ogrody,  uprawiaj

ą

  warzywa.  A

Ŝ

  do  roku  2002 

rzeczywi

ś

cie  miały  tu  niejednokrotnie  miejsce  „zaczystki”,  a 

najokrutniejsza  z  nich  była  przeprowadzona  przez  ugrupowanie 
sił federalnych od 21 maja do 11 czerwca 20002 roku. W trakcie 
tej „zaczystki” było zatrzymanych i „znikło” 21 ludzi.

Zaczystka - podstawowy proceder uprawiany w Czeczenii przez 

wojska  federalne   (zwłaszcza  wojska  MSW  oraz  oddziały 
specjalne,  jak  OMON,  SPECNAZ,  Alfa) -  wygl

ą

da  na  ogół  tak:  o 

Ŝ

nych  porach  dnia  i  nocy  wie

ś

  zostaje  otoczona  przez  kordon 

czołgów,  samochodów  pancernych  i  ci

ęŜ

arówek  wojskowych, 

w

ś

ród  których  jest  te

Ŝ

  przeznaczony  do  tortur  „samochód 

filtracyjny".

 

Najłagodniejszy  przejaw  zaczystek  to  grabie

Ŝ

 

wszelkiego  mienia  -  od  samochodów,  lodówek,  telewizorów  i 

Ŝ

elazek, po bi

Ŝ

uteri

ę

, bielizn

ę

, ubrania czy garnki. I - oczywi

ś

cie - 

pieni

ą

dze. 

(

www.aferyprawa.com/terror-czeczenia.html

)

 

Strona 45 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

 

 

 

Jestem Czeczenk

ą

, córk

ą

 Czeczenów

 

 

Malika Magomadowa, dystrykt kurczałojewski, 

wioska Giełdagan, szkoła nr 1, kl. 10

 

            Wkrótce sko

ń

cz

ę

 pi

ę

tna

ś

cie lat. To du

Ŝ

o, czy mało? To niewiele, 

je

Ŝ

eli  wzi

ąć

  pod  uwag

ę

  ilo

ść

  prze

Ŝ

ytych  lat,  ale  bardzo  wiele,  je

Ŝ

eli 

policzy

ć

  to,  co  si

ę

  zobaczyło  i  usłyszało  w  ci

ą

gu  ostatnich  lat.  Jestem 

Czeczenk

ą

,  córk

ą

  Czeczenów  dumnych  ze  swego  pochodzenia  i 

przynale

Ŝ

no

ś

ci  do  swego  narodu.  Jestem  siódmym  pokoleniem  rodziny 

Gemy  z  rodu  Tumsoj.  Syn  Gemy  -  Oła,  syn  Oły-Gazimachma,  nast

ę

pnie 

Magomed-Ali i w ko

ń

cu mój ojciec Sałam – to moi przodkowie.

 

             Na  ka

Ŝ

de  z  tych  pokole

ń

  przypadła  jaka

ś

  wojna.  Gema 

uczestniczył  w  tym  rozdziale  historii  swojego  narodu,  która  traktuje  o 
szejku Mansurze. Jego syn Oła 

Ŝ

ył w czasach wojny kaukaskiej i zgin

ą

ł w 

roku 1860. Syn Oły – Gazimachma był 

ś

wiadkiem wydarze

ń

 w latach 1877

-1878.  Mój  pradziad,  syn  Gazimachmy  –  Magomed  Gazimagomajew  – 
doznał  w  całej  pełni  „rozkoszy”  wojny.  Wst

ą

pił  jako  ochotnik  do 

czecze

ń

skiego pułku tuziemnej dywizji, zwanej w Rosji „Dzik

ą

” i walczył z 

Niemcami w pierwszej wojnie 

ś

wiatowej. 

 

            Z opowiada

ń

 dziadka, Alego Magomadowa dowiedziałam si

ę

Ŝ

pradziad  zdobył  wiele  odznacze

ń

  za  swe  bohaterstwo  i  odwag

ę

Magomed,  słu

Ŝą

c  w  pułku  wajnachów,  brał  udział  w  rozgromieniu 

niemieckiej 

Ŝ

elaznej  dywizji.  W  archiwum  rodzinnym  przechowuje  si

ę

 

odpis telegramu Naczelnego Dowódcy Armii Rosyjskiej – cara Mikołaja II – 
z dnia 25 sierpnia 1916 roku, adresowanego do generalnego gubernatora 
okr

ę

gu  terskiejgo,  pana  Flejmera.  Czytamy  w  nim:  „Jak  górska  lawina 

ruszył pułk czecze

ń

ski na niemieck

ą

 

Ŝ

elazn

ą

 dywizj

ę

. Wspomagał go pułk 

inguski.  W  całej  rosyjskiej  historii,  jak  równie

Ŝ

  w  historii  naszego  pułku 

przeobra

Ŝ

e

ń

skiego  nie  było  drugiego  takiego  ataku  konnicy  na  armi

ę

 

wroga,  uzbrojon

ą

  w  ci

ęŜ

k

ą

  artyleri

ę

  –  zgin

ę

ło  4,5  tysi

ą

ca 

Ŝ

ołnierzy,  3,5 

tysi

ą

ca  wzi

ę

to  do  niewoli,  a  2,5  tysi

ą

ca  zostało  rannych.  W  ci

ą

gu  półtora 

godziny  przestała  istnie

ć

  <

Ŝ

elazna  dywizja>,  której  bały  si

ę

  wojska 

naszych sojuszników, a nawet armia rosyjska. Przeka

Ŝ

cie w moim imieniu, 

w imieniu dworu carskiego i w imieniu rosyjskiej armii serdeczne braterskie 
pozdrowienie  ojcom  i  matkom,  braciom  i  siostrom  tych  dzielnych  orłów 
Kaukazu,  którzy  swoim  zwyci

ę

stwem  poło

Ŝ

yli  kres  germa

ń

skim  hordom. 

Rosja nigdy nie zapomni im tego bohaterskiego czynu. Cze

ść

 im i chwała. 

Z braterskim pozdrowieniem Mikołaj II”.

 

             Mo

Ŝ

liwe, 

Ŝ

e  car  rzeczywi

ś

cie  nie  zapomniał  o  bohaterskich 

czynach  mojego  pradziada  Magomeda,  od  którego  bierze  pocz

ą

tek  moje 

nazwisko – Magomedowa.

 

             Ale  w  Rosji  zacz

ę

ła  si

ę

  rewolucja,  a  potem  wojna  domowa. 

Bojownicy  czecze

ń

scy  nie  chcieli  bra

ć

  udziału  w  mordowaniu  robotników 

rosyjskich w Petersburgu i wrócili do swych domów, do Czeczenii.

Strona 46 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

             Jednak  po

Ŝ

ar  rewolucji  gorzał  i  tutaj.  Mój  pradziad  uwierzył 

obietnicom  bolszewików  i  wzi

ą

ł  udział  w  walce  z  kontrrewolucj

ą

  razem  z 

Asłanbekiem Szeripowem, Nikołajem Gikało i ich towarzyszami broni (1).

 

             Koniec  wojny  domowej  te

Ŝ

  nie  przyniósł  pokoju.  Działały  bandy 

maruderów  i  rebeliantów,  z  którymi  przychodziło  walczy

ć

  Magomedowi 

Gazimagomajewowi. Jak opowiadaj

ą

 mój dziadek i ojciec, znalazł si

ę

 on w 

gronie  pierwszych  Czeczenów,  przedstawionych  do  odznaczenia 
Czerwonym  Sztandarem  Bojowym.  Potem  pracował  jako  dyrektor 
sanatorium i na innych jeszcze stanowiskach.

 

             W  ko

ń

cu  lat  30.  na  kraj  spadło  nowe  nieszcz

ęś

cie  –  epoka 

stalinowskich  represji.  Pradziadek  został  aresztowany  po  uprzednim 
okrzykni

ę

ciu  go  „wrogiem  ludu”  i  znikł  bez 

ś

ladu.  Dopiero  w  roku  1961 

komisja  Rady  Najwy

Ŝ

szej  ZSRR  gruntownie  zrewidowała  jego  spraw

ę

  i 

poinformowała, 

Ŝ

e  Magomed  Gazimagomajew  zmarł  w  marcu  1941  w 

obozie na wyspie Nowa Ziemia (2).

 

            A co działo si

ę

 z dziadkiem? Jako nauczyciel nie podlegał słu

Ŝ

bie 

wojskowej  i  kiedy  zacz

ę

ła  si

ę

  Wielka  Wojna  Ojczy

ź

niana  pozostał  na 

swym  stanowisku.  Jednak  na  jego  własne 

Ŝ

yczenie  został  wcielony  do 

armii  jesieni

ą

  1943.  Razem  z  innymi  towarzyszami  broni  odbył  szkolenie 

wojskowe  i  czekał  na  wysłanie  na  front.  Ale  w  pierwszych  dniach  lutego 
1944 ich jednostka została rozwi

ą

zana. Jako 

Ŝ

e armii potrzebny był chleb i 

inne  artykuły  rolne, 

Ŝ

ołnierze  otrzymali  rozkaz  uprawiania  ziemi.  W  tym 

celu  wszystkich  Czeczenów,  Bałkarców  i  Karaczajewców  zwolniono 
czasowo  do  domów,  aby  wezwa

ć

  ich  ponownie  po  zako

ń

czeniu  prac 

polowych.

 

             Okazało  si

ę

  to  przygotowaniem  do  wysiedlenia.  23  lutego  1944 

rodzina  Magomadowów,   tak  jak   pozostali  Czeczeni,  została  wywieziona 
do  Kazachstanu.  Trudno  opisa

ć

,  co  działo  si

ę

  z  lud

ź

mi  w  drodze  i  w 

pierwszych  latach  po  przybyciu  na  miejsce  zesłania.  Powiedziano  ju

Ŝ

  o 

tym bardzo du

Ŝ

o.

 

             W  roku  1957  rodziny  moich  rodziców  wróciły  do  Czeczenii. 

Wydawało im si

ę

Ŝ

e wszystkie udr

ę

ki maj

ą

 ju

Ŝ

 za sob

ą

.

 

             Przez  par

ę

  dziesi

ę

cioleci  wszystko  układało  si

ę

  pomy

ś

lnie. 

Rodzice pracowali w szkole, siostry studiowały na uniwersytecie, a bracia 
byli  jeszcze  uczniami.  Ja  w  roku  1994  chodziłam  do  pierwszej  klasy.  I 
wtedy spadło na nas wielkie nieszcz

ęś

cie – zacz

ę

ła si

ę

 wojna.

 

             W  telewizji  pokazywano  obrazy  potwornych  zniszcze

ń

  i  zagłady 

ludzi. Wojna przyszła szybko równie

Ŝ

 do naszego rejonu. Razem z bra

ć

mi 

–  uczniami  czwartej  i  siódmej  klasy,  mam

ą

  i  babci

ą

-starowink

ą

ewakuowali

ś

my si

ę

 z Groznego i stali

ś

my si

ę

 uciekinierami.

 

             Skierowali

ś

my  si

ę

  do  wioski  Chidi-Chutor  w  dystrykcie  no

Ŝ

aj-

jurtowskim, my

ś

l

ą

c naiwnie, 

Ŝ

e skoro nie  ma tam  wojsk  Dudajewa, to nie 

b

ę

dzie  strzelaniny.  Mylili

ś

my  si

ę

.  Ju

Ŝ

  drugiego  dnia  po  naszym przybyciu 

zacz

ę

ły  si

ę

  bombardowania  i  ostrzał  artyleryjski.  Na  drodze  prowadz

ą

cej 

do  wioski  zbombardowano  kolumn

ę

  uchod

ź

ców.  Dziesi

ą

tki  niewinnych 

ludzi zostało zabitych i rannych

Strona 47 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

            Po kilku dniach przedarł si

ę

 do nas ojciec i wywiózł nas do wioski 

Gełdagan.  Tam  sp

ę

dzili

ś

my  cał

ą

  pierwsz

ą

  wojn

ę

  czecze

ń

sk

ą

,  chowaj

ą

si

ę

 na czas ostrzałów i nalotów po piwnicach.

 

             Dobrze  chocia

Ŝ

Ŝ

e  dziadek  nie  musiał  tego  ogl

ą

da

ć

.  Umarł 

jeszcze w roku 1990. 

 

             Wojna  si

ę

  sko

ń

czyła  i  odetchn

ę

li

ś

my  z  ulg

ą

.  Ale  w  roku  1999 

zacz

ę

ła si

ę

 nowa, jeszcze straszniejsza.

 

             Znowu  babcia-staruszka  wraz  z  moim  bratem  Achmedem,  ju

Ŝ

 

studentem  uniwersytetu,  uciekała  z  Groznego  do  nas,  do  Gełdaganu. 
Mieszkali

ś

my na skraju wioski, gdzie par

ę

 miesi

ę

cy sp

ę

dzili

ś

my w piwnicy, 

wstawiwszy tam 

Ŝ

elazny piecyk. Tato o mało nie zgin

ą

ł, kiedy pojechał do 

Groznego,  by  zabra

ć

  co

ś

  do  ubrania  dla  babci.  Jej  dom  był  powa

Ŝ

nie 

zniszczony.  Nie  miał  dachu,  okien,  drzwi  i  tylko  cz

ęś

ciowo  udało  si

ę

  go 

ź

niej  odbudowa

ć

  na  tyle,  by  mo

Ŝ

na  było  tam  nocowa

ć

.  Zrobili

ś

my  to 

jedynie  dla  80-letniej  babci,  która  prosiła  nas  i  zaklinała,  by  da

ć

  jej 

mo

Ŝ

liwo

ść

 przenocowania od czasu do czasu w domu, w którym prze

Ŝ

yła 

kilka dziesi

ę

cioleci.

 

             Biedna  babcia!  Przepracowała  40  lat  i  niczego  si

ę

  nie  dorobiła, 

nie  zgromadziła 

Ŝ

adnych  bogactw  i  ten  dom  był  jej  jedynym  maj

ą

tkiem. 

Czym

Ŝ

e zawiniła? Całe 

Ŝ

ycie pracowała z Rosjanami i Tatarami. Ani ona, 

ani nikt z naszej rodziny, nie 

Ŝ

ywili niech

ę

ci do ludzi innej narodowo

ś

ci.

 

             Mój  siostrzeniec  Wacha  tak  bał  si

ę

  nalotów  bombowych  i 

ostrzałów artyleryjskich, 

Ŝ

e siostra musiała wywie

źć

 go do Tiumenia. Tam 

tułała  si

ę

  całe  dwa  lata  i  w  ko

ń

cu  wróciła  do  domu.  Ale  Wacha,  który 

sko

ń

czył  ju

Ŝ

  pi

ęć

  lat,  na  odgłos  wystrzałów  zawsze  biegnie  do  domu  i 

chowa  si

ę

  za  swojego  dziadka  –  mojego  ojca.  Na  skutek  tych 

drastycznych  prze

Ŝ

y

ć

  ci

ęŜ

ko  zachorował  na  serce  i  jest  teraz  powa

Ŝ

nym 

inwalid

ą

. Za co musi tak cierpie

ć

, czym zawiniło to biedne dziecko?!

 

             Ojciec  stracił  w  ci

ą

gu  tych  lat  wujka,  kuzynów,  siostry  i 

szwagierk

ę

.  Całkowicie  zostały  zniszczone  domy  pi

ę

ciu  jego  wujów  i 

dwóch kuzynów. A przecie

Ŝ

 

Ŝ

aden z nich nie był bojownikiem. Zarabiali na 

Ŝ

ycie ci

ęŜ

k

ą

 prac

ą

.

 

            Takie  obrazy mo

Ŝ

na ogl

ą

da

ć

 w naszym kraju w wielu rodzinach: 

czecze

ń

skich  i  rosyjskich.  Cała  ich  wina  sprowadza  si

ę

  do  tego, 

Ŝ

e  s

ą

 

mieszka

ń

cami Republiki Czecze

ń

skiej.

 

             Nie  chc

ę

  tu  mówi

ć

  o  drastycznych  do

ś

wiadczeniach  mojej 

rodziny,  jakich  jej  członkowie  doznali  w  wyniku  kontroli  i  „zaczystek”,  bo 
mam  nadziej

ę

Ŝ

e  to  wszystko  mamy  ju

Ŝ

  za  sob

ą

.  Inaczej  po  co 

przeprowadzano  by  referendum  i  wybory  prezydenckie?!  Mam  nadziej

ę

Ŝ

e wcze

ś

niej czy pó

ź

niej ci wszyscy przest

ę

pcy, którzy tysi

ą

ce niewinnych 

ludzi doprowadzili do zguby, ponios

ą

 zasłu

Ŝ

on

ą

 kar

ę

.

 

            Mówi

ę

 o losie mojej rodziny jako o cz

ęś

ci historii naszego narodu. 

Moi rodzice robi

ą

 wszystko, aby

ś

my – pi

ą

tka ich dzieci – otrzymali solidne 

wykształcenie. Tato uwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e naród powinien przede wszystkim podnosi

ć

 

Strona 48 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

poziom  edukacji,  aby  nikt  nie  mógł  nimi  manipulowa

ć

,  i  ja  si

ę

  z  nim 

zgadzam.

 

             Dwóch  moich  braci  i  siostra  uko

ń

czyli  szkoły  z  wyró

Ŝ

nieniem. 

Starsza  siostra  jest  absolwentk

ą

  technikum  i  pracuje  w  szpitalu. 

Rozpocz

ę

ła  studia  na  uniwersytecie,  ale  z  powodu  wojny  musiała 

przerwa

ć

 nauk

ę

. Druga siostra sko

ń

czyła uczelni

ę

 pedagogiczn

ą

 i pracuje 

w szkole. Bracia studiuj

ą

: jeden na Czecze

ń

skim Uniwersytecie, a drugi w 

Instytucie  Naftowym  (3).  Ja  musz

ę

  najpierw  uko

ń

czy

ć

  szkoł

ę

,  a  potem 

studia uniwersyteckie, aby przynie

ść

 ojczy

ź

nie jak najwi

ę

cej korzy

ś

ci.

 

             Mój  ojciec  uko

ń

czył  z  wyró

Ŝ

nieniem  nasz  uniwersytet  i  otrzymał 

tytuł  zasłu

Ŝ

onego  nauczyciela  czecze

ń

skiej  Republiki.  Chyl

ę

  te

Ŝ

  czoła 

przed moj

ą

 matk

ą

, która przez wzgl

ą

d na nas, swoje dzieci, zrezygnowała 

z kontynuowania wymarzonych studiów.

 

             Niechaj  wszyscy  ojcowie  i  wszystkie  matki  b

ę

d

ą

  wreszcie 

szcz

ęś

liwi i nigdy ju

Ŝ

 nie ogl

ą

daj

ą

 tego, na co musiała patrze

ć

 i prze

Ŝ

ywa

ć

 

moja rodzina i ja!

 

 

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Asłanbek  Szeripow  (1897-

1917),  Czeczen,  i  Nikołaj  Fiedorowicz  Gikało  (1897-1938), 
Ukrainiec  –  uczestnicy  walki  o  władz

ę

  radzieck

ą

  na  Kaukazie; 

razem  z  innym  komisarzem  –  Inguszem,  Gaurem  Achrijowem 
(1890-1920)  uwiecznieni  zostali  w  kompozycji  rze

ź

biarskiej 

„Przyja

źń

 narodów” na placu o tej samej nazwie w Groznym. 

 

<!--[if 

!supportLists]-->(2)

   

<!--[endif]-->Wbrew 

tej 

wypowiedzi, 

informacja o 

ś

mierci M. Gazimagomajewa na Nowej Ziemi w roku 

1944  nie  pokrywa  si

ę

  z  rzeczywisto

ś

ci

ą

.  Tam  nie  było 

Ŝ

adnych 

obozów – mimo powszechno

ś

ci tych poda

ń

 nie udało si

ę

 znale

źć

 

oficjalnych  dokumentów,  potwierdzaj

ą

cych  wyst

ę

puj

ą

ce  w  nich 

fakty. Istniej

ą

  jedynie drugorz

ę

dne 

ś

wiadectwa  –  ustne relacje w 

oparciu o niesprecyzowane wcze

ś

niejsze wypowiedzi, których nie 

mo

Ŝ

na  sprawdzi

ć

.  Prawdopodobnie  Gazimagomajew  został 

rozstrzelany  pod  koniec  lat  trzydziestych,  a  krewnym,  zgodnie  z 
obowi

ą

zuj

ą

c

ą

  instrukcj

ą

,  podano  nie  tylko  bł

ę

dn

ą

  dat

ę

  i 

przyczyn

ę

 

ś

mierci,  lecz  tak

Ŝ

e  (co  jest  rzadko

ś

ci

ą

)  zmy

ś

lone 

miejsce – obóz na Nowej Ziemi.

 

<!--[if  !supportLists]-->(3)

   

<!--[endif]-->Działalno

ść

  uniwersytetu, 

instytutu  naftowego  i  instytutu  pedagogicznego,  przerwana  w 
jesieni 1999, została wznowiona ju

Ŝ

 we wrze

ś

niu 2000.

 

 

Gdzie ja zbior

ę

 swoje dzieci?

 

 

Karina Jusupowa, rejon nurski, 

Strona 49 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

stanica Miekenskaja, kl. 10

 

       Jesie

ń

.  Deszcz…  Siedz

ę

  opatulona  na  tapczanie.  W  domu  nie 

ma  nikogo  …  Gdzie

ś

  tam  rozległ  si

ę

  wybuch…  Nie  wiem  dlaczego 

przypomniała  mi  si

ę

  moja  babcia  Azimat.  Mieszkała  kiedy

ś

  z  nami. 

My, wnuki, lubili

ś

my siada

ć

 dookoła niej i słucha

ć

 jej opowie

ś

ci. Całe 

jej 

Ŝ

ycie  to  opowie

ść

  o  ci

ęŜ

kich  czasach,  b

ę

d

ą

ca  zarazem  histori

ą

 

naszego narodu, naszej Ojczyzny.

 

       Listopad  1999  roku,  Czeczenia.  Niewielka  nizinna  wioska  w 

dystrykcie sun

Ŝ

e

ń

skim. Mieszka

ń

cy pochowali si

ę

 do piwnic i lochów. 

Nie  wiedzieli,  przera

Ŝ

eni,  co  maj

ą

  robi

ć

,  gdzie  si

ę

  podzia

ć

.  Pociski 

spadały na wiosk

ę

 jak ulewa. Eksplozje wstrz

ą

sały jej dzielnicami. W 

małym  gara

Ŝ

owym  kanale  siedziały  dzieci  z  kilku  rodzin,  a  doro

ś

li 

chowali  si

ę

  po  k

ą

tach  gara

Ŝ

u.  Zdawało  si

ę

Ŝ

e  wkrótce  zawali  si

ę

 

dach i wszystkich pogrzebie. Nie zd

ąŜ

yli na czas wyjecha

ć

. Do ko

ń

ca 

nie wierzyli

ś

my w tak

ą

 nieludzko

ść

 i kolejny raz pokładali

ś

my nadziej

ę

 

w  humanitaryzmie  decydentów.  A  teraz  zamkn

ę

li  drog

ę

  i  zasypuj

ą

 

tych,  którzy  nie  zd

ąŜ

yli  wyjecha

ć

  za  granice  Czeczenii,  gradem 

pocisków.

 

       Azimat,  okutana  w  chusty,  siedziała  w  zimnym  k

ą

cie  gara

Ŝ

u. 

„Czy ta wojna kiedy

ś

 wreszcie si

ę

 sko

ń

czy?” – pytała sam

ą

 siebie. „W 

dzieci

ń

stwie  pozbawiono  mnie  ojca  tylko  za  to, 

Ŝ

e  chodził  modli

ć

  si

ę

 

do  meczetu.  Był  najlepszym  ojcem  na 

ś

wiecie  -  mówiła  swoim 

dzieciom. - Aresztowano go w 1942 w meczecie w czasie południowej 
modlitwy, oskar

Ŝ

ono o «antyradzieck

ą

 propagand

ę

», chocia

Ŝ

 był tylko 

prostym  chłopem.  Jednak  nigdy  ju

Ŝ

  nie  wrócił.  Nikt  te

Ŝ

  nigdy  si

ę

  nie 

dowiedział, dok

ą

d, w jakim kierunku go wywie

ź

li.

 

       A  mama?  Ile

Ŝ

  przykro

ś

ci  i  cierpie

ń

  do

ś

wiadczyła!  Kiedy

ś

wczesnym rankiem, jeszcze przed wysiedleniem, na podwórze weszło 
kilku mundurowych, a w

ś

ród nich równie

Ŝ

 mieszkaniec naszej wioski. 

śą

dali  siana  dla  kołchozowego  bydła.  Mama  odwa

Ŝ

nie  podeszła  do 

nich  i  zaprotestowała:  «Nie  pracuj

ę

  z  moimi  dzie

ć

mi,  bez  m

ęŜ

a,  na 

kołchozowe bydło. Tylko po moim trupie dostaniecie to siano»”.

 

       Rozzłoszczony 

Ŝ

ołnierz  chwycił  za  kind

Ŝ

ał.  Azimat  krzykn

ę

ła 

przera

Ŝ

ona.  Bała  si

ę

Ŝ

e  zaraz  zabije  dziecko,  którego  mama 

oczekiwała.  Ale  napastnicy,  widz

ą

c, 

Ŝ

e  od  tej  kobiety  niczego  nie 

dostan

ą

, odeszli.

 

      Babcia wspominała, jak to w roku 1940 pewnej nocy, po kryjomu, 

chowali jej dziadka, który, jako kułak, został zesłany na Syberi

ę

. Tam 

ci

ęŜ

ko  zachorował  i  udało  si

ę

  potajemnie  przywie

źć

  go  do  domu, 

gdzie zmarł po kilku dniach.

 

      Tego samego dnia aresztowano, bez podania powodu, jedynego 

brata babci, wi

ę

c nie mógł ju

Ŝ

 sam pogrzeba

ć

 swego ojca. Tak oto w 

ci

ą

gu jednego dnia moja babcia straciła i ojca, i brata.

 

      Wspomnienia przerwał warkot samolotu. Z napi

ę

cia zaschło mi w 

gardle… - rozległ si

ę

 przera

ź

liwy 

ś

wist, a potem pot

ęŜ

na eksplozja, po 

której  nast

ą

piło  jeszcze  kilka  mniejszych  wybuchów.  Azimat  nie 

my

ś

lała o sobie, ale o wnukach, które, przytulone do siebie, kuliły si

ę

 

w  zimnym  kanale  gara

Ŝ

u  i  czekały,  kiedy  wreszcie  nast

ą

pi  cisza. 

Strona 50 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Martwiła  si

ę

  głównie  o  starsz

ą

  wnuczk

ę

,  która  nie  chciała  wej

ść

  do 

lochu, bo twierdziła: „Tam jest jak w grobie, wol

ę

 umiera

ć

 na górze”. 

 

      Azimat znów powróciła do 

ś

wiata swego odległego dzieci

ń

stwa i 

patrzyła z góry na wnuki, które siedziały w kucki, bo w kanale nie było 
miejsca,  by  si

ę

  poło

Ŝ

y

ć

.  Wła

ś

nie  były  tak  samo  małe  jak  ona,  kiedy 

razem  z  mam

ą

  i  rodze

ń

stwem  załadowano  ich  do  wagonu  i  wysłano 

hen,  daleko.  Obcy  kraj,  inni  ludzie,  brak  własnego  k

ą

ta  –  nie  mieli 

niczego.  W  kraju  głodu  i  cierpie

ń

,  bez  m

ęŜ

a,  ojca  czy  brata  mama 

pochowała  swe  najmłodsze  dzieci:  córeczk

ę

  i  synka.  Nie  mieli  gdzie 

mieszka

ć

  ani  co  je

ść

.  Mama  wykopała  jam

ę

,  w  której  zamieszkali. 

Zimno i głód były przyczyn

ą

 

ś

mierci jej dzieci.

 

       Tu,  w  Kazachstanie,  miejscowa  ludno

ść

  równie

Ŝ

  przymierała 

głodem.  Wszystko  wysyłano  na  front,  aby  przybli

Ŝ

y

ć

  dzie

ń

 

zwyci

ę

stwa.

 

       Którego

ś

  dnia,  pierwszego  lata  na  zesłaniu,  Azimat  razem  z 

innymi dzie

ć

mi  pobiegły  na kołchozowe  pole,  by zerwa

ć

  kilka kłosów 

pszenicy. Id

ą

c, 

Ŝ

uli je i szybko połykali. „Nikt nie zobaczy, co masz w 

brzuchu i tego ci nie odbior

ą

”, - rozumowali. Wartownik, zobaczywszy 

dzieci, pognał za nimi. Ci wi

ę

ksi zdołali uciec, ale mała Azimat została 

dotkliwie pobita powrozem i ledwo dopełzła do domu.

 

       I  znów  przypomniała  jej  si

ę

  mama,  kobieta  niezwykłej  kondycji 

fizycznej, która pomagała wszystkim i wsz

ę

dzie. Stała si

ę

 „atamanem” 

kobiet z całej okolicy. Liczono si

ę

 z ni

ą

 i nawet m

ęŜ

czy

ź

ni przychodzili 

do  niej  po  rad

ę

.  Była  lubiana,  szanowana,  ale  niektórzy  si

ę

  jej  bali. 

Zwłaszcza  ci,  którzy  popełniali  jakie

ś

  karygodne  czyny.  Je

Ŝ

eli  co

ś

 

takiego miało miejsce, zwoływała przez go

ń

ca wszystkich małolatów. 

Wówczas   najpierw  dyskutowano  na  forum  o  zaistniałej  sytuacji,  a 
potem  moja  prababcia  rozmawiała  w  cztery  oczy  z  ka

Ŝ

dym 

winowajc

ą

. Była zatem ojcem i matk

ą

 dla tych dzieci wojny.

 

       Kobieta  ta  o

ś

mieliła  si

ę

  nawet  rzuci

ć

  chust

ę

  przed  radzieckim 

s

ą

dem,  kiedy  ten  skazywał  niewinnego  człowieka.  Oskar

Ŝ

ony  miał 

pecha: w czasie burzy 

ś

nie

Ŝ

nej (a zima była wyj

ą

tkowo ci

ęŜ

ka) zgubił 

cz

ęść

  kołchozowego  stada.  Prababcia  przekonywała  s

ą

d, 

Ŝ

e  inni 

ludzie  pomog

ą

  „przest

ę

pcy”  pokry

ć

  straty,  i  błagała,  by  nie  łama

ć

 

człowiekowi 

Ŝ

ycia. S

ą

d okazał si

ę

 głuchy na t

ę

 pro

ś

b

ę

 i nie zrozumiał 

jej gestu. Post

ą

piła zgodnie z pi

ę

knym kaukaskim obyczajem – u

Ŝ

yła 

„chusty  pokoju”  na  znak  zawarcia  zgody  mi

ę

dzy  zwa

ś

nionymi 

stronami. Skazany nie wrócił, zmarł w wi

ę

zieniu.

 

       Azimat wspominała,  jak  po  drugiej  wojnie 

ś

wiatowej  przyjechała 

na  Kaukaz  w  nadziei, 

Ŝ

e  odzyska  swoj

ą

  historyczn

ą

  Ojczyzn

ę

Wracaj

ą

c  do  domu  poci

ą

giem,  z  dzie

ć

mi  i  wnukami,  kolejny  raz 

poczuła  si

ę

  poni

Ŝ

ona  i  zniewa

Ŝ

ona.  Dziewi

ę

ciu  ludzi,  w

ś

ród  których 

była  szóstka  dzieci,  na  ka

Ŝ

dej  stacji  dokładnie  kontrolowano  tylko 

dlatego, 

Ŝ

e  byli  narodowo

ś

ci  czecze

ń

skiej.  Azimat  próbowała 

zawstydzi

ć

  milicjanta:  „Gdy  miałam  sze

ść

  lat  wywie

ź

li

ś

cie  mnie  jako 

bandyt

ę

  i  wracam  jako  sze

ść

dziesi

ę

ciolatka,  znowu  jak  bandyta. 

Powiedz, o jakie przest

ę

pstwo oskar

Ŝ

acie mnie i te małe dzieci?”.

 

      Mo

Ŝ

e nie warto było kupowa

ć

 tu domu i przywozi

ć

 dzieci? Ci

ęŜ

ko 

było podj

ąć

 postanowienie o powrocie. Ludzie, z którymi prze

Ŝ

yła lata 

zesłania,  odradzali  jej wyjazd  do Czeczenii,  gdzie  jeszcze nic  si

ę

 nie 

ustabilizowało.  Ale  na  tej  um

ę

czonej  ziemi  mieszkały  ju

Ŝ

  jej  dzieci. 

Główn

ą

  rol

ę

  w  podj

ę

ciu  decyzji  odegrała  nie  tylko  obawa  o  nie,  ale 

marzenie o odzyskaniu swojej Ojczyzny.

Strona 51 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

       Powróciwszy  w  latach  sze

ść

dziesi

ą

tych,  nie  otrzymali  zgody  na 

zamieszkanie w swojej rodzinnej wiosce. Te rodziny, które próbowały 

Ŝ

y

ć

  w  swych  dawnych  miejscowo

ś

ciach,  zostały  w  roku  1964 

przesiedlone na tereny nizinne Czeczenii, a ich domostwa – zburzone 
(1).

 

      Azimat bała si

ę

 o córki i syna, którzy pozostali w Groznym. Serce 

si

ę

  kroiło,  a  przez  głow

ę

  przebiegały  najró

Ŝ

niejsze  my

ś

li.  Miasto 

Grozny  –  jego  konaj

ą

ce  szcz

ą

tki,  skutki  pierwszej  wojny  –  teraz 

dobijano,  próbuj

ą

c  zrówna

ć

  go  z  ziemi

ą

.  A  tam,  w  tym  piekle  –  jej 

dzieci  –  w  obl

ęŜ

eniu,  pod  bombami  i  ostrzałem  artyleryjskim.  Wojna 

porozrzucała  je.  Druga  córka,  mieszkaj

ą

ca  ze  sw

ą

  rodzin

ą

  na 

przedmie

ś

ciu  Groznego,  została  najci

ęŜ

ej  dotkni

ę

t

ą

  okrucie

ń

stwami 

wojny. Straciła tam ojca swoich dzieci. „Kiedy i gdzie zbior

ę

 wszystkie 

swoje  dzieci?  Czy

Ŝ

by  na  ziemi  naszych  ojców  nie  było  dla  nas 

miejsca?” – zastanawiała si

ę

 babcia.

 

       W  czasie  szturmu  na  Grozny  straciła  swojego  najmłodszego, 

siedemnastoletniego syna. Na  piechot

ę

 przeszła cał

ą

  górzyst

ą

 cz

ęść

 

Czeczenii,  spotykaj

ą

c  po  drodze  cał

ą

  armi

ę

  podobnych  jej  kobiet, 

szukaj

ą

cych  swoich  dzieci.  Bezbarwne,  „przesi

ą

kni

ę

te  wojn

ą

”,  nie 

zwracaj

ą

ce  uwagi  na  ostrzał,  na  płon

ą

ce  i  obracaj

ą

ce  si

ę

  w  popiół 

ruiny wiejskich zagród, ani na 

Ŝ

adne  inne  zagro

Ŝ

enia,  szukały  w

ś

ród 

tysi

ę

cy zabitych ciał swoich córek i synów.

Po o

ś

miu miesi

ą

cach odnalazła syna – teraz ju

Ŝ

 dorosłego, nad wiek 

powa

Ŝ

nego, surowego i twardego m

ęŜ

czyzn

ę

.

 

      Azimat spotykała te

Ŝ

 matki, które samotnie wracały z poszukiwa

ń

 

swoich dzieci. Nie znalazły ich w

ś

ród 

Ŝ

ywych i pochowały je. Zdarzały 

si

ę

 matki, które pogrzebały naraz dwoje lub troje dzieci. Ze smutkiem 

wspominała  kobiet

ę

,  która  straciła  jednocze

ś

nie  czterech  synów.  Nie 

daj, Bo

Ŝ

e, nigdy 

Ŝ

adnej matce prze

Ŝ

ywa

ć

 podobn

ą

 tragedi

ę

!

 

      Babcia, która marzyła, by 

Ŝ

y

ć

 w swej Ojczy

ź

nie, teraz, widz

ą

c tu 

jedynie okrucie

ń

stwo i przemoc, chciała zebra

ć

 swoje dzieci i ucieka

ć

 

jak  najdalej  od  tej  samowoli.  „Jest  gorzej  ni

Ŝ

  w  roku  1944!”  – 

twierdziła.

 

       W  roku  2000  Azimat  wyjechała  do  Kazachstanu.  Po  raz  drugi 

jechała  do  kraju,  który  był  miejscem  jej  dawnego  zesłania.  Jak  setki 
tysi

ę

cy  jej  rodaków  uciekała,  wypchni

ę

ta  ze  swojej  Ojczyzny.  Ale 

obawa o dzieci i wnuki, które zostały w Czeczenii, nie opuszcza jej do 
dzi

ś

.

 

       Ja,  pi

ę

tnastoletnia  wnuczka  Azimat,  my

ś

l

ę

:  „Na  prze

ś

ladowania 

skazani  byli moi pradziadowie i dziadowie. Mój ojciec został zabity w 
roku  1999.  Jego 

ś

mier

ć

  była  przypadkowa  i  absurdalna:  stał  na 

przystanku,  kiedy  zacz

ę

ło  si

ę

  bombardowanie  wioski  i  odłamek  trafił 

go  w  samo  serce.  Ile  mojej  mamie  przyszło  wycierpie

ć

!  A  co 

widzieli

ś

my  dobrego  my,  jej  dzieci?  Najpierw  jedna  wojna,  potem 

druga.  Przeprowadzali

ś

my  si

ę

  z  miejsca  na  miejsce,  nie  wiedz

ą

c, 

dok

ą

d los pchnie nas nast

ę

pnego dnia. Cztery pokolenia mojego rodu 

nie  zaznały  spokojnego 

Ŝ

ycia.  Czy  naprawd

ę

  wszyscy  jeste

ś

my 

bandytami? Kto mi odpowie na to pytanie?”.

 

 

Strona 52 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

Przypisy:

 

 

Przesiedlanie  górali  na  niziny  wyjaśniano  w  ZSRR 

poprawą  ich  bytu,  ale  w  Czeczenii  istniał  ku  temu 
jeszcze  jeden  powód.  Powrót  Czeczenów  na  tereny 
górskie  po  roku  1957  nie  tylko  był  niezwykle 
utrudniony 

– 

zapuszczone 

wioski, 

drogi, 

infrastruktura  po  13  latach  przestawiały  Ŝałosny 
widok  –  ale  teŜ  okazali  się  tu  niepoŜądanymi 
przybyszami,  intruzami.  W  czasie  deportacji  1944 
znaczna część Czeczenów i Inguszów uciekła w góry 
i  zaczęła  stawiać  opór.  Rozmiary  partyzanckiego 
ruchu oporu i walk z partyzantami, prowadzone przez 
NKWD-MGB  końcem  lat  czterdziestych  moŜna 
porównać  do  tego,  co  miało  miejsce  na  Litwie  i 
Zachodniej Ukrainie. Do czasu powrotu deportowanej 
ludności  ruch  ten  został  całkowicie  zdławiony, 
pozostali  tylko  pojedynczy  abrecy  (ostatniego, 
Chasucha  Magomadowa,  zabito  dopiero  w  roku 
1976).

 

 

 

 

 

 

Mój pradziad – Salam-mułła

 

Aminam Sałamowa, Grozny,

 szkoła nr 17, kl. 10

 

       Ka

Ŝ

dy  człowiek  ma  swoje  nazwisko  i  sw

ą

  rodow

ą

  histori

ę

.

Jestem  Czeczenk

ą

,  nazywam  si

ę

  Sałamowa.  Mo

Ŝ

e  to  niezbyt 

po

Ŝą

dana  narodowo

ść

  dla  uczestniczki   ogólnorosyjskiego  konkursu. 

Moje nazwisko pochodzi od imienia człowieka, którego tragiczne losy 
znane s

ą

 w całej Czeczenii. Jego pełne imi

ę

 brzmi: Abdul Salam, ale 

ludziom  zarówno  w 

ś

rodowisku  religijnym,  jak  i  przedstawicielom 

władzy radzieckiej znany był jako Salam-mułła z Warandy (1).

 

       Był  wybitnym  działaczem  religijnym  i  społecznym  pierwszej

połowy XX wieku. Jego los był podobny do losów milionów obywateli
narodów  wchodz

ą

cych  w  skład  byłego  ZSRR.  Niezwykłe  jest  jednak 

to, 

Ŝ

e dramat Salam-mułły odzwierciedla niemniej tragiczne losy jego

wnuków  i  prawnuków  oraz  całego  narodu  czecze

ń

skiego  pocz

ą

tku 

XXI  wieku.  Do  chwili  obecnej  wielu  czołowych  liderów  religijnych 
cytuje  m

ą

dre  wypowiedzi  Salam-mułły.  Znam  mnóstwo  przykładów, 

kiedy  go

ś

cie  naszego  domu  w  rozmowach  na  tematy  religijne  i 

etyczne powoływali si

ę

 na wypowiedzi Salam-mułły, cz

ę

sto nie maj

ą

poj

ę

cia, 

Ŝ

e mój ojciec, Owta, jest w prostej linii jego wnukiem.

Strona 53 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

      Na czym polegaj

ą

 zasługi Salam-mułły dla Czeczenii? Dlaczego 

współcze

ś

ni wpisali jego imi

ę

 w poczet szejków i alimów [uczonych – 

od tłum.] Czeczeno-Inguszetii?

 

      Chciałabym, aby rówie

ś

nicy poznali mojego pradziadka nie tylko 

jako jednego z wiod

ą

cych działaczy religijnych naszego kraju, ale jako 

krzewiciela kultury i moralno

ś

ci czecze

ń

skiego narodu.

 

      Kiedy si

ę

 urodził? Jak 

Ŝ

ył?

 

       W  roku  1840  karna  kompania  wojsk  rosyjskich  po  raz  kolejny 

spaliła  wiosk

ę

  –   wszystkie  zagrody,  sady,  zbo

Ŝ

a  na  polach  i 

rozstrzelała  tych,  którzy  nie  zd

ąŜ

yli uciec:  starców  i kobiety  z  małymi 

dzie

ć

mi. Po tej krwawej ekspedycji wojsko oddaliło si

ę

 w stron

ę

 Gojty 

i  Urus-Martanu.  Spalona  wioska  nazywała  si

ę

  Czachker-Jurt, 

uwa

Ŝ

ana  była  za  centrum  czecze

ń

skiego  tejpu  Warandoj,  którego 

ziemie zajmowały rozległe tereny granicz

ą

ce na północy z dzisiejszym 

Czeczen-aułem i rozci

ą

gaj

ą

ce si

ę

 wzdłu

Ŝ

 prawobrze

Ŝ

nego Argonu, na 

południu  –  z  wioskami  Borzoj  i  Waszendaroj,  na  południowym 
zachodzie  –  z  wiosk

ą

  Charsenoj,  a  na  zachodzie  –  dystryktem  urus-

martanowskim.  W  miejscu  spacyfikowanej  wioski  Czachker-Jurt 
wzniesiono  twierdz

ę

  Wozdwi

Ŝ

e

ń

sk

ą

  (1).  W  roku  1919  zburzyła  j

ą

 

czecze

ń

ska Armia Czerwona z Asłambekiem Szaripowym na czele.

 

       Salam-mułła  urodził  si

ę

  mi

ę

dzy  rokiem  1867  a  1870  w  wiosce 

Warandy  w  rodzinie  pochodz

ą

cej  z  Czachker-Jurtu.  Był  trzecim 

synem  w  tej  rodzinie,  a  jego  pełne  imi

ę

  brzmiało  Abdul-Salam 

(„Salam”  tłumaczy  si

ę

  z  arabskiego  jako  „miłuj

ą

cy  pokój”).  Wyrósł  w 

ś

rodowisku  bardzo  religijnym  i  ju

Ŝ

  w  wieku  5-6  lat  zacz

ą

ł  odprawia

ć

 

namaz [rytualne modlitwy – od tłum.) wraz z dorosłymi muzułmanami. 
Kiedy  był  jeszcze  małym  chłopcem,  jego  ojciec,  Astami,  oddał  go  do 
szkoły  religijnej  –  medresy,  znajduj

ą

cej  si

ę

  w  Urus-Martanie. 

Nauczycielem  przyszłego  szejka  był  arabista  Chaki.  Abdul-Salam 
okazał  si

ę

  bardzo  zdolnym  uczniem.  Sp

ę

dził  przy  boku  swego 

nauczyciela  26  lat,  a  potem  przez  całe 

Ŝ

ycie  zgł

ę

biał  teologi

ę

  i 

filozofi

ę

  islamu.  Jako  młody  chłopak  Abdul-Salam  potrafił  ju

Ŝ

 

swobodnie pisa

ć

 i rozmawia

ć

 w j

ę

zyku arabskim (2) i doskonale znał 

Koran.  J

ę

zyk  arabski  był  mu  potrzebny,  by  czyta

ć

  i  tłumaczy

ć

  t

ę

 

Ś

wi

ę

t

ą

  Ksi

ę

g

ę

  (wtedy  nie  było  zbyt  wiele  jej  przekładów).  Chaki  był 

bardzo zadowolony z Salama i po sko

ń

czeniu przez niego nauki rzekł: 

„Niewielu  uczniów  mog

ę

  pochwali

ć

  za  nadzwyczajn

ą

  gorliwo

ść

  w 

nauce, ale mój ucze

ń

 Salam nale

Ŝ

y do tych nielicznych i wynosi st

ą

prawdziw

ą

 wiedz

ę

”.

 

      Na pocz

ą

tku XX wieku Salam-mułła wrócił do domu i napisał 

Ŝ

ejn 

(odpowiednik dzisiejszej pracy doktorskiej). Otworzył te

Ŝ

 swoj

ą

 szkoł

ę

 

–  chu

Ŝ

ar-medres

ę

.  Przyje

Ŝ

d

Ŝ

ali  do  niego  na  nauki  młodzi  ludzie  z 

wielu  górskich  i  podgórskich  rejonów  (szatojskiego,  itum-kali

ń

skiego, 

szaro-argu

ń

skiego,  gałanczo

Ŝ

ewskiego,  urus-martanowskiego  czy 

atagi

ń

skiego).  Ponad  30  lat  Salam-mułła  uczył  młodzie

Ŝ

  teologii  i 

filozofii  islamu,  wypu

ś

cił  około  500  uczniów.  Wielu  z  nich  zostało 

wybitnymi przywódcami religijnymi i autorytetami w dziedzinie teologii.

 

       Salam-mułła  był  jednym  z  najwi

ę

kszych  działaczy  religijnych. 

Jego wpływy  roztaczały si

ę

 na  dystrykty:  sztojski,  itum-kali

ń

ski,  urus-

martanowski,  gałanczo

Ŝ

ewski  i  czeberłojewski  (3),  a  pó

ź

niej  na  cał

ą

 

Czeczeni

ę

  i  Inguszeti

ę

.  Od  pocz

ą

tku  nie  był  lubiany  przez  władze 

carskie, a potem te

Ŝ

 i radzieckie. Zawsze z tej samej przyczyny: bano 

si

ę

 jego wpływów. Po rozpadzie monarchii w roku 1917 nowa władza 

Strona 54 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

d

ąŜ

yła  do  wyt

ę

pienia  religii,  a   Salam  niestrudzenie  kontynuował 

działalno

ść

 religijn

ą

 i społeczn

ą

. Do dnia dzisiejszego wspominaj

ą

 go 

starzy  mieszka

ń

cy  rejonów  gałaszkinskiego  (4)  i  Nasyr-Korta  (5),  jak 

równie

Ŝ

 innych cz

ęś

ci Inguszetii.

 

       W  ko

ń

cu  lat  20.  i  na  pocz

ą

tku  30.  XX  wieku  na  skutek  głodu  i 

represji  zarówno  w  Czeczenii  jak  i  Inguszetii  zacz

ę

ły  si

ę

  bunty. 

Powstały  całe  wioski  i  rejony,  rozwin

ę

ło  si

ę

  abreczestwo  [

od 

czecze

ń

skiego słowa „abrek - zbójnictwo, samotna walka z wrogiem 

–  od  tłum.].  Salam  przekonywuj

ą

co  i  z  naciskiem  pouczał 

powsta

ń

ców, 

Ŝ

e  problemu  głodu  nie  da  si

ę

  rozwi

ą

za

ć

  drog

ą

  walki  i 

przemocy. W ten sposób setkom ludzi uratował 

Ŝ

ycie i wiele górskich 

aułów ocalił od zagłady. Pot

ę

piał donosicielstwo, dwulicowo

ść

 i fałsz. 

Godził zwa

ś

nione wioski i tejpy. Kiedy w siódmej klasie zacz

ę

łam si

ę

 

interesowa

ć

 histori

ą

 swego narodu, mój stryjeczny dziadek przytoczył 

mi dwa przykłady z szerokiej działalno

ś

ci Salam-mułły. 

 

       W  latach  20.  dwa  tejpy  wioski  Machkety  (6)  walczyły  z  sob

ą

  o 

ziemi

ę

.  Wrogie   strony  poprosiły  o  pomoc  Salama.  Mułła  najpierw 

zapoznał si

ę

 z topografi

ą

 miejscowo

ś

ci, a potem wzdłu

Ŝ

 linii górskiego 

pasma  wyznaczył  granic

ę

  mi

ę

dzy  nimi.  Ten  górski  ła

ń

cuch  nosi  od 

jego imienia nazw

ę

 Salam-Duk.

 

      W latach 30. w górskich osadach dystryktów gałanczo

Ŝ

ewskiego 

i  aczchoj-martanowskiego  wybuchały  gro

ź

ne  zamieszki,  a  w  jednej  z 

wiosek prawie cała ludno

ść

 uzbroiła si

ę

 i ruszyła w góry. Co było tego 

przyczyn

ą

?  To  co  zawsze:  represje  i  głód.  Buntownicy  odmówili 

podporz

ą

dkowania  si

ę

  władzy,  co  groziło  nowym  rozlewem  krwi. 

Pojechał  do  nich  Salam-mułła  i  po  długiej,  niełatwej  naradzie  ludzie 
wrócili do swych zaj

ęć

. Tragedia została za

Ŝ

egnana. 

 

       Latem  roku  1931  w  wiosce  Machkety  pewien  człowiek  dopu

ś

cił 

si

ę

 haniebnego czynu, lecz nie miał zamiaru si

ę

 do niego przyzna

ć

, a 

tym bardziej odpowiada

ć

  za jego popełnienie. Został zabity człowiek, 

podejrzenie  padło  na  niewinnego  chłopaka,  który  miał  ponie

ść

 

niezasłu

Ŝ

on

ą

  kar

ę

.  Aby  wyja

ś

ni

ć

  sytuacj

ę

,  zaproszono  Salam-mułł

ę

Ten, wraz z kilkoma towarzyszami, podj

ą

ł si

ę

 misji i wyruszył w trudn

ą

 

drog

ę

 przez góry. Kiedy schodził ze stoku, abrek – winowajca całego 

zaj

ś

cia  –  zobaczył  go  i  poznał.  Domy

ś

lił  si

ę

,  dlaczego  zaproszono 

mułł

ę

 i, nie czekaj

ą

c, a

Ŝ

 ten dojdzie do wioski, pobiegł do starszyzny, 

przyznał  si

ę

  do  zbrodni  i  wyraził  gotowo

ść

  poniesienia  kary.  Taki 

szacunek  wzbudzał  Salam-mułła  u  ludzi.  Tam,  gdzie  miejscowe 
władze były bezsilne, wzywano go, by godził zwa

ś

nione strony.

 

       Krwawe  porachunki  mi

ę

dzy  rodami  ci

ą

gn

ę

ły  si

ę

  czasem  przez 

całe dziesi

ę

ciolecia i za

Ŝ

egnanie ich było rzecz

ą

 niełatw

ą

, bo co jaki

ś

 

czas wybuchały na nowo, ale te tejpy, które pogodził Salam-mułła, nie 

Ŝ

ywiły ju

Ŝ

 do siebie pretensji i 

Ŝ

yły odt

ą

d zgodnie.

 

       Salam  miał  trzy 

Ŝ

ony  i  trzyna

ś

cioro  dzieci,  z  których  dwoje 

Ŝ

yje 

do  dzisiaj.  S

ą

  to:  córka  Majmunat  i  syn  Abdurachman.  To  w  bocznej 

linii moi dziadkowie.

 

      Ze wspomnie

ń

 syna Abdurachmana: „Miałem mo

Ŝ

e 15 lat, kiedy 

zagin

ą

ł ojciec, i do dzi

ś

 ze smutkiem wracam do tego wydarzenia. W 

pami

ę

ci pozostał mi jednak dom, zawsze pełen go

ś

ci przychodz

ą

cych 

do  ojca  po  rad

ę

  i  pomoc. 

ś

yli

ś

my  skromnie,  bo  nasz  ojciec  nie  lubił 

dostatku,  jednak  zawsze  mieli

ś

my  zapewnione  ciepło  domowego 

ogniska i poczucie bezpiecze

ń

stwa.

Strona 55 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

       Salam-mułła  miał  ogromn

ą

  bibliotek

ę

,  w  której  znajdowały  si

ę

 

ksi

ąŜ

ki przywiezione z ró

Ŝ

nych krajów Bliskiego Wschodu. Obchodził 

si

ę

 z nimi bardzo delikatnie i troskliwie. Przechowywał równie

Ŝ

 r

ę

kopis 

z  histori

ą

  naszego  rodu  od  XII  wieku,  przekazywany  z  pokolenia  na 

pokolenie.  Strzegł  go,  podobnie  jak  jego  przodkowie,  niczym  oka  w 
głowie i sam równie

Ŝ

 wpisywał tam najwa

Ŝ

niejsze wydarzenia z 

Ŝ

ycia 

tejpu.  R

ę

kopis  ten,  po  czecze

ń

sku  „teptar”,  zagin

ą

ł  wraz  z  cał

ą

 

bibliotek

ą

 w roku 1944, kiedy wysiedlano ludno

ść

 czeczeno-ingusk

ą

 

       Po  powrocie  z  zesłania  w  Kazachstanie,  w  roku  1957,  dzieci 

Salama próbowały odnale

źć

 chocia

Ŝ

 cz

ęść

 cennych zbiorów ojca, ale 

daremnie.  Jaki

ś

  czas  pó

ź

niej  do  wuja  mojego  ojca,  tzn  do  Salam-

mułły  Abdurachmana,  przyjechali  z  Dagestanu  duchowni  i  przywie

ź

li 

dwie niewielkie  skrzynki  z 

Ŝ

ajnami  [tekstami  modlitw  u

Ŝ

ywanymi  jako 

talizmany  –  od  tłum.]  i  egzemplarze  Koranu  z  biblioteki  pradziadka. 
Znaleziono  je  we  wsi  Warandy.  Ocalały  dzi

ę

ki  Dagesta

ń

czykom,  ale 

wi

ę

kszo

ść

  dzieł,  która  dostała  si

ę

  do  piwnic  NKWD,  bezpowrotnie 

przepadła. 

 

       Dagesta

ń

czycy  stan

ę

li  na  stra

Ŝ

ź

ródeł  kultury  muzułma

ń

skiej  i 

kaukaskiej  (8).  Dzi

ę

ki  im  za  to!  Marz

ę

,  aby  po  sko

ń

czonej  wojnie, 

je

Ŝ

eli prze

Ŝ

yj

ę

,  odnale

źć

 rodziny  tych  szlachetnych  ludzi  i  wyrazi

ć

 im 

swoj

ą

 wdzi

ę

czno

ść

.

 

       Imam  Salam-mułła  posiadał  własn

ą

  piecz

ęć

,  któr

ą

  oznaczył 

wszystkie  ksi

ąŜ

ki  i  r

ę

kopisy  w  swojej  bibliotece.  Ta  piecz

ęć

  i 

przetłumaczony  przez  niego  Koran  nale

Ŝ

ały  do  najstarszego  syna 

Salama,  Abdula  Azima,  a  po  jego 

ś

mierci  –  do  młodszego, 

Abdurachmana,  który  przekazał  te  relikwie  mojemu  ojcu.  Niestety, 
zagin

ę

ły  one  w  czasie  pierwszej  wojny  czecze

ń

skiej  razem  z  innymi 

cennymi przedmiotami z naszej biblioteki.

 

       Salam-mułła  nigdy,  ani  potajemnie,  ani  jawnie,  nie  wzywał  do 

obalenia władzy radzieckiej. Mówił tylko, 

Ŝ

e pojedyncze zrywy niczego 

nie zdziałaj

ą

.

 

       W  czasie  rewolucji  i  wojny  domowej  rosyjscy  socjali

ś

ci  ze 

wszystkich sił starali si

ę

 nakłoni

ć

 mieszka

ń

ców gór do przej

ś

cia na ich 

stron

ę

.  W  zamian  za  opowiedzenie  si

ę

  po  stronie  bolszewików 

obiecywali  Czeczenom  wspaniałe 

Ŝ

ycie,  swobod

ę

  religijn

ą

  i  inne 

przywileje. No i swój cel osi

ą

gn

ę

li. Czeczeni i Ingusze, którzy mieli we 

krwi nienawi

ść

 do carskich urz

ę

dników z powodu ci

ą

gn

ą

cej si

ę

 przez 

wieki  wojny  kaukaskiej,  z  ch

ę

ci

ą

  im  pomogli,  by  pom

ś

ci

ć

  wszystkie 

nieszcz

ęś

cia, które carat 

ś

ci

ą

gn

ą

ł na ludy Kaukazu. 11 sierpnia 1918 

roku  zacz

ę

ła  si

ę

  100-dniowa  bitwa  o  Grozny.  29  sierpnia  1918  roku 

Ord

Ŝ

onikidze  telegrafował  do  Lenina:  „Pod  Groznym  tocz

ą

  si

ę

  walki. 

Do miasta wkroczyła czecze

ń

ska Armia Czerwona”.

 

       W  latach  30.  dla  Kaukazu  i  całego  ZSRR  zacz

ą

ł  si

ę

  „krwawy 

karnawał”.  Władze  nie  szcz

ę

dziły  sił,  by  zniszczy

ć

  duchownych  i 

działaczy religijnych w Czeczenii i Inguszetii.

 

      Salam-mułła wiedział, co mu  grozi, ale nie  ulegał namowom, by 

wyjecha

ć

  z  kraju.  Nie  chciał  opuszcza

ć

  rodzinnych  stron,  miejsc,  w 

których  wzrastał  i 

Ŝ

ył.  W  latach  30.  był  stale  gdzie

ś

  wzywany, 

przesłuchiwany,  ale  pozostawał  na  wolno

ś

ci.  Przez  pewien  czas  na 

czele 

GPU 

[Gosudarstwiennoje 

Politiczeskoje 

Uprawienie 

– 

Strona 56 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

Pa

ń

stwowy  Zarz

ą

d  Polityczny  –  od  tłum.]  stał  niejaki  Salamow, 

Osetyniec. Dobrze znał mojego pradziadka i obiecał mu, 

Ŝ

e dopóki w 

Czeczeno-Inguszetii  sprawuje  swój  urz

ą

d,  to  pradziadkowi  wi

ę

zienie 

nie grozi, ale  radził mu  wyjecha

ć

, gdy

Ŝ

 pó

ź

niej w ka

Ŝ

dej chwili  mo

Ŝ

zosta

ć

 aresztowany.

 

      Tak te

Ŝ

 si

ę

 stało. Pradziadka  osadzono w wi

ę

zieniu. Naprzeciw 

niego  usiadł  czekista  i  spytał:„Poznaje  mnie  pan?”.  Kiedy  padła 
odpowied

ź

  przecz

ą

ca, 

ś

ledczy  rzekł:„A  ja  pana  bardzo  dobrze 

pami

ę

tam. Było to jeszcze w czasie wojny domowej, w jednej z bitew 

zostałem ci

ęŜ

ko ranny, umierałem, a pan uratował mi 

Ŝ

ycie. Nigdy nie 

zapomn

ę

,  jak  pan  mnie  leczył  i  opiekował  si

ę

  mn

ą

.  B

ę

d

ę

  panu  do 

ś

mierci  zobowi

ą

zany!”.  Po  tych  słowach  czekista  wypu

ś

cił  Salama, 

który znów unikn

ą

ł aresztu. Ale nie na długo…

 

       Pewnego  razu  przyszli  do  niego  przedstawiciele  inguskiego 

duchowie

ń

stwa  z  ustazem  (9),  szejkiem  Kunta-Chad

Ŝ

imem  (10)  na 

czele.  Uprzedzili  go  o  niebezpiecze

ń

stwie  oraz  zaproponowali 

schronienie i pomoc. Ale Salam-mułła powiedział:„Je

Ŝ

eli si

ę

 ukryj

ę

, to 

oni zam

ę

cz

ą

 moj

ą

 rodzin

ę

 i przyjaciół. Nie chc

ę

, by ci cierpieli z mego 

powodu!”.

 

       30  czerwca  1937  roku  do  Salam-mułły  przyszedł  funkcjonariusz 

NKWD  dystryktu  szatojskiego  i  oznajmił, 

Ŝ

e  prosi  go  do  siebie 

przedstawiciel  NKWD  Republiki  Czecze

ń

skiej  w  Groznym,  bo 

potrzebuje jego rady. Salam domy

ś

lił si

ę

, w jakim celu jest wzywany, 

wiedział, 

Ŝ

e stamt

ą

d ju

Ŝ

 nie wróci, a mimo to pojechał…

 

       Dlaczego  nie  aresztowano  go  oficjalnie?  Dlatego, 

Ŝ

e  si

ę

  bano. 

Obawiano  si

ę

Ŝ

e  ludzie  przeszkodz

ą

  w  uwi

ę

zieniu  imama  Salam-

mułły,  dlatego  u

Ŝ

yto  podst

ę

pu.  Chocia

Ŝ

  czy  mo

Ŝ

na  tu  mówi

ć

  o 

podst

ę

pie?  To  było  najwyra

ź

niej  okrucie

ń

stwo!  Według  jednych 

informacji  pradziadek  został  rozstrzelany  w  grozne

ń

skim  wi

ę

zieniu 

jeszcze w 1937 roku, a według innych – przebywał 8 lat na katordze w 
jednym z gułagów, gdzie umarł w roku 1945… (11). Miał wtedy 77 lat. 
Rodzinie nie udało si

ę

 uprosi

ć

 wydania zwłok, wi

ę

c nie pochowano go 

zgodnie  z  muzułma

ń

skim  obyczajem…  Nie  wiadomo,  gdzie  znajduje 

si

ę

 jego grób.

 

       Kiedy  w  roku  1905  Salam-mułła  wrócił  ze  szkół,  zbudował 

meczet. Meczet ten zburzono w czasach deportacji, a na jego miejscu 
postawiono  ciel

ę

tnik.  W  roku  1991  mieszka

ń

cy  wsi  Warandy 

odbudowali 

ś

wi

ą

tyni

ę

.  W  latach  pierwszej  wojny  czecze

ń

skiej  znów 

została  ona  zniszczona,  ale  w  roku  1996  ponownie  odbudowana.  W 
roku  1999  kolejny  raz  ucierpiała  i  teraz  mieszka

ń

cy  wsi  oczekuj

ą

  

ko

ń

ca wojny, by ostatecznie odbudowa

ć

 meczet tejpu Warandoj.

 

       Nast

ę

pc

ą

  Salama  został  jego  syn  Abdurachman.  Obecnie  jest 

imamem  naszego  tejpu  i  wielce  szanowanym  przywódc

ą

  religijnym. 

Kontynuuje  działalno

ść

  ojca.  Ju

Ŝ

  kilka  razy  był  na  Kremlu  (na 

posiedzeniach,  gdzie  omawiano  sprawy  Czeczenii)  i  dwa  razy 
osobi

ś

cie rozmawiał z prezydentem W. Putinem. 

 

      Ka

Ŝ

da rodzina posiada dokumenty lub inne przedmioty nale

Ŝą

ce 

kiedy

ś

  do  jej  przodków.  S

ą

  ch

ę

tnie  pokazywane,  kiedy  opowiada  si

ę

 

rodowe  historie.  Ja  za

ś

  mog

ę

  pochwali

ć

  si

ę

  tylko  jedn

ą

  jedyn

ą

 

fotografi

ą

  mojego  pradziadka  i  odciskami  jego  piecz

ę

ci  na 

zachowanych  egzemplarzach  Koranu.  Wszystko  inne  zagin

ę

ło  w 

czasie  wojny,  a  kind

Ŝ

ał  Salam-mułły  skradziono,  bo  prawdopodobnie 

komu

ś

 spodobała si

ę

 jego przepi

ę

kna r

ę

koje

ść

Strona 57 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

      Na zako

ń

czenie chc

ę

 powiedzie

ć

 co

ś

 bardzo wa

Ŝ

nego: Czeczeni 

nie  s

ą

  bandytami  ani  terrorystami.  Czeczenia  jest  kolebk

ą

  szejków. 

Oni  przepowiedzieli  nam  spokojne  i  szcz

ęś

liwe 

Ŝ

ycie.  I  naród  w  to 

wierzy.

 

 

 

 

Przypisy:

 

<!--[if  !supportLists]-->(1)

   

<!--[endif]-->Wioska  (a  raczej  kilka  wiosek) 

w górzystym dystrykcie szatojskim na zachodnim stoku W

ą

wozu 

Ajgu

ń

skiego.

 

<!--[if  !supportLists]-->(2)

   

<!--[endif]-->Twierdza  Wozdwi

Ŝ

e

ń

ska  – 

wzniesiona  w  roku  1844  na  wzgórzu  w  s

ą

siedztwie  aułu  Wielkie 

Atagi  (w  odległo

ś

ci  2  km),  około  20  km  od  twierdzy  Groznaja 

(obecnie miasto Grozny), przy wej

ś

ciu do W

ą

wozu Ajgu

ń

skiego.

 

<!--[if 

!supportLists]-->(3)

   

<!--[endif]-->Powszechne 

opinie 

analfabetyzmie  górali  kaukaskich  przed  nastaniem  władzy 
radzieckiej  bior

ą

  si

ę

  st

ą

d, 

Ŝ

e  mało  kto  umiał  czyta

ć

  i  pisa

ć

  po 

rosyjsku, gdy

Ŝ

 posługiwano si

ę

 pismem arabskim. Wprowadzenie 

czecze

ń

skiego  j

ę

zyka  pisemnego,  opartego  na  alfabecie 

łaci

ń

skim,  a  nast

ę

pnie  zast

ą

pienie  go  cyrylic

ą

,  zniszczyło 

praktycznie dziedzictwo kulturowe narodu.

 

<!--[if  !supportLists]-->(4)

   

<!--[endif]-->Jest  to  na  samym  południu 

Czeczenii.  Azimat  wymienia  stare  nazwy  dystryktów  (do  roku 
1944).  Po  deportacji  ludno

ś

ci  ponownie  nie  zasiedlano  tych 

górskich rejonów i zmienił si

ę

 ich podział administracyjny. Szatoj 

został  przemianowany  na  Sowietskoje,  do  którego  przył

ą

czono 

wi

ę

kszo

ść

  terenów  górskich,  cz

ęść

  za

ś

  przeszła  do  Dagestanu  i 

Gruzji.  Ziemie  te  powróciły  po  ustanowieniu  Czecze

ń

sko-

Inguskiej  ASRR  w  roku  1957,  ale  praktycznie  nie  zostały 
zasiedlone,  a  wr

ę

cz  przeciwnie  –  ludno

ść

  z  tych  terenów,  która 

powróciła  z  zesłania,  była  przymusowo  osiedlana  na  równinach. 
Dystrykty:  itum-kali

ń

ski  i  czeberłojewski  zostały  przywrócone 

Czeczenii   dopiero  pod  koniec  XX  wieku,  rejon  gałanczo

Ŝ

ewski 

(gdzie  znajdowała  si

ę

  wła

ś

nie  wioska  Chajdach)  nie  został 

zasiedlony, a jego ziemie wchodz

ą

 dzisiaj w skład dystryktu urus-

martanowskiego.  Ziemie  „równinnego”  rejonu  atagi

ń

skiego 

zostały podzielone mi

ę

dzy dystrykty: szali

ń

ski, urus-martanowski 

i grozne

ń

ski.

 

<!--[if  !supportLists]-->(5)

   

<!--[endif]-->Obecnie  wchodzi  w  skład 

sun

Ŝ

e

ń

skiego dystryktu Inguszetii.

 

<!--[if  !supportLists]-->(6)

   

<!--[endif]-->Obecnie  znajduje  si

ę

  w 

granicach miasta Nazra

ń

.

 

<!--[if  !supportLists]-->(7)

   

<!--[endif]-->W  górzystym  dystrykcie 

wede

ń

skim.

Strona 58 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

 

<!--[if  !supportLists]-->(8)

   

<!--[endif]-->Prawdopodobnie  byli  to 

łakcowie  (nie  nale

Ŝą

cy  wajnachów),  którzy  po  roku  1944  zostali 

przymusowo  osiedleni  na  terenach,  z  których  wysiedlono 
wajnachów 

Czeczenii, 

Inguszetii 

rejonach: 

chasawjurtowskim i nowołakowskim w Dagestanie.

 

<!--[if !supportLists]-->(9)

   

<!--[endif]-->Ustaz – teolog muzułma

ń

ski

 

<!--[if 

!supportLists]-->(10)

                      

<!--[endif]-->Kunta-Chad

Ŝ

Kiszijew  –  teolog,  wprowadził  w  Czeczenii  w  połowie  XIX  wieku 
karydyjski  tarikat  (dosł.:  droga)  czyli  okre

ś

lenie 

sposobu 

post

ę

powania  jednostki  maj

ą

cej  skłonno

ś

ci  mistyczne

.  Ten 

termin  odnosi  si

ę

  głównie  do  islamu 

sufijskiego

,  dzi

ś

  szeroko 

rozpowszechnionego.

 

 

<!--[if  !supportLists]-->(11)

                      

<!--[endif]-->W  aktach  zgonu, 

które były wydawane w latach 50.-60. rodzinom rozstrzelanych w 
czasach „wielkiego terroru”, daty 

ś

mierci były nieprawdziwe.

 

 

 

 

 

 

Rodzina czecze

ń

ska: zwi

ą

zek epok i 

pokole

ń

 

Turpał Jusupow, Gudermes, 

student 2 roku Kolegium Prawa i Ekonomii 

 

       Chc

ę

  opowiedzie

ć

  histori

ę

  jednej  tylko  rodziny.  Przekazał  mi  j

ą

 

ojciec, dziennikarz Rusłan Jusupow.

 

       Dziadka  nie  miałem  okazji  pozna

ć

  –  zmarł,  gdy  Rusłan  miał 

zaledwie 5 lat. Fakty z jego biografii 

ś

wiadcz

ą

Ŝ

e był nieprzeci

ę

tnym 

człowiekiem,  niezwykł

ą

  osobowo

ś

ci

ą

.  Podwójne  wykształcenie 

(budowlane  i  pedagogiczne)  w  tamtych  czasach  miało  zaledwie  paru 
obywateli naszego narodu. W wieku 17 lat mianowano go dyrektorem 
Szkoły 

Ś

redniej  nr  2  w  Gudermesie,  co  odnotowano  w  jego 

Ksi

ąŜ

eczce  Pracy,  a  nast

ę

pny  zapis  informuje:  „24  lutego  1944 

zwolniony w zwi

ą

zku z wysiedleniem”.

 

       Dziadek,  Chamid  Jusupow,  po  zrobieniu  specjalizacji  in

Ŝ

yniera 

geologa przez par

ę

 kolejnych lat ujarzmiał dzikie stepy Kazachstanu. 

Zmarł niedługo po powrocie w rodzinne strony w kwiecie wieku, maj

ą

zaledwie  37  lat.  Posiadaj

ą

c  taki  potencjał  intelektualny,  mógł 

wy

ś

wiadczy

ć

 rodzinie i społecze

ń

stwu wiele dobrego.

Strona 59 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

       Opowiem  o  losie  jeszcze  jednego  członka  rodziny  –  mojego 

pradziadka Magomeda Jusupowa. Wi

ąŜ

e si

ę

 z nim wspaniała historia, 

któr

ą

  powinna  usłysze

ć

  cała  Czeczenia  w  audycji  Czekaj  na  mnie

Ale, po kolei…

 

      Zachowała si

ę

 karta personalna Magomeda Jusupowa z rejestru 

wojskowego.  Zamieszczone  tam  zapiski  dostarczaj

ą

  wa

Ŝ

nych 

informacji.  Magomed  był  uczestnikiem  walk  przeciw  Denikinowi  w 
czasie  wojny  domowej  i  członkiem  nadzwyczajnej  komisji  do  spraw 
organizowania  pomocy  dla  frontu  w  latach  Wielkiej  Wojny 
Ojczy

ź

nianej.

 

      Niewiele brakowało, a nasza rodzina nigdy nie poznałaby historii, 

której  głównym  bohaterem  był  mój  pradziadek,  gdy

Ŝ

  nikt  z  jej 

naocznych 

ś

wiadków  nie  pozostał  przy 

Ŝ

yciu.  Ale  pomógł  zbieg 

okoliczno

ś

ci.  Kilka  lat  temu 

Ŝ

ycie  doprowadziło  do  spotkania  pod 

jednym dachem (redakcji gudermeskiej gazety „Gums”) mojego ojca i 
człowieka  w  podeszła  wieku,  którego  nazywaj

ą

  u  nas  „rosyjskim 

Czeczenem” lub te

Ŝ

 „człowiekiem-legend

ą

”. To Jurij Koptiew, weteran 

Wielkiej  Wojny  Ojczy

ź

nianej,  uczestnik  bitwy  pod  Stalingradem, 

człowiek, który przemierzył cał

ą

 Europ

ę

, na froncie dalekowschodnim 

walczył z Japo

ń

czykami, a 12 medali i 4 ordery wymownie 

ś

wiadcz

ą

 o 

jego  szlaku  bojowym.  Po  wojnie  zwi

ą

zał  swoje 

Ŝ

ycie  z  gudermesk

ą

 

gazet

ą

  i  tam  wła

ś

nie  poznał  go  mój  ojciec  –  redaktor  działu 

politycznego.

 

      Wielu mieszka

ń

ców Gudermesu nosi nazwisko Jusupow, dlatego 

Koptiew nie od razu zorientował si

ę

Ŝ

e Rusłan mo

Ŝ

e mie

ć

 powi

ą

zanie 

z  tym  Jusupowem,  z  którym  ł

ą

cz

ą

  go  niezatarte  wspomnienia. 

Dowiedziawszy  si

ę

Ŝ

e  to  rodzina,  rozpłakał  si

ę

  i  serdecznie  ojca 

u

ś

ciskał.

 

       Pocz

ą

tek  historii,  któr

ą

  opowiedział  nam  Jurij,  ginie  w 

zamierzchłej  przeszło

ś

ci.  W  latach  20.  ubiegłego  wieku  z  ró

Ŝ

nych 

cz

ęś

ci  Rosji  przybyło  do  Gudermesu  wraz  z  rodzinami  wielu 

rzemie

ś

lników i robotników, by budowa

ć

 kolej i osiedla mieszkaniowe. 

Pocz

ą

tkowo  przebywali  w  go

ś

cinnych  czecze

ń

skich  rodzinach. 

Koptiewów  wraz  z  dzie

ć

mi  przygarn

ą

ł  kolejarz,  mieszkaniec  aułu  we 

wschodniej  cz

ęś

ci  miasta,  gdzie 

Ŝ

yj

ą

  rdzenni  gudermesanie, 

Magomed  Jusupow  –  dziadek  Rusłana,  a  mój  pradziadek.  Oddał 
przybyszom  jedn

ą

  z  dwóch  swoich  sakli  (izb).  Tu  w  roku  1922 

przyszedł na 

ś

wiat Jurij.

 

      Przede mn

ą

 le

Ŝ

y szereg publikacji prasowych z ostatnich lat. Na 

przykład  w  50.  numerze  „Argumentów  i  faktów”  z  grudnia  2002  roku 
jest  artykuł  Człowiek-legenda,  a  w  nim  wypowied

ź

  J.  Koptiewa: 

„Przyszedłem  na 

ś

wiat  na  głos  imama  (podwórze  domu  Jusupowów 

przylegało  do  wiejskiego  meczetu)  wzywaj

ą

cego  do  boja

ź

ni  Bo

Ŝ

ej  i 

pobo

Ŝ

no

ś

ci,  w  rodzinie  szlachetnego  i  niezwykle  przyzwoitego 

człowieka, Magomeda Jusupowa”.

 

       Jurij  opowiadał, 

Ŝ

Ŝ

yli  jak  jedna  rodzina,  dzielili  si

ę

  wszystkim, 

co  mieli.  „Nigdy  nie  zapomn

ę

  smaku  kukurydzianego  czurka  [rodzaj 

placka – od tłum.], który upiekła Ajszat, 

Ŝ

ona Magomeda – wspomina. 

–  Wraz  z  czurkiem  wchłon

ą

łem  dobro

ć

  tych  ludzi,  ich  duchow

ą

 

szlachetno

ść

,  prostot

ę

 i m

ą

dro

ść

”.

 

Strona 60 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

       Kiedy  Jurij  Koptiew  sko

ń

czył  dziesi

ęć

  lat,  prze

Ŝ

ył  wstrz

ą

saj

ą

ce 

zdarzenie.W pogodny, słoneczny dzie

ń

 na  podwórko, gdzie  bawił si

ę

 

ze  swymi  rówie

ś

nikami,  zakradł  si

ę

  nieznajomy  chłopczyk. 

Zobaczywszy  le

Ŝą

ce  na  ziemi  gruszki,  zacz

ą

ł  je  łapczywie  zajada

ć

nie zwracaj

ą

c na nikogo uwagi. Dzieci zawołały Ajszat, która zacz

ę

ła 

wypytywa

ć

  małego  przybysza,  sk

ą

d  jest i  jak  si

ę

 nazywa. Ale malec, 

jak si

ę

 pó

ź

niej wyja

ś

niło, nie rozumiał po czecze

ń

sku, wi

ę

c Magomed 

powtórzył  mu  te  pytania  po  rosyjsku.  Okazało  si

ę

Ŝ

e  chłopiec 

przyjechał  razem  z  mam

ą

  i  siostr

ą

  a

Ŝ

  z  Powoł

Ŝ

a,  szukaj

ą

c  ratunku 

przed głodem, i 

Ŝ

e mama, która zatrzymała si

ę

 na skraju aułu, posłała 

go,  by  wyprosił  u  ludzi  co

ś

  do  jedzenia.  Magomed  kazał  Ajszat 

nakarmi

ć

  dziecko,  a  sam  ruszył  na  poszukiwanie  jego  rodziny. 

Wszystkie dzieci, w tym i Jurij, poszły razem z nim.

 

      Niedaleko natkn

ę

li si

ę

 na straszn

ą

 scen

ę

: na ziemi le

Ŝ

ała kobieta 

nie  daj

ą

ca  znaków 

Ŝ

ycia,  a  nad  ni

ą

  stała,  zanosz

ą

c  si

ę

  płaczem, 

male

ń

ka  dziewczynka.  Kobieta  zmarła  prawdopodobnie  z  głodu  i 

wyczerpania. 

Wstrz

ąś

ni

ę

ty 

tym 

widokiem 

Magomed 

wzi

ą

ł 

dziewczynk

ę

  za  r

ą

czk

ę

  i  wszyscy  wrócili  do  aułu.  Zbiegli  si

ę

  ludzie, 

przybyli  te

Ŝ

  przewodnicz

ą

cy  rady  gminy  i  miejscowy  milicjant. 

Wynaj

ę

to furmank

ę

, na której uło

Ŝ

ono zmarł

ą

, zawieziono na rosyjski 

cmentarz  i  tam  pochowano.  Kiedy  ludzie  ponownie  si

ę

  zebrali,  by 

zadecydowa

ć

  o  losie  osieroconych  dzieci,  Magomed  nalegał,  aby 

pozostały one w jego rodzinie. Tak te

Ŝ

 si

ę

 stało. Chłopiec miał na imi

ę

 

Aleksiej, a dziewczynka – Oksana. Rodze

ń

stwo szybko oswoiło si

ę

 z 

nowym 

ś

rodowiskiem.  Jusupowie  otoczyli  je  tak

ą

  sam

ą

  trosk

ą

  jak 

własne  dzieci.  Sieroty  wkrótce  opanowały  j

ę

zyk  czecze

ń

ski  i  przyj

ę

ły 

nazwisko swoich opiekunów.

 

       Niedługo  potem  rodzina  Koptiewów  otrzymała  przydział  na 

mieszkanie i opu

ś

ciła auł, chocia

Ŝ

 nadal utrzymywała bliskie kontakty 

z  Jusupowami.  Po  uko

ń

czeniu  szkoły  w  roku  1940  Jurij  Koptiew 

rozpocz

ą

ł  studia  na  uczelni  wojskowej  w  Ord

Ŝ

onikidze,  a  stamt

ą

d, 

jako prymus, został skierowany do Akademii Lotnictwa Wojskowego w 
Jejskoje.  

 

       Swoj

ą

  wojskow

ą

  karier

ę

  Jurij  zako

ń

czył  w  stopniu  kapitana  na 

Dalekim  Wschodzie,  bior

ą

c  udział  w  wyzwoleniu  Mand

Ŝ

urii.  Odniósł 

wiele  ran.  Kiedy

ś

,  prawie  umieraj

ą

cego,  wyniósł  go  z  pola  walki, 

ryzykuj

ą

c  własne 

Ŝ

ycie,  jego  towarzysz  broni  –  Czeczen.  Na  skutek 

odniesionych  obra

Ŝ

e

ń

   przeszedł  na  Dalekim  Wschodzie  cztery 

operacje,  ale  ju

Ŝ

  18  dni  po  ostatniej  opu

ś

cił  szpital  i  pojechał,  w 

towarzystwie  sanitariuszki,  do  domu  –  do  Gudermesu.  To,  o  czym 
dowiedział  si

ę

  po  powrocie,  o  mało  go  nie  zabiło:  jego  pi

ę

ciu  braci 

zgin

ę

ło na froncie, a Czeczenów wysiedlono na obczyzn

ę

.

       Gdy  nieco  doszedł  do  siebie,  udał  si

ę

  pospiesznie  do  aułu,  w 

którym  si

ę

  urodził  i  wychował,  gdzie  dom  Czeczenów  stał  si

ę

  jego 

domem  rodzinnym.  Powitała  go  starsza  kobieta.  Wyja

ś

niła, 

Ŝ

znalazła si

ę

 tu wbrew swojej woli, 

Ŝ

e pochodzi, tak jak jej s

ą

siedzi, z 

okolic  Orłowa,  i  zmuszono  ich  do  zamieszkania  na  tych  ziemiach. 
Powiedziała  mu  te

Ŝ

Ŝ

e  jaki

ś

  czas  temu  przychodził  tutaj  pewien 

wojskowy  w  stopniu  kapitana,  z  medalami  i  odznaczeniami,  i  równie 
usilnie  wypytywał  o  rodzin

ę

  Jusupowów,  nazywaj

ą

c  j

ą

  swoj

ą

 

najbli

Ŝ

sz

ą

 rodzin

ą

. Ten oficer (a był nim Aleksiej Jusupow), z trudem 

powstrzymuj

ą

c  łzy,  ukl

ą

kł,  zawin

ą

ł  w  chustk

ę

  gar

ść

  ziemi,  wło

Ŝ

ył  za 

pazuch

ę

  i  odszedł.  Po  prze

Ŝ

ytych  okropno

ś

ciach  wojny  miał  pewnie 

nadziej

ę

 zacz

ąć

 spokojne 

Ŝ

ycie w

ś

ród drogich sobie ludzi.

 

       Niestety,  ani  Koptiew,  ani  mój  ojciec  nie  zdobyli 

Ŝ

adnych 

informacji  o  Aleksieju  i  Oksanie.  Masowe  represje  w  roku  1944 
pogmatwały  losy  tysi

ę

cy  Czeczenów,  rozdzielaj

ą

c  ich  na  zawsze  od 

bliskich.

 

Strona 61 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

       Jurij  Koptiew  i  Rusłan  Jusupow  zacz

ę

li  pracowa

ć

  razem  w 

gazecie  „Gums”.  W  ubiegłym  roku  w  redakcji 

ś

wi

ę

towano  uroczy

ś

cie 

80. urodziny Koptiewa, honorowego obywatela dwu miast: Stalingradu 
[obecnie Wołgogradu – od tłum.] i Gudermesu.

 

      Ale na tym historia si

ę

 nie ko

ń

czy. Artykuł Jurija Koptiewa, który 

ukazał  si

ę

  w  miejscowej  prasie,  poruszył  społecze

ń

stwo.  Powstał 

pomysł,  by  t

ę

  publikacj

ę

  przesła

ć

  do  Moskwy,  do  redakcji  audycji 

telewizyjnej  Czekaj  na  mnie.  Pojawiła  si

ę

  nadzieja, 

Ŝ

e  po  usłyszeniu 

opisanej w nim historii, Aleksiej lub które

ś

 z jego dzieci, odezwie si

ę

 i 

opowie o sobie.

 

       Pomysł  ten  udało  si

ę

  zrealizowa

ć

.  Główny  redaktor  programu, 

Tatiana  Bajdajewa  poinformowała  telefonicznie  redakcj

ę

  „Gums”, 

Ŝ

autorzy  audycji  s

ą

  bardzo  zainteresowani  tematem  i  zapraszaj

ą

 

Koptiewa  i  mojego  ojca  do  Ostankina  na  nagrania.  Nagrania  si

ę

 

odbyły.  Reporta

Ŝ

  telewizyjny  miał  składa

ć

  si

ę

  z  trzech  cz

ęś

ci.  W 

czasie  nadawania  dwóch  pierwszych  na  ekranie  tylko  od  czasu  do 
czasu  migały  twarze  siedz

ą

cych  przy  stole  bohaterów  „czecze

ń

skiej” 

historii, ale ich wypowiedzi nie były transmitowane. 

 

       Uczestnictwo  w  takim  nagraniu  dawało  przecie

Ŝ

  mo

Ŝ

liwo

ść

 

pokazania 

całemu 

krajowi 

prawdziwego 

oblicza 

narodu 

czecze

ń

skiego, stale fałszowanego przez 

ś

rodki masowego przekazu. 

Wyjazd  do  Moskwy  przerodził  si

ę

  w  swego  rodzaju  misj

ę

,  o  czym 

informowały  miejscowe  gazety  i  telewizja.  Mo

Ŝ

na  rzec, 

Ŝ

e  cała 

Czeczenia  czekała  na  pojawienie  si

ę

  swoich  posła

ń

ców  w  ogólnie 

lubianej audycji. Ale si

ę

 nie doczekała.

 

       Pó

ź

niej  Rusłan  systematycznie  dzwonił  do  głównego  redaktora, 

ale  w  odpowiedzi  otrzymywał  jedynie  mgliste  wyja

ś

nienia:  mamy 

napi

ę

ty  grafik,  zaj

ę

te  terminy,  musicie  czeka

ć

…  A

Ŝ

  w  ko

ń

cu 

powiedziano  im  prawd

ę

:  Tatiana  Bajdajewa   poinformowała  ich 

przepraszaj

ą

cym tonem, 

Ŝ

e  wyst

ą

pienia przedstawicieli Czeczenii nie 

mogły  zosta

ć

  wyemitowane,  gdy

Ŝ

  było  w  nich  zbyt  du

Ŝ

o  polityki. 

Kaseta z nagraniem wyl

ą

dowała w archiwum. 

 

       Wywołało  to  w  Czeczenii  wielkie  oburzenie  i  niezadowolenie. 

S

ą

dzono powszechnie, 

Ŝ

e w tego rodzaju audycji nie powinno si

ę

 tak 

krzywdz

ą

co traktowa

ć

 Czeczenów. Ale, jak to mówi

ą

: „Rosji rozumem 

nie ogarniesz”.

 

       Tak  wi

ę

c  ta  historia  rodzinna,  maj

ą

ca  swój  pocz

ą

tek  w 

Gudermesie,  zako

ń

czyła  si

ę

  w  Moskwie.  A  przecie

Ŝ

  wła

ś

nie  tutaj 

mogła  zacz

ąć

  si

ę

  jej  kontynuacja,  mogli  pojawi

ć

  si

ę

  w  niej  nowi 

bohaterowie  i  nowe  w

ą

tki.  By

ć

  mo

Ŝ

e  gdzie

ś

  na  rosyjskiej  ziemi 

Ŝ

yje 

do  dzi

ś

  Aleksiej  Jusupow  i  nawet  nie  wie, 

Ŝ

e  znów  mógłby  zosta

ć

 

członkiem naszej rodziny. Bóg widzi, 

Ŝ

e nasze serca pozostaj

ą

 nadal 

otwarte dla niego i jego dzieci.

 

 

 

 

 

 

Strona 62 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...

background image

 

 

 

 

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Odsłon: 1580 
 

B

ą

d

ź

 pierwszym który skomentuje

Tylko zarejestrowani u

Ŝ

ytkownicy mog

ą

 dodawa

ć

 komentarze. 

Prosz

ę

 zaloguj si

ę

 lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked 

Special Edition

 v.1.4.6  

Polska adaptacja 

JoomlaPL.com Team

 

AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - 

www.mamboportal.com

 

All right reserved

Zmieniony ( 02.08.2008. ) 

  

Zamknij okno

Strona 63 z 63

Czeczenia, Chechnya - Walka o Wolność i Niepodległość - Być Czeczenem - pokó...

2009-09-29

http://czeczenia.com.pl/index2.php?option=com_content&task=view&id=493&pop=...