background image

Niezwykłe ranczo w Utah

Część 2

Oto druga część raportu o powtarzających się anomalnych zjawiskach, których miejscem jest 

północno-wschodnia   część   stanu   Utah.   Zjawiska   te   to   –   jak   donoszą   setki   świadków   od   kilku 
dziesiątków   lat   –   obserwacje   NOLi,   niezwykłych   kul   światła,   okaleczenia   i   znikanie   zwierząt, 
manifestacje złośliwych duchów (poltergeistów), obserwacje stworzeń przypominających Wielką 
Stopę  (Bigfoot)  oraz  innych  nie  zidentyfikowanych   zwierząt,  fizyczne  oddziaływanie  na  glebę, 
rośliny, zwierzęta i ludzi oraz ogromna liczba innych niewytłumaczalnych zdarzeń.

Zjawiska te koncentrują się na blisko dwustuhektarowym ranczu należącym do rodziny Toma 

Gormana (pseudonim). W roku 1996 ranczo to odkupił Robert Bigelow, biznesmen z Las Vegas, 
który   rozpoczął   tam   intensywne   stałe   naukowe   badanie   zjawisk,   które   się   tam   dzieją.   W 
uzgodnieniu z obecnym właścicielem rancza oraz na prośbę wielu świadków ich nazwiska zostały 
zmienione lub pominięte, aby chronić ich prywatność przed mediami lub fanatykami zjawiska UFO.

Wszystko zaczęło się jako blade białe światło, które pojawiło się nie wiadomo skąd w mroku 

zabudowań   rancza   Gormanów.   Widział   je   nie   tylko   Tom   Gorman,   ale   również   badacz   Chad 
Deetken. Było to 28 sierpnia 1997 roku około godziny 2.00 w nocy. Gorman i Deetken przebywali 
wówczas na pastwisku w ramach programu dokumentowania niezwykłej aktywności paranormalnej 
na ranczu.

Światło przybierało stopniowo na sile, wyglądając, jakby ktoś otwierał okno lub drzwi. Gorman 

chwycił swoją lornetkę noktowizyjną, aby lepiej przyjrzeć się temu zjawisku. Widok, jaki ukazał się 
jego   oczom,   mocno   go   zaskoczył.   Blade   światło   zaczęło   przybierać   kształt   jasnego   portalu   w 
kształcie świetlnego tunelu, przez który przepychała się, jakby z trudem, duża humanoidalna postać. 
Po kilku minutach postać wypełzła ze światła i wtopiła się w ciemność. Niemal w tym samym 
czasie   świetlne   okno   zamknęło   się,   jak   gdyby   ktoś   pstryknął   wyłącznik.   Deetken   był   na   tyle 
przytomny, że wykonał kilka zdjęć, jednak później okazało się, że na filmie znalazło się niewiele z 
lego, co obaj widzieli.

Tom   Gorman,   jego   żona,   dwoje   nastoletnich   dzieci   i   liczni   członkowie   dalszej   rodziny 

przywykło do dziwnych zdarzeń na ranczu. Widzieli różnorodne typy NOLi, a także kule światła, za 
których zachowaniem kryła się bez wątpienia jakaś inteligencja. Ich sąsiedzi widzieli je również. 
Stali   mieszkańcy   tego   rejonu   donoszą   o   takich   wydarzeniach   od   lat   pięćdziesiątych.   Rodowici 
Amerykanie (Indianie) twierdzą, że takie rzeczy dzieją się tu od niepamiętnych czasów.

Napowietrzne zjawiska nie były jednak najdziwniejszymi zdarzeniami, jakie działy się na ranczu 

lub w jego pobliżu, zwłaszcza w szerszej perspektywie. W czasie dwóch lat gospodarowania na 
ranczu Tom Gorman stracił 14 sztuk bydła ze swojego hybrydowego, rasowego stada. Niektóre 
zwierzęta po prostu zniknęły, jak gdyby zostały porwane do nieba, a inne okaleczone z chirurgiczną 
precyzją.   Członkowie   jego   rodziny   oraz   sąsiedzi   również   widywali   stworzenia   przypominające 
Wielką Stopę, przerośnięte wilki, a także zwierzęta i ptaki, których nikt nie potrafił zidentyfikować. 
Ich konie były atakowane, psy palone, a koty porywane.

Nękani byli także sami Gormanowie, i to niemal codziennie. Te niepozorne, dziwne zdarzenia 

traktowane osobno znaczyłyby niewiele, ale zebrane razem nabierały nowego znaczenia i trudno je 
było lekceważyć. Okna i drzwi ich domu otwierały się samoczynnie lub zatrzaskiwały, najwyraźniej 
bez czyjegokolwiek  udziału.  Biorąc prysznic, żona Gormana często po wyjściu spod niego nie 
mogła znaleźć swojego ręcznika i rzeczy osobistych, które ktoś najwyraźniej wykradał z zamkniętej 
od wewnątrz łazienki. W jednym przypadku, kiedy wróciła z miasta z dużym ładunkiem produktów 
spożywczych oraz innych artykułów, starannie poukładała je do szafek i wyszła na kilka minut do 
innego pomieszczenia. Kiedy wróciła do kuchni, wszystkie te rzeczy leżały z powrotem na stole.

background image

Ubrania, narzędzia i urządzenia domowe zdawały się wieść własne życie. Nie chodzi tu o takie 

wydarzenia, jak znikanie skarpetek w pralni. Syn Gormanów ułożył na przykład starannie w pocie 
czoła ważący tonę stos drewna opałowego na południowej stronie linii drzew rosnących po środku 
zabudowań. W trakcie tego zajęcia zrobił sobie 30-minutową przerwę i kiedy wrócił, okazało się, że 
ułożone przez niego drewno zostało przesunięte o 100 metrów, na północną stronę linii drzew. 
Często znikały narzędzia, po czym pojawiały się w innym miejscu. Pewnego razu zniknęlo ciężkie 
urządzenie do kopania dołów pod słupy. Znalazło się dopiero kilka dni później wysoko wśród gałęzi 
topoli.   Gdyby   ktoś   chciał   zrobić   taki   kawał,   musiałby   użyć   dźwigu.   Wśród   członków   rodziny 
Gormana narastała pewność, że cały czas są obserwowani, ale nie mieli pojęcia przez kogo lub co.

Robert Bigelow i NIDS wkraczają na scenę

Robert Bigelow, biznesmen z Las Vegas, po raz pierwszy usłyszał o ranczu Gormanów latem 

1996 roku. Niewielki artykuł w gazecie opisujący tajemnicze wydarzenia na tej posiadłości zachęcił 
go   i   jego   zespół   do   wycieczki   do   Utah.   W   jej   następstwie   Bigelow   odkupił   ranczo   od   Toma 
Gormana i namówił go do pozostania na nim w charakterze dozorcy, mimo iż jego rodzina była 
temu przeciwna.

Robert Bigelow jest założycielem NIDS (National Institute for Discovery Science – Narodowy 

Instytut Nauk Odkrywczych), organizacji zajmującej się badaniem nieznanych zjawisk. Wśród jej 
etatowych pracowników są znani i doświadczeni naukowcy, inżynierowie oraz cieszący się dużą 
reputacją stróże prawa. Chociaż NIDS zajmuje się badaniem dziwnych zjawisk, nie ma żadnych z 
góry przyjętych poglądów na ich naturę i jest głównie zainteresowane dotarciem do prawdy, bez 
względu na to, jaka ona jest. (Ta uwaga wypływa z moich osobistych sześcioletnich doświadczeń w 
kontaktach z NIDS).

Pracownicy NIDS podkreślają, że są bez przerwy zmuszani przez Bigelowa i jego Naukową 

Radę  Doradczą  do  ścisłego  przestrzegania  metod   naukowych. („Rada   Naukowa  przypieka   nam 
stopy do żywego” – wyznał jeden z pracowników NIDS). Ponieważ zjawiska, jakimi zajmuje się 
NIDS, mają kontrowersyjny charakter, zwłaszcza w kołach naukowych, członkowie tej organizacji 
zdają   sobie   sprawę,   że   jakiekolwiek   odejście   od   metod   naukowych   oznaczałoby   utratę 
wiarygodności. Gdyby przypisano im etykietkę organizacji sfiksowanych maniaków, ich odkrycia 
byłyby odrzucane od ręki, bez względu na wnikliwość i prawidłowość prowadzonych badań.

Ranczo   Gormanów   stanowiło   unikalną   okazję   do   zbadania   szerokiego   wachlarza   dziwnych 

zjawisk. Było swego rodzaju Przedziwną Pizzą ze Wszystkim. UFO i Sasquatch1, kule świetlne i 
okaleczenia zwierząt, poltergeisty (złośliwe duchy) i piktogramy zbożowe, zjawiska parapsychiczne 
i legendy rdzennych Amerykanów (Indian) – wszystko to czyniło z tego kawałka ziemi wyjątkowe 
miejsce   na   świecie.   Pracownicy   NIDS   wiedzieli,   że   muszą   być   ostrożni   i   że   nie   wolno   im 
dyskredytować bez sprawdzenia historii opowiadanych przez okolicznych mieszkańców.

– Nie mieliśmy z góry przyjętych poglądów na to, co dzieje się na ranczu, i zdecydowaliśmy się 

na zastosowanie opcji „otwartego filtru” [bez selekcji] w zbieraniu informacji – stwierdził starszy 
pracownik NIDS. – Mieliśmy wiele uprzedzeń do legend o skinwalkerach4, obserwacji Wielkiej 
Stopy   i   innych   rzeczy,   które   widziała   ta   rodzina.   Mimo   to   postanowiliśmy   zebrać   wszystkie 
możliwe dane bez odrzucania ich od ręki z zamiarem późniejszego ich opracowania.

Zespół NIDS założył na ranczu obóz. Utworzył stanowisko dowodzenia, rozlokował na całym 

jego terenie kamery wideo oraz inny sprzęt służący do obserwacji, zbudował nowe ogrodzenie 
wokół rancza, aby mieć lepszą kontrolę nad dostępem do niego, wzniósł punkty obserwacyjne na 
pastwiskach   i   rozmieścił   na   całej   posiadłości   doświadczonych   obserwatorów.   Całe   to 
przedsięwzięcie  to najbardziej  zmasowana i drobiazgowa obserwacja  ogniska aktywności UFO, 
jaką kiedykolwiek zaaranżowano.

Badacze UFO byli wściekli, że nie zaproszono ich do badań. Rozpuszczali pogłoski mówiące, że 

Bigelow współpracuje z CIA i że on i NIDS są już w kontakcie z istotami pozaziemskimi. Co 
więcej   insynuowali,   że   wszelkie   informacje   pochodzące   z   rancza   zostaną   prawdopodobnie 
zamknięte  pod kluczem  w mrocznych  podziemiach  Pentagonu.  Ta zmasowana krytyka zmusiła 
nieśmiałego Bigelowa do udzielenia wywiadu. W rozmowie z reporterem gazety z Utah oświadczył, 
że   NIDS   nie   porozumiewa   się   istotami   pozaziemskimi   ani   z   ludźmi-jaszczurami.   Daremnie 

background image

apelował o danie mu nieco czasu, wolnego od zewnętrznych nacisków, na przeprowadzenie w pełni 
naukowych badań.

– Wiemy tak niewiele o naturze tych zjawisk, że próba wyciągania w tej chwili jakichkolwiek 

wniosków byłaby wielce niestosowna – oświadczył Bigelow i przyznał, że zjawiska występujące na 
ranczu wydają się mieć „charakter selektywny w odniesieniu do tego, w jaki sposób i komu się 
ujawniają”, dając do zrozumienia, że atmosfera rodem z „Big Brothera”, w ramach której ludzie 
siedzący na zewnątrz rancza pieką na rożnie Hot-Dogi, oczekując na przybycie latających spodków, 
nie byłaby korzystna dla przebiegu naukowych badań. Niestety,  apel ten był w odniesieniu do 
ufologów   głosem   wołającego   na   puszczy.   Byli   oni   tak   zacietrzewieni   w   wyrażaniu   swojej 
wściekłości   z   powodu   niewpuszczenia   ich   na   prywatną   posiadłość,   że   nie   dostrzegli   ważnej 
wskazówki, która wymknęła się Bigelowowi tamtego wieczoru.

Jasnowidząca inteligencja

W   przeciwieństwie   do   pewnych   przewidywań   dziwne   zjawiska   na   ranczu   nie   zniknęły   pod 

oślepiającym światłem naukowej dociekliwości i manifestowały się nadal, tyle że stały się jeszcze 
trudniejsze do zrozumienia. Pracownicy NIDS obserwowali takie same kule światła, a nawet NOLe, 
jakie widywali Gormanowie. Niestety, wszelkie próby sfotografowania lub zarejestrowania tych 
zjawisk na taśmie wideo okazywały się daremne. Członkowie zespołu często obserwowali wraz z 
Gormanem i stróżami prawa wynajętymi na czas prowadzenia badań anomalne zjawiska powietrzne 
gołym okiem, a także przy pomocy lornetek oraz sprzętu umożliwiającego obserwację nocą, ale 
poza nielicznymi wyjątkami z niezrozumiałych powodów tych obrazów nie dało się zarejestrować, 
zarówno sprzętem fotograficznym, jak i wideo.

Uzyskany przeze  mnie  poufny raport  przygotowany na użytek  rady NIDS  opisuje dziesiątki 

bliskich   spotkań   z   udziałem   pracowników   NIDS,   Gormanów   i   innych   świadków.   Po   kilku 
miesiącach   całodobowej   inwigilacji   zaczął   wyłaniać   się   trudny   do   zaakceptowania   wzorzec. 
Czymkolwiek były te zjawiska, najwyraźniej potrafiły przewidywać posunięcia naukowców. Jeśli 
umieszczali   dodatkowe   kamery   i   personel   na   południowym   polu,   aktywność   występowała   na 
północnym   pastwisku.   Jeśli   koncentrowali   się   na   obserwowaniu   środka   obejścia,   aktywność 
przenosiła się na górującą nad ranczem przełęcz.

Sceptycy mogliby powiedzieć, że takie tłumaczenie przy braku dowodów fotograficznych brzmi 

nieco wygodnicko, jednak 19 lipca 1998 roku zdarzyło się coś, co rzuciło światło na wyzwanie, 
przed którym stanął zespół.

Wkrótce po przybyciu na ranczo zespół NIDS zainstalował trzy słupy telefoniczne na jednym z 

pastwisk. Na szczycie każdego z nich umieścił wyrafinowany zestaw sprzętu zawierającego między 
innymi czujniki i kamery wideo. Kamery obejmowały swoim zasięgiem całość terenu wokół słupa i 
były   połączone   z   magnetowidami   zainstalowanymi   na   stanowisku   dowodzenia.   Dokładnie   o 
godzinie   20.30   trzy   kamery   umieszczone   na   wysuniętym   najbardziej   na   zachód   słupie   nagle 
odmówiły posłuszeństwa. Kiedy pracownicy NIDS udali się w tamto miejsce, aby sprawdzić, co się 
stało, zobaczyli, że coś zniszczyło ich sprzęt elektroniczny. Z kamer wyrwane były przewody, i to 
przy użyciu znacznej siły, zaś plastykowe wsporniki były złamane w połowie. Zerwane były także 
grube   zwoje   taśmy   izolacyjnej,   którą   zabezpieczono   aparaturę.   Zniknął   również   kawałek   kabla 
telewizyjnego o długości około 30 cm. Badanie pozostałej części kabla wykazało, że został on 
przecięty za pomocą noża.

Podekscytowani członkowie zespołu wrócili do punktu dowodzenia, ponieważ wiedzieli, że słup 

telefoniczny, który został zaatakowany, znajdował się w polu widzenia kamer umieszczonych na 
szczycie  innego słupa, który znajdował się 60 metrów  dalej. Zakładali,  że to, co zdemolowało 
kamerę   zamontowaną   na   pierwszym   słupie,   będzie   dobrze   widoczne   na   nagraniu   wideo 
zarejestrowanym przez kamerę umieszczoną na drugim słupie. Kiedy przewinęli taśmę do tyłu i 
odtworzyli nagranie, nie zobaczyli na nim nic podejrzanego. W momencie, w którym pierwsza 
kamera była demolowana, kamera umieszczona na drugim słupie nic nie wykazała. To wydarzenie 
stworzyło jakby wzorzec tego, co miało nastąpić.

–   Zaproponowałem   nawet   specjalną   nazwę   dla   tego   zjawiska   –   powiedział   pułkownik   John 

Alexander, emerytowany oficer wywiadu wojskowego, który wciąż pracuje przy tajnych projektach 

background image

realizowanych przez Państwowe Laboratorium Los Alamos oraz jako doradca NATO. – Nazwałem 
to „jasnowidzącą świadomą inteligencją”. To coś bez wątpienia charakteryzuje się inteligencją i 
zdaje się wiedzieć z góry, co mamy zamiar zrobić.

Pułkownik Alexander jest byłym doradcą NIDS, który odwiedził ranczo, aby sprawdzić, co się 

tam dzieje. Będąc naukowcem i wojskowym, niechętnie wyciąga wnioski dotyczące natury tego, co 
tam się dzieje. Po zbadaniu miejsca zdarzeń i zapoznaniu się z raportami świadków sądzi jednak, że 
za tymi zjawiskami kryje się jakaś inteligencja i że najwyraźniej bawi się ona w kotka i myszkę z 
tymi, którzy usiłują ją podglądać.

Ten sam wniosek wyciągnął również inny pracownik NIDS. Posiada doktorat z fizyki oraz długą 

listę cenionych przez świat nauki prac z zakresu najważniejszych koncepcji naukowych, a także 
długą   historię   zatrudnienia   w   zespołach   eksperckich   i   tajnych   przedsięwzięciach   wojskowych. 
Prosił, aby nie podawać jego nazwiska, ponieważ uważa, że jeśli jego zaangażowanie w wydarzenia 
na ranczu zostanie podane do publicznej wiadomości, już nigdy nikt nie zatrudni go przy tajnych 
pracach naukowych.

– To bardzo zagmatwany przypadek. Nic nie jest pewne w stu procentach. To nie takie proste jak 

gadanie,   że   dokonały   tego   istoty   pozaziemskie   lub   UFO   –   oświadczył.   –   To   jakiś   rodzaj 
świadomości, ale zawsze jest w tym coś nowego, innego. To coś reaguje na ludzi i ich aparaturę. 
Zaaranżowaliśmy na ranczu wszystko tak, aby mogło służyć jako naukowy poligon doświadczalny, 
ale nauka nie wydaje się, niestety, być otwarta i przygotowana na rozwiązywanie tego rodzaju 
problemów.

Lód i dinozaury

Jak   gdyby   w   celu   uwypuklenia   całej   sprawy,   zjawiska   na   ranczu   zdają   się   systematycznie 

rozwijać.  Jedno z najnowszych wydarzeń miało  miejsce  pewnego chłodnego  poranka w lutym. 
Dozorca   posiadłości   przeprowadzał   właśnie   poranny   obchód   terenu.   Kiedy   przechodził   obok 
wodopoju, zauważył dziwny okrągły wzór na cienkim lodzie, który powstał w ciągu nocy. Coś 
wyrzeźbiło   w   lodzie   doskonale   okrągłe   koło.   Miało   ono   1,8   metra   średnicy   i   przypominało 
piktogramy   zbożowe   widywane   na   angielskich   polach   pszenicy.   Nacięcie   sięgało   zaledwie   pól 
centymetra w głąb lodu, który był mniej więcej dwa razy grubszy. To z kolei rodzi pytanie: jak 
można było tego dokonać? Ktoś stojący na błotnistym brzegu zostawiłby na nim ślady, jednak 
jedynymi śladami, jakie tam znaleziono, były ślady bydła. Sam lód był tak cienki, że praktycznie 
nie był w stanie utrzymać jakiegokolwiek obciążenia i gdyby ktoś na nim stanął, z pewnością by 
popękał i połamał się. Czyżby ktoś unosił się nad taflą lodu i z tej pozycji wyciął idealne koło? W 
jaki sposób i, co ważniejsze, w jakim celu?

Postępując zgodnie z metodami naukowymi, pracownicy NIDS pobrali próbki lodu i poddali je 

bezzwłocznie analizie. Zbadali natężenie pola magnetycznego i promieniowania elektromagnetycz-
nego, sprawdzili, czy w pobliżu nie ma jakichś podejrzanych śladów, ale nic nie znaleźli. Tego 
zdarzenia nie dało się wyjaśnić żadnym zjawiskiem naturalnym, poza tym nigdy więcej niczego 
podobnego już nie zaobserwowano.

Pracownicy   NIDS   opracowali   poufny   raport   opisujący   wszystkie   zaobserwowane   na   ranczu 

wydarzenia. Czytanie go sprawia, że człowiekowi włosy jeżą się ze strachu na głowie. Do chwili 
obecnej badacze odnotowali siedem wyraźnych wydarzeń z towarzyszeniem anomalii magnetycz-
nych. Mówiąc  najprościej,  ich kompasy wariowały, kiedy  przebywali w zasięgu  zjawiska. Igły 
kompasów wykonywały niekontrolowane ruchy albo wskazywały pionowo w dół i nikt nie potrafił 
tego rozsądnie wytłumaczyć.

Było kilka przypadków, w których ujawniała się swego rodzaju niewidzialna siła przemieszcza-

jąca się po ranczu i poprzez stado zwierząt. Jeden ze świadków doniósł o rozsuwającej się w kanale 
wodzie, jak gdyby szybko przemieszczało się w niej duże, niewidzialne zwierzę. Było wyraźnie 
słychać odgłosy chlapania, a w powietrzu czuło się wstrętny gryzący odór, lecz nic nie było widać. 
O   takim   samym   zjawisku   dwa   miesiące   później   doniósł   ranczer   z   sąsiedztwa.   Gormanowie 
powiadają, że wiele razy byli świadkami, jak coś niewidzialnego przemieszczało się między ich 
bydłem rozdzielając stado. Ich sąsiad poinformował, że również był świadkiem podobnych zdarzeń.

background image

Spośród wszystkich dziwnych zjawisk występujących na ranczu palmę pierwszeństwa można 

przyznać temu, do którego doszło 12 marca 1997 roku. Warczące psy zwróciły uwagę ludzi na coś 
przemykającego po rosnącym w pobliżu zabudowań drzewie. Tom Gorman chwycił sztucer i ruszył 
ciężarówką w jego kierunku. W ślad za nim innym pojazdem pojechali dwaj pracownicy NIDS. W 
górze,   wśród   gałęzi,   wypatrzyli   parę   wielkich,   żółtawych,   gadzich   oczu.   Jak   stwierdzili,   łeb 
zwierzęcia, do którego należały, musiał mieć co najmniej metr szerokości. U stóp drzewa było coś 
jeszcze.   Gorman   opisał   to   jako   ogromne   włochate   zwierzę   o  potężnie   umięśnionych   przednich 
łapach i psiej głowie.

Gorman,   który   jest   znakomitym   strzelcem,   wypalił   do   obu   stworzeń   z   odległości   około   40 

metrów. Wyglądało na to, że stworzenie siedzące na ziemi zniknęło, zaś to na drzewie najwyraźniej 
spadło na ziemię, ponieważ Gorman słyszał odgłos ciężkiego upadku na śniegu. Wszyscy trzej 
pobiegli przez pastwisko i zarośla, starając się dopaść to, jak im się zdawało, zranione zwierzę, lecz 
nie znaleźli  ani zwierzęcia,  ani śladów  krwi. Nazajutrz  wynajęto zawodowego tropiciela,  który 
przeszukał teren, ale bez rezultatu.

U stóp drzewa znaleziono i sfotografowano dziwny ślad lub ściślej ślad szponów. Odciśnięty w 

śniegu ślad musiał pochodzić od czegoś dużego. Miał postać trzech znaków, na podstawie których 
domyślono się, że pochodzi od ostro zakończonych pazurów. Późniejsza analiza i porównanie śladu 
doprowadziły do odkrycia przerażającego podobieństwa – ślad przypominał ten, który pozostawiał 
velociraptor, wymarły dinozaur rozsławiony przez filmy z cyklu Park Jurajski. (Nawiasem mówiąc, 
żaden pracownik NIDS nie twierdzi, że zastrzelił vclociraptora. Po prostu, nie wiedzą, co to było).

Dalsze zabójstwa bydła

Dwa dni przed wyżej opisanym wydarzeniem, na ranczu znaleziono inne okaleczone zwierzę i 

jest to jedyny przypadek, który NIDS potwierdził publicznie przed publikacją tego artykułu. Tom 
Gorman i jego żona przez cały niedzielny ranek znakowali uszy nowo narodzonych cieląt. Założyli 
kolczyk   cielakowi   urodzonemu   w   pobliżu   zabudowań   rancza,   a   potem   przez   około   45   minut 
chodzili po pastwisku. W czasie gdy znajdowali się w odległości około 200 metrów, cielak ten 
został   kompletnie   odarty   z   ciała.   Gormanów   zaalarmowały   jęki   jego   matki.   Jego   wnętrzności 
zostały ułożone na ziemi jakby w jakimś rytualnym geście, zaś mięso zniknęło – zostały tylko skóra 
i kości. Ani na ziemi, ani na resztkach zwierzęcia nie znaleziono śladów krwi.

Przebywający na ranczu zespół NIDS szybko spenetrował teren w poszukiwaniu śladów. Resztki 

cielaka przesłano do dwóch laboratoriów patologicznych. Obaj patolodzy uznali, że cielak został 
zaszlachtowany przy pomocy dwóch narzędzi: czegoś przypominającego ciężką maczetę i czegoś w 
rodzaju ostrych nożyc. Jednak do dziś nie wiadomo, jak to zrobiono w biały dzień na otwartym 
pastwisku i w polu widzenia ranczerów pozostając dla nich niewidocznym. (Drugi cielak zniknął 
tego samego ranka po zakolczykowaniu i nigdy go nie znaleziono. Od momentu przybycia zespołu 
NIDS na ranczo podobny los spotkał 12 sztuk bydła. Pełne sprawozdanie w sprawie incydentów z 
bydłem można znaleźć na stronie internetowej NIDS).

Co się tam dzieje?

Kapitan  Keith Wolverton przez  ponad 20 lat pracował  jako oficer śledczy w biurze  szeryfa 

okręgu Cascade w Great Falls  w stanie Montana. W połowie lat siedemdziesiątych na tamtym 
terenie wystąpiła podobna fala aktywności UFO, okaleczeń bydła oraz obserwacji Wielkiej Stopy i 
Wolverton prowadził dochodzenia we wszystkich tych przypadkach.

– Wtedy poprosiłem mojego szefa o sześć tygodni na rozwiązanie tej tajemnicy – opowiada 

Wolverton. – Minęło już trzydzieści lat, a ja wciąż mam mnóstwo wątpliwości i żadnej odpowiedzi.

Wolverton   napisał   książkę   o   swoich   doświadczeniach   w   Montanie.   Przybył   na   ranczo,   aby 

podzielić się swoim doświadczeniem z NIDS i ustalić podobieństwa między wydarzeniami w Great 
Falls i tymi tutaj. Twierdzi, że nigdy nie słyszał o miejscu z taką koncentracją dziwnych zjawisk, 
jak ranczo Gormanów. Do podobnego wniosku doszedł mikrobiolog Colm Kellcher.

background image

–   Uważałem,   że   jeśli   oddelegujemy   tam   wystarczającą   liczbę   personelu   wyposażonego   w 

odpowiedni sprzęt, zamkniemy wszystkie dojścia i będziemy stosować wyłącznie naukowe metody, 
to prawdopodobnie uzyskamy zadowalające odpowiedzi – opowiada Kelleher. – A teraz stoimy w 
obliczu około stu dziwnych przypadków, z których wiele jest dobrze udokumentowanych. Jednak 
jeśli ktoś usiłowałby nazwać 10 dowodami naukowymi, zostałby wyśmiany.

Główną   przyczyną   niechęci   NIDS   do   publicznego   wystąpienia   z   informacjami   dotyczącymi 

rancza jest to, że wciąż jest niewiele do powiedzenia. Dla organizacji o charakterze naukowym 
opublikowanie dużej liczby przerażających historii przyniosłoby skutki odwrotne do zamierzonych, 
zwłaszcza gdyby w rezultacie takiej enuncjacji posiadłość tę najechały hordy zwariowanych na tle 
UFO maniaków i zaczęły ingerować we wszystko, co się tam dzieje. Proszę nie zrozumieć mnie źle 
– zjawiska na ranczu z całą pewnością zawierają w sobie element interaktywny, reagują na ludzi, 
wydarzenia i zakłócenia. W wielu przypadkach wydaje się, że są zdolne do antycypowania tego, co 
ma nastąpić.

–   Jedyną   rzeczą,   jaka   wymyka   się   obserwacjom,   jest   ich   nieprzewidywalność   –   podkreśla 

Kelleher.  –  Nigdy  nie   wystąpiły   dwa  zjawiska  w   tym   samym  trybie.  To  jakby   coś   w   rodzaju 
krzywej uczenia się, wzdłuż której jesteśmy prowadzeni. To jedyna rzecz, jaka jest tu zborna.

Czym można by wytłumaczyć to wszystko, co dzieje się na tym ranczu? Czyżby to była robota 

drapieżników występujących w przyrodzie, a może skutek poczynań złodziei bydła lub dowcip-
nisiów? Niestety, nie da się tych wszystkich zdarzeń przypisać tym dwóm czynnikom. Pracownicy 
NIDS brali również pod uwagę możliwość, że kryją się za tym indiańscy szamani lub adepci czarnej 
magii odprawiający na ranczu jakieś rytualne obrzędy. Podają, że plemię Utc uważa ranczo za 
miejsce złe, zakazane, ale to wyjaśnienie z wielu powodów mija się z prawdą.

Zagorzali zwolennicy UFO zaproponowali wyjaśnienie tego, co dzieje się na ranczu, w oparciu o 

poczynania  istot  pozaziemskich,   ale  pracownicy  NIDS   twierdzą,  że  nic   nie  przemawia  za  taką 
hipotezą. Jest możliwe, że pewne jednostki wojskowe mogą wytworzyć prawie wszystkie efekty 
zaobserwowane w okolicy w ramach na przykład eksperymentalnej wojny psychologicznej. (Tom 
Gorman przez dłuższy czas był przekonany, że właśnie tak jest, ale w końcu doszedł do wniosku, że 
to wyjaśnienie jest zbyt naciągane. Ktoś w końcu musiałby zauważyć tych żołnierzy w akcji).

Możliwości jest doprawdy niewiele. Jest jeszcze jedna możliwość warta rozważenia. Fizycy z 

najbardziej zaawansowanej dziedziny tej gałęzi wiedzy zaproponowali wyjaśnienie w oparciu o 
możliwość   istnienia   alternatywnych   wymiarów   lub   równoległych   światów.   Fizycy   kwantowi 
uważają,   że   mogą   istnieć   portale   (przejścia)   między   naszym   i   innymi   światami.   Koncepcja 
„wormholes”   („dziur   po   robakach”)   już   dawno   przestała   być   traktowana   jako   coś   z   zakresu 
fantastyki   naukowej.   Nowojorski   fizyk   i   pisarz   Michio   Kaku   wykazał   teoretycznie   możliwość 
istnienia w naszym Wszechświecie 11 wymiarów, mimo iż ludziom udało się jak na razie określić 
jedynie   cztery   z   nich.   Czyżby   świetlny   portal   zaobserwowany   na   ranczu   był   laką   „dziurą   po 
robakach”?

A jeśli takie portale rzeczywiście istnieją, czy umożliwiają istotom żyjącym po drugiej stronie 

przenikanie do naszego świata? Mimo iż to wszystko brzmi bardzo ekscentrycznie, czołowi fizycy 
uważają, że „dziury po robakach” i alternatywne wymiary są zgodne ze znanymi nam prawami 
fizyki,  a jeśli  tak. to nie będzie zbyt  śmiałym posunięciem  sugerowanie, że UFO, obce istoty, 
Wielka Stopa i inne stworzenia, a nawet poltergeisty i inne duchy, mogą pojawiać się i znikać bez 
możliwości ich wykrycia przez zakłopotanych i zdziwionych ludzi.

– Obce istoty mogą znajdować się tu i teraz – twierdzi Kaku. – Tu i jednocześnie w innym 

wymiarze, o milimetr od naszego.

Trzeba przyznać, że to wszystko brzmi bardzo odległe i nieprawdopodobnie, ale jeśli ktoś ma 

lepsze wytłumaczenie, to chętnie go wysłuchamy.

background image

Uwagi końcowe

Na   koniec   słowo   ostrzeżenia   w   stosunku   do   konserwatywnych   badaczy   zjawiska   UFO. 

Prawdopodobnie  prośba o  powściągliwość   adresowana  do tych  ludzi   będzie  daremna,   niemniej 
czuję się w obowiązku ją wyrazić.

Goście nie są mile widziani na ranczu Gormanów. Ranczo jest cały czas  patrolowane przez 

siedem dni w tygodniu i NIDS zdecydowanie oświadcza, że osoby wkraczające na jego teren bez 
zgody właściciela zostaną aresztowane i oskarżone w zakresie, w jakim dopuszcza prawo. Jednym z 
głównych dozorców posiadłości jest doświadczony stróż prawa, który ma za sobą 20 lat pracy w 
tym zawodzie i nie zawaha się przed zamknięciem ludzi, którzy będą pętać się po posiadłości, 
zaczepiać pracowników lub zwierzęta. Również inni mieszkający w pobliżu ludzie nie życzą sobie, 
aby ich indagowano, przeto radzimy zostawić ich w spokoju.

Co   więcej,   ci,   którzy   spodziewają   się,   że   zobaczą   UFO   lub   Wielką   Stopę,   będą   mocno 

rozczarowani. Aktywność o charakterze paranormalnym na terenie rancza prawie zupełnie zanikła 
w ciągu ostatniego roku, co stanowi główny powód udostępnienia przez NIDS materiałów do tego 
artykułu.

Zainteresowanych dalszymi szczegółami odsyłamy na stronę internetową NIDS mieszczącą się 

pod adresem: www.nidsci.org.

Autor: George Knapp
Magazyn UFO NR 4 (56) X-XII 2003